Source: https://zaufanatrzeciastrona.pl/post/jak-rodo-posluzylo-do-ograniczenia-wolnosci-prasy/?replytocom=71011
Timestamp: 2019-10-17 13:21:52
Legal References Found: art. 85

Art. 85
 art. 2
 art. 5
 art. 11
 art. 13
 art. 18
 art. 27
 art. 28
 art. 30
 art. 85
 art. 85

Document Content:
﻿ Jak RODO posłużyło do ograniczenia wolności prasy | Zaufana Trzecia Strona
Gosia Fraser dodał 27 grudnia 2018 o 14:19 w kategorii Prawo z tagami: ochrona danych • Polska • RODO • Rumunia • Unia Europejska • wolność słowa
RODO miało stać się mechanizmem obrony obywateli przed zbyt daleko idącymi zakusami firm na ich prywatne dane. Tymczasem okazuje się, że umiejętnie użyte przepisy mogą stać się bronią w walce z oskarżeniami o korupcję przy kradzieży środków unijnych.
Wdrożenie RODO otworzyło pole do wielu nadużyć ze strony prywatnych firm, które chciały zarobić na nieznajomości nowego prawa (wystarczy wspomnieć słynne szafy do przechowywania dokumentów zgodne z RODO). Do tej pory nie było jednak przypadku, w którym państwo wykorzystywało unijne rozporządzenie przeciwko obywatelom – doszło jednak i do tego. W Rumunii.
Według pozarządowej organizacji dziennikarskiej OCCRP (Organized Crime and Corruption Reporting Project) rząd w Bukareszcie wykorzystuje przepisy RODO, aby zatuszować sprawę domniemanej kradzieży funduszy UE przez najważniejszych rumuńskich polityków.
Cała sprawa wyszła na jaw, kiedy rumuńska organizacja dziennikarska non-profit RISE Project ujawniła, że przewodniczący rządzącej Partii Socjaldemokratycznej, wicepremier Liviu Dragnea (a także jego najbliższe otoczenie), nielegalnie wypłacał pieniądze z funduszy UE.
Po opublikowaniu przez RISE na Facebooku części materiałów ze śledztwa, które zawierały m.in. dowody na to, że Dragnea faktycznie defraudował unijne środki i miał w dodatku bliskie relacje z przedsiębiorstwem Tel Drum zamieszanym w ogromny skandal finansowy (dzięki któremu nielegalnie wyprowadzano pieniądze), dziennikarze otrzymali oficjalne pismo (pełna wersja angielska dostępna jest tutaj) od rumuńskiego organu ochrony danych osobowych (ANSPDCP) wzywające ich do natychmiastowego podjęcia działań.
ANSPDCP chciało w szczególności dowiedzieć się, w jaki sposób i kiedy dziennikarze RISE uzyskali wiedzę o tych sprawach, kto był ich informatorem, jak przechowywane były dokumenty oraz jakie inne dane dotyczące Dragnei i Tel Drum organizacja posiada. Lista żądań jest znacznie dłuższa, natomiast redakcja otrzymała na ustosunkowanie się do wszystkich pytań 10 dni pod groźbą kary finansowej wynoszącej 20 mln euro.
Całe dochodzenie miało nie tylko charakter krajowy, ale też międzynarodowy. Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) zbadał tę sprawę, stwierdzając m.in. że w toku śledztwa znaleziono “dowody sugerujące zmowę między beneficjentem funduszy, urzędnikami publicznymi a wykonawcą; […] w tym fałszowanie dokumentów w trakcie procedury przetargowej… w wyniku czego wypłacono 21 mln euro z funduszy Unii Europejskiej”.
RODO i wolność prasy – jak to wygląda w Polsce?
Jeszcze przed wdrożeniem przepisów RODO w przestrzeni publicznej pojawiały się liczne wątpliwości, czy unijne rozporządzenie nie utrudni przypadkiem działalności dziennikarskiej, na przykład ze względu na konieczność uzyskania zgody na przetwarzanie danych osobowych przed publikacją jakiegokolwiek tekstu. Wcześniej kwestię tę regulowała ustawa o ochronie danych osobowych, która wyłączała spod wspomnianych przepisów m.in. działalność dziennikarską i artystyczną.
W samym RODO zawarto natomiast klauzulę, która umożliwia państwom członkowskim UE przyjęcie odpowiednich przepisów krajowych, które “pozwolą pogodzić prawo do ochrony danych osobowych […] z wolnością wypowiedzi i informacji […] dla potrzeb dziennikarskich”.
Wprost odnosi się do tego art. 85. unijnego rozporządzenia w następującym brzmieniu:
Art. 85. Przetwarzanie a wolność wypowiedzi i informacji
1. Państwa członkowskie przyjmują przepisy pozwalające pogodzić prawo do ochrony danych osobowych na mocy niniejszego rozporządzenia z wolnością wypowiedzi i informacji, w tym do przetwarzania dla potrzeb dziennikarskich oraz do celów wypowiedzi akademickiej, artystycznej lub literackiej.”
Najnowsza (krajowa) ustawa o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 r. zawiera w art. 2.1. odpowiedni przepis, który wyłącza stosowanie unormowań prawnych zawartych w RODO – odnoszących się do uzyskania zgody – w zakresie działalności prasowej, literackiej i artystycznej.
“Art. 2.1. Do działalności polegającej na redagowaniu, przygotowywaniu, tworzeniu lub publikowaniu materiałów prasowych w rozumieniu ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. − Prawo prasowe (Dz. U. poz. 24, z późn. zm.4) ), a także do wypowiedzi w ramach działalności literackiej lub artystycznej nie stosuje się przepisów art. 5–9, art. 11, art. 13–16, art. 18–22, art. 27, art. 28 ust. 2–10 oraz art. 30 rozporządzenia 2016/679.”
Bazując na polskim porządku prawnym, można więc powiedzieć, że dziennikarze są chronieni przed możliwością ograniczenia ich pracy z uwagi na przepisy wynikające z RODO.
Jak zauważają jednak komentatorzy portalu EU Observer, niejasne sformułowania zawarte w art. 85 RODO umożliwiają politykom państw członkowskich UE wykorzystanie luk prawnych dla swoich partykularnych interesów.
Na ten problem zwróciła uwagę również organizacja pozarządowa Human Rights Watch (HRW), stwierdzając, że wyłączenia zawarte w art. 85 RODO nie są dobrze zdefiniowane i pozostawiają zbyt duże pole dla ustawodawcy krajowego. Według HRW przepis ten może prowadzić do “niepotrzebnego i nadmiernego wycofywania treści, naruszającego wolność słowa”.
Komisja Europejska vs Rumunia
Sprawą wykorzystywania przepisów RODO do walki z dziennikarzami zainteresowała się Komisja Europejska, która ostrzegła w listopadzie Rumunię, aby ta nie nadużywała unijnych przepisów o ochronie danych osobowych w odniesieniu do działalności prasowej w tym kraju.
Według rzecznika KE, Margaritisa Schinasa, do rumuńskiego porządku prawnego należy wprowadzić wyłączenia dotyczące ochrony danych osobowych dla mediów działających w Rumunii.
“Najważniejszą sprawą jest, aby władze rumuńskie wprowadziły obowiązek do prawa krajowego, który przewiduje zwolnienia i odstępstwa w celu ochrony źródeł dziennikarskich, w szczególności przed uprawnieniami organu ochrony danych osobowych” – powiedział dziennikarzom podczas konferencji prasowej w Brukseli Schinas.
Z kolei cytowana przez portal EU Observer przewodnicząca Europejskiej Rady Ochrony Danych (EDPB), Andrea Jelinek, oceniła, że wykorzystywanie przepisów o ochronie danych osobowych przeciwko dziennikarzom nadzorujących, w jaki sposób wydawane są publiczne pieniądze, to “kiepska wymówka”.
“Powiedzieć oraz udawać, że jest to sprawa ochrony danych osobowych i dlatego nie możesz prowadzić śledztwa, jest łatwym sposobem, aby trzymać pytania z dala od tych, którzy nie chcą na nie odpowiadać” – powiedziała Jelinek.
Wdrożenie RODO ujawniło, że większość osób nie ma podstawowej wiedzy na temat ochrony danych osobowych. Próbują niestety to wykorzystać wszelkiej maści naciągacze żerujący na ludzkiej naiwności i nieznajomości prawa. Część osób, ze strachu przed grożącą sankcją karną, wpada również w absurdalne sytuacje, które nijak przystają do przepisów unijnego rozporządzenia.
W ciągu ostatnich kilku miesięcy można było usłyszeć w Polsce m.in. o zarządcy cmentarza, który zamyka cmentarz dlatego, że – jego zdaniem – gromadzi dane osób, którzy jeszcze żyjąc, wykupiły pochówek, na którym widnieje ich imię i nazwisko. Z kolei w jednej ze szkół dyrektor wydał polecenie, aby wywoływać uczniów numerkami, a nie imieniem i nazwiskiem. Na podobny pomysł wpadł zresztą dyrektor szpitala, który zakazał podpisywania kroplówek – “bo RODO”. W tym wypadku straty mogły mieć całkowicie namacalny, a nawet śmiertelny wymiar.
Przykłady te pokazują, że jeśli chodzi o stosowanie unijnego prawa, a także samą wiedzę na jego temat, w Polsce – i nie tylko – jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia.
Bazując na niewiedzy, można obrócić przepisy, które mają służyć ochronie ludzi, przeciwko nim. Dlatego tak ważne jest, aby Bruksela razem z krajowymi organami ochrony danych współpracowała na rzecz kultury prawnej, a nie barbaryzacji prawa i wykorzystywania go do dławienia wolności słowa. Można to jednak osiągnąć, tylko mówiąc prostym językiem o trudnych sprawach.
2018.12.27 20:40 jozek #
No coś takiego… Państwa wprowadzającę legalną cenzurę pod przykrywą społecznych działań? Nie możliwe. #MemZeŹdziwionymPikachu
Czy to przypadkiem nie Z3S publikowała pochlebne RODO artykuły?
2018.12.28 12:02 waldens_III_mlodszy #
A dlaczego mieliby nie publikowac pochlebnych? To ze ktos wykorzystuje dobre narzedzia w niecnym celu, nie znaczy, ze staja sie z automatu zle. Zwlaszcza ze jest to robione w sposob absurdalny. To tak jakby policja na polecenie wladz zatrzymywala do kontroli tych dziennikarzy i psioczyc, ze prawo drogowe jest zle. Cala dyskusja i tak jest zabawna, bo rodo wiele nie zmienilo. Jego celem nawet nie byla jakas zmiana czy rewolucja, tylko ujednolicenie przepisow na poziomie UE, bo tylko UE jako calosc jest w stanie walczyc z Fac**ami i G **le z jednej i Hua**iami z drugiej strony. Ale u nas jak zwykle nakrecanie emocji i zarabianie hajsu na frajerni. Odkad zaczalem czytac tylko media branzowe, to lepiej spie i odrosly mi zakola.
2018.12.30 16:19 jozek #
Zakola ci wypadły, bo masz problem z czytaniem ze zrozumieniem i tworzeniem analogii.
W twoim przykładzie RODO odnalazło by się wtedy, gdyby policja dawała mandaty komu tylko chce w dowolnym miejscu i zakazała o tym pisać komukolwiek ze względu na ochronę danych osobowych.
Co ma wspólnego ujednolicenie przepisów z jawą cenzurą dziennikarską? Długo nad tym myślałeś? To prawo jest złe, bo UMOŻLIWIA cenzurę, wszystko co prowadzi do ograniczeń i restrykcji jest złe.
Nie może być trochę dobre, jednocześnie będąc trochę złym. RODO to po prostu jedna z części ACTA, tyle tylko, że gdy chcieli wprowadzić ACTA to się trochę pośpieszyli, bo przywalili z grubej rury i społeczeństwo dało opór, więc postanowili wprowadzać ACTA na raty i nikt nie podnosi głosu, ba, jeszcze się kretyni cieszą.
RODO, opłata od linków, restrykcje dystrybucyjne itp. to wszystko było w ACTA.
2018.12.27 20:57 mmm777 #
“Wdrożenie RODO ujawniło, że większość osób nie ma podstawowej wiedzy na temat ochrony danych osobowych.”
Bo jest to tzw. psi obowiązek wyższych szczebli, by zostało tym niżej wyjaśnione co trzeba. Tak by wiedzieli, co mają robić.
Starsi pamiętają, że pierwszy etap ochrony danych osobowych (kiedy to zniknęły książki telefoniczne i nazwiska z drzwi) był całkiem powszechnie uważany jako sposób by hołota nie wycierała sobie gąb nazwiskami złodziei na stanowiskach ;)
2018.12.28 14:31 ~~~ #
O, rodo jest bardzo przydatne. Pewna firma internetowo-wysyłkowa chciała mi „naprawić” zmywarkę – wymontowując mi ją z kuchni, transportując pół kraju w obie strony i podając ekspertowi do oceny – wszystko w zaledwie 5 tygodni. Na pytanie „a prościej się nie da?” padło – nie, bo rodo.
2018.12.29 14:32 marianZ #
Mam małą stronę internetową, hobbystyczną, pisaną w czystym HTMLu. Najbardziej złożonym elementem są obrazki w miniaturkach, dwa gify i hiperłącza do zakładek. Strona stoi na jakimś szajs-hostingu, w którym odpalenie PHPa wykłada serwer, a zawiera informacje typu jak wymienić pamięć w kontrolerze IDE.
Od kiedy zaczęła się ta zawierucha z RODO, notorycznie na maila skojarzonego z domeną otrzymuję listy od samozwańczych kancelarii prawnych odnośnie RODO, oczywiście typowe próby wyłudzenia typu „wasza strona łamie RODO, wyskakuj z kasy albo wpie…l”. Co najciekawsze sporo z tych maili ma charakter jakby wysłana była do sklepu – do tego stopnia, że pewne zwierzaki (tu chyba już wiadomo która to kancelaria) notorycznie nazywają hobbystyczną stronę majsterkowicza sklepem, a odwiedzających praktycznie zawsze nazywa się „klientami”.
Nie są to teksty pisane jednak całkowicie „ze skryptu” – nie tylko mają one sens logiczny, ale są w nich miejsca, w których nie można automatycznie zrobić Ctrl-C – Ctrl-V. Raczej jest szablon, do którego ktoś wkleja i skreśla informacje (pozdrawiam „my precioussss”, którzy wysłali mi kwiatka „dane użytkowników sklepu.bloga.strony nie są przechowywane.udostępniane …”). Wygląda na to, że po prostu siedzą tam jakieś bioroboty, podejrzewam studentów na praktykach, i ciskają mailami w kogo wlezie. Oczywiście takie maile idą do /dev/nulla i I don’t speak Polish.
Jest to niestety bandytyzm podobny do faktur w EXEkach, nigeryjskich książąt i tanich zegarków, ale na początkujących chcących podzielić się wiedzą z branży spoza WWW może działać jak typowa cenzura.
Z tego powodu między innymi jedyną możliwością kontaktu jest, co podaję na stronie, znalezienie mnie na jakimś forum, na którym jestem pod tym samym nickiem. To już na puste główki biorobotów okazuje się za trudne.
Natomiast coraz częściej zastanawiam się, czy test „udowodnij że jesteś człowiekiem” nie powinien zawierać pytania o zawód czy miejsce pracy.
2018.12.29 23:03 ciastek #
tez mam bloga, gadam sam do siebie, niby tez mam podanego maila, ale ten od 10 lat nie działa… cóż, c’est la vie, nie przejmuj się :)
2018.12.31 13:29 Bartek #
A czemu do kosza ???
Do mnie też pewna polska kancelaria wysłała takie żądanie, kolega Radca Prawny napisał mi pismo na papierze jego kancelarii – w skrócie – art KK 286 – skończyło się na ugodzie i pokryciu „kosztów” mojego radcy :)
Zorganizowaliśmy niezłego grila za tą kasę
Zostaw odpowiedź do waldens_III_mlodszy
» Prawo » Jak RODO posłużyło do ograniczenia wolności prasy