Source: http://czasopismo.legeartis.org/2017/02/najlepsze-piwo-na-swiecie-kryptoreklama.html
Timestamp: 2019-08-21 02:36:09
Legal References Found: art. 4
 art. 18
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 16
 art. 17
 art. 42
 art. 36

Document Content:
Czy "najlepsze piwo na świecie" w informacjach PR to kryptoreklama?
I jeszcze jeden remanent poawaryjny, znów z cyklu „sprawdzamy fejkowe newsy” — czyli co sądzić o nieprawdziwych tekstach prasowych, które w dodatku wyglądają jak żywa kryptoreklama? (por. „Mistrzu Pijaru, troszkę umiaru! [1000 IBU]” u Kopyra).
Przekaz podprogowy: elegancki facet, marynareczka, kaszkiecik — i butelka piwa (Salamandra od 100 Mostów, a jakże) w krzakach (ale nie na ulicy). Znaczy się: eleganccy ludzie piją piwo w krzakach (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)
Dla nieśledzących tematu (oraz dla tych, którym wideo w internecie kojarzy się z kamieniem w bucie): wrocławska Wyborcza.pl napisała, że wrocławski Browar Stu Mostów uwarzył „najlepsze piwo na świecie” — a przecież prawda jest taka, że ART#9 Oatmeal Hoptart (nie znam) jest tylko na liście 50 czy tam 100 najlepszych. Więc pijarowcy browaru nie powinni szaleć (zwłaszcza, że są polscy piwowarzy, którzy na tej samej liście mają więcej „oczek”) — a dziennikarze nie powinni pisać bzdur.
To teraz ortodoksyjnie wypunktuję, bo tak szybciej, a przecież w piątkowy wieczór trzeba szybko:
czy PR przedsiębiorcy dopuszcza się czynu nieuczciwej konkurencji rozsyłając mylące informacje prasowe? moim zdaniem nie ma oczywiście mowy o czynie nieuczciwej konkurencji w zakresie reklamy (art. 16 UoZNK): informacja rozesłana do dziennikarzy nie jest reklamą, nawet jeśli ma pośrednio zachęcać do większego zainteresowania piwem z konkretnego browaru (tak, wiem, że ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji nie definiuje pojęcia „reklama”, ale nawet jeśli zajrzymy do art. 4 pkt 17 ustawy o radiofonii i telewizji, to też nie pasuje);
co innego gdyby za notką PR szła dodatkowa gratyfikacja — dla redakcji, dla dziennikarza: nie dość, że takie działanie jest wprost przywołane jako sprzeczne z etyką kupiecką (art. 16 ust. 1 pkt 4 UoZNK), to narusza zakaz prowadzenia przez dziennikarzy ukrytej działalności reklamowej (art. 12 ust. 2 prawa prasowego). Oczywiście to są sprawy, które trzeba udowodnić (zwracam uwagi, że nie ma tu mowy o odwróconym ciężarze dowodu z art. 18a UoZNK);
czy przepisywanie z informacji przesłanej przez działy PR zwalniają dziennikarzy z odpowiedzialności? no cóż… art. 12 ust. 1 pkt 1 prawa prasowego jest jednoznaczny: dziennikarz zawsze ma obowiązek zachować szczególną staranność, w tym sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych informacji — ja bym powiedział, że notoryjnie znanym jest fakt naciągania rzeczywistości przez marketingowców, to dobry dziennikarz tak przemieli temat, że mu wyjdzie tekst taki jak trzeba — w tym przypadku być może o konkluzjach podobnych do felietonu Tomasza Kopyry;
no dobrze, a może redaktorskie 4 litery ratuje podanie źródła informacji? cóż… tylko pozornie: albo źródłem rewelacji był ranking piwa — a więc nawet średnio wytrawne oko wyłapałoby, że jednak teza o najlepszym piwie na świecie jest nieprawdziwa — albo wyłącznym źródłem jest sama notka PR… która nie dość, że nie została przywołana, to w dodatku nie została sprawdzona (przypominam, że powołanie się przez dziennikarza na źródło informacji nie zwalnia go z obowiązku sprawdzenia faktów);
istotne zastrzeżenie: naruszenie przez dziennikarza art. 12 prawa prasowego rodzi dwojakie skutki — po pierwsze „same w sobie”, ale tu raczej mowa o naruszeniu etyki zawodowej (art. 49 prawa prasowego nie penalizuje naruszenia art. 12) — ale też i uniemożliwia uwolnienie się od ewentualnej odpowiedzialności za „inny” bezprawny czyn — czyli jeśli ktoś by chciał się dobrać do tych 4 liter redaktorowi, który puszcza takie rzeczy, to najsamprzód musi znaleźć ten inny punkt zaczepienia.
Podsumowując: dopóki w sprawie nie możemy stawiać zarzutu płatnej kryptoreklamy — dopóty tego rodzaju „fejkowe dziennikarstwo” nie wiąże się z konsekwencjami prawnymi — chyba że znajdzie się chętny do zbadania tematu pod kątem naruszenia dóbr osobistych (wątpliwie) lub też innego zachowania sprzecznego z prawem.
PS a co powiedzieć o dziennikarstwie przepisującym fejkowe bzdury — bez weryfikacji?
Tags: alkohol art. 12 pr. pras. art. 16 uznk art. 17 uznk marketing piwo prasa reklama
← Zdaniem SN nawet nieogłoszony wyrok TK wiąże sądy powszechne
Warunkowe umorzenie postępowania wobec właściciela schroniska oskarżonego o znęcanie się nad zwierzętami →
Od dawna znane są przypadki stosowania w prasie czy mediach internetowych tzw. „artykułów sponsorowanych” Gdzie płaci się gazecie portalowi internetowemu lub dziennikarzowi aby opisał produkt w artykule w sposób najbardziej korzystny czyli wyszczególniamy zalety produktu trochę nawet je podkoloryzując a pomijając wady lub umniejszając ich znaczenie. Z kolei fakty niepotwierdzone które by przeszkadzały we wspomnianej rzetelności dziennikarskiej można łatwo ominąć pozostawiając je w formie pytania (np. zamiast słów: „to najlepsze piwo na świecie”, piszemy: „czyżby to najlepsze piwo na świecie?” i już nie można mówić o braku rzetelności czy kłamliwej reklamie jako że zdanie nie jest jednoznaczne choć sugeruje odpowiedź.… Czytaj więcej »
Tekst sponsorowany — prawidłowo oznaczony, nie mam na myśli krypciochy — to nieco inna para kaloszy. Chociaż i tak nie jest to takie słodkie: z jednej strony art. 42 ust. 2 pr. prasowego zwalnia wydawcę i redaktora z odpowiedzialności za treść reklam zgodnych z art. 36 pr. prasowego („nie mogą być sprzeczne z prawem lub zasadami współżycia społecznego”) — ale z drugiej strony: – artykuł sponsorowany jednak jest artykułem, nawet jeśli został nadesłany do redakcji przez klienta, jednak redaktor powinien go przejrzeć, – skoro jest to artykuł, a reklama musi być zgodna z prawem, a prawo nakazuje dochowanie staranności dziennikarskiej… Czytaj więcej »
To już chyba zależy od pisma i redakcji jednak jak zaznaczyłem w swojej wypowiedzi prasa to obecnie działalność wysoce komercyjna dopóki artykuł sprzeda się dobrze mimo że jest dziurawy lub kontrowersyjny to reaktor przymknie na to oko.
Cóż, to także efekt pauperyzacji zawodu, za który po części odpowiedzialni są czytelnicy (na szczęście nie P.T. Czytelnicy!) — a po części wydawcy, którzy hołdują potrzebom czytelników…
Lokalne media bardzo dobrze żyją z opisywania inwestycji, głównie, choć nie tylko nieruchomości mieszkaniowych. Choć jak przychodzi do pisania o centrach handlowych, to też działają łapka w łapkę z inwestorami, łykając nieświadomie (?) to co przesyłają im działy marketingu, pijaru. We Wrocławiu przykładem jest budowane centrum handlowe/biurowiec/dworzec. W gazetach podano tekst sugerujący, że cały budynek dostał jakiś super wspaniały certyfikat ekologiczności. A tym czasem, owszem budynek został zaprojektowany tak by spełniać takie normy, ale tylko w części biurowej. Zawsze jest zwalanie winy na konsumentów. Ale czy nie jest tak, że ludzie dzisiaj muszą się bardziej natrudzić, żeby rzeczywiście dostać coś… Czytaj więcej »
Cóż, przepisywanie z notek prasowych to znana patologia — częściowo wynika to z lenistwa, częściowo z faktu, że media-workerzy rozliczani się z ilości (publikacji, klików) — ba, nawet „poważne” redakcje coraz częściej nie widzą nic zdrożnego w przepisywaniu (i czasem nawet podpisywaniu się pod przepisanym!) — ale czy idzie za tym jakakolwiek kasa pod stołem lub obok — naprawdę nie wiem.
A publikacje o inwestycjach deweloperów, cud-osiągnięciach biznesu, etc., powinny zawsze zaświecać co najmniej żółtą lampkę!
Nie sugeruję tego (kasy za teksty), bo ostatnio we Wrocławskim towarzystwie medialnym i artystycznym jest taki przypadek. Nie mniej irytujące są teksty o inwestycjach, które są kalką tego co puszczają w świat deweloperzy. To jest nic innego jak tekst sponsorowany. Tak też rozumieją to czytelnicy, co widać po komentarzach.
Inna sprawa: skończyłem w łikend czytać książkę o chicagowskich gangach lat 20 i 30 i wychodzi, że tam to dopiero było zżycie z osobami i środowiskami, o których pisali. Tak bliskie, że aż na tym zarabiali.
„do felietonu Tomasza Kopyra” – powinno być Tomasza Kopyry :)
Nie dość, że mam problem z odmianą tego nazwiska — to mam jeszcze nawyk pół-zawodowy (nazwiska w pismach procesowych piszemy w mianowniku).
Piszecie w mianowniku niezależnie od przypadku w jakim wystepuje?
Zdefasonowany umysłowo prawnik (jak ja) unika odmiany nazwisk, które mają nietypową odmianę (czyli oprócz -ski, -cki, -dzki, etc.).
Spróbuj dość od „Rudaka” lub „Rudakowi” do brzmienia nazwiska w mianowniku — przecież tak samo dobrze wyjdzie „Rudaka” lub „Rudako”.
A później ludzie się dziwią, że przychodzi komornik i zabiera igły z widły :)
Proste rozwiązanie napisać zgodnie z odmianą (a w nawiasie: w mianowniku). A już najbardziej śmieszą osoby, które kategorycznie twierdzą: moje nazwisko się nie odmienia. Jakby byli jakim Audi czy Kakao.
To pół biedy, niech sobie robią ze swoim nazwiskiem co chcą. Gorzej jak uparcie twierdzą że MOJE nazwisko się nie odmienia.
Chociaż w drugą stronę, znam takiego który uparcie twierdzi że mój pseudonim odmienia się jak Bruno,Hugo i tytułuje mnie „Panie Mahonie”.
Tak, chodzi mi o takich ludziów, a to, że mają swoje fizie, to ich sprawa, gorzej jak próbują – jakby byli politykami – narzucać te fizie innym i decydować jak powinni działać.
Dobrze, że nie „Panie Moronie”.
Z „Olgierda Rudaka” nie wyjdzie nijak „Olgierd Rudaka”, bo z „Olgierd Rudaka” byłoby „Olgierda Rudaki”. Ale rzeczywiście – może wyjść „Olgierd Rudako”.
Wg mnie to powinno wynikać z kontekstu, tj odmieniać poprawnie i co najmniej raz użyć nazwiska w mianowniku (np. „Rzeczony Olgierd Rudak”). Komornik i jego igły z wideł nie powinien być wytłumaczeniem dla kaleczenia języka.
Cóż, są sytuacje, w których lepiej będzie jeśli precyzja weźmie górę nad stylem i regułami. Wiadomo do czego prowadzi licencja poetica w pismach urzędowych (czasem do gorszych przypadków niż wściekły formalizm).
Zwykle w takich pismach imieniem i nazwiskiem posługujesz się raz, w różnych przypadkach:
– … z powództwa Jana Kowalskiego przeciwko Tomaszowi Nowakowi…
– …Jana Kowalskiego, oskarżonego o…
a to może być wierzyciel, dłużnik, zastawnik, etc. etc. — możliwości jest mnóstwo.
napisałbyś „z powództwa Tomasza Nowak” albo „z powództwa Jana Kowalski”? (pomińmy przypadki amerykańców)
Ad. 1 — tak
ad. 2 — nie (por. powyżej)