Source: http://www.adorosa.pl/2012/06/
Timestamp: 2019-01-19 13:28:29
Legal References Found: art. 180
 art. 181
 art. 183
 art. 186
 art. 187
 art. 189
 art. 188

Document Content:
Adorosa - Wszystko pod kontrolą: czerwca 2012
Jakiś czas temu wzięłam sobie udział w rozdaniu. Kolejnym z wielu i jak zwykle, bez większych nadziei. A tu się okazało, że jednak zostałam wylosowana! Co mnie ogromnie cieszy :)
A wygrałam tutaj ;)
W sumie już straciłam trochę nadzieję na to, że błyskotki się pojawią, ale oto dwa dni temu przyszła mała paczuszka ze śliczną zawartością.
Pierścionek z różą jest wykonany w całości z blachy i posiada regulowaną obrączkę, więc pasuje na każdą łapkę. Kwiatek przy koralach jest odpinany, co mi bardzo odpowiada, ponieważ on mi najmniej przypadł do gustu. Podejrzewam, że to transport sprawił, że stał się taki lekko wymięty. Ale mam też pomysł jak go postawić na nogi, może za jakiś czas pokażę.
Zestaw całkiem przyjemny no i jak wiadomo - miło jest coś dostać :) Ładnie wygląda z brązami, ciemnymi zieleniami i szarościami.
A sponsorem rozdania był sklep internetowy E-ribbon :)
A na koniec ślicznotka, którą przywiózł mi wczoraj mój M. :)
By Adorosa o 12:46 7 komentarzy
Włosy mam z natury przede wszystkim są bardzo gęste i mocne. Przy okazji dość niesforne - chętnie się puszą i pokazują jak jest ich wiele. Zjawisko oczywiście nasilało się w miarę ich przyrostu. Dzisiaj mam włosy mniej więcej do pasa, od dwóch trzecich mocno pocieniowane. Przy okazji również załapały się na fazę "ombre hair", więc końcówki są mocno rozjaśnione. Po drodze były jeszcze jakieś szamponetki i podcinanie zbyt zniszczonych dolnych partii (zawsze samodzielnie, fryzjera odwiedzam sporadycznie, bo zawsze zrobi coś nie tak jak prosiłam).
Korzystałam z różnych środków mających nieco ujarzmić objętość. Najpierw była moja ukochana ale wycofana z rynku fioletowa seria Sunsilka, potem jakieś balsamy z Nivea i Syossa. W końcu zdecydowałam się na jedwab, który generalnie ma opinię zła w płynie, które włosy doprowadza do destrukcji.
Mimo wszystko, postanowiłam spróbować - no bo od jednego razu nic się nie wydarzy.
Po prawej znany i lubiany za spektakularny efekt Biosilk (nie mój!). Jednak trochę przestraszyłam się alkoholu w nim. Dlatego zdecydowałam się na jedwab Lotonu. Według mnie ma bardzo przyjemny skład:
Cyclopentasiloxane oraz cycloheksasiloxane - silikony, które ulatniają się po pewnym czasie, o niskiej lepkości, nietłuste – dzięki czemu nie obciążają włosów. Znajdują się też np. w popularnej odżywce Aussie 3 Minute Miracle.
Dimethiconol - substancja, która doskonale chroni przed wysoką temperaturą. Zapobiega też odparowywaniu wody z powierzchni na której został użyty.Choć nierozpuszczalny w samej wodzie, z łatwością wymywany jest za pomocą delikatnego szamponu do włosów. Należy do grupy tzw. przyjaznych silikonów, których nie należy się obawiać.
Phenyl Trimethicone - kolejny silikon, który łatwo usunąć za pomocą szmponu i wody :)
Ethoxydiglycol - jeden ze składników towarzyszących kwasowi felurowemu. Wykazuje działanie przeciwsłoneczne.
Hydrolized silk - płynna proteina jedwabiu (jako 8 z 19 składników)
Propylene Glycol - składnik kontrowersyjny, rzekomo rakotwórczy. Jednak działa wyłącznie poprzez dostanie się do krwi, poprzez kontakt ze skórą. A w tym wypadku produkt nakładamy na włosy i to przecież mniej więcej od 1/3 długości, bo jedwab nałożony na podstawę włosa spowoduje szybkie przetłuszczenie. Znajduje się w naprawdę wielu kosmetykach, a w tym wypadku pod koniec listy, więc jest szansa że w niewielkiej ilości.
Hexyl cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citronellol - substancje zapachowe. Są również alergenami i substancjami drażniącymi w wysokich stężeniach, jednak w preparatach pielęgnacyjnych te ilości są zwykle bardzo niskie i uznawane za bezpieczne.
Benzyl salicylate - olejek eteryczny z goździka.
Coumarin - pl. kumaryna, substancja o zapachu świeżego siana, występująca w wielu roślinach. Może być szkodliwa przy dostaniu się do układu pokarmowego, ale nie przy stosowaniu na włosy.
Generalnie rzecz biorąc niepokoi mnie tylko jeden składnik i to w niewielkim stopniu.
Jeżeli natomiast chodzi o efekty - za pierwszym razem nie byłam przekonana. Chyba po prostu zbyt wiele oczekiwałam. Potem próbowałam jeszcze parę razy w różnych konfiguracjach z mniejszym bądź większym powodzeniem. Natomiast wczoraj wieczorem nałożyłam go dość sporo na wilgotne włosy i cierpliwie wmasowałam w 2/3 długości. I efekt dzisiaj rano podobał mi się dużo bardziej :)
Przede wszystkim bardzo błyszczące i nienapuszone. A głównie o to przecież chodziło. Jakiejś piorunującej różnicy w dotyku nie czuję. Natomiast bardzo fajnie się rozczesują i ładnie układają. Myślę, że dopiero teraz nauczyłam się go używać i dostrzegam jego efekty ;)
By Adorosa o 18:47 1 komentarzy
Studentka wieczorem
Truskawki prosto z ogródka, trochę zagniatania, 15 min w piekarniku, a potem 30 min w lodówce i oto efekty ;)
By Adorosa o 21:40 1 komentarzy
Notorycznie dopada mnie problem głodu na chwilę przed pójściem spać. Czasem udaje mi się z nim wygrać, a czasem nie ;). Ale jeżeli już się skuszę na przekąskę przed północą, zwykle szukam czegoś lekkostrawnego, co nie obciąży brzuszka na noc i co jednocześnie nie pójdzie w biodra.
Tego wieczora wybór padł na miskę sałaty z sosem jogurtowym. A więc lekko, smacznie i przyjemnie ;). Sałata z ogrodu moich rodziców - mam jej pod dostatkiem. Pozwoliłam sobie na dużą ilość czosnku. W końcu późną nocą nikogo nim nie odstraszę :D.
Przepis na sos tutaj: KLIK.
Od razu mi lepiej ;)
By Adorosa o 23:37 1 komentarzy
By Adorosa o 12:40 2 komentarzy
By Adorosa o 17:00 1 komentarzy
Jak już tak się chwalę umiejętnościami kulinarnymi M. no to roztoczę cały blask jego talentu ;)
Tak oto mnie rozpieszczał wczoraj:
Przepyszne i bardzo aromatyczne curry z kurczaka, z dużą ilością przypraw. Dla mnie dość pikantne, ale doceniam poświęcenie mojego M. w kwestii niedoprawienia :*
Na deser babka migdałowa. Tutaj się już przydałam.
Miksowałam i mieszałam to cudo ;)
Na koniec kubeczek z motywem flagi, który dostałam po powrocie M.
Oczywiście jestem w nim bez pamięci zakochana, z powodu tego właśnie wzoru, na którego punkcie mam ostatnio świra.
Jak tak dalej pójdzie, to sama poproszę M. o rękę... ;)
A tu jeszcze nowy, słodki współlokator M. ;)
By Adorosa o 12:43 2 komentarzy
Piknik ;)
Zostałam dzisiaj porwana przez mojego M. ;)
W bardzo piękne miejsce z resztą ;)
A co tam robiliśmy? Przede wszystkim jedliśmy:
Oczywiście sushi dzięki kochanemu M. który umie takowe przygotować ;)
Nie obyło się bez deseru ;)
Oglądaliśmy bociana:
I pana wykonującego akrobacje na desce (nie mam pojęcia jak nazywa się ten sport!):
Całkiem miłe popołudnie w Myślęcinku ;)
By Adorosa o 23:29 3 komentarzy
Popołudniowa zabawa metodą gąbeczkową na pazurkach ;)
By Adorosa o 14:59 4 komentarzy
Z natury mam bardzo jasną, wręcz białą karnację. Co więcej, słońce nie jest w stanie mojej skóry opalić. Nie przeszkadza mi to jakoś bardzo, wręcz przeciwnie :)
Ale gdy przychodzi do założenia spódnicy i pokazania nóg, jednak chciałabym żeby miały trochę zdrowszy odcień, bo nie ma chyba nic gorszego jak trupioblade łydki migające spod spódnicy.
Jakiś czas bawiłam się samoopalaczami w ścisłym tego słowa znaczeniu. Nie podobały mi się jednak efekty - głównie chodzi o zacieki i zbyt mocny zapach. Dlatego odstawiłam je na parę lat.
W tym roku zainteresowały mnie balsamy brązujące. Wybrałam się po Lirene (wersja z kawą), ale jako, że go nie było, zadowoliłam się promocją na Dove Summer Glow :). I bardzo dobrze, że tak się stało ;)
Nie jest to więc tak do końca samoopalacz, a raczej balsam brązujący :). Oczywiście ja mam wersję dla jasnej karnacji, czyli "fair to normal skin". Normalnie cena waha się od 16-19 zł, ja jednak dopadłam go w promocji za 13,49 zł.
Co do samego produktu, zacznę od tego, że bardzo wygodne jest opakowanie. Dopasowane do dłoni, fajnie się wydobywa balsam. Poza tym, jakoś tak estetycznie mnie zadowala (czego nie powiem o starej wersji tego produktu!).
Sam balsam ma rzeczywiście balsamowatą konsystencję. Jest biały, lekki i ma bardzo przyjemny, dla mnie owocowy zapach (wyczuwam tam brzoskwinię między innymi, a ona bardzo kojarzy mi się z latem :). No i tutaj jest pierwszy przystanek z tym zapachem - mamy w składzie np. kumarynę i inne substancje zapachowe, które mogą podrażniać i alergizować. Jednak nie demonizowała bym sprawy, bo są na samym końcu listy, czyli prawdopodobnie w niewielkich ilościach, a mnie nic złego się nie stało, mimo że moja skóra wybitnie ostro reaguje na wszystko co jej się nie podoba. Przyznam jednak, że nie miałam potrzeby testowania go na innych partiach ciała niż nogi, a jak wiadomo tam skóra jest grubsza i mniej wrażliwa. Dlatego zalecam ostrożność :)
Jeżeli chodzi o samo działanie, to postanowiłam zobaczyć, jaka będzie różnica po tygodniu stosowania co drugi dzień:
To jest dokładnie to czego oczekuję :) Delikatna, złota poświata na skórze, która sprawi,że będę wyglądała zdrowo, ale nie da wrażenia, że przez ostatnie 2 tygodnie biegałam do solarium. Naprawdę uwielbiam ten efekt. Zrobienie sobie tym produktem zacieków jest absolutnie niemożliwe. Można niedbale wetrzeć a i tak będzie bardzo równomiernie "opalone". I nie ciemnieje jakoś bardziej w okolicy kolan i kostek jak to się zdarza takim stricte samoopalaczom.
Generalnie rzecz biorąc moja skóra jest bardzo wdzięcznym organem, bo zawsze pozostaje gładka i sama się nawilża. Ciągłe stosowanie balsamów na całe ciało w moim przypadku jest bezcelowe. Wyjątkiem są nogi, które miewają okresy kiedy robią się suche. Dlatego bardzo lubię nienachalne nawilżenie jakie oferuje ten balsam.
Jeżeli chodzi o negatywne strony, no to przede wszystkim charakterystyczny dla samoopalaczy zapach, który pojawia się po paru godzinach, szczególnie jeżeli w międzyczasie byłam jakoś bardziej aktywna (np. jeździłam na rowerze albo spieszyłam się gdzieś na obcasach). I niestety nie zawsze znika po prysznicu.
No i drugą jest sama instytucja samoopalaczy, które wbrew pozorom do najzdrowszych nie należą. Dlaczego, można poczytać tutaj: KLIK!
Brzmi to bardzo groźnie i poważnie, ale ja potraktowałam to jako uświadomienie i ostrzeżenie, a nie jako kategoryczny zakaz i groźbę. Myślę, że na co dzień używam mnóstwa produktów (również spożywczych) zawierających dużo większe ilości groźniejszych substancji. Ale warto wiedzieć co się wciera w skórę :)
Dalej jestem bardzo ciekawa wersji Lirene, ale póki co nie będę szaleć. Spokojnie wykorzystam sobie Dove Summer Glow, z którego jestem bardzo zadowolona. A potem się zobaczy ;)
By Adorosa o 18:36 2 komentarzy
By Adorosa o 19:45 8 komentarzy
By Adorosa o 11:02 0 komentarzy
Radź sobie sama: Znalezione
Zaradność jest zdecydowanie moją ulubioną cechą charakteru :). Bardzo ją cenię w sobie i w innych. Kobiety mają to do siebie, że lubią jak się nimi opiekować i często zamiast same spróbować znaleźć rozwiązanie problemu, próbują zobligować do tego otoczenie. Czasem jednak, nie ma nam kto pomóc i wtedy trzeba sobie radzić samemu. Zamierzam więc pokazać bardzo prosto jakie są możliwości rozwiązania danego problemu i jak sobie z nim... poradzić ;)
W tym wypadku wszystko zależy od okoliczności :). Przede wszystkim liczy się to, co zostało znalezione oraz czy jest to rzecz zgubiona czy porzucona. Dalej - liczy się miejsce. No i oczywiście wiedza na temat właściciela danego przedmiotu.
Wiedzę na temat tego, co się dzieje w sytuacji gdy coś znajdziemy najprościej zaczerpnąć z Kodeksu Cywilnego :). Wbrew pozorom nie trzeba mieć w ręku żadnej tajemnej wiedzy żeby zrozumieć przesłanie przepisów ;). Napisane zostały dość jasnym językiem właśnie po to, żeby każdy mógł z tego korzystać. Można go znaleźć w wielu miejscach w internecie, trzeba jednak uważać by była to najbardziej aktualna wersja (sformułowanie: stan prawny z dnia / na dzień ... (data)... ).
Jeżeli zaś chodzi o znalezienie przedmiotu (w kodeksie funkcjonuje sformułowanie rzecz ruchoma/ruchomość), liczy się przede wszystkim to, czy ma on obecnie właściciela czy nie.
I przypadek: porzucenie
Jeżeli przedmiot został porzucony, czyli właściciel go zostawił oraz wyzbył się praw własności do niego - art. 180 KC (np. sprzęt AGD, meble czy ubrania pozostawione przy śmietniku, z intencją by ktoś chętny to sobie zabrał) możemy spokojnie taki przedmiot zatrzymać. Mówi nam o tym art. 181 KC. Taka rzecz jest po prostu niczyja więc możemy to capnąć i nie poniesiemy z tego tytułu żadnych konsekwencji ;).
Może się jednak zdarzyć tak, że właściciel porzuci przedmiot ale wcale nie zamiarem wyzbycia się własności. Np. porzuci przedmiot uciekając przed napastnikiem. W takim wypadku postępujemy tak, jak przy przedmiocie zgubionym.
II przypadek: zgubienie
Tutaj rzecz jest nieco bardziej skomplikowana. Ponieważ osoba, która dany przedmiot zgubiła dalej jest jego właścicielem. Dlatego musimy zastosować się do art. 183 KC, który mówi o tym, że należy zawiadomić właściciela o tym, że daną rzecz posiadamy. Jest to łatwe gdy znajdziemy np. portfel w którym są dokumenty albo telefon, w którym możemy wybrać numer z listy i poprzez znajomego powiadomić właściciela. Większy problem mamy jednak, gdy znajdziemy walizkę pieniędzy i nie mamy żadnych wskazówek co do właściciela. Wtedy należy się zwrócić do odpowiedniego organu państwowego, który daną rzecz przechowa i rozpocznie poszukiwania właściciela.
Mamy teraz dwa przypadki tego, co się może stać dalej:
I przypadek: zwrot rzeczy
Po wszelkich naszych staraniach, ogłoszeniach w prasie itp. lub powiadomieniu przez starostę, zgłasza się właściciel. Przede wszystkim mamy prawo do znaleźnego, zapewnione w przepisach Kodeksu Cywilnego! Gwarantuje nam to art. 186 KC. Nie jest to więc jedynie dobra wola właściciela przedmiotu, ale jego obowiązek. Należy nam się 10% wartości przedmiotu. Jedynym warunkiem jaki musimy spełnić jest powiadomienie właściciela najpóźniej do momentu przekazania rzeczy, że tego znaleźnego chcemy. Jeżeli właściciel mimo wszystko uchyla się od zapłacenia, mamy prawo wystąpić z roszczeniem do sądu. Oczywiście będzie to irracjonalne w przypadku 20 zł, ale już w przypadku np. 2 tysięcy jest to całkiem uzasadnione.
Niestety, trzeba pamiętać, że jeżeli dostaniemy znaleźne, musimy od niego odprowadzić podatek z tytułu dochodu z innych źródeł. Należy więc powiadomić Urząd Skarbowy, bo jeżeli nas on na tym przyłapie, może nas ukarać!
Nie mamy jednak prawa doliczyć do znaleźnego kosztów przechowania danej rzeczy. Robimy to na własną odpowiedzialność i jeżeli zażądamy takiej odpłatności mogą być z tego przykre konsekwencje.
II przypadek: brak właściciela
Taka sytuacja w prawie cywilnym nazywa się przemilczeniem. Chodzi o moment, gdy mijają określone w Kodeksie Cywilnym terminy, a właściciel nie odebrał swojej własności. Sytuacja ta została sprecyzowana w art. 187 KC
Może się tak stać ponieważ właściciel się po prostu nie zgłosił po swoją własność. Powody mogą być różne np. fakt, że przechowywanie przedmiotu przez starostę jest odpłatne. Wtedy potrzebny jest rok, żeby przedmiot został "przemilczany". Zależnie od tego co to jest, wędruje on albo na poczet Skarbu Państwa, albo do znalazcy. Przy czym znalazca ma prawo odebrać przedmiot przechowywany przez starostę, za zwrotem kosztów przechowania.
Jeżeli właściciel nie jest w stanie się zgłosić po swoją własność, bo po prostu nie udało się ustalić jego tożsamości, rzecz ma się podobnie jak w przypadku jego zidentyfikowania, jednakże muszą upłynąć dwa lata od terminu znalezienia.
Rzecz jasna, przedmiot przedmiotowi nierówny. W kodeksie cywilnym zostały określone rzeczy bardziej i mniej istotne. Te wszystkie mniej istotne niezbyt obchodzą ustawodawcę więc jeżeli znajdziemy portfel z dużą gotówką, sam portfel możemy zatrzymać.
Do tych bardziej istotnych należą "pieniądze, papiery wartościowe, kosztowności oraz rzeczy mające wartość naukową lub artystyczną". Takie mamy obowiązek przekazać staroście (art. 184 KC) i jeżeli nie zostaną odebrane przez właściciela, stają się własnością Skarbu Państwa i znalazca nie ma do nich prawa.
Mamy jeszcze oprócz tego kategorię skarbu określoną w art. 189 czyli np. wykopujemy gdzieś przy okazji coś, co jest wyraźnie stare i wartościowe np. znajdziemy w lesie celtycki miecz (świeża sprawa sprzed roku czy dwóch). Wtedy rzecz wędruje do Skarbu Państwa, a "znalazcy należy się odpowiednie wynagrodzenie". Jest to termin wyjątkowo nieprecyzyjny to "odpowiednie wynagrodzenie" i z tego co wiem, trwają prace nad nowelizacją w ramach które 50% wartości danego przedmiotu będzie się należało znalazcy, a 50% właścicielowi gruntu.
Do rzeczy zaliczamy również znalezione zwierzęta, które mogły uciec i się po prostu zabłąkać. W ich przypadku stosuje się odpowiednio przepisy o znalezieniu rzeczy. Warto pamiętać, że np. psy czy koty z rodowodem mają sporą wartość i można się wtedy ubiegać o znaleźne.
Ostatnim kryterium postępowania przy znalezieniu jest miejsce. Wszystko fajnie, jeżeli portfel z 20 tysiącami złotych znajdziemy na ulicy czy w parku. Problem pojawia się, jeżeli znajdziemy go w np. w teatrze czy w pociągu. Wtedy jesteśmy zgodnie z art. 188 KC zobowiązani przekazać rzecz zarządcy budynku/części budynku/środka transportu i on zastosuje odpowiednią procedurę. Tak więc znalezienie torebki w galerii handlowej jest kompletnie nieopłacalne.
Co jeżeli postanowimy jednak nie zastosować się do przepisów KC? No cóż, w zasadzie nic. Nie ma określonej sankcji, czyli kary za niezastosowanie się do opisanej wyżej procedury. Trzeba jednak uważać, ponieważ możemy zostać posądzeni o kradzież, a właściwie o przywłaszczenie przedmiotu, co jest oczywiście karalne i może spowodować nam więcej szkód niż pożytków.
By Adorosa o 22:18 0 komentarzy