Source: https://multimatum.pl/wpisy/petycja-dotyczaca-obowiazku-szczepien/
Timestamp: 2020-07-16 17:45:58
Legal References Found: art. 31
 art. 31
 art. 3

Art. 11

Art. 71
 art. 71

Art. 70

Art. 13

Art. 14

Art. 133
 art. 2
 art. 5

Art. 131
 art. 70
 art. 70
 art. 18
 art. 17
 art. 18
 art. 17
 art. 51
 art. 27
 art. 23
 art. 3
 art. 20
 art. 51
 art. 27
 art. 27
 art. 23
 art. 26
 Art. 26

Art. 3
 art. 26

Art. 20
 art. 20
 art. 14
 art. 3
 art. 3
 art. 20
 art. 131

Document Content:
Petycja Dotycząca Obowiązku Szczepień
2018-09-06 [wersja do druku]
facebook obowiązek szczepień odporność zbiorowiskowa przeciwwskazania rodo stop nop szczepienie szczepimy bo myślimy
2018-09-27 AKTUALIZACJA
2018-11-01 AKTUALIZACJA
2019-02-01 AKTUALIZACJA
PKT PIERSZY
PKT DRÓGI
PKT CZECI
PKT CZFARTY
PKT PIONTY
PKT SZUSTY
PKT SIUDMY
I'M GONNA RAIN ON YOUR PARADE
2019-04-01 AKTUALIZACJA
1. KWESTIE PRAWNE
1.1. UZASADNIENIE PROJEKTU
1.2. USUWANIE KOMENTARZY
1.3. TERMIN ZBIERANIA PODPISÓW
1.4. ILE JEST PODPISÓW?
1.5. RODO
1.6. OBOWIĄZEK SZCZEPIEŃ
1.7. ZMIANY W PROJEKCIE
1.7.1. SZKOŁA
1.7.2. REJESTR DZIECI SZCZEPIONYCH
1.7.3. UZASADNIENIE
1.7.4. SKŁADKA NFZ
1.8. NA TEMAT STOP NOP
2. KWESTIE MEDYCZNE
2.1. SZCZEPIENIA INICJATORÓW
2.2. WIARA W SZCZEPIENIA
2.3. RÓŻNICE W KALENDARZACH SZCZEPIEŃ
2.4. WYSZCZEPIALNOŚĆ
2.5. ODPORNOŚĆ ZBIOROWISKOWA
2.6. SZCZEPIENIA NIE CHRONIĄ PRZED ZACHOROWANIEM?
2.7. ZASZCZEPIENIE VS UODPORNIENIE
3. DLACZEGO AKURAT DZIECI?
4. EWOLUCJA POGLĄDÓW
2019-04-23 AKTUALIZACJA
1. UCHWAŁA DOTYCZĄCA PRZEDSZKOLI
2. UCHWAŁA DOTYCZĄCA ŻŁOBKÓW
3. ROZSTRZYGNIĘCIA NADZORCZE WOJEWODY
4. ORZECZENIA SĄDU
4.1. KONSTYTUCJA RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ
4.2. USTAWA O OCHRONIE DANYCH OSOBOWYCH
4.3. USTAWA O PRAWACH PACJENTA I RZECZNIKU PRAW PACJENTA
4.4. USTAWA O OPIECE NAD DZIEĆMI W WIEKU DO LAT 3
4.5. USTAWA O SYSTEMIE OŚWIATY
5. REKLAMA VS RZECZYWISTOŚĆ
6. UCHWAŁY VS USTAWA
7. DYSKRYMINACJA
11 lipca 2018 roku Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP złożyło w sejmie podpisy poparcia dla projektu zmiany ustawy dotyczącej szczepień ochronnych. Jedną z głównych zmian w ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi byłoby usunięcie wszystkich przymiotników “obowiązkowe” użytych w stosunku do szczepień. Tym samym wszystkie szczepienia stałyby się dobrowolne. STOP NOP miało na zebranie podpisów 3 miesiące. Udało się ich zebrać 121 296, a więc średnio prawie 1333 dziennie.
Dzięki zaangażowaniu Pana Patryka z kanału Pod Mikroskopem, trafiłam na inną inicjatywę, a mianowicie projekt ustawy, która wprowadziłaby obowiązek szczepienia jako kryterium przyjęć do żłobków i przedszkoli. Petycję dotyczącą tego projektu utworzono 3 czerwca 2018 roku i do dnia dzisiejszego (tj. 6 września) podpisało się pod nią 565 osób... Przez 3 miesiące... Natomiast żeby projekt trafił do Sejmu, niezbędne jest uzyskanie 100 tys. podpisów wyrażających poparcie. Cóż, może wynika to z braku odpowiedniej reklamy. O ile sporo jest artykułów na ten temat, to chyba tylko w jednym znalazłam link do petycji. A może po prostu tak znaczna różnica w liczbie podpisów wynika z woli społeczeństwa?
źródło: sonda
(stan na dzień 6.09.2018)
Rzućmy okiem na projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw. Jest króciutki - zaledwie dwie strony.
źródło: petycja - popieram nowelizację ustawy, która wprowadzi obowiazek szczepienia jako kryterium przyjęć do złobków i przedszkoli
Obowiązkowym kryterium przyjęcia do żłobka, przedszkola, szkoły podstawowej i szkoły ponadpodstawowej miałoby być przedłożenie zaświadczenia o posiadaniu przez kandydata wymaganych przepisami obowiązkowych szczepień ochronnych. Zaświadczenie takie miałby wystawiać lekarz POZ.
Problem w tym, że projekt wrzuca wszystkich nieposiadających zaświadczenia do jednego worka. Kompletnie pomija powody, dla których kandydat może nie uzyskać takiego dokumentu. Tak samo traktowane są dzieci, które:
- są zdrowe, ale ich rodzice podjęli decyzję o nieszczepieniu,
- przeszły ciężką reakcję alergiczną (np. wstrząs anafilaktyczny) i nie mogą być szczepione,
- są uczulone na białko jaja kurzego i nie mogą być szczepione MMR,
- cierpią na ciężkie niedobory odporności (wrodzone niedobory odporności, zakażenie wirusem HIV, leczenie nowotworów złośliwych, stan po przeszczepieniu narządów) i nie mogą być szczepione preparatami zawierającymi żywe ustroje,
- mają odroczone szczepienie na kilka tygodni z powodu poważnej infekcji,
- nie zostały zaszczepione w terminie przypadającym na krótko przed rekrutacją np. z powodu wyjazdu.
Projekt ustawy mówi bardzo wyraźnie: wymagane przepisami obowiązkowe szczepienia ochronne. Jeśli nie masz choć jednego szczepienia, nie dostaniesz zaświadczenia, ponieważ ustawa nie określa, w jakich przypadkach lekarz może wystawić dokument, pomimo braku którychś szczepień; nie zaznacza też, że ewentualne wyjątki zostaną określone w rozporządzeniu. Stanowczo nieprzemyślany projekt. Strzał w stopę?
565 osób, które podpisało petycję, chce zablokować chorym dzieciom dostęp do powszechnej edukacji. No, chyba że nie przeczytało projektu ustawy, to zwracam honor... Chociaż nie.
Dziwna sprawa. Jakiś czas temu wstawiłam link do tego postu pod filmem, dzięki któremu trafiłam na petycję. Niedługo potem zauważyłam, że zmienił się opis pod nagraniem. Chociaż Pan Patryk mówi, dokładnie w 3:17, że zamieści link do petycji, takowego już tam nie ma. Napisałam więc drugi komentarz z zapytaniem, dlaczego go usunął. Po jakimś czasie sprawdziłam, czy coś odpowiedział, a byłam wówczas wylogowana, i okazało się, że moich komentarzy nie ma. Zalogowałam się i były.
Hmm... No dobra, może Pan Patryk ręcznie zatwierdza komentarze, poczekam. Kilka dni później moje wypowiedzi nadal nie były widoczne dla ogółu, ale na kanale pojawiały się nowe filmy i komentarze widzów. Wystawiłam więc parę komentarzy na różnych innych kanałach i są widoczne.
Biorąc pod uwagę to, że pod filmami na kanale Pod Mikroskopem jest bardzo dużo niepochlebnych opinii, zastanawiam się, w jaki sposób obraziłam Pana Patryka, że ukrył moje komentarze? Odnotowałam jedynie fakt, że to dzięki jego zaangażowaniu, trafiłam na petycję, więc było to niejako zawoalowane podziękowanie.
Czy można to już uznać za przyznanie się do nieprzeczytania projektu?
Sytuacja się rozwija. Mniej więcej w tym czasie, kiedy wstawiłam ten post (główny), na Facebook'u powstała strona dotycząca projektu ustawy i rozpoczęło się zbieranie podpisów (wg informacji na FB podpisy nie mogą być zbierane on-line, więc zapewne tamte ze strony petycjeonline.com się nie liczą, aczkolwiek jest to nadal ten sam projekt). Reklama poskutkowała i autorzy przebili się do mediów (to zdjęcie mnie rozwala :D).
Przypominam w skrócie, że projekt wprowadzał zmiany do trzech ustaw:
1. Nakładał na rodziców dzieci ubiegających się o przyjęcie do
a) przedszkola,
b) szkoły podstawowej,
c) szkoły ponadpodstawowej
obowiązek przedłożenia zaświadczenia o wykonaniu wszystkich obowiązkowych szczepień (Prawo oświatowe).
2. Nakładał na rodziców dzieci ubiegających się o przyjęcie do żłobka obowiązek przedłożenia zaświadczenia o wykonaniu wszystkich obowiązkowych szczepień (ustawa o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3).
3. Upoważniał lekarzy POZ do wydawania zaświadczeń o posiadaniu przez dziecko wszystkich szczepień (ustawa o podstawowej opiece zdrowotnej).
Szczepię & Myślę
Projekt uderzał nie tylko w dzieci, które nie zostały zaszczepione decyzją rodziców, ale również w te, które nie mogły być zaszczepione (chwilowo bądź w ogóle) z powodów medycznych. Dodatkowo, o czym nie wspomniałam wcześniej, bo była to kwestia drugorzędna w świetle tak rażącego błędu, uzależnienie przyjęcia do szkoły od przedłożenia zaświadczenia byłoby sprzeczne z Konstytucją. Ustawa zasadnicza nakłada bowiem obowiązek nauki do 18 roku życia, zobowiązując równocześnie władze publiczne do zapewnienia powszechnego i równego dostępu do wykształcenia (art. 70).
W związku z powyższym zdumiewa mnie fakt, że jeden z autorów projektu jest prawnikiem. Gdyby to byli tzw. zwykli ludzie, to mogłabym zrozumieć, że projekt zawiera raczej samą koncepcję, a ukształtuje się ona dopiero pod wpływem opinii ekspertów. No ale tu mamy adwokata, który w swojej pracy stawia na profesjonalną oraz kompleksową analizę problemu oraz stanu faktycznego. Tak oczywiste powiązania powinny zostać przez niego dostrzeżone, nieprawdaż? Inni je dostrzegli, niekoniecznie prawnicy, i projekt uległ zmianom. Zobaczmy jakim:
źródło: Obywatelska Inicjatywa Ustawodawcza "Szczepimy - bo myślimy", projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw
Usunięto ustępy odnoszące się do szkoły podstawowej i szkoły ponadpodstawowej, które były niezgodne z Konstytucją. Pozostał artykuł odnoszący się do żłobka, ponieważ uczęszczanie do niego jest dobrowolne. Pozostał też ustęp dotyczący przedszkola - tutaj powinno to zostać rozbite, ponieważ co innego przedszkole dla młodszych dzieci, które mają prawo z niego korzystać (Prawo Oświatowe art. 31 ust. 6), a co innego obowiązek przedszkolny (który nie wynika już z Konstytucji, a z ustawy Prawo Oświatowe - art. 31 ust. 4). Jest lepiej, ale nadal nie idealnie.
My name is Błąd. Wiel Błąd.
Dopisano też możliwość wystawienia zaświadczenia o przeciwwskazaniach przez lekarza oraz możliwość przedłożenia takiego zaświadczenia w przedszkolu... ale nie dopisano w żłobku. Więc żłobek nadal pozostaje dostępny tylko dla zdrowych w pełni zaszczepionych w terminie dzieci.
źródło: facebook.com/SzczepimyBoMyslimy
Jak doszło do tych zmian? Z czego zdają sobie sprawę autorzy?
No właśnie. Co z tego, że lekarz będzie mógł wystawić zaświadczenie, jeśli rodzic nie będzie mógł go przedłożyć? Z komentarza wynika, że najpierw pojawił się zapis o zaświadczeniu tylko przy lekarzu, dopiero potem dopisano go przy przedszkolu i, nie wiedzieć czemu, nie dopisano przy żłobku.
Z jakąż pewnością siebie autor broni dzieci z przeciwwskazaniami medycznymi, powołując się na art. 3. Szkoda, że od początku nie było to w pełni zrozumiałe.
Czemuż to musieliby zmieniać ustawę oświatową, jeśli obowiązek nauki wynika z Konstytucji? I przecież i tak ją zmieniają artykułem 1. Twierdzą też, że poprawili artykuł 2, który traktuje o żłobkach. To czemu ta poprawiona wersja nie jest udostępniona?
Czyli jednak wiedzą, że mogą wprowadzić zmiany tylko tam, gdzie nie ma obowiązku. Dlaczego więc pierwotnie chcieli ingerować również w szkoły?
Przyznali, że na początku uwzględnili także szkoły, ale wykreślili je nie ze względu na Konstytucję, tylko ze względu na konieczność zmiany prawa oświatowego... które i tak zmieniają. Nadal uważają też, że będą mogli z powrotem dołączyć szkoły w późniejszym terminie. Nie ogarniam. Chyba coś źle paczę?
Autorzy rękami i nogami zapierają się, że projekt nie jest formą dyskryminacji. Możemy jednak wywnioskować, jakie są ich prawdziwe intencje, nie pytając ich o zdanie. A może nawet oni sami nie wiedzą, co czynią? Zastanówmy się, co właściwie na celu ma ten projekt? Ma on wprowadzić dodatkowe kryterium do rekrutacji, jakim jest posiadanie wszystkich obowiązkowych szczepień. Po co są kryteria?
Ustawa z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (pogrubienia moje)
Art. 11 ust. 2 pkt 3
Podmiot, który utworzył żłobek lub klub dziecięcy, ustala statut żłobka lub klubu dziecięcego, określając w szczególności warunki przyjmowania dzieci, z uwzględnieniem preferencji dla rodzin wielodzietnych i dzieci niepełnosprawnych;
Ustawa z dnia 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe (pogrubienia moje)
2. W przypadku większej liczby kandydatów spełniających warunek, o którym mowa w ust. 1, niż liczba wolnych miejsc w publicznym przedszkolu, oddziale przedszkolnym w publicznej szkole podstawowej lub publicznej innej formie wychowania przedszkolnego, na pierwszym etapie postępowania rekrutacyjnego są brane pod uwagę łącznie następujące kryteria:
4. W przypadku równorzędnych wyników uzyskanych na pierwszym etapie postępowania rekrutacyjnego lub jeżeli po zakończeniu tego etapu dane publiczne przedszkole, oddział przedszkolny w danej publicznej szkole podstawowej albo dana publiczna inna forma wychowania przedszkolnego nadal dysponuje wolnymi miejscami, na drugim etapie postępowania rekrutacyjnego są brane pod uwagę kryteria określone przez organ prowadzący, z uwzględnieniem zapewnienia jak najpełniejszej realizacji potrzeb dziecka i jego rodziny, zwłaszcza potrzeb rodziny, w której rodzice albo rodzic samotnie wychowujący kandydata muszą pogodzić obowiązki zawodowe z obowiązkami rodzinnymi, oraz lokalnych potrzeb społecznych. Organ prowadzący określa dokumenty niezbędne do potwierdzenia tych kryteriów.
Jeśli chętnych jest mniej niż miejsc, to przyjmowani są wszyscy. Kryteria zostały wprowadzone na wypadek, który jest raczej częsty, gdy chętnych jest więcej. Są one realizacją praw gwarantowanych przez Konstytucję:
Art. 71 ust. 1
Kryteria mają pomagać tym, którzy znajdują się w trudnej sytuacji. I chociaż automatycznie oznacza to, że pomocy nie otrzymają ci, którzy mają lepszą sytuację, nikt nie rozpatruje tego w takich kategoriach. Nikt nie twierdzi, że kryteria mają dyskryminować tych, którzy mają lepszą sytuację, albo że mają ograniczać ich dostęp do żłobków/przedszkoli, albo że mają utrudniać kontaktowanie się takich osób z tymi, którzy mają trudniejszą sytuację.
Czy przyjmowanie w pierwszej kolejności dzieci z rodzin wielodzietnych ma na celu dyskryminację jedynaków?
Czy przyjmowanie w pierwszej kolejności dzieci niepełnosprawnych ma ograniczać dostęp (sic!) dzieci pełnosprawnych do żłobka/przedszkola?
Czy przyjmowanie w pierwszej kolejności dzieci (pół)osieroconych ma powodować utrudnianie kontaktowania się takich dzieci z dziećmi z pełnych rodzin?
Mówimy o mniejszościach oraz o sytuacji, gdy jest za dużo chętnych i trzeba jakoś te mniejszości wspomóc, żeby miały szansę na przyjęcie do żłobka/przedszkola. Jak na tle tych kryteriów prezentuje się obowiązek przedłożenia zaświadczenia o odbyciu wymaganych prawem szczepień?
Myślę, że myślę
Dzieci zaszczepione stanowią znaczną większość, więc nadawanie im przywilejów mija się z celem. Dlaczego kryteria miałyby wspomagać przyjmowanie takich dzieci, jeśli dzieci te nie mają problemów z przyjęciem? Nie są w mniejszości i nie mają trudności, nie wymagają zatem szczególnej opieki. Jeśli kierować by się celem, dla którego wprowadzono kryteria, to wspierane powinny być raczej dzieci nieszczepione, jako grupa z marginesu społecznego wyrzucana z przychodni przez lekarzy nieprzyjmujących tego rodzaju pacjentów. Szczególnie, jeśli uznamy, że dzieci te posiadają intelektualnie niepełnosprawnych rodziców :D Często są to również dzieci, które mają już starsze rodzeństwo - również niepełnosprawne.
Podobno niektóre matki celowo rozwodzą się, żeby zyskać punkty za bycie samotnym rodzicem. Takie postępowanie jest powszechnie ganione i uważane za odbieranie miejsc dzieciom rzeczywiście potrzebującym. Czy można dopuścić do sytuacji, gdy matki będą celowo szczepić dzieci, by zabierać miejsca innym szczepionym dzieciom, którym się one przecież należą?
Ewidentnie chodzi tu o utrudnienie dzieciom nieszczepionym dostępu do PUBLICZNYCH żłobków/przedszkoli (za które ich rodzice płacą!), a więc sztuczne zepchnięcie ich na koniec listy, na której i tak stanowią znaczną mniejszość. W świetle art. 71 Konstytucji dzieci szczepione i nieszczepione są równe i żadna z tych grup nie ma większego prawa do szczególnego traktowania niż druga. Nie tędy droga.
Szczepię, więc jestem
Żłobek i przedszkole należą się wszystkim, ale z powodu braków finansowych nie wszyscy mogą zostać przyjęci. Kryteria to nie są wymagania, które trzeba spełnić, lub cechy, które są bardziej pożądane. Przyjęcie do żłobka/przedszkola nie jest uzależnione od spełnienia jakichkolwiek warunków: dziecko nie musi być niepełnosprawne, żeby je przyjęto, nie musi pochodzić z niepełnej rodziny, żeby je przyjęto i nie musi posiadać wszystkich szczepień, żeby je przyjęto. Kryteria powstały tylko po to, by niektórym umożliwić łatwiejszy dostęp, wspierać słabszych. Tymczasem omawiany projekt to wilk w owczej skórze - podszywa się pod przepisy, które mają pomagać potrzebującym, jednocześnie nadając przywileje liczniejszej grupie społecznej, która w potrzebie nie jest.
Kryteria obowiązują tylko przy rekrutacji do żłobków i przedszkoli (młodszych dzieci), ponieważ ta forma opieki jest dobrowolna, i tylko wtedy, gdy chętnych jest więcej niż miejsc. Przy naborze do przedszkola 6-latków oraz do szkół podstawowych nie stosuje się kryteriów, bo władze mają obowiązek zapewnić miejsca dla wszystkich dzieci z rejonu.
Art. 70 ust. 4
Władze publiczne zapewniają obywatelom powszechny i równy dostęp do wykształcenia. W tym celu tworzą i wspierają systemy indywidualnej pomocy finansowej i organizacyjnej dla uczniów i studentów.
Art. 13 ust. 1 pkt 3
Przedszkolem publicznym jest przedszkole, które przeprowadza rekrutację dzieci w oparciu o zasadę powszechnej dostępności;
Art. 14 ust. 1 pkt 2
Szkołą publiczną jest szkoła, która przeprowadza rekrutację uczniów w oparciu o zasadę powszechnej dostępności;
Art. 133 ust. 1
Do klasy I publicznej szkoły podstawowej, której ustalono obwód, przyjmuje się na podstawie zgłoszenia rodziców dzieci i młodzież zamieszkałe w tym obwodzie.
W przypadku młodzieży wspierane są już nieco inne grupy: do szkół ponadpodstawowych przyjmuje się wszystkich, a w przypadku większej liczby chętnych najpierw bierze się pod uwagę wyniki w nauce (art. 134 ust. 2), potem problemy zdrowotne (art. 134 ust. 3) i dopiero na samym końcu powyższą listę kryteriów (art. 134 ust. 4).
Szczepienia, głupcze!
Projekt nie ma nic wspólnego z troską i zachętą. Jego jedynym źródłem jest nienawiść, chęć uprzykrzenia życia pewnej grupie społecznej. Tak wielka, że założyła autorom klapki na oczy i powstał pomysł, który jest niezgodny z Konstytucją i w karykaturalny sposób wykorzystuje przepisy, które miały służyć czemuś zupełnie innemu. Autorzy z rozpędu zastosowali też odpowiedzialność zbiorową, teraz te błędy są im wytykane, a oni nie potrafią sobie poradzić ze wszystkimi wyjątkami, których ich projekt "nie obsługuje". Najgorsze jest to, że nieświadomi zagrożenia ludzie dają się na to nabierać, tak jak wymieniony wcześniej Pan Patryk, który później mocno się zawstydził. Projekt został też poparty przez wiele instytucji/organizacji/osób:
- prof. Alicja Chybicka,
- Dolnośląska Izba Lekarska,
- Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej,
- diagnosci.pl,
- Konwent Prezesów Okręgowych Rad Lekarskich,
- Lekarz Dawid Ciemięga,
- Porozumienie Zielonogórskie,
- Porozumienie Rezydentów.
Zebrano już ponad 2000 podpisów. Zastanówcie się dobrze, czy jest to projekt, który rzeczywiście chcecie poprzeć. Jaką macie gwarancję, że te wszystkie błędy zostaną naprawione? Podpiszecie w ciemno, dla samej idei, a potem zrobi się wielki bajzel. Żeby było jasne: nie chodzi mi o to, że nie popieram obowiązku szczepień, ale o to, co ten projekt w rzeczywistości oznacza. Gdyby był dobrze skonstruowany, mogłabym go co najwyżej... nie podpisać. Bo przecież argumenty i spójność by mnie zmiażdżyły.
Panowie tak podkreślają istnienie obowiązku szczepień i twierdzą, że nie chcą wprowadzać żadnych obostrzeń, tymczasem ich projekt ingeruje w obowiązek władz państwowych do zapewnienia równego dostępu do nauki, ogranicza prawa obywateli do powszechnego dostępu do nauki i wprowadza podział na równych i równiejszych. I to wszystko w imię wyimaginowanego obowiązku szczepień. Tak, tak - wyimaginowanego. Panowie nie doczytali wszystkich ustaw i nie przeprowadzili profesjonalnej oraz kompleksowej analizy problemu oraz stanu faktycznego. Nie istnieje w Polsce obowiązek szczepienia dzieci zdrowych. Będzie na ten temat dłuuuuga rozprawa i mam nadzieję, że pomoże wielu rodzicom.
A tak przy okazji, kiedyś obowiązywały w Polsce podobne rozwiązania... za czasów poprzedniego ustroju.
Na koniec dwa pytania do orędowników projektu:
źródło: facebook.com/lekarzDawidCiemiega
Dlaczego rodzice NIE CHCĄ, aby ich dzieci uczęszczały do żłobków i przedszkoli z dziećmi nieszczepionymi, których rodzice są nieodpowiedzialni, ale jednocześnie CHCĄ, aby ich dzieci uczęszczały do żłobków i przedszkoli z dziećmi, które nie mogą być szczepione? Przecież i jedne i drugie są nieszczepione i stanowią zagrożenie dla zdrowia nas wszystkich. Aaa, no i czego się boją, jeśli ich dzieci są zaszczepione i chronione w 95%, a jeśli już zdarzy im się zachorować, to przejdą chorobę lekko, a nawet bezobjawowo i nie będą miały powikłań? To może trzeba by pobudować 3 osobne placówki?
O jaki przymus Panu chodzi? Czy obawia się Pan przymusu dla dorosłych, dlatego domaga się obowiązku dla dzieci?
6 grudnia 2018 roku Panowie ze Szczepimy, bo myślimy złożyli swój projekt na ręce Marszałka Sejmu. Zgodnie z przepisami Marszałek w ciągu 14 dni powinien był przyjąć zawiadomienie o utworzeniu komitetu i dać zielone światło dla rozpoczęcia zbiórki 100 tysięcy podpisów pod inicjatywą ustawodawczą. Od blisko dwóch miesięcy z zapartym tchem oczekuję na najmniejszą informacje i już zaczynam się dusić (ze śmiechu). Cóż powstrzymuje Marszałka Sejmu, jakie meandry prawniczej indolencji? Być może znalazłam odpowiedź na to pytanie.
Zanim przejdziemy do ostatnich wydarzeń, zerknijmy na projekt ustawy, bo od ostatniej aktualizacji mojego wpisu uległ drobnym zmianom.
źródło: szczepimybomyslimy.pl
1) W art. 2 dodano wreszcie możliwość przedłożenia zaświadczenia o przeciwwskazaniach do szczepień w przypadku ubiegania się o miejsce w żłobku. Uważam to za mój osobisty sukces \:D/
2) Z drugiej wersji ustawy zniknął art. 5 (w pierwszej wersji jeszcze go nie było), który umożliwiał stworzenie rejestru dzieci zaszczepionych, do którego miałyby dostęp urzędy publiczne oraz placówki oświatowe - Panowie musieli doczytać RODO ;)
3) Nadal czekam jeszcze na wyodrębnienie dzieci, które są obowiązane odbyć przygotowanie przedszkolne. Takie dzieci przyjmowane są do przedszkoli i wg projektu muszą przedstawiać zaświadczenia.
Jeśli projekt został złożony w tej wersji, to mglisto to widzę.
Nieoficjalną drogą dowiedziałam się, że były problemy formalne - uzupełniano jakieś dokumenty. Panowie zresztą sami potwierdzili to na Facebook'u.
źródło: www.facebook.com/SzczepimyBoMyslimy
No więc czekałam cierpliwie na to pismo, ale zamiast niego pojawił się kolejny wpis.
No więc przebierałam nóżkami z niecierpliwości, ale pojawił się ten sam wpis :O
No więc postanowiłam zapytać wprost.
źródło: www.facebook.com/multimatum.szczepienia
Panowie stanęli na wysokości zadania i odpowiedzieli ekspresowo - po 15 minutach.
No dobra, trochę przesadziłam, że odpowiedzieli :) Ale następnego dnia udostępnili uzasadnienie swojego projektu.
Panowie, co za niedopatrzenie! Uzasadnienie jest kluczem do rozwiązania zagadki! Niestety musiałam się wówczas zająć obiecanym wcześniej wpisem o obowiązku szczepień, więc sprawa przeciągnęła się o ponad tydzień.
Stanowczo będę się upierać, żeby przy okazji zmian w polskim prawie przytaczać polskie dane statystyczne. Tymczasem w uzasadnieniu znajdujemy taki fragment:
Z powodu chorób zakaźnych umiera co roku na świecie 60 mln osób, to jest drugi co do wielkości, po chorobach układu krążenia, czynnik zgonów.
Uzasadnienie projektu ustawy inicjatywy Szczepimy, bo myślimy
A z jakich powodów umiera się w Polsce?
Procentowy udział zgonów z powodu głównych przyczyn w Polsce w 2012 roku.
źródło: Paweł Goryński, Dorota Cianciara, Sytuacja demograficzna i zdrowotna ludności Polski – wybrane elementy, Borgis - Postępy Nauk Medycznych 5/2016, s. 298-307
Na moje oko choroby zakaźne są na miejscu... ostatnim. Również wśród dzieci do lat 19.
źródło: Joanna Mazur, Marta Malinowska-Cieślik, Anna Oblacińska, Przyczyny zgonów dzieci i młodzieży w wieku 1-19 lat w Polsce w świetle międzynarodowych statystyk od 2000 roku, Developmental Period Medicine, 2017;XXI,2
No dobrze, ale trudno, żeby choroby zakaźne były drugą przyczyną zgonów w erze szczepień. Panowie zapewne chcieli zwrócić uwagę na to, że brak szczepień prowadzi do takiej sytuacji. Zróbmy sobie zatem podróż wstecz w czasie i zobaczmy co się dzieje, kiedy mamy coraz mniej szczepień i coraz gorszy (wcześniejszy) stan medycyny. Koniecznie w zestawieniu z liczbą obowiązkowych szczepień.
źródło: red. dr Franciszek Kubiczek, prof. dr hab. Andrzej Jezierski, prof. dr hab. Andrzej Wyczański, Historia Polski w liczbach. Państwo. Społeczeństwo. Tom I, Zakład Wydawnictw Statystycznych, Warszawa 2003
Poniżej tabela przedstawiająca szczepienia obowiązkowe, sporządzona na podstawie danych z kalendarza szczepień na stronie szczepienia.pzh.gov.pl.
Nawet w 1960 roku, kiedy w pierwszym roku życia podawano tylko 5 dawek (każdą osobno), nie szczepiono noworodków, a kalendarz obejmował dzieci tylko do 7 roku życia, choroby zakaźne nie były drugą przyczyną zgonów. Że nie wspomnę, że 75% zgonów z powodu chorób zakaźnych dotyczyło gruźlików, a więc przede wszystkim ludzi niedożywionych.
Kalendarz szczepień w roku 1960.
Dopiero na początku XX wieku choroby zakaźne wychodzą na prowadzenie. 100 LAT TEMU! Panowie, naprawdę?
Zgony z powodu chorób zakaźnych wahają się w przedziale 30-40% wszystkich zgonów, ale nadal ich większość stanowią zgony z powodu gruźlicy, a więc ludzi niedożywionych. Choroby dziecięce, czyli te, o które się teraz wszyscy martwią, powodowały do 10% zgonów.
Pytanie za 1000 punktów. Testowe, żeby było łatwiej. Z jakiego powodu drugą przyczyną zgonów na świecie są choroby zakaźne:
a) brak szczepień,
b) niedożywienie, złe warunki higieniczne,
c) nie wiem, nie znam się, ale się wypowiem?
Resztę wyjaśni Pan Doktor Paweł Grzesiowski.
źródło: dr med. Paweł Grzesiowski, Szczepienia w XXI wieku. Konflikt wiedzy i lęku, Warszawa, 9.02.2018 r.
Wniosek: Polska na początku XX wieku była krajem rozwijającym się.
Pytanie: Czy Polska na początku XXI wieku nadal jest krajem rozwijającym się?
Gruźlica dotyczy przede wszystkim ludzi niedożywionych, a szczepienia nie chronią przed najczęstszą postacią płucną. Przeciw HIV/AIDS, wzw C i malarii nie ma szczepionek. Cholera jest chorobą brudnych rąk i w Polsce nie występuje. Dopiero na 6. miejscu mamy odrę, na którą od 27 lat nikt w Polsce nie umarł, a śmiertelność spadała przez cały XX wiek bez względu na wprowadzenie szczepień.
Jak więc ma się Program Szczepień Ochronnych do "największych zabójców spośród chorób zakaźnych na świecie"? Czy zmuszanie rodziców do szczepień z PSO ochroni nas przed wymienionymi na obrazku chorobami?
Cytowane przez Biuro Analiz, Dokumentacji i Korespondencji Kancelarii Senatu dane dotyczą Stanów Zjednoczonych, jednakże podobnie wygląda sytuacja w Polsce.
To właśnie ja w RETARDOTRONIE 2 pisałam, że dane prezentowane w raporcie pochodzą z USA. Ale... ja żartowałam... To był eksperyment. Ciekawiło mnie, ilu ludzi będzie to powtarzać nie sprawdziwszy samodzielnie. Panowie, bądźmy poważni, nie pisze się uzasadnienia ustawy korzystając z jakichś anonimowych blogów! Dla pewności zapytałam, czy Szczepimy, bo myślimy wykonali 5 kliknięć potrzebnych dla dotarcia do źródła. Niestety okazało się, że nie wyszli poza raport. Nie trudźcie się przeglądaniem źródła - Szczepimy, bo myślimy słyną z usuwania niewygodnych komentarzy.
Spadek liczby szczepionych dzieci powoduje, że poziom tzw. "wyszczepialności społeczeństwa", obrazujący odsetek osób zaszczepionych wynosi obecnie ok. 90%, co stanowi granicę tzw. odporności zbiorowiskowej, tj. stanu, w którym nawet osoby nieszczepione są chronione przed chorobami zakaźnymi. Spadek wyszczepialności do poziomu ok. 85% prowadzić będzie do realnego zagrożenia epidemią.
Dla których konkretnie chorób obliczają Panowie tę wyszczepialność społeczeństwa, bo to trochę niepoważne liczyć średnią przy takim rozstrzale.
1. Pneumokoki są obowiązkowe od 2017 roku. Czy 2 wyszczepione roczniki robią nam odporność zbiorowiskową? Gdzie jest zatem epidemia?
2. Hib jest obowiązkowy od 2007 roku. Czy 12 roczników wyszczepionych dzieci robi nam odporność zbiorowiskową? Gdzie jest epidemia?
3. Świnka jest obowiązkowa od 2004 roku. Czy 16 roczników wyszczepionych dzieci robi nam odporność zbiorowiskową? Odporność zbiorowiskową robią tacy jak ja, tacy, którzy świnkę przechorowali - ale to nie ma nic wspólnego z wyszczepialnością.
4. To może chociaż odra? Niestety - jest obowiązkowa dopiero od 1975 i zaszczepiona jest najwyżej połowa społeczeństwa.
Więc jeszcze raz: mityczny poziom wyszczepienia społeczeństwa dotyczy:
a) jednej choroby (której?),
b) całego kalendarza szczepień obowiązującego w 2019 roku,
c) całej populacji,
d) osób przebywających w jednym budynku, np. szkole,
e) osób przebywających w jednym pokoju?
Epidemią której choroby jesteśmy zagrożeni? Dla której choroby poziom wyszczepienia SPOŁECZEŃSTWA jest niższy niż 85%?
Procedura przyjęć do publicznych żłobków uregulowana została w ustawie z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3. Zgodnie z przywołaną ustawą warunki przyjęcia są zależne w całości od postanowień statutu danej placówki i nie są w żaden sposób powiązane z sytuacją zdrowotną czy epidemiologiczną w kraju.
Czyżby? Sięgnijmy do przepisów, które przytaczałam w poprzednich aktualizacjach.
Czy niepełnosprawność nie jest powiązana z sytuacją zdrowotną?
Podobnie sytuacja wygląda w przypadku publicznych przedszkoli, których organizacja - w tym zasady przyjęcia - są regulowane w ustawie z dnia 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe. Także w przypadku tego aktu prawnego nie znajdziemy żadnego przepisu, zgodnie z którym przy przyjęciu do przedszkola, miałyby być brane pod uwagę przesłanki dotyczące sytuacji zdrowotnej kandydatów.
Czyżbyby?
Art. 131 ust. 2
W przypadku większej liczby kandydatów spełniających warunek, o którym mowa w ust. 1, niż liczba wolnych miejsc w publicznym przedszkolu, oddziale przedszkolnym w publicznej szkole podstawowej lub publicznej innej formie wychowania przedszkolnego, na pierwszym etapie postępowania rekrutacyjnego są brane pod uwagę łącznie następujące kryteria:
PONAD POŁOWA KRYTERIÓW DOTYCZY SYTUACJI ZDROWOTNEJ KANDYDATÓW! Tylko że kryteria wspierają osoby potrzebujące, zupełnie odwrotnie niżby Panowie chcieli, czyż nie?
Żartowałam, że żartowałam. Dane pochodzą z USA. Ale Wam ciśnienie skoczyło \:D/
W trakcie prac nad projektem szczególnie wnikliwej analizie poddano aspekt zgodności proponowanych zmian z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, zwłaszcza w aspekcie dostępu do nauki. Zgodnie z brzmieniem art. 70 ust. 1 Konstytucji - każdy ma prawo do nauki. Nauka do 18 roku życia jest obowiązkowa. Sposób wykonywania obowiązku szkolnego określa ustawa. Tak sformułowana treść przepisu w jednoznaczny sposób prowadzi do stwierdzenia, że prawo do nauki, o którym mowa w Konstytucji dotyczy jedynie nauki w szkołach, powszechnych oraz wyższych, natomiast żłobki i przedszkola nie są objęte przywołanym przepisem. Potwierdzeniem takiej wykładni art. 70 Konstytucji jest wspomniana ustawa Prawo oświatowe, która zawiera odrębne regulacje dotyczące szkół oraz odrębne dotyczące przedszkoli, natomiast regulacje dotyczące żłobków znajdują się w odrębnym akcie prawnym. Proponowane zmiany są zatem w pełni zgodne z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej oraz nie powodują ograniczeń praw czy wolności obywatelskich, a jedynie dają dodatkowe punkty dla tych dzieci, których rodzice realizują powszechny, zgodny z kalendarzem szczepień obowiązek ustawowy.
Eh... No po prostu ręce opadają. Patrzcie mnie na usta: inicjatywa jest niezgodna z Konstytucją nie ze względu na prawo do nauki, ale ze względu na obowiązek nauki. Obowiązek ten dotyczy nie tylko szkół, ale także rocznego przygotowania przedszkolnego, czego projekt nie uwzględnia.
Niezmiennie bawią mnie zapewnienia o wnikliwej analizie zgodności z Konstytucją. Może przypomnę pierwszą wersję projektu udostępnioną na stronie petycjeonline.com. Wprawdzie autorzy petycję usunęli, ale jej treść zachowała się na moim blogu.
Więcej o tym, jak doszło do usunięcia tych artykułów, pisałam w poprzedniej aktualizacji.
Proponowane zmiany doprowadzą również do zmiany sposobu postrzegania Programu Szczepień Ochronnych, który obecnie dla części społeczeństwa jest przymusem, do tego zagrożonym konkretnymi sankcjami. Proponowany projekt ma zatem na celu ukazanie, że stosowanie się do obowiązujących przepisów niesie ze sobą rzeczywiste korzyści, co w dłuższym okresie czasu może doprowadzić do zmiany sposobu, w jaki są postrzegane w społeczeństwie same szczepienia.
"Wolny" obywatelu, nad którym wisi bacik. Czy dodanie marchewki na kiju i drugiego bacika spowoduje, że polubisz baciki?
Nadszedł czas na rozwiązanie zagadki.
Projekt ustawy wniesiony do Marszałka Sejmu powinien odpowiadać wymogom zawartym w Konstytucji i Regulaminie Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej oraz w niniejszej ustawie.
Uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 30 lipca 1992 r. Regulamin Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej
1. Projekty ustaw i uchwał składa się w formie pisemnej na ręce Marszałka Sejmu; wnosząc projekt wnioskodawca wskazuje swego przedstawiciela upoważnionego do reprezentowania go w pracach nad tym projektem.
2. Do projektu ustawy dołącza się uzasadnienie, które powinno:
1) wyjaśniać potrzebę i cel wydania ustawy;
2) przedstawiać rzeczywisty stan w dziedzinie, która ma być unormowana;
3) wykazywać różnicę pomiędzy dotychczasowym a projektowanym stanem prawnym;
4) przedstawiać przewidywane skutki społeczne, gospodarcze, finansowe i prawne;
5) wskazywać źródła finansowania, jeżeli projekt ustawy pociąga za sobą obciążenie budżetu państwa lub budżetów jednostek samorządu terytorialnego;
6) przedstawiać założenia projektów podstawowych aktów wykonawczych;
7) zawierać oświadczenie o zgodności projektu ustawy z prawem Unii Europejskiej albo oświadczenie, że przedmiot projektowanej regulacji nie jest objęty prawem Unii Europejskiej.
Wiemy zatem, że 6 grudnia 2018 roku projekt ustawy został złożony na ręce Marszałka Sejmu. Wiemy również, że wraz z projektem powinno być złożone uzasadnienie. Pytanie, czy uzasadnienie, które właśnie pokrótce sobie omówiliśmy, rzeczywiście razem z projektem zostało złożone? Ponieważ miałam wątpliwości, zapytałam u źródła. Oczywiście za grzeczne pytanie zostałam natychmiast zaatakowana. Odpowiedź w końcu się pojawiła, trochę obok tematu, ale dla mnie wystarczająca. Nie trudźcie się przeglądaniem źródła - wiecie już przecież, że Szczepimy, bo myślimy słyną z usuwania niewygodnych komentarzy.
Jest zatem tylko jedno uzasadnienie - potwierdzone info. Lecz czy zwrócił ktoś uwagę na przypisy, które znajdują się na drugiej stronie?
Panowie przytaczają dane statystyczne, których stan sprawdzili 16 stycznia 2019 roku. Jak więc uzasadnienie to mogło być złożone 6 grudnia 2018 roku wraz z projektem, hm?
Czy projekt został złożony bez uzasadnienia, czy uzasadnienie zostało złożone, a to jest jego kolejna poprawka, źle to świadczy o autorach, z których jeden jest radcą prawnym. Od blisko dwóch miesięcy próbują uzyskać oficjalne pozwolenie na start. Chyba sobie jeszcze poczekamy.
Wracając do USA, może znowu żartowałam? Chyba po prostu musicie sami sprawdzić :)
Czy można wymarzyć sobie lepszy dzień na świętowanie inicjatywy Szczepimy, bo myślimy niż 1 kwietnia?
Zacznijmy od tego, na czym skończyliśmy poprzednią aktualizację, a więc od uzasadnienia. Pytałam o nie u źródła - czy zostało złożone z wraz z projektem - ale źródło się spłoszyło. Na szczęście nie jest to jedyne oficjalne źródło, u którego można szukać odpowiedzi. Wniosek o udostępnienie informacji publicznej potężną bronią jest. Panowie, luzujemy kołnierzyki i oblewamy się rumieńcem, bo zaraz wszystko się wyda.
7 lutego złożyłam w Kancelarii Sejmu wniosek z pytaniami o kwestie formalne związane z rejestracją Komitetu Obywatelskiego Inicjatywy Ustawodawczej Szczepimy, bo myślimy - na chwilę przed ogłoszeniem przyjęcia zawiadomienia przez Marszałka Sejmu i startu 3 miesięcy na zebranie 100 tysięcy podpisów poparcia.
I odpowiedź Kancelarii Sejmu z 14 lutego:
Czy nie można było na grzeczne pytanie po prostu grzecznie odpowiedzieć? Można by stąd wnioskować, że jeśli Szczepimy, bo myślimy Was atakują, wyzywają, usuwają Wasze komentarze... to znaczy, że macie rację.
Później naczytałam się jakichś niestworzonych doniesień w internecie, o czym poniżej, więc dla pewności wysłałam drugi wniosek z prośbą o przesłanie kopii projektu, który został złożony w Sejmie. Bo kurczę, nie wiadomo! Na szczęście jest to ten sam projekt, który jest udostępniony na stronie inicjatywy oraz w poprzedniej aktualizacji. Znaczy... czy na pewno na szczęście? To jednak bubel jest :/
Nie powinno już zatem nikogo dziwić, dlaczego Panowie notorycznie usuwają komentarze. Problem z rozmówcą powstaje w każdym momencie, gdy brakuje wiedzy, argumentów, lub gdy trzeba jakieś fakty ukryć.
Panowie dokładnie skategoryzowali rodzaje wypowiedzi, które usuwają:
Tak się zastanawiam, do której grupy należały moje komentarze, że zostały skasowane? Panowie nawet zrobili osobny post, gdzie pokazali przykłady wypowiedzi, które usunęli. Szukałam tam naszych dyskusji, niestety bezskutecznie. I nagle zrozumiałam. Wszystko dlatego, że nazwali mnie antyszczepionkowym odszczepieńcem. To rzeczywiście wulgaryzm, który zasługuje na usunięcie. To się nazywa autocenzura...
Konsekwencją dopełnienia wszelkich formalności było wyznaczenie nieubłaganego terminu na zebranie pełnej puli podpisów.
Do szóstego maja autorzy projektu ustawy muszą zebrać minimum sto tysięcy podpisów, chcą by było ich ponad sto trzydzieści.
Czemu ponad sto trzydzieści? Bo STOP NOP zebrało 121 296. Ja to rozumiem, ja też lubię, jak moje jest na wierzchu \:D/
Ponieważ fakt niezłożenia uzasadnienia wraz projektem, gdy jeden z inicjatorów jest prawnikiem, jest tak zaskakujący, powstały teorie mające tłumaczyć zachowanie Panów. Jedna z teorii mówi, że Panowie chcieli przesunąć 3-miesięczny okres zbierania podpisów na okres wiosenny, dlatego celowo przeciągali złożenie wszystkich dokumentów. Może być i tak, że po prostu chcieli maksymalnie wydłużyć sobie czas zbierania podpisów, bo przecież chcą zebrać tysięcy ponad sto trzydzieści. Jeśli rzeczywiście któraś z tych teorii jest prawdziwa i złożenie uzasadnienia dopiero w drugiej połowie stycznia było przemyślaną strategią, to Panowie trochę strzelili sobie w stopę.
Tym sprytnym sposobem Panowie obcięli sobie tydzień czasu. A wystarczyło odrobinę wcześniej złożyć uzasadnienie...
Powyższy post niesie ze sobą jeszcze jedną ważną informację: po 25 dniach mamy pewne ok. 35 000 podpisów. Można by zrozumieć to zdanie w taki sposób, że tyle podpisów zebrano W CIĄGU 25 dni, i pewnie tak właśnie miało to zabrzmieć. Nie jest to jednak prawdą. Tuż przed przyjęciem zawiadomienia przez Marszałka Sejmu Pan Wagner pochwalił się bowiem liczbą zebranych podpisów:
Jak informuje Robert Wagner, na potrzeby zgłoszenia inicjatywy do marszałka Sejmu konieczne było zebranie tysiąca podpisów, w czym pomogła Naczelna Izba Lekarska i izby okręgowe. Ale faktycznie zebrano znacznie więcej, jest już 25 tys. podpisów. Gdy lada dzień zbiórka się rozpocznie oficjalnie, będą one zaliczone do wymaganych 100 tysięcy.
Oznacza to, że od początku trwania akcji, czyli od września, zebrali 25 tysięcy podpisów - przez 5 miesięcy. To z kolei oznacza, że przez 25 dni od przyjęcia zawiadomienia, zebrali 10 tysięcy. A to z kolei - że w ciągu 2 miesięcy z kawałkiem muszą uzbierać jeszcze 65 tysięcy podpisów. Plus "ponad trzydzieści" ;) Czy to jest realne? Szczególnie, że niewiele mniejszą liczbę podpisów mieli w momencie składania projektu (6 grudnia 2018 r.):
- Do tej pory zebraliśmy około 12 tys. podpisów, jednakże są to dane jedynie z kilku miejsc, w których podpisy są zbierane. Szacujemy, że w całym kraju liczba zebranych podpisów może wynieść około 20-25 tys. - ocenia prezes Dolnośląskiej Rady Lekarskiej Paweł Wróblewski.
Jakby tak jeszcze był obowiązek popierania inicjatywy, ach... ;)
Pamiętajmy zatem, że wypełnione już rubryki muszą być zasłonięte, tak by ten, kto dopiero na liście się podpisuje, nie mógł poznać cudzych danych osobowych. Uzupełnione listy trzeba natychmiast chować.
Paweł Wróblewski, członek Komitetu Obywatelskiego Inicjatywy Ustawodawczej Szczepimy, bo myślimy
medium.dilnet.wroc.pl
Tymczasem podczas zbierania podpisów...
źródło: youtube 1 oraz youtube 2
... ale ja tam się nie znam.
To może coś, na czym się znam :) Obowiązek szczepień.
Nie nakładamy żadnego obowiązku, gdyż obowiązek szczepień w Polsce istnieje od lat kilku, kilkunastu, i należy go po prostu egzekwować.
Zimno, oj zimno.
Ciepło, ale to nadal nie to.
źródło: błonica, dur brzuszny, ospa naturalna, gruźlica, polio
Nie lata 60-te, a przynajmniej 30-te. Nie obowiązek, a przymus. Wypadałoby to wiedzieć, jak się zabiera głos w dyskusji. Najwyraźniej Panowie nie podjęli jeszcze wyzwania i nie przeczytali OBOWIĄZKU SZCZEPIEŃ. A zapowiadali już daaaaawno temu:
Zamiast publicznej, merytorycznej odpowiedzi, albo chociaż zbycia od niechcenia w cztery oczy, plotkują między swoimi:
Mogiem sobie być chamem i prostakiem, dopóki mam rację :D Za to Panowie Szlachcicowie herbu Błękitna Parasolka nie potrafio... oj, dużo nie potrafio. Czytajta dalej, to się dowieta.
przerywnik humorystyczny
koniec przerywnika
Od czerwca 2018 r., kiedy pojawiła się petycja, projekt ustawy inicjatywy Szczepimy, bo myślimy przechodził wiele zagadkowych zmian. Jest to mocno nieuczciwe w stosunku do tych wszystkich, którzy złożyli swoje podpisy poparcia, ponieważ różne osoby podpisywały się pod różnymi wersjami projektu. Są więc osoby, które podpisały się pod punktowaniem jedynie zaświadczeń o odbyciu szczepień w przypadku żłobków (brak punktów za zaświadczenie o przeciwwskazaniach), są osoby, które podpisały się pod stworzeniem rejestru dzieci szczepionych, a najgorsze, że wszystkie osoby podpisały się pod wymogiem przedstawienia zaświadczenia przed odbyciem obowiązkowego przygotowania przedszkolnego.
Poza tym, że projekt ulegał zmianom, w sieci można znaleźć też różnorakie plotki na temat jego zawartości (informacje nieprawdziwe lub nieaktualne). Ich autorami są nie tylko dziennikarze, ale co gorsza również lekarze. Na szczęście sami autorzy projektu dostrzegają problem, chociaż mam nieodparte wrażenie, że mówią tutaj o mnie :D
Pewnie mam takie wrażenie, ponieważ ów post pojawił się zaraz po poprzedniej aktualizacji niniejszego wpisu:
Do znudzenia, bo mnie to bawi :)
Tymczasem pierwsza wersja projektu ze szkołą podstawową oraz szkołą ponadpodstawową zachowała się (oprócz mojego bloga) również na tablicach obu Panów oraz na stronie wroclaw.wyborcza.pl (artykuł z 9 września, a więc kiedy podpisy były już zbierane w wersji papierowej).
W artykule z dnia 11 lutego, a więc wkrótce po przyjęciu zawiadomienia przez Marszałka Sejmu, autorka pisze:
Projekt zakłada, że Minister Zdrowia będzie upoważniony do utworzenia, w drodze rozporządzenia, rejestru będącego centralną ewidencją zaszczepionych dzieci, do których, poza urzędami publicznymi, miałyby dostęp osoby zarządzające placówkami oświatowymi.
Owszem, taki zapis był w projekcie (art. 5), ale wersja złożona w Sejmie już go nie zawierała. Pół biedy, jeśli takie błędy popełnia jakiś portal informacyjny. Gorzej, kiedy nieaktualną wersję projektu zamieszcza na swojej stronie Okręgowa Izba Lekarska w Gdańsku - 15 lutego 2019 roku! - okraszając ją taką zachętą:
Przypominamy, że każdy lekarz i lekarz dentysta zobowiązany jest do zapobiegania chorobom i działania zgodnie z aktualnym stanem wiedzy medycznej. Przyjmowanie odmiennych postaw jest sprzeczne z Kodeksem Etyki Lekarskiej.
Apelujemy do wszystkich członków OIL w Gdańsku o włączenie się w akcję zbierania podpisów pod projektem ww. ustawy.
oilgdansk.pl
Zatem lekarze należący do tej izby podpisują się pod wprowadzeniem rejestru dzieci szczepionych, mimo że projekt złożony w Sejmie takiego przepisu nie zawiera.
Z kolei na stronie Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Rzeszowie można znaleźć przesłane 19 lutego pismo Prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, które zawiera m. in. uzasadnienie projektu. Szkopuł w tym, że uzasadnienie jest odrobinę inaczej zredagowane, niż to opublikowane swego czasu na FB Szczepimy, bo myślimy. A podobno uzasadnienie jest tylko jedno...
Na górze: uzasadnienie opublikowane na FB.
Na dole: uzasadnienie przesłanie w piśmie Prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.
Zniknął całkiem spory fragment o chorobach zakaźnych jako drugiej przyczynie zgonów na świecie. To jest ten fragment, do którego obszernie odniosłam się w poprzedniej aktualizacji. Powiedzmy to głośno:
szczepimy, bo myślimy czytają multimatum \:D/
Czyżbym miała na koncie kolejny sukces po żłobkach?
Trochę dużo tych zmian. A zmiany te są ciekawe.
1. Wyrzucili w tym w szczególności dzieci. Może sprawdzili, kto chorował na odrę w 2018 roku i odkryli, że jednak w większości byli to dorośli?
2. Usunęli czy zmiany neurologiczne. Zapewne doczytali, że problemy neurologiczne rzadko kiedy bywają przeciwwskazaniami do szczepień.
3. W dwóch akapitach pominęli wzmianki o kosztach leczenia chorych na choroby zakaźne. Przemilczeli też śmiertelność.
4. No i oczywiście pozbyli się niefortunnego określenia przymuszenie do realizacji obowiązku szczepień. Bo przecież pisanie o przymusie jest chamstwem i prostactwem :)
Czy to jest uczciwe w stosunku do tych wszystkich, którzy składają podpisy pod projektem? Czy to jest uczciwe wobec pielęgniarek i położnych, że otrzymały do wglądu uzasadnienie nieco inne niż to, które było opublikowane na FB i złożone w Sejmie?
Zastanawia również treść samego pisma Pani Prezes:
źródło: www.oipip.rzeszow.pl
Żeby tam potem dobrze sprawdzili, czy się jakieś podpisy nie dublują ;)
Projekt ustawy „Szczepimy, bo myślimy” powstał we współpracy lekarzy i prawników z Polskiego Towarzystwa Prawa Medycznego.
www.planeta.fm
Czy widział ktoś kiedyś wersję projektu z takim zapisem? M. in. z tego powodu złożyłam wniosek o udostępnienie kopii przez Kancelarię Sejmu.
Plotki rozsiewają również sami Panowie.
„Dobrze, że projekt „STOP NOP” został odrzucony przez Sejm. Zakładał on dobrowolność szczepień. Wtedy nie byłoby refundacji. Ilu rodziców mogłoby sobie pozwolić na szczepienia?” — pyta retorycznie Marcin Kostka.
Obecne przepisy wyglądają następująco:
1. Obowiązkowe szczepienia ochronne i poprzedzające ich wykonanie lekarskie badania kwalifikacyjne, a także konsultacje specjalistyczne u ubezpieczonych oraz osób nieposiadających uprawnień z tytułu ubezpieczenia zdrowotnego, przeprowadzają świadczeniodawcy, z którymi Narodowy Fundusz Zdrowia zawarł umowy o udzielanie tych świadczeń.
2. Koszty przeprowadzenia obowiązkowych szczepień ochronnych i lekarskich badań kwalifikacyjnych oraz konsultacji specjalistycznych, o których mowa w ust. 1, ubezpieczonych są finansowane na zasadach określonych w przepisach o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.
3. Koszty przeprowadzenia obowiązkowych szczepień ochronnych i lekarskich badań kwalifikacyjnych oraz konsultacji specjalistycznych, o których mowa w ust. 1, osób nieposiadających uprawnień z tytułu ubezpieczenia zdrowotnego są finansowane z budżetu państwa z części, której dysponentem jest minister właściwy do spraw zdrowia.
4. Jeżeli dana osoba podda się lekarskiemu badaniu kwalifikacyjnemu i obowiązkowemu szczepieniu ochronnemu oraz konsultacji specjalistycznej, o których mowa w ust. 1, u innego świadczeniodawcy niż określony w ust. 1, ponosi koszt badania kwalifikacyjnego, koszt szczepionki, koszty przeprowadzenia szczepienia i konsultacji specjalistycznej.
Szczepienia są refundowane i dla osób ubezpieczonych, i dla nieubezpieczonych. Płatne są jedynie w przypadku korzystania ze świadczeniodawców, którzy nie zawarli umowy z NFZ. Tymczasem projekt STOP NOP miał wprowadzić następujące zmiany:
Projekt ustawy o zmianie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (STOP NOP)
W ustawie z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (Dz. U. z 2018 r. poz. 151) wprowadza się następujące zmiany:
2) w art. 18 w ust. 1, 2, 3, 4, 5, 6a, 6b, 9, 11 pkt 1 i 2 oraz w zakończeniu wyliczenia, użyty w różnej liczbie i różnym przypadku wyraz „obowiązkowe” skreśla się;
„1. Osoby lub grupy osób mogą poddawać się szczepieniom ochronnym przeciw chorobom zakaźnym, innym niż szczepienia ochronne, o których mowa w art. 17 , zwanym dalej "zalecanymi szczepieniami ochronnymi".”;
I to są jedyne zmiany wprowadzane do art. 18. Jak zatem wyglądałaby ustawa po uwzględnieniu proponowanych poprawek?
Ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi po uwzględnieniu zmian proponowanych przez STOP NOP
1. Osoby lub grupy osób mogą poddawać się szczepieniom ochronnym przeciw chorobom zakaźnym, innym niż szczepienia ochronne, o których mowa w art. 17 , zwanym dalej "zalecanymi szczepieniami ochronnymi".
2. Koszty przeprowadzenia szczepień ochronnych i lekarskich badań kwalifikacyjnych oraz konsultacji specjalistycznych, o których mowa w ust. 1, ubezpieczonych są finansowane na zasadach określonych w przepisach o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.
3. Koszty przeprowadzenia szczepień ochronnych i lekarskich badań kwalifikacyjnych oraz konsultacji specjalistycznych, o których mowa w ust. 1, osób nieposiadających uprawnień z tytułu ubezpieczenia zdrowotnego są finansowane z budżetu państwa z części, której dysponentem jest minister właściwy do spraw zdrowia.
4. Jeżeli dana osoba podda się lekarskiemu badaniu kwalifikacyjnemu i szczepieniu ochronnemu oraz konsultacji specjalistycznej, o których mowa w ust. 1, u innego świadczeniodawcy niż określony w ust. 1, ponosi koszt badania kwalifikacyjnego, koszt szczepionki, koszty przeprowadzenia szczepienia i konsultacji specjalistycznej.
Oczywiście pozostałe ustępy również powinny zostać przeredagowane, ponieważ odnoszą się do badań i konsultacji, o których nie ma już mowy w ust. 1, niemniej jednak nadal szczepienia są refundowane i dla ubezpieczonych, i dla nieubezpieczonych. Płaci się za zalecane, a więc tak samo, jak jest teraz. Jedyna zmiana polega na usunięciu słowa obowiązkowe, a treść ustępów mówiących o kosztach pozostaje taka sama. No więc Panie Kostka, pytam jak prawnika: gdzie jest ten brak refundacji? Czy Pan projekt przeczytał, czy Pan gdyba? A może jeszcze co gorszego?
Jak widać pod kątem prawnym Panowie Inicjatorzy są kiepsko zorientowani w temacie, mimo że jeden z duetu jest prawnikiem. Zobaczmy, jak tam kwestie medyczne, może będzie lepiej...
Obaj inicjatorzy publicznie przyznali się, że sami są zaszczepieni, a nawet doszczepiają się.
Nie znalazłam, w jakim wieku jest Pan Kostka, ale sam przyznaje, że za jego dziecięctwa nie było obowiązkowych szczepień przeciw wzw B. To znaczy, że urodził się najpóźniej w pierwszej połowie lat 90. Biorąc pod uwagę natomiast, że jest członkiem Izby Adwokackiej we Wrocławiu od 2015 roku, a aplikacja adwokacka trwa 3 lata (poprawcie mnie, jeśli się mylę), typuję rocznik 1988. Kalendarz szczepień w 1988 roku obejmował 6 chorób (obecnie 12 - dwa razy więcej). Ostatnie dawki przypominające Pan Kostka przyjął jeszcze za czasów podlegania pod obowiązkowy kalendarz szczepień, a więc kilkanaście lat temu (tak na marginesie - wtedy nieszczepienie było zagrożone karą grzywny).
źródło: www.facebook.com/RobertWagnerWroclaw
Pan Wagner jest z rocznika 1976 (Rysunek 23), kiedy obowiązywało 8 szczepień (6 z obecnego kalendarza + dur brzuszny + ospa prawdziwa). W 1977 roku poziom zaszczepienia pierwszą dawką przeciw odrze wyniósł 65%, ale Pan Wagner potwierdza, że zaszczepiony został (być może zresztą w późniejszym terminie). Przypominam, że to było za czasów poprzedniej konstytucji i poprzedniej-poprzedniej ustawy o zwalczaniu chorób zakaźnych, kiedy nieszczepienie było zagrożone karą grzywny, przyjmowanie do żłobków, przedszkoli itp. uzależniono od przedłożenia zaświadczenia o wykonaniu szczepień, a sanepid mógł stosować egzekucję (do 1985 roku). Czym skorupka za młodu nasiąknie...? Ostanie dawki przypominające Pan Wagner przyjął w pierwszej połowie lat 90. - ćwierćwiecze temu - jednak po 25 latach ma zamiar się doszczepić.
Obaj panowie zgodnie twierdzą, że zostali zaszczepieni wszystkimi obowiązującymi ich szczepionkami, i najwyraźniej nie widzą we własnych osobach zagrożenia epidemiologicznego. Notorycznie chorujący obecnie na odrę pracownicy medyczni, którzy zostali zaszczepieni tylko jedną dawką, też mogliby powiedzieć, że szczepili się na wszystko zgodnie z obowiązującym ich kalendarzem szczepień. Jak widać to nie wystarcza. Bądźmy konsekwentni, jeśli do kalendarza szczepień są wprowadzane jakieś zmiany, to powinny one wpływać również na wszystkie roczniki wstecz. Jeśli pneumokoki zostały uznane za tak groźne, że wprowadzono obowiązkowe szczepienie, to powinno być ono uzupełniane również u starszych osób, inaczej zbudowanie odporności populacyjnej potrwa całe dekady. Dla przykładu, przeciwko odrze szczepimy od ponad 40 lat, ale zaszczepiliśmy raptem pół społeczeństwa (ZAPADALNOŚĆ NA ODRĘ W POLSCE A POZIOM WYSZCZEPIENIA POPULACJI).
Czy zatem "doszczepienie się tak, aby być w pełni odpornym na zagrożenia", o którym wspomina Pan Wagner, obejmuje również różyczkę, świnkę, wzw B, Hib i pneumokoki? Czy "pełna odporność na zagrożenia" to tylko obowiązkowe w danym momencie szczepienia, czy również zalecane, np. ospa wietrzna, rotawirusy, HPV? A co ze szczepieniem przeciw cholerze, które jest zalecane osobom wyjeżdżającym w tereny wysokiego ryzyka zachorowania na tę chorobę? Pamiętajmy, żyjemy w świecie tak naprawdę transglobalnym, wystarczy wsiąść w samolot i za kilka godzin możemy być na drugiej półkuli, oczywiście jednocześnie ktoś z drugiej półkuli może w kilka godzin dotykać naszych klamek i poręczy. Na ostatku nie możemy również zapominać o nieobowiązkowych i nawet niezalecanych szczepieniach przeciw szkarlatynie oraz rzeżączce. Wprowadzenie tego ostatniego do obowiązkowego kalendarza pozwoliłoby na zaprzestanie wykonywania zabiegu Credego u noworodków ;)
Być może problem polega na tym, że Panowie opierają się na WIERZE (Rysunek 21). Gdybym nie wierzył w skuteczność szczepionek nie szczepiłbym swoich dzieci, po drugie gdyby były nieskuteczne ogniska chorób, np. odry mielibyśmy nie tylko w Czzechach i na Słowacji ale także u nas. Komentarz z czerwca zeszłego roku - od tamtego czasu sporo się zmieniło. W świetle wydarzeń z końca roku 2018 i początku 2019, wiara Pana Wagnera powinna legnąć w gruzach. Tyle ognisk odry w Polsce, tylu chorych pośród zaszczepionych jedną dawką (jak prawdopodobnie sam Pan Wagner)...
Niezachwiana wiara w skuteczność szczepień zdaje się wpływać na (podświadome mam nadzieję) negowanie występowania NOPów. Nie tylko tych cięższych, gdzie Panowie usilnie próbują doszukiwać się związków przyczynowo-skutkowych, mimo że definicja NOPu mówi tylko o związku czasowym, ale nawet tych lekkich.
Uwaga! Niepożądane Objawy Po szczepieniu, to nie są NOPy! Zaczerwienie, obrzęk, stan podgorączkowy wymienione w ulotkach, rozporządzeniu i formularzu do zgłaszania NOPów również nie są NOPami! Trudno w takim razie stwierdzić, co dla Panów byłoby NOPem. Nie dziwi zatem podejście inicjatorów do problemu:
W związku z działalnością ruchów antyszczepionkowych należy podjąć kroki na celu uświadamianie społeczeństwa o skuteczności i konieczności szczepień ochronnych.
Ani słowa o bezpieczeństwie, podczas gdy to właśnie bezpieczeństwo szczepień jest tematem nr 1, to kwestia (nie)bezpieczeństwa skłania rodziców do rezygnacji ze szczepień.
Wiara w skuteczność szczepień i wiara w bezpieczeństwo szczepień sprawiają, że dla Pana Wagnera obecny kalendarz szczepień wydaję się równoważny temu, któremu on sam podlegał.
Jak widać na załączonym niżej obrazku, różnica jest diametralna. Nie tylko w liczbie dawek podawanych w pierwszym roku życia - 8 vs. 14, w liczbie obowiązkowych dawek podawanych w pierwszych dwóch latach życia - 11 vs. 19, ale także w łączeniu szczepionek w szczepionki skojarzone (w 1976 jedyną szczepionką skojarzoną była DTP) i podawaniu wielu szczepionek na jednej wizycie, czasem w towarzystwie również szczepień zalecanych.
To, że Pan Wagner nie obserwował w młodości okaleczeń po szczepieniach, a jego znajomi z powodzeniem mają dzieci, nie świadczy o tym, że dzisiejsi beneficjenci szczepień nie ucierpią. Kto ma uszy, niechaj słucha.
Kolejnym błędem, który Panowie popełniają, jest żonglowanie pojęciem wyszczepialności, co skutkuje wyłożeniem się na progu bezpieczeństwa.
– Na razie na każde sto dzieci przypada od pięciu do dziesięciu niezaszczepionych, ale to cienka linia. Gdy liczba dzieci niezaszczepionych wzrośnie, wszyscy zaczniemy być w niebezpieczeństwie - mówi Wagner.
Skąd u licha wytrzasnął Pan 5-10% niezaszczepionych dzieci?! W Polsce status dzieci posiadają nie tylko przedszkolaki. Wg rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 18 sierpnia 2011 r. w sprawie obowiązkowych szczepień ochronnych kalendarzem objęte są dzieci do ukończenia 19 lat - to jest ponad 7,5mln dzieci. Czy sugeruje Pan, że niezaszczepionych jest kilkaset tysięcy dzieci?
Zapewne chodzi o te 40 tysięcy dzieci, których rodzice podobno uchylają się od szczepień. Muszę Pana zmartwić - Państwowy Zakład Higieny, organ, który rokrocznie sporządza raporty na temat stanu zaszczepienia populacji, nie ma pojęcia, co ta liczba oznacza.
źródło: www.facebook.com/szczepienie.info
Nie można zatem z taką swobodą, na którą Panowie sobie pozwalają, stwierdzać wprost, że mamy w Polsce 40 tysięcy kompletnie (bo tak wynika z kontekstu) niezaszczepionych dzieci. W tej kwocie mogą być również dzieci, które nie mają tylko jednego szczepienia i wcale nie musi to być akurat odra, o której ostatnio najwięcej się mówi.
Popatrzmy na dane statystyczne z biuletynów:
źródło: Szczepienia ochronne w Polsce w 2017 roku
Jeśli już upieramy się, żeby mówić o bezpiecznym progu wyszczepienia przeciw odrze wynoszącym 95%, to możemy z niego korzystać, ale tylko lokalnie (w żadnym przypadku w stosunku do całego społeczeństwa). Jak widać w powyższej tabeli, dzieci i młodzież szkolna nadal mają poziom wyszczepienia ponad 99%. Oczywiście w każdej szkole mamy jeszcze kilkadziesiąt osób z grona pedagogicznego i personelu nieszczepionych lub zaszczepionych tylko jedną dawką, ale te osoby nie stanowią zagrożenia epidemiologicznego.
Poniżej poziomu 95% spadają dopiero dzieci urodzone w 2015 roku, a więc 2-letnie (tabela jest z roku 2017). W 2018 roku, kiedy zaczęła mocno wzrastać liczba zachorowań na odrę, miałyby 3 lata, a poziom zaszczepienia rocznika jeszcze pewnie by się podniósł. Jak w takim razie można obwiniać nieszczepione dzieci o roznoszenie wirusa i sugerować, że "zachęcanie" do szczepienia dzieci jest rozwiązaniem problemu, jeśli wyszczepialność wśród dzieci jest nadal wysoka, a chorują przede wszystkim dorośli? Owszem, takie działania przyniosą pożądane skutki, ale dopiero za 20 lat, kiedy dzieci dorosną. Tymczasem adekwatne do sytuacji środki trzeba przedsięwziąć natychmiast.
Wnioskowanie z 40 tysięcy uchylających się od szczepień osób o 10% niezaszczepionych ogółem dzieci jest tak samo logicznie nieprawdopodobne jak twierdzenie, że poziom wyszczepienia społeczeństwa przeciw odrze wynosi 95%, kiedy szczepieniami "pokryto" dopiero pół społeczeństwa. 40 tysięcy to jest 10%, ale z jednego rocznika!
W praktyce osiągnięcie odpowiedniego progu wyszczepialności jest niemożliwe, ponieważ żyjemy w świecie tak naprawdę transglobalnym.
W III kwartale 2017 r. szacunkowa liczba przekroczeń granicy Polski wyniosła 82,6 mln, z czego 47,9 mln - 58 proc. - dotyczyło cudzoziemców.
Nawet gdyby obywatele Polski byli zaszczepieni w 100%, nie da się osiągnąć odporności zbiorowiskowej przy otwartych granicach.
A gdyby zamknąć granice? Zróbmy eksperyment myślowy: rozważamy grupę 100 zaszczepionych przeciw odrze przedszkolaków. Badania naukowe wykazały, że około 5% dzieci zaszczepionych jedną dawką szczepionki przeciw odrze lub szczepionki MMR nie wytwarza odporności na odrę. Zatem nawet w 100% wyszczepionym przedszkolu oscylujemy w okolicach progu bezpieczeństwa. Statystycznie rzecz biorąc 5-cioro dzieci spośród tych zaszczepionych należałoby traktować jako dzieci nieszczepione, nieuodpornione przeciw chorobie. W takim razie przyznawanie punktów w rekrutacji powinno odbywać się na podstawie badania poziomu przeciwciał, a nie, jak postulują Panowie, na podstawie zaświadczenia od lekarza o przebytych szczepieniach. W pewnym sensie lekarz takim zaświadczeniem poświadcza nieprawdę. Wprawdzie potwierdza jedynie, że dziecko szczepienia otrzymało, ale w praktyce takie zaświadczenie ma oznaczać, że dziecko zostało uodpornione, co nie jest prawdą i lekarz nie może tego stwierdzić bez przeprowadzenia dodatkowych badań. Jest to też nieuczciwe w stosunku do dzieci, które odporność po szczepieniu wytworzyły - musiałyby stale przebywać z dziećmi podatnymi na zachorowanie, jednocześnie wierząc, że te dzieci nie stanowią dla nich zagrożenia.
Z drugiej strony częstokroć wystarczyłoby zbadać poziom przeciwciał, zamiast na ślepo podawać kolejną dawkę szczepionki. W wielu przypadkach poprzednie dawki mogą nadal stanowić skuteczną ochronę lub mogło dojść do naturalnego przechorowania (np. zachorowania bezobjawowego wskutek choroby starszego rodzeństwa).
Niestety jedynie dorośli nie muszą się od razu doszczepiać. Dla dzieci Panowie nie mają tyle zrozumienia.
Jest jednak inny, dużo większy problem, z którego Panowie tak jakby zdają sobie sprawę, ale jednocześnie nie zdają.
Nagle okazuje się, że te 95% skutecznie zaszczepionych dzieci również może chorować, ponieważ szczepienia chronią głównie przed powikłaniami, a nie przed samym zachorowaniem.
Co więcej, te 95% skutecznie zaszczepionych dzieci może również chorować bezobjawowo. Mamy więc całkowicie wyszczepione przedszkole, w którym chorują nie tylko dzieci, które nie wytworzyły przeciwciał po szczepieniu, ale również te, u których szczepionka się przyjęła.
Rzetelne źródło informacji na temat szczepień nie uwzględnia osób szczepionych, które chorują:
Żadne szczepienie nie daje 100% odporności, ale chroni nas przed tymi najgorszymi skutkami tych chorób. Skoro tak, to szczepienia z zasady nie są w stanie zapewnić odporności zbiorowiskowej i wyeliminować choroby z obiegu, są jedynie w stanie chronić osobniczo - zaszczepione jednostki przed powikłaniami. Odporność zbiorowiskowa jest więc pojęciem czysto teoretycznym i nie da się go zastosować do szczepień.
Taki wzorcowy model żłobka/przedszkola chcieliby osiągnąć ci, którzy szczepią, bo myślą. Jednak na przeszkodzie w osiągnięciu celu stoją dzieci nieszczepione. Dzieci te stanowią dla zaszczepionych-uodpornionych takie samo zagrożenie co zaszczepione-nieuodpornione. Znów zatem wracamy do badania poziomu przeciwciał - to właśnie na podstawie jego wyników powinni być selekcjonowani kandydaci do państwowej placówki opiekuńczo-wychowawczej. Nie ma podstaw natury medycznej, by traktować jako zagrożenie dzieci niezaszczepione, które uodporniły się w sposób naturalny.
Zamiast na podstawie uodpornienia, Panowie dzielą dzieci ze względu na samo poddanie się szczepieniom. Ani to sprawiedliwe, ani racjonalne, ani skuteczne. Jakby tego było mało, spośród dzieci nieszczepionych, które stanowią "zagrożenie epidemiologiczne" dla naszego przedszkola, wybierają dzieci nieszczepione z powodów medycznych, które zagrożeniem już nie są. Nie wypada dyskryminować dzieci z przeciwwskazaniami do szczepień, natomiast pożądana jest dyskryminacja dzieci, których rodzice np. boją się powikłań poszczepiennych. To nie jest podział, który ma jakiekolwiek uzasadnienie natury medycznej. To jest podział czysto ideologiczny, wręcz złośliwy.
www.facebook.com/SkuteckiPawel
Z nieznanych przyczyn zaszczepieni boją się nieszczepionych, ale nie boją się nieszczepionych z powodów medycznych. Podobno dlatego, że wirusy mutują. Ale dlaczego w dzieciach nieszczepionych z powodów medycznych wirusy nie mogą mutować, to już nie wiadomo. Dlaczego w dzieciach szczepionych, które może wytworzyły odporność, a może nie, nie mogą mutować, też nie wiadomo. Podobno mutują tylko u tych, których rodzice uchylają się przed obowiązkiem szczepień ;) Takie cwane są.
Spójrzmy jednak na sprawę z innego punktu widzenia. Do takiego uodpornionego pi razy oko przedszkola wpuszczamy dzieci z przeciwwskazaniami do szczepień, dzieci z problemami neurologicznymi, z obniżoną odpornością, chore. Wpuszczamy je w środowisko o nieznanym stopniu uodpornienia, gdzie dzieci chorują na choroby zakaźne, ale przechodzą je łagodniej, czasem bezobjawowo. Jak można z czystym sumieniem twierdzić, że takie otoczenie zapewnia tym dzieciom ochronę przed patogenami? Przed jedenastoma konkretnie, bo wszystkie pozostałe się nie liczą. Czy zastąpienie dzieci nieszczepionych o nieznanym statusie uodpornienia dziećmi zaszczepionymi o nieznanym statusie uodpornienia cokolwiek zmieni? Nadal będziemy mieć środowisko, gdzie panoszą się patogeny, gdzie dzieci mogą chorować i zarażać, może trochę rzadziej na 11 chorób, ale równie często na wszystkie pozostałe.
Mamy zatem 3 grupy dzieci:
1. zaszczepione, które mogą chorować,
2. nieszczepione z powodów medycznych, które mogą chorować,
3. nieszczepione z innych powodów, które mogą chorować.
Nie, nie, chwileczkę :D Mamy tylko jedną grupę: dzieci, które mogą chorować. Od szczepień zależy co najwyżej częstość zachorowań i ich przebieg, ale zachorowania nadal występują. Nie jest też powiedziane, że dzieci nieszczepione zachorują na wszystko, ponadto one też mogą przechodzić choroby bezobjawowo.
Wracamy więc do wcześniejszego wniosku, że szczepienie chroni tylko tę osobę, która się temu szczepieniu poddała, i to też tylko do pewnego stopnia. Szczepienie nie chroni natomiast osób postronnych, a wręcz czasami może im zagrażać (np. żywa szczepionka przeciw rotawirusom).
Jak sami Panowie przyznają, z punktu widzenia odporności zbiorowiskowej osoby nieszczepione są sobie równe - nieszczepieni z powodów medycznych obniżają odporność grupową tak samo jak uchylający się. Rozciągnijmy przykład z rysunku na nasze przedszkole: mamy 100 dzieci, spośród których 10 jest niezaszczepionych z powodów medycznych. Jesteśmy na progu, którego przekroczenie grozi epidemią. Czy projekt ustawy przewiduje, że liczba przyjętych do jednej placówki dzieci, które nie mogą być szczepione z powodów medycznych, nie może przekraczać 10% wszystkich uczęszczających? Ups, kolejne niedopatrzenie. A jeszcze uwzględnić trzeba, że statystycznie 5-cioro dzieci nie wytworzyło odporności po szczepieniu. Mamy więc mały margines, a chorych z przeciwwskazaniami coraz więcej...
Podsumowując, Panowie biorą się za regulowanie mechanizmów, których kompletnie nie rozumieją:
- zrównywanie obecnego kalendarza szczepień z tym sprzed 30-40 lat,
- uznawanie szczepień obowiązujących 30-40 lat temu za wystarczające obecnie,
- opieranie się na wierze, a nie na faktach,
- negowanie występowania NOPów,
- błędna interpretacja liczby uchylających się od szczepień,
- błędna interpretacja poziomu wyszczepienia,
- błędna interpretacja pojęcia odporności zbiorowiskowej,
- brak rozeznania w aktualnej sytuacji epidemiologicznej,
- brak reakcji na rzeczywiste problemy przy jednoczesnym kreowaniu problemów tam, gdzie ich nie ma,
- jednoczesne uważanie szczepień na gwarancję uniknięcia choroby z dopuszczaniem zachorowania pomimo szczepienia,
- przygotowanie projektu w oparciu o błędne założenia - sztuczny podział na szczepionych i nieszczepionych zamiast naturalnego podziału na odpornych i nieodpornych,
- nieuzasadnione wyodrębnianie z grupy nieszczepionych uprzywilejowanej podgrupy, dyskryminacja dzieci ze względu na poglądy rodziców,
- błędne wyobrażenie o odporności poszczepiennej (rozciągane na osoby z otoczenia),
- uwzględnienie 11 chorób zakaźnych z całkowitym pominięciem wszystkich innych,
- brak uwzględnienia problematyki szczepionek żywych, stanowiących pośrednie zagrożenie dla innych dzieci z obniżoną odpornością.
Oj, długa lista nam wyszła. Jak widać pod kątem medycznym Panowie Inicjatorzy również mają braki. I to poważne. Zasadnicze, można by powiedzieć.
Teraz zasadnym byłoby znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego Panowie, którzy nie znają się na szczepieniach, chorobach zakaźnych i przepisach prawnych związanych z tymi kwestiami, uznali za potrzebne wprowadzenie zmian właśnie w przypadku dzieci.
28 czerwca zeszłego roku, a więc kiedy petycja wisiała już na stronie petycjeonline.com, Panowie udostępnili informację o zachorowaniach na odrę w szpitalu. W podlinkowanym artykule czytamy:
Personel szpitala, który mógł zarazić się odrą został objęty do 7 lipca kwarantanna. Kilkudziesięciu innych pracowników szpitala ma pozostać w izolacji domowej. Dotyczy to lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych i innych pracowników.
Wiedzieli zatem, że problem leży w osobach dorosłych, w głównej mierze w pracownikach służby medycznej (CO Z TĄ ODRĄ?). Jaki tok rozumowania doprowadził ich od personelu szpitala do dzieci w żłobkach?
Całkiem niedawno, bo 28 lutego, udostępnili inny artykuł, w którym wymieniono grupy najbardziej narażone na zakażenie się odrą:
- nieszczepione dzieci,
- niemowlęta,
- osoby zaszczepione jedną dawką,
- osoby urodzone w latach 70., które nie zostały zaszczepione i nie przechorowały odry.
Nie wiedzieć czemu, jako cel obrali sobie najmniej liczną grupę (w zasadzie nie wiadomo jak liczną), która jest też najmniej narażona na powikłania. Panowie bardzo często podkreślają, że jeśli ktoś nie zgadza się z grupą docelową, może stworzyć swój własny projekt. No więc ktoś stworzył. Autor strony szczepienie.info napisał petycję do Ministra Zdrowia o obowiązkowe „szczepienia ochronne” personelu medycznego przeciw odrze. Łudząc się, że przynajmniej w tej kwestii stoimy po tej samej stronie, poprosiłam Panów Wagnera i Kostkę o wsparcie petycji.
Komentarz zniknął już po kilku minutach. Panowie nie tylko nie wyrazili zainteresowania, ale także uniemożliwili swoim czytelnikom zapoznanie się z treścią petycji. Nie uchodzi wątpliwości, że Panowie nie chcą szczepić wszystkich nieodpornych, najbardziej podatnych na zachorowanie, w największym stopniu zagrożonych powikłaniami. Panowie chcą szczepić TYLKO DZIECI.
Jest to o tyle ciekawe, że czytając wypowiedzi Pana Wagnera można dojść do wniosku, że w pewnym momencie jego poglądy uległy diametralnej zmianie.
Jak widać rok temu Pan Wagner postulował zapewnienie miejsc w żłobkach wszystkim dzieciom. Ten program miał dotyczyć jesiennych wyborów, kiedy to Panowie zbierali już podpisy pod projektem, który miał utrudniać dzieciom nieszczepionym dostęp do publicznych placówek opłacanych z podatków przez ich rodziców.
W maju Pan Wagner nie był już tak ochoczo nastawiony do zapewnienia dostępu do żłobków i przedszkoli wszystkim małym wrocławianinom.
W październiku projekt ustawy stał się największą dumą wrocławskiego kandydata. Co wydarzyło się między wiosną a jesienią? Czym jest inicjatywa? Uśmiech losu, czy też banalny żart - odpowiedzi brak. Niepewności fale napędza pytań wiatr. Coraz więcej...
To nie jest moje ostatnie słowo, do 6 maja jeszcze daleko, a następna aktualizacja będzie jeszcze dłuższa. HA! HA! HA! HA! HA! HA! HA! HA! HA! HA! HA! HA! HA!
Mam nadzieję, że macie pod ręką górkę kamieni, bo będziemy polować na dinozaura. Cofamy się do zamierzchłych czasów - do roku 2015 - gdy powstała prehistoryczna koncepcja ograniczania nieszczepionym dzieciom dostępu do żłobków i przedszkoli. Wkrótce potem narodził się Szczepimus bomyślimex. Sprawdźmy, czy w swojej dzikiej szarży ma szansę sforsować Sejm... czy może jednak potknie się o kamienie, które będziemy mu rzucać pod nogi.
Wszystko zaczęło się w Częstochowie w 2015 r., kiedy to radni przegłosowali dwie uchwały - jedną dotyczącą przedszkoli i jedną dotyczącą żłobków - które wprowadzały obostrzenia przy przyjmowaniu do tych placówek związane ze szczepieniami ochronnymi.
źródło: Uchwała nr 84.X.2015 z dnia 20 kwietnie 2015 r. w sprawie zmiany uchwały nr 36.VI.2015 Rady Miasta Częstochowy z dnia 15 stycznia 2015 r. w sprawie określenia kryteriów wraz z liczbą punktów oraz dokumentów niezbędnych do ich potwierdzenia w postępowaniu rekrutacyjnym do publicznych przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych, dla których organem prowadzącym jest Miasto Częstochowa
Żeby dowiedzieć się, jakie wprowadzono zmiany, musimy jeszcze zerknąć na załącznik do uchwały, która była zmieniana (a więc poprzednią wersję):
źródło: Uchwała nr 36.VI.2015 z dnia 15 stycznia 2015 r. w sprawie określenia kryteriów wraz z liczbą punktów oraz dokumentów niezbędnych do ich potwierdzenia w postępowaniu rekrutacyjnym do publicznych przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych, dla których organem prowadzącym jest Miasto Częstochowa
Pierwszą zmianą jest dodanie kryterium związanego ze szczepieniami i przyznanie mu 32 pkt.
źródło: Uchwała nr 84.X.2015 z dnia 20 kwietnie 2015 r.
Po drugie punktację za najważniejsze do tej pory kryterium obcięto o połowę, żeby szczepienia wskoczyły na pierwszą pozycję.
źródło: Uchwała nr 36.VI.2015 z dnia 15 stycznia 2015 r. oraz Uchwała nr 84.X.2015 z dnia 20 kwietnie 2015 r.
Ponieważ dodano nowe kryterium, trzeba było jedno usunąć, żeby suma kryteriów nadal wynosiła 6.
(kolorowe zakreślenia moje)
No i co o tym sądzicie? Zdaje się, że intencją radnych było połączenie tych dwóch kryteriów, a wyszło, jak wyszło.
Kryterium 5. mówi o kandydacie, który ma starsze rodzeństwo w szkole w tej samej dzielnicy co przedszkole. Natomiast kryterium 2. mówi o kandydacie, którego rodzeństwo również kandyduje do przedszkola. Mamy tu więc uwzględnione dwa przypadki: rodzeństwo w wieku przedszkolnym (wielokrotnie wyżej punktowane) i rodzeństwo w wieku szkolnym.
Sformułowanie połączonego kryterium świadczy o tym, że radni nie rozumieją, co robią, a konkretnie nie pojmują czym są koniunkcja i alternatywa. Dodanie wyrażenia kandyduje lub/i nie bardzo zmienia sens, bo kryterium to nadal odnosi się do szkoły - nie zaznaczono dokładnie, gdzie to rodzeństwo ma kandydować. Można się domyślać (choć powinno to być jasno napisane), że chodzi o rodzeństwo, które TEŻ kandyduje, a więc też do przedszkola.
Wtedy sformułowanie kandydat, którego rodzeństwo kandyduje lub uczęszcza... oznaczałoby, że kandydat ma rodzeństwo kandydujące do przedszkola lub uczęszczające do szkoły, albo jedno i drugie (więcej niż jedno rodzeństwo). Ale już sformułowanie kandydat, którego rodzeństwo kandyduje i uczęszcza... nie ma sensu, bo rodzeństwo nie może jednocześnie być w przedszkolu i szkole. Warunek ten wymaga istnienia przynajmniej dwójki rodzeństwa, z czego jedno kandyduje do przedszkola, a drugie uczęszcza do szkoły, ale taki przypadek został już uwzględniony przez spójnik lub, więc spójnik i jest tu całkowicie niepotrzebny.
Tymczasem połączenie tych kryteriów jest bajecznie proste: Kandydat, którego rodzeństwo kandyduje do przedszkola pierwszego wyboru lub uczęszcza...
Jest jednak jeszcze jeden problem, gdyż sposobem udokumentowania ma być oświadczenie na wniosku o uczęszczaniu do szkoły, a nie można tego oświadczyć, jeśli rodzeństwo kandydata kandyduje do przedszkola. W takim razie nie wiadomo, co autor miał na myśli: czy uwzględnił tylko rodzeństwo szkolne, a przedszkolne odrzucił, czy mamy sobie dorabiać teorie i oświadczać o uczęszczaniu TEŻ do przedszkola. Dlaczego ludzie piszący prawo nie mają pojęcia o logice?
To co zrobiono, to na sztywno połączono kandyduje z uczęszcza i bez pomyślunku wstawiono pomiędzy spójniki lub/i, które jakoby miały załatwić sprawę, a kryterium 2. całkowicie usunięto. W rezultacie mamy kryterium, które uwzględnia jedynie rodzeństwo szkolne. Jeśli mamy wybujałą wyobraźnię, możemy się dopatrzeć też rodzeństwa przedszkolnego, ale...
... punktacja za rodzeństwo przedszkolne została 8-krotnie obniżona. Jakich przypadków dotyczy usunięte 2. kryterium? Po pierwsze bliźniąt (trojaczków itp.) - każde z bliźniąt dostawało dodatkowe 16 punktów. Po drugie rodzeństwa w zbliżonym wieku, które jednocześnie kandydowało do przedszkola, ale do różnych grup wiekowych. Dla tych dwóch przypadków po zmianie przewidziano jedynie 2 punkty, a to znaczy, że rodzeństwo mogłoby wylądować w dwóch odrębnych przedszkolach. Miszczowie kombinatoryki. Poprzednia wersja była o niebo lepsza.
Warto jeszcze wspomnieć, że nowe kryterium dotyczące szczepień odnosi się do długotrwałego odroczenia, a więc byłyby to tylko te dzieci, które mają odroczenie od specjalisty. Do tej grupy nie kwalifikują się dzieci, którym szczepienie wypada na sezon zimowy, ale jest ciągle przesuwane ze względu na infekcje. Dzieci te mogą się nie wyrobić z obowiązkowym szczepieniem do czasu rekrutacji, mimo że nie mają długotrwałego odroczenia. I klops.
źródło: Uchwała nr 85.X.2015 z dnia 20 kwietnia 2015 r. w sprawie zmiany uchwały nr 747/XLI/2013 Rady Miasta Częstochowy z dnia 29 sierpnia 2013r. w sprawie ustalenia statutu Żłobka Miejskiego z siedzibą przy Alei Armii Krajowej 66a w Częstochowie z filią przy ul. Sportowej 34a w Częstochowie
I znów patrzymy na poprzednią wersję (pokazuję tylko fragment, w którym wprowadzono zmiany):
źródło: Uchwała nr 747/XLI/2013 Rady Miasta Częstochowy z dnia 29 sierpnia 2013 r. w sprawie ustalenia statutu Żłobka Miejskiego z siedzibą przy Alei Armii Krajowej 66a w Częstochowie z filią przy ul. Sportowej 34a w Częstochowie
Pierwotna wersja uchwały nie wprowadzała żadnych preferencji, bo nie było takich nawet w ustawie o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3.
Ustawa z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (Dz.U. 2013 poz. 1457)
Podmiot, który utworzył żłobek lub klub dziecięcy, ustala statut żłobka lub klubu dziecięcego, określając w szczególności warunki przyjmowania dzieci;
W przeciwieństwie do przedszkola, gdzie dodano kryterium szczepień dopiero na drugim etapie rekrutacji, w przypadku żłobka szczepienia miały być po prostu warunkiem przyjęcia do placówki.
I powiedzcie mi, czy ja dobrze widzę, że w Częstochowie są tylko dwa publiczne żłobki?
Obie uchwały zostały uznane za nieważne przez Wojewodę Śląskiego. Jeśli ktoś ma ochotę zapoznać się z uzasadnieniami, poniżej zamieszczam fragmenty Dziennika Urzędowego. Zalecam przeczytać najpierw rozstrzygnięcie w sprawie przeszkoli, gdyż jest bardziej rozbudowane (w rozstrzygnięciu w sprawie żłobków większość tekstu się powtarza). Mniej ochoczych zapraszam dalej, gdzie omówimy sobie argumenty organu nadzoru.
źródło: Rozstrzygnięcie nadzorcze nr NPII.4131.1.194.2015 Wojewody Śląskiego z dnia 28 maja 2015r. (przedszkola)
źródło: Rozstrzygnięcie nadzorcze nr NPII.4131.1.195.2015 Wojewody Śląskiego z dnia 28 maja 2015r. (żłobki)
Rada Miasta Częstochowy nie zgodziła się z argumentacją Wojewody Śląskiego i oba rozstrzygnięcia zaskarżyła do WSA. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach uznał jednak stanowisko organu nadzoru za słuszne i skargi oddalił. Nie będę omawiać rozstrzygnięć Wojewody, gdyż wyroki Sądu zawierają pewne trafne sformułowania, które chciałabym przytoczyć, i to nimi się zajmiemy:
- wyrok WSA w Gliwicach z dnia 26 października 2015 r. sygn. akt IV SA/Gl 748/15 (przedszkola),
- wyrok WSA w Gliwicach z dnia 26 października 2015 r. sygn. akt IV SA/Gl 749/15 (żłobki).
Uchwały zostały uznane za niezgodne z pięcioma ustawami:
- z art. 51 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej,
- z art. 27 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych,
- z art. 23 ust. 2 ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta,
- z art. 3a ust. 1 pkt 6 ustawy z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (jeśli chodzi o żłobki),
- z art. 20c ust. 4 ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (jeśli chodzi o przedszkola).
Cytaty pochodzą z ustaw obowiązujących w 2015 roku.
Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. (pogrubienia moje)
Nadto organ nadzoru zauważył, że zakaz przetwarzania danych wrażliwych, jakimi niewątpliwie są informacje o odbytych obowiązkowych szczepieniach dziecka, stanowi przejaw konstytucyjnej zasady ochrony prywatności (art. 51 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej). Wszelkie zatem działania, mające na celu uzyskanie tych danych w sposób nieuprawniony, będą naruszać art. 51 Konstytucji RP.
wyrok WSA w Gliwicach z dnia 26 października 2015 r. sygn. akt IV SA/Gl 748/15 (przedszkola)
Dane wrażliwe mogą być gromadzone i przetwarzane tylko w takim zakresie, w jakim określa to ustawa, i w jakim są niezbędne dla realizacji celów tej ustawy.
Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. 2014 poz. 1182) (pogrubienia moje)
W ocenie organu nadzoru dane dotyczące szczepień jako dane wrażliwe w rozumieniu art. 27 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych [...] nie mogą być przetwarzane. Jednocześnie nie zachodzi żaden wyjątek określony w art. 27 ust. 2 u.o.d.o., który upoważniałby radę gminy do przyjęcia uchwały w sprawie podawania informacji o odbytych obowiązkowych szczepieniach dziecka na etapie przyjmowania do przedszkola. Tylko przepis szczególny innej ustawy może zezwolić na przetwarzanie takich danych bez zgody osoby, której one dotyczą, tymczasem, jak stwierdził organ, żaden przepis szczególny innej ustawy, w tym ustawy systemie oświaty nie zezwala na przetwarzanie takich danych.
Taki sam tekst znajduje się w wyroku dotyczącym żłobków i odnosi się do ustawy o opiece nad dziećmi do lat 3.
Jest to rozwinięcie gwarancji ochrony danych wyrażonych w Konstytucji. Tu jest mowa o danych o stanie zdrowia, które mogą być przetwarzane tylko na podstawie szczególnego przepisu ustawy, ale żadna z dwóch ustaw dotyczących placówek opiekuńczo-wychowawczych takich przepisów nie zawiera.
Ustawa z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (Dz.U. 2012 poz. 159)
Dane zawarte w dokumentacji medycznej podlegają ochronie określonej w niniejszej ustawie oraz w przepisach odrębnych.
Jednocześnie organ nadzoru zwrócił uwagę na treść art. 23 ust. 2 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Zgodnie z tym przepisem dane zawarte w dokumentacji medycznej podlegają ochronie określonej zarówno w tej ustawie jak również w przepisach odrębnych. Zatem wszelkie dane zawarte w dokumentacji medycznej podlegają ścisłej ochronie jako dane wrażliwe i udostępniane mogą być tylko w enumeratywnie wymienionych przypadkach, określonych aktem rangi ustawowej, np art. 26 ust. 3 ustawy o prawach pacjenta. Nie istnieje możliwość wyłączenia ochrony tych danych aktem prawa miejscowego. [...] Gromadzenie przez przedszkola/odziały przedszkolne danych o szczepieniach kandydatów oznaczałoby tworzenie bazy danych wrażliwych, do przetwarzania których podmioty te nie są uprawnione.
Tu w zasadzie to samo, co w przypadku ustawy o ochronie danych osobowych. Art. 26 ust. 3 wymienia przypadki, gdy podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych może udostępnić dokumentację medyczną - nie ma tam żłobków i przedszkoli.
Ustawa z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 (Dz.U. 2013 poz. 1457) (pogrubienia moje)
Art. 3a ust. 1 pkt 6
Rodzic ubiegający się o objęcie dziecka opieką w żłobku lub klubie dziecięcym albo przez dziennego opiekuna przedstawia, w formie oświadczenia lub zaświadczenia, następujące dane: dane o stanie zdrowia, stosowanej diecie i rozwoju psychofizycznym dziecka;
Przede wszystkim wymaga podkreślenia, że zbieranie danych osobowych, także tych wrażliwych, powinno odbywać się dla oznaczonych, zgodnych z prawem celów. Także dalsze ich przetwarzanie - po ich zebraniu - nie może następować niezgodnie z celem, dla którego dane zostały zebrane ( art. 26 ust. 1 u.o.d.o.). [...]
Powyższe prowadzi do wniosku, że dane "o stanie zdrowia" przy uwzględnieniu celu ustawy o opiece, a tym samym celu dla którego dane są zbierane a następnie przetwarzane odnosić należy do zapewnienia prawidłowej opieki dziecku. Oznacza to, że dane powinny dotyczyć sytuacji zdrowotnej dziecka, a więc czy dziecko jest zdrowe czy chore, bądź czy dotknięte jest określonymi dysfunkcjami. [...] Zatem obowiązek podania takich danych odnosić należy wyłącznie do kwestii zagwarantowania przyjmowanemu dziecku prawidłowej opieki w żłobku w zależności od stanu jego zdrowia. [...]
Wobec tego w ocenie Sądu "dane o stanie zdrowia" dotyczą więc samego stanu zdrowia dziecka, a nie informacji o udzielonych dziecku świadczeniach zdrowotnych, do jakich zaliczyć należy szczepienia ochronne.
wyrok WSA w Gliwicach z dnia 26 października 2015 r. sygn. akt IV SA/Gl 749/15 (żłobki)
Na mocy cytowanego przepisu żłobki mogą gromadzić i przetwarzać dane o stanie zdrowia dziecka, ale jedynie w celu zapewnienia mu właściwej opieki, a więc będą to np. dane o alergiach pokarmowych. Jak zauważył Sąd, dane o przyjętych szczepieniach nie są tym samym, co dane o stanie zdrowia dziecka. Dane o przebytych szczepieniach nie są potrzebne (niezbędne) do zapewnienia dziecku właściwej opieki, zatem nie mogą być przez żłobki gromadzone i przetwarzane. Nadal brak więc szczególnego przepisu, który legalizowałby wymóg obowiązkowego przekazywania takich danych podczas rekrutacji.
Ustawa z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (Dz.U. 2004 nr 256 poz. 2572) (pogrubienia moje)
Art. 20c ust. 4
W przypadku równorzędnych wyników uzyskanych na pierwszym etapie postępowania rekrutacyjnego lub jeżeli po zakończeniu tego etapu dane publiczne przedszkole albo dana publiczna inna forma wychowania przedszkolnego nadal dysponuje wolnymi miejscami, na drugim etapie postępowania rekrutacyjnego są brane pod uwagę kryteria określone przez organ prowadzący, z uwzględnieniem zapewnienia jak najpełniejszej realizacji potrzeb dziecka i jego rodziny, zwłaszcza potrzeb rodziny, w której rodzice albo rodzic samotnie wychowujący kandydata muszą pogodzić obowiązki zawodowe z obowiązkami rodzinnymi, oraz lokalnych potrzeb społecznych. Organ prowadzący określa dokumenty niezbędne do potwierdzenia tych kryteriów.
Zwłaszcza potrzeb rodziny, w której rodzice albo rodzic samotnie wychowujący kandydata muszą pogodzić obowiązki zawodowe z obowiązkami rodzinnymi - właśnie to zapewniała poprzednia wersja uchwały, gdzie dzieci dostawały w takim przypadku maksymalną liczbę punktów (32 pkt). Po zmianach natomiast, sytuacja wygląda następująco:
Należy też zauważyć, że zgodnie z pkt 2 załącznika do kwestionowanej uchwały, przedstawienie zaświadczenia o odbyciu przez dziecko obowiązkowych szczepień lub długotrwałym odroczeniu obowiązkowego szczepienia powoduje uzyskanie przez kandydata do przedszkola 32 punktów, dla porównania z tytułu spełnienia wszystkich pozostałych kryteriów można uzyskać maksymalnie 31 punktów wobec powyższego kryterium szczepienia jest decydujące dla przyjęcia dziecka do konkretnego przedszkola.
Nowa wersja uchwały wprowadza zmianę, która nie jest podparta wskazaniami zawartymi w ustawie, i jednocześnie spycha na margines główne kryterium, które ustawa jasno wskazuje.
Organ nadzoru zwrócił uwagę, że kryterium dotyczące szczepień obowiązkowych wprowadzone przez Radę będzie miało zastosowanie dopiero w drugim etapie postępowania rekrutacyjnego. Dzieci przyjmowane w pierwszym etapie nie są oceniane w kontekście spełnienia obowiązku poddania się szczepieniom ochronnym. Uchwalona przez Radę regulacja nie gwarantuje zatem, że do przedszkoli zostaną przyjęte wyłącznie zaszczepione dzieci. A zatem - w przekonaniu organu nadzoru – przedmiotowa uchwała w sposób nieuzasadniony różnicuje dzieci ubiegające się o miejsce w przedszkolu, w kontekście realizacji ustawowego obowiązku poddania się szczepieniom ochronnym.
Mimo że nowa uchwała miała być wycelowane w nieszczepione dzieci, w praktyce tylko niektóre z nich będą miały ograniczony dostęp - uchwała nie spełnia więc założonego celu.
W ocenie Sądu, uchwała przyznająca pierwszeństwo w rekrutacji do przedszkoli tym dzieciom, które zostały poddane obowiązkowym szczepieniom, dyskryminująca dzieci, których rodzice nie przedłożyli zaświadczenia o odbyciu przez dziecko obowiązkowych szczepień lub długotrwałym odroczeniu obowiązkowego szczepienia narusza art. 20c ust. 1 u.s.o., który stanowi, że do publicznego przedszkola lub publicznej innej formy wychowania przedszkolnego przyjmuje się kandydatów zamieszkałych na obszarze danej gminy, bowiem gmina nie jest uprawniona do zawężania tej grupy. Kryteria ustalane przez radę gminy na drugim etapie rekrutacji, jak słusznie zauważył Wojewoda, nie mogą być dowolne, ale muszą zapewnić realizację potrzeb dziecka i jego rodziny.
Podobnie jak w przypadku żłobków również przedszkola zapewniają równy dostęp kandydatom zamieszkałym na obszarze gminy i nie mogą dowolnie ustalać kryteriów.
Wprowadzenie warunku przyjęcia dziecka do przedszkola polegającego na przedłożeniu zaświadczenia, że dziecko poddane zostało obowiązkowym szczepieniom ochronnym lub zostało z tego obowiązku zwolnione z przyczyn zdrowotnych ma w istocie na celu wyegzekwowanie obowiązku poddania dzieci szczepieniom, a więc obowiązku wynikającego z ustawy o chorobach zakaźnych. Natomiast ustawa o systemie oświaty, nie może być w tym celu wykorzystywana, gdyż - jak już wskazano - ustawa ta służy innym celom. Zatem żądanie wskazanych w uchwale danych wykracza poza potrzeby wynikające z celu ich zbierania i przetwarzania określonego w ustawie o systemie oświaty. W ocenie Sądu rekrutacja do przedszkoli nie może zastępować narzędzi służących do wyegzekwowania ustawowego obowiązku szczepienia dzieci. Należy również zauważyć, że proponowane kryterium stoi w sprzeczności z art. 14 ust. 3 u.s.o., stanowiącym, że dziecko w wieku 5 lat jest obowiązane odbyć roczne przygotowanie przedszkolne w przedszkolu, oddziale przedszkolnym w szkole podstawowej lub innej formie wychowania.
Sąd ponownie podkreślił, że dane o przyjętych szczepieniach nie są niezbędne dla celów, które realizują przedszkola na podstawie ustawy o systemie oświaty. Podkreślił też to, o czym wspominałam w poprzednich aktualizacjach, a więc brak rozdziału między dobrowolnym wychowaniem przedszkolnym a obowiązkowym przygotowaniem przedszkolnym.
Wojewoda do spółki z Sędziami znaleźli więc cały szereg przeszkód dla wprowadzenia tego typu obostrzenia przy przyjmowaniu do żłobków i przedszkoli. Obejście tych przeszkód wymagałoby wielu poprawek, a może nawet okazałoby się niemożliwe. Pomijając wszelkie niezgodności z obowiązującymi przepisami, na czoło wysuwa się przede wszystkim bezcelowość wprowadzanych uchwał - zdaniem autorów miały one zapewnić dzieciom "bezpieczne" środowisko, tymczasem:
Gmina musi przyjąć do placówki dzieci z określonego rejonu. Nie można zawężać tej grupy np. poprzez wprowadzenie szczepienia jako decydującego kryterium przyjęcia dziecka do placówki.
Zresztą zgodnie z prawem oświatowym - dziecko, które nie zostałoby przyjęte do wybranego przedszkola z powodu braku szczepień zostałoby i tak przyjęte do innego, wskazanego przez prezydenta.
Dzieci niezaszczepione, tak czy inaczej będą uczęszczały do przedszkoli wraz z dziećmi zaszczepionymi.
W związku z tym nie ma możliwości wprowadzenia kryterium szczepień przy rekrutacji.
Chyba, że zmieni się prawo oświatowe, a to właśnie planuje Obywatelska Inicjatywa Ustawodawcza „Szczepimy - bo myślimy”.
Mogę uwierzyć, że radni głęboko wierzą w swoją interpretację i nie trafiają do nich argumenty przytoczone w wyroku, ale trudno mi przyjąć fakt, że nie zdają sobie sprawy z tego, że ich uchwała o przedszkolach wcale nie utrudnia i nie blokuje dzieciom nieszczepionym dostępu do placówek - może co najwyżej generować pewne niedogodności w postaci dłuższej drogi (co nie jest raczej przejawem zapewnienia jak najpełniejszej realizacji potrzeb dziecka i jego rodziny). A jeśli uchwała nie robi tego, co jej autorzy zakładają, to jest tylko straszakiem na rodziców - wiadomo, ile może zdziałać dobra reklama w mediach.
Odrębną kwestią, którą za moment się zajmiemy, jest pytanie, czy Obywatelska Inicjatywa Ustawodawcza Szczepimy, bo myślimy rzeczywiście cokolwiek zmienia w tej materii, czy może również jest jedynie częścią ogólnopolskiej "kampanii na rzecz szczepień".
Zanim porównamy sobie projekt ustawy z uchwałami, muszę wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy, która dopiero teraz rzuciła mi się w oczy. Panowie już tyle razy powtarzali, jakie są cele inicjatywy, że im uwierzyłam. No incepcja po prostu. Aż w końcu, za którymś razem czytania tego samego, klapki same spadły mi z oczu - ustawa przewiduje coś zupełnie innego, niż Panowie próbują nam wmówić!
Po pierwsze Panowie cały czas mówią, że ustawa UMOŻLIWI samorządom wprowadzenie punktowanego kryterium. Tak jakby dawali samorządom możliwość, natomiast one nie muszą z niej korzystać. Po drugie zapierają się, że projekt NIE ZAMYKA nieszczepionym dzieciom drogi do żłobków/przedszkoli, a jedynie PRZYZNAJE WYŻSZĄ LICZBĘ PUNKTÓW dzieciom zaszczepionym lub niezaszczepionym z powodów medycznych. No to czytajmy jeszcze raz:
Kryteria przyjęcia wskazane w ustępach poprzedzających, to te, które podawałam w poprzednich aktualizacjach: wielodzietność, niepełnosprawność, niepełna rodzina. Do placówki publicznej przyjmuje się kandydatów zamieszkałych na obszarze danej gminy, a kryteria wyznaczają pierwszeństwo, jeśli kandydatów jest więcej niż miejsc. Na drugim etapie organ sam określa kryteria, ale muszą one być nakierowane na pomoc rodzinie.
W każdym przypadku oznacza, że punkty za szczepienie miałyby być przyznawane zarówno na pierwszym, jak i na drugim etapie rekrutacji.
Pan Kostka sam potwierdza, że kryterium będzie brane pod uwagę na pierwszym etapie rekrutacji, ponieważ tylko kryteria z tego etapu są wymienione w ustawie. Jeśli natomiast chodziłoby o dodanie kryterium TYLKO do pierwszego etapu, to zostałoby ono dodane do odpowiedniego ustępu, gdzie te kryteria są wymienione. Zamiast tego powstaje nowy ustęp, który dodaje kryterium w każdym przypadku, zatem jasne jest, że RÓWNIEŻ do drugiego etapu rekrutacji (czyli wśród maksymalnie 6 kryteriów wyznaczonych przez organ musi się również znaleźć kryterium przedłożenia zaświadczenia). Świadczy o tym też określenie kryterium obowiązkowe przyjęcia kandydata - tzn. że takie kryterium zawsze musi być brane pod uwagę. I oczywiście nie jest to jedynie możliwość wprowadzenia takiego kryterium, ale po prostu jego odgórne wprowadzenie na każdym etapie rekrutacji (po okresie przejściowym oczywiście).
Co innego w żłobku, tutaj warunkiem obowiązkowym przyjmowania dzieci jest przedłożenie zaświadczenia. Nie ma tu mowy o kryteriach, o pierwszeństwie, o wyższej punktacji. Przedłożenie zaświadczenia jest warunkiem koniecznym przyjęcia do żłobka, zatem dzieci, które będą miały choć jedno nieuzupełnione szczepienie, a więc nie będą mogły przedłożyć zaświadczenia o odbyciu szczepień zgodnie z PSO, lub nie będą posiadały odroczenia, NIE ZOSTANĄ PRZYJĘTE! Zgodnie z projektem do żłobków będą mogły być przyjmowane jedynie dzieci szczepione lub dzieci posiadające przeciwwskazania do szczepień. Ale Panowie mówią coś zupełnie innego.
Pitu-pitu. Albo Panowie celowo wprowadzają w błąd, albo nie rozumieją, co napisali.
Uchwały przewidywały, że zaświadczenie o przyjętych szczepieniach lub zaświadczenie o przeciwwskazaniach zdrowotnych do szczepień będzie:
- decydującym kryterium na drugim etapie rekrutacji do przedszkoli,
- warunkiem koniecznym przyjęcia do żłobka.
Nieupoważnione zbieranie danych o szczepieniach jest sprzeczne z Konstytucją, z ustawą o ochronie danych osobowych i z ustawą o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Takiego upoważnienia nie zawiera natomiast ani ustawa o systemie oświaty, ani ustawa o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3. Ustawy te mają inne cele niż egzekwowanie obowiązku szczepień i nie przewidują możliwości zbierania tego typu danych, gdyż dane te nie są potrzebne dla realizacji celów wyszczególnionych w ustawach. Ponadto proces przyjmowania do żłobków i przedszkoli nie może być w żaden sposób ograniczany, możliwe jest jedynie wspomaganie potrzebujących rodzin. No i oczywiście przygotowanie przedszkolne...
Polowanie czas zacząć.
Szczepimy, bo myślimy nie zmieniają Konstytucji, a więc nadal upoważnienie do zbierania informacji musi być wyrażone szczególnym przepisem w ustawie i może obejmować tylko te dane, które są niezbędne dla realizowania celów określonych przez tę ustawę.
Pierwszy kamień: WZIUT!
Szczepimy, bo myślimy nie zmieniają ustawy o ochronie danych osobowych. Ustawa, na którą powołał się Sąd, została uchylona i obecnie obowiązuje ustawa z dnia 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych no i oczywiście RODO, a więc nadal przetwarzanie danych o szczepieniach może się odbywać tylko w ściśle określonych przypadkach.
Drugi kamień: PYRK!
Szczepimy, bo myślimy nie zmieniają ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, toteż lista podmiotów/organów/instytucji, którym podmioty udzielające świadczeń zdrowotnych mogą udostępniać dokumentację medyczną, nadal nie zawiera żłobków i przedszkoli (art. 26 ust. 3). Wciąż brakuje więc szczególnego przepisu, który umożliwiałby gromadzenie i przetwarzanie danych o szczepieniach przez placówki opiekuńczo-wychowawcze.
Trzeci kamień: GZIĄŁ!
Szczepimy, bo myślimy zmieniają ustawę o podstawowej opiece zdrowotnej i dają lekarzom możliwość wystawiania zaświadczeń. No dobrze, lekarz może zaświadczenie wystawić... a potem schować je w dokumentacji medycznej pacjenta. To, że może je wystawić, nie oznacza jeszcze, że ktoś inny może takie zaświadczenie zobaczyć, spisać sobie z niego informacje i je przetwarzać.
Czwarty kamień: PRASK!
Szczepimy, bo myślimy zmieniają ustawę o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3.
Warunkiem przyjęcia dziecka do Żłobka jest złożenie przez rodzica lub opiekuna prawnego zaświadczenia, iż dziecko poddane zostało obowiązkowym szczepieniom ochronnym określonym w rozporządzeniu ministra zdrowia [...] lub zostały z tego obowiązku zwolnione z przyczyn zdrowotnych.
Niezależnie od brzmienia ust. 2, statut powinien zawierać zapis, że warunkiem obowiązkowym przyjmowania dzieci jest przedłożenie zaświadczenia o posiadaniu przez dziecko wymaganych przepisami szczepień ochronnych lub zaświadczenia potwierdzającego przeciwwskazania do odbycia szczepień zgodnie z PSO.
Zapisy są identyczne: albo zaświadczenie o szczepieniach, albo zaświadczenie o przeciwwskazaniach, albo brak wstępu. Różnica polega na tym, że uchwała umieszczała taki zapis bezpośrednio w statucie jednego żłobka, a ustawa ma go umieścić odgórnie we wszystkich żłobkach. Szczepimy, bo myślimy zapewne uznali, że wpisanie takiej formułki do samej ustawy załatwia sprawę (wprowadza przepis szczególny), ale przecież w swoim projekcie nie odnoszą się do zarzutów Sądu.
Nadal więc zgodnie z art. 3a ust. 1 pkt 6 rodzice przekazują jedynie dane o stanie zdrowia - Panowie nie zmieniają tego przepisu, nic tu nie dopisują. I nagle potem okazuje się, że w statucie zawarto wymóg przedstawiania zaświadczenia o szczepieniach, który wykracza poza informacje, które rodzić ma obowiązek przekazać.
Rację ma zatem Wojewoda wskazując, że ustawa o opiece nad dziećmi do lat 3 nie zezwala na przetwarzanie takich danych bez zgody osób (ich opiekunów prawnych bądź przedstawicieli ustawowych). To zaś oznacza, że nie można żądać zaświadczenia o obowiązkowych szczepieniach ochronnych w ramach warunków przyjmowania dzieci do żłobka, gdyż stanowiłoby to nałożenie na rodziców dziecka wymogu udostępnienia danych, które nie zostały objęte zakresem art. 3a ust. 1 pkt 6 ustawy o opiece.
Piąty kamień: BZIĄT!
Nadal też konieczny warunek przedłożenia zaświadczenia o szczepieniach nie ma nic wspólnego z uwzględnieniem preferencji dla rodzin wielodzietnych i dzieci niepełnosprawnych.
Szósty kamień: PLĄSK!
Nadal składanie zaświadczenia o szczepieniach nie ma nic wspólnego z celami, dla których stworzona została ustawa o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 i nadal żłobki nie mają interesu w gromadzeniu i przetwarzaniu takich danych, ponieważ te informacje nadal nie są niezbędne do zagwarantowania przyjmowanemu dziecku prawidłowej opieki.
Siódmy kamień: BZIUNT!
Wciąż też nie można w żaden sposób ograniczać dostępu do publicznych żłobków.
Ósmy kamień: GWIĄST!
Szczepimy, bo myślimy zmieniają Prawo oświatowe. Ustawa o systemie oświaty również została uchylona i obecnie obowiązuje ustawa z dnia 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe, ale przepisy się nie zmieniły (mają tylko inną numerację: art. 20c stał się art. 131).
Dziecko poddane obowiązkowym szczepieniom ochronnym określonym w Rozporządzeniu ministra w sprawie obowiązkowych szczepień ochronnych lub dziecko, u którego lekarskie badanie kwalifikacyjne daje podstawy do długotrwałego odroczenia obowiązkowego szczepienia ochronnego. - Zaświadczenie o odbyciu obowiązkowych szczepień lub długotrwałym odroczeniu.
Niezależnie od kryteriów przyjęcia wskazanych w ustępach poprzedzających, w każdym przypadku, kryterium obowiązkowym przyjęcia kandydata do publicznego przedszkola, oddziału przedszkolnego w publicznej szkole podstawowej lub publicznej innej formy wychowania przedszkolnego jest przedłożenie zaświadczenia o posiadaniu przez kandydata wymaganych przepisami obowiązkowych szczepień ochronnych lub zaświadczenia potwierdzającego przeciwwskazania do szczepień przeprowadzanych zgodnie z harmonogramem wynikającym z obowiązujących przepisów.
W obu przypadkach mamy zaświadczenie o szczepieniach. Na plus jest zrezygnowanie z długotrwałego odroczenia na rzecz przeciwwskazań do szczepień przeprowadzanych zgodnie z harmonogramem wynikającym z obowiązujących przepisów - nie mamy więc już klopsa z chorowitymi dziećmi. Na drugi plus jest wprowadzenie kryterium w każdym przypadku, a więc odchodzi nam problem z brakiem oceniania dzieci pod tym kątem na pierwszym etapie rekrutacji. Dwa kamienie się nie przydały, schowam sobie na później. Uchwała wprowadzała maksymalną liczbę punktów na drugim etapie do uchwały, a ustawa wprowadza punkty na obu etapach do ustawy, ale nie określa liczby punktów. Tak jak poprzednio Szczepimy, bo myślimy nie odnoszą się do głównych zarzutów Sądu, chociaż niby wprowadzają przepis szczególny.
Nadal więc obowiązkowe kryterium związane ze szczepieniami nie ma nic wspólnego z uwzględnieniem zapewnienia jak najpełniejszej realizacji potrzeb dziecka i jego rodziny.
Dziewiąty kamień: TRĄK!
Nadal żądanie danych o szczepieniach wykracza poza potrzeby wynikające z celu zbierania i przetwarzania danych określonego w Prawie oświatowym.
Dziesiąty kamień: BLURK!
Wciąż też nie można w żaden sposób ograniczać dostępu do publicznych przedszkoli.
Jedenasty kamień: WRĘST!
Szczepimy, bo myślimy nadal nie uwzględnili obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego i przyjęcie dzieci do zerówki pierwszego wyboru uzależniają od przedłożenia zaświadczenia, co nieco koliduje zarówno z prawem do nauki, jak i z obowiązkiem szkolnym.
Dwu... Skończyły mi się kamienie. A nie! Mam jeszcze dwa w kieszeni. Dwunasty kamień: BLĄNK!
Szczepimy, bo myślimy nadal próbują użyć ustawy o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 i Prawa oświatowego w celu egzekwowania obowiązku poddania dzieci szczepieniom, zapominając, że ustawy te mają zupełnie inne cele, a o szczepieniach traktuje odrębny akt prawny.
Trzynasty kamień: ups... Pechowo nam wyszło.
Co więc zmienia projekt ustawy w stosunku do unieważnionych uchwał? Pomijając kilka mało znaczących zmian (umożliwienie lekarzom wystawiania zaświadczeń, zastąpienie długotrwałego odroczenia przeciwwskazaniami do szczepień, zrównanie wszystkich etapów rekrutacji), projekt ustawy zawiera dokładnie te same elementy, które spowodowały unieważnienie obu uchwał. To nie jest projekt, który ma umożliwić wprowadzenie tych samych zmian, których nie udało się wprowadzić uchwałami. To jest projekt, który jest (prawie) tożsamy z uchwałami, ale próbuje się go opchnąć na wyższym, globalnym szczeblu!
W porównaniu do uchwał projektowana ustawa nadal w ogóle nie odnosi się do Konstytucji, ustawy o prawach pacjenta i ustawy o ochronie danych osobowych oraz nie zmienia nic w kwestii opieki nad dziećmi do lat 3. Na gruncie prawa oświatowego zmiana polega na wprowadzeniu kryterium również na pierwszym etapie rekrutacji. Projekt nie wnosi zatem żadnych poprawek, za to rozszerza zasięg oddziaływania. Wszystkie główne zarzuty Sądu pozostają więc aktualne. Wprowadzone siłą przepisy będą sprzeczne nie tylko z innymi przepisami w obrębie tych samych ustaw, ale również z innymi ustawami, jak i z samą Konstytucją.
Zarówno autorzy uchwał, jak i Inicjatorzy projektu ustawy Szczepimy, bo myślimy:
- domagają się przekazywania żłobkom i przedszkolom informacji medycznych bez wyraźnego ustawowego upoważnienia dla tych placówek do gromadzenia i przetwarzania tego typu danych,
- wykorzystują kryteria określone w prawie oświatowym oraz warunki przyjmowania dzieci do żłobków określone w ustawie o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 w celach sprzecznych z założeniami tych ustaw,
- wykorzystują prawo oświatowe i ustawę o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 w kwestiach, które regulowane są przez inne przepisy,
- nie wyodrębniają obowiązkowego wychowania przedszkolnego,
- ograniczają/utrudniają dostęp do publicznych placówek.
Wbrew temu, co Panowie opowiadają, wprowadzanie tych samych zmian na poziomie ustaw zamiast uchwał, nic nie zmienia.
I co sądzicie? Szczepimus bomyślimex został upolowany? Jakby co, to mydłem, dobijemy go mydłem!
Już dawno temu pisałam, że Szczepimy, bo myślimy to wilk w owczej skórze, że Panowie Inicjatorzy wykorzystują kryteria w wypaczony sposób. Okazuje się, że trafiłam w samo sedno, nie możemy mieć już żadnych wątpliwości. Oto fragment ze słynnego uzasadnienia:
(czerwone zekreślenia moje)
Oni naprawdę tak myślą! Oni naprawdę myślą, że kryteria to są OBOSTRZENIA! A jeśli mamy już w ustawie kilka "obostrzeń", to dlaczego by nie dodać kolejnych?
Drugi współautor projektu Marcin Kostka, odnosząc się do niektórych opinii o dyskryminacyjnych zapisach projektu, podkreślił, że obecnie funkcjonujące rozwiązania są daleko bardziej dyskryminujące, np. punktowanie dzieci mających rodzeństwo.
Pan Kostka rzeczywiście uważa, że konstytucyjne prawo rodzin wielodzietnych do szczególnej pomocy ze strony władz publicznych (art. 71 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r.) służy dyskryminacji. Pan Kostka rzeczywiście uważa, że kryteria są po to, żeby utrudniać, a nie po to, żeby ułatwiać. Wszędzie pełno tych "ułatwień" dla mniejszości, które mogą być uciążliwe dla większości. Poręcze przy schodach pewnie też Pana Kostkę wkurzają. I podjazdy dla wózków. I windy w niskich blokach... I wyznaczone miejsca parkingowe dla inwalidów... I pikająca sygnalizacja świetlna... I wytłoczone kropeczki na lekach... Ożeż kur...!
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że projekt Szczepimy, bo myślimy najbardziej dyskryminuje dzieci, których rodzice uchylają się od szczepień. Prawda jest jednak nieco inna. Większość zarzutów do ustawy opiera się na przekazywaniu newralgicznych danych medycznych - Panowie żądają zaświadczenia o szczepieniach lub zaświadczenia o przeciwwskazaniach. Nie jest problemem dla zdrowego dziecka okazanie zaświadczenia o szczepieniach. Kto i po co miałby ukrywać fakt, że jest zdrowy? Ale zaświadczenie o przeciwwskazaniach świadczy o tym, że dziecko nie jest w pełni zdrowe. Nie bez powodu takie dane są ściśle chronione szeregiem przepisów i mogą być udostępniane przez podmioty udzielające świadczeń zdrowotnych tylko w konkretnych przypadkach. Tymczasem Panowie wymuszają, by wszystkie żłobki i przedszkola dysponowały (pośrednimi) informacjami o problemach zdrowotnych swoich podopiecznych. To więc właśnie w te dzieci - nieszczepione z powodów medycznych - Szczepimy, bo myślimy uderzają najbardziej. ALE JAJA!