Source: https://blumski.pl/kredyty-frankowe-aktualne-stanowisko-kancelarii/
Timestamp: 2020-07-08 21:34:04
Legal References Found: art. 56
 art. 6
 art. 410
 art. 405
 art. 65
 art. 6
 art. 6
 art. 65

Document Content:
Kredyty frankowe: aktualne stanowisko kancelarii - radca prawny opisuje.
Jesteś tutaj: Strona główna » Aktualności » Kredyty frankowe: aktualne stanowisko kancelarii
Po latach jest nadzieja na to, że nietrwała, zmienna i – powiedzmy szczerze – często niezrozumiała linia orzecznicza w zakresie tzw. spraw frankowych wreszcie uspójni się.
Aktorzy sagi „kredyty frankowe” przez lata nie wychodzili ze swoich ról. Tolerowanie niejasnej sytuacji prawnej przez sądownictwo, brak działań legislacyjnych przez władze ustawodawczą i rozmydlanie problemu przez banki pod pozorem nadciągającej katastrofy systemu bankowego – oto obraz dość niezmienny. Ożywienie i nadzieje przyniosły stanowisko w sprawie Dziubak, opracowanie Biuro Studiów i Analiz Sądu Najwyższego oraz kwietniowy wyrok Sądu Najwyższego.
Od 5-6 lat było tak, iż kredytobiorcy i ich pełnomocnicy poszukiwali najlogiczniejszych argumentów prawnych na zmniejszenie zadłużenia wynikającego z niespodziewanych dla nich zmian kursowych. Kredytodawcy, co naturalne, bronili się przed takimi atakami, a prezydent i obóz rządzący wbrew obietnicom nie zaproponowali żadnego porządkującego rozwiązania. Tymczasem sądownictwo było zagubione, a pomocnej ręki w praktyce jak dotąd nie wyciągnęła linia orzecznicza TSUE.
W reakcjach nad ostatnio opublikowanym przez Biuro Studiów i Analiz Sądu Najwyższego opracowaniu „Kredyty walutowe. Węzłowe zagadnienia” i argumentach o nietrafnej dacie publikacji, czy nierozróżnianiu kredytów indeksowanych i denominowanych brakuje pogłębionej dyskusji nad odpowiedzią na jedno pytanie – być może dlatego, że nikt go nie zadaje – dlaczego TSUE uznając klauzulę za niedozwoloną zabraniało stosować innej normy i w oparciu o nią wydać wyroku zasądzającego roszczenie choćby w części.
O czym mówię, zapyta ktoś niebędący prawnikiem procesowym. Otóż sądy polskie uznając klauzule umowy frankowej (prawnicy wybaczą mi terminologiczne skróty myślowe) za niedozwolone nie widziały możliwości zastąpienia ich innymi normami. Sądy „wyrywały” niejako postanowienia umowne z relacji kredytobiorca-kredytodawca i nie wprowadzały w to miejsce niczego innego uznając, że takich norm nie ma (absurd 1). W konsekwencji sądy tolerowały dokonane przez kredytobiorców nadpłaty nie nakazując ich zwrotu, chociaż chwilę wcześniej uznały normę, na której wpłata była dokonana, za wadliwą (absurd 2).
Dlaczego absurd 1 w ogóle uznaję za absurd ? Wydawałoby się to oczywiste, że skoro Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym (art. 2 Konstytucji), a organy państwa działają w granicach prawa (art. 7 Konstytucji), to nie może być tak, że sądownictwo toleruje od lat sytuację, w której kredyty frankowe nie są objęte częściowo reżimem żadnej normy prawnej. W morzu państwa prawa pływa od lat anarchistyczna frankowa wyspa usypana przez sądowe orzecznictwo.
A dlaczego polskie sądy nie tylko tolerowały, ale i implementowały taki absurd – wydaje się, że wynika to niestety z orzecznictwa TSUE, które uznaje, że wyłącznie jednoznaczne normy szczególne mogą zastąpić uchylane zapisy umów i za takie normy, które zastępują wadliwe postanowienia umowne nie mogą być uznane klauzule generalne i zasady słuszności (np. art. 56, 3531 czy też 354 k.c.) – tak także głośna opinia Rzecznika Generalnego w sprawie Dziubak (sygn.TSUE: C-260/18). W Polsce brak jest norm szczególnych (odnośnie relacji frankowych – vide: brak reakcji ustawodawcy…) w omawianym zakresie i powstaje pat, a polskie sądy nie chcą orzekać niezgodnie z linią TSUE. A dlaczego TSUE „nie pozwala” orzekać polskim sądom w oparciu o klauzule ogólne – ponieważ wychodzi z założenia, że … „spowodowałoby [to] twórczą interwencję” oraz „nadmierne ograniczenie swobody umów”…
Z taką interpretacją przeprowadzoną przez TSUE także w sprawie Dziubak trudno się zgodzić, to w mojej ocenie dość swobodna, zbyt daleko idąca wariacja na temat art. 6 ust. 1 Dyrektywy 93/13/EWG z 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. Niestety ww. opracowanie Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego nie pochyla się dostatecznie nad tym zagadnieniem przede wszystkim w kontekście ww. przeze mnie przepisów Konstytucji.
Ta sądowa konstatacja prowadzi do drugiego absurdu, którego ofiarą stają się kredytobiorcy, ponieważ chociaż trudno jest nie uznać, że w efekcie braku podstawy prawnej (niedozwolona klauzula) występują przesłanki do zastosowania art. 410 lub art. 405 Kodeksu Cywilnego sądy oddalają roszczenie, tak, jak gdyby w innych przypadkach „bezpodstawnego” wzbogacenia albo „nienależnego świadczenia” ofiara musiała znajdować kolejną podstawę prawną do zwrotu albo wykazywać, że zwrot się jej należy. A więc Jasiu zabrał w klasie Zosi długopis, ona udowadnia pani, że zrobił to bezprawnie, ale pani nie znajduje podstaw, by długopis wrócił do Zosi, bo brak ku temu szczególnego przepisu…
We wszelkich innych skomplikowanych sprawach cywilnych sądy potrafiły oprzeć swoje wywody na bogatych zasadach wykładni. Sądy często i trafnie opierają się w innych sprawach m.in. na art. 65 Kodeksu Cywilnego, o którym zapomina się w sprawach frankowych, ponieważ do takiego zapomnienia „zachęciło” TSUE. Norm zastępujących normę uchylaną nie wolno odnaleźć w drodze prowadzenia wykładni, chociaż średni kurs NBP byłby tak prosty do zastosowania i najbardziej sprawiedliwy i w mojej ocenie oddający intencje stron.
Piszę o tym teraz, ponieważ od kilku lat oczekuję na przełom (w sądownictwie właśnie, bo na władzę ustawodawczą nie za bardzo można liczyć) i na ukształtowanie jednolitej linii orzeczniczej. Nadpłaty wciąż przedawniają się, a sytuacja w fundamentach, o których piszę jeszcze przełomowo nie zmieniła się i o dziwo na ten moment TSUE tego wyraźnie nie przełamał (w mojej ocenie opinia w sprawie C 260-18 nie jest dla kredytobiorców jednoznacznie korzystna). Wygląda na to, że w Europie zapomina się, że art. 6 ust. 1 dyrektywy nie zakazuje zastępowania uchylonej normy inną (co wyraźnie wskazano w sprawie C-26/13 Kasler przeciwko CPT „zastąpienie nieuczciwego warunku przepisem prawa krajowego o charakterze dyspozytywnym jest bowiem zgodne z celem art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13”), a nie widzę podstaw do tego, by twierdzić, że art. 65 k.c. nie jest tu dobrym przepisem i w oparciu o niego, by nie móc wyprowadzić wyważoną normę wiążącą bank z kredytobiorcą.
Podążając za wywodami w sprawie Dziubak sądom pozostaje rozważać czy można unieważnić umowę w całości. TSUE nieco tylko „puszcza oko” do sądów pozostawiając im tą kwestię do oceny. W tym samym uzasadnieniu opinii Rzecznik Generalny (w sprawie C 260-18) pisze jednak „Stwierdzenie nieważności umowy kredytu co do zasady pociąga za sobą takie same następstwa jak postawienie pozostałej do spłaty kwoty kredytu w stan natychmiastowej wymagalności, co może przekraczać możliwości finansowe konsumenta i z tego względu penalizuje raczej tego ostatniego niż kredytodawcę”. Nie jestem fanem unieważniania umów z tych właśnie względów, no chyba, że sam kredytobiorca tego by chciał (tak również TSUE: „Należy również uznać, że wola konsumenta przeważa nad wdrożeniem systemu ochrony, takiego jak zastąpienie nieuczciwego warunku w celu utrzymania umowy w mocy”).
A więc zastąpienie jednej normy inną (umownej frankowej klauzuli niedozwolonej normą kodeksową o charakterze ogólnym) – nie, unieważnienie umowy – zobaczymy, raczej nie w przypadku umów indeksowanych (chyba, że kredytobiorca „się uprze”), choć większe szanse dostrzegam w umowach denominowanych (gdzie zdecydowanie trudniej określić wysokość świadczenia po usunięciu klauzul niedozwolonych i w takim razie trudniej taką umowę wykonać).
Co z uznawaniem kredytów za złotówkowe od początku z oprocentowaniem w oparciu o LIBOR (wątpię, by „przeszła” wersja banków „o WIBOR”) plus procent ustalony w umowie ? Trzymam kciuki za to, by (po praktycznym zamknięciu drogi do dochodzenia roszczeń na bazie niedozwolonego spreadu) przeważył rozsądek zaprezentowany w wyroku Sądu Najwyższego w sprawie III CSK 159/17 (w której, co istotne, Sąd uznał przy tym umowę w pozostałym zakresie za ważną). Wydaje się, że SN otworzył mocniej drogę do uznawania kredytów za złotówkowe – ten wyrok „złotówkujący” umowy, a nie opinia TSUE w sprawie Dziubak, ani opracowanie Biura Analiz jest najbardziej przełomowy. Wyrok ten jest również jednoznaczny, nie odsyła do ponownego rozpoznania, niemal wprost określa, że kredyt był po prostu złotówkowy. Cenne jest to, iż wyrok wprowadził rozwiązanie proste, w umowie ogołoconej z niedozwolonych elementów walutowych nie trzeba uchylonych norm niczym zastępować – clara non sunt intepretanda, a więc odpada problem braku normy ustawowej.
Ww. wyrok jest wydany w sprawie kredytu indeksowanego. Warto więc rozróżnić kredyty denominowane od indeksowanych. W tych pierwszych, nieobjętych stanem faktycznym ww. orzeczenia, banki pożyczały dla klienta na rynku międzybankowym franki, by je klientowi dalej pożyczyć, banki nadal trzymają argument, że trudno oczekiwać, by klient mógł im teraz oddawać złotówki w oderwaniu od pojawiających się później różnic kursowych (gdyż w takim wypadku bank nie tyle, że zarobiłby mniej, lecz byłby stratny). W indeksowanych problemu kupna przez bank walut na rynku międzybankowym nie ma, więc możliwe, że sądy uznawać będą otwarcie furtki za zasadne tylko w odniesieniu do kredytów indeksowanych, a dla denominowanych skłonny jestem stawiać tezę, że orzecznictwo może pójść w kierunku unieważniania umów.
Co teraz będzie się działo ? Rozsądny pełnomocnik dalej zalecał będzie czekanie na wyrok TSUE w sprawie Dziubak (na razie w tej sprawie wydana została jedynie opinia Rzecznika Generalnego), który może rozwiać część wątpliwości. Po tym wyroku dobrze byłoby, gdyby pojawiło się siódemkowe stanowisko Sądu Najwyższego i wtedy bylibyśmy bliżej oceny, że poglądy orzecznictwa są na tyle jednoznaczne i ugruntowane, iż sprawy frankowe będą wygrywalne.
Artykuł został napisany w związku z tzw. licznymi zapytaniami od moich klientów „czy ruszamy teraz sprawę naszego kredytu CHF”. Odpowiadam „I hate to say it”, ale jeśli nie chcemy narazić się na koszty czekajmy co orzeknie TSUE, dajmy innym ponosić dalsze straty. Sprawdźmy TSUE i zobaczmy czy nie kłóci się to z wyrokiem SN w sprawie III CSK 159/17.
Nie sposób nie dojść po raz kolejny do oczywistego wniosku, że na całym zamieszaniu zyskują banki, bo z każdym dniem roszczenia przedawniają się…