Source: https://www.prawo-budowlane.info/albo_nieodplatne_przekazanie_przylacza_kanalizacyjnego_albo_utrudnianie_inwestycji,107,material_prawo_budowlane.html
Timestamp: 2020-02-19 12:35:38
Legal References Found: art. 132
 art. 144
 art. 37
 art. 40
 art. 27
 art. 190
 art. 115
 art. 304
 art. 415
 art. 6
 art. 15
 art. 19
 art. 18
 art. 28

Document Content:
Albo nieodpłatne przekazanie przyłącza kanalizacyjnego, albo utrudnianie inwestycji
Janusz Polanowski • Opublikowane: 2016-06-03
Od dłuższego czasu walczę z gminą o wybudowanie sieci kanalizacyjnej wraz z przyłączem (nie chcemy przekazywać sieci gminie za darmo, a gmina na nas to wymusza). Mam aktualne pozwolenie na budowę, jednak kiedy złożyłam wniosek o wydanie pozwolenia na zajęcie pasa drogowego na czas robót – urzędnik stwierdził, że nie wyda nam pozwolenia, bo nie mamy ważnych warunków technicznych na przyłączenie sieci. Gdy chcieliśmy dostać nowe warunki techniczne, urzędnik z zakładu gospodarki komunalnej oznajmił, że nam ich nie wyda, dopóki nie podpiszemy umowy o przyłączenie z przekazaniem nieodpłatnym gminie. Czy zarządca drogi ma prawo odmówić nam wydania decyzji na zajęcie pasa, skoro mamy pozwolenie na budowę? Skoro już raz mieliśmy wydane warunki techniczne z ZGK na podstawie oświadczenia o samodzielnym sfinansowaniu wybudowania sieci, to gdy wnosimy o nie ponownie możemy otrzymać odmowę? Jeśli tak, to jaka jest ścieżka odwoławcza od takiej decyzji (skarga, zażalenie)?
Obawiam się, że jedna z najpoważniejszych przeszkód organizacyjnych wiąże się z tym, co Pani przedstawiła w słowach – cytuję: „urzędnik stwierdził, że nie wyda nam pozwolenia”. Wielu urzędników nadal praktycznie hołduje regule „nie ma pisma – nie ma sprawy”. Polecam trzymać się zasady pisemnego załatwiania spraw – pisma składając za pokwitowaniem ich przyjęcia lub wysyłając listami poleconymi (a często przydaje się opcja „za zwrotnym potwierdzeniem odbioru”). Chodzi między innymi o branie pod uwagę zasady pisemności, wysłowionej następująco w artykule 14 Kodeksu postępowania administracyjnego (K.p.a.):
„§ 1. Sprawy należy załatwiać w formie pisemnej lub w formie dokumentu elektronicznego w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne (Dz. U. z 2013 r. poz. 235), doręczanego środkami komunikacji elektronicznej.
§ 2. Sprawy mogą być załatwiane ustnie, gdy przemawia za tym interes strony, a przepis prawny nie stoi temu na przeszkodzie. Treść oraz istotne motywy takiego załatwienia powinny być utrwalone w aktach w formie protokołu lub podpisanej przez stronę adnotacji.”
Jeśli nawet zdarzy się odmowa, to – w przypadku działania prawnie przewidzianego – można ją będzie zaskarżyć; decyzje administracyjne zaskarża się odwołaniami (art. 127 i następne K.p.a.), zaś postanowienia zażaleniami (art. 141 i następne K.p.a.). Zasada dewolutywności (dewolucji) oznacza, że środek zaskarżenia kieruje się do organu wyższego stopnia – bardzo często za pośrednictwem organu pierwszej instancji (zaś organ ten powinien środek zaskarżenia przedstawić organowi wyższej instancji). Zasada dewolucji nie jest bezwzględna, ponieważ ustawodawca dopuszcza uwzględnienie odwołania przed organ, który wydał zaskarżoną decyzję administracyjną; art. 132 § 1 K.p.a. brzmi: „Jeżeli odwołanie wniosły wszystkie strony, a organ administracji publicznej, który wydał decyzję, uzna, że to odwołanie zasługuje w całości na uwzględnienie, może wydać nową decyzję, w której uchyli lub zmieni zaskarżoną decyzję”. To rozwiązanie może znaleźć zastosowanie również w przypadku zaskarżania postanowień; art. 144 K.p.a. brzmi: „W sprawach nieuregulowanych w niniejszym rozdziale do zażaleń mają odpowiednie zastosowanie przepisy dotyczące odwołań”.
W przypadku ograniczania się wyłącznie do „pogawędek” z urzędnikami, może nigdy nie dojść nawet do wszczęcia postępowania – nie wspominając o wydaniu orzeczenia (regułą jest merytoryczne orzekanie w sprawach administracyjnych decyzjami). Jeśli nie ma nic (nawet postępowania), to nie ma możliwości skarżenia – nawet bezczynności organu (np. art. 37 K.p.a.). Gdyby nie złożono odpowiednich wniosków (i to na piśmie) w sprawach już wcześniej rozstrzygniętych decyzjami, to prawdopodobnie nie byłoby szans na wykonanie inwestycji. Teraz także należy trzymać się formy pisemnej. Oczywiście, jeśli urzędnicy są skłonni do rozmów, to warto podejmować sensowne rozmowy merytoryczne (np. co do warunków organizacyjnych), jednak proszę unikać takich sytuacji, że faktycznie ktoś Państwa zbędzie. Jeden raz mu może się udać „taka sztuczka”, nawet drugi – ale trzeba umieć wyznaczyć granice (w końcu składając wniosek, nawet mając świadomość negatywnego nastawienia jakiejś osoby urzędowej).
Przejdźmy teraz do ustawa z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych. Według jej artykułu drugiego punkt 8) tejże ustawy do zarządcy drogi należy „w szczególności: wydawanie zezwoleń na zajęcie pasa drogowego i zjazdy z dróg oraz pobieranie opłat i kar pieniężnych”. Przed sformułowaniem ostatecznej (kierowanej do zarządcy danej drogi publicznej) wersji wniosku proponuję zapoznać się bardzo dokładnie nie tylko z artykułem 40 ustawy o drogach publicznych, ale również sprawdzić prawo miejscowe odnoszące się do stawek opłat za zajęcie pasa drogowego. Chodzi między innymi o uniknięcie sytuacji, w której np. z uwagi na brak precyzji w treści wniosku zostałaby nałożona zbyt wysoka opłata. Oczywiście można wnioskować o rezygnację z pobierania takiej opłaty (choć szansa na to wydaje się malutka) lub o zastosowanie możliwie niskiej stawki.
Ewentualna odmowa powinna (jak każda decyzja) zawierać wskazanie podstawy prawnej. To pomogłoby w sformułowaniu ewentualnego odwołania.
Same przepisy ustawy o drogach publicznych dosłownie nie precyzują wymogów podejmowania starań o wyrażenie zgody na zajęcie pasa drogowego. Skoro jednak zajęcie pasa drogowego ma dotyczyć „prowadzenia robót w pasie drogowym” – według art. 40 ustęp 2 punkt 1) ustawy o drogach publicznych – to sam sens słów wskazuje na to, że prace te powinny być prowadzone zgodnie z prawem. Proponuję dokładnie sprawdzić, czego dotyczą wcześniej wydane decyzje administracyjne (warunki, pozwolenie), w tym jakiego obszaru (terenu). Może się bowiem okazać – już po zawnioskowaniu o wyrażenie zgody na zajęcie pasa drogowego – że dana decyzja nie obejmuje prac na obszarze pasa drogowego. Regułą (w prawie budowlanym) jest „prawo dysponowania nieruchomością na cele budowlane” przy podejmowaniu starań o legalne prowadzenie inwestycji budowlanej. W związku z nowelizacją Prawa budowlanego, która weszła w życie pod koniec czerwca 2015 r., sporo zagadnień zostało przekwalifikowanych z „trybu decyzyjnego” do „trybu zgłoszeniowego”; proponuję sprawdzić szczegóły, zestawiając sytuację z przepisami (zwłaszcza z art. 27 i następnymi Prawa budowlanego). Być może trzeba będzie zawnioskować o wydanie nowej (kolejnej) decyzji lub o rozszerzenie zakresu (obszarowego) decyzji wcześniej wydanej.
Warto zwrócić uwagę na to, co Pani wskazała w słowach, cytuję: „urzędnik z zakładu gospodarki komunalnej oznajmił, że nie wyda nam warunków, jeśli nie podpiszemy umowy o przyłączenie z przekazaniem nieodpłatnym gminie”. Coś takiego budzi skojarzenia z szantażem, a więc zwłaszcza nasuwa się na myśl artykuł 191 Kodeksu karnego (K.k.), stanowiący:
Jest to jeden z artykułów „szczegółowych” (obok art. 190 K.k.) o groźbie bezprawnej (ogólnie scharakteryzowanej w art. 115 § 12 Kk.k.).
Skoro przekazywanie odcinków sieci (nie tylko kanalizacyjnych) odbywa się umownie (przynajmniej oficjalnie), to wchodzić mógłby w grę również art. 304 K.k., który brzmi: „Kto, wyzyskując przymusowe położenie innej osoby fizycznej, prawnej albo jednostki organizacyjnej nie mającej osobowości prawnej, zawiera z nią umowę, nakładając na nią obowiązek świadczenia niewspółmiernego ze świadczeniem wzajemnym, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”
Zbytnia „symbioza” między urzędnikami a jakimiś przedsiębiorstwami (również należącymi do jednostek samorządu terytorialnego) może uzasadniać poinformowanie o problemie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, ponieważ wymuszanie przez jakąś osobę urzędową działań na rzecz lokalnego monopolisty może być praktyką monopolistyczną.
Również urzędnicy powinny być świadomi swej odpowiedzialności – być może nie tylko na podstawie ww. przepisów (w tym karnych). Nadużycia władzy mogą skutkować sankcją.
Chodzi może nie tylko o sankcje karne (być może za tak zwane przestępstwa urzędnicze), ale również o odpowiedzialność odszkodowawczą za szkodę związaną z funkcjonowaniem administracji publicznej. Przepisy o tak zwanych deliktach cywilnych skoncentrowano w art. 415 i następnych Kodeksu cywilnego (K.c.). Dotyczące działań i zaniechań władczych przepisy o deliktowej odpowiedzialności cywilnej zawarto głównie w artykułach: od 417 do 421 K.c. Artykuł 417 K.c. stanowi:
§ 2. Jeżeli wykonywanie zadań z zakresu władzy publicznej zlecono, na podstawie porozumienia, jednostce samorządu terytorialnego albo innej osobie prawnej, solidarną odpowiedzialność za wyrządzoną szkodę ponosi ich wykonawca oraz zlecająca je jednostka samorządu terytorialnego albo Skarb Państwa.”
Warto zestawić sytuację z ustawą o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków – być może podczaj merytorycznej rozmowy z kimś rzeczywiście podejmującym decyzje (niekoniecznie administracyjne). Według art. 6 tejże ustawy dostawy wody i odbiór śmieci odbywają się na podstawie umowy. Jej art. 15 ust. 4 stanowi: „Przedsiębiorstwo wodociągowo-kanalizacyjne jest obowiązane przyłączyć do sieci nieruchomość osoby ubiegającej się o przyłączenie nieruchomości do sieci, jeżeli są spełnione warunki przyłączenia określone w regulaminie, o którym mowa w art. 19, oraz istnieją techniczne możliwości świadczenia usług”. Według art. 18d decyzją administracyjną odmawia się zezwolenia dla przedsiębiorstwa.
Proszę zwrócić uwagę również na treść artykułu 31 tej samej ustawy:
„1. Osoby, które wybudowały z własnych środków urządzenia wodociągowe i urządzenia kanalizacyjne, mogą je przekazywać odpłatnie gminie lub przedsiębiorstwu wodociągowo-kanalizacyjnemu, na warunkach uzgodnionych w umowie.
2. Przekazywane urządzenia, o których mowa w ust. l, powinny odpowiadać warunkom technicznym określonym w odrębnych przepisach.
3. Należność za przekazane urządzenia wodociągowe i urządzenia kanalizacyjne może być rozłożona na raty lub uwzględniona w rozliczeniach za zbiorowe zaopatrzenie w wodę i zbiorowe odprowadzanie ścieków.”
Przymuszanie do tego, co dobrowolne, może mieć poważne konsekwencje prawne. Być może ktoś – chociażby faktycznie stosując praktyki monopolistyczne – dąży do wymuszenia darowizny (co może mieć konsekwencje karne) lub prowokuje do bezumownego wprowadzania ścieków do sieci (za co grozi kara z art. 28 tejże ustawy).
Wezwanie przedsądowe do przyłączenia, zawarcia umowy i zaprzestania praktyk monopolistycznych to jedno z rozwiązań; warto wyznaczyć termin w takim wezwaniu. Potem (ale bez zbędnego czekania) można zawezwać do próby ugodowej – opłata sądowa to parędziesiąt złotych (a więc taniej od opłaty za „procesowanie się”). Niejako równolegle można powiadomić o problemie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów lub organa ścigania.
Odnośna ustawa przewiduje wydawanie decyzji administracyjnych bardziej w odniesieniu do zagadnień związanych z funkcjonowaniem przedsiębiorstw wodociągowych i kanalizacyjnych. Państwo trafili na monopolistę, ale tenże monopolista mógł trafić na kogoś konsekwentnego, kto wie, że świat nie kończy się na danej gminie. Wadliwe działanie gminy może uzasadniać nawet skierowanie wniosku do Prezesa Rady Ministrów o rozwiązanie organów gminy i ustanowienie komisarza rządowego, jeśli radnym i wójtowi (burmistrzowi) znudziło się na podstawie i w granicach prawa, to prawo przewiduje odpowiednie środki naprawcze.
Na koniec podkreślę: zawsze warto rozmawiać. Proponuję zatem nie tylko sformułować i skierować odpowiedni wniosek, ale również porozmawiać zwłaszcza ze zwierzchnikami urzędnika, który „rzuca kłody pod nogi”. Czasami ludziom się wydaje, jakoby „mieli władzę i już”, więc niekiedy przydaje się przypomnieć biblijne sformułowanie o tym, że ktoś „nie miałby żadnej władzy, gdyby mu jej nie dano z góry”. Właśnie z tą „górą” można rozmawiać. Na ogół wójtowie (burmistrzowie, prezydenci miast) mają wyznaczone godziny przyjęć lub dyżurów; podobnie jest z radnymi. Nie trzeba od razu „strzelać do wróbla z armaty” (np. kierować do organów ścigania na jakiegoś urzędnika niskiego stopnia powiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa). Czasami spokojna rozmowa, być może połączona z oględzinami (o taką „wizję lokalną” warto zawnioskować na piśmie) może dać więcej od „pogaduszek w gabinetach”. Prawdopodobnie określona liczba ludzi jest zainteresowana powodzeniem odnośnej inwestycji. Ci ludzie są także wyborcami; niektórzy z nich mogą zdecydować się na start w kolejnych wyborach (np. pod hasłem „zmiany” lub „zrobienia porządków”). Jeśli aktualni decydenci się nie opamiętają, to mogą stracić swe wpływy.