Source: http://ibikekrakow.com/2011/05/24/rowerzysto-nie-daj-sobie-wmowic-winy-w-czasie-kolizji-na-przejezdzie-rowerowym/
Timestamp: 2020-08-07 10:02:46
Legal References Found: art. 33
 art. 4
 art.3
 art. 41
 art. 27
 art. 33

art. 25

art. 5
 art. 3
 Art. 3
 Art. 3
 art. 3
 Art. 3
 Art. 3
 Art. 3
 Art.3
 Art.4
 Art.3

Document Content:
Rowerzysto nie daj sobie wmówić winy w czasie kolizji na przejeździe rowerowym | I bike Kraków
Rowerzysto nie daj sobie wmówić winy w czasie kolizji na przejeździe rowerowym
Niestety okazuje się, że rowerowa nowelizacja Prawa o Ruchu Drogowym nie zmieniła mentalności ludzi zajmujących się BRD w Krakowie. Oto jedna z najważniejszych postaci środowiska pan Marek Dworak, dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego dalej twierdzi, że rowerzysta nie może wjechać pod nadjeżdżający pojazd, co jest jawną zachętą do łamania praw rowerzystów przez kierowców na przejazdach rowerowych. Rodzi to podejrzenia, że także w Policji zasłuchanej w pana Marka Dworaka może dojść do postaw w rodzaju „prawo prawem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Nie są to podejrzenia bezpodstawne, bowiem analizując SEWiK znalazłem przypadki (przejazd dla rowerów przez łącznik Kotlarska-Podgórska), w których mimo ewidentnego pierwszeństwa rowerzysty Policja winą obarczała rowerzystę wmawiając mu, że to on nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu – zakładam, że zwijającego się z bólu rowerzystę nie trzeba długo „namawiać” by się „przyznał”. Dlatego przygotowałem ten miniporadnik, który pomoże Wam w razie ewentualnych sytuacji konfliktowych. Teraz już Wam nikt niczego nie wmówi.
Marek Dworak twierdzi, że ponieważ zniknął art. 33.4 (niesłusznie Jego zdaniem), to teraz rowerzyści nie mogę wjeżdżać pod nadjeżdżający pojazd z powodu art 3.
„Art. 3. 1. Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani zachować ostrożność albo gdy ustawa tego wymaga – szczególną ostrożność, unikać wszelkiego działania, które mogłoby spowodować zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku ruchu drogowego, ruch ten utrudnić albo w związku z ruchem zakłócić spokój lub porządek publiczny oraz narazić kogokolwiek na szkodę. Przez działanie rozumie się również zaniechanie.”
Pytanie tylko czemu z tego artykułu mają być karani akurat rowerzyści, a nie kierowcy, którzy sami powinni zaniechać swojego nielegalnego wjechania pod nadjeżdżający pojazd (rower też jest pojazdem)…
Tutaj jesteśmy jednak bezpieczni. Zwracam uwagę na art. 4:
„Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze mają prawo liczyć, że inni uczestnicy tego ruchu przestrzegają przepisów ruchu drogowego, chyba że okoliczności wskazują na możliwość odmiennego ich zachowania.”
Punktem wyjścia jest to, że kierujący pojazdem ma prawo oczekiwać, że inni uczestnicy ruchu będą przestrzegać przepisów i zasad, chyba, że konkretne cechy osobiste innych osób wespół z doświadczeniem życiowym, wiedzą, praktyką wskazują na możliwość innego zachowania tych uczestników, a więc, że mogą oni naruszyć zasadę ostrożności. Wtedy się pojawia zasada ograniczonego zaufania. Policja musi więc Wam udowodnić, że istniał jakiś sygnał, że ktoś może złamać przepisy, bo macie prawo oczekiwać, że kierowca przepisów nie złamie i się zatrzyma. Czyli zgodnie z art.3 i 4 PoRD nie możecie wjechać pod nadjeżdżający pojazd, gdy np. pijany kierowca porusza się zygzakiem, ale Policja nie może od Was oczekiwać, że jesteście w stanie przewidzieć złamanie Waszego pierwszeństwa przejazdu przez dotychczas poprawnie jadącego kierowcę. Policja musiałaby Wam więc udowodnić, że jesteście prorokami … Sąd Najwyższy trafnie wyjaśnił, że przekroczenie przepisów przez innych użytkowników zwalnia zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania osobę przestrzegającą przepisów od odpowiedzialności, gdy nie mogła przekroczenia ze strony współuczestników ruchu zauważyć lub przewidzieć.
Zasada ograniczonego zaufania nie może przekształcić się w zasadę braku zaufania, bo to spowodowałoby sparaliżowanie ruchu pojazdów. Nie można przez cały czas zakładać, że kierowca nie zatrzyma się przed przejazdem i w nas wjedzie. Kierujący powinien z reguły oczekiwać od innych uczestników ruchu zachowań racjonalnych.
Do tego dochodzi przepis określający znak D-6 b i c, czyli art. 41. ust.4 rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych:
„Kierujący pojazdem zbliżający się do miejsca oznaczonego znakiem D-6, D-6a albo
D-6b jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych lub rowerzystów znajdujących się w tych miejscach lub na nie wchodzących lub wjeżdżających”.
Ponownie przypominam też zapisy art. 27
oraz uchylony ustęp 4 art. 33.
Nie dajcie sobie wmówić, że on jeszcze obowiązuje!
Dla skrzyżowań równorzędnych gdzie obowiązuje zasada prawej ręki (np. skrzyżowanie Mikołajskiej i św. Krzyża w Krakowie – jest przejazd rowerowy, skrzyżowanie nie ma ustalonego pierwszeństwa) mamy następujący artykuł:
art. 25.1. „Kierujący pojazdem, zbliżając się do skrzyżowania, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pojazdowi nadjeżdżającemu z prawej strony, a jeżeli skręca w lewo – także jadącemu z kierunku przeciwnego na wprost lub skręcającemu w prawo.”
Natomiast jeśli przed przejazdem mamy znaki i sygnały drogowe w postaci A-7, B-20 – ustąp pierwszeństwa i „stop”, to nie wjeżdżamy pod nadjeżdżający pojazd!!!
art. 5.1. „Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani stosować się do poleceń i sygnałów dawanych przez osoby kierujące ruchem lub uprawnione do jego kontroli, sygnałów świetlnych oraz znaków drogowych, nawet wówczas, gdy z przepisów ustawy wynika inny sposób zachowania niż nakazany przez te osoby, sygnały świetlne lub znaki drogowe.”
To jedyny taki przypadek, gdzie rowerzysta nie może wjechać pod nadjeżdżający pojazd na przejeździe rowerowym.
Znamienny jest też przypadek Marcina Wójcika, który został w weekend został pouczony i zapytany „dlaczego nie jeździ w kasku?”. Na pytanie Marcina „od kiedy to w naszym kraju jest obowiązek jazdy na rowerze w kasku?” – POLICJANT na służbie odpowiedział, ze od soboty i ze obowiązek ten został wprowadzony nowelizacją PoRD. Jak widać nawet Policjanci mogą być na bakier z nowym prawem.
Pamiętajcie: nie dajcie sobie wmówić wykroczeń, których nie popełniliście, a po pomoc prawną zawsze możecie poprosić nas, czyli ludzi z Inicjatywy Kraków Miastem Rowerów.
Dawajcie nam znak o wszelkich przejawach szowinistycznych zachowań w Policji i próbach przyklepania Wam winy. Jeśli zarzuty wobec poszczególnych policjantów się potwierdzą to napiszemy odpowiednie pisma do Komendanta, a stojący ponad prawem policjant już nigdy nie skrzywdzi rowerzysty.
Być może cały ten tekst jest trochę na wyrost, ale po deklaracji Marka Dworaka o art. 3 dobrze być przygotowanym na najgorsze.
Zapomniałem dodać bardzo ciekawej uwagi: Oskarżenie rowerzysty z Art. 3 PoRD jest tak naprawdę oskarżeniem o współwinę kolizji(oczywiście w małym procencie), a nie o jej spowodowanie. Z formalnego punktu widzenia nie da się oskarżyć rowerzysty z Art. 3 i jednocześnie uniewinnić kierowcy. Jak wcześniej pisałem „przekroczenie przepisów przez innych użytkowników zwalnia zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania osobę przestrzegającą przepisów od odpowiedzialności, gdy nie mogła przekroczenia ze strony współuczestników ruchu zauważyć lub przewidzieć.”. Z art. 3 PoRD możemy więc oskarżyć rowerzystę jedynie o to, że widząc drogowego bandytę, zwyrodnialca, który jawnie sygnalizował to, że za nic ma Prawo o Ruchu Drogowym i bezpieczeństwo ruchu drogowego nie zaniechał wjechania pod pojazd głównego sprawcy całego zdarzenia, czyli kierowcy. W praktyce Policja musi więc udowodnić, że zachowanie kierowcy przed przejazdem było tak karygodne, że rowerzysta mógł przewidzieć to że kierowca to zwyrodnialec(ewentualnie pijany) dybiący na zdrowie i życie niechronionych uczestników ruchu drogowego, więc prawdopodobnie się przed przejazdem nie zatrzyma. Oskarżenie rowerzysty z Art. 3 PoRD oznacza de facto formalny wymóg ukarania kierowcy z maksymalną surowością, a nie spełnienie tego wymogu i łagodne potraktowanie kierowcy to podstawa do podważenia oskarżenia z Art. 3 PoRD. Jeśli więc ktokolwiek myśli, że powoływanie się na Art. 3 PoRD pozwoli utrzymać przed-nowelizacyjne status quo, to się grubo myli. Kierowca zawsze będzie winny zdarzenia na przejeździe rowerowym (o ile brak znaków odbierających pierwszeństwo rowerzyście), a rowerzysta co najwyżej może być tylko lekko współwinny wypadku w sytuacji gdy najbardziej pogrążony i tak będzie kierowca(a oskarżenie rowerzysty jeszcze bardziej go pogrąża).
bezpieczeństwobrdDworakpierwszeństwopolicjaPORDprzejazd rowerowySEWIKwypadki
W dniu 24 maja 2011 użytkownik Marek Dworak napisał:
rowerzysta musi kierowcy dać szansę na reakcję. Jeśli rozpędzony wjedzie (np.zza przeszkody – muru, zaparkowanego samochodu itp.) na przejazd w miejscu, w którym kierowca nie mógł – mimo dołożenia należytej staranności w obserwacji – dostrzec jego wjeżdżania na przejazd rowerowy ), to nawet jadąc (kierowca) z prędkością 20km/h, bądź mniejszą, nie będzie w stanie zapobiec wypadkowi. Proszę zrozumieć, że będzie to dotyczyło również kierowcy ciągnika rolniczego (nie jeżdżą szybko), ale również rowerzysty jadącego jezdnią. Jeżeli Pan będzie tym rowerzystą jadącym jezdnią i w takiej sytuacji wjedzie w kolegę (koleżankę) przejeżdżającą przejazdem rowerowym to czy przyjmie Pan na siebie winę za zdarzenie? Czy chciałby się Pan znaleźć w sytuacji, w której nawet gwałtowne hamowanie stanie się nieskuteczne i obaj rowerzyści odniesiecie obrażenia? Czy „pogłaska” Pan kolegę (koleżankę) rowerzystę, który tak nieodpowiedzialnie się zachowa? Pisze Pan w aspekcie Art.3 Ustawy-Prawo o ruchu drogowym,cyt.”kierowcy sami powinni zaniechać swojego nielegalnego wjechania pod nadjeżdżający pojazd” – tyle, że tu chodzi o sytuację odwrotną.
Proponuję chwilę refleksji
Ale sytuacja w której rowerzysta wyjeżdża zza przeszkody np muru jest niedopuszczalna i Zarządca drogi powinien takie sytuacje wykluczyć. Ja przynajmniej nie znam w Krakowie dróg gdzie przejazdy mamy koło murków. W razie wypadku rowerzysta czy kierowca może spokojnie zaskarżyć ZIKiT o pozostawienie przeszkody zmniejszającej widoczność. Ale o ile wiem takich przeszkód nie ma w Krakowie i nie ma się o co do ZIKiT przyczepić.
Zasłonięcie rowerzysty przez zaparkowany samochód również nie powinno mieć miejsca bo jest to zabronione (zakaz parkowania). Więc w razie wypadku winę ponosić będzie ten kierowca który zaparkował na przejeździe, czy przy przejeździe.
Tutaj mogę jedynie ponowić apel do Policji czy Straży Miejskiej o zero tolerancji dla przypadków jak w tym artykule:
http://ibikekrakow.com/2011/02/23/niebezpieczna-biernosc-strazy-miejskiej/
Chociaż akurat tam przejazdu nie było (było za to niebezpieczeństwo spowodowane brakiem widoczności rowerzystów)
Na większości przejazdów rowerowych mamy dobrą widoczność pozwalającą na rozejrzenie się za rowerzystą – jeżdżę też samochodem i widzę, że nie ma żadnych problemów na większości z nich, o ile skręcając jadę 20, a nie 40 km/h
http://wikimapia.org/#lat=49.9991192&lon=19.9147207&z=19&l=28&m=b
Mam też taki przykład bez przejazdu: skrzyżowanie Fortecznej z Zagaje na os Kliny.
Jeżdżę tam czasem samochodem – z powodu całkowitego braku widoczności spowodowanego płotem tuż przy skrzyżowaniu na tarczę skrzyżowania właściwie się wtaczam (bo mam A-7 jadąc ul Zagaje). Muszę ustąpić, mam kiepską widoczność więc się wtaczam, a nie oczekuje że pojazd z Fortecznej (samochód czy rower) nie wjedzie pod mój pojazd.
To na pojeździe który jest na drodze podporządkowanej spoczywa zapewnienie bezpieczeństwa.
Natomiast na ul takich jak Kopernika – skrzyżowanie z Westerplatte – stawiamy A-7 i rowerzysta nie może wjechać pod nadjeżdżający pojazd. Ok nie mam nic przeciwko, to rowerzysta jest w ciągu podporządkowanym i nie powinien wymuszać pierwszeństwa, ale też rowerzysta o tym wie, bo ma znak A-7.
Reasumując – kierowca też musi sobie dać szansę na reakcje i skoro ma z tym problem to powinien jechać wolniej (wtedy tego czasu mu automatycznie przybędzie) – piszę to jako kierowca.
Jeśli zna Pan konkretne przypadki gdzie widoczność jest słaba to trzeba pisać do ZIKiT by tą widoczność poprawiono – chętnie tu Panu pomogę, natomiast nie mówmy że rowerzysta nie może wjechać pod nadjeżdżający pojazd bo działa to demoralizująco na kierowców.
Świadomość że rowerzysta może mu bezkarnie wjechać pod nadjeżdżający pojazd skłoni kierowców do zdjęcia nogi z gazu.
Tak to działa na Zachodzie i miejmy nadzieję że tak to zacznie działać w Krakowie
@do Ryszada Lateckiego–Nie wiem po co używa pan słowa „wskakiwać ” pod nadjeżdżający pojazd. Pewnie zabrakło panu argumentów na wykazanie zakazu wchodzenia przez pieszego na przejście czyli wyegzekwowanie swojego pierwszeństwa. Wiemy, że wbieganie na jezdnie (i wskakiwanie) jest zabronione ale nie wchodzenie. Zabronione jest wchodzenie przed pojazd i to bezpośrednio czyli muszą być spełnione oba warunki. Jezdnia dwukierunkowa z pasami 1+1 jest 4 razy szersza od samochodu. Niezależnie z której strony wejdziemy na przejście to jeśli zrobimy krok to w praktyce nie ma możliwości wejścia przed pojazd. Również termin”bezpośrednio” nie został w PoRD wyjaśniony wiec trudno tu mówić o sankcji za złamanie tego przepisu.To nie zakaz a raczej zalecenie. Zresztą taki zakaz byłby absurdalny bo nie ma chyba normalnie myślącego człowieka który uznałby ze można wejść przed maskę auta bez szwanku. Zatem zakaz dawania się zabicia czy połamania jest absurdalny i nie może być podstawą do ukarania pieszego.
Służy raczej jako okoliczność łagodząca dla winy kierowcy jeśli świadkowie przyznają że pieszy zbyt energicznie wszedł przed pojazd. Jednak gdy tak się stanie będzie to tylko współwina pieszego albowiem kierowca jest zobowiązany do zwolnienia aby nie zagrozić pieszemu. Mądrze tłumaczący się pieszy powie że nie jest samobójcą i ze wszedł an przejście dwuetapowo.
Najpierw postawił mały kroczek aby uzyskać pierwszeństwo a gdy ocenił ze kierowca wystarczająco dynamicznie zwalania wszedł dalej. Należy mu wierzyć bo gdyby miał inna ocenę prędkości auta i możliwości zahamowania to by nie szedł dalej.
W praktyce wszyscy tak przechodzą i nie czekają aż auto definitywnie stanie. To jest nawet na rękę kierowcom i poprawia płynność ruchu bo auta zwalniają i nie muszą ruszać z pełnego zatrzymania. Zatem nie można robić zarzutu pieszemu ze wszedł gdy auto jeszcze się toczyło. Jeśli pieszy nie wszedł zza zasłony kierowca powinien go widzieć dużo wcześniej niż ten wszedł na przejście. Ten czas plus czas hamowania do potracenia powinien wystarczyć i zwykle wystarcza do tego aby kierowca po zwolnieniu przed przejazdem miał prędkość pozwalając na zahamowanie gdy pieszy normalnym krokiem wejdzie na przejście. Prędkość pieszego jest trudna do zweryfikowania ale można ocenić czy biegł czy tylko szedł choćby szybko.
Prędkość kierowcy można zweryfikować bo jeśli nie zahamuje tzn że za mało zwolnił . To kierowca lepiej powinien znać stan hamulców i opon swego auta niż pieszy i to kierowca powinien zadecydować do jakiej prędkości zwolnic i jak ostro hamować.
kierowcy mogą się zżymać, że przez ten przepis musieliby za bardzo i za często zwalniać ale po to są pasy aby byli do tego zmuszeni tylko w tych miejscach a byli zwolnieni ze szczególnej ostrożności we wszystkich innych.Na arteriach szybkiego ruchu są światła a jadąc drogą o małym ruchu i tak powinno się jeździć wolniej bo choćby brak świateł wiec zwolnienie bardzo nie zmniejszy prędkości.Zresztą i pieszych na bocznych ulicach jest mało i nie trzeba zwalniać przed każdym przejściem jeśli nie ma przy nim pieszych.
Zatem mamy sytuację gdy pieszy i kierowca się widzą i wiedzą ze ich tor ruchu i prędkość są konfliktowe.
Kierowca ma obowiązek zwalniać a pieszy nie.Zwalnianie pojazdu daje sygnał pieszemu ze kierowca widzi go i stosuje się do przepisów.Zwalnia aby pieszego przypuścić bo inaczej jazda wolno nie miałaby sensu. Nawet jeśli kierowca źle rozumie ten rpzepis to am niska prędkość i pieszy jeśli wejdzie to nie będzie to „bezpośrednio” bo to słowo jest iloczynem odleglosci i prędkości zatem bezpośrednio nie jest miarą odległości i nie wyraża się w metrach . Nie ma tu znaczenia czy pieszy się pomylił co do tempa zwalniania. Zawsze jest zapas bezpieczeństwa tzn kierowca może ostro hamować jak zauważy błąd pieszego. Zatem nie jest tak ze kontynuacja wchodzenia na przejście gdy pojazd łagodnie zwalnia musi doprowadzić do wypadku. Ono może zmusić do gwałtownego hamowania i byłoby to wymuszenie pierwszeństwa (zgodnie z jego definicją) gdyby nie to że pieszy już był na przejściu zanim podjął zamiar kontynuacji przechodzenia i sam miał pierwszeństwo, więc nic nie wymusił poza zdecydowaną reakcją kierowcy do której ten był i tak przygotowany bo miał widoczność i znał przepisy. Zatem jeśli musiał ostro hamować to pretensje może mieć sam do siebie bo mógł zwalnianie rozpocząć wcześniej lub robić je energiczniej, bowiem nie może być zaskoczony, że pieszy stojący przy krawężniku wejdzie na przejście. To w końcu typowe zachowanie pieszych na przejściu i jeśli nie odbywa się gwałtownie (bieg ,zmiana kierunku) nie może kierowcy zaskoczyć.
Potrącenie zdarza się raz na kilkadziesiąt milionów takich wejść.
Zatem wszelkie tłumaczenia kierowców przy tak typowych manewrach, że nie byli w stanie czegoś zrobić lub przewidzieć świadczy o tym, że się nie przygotowali czyli krótko mówiąc nie dostosowali prędkości do warunków.
Dobrze wiemy, że potracenia nie są wynikiem skłonności samobójczych lecz zniecierpliwienia pieszych, których całe rzędy aut nie chcą wpuścić na pasy. Gdyby pieszy nie wchodził na pasy gdy auta jadą to niejednokrotnie i przez 10 minut by go kierowcy nie wpuścili.Zatem takie wchodzenie nie jest naganne.
Zatem gdy mamy sytuację że kierowca i pieszy są już na jezdni sytuacja jest jasna. Skoro piesi się niecierpliwią to jest duży ruch aut.W takiej sytuacji prędkości są małe bo auta jadą blisko siebie.
Nie ma sytuacji aby z takiej prędkości 20-30-40 km/h kierowca nie wyhamował jeśli pieszego widzi od kilku sekund.
To kwestia chęci przejechania przed nosem pieszego.
Na pasach dochodzi do wojny psychologicznej , kto kogo zastraszy. Kierowca wysprzęgla i podnosi obroty silnika, a pieszy podnosi rękę czy nogę sygnalizując, że idzie dalej.
Pieszy wbija wzrok w kierowcę, a kierowca udaje, że odwraca głowę kątem oka patrząc na pieszego na wszelki wypadek gdyby ten nie dał się wziąć na ten numer.
W takich sytuacjach zawsze winny jest kierowca, bo ktoś musi popełnić błąd, a błąd wynika z niezrozumienia zachowania drugiej strony.
Z rowerzystą występują te same problemy tylko ostrzej ze względu na większa prędkość rowerzysty czyli mniej czasu an obserwacje z obu stron i mniej czasu na podjecie właściwej decyzji.Dodatkowo rowerzysta nie naprawi swojego błędu jak pieszy i nie cofnie się pół kroku. Zatem kierowca nie może tych samych zagrywek co z pieszym stosować dla rowerzysty, i to wydaje mi się najczęstsza przyczyną wypadków.
Przejście i przejazd to jedyne miejsca na drodze gdzie kierowca traci prawo do jazdy z maksymalna prędkością i kierowcy muszą to w końcu zrozumieć bo to od nich zależy czy będzie wypadek.
Gdyby nie byli chronieni karoserią to wykazywaliby podobną ostrożność co rowerzysta i wypadków byłoby zdecydowanie mniej. Zatem skoro ochrona kierowcy przyczynia się do wypadków to niech kierowcy nie zżymają się, że prawo przerzuca na nich odpowiedzialność za unikanie wypadku.
Pierwszeństwo pieszego i rowerzysty do czegoś zobowiązuje.Przepisy o zapewnieniu rowerzyście bezpieczeństwa gdy ten dopiero wjeżdża na przejazd również.
Kierowcy chcieliby odpowiedzialność podzielić po połowie a w praktyce poprzez magiczne słowo wtargniecie zapewnić sobie 100% bezkarność bo auto w miejscu się nie zatrzyma.
To głupie myślenie i sądzie się nie utrzyma.
Jeśli przejście jest widoczne z 40-50 m to kierowca da radę zastosować się do przepisów.
Czyta się jak powieść ;)
To było pisane na bieżąco czy jest w notatniku pod ręką żeby móc wkleić „jakby co”? (:
Nigdy nie wpadłem na to, że mógłbym odwracać głowę żeby udać, że nie widzę pieszego… trzeba będzie wypróbować ;]
m06166
Kierowcy samochodów, którzy nie hamują przed rowerem, w swojej dalszej karierze na drogach nie wyhamują przed innym pojazdem. To tak naprawdę ci, o których mówimy „kto mu dal to prawo jazdy?”
Tu tak naprawdę chodzi o uświadomienie wielu kierowcom, ze rower to tez pojazd, i ze nie są sami na drogach.
Takie cytaty z ostatnich dni:
kierowca, który wymusił pierwszeństwo i skasował mój lepszy rower i nadwerężył kręgosłup: „zupełnie nie widziałem roweru (gdy zacząłem wykonywać manewr skrętu w lewo, przecinając tor jazdy roweru podążającego na wprost)” – w nawiasie moje dopowiedzenie-opis sytuacji;
ona-kierowca, która zaczęła wyjeżdżać „z zatoki” (8:30 rano, okolica pełna drzew, pani już w okularach przeciwsłonecznych) wymuszając gwałtowne hamowanie i ucieczkę na os jezdni, po zatrzymaniu i nawiązaniu kontaktu słownego mówi beztrosko: „nie zauważyłam roweru,” a na pytanie czy korzysta z lusterek – „nie patrzyłam.” Az ręka swędzi, żeby pozbawić pojazd tak „zbędnych” gadżetów.
Wielu kierowców to bezmózgi. A cześć rowerzystów to właśnie ludzie stojący wyżej w mózgowej hierarchii, stąd słusznie nasze zdanie powinno być brane pod uwagę jeśli chodzi o komentarze odnośnie tego, co się dzieje na drogach.
Panie Adamie, myślę że nie zrozumiał Pan intencji Pana Dworaka.
Akurat widziałem jego programu w TVP Kraków i uważam że P. Dworak (słusznie) namawiał kierowców i rowerzystów do współpracy natomiast Pan trąci totalitaryzmem. Napisał Pan wielce nieodpowiedzialnie ….cyt. (Świadomość że rowerzysta może mu bezkarnie wjechać pod nadjeżdżający pojazd skłoni kierowców do zdjęcia nogi z gazu. Tak to działa na Zachodzie…….)
Panie Adamie, przepraszam ale nie tak to działa na zachodzie, pracuję tam od 20 lat. Niemieccy instruktorzy na początek mówią:
Jeder Verkehrsteilnehmer hat sich so zu verhalten, dass kein Anderer geschädigt tzn. muszę dbac o to aby drugiemu nic się nie stało (nawet jak jedzie źle) Więc jadę w sposób uprzejmy i oczekuję od innych tego samego. I ta machina nawet nieźle działa. Jak podjeżdżam do ścieżki rowerowej przecinającą w poprzek 5 czy 7 pasów aut nigdy nie wjeżdżam na pałę mimo że wiem, że oni jak mnie zobaczą to natychmiast zwalniają.
Zawsze się upewniam czy mnie dostrzegli bo wtedy widać jak zwalniają.
Bezkarny wjazd bezpośrednio pod nadjeżdżający pojazd – to co Pan proponuje egzekwować na siłę – może okazać się próbą samobójczą.
Chyba, że ma Pan inną filozofię jazdy więc (żartując) proponuję, aby Pan zaprezentował taki bezkarny wjazd bezpośrednio pod nadjeżdżający pojazd w programie Pana Dworaka.
poza tym…..
– Dlaczego nie ma wielkiej kampanii informacyjnej przy tak dużych zmianach w kodeksie, przecież wszyscy muszą je poznać !!!!!!
A tu wyjątkowa cisza …. co uważam za działania amatorskie
nie wiem czy Pan zauważył ale w Polsce można omijać pojazd który zatrzymał się przed przejazdem rowerowym aby przepuścić rowerzystę
nie rozumiem do czego jest to wam potrzebne
na koniec dziwię się że nie zlikwidowaliście zakazu wchodzenia bezpośrednio pod nadjeżdżający pojazd dla pieszego co muszę nazwać egoizmem.
Jan z Krakowa i Berlina
„na koniec dziwię się że nie zlikwidowaliście zakazu wchodzenia bezpośrednio pod nadjeżdżający pojazd dla pieszego co muszę nazwać egoizmem.”
Nie my-rowerzyści likwidujemy przepisy, więc nas winą za to obarczac nie można.
Powiem tak: zakaz wjazdu przed nadjeżdżający pojazd jest niezgodny z Konwencją Wiedeńską dlatego nasi specjaliści od BRD mimo że ostro psioczyli na likwidacje tego przepisu to jednak nie mieli wyjścia.
Problem jest w tym że zakaz wejścia pieszego przed nadjeżdżający pojazd jest już zgodny z KW i tutaj wszystko zależy od dobrej woli Panów z MSWiA i MI, a tej brak.
Dodatkowo rowerzyście można dac w niektórych uzasadnionych przypadkach A-7, a pieszemu tego znaku się nie da, bo go nie obowiązuje.
Co do reszty to się oczywiście nie zgodzę. Nie każde wymuszenie swojego pierwszeństwa jest próbą samobójczą, a jakoś tych kierowców trzeba wychowac
Nikt tu nikogo nie namawia do samobójstwa na przejeździe. Chodzi tylko o to, żeby się nie zatrzymywać niepotrzebnie przed przejazdem, bo sobie nigdy tego pierwszeństwa nie wyegzekwujemy.
Ryszard -> Ale tu jest sytuacja analogiczna jak na każdym skrzyżowaniu. Czy jak jedziesz autem drogą z pierwszeństwem przejazdu to zatrzymujesz się lub zwalniasz prawie do zera przed każdy skrzyżowaniem, żeby nie wjechać przed maskę pojazdowi jadącemu z drogi podporządkowanej?
Nie? A dlaczego? Przecież według Ciebie nie możesz mu zajechać drogi, choć to Ty masz pierwszeństwo…
Czy jak dojdzie do stłuczki, to kierowca, który w Ciebie wjechał, bo Cię „nie zauważył” ma prawo się tłumaczyć, ze to Ty powinieneś zwolnić choć miałeś pierwszeństwo?
Sytuacja na przejazdach jest obecnie analogiczna. DDR z przejazdem to w większości przypadków obecnie tak jak droga z pierwszeństwem przejazdu na skrzyżowaniu. I to na kierowcy spoczywa obowiązek upewnienia się, że nie nadjeżdża rowerzysta. I to kierowca, jeśli nie jest pewien, czy może na przejazd wjechać ma się przed nim zatrzymać.
hombredelriodelavida
Pan Łatecki pisze: „„rowerzysta nie może wjechać POD nadjeżdżający pojazd” . Oczywiście, że nie. Tak, jak pieszy nie może wskakiwać POD nadjeżdżający pojazd na przejściu dla pieszych (chociaż ma na przejściu pierwszeństwo). Chyba, że jest samobójcą.”
Analogicznie patrząc kierowca jadący Tirem lewym pasem jezdni może sobie spokojnie skręcić w prawo, bez zwracania uwagi na kierowców w osobówkach na prawym pasie ruchu – no bo przecież nie są chyba samobójcami?
Teraz nie ma ścieżek tylko są drogi rowerowe i trzeba je traktować jak skrajnie prawy pas ruchu
Zderzenie rowerzysty z samochodem pewnie w większości przypadków skończy się ciężkimi obrażeniami i długą rehabilitacją rowerzysty. Ja jednak będę zwalniał przejeżdżając ścieżką rowerową przez jezdnie, tak samo jak zatrzymuję się zanim wejdę na przejście i tak samo jak zwalniam wjeżdżając autem na skrzyżowanie
SEWiK przeczy temu co mówisz(Zderzenie rowerzysty z samochodem pewnie w większości przypadków skończy się ciężkimi obrażeniami i długą rehabilitacją rowerzysty). Wszystko zależy od prędkości.
Tak dla Pana Dworka – http://www.youtube.com/watch?v=G9A4BvQyuoM
z pieszym idącym po pasach jest taka sama sytuacja jak z rowerzystą na przejeździe rowerowym. To kierowca ma dostosować prędkość do warunków.
Pan Dworak z tymi swoimi szowinistycznymi stwierdzeniami tym razem ubrał się „rowerowo” i poprawia się mówiąc „my-rowerzyści” żeby uprawdopodobnić swoje tezy, że prawo, które zostało zlikwidowane nadal obowiązuje. Jak to możliwe? BO ON TAK MÓWI :|
Sadze ze prawo jest po nasze stronie i warto pokazywać kto ma pierwszeństwo oczywiście z głową!
A ja jeśli można mam pytanie z innej beczki.
Co z przejściami dla pieszych, wiem ze rowerzysta nie może przez nie przejeżdżać, jednakże skoro przepisy dopuszczają jazdę po chodniku np: w czasie złej pogody to jak mam się zachować gdy jadać chodnikiem dojadę do przejścia dla pieszych? Trzeba zsiąść z roweru, a może można powolutku przejechać?
Prosił bym jeszcze o komentarz : znam sytuacje gdy osoba jadać powoli przejęciem dla pieszych (z braku innej możliwości przejazdu na druga stronę) została potracona przez samochód zapłaciła 500zł mandatu a kierowca nie został nawet pouczony. Niby rowerzysty nie powinno być na przejściu ale taka jednostronność kary razi w oczy. Co myślicie?
Przez przejście trzeba przejść i ta niesprawiedliwość w przywoływanym przez Ciebie przypadku(gdy rowerzysta jedzie z prędkością pieszego) niestety razi w oczy.
Można jechać rowerem ale wzdłuż przejścia ale tutaj włączasz się do ruchu i pierwszeństwa także nie masz.
Niestety, nie masz racji, Adamie, a twoje rozumowanie jest błędne.
Jeśli zaszła sytuacja, w której „trzeba” wjechać bezpośrednio przed jadący samochód, to znaczy, że widzisz, że on nie zamierza się zatrzymać, gdyż inaczej widać byłoby, że hamuje (nie mówimy o prędkościach rzędu 10km/h, tylko normalnych prędkościach, z których hamowanie (a przypominam, że hamować należy w sposób nieutrudniający ruchu i niepowodujący zagrożenia) jednak zajmuje trochę czasu i odległości). Co znaczy, że spełniona jest przesłanka z Art.4, czyli widać, że kierujący nie zamierza się stosować do przepisów.
Może się niestety skończyć tak, że przy ewentualnym wypadku to rowerzysta zostanie uznany za winnego właśnie z Art.3 PoRD, natomiast kierujący samochodem dostanie tylko mandat za złamanie przepisu o ustąpieniu pierwszeństwa.
To, że ktoś ma obowiązek coś zrobić, nie oznacza, że ty masz prawo zrobić coś innego i wywodzenie jednego z drugiego jest błędem.
A najgorzej na tym wychodzi rowerzysta, bo po prostu jest niechroniony i kierujący samochodem bedą mieli go w dupie, jak mają dotychczas.
Bzdury. Niby skąd mam wiedziec że ten ktoś nie zamierza hamować ? Tego nie wiem i tego nie ma jak udowodnić. Kierowca musiałby wyraźnie zasugerować mi że jest podejrzanym użytkownikiem dróg i np jechać zygzakiem.
W przeciwnym wypadku nie ma szans na skazanie akurat rowerzysty i czemu to kierowca ma być ukarany tylko mandatem ? Przecież to on jest głównym winowajcą kolizji ! Rowerzysta hamując też nie może utrudniać ruchu i powodować zagrożenia.
Już wielokrotnie wjeżdżałem pod samochody nadjeżdżające i póki co udawało im się wyhamowac. Kluczem jest zachowanie kontaktu wzrokowego i pewna doza bezczelności w dochodzeniu swoich praw. Postawy uległej niestety nikt w Polsce nie słucha
Nie. Głównym winowajcą kolizji byłby ten, kto bezpośrednio do niej doprowadził. A to byłby akurat rowerzysta wjeżdżający prosto pod nadjeżdżający samochód.
Owszem, pewne rzeczy są z praktycznego punktu widzenia łatwiejsze, pewne trudniejsze do udowodnienia, ale z punktu widzenia czysto prawnego, bezpośrednio winny byłby rowerzysta świadomie doprowadzający do wypadku.
Przykład trochę inny, ale obrazujący tę samą zasadę – jedziesz samochodem swoim pasem, z prawej strony na twój pas wciska się ktoś inny. Owszem, on popełnia wykroczenie wymuszenia pierwszeństwa na tobie, ale to nie znaczy, żę możesz mu w majestacie prawa wjechać w bok, jeśli tylko możesz tego uniknąć. Nie wolno ci po prostu przycisnąć gazu i przeorać mu lewych drzwi tylko dlatego, że on ma obowiązek cię przepuścić, bo ty jedziesz prosto swoim pasem. Po raz kolejny – z obowiązku jednej strony nie można wywodzić bezpośrednio prawa innej.
Ale musisz udowodnic że mogłem przewidzec, że kierowca nie ma zamiaru zatrzymac się a to jest bardzo trudne
Twój przykład jest zły, bo jak ktoś Ci się wpycha na Twój pas to wiesz że się wpycha, a na PdR nie wiesz że się nie zatrzyma i ciężko to udowodnic
Kluczem przy Art 3 jest to że Policja musi udowodnic rowerzyście że ten mógł przewidziec niezatrzymanie się kierowcy co jest niezwykle trudne …
Zeznaje kierowca:
„Normalnie skręciłem i nagle wjechał mi pod koła rowerzysta, nie widziałem go”
Zeznaje rowerzysta:
„Kierowca jechał normalnie, byłem pewien że mnie widzi i zahamuje, ale tak się nie stało”
Czy Policja ma podstawy oskarżyc rowerzystę z Art 3 ? Nie, zeznania świadków są zbieżne, a nie ma żadnych zewnętrznych oznak tego że kierowca może nie ustąpic rowerzyście.
Policja nie ma żadnych dowodów i żadnych podstaw do oskarżenia rowerzysty. A winę przypominam trzeba udowodnic. Na podstawie dostępnych dowodów winny jest jedynie kierowca.
Żeby nie było dodajmy świadka:
„Kierowca skręcił normalnie i nagle potrącił rowerzystę” – to typowy przypadek potrącenia.
Także świadek wskazuje że wszystko przebiegało zwyczajnie więc działał Art 4.
W 99% przypadków tak to właśnie będzie wyglądało.
Dla odmiany dodam wersje gdzie będzie można mówic o zewnętrznych oznakach tego że kierowca może nie ustąpic pierwszeństwa.
Zeznania kierowcy pomińmy bo przecież nie będzie się pogrążał
Świadek zezna że np. „kierowca wjechał z piskiem opon (na ręcznym żeby było groźniej)”
I to są poszlaki dla Art 3 Rowerzysta miał podstawy by sądzic że kierowca mu nie ustąpi
Pytanie czy w takim momencie Policja skupi się akurat na rowerzyście czy potraktuje go jako ofiarę pirata
IMHO to drugie, bo w przeciwny wypadku trzeba by było skazac tego pieszego z Art 3:
http://www.youtube.com/watch?v=G9A4BvQyuoM
Pisałem już – dowodzenie w praktyce, to zupełnie inna kwestia. Jak ci się uprze jakiś burak i będzie miał swoich świadków, może z dużym prawdopodobieństwem w prawie każdej sytuacji zrobić z ciebie winnego. Ale dyskutowaliśmy ogólnie o sytuacji prawnej. Poza tym, czym innym jest sytuacja, w której samochód skręca i ma niewielką prędkość, a czym innym sytuacja, w której samochód jedzie prosto.
Ale Ci świadkowie będą musieli potwierdzic przede wszystkim to że kierowca jechał tak nagannie że można się było spodziewac że pierwszeństwa nie udzieli.
Innymi słowy wkopując rowerzystę wkopują przede wszystkim kierowcę.
Proszę poprawić w rozporządzaniu o znakach, powinno być & 47 ust.4.
a jak jest w przypadku jak się jedzie od barbakanu na plac Matejki przez przejazd dla rowery i z Placu Matejki na Warszawską. Jako że znajduję się po prawej stronie kierowcy to powinien mi ustąpić pierwszeństwa w obu przypadkach? czyli dojeżdżając do basztowej lub filipa kierowca powinien się zatrzymać i ustąpić mi pierwszeństwa tak żebym nie musiał schodzić z roweru. Weźmy pod uwagę że na filipa jest znak ustąp pierwszeństwa i znak stopu- czyli wnioskując mogę jechać ścieżką dla roweru warszawską i na skrzyżowaniu kierowca musi się zatrzymać, a jak mnie potrąci to będzie tylko i wyłącznie jego wina i dostane jakieś odszkodowanie?
„a jak jest w przypadku jak się jedzie od barbakanu na plac Matejki przez przejazd dla rowery i z Placu Matejki na Warszawską. Jako że znajduję się po prawej stronie kierowcy to powinien mi ustąpić pierwszeństwa w obu przypadkach?”
Tzn przy przejeździe przez Basztową można się pokusic o A -7 dla rowerzysty ale póki co go nie ma, natomiast przejazd przez Filipa jak najbardziej kwalifikuje się na pierwszeństwo dla rowerzysty
Chciałem dopytać – dla jasności – czy skrzyżowanie przejazdu dla rowerów z drogą, którą jeżdżą samochody jest w świetle nowych przepisów skrzyżowaniem równorzędnym i obowiązuje zasada prawej ręki? Czy też rowerzysta ma zawsze pierwszeństwo (jak np. tramwaj)…?
W świetle nowych przepisów jak tramwaj, ale w wielu miejscach nie powinno byc aż takiego pierwszeństwa (przecięcie drogi głównej) dlatego postawią A-7 – ustąp pierwszeństwa przejazdu, lub „STOP”
Adamie, dlaczego piszesz, ze w wielu miejscach.
jesli masz na mysli ciag mikolajska – kopernika to uwazam, ze to miejsce powinno byc jedna z rowerowych bram krakowa. w moim przekonaniu moze tam byc pierwszenstwo rowerzystow, tak jak jest na tej samej relacji wschod-zachod, ciag lubicz-basztowa.
moze sie myle w interpetacji, popraw mnie prosze jesli sie myle, ale tramwaj i tak bedzie mial pierwszenstwo przed rowerzystami, a kierowcow moze kolejne ‚spoolnienie’ zniecheci do korzystania z samochodu w miescie.
Ale na jeśli zdejmiesz A-7 z wlotu Kopernika w Westerplatte to zdejmiesz go także samochodom – to jest problem
Chcialem tylko powiedziec, ze bardzo bardzo sie ciesze, ze jest ktos taki jak pan Adam Łaczek w Krakowie, ktory reprezentuje moje interesy jako rowerzysty. Gdyby byl pan politykiem to zdecydowanie mialby pan moj glos. Zycze duzo szczescia, sily i energii w walce z ograniczeniami polskich politykow, funkcjonariuszy i instytucji. Oby Pan dzialal jeszcze przez bardzo dlugi czas! Powodzenia
Dzięki :) Nie zamierzam ubiegac się o rolę polityka. Uważam że tym co robię więcej mogę zrobic – zwłaszcza jako ktoś bezpartyjny co daje możliwości współpracy i z PiS i z PO i z Prezydentem Majchrowskim
Chciałbym zwrócić uwagę na jeden szczegół. Przepisy dają pierwszeństwo rowerzyście na przejeździe rowerowym, co wcale nie oznacza jego pierwszeństwa gdy się do niego zbliża. Nie ma takiego przepisu, który nakazuje ustąpienie pierwszeństw rowerzyście, który zbliża się do przejazdu.
Przecież o tym jest artykuł
A przeczytałeś art. który przytoczyłeś? Jest tutaj wyraźna mowa, że rowerzysta ma pierwszeństwo przed pojazdem SKRĘCAJĄCYM W DROGĘ POPRZECZNĄ. Czyli rowerzysta jedzie obok samochodu, rowerzysta jedzie prosto, a samochód skręca w prawo. Wtedy i tylko wtedy rowerzysta ma pierwszeństwo. W normalnym przypadku pierwszeństwo ma tylko, jak się na tym przejeździe znajdzie, a nie gdy się do niego zbliża. Żaden przepis nie daje takiej możliwości.
Jak samochód ma lewoskręt z głównej w poprzeczną to też ustępuje
Jak samochód ma znak A-7 to także musi ustąpic bo DDR jest częścią składową drogi
W pozostałych przypadkach rowerzysta powinien sam miec A-7
O wszystkim już napisałem w art.
Tego nie przeczę, natomiast gdy samochód jedzie prosto i ma przejazd przed sobą, a rowerzysta nie znajduje się jeszcze na przejeździe, tylko się do niego zbliża, wówczas rowerzysta nie ma pierwszeństwa. Ma je tylko gdy przejeżdża drogą poprzeczną, w którą skręcamy, lub jedzie obok nas, a my skręcamy.
Jeśli ten samochód nie ma przed sobą znaku A-7 lub B-20 (ustąp pierwszeństwa lub STOP) to nie musi, ale masz jeszcze przepis:
A ja teraz powiem tak.
Wjeżdżanie rowerzysty pod nadjeżdżający pojazd, bez względu na przepisy, bo w tym przypadku to najmniej ważne, jest zwyczajnym idiotyzmem. Kiedy rowerzysta wyjedzie 1m przed samochodem, to toczący się 5 km/h samochód, nie zdąży wyhamować. Przy zachowaniu maksimum bezpieczeństwa nie będzie to możliwe.
No ale skoro autor chce tak robić, to życzę powodzenia, przy zwracaniu kosztów uszkodzenia samochodu, spowodowanym tym bezmyślnym i idiotycznym działaniem.
A wracając do przepisów, dają one jednoznacznie pierwszeństwo rowerzyście, dopiero na przejeździe rowerowym. Nie dają go natomiast w chwili zbliżania się do przejazdu. Nie ma przepisu, który by takie pierwszeństwo nadawał.
A art27.1a ? Albo jeśli kierowca miał A-7 ?
Nie ma przepisu z którego można by oskarżyć rowerzystę i nie pomogą Twoje zaklinania rzeczywistości.
Kolego Piotrze, poczytaj sobie Konwencję Wiedeńską i dopiero wtedy tu wróć.