Source: http://marek-gaska.org/index.php?option=com_content&view=article&id=70:sprawa-naruszenia-konwencji-genewskich-z-1949-r-i-konwencji-haskich-z-1907-r-w-nangar-khel-16-sierpnia-2007-r&catid=39:wykady&Itemid=74
Timestamp: 2019-06-17 09:12:00
Legal References Found: art. 117
 art. 2
 art. 117
 art. 318
 art. 318
 art. 115
 art. 344
 art. 343
 art. 344
 art. 318
 art. 343

Art. 344
 art. 22
 art. 122
 art. 3
 art. 3
 art. 13
 art. 3
 art. 22
 art. 3
 art. 13
 art. 122
 Art. 122
 Art. 122
 art. 122
 art. 122
 art. 122
 art. 122
 art. 122
 art. 122

Art. 123
 art. 123
 art. 123
 art. 123
 art. 123
 art. 123
 art. 85
 art. 52
 art. 7

Document Content:
Sprawa naruszenia konwencji genewskich z 1949 r. i Konwencji haskich z 1907 r. w Nangar Khel 16 sierpnia 2007 r.
mjr rez. dr Marek Gąska,
członek ZG PCK w latach 2001-2005,
w latach 1999-2005 wykładowca prawa konfliktów zbrojnych w AON
Podstawy prawne udziału w Misji Afgańskiej wynikają z rozdziału VII Karty NZ, tj. akcja w związku z zagrożeniem pokoju, zakłóceniem pokoju i aktami agresji. Od sierpnia 2003 r. Międzynarodowymi Siłami Wspierania Bezpieczeństwa (ISAF) dowodzi NATO, a zasięg terytorialny misji oraz charakter podejmowanych działań ulegają ciągłemu rozszerzeniu. Taka operacja NATO została nazwana jako stabilizacyjna i choć uczestniczy w niej wiele podmiotów, przede wszystkim ONZ, to Sojusz przejął odpowiedzialność polityczną za powodzenie operacji.
Na gruncie prawa polskiego konkretne uregulowania prawne wynikają z art. 117 Konstytucji, który stanowi że zasady użycia sił zbrojnych poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej określa ratyfikowana umowa międzynarodowa lub ustawa. W analizowanym przypadku użycie Wojska Polskiego w Afganistanie nastąpiło na podstawie ustawy z 17 grudnia 1998 r. o zasadach użycia lub pobytu Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej poza granicami państwa. Ustawa stanowi, że użycie Sił Zbrojnych poza granicami państwa oznacza obecność jednostek wojskowych na terytorium innego państwa:
w konflikcie zbrojnym lub dla wzmocnienia sił państwa albo państw sojuszniczych, misji pokojowej.
W dwu pierwszych przypadkach o użyciu sił zbrojnych postanawia Prezydent na wniosek Rady Ministrów. Natomiast w trzecim przypadku także postanowienie wydaje prezydent ale na wniosek Prezesa Rady Ministrów. Jak wiadomo postanowienia prezydenta o użyciu sił zbrojnych poza granicami kraju w wymagają kontrasygnaty premiera.
O pobycie Sił Zbrojnych poza granicami kraju decyduje minister ON lub MSW albo Rada Ministrów, jeżeli środki na udział w szkoleniu i ćwiczeniach nie zostały uwzględnione w budżetach ministerstw. Prezes Rady Ministrów powiadamia Prezydenta RP. O podjętym postanowieniu Prezydent RP niezwłocznie informuje Marszalków Sejmu i Senatu. W postanowieniu m.in. określa się cel skierowania jednostek wojskowych, zakres ich zadań orz obszar działania.
Istotne jest także wspomnieć o postanowieniach Konwencji o bezpieczeństwie personelu ONZ i personelu współdziałającego podpisanej w Nowym Jorku 9 grudnia 1994 r. Otóż konwencja wyraźnie określiła zakres przedmiotowy obowiązywania. I wyklucza stosowanie jej do operacji ONZ wynikających z rozdziału VII karty NZ, w której taki personel ONZ występuje w charakterze strony walczącej przeciwko zorganizowanym siłom zbrojnym. Zgodnie z art. 2, ust. 2 Konwencji w takim przypadku ma zastosowanie międzynarodowe prawo humanitarne konfliktów zbrojnych.
13 listopada 2007 r. Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, że zatrzymano siedmiu żołnierzy I zmiany kontyngentu wojskowego w Afganistanie. Zatrzymanie ma związek
z akcją zbrojną, w której zginęli Afgańczycy. Stwierdzono naruszenie przez polskich żołnierzy „norm prawa międzynarodowego, w szczególności Konwencji Haskiej i Genewskiej ratyfikowanych przez Rzeczypospolitą Polską”. Zatrzymani to żołnierze 18. bielskiego Batalionu Desantowo- Szturmowego: kpt. Olgierd C., ppor. Łukasz B., chor. Andrzej O., plut. Tomasz B.,
st. szer. Damian L., st. szer. Robert B., i st. szer. Jacek J.
Żandarmeria Wojskowa- jak poinformowało MON- zatrzymała ich na polecenie Naczelnej Prokuratury Wojskowej, Wydział ds. przestępczości zorganizowanej z siedzibą w Poznaniu. MON podkreśliło, z uwagi na zawarte w aktach sprawy dane, sprawa objęta jest w całości klauzulą „ściśle tajne”. Żadnych szczegółów tej sprawy nie chciał ujawnić w rozmowie z PAP Prokurator Karol Frankowski z Naczelnej Prokuratury Wojskowej z Poznania.
Polscy żołnierze zostali oskarżeni o ostrzelanie wioski w Afganistanie w dniu 16 sierpnia 2007 r. ok. godziny 8.15 czasu polskiego, 28 km na północ od Wazi Khwa. Sześciu żołnierzom prokuratura zarzuca zabójstwo ludności cywilnej, a jednemu – atak na niebroniony obiekt cywilny. Początkowo przedstawiano wersję wydarzeń w sposób następujący: Transporter Rosomak najechał na ładunek wybuchowy domowej roboty; w wyniku eksplozji uszkodzona została skrzynia biegów. Polscy żołnierze zostali ostrzelani; ścigając zamachowców otworzyli do nich ogień. Doszło do ofiar wśród ludności cywilnej, nieoficjalnie mówiono o kilku osobach zabitych, i kilku rannych.
W wyniku operacji zatrzymano dwóch talibów. jednym ze schwytanych, jak informowało MON, był „Puma” – nr cztery na liście najbardziej poszukiwanych terrorystów w Afganistanie. Okoliczności zajścia badała na miejscu w Afganistanie specjalna komisja, w skład której wchodził m.in. prokurator wojskowy, przedstawiciele gubernatora oraz starzyzna wioski, z której pochodzą zabici i poszkodowani. Zgodnie z miejscową tradycją wojsko „zrekompensowało” straty rodzinom poszkodowanych W ramach zadośćuczynienia, bliskim zabitych i rannych wypłacono odszkodowanie, otrzymali także owce, barany i mąkę. Trzy afgańskie kobiety, które zostały ranne podczas sierpniowej akcji, trafiły do Polski na leczenie.
Dowódca I zmiany gen. bryg. Marek Tomaszycki mówił we wrześniu 2007 r., że zadośćuczynienie przyniosło spodziewany efekt i sytuacja w rejonie, gdzie doszło do zdarzenia „została załagodzona”. Służby prasowe PKW poinformowały o zajściu na stronie internetowej ISAF. Zgodnie z procedurami, w trosce o bezpieczeństwo żołnierzy nie podano ich narodowości. Sprawa pojawiła się w polskich mediach po kilku dniach. MON oficjalnie potwierdziło wówczas krążące wśród dziennikarzy nieoficjalne informacje.
Po trzech miesiącach śledztwa prokuratura przedstawiła swoją wersję wydarzeń. Prokuratorzy stwierdzili, że istnieją bardzo przekonujące przesłanki, aby oskarżyć sześciu żołnierzy o zabójstwo cywili, a siódmego o ostrzelanie z karabinu maszynowego obiektu cywilnego. Z ustaleń prokuratorów wynika, że żołnierzy ścigając zamachowców dotarli do wioski Nangar Khel i wówczas rozpoczęli ostrzał z moździerza i karabinu maszynowego.
Prokuratura twierdzi, że nie było żadnego dowodu, by w wiosce kryli się napastnicy. Twierdzi, że nikt nie strzelał do polskich żołnierzy. To ze strony polskiej padł rozkaz do otwarcia ognia. I to jest przedmiotem śledztwa, kto taki rozkaz wydał. Prokurator K Frankowski stwierdził, że rozkaz do ostrzału miał wydać dowodzący zespołem, najprawdopodobniej plut. Tomasz B. Wedle innych informacji plut. Tomasz B. miał odmówić wykonania rozkazu i na miejscu akcji inicjatywę z rąk młodego i przestraszonego sytuacją plutonowego przejął jego zastępca chorąży Andrzej O. Wówczas Tomasz B., bojąc się że, ofiarą padną osoby cywilne, wsiadł do samochodu
i wrócił do bazy. Wcześniej upewnił się, że jego pododdział naprawdę ma ostrzeliwać wzgórza nad wioską. Kiedy odjeżdżał, moździerze już zaczęły strzelać w kierunki wioski. Jeden z pocisków zabił niewinne osoby cywilne. Zanim żołnierze otworzyli ogień, zastępca dowódcy plutonu chorąży Andrzej O. powiedział szeregowcom obsługującym moździerz, że gdyby pociski spadły na wioskę, mają się tym nie przejmować.
Śledztwo miało wyjaśnić, czy była to jego decyzja, czy też polecenie otrzymał od przełożonych. W czasie śledztwa żołnierze najpierw otrzymywali, że ofiary były przypadkowe. By w końcu opowiadać o szczegółach masakry. Dowódca zespołu bojowego Olgierd C. twierdzi, że nie było go podczas ostrzału w okolicy wioski, ale nie sprecyzował gdzie był, mówi tylko, że na stanowisku dowodzenia. Wedle niego cywilów miał zabić przypadkowy pocisk, jeden z dwudziestu wystrzelonych przez polski moździerz. Obrońca mjra podkreślał również, że Olgierd C. wydał polecenie przerwania ognia, które błyskawicznie zostało wykonane.
Według podwładnych Olgierda C. to on wydał rozkaz do ostrzału zanim komandosi wyjechali z bazy. Treść rozkazu wydanego przez mja C mówiła o ostrzelaniu trzech wiosek- jeśli to jest prawdą to mjr Olgierd C. popełnił zbrodnię wojenną. Według niektórych świadków Olgierd C. wydała taki rozkaz dowodzącemu plutonem szturmowym, który przekazał go pozostałym żołnierzom. Rozkaz taki miał brzmieć: „Napierdolić w wioski” Potem mieli usłyszeć z ust Olgierda C. „Niech gniew boży spadnie na te wioski”. Żaden z żołnierzy nie odmówił wykonania rozkazu, bo – jak twierdzą- bali się konsekwencji. I przypominali sytuację z buntu w oddziale. Doszło do niego, gdy żołnierze odmówili wyjazdu na patrol w słabo ich zdaniem opancerzonych samochodach.
Redakcja programu „Superwizjer”, który ukazał się w dniu 11 lutego 2008 r. o godz. 23 15. przedstawiła także relację zeznań samego dowódcy Olgierda C. Oczywiście brzmią one zupełnie inaczej od wersji żołnierzy. Przedstawił własną – szczegółowo opisującą przebieg dnia –wersję, według której nigdy takiego rozkazu nie wydał. Opisał zupełnie nowy sensacyjny wątek, do którego dotarły reporterki Superwizjiera TVN: próby tuszowania okoliczności tragedii na najwyższych szczeblach dowództwa polskiej armii.
Reporterki Superwizjiera TVN od początku śledziły tragedię w Nangar Khel. jako jedyne przedstawiły relacje jej mieszkańców i jako pierwsze zaprezentowały relacje informatora, który bardzo dobrze znał zeznania polskich żołnierzy. Zeznania polskich żołnierzy w wielu punktach są sprzeczne. Zgadzają się w jednym- w próbie tuszowania tragedii brali udział najwyżsi rangą przedstawiciele armii. W ich relacji pojawiają się także inne szczegóły – choćby to, że bezpośrednio po tragedii w Nanghar Khel dwóch żołnierzy z wojskowej bazy zabrał samolot, na którego pokładzie był znany polski polityk. Aleksander Szczygło, były minister ON w wymienionym programie „Superwizjer” stwierdził: „Proszę nie mówić do mnie, że ja mam jakąś odpowiedzialność za to, że banda durniów strzela do cywilów” Następnego dnia po emisji przepraszał za te słowa.
Warto zwrócić uwagę, że Żandarmeria Wojskowa w Afganistanie uznała pierwotnie, że ostrzelanie przez polskich żołnierzy wioski Nangar Khel było wypadkiem, a nie celowym działaniem. Gen. Jan Żukowski, były Dowódca ŻW twierdził, że ustalenia Żandarmerii nie wskazywały na popełnienie przestępstwa. Zmiana sytuacji nastąpiła wtedy, gdy został przedstawiony zainteresowanym osobom w państwie tajny raport szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Antoniego Macierewicza. W świetle informacji prasowych dopiero ten dokument miał zawierać tezę, że polscy żołnierze z premedytacją ostrzelali afgańską wioskę.
Wiele faktów przedstawia list żołnierza z misji w Afganistanie, który po tragedii napisał do żony. Przyznaje on, że Olgierd C. dał im gridy oraz nazwy 3 miejscowości i kazał je „zrównać z ziemią”. Gdy podwładni wyrazili wątpliwości Olgierd C. potwierdził raz jeszcze i jeszcze poinstruował ich na temat talibów. Po opuszczeniu pomieszczenia dowódczego ustalili, że nie będą strzelać do wiosek, ale będą działać, bo rozkaz to rozkaz. Następnie przedstawiono rozkaz plutonowi i ruszyli do wykonania zadania. Jeden z żołnierzy plutonu zajął stanowisko w taki sposób, że miał na prawo za górą wioskę. Postanowili, że jej nie będzie niszczyć, zgodnie
z rozkazem, jaki dostali od dowódcy. Był to sektor między wioską a pojedynczymi zabudowaniami.
Następnie rozstawiono moździerz 98 mm z amunicja kasetową. To taka jak przyznaje sam dowódca plutonu, po której nic by nie zostało z wioski. Dowódca tego moździerza nigdy nie ostrzelał wioski, ponieważ nie otrzymał takiego rozkazu od dowódcy plutonu. Żołnierz o pseudonimie Borys zaczął strzelać i jak przyznaje dowódca plutonu miał pecha, bo na 24 granaty 3 albo 4 wpadły do zabudowań. Salwę wcześniej na tych samych nastawach miał 400 metrów dalej, a ta wpadła do wioski i zniszczyła dwa domy, sześcioro zabitych i trzy osoby ciężko ranne. Dowódca plutonu stwierdza, że też taka amunicja nigdy nie była testowana na wysokości 2500 metrów, co wielokrotnie podkreślali, że latała jak chciała, spadała za daleko albo za blisko.
Wedle relacji żołnierzy w czasie ostrzału nie widzieli żadnych cywilów, a trzy wioski były tylko punktami orientacyjnymi, a nie bezpośrednim celem ostrzału. Dowódca Wojsk Lądowych gen dyw. W. Skrzypczak stwierdził, że żołnierze 16 sierpnia prowadzili działania bojowe po tym jak został zaatakowany polski patrol. W czasie pościgu za grupą terrorystyczną (talibów) doszło do starcia zbrojnego i zdecydowano się na użycie moździerzy. W wyniku wymiany ognia, doszło do strat po stronie przeciwnika. Wedle Dowódcy Wojsk Lądowych mjr C miał dowodzić akcją z bazy Wazi-Kwa. Natomiast w działaniach bojowych brali udział dowódcy pododdziałów niższego szczebla, czyli dowódcy plutonów drużyn. Gen. Skrzypczak uważa , że informacje, które miał plut. Tomasz B. , dowódca pododdziału, świadczyły o tym, że w rejonie działania jest przeciwnik, który również może użyć różnego rodzaju broni. Według Dowódcy Wojsk Lądowych kpt. Olgierd C. nie wydał rozkazu ostrzelania wioski. Natomiast wydał rozkaz zniszczenia przeciwnika, a w konsekwencji mogło dojść do pomyłkowego ostrzału wioski. Być może – stwierdza gen. W. Skrzypczak był to błąd wynikający z niedokładnego celowania, co jest możliwe przy moździerzu lekkim. Powodem mogła być też wada amunicji.
W listopadzie 2007 r. na portalu internetowym ukazał się wywiad z prof. Uniwersytetu Warszawskiego, który stwierdził, że nie można naszym żołnierzom zarzucać złamania konwencji genewskich i haskich, bo one nie obowiązują w wojnie z terroryzmem. Była to wypowiedź szokująca. Niestety taka opinia miała swoje oparcie w amerykańskiej doktrynie w wojnie
z terroryzmem i została przedstawiona przez administrację prezydenta G. Busha (m.in. sekretarz stanu ds. obrony). W dniu 23 listopada 2007 r. udzieliłem wywiadu Gazecie Wyborczej, gdzie zakwestionowałem tego typu argumenty. Na pytanie P. Wrońskiego- Niektórzy wojskowi, protestując przeciw oskarżeniu naszych żołnierzy o zbrodnię wojenną w Nangar Khel, twierdzą, że nie można im zarzucać złamania konwencji humanitarnych, bo one w wojnie z terroryzmem nie obowiązują- stwierdziłem: Absurd. Tym różnimy się od terrorystów, że przestrzegamy prawa. W tej sprawie niezwykle istotne są protokoły dodatkowe do konwencji genewskich z 1977 r. szczególnie nie protokół I, dotyczący międzynarodowych konfliktów zbrojnych (w oryginale jest „o planowaniu operacji wojskowych”). Nakłada on na dowódców obowiązek „szczególnej ostrożności” tam, gdzie są skupiska ludności cywilnej. Polska ratyfikowała go późno, w 1991 r., ale – co ważne – nie ratyfikowały go Stany Zjednoczone. Protokół ten nie ma jednak odbicia w nowym regulaminie wojsk lądowych z 2001 r. a to on określa, jak prowadzić walkę zbrojną z poszanowaniem prawa konfliktów zbrojnych. W Polsce nie ma też nawet nowoczesnego podręcznika prawa wojennego dla wojsk lądowych. Ostatni pochodzi z 1966 r. Następnie nawiązałem do definicji celu wojskowego, obiektu cywilnego i podstaw prawnych misji wojskowej w Afganistanie.
Analizując zaistniałą sytuację z punktu widzenia międzynarodowego prawa humanitarnego konfliktów zbrojnych i mając na uwadze katalog przestępstw wojennych wymienionych w art. 117- 126 rozdziału XVI kodeksu karnego z 1997 r. można próbować dokonać interpretacji zaistniałej sytuacji w świetle przepisów prawa.
Odnosząc się do podanych zdarzeń trzeba stwierdzić, że nie ustalimy na dzień dzisiejszy stanu faktycznego. A zatem spróbujmy odnieść się do istoty i znaczenia rozkazu wojskowego w warunkach bojowych. W statucie Międzynarodowego Trybunału Karnego z 1998 r. po raz pierwszy w historii międzynarodowego prawa karnego dokładnie i szczegółowo określono zakres zbrodni wojennych. Według statutu istnieje możliwość powoływania się na rozkaz (polecenie) przełożonego, jako okoliczność łagodzącą, jedynie wtedy gdy dotyczy to zbrodni wojennych i agresji. A zatem rozkaz (polecenie) popełnienia innych przestępstw nie zwalnia sprawcy z odpowiedzialności.
Tak więc statut nawiązuje tutaj do jednej z podstawowych zasad odpowiedzialności za przestępstwa wojenne wyrażone w Karcie Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze z dnia 8 sierpnia 1945 r., rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 11 grudnia 1946 r., który mówi, że działanie na rozkaz rządu lub przełożonego nie zwalnia z odpowiedzialności w płaszczyźnie prawa międzynarodowego. Okoliczność ta może jednak wpłynąć na złagodzenie kary, jeżeli tego wymaga poczucie sprawiedliwości. Jak wiadomo Karta MTW i rezolucja wyróżniają trzy typy zbrodni międzynarodowych, tj. zbrodnię przeciw pokojowi, zbrodnię przeciw ludzkości i zbrodnię wojenną. W świetle prawa międzynarodowego za zbrodnię uznaje się uczestnictwo w dokonaniu każdej ze zbrodni.
W świetle art. 318 kodeksu karnego nie popełnia przestępstwa żołnierz, który dopuszcza się czynu zabronionego będącego wykonaniem rozkazu, chyba że wykonując rozkaz umyślnie popełnia przestępstwo. W tym art. wyrażona jest zasada ograniczonego posłuszeństwa, która także obowiązywała w kodeksie karnym z 1969 r. Jest to powszechnie obecnie stosowane rozwiązanie. Skrajne pojmowanie tej możliwości, ograniczonego posłuszeństwa, prowadziłoby do nałożenia na podwładnego obowiązku, by rozważał, czy każdy otrzymany rozkaz nakazuje czynność zgodną prawem.
Drugim rozwiązaniem występującym w literaturze przedmiotu jest zasada bezwzględnego posłuszeństwa, która wyklucza winę wykonawcy rozkazu. Nie ma on prawa rozważać czy otrzymany rozkaz jest zgodny z prawem. Powinien go zawsze wykonać, ewentualną odpowiedzialność ponosi rozkazodawca. Karność jest podstawą każdej organizacji wojskowej i obowiązuje zawsze. Jak mawiał Moltke: „Dopiero dyscyplina wojskowa czyni z armii to, czym być powinna; armia bez dyscypliny jest instytucją kosztowną, na wypadek wojny nieprzydatną, zaś w czasie pokoju niebezpieczną”.
Jak stwierdza w komentarzu do art. 318 kk dr hab. M. Flemming żołnierze jednostek wojskowych, wykonujących zadania poza granicami kraju, podporządkowani są w zakresie dyscypliny wojskowej wyłącznie swoim polskim przełożonym. Tylko brak subordynacji wobec tych przełożonych stanowić może niewykonanie rozkazu wojskowego w rozumieniu kodeksu karnego. Niepodporządkowanie się czasowym przełożonym, innym niż polscy żołnierze, nie jest przestępstwem przeciwko karności według polskiego prawa karnego. To wyjaśnienie wydaje się słuszne zważywszy, że nasi żołnierze byli podporządkowani operacyjnie wojskom amerykańskim.
Należy także przypomnieć art. 115 § 18 kk który definiuje rozkaz jako polecenie określonego działania lub zaniechania wydane służbowo żołnierzowi przez przełożonego lub uprawnionego żołnierza starszego stopniem. Identyczną definicję podaje Regulamin Ogólny Sił Zbrojnych (pkt 16). Według M. Flemminga zachowanie określonej formy wydania rozkazu nie jest niezbędne dla jego ważności- i dalej autor stwierdza- każde stanowcze, wyraźne i zrozumiałe wyrażenie woli przez przełożonego, skierowane do podwładnego i żądające określonego zachowania się, jest rozkazem, jednakże wydanie go bez zachowania takiej formy z reguły nie odbiera mu cech rozkazu wiążącego. W ostatecznym rachunku bowiem istotna jest nie forma a treść oświadczenia woli przełożonego. To wyjaśnienie wydaje się słuszne w świetle opisanych wydarzeń z Nanghar Khel.
Warto także określić co to jest rozkaz przestępny w świetle polskiego prawa. Najwyższy Sąd Wojskowy w postanowieniu z dnia 22 czerwca 1969 r. stwierdził: Pomiędzy pojęciem rozkazu bezprawnego a rozkazu przestępnego nie zachodzi bynajmniej stosunek tożsamości. Pojęcie rozkazu bezprawnego jest szersze i oznacza wszelki rozkaz sprzeczny z obowiązującym porządkiem prawnym. Natomiast rozkaz przestępny to nakaz popełnienia przestępstwa. Każdy rozkaz przestępny jest rozkazem bezprawnym, ale nie każdy rozkaz bezprawny jest rozkazem przestępnym, lecz tylko taki rozkaz, którego wykonanie prowadzi do naruszenia przez podwładnego norm prawa karnego, a nie jakichkolwiek innych norm prawnych (...) Podwładnego nie wiąże rozkaz oczywiście przestępny. Takim rozkazem podwładny nie może się zasłaniać, a jego wykonanie pociąga za sobą odpowiedzialność karną (...). Rozkaz bezprawny, nie będący jednak rozkazem oczywiście przestępnym, ma dla podwładnego moc wiążącą i powinien być wykonany, z tym że wszelka odpowiedzialność za wykonanie spada na rozkazodawcę.
A zatem możemy zastanowić się jak wygląda kwestia posłuszeństwa w świetle dyscypliny wojskowej. Obowiązek posłuszeństwa ma charakter bezwzględny. Odstępstwa są dopuszczalne jedynie w przypadkach określonych przez prawo, w tym przez art. 344, który stanowi: Nie popełnia przestępstwa określonego w art. 343, tj. niewykonanie rozkazu, żołnierz, który odmawia wykonania rozkazu polecającego popełnienie przestępstwa albo nie wykonuje go. W razie wykonania rozkazu, o którym mowa w § 1, niezgodnie z jego treścią w celu istotnego zmniejszenia szkodliwości czynu, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary lub odstąpić od jej wymierzenia.
Tak więc przepis art. 344 jest konsekwencją zasady wyrażonej w art. 318, że żołnierz nie popełnia przestępstwa, jeżeli wykonując rozkaz dopuszcza się czynu zabronionego przez prawo, chyba że jest świadom, iż wykonując rozkaz popełnia przestępstwo. Zatem nieposłuszeństwo żołnierza, który odmawia wykonania przestępnego rozkazu albo po prostu go nie wykonuje, nie stanowi naruszenia prawa karnego, w szczególności art. 343.
Art. 344 zwalnia z obowiązku posłuszeństwa jedynie w przypadku, gdy rozkaz przełożonego nakazuje popełnienie przestępstwa. Podlega natomiast wykonaniu rozkaz nakazujący popełnienie wykroczenia lub przewinienia dyscyplinarnego, np. jazdę z prędkością nadmierną
w danej strefie lub miejscu.
Na podstawie zebranych materiałów i prowadzonego śledztwa prokuratura wojskowa sformowała akt oskarżenia i postawiła zarzuty naruszenia prawa międzynarodowego:
Po pierwsze, art. 22 Regulaminu Haskiego z 1907 r. – „strony wojujące nie mają nieograniczonego prawa wyboru środków szkodzenia nieprzyjacielowi”. Jest to podstawowa zasada i wytyczna ograniczająca dowolność działań strony wojującej, dotyczy zarówno metod, jak i środków walki w czasie międzynarodowych konfliktów zbrojnych. Należy zaznaczyć, że nie zawierają jej konwencje międzynarodowe, które dotyczą konfliktów wewnętrznych. M. Flemming stwierdza, że ewolucja prawa wojennego idzie w kierunku uznawania tego ogólnego humanitarnego wskazania za wiążące w czasie konfliktów wewnętrznych. I dodaje pewnych wskazówek można też dopatrzyć się w nakazach humanitarnego postępowania w stosunku do ofiar takich konfliktów oraz do osób i środowisk nie zaangażowanych w działania zbrojne.
Jednocześnie w pkt 7 Komentarzu do art. 122 kk stwierdza, że Zasady i normy prawa międzynarodowego są nierzadko ogólnikowe i po części mało stanowcze. Są one wypadkową nakazów humanitarnych i twardych potrzeb i praktyk pola walki osłanianych przez instytucję konieczności wojskowej.
Po drugie, naruszenie art. 3 wspólnego dla czterech Konwencji genewskich z 1949 r. Zgodnie z wymienionym art. gdyby na terytorium jednej z Wysokich Umawiających się Stron wybuchł Konflikt nie posiadający charakteru międzynarodowego, każda ze stron w konflikcie będzie obowiązana stosować się przynajmniej do minimalnych standardów humanitarnych. Artykuł ten wymaga poszanowania zasad humanitarnych uznanych już za podstawowe we wszystkich cywilizowanych krajach i włączenia ich do prawa państwowego, nawet wtedy gdy państwo nie przystąpiło do konwencji. Artykuł 3 jest jedynym artykułem w konwencjach genewskich stworzonym specjalnie na wypadek niemiędzynardoowych konfliktów zbrojnych. Strony konfliktu wewnętrznego zobowiązali się przestrzegać jego postanowień jako absolutnie minimum. Wspólny art. 3 stanowi „mini konwencję w konwencji”.
Po trzecie, naruszenie art. 13 Protokołu dodatkowego II z 1997 r. do czterech Konwencji Genewskich, który stanowi: Ludność cywilna i osoby cywilne korzystają z ogólnej ochrony przed niebezpieczeństwami wynikającymi z operacji wojskowych. W celu uczynienia tej ochrony skuteczną należy we wszystkich okolicznościach przestrzegać następujących przepisów. 2. Ludność cywilna jako taka, jak też, osoby cywilne, nie mogą być przedmiotem ataków. Są zabronione akty lub groźby przemocy, których głównym celem jest zastraszenie ludności. 3. Osoby cywilne, jeżeli biorą bezpośredni udział w działaniach zbrojnych, nie korzystają z ochrony nakazanej przez niniejszy artykuł przez czas takiego udziału. Protokół dodatkowy II w przeciwieństwie do wspólnego art. 3, dla swego stosowania wymaga zaistnienia wyższego stopnia przemocy i zdobycia większej kontroli przez stronę opozycyjną. Jeżeli wszystko to, co ma miejsce na terytorium państwa, ogranicza się do sporadycznych aktów przemocy, wówczas Protokół dodatkowy II nie jest stosowany. Będzie jednak stosowany , jeżeli siły opozycyjne osiągnęły stopień zorganizowania i działania, który skutkuje sprawowaniem kontroli nad jakimś obszarem lub regionem państwa. Prawo wojenne dotyczące konfliktów wewnętrznych różni się się, zależnie od stopnia przemocy wewnątrz państwa.
Na gruncie prawa polskiego wymienione czyny (w art. 22 RH z 1907 r, w art. 3 wspólnym dla czterech KG z 1949 r. i w art. 13 PD II z 1977 r.) traktowane są jako naruszenie art. 122 i 123 kk z 1997 r. i są to przestępstwa kwalifikowane jako zbrodnie wojenne. Art. 122 określa tzw. przestępstwa wojenne i odwołuje się do prawa międzynarodowego, jako źródła norm prawnych obowiązujących uczestników konfliktu zbrojnego. Termin „prawo międzynarodowe” należy tutaj rozumieć, jako treść umów międzynarodowych , ratyfikowanych przez RP, jak też inne umowy międzynarodowe jeśli zawierają one normy uważane za powszechnie obowiązujące. Są to także normy prawa zwyczajowego oraz, jako wyraz zewnętrzny tego prawa, orzeczenia MTW z 1 października 1946. r. oraz orzeczenia i opinie MTS w Hadze. W taki ujęciu prawo wewnętrzne RP a także orzecznictwo sądów wojskowych może odgrywać jedynie drugorzędną, posiłkową rolę. Art. 122 kk obejmuje on całą strefę działań zbrojnych, zarówno zaczepnych, jak i obronnych. Treść art. 122 nie wymienia konfliktu międzynarodowego i niemiędzynarodowego. Można stwierdzić, że art. 122 uznaje także istnienie konfliktów mieszanych, czyli umiędzynarodowionyych wewnętrznych konfliktów zbrojnych, czyli konfliktów w których ingerencja z zewnętrz pozbawia określony konflikt jego czysto wewnętrznego charakteru.
Do bytu przestępstwa z art. 122 nie jest konieczne, by czyn w nim określony był nazwany zbrodnią lub, ogólniej, przestępstwem w prawie międzynarodowym, wystarcza, by był zabroniony kategorycznie przez prawo międzynarodowe.
Przedmiotem ochrony z art. 122 są obiekty nie mające wojskowego charakteru ani przeznaczenia, nie służące wysiłkowi zbrojnemu żadnej ze stron konfliktu. A zatem art. ten chroni wszystkie obiekty nie wykorzystywane do działalności wojskowej, takie jak domy mieszkalne, osiedla cywilne, cywilne zabudowania mieszkalne, szkoły, szpitale, schrony obrony cywilnej, obiekty kulturalne i inne obiektu użyteczności publicznej.
Przestępstwo z art. 122, jako zbrodnia, może być popełnione wyłącznie z winy umyślnej . Można je popełnić zarówno w zamiarze bezpośrednim, jak i ewentualnym . Ten ostatni zamiar zachodzi, gdy sprawca, nie dopełniwszy obowiązku należytego rozpoznania celu swego ataku, dopuszcza możliwość, że jest to obiekt albo osoby, których atakowanie jest zabronione przez prawo międzynarodowe, i mimo to podejmuje atak.
Podmiotem przestępstwa z art. 122 może być każdy kombatant człowiek biorący udział w działaniach zbrojnych, jak i najemnik. Głownie jednak stwierdza M,. Flemming przepis ten dotyczy kombatantów sprawujących funkcje dowódcze na wszystkich szczeblach dowodzenia.
Art. 123 kk obejmuje zbrodnie wojenne, w których pokrzywdzeni są osoby należąc do ofiar wojny: ludność cywilna na obszarach okupowanych i takich gdzie toczą się działania wojenne, ranni i chorzy, jeńcy wojenni. Wymienione w art. 123 czyny podlegają ściganiu karnemu w skali międzynarodowej. Zgodnie z orzeczeniem MTW ich karalność nie może być uchylona aktem prawa wewnętrznego.
Do bytu przestępstwa z art. 123 niezbędne jest naruszenie prawa międzynarodowego. Nie jest konieczne, by sprawca uświadomił sobie, iż narusza określoną normę prawa. Wystarczy, gdy jest świadom, że postępuje wbrew ogólnie przyjętym zasadom prawnym, mającym humanitarne podłoże i że jego czyn stanowi oczywiste naruszenie tych zasad. Artykuł stosuje się we wszystkich typach konfliktów.
Przedmiotem ochrony z art. 123 są osoby i grupy osób o określonych cechach, które w związku z konfliktem zbrojnym, zostają narażone na szczególne niebezpieczeństwa. Art. ten chroni wszystkie osoby cywilne nie uczestniczące w walce oraz kombatantów wyłączonych z walki (rannych, chorych, jeńców wojennych).
Podmiotem przestępstwa z art. 123 może być obywatel polski, cudzoziemiec stale mieszkający w Polce albo obcokrajowiec zamieszkały poza granicami naszego kraju. Przestępstwa z art. 123, jako zbrodnie, mogą być popełnione wyłącznie z winy umyślnej, z zamiarem bezpośrednim lub ewentualnym.
Akt oskarżenia sformułowany przez prokuraturę nie wymienia jako podstawy naruszenie Protokołu dodatkowego I z 1977 r., który obowiązuje w konfliktach międzynarodowych. To w art. 85 ust. 5 protokołu dodatkowego „ciężkie naruszenia”, konwencji genewskich zostały nazwane zbrodniami wojennymi.
W tym miejscu należy zastanowić się dlaczego w akcie oskarżenia nie występuje jako podstawa oskarżenia nie przestrzeganie Protokołu dodatkowego I z 1977 r. Być może ma znaczenie to, iż USA nie ratyfikowały Protokołu dodatkowego I i Reguły Użycia Siły (ROE) były sformułowane bez uwzględnienia ograniczeń prawnych wynikających z Protokołu I. Należy jednak stwierdzić, że USA jako zobowiązanie polityczne przyjęły przestrzeganie postanowień protokołu. Nie był to jednak fakt wiążący przy opracowywaniu dokumentów operacyjnych dotyczących użycia siły. Warto wiedzieć, że Protokół dodatkowy I nie był podstawą opracowania ROE do misji irackiej i afgańskiej. Przynajmniej on nie występuje w oficjalnych dokumentach dotyczących planowania operacji wojskowych.
A zatem należy stwierdzić, że polscy planiści wojskowi implementowali amerykańskie zasady do potrzeb Sił Zbrojnych RP bez uwzględnienia prawa ratyfikowanego przez Polskę. Protokół dodatkowy I wymienia ataki „bez rozróżniania” jako niedozwolone (art. 51 ust. 5). Nakazuje także podjąć szczególne środki ostrożności przed atakiem (art. 57 ust. 2). Przed atakiem należy przede wszystkim upewnić się, że jest to cel wojskowy w rozumieniu art. 52 ust. 2 Protokołu dodatkowego I.
Bez względu na ustalenie wszystkich faktycznych okoliczności możemy stwierdzić, że żołnierze polscy w czasie akcji bojowej w Nangar Khel nie przestrzegali podstawowych zasad wynikających z planowania operacji wojskowych, tj. zasady konieczności wojskowej, zasady humanitarności i wynikającej z nich zasady proporcjonalności. Te trzy zasady wynikają
z międzynarodowego prawa humanitarnego i dotyczą bezpośrednio prowadzenia operacji wojskowej, tj. pomagają dowódcy w organizowaniu i planowaniu, a następnie skutecznym działaniu zbrojnym uwzględniającym zasady humanitaryzmu. Żołnierze polscy także nie przestrzegali podstawowych norm prawa wojennego, których głównym celem jest złagodzenie okrucieństw wojny. Mają one charakter uniwersalny i bezwzględnie obowiązujący, ponieważ zapewniają ochronę ludności cywilnej, rannych i chorych oraz jeńców wojennych. Normy te wynikają z ogólnych zasad humanitaryzmu. Nie wymagają one aprobaty dowódcy, co do takiego postępowania i za nieprzestrzeganie ich ponosi się odpowiedzialność karną. Żołnierze w czasie akcji bojowej w Nangar Khel złamali ponadto ogólne zakazy wynikające z metod walki zbrojnej.
Z drugiej strony musimy pamiętać, że działania zbrojne wojsk NATO w Afganistanie prowadzone są przeciwko siłom partyzanckim. Podczas akacji zbrojnych przeciwko partyzantom ludność cywilna zawsze narażona jest na tragiczne konsekwencje, jeśli udziela schronienia i pomocy partyzantom. Należy stwierdzić, że siły rebelianckie w ludności cywilnej widzą naturalne schronienie, dlatego też korzystają z tej formy pomocy. Z drugiej strony narażając ludność cywilną na konsekwencje swoich partyzanckich działań czynią to świadomie i z pełną premedytacją wykorzystując tragedię ludności w wojnie propagandowej. Dlatego mamy notorycznie powtarzane przykłady, w mas mediach, jak to ludność cywilna Afganistanu jest bezlitośnie niszczona przez bombardowania i akcje zbrojne państw członków NATO.
W warunkach wojny prowadzonej metodą partyzancką trudno dokonywać jest rozróżnienia, o czym wspomina R. Bierzanek. Powstaje zatem zadanie -stwierdza autor – ustalenia właściwego stosunku tych form uczestniczenia w wojnie do doktryny „albo żołnierze, albo spokojna ludność cywilna” i wypowiedzenia się co do możliwości i realności przeprowadzenia linii podziału między tymi dwoma kategoriami osób. Widzimy więc, że istnieje poważny problem natury prawnej, który nie został rozwiązany wprowadzeniem definicji celu wojskowego, obiektu cywilnego i ludności cywilnej w 1977 r. w Protokole dodatkowym I. Możemy nawet stwierdzić, że w warunkach wojny partyzanckiej problem ten nadal istnieje, o którym wspominał R. Bierznek, i nabiera zasadniczego znaczenia, z którym będzie musiała uporać się społeczność międzynarodowa.
Na gruncie nauk prawnych i nauk woskowych możemy zastanowić się, co obecnie możemy uczynić w upowszechnianiu i popularyzacji prawa humanitarnego oraz w jego wdrażaniu do regulaminów wojskowych. Problem ten jest bardzo istotny w świetle wydarzeń w Nangar Khel. Otóż dotychczasowa praktyka upowszechniani i wdrażania prawa nie sprawdziła się. Musimy dążyć do wypracowania jasnych i klarownych form kształcenia, szkolenia i tworzenia profesjonalnych regulaminów uwzględniając najnowsze standardy światowe oraz przepisy kodeksu karnego z 1977 r. Czy tak faktycznie jest? Czy stajemy na wysokości zadania jakie zostały postawione przed prawnikami, woluntariuszami i dowódcami woskowymi pod wydarzeniach w Nangar Khel? Wydaje się, że jednak nie wyciągnięto właściwych wniosków dotyczy to zarówno środowiska wojskowego, w tym naukowego, jak i prawników współpracujących z Ministerstwem ON. Oto jeden z przykładów z ostatnich lat. Jest to o tyle istotne, że nastąpiło to w momencie aresztowania żołnierzy po wydarzeniach Nangar Khel. W 2007 roku Akademia Obrony Narodowej Wydział Wojsk Lądowych, konkretnie Instytut Zarządzania i Dowodzenia, wydał dwa podręczniki z zakresu podstaw dowodzenia. Treść obu podręczników nie zawiera nawet podrozdziału na temat prawa konfliktów zbrojnych. Są to podręczniki wykorzystywane do kształcenia oficerów w AON i szkolenia w jednostkach wojskowych.
Program nauczania opracowany w Akademii Obrony Narodowej - studia pierwszego stopnia _”Bezpieczeństwo narodowe”, s. 4. Przedmioty: międzynarodowe prawo humanitarne oraz międzynarodowe prawo pokoju i bezpieczeństwa funkcjonują, jako przedmioty fakultatywne, a nie obowiązkowe. Tak więc niektórzy studenci kończąc kierunek bezpieczeństwo narodowe nie znają podstaw prawa konfliktów zbrojnych i prawa pokoju. Opracowany w 2008 r. nowy program także to powiela (s.7) międzynarodowe prawo jako przedmiot fakultatywny do wyboru zamiast organizacji międzynarodowych (moduł trzeci).
Taki stan rzeczy jest wyjątkowo niepokojący i wymaga zastanowienia się, czy te przykłady nie stanowią przyczyny nieprzestrzegania prawa konfliktów w planowaniu operacji wojskowych. Należy stwierdzić, że brak jest podstaw w dydaktyce wojskowej do wyrobienia sobie właściwego nawyku przy planowaniu operacji wojskowej.
Po wydarzeniach w Nangar Khel sformułowałem kilka wniosków do osób zajmujących określone stanowiska państwowe i mających wpływ na kształt opracowywania prawa w Polsce. Zrobiłem to w trosce o odpowiednie i właściwe wdrażanie prawa humanitarnego. Niestety moje wystąpienia pozostały bez odpowiedzi. Otrzymałem lakoniczne w formie i treści pisma, które jednoznacznie świadczą, że adresaci nie rozumieją przedstawionego przeze mnie problemu.
W piśmie do szefa Sztabu Generalnego zwróciłem uwagę na przedsięwzięcia poprawiające jakość postrzegania prawa humanitarnego konfliktów zbrojnych, a zwłaszcza jego niezbędność w planowaniu operacji wojskowych. Wskazałem na konkretne rozwiązania organizacyjno-prawne.
Po pierwsze, przede wszystkim proponowałem pełne przeanalizowanie metodyki protokołu dodatkowego I i II z 1977 r. do konwencji genewskich z 1949 r., które to protokoły określają standardy planowania operacji wojskowych w świetle obowiązującego nas prawa międzynarodowego. Podkreśliłem, że Polska protokoły ratyfikowała dopiero w 1991 roku. Tak więc, już z tego tytułu mamy spore opóźnienie.
Po drugie, stwierdziłem, że należy stworzyć system kształcenia i szkolenia z prawa konfliktów zbrojnych. Zorganizować kształcenie na poziomie akademickim oraz szkolenie dla dowódców plutonów i drużyn.
Po trzecie, proponowałem stworzenie studium podyplomowego prawa konfliktów zbrojnych w AON dla oficerów szczebla taktycznego, operacyjnego i strategicznego
Po czwarte, proponowałem zorganizować przy Sztabie Generalnym Wojska Polskiego oraz dowódcach rodzajów sił zbrojnych wydział ds. prawa konfliktów zbrojnych zajmujący się włączaniem prawa konfliktów zbrojnych do ćwiczeń i treningów sztabowych oraz ćwiczeń z wojskami, a przede wszystkim planowaniem operacji zgodnie z prawem poza granicami kraju.
Po piąte, proponowałem ustanowienie w jednostkach wojskowych specjalisty, oficera ds. prawa konfliktów zbrojnych, który byłby odpowiedzialny za szkolenie, wdrażanie
w założeniach do ćwiczeń elementów prawa konfliktów zbrojnych i szeroko pojętą edukację w tym zakresie z oficerami, chorążymi, podoficerami, żołnierzami służby kontraktowej i nadterminowej oraz pracownikami cywilnymi.
Po szóste, wskazałem na konieczność opracowania materiałów dydaktycznych i szkoleniowych wykorzystując doświadczenia z Afganistanu i Iraku. Proponowałem obowiązkowo wprowadzić zwiększone ilości godzin prawa konfliktów zbrojnych w programach szkolenia kadry w jednostkach liniowych.
Po siódme, proponowałem wprowadzić wymóg zaliczania prawa konfliktów zbrojnych, jako oddzielnego przedmiotu w akademiach wojskowych i szkołach oficerskich, szkołach chorążych, szkołach podoficerskich na wszystkich kierunkach studiów zgodnie ze standardami natowskimi.
Po ósme, przy opracowywaniu programów kształcenia (szkolenia) proponowałem zwrócić większą wagę na zakres przedmiotowy i podmiotowy znajomości międzynarodowego prawa humanitarnego konfliktów zbrojnych.
Po dziewiąte, co w moim przekonaniu jest najważniejsze proponowałem włączenie prawa konfliktów zbrojnych do szkolenia ogólnowojskowego, taktycznego i strzeleckiego.
Po dziesiąte, w trybie pilnym proponowałem opracowanie podręcznika prawa wojennego dla sił zbrojnych oraz rodzajów wojsk oraz opracować brakujące instrukcje. Tylko Marynarka Wojenna dysponuje takim podręcznikiem.
Po jedenaste, proponowałem dokonać selekcji obowiązujących instrukcji, regulaminów
i nieaktualne wycofać z użytku. Proces ten należy zakończyć możliwie jak najszybciej. Pragnę w tym miejscu zacytować słowa prof. Imberta, który na międzynarodowej konferencji adwokatów w 1996 r. w Krakowie powiedział, że samo podpisanie
i ratyfikacja międzynarodowej konwencji- to dopiero początek drogi do rzeczywistego przestrzegania jej postanowień. Według Imberta konwencje mówią, czego nie wolno robić, a nie co trzeba. Dlatego też niezwykle istotna jest informacja i edukacja, rozwój etyki praw człowieka, a często również zmiana mentalności ludzi władzy, osób sprawujących władzę dowódczą na różnych szczeblach dowodzenia i zwykłych obywateli - żołnierzy.
Na zakończenie warto przypomnieć kilka ogólnych wniosków, które zostały sformułowane kilka lat temu podczas konferencji poświęconej upowszechnianiu prawa humanitarnego w Legionowie. Wnioski te są jak najbardziej aktualne i nabierają nowego wymiaru po tragedii w Nangar Khel.
Otóż w Siłach Zbrojnych RP nie dopracowano się kompleksowego i spójnego systemu upowszechniania oraz wdrażania prawa konfliktów. Wymaga to od władz i uczelni wojskowych zdecydowanego działania oraz wydania określonych decyzji zgodnych z postanowieniami konwencji genewskich z 1949 r. i protokołów dodatkowych z 1997 oraz z konwencją haską z 1954 r., która w art. 7 przewiduje utworzenie w siłach zbrojnych specjalnych komórek organizacyjnych, których podstawowym zadaniem powinno być czuwanie nad poszanowaniem dóbr kulturalnych i współpraca z władzami cywilnym.
Niestety, takich wyspecjalizowanych instytucji w siłach zbrojnych nie mamy. Wydaje się, że w przypadku szkolenia instruktorów, (oczyma wspomniałem) pożądane byłoby wprowadzenie elementów prawa humanitarnego do szkolenia ogólnowojskowego i taktycznego według reguł zaproponowanych prze MKCK. Instytucja ta podkreśla potrzebę przekształcenia przepisów prawa konfliktów zbrojnych (ponad 750 artykułów) na konkretne zasady zachowania się w walce oraz postępowania na terenie okupowanym. MKCK proponuje opracowanie konkretnych procedur operacyjnych, podręczników do taktyki, instrukcji do ćwiczeń i gier decyzyjnych. Program taki sformułowała także prof. R. Jasica. Takie opracowania tworzył prof. M. Flemming. Próby były czynione w połowie lat 90. ubiegłego wieku przez dowództwo Wojsk Lądowych Niestety, nie powiodły się, podobnie jak wiele innych przy kolejnych fazach tzw. restrukturyzacji.
Próba taka została podjęta w latach 2000-2001 na Podyplomowym Studium Prawa Konfliktów Zbrojnych w AON. Celem studium było przygotowanie oficerów do udzielania porad prawnych w zakresie stosowania przepisów prawa humanitarnego. Niestety, było to przedsięwzięcie jednorazowe. Ponadto 1 lipca 2004 r. zlikwidowano w AON Katedrę Prawa i Bezpieczeństwa Międzynarodowego a w nowo powstałym Instytucie Bezpieczeństwa Nardowego nie było zakładu prawa, a także prawnika specjalisty z zakresu prawa humanitarnego.
Gdy 28 listopada 2007 r. udzieliłem wywiadu dla Rzeczypospolitej i podzieliłem się swoją wiedzą na ten temat, rzecznika AON Anna Antczak stwierdziła, że katedrę zlikwidowano w ramach restrukturyzacji. Zajęcia z prawa wojennego jednak nie wypadły z programu. Studenci na tym nie ucierpią Natomiast jeden z anonimowych wykładowców dodał w tym samym miejscu, że w AON doszło do zmian, ponieważ – szukano oszczędności. Zdaniem rozmówców w kwietniu 2008 r. ruszyć miały w AON kursy z prawa międzynarodowego konfliktów zbrojnych.
A zatem problem upowszechniani i wdrażania prawa humanitarnego nadal pozostaje aktualny. Wymaga teraz jasnych kryteriów i fachowej wiedzy. Należy dążyć do organizowania konferencji oraz warsztatów i seminariów dla wykładowców. Zwrócić uwagę na metodykę prowadzenia wykładów i ćwiczeń oraz na sposób argumentacji przedstawianej przez wykładowców. Należy stworzyć krąg ludzi naukowców, wykładowców, dydaktyków i instruktorów PCK mających bardzo dobre przygotowanie merytoryczne do prowadzenia wykładów, prelekcji i rozumiejących wagę zagadnienia, jakim jest prawo humanitarne konfliktów zbrojnych. Nic tak nie szkodzi upowszechnianiu i wdrażaniu prawa, jak powierzchowna wiedza odnosząca się do odczytywania konwencji.