Source: https://www.cds-odszkodowania.info/post/2009/12/17/odpowiedzialno%C5%9B%C4%87-kierowc%C3%B3w-za-szkody-w-transporcie-towar%C3%B3w
Timestamp: 2020-04-02 10:13:44
Legal References Found: art. 5
 art. 3
 art. 115
 art. 119
 art. 120
 art. 120
 Art. 122
 art. 122
 art. 471
 art. 415

Document Content:
Odpowiedzialność kierowców za szkody w transporcie towarów
Ryzyko – to według definicji możliwość wystąpienia określonego zdarzenia. W ujęciu transportowym, takim ryzykiem może być np. kradzież towaru, zabór towaru wskutek oszustwa, zepsucie się towaru chłodniczego, bądź uszkodzenie towaru wskutek wypadku drogowego. Powyżej przywołałem tylko niektóre czynniki, które można określić mianem czynników zewnętrznych, tkwiących poza sferą przewoźnika – złodziej, oszust, awaria agregatu chłodniczego lub inne okoliczności zewnętrzne stanowiące przyczyny wypadków, np. uderzenie w pojazd innego pojazdu, zajechanie drogi, przebiegające przez drogę zwierzę, niebezpieczna sytuacja na drodze, itp. One są determinantami ryzyka i stanowią przyczyny większości szkód transportowych.
Niemniej jednak należy sobie zadać pytanie, czy przywołane czynniki zewnętrzne są jedynymi determinantami szkód w transporcie i czy przypadkiem nie są one konsekwencją działania (braku, zaniechania lub niewłaściwego działania) przewoźnika lub osób, za które ponosi on odpowiedzialność, np. kierowców lub pracowników organizujących i nadzorujących transport. Od tych osób, a szczególnie od kierowców, bowiem w dużej mierze zależy to, w jakim stopniu to ryzyko jest redukowane.
Zgodnie z obowiązującym prawem, ryzyko spoczywa na przewoźniku, będącym stroną zawartej umowy przewozu. Prawo przewozowe nie przewiduje możliwości uwolnienia się przewoźnika od odpowiedzialności tylko dlatego, że „podzlecił” przewóz dalszemu przewoźnikowi lub zlecił przewóz zatrudnionemu kierowcy. Zgodnie bowiem z art. 5 ustawy Prawo Przewozowe przewoźnik ponosi odpowiedzialność za czynności wykonane przez przewoźników dalszych jak za swoje własne. Konwencja CMR, w art. 3 przewidziała odpowiedzialność przewoźnika nie tylko za czynności wykonane przez przewoźników dalszych, ale również za „... czynności i zaniedbania swoich pracowników i wszystkich innych osób, do których usług odwołuje się w celu wykonania przewozu, ...”. Takimi osobami, w rozumieniu Konwencji CMR, mogą być więc również pracownicy biurowi oraz zatrudnieni kierowcy.
Czy przepisy prawa wykluczają możliwość ponoszenia przez kierowców materialnej odpowiedzialności za szkodę w towarze w czasie przewozu?
O ile przenoszenie na przewoźników dalszych owej odpowiedzialności materialnej za szkodę jest jak najbardziej możliwe, przenoszenie jej na zatrudnionych kierowców już niestety jest znacznie ograniczone.
Zakres odpowiedzialności pracownika za szkodę wyrządzoną pracodawcy statuuje ustawa Kodeks Pracy. Zgodnie z art. 115 k.p. „Pracownik ponosi odpowiedzialność za szkodę w granicach rzeczywistej straty poniesionej przez pracodawcę i tylko za normalne następstwa działania lub zaniechania, z którego wynikła szkoda.”, z ograniczeniem określonym w art. 119 k.p. do „…kwoty trzymiesięcznego wynagrodzenia przysługującego pracownikowi w dniu wyrządzenia szkody.”.
Odpowiedzialność, o jakiej mowa powyżej, nie wiąże się jednak z jakąkolwiek odpowiedzialnością osobistą pracownika wobec osoby trzeciej, gdyż zgodnie z art. 120 § 1 k.p. zobowiązanym do naprawienia szkody wyrządzonej przez pracownika przy wykonywaniu przez niego obowiązków pracowniczych jest wyłącznie pracodawca. Dopiero, gdy pracodawca naprawi szkodę wyrządzoną osobie trzeciej, na podstawie art. 120 § 2 k.p. może obciążyć szkodą pracownika, jednakże z uwzględnieniem ograniczenia kwotowego do wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia. Dotyczy to jednak sytuacji, gdy pracownikowi (sprawcy szkody) przypisuje się winę nieumyślną.
Kodeks pracy przewidział rozwiązanie również dla takich sytuacji. Art. 122 k.p. wskazuje, że „Jeżeli pracownik umyślnie wyrządził szkodę, jest obowiązany do jej naprawienia w pełnej wysokości.”. Doktryna i orzecznictwo definiują winę umyślną dla potrzeb określania materialnej odpowiedzialności pracowniczej na bazie prawa pracy.
Wina umyślna występuje w dwóch postaciach: zamiaru bezpośredniego i zamiaru ewentualnego. Zamiar bezpośredni ma miejsce wtedy, gdy sprawca ma zamiar wyrządzić pracodawcy szkodę i doprowadza do jej wyrządzenia. Do takich sytuacji dochodzi raczej rzadko. Analizując przypadki szkód transportowych najczęściej mamy do czynienia z winą umyślną w formie zamiaru ewentualnego. Zamiar ewentualny objawia się z takim zachowaniem się pracownika, kiedy zdaje on sobie sprawę, że takim zachowaniem może spowodować szkodę i akceptując je godzi się z ewentualnością powstania szkody, choć jej wyrządzenie nie jest jego celem.
Za zamiar ewentualny może być uznane np. na kierowanie pojazdem pod wpływem alkoholu, wyprzedzanie na tzw. trzeciego, jazda z niedozwoloną prędkością, jazda w stanie senności lub nawet ustawienie agregatu w trybie nie dającym gwarancji na utrzymanie temperatury wymaganej przez nadawcę towaru. Takie działanie może zostać uznane przez pracodawcę za niewykonanie lub nienależyte wykonanie przez kierowcę obowiązków pracowniczych i w przypadku szkody powstałej po jego stronie (np. w środku transportu lub w związku z uszkodzeniem przewożonego towaru) może skutkować żądaniem naprawienia przez kierowcę szkody w pełnej wysokości na podstawie art. 122 k.p.
Kodeks pracy jednak dość opiekuńczo traktuje w tym zakresie pracowników i przypisanie im przez pracodawców winy umyślnej jest w takich przypadkach trudne do udowodnienia. Aby więc postawić kierowcy zarzut zamiaru ewentualnego, czyli winy umyślnej, pracodawca musiałby udowodnić pracownikowi, że ten był świadomy zagrożenia wystąpienia szkody i akceptował swoje działanie, skutki tego działania oraz samą szkodę. W większości przypadków takie działanie kierowców jest oceniane jako lekkomyślność lub niedbalstwo, tym samym nie są oni zobowiązani do pokrycia szkody w pełnej wysokości – odpowiedzialność, jaką w tym przypadku poniosą to maksymalnie wysokość trzymiesięcznego wynagrodzenia. Należy też wiedzieć, że ocena, czy działanie pracownika nosi znamiona winy umyślnej, czy tylko niedbalstwa zależy od konkretnych okoliczności i wymaga indywidualnego rozpatrzenia.
Zapewne może, ale niestety się nie zmienia, a jeśli już, nie będzie to zmiana rewolucyjna a raczej ewolucyjna. Nasze uczestnictwo w Unii Europejskiej wymusza na Polsce dostosowywanie zmian w prawie. Proces ten jest jednak rozłożony na długie lata, więc i tym obszarze nie należy spodziewać się szybkich i radykalnych zmian. Póki co, unijny pakiet drogowy doprowadził do dwukrotnej zmiany ustawy o transporcie drogowym, które wprowadziły szereg istotnych zmian w odpowiedzialności przewoźników i … kierowców. Znowelizowane wersje ustawy wprowadziły odpowiedzialność kierowców za złamanie prawa, tym samym zdjęły ten ciężar z przewoźników. Ponieważ ustawa przewiduje odpowiedzialność kierowców na zasadzie winy, za niektóre naruszenia przepisów osobiście odpowiada kierowca, a nie przewoźnik.
Między innymi za wydłużenie czasu prowadzenia pojazdu, za skrócenie przerw w czasie jazdy lub odpoczynków, za nieprawidłowości stwierdzone na wykresówkach, bądź za niestosowanie się do zakazów ruchu lub okresowych ograniczeń w ruchu. Są przewidziane również kary za stosowanie niedozwolonych urządzeń przy obsłudze tachografu.
Mamy już więc zrobiony mały krok w kierunku prawnego usankcjonowania odpowiedzialności kierowców za naruszenia przez nich niektórych przepisów. Większym krokiem, i zapewne ku uciesze tysięcy przewoźników, byłaby zmiana kodeksu pracy w takim zakresie, która umożliwiałaby egzekwowanie od kierowców odszkodowań do wysokości poniesionej szkody w przypadku wykazania, że szkoda powstała wskutek ich rażącego niedbalstwa lub winy umyślnej. Gdyby za tym wprowadzić obowiązkowe ubezpieczenie OC kierowcy zawodowego, sytuacja byłaby już dla przewoźników całkiem dobra.
Bardzo widocznym plusem takich rozwiązań byłoby zmniejszenie szkodowości przewoźnika w sytuacji, gdy szkodę by wyrządził kierowca, a to zaś mogłoby doprowadzić do zmniejszenia składek za OC i AC pojazdów oraz za ubezpieczenie OCP i dość znacznie odciążyć finansowo przewoźników. Konsekwencje szkód i ewentualnych zwyżek za ubezpieczenie ponosiłby bowiem sam kierowca. Sama składka za obowiązkowe ubezpieczenie OC jednego ciągnika siodłowego wynosi rocznie średnio 8-10 tys. złotych. Zmiana źródła finansowania szkód (np. z polisy OC kierowcy) mogłaby doprowadzić do znacznego zmniejszenia składki i tym samym do uzyskania oszczędności, które przewoźnicy mogliby wykorzystać np. na rozwój firmy.
A mamy w naszym rodzimym kodeksie cywilnym art. 471, który dosyć wyraźnie wskazuje, że „Dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi.”. Taką orientację prezentuje również art. 415 k.c., który mówi, że „Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.”. Gdyby nie fakt, iż prawo cywilne statuowane kodeksem cywilnym ma charakter ogólny i ustępuje aktom prawnym, które w sposób szczegółowy regulują odpowiedzialność podmiotów prawa, nic nie stałoby na przeszkodzie, aby powyższy/e zapis/y stosować również wobec zatrudnionych kierowców. Ale niestety przepisy kodeksu cywilnego są w dalszym ciągu podporządkowane kodeksowi pracy i koło się zamyka. Wróciliśmy więc do punktu wyjścia i nie mamy co liczyć na to, że kierowcy będą odpowiadać za cokolwiek innego, niż wynika to z prawa, jakie będziemy mieli. A jak wynika z nowych przepisów, w tej materii radykalnych zmian niestety nie będzie.
Czy to jest sprawiedliwe, trudno ocenić. Punkt widzenia kierowców i przewoźników - ich pracodawców bez wątpienia będą skrajnie różne. W niektórych przypadkach, np. gdy kierowca spowoduje szkodę prowadząc pojazd pod wpływem alkoholu, takie zachowanie powinno być uznane za winę umyślną i taki kierowca powinien odpowiadać do pełnej wysokości szkody poniesionej przez jego pracodawcę. Dodatkowo powinien otrzymać „ wilczy bilet” i pracować przy budowie dróg dla trzeźwych kierowców. To, że tak nie jest, to zapewne zdaniem większości pracodawców trudna do zaakceptowania nadopiekuńczość państwa.
Zapewne będą głosy oburzenia a ci bardziej rezolutni zapytają dlaczego. Ano dlatego, że za szkodę spowodowaną przez kierowcę będącego pod wpływem alkoholu większość ubezpieczycieli odmówi odszkodowania i pracodawca owego kierowcy będzie musiał pokryć szkodę z własnej kieszeni. Kierowca nie dość, że tego nie pokryje, to odda dowód rejestracyjny i kluczyki, i pójdzie sobie – zapewne o przeprosinach i podziękowaniu za pracę nawet nie pomyśli.