Source: http://aleksandrajakubowska.blog.onet.pl/2016/01/
Timestamp: 2017-09-26 11:06:43
Legal References Found: art. 1
 art. 15

Art. 16

Art. 18
 art. 21
 art. 21
 art. 21
 art. 26
 art. 39

Document Content:
Styczeń, 2016 | .
Opublikowano 13 stycznia 2016 Autor: Aleksandra Jakubowska
Powraca dyskusja o własności mediów i koncentracji kapitału na tym rynku. A więc gwoli przypomnienia
SEJM RP – 4 kadencja, 18 posiedzenie, 2 dzień (05.04.2002)9 punkt porządku dziennego:
Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji oraz o zmianie innych ustaw (druk nr 341).
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Sejm przystępuje dzisiaj do pierwszego czytania projektu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji(…)
Zanim przejdę do szczegółowego omówienia kolejnych artykułów, muszę uprzedzić Wysoką Izbę, iż, po pierwsze, zamierzam bardzo szczegółowo omówić ten projekt. Wynika to przede wszystkim z tego, że od kilkunastu dni w mediach komercyjnych jest prowadzona kampania przeciwko temu projektowi, oparta na nieprawdziwych informacjach, fałszywych przesłankach i przekonaniu, iż wymyślone zagrożenie dla wolności mediów wywoła w społeczeństwie negatywny stosunek do rządowego przedłożenia. Po drugie, przepraszam bardzo, ale kilka razy, a może nawet kilkunastokrotnie użyję stwierdzenia ˝nieprawdą jest, iż˝, ponieważ wobec tego zmasowanego ataku dziennikarzy i właścicieli prywatnych mediów jedyną trybuną, z której mówiąc, rząd może przekonać opinię publiczną o swych racjach, jest trybuna sejmowa.
(Głos z sali: Telewizja publiczna.)
Przede wszystkim chciałabym przytoczyć kilka tytułów prasowych z ostatnich 10 dni i nieprawd, które są przekazywane przez te tytuły społeczeństwu. Lech Jaworski, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji mówi ˝Rzeczpospolitej˝: Działający na rynku nadawcy nie będą mogli ubiegać się o kolejne koncesje. – Nieprawda. – Drugie: Po wejściu do Unii rozdrobnione i słabe krajowe podmioty nie będą miały większych szans z walce z silnymi zagranicznymi grupami medialnymi. - Nieprawda.
˝Gazeta Wyborcza˝, tytuł ˝Z mediami na ostro˝, Józef Birka, członek zarządu Polsatu: Demokracja i pluralizm stają się pustym dźwiękiem. Traktuję to jako atak na media. ˝Życie˝: Wizja i fonia pod kontrolą. Zamach na wolność słowa. ˝Rzeczpospolita˝: Zawłaszczony rynek telewizji. Znowu Józef Birka: Proponuje się też uwłaszczenie Telewizji Polskiej na archiwach telewizyjnych. ˝Gazeta Wyborcza˝: Dobijają media. Co rząd chce zrobić mediom? Pan prezes Bębenek z ZPR: Zapisy te umożliwią kontrolę nad polskimi firmami medialnymi, ale żadna ustawa nie skontroluje podmiotów zagranicznych. ˝Gazeta Wyborcza˝: Na media kaganiec. Andrzej Zarębski, były sekretarz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji: Wprowadza się abonament jako quasi-podatek. – Nieprawda. – Archiwa przejdą na własność telewizji. – Nieprawda. – Przeniesienie zobowiązań misyjnych do specjalnych licencji zaciemni obraz nadawcy publicznego w ustawie. – Nieprawda. – Rząd zostawił sobie furtkę do zmian własnościowych w ustawie, do prywatyzacji telewizji. – Nieprawda. – Uznaniowy, drastyczny system kar.
˝Gazeta Wyborcza˝: ˝Unią w płot˝. Cytuje się wypowiedź komisarza unijnego, który potwierdza, że w krajach Unii państwa regulują koncentrację kapitału, natomiast Unia nie wydała żadnej dyrektywy, która by całościowo to regulowała.
˝Gazeta Wyborcza˝: Rząd Leszka Millera przygotował zamach na polskie media prywatne. ˝Gazeta Polska˝: Czy rząd zaszkodzi prywatnym mediom? ˝Gazeta Wyborcza˝: Porozmawiajmy o szkodliwej noweli. ˝Życie˝: Protest przeciwko ekspresowej zmianie ustawy w mediach.
(Głosy z sali: Jakie argumenty?)
Sądzę, panie pośle, że będzie pan zabierał głos w debacie, przytoczy pan bardzo mądre argumenty i ja wtedy na pewno nie będę panu przeszkadzała. Proszę więc o to samo.
(Głos z sali: Dziękuję.)
Zacznę, proszę państwa, od tego, co powoduje największe emocje wśród nadawców prywatnych. Nie chcę już przytaczać tytułów i myśli głoszonych w audycjach telewizyjnych. Była to cała fala. Chyba żadna ustawa, łącznie z ustawą budżetową, nie wzbudziła ostatnio w mediach takiego zainteresowania jak ta ustawa. Największe zainteresowanie i największy protest mediów prywatnych budzi zapis, który mówi o zakazie nadmiernej koncentracji kapitału w mediach elektronicznych.
W tej Izbie i w poprzedniej kadencji wielokrotnie słyszałam głosy posłów, między innymi z prawej strony sali, z opozycji, którzy ubolewali nad tym, że przeważająca część polskiej prasy jest w obcych rękach. O ile Polsce udało się w jej negocjacjach z Unią Europejską załatwić wiele okresów przejściowych, w tym między innymi okres przejściowy na handel ziemią, o tyle w 1998 r. bez żadnych zastrzeżeń przyjęto wszystkie zobowiązania, które Polska powinna spełnić, żeby zamknąć rozdział negocjacyjny pod nazwą Kultura i rynek audiowizualny. Cóż to oznacza? Oznacza to, że w 2004 r., kiedy Polska wejdzie do Unii, żadne przepisy wewnętrzne nie będą chroniły polskiego rynku audiowizualnego przed wykupem przez obcy kapitał. Do tej pory ustawa, która obowiązuje od 1992 r., zabrania inwestowania w polskie media elektroniczne więcej niż 33% kapitału zagranicznego. Tak będzie do 2004 r. W 2004 r. – zgodnie z negocjacjami, które zakończyliśmy – całkowicie zostanie zwolniony kapitał zagraniczny pochodzący z krajów Unii Europejskiej, a dla kapitału pochodzącego spoza Unii Europejskiej – chodzi tu przede wszystkim o kapitał amerykański – próg został ustanowiony w wysokości 49%. Prawa dotyczące dekoncentracji kapitału, zakazu nadmiernego koncentrowania kapitału, praktycznie są wprowadzone przez wszystkie kraje Unii Europejskiej.
Słyszałam dzisiaj opinię, że Polska nie może się porównywać do krajów Unii Europejskiej, takich jak Francja, Anglia, Niemcy, ponieważ nasz rynek znajduje się jeszcze na etapie tworzenia i powinniśmy pozwolić na koncentrację kapitału. W 1990 r. polski rynek prasy również znajdował się na etapie tworzenia. Po likwidacji RSW Prasa-Książka-Ruch sprzedano tytuły polskim spółdzielniom dziennikarskim. Nie było takiego odważnego inwestora z zagranicy, który stanąłby do przetargu i który by ten przetarg wygrał. Właściwie wszystkie tytuły odziedziczone po RSW Prasa-Książka-Ruch – i tytuły centralne, i tytuły lokalne – zostały sprzedane spółdzielniom dziennikarskim za symboliczne kwoty, za symboliczną złotówkę. I cóż się stało? A stało się to, proszę Wysokiej Izby, że po kilku, po kilkunastu miesiącach, po roku, po dwóch te wszystkie tytuły zostały sprzedane i to sprzedane koncernom, które w 100% były własnością kapitału zagranicznego. Obecnie ponad 70% rynków regionalnych, lokalnych gazet, jest w rękach dwóch zachodnich koncernów, nie ma natomiast tam ani jednego procentu kapitału polskiego. Praktycznie w żadnym województwie – może oprócz gdańskiego – nie ma gazety, która by była własnością polskiego kapitału.
Chciałabym państwu powiedzieć, jak jest ukształtowany rynek prasowy, ponieważ ten rynek mniej więcej tak się kształtował, jak będzie się kształtował – istnieje takie niebezpieczeństwo – rynek audiowizualny. Otóż właścicielami gazet o zasięgu ogólnokrajowym są następujące podmioty zagraniczne:
- ˝Dziennik Sportowy˝ – ˝Przegląd Sportowy˝ i ˝Tempo˝ – nie jest już własnością polskiego kapitału, jest własnością grupy Marquarda. Ta grupa jest także wydawcą katowickiego ˝Sportu˝,
- wydawcą ˝Gazety Wyborczej˝, która razem z innymi polskimi mediami bardzo protestuje przeciwko zmianom, które rząd chce wprowadzić w ustawie o radiofonii i telewizji, jest Agora SA. Według informacji zarządu spółki z połowy 2000 r. następujący akcjonariusze mają więcej niż 5% głosów: Agora Holding – 47,8%, Cox Poland Investmens (to jest polska filia jednej z największych firm medialnych w USA) – 12,19%, Bankers Trust Company – 19,15%,
- wydawcą ˝Pulsu Biznesu˝ jest Bonnier Business Polska sp. z o.o.,
- ˝Rzeczpospolita˝ jest własnością norweskiej spółki Orkla Press, która posiada udziały pełne lub częściowe w 12 polskich dziennikach regionalnych,
- ˝Super Express˝ pana prezesa Bębenka, który ostatnio bardzo mocno zabiega w mediach o to, żeby polskie media nie były zdominowane przez kapitał zagraniczny, w 50% jest własnością grupy wydawniczej Bonnier, największego wydawcy prasy w Szwecji,
- ˝Życie˝ to kolejna polska gazeta, której głównym akcjonariuszem jest spółka 4Media, której właścicielami są Medialnvest oraz firma GEM Global (fundusz z rodziny Global Emering Markets).
Jeżeli chodzi o tytuły kolorowe, to rynek czasopism jest zdominowany przez wydawców zagranicznych. Najsilniejszym wydawcą jest Grupa Heinricha Bauera z Hamburga, która w Polsce wydaje 26 tytułów. W ostatnim czasie dokonała bardzo spektakularnych zakupów. W styczniu tego roku sensacją było przejęcie przez Bauera dwóch głównych tytułów polskiego wydawnictwa prasowego ˝Twojego Stylu˝ i ˝Filipinki˝. Bauer wszedł do Polski jako filia międzynarodowego koncernu prasowego. Poza Polską ma potężne filie w Czechach, na Słowacji, na Węgrzech. Zaczynał od ˝Życia na Gorąco˝ w 1991 r., potem przyszły inne tytuły: ˝Twoje Imperium˝, ˝Twój Weekend˝, ˝To i Owo˝, ˝Tina˝, ˝Tele Tydzień˝, ˝Tele Świat˝, ˝Bravo˝, ˝Bravo Girl˝, ˝Bravo Sport˝, ˝Auto Moto˝. W ślad za Bauerem szwajcarska grupa Edipresse wykupiła ˝Urodę˝ i ˝Panią Domu˝ od Polskiego Domu Wydawniczego. Udział Bauera w rynku tygodników wynosił kilka lat temu 24%, zaś w rynku dwutygodników blisko 50%. Oba te wskaźniki powiększyły się, a dodatkowo, tak jak już mówiłam, Bauer zyskał na rynku miesięczników wysokonakładowy ˝Twój Styl˝ i prasę komputerową.
Kolejnym wydawcą na polskim rynku polskich gazet jest największy wydawca prasy w Niemczech Axel Springer Verlag. Wydaje prawie 20 tytułów. Zaczął od ˝Pani Domu˝, okresowo było to pismo kobiece o największym nakładzie w Polsce, i głównie zajmuje się pismami adresowanymi do kobiet (˝Na żywo˝, ˝Dziewczyna˝, ˝Cienie i blaski˝, ˝Olivia˝), ale także wydaje pisma komputerowe (˝Komputer Świat˝) i motoryzacyjne (˝Auto Świat˝), a także ekonomiczne (z sukcesem wydawany jest ˝Profit˝).
Wydawnictwo Gruner und Jahr to część wydawnictwa Bertelsmann. W Polsce wydaje samodzielnie 8 tytułów: wydawnictwa kobiece – ˝Gala˝,˝Claudia˝, ˝Naj˝, ˝Rodzice˝, wydawnictwa dotyczące domu – ˝Ładnie Mieszkać˝, ˝Moje Mieszkanie˝, ˝Moje Gotowanie˝, a także ˝Focus˝, ˝Biografie Sławnych Ludzi˝.
Wydawnictwo Vogel wydaje misięcznik komputerowy, cały zestaw pism dotyczących rynku komputerowego, a także magazyny biznesowe.
Są dwie największe zachodnie grupy kapitałowe w Polsce, które niepodzielnie władają rynkiem czasopism regionalnych:
1. Grupa Orkla Media: ˝Słowo Polskie˝ (Wrocław) – 50% udziałów, ˝Wieczór Wrocławia˝ – 97%, Drukarnia ˝Słowo-Druk˝ Wrocław – 100%, ˝Gazeta Współczesna˝ (Białystok) – 49%, ˝Kurier Poranny˝ (Białystok) – 100%, Drukarnia ˝Edytor Druk˝ Białystok – 100%, ˝Nowiny˝ (Rzeszów) – 36%, ˝Głos Pomorza˝ (Koszalin) – 100%, ˝Głos Koszaliński˝ (Słupsk) – 100%, ˝Głos Szczeciński˝ – 100%, ˝Gazeta Pomorska˝ (Bydgoszcz) – 50%, ˝Dziennik Wieczorny˝ (Bydgoszcz) – 100%, Drukarnia ˝Gazeta Pomorska˝ – Media Bydgoszcz – 100%, ˝Dziennik Wschodni˝ (Lublin) – 62,7%, ˝Nowa Trybuna Opolska˝ – 33,8, Drukarnia ˝Pro Media˝ Opole – 100%, ˝Gazeta Lubuska˝ (Zielona Góra) – 100%, Drukarnia ˝Lubpress˝ Zielona Góra – 100%.
2. Grupa Polskapresse – Passau w Polsce: ˝Dziennik Bałtycki˝ – 100%, ˝Wieczór Wybrzeża˝ – 100%, Centrum Prasowo-Poligraficzne Gdańsk – 86%, po 100% w Drukarni w Pruszczu Gdańskim, ˝Dzienniku Zachodnim˝i ˝Trybunie Śląskiej˝, ˝Gazeta Krakowska˝ – 86%, Centrum Prasowo-Poligraficzne Kraków – 100%, Krakowska Drukarnia Prasowa – 100%, ˝Dziennik Łódzki˝ – 100%, ˝Express Ilustrowany˝ (Łódź) – 100%, ˝Wiadomości Dnia˝ – 100%, Drukarnia ˝Assico˝ – 100%, ˝Gazeta Olsztyńska˝ – 100%, ˝Gazeta Poznańska˝ – 95%, Drukarnia Prasowa – 100%, ˝Gazeta Wrocławska˝ – 100%, Drukarnia Prasowa DW GR – 100%, ˝Dziennik Polski˝ (Kraków) – 25%.
Tak ukształtował się w latach 90. rynek prasowy w Polsce – bez żadnych przepisów zabraniających koncentracji kapitałowej i bez żadnych przepisów ograniczających udział kapitału zagranicznego w Polsce w mediach prasowych – i tak kształtuje się rynek polskich czasopism w Polsce w 2002 r., czyli 12 lat później.
(Poseł Bogdan Pęk: A biuletyn sejmowy?)
Proszę Państwa! Panie i Panowie Posłowie! Mówi się, że Polak i przed szkodą i po szkodzie głupi. Chyba czas najwyższy, żeby po szkodzie zmądrzeć. I dlatego rząd uznał, iż wobec takiej sytuacji, jaka miała miejsce w latach 90. na rynku prasowym w Polsce, istnieje całkiem realne zagrożenie, że to samo stanie się z rynkiem mediów elektronicznych, dlatego że brak jakichkolwiek przepisów doprowadził do takiej sytuacji, o jakiej przed chwilą mówiłam. W innych państwach zadbano o to, aby nie dopuszczać do koncentracji kapitału, a także żeby nie dopuszczać w zbyt wielkim stopniu tego kapitału, który nie jest kapitałem narodowym. I nie jest prawdą, że te przepisy, które proponuje rząd, są przepisami restrykcyjnymi, są przepisami dławiącymi wolność prasy, są przepisami, które nie pozwalą rozwijać się polskim mediom, bo polskie media mogą rozwijać się od 12 lat, tylko trzeba zadać sobie w tym momencie pytanie: Dlaczego to nie polskie domy wydawnicze kupowały te regionalne gazety, dlaczego nie polskie domy wydawnicze kupowały dzienniki regionalne w województwach, z których panie i panowie posłowie są w parlamencie, dlaczego kupował to koncern zachodni? Jeżeli polskie media, polskie domy medialne, które teraz tak mocną krzyczą przeciwko tej ustawie, mają kapitał, miały kapitał, nie inwestowały wtedy, kiedy mogły inwestować? Cóż stało na przeszkodzie, żeby tworzyć takie silne grupy medialne, jakie właśnie stworzyła Orkla i Passauer? Dlaczego Polski Dom Wydawniczy sprzedaje swoje miesięczniki, dlaczego Wydawnictwo Prasowe Twój Styl sprzedało ˝Twój Styl˝ zachodniemu kapitałowi? Przecież to były okręty flagowe polskiego rynku medialnego.
Prawdą jest, że nie ma ogólnej dyrektywy Unii Europejskiej, która by regulowała sprawę dekoncentracji kapitału. Są przepisy antytrustowe, antymonopolowe. Unia Europejska nie dopuszcza do wielkich fuzji, tak jak to ostatnio miało miejsce, ale pozostawia wolność krajom unijnym do regulowania tej sprawy na swoich rynkach. I takie państwa, jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy wprowadziły odpowiednie uregulowania. W Niemczech chyba najbardziej jest to restrykcyjnie zrobione, bo tam crossuje się media, to znaczy wszystkie media są brane pod uwagę i nawet jeżeli jest nadawca satelitarny, który nadaje w języku niemieckim na teren Niemiec, a istnieje uzasadnione podejrzenie, że nadaje spoza terytorium Niemiec po to, żeby uniknąć jurysdykcji niemieckiej, to również jest wliczany do tej puli kapitałowej, którą Niemcy ograniczają. We Francji można być udziałowcem najwyżej 2 spośród 4 rodzajów mediów: stacji telewizyjnej docierającej do 4 mln widzów, telewizji kablowej docierającej do 6 mln widzów, gazety codziennej z 20-procentowym udziałem w rynku i radia docierającego do 30 mln słuchaczy. Czyli można mieć telewizję docierającą do 4 mln ludzi i gazetę, ale żeby nie miała więcej niż 20% udziału. Można mieć radio z 30 milionami słuchaczy i telewizję kablową, ale nie można wszystkiego mieć naraz. W Wielkiej Brytanii nie można posiadać więcej niż jedną ogólnokrajową stację radiową, nie można posiadać jednocześnie koncesji na wydawnictwo ogólnokrajowe i na stację ogólnokrajową radiową bądź telewizyjną. W Anglii jest system punktowy i na przykład jeżeli chodzi o rynek radiowy, są 3 koncesje ogólnokrajowe i ok. 180 koncesji różnego stopnia – od takich stacji, które nadają w zasięgu 4 mln słuchaczy, do takich stacji, które nadają w zasięgu 400 tys. – i w sumie można 700 punktów zebrać z tych wszystkich stacji. Gdyby ktoś posiadał wszystkie media w Anglii, wszystkie radiostacje, to wtedy mógłby tych punktów mieć 700, ale prawo angielskie dozwala tylko na 105 punktów, więc trzeba wybierać, a jeżeli ma się ogólnokrajową radiostację, to już wtedy na pewno drugiej takiej nie można mieć. To nie jest prawda, że Anglicy wycofują się z tych przepisów, które zostały przyjęte w 1996 r. Ostatnio ˝Financial Times˝ doniósł, że jest przygotowywana nowelizacja tej ustawy i w dalszym ciągu przepisy zabraniające łączenia ogólnokrajowego wydawnictwa dziennika ze stacją radiową bądź telewizyjną będą utrzymane.
Polskie przepisy nie są restrykcyjne. Polskie przepisy nie biorą pod uwagę ani telewizji kablowej, ani telewizji satelitarnej, one praktycznie tylko dbają o to, aby nie powstała taka sytuacja, aby w jednym ręku skupiły się 3 ogólnopolskie media: gazeta, radio i telewizja. Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że polski rynek medialny nie jest rynkiem otwartym, to znaczy nie ma takiej możliwości, żeby każdy, kto chce kupić ogólnopolską stację radiową bądź stację telewizyjną, mógł to zrobić. Po prostu z racji tego, że nie ma częstotliwości, praktyka jest taka, że na terenie Polski mogą istnieć 1-2 ogólnopolskie stacje telewizyjne o zasięgu ponad 80% powierzchni i praktycznie 2-3 stacje radiowe, natomiast cała reszta to są media lokalne, mamy ponad 250 lokalnych rozgłośni. Muszę powiedzieć, że akurat przedstawiciele tych rozgłośni, małych rozgłośni, większych rozgłośni, rozgłośni regionalnych, lokalnych, rozgłośni, które bardzo chętnie są słuchane przez mieszkańców, ponieważ zajmują się ich sprawami, zajmują się tym, co robi samorząd, co się dzieje w mieście, co się dzieje w województwie, wcale nie protestują przeciwko tej ustawie. Te stacje wcale nie chcą być wykupywane przez jeden silny koncern i nie wiadomo co się potem z nimi stanie. Te przepisy, które są wprowadzone, które, mam nadzieję, że będą wprowadzone przez Wysoki Sejm, nie są po to, żeby teraz zabraniać polskim mediom koncentrowania się, one są po to, żeby w 2004 r., kiedy znikną bariery kapitałowe dla Unii Europejskiej, dla krajów, dla podmiotów gospodarczych z Unii Europejskiej, takiemu samemu prawu podlegał podmiot zagraniczny jak podmiot polski. Nieprawdą jest to, co się mówi od kilku dni w mediach, że jeżeli wprowadzimy te przepisy, to słabe polskie media zostaną w 2004 r. natychmiast wykupione przez silne koncerny zachodnie. Nie, ponieważ te silne koncerny zachodnie będą wchodziły na polski rynek na naszych prawach, prawach zakazujących koncentracji kapitału i nie dojdzie do takiej sytuacji jak z prasą, że dwa koncerny wykupią wszystko.
Panie i Panowie Posłowie ! Wysoka Izbo! Ta nowelizacja miała kilka celów i praktycznie ten przepis dekoncentracyjny jest jednym z przepisów, który nie jest dla tej ustawy najbardziej istotny. Otóż tak jak mówiłam, Polska zamknęła swój rozdział negocjacyjny w 1998 r. i właściwie głównym powodem nowelizacji tej ustawy o radiofonii i telewizji była konieczność dostosowania polskiego prawa do prawa Unii Europejskiej, ale nie tylko, również to, że jedną z najistotniejszych barier na drodze rozwoju radiofonii i telewizji cyfrowej był w Polsce brak stosownych uregulowań prawnych w tej dziedzinie. Zapewne panie i panowie posłowie pamiętają długie starania telewizji publicznej o możliwość uruchomienia kanałów tematycznych. Kongres Kultury Polskiej, który się odbył nie tak dawno, wręcz w swojej uchwale zobowiązał Telewizję Polską do utworzenia tematycznego kanału kulturalnego. Niestety, były minister skarbu nie chciał się zgodzić na zmiany w statucie telewizji publicznej, która by to umożliwiła, a Sejm nie mógł uchwalić takiej nowelizacji ustawy, która by dopuściła ustawowo możliwość tworzenia kanałów tematycznych.
Po trzecie, w tej ustawie wprowadza się zmiany dotyczące funkcjonowania radiofonii i telewizji publicznej. I nie jest prawdą to, co jest przekazywane w mediach komercyjnych, że ta ustawa kosztem telewizji komercyjnej, radia komercyjnego umacnia w niespotykany sposób telewizję publiczną. Te ograniczenia, które telewizja publiczna miała poprzednio, pozostają w dalszym ciągu. Telewizja publiczna jest jedyną telewizją w Polsce, która nie może przerywać swoich programów reklamami. Jest to ograniczenie, które zostało nałożone przez ustawodawcę z rozmysłem nie tylko dlatego, żeby również do tego tortu reklamowego dopuścić tworzące się wówczas media komercyjne, ale także dlatego, że z racji pełnienia misji przez telewizję publiczną raczej nie wydawało się stosowne, aby teatr telewizji, wartościowy film, dokument czy program kulturalny były przerywane reklamami. Zresztą, notabene chciałam powiedzieć, że na dzień dzisiejszy dochód z reklamy prywatnych stacji telewizyjnych w prawie 75% pochodzi właśnie z tego czasu, który przerywa programy telewizyjne – to, czego nie może robić telewizja publiczna. Czyli tutaj można powiedzieć, że sytuacja telewizji nie została wcale wzmocniona, wręcz przeciwnie, został w tej ustawie zawarty przepis, który mówi o tym, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ma prawo, jeżeli uzna za stosowne, zmniejszyć czas reklamowy w telewizji publicznej. Kiedy do takiej sytuacji może dojść? Otóż do takiej sytuacji może dojść, kiedy się poprawi ściągalność abonamentu. Od wielu lat z roku na rok ta ściągalność spada. Telewizja publiczna staje do wyścigu komercyjnego, ponieważ musi zdobyć pieniądze na rynku reklamowym. Stając do wyścigu komercyjnego ze stacjami komercyjnymi, nie tylko że wkracza na ten rynek rywalizacji reklamowej, ale także musi dostosowywać swój program do wymogów reklamodawcy, czyli do tzw. mitu oglądalności. W związku z tym doszło do takiej sytuacji, że ta misja w telewizji publicznej, choć ona jest procentowo znacznie wyższa niż w telewizjach publicznych Europy Zachodniej, wynosi ok. 17% w całości programu, abstrahując od tego, czy to jest późno, czy to jest w odpowiednim czasie, w porównaniu z 10% w telewizjach publicznych Europy Zachodniej. Ale jednak ten wyścig ma miejsce. I ta konieczność zdobywania reklamodawców, konieczność zdobywania szerokiej widowni sprawia, że telewizja publiczna staje się telewizją dla wszystkich, a nie telewizją dla każdego. A przecież zadaniem telewizji publicznej jest to, żeby była telewizją dla każdego, żeby każdy mógł w niej znaleźć to, co go interesuje, żeby w godzinach największej oglądalności próbować edukować i wychowywać, pokazywać przedstawienia teatralne, pokazywać wartościowe filmy. W sytuacji, kiedy dostęp do kultury jest tak utrudniony, kiedy wiele instytucji kulturalnych nie wytrzymuje wolnorynkowych zasad działania, kiedy coraz dalej mamy z małych miejscowości, z miast, ze szkół do kina, do teatru, ta misja kulturotwórcza, edukacyjna telewizji publicznej jest po prostu nie do przecenienia. W związku z tym po to, by telewizja publiczna mogła tę misją pełnić i mogła odejść od tego wyścigu reklamowego, projektodawca wprowadza pojęcie licencji i inne zasady ściągania opłat za abonament. W tym momencie kolejny raz mówię, iż nieprawdą jest, że rząd wprowadza nowy podatek, nowy abonament i że zmusza wszystkich do opłacania tego abonamentu. Obowiązują praktycznie te same zasady, które istniały: abonament był i jest obowiązkowym abonamentem, tylko jest nieściągalny, jest nieegzekwowalny. Jest to suma, mogłoby się wydawać, niewielka w skali miesiąca, bo 14 zł, ale dla niektórych ludzi, którzy liczą każdą złotówkę, jest to suma czasami znacząca dla budżetu. I kiedy ubożejące coraz bardziej najniższe warstwy społeczne muszą rezygnować z kolejnych dóbr w wyniku takiej, a nie innej biedy, to z czegóż się rezygnuje najłatwiej? Z tego, co nie grozi egzekucją. Jeżeli bowiem przestaniemy płacić czynsz za mieszkanie, to czeka nas eksmisja na bruk, jeżeli przestaniemy płacić za energię elektryczną, to zakład energetyczny nam ją wyłączy, jeżeli przestaniemy płacić za gaz, to też zostanie odcięty. Czyli najłatwiejszym sposobem oszczędzania w przypadku tych skromnych budżetów jest po prostu niewnoszenie opłat za abonament. I teraz nasuwa się pytanie: Czy jest to dobre rozwiązanie, że telewizja jest finansowana podwójnie, tzn. z jednej strony ma prawo do reklam, a z drugiej strony do abonamentu, w przypadku którego opłaty są ściągane powszechnie? Panie i panowie posłowie, to rozwiązanie jest normą dopuszczoną przez Unię Europejską. Praktycznie wszystkie telewizje publiczne w Europie Zachodniej korzystają z dwóch źródeł finansowania – z reklam i z abonamentu. Wyjątkiem jest telewizja angielska, która korzysta z dotacji państwa i z abonamentu, ale tam opłata abonamentowa jest bardzo wysoka – wynosi 37 funtów miesięcznie – i do tego stopnia jest restrykcyjnie ściągana, że wozy radiopelengacyjne jeżdżą po angielskich miastach i namierzają tych, którzy odbierają telewizję, a nie płacą za abonament. Za niewnoszenie opłat za abonament grozi kara więzienia, więc do tego stopnia są restrykcyjne przepisy. Nadawcy prywatni zarzucają telewizji publicznej właśnie ten sposób finansowania, nie uznając, że jest to sposób przyjęty i dozwolony przez Unię Europejską, ale pod jednym warunkiem; pod warunkiem, że pieniądze publiczne, jakim jest abonament, są wykorzystywane wyłącznie na misje telewizji publicznej, że żaden cel komercyjny z tych pieniędzy nie może być realizowany. W związku z tym projektodawca wprowadza pojęcie licencji. Będzie to polegało na tym, że na 4 lata telewizja publiczna będzie otrzymywała licencję od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, w której zostanie szczegółowo zapisane to, na co pieniądze publiczne mają być wydane, a mają być wydane przede wszystkim na program misyjny. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji w tej licencji szczegółowo określi, jakie programy, w jakim czasie i w jakiej liczbie powinny być za te pieniądze produkowane. Nie będzie zatem można do jednego worka wrzucić pieniędzy z reklamy i pieniędzy z abonamentu, a potem tak namieszać, że właściwie nie będzie wiadomo, na co się te pieniądze wydało. Będą oddzielne rachunkowości dla tych pieniędzy. Rokrocznie telewizja publiczna i radio publiczne będą musiały Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji złożyć sprawozdanie z tego, w jaki sposób te pieniądze zostały wykorzystane.
Jeżeli chodzi o zmiany, o których wspominałam, w odniesieniu do telewizji publicznej i radiofonii publicznej, to jest jeszcze jedna istotna zmiana – powołuje się do życia regionalną ˝trójkę˝. Jest to telewizja, która powstaje na bazie 12 oddziałów regionalnych, i jest to telewizja, która ma być właśnie telewizją regionalną. Utrzymywanie 12 oddziałów regionalnych, których produkcja kosztowała 30% budżetu telewizji publicznej, a oglądalność wynosiła 3%, wydaje się z racjonalnego punktu widzenia w przypadku prowadzenia firmy czymś, powiedziałabym, bardzo lekkomyślnym. Ta ustawa zapisuje udział programów regionalnych na antenie ogólnopolskiej. Nie będzie już tak, że kraj za miastem na antenie ogólnopolskiej w ogóle nie jest prezentowany. Ustawowo minimum 4 godziny dziennie programów w telewizji ogólnopolskiej musi być nadane właśnie z tamtych ośrodków, z tamtych regionów; programy muszą dotyczyć życia tych małych miast, wsi, województw i regionów. Nie będzie już tak, że właściwie tylko 12 oddziałów będzie takimi centrami, a najważniejsze informacje będą pochodzić właśnie z tych miast, gdzie one się mieszczą, ale im dalej od tego miasta, to tym trudniej o kamerę, tym trudniej o samochód, tym trudniej o przesłanie materiału. Chodzi o to, aby praktycznie w każdej gminie – może przesadziłam, mówiąc, że w każdej gminie – ale w każdym powiecie był jeden sprawny człowiek z kamerą, z wozem montażowym, z możliwością przesłania materiału. Jeżeli bowiem możemy mieć jednego korespondenta w Nowym Jorku, który przesyła korespondencję, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tacy korespondenci byli w polskich miastach. Niekoniecznie oddział musi być wielką budowlą, placówką, zatrudniającą 200, 300, a czasami 400 osób i produkującą właśnie te 30 czy 45 minut programu dziennie. Ta zmiana ma przede wszystkim przybliżyć to, co się dzieje w kraju, przybliżyć to, co jest naszym codziennym życiem, widzom w całej Polsce. Ma doprowadzić do tego, aby telewizyjna ˝trójka˝ stała się centrum lokalnym, które skupia lokalne społeczności, które daje impuls do działalności kulturalnej, do działalności społecznej, które jest takim zarzewiem tego, że coś się tam dzieje. Taką rolę telewizja regionalna – poza informowaniem o tym, co się w kraju dzieje – ma odgrywać.
Mówiłam już o nowych zasadach pobierania opłat za abonament i wydaje mi się, że dla przeciętnego widza to rozwiązanie jest wygodniejsze niż to, które obowiazywało do tej pory. W zasadzie nic się nie zmienia, płaci się za posiadanie odbiornika, tak jak do tej pory się płaciło. I w związku z tym kierowane są pod moim adresem takie pytania: Mam odbiornik telewizyjny, ale nie oglądam telewizji publicznej, używam odbiornika telewizyjnego do oglądania programów za pośrednictwem przekazu satelitarnego, do oglądania filmów wideo, dlaczego więc mam płacić na telewizję publiczną? I to jest pytanie systemowe. Musimy w Wysokiej Izbie odpowiedzieć na następujace pytanie: Czy telewizja publiczna i radio publiczne są wartościami, które należy chronić z racji pełnienia przez nie misji, czy są takim samym podmiotem działającym na rynku mediów, jak wszystkie inne? Czy skończymy z hipokryzją mówiącą o tym, że to jest za odbiornik, a nie dla telewizji publicznej, i uznamy – tak jak to jest w innym przypadku – że z części naszych podatków, które odprowadzamy do budżetu państwa, jest opłacana edukacja, kultura, służba zdrowia – i można nie mieć dzieci w szkole, a jednak część naszego podatku zasila edukację, i można rzadko chodzić do lekarza, a pieniądze z naszych podatków zasilają służbę zdrowia, i można w ogóle nie chodzić do teatru i nie oglądać filmów, a jednak część tych pieniędzy przeznacza się na produkcję filmową i teatralną? Jeżeli przyjmiemy taki tok rozumowania i uznamy, że z racji tego, iż żadna inna telewizja poza telewizją publiczną nie pełni misji… Nawet dzisiejsza transmisja z obrad Sejmu… Istnieją telewizje komercyjne i jakoś żadna z nich nie ma ochoty, żeby informować nasz elektorat o tym, co w tej Izbie robimy. Jest to misja telewizji publicznej. Nie ma jakoś chętnych do robienia spektakli teatralnych, do tego, aby być animatorem wielkich imprez kulturalnych. Jednak ta misja telewizji publicznej… Już nie wspomnę o tym, że chyba żadna telewizja komercyjna nie robi programów dla Polonii za granicą, a telewizja publiczna w ramach swojej misji takie programy ma zapisane. Tak więc ten abonament jest swego rodzaju opłatą na rzecz dobra publicznego, jakim naszym zdaniem jest telewizja publiczna. I teraz występuje zasada domniemania, to znaczy domniema się, iż w kraju na takim poziomie cywilizacyjnym w każdym gospodarstwie domowym jest odbiornik radiowy albo odbiornik telewizyjny. W związku z tym nie trzeba rejestrować tego odbiornika, tak jak to było do tej pory; osoby, które nie posiadają odbiornika, składają bowiem oświadczenie, że go nie posiadają i w związku z tym nie będą ponosiły opłat za abonament.
W tej ustawie jest znacznie większy zakres zwolnień, jeśli chodzi o płacenie abonamentu. Oprócz osób niepełnosprawnych w znacznym i umiarkowanym stopniu, oprócz osób, które przekroczyły 75 rok życia, oprócz kombatantów ta ustawa zwalnia z płacenia abonamentu wiele instytucji i placówek opiekuńczych: domy dziecka, żłobki, domy opieki społecznej, punkty konsultacyjne dla ludzi będących w trudnej sytuacji życiowej itd. Obecnie 12 mln gospodarstw domowych powinno płacić abonament. Wpływa 61% z tej kwoty, 25% jest zwolnionych z płacenia abonamentu, czyli kilkanaście procent wynosi nieściągalność tego abonamentu. Poprzez zmianę systemu ściągania abonamentu chcemy zwiększyć ściągalność, czyli zmniejszyć niepłacenie.
Jeszcze jedna sprawa, która dotyczy telewizji publicznej, chodzi o zarzut, iż rząd chce uwłaszczyć telewizję publiczną na archiwach telewizyjnych i radiowych.
Proszę Państwa! Sytuacja z archiwami telewizyjnymi, radiowymi wygląda w ten sposób, że one się składają z dwóch części. Otóż to wszystko, co zostało wytworzone przez Radiokomitet, czyli ówczesne radio i ówczesną telewizję, po likwidacji Radiokomitetu stało się własnością skarbu państwa, czyli de facto stało się własnością Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych. To wszystko, co zostało wyprodukowane po powołaniu jednoosobowej spółki skarbu państwa Telewizja Polska i Radio Polskie, czyli od mniej więcej 1993 r., jest własnością tych spółek. Ale cały konflikt pomiędzy nadawcami prywatnymi a telewizją publiczną powstał w wyniku tego, iż nadawcy prywatni rościli sobie prawa do korzystania z tych archiwów, wychodząc z założenia, że wszyscy płaciliśmy abonament na Radiokomitet, w związku z tym archiwa telewizji publicznej są własnością wszystkich; dlaczego oni z tych archiwów nie mogą korzystać?
Ta ustawa reguluje tę sprawę. W 1994 r., kiedy nie było to prawnie uregulowane, Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych podpisała z telewizją publiczną i radiem publicznym 10-letnią umowę na korzystanie przez telewizję publiczną i radio publiczne z tych archiwów. Niedługo już minie 10 lat i dlatego w tej ustawie regulujemy tę sprawę, mówimy, jak to powinno wyglądać, to znaczy wyraźnie oznajmiamy, iż te zbiory do lat 90., do momentu zakończenia działalności Radiokomitetu, są własnością państwa, są własnością archiwów państwowych, bo z mocy ustawy o archiwach państwowych one taką własnością się stały. W ustawie o archiwach państwowych istnieje zakaz powierzania państwowych zbiorów archiwalnych jakiejkolwiek prywatnej instytucji, jest normalny zakaz. Dlatego archiwa państwowe nie mogą być przekazane żadnej innej instytucji. W związku z tym Dyrekcja Archiwów Państwowych daje w użyczenie te archiwa. Przede wszystkim te archiwa podlegają normalnym zasadom wynikającym z ustawy o dostępie do archiwów, to znaczy w celach niekomercyjnych. Tak jak każdy z nas może iść do Archiwum Akt Nowych, czy do innego archiwum, i poprosić o wydanie jakiegoś dokumentu, zrobienie jego kserokopii, jeżeli to jest na nasze potrzeby, i archiwa muszą to zrobić, tak samo w przypadku zbiorów telewizyjnych też to może być zrobione. Natomiast jeżeli chce się używać tych zbiorów do celów komercyjnych, to w 2000 r. została znowelizowana ustawa o archiwach państwowych i zapisana została delegacja dla ministra kultury do wydania rozporządzenia, na jakich zasadach nadawcy komercyjni mogą korzystać z archiwów państwowych. Jeżeli Sejm przyjmie takie rozwiązanie dotyczące archiwów państwowych, to wtedy minister kultury natychmiast wyda to rozporządzenie, stosując się do zaleceń Komitetu Integracji Europejskiej, to znaczy do tego, co zostało zapisane w opinii, którą panie i panowie posłowie dostali, aby archiwa korzystały z pieniędzy, które będą płacone za wypożyczenie tych archiwaliów tylko i wyłącznie na własne utrzymanie, na zmianę techniki, na przegrywanie na technikę cyfrową taśm, których życie często się kończy; nagrania, które kiedyś były chlubą telewizji, a są na normalnych celuloidowych taśmach, za rok, za dwa przestaną istnieć. Dlatego ten, kto będzie chronił te zbiory, musi mieć fundusze na to, aby przegrywać je na nowe techniki i zachować dla potomnych te wielkie spektakle telewizyjne, Kabaret Starszych Panów, dobre firmy, seriale takie jakie ˝Noce i dnie˝. To wszystko musi być przegrane w nowej technice.
Jednocześnie Komitet Integracji Europejskiej zwraca uwagę na to, że ten dostęp powinien być powszechny, nie może być żadnych ograniczeń i minister kultury musi zadbać o to, aby to miało miejsce.
Wracam do pierwszego punktu, o którym mówiłam, to znaczy do konieczności dostosowania polskiego prawa do dyrektyw Unii Europejskiej. Już mówiłam o tym, że Rzeczpospolita Polska stwierdziła, że nie zgłasza żadnych problemów negocjacyjnych: ani wniosków o okresy przejściowe, ani tzw. trudności technicznych, i dlatego Polska zobowiązała się w pełni dostosować swoje prawo do standardów wspólnotowych do dnia akcesji do Unii Europejskiej. Negocjacje w tym obszarze zakończyły się w 2000 r., zamknięto negocjacje, ale zamknięcie negocjacji uwarunkowano pełnym dostosowaniem ustawy o radiofonii i telewizji do dyrektywy telewizji bez granic.
Ta ustawa, którą przedstawiamy, projekt tej ustawy, wymaga, i takie rozwiązania przedstawia, dostosowania polskiego prawa do możliwości prowadzenia przez podmioty z Unii Europejskiej działalności nadawczej w Polsce, co wiąże się z dokonaniem liberalizacji w tym zakresie i o tej liberalizacji przed chwilą mówiłam; zniesienie tych 33% w kapitale.
Zgodnie z art. 1a ust. 1 tego projektu od dnia uzyskania przez Rzeczpospolitą Polską członkostwa w Unii ustawę stosuje się do nadawców ustanowionych na terytorium Rzeczypospolitej. Podstawowe kryteria uznania za nadawcę na terytorium Rzeczypospolitej są zapisane w ust. 2 i 3, które mówią, że taki nadawca musi mieć siedzibę w Rzeczypospolitej Polskiej, musi podejmować decyzję o strukturze i zawartości programu na jej terytorium, tam prowadzić działalność zespołu twórczego i pracowników zaangażowanych w tworzenie i rozpowszechnienie programu, a także rozpocząć rozpowszechnianie programu zgodnie z prawem Rzeczypospolitej Polskiej.
W art. 15 tego projektu przewiduje się, że zgodnie z dyrektywą nadawcy programów telewizyjnych przeznaczają ponad połowę miesięcznego czasu nadawania programu na audycje europejskie, oczywiście z wyłączeniem serwisów informacyjnych, reklam, telesprzedaży, transmisji sportowych, przekazów tekstowych i teleturniejów. Ponadto przynajmniej 10% tej kwoty muszą wytworzyć niezależni producenci europejscy, i to w okresie minimum 5 lat, a jeżeli te audycje są wytworzone w okresie do 5 lat – to powinny stanowić nawet 50%.
Art. 16 tej ustawy ustanawia zakaz nadawania reklamy wyrobów tytoniowych, usług medycznych świadczonych wyłącznie na podstawie skierowania lekarza i środków farmaceutycznych wydawanych wyłącznie z przepisu lekarza i jest całkowicie zgodny z dyrektywą Unii Europejskiej.
Kolejny artykuł reguluje kwestie sponsorowania audycji i innych przekazów, a także przewiduje zakaz pokazywania nazwy firmy, znaku towarowego lub innych oznaczeń tych przedsiębiorców, których towary, działalność lub usługi są objęte zakazem reklamy.
Art. 18 przewiduje zakaz nadawania audycji lub innych przekazów zagrażających fizycznemu, psychicznemu i moralnemu rozwojowi niepełnoletnich, a zwłaszcza audycji zawierających treści pornograficzne lub eksponujące przemoc w sposób nieuzasadniony. Rozpowszechnianie powyższych audycji i przekazów zostało dozwolone w godz. 23-6.
Przypomnę debatę, która się odbywała w Sejmie, było to 10. posiedzenie Sejmu 9 stycznia, było to pierwsze czytanie społecznego projektu ustawy o zakazie promowania przemocy w mediach. Podawano wówczas bardzo niepokojące dane. Pani poseł Anna Sobecka cytowała dane, które mówiły o tym, ile scen przemocy pojawia się w czterech największych stajach telewizyjnych, które docierają do najszerszego grona widzów w czasie chronionym, ile zajawek pojawia się w tych stacjach w czasie, kiedy dzieci są narażone na zupełnie niespodziewane pokazywanie tych scen. Dochodziło do takich sytuacji, że przed dobranocką był reklamowany film, który miał być nadawany w czasie ochronnym po godz. 23. Muszę powiedzieć, że w tej statystyce pokazywania takich scen brutalnych najniższe miejsca zajmowały programy I i II Telewizji Polskiej, a znacznie wyższe dwaj komercyjni nadawcy. Takich scen w przypadku telewizji publicznej zanotowano w ciągu jednego dnia około 700, a w przypadku nadawcy komercyjnego – ponad 2,5 tys. A zatem to wszystko świadczy o tym, że ten zakaz musi być przestrzegany.
W czasie tej samej debaty pan poseł Cymański skierował pod moim adresem pytanie, kiedy przestaniemy się bawić w takie drobne kary dla nadawców, którzy łamią ten zakaz, kiedy nareszcie nie 30 – jak mówił pan poseł Cymański – i nie 50 tys. złotych będzie karą nakładaną przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, ale naprawdę poważne sumy, które skłonią nadawców do zastanowienia się przed złamaniem ustawy. A teraz nagle słyszę głosy z różnych stron, że ustawa przewiduje bardzo wysokie kary, że ustawa daje nadzwyczajne uprawnienia Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, żeby karała takich nadawców. Zdecydujmy się więc w końcu, czy rzeczywiście chcemy chronić dzieci przed pornografią, przed brutalnymi scenami, przed tym wszystkim, co zagraża ich rozwojowi psychicznemu i moralnemu, czy też nie chcemy ich chronić, bo jeżeli nie ma skutecznego narzędzia karania, to będziemy mieli taką sytuację, jaką mamy, mianowicie że sprawa pierwszej kary nałożonej przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji na nadawcę, który złamał ustawę i nadał film brutalny w czasie chronionym, jeszcze nie doczekała się pierwszego procesu w sądzie. Jeżeli chcemy, to usuńmy te zapisy z ustawy o radiofonii i telewizji.
Chciałam jeszcze powiedzieć państwu o kilku rozwiązaniach, które są przemilczane przez media, a które moim zdaniem są bardzo korzystne i bardzo dobre. Na przykład nakaz dubbingowania filmów dla dzieci. Tu nie chodzi tylko o to, że dzieci będą miały do czynienia z tekstem w dobrym języku polskim, który będzie przez aktorów podawany w sposób prawidłowy, że będą mogły korzystać w pełni z przekazu artystycznego dzięki temu, że dobrzy aktorzy będą podkładali swoje głosy, ale to także ma drugie znaczenie – jest to sposób wspomożenia środowiska aktorskiego, gdzie bezrobocie jest z roku na rok coraz większe. Myślę, że z korzyścią dla dzieci i z korzyścią dla środowiska aktorskiego – może z pewnym uszczupleniem środków nadawców – ten zapis powinien zostać wprowadzony i doceniony.
Chciałam jeszcze powiedzieć – tylko proszę pozwolić, że sięgnę do tekstu ustawy – o paru rzeczach, o których w tym głównym toku referowania paniom i panom posłom projektu ustawy nie wspomniałam. Wrócę jeszcze do kwestii misji i do licencji, ponieważ padały zarzuty pod adresem tego projektu, że praktycznie misja telewizji publicznej jest w nim określona bardzo enigmatycznie, że nie wiadomo, co jest misją, a co nie jest misją. Otóż w art. 21 podzieliliśmy zadania publicznej radiofonii i telewizji na dwie grupy. Pierwsza grupa, od punktu 1 do 5, odnosi się właśnie do misji. Mówi się tu, że do zadań publicznej radiofonii i telewizji należy tworzenie, produkowanie, rozpowszechnianie programów radiowych i telewizyjnych, a także popieranie twórczości artystycznej, literackiej, naukowej oraz działalności oświatowej, upowszechnianie wiedzy o języku polskim, tworzenie i udostępnianie programów edukacyjnych na użytek środowisk polonijnych oraz Polaków zamieszkałych za granicą. I teraz w art. 21a mówimy, że właśnie tych 5 punktów, które przed chwilą wymieniłam, ma być objętych licencją. Tę licencję uszczegółowiamy jeszcze w dalszych ustępach i punktach art. 21a. Otóż w ust. 5 w pkt 2 mówi się, że licencja określi rodzaj i charakter programów objętych licencją. Mamy więc dość wyraźnie określony i dość konkretny zakres działania licencji, czyli zakres wydawania publicznych pieniędzy pochodzących z abonamentu – i to również w uwagach Komitetu Integracji Europejskiej się pojawiło.
Czytałam państwu przed chwilą fragment wypowiedzi pana Andrzeja Zarębskiego – a może to już ktoś inny powiedział, ale jest to jedna z tych różnych nieprawdziwych informacji – o tym, że powołanie telewizji regionalnej, ˝trójki˝, jest próbą wprowadzenia tylnymi drzwiami prywatyzacji Telewizji Polskiej. Chcieliśmy w tym projekcie ustawy zapisać expressis verbis całkowity zakaz prywatyzowania telewizji i radia publicznego, ale ministerstwo skarbu zwróciło nam uwagę, że jest to niezgodne z Kodeksem handlowym. Proszę się jednak nie niepokoić, gdyż te zapisy, które są w tej ustawie, wykluczają możliwość prywatyzowania telewizji publicznej – programu I, programu II, regionalnej ˝trójki˝, Telewizji Polonia – dlatego że art. 26 ust. 1 mówi, iż jednostki publicznej radiofonii i telewizji działają w formie jednoosobowej spółki akcyjnej skarbu państwa, dalej zwaną spółką. Zatem w żadnej innej formie bez zmiany ustawy te jednostki telewizji publicznej i radia działać nie mogą. Ale żeby jeszcze to wszystko uściślić, w art. 39 ust. 3 piszemy o tym, iż również telewizja regionalna, ˝trójka˝, która ma w świetle tej ustawy być spółką córką telewizji publicznej, nie może podejmować żadnych decyzji o zbyciu bądź odstąpieniu akcji bez zgody walnego zgromadzenia telewizji publicznej, czyli ministra skarbu, czyli wracamy do artykułu, o którym mówiłam, który zabrania prywatyzacji Telewizji Polskiej. Chciałam jeszcze raz to podkreślić: ta ustawa nie przyzwala na jakiekolwiek działania prywatyzacyjne w stosunku do jednostek telewizji publicznej i radia publicznego, nawet tej nowej formy, która powstaje, czyli Polskiej Telewizji Regionalnej. Ten artykuł dotyczący Polskiej Telewizji Regionalnej mówi o tym, że zarząd spółki nie ma prawa do rozporządzania akcjami lub prawami, czyli jest to zapisane tak, jak przed chwilą mówiłam.
Chciałam jeszcze zwrócić uwagę państwa na jeden z przepisów, który wydaje mi się przepisem ważnym – na przepis o rekoncesji. Otóż do tej pory była taka sytuacja, tzn. w prawie było tak zapisane, że jeżeli się kończyła nadawcy koncesja, musiał jeszcze raz startować do konkursu, jeszcze raz przechodzić całą procedurę komisyjną, przetargową, czyli jakby zaczynać od początku. Nadawcy prywatni bardzo to krytykowali. Przepisy, które są zawarte w tej ustawie, mówią, że jeżeli nadawca, który się ubiega o przedłużenie koncesji, o rekoncesję, dotrzymał warunków koncesji, jeżeli nie łamał prawa, jeżeli nie był ciągłym utrapieniem dla Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z powodu nieprzestrzegania czasu ochronnego, to praktycznie automatycznie taką koncesję otrzymuje. Myślę, że to jest akurat dla nadawców prywatnych bardzo dobre rozwiązanie.
Praktycznie to jest wszystko, co chciałam powiedzieć o tej ustawie. Rozumiem, że w wystąpieniach klubowych panie i panowie posłowie na pewno przedstawią swoje opinie, swoje zastrzeżenia i swoje wątpliwości, a także pytania. Jestem do dyspozycji i bardzo chętnie w każdej chwili na każde z tych pytań odpowiem.
Na zakończenie powiem tylko jedno: w Polsce nie ma obecnie zakazu koncentracji mediów elektronicznych, formalnie nie ma takiej koncentracji, natomiast to, co się działo w ciągu ostatnich kilkunastu dni, to, co się stało nieformalną koncentracją tego kapitału wymierzonego w tę ustawę, daje pojęcie o tym, jak ogromną siłą może dysponować monopolista posiadający gazetę ogólnopolską, radio ogólnopolskie i telewizję ogólnopolską, jak może manipulować opinią publiczną i dopuszczać tylko te prawdy, które są dla niego wygodne. Przeciwko takiemu monopolowi jest w części dotyczącej dekoncentracji kapitału ta ustawa. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Kategorie: Bez kategorii	| Tagi: koncentracja kapitału w mediach repolonizacja mediów ustawa o radiofonii i telewizji	| 2 Komentarze