Source: http://lowiectwookiemartura.blogspot.com/2016/04/
Timestamp: 2018-11-18 17:22:01
Legal References Found: art. 27
 art. 43
 art. 92
 art. 50
 art. 50
 art. 46
 art. 50

Document Content:
Łowiectwo okiem Artura Jesionowicza...: kwietnia 2016
Rzeczywiste problemy znajdują się w innym miejscu
Nie widzę powodu, dla którego powinna powstać jakaś specjalna ustawa o szkodach łowieckich (http://sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/PrzebiegProc.xsp?nr=372 ) lub zostać znowelizowana ustawa Prawo łowieckie wyłącznie pod kątem problemu właśnie szkód łowieckich (http://sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/PrzebiegProc.xsp?nr=219 ) . Rzeczywiste problemy, a nie jedynie wykrzyczane przez grupkę permanentnie niezadowolonych ze wszystkiego rolników, znajdują się w innym miejscu. Na mocy wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 10 lipca 2014 r. z ustawy „wyleciał” art. 27 ust. 1, co od końca stycznia br. uniemożliwia tworzenie nowych obwodów łowieckich, a także zmianę granic dotychczasowych. Trybunał wyraźnie podkreślił, że
„Prawo łowieckie, jako ustawa uchwalona przed wejściem w życie Konstytucji, nie zostało dostatecznie dostosowane do jej wymagań. Powinno to skłonić ustawodawcę do poszukiwania rozwiązań o charakterze systemowym - a nie do kolejnej, punktowej nowelizacji - takiego rozwiązania, które pozwoli na dostosowanie całego modelu gospodarki łowieckiej i funkcjonowania podmiotów wykonujących tę gospodarkę do aktualnie obowiązujących norm konstytucyjnych i zdecydowanie wyższego, niż w momencie uchwalania tej ustawy, standardu ochrony prawa własności”.
Należy również pamiętać o wniosku Prokuratora Generalnego do Trybunału Konstytucyjnego (http://trybunal.gov.pl/sprawy-w-trybunale/art/6776-zasady-wydawania-rozporzadzen-szczegolowe-warunki-wykonywania-polowan/ ) z dnia 11 marca 2014 r. „o zbadanie zgodności § 2 pkt 14a - 14d, § 3, § 4, § 5 ust. la, § 6, § 7 ust. 1, § 12, § 18, § 21, § 21a, § 22 ust. 1, § 25, § 26, § 27 ust. 1 oraz § 35 rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 23 marca 2005 roku w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz z art. 43 ust. 3 ustawy z dnia 13 października 1995 roku - Prawo łowieckie oraz z art. 92 ust. 1 Konstytucji RP”. Wiosek ten nie będzie wiecznie oczekiwał na rozprawę i wcześniej czy później, ale na pewno zostanie ogłoszony wyrok w jego sprawie. Jak wykazały ruchy chyba wszystkich ugrupowań politycznych na końcu VII i na początku VIII kadencji Sejmu, a także nawet Polskiego Związku Łowieckiego, przedmiotowy wniosek Prokuratora Generalnego jeszcze przed ogłoszeniem wyroku należy w wysokim stopniu uznać za uzasadniony. A jeżeli tak, to raczej niezwłocznie należałoby ponownie przystąpić do poszukiwania rozwiązania kompleksowej naprawy ustawy Prawo łowieckie, nie wykluczając uchwalenia nawet całkowicie nowej. Oczywiście należałoby opracować projekt czegoś znacznie bardziej wartościowego, niż przykładowo beznadziejny poselski projekt ustawy nowelizującej ustawę Prawo łowieckie (http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/4139493B85C58572C1257E98004CCA9C/%24File/3749.pdf ) z ubiegłej kadencji Sejmu czy równie denny, wycofany już poselski projekt ustawy Prawo łowieckie grupy posłów PiS z dnia 22 grudnia 2015 r. (http://orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/Projekty/8-020-50-2015/$file/8-020-50-2015.pdf ).
Autor: Artur Jesionowicz o 16:32 Brak komentarzy:
Jeszcze raz zdań kilka o rzeczywistości związanej z planowanym Funduszem Odszkodowawczym
Narzekał ostatnio jeden z moich internetowych kolegów:
„Koło otrzymujące od państwa darowiznę w wysokości np. 25-30 tyś zł wartości tusz, musi oddać państwu 40-60 tyś na fundusz”.
W szczegółach wygląda to o wiele smutniej. W skali całego kraju ta niby „darowizna”, była ostatnio na poziomie lekko ponad 60 mln, może trochę więcej. Oczywiście aby móc skorzystać z takiej „darowizny”, należało wcześniej wydać z prywatnych kieszeni myśliwych około… 100 mln zł na paliwo (nie mówiąc o pozostałych kosztach tego dziwnego hobby), a niezależnie od tego wypadałoby zauważyć po stronie dotychczasowych kosztów kół łowieckich mnóstwo pozycji, z których do najważniejszych należą:
1. wynagradzanie szkód (około 60 mln złw skali wszystkich kół) wyrządzonych:
a) w uprawach i płodach rolnych przez dziki, łosie, jelenie, daniele i sarny,
b) przy wykonywaniu polowania;
2. opłacanie (na rzecz nadleśnictwa lub starostwa) czynszu dzierżawnego, którego wysokość uzależniona jest od powierzchni obwodu łowieckiego, jego kategorii i ceny żyta – do 0,07 q/ha (około 60 mln zł);
3. opłacanie osobnego haraczu za to samo, o czym mowa w pkt 2, ale na rzecz Polskiego Związku Łowieckiego – „składka członkowska od kół z tytułu dzierżawionego hektara” obwodu łowieckiego na terenie okręgu (około 15 mln zł
4. udział w kosztach ochrony lasu przed zwierzyną;
5. zagospodarowanie obwodów;
6. poprawa warunków bytowania zwierzyny;
7. zimowe dokarmianie zwierzyny, wartość wyłożonej karmy, transport;
8. wynagrodzenia pracowników księgowości i strażników wraz z pochodnymi;
9. organizacja polowań zbiorowych;
10. organizacja polowań dewizowych (jeżeli na takowe koło decyduje się w związku z problemami finansowymi);
11. utrzymanie środków transportowych i maszyn rolniczych (materiały, paliwa, remonty, części zamienne);
12. inne koszty.
W dość dużej zależności od powyższego, członkowie kół każdego roku zasilają swoimi prywatnymi pieniędzmi budżety swoich kół składkami członkowskimi, składkami na zagospodarowanie obwodów, etc. (raczej grubo ponad 50 mln zł).
Niezależnie od tego wszyscy członkowie PZŁ (jednocześnie członkowie kół i tylko garstka niestowarzyszonych z kołami) rokrocznie indywidualnie zasilają budżet swojej monopolistycznej, nikomu niepotrzebnej organizacji, kwotą łączną znacznie przekraczającą 30 mln zł. Ponoszą też olbrzymie koszty związane z zakupem broni, amunicji, szaf do jej przechowywania, optyki (OK, to wszystko tylko raz na jakiś czas, ale są to potworne koszty), naprawą i utrzymaniem swoich środków lokomocji niezbędnych podczas dojazdów do łowisk i przemieszczania się po nich. Każdego roku wykonują miliony godzin prac gospodarczych, nie otrzymując za to ani złotówki wynagrodzenia. Teraz dodatkowo wszyscy bez wyjątku zasiadający w ławach poselskich, bez najmniejszych śladów jakiejkolwiek refleksji, w szalonym pędzie do przypodobania się wyborcom ze środowisk wiejskich (toż to ogrooooomny elektorat :-), zamierzają narzucić myśliwym, niezależnie od dotychczasowych ponoszonych przez koła kosztów wypłacania odszkodowań (przypominam – ok. 60 mln zł), następny obowiązek – obowiązek pokrywania kosztów nowych zasad szacowania i wypłaty odszkodowań (w tym m.in. na utworzenie kilkuset etatów w samych tylko urzędach wojewódzkich) na przewidywaną łączną kwotę 55 mln zł.
Już bez tych ostatnich milionów to jakiś wyjątkowo chory układ, który nie wiadomo do końca dlaczego tak długo pasował wielu polskim myśliwym, ale z tymi dodatkowymi ostatnimi milionami to już chyba będzie układ wyłącznie dla tych, którym wstęp kategorycznie wzbroniony jest do sklepów znanej sieci handlowej.
TO WSZYSTKO DZISIAJ STOI NA GŁOWIE,
ale jutro może się całkiem p.....ąć.
Autor: Artur Jesionowicz o 07:43 Brak komentarzy:
„Odszkodowania łowieckie w Sejmie”
„Odszkodowania łowieckie w Sejmie" - ( http://www.lowiecki.pl/felietony/tekst.php?id=390 )
Z mojego punktu widzenia jest to bardzo interesujący i pożyteczny tekst, w którym autor zwraca uwagę na mnóstwo niedomówień, wieloznaczności i po prostu głupstw występujących w poselskim projekcie ustawy o zmianie ustawy – Prawo łowieckie (druk nr 219), a także próbuje nakreślić możliwy bieg wydarzeń po wprowadzeniu w życie procedowanych zmian. Nie ze wszystkimi jednak uwagami autora się zgadzam, więc pozwolę sobie na zaprezentowanie kilku własnych. I tak…
Co prawda dnia 30 marca 2016 r. skreślono z porządku dziennego obrad Sejmu punkt
– Sprawozdanie Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi o poselskim projekcie ustawy o zmianie ustawy – Prawo łowieckie (druk nr 219 i 324),
ale po 15 stycznia 2016 r. projekt był już raz przedmiotem „obrad plenarnych Sejmu” – podczas pierwszego czytania w dniu 25 lutego 2016 r., więc nieuprawnione zdaje się być użycie sformułowania:
„wpłynął do Sejmu 15 stycznia, a już w dniu wczorajszym miał trafić pod obrady plenarne Sejmu”.
Ale to drobiazg :-), są kwestie znacznie poważniejsze do omówienia. I tak…
Pisze pan Piotr Gawlicki:
„Wysokość składki zależeć miała od wysokości szkód na obwodach dzierżawionych przez koło w poprzednim roku, prawdopodobnie kalendarzowym, ale nie do końca jest wiadomym, czy mowa tu o roku kalendarzowym, czy łowieckim. Można domniemywać, że chodzi o rok łowiecki, bo kolejny zapis ustawy stanowi, że składka zwiększona zostanie, zgodnie z art. 50b ust.5 ..."proporcjonalnie do wyrażonego w procentach stopnia nie zrealizowania w roku poprzedzającym rok ustalenia wysokości składki, rocznego planu łowieckiego.", ale czy składka np. na rok 2017 zależeć będzie od stopnia nie wykonania planu w roku łowieckim 2015/16 (zakończony), czy też 2016/17 (jeszcze trwający)?”.
Przede wszystkim nie mam pewności czy autor poprawnie interpretuje art. 50b ust. 5 („od wysokości szkód na obwodach dzierżawionych przez koło”). Byłbym bardziej skłonny podzielić pogląd zaprezentowany w jednej z dyskusji na Łowieckim przez lelka_nowego ( http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=121893&t=121891&v=t ), który kilka dni temu, poprzez pryzmat ust. 11 projektu, tak opisał swoje rozumienie przywołanego zapisu:
„Jeżeli wysokość składki ma być ustalana przez wojewodę corocznie w zależności od wysokości szkód, o których mowa w art. 46 ust. 1, wyrządzonych w obwodzie łowieckim danej kategorii w roku poprzednim, to ustawodawca w art. 50b ust.11 chce dać wszystkim wojewodom jeden wspólny algorytm, którym mają się posługiwać. Będzie to ilość żyta/ha (nie większa niż 0,1 q/ha obwodu), wyliczana ze wzoru, który nie będzie wzorem dla konkretnego obwodu, tylko wzorem dla konkretnej kategorii obwodów i w którym wystąpi kwota odszkodowań dla wszystkich obwodów danej kategorii w województwie w roku poprzednim oraz jakieś stałe współczynniki, które zabezpieczą wpływy do funduszu wyższe niż suma szkód w roku poprzednim, m.in. po to, żeby zatrudnić rzeczoznawców, którzy szkody będą wyceniać”.
Pan Piotr Gawlicki niepotrzebnie też zdaje się zamącać kwestię interpretacji – o jaki rok chodzi w kontekście określenia użytego w ust. 5: „w roku poprzedzającym rok”, gdyż chociaż nieudolnie, ale autorzy projektu moim zdaniem w sumie dość wyraźnie dają do zrozumienia, że chodzi o rok gospodarczy poprzedzający rok kalendarzowy, „na który jest ustalana wysokość składki”. Przykładowo – składka za dany obwód, wnoszona na rok kalendarzowy 2017, ma być w pewnym stopniu uzależniona od wysokości szkód, jakie wystąpiły w danym województwie w obwodach tej samej kategorii w roku gospodarczym 2015/2016. Odnoszę przy tym nieodparte wrażenie, że ust. 5 stanowi jednak swego rodzaju – przepraszam za kolokwializm – „pic na wodę fotomontaż”, gdyż i tak znaczenie decydujące przy ustalaniu „ceny za 1 ha obwodu danej kategorii” będzie miała łączna wartość wszystkich odszkodowań w skali całego województwa (w przykładzie – w roku gospodarczym 2015/2016), oczywiście w dodatku razem z kosztami szacowania szkód i obsługi wypłaty odszkodowań.
„Ustawa określała górna granicę tej składki, która wynosić miała wartość 0,1 q żyta od hektara obwodu, tj. w 2016 r. 5,38 zł/ha. Koło z powierzchnią obwodów np. 10000 ha mogłoby mieć do zapłacenia 53 800 zł rocznie. A co gdyby nawet tak wysokie wpłaty do Funduszu nie starczały? Wystarczyłoby, żeby w przyszłości rząd zaproponował zmianę 0,1q/ha na 0,2 q/ha i obciążenie tego hipotetycznego koła wzrastałoby do 107600 zł, nie licząc już możliwego wzrostu ceny żyta na rynkach rolnych w Polsce”.
Prezentuję pogląd, że gdyby projekt traktować w kategoriach poważnych, tzn. gdyby żadna grupa dzierżawców czy zarządców obwodów nie miałaby być uprzywilejowana, to zastosowany w projekcie maksymalny wskaźnik przeliczeniowy (0,1 q żyta za jeden hektar) należy uznać... za o wiele za niski!!! Problem polega na tym, że obecnie wiele kół płaci odszkodowania na poziomie 10 zł/ha, a niejednokrotnie znacznie, znacznie wyższym. I opłaca się im to, gdyż rekompensują to sobie ponad przeciętnymi wpływami za tusze z pozyskiwanej zwierzyny. Po wejściu w życie przepisów procedowanego projektu, sytuacja takich kół będzie (przez pewien krótki okres czasu, do czasu… pierwszych bankructw) już wręcz komfortowa, gdyż ustawodawca, nawet dodając do tych 10 zł (czy 11, 12, 15…) wspomniane już koszty szacowania szkód i obsługi wypłaty odszkodowań, przewidział dla takich kół maksymalny wskaźnik przeliczeniowy w wysokości… zaledwie (na dzisiaj) 5,38 zł/ha :-). Ktoś jednak za taką „hojność” ekipy rządzącej w stosunku do niektórych musi zapłacić. Kto? Oczywiście członkowie pozostałych kół!
Wykonałem sobie małą, skromną symulację, przy założeniu powierzchni wszystkich obwodów w województwie na poziomie 1,6 mln ha i przy wysokości szkód na kwotę 3,8 mln zł. Koszty szacowania i obsługi będą wynosiły tu 1/16 x 55 mln zł, czyli 3,44 mln zł. Razem z małym marginesem błędu (z wentylem bezpieczeństwa dla budżetu państwa :-) daje to około 7,5 mln zł niezbędnych dla „prawidłowego” funkcjonowania Funduszu na obszarze tego przykładowego województwa. I teraz rzecz najważniejsza – aby zapewnić dopływ takiej gotówki, najniższa wysokość wskaźnika przeliczeniowego nie może wynosić w takim przypadku mniej niż 4 zł 25 gr. Co to będzie oznaczało przykładowo dla koła z dzierżawionymi 10.000 ha obwodów; dla koła, którego roczny plan łowiecki opiewa na 10 dzików i 15 saren, przy średnich corocznych odszkodowaniach na kwotę… 200 zł lub zero, nie muszę chyba nikogo uświadamiać.
Szczególnie zainteresował mnie pan Piotr Gawlicki końcową częścią tekstu, w której najpierw jakby straszył prywatyzacją, a nawet… rozwiązaniami spotykanymi w innych krajach Unii Europejskiej (brrr):
„… w końcu pod rosnącą presją rolników, trzeba będzie sprywatyzować obwody, a przez to całe polskie łowiectwo”.
„… w końcu druga ustawa PiS, o której piszę wyżej rozpoczęłaby proces końca obecnego modelu łowiectwa w Polsce i prowadziłaby do jego prywatyzacji. Czy w taki sposób, czy w inny, skończyłby się po prawie 65 latach model łowiectwa autorstwa Bolesława Bieruta, bo w sposób nieuchronny zbliża się, czy tego chcemy czy też nie, model oparty o prawo prywatnych właścicieli nieruchomości rolnych do polowania na ich gruncie, na wzór innych krajów europejskich”,
a zaraz potem przedstawił własną, dość oryginalną receptę na sukces:
„Czy można takiego scenariusza uniknąć. Moim zdaniem tak, ale tylko wtedy, kiedy rolnicy i myśliwi będą po jednej stronie problemu szkód, najlepiej z wyłączeniem się od nich państwa i PZŁ. Dopóty nie powstanie system, w którym myśliwi i rolnicy będą razem, dopóty będą zagrożenia dla łowiectwa ze strony państwa, posłów, lasów, zielonych, mediów, firm ubezpieczeniowych i samego PZŁ, który tylko kombinuje, żeby kosztem kół ściągnąć dodatkową kasę dla tej garstki uprzywilejowanych zgromadzonych wokół ZO i ZG. Takim rozwiązaniem byłyby na przykład obligatoryjnie powstające związki gminne, powstałe na obszarze gminy lub obwodu łowieckiego, które same dla siebie organizowałyby szacowanie i wypłaty szkód, na które zrzucaliby się i rolnicy i myśliwi. Każda propozycja rozwiązań, w której rolnicy będą po jednej, a myśliwi po drugiej stronie systemu szacowania szkód jest dla nas niekorzystna, bo nie mamy żadnych atutów wobec polityków i mediów, które nigdy nie staną po naszej stronie”,
która kompletnie nie tylko nie dociera do mojej wyobraźni, ale nawet sprawia dla mnie wrażenie wręcz księżycowej. Dlatego nie poświęcę jej więcej tu miejsca. W zamian pozwolę sobie zauważyć coś innego.
Przede wszystkim nie rozumiem istoty szerzenia psychozy strachu przed prywatyzacją, a w dodatku tylko hasłowo, bez przedstawienia chociażby zarysu głównych jej elementów. I to pan Piotr Gawlicki za takie narzędzie oddziaływania na postrzeganie problemu przez myśliwych sięga. W głowie mi się nie mieści. Dlaczego?
Po pierwsze – ta krwiożercza prywatyzacja wcale nie musiałaby być aż taka zła, jak ją autor tekstu rysuje; w ogóle nie musiałaby być złym rozwiązaniem dla myśliwych i rolników, a po drugie – w sytuacji państwowych w zdecydowanej większości lasów w Polsce, jeżeli zaistniałaby, to w wymiarze wyłącznie części obwodów. Przy oczywiście państwowym charakterze zarządzania łowiectwem w ogóle, więc o jakiej tu prywatyzacji mówimy? A już przestrzeganie przed „prywatyzacją całego polskiego łowiectwa” uważam wręcz za wielce niepoważne i nieodpowiedzialne.
A jak ja (i nie tylko ja) w skrócie widziałbym przyszłość polskiego łowiectwa, a w szczególności problem szkód łowieckich i odszkodowań za nie? Polecam lekturę wymiany poglądów w
„Co dzisiaj państwo powinno uczynić..."
(http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=113176&t=113176 ).
„Choć po prawdzie, to mamy jeden atut, polegający na zamknięciu broni w szafie na pół roku, tyle że nie potrafimy tego atutu użyć”.
Z akurat taką propozycją (protestu?) w razie czego :-) zgadzam się w całej rozciągłości i służę swoją skromną osobą. Sugerowany okres półroczny proponuję wydłużyć w zamiarze do minimum roku. Jestem przekonany, że najdalej już po dziewięciu miesiącach znalazłoby się rozwiązanie kompromisowe.
Autor: Artur Jesionowicz o 14:48 Brak komentarzy:
Jeszcze raz zdań kilka o rzeczywistości związanej ...