Source: http://e-npp.pl/?p=111425
Timestamp: 2019-10-21 10:00:46
Legal References Found: Art.8

Art. 34

Art. 30

Art. 31

Art. 47

Art. 40

Art. 31
 Art. 53
 art. 8
 art. 8

Document Content:
Nienarodzony a Konstytucja – Nowoczesna Powiat Piaseczno
Czekając na słowa Trybunału Konstytucyjnego o ustawie antyaborcyjnej spróbujmy wejść w jego rolę. Ten tekst miał być jak praca sędziego-sprawozdawcy, który zabrał materiały potrzebne do wydania orzeczenia, bezstronnie tzn. nie kierując się ideologią czy światopoglądem, choć rejestrując różne poglądy, ale tylko po to, by je sąd rozstrzygnął na zimno, na czysto prawnym gruncie. Tekst poważnie traktuje Konstytucje, bazuje tylko na jej zapisach. Z zasady nie uwzględniłem zapisów ustaw – to one mają być zgodne z konstytucją, a nie na odwrót. Tam gdzie mogą być problemy z interpretacją Konstytucji przywołałem tylko akty równie fundamentalne np. Kodeks Prawa Kanonicznego Kościoła katolickiego lub bezsprzeczne fakty z historii prawa. Innymi słowy za podstawę przyjąłem i potraktowałem poważnie powszechnie lekceważony artykuł 8 Konstytucji RP, który stanowi:
Art.8. 1. Konstytucja jest najwyższym prawem RP.
Nim czytelnik w roli sędziego wyda swój własny wyrok potrzebne jest jeszcze krótkie zdefiniowanie ról i reguł. Każdy człowiek ma swoje poglądy i intuicje. To na nich zbudowane jest prawo, ale system prawny różni się od indywidualnych poglądów tym, że jest systemem, czyli ma być wewnętrznie spójny. Nasze poglądy nie muszą, chyba z reguły są pełne sprzeczności, bo tacy są ludzie. Wyeliminowanie wewnętrznych sprzeczności prawa to proces trwający czasem kilkaset lat przy zaangażowaniu wielu, wielu tęgich głów. Niektórych zagadnień mimo tego kolektywnego wysiłku nie udało się rozstrzygnąć ostatecznie, czasem te zagadnienia są świadomie pozostawione poza systemem, bo system nie musi być kompletny, a chyba z natury nie może. I najtrudniejsza reguła: zadaniem tego sądu jest orzekanie wyłącznie na gruncie prawa, i to prawa konstytucyjnego. To znaczy, że musimy odłożyć na bok naszą wiarę, moralność i etykę. Tylko prawo i logika, czyli rozum – nic więcej.
W dziedzinie praw nienarodzonego (łacińskie nasciturus) na gruncie Konstytucji tylko dwie sprawy są bezsporne:
Art. 34. 1. Obywatelstwo polskie nabywa się przez urodzenie z rodziców będących obywatelami polskimi. A więc nienarodzony nie jest obywatelem.
Drugi pewnik, to fakt, że Konstytucja nie definiuje praw nienarodzonego, nie zostały one wysłowione expressis verbis. Natomiast szereg zapisów ma związek z naszą sprawą, jednak są one dyskutowane, a więc nie są bezdyskusyjne. Oto one:
Fundamenty prawa.
Preambuła. Wszystkich, którzy dla dobra Trzeciej Rzeczypospolitej tę Konstytucję będą stosowali, wzywamy, aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka…
Art. 30. Przyrodzona … godność człowieka stanowi źródło … praw człowieka i obywatela.
Ściśle rozumiane słowo „przyrodzona” oznacza, że, analogicznie do obywatelstwa, jest nabywana przy urodzeniu, ale rozszerzając jego znaczenie poza źródłosłów bywa pojmowane jako „właściwa człowiekowi”, czyli wynikająca z bycia człowiekiem. W konsekwencji kluczowe jest pytanie czy nienarodzone dziecko jest człowiekiem w sensie prawnym?
Art. 31. 3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane …. tylko wtedy, gdy są konieczne …. dla ochrony ….wolności i praw innych osób.
Dla części nienarodzony nie jest osobą z definicji osoby, nie jest osobne, ale część ma inne zdanie.
To jest podstawowy artykuł dla przeciwników dopuszczalności aborcji. W sensie prawnym pytaniem jest czy nienarodzony należy do podmiotów prawnych określanych w Konstytucji słowem człowiek.
Art. 47. Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. Dla połowy obywateli , dla kobiet, ustawa była by poważnym ograniczeniem prawa do samostanowienia.
Art. 40. Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. Część uważa, że zmuszanie kobiety do urodzenia uszkodzonego płodu jest okrutne i nieludzkie, ale część uważa, że jest to nieunikniona cena dla uratowania wartości nadrzędnej – życia ludzkiego.
Sumienie czy prawo
Preambuła. W poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem…
Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych….
Stosunki między państwem a kościołami … są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie …
Art. 31. 2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie można zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.
W powyższych artykułach występują 3 słowa określające podmioty indywidualne: obywatel, człowiek i osoba, przy czym dwa ostatnie są stosowane wymiennie. Czyli de facto są dwa różne podmioty: swoi (obywatele) oraz wszyscy ludzie przebywający na terenie pod jurysdykcją prawa (swoi i obcy).
Nienarodzony w rozumieniu Konstytucji nie jest obywatelem. Czy jest osobą pomimo definicji słowa osoba, czyli ktoś osobny?
W prawie rzymskim, co do zasady, nienarodzony nie był osobnym podmiotem prawnym. Wyjątek stanowiły prawa spadkowe, gdzie nasciturus mógł dziedziczyć zapisany majątek, ale pod warunkiem żywego narodzenia. Podobnie prawo Kościoła katolickiego Kodeks Prawa Kanonicznego nie uznaje nienarodzonego za podmiot prawny, prawo do fundamentalnego aktu chrztu mają dzieci dopiero po urodzeniu.
Kan. 96 – Przez chrzest człowiek zostaje wcielony do Kościoła Chrystusowego i staje się w nim osobą, z obowiązkami i prawami….
W będącej przedmiotem tych rozważań kwestii aborcji Kodeks Prawa Kanonicznego wyraźnie odróżnia ją od zabójstwa:
Kan. 1397 – Kto popełnia zabójstwo albo siłą lub podstępem porywa lub zatrzymuje człowieka, bądź go okalecza czy poważnie rani, powinien być ukarany stosownie do ciężkości przestępstwa pozbawieniami i zakazami…..
Tu konieczne jest odróżnienie aktów prawa kościelnego od aktów nauczania Kościoła katolickiego, gdzie sprawa ujęta jest odmiennie – podmiotowość posiada każdy człowiek od chwili swego poczęcia i nazywa się ją naturalną zdolnością prawną. Ale jest tu pewna niespójność, bo nawet doktryna i tradycja katolicka nie nadaje dziecku przed narodzeniem pełni praw ludzkich (np. prawa do chrztu). Zapewne z tego powodu, że doktryna do dziś nie rozstrzygnęła, kiedy w płód wstępuje dusza, co jest warunkiem bycia człowiekiem. Autorytety kościoła: Orygenes, Św. Augustyn, św. Tomasz argumentowali, że dusza wstępuje w ciało chłopca po 40 dniach od poczęcia, a w ciało dziewczynki po 80 dniach. Do tej niespójności jeszcze wrócimy, argumentując, że jest ona świadomym wyborem pewnego szerszego zamysłu zaczerpniętego z tradycji.
Prawo rzymskie traktowało płód aż do narodzin jako część ciała kobiety (pars viscerum matris). Podobnie przez wieki konstytucje europejskie w tym wszystkie konstytucje polskie. Uznanie nienarodzonego dziecka za samodzielny, osobny podmiot prawny powodowało by spore komplikacje,
trzeba by zdefiniować w konstytucji nie dwa lecz cztery podmioty prawne i ich prawa, trzeba by podzielić i zróżnicować grupę swoich na zwykłych, kobiety w ciąży i nienarodzeni dzieci. Dwóm ostatnim grupom przysługiwałby niepełny zestaw praw obywatelskich np. nienarodzonym nie mogą przysługiwać czynne prawa oraz prawo do autonomii i swobody wyboru, zaś ciężarnym kobietom trzeba by ograniczyć te prawa, które ingerują w prawa płodu. Przykładowo trzeba by zdecydować czy kobieta w ciąży ma prawo palić papierosy czy pić alkohol, przecież w ten sposób szkodzi swojemu dziecku, a więc narusza jego prawa.
Tradycyjne rozwiązanie tego dylematu, również w prawie kościelnym, polega na rozróżnieniu prawa stanowionego i prawa moralnego. W tym pierwszym nienarodzone dziecko nie ma osobowości prawnej, w drugim jest pełnoprawnym podmiotem. Odpowiada to tradycyjnemu w kulturze chrześcijańskiej rozróżnieniu tego co cesarskie i co boskie.
Takie rozwiązanie razem z tradycyjną (przynajmniej w Polsce) tolerancją religijną wyjmuje kwestię praw płodu spod jurysdykcji sądów cywilnych, a oddaje pod władze i sąd matki oraz jej sumienia. W tym kontekście trzeba zwrócić uwagę na kwantyfikatory w Konstytucji, np. Art. 53. 1. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii. Każdy, to znaczy zarówno wierzący w Boga…jak i niepodzielający tej wiary, a uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i powinnościach…(preambuła).
Paweł Włodkowic, kładąc fundament naszej tradycji prawniczej, pisał Nikogo do wiary zmuszać nie należy, gdyż wiara nie może wynikać z przymusu, a wymuszone modlitwy nie są miłe Bogu […]. Kto działa inaczej, widocznie raczej swojej, a nie Boskiej sprawie służy … ten sposób jest z krzywdą bliźniego, a nie należy czynić rzeczy złych aby wynikły dobre.
W naszej tradycji ciężarna kobieta, czyli będąca w stanie błogosławionym, jest bytem podwójnym, ale to ona jest prawną reprezentantką tego bytu, ona ma obywatelstwo, prawa człowieka i obywatela. To jej Bóg powierzył na 9 miesięcy opiekę nad nienarodzonym dzieckiem, ale jej też dał, jak wszystkim ludziom, wolną wolę, rozum i sumienie oraz coś wyjątkowego – instynkt macierzyński, który jest źródłem matczynej miłości – najdoskonalszego wzoru miłości w ludzkiej kulturze. Istotą rozważanej sprawy jest pytanie: do jakiego stopnia prawo stanowione może ingerować w zamysł boży i osobiste, konstytucyjne prawa kobiet? Innymi słowy czy mamy prawo oddawać cesarzowi to, co boskie?
Konsekwencje prawne uznania nienarodzonego za osobny podmiot prawa konstytucyjnego dalece wykraczają poza opisane przypadki. Tak naprawdę ich nie znamy, bo wszystkie systemy prawne w naszej części świata opierały się na prawie rzymskim i tylko takie mamy doświadczenia. Ograniczenia praw podstawowych i dóbr osobistych np. autonomii woli, musiałoby być sformułowane i sprecyzowane expressis verbis w Konstytucji. Dlatego milczenie polskiej Konstytucji w sprawie praw nienarodzonego nie jest przypadkiem, jest ważnym wpisaniem się w kulturę i tradycję prawną Europy, w tym również tradycję prawa chrześcijańskiego.
Do tej pory zajmowaliśmy się ujęciem ogólnym, ale ważna jest pewna okoliczność szczególna.
Trybunał Konstytucyjny ma się wypowiedzieć o karaniu za aborcję nie ogólnie, ale gdy ciężarna kobieta jest w skrajnej trudnej, wyjątkowej i dramatycznej sytuacji. Gdy już spotkało ją wielkie nieszczęście, bo nosi w sobie uszkodzony płód. W takiej sytuacji nasza tradycja i chrześcijańska kultura nakazywały raczej wsparcie, współczucie i miłosierdzie – milczenie, a nie sądzenie.
Na marginesie poprzednich rozważań wrócę do cytowanego na wstępie art. 8 Konstytucji.
W skróconej formie, wydobywającej jego rewolucyjny charakter, brzmi on:
Konstytucja jest… prawem…
W naszym kraju do absolutnych wyjątków należały sprawy, w których sąd uznał argumenty wywiedzione z Konstytucji przeciwko opartym na ustawach. Regułą jest uznawanie postanowień Konstytucji za zbyt ogólne, by je stosować przy orzekaniu. Ta doktryna, powstała przez zlekceważenie art. 8 Konstytucji, została potwierdzona wieloma orzeczeniami sądów naczelnych, szczególnie administracyjnych. Słyszałem jak pewien starosta publicznie ujął to tak: przepisy Konstytucji są do stosowania od święta, w naszej codziennej pracy kierujemy się ustawami.
Przykład. Ostatnio pewna firma, chciała, powołując się na Konstytucję i Konwencję z Kioto,
przez sąd zmusić rząd RP do opublikowania danych niezbędnych dla energetyki odnawialnej, danych o nasłonecznieniu w Polsce zbieranych przez IMGW, finansowanych z budżetu państwa, a niedostępnych od 30 lat, oraz do poprawienia nieprawdziwych danych na stronie Ministerstwa Infrastruktury. Sąd zgodził się, że dane są nieprawdziwe, ale oddalił pozew bo uznał, że nie wskazano konkretnej podstawy prawnej, a Konstytucja jest zbyt ogólna. Sąd miał rację, bo rzeczywiście nie ma ustawy mówiącej, że dane na stronie ministerstw mają być prawdziwe. Sprawę opublikowania danych dla energetyki odnawialnej sąd też oddalił, bo rzeczywiście nie ma ustawy, która by to nakazywała.
Nie ma w Polsce zwyczaju by tekst ustaw poprzedzać preambułą wyjaśniającą jaki jest cel jej wprowadzenia. W konsekwencji przepisy muszą być stosowane nawet w przypadkach gdy prowadzi to do absurdalnych, szkodliwych skutków. Decyzja mówiąca, że „co prawda przepisy stanowią …., ale jednak, ze względu na złe skutki w tej konkretnej sytuacji decyduję inaczej” jest nie do obrony przed sądem administracyjnym. Jedyną możliwością w takich przypadkach było by odwołanie do zasad z Konstytucji, ale w praktyce to nie działa. W efekcie żaden urzędnik czy sędzia nie zastanawia się nad sensem prawa i tak prawo traci sens.
Powołanie się na Konstytucję w sądach jest bezskuteczne , zaś w urzędach wywołuje irytację, uzasadnioną, bo będącą reakcją na ból. Nasi urzędnicy są największymi ofiarami tej doktryny, zostali bowiem pozbawieni części praw człowieka – prawa do kierowania się rozsądkiem i sumieniem, do dostrzegania tego co głupie i co złe. Oznacza to rozerwanie odwiecznej zasady: za skutki odpowiada ten, kto podjął decyzję – urzędnicy odpowiadają tylko za przestrzeganie przepisów, zaś za faktyczne skutki – ten kto je wymyślił, czyli nikt. W efekcie urzędnicy zostali zmienieni w wyspecjalizowane roboty, automaty do stosowania przepisów szczegółowych. Skutkiem są rozliczne codzienne konflikty z obywatelami, którzy odbijając się od urzędu mówią: „ale to państwo jest głupie”.
Konsekwencje tej doktryny są bardzo daleko idące, sięgają do głębokich stref kulturowych:
Praprzyczyną kłopotów z Trybunałem Konstytucyjnym jest znikoma ranga Konstytucji;
Prawo zbyt ogólne by je stosować przestaje być prawem;
Za ten stan odpowiadamy wszyscy, ale szczególnie sędziowie;
Znikoma ranga Konstytucji otworzyła drzwi dla projektów ustaw ograniczających prawa części obywateli oraz ustaw radykalnych;
Nastąpiła kulturowa zmiana znaczenia słowa odpowiedzialność;
Administracji w Polsce nie wolno kierować się dobrem publicznym;
Efektem jest skrajna biurokracja w administracji, biegunka legislacyjna i narastający konflikt między obywatelami, a państwem.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że cały artykuł 8 Konstytucji został wprowadzony właśnie po to aby nie dopuścić do tego co się stało, tak jakby jego autorzy wiedzieli co nam grozi. Co się stało z tą świadomością później? I jeszcze szersze spojrzenie: jak zmierzyć na ile dany ustrój jest demokratyczny? Miarą jest ranga Konstytucji, bo ona mówi o powszechności akceptacji ustroju. A to prowadzi do pytania: czy problemy III RP nie są efektem znikomej rangi naszej Konstytucji?
Co łączy sprawę aborcji i doktryny fundamentalizmu formalnego? Oczywiście Konstytucja i próba poważnego jej potraktowania. A całość ma służyć uzasadnieniu szalonego pomysłu.
Spróbujmy spojrzeć na Konstytucję nie jak na niedoskonały opis stanu obecnego, ale jak na wizję, uporządkowany program dla państwa, również program polityczny. Gdyby powstała partia Konstytucyjna, której program był by budowany od drugiej strony, nie w oparciu o indywidualne autorskie intuicje, poglądy i branżowe pomysły, ale o systemowy, uporządkowany zbiór powszechnie akceptowanych zasad i mozolną krok po kroku analizę, co zrobić by w pełni wprowadzić w życie kolejne artykuły Konstytucji. Drugi mechanizm to refleksja tematyczna: co w danej dziedzinie gospodarki (np. planowaniu przestrzennym, budownictwie itp.) wynika z Konstytucji. W takim ujęciu ustawy były by wykładnią Konstytucji do danego obszaru. Regulacje zaczynałyby się od zdefiniowania, na czym polega interes publiczny w danej dziedzinie, po co ta ustawa, następnie definiowałyby podział obowiązków i praw zaangażowanych stron, czyli czyniłyby ład reguł. Doświadczenia innych państw pokazuje, że przy takim podejściu, po takim wskazaniu celów i generalnych reguł można w ustawach pominąć to, co dziś jest ich treścią, można przyjęcie technicznych sposobów realizacji (procedury) oddać w kompetencje bezpośrednich wykonawców np. samorządów. Skutkuje to wielokrotnym zmniejszeniem objętości ustaw, zrozumieniem i akceptacją prawa, wciągnięciem w realizację celów ustaw szerokich mas obywateli.
Ostatni sondaż opinii dla takiego programu (z 1997 roku) mówił o poparciu zdecydowanej większości. Gdyby dziś kazać Polakom zakreślić ołówkiem, czego nie aprobują w tekście tej malutkiej książeczki okazało by się, że wszyscy akceptujemy 99% zapisów. To coś, co jest wspólne dla obu zwaśnionych plemion i to kiedyś je pogodzi (o ile Konstytucję potraktujemy poważnie i naprawdę wprowadzimy w nasze życie).
Jacek Koziński, kwiecień 2018
f1f3799e38cb4041cfd59405fc67f5c0]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]