Source: http://jacekrzysztof.blog.onet.pl/2017/06/17/polemika-przedsadowa-niestety/
Timestamp: 2017-09-25 18:41:58
Legal References Found: art. 271
 art. 13
 art. 15
 art. 271
 art. 271
 art. 271
 art. 271
 art. 271
 art. 1
 art. 16
 art. 16

Document Content:
polemika (przedsądowa niestety) | "DO ŹRÓDEŁ PŁYNIE SIĘ ZAWSZE POD PRĄD, Z PRĄDEM PŁYNĄ TYLKO ŚMIECI"
17 czerwca 2017 / 8 comments
Ten wywiad urzędującej wiceminister kultury (dla onet.pl) jest ostatnią jaką znam wykładnią polityki ministerstwa fałszującą fakty i antagonizującą środowisko.
Ponieważ – wbrew zapewnieniom – ministerstwo nie prowadzi autentycznego dialogu i od dawna lekceważy, mimo obowiazku sprawowania nadzoru, problem ustawiania konkursów (ostatnio w Białymstoku, Ateneum, w Toruniu i Starym Teatrze), więc uważam, że powinniśmy się spotkać w sądzie…
Co konkurs to polityka. Zaufanie do komisji konkursowych w Polsce sukcesywnie maleje, a każda kolejna decyzja powoduje publiczny skandal i liczne protesty artystów i publiczności. Dlatego zależy nam, żeby powstała nowa ustawa, która zostanie napisana przy bliskiej współpracy środowisk artystycznych – zapowiada wiceminister ds. teatru.
Jednak m a ł o zależało skoro minister zwróciła się rok temu do mnie i Andrzeja Pawłowskiego w sprawie ustawy i nowelizacji rozporządzenia MK o organizowaniu konkursów na dyrektorów instytucji kultury – otrzymała natychmiast proste postulaty i NIC z nimi – np. wymogiem transparentności postępowania – n i e zrobiła, sama przykładając ostatnio ręki do całkowicie n i e p r z e j r z y s t e g o postępowania w NST…
(Wanda Zwinogrodzka ukończyła Wiedzę o Teatrze na PWST w Warszawie. W 1989 r. została recenzentką teatralną „Gazety Wyborczej”, od 1994 pracowała w Telewizji Polskiej, pisała dla „Gazety Polskiej Codziennie” [przedstawiciel tego środowiska został uznany zwycięzcą rzekomego konkursu w Starym Teatrze]. W 2015 roku została wiceministrem ds. narodowych instytucji kultury oraz szkolnictwa artystycznego w MKiDN)
Przemysław Bollin: „Urzędnik ma zapewnić optymalne warunki do rozwoju życia artystycznego. (…) Władza ma dbać o stabilność instytucji i regulacje, dzięki którym życie kulturalne może się swobodnie rozwijać” – mówiła pani na łamach „Do Rzeczy” (nr 10/212 z 6 marca 2017 r.) w dodatku specjalnym poświęconym sporowi o scenę narodową. Czy po decyzji komisji konkursowej ma pani poczucie stabilności i rozwoju Narodowego Starego Teatru w Krakowie?
Wanda Zwinogrodzka: Mam na to nadzieję. W porządku instytucjonalnym, ufundowanym Ustawą o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, konkursy wskazano jako optymalny sposób wyłaniania dyrektorów instytucji kultury. Oczywiście, zmiana na stanowisku dyrektorskim w momencie, gdy się dokonuje, narusza poczucie stabilizacji, w zdrowej, sprawnie działającej instytucji – przejściowo. Z reguły wiąże się z pewnym ryzykiem i niepokojem, zarazem jednak jest nieodzownym elementem równowagi między rutyną a innowacją, podyktowanym przez zasadę kadencyjności, którą ustawodawca uznał za roztropniejszą niż np. gwarancja dożywotnich posad. Zmiana jest potrzebna, aby instytucjom zapewnić rozwój, dopływ świeżej krwi: nowych pomysłów, idei, formuł działania. Werdykt komisji konkursowej w sprawie Teatru Starego tak właśnie rozumiem – jako sugestię nowej formuły, propozycję przejścia od teatru autorskiego, jaki realizował Jan Klata, ku teatrowi repertuarowemu, otwartemu na różne dykcje i estetyki, co proponują Mikos i Gieleta.
Niezupełnie tak jest. Ustawa przewiduje, że minister może mianować kandydata wskazanego przez samorząd, lub całkiem własnego w prowadzonych przez siebie instytucjach bez UDAWANIA konkursu, którego wynik jest ustalony / „skonsultowany” wcześniej; tutaj po prostu minister przestraszył się odpowiedzialności i wolał zepchnąć ją na komisję, w której ma przewagę liczebną i ewidentną podległość służbową; dobry teatr jest zawsze „autorski” i powinien być zespołowy, co oznacza, że bez zaangażowania i pełnej współpracy aktorów się go nie zrobi…
Niestety, ten program grzeszy ogólnikowością (generalnie w słusznej sprawie) i przepisaniem nazwisk realizatorów z gazety, a nie – jak np. w moim programie – skonsultowanymi propozycjami / umówieniem się z dwudziestoma pięcioma wybitnymi artystkami i artystami na k o n k r e t n y tytuł w określonym czasie, czyli profesjonalnie…
(…) Tadeusz Bradecki: „Cztery lata temu, kiedy wygrywał Jan Klata, większość komisji to byli przedstawiciele zespołu. Wiem, bo sam wtedy – na prośbę ministra Bogdana Zdrojewskiego – kandydowałem. Stary Teatr po 37 latach utracił wpływ na wybór kolejnego dyrektora”. Ten konkurs to precedens?
Hm, ja bym tak nazwała raczej ten poprzedni. To był jakiś dziwaczny wynalazek, w żaden sposób nieumocowany w ustawie i dlatego sam minister Zdrojewski nie nazywał go – i słusznie – konkursem, używał enigmatycznego sformułowania „postępowanie konkursowe”. Zaproszono raptem pięć osób wybranych przez MKiDN: Jana Klatę, Tadeusza Bradeckiego, Michała Zadarę, Bartosza Szydłowskiego i Grzegorza Jarzynę. Ten ostatni nie skorzystał z zaproszenia, zatem rozmawiano tylko z czterema pretendentami do funkcji dyrektora. A co do wpływu zespołu, to radziłabym przypomnieć sobie stopień konsternacji wywołanej nominacją Klaty, także właśnie w zespole. I późniejsze konsekwencje tego eksperymentu: np. Jerzy Trela, owszem uczestniczył w tym „postępowaniu konkursowym”, a potem opuścił Stary Teatr, po 45 latach pracy na tej scenie. Trudno mi się zgodzić z Tadeuszem Bradeckim, że ta osobliwa procedura miałaby być wzorem do naśladowania.
Wszystko pięknie, ale to właśnie ja w liście do ministra zaraz po objęciu przez niego władzy zwracałem uwagę na bezprawność – brak ustawowego umocowania – tamtej nominacji i apelowałem nie o oceny estetyczne czy światopoglądowe, tylko o przywrócenie prawa i sprawiedliwości. Miło mi, że Wanda dzisiaj korzysta z mojej wiedzy, ale stwierdzam, że trochę rychło w czas i jednak bardzo pokracznie w kontekście własnego udawania autentycznej konfrontacji…
Dlaczego postulaty zespołu artystycznego Teatru Starego o pozostanie na stanowisku Jana Klaty, wyrażone w głosach przedstawicieli Inicjatywy Pracowniczej i „Solidarności” zostały odrzucone?
Ponieważ Teatr Narodowy nie jest własnością działających w nim związków zawodowych, ani nawet własnością całego jego zespołu artystycznego. Obserwujemy – zresztą nie tylko, a nawet nie zwłaszcza w Krakowie – osobliwy fenomen uwłaszczania się dyrektorów i pracowników na majątku wspólnym. Tu i ówdzie roszczą oni sobie prawo do samodzielnego rozstrzygania o losach instytucji, w której pracują, a która utrzymywana jest ze środków publicznych, co oznacza, że podatnicy, reprezentowani przez organy samorządowe lub państwowe mają tam jednak coś do powiedzenia. To „coś” jest niekoniecznie identyczne ze stanowiskiem samych artystów, zresztą bynajmniej nie jednomyślnych, jak to zwykle bywa w sytuacjach kontrowersyjnych. Przejawem tych kontrowersji były np. protesty na widowni Teatru Starego, odpływ znacznej liczby niegdysiejszych miłośników tej sceny, odejście niektórych jej czołowych artystów, wreszcie istna lawina listów i petycji o odwołanie Jana Klaty jeszcze przed końcem jego kadencji, czego – zwracam uwagę – w imię stabilności instytucji, ministerstwo nie zrobiło. Bez wątpienia osoby zatrudnione w teatrze, kształtujące swoim twórczym wysiłkiem i ciężką pracą jego oblicze, powinny mieć wpływ na losy placówki. Nikt tego nie neguje. I właśnie dlatego, żeby taki wpływ im zapewnić, minister powołał w skład komisji dwóch przedstawicieli związków zawodowych, działających w Starym oraz reprezentanta ZASP-u, który, nawiasem mówiąc, głosował inaczej niż oni.
Tyle, że remedium na ten prawidłowy opis sytuacji nie może być nieetyczne i obchodzące prawo i przyzwoitość stosowanie TKM-u, które wykreowało Klatę na męczennika, skonsolidowało większość środowiska przeciwko rządowi i „rzuciło w pysk” (in year face) innym kandydatom, z dobrą wolą i bezinteresownym wkładem pracy odpowiadającym na ministerialne ogłoszenie, pogardliwą rolę statystów w scenariuszu wcześniej rozpisanym; dowodem na traktowanie osób nienomenklaturowych w tej farsie był gest zwrócenia mi kilkudziesięciostronicowej teczki bez sowa „dziękuję” i artykulacji wyniku, oraz nie odpowiadanie na pytania o informację publiczną przez panią przewodniczącą komisji, podwładną pani minister. Dobra zmiana?Wypraszam sobie takie maniery…
I zapomniał o swoim własnym Rozporządzeniu z 30 czerwca 2004? Przecież ewidentnego konfliktu interesów, gdy zatrudniony sądzi zatrudniającego
(T Kulawski i R Krzyżowski, ETATOWI PRACOWNICY NST, oraz A Libera wymieniony w aplikacji programowej kandydata jako reżyser i tłumacz) można było uniknąć desygnując emerytowanych aktorów i ekspertów wskazanych przez Związki, a nie podwładnych dyrektora teatru, gdy mowa o przedłużeniu mu kontraktu. I to nieprawda o „rzetelnej analizie przedstawionych programów” (gdyby była kamera to byłby dowód), bo mną siedem na dziewięć osób w ogóle nie było zainteresowanych, a pozostałe demonstrowały właśnie b r a k znajomości programu pouczając na temat „Ameryki”, która była przeze mnie dawno odkryta, wystarczyło rzetelnie się zapoznać, a nie tak jak to się odbyło w dwadzieścia minut bez żadnych pytań… I właśnie nie wiedząc kto wystartuje ministerstwo już prowadziło konsultacje, co wiem od konsultujących (Kraków to małe miasto), więc po co wzywało do grania komedii resztę? Retoryczne pytania, ale odpowiedzialność zapisana w kk.
Przykro mi, że zarzuca mi pan kłamstwo. Oczywiście docierały do nas wszechobecne plotki. Jedne okazały się wiarygodne, inne – wręcz przeciwnie. Jak zwykle…
Czyli nie powtórzenie procedury, do której natychmiast zgłoszono wątpliwości a nawet organizowano protesty i demonstracje, tylko „pójście w zaparte”. To jest dobra zmiana?
Zgoda, „to tworzy napięcie”: już widoczne w manifestacjach na widowni i pl. Szczepańskim – przeciwko Zwinogrodzkiej.
W tym „konkursie” za moim pośrednictwem „wystartował” Lech Majewski, Zbig Rybczyński, Daniel Horovitz, Włodek Staniewski, Jarek Gajewski, Jarek Kilian etc i parę zdolnych debiutantek. Czy Wanda Zwinogrodzka wie co mówi?
Roman Pawłowski nie pozostawia złudzeń: „Jako krytyk i kurator śledzę międzynarodowe życie teatralne od dwóch dekad. Pisałem relacje ze wszystkich liczących się festiwali w Europie – od Edynburga, przez Wiener Festwochen, po Avignon i Moskwę. Prowadzę wymianę i współpracę z wieloma teatrami na świecie, w tym z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Nigdy nie zetknąłem się z nazwiskiem Michał Gieleta, ani też nie słyszałem o scenach, gdzie miał zdobywać doświadczenie nowy dyrektor artystyczny Starego Teatru”.
Hm, istnieje zasadne podejrzenie, że Ben Brantley, główny krytyk teatralny „New York Timesa”, który pochlebnie recenzował „Lingua Franca” w reżyserii Gielety, nigdy nie słyszał o Teatrze Powszechnym czy Studio w Warszawie i może nie znać nazwisk Mai Kleczewskiej albo Radosława Rychcika. Czy to dezawuuje dorobek tych scen i artystów?
Nie byłam w nich, zresztą ostatni raz odwiedziłam Londyn przed kilkunastu laty. Wszelako poczytałam trochę recenzji, można je znaleźć w sieci, bo ja – w przeciwieństwie do Romana Pawłowskiego – gdy czegoś nie wiem albo nie znam, staram się dowiedzieć, zamiast z góry zakładać, że to nic nie warte.
To jest odpowiedź klasycznie przygotowana przez rzecznika dla prasy: omija istotę sprawy, którą jest nie „kto” wygrał, ale „jak” to zostało przeprowadzone. Przypominam, że minister to strażnik prawa…
Nikt. Jak pan to sobie wyobraża? Minister powołuje komisję, a potem sam weryfikuje poszczególnych kandydatów? To byłoby pogwałceniem procedury konkursowej i tym samym – prawa. Reguły konkursu są jasne: zgłoszenia wpływają w zaklejonych kopertach z napisem „Konkurs – nie otwierać” i dopiero komisja na swoim posiedzeniu może je rozpieczętować. Nikt inny. Rola ministra kończy się w chwili powołania komisji.
To NIEPRAWDA. Jeśli trzeba będzie powołam przed sąd świadków. Kolejność była odwrotna: najpierw kandydat potem komisja mająca przyklepać wybór. Cała reszta była komedią…
Ja to widziałem na własne oczy: gdy wymienione osoby nie realizowały odczytanego regulaminu przesłuchania: nie zadawały pytań i nie dyskutowały programu; wcześniej były zobowiązane do podpisania oświadczeń, że nie pozostają w konflikcie interesów z kandydatami a co najmniej trójka w takim konflikcie pozostawała ze mną i Janem Klatą. Prawną odpowiedzialność – unieważniającą powzięty werdykt – ponosi ministerialny organizator.
Podpisałaby się pani pod tą nominacją? Jako teatrolog. Jest pani spokojna o Narodowy Stary Teatr w Krakowie?
Spokojna to ja nigdy nie jestem. Nie ma żadnej gwarancji, że ta nominacja, tak zresztą jak i każda inna, w tym np. druga kadencja Jana Klaty, będzie sukcesem. Ale jest na to nadzieja.
Wiadomo kogo matką – przy braku wiedzy i minimum uczciwości – jest nadzieja. Nie usprawiedliwia tego polityka; zatrute drzewo rodzi tylko marne owoce…
Wynik był niezgodny z prawem na skutek wadliwego sformowania komisji… Wiarygodność MKiDN jest w tej sytuacji żadna…
W ministerstwie w ostatnich miesiącach trwały prace nad korektą rozporządzenia dotyczącego konkursów, prowadzone przez społeczną Radę ds. Instytucji Artystycznych, pod przewodnictwem prof. Lecha Śliwonika… Tak. To żenujące. W dziedzinie kultury mamy ogromny obszar zaniedbań – dotyczą one sfery instytucjonalnej, legislacyjnej, a także – co może najbardziej zawstydzające – osobistej i zawodowej kondycji artystów, ich praw autorskich, poziomu wynagrodzeń, ubezpieczeń zdrowotnych, świadczeń emerytalnych. Co gorsza nikłe jest społeczne zrozumienie dla rozmiarów tego problemu… Dlatego ministerstwo zorganizuje Ogólnopolską Konferencję Kultury i szeroką debatę środowiskową… Mam nadzieję, że ta droga uda się uzgodnić pakiet diagnoz i sugestii, które posłużą za podstawę prac legislacyjnych.
Słowa. Słowa. Słowa… Mimo półtorarocznych obietnic jest tak jak było a nawet gorzej…
S O L I D A R N O Ś Ć
~WITOLD MROZEK 18 czerwca 2017 — 18:16
Dziennikarz Radia Szczecin pytał w piątek 16 czerwca wiceminister Wandę Zwinogrodzką m.in. o koniec dyrekcji Jana Klaty w Starym Teatrze w Krakowie. Przypomnijmy: pełniący funkcję od 2013 r. Klata był wielokrotnie atakowany przez skrajnie prawicowe środowiska, które żądały jego dymisji jeszcze przed końcem kadencji. Z kolei zespół Starego Teatru wyrażał wielokrotnie zaniepokojenie w związku z powołaniem przez ministerialną komisje konkursową jego następców – b. dyrektora TVP Kielce Marka Mikosa i niepracującego nigdy w polskim teatrze brytyjskiego reżysera Marka Gielety.
Tadeusza Zielniewicza z Łazienek (choć zmodernizował funkcjonowanie muzeum i zdobywał sponsorów, to przegrał sprawę o mobbing, a temat złego traktowania pracowników w instytucji powracał latami / /).
O ile mobbing to poważna – choć często lekceważona w instytucjach kultury – sprawa, to trudno mówić o „drastycznych” okolicznościach w przypadku Potoroczyna i Gaudena. Zwłaszcza, że w tych przypadkach minister Gliński powołał się m.in. na wyniki kontroli zleconych i przyjętych jeszcze przez swoją poprzedniczkę, Małgorzatę Omilanowską.
~Jacek K Zembrzuski 21 czerwca 2017 — 19:31
Do: Agnieszka Komar-Morawska, dyr departamentu narodowych instytucji kultury
Dw: Lech Śliwonik, Andrzej Pawłowski, Przemysław Skrzydelski
21. 06. 2017 g 21.11
dziękuję za odpowiedź z „info publiczną”.
Oczywiście Pani się myli, czym zresztą od dzisiaj zajmuje się Prokurator Rejonowy. Nothin personal, ale, prawo obowiązuje wszystkich, i że się tak wyrażę, po równo…
Przywołana przez Panią Ustawa o związkach zawodowych mówi o „niezależności w działalności statutowej od pracodawcy”, do której to statutowej działalności nie należy zasiadanie w komisjach konkursowych z udziałem tegoż pracodawcy, co zresztą w instytucjach narodowych zwalnia ministra od konieczności zaproszenia, a na pewno nie aktora (chronionego ustawowo przed zwolnieniem, ale NIE WYMIENIONEGO W USTAWIE) zatrudnionego, czyli pozostającego w ewidentnym konflikcie interesów (opisanym w Rozporządzeniu, które Panią obowiązywało) przez jednego z kandydatów.
Tak na marginesie, jaką „chroniącą” ustawę będzie Pani uprzejma przywołać w wypadku kolejnego – i wymienionego przeze mnie – jurora Antoniego Libery pozostającego „w takim stosunku prawnym lub faktycznym, że może to budzić uzasadnione wątpliwości co do jej obiektywizmu i bezstronności”?
Szanowna Pani wie, skąd to jest cytat? No właśnie! To tylko dodam, że fakt został „ujawniony” po złożeniu aplikacji – dosyć wcześnie – z wymienieniem jurora (za pisemnym potwierdzeniem zgody) jako tłumacza i reżysera w programie do zrealizowania, czyli poniekąd z obietnicą zarabiania pieniędzy („stosunek” jeśli nie „prawny” to „FAKTYCZNY”) w mojej aplikacji!
A Pani zechciała przyjąć od osób „oświadczenia” zamiast te osoby wymienić w sposób nakazany, czyli wypełniła dyspozycję art. 271 kk – w sposób podręcznikowy – ale jednak nie tak, jak w oznajmionym przez Panią regulaminie (?) sposobie procedowania zakładającym pytania i dyskutowanie programu, czego, jak Pani świetnie wie, przynajmniej w moim wypadku, nie było. C.b.d.o.
Wiadomość napisana przez Agnieszka Komar-Morawska w dniu 21.06.2017, o godz. 16:38:
Zgodnie z art. 13 ustawy o dostępie do informacji publicznej, który stanowi:
„Art. 13. 1. Udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku, z zastrzeżeniem ust. 2 i art. 15 ust. 2.
2. Jeżeli informacja publiczna nie może być udostępniona w terminie określonym w ust. 1, podmiot obowiązany do jej udostępnienia powiadamia w tym terminie o powodach opóźnienia oraz o terminie, w jakim udostępni informację, nie dłuższym jednak niż 2 miesiące od dnia złożenia wniosku.”
uprzejmie przekazuję odpowiedź na Pana zapytanie, przesłane pocztą elektroniczną w dniu 7 czerwca 2017r.
( +48(22) 42 10 269
@: dik@mkidn.gov.pl | http://www.mkidn.gov.pl
~Jacek K. Zembrzuski 22 czerwca 2017 — 15:57
Warszawa, dnia 21 czerwca 2017 r.
P r o k u r a t u r a R e j o n o w a
zam.: ul. Bernardyńska
o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 271 § 1 k.k.
i Ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej.
W imieniu własnym, składam zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa na moją szkodę przez panią Agnieszkę Komar-Morawska, dyrektora departamentu instytucji kultury MKiDN (Krakowskie Przedmieście15/17, 00-001Warszawa), która jako funkcjonariusz publiczny – Przewodniczący Komisji konkursowej ds wyboru kandydata na dyrektora Narodowego Starego Teatru w Krakowie -uprawniony do wystawienia dokumentu, poświadczyła w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, tj. o czyn z art. 271 § 1 kodeksu karnego – poprzez podanie nieprawdy w ogłoszeniu BiP MKiDN: z dn. 09.05.2017
W dniu 9 maja 2017 r. odbyło się drugie posiedzenie Komisji Konkursowej powołanej przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego do przeprowadzenia konkursu na kandydata na stanowisko dyrektora Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Komisja obradowała w składzie:
Piotr Tomaszuk – dyrektor Teatru Wierszalin, członek Rady ds. Instytucji Artystycznych, przedstawiciel Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego;
Piotr Bogusław Jędrzejczak – dyrektor artystyczny Teatru im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze, wiceprezes Związku Artystów Scen Polskich;
Po analizie przedłożonych przez kandydatów koncepcji kierowania instytucją, przeprowadzeniu rozmów z kandydatami oraz dyskusji Komisja Konkursowa w głosowaniu jawnym podjęła uchwałę o rekomendowaniu Ministrowi Kultury i Dziedzictwa Narodowego jako kandydata na stanowisko dyrektora Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie…
Poprzez wyznaczenie do prac Komisji i decydowaniu o wyborze dyrektora instytucji Tomasza Kulawskiego, Radosława Krzyżowskiego i Antoniego Libery z ł a m a ł a
Rozporządzenie Ministra Kultury z dnia 30.06.2004 (Dz.U.nr 154 poz.1629),
w sprawie organizacji i trybu przeprowadzania konkursu na kandydata na stanowisko dyrektora instytucji stanowiącego wyraźnie:
p. 5. Jeżeli okoliczności, o których mowa w p.4.4., zostaną ujawnione po powołaniu komisji, organizator niezwłocznie wyznacza inną osobę z zachowaniem trybu dla powołania tego członka Przewodniczący Komisji informuje o tym Organizatora, który podejmuje decyzję w sprawie
wyłączenia członka komisji z jej składu, a na jego miejsce wybierany jest inny juror
Zatem po „ujawnieniu” (26 kwietnia 2017 po złożeniu ofert przez kandydatów w konkursie) „stosunku prawnego i faktycznego budzącego uzasadnione wątpliwości co do obiektywizmu i bezstronności” jurorów nie „wyłączyła członków komisji z jej składu, na ich miejsce nie wybierając innych jurorów” – w ten sposób ewidentnie wpływając na wynik (Rozporządzenie nie mówi o tym kto jak głosuje, tylko komu nie wolno zasiadać w Komisji).
Dyrektor Komar-Morawska jako przedstawiciel Organizatora dla teatru i organizująca konkurs miała pełną swobodę w doborze członków Komisji, bo Ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej predysponuje członków określonych organizacji i związków zawodowych t y l k o w wypadku teatrów samorządowych dając ministrowi całkowitą dowolność w doborze jurorów konkursu instytucji narodowej.
Tak więc Przewodnicząca Komisji ponosi pełną odpowiedzialność za oddanie decydowania o wyniku Tadeuszowi Kulawskiemu i Radosławowi Krzyżowskiemu, ETATOWYM PRACOWNIKOM NST w Krakowie, zatrudnionym i opłacanym przez jednego z kandydujących, urzędującego dyrektora Jana Klatę, oraz Antoniemu Liberze wymienionemu w aplikacji programowej kandydata Jacka Zembrzuskiego jako reżyser i tłumacz zaproponowanego do realizacji repertuaru, więc – za potwierdzeniem w marcu i kwietniu zgody na powyższe – pozostawanie w niedozwolonym stosunku faktycznym.
Tym samym nie przestrzegając ustawy o organizowaniu i rozporządzenia o przeprowadzaniu konkursów pozbawiła mnie szans w postępowaniu prowadzonym zgodnie z prawem.
Wnoszę o wszczęcie postępowania przygotowawczego.
Jako reżyser teatralny, scenograf i dramatopisarz z wieloletnim stażem uczestniczyłem w konkursie na dyrektora Narodowego Starego Teatru im. H. Modrzejewskiej w Krakowie z terminem składania ofert do dnia 26 kwietnia 2017 r., organizowanym przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (ogłoszonego 27 marca 2017). W dniu 9 maja 2017 r. pani Agnieszka Komar-Morawska, dyrektor Departamentu Instytucji Kultury MKiDN będąca jednocześnie przewodniczącą Komisji Konkursowej, drogą ogłoszenia w BiP MKiDN poinformował o „rekomendowaniu Ministrowi (…) jako kandydata na stanowisko dyrektora Narodowego Starego Teatru (…)”, po złożeniu przez niżej podpisanego odwołania do Ministra wskazującego na uchybienia prawne w procedurze konkursowej. Stwierdzeniem tym wyczerpała znamiona przestępstwa opisanego w art. 271 § 1 k.k., to jest poświadczenia w oficjalnym dokumencie nieprawdy co do okoliczności mającej znaczenie prawne.
Wbrew stwierdzeniu cytowanemu za powyższym ogłoszeniem, żaden werdykt podjęty w tym składzie jury nie spełniał wymogów Rozporządzenia MK i rozmyślnie uchybiał ustawie stanowiącej podstawę do procedowania.
Ministrowi jako konstytucyjnemu s t r a ż n i k o w i prawa pod żadnym pozorem nie wolno nie przestrzegać własnego rozporządzenia o organizowaniu i przeprowadzaniu konkursów, bo to podważa ustawę i tym samym unieważnia k a ż d y powzięty z przekroczeniem prawa wynik.
Podkreślam, że od dn. 9 maja 2017, to znaczy przesłuchania, nie otrzymałem od ministerialnego Organizatora żadnego powiadomienia o wyniku i zakończeniu konkursu.
Mimo, że trzy razy (7,10 i 18 czerwca) zwracałem się do dyrektor Komar-Morawskiej o udostępnienie informacji dotyczącej wymienionych jurorów i ich relacji z kandydatami – nie otrzymałem odpowiedzi. Tym samym stwierdzam fakt odmowy udostępnienia informacji publicznej: Dz.U. z 2016 poz. 1764 USTAWA z dnia 6 września 2001 r.
Korzystając z uprawnienia przewidzianego w Regulaminie Konkursu, z dnia 27 marca 2017 wysłałem do Departamentu Instytucji Kultury MKiDN drogą mailową pytanie dotyczące oświadczeń jurorów składanych na ręce Przewodniczącego Komisji przed konkursem o nie pozostawaniu w konflikcie interesów z kandydatami zgłaszającymi się do postępowania – nie dostałem odpowiedzi(!)
Opisane fakty wskazują niedwuznacznie na chęć ukrycia przekroczenia obowiązującego prawa czyniąc z nieprawdziwych okoliczności przesłanki mające znaczenie prawne (negatywna decyzja konkursowa), więc Przewodnicząca Komisji swoim działaniem wyczerpał dyspozycję przestępstwa określonego art. 271 § 1 k.k.
Działanie sprawcy, któremu zarzucam czyn z art. 271 § 1 k.k., spowodowało w odniesieniu do mnie także wymierne straty materialne poprzez utracenie ekspektatywy na ewentualne zarobki (kontrakt dyrektorski i zgodne z wykonywanymi zawodami czynności scenografa, dramaturga i reżysera na kwotę nie mniejszą niż 900 tys. zł – wśród zgłoszonych byłem osobą o zdecydowanie największym dorobku i doświadczeniu zawodowym), co wespół z masowymi protestami środowiska przeciwko takiemu rozstrzygnięciu „konkursu”: demonstracje uliczne, petycje widzów, bojkot „gildii” reżyserów, listy protestacyjne do ministra, negatywne reakcje mediów, w moim przekonaniu świadczy o wysokiej szkodliwości społecznej czynu.
Z tych względów wnoszę jak na wstępie niniejszego zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
~Jacek K Zembrzuski 25 czerwca 2017 — 08:40
dyr Agnieszka Komar-Morawska:
…minister do składu komisji zaprosił, zwracając się do organów związków zawodowych działających w Teatrze Starym, przedstawicieli dwóch z nich: NSZZ Solidarność przy Teatrze Starym im. Heleny Modrzejewskiej
w Krakowie oraz OZZ Inicjatywa Pracownicza przy Teatrze Starym im. Heleny Modrzejewskiej
w Krakowie. Co istotne, osoby wskazane przez komisje zakładowe wspomnianych związków, pracując w komisji jako delegaci owych związków, w myśl przepisów Ustawy z dnia 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych, w swojej działalności były niezależne od pracodawcy (por. zapis art. 1 ust. 2).
to nieprawda. Ustawa o ZZ mówi o niezależności organizacji (do jej statutowej działalności nie należy udział w komisjach konkursowych – zaproszenie to odpowiedzialność organizatora, który musi postępować zgodnie z rozporządzeniem) a nie o wyjęciu spod prawa poszczególnych członków; poza tym „niezależność od pracodawcy” nie jest tożsama z wymaganym w Rozporządzeniu MK obiektywizmem i bezstronnością; a co „chroniło” Antoniego Liberę – trzeciego członka jury zależnego ode mnie, proponującego mu, po wyrażeniu zgody, pracę reżysera i opłacanie tłumaczeń w swoim programie?
„Związek zawodowy jest dobrowolną i samorządną organizacją ludzi pracy, powołaną do reprezentowania i obrony ich praw, interesów zawodowych i socjalnych.
Organy państwowe, samorządu terytorialnego i pracodawcy obowiązani są traktować jednakowo wszystkie związki zawodowe”
Pierwszego dnia pracy komisji konkursowej, po otwarciu ofert i przekazaniu członkom komisji informacji o nazwiskach osób startujących w konkursie, członkowie komisji zostali poproszeni
o informację czy podlegają/nie podlegają wykluczeniu z obrad komisji zgodnie z zapisem §4 ust. 4 rozporządzenia, tj. czy nie są małżonkiem osoby przystępującej do konkursu lub jej krewnym albo powinowatym, albo czy nie pozostają wobec osoby przystępującej do konkursu w takim stosunku prawnym lub faktycznym, który może budzić uzasadnione wątpliwości co do ich obiektywizmu
i bezstronności. Wszyscy członkowie komisji poinformowali o swojej bezstronności, co potwierdzili własnoręcznymi podpisami pod stosownymi oświadczeniami, znajdującymi się w dokumentacji postępowania konkursowego. Wobec powyższego, brak było podstaw do wykluczenia z prac komisji któregokolwiek z jej członków.
- czyli wypełnili dyspozycję art 271 kk zaświadczając nieprawdę na piśmie wobec pozostawania w ewidentnym konflikcie interesów z co najmniej dwójką kandydatów startujących w konkursie i ubiegających się o obiektywną ocenę.
Ponadto, przepis art. §4 ust. 4 rozporządzenia, bezwzględnie należy interpretować w związku
z art. 16 ust. 4 pkt. 3) oraz art. 16 ust. 5 aktu prawnego wyższego rzędu jakim jest w tym wypadku ustawa.
- powoływanie się w tym miejscu na ustawę jest sprzeczne z Rozporządzeniem określającym i wykluczającym konflikt interesów i ZBĘDNE w wypadku instytucji narodowych, gdzie minister jest zwolniony z obowiązku zapraszania związkowców i ma, prawem gwarantowaną, możliwość zapraszania kogo chce – i ponoszenia odpowiedzialności za wybór (tym bardziej, że mógł mianować bez komisji i „konkursu”). Prawo obowiązuje wszystkich a minister jest jego konstytucyjnym strażnikiem…
~Koleżanka 25 czerwca 2017 — 15:42
To jakieś absurdalne tłumaczenie. Przynależność do np. ZZ „Solidarność” chroni przewodniczącego przed zwolnieniem, ale nie likwiduje konfliktu interesów w głosowaniu na pracodawcę, który przez parę miesięcy po tej czynności – do końca kontraktu – ma możność odwdzięczyć się za głosowanie na siebie np. podwyżką.
Członek każdego związku podlega uregulowaniom prawnym jak każdy obywatel i tylko w zakresie prawa pracy są wyjątki dla funkcyjnych w ramach wykonywania statutowych obowiązków, do których nie należy głosowanie w konkursie na szefa.
„Niezależność” nie czyni bezstronnym i wyłączonym spod jurysdykcji Rozporządzenia regulującego możliwość zasiadania w Komisji konkursowej.
~Jacek K Zembrzuski 25 czerwca 2017 — 18:16
A – pisarz, tłumacz i reżyser teatralny, przedstawiciel Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego: Antoni Libera (reżyser i tłumacz w moim projekcie) to był członkiem jakiego związku? Bo ja słyszałem o zdradzie klerków…
~Jacek K Zembrzuski 29 czerwca 2017 — 20:40
– Mówię stanowczo i wyraźnie: nikt nie jest ponad prawem, wszyscy są zobowiązani do przestrzegania prawa (…) – powiedział szef MSWiA w czasie konferencji prasowej.
~Jacek K. Zembrzuski 9 lipca 2017 — 11:13
J A C E K Z E M B R Z U S K I
Jak nie zostałem dyrektorem
spółdzielnia „świętoszków”
Rozegranie Starego Teatru to był dla nowego ministerstwa sprawdzian z demokracji, z przyzwoitości i z profesjonalizmu. Oblany sromotnie.
Jestem jak najlepszego zdania o Michale Gielecie, jego kultura osobista, angielska powściągliwa dżentelmeneria, rzeczowość i przygotowanie zawodowe wprowadza na nasz zakłamany rynek (brak rynku!) całkiem nową jakość – daje nadzieję…
Przekazałem mu z pełnym zaufanie swój program i zawodowe kontakty, by przeciwstawić się „gildii”, korporacji reżyserskiej, która w sposób niewypowiedziany próbuje propagować bojkot, czyli robić powtórkę
z Wrocławia… Stanowczo się temu sprzeciwiam. Ogłosiłem to na ich stronie, to mnie zablokowali.
Ale to nie zmienia mojej opinii o tym, jak katastrofalnie profesor Gliński
i koleżanka Wanda Zwinogrodzka to przeprowadzili.
Obawiam się, że przyjdzie im za to zapłacić, nie tylko we własnej perspektywie, ale przede wszystkim w utracie zaufania dla tej ekipy…
Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia? Cel nie uświęca środków…
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego jako wicepremier rządu wydaje się być za blisko ośrodka (jest w samym środku) decyzyjnego w makroskali nie dostrzegając, co się dzieje na jego podwórku.
Na Kongresie Polska Wielki Projekt siedzący koło prof. Glińskiego wybitny artysta Lech Majewski zwracał mu uwagę na niezrozumienie psychologii i motywacji ludzi żyjących sztuką i ze sztuki, na ich przemożną potrzebę wyodrębniania się spośród „zjadaczy chleba”, na ich indywidualizm.
Minister najwyraźniej nie ma zdefiniowanej w praktyce swojej roli i waha się między zaniechaniem pełnienia roli kontrolującej przestrzeganie prawa – np. w Ateneum – poprzez powściągliwy sprzeciw – np. w Teatrze Polskim we Wrocławiu – na spazmach przeciwskutecznych – np. w Sterym Teatrze w Krakowie – kończąc.
Sygnalizuje chęć ucieczki przed braniem na siebie odpowiedzialności za decyzje personalne, ale i tak zbiera burzę z góry i nie zawsze z powodów na jakie zasłużył; zawodzi w komunikowaniu się i umiejętności słuchania innych argumentów niż obce mu ideologicznie.
Tylko opinia publiczna może coś z tą bolesną dla funkcjonowania życia kulturalnego chorobą zrobić. Ewentualne wyroki sądowe stworzą precedens
i skutecznie zdyscyplinują nieuczciwych urzędników, ale tylko my – obywatele i widzowie – „możemy im podskoczyć”…
I oni o tym (kartce wyborczej) świetnie wiedzą, dlatego ta informacja nie może być nam oszczędzana…
Sami sobie musimy zgotować swój los!
Wszystkich wizyt: 340511
Wszystkich komentarzy: 3271