Source: https://www.wartoubezpieczenia.pl/z-zycia-wziete
Timestamp: 2018-03-21 16:17:28
Legal References Found: art.6
 art. 13
 art. 6
 art. 16
 art. 16
 art. 29

Document Content:
Proza życia? | WARTO UBEZPIECZENIA - O ubezpieczeniach inaczej
Gdzieś dawno temu przeczytałem, że ci którzy układają, a potem ustanawiają nam zasady, przepisy, reguły, tworzą sankcje za nie przestrzeganie tych norm, itd., obracają się w określonej poetyce. Ma ona tyle wspólnego z „prawdziwym życiem”, co poezja z prozą.
Pamiętam, że nie za bardzo chciało mi się identyfikować z tym twierdzeniem, bo uważałem że jest to zbyt daleko idące uproszczenie. Z perspektywy dotychczasowych doświadczeń i obserwacji, dochodzę jednak do wniosku, że autor tej tezy miał niestety dużo racji. Przepisy mogą być niezłe, w miarę przejrzyste, spójne i co z tego?
Jeśli na jakimś etapie ich stosowania znajdzie się ktoś, kto „pójdzie na skróty”, bez zastanowienia się nad logiką nie tylko tego co pisze ale także nad skutkami swoich interpretacji owych przepisów i wypływających z nich, swoich i innych osób, zwłaszcza podwładnych, decyzji, to mamy w efekcie coś takiego, co też skrótowo, określamy terminem „proza życia”.
Mój przyjaciel, absolwent filologii polskiej, kiedyś powiedział mi rzecz następującą; w literaturze, jeśli ma się odrobinę talentu, wyobraźni i jako taki warsztat, da się bez trudu z poezji stworzyć niezły utwór literacki pisany prozą. Odwrotnie potrafią nieliczni. Coś tu chyba jest na rzeczy. W tzw. życiu realnym nie jest łatwo funkcjonować w „poetyce” przepisów, zasad. Łatwiej, za to i często niestety bardziej się opłaca, tworzyć „własną prozę” i bezpodstawnie licząc na naiwność petentów, wmawiać im że to najwyższych lotów, a więc nie wypada krytykować, poezja właśnie . W tym wątku postaram się przytaczać realne, nie wymyślone przykłady takiej „prozy”- czytaj; „poezji”.
W grudniu ub. roku znajoma mojej klientki, Pani L. jechała sobie ulicą pewnej dużej metropolii. Za nią jechał Pan K. Z uwagi na warunki miejscowe (zła i śliska nawierzchnia, zbliżanie się do skrzyżowania) Pani L. zaczęła zwalniać. Jadący za nią Pan K. nie zrobił tego i uderzył w tył pojazdu prowadzonego przez Panią L. Wezwanej na miejsce zdarzenia policji tłumaczył się że „się zagapił”. No cóż… zdarza się to nawet wytrawnym kierowcom. Sprawa wyglądała na prostą i oczywistą. Policja uznała wyłączną winę Pana K. i ukarała go 500,00 zł. mandatem, do tego punkty karne. Dokumentacja zdarzenia została przesłana przez policję do Ubezpieczyciela Pana K. – ZU „X” już po ok. 1,5 tygodnia od dnia zdarzenia. Likwidator z tego ZU odebrał od Pana K. oświadczenie, w którym przyznaje się do winy, zanim przystąpił do oględzin uszkodzonego pojazdu. Wydawałoby się że nie pozostaje nic innego jak tylko czekać na przelew pieniędzy.
Po prawie miesiącu głuchej ciszy, Pani L. podjęła telefoniczną interwencję w centrum zgłaszania szkód ZU „X”, w trakcie której okazało się że brak jest w dokumentacji sprawy dokumentów z policji i oświadczenia sprawcy. Później o dziwo te dokumenty się odnalazły. Sprawa się jeszcze nieco przeciągnęła. Jakież było zaskoczenie Pani L. gdy ubezpieczyciel Pana K., przysłał jej „decyzję odmowy wypłaty odszkodowania”. W uzasadnieniu ZU powoływał się na zapisy art.6 i 415KC, w związku z art. 13 i 14 Ustawy z dnia 22.05.2003 r ( o obowiązkowych ubezpieczeniach…) i zebraną dokumentację. Stwierdził, że „brak jest podstaw do przyjęcia odpowiedzialności… za powstałą szkodę…” . Dalej ZU wyjaśnił, że przyjęcie takiej odpowiedzialności …” następuje po ustaleniu okoliczności niezbędnych do przyjęcia odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń i udowodnienie winy sprawcy zdarzenia”. Dalej ZU powołując się na art. 6 KC i art. 16 ust. 3 wspomnianej wyżej Ustawy o obowiązkowych OC stwierdził, że „ciężar udowodnienia faktów z których wywodzi się określone skutki prawne spoczywa na poszkodowanym, który zobowiązany jest przekazać ubezpieczycielowi dowody winy i odpowiedzialności wskazywanego sprawcy zdarzenia – oryginała oświadczenia spisany na miejscu zdarzenia lub kopię notatki urzędowej Policji” (cytat dosłowny). Dalej w tym dokumencie jest stwierdzenie, że „poszkodowany do dnia dzisiejszego (czyli do 15.01.2015 r., a zgłoszenie szkody nastąpiło 08.12.2014 r.) nie udowodnił i nie wskazał w sposób nie budzący wątpliwości, iż wyłączną odpowiedzialność… ponosi…”.
Uważam, że poszkodowana dopełniła warunków określonych w art. 16, ust. 3, natomiast osoba która pisała uzasadnienie odmowy albo nie zna zapisu na który się powołuje, albo owszem czytała ten przepis ale bez zrozumienia. Klientka ustaliła że oświadczenie sprawcy ma likwidator reprezentujący zakład ubezpieczeń sprawcy, ponadto w udokumentowaniu sprawy brała udział Policja, która również przesłała stosowną dokumentację do ZU już 17.12.2014 r.
Wg. mojej wiedzy sprawa skończyła się pomyślnie dla Pani L. Niestety zmiana decyzji nastąpiła dopiero po odwołaniu się od wcześniejszej decyzji odmownej i złożenia skargi. Ktoś gdzieś nie pomyślał, ktoś wymyślił i wdrożył takie a nie inne procedury, wewnętrzne zarządzenia, nadzór wewnętrzny „nie uznał za stosowne”, tzn. „uznał” ale dopiero po odwołaniu klientki, etc. Pani L. zapytała mnie dlaczego dopiero po interwencji, ZU zmienił kuriozalną – jak to określiła, decyzję? Czyżby liczył na to, że poszkodowany klient zrezygnuje? Przyznaję, nie umiałem dać na to pytanie sensownej odpowiedzi, także dlatego, że nie współpracuję z tym ZU. Efekt tego jest taki, że nie tylko Pani L. ale wszyscy Jej znajomi długo będą szerokim łukiem omijać ZU „X”. Wypada na koniec postawić jeszcze jedno pytanie; czy ten ZU z tego incydentu wyciągnął jakiekolwiek wnioski, także dot. tego, czy na dłuższą metę opłaca się tolerować takie podejście do sprawy? Na to pytanie również nie potrafię odpowiedzieć.
Oto przykład drugi:
Ilustruje on sytuację w jakiej możemy się znaleźć nie dlatego że popełniliśmy błąd, raczej dlatego, że ktoś nas wpakował świadomie lub nie, w pułapkę.
Jakiś czas temu Pan, nazwijmy go „Z” zawarł z firmą leasingową „$” umowę, na mocy której użytkował nowy, wymarzony przez siebie samochód. Regularnie płacił raty leasingowe, etc. Oczywiście taki pojazd musi posiadać pełne ubezpieczenie, tj. OC + AC/KR, etc. na warunkach określonych przez leasingodawcę. Na polisie p. „Z” nie występował, ani w roli ubezpieczonego, ani ubezpieczającego, bo nie był stroną umowy ubezpieczenia, tylko jego użytkownikiem. Ubezpieczającym i Ubezpieczonym był leasingodawca, który kosztami ubezpieczenia oczywiście obciążał p. „Z”. Właśnie upływał pod koniec stycznia br. trzeci rok umowy leasingowej, tym samym ubezpieczenia tegoż pojazdu. Już w połowie grudnia poprzedniego roku, pan „Z” otrzymał pocztą poświadczoną kopię polisy i oryginał certyfikatu OC na kolejny rok, czyli z datą ważności i ochrony od połowy stycznia 2015 r. Z początkiem roku 2015 podjął jednak decyzję o wykupie tego samochodu z leasingu. Powszechnie wiadomo, że procedura wykupu samochodu raczej nie trwa dzień albo dwa, więc ostatecznie faktura zakupu została wystawiona w połowie stycznia 2015 r., dokładnie na 3 dni przed upływem ważności „starej”, ale już wznowionej w grudniu ub. roku polisy. Jeszcze w trakcie trwania procedury wykupu pojazdu, wraz z rozliczeniem zakupu, od leasingodawcy „$” p. „Z” otrzymał pocztą mail`ową formularz z prośbą o wypełnienie i pilne odesłanie. W tym formularzu jednoznacznie podpisał oświadczenie, że jako przyszły nabywca wyraża wolę kontynuowania umowy obowiązkowego ubezpieczenia OC. Podał też, aby uniknąć pomyłki, wszystkie swoje dane, prosząc jednocześnie aby znalazły się one na aneksie do polisy. Zamierzał przerejestrować pojazd na siebie. W czasie oznaczonym w ustawie zgłosił się do stosownego urzędu, otrzymał tam na podstawie faktury dowód rejestracyjny tymczasowy.
Po pięciu dniach od wygaśnięcia umowy ubezpieczenia „starej” i wejściu w życie nowej, otrzymał pismo od firmy „$”, że ta nowa umowa wystawiona w grudniu ub. roku, właśnie została anulowana w całości, przy czym nikt do tego czasu, ani do tej pory nie zażądał od niego zwrotu certyfikatu!
Dopiero po otrzymaniu tego pisma Pan „Z” zorientował się że jeździ samochodem bez ważnej polisy OC!
Można by powiedzieć, że mamy tu do czynienia z nieszczęśliwym dla p. „Z” zbiegiem okoliczności. Gdyby bowiem leasingodawca, nie mając oczywiście wiedzy co do zamiarów p. „Z”, nie pośpieszył się z załatwieniem, z wyprzedzeniem ok. 30 – dniowym, kontynuacji umowy, p. „Z”: wiedziałby że polisa za 3 dni wygasa. Tymczasem ktoś zorientowawszy się że faktura wykupu pojazdu jest wystawiona z datą poprzedzającą datę ważności „starej” umowy, uznał że najlepiej będzie tą nową anulować, tylko szkoda że za późno poinformował p. Z” o tym fakcie.
Ów pan zgłosił się do mnie, więc natychmiast ten pojazd ubezpieczyłem, od dnia zgłoszenia ale i tak znalazł się w sytuacji zagrożenia karą ze strony UFG (par. 88 Ustawy o obowiązkowych ubezpieczeniach…) za brak polisy OC, w tym przypadku w wys. 50% dwóch najniższych krajowych płac. Mógł oczywiście nawiązać kontakt z ubezpieczycielem i leasingodawcą i wyjaśniać problem ale potrwało by to zapewne dość długo, raczej dłużej niż przewidziany w ustawie termin przerejestrowania, bez gwarancji skutecznego załatwienia, a samochód cały czas użytkował!
Dla przypomnienia i uzmysłowienia sobie poziomu komplikacji sytuacji w jakiej znalazł się Pan „Z” dodam, że po zmianie właściciela polisa OC kom. przejęta wraz z pojazdem, automatycznie się nie wznawia.
Obowiązkiem nabywcy jest ubezpieczenie pojazdu z końcem ważności umowy przejętej ( o ile jej nie wypowiedział wcześniej) lub nie później niż od daty nabycia, jeśli przejęta polisa skończyła swą ważność wcześniej. Kolejną taką datą graniczną jest dzień rejestracji i wprowadzenie pojazdu do ruchu. (polecam m. in. art. 29 i 31 w/w Ustawy).
Pan „Z” natychmiast, na drugi dzień po ubezpieczeniu pojazdu wniósł reklamację , z żądaniem przywrócenia ochrony przez owe 5 dni.
Ostatecznie sprawa dla Pana „Z” skończyła się pomyślnie ale tylko dzięki firmie ubezpieczeniowej dotąd ubezpieczającej ten samochód, mimo że akurat ona w tym przypadku najmniej zawiniła. Ciekawe, że ani firma leasingowa, ani agencja współpracująca z leasingodawcą nic nie zrobiły w tej sprawie, nawet nie stać ich było na zwykłe przeprosiny.
Kilka słów komentarza do tego przypadku.
Podobne przypadki wbrew pozorom nie są rzadkie. Niestety wielu nabywców pojazdów będąc zafascynowanymi obiektem zakupu i skupiając się na przebiegu transakcji, czasami lekceważy kwestie ubezpieczeniowe, bezwiednie akceptując to, co ja często w rozmowach z klientami określam mianem „nabycia pojazdu z wadą ubezpieczeniową”. Niestety w tym przypadku trudno się było jej ustrzec, gdyż wszystko działo się bez wiedzy klienta. Okazuje się że nadal wielu nabywców nie zna ani zapisów Ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, ani innych przepisów prawa, albo je bagatelizuje, albo ulega iluzji roztaczanej przez sprzedających. Takie i inne sytuacje mogą wystąpić nie tylko przy wykupie samochodu z leasingu ale np. przy zakupie pojazdu z komisu lub od innych zbywców.
Zapraszam do zajrzenia tu na blogu do zakładki ubezpieczenia komunikacyjne.
Ten przypadek zaskoczył mnie, bo nie sądziłem że coś takiego się może zdarzyć, a jednak… . Nauczyłem się dzięki temu wiele jako pośrednik ubezpieczeniowy. Najważniejszą lekcją dla mnie było to, że zacząłem nieco inaczej postrzegać inne ZU, niż te z którymi współpracowałem przez lata. Krótko przed tym zdarzeniem rozpocząłem współpracę z wspomnianym ubezpieczycielem ale z pewnymi oporami. Nie chodzi tu o różnice w ofercie produktowej, to dobrze że jest inna. Raczej miałem opory co do akceptacji poziomu obsługi. Tymczasem ten przypadek uświadomił mi, że ze sprawą tak zawiłą do rozwiązania jej i to z pozytywnym skutkiem dla klienta, niestety nie każdy ZU by sobie tak szybko poradził. Tymczasem, dla mnie to mistrzostwo świata; tylko dziewięć dni potrzebowano aby problem wyjaśnić i naprawić oraz wysłać klientowi obszerny list z Centrali z wyjaśnieniami i przeprosinami. Od tej pory nie mam żadnych oporów aby tego ubezpieczyciela polecać.
Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu kierować się nie sprawdzonymi opiniami, nawarstwiającymi się z upływem czasu uprzedzeniami. Wbrew pozorom to przeszkadza, a nawet może szkodzić (np. krzywdzące oceny innych). To nie jest tak, że jeśli o kimś się trąbi wokół, na podstawie konkretnych przypadków, że jest świetny albo że to „zakała środowiska”, to oznacza że zawsze tak jest w istocie. Mówi się że o wartości człowieka nie świadczy to co mówi i jak mówi, bardziej to jak się zachowuje, zwłaszcza w trudnych sytuacjach, co i jak robi, jakie są tego efekty.
W jakiejś mierze można tą konstatację odnieść także do ZU.