Source: https://issuu.com/naszglospolishweeklyinireland/docs/nasz_glos_529
Timestamp: 2018-08-17 05:56:37
Legal References Found: art. 7
 art. 7
 art. 7
 art. 7
 art. 7
 art. 7

Document Content:
Nasz glos 529 by Nasz Głos - Issuu
sprawdź ogłoszenia tysiąc euro Dziecko czeka Ponad na dietetyka miesięcznie za wynajem nawet dwa lata // STR. 3
DRAMAT NAJEMCÓW NA ZIELONEJ WYSPIE. NIGDY NIE BYŁO TAK DROGO
WALCZĄC Z OTYŁOŚCIĄ W IRLANDII, TRZEBA UZBROIĆ SIĘ W CIERPLIWOŚĆ
numer 6–12 kwietnia 2018
apież Franciszek odwiedzi Irlandię. Po wielu miesiącach planowania wiemy już, gdzie i kiedy Ojciec Święty zawita na Zielonej Wyspie. Głowa Kościoła katolickiego przyjedzie do Dublina. Wiemy też, że zapewnienie bezpieczeństwa jego wizycie będzie nas sporo kosztować. //
NA WAKACJACH WZIĘŁA ŚLUB W LAS VEGAS. MUSI ODDAWAĆ NIELEGALNIE POBRANE ZASIŁKI
Ślub dla żartu, kłopoty na serio // STR. 3
MIJA ROK OD WYBORÓW, A PÓŁNOCNOIRLANDZCY POSŁOWIE DALEJ NIE PRACUJĄ.
„Czas dobrać się im do kieszeni”
foto WILLIAM MURPHY, CC BY 2.0 / FLICKR.COM
Franciszek odwiedzi P Zieloną Wyspę
Już w sierpniu papież Franciszek przywita się z irlandzkimi wiernymi
Pod koniec sierpnia Dublin będzie strzeżony niczym twierdza
POLSKAWYDARZENIA 2RANNY NOWORODEK Z CEREKWICY STAREJ, OFIARA ZWYRODNIAŁEGO OJCA, MA SIĘ JUŻ LEPIEJ!
W brzuchu mamy przeżył
To cud, że chłopczyk żyje. Eryk J. (22 l.) – jego tata – zamiast z radością odliczać dni do porodu, postanowił pozbyć się kłopotu za pomocą noża. Pod osłoną nocy wdarł się do domu swojej ciężarnej dziewczyny w Cerekwicy Starej (woj. wielkopolskie) i urządził tam krwawą jatkę. Najpierw zadźgał śpiących rodziców Natalii (25 l.) Grażynę i Juliana K., potem rzucił się na nią. Dźgał dosłownie wszędzie, ale głównie atakował brzuch. Chciał zabić nienarodzonego synka. W szpitalu w Jarocinie, do którego trafiła
ciężko ranna dziewczyna, podjęto decyzję o natychmiastowym cięciu cesarskim. – Potem jeszcze przez dwie godziny zszywaliśmy wszystkie rany matki – mówi Leszek Mazurek, prezes placówki. Kiedy chłopiec się urodził, okazało się, że też jest ranny. Ale to
Wydał J
esteśmy coraz bliżej prawdy” – zapowiada nieustannie Jarosław Kaczyński (69 l.) podczas smoleńskich miesięcznic. Ale prawda ta może być rozczarowaniem dla wszystkich, którzy wierzyli w kolejne teorie spiskowe Antoniego Macierewicza (70 l.). Powołana przez niego podkomisja pochłonęła już ponad 4 mln zł, a raportu z jej prac wciąż brak. Dodatkowo biegli prokuratury stwierdzili podobno, że nie doszło do wybuchu w prezydenckim TU-154 M. Prace powołanej przez Macierewicza podkomisji, której obecnie szefuje on sam, trwają ponad dwa lata. Co jakiś czas jej przedstawiciele wysnuwają kolejną hipotezę świadczącą o zamachu, ale do tej pory żadnej z nich nie udowodniono. Tymczasem koszty szukania dowodów na zamach rosną lawinowo.
Wszystko wskazuje na to, że maleństwo przeżyje, choć jeszcze nie wiadomo, czy będzie normalnym, zdrowym dzieckiem
niedotlenienie, do którego doszło w brzuchu mamy, spowodowało, że trzeba go było przewieźć do szpitala w Ostrowie. Tam medycy podjęli heroiczną walkę o życie maluszka. Wprowadzono go nawet w stan hipotermii, czyli sztucznie obniżono mu temperaturę ciała. Na szczęś-
cie już jest z nim lepiej. – Wydolność serca jest dobra, ciśnienie krwi prawidłowe. Oddycha za pomocą respiratora, ale pojawiły się już u niego własne oddechy. Dobrze funkcjonują nerki, widać aktywność przewodu pokarmowego – mówi dr Katarzyna Bierła, ordynator oddziału
neonatologicznego. Niestety, są też gorsze wieści. – Nadal obserwujemy nieprawidłowe odruchy neurologiczne i nieprawidłowe napięcie mięśniowe – dodaje dr Bierła. Wczoraj do chłopca dołączyła mama, którą lekarze wybudzili ze śpiączki farmakologicznej. MROK
zamachu nie udowodnił
TO KONIEC SPISKOWYCH TEORII ANTONIEGO MACIEREWICZA (70 l.)? – W 2016 r. (...) na działalność podkomisji wydano kwotę 1 462 931 zł 34 gr. Do października (2017 r. – red.) tego roku podkomisja wydała 2 632 962 zł 6 gr – informował w grudniu ówczesny wiceminister obrony Bartosz Kownacki (39 l.). Kilka dni temu dziennikarze TOK FM poinformowali, że dotarli do opinii biegłych badających katastrofę na zlecenie prokuratury. Ma z niej wynikać, że nie doszło do żadnego
wybuchu, a prezydencki tupolew roztrzaskał się o brzozę. – Macierewicz zrobił z podkomisji instytucję fabrykującą nieprawdziwe informacje, nigdy nie wytłumaczył się z braku dowodów na kolejne teorie, lecz zastępował je nowymi kłamstwami – ocenia te doniesienia poseł PO Marcin Kierwiński (42 l.). Choć prokuratura twierdzi, że nie posiada żadnych nowych ekspertyz, to w odpowiedzi na
interpelację posła Kierwińskiego sam zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek (57 l.) potwierdził, że opinie biegłych były uzupełniane w maju ubiegłego roku. Sprawę skomentował też Macierewicz. – Takie kłamstwa, takie oszustwa będą formułowane przez polityków i dziennikarzy, którzy swoje losy życiowe związali z kłamstwem smoleńskim – stwierdził w TV Republika. Ale dowodów nadal nie pokazał! AND
en malec to prawdziwy wojownik. Jeszcze kilka dni temu o jego życie walczył sztab lekarzy z dwóch wielkopolskich szpitali. Teraz już wiadomo: stan maleństwa, które w brzuchu mamy przeżyło atak nożownika, znacznie się poprawił!
foto MAREK RADZISZEWSKI
6–12/KWIETNIA 2018
Były szef MON Antoni Macierewicz (70 l.) wciąż twierdzi, że katastrofa smoleńska była efektem wybuchu na pokładzie prezydenckiego tupolewa
Dziecko czeka na dietetyka nawet dwa lata
Terapie dla otyłych dzieci stają się coraz bardziej powszechne w Irlandii wać się z odpowiednim specjalistą i poddać milusińskich regularnej terapii. W tej sprawie często pojawiają się schody w postaci czekania na wizytę. To potrafi trwać naprawdę długo. Jak podaje „Irish Independent”, w przypadku jednego ze szpitali dziecięcych w Dublinie czas oczekiwania na konsultacje może wynieść nawet do dwóch lat.
Mowa tutaj o placówkach, które poddają dzieci specjalnej terapii, wymagającej ciągłej konsultacji z lekarzem. W przypadku otyłości długi czas oczekiwania z pewnością nie polepsza sprawy. Co ciekawe, pacjentami dietetyków bywają także bezdomne dzieci. Brak dachu nad głową wcale nie musi wykluczać problemów z otyłością.
SPECJALIZUJEMY SIĘ W: foto GAULSSTIN, CC BY 2.0 / FLICKR.COM
Wielokrotnie zostało już powiedziane, że Zielona Wyspa jest na dobrej drodze do tego, by stać się najgrubszym krajem na świecie. O ile dorośli jeszcze są w pełni odpowiedzialni za swoje ciało, o tyle dzieci idzie nazwać niewinnymi ofiarami. Bardzo często sprawcą okazuje się zwyczajna rodzicielska nieodpowiedzialność. Wiele otyłych dzieci od najmłodszych lat stosują niezdrowe nawyki, uzależniając się od niezdrowego jedzenia. Często też całkowicie stronią od jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Na czym cierpi zarówno ich wygląd, jak i zdrowie fizyczne i psychiczne. W wielu przypadkach silna rodzicielska ręka nie wystarczy – niekiedy trzeba skonsulto-
Irlandia ma walczyć z otyłością, zwłaszcza wśród dzieci. Tak przynajmniej twierdzą politycy. Tymczasem okazuje się, że jej leczenie u najmłodszych może być bardziej niż problematyczne. Na terapię dla otyłych dzieci trzeba czekać nawet do… dwóch lat.
Laptop eksplodował dziecku w rękach
O zgrozo, nawet markowe laptopy mogą czasami eksplodować
Gdy sześcioletni Shane korzystał z laptopa, ten dosłownie wybuchł mu przed nosem. Przerażona i wściekła mama chłopca ze Slane w hrabstwie Meath podała do sądu jego producenta. Po przeszło pięcioletniej batalii udało jej się wywalczyć odszkodowanie – 20 tys. euro. Choć chciała wywalczyć dużo więcej. Od czasu do czasu słyszy się o sprzętach, które eksplodują. Tego typu sytuacje kojarzą się raczej z użytkowaniem taniej „chińszczyzny”. W przypadku 10-letniego dzisiaj chłopca mowa o laptopie jednej z najbardziej znanych firm produ-
kującej tego typu sprzęt. Ten w 2013 r. dosłownie eksplodował, gdy Shane z niego korzystał. Mama będąca obok odruchowo chwyciła i wyrzuciła płonący komputer przez okno. Jak podaje „Irish Independent”, wybuch lekko ranił chłopca w rękę. Kobieta pozwała producenta na 60 tys. euro za szkody fizyczne i psychiczne – chłopiec po dziś dzień ma uraz do sprzętów elektronicznych. Po trwającym pięć lat procesie sędzia przyznał Shane’owi 20 tys. euro. Jednocześnie stwierdził, że była to jedna z najbardziej niecodziennych spraw, jaką zdarzyło mu się prowadzić.
Michelle B. z Dublina została wyłudzaczem zasiłków. Przez prawie dwa lata pobierała świadczenie dla samotnego rodzica, które w ogóle jej się nie należało. Wszystko dlatego, że… wzięła ślub w Las Vegas. Jak zarzeka, nie miała pojęcia, że „spontaniczna impreza”, w której wzięła udział z partnerem była prawnie wiążąca. Historia matki czwórki dzieci mogłaby stanowić kanwę filmu komediowego. Jednak 39-letniej kobiecie zdecydowanie nie jest do śmiechu. Jak podaje „Irish Independent”, będzie musiała ona zwrócić prawie 30 tys. euro, które bezprawnie pobierała. Okoliczności wyłudzenia są co najmniej niecodzienne. W 2010 r. wraz ze swoim partnerem wybrała się na wakacje do Las Vegas. Tam postanowiła wziąć udział w słynnej spontanicznej ceremonii ślubnej. Kobieta miała być święcie przekonana, że uroczystość, w której brała udział, nie ma absolutnie żadnej mocy prawnej. Jak się jednak okazało, po wypadzie do Stanów Zjednoczonych jej sytuacja prawna znacząco się zmieniła. Michelle B. stała się pełnoprawną mężatką. Dowiedziała się o tym dopiero wtedy, gdy irlandzcy urzędnicy upomnieli się o nielegalnie pobrane pieniądze.
„Spontaniczny” ślub w Mieście Grzechu okazał się jak najbardziej prawdziwy i wpędził kobietę w kłopoty
SLANE: SĘDZIA PRZYZNAŁ 20 TYSIĘCY ODSZKODOWANIA ZA WYBUCHAJĄCY SPRZĘT ELEKTRONICZNY
Ślub dla żartu, kłopoty na serio Po powrocie z wakacji kobieta powinna była poinformować urząd o zmianie statusu cywilnego. Z początku zasłaniała się rękoma i nogami, że nic nie wie o żadnym ślubie. Gdy urzędnicy jednak pozyskali jej certyfikat małżeństwa, usil-
nie twierdziła, że nie miała pojęcia, że „na serio” wychodzi za mąż. – Zrobiliśmy to dla zabawy, żeby trochę się pośmiać – powtarzała przed sądem. – Nie wiedzieliśmy, że to wszystko jest na poważnie. Prowadzący sprawę śledczy twierdzą jednak, że
kobieta mataczyła razem z partnerem. Argumentacja opierająca się na twierdzeniu „nie wiedziałam” ma być jej główną linią obrony. Kłamie czy nie – brak wiedzy w tej sprawie z pewnością jej nie pomoże.
Papież Franciszek odwiedzi Irlandię. Po wielu miesiącach planowania wiemy już, gdzie i kiedy Ojciec Święty zawita na Zielonej Wyspie. Głowa Kościoła katolickiego przyjedzie do Dublina. Wiemy też, że zapewnienie bezpieczeństwa jego wizycie będzie nas sporo kosztować. Od rozpoczęcia pontyfikatu w marcu 2013 r. papież odwiedził ponad 25 państw. Do Polski zawitał po raz pierwszy w lipR
cu 2016 r. z okazji Światowych Dni Młodzieży. Irlandii nie odwiedził zaś ani razu. Trzy lata temu podczas VIII Światowego Spotkania Rodzin w amerykańskiej Filadelfii ogłosił, że miejscem kolejnego spotkania będzie Dublin. Wizytę papieża oficjalnie potwierdził ówczesny premier Enda Kenny. Była to naprawdę radosna wiadomość dla wszystkich miłośników Franciszka. Po eksplozji radości nastąpiła jednak cisza. Przez długi czas nie znano jednak szczegółów. Wiado-
mo było jedynie, że papież przyjedzie do Irlandii „jakoś w 2018 r.”. Teraz wreszcie znamy konkrety. Jak podaje „Irish Mirror”, wizyta papieża Franciszka odbędzie się w weekend 25 i 26 sierpnia. Do wiernych Ojciec Święty przemówi w dublińskim Phoenix Park, podczas IX Światowego Spotkania Rodzin. Radość z wizyty papieża wyrazili irlandzcy biskupi. „Jesteśmy bardzo zaszczyceni faktem, że papież Franciszek przy-
będzie do naszego kraju, by uczestniczyć w celebrowaniu wiary i radości” – czytamy w oświadczeniu opublikowanym przez Konferencję Biskupów Katolickich w Irlandii. „Trwając w wielkim oczekiwaniu, nie możemy doczekać się usłyszenia słów, którymi Jego Świątobliwość pokieruje nas podczas swojej wizyty”. Jak przewidują irlandzkie władze, wizyta papieża przyciągnie do Phoenix Park kilkaset tysięcy wiernych. Przedsięwzięcie o tak dużej skali trzeba R
będzie odpowiednio zabezpieczyć. Eksperci cytowani przez irlandzki portal szacują, że środki ostrożności mogą kosztować nas nawet dziesiątki milionów euro. Chodzi o zabezpieczenie zarówno samej imprezy, jak i zapewnienie papieżowi odpowiedniego bezpieczeństwa. Nie bez przesady można stwierdzić, że podczas ostatniego sierpniowego weekendu będzie on prawdopodobnie najbardziej strzeżoną osobą na Zielonej Wyspie.
Franciszek odwiedzi Zieloną Wyspę Już w sierpniu papież Franciszek przywita się z irlandzkimi wiernymi
Dublińscy kierowcy nie umieją jeździć. Tak przynajmniej twierdzą Irlandczycy
O kulturze jazdy słów kilka AA Ireland przeprowadziło kolejną ankietę wśród kierowców. Tym razem irlandzka firma ubezpieczeniowa spytała amatorów czterech
Do kosza trafiają nierzadko naprawdę świeże produkty
MIESZKAŃCY ZIELONEJ WYSPY GŁODUJĄ, A MY ROCZNIE WYRZUCAMY MASĘ ŻYWNOŚCI
kółek o to, skąd pochodzą najgorsi kierowcy. Ogromna część odpowiedzi nie pozostawiła suchej nitki na tych ze stolicy. Prawie 47 proc. respondentów stwierdziło, że najgorzej zachowują się kierowcy z Dublina. To właśnie oni mają być tymi, którzy najczęściej jeżdżą nieostrożnie, nic nie robiąc sobie z przepisów drogowych. Ma im także brakować podstawowej kultury jazdy. „Kiepsko wychowani” mają być także kierowcy z Donegal – 19 proc. respondentów stwierdziło, że to oni najgorzej zachowują się na drogach. Na trzecim miejscu R
niechlubnego podium wylądowali kierowcy z Cork. Ci mają jednak zdecydowanie niższą notę niepopularności – nieco ponad 5 proc. Dla odmiany – przyjrzyjmy się, skąd pochodzą najlepsi irlandzcy kierowcy. Respondenci nie pozostawili złudzeń – ci którzy najlepiej zachowują się na drogach, mieszkają w hrabstwach Sligo i Leitrim. W ankiecie widać było prawidłowość, zgodnie z którą najlepsi kierowcy mieszkali w najmniej zaludnionych hrabstwach. Przeprowadzona ankieta pokazała również, że jazda na rowerze staje się coraz bardziej popularna wśród
Jako kierowcy zawsze narzekamy na innych uczestników drogi, mimo że wielu z nas ma zdecydowane braki w umiejętnościach. Zawsze ktoś jeździ za wolno, za szybko bądź po prostu „jak głupek”. Jak się okazuje, najgorszymi kierowcami mają być ci z Dublina.
Wielu irlandzkich kierowców przeklina swoich kolegów z Dublina mieszkańców Zielonej Wyspy. Ponad 20 proc. ankietowanych stwierdziło, że przynaj-
mniej raz na jakiś czas przesiada się na jednoślad.
Milion ton jedzenia do śmieci Marnowanie żywności jest swojego rodzaju zbrodnią. Wiele nadającego się do spożycia jedzenia wyrzuca się na śmietnik. A przecież mogłoby się nim najeść tylu głodnych ludzi. Niestety, w marnowaniu żywności Irlandia jest prawdziwym ekspertem. Rokrocznie Irlandczycy wyrzucają aż milion ton jedzenia! Tymi szokującymi doniesieniami dzieli się z nami FoodCloud. Irlandzka organizacja przeciwdziałająca marnotrawieniu żywności nie pozostawiła na swoich krajanach suchej nitki. W wielkim festiwalu wyrzucania jedzenia na śmietnik udział biorą zarówno firmy, jak i szeregowi mieszkańcy Zielonej Wyspy. Cytowana przez TheJournal.ie wylicza dalszy rachunek strat. Milion ton marnowanej żywności oznacza, że w ciągu roku statystyczne irlandzkie gospodarstwo domowe wyrzuca w błoto R
700 euro. Tymczasem jeden na ośmiu Irlandczyków przymiera głodem. Właśnie do najbardziej potrzebujących mogłoby trafiać wiele jedzenia, które uznano za niezdatne do spożycia. Niestety, firmy pozbywające się jedzenia, zamiast zrobić to z głową, wolą wyrzucić je do śmieci. Tak jest po prostu łatwiej. Przekazywanie żywności potrzebującym wiązałoby się z wdrożeniem dodatkowych procedur, co samo w sobie wygenerowałoby już niemałe koszty. Dlatego też lepiej wyrzucić jedzenie do kosza. Wychodzi łatwiej i taniej. Przedstawiciele FoodCloud starają się uświadamiać ludziom, by kupowali jedzenie z głową. Zamiast zapełniać lodówkę masą niepotrzebnych rzeczy, warto dwa razy się zastanowić, czy na pewno zje się wszystko, co kupi się w sklepie. W końcu żywność nie spada z nieba.
PRZEMYSŁAW ZGUDKA 2017_DU
Napisz! ads@ng24.ie
Ponad tysiąc euro miesięcznie za wynajem
Zielona Wyspa przeżywa głęboki kryzys mieszkaniowy. Obecnie samodzielny wynajem czterech kątów stał się luksusem, na który może pozwolić sobie mało kto. Rynek mieszkaniowy rządzony żelazną ręką landlordów E
ca euro. Obecnie wynosi ona 1054 euro. Dla porównania – w ubiegłym roku płaciliśmy średnio 990 euro. Przy takiej podwyżce wychodzi więc prawie 770 euro więcej w skali roku. Dublin jak zwykle okazał się królestwem drożyzny. Średnia cena wynajmu w stolicy to ponad 1,5 tys. euro. Jednak najdroższym miejscem na wynajem domu lub mieszkania jest południe hrabstwa Dublin. Najemcy muszą płacić tam średnio aż prawie 2 tys. euro miesięcznie – alarmuje Daft.ie. Portal mieszkaniowy jednocześnie podpowiada, gdzie w Irlandii można wynajmować najtaniej. Ci, którzy nie chcą trwonić majątku na wynajem, powinni zainteresować się hrabstwem Leitrim. Tutejsza średnia wynajmu to tylko 542 euro – prawie trzy razy niższa niż w przypadku stolicy. Innymi tanimi hrabstwami dla najemców są: Donegal,
Nierzadko bardziej opłaca się wziąć kredyt niż płacić za czynsz
Longford i Roscommon. Jak się okazuje, o wiele bardziej opłacalne od płacenia czynszu w nieswoim lokalu może być kupno nieruchomości i spłacanie kredytu. Dla przykładu, na południu hrabstwa Dublin spłacanie jednopokojowego mieszkania to koszt
rzędu 1024 euro miesięcznie. Wynajem zaś wynosi – przypomnijmy – 1,5 tys. euro. Prawie pół tysiąca euro różnicy! Obecna sytuacja na irlandzkim rynku mieszkaniowym jest więc, delikatnie mówiąc, przytłaczająca. O ile czynsz w wysokości
LIMERICK: KOLEJNE WŁAMANIE Z UŻYCIEM CIĘŻKIEJ ARTYLERII. BANDYCI MIELI OCHOTĘ DOBRAĆ SIĘ DO SEJFU
Koparką chcieli sforsować drzwi McDonalda 2072_DU
Nieznani sprawcy próbowali włamać się do McDonalda w Limerick. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że drzwi wejściowe do restauracji chcieli sforsować… koparką. Zgodnie z doniesieniami policji rabusie mieli pokusić się o kradzież sejfu. Jeśli istnieje coś takiego jak etos włamywacza, jedR
nym z jego głównych punktów z pewnością jest założenie, że włamanie powinno być przeprowadzone jak najciszej i najdyskretniej. Prawidłowo wykonana robota pod żadnym pozorem nie powinna przyciągać uwagi osób postronnych. Bez wahania można stwierdzić, że włamywacze z Limerick nie zastosowali się do reguł złodziejskiej dyskrecji. Chcąc dobrać się do sejfu z McDonalda, nieznani spraw-
1,5 tys. euro miesięcznie można opłacać w kilka osób, kredyt o niższej miesięcznej racie bank przyzna tylko jednej osobie. Znalezienie korzystnego rozwiązania na rynku mieszkaniowym w Irlandii wręcz graniczy z cudem.
Koparka po raz kolejny okazała się niecodziennym narzędziem zbrodni
stał się bardzo nieprzyjazny i absurdalnie drogi. Od jakiegoś czasu praktycznie co roku dowiadujemy się, że średnia cena irlandzkiego najmu wzrasta. Kilka procent, które w skali roku wydaje się niewielką podwyżką, na przestrzeni paru lat potrafi być naprawdę zabójcze dla naszych kieszeni. Najnowsze stawki za wynajem domów i mieszkań nie wyłamały się z nieprzychylnego trendu – znowu wzrosły o kilka procent. A dokładniej – nieco ponad 6 proc. względem ubiegłego roku. Jak podaje TheJournal.ie, średnia cena wynajmu przekroczyła magiczną barierę tysią-
Kolejny rok, kolejna podwyżka czynszu. Choć przyzwyczailiśmy się do rosnących cen za wynajem, nie oznacza to, że nie potrafią one porządnie napsuć nam krwi. Obecnie sytuacja jest o tyle nieciekawa, że średnia wysokość irlandzkiego najmu przekroczyła już tysiąc euro.
cy próbowali włamać się do budynku za pomocą koparki, którą ukradli z pobliskiego placu budowy. Jak podaje „Irish Independent”, drzwi wejściowe lokalu próbowano sforsować przed trzecią nad ranem. Biorąc pod uwagę sposób włamania, przedsięwzięcie szybko zwróciło uwagę zbudzonych ze snu mieszkańców. Przybyli na miejsce funkcjonariusze Gardy nie złapali bandytów – ci ulotnili się przed przyjazdem policji, porzucając koparkę. Brudną i głośną robotę można więc uznać za nieudaną. Co nie znaczy, że nie przyczyniła się ona do jakichkolwiek strat. Budynek restauracji został uszkodzony na tyle, że lokal będzie musiał być na jakiś czas zamknięty. Choć sejfu nie
udało się ukraść, naprawa z pewnością będzie kosztowała niemałe pieniądze. Obecnie Garda poszukuje niedyskretnych włamywaczy, skrupulatnie przeglądając pobliskie kamery. Przypomnijmy, że niedawno kradzież w podobnym stylu miała miejsce w Dublinie. Na początku marca bandyci z użyciem koparki doszczętnie zdemolowali jeden ze sklepów Lidl w Tallaght. Pod osłoną nocy, korzystając z załamania pogody, splądrowali uszkodzony budynek. Operacja okazała się nieco bardziej owocna niż w przypadku wspomnianego McDonalda, także dla Gardy, która aresztowała dziewięć osób biorących udział we włamaniu.
Mija rok od wyborów, a północnoirlandzcy posłowie dalej nie pracują. Minister ds. Irlandii Północnej chce sięgnąć po drastyczne środki:
Ulster dawno nie był w tak silnym politycznym impasie. Ubiegłoroczne wybory, trwające w atmosferze skandalu, tylko pogorszyły już i tak kiepską sytuację. Zamiast skłóconego parlamentu mamy skłócony parlament, który nie potrafi uformować rządu. Powiedzieć, że wszyscy mają tego dość, to eufemizm. Co rusz słyszeliśmy, jak politycy z najwyższego szczebla straszyli północnoirlandzkich parlamentarzystów, by ci wzięli się do roboty. Na początku roku Arlene Foster grzmiała, że jak tak dalej pójdzie, to kompetencje ulsterskiePartii Unionistycznej jak go parlamentu przejmie ten na razie się nie spełniła. brytyjski. Groźba przewodJuż po raz drugi polityniczącej Demokratycznej cy z samej góry uchwalili
Polityczny kryzys w północnoirlandzkiej legislatywie trwa w najlepsze. Mimo że nowy stary parlament został wybrany dokładnie rok temu, po dziś dzień nie może się dogadać. Rządzący Wielką Brytanią mają tego dosyć i chcą sięgnąć politykom do kieszeni.
Północnoirlandzcy posłowie od roku nie pracują jak należy. Dlatego jak najbardziej zasługują na obcięcie im pensji północnoirlandzki budżet zamiast parlamentarzystów z Ulsteru. W tym roku wynosi on 12 mld euro
W IRLANDII PÓŁNOCNEJ WOŻĄ NAS BRUDNYMI KARETKAMI
foto GREG CLARKE, CC BY 2.0 / FLICKR.COM
Brudne nosze czy zakrwawione kosze to wcale nie rzadkość
– donosi „News Letter”. Uchwaliła go Karen Bradley, minister ds. Irlandii Północnej. Ta sama polityk chce dobrać się ulsterskim posłom do kieszeni. Jak twierdzi Bradley cytowana przez TheJournal.ie, na poważnie rozważa ona obniżenie pensji deputowanych Stormontu. Byłaby to nie byle jaka obniżka – miałaby wynosić nawet 27,5 proc.! Oznacza to, że jeśli posłowie nie wzięliby się do roboty, ich pensja spadłaby o 15 tys. funtów rocznie. Co ciekawe, twardą linię Bradley popierają niektórzy liderzy północnoirR
Ambulansy, choć z zewnątrz zadbane, w środku potrafią być naprawdę brudne
landzkich partii politycznych, nawet ci zasiadający w ławach parlamentu. Steven Agnew czuje się zawstydzony z powodu pobierania pełnej pensji za pracę, której nie może w pełni wykonywać. – Jesteśmy w takim punkcie, w którym pensje powinny zostać zredukowane. Tego po prostu nie da się obronić – powiedział lider Partii Zielonych cytowany przez „The Times”. – Politycy zagarnęli władzę i zaciekle jej strzegli. Musimy zwrócić się do ludzi i spytać ich o zgodę. Podobnego zdania jest Robin Swann, lider Ulster-
skiej Partii Unionistycznej: – Obecnie nie mogę skutecznie ustanawiać prawa. Po prostu nie wykonuję części mojej pracy. Dlatego też nie powinienem otrzymywać za to części mojej pensji. Swoje trzy grosze dołożył również Jim Allister, polityk stojący na czele Głosu Tradycyjnych Unionistów. Ten ostatni twierdzi, że nie ma szans, by obecny kryzys został zażegnany. – Jeśli nie możemy tego naprawić, najlepiej to zamknąć – mówi bez ogródek. Czyżby czekały nas kolejne przedterminowe wybory?
Karetki obsługujące pacjentów w Irlandii Północnej są często brudne i zakrwawione. Inspektorzy północnoirlandzkiej służby zdrowia podzielili się szokującymi doniesieniami. Co gorsza, nic nie wskazuje na to, by osoby odpowiedzialne przejmowały się tym, czy pojazdy są czyste, czy też nie. Ci, którym przyszło skorzystać z usług opieki zdrowotnej, raczej życzą sobie, by pomoc otrzymywać w godziwych warunkach. Nie chodzi tutaj o żadne luksusy. Najważniejsze, by było czysto i z zachowaniem standardów higieny. Jak się okazuje, nawet
w Irlandii Północnej może być to niemały problem. Niezapowiedziane inspekcje przeprowadzone przez Requlation and Quality Improvement Authority (RQIA) obnażyły bylejakość dbania o higienę w irlandzkich ambulansach. Jak podaje TheJournal.ie, inspektorzy odwiedzający 21 stacji karetek często zastawali niezbyt przyjemne widoki. Najprościej rzecz ujmując – w wielu ambulansach sprzęt był najzwyczajniej w świecie brudny. Mowa o przyrządach takich jak nosze czy defibrylator, które mają bezpośrednią styczność z pacjentem. Z kolei w wielu koszach z odpadami medycznymi znajdowała się duża ilość zaschniętej krwi. Innymi słowy
– widok koszmarny dla przytomnego pacjenta, który właśnie trafił do „erki”. Wydawałoby się, że niezapowiedziana kontrola zmotywuje osoby odpowiedzialne do dbania o porządek. Jak się okazało – niekoniecznie. Po dwóch miesiącach RQIA przeprowadzono ponowną kontrolę. W niektórych miejscach sytuacja nie zmieniła się ani trochę – sprzęty wciąż były brudne, zaschnięta krew wciąż „ozdabiała” kosze. Jak zaznaczają inspektorzy, sytuacje te były raczej wyjątkami niż regułą. Co nie znaczy, że należy traktować je pobłażliwie. Mowa w końcu o miejscu, w którym higiena powinna mieć pierwszorzędne znaczenie. PRZEMYSŁAW ZGUDKA
POLSKAPOLITYKA 8 OPINIEPOLSKAPOLITYKA Były spin doktor PiS o premierze Morawieckim: ZDANIEM REDAKTORA To było ciężkie sto dni
Cenię dobre samopoczucie i niegasnący optymizm polityków PiS. Tam, gdzie my widzimy pustą szklankę, rządzący widzą, że się z niej wylewa. Tam, gdzie my widzimy nędzę pisowskiej polityki zagranicznej, prowadzącą do marginalizacji Polski na arenie międzynarodowej, oni widzą wstawanie z kolan. Tam, gdzie my widzimy sromotną klęskę 27:1 w słynnym głosowaniu za reelekcją Tuska, PiS dostrzega wielkie zwycięstwo. Teraz, kiedy rząd pod naciskiem Brukseli wycofuje się z części zmian w wymiarze sprawiedliwości, słyszymy, m.in. z ust Jarosława Sellina, że dajemy szansę, by KE wyszła ze sporu z Polską z twarzą. Doprawdy? Jeszcze niedawno politycy PiS zapewniali, że w kwestii tzw. reform wymiaru sprawiedliwości ani kroku w tył. Dziś, kiedy jednak zarządzany jest taktyczny odwrót, przekonują, że nie robią tego ze strachu przed Brukselą, ale ze względu na wolę suwerena. Że to element reformowania władzy sądowniczej. A że przy okazji zmieniają dokładnie te elementy, które kwestiono-
wała Komisja Europejska, uruchamiając przeciwko Polsce słynny art. 7? To miłosierdzie wobec KE, która inaczej strasznie się skompromituje i łaskawcy z PiS nie chcą do tego dopuścić. Nie powiem – jest w tej sofistyce jakiś urok. Nieco siermiężny, ale jednak. Oczywiście PiS może sobie snuć opowieści o mocarstwowej pozycji Polski pod jego światłym przywództwem i świecie kłaniającym się mu w pas, ale nawet tak oporni na rzeczywistość ludzie, jak politycy rządzącej partii, muszą rozumieć, że nie da się z nią wygrać. Nawet więc jeśli PiS tłumaczy się z ustępstw wobec KE równie głupio, jak prowadzi naszą politykę zagraniczną, trzeba docenić, że w końcu poszedł po rozum do głowy i uznał, że awanturnictwo w Unii Europejskiej bardziej nam szkodzi, niż pomaga. Jasne, szkoda, że ta mądrość przyszła tak późno, ale wybaczmy im – ostatecznie politycznej amatorszczyzny nie da się przekuć w profesjonalizm zwykłym pstryknięciem palcami.
WASIUKIEWICZ Dylematy moralności
Łza mi się w oku kręci, kiedy widzę, jak pisowski reżim traktuje posła Stanisława Gawłowskiego, byłego wiceministra środowiska. Oskarżony o korupcję i nielegalne finansowanie kampanii wyborczej, jest niedostępny dla organów ścigania. Mimo wniosku o zatrzymanie posła Gawłowskiego popartego przez sejmową Komisję Regulaminową, nasz parlament odroczył głosowanie nad odebraniem mu immunitetu. Wszystko wskazuje na to, że rządząca większość sejmowa wsparta przez totalną opozycję chce, by poseł Gawłowski spędził Święta Wielkanocne w domu, a nie w areszcie. I to ma być reżim, pełzająca dyktatura łamiąca wszystko, od praworządności począwszy, a na konstytucji kończąc. Nie dość, że złodzieje
w togach są uniewinniani przez Sąd Najwyższy, co świadczy o nieograniczonej niezawisłości, również od przyzwoitości sądów w Polsce, to także politycy są nierówni wobec prawa do aresztu. Tymczasem w praworządnej do szpiku kości Francji nawet były prezydent może być zatrzymany w areszcie, choć ma dozgonny immunitet, podobnie jak w Polsce. Dwa dni był przesłuchiwany Nicolas Sarkozy oskarżony o nielegalne finansowanie swojej kampanii wyborczej. Francuscy śledczy zarzucili byłemu prezydentowi, że około 10 mln euro zainkasował od pułkownika Muammara Kaddafiego, libijskiego dyktatora, obecnie nieboszczyka. Za tę subwencję Sarkozy obiecał Kaddafiemu przychylne traktowanie przez Francję interesów z Libią
„Super Express”: – Kiedyś PiS. Dalej PiS? Marcin Mastalerek: – Z sercem po prawej stronie. – Z sercem po prawej stronie człowiek, który jest odpowiedzialny za dwie zwycięskie kampanie. Mam tu na myśli kampanię prezydencką Andrzeja Dudy i kampanię Beaty Szydło. Teraz w związku z tym bezrobotny. Dlaczego? – Kiedyś wyszedłem ze studia TVP Info, bo nastąpił tam bezpardonowy atak. Nie dam się obrażać… (śmiech) – Zauważyłem, że jak gość wychodzi ze studia, to bardzo rośnie oglądalność… – Jak na bezrobotnego to dość wypasiony jestem. Tak mówią złośliwi ludzie. Oczywiście żartuję. Nie jestem bezrobotny. Odszedłem z Orlenu i robię teraz prywatne projekty komunikacyjne. – Odszedł pan z Orlenu? – Hmm, no, odszedłem.. – Nie chce pan precyzować? – Nie ma sensu o tym mówić. Rozstałem się ze wspomnianą firmą. Odszedłem. Robię inne rzeczy. Może nie tak spektakularne. Nie słychać o tym na pierwszych stronach gazet. Radzę sobie. Jest życie poza polityką. Jest życie poza PiS. Pewnie poza dziennikarstwem też. – Chciałby pan wrócić do polityki? – Myślę, że gdybym chciał, tobym wrócił. Tak nieskromnie mówiąc. – Czyli może pana najść taka chętka? – Na razie zajmuję się innymi sprawami. – Wróćmy do twardej polityki. Zna się pan na niej jako człowiek czynu. Jak pan ocenia sto dni premiera Mateusza Morawieckiego? – To było ciężkie sto dni. Nie ma co tego ukrywać. Rzeczywiście, warunki były niesprzyjające. Dziś możemy się zastanawiać, czy pewne rzeczy można było zrobić lepiej. Bezdyskusyjne jest to, że Beata Szydło miała lepszy start. – Dlatego, że miała lepsze warunki zewnętrzne? Dlatego, że nie było na nią ataków? – Były ataki. Przecież sprawa TK doskonale to ukazuje. Beata Szydło była po dwóch ciężkich kampaniach z 2015 r. Kolokwialnie mówiąc, Beata była wtedy w gazie. Przeszła
i wsparcie polityczne. Kaddafi znalazł się w Krainie Wiecznych Łowów, jak mawiają Indianie. Tymczasem polowanie w świecie doczesnym kontynuowali śledczy, nie przyjmując żadnej taryfy ulgowej wobec byłego prezydenta. Słowa „elegancja Francja” same cisną się na usta, kiedy patrzę na działania niezależnych francuskich śledczych wobec najważniejszych polityków. Francja to nie Polska, gdzie krwiożerczy reżim nie jest w stanie postawić przed sądem byłego wiceministra z PO, o byłych prezydentach nawet nie wspominam. Donald Tusk i jego syn Michał mają szczęście, że zajmuje się nimi komisja sejmowa pod przewodnictwem Małgorzaty Wassermann. Gdyby znaleźli się w łapach praworządnego wymiaru sprawiedliwości Francji, ich sytuacja byłaby nie do pozazdroszczenia. Francuscy siepacze z wymiaru sprawiedliwości nie znają litości nawet wobec najwyższych dygnitarzy, jeśli ci weszli w kolizję z prawem. „Dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy” – głoszą słowa naszego hymnu. Może więc warto iść obecnie za przykładem Francji, bezwzględnie egzekwującej prawo wobec polityków?
tę kampanię, wzmocniła się i był entuzjazm. Dziś jesteśmy w środku kadencji i premier Morawiecki powinien tego entuzjazmu poszukać. Powinien poszukać tego nowego otwarcia, bo wydaje mi się, iż po tych stu dniach przyszedł czas na nowe otwarcie. Gdybym miał doradzać… – Właśnie, proszę doradzić. – Powiedziałbym i doradził, byśmy w tym tygodniu przed świętami zaskoczyli opozycję i zrobili drugie exposé połączone z wotum zaufania. Mateusz Morawiecki na pewno by je dostał. Wówczas opozycja by nie istniała. Pan Schetyna mógłby sobie coś pokrzyczeć, ale znów byłby przegrany. Takie zaskakujące
także macie na swoim sumieniu bardzo poważne grzechy”. Żydzi także popełniali zbrodnie. – Powinniśmy robić wszystko, co jest skuteczne. Zawsze można grać na wielu fortepianach. Nie musi być albo-albo. Według mnie skuteczności brakuje. – Co pan na to, że rząd przyznaje sobie nagrody? Beata Szydło sama podpisuje tę swoją. – Zabrakło tutaj szybkiej reakcji. Beata miała dobre wystąpienie, w którym mówiła, że przyznała je legalnie. To nie były zegarki rozdawane przez biznesmenów. – Komunikowanie, że nam się należało, jest bezczelnością. Ale zostawmy to. Z Marcinem Mastalerkiem, byłym politykiem PiS, rozmawia redaktor „Super Expressu” Sławomir Jastrzębowski
Miłosierny PiS pozwala KE zachować twarz
rzeczy trzeba robić, bo jeżeli będzie się jedynie powtarzało stare rzeczy z kampanii, to ja tego nie widzę. Jednym z czynników, które spowodowały przegraną PiS w 2007 r., było to, że robiono taką kampanię, jakby był rok 2005. Te same tematy, te same środki przekazu. Powtarzanie tego samego. Polska się zmienia i ja bym zmieniał metody. – Powiedział pan, że Beata Szydło „była w gazie” a ja usłyszałem, chociaż pan tego nie powiedział, że Mateusz Morawiecki nie jest w gazie. – Doradzałbym premierowi, aby patrzył przed siebie, otaczał się ludźmi, którzy doradzają, a nie tylko potakują. I myślę, że powinien szukać odbicia. – Czy rząd popełnił jakieś błędy dotyczące konfliktu polsko-izraelskiego? Jakie? – Boli mnie, że w tym konflikcie często temat jest sprowadzany wyłącznie do komunikacji i marketingu. Rozmawia się o tym jedynie na takiej płaszczyźnie. To jest sprawa polityki zagranicznej. Twardej gry, a wychodząc do twardej gry, trzeba być przygotowanym. Izrael jest silnym przeciwnikiem. Nie można wyjść i być zaskoczonym reakcją przeciwnika. Moim zdaniem zabrakło tego przygotowania. Nie było żadnej osłony ani pomysłu. – Powinniśmy być koncyliacyjni na zasadzie „My i Żydzi mamy wspólną historię, żyliśmy razem” czy „Słuchajcie, kochani Izraelici, nie atakujcie nas, ponieważ wy
Rewolucja pożera własne dzieci. Pan został pożarty. Dawid Jackiewicz także został pożarty. Kiedyś dużo zarabiał, teraz jest chory i sam. PiS go pożarł. – Dawid Jackiewicz świetnie by sobie poradził, bo jest twardym facetem. Jest kompetentny, ale w grę wchodzi choroba. Mam nadzieję, że Dawid wyzdrowieje. Trzeba się za niego modlić. Tak będę robił. Jeśli tak się traktuje człowieka, który jest od początku w PiS, był zawsze lojalny, choć rozłamów było wiele, to wysyła się jasny sygnał do ludzi z własnego środowiska. Powiem na przykładzie. Widziałem się z samorządowcem z PiS i o tym rozmawialiśmy. Przekonywałem, że trzeba startować z listy PiS i budować silną listę. A on odpowiedział, że czytał „Super Express” i jak patrzy, jak ludzie są traktowani przez PiS, to on się zastanawia. To sygnał do wewnątrz. Tu jest chory człowiek… – I zostaje sam. – Mnie nie ma co żałować. – Bo jest pan zdrowy. – Sam pan widzi. Sytuacja jest przykra. Z drugiej strony mamy bowiem pełnomocnika rządu Kopacz ds. restrukturyzacji kopalń, z którym w kampanii byliśmy w sporze politycznym i mówiliśmy, że to likwidacja kopań. Ten pan zarabia dziś w państwowej spółce dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie. Ludzie na dole to widzą. Rozmawiał SŁAWOMIR JASTRZĘBOWSKI
9 Czy PiS zmienia taktykę wobec Komisji Europejskiej, a zmiany w prawie zakończą spór z Brukselą? OPINIEpolskapolityka
Nie rejterujemy przed KE, odpowiadamy na uwagi Polaków Ryszard CZARNECKI Europoseł PiS
foto T OMASZ RADZIK
w sądownictwie ani kroku wstecz. Co się zmieniło? Fakt, że wasze tłumaczenia, które przesłaliście do Brukseli i nazwaliście szumnie białą księgą, spotkały się tam z irytacją? – Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie, jak urzędnicy w Brukseli odbierają nasze informacje o faktach na temat sytuacji w Polsce. Dla nas ważna jest przede wszystkim wola wyborców, którzy chcieli zmiany wymiaru niesprawiedliwości na wymiar sprawiedliwości. I przyzna pan, że zaproponowane przez nas zmiany nie demolują podstaw naszej reformy.
„Super Express”: – Zmiany w ustawie o sądach powszechnych i ustawie o TK złożone przez PiS wszyscy odebrali jako ustępstwo PiS na rzecz Komisji Europejskiej w sprawie art. 7, którym objęła ona Polskę. Rejterujecie? Ryszard Czarnecki: – Słysząc o rejteradzie PiS, dostaję ataku śmiechu. Z drugiej strony, jeśli uważa pan, że to fundamentalne zmiany, to gratuluję poczu- – Faktycznie rewolucji nie ma, ale cia humoru i razem możemy zadziwiająco są to zmiany zbieżne się pośmiać. z tym, czego oczekiwała od rządu PiS Komisja Europejska. Więc chyba jed– To na poważnie. To taktyczne wyco- nak chodzi nie o to, co myślą Polacy, fanie się na z góry upatrzone pozycje? ale co myślą unijni urzędnicy. – Na pewno jest to zmiana, która – Jak już mówiłem, te zmiany jest odpowiedzią przede wszyst- wprowadzamy przede wszystkim na argumenty, które pojawia- kim z myślą o polskich obywają się w Polsce. I to jest najważ- telach, ale nie zmienia to faktu, niejsze dla PiS, a nie to, czy to się że jest to test na powagę i wiaspodoba Brukseli, czy też nie. Zda- rygodność naszych partnerów nie unijnych urzędników nie jest w UE. Trudno bowiem odmówić dla nas głównym punktem odnie- nam dobrej woli i trudno zmian sienia. Natomiast pokazujemy tym nie zauważyć. naszą otwartość i gotowość do dialogu. Przede wszystkim wewnątrz – Zmiany, które wprowadzacie, spranaszego wspólnego państwa. wią, że KE wycofa się z procedowania art. 7? Bo na to na pewno liczycie. – Jeszcze niedawno słyszałem z ust – Jeśli Komisja jest poważna polityków PiS, że w sprawie zmian i podejdzie do tego merytorycz-
nie, to spodziewamy się z jej strony owacji na stojąco. Jeśli natomiast chcą tam znaleźć kij na Polskę, to im się nasze zmiany nie spodobają. Ale wtedy byłby to dowód na jakąś obsesję.
– W Brukseli mówiło się o tym, że jakieś gesty ustępstwa ze strony PiS otworzą drogę do zablokowania procedury wynikającej z art. 7. I chyba to się właśnie dzieje i jest dogadane z KE. Umyślni prezesa Kaczyńskiego jeździli do Brukseli, na unijnym szczycie premier Morawiecki spotykał się w cztery oczy z Junckerem. Wygląda to wszystko na przygotowaną operację. – Mogę tylko powiedzieć, że po stronie polskiego rządu jest dobra wola. Teraz sprawdzimy, czy ta dobra wola jest także po stronie Brukseli. Nasz przyjaciel i sojusznik Viktor Orbán takie negocjacje z KE w wielu obszarach ćwiczył nieraz. Opozycja nieraz mówiła: „Patrzcie, jak robi to Orbán”. I pewnie dzisiaj najbardziej zawiedzeni politycy są nie w Brukseli, ale w Warszawie. I są to przedstawiciele totalnej opozycji, którzy chyba mają poczucie, że pali im się pod nogami. – Widzę, że dotarło w końcu do was, że nie ma co wojować w Brukseli szabelką, tylko jak Orbán – zrobić krok do tyłu, by potem zrobić dwa do przodu.
PiS wystraszył się marginalizacji Łukasz POLINCEUSZ
Ekspert ds. międzynarodowych, Fundacja im. K. Pułaskiego foto T WITTER
„Super Express”: – Wygląda na to, że rządowa twierdza kruszeje pod naporem Brukseli. Czyżby PiS uznał, iż nie wygra wojny z Komisją Europejską i musi pójść na pewien kompromis? Łukasz Polinceusz: – Na politykę zagraniczną zawsze należy patrzeć inaczej niż na tę wewnętrzną. Przez ostatnie dwa lata Prawu i Sprawiedliwości nie udawało się tego zrozumieć. Narracja rządzącej partii związana z polityką zagraniczną kierowana była nieumiejętnie, czego efektem jest trwający do tej pory spór z Unią Europejską oraz Komisją Europejską. Warto mieć także w tle Komisję Wenecką, w temacie której pewne sprawy nadal nie zostały wyjaśnione. Po dwóch latach okazało się, że nie da się wydłużać okresu trwania tego sporu. Co więcej, może się okazać, że ten konf likt nie jest opłacalny, więc warto wypracować kompromis. W tej chwili obserwujemy, iż rząd próbuje wyjść frontem do Brukseli.
– I PiS dogada się z Brukselą tak, żeby nie wyjść na przegranego? – Kompromis ma to do siebie, że obie strony będą w pewnym sensie niezadowolone. Warto jednak zwrócić uwagę, że wszystkie działania PiS, które powodowały nieporozumienia na linii Polska – Bruksela, były niepotrzebne. Jeżeli była mowa, że nie ma możliwości jakichkolwiek ruchów względem ustaw, które zostały uchwalone i podpisane przez prezydenta Andrzeja Dudę, to można było tego uniknąć. Ten proces był zupełnie zbędny. – Premier Morawiecki przedstawił niedawno w Brukseli białą księgę, twierdząc, że rząd wychodzi naprzeciw unijnym partnerom. – Moim zdaniem premier Morawiecki trochę na wyrost mówi o jej sukcesach. Po trwającym szczycie w Unii premier stwierdził, że biała księga została przyjęta ze zrozumieniem przez naszych partnerów. To zrozumienie nie jest jednak takie, jakim widzi go nasz premier. Gdyby było pełne, na pewno nie powstałby suplement do tego dokumentu. Mam nadzieję, że Polska nadal będzie prowadziła dialog z UE.
– Wielkimi krokami zbliża się negocjacja kolejnego wieloletniego budżetu UE, który mógłby stać się narzędziem nacisku na Warszawę. Może ten aspekt zachęci rząd by odpuścić? – Mam taka nadzieję. Temat negocjacji wokół budżetu na pewno niebawem powróci. Jest to jeden z elementów, na który warto zwrócić uwagę. Powinniśmy traktować UE jako nasz wspólny interes. My nie jesteśmy odosobnieni w Unii. Nie jesteśmy odosobnioną wyspą w ramach struktury unijnej. Musimy dążyć do tego, aby być blisko jądra Europy. Pamiętajmy, że na stole wciąż znajdują się scenariusze planu Junckera, które były prezentowane rok temu. One są cały czas w obiegu. Nie wiemy, kiedy będą kartą przetargową. – Jaki jest powód nagłej zmiany retoryki w Prawie i Sprawiedliwości? Do tej pory politycy tej frakcji byli raczej zacietrzewieni w swych poglądach. – Wydaje mi się, że groźba nieformalnego potraktowania Polski drugoplanowo spowodowała, że w obozie władzy doszło do pewnych ref leksji i zmiany retoryki w kontaktach z UE. To jest główny cel, który przyświeca dziś partii rządzącej. Rozmawiała SANDRA SKIBNIEWSKA
– To nie jest krok w tył. Mam za to wrażenie, że negocjacje skuteczne, to negocjacje bardzo długie. Zresztą każdy obiektywnie może ocenić, czy to, co my teraz przedstawiamy, wywraca naszą reformę, czy też nie. Wiemy, że nie wywraca i jest to odpowiedź na pytanie, czy Jarosław Kaczyński i PiS są skuteczni, czy nie.
i jak się Brukseli ta decyzja podoba, to dobrze, a jak nie, to nie jest wasz problem? – To, owszem, suwerenna decyzja, a Komisja Europejska, jeśli chce ratować projekt europejski, powinna przyjąć to burzą oklasków. Niemniej nie jest tak, że nie śpimy po nocach, zastanawiając się, co KE o naszej decyzji myśli. Jeśli ją przyjmie z uznaniem, to świet– Rozumiem, że ustępstwa na rzecz nie. Jeśli nie, będzie to tylko źle KE będziecie przedstawiać w ten spo- świadczyć o tej instytucji. sób, że to suwerenna decyzja rządu Rozmawiał TOMASZ WALCZAK
Szyte jest to grubymi nićmi Tomasz SIEMONIAK
Wiceprzewodniczący PO. Były szef MON foto A RTUR HOJNY
„Super Express”: – Szykuje się przełom w konflikcie z KE? PiS składa projekty zmian w prawie, które wychodzą naprzeciw oczekiwaniom Brukseli. Tomasz Siemoniak: – Jest to tak grubymi nićmi szyte, że nie wiem, kto miałby się na coś takiego nabrać. – Może Komisja Europejska? – Komisja ma znakomite rozeznanie sytuacji w Polsce. Wydaje mi się więc, że takie puste gesty, w które nikt nie wierzy, niczego nie zmienią. Bo jakiż sens ma opublikowanie starych wyroków Trybunału Konstytucyjnego, skoro dla PiS one i tak nie mają żadnego znaczenia? To działanie kompletnie propagandowe, obliczone chyba tylko na twardy elektorat PiS, który być może uwierzy, że to ręka do kogoś wyciągnięta. Poza tym takimi działaniami politycy PiS się po prostu ośmieszają. – Jak to? – Jeszcze dwa lata temu m.in. Beata Szydło przekonywała, że trybunał, który wydał te orzeczenia, jest nielegalny, że ich opublikowanie byłoby złamaniem prawa. I co teraz? – To było dawno temu. Nikt tego poza politykami opozycji i dziennikarzami nie pamięta. A teraz inna jest mądrość etapu. – Jednak te wypowiedzi dziś się przypomina, pokazując hipokryzję i śmieszność polityków PiS. – Może i są śmieszni, ale pewnie się z Brukselą dogadają. Tam się mówiło o tym, że PiS, wykonując kilka nawet symbolicznych gestów, zmiękczy serce KE i sprawa art. 7 nabierze innego wymiaru. To są te gesty? – Jeśli PiS uważa, że to, co najważniejsze dla Polski, jest na linii
Nowogrodzka–Bruksela, to się głęboko myli. Tu polska opinia publiczna będzie oceniać tę sytuację, a nie Komisja Europejska. – A co jeśli KE uzna, że wobec działań PiS można wycofać się z procedowania art. 7? – To będzie decyzja komisji i nie mamy na nią specjalnego wpływu. Jeśli jednak będzie ona patrzyła na fakty, a nie wyłącznie na stronę polityczną, to niestety jest tak, że nic się realnie nie zmieni. TK nie działa, a sądy zawłaszczono. Nie ma żadnego powrotu do normalności. Moim zdaniem PiS się tu mocno zakiwał i próbuje rozwiązywać kryzysy, które od miesięcy mu się piętrzą. – I być może przynajmniej z KE kryzys uda mu się rozwiązać. Co wtedy? Jak się w tym odnajdziecie? – My nie naciskamy na Brukselę i niczego nie oczekujemy. Jesteśmy w Polsce i tu działamy. W związku z tym nie zmieniamy swojej oceny stanu demokracji w naszym kraju, która przez działania PiS jest skrajnie negatywna. Rządzący dalej ignorują prawa obywatelskie, prawa opozycji. Nic się tu nie zmienia. Zobaczymy, co będzie. – Może uda się PiS trochę odkręcić tam, gdzie nabroił? – Na razie sytuacja wygląda tak, że ofensywa zagraniczna PiS, którą miał robić światowiec Mateusz Morawiecki, sprowadza na nas same katastrofy na wszystkich polach – popsuła nam relacje z USA, Izraelem, Ukrainą i już dawno temu z Unią Europejską. – I nie widzi pan w relacjach z KE jakiegoś punktu zwrotnego w dyplomacji? – Słabo to na razie wygląda. Myślę, że dla europejskiej opinii publicznej, europejskich polityków i europejskich mediów liczyć się będą realne zmiany. Dziennikarze zagraniczni są świetnie zorientowani w sytuacji w Polsce i na plewy te wróble nie dadzą się nabrać. Rozmawiał TOMASZ WALCZAK
Kursy Springboard
Część kursów prowadzona jest w niepełnym wymiarze godzin, ale dostępne są również kursy całodniowe. Zaletą tego programu jest to, że można kontynuować edukację na poziomach od 6. do 9. według irlandzkiego systemu edukacji – National Framework of Qualifica-
tions. Dodatkowo uczestnik otrzymuje certyfikowane świadectwo zakończenia kursu uczelni wyższej lub tytuł magistra. Większość kursów trwa z reguły rok lub krócej i rozpoczyna się od września. Zakres jest różnorodny. Obejmuje tematykę m.in.: nowych technologii, farmacji, zarządzania, międzynarodowych usług finansowych i handlu.
Do programu mogą kwalifikować się osoby posiadające historię zatrudnienia, aktywnie poszukujące pracy oraz pobierające świadczenia typu: Jobseeker’s Benefit; Jobseeker’s Allowance; One-Parent Family Payment; Disability Allowance; Carer’s Allowance; Widow's, Widower's or Surviving Civil Partner's (Contributory) Pension; Widow's, Widower's or Surviving Civil Partner’s
(Non-Contributory) Pension; Blind Pension; Deserted Wife’s Allowance. Uwaga! Nie ma znaczenia jak długo pobierane jest świadczenie.
Springboard jest projektem rządowym realizowanym we współpracy z INTREO i uczelniami wyższymi. Oferuje kursy III stopnia, czyli te prowadzone w ramach szkolnictwa wyższego. Proponowane są one głównie osobom bezrobotnym w celu podniesienia kwalifikacji i zdobycia lepszej pracy. Kursy dostępne są również dla innych osób pobierających określone świadczenia oraz tych, którzy wychowują dzieci i zarejestrowały siebie w urzędzie jako Homemakers.
Na kursy w ramach Springboard mogą aplikować również: osoby wcześniej samozatrudnione, obecnie bezrobotne, aktywnie poszukujące pracy, nawet jeżeli nie pobierają żadnego świadczenia; Kwalifikowane Osoby Dorosłe poniżej 66 roku życia, będące na utrzymaniu osoby pobierającej świadczenie socjalne; osoby posiadające skredytowane składki PRSI; osoby, które nie miały pracy, prowadziły gospodarstwo domowe, opiekowały się dzieckiem/ dziećmi oraz pobierały świadczenia z DSP; osoby posiadające pracę tymczasową, otrzymujące
zasiłek dla osób poszukujących pracy; osoby uczestniczące w programach: Community Employment Scheme; Rural Social Scheme; Tús; JobBridge; Back to Work Enterprise Allowance; Short-Term Enterprise Allowance. W niektórych kursach mogą brać udział osoby mające pracę, ale mogą być one wtedy częściowo płatne. Kursy bezpłatne przeznaczone są dla osób bezrobotnych – osoby te zachowują wypłatę
świadczenia. Jeżeli podejmiesz pracę podczas kursu, będziesz musiał zapłacić czesne za cały rok akademicki. Jeżeli kurs przedłuży się na następny rok, o kwocie czesnego zadecyduje uczelnia.
Jak aplikować na kursy Springboard
Kurs należy znaleźć samemu na stronie internetowej: www.springboardcourses.ie. Na stronie tej można sprawdzić, czy spełniasz kryteria oraz złożyć aplikację. Jeżeli pobierasz zasiłek
– skontaktuj się najpierw z INTREO i zapytaj o dalsze kroki. Jeżeli Springboard nie spełnia twoich potrzeb, możesz poszukać innych kursów, na przykład na stronie: www.onestepup.ie.
Parada Świętego Patryka w Athlone
Polska Szkoła IDEA w Athlone w Irlandii po raz trzeci wzięła udział w Paradzie Świętego Patryka i po raz trzeci zdobyła pierwszą nagrodę, tym razem w kategorii Youth Group. Dziękujemy serdecznie wszystkim Dzieciom i Rodzicom, których mimo chłodu ogrzewały gorące polskie serca i skoczna muzyka krakowiaka!
foto POLSKA SZKOŁA IDEA W ATHLONE
Znowu zdobyliśmy pierwszą nagrodę!
2065_DU
2064_DU
2066_DU
Małgorzata Weremczuk (33 l.) i Karol Strasburger (71 l.) nie kryją już wielkiej miłości
Karol chce mieć
Menedżerka znanego aktora stała się ostatnio radością jego życia. Pan Karol świata poza nią nie widzi i mówi już o tym wprost
! o k c d z ie W
reszcie miłość zw yciężyła! Karol Strasburger (71 l.) nie kryje już swojej wielkiej miłości do Małgorzaty Weremczuk (33 l.). Do tej pory na każdą plotkę o związku zasłaniali się kontaktami służbowymi, bo przecież to menedżerka gospodarza „Familiady”. Jak się okazuje, teraz łączą tę dwójkę rzeczy wykraczające poza biznes. – Ta dziewczyna sprawiła, że z radością patrzę w przyszłość – mówi wprost rozradowany Strasburger. A czy przyszłość oznacza również upragnionego potomka? – Mam świadomość, że dzieli nas duża różnica wieku, ale jakie to ma znaczenie? Kiedy ludzie są szczęśliwi, kochają się, rozumieją i wspierają to jest to najcenniejsza wartość związku w każdym wieku. Dziecko?
To temat bardzo osobisty i nie chcę poruszać intymnych tematów naszego życia, zatem powiem tyle: nie jestem w ciąży, a jeśli tak się zdarzy, to cudownie, bo Karol zawsze chciał mieć dzieci. Ja też nie wyobrażam sobie tego, by nie być mamą, niemniej takich rzeczy nie będziemy jakoś specjalnie planować – mówi nam Małgorzata, a Karol dorzuca: – Życie napisze za nas ten scenariusz. A jak Strasburgera postrzega jego ukochana? – Karol jest jak 40-latek. Ma młodą duszę, jest pełen pasji i aktywności życiowej, która i mnie napędza. Mamy zbliżone marzenia i cele, darzymy się ogromnym szacunkiem. Uzupełniamy się na wielu płaszczyznach i to nas na pewno połączyło. Nie odczuwamy różnicy wieku i specjalnie się na niej nie skupiamy – zapewnia nas Weremczuk. Para ostrożnie mówi o ślubie. Uważają, że nie jest im na razie
do niczego potrzebny. Teraz liczy się miłość. Tak więc nic nie planują, nie wykluczają jednak tego kroku w odległej przyszłości. Karol i Małgorzata poznali się w 2006 r. na weselu przyjaciół. Na początku była to zwykła znajomość ludzi show-biznesu. Aktor był wtedy w małżeństwie z Ireną (†66 l.), która była całym jego życiem. Co ciekawe, to dzięki żonie menedżerka stała się przyjaciółką domu Strasburgerów. Kiedy żona pana Karola zachorowała na raka, to właśnie Małgorzata była tą osobą, która wspierała go i podtrzymywała na duchu. W 2013 r. zmarła pani Irena, a aktor się załamał. Miał myśli samobójcze, nie chciał chodzić do pracy. To dzięki Weremczuk stanął na nogi.
Jeszcze niedawno udawali, że ich relacje są czysto zawodowe
HOROSKOP TYGODNIOWY 6.04–12.04.2018 BARAN
Ostatnio masz wrażenie, że jesteś na huśtawce uczuć. Raz jesteś pewien swoich wyborów i decyzji życiowych, innym razem tęsknisz za przeszłością i wzdychasz, myśląc, że stare dobre czasy już nie wrócą. Tak będzie i teraz, znów pojawią się refleksje i wątpliwości.
Możesz teraz podejmować wszystkie decyzje odkładane na później. To twój szczęśliwy astrologiczny czas i powinieneś to wykorzystać jak najlepiej. Jedną z decyzji skonsultuj z partnerem – na pewno sam wiesz, o którą konkretnie chodzi. Będziesz się czuł niczym bohater telenoweli! Przez twoje życie przetoczy się lawina zdarzeń niespodziewanych i bardzo romantycznych. Wśród miłosnych uniesień z ledwością odnajdziesz chociaż odrobinę czasu na bardziej przyziemne sprawy.
Bardzo możliwe, że w tym tygodniu podejmiesz nową pracę lub nawet że weźmiesz ślub. To czas zmian i to bardzo gruntownych. Podejmiesz wyzwania, z jakimi do tej pory nie miałeś okazji się mierzyć. To da ci dużo wiary w siebie i swoje możliwości. Znowu niespodzianki! To dla ciebie burzliwy czas. Ale nie da się ukryć, że chociaż zdarza ci się narzekać, to potem w głębi ducha cieszysz się z tego, co zostało zmienione. Powinieneś zrozumieć, że dobrze się w tym wszystkim odnajdujesz. Znajdziesz się z dala od domu i rodzinnych stron. Będzie to niespodziewany wyjazd. A jeśli nawet zostaniesz na miejscu, to będą cię zaprzątać zupełnie inne sprawy i prawdopodobnie niewiele czasu spędzisz we własnych czterech ścianach, i wyjdzie ci to na dobre! Od dłuższego czasu czekałeś na pewną wiadomość i nieco niepokoiłeś się na myśl o tym, jaka ona będzie – dobra czy może niekoniecznie. W tym tygodniu sytuacja nareszcie ostatecznie się wyklaruje. Zobaczysz, że nie było powodów do niepokoju.
SBG, ES
W tym tygodniu zodiakalne Skorpiony będą stawać przed nowymi wyzwaniami. Możliwe, że będziesz musiał odnaleźć się w zupełnie nowej życiowej roli, chociaż na kompletnie innym stanowisku niż do tej pory. W tym tygodniu nie będziesz się mógł wprost opędzić od adoratorów lub adoratorek! Niczym prawdziwy Casanova zaczniesz przebierać wśród propozycji randek. Pozostaje cieszyć się z powodzenia i korzystać ze wszystkich jego uroków.
Być może będzie chodziło o życie zawodowe, a może o prywatne, ale jedno jest pewne – w tym tygodniu czeka cię pewna bardzo interesująca propozycja. Będziesz się zastanawiał, czy ją przyjąć. W każdym razie choćby udawaj, że jesteś zaciekawiony!
Jesteś ostatnio niezdecydowany i trochę zagubiony. Zastanawiasz się nad tym, co powinieneś zrobić, a czasami przychodzą ci do głowy bardzo radykalne pomysły dotyczące poprawy twojego losu, a może także losu twojej rodziny. Tak będzie nadal. Zdarza ci się pogrążać w marazmie, a nawet smutku, a tymczasem los szykuje dla ciebie wspaniałą niespodziankę! Przecież wcale nie jesteś nudziarzem i lubisz emocjonujące rozrywki, tylko ostatnio jakby o tym zapomniałeś. Pomocnik: DUKT – KANU – LAPIS – LODŻIA
Pomocnik: AZORY – EKLOGA – GACEK – LAPSUS – MORALE
Eagles – Mandingo Rangers 5:7 (4:2)
EA: 2 Konieczny, 2 Korewickiź, Czajka MAN: 3 Nwokocha (MVP), 2 El Rey, Moukni, Vilmen Kolejne spotkanie to potyczka dwóch beniaminków naszej ligi. Eagles po ostatnich dwóch meczach, z kompletem punktów, mieli wielki apetyt na pokonanie kolejnego rywala. A była ku temu okazja, bo spotkali się z Mandingo, drużyną, która gra niebywale nieregularnie. Już w pierwszych minutach lepiej wyglądali gracze Eagles, a dzięki golom kapitana drużyny Marcina Koniecznego mogli cieszyć się z prowadzenia. Jednocześnie w szeregach Mandingo panowały chaos i dezorganizacja, zarówno w obronie, jak i ataku. Pierwsza część meczu to w pełni zasłużone prowadzenie Eagles. W przerwie trwały burzliwe dyskusje co do gry i po wznowieniu meczu drużyna francuska grała zupełnie inaczej. Choć na doprowadzenie do remisu musieli trochę poczekać, końcowy sukces zawdzięczają większemu skupieniu na grze zespołowej. Eagles w następnym tygodniu zagrają z rywalem z najwyższej półki ligowej – FC Balkan. MVP – Uzo Nwokocha (Mandingo Rangers)
Drink Team – Gandzia Team 15:4 (5:1)
DT: 4 Worwa (MVP), 3 Hursztyn, 3 Oziomek, 2 Susek, Matusiak, Tęcza, samobój GT: 2 Pekala D., 2 Pekala M. / ŻK: Chojnowski A.
Flaszka o włos od sensacji
Drink Team po porażce z Koroną już chyba na dobre obrał zwycięski szlak, a Gandzia Team po walkowerze związanym z brakami kadrowymi wrócił do gry. Choć na ich drodze stanęli wicemistrzowie poprzedniego sezonu, nie zamierzali się poddać. Pierwsza połowa zdecydowanie pod dyktando Drink Teamu, który narzucił swoje tempo gry i nie odpuszczał rywalowi nawet na chwilę. Po zmianie stron niewiele się zmieniło – Drinkersi nadal nacierali na Gandzię i raz po raz punktowali. Zdecydowanie za wysokie progi dla graczy Gandzi – swoich pierwszych punktów będą musieli poszukać w najbliższym meczu przeciwko litewskiemu Balticowi. MVP – Jacek Worwa (Drink Team)
BAL: 2 Ljubojevic, 2 Simek (MVP), Bosnjak H., Cirkovic, Erceg FLA: 2 Dudek T., 2 Dziewit, Miller, Sot R. Pierwszy mecz 6. kolejki Leisure Leagues Cork to spotkanie Flaszki z Balkanami. Flaszka w tym sezonie, podobnie jak Mandingo, gra bardzo niestabilnie. Potrafią wygrać z teoretycznie lepszym przeciwnikiem, by kolejkę później przegrać bez wyrazu. Tym razem spotkanie było na najwyższym sportowym poziomie – od pierwszych minut obie drużyny próbowały grać swoim stylem. Ale to gracze Flaszki mieli więcej atutów po swojej stronie i na przerwę to oni schodzili z lekką zaliczką bramkową. Po zmianie stron nadal mocno wyrównany mecz, a w ekipie Balkan wyraźny brak dwóch filarów drużyny – Davida Bosnjaka i Nebojsy Jocica. W finale Balkanom udało się pokonać graczy Flaszki, co nie było łatwym zadaniem. Już w następnej kolejce Flaszka będzie miała okazję na pokazanie swojej siły liderującej Koronie. MVP – Bojan Simek (FC Balkan)
Baltic Storm – F.C. Najduchy 2:10 (1:5)
BS: Paradauskas A., Zinkus NAJ: 4 Orłowski, 2 Mai (MVP), 2 Sobolewski, Jezierski, Sadys Kolejny mecz rozegrały drużyny Balticu i Najduchów, podrażnionych porażką przeciwko Drink Team w poprzedniej kolejce. Początek meczu wyrównany i na pierwszego gola trzeba było poczekać parę minut. Jednakże Baltic szybko wyrównał i gra wciąż była stykowa – nikt nie odpuszczał, a wiele zagrań było na pograniczu faulu. Po ok. 15 minutach gry i bramce Maksa Sobolewskiego na 2:1 coś pękło w szeregach obronnych Balticu. Już po kilku następnych akcjach wynik meczu był ustalony jako 5:1 dla Najduchów. Po zmianie stron praktycznie nic się nie zmieniło i stroną atakującą wciąż pozostała drużyna Najduchów. Składne akcje i precyzyjne strzały na bramkę dały im zwycięstwo i kolejne 3 oczka. Najduchy w następnej kolejce zagrają z Mandingo Rangers. MVP – Jarosław Mai (FC Najduchy)
Chłopcy Do Bicia – Korona 5:7 (0:6)
CDB: Aszyjczyk, Gadawski, Hołda, Lukianiuk, Zawisza KOR: 3 Szklarczyk, 2 Carrol, 2 O’Leary (MVP)s Ostatni mecz tej kolejki to spotkanie ambitnie grających Chłopców Do Bicia z liderem, Koroną. Korona po ostatnich wysokich wygranych również i tym razem miała nadzieję na bardzo lekki mecz. Do połowy nie było inaczej – szybkie wyjście na prowadzenie i narzucone tempo gry sprawiły, że Chłopcy Do Bicia musieli wycią-
gać piłkę ze swojej bramki i na przerwę schodzili z bagażem sześciu bramek na koncie. Po zmianie stron drużyny zaczęły grać tak, jakby zamieniły się w przerwie swoimi strojami – to Chłopcy Do Bicia atakowali z coraz większym animuszem i do tego strzelali bramki. Korona totalnie zdezorientowana obrotem spraw nie potrafiła początkowo temu zaradzić, ale przy stanie 6:5 musie-
li wziąć się do roboty – widmo straty pierwszych punktów w tym sezonie było bardzo blisko. Koniec końców Korona strzeliła siódmą bramkę, która zapewniła im zwycięstwo. Brawa za ambitną grę dla Chłopców Do Bicia, którzy w następnej kolejce zmierzą się z Drink Teamem. MVP – Darren O’Leary (Korona)
Drużyna Korona FC Balkan Drink Team FC Najduchy Flaszka 0.7 Mandingo Rangers Eagles Chłopcy o Bicia Baltic Storm
Gandzia Team
Mecze Punkty Gole (+/-) 6 18 67:23 (+44) 6 15 72:17 (+55) 6 15 49:27 (+22) 6 12 49:29 (+20) 6 9 46:41 (+5) 6 9 34:36 (-2) 6 6 25:49 (-24) 6 3 27:46 (-19) 6 3 20:57 (-37)
9:72 (-63)
Progresywna wycieczka w krainę fantasy Czasami warto choćby spróbować muzyki, która z założenia jest nieco ambitniejsza i wymaga więcej uwagi. Taką z całą pewnością tworzy Marillion. Brytyjscy
progrockowcy już w poniedziałek 9 kwietnia zaczarują publikę w Dublinie. Grupa powstała w 1979 r. w angielskim Aylesbry. Jej
nazwa pochodzi od powieści Tolkiena „Silmarillion”. Muzycy postanowili usunąć pierwszy człon, by nie popaść w kłopoty z prawami autorskimi.
Jak nietrudno się domyśleć, inspirując się jednym z najznamienitszych pisarzy fantasy grupa gęsto czerpała z tych klimatów. Jeśli chodzi o gatunek – wybrali świat rocka progresywnego, ze wszystkimi jego zawiłościami. W ciągu swojej prawie 40-letniej kariery wydali 18 albumów długogrających, z których trudno wybrać te najlepsze. Wiele ich płyt przeszło do klasyki muzyki, nie tylko rockowej. Swoją klasę pokażą po raz kolejny w stolicy Szmaragdowej Wyspy.
PRZEMEK ZGUDKA
GDZIE I KIEDY KIEDY: Poniedziałek 9 kwietnia, godz. 20.00 GDZIE: Vicar Street, Dublin
foto CODA2, CC BY-SA 2.0 / FLICKR.COM
FC Balkan – Flaszka 0.7 7:6 (3:4)
Matriarchat celtycki
Niedawno przyszła wiosna i wszystko odżywa. Czas ten ma bogate powiązania z wierzeniami celtyckimi, które oddają swoim kobietom plemiennym oraz boginkom część i uwielbienie właśnie na wiosnę. Tak bogata kultura celtycka wymaga skupienia i szczegółowego wyjaśnienia wielu duchowych zagadnień. Jak wiadomo, ogromną rolę w magicznym i duchowym życiu ny się rozrastały i nabieraCeltów odgrywały kobieły znaczenia. ty, kapłanki oraz wiedźmy. Płodność jest Współistniały one z druinajważniejsza dami, którzy wiedli prym Celtyckie życie było oparw wioskach i osadach te na cyklu płodności i od celtyckich. tego naturalnego porządSerce plemienia ku było ono zależne. CeltoZarówno starsze, jak też wie na wiosnę najbardziej i młodsze kobiety były serczcili boginię Eponę. Oddacem celtyckiego społeczeńwały jej szczególne uwielstwa. Na Szmaragdowej bienie grupy celtyckie, zwaWyspie od wieków panował ne kowenami. Prawdziwym niezwykle mocno ugruntozajęciem kowen było uzdrawany matriarchat. Mężczywianie lub trucie ludzi. Do tej zna był siłą kierowaną przez grupy należały oczywiście kobietę. Celtowie byli ludem wiedźmy, gdyż to one sporząMatki Ziemi, która żywi dzały najskuteczniejsze truwszystkich. Żeński pierwiacizny. Wiedźmy potrafiły też stek boskości jest równie nie- w rytualny sposób odprowazwykły w odniesieniu do ich dzać zmarłych do ich miejsc wierzeń. Najwięcej rytuałów w zaświatach. O ile druidzi związanych z oddawaniem w większości skupiali się na czci boginiom miało miejmądrości i filozofii, o tyle sce na wiosnę. W tym też cza- kapłanki i wiedźmy celtyckie sie mężczyźni w szczególny były czynne w przynoszeniu sposób czcili też swoje kobie- ludziom ulgi w cierpieniu. ty, dzięki którym ich rodziWymierzały także sprawied-
Na wiosnę oddajemy cześć kobietom
liwość poprzez zabieranie złym ludziom życia. Na ich barkach spoczywała troska o funkcjonowanie społeczeństwa, plony, zbiory, zdrowie, skuteczną obronę czy powodzenie w wypowiedzianych wojnach. To one zaczyniały szczęście specyfiką stosowanych rytuałów i zaklęć. To one towarzyszyły narodzinom i śmierci w danej wiosce, używały na potęgę krwi z gospodarskich zwierząt. Uważały bowiem, że ziemia skropiona krwią rodziła więcej i szybciej. Było to oparte na wierze w życiodajną moc krwi, która wnikając do ziemi, miała dać nowe tchnienie po zimowym obumarciu.
sce. To one składały dary bogom i boginkom oraz odprawiały magiczne tańce Najważniejszą kobietą ku czci całego panteonu celw plemionach celtyckich była tyckich bóstw. Ale w plemiokapłanka. To ona współdzia- nach uważane były też kobiełała z druidami, by zachoty starsze, które posiadały wać harmonię w całej wiowiedzę życiową, którą chęt-
Mądrość kapłanek – kult matron
sprawować tę zaszczytną funkcję. Jak zatem widać, najlepiej czcić kobietę i nie narażać siebie na rzucenie przez nią klątwy, która może skrócić nasze życie.
nie się dzieliły w newralgicznych sytuacjach. Gdy wróg, napadając na wioskę celtycką, zabijał kobietę matronę, zabijał serce plemienia, z którego ona pochodziła. Dopiero po miesiącu wybierano kolejną, która mogła
KOCHAM SKOKI
Kamil Stoch podsumowuje wspaniały sezon
Tak prezentuje się nowy dom Stocha w Zębie
Kamil Stoch (31 l.) przyznaje, że chciałby więcej czasu spędzać z ukochaną żoną. Sukces ma swoją cenę...
wa medale igrzysk, kolejne dwa w MŚ w lotach, triumfy w Turnieju Czterech Skoczni, Raw Air, Planica 7 i w sumie aż dziewięć wygranych konkursów PŚ. A na koniec wisienka na torcie - efektowne zwycięstwo w ostatnim konkursie i Kryształowa Kula dla najlepszego skoczka w sezonie. Jak Kamil Stoch (31 l.) podsumował te sukcesy? „Super Express”: – Czy uważasz, że uzyskałeś najwyższą formę w karierze? Kamil Stoch: – Mam nadzieję, że ta najlepsza wciąż jest przede mną i że w dalszym ciągu jest coś, co mogę zrobić lepiej. Wiem na pewno, że nadal mogę się rozwijać i poprawiać skoki: w technice, w odległościach czy fizycznie. – Jak porównać mistrza olimpijskiego Stocha z 2018 r. z tym z 2014? – Jest starszy i dojrzalszy (śmiech). Myślę, że jestem
innym zawodnikiem, a za dwa miesiące będę znów innym. Chcę latać coraz ładniej i coraz dalej. – Celowałeś w Planicy w nowy rekord świata (obecny to 253,5 m – red.)? – Tak, praktycznie przez cały czas o tym myślałem, w każdym locie. Ale mam świadomość, że nie zawsze jest to możliwe i trzeba się cieszyć z tego, co jest. Absolutnie nie boli, że się nie udało go pobić. Teraz są nowe cele do osiągnięcia. – Nie przyszła ci do głowy myśl, czy warto się jeszcze męczyć, skoro w skokach narciarskich uzyskało się wszystko? – Nie chodzi o to, czy warto się męczyć. Nie męczę się. Kocham to, co robię. Ale bywają trudne myśli. Czasami chciałbym dłużej pobyć z żoną. Zwłaszcza wtedy, gdy muszę rano wstać, czasem chciałbym zostać w domu i spędzić tam więcej czasu. Ale na razie jestem w dobrej
formie psychofizycznej i chcę to wykorzystać. – Będziesz nadal trenował, bo… – Bo lubię to. Sprawia mi to wiele radości i dopóki tak będzie, będę to robił. Najbliższy trening, na siłowni, mam już w środę. – A zatem start w igrzyskach w Pekinie w 2020 jest realny? – Myślę, że jak najbardziej. Ale na razie nie wybiegam myślami tak daleko w przyszłość. – Jak różnią się emocje towarzyszące odbieraniu pierwszej i drugiej Kryształowej Kuli? – Nie tyle są większe czy mniejsze, są inne. Jestem innym człowiekiem i zawodnikiem bardziej świadomym tego, co się wokół mnie dzieje. Wiem też, ile osób mi pomaga i ile muszą oni poświęcić, byśmy ja i nasza drużyna mogli odnosić sukcesy. – Richard Freitag powiedział, że miło było być częścią tego, czego w tym sezonie dokonałeś...
– Miło mi, że tak mówi kolega i rywal. Ja też muszę podziękować rywalom, bo dzięki ich zaangażowaniu, ambicji i woli walki sam się napędzałem. – Które momenty w tym sezonie były trudne? – Były takie. Najgorszy wtedy, gdy po Turnieju Czterech Skoczni pojechałem na Kulm. Chciałem tam daleko polatać, ale byłem totalnie wykończony. Musiało gdzieś się odłożyć to, co się działo w trakcie turnieju i po nim, w tym liczba wywiadów, których udzieliłem. Chciałem, ale nie mogłem. Ale miałem też świadomość, że trzeba kilka dni poczekać. – Czy czujesz, że w sukces po trzydziestce trzeba włożyć więcej pracy niż wcześniej? – Nie czuję, aby trzeba było z biegiem lat wkładać więcej pracy, by być na topie. Tylko więcej pracy trzeba włożyć, by utrzymać poziom. DARIUSZ CHRABAŁOWSKI (PLANICA)
foto ANDRZEJ LANGE, MARCIN GADOMSKI
ale czasami chciałbym pobyć dłużej w domu
16 SPORT Adamek z żoną Dorotą
Tomasz Adamek specjalnie dla „Super Expressu”:
ŻONA MI UFA
„Super Express”: – Auto zatankowane do pełna? Tomasz Adamek: – Po przygodzie na autostradzie, kiedy zabrakło nam paliwa, mocno tego pilnuję, a kiedyś w ogóle nie patrzyłem na kontrolki. Musiałem przejąć stery od Mateusza Borka,
bo inaczej nigdy nie dojechalibyśmy na galę w Zgorzelcu. Nagle słyszę huk – myślałem, że wystrzelił silnik, a okazało się, że skończyło się paliwo. Po kilkukilometrowym spacerze znaleźliśmy kierowcę TIR-a z Ukrainy, który się nad nami zlitował i za parę złotych dał nam kilka litrów ropy. – Gdy teraz na co dzień w Szklarskiej Porębie widzisz polskie góry, to nie kusi cię, by wrócić do kraju na stałe? – Mój dom jest tam, gdzie moja rodzina, a żonę i dwie córki mam w New Jersey. Tam jest moje miejsce i z wielkim utęsknieniem czekam na 22 kwietnia, kiedy wrócę do swoich kobiet. – Żona Dorota mocno cię kontroluje na odległość? – Cały czas! Ufa mi, ale mnie sprawdza, bo to prawdziwa góralka. Jak rozma-
wiamy przez telefon, to muszę pokazać pokój, kto ze mną jest (śmiech). Ale to dobrze, bo skoro żona jest zazdrosna, to znaczy, że bardzo kocha. Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem od 21 lat. – Walczysz z Joeyem Abellem, który ma potwornie silny cios… – Jest cierpliwym pięściarzem, będzie polował na jeden cios, i to nie tylko w początkowych rundach, ale także w tych późniejszych. Muszę uważać, nie mogę dać się złapać. Kluczem do zwycięstwa będą szybkość i poruszanie się w ringu. – Co będzie z tobą po tej walce? – Mamy jakiś plan, ale nie wybiegam w przyszłość, bo najważniejsza jest walka z Abellem. Chcę dobrze wypaść, wygrać i wrócić zdrowy do domu, a jeśli tak będzie, to pewnie otrzymam kolej-
Szukam w Polsce rodziny! W e wrześniu ubiegłego roku brutalnie znokautował Krzysztofa Zimnocha. 21 kwietnia wróci do Polski, aby w Częstochowie zmierzyć się z Tomaszem Adamkiem (42 l., 52-5, 30 k.o.). Amerykanin Joey Abell (37 l., 34-9, 32 k.o.) opowiada nam o polskich korzeniach, pracy w szpitalu psychiatrycznym i niedoszłej walce z Mariuszem Wachem. „Super Express”: – Gala, na której wystąpisz, nosi nazwę „Noc zemsty”. Myślisz, że Adamek będzie chciał pomścić Krzysztofa Zimnocha? Joey Abell: – Nawet nie wiedziałem, że taki jest tytuł tej gali, ale
organizatorzy mogą ją nazywać jak chcą, a ja i tak pokonam Adamka. Nie będzie żadnej zemsty. Gdybym myślał inaczej, nie wziąłbym tej walki. Adamek jest na pewno lepszym pięściarzem ode mnie, ale jego czas już minął. Teraz moja kolej. – Jaki masz plan na wygraną? – … Nie mam planu. Przed tą walką dużo pracowałem nad kondycją, by wytrwać dziesięć rund z Adamkiem. Spróbuję go znokautować, ale nie wiem, czy się to uda. To stary i mądry pięściarz, wie, jak walczyć. – Odwiedzisz bazylikę na Jasnej Górze przed walką? – Nie jestem katolikiem, ale jestem chrześcijaninem, więc na pewno pójdę do tego kościoła, bo o nim słyszałem. Nie wiem, czy zdążę przed
ne propozycje. – Przed walką w Częstochowie odwiedzisz bazylikę na Jasnej Górze? – Oczywiście. Ostatnio mieszkaliśmy 300 m od bazyliki i często tam chodziłem. W Szklarskiej Porębie też mamy blisko kościół, w którym jestem co niedzielę. – Przebywający z tobą na obozie bokserzy biorą z ciebie przykład? – Oni już wiedzą, że wizyta w kościele w każdą niedzielę jest obowiązkiem. Powiedziałem im, że jak nie będą chcieli chodzić, to zleję ich pasem (śmiech). Wszyscy co niedzielę grzecznie maszerują na mszę.
ale mnie sprawdza omasz Adamek (42 l.) wylewa siódme poty na obozie przygotowawczym w Szklarskiej Porębie, gdzie szykuje się do walki z Joeyem Abellem (37 l.) na Polsat Boxing Night (21 kwietnia w Częstochowie). Z „Góralem” porozmawialiśmy o jego zamiłowaniu do szybkiej jazdy samochodem, coniedzielnych wizytach w kościele oraz o tym, jak mocno kontroluje go żona Dorota.
Tomasz Adamek (42 l.) przygotowuje się w Polsce do kwietniowej walki
Rywal Tomasza Adamka Joey Abell w rozmowie z „Super Expressem”
Joey Abell (37 l.) trenuje boks i pracuje w szpitalu psychiatrycznym
ty lk o u na s!
walką, ale po pojedynku będę miał więcej czasu. – To twoja druga wizyta w Polsce. Jak wspominasz nasz kraj? – Za pierwszym razem nie wiedziałem czego się spodziewać, ale byłem mile zaskoczony, wszystko było wspaniałe. Pokochałem ten kraj i jego mieszkańców. Jest mi bardzo bliski, bo… sam jestem Polakiem. Rodzina ojca mojej mamy pochodziła z Polski. Mieli nazwisko Boland. Bardzo bym chciał znaleźć swoich krewnych. Może po naszym wywiadzie ktoś się zgłosi? Po ostatniej walce próbowałem poznać jakieś polskie słowa, ale nie dało rady. Polacy polewali mi wódki i z nauki nic nie wyszło (śmiech). – Co robisz na co dzień? – Jestem pielęgniarzem psychiatrycznym. Pracuję w szpitalu dla psy-
chicznie chorych w Minnesocie. Na szczęście udaje mi się godzić pracę z treningami bokserskimi, bo jestem bardzo dobrze zorganizowany. – Taka robota nie jest depresyjna? – Jest, bo mam do czynienia z chorymi ludźmi, ale jednocześnie daje mi też wiele satysfakcji. Zwłaszcza kiedy widzę, że pacjenci wychodzą ze szpitala zdrowsi. Czasem w pracy przydaje mi się boks, bo niekiedy muszę użyć siły. A na ringu przy-
daje mi się wiedza psychiatryczna, bo przecież boks jest też pojedynkiem umysłów. – Podobno miałeś propozycje walki na gali w maju na Stadionie Narodowym w Warszawie? – Tak, mogłem walczyć z Mariuszem Wachem. Ale promotor zdecydował, że mam walczyć z Adamkiem. Dla mnie to było bez różnicy, bo mogę walczyć i z jednym, i z drugim. MARTA J.RAWICZ, WSPÓŁPRACA MF
Nasz glos 529
Nasz Głos polski bezpłatny tygodnik w Irlandii (529)