Source: http://prawatworcow.pl/blogerzy/kserowanie-jest-legalne/?replytocom=417
Timestamp: 2018-05-25 10:33:48
Legal References Found: art.23
 art.23
 art. 27
 art. 23

Art.23
 art. 23
 Art. 23
 art.23
 art.23
 art. 23
 art. 23

Document Content:
Kserowanie jest legalne Prawa Twórców – blog prawny Agnieszki Stach
Home tekst Kserowanie jest legalne
Kserowanie jest legalne
Co tu dużo mówić – kserowanie jest legalne, zarówno fragmentów jak i całych książek. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
Jeśli dziwi cię ta informacja, to znaczy, że najprawdopodobniej padłeś ofiarą propagandy wydawców i autorów. Walczą oni o swoje interesy ekonomiczne, co jest zupełnie zrozumiałe. Spotykam się z notkami wewnątrz książki, sugerującymi bezprawność kserowania, które odwoływały się nawet do „moralności studenta prawa”. Trudno zabraniać takich praktyk.
Z czego wynika legalność? Z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
art.23 1. Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. (…)
Tak więc szybko przeanalizujmy:
– wydana książka z pewnością jest „rozpowszechnionym utworem”,
– „nieodpłatnie na własny użytek osobisty” to w uproszczeniu użytek niekomercyjny,
– „osoby pozostające w związku osobistym” to na pewno rodzina, partnerzy życiowi, współlokatorzy i… w sumie nie wiadomo gdzie postawić linię końcową
Tak więc jeśli chcemy coś skopiować dla siebie, wystarczy że utwór został wcześniej rozpowszechniony i możemy go powielić nawet w całości. Jeśli chcemy skopiować i oddać komuś innemu, musi on pozostawać z nami w związku osobistym.
Hurt ksero
Powyższych przesłanek nie spełniają, czyli nie są zgodne z prawem, punkty ksero oferujące gotowe książki. Chodzi o sytuacje gdy możemy przyjść do ksero i kupić pełne ksero książki. Dlaczego nie mieści się to w art.23 ? Ponieważ ksero kopiuje wtedy w celach komercyjnych (a nie na własny użytek), a krąg osób jest nieograniczony (nie są to osoby pozostające w związku osobistym).
Na potrzeby szkolnych zajęć
Dlaczego więc kopiowanie książek i ich fragmentów na potrzeby zajęć w szkolnych jest legalne ? Z pewnością spotkaliście się z sytuacją kopiowania fragmentów podręcznika dla uczniów przez nauczyciela, udostępniania tekstów na seminarium czy przygotowywanie kopii dla osób piszących prace magisterskie.
Jest na to paragraf:
Instytucje naukowe i oświatowe mogą, w celach dydaktycznych lub prowadzenia własnych badań, korzystać z rozpowszechnionych utworów w oryginale i w tłumaczeniu oraz sporządzać w tym celu egzemplarze fragmentów rozpowszechnionego utworu.
Poszerza on zarówno określenie „użytek osobisty”, jak i „krąg osób pozostający w związku osobisty”, co jest tłumaczone wartością społeczną edukacji i prac naukowych.
Posted in tekst · Tagged: kopiowanie tekstów, open access
olgacecylia napisał...
A co w przypadku, kiedy ktoś kupuje podręcznik, kseruje go, a następnie oddaje do księgarni lub sprzedaje jako nieużywany? Spotkałam się z takimi praktykami w celu oszczędzenia na kosztach podręczników do nauki języków obcych, które są 2-3-krotnie droższe niż pozostałe podręczniki szkolne.
Dla prawa autorskiego nie ma znaczenia skąd pochodzi kopiowana książka. Opisana sytuacja jest legalna.
Inna sprawa, że z prawa cywilnego nie wynika, żeby książka kupiona fizycznie w księgarni mogła zostać oddana bez podania przyczyny. Ten przywilej dotyczy tylko sprzedaży na odległość i poza lokalem przedsiębiorstwa. O tym kiedy można oddać towar piszę tu http://prawowalgorytmach.pl/uncategorized/rekojmia-gwarancja-i-inne-konsumenckie-smaczki/
W kwestii oddawania podręczników – chodziło mi o sklep internetowy, tam można odesłać w ciągu 10 dni bez podania przyczyny :-)
Czyli powyższe jest raczej nieetyczne niż zabronione :-) Dziękuję za odpowiedź!
Tomasz Raczyński napisał...
W ramach tylko uzupełnienia, warto zauważyć że przywołany przez Ciebie Agnieszko art. 27 nie odnosi się do szkół prywatnych.
Kwestią do zastanowienia się jest jeszcze czy naruszeniem prawa autorskiego jest przypadek gdy punkt kserograficzny posiada książki w pamięci wewnętrznej ksera i jedynie dokonuje ich wydruku (jest to trochę inny przypadek niż jeśli punkt kserograficzny posiada książki już kserowane podawane spod lady) :)
Dzięki za uzupełnienie Tomek. Pewnie nie zawsze będę pisać zupełnie wyczerpująco. Mam wrażenie, może mylne, że natłok wyjątków trochę odstrasza ludzi przed czytaniem o prawie. Może wrócę kiedyś do tematu i napiszę jeszcze o tym.
Mam nadzieję, że jako fachowiec będziesz częstym komentatorem :)
Musze sobie dodać twój nowy projekt do swojego czytnika RSS i pewnie jak coś nowego się pojawi to chętnie zajrzę ;)
Moim zdaniem im więcej pisze się o prawie tym lepiej ale wiadomo jak się jest czymś bardzo zainteresowanym to się trochę za bardzo w to wgłębia :)
Niemniej jednak od roku obserwuje że jeśli chodzi o prawo własności intelektualnej to zainteresowanie jest duże (między innym z powodów takich przypadłości jak ACTA czy tez ostatnio CETA i ITU) i ludzie chcą na ten temat czytać. Szkoda tylko że czasami w internecie niektóre pojęcia są (przynajmniej przez dziennikarzy mylone) i warto żeby powstawały miejsca gdzie można sprawdzić podstawowe informacje na temat PWI .
Anonimka napisał...
A jak jest ze szkołami językowymi? Czy lektor może swoim uczniom rozdać kserówki? A jak jest z prywatnymi lekcjami/ korepetycjami z języka? Proszę bardzo o odpowiedź, to dla mnie ważne :)
Tomek napisał...
Czy w związku z tym możemy odnieść to do filmów, mp3 i jakiegokolwiek utworu literackiego, artystycznego, filmowego audiowizualnego itd..? Czy inne utworu są objęte jakimiś dodatkowymi przepisami?
Co do zasady tak – możliwość kopiowania i pożyczania obejmuje też filmy, mp3 i inne formy twórcze. Wyjątkiem są tylko programy komputerowe, których nie można nawet wypożyczać znajomym, chyba że wewnętrzna licencja na to pozwala. Będę o tym pisała w kolejnych notkach ale jeśli interesuje Cię ten temat to poszukaj w googlach pod hasłem „dozwolony użytek”. Pozdrawiam! :)
Krzysztof Lehmann | Konsument w sieci napisał...
Dla dopełnienia tematy, dodam tylko, że Sąd Okręgowy w Warszawie stwierdził już, że przedsiębiorca nie może konsumentom ograniczać możliwości kserowania książek do określonej liczby stron (czyli potwierdzenie tego o czym pisze Autorka w pierwszym wersie).
Taki zapis umowny znalazł się w rejestrze klauzul niedozwolonych pod poz. 2878. Kto zainteresowany tematem odsyłam do opisu tego wyroku (jeśli taka reklama niedozwolona proszę o usunięcie linka) – http://konsumentwsieci.pl/index.php/ograniczenia-przy-kserowaniu-ksiazek-a-prawa-konsumentow/
Agnieszka napisał...
bardzo prosze o odpowiedz:
czy to jest legalne jesli:
kupie np. trzy rozne podreczniki do jez. angielskiego, wybiore z nich strony, ktore mnie interesuja (nie cale ksiazki) zrobie z nich ksero i rozdam pieciu moim znajomym?
Tak, rozdawanie skopiowanych zdjęć z podręcznika znajomym nie będzie łamaniem prawa.
Adam napisał...
Zaraz, zaraz, a co z art. 23.2 definiującym zakres własnego użytku osobistego? Wynikałoby z niego, że jeśli np. mój kolega ze studiów pożyczy mi książkę i ja ją sobie skseruję, to jest OK. Ale jeśli pożyczę książkę z biblioteki i ją skseruję, to już nie jest OK, bo jaki jest mój związek osobisty (pokrewieństwo, powinowactwo, stosunek towarzyski) z… no właśnie, kim? Kto jest właścicielem tej książki? Ani pani bibliotekarka, ani dyrektor biblioteki, tylko biblioteka jako instytucja. Ale weźmy łatwiejszy przykład: jeśli znajomy pożyczy mi mp3, to mogę ją sobie skopiować, ale już ściągnąć z popularnego internetowego gryzonia nie, gdyż z właścicielem konta na tym portalu nie łączy mnie żaden związek, jest to zupełnie obca mi osoba. I chyba prawnik dość łatwo jest to w stanie wykazać, poza przypadkami granicznymi. Tak więc i w pierwszym, i drugim przykładzie KOPIOWANIE UTWORÓW ŁAMIE USTAWĘ O PRAWIE AUTORSKIM I PRAWACH POKREWNYCH.
Art.23.2 i wskazany krąg osób dotyczy grupy DLA której można oddać skopiowaną książkę. Krąg podmiotów od których możemy kserować jest nieograniczony- jedynym warunkiem jest wcześniejsze publiczne udostępnienie utworu. Tak więc również ściąganie plików z dowolnego źródła jest legalne.
Nie będzie natomiast legalne ich udostępnianie, ponieważ skoro udostępniamy w sposób nieograniczony w internecie, a nie tylko w kręgu osób pozostających w związku osobistym, to nie zostaje spełniony art. 23.2.
A to ciekawe, bo artykuł 23.1 dotyczy KORZYSTANIA, a nie ROZPOWSZECHNIANIA. Przypomnę: „Art.23 1. Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego.” Mamy tu koniunkcję („już rozpowszechniony utwór” i „zakres własnego użytku osobistego”), co oznacza w świetle zasad logiki (którą mają na pierwszych latach wszyscy studenci prawa), że MUSZĄ BYĆ SPEŁNIONE OBA WARUNKI! Art. 23.2 tylko doprecyzowuje, czym jest ów wspomniany użytek osobisty („krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego”).
Logiczny wniosek jest taki, że jeśli nie pozostaję w związku osobistym z osobą, która rozpowszechniła utwór, nie mogę korzystać z tego utworu.
Nawet interpretując tak jak Ty sformułowanie „już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego” – że utwór został rozpowszechniony DLA użytku osobistego, oznacza to, że jeśli mamy świadomość, że utwór nie został rozpowszechniony wyłącznie dla użytku osobistego, nie możemy z niego korzystać. Dotyczyłoby więc to wszystkich PUBLICZNIE DOSTĘPNYCH kont na chomikuj.pl, bibliotek itp.
Znowu będę czekał na odpowiedź 2 tygodnie?
Wyjaśnijmy dwa pojęcia. „Korzystanie” w ramach użytku osobistego obejmuje właśnie możliwość udostępniania osobom z bliskiego otoczenia.”Rozpowszechnianie” to udostępnianie nieograniczonemu kręgu osób.
Przepis mógłby brzmieć „Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu” ale dodanie terminu „w ramach użytku osobistego” pozwoliło na doprecyzowanie korzystania i poszerzenie grupy osób, do której dany utwór może dotrzeć.
Nie ma w tym nic skomplikowanego, że ściąganie plików z sieci jest legalne. Jeśli nie ma Pan zaufania do mnie proszę zaczerpnąć informacji na dowolnej innej stronie internetowej.
5 lat ago	·
„Przepis mógłby brzmieć „Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu” ale dodanie terminu „w ramach użytku osobistego” pozwoliło na doprecyzowanie korzystania i poszerzenie grupy osób, do której dany utwór może dotrzeć.”
Poszerzenie??? A może raczej: zawężenie? Masz kłopoty z logicznym myśleniem, droga koleżanko. Przepis brzmi, jak brzmi, a nie jak „mógłby brzmieć”, a ostatni człon nie jest umieszczony bez powodu. Wskazuje on jednoznacznie, że z rozpowszechnionego utworu można korzystać TYLKO w ramach użytku osobistego. A ten z kolei jest jasno zdefiniowany w kolejnym punkcie tego samego artykułu. Na pewno własny użytek osobisty nie oznacza, że korzystam z utworu na własne potrzeby, jak się niektórym wydaje.
Po prostu nie zrozumiałaś tego przepisu, Agusiu. Zamiast w zaparte bronić swoich racji, przyznaj się po prostu do błędu. I nie masz co się obruszać – możesz sobie pisać do woli, ale wieczorami do prywatnego pamiętniczka – mi nic do tego. W tym przypadku dałbym jednak głowę, że znaleźliby się tacy, którzy zaufali Twoim radom prawnika i w ten sposób ZŁAMALI PRAWO, a to już jest działalność szkodliwa społecznie, żeby nie użyć mocniejszych słów. Zdajesz sobie sprawę ze swojej odpowiedzialności i że nierozważnymi wpisami przyczyniasz się do naruszania prawa, co jest zaprzeczeniem misji i roli społecznej prawnika?
Droga studentko prawa, dlaczego nie dopuszczasz do publikacji komentarzy, które wykazują błędy w Twoim toku wnioskowania i niezrozumienie przepisów? Ładnie to tak? Nie potrafisz odnieść się merytorycznie do czyichś uwag? A co z faktem, że w ten sposób przyczyniasz się do błędnego rozumienia prawa przez osoby czytające Twojego bloga? Byłabyś w stanie ponieść konsekwencje za ich działania, mogące przez to być w niezgodzie z obowiązującym prawem? Taka z Ciebie prawniczka? Co z Twoją „misją” działań społecznikowskich, o których z takim zapałem lubisz opowiadać? Czasem, jak się czegoś nie wie albo nie jest pewnym, lepiej milczeć niż wprowadzać innych w błąd. Jako przyszła prawniczka powinnaś mieć świadomość odpowiedzialności za wygłaszane publicznie słowa. Czego Ci szczerze życzę, dla Twojego dobra. Adam
Ankoan napisał...
Witam. Co do ilości kserowanych stron też da się obejść- można JEDNORAZOWO skopiować do 23 stron (czy coś koło tego, już dobrze nie paiętam). Pracowałam w instytucji publicznej, w której nas strasznie mocno pilnowali, jeśli chodzi o ten przepis więc- czytelnik pożyczał książkę kserował, oddawał, wychodził i za 5 minut wracał pożyczał kserował…i tak w kółko. Długo to trwało i było upierdliwe delikatnie mówiąc, ale cóż….
Autorzy i wydawcy ułatwili by wszystkim życie gdyby e-booki były tańsze. Za granicą to są groszowe sprawy nawet poniżej 1 dolara. U nas cena pomiędzy e-bookiem a wydaniem papierowm różni się o 10 zł może mniej. Bez sensu- zwłaszcza jak książka może być literackim bublem. Jestem książkoholikiem, i potrafiłam wydać naprawdę duże pieniądze na ten cel, pomimo pracy w bibliotece. Przy obecnych cenach już nie.
Zagraniczne uczelnie (Skandynawia głównie) oferują pełny dostęp on-line do podręczników oraz książek dodatkowych, wymaganych przez swoich profesorów -zupełnie za darmo. Wystarczy być studentem. Było by pięknie…
To przykre słyszeć, że jakaś instytucja publiczna nie znała prawa na tyle, żeby wprowadzać limity stron. Jeżeli faktycznie chodziło o 23 strony to byłby piękny paradoks bo właśnie w art.23 ustawy o prawach autorskich jest odpowiedź na to, że kserowanie jest legalne :)
O, widzę, że mój wpis po uwadze napisanej do autorki nagle się ukazał. Ciekawe, ile innych komentarzy wyleciało w przestrzeń niebytu, bo jakoś nie wierzę, żebym pierwszy zwrócił uwagę na przedmiotowy fakt. A gdybym bardzo chciał, mógłbym przyczepić się do jeszcze kilku innych rzeczy. Pani studentce prawa polecam dokładniejsze czytanie ustaw i głębsze przemyślenie ich treści, zamiast kasowania krytycznych komentarzy odnoszących się do jej twórczości. Jak ktoś coś publikuje, to niestety musi liczyć się z publiczną krytyką.
Jak widać mam trudności ze znalezieniem czasu na zatwierdzanie komentarzy, nie wspominając już o odpisywaniu na nie.
Nie zatwierdzam jedynie komentarzy spamerskich lub tworzonych przez roboty. Dopuszczam nawet te złośliwe, napastliwe czy oczerniające mnie.
Do Pańskich wątpliwości ustosunkuje się w wolnej chwili.
A jednak znalazłaś czas na odpisanie na mój, celowo nieco prowokacyjny, komentarz. Na zatwierdzenie poprzedniego też – dziwnym trafem akurat wtedy, gdy postanowiłem o nim przypomnieć. Ile to czasu potrzeba na zatwierdzenie kilku komentarzy? Jaka to skomplikowana procedura prawnicza jest konieczna do rozróżnienia komentarzy pisanych przez ludzi i roboty, gdy jeden i drugi musi podać swój adres e-mail? Może lepiej byłoby kasować później niepotrzebny spam zamiast wystawiać na próbę cierpliwość swoich czytelników? Zakładając, że wpis na blogu z rewelacjami, co można robić, a czego nie można, najbardziej intensywnie jest czytany przez pierwszych kilka dni, a komentarze ukazują się dopiero po kilku dniach, to jednak taki wpis może narobić trochę szkód, nie uważasz, droga studentko?
Tłumaczenie się z tego jak gospodaruje czasem uważam za absurd, tak więc nie będę kontynuować z Panem dyskusji na ten temat.
A czy ja żądam jakiejś dyskusji? Ja po prostu oceniam Twoje zachowanie, Agusiu, a chyba mam do tego prawo, prawda? No i dobrze by było, żebyś w końcu poprawiła te te herezje, które nawypisywałaś wyżej. Naprawdę ludzie nie są tacy głupi, jak może się Tobie – nieopierzonemu kurczakowi – wydawać.
Paweł napisał...
Adam- napisz artykuł , udostępnij go bezpłatnie w necie, potem dyskutuj o nim z ludźmi itp. – czyli zrób coś dla innych, poświęć swój czas innym – a nie się czepiasz, jesteś gnojkiem zadufanym w sobie, ton wpisów masz prostaka, bo nim bez wątpienia jesteś, a „Agusiu” to do swojej starej wołaj, a nie do nieznanej ci osoby.
Janusz napisał...
I w tym momencie sam pokazałeś, że to ty Pawle jesteś gnojkiem i prostakiem. Adam ma rację – jak ktoś coś publicznie ogłasza, to musi liczyć się też z publiczną krytyką. Napisz lepiej coś na temat kserowania, o ile potrafisz.
PS. Do Autorki: Wprowadzanie czytelników w błąd nie ma nic wspólnego w popularyzacją prawa. Doceniam dobre chęci, ale jak to się mówi – dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło.
Nikt nie został wprowadzony w błąd. Można kserować książki zarówno pożyczone z biblioteki jak i te pożyczone od znajomego co wynika z art.23, czyli z samego faktu, że utwór został uprzednio rozpowszechniony. Jeśli ktoś dał wiarę Panu Adamowi i uznał, że jestem niekompetentna, te strony mogą rozwiać Państwa wątpliwości http://prawokultury.pl/pierwsza-pomoc/8/ ; http://bibliosfera.tv/wideo/117/dozwolony-uzytek-w-bibliotece-odcinek-3/ .
Liczę się z publiczną krytyką, ale miałam cichą nadzieję na trochę kulturalniejszy jej ton.
No właśnie nie wynika, bo podczas korzystania z rozpowszechnionych utworów musi być jeszcze spełniony warunek „własnego użytku osobistego”, który sprytnie pominęłaś w swojej wypowiedzi (jest o nim mowa w art. 23). A czytelnicy… cóż, widać bardziej wolą dawać wiarę na podstawie argumentów, a nie na piękne oczy. Przynajmniej ci inteligentniejsi…
Alicja napisał...
Na poparcie tez zawartych w artykule autorki przywołam sentencję Decyzji SKO we Wrocławiu z dnia 19 maja 2005 r. SKO 4542/2/05: „Skoro – zgodnie z art. 23 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych – bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego, tam gdzie przepisy ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. -Prawo ochrony środowiska przewidują publiczną dostępność pewnych dokumentów objętych prawem autorskim, złożenie ich przez autorów stanowi zgodę na ich dalsze udostępnianie społeczeństwu, przy czym żądający informacji o środowisku mają prawo do ich wykorzystywania jedynie w celach własnego użytku osobistego (…).”
Joanna napisał...
Chciałabym się dowiedzieć,czy korzystając z książki w księgarni mogę zgodnie z prawem opracowywać jej treść lub kopiować treści w niej zawarte? Zostałam dziś wyproszona z księgarni przy robieniu notatek na komputerze z jednej z nowszych pozycji nieudostępnianych przez biblioteki. Czy mam prawo korzystać z takich pozycji przy opracowywaniu (bądź co bądź) własnego tekstu będącego przedmiotem prawa autorskiego?
Dzięki za odpowiedź =)
Hmm, ciekawa sytuacja. Przepisywanie książki niczym nie różni się od jej kopiowania, a jak pisałam wyżej to drugie jest legalne. Nie wspominając o notatkach, które najprawdopodobniej są już Twoim autorskim dziełem (musiałabym zobaczyć
). Tak więc odpowiedź brzmi- tak masz [autorskie] prawo korzystać z takiej książki na terenie księgarni.
Z drugiej strony, tak samo jak właściciel sklepu może zabronić Ci jeść w środku czy po prostu wyprosić bez powodu, tak samo może wyrzucić za demoralizowanie pozostałych klientów poprzez robienie notatek ;)
Marta napisał...
Ale przecież nie chodzi ani o prawa autorskie, ani o demoralizowanie klientów! Księgarnia to nie biblioteka. Książki w księgarni są na sprzedaż. Jeśli Joannie potrzebna jest książka, a nie chce jej kupić, powinna iść do biblioteki lub czytelni. Właściciel księgarni chce oferować klientom książki nowe, nie wymacane czy rozłamane na konkretnych stronach. No i przede wszystkim nie prowadzi usług polegających na nieodpłatnym udostępnianiu towaru. Przypominam: do momentu dokonania zakupu książka nie jest dobrem publicznym, jest własnością księgarni i ta ostatnia ma prawo wyprosić osobę, która rozporządza jej majątkiem bez zezwolenia.
Analogicznie: czy wolno nam wejść do drogerii, wziąć z półki grzebień, uczesać włosy i wyjść? :)
adwokat Marcin Rębowski napisał...
Swego czasu była akcja ścigania punktów ksero za kserowanie hurtowe podręczników. Ciekawy wpis.
Aplikant napisał...
Najbardziej ciekawi to, że punkty ksero ulegają często tej presji i nie odmawiają kserowania całości książki. Wiadomo, że niektóre książki warto kupić i mieć, ze względu na treść merytoryczną….
Kolejna dezinfoirmacja, która sieje chaos wśród czytających!
Jak można twierdzić, że kserowanie (kopiowanie) jest legalne na podstawie:
„2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego. ” ?
przecież w tym artykule jest wyraźnie napisane „korzystanie z POJEDYNCZYCH egzemplarzy utworów”
a KSEROKOPIA NIE JEST POJEDYNCZYM EGZEMPLARZEM, bo jest już kolejnym, co najmniej drugim egzemplarzem. Ponadto kserokopiarkę trzeba mieć w domu, bo punkt ksero nie jest w związku osobistym. Jeżeli zaś jest wyraźne zastrzeżenie, że nie ma zgody na kopiowanie, to kserowanie stanowić będzie naruszenie autorskich praw osobistych, które posiadają znacznie większą wartość niż prawa majątkowe.
Demetriusz napisał...
1. Ustawa nie limituje ilości wykonanych kopii. Nie musicie się zatem ograniczać do korzystania z „pojedynczych egzemplarzy”. Mimo, że w przepisie ustawodawca użył takiego sformułowania, w doktrynie podnosi się, że słowo „pojedynczych” zostało użyte tutaj w sposób niefortunny i należy to interpretować rozszerzająco- jako zakaz sporządzania dużej liczby kopii danej książki. Poza tym, nie bez powodu użyto zwrotu „egzemplarzy” w licznie mnogiej, co tylko dowodzi, że ustawodawca nie miał na myśli sporządzania jednego egzemplarza. Wypaczyło by to sens tej regulacji.
2. Czy musimy kserować książkę osobiście czy mogą to zrobić osoby trzecie- w tym wypadku pracownicy naszego ksero? Pomijając to, jak należy rozumieć związek osobisty, trzeba sięgnąć do artykułu 20(1) ust.1 pr.aut., który wprost stanowi, że punkty kserograficzne, które kserują dla własnego użytku osób trzecich mają obowiązek do uiszczania określonych opłat, na rzecz twórców i wydawców, za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania(OZZ) prawami autorskimi. Zatem, nie trzeba mieć kserokopiarki w domu.
Dawno nie czytałem bzdur logicznych: „w doktrynie podnosi się, że słowo „pojedynczych” zostało użyte tutaj w sposób niefortunny i należy to interpretować rozszerzająco- jako zakaz sporządzania dużej liczby kopii danej książki.”
A na jakiej podstawie „należy” tak interpretować? Bo tak sobie wymyśliłeś? W ustawie jest jasno napisane, że tylko egzemplarz pojedynczy wchodzi w zakres dozwolonego użytku osobistego.
„Poza tym, nie bez powodu użyto zwrotu „egzemplarzy” w licznie mnogiej, co tylko dowodzi, że ustawodawca nie miał na myśli sporządzania jednego egzemplarza.” – kolejna bzdura, która niczego nie dowodzi i chyba nie wiesz czym jest dowód w prawie.
Całe zdanie ustawy brzmi „Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z POJEDYNCZYCH EGZEMPLARZY UTWORÓW”. To znaczy, że skoro w Polsce są tysiące różnych utworów, to można korzystać z pojedynczego egzemplarza utworu A, pojedynczego egzemplarza utworu B, pojedynczego egzemplarza utworu C… dziś, jutro, pojutrze. I właśnie to razem daje liczbę mnogą. Stąd słowo „egzemplarzy” w licznie mnogiej, ale każdy z nich niezależnie może być wykorzystny tylko w liczbie pojedynczej, czyli – jako raz, jako jeden, jako 1.
Trudnego myślenia to nie wymaga, ani nic niefortunnego w takim sformułowaniu nie ma.
Karolina napisał...
a mi zawsze wykładowcy mówili, że kserowanie to naruszenie praw autorskich i takim sposobem kupowało się potrzebne książki. Do tej pory mam na książkę dotyczącą prawa europejskiego http://ksiazkiprawnicze.wordpress.com
Ika napisał...
Czasami jednak trafia się na ludzi uczciwych, podobnie jak niektórzy z komentujących :) czytałam takie przypadek: http://www.eporady24.pl/skopiowanie_ksiazki_a_dozwolony_uzytek,pytania,17,57,7545.html i tu osoba zastanawia się, czy w ogóle może sobie skserować książkę (takiego białego kruka, jak wynika z opisu), bo potrzebuje jej do pracy mgr. ja się nawet nie zastanawiałam nad takimi rzeczami na studiach :P
Ogrodolandia napisał...
Ja też pamiętam, jak negowane były u nas kserówki. Trzeba było mieć oryginały, bo straszyli nas właśnie łamaniem praw autorskich. Najgorsze było to, że czasem z całego tomiszcza potrzebne były dwa rozdziały… Kserowało się je w poczuciu dokonywania ciężkiego przestępstwa gospodarczego…
patrycja napisał...
czy można zrobić kserokopie książki już skserowanej w całości lub części?
Robert napisał...
Instytucje naukowe i oświatowe mogą, w celach dydaktycznych lub prowadzenia własnych badań, korzystać z rozpowszechnionych utworów w oryginale i w tłumaczeniu oraz sporządzać w tym celu egzemplarze fragmentów rozpowszechnionego utworu – czy dotyczy to także ćwiczeń, sprawdzianów, testów itp. Nauczyciel może przecież cytować Mickiewicza czy nauczać chemii ale „skserować” test z matematyki czy polskiego to już nie jest chyba legalne?
cebulaka napisał...
Wysle go znajomym. Czekam na więcej wiadomosc Pozdrówka!
ksero napisał...
Jak dla mnie to podstawowym problemem jest określenie użytku osobistego. W praktyce nie wiadomo co to oznacza.
olga napisał...
Artykuł prawdziwy i taki życiowy. Podajemy się propagandzie wydawców/drukarni, bo nie mamy czasu czytać prawa, lub nie do końca potrafimy to prawo zinterpretować. Dlatego analiza w takim artykule i komentarze są bardzo przyjazne dla laików prawa. Dzięki.
Anna napisał...
Przy tak wysokich cenach książek na rynku polskim chyba nie dziwi nikogo, że studenci kserują podręczniki. Chcąc się kształcić i gromadzić ponadprogramową wiedzę musieliby wydać majątek…
biko napisał...
Dziś to nawet już kserowanie wyszło z mody, teraz robi się zdjęcia – to także jest legalne czy jest jakaś różnica?
Pati napisał...
@biko, to prawda w erze czytników, tabletów, smartphone szybciej i wygodniej i taniej zrobić zdjęcie.
Trybunet napisał...
Przychylę się do zdania Anny.. Przytoczę jednak przykład z podręcznikami dla młodszych dzieci. Jeśli w rodzinie jest trójka dzieciaków to podręczniki co rok kosztują baardzo dużo. Bardzo często ‚zdarza’ się, że program również zmienia się z roku na rok, a rodziców czeka kolejna dawka wydatków.. Także dzisiaj wysyłając dziecko do publicznej ‚darmowej’ placówki musimy wydać majątek.. lub kserować, co zdecydowanie lepiej się sprawdza. Pozdrawiam
Dokładnie. W erze smartfonów już nawet kserowanie wychodzi z mody. Zastępuje je coraz częściej zrobienie zdjęcia.
Ania napisał...
Ciekawe stanowisko i opinia, dzięki za artykuł!
6krokow.pl napisał...
W Polsce są bardzo wysokie ceny książek, dlatego nie dziwi ich kserowanie.
Dobrze wiedzieć, iż jest to legalne działanie.
6 kroków.
Leave a Comment to Ika