Source: http://aferyprawa.eu/index2.php?p=teksty/show&dzial=artykuly&id=2296
Timestamp: 2020-06-01 07:21:44
Legal References Found: Art. 176

art. 177

art. 180

Art. 15

Art. 16

Art. 20
 art. 16
 art. 23
 art. 24
 Art. 54

Art. 393

Document Content:
Aferyprawa - Dziwny jest ten świat - Czyje prawo? - Janusz B. Kępka
Aferyprawa.com Artykuły Dziwny jest ten świat - Czyje prawo? - Janusz B. Kępka
DZIWNY JEST TEN ŚWIAT RODOWÓD PRZEPISÓW PRAWNYCH JANUSZ B. KĘPKA
Spis treści książki wydania papierowego (linki do publikacji w internecie)
Kolejna cześć - Czyje prawo?
1. Rodowód przepisów prawodawczych.
1. Za najstarsze uważa się dość obszerne sumerskie źródło klinowe władcy Lagaszu – Urukaginy (ok. 2400 lat przed Chr.).
Częściowo jest to poprawianie poprzedniego stanu prawnego, o którym nic nie wiemy.
2. III-II tysiąclecie przed Chr.; na glinianej tabliczce. Założyciel III dynastii z Ur – Ur-Nammu
przedstawia się jako pełnomocnik księżycowego boga Nannara.
Zachowały się tylko nieliczne fragmenty.
Nie stosowano zasady odwetu („oko za oko, ząb za ząb”). Ściśle określano odszkodowanie za uszkodzenie ciała. Wyraźna ochrona słabszych przed mocniejszymi. Ochrona rolników znajdujących się w ciężkiej sytuacji. Poprawa położenia niewolników.
3. Kodeks Sumerski (pierwsza połowa 19 wieku przed Chr.). Opatrzony wstępem i epilogiem,
obejmuje ok. 100 przepisów prawnych; zachowało się w stanie umożliwiającym pewne ich
odczytanie – 38 przepisów.
Władca Isinu – Lipit-Isztar przedstawia prawa jako przejaw woli najwyższych bogów: Anum oraz Enlila. Z rozkazu tych bogów, ich pełnomocnik Lipit‑Isztar miał zaprowadzić na ziemi sprawiedliwość, wytępić złoczyńców, wypędzić z kraju wrogów i buntowników i troszczyć się o dobro swego ludu. („Skąd my to znamy”?!).
4. Kodeks Hammurabiego (ok. 1728-ok.1686 przed Chr.).
Tekst dzieli się na wstęp, część prawodawczą oraz epilog.
Pierwszy (francuski) przekład V. Scheila ukazał się już 1902 r[1].
Kolumna Hammurabiego
Czarny dioryt. wys. 2.25 m. obw. góry: 1.65 m. obw. dołu: 1.90 m.
Trzecia część od góry to płaskorzeźba: na tronie bóg sprawiedliwości Szamasz, przed nim stoi król Hammurabi.
Poniżej tekst klinowy kodeksu Hammurabiego.
Przednia strona: 23 kolumny tekstu; tylna strona: 28 kolumn, z czego 7 kolumn tekstu zostało celowo zatartych.
W styczniu 1902 r. kolumnę znalazł, w piwnicy odkopanego domu w Suzie, M. Jéquier, członek francuskiej wyprawy archeologicznej de Morgana.
Tekst z przedniej strony kolumny Hammurabiego. Tłumaczenie tego tekstu.
Głowa Babilończyka, prawdopodobnie – Hammurabiego.
Na górze Synaj, Jahwe przekazuje Mojżeszowi tablice z prawami, prawie identycznie jak pół tysiąca lat wcześniej bóg Szamasz przekazał prawa Hammurabiemu.
A powyższemu przygląda się byczek Hapi („złoty cielec”) lekko… zdziwiony.
Kamienne tablice z prawami Jahwe (ponoć) przechowywane były w Arce Przymierza, która zaginęła.
Jedynym źródłem wiedzy o tych prawach jest Biblia, która też… zaginęła (niestety, brak oryginału) oraz znacznie późniejsze malowidła „natchnionych” artystów‑malarzy, jak wyżej.
W t.zw. „literaturze przedmiotu”, jako przeciwieństwo „miłosiernych” praw Jahwe, wręcz nachalnie wytyka się rzekome okrucieństwo Kodeksu Hammurabiego, cytując: „Oko za oko, ząb za ząb”.
Poważnie, „uczeni w piśmie”? Nic nie kłamiecie? No, to porównajmy.
195. „Jeśli syn uderzył swego ojca, utną mu jego rękę”.
II Księga Mojżeszowa, 21.
15. „Kto uderzy ojca swego albo matkę swoją, poniesie śmierć”.
17. „Kto złorzeczy ojcu swemu albo matce, poniesie śmierć”.
196. „Jeśli pełnoprawny obywatel wybił oko członkowi klasy pełnoprawnych obywateli,
wyrwą mu oko”;
197. „Jeśli złamał kość pełnoprawnego obywatela, złamią mu kość;
200. „Jeśli pełnoprawny obywatel wybił ząb pełnoprawnego obywatela równego sobie,
wybiją mu ząb”.
II Księga Mojżeszowa, 21:
24. „Oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę”.
III Księga Mojżeszowa 24:
20. „Złamanie za złamanie, oko za oko, ząb za ząb. Jak okaleczył człowieka,
tak mu będzie oddane”.
V Księga Mojżeszowa, 19:
21. „Oko twoje nie ulituje się: życie za życie, oko za oko, ząb za ząb, ręka za rękę,
noga za nogę”.
Przepisy Hammurabiego to klasyczne sformułowanie prawa talionu[2].
Ale znacznie późniejsze przepisy Biblii to więcej niż prawo talionu; już tylko za złorzeczenie karano śmiercią. A to jest klasyczny przykład t.zw. „prawa zamordyzmu”. Amen.
Ponadto, w odróżnieniu od wszystkich innych znanych i nieznanych praw, prawa biblijne przewidują ukaranie… prawodawcy!
Przypominamy: w owych czasach, w odróżnieniu od współczesnych, prawodawcami byli bogowie.
Według I Księgi Mojżeszowej[3] Jakub całą noc mocował się z Bogiem:
32. 25. „A gdy widział, że go nie przemoże (Jakuba), uderzył go w staw biodrowy i zwichnął
staw biodrowy Jakuba, gdy się z nim mocował.”
28. „Wtedy rzekł: Nie będziesz już nazywał się Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś
z Bogiem i z ludźmi i zwyciężyłeś”.
29. „…I tam mu błogosławił”.
35. 11. „Potem rzekł do niego Bóg: Jam jest Bóg Wszechmogący! Rozradzaj się i rozmnażaj
się. Od ciebie pochodzić będzie naród, a nawet mnóstwo narodów,…”.
To za pobicie Boga Jakub nie poniósł… odpowiedniej kary? Ale… błogosławiony?
A jaki to Bóg Wszechmogący, którego zwyciężył Jakub?
Według III Księgi Mojżeszowej, Bogu Wszechmogącemu należy zwichnąć… staw biodrowy: „Złamanie za złamanie,… Jak okaleczył człowieka, tak mu będzie oddane” (24, 20.).
„Aby sprawiedliwości (biblijnej!) stało się zadość”. Amen.
W odróżnieniu od praw biblijnych, Kodeks Hammurabiego nie przewidywał karania (pobicie ze złamaniem) prawodawcy, lecz kary dla sędziów łamiących te prawa.
§ 5. Jeśli sędzia rozstrzygnął spór, wydał orzeczenie, sporządził tabliczkę (opatrzoną) pieczęciami, zaś później zmienił swój wyrok, temu sędziemu dowiedziona zostanie zmiana wyroku, który wydał, a (wartość) roszczenia, które jest przedmiotem tego sporu, uiści dwunastokrotnie i na zgromadzeniu (sędziów) pozbawi się go sędziowskiego krzesła i nie powróci i nie będzie zasiadał z sędziami podczas sądzenia.
„I poleciały łby sprawiedliwych”. „I nastał okres kwitnącego królestwa Hammurabiego”. Amen.
Minęły tysiąclecia, a w niektórych tzw. państwach chrześcijańskich nie są stosowane ani prawo Szamasza, ani też prawo biblijne.
I tak na przykład, w III Rzeczypospolitej Polskiej, Konstytucja[4] stanowi:
Art. 176. Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz.
Stanowiący prawo to posłowie Sejmu. Z kolei, stosujący te prawa – sędziowie.
Jedni i drudzy chronieni są przed odpowiedzialnością za pomocą tzw. immunitetów.
a) do kogo więc należy władza: do Narodu czy do sądów?
b) w odróżnieniu od polskich sędziów, aniołowie byli… usuwalni (strąceni z Nieba = diabełki).
Ergo: Polska to nie… Niebo, ponieważ są w niej „nieusuwalni”.
Ale też i nie… Piekło, w którym to właśnie Piekle są ci „usunięci”.
Więc co? „Ni to, ni owo”! (też) Amen.
2. Więc, w czym problem?
„Homo homini lupus est” (łac.) – człowiek człowiekowi wilkiem (parafr. z Plauta, Asinaria, 495).
Prawdę mówiąc, to tylko tzw. „święte księgi” wskazują wprost, że człowiek jest istotą – delikatnie rzecz ujmując – niedoskonałą.
I tak naprawdę, jest to główny temat tych Ksiąg!
Być może, ludzie są sobie równi. Ale na pewno nie są jednakowi!
Różnią się fizycznie, psychicznie, intelektualnie, etc, etc.
Ponadto, nie tylko bywają, ale są też (nadmiarowo!)… „równi i równiejsi”!
To, że dane społeczeństwo składa się z osobników od (kompletnych) idiotów do (też kompletnych) geniuszy włącznie, zauważyli właśnie autorzy „świętych ksiąg”.
Wskazywana jest tam (nie wprost) pewna prawidłowość.
W każdym społeczeństwie, względna ilość „głupców” wyraźnie przeważa nad względną ilością tzw. „mądrych”.
Z powyższego wynika, że Stwórca nie stwarzał, a tym samym nie wskazywał („błogosławił”) t.zw. „narodu wybranego”.
Ale także „gołym okiem” widać, że „naród nierówny narodowi”!
Otóż, życie w społeczeństwie jest procesem (zmiennie) dynamicznym, w którym uczestniczą wszystkie żywe (także zmarłe – jako legenda) jednostki, w tym różnego rodzaju pluskwiaki, świniaki, pchlaki, itp.
Tym samym, udział w życiu społecznym jest różny, a nawet bardzo różny, tak pod względem ilościowym jak i jakościowym.
Stąd też, stan fizyczny i psychiczny mniejszych i większych grup społecznych określają wzajemne relacje poszczególnych jednostek, jak wyżej…
We wzajemnych kontaktach ulegają wzajemnym wpływom, i ulegają ciągłej zmianie.
Bywa więc tak, że w określonym czasie wyraźnie przeważa głos dewiantów i zwykłych głupców, i oni określają i stanowią o tzw. stosunkach społecznych i politycznych.
Lub jest względna równowaga, lub niewielka przewaga „mądrych” (są w znacząco liczbowej mniejszości). Stąd z kolei, w „demokratycznym głosowaniu” na ogół… przegrywają!
Starożytni Grecy wymyślili „władzę ludu”, czyli demokrację[5].
antyczna – wolnych obywateli (z wyłączeniem niewolników i innych) miast‑państw
burżuazyjna – parlamentarna forma realizacji władzy burżuazji, oparta na prywatnej
własności środków produkcji;
kapitalistyczna – władza proporcjonalna do wielkości posiadanego kapitału, w tym środków
socjalistyczna – forma dyktatury proletariatu, państwowa własność środków produkcji.
Czy istnieje możliwość, jeżeli nie całkowitego uniknięcia, to przynajmniej częściowego złagodzenia tych wad?
Właśnie wskazywane to było i jest w kodeksach Starożytnych oraz „świętych księgach”.
wszyscy są równi wobec praw boskich (stąd też: wobec praw ludzkich);
pełna odpowiedzialność za popełnione czyny;
nieuchronność kary proporcjonalnej do czynu.
„I tu właśnie leży pies pogrzebany”!!!
Główne zajęcie różnych „wybrańców” (demokratycznych, oczywiście) jest:
jak uniknąć powyższego?
„That is the question”! Oto jest pytanie!
I to w sytuacji, gdy już (po smutnych doświadczeniach) zauważono, że:
„Największym wrogiem prawa jest przywilej”
Ale są (Cyryle i)… metody!
I tak na przykład, posłowie III Rzeczypospolitej Polskiej (tuż i natychmiast po obaleniu tzw. demokracji socjalistycznej) przypisali sobie (uchwalili w demokratycznym głosowaniu!)
i „wybrańcom” (sędziowie, prokuratorzy, różne „służby specjalne”, itp.) tzw. IMMUNITETY[6].
I taki jest właśnie rodowód tzw. „nietykalnych”[7]. Trędowaci?
System taki zwany jest też (żartobliwie, oczywiście) „państwem prawa”[8].
I mają prawo do: oszustw, kradzieży, rabunku w ramach tzw. „prywatyzacji” mienia „ludu już (nie)pracującego miast i wsi”.
I dlatego nie ma pieniędzy na:
– oświatę („im głupszy, tym łatwiejszy”);
– służbę zdrowia („d… po śmierci nie rządzi!”.), itp., itd.
A będzie jeszcze lepiej…
„Vous l’avez voulu, George Dandin” – sam tego chciałeś…
3. POLSKI OLIMP
A. Bogowie pełnili swe funkcje bogów dożywotnio, czyli wiecznie.
B. Bogowie decydowali o losach ludzi według własnego sumienia oraz praw boskich.
C. Bogowie byli całkowicie niezawiśli i podlegali tylko prawom boskim.
D. Ewentualne uchybienia poszczególnych bogów były załatwiane między samymi
bogami, bez jakiejkolwiek ingerencji ludzi.
W szczególnych sytuacjach dany bóg mógł być zrzucony z Olimpu, i tym samym
zaczynał pędzić żywot człowieka (poczciwego, oczywiście).
E. Ludzie mogli zwracać się o pomoc do bogów poprzez modły oraz składanie ofiar.
F. Odwołanie od decyzji danego boga można było wnieść do tego samego boga,
lub do innego. Należało przy tym wnieść odpowiednie modły oraz ofiarę.
G. Wskazywanie wad postępowania bogów było surowo karane przez bogów za
obrazę boga.
H. Bogowie zawsze mieli rację, a racji mogli nie mieć tylko ludzie.
Niezawisłość boska
Bogowie byli władcami tego (i tamtego) świata. Ich stan materialny, intelektualny oraz
duchowy były bosko najwyższe oraz nie zależały od ludzi.
Tym samym, bogowie mieli
zewnętrzne i wewnętrzne poczucie komfortu i stabilizacji. BYLI NIEZAWIŚLI !
Tak było ok. 2,5 tysiąca lat temu w Starożytnej Grecji, i nie tylko.
A jak jest w nowożytnej III Rzeczypospolitej Polskiej?
Konstytucja III Rzeczypospolitej Polskiej stanowi:
art. 177. „Sądy powszechne sprawują wymiar sprawiedliwości we wszystkich sprawach
z wyjątkiem spraw ustawowo zastrzeżonych dla właściwości innych sądów”.
Konstytucji oraz ustawom”.
art. 180.1. „Sędziowie są nieusuwalni”.
Nawet najbardziej gapowaty spośród nas zauważy, że tak dobrze to nie mieli nawet bogowie Olimpu, którzy jednak byli… usuwalni!
A także… aniołowie. Szczególnie ci strąceni do…
Na jednej ze ścian Sądu Najwyższego w Warszawie wyryty jest napis:
„Memo plus iuris ad alium transferre potest quam ipse haberet”.
„Nie można przenieść na drugiego więcej praw, niż ma się samemu”.
Ale wskazaną wyżej Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej uchwalili posłowie, którzy są… usuwalni (kadencyjność)! W tzw. referendum to my nie wierzymy, bo my nie wierzymy…!
Nadali więc prawa, których sami nie posiadają!
Nawet po pobieżnym przejrzeniu tej Konstytucji dochodzi się do nieodpartego wniosku, że jest to „jeden wielki przekręt”. Przypadkowo? Za ile?
W 2001 r. sędziów w Polsce było 8744.
Średnio: 1 (jeden) sędzia rozstrzyga o losie 4 500 obywateli.
Raport: nietykalni sędziowie.
„Blisko 1/3 przestępstw i wykroczeń popełnionych przez sędziów, nie może być sądzona przed sądem powszechnym, bo sądy dyscyplinarne nie zgodziły się na uchylenie immunitetu sędziego.”
Prokurator Krajowy ujawnił raport na temat postępowania wobec sędziów w 2001 r. i I połowie br. (IAR) Telegazeta, 24 lipca 2002 r.
„11 sędziów warszawskich sądów zostało pociągniętych do odpowiedzialności dyscyplinarnej w związku z przedawnieniem spraw oraz zaginięciem akt sądowych.
Dwóch sędziów odwołano, 3 upomniano, wobec kolejnych 6 trwają postępowania wyjaśniające – poinformował min. sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk.
Warszawskie sądy skontrolowano po prasowych doniesieniach, że od 1993 r. nie wszczęto leżącego „na półce” procesu gangsterów – „Słowika”, „Dziada” i „Oczki”.
Okazało się, że brakuje w różnych wydziałach sądów warszawskich akt 287 spraw m.in.: cywilnych (174), karnych (42), gospodarczych (32).
(PAP). Telegazeta, 4.09.2002.
Transparency International (TI) – międzynarodowa organizacja pozarządowa podejmująca działania przeciw korupcji na świecie – zaprezentowała w Londynie doroczny raport nt. światowej korupcji.
„Polski” rozdział raportu informuje o złym funkcjonowaniu władzy sądowniczej.
Sądom zarzucono przewlekłość postępowania, opieszałość i korupcję.
„Za sytuację tę nie należy jednak wyłącznie obwiniać sędziów, lecz również biegłych sądowych fałszujących na zlecenie ekspertyzy i na skorumpowanych ławników, u których można kupić wyrok”.
Z kolei w administracji „w dalszym ciągu podstawą do zatrudnienia jest często pokrewieństwo, przynależność partyjna i znajomości z osobami będącymi u władzy”.
(Aktualności, PAP, 1 lutego 2006 r.)
Powyższe jest tylko bardzo niewielkim ułamkiem rzeczywistego stanu rzeczy.
Wskazujący przestępczą działalność wielu sędziów, prokuratorów i tzw. biegłych sądowych, mogą znaleźć się (i znalazło się!) w… Czytaj niżej.
„W szpitalach psychiatrycznych
przebywa obecnie niemal 200 tys. osób”.
Z artykułu Elizy Michalik, 2 listopada 2005, OZON 23
A co jeszcze (Najjaśniejsza!) III Rzeczpospolita zafundowała swoim poddanym ?
„Tylko 47 proc. polskich rodzin wystarcza na bieżące potrzeby. Na ekstra wydatki co miesiąc pozwolić sobie może 2 proc. – wynika z sondażu OBOP.
9 proc. rodzin każdego miesiąca brakuje pieniędzy na dokonanie podstawowych płatności (czynsze, światło, itp). Czasami taka sytuacja ma miejsce w 26 proc. gospodarstw domowych. (PAP). Telegazeta, 29.05.2002 r.
„Przez ostatni rok wzrósł odsetek Amerykanów żyjących w nędzy…
Po raz pierwszy od 1993 r. odsetek biednych wzrósł – z 11,3% w 2000 r. do 11.7% w ub.r., kiedy 32,9 mln Amerykanów żyło poniżej progu ubóstwa.
(PAP), Telegazeta, 26.09.2002.
Tak więc, w czasie mniejszym niż jedno pokolenie w Polsce będzie tylu obywateli ilu obecnie „Amerykanów żyjących w nędzy”. I dościgniemy… USA!
W Polsce mieszka ponad 38,3 mln osób. W ciągu ostatnich 4 lat odnotowuje się w Polsce ujemny przyrost ludności. Od 1999 roku liczba mieszkańców zmniejszyła się o 35 tysięcy.
Według przewidywań demografów, jeśli ta tendencja utrzyma się, to do 2050 roku liczba Polaków spadnie do 33 milionów. (Telegazeta, grudzień 2002).
Ujemny przyrost ludności w Polsce odnotowywano tylko w czasie I Wojny Światowej oraz tuż po, w czasie epidemii cholery („A niech to cholera weźmie!”).
A ponadto i tylko w czasie II Wojny Światowej!
Ale po tej II Wojnie nie było cholery, lecz… odbudowywano i budowano, co obecnie jest w pełnym majestacie prawa rozkradane – pardon! – „prywatyzowane”.
I co najgorsze, po II Wojnie ilość obywateli wzrastała: z 24 mln do 38 mln.
„Z powyższego punktu widzenia” może powstać poważny problem: co było lepsze,
II Wojna Światowa czy III Rzeczpospolita? No to, „hajże na wojenkę” do… Iraku!
A jak było „dawno, dawno temu”?
A dawno, dawno temu był sobie król zwany Hammurabim. Jak głosi legenda (a także wykopaliska), król ten objął panowanie w kraju dosyć biednym, targanym sporami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Kraj ten w zasadzie niczym specjalnym nie wyróżniał się od innych. Może trochę tym, że był to kraj względnie żyznej ziemi i wody, a stąd względna obfitość pożywienia. Ale było to „szczęście w nieszczęściu”, albowiem stwarzało to okazję, a nawet wręcz prowokowało do szczególnego rodzaju podziału dóbr materialnych, zwanego złodziejstwem, a także rozbojem.
Obecnie, w niektórych krajach, np. w III Rzeczypospolitej, nazywane jest to… „prywatyzacją”.
Król Hammurabi (w odróżnieniu od innych) bardzo martwił się stanem swojego królestwa. Po długich naradach z „uczonymi w piśmie” (i nie tylko), po dogłębnym przestudiowaniu „ksiąg zakazanych” oraz zbadaniu „znaków na ziemi i niebie”, doszedł do jednego wniosku: nieszczęścia jego kraju wynikają z „bezprawia prawa”.
Było tak, że za ten sam czyn i z takich samych pobudek, bezkarni byli arystokraci, kapłani, sędziowie, dworzanie, i inni posiadający tzw. immunitety, „przywileje”, lub „dobre pochodzenie”. A ponadto, wszyscy oni byli… nieusuwalni!
Czyżby III Rzeczpospolita z wykopalisk?
A „głowę dawał” „lud pracujący miast i wsi”. (To chyba III Rzeczpospolita!)
I lud ten zawsze był winien, bo za mało dawał…
To jednak III Rzeczpospolita! Z wykopalisk, oczywiście.
Król Hammurabi postanowił to zmienić: „wszyscy są równi wobec prawa”.
Osądzane są czyny, a nie osoby!
I „w ten oto prosty sposób” padły… IMMUNITETY!
Co takiego? To na pewno nie III Rzeczpospolita!
Ponadto, król Hammurabi wyróżniał się tym, że potrafił „słowa zamienić w czyn”.
I… „posypały się łby uprzywilejowanych”, nieusuwalnych i „krwi (nie)czystej”…
Jasne, proste i oczywiste: to więcej niż na pewno nie była III Rzeczpospolita!
Kodeks Hammurabiego, odkryty w 1902 roku w Suzie, był:
„ Szczególnie surowy w zakazach oszukiwania-okradania osób bez wsparcia i bezradnych, i jest prawdziwie humanitarny.” [9]/
(The Columbia Encyclopedia, Second Edition, 1953).
Ponadto, król ten wprowadził bardzo dziwny (?) zwyczaj, a nawet obowiązek (sic!) opieki królestwa (państwa) rolnictwem, handlem, kulturą, sztuką, itp., itd.
A z przekazów pisemnych, a także wykopalisk dowiadujemy się, że nastał okres kwitnącego w dobrobycie i spokoju królestwa Hammurabiego.
Tak było dawno, dawno temu.
A jak jest na początku XXI wieku naszej ery, czyli 38 wieków po Hammurabim?
Pytaj „sprywatyzowanych” i osądzonych obywateli III Rzeczypospolitej Polskiej.
Anno Domini 2004-5
4. Ubezwłasnowolnieni ograniczenie
Polski kodeks cywilny stanowi:
Art. 15. Ograniczoną zdolność do czynności prawnych mają małoletni,
którzy ukończyli lat trzynaście, oraz osoby ubezwłasnowolnione częściowo.
Art. 16. § 1. Osoba pełnoletnia może być ubezwłasnowolniona częściowo z powodu
psychicznych, w szczególności pijaństwa i narkomanii, jeżeli stan tej osoby nie uzasadnia
ubezwłasnowolnienia całkowitego, lecz potrzebna jest pomoc do prowadzenia jej spraw.
Art. 20. Osoba ograniczona w zdolności do czynności prawnych może bez zgody przedstawiciela
ustawowego zawierać umowy należące do umów powszechnie zawieranych w drobnych
bieżących sprawach życia codziennego.
A teraz załóżmy, że obywatel AZ ukończył szczęśliwie lat osiemnaście, nie jest chory psychicznie, nie stwierdzono u niego niedorozwoju umysłowego, itp. (patrz: art. 16 § 1), i…
I oto, „sąsiad” naruszył jego „dobra osobiste” poprzez np. głośne i publiczne wskazywanie, że właśnie pan AZ jest chory psychicznie łącznie z niedorozwojem umysłowym, a także pijakiem, narkomanem, złodziejem, a nawet „sprywatyzowanym businessmanem”, itp. itd.
Zgodnie z art. 23 k.c., „Dobra osobiste człowieka,… pozostają pod ochroną prawa cywilnego…”.
Po przeczytaniu powyższego, pan AZ czuje się dowartościowany, m.in. dlatego, że przezywają go człowiekiem („Człowiek to brzmi dumnie!”, M. Gorki: „Na (samym) dnie”).
Wobec tego, składa pozew do sądu o naruszenie dóbr osobistych (art. 24 § 1 k.c.).
Ale, niestety, ma… pecha.
Otóż, przemiła pani sędzia oddala jego pozew – wywodząc, że art. 24 § 1 k.c. stanowi:
A sąsiad nie działał bezprawnie, bo jako obywatelowi III Najjaśniejszej gwarantuje mu to przepis Art. 54.1. Konstytucji: „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz
pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”.
Oburzony (?) powyższym, pan AZ wniósł apelację wywodząc, że zarzuty sąsiada są nieprawdziwe, oraz sąd I instancji pominął dowody z dokumentów w postaci zaświadczeń lekarskich, że jest zdrowy psychicznie (pan AZ, a nie sąd!), nie stwierdza się u niego niedorozwoju umysłowego, nie jest pijakiem ani narkomanem, a także sąd I instancji pominął zeznania świadków, że pan AZ jest porządnym facetem i nawet chodzi (od czasu do czasu) do… kościoła. A nawet daje… na tacę.
W odpowiedzi na apelację, sąsiad podniósł, że jest pana AZ przełożonym w pracy, a jako przełożony ma nie tylko prawo, lecz nawet obowiązek wyrażania swoich opinii o podwładnych. A w związku z tym działanie jego nie było bezprawne.
Sąd apelacyjny całkowicie poparł stanowisko sądu I instancji, a także stanowisko sąsiada-przełożonego – wywodząc, że działanie pozwanego-sąsiada nie było bezprawne, ponieważ miał on konstytucyjne prawo oraz jest przełożonym.
Ogromnie już wzburzony, pan AZ pisze kasację do Sądu Najwyższego, przedstawiając m.in., że obydwa sądy niższej instancji pominęły istotne dowody w sprawie w postaci zaświadczeń lekarskich oraz zeznań świadków, etc, etc.
A także dowód z dokumentu, że właśnie sąsiad leczy się u… psychiatry. A nie odwrotnie!
STOP! Ustawodawca (Sejm III Rzeczypospolitej) przewidział zachowanie pana AZ i wcześniej uchwalił, że (prawie) każdy obywatel III Najjaśniejszej ma „ ograniczoną zdolność do czynności prawnych…” (art. 15 k.c,), a tym samym do dalszego prowadzenia jego sprawy, a która przed Sądem Najwyższym wcale nie jest „drobną bieżącą sprawą życia codziennego” (art. 20 k.c.), „potrzebna jest pomoc do prowadzenia jego spraw” (art. 16 § 1 k.c.).
Art. 393 § 1. k.p.c., stanowi: „Kasacja powinna być wniesiona przez pełnomocnika
będącego adwokatem lub radcą prawnym.”.
Ogromnie już wzburzony, pan AZ szuka jednak ratunku i pomocy w Konstytucji, i czyta:
„Art. 32.1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez
władze publiczne”. I dalej:
„Art. 79.1. Każdy, czyje konstytucyjne wolności lub prawa zostały naruszone, ma prawo,
na zasadach określonych w ustawie, wnieść skargę do Trybunału Konstytucyjnego
w sprawie zgodności z Konstytucją ustawy lub innego aktu normatywnego, na podstawie
którego sąd lub organ administracji publicznej orzekł ostatecznie o jego wolnościach
lub prawach albo o jego obowiązkach określonych w Konstytucji”.
Wobec tego, pan AZ decyduje się złożyć skargę w Trybunale Konstytucyjnym na niezgodność kodeksu postępowania cywilnego z Konstytucją, a który to kodeks rażąco narusza jego konstytucyjne prawa.
Ale w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym pan AZ czyta (szeroko otwartymi oczętami!):
„Art. 48.1. Skarga powinna być sporządzona przez adwokata lub radcę prawnego,
chyba że skarżącym jest sędzia, prokurator, notariusz, profesor lub doktor habilitowany
nauk prawnych”.
Niestety. Pan AZ z wykształcenia i zawodu jest tylko(!) profesorem doktorem habilitowanym nauk fizycznych, także technicznych, doktorem habilitowanym nauk ekonomicznych, profesorem doktorem nauk hist(e)orycznych, doktorem habilitowanym matematyki, doktorem nauk prawnych (sic!), autorem stu dwudziestu pięciu prac i książek naukowych w językach polskim, francuskim, angielskim, rosyjskim, a nawet chińskim-mandaryńskim, autorem dziewięćdziesięciu trzech (i pół!) patentów z różnych dziedzin nauki i techniki (np. słynna i szeroko stosowana „Metoda łapania pcheł po omacku”).
Także jest członkiem (mniej lub bardziej rzeczywistym, a nawet honorowym!) Akademii Nauk zupełnie różnych krajów mniej lub bardziej (niedo)rozwiniętych, itp., itd.
Ale nie jest radcą prawnym (z dyplomem tylko magistra nauk prawnych), np. w Wytwórni Wody Sodowo-Chlorowanej Mocno Zakrapianej (sp. zoo) w Pcimiu Średnio-Dolnym czyli… Górnym.
I dlatego (art. 16 § 1 k.c.) , jako niedorozwinięty pijaczyna (pijany ze szczęścia, oczywiście!) i narkoman (odurzony sukcesami naukowymi, sic!), „ma ograniczoną zdolność do czynności prawnych” (czytaj wyżej!), i dlatego „…potrzebna jest mu pomoc do prowadzenia jego sprawy” przez ustawowego przedstawiciela w postaci adwokata lub radcy prawnego (obydwaj tylko magistrowie praw), a którzy za pana AZ napiszą i podpiszą mądrą(!), a nawet bardzo mądrą kasację lub skargę konstytucyjną. A pan AZ?
A pan AZ oświadcza, że natychmiast (albo jeszcze szybciej) zapisuje się do Unii Europejskiej na przyśpieszony kurs dla… niedorozwiniętych, ale rokujących – chociażby niewielkie – nadzieje…
I ma w tym działaniu poparcie Pana Premiera, a nawet Pana Prezydenta!
P.S.: jednak w przypadku, gdyby pan AZ rozmyślił się (myślenie ma kolosalną…
przeszłość!) to przewiduje się, że za pana AZ decyzję podejmie Sejm.
Ale, ponieważ prawie wszyscy posłowie (i senatorowie tyż!) nie są adwokatami, radcami prawnymi, ani też profesorami lub doktorami habilitowanymi nauk prawnych (patrz wyżej), czyli mają „ograniczoną zdolność do czynności prawnych” , to dlatego…
uchwalają, a nie podejmują decyzji!
Wobec tego, decyzję za pana AZ wysłania go na „przeszkolenie” do Unii Europejskiej, ewentualnie… na wojnę do Iraku, podejmie Pan Prezydent, który ma tę przewagę nad innymi, że nie posiada żadnego tytułu zawodowego ani stopnia naukowego pod przezwiskiem inżyniera, magistra, doktora, doktora habilitowanego, czy profesora.
I dlatego był(!) prezydentem „wszystkich Polaków” (mniej lub bardziej (niedo)rozwiniętych).
Dobrze mu tak! Im tyż!
A.D. 2003-5
Ku uwadze „ubezwłasnowolnionych ograniczenie”.
„Prawo Cywilne w Królestwie Polskim” (Drukarnia Karola Kowalewskiego, ulica Królewska Nr 1085 w Warszawie, 1860) nie ograniczało chłopów pańszczyźnianych[10] w ich prawach i mogli oni – bez pośredników w rodzaju adwokatów i radców prawnych, – wnosić osobiście i bezpośrednio pozwy i skargi do sądu. I nie tylko.
Ale w III (Najjaśniejszej!) Rzeczypospolitej Polskiej jest inaczej!
Nie są już chłopkami pańszczyźnianymi, ale są chłopkami – pardon! – wolnymi obywatelami „ubezwłasnowolnionymi (tylko) ograniczenie”! Czyli pozbawionymi prawa… Czytaj wyżej.
Ale mają szansę…[11] A może by tak… kolejny rozbiór?
[1] Pierwszy polski przekład prawodawczej części Kodeksu Hammurabiego ukazał się w 1905 r. (N.L. Müller).
Drugi przekład (z czeskiego: autor Josef Klíma) ukazał się w 1957 r. w tłum. Cezarego Kunderowicza.
[2] kary talionu, wg łac.: poema talionis; talio – odpłata, wyrównanie.
[3] Stary Testament; Nowy przekład; Tłumaczenie z języka hebrajskiego, Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo
Biblijne w Warszawie, Warszawa, październik 1990 r.
[4] rodowód t.zw. konstytucji poszczególnych państw wywodzi się ze wskazanych kodeksów Starożytności.
Zmienili się… bogowie. A tym samym – prawa.
[5] staroż. Grecja: demos – lud, pospólstwo; kratos – siła, moc, władza; gr. demokratia – władza ludu;
por.: gr. aristos – najlepszy; aristokratia – wysoka szlachta rodowa, magnateria, możnowładztwo.
[6] immunitet (immun- ummuno- w złożeniach: zwolniony od czego, chroniony, strzeżony)
– prawo (przywilej) niepodlegania temu co ciąży na innych, i nieczynienia tego, do czego inni są zobowiązani.
Na Jowisza! To więcej niż… bogowie!
[7] np. sędzia może być pociągnięty do odpowiedzialności karnej (np. za okaleczenie lub zabicie człowieka) tylko
wtedy, gdy jego „koleżanki i koledzy po fachu” na to pozwolą!
A jak nie pozwolą, to… zostanie Ministrem Sprawiedliwości (patrz np.: III R.P. 2004 r. n.e.).
[8] Podczas audiencji generalnej w Watykanie, Benedykt XVI wezwał wiernych do modlitwy „za ofiary pogardy i szyderstwa”. Papież skrytykował panujących, którzy są „despotyczni, niemoralni, butni, łamią wszelkie prawa i uciskają biednych”. Powiedział, że „wiele narodów i jednostek jest dzisiaj nasyconych
szyderstwem i wzgardą pyszałków” (IAR, Aktualności, 15.06.2005).
[9] Na 14. Ekonomicznym Forum w Krynicy
„Wicepremier i minister gospodarki Jerzy Hausner… powiedział, że państwo musi ograniczyć wydatki na cele socjalne. Wg danych ministra, w ciągu ostatnich lat prawie 5 mln osób zostało wyprowadzonych z rynku pracy.
Aby zmienić tę sytuację, konieczna jest racjonalizacja wydatków publicznych; nie da się tego zrobić bez ograniczenia rent i emerytur – dodał”. (Aktualności, 10.09.2004).
My już przed profesorem Hausnerem zauważyliśmy, że „łatwym przeciwnikiem” jest chory i kaleki rencista oraz staruszek emeryt. Też całkiem… „zdrowy”.
A nie zauważył pan profesor Hausner, że najłatwiejszy do bicia jest… nieboszczyk?
Może być nawet w zmumifikowanej postaci… profesora przebranego za wicepremiera i ministra.
„A wieczny odpoczynek, racz mu dać, Panie”. „I, Broń Boże, nie kopać leżącego”. Amen.
Uwaga: niepełne emerytury wprowadził Otto von Bismarck, pełne emerytury – Adolf Hitler.
[10] pańszczyzna – renta odrobkowa, odrobek, obowiązek bezpłatnej pracy i posług na rzecz pana feudalnego
w zamian za użytkowanie swoich gospodarstw. W Polsce w XVIII-XIX w. zamieniona na czynsz.
Czynsz , z niem. zins ‘danina, opłata’ – stałe świadczenia w pieniądzach albo produktach rolnych na rzecz właścicieli gruntów za użytkowanie ziemi.
[11] W 1772 r. t.zw. Sejm Czteroletni uchwalił I Rozbiór I Rzeczypospolitej. Dopiero po upadku Rzeczypospolitej, chłopi zostali uwolnieni od pańszczyzny i czynszów (uwłaszczenie).
Stali się całkowicie wolni, po… utracie niepodległości!! I to dzięki t.zw. zaborcom!
Czynsz został zniesiony w zaborze pruskim w 1811-48 r., w Galicji w 1848 r, w Królestwie Polskim w 1864 r.
AP poleca sprawy poruszane w działach: