Source: https://bastiondialogu.pl/referendum-manipulacja/
Timestamp: 2019-08-24 07:29:11
Legal References Found: Art. 235
 art. 4
 art. 4
 art. 4
 art. 104
 art. 95
 art. 103

Document Content:
Referendum - perła demokracji, czy narzędzie do manipulacji? - Bastion Dialogu (Polska)
Przez Polskę przelewa się fala zagorzałej dyskusji na temat znaczenia i funkcji Instytucji Referendum w kształtowaniu prawa i ładu społecznego w oparciu o powszechne wyrażanie opinii przez ogół obywateli w najbardziej istotnych dla narodu sprawach. Stało się tak za sprawą ogłoszonej przez pana Prezydenta RP propozycji przeprowadzenia ogólnopolskiego referendum zawierającej 10 pytań odnoszących się do ewentualnych zmian w Konstytucji RP.
Jakkolwiek celem niniejszego artykułu nie jest analiza pytań referendalnych odczytanych przez pana Prezydenta RP, to jednak warto podjąć refleksję nad samą ideą referendum. Czy jest ono rzeczywiście wyrazem woli samostanowienia Polaków w najważniejszych dla nich sprawach ? Gdzie są granice powierzania kluczowych decyzji ogółowi obywateli? Czy referendum może okazać się pułapką , w której tracimy tożsamość i wolność pod pozorem demokratyzacji życia publicznego?
Cechy referendum
Wczytując się w treść dostępnych opracowań, między innymi druku OT–643 [Opracowanie Tematyczne] Biura Analiz i Dokumentacji z marca 2016 roku widać,że Instytucja Referendum jest sposobem wyrażenia woli obywateli w ważnych dla państwa sprawach. Pokazuje dominujące opinie w kwestiach takich, jak konstytucja, znaczące ustawy, bądź inne elementy życia społeczeństwa. Referendum stanowi więc formę demokracji bezpośredniej, a biorący w nim udział odpowiadają na konkretne pytania przyczyniając się tym samym do usankcjonowania określonego porządku prawnego lub ładu społecznego.
Z lektury cytowanego wyżej opracowania wyłania się też złożoność idei referendum. Może ono mieć charakter fakultatywny lub obligatoryjny. W przypadku fakultatywnego może się zdarzyć, że frekwencja wyborcza będzie zbyt mała, aby wynik mógł być wiążący; wtedy referendum jest bezwartościowe, ekstremalnie kosztownym (około 100 milionów złotych) wyrażeniem opinii stosunkowo niewielkiej procentowo liczby obywateli. W ważnych sprawach dotyczących na przykład Konstytucji sensownym wydaje się być referendum obligatoryjne, albowiem wtedy jego wynik z natury będzie odzwierciedleniem woli większości biorących w nim udział.
W innym podobnym opracowaniu (druk OT–620 z maja 2013 roku) szanowni autorzy mocno podkreślają podział na referendum opiniotwórcze (konsultatywne), oraz wiążące, czyli takie, w którym na konkretne pytania przy frekwencji powyżej 50% obywatele zwani suwerenem jednoznacznie wypowiedzieli się. W referendum konsultatywnym wynik nie musi być z różnych powodów wiążący, ale – jeśli ma mieć wpływ na prace ustawodawcze – może budzić zastrzeżenia z powodu wpływania na niezależność parlamentu w konstruowaniu przepisów prawa. Tylko można zadać sobie pytanie czy taka forma prowadzenia dialogu społecznego ma w ogóle sens?
Zalety i wady Instytucji Referendum
Pełne rozeznanie w problematyce przeprowadzania referendum wymaga krótkiego zestawienia zalet oraz wad referendum, jako instrumentu demokratyzującego życie państwa i narodu. Niewątpliwie zaletami dobrze przeprowadzonego referendum są: możliwość wyrażenia woli przez obywateli w istotnych sprawach państwowych, udział suwerena w decydowaniu o najważniejszych sprawach, a także w pewnym stopniu ograniczanie przez głosujących wszechwładzy dominującego w danym czasie ugrupowania politycznego. Rozstrzygnięcie suwerena może mieć istotną wartość, o ile postawione w nim pytania są bardzo konkretne, zrozumiałe i dotyczą ściśle określonego tematu.
Tak na przykład propozycja pana Prezydenta RP zadania pytania o zagwarantowanie w Konstytucji programów socjalnych, między innymi programu 500+ jest logicznie bezsensowna, bowiem troska o dobro rodziny i wspieranie uboższych, lub rodzin w szczególnie trudnej losowo sytuacji jest już zawarta w obecnie obowiązującej Konstytucji. Podobnie trudno zgodzić się z inną zaproponowaną formą pytania o ważność referendum w przypadku frekwencji na poziomie 30% – w tym wypadku wynik jest z natury niewiążący (frekwencja winna być na poziomie co najmniej 50%). Zapewne lepiej by się stało, gdyby pan Prezydent zadał pytanie, czy jesteśmy za obligatoryjnym uczestniczeniu w referendum – w przypadku odpowiedzi pozytywnej bylibyśmy pewni, że poniesione koszty nie poszły na marne, a i wynik byłby bardziej miarodajny.
Najważniejszym jednak zarzutem pod adresem referendum jest brak społecznego rozeznania w przedmiocie głosowania spowodowany dalece niewystarczającą wiedzą merytoryczną wyborców. Ten argument powinien dać dużo do myślenia, albowiem sam fakt właściwego sformułowania w referendum pytania może w trudniejszych sprawach przynieść więcej strat, niż pożytku, o ile nie zostanie podjęta ogólnokrajowa dobrze przygotowana kampania informacyjno – edukacyjna, co również wiąże się z ogromnymi kosztami, którymi każdy płacący w Polsce podatki będzie obciążony.
Takim prostym przykładem potrzeby właściwego przygotowania referendum może być obronność państwa. Zadajmy w nim pytanie – „czy zgadza się pani/pan, aby każdy zdrowy i młody człowiek odbywał roczną służbę wojskową?” Z pewnością znaczna większość odpowie –NIE. Ale gdyby tych samych ludzi zapytać – „kto ma bronić kraju w razie zagrożenia?” -wtedy odpowiedź będzie jedna : „WOJSKO!” (czyli kto, jeśli nastąpi brak przeszkolonych kadr zdolnych do podjęcia obrony kraju?).
Chwalebny udział obywateli w referendach celem współkształtowania ładu społecznego i prawnego nie może pozostawać w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem i poczuciem odpowiedzialności za los państwa. W sprawach wielkiej wagi wymagających wiedzy specjalistycznej nie mogą decydować osoby tejże wiedzy nie posiadające.
Niefrasobliwość, czy wygoda dla sprawujących władzę
Dobrze jest wtedy, gdy obywatele głosują w referendum dokonując tym samym wyboru pomiędzy różnymi możliwymi wariantami i mają pełną świadomość, że każde z przedstawionych rozwiązań ma jasno pokazane zalety i wady. Niezmiernie ważne jest także, aby oczekiwane odpowiedzi nie wymagały od wyborców specjalistycznej wiedzy najczęściej dalece przekraczającej kwalifikacje większości obywateli. W takiej sytuacji głosowanie odbywa się niejako na „chybił, trafił” – takie referendum nie miałoby najmniejszego sensu.
Natomiast nawiązując do wspomnianych wyżej referendalnych pytań proponowanych przez pana Prezydenta RP nietrudno zauważyć inne zagrożenie. Chodzi mianowicie o to, że po pierwsze jest tam aż 10 pytań z różnych obszarów problemowych, co sprawia pewne „rozmycie” ich celowości – jest niekonkretne, budzi szereg wątpliwości i wręcz zniechęca do udziału w głosowaniu. Po drugie nie bardzo wiadomo, czy na pewno ma to być referendum konsultatywne, czy może bardziej rodzaj plebiscytu i jaki jest cel tej dziwnej narracji referendalnej?
Co więcej, aż nadto jasno widać, że w pytaniach tych zawarte są elementy socjotechnicznego populizmu mające wyborcom dać złudzenie, że to oni zdecydują o kształcie nowej Konstytucji w przyszłości. Temu celowi zapewne mają służyć pytania o zapewnienie form wsparcia socjalnego, czy też rozstrzygania wszelkich ważnych dla państwa spraw w referendach. O pozostałych pytaniach zawartych w propozycji nie ma sensu dyskutować, niemniej należy odnotować, że sprawiają pozory powszechnej demokratyzacji życia w kraju.
Wypada tu postawić jasną tezę, iż mamy do czynienia z jakąś kryptomanipulacją, lub – jak kto woli – zakamuflowaną socjotechniką zakłamania mającą w ostateczności obciążyć polskich obywateli konsekwencjami za szaleńczą politykę obecnego obozu władzy. Dlatego padła propozycja, aby referendum było wiążące przy udziale 30% uprawnionych do głosowania.
Z powodu planowanej gigantycznej manipulacji nie przedstawiono społeczeństwu w Polsce skonkretyzowanych propozycji opracowanych zmian konstytucyjnych. Pod pozorem rzekomego referendum zaproponowano Polakom plebiscyt, jako sprytny i przebiegły zabieg socjotechniczny sprawujących władzę w celu obciążenia nieświadomej części narodu odpowiedzialnością za skutki fatalnie prowadzonej przez siebie polityki.
Oto prosty przykład: na pytanie o konstytucyjne gwarancje wszelkich form wsparcia socjalnego dla wszystkich obywateli odpowiedź w przytłaczającej większości będzie na „TAK” – któż by nie chciał otrzymywać grantów finansowych? Jednak pytanie powinno brzmieć: “czy zgadza się Pani/Pan na wysokie wsparcie socjalne (na przykład 500+) dla każdego wiedząc, że w dłuższej perspektywie czasowej odbije się to niekorzystnie na oświacie, służbie zdrowia lub bezpieczeństwie?” Gdyby pozwolić sobie na parafrazowanie takiego pytania, dojdziemy do innego –
“czy chcesz, aby żyło Ci się lepiej, ale będzie gorzej ?”
Dlatego zapis w Konstytucji wsparcia socjalnego jako obligatoryjnego (program 500+), jest tak samo absurdalny jak podpisanie wieczystego sojuszu militarnego z NATO.
W obszarze pierwszym czyli zapisie w Konstytucji programu 500+(i innych podobnych) jest bardzo złym rozwiązaniem, gdyż konstytucja nie jest “śmietnikiem” wszystkich ustaw stanowionych, lecz najwyższym aktem prawnym obowiązującym obywateli, jak i ustawodawców. Co by się stało w przypadku, gdyby zabrakło pieniędzy na programy socjalne? Wtedy będziemy musieli powołać referendum w sprawie zmian w Konstytucji? Dlatego ta propozycja pana Prezydenta jest dla Polski szalenie niebezpieczna.
Podobna sytuacja jest z wieczystym sojuszem z NATO. Tłumacząc ten aspekt, bardzo krótko – sojusze utrzymuje się dotąd, gdy państwa posiadają z tego wymierne korzyści. Jeżeli takich nie ma – to sojusz jest rozwiązywany.
Z przedstawionych wyżej obaw wyłania się prosta konkluzja; idea referendum, jako narzędzia demokracji i współdecydowania obywateli, może być użyta w celu destabilizacji państwa i podstępnego obciążenia obywateli za winy sprawujących władzę. Nawet to, że Senat RP odrzucił prezydencki projekt referendum, wynika z kalkulacji polityczno – wyborczej. Politycy już zapowiadają, że do tej propozycji trzeba będzie powrócić – kto wie, może w jeszcze bardziej wyrachowanej formie?
Każdy człowiek cechujący się postawą obywatelską nie odmawia udziału w wyborach lub w szczególnym wypadku w referendum. Natomiast nie da się ukryć, że Instytucja Referendum jest zbyt poważna, by można było nią manipulować i dostosowywać do własnej wizji sprawowania władzy. Zapewne pierwsi twórcy idei referendalnej – gdyby nagle ożyli – ze zdumienia przecieraliby oczy patrząc na Prezydenta RP lub bardziej na jego emocjonalne odczytywanie propozycji 10 pytań, które przejdą na długo do historii – jako pewna parodia poważnej instytucji.
Należy jeszcze raz podkreślić, że bezwartościowe jest referendum, jeśli nie jest poprzedzone informacją edukacyjną dotyczącą przedmiotu głosowania.
Sam przedmiot głosowania winien być klarowny i zawierać możliwość jasnej i jednoznacznej odpowiedzi. Co więcej, należałoby wytłumaczyć ludziom jakie będą konsekwencje głosowania w przypadku odpowiedzi pozytywnej czy negatywnej i tym samym nie pozostawiać głosujących w sferze niedomówień.
Jeśli pozostawać przy tradycyjnej formie przeprowadzania referendum, lepiej byłoby ogłosić je obligatoryjnym ze względu na duże poniesione koszty. W referendum fakultatywnym jego ważność musi być uwarunkowana co najmniej 50% udziałem uprawnionych.
W referendum dotyczącym rozstrzygnięcia ważnych spraw dla państwa i obywateli powinni móc głosować wyłącznie Polacy płacący w Polsce podatki.
Powyższe uwagi wynikają z dość oczywistego przeświadczenia, że problem przeprowadzania referendum nie jest w Polsce do końca uporządkowany. Ewidentnym przykładem może być nie przeprowadzenie referendum w sprawie reformy oświatowej w 2017 roku. Ponieważ miało ono dotyczyć kształtu polskiej oświaty dzieci i młodzieży, a polaryzacja opinii w tej sprawie bardzo podzieliła w tej kwestii niemal wszystkie środowiska, pan Prezydent powinien podjąć decyzję o referendum oświatowym, a Senat RP ją niezwłocznie zatwierdzić. Bardzo źle się stało, że do tego referendum nie doszło mimo zebrania odpowiedniej liczby podpisów popierających przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Proponowane wówczas pytania referendalne nie wymagały od głosujących wiedzy specjalistycznej w przedmiocie dydaktyki, za to dałyby jednoznaczną odpowiedź; czy społeczeństwo jest za utrzymaniem szkół gimnazjalnych i trzyletnim Liceum Ogólnokształcącym lub czteroletnim Technikum, czy też za powrotem do ośmioletniej Szkoły Podstawowej i czteroletniego Liceum Ogólnokształcącego. Z tego samego powodu nadal mnożą się uzasadnione zarzuty pod adresem samej reformy oświaty, a także Prezydenta RP. Przy okazji należy pamiętać, że skutki szybkiego wdrożenia reformy edukacji przez obecną władzę nie przyniosły żadnych rewelacyjnych efektów, za to problemów jak najbardziej. Tymczasem właśnie idzie o to, aby referendum stanowiło o rozstrzygnięciu woli obywateli w sprawach ich bezpośrednio dotyczących, co do których mają wystarczające rozeznanie, aby wyrażać wiążące “za” lub “przeciw”.
Nawiązując do samej idei Instytucji Referendum w kontekście proponowanych, choć odrzuconych, pytań Prezydenta RP nie sposób nie podnieść obawy o kreowanie pewnego rodzaju “ludowładztwa” poprzez oddanie kluczowych decyzji w ręce samych wyborców. Nie po to mamy dwie Izby Parlamentu, aby prawo stanowione pochodziło wyłącznie z “woli ludu”. Historia przerabiała już takie scenariusze z usilnym wcielaniem ich w życie – jakie były tego efekty, odczuwamy niemal do dziś.
Z formalnego punktu stoimy na stanowisku słuszności rozpisania referendum jedynie w przypadku rozstrzygania ważnego interesu publicznego dla życia państwa i narodu. Nie wykluczamy, że w tej sprawie zdecydujemy się na przedstawienie własnych propozycji odpowiednim organom państwa. Poza dyskusją wydaje się być konieczność przeprowadzania referendum w formie przejrzystej i transparentnej. W przeciwnym wypadku życie dalej będzie się toczyć ku zadowoleniu rządzących i uciesze tych, którym populistyczne obietnice dają chociaż namiastkę demokracji i wolności.
Cały czas zapraszamy Państwa do współpracy z nami, do przyłączenia się do nas. Naszej Polsce potrzebny jest tylko zdrowy rozsądek i stworzenie takich warunków aby te nasze dzieci miały tu w Polsce przyszłość, stabilizację, bogactwo i bezpieczeństwo. My nie będziemy pokazywać Polakom jak mają ciągle oszczędzać – My będziemy uczyć Polaków jak zarabiać i tworzyć takie warunki abyśmy stali się bogatymi ludźmi! ……… dlatego nie współpracujemy z szaleńcami i wariatami, bo oni tylko co potrafią likwidować i szukać sobie wrogów – na pewno nie budować.
Proszę przeczytać nasz cel, który od kilku lat konsekwentnie realizujemy: https://bastiondialogu.pl/nasz-cel/
Lektura do opracowania :
Kancelaria Senatu, Biuro Analiz i Dokumentacji – „Referendum, jako instytucja demokracji bezpośredniej w państwach europejskich”. Opracowania tematyczne OT – 643, rok 2016.
Kancelaria Senatu, Biuro Analiz i Dokumentacji – „Zarys instytucji referendum, jako formy demokracji bezpośredniej. Referendum ogólnokrajowe w Polsce”. Opracowania tematyczne OT – 620, rok 2013.
1000+ …. czyli jak utopimy Polskę →
18 lipca 2016 5 lipca 2018 Irena Chołuj 0
9 maja 2017 14 maja 2017 Jarosław Jużyczyński 11
13 myśli na temat “Referendum – perła demokracji, czy narzędzie do manipulacji?”
6 sierpnia 2018 o 15:35
Dzięki autorowi za ten ważny temat. Odniosę się do najwazniejszych punktów.
FREKWENCJA: Żeby referendum nie było fikcją to znaczy żeby było wykonalne, to frekwencja powinna wynosić 30%. W takim kierunku trzeba pójść bo wskazują na to badania: „W końcu XX wieku frekwencja w referendach ustabilizowała się na poziomie około 45%. Ciekawe są wyniki badań Wolfa Lindera odnośnie funkcjonowania demokracji szwajcarskiej. Według niego tylko około 30% społeczeństwa zawsze bierze udział w referendach, świadome jest praw i obowiązków obywatelskich. Około 20%, które nie jest zadowolone z funkcjonowania państwa lub kierunku jego polityki, nie głosuje nigdy. Natomiast pozostałe 50% idzie do urn w zależności od tego, czy kwestia przedstawiona narodowi w pytaniu referendalnym dotyczy ich interesów, czy nie. Dlatego frekwencja w referendach ogólnokrajowych wahała się w latach 1990-2009 od 35% do 55%.” Źródło: https://www.senat.gov.pl/gfx/senat/pl/senatopracowania/139/plik/ot-643_do_internetu.pdf
ŚWIADOMOŚĆ odnośnie DECYZJI do podjęcia – chodzi o rozwiązanie problemu: Czy społeczeństwo zagłosuje dobrze tzn. świadomie? Tu należy najpierw zastanowić się jak przejąć media głównego ścieku, bo inaczej ogłupione społeczeństwo głupio zagłosuje bo zostanie zmanipulowane. To jest największy problem.
KOSZTY KAMPANI edukacyjno-informacyjnej – jeśli przejmiemy media to zamiast tylko głupich programów rozrywkowych usypiających społeczeństwo, będą poważne dyskusje merytoryczne pomiędzy ekspertami na konkretne ważne referendalne tematy. Tak sobie to wyobrażam. Więc dodatkowych kosztów nie będzie. Koszty są teraz bo nie mamy POLSKICH mediów. Polecam w tym temacie książkę pt.”Niemiecka okupacja medialna w Polsce” autor Jan Piński.
KOSZTY GŁOSOWANIA – ja już dawno sugerowałam żeby głosowanie odbywało się np. na poczcie za pomocą skanera, i nie w jeden dzień lecz np. w ciągu dwóch tygodni. Każdy ze swoim dowodem (albo może jakimś kodem pobranym z gminy?) stawia się na poczcie i oddaje swój głos, który za pomocą elektronicznego sprzętu od razu idzie do serwera głównego a wyniki widać od razu na stronie rządowej TYLKO do tego celu przeznaczonej. Na dodatek każdy MUSIŁABY otrzymać pokwitowanie PAPIEROWE od urzędniczki na poczcie o tym jak głosował bo głosowanie będzie JAWNE! W razie jakichś przypuszczeń o szwindlu obywatele zawsze będą mogli sprawdzić wyniki mając odcinek otrzymany z poczty. A dodatkowo wpisując np. swój pesel na stronie z wynikami będzie mógł sprawdzić czy jego głos został poprawnie naniesiony.
7 sierpnia 2018 o 00:40
Pani Tereso, serdecznie dziękuje za komentarz wraz z wypunktowanymi uwagami. Słusznie podnosi Pani kwestię świadomości, kosztów i frekwencji. Ale z tą frekwencja nie za bardzo sie zgadzam, by jej poziom 30% czynił referendum wiążące. Bo cóż to znaczy ? wyobraźmy sobie, że zostaje rozpisane referendum fakultatywne i bierze w nim udział 30% uprawnionych. Załóżmy tez, że rozstrzygana jest ważna sprawa. i są możliwe dwie odpowiedzi. Wtedy wygrywa ta opcja, na którą zagłosowało odrobinę więcej, niż 15%, powiedzmy 15.1%. Co to oznacza ? Ano tyle, że 15.1% obywateli zdecydowało o ważnych sprawach dla całego społeczeństwa. Oczywiście może Pani podnieść, że przecież mogli głosować wszyscy, a jeśli nie głosowali, to ich problem. Nie do końca tak jest, ale to dłuższy wywód. Dlatego twierdzę, że referendum w naprawdę istotnych sprawach winno być obligatoryjne, bo tylko takie daje szansę na nazwanie takiego wyboru demokracją bezpośrednią. Oczywiście z uporem powtarzam – i nie jestem w tym osamotniony – że dobre referendum to przede wszystkim dobrze i obiektywnie prowadzona kampania informacyjno edukacyjna. Wyborcy muszą mieć świadomość, na co głosują, oraz jakie będą konsekwencje ich wyboru. Tę sprawę moim zdaniem należy traktować priorytetowo, bo nie ma nic bardziej fatalnego dla losu ludzi, jak nieświadomy wybór, wręcz nierozumny lub spontaniczny tak ad hoc. Pozdrawiam i oczekuję, że Pani także coś ciekawego opracuje. Jarek Juzyczyński.
Niestety referendum w naszym kraju nie jest narzędziem demokratycznym lecz partyjnym. W zasadzie wszystko sprowadza się do pytania: kto układa pytania?
Referendum przede wszystkim powinno być konkretne, najlepiej dokładnie wskazujące dokładny zapis zmiany Konstytucji a nie, jak to ma najczęściej miejsce, ogólne stwierdzenie jakiejś bliżej nieokreślonej zmiany, którą to potem My, Partia, określimy.
Kolejna sprawa to rzetelna i merytoryczna dyskusja. Referendum powinno być dokładnie omówione przez społeczeństwo. Powinni w dyskusji brać udział nie tyle politycy, co autorytety nauk prawnych, politycznych i społecznych.
Referendum ma być odwróceniem tej naszej nieszczęsnej zależności. W referendum to ludzie mają powiedzieć politykom co ci mają zrobić a nie na odwrót.
Ja sobie wyobrażam referendum konstytucyjne, jako zbiór konkretnych zapisów w konstytucji jakie mają zostać dokonane a przy nich jedynie zapis TAK lub NIE.
Czy chcesz aby brzmienie Art. 235 pkt 2 tj.: Zmiana Konstytucji następuje w drodze ustawy uchwalonej w jednakowym brzmieniu przez Sejm i następnie w terminie nie dłuższym niż 60 dni przez Senat.
Zmiana Konstytucji następuje w drodze referendum ze skutkiem automatycznym w terminie 30 dni od ogłoszenia jego wyników.
tylko tak, w sposób jasny i precyzyjny faktycznie świadomie zmieniamy Prawo. Kazde pytanie ogólne, sugerujące: powiedzcie nam czego chcecie a już my się tym zajmiemy, daje Partiom pole do zrobienia nas w konia. Bo oni co innego mieli na myśli.
Identycznie ma się sprawa z JOWami.
Ja generalnie uważam, że tak długo jak władzę sprawują Partie a nie SEJM, tak długo nic się u nas nie zmieni.
Panie Norbercie, zgadzam się z napisanym drugim i trzecim akapitem, trafnie Pan określił rolę referendum. Natomiast miałbym zastrzeżenia odnośnie twierdzenia, że to ludzie mają niejako nakazać rządzącym, co mają robić. Otóż w referendum obywatele mają określić i dokonać pewnego wyboru w istotnych sprawach; jeśli istnieją różne warianty rozwiązań mające swoje wady i zalety, to obywatele zapoznani z możliwymi konsekwencjami mogą wybrać takie czy inne rozwiązanie. Jako przykład zamieściłem sprawę możliwego referendum w sprawie oświaty. Proszę zwrócić uwagę, że w tym konkretnym przypadku obywatele mieliby do wyboru dwie możliwe systemy oświaty; obydwa mają zarówno wady, jak i dobre strony. Po odpowiednim ukazaniu wszystkich “za” i “przeciw” można przyjąć, że referendum miałoby sens. Natomiast zwracam uwagę, że suweren nie może odbierać kompetencji władzy ustawodawczej lub wykonawczej. W ten sposób naszą dyskusję sprowadzamy do pytania : gdzie jest ta demarkacyjna linia, która wyznacza granicę decyzji wyborców. To jest temat wymagający głębszej dyskusji, ale z pewnością dobrym przykładem byłoby hipotetyczne pytanie – “czy jest Pani/Pan za wyjściem Polski z UE ?” – wraz z podaniem konsekwencji, które wszyscy poniesiemy za nasze decyzje. Są to decyzje kluczowe dla życia i historii narodu i państwa, zatem uważam, że istotą każdego dobrego referendum jest edukacja obywateli ( Pan to również podkreślił). Co do końcowych Pana uwag, uważam, że niestety, scena polityczno decyzyjna w Polsce jest zbyt mocno upartyjniona i tu się z Panem mocno zgadzam. Przykładem negatywnym jest to, że w Sejmie posłowie muszą głosować w trudnych sprawach nie według własnego zdania na podstawie zdobytej wiedzy i doświadczenia, lecz według nakazu lidera . To tak, jakby poseł nie miał prawa mieć własnego zdania ! Krótko mówiąc partyjniactwo stało się jakąś destruktywną wewnętrzną siłą działającą przeciw demokracji w jej imię. Programy ideowo polityczne w partii stają się niejako “gettem” dla wyrażania swobodnego poglądów jej członków; jeśli ktoś ma nieco inne zdanie i zagłosuje inaczej, ten jest wrogiem i należy go usunąć. To się szumnie nazywa dyscypliną partyjną – owszem , niekiedy jest ona potrzebna, ale mnie się wydaje, że w tym obszarze nie ustalono granic przyzwoitości. Na ponad 200 posłów PiSu z pewnością są i tacy, którzy z decyzjami swoich partnerów politycznych się nie zgadzają, a jednak nie wychylają się i głosują tak, jak każe………….kto, to już Pan wie. Właśnie mamy obecnie typowe zaprzeczenie demokracji i praworządności. Dlatego zgadzam się z Panem i myślę niemal tak samo, że bez dobrego uporządkowania idei referendum istnieje ryzyka, jak Pan to ujął ” powiedzcie, czego chcecie, a my (czyli partia rządząca) się tym zajmiemy”. W moim przekonaniu jest to zaprzeczenie referendum, jako formy demokracji bezpośredniej. Dziękuję za Pana komentarz i oczywiście zapraszam do współpracy. Jarek Jużyczyński.
Przeczytałem nawet 2 albo 3 razy i zasadniczo niczego rewelacyjnego nie wyczytałem. Jest tam dość spekulacyjna forma przedstawiania istoty referendum. Tymczasem referendum jest fundamentalnym narzędziem wyrażania woli Suwerena. Żeby w ogóle dyskutować o referendach to trzeba sobie powiedzieć o demokracji bowiem ta forma ustrojowa zarządzania państwem – szczególnie jej bezpośrednia forma głównie korzysta z instytucji referendum. Śmieszą mnie wszelakie analizy i opracowania Biura Analiz i Dokumentacji Sejmu czy Senatu, bo co oni rewelacyjnego tam ustalili? Ano nic szczególnego, co by nie wiedział średnio rozgarnięty licealista. Dla mnie osobiście Szwajcaria jak na razie jest wzorcem do stosowania narzędzi demokracji bezpośredniej jakim jest referendum. Należałoby sobie zadac pytanie: Czy Naród polski jest na tyle świadomy, że demokracja bezpośrednia mogłaby dobrze słuzyć? Po drugie, a może pytanie ważniejsze: Czy obecny system partyjny szczerze chce oddać nadzór władczy Suwerenowi, tak jak to zostało zapisane w art. 4 Konstytucji? Moim zdaniem odpowiedź na pytanie 2-gie brzmi – NIE. Skoro jest ono negatywne nie ma sensu odpowiadac na pytanie 1`-sze bowiem Suweren poprzez walkę partyjną jest indokrynowany albo przez jedna stronę albo przez drugą, tak więc ewentualne rewferenda, pytania do nich zawsze będą manipulacją. Aby demokracja bezpośrednia mogła zafunkcjonować, a więc i referenda jako podstawowe i fundamentalne narzędzie takiego systemu muszą być całkowicie spełnione warunki określone w art. 4 konstytucji a przy okazji muszą być spełnione dodatkowe warunki, które utrwalą istotę demokracji bezpośredniej:
1.	Wybory bezpośrednie obojętnie czy w 1-dno, 2-ch czy kilkumandatowych okręgach wyborczych najlepiej w systemie alternative vote.
2.	Konrtakt wyborczy pomiędzy przedstawicielem a Suwerenem w okręgu wyborczym
3.	Odwoływalność przedstawicieli Suwerena w czasie trwania kiedy ten się sprzeniewierzy swoim wyborcom (Anglia, Kolumbia brytyjska w Kanadzie itp.)
4.	Likwidacja immunitetu poselskiego/senatorskiego
5.	Partie polityczne jako normalne stowarzyszenia o charakterze politycznym, tworzące różne idee i proponujące Suwerenowi rozwiązania oraz mogące swojego przedstawiciela kierować do gry wyborczej.
Powyższe warunki brzegowe ( jest ich więcej) mogą dopiero stanowić o skuteczności działania instytucji referendum bowiem ta instytucja jest kluczowa do innych narzędzi db np :
1.	obywatelskie weto
2.	obywatelska inicjatywa ustawodawcza
Poza tym referendum musi mieć moc ostateczności i obligatoryjności wykonania, kiedy większość podejmie w nim decyzję.
Dzisiaj jakiekolwiek grona analityczne mogą sobie jedynie pogadać, bo istotą zagadnienia jest ich zgoda na oddanie władzy Suwerenowi, której po prostu nie oddadzą, bo to jest ich sposób na łatwe i dostatnie życie oraz możliwość manipulowania Państwem. Czy politycy zdają sobie sprawę czym jest referendum? Chyba tak, dlatego robią wszystko aby referendum nigdy nie miało charakteru tego czym powinien być.
Śmieszy mnie teza w opracowaniu druk OT–620 z maja 2013 roku. W referendach nie ma czego takiego jak referendum konsultatywne czy obligatoryjne Konsultacje ze społeczeństwem podejmuje się innymi metodami niż referendum. Po prostu jest referendum na konkretny istotny temat. I albo Suweren się zgadza albo nie i koniec kropka ( przykładowo referendum na temat gwarantowanego dochodu podstawowego, na który Szwajcarzy się nie zgodzili). Referenda zawsze MUSZĄ BYĆ WIĄŻĄCE jeśli mamy do czynienia z rzeczywista realizacją art. 4 konstytucji. Idiotyzmem jest twierdzenie, że jeśli referendum będzie wiążące to może mieć wpływ na prace ustawodawcze – może budzić zastrzeżenia z powodu wpływania na niezależność parlamentu w konstruowaniu przepisów prawa. No właśnie tak działa demokracja bezpośrednia, że to Suweren ma wpływ na prace ustawodawcze i też ma mieć wpływ na parlament, bo w parlamencie siedzą przedstawiciele Suwerena, którzy dokładnie przez niego zostali wybrani aby wypełniali program wyborczy, bo dla niego zostali wybrani. Tymczasem politykom myli się chyba pieczywo z dupczywem i wydaje im się, że są namaszczeni przez Boga, po wyborach mogą sobie dymać Suwerena ( art. 104 konstytucji ust. 1). I jeszcze, moim zdanie ważna sprawa – musi być jasna i bezwzględna zasada rozdziału ośrodków legislacyjnego i egzekutywnego. Tymczasem, choć w art. 95 konstytucji jest ta zasada określona, art. 103 ją łamie, bowiem dopuszcza członków egzekutywy do zajmowania miejsca w ławach legislatywy. Ten właśnie stan zasadniczo zakłóca proces demokracji, tworząc system partiokratyczny, w którym instrument referendalny nie może być w pełni wykorzystywany lecz jedynie doraźnie stosowany w nikłym zakresie jedynie w partykularnych interesach aktualnie rządzących ośrodków partyjnych.
Dziękuję bardzo za wstawienie komentarza na naszą stronę. Żeby nas pan zrozumiał – oczywiście nasze teksty są w niektórych aspektach kontrowersyjne i zapewne nie wszyscy muszą się z nimi zgadzać – może też i nie są jakieś odkrywcze. Jednak pomimo braku tej odkrywczości – to i tak ludzie tego nie rozumieją. Dlatego opisujemy dany problem – w miarę jak najkrócej, bo większość jak ma przeczytać tekst dłuższy niż długość SMSa – no to mamy problem. Niestety żyjemy w społeczeństwie youtubowych idiotów.
A komentarze służą nam do wyciągania pewnych wniosków do ulepszania naszych programów. Oczywiście zjawią się idioci którzy wkleją jakiś filmik z youtuba i będą twierdzić iż jest to prawda. No cóż – takie mamy społeczeństwo
Oczywiście z nie wszystkimi pana tezami się zgadzam, ale będziemy konwersować już na naszej stronie. Może nawet z tego wyjdzie jakiś kolejne opracowanie.
…. Mam takie pytanie – a może pan chciałby spróbować wziąć jeden z poruszanych przez pana tematów i go u nas opisać?
np. mówi pan obywatelskie veto
Sądzę że ten temat wymaga szerszego opisania, bo nie ukrywam zastanawia mnie w jaki sposób można byłoby ten aspekt w warunkach Polskich zastosować.
Panie Władysławie – zgadzam się szczególnie z punktem piątym, bo nasze stowarzyszenie właśnie jest takim o którym pan pisze. Co do kontraktu wyborczego – może nie sensus stricte kontraktu ale narzędzia do rozliczania polityków z ich obietnic – opisaliśmy to w tekście https://bastiondialogu.pl/finansowanie-partii/
To rozwiązanie – jako narzędzie pozwoliłoby naprowadzać polityków na właściwy tor. Jednak jeżeli miałoby to się odbywać jako referendum (nawet tak jak w Szwajcarii) – to na polskie uwarunkowania kulturowe jest bardzo wysoki współczynnik do wprowadzania manipulacji. Szwajcarzy mają inną kulturę aniżeli My. A zmiana kultury – to jest okres od 3 pokoleń wzwyż. Niech pan popatrzy w roku 1989 obaliliśmy komunę (no może trochę nadużyłem tego słowa – ale rozumie mnie pan o czym piszę), minęło prawie 30 lat i zamiast ona zwyczajnie zanikać – wręcz zaczęła ona powracać.
Przykładem jest partia rządząca, która uważa się za partię prawicową, ale gdy popatrzy się na ich czyny – to jest typowa lewica z włączoną funkcją klęczenia oraz sprzężonego fanatyzmu.
Idąc dalej – chce pan wdrożyć jakiekolwiek rozwiązanie ….. no i z tymi ludźmi nic pan nie zrobi, bo ich cel jest jeden – NIEOGRANICZONA NICZYM WŁADZA!
Dlatego tak bardzo grają instytucją zwaną referendum. Dla mnie osobiście referendum jest najgorszą i najdroższą formą zarządzania. Jest socjotechniczną manipulacją nieświadomym społeczeństwem. A społeczeństwo? ……
Dla mnie referendum powinno być tylko organizowane w trzech przypadkach: konstytucja, nasze bezpieczeństwo, i porozumienia międzynarodowe jako unie gospodarcze. Co więcej te referenda powinny być OBLIGATORYJNE! A ci co nie pójdą na to referendum – powinno się normalnie finansowo karać (np. 1000 zł). No bo jak traktować niby obywatela danego kraju, który ma gdzieś swój kraj.
Przypominam – obywatel nie tylko ma prawa – ale również ma obowiązki i zobowiązania wobec państwa.
Pozostałe referenda są fakultatywne i może je organizować praktycznie każdy ….. ale żeby tak łatwo nie było – jak jest niska frekwencja, bo wnioskodawcy zwyczajnie odpuścili sobie proces informacyjno-edukacyjny – to powinno się tych wnioskodawców obciążyć kosztami. Nie wiem czy wszystkimi, czy jakąś częścią – ale tak powinno być. Żeby ta rozwrzeszczana i roszczeniowa hołota – miała też i bat.
Jaka frekwencja powinna być uznana za minimalną, gdzie nie ponosi się kosztów – szczerze mówiąc nie wiem – może 30% , a może 20%? Ale taki zapis wyeliminowałby bezsensowne roztrwanianie naszych pieniędzy i zmusiłby wnioskodawców do myślenia.
W sumie – to napiszę na ten temat w następnym tekście oraz dam pewne propozycje pod publiczną dyskusję .
5 sierpnia 2018 o 18:28
Być może z uporem maniaka, ale będę powtarzał, że referendum nie jest żadną formą zarządzania. Jest natomiast i powinno być znakomitą formą demokracji bezpośredniej, dzięki której obywatele mogą wypowiedzieć się dokonując tym samym wyboru pomiędzy dwoma, lub więcej możliwościami wyboru w sprawach ich przyszłości i funkcjonowania państwa ( oczywiście nie we wszystkich zagadnieniach). Nadal uważam, że jeśli referendum jest fakultatywne – a tym samym może być opiniotwórcze – to z braku odpowiedniej frekwencji, nie można karać wnioskodawców. Przykładem było referendum w sprawie JOWów; zostało źle przygotowane i mam poważne wątpliwości, czy w ogóle powinno ono mieć miejsce, jako że nie rozstrzygało bardzo istotnej sprawy dla państwa i życia obywateli. Ale jeśli już…..to winno być staranniej przygotowane. W tym układzie lepiej, aby referendum było obligatoryjne, a fakultatywnym może być wtedy, gdy chodzi o wyrażenie opinii obywateli ( najlepiej w wersji elektronicznej, czyli dużo tańszej).
Panie Władysławie, dziękuję Panu za komentarz, ale nie mogę się zgodzić ze wszystkimi Pana uwagami. Szczególnie chodzi mi o ostatni akapit Pańskiego komentarza. Demokracja parlamentarna i referendalna wcale nie muszą pozostawać antagonistyczne wobec siebie. Pan porusza przykład Szwajcarii – ale tam istnieje nieco odmienny porządek, Szwajcarzy od bardzo dawna wiele spraw rozstrzygnęli w referendach. W obecnie rozchwianym emocjonalnie społeczeństwie i nie do końca sprecyzowanej funkcji referendum w Polsce, nagłe oddanie w ręce suwerena decyzji większościowej w tworzeniu prawa grozi chaosem na niespotykaną skalę ( już nam wystarczy namiastka tegoż w postaci większości parlamentarnej PiS). Dlatego funkcję referendum należy dobrze dopracować i mądrze ją wykorzystać. W demokracji parlamentarnej funkcja referendum jest niezmiernie ważna – przypominam jednak, że Parlament to nie urząd przyklepujący jedynie postanowienia suwerena. Natomiast to, co napisał Pan na temat warunków utrwalających demokrację bezpośrednią dotyczy nieco innego obszaru – proponuję się zapoznać, lub przypomnieć sobie tekst opublikowany na Bastionie Dialogu pt “Partie polityczne boją się tego rozwiązania, jak diabeł wody święconej”. Owszem, gdyby zawarte tam rozwiązania wdrożyć, miałoby to pewne przełożenia na Instytucję Referendum, ale nie odbiera to kompetencji Parlamentowi. Niemniej cenię Pana uwagi, im więcej takich wyrażanych opinii, tym bardziej potwierdza to moją tezę o konieczności uporządkowania wielu aspektów tak wspaniałej formy demokratycznego społeczeństwa, jaką jest referendum. Mocno pozdrawiam i zachęcam do wymiany poglądów, z wzajemnym szacunkiem twórzmy podwaliny lepszych rozwiązań, ale zaznaczam, że to ciężka i wymagająca praca – właśnie poszukujemy ludzi odważnych gotowych współtworzyć dobre rozwiązania – ale jest z tym problem, bo ciągłe krytykowanie jest drogą po płatkach, a rzeczowa praca dla dobrych rozwiązań jest drogą po cierniach i tacy są najbardziej potrzebni. Czekam na odpowiedź, czy zechce Pan z nami współpracować. Jarek Jużyczyński.
5 sierpnia 2018 o 12:15
Drogi Autorze – temat niezmiernie ciekawy i zapewne powinien być kontynuowany jako pewna forma konstruktywnej rozmowy. Moim jednak zdaniem za mało dobitnie autor pokazał kwestie możliwości manipulacji społeczeństwem oraz socjotechnicznych aspektów referendum. Przydałaby się jakieś konkretne rozwiązanie, które uwzględniałoby możliwość elektronicznej formy głosowania, dla osób (jak autor bardzo słusznie zauważył) płacących podatek w Polsce. Przede wszystkim takie rozwiązanie spowodowałoby zmniejszenie kosztów takiego referendum, tłumaczenie się ciągłe Polaków dlaczego to nie poszedłem na wybory i wyeliminowanie praktycznie całkowite możliwości popełnienia błędu.
Oczywiście jestem przekonana iż to rozwiązanie jest nierealne do wdrożenia gdyż każde ugrupowanie polityczne – szczególnie rządzące gra na głosach nie ważnych.
Szanowna Pani Barbaro,z całego serca dziękuję za komentarz. Rzeczywiście mogłem bardziej dobitnie pokazać próby manipulacji społeczeństwem, tylko wtedy cały temat byłby nieco rozmyty, nie byłoby wiadomo, czy tekst jest o istocie referendum, czy o wykorzystaniu go do manipulacji. Co do innej Pani uwagi – zgadzam się, ze temat winien być kontynuowany, mamy bowiem do czynienia z problemem wykorzystywania wspaniałej formy demokracji do socjotechnicznych zabiegów wprowadzających społeczeństwo w stan pewnej dezorientacji. Najważniejsza Pani uwaga – którą bardzo cenię – dotyczy jakiegoś rozwiązania dotyczącego fermy elektronicznego głosowania. Dla mnie jednak ważniejszym jest opracowanie wzmacniające Instytucję Referendum, aby uchronić przed możliwością jakiejkolwiek manipulacji, ale to wymaga czasu i spokojnej pracy twórczej możliwej w przyszłości do przedstawienia Marszałkowi Sejmu lub Senatu. Czas jest po to, aby wszystko nie działo się naraz, wytężoną pracą i cierpliwością można wiele osiągnąć. Dziękuję i pozdrawiam, Jarek Jużyczyński.
5 sierpnia 2018 o 10:07
https://m.youtube.com/watch?v=laEE7JNTDow
? RÓWNOŚĆ WOBEC PRAWA – YouTube
5 sierpnia 2018 o 12:03
Szanowny Panie Piterze – Ja wiem że najłatwiej wrzucić jest jakiś youtubowy materiał i budować na tym całą ideologię …… oj jaki to ja jestem super!…. gdyż wiem jak znaleźć materiał filmowy. Niestety pana materiał nie dotyczy poruszanego problemu – co więcej jest tak nudny jak flaki w oleju. Dlatego nie dziwię się że oglądalność tego filmu wynosi (16 odwiedzin).
Autor przynajmniej mógłby podkręcić prędkość odtwarzania, bo nawet księża w kościele zdecydowanie szybciej mówią.
Nalegam jednak na korzystanie z własnego rozumu poprzez wyrażanie pewnych swoich opinii, bo lepiej mieć nawet inną opinię na dany temat i próbować uzasadniać daną tezę, aniżeli wklejać nieswoje materiały. Następnym razem jeżeli będzie taka sama wklejka bez żadnego uzasadnienia – zwyczajnie komentarz zostanie usunięty.
Nasza strona służy konwersacji, a nie da się prowadzić dialogu na podstawie wklejanych filmów.