Source: http://wiadomosci.xp.pl/bezprawie/-fiskus-i-mafia-wywolaly-wyroki-tk-w-sprawie-laski-/9f4ihit?commentAdd
Timestamp: 2020-07-11 01:35:03
Legal References Found: art. 2
 art. 2
 art. 139
 art. 139
 art. 5
 art. 30
 art. 233
 art. 126
 art. 139
 art. 44
 art. 48
 art. 17
 art. 17
 art. 139
 art. 174
 art. 231
 art. 7
 art. 126
 art. 126
 art. 139
 art. 139
 art. 126
 art. 17
 art. 17
 art. 11
 art. 17
 art. 17
 art. 10
 art. 10
 art. 139
 art. 139
 art. 17
 art. 17
 art. 17
 art. 17
 art. 17
 art. 17
 art. 17
 art. 17
 art. 17
 art. 126
 art. 1
 art. 17
 art. 560
 art. 17
 art. 17
 art. 17
 art. 17
 art. 529
 art. 518
 art. 42
 art. 5
 art. 95
 art. 49
 art. 45
 art. 6
 art. 14
 art. 173
 art. 10
 art. 44
 art. 139
 art. 1
 art. 5
 art. 2
 art. 7
 art. 2
 art. 2
 art. 243
 art. 44
 art. 2
 art. 42
 art. 47
 art. 10
 art. 10
 art. 126
 art. 45
 art. 2
 art. 2

Document Content:
Już nie zdumienie i podejrzenia, ale praktycznie pewność, że wymuszali je politycy - do takich wniosków prowadzi przegląd faktów związanych z 2 orzeczeniami Trybunału Konstytucyjnego w sprawie prezydenckiego prawa łaski w ogólności i przypadku z ułaskawieniem nieprawomocnie skazanego Kamińskiego w szczególności.
Chodzi o wyroki K 9/17 i K 8/17 dotyczące odpowiednio rzekomej konieczności pouczenia organów procesowych przez ustawodawcę o "obowiązku" umorzenia postępowania karnego w przypadku, gdy nastąpił akt łaski, oraz (K 8/17, pkt 1) rzekomej niezaskarżalności kasacją (pochodzącą od podmiotu uprzywilejowanego, np. Prokuratora Generalnego czy RPO, bo zwykły prawnik i tak takiego prawa nie ma) postanowienia o takim umorzeniu. Obie te wciskane (w legalnym czy nielegalnym trybie) do obrotu prawnego teorie wychodzą z założenia, że już sama Konstytucja, która to przecież jest wzorcem, z którym bada się zgodność ustaw, narzuca określoną wizję łaski. Fałszywości tej teorii poświęcamy nagłówek "Błąd merytoryczny pierwszy", który można znaleźć poniżej.
Trybunał ponadto przede wszystkim prezentuje stanowisko, iż zastosowanie prawa łaski po pierwsze jest możliwe przed osiągnięciem prawomocnego rozstrzygnięcia sądowego, czyli określenia istnienia odpowiedzialności karnej (tj. tego, czy ktoś podlega karze), po drugie zmusza każdy organ procesowy (organ prowadzący postępowanie, w szczególności sąd) do umorzenia sprawy karnej, w jakiejkolwiek fazie by ona nie była (z najnowszego orzecznictwa wynika, że nie jest tu rzekomo przeszkodą nawet fakt bycia postępowania dopiero w fazie śledztwa czy dochodzenia – co nasuwa na myśl, że może także i komisje śledcze, przecież mające niektóre cele jako wspólne ze śledztwami policyjnymi, zwracające się przeciwko konkretnemu politykowi prezydent mógłby umorzyć: wydaje się, że zmierza to do tego rodzaju absurdu; podobnie też zapewne, zdaniem Trybunału Konstytucyjnego, jak najbardziej legalne byłoby uciszanie mass mediów, tj. likwidowanie pewnego skandalu i dziennikarskiego śledztwa, publicznego omawiania i "maglowania" określonych tematów, np. przez sądy działające pod wpływem bezlitosnego nacisku m. in. z udziałem administracji skarbowej zagrażającej sądowi sprawą karną a podległej premierowi, który z kolei byłby osłaniany przez Prezydenta i dlatego odporny na policyjne śledztwo i na Trybunał Stanu).
Co gorsza, wydaje się, że Trybunał Konstytucyjny – z uwagi na najprawdopodobniej kryminalne podłoże jego obecnego orzecznictwa – jest w zupełności niezdolny do samonaprawy, mimo nagłaśniania przez nas skandalu. Gdyby nawet ręka w rękę z xp.pl dużo bardziej dziś znane mass media zaczęły go krytykować (co wydaje się niemożliwe chyba właśnie z przyczyn kryminalnych), i tak praktycznie na pewno obecni sędziowie Trybunału (zwłaszcza w obliczu zagrożenia ze strony zdeterminowanej zakulisowo kryminalnie-pseudoprawnie bronić "megałaskę" władzy wykonawczej, np. używając ataków fiskusa) dalej głosiliby te same błędne-obrażające prawo i słowniki polszczyzny teorie, zupełnie bezwstydnie, wbrew narodowi (przy czym należy spodziewać się, że nawet na uczelniach obecnie jest zbyt mało wolności, by ludzie bez strachu mogli otwarcie mówić o tym, że od strony intelektualnej i z punktu widzenia prawdy w naukach prawniczych gardzą takimi wyrokami). W ramach komentarza do tego faktu można dodać, iż pokazuje to, jak niewłaściwym miejscem do rozstrzygania takich sporów jest w ogólności sądownictwo, a w szczególności Trybunał Konstytucyjny. Zdaniem autora tego artykułu sądy są w ogólności (bez względu na to, że zła jest obecnie realizacja samej tej idei sądownictwa) dobrym rozwiązaniem zadań stojących przed państwem w przypadku spraw indywidualnych, prywatnych; podczas gdy w ogólności sprawy publiczne powinny być pod kontrolą polityków i one są raczej pod kontrolą polityków, i nic w tym złego, dopóki nie depcze się prawa. W sprawach indywidualnych przeważa więc sąd, a w sprawach publicznych – zwykła demokratyczna polityka, w tym po prostu zwykłe koalicje partyjne sejmowe. Odmienne stanowisko jest też nie do pogodzenia z demokratyzmem, ponieważ z jednej strony trudno o głosowanie narodowe w każdej pojedynczej drobnej sprawie jakiegoś sporu Kowalskiego z Nowakiem, tym niemniej trzeba zapewnić niezawisłość orzekania i zagrożeniem jest tu przede wszystkim ingerencja jakiejś potencjalnie niedemokratycznej władzy, podczas gdy z drugiej strony w sprawach publicznych to właśnie głosowanie narodowe jest najlepszym sposobem osiągnięcia demokratycznego rezultatu, politycy na stanowiskach pochodzą przecież z takiego głosowania, zaś (gdyby chcieć innego źródła rozwiązań) poważnym uchybieniem byłaby przecież sytuacja, gdyby o tym rezultacie (tj. rozstrzygnięciu jakiejś kwestii publicznej) miał decydować przypadek (oby tylko przypadek) w postaci wyznaczenia do sprawy tego a nie innego sędziego. Takiego, który ma akurat taki a nie inny pogląd (podczas gdy w społeczeństwie istotnie prezentowane bywają poglądy różne). Z tego też względu wydaje się, że kiedyś w przyszłości, pod rządami innych lub może nawet tych samych, ale zreformowanych, polityków, możliwe będzie naprawienie Trybunału Konstytucyjnego – czy to z większością 2/3 Sejmu, czy nawet bez niej, a za to w oparciu o inne podstawy prawne, np. nielegalność (niezgodność z art. 2 Konstytucji) wyboru konkretnych sędziów (gdyby się np. okazało, że znane było ich zaangażowanie w przestępczość zorganizowaną związaną też z kryminalnym układem z urzędami skarbowymi co do np. nierozliczania podatku i płacenia go zamiast tego ludziom do kieszeni itp.), co oznacza istnienie wedle prawa wakatu. Niewątpliwie bowiem art. 2 Konstytucji RP nakłada na państwo, tj. na (zależnie od sytuacji) konkretne jego organy, w tym Sejm, określone obowiązki.
Rozliczne publicznie dostępne poszlaki na to, że Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie z przyczyn mafijnych
Już od dawien dawna istnieją poszlaki wskazujące na to, że prawo łaski będzie próbować się reinterpretować po to, by jakoś wybawiać polityków i, w miarę możliwości, także inne osoby od odpowiedzialności za przestępstwa, najchętniej także te związane z prześladowaniem Piotra Niżyńskiego (ofiary popularnie oferowanego tzw. "podsłuchu w telewizji" czy raczej pomagania w tym podsłuchu i prześladowaniach). Mafijne korzenie tej sprawy oraz łatwa do udowodnienia starość planu co do prześladowania Piotra Niżyńskiego – w połączeniu jeszcze z tym, że (jak pokazaliśmy np. w artykule "Gersdorf została Pierwszym Prezesem SN, żeby orzecznictwem godzono w portal xp.pl?" i jak można przeczytać w wątku na forum bloga Niżyńskiego, do którego artykuł ten się odwołuje; chodzi tu generalnie o zastosowanie strony numer 69 do specyficznego tematu) profesura najwyraźniej potrafi działać pod dyktando określonych celów politycznych, doskonale ich świadoma – pozwalają przyjąć, że to nie z czystego profesorstwa i poszukiwania prawdy w naukach prawnych wzięły się u autorów książek "dwa stanowiska" na temat łaski (jakże obce obecnemu prawu! zastosowanie go naprawdę może prowadzić tylko do jednego rezultatu, jak zaraz pokażemy), lecz że, przeciwnie, pewne faktycznie istniejące różnice między różnymi książkami na te tematy (jakkolwiek zdecydowanie, niemal miażdżąco, przeważa teoria, że ułaskawić można tylko człowieka prawomocnie skazanego) biorą się właśnie z wpływu "grupy watykańskiej" na polityków i, za ich pośrednictwem, na państwowe uczelnie (a być może też biorą się te "alternatywne poglądy" z nacisku urzędów skarbowych na autorów książek, którzy przecież zarabiają na ich sprzedaży, a tymczasem taki zarobek mógłby być, za przestępczym przyzwoleniem urzędu skarbowego, nierozliczany podatkowo, lecz brany w całości "do kieszeni"). Sprawa idzie po prostu "z góry na dół", od zleceniodawcy do wykonawców w postaci wydających (za aprobatą bogatych biznesmenów z branży wydawniczej) swe książki profesorów.
Oto te poszlaki:
doszło do "zamordowania myśliciela w Laskach" (ściślej: profesora filozofii) – mianowicie Tadeusza Kotarbińskiego (3.10.1981, patrz np. Wikipedia) – przy czym "Laski" oczywiście zaraz kojarzą się z brzmienia także z "łaskami". Ponadto numer KRS 0000054086 przypisany temu ośrodkowi dla niewidomych w Laskach (w dodatku prowadzonego w sporej mierze przez siostry zakonne (franciszkanki), czyli kobiety z instytucji od zewnątrz bezpośrednio podlegającej papieżowi) dziwnym trafem kończy się liczbą 86, która odpowiada rokowi urodzenia Piotra Niżyńskiego: '86 (tak dawniej powszechnie zapisywało się rok 1986; patrz też wątek na forum jego bloga na temat daty urodzenia), co już wyraźnie odwodzi od tematów czysto tylko religijnych ("łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa...") w stronę także tematów politycznych (łaska w kontekście problemu kryminalnego). Jak gdyby tego było mało, zabójstwo to miało miejsce wśród licznych innych zabójstw tymi samymi metodami na przestrzeni lat popełnianych, tj. np. z wykorzystaniem służby zdrowia, i z "akompaniamentem" o te same – jak widać znane zleceniodawcom – idee (sięgające XIX w.) opartym (np. ze z góry jak gdyby przygotowanymi mass mediami w przeddzień, rzucającymi aluzje zamiast krzyczeć o skandalu, co wydaje się być sprawą bardzo starą, bo generalnie sama aluzyjność i ukrywanie tylko pewnych śladów po temacie, po tym, że się o czymś rozmawia, wydaje się być stare i dobrze znane na szczytach władzy na przestrzeni całego XX w., czy też np.: z rozmyślnym umieszczaniem poszlak i dodatkowych trafnych znaczeń w nazwiskach, nazwach miejsc, datach urodzin i zgonów, długościach życia itp., co jest wyjątkowo osobliwe i absurdalne na tle całokształtu przestępczości). Jak gdyby odchodząc od normalnego rozumu, owa potężna mafia rutynowo sama dostarcza trudnych do podważenia dowodów na swe istnienie i wpływy, pozwalające powiązać ze sobą różne sprawy (można to też odbierać jako pogróżki: mianowicie względem osób, którym się o tym opowie, pokaże sytuację i zagrozi, że ich sprzeciw przeciwko czemuś jest mafii nie na rękę). W oparciu o to uporczywe (a zupełnie uchodzące normalnej uwadze, wśród osób niewtajemniczonych) stosowanie tych samych metod mimo zmieniających się wiatrów historii, ekip u władzy, upadku cesarstw, powstawania rządów socjaldemokratycznych, nazistowskich czy komunistycznych – które to przypadki stosowania można dostrzec wszędzie na świecie, tj. na skalę międzynarodową, na przestrzeni całych stuleci (a przy tym zupełnie zakulisowo: nie uczy się o tym przecież w szkołach) – i w oparciu o zainteresowania tej grupy zakulisowych wpływów politycznych i wspólnych metod, sięgające oprócz polityki także filozofii, religii, sztuki, a nawet planowania postaci przyszłych papieży (patrz http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=9&t=3205 pkt 2 i www.bandycituska.com/dowody-wtc.html, duża część tekstowa pod końcową poziomą kreską), Piotr Niżyński ukuł pojęcie "grupa watykańska" pozwalające z powodzeniem wyjaśnić związane z tym zdumiewające zjawiska, w tym np. detale z biografii i z twórczości znanego filozofa Friedricha Nietzschego, który, choć wychowany w kręgach protestanckich i żyjący wśród protestantów, dziwnie się jednak raz po raz Rzymem, wiarą rzymską i papieżem interesował, a nawet niedwuznacznie pisał o swych związkach z nim zarówno od strony filozoficznej, jak i od strony... problemów z cichym miejscem zamieszkania ("w Rzymie na Kwirynale przyszło mu prosić o ciche mieszkanie", tj., zapewne, takie bez przekazu podprogowego; sprawa wydaje się być powiązana z uprzednim "oszukańczym", ang. phony = oszukańczy, "odkryciem" telefonu rzekomo dopiero w latach 70-tych XIX w. przez niejakiego Bella, które to nazwisko po angielsku oznacza dzwonek: "dzwonek odkrył telefon"). Temat ten jest dokładniej rozważany i analizowany na różnych podstronach w ramach bloga Piotra Niżyńskiego www.bandycituska.com. Co ciekawe, pierwszym chętnym na szerzenie jak gdyby konkurencyjnej wersji historii (tj. wielkim sprzymierzeńcem wersji o jakiejś innej ukrytej sile, która przejawia się w dziejach) – mianowicie wersji o rzekomych wielkich wpływach masonerii – są... media ojca Rydzyka, zakonnika, czyli osoby z instytucji bezpośrednio podległej samemu papieżowi.
Kotarbiński zmarł w Laskach, dziwnym trafem równo 1 dzień przed 35-leciem śmierci jego żony (która zmarła 4.10.1946). Co nietypowe, zmarł w tym miejscu podobnie jak inna osoba o tym samym nazwisku: matka niejakiej Anny Kotarbińskiej (urodzona zapewne pod koniec XIX w., może to jakaś siostra cioteczna filozofa; o losie matki Anny i o samej Annie można poczytać na http://www.wmpp.org.pl/pl/pielegniarki-na-frontach/ii-wojna-%C5%9Bwiatowa/kotarbi%C5%84ska-anna.html, gdyż jest to osoba odznaczona krzyżem Dzielnie Walczących). Oczywiście nie jest to przypadek, a trudno też podejrzewać samobójstwo, bo i po co.
Nota bene dziwnym trafem to właśnie dnia 4.10 (mianowicie 2014 r.) miał wg Sądu Okręgowego w Warszawie (zgodnie z ogólnymi procesowymi zasadami następuje to po upływie dni +1, +2, ..., +14 od dnia uznanego za dzień doręczenia) uprawomocnić się gigantyczny nakaz zapłaty przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu, co do którego po dziś dzień nie może on doprosić się w sądach przeprowadzenia procesu i uznania go za nieprawomocny wobec doręczania go w złym miejscu. Dowód na to, że to 19 września 2014 r. uznaje się za datę doręczenia (zaś na jednym z odpisów poświadczonych sędzia napisał datę prawomocności: 4 października 2014 r., policzoną niewątpliwie tak, jak powyżej podano; 19+14 = 33 = 3 października, stąd 4 października to data po upływie terminu 14-dniowego), można znaleźć na forum bloga Niżyńskiego: http://forum.bandycituska.com/download/file.php?id=3367, akapit drugi. Jak na to wpadli, czemu trafili prosto na myśliciela, w tak fundamentalnej sprawie, jak pieniądze na nowe media? Powinni byli sprawy tego zabójstwa nawet nie zauważyć, skoro to przypadek i bez związku pozostaje ze źródłem sprawy łaski... O skandalu związanym z, najwyraźniej, upolitycznieniem sądów w tej kwestii (bo to najprawdopodobniej nie jest ich własna oddolna radosna twórczość, np. samych tylko ich prezesów) i o ich nonsensownym antyprawnym uporze można czytać w naszych 2 artykułach "Sąd Okręgowy walczy w obronie złodziejstwa. Na ćwierć miliona zł" i "Sąd Okręgowy dalej walczy (...)". Grunt to mniej pieniędzy dla Niżyńskiego-inwestora (mniejsza już z tym, że jeszcze bardziej fundamentalne jest negowanie legalności jego działań, próby doszukiwania się choroby psychicznej i co najmniej doraźnych braków zdolności do czynności prawnej): skoro już konkretnym działaniom przeciwdziałać równocześnie z nimi się nie da, to chociaż trzeba im zapobiegać, gdy się jest kryminalistą i jest się czego obawiać... Tyle tylko, że nie mieszajmy logiki sędziów, która sprowadza się po prostu przede wszystkim do służalczości, z logiką polityków, którzy tu są rzeczywistymi zleceniodawcami.
"Zabicie [bezprawne zlikwidowanie] myśliciela w Łaskach" brzmi poza tym bardzo symbolicznie. Można je tu kojarzyć z tym, że wyłącza się myślenie o wszelkich innych przepisach Konstytucji i skupia tylko na jednym, mianowicie na jej art. 139 (choć jest on bardzo prymitywny i stwierdza przede wszystkim tyle, że Prezydent stosuje prawo łaski i że [najwidoczniej] chodzi w nim generalnie o osoby już skazane). Nie ma się więcej argumentów. Wszystko próbuje się wywieść z samego tylko art. 139, pozostałe się lekceważy (one już przez to jakoby nie mogą nałożyć żadnego obowiązku; nie ma tutaj równoległych obowiązków, więcej myślenia, stosowania, analizowania prawa już nie chcemy), a jeśli by z pozostałych artykułów Konstytucji wynikało coś z nim sprzecznego, to tym gorzej dla nich – doznają one wobec tego przy okazji stosowania łaski uszczerbku, zgodnie z prawem; prawo łaski jest w takim razie wyjątkiem, który należy uszanować, zgodnie z prawem, jako jakieś rzekome lex specialis i "prawo szczególne" uchylające przepisy ogólniejsze. Jest to oczywiście, wobec ogólnikowości samego pojęcia "łaska" (które w słowniku jest definiowane albo jako po prostu darowanie jakiejś kary, co jest bardzo niewyraźne, albo jako tradycyjne przysługujące głowie państwa prawo darowania prawomocnie orzeczonej kary, tj. takiej nie podlegającej już zwykłym środkom sądowego zaskarżenia), podejście rażąco niezgodne z zasadami interpretowania prawa, gdyż wobec niedoskonałości wykładni językowej każdy prawnik doradzi stosowanie wykładni systemowej, czyli odwoływanie się do innych przepisów, na tle których usytuowany jest przepis badany, zaś prawo rzymskie (o prawie 2000-letniej tradycji) miało nawet na ten temat specjalną paremię "incivile est nisi tota lege perspecta, una aliqua particula eius proposita, iudicare vel respondere" ("niewłaściwe jest wydawanie wyroku lub opinii prawnej na podstawie jednego fragmentu ustawy, bez uwzględnienia całości prawa").
Podobnie też zgodnie z tradycją chrześcijańską zakorzenioną w teologii (słowa Chrystusa o polityce: Mt 20:25-28, Mk 10:42-45) polityka, z uwagi na to, że jest służbą, sprowadza się do realizowania obowiązków (a mianowicie służby), a nie do możliwie maksymalnych wolności dla jednostek, tj. do zapewnienia im jak największej i przepojonej dowolnością władczości i udzielności. W związku z tym w pierwszej kolejności przy realizowaniu prawa należy wziąć pod uwagę wszelkie obowiązki, jakie wynikają z różnych równolegle wchodzących w grę (z uwagi na ich tzw. hipotezy, czyli z uwagi na spełnienie ich założeń) przepisów, a dopiero potem, gdy już zakreśli się przez to obszar dowolności, jeśli w ogóle taki pozostaje, można przyjąć jakąś swobodę i niepodleganie dodatkowym rygorom.
Jak zresztą poświadcza np. Sąd Najwyższy (który na tej m. in. podstawie ukuł też sobie stałą linię orzeczniczą o przeprowadzaniu pewnych oczywistych dowodów z urzędu, mimo nieporadności strony), sprawa ta została też rozstrzygnięta w wyżej wskazany sposób na uczelniach: "Trafnie podkreśla się przy tym w doktrynie, że każdemu uprawnieniu sądu, którego wykorzystanie pozostawione jest uznaniu odpowiada równoległy obowiązek postąpienia w każdym przypadku zgodnie z głównym celem procesu i przyjętymi przez ustawę zasadami postępowania zmierzającymi do tego celu". Zasada ta nie wynika jakoś szczególnie ze specyfiki sądów; nigdzie nie jest napisane, że to tylko sąd tak postępuje, bo... (i tutaj np. jakiś argument prawny, jakiś paragraf nakazujący akurat sądom przy stosowaniu prawa sięganie po wszystkie przepisy, a innym organom nie). Wręcz przeciwnie, jak udowodniono powyżej jest to normalny standard. Tak samo zatem prawo stosować należy, gdy się jest urzędnikiem, w tym funkcjonariuszem administracji rządowej czy nawet premierem albo prezydentem; w tym przypadku owymi naczelnymi nie znoszącymi sprzeciwu zasadami, którym się podlega, jest np. (zapisane jako atrybut państwa, czyli coś odeń nieodłącznego, zawsze właściwego) "urzeczywistnianie zasad sprawiedliwości społecznej" (art. 2 Konstytucji) czy, podobnie, przestrzeganie praw człowieka (preambuła Konstytucji, nakazująca interpretować ją zwłaszcza z myślą o prawach człowieka, tzn. poszanowaniu wolności i sprawiedliwości oraz uprawnień obywateli, czyli krótko z myślą o godności człowieka, w której zawiera się prawo do sądu, i o jego prawach do różnych wolności; a nadto wyraźny nakaz gwarantowania przez państwo praw człowieka zapisany jako zasada ustrojowa w art. 5 Konstytucji oraz podobnie też fundament ideowy praw człowieka zdefiniowany jako godność ludzka w art. 30 i jego niezbita ochrona nawet w warunkach stanów wyjątkowych: patrz art. 233 Konstytucji). Nawet Prezydent musi tych wszystkich rzeczy przestrzegać, zgodnie z art. 126 Konstytucji definiującym jego rolę; ba, jest on nawet ich strażnikiem.
Nie ma tu znaczenia istnienie lub nieistnienie swoistej Policji, rozliczającej go za niezgodne z prawem akty łaski. Na tym więc tle poglądy Trybunału, który w ogóle nie stosuje wykładni systemowej wewnętrznej w ramach Konstytucji, czyli nie odwołuje się do tego, co wynika z innych przepisów Konstytucji, a tylko do samego "nagiego" art. 139, jak gdyby nic więcej nie istniało i nie mogło pomóc, zdają się zgoła nieeuropejskie i niechrześcijańskie, jak gdyby może afrykańskie, ale chyba nie polskie i nie ugruntowane w naszej tradycji – a co za tym idzie wyjaśnienie ich powyższym wpływem z góry uknutego planu jest tym bardziej przekonujące. Trybunał chce z naszych podatków jak największej udzielności, suwerenności, niezawisłości prezydenta rozumianej jako wyemancypowanie się z wszelkich okowów (przy ułaskawianiu spraw politycznych, tj. przede wszystkim swoim kolegom – normalny człowiek nie ma do Prezydenta bezpośredniego dostępu, bo oficjalnie trzeba wnioskować o łaskę za pośrednictwem sądu, który może wniosek skreślić bez pytania Prezydenta o zdanie...): to jest obce naszej kulturze i pojmowaniu polityki i dlatego spisek jest tym prawdopodobniejszy. Cytując blog Piotra Niżyńskiego www.bandycituska.com w pierwszym dopisku pod wpisem z 24. lutego 2019 r., "Dla jednych naczelne przy interpretowaniu Konstytucji są wolności i prawa człowieka [...], dla innych – jakiś człowiek, który chodzi po scenie i raz po raz narusza zasady sprawiedliwości społecznej...".
W Watykanie do najwyższego po papieżu szczebla hierarchii awansów kościelnych, czyli do poziomu kardynała, doszedł niejaki Comastri (czyt.: ko-mastri, gdzie przedrostek "ko" oznacza "współ", "wspólna"), co z racji nazwiska (którego drugą część można też skojarzyć z masturbacją) kojarzy się z Ko-tarbińskim. Cóż za zainteresowanie! Mogliby interesować się przecież którymś innym ze znanych polskich filozofów, których również przecież zabito, np. Tatarkiewiczem czy, koniec końców, Kołakowskim (patrz dane zebrane na www.bandycituska.com/ofiary.html świadczące o tym, że też w ich przypadkach koniec życia został sztucznie wywołany, najprawdopodobniej więc na zasadzie zabójstwa, zwłaszcza zważywszy na to, że stałych metod działania "grupy watykańskiej" nikt do niedawna nawet nie próbował nagłaśniać).
W rocznicę śmierci niejakiego W. Niżyńskiego, tancerza (najprawdopodobniej ofiary grupy watykańskiej, która go też więziła w szpitalu psychiatrycznym, choć oficjalnie papież nawet wstawił się przeciwko internowaniu, czyli metodom policyjnym; zmarł 8 kwietnia, jest postacią encyklopedyczną i ma swą ulicę w Warszawie obok ul. Królewskiej) – co, z racji starości spisku co do Piotra Niżyńskiego: patrz np. sprawa zabijania rodziny sięgająca XIX w. [tekst różowy] oraz jej streszczenie, wskazuje też już bardzo ściśle na to, z jakichże to względów interesować by się można już wtedy rozszerzaniem prawa łaski – niejaki Kazimierz Sabbat (nazwisko nasuwa na myśl zlot czarownic, może to o tym Trybunale Konstytucyjnym, od niedawna pod wodzą kobiety...) zmienił ustrój rządu RP na uchodźstwie (powołanego w przyszłe urodziny Piotra Niżyńskiego... tj. 25 września, patrz odpowiedni wątek na forum bloga z dowodami) na prezydencki. Nastąpiło to w roku urodzin Piotra Niżyńskiego: 1986. A zatem: do 8 kwietnia 1986 r. (tj. do rocznicy śmierci W. Niżyńskiego w roku urodzin Piotra Niżyńskiego, ofiary starego podsłuchu przeciwko rodzinie) był ów Sabbat premierem RP na uchodźstwie, a od 8 kwietnia 1986 r. był on prezydentem RP na uchodźstwie wobec powstania takiego urzędu. Sam fakt interesowania się papieża Piotrem Niżyńskim i jego rodziną jest zaświadczony obrazkiem (może się nie załadować z uwagi na chwilową awarię serwera) we wpisie z 24 lutego 2019 r. na blogu Niżyńskiego www.bandycituska.com (trzeba najpierw rozwinąć, bo wpis domyślnie ma treść ukrytą) i szerzej omówiony na http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=3&t=7437. Wspomniana awaria serwera zostanie w najbliższych dniach usunięta.
Prymas Wyszyński (prawdopodobny polski rezydent grupy watykańskiej i inicjator przeniesienia śledzenia Piotra Niżyńskiego z Polskiego Radia do Telewizji Polskiej oraz powstania jej ośrodków regionalnych; pierwszy powstał w Łodzi, mieście urodzin matki Niżyńskiego) dziwnym trafem miał posiadłość w Choszczówce na północno-wschodniej granicy Warszawy, gdy tymczasem Niżyńskiemu w tamtych okolicach trafiła się – z uwagi na niską cenę oraz atrakcyjny stan surowy zamknięty, sprzyjający usunięciu instalacji radiowej (ukrytej instalacji elektronicznej od tortur) – posiadłość w Łajskach (gmina Wieliszew, budzi nieco skojarzenia z "wielką sprawą"). Nazwa miejscowości brzmi jak "łaski". W okolicy, tj. na trasie między rubieżami Warszawy a tym miejscem, jest dużo tematów urbanistycznych kojarzących się ze starodawnym planem, jak pokazuje strona http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=9&p=9419#p9419 (punkt o Białołęce; można go wyszukać kombinacją klawiszy Ctrl-F po otwarciu strony wpisując pierwsze litery słowa Białołęka). Można tu nadmienić, że owego Wyszyńskiego swego czasu aresztowano w bardzo specyficznym dniu – w roku śmierci Stalina (pod koniec życia zamierzał walczyć z lekarzami, dopatrując się w nich zabójców... może było to nawiązanie do znanej mu skądinąd, jak pokazuje np. temat PAP-u, sprawy spisku watykańskiego i próba ugrania czegoś na sprzeciwianiu się mu), w urodziny Piotra Niżyńskiego (25 września, oczywiście wówczas data należała jeszcze do przyszłości, ale najpewniej można wywołać pójście matki do szpitala w celu urodzenia dziecka z pomocą przekazu podprogowego i to to właśnie jest wytłumaczeniem dobrze dobranej daty, mającej korzenie w dacie urodzin prezydenta Włoch PERTINI – nazwisko jak słowa Piotra Ni... po łacinie, tylko dwie środkowe litery słowa "Petri" są tu na przeciwnych miejscach, zaś urodził się 25.09.1896, dwie środkowe cyfry roku są tu na przeciwnych względem Piotra Niżyńskiego miejscach – i wcześniej w dacie II rozbioru Polski, zapewne popieranego przez superwpływowe ówcześnie papiestwo, zwłaszcza w katolickiej Austrii, a w każdym razie znane jest brewe papieża, który zniechęcał wtedy do buntu i nakazywał podporządkowanie się nowym władzom).
Politycy oczywiście, zgodnie z zarysowanym powyżej obrazem i bynajmniej nie w sprzeczności z nim, byli doskonale świadomi tego, co się szykuje. Dziwne byłoby, gdyby o tym nie słyszeli. Przykładowo np. Leszek Miller w telewizji podczas jednej z debat (na lata przed sprawą łaski dla Kamińskiego i, tym bardziej, przed orzeczeniami TK) mówił o tym, że należałoby się zastanowić, czy w Polsce powinien być system parlamentarno-gabinetowy (tj. ten obecny: rządzi premier, wybiera go parlament), czy system prezydencki. W kontekście superważnej ustrojowo sprawy łaski, bo dotyczącej rozliczania spraw politycznych (co Konstytucja niewątpliwie popiera; np. w art. 44 przewidziano, że przestępstwa popełniane przez funkcjonariuszy publicznych lub na ich zlecenie a nie ścigane z przyczyn politycznych nie podlegają skracaniu się czasu pozostałego do nastąpienia przedawnienia przez cały czas trwania tych przyczyn politycznych), łatwo odczytać te niejako "z księżyca wzięte" w debacie uwagi (bo co do zasady nikt jak dotąd nie krytykował modelu konstytucyjnego wypracowanego m. in. przez otoczenie prezydenta Kwaśniewskiego, a tym bardziej nie lewica) jako po prostu typowo watykańską metodą realizowane zasygnalizowanie i rzucenie poszlaki dla pokazania, iż wie się, co się szykuje. Przy tym może jeszcze sam Miller by przeciwko takiej interpretacji protestował, ale "koń, jaki jest, każdy widzi", także w temacie tych teorii na temat ułaskawień.
Kolejny przykład "uwrażliwionych na ten temat polityków" to sprawa Komorowskiego. Został marszałkiem Sejmu jak gdyby w ramach trampoliny na stanowisko prezydenta (w razie śmierci prezydenta jego rolę przejmuje marszałek Sejmu), co zresztą pokazuje, że ktoś tu już po cichu liczył na wypadek w Smoleńsku (inne na ten temat poszlaki można znaleźć na www.bandycituska.com/dowody-wtc.html przy artykule P. Smoleńskiego oraz na http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=9&t=7754 – punkt ostatni, tym niemniej sugerowałbym nie spodziewać się, że PiS jest nieświadomy sytuacji co do skandalu i złej sytuacji w mass mediach i w Watykanie dot. tego wypadku i że dopiero teraz ją odkrywa, i że w związku z pojedynczą ofiarą w postaci Lecha Kaczyńskiego to akurat PiS powinien teraz rządzić, bo to on rozliczy sprawę; partia sprawia wrażenie zbyt zamieszanej, by zajmować się przestępstwami telewizji czy, dajmy na to, prymasa [i, podobno oraz też najwyraźniej, papieża]). Na konotacje prezydenckie tkwiące w samych danych osobowych tej postaci wskazuje to, że "podkomorzy" to urzędnik w dawnej Polsce. Sprawa Mariusza Kamińskiego tymczasem, jako jedna z bardzo nielicznych spraw politycznych o przestępstwo, od dawna miała szanse być głównym kandydatem do takiego ułaskawienia. Przecież nie każdemu może się ono trafić, a tylko koledze polityków. Co do zasady bowiem zgodnie z Kodeksem postępowania administracyjnego wszelkie wnioski, do wszelkich organów władzy publicznej, przekierowuje się do organu właściwego wedle prawa, by zajmować się takimi sprawami, tym zaś w przypadku prawa łaski jest najpierw sąd, zgodnie z Kodeksem postępowania karnego. Dopiero przedostanie się przez sito lokalnego sądu zapewnia, że ludzie z Kancelarii Prezydenta, a nawet sam prezydent, będą przeglądać wniosek o ułaskawienie. Tylko zatem nieoficjalny, nie mający oparcia w prawie (niesformalizowany) sposób kontaktu z Prezydentem może prowadzić do takiego (nielegalnego, jak tu argumentujemy) "ułaskawienia"; może ono dotyczyć tylko spraw politycznych, politycznych kolegów. Wracając zaś do tematu, skoro jest podkomorzy, w której to nazwie zawiera się podleganie pod komor..., mianowicie: Komorowskiego, co pasowało już wiele lat temu do postaci jakiegoś politycznie osłanianego funkcjonariusza (tu: szefa CBA), zresztą takie określenie podmiotu ułaskawienia (jakiś ważny a politycznie osłaniany funkcjonariusz państwowy) jest naturalne, oczywiste i niemal nieuchronne, gdy się chce wyeksponować temat i zastosować tę sprawę, to trudno za przypadek uznać prezydenturę Komorowskiego – zbieg takich dwóch niezależnie losowo zdarzających się okoliczności jest skrajnie mało prawdopodobny, a za pierwotniejszą z nich i z bardziej niepodlegających dyskusjom i dobieraniu przesłanek wynikającą należy uznać okoliczność, że zdarzyła się czy też zdarzyć się miała sprawa z "jakimś Kamińskim" (niekoniecznie o nazwisku Kamiński). I to w następstwie takiego planu powstał projekt, by prezydentem w przyszłości był Komorowski, bo to będzie jego "podkomorzy". "Podkomorzy króla", już nie prezydenta, bo normalny prezydent to za mało może, trzeba mu troszkę (lewymi metodami) poszerzyć uprawnienia... Stąd też, najpierw, Komorowski – marszałek Sejmu.
Tym bardziej świadomi nadchodzącego skandalu byli ludzie biznesu, już wiele wiele lat temu. Na budynkach warszawskich galerii handlowych oglądanych od zewnątrz można odnaleźć logo głównych marek: przedsiębiorstw, które tam niby są najemcami (choć niektóre są tak małe czy tak mało znane, że aż dziwi, że to one mają swoje logo tak wyeksponowane, a nie ktoś bardziej słynny). Marki takie, jak np. TK Maxx ("Trybunał Konstytucyjny Max") obok New Yorker (co kojarzy się z podsłuchami amerykańskimi; od dłuższego czasu USA bodajże wymaga od współpracujących z nią krajów, w tym także w dziedzinie ochrony antyatomowej, bo bodajże same podsłuchy radarowe to za mało i bodajże nie tylko Ameryka to potrafi, by wbudowywały w swe nieruchomości źródła dźwięku, tzw. "radia" podsłuchowego, zdolne w wielu różnych miejscach grać różne rzeczy, najczęściej przekaz podprogowy lub torturę, stosownie do potrzeb operatorów podsłuchu w ramach dodatkowej danej im władzy manipulowania ludźmi lub dręczenia ich), a nawet "Massimo Duti" (włoska! trochę to się kojarzy więc z siedzibą papieża czy z katolicyzmem) – co brzmi jak maksymalizacja obowiązku (ang. duty = obowiązek), a przecież omawiany był wyżej ten temat, obok standardów prawa rzymskiego – zdobią warszawskie kluczowe wielkie centra handlu, jak np. Galerię Młociny czy Złote Tarasy (w tej pierwszej, dla przykładu, salon TK Maxx sąsiaduje z salonem Massimo Dutti). Jest to prawdopodobnie – podsunięte ww. inwestorom budowlanym (a więc zapewne przez administrację skarbową lub miejską, bo to z tymi organami spółki prywatne przede wszystkim mają styczność), ale też świadomie przez nich poparte – sygnalizowanie, że "tutaj właściciele słyszeli o tym, iż pewna sprawa się szykuje" (tak to można odczytać w kontekście dobrze znanej praktyki samoeksponowania się w aluzjach i w znakach ukrytych w rzeczach zwykłych przez wspomnianą "grupę"). Tą sprawą, która się szykuje, jest opór samego aż nawet Trybunału Konstytucyjnego przeciwko rozliczeniom (co "podnosi się", tyle że oczywiście w aluzji, tj. poprzez sprowadzanie i eksponowanie marki, tuż obok sprawy... New Yorkera, czyli trendów co do wbudowywania w nieruchomości grających nielegalnych instalacji oraz co do pomocnictwa w śledzeniu Piotra Niżyńskiego oferowanego pracownikom w zamian za branie do kieszeni podatku, co odbywa się na zasadzie uczestnictwa w pracach przy monitoringu i podsłuchiwania w tym czasie Piotra Niżyńskiego w połączeniu bodajże z obsługą komunikatora "Tlen"). Trudno obstawiać jako główną opcję, że te marki to zwykły przypadek. Prawdopodobnie dobrze znanym stronnikom złego procederu (np. uzgodnionego z państwem niepłacenia podatków) oferowano preferencyjne warunki inwestowania (np. tanie nieruchomości, nawet z gotowym sugerowanym skrótowym planem inwestycyjnym: "zróbcie centrum handlowe"), szczególnie tanie kontrakty itp.
(Informacja ze strony http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=7&t=7443.) Na krótko (np. miesiąc-dwa) przed wyrokiem TK z 2018 r. w miejscu Dworca Centralnego w Warszawie, gdzie uprzednio były plakaty reklamujące Koronę Królów w TVP (a pojawiły się tam w czasie, gdy szykowało się zamordowanie niejakiego Mieczysława Motasa, historyka-archiwisty, równo 1 rok i 1 miesiąc po tym, jak Piotr Niżyński napisał na swym blogu www.bandycituska.com, co później z niego znikło, negatywne rzeczy o referendarz Natalii Motas z Sądu Okręgowego w Warszawie), pojawił się wielki plakat innej spółki państwowej, tym razem PKP, informujący "moją radością jest pasja". Tymczasem "pasja" to tekstowa część adresu e-mail pewnej prostytutki, w dodatku podobno o nazwisku znanego księdza pedofila, choć to może tylko taki wirtualny image, na którą trafił Niżyński przy okazji szukania kogoś, kto by mu pomógł znaleźć właściciela niewyremontowanego domu skłonnego go wynająć. A zatem wychodzi z tego następujący komunikat, na krótko przed wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego: "moją radością jest prostytutka" (symbol sprzedajności). Oczywiście w sytuacji, gdy są tylko 2 opcje, zawsze można reklamować już z góry zwycięstwo jednej z nich na zasadzie obstawiania, więc nie jest to mocny dowód, tym niemniej jak wyjaśnia Piotr Niżyński ta mafia ma to do siebie, że gdy coś przepowiada lub pokazuje, że wie, to wie, a nie tylko liczy lub się spodziewa; wie na pewno lub prawie na pewno. Taka po prostu specyfika tego popisywania się. Brakuje przykładów nietrafności. Ponadto, jak pokazuje nasz artykuł http://wiadomosci.xp.pl/irracjonalne-prodyskryminacyjne-orzeczenie-trybunalu/reswar0, plakaty te (na Dworcu Centralnym) owszem stosuje się w ramach zapowiedzi kontrowersyjnych wyroków TK, nie tylko w sprawie łaski, choć zastosowany przykład jest aluzją tym razem dosyć subtelną (mniej brutalną niż przy Koronie Królów, która już wyraźnie, na tle sprawy papieskiej, mogła budzić skojarzenia z "tym, który SławiMiecz i Mota", a zatem i sprawą Mieczysława Motasa), bo trzeba wiedzieć, że w przypadku Niżyńskiego chodziło o jego sprawę wykroczeniową przeciwko hostelowi, co w tej chwili nie jest w Internecie nigdzie zaprezentowane dowodowo z wyjątkiem oświadczenia Niżyńskiego oraz domysłów, że to możliwe i dobrze pasuje na istotną, rodzącą ważny skutek w postaci zawiadomienia policyjnego, sprawy dyskryminacyjnej (bo chodzi o kwestie mieszkaniowe, fundamentalne w życiu). W międzyczasie wśród tych rzadko zmieniających się gigantycznych plakatów na Dworcu Centralnym (od strony przejazdu al. Jana Pawła II od ronda ONZ, czyli od strony mieszkania Niżyńskiego położonego przy tym rondzie) był też plakat filmu "Bandyci aż po kres", jak podniesiono pod ww. adresem forum.
Trybunał Konstytucyjny również sprawia wrażenie instytucji od dawien dawna przygotowywanej do swej roli rzekomego Trybuna Plebejskiego, Trybuna "Ludu", w rzeczywistości zaś – stronnika premiera i prezesa Telewizji Polskiej. Nie znaczy to, że wiedzieli o tym politycy. Przeciwnie; z wcześniejszego orzecznictwa TK wynikało nawet, że łaska to właściwie tylko w sprawach prawomocnie osądzonych przysługuje. Przykładowo w postanowieniu z dnia 21 lutego 2007 r. (Ts 47/06, OTK B 2007, nr 1, poz. 40; zwróćmy wprawdzie uwagę na tę znamienną "Polskę B"...) sędziowie Zbigniew Cieślak, Adam Jamróz i Marek Mazurkiewicz uznali, powtarzając za poprzednim orzeczeniem Trybunału pod tą samą sygnaturą, że "przedmiotem postępowania o ułaskawienie jest możliwość okazania skazanemu, tj. osobie, której odpowiedzialność karna została już prawomocnym wyrokiem sądu przesądzona, szczególnego aktu łaski. Ponieważ jednak powodem ułaskawienia nie może być żadna okoliczność dotycząca popełnionego przestępstwa ani podważenia ustalenia odpowiedzialności karnej, tym samym skazany nie korzysta już z prawa do obrony". Cytat ten wykorzystano następnie w uchwale 7 sędziów Sądu Najwyższego na temat bezskuteczności sądowej przedwczesnego prawa łaski (uchwała I KZP 4/17 z dnia 31 maja 2017 r., opubl. w zbiorze OSNKW nr 7/2017, poz. 37). Tym niemniej można wskazać kilka faktów sugerujących, że Trybunał do jego (tkwiącej poniekąd od jego zarania w samej jego nazwie) bardzo złej roli centrum psucia ustroju Rzeczpospolitej Polskiej przygotowywano:
Trybunał Konstytucyjny powstał w roku, który po przekształceniu go na zasadzie +2 (typowo watykańska metoda transformowania daty, czasu, pozycji w różnych sekwencjach itp.: patrz dane zebrane na http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=9&t=3205) jest znanym z Orwella rokiem podsłuchowym ("Rok 1984"), kojarzącym się z państwem totalnej inwigilacji. (Jednocześnie: rok przed urodzinami brata głównej ofiary w obecnym skandalu kryminalnym i inwigilacyjnym, czyli brata Piotra Niżyńskiego.) Co jeszcze trafniejsze, orzekać zaczął w roku 1986, czyli po prostu w roku urodzin Piotra Niżyńskiego (od dawna, powtórzmy, najprawdopodobniej planowanych w polityce, jak pokazuje np. strona http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=9&t=3796&p=9146#p9146, czyli wątek na forum bloga Niżyńskiego).
Wśród sędziów Trybunału Konstytucyjnego jest niejaki Piotr TULEJA, który jest imiennikiem pokrzywdzonego Niżyńskiego i który ma nazwisko niosące w sobie rozliczne nawet treści, zgodnie ze standardem ukrywania informacji w nazwisku doskonale znanym jako element zakulisowej najprawdopodobniej watykańskiej polityki (patrz mnóstwo przykładów na www.bandycituska.com/ponazwisku.html). Może to zatem oznaczać po pierwsze tulejkę, czyli pewien kształt, biorąc sprawę technicznie, zaś w kontekście Niżyńskiego znanego np. z bycia ofiarą pedofilskiego wywołania u niego we wczesnym dzieciństwie onanizmu może to symbolizować składanie ręki w tulejkę owijającą penisa (będące jak się zdaje typową u mężczyzn metodą masturbacji). Może to także oznaczać, po drugie, TU-OLEWAM (zamiast "olewam to" można przecież powiedzieć "leję na to"), czyli odnosić się do tematu łaski. "Piotrze, tu olewają! Łaska i tak za to idzie!". I faktycznie, ów specjalnie zapewne dobrany Piotr Tuleja w wyroku na temat łaski zaprezentował postawę popierającą nadużycia i umarzanie nierozliczonych co do istnienia odpowiedzialności, niewyjaśnionych spraw karnych. TULEJA może wreszcie też oznaczać, po trzecie, "tu leją": tłumaczymy się też trochę, "Piotrze, tu biją!". Lać kogoś to np. bić po tyłku, czyli mówiąc ładniejszym językiem: karać, zaś Trybunał może mieć powody bać się skandalu np. związanego z niepłaceniem podatków wskutek uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej wspólnie z państwowymi kierownikami. To oczywiście wystarczająca kompromitacja. Polska jest w ONZ, jest stroną umów międzynarodowych o zwalczaniu korupcji, nie może być tak, że na najwyższym szczeblu sądownictwa jest przysłowiowa "prostytutka", co to sama w przestępczości uczestniczy, bo z państwem się dogada, i nic zrobić za to nie można, a nawet trzeba oddawać honory jej teoriom prawnym. To z pewnością nie ma żadnego poparcia społecznego. Toteż także i ten powód, choć może najmniej, jest przyczyną złego orzecznictwa Trybunału i zrozumiałe jest dlatego takie również ukryte w nazwisku znaczenie. Nadmienić tu można, że jawi się to jako powód nadużyć zwłaszcza wtedy, gdy patrzy się na sędziów z osobna, jako poszczególne osoby, które dostały się na stanowiska sędziowskie. Mogły już wcześniej dopuszczać się udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze podatkowo-nadużyciowym (łamanie niezależności sądów przez premiera). W takiej sytuacji tym bardziej zrozumiała jest u nich bardzo szczególna troska o swój los, wyrażająca się w odpowiednim orzekaniu.
Nazwa wybrana dla nowego sądu: w wielu krajach mówi się po prostu o sądzie konstytucyjnym, u nas natomiast jakoś dziwnie zachciano wykorzystać trącące myszką pojęcie "trybunału" (kojarzące się też z Piotrkowem Trybunalskim i trybunami plebejskimi, czyli obrońcami ludu, a zatem być może: tych skryminalizowanych mas, a także z Trybuną Ludu, czyli z korzeniami problemu już za czasów PRL-u).
Ustawa o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym nie reguluje całkowicie tego, w jaki sposób toczy się tam postępowanie. Odsyła ona natomiast do Kodeksu postępowania cywilnego. Jest to jak gdyby aluzja do znanej rzymskiej paremii (uczonej na studiach w ramach prezentowania powszechnie aprobowanej od czasów starożytnych tradycji interpretowania prawa) "incivile est, nisi tota lege perspecta, una aliqua particula eius proposita, iudicare vel respondere", o której tu już w artykule pod niniejszym nagłówkiem była mowa. Z tego wszystkiego większość ludzi zapamięta w pierwszej kolejności sam początek: "incivile est", ponieważ widzi się go wraz ze słowami poprzednimi, które jeszcze są po polsku i w związku z tym chętniej się je czyta. A zatem, zgodnie ze starodawnym planem, sprawa aż się prosi o zarzut "incivile!" – "niezgodne z Kodeksem postępowania cywilnego!". Nie o to wprawdzie Rzymianom chodziło, ale mniejsza z tym, bo przedrostek in- zazwyczaj (także np. w angielszczyźnie) oznacza właśnie brak czegoś, gdy chodzi o wyrazy obce: przymiotniki i przysłówki. Tymczasem zaś zarzut taki jest właśnie poniekąd możliwy, ale być może przegrany na gruncie Kodeksu postępowania cywilnego, a w każdym razie jest to sprawa trudna dowodowo a prawnie będąca jedynie swego rodzaju trikiem, potencjalnie kontrowersyjnym, gdyż przepisy KPC nie mają takiego bezpośredniego oczywistego przełożenia na sprawy konstytucyjne z uwagi na ich inny temat. Należy je stosować odpowiednio, czyli odwołując się do tego, co w postępowaniu przed TK jest analogią danej sprawy znanej z postępowań cywilnych. Otwiera to pole do nawet zajadłych sporów... (a koniec tych sporów jest może nawet już teraz znany: "wyroki Trybunału Konstytucyjnego są ostateczne, nie może więc być jakiegoś ich korygowania, powracania do sprawy itd.; sama Konstytucja głosi, że są ostateczne"). Istotnie bowiem, w Kodeksie postępowania cywilnego w art. 48 §1 podano, że "sędzia jest wyłączony z mocy samej ustawy w sprawach, w których jest stroną lub pozostaje z jedną ze stron w takim stosunku prawnym, że wynik sprawy oddziaływa na jego prawa lub obowiązki" (tymczasem tutaj stroną był Prokurator Generalny, zaś jeśli pojmować stosunek prawny szeroko, tj. także jako przestępczą komitywę, czyli tzw. zmowę, mogła tu być istotnie taka sytuacja czy nawet liczne takie sytuacje wśród składu orzekającego, nie przesądzając oczywiście tu kwestii samego Ziobry wydaje się to po prostu prawdopodobne i pożądane przez grupę) – tyle, że zastosowanie tego argumentu może się nie udać, Trybunał może nie zaaprobować zmian w ustawie, nie będzie może tymczasowo poparcia dla zmian Konstytucji, które umożliwiłyby podważanie już wydanych wyroków, itd., toteż należy uznać to za gorszą, mniej skuteczną ścieżkę naprawy Trybunału Konstytucyjnego, którą się tutaj niejako podsuwa poprzez wskazówki ustawowe nawiązujące do spodziewanych sposobów myślenia prawniczego.
Cytowane orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nr Ts 47/06 wspomina o "szczególnym akcie łaski". Dziwnym trafem jest to jedno z nielicznych orzeczeń Trybunału, w których w ogóle można poczytać o znaczeniu prawa łaski. Zarazem jeden z najbardziej znanych nawyków językowych Jana Pawła II to używanie sformułowania "w sposób szczególny"; niemal w każdym czy co najmniej w bardzo wielu jego przemówieniach (z czasów różnych pielgrzymek itp.) zawiera tę zbitkę słów. Myślę, że to mówi samo za siebie. Można by ewentualnie jeszcze – bez popadania w absurd skrajnie nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności – próbować podnosić, że to mylenie przyczyny ze skutkiem, bo może problem rzekomo większych uprawnień prezydenta niż powszechnie się sądzi powstał dopiero w reakcji na to orzeczenie (może to dlatego prezydent ułaskawił Kamińskiego, że było takie orzeczenie, w ramach polemiki z nim i złośliwego pokazania, co to jest "szczególny akt łaski"?...), tym niemniej długa powyższa lista innych poszlak pozwala przyjąć, że istotnie pierwszy był już istniejący plan co do matactw przy interpretowaniu prawa łaski, a owo orzeczenie było dopiero tego planu następstwem i swoistym odreagowaniem irytacji z tym związanej.
Szukając adresów e-mail do kontaktu na stronie internetowej Trybunału Konstytucyjnego trafia się na następującą stronę internetową: http://trybunal.gov.pl/o-trybunale/kancelaria-i-biuro-sluzby-prawnej/. Wszystkie wielokrotnie wymieniane w ramach różnych wydziałów czy stanowisk adresy e-mail mają tam postać prezydialny@trybunal.gov.pl. Przez tę sprawę Trybunał sprawia nieodparte wrażenie "administracyjnie, odgórnie ustawionego" w dziedzinie swej proprezydenckości, choć oficjalnie ta "prezydialność" ma z prezydentem tylko tyle wspólnego, że brzmi do słowa "prezydent" podobnie (podczas gdy oficjalnym odniesieniem jest tu "prezydium"). Tym niemniej koń, jaki jest, każdy widzi i trudno zamiatać pod dywan to oczywiste skojarzenie – że sprawę zorganizowano politycznie. Wszak sędziów do Trybunału, samych zwolenników "koncepcji łaski jako wywodzonej z samej Konstytucji i narzucanej nam w sposób niemal nieuchronny przez wymogi prawa", wybiera po prostu Sejm, ten zaś prawdopodobnie po prostu realizuje ustalenia kolejnych premierów na temat tego, kto też tu najbardziej będzie zapewniał "bezpieczne nam wyroki".
Wyrok w sprawie łaski wydano dnia 17-7-2018. Natomiast w dacie (20)17-7-12 (dwunasty lipca 2017 r.) najpewniej zamordowany został prof. Lech Morawski, powołany pod koniec życia w skład Trybunału Konstytucyjnego (kilka lat wcześniej był ofiarą prawdopodobnie odgórnie mu zorganizowanego, poprzez atak elektromagnetyczny, wypadku samochodowego; wskazują na to personalia osoby, która jechała z przodu, z racji inicjałów AP pasujących do niejakiej Agnieszki Piotrowskiej z listy www.bandycituska.com/ofiary.html). Wspólny obu datom jest człon 17-7, który można objaśnić w oparciu o symbolikę cyfr jako "pierwszy, Bóg = Bóg" (zamiast znaku równości tak samo dobrze pasuje też myślnik), gdzie ów "Bóg" to zapewne symbol Trybunału Konstytucyjnego. Co z tego, że najpierw premier, potem dopiero Trybunał w realizacji jego polecenia; Bóg to Bóg, orzeczenie Trybunału jest ostateczne i święte! Takie to ukryte znaczenie można łatwo dostrzec w tych cyfrach; a ponadto można też to zabójstwo, czyli nielegalne usunięcie, objaśnić jako zamordowanie tego, co się nazywa "art. 17 - Bóg" (objaśnienie co do przyczyny wydania orzeczenia K 9/17 w sprawie art. 17 Kodeksu postępowania karnego...). Niewątpliwie obnoszenie się przez mafię, jeszcze przed wyrokiem, ale na krótko przed nim (rok i 5 dni), z nielegalnym usunięciem art. 17 k.p.k. oraz następnie jak gdyby "przytakiwanie" w tej sprawie przez Trybunał Konstytucyjny poprzez powtórne przejawienie się tego tematu ma ważne symboliczne znaczenie i nie wzięło się znikąd ani z przypadku losowego. Nie oznacza to, że sędziowie Trybunału wiedzieli o tym zabijaniu, o symbolice cyfr (że siódemka oznacza boskość itp.) i że wzięli to sobie do serca, i że z obaw o życie wydawali złe wyroki. Wydaje się, że wręcz przeciwnie; właśnie nigdzie nie było to publicznie omawiane, w tym także na stronach www Trybunału – nikt jakoś (poza blogiem Piotra Niżyńskiego i jego podstroną www.bandycituska.com/ofiary.html) nie podnosił, że doszło w ogóle do jakiegoś morderstwa lub że prawdopodobnie tak. Za szkodliwe należy też uznać próby idealizowania sędziów Trybunału, robienia z nich niewiniątek czy ludzi działających pod wpływem bliżej nieokreślonych, niesprecyzowanych "obaw o życie" (a mimo to, zauważmy, MILCZĄCYCH!): jest to szkodliwe dla demokracji i dla prawdy. To, co miało natomiast miejsce, to zakulisowa komunikacja (prawdopodobnie z TVP, podobna do tej, o której mowa w artykule i ogólnie typowa w sądach) zmierzająca do odgórnego ustawienia daty wyroku, w sposób typowy dla przekrętów telewizyjnych (patrz np. ustawianie numerów spraw sądowych udowodnione na blogu Niżyńskiego www.bandycituska.com); podszywanie się pod obawy o życie uznano za korzystne, podobnie jak oddalanie hańbiącej Trybunał hipotezy, że to przez pieniądze. To zaś, że Morawski został zamordowany a nie po prostu "zmarł sobie", śmiercią "naturalną", i to, w jaki sposób zapewne to osiągnięto (krótka odpowiedź: najpewniej to podtruta żywność + zabójcza służba zdrowia idąca wtedy człowiekowi na z góry zaplanowaną "pomoc", plus jeszcze wpływ spikerów przekazu podprogowego, zapewne z TVP; to, jak się zdaje, jak wynika też z podpowiedzi oraz z analizy dostępnych możliwości, dosyć częsta za PiS-u metoda tego typu zabójstw), zostało wyjaśnione przy odpowiedniej dacie i pod jego nazwiskiem na stronie www.bandycituska.com/ofiary.html z przytoczeniem okoliczności, które na to wskazują. Jest to, jak słuszna, skrajnie tam uprawdopodobnione poszlakami, inaczej byśmy tego na xp.pl nie podnosili. 2 miesiące wcześniej wygłosił on na Oxfordzie wykład, w którym, podając się za swoistego "rzecznika rządu" (co budzi skojarzenia z Urbanem i obrazą uczuć religijnych, czyli tego rodzaju sprawami), informował, że sędziowie, nawet sędziowie na najwyższym szczeblu, są skorumpowani, a dowody są łatwo dostępne i bezdyskusyjne ("możemy" je przedstawić: cóż za znamienna liczba mnoga!). Z wypowiedzi Morawskiego, które (po kliknięciu powyższego odnośnika) cytuje TVN24, można wnioskować, że sitwa korupcyjna jest doprawdy ogromna, gdyż obejmuje na równi z sędziami także polityków i, zwróćmy uwagę, prawników (a to tylko część szerszego problemu, chodzi bowiem w ogólności o cały sektor prywatny, tylko skąd ten sędzia miałby to wiedzieć? on może zna prawników, tymczasem z doświadczeń Piotra Niżyńskiego, np. ze sprawą instalacji radiowych i torturowania go dźwiękiem, wynika, że przedsiębiorcy to najbardziej skryminalizowana część społeczeństwa, największy jest tu odsetek przestępczości). Rozmiar i rozmach sprawy pozwala przypuszczać, że chodziło tu w wypowiedzi o korupcję instytucjonalną, czyli odgórnie w sądach wdrażaną, a nie o pojedyncze incydenty, te by bowiem były objęte w każdym przypadku omertą (zmową milczenia) obejmującą tych, którzy płacą, i tych, którzy wydają wyrok. Na tym tle teoria o "łatwej dostępności" dowodów szokuje i budzi najgorsze podejrzenia – że to sam sąd, np. przewodniczący wydziałów czy prezes TK, korumpuje – które w dodatku jeszcze potwierdzają się danymi z bloga www.bandycituska.com (wpis z maja 2017 r. o sądach; patrz np. podniesiony tam cytat "śledziłam Piotrka" pochodzący od pracownika sądu, a nawet nagrany na wideo, w drugim akapicie pod dużym fragmentem tekstu "Dlaczego śledzenie kogoś przez sąd i okazywanie mu tego jest nielegalne?" odgrodzonym dwoma czarnymi liniami poziomymi), gdzie można też poczytać o ustawianiu teczek sądowych i sygnatur i o tym, że ci, od których proceder ten pochodzi (prawdopodobnie: informatycy z TVP), twierdzą przy tym jeszcze, że "wszystkie te orzeczenia z jednego źródła pochodzą", mimo że sądy są najróżniejsze – a zatem odstąpienie od normalnych zasad i podleganie (najwyraźniej) zakulisowym bezprawnym dyrektywom sięga także samego procesu wydawania orzeczeń. W każdym zaś razie: do korupcji na tak dużą skalę, jaka wynika ze słów Morawskiego, czyli do sitwy obejmującej cyt. "polityków, prawników, sędziów, sędziów Sądu Najwyższego, sędziów Trybunału Konstytucyjnego" jak najbardziej pasuje znana chyba nawet od XIX w. metoda zjednywania sobie ludzi przez grupę watykańską polegająca na (typowo bezprawnym nawet) pozwalaniu im na niepłacenie podatków (np. podatku PIT inwestora, podatku PIT pracowników zamieszanych) lub nawet, w przypadku drobnych przedsiębiorców (nie dotyczy to bodajże np. spółek kapitałowych, a może i innych), nierozliczanie się w ogóle z urzędami skarbowymi w jakikolwiek sposób (nieskładanie deklaracji, bezkarne naciąganie ludzi na VAT doliczany do ceny usługi mimo niepłacenia go następnie skarbówce itp.). Zwłaszcza zaś w obliczu naszych artykułów – których dziwnym trafem żadne mass media nawet nie próbują naśladować poprzez skupianie się na tych samych interesujących ludność problemach polityki kraju – i tego, co one prezentują na temat stanu sądownictwa (patrz dział "Państwo bezprawia"), trudno opierać swą wiarę w rządzącą partię o zaufanie do mass mediów, te bowiem konsekwentnie po prostu się w tych tematach kompromitują. Już raczej ufajmy profesorowi, a mass media uważajmy za kolaborantów bardzo złego, antyprawnego, antydemokratycznego i antyludzkiego systemu.
Jak pokazano na stronie http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=7&t=7443#p9291, dom seniora ("emerytowanego papieża"?!) w Laskach (nie mylić z ośrodkiem dla ociemniałych, o którym mowa powyżej, bo to, jak się zdaje, dużo mniejszy biznes i prywatne przedsiębiorstwo) reklamuje się w samym urzędzie skarbowym Warszawa-Bielany. Co więcej, można przypuszczać, że to urząd go do tego zaprosił, a nie odwrotnie: przecież nie każdy, kto chce się zareklamować, dostaje taką możliwość, a nawet można przypuszczać, że dotyczy to małego tylko odsetka, bo urząd nie jest od kolekcjonowania ton reklam. Tymczasem angielskie słowo reason oznacza "powód". "Powód (rezon), [że] jest taki dom seniora [emerytowanego papieża?] w Laskach?? URZĄD SKARBOWY!". Ot komunikat z samego serca współczesnego polskiego państwa. Tu ustanawia się też reguły, jakie rządzą przedsiębiorstwami prywatnymi. Więcej na ten temat wraz z pewnymi poszlakami można znaleźć także na blogu Niżyńskiego (www.bandycituska.com): ostatni punkt na podświetlonej na zielono liście z wpisu z maja 2017 r. o sądach.
Trybunał próbuje koncepcję prawa łaski wywodzić tylko z art. 139 Konstytucji o tym, że "prezydent stosuje prawo łaski". Odpowiedzią na to ze strony ustrojodawcy konstytucyjnego może być najzupełniej analogicznie sformułowany art. 174 Konstytucji głoszący, że "sądy wydają wyroki w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej". Nie znaczy to jednak przecież, że każdy wyrok jest legalny. Doskonale znane w doktrynie, a także ugruntowane w ustawach (Kodeks cywilny, Kodeks postępowania cywilnego) i na co dzień stosowane też przez sądy cywilne, w tym Sąd Najwyższy, jest przecież pojęcie wyroku niezgodnego z prawem, czyli takiego, którego wydanie było bezprawne. Nie dotyczy to wprawdzie każdego orzeczenia błędnego, ale uznaje się, że jest taka klasa orzeczeń, a streszczając temat można tu wyjaśnić, że chodzi o te obarczone wadami szczególnie poważnymi. W takich przypadkach należy się też odszkodowanie ze strony państwa (por. art. Konstytucji). Otóż tak, jak w przypadku sądów, które muszą równolegle stosować różne przepisy i które mogą też naruszyć prawo, tak samo akt łaski może być bezprawny i tak samo Prezydent ma obowiązek stosować wszystkie zbiegające się przepisy mające znaczenie dla decyzji, dla wolności decydowania pozostawionej przez prawo. Co tu jednak jest istotne, to że to trafne zestawienie dziwnym trafem najwyraźniej nie jest przypadkowe, tylko zamierzone przez ustawodawcę z uwagi na... szczególne znaczenie liczby 174, dotyczące Piotra Niżyńskiego. Mianowicie zawiera się tu po pierwsze jedynka symbolizująca premiera, po drugie numer 74 będący numerem mieszkania Piotra Niżyńskiego z dzieciństwa (liczne przykłady dokumentów poświadczających ten adres widać np. na http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=11&t=3246 i w innych zgromadzonych tam skanach, fotografiach i filmach prezentujących akta sądowe). Co więcej, szczególne w tym kontekście znaczenie liczby 174 (dającej się lepiej zapisać jako 1|74) – mianowicie znaczenie "pierwszy kontra mieszkanie Piotra Niżyńskiego" (sprawa dręczenia ww. ofiary przekazem podprogowym czy nawet torturą dźwiękową) – jest utrwalone także w zagadnieniach urbanistyki warszawskiej i zarządzania miastem, jak pokazuje strona http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=9&t=7754. Jest to tam niejedyny przykład ustawienia numeracji autobusów z myślą o zakulisowych spiskach wiązanych w popularnej opinii z Telewizją Polską. Trudno w obliczu tych faktów negować, że liczba 174 nabrała najprawdopodobniej charakteru ezoterycznego symbolu. Pokazuje to zaś, że ustrojodawca konstytucyjny słyszał o planowanych nadużyciach i że co do zasady ma do nich podejście raczej potępiające, i ze zrozumieniem podchodzi do krytyki (wskazuje też na to kolejne ukryte znaczenie numeru: 17-4, "siedemnastemu czwóreczka" w szkole, mianowicie artykułowi 17 k.p.k.). A zatem, w każdym razie, nadużycia takie już planowano i dziwnym trafem to właśnie na szczytach władzy o nich słyszano; biorąc pod uwagę niniejsze punkty z listy, słyszano nawet jeszcze ze 2 dziesięciolecia przed uchwaleniem obecnej Konstytucji z 1997 r. i od początku wiązano je ze sprawą przyszłego gnębienia Piotra Niżyńskiego oraz innych tego typu skandali na szczycie.
Kolejną jeszcze celowo pozostawioną poszlaką na złe, spiskowe (prawdopodobnie korupcyjne) pochodzenie orzecznictwa TK na temat "uprawnień" prezydenta do zastępowania wymiaru sprawiedliwości i powstrzymywania go od działań jest to, że już wiele lat temu przygotowano (pod względem nazwiska właścicielki, utrwalonego też w Klanie TVP, oraz pod względem okolicznych lokali komercyjnych, jak też pod względem samej dostępności na rynku ofert bezpośrednich, o co w centrum Warszawy wcale nie tak łatwo, gdy jest się osobą dręczoną przez wszechobecne ukryte elektroniczne instalacje radiowe) przy wspomnianym Rondzie ONZ od strony al. Jana Pawła II mieszkanie dla Piotra Niżyńskiego, które ma widok z okna na coś, co prawdopodobnie jest nieco niezwykłym, ale jednak domem publicznym czy co najmniej rokuje takie perspektywy; a przy tym sprowadzenie go w to miejsce w formule normalnej "firmy" (czy raczej: zarezerwowanie odpowiedniego miejsca naprzeciwko dla Piotra Niżyńskiego) połączono jeszcze z zarezerwowaniem odpowiedniej nazwy dla tej firmy, która dziwnym trafem ściśle trafia w problem Trybunału Konstytucyjnego, gdyż w wolnym tłumaczeniu nazwa ta oznacza "Spoko, łaska króla!". Więcej informacji na ten temat – w tym także wskazówki na związek tego skandalu z papiestwem oraz z ogólną polityką obraną przez polskie władze (i nie tylko polskie, może problem jest eksportowany przez np. USA), być może też pod wpływem liderów religijnych, jak się sugeruje – można znaleźć na blogu Piotra Niżyńskiego www.bandycituska.com w jego części nagłówkowej (szary tekst w prawej kolumnie, początkowy akapit) oraz na forum tego bloga w wątku o urbanistyce Warszawy obrażającej uczucia religijne: http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=9&p=9419 (czwarta spośród głównych, dużych kropek opatrzonych czarnym tekstem).
Spoko, łaska króla! Mniejsza z tym, że popełniasz przestępstwo! – w naszej republice to rzeczywiście pachnie na kilometr prostytucją wśród sędziów, po prostu przekupstwem. A tymczasem sprawę tę od lat już szykowano i się na nią zanosiło.
Podsumowując, niewątpliwie wśród najbardziej szokujących spraw, wyraźnie wskazujących na korupcyjno-mafijne intrygi jako prastare źródło problemu (starsze niż sam TK), można tu wymienić:
(1) sprawę systemu prezydenckiego rządu RP na uchodźstwie z Niżyńskim w tle,
(2) najwyraźniej zamordowanie filozofa w Laskach, w dodatku również z Niżyńskim w tle (wykorzystano dla zasymbolizowania problemu jego rok urodzenia),
(3) "Powód, że w Łaskach jest dom emeryta? Urząd skarbowy!" (sprawa Rezonu; przy czym, kto wczyta się w szczegóły ostatniego punktu na powyższej liście, klikając odnośnik do bloga Niżyńskiego, dostrzeże, że rzeczywiście papiestwo za Benedykta XVI popierało propagowanie teorii wszechwładnej łaski prezydenta, po czym za Franciszka się z tego wycofano),
(4) zamordowanie Lecha Morawskiego i następnie, zapewne z przyczyn PR-owskich oraz w ramach zwykłych, typowych metod współpracy z centrum śledzenia i wysługiwania się jego woli, ustawienie daty wydania wyroku ws. łaski przez TK w taki sposób, by oba te zdarzenia, najpierw to pierwsze, a rok i 5 dni później to drugie, głosiły swymi datami (poprzez symbolikę cyfr) zamordowanie (NIELEGALNE zlikwidowanie) symbolicznego "artykułu 17 jako Boga" (17-7) – Boga, czyli pana, któremu się służy i którego się nie krytykuje.
Poniżej nasz komentarz co do błędów w orzeczeniu Trybunału. Nie wystarczy bowiem rzecz jasna pokazywać, że sprawę "uzgodniono", tylko trzeba jeszcze pokazać, że podeptano przy tym prawo. Wystarcza to do zainteresowania się tematem, czy to aby nie przez sprawy fiskalne Trybunału i rozliczanie podatku jego pracowników (albo: rozliczanie przelewów przychodzących z Ministerstwa Finansów) takie orzecznictwo.
Błąd merytoryczny pierwszy: "Konstytucja i Trybunał Konstytucyjny jako spece od łaski, to na tym szczeblu sprawa się rozstrzyga"
Pierwszy błąd to przyjęcie, że prezydenckie prawo łaski zawiera w sobie prawo Prezydenta do wznoszenia się ponad ustawy i lekceważenia tego, jak jest ono w nich doprecyzowane. I że, podobnie, prawo takie ma też Trybunał Konstytucyjny (bo tak w ogóle rzekomo jest samo prawo skonstruowane). Błąd ten leży w ogóle u zarania obecnych problemów (wszyscy uczestnicy ewentualnego sporu, w tym Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy i niektóre podręczniki, prześcigają się w definiowaniu, czym to w ogóle jest "łaska" w tym autentycznym, najprawdziwszym, najwewnętrzniejszym tego słowa znaczeniu, czysto autonomicznie z punktu widzenia Konstytucji na problem patrząc, czyli zamykając oczy na ustawy). Cała "śmietanka" (oprócz prof. Morawskiego, który wspomniał o niewyraźności Konstytucji i o skorumpowanych sędziach, lecz to pierwsze jest jedynie aluzją), wliczając tu mass media i ich ekspertów (nawet tych, którzy starają się jakoś skrytykować stanowisko TK, tylko że na zasadzie najlżejszego możliwego ataku, np. zarzucając, że "jak można darować karę niewinnemu"), a nawet prof. Kieresa, w jednym jest zgodna i jednego nie ośmiela się krytykować: tego, że to odgórnie, na Konstytucję po prostu patrząc (i nic więcej), dyktuje się, co może prezydent, a ustawy to ewentualnie się uchyla, jeśli są z tym niezgodne. Czyli: że prezydent nie jest żadnym ich sługą, lecz (wręcz przeciwnie) może być zagrożeniem dla stanu ustaw – że przez jego prerogatywy i w szczególności tę jego prerogatywę (prawo łaski) to ustawom może się oberwać. W rzeczywistości jest to postawienie sprawy na głowie; jak się okazuje, zupełnie mija się to z samymi fundamentami ustrojowymi zapisanymi w polskiej Konstytucji odnośnie roli Prezydenta. Prezydent jest urzędnikiem (czy inaczej: funkcjonariuszem państwowym), stąd też zresztą potocznie mówi się o nim, że piastuje najwyższy urząd, reprezentuje on tym samym władzę wykonawczą – jest od wykonywania prawa, wszelkiego prawa, które jest ogłoszone. Nie tylko Konstytucji. Powinien zatem dobrze znane i od dawna stosowane prawo respektować – wszelkie prawo. Prezydent nie może naruszać żadnych praw, w tym także tych z ustaw, z rozporządzeń, które by się do niego odnosiły, czy praw człowieka; choćby np. wszystko było tak poza tym dobrze, to jeśli by prezydent naruszył np. prawa człowieka, oznaczałoby to przekraczanie swych uprawnień (co z kolei, jeśli czynione jest świadomie lub wyrządza istotną szkodę interesowi publicznemu lub prywatnemu, jest przestępstwem z art. 231 Kodeksu karnego). Jest to konsekwencja ogólnej zasady legalizmu zapisanej w art. 7 Konstytucji RP, zaś w szczególności w przypadku Prezydenta ustawodawca konstytucyjny uznał za jego kluczowy pierwszy obowiązek niejako stanie na straży przestrzegania Konstytucji. Nie jest w tej roli oczywiście trybunałem, czyli organem od postępowań prawnych (organem sądowniczym), lecz jego rola jest wykonawcza: jest politykiem (może np. wykorzystywać swą prerogatywę orędzia do narodu), tym niemniej to właśnie przestrzeganie Konstytucji (wszelkich jej przepisów jednocześnie, nie tylko tego o prawie łaski) to pierwszy obowiązek Prezydenta, jak podaje art. 126 ust. 2 Konstytucji. Zaraz za tym drugim w Konstytucji zdaniem definiującym rolę i zadania Prezydenta następuje trzecie, tj. art. 126 ust. 3 – przepis kluczowy tutaj, który stwierdza, że:
"Prezydent Rzeczypospolitej wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach."
Konsekwencje tego przepisu dla prawa łaski są bardzo poważne. Nie może wobec tego być uznane za ostateczne przesądzenie sprawy to, iż w art. 139 Konstytucji podane jest, że prezydent "stosuje prawo łaski" i że "nie stosuje się go do osób skazanych przez Trybunał Stanu". To przecież tylko takie zagajenie tematu. Nota bene z tego drugiego cytatu można domyślić się, że dla ustawodawcy konstytucyjnego oczywiste jest, że prawo łaski stosowane jest tylko wobec osób skazanych. Nie może być tak, że ktoś w ogóle jeszcze nie został skazany, a zostaje ułaskawiony (np. w fazie śledztwa, po uczynieniu go podejrzanym): jest to jak gdyby przyjmowane w założeniu jako oczywiste, że tutaj wybiera się spośród skazanych, którzy są chętni na ułaskawienie. Gdyby było inaczej, gdyby można było ułaskawić osobę w ogóle nijak nie skazaną, to byłoby to sprzeczne z wykładnią celowościową tego zastrzeżenia, że po skazaniu przez Trybunał Stanu nie ma już łaski; celem tego przepisu jest ochrona praworządności w państwie przed osłanianiem kolegów-polityków, jednakże nic nie pomoże, nawet zakaz ułaskawiania, jeśli zawsze ułaskawić wolno jeszcze przed skazaniem, a sprawa w Policji czy, podobnie (bo śledztwo i komisja śledcza współdzielą te same funkcje rozpoznawcze), w komisji śledczej podlega wtedy umorzeniu. Należałoby więc przyjąć za oczywiste, że ułaskawia się tylko skazanych (na razie zostawmy tu temat prawomocności, ale na pewno już skazanych) i przy tym nie tych, których skazał Trybunał Stanu. Tymczasem zaraz zobaczymy, że Trybunał próbuje przepchnąć wersję, że to w zasadzie nie ma znaczenia, bo w każdej fazie postępowania karnego, w tym także już w fazie policyjnej (zaraz też okaże się, że może dotyczy to też komisji śledczej w sprawie jakiegoś polityka, np. premiera), przysługuje rzekomo instytucja wymyślona w Kodeksie postępowania karnego: "umorzenie".
Wracając jednak do rzeczy, skoro art. 139 (regulujący temat prezydenckiej łaski) stwierdza jedynie, że prezydent stosuje jakieś prawo "łaski" (najwyraźniej: względem osób skazanych), zaś "łaska" wg słownika języka polskiego to darowanie kary, to szczegóły tego, w jakim zakresie i na jakich zasadach prezydent daruje kary osobom skazanym mogą być podane co najwyżej na niższym szczeblu, tj. w zwykłych ustawach. Samo pojęcie "łaski" jest bowiem ogólnikowe i Konstytucja pozostawia tu jedynie mglisty ogólnikowy obraz (trzeba by co najwyżej z innych jej przepisów wywodzić stosowne ograniczenia, np. z zasady niezawisłości sądów czy z zasady trójpodziału i równowagi władz). A zatem, zważywszy na to, że (powtórzmy) na mocy świętego art. 126 ust. 3 Konstytucji "Prezydent ... wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w ... ustawach", doprecyzowania tematu należy szukać w ustawach. Prezydent jest nimi związany. Jest ich sługą i wykonawcą. W takiej sytuacji zupełnym postawieniem sprawy na głowie jest dokonywanie przez Trybunał jakichkolwiek uchyleń tych ustaw z uwagi na to, że jakoby zbyt restrykcyjnie pozwalają na prezydenckie ingerencje w ściganie przestępstw i wymierzanie sprawiedliwości. Konstytucja pozostawia ustawodawcy dowolność i nakazuje, by Prezydent jego idee realizował.
Błąd formalny pierwszy. "Od łaski muszą być umorzenia!" – bezsilny Trybunał tupie nogami i uprawia aktywizm, choć władzy uzupełniania zaniechań legislacyjnych nie ma
Wcześniej od sprawy omawianej w akapitach poprzednich, jako w ogóle pierwsza z tego cyklu wynurzeń TK, ujawniła się sprawa nieco poboczna względem tej fundamentalnej kwestii, ale równie kompromitująca: Trybunał chce umarzania postępowań karnych na każde skinienie prezydenta, jeśli tylko toczą się one przeciwko konkretnej osobie – nieodwołalnie, raz na zawsze, wskutek "aktu łaski" (zastępczo tu nazwanego "abolicją indywidualną"). W związku z tym doszło też do skandalu w kwestii czysto formalnej, a to odnośnie niejako "techniki" wydawania i formułowania orzeczeń przez Trybunał, i granic jego uprawnień. Wiadomo bowiem, że Trybunał może coś z przepisu usunąć (tj. wykreślić z dziedziny jego stosowalności czy wręcz spośród składających się nań jednostek redakcyjnych, np. punktów), natomiast nie może nic od siebie dodać. Tymczasem Trybunał jak widać sili się na to, by dopisać do ustawy własny tekst, do czego nie ma prawa. Aby tego dopiąć, w wyroku K 9/17 "uchylił pewien przepis w zakresie", który to zakres jest jednakże (jeśli chcieć być idealnie pod względem prawniczym i logicznym korrekt) zerowy (albo też: tożsamy z całym zawartym w tym przepisie tzw. katalogiem otwartym). Spójrzmy mianowicie na przepis, który częściowo rzekomo "uchylono" – art. 17 §1 Kodeksu postępowania karnego regulujący sprawę tego, w jaki sposób kończy się sprawy, które nie dają perspektyw na wyrok skazujący (mianowicie: odmową wszczęcia albo, jeśli na to za późno, umorzeniem), i jakie to między innymi sprawy tak na pewno potraktować trzeba:
2) czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego [...];
W języku prawniczym wyliczenie to nazywa się negatywnymi przesłankami procesowymi, zaś zastosowana przez ustawodawcę technika ich wymieniania nazywa się katalogiem otwartym: otwartym, ponieważ pozostawia się tu mniejszą czy większą swobodę do uzupełniania go (przez w tym przypadku sędziego), a ustawodawca przytacza jedynie przykłady. W tym np. przypadku stwierdzono, że jeśli z innych jeszcze ustaw (w tym np. ustawy konstytucyjnej) wynika, że ściganie jest niedopuszczalne, to też nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza (pkt 11). Przepis się im poddaje, pozostając zarazem względem tematu agnostyczny. A zatem, jeśli by nawet chcieć zgodzić się z Trybunałem, że rzekomo ("na mocy samej Konstytucji") "nie wolno prowadzić" postępowania po akcie łaski prezydenta – czyli gdyby nawet uznać zaprezentowaną teorię za merytorycznie w ogóle zasługującą na docenienie (tj. na rozważanie, czy aby jej nie stosować w praktyce), a nie będącą oczywistym bublem – to przecież nie sposób zarzucić temu przepisowi, że on rozstrzyga, iż akt łaski nie jest podstawą do umorzenia. On ani nie narzuca tego, że jest to podstawa do umorzenia sprawy, ani też nie narzuca, że nie jest. Nie jest ani tak, że ów art. 17 k.p.k. "przewiduje prawo łaski jako podstawę umorzenia", ani też tak, że on "prawa łaski podstawą umorzenia nie czyni", ponieważ on w ogóle nie wnika w te sprawy; ani czyni, ani nie czyni; te sprawy, w które wnika, są podane w punktach 1-10, pozostałych zaś on nie reguluje, a jedynie podaje sposób, w jaki sprawa się ewentualnie kończy. A zatem, konsekwentnie, "zakres", w jakim przepis ten "nie czyni" jakiegoś aktu podstawą do umorzenia, jest zerowy, ponieważ on sam z siebie tej kwestii nie rozstrzyga. Dostarcza jedynie katalog otwarty. Jeśli z Konstytucji lub innej ustawy wynika potrzeba nieprowadzenia sprawy karnej, to dobrze, niech będzie umorzona, a jeśli taka sytuacja nie zachodzi, to nie – tylko tyle się tu stwierdza. A zatem nie jest tu nawet w ogóle rozważane, jakie jest znaczenie aktu łaski prezydenta lub czy aby nie kryją się za nim szersze prerogatywy niż zawsze myślano. Można tu na marginesie dodać, że analogiczny był sposób sformułowania tego przepisu w Kodeksie postępowania karnego z 1969 r., nic się w tym zakresie praktycznie nie zmieniło (patrz dawny art. 11), a przecież wtedy była zupełnie inna Konstytucja, ułaskawiał nie prezydent, tylko Rada Państwa, itd. Ten przepis jednakże się takimi sprawami zupełnie nie interesuje, ponieważ dopuszcza interwencję czynników (przesłanek prawnych) pochodzących z zewnątrz, ustanowionych na zewnątrz (tj. określonych w innych ustawach, w tym: w samej Konstytucji). A zatem nie można powiedzieć, będąc Polakiem i prawidłowo posługując się językiem polskim, że przepis ten z uwagi na swą postać "nie ustanawia prawa łaski przyczyną umorzenia" (tj.: że wedle tego przepisu akt łaski nie jest podstawą do umorzenia sprawy). Nie; dopiero analiza jeszcze innych przepisów, czyli tego jednego na tle jeszcze innych dodatkowych, może odpowiedzieć na to pytanie, w tym zaś przypadku po prostu o tym, czy ustanawia on ułaskawienie przyczyną umorzenia czy też nie decyduje wykładnia samej Konstytucji. Tej zaś, oczywiście, Trybunał uchylić nie może ani nawet narzucić jej jedynej słusznej interpretacji, choć, jak widać, poprzez nadużycia bardzo się o to stara.
W każdym więc razie art. 17 k.p.k. nie jest rozstrzygający, jeśli chodzi o to, co prowadzi do umorzenia, z wyjątkiem kilku przypadków, gdy ono na pewno przysługuje, natomiast to, co w nim istotne i najważniejsze, to to, że w ogóle stosuje się pojęcie umorzenia (z pozostałej części kodeksu wynika, że umorzenia orzeka się w formie postanowienia i że przysługują zażalenia). Nie zawiera on w sobie decyzji merytorycznych ustawodawcy co do tego, czym skutkuje łaska. Tymczasem zaś Trybunał Konstytucyjny orzekł, a serwis LexLege.pl niestety bezmyślnie powtarza, jak gdyby dostał swój upragniony kąsek, że ten i 2 inne podobne przepisy (mianowicie np. jeszcze analogiczny dotyczący wykroczeń, w Kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia) są niezgodne z Konstytucją RP
"w zakresie, w jakim nie czynią aktu abolicji indywidualnej negatywną przesłanką prowadzenia postępowania karnego, postępowania w sprawach o wykroczenia albo [...]"
W tej sytuacji osoba przychylna Trybunałowi i jego poglądom na temat Konstytucji powiedziałaby, że przecież przepis ten właśnie jak najbardziej czyni "akt abolicji indywidualnej" negatywną przesłanką prowadzenia postępowania karnego (przykład: umorzenie sprawy Kamińskiemu przez Sąd Okręgowy w Warszawie – na podst. art. 17 §1 pkt 11 k.p.k.), zaś osoba o przeciwnych poglądach na temat prawa łaski i tak nawet nie mogłaby się z tym nie zgodzić, na płaszczyźnie sporu o sam Kodeks postępowania karnego, ponieważ ten przepis nie rozstrzyga też tego w sposób przeciwny. Sam Kodeks postępowania karnego to za mało, by odpowiedzieć na to pytanie. A zatem po włączeniu choćby minimalnego zastanowienia, zakres podlegający uchyleniu wskutek wydania wyroku przez TK wydaje się już na pierwszy rzut oka zerowy (a to dzięki zastosowaniu przez ustawodawcę katalogu otwartego). Uchyla się coś, czego nie ma, ale musi być widok i reklama, że "coś uchylono" i "jakoś nie wolno". I "prosimy teraz to na stronach z tekstami ustaw (np. LexLege.pl) publikować". Sam tylko czysty PR, sama tylko forma, przy pomocy której się coś reklamuje (jako rzekomo "ostateczne" i "powszechnie wiążące, bez komentarza"), natomiast treść i konsekwencje – zerowe, bo koniec końców jednak nic się tu nie uchyla, a poza tym Trybunał chciałby tu rządzić Konstytucją, np. coś z niej zabrać albo narzucić na skalę całego państwa, jak się ją rozumie, a do tego nie ma prawa (patrz: zasada trójpodziału i równowagi władz z art. 10 Konstytucji). Ewentualnie zaś – gdyby "zakres" pojmować gramatycznie i językowo, jako fragment tekstu przepisu (jak np. przy uchylaniu poszczególnych punktów) – można by za ten zakres, o którym mówi TK, przyjąć właśnie ów cały katalog z punktami wymienionymi przez ustawodawcę (to w tym wyliczeniu jest problem, reszta zdania, tj. to wprowadzenie na początku, nie stwarza jeszcze problemu), tyle, że wtedy przepis przybiera postać nonsensowną, do jakiej go właśnie doprowadził Trybunał Konstytucyjny. Jeśli bowiem wykreślić tę listę punktów (a to o niej można by ewentualnie mówić, że "nie uczyniła aktu łaski podstawą do umorzenia"), to pozostaje coś takiego:
Nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza [, gdy: (uchylony)].
Oczywiście zamieszczenie w Kodeksie postępowania karnego przepisu stwierdzającego tylko tyle, że "nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza", to prawdziwy absurd. Do takiego absurdu doprowadził polski stan prawny Trybunał Konstytucyjny. Mamy w efekcie w kodeksie przepis, który bezwarunkowo zakazuje prowadzenia spraw kryminalnych. Zawsze nie wszczynaj lub umarzaj. Mają być same tylko niewiniątka. Może Trybunał się czegoś boi i dlatego precz ze sprawami w Policji?...
Jakiś humorystyczny premier, który by kiedyś przyszedł posprzątać państwo po rządach mafii podsłuchowej i "grupy watykańskiej", mógłby w ramach ukłonu w stronę TK właśnie na taką treść zmienić z pomocą Sejmu ten przepis (tj. z końcówką "uchylony", w drodze jakiejś ustawy nowelizacyjnej wykreślającej ten katalog), komentując to jeszcze w ramach uzasadnienia do ustawy, że jest to po prostu zaaplikowanie orzecznictwa TK – utwierdzenie stanu "od dawna powszechnie obowiązującego".
Wracając jednak na ziemię do obecnych realiów powtórzenia chyba najwidoczniej wymaga, politykom i wszystkim, którzy polityką się też interesują, że Trybunał Konstytucyjny nic do żadnego przepisu dodać nie może. W związku z tym żadna erystyka "uchylony w zakresie, w jakim czegoś w nim nie ma" (tj. w całości? w zerowym zakresie?) nie pomoże, a tego typu wskazówki, co zapisywać w paragrafie, można co najwyżej pisać w uzasadnieniu wyroku, bo tak czy inaczej nikogo nie wiąże taka teoria. Trybunał nic nie dodał i nie ma prawa narzucać, by ułaskawienie uznawać za powód do umorzenia postępowania karnego (toczącego się przed prokuraturą czy sądem). Zgodnie z zasadą ustrojową z art. 10 ust. 1 Konstytucji "Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej". Równowaga ta i trójpodział osiągnięte będą tylko wtedy, gdy nie będzie żadnego boga ustrojowego, wedle prawa wydającego wszystkim innym wiążące ich polecenia (mniejsza już z tym, kto musi wpierw wykazać inicjatywę, by ów bóg przemówił; rzecz w tym, że takiego boga ma nie być). Konsekwencją tego jest to, że Trybunał Konstytucyjny nie ma monopolu na interpretowanie Konstytucji; inaczej czyniłby on go takim właśnie bożkiem, bo mógłby np. wyfilozofować sobie, że ten ma do czegoś prawo, tamten ma do czegoś obowiązek (tu prezydent, tam premier itd.), krótko mówiąc, mógłby rozkazywać najważniejszym centralnym organom państwowym zupełnie dowolnie. Konstytucję odrębnie stosują i po swojemu rozumują władza ustawodawcza, sądownicza i wykonawcza i nie ma żadnego obowiązku, by słuchać akurat tych poglądów, które reklamuje Trybunał Konstytucyjny (zwłaszcza, gdy wydają się poważnie nietrafione). Tak, jak władza ustawodawcza może modyfikować tekst prawa, tak i Trybunał Konstytucyjny może modyfikować treść ustaw, w ograniczonym zakresie, tj. może coś zabrać z ich stosowalności lub tekstu, natomiast gdyby rozszerzyć jego władzę na samą Konstytucję, czyli nadać mu rangę organu, który na skalę całego państwa daje wiążące interpretacje i wytyczne co do rozumienia i stosowania Konstytucji, upadłaby zupełnie – i to przez władzę sądowniczą! – równowaga 3 gałęzi władzy.
Dla porównania, zdanie odrębne słynnego prawnika prof. Leona Kieresa z Instytutu Pamięci Narodowej wyrażone w wyroku K 9/17, które można przeczytać za tekstem wyroku na stronie internetowej https://ipo.trybunal.gov.pl/ipo/view/sprawa.xhtml?&pokaz=dokumenty&sygnatura=K%209/17#zdanieodrebne_17179_1, wyraźnie stwierdza, że (oprócz tego, iż prawo łaski obejmuje tylko uchylenie lub zmniejszenie prawomocnie orzeczonej kary) samo wydanie wyroku przez Trybunał było tu niedopuszczalne, a postępowanie przed Trybunałem podlegało dlatego umorzeniu. Nie zgadzając się z istnieniem prerogatywy "abolicji indywidualnej", samą nielegalność jakiegokolwiek wyrokowania w tej sprawie prof. Kieres uzasadnił następująco:
"Przede wszystkim brak aktu abolicji indywidualnej wśród negatywnych przesłanek prowadzenia postępowania karnego, wykroczeniowego i wykonawczego nie jest (jak twierdzi wnioskodawca) pominięciem prawotwórczym, lecz zaniechaniem legislacyjnym, które nie podlega kontroli Trybunału Konstytucyjnego."
Zasady odróżniania tych dwóch kategorii były wielokrotnie przedmiotem wypowiedzi Trybunału Konstytucyjnego. Podkreślano w nich m.in., że badanie pominięć prawodawczych należy traktować jako wyjątek od zasady, że przedmiotem oceny w postępowaniu przed Trybunałem są treści wyrażone w obowiązujących normach prawnych (a nie treści, których w tych normach brak – por. np. postanowienie z 2 grudnia 2014 r., sygn. SK 7/14, OTK ZU nr 11/2014, poz. 123, cz. III, pkt 4 uzasadnienia). Akcentowano również, że taki sposób zaskarżenia nakłada na podmiot inicjujący postępowanie szczególnie wysokie wymogi dowodowe (por. np. postanowienie z 9 lipca 2002 r., sygn. K 1/02, OTK ZU nr 4/A/2002, poz. 55, cz. II, pkt 1 uzasadnienia; teza powtarzana w kilkunastu późniejszych orzeczeniach TK), a Trybunał Konstytucyjny zobowiązuje do wyjątkowo starannej kontroli ich spełnienia. Pochopne orzeczenie negatywne w takich wypadkach może bowiem rodzić zarzut bezpodstawnego uzupełniania przez Trybunał Konstytucyjny obowiązującego stanu prawnego i wkraczania w kompetencje ustawodawcy (por. np. wyrok z 21 lipca 2004 r., sygn. K 16/03, OTK ZU nr 7/A/2004, poz. 68, cz. III, pkt 1 uzasadnienia; teza obecna w kilkudziesięciu orzeczeniach TK).
Obawiam się, że taka właśnie sytuacja wystąpiła w niniejszej sprawie. Brak abolicji indywidualnej w zaskarżonych przepisach kodeksowych nie stanowi bowiem pominięcia ustawodawczego z następujących powodów:
Po pierwsze, zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału, o pominięciu legislacyjnym można mówić pod warunkiem, że istnieje wyraźny przepis Konstytucji, który nie tylko nakazuje uregulowanie danej, „zapomnianej” przez ustawodawcę materii, ale jeszcze na dodatek wskazuje, jaka powinna być jej treść (przynajmniej kierunkowo). Innymi słowy, pominięcie ustawodawcze może być badane przez Trybunał tylko wtedy, gdy na poziomie Konstytucji istnieje „norma o treści odpowiadającej normie pominiętej w ustawie kontrolowanej” (postanowienie z 1 marca 2010 r., sygn. SK 29/08, OTK ZU nr 3/A/2010, poz. 29, cz. II, pkt 3 uzasadnienia; teza powtarzana w innych orzeczeniach TK). Określona regulacja „może być uznana za zawierającą unormowanie niepełne w sytuacji, gdy z punktu widzenia zasad konstytucyjnych ma zbyt wąski zakres zastosowania albo pomija treści istotne z punktu widzenia przedmiotu i celu tej regulacji. Ocena, czy ustawodawca dopuścił się pominięcia prawodawczego, wymaga więc a casu ad casum zbadania danego unormowania w kontekście wzorców i wartości konstytucyjnych, które ze względu na naturę tej regulacji muszą zostać poszerzone o daną kategorię podmiotów lub zachowań. To znaczy, że z norm konstytucyjnych da się odtworzyć wzorzec instytucji prawnej kształtowanej w akcie normatywnym, lecz instytucja w akcie tym ukształtowana konstytucyjnemu wzorcowi nie odpowiada” (postanowienie z 18 czerwca 2013 r., sygn. SK 1/12, OTK ZU nr 5/A/2013, poz. 70, cz. II, pkt 3.1.3 uzasadnienia; teza powtarzana w dalszych orzeczeniach TK).
Uważam, że art. 139 zdanie pierwsze Konstytucji, z którego wnioskodawca wywodzi założenie o niedostatkach zaskarżonych przepisów, nie spełnia tego warunku. Jego interpretacja wywołuje bowiem istotne spory doktrynalne, które nie zostały jednoznacznie rozstrzygnięte (por. np. najbardziej aktualne przeglądy literatury w: P. Rogoziński, Instytucja ułaskawienia w prawie polskim, Warszawa 2009, s. 89-106; B. Baran, Prawo łaski w polskim systemie prawnym na tle powszechnym, Sosnowiec 2011, s. 307-324; K. Kaczmarczyk-Kłak, Prawo łaski w Polsce na tle porównawczym dawniej i współcześnie, Rzeszów 2013, s. 431-432; K. Kozłowski, Prawo łaski Prezydenta RP. Historia. Regulacja. Praktyka, Warszawa 2013, s. 237-238). Spory te dopiero ostatnio (po prawie 20 latach od uchwalenia art. 139 Konstytucji) nabrały praktycznego znaczenia w związku z jednorazowym aktem zastosowania przez Prezydenta abolicji indywidualnej wobec czterech osób (por. postanowienie z 16 listopada 2015 r. nr PU.117.45.2015, opublikowane na oficjalnej stronie internetowej www.prezydent.pl).
Można tu na marginesie dodać, że na powyższym przeglądzie literatury widać osoby dobrane po nazwisku (co jest stałą typową metodą doboru człowieka do złej sprawy stosowaną w grupie zakulisowych wpływów Watykanu: patrz www.bandycituska.com/ponazwisku.html). Rogoziński to z jednej strony człowiek z tablicy wewnątrzkościelnej w parafii przy Krakowskim Przedmieściu (swego czasu sąsiedniej względem Niżyńskiego), z drugiej – były pracownik gastronomii sąsiadujący z Niżyńskim, wreszcie z trzeciej – patron ulicy, przy której znajduje się podstawowa placówka (a nie jej filia) odpowiedzialna za prowadzenie skrytki pocztowej xp.pl sp. z o. o. i Piotra Niżyńskiego (UP Warszawa 130 o kodzie pocztowym 02-775 ma siedzibę przy Szolc-Rogozińskiego, choć skrytki są obsługiwane przy Alternatywy 6, tj. obok Żabki na Alternatywy 4). Z kolei Baran to nazwisko sędziny, która w 2012 roku, czyli krótko po wydaniu tej książki, podtrzymała prokuratorską odmowę wszczęcia śledztwa o wyjątkowo zintensyfikowany masowy stalking, którego ofiarą był (i pozostaje) Piotr Niżyński. Wprawdzie jej imię to Magdalena, tym niemniej bardzo możliwe, że książkę wydała osoba z rodziny, gdyż nieraz tak bywa, że w rodzinie jest nawet kilku (szeroko rozumianych) prawników (tj. wliczają się tu też ludzie uczelni, a ponadto sędziowie, prokuratorzy czy komornicy). Tymczasem jest to, po przedsiębiorcach i recepcjonistkach hotelowych, jeden z najbardziej skryminalizowanych obecnie zawodów. Spikerzy tortury dźwiękowej dręczącej Niżyńskiego od dawna sugerowali, nawet wtedy, gdy było to jeszcze dosyć enigmatyczne, bo nie było jasne, co się szykuje (tj.: sprawa z ułaskawieniem), że to rząd "bardzo lansuje dwa stanowiska". Narzędziem do tego mógłby być oczywiście, od góry patrząc, aparat urzędniczy związany z administracją podatkową, zaś patrząc od strony konkretnych autorów mogliby im to proponować wydawcy, kierownicy z uczelni czy z innego zakładu pracy, np. sądu.
Jak widać, uzasadnienie to w swej wstępnej fazie – jakkolwiek być może nie pochodzi od osoby zupełnie niezależnej i nieuwikłanej w żadne skandale, trudno to w tej chwili w pełni ocenić – jest zbliżone do naszych powyższych uwag o tym, że zastosowanie przez ustawodawcę w art. 17 k.p.k. katalogu otwartego przesłanek sprawia, iż nie można powiedzieć, że wyłączył on przez to cokolwiek z dziedziny stosowalności art. 17 k.p.k. (a przecież samo pojęcie "zakresu" – i, co za tym idzie, uchylenia "w zakresie" – zastosowane tutaj przez Trybunał dotyczy właśnie wyłączenia stosowalności przepisu w pewnej klasie przypadków, będącej podzbiorem dziedziny jego stosowalności; sąd, Prezydent czy inny organ sięga po przepis, gdy zachodzą ku temu określone w nim warunki, tj. te z tzw. hipotezy tego przepisu, i wyciąga wtedy z niego określone konsekwencje, zaś po uchyleniu przepisu w danym zakresie określone przypadki zastosowania go zostają przekreślone). Pominięcie w art. 17 k.p.k. jakiegoś przypadku nie wpływa na skutki prawne: nie kreuje sytuacji, że przepis zakazuje umorzenia lub że taka niemożliwość umorzenia staje się następstwem określonej sytuacji zawartej w dziedzinie jego stosowalności (tj. że, mając akt łaski, którego istnienie musiałoby w takim razie być sytuacją ze zbioru "dziedzina stosowalności art. 17 k.p.k.", sąd to właśnie jakoby w oparciu o zastosowanie – mającego tu rolę prawotwórczą, czyli kreującego regułę prawną – art. 17 k.p.k., a więc opierając się na jakiejś jego części, wyciąga wniosek, iż postanowienie zatytułowane umorzenie jest niemożliwe i że to ten przepis tutaj kreuje ten problem). Zauważmy zresztą, iż z punktu widzenia konstytucyjnego zwyczaj, że wydaje się postanowienia ogłaszające tzw. "umorzenie" nie jest istotny, gdyż konstytucyjnie ważne jest co najwyżej tylko to, że nie ma już ścigania czynu: zaprzestano tego (co przynosi uspokojenie uczestnikowi postępowania). Sposób, w jaki wtedy postępowanie się kończy, mógłby być też inny niż ten podany w art. 17 k.p.k., np. mogłoby to być ogólne zawiadomienie o zaprzestaniu prowadzenia sprawy, nie używające pojęć "postanowienie" ani "umorzenie", w związku z czym ingerencja Trybunału w art. 17 k.p.k. jest tym bardziej absurdalna – cała sprawa w oczywisty sposób dotyczy raczej nie jego, nie tego art. 17 k.p.k., tylko tych "innych przepisów", o których mowa w art. 17 §1 pkt 11 k.p.k., a mianowicie – w tym przypadku, zgodnie z poglądami Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro i Trybunału Konstytucyjnego – przepisów Konstytucji, na mocy których rzekomo ściganie miałoby być wykluczone.
Słowa Trybunału "uchylenie w zakresie, w jakim nie czyni" (który to zakres, zgodnie z logiką, musiałby być zerowy, jeśli uznać orzeczenie za oparte na legalnych podstawach, albo ewentualnie stuprocentowy) są więc jedynie trikiem erystycznym (nieuczciwym sofizmatem, czyli błędem logicznym, mającym niejako podprogowo wykreować w odbiorcach pewne wrażenie) zmierzającym w tym przypadku do narzucenia nie tylko całemu państwu, ale wręcz całemu środowisku prawników polskich, nowych zasad konstytucyjnych i rzekomo jedynej słusznej interpretacji Konstytucji – w rzeczywistości stanowiącej bubel, dziecko lekceważenia art. 126 Konstytucji. I związanego z tym stawiania sprawy na głowie: stawiania to przepisów pod pręgierzem, a nie Prezydenta.
Streszczenie błędu formalnego pierwszego. Co to znaczy "uchylić w zakresie"?
Pamiętajmy, że "zakres", w jakim przepis jest uchylany częściowo, to określenie, które spośród konsekwencji przepisu zostają zlikwidowane (przy zachowaniu pozostałych). Nie jest to natomiast odwołanie się do jednostek redakcyjnych (np. fragmentów zdania), które się wykreśla, bo w taki sposób Trybunał nie działa; wykreślenie kilku słów ze zdania może kompletnie zmieniać jego sens, a gdyby Trybunał miał takie prawo, mógłby w istocie kreować nowe przepisy ustawowe, co właśnie mu nie przysługuje. Istnieje wprawdzie sprawa podobna, a mianowicie można wykreślić np. punkt z paragrafu czy ustępu, jeśli jest w nim lista wypunktowana, tym niemniej nie stosuje się wtedy pojęcia zakresu, tylko po prostu określa, co się uchyla: np. art. 1 ust. 2 pkt 3 lit. d jakiejś ustawy. A zatem, podsumowując, "zakres", w jakim przepis jest uchylany częściowo, to określenie, które spośród konsekwencji przepisu zostają zlikwidowane (przy zachowaniu pozostałych).
(Bez uszczerbku dla powyższych uwag pozostawałby zresztą fakt ewentualnego wprowadzenia do obiegu już wcześniej kilku wadliwych orzeczeń przez Trybunał, co zresztą póki co nie zostało przez nikogo udowodnione. Kilka przykładów błędnego orzecznictwa nie może przecież podważać samego rozumu w wykonywaniu funkcji związanych z zarządzaniem systemem prawnym.)
Zważywszy więc na to, że art. 17 k.p.k. nie miał nigdy konsekwencji dla rozumienia prawa łaski, to nowy wyrok K 9/17 stwierdza w istocie utratę mocy przez ten przepis w zakresie zerowym. Informacja o tej utracie mocy jest zatem najzupełniej zbyteczna i nie przydaje się jej publikowanie. Służy ono tylko celom PR-owskim, jako reklamowanie (niemądrych zresztą) zapatrywań nagłaśnianych przez Trybunał, bynajmniej nie będących wiążącymi dla pozostałych organów władzy publicznej.
Chcąc coś narzucić w sposób sensowny, a nie nielogiczny, Trybunał Konstytucyjny musiałby chyba uchylić fragment samej Konstytucji z dopiskiem "utracił moc, rozumiany tak, że [...]", do czego oczywiście nie ma żadnego prawa; nie jest on też jedynym uprawnionym do czytania, rozumienia i stosowania, a więc też interpretowania, Konstytucji, bo w naszym ustroju w ramach trójpodziału władzy (art. 10 Konstytucji) nie ma żadnego króla, uprawnionego do wiążącego rozkazywania wszystkim innym bez oglądania się na ich zdanie. Z ww. powodów brak jest (w obecnym stanie prawnym, skoro nie występują rażące nadużycia w ustawach, jak np. rażący rozrost władzy prezydenta) możliwości, by Trybunał miał jakiekolwiek istotne znaczenie w dziedzinie ewentualnych dyskusji na temat natury prawa łaski, jego zakresu, konsekwencji i zasad jego stosowania.
Błąd merytoryczny drugi. "Prezydent może przerywać postępowanie karne w zasadzie w dowolnej fazie, a prokuraturze lub sądom pozostaje je wtedy umorzyć"
Zgodnie z Kodeksem postępowania karnego, który ma na ten temat swój specjalny nagłówek "Ułaskawienie" (tj. rozdział 59, na który składają się art. 560-568), ułaskawienie dotyczy tylko osób skazanych. Tylko takie przypadki są w ustawach rozważane, z czego wynika, że inne nie przysługują, gdyż Konstytucja wymaga doprecyzowywania w ustawach, ilekroć przedstawia jedynie zarys problemu, a nie gotowe reguły postępowania. Prawo łaski, czyli ułaskawienie, nie jest więc natomiast w obecnym stanie prawnym prawem do umorzenia postępowania w fazie śledztwa lub dochodzenia (i dobrze, z punktu widzenia wartości konstytucyjnych). Tymczasem zaś Trybunał Konstytucyjny, forsując bezpodstawnie umieszczenie w art. 17 k.p.k. dodatkowych treści, domaga się w istocie, by bez względu na fazę postępowania akt ułaskawienia powodował umorzenie sprawy (gdyż art. 17 stosuje się zarówno w fazie tzw. postępowania przygotowawczego, typowo kojarzonej z Policją i prokuraturą, jak i w sądowej fazie spraw karnych; jest on sformułowany niemal agnostycznie względem podziału postępowania na te fazy, cezurą czasową jest tu raczej w ogóle wszczęcie dochodzenia lub śledztwa, nie zaś wniesienie sprawy do sądu). Co do zasady wszystkie przypadki wymienione w art. 17 k.p.k. mają zastosowanie zarówno w fazie śledztwa, jak i w sądzie, do wyjątków zalicza się ze swej istoty art. 17 §1 pkt 9, czyli tzw. brak skargi uprawnionego oskarżyciela. Natomiast z treści omawianego u nas wadliwego wyroku TK nie wynika wcale, by ułaskawienie miało być możliwe tylko w fazie sądowej, toteż jest to poważny błąd merytoryczny tego orzeczenia. Tworzenie zasad, których jak dotąd nie było w prawie, tj. w ustawach niższego szczebla niż Konstytucja, w sytuacji, gdy powinny być one dla Prezydenta święte i gdy inicjatywa leży wobec tego, wedle prawa, koniecznie po stronie ustawodawcy.
Ponadto zgodnie z Kodeksem postępowania karnego zastosowanie prawa łaski nie jest przeszkodą we wniesieniu kasacji na korzyść oskarżonego. Jest to zresztą konsekwencja jednolitego stanowiska ustawodawcy, które wyraża się w tym, że postępowanie karne, jak i kasacja, nie służy tylko wymierzeniu kary w imię celów kary (ani nawet zapewnieniu prawa do sądu pokrzywdzonemu), lecz służy także ustaleniu prawdy (może to mieć cel zarówno publiczny, jak i bardziej prywatny, np. związany z troską o dobre imię, w tym także wobec instytucji państwowych). Z identycznych więc powodów można np. wnieść kasację, choć karę skazany już odbył – nie ma to nic do rzeczy, a nawet znane są takie przypadki. Tymczasem bardzo charakterystyczny jest fakt, że jedynym przypadkiem, gdy ustawodawca tak stwierdza (że akt łaski, mianowicie taki na korzyść oskarżonego, pozostaje bezskuteczny dla dalszego toczenia się postępowania, w każdym razie odnośnie prawa oskarżonego do obrony), jest sprawa kasacji. Natomiast przy apelacjach i zażaleniach w ogóle się tej kwestii nie rozważa, co jest bardzo znamienne. Można stąd wysnuć wniosek, że dla ustawodawcy oczywiste było, iż przed osiągnięciem prawomocności nie ma też aktu łaski. Gdyby był możliwy akt łaski przed uprawomocnieniem się wyroku (co następuje po pierwszej lub drugiej instancji; na etapie kasacji wyrok jest już prawomocny, gdyż prawomocność oznacza to, że nie przysługuje zwykły środek odwoławczy, podczas gdy kasacja jest środkiem tzw. nadzwyczajnym), to niewątpliwie ustawodawca, kierując się tym samym prawem do obrony, jakie przyświeca obecnemu art. 529 k.p.k., zawarłby analogiczny przepis w dziale IX k.p.k. dotyczącym ogólnie postępowania odwoławczego, tj. zwykłych środków odwoławczych, tak, iż w dziale XI o kasacjach nawet nie trzeba by go wymieniać, skoro (wedle art. 518 k.p.k.) przy kasacjach i tak na zasadzie analogii stosuje się przepisy działu IX. Tak głosi wykładnia celowościowa prawa i pierwsze, najprostsze wnioski z niej płynące. A tymczasem przecież gdy przy pojmowaniu (interpretowaniu) ustaw wyłaniają się pewne trudności (skoro się widzi tylko to, co jest napisane, zgodnie z dosłownym brzmieniem słów i rozbiorem logicznym zdań), jak podpowie każdy prawnik słuszne jest sięganie po inne słynne metody wykładni, takie jak właśnie np. wykładnia celowościowa. Toteż niewątpliwie uzasadniony jest wniosek, że ułaskawia się tylko osoby skazane prawomocnie.
Przemawia za tym po prostu prawo do obrony (art. 42 ust. 2 Konstytucji), jako ostateczny temat leżący u podstaw takiego uregulowania. Obrony nie tylko przed karą, ale także przed insynuacją, obrony idącej najdalej, jak to tylko możliwe bez naruszania prawa. Oznacza to także możliwość wykazania, wręcz przeciwnie do aktu oskarżenia, że właśnie nie ma podstaw do przypisywania winy, a nawet, że się jest niewinnym.
Powyższe jest to na gruncie kodeksowym argument najmocniejszy, a tymczasem są w Kodeksie jeszcze inne wskazówki na to, że dla ustawodawcy oczywiste jest to, że skazany już podlega karze. Przykładowo, gdy do sądu trafia wniosek o ułaskawienie, zadaniem sądu jest m. in. uwzględnianie "rozmiaru szkody wyrządzonej przestępstwem". Czyni to którykolwiek sędzia, często losowo wybrany i z innego wydziału niż orzekający, przy czym oczywiście zgodnie z art. 42 ust. 3 Konstytucji (powtórzonym też z większymi nawet jeszcze gwarancjami w art. 5 §1 k.p.k.) każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu. A zatem narzucanie, iż sąd ocenia rozmiar szkody wyrządzonej przestępstwem, sygnalizuje, że hipotezą jest tu popełnienie przestępstwa, co oznacza, że hipoteza jest istnienie winy, czyli istnienie prawomocnego wyroku sądu. Taki jest w każdym razie standard dotyczący ułaskawień na wniosek od skazanego, tym niemniej z uwagi na to, o czym była mowa 2 akapity wyżej, standard ten zasadnie jest też uznać za powszechny i za założenie przyjmowane w Kodeksie przez cały czas, bez względu na postawę prezydenta w konkretnym przypadku.
Niezależnie od powyższego wytyczne bardzo silnie przemawiające przeciwko możliwości ułaskawienia osoby, na której nie ciąży jeszcze prawomocny wyrok sądu, można znaleźć w samej Konstytucji jako pokłosie jej przepisów. Przede wszystkim więc można tu wskazać prawo do sądu niezawisłego, będące prawem człowieka. Niezawisłość polega na tym, że nie istnieje (przede wszystkim, w ramach rdzenia znaczeniowego tego pojęcia) zależność o charakterze służbowym czy innym podobnym, zobowiązująca do wykonywania czyichś poleceń, dyrektyw, aktów władczych, pomiędzy organem niezawisłym a jakimś innym. Muszę tu wyraźnie podkreślić, że ta niezawisłość jest czym innym niż faktyczny przymus wyrażający się w technicznej niemożliwości zrobienia czegoś czy nawet w naciskach o charakterze kryminalnym (np. zachęty ze strony grupy przestępczej – to bowiem nawet sam TK uznawał za coś właściwie innego, tj. za tzw. stronniczość); niezawisłość dotyczy w pierwszej kolejności i przede wszystkim właśnie zależności o charakterze prawnym czy pseudo-prawnym, a więc istnienia wszelkiego rodzaju "obowiązku" i "nakazu" czynienia czegoś, w majestacie prawa. Naruszeniem niezawisłości byłoby więc na przykład, gdyby sędziowie mieli swych szefów, jak prokuratorzy Prokuratora Generalnego, którzy im każdorazowo mieliby prawo narzucać określone trendy na zasadzie polecenia (np. dla zapewnienia lepszej jednolitości, "wyższej jakości" orzekania itp.). Innym rażącym przykładem naruszania niezawisłości byłoby wydawanie sądom instrukcji co do konkretnych toczących się spraw przez np. jakiegoś księcia czy króla w sytuacji, gdy konstytucja danego kraju przewiduje "wydawanie wyroków w imieniu księcia" (tak np. w art. 95 Konstytucji Liechteinsteinu i art. 49 Konstytucji Luksemburga). Oczywiste jest przy tym, że sąd z racji swej funkcji polegającej na egzekwowaniu prawa pozostaje zależnym od dawnych uczynków prawodawcy (natomiast za generalnie niepożądane, także w orzecznictwie ze Strasburga, uznaje się ingerowanie przez ustawodawcę w tok postępowań już wszczętych, wobec czego stosuje się przepisy przejściowe ograniczające wpływ nowelizacji ustaw tak, by nie wpływały one na sprawy już założone). Ponadto sąd pozostaje częściowo uzależniony od stron postępowania w ramach realizowania przezeń zasad postępowania, gdyż to jest jego misją (sąd dlatego może jawić się jako swoisty stolik do brydża dla rozgrywek w dziedzinie prawa odbywających się, co pożądane, wedle ściśle określonych zasad, wiążących ze sobą strony postępowania wraz jeszcze z kierującym nim sędzią), jakkolwiek ostateczna decyzja to do sędziów należy i bardzo często jest uwikłana także w kwestię oceny dowodów, ta zaś od życzeń stron jest już dużo mniej zależna. Te dwie więc rzeczy, uzależnienie od prawodawcy i uzależnienie od stron postępowania, są czymś oczywistym i z samego rozumu dającym się wywieść, natomiast – zważywszy na to, że prawo do sądu jest prawem człowieka, a zatem czymś międzynarodowo usankcjonowanym i znanym w każdym systemie prawnym, nawet takim, który by nie przewidywał istnienia prawa łaski (owo prawo do niezawisłego sądu jest od istnienia prawa łaski niezależne i niejako zwierzchnie dla ustrojodawcy, zawsze więc musi oznaczać to samo) – nie sposób za legalne uznawać obowiązku realizowania zamysłów prezydenta w postępowaniu sądowym, a to z przyczyn prawnych. Byłaby to wręcz zupełna obraza samej istoty idei niezawisłego sądu. Z tego też względu, jako naruszenie prawa człowieka (określonego w art. 45 ust. 1 Konstytucji i w art. 6 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, i w art. 14 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych), umorzenie postępowania przed jego naturalnym zakończeniem przez sądownictwo, rozumiane jako władza odrębna i niezależna od innych władz (patrz art. 173 Konstytucji i art. 10 Konstytucji), musi jawić się jako niedopuszczalne. Należy w szczególności zauważyć, że stroną postępowania karnego praktycznie zawsze jest nie tylko oskarżony, ale i pokrzywdzony, w związku z czym już chociażby konieczność bronienia przez państwo jego prawa człowieka (prawa do sądu) wyklucza załatwianie sprawy umorzeniem z przyczyn politycznych. Byłoby to także wbrew tendencji prawnej (i wykładni celowościowej) płynącej z art. 44 Konstytucji, gdzie wyraźnie obiera się wręcz przeciwny kierunek. Nie może być przecież tak, że podobnie, jak "dawniej", "wśród ludów i polityków pierwotnych", to Prokurator Generalny był od zamykania śledztw, gdy trzeba było kryć politycznie kolegę, ale miało to "niestety" wciąż jeszcze swoje pewne wady, bo później przychodził nowy minister i zgodnie z jego wolą następowało rozliczenie, i koniec końców winni nadużyć szli do więzienia, podobnie teraz istnieje lepsze rozwiązanie na miarę większych potrzeb, a jest nim umarzanie sprawy przez Prezydenta, co już jakoby ma być pozbawione tej ostatniej wady, czyli możliwości "nawrócenia się" w przyszłości (akt łaski jest obecnie czymś nieodwracalnym). Byłby to istotny krok wstecz pod względem państwa prawa.
Jeżeli zaś uznać, że prawo łaski stwierdzone w art. 139 Konstytucji obejmuje też prawo do umarzania śledztw i dochodzeń (czy w takim razie komisji śledczych też? mają one przecież tę samą funkcję, co i śledztwo, funkcję wykrywania i ujawniania nieznanych dotąd nadużyć...), to koliduje to i jest niezgodne z prawem pokrzywdzonego do efektywnego śledztwa, które to prawo nieraz już stwierdzano w dotychczasowym orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Generalnie zawsze wtedy, gdy przestępstwo jest podeptaniem jakiegoś prawa człowieka (a najczęściej jest; nawet proste uderzenie kogoś w twarz interpretuje się jako poniżające traktowanie, natomiast dla przykładu przestępstwa w rodzaju zabójstw są naruszeniem prawa do życia), brak skutecznego śledztwa (co jest nieodłącznie wpisane w umorzenie sprawy przed jego naturalnym zamknięciem) w sytuacji, gdy byłoby ono z uwagi na realia sprawy możliwe, uznaje się za niewywiązanie się państwa z obowiązku zapewnienia praw człowieka (obowiązek ten zapisano w art. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności oraz w art. 5 Konstytucji RP), co jest tożsame z kolaborowaniem w ich łamaniu. Było już mnóstwo takich spraw, Polskę wielokrotnie skazywano, jak pokazuje strona internetowa Prokuratury Krajowej: https://pk.gov.pl/dzialalnosc/europejski-trybunal-praw-czlowieka/orzecznictwo-etpcz/orzecznictwo-europejskiego-trybunalu-praw-czlowieka/. W związku z powyższym równie niedopuszczalne, co umarzanie za decyzją prezydenta spraw sądowych, jest robienie tego samego w stosunku do śledztw, a przyczyną są już choćby, arcyważne w polskim ustroju, prawa człowieka. "Dla jednych naczelne przy interpretowaniu Konstytucji są wolności i prawa człowieka [...], dla innych – jakiś człowiek, który chodzi po scenie i raz po raz narusza zasady sprawiedliwości społecznej..."
Kolejną przyczyną niedopuszczalności już nie tylko umorzenia, ale samego nawet ułaskawiania osób jeszcze nieosądzonych w sposób ostateczny, czyli taki, który nie pozostawia im już żadnych zwykłych środków zaskarżenia (typowo dających jedynie tydzień-dwa od momentu wydania wyroku na zadziałanie), jest to, że godzi to w skuteczność (sprawność) realizowania przez państwo zasad sprawiedliwości społecznej, a mianowicie tych zasad, które wyrażają się w prawie karnym materialnym (tj. w, popularnie mówiąc, "paragrafach karnych": tych, które definiują poszczególne przestępstwa) i prawie cywilnym materialnym, a także tych innych przepisach, które nakładają np. na niektóre zawody szczególnie wysokie poprzeczki co do poziomu osobistego prezentowanego przez kandydatów (np. sędziowie, ale też prokuratorzy, politycy itp.). Domniemanie niewinności jest bowiem czymś dobrym, ale jeżeli ktoś jest autentycznie winny, powinno w końcu ustąpić miejsca uznaniu winy, gdyż nie ma sprawiedliwości bez prawdy. Nie można wywodzić słusznych wniosków z fałszywie ustalonego stanu faktycznego, jak również nie osiągnie się sprawiedliwości stosując zabiegi tożsame z niszczeniem dowodów (np. nieprzeprowadzenie kompletnego śledztwa, zaniechanie zbierania dodatkowych niezbędnych dowodów przez sąd, choć byłaby taka możliwość). Z pełnym szacunkiem dla prawa łaski prezydenta i tego, że chodzi o przypadki wyjątkowe, jak i tego, że ktoś może cierpieć także przez konsekwencje ustawowe inne niż kara a również powiązane z jego winą, nie można przecież dopuścić do tego, by np. skorumpowani sędziowie, którzy chętnie dogadują się z państwem i za pieniądze wydają usłużnie orzeczenia, jakich chce władza polityczna, dalej zasiadali na szczycie judykatury i decydowali o państwie prawa. Byłoby to prawdziwym zagrożeniem dla ustroju demokratycznego państwa prawnego. To samo może dotyczyć innych zawodów, np. skorumpowanych egzaminatorów prawa jazdy itp. Wiele jest w państwie punktów wrażliwych, a niektóre są tak kluczowe, że nie można będąc odpowiedzialnym poprawności i gwarancji dalszego demokratycznego bytu państwa prawa uzależniać od widzimisię jednej osoby (Prezydenta), lecz trzeba je uważać za powszechnie zabezpieczone samym po prostu prawem i tylko prawem ("kto zgrzeszył, kto winny, niech wysiada"). Analogiczny problem potrzeb sprawiedliwości co do ujawnienia faktów występuje też w dziedzinie prawa cywilnego, a ściślej: ochrony dóbr osobistych, np. ochrony czci czy godności. Kluczowe w takich sprawach dla sprawiedliwego wyroku jest ustalenie, czy zarzut wyrażany przeciwko innej osobie jest prawdziwy. Jeśli jest, to nie ma naruszenia ochrony żadnej z powyższych wartości konstytucyjnych, gdyż pierwszą i podstawową osią dzielącą problem wyrażanych głośno oskarżeń (tj. przypisywania określonych negatywnych cech) na dwie części, legalną i nielegalną, jest tu (jak zresztą można znaleźć np. w orzecznictwie SN) prawda, po prostu słuszność lub niesłuszność podnoszonych tez. Prawdziwość głoszonej tezy przekreśla oba ww. zarzuty naruszenia dobra osobistego. Tymczasem zaś oczywiście udowodnienie, że ma się rację głosząc pewien pogląd, choćby nawet osobiście bardzo uprawdopodobniony (z osobistej perspektywy mówiącego, który mógł bardzo wiele doświadczyć z dziedziny rzeczy go potwierdzających), często wymaga wglądu w akta sprawy kryminalnej, bo dowody z zeznań, tak, jak i informacje o ludziach, nie są osiągalne przez każdego, lecz generalnie tylko przez państwo; co więcej, sprawa ta musi być poprawnie poprowadzona, od początku do końca, bez zaniechań w fazie śledztwa, co często właśnie jest przedmiotem apelacji; aby do takiego stanu doprowadzić, korzystne jest niewtrącanie się polityków w sądownictwo. Powyższe dwie rzeczy są to argumenty przeciwko umorzeniom, natomiast jeszcze jaskrawszy staje się problem na tle wymagań prawa karnego materialnego i związanych z nimi celów kary. Ułaskawienie poprzedzające uprawomocnienie się wyroku, np. po pierwszej instancji (czy, co gorsza, w fazie śledztwa albo nawet przed popełnieniem czynu zabronionego), uczy bezkarności i zdejmuje z człowieka ciężary, które nie bez powodu i nie bez swej winy prawo nakazuje mu nosić. Nie są one karą, nie mowa tu też o areszcie, który może w takim razie faktycznie staje się przesadą, ale stawanie przed sądem wydaje się przysłowiowym "psim obowiązkiem" każdego przestępcy, jeśli tylko zależy mu na dobrym imieniu niewinnego. W istocie im wcześniej dochodzi do ułaskawienia, tym gorzej dla realizowania przez państwo zasad sprawiedliwości społecznej, bo tworzy to wrażenie nieistotności postępowań sądowych i braku państwa prawa, które by cokolwiek chciało rozliczyć i chociaż w tym zakresie wyjaśnić i usankcjonować, że ustalić winę w sposób oficjalny. Brak państwa prawa to zaś sprawa wyjątkowo groźna; niewątpliwie idzie to w przeciwnym kierunku do celów kary, znanych z podręczników prawa karnego, to zaś nie licuje z kluczową ustrojową rolą art. 2 Konstytucji. Trzeba tu mieć na uwadze, że nawet akt łaski prezydenta musi być sprawiedliwy, bo nie jest działaniem spoza państwa, jak np. bezprawne porwanie kogoś z więzienia, tylko działaniem organu państwowego (organu władzy publicznej), utrzymywanego z naszych podatków. Musi więc być działaniem na podstawie i w granicach prawa (tak wg: art. 7 Konstytucji RP), w tym w szczególności art. 2 Konstytucji RP w oczywisty sposób skierowanego właśnie do państwa uosabianego, stosownie do konkretnej sytuacji, przez konkretne jego organy. Zresztą sam prezydent Duda rozumie to dobrze, skoro na swej stronie internetowej podaje, że "Akt łaski stosowany jest przede wszystkim, gdy skutki wyroku są nadmiernie dolegliwe, a ich represyjny charakter znacznie przekracza poziom zamierzony przez sąd"; "gdy wymagają tego względy humanitaryzmu i sprawiedliwości, a nie można uczynić im zadość w drodze postępowania sądowego". Wracając do rzeczy, łatwo tu także zauważyć, że w skrajnych przypadkach – tj. gdyby ułaskawienie uznawać np. za możliwe nawet jeszcze przed popełnieniem czynu zabronionego albo np. w fazie śledztwa – poprzez odwleczenie wstecz momentu najwcześniejszej dopuszczalności ułaskawienia coraz bardziej możliwe stają się akty łaski niejako wyciągane z prywatnej szafki jakiegoś dawnego prezydenta, z jakichś archiwów o niepewnej autentyczności, zaś liczba uprawnionych do darowania kary zwiększa się w sposób niekontrolowany i zupełnie nieproporcjonalny do jakiejkolwiek wartości, jaka mogłaby to uzasadniać (np. długości kary). Przykładowo, w sytuacji, że przestępstwo popełniane jest przewlekle w trybie ciągłym i trwa cały czas wiele lat, a przy tym cały czas pozostaje równie haniebne lub nawet coraz bardziej haniebne, tym więcej byłoby uprawnionych do jego ułaskawienia. Gdyby zaś przyjąć, że ułaskawić można jeszcze przed popełnieniem przestępstwa, to jeszcze by się okazało, że przykładowo w sprawie Piotra Niżyńskiego sprawców podsłuchiwania mógłby ułaskawić już jakiś jeden z pierwszych prezydentów II Rzeczpospolitej Polskiej. Pozostaje tylko pytanie, czy odnośne nowo odkrywane dokumenty (pochodzące od dawno zmarłych prezydentów) można by z jakąkolwiek dozą pewności uznawać za autentyczne – i kto miałby to badać. Znamienne, że Trybunał Konstytucyjny tak wzdraga się przed badaniem rzeczywistego obowiązywania aktu łaski przez sądy, a tymczasem w świetle problemów powyższego rodzaju jak najbardziej realnym wyzwaniem mogłaby się okazać potrzeba badania ich mocy wiążącej przez, na przykład, Służbę Więzienną czy urzędy skarbowe (w przypadku kar finansowych). Im też dłuższy łańcuch różnych osób, które wiedziały o przestępstwie i były kolejno prezydentami, tym zwiększa się prawdopodobieństwo, że któraś z nich wskutek niereprezentatywnej teorii prawnej przez siebie wyznawanej może je ułaskawić (co oczywiście należy traktować w kategoriach zagrożenia); z tego też względu przesuwanie wstecz momentu, od którego możliwe jest ułaskawienie, należy zawsze uważać za niekorzystne, zaś maksymalne mające oparcie w ustawach odwlekanie tego momentu za korzystne dla demokratycznego państwa prawa urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej (p. art. 2 Konstytucji). Finalnie, należałoby tu jeszcze zauważyć, że podmiotem ułaskawień dokonywanych w trybie bez-udziału-sądu są praktycznie zawsze koledzy polityków. Zwykły człowiek nie ma dostępu do prezydenta, ponieważ gdyby nawet wysłał tam wniosek, to zgodnie z właściwością rzeczową kancelaria przekazałaby go, na podstawie Kodeksu postępowania karnego w związku z art. 243 Kodeksu postępowania administracyjnego, do odpowiedniego sądu (po ustaleniu, który to sąd). A zatem łaska przed wydaniem prawomocnego wyroku skazującego godzi w normalne urzeczywistnianie zasad sprawiedliwości społecznej przede wszystkim w przypadku przestępstw politycznych, to znaczy powiązanych z czołowymi politykami. Jest to oczywiście niedopuszczalne; właśnie w takich sprawach powinno być jak najmniej zmiłowania, jak najmniej skłaniania się w stronę racji wygłaszanych przez polityków (już choćby z uwagi na zasadę trójpodziału i równoważenia się władz), inaczej pod znakiem zapytania staje w ogóle samo zdrowe państwo, tj. demokratyczne państwo prawa urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej. Po prostu jest to kierunek przeciwny do tego z art. 44 Konstytucji (i do jego wykładni celowościowej), szkodliwy dla panowania demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej, a za to sprzyjający niestety formowaniu się państwa mafijnego.
Sprawność realizowania swych obowiązków przez instytucje państwa, czyli to, na ile uda się w praktyce wdrożyć prawo, jest ważną wartością konstytucyjną, jak podaje jej preambuła (a także orzecznictwo TK, np. niepublikowane wyroki K 39/12 i, wydany w urodziny Piotra Niżyńskiego, podobny do niego SK 4/12), zaś konieczność urzeczywistniania zasad sprawiedliwości społecznej wynika z art. 2 Konstytucji RP. Z powyższego można wywieść, że działania wydające się iść w przeciwnym kierunku a pozbawione dobrego uzasadnienia prawnego są nielegalne. To dopiero solidne uzasadnienie prawne (tj. takie, które by dopiero kreowało jakąś alternatywną sprawiedliwość, np. tkwiącą w wyższych swobodach obywatelskich kosztem mniejszej niestety efektywności śledztw) może uzasadniać osłabienia sprawiedliwości, o jakich mowa w powyższym akapicie.
Ponadto można wytknąć, że akt łaski, czyli "darowania kary", w sytuacji, w której wedle prawa karę należy uważać za nie przysługującą (nie ma bowiem winy; zgodnie z poszczególnymi paragrafami penalizującymi poszczególne przestępstwa, np. w Kodeksie karnym, kara jest wtedy, gdy jest wina, zaś art. 42 ust. 3 Konstytucji określa, że każdy w braku prawomocnego wyroku uważany jest za niewinnego), może być uznany za nie tylko osłabiający prawo do obrony, ale wręcz za kalumnię. Za rodzaj potwarzy. Tego zaś prezydent ma obowiązek się wystrzegać (art. 30 Konstytucji i art. 47 Konstytucji: ochrona godności i czci).
Kolejnym wreszcie powodem uzasadniającym niezgodność z prawem aktów łaski w fazie dochodzenia lub śledztwa, a tym bardziej umarzania spraw w następstwie takich aktów łaski – podobnie jak (w istocie zbliżonego do tej sytuacji) robienia tego po pierwszym zaledwie, a więc być może fasadowym tylko i pozbawionym głębszej refleksji, wydaniu wyroku przez sąd (mógłby to być np. tylko wyrok nakazowy, wydawany więc w braku rozpraw i jedynie na podstawie dokumentów, a może nawet naruszający przy tym zasadę bezpośredniości i zasadę samodzielności sądu w rozstrzyganiu kwestii faktycznych); krótko mówiąc, jest to także podobna sytuacja do umorzenia śledztwa, np. pod jego koniec, bo też nie dochodzi do osądzenia winy i pełnego wyjaśnienia sprawy – może być zasada trójpodziału i równowagi władz (art. 10 Konstytucji). Wydaje się zresztą, że właśnie po to prezydenta dopisano do władzy wykonawczej w art. 10 ust. 2 Konstytucji (a nie każdy organ władzy publicznej musi być tam wymieniony: przecież jest sporo organów, które nie mieszczą się w tym podziale, np. RPO czy KRRiT), by jego uprawnienia ograniczać przez wzgląd na potrzebę równowagi między potęgą rządu wspieranego jeszcze przez dysponującego danymi prerogatywami prezydenta a możliwościami innych władz, np. parlamentu czy sądownictwa. Generalnie bowiem łaska jest jedną z najważniejszych prerogatyw ustrojowych prezydenta zaliczających się do tych, które w ogóle podlegają dyskusjom i doprecyzowywaniu w ustawach, nie są bowiem zarysowane w sposób wyraźny i wszystko jednoznacznie rozstrzygający (np. na gruncie słownikowym czy podręcznikowym). Można wprawdzie wskazywać też na inne prerogatywy, np. na kwestię powoływania sędziów i tego, na ile tutaj prezydent ma swobodę, tym niemniej są to w doktrynie tematy dużo mniej kontrowersyjne. Skoro więc art. 10 pozostaje bez wpływu na takie oczywiste i ostatecznie już w samej Konstytucji zdefiniowane prerogatywy Prezydenta (w relacji i porównaniu z innymi władzami niż wykonawcza), jak np. powoływanie premiera, podpisywanie lub wetowanie ustaw, inicjatywa ustawodawcza czy inicjatywa przed Trybunałem Konstytucyjnym, które to w ogóle są jasne i proste, natomiast ustrojodawca mimo wszystko żąda i uznaje za potrzebne uwzględnianie równoważenia się władz ze szczególnym uwzględnieniem także prezydenta – który wśród nich jest w ramach władzy wykonawczej wymieniony, choć mógłby (podobnie do niektórych innych organów) nie być – to sensu i znaczenia takiego uregulowania należy upatrywać właśnie m. in. czy nawet (uwaga) przede wszystkim w prawie łaski. (Jakkolwiek oczywiście możliwe są też zaburzenia równowagi od innej strony, np. od strony postępków rządu czy sądownictwa, to tutaj skupmy się na prezydencie i dlatego też właśnie na prawie łaski.) Jest to wręcz chyba jeden z głównych przepisów je regulujących, obok art. 126 ust. 2 Konstytucji nakazującego stosować też ustawy oraz wszelkie inne przepisy Konstytucji oraz art. 45 ust. 1 Konstytucji (prawo do niezawisłego sądu; wyklucza on, jak zresztą głoszą różni eksperci od prawa, legalność takich umorzeń pod naciskiem prezydenta, którego by wg prawa należało posłuchać). Trzeba tu jednak w takim razie od razu wytknąć, że zaburzenie równowagi występuje nie tylko wtedy, gdy już mocą samego prawa "prezydent wszystko może" i gdy nie zagrażają mu wobec tego żadne inne ośrodki. To oczywiście jest nieosiągalne, bo istnieje coś takiego, jak Trybunał Stanu, a przy tym łatwo dopatrzeć się w Konstytucji, np. w jej art. 2, podstaw do kwestionowania posunięć prezydenta, a poza tym mógłby mieć parlament i rząd przeciw sobie. Istnieje też prasa, która mogłaby (choć nie musi) go w sytuacji nadużyciowej kompromitować. Natomiast tym, co zaburza równowagę, jest (jeśli przyjąć, że coś jest) już przede wszystkim sama możliwość, samo ryzyko poniżenia pozostałych władz i skupiania całej władzy w rękach jednej jej gałęzi – wykonawczej. Na tym tle nie sposób nie zauważyć, że zamiatanie sprawy pod dywan, jakim jest akt łaski przed ustaleniem winy, czyli przed wyrokiem prawomocnym, grozi stabilizowaniem się podejścia, że "popełnił on (prezydent czy kto inny) jakieś przestępstwo, złamał on trochę prawo, ale to już nie ma znaczenia". Jeśli zaś np. łaska poprzedzająca wyrok prawomocny czy nawet jakiekolwiek rozprawy tyczy się to premiera albo prezesa telewizji publicznej i wiąże z korupcją skarbową, czyli z faktem (wynikającym z relacji prof. Morawskiego i Piotra Niżyńskiego czy choćby z artykułów xp.pl z działu Kryminalne albo np. tych o zabijaniu rodziny Niżyńskiego) kryminalnego dogadywania się sędziów i przedsiębiorców z państwem (np. co do śledzenia i dręczenia Piotra Niżyńskiego czy także co do różnorodnej oferowanej państwu pomocy, co z tym idzie w parze, np. pomocy poprzez orzeczenia sądowe czy poprzez korzystny przekaz mass mediów), to można spodziewać się, że mass media nie będą w sprawie upatrywać skandalu i puszczą ją płazem, jak każde "uprawnione działanie prezydenta". Konsekwencje formowania się w państwie i także wśród ludności podejścia "popełnił on (prezydent czy kto inny) jakieś przestępstwo, złamał on trochę prawo, ale to już nie ma znaczenia" są bardzo poważne. Przede wszystkim uszczerbku doznaje tu art. 2 Konstytucji, głoszący demokratyczne państwo prawne urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej. Od strony równowagi ustrojowej natomiast oznaczałoby to, dla prezydenta, mającego u boku specyficzną nielegalną i bardzo potężną służbę specjalną (którą dziś reprezentuje podobno Telewizja Polska: komórka śledząca Niżyńskiego wydaje się być skontaktowana i z premierem, i z sądami, i ze szpitalami, i z różnymi firmami i w tym skontaktowaniu umożliwia pogróżkowe i oparte na zawartym już wcześniej układzie egzekwowanie wszechwładzy premiera, zaliczanego wraz z prezydentem do władzy wykonawczej), praktyczną wolność wznoszenia się jego i jego pomocników z jednej strony ponad ustawodawcę, z drugiej zaś strony: ponad sądownictwo. Prawo można bowiem podeptać, a sądownictwo upokorzyć, nakazując mu umorzenie postępowania. Jeszcze bardziej żałośnie na tym tle rysuje się pozycja organów ścigania, w tym prokuratury, te bowiem z istoty rzeczy (tj. wedle prawa) są obecnie uzależnione od rządu i mniej to kogokolwiek szokuje. A zatem powstaje ryzyko takiego emancypowania się władzy wykonawczej, w którym trafia ona już wyraźnie ponad władzę ustawodawczą i sądowniczą, te zaś w obliczu jej potęgi stają się pogardy godne.
Pokrzywdzony podsłuchem i torturą telewizyjną stoi murem za zdrową łaską
Swój komentarz do sprawy przedstawia Piotr Niżyński, główny pokrzywdzony w skandalu podsłuchowym związanym z pomaganiem w prześladowaniu go najróżniejszymi metodami, w tym dźwiękiem, i śledzeniu przy pomocy najnowocześniejszych technologii podsłuchowych (mowa tu o pomaganiu np. na zasadzie remontowania nieruchomości albo też poprzez realizowanie dodatkowych zajęć zawodowych obejmujących generalnie pracę przy monitoringu wizyjnym, a skierowanych przeciwko osobie Niżyńskiego i na rzecz dalszego prowadzenia obserwacji i dręczenia przez ośrodek podsłuchowy kojarzony z telewizją):
– Można przypuszczać i fakty zdają się to potwierdzać, że to fiskus i mafia wywołały wyroki Trybunału Konstytucyjnego w sprawie łaski. Ta sprawa to kolejny cios we władzę sądowniczą i kompromitowanie jej i upokarzanie przez premiera, prymasa czy papieża, a zapewne ich wszystkich razem – twierdzi Niżyński. – Chodzi o to, by sędziowie coraz bardziej pokazywali, jak niewiele są warci i że są jak chorągiewki na potężnym wietrze, którym to wiatrem jest przede wszystkim pieniądz i wola herszta, nie zaś wartości. Mówiąc słowami wypracowanej przez biskupów konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes powtórzonymi też w punkcie 3 encykliki Evangelium vitae, "bardziej to hańbi tych, którzy się tego dopuszczali, niż tych, którzy doznają krzywdy" – dodaje.
Co ciekawe, czytając dalej tę encyklikę trafiamy w kolejne jeszcze, jakże trafne właśnie w tym kontekście, zdania pasujące do tematu rzekomego dodatkowego "prawa łaski" czy raczej umarzania postępowań karnych. Zwłaszcza tych dotyczących np. zleceniodawstwa zabójstw.
Niżyński wyjaśnia też personalne akcenty w całej tej sprawie, jak gdyby m. in. właśnie z myślą o nim (Piotrze Niżyńskim) już dawno temu zaplanowanej i wykreowanej:
– Tę sprawę wytworzono specjalnie z myślą o przyszłych nadużyciach przeciwko mnie, już od dawna natomiast mających miejsce przeciwko mym przodkom, jak pokazuje np. sprawa Kazimierza Sabbata czy zamordowania filozofa w Laskach. Opowiadanie o łasce rozumianej na gruncie Konstytucji i jej konstytucyjnych źródłach jako przymuszających Trybunał do uchylania określonych przepisów ustaw to otumanianie ludności przez Trybunał ręka w rękę z Telewizją Polską, która na to przyzwala.
(n/n, zmieniony: 22 kwi 2020 14:47)
~Beobeta
23 sie 2019 22:03
https://www.youtube.com/watch?v=LUEAGIpW9sk Dobra nuta, obczaj. Może ten wisiorek Ci pomoże!