Source: http://polandwatch.typepad.com/popieram_parytety_pci_na_/page/2/
Timestamp: 2017-10-22 20:42:06
Legal References Found: art. 33
 art. 1
 art. 98
 art. 2
 Art. 4
 art. 1
 art. 32
 art. 23

Document Content:
Wicemarszałek Stefan Niesiołowski (PO): Przystępujemy do rozpatrzenia punktu 12. porządku dziennego: Sprawozdanie Komisji Nadzwyczajnej o obywatelskim projekcie ustawy o zmianie ustawy Ordynacja wyborcza do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, ustawy Ordynacja wyborcza do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw oraz ustawy Ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego, w związku z wprowadzeniem parytetu płci na listach kandydatów (druki nr 2713 i 3577). Proszę o zabranie głosu sprawozdawcę komisji panią poseł Halinę Rozpondek. Proszę bardzo, pani poseł.
Poseł Sprawozdawca Halina Rozpondek (PO): Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! W imieniu Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia niektórych projektów ustaw z zakresu prawa wyborczego mam zaszczyt przedstawić sprawozdanie o obywatelskim projekcie ustawy o zmianie ustawy Ordynacja wyborcza do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, ustawy Ordynacja wyborcza do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw oraz ustawy Ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego, w związku z wprowadzeniem parytetu płci na listach kandydatów (druki nr 2713 i 3577).
Dyskusja o konieczności zwiększenia udziału kobietw polityce toczy się w Polsce od wielu lat. Jest to bardzo ważne dla jakości życia politycznego i dla możliwości rozwiązywania podstawowych problemów kobiet, związanych z pracą, rodziną, wychowaniem dzieci. Kobiety są coraz aktywniejsze w życiu zawodowym i publicznym. Trzeba tę aktywność wykorzystać także w polityce.
W 1995 r. Ojciec Święty Jan Paweł II w orędziu na Światowy Dzień Pokoju uznał: wzrost obecności kobiet w życiu społecznym, ekonomicznym, politycznym na szczeblu lokalnym, krajowym i międzynarodowym za proces dobroczynny. Myślę, że o tym dzisiaj już nie musimy się przekonywać, a powinniśmy się zastanowić, jak tę aktywność pobudzać, motywować kobiety, zachęcać je do szerszego udziału w polityce. Taką propozycją jest procesowany dziś projekt ustawy.
Obywatelski projekt ustawy został wniesiony przez Obywatelski Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Czas na kobiety”. Projekt ten zakłada wprowadzenie parytetu płci na listach wyborczych do Sejmu, wszystkich szczebli samorządu terytorialnego oraz Parlamentu Europejskiego. Proponuje się odpowiedni zapis w poszczególnych ustawach, dodanie ustępu o następującym brzmieniu: Liczba kobiet na liście nie może być mniejsza niż liczba mężczyzn, z wyjątkiem wyborów uzupełniających do rady w gminie liczącej do 20 tys. mieszkańców.
Inny zapis we wszystkich wymienionych ordynacjach wyborczych dotyczy okręgowych komisji wyborczych, które mogą wydać potwierdzenie przyjęcia zgłoszenia listy, jeśli zapisany w ustawie parytet będzie spełniony, czyli konsekwencją nieuwzględnienia parytetu byłoby niezarejestrowanie listy. Wnioskodawcy projektu ustawy uzasadniali swój projekt, powołując się na konstytucyjny art. 33 mówiący o zasadzie równości mężczyzn i kobiet we wszystkich dziedzinach życia, a także prawie do równego z mężczyznami zajmowania stanowisk, pełnienia funkcji oraz uzyskiwania godności publicznych. Wskazali w swoim uzasadnieniu, że chociaż kobiety stanowią w naszym społeczeństwie trwałą większość, to ich udział w składzie pochodzących z wyborów powszechnych organów władzy publicznej jest zdecydowanie mniejszościowy.
Projekt ustawy, podkreślę to ponownie, odnosi się do wyborów do Sejmu, rad gmin, rad powiatów, sejmików wojewódzkich i Parlamentu Europejskiego, gdzie wyniki ustala się głównie na zasadzie proporcjonalności, chociaż był tu błąd konstytucyjny, mianowicie przewidywano takie parytetowe wybory w gminach do 20 tys.
Parytetem nie będą objęte wybory do Senatu, na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i na jednoosobowe stanowiska w organach wykonawczychsamorządu terytorialnego. Pierwsze czytanie obywatelskiego projektu odbyło się na posiedzeniu Wysokiej Izby w dniu 18 lutego 2010 r. Po burzliwej dyskusji projekt został skierowanydo Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia niektórych ustaw z zakresu prawa wyborczego. Na jej posiedzeniach przeprowadzono emocjonalne dyskusje, zarówno o potrzebie uchwalenia parytetów bądź jej braku, jak i zgodności projektu ustawy z obowiązującąw Polsce konstytucją. Komisja powołała ekspertów, którzy mieli dokonać analizy projektu ustawy.
8 lipca 2010 r. komisja nadzwyczajna powoła podkomisję nadzwyczajną do rozpatrzenia obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy Ordynacja wyborcza do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, ustawy Ordynacja wyborcza do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw oraz ustawy Ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego, w związku z wprowadzeniem parytetu płci na listach kandydatów, która zajęła się nim pod względem legislacyjno-technicznym, a także zgłoszonymi poprawkami.
Dwie podstawowe poprawki, Klubu Parlamentarnego PO i pana posła Marka Borowskiego, dotyczyły w kolejności: zmniejszenia wielkości parytetu z 50%do 35% oraz tego, że w ramach wielkości, którą się ustali na danym poziomie, istotna będzie kompozycja trzech pierwszych miejsc i pięciu pierwszych miejsc. Na pierwszych trzech miejscach pan poseł Borowski proponował, że powinien być układ dwa do jednego, wszystko jedno, w którą stronę, natomiast na pierwszych pięciu miejscach powinno być trzy do dwóch. Zgłoszono także poprawkę związaną ze skutkami rezygnacji któregoś z kandydatów z umieszczenia na liście wyborczej, aby nawet po rezygnacji kandydata wielkość została zachowana.
Dyskusja toczyła się także wokół konstytucjonalności obywatelskiego projektu, jednak zdania zarówno uczestników dyskusji, jak i ekspertów były różne. Jedni zdecydowanie podważali konstytucyjność ustawy, uznając, że naruszy ona równouprawnienie, inni uznali, że nie ma podstaw do takich twierdzeń.
Efektem prac Komisji Nadzwyczajnej i powołanej przez nią podkomisji jest niniejsze sprawozdanie wnoszące zmiany do pierwotnego projektu ustawy. Przede wszystkim zmieniono tytuł projektu ustawy, któremu nadano brzmienie: Ustawa o zmianie ustawy Ordynacja wyborcza do rad gmin, rad powiatówi sejmików województw, ustawy Ordynacja wyborcza do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej oraz ustawy Ordynacja wyborcza do Parlamentu Europejskiego. Zrezygnowano z preambuły jako wstępu do aktu prawnego, uznając, że nie ma ona racji bytu, jeśli chodzi o ten typ ustaw. Zmieniono układ artykułów, poczynając od najwcześniej wydanych ordynacji.
W art. 1 dotyczącym wyborów do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw w ustawie z dnia 16 lipca 1998r. Ordynacja wyborcza do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw w art. 98 dodano ust. 2a w brzmieniu: „Na liście, o której mowa w ust. 2 pkt 2: 1) liczba kandydatów kobiet nie może być mniejsza niż 35% liczby wszystkich kandydatów na liście; 2) liczba kandydatów mężczyzn nie może być mniejsza niż 35% liczby wszystkich kandydatów na liście”. Oznacza to zmianę w stosunku do propozycji zawartychw projekcie obywatelskim, w którym założono parytet 50 na 50. Członkowie komisji, uznając,że należy zrealizować sam pomysł wprowadzenia kwoty czy parytetu, postanowili, aby były to kwoty35-procentowe, równe dla kobiet i mężczyzn. Jeżeli będzie taka konieczność, będą one stopniowo zwiększane.
Nie uległ merytorycznej zmianie zapis mówiącyo tym, że aby zarejestrować listę kandydatów, musi być zachowana ustalona kwota 35% dla kobiet i 35% dla mężczyzn. Takie same zmiany w odpowiednich artykułach i ustępach Komisja Nadzwyczajna proponuje w Ordynacji do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej i do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej oraz w Ordynacji do Parlamentu Europejskiego w art. 2 i 3 projektu ustawy. Nie uzyskały akceptacji komisji poprawki dotyczące naprzemiennego umieszczania na listach kobieti mężczyzn oraz poprawka dotycząca konieczności zagwarantowania kwoty w przypadku rezygnacji kandydata. Art. 4 proponowanej ustawy reguluje przepisy przejściowe. Przepisy art. 1–3 mają zastosowanie do wyborów zarządzonych po upływie sześciu miesięcyod dnia wejścia w życie ustawy, z zastrzeżeniem, żew przypadku nowych, przedterminowych i uzupełniającychwyborów do organów stanowiących jednostek samorządu terytorialnego wszystkich szczebli przeprowadzanych w trakcie kadencji, w trakcie której ustawa weszła w życie, stosuje się przepisy dotychczasowe.
Chciałabym jeszcze raz podkreślić, że projekt ustawy wypracowany w trakcie prac w komisji i w podkomisji ma zastosowanie do wyborów w okręgach proporcjonalnych. W wyborach do Senatu, w wyborach do organów wykonawczych samorządu terytorialnegoi w odniesieniu do gmin do 20 tys. mieszkańców kwoty nie będą stosowane.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Komisja Nadzwyczajna do rozpatrzenia niektórych ustaw z zakresu prawa wyborczego przedstawia Wysokiej Izbie sprawozdanie będące wynikiem wielomiesięcznej dyskusji, ale też konsensusu na proponowane rozwiązania. Wszystkie kluby uczestniczące w tej dyskusji poparły przedkładane sprawozdanie, dające szansę na zwiększenie udziału kobiet kandydatów na listach wyborczych i w konsekwencji w polityce. Konieczne są jeszcze inne działania, które nazwałabym pracą u podstaw, zachęcające kobiety do kandydowania na funkcje wybieralne, ale to już jest rola zarówno partii, jak i organizacji pozarządowych. W imieniu Komisji Nadzwyczajnej wnoszę o uchwalenie przedłożonego w sprawozdaniu projektu ustawy. Dziękuję. (Oklaski)
Wicemarszałek Stefan Niesiołowski (PO): Dziękuję bardzo, pani poseł. Sejm ustalił, że w dyskusji nad tym punktem porządku dziennego wysłucha 5-minutowych oświadczeńw imieniu klubów i kół. Otwieram dyskusję. Głos zabierze pani posłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, Platforma Obywatelska.
Poseł Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (PO): Panie Marszałku! Pani Minister! Wysoka Izbo! W polityce jest za mało kobiet. Odbija się to przede wszystkim na jakości polityki, w której nie uwzględnia się wszystkich istotnych społecznie perspektyw. Doświadczenia kobiet, które w naszej kulturze są jednak odmienne niż doświadczenia mężczyzn, w polityce są potrzebne tak samo, jak te, z których już korzystamy. Priorytety i wyczulenie na określone rodzaje problemów związane z doświadczeniem życiowym i zawodowym znajdują swoje odzwierciedlenie w stanowieniu prawa i wykonywaniu władzy na poziomie krajowym i lokalnym.
Aby dobrze rządzić i aby nasz kraj dobrze się rozwijał, na wszystkich szczeblach władzy potrzebujemy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Mówił o tym w 1995 r. Jan Paweł II w swoim orędziu na 28. Światowy Dzień Pokoju. Wspominał on nie tylko o tym, że wzrost liczby kobiet w polityce jest procesem dobroczynnym, ale także o tym, że ten proces wciąż nie jest zakończony. Dlatego dzisiaj nie pytamy: czy, tylko pytamy: jak.
Obywatelska ustawa, którą w skrócie nazywamy ustawą parytetową, proponuje rozwiązanie problemu małego udziału kobiet w polityce poprzez wprowadzenie parytetu płci na listach wyborczych. Na listach wyborczych musi być minimum 50% kobiet. Tak proponowali wnioskodawcy. Większość klubów parlamentarnych w swoich stanowiskach odcięła się od tej propozycji, uznając ją za zbyt radykalną.Wszystkie kluby zgodziły się z diagnozą, że mały udział kobiet we władzy jest niewłaściwy, niesprawiedliwy i mało wartościowy dla państwa, że jest to sytuacja niekorzystna dla rozwoju kraju i że chcemy ją zmienić. Dlatego też skierowano ustawę do komisji, gdzie szczegółowo omówiono zarówno kwestie konstytucyjności, jak i szczególne przepisy zaproponowane w nowelizacji, szukając takiego rozwiązania, które byłoby akceptowane przez wszystkich.
W czasie prac w podkomisji posłowie Platformy Obywatelskiej zaproponowali poprawkę, która zamienia parytet na 35-procentową kwotę dla każdej płci i ogranicza jej stosowanie wyłącznie do wyborówo charakterze proporcjonalnym. Ta poprawka została jednogłośnie przyjęta przez wszystkich członków podkomisji i potem bez sprzeciwu uznana w komisji. Ta propozycja ma charakter równościowy. Jest skierowana nie tyle do kobiet, co do partii politycznych. Zmusza partie i niepartyjne komitety wyborcze do budowania list wyborczych, na których jest nie mniej niż 35% kobiet i nie mniej niż 35% mężczyzn. Z jednej strony pozwala to na elastyczne układanie list, które będą bardziej męskie albo bardziej żeńskie, zależnie od tego, jakie są lokalne uwarunkowania, ale też blokuje budowanie list jednopłciowych, co dotychczas kilkakrotnie się zdarzało, a co wszyscy uznaliśmy za zjawisko zdecydowanie niekorzystne, wręcz patologiczne.
Projekt w poprawionej przez komisję wersji nie wprowadza rewolucji, ale proponuje mechanizm, który pozwoli na stopniowe włączanie kobiet do polityki. Szczegóły oczywiście musi rozstrzygnąć każda z partii politycznych. Platforma Obywatelska organizuje szkolenia, konferencje dla swoich członkiń i sympatyczek. Ostatnio już po raz drugi podjęliśmy uchwałę,która zapewnia kobietom wysokie miejsca na listach wyborczych w wyborach do parlamentu. Sposobów na włączanie kobiet do polityki jest bardzo dużo i wierzę, że wszystkie partie polityczne znajdą działania, które będą skuteczne. Pomysł, żeby problem małego udziału kobiet wpolityce rozwiązać poprzez ustawę, doczekał się dużego grona krytyków. Słyszeliśmy, że ta 35-procentowa kwota to jest nawet taki pomysł na windowanie kobiet wbrew ich kompetencjom, a nawet wbrew ich woli, czyli wciąganie kobiet do polityki na siłę – to znany argument. Daje to fałszywy obraz problemu, ponieważ propozycja,którą omawiamy, odnosi się do list wyborczych.
Chcemy, żeby kobiety kandydowały, nie rozdajemy mandatów. To wyborca ma długopis w ręku i to on wskazuje swojego kandydata albo kandydatkę. Samo zaproszenie na listę wyborczą nie jest żadnym windowaniem. Mandatu nie dostaje się za nic, czyli za sam fakt uczestnictwa w wyborach. Wie to każdy, kto chociaż raz startował. Nieuprawnione są również porównania kwot na listach wyborczych do akcji afirmatywnych, takich jak np. punkty za pochodzenie przy rekrutacji na studia za czasów PRL-u. My nie proponujemy, aby dopisywać kandydatkom głosy powyborach, nie gwarantujemy im określonej puli mandatów w Sejmie, chcemy jedynie, aby znalazły się one na listach wyborczych. Stwarzamy warunki czy, jak ktoś woli, stwarzamy kobietom szansę na to, aby mogłybyć wybrane. Ale przecież wybiera wyborca. Nie ma więc obaw, że w Sejmie będą, jak mówili niektórzy w kuluarach, jakieś tam parytety, nie ułatwiamy zdobycia mandatu, a jedynie stwarzamy równe szanse. (Dzwonek) Ten mandat jest tak samo wartościowy,jak każdy inny. Z tego samego powodu apeluję...Panie marszałku, mogę jeszcze minutkę?
Wicemarszałek Stefan Niesiołowski (PO): Proszę bardzo.
Poseł Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (PO): Z tego samego powodu apeluję o solidarność kobiet, które już są u władzy, z tymi, które do niej dopiero aspirują, tych, które, jak podkreślają, dostałysię do Sejmu bez żadnego parytetu, z tymi, które bez dodatkowej zachęty ze strony partii politycznej pewnie nie znalazłyby się na liście wyborczej. Sama zachęta nie jest jeszcze żadnym windowaniem. Powtórzę. Obecność na liście wyborczej nie oznacza automatycznie mandatu. Wyborcy decydują o tym, kogo wybiorą. Sposób zaproszenia na listę wyborczą nie dzieli mandatów na lepsze i gorsze. Co najwyżej, jeżeli ktoś bardzo chce hierarchizować mandaty, może je uszeregować według liczby głosów oddanych na kandydata, bo to jest jakaś miara wartości politycznej.
Według niektórych głoszonych tez kobiety nie nadają się do polityki, bo polityka jest brutalną, brudną grą. To może znaczyć, czytamy w nawiasie, że kobiety są zbyt wrażliwe, a może zbyt głupie czy niedoświadczone, żeby zaistnieć w polityce. Argumenty te budzą co najwyżej zażenowanie.
Wicemarszałek Stefan Niesiołowski (PO): Proszę powoli kończyć, pani poseł.
Poseł Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (PO): Polityka jest taka, jacy są ludzie, którzy ją tworzą.Jeśli zaprosimy do udziału w polityce ludzi o marnych charakterach, polityka będzie brudna. Charakter nie jest uzależniony od płci, a sprawność poruszaniasię w polityce zależy od doświadczenia, a nie od tego, czy ktoś jest kobietą, czy mężczyzną. Każdy znas znajdzie w pamięci przykłady szlachetnych kobiet i szlachetnych mężczyzn, ale również ludzi o słabych charakterach obu płci. Zaprośmy na listę wyborczą ludzi, których charaktery sprawią, że polityka będzie odpowiedniej jakości. Kobiety nie są gorsze od mężczyzn, nie są lepsze od mężczyzn.
Wicemarszałek Stefan Niesiołowski (PO): Proszę kończyć, pani poseł.
Poseł Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (PO): To nasza historia i kultura, a nie cechy osobowości sprawiają, że w polityce i na najwyższych szczeblach władzy kobiet jest tak mało. Kobiety na całym świecie stosunkowo niedawno uzyskały prawa wyborcze i tych historycznych zapóźnień nie da się nadrobić ot tak, w kilkadziesiąt lat. Kobiety nadają się do polityki tak samo jak mężczyźni. Potrzebują polityki, angażują się z tych samych powodów i mając te same cele, co mężczyźni. Jednak nasza kultura, społeczne role i oczekiwania sprawiają, że kobiety rzadziej niż mężczyźni mogą swoje polityczne zainteresowania i aspiracje realizować: bo dzieci, bo dom, bo opieka nad rodzicami, bo praca zawodowa.
Wicemarszałek Stefan Niesiołowski (PO): Pani poseł, przekroczyła pani czas o połowę. Przykro mi, ale za chwilę będę musiał wyłączyć pani mikrofon.
Poseł Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (PO): W takim razie wygłoszę ostatnią formułę. Klub Platforma Obywatelska popiera projekt ustawy w wersji zmodyfikowanej przez komisję. 35%dla każdej płci to propozycja, która dobrze wpisuje się w politykę wyrównywania szans i budowania społeczeństwa obywatelskiego. W imieniu klubu PO rekomenduję Wysokiej Izbie głosowanie za. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Wicemarszałek Stefan Niesiołowski: Dziękuję, pani poseł. Pan poseł Andrzej Mikołaj Dera, Prawo i Sprawiedliwość.
Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS): Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Pierwsza uwaga: paniom powinno się przyznać na wystąpienia nieco więcej czasu, to tak a propos…
Wicemarszałek Stefan Niesiołowski (PO): Jeżeli przeforsuje pan taką poprawkę w regulaminie, to na pewno…
Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS): To tak na przyszłość. Marszałek decyduje o czasie.(Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich)
Wicemarszałek Jerzy Wenderlich (SLD): Pan marszałek Niesiołowski czekał, bo chciał mieć szczególną przyjemność zapowiedzenia pana posła.
Poseł Andrzej Mikołaj Dera (PiS): Bardzo mi miło. Szanowni państwo, przedstawię stanowisko mojego klubu w sprawie projektu ustawy dotyczącego zmian w projekcie Ordynacji wyborczej mówiącym o tzw. parytecie płci.
Wiele słów dzisiaj padało z tej mównicy o aktywności. Myślę, że trzeba zadać sobie fundamentalne pytanie: Czy aktywność kobiet można wymóc w ustawie, czy chodzi tu o stan ducha, zasady funkcjonowania i pewną kulturę? Dokonajmy krótkiej analizy, czy zapis 35% zagwarantuje kobietom chociażby 35-procentowy udział w parlamencie. (Głos z sali: Nie.) Niestety nie. O tym właśnie mówimy, zaraz dojdziemy do sedna. Czy ta ustawa cokolwiek gwarantuje kobietom, czy nie gwarantuje? Otóż gwarancją aktywności kobiet jest przekonanie każdej formacji politycznej, bo zgadzam się z panią poseł, że ta ustawajest kierowana do partii politycznych, że należy uwzględnić kobiety.
Drogie panie, wierzcie mi, szanuję kobiety, ponieważ są aktywne, wykształcone, miłe, sympatyczne. Przymiotniki te mógłbym mnożyć. Akceptacja pań powinna też wynikać z miejsc, jakie zajęły na listach. Jest to istotne, kluczowe. Byłoto widać w tej kampanii. Debata o aktywności kobiet przyczyniła się do tego, że – patrząc generalnie –znacznie więcej kobiet w tej chwili zajmuje wysokie pozycje na listach. Nie trzeba tworzyć zapisów ustawowych, żeby zapewniać tam miejsce kobietom. Przynajmniej tak jest w Prawie i Sprawiedliwości – nie mamy z tym problemu. Nasze panie otwierały listy, zajmowały tam pierwsze, drugie, trzecie miejsca.
Abstrahując od tego, zastanawiam się, co zrobi Parta Kobiet, która będzie musiała wprowadzić 35--procentowy parytet mężczyzn, ale nie jest to nasz problem. Reasumując: chodzi o przekonanie wewnętrzne, stan ducha, a nie literę prawa. Te zapisy są tak naprawdę zapisami sztucznymi, które niczego kobietom nie gwarantują, są pustym zapisem ustawowym. Wydaje się, że nie o to chodzi, abyśmy tworzyli takie sztuczne zapisy. Popatrzmy, dlaczego są one sztuczne. Jeżeli nie będzie aktywnych kobiet w jakiejś gminie czy w jakimś okręgu, bo o tym mówimy, to parytet zostanie zachowany, bo zostaną wytypowane – za przeproszeniem – tak zwane zapchajdziury: żony czy córki, mężczyzn, którzy kandydują. Niczego to nie gwarantuje, to nie jest dobry kierunek, nie powinniśmy się na tym skupiać.
Powinniśmy natomiast stwarzać warunki ustawowe, żeby kobieta, która chce być aktywna, mogła zostawić dziecko w żłobku czy w przedszkolu, żeby miała gwarancję tego, iż jej aktywność społeczna nie będzie odbywać się kosztem życia rodzinnego, kosztem wychowywania dzieci. To są warunki, które powinniśmy wspierać w tej Izbie. Na tym się skupiać, a nie na dyskusji, czy zapis 35% da jakiekolwiek gwarancje. Myślę, że nie będziemy sięwzajemnie przekonywać, bo tu z ław sama pani posełmówiła, że nie daje to gwarancji. Po co więc wprowadzaćzapisy, które niczego nie gwarantują? Obecnie jest to jednak kwestią jakiejś poprawności politycznej,o tym się mówi. Zapis, który nic nie wnosi, jest gloryfikowany, że kobiety coś wywalczyły.
Szanowne panie, zapisami ustawowymi niczegonie wywalczymy, jeżeli nie będzie zmiany nastawienia, zmiany ducha, rzeczywistej aktywności. Wiele kobiet, z którymi rozmawiałem, mówiło: panie pośle, nie chcę działać dlatego, że są jakieś parytety, chciałabym pokazać, że lepiej od mężczyzn potrafię to zrobić. Są kobiety, które robią to fantastycznie. Obecność pań na tej sali dowodzi, że kobiety bez parytetu spokojnie mogą dostać się na listy. Kobiety zajmują ważne stanowiska państwowe. To – a nie stworzenie jakichś sztucznych mechanizmów i stwierdzenie: w ten sposób mamy większy udział – jest dowodem na to, że w pełni doceniamy ich kobiecość.
Apeluję do wszystkich niezależnie od płci: szanujmy się nawzajem, szanujmy płcie, szanujmy kobiety i mężczyzn. Wybierajmy z list tych, którzy są najlepsi, niezależnie od tego, czy to kobiety, czy mężczyźni, wierzący, czy niewierzący, czy mają taki czy inny kolor skóry, bo zawsze tego typu ustawy segregujące mogą spowodować… (Dzwonek) Już kończę, panie marszałku, nie będę przedłużał. Tego typu ustawy mogą spowodować niebezpieczeństwo, że jakieś inne orientacje czy inne wyznania będą uważały, że też powinny mieć określone minimum procentowe na listach. Jest to droga donikąd. Apeluję o to, żeby kobiety były aktywne, żeby poszczególne partie szanowały je, dawały właściwe, jak najwyższe miejsca – będzie to gwarancją tego, że udział kobiet w polityce będzie właściwy, dużo większy niż w chwili obecnej. Nasz klub nie będzie popierał sztucznych zapisów… (Poseł Marek Borowski: Ale nie będzie też przeciw?) (Poseł Mirosława Nykiel: Nie będzie przeciw? ) …które tak naprawdę niczego kobietom nie gwarantują. Dziękuję bardzo. (Oklaski) (Poseł Halina Rozpondek: Na posiedzeniu komisji klub był za.)
Wicemarszałek Jerzy Wenderlich (SLD): Dziękuję bardzo. Pozwoliłem wybrzmieć głosom z sali. O zabranie głosu w imieniu Klubu Poselskiego Sojusz Lewicy Demokratycznej proszę panią posłankę Stanisławę Prządkę.
Poseł Stanisława Prządka (SLD): Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Kto przez setki lat nie brał udziału w takim przedsięwzięciu, jakim jest polityka, nie zrobi tego tylko dlatego, że ma na to ochotę. Nawet jeśli ma pełnię praw, nie ma pełni szans i możliwości. Dotyczy to kobiet. Przez setki lat kobiety nie brały udziału w polityce. Aby nasza demokracja wyglądała normalnie, by miała zrównoważony udział kobiet i mężczyzn, potrzeba mechanizmów czasowych wspierających kobiety. Są nimi parytety lub kwoty na listach wyborczych.
Ostatnie wybory samorządowe udowodniły bardzo wyraźnie, że kobiety chcą startować, ale faktem jest, że z trudem dostają się na listy wyborcze. Są spychane na dalsze miejsca na listach lub bezskutecznie walczą o utrzymanie się na lepszych pozycjach.W tych wyborach, jak i w poprzednich udział kobiet na listach wyborczych był uwarunkowany wolą mężczyzn, bo to oni ustalają listy wyborcze. Pragniemy,aby od następnych wyborów to nie wola poszczególnych polityków, ale ustawa regulowała kwotowy udział kobiet na listach wyborczych. Pragną tego inicjatorzy obywatelskiego projektu i pragną tego kobiety w Polsce, które pracą udowadniają taką potrzebę.
Posłanka X napisała ponad 900 interpelacji i zapytań poselskich, zaś pan siedzący na tej sali po jej lewej stronie – zaledwie 54 interpelacje i zapytania poselskie, inna posłanka – 167 interpelacji i zapytań, a poseł siedzący za nią zaledwie 20. To właśnie kobiety dbają o jakość pracy posłów.
Jeśli będzie nas więcej, zwiększą się szanse na wzrost zaufania społeczeństwa do prac polskiego parlamentu. Pracujemy zatem dużo i zajmujemy się ważnymii trudnymi tematami. Jedna z posłanek to specjalistka od budżetu, inna jest wybitną specjalistką zzakresu służby zdrowia, kolejna doskonale zna zagadnienia dotyczące środków z Unii Europejskiej, inna specjalizuje się w tematyce związanej z obroną narodową. Nie możecie panowie się za nas wstydzić. Fakty pokazują, że potrafimy być godnym rozmówcą, czasami przeciwnikiem w przypadku takich tematów, jak finanse publiczne, bezpieczeństwo energetyczne kraju czy polityka regionalna. Tak naprawdę dotyczy to każdej innej dziedziny.
Chcemy być partnerami w pracy i w polityce. Od wielu lat udowadniamy wam, że jesteśmy dobrze przygotowane do takiej roli. Szanowni Panowie! Należy otwarcie powiedzieć, że nadszedł już czas, abyśmy były waszymi równorzędnymi partnerkami także w życiu politycznym. Czas udowadniania, że jesteśmy dobrze przygotowane, powinnyśmy mieć to już po prostu za sobą. Oczywiście możemy odwoływać się do zasady demokracji, która opiera się na założeniu, że każdy człowiek ma identyczne prawa i równą godność. Jednakże od lat panowie doprowadzaliście do tego, żeby nie było nas na listach wyborczych, mimo często oddanej pracy na rzecz partii, ale zawsze pracy w drugim rzędzie. To, że nie protestowałyśmy, było błędem. Teraz ten błąd chcemy skutecznie naprawić.
Ta dyskusja dotyczy parytetów, ale tak naprawdępokazuje, że Polska potrzebuje dyskusji o demokracji, o równouprawnieniu kobiet i problemach wykluczenia. Parytety to zmiana priorytetów, która jest wskazana dla polskiego społeczeństwa, dla wszystkich obywateli. Proszę panów o wyjaśnienie mi, dlaczego ustawa hazardowa uchwalona w niespełna 48 godzin jest ważniejsza niż ustawa o żłobkach, której proces legislacyjny toczy się powoli, a przecież tylko 2% dzieci ma zapewnioną opiekę w żłobkach i tylko 28% dzieciw wieku przedszkolnym może korzystać z opieki przedszkolnej.
Jak kobiety mogą samodzielnie, bez pomocy wejść do polityki, kiedy muszą godzić obowiązki i realizować zadania, które rodzina z natury na nie nakłada? (Dzwonek) Jeśli można, panie marszałku, jeszcze chwilę i kończę.
Prezentowane wyniki wyborów samorządowych pokazują, że to świat mężczyzn, a powinien to być świat nas wszystkich. Jesteśmy równoprawną częścią społeczeństwa, chcemy dla tego społeczeństwapracować i potrafimy podejmować wszystkie problemy i kwestie dotyczące każdego obywatela. Nie możecie nam zamykać dostępu do tej możliwości. Klub Poselski Sojusz Lewicy Demokratycznej opowiadał się zawsze za wprowadzeniem w życie parytetów. Przewodniczący naszego klubu Grzegorz Napieralski zarówno w kampanii prezydenckiej, jak i samorządowej eksponował ten problem jako jeden z najważniejszych.
Nie satysfakcjonuje nas przyjęte w sprawozdaniu Komisji Nadzwyczajnej rozwiązanie wprowadzające mechanizm kwotowy: liczba kobiet i mężczyzn na listach nie może być mniejsza niż 35%. Dlatego też w imieniu Klubu Poselskiego Sojusz Lewicy Demokratycznej wnoszę poprawkę, która ma przywrócić możliwość wprowadzenia parytetów.
W przypadku odrzucenia przez Wysoką Izbę naszej poprawki, będziemy jako klub głosować za zaproponowanym, uzgodnionym w drodze konsensu rozwiązaniem, przyjmując, że mechanizm kwotowy ma charakter progresywny i że z wyborów na wybory ta kwotabędzie wzrastać aż do uzyskania parytetu. Dziękuję bardzo za uwagę. Panie marszałku, w imieniu klubu przekazuję na pana ręce poprawkę. (Oklaski)
Wicemarszałek Jerzy Wenderlich (SLD): Dziękuję bardzo.O zabranie głosu proszę panią marszałek Ewę Kierzkowską.
Poseł Ewa Kierzkowska (PSL): Szanowny Panie Marszałku! Panie Posłanki i Panowie Posłowie! Doczekaliśmy się. Nie mówię: doczekałyśmy się, tylko: doczekaliśmy się. Ja zacznę inaczej, podziękuję paniom, które były w to zaangażowane. Miały być na galerii, ale z powodu przyspieszenia dzisiejszego procedowania, jeszcze nie dotarły, a są one mocno zainteresowane tym, o czym dzisiaj dyskutujemy. To one były inicjatorkami tego projektu ustawy. Projekt przez nie złożony spowodował, że wreszcie zajęliśmy się w naszym Sejmie tym niezwykle ważnym problemem. Chciałabym też serdecznie i mocno podziękować wszystkim tym, którzy pracowali w komisjach.
Tak naprawdę chciałabym powiedzieć, że przystąpiliśmy do prac nad tym projektem, nad tą propozycją bez zbędnej zwłoki, aczkolwiek wydawało się na początku, że uchwalenie tego projektu będzie możliwe przed wyborami samorządowymi. Okazało się, że nie, ale może to i dobrze, bo tym bardziej chyba wszyscy, obserwując to, jak były układane listy w trakcie tych wyborów samorządowych, w sumie we wszystkich ugrupowaniach, utwierdzamy się w tym, że potrzebny jest taki projekt i potrzebne są kwoty w przypadku ordynacji wyborczych.
Szanowni Państwo! Pamiętam, kiedy panie przyszłyz tym projektem. Maszerowały od klubu do klubu i rozmawiały z kierownictwami tych klubów. Wszyscy odnosili się do propozycji zawartych w obywatelskim projekcie ustawy w sumie ze sporą rezerwą, ale bardzo ochoczo i chętnie deklarowali, że przecież rozwiążą to w swoich statutach, regulaminach, wewnętrznych przepisach w partiach i poradzą sobie z tym bez przymusu ustawowego. Te deklaracje padły, ale my je pamiętamy. Natomiast to, jak wyglądała realizacja, widać też po tym, co jest umieszczone na stronie Państwowej Komisji Wyborczej. To dotyczy wszystkich ugrupowań, które uczestniczyły tak bardzo aktywnie w tej kampanii samorządowej.
Tak więc jeszcze raz powtórzę, że dobrze, że dzisiaj toczy się dyskusja nad tą propozycją. Oczywiście ona nie jest optymalna – tak jak moja koleżanka przedmówczyni zauważyła – ale jest wypracowana kompromisowa propozycja. Myślę, że to też będzie gwarancja, jeśli chodzi o przyszły parlament. To będą bowiem chyba pierwsze wybory, w odniesieniu doktórych te regulacje będą mogły być zrealizowane. To też gwarancja tego, o czym mówiła koleżanka z Platformy Obywatelskiej. Mamy chyba taką naturalną wrażliwość i potrzebę wypracowywania i dążenia do kompromisu poprzez dialog i porozumienie, rozmowę, konstruktywne propozycje, dlatego że ten projekt został wypracowany właśnie na drodze dialogu i porozumienia w kompromisowym wariancie. To jest też gwarancja, że w przyszłym parlamencie takie rozwiązania i takie praktyki będą częściej stosowane z tego powodu, że nas po prostu może być więcej w tym Sejmie. Czy ten projekt, czy ta ustawa...
(Na galerii obecne są kobiety z komitetu inicjatywy ustawodawczej wraz z reprezentującą go panią prof. Małgorzatą Fuszarą) Dzień dobry, pani profesor, pozdrawiamy. Pan poseł z PiS-u chciał udowodnić, że ten projekt niczego nie gwarantuje. Gwarantuje. Może nie równy dostęp do procedur wyborczych, ale gwarantuje nam ten 35-procentowy udział na listach wyborczych. Tak jak powiedziałam, to nie jest optymalne rozwiązanie, ale ono jest do zaakceptowania. Klub Polskiego Stronnictwa Ludowego będzie je popierał.
Jeszcze raz dziękuję za wypracowanie tego kompromisu i mam nadzieję, że może nie wszyscy w klubie Prawo i Sprawiedliwość podzielają opinię kolegi, który prezentował ich stanowisko na ten temat. Mam nadzieję, że przynajmniej koleżanki z tego klubu dołączą do tego głosu rozsądku, dzięki któremu państwo polskie dołączy do tych demokratycznych państw Unii Europejskiej, w których znakomicie funkcjonuje ten system. W niektórych jako przejściowy, może u nas też kiedyś nie będzie musiało być takiego ustawowego zapisu.
Jeśli chodzi o pesymistów,to powiem, że w tych państwach demokracja znakomicie funkcjonuje i jakoś nie zatrzęsła się ani u podstaw, ani w żadnym innym miejscu z powodu kwot czy też parytetów zapisanych w ordynacjach wyborczych. W Polsce na pewno też tak będzie, a ja jestem przekonana i spokojna o to, że jakość polskiej polityki zdecydowanie się zmieni wtedy, kiedy będzie więcej kobiet w polskim parlamencie. Dziękuję uprzejmie za uwagę. (Oklaski)
Wicemarszałek Jerzy Wenderlich (SLD): Dziękuję, pani marszałek. O zabranie głosu proszę w imieniu koła SDPL pana posła Marka Borowskiego.
Poseł Marek Borowski (SDPL): Dziękuję, panie marszałku. Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Socjaldemokracja Polska zdecydowanie popiera koncepcję zwiększenia udziału kobiet w polityce, co jest oczywiste, bo to wszyscy popierają, ale także uregulowania tej kwestii ustawowo. To, jak rozumiem, nie jest zaskoczeniem dla nikogo, gdyż nasze stanowisko było znane od dawna.
Oczywiście projekt obywatelski był projektem dalej idącym. Propozycja została skonstruowana trochę inaczej jako kwota. Myślę, że również sami inicjatorzy tej ustawy zdawali sobie sprawę z tego, że ten projekt przejdzie tylko na zasadzie pewnego konsensusu. Pytanie dotyczyło tego, na jakim poziomie zostanie on osiągnięty. Uważam osobiście, że jest to poziom dobry. Przypomnę, że w tej chwili mamy ok. 20% kobiet w Sejmie i mniej więcej tyle samo było ich na listach. Z grubsza zatem można powiedzieć – oczywiście w przypadku różnych partii różnie się to kształtowało – że średnia jest mniej więcej taka. A zatem 35-procentowa kwota oznacza prawie podwojenie liczby kobiet na listach. To jest bardzo duży skok, który będzie wymagał także od partii politycznych pewnej pracy u podstaw.
Trzeba zwrócić uwagę na to, że ta ustawa wchodzi w życie w końcu tego roku, a może na początku przyszłego. Wchodzimy tutaj w pewną kolizję z Kodeksem wyborczym, o czym tu nikt nie wspominał. Kodeks wyborczy, który już został opracowany i jest sprawozdanie, a na następnym posiedzeniu prawdopodobnie będziemy go przyjmować, przewiduje właśnie te kwestie, a wchodzi on w życie w lutym, czyli w związku z tym na kilka miesięcy przed wyborami praktycznie ta ustawa, można powiedzieć, wejdzie w życie. Oznacza to, że taki skok z 20% do 50% mógłby stworzyć pewneproblemy. 35% w tej sytuacji jest rozwiązaniem moim zdaniem optymalnym. Może lepszym rozwiązaniembyłoby 40%, ale nie będziemy tutaj po aptekarsku tego mierzać, bo to jest i tak wiele.
Pan poseł Dera niestety pozostawił nas nieutulonychw żalu i opuścił. Nie całkiem było jasne, co zrobi PiS w tej sprawie, ale mam nadzieję, że przynajmniej nie będzie przeciw, bo zwyczajnie nie wypada, gdyż ten projekt powinien być przyjmowany dość konsensualnie. Jeśli już innych argumentów nie ma, bo tych argumentów jest bardzo wiele – przemawiając z tej mównicy, pani prof. Fuszara prztoczyła ich bardzo wiele, również na posiedzeniu komisji one się pojawiały i nie ma co ich powtarzać – jeśli jednak ktoś nie jest przekonany do tych argumentów, to niech przyjmie proste, logiczne rozumowanie. Po pierwsze, czy to rozwiązanie zaszkodzi w czymkolwiek? Odpowiedź jest jednoznaczna: nie zaszkodzi, z całą pewnością.Po drugie, czy może pomóc? Niech będzie 10%szans, niech będzie 15%. Ja uważam, że jest więcej,ale niech będzie tyle. Może pomóc? Może pomóc. Wobec tego, że tak powiem, podejdźmy do tego życzliwie,mówiąc krótko.
Pozostaje jeszcze jedna sprawa, ja tę poprawkę zgłaszałem i pani poseł sprawozdawca o tym wspomniała. Jeśli bowiem powiedzieliśmy już A, to powiedzmy B. Sprawa nie polega tylko na tym, że troszkę więcej niż 1/3 miejsc będzie zarezerwowana dla każdej z płci, oczywiście mówmy tu o kobietach, bo praktycznie wiemy, że na razie kobiet jest mniej. Wiemy doskonale, że na listach jest od 14 kandydatów, jak do tej pory, nawet do 38. Nowy kodeks zmniejsza liczbę tych kandydatów, ale i tak będzie togdzieś od 11 do 29. W takich warunkach można oczywiście wypełnić normę i tę 1/3 kobiet umieścić, ale umieścić na pozycjach, a taka jest natura naszych wyborów i, że tak powiem, nie uciekajmy od tego stwierdzenia, że to miejsce ma pewne znaczenie. W związku z tym można od tego uciec, można te panie umieścić na takich miejscach, że raczej będą miały mniejsze szanse. Chciałbym powiedzieć, że to będzie miało potem znaczenie dla oceny funkcjonowania tego przepisu.
Mianowicie gdyby się okazało – niemożemy tego przecież dzisiaj zagwarantować – że ten rozkład miejsc nie jest korzystny, i potem, nawet po tych wyborach najbliższych, stwierdzilibyśmy, że niewiele to dało. I wówczas wszyscy krytycy spytają: Po co ten przepis, prawda? Okazałoby się, że on nic do sprawy nie wniósł. (Dzwonek) Jeśli można, to jeszcze chwilę, panie marszałku. Wszelkie próby na przykład później zwiększenia tej kwoty do 40% byłyby skazane na niepowodzenie i w ogóle ocena tej koncepcji byłaby negatywna, to byłoby fatalne. A dlaczego? Ano dlatego, że nie zapewniono także pewnego rozkładu miejsc. Otóż wniosek, żeby to był rozkład suwakowy, czyli naprzemienny, upadł i do niego nie wracam, natomiast propozycja, którą wtedy zgłaszałem i teraz w imieniu koła zgłaszam, która mówi o tym, żeby w pierwszej trójce była co najmniej jednaosoba każdej płci, czyli ten stosunek 2:1 – jak pani poseł powiedziała – a w pierwszej piątce stosunek 3:2,podtrzymuję i apeluję do wszystkich, którzy będą wogóle głosowali za tymi kwotami, żeby nie robili pół kroku, tylko żeby zrobili cały krok do przodu, bo tylko wtedy rzeczywiście posuniemy się do przodu. Paniemarszałku, przedkładam tę poprawkę.
Wicemarszałek Jerzy Wenderlich (SLD): Dziękuję bardzo.
Poseł Marek Borowski (SDPL): I na koniec chciałbym pogratulować, choć zrobiła to już pani marszałek Kierzkowska, ale powtórzę: jestem pod wrażeniem tej inicjatywy podjętej przez grupę kobiet, które zmobilizowały ich znacznie więcej, ale także i mężczyzn, które zorganizowały Kongres Kobiet, jeden, drugi, niedługo będzie trzeci. Jest to wielka obywatelska inicjatywa, wielka obywatelska aktywność.
Myślę, że tak sobie wyobrażamy społeczeństwo obywatelskie, które potrafi także zmienić rzeczywistość poprzez aktywność, poprzez mądrość, którą panie wykazały, ale także i panowie wspierający, bo tacy też jednak byli. Tak więc składam gratulacje wszystkim paniom, pani profesor, która gdzieś tam mignęła, paniom, które działały w Kongresie Kobiet Polskich, jego Radzie Programowej. Mam nadzieję,że uchwalimy tę ustawę i że o jej pozytywnym efekcie – już po najbliższych wyborach parlamentarnych– będziemy mogli się przekonać tutaj, w ławach poselskich. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Wicemarszałek Jerzy Wenderlich (SLD): Dziękuję panu marszałkowi Borowskiemu. Do zadania pytania zapisało się czterech posłów.Czy ktoś z państwa chciałby jeszcze wpisać się na tę listę? Nie widzę. Zamykam więc listę tych, którzy chc ązadać pytanie. Pierwszy zada pytanie pan poseł Piotr Stanke, Prawo i Sprawiedliwość. Może dla bezpieczeństwa ustalmy…
Poseł Piotr Stanke (PiS): Wystarczy minuta.
Wicemarszałek Jerzy Wenderlich (SLD): Wystarczy minuta. Może inni będą chcieli trochę dłużej.
Poseł Piotr Stanke (PiS): Może więcej.
Wicemarszałek Jerzy Wenderlich (SLD): Czyli półtorej minuty, dobrze? Półtorej minuty.
Poseł Piotr Stanke (PiS): Dziękuję bardzo. Panie Marszałku! Pani Minister! Wysoki Sejmie! O, i leśnicy przyszli. Nasunęło mi się w związku z tym pytanie, czy też będą parytety wśród leśników, bo widzę, że to są sami mężczyźni, więc 35% kobiet może też by się przydało.
Wracam jednak do pytania. Według art. 32 konstytucji wszyscy są równi wobec prawa. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. Ogólne odniesienie do zasady równości znalazło się ponadto w preambule konstytucji, w której mowa o wszystkich obywatelach Rzeczypospolitej, wszystkich, o równych prawach i powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski.
Na tej podstawie można przyjąć, że nasz system prawny z konstytucją na czele zapewnia ochronę praw obywatelskich, w tym zasady równości. Oczywiście należy uznać, że cel, który od początku przyświecał tej ustawie, czyli zwiększenie liczby kobiet biorących aktywny udział w polityce, jest niezwykle pożądany i słuszny, ale czy przyjęte w projekcie zasady będą temu służyły? Moje pytanie dotyczy samego sensu stanowienia prawa w tym względzie. Czy nasze wysiłki nie powinny skoncentrować się raczej na aktywizacji kobiet i mężczyzn, poparciu nowych inicjatyw służących budowie społeczeństwa obywatelskiego, a nie stanowieniu sztucznych procentowych parytetów? Na marginesie mogę jeszcze powiedzieć, że gdy układałem listy w ostatnich wyborach do samorządów, miałem takie, gdzie na pierwszych 3–4 miejscach były kobiety. Zgodnie z tą ustawą, która mawejść w życie, musiałbym to zmienić. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Wicemarszałek Jerzy Wenderlich (SLD): Dziękuję bardzo. Trafniej jednak niż pan poseł przewidziałem, że będzie potrzebne 1,5 minuty. O zadanie pytania proszę panią poseł Grażynę Ciemniak z SDPL.
Poseł Grażyna Ciemniak (SDPL): Panie Marszałku! Pani Minister! Panie i Panowie Posłowie! Obywatelski projekt ustawy przewiduje, że liczba kobiet na liście okręgowej nie powinna być mniejsza niż liczba mężczyzn. Kobiety stanowią 51%obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, a jak już wcześniej wiele osób podkreślało, w składzie organów władzy publicznej stanowią zdecydowaną mniejszość. Warto przypomnieć, że w Sejmie jest nas 20%, a w Senacie tylko 8%. Dotychczas partie polityczne deklarują poparcie dla większego udziału kobiet na listach wyborczych, jednak bez efektów. Dlatego też uważam, że potrzebna jest regulacja prawna.
Chciałabym również zauważyć, że z art. 23 Karty PrawPodstawowych Unii Europejskiej wynika, iż zasada równości płci nie stanowi przeszkody w podejmowaniu środków zapewniających określone korzyści dla płci niedostatecznie reprezentowanej. To tylko wzmacnia nasze starania legislacyjne, aby zwiększyć udział kobiet na listach wyborczych. Uważam, że ten wysiłek warto podjąć, aby na listach wyborczych było nie mniej niż 50% kobiet. Jest to możliwe. Chcę powiedzieć, że w ostatnich wyborach samorządowych na liście mojego komitetu wyborczego było 50% kobiet, i to na pierwszych miejscach. Kobiety chętnie kandydowały do samorządu, bardzo aktywnie uczestniczyły w kampanii wyborczej. (Dzwonek)
Mam pytanie w związku z tym, że w sprawozdaniu proponuje się 35% kobiet na listach wyborczych: Jakie jest uzasadnienie nieuwzględnienia odważnej propozycji z projektu obywatelskiego? Czy naprawdę nie było szans na przekonanie panów, kolegów posłów, do parytetu z projektu obywatelskiego? Dziękuję za uwagę. (Oklaski)
Wicemarszałek Jerzy Wenderlich (SLD): Dziękuję bardzo. O zadanie pytania proszę panią poseł Zdzisławę Janowską, SDPL.
Poseł Zdzisława Janowska (SDPL): Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Bezwzględnie nadszedł ten dzień, kiedy wreszcie można będzie mówić o ustawowym doreprezentowaniu kobiet startujących w wyborach do Sejmu, Senatu i władzy samorządowej. Upłynął bardzo długi okres od momentu rozpoczęcia naszej kilkunastoletniej walki o wprowadzenie ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn, która do tej pory nie została należycie potraktowana. Mamy coś, co jest – powiedziałabym – początkiem pożądanych zmian. Mówię to jako osoba nieustannie walcząca o prawa kobiet i funkcjonowanie kobiet w gremiach decyzyjnych w każdej sferze życia. Mówię również jako osoba związana z Kongresem Kobiet, będąca w jego Radzie Programowej i jako parlamentarzystka.
Już po raz trzeci jestem w parlamencie i wiem, co to znaczy dostać się do niego, i wiem, ile to kosztuje. Trzeba naprawdę bez przerwy udowadniać, że naprawdę jest się dobrą, żeby nareszcie można było wzbudzić oczekiwany respekt i szacunek kolegów drugiej płci. Kobiety sprawdzają się wszędzie, w każdym miejscu, również w polityce. Uważam, że ta propozycja dotycząca 35% jest stanowczo za mała. Ja równieżnie dalej jak parę dni temu zakończyłam swoją kampanię wyborczą i w moim komitecie wyborczym kobiet było więcej aniżeli 50%. I naprawdę one chciały być na pierwszych miejscach. (Dzwonek)
Moje pytanie do koleżanki prowadzącej prace ustawodawcze brzmi następująco: Dlaczego nie udało się wprowadzić jeszcze dodatkowej zmiany, takiej, żeby kobiety nie były zepchnięte na dalsze miejsca, tylko znalazły się na czołowych miejscach na każdej liście wyborczej? Czy tego rodzaju zmiany były bojkotowane, czy mamy szanse dalej pracować nad wprowadzeniem pożądanych zmian? Bo nic nam po tym, kiedy będziemy na miejscach ostatnich, począwszy np. od 10. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Wicemarszałek Jerzy Wenderlich (SLD): Dziękuję bardzo.O zadanie pytania proszę pana posła Franciszka Jerzego Stefaniuka z klubu PSL.
Poseł Franciszek Jerzy Stefaniuk (PSL): Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Kochane Kobiety! Jesteśmy za tym, żeby było was jak najwięcej na wszystkich stanowiskach. Na poparcie moich słów chcę powiedzieć, że klub Polskiego Stronnictwa Ludowego usatysfakcjonował 100% kobiet, powierzając kobiecie nawet funkcję wicemarszałka Sejmu.
Mam pytanie wiążące się z pewnym niepokojem, ponieważ bardzo często nie chodzi o lekceważenie kobiet, tylko o kwestię znalezienia chętnych, by zgodzili się na swoją obecność na listach wyborczych. W takiej sytuacji pytam: Jeśli na liście nie będzie określonej liczby przedstawicieli obu płci, tak jak wymaga ustawa,to co z nią będzie, czy mają pozostać wolne miejsca? Na przykład jeśli będzie dużo kobiet, a mało mężczyzn, to czy ta lista będzie zarejestrowana, czy nie? (Poseł Halina Rozpondek: Nie będzie zarejestrowana.)
No właśnie, są takie problemy. Chodzi o to, żebyśmy nie doszli do takich sytuacji, jakie były w minionym, starym systemie, że… (Poseł przemawia przy wyłączonym mikrofonie) (Poseł Ewa Kierzkowska: Prosimy o włączenie mikrofonu.) (Poseł Stanisław Kalemba: Zmiana marszałków.)(Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Marek Kuchciński)
Wicemarszałek Marek Kuchciński (PIS): Przepraszam. Proszę bardzo.
Poseł Franciszek Jerzy Stefaniuk (PSL): Pamiętam, że ordynacja wyborcza w starym systemie była bardzo skuteczna, ponieważ zakładała istnienie pewnego klucza, tylko że wtedy nie było wyborów. Wtedy kobiety były tak jakby z nominacji. (Dzwonek) Panie marszałku, przez chwilę miałem wyłączony mikrofon. A ja tak lubię na kobiety popatrzeć. Patrzcie, jak jest miło, kiedy jest zachowany parytet na sali. Chcielibyśmy, żeby istniał taki parytet, żeby było coraz więcej kobiet – jeszcze raz to powiem – tylko żebyśmy się nie zapędzili.
Widziałem, przyglądając się układaniu list wyborczych w wyborach samorządowych, że są takie formacje polityczne, które w ogóle nie obsadziły wszystkich miejsc, nie dotrzymując nawet parytetu. W ogóle chętnych nie znaleziono, ani kobiet, ani mężczyzn. Chodzi o to, żebyśmy sobie czegoś czasem nie skomplikowali. Natomiast powiem z ręką na sercu, że wolałbym w następnej kadencji nie startować,tylko żeby startowała moja żona. Ale kto ją namówi? (Oklaski)
Wicemarszałek Marek Kuchciński (PiS): Dziękuję panu marszałkowi.Teraz o zabranie głosu proszę sprawozdawcę komisji panią poseł Halinę Rozpondek. Proszę bardzo.
Poseł Halina Rozpondek (PO): Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Szkoda, że nie ma pana posła Dery, który najbardziej kontestował sens dzisiejszego procedowania. Otóż chciałabym bardzo mocno podkreślić, stojąc przed Wysoką Izbą, że procedujemy nad obywatelskim projektem ustawy, pod którym podpisało się ponad 150 tys. osób i który został przekazany do marszałka i do komisji. Musimy dać szansę naszym obywatelom, naszym wyborcom, aby mogli wnosić swoje projekty ustaw, tym bardziej że o parytetach i zwiększeniu udziału kobiet w polityce, jak podkreślałam w sprawozdaniu, dyskutujemy w Polsce od wielu lat.
Tak jakpowiedział pan marszałek Borowski, ta ustawa – już wypracowana przez komisję – na pewno nikomu nie zaszkodzi, ale też niczego nie zagwarantuje. Ustawa nie mówi, że w Sejmie bezwzględnie musi być obecnych 35% kobiet czy mężczyzn, tylko mówi, że kobiety i mężczyźni w równych wielkościach, 35%, mają być na listach wyborczych, mają być kandydatami. To jest danie szansy, aby kobiety aktywnie włączyły się w życie polityczne. Chodzi o to, aby uwierzyły, że jeżeli będą na liście wyborczej, to mają szansę na pracę publiczną.
W wyborach samorządowych – tak moja koleżankatu obecna obliczyła – na listach było około 31% kobiet. I to już jest, proszę zwrócić uwagę, dojście do tego parytetu. Tyle że są obszary – szczególnie komitety lokalne – w których w ogóle nie ma kobiet. Bardziej zwracają na to uwagę komitety partyjne. Tam zazwyczaj kobiety w odpowiednich proporcjach uczestniczą w kandydowaniu. Chcemy wyrównać te szanse, chcemy, żeby zarówno komitety lokalne, jaki komitety partyjne były zobowiązane do zachowania 35-procentowego parytetu.
Pani poseł Prządka i pani poseł Ciemniak pytały, dlaczego nie zagwarantowaliśmy w tym projekcie – nie pozostawiliśmy tak, jak było w inicjatywie kobiet– aby to było 50%. Naprawdę nic wspólnego nie mają z tym nasi koledzy posłowie. To była bardzo poważna, długa, kilkumiesięczna dyskusja. Chciałabym powiedzieć, że nie brakowało głosów, a może nawet było więcej głosów, że ta ustawa w ogóle jest bez sensu. Chcieliśmy koniecznie wypracować taki konsensus, który pozwoli nam spróbować, który pozwoli rozpocząć od kwoty 35%, by zwiększać ten parytet, jeżeli będzie taka potrzeba, o tym mówiłam w sprawozdaniu. To jest wypracowany konsensus. Na 50% nie zgadzała się większość w klubach. 35% to jest to, co wypracowano w komisji, to chciałabym podkreślić. Nie ma pana posła Dery, ale również on to zaaprobował jako przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości. Dzięki temu mamy konsensus na 35%.
Jestem przekonana, że Wysoka Izba to uchwali. Pan marszałek Borowski zmienił trochę sens poprawki, ale ona jest podobna – chodzi o kobiety w pierwszej trójce i w pierwszej piątce. Oczywiście poprawka będzie rozpatrywana zarówno przez komisję, jak i przez Wysoką Izbę. Myślę, że to jest rola partii politycznych i komitetów wyborczych, aby poważnie podejść do uchwalonej ustawy, aby rzeczywiście realizować zapisy, nie w ten sposób, że daje się kobietom ostatnie miejsca na listach, tylko tak, żeby znalazły się na pierwszych trzech czy pierwszych pięciu miejscach.
Nasza partia – jak podkreślała pani poseł Kozłowska-Rajewicz – ma taką uchwałę i mamy zagwarantowane: jedna kobieta w pierwszej trójce i dwie kobiety w pierwszej piątce. Tak powinny do tego podejść wszystkie poważne partie polityczne, które dzisiaj albo są za tym, żeby był parytet, jak słyszeliśmy z lewej strony, albo, jak mówił pan poseł Dera, jak PiS są otwarci na kobiety i kobiety mają tam duże szanse.
Pan poseł Stefaniuk pytał, co będzie w przypadku braku na liście parytetu. Otóż lista nie będzie zarejestrowana. Taki zapis jest proponowany. Pozostał rok do wyborów parlamentarnych, więc partie i komitety wyborcze powinny się przygotować do ustaleniana liście takich proporcji, jakie będą w uchwalonej, mam nadzieję, przez Wysoki Sejm ustawie. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Wicemarszałek Marek Kuchciński (PiS): Dziękuję bardzo, pani poseł. Zamykam dyskusję. W związku z tym, że w czasie drugiego czytania zgłoszono do przedłożonego projektu ustawy poprawki, proponuję, aby Sejm ponownie skierował ten projekt do Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia niektórych projektów ustaw z zakresu prawa wyborczegow celu przedstawienia sprawozdania. Jeżeli nie usłyszę sprzeciwu, będę uważał, że Sejm propozycję przyjął. Sprzeciwu nie słyszę. Dziękuję bardzo państwu.
Sp r a w o z d a n i e St e n o g r a f i c z n e z 78 posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiejw dniu 24 listopada 2010 r. (drugi dzień obrad)
Anna Dryjańska on 25/11/2010 in demokracja, komisja NOW, Kongres Kobiet, PiS, PO, PSL, SDPL, Sejm, SLD, wybory samorządowe | Permalink | Comments (0) | TrackBack (0)
Głosuję na kobiety. Ty też? Podaj dalej - udostępnij.
Anna Dryjańska on 21/11/2010 in grafika, wybory samorządowe | Permalink | Comments (0) | TrackBack (0)
Nie obawiam się, że parytet spowoduje obecność niewykwalifikowanych i nieprzygotowanych do rządzenia kobiet. Bo jaki jest miernik kwalifikacji politycznych i gdzie są ci kompetentni i świetni faceci, z którymi nam, kobietom, byłoby tak ciężko konkurować?
Gdy często oglądamy polityków, którzy mają nikłą wiedzę w najważniejszych dla państwa tematach (w tym również sprawach dotyczących kobiet), a jednak wyrażają swoje opinie i w naszym imieniu podejmują decyzje, to ja w ogóle nie boję się o kobiety w polityce.
źródło: Prawo i płeć, wydanie specjalne 2009/2010, Centrum Praw Kobiet; grafika: ngo.pl
Anna Dryjańska on 17/11/2010 in demokracja | Permalink | Comments (0) | TrackBack (0)
W zeszłym roku zbierałaś podpisy pod parytetem.
Przypadkiem. Jedna dziewczyna zapytała, czy bym nie podpisała, podpisałam. Potem spytała, czy bym nie wzięła listy. Wzięłam.
A dlaczego te parytety są takie ważne?
Bo kobiety powinny mieć większą siłę decyzyjną i żeby to osiągnąć, muszą pchać się do władzy.
Myślisz, że kobiety mogłyby zmienić Polskę? Ale na jaką?
Nie jestem w żadnej partii, ale wydaje mi się, że kobiety są bardziej wrażliwe na sprawy społeczne.
źródło tekstu: Potencjalnie uzdolniona, wywiad z Katarzyną Kozyrą w magazynie Twój Styl, nr 8 (241), sierpień 2010, str. 41; źródło grafiki: dwutygodnik.com
Anna Dryjańska on 17/07/2010 in dyskryminacja płciowa | Permalink | Comments (0) | TrackBack (0)