Source: https://pawelsikora.wordpress.com/2011/11/17/ubogie-prawo-ubogich-kilka-uwag-o-instytucji-pelnomocnika-z-urzedu/
Timestamp: 2018-02-22 20:28:16
Legal References Found: art. 117
 art. 109
 art. 117
 art. 118
 art. 117
 Art. 117

Document Content:
Ubogie „prawo ubogich” – kilka uwag o instytucji pełnomocnika z urzędu | law life
« Aplikancka zdolność podpisywania
Słów kilka o kosztach pomocy prawnej z urzędu »
Ubogie „prawo ubogich” – kilka uwag o instytucji pełnomocnika z urzędu
W dzisiejszej Gazecie Prawnej znalazłem artykuł, w którym autor wysnuwa tezę mniej więcej taką, że obywatele kradną na potęgę. Nie, nie jogurty w sklepie, ale nieodpłatną pomoc prawną, która im się w rzeczywistości nie należy. Czy rzeczywiście tak jest? Tego nie wiem. Z własnego doświadczenia powiedzieć mogę, że osoby, które dotychczas dane było mi w tych okolicznościach spotkać, raczej nie wyglądały jakby właśnie wróciły z urlopu w Dolomitach, ale to oczywiście jeszcze niczego nie dowodzi. Natomiast przy tej okazji, natchniony niedawnym osobistym (dosyć ciężkim) doświadczeniem, chciałbym spróbować wykazać jak nieżyciowe są obecne przepisy dotyczące ustanawiania pełnomocników z urzędu.
Każdy kto chociaż w małym stopniu skosztował „sądowego życia” wie, że fantazja ludzka w obliczu kontaktu z wymiarem sprawiedliwości czasami potrafi ponieść daleko. Dołóżmy do tego dosyć niską świadomość prawną społeczeństwa i mamy gotową receptę na sprawę, która przy udziale fachowego pełnomocnika – jako oczywiście pełnomocnika z urzędu trafia do sądu, chociaż nigdy nie powinna. Proszę mi wybaczyć to nieco mgliste wprowadzenie, ale chciałem jak najdelikatniej powiedzieć, że zdarza się, że obywatele w obliczu możliwości nieodpłatnego skorzystania z pomocy fachowego pełnomocnika, dosyć ochoczo występują z czasami absurdalnymi wręcz roszczeniami (często wskazując astronomiczną wręcz wartość przedmiotu sporu). I nie mówię tutaj o przypadkach gdzie „coś może być na rzeczy, więc należy to zbadać”, ale o takich, gdzie przykładowo ewentualne postępowanie musi skończyć się nawet odrzuceniem pozwu – z uwagi na niedopuszczalność sądową), względnie gdy przedstawiona przez stronę podstawa faktyczna zahacza o gatunek fantasy.
Ale co zrobić. Jest wniosek, to trzeba ustanowić pełnomocnika. Jeszcze kilka lat temu – kiedy ustanowienie pełnomocnika z urzędu było sprzężone ze zwolnieniem od kosztów sądowych, istniała podstawa prawna do tego aby w razie oczywistej bezzasadności powództwa lub obrony (obligatoryjnie) odmówić zwolnienia od kosztów, a tym ustanowienia samym pełnomocnika z urzędu (art. 117§2 KPC w brzmieniu sprzed 03.2006). Ale przepisy się zmieniły, art. 117§2 KPC został przeniesiony do ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (obecnie znajdziemy go w art. 109 ust. 2 tejże ustawy) a w jego miejsce otrzymaliśmy art. 117§5 KPC, którzy stanowi że „Sąd uwzględni wniosek, jeżeli udział adwokata lub radcy prawnego w sprawie uzna za potrzebny„. Teoretycznie wszystko powinno być więc w porządku. Ale nie jest, bo o ile poprzedni przepis nie pozostawiał sądowi większego pola manewru – tj. w razie oczywistej bezzasadności sąd nie mógł udzielić zwolnienia od kosztów, to obecna regulacja jest znacznie bardziej podatna na rozciąganie. Co prawda „oczywista bezzasadność” jest oczywiście kwestią ocenną, niemniej jednak ewentualna błędna decyzja sądu w tym zakresie mogła by mieć istotne znaczenie reputacyjne.
A teraz? Teraz wystarczy, że sąd uzna, że udział pełnomocnika jest z jakiegokolwiek powodu w danej sprawie potrzebny. Czy to ma jakiś sens? W mojej ocenie niewielki. Wystarczy bowiem, aby strona sformułowała swoje oczywiście bezzasadne roszczenia w sposób nieco zagmatwany i już pojawi się potrzeba aby fachowy pełnomocnik dokonał sprecyzowania tych żądań przed sądem. Ale niestety, absurdalne żądanie ubrane w kodeksowe formułki, nadal będzie tylko absurdalnym żądaniem. Inna sprawa, że sądy widząc kilkustronicowe elaboraty w których strony wykazują, że fachowa pomoc prawna jest im niezbędnie potrzebna, zamiast zagłębić się w ich treść (aby ocenić czy pomoc adwokata jest rzeczywiście potrzebna lub ma jakikolwiek sens), wolą pozbyć się problemu i odbić piłeczkę do fachowego pełnomocnika, który będzie musiał zająć się sprawą.
Z tym wiąże się bardzo istotna kwestia kosztów, jakie strona będzie musiała ponieść w razie przegrania sprawy. Od pełnomocnika działającego na korzyść klienta należałoby oczekiwać, że podejmie działania na korzyść klienta, łącznie z tym, że uchroni klienta od konieczności ponoszenia takich kosztów. Fachowy pełnomocnik zapoznając się z aktami sprawy potrafi zatem ocenić czy sprawa ma jakiekolwiek szanse powodzenia. Jeżeli nie ma, to należałoby od niego rozsądnie wymagać aby w takim wypadku sporządził pisemną opinię i przedłożył ją sądowi, który przyznał stronie pomoc prawną. Wówczas sąd mógłby – po zapoznanu się z taką opinią – podjąć decyzję co do cofnięcia ustanowienie pełnomocnika z urzędu. Wówczas, o ile sprawa nie jest jeszcze w toku, strona – pouczona przez pełnomocnika i sąd, że jej roszczenia są bezzasadne będzie oczywiści mogła kontynuować sądową batalię, ale nie powiemy przynajmniej, że szkody majątkowej w postaci obowiązku zapłaty kosztów „winien jest system”.
Brzmi pięknie, ale póki co tylko brzmi, bo nie ma przepisów, które by na to pozwalały. Ślad takiej regulacji odnajdujemy w obecnym art. 118§5 KPC, który dotyczy jednak wyłącznie postępowania kasacyjnego (lub o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia). W obecnym stanie prawnym de facto zmusza się pełnomocników do działania na niekorzyść strony, albowiem finalnie to ona będzie musiała zwrócić koszty stronie przeciwnej.
Konkludując ten nieco przydługi wywód, można dojść do wniosku, że ustawodawca narzekając, że wysokie koszty pomocy prawnej udzielanej z urzędu obciążają budżet, nie robi nic, żeby w jakikolwiek sposób uszczelnić obecnie funkcjonujący system – zarówno w zakresie „majątkowym” – o którym pisze Gazeta Prawna, jak i „merytorycznym”, którego dotyczył niniejszy post. A czy można dziwić się pełnomocnikowi, że w sprawie o „milard milardów złotych” życzy sobie najwyższej stawki (7.200 zł) skoro musi spędzić sporo czasu na tym, żeby pozew (sensownie) w ogóle przygotować, a potem jeszcze z kamienną twarzą przedstawić żądanie pozwu przed sądem? Ja (bazując na swoich niedawnych osobistych doświadczeniach) się nie dziwię. I dziwić nie powinny się też sądy, które w zakresie „obcinania” należnego pełnomocnikowi wynagrodzenia, czasami dokonują oceny nakładu poniesionej pracy przez pryzmat sensowności dochodzonego przez stronę roszczenia.
Na koniec jedna istotna uwaga. Proszę nie odczytywać mojego powyższego stanowiska jako pochwały twierdzenia o braku konieczności istnienia instytucji pełnomocnika z urzędu. Tak oczywiście nie jest. Są ludzie, których nie stać na opłacenie pomocy prawnej, bez której nie poradzą sobie przed sądem przy ochronie naruszonych interesów. Nie jest też tak, że każda sprawa w której ustanowiony jest pełnomocnik z urzędu dotyczy roszczeń oczywiście bezzasadnych. Przeciwnie, czasami są one bardzo zasadne. I w takich właśnie wypadkach powinna funkcjonować instytucja pełnomocnika z urzędu. Będzie to z pożytkiem dla sądów, samych pełnomocników, ale przede wszystkim obywateli.
Tagi: adwokat, pełnomocnik z urzędu, pomoc prawna z urzędu
This entry was posted on 17/11/2011 at 9:56 and is filed under Adwokatura, procedura cywilna.	You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.
Komentarze 3 to “Ubogie „prawo ubogich” – kilka uwag o instytucji pełnomocnika z urzędu”
Pałka Says:
17/11/2011 o 18:26 | Odpowiedz
Myślę że i po zmianie art. 117 z III 2006 sąd nie ma obowiązku przyznać pełnomocnika stronie dochodzącej oczywiście bezzasadnego roszczenia (lub podejmującej oczywiście bezzasadną obronę). Art. 117 par. 5 kpc także jest podstawą do odmowy ustanowienia pełnomocnika na zasadzie przedsądu. Chyba w ten sposób rozumował skład SN w uchwale III CZP 29/10: „Sąd może odmówić zwolnienia strony od kosztów sądowych lub ustanowienia pełnomocnika w celu wniesienia skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia, jeżeli skarga z oczywistych względów podlegałaby odrzuceniu.” Zdaję sobie sprawę, że stan faktyczny leżący u podłoża tej uchwały był już naprawdę patologiczny, ale nie rezerwujmy sobie stosowania klauzul nieostrych na takie nadzwyczajne okazje. Przecież jeśli „porządnemu obywatelowi” raz w życiu przydarzy się w sprawie o nieskomplikowanym stanie faktycznym i prawnym podnieść oczywiście bezzasadne roszczenia lub zarzuty, to skuteczne wytłumaczenie mu (w uzasadnieniu postanowienia o odmowie przyznania pełnomocnika lub zwolnienia od kosztów) dlaczego zostaną one oddalone/odrzucone, jest z korzyścią nie tylko dla sądu ale i dla samego zainteresowanego. Pierwszy zaoszczędzi sobie dalszej pracy nad sprawą, a drugi zaoszczędzi (oby!) czas i pieniądze i np. poszuka innego sposobu na załatwienie sprawy niż droga sądowa.
Inną kwestią jest zawyżanie roszczenia. Tu muszę przyznać że sąd nie ma innego wyjścia jak przyznać pełnomocnika (po spełnieniu warunków) i oczekiwać, że ten ostatni przyczyni się do złagodzenia stanowiska swojego klienta, a może i nakłoni do ugody).
21/11/2011 o 16:19 | Odpowiedz
No właśnie – o ile mamy do czynienia z ewidentną patologią, to jest jakaś szansa, że ktoś się nad problemem pochyli. Niemniej jednak regulacja, która obligatoryjnie nakazywałaby sądowi odmowę przyznania pełnomocnika z urzędu w razie oczywistej bezzasadności miałaby niewątpliwie lepszy skutek. Poza tym nadal nie rozwiązuje to problemu pełnomocnika, który po analizie sprawy dochodzi do wniosku, że korzystniej dla klienta (nie poniesie kosztów obrony przeciwnika) byłoby zaniechać akcji sądowej (względnie podjąć inne stosowne czynności uzasadnione na danym etapie postępowania). Reasumując – ja zacytowaną uchwałę SN znam, ale w sytuacji, w której zostałem postawiony na niewiele mi się przyda.
Ta obopólna korzyść o której piszesz jest moim zdaniem – właśnie dobrym powodem, żeby obecną regulację zmodyfikować (ale nie tak jak chciałoby tego MS – tj. poprzez np. ustalenie stałej stawki wynagrodzenia dla „pozwów ws. ciasnej celi” niezależnie od wartości przedmiotu sporu. Możnaby się trochę bardziej wysilić :))
Agnieszka Swaczyna Says:
12/12/2011 o 11:03 | Odpowiedz
Oczywiście, że pomoc prawna z urzędu jest potrzebna, ale nie każdemu się należy. Zmiana przepisu i odizolowanie przyznania takiej pomocy od sytuacji finansowej wygląda w praktyce tak, że ostatnio klient z urzędu zaoferował mi kilka tysięcy za sprawę, którą prowadzę – póki co – za darmo. Jak usłyszał, że zarejestruję wpłatę i poinformuję sąd, że nie wnoszę o zasądzenie kosztów pomocy prawnej z urzędu, to zrezygnował. Jaki jednak sens, by Państwo (czyli my) płacili za usługi adwokackie z urzędu, skoro zainteresowanych na to stać?