Source: http://prawo.vagla.pl/node/10145
Timestamp: 2018-05-25 03:11:20
Legal References Found: art. 56
 art. 20
 art. 11
 art. 12
 art. 191
 art. 11
 art. 12
 art. 12
 art. 11
 art. 12
 Art. 7
 art. 75
 art. 37
 art. 36
 art. 75
 art. 75
 art. 379

Document Content:
Wniosek o zbadanie konstytucyjności ustawy o dostępie do informacji publicznej: nie boimy się dyskutować o ustroju państwa? | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
O taką debatę zabiegał Prezes Trybunału Konstytucyjnego, gdy uruchamiał Obserwatora Konstytucyjnego - miała to być wydawana przez Trybunał Konstytucyjny prasa stymulująca debatę konstytucyjną właśnie. W takiej debacie wskazuje się potencjalny problem i zupełnie bez nerwów zaczyna się sygnalizować swoje wątpliwości. Ja swoje zasygnalizowałem w zeszłym tygodniu. Oczywiście dyskutowałem na ten temat też z zaprzyjaźnionymi konstytucjonalistami i część z nich twierdzi, że się mylę. OK. Zakładam, że mogę się mylić. Nie ma sprawy. To przecież debata.
Ale w czym rzecz? Najpierw zapytałem przewrotnie: czy Marszałek Sejmu może dać komuś pełnomocnictwo do podpisywania przyjętych przez Sejm ustaw? Od razu pojawili się tacy, którzy postanowili mnie sprostować i pouczyć mnie, że to Prezydent RP podpisuje ustawy, nie zaś Marszałek Sejmu. Odpowiedziałem zatem, że chodzi o sytuację, o której mowa w art. 56 Regulaminu Sejmu RP, a mowa tam przecież o tym, że "Marszałek Sejmu przesyła Prezydentowi tekst ustawy, potwierdzony swoim podpisem". No, ale - jak wspomniałem - to było przewrotne pytanie i jedynie przygrywka do dyskusji, bo w istocie chodzi o normę konstytucyjną i o kompetencję do składania wniosków abstrakcyjnej kontroli konstytucyjności ustawy. Wywód - w uproszczeniu - jest następujący:
Posługuję się określeniem "pełnomocnictwo cywilne", by odróżnić od procesowego. Dlaczego? Dlatego, że o ile art. 20 ustawy o Trybunale Konstytucyjnym odsyła do Kodeku Postępowania Cywilnego, to jednak tylko w sprawach nieuregulowanych ustawą. A sposób reprezentowania I Prezesa Sądu Najwyższego, a także - co istotne - całego Sądu Najwyższego przed Trybunałem Konstytucyjnym, jest uregulowany w art. 11 i art. 12 ustawy o Sądzie Najwyższym. Kwestia reprezentacji SN i reprezentacji I Prezesa SN jest zatem uregulowana ustawą, a więc w tym zakresie odpowiednie stosowanie KPC nie może nastąpić. Nie mamy do czynienia z pełnomocnictwem procesowym, a więc mamy do czynienia z jakimś pełnomocnictwem, pewnie takim właśnie sobie cywilnym, czyli na podstawie KC. Do tego dochodzi norma kompetencyjna z art. 191 Konstytucji, która daje kompetencję nie całemu Sądowi Najwyższemu do wnioskowania do Trybunału Konstytucyjnego, a konkretnie I Prezesowi tegoż Sądu Najwyższego (co istotne w związku ze wskazanymi art. 11 i art. 12 ustawy o SN, bo w istocie będzie mógł mieć zastosowanie tylko art 11, a nie art. 12, ten ostatni mówi o działaniu (całego) Sądu Najwyższego w postępowaniu przed TK, a pierwszy o tym, jak działa I Prezes SN).
Przy tych wywodach zaznaczyłem, że "tak tylko sobie dywaguję, nie należy zwracać na mnie uwagi". Tak czy inaczej zasygnalizowałem wątpliwość i problem, który - być może - wynika z moich lichych kompetencji interpretowania przepisów konstytucyjnych. Proszę wybaczyć brak pewności, skoro on, ów brak, wyrasta na pożywce niedawnych wszak doniesień mediów, które sobie komentowałem słowami: "Jako wiodąca na świecie firma doradcza mamy też komórkę, która bezpłatnie pomaga administracji publicznej wkładać listy do kopert i je zaklejać". Tak sobie skomentowałem doniesienia medialne na temat tego, że prezentacja rządowych działań wobec górnictwa (przygotowana w popularnym programie do robienia prezentacji) była podpisana (w meta danych) nazwą jednej z wiodących i światowych spółek doradczych (por. Plan naprawy kopalń przygotowała Boston Consulting Group? KW: "Opracowali jeden element". Rzecznik rządu: "Nic o tym nie wiemy" ). Wcześniej były metki na ubraniach udzielającej wywiadu premier. Niby nic, ale...
Wciąż aktualny jest, moim zdaniem, problem społecznego dekodowania tego co prywatne, i odróżnianie od tego, co publiczne. I jeszcze ważna jest odpowiedź na pytanie gdzie i kiedy w butach państwa może chodzić prywatny biznes, a gdzie i kiedy nie. Innymi słowy: co jest zadaniem publicznym i kto takie zadania publiczne powinien realizować oraz jakimi środkami (środki są ważne, bo przecież jest z tym problem, o czym świadczy nie tak dawno przeprowadzona debata budżetowa, w której wymiar sprawiedliwości sygnalizował problemy finansowe). Kancelaria radcowska to biznes prywatny, chociaż realizująca szczególne zadania i mająca samorząd i własną ustawę... Dlatego może się mylę, gdy przepis art 191 Konstytucji, który wymienia I Prezesa SN, nie zaś nawet cały SN, interpretuję w ten sposób, że to I Prezes SN może działać, ale bez pełnomocnika procesowego, a jedynie - zgodnie z art. 11 ustawy - w niektórych sytuacjach tam wymienionych może go zastępować inny prezes SN. A jeśli I Prezesa SN może zastępować radca prawny, to czemu Konstytucja wymienia I Prezesa SN, a nie Sąd Najwyższy? A może - to kolejny element debaty - skoro I Prezesa SN może reprezentować radca prawny, a to dzięki swojej kompetencji, profesjonalizmowi, to może każdy obywatel mógłby mieć taką możliwość, by wystąpić do TK z wnioskiem o zbadanie konstytucyjności ustawy, byle występował przez profesjonalistę? To byłby już wyłaniający się z debaty publicznej postulat zmiany Konstytucji. Wszak władza zwierzchnia w RP należy do Narodu...
Jak wspomniałem - koledzy konstytucjonaliści już mi w korespondencji i rozmowie starali się wykazać, że się mylę, bo przecież I Prezes SN nie istnieje bez całego Sądu Najwyższego, więc jeśli ustawa o Sądzie Najwyższym w art. 12 mówi o tym, że Sąd Najwyższy w postępowaniu przed TK może być reprezentowany, to znaczy, że i I Prezes tegoż Sądu też może. Zgrabnie zbijali moje argumenty. A ja podnosiłem: I Prezes Sądu Najwyższego jest organem i Sąd Najwyższy jest też organem, ale innym. Art. 7 Konstytucji mówi o tym, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa (zasada legalizmu i praworządności) i jeśli ustawa daje normę postępowania jednemu organowi, to wcale nie jest tak, że daje ją innemu. Niektórzy koledzy i koleżanki pewnie teraz będą chcieli na ten temat napisać jakąś naukową rozprawę, bo temat wydaje się ciekawy, nawet jeśli się mylę.
Ale być może jest jednak coś na rzeczy, skoro dziś w Dzienniku Gazecie Prawnej ten temat pojawił się "na jedynce".
Fragment pierwszej strony Dziennika Gazety Prawnej z 26 stycznia 2015 roku. To tekst wprowadzający autorstwa red. Ewy Ivanowej, który zachęca do lektury większego tekstu w środku gazety.
DGP zebrała informacje, zbadała kto i jak korzysta z pełnomocników, kto nie korzysta i dlaczego, zebrała też inne opinie. Wiadomo. Prasa.
Mamy zatem coś na kształt dyskusji publicznej, z której - jestem o tym przekonany - zadowolony musi być zarówno I Prezes Sądu Najwyższego, jak i Prezes Trybunału Konstytucyjnego. Mamy tu bowiem przejaw społeczeństwa obywatelskiego i mamy debatę ustrojową. Piastuni władzy publicznej mogą merytorycznie odnieść się do wątpliwości, wykazać spójną argumentacją, że w istocie wątpliwość jest pozorna, a w rzeczywistości, nawet przy minimalnych zdolnościach interpretacyjnych, których zgłaszający wątpliwości najwyraźniej nie mają, widać, że wszystko jest jasne, klarowne, przejrzyste i zgodnie z zasadami. Jakże to ożywcze wobec tak wielu przejawów "politycznej debaty obyczajowej". Dyskusja o zasadach działania tak ważnych instytucji (organów!) publicznych to oczywiście dyskusja polityczna per se. A my w zeszłym roku obchodziliśmy 25-lecie wolności więc nie boimy się - jako społeczeństwo - debatować o ustroju Rzeczypospolitej i praktyki działania państwa. Chociaż...
Chyba jest w tym coś niepokojącego, jeśli konstytucjonaliści komentujący w prasie, w dyskusji ustrojowej, zastrzegają sobie anonimowość. A tak było przy tym tekście DGP.
Może komentujący konstytucjonaliści nie baliby się niczego komentując dla prasy wydawanej przez Trybunał Konstytucyjny, bo prasie prywatnej nie ufają? Sam nie wiem.
« Nowe pisma procesowe w sprawie K 58/13 | Nagrania audio z obchodów Dnia Domeny Publicznej 2015 »
Pn, 2015-01-26 23:38 by VaGla
U dr Adama Bodnara na Facebooku toczy się ciekawa dyskusja o tym, kto może co podpisać i jak występować przed TK. Nawiasem mówiąc to orzeczenie SN, o którym tam mowa w tej dyskusji to uchwała składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z 17 lipca 2013 roku, sygn. akt III CZP 46/13 (PDF). To oczywiście chodzi o reorganizację sądów.
Trzeba pamiętać, że co innego minister, a co innego I Prezes Sądu Najwyższego i że tak wprost sobie tego mieszać nie można (co innego władza wykonawcza, co innego sądownicza, co innego postępowanie przed TK, co innego decyzja o przeniesienie sędziego itd.). Ale zacytować Sąd Najwyższy zawsze warto:
Opis rozmiaru nieprawidłowości uzupełnia stwierdzenie, że – co jest Sądowi Najwyższemu znane z urzędu – wiele decyzj i o przeniesieniu sędziów, w tym decyzję dotyczącą sędziego, członka jednoosobowego składu orzekającego Sądu Rejonowego, który przedstawił rozpoznawane zagadnienie prawne, podjął nie Minister Sprawiedliwości, lecz – działający z jego upoważnienia – podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Przewidziane w art. 75 § 3p.u.s.p. uprawnienie Ministra Sprawiedliwości nie należy do zakresu władzy wykonawczej i nie jest decyzją administracyjną, nie mają więc do niego zastosowania art. 37 ust. 1 i ust. 5 uRM ani przepisy ustawy o działach administracji rządowej, gdyż dotyczą tylko działań ministrów jako organu administracji publicznej w sprawowaniu władzy wykonawczej. Nie mogą mieć zatem zastosowania do omawianej kompetencji Ministra Sprawiedliwości, należącej ściśle do zakresu władzy sądowniczej; w takich przypadkach Minister Sprawiedliwości działa nie jako organ administracji publicznej, lecz występuje w roli organu władzy publicznej, w której – zgodnie z art. 36 uRM – zastąpić go może jedynie Prezes Rady Ministrów lub inny wskazany przez niego członek Rady Ministrów i tylko wtedy, gdy stanowisko Ministra Sprawiedliwości nie zostało obsadzone lub w razie czasowej niezdolności Ministra do wykonywania obowiązków.
Sąd Najwyższy, rozważając kwestie dotyczące przenoszenia uprawnień przez piastuna organu administracji, wielokrotnie stwierdzał, że kompetencje organu administracji publicznej – przyznane mu na podstawie przepisu szczególnego, nienależące jednak do sfery administracji publicznej – nie mogą być przekazywane innej osobie. W szczególności w uchwale z dnia 5 kwietnia 2007 r. I PZP 3/07 (OSNP 2007, nr 21 - 22, poz. 308) stwierdził niedopuszczalność przenoszenia przez Ministra Sprawiedliwości na inne osoby (sekretarza i podsekretarza stanu) kompetencji do mianowania i zwalniania asesorów sądowych, uznając, że mianowanie i zwalnianie asesorów dotyczy wykonywania władzy sądowniczej sensu stricto, a zatem wykracza poza sferę administracji publicznej i nie może być przekazane innej osobie. Uchwała ta nawiązuje do powszechnie znanego, ugruntowanego, jednoznacznego i zaaprobowanego w piśmiennictwie stanowiska zajmowanego przez Sąd Najwyższy w tym przedmiocie od wielu lat w orzeczeniach dotyczących kompetencji przyznanych różnym organom administracji publicznej na mocy przepisów szczególnych, obejmujących działania nienależące do sfery administracji (por. m.in. uchwały z dnia 27 września 1991 r., III CZP 61/91, OSNCP 1992, nr 4, poz. 49, z dnia 22 grudnia 1980 r., III CZP 38/80, OSNCP 1981, nr 7, poz. 121, z dnia 10 października 1979 r., III CZP 65/79, OSNCP 1980., nr 3, poz. 46 i z dnia 9 lutego 1974 r., III CZP 64/73, OSNCP 1974, nr 7 - 8, poz. 121 oraz wyrok z dnia 19 marca 1982 r., III CRN 35/82, niepubl.).
Z tych względów należy stwierdzić, że przewidziane w art. 75 § 3 w związku z art. 75 § 2 pkt 1 p.u.s.p. uprawnienie do przeniesienia sędziego na inne miejsce służbowe przysługuje wyłącznie Ministrowi Sprawiedliwości, w związku z czym nie może być przekazane innej osobie, w tym sekretarzowi lub podsekretarzowi stanu. Sprzeciwia się temu także zasada równorzędności między przedstawicielam i władzy wykonawczej i sądowniczej. Jest oczywiste, że sędzia, którego status wywodzi się bezpośrednio z Konstytucji oraz decyzji Prezydenta RP, opartej na uchwale organu konstytucyjnego, jakim jest Krajowa Rada Sądownictwa, pozostaje na wyższej pozycji ustrojowej niż sekretarz oraz podsekretarz stanu – urzędnicy niewchodzący w skład Rady Ministrów i niezaliczani do organów administracji rządowej. Stanowią oni element struktury politycznej (kierowniczej) ministerstwa jako pomocnicy ministra, pomagający w kierowaniu resortem; są najbliższymi
współpracownikami ministra i najwyższymi urzędnikami ministerstwa, ale nie można przypisać im funkcji organów państwowych, gdyż swoje zadania wykonują w imieniu i z upoważnienia ministra. Także z tych zatem względów decyzja bezpośrednio dotycząca statusu sędziego oraz terytorialnego zakresu władzy sądowniczej – ingerującą głęboko w zasadę podziału władz (art. 10 ust. 1 Konstytucji) – nie może być przez Ministra Sprawiedliwości przenoszona na inne osoby. Podejmując ją, Minister Sprawiedliwości ponosi osobistą odpowiedzialność prawną i ustrojową, której nie może się wyzbyć ani scedować na inne osoby. W tej sytuacji decyzja o przeniesieniu na inne miejsce służbowe podjęta przez inną osobę, także „z upoważnienia” Ministra Sprawiedliwości, jest wadliwa (bezprawna), a sędzia, którego ona dotyczy, nie może wykonywać władzy jurysdykcyjnej w sądzie (na obszarze jurysdykcyjnym), do którego został „przeniesiony”. Skład orzekający z jego udziałem jest zatem sprzeczny z przepisami prawa w rozumieniu art. 379 pkt 4 k.p.c.