Source: https://szczepienie.info/category/badania-kliniczne/
Timestamp: 2020-01-28 14:39:07
Legal References Found: art. 9
 art. 16
 art. 39
 art. 17
 art. 39
 art. 39
 art. 39

Document Content:
badania kliniczne | Szczepienia obowiązkowe – tego nie dowiesz się od lekarza…
Archiwum kategorii: badania kliniczne
Minister Zdrowia potwierdza że Program Szczepień Ochronnych to eksperyment. (Wniosek do RPO o zbadanie zgodności z Konstytucją obowiązku szczepienia dzieci)
Jest wreszcie potwierdzenie z samego Ministerstwa Zdrowia, że wszystkie szczepionki używane do przymusowego szczepienia polskich dzieci znajdują się na etapie eksperymentu, który ma potwierdzić bądź zaprzeczyć tezie, że są „bezpieczne”, ponieważ wszystkie one znajdują się obecnie w fazie IV badań klinicznych:
Pani Justynie się omskło, bo podkreślone zdanie powinno brzmieć „Wszystkie szczepionki wykorzystywane w PSO są objęte badaniami IV fazy.”:
Skoro tak, to nie pozostaje nam nic innego, jak poprosić Rzecznika Praw Obywatelskich, aby wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z Konstytucją przymusowego poddawania polskich dzieci eksperymentowi w postaci szczepienia szczepionkami znajdującymi się w fazie IV badań klinicznych.
Wnioski wysyłamy mailem na adres biurorzecznika@brpo.gov.pl
Na podstawie art. 9 ust. 1 Ustawy z dnia 15 lipca 1987r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (zwanej dalej Ustawą o RPO), w związku z art. 16 ust. 2 ppkt 2 Ustawy o RPO w nawiązaniu do art. 39 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej wnoszę o skierowanie przez Rzecznika Praw Obywatelskich wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z Konstytucją obowiązku poddawania dzieci szczepieniom ochronnym wynikającego z art. 17 Ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.
Zgodnie z art. 39 Konstytucji RP:
„Nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody.”
Tymczasem polscy rodzice są na mocy artykułu 17 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi są przez Państwową Inspekcję Sanitarną przymuszani (pod groźbą dotkliwych kar finansowych) do wyrażania zgody na poddawanie ich dzieci ryzykownym zabiegom medycznym w ramach Programu Szczepień Ochronnych (dalej: PSO).
Zabiegi szczepienia wykonywane w ramach PSO są bez wątpienia eksperymentem, ponieważ nigdy nie ma pewności, czy w wyniku poddania dziecka szczepieniu nie dojdzie do powikłań, które mogą doprowadzić do trwałego uszczerbku na zdrowiu dziecka, lub nawet do zgonu.
Eksperymentalny charakter Programu Szczepień Ochronnych potwierdza fakt, że wszystkie szczepionki stosowane do PSO znajdują się obecnie (jak informuje zarówno Państwowy Zakład Higieny jak i Ministerstwo Zdrowia) w fazie IV badań klinicznych, więc są na etapie weryfikacji zarówno ich skuteczności jak i bezpieczeństwa.
Już sam fakt istnienia systemu “monitorowania bezpieczeństwa szczepień” polegającego na obowiązku zgłaszania przez lekarzy niepożądanych odczynów poszczepiennych, świadczy o tym, że nikt nie ma pewności, że szczepienia są zabiegami bezpiecznymi dla zdrowia i życia dzieci, bowiem gdyby były naprawdę bezpieczne (czyli gdyby nie niosły ze sobą żadnego ryzyka powikłań lub nawet zgonu) to żaden system monitorowania ich bezpieczeństwa nie byłby przecież potrzebny.
Po co monitorować coś, czego bezpieczeństwo jest całkowicie pewne i całkowicie zweryfikowane?
Szczepionki są dopuszczane do obrotu już po fazie III badań klinicznych, a przecież faza III polega wyłącznie na testowaniu szczepionki co najwyżej na kilku lub kilkunastu tysiącach starannie wyselekcjonowanych ochotników, co w praktyce nie ma nic wspólnego z rzeczywistym późniejszym stosowaniem takiej szczepionki w ramach PSO, ponieważ symboliczna, kilkuminutowa kwalifikacja dziecka do szczepienia wykonywana przez polskich lekarzy POZ, polegająca na “opukaniu i osłuchaniu” dziecka, oraz na zajrzeniu do jego gardła i kontroli wielkości węzłów chłonnych, w najmniejszym stopniu nie może się równać z szalenie rygorystycznymi kryteriami kwalifikowania ochotników do badań klinicznych przed wprowadzeniem szczepionki do obrotu.
Jeśli więc badania kliniczne fazy III dowiodły, że szczepionka jest “bezpieczna”, to co najwyżej udowodniono, że jest ona bezpieczna, jeśli zostanie podana wyłącznie osobom zakwalifikowanym do szczepienia z zastosowaniem tych samych kryteriów wykluczających, które stosowano w trakcie tego badania.
Co więcej, w trakcie badań klinicznych fazy III bezpieczeństwo szczepionki badanej jest porównywane do działania innej, podobnej szczepionki (ponieważ rzekomo stosowanie obojętnego placebo w grupie kontrolnej byłoby “nieetyczne”), więc de facto nie jest to żadne “badanie bezpieczeństwa”, a co najwyżej badanie, czy szczepionka poddawana testom nie jest bardziej niebezpieczna, niż szczepionka referencyjna.
Mówiąc wprost – jeśli szczepionka badana nie zabije w trakcie “badań bezpieczeństwa” fazy III więcej starannie wyselekcjonowanych ochotników, niż szczepionka referencyjna, to znaczy, że szczepionka badana jest “bezpieczna”.
Dlatego też po wprowadzeniu każdej szczepionki do obrotu niezbędne są dalsze badania – czyli właśnie badania kliniczne fazy IV, bowiem dopiero one mogą zweryfikować, czy szczepionka jest rzeczywiście bezpieczna (i skuteczna) w regularnym stosowaniu, do którego została przewidziana.
Faza IV badań klinicznych jest więc typowym eksperymentem naukowym, służącym potwierdzeniu bądź falsyfikacji tezy, która głosi, że “szczepionka XYZ jest bezpieczna”.
W takiej sytuacji nikt nie może być poddawany administracyjnemu przymusowi uczestniczenia w tego typu badaniach bezpieczeństwa szczepionek, ponieważ Program Szczepień Ochronnych jest w swojej istocie jednym wielkim eksperymentem, w czasie którego weryfikacji podlegają dwie tezy:
1. “Program Szczepień Ochronnych jest bezpieczny”.
2. „Szczepionka XYZ podawana w ramach PSO jest bezpieczna”.
Nie neguję faktu, że “szczepienia są jedną z największych zdobyczy współczesnej medycyny” – o ile mówimy o szczepieniach jako idei, a nie o aktualnie produkowanych i dopuszczanych do obrotu (jedynie na podstawie badań klinicznych faz I-III) komercyjnych preparatach szczepionkowych takich firm jak Merck, GSK, Biomed czy Pfizer.
Nie istnieją bowiem żadne badania, które potwierdzałyby tezę, że konfiguracja kilkudziesięciu szczepień, którym przymusowo poddawane są polskie dzieci, wynikająca z aktualnie obowiązującego Programu Szczepień Ochronnych Głównego Inspektora Sanitarnego, jest bezpieczna dla populacji poddawanej tym szczepieniom w porównaniu do populacji nieszczepionej.
Pozwolę sobie teraz zadać Rzecznikowi następujące pytanie:
Ile dzieci – w ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich – wolno zabić, aby inne dzieci być może uchronić przed śmiercią w wyniku zachorowania na choroby zakaźne?
Czy 10 dzieci zabitych co roku, aby od śmierci co roku być może uchronić 100 innych dzieci, to byłby wynik zadowalający, czy w ocenie Rzecznika ta różnica powinna być jeszcze większa? Jeśli powinna być jeszcze większa, to jaka powinna być, aby była akceptowalna?
Czy w ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich należy jedne dzieci narażać na ryzyko utraty zdrowia, a nawet i życia, aby obniżyć ryzyko utraty zdrowia lub życia u innych dzieci?
Przecież nawet sami producenci szczepionek w dokumentacji medycznej swoich produktów piszą, że przeciwwskazaniem do szczepienia jest znana nadwrażliwość po wcześniejszym podaniu szczepionki, co oznacza, że aby się przekonać, czy podanie szczepionki będzie dla dziecka bezpieczne, należy ją dziecku podać (!!!).
Innymi słowy – aby mieć pewność, że szczepionka dziecka nie zabije, należy dziecku tę szczepionkę podać!
Trudno również nie zauważyć, że zdarzały się już w przeszłości (i to wcale nie tak dawno) systemy, które zakładały, że wolno jednych ludzi zabić, aby innym ludziom żyło się trochę lepiej…
Czy więc ktokolwiek (lekarz, Minister Zdrowia, Główny Inspektor Sanitarny, a może Rzecznik Praw Obywatelskich?) da rodzicom gwarancję, że przymusowe szczepienie ich dziecka w ramach PSO na pewno ani go nie zabije, ani nie doprowadzi do ciężkich powikłań?
Jeśli nikt takich gwarancji nie da (a wiemy przecież, że nikt ich nie da żadnemu rodzicowi) to jedynie potwierdza, że każdy zabieg szczepienia jest eksperymentem na zdrowiu oraz życiu dziecka.
Jest czymś zupełnie nieludzkim, że Minister Zdrowia nakazuje rodzicom obowiązkowo ryzykować zdrowie lub nawet życie ich dzieci po to, aby u innych osób zmniejszyć ryzyko zachorowania na choroby zakaźne.
Rolą Ministra Zdrowia powinno być dostarczenie rodzicom dowodów świadczących o tym, że o wiele korzystniejszy jest dla nich wybór szczepienia, niż rezygnacja ze szczepień.
Minister Zdrowia powinien znać odpowiedź na pytanie, czy dzieci szczepione są zdrowsze od nieszczepionych, lub jak często na nowotwory chorują w Polsce dzieci szczepione i nieszczepione.
Rodzice przed podjęciem decyzji, czy zaszczepić ich właśnie narodzone dziecko przeciw gruźlicy oraz wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, powinni otrzymać – o ile tego zażądają – informacje, jak często “z nieznanych przyczyn” umierają noworodki szczepione i nieszczepione, lub jak często na zaburzenia odruchu ssania cierpią noworodki szczepione i nieszczepione, a także jakie jest ryzyko powikłań po szczepieniu oraz ryzyko zarażenia noworodka gruźlicą lub WZW B.
Jest dla mnie czymś zupełnie niepojętym, że po tylu dziesięcioleciach przymusowych (pod groźbą grzywny) szczepień, nadal nikt w Polsce nie potrafi mi udzielić odpowiedzi na pytanie, jak często dzieci szczepione i nieszczepione chorują na choroby przewlekłe, jak często umierają “z nieznanych przyczyn”, lub ile dzieci co roku umiera do 4 tygodni od szczepienia oraz jakie są przyczyny tych zgonów.
Nie sposób się nawet dowiedzieć (od Ministra Zdrowia lub Głównego Inspektora Sanitarnego), czy lekarz powinien zgłosić ciężki NOP (niepożądany odczyn poszczepienny) zakończony zgonem, gdy dziecko umrze “z nieznanych przyczyn” 3 dni po szczepieniu.
Jak w tej sytuacji mam ufać – jako rodzic – w wiarygodność i rzetelność polskiego systemu “monitorowania bezpieczeństwa szczepień”, skoro twórca tego systemu, czyli Minister Zdrowia, nie wie, czy lekarz powinien zgłosić NOP, jeśli dziecko nagle umrze 3 dni po szczepieniu, a przyczyny zgonu będą nieznane? Skąd lekarze mają wiedzieć, czy w takim przypadku powinni zgłosić NOP, skoro sam Minister Zdrowia tego nie wie?
Jak mam ufać, że bezpieczeństwo szczepień jest w Polsce rzetelnie monitorowane, skoro żaden urząd nie wie, co który ciężki NOP nie jest przez lekarzy zgłaszany, choć powinien być zgłoszony?
Tymczasem, zamiast dostarczać rodzicom wszelkich możliwych danych (na podstawie “monitorowania bezpieczeństwa szczepień”), które świadczyłyby o tym, że szczepienia naprawdę są bezpieczne, organa odpowiedzialne za wyszczepialność doskonalą metody administracyjnego terroru wobec rodziców, którzy zanim zezwolą na podanie swojemu dziecku szczepionki, mają czelność prosić o dowody, które faktycznie potwierdzałyby tezę, że lepiej szczepić, niż nie szczepić.
Szczepienia nie mogą być obowiązkowe, ponieważ są zabiegiem medycznym obarczonym ryzykiem utraty zdrowia lub nawet życia.
Szczepienia powinny być natomiast w Polsce OBOWIĄZKOWO powszechnie dostępne dla każdego, a nie tylko dla dzieci. Każdy Polak powinien mieć możliwość bezpłatnego doszczepienia się na przykład przeciw odrze, czy przeciw każdej innej chorobie, dla której dostępne są szczepionki, jeśli tylko na podstawie dostępnych informacji uzna, że ryzyko szczepienia jest mniejsze, niż ryzyko nieszczepienia.
Ale nie można nikogo zmuszać do poddawania jego dzieci ryzykownym zabiegom medycznym w imię mitycznej “odporności zbiorowej”, ponieważ nie można przymusowo ryzykować zdrowia i życia jednych dzieci, aby być może ocalić życie lub zdrowie innych dzieci.
Nie można również przymusowo ryzykować życia dziecka za pomocą zabiegu szczepienia po to, aby być może zmniejszyć ryzyko, że choroba zakaźna być może to dziecko zabije.
Dlatego też apeluję do Rzecznika Praw Obywatelskich o niezwłoczne wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o zbadanie zgodności z Konstytucją ustawowego przymusu szczepienia dzieci, ponieważ w Polsce istnieje przymus szczepień – przymus pośredni, który stoi w jawnej sprzeczności z art. 39 Konstytucji RP.
Jednocześnie w mojej ocenie byłoby wskazane, aby Rzecznik Praw Obywatelskich równolegle niezwłocznie wystąpił do Ministra Zdrowia z wnioskiem o podjęcie inicjatywy ustawodawczej, która w miejsce nieludzkiego przymusu poddawania dzieci szczepieniom umożliwiłaby pełną refundację szczepień dla każdego obywatela Polski, który chce się zaszczepić (lub który chce zaszczepić swoje dziecko).
Szczepienia – jako bez wątpienia największa zdobycz współczesnej medycyny – muszą być powszechnie dostępne dla każdego, ale nie mogą być przymusowe, ponieważ niosą ze sobą ryzyko utraty zdrowia lub nawet życia.
Rodzice będą z pewnością sami – chętnie i bez żadnego przymusu – szczepić swoje dzieci – jeśli tylko otrzymają dane świadczące o tym, że ryzyko szczepienia jest o wiele mniejsze, niż ryzyko nieszczepienia, a korzyści płynące ze szczepienia są o wiele większe, niż korzyści związane z rezygnacją ze szczepień.
Pozostawmy więc rodzicom – w zgodzie z art. 39 Konstytucji – decyzję, czy wolą ryzykować zgon swojego dziecka w wyniku szczepienia, czy w wyniku choroby zakaźnej.
Ten wpis został opublikowany w badania kliniczne, RPO dnia 2020-01-26 , przez szczepienie.info.
Faza IV badań klinicznych, czyli nieustanny, przymusowy eksperyment na naszych dzieciach.
Czwarta faza badań klinicznych ma na celu zyskanie pewności, że szczepionka naprawdę jest bezpieczna:
https://www.gcppl.org.pl/Dla-Pacjentow/Badania-kliniczne
Tymczasem szefowa Zespołu do Spraw Programu Szczepień Ochronnych przy Ministrze Zdrowia potwierdza, że wszystkie szczepionki podawane przymusowo polskim dzieciom obecnie znajdują się w fazie IV badań klinicznych, więc cały czas trwa nieustanna weryfikacja bezpieczeństwa tych szczepionek:
A skoro cały czas trwa weryfikacja, to znaczy, że jeszcze nie wiadomo czy te szczepionki są naprawdę bezpieczne. Bo gdyby było wiadomo, to ta weryfikacja byłaby przecież niepotrzebna.
Podawanie szczepionki milionom dzieci po to, aby się przekonać, czy ta szczepionka naprawdę jest bezpieczna, bez wątpienia jest eksperymentem.
Encyklopedia PWN podaje następującą definicję eksperymentu:
https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/eksperyment;3897080.html
Mamy więc hipotezę „Szczepienia są bezpieczne”.
Hipotezę tę weryfikuje faza IV badań klinicznych.
Pani Ewa Augustynowicz potwierdza, że wszystkie szczepionki podawane obecnie polskim dzieciom znajdują się obecnie w fazie IV badań klinicznych, czyli w fazie weryfikacji, czy te szczepionki są naprawdę bezpieczne (trwa weryfikacja hipotezy „szczepienia są bezpieczne”).
A przecież nasza Konstytucja mówi wyraźnie, że nikt nie może brać udziału w eksperymentach naukowych bez dobrowolnie wyrażonej zgody:
„Eksperymentom naukowym, w tym medycznym„ – czyli eksperyment nie musi być medyczny, aby osoba biorąca w nim udział musiała uprzednio wyrazić DOBROWOLNĄ zgodę na ten eksperyment.
Wystarczy, że ten eksperyment będzie jedynie naukowy.
Bo nawet gdyby przyjąć, że szczepienie polskich dzieci nie jest eksperymentem medycznym, to bez wątpienia nadal jest eksperymentem przynajmniej naukowym:
https://sjp.pwn.pl/slowniki/eksperyment.html
Bo eksperyment to inaczej „doświadczenie naukowe”.
Badaną substancję podaje się myszom i sprawdza się, ile myszy zostanie zabitych – to jest eksperyment naukowy.
Albo podaje się dzieciom i sprawdza się, ile dzieci zostanie zabitych. I to też jest eksperyment naukowy.
Po co [przynajmniej w teorii] lekarze muszą zgłaszać niepożądane odczyny poszczepienne?
Żeby zweryfikować tezę „szczepienia są bezpieczne”.
Po to właśnie istnieje system, który [przynajmniej w teorii] ma gromadzić dane o dzieciach zabitych w trakcie eksperymentu – system rejestracji niepożądanych odczynów poszczepiennych.
Czy taki system byłby potrzebny, gdyby istniała pewność, że szczepionki nie zabijają dzieci, przynajmniej od czasu do czasu?
Po co zbierać dane o niepożądanych odczynach poszczepiennych, gdyby zostało udowodnione, że szczepionki nigdy nie mogą doprowadzić do śmierci lub do trwałych powikłań?
Bez dobrowolnie wyrażonej zgody…
Czy zgoda na udział w eksperymencie jest dobrowolna, jeśli brak zgody oznacza dotkliwe kary finansowe w postaci grzywien „przymuszających do dobrowolnej realizacji obowiązku”?
To może uznajmy, że każda kobieta wyraża dobrowolną zgodę na gwałt, jeśli gwałciciel grozi jej, że ją zabije w przypadku niewyrażenia zgody?
To może przyjmijmy, że gwałt nie jest przestępstwem, jeśli gwałciciel zapyta: „Czy mogę Cię zgwałcić? Bo jeśli nie, to Cię zabiję!”.
Jeśli kobieta została później zgwałcona, to znaczy że wyraziła dobrowolną zgodę.
Jeśli została zabita, to znaczy, że nie wyraziła zgody. Proste, prawda?
To jest przecież ta sama logika, którą w przypadku „dobrowolnego przymusu” szczepień stosują sanepidy, sądy administracyjne, Minister Zdrowia i Rzecznik Praw Obywatelskich.
Czy więc tylko ja mam takie wrażenie, że codziennie w Polsce – i to od wielu lat – dochodzi do bezczelnego łamania artykułu 39 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej poprzez przymuszanie rodziców, za pomocą grzywien, do wyrażenia zgody na udział ich dzieci w eksperymencie, którego celem jest weryfikacja hipotezy „szczepienia są bezpieczne”?
I teraz już jest jasne, dlaczego Minister Zdrowia nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy dzieci szczepione są zdrowsze od nieszczepionych:
No bo przecież eksperyment naukowy, który mógłby to wykazać, cały czas trwa…
Ten wpis został opublikowany w badania kliniczne, Ewa Augustynowicz dnia 2020-01-22 , przez szczepienie.info.