Source: http://polonus.forumoteka.pl/viewtopic.php?t=424
Timestamp: 2017-01-21 08:29:10
Legal References Found: art. 76
 art. 58
 art. 78
 art. 93
 art. 91
 art. 33
 art. 62
 art. 36
 art. 39

Document Content:
ARCHIWUM :: Dlaczego Konstytucja Kwietniowa po 89 wylądowała w koszu?
polonus.forumoteka.plArchiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Rejestracja Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zaloguj Dlaczego Konstytucja Kwietniowa po 89 wylądowała w koszu?
Wysłany: Sro Paź 29, 2008 9:24 am Temat postu: Dlaczego Konstytucja Kwietniowa po 89 wylądowała w koszu?
Na blogu "Sowiniec" Jerzy Bukowski podniósł ciekawą kwestie dotyczącą bezpośrednio sfery językowej, ale będącej konsekwencją poważnego sporu politycznego dotyczącego obowiązywania Konstytucji Kwietniowej po II wojnie światowej.
Oto felieton Jerzego Bukowskiego na blogu "Sowiniec":
Cytat:	Nie było rządu londyńskiego!
Od kilkunastu lat z uporem godnym tej - z pozoru tylko mało istotnej - sprawy walczę o właściwe nazywanie konstytucyjnych władz Polski, które od 17 września 1939 do 22 grudnia 1990 roku funkcjonowały na obczyźnie: najpierw we Francji, a następnie w Wielkiej Brytanii. Bardzo często w naszych mediach używa się w stosunku do nich określenia "rząd londyński". Jest to z gruntu fałszywe sformułowanie, jako że był to rząd polski, tyle że z uwagi na przegraną przez II Rzeczpospolitą kampanię jesienną (nie wrześniową, dlaczego zapominamy o paru pełnych chwały dniach oporu przeciw Niemcom i Sowietom w październiku?) 1939 roku zmuszony do czasowego wypełniania swoich obowiązków na terytorium państw sojuszniczych. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, rezydujący w zastępczym "zamku" przy 43 Eaton Place w Londynie ostatni prezydent II RP Ryszard Kaczorowski przekazał insygnia władzy pierwszej głowie państwa III RP - Lechowi Wałęsie. Tę błędną nomenklaturę stosują różne media, od skrajnie lewicowych po uważające się za prawicowe. Zamiast pisać zgodnie z prawdą historyczną: prezydent i rząd II RP na uchodźstwie (ewentualnie: emigracyjny), nagminnie stosują określenie "londyński". Rozumiem, że w taki właśnie perfidny sposób komunistyczna propaganda chciała w epoce PRL przeciwstawić prawowite, działające w oparciu o stosowne zapisy konstytucji RP z 23 kwietnia 1935 roku i uznawane przez wszystkie kraje świata władze państwowe II Rzeczypospolitej mianowanym przez Stalina uzurpatorom najpierw ze Związku Patriotów Polskich, a od 22 lipca 1944 roku z kłamliwie przedstawianego jako legalny, aczkolwiek tymczasowy rząd Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Dlaczego ten fatalny i nie mający żadnego uzasadnienia w faktach historycznych błąd językowy jest jednak z upodobaniem masowo powielany przez wielu dziennikarzy w niepodległej III Rzeczypospolitej? Ciekawe, że kolejnych ekip rządzących zniewoloną po 1944 roku przez Sowietów Polską nie określają oni mianem "rządów warszawskich". A byłoby to całkiem adekwatne ich nazwanie, jako że stanowiły one coś na kształt zarządu polskiej guberni ("priwislianskiego kraju"), którego skład każdorazowo ustalano w Moskwie. Apeluję więc do braci dziennikarskiej o wykreślenie z jej podręcznego słownika wyrażenia: "rząd londyński" i zastąpienie go jedynie prawidłowym określeniem: "rząd RP na uchodźstwie”. http://bukojer.salon24.pl/99771,index.html
Ten felieton spowodował dyskusje, która miała dwa nurty.
Pierwszy nurt dotyczył problemów językowych: rząd w Londynie był rządem "na wychodźstwie", czy "na uchodźstwie", wojska "radzieckie" czy "sowieckie". Te kwestie językowe (aczkolwiek ciekawe) tutaj pomijam i zainteresowanych odsyłam do źródła.
Drugi nurt dotyczył kwestii politycznej, której konsekwencja jest powyższy spór językowy - czy (sic!), a jeśli tak to do kiedy obowiązywała Konstytucja Kwietniowa?
Cytat:	Nie lubię zbyt poważnego podejścia do historii więc z przymróżeniem oka
zapytam kim rządził "rząd RP na uchodźstwie”?
2008-10-28 18:28trzymilionowy.post	Cytat:	trzymilionowy.post
Rządził sumieniami prawych Polaków, którzy nigdy nie pogodzili się z uzurpatorską władzą komunistów, narzuconą przez obce mocarstwo. Strzegł narodowych imponderabiliów i prawowitej konstytucji.
Pamiętam, z jakim wzruszeniem wchodziłem zawsze do "zamku" na 43 Eaton Place w Londynie. Czułem, że zanurzam się w polskości cierpliwie czekającej na swój triumf i kultywującej to, co najlepsze w naszej patriotycznej tradycji.
Szkoda, że w 1989 roku nie została przywrócona choćby na jeden dzień konstytucja z kwietnia 1935 roku tylko po to, by zaświadczyć legalistyczną ciągłość III RP z II RP. Następnego dnia można by ją byłoby znowelizowac, zachowując jednak to, co ponadczasowe.
2008-10-28 18:35Sowiniec	Cytat:	trzymilionowy.post
Państwo ma wymiar metafizyczny, Rząd na Wychodźstwie był materialną emanacją idei Państwa Polskiego.
Pańska ironia jest nie na miejscu.
2008-10-28 18:51nołnejm	Cytat:	Nie dziw się jednak podejściu dziennikarzy ponieważ
ten rząd był tak naprawdę dość egzotyczny i nie mógł nic.
2008-10-28 19:11trzymilionowy.post	Cytat:	Moja ironia wcale nie oznacza, że ich szanuję i jak najbardziej jest na miejscu.
Realnym rządem Polski były PZPRowskie kliki mające faktycznie władzę i tyle.
2008-10-28 20:01trzymilionowy.post	Cytat:	@
"Realnym rządem Polski były PZPRowskie kliki mające faktycznie władzę i tyle." I tu dochodzimy do początku- jak zdobyto ww. władzę?
Oczywiście zaraz przyjdzie Chevalier i będzie wywodził międzynarodowego uznania, umów itp.
2008-10-28 20:21Unicorn	Cytat:	Autor - zgoda, choć problem jest szerszy ...
... i dotyczy nie tylko kwestii, który z rządów po II wojnie światowej był "legalny", ale także kwestii - do kiedy obowiązywała Konstytucja Kwietniowa.
Oczywistym jest, że rząd polski w Londynie po II wojnie światowej miał znaczenie jedynie i aż symboliczne - był symbolem niezgody na fakty dokonane na ziemiach polskich przy współudziale państw Zachodu.
Rząd ten działał na podstawie Konstytucji Kwietniowej (która przewidywała - w okresie wojny, do czasu podpisania pokoju, a pokoju z Niemcami po II wojnie nigdy nie podpisano nigdy, możliwość wyznaczania przez ustępującego Prezydenta RP swojego następcy). Tak więc póki obowiązywała Konstytucja Kwietniowa, to rząd na wychodźstwie był legalny (przynajmniej w świetle prawa konstytucyjnego II RP, gdyż w świetle prawa międzynarodowego od lata 1945 roku nie był już uznawany przez państwa zachodnie za rząd Polski).
Sęk w tym, że trudno jest ustalić datę, w której Konstytucja Kwietniowa obowiązywać przestała. Wydawać by się mogło, że data ta jest dzień wejścia w życie Małej Konstytucji z roku 1992. Tak jednak nie jest. Mała Konstytucja nawiązywała bowiem do konstytucji PRL z 22 lipca 1952 roku i nic nie wspominała o Konstytucji Kwietniowej. Archiwum Sejmu dot. I Kadencji jest obecnie niedostępne (od kilku już miesięcy), gdyż moglibyśmy prześledzić dyskusje poprzedzająca uchwalenie Małej Konstytucji. Powiem tylko tyle - został zgłoszony wniosek dotyczący nawiązania do Konstytucji Kwietniowej i wniosek ten został odrzucony.
A czytelnicy tego bloga niech zgadną, kto ten wniosek zgłosił i kto głosował przeciwko. Wszak posłowie SLD to było zaledwie ok. 60 głosów w Sejmie I Kadencji...
Z góry mówię, że obiegowe wyobrażenia nt. postawy różnych posłów w Sejmie 1991 - 1993 się nie sprawdzają. O Konstytucje Kwietniową nie upomnieli się bowiem ci, którzy dziś najwięcej mówią o dekomunizacji i tak chętnie powołują się na II RP.
No cóż, krowa, która dużo ryczy zwykle mało mleka daje :)
2008-10-28 20:33Bohun	Cytat:	jak zdobyto ww. władzę?
W bardzo prosty sposób, prawem silniejszego i mającego zbrojne poparcie mocarstw tamtych czasów.
2008-10-28 21:16trzymilionowy.post	Cytat:	Bohun,
ja akurat dobrze pamiętam, że to Konfederacja Polski Niepodległej starała się przeprowadzić w Sejmie ustawę o restytucji niepodległości w oparciu o nawiązanie do Konstytucji Kwietniowej. Chwała jej za to!
2008-10-28 21:27Sowiniec	Cytat:	Autor
Ustawa o Restytucji Niepodległości (odrzucona przez Sejm I Kadencji na początku 1992 roku - zgodnie przez wszystkie siły, które brały udział przy Okrągłym Stole, po obu stronach) to jedno, a Mała Konstytucja to drugie.
Mała Konstytucja uchwalona została przez Sejm I Kadencji dopiero w październiku 1992 roku - kilka miesięcy po upadku rządu Olszewskiego. Częściowo uchyliła ona konstytucje PRL, natomiast nie zawierała żądnego odniesienia do Konstytucji Kwietniowej.
Natomiast masz rację - to osamotniona KPN dopominała się (niestety bezskutecznie) o zapis w Małej Konstytucji, który odnosiłby się do Konstytucji Kwietniowej. Brak tego zapisu oznacza, iż Sejm Wolnej Polski uznał (milcząco), że Konstytucja Kwietniowa utraciła moc (także w świetle polskiego porządku konstytucyjnego) wcześniej, niż w roku 1992. Tym samym Sejm I Kadencji zalegalizował jałtański gwałt na polskiej suwerenności i zalegalizował stalinowską konstytucję lipcową.
I to jest kwestia, której konsekwencją jest zamieszanie wokół nazwy polskich władz w Londynie po II wojnie światowej.
2008-10-28 21:39Bohun	Cytat:	Bohun,
mam przynajmniej tyle satysfakcji, że jeszcze przed 1989 rokiem walczyłem w prasie polonijnej i poziemnej w kraju o takie właśnie rozwiązanie, czyli chwilowe przywrócenie Konstytucji Kwietniowej. Niestety, większość tzw. konstruktywnej opozycji uważała to za polityczny folklor, a przekazanie insygniów legalnej władzy z Londynu do Warszawy 22 grudnia 1990 roku potraktowano bardziej jako miły, ale nic nie znaczący gest, aniżeli jako poważną decyzję polityczną, która powinna pociągnąć za sobą określone konsekwencje legislacyjne.
2008-10-28 21:56Sowiniec	Cytat:	Autor
Doskonale pamiętam Twoje stanowisko w tej sprawie!
Nie można odmówić Ci konsekwencji. Twój dzisiejszy wpis upominający się o to, aby w sferze językowej zaznaczać "prawowitość" władz Polski w Londynie jest logicznym następstwem Twojej wcześniejszej postawy.
Niestety, wielu dzisiejszych prawicowych polityków mogłoby Ci pozazdrościć tej konsekwencji...
2008-10-28 22:09Bohun	Cytat:	@autor
Kampanię jesienną? Jesień zaczyna się 23 Września, więc czemu nie kampanię letnią? Większość walk przypada na lato...
A Rząd Londyński, czy na uchodźtwie- to nie ma znaczenia, bo faktycznie ten rząd nikim i niczym nie rządził, szybko przestał też być uznawany przez międzynarodową społeczność. No i kto ten rząd wybierał po 45 roku? Na pewno nie naród Polski mieszkający nad Wisłą. A i Polacy na emigracji ostatecznie pożarli się o jego kształt i rolę. Jak to Polacy...
2008-10-28 22:17RobertK	Cytat:	jakiś sowiet
" No i kto ten rząd wybierał po 45 roku? Na pewno nie naród Polski mieszkający nad Wisłą."
Za to rząd warszawski wybrany został przez "naród Polski mieszkający nad Wisłą", tak?;)
No i gadaj z takimi...
2008-10-28 22:42nołnejm	Cytat:	Bohun,
dzięki za miłe słowa uznania. Przyznam nieskromnie, ale obiektywnie, że zasłużone. W tek sprawie robiłem, co mogłem. A że się nie udało, to już nie moja, Twoja i podobnie jak myślących wina.
2008-10-28 22:45Sowiniec	Cytat:	RobertK,
tacy jak Pan - nie zdając sobie nawet z tego najczęściej sprawy - uwiarygadniali sowieckie namiestnictwo Bieruta, Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego i wielu innych w Polsce, idąc na lep ich prymitwynej propagandy, mającej za zadanie zniesławić wszystko, co choćby z daleka i słabo, ale pachniało jednak niepodległością.
Jest mi Pana po ludzku żal.
2008-10-28 22:50Sowiniec	Cytat:	@
jakas ciężko kapująca mózgownica
Skoro twierdzi, że wybory w powojennej Polsce są nieważne, bo nie były demokratyczne, to jakim cudem uznaje za legalny rząd, którego nikt nie wybierał?
2008-10-28 22:52RobertK	Cytat:	Takim cudem
Że w Konstytucji Kwietniowej przewidziana była procedura na taką sytuację, i rząd utworzony został zgodnie z nią, Soviecie.
2008-10-28 23:00nołnejm	Cytat:	RobertK,
rząd na uchodźstwie był wybierany zgodnie z zasadami Konstytucji, dostosowanymi do emigracyjnych realiów na mocy stosownych zapisów legislacyjnych.
2008-10-28 23:03Sowiniec	Cytat:	Al Mansur i reszta towarzystwa
"Obie te formy są XX wiecznymi neologizmami. Od strony formalnej przymiotnik "radziecki" ma nienaprawialną wadę, bo nie istnieje dla niego rzeczownik (bardzo potrzebny)."
To nie sa neologizmy; radziecki to forma przymiotnikowa od slowa rada,rady.
"Kraj rad", rada solecka, rada miejska,rada narodowa....
Rada jest tu opisem sposobu podejmowania decyzji,organizacji panstwa/samorzadu a nie synonimem consultingu czy po polsku doradztwa.
PS.Konstytucja kwietniowa byla aktem autorytarnym, niedemokratycznym; w swoim wydzwieku,konkretnych rozwiazaniach prawnych i sposobie uchwalenia.
Z tego tez powodu, opozycja idaca do wladzy w roku 89, opozycja ktorej celem byla demokracja nie mogla powolywac sie na dokument ktory caly byl zaprzeczeniem tej demokracji -na konstytucje kwietniowa.
Stad pomysly by choc wspomniec konstytucje kwietniowa poszly do kosza,mimo iz ciaglosc panstwowa od roku 1918 zostala w aktach prawnych zachowana.
w uzgodnieniach Stalina,Roosevelta i Churchilla odbudowa Polski po wojnie miala sie odbywac z odrzuceniem niedemokratycznych instytucji sprzed 1.09.39.Jedna z tych instytucji byla wlasnie konstytucja z roku 35.
Stad rzad tymczasowy i kolejne rzady do 52, KRN,sejmy do roku 52 opieraly sie na konstutcji marcowej.
z tego co pamietam z historii to odbylo sie to poprzez stwierdzenie niewaznosci konstytucji kwietniowej przez ktorys z pierwszych rzadow czy parlamentow (KRN?) powojennych.
Teraz pytanie (nie trudne!); majac do wyboru dwa rzady; jeden procedujacy na konstutucji kwietniowej a drugi na marcowej, oba powolane rownie niedemokratycznie ktory panstwo wybieracie?
2008-10-29 07:02NEOspasmin	Cytat:	M. Lazarowicz
"PS.Konstytucja kwietniowa byla aktem autorytarnym, niedemokratycznym; w swoim wydzwieku,konkretnych rozwiazaniach prawnych i sposobie uchwalenia."
Co do sposobu uchwalenia - zgoda. Naruszono regulamin Sejmu, a - zdaniem niektórych - także zapisy Konstytucji Marcowej. Jednak żadna poważna siła polityczna w II RP nigdy nie twierdziła, że Konstytucja Kwietniowa nie obowiązuje! Opozycja antysanacyjna (w tym Gruba Czwórka: PPS, SL, SP i SN) domagały się zmiany Konstytucji Kwietniowej, ale nigdy nie twierdziły, że ona nie obowiązuje.
Co do treści Konstytucji Kwietniowej - zgody (miedzy nami) nie ma. Konstytucja Kwietniowa opierała się na innych zasadach niż Marcowa (np. odrzucała zasadę trójpodziału władz na rzecz jednolitej władzy prezydenta, odrzucała zasadę państwa liberalnego - stróża nocnego, na rzecz państwa aktywnego w sferze społecznej i gospodarczej - nie zapominajmy, że w 1935 roku trwał jeszcze w Polsce Wielki Kryzys, odrzucała system parlamentarno - gabinetowy na rzecz półprezydenciego), ale nie można powiedzieć, że były to zasady niedemokratyczne. To tak, jakby uznać, że konstytucja USA jest niedemokratyczna, gdyż realizuje system prezydencki, a nie parlamentarny.
Niedemokratyczna była ordynacja wyborcza do Sejmu, obowiązująca od 1935 roku, ale ona nie była częścią Konstytucji. Wystarczyło zmienić ordynację, aby w ramach Konstytucji Kwietniowej zasady demokratyczne były w pełni realizowane.
"w uzgodnieniach Stalina,Roosevelta i Churchilla odbudowa Polski po wojnie miala sie odbywac z odrzuceniem niedemokratycznych instytucji sprzed 1.09.39.Jedna z tych instytucji byla wlasnie konstytucja z roku 35."
A to ciekawa teza jest, zważywszy, że Konstytucja Kwietniowa (nawet z niedemokratyczną ordynacją) była o całe lata świetlne bardziej demokratyczna niż stalinowska konstytucja lipcowa (a zwłaszcza jej praktyka), którą zafundowano nam w wyniku uzgodnień Stalina, Roosevelta i Churchilla. Naprawdę, nie ma co upierać się, że tym panom chodziło o demokrację w Polsce, bo to jest absurd. Pierwsze wybory po wojnie odbyły się dopiero w 1947 roku, na ich straży stały sowieckie (czy radzieckie -jak kto chce, ale wyraz "sowiecki" nabrał w Polsce znaczenia pejoratywnego, gdyż po II wojnie światowej był używany na Zachodzie, w PRL mówiono "radziecki", co nie miało elementu pejoratywnego, a słowo "sowiecki" było w PRL zakazane i to bynajmniej nie dlatego, że to - być może - rusycyzm) wojska i służby oraz ich wierne sługi i uczniowie - wojsko polskie (np. Jaruzelski) i UB.
"Stad rzad tymczasowy i kolejne rzady do 52, KRN,sejmy do roku 52 opieraly sie na konstutcji marcowej.
z tego co pamietam z historii to odbylo sie to poprzez stwierdzenie niewaznosci konstytucji kwietniowej przez ktorys z pierwszych rzadow czy parlamentow (KRN?) powojennych."
Jak już mówiłem DEMOKRATYCZNA opozycja antysanacyjna uznawała konstytucje kwietniową. To co przedstawiłeś wyżej to stanowisko komunistów (PPR - "Płatne Pachołki Rosji", jak w czasie wojny trafnie pisano na murach). Stanowisko to służyło pozbawieniu legitymacji politycznej legalnych władz w Londynie. Był to pogląd nie tylko sprzeczny z polskim prawem konstytucyjnym, ale i sprzeczny wewnętrznie, logicznie.
Po pierwsze - nie było żadnego organu, który mógłby stwierdzić nie-obowiązywanie Konstytucji Kwietniowej. Była to arbitralna decyzja samozwańczych władz sowieckich w Polsce.
Po drugie - komuniści polscy powołali (na rozkaz lub przy akceptacji Stalina) organy takie jak KRN czy PKWN, których nie było w Konstytucji Marcowej. Jak można twierdzić, że obowiązuje Konstytucja Marcowa i równocześnie tworzyć zupełnie nowe, nie przewidziane w tej konstytucji organy?
Po trzecie wreszcie - Konstytucja Marcowa przewidywała demokratyczne wybory, a te w 1947 roku były - jak już pisałem - farsą: terror, jednostronna propaganda i fałszerstwa wyborcze.
2008-10-29 08:30Bohun	Cytat:	M. Lazarowicz - cd.
"Teraz pytanie (nie trudne!); majac do wyboru dwa rzady; jeden procedujacy na konstutucji kwietniowej a drugi na marcowej, oba powolane rownie niedemokratycznie ktory panstwo wybieracie?"
To rzeczywiście nie jest rudne pytanie. Odpowiadam - wybieram prezydenta i rząd, którzy zostali powołani na podstawie legalnej procedury, zgodnie z powszechnie uznawaną przez wszystkie polskie siły polityczne Konstytucją i reprezentujący polska racje stanu. Odrzucam władze narzucone przez sowieckiego okupanta, mordujące własny naród, propagujące zbrodniczą ideologię i służące sowieckim interesom.
"Z tego tez powodu, opozycja idaca do wladzy w roku 89, opozycja ktorej celem byla demokracja nie mogla powolywac sie na dokument ktory caly byl zaprzeczeniem tej demokracji -na konstytucje kwietniowa.
Stad pomysly by choc wspomniec konstytucje kwietniowa poszly do kosza,mimo iz ciaglosc panstwowa od roku 1918 zostala w aktach prawnych zachowana."
Przedstawione wyżej stanowisko nie było stanowiskiem całej opozycji, ale tej jej części, która zawarła kontrakt przy Okrągłym Stole z komunistami (przypominam, że chodzi tu o następujące siły postsolidarnościowe zasiadające w Sejmie I kadencji: UD, PC, ZChN i KLD oraz następujące siły postpeerelowskie: SdRP /czy szerzej - koalicję SLD/ oraz PSL). Natomiast ta część opozycji, która nie brała udziału w rozmowach Okrągłego Stołu (w Sejmie I kadencji była to tylko KPN, a poza Sejmem była jeszcze SW i inne mniejsze ugrupowania) nie uważała, aby miejsce Konstytucji Kwietniowej było w koszu.
Konstytucja Kwietniowa była jakby pomostem łączącym III RP z II RP. Umieszczenie jej w koszu oznaczało (na czym zależało obu stronom okrągłostołowego kompromisu i magdalenkowych biesiad), że III RP stanowi kontynuację faktyczna i PRAWNĄ PRL. I tak tez było/jest. Mówimy więc o symbolu, który wyrażał rzeczywista treść - budować III RP jako kontynuację PRL. Dzięki temu zachowano ciągłość PRL, zarówno prawną (akty prawne, orzeczenia sądowe i decyzje administracyjne z czasów PRL nadal obowiązywały), jak i personalną (np. w służbach specjalnych w dyplomacji itp), zaś rozliczenie komunistycznych zbrodniarzy stało się utrudnione.
Jedną z konsekwencji tej błędnej decyzji są np. przywileje emerytalne dla byłych UBeków i byłych SBeków, o których teraz jest głośno.
M. Lazarowicz, Jerzy,
Wybaczcie, że długo i obszernie, ale pewne imponderabilia wymagają solidnego wyjaśnienia. :)
2008-10-29 08:45Bohun	Powrót do góry
Wysłany: Sro Paź 29, 2008 10:09 am Temat postu: Cytat:	Bohun,
bardzo dziękuję, nie muszę już nic dodawać do Twojej polemiki z NEOspasminem.
2008-10-29 08:51Sowiniec	Cytat:	>p.Bohun
"Co do sposobu uchwalenia - zgoda. Naruszono regulamin Sejmu, a - zdaniem niektórych - także zapisy Konstytucji Marcowej. Jednak żadna poważna siła polityczna w II RP nigdy nie twierdziła, że Konstytucja Kwietniowa nie obowiązuje! Opozycja antysanacyjna (w tym Gruba Czwórka: PPS, SL, SP i SN) domagały się zmiany Konstytucji Kwietniowej, ale nigdy nie twierdziły, że ona nie obowiązuje."
Nie mozna kwestionowac aktu prawnego na podstawie ktorego uczestniczy sie w wyborach.Boo konsekwencja odrzucenia konstytucji kwietniowej byloby nieuczestniczenie w parlamencie powolanym na jej podstawie.Nie mozna kwestionowac konstytucji nie narazajac sie na delegalizacje pod zarzutem bycia opozycja antypanstwowa.Stad wlasnie taka taktyka PPS czy SN.
"Co do treści Konstytucji Kwietniowej - zgody (miedzy nami) nie ma. Konstytucja Kwietniowa opierała się na innych zasadach niż Marcowa (np. odrzucała zasadę trójpodziału władz na rzecz jednolitej władzy prezydenta, odrzucała zasadę państwa liberalnego - stróża nocnego, na rzecz państwa aktywnego w sferze społecznej i gospodarczej - nie zapominajmy, że w 1935 roku trwał jeszcze w Polsce Wielki Kryzys, odrzucała system parlamentarno - gabinetowy na rzecz półprezydenciego), ale nie można powiedzieć, że były to zasady niedemokratyczne. To tak, jakby uznać, że konstytucja USA jest niedemokratyczna, gdyż realizuje system prezydencki, a nie parlamentarny."
Podstawowym zarzutem opisujacym niedemokratycznosc kk(konstytucji kwietniowej) bylo pozbawienie suwerena mechanizmow kontrolnych wobec wladzy wykonawczej.
A to ciekawa teza jest, zważywszy, że Konstytucja Kwietniowa (nawet z niedemokratyczną ordynacją) była o całe lata świetlne bardziej demokratyczna niż stalinowska konstytucja lipcowa (a zwłaszcza jej praktyka), którą zafundowano nam w wyniku uzgodnień Stalina, Roosevelta i Churchilla."
jesli porownujemy akty prawne to jednak konstyttucja stalinowska byla znaczne bardziej demokratyczna nizli ta kwietniowa.Prosze sprawdzic.
I prosze sie skoncentrowac na tym ze ocenia pan akty prawne,nie praktyke sprawowania wladzy.
Nie analizujemy wyzszosci autorytarnej sanacji nad autorytatrna komuna lub odwrotnie.
"Naprawdę, nie ma co upierać się, że tym panom chodziło o demokrację w Polsce, bo to jest absurd."
a o co chodzilo tym panom? przeciez mogli zupelnie laske na Polsce polozyc?czemu wiec uzgadnaili zasady i granice nowej Polski?mogli przeciez wszystko zostawic Stalinowi?
"Pierwsze wybory po wojnie odbyły się dopiero w 1947 roku, na ich straży stały sowieckie (czy radzieckie -jak kto chce, ale wyraz "sowiecki" nabrał w Polsce znaczenia pejoratywnego, gdyż po II wojnie światowej był używany na Zachodzie, w PRL mówiono "radziecki", co nie miało elementu pejoratywnego, a słowo "sowiecki" było w PRL zakazane i to bynajmniej nie dlatego, że to - być może - rusycyzm) wojska i służby oraz ich wierne sługi i uczniowie - wojsko polskie (np. Jaruzelski) i UB."
To nie dopiero boo to w 2 lata po koncu wojny i masakry jaka ona byla.Wkrotce po wielkich repatriacjach,wkrotce po ustaniu walk zbrojnych; tak z upa jak i podziemiem,po dokooptowaniu do rzadu PSL Mikolajaczyka i daniu tej partii czasu na ukonstytuowanie swych struktur, przygotowanie sie do wyborow.
A to ze wladza wykonawcza stoi na strazy wyborow to nic szczegolnego w zadnym kraju na swiecie.
(abstrahuje tu zupelnie od tego czy wybory te byly sfalszowane czy nie)
""Stad rzad tymczasowy i kolejne rzady do 52, KRN,sejmy do roku 52 opieraly sie na konstutcji marcowej.
Jak już mówiłem DEMOKRATYCZNA opozycja antysanacyjna uznawała konstytucje kwietniową. To co przedstawiłeś wyżej to stanowisko komunistów (PPR - "Płatne Pachołki Rosji", jak w czasie wojny trafnie pisano na murach). Stanowisko to służyło pozbawieniu legitymacji politycznej legalnych władz w Londynie. Był to pogląd nie tylko sprzeczny z polskim prawem konstytucyjnym, ale i sprzeczny wewnętrznie, logicznie."
Legitymacji wladz londynskich pozbawilo nie skreslenie konstytucji kwietniowej z menu KRN czy PKWN ale cofniecie temu rzadowi uznania przez swiatowe mocarstwa.Legitymacja polityczna rzadu na emigracji upadla tez poprzez brak jakiejkolwiek sily sprawczej jaka ten rzad dysponowal.Stad opowiadanie ze wykreslenie konstytucji kwietniowej bylo wymierzone przeciw rzadowi londynskiego nie ma sensu.Rzad londynski dla tych ktorzy wykreslili konstytucje kwietniowa nie mial zadnego istotnego znaczenia.
"Po pierwsze - nie było żadnego organu, który mógłby stwierdzić nie-obowiązywanie Konstytucji Kwietniowej. Była to arbitralna decyzja samozwańczych władz sowieckich w Polsce."
A byl organ ktory w roku 1918 stwierdzil nieobowiazywanie suwerennosci(i ustaw-konstytucji) panstw zaborczych na terenie Polski?
odbylo sie to dokladnie na takich samych zasadach jak w roku 44.Arbitralnie, jak to pan napisal.
"Po drugie - komuniści polscy powołali (na rozkaz lub przy akceptacji Stalina) organy takie jak KRN czy PKWN, których nie było w Konstytucji Marcowej. Jak można twierdzić, że obowiązuje Konstytucja Marcowa i równocześnie tworzyć zupełnie nowe, nie przewidziane w tej konstytucji organy?"
Moze pan powolywac organy ktore z racji warunkow wojny beda zmierzac do realizacji postanowien konstytucji marcowej.tak jak aktami prawnymi rzad londynski adaptowal stan prawny rzadow konstytucji kwietniwej do warunkow uchodzstwa.
Moze pan szukac legitymacji tych organow w uczestnictwie w nim wszystkich legalnych sil politycznych w kraju.
"Po trzecie wreszcie - Konstytucja Marcowa przewidywała demokratyczne wybory, a te w 1947 roku były - jak już pisałem - farsą: terror, jednostronna propaganda i fałszerstwa wyborcze."
Nie kwestionuje tu tego ze PRAKTYKA stosowania konstytucji marcowej po roku 44 byla niedemokratyczna.Nie twierdze ze powojenna Polska pod rzadami konstytucji marcowej do roku 52(konstytucja PRL) byla panstwem demokratycznym.
Opisuje tylko konkurs dwoch aktow prawnych.
I to czemu historycznie prymat daje temu z roku 1921.
PS. Czy pan, osobiscie, zrozumial czemu wpis p.Sowinca jest pompatyczna brednia?
2008-10-29 09:25NEOspasmin	Cytat:	NEOspasmin (M.Lazarowicz)
Zacznę od końca - wpis Sowińca jest m. zd. OK, zaś Pańskie określenie jego treści - niestety nie jest OK.
"Nie mozna kwestionowac aktu prawnego na podstawie ktorego uczestniczy sie w wyborach.Boo konsekwencja odrzucenia konstytucji kwietniowej byloby nieuczestniczenie w parlamencie powolanym na jej podstawie"
To nie mógł być powód, gdyż opozycja w parlamentach powołanych na podstawie Konstytucji Kwietniowej praktycznie nie uczestniczyła - jak już mówiłem niedemokratyczna ordynacja wyborcza jej to praktycznie uniemożliwiała.
"Nie mozna kwestionowac konstytucji nie narazajac sie na delegalizacje pod zarzutem bycia opozycja antypanstwowa.Stad wlasnie taka taktyka PPS czy SN."
A tu - pełna zgoda. A rebour - PPR kwestionował Konstytucje Kwietniową więc ... :)
"Podstawowym zarzutem opisujacym niedemokratycznosc kk(konstytucji kwietniowej) bylo pozbawienie suwerena mechanizmow kontrolnych wobec wladzy wykonawczej."
Brak mechanizmów wynikał wyłącznie z niedemokratycznej ordynacji, która nie była częścią Konstytucji. Według Konstytucji Kwietniowej rząd odpowiadał politycznie przed parlamentem i przed Prezydentem (jak obecnie we Francji), Prezydent wybierany był w bezpośrednich wyborach (jak obecnie w USA), był Trybunał Stanu, NIK, zagwarantowane były prawa obywatelskie (w tym zakresie utrzymano w mocy postanowienia Konstytucji Marcowej).
"jesli porownujemy akty prawne to jednak konstyttucja stalinowska byla znaczne bardziej demokratyczna nizli ta kwietniowa.Prosze sprawdzic.
I prosze sie skoncentrowac na tym ze ocenia pan akty prawne,nie praktyke sprawowania wladzy."
W sferze deklaracji propagandowych konstytucja lipcowa osiągnęła wysoki poziom i Konstytucja Kwietniowa jej nie przebije. Ale - nawet abstrahując od praktyki - decydujące nie są deklaracje, ale proceduralne gwarancje - w konstytucji lipcowej nie było (pierwotnie) NIK i Trybunału Stanu, nie było gwarancji niezawisłości sędziów (wobec czego obszerny katalog praw obywatelskich w tej konstytucji był fikcją) itd.
"Nie analizujemy wyzszosci autorytarnej sanacji nad autorytatrna komuna lub odwrotnie"
Trudno jest abstrahować od miękkiego autorytaryzmu Sanacji i brutalnych totalitarnych rządów komunistów w Polsce po II wojnie światowej. :)
a o co chodzilo tym panom? przeciez mogli zupelnie laske na Polsce polozyc?czemu wiec uzgadnaili zasady i granice nowej Polski?mogli przeciez wszystko zostawic Stalinowi?"
USA i WB to kraje demokratyczne. Ich rządy musiały się liczyć z własna i światowa opinia publiczną. Dlatego sprzedali nas w Jałcie subtelnie, zachowując pozory, udając, że nie rozumieją intencji Stalina itd.
"To nie dopiero boo to w 2 lata po koncu wojny i masakry jaka ona byla.Wkrotce po wielkich repatriacjach,wkrotce po ustaniu walk zbrojnych; tak z upa jak i podziemiem,po dokooptowaniu do rzadu PSL Mikolajaczyka i daniu tej partii czasu na ukonstytuowanie swych struktur, przygotowanie sie do wyborow.
(abstrahuje tu zupelnie od tego czy wybory te byly sfalszowane czy nie)"
"Legitymacji wladz londynskich pozbawilo nie skreslenie konstytucji kwietniowej z menu KRN czy PKWN ale cofniecie temu rzadowi uznania przez swiatowe mocarstwa"
Mówimy o dwóch porządkach prawnych. Cofnięcie uznania przez Zachód dla władz polskich w Londynie tworzyło nowa sytuację na gruncie prawa międzynarodowego. Natomiast polski porządek konstytucyjny nie mógł zostać zmieniony bezpośrednio decyzją innych państw. O tym mogli zdecydować tylko sami Polacy. I w Sejmie I kadencji zdecydowali głosami swych przedstawicieli wyrzucając Konstytucję Kwietniową do kosza.
"A byl organ ktory w roku 1918 stwierdzil nieobowiazywanie suwerennosci(i ustaw-konstytucji) panstw zaborczych na terenie Polski?
odbylo sie to dokladnie na takich samych zasadach jak w roku 44.Arbitralnie, jak to pan napisal."
Pierwsze akty Piłsudskiego po 11 listopada 1918 roku stwierdzały powstanie NOWEGO państwa, będącego kontynuacją I RP. Było to zresztą oczywiste. Nikt nigdy nie twierdził, że II RP była kontynuacją Rosji, Austro-Węgier czy Niemiec, choć np. niektóre przepisy praw zaborczych obowiązywały jeszcze do końca II RP.
"Moze pan szukac legitymacji tych organow w uczestnictwie w nim wszystkich legalnych sil politycznych w kraju."
Hm - mówimy o władzach państwowych Polski powojennej. Bez komentarza.I to samo pytanie - naprawdę tak uważasz?!
Mirek Lewandowski/Bohun
Przepraszam za formę "Ty", skądinąd powszechnie przyjętą w Internecie.
2008-10-29 10:07Bohun	Powrót do góry
Wysłany: Czw Paź 30, 2008 7:13 am Temat postu: Leszek Moczulski - "U progu niepodległości" (1990), fragment tej obszernej analizy dot. Konstytucji Kwietniowej:
Cytat:	Konieczna jest rekonstrukcja niepodległego państwa polskiego.
Najprostszym i najbardziej obiecującym tego sposobem jest zwykłe przywrócenie faktycznego obowiązywania na terytorium kraju Konstytucji Polski Niepodległej - legalnej i obowiązującej do dzisiaj ustawy konstytucyjnej z 23 kwietnia 1935 r.
Konstytucja Kwietniowa stosowana była w Polsce do chwili najazdu niemiecko-sowieckiego we wrześniu 1939 r. W 1945 r. Stalin, okupując zbrojnie Polskę i doprowadzając do dyktatu jałtańskiego, uniemożliwił jej przywrócenie i w ogóle odbudowę niepodległej polskiej państwowości. Wielkim celem, który przyświeca nam od pięćdziesięciu jeden lat, jest przywrócenie prawdziwej, niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej. W sensie prawnym oznacza to przywrócenia Konstytucji Kwietniowej, a więc powrót do naszego państwa, rozbitego przez Hitlera i Stalina. Powrót choćby na jeden dzień.
Ma to olbrzymie znaczenie moralne. Polakom należy się ta satysfakcja, że po latach walki i cierpień odzyskujemy, co nam odebrano, przywracamy nasze własne państwo. Jest to jedynie dopuszczalne, bo jedyne godne i uczciwe zamknięcie całego ponurego okresu klęski i zniewolenia. Jest to równocześnie najbardziej właściwe rozpoczęcie nowej, da Bóg niekończącej się epoki wolności i niepodległości. W naszych współczesnych dziejach trzeba postawić ten milowy słup. Polakom w kraju, i tym na uchodźstwie, którzy nigdy się nie ugięli - jest to potrzebne.
Przywrócenie Konstytucji Polski Niepodległej ma trudne do przecenienia znaczenie praktyczne. Za jednym zamachem przekreślamy cały PRL i wchodzimy w ciąg państwowy Rzeczypospolitej. Oznacza to, że wracamy do konkretnego państwa, z jego charakterem politycznym i miejscem w politycznym świecie, a więc także ze zobowiązaniami międzynarodowymi. Oznacza to również, że cały ten splot uzależnień i podporządkowań, zobowiązań i służebności, jaki nosi na sobie do dziś dnia PRL - automatycznie przestaje istnieć. Daje to naszemu państwu zupełnie inną sytuację międzynarodową. Przywracamy stan prawno-międzynarodowy sprzed półwiecza.
Zobowiązania PRL przestają nas obowiązywać, lub też obowiązują o tyle, o ile to suwerenną decyzją Rzeczypospolitej potwierdzimy. Oczywiście, bardzo wiele wymagać będzie potwierdzenia, np. przynależność Polski do ONZ, zobowiązania dotyczące stosowania Konwencji MOP czy Międzynarodowych Paktów Praw Człowieka, równoprawne układy handlowe, które są w stanie realizacji, uczestnictwo Polski w międzynarodowej akcji w związku z aneksją Kuwejtu - i tak dalej. Oczywiście wiele zobowiązań i układów nie zostanie potwierdzonych, jak np. gwarancje wieczystego sojuszu, czyli nierówno prawna umowa z ZSRR o tzw. przyjaźni z kwietnia 1945 r., później wielokroć przedłużana. Musi ona być zastąpiona nową umową - o normalizacji stosunków polsko-radzieckich i wyrównaniu wszystkiego tego, czego doświadczyliśmy w ciągu minionych lat; umową, która będzie uzupełnieniem wcześniejszych porozumień Warszawy z Moskwą, zawieranych przed wrześniem 1939.
Wiele zobowiązań, podjętych przez PRL, będzie trzeba renegocjować i być może uznać na dopuszczalnych dla nas warunkach. Warunkiem stanie się inicjatywa drugiej strony, która wystąpi o renegocjacje. Dotyczy to zwłaszcza naszego zadłużenia zagranicznego. Nie przejmiemy go automatycznie; wręcz przeciwnie, automatycznie przestanie ono istnieć. W uzasadnionych i zgodnych z naszym interesem przypadkach mogli będziemy uznać istnienie długu i określić warunki jego spłaty. Na pewno nie uznamy zadłużenia za rury o wielkich przekrojach, które na polecenie Breżniewa Gierek kupił dla Związku Radzieckiego, ani długu za hełmy i tarcze dla ZOMO oraz aparaty podsłuchowe dla SB.
Słowem, w kategoriach prawno-międzynarodowych na miejsce obecnego, pojawi się nowe - a raczej stare państwo. W kategoriach wewnętrznych kwestie będą bardziej skomplikowane. Choćbyśmy bardzo tego chcieli, nie można przywrócić stanu prawnego z 31 sierpnia 1939 r. Od tego czasu życie biegło naprzód - i trzeba to uszanować. Dlatego, po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. w Rzeczypospolitej jeszcze przez wiele lat stosowano systemy prawne państw zaborczych, a synowie i wnukowie carskich generałów, którym dano majątki skonfiskowane Polakom za udział w powstaniu styczniowym - nie zostali z nich wyrzuceni. Obecnie musimy postępować podobnie, choć lepiej niż po 1918 r. Utrzymując w zasadzie istniejący stan rzeczy, musimy go szybko korygować, w tym rekompensując szkody przeszłości. Pod niektórymi względami przywrócenie Konstytucji Kwietniowej da nam stan całkowicie nowy. W szczególności dopiero od tego momentu zacznie biec przedawnienie przestępstw, których ściganie w PRL było niemożliwe albo utrudnione: zdrady ojczyzny, mordowania Polaków, rabunku polskiego mienia, doprowadzenia kraju do obecnego straszliwego stanu.
W Polsce dokonane zostanie mniej więcej to, co stało się z Niemcami wschodnimi w chwili zjednoczenia: znalazły się w państwie zupełnie nowym, ale przecież istniejącym od dawna, z prawną ciągłością daleko wstecz.
Przywrócenie Ustawy Konstytucyjnej z 23 kwietnia 1935 r. stworzy solidną bazę ustrojową, na której zbudować będzie można stabilne, skuteczne i praworządne, a przede wszystkim demokratyczne państwo. Również za jednym zamachem usunięty zostanie system PRL, z jego dążnością do rządzącej monopartii, nomenklatury, brakiem miejsca na pluralizm polityczny i rozbudowanymi do niesamowitych rozmiarów, niesłychanie kosztownymi strukturami biurokratycznymi.
Podnoszą się jednak głosy, że Konstytucja Kwietniowa jest niedemokratyczna. Głosy najzupełniej wytłumaczone, skoro przez minione 45 lat komunistyczna propaganda obrzucała Konstytucję błotem i stawiała jej wszystkie możliwe zarzuty. Powoływano się przy tym - nieuczciwie - na opozycję przedwojenną, która krytykowała Konstytucję. To prawda, krytykowała, co nie przeszkodziło krytykom Konstytucji stanowczo jej bronić, gdy po klęsce wrześniowej dawna opozycja (z prawa i z lewa) przejęła ster rządów na emigracji. Przypomina to postawę Francois Mitterranda, który tak długo był gorącym przeciwnikiem konstytucji V Republiki, aż sam został prezydentem. Dziś uznaje konstytucję, po paru drobnych poprawkach, za dobrą i nie wymagającą zmiany. Zresztą, niemal powszechnie na świecie konstytucję francuską uważa się za może najlepszą z dwudziestowiecznych konstytucji. Warto więc przypomnieć, że wzorowała się ona właśnie na polskiej Konstytucji Kwietniowej, której gen. de Gaulle był wielkim admiratorem. Dodajmy wreszcie, że we współczesnych polskich debatach konstytucyjnych zdecydowana większość opowiada się za skorzystaniem z wzoru francuskiego; jeśli tak, skąd wrogość do jej pierwowzoru?
Konstytucja Kwietniowa krytykowana była przede wszystkim za to, że wprowadzała system prezydencki, wówczas mało znany i stosowany w Europie. Przeciwstawiano go systemowi słabego prezydenta i nadzorującego całkowicie władzę wykonawczą parlamentu, jaki za francuską konstytucją 1875 r. zastosowano w Konstytucji Marcowej. Dziś na tym samym systemie oparta jest konstytucja włoska, gdy na prezydenckim - francuska. Nikt przytomny nie twierdzi, że jedna jest bardziej demokratyczna od drugiej, ale mało kto - Włochów nie wyłączając - nie zdaje sobie sprawy, że francuska jest znacznie lepsza. W Polsce obowiązuje dzisiaj system prezydencki, a powszechne wybory prezydenckie przesądzają, że utrzyma się on na stałe. Pomijając więc opinie ludzi, których przez 45 lat wprowadzano w błąd, można powiedzieć, że ci, którzy wiedzą, dlaczego przeciwstawiają się przywróceniu Konstytucji Kwietniowej, czynią to nie ze względu na jej treść, lecz istotę i sens polityczny przywrócenia, oznaczającego bezpardonowe przekreślenie PRL.
Wreszcie można się zgodzić, że niektóre postanowienia Ustawy z 23 kwietnia 1935 r. są niedobre czy też zestarzały się. W czym problem? Tym samym aktem prawnym, który przywróci Konstytucję, można do niej wprowadzić wszystkie potrzebne poprawki. Ostatnio ukazał się, wydany przez Wydawnictwo Polskie, pełen tekst Ustawy Konstytucyjnej z 23 kwietnia 1935 r., według oryginału, przechowywanego w Kancelarii Cywilnej Prezydenta RP na uchodźstwie w Londynie. Obok tego tekstu przedstawiliśmy obszerny zestaw proponowanych przez nas poprawek; nic nie przeszkadza, aby wprowadzić jeszcze dalsze.
Wyżej napisałem, że Konstytucję Kwietniową należy przywrócić choćby na jeden dzień. Wystarczy to bowiem, aby przekreślić dalsze istnienie PRL i zrzucić z Polski to całe obciążenie minionych 45 lat. Potem można uchwalić nową Konstytucję, a chociażby tymczasową małą Konstytucję; będzie ona następczynią Kwietniowej.
Nie sądzę zresztą, aby z opracowaniem nowej Konstytucji trzeba się było spieszyć. Sam przygotowałem propozycje ustroju politycznego, zawarte w pracy "Trzecia Rzeczpospolita", która ostatnio ukazała się na rynku wydawniczym. Myślę, że będą i inne. Pracują komisje konstytucyjne Sejmu i Senatu. Wszystko to trzeba przemyśleć bez zbędnego pośpiechu, przedstawić ludziom, przedyskutować. Niech trwa i parę lat. Lepiej dłużej, niż gorzej. Do tego czasu wystarczająco będzie nam służyła Konstytucja Kwietniowa.
Jeszcze jedno. Przywrócenie Konstytucji - to przywrócenie władzy w Kraju legalnego Prezydenta RP, Pana Ryszarda Kaczorowskiego, przebywającego na uchodźstwie w Londynie. Wróci on do kraju, aby wypełnić swój obowiązek i spełnić największe pragnienie swego życia: przekazać urząd i wszystkie insygnia państwowości Rzeczypospolitej w ręce Sejmu, wybranego w wolnych i nieskrępowanych wyborach, albo w ręce elekta, wybranego przez tenże Sejm, lub przez naród. Ten moment przekazania urzędu, czyli połączenia prawnej ciągłości Rzeczypospolitej z wyrażoną w wyborach wolą narodu będzie prawdziwym końcem wojny i niewoli, dniem oczekiwanego od półwiecza polskiego zwycięstwa.	Całość - http://polonus.forumoteka.pl/viewtopic.php?t=298Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Nie Lut 02, 2014 12:24 pm, w całości zmieniany 3 razy
Wysłany: Pią Kwi 23, 2010 2:45 pm Temat postu: Z okazji przypadającej dzisiaj 75 rocznicy Konstytucji Kwietniowej warto przypomnieć, że jedyną siłą polityczna, która w Sejmie I Kadencji domagała się nawiązania do tej Konstytucji była Konfederacja Polski Niepodległej.
W 1992 roku uchwalona została Mała Konstytucja, która nawiązywała do stalinowskiej konstytucji PRL z 1952 roku (wielokrotnie później nowelizowanej), ale nie było w niej żadnego odwołania do Konstytucji Kwietniowej. W czasie debaty parlamentarnej na temat Małej Konstytucji (było to dokładnie 6 miesięcy po odrzuceniu przez Sejm już w I czytaniu KPNowskiego projektu ustawy o Restytucji Niepodległości) wystąpił Leszek Moczulski, który powiedział (stenogram z 22 posiedzenia Sejmu - 31. lipca 1992 roku, wytłuszczenia dot. Konstytucji Kwietniowej pochodzą ode mnie):
Nasza poprawka składa się z trzech zasadniczych części. Przepraszam bardzo, że państwo nie otrzymali kopii, tak jak to powinno być. Usiłowaliśmy wczoraj doprowadzić do tego, żeby ta poprawka została odbita przez Kancelarię Sejmu i żeby każdy z posłów znalazł dzisiaj w swojej skrytce jej tekst, jednak z pewnych powodów okazało się to niemożliwe, przepraszamy, jakkolwiek nie była to nasza wina. Nasza poprawka dotyczy trzech głównych kwestii. Pierwsza kwestia to jest sprawa tytułu. Proponujemy, żeby tytuł brzmiał: ˝Ustawa konstytucyjna z dnia... o tymczasowej regulacji zasad funkcjonowania państwa˝. Drugi element naszej poprawki dotyczy zdania wprowadzającego. To zdanie wprowadzające proponujemy zmienić na: ˝W celu umożliwienia funkcjonowania państwa, do czasu uchwalenia nowej Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej w trybie przewidzianym przez ustawę, stanowi się, co następuje˝. I wreszcie trzeci punkt tej naszej poprawki brzmi: ˝Art. 78 nadaje się brzmienie:
Następne kwestie, na które chciałem zwrócić uwagę w imieniu klubu Konfederacji Polski Niepodległej. Tekst proponowanej ustawy jest na pewno efektem bardzo solidnej pracy, choć wykonywanej w bardzo trudnych warunkach. Z przyczyn oczywistych w komisji konstytucyjnej znaleźli się czołowi przedstawiciele stronnictw sejmowych. W czasie trwania jej prac byli oni jednocześnie uczestnikami wydarzeń, które przeżywaliśmy, a mieliśmy trzy kolejne kryzysy polityczne - może nie rządowe, ale przewinęli się trzej kolejni prezesi Rady Ministrów (obecny rząd jest jakby trzecim z kolei - pierwszego nie ma, drugi nie powstał). To wszystko powodowało, że prace komisji nie przebiegały tak, jak wszyscy byśmy sobie tego życzyli - mimo wielkich wysiłków przewodniczącego komisji. Zresztą i przewodniczący komisji chwilami musiał oddawać przewodnictwo i nie mógł uczestniczyć w obradach - rzeczywiście, zderzało się wiele spraw i te doraźne sprawy były chyba ważniejsze.Tak więc praca nad tą ustawą rozwijała się nierównomiernie, pierwsze rozdziały zostały przedyskutowane bardzo szczegółowo, ostatni, dotyczący samorządów, właściwie w sposób absolutnie zdawkowy. Już rozdział dotyczący pracy rządu został przedyskutowany jakby tylko do pewnego stopnia. Pilił czas, przyjęliśmy, słusznie czy nie, założenie - już kończę, panie marszałku - że trzeba te prace skończyć.
Są tutaj dwa niebezpieczeństwa. Pierwsze polega na tym, że, zdaje się, dyskutowano nad szczegółami tej konstytucji, a nigdy nie dyskutowano nad jej generalną koncepcją. To właśnie łatwo wyczuć. Stąd np. przewiduje ona zarówno bardzo poważne ograniczenie władzy prezydenta, jak i - de facto - bardzo poważne ograniczenie władzy Sejmu. Może powstać taka sytuacja kiedy to przez 5 miesięcy po prostu nie będzie Sejmu w Polsce.
Wysoka Izbo! Przed nami rozstrzygnięcia naprawdę historyczne, rozstrzygnięcia w kategoriach prawnych, ale także w kategoriach moralnych. Jestem przekonany, że Wysoka Izba udźwignie ten ciężar. (Oklaski)	http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf/main/4501BF9BOstatnio zmieniony przez Administrator dnia Pią Kwi 23, 2010 2:54 pm, w całości zmieniany 2 razy
Wysłany: Pią Kwi 23, 2010 2:46 pm Temat postu: W tej samej debacie występowali też Donald Tusk ( w imieniu KLD), Jarosław Kaczyński (w imieniu PC) oraz Jan Olszewski (w imieniu RdR). Oto treść ich wystąpień:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Ani moralność, ani bogactwo, ani dyscyplina armii, ani wszystkie te rzeczy razem wzięte nic nie zdziałają bez konstytucji. To są słowa Johna Adamsa. Myślę, że nie tylko dla liberałów brzmią one dzisiaj wyjątkowo aktualnie i chyba właśnie w odniesieniu do naszego kraju są słowami bardzo ważnymi.
Pracujemy nad konstytucją, jesteśmy zwolennikami rządu konstytucyjnego. Bez konstytucji nie ma ładu publicznego, nie ma porządku społecznego, nie ma wolności - jako że źródłem prawdziwie dobrej konstytucji musi być wolność.
Efektem konstytucji powinien być rząd konstytucyjny. Co dla liberałów znaczy to pojęcie: rząd konstytucyjny? Dla nas zawsze będzie ono oznaczało rząd ograniczony przez prawo, zapewniający swobody wszystkim obywatelom właśnie w drodze gwarancji konstytucyjnych. Konstytucyjna gwarancja swobód i wolności obywatelskich będzie zawsze - z całą pewnością - formą ograniczenia omnipotencji rządu, ograniczenia władzy.
Najważniejszym dla nas, liberałów, elementem konstytucji - tej przyszłej ˝wielkiej konstytucji˝, ale również należy to odnieść do ducha tego prowizorium, nad którym dziś dyskutujemy - jest właśnie deklaracja cywilnych, obywatelskich uprawnień. Zgodnie z naszym zamysłem powinny się tu znaleźć uprawnienia ograniczające każdą władzę. Są one czymś, co ludzie mają prawo przeciwstawić każdej ziemskiej władzy i czego żaden sprawiedliwy rząd nie powinien ani odrzucić, ani pozostawić bez wyciągnięcia wniosków.
Gdy mówimy: prawa obywatelskie - a strzec ich powinny przepisy konstytucyjne - to mamy na myśli prawo do wolności słowa, wolność zrzeszania się, prawo do wolności wypowiedzi z nieodłącznie z tym związaną wolnością sumienia. Tu też pojawia się kwestia własności jako fundamentu wolności - ta kwestia w ˝małej konstytucji˝ nie jest rozstrzygana, ale musi być obecna w naszej pamięci, kiedy będziemy przygotowywali się do pracy nad ˝wielką konstytucją˝, bo własność była i będzie fundamentem indywidualnej niezależności i zbiorowego - nas wszystkich - dostatku.
Na początku konstytucji jest więc wolność i te niezbywalne prawa człowieka, których każdy musi przestrzegać pod groźbą wykluczenia - samowykluczenia - poza nawias demokracji.
Liberałowie, a mam ich zaszczyt tu reprezentować, zawsze mówili i mówić będą, że każda władza musi być ograniczona i musi być kontrolowana. Z przeciwstawienia się tej zasadzie zawsze zrodzi się jakaś forma tyranii - także tej, która pod wieloma imionami prześladowała Polskę i Polaków i której złowrogi cień na pewno nie zniknął ostatecznie z naszej rzeczywistości.
Tworząc konstytucję, również tę ˝małą˝, chcieliśmy współuczestniczyć w wyznaczaniu takiej przestrzeni świata publicznego, w której musi być miejsce przede wszystkim dla wolności, ale również dla ładu.
Wysoka Izbo! Doświadczenia ostatnich trzech lat pozwalają nam z całkowitym przekonaniem powiedzieć, że nic chyba nie uczyniło tyle zła naszym wielkim przedsięwzięciom ustrojowym i gospodarczym, nic tak nie zagroziło samej demokracji, jak właśnie bezsilność władzy wykonawczej. Świadomość tego właśnie faktu, że żyjemy w kraju, w którym władza wykonawcza jest bezsilna, w którym władza wykonawcza jest nieskuteczna, powodowała, że o projekcie ˝małej konstytucji˝ myśleliśmy i mówiliśmy już rok temu. Mniej więcej rok temu z tej trybuny premier Bielecki powiedział, że w Polsce przestały istnieć warunki niezbędne do skutecznego rządzenia. Myślę, że dzisiaj wszyscy rozumiemy, iż praca nad ˝małą konstytucją˝ była próbą przeciwdziałania temu zjawisku - bo diagnoza, wiemy to teraz wszyscy, była na pewno słuszna. Nie da się w Polsce dalej rządzić bez skutecznej władzy wykonawczej, której kompetencje byłyby uregulowane zapisem konstytucyjnym.
Dla nas, dla liberałów, jest to o tyle istotne, że jesteśmy głęboko przekonani, iż nie ma konfliktu pomiędzy wolnością a elementarną dyscypliną indywidualną i społeczną. Bezład, chaos, bałagan, nieskuteczność władzy na każdym szczeblu jest dla wolności być może największym zagrożeniem. Pamiętamy o starym i tak energicznie przecież formułowanym zaleceniu, w którym czytamy: ˝Domagając się zbyt wielkich wolności i swobód popada się w jeszcze większą niewolę˝. Oby to nie było nasze doświadczenie w najbliższych miesiącach, ale chyba wszyscy czujemy, że z tego typu zagrożeniem w Polsce na pewno należy się liczyć.
Ta próba wyleczenia tego kalectwa ustrojowego, kiedy nigdy nie było wiadomo, kto naprawdę za co odpowiada, próba zarysowania jasności kompetencyjnej, pewnej czystości i odpowiedzialności, jest w naszym przekonaniu próbą ratowania wolności. I jest to na pewno zgodne z tym wielkim oczekiwaniem społecznym, które po zdobyciu wolności, co przecież przyszło z wielkim trudem nam wszystkim, jest oczekiwaniem, aby ta wolność była wolnością uporządkowaną. Projekt ˝małej konstytucji˝, projekt, który dzisiaj będziemy oceniać, niezależnie od tego, kogo satysfakcjonuje z powodów politycznych, z powodów doraźnych, a nikogo na pewno do końca nie satysfakcjonuje, daje tę elementarną szansę porządkowania spraw prawnych, a więc daje nam instrument chronienia wolności.
Wysoka Izbo, tak jak jesteśmy przekonani, iż władza powinna być ograniczona po to, by wolności nie były zagrożone, tak jesteśmy również przekonani, że każda władza powinna być ograniczona właśnie ze względu na jej skuteczność. Jeśli liberałowie, tak jak kiedyś, będą optowali i dzisiaj, i w przyszłości za większą władzą dla rządu, za większą władzą dla prezydenta, za szansą dla większej skuteczności całej władzy wykonawczej, to również dzisiaj z tej trybuny chcemy powiedzieć, iż równocześnie, równolegle bardzo chcielibyśmy ograniczać tę władzę przez delegowanie jej niżej w takim zakresie, jak tylko to się da. Dla nas wyjątkowe znaczenie ma próba przeniesienia władzy z centrum do wspólnot lokalnych, wspólnot gminnych, wspólnot regionalnych. Bo jeśli mamy jakieś przekonanie naprawdę żelazne, to właśnie dla liberałów takim podstawowym przekonaniem jest to, że nie ma demokracji i nie ma wolności bez wolności i możliwości decyzji na szczeblu wspólnot lokalnych, gminnych i regionalnych.
Na pewno trzeba mieć trochę odwagi, i bardzo zapraszamy do takich odważnych decyzji, aby zbyć trochę swojej władzy - tej władzy, którą ma Sejm, tej władzy, którą ma rząd, tej władzy, którą ma prezydent - i oddać ją ludziom. Po trzech latach doświadczeń wiemy jedno: w Polsce mamy tysiące lokalnych polityków, samorząd terytorialny, który jest nie tylko świetną szkołą polityczną, ale okazał się rzeczywiście sprawną strukturą, przy wszystkich niedoskonałościach i przy ciągle małych szansach dla tej formuły demokracji lokalnej, samorządowej. Dajmy dzisiaj tę szansę wspólnotom lokalnym, lokalnym politykom, małym ojczyznom.
Bardzo chcemy, aby ten proregionalny głos nie był specyficznie głosem liberałów i tu jest miejsce na nasz wniosek natury formalnej o uzupełnienie projektu ˝małej konstytucji˝. Proponujemy, aby Sejm Rzeczypospolitej mógł przekazać część swoich uprawnień ustawodawczych ponadgminnym związkom samorządu terytorialnego. Byłby to art. 76a.
Proszę Państwa! Wysoka Izbo! Myślę, że tworząc dzisiaj ˝małą konstytucję˝ tworzymy tę przestrzeń dla życia publicznego, którą jednak musimy wypełnić i dobrą wolą, i chęcią współpracy. Będę banalny, kiedy stwierdzę, iż dzisiaj cały naród oczekuje od nas przede wszystkim dobrej współpracy. Oczekuje tego od nas, od parlamentu i, być może, że szczególnie oczekuje tego od prezydenta. (Oklaski)	http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf/main/7FB787D3
Wysłany: Pią Kwi 23, 2010 2:47 pm Temat postu: Cytat:	Poseł Jarosław Kaczyński:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Potrzeba uporządkowania naszego życia publicznego, przede wszystkim potrzeba wzmocnienia władzy wykonawczej, o której tutaj już się tyle mówiło, jest poza dyskusją. Klub, który reprezentuję, tę potrzebę widzi, podziela to powszechne przekonanie. Jednocześnie stając do tego zadania, jakim było stworzenie tymczasowej regulacji ustrojowej - tymczasowej, bo, jak widać, tej ostatecznej szybko stworzyć się nie da - przyjmowaliśmy także i inne założenia - wydaje się, że też oczywiste - a więc przede wszystkim chodziło o to, by skorzystać przy konstruowaniu tego przejściowego ustroju państwa z doświadczeń ostatnich trzech lat. Przy czym, ponieważ ta konstrukcja ustrojowa ma być konstrukcją tymczasową, rozumieliśmy te doświadczenia w sposób bezpośredni, jako doświadczenia odnoszące się do tego kształtu instytucji publicznych, także kształtu personalnego, z którym w ciągu najbliższego czasu będziemy mieli do czynienia. I sądzę, iż równie niedyskusyjnym, przynajmniej z naszego punktu widzenia, założeniem była zasada trzymania się przyjętych w Europie rozwiązań ustrojowych; trzymania się tych wzorów ustrojowych, które zostały wypracowane w ciągu ostatnich przeszło dwóch wieków i które po prostu się sprawdziły. Nie ma w tej chwili żadnej potrzeby czynienia tutaj jakichś eksperymentów, wymyślania jakichś nowych instytucji, jakiegoś nowego specyficznego kształtu ustrojowego. Nie ukrywamy, że z punktu widzenia tej analizy, którą przeprowadzaliśmy, trzymanie się tych zasad prowadziłoby do wprowadzenia w Polsce na okres tymczasowy - bo nasze przekonania co do kształtu dużej konstytucji są inne - systemu parlamentarno-gabinetowego z bardzo wzmocnioną pozycją rządu, na tyle wzmocnioną, by mógł on w tej niezmiernie trudnej sytuacji, w której się znajdujemy, wobec tych niesłychanie trudnych zadań, działać skutecznie.
Propozycja Unii Demokratycznej poszła w innym kierunku, w kierunku systemu półprezydenckiego. Nie ukrywamy, iż sądzimy, że ten kształt ustroju nie jest przystosowany do naszych, tych zupełnie współczesnych realiów, ale jesteśmy tutaj gotowi do kompromisu. Jesteśmy gotowi przyjąć taki kształt ustroju - o możliwych niedogodnościach i trudnościach - pod warunkiem, iż będzie on mieścił się w ramach wzorów, które zostały wypracowane w Europie. Mówiłem już o tym.
Niestety, prace komisji konstytucyjnej poszły w tym względzie w kierunku bardzo niedobrym. Zaciążyło nad nimi coś, co można by określić jako chęć szukania kompromisu z poglądami reprezentowanymi przez przedstawicieli Kancelarii Prezydenta. Oczywiście w demokracji kompromisy są konieczne. Nie ma demokracji bez kompromisów. Niemniej te kompromisy są możliwe wtedy, jeżeli mamy do czynienia z różnicą między dwoma stanowiskami, które mieszczą się w granicach racjonalności i które jednocześnie są wyraźnie usytuowane jakby wewnątrz rozwiązań demokratycznych.
Niestety, w tym wypadku mieliśmy do czynienia z sytuacją dość wyraźnie inną. Pan minister Falandysz, który reprezentował pana prezydenta w trakcie prac komisji, nigdy nie wyłożył swoich poglądów w sposób systematyczny. Niemniej można je przynajmniej do pewnego stopnia odtworzyć. Charakteryzowały je trzy cechy. Po pierwsze, pełne niezrozumienie specyfiki ustroju półprezydenckiego. To zresztą, niestety, można odnieść także do tych, którzy przygotowywali ten wstępny projekt.
Otóż system półprezydencki może działać sprawnie pod jednym warunkiem, to znaczy pod warunkiem stałej współpracy między prezydentem a trwałą większością parlamentarną, przy tym z reguły jest to ta sama większość, która wysuwa kandydaturę prezydenta w wyborach powszechnych. Tak jest na przykład we Francji, a kiedy raz się zdarzyło, że tak nie było, doszło do sytuacji specyficznej, która zresztą została rozstrzygnięta na korzyść parlamentu.
Otóż pan prezydent odrzucił możliwość takiej konstrukcji systemu politycznego w Polsce. Taka możliwość była mu przedkładana wraz z pełnym uzasadnieniem i, powtarzam, pan prezydent, jak sądzę, z pełną świadomością, nigdy bym go nie posądzał o brak świadomości w takich sprawach, tego rodzaju możliwość odrzucił. Chce być prezydentem ponadpartyjnym, nie związanym z żadnym obozem politycznym, prezydentem neutralnym.
Jest to oczywiście jego dobre prawo w tych rozwiązaniach konstytucyjnych, które obowiązywały dotychczas. Ale z tej decyzji musi wynikać fakt, iż prezydent mogąc pełnić bardzo wielką i bardzo pożyteczną rolę rezygnuje jednak z bezpośredniego kierowania rządem, kierowania władzą wykonawczą, że jest arbitrem, jest człowiekiem-instytucją, która włącza się w momentach kryzysu, która szuka porozumienia tam, gdzie go nie ma i która rzeczywiście zachowuje równy dystans wobec wszystkich. Tego rodzaju rozwiązanie, powtarzam, zostało zdeterminowane przez tę wstępną, podjętą zaraz po wyborze, decyzję pana prezydenta i jakby zrozumienia tego w tym, co było prezentowane w trakcie posiedzeń komisji konstytucyjnej niestety nie znaleźliśmy.
Druga charakterystyczna cecha tego sposobu myślenia to traktowanie urzędu prezydenta do pewnego przynajmniej stopnia jako konkurencyjnego wobec innych centralnych instytucji ustroju politycznego, centralnych instytucji władzy państwowej. Otóż w historii zdarzają się momenty występowania konkurencji między tymi instytucjami, ale to są niedobre momenty w historii ustroju. W każdym razie nie stać nas na taką konkurencję w tej chwili, kiedy, jak już mówiłem i chyba wszyscy tutaj przyznają, przed władzami tego państwa stoją wymogi szczególnie trudne do zrealizowania, zadania o niesłychanej wręcz wadze i stopniu trudności.
Wreszcie cecha trzecia, którą można traktować jako pewnego rodzaju uogólnienie tych dwóch powszechnych, ale też mających swoje własne elementy, swoją własną jakość, to pewnego rodzaju niezrozumienie zasad funkcjonowania systemu konstytucyjnego w ogóle.
W trakcie dyskusji w komisji konstytucyjnej wielokrotnie mieliśmy tutaj do czynienia z przeciwstawianiem myślenia potocznego myśli europejskiego konstytucjonalizmu. Otóż to przeciwstawianie jest całkowicie błędne. W tym momencie można już przejść do omawiania poszczególnych, szczególnie rażących punktów tego rozwiązania, które komisja przy sprzeciwie Porozumienia Centrum ostatecznie przyjęła.
Najpierw sprawa kontrasygnaty, tu właśnie to myślenie potoczne było tak często przeciwstawiane europejskiemu doświadczeniu demokratycznemu, bo rzeczywiście, myśląc potocznie, z punktu widzenia takiego ludowego, zdrowego rozsądku, zasada, że prezydenckie akty prawne mają dla uzyskania ważności być podpisywane przez ministrów, czyli przez urzędników znacznie niższego szczebla i znaczenia, może się wydawać paradoksalna i nie do przyjęcia. Niemniej w całej Europie ta zasada obowiązuje. Co więcej, europejska demokracja wokół tej zasady jakby się organizowała, nie tylko wokół niej, ale była to jedna z najbardziej podstawowych, najbardziej fundamentalnych, a jednocześnie w swoim czasie najbardziej spornych zasad. Kwestionowanie zatem tego jest po prostu, jak już mówiłem, niezrozumieniem demokracji, a kompromisy, które doprowadziły do takiego kuriozum, jakim jest w prezentowanym projekcie 21 wyłączeń od zasady kontrasygnaty, już nie tylko godzą w zasadę zwartości władzy wykonawczej, prowadzą do możliwości powoływania jakby dwóch konkurencyjnych ośrodków władzy, a zasada kontrasygnaty właśnie temu ma się przeciwstawiać, ale mamy tutaj do czynienia z rozwiązaniem, które, Wysoka Izba wybaczy, w jakimś stopniu po prostu przed Europą nas ośmiesza. Powtarzam bowiem - we francuskiej konstytucji jest 7 wyłączeń, przepraszam, może się pomyliłem - może 9, w konstytucji kwietniowej było bodajże 8... (Głos z sali: 15 wyłączeń.) a to dotyczy konstytucji, gdzie władza prezydencka była szczególnie mocna. Nie 15, panie pośle, tutaj jestem gotów się założyć. Niestety, nie jest to jedyny przypadek.
Kolejnym przepisem szczególnego rodzaju jest ten, który mówi o uzgadnianiu z prezydentem kandydatów na stanowiska ministra obrony narodowej, spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych. W trakcie posiedzeń komisji mówiło się o tym, że chodzi tutaj o przepis o niewielkiej mocy, że to uzgadnianie sprowadza się w istocie rzeczy tylko i wyłącznie do obowiązku powiadomienia. W takim razie po co w ogóle ten przepis został wprowadzony, bo przecież będzie on prowadził tylko i wyłącznie do konfliktów: albo do podporządkowania tych trzech resortów prezydentowi, albo do nieustającego konfliktu, któremu będzie się nadawało charakter, a właściwie pozory konfliktu konstytucyjnego, ale te pozory mogą być tutaj bardzo istotne. Powtarzam, po co tego rodzaju rozwiązanie, bo jeśli w gruncie rzeczy chodzi o podporządkowanie, to jest to odejście od elementarnych zasad ustroju parlamentarnego w każdym tego ustroju wydaniu, także w wydaniu półprezydenckim. A jeśli nie, to jeszcze raz pytam: po co to zostało wprowadzone?
Dalej, sprawa obsady bardzo ważnego, choć, mam nadzieję, nie politycznego stanowiska, jakim jest stanowisko szefa Sztabu Generalnego. Tu znów zamiast trzymać się zasady, która na szczęście została wprowadzona przy obsadzaniu innych stanowisk - wniosku ministra obrony, wprowadzono uzgodnienie. I znów pytam: o co tutaj chodzi? O konflikt, czy, jeśliby rozważać tę sprawę łącznie z zasadami, które dotyczą ministra obrony, o skupienie pełnej władzy nad armią w rękach prezydenta, faktycznie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego? Przecież to jest instytucja całkowicie wyjęta spod kontroli parlamentu. Tu znów mieliśmy do czynienia z naruszeniem zasad demokracji, a także z naruszeniem zasad po prostu zwykłej racjonalności. Powstaje pytanie, które już po raz kolejny muszę tu postawić: czemu mają służyć tego rodzaju rozwiązania?
Wreszcie inny punkt, który trzeba uznać za rażący, który trzeba zakwestionować - art. bodajże 63 mówiący o powoływaniu rządu przez prezydenta po niepowodzeniu 4 prób na zasadach art. 58 i dalszych. Sama instytucja rządu prezydenckiego wprowadzonego na pół roku jest wątpliwa, ale w każdym razie można nad tym dyskutować. Wprowadzenie jednak możliwości udzielenia takiemu rządowi zwykłego wotum zaufania prowadzi przecież do tego, iż może powstać - nie chcę twierdzić, że powstanie, ale może powstać - motywacja do tego, by do owego powołanego przez prezydenta rządu, do tego momentu, w którym on może być powołany, doszło. Czyli krótko mówiąc może powstać motywacja do takiej gry politycznej, a były gry polityczne i to jest właśnie doświadczenie ostatniego okresu, która ma doprowadzić do powołania rządu całkowicie podporządkowanego prezydentowi.
Przypominam czy właściwie informuję Wysoką Izbę, że w pierwotnej wersji projektu przedłożonego przez pana posła Bugaja tego rodzaju możliwości nie było. To zostało dodane już w trakcie posiedzeń komisji i jest to rozwiązanie całkowicie niemożliwe do przyjęcia.
Jeśli te rozwiązania, o których mówiłem, te wszystkie rażące przypadki potraktować łącznie, pomijając już inne błędy tej konstytucji, o których będą mówili moi klubowi koledzy, to mamy do czynienia z konstrukcją systemu niespójnego, można powiedzieć strukturalnie wewnętrznie skonfliktowanego, który może prowadzić albo właśnie do nieustającego sporu, albo też do podporządkowania całej władzy jednemu, w istocie pozostającemu poza jakąkolwiek kontrolą ośrodkowi.
Oczywiście autorzy tego projektu nie muszą być zwolennikami demokracji, być może niektórzy z nich nie są jej zwolennikami, ale sądzę, że wszyscy są zwolennikami kierowania się w życiu publicznym elementarnym rozeznaniem i po prostu zdrowym rozsądkiem, i sądzę, że są w stanie ocenić tę szczególnego rodzaju inwencję, którą urząd prezydencki przez cały czas swego trwania w tym ostatnim, wciąż istniejącym wydaniu nieustannie nam przedkłada. Zdaję sobie sprawę, że przyjęcie takich rozwiązań może wprowadzić w nasze życie polityczne taką dynamikę, w ramach której ta inwencja, dzisiaj raczej zawierana tylko w słowach, będzie miała szeroki przystęp do naszego życia publicznego, ekonomicznego itd.
Chciałem powiedzieć jeszcze tylko tyle, że przedstawiciele Porozumienia Centrum przedłożyli na posiedzeniu komisji poprawki mniejszości. Ich przyjęcie, likwidacja tych rażących artykułów pozwoli nam głosować za ustawą konstytucyjną. Jednocześnie jednak nawet przy przyjęciu tych rozwiązań ta ustawa, nawet, powiadam, w tej złagodzonej wersji, wprowadza w Polsce nowy ustrój państwowy. Ten parlament nie ma dziś społecznego zaufania. Trzeba stwierdzić z przykrością, że nie ma dziś społecznego zaufania, wskazują na to badania, także pan prezydent. Zwiększenie uprawnień prezydenta, które ma miejsce również w tej wersji, nie ma także społecznego poparcia. Wskazują na to wszystkie badania. Stąd ze zwykłej uczciwości politycznej, ze zwykłego poczucia odpowiedzialności wobec społeczeństwa musi wynikać, że ten projekt powinien być przedłożony społeczeństwu, stąd nasza propozycja, także zawarta we wnioskach mniejszości, o poddaniu tego projektu referendum. Jest to dla nas warunek jego ostatecznej akceptacji. (Oklaski)
http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf/main/43A3E6D4
Wysłany: Pią Kwi 23, 2010 2:47 pm Temat postu: Cytat:	Poseł Jan Olszewski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Dyskutujemy dzisiaj nad sprawą niezmiernie ważną i niezmiernie spóźnioną. Ten akt prawny powinien być uchwalony 2-2,5 roku temu. Może dlatego, że upłynęło tak wiele czasu od chwili, kiedy stał on się jakby probierzem rzetelności zmian i reform w Polsce, dzisiaj na tej sali, mimo że mówimy o podstawach ustrojowych budowanej III Rzeczypospolitej, nie ma pana prezydenta i ławy poselskie świecą pustką. Nawet nie wiadomo, czy to oznacza solidarność z prezydentem czy protest, myślę, że oznacza to po prostu, iż upał jest rzeczywiście zbyt duży.
Jakkolwiek bądź, ta sprawa jest okazją, spóźnioną okazją, abyśmy wreszcie rozstali się ostatecznie, jeżeli chodzi o konstrukcje konstytucyjne naszego życia publicznego, z PRL, z jego tradycją. Przepraszam, użyłem złego czasu. To była okazja. Dziś już wiadomo, że się nie rozstaniemy. Nie rozstaniemy się, nawet gdyby Wysoki Sejm raczył uchwalić poprawkę do art. 78 tej ustawy, poprawkę zawartą we wniosku mniejszości. Nie rozstaniemy się, bo i wtedy, w takiej konfiguracji zapis praw obywatelskich i obowiązków obywatelskich dla obywateli III Rzeczypospolitej będzie dokładnie taki sam, jak to zapisał dla obywateli PRL w roku 1952 Iosif Wissarionowicz Stalin.
Nie rozstaniemy się z tą szczególną retoryką i w dalszym ciągu będzie obowiązywał art. 93, jego formuła, w którym mówi się o podstawowym obowiązku obywatelskim - czujności wobec wrogów narodu. Pozostawia się też formułę art. 91, w którym mówi się o tym, że podstawą ˝budowy polskiej państwowości jest własność społeczna˝. Mógłbym cytować dalej, ale to naprawdę chyba wyważanie już otwartych drzwi.
Mam w tej sprawie wniosek, wniosek obalonego już rządu, złożony do Komisji Nadzwyczajnej pracującej nad tą ustawą - o uregulowanie całości tej problematyki, ze wskazaniem możliwości przyjęcia prostych rozwiązań. Ponieważ jednak był to rząd w przekonaniu większości członków komisji głęboko niesłuszny, jego wnioskom nie nadano biegu.
Pozostaniemy więc w dalszym ciągu na bliżej nie określony okres w symbiozie z tym szczególnym spadkiem, jaki nam pozostawił ustrój PRL w tym zakresie, o którym wszyscy mówimy, dzisiaj zwłaszcza lewa część sali wyrażała wielką troskę o formuły praw i obowiązków obywatelskich w świetle perspektyw wejścia Polski do Europy. Pozostaniemy z tą starą retoryką. I myślę, że to jest, powinien być, powód do głębokiego wstydu dla nas wszystkich.
Od spraw przeszłości chciałbym jednak przejść do spraw przyszłości, bo to jest mimo wszystko istotniejsze.
Mówiono już tutaj na ten temat - i zgadzam się z tą krytyką - że jeżeli chodzi o legislację, ten projekt nie spełnia pewnych elementarnych wymogów. W moim przekonaniu jednak te błędy legislacyjne nie wynikały ani z niedostatku wiedzy, ani z niedbalstwa ludzi, którzy przygotowywali zapisy, którzy nad nimi pracowali. One były, są prostą konsekwencją przyjętej konstrukcji politycznej. Ta konstrukcja polityczna ma określoną genezę. Ona wywodzi się ze zmian, które do ustawy konstytucyjnej z 22 lipca 1952 r. wprowadzono dla zabezpieczenia rezultatów umowy ˝okrągłego stołu˝. Wprowadzono wówczas nową instytucję konstytucyjną Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej - urząd prezydenta. Urząd prezydenta, który był pomyślany od strony politycznej jako pozycja politycznego gwaranta, że umowy ˝okrągłego stołu˝ zostaną dotrzymane zarówno wobec kontrahenta wewnętrznego, wobec tych, którzy występowali w tych umowach jako strona partyjno-rządowa, jak i wobec kontrahenta zewnętrznego, jako zabezpieczenie tego, iż Polska Rzeczpospolita Ludowa pozostanie w obozie, którego siłą przewodnią był Związek Radziecki. Ten urząd został przygotowany dla bardzo konkretnej osoby - dla generała Wojciecha Jaruzelskiego. Jest pewnym specyficznym grymasem historii, że przez trzy lata, tworząc podwaliny pod budowę nowego państwa, nowego ustroju, nowej Rzeczypospolitej, musieliśmy posługiwać się tymi właśnie rozstrzygnięciami.
Myślę, iż te wszystkie, powiedziałbym, zaskakujące rozwiązania, które skrytykował tu przede wszystkim przedstawiciel klubu Porozumienia Centrum Jarosław Kaczyński, które także w jakiejś mierze przedstawiono w wystąpieniach przedstawicieli niektórych innych klubów, np. ˝Porozumienia Ludowego˝, że te wszystkie dziwne, zaskakujące konstrukcje wynikły po prostu stąd, iż konstruktorzy nowych przepisów jako punkt wyjścia dla swojego projektu przyjęli taką instytucję urzędu prezydenckiego, jaka została wprowadzona do konstytucji w roku 1989 i postanowili ją ulepszyć, wyciągając wnioski z nie najszczęśliwszej, trzeba przyznać, dotychczasowej praktyki jej stosowania. Postanowili stworzyć sprecyzowaną płaszczyznę stosunków, ale stosunków zamykających się w tym samym układzie - pomiędzy urzędem prezydenckim, rządem i parlamentem. Wynikły z tego rzeczy, trzeba przyznać, zaskakujące. Bałbym się tutaj nie tyle ośmieszenia, o którym mówił Jarosław Kaczyński, ale czegoś znacznie gorszego, bałbym się głębokiej niemocy głównych instytucji życia publicznego w Polsce, która może być następstwem uchwalenia tego aktu.
Proszę Wysokiej Izby! Jest jedna niesłychanie charakterystyczna i niesłychanie groźna rzecz. Przepisy, zwłaszcza przepisy dotyczące stosunków między rządem a prezydentem, ale także i innych aspektów układu politycznego władz centralnych państwa, stwarzają i ogromnie rozszerzają pole konfliktu. Przedstawię jeden przykład. W art. 33 i 35 wprowadza się zasadę, że ˝ogólne kierownictwo w dziedzinie stosunków zagranicznych˝ oraz ˝w dziedzinie zewnętrznego i wewnętrznego bezpieczeństwa Państwa˝ należy do prerogatyw prezydenta. Równocześnie w art. 62 stwierdza się, iż wniosek o powołanie ministrów odpowiedzialnych za te resorty ˝prezes Rady Ministrów przedstawia po zasięgnięciu opinii prezydenta˝. Po zasięgnięciu opinii. Nie wynika z tego, czy ta opinia powinna być pozytywna, czy wystarczy sam fakt zapytania niezależnie od charakteru odpowiedzi. Na tle tego uregulowania chcę postawić autorom tych przepisów kilka praktycznych pytań.
Po pierwsze, jak odróżnić prawo do ogólnego kierownictwa w danym resorcie od zwykłego kierowania resortem? Gdzie będą przebiegały granice? W jakim zakresie trzeba będzie dokonywać uzgodnień? Gdzie będzie sięgała w tym zakresie władza prezydenta, a gdzie zaczynają się własne kompetencje ministra?
Po drugie, jeżeli ta opinia, jaką przy obsadzaniu tych resortów musi otrzymać od prezydenta, nie jest dla prezesa Rady Ministrów wiążąca, to jak można sobie wyobrazić współpracę w kierowaniu resortem z ministrem, którego prezydent wyraźnie sobie nie życzy, w sytuacji kiedy ich prerogatywy są tak ściśle splecione?
Po trzecie, jak wówczas może się kształtować odpowiedzialność za kierowanie tymi resortami przez cały zespół rządowy, ponieważ rząd - jak wynika z innych przepisów - działa kolegialnie, działa jako zespół? Jaka jest odpowiedzialność rządu za te dziedziny wówczas, kiedy w zakresie zarówno bezpośredniego kierowania, choćby o ogólnym charakterze, jak i w zakresie obsady urzędów podstawowe uprawnienia należą do prezydenta?
Zapis art. 36 także rozszerza pole konfliktów. Chodzi o obsadę stanowiska szefa sztabu. Ktoś z moich przedmówców już wskazywał na to, ale użył nieprecyzyjnego i nieadekwatnego w stosunku do języka projektu ustawy określenia; mówił, że to wymaga zgody szefa resortu obrony narodowej. Otóż nie, użyto terminu: prezydent w porozumieniu mianuje. Czy to musi oznaczać zgodę? Czy możliwa jest wykładnia, iż to porozumienie dotyczy tylko konsultacji, bez obowiązkowego uzgodnienia końcowych rezultatów tych konsultacji? Otóż to są problemy o charakterze zupełnie zasadniczym dla życia państwowego.
A pozycja rządu? Śmiem twierdzić, że przyjęta konstrukcja powoduje, iż powstaje właściwie rząd w rządzie, sprawa tych trzech prezydenckich resortów zostaje niejako wyłączona, jest rozstrzygana na innym szczeblu i na innych zasadach, poza możliwością realnego oddziaływania ze strony premiera i ze strony innych ministrów. W tej sprawie może bardziej logiczne byłoby, gdyby odpowiedzialność po prostu przekazano ministrom stanu. Zniknęłaby wtedy trudność, praktyczna trudność - mogę coś o tym powiedzieć, jak dalece praktyczna - znalezienia granicy między uprawnieniami członków kierownictwa tych resortów a uprawnieniami urzędników kancelarii prezydenckiej. Nie wyczerpuje to jednak sprawy. Jeżeli przyjmiemy w ślad za konstrukcją wprowadzoną do projektu ustawy konstytucyjnej, że rząd działa kolegialnie, to w tym układzie rola prezesa Rady Ministrów i jego zastępców sprowadza się praktycznie biorąc wyłącznie do przewodniczenia temu kolegialnemu ciału. Konkretny zapis dotyczący konkretnych zadań, który można wyłowić z projektu ustawy, zawiera właściwie art. 39 ust. 1, jest to mianowicie: informowanie prezydenta o podstawowych problemach będących przedmiotem prac rządu. Sądzę, że jakkolwiek jest to niewątpliwie problem poważny - chociaż szczerze powiedziawszy, nie wiem, czy wart aż tak szczegółowego zapisu w ustawie konstytucyjnej - to jednak w moim przekonaniu nie wyczerpuje to katalogu istotnych zadań, które będą zawsze stały przed prezesem Rady Ministrów, nawet jeżeli przyjmiemy, że kolegialne ciało, jakim jest rząd, będzie w pełni zgrane, a musimy się liczyć z tym, że w sytuacji obecnego Sejmu, Sejmu działającego przecież w oparciu o skomplikowane koalicje, ta kolegialność nie zawsze da się łatwo osiągnąć.
Jeżeli chodzi o operatywne kierowanie pracami rządu wiele, wiele lat temu powstało pewne ciało, pewien organ, który odgrywał i w okresie trwania PRL, i w okresie minionych 3 lat bardzo istotną rolę w rozwiązywaniu najpilniejszych zadań rządu. Mówię o Prezydium Rządu. To było ciało, które funkcjonowało w okresie rządów komunistycznych bez żadnej podstawy konstytucyjnej, tylko że wtedy to, że brakowało podstawy konstytucyjnej, nie stanowiło problemu, ponieważ rzeczywisty ośrodek władzy funkcjonował w ogóle poza rządem i nie był w ogóle ujęty w żadnej formie w konstytucji. Myślę, że dzisiaj powinniśmy przede wszystkim jednak zwrócić uwagę na uzgodnienie stanu faktycznego i faktycznych potrzeb z zapisem konstytucyjnym.
Gdyby czas pozwolił, mógłbym tych przykładów przypomnieć i przytoczyć więcej. Myślę, że nie warto. Myślę, że to wystarczy. Trzeba sobie jednak odpowiedzieć na pytanie, dlaczego z takim uporem kontynuujemy te oczywiste przecież i zweryfikowane już w praktyce błędy. Myślę, że przyczyna tego jest również natury politycznej i że staje się to jasne i zrozumiałe wówczas, kiedy słyszymy deklaracje lewej części sali, która bardzo krytycznie ocenia zresztą te przepisy, ale równocześnie deklaruje dla nich pełne poparcie. (Oklaski) Sądzę, że powód tej szczególnej sprzeczności jest bardzo prosty - to jest powód polityczny. Jest to związane z nadzieją znalezienia w nowej sytuacji nowego gwaranta dla istnienia tych konsekwencji umowy ˝okrągłego stołu˝, które ciągle jeszcze przetrwały w naszym życiu, które nadal utrudniają nam sprawne i szybkie przeprowadzenie reform ustrojowych, które leżą u podwalin III Rzeczypospolitej, ciążą jej, które utrudniają nam wyjście z systemu postkomunistycznego.
Myślę, że to jest polityczna istota konstrukcji tego aktu i to zapewnia temu aktowi poparcie tej właśnie części sali.
Z tych właśnie, dokładnie tych samych, powodów mój klub nie będzie mógł głosować za tym aktem prawnym. (Oklaski)	http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf/main/5B2E20DA