Source: http://ipwsieci.pl/wpis,93,Trybunal_Sprawiedliwosci_UE_o_problemach_prawnych_w_Internecie__8211_autorskie_zestawienie_najwazniejszych_orzeczen_.html
Timestamp: 2018-07-16 04:40:04
Legal References Found: art. 14
 art. 14
 art. 3
 art. 23
 art. 5
 art. 3

Document Content:
IP w sieci, czyli nowe technologie i Internet okiem prawnika > Trybunał Sprawiedliwości UE o problemach prawnych w Internecie – autorskie zestawienie najważniejszych orzeczeń
Przy każdym orzeczeniu przywołany jest skrótowo stan faktyczny, podstawowe tezy wyroku, a dodatkowo - krótki komentarz praktyczny. Zapraszam do zgłaszania wniosków dotyczących uzupełnienia listy poprzez udział w dyskusji pod wpisem lub mailowo: tomasz.zalewski@eversheds.pl.
Uwzględnione orzeczenia:
SABAM v. Netlog NV
ITV v.TVCatchup
Peter Pinckney v. KDG Mediatech AG
Martin Blomqvist v. Rolex SA
Nils Svensson v. Retriever Sverige AB
UPC Telekabel Wien GmbH v. Constantin Film
ACI BV v. Stichting de Thuiskopie
Google Spain SL, Google Inc. v. Agencia de Protección de Datos (AEPD), Mario Costeja González
Public Relations Consultants Association Ltd v.Newspaper Licensing Agency Ltd i in. (tzw. sprawa Meltwater).
24 listopada 2011 r. Trybunał wydał wyrok na tle sporu pomiędzy Scarlet Extended SA (dostawca dostępu do Internetu - ISP) a SABAM (organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi) – sprawa C-70/10, który stanowi o niezgodności z prawem europejskim nałożenia obowiązku stosowania przez dostawcę usługi dostępu do Internetu (ISP) systemu filtrującego, który ma zapobiegać nielegalnemu ściąganiu w sieci utworów chronionych prawami autorskimi i który miałby mieć zastosowanie do wszystkich jego klientów, w celach zapobiegawczych, na wyłączny koszt dostawcy i bez ograniczeń w czasie.
Tezy z ww. wyroku w sprawie Scarlet zostały w zasadzie dosłownie powtórzone w wyroku Trybunału z 16 lutego 2012 r. w sprawie SABAM (organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi) przeciwko Netlog NV (holenderski portal społecznościowy). Użytkownicy Netlog mogą umieszczać w swoim koncie w serwisie dowolne treści (w tym pliki) oraz udostępniać je innym użytkownikom. Zdaniem SABAM „(…) obsługiwana przez Netlog sieć społecznościowa umożliwia wszystkim użytkownikom korzystanie za pośrednictwem swojego profilu z utworów muzycznych i audiowizualnych z repertuaru SABAM poprzez udostępnianie tych utworów publiczności w taki sposób, że inni użytkownicy wspomnianej sieci mogą mieć do nich dostęp, przy czym następuje to bez zgody SABAM, zaś Netlog nie uiszcza za to żadnej opłaty”.
operator platformy sieci społecznościowej online, który przechowuje na swoich serwerach informacje dostarczone przez zarejestrowanych użytkowników (na swoich profilach) jest podmiotem świadczącym usługi hostingu (w rozumieniu art. 14 dyrektywy 2000/31 o handlu elektronicznym – art. 14 polskiej ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną);
jest niezgodne z prawem europejskim nałożenie obowiązku stosowania przez podmiot świadczący usługi hostingu systemu filtrującego, zdolnego do zidentyfikowania plików elektronicznych zawierających utwory muzyczne, filmowe lub audiowizualne, co do których żądający rości sobie prawa własności intelektualnej, w celu zablokowania naruszającego prawo autorskie udostępniania publiczności wspomnianych utworów, który miałby mieć zastosowanie do wszystkich użytkowników, w celach zapobiegawczych, na wyłączny koszt usługodawcy i bez ograniczeń w czasie.
Komentarz: na podstawie obu wyroków w sprawach SABAM można sformułować wniosek, że „dyrektywy 2000/31, 2001/29, 2004/48, pozostające w związku i interpretowane w świetle wymogów wynikających z ochrony mających zastosowanie praw podstawowych”, należy rozumieć w ten sposób, że stoją one na przeszkodzie skierowanemu do podmiotu świadczącego usługę dostępu do Internetu lub usługę hostingu nakazowi wprowadzenia systemu filtrowania o cechach opisanych w wyrokach. Wyrok ten przesądza także, że usługa hostingu to nie tylko samo „przechowywanie informacji przekazanych przez usługobiorcę”, odsyłając do lamusa formułowane przez niektórych (także w Polsce) poglądy, iż hosting polega wyłącznie na przechowywaniu informacji użytkowników, które nie mogą być jednak udostępniane.
3 lipca 2012 r. zapadł wyrok Trybunału w sprawie C – 128/11 pomiędzy UsedSoft GmbH a Oracle International. UsedSoft zajmował się się skupem licencji na oprogramowanie Oracle od użytkowników, którzy nabyli je od Oracle, przy czym oprogramowanie to było sprzedawane w formie elektronicznej poprzez umożliwienie jego pobrania na dysk twardy komputera, z licencją na czas nieoznaczony. Oracle wygrał przed sądem niemieckim zarówno w I, jak i II instancji, jednak Sąd Najwyższy rozpoznając skargę kasacyjną zwrócił się z pytaniami prejudycjalnymi do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Trybunał uznał, że prawo do rozpowszechniania kopii programu komputerowego zostaje wyczerpane, jeśli podmiot uprawniony zezwolił na pobranie tej kopii z Internetu na nośnik danych w zamian za zapłatę ceny stanowiącej ekwiwalent wynagrodzenia za prawo do nieograniczonego w czasie korzystania z tej kopii;
w razie odsprzedaży licencji (obejmującej odsprzedaż kopii programu komputerowego pobranej ze strony internetowej podmiotu praw autorskich, która to licencja została początkowo przyznana pierwszemu nabywcy na czas nieograniczony i w zamian za zapłatę ceny mającej mu umożliwić uzyskanie wynagrodzenia odpowiadającego wartości gospodarczej kopii jego dzieła), drugi nabywca tej licencji, podobnie jak każdy następny, może się powołać na wyczerpanie prawa do rozpowszechniania i może zostać uznany za uprawnionego nabywcę kopii programu komputerowego;
aby nastąpiło wyżej opisane wyczerpanie prawa, musi być zagwarantowane unicestwienie pierwszej kopii oprogramowania. Z chwilą zbycia licencji zbywca powinien zaprzestać używania własnej kopii. Producent oprogramowania ma prawo stosować wszelkie dostępne środki techniczne, aby dezaktywować kopię zbywcy.
Komentarz: Wyrok miał charakter przełomowy, gdyż dotychczasowe stanowisko doktryny (także polskiej) i orzecznictwa broniło dość jednolicie poglądu, iż instytucja wyczerpania może dotyczyć wyłącznie egzemplarzy utworów mających materialną postać. Warto jednak zaznaczyć, że orzeczenie Trybunału odnosi się tylko do programów komputerowych, nie zaś do wszelkich cyfrowych egzemplarzy innych utworów. O tym wyroku pisaliśmy szerzej we wpisach Dystrybucja czy reprodukcja? Wyczerpanie praw autorskich do programów komputerowych, Wyrok w sprawie Usedsoft oraz Jak startup wygrał wojnę z gigantem rynku IT?
Wyrok Trybunału Sprawiedliwości z 7 marca 2013 r. w sprawie C-607/11 pomiędzy ITV przeciwko TVCatchup. TVCatchup oferowała retransmisję programów TV w Internecie “na żywo” poprzez przechwytywanie sygnału nadawców telewizyjnych i konwersję sygnału w sposób umożliwiający odbiór sygnału przez różne urządzenia połączone z internetem. Spór dotyczył tego, czy można mówić o publicznym udostępnianiu, jeżeli przekaz trafia tylko do osób, które i tak są uprawnione do odbioru oryginalnego sygnału nadawczego, ponieważ TVC sprawdzał czy odbiorcy posiadają abonament i czy nie odbierają przekazu poza swoim krajem. W sprawie istotne było również to, że TVC finansował swoją działalność z reklam prezentowanych przed retransmisją, natomiast reklamy pochodzące od pierwotnych nadawców pozostawały w niezmienionej formie.
retransmisja utworu w Internecie w sposób oferowany przez TVCatchup stanowi jego publiczne udostępnianie;
podmiot dokonujący transmisji albo retransmisji z wykorzystaniem przekazu, który pod względem technicznym różni się od pierwotnego udostępnienia musi uzyskać indywidualne zezwolenie podmiotu uprawnionego z tytułu praw autorskich i praw pokrewnych;
nie ma znaczenia, iż retransmisja była finansowana z reklam, ani to, że jest dokonywana przez podmiot bezpośrednio konkurujący z pierwotnym nadawcą.
Komentarz: Z perspektywy roku 2014 można dodać, że podobne rozstrzygnięcie, na niekorzyść podmiotu retransmitującego program telewizyjny zapadło w głośnej sprawie American Broadcasting Companies v. Aereo w Stanach Zjednoczonych.
Wyrok Trybunału Sprawiedliwości z 3 października 2013 r. w sprawie C-170/12, pomiędzy Peterem Pinckney’em przeciwko KDG Mediatech AG, która dotyczyła naruszenia autorskich praw majątkowych Petera Pinckney’a, zamieszkałego we Francji. Austriacka spółka Mediatech dokonała bez zgody Petera Pinckney rejestracji w Austrii jego utworów na płycie CD, która następnie była sprzedawana przez brytyjskie spółki Crusoe lub Elegy poprzez ich strony internetowe. Peter Pinckney pozwał austriacką spółkę fonograficzną przed sąd we Francji o odszkodowanie z tytułu naruszenia jego praw autorskich.
w przypadku naruszenia majątkowych praw autorskich „sąd, do którego wniesiono powództwo dotyczące czynu niedozwolonego lub czynu podobnego jest właściwy do jego rozpoznania, jeżeli tylko państwo członkowskie, na którego terytorium działa ten sąd, chroni prawa majątkowe, których poszanowania powód dochodzi, a zarzucana szkoda może się urzeczywistnić na obszarze właściwości miejscowej owego sądu. W przedmiotowej sprawie niebezpieczeństwo urzeczywistnienia się szkody wynika w szczególności z możliwości nabycia za pośrednictwem strony internetowej dostępnej na obszarze właściwości miejscowej sądu, do którego wniesiono powództwo, kopii utworu, z którym związane są prawa, na które powód się powołuje”;
„Jeżeli ochrona udzielona przez państwo członkowskie sądu, do którego wniesiono powództwo, obejmuje jedynie terytorium tego państwa, sąd ten jest właściwy tylko w zakresie szkody wyrządzonej na terytorium państwa członkowskiego, któremu podlega”.
Komentarz: Wyrok potwierdził, że w sprawach dotyczących naruszenia praw autorskich poprzez sprzedaż w internecie bezprawnych kopii utworów można dochodzić odszkodowania w każdym kraju, w którym możliwe jest nabycie takich kopii, a nie tylko w kraju, w którym ma siedzibę podmiot prowadzący serwis on-line. Inna sprawa, że w takim przypadku odszkodowanie może obejmować tylko szkodę, która została wyrządzona w wybranym kraju, co znacznie ogranicza w praktyce zastosowanie tego orzeczenia.
Wyrok Trybunału Sprawiedliwości z 6 lutego 2014 r. w sprawie C‑98/13 pomiędzy Martin Blomqvist przeciwko Rolex SA, która dotyczyła tego, czy dochodzi do naruszenia prawa własności intelektualnej w państwie członkowskim w sytuacji, gdy konsument mieszkający w tym kraju kupuje podrobiony towar poprzez stronę internetową sprzedawcy mającego siedzibę poza terytorium Unii Europejskiej.
sprzedaż towaru podrobionego (naruszającego prawa własności intelektualnej) przez Internet, przez podmiot spoza państwa Unii Europejskiej osobie z państwa członkowskiego, może być uznane za naruszenie prawa w chwili „przekroczenia” przez ten towar granicy państwa Unii Europejskiej (wkraczanie towaru do państwa). Wystarczającą przesłankę stanowi nabycie takiego towaru przez podmiot z kraju Unii Europejskiej;
sama dostępność serwisu internetowego na terenie kraju Unii Europejskiej, dla którego zastrzeżono dany znak, nie jest wystarczająca dla stwierdzenia, iż wyświetlone w nim oferty są skierowane do konsumentów z tego państwa;
jednakże może dojść do naruszenia praw chronionych, o ile towary z państw trzecich są przedmiotem czynności handlowej skierowanej do konsumentów w Unii Europejskiej. Fakt, iż do sprzedaży doszło za pośrednictwem strony internetowej handlu wysyłkowego spoza terenu Wspólnoty europejskiej, nie może pozbawiać ochrony podmiotu uprawnionego z tytułu praw własności intelektualnej.
Komentarz: wyrok o spodziewanej sentencji. Trybunał rozstrzygnął, że unijne zasady ochrony własności intelektualnej na granicy dotyczą także sprzedaży bezpośrednio konsumentom w Unii, nawet w przypadku, gdy zakup następuje w sklepie internetowym, który nie jest skierowany bezpośrednio do konsumentów z Unii.
Wyrok Trybunału Sprawiedliwości z 13 lutego 2014 r. w sprawie C-466/12 pomiędzy Nils Svensson (oraz Sten Sjogren, Madelaine Sahlman, Pia Gadd - dziennikarzami będącymi autorami artykułów prasowych) przeciwko Retriever Sverige AB (podmiot udostępniający na stronie listę linków, które umożliwiały uzyskanie dostępu do artykułów opublikowanych na innych stronach internetowych).
linkowanie stanowi co do zasady „czynność udostępniania” utworu;
linkowanie stanowi czynność udostępniania wymagającą zgody uprawnionego do utworu tylko, jeśli prowadzi do udostępnienia treści „nowej publiczności;
powyższe zasady odnoszą się zarówno do tradycyjnego linkowania jak i embedowania (sytuacja, gdy „internauci (…) klikają na sporny link, ukazuje się utwór, stwarzając wrażenie, że jest wyświetlany ze strony, na której znajduje się ten link, podczas gdy utwór ten pochodzi w rzeczywistości z innej strony”);
Trybunał określił pojęcie nowej publiczności następująco: „Wszyscy użytkownicy strony, na której sporne utwory były udostępniane za pośrednictwem linków, mogli bezpośrednio dotrzeć do tych utworów na stronie internetowej dziennika, na której były one pierwotnie udostępnione bez potrzeby aktywnego udziału podmiotu zarządzającego tej innej strony internetowej.” Nie mamy więc do czynienia z nową publicznością. Zatem, wobec braku nowej publiczności, nie jest wymagane zezwolenie podmiotów prawa autorskiego na umieszczanie linków”;
powyższa zasada nie dotyczy sytuacji, gdy dostęp do utworów na pierwotnej stronie internetowej jest ograniczony np. tylko do klientów danej strony lub czasowo. W takim przypadku skorzystanie z techniki linkowania będzie stanowić naruszenie praw autorskich do tych utworów, jeżeli będzie miało na celu ominięcie tego ograniczenia;
Trybunał wskazał także, że państwa członkowskie nie mogą przyznawać podmiotom prawa autorskiego szerszej ochrony poprzez uwzględnienie w ramach pojęcia publicznego udostępniania szerszego zakresu działań niż działania wymienione w przepisie art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29.
Komentarz: Warto zauważyć, że Trybunał rozważył problem linkowania i embedowania jedynie z perspektywy naruszenia praw autorskich, pomijając całkowicie problematykę np. naruszenia dóbr osobistych. Wyrok nie rozstrzygnął także najbardziej kontrowersyjnego problemu na tle linkowania, jakim jest linkowanie do utworów rozpowszechnionych z naruszeniem praw autorskich. Rozstrzygnięcie wydaje się także dyskusyjne w związku z pojęciem „nowej publiczności”, zwłaszcza, że Trybunał uznał, że w sytuacji gdy dostęp do strony z utworami nie jest ograniczony, publicznością do której skierowane jest pierwotne udostępnienie, są wszyscy potencjalni odbiorcy danej strony, a tym samym wszyscy internauci. Pogląd ten wydaje się być niespójny z wcześniejszym wyrokiem Trybunału (C-306/05) dotyczącym telewizji hotelowej, gdzie Trybunał uznał, że klienci hotelu stanowią nową publiczność. Już w maju 2014 r. stanowisko Trybunału w tej kwestii zostało poddane krytyce przez warszawski Sąd Apelacyjny w jednym z wyroków. Nie jest także jasne, czy aby można było mówić o „nowej publiczności”, dostęp do strony z utworami powinien być ograniczony za pomocą środków technicznych czy też wystarczające będzie ograniczenie w sposób wyłącznie kontraktowy (np. w ramach regulaminu usług świadczonych drogą elektroniczną).
Kwestia linkowania niedługo jednak zostanie ponownie poddana osądowi Trybunału w ramach kolejnych spraw: BestWater C-348/13 (embedowanie) oraz C More Entertainment AB C-279/13 (linkowanie z ominięciem paywalla). O wyroku w sprawie sprawie C-466/12 pisaliśmy już we wpisach Embedding utworów: dozwolony, czy zakazany? oraz Trybunał twierdzi, że linkowanie oraz embedowanie jest w zasadzie legalne.
Wyrok Trybunału Sprawiedliwości z 27 marca 2014 r. w sprawie C-314/12 pomiędzy UPC Telekabel Wien GmbH (dostawca dostępu do Internetu) przeciwko producentom filmowym Constantin Film Verleih GmbH i Wega Filmproduktionsgesellschaft mbH, którzy wystąpili do sądu austriackiego o wydanie zarządzenia tymczasowego, nakazującego UPC jako dostawcy dostępu do Internetu zablokowanie dostępu do strony internetowej kino.to, na której rozpowszechniane były utwory należące do producentów.
UPC Telekabel Wien GmbH jest pośrednikiem w rozumieniu dyrektywy 2001/29, którego usługi są wykorzystywane przez stronę trzecią w celu naruszenia praw autorskich lub pokrewnych, więc dopuszczalne jest sądowe nakazanie dostawcy Internetu zablokowania swoim klientom dostępu do całej strony internetowej, której treści naruszają prawa autorskie i prawa pokrewne;
„Prawa podstawowe uznane przez prawo Unii należy intepretować w ten sposób, że nie stoją one na przeszkodzie zakazaniu dostawcy dostępu do Internetu – za pośrednictwem sądowego nakazu – umożliwiania swoim klientom dostępu do określonej strony internetowej udostępniającej przedmioty objęte ochroną bez zgody podmiotów praw autorskich, jeżeli nakaz ten nie precyzuje, jakie środki ma podjąć dostawca dostępu do Internetu, i jeżeli może on uniknąć grzywny za naruszenie tego zakazu, o ile przedstawi on dowód, że podjął wszelkie rozsądne kroki, pod warunkiem jednakże, że podjęte środki, po pierwsze, nie pozbawiają użytkowników Internetu niepotrzebnie możliwości legalnego dostępu do dostępnych informacji, i po drugie, mają skutek w postaci zapobiegania szukaniu dostępu do przedmiotów objętych ochroną, na który nie udzielono zgody, bądź przynajmniej uczynienia tego trudno wykonalnym i poważnie zniechęcają użytkowników Internetu korzystających z usług adresata tego nakazu do szukania dostępu do przedmiotów udostępnionych im z naruszeniem prawa własności intelektualnej, czego zweryfikowanie spoczywa na władzach i sądach krajowych.”
Komentarz: Wyrok odnosi się wprost do specyficznej konstrukcji prawa austriackiego, polegającej na możliwości zobowiązania pozwanego do osiągnięcia określonego rezultatu bez wskazywania konkretnych działań do podjęcia, która nie występuje w prawie polskim. Dlatego też dyskusyjna jest możliwość stosowania tego rozstrzygnięcia w sposób uniwersalny (abstrahując od braku podstawy prawnej w systemie polskim do skierowania analogicznego powództwa wobec ISP). Największą słabością omawianego wyroku jest jednak bardzo ogólny charakter rozważań dotyczących konkretnych działań, które mogą być podjęte w celu blokowania dostępu, zwłaszcza że wyrok przewidując możliwość nałożenia nakazu zablokowania dostępu do całej strony internetowej wyraźnie w uzasadnieniu podtrzymał aktualność wcześniejszych orzeczeń dotyczących niedopuszczalności nakazu filtrowania treści pod kątem naruszenia praw autorskich (dwie sprawy z udziałem SABAM). Na razie zatem wydaje się, że w świetle omawianych orzeczeń (SABAM i UPC Telekabel) można sformułować tylko ogólną tezę, iż nie można wymagać od usługodawców internetowych monitorowania ich zasobów i wprowadzania systemów filtrujących połączenia realizowane za ich pośrednictwem lub treści umieszczane na ich platformach w celu identyfikowania i zapobiegania naruszeniom praw własności intelektualnej, jednak można wymagać od nich zablokowania dostępu do konkretnej strony internetowej, na której nastąpiło naruszenie praw autorskich.
Wyrok Trybunału Sprawiedliwości z 8 kwietnia 2014 r. w sprawach połączonych C‑293/12 i C‑594/12 pomiędzy Digital Rights Ireland (C 293/12) Ltd przeciwko Minister for Communications i in. Dyrektywa 2006/24/WE o retencji danych telekomunikacyjnych wprowadzała wymóg retencji danych telekomunikacyjnych na temat ruchu w sieci, czyli zapisywania i przechowywania przez okres od 6 miesięcy do 2 lat niektórych danych eksploatacyjnych (np. kto jest abonentem danego numeru telefonu, z jakimi numerami wykonywał połączenia itd.). Dane miały służyć walce z terroryzmem i innymi poważanymi przestępstwami. Dyrektywa nie regulowała problemu zasad udostępniania danych, pozostawiając tę kwestię uregulowaniu na szczeblu ustawodawstwa państw członkowskich.
dyrektywa 2006/24/WE o retencji danych telekomunikacyjnych jest nieważna, ponieważ ma zbyt szeroki zakres i nie ustanawia właściwych gwarancji mających chronić przed nadużyciami;
Europejski Trybunał Sprawiedliwości skupił się na ocenie zgodności dyrektywy retencyjnej z prawem do prywatności (art. 7 Karty Praw Podstawowych) oraz ochrony danych osobowych (art. 8 Karty Praw Podstawowych);
ingerencja w prawo do prywatności oraz ochronę danych osobowych jest słuszna, ale jej zakres jest nieproporcjonalny. Niedopuszczalne jest objęcie obowiązkiem retencji danych wszystkich użytkowników, w tym nawet takich, co do których brak jest jakichkolwiek dowodów wskazujących na ich jakikolwiek związek z czynem o znamionach przestępczych;
dyrektywa nie wprowadza również katalogu kryteriów i ograniczeń pozwalających na różne traktowanie poszczególnych przypadków.
Komentarz: Podstawowym problem powstałym po uchyleniu dyrektywy jest to, czy implementujące ją przepisy krajowe powinny być dalej stosowane i tym samym czy operatorzy telekomunikacyjni mają dalej dokonywać retencji danych oraz udostępniać dane na żądanie sądów i innych organów. W ślad za tym pojawiają się kolejne pytania dotyczące danych już zebranych oraz prawa obywateli do ich usunięcia, a także praw sądów do wykorzystywania już zebranych danych na potrzeby toczących się postępowań. W doktrynie uznano, że stwierdzenie nieważności aktu prawa unijnego przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości w procedurze pytania prejudycjalnego „(…) jest wystarczającym powodem dla każdego innego sądu krajowego, aby uznać taki akt za nieważny na potrzeby orzeczenia, które ma wydać” (wyrok TSUE z 13 maja 1981 r. w sprawie C-66/80 International Chemical Corporation, za M. Taborowski, Opinia dla HFPC nt. Skutki wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdzającego nieważność dyrektywy retencyjnej). Orzeczenie na pewno miało wpływ na wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zgodności krajowych przepisów o udostępnianiu danych retencyjnych z konstytucją (K 23/11 i dalsze dołączone sprawy).
Wyrok Trybunału Sprawiedliwości z 10 kwietnia 2014 r. w sprawie C-435/12 pomiędzy ACI BV i in. przeciwko Stichting de Thuiskopie, Stichting Onderhandelingen Thuiskopie Vergoeding zapadł na tle sporu dotyczącego poboru tzw. opłaty reprograficznej w Holandii. Producenci zobowiązani do uiszczania opłaty reprograficznej pozwali organizacje zbierające opłaty podnosząc, że ma ona służyć wyłącznie wyrównaniu uszczerbku ponoszonego przez autorów wskutek dopuszczenia możliwości zwielokrotnienia utworów w ramach dozwolonego użytku prywatnego, w związku z czym jej wysokość nie może uwzględniać szkody powstałej w wyniku sporządzania kopii utworów z nielegalnych źródeł.
w zakresie dozwolonego użytku prywatnego (art. 5 ust. 2 lit. b) dyrektywy 2001/29, polski art. 23 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych) nie mieści się korzystanie z kopii utworów pochodzących z nielegalnych źródeł. Legalne pochodzenie kopii utworu stanowi warunek korzystania z utworu w ramach dozwolonego użytku prywatnego;
niedopuszczalne jest rekompensowanie poprzez opłaty reprograficzne szkód uprawnionych z tytułu prawa autorskiego, które ponoszą oni w wyniku korzystania z kopiowania utworów z nielegalnych źródeł;
system opłat reprograficznych musi zachowywać odpowiednią równowagę pomiędzy interesami oraz prawami podmiotów korzystających z utworów a interesami i prawami twórców. System, który w zakresie ustalania wysokości opłaty reprograficznej nie rozróżnia źródła pochodzenia treści, nie zachowuje wskazanej równowagi, gdyż użytkownicy, by mieć prawo sporządzenia kopii na użytek prywatny, musieliby ponieść dodatkowy koszt sfinansowania wspomnianej rekompensaty z tytułu szkody wyrządzonej poprzez zwielokrotnianie treści na użytek prywatny z nielegalnego źródła.
Komentarz: Wyrok ten komentowany jest głównie poprzez pryzmat tezy z pkt 41 wyroku tj., zgodnie z którą „Art. 5 ust. 2 lit. b) dyrektywy 2001/29 należy interpretować w ten sposób, że nie obejmuje on przypadków sporządzania kopii na użytek prywatny z nielegalnego źródła”. Rozsądza ona spór, który toczył się w polskiej doktrynie prawa autorskiego. Nadal jednak nierozstrzygnięte pozostaje pytanie, jak osoba sporządzająca kopie na użytek prywatny (np. pobierająca treści z Internetu) ma dokonać ich weryfikacji pod kątem legalności pochodzenia oraz jakie czynniki należy brać pod uwagę przy ocenie legalności pochodzenia. Jest to szczególnie istotne wobec tego, że polskie prawo autorskie przewiduje odpowiedzialność za każdą formę naruszenia autorskich praw majątkowych, w tym za naruszenie niezawinione. Pojawiły się także opinie, że wyżej wskazana teza powinna mieć zastosowanie do innych przypadków dozwolonego użytku, takich jak prawo cytatu czy prawo przedruku.
Wyrok Trybunału Sprawiedliwości z 13 maja 2014 r. w sprawie C 131/12 pomiędzy Google Spain SL, Google Inc. przeciwko Agencia de Protección de Datos (AEPD), Mario Costeja González. Skarżący żądał zobowiązania się Google do usunięcia albo ukrycia jego danych osobowych w taki sposób, by nie były one ujawniane w wynikach wyszukiwania oraz powiązane z adresami (linkami) do dziennika „La Vanguardia”, w którym zamieszczona była publikacja o zajęciu nieruchomości skarżącego z powodu długów.
operator wyszukiwarki internetowej zajmuje się przetwarzaniem danych osobowych oraz jest ich administratorem (określa cele i środki przetwarzania danych osobowych);
wyrok odnosi się do przypadków, gdy wyszukiwaną frazą jest imię i nazwisko. Operator wyszukiwarki ponosi odpowiedzialność za przetwarzanie takich danych osobowych, więc na wniosek osoby, której dane dotyczą, jest zobowiązany do usunięcia konkretnego linku (adresu) z listy wyników wyszukiwania (tzw. prawo do bycia zapomnianym). Jest on do tego zobowiązany nawet, gdy wskazane dane osobowe nie zostały usunięte z tych stron internetowych oraz gdy ich publikacja na tych stronach jest dozwolona w świetle prawa;
co do zasady prawa osoby, której dotyczą dane, są nadrzędne wobec uzasadnionego interesu internautów w uzyskaniu dostępu do informacji, z tym, że „Prawa jednostki muszą jednak ustąpić interesowi publicznemu, jeśli ze szczególnych powodów, takich jak rola odgrywana przez daną osobę w życiu publicznym, uzasadniona jest ingerencja w prawa podstawowe tej osoby publicznej, a uzasadnione jest to nadrzędnym interesem opinii publicznej w dostępie do informacji”;
spółka Google Inc., choć jest spółką prawa amerykańskiego, podlega przepisom prawa Unii Europejskiej, ponieważ jej spółka zależna Google Spain prowadzi działalność gospodarczą na terenie państwa Unii Europejskiej poprzez promocję i sprzedaż powierzchni reklamowych oferowanych za pośrednictwem tej wyszukiwarki, a działalność tej spółki jest skierowana do osób zamieszkujących to państwo.
Komentarz: warto odnotować, że wyrok jest sprzeczny z wydaną wcześniej w tej sprawie opinią Rzecznika Generalnego, który uznał m.in. że domaganie się od operatorów wyszukiwarek usunięcia informacji, które zostały zamieszczone w zgodzie z prawem stanowi ingerencję w wolność wypowiedzi właściciela strony internetowej, co jest tożsame z cenzurowaniem. Realizacja wyroku przez Google wywołała wiele komentarzy związanych m.in. z decyzją o sygnalizowaniu usunięcia danych w wynikach wyszukiwania. Stanowisko Trybunału w kwestii spółek zależnych i podleganiu ich prawu UE może mieć duże znaczenie praktyczne wykraczające poza dostawców wyszukiwarek internetowych.
Wyrok Trybunału sprawiedliwości z 5 czerwca 2014 r. w sprawie C-360/13 pomiędzy Public Relations Consultants Association Ltd przeciwko Newspaper Licensing Agency Ltd i in. (tzw. sprawa Meltwater), dotyczący sporu pomiędzy organizacją wydawców prasy a organizacją zrzeszającą specjalistów z dziedziny public relations, korzystających z usługi monitoringu mediów, świadczonej przez grupę spółek Meltwater. Usługa ta polega na udostępnianiu przez Internet sprawozdań z monitoringu artykułów prasowych opublikowanych w Internecie. Na tle tego sporu powstało pytanie, czy klienci Meltwater, oglądając sprawozdania online poprzez stronę www, powinni uzyskać licencję uprawnionych do przeglądanych treści, skoro oglądanie strony internetowej prowadzi do tworzenia kopii na ekranie i twardym dysku komputera użytkownika.
Najważniejsza teza wyroku:
„kopie na ekranie komputera użytkownika i kopie w pamięci podręcznej na twardym dysku tego komputera tworzone przez użytkownika końcowego podczas oglądania strony internetowej spełniają zarówno przesłanki, zgodnie z którymi kopie te muszą być tymczasowe, mieć charakter przejściowy lub dodatkowy oraz stanowić integralną i podstawową część procesu technologicznego, jak i przesłanki określone w art. 5 ust. 5 tej dyrektywy, w związku z czym mogą być one tworzone bez zezwolenia podmiotów praw autorskich.”
Komentarz: Taki wyrok Trybunału był spodziewany biorąc pod uwagę, że przepisy dyrektywy dotyczące tymczasowego zwielokrotnienia o charakterze technologicznym zostały wprowadzone właśnie w celu uregulowania tej materii. Trybunał nie dotknął jednak istotnej kwestii związanej ściśle z analizowanym zagadnieniem, mianowicie - czy i jaki wpływ na ocenę legalności przeglądania stron internetowych ma legalność znajdujących się na nich treści. Stan faktyczny rozstrzyganej sprawy obejmował bowiem tylko sytuację przeglądania treści, które były umieszczone za zgodą uprawnionych. Trybunał tylko dotknął temat wskazując, że utwory udostępniane są internautom przez wydawców stron internetowych, którzy zgodnie z art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29 są zobowiązani uzyskać zezwolenie zainteresowanych podmiotów praw autorskich, gdyż takie oddanie do dyspozycji stanowi publiczne udostępnianie w rozumieniu tego artykułu oraz formułując na tej podstawie wniosek, iż „(…) Uzasadnione interesy zainteresowanych podmiotów praw autorskich są w ten sposób należycie chronione.” Nie do końca taka interpretacja wydaje się iść w parze w tezami wypowiedzianymi w ramach wyroku z dnia 10 kwietnia 2014 roku w sprawie C-435/12 ACI BV.
Za pomoc w przygotowaniu zestawienia dziękuję Michałowi Wachstiel, jednemu ze zwycięzców IX edycji konkursu Law Games 2014.