Source: http://emeswatch.blogspot.com/2013_01_01_archive.html
Timestamp: 2017-02-21 16:43:55
Legal References Found: art.
134
 art. 47
 art. 1
 art. 4
 art. 11
 art. 73
 art. 71
 art. 20
 art. 92
 art. 92
 art. 31
 art. 20
 art. 20
 art. 176
 art. 180
 art. 185
 art. 176
 art. 20
 art. 20

Document Content:
Dzisiaj zapadł ważny dla sędziów
sądów powszechnych wyrok w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym. Chodzi o sprawę
rozpatrywaną pod. sygn. akt II SA/Wa 1918/12 w wyniku skargi na postanowienie
Ministra Sprawiedliwości w przedmiocie uznania wniosku o ponowne rozpoznanie
sprawy za niedopuszczalne. Sprawa jest o tyle interesująca, że pokazuje
dobitnie czym kieruje się Minister Sprawiedliwości w sprawach „właściwego
rozmieszczenia kadry sędziowskiej”… a co sprowadza się do: WIDZIMISIE Historia owego postępowania
liczona być może niemalże w latach. Skarżący – sędzia sądu rejonowego dla
Warszawy-Pragi Północ od dłuższego czasu starał się o przeniesienie do sądu
rejonowego w okręgu Sądu Okręgowego w Łodzi. Powód starań? Nie dlatego, że w
Warszawie jest ciężko, bynajmniej. Chodziło o względy osobiste a dokładnie
konieczność sprawowania opieki nad ciężko chorym rodzicem. Sędzia wskazywał, że
nie uchyla się od swoich obowiązków i przysięgi jaką składał odbierając
nominację sędziowska, ale będąc w miejscu zamieszkania rodzica wymagającego
opieki mógłby wykonywać swoje obowiązki i równocześnie opiekować się nim, bez
uszczerbku zarówno dla sądownictwa, jak i dla rodziny. Ilość odmów Ministra
Sprawiedliwości można by liczyć na pęczki, za każdym razem okazywało się, że nie.
A to nie ma etatu, a jak był etat
odpowiedź sprowadzała się do nie bo nie. Całość w jednym zdaniu. Po ostatniej odmowie Pan sędzia był na tyle
zdeterminowany, że złożył wniosek o ponowne rozpoznanie sprawy w oparciu o
przepisy kodeksu postępowania administracyjnego. Oczywiście Minister
Sprawiedliwości uznał wniosek za niedopuszczalny wydając stosowne
postanowienie. Na to postanowienie Pan sędzia złożył skargę do Wojewódzkiego
Sądu Administracyjnego wskazując, że odmowa przeniesienia jest decyzją
administracyjną, a tym samym dopuszczalne jest złożenie wniosku o ponowne
rozpoznanie sprawy. Przy okazji wskazywał również, że wymaga zachowania formy
właściwej dla decyzji w tym uzasadnienia jednocześnie zarzucając naruszenie
przepisów ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych. Odpowiedź na skargę oczywiście
godna była Ministerstwa Sprawiedliwości, w którym nawet samo pojęcie „kodeks
postępowania administracyjnego” czy też „prawo o postępowaniu przed sądami
administracyjnymi” jest pojęcie nieznanym i nieprzyswajalnym, a co dopiero
przepisy weń zawarte. Minister Sprawiedliwości wniósł bowiem o ODRZUCENIE
SKARGI (sic!) i zasądzenie kosztów. No ale jak p.p.s.a. jest pojęciem
nieznanym, to jak wymagać by ktoś przeczytał, że na postanowienie oparte o art.
134 k.p.a. skarga do WSA przysługuje…. W uzasadnieniu zawarł standard, czyli
stwierdzenie powtarzane jak mantra w Ministerstwie Sprawiedliwości, że jego
decyzja jest „swoistym aktem władczym właściwym dla władzy sądowniczej”, czyli,
że mu wszystko wolno. A tak w ogóle to jest to równocześnie decyzja podlegająca
pod „stosunek służbowy lub podległość organizacyjną” więc skarga jest
niedopuszczalna. Oczywiście wskazał też, że od decyzji o przeniesieniu sędziego
przysługuje odwołanie do Sądu Najwyższego więc to nie decyzja administracyjna
tym bardziej. Takie stanowisko zaś przy okazji
przeczy teorii „wykonalności decyzji o przeniesieniu sędziego” przy okazji
przenosin sędziów z likwidowanych sądów. Jak bowiem wymagalny może być „swoisty
akt władczy właściwy dla władzy sądowniczej”?? Nijak!!!
Dzisiejszy wyrok był druzgocący
dla Ministerstwa Sprawiedliwości. Uchylono postanowienie i przekazano sprawę do
ponownego rozpoznania Ministrowi Sprawiedliwości. W ustnych motywach
rozstrzygnięcia sędziowie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie nie
pozostawili na Ministrze Sprawiedliwości suchej nitki. Powołując się na
orzecznictwo Sądu Najwyższego skład WSA w Warszawie wskazał, że decyzja Ministra
Sprawiedliwości o wskazaniu innego miejsca służbowego nie jest i nigdy nie może
być uznana za kwestię stosunku służbowego. To już drugi skład WSA w Warszawie,
który stwierdza to samo, bo w sprawie innego sędziego w listopadzie inny skład
uznał analogicznie. WSA w Warszawie stwierdził, że decyzje MS w przedmiocie
przeniesienia nie maja charakteru wewnętrznego tylko zewnętrzny i tym samym
spełniają przesłanki materialne pojęcia decyzji administracyjnej i nie może
budzić wątpliwości, że nimi są. I jako takie podlegają kontroli sadownictwa
administracyjnego. Jednocześnie wskazano, że istnieje możliwość odwołania się
od decyzji Ministra Sprawiedliwości w przedmiocie przeniesienia sędziego do
Sądu Najwyższego, nie zwalnia z uznania, że to jednak decyzja administracyjna,
bo w polskim prawodawstwie istnieje szereg decyzji administracyjnych, od
których przysługuje odwołanie do sądu powszechnego.
Moim zdaniem jest to ważne
orzeczenie i pokazuje, że Minister Sprawiedliwości nie jest organem, który może
sobie robić co chce i jak chce, bo polskie prawo wymaga zapewnienia drogi
sądowej w taki czy inny sposób.
To orzeczenie przy tym nie
zmienia w sposób istotny sytuacji sędziów z sądów likwidowanych, bo po pierwsze
ignorując prawo administracyjne i opierając się na stwierdzeniu o „akcie
swoistym dla władzy sądowniczej” nie nadano decyzjom o przeniesieniu rygoru
natychmiastowej wykonalności… po drugie i równie istotne decyzje od których
przysługuje odwołanie do sądu powszechnego jak np. decyzja ZUS nie stają się
wymagalne dopóki sąd powszechny ich nie rozpozna. Tak więc co najwyżej sędziom
z sądów likwidowanych przybył kolejny argument do walki z badziewiem
ministerialnym: niewłaściwa forma oraz brak uzasadnienia powodująca konieczność
uchylenia tych decyzji.
I tym razem to mnie WIDZIMISIE,
że Ministerstwo Sprawiedliwości i Pan Minister po raz kolejny udowodnili, że
utrzymywanie ich bytu jest niecelowe i „swoistym aktem władzy sądowniczej”
powinno być jego zlikwidowanie, a już na pewno przekazanie nadzoru nad
sądownictwem powszechnym powinno nastąpić na rzecz I Prezesa Sądu Najwyższego. o
ANGRY BIRDS ANDROID DLA MINISTERSTWA SPRAWIEDLIWOŚCI Na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości opanowano taktykę przyczajony tygrys ukryty smok…. Z tym smokiem i tygrysem przesadziłam, ale taktyka pozostała. Pojawiają się na stronie głównej o ile w ogóle nic nie znaczące informacje. Jednak myli się ten, który myśli, że nic się w Ministerstwie Sprawiedliwości nie dzieje. Specjaliści z Ministerstwa Sprawiedliwości nie próżnują wychodząc z założenia, że trzeba coś robić żeby robić, by udowodnić że są potrzebni. Co więcej zgodnie z zasadą przejrzystości działania organów wymyślają triki jak zamieścić coś żeby było zamieszczone, by nikt nie powiedział, że coś się robi w ukryciu, ale by obywatel nie znalazł za szybko bardzo ważnej informacji. Tak mamy w naszym przypadku. Sprawdzam stronę Ministerstwa Sprawiedliwości systematycznie. Wchodzę to tu to tam, patrzę na ogłoszenia różne – przy okazji zwolniło się stanowisko Dyrektora Biura Kadr i Logistyki, więc kto chce niech się zgłasza, ale najpierw niech przeczyta ten wpis, oraz kilka innych, by podjąć świadomą decyzję mając na uwadze to pod czym będzie musiał się podpisać. Tyle wtrętu własnego. Przyznaję, że tej informacji nie wyłapałam. Dowiedziałam się o niej z Alertu, czyli wiadomości jakie mi spływają po słowach kluczach. Wiadomość jaką otrzymałam na tyle mnie zainteresowała, że postanowiłam ją sprawdzić na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości.
Chodzi bowiem o pewien przetarg. Jednak Drogi Czytelniku jeżeli wejdziesz na przetargi na stronie BIP Ministerstwa Sprawiedliwości i klikniesz na rok 2013 tego przetargu nie znajdziesz. Ten przetarg jest bowiem zamieszczony w dziale zamówienia publiczne pod linkiem „Analizy rynku”… Czyli linku na szaaaarym końcu umieszczonego nawet za „.Archiwum postępowań”. Chodzi mi o postępowanie „Analiza rynku dotycząca szacunkowych kosztów zakupu tabletów ASUS Transformer Pad Infinity TF700T 64GB i stacji dokujących”… (do sprawdzenia tutaj: http://bip.ms.gov.pl/pl/ministerstwo/zamowienia-publiczne/analiza-rynku/news,4679,analiza-rynku-dotyczaca-szacunkowych-kosztow.html). Oczywiście owa „analiza rynku” to nic innego jak preludium do sprawdzenia jaki tryb (najprostszy w realizacji) będzie możliwy do zastosowania. Jednak tuzy intelektu odpowiadające za to postępowanie zdają się zapominać w tym wszystkim, że organizując go naruszą podstawową zasadę postępowań publicznych w postaci zakazu określania przedmiotu zamówienia w sposób naruszający konkurencję. Zastanawia mnie przy tym determinacja jaka jest po stronie Ministerstwa Sprawiedliwości do zakupu tych konkretnych tabletów. Wbrew pozorom nie jest to pierwsze postępowanie jakie zorganizowano w ramach „resortu sprawiedliwości”. Jest to TRZECIE podejście do zakupu tabletów. Dwa pierwsze postępowania zakończyły się fiaskiem i były prowadzone przez słynne z rozrzutności Centrum Zakupów dla Sądownictwa w Krakowie, które nomen omen ma też robić zakupy dla jednostek resortu, a zatem i zdaje się Ministerstwa Sprawiedliwości, chyba, że to ostatnie już nie jest w resorcie (do sprawdzenia tutaj: http://www.czdsigb.gov.pl/zamowienia-publiczne/33-zamowienia-publiczne.html oraz tutaj http://www.czdsigb.gov.pl/zamowienia-publiczne/19-dostawa-komputerow-przenonych-i-tabletow-na-potrzeby-jednostek-organizacyjnych-sdownictwa-powszechnego.html). Co więcej z ogłoszenia o owej „analizie rynkowej” nie wynika PO CO Ministerstwo Sprawiedliwości chce dokonać zakupu TYCH KONKRETNYCH TABLETÓW… Zaś wymagania okazują się nieprzystające do realiów w jakich będą używane. Idąc od początku specyfikacji owych tabletów zainteresowało mnie wymaganie:
„Obsługa wielu punktów dotyku (10 palców)”. Nie wiem, czy którakolwiek z szych w Ministerstwie Sprawiedliwości opanowała pisanie wszystkimi palcami… Moje wątpliwości rozwiał kolega, który poinformował mnie, że to nie chodzi o pisanie, ale o to, że niektóre GRY KOMPUTEROWE wymagają jednoczesnego dotykania monitora (przy monitorach dotykowych) w kilku miejscach i to dlatego jest taki wymóg. z powyższym wymaganiem wiąże się oczywiście rozdzielczość określona jako „10.1" podświetlany diodami LED WXGA (1280x800) Ekran” czyli nic innego jak FULL HD … no w końcu GRY KOMPUTEROWE wymagania mają, a jak się za dużo gra a monitor słaby to wzrok leci… i okulary trzeba będzie kupić… aplikacja „MyCloud”. Dla niewtajemniczonych powiem, że jest to usługa zwana inaczej „moja chmura” i pozwala na przechowywanie danych na centralnym serwerze gdzieś w sieci… o tym, że Ministerstwo Sprawiedliwości zamierza przechowywać pliki na serwerze obcym-nieministerialnym, świadczy również wymóg istnienia aplikacji ASUS WebStorage, która jest niczym innym jak: internetowym dyskiem twardym o pojemności 500 GB. Nie wiem czy ktoś kto planował ów zakup nie wie, że nie kto inny a Ministerstwo Sprawiedliwości wdrożyło Politykę Bezpieczeństwa zabraniającą przechowywania danych na serwerach zewnętrznych?? Toż to skandal!!!
Nikogo nie interesuje, że system Android jakoś nie bardzo współpracuje z Windows, bo to różne systemy operacyjne. Nie pomoże aplikacja „File manager” jaka jest wymagana, bo to „moduł do zarządzania plikami, czyli dodawania i usuwania plików znajdujących się na serwerze. W naszym przetargu nie widać oczywiście ANI JEDNEJ APLIKACJI do pracy na plikach z wyjątkiem aplikacji Supernowe, czyli coś w rodzaju notatnika. Twórcy ogłoszenia nawet nie zadbali o to, żeby na tabletach była zainstalowana aplikacja „Open Office for tablet”. Ja rozumiem, że TEN KONKRETNY TABLET jest jak laptop oraz, że wymienione aplikacje są niejako w pakiecie z tabletem, ale jak dla mnie taniej byłoby kupić laptopa ze stacją dokującą, bo przynajmniej można by na nim popracować i spójny byłby z systemami w Ministerstwie Sprawiedliwości. Pomijam oczywiście, że szychy z Ministerstwa Sprawiedliwości wypasione laptopy mają i zakup tabletów jak dla mnie nieuzasadniony, co narusza zasadę „celowości wydatkowania środków budżetowych” i to w dobie corocznego zamrażania wynagrodzeń w sferze budżetowej. Bo jak na razie cel jaki przyświeca temu ogłoszeniu to nic innego jak zakup GADŻETU, po to, żeby szychy z Ministerstwa Sprawiedliwości miały Angry Birds Android i to w jakości Full HD. Skandal!!! o
We wtorek w niektórych mediach pojawił się „TEMAT SPOŁECZNIE WRAŻLIWY”. Dla osób nie wtajemniczonych śpieszę wyjaśnić, że jest to niczym innym niż „temat zastępczy”, czyli nius jaki ma odwrócić uwagę społeczeństwa od poważnego problemu. W naszym przypadku problemem wymagającym wyciszenia jest ujawnienie przez Gazetę Prawną faktu wpisania sobie przez Ministra Spraw...iedliwości do rozporządzenia w sprawie nadzoru administracyjnego nad sądami powszechnymi uprawnienia do żądania akt postępowania sądowego. Tematem społecznie wrażliwym jest krzywda ludzka w postaci przeprowadzenia egzekucji przez komornika sądowego wobec kobiety i to chorej na raka, która dłużniczką raczej nie była. Temat jakoś nie mógł się przebić przez media, poza te które poproszono o ujawnienie tematu. Trzeba bowiem pamiętać, że „temat społecznie drażliwy” jest tematem ZLECANYM przez właściwe osoby, w tym wypadku jakiegoś tuza piar (PR) w Ministerstwie Sprawiedliwości. Od razu zastrzegam, że krzywda ludzka nie jest mi obojętna, zaś problemy osób chorych na raka są mi osobiście znane. Jednak w tym wszystkim problemie rażą mnie dwie rzeczy. Po pierwsze irytuje mnie brak poinformowania społeczeństwa o tym, że prawo, za którego ukształtowanie odpowiada Minister Sprawiedliwości jest złe. A w przypadku egzekucji, tak jak w przypadku e-sądu, wszystko opiera się na twierdzeniach tego kto zainicjował postępowanie, w tym wypadku wierzyciela. To PAN MINISTER SPRAWIEDLIWOŚCI, a nie kto inny, pomimo podnoszonych od dawna krzyków i wniosków NIE ZMIENIŁ PRZEPISÓW nakazujących wierzycielowi (a w e-sądzie powodowi) wykazanie stosownym dokumentem, że prawidłowo oznaczył dłużnika (pozwanego). Ten problem wałkowany jest od dawna. Co więcej ten temat został wywołany niczym innym jak skutkami magicznych elektronicznych nakazów zapłaty wydawanych przez e-sąd niczym fabryka śrubek. Takich ludzi jak ta Pani są bowiem na skutek działania e-sądu tysiące!!! Proponuje zatem żeby wszyscy teraz zgłosili się do Ministra Sprawiedliwości po pieniądze jeżeli rzeczywiście zrealizuje swoją obietnicę… i również zażądali zwrotu pieniędzy!!! I to jest ten drugi problem. Zacznijmy od tego, że obietnica zwrotu Pani pokrzywdzonej pieniędzy jest OBIETNICĄ BEZ POKRYCIA. Z przykrością bowiem informuję, że w budżecie Ministerstwa Sprawiedliwości nie ma przewidzianych możliwości dokonywania takich zwrotów!!! Niestety tym razem nie mamy przepisy prawa i to dość restrykcyjne. Nie pomoże Panu Ministrowi „duch prawa”, bo poza przepisami nad takim wydatkiem będzie krążył nie tylko duch, ale sam osobiście Minister Finansów Jan Vincent-Rostowski (vel Jacek Rostowski), a za nim Najwyższa Izba Kontroli oraz . Co więcej powinien się pojawić Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych w roli oskarżyciela oraz odpowiedni Prokurator. Dlaczego? Ano dlatego, że jest to wydatkowanie w sposób sprzeczny z ustawą budżetową i dyscypliną finansów publicznych a także narażenie Skarbu Państwa na szkodę. Znam budżet na ten rok Ministerstwa Sprawiedliwości i wiem jakie są w niej pozycje. Nie przewidziano w nim wydatków i darowizn na osoby fizyczne czy prawne w przypadku poprowadzenia niewłaściwej egzekucji, które w późniejszym terminie nie wiadomo na jakiej podstawie (może cesja wierzytelności??) będą egzekwowane od kogokolwiek, co zresztą wymaga orzeczenia sądowego. Jest pozycja „odszkodowania od Skarbu Państwa” jednak wypłata ich wymaga posiadania prawomocnego orzeczenia sądowego przeciwko Skarbowi Państwa reprezentowanemu przez Ministra Sprawiedliwości. A tutaj takiego nie ma. Jest to również o tyle bulwersujące, że kreując się na „Janosika” czy „Mesjasza narodu” Pan Jarosław Gowin zapomina, że chce dokonać wypłaty ze środków publicznych. Ta obietnica to dla mnie sięganie do mojej i Czytelników kieszeni w celu promocji samego siebie. Łatwo bowiem powiedzieć „oto ja jedyny sprawiedliwy zwrócę te pieniądze” i sięgnąć do pieniędzy obywateli. Rozumiem, że mogła lub stała się krzywda, ale gdyby rzeczywiście Jarosław Gowin jako Minister Sprawiedliwości chciał pomóc, to mógłby zaoferować pomoc prawną i natychmiast zmienić przepisy. A jeżeli chce być Jedynym Sprawiedliwym (nie jako Minister) to niech wyciągnie z własnej kieszeni te 30 tysięcy. Wtedy zasłuży na te słowa. Na razie z jednej strony Pan Minister Sprawiedliwości wali w Prezydium Sejmu, że sobie przyznaje nagrody ze środków publicznych w trudnej sytuacji finansowej, by za chwile wydawać te same środki publiczne w celu kreacji własnego wizerunku. Podobno Jarosław Gowin ceni Margaret Thatcher. Szkoda że nie przyswoił słów, że środki publiczne to pieniądze podatników i że dlatego trzeba je szanować i wydawać tylko zgodnie z ich przeznaczeniem.
Miałam dzisiaj okazję obserwować posiedzenie
Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka z udziałem Podsekretarza Stanu
Wojciecha Hajduka w sprawie ustawy o okręgach sądowych… Jestem osobą, która nie
jest za żadną partią od dawna, bo jakoś nie widzę możliwości wyboru z programów
jakie partie oferują. Jednak to co zobaczyłam dzisiaj wprawiło mnie w stan
osłupienia, bo nie myślałam i nie wiedziałam jak wygląda sejmowa rzeczywistość.
To, że łatwo nie będzie było wiadomo, bo woli
politycznej partii rządzącej nie ma. Chodzi bowiem o bronienie rękoma i nogami
pseudoreformy Ministra Sprawiedliwości Jarosława Gowina. To nawet widać jak zasiada reprezentant
Ministra Sprawiedliwości na Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Zawsze w
otoczeniu posłów PO.
W dniu dzisiejszym Podsekretarz Stanu w
Ministerstwie Sprawiedliwości zasiadł zgodnie z utrwalonym zwyczajem… otoczony
posłami z PO, tymi co przybyli na miejsce o czasie… kilku sztuk brakowało. Na początku
było dwóch posłów z PiS, reszty nie było bo jak powiedziano dlatego, że w dniu
dzisiejszym był pogrzeb Jadwigi Kaczyńskiej. Co więcej tych dwóch posłów w
pewnym momencie wyszło na ów pogrzeb. Nieobecność ich zatem w mojej opinii powinna
być usprawiedliwiona, i winna prowadzić do uszanowania ich nieobecności choćby
poprzez przesunięcie KSiPCz na inny termin. Tak było by godnie, ludzko. Nawet
padł taki wniosek, ale poseł Jerzy Kozdroń mówiąc, że nie jest kulturalny (z
tym się zgodzę pamiętając słowa jakie wypowiedział do Barbary Grabowskiej –
przedstawicielki Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka na pewnym posiedzeniu) powiedział
Komisja zatem musiała obradować dalej. Siedzący niedaleko Podsekretarza Stanu
Wojciecha Hajduka poseł Żalek z PO złożył wniosek żeby zapytać przedstawiciela
Ministerstwa Sprawiedliwości o ocenę reorganizacji… Nie wiem co ma piernik do
wiatraka, ale widocznie dla Pana Posła ma… Oczywiście po wczorajszej publikacji
na Stronie Wieści Dziwnych i NieDoKońca Prawdziwych wiemy, że Ministerstwo
Sprawiedliwości twierdzi, że jest SUPER, choć NIE JEST. A dane jakie pokazują,
są jakby to powiedzieć… co najmniej zaskakujące, bo nie wiem np. skąd liczba 20
spraw karnych prowadzonych od nowa… Pomijam oczywiście, że Minister Sprawiedliwości
zapewne zapomniał poinformować, że pierwszy tydzień stycznia (a dzisiaj mamy 23
stycznia) to akta latały pomiędzy sądami przejmującymi a wydziałami
zamiejscowymi tych sądów… Że od tego czasu to akta zakładają się na nowo… więc
dla mnie ta liczba 20 spraw to nic innego jak manipulacja niedomówień i
opieranie się na sprawach, w których terminy rozpraw zostały wyznaczone w drugim
tygodniu stycznia, a nie wszystkie… Nic Propaganda sukcesu lodem z PRL musi
być. Nie mniej jednak wniosek ten upadł… Padł za to po raz kolejny wniosek tym razem
zgłoszony przez Posła Kozdronia, żeby zawiesić pracę do czasu rozstrzygnięcia
przez TK wniosku jaki tam zalega. Większość z Czytelników wie, że jest to
wniosek, który już raz był złożony, a potem złożono wniosek o podjęcie prac i
go przegłosowano na TAK. Po tymże jednak wniosku nastąpiła konsternacja… bo się
okazało, że brakuje tych kilku posłów PO więc pewien młody człowiek z otoczenia
posłów PO zaczął nerwowo biegać z telefonem, podbiegł prawdopodobnie do innego
posła PO i wybiegli szukać zaginionych w akcji… Chodziło bowiem o to, że jak
zabraknie owych dwóch sztuk z PO i wyszli by posłowie z pozostałych partii nie
byłoby quorum, czyli wymaganej minimalnej ilości posłów by Komisja mogła
obradować…
Jednak po chwili do sali gdzie odbywała się
Komisja wpadli do sali, bo nie powiem, że weszli… Poseł Krzysztof Kwiatkowski, znany
niektórym z występu przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie wynagrodzeń
sędziów Poseł Witold Pahl oraz jeszcze jeden z posłów jakiego imienia i
nazwiska nie znam, by zająć miejsca w spokoju, bo w końcu już na posiedzeniu byli.
Nie pomogło opuszczenie Sali przez pozostałych posłów (nie z PO), bo przy
obecności 10 posłów na Sali, z czego 9 z PO (quorum 9 posłów) wiadomym było, że
przegłosują co mają przegłosować. Wszystko to działo się w ciągu w sumie 15
minut… SZOKUJĄCE?
Dla mnie tak. Bo okazuje się, że nie jest
istotny interes społeczeństwa. Ważne jest by OCALIĆ MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI.
Zobaczyłam bowiem jak w rzeczywistości funkcjonuje Sejm… Jest oczywiście nagranie tego posiedzenia,
ale niestety kamera nie obejmuje całej Sali. Najlepsze z nagrania jes zwłaszcza
na końcu (tutaj http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/transmisje.xsp?unid=BD26A8127AB8FFE7C1257AF5003C4C34).
Chodzi mi o zapis od 9:47:55 nagrania, kiedy poseł Kozdroń powiedział, że nie
podoba mu się to przeciąganie liny… Tylko, że jemu chodziło co wyraźnie o to że
jest reforma sądów i że proceduje się ustawę… Zgadzam się w tym miejscu ze
słowami posła Kalisza do posła Kozdronia… „Mi też się nie podoba” i „Kto
przeciąga linę? Gowin. A ty kontynuujesz” Oczywiście Podsekretarz Stanu w Ministerstwie
Sprawiedliwości wyszedł z uśmiecham od ucha do ucha… Tylko jak to zestawić z
przysięgą „Ślubuję uroczyście jako
sędzia sądu powszechnego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na
straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać
zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy
prawnie chronionej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i
uczciwości.”??
Może ktoś mi
wytłumaczy… Ja trzymam
kciuki za tę ustawę, bo oddanie takiej władzy jak tworzenie organizacji
sądownictwa w ręce osób niepowołanych jest niczym innym jak dawanie komuś
broni, by strzelał do niewinnych. Ciekawa jestem
co zobaczę dzisiaj na Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka… bo dzisiaj
będzie poddawany pod obrady słynny projekt pseudoposelski… czyli druk 880 o
jakim pisałam wczoraj.
Choć jak na
razie tak mi się kojarzy powiedzenie Nie mój cyrk, nie moje małpy… tylko czy
wczorajszym miałam zaszczyt uczestniczyć seminarium zorganizowanym przez
Helsińska Fundację Praw Człowieka poświęconym dyskusji nad raportem „Asystenci sędziów i pracownicy sądów jako
ważne ogniwo procesu orzeczniczego w sądach” autorstwa Artura Pietryki
oraz Michała Szwasta (do zapoznania się tutaj: http://www.hfhrpol.waw.pl/legislacja/images/stories/file/Artur%20Pietryka%20Michal%20Szwast%20Asystenci%20sedziow%20i%20pracownicy%20sadow%20jako%20wazne%20ogniwo%20procesu%20orzeczniczego%20w%20sadach.pdf).
Bez wątpienia z mojej strony raport ten był niezbędny i konieczny, a poważanie
i status Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka gwarantowały rzetelność
przeprowadzonej analizy sytuacji oraz obiektywizm. Dla
niektórych z Czytelników być może raport ten zawiera stwierdzenia „nie nowe”,
ale jak do tej pory żadna z organizacji pozarządowych nie związanych wprost z
sądownictwem nie próbowała podjąć tematu. Dla części zaś społeczeństwa sąd
kojarzy się jedynie z sędziami i ewentualnie protokolantem lub panią z Biura
obsługi interesanta. Tymczasem sąd to system naczyń połączonych. Sędzia nie
będzie miał warunków by sądzić jeżeli nie będzie miał do pomocy asystenta
sędziego oraz urzędników sądowych. Tego nie zmieni żaden nawet najgenialniejszy
system informatyczny. Co więcej lansowanie idei propagandowej, że oto nadchodzi
informatyzacja sądownictwa jest wciskaniem kitu, bo informatyzacja już dawno
została wdrożona, również dzięki wsparciu z Unii Europejskiej. Lansowanie „tzw.
systemu gliwickiego” jest zaś niczym innym jak tworzeniem fikcji w
społeczeństwie, że oto zachodzą „niewiadomo jakie zmiany”, mimo, że system ten
raczej wydłuża czynności, zwłaszcza sędziego. Pisał o tym mój ulubiony i bardzo
mądry blogger we wpisie „Kalendarz” (tutaj: http://sub-iudice.blogspot.com/2013/01/kalendarz.html). Tymczasem
sąd to sędzia, który zajmuje się tylko sądzeniem, to powinno zaprzątać jego
czas, asystent sędziego, który wspomaga jego działanie poprzez przygotowanie
niezbędnych do właściwej oceny sytuacji informacji (orzecznictwa, poglądów
doktryny jeśli problem skomplikowany, przygotowuje sędziego do rozprawy i
sporządza projekty uzasadnień i rozstrzygnięć), ale też i urzędnik sądowy, bez
którego Ci pierwsi są jak szewc bez butów. To urzędnicy dbają o obieg
dokumentacji, to oni wykonują zarządzenia, to oni właśnie powodują, że system funkcjonuje.
Komputer sobie nie założy akt, nie wykona kopii, nie wyśle wreszcie sam niczego
pocztą. Autorzy
raportu poświęconego asystentom sędziów i urzędnikom sądowym przygotowywali się
do niego długo, analizując „zaszłości legislacyjne”, to jakie zmiany wdrażali
(o ile w ogóle) dożywotni specjaliści z Ministerstwa Sprawiedliwości pod
rządami kolejnych Ministrów Sprawiedliwości, bo jak wiemy jest to gorące
krzesło, aż do chwili obecnej. Co więcej zweryfikowali oni to co „w prawie” z
tym do czego doprowadziło to prawo w rzeczywistości zbierając oficjalne dane w
trybie informacji publicznej co jak wiemy nie jest prostą sprawą. Jedynie
tytułem wtrętu przytoczę słowa Artura Pietryki, który powiedział, że Helsińska
Fundacja Praw Człowieka, czyli jedna z największych organizacji pozarządowych
walcząca o prawa człowieka na różnych polach była wzywana do wykazania ważnego
interesu prawnego by uzyskać wnioskowane informacje. Niestety ABSURD tego
przykładu pokazuje jednocześnie, że dla niektórych prezesów sądów ich
pracownicy nie mają praw, bo jak wytłumaczyć takie działanie. Analiza
sytuacji dokonana przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, mimo, że nie dotyka
szczegółów, to pokazuje, że im głębiej będziemy sięgać to będzie gorzej. Papka
propagandowa Ministra Sprawiedliwości nic nie da dopóki nie będzie woli ze
stronu inicjatora zmian legislacyjnych do gruntownego, właściwego,
kompleksowego uregulowania ustroju sądów powszechnych, ale nie w celu własnego
widzimisię kolejnego Ministra Sprawiedliwości, czy partii rządzącej, ale
takiego, by system, który stworzy był solidnym, stabilnym, wieloletnim, dobrze
funkcjonującym organem. Wszelkie akcje typu „Strategia Wymiaru Sprawiedliwości
2020” są bowiem niczym innym jak sądowaniem tego jakie zmiany ad hoc może
wprowadzić ministerstwo i na ile będzie opór społeczny w ich wprowadzaniu, nie
zaś sięgnięciem do zdiagnozowania problemów. Wspomniana przeze mnie strategia
ministerialna nie obejmuje bowiem problemu asystentów sędziów i pracowników
sądowych, ich pozycji i statusu i potrzebnych zmian. Raport ten
cieszy tym bardziej, że już w czwartek na Komisji Sprawiedliwości i Praw
Człowieka odbędzie się kolejne posiedzenie w sprawie pseudoposelskiego, czyli
przygotowanego w Ministerstwie Sprawiedliwości a wniesionego przez
zaprzyjaźnionych posłów PO oczywiście, projektu zmian ustawy Prawo o ustroju
sądów powszechnych dot. asystentów sędziów. Ta proteza legislacyjna, gniot nad
wszystkie gnioty forsowany jest z uporem maniaka pod hasłem deregulacji zawodu
asystenta sędziego. Niestety z deregulacją ma wspólnego tyle, że może projekt
ten leżał przez chwilę na półce deregulacja. Okazuje się bowiem, że jego
nadrzędnym celem nie jest uregulowanie zawodu w taki sposób by nastąpił nawał
kandydatów na to stanowisko, a co najwyżej aby ktoś się przynajmniej zgłosił.
Tak naprawdę projekt ten ma napchać już pustą kasę Krajowej Szkoły Sądownictwa
i Prokuratur zwanej powszechnie Hogwartem. To Hogwart ma organizować „staż
asystencki” choć przez 3 lata nie poszczycił się szkoleniem innym niż „metodyka
pracy asystenta sędziego w sprawach…”. Wszelkie zaś próby zainicjowania nowych szkoleń spotkały się z
„banem”. Nie wiem czy dobrze czy nie, ale pracownicy sądów nawet tego zaszczytu
nie dostąpili…
najbliższa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka to dobry moment do tego by
zadać pytanie QUO VADIS TEMIDO? Bo jak na razie wychodzi mi że na szafot… a
sądownictwo w niedługim czasie rozsypie się niczym domek z kart… na skutek
kolejnej wizji Ministra Sprawiedliwości wspieranego specjalistami z
Ministerstwa Sprawiedliwości i kolejnymi bzdurnymi raportami zamawianymi przez
to ministerstwo ze środków publicznych tylko po to żeby udowodnić własną
tezę. Jedyną Słuszną Oczywiście. Helsińskiej
Fundacji Praw Człowieka w tym miejscu bardzo dziękuję za zaangażowanie, w
szczególności dr Adamowi Bodnarowi, Pani Barbarze Grabowskiej oraz oczywiście
autorom raportu Arturowi Pietryce oraz Michałowi Szwastowi, a także wszystkim,
którzy przyczynili się do jego powstania. Bo okazuje się, że wszyscy
dostrzegają ten sam problem niezależnie od miejsca z którego patrzą. A politycy
powinni się zastanowić, że wszyscy nie mogą się mylić. o
Ostatnio pewien mój znajomy poprosił mnie o to, żebym popatrzyła na projekt rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie nadzoru administracyjnego nad sądami powszechnymi wskazując, że jest na stronie RCL (tutaj: http://legislacja.rcl.gov.pl/lista/517/projekt/32334/katalog/32341). No muszę powiedzieć, że już sam fakt znalezienia ostatniego projektu, czyli „najświeższego” dał mi wiele atrakcji. Do tej pory bowiem było tak, że ostatni projekt zawsze był dołączany do aktualnego poziomu stanu prac. Czyli jak projekt był na etapie „uzgodnień” to tam można było go znaleźć. Idąc dotychczasową praktyką weszłam na zaznaczony na niebiesko (oznaczający stan prac aktualnych) etap „opinia o zgodności projektu z prawem Unii Europejskiej” jednak w tej zakładce projektu trudno się go doszukać. Projekt na szczęście jest w zakładce „Projekt”, czyli zgodnie z nazwą i logiką i jest oznaczony jako „projekt do uzgodnień(3).pdf”. Datowany jest na 13 listopada 2012 r. i w dniu 14 listopada 2012 r. (środa) został skierowany do uzgodnień resortowych… z terminem do zajęcia stanowiska do 19 listopada 2012 r. (poniedziałek). Co ciekawe brak śladu aby projekt ten został przesłany do Krajowej Rady Sądownictwa… no bo po co? Nieważne, że KRS wypowiedzieć się musi… Co więcej nawet jakby wysłano również do KRS ten projekt 14 listopada 2012 r. to może z uwagi na posiedzenie jakie się odbywało mogłoby wejść do porządku obrad, ale opinia o projekcie, który wraz z uzasadnieniem sporządzony jest na 74 stronach jakoś nie widzę by mogła być merytorycznie zaproponowana. Problem również w tym, że projekt listopadowy różni się od poprzednich wersji… i zawiera przepis obecnie § 20 stanowiący, że „W ramach kontroli wykonywania obowiązków nadzorczych przez prezesów sądów apelacyjnych, Minister Sprawiedliwości może żądać od prezesa sądu apelacyjnego przedstawienia, w zakreślonym terminie, informacji lub dokumentów, w tym akt spraw sądowych, dotyczących wykonywania tych obowiązków”. No muszę powiedzieć, że chyba kogoś nawet duch prawa opuścił… ten przepis stanowi bowiem przekroczenie delegacji ustawowej, bo w ramach wpisanego ustawowo nadzoru zewnętrznego uprawnienia nadzorcze wykonywane są nieosobiście przez Ministra Sprawiedliwości a przez sędziów wizytatorów. Po drugie jedyne uprawnienie dla tegoż ministra do żądania akt sprawy jest przewidziane do postępowań przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości… choć nie wiem co ma to wspólnego z nadzorem… Po trzecie od kiedy to akta sprawy są dokumentem?? Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego to dokumenty tworzą akta sprawy!!!
Oczywiście mam świadomość, że po aferze bursztynowej Pan Minister Sprawiedliwości postanowił stworzyć przepis prawa do żądania akt sprawy, ale moim zdaniem musi być on zgodny z Prawem o ustroju sądów powszechnych. Oczywiście takie działanie Ministerstwa Sprawiedliwości budzi również mój wewnętrzny sprzeciw jako obywatela, bo organ władzy wykonawczej nie może mieć uprawnienia brania sobie akt z sądu w ogóle, a wobec braku wskazania, że chodzi o akta spraw zakończonych tym bardzie. Ustrój, w którym organy rządowe brały sobie akta w każdym stadium postępowania nazywał się PRL i został obalony.
Oczywiście w ramach projektu mamy… TABELKI różne… No cóż Ministerstwo Sprawiedliwości pozostaje Ministerstwem Statystyki zgodnie z zasadą, że Statystyka królową polskich sądów. Najbardziej ubawiło mnie, że w ramach statystyk spraw tam wskazanych nie pojawia się sygnatura „Nc” czyli sygnatura nadawana w sprawach gdzie wydawany jest nakaz zapłaty… Oczywiście Wytrawni Czytelnicy wiedzą, że zarządzeniem Ministra Sprawiedliwości z dnia 25 września 2012 r. zmieniającym zarządzenie w sprawie organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych oraz innych działów administracji sądowej (Dz. Urz. Min. Sprawiedl. z 2012 r. poz. 157) Pan Minister zlikwidował podział spraw na „Nc” (te z nakazem) i „C” (te po sprzeciwie, zarzutach, oraz tych w których nie można było wydać nakazu zapłaty”. Jednak już zarządzeniem Ministra Sprawiedliwości z dnia 20 grudnia 2012 r. zmieniające zarządzenie w sprawie organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych oraz innych działów administracji sądowej oraz o zmianie zarządzenia zmieniającego zarządzenie w sprawie organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych oraz innych działów administracji sądowej (Dz. Urz. Min. Sprawiedl. z 2012 r. poz. 176) już się wycofał z tej zmiany i uchylił przepisy w tym zakresie zanim weszły one w życie. Jednym słowem „Nc” nadal istnieje… Może to i byłoby zabawne, gdyby nie to, że …. Ów projekt – oczywiście po „kolejnej korekcie”, która nie ujrzała światła dziennego, został podpisany z dniem 20 grudnia 2012 r. i opublikowany w dniu 17 stycznia 2013 r. pod poz. 69.
Państwo policyjne to za mało… czyżby nadszedł czas na ręczne sterowanie procesami?? A co do Nc… jakby tu powiedzieć „jest ale nie jest” … bo jak się okazuje tego samego dnia 20 grudnia 2012 r. Pan Minister Sprawiedliwości podpisał dwa sprzeczne ze sobą dokumenty… Czyżby czytanie było za trudne?? Nie… to chyba jednak Pan Alzheimer się pojawił. Chyba, że to zabieg celowy… bo DZIĘKI TEMU ROZPORZĄDZENIU SŁYNNY E-SĄD, KTÓRY JEST PRALNIĄ PRZEDAWNIONYCH I NIEWYMAGALNYCH ROSZCZEŃ I Z SĄDEM W ROZUMIENIU KONSTYTUCJI ZOSTAŁ POZA KONTROLĄ! Chyba napiszę do Komisji UE, że Polska łamie art. 47 EKPP… Czas bowiem na poważne ruchy…
Z nowym rokiem nie można powiedzieć, że Pan Minister Sprawiedliwości próżnuje. Gdzie nie spojrzeć to Jarosław Gowin. Każde media jego! Wypowiada się wszem i wobec, bo jakakolwiek „debata” on musi zabrać głos, a oczywiście temat się zawsze nadarzy. Czytania jest co nie miara...Zastanawiam się tylko czy z wypowiedzi jakie padają nie wydziera nowa postać … nazywa się Alzheimer… Skąd... takie stwierdzenie?! Śpieszę wyjaśnić.Ostatnio przeczytałam przedruk wywiadu z Jarosławem Gawinem w Polskim Radiu (tutaj: http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/758588,Gowin-reforma-sadow-jest-po-stronie-obywatela) . Stwierdził on tam cyt.: „Jeśli ktoś mówi, że reforma ma rozbić sitwę, jest to krzywdzące wobec środowiska sędziowskiego. Jeśli ktoś twierdzi, że musi dalej dojeżdżać do sądu, nie zna faktów – powiedział minister”.I tak mnie natchnęło skąd ja znam tę sitwę??? Zaraz, zaraz… Panie Ministrze zapomniał Pan co Pan mówił w zeszłym roku?? Może jakieś preparaty na pamięć należy kupić?? A jak nie pomagają to proszę iść się zbadać, bo brak pamięci krótkoterminowej może oznaczać poważne problemy natury neurologicznej! Przypomnę zatem:„- Uważam, że nie złamałem prawa. Ale powiem też otwarcie: mam w nosie literę przepisów, ważny jest ich duch. Ważne, że Polacy mają prawo żyć w państwie uczciwym, transparentnym, w państwie, w którym wymiar sprawiedliwości stoi na straży interesów obywateli, a nie na straży interesów sitwy tworzonej przez część środowisk prawniczych - powiedział Gowin.Dodał, że nie da się zastraszyć: - Ja wiem, że ta sitwa jest przerażona tym, co robię, i chcę, by stąd poszedł jasny przekaz do tej sitwy: nie zastraszycie mnie - dodał Gowin.Minister oświadczył, że zdecydowana większość sędziów dobrze wypełnia swoje obowiązki. Dodał jednak, że nie będąc prawnikiem, jest zdeterminowany, aby, jak się wyraził, "usunąć trąd z pałacu sprawiedliwości". - Wiem, że nieliczna część środowiska sędziowskiego i prokuratorskiego jest przerażona tym, jakie mogą być skutki moich działań - powiedział Gowin, deklarując, że zrobi wszystko, aby "odsłonić prawdę, niezależnie od tego, jakie mogą być następstwa dla niego lub innych osób".” (źródło: Polskie Radio http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/758588,Gowin-reforma-sadow-jest-po-stronie-obywatela). Śmiem twierdzić, że to Pan doprowadził do takiej sytuacji. To Pan użył w jednej wypowiedzi słowa „SITWA” w kontekście środowisk prawniczych, ale i również sędziów oraz prokuratorów. To Pan doprowadził do spadku zaufania obywateli do sądów i sędziów. To Pan przez swoje niefortunne i nieprzemyślane wypowiedzi doprowadził do tego. Myślę, że powinien Pan przeprosić sędziów, prokuratorów, adwokatów, radców prawnych, komorników itd. czyli wszystkie środowiska prawnicze za własne słowa. Zaś co do osób „nie znających faktów” sugeruję, żeby Pan Minister pojechał w Polskę, ale NIE DO KRAKOWA, bo KRAKÓW to duża aglomeracja i zapytał się w Kasie Wydziału Zamiejscowego jakiegoś Przejmującego Sądu czy można wypłacić pieniądze tytułem zwrotu kosztów podróży świadka… Wydaje się, że to Pan Minister nie zna faktów. A na przyszłość radzę pomyśleć zanim coś Pan powie… Bo powiedzenie „oj tam oj tam” w Pana wypadku nie da się zastosować. A nie da się jednym stwierdzeniem naprawić tego co się psuło przez prawie cały zeszły rok…
W kontekście zniesienia małych sądów (nie wszystkich) przez Ministra Sprawiedliwości toczyła się debata. Również samorządowcy zabierali głos mówiąc, że to pierwszy krok będący zamachem na podział administracyjny kraju… Szkoda, że nikt ich wtedy nie wysłuchał, a co więcej nadal nie słucha. Ci bowiem wiedzą co mówią… Dla większości obywateli bez echa przeszła zmiana ustawa z dnia 26 maja 2011 r. o zmianie ustawy o samorządzie gminnym oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. Nr 134, poz. 777). Ustawa ta wprowadziła możliwość łączenia się gmin na wniosek 15 obywateli… zgodnie bowiem z art. 1 ww. ustawy wprowadzono przepis art. 4c do ustawy samorządzie gminnym stanowiący w ust. 1 i 2, iż: „1. W sprawie utworzenia, połączenia, podziału i zniesienia gminy oraz ustalenia granic gminy może być przeprowadzone referendum lokalne z inicjatywy mieszkańców. 2. Z inicjatywą przeprowadzenia referendum, o którym mowa w ust. 1, wystąpić może jedynie grupa co najmniej 15 obywateli, o której mowa w art. 11 ust. 1a ustawy z dnia 15 września 2000 r. o referendum lokalnym (Dz. U. Nr 88, poz. 985, z późn. zm.3))”.Jest to zmiana istotna, albowiem do tej pory tworzenie gmin było wyłączną kompetencją Rady Ministrów po zaistnieniu określonych przesłanek, dość trudnych by zmienić coś w podziale administracyjnym kraju, jak zawnioskują o nią radni. Tym razem postanowiono przenieść decyzję w kierunku obywateli… mimo, iż radni jakby nie patrzeć wybierani są w wolnych, demokratycznych wyborach i stanowią reprezentację obywateli na terenie gminy. Czyli coś na kształt odbierzmy prawo głosu „przedstawicielom społeczności lokalnej”. Gminy czy powiaty z oczywistych względów dalekie są od łączenia, bo ten sam lub nawet lepszy efekt mogą uzyskać tworząc związki gmin i powiatów, w ramach których mogą wymieniać się swoimi najlepszymi rozwiązaniami, uzyskiwać dotację na rozwój gmin zrzeszonych w takim związku i tym samym działać na rzecz społeczności lokalnych i poprawę ich bytu. Ponieważ zmiana legislacyjna przeszła bez echa, czemu trudno się dziwić, postanowiono ją „ulepszyć”, ale i przyspieszyć. Przyspieszenie:
Bez wątpienia z mojej strony zniesienie niektórych sądów rejonowych zgodnie z twierdzeniami samorządowców było krokiem w tym kierunku. Bo jeżeli za utworzeniem wydziałów zamiejscowych nie zostały przekazane „etaty” sędziowskie i referendarskie, to wydziały moim zdaniem zostaną zlikwidowane w końcu. Niezależnie bowiem kiedy wypowiada się Minister Sprawiedliwości czy inna szycha z Ministerstwa Sprawiedliwości społeczeństwu mówi się, że „w Polsce jest za dużo sędziów” i podaje się statystyki. Czyli pomimo ich utworzenia nigdy nie było zamiarem Ministra Sprawiedliwości, by wydziały zamiejscowe miały minimalną ustawową ilość sędziów i referendarzy w ilości 5 szt. Nie ma zatem sensu ich utrzymywać i powoli, stopniowo będą likwidowane, bo to gwarantuje przejście bez echa do etapu drugiego. Ulepszenie:
W zeszłym tygodniu można było przeczytać artykuł „Szykuje się rewolucja w polskich samorządach” (tutaj: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/szykuje-sie-rewolucja-w-polskich-samorzadach,1,5388972,wiadomosc.html). To o tym również mówili i nadal mówią samorządowcy… Jeżeli bowiem twierdzi się, że jest za dużo gmin i powiatów pod przykrywką „przejścia od instytucji do zadań” w sytuacji, w której jednocześnie coraz to nową ustawą nakłada się na gminy i powiaty coraz to większą ilość zadań bez wskazania źródła ich finansowania, a nawet tak jak w przypadku zniesienia 79 sądów ostatecznie zabrania jednego ze źródeł finansowania (opłaty od pełnomocnictw), to widać o co m.in. w tym wszystkim chodzi. Sytuację gmin opisywał w red. Marka Hensler w artykule „Cześć gmin, powiatów i województw do likwidacji? Niedługo to konieczność (Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1533175,1,czesc-gmin-powiatow-i-wojewodztw-do-likwidacji-niedlugo-to-koniecznosc.read#ixzz2HNMmifhO). Artykuł ten pokazuje, że sytuacja finansowa jednostek samorządu terytorialnego wobec działań legislacyjnych zaczyna wisieć na włosku i część samorządowców ma poważne problemy z ich realizacją. Ostatnio odsłuchałam jednego z najlepszych wywiadów, ale i najcenniejszych dla mnie, albowiem I Prezes Sądu Najwyższego wypowiada się na łamach mediów rzadko. Ta rzadkość wypowiedzi wynika zapewne z tego, że Pan Sędzia rozumie w pełni powagę stanowiska jakie piastuje i konsekwencję własnych wypowiedzi. To przejawia się w słowach jakie wypowiada, które są przemyślane, wyważone. W wywiadzie udzielonym w radio TOKFM (tutaj: http://bi.gazeta.pl/im/9/12645/m12645879.mp3?skad=rss) I Prezes Sądu Najwyższego powiedział: „(…) Minister Sprawiedliwości decyduje o tworzeniu wydziałów zamiejscowych. Tak jak słyszałem to w miejsce sądów mogą powstać, mają powstać wydziały zamiejscowe. Być może tylko na pewien okres będą te wydziały zamiejscowe. Nie wiem. W każdym razie nie jest to moim zdaniem dobrym pomysł. Nie jest to dobrym pomysłem jeszcze z innego względu. Mianowicie te małe sądy tworzą taki powiedziałbym „zaczyn kulturowy” w małych miasteczkach. W dobie współczesnej obserwujemy rozrost wielkich metropolii i upadek prowincji. Likwidacja małych sądów właściwie wpisuje się w ten proces umierania prowincji. Jednak sąd to nie tylko sędziowie i urzędnicy, ale to i prokuratorzy, adwokaci, którzy się gromadzą w takim miasteczku, radcowie prawni Tworzy się taka grupa inteligencka, która wpływa na generalnie na rozwój takich miasteczek. (…)”.
Ci adwokaci, radcowie prawni otworzyli kancelarie w niedalekiej odległości od sądu, by mieć możliwość stałego, bieżącego prowadzenia spraw swoich klientów. By być jednocześnie blisko klienta, ale i na tyle blisko sądu, by w każdej chwili skontrolować stan sprawy. W sytuacji, w której zabiera się sąd, a następnie wydział zamiejscowy zabiera się również te możliwości. Jeżeli bowiem miejscowością, w której zlikwidowano sąd i wydział zamiejscowy, a tym który pozostał jest 100 km, bo akurat trasa pomiędzy nimi tyle wynosi, mimo, że w prostej linii branej za podstawę w Ministerstwie Sprawiedliwości jest 30 km, to bez wątpienia możliwości stałej bytności w sądzie już nie będzie. Nie wspomnę oczywiście o przejezdności i jakości tych dróg, bo nie czarujmy się, autostrady to to nie są, ale i autostrady są w remoncie. Skutkiem tego będzie bądź przeniesienie się kancelarii bliżej sądu, bądź wzrost kosztów obywatela obsługi prawnej, mimo, iż gdyby radcowie i adwokaci mieli wybór pozostawili by tak jak było dotychczas, bo znają możliwości finansowe swoich klientów. Ale ktoś za benzynę zapłacić musi, zwłaszcza jak ani pociągu, ani PKS pomiędzy tymi miejscowościami nie ma. Pozostaje zatem dylemat zostać tu gdzie do tej pory czy przenieść się do miasta sądu. Finał zatem będzie taki, że gminy, którym odebrano sądy, a za chwilę odbierze się również wydziały zamiejscowe, zostaną niejako przymuszone do owych połączeń. Bo jak finansować zadania własne, coraz to większe, jak w naszym przypadku nawet nie to, że nie wskazuje się źródła finansowania, ale wręcz się je zabiera. A podobno ta reorganizacja przez konsolidację nie będącą likwidacją pomimo zniesienia polegająca na zmianie nazwy nie ma nic wspólnego z podziałem administracyjnym kraju… Może dla Ministerstwa Sprawiedliwości to tylko geografia?? Tylko czy aby na pewno… o
Jeżeli na ok. 80 wniosków o przeniesienie w stan spoczynku w tych 22 przypadkach Minister Sprawiedliwości NIE WYDAŁ DECYZJI o przeniesieniu, tylko przekazał wniosek celem rozpatrzenia przez Krajową Radę Sądownictwa, to czy nie jest to równoznaczne z JEGO WNIOSKIEM?? Przecież w art. 73 § 1 usp jest napisane jak wół również to, że rozpatruje się jeżeli sędzia nie został przeniesiony w inne miejsce służbowe po zmianie organizacji ustroju i okręgów sądowych. Przypomnę jeszcze, że w pozostałych przypadkach zostały wydane przez Ministra Sprawiedliwości decyzje o przeniesieniu do innego sądu z informacją o tym, że Minister Sprawiedliwości nie korzysta z uprawnienia z art. 71 § 3 usp. Jak Krajowa Rada Sądownictwa nie wie czy to wniosek powinna się zwrócić do Ministra Sprawiedliwości w trybie przewidzianym w ustawie o KRS, a nie zwracać wniosek od razu. Nie wiem co się dzieje w Krajowej Radzie Sądownictwa, ale zaczynam się martwić… bo od jakiegoś czasu widzę, że Prawo o ustroju sądów powszechnych się w ogóle nie przyjęło, z Konstytucją też różnie bywa, ale teraz to mam wątpliwość czy również ustawa o KRS wraz z własną uchwałą nie stanowi dla jej członków przeszkody nie do pokonania. Myślę też, że następnym razem sędziowie wybierający członków do Krajowej Rady Sądownictwa nie powinni siedem razy przemyśleć czy osoby kandydujące do tego organu będą wiedziały czym ma się zajmować to ciało konstytucyjne.
Zauważyliście, że na stronie Wieści dziwnych i NieDoKońca prawdziwych aż do 7 stycznia 2013 r. była posucha? Nawet wiatr nie zahulał… No cóż, widocznie jedni muszą pracować, a inni nie. Jednak już w poniedziałek owego 7 stycznia nastąpił zmasowany atak informacyjny… W tym pojawiła się „Opinia Ministerstwa Sprawiedliwości w związku z toczącym się przed Trybunałem Konstytucyjnym postępowaniem...”. Ponieważ jako, że zasiadam w loży szyderców, ale również czytam sobie różne orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego oraz ustawę Prawo o ustroju sądów powszechnych niemalże nagminnie od razu wydrukowałam sobie owo dzieło.
Przeczytałam, że zostało ono podpisane przez Podsekretarza Stanu – Michała Królikowskiego… No cóż, jak widać Pan Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin jest tak zajęty bieganiem po mediach, że czasu nie znalazł na podpisanie opinii do Trybunału Konstytucyjnego… No chyba, że obawiał się go podpisać, ale to by wskazywało na brak zaufania do własnego podsekretarza… Oczywiście wiedząc z własnych doświadczeń, że wewnętrzne akty Pana Ministra Sprawiedliwości w kierowanym przez niego ministerstwie raczej się nie przyjmują postanowiłam też sprawdzić uprawnienia Podsekretarza Stanu – Michała Królikowskiego do podpisania owej opinii. Czytam zatem tekst jednolity Zarządzenia Nr 173/12/BM Ministra Sprawiedliwości z dnia 31 sierpnia 2012 r. w sprawie ustalenia zakresu czynności członków Kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Dyrektora Generalnego Urzędu i w § 3 ust. 2 pkt 1 stoi jak wół: „w sprawach należących do zakresu działania jednostek organizacyjnych określonych w ust. 3 podpisuje pisma kierowane do Prezydenta RP, Marszałków Sejmu i Senatu RP, Prezesa Rady Ministrów, ministrów i kierowników urzędów centralnych, Rzecznika Praw Obywatelskich, Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego, Przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa, Prokuratora Generalnego, Prezesa Najwyższej Izby Kontroli, Prezesa Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa oraz do osób stojących na czele najwyższych organów partii politycznych, kościołów i związków wyznaniowych”, przy czym zgodnie z owym ust. 3 ww. wystąpienia winny dotyczyć jednostek organizacyjnych o dumnie brzmiących nazwach: „1) Departament Prawa Karnego; 2) Departament Prawa Cywilnego; 3) Departament Zawodów Prawniczych i Dostępu do Pomocy Prawnej”.
Nie wiedziałam, że „Prawo o ustroju sądów powszechnych” mieści się w zakresie działania tych jednostek… Myślałam, że związane jest z działalnością Departamentu Sądów, Organizacji i Analiz Wymiaru Sprawiedliwości, a zatem działalnością Podsekretarza Stanu – Wojciecha Hajduka… Dodam też, że nawet jakby Pan Wojciech Hajduk był nieobecny w pracy, to i tak Michał Królikowski go nie zastępuje… co wynika z § 3 ust. 2 pkt 4 ww. zarządzenia… Tak czy siak dokument jest. Tyle tylko, że można mieć wątpliwość czy jest podpisany przez osobę uprawnioną. Oczywiście oddałam się lekturze 21 stron owego dokumentu. Cieszy fakt, że osoba go przygotowująca wie o istnieniu kilku wyroków Trybunału Konstytucyjnego, albowiem przytacza ich fragmenty… co prawda jako własne z pewnymi stwierdzeniami jakie nie padły … no ale jednak są. Cieszy również powołanie stanowiska doktryny. Znaczy się też ktoś przeczytał w wyrokach Trybunału Konstytucyjnego, że takowe są. Szkoda tylko, że z resztą wywodów jest gorzej i nawet nasuwa się pytanie jaki przepis był analizowany i czy aby na pewno ten, który jest zaskarżony. Otóż jak się okazuje, według Pana Podsekretarza Stanu – Michała Królikowskiego „delegacja ustawowa szczegółowo określa przesłanki, którymi winien się kierować wydający rozporządzenie, wskazując, że kształtowanie struktury sądów winno być warunkowane WIELKOŚCIĄ WPŁYWU SPRAW OCENIANĄ POD KĄTEM EKONOMII POSTĘPOWANIA I REALIZACJI PRAWA OBYWATELA DO ROZPOZNANIA SPRAWY W ROZSĄDNYM TERMINIE” (duże litery – moje). Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie… gdzie znajduje się powyższy tekst w ustawie Prawo o ustroju sądów powszechnych proszony jest o pilny kontakt! Wyznaczono nagrodę!!!
Oczywiście ów dokument ma jeszcze kilka pasjonujących stwierdzeń… Chociażby, że ww. delegacja w art. 20 jest zgodna z art. 92 ust. 1 zd. 2 Konstytucji. Nie wiem tylko na jakiej podstawie to twierdzenie… Z tego co ja czytałam to „(…) jak stwierdzono w wyroku z 26 października 1999 r. (K. 12/99, OTK ZU Nr 1999, s. 682-682) – “nie może mieć charakteru blankietowego i nie może pozostawiać prawodawcy rządowemu zbyt daleko idącej swobody w kształtowaniu merytorycznych treści rozporządzenia. Już w orzeczeniu Uw 4/88 z 19 października 1988 r. (OTK w 1988 r., s. 79) Trybunał Konstytucyjny wskazał, że niedopuszczalne jest formułowanie ustawowych upoważnień blankietowych. W dalszym orzecznictwie uformowało się stanowisko, że upoważnienie ustawowe musi być sformułowane tak, aby odsyłało do uregulowania tylko takie sprawy, które są już regulowane w ustawie..., jednocześnie sprawy te mają służyć realizacji celów wyrażonych w ustawie; dlatego też upoważnienie ustawowe powinno, przynajmniej ogólnie, wyznaczać kierunek unormowań zawartych w akcie wykonawczym (orzeczenie z 23 października 1995, K. 4/95, OTK w 1995 r., cz. II, poz. 31). W orzeczeniu z 22 września 1997 r. (K. 25/97, OTK ZU Nr 3-4/1997, s. 304) wskazano, że niedopuszczalne konstytucyjnie jest takie sformułowanie upoważnienia, które w istocie upoważnia nie do wydania rozporządzenia w celu wykonania ustawy (...) lecz do samodzielnego uregulowania całego kompleksu zagadnień (...) co do których w tekście ustawy nie ma żadnych bezpośrednich unormowań czy wskazówek”. Ten kierunek orzecznictwa znalazł wyraźne podtrzymanie w przepisach Konstytucji z 1997 r., bo – w art. 92 ust. 1 – nałożyła ona na ustawodawcę dodatkowe wymaganie, by w upoważnieniu do wydania rozporządzenia były określane “wytyczne dotyczące treści aktu”, a – w art. 31 ust. 3 – wprowadziła wymaganie, by ograniczenia konstytucyjnych wolności i praw były ustanawiane w drodze ustawy” (tak TK w wyroku z dnia 13 listopada 2001 sygn. K 16/01 i wielu innych). Tymczasem jak wiemy rozporządzenie z dnia 5 października 2012 r. w sprawie zniesienia niektórych sądów oparte jest na „ilościach sędziów” w sądzie… Więc nawet nie spełnia ani tego co napisano w art. 20 Prawa o ustroju sądów powszechnych, ani też w tym co zdaniem Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości jest napisane. Swoją drogą odmienne interpretowanie przepisu przez samo Ministerstwo Sprawiedliwości potwierdza, że unormowanie w art. 20 Prawa o ustroju sądów powszechnych Konstytucyjne nie jest. Przypomnę po raz kolejny, że nawet sam Pan Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin łaskaw był wskazać, że „Ja, nie zgadzając się z zarzutem niekonstytucyjności artykułu, na podstawie którego metodą rozporządzenia mogę podjąć decyzję o znoszeniu sądów, zgadzam się z innym argumentem. On nie został wyartykułowany w tej dyskusji, natomiast jest zasadną krytyką. Mianowicie, zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że w ustawie powinny być precyzyjnie określone kryteria, na mocy których minister może tworzyć bądź znosić sąd” (słynna Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka w dniu 1 marca 2012 r.).
„Wynika z tego, że o ile „zmiany ustroju sądów” z mocy art. 176 ust. 2 zawsze muszą być przeprowadzone w drodze ustawy, to „zmiany granic okręgów sądowych” nie wymaga takiej formy, a więc może być dokonana w drodze aktów niższego rządu (tak jest w opinii – przyp. mój, stąd pogrubienie moje) (zob. L.Garlicki, Komentarz do art. 180 Konstytucji RP [w:] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, Komentarz pod red. L.Garlickiego, t. III, Warszawa 2003, s. 9)” - tytułem wtrętu myślę że L. Garlicki nawet nie wiedział co pisał, bo jak widać rzędu a rządu nie robi różnicy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Str. 5 „opinii” ostatnie niepełne zdanie ostatniego akapitu
Str. 12 „Z samej treści art. 185 ust. 5 Konstytucji nie wynika, ażeby zdarzenie w postaci „zmiany granic okręgów sądowych” podlegało materii ustawowej, natomiast z wcześniejszych rozważań co do treści art. 176 ust. 2 Konstytucji wynika, że do regulacji ustawowej należy zdarzenie w postaci „zmiany ustroju sądów powszechnych”. Oczywiście nawet przy tych stwierdzeniach nadal twierdzimy, że art. 20 Prawa o ustroju sądów powszechnych jest zgodny z Konstytucją… Cóż za pokrętna logika…Zwłaszcza w zakresie ZNIESIENIA sądów, w tym zapewnie niektórych, bo póki co to w Konstytucji jest zapis o obligatoryjnej „dwuinstancyjności postępowania sądowego”, więc wszystkich się nie da wyciąć…. I na koniec bo tego to już nie rozumiem, jeżeli:
Jak widać w tym jednym dokumencie padają stwierdzenia potwierdzające niezgodność z Konstytucją art. 20 Prawa o ustroju sądów powszechnych, a sposób w jaki wije się autor opinii by jednak potwierdzić, że wszystko jest w porządku godne jest porównania do węzła gordyjskiego… w który wplątało się Ministerstwo Sprawiedliwości… Czekam zatem na rozstrzygnięcie Trybunału Konstytucyjnego i to co zrobią sędziowie Trybunału przy takiej opinii.
Odkąd Jarosław Gowin jest Ministrem
Sprawiedliwości widziałam, czytałam i słyszałam wiele wywiadów z nim. Pytania
były różne. Od koncepcji ogólnych, przez pytania bardziej szczegółowe, jednakże
rzadko kiedy odpowiedź była adekwatna do pytania. W większości wypadków
słyszeliśmy slogany, populizm, pokrętne tłumaczenia. Marzy mi się zatem wywiad,
w którym dziennikarz ma do zadania kilka prostych pytań, na które można
odpowiedzieć tak, albo nie, lub też krótkiej rzeczowej odpowiedzi. Gdyby było
by mi dane przeprowadzić taki wywiad zapytałabym:
1. Czy nadal
Pan uważa, że nie doszło do likwidacji sądów? TAK/NIE
2. Czy biorąc
pod uwagę, że organem sądu do stycznia 2013 r. był m.in. prezes sądu to czy
zamiar likwidacji stanowiska prezesa sądu nie oznacza likwidacji sądu? TAK/NIE
3. Zgodnie z
definicja ze słownika języka polskiego "zniesienie" oznacza m.in.
likwidację czegoś. Rozporządzenie z dnia 5 października 2012 r. nosi tytuł „w
sprawie zniesienie niektórych sądów”. Czy nadal Pan uważa, że nie doszło do
likwidacji sądów? TAK/NIE
4. Utworzył Pan
wydziały zamiejscowe. Zgodnie z regulaminem urzędowania taki wydział musi
liczyć min. 5 sędziów i referendarzy. Czy przyznał Pan lub planuje powołanie
nowych etatów sędziowskich, żeby te wydziały miały ustawową obsadę? TAK/NIE
5. Na Komisji Sprawiedliwości
i Praw Człowieka w dniu 1 marca 2012 r. przyznał pan Cyt. „Ja, nie zgadzając
się z zarzutem niekonstytucyjności artykułu, na podstawie którego metodą
rozporządzenia mogę podjąć decyzję o znoszeniu sądów, zgadzam się z innym argumentem. On nie został wyartykułowany w tej
dyskusji, natomiast jest zasadną krytyką. Mianowicie, zgadzam się z tymi,
którzy twierdzą, że w ustawie powinny być precyzyjnie określone kryteria, na
mocy których minister może tworzyć bądź znosić sąd”. Czemu zatem podpisał pan
rozporządzenia z 5 października mimo, że brak jasnych kryteriów w delegacji
ustawowej jest przesłanką do stwierdzenia niezgodności z konstytucja takiego
przepisu? Bo… 6. Czy może Pan
wyjawić przyczynę dlaczego sędzia promujący tę reformę już nie pracuje w MS? Bo
odpowiada za podpisanie rozporządzeń z 5
czy tez 25 października w wersji jaka nie przeszła przez uzgodnienia w tym
Komitet Stały Rady Ministrów? Proszę wskazać nazwiska. IMIĘ i NAZWISKO
8. Czy te osoby
nadal pracują w Ministerstwie Sprawiedliwości? TAK/NIE
9. Ile etatów
urzędniczych zostało zlikwidowanych w sądach znoszonych? X
10. Ilu etatów dyrektorów sądów Pan
stworzył od 1 stycznia 2013 r.? X
12. Czy deregulacja zawodów jest
zadaniem własnym Ministerstwa Sprawiedliwości? TAK/NIE
13. Proszę wymienić 3 zadania własne
Ministerstwa Sprawiedliwości? 1. 2. 3.
14. Pana rzecznik prasowy na swoim
blogu napisała, że spadło zaufanie do sądów za Pana kadencji podczas gdy do
Pana wzrosło pisząc to w kontekście sukcesu, czy Pan tez uważa to za sukces?
Dla części Czytelników pytania te
są retoryczne. Jednak myślę, że uzyskanie odpowiedzi na nie pozwoliłoby
obywatelom pokazać jak wygląda rzeczywistość. Pozostaną one zatem bez
odpowiedzi do czasu, gdy ktoś postanowi je zadać, ale co najważniejsze i
najtrudniejsze wymusi konkretną odpowiedź na nie. o
O reformie sądownictwa w wydaniu Ministra Jarosława Gowina napisałam sama i inni wiele. To co się stanie w tym roku pokaże o co w niej chodziło Ministrowi Sprawiedliwości. Pierwsze efekty już są… Znajomy, któremu baaaardzo dziękuje przesłał mi to zdjęcie… Pytanie w jakiej miejscowości zrobiono to zdjęcie?? Powiecie, że w Środzie Śląskiej… BŁĄD!!! Dzięki bowiem reformie Ministra Sprawiedliwości obywatel nie może być pewny w jakiej miejscowości jest. Zdjęcie to zrobiono bowiem w Wołowie… Taka nieoczekiwana zmiana miejsc.
Wyobraźmy sobie zatem obywatela, który został wezwany na rozprawę do Wołowa. Jedzie on sobie pociągiem lub np. PKS-em do tegoż Wołowa. Wysiada na właściwej stacji, pyta się miejscowych mieszkańców gdzie jest sąd… idzie do niego i …. staje wryty przed wejściem. Zimne poty, omdlenia itd. Okazuje się bowiem, że jest Środzie Śląskiej… Podobno miała się zmienić tylko nazwa sądu… szkoda tylko, że w dziwny sposób doszło do zmian geograficznych. Bo na tej jednej nieruchomości nie mamy Wołowa… a Środę Śląską o czym informuje napis na sądzie. Nobla dla Ministra Sprawiedliwości!!!
A Wy Drodzy Czytelnicy upewnijcie się proszę w jakiej miejscowości jesteście, ale w żadnym wypadku nie kierujcie się nazwą na sądzie… bo zawał murowany. o