Source: https://www.niebieskalinia.pl/pismo/wydania/dostepne-artykuly/4463-w-drodze
Timestamp: 2020-02-21 16:03:58
Legal References Found: art. 2
 art. 40
 art. 207
 art. 207
 Art. 14
 art. 72
 art. 5
 art. 40
 art. 217
 art. 95
 art. 96

Document Content:
﻿ Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" - W drodze
Co zmieniło się w polskim prawodawstwie w ciągu 10 minionych lat w zakresie ochrony praw ofiar przemocy w rodzinie? W jakim miejscu jesteśmy? Co przed nami konieczne, a co byłoby pożądane, ale nie jest sine qua non?
Mamy rok 2005. Co zmieniło się od roku 1995? 10 lat temu powstało Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia". Trudno problem przemocy w rodzinie porównać do czarodziejskiej różdżki, która wyczarowuje byt z niebytu. Przemoc w rodzinie istniała, brakowało natomiast świadomości, wiedzy na jej temat, a także woli politycznej, by to, co się działo - nazwać problemem społecznym, nazwać złem i zażądać zmiany i postaw, i prawa.
W momencie powstawania "Niebieskiej Linii" nie byliśmy wolni od mitów, że przemoc w rodzinie nawet jeśli istnieje, to koniecznie związana jest z alkoholem. To powtarzali również przedstawiciele państwa, od których chcielibyśmy wymagać szerszych horyzontów i wiedzy, i myślenia. Z drugiej strony przyznanie, że mamy problem z alkoholem, skoro jego produkcja i sprzedaż stanowi istotny element we wpływach do budżetu państwa, oraz że mamy problem z alkoholikami i z tym, co przynosi nadużywanie alkoholu, pomogło w stworzeniu instytucji i instrumentu, który dostarczył wiedzy na temat przemocy w rodzinie. Bardzo szybko ujawniła się prawda o tym, że przemoc, ta wstydliwie skrywana, przemilczana, od której odwracaliśmy wzrok i o której nie chcieliśmy słyszeć, jest niezwykle demokratyczna i niewybredna. Zadomawia się równie dobrze tam, gdzie panuje bezrobocie i cuchnie alkoholem, jak i na salonach pełnych abstynentów, którzy bywa, że są i hodowcami róż o niebywale delikatnych woniach. Ta przemoc przejawia się zadawanymi z pasją cięgami, ale i ostrym chłodem poniżenia, upokorzenia i psychicznego, ekonomicznego oraz seksualnego przymusu, które, choć nikt nie podniósł na nikogo pięści, sprawiają, że zaczyna brakować powietrza i gruntu pod nogami.
Przemoc w rodzinie kojarzyła nam się z nieporozumieniami między małżonkami, którzy za mocno sobie popili u cioci na imieninach i zbyt dosłownie potraktowali "żartobliwą" wiarę, że "jak się kobiety nie bije, to jej wątroba gnije", i że w ogóle "jak nie bije, to nie kocha", a kobiecie dowód miłości przecież, chociaż od czasu do czasu, się należy. Czy te skojarzenia należą już do przeszłości? Nadal policjanci, prokuratorzy i sędziowie skłonni są powtarzać, że to wszystko, to tylko zwykłe nieporozumienia między małżonkami. I pewnie, rzeczywiście tak jest, że bywają spory, do których znacznie lepiej niż policjant, prokurator i sąd nadaje się psycholog, mediator, ośrodek interwencji społecznej, lub coś innego, co powinno działać w sąsiedztwie i być pod ręką, by ta podstawowa komórka rodzinna nie tylko była, ale by zapewniała dobrą jakość życia.
W ciągu tych 10 lat i początkowo nieśmiałych, a z czasem coraz częstszych telefonów, spotkań, rozmów, konsultacji, analiz, które towarzyszyły pracy "Niebieskiej Linii" i pracy innych organizacji - tych pozarządowych, jak i tych rządowych, w tym i działającego od 1987 roku Rzecznika Praw Obywatelskich i jego biura - zyskaliśmy wiedzę i świadomość. Stało się jasne, że pomimo prezentowania się jako kraj żyjący oficjalnie wartościami purytańsko chrześcijańskimi i wywyższający rodzinę na piedestał, mamy poważny problem z przemocą w rodzinie. Mamy też niedostatek instytucji i miejsc, gdzie można bezpłatnie lub tanio i sprawnie starać się uporać z rodzinnymi problemami. To, że wśród instrumentów najczęściej szukamy tych związanych z prawem karnym, powinno nam dać do myślenia. Oznacza to, że za mało otwarcie mówimy o problemie, nadal za mało o nim uczymy i nie wprost przekonujemy o tym, że przemoc w rodzinie to przestępstwo.
Przestępstwa, które dotyczą znęcania się, gdzie tradycyjnie ofiarą jest kobieta, jeszcze do niedawna były pomijane w statystykach Ministerstwa Sprawiedliwości (patrz: Statystyka Sądowa i Penitencjarna Ministerstwa Sprawiedliwości, Warszawa 1998, s. 164). Obecnie jednak, dzięki wiedzy, której dostarcza między innymi "Niebieska Linia", i to się zmienia.
Konwencja CEDAW o likwidacji wszelkich form przemocy wobec kobiet w art. 2, Konstytucja RP w art. 40 i innych, kodeks karny w art. 207 i wreszcie przyjęta w lipcu tego roku ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która obowiązuje od 21 listopada 2005 roku (Dz.U. z 2005 r. Nr 180, poz. 1493), nie pozostawiają żadnych wątpliwości, ani co do tego, czym jest przemoc w rodzinie, ani co do tego, że jest zakazana i jest przestępstwem. To ewidentny sukces i postęp. Nie można się już zasłaniać niewiedzą. Jednocześnie wraz z instrumentarium ustawowym te 10 lat przyniosło, obok "Niebieskiej Linii", powstanie wielu organizacji pozarządowych, które dokonały rzeczywistej rewolucji. Zmienił się nie tylko sposób myślenia o przemocy w rodzinie, poszły za nim również konkretne działania. Widzimy wciąż ich niedostatek, ale teraz ten niedostatek już razi.
Trudno tu przecenić znaczenie powstania i działalność Rzecznika Praw Obywatelskich. Pierwsza rzecznik, profesor Ewa Łętowska, od początku swojej kadencji nazywała rzecz po imieniu i wskazywała na częste (niestety nadal powtarzane) błędy traktowania przestępstwa przemocy w rodzinie z art. 207 kk (dawny 184 kk) jako przestępstwa ściganego nie z urzędu, lecz na wniosek lub w trybie prywatnoskargowym. Niemały jest też wpływ rzecznika na zwalczanie stereotypów z przestępstwem tym związanych, według których "ofiara doświadczająca przemocy sama jest sobie winna". I nie chodzi o to, by sprawcę od razu wsadzać do więzienia, ale o to, by posyłać bardzo wyraźny sygnał, że przemoc w rodzinie jest przestępstwem, zachowaniem nietolerowanym zarówno przez prawo, jak i organa ścigania. Jest to konieczne, aby ofiara nie czuła się bezsilna, bezradna, pozostawiona sama sobie. Jest również konieczne, aby sprawca wiedział, że przemoc w rodzinie jest przestępstwem i że nie jest i nie będzie tolerowana.
Trudno tu również przecenić powołanie do życia i działalność Pełnomocniczki ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn przy Premierze RP. Nie przekształcono tej funkcji w urząd, co niestety może zagrażać jej bytowi, na wypadek gdyby kolejna opcja nie umiała widzieć kobiety w połączeniu z rodziną, i z konfiguracji tej - z zapalczywością godną lepszej sprawy - wyłączała zawsze mężczyznę, nie rozumiejąc, że jeśli chcemy mówić o rodzinie, nie można z niej wyłączać mężczyzny*.
Kilka lat pracy Biura Pełnomocniczki i obu pełniących tę funkcję Pełnomocniczek, Izabelli Jarugi-Nowackiej i Magdaleny Środy, przyniosło efekt również w postaci ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Nie jest ona doskonała, ale niewątpliwie zwraca uwagę na to, że przemoc w rodzinie jest problemem społecznym.
Dwie były sprawy, o które walczono. Pierwsza dotyczyła możliwości wydania zakazu zbliżania się sprawcy do osoby pokrzywdzonej przemocą, w czasie gdy przemoc ma miejsce i krótko po interwencji, by zapobiec ponownym naruszeniom prawa. Druga sprawa dotyczyła wprowadzenia zakazu stosowania wobec dzieci, w procesie ich wychowania, kar fizycznych i innych form poniżania, w tym także psychicznego. Art. 14 ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie daje w zasadzie możliwość zastosowania zakazu zbliżania się sprawcy do osoby pokrzywdzonej. Zakaz taki jest również przewidziany jako obowiązek, który sąd może nałożyć na sprawcę, warunkowo ją umarzając lub zawieszając jej wykonanie (art. 67 kk i art. 72 kk).
Prawo dzieci do traktowania ich z respektem należnym człowiekowi niezależnie od wieku i w związku z tym do wolności od kar cielesnych i innych poniżających metod, zawarte w dość zresztą zawoalowanej formie w art. 5 projektu ustawy, przepadło w debacie parlamentarnej. Walcząc o byt całej ustawy, odstąpiono od tego artykułu. Najsłabsi zazwyczaj przegrywają i są słabo słyszalni. Można nadal twardo obstawać, że zakaz taki wynika z treści art. 40 Konstytucji, który zakazuje stosowania kar fizycznych. Jednak z reakcji posłów, tych z prawa i z lewa, wyraźnie widać, że nie tak odczytują i rozumieją ducha ustawy zasadniczej.
O ile ustawa nie utonie w masie nowelizacji i zmian, być może doprowadzi z czasem do zmiany standardów i powrotu do problemu karania dzieci. Prawo jest zdecydowanie nie tylko opinio-, ale i kulturotwórcze. Może prowadzić tak do zdziczenia, jak i poprawy obyczajów - warto być tego świadomym. Pokazuje to również droga, którą już przeszliśmy.
Zobowiązania z Pekinu
W rekomendacjach do programu działań na rzecz kobiet, w aneksie do Raportu na IV Światową Konferencję w Sprawach Kobiet, rząd, poprzez ówczesne Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Rodziny i Kobiet, zobowiązał się w 1995 roku do wypełnienia zadań należących do administracji publicznej, które miały służyć:
stworzeniu systemu ochrony i p omocy ofiarom przemocy w rodzinie i poza nią;
edukacji szkolnej i społeczeństwa przeciwko przemocy;
działaniom resocjalizacyjnym i terapeutycznym wobec sprawców przemocy.
W 1997 roku rząd Włodzimierza Cimoszewicza przyjął program "Przeciw przemocy - wyrównać szanse". Przewidywał on utworzenie dziewięciu ośrodków dla ofiar przemocy rodzinnej, w których miała być udzielana kompleksowa pomoc. Klientki ośrodków miały m.in. otrzymywać pożyczkę na usamodzielnienie się. Program rozpoczęła kampania billboardowa przeciwko przemocy domowej, uświadamiająca, iż zjawisko przemocy w rodzinie jest niestety częścią polskiej codzienności. Kampania ta, rozpoczęta w listopadzie 1997 roku, miała znaleźć ciąg dalszy w programie realizowanym przez rząd polski, ONZ i organizacje pozarządowe. Zgodnie z umową podpisaną w sierpniu 1997 roku między Pełnomocnikiem ds. Rodziny i Kobiet a UNDP, każda ze stron zobowiązała się wyasygnować na realizację programu w latach 1997-1999 po 300 tys. USD. Pierwszym krokiem - oprócz wyposażenia schronisk - miało być szkolenie wolontariuszy. Program powstał w oparciu o pekińską Platformę Działania z 1995 roku. Był adresowany do kobiet i dzieci - ofiar przemocy rodzinie. Miał na celu stworzenie w Polsce podstaw prawnych instytucjonalnego systemu pomocy dla maltretowanych kobiet i zapewnienie im skutecznej ochrony. Centra miały zapewnić klientom kompleksową pomoc: medyczną, prawną, psychologiczną i ekonomiczną. Istotą programu było stworzenie kobietom ofiarom przemocy możliwości odzyskania pełni praw społecznych i ekonomicznych. Pierwsze ośrodki, wbudowane w lokalne struktury społeczne, miały funkcjonować w oparciu o współpracę z lokalnym samorządem. Miały zapewnić ochronę 180 kobietom i 360 dzieciom.
Po likwidacji Biura Pełnomocnika Rządu ds. Kobiet i Rodziny w 1997 roku, i powołania na to miejsce Biura Pełnomocnika Rządu ds. Rodziny, zobowiązanie rządu na rzecz zmian szkodliwych stereotypów dotyczących przemocy w rodzinie nie tylko nie zostało podjęte, lecz sam rząd przyczynił się do utrwalenia tego stereotypu, stwierdzając, że prowadzenie kampanii przeciwko przemocy w rodzinie jest w rzeczy samej zamachem na rodzinę. Zdawano się nie rozumieć, że nic tak nie rozbija i nie niszczy rodziny jak właśnie obecność w niej przemocy. Udawanie, że jej nie ma, nie poprawi sytuacji. W 1997 roku przemoc w rodzinie uznano jednak raz jeszcze za sferę prywatną obywateli. W grudniu 1997 roku realizacja programu - finansowana, co istotne, nie z budżetu, lecz z funduszy zagranicznych - została ostatecznie wstrzymana przez ministra Kazimierza Kaperę. Minister wstrzymał program już w październiku 1997 roku, zapowiadając tylko chwilowy "przestój". Fundusze otrzymane na rzecz przeciwdziałania przemocy w rodzinie przekazane zostały na rzecz rozwoju lokalnych poradni rodzinnych, przy czym już samo mówienie o przemocy potraktowane zostało jako zamach na rodzinę. Skutki tego, niestety, odczuwamy do dziś. Pieniądze, które można by pozyskać na realizację programów przeciwdziałania przemocy, nie napłyną do kraju, który nie wywiązuje się z nałożonych zobowiązań i zwyczajnie nadużywa zaufania, wydając środki niezgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem. W tym kontekście na ironię zakrawa fakt, iż to właśnie Kazimierz Kapera, zwolniony w 1999 roku z zajmowanego stanowiska, mianowany został koordynatorem w negocjacjach Polski z Unią Europejską w sprawach dotyczących równego statusu kobiet i mężczyzn.
Rząd AWS sprowadził politykę prorodzinną do nieznacznej pomocy finansowej rodzinom najliczniejszym i do wyraźnego zepchnięcia na margines kwestii ochrony kobiet i dzieci przed przemocą w domu. Jednostkowe przykłady zajęć edukacyjnych przeciwko przemocy nie kompensowały braku inicjatywy władz do wprowadzenia edukacji przeciwko przemocy. Również w kwestii działań resocjalizacyjnych i terapeutycznych wobec sprawców przemocy dominowało zaniechanie działań, co niekiedy tłumaczono brakiem funduszy. Zastępowano to alarmistycznym podkreślaniem spadku znaczenia urodzin (i brakiem wyciągania logicznych wniosków w zakresie przyczyn takiego stanu rzeczy) i pełną ślepotą na występujący związek między przemocą w rodzinie a patologią społeczną. Związek ten już dawno wyeksponowały inne państwa (m.in. kraje skandynawskie czy USA). W Polsce w tym czasie trwało nadal jednak przekonanie, że "prywatne brudy należy prać we własnym domu".
Materiały informacyjne, szkolenia i działalność edukacyjna odbywała się najczęściej w ramach działań wyspecjalizowanych organizacji pozarządowych, które swoją działalność finansowały z grantów otrzymywanych od zagranicznych sponsorów (np. Ford, Soros, UNDP, Ambasady: Kanadyjska, Holenderska).
W tym kontekście bardzo pozytywnym i jednak dość wyjątkowym zjawiskiem była inauguracja 3 lipca 1995 roku bezpłatnego, ogólnopolskiego telefonu interwencyjno-informacyjnego dla ofiar przemocy "Niebieska Linia", finansowanego przez Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Fakt, że kolejne rządy, pomimo wyraźnej potrzeby istnienia i skuteczności telefonu, obcinały fundusze na jego prowadzenie, jest dowodem na to, że problem ten w mniejszym stopniu dotyczy konkretnej formacji politycznej - jest związany z polityką państwa, ale każda z rządzących opcji nadal wykazuje niski poziom wrażliwości na zjawisko przemocy. Jest już niemożliwe dzisiaj, by zaprzeczać istnieniu problemowi, można go jednak takimi mechanizmami jak obcięcie dostępu do bezpłatnego telefonu - sztucznie "wyciszać".
Nadal jednak potrzebny jest w Polsce przepis o zakazie karcenia z naruszeniem godności. Powinien być umieszczony w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, który zdecydowanie i jasno uznaje kary fizyczne i psychiczne za niedozwolone w procesie wychowania dzieci. Dzieci mają prawo do opieki, bezpieczeństwa i dobrego, właściwego wychowania. Dzieci traktuje się z respektem należnym każdej jednostce. Zakazane jest stosowanie wobec dzieci kar cielesnych i innych poni-żających metod. Te zaczerpnięte ze szwedzkich doświadczeń zdania, nadal oczekują na wprowadzenie. Wielu, podobnie jak początkowo w Szwecji, będzie protestowało przeciwko takiemu zapisowi, twierdząc, że doprowadzi on do traktowania rodziców na równi z kryminalistami, a cała masa dzieci nie nauczy się w efekcie ani dobrych manier, ani tego, jak należy się zachowywać. Z czasem przeważy pewnie i u nas argument, że w wolnym, demokratycznym społeczeństwie używa się argumentów, a nie razów i ciosów. Jeśli nie umiemy przekonać naszych dzieci słowami, to z pewnością nie przekonamy ich biciem i przemocą.
Na liście Światowej inicjatywy na rzecz zniesienia kar cielesnych wobec dzieci możemy przeczytać, że w Polsce istnieje wprawdzie wprowadzony w Konstytucji (art. 40) zakaz stosowania kar cielesnych, ale nie został on potwierdzony zakazem w kodeksie rodzinnym. Czas już zrezygnować z pozaustawowego kontratypu karcenia, który towarzyszy art. 217 kk. Nie oznacza to potrzeby uruchamiania kodeksu karnego. Oznacza potrzebę wprowadzenia zmian w art. 95 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego.
Prawo, przez fakt swego obowiązywania, ma szansę sprawiać, że treści w nim zawarte stają się czymś normalnym, naturalnym. Normy rodzą przekonania. Sprawiają, że nawet bez myślenia o nich automatycznie je wypełniamy, kształtują więc nasze zachowania. Prawo jest elementem kultury, zakorzenione w kulturze, odzwierciedla ją, ale także kształtuje.
Czy wynika z tego, że jeśli wprowadzimy taki zapis, od razu zniknie bicie, tarmoszenie, klaps? Nie, nie od razu i nie automatycznie. Taki zapis będzie musiał doprowadzić do następnej rewolucji prawnej, ale i mentalnej. Z kodeksu rodzinnego przyjdzie nam wyrzucić słowo władza i zamienić je słowem piecza. To nie jest i nie będzie sprawą prostą. Jeśli ktoś pamięta, jakie wielkie spory toczyły się w trakcie prac nad Konstytucją z 1997 roku, gdy chciano ją odrzucić, nie przyjąć, i traktowano jako zamach na integralność rodziny i święte prawo rodziców do władzy rodzicielskiej, z powodu jednego - w sumie cherlawego, w porównaniu z treściami wyrażonymi w Konwencji Praw Dziecka - zapisu, że wychowanie powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.
Jeśli ktoś pamięta te spory, wie, że tych, których sformułowanie "władza" rodzicielska razi i niepokoi, jest znacznie mniej od tych, którzy serio uważają, że dziecko jest własnością rodziców - trochę jak rzecz - z prawem swobodnego dysponowania. Swobodnego? Kodeks rodzinny i tu stanowi wyraźnie: władza rodzicielska powinna być wykonywana tak, jak tego wymaga dobro dziecka i interes społeczny. Rodzice są obowiązani troszczyć się o fizyczny i duchowy rozwój dziecka i przygotować je należycie do pracy dla dobra społeczeństwa odpowiednio do jego uzdolnień (art. 95 §3 krio, art. 96 krio).
Jakość prawa, jakość życia
Słowa niosą ze sobą znaczenie, treść, mają wagę. Władza daje swobodę. Piecza wiąże i zobowiązuje. Władza wzmacnia posiadającego władzę. Piecza skupia uwagę na poddanym pieczy. Władza wiąże się z dowolnością, piecza z uwagą i starannością. Władza grozi rozpasaniem. Piecza ogranicza i przypomina o wyznaczonej roli. Władza jest sprzeczna z indywidualną niepowtarzalnością każdej jednostki, piecza uzmysławia autonomię człowieka, choćby ten człowiek miał dopiero jedenaście miesięcy. Słowa nie są przypadkowe. Niosą z sobą treść, często symboliczną. Możemy się nad nią nie zastanawiać, a mimo to ma na nas wpływ.
Przepisy są jak znaki drogowe. Wyznaczają kierunek, ale same nie ruszą w drogę. Nie możemy się zadowolić samym ich istnieniem, ale bez nich, w obecności panujących praktyk, może się zdarzyć tak, że przegapimy szansę. Jeśli zależy nam na życiu dobrej jakości i społeczeństwie demokratycznym, musimy zadbać o głos najsłabszych, by kiedy dorosną, dać im szansę na życie bez przemocy w rodzinie. W tym celu o jakość zapisów prawnych trzeba zacząć dbać już dziś, także dlatego, aby nie zatracić i ideałów, dorobku tego, co wypracowała "Niebieska Linia".