Source: http://feministka.org/jak-z-platka-rodzina/
Timestamp: 2019-02-15 21:35:25
Legal References Found: art. 18
 art. 32
 art. 32
 art. 18
 art. 18
 art. 32
 art. 18
 art. 72
 Art. 6
 art. 18
 art. 18
 art. 18

Document Content:
Feministka » Jak z Płatka: Rodzina
Płeć i płaca »
Takie odczytanie stawiałoby jednak treść art. 18 Konstytucji w sprzeczności z treścią art. 32. 1 Konstytucji, który stanowi, że „wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania”. Zapis ten wyklucza dopuszczalność dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Możliwe jest więc uszczegółowienie jaka forma małżeństwa doznawać będzie ochrony i opieki, niemożliwe natomiast jest dyskryminowanie ludzi ze względu na orientację seksualną.
Jeszcze dobitniej wyraża to art. 32.2 Konstytucji wyliczając, iż „nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”. Z jakiejkolwiek, a więc także ze względu na orientację seksualną. Integralność człowieka, jego życie osobiste i jakość tego życia są nierozerwalnie związane z wchodzeniem w związki, co ma wymiar zarówno polityczny, społeczny, jak i gospodarczy. Czyli art. 18 Konstytucji przewiduje, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, ale nie wyklucza tym samym i tego, że możliwe jest małżeństwo jako związek kobiety z kobietą lub mężczyzny z mężczyzną.
Czy jednak nie ma w tym sprzeczności skoro sformułowanie takie prowadziłoby do dyskryminacji osób ze względu na orientację seksualną oraz pozostawiało poza nawiasem prawa, partnerskie związki osób heteroseksualnych, które z najróżniejszych powodów nie zawarły małżeństwa? I tu najlepiej widać w jaki sposób robi się nas często w przysłowiowego konia!
Pozorne problemy z dopuszczalnością uznania związków partnerskich (zarówno jedno jak i dwupłciowych) nie wynikają z treści art. 18 Konstytucji, ale z wyrywkowego, niechlujnego jej czytania, niekiedy z fobii, kompleksów i lęków, a niekiedy z działania na określone zamówienie polityczne oraz z prób odczytywania tego artykułu w oderwaniu od całego jego brzmienia i ducha Konstytucji i oraz art. 32.
Konstytucja w art. 18, w równym stopniu co małżeństwo, rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny, chroni rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo.
Macierzyństwo dotyczy sytuacji szczególnej uwzględniającej fakt, iż kobieta i tylko ona jest zdolna do rodzenia nowych ludzi. Pozostawanie w związku może, ale nie musi być z tym związane, przy czym może to być związek z osobą różnej lub tej samej płci.
Rodzicielstwo dostrzega nie tyle fakt, że zapłodnieniu towarzyszy połączenie komórek żeńskich i męskich, co proces wychowania dzieci. Rodzicielstwo może być samotne, może odbywać się w związku małżeńskim i rodzice mogą być przy okazji biologicznymi rodzicami dziecka/dzieci. Mogą, ale nie muszą, podobnie jak nie muszą być w związku małżeńskim lub w związku różnopłciowym. Konstytucja nie różnicuje – ma na uwadze proces i zapewnienie dziecku i osobom pełniącym role rodziców godnych warunków. Świadczą o tym dobitnie i inne artykuły Konstytucji, które dotyczą rodziny i matki i dziecka (art. 71 i art. 72 Konstytucji).
Przepisy Konstytucji nie definiują samego pojęcia rodziny. W rzeczy samej nie czyni tego także kodeks rodzinny. Definicja rodziny znajduje się w ustawie o pomocy społecznej, która najszerzej dotyka problemów z którymi stykają się ludzie żyjący w tym, co określa się rodziną – najmniejszą komórką społeczną. Art. 6 pkt. 14 Ustawy o pomocy społecznej stanowi, że „rodzina to osoby spokrewnione lub niespokrewnione pozostające w faktycznym związku wspólnie zamieszkujące i gospodarujące”. To więc, co ma znaczenie, to nie administracyjna decyzja o zawarciu małżeństwa, ale faktyczne wspólne życie. Nie ma w Konstytucji miejsca na czynienie różnic w ochronie i opiece państwa ze względu na płeć partnerów.
Próby, niezwykle mętne, podjęte co przykre, przez Trybunał Konstytucyjny, by definicję rodzinę zawęzić do biologicznych rodziców dziecka związanych administracyjnym węzłem małżeństwa są niestosowne, nieżyciowe, kontr-produkcyjne, nieprzyjemnie zalatują demagogią i stanowią przykład kiepskiego czytania przepisów.
Można się zgodzić, że definicja „rodziny” przyjęta na potrzeby ustawy o pomocy społecznej nie musi być definicją wiążącą inne ustawy, ale nie można uznać, że w rozumieniu Konstytucyjnym rodzina to – „trwały związek kobiety i mężczyzny nakierowany na macierzyństwo i odpowiedzialne rodzicielstwo” [Wyrok z dnia 2012-07-09 P-59/11]. Tak zawstydzająco złe odczytanie Konstytucji. Dlaczego? Bo racjonalny ustawodawca gdyby rzeczywiście chciał ograniczyć rozumienie rodziny do tak zawężonej grupy, postawiłby kropkę tam gdzie postawił przecinek i ograniczył art. 18 do treści, iż małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polskiej. Nie powtarzałby się bez sensu, gdyby myślał tak wąskotorowo, dopisując po raz wtóry w tym przepisie rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa, bo te pojęcia zawarte by były już w członie, który dotyczy małżeństwa. Zrobił to i wpisał rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo nie z gadulstwa lecz ze zrozumienia sytuacji i rozróżnienia między wąsko ujętym rozumieniem małżeństwa a wszystkimi, których chroni art. 18 Konstytucji. Robiąc ukłon w kierunku tradycjonalistów, wśród których nie brakuje i homofobów zachował się nadal zgodnie z wymogami państwa praworządnego i demokratycznego, który przestrzega praw większości z uwzględnieniem praw mniejszości i związki inne niż małżeństwa heteroseksualne zmieścił w słowie rodzina (gdzie dzietność nie ma znaczenia), i dodatkowo uwzględnił ochronę i opiekę związaną z macierzyństwem i rodzicielstwem, a niekoniecznie związaną z małżeństwem rozumianym jako związek kobiety i mężczyzny.
Nie trzeba więc zmieniać Konstytucji. Związki partnerskie (zarówno jedno jak i różnopłciowe), te nastawione i nienastawione na rodzicielstwo uwzględnione są w Konstytucji i zasługują na taką samą ochronę i opiekę Rzeczpospolitej Polski, co małżeństwo rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny.
Myślę, że redaktor Anna Laszuk chciałaby o tym rozmawiać na antenie Tok FM i mam nadzieje, że uda nam się to wyjaśnić chociaż tą drogą, poza anteną, i innym, tak, jak udało się to z miłym i mądrym politykiem.
Tagi: anna laszuk, partnerstwo, rodzina
Opublikowano Monday, October 22nd, 2012 at 08:00	Kategoria LGBTQ, Prawo, Związki. Możesz śldzić reakcje na ten post przez RSS 2.0 feed. Możesz zostawić komentarz, albo trackback ze swojej strony.
8 Responses to “Jak z Płatka: Rodzina”
Mam pewne zastreżenia co do Pani rozumienia Konstytucji w tej sprawie.
Od razu zaznaczam że mój związek z prawem jest znikomy i przedstawiam tylko swoją opinię.
“Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczpospolitej Polskiej”
Znaczy tyle że kazdy z elementów wymienianych po przecinku jest indywidualnie chroniony przez konstytucje ( tu sie zgadzamy)
Ale rozkładając na czynniki pierwsze:
1. Ochrona małżeństwa jako m. i k. to wg mnie takie działanie aby ów związek, nazywany małżeństwem mówiąc prosto nie stracił na swym
znaczeniu, nie został nigdy wyparty przez inne typy związków.
Wprowadzenie związków partnerskich niestety albo stety, narusza ochronę małżeństwa (k. i m. oczywiscie). Nikt nie jest w stanie stwierdzić czy po uznaniu związków partnerskich, za 20-100 lat ludzie nie będą chętniej ich tworzyć kosztem małżeństwa, a ustawa taka nie gwarantuje że małżeństwo “nie straci”, a wręcz przeciwnie, daje taką
możliwość, więc jaka to ochrona ? Żadna.
Myślę że to wystarczająca odpowiedz co do zgodności ustawy z Konstytucją, ale odniosę się jeszcze do reszty Pani słów/argumentów. Chciałbym jeszcze zauważyć że w tym wypadku to nie związki homo rodza problem, ale hetero.
Kwestia równości. “wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania” Artykuł mówi jasno, ale “duch prawa” podpowiada mi że równo, ale proporcjonalnie do różnic. Tak jak niewidzący nie będzie sędzią piłkarskim nie jest dyskryminacją, tak samo nie ma dyskryminacji jezeli chodzi o homoseksualistów i ich związki (lub prawny ich brak).
Zaznaczam że być może powinni oni mieć jakieś prawa, dziedziczenie czy “uprawnienia okołoszpitalne” czy czego tam się domagają (być moze słusznie) …ale bez zmiany Kostytucji chyba pozostaje tylko droga “pozazwiązkowa” lub jakiś rodzaj związków tylko dla homoseksualnych… tak mi sie wydaje.
Macieżyństwo dotyczy kobiety i jako jednostkę (bez partnera) ją chroni Konstytucja(w sytuacjach związanych z macieżyństwem).
Rodzicielstwo dotyczy bycia rodzicem, a wiec tak jakby milującym wychowawcą, wiec Kontytucja chroni miłujących wychowawców, nie ma tu jednak żadnej mowy o jakichkolwiek związkach i ich ochronie np. “w obronie ich godnych warunków” (jezeli wychowuje je np. para homoseksualna)
Rodzina dotyczy… tu jest problem. Konstytuja wyraza sie niejasno, chociażby w ustawie o pomocy spolecznej, gdzie slowo klucz stanowi chyba “faktyczny”(związek), które moze być rozumiane różnie. Wogóle nie wiem czy definicja ta wyczerpuję całe pojęcia wiec tą kwestię zostawię…
ale rodzina jako „trwały związek kobiety i mężczyzny nakierowany na macierzyństwo i odpowiedzialne rodzicielstwo” choć chyba niewyczytany bezpośrednio z Konstytucji, to bardzo mi się podoba i chętnie bym uslyszał jak sąd by wyjaśnił powstanie takiej definicji i jakie są zastrzeżenia do takeij definicji.
Co do ustawodawcy: Zastanawiac sie mozna, czemu nie wyjaśnił pojęcia rodziny. Teraz mogą pojawiac sie problemy.
“związki inne niż małżeństwa heteroseksualne zmieścił w słowie rodzina” chętnie bym zapytal czy chciał w takiej konstrukcji ująć związki homoseksualne (ustawodawca).
25/10/2012 at 01:51
Z Pana wniosku o konkurencji jaką dla małżeństwa stanowi związek partnerski wynika, że także antykoncepcja jest niezgodna z Konstytucją. W wyniku jej stosowania liczba urodzeń jest ograniczana, populacja może maleć, a co za tym idzie liczba małżeństw również.
Orchona małżenstwa dotyczy małżonków a nie troski o ilość takich związków.
Jeśli ustawa wprowadzająca związki partnerskie odbierałaby np. przywijej wspólnego rozliczania się małżonków, możnaby uznać ją za niekonstytucyjną. Sam fakt tego, że małżeństw może być mniej nie jest osłabieniem, lecz jeśli tak Pan uważa to należy zdelegalizować np. kapłaństwo i narzucić ustawowy obowiązek wstępowana w związek małżeński, bo przecież dowolność (brak przymusu) zawarcia małżeństwa zmniejsza ilość takich zwiąków, więc, jak rozumiem, osłabia małżeństwo.
25/10/2012 at 15:44
Topnieje moja pewność do mojej interpretacji, ale będę jeszcze próbował się bronić. Otóż tak samo jak zabranianie jakiejkolwiek antykoncepcji czy odgórne zmuszanie ludzi do małżeństwa jest naruszeniem wolności człowieka, co jest/byłoby niezgodne z Konstytucją…
Ale jak zasugerowalem, być moze rzeczywiście chodzi o małżonków a nie o samą instytucję, nie wiem… Według mnie, przeciętnego człowieka, nieznającego się na prawie, prawo jest za słabo sprecyzowane i różne interpretacje mozna wyciągać…
22/10/2012 at 21:09
Szanowny Panie, każde zdanie, które Pan napisał zasługuje na wykład, ale ponieważ to przestrzeń zarezerwowana dla Czytelniczek/Czytelników pozwoli Pan, że ograniczę się zaledwie do kilku pytań. Z tego, co Pan napisał wynikałoby, że Konstytucja ze strachu, że ludzie raczej woleliby żyć w związkach jednopłciowych przymusza ich do życia w związkach heteroseksualnych? Przyznam, że to ciekawa myśl, ale nie umiem jej wywieść z treści art. 18 Konstytucji. Nie rozumiem też analogii jaką odnosi Pan do osób niewidzących i meczu piłkarskiego oraz orientacji seksualnej. Bez względu na orientację, osoba niewidząca nie będzie sędzią piłkarskim, podobnie jak bez względu na orientację nie zostanie śpiewakiem operowym ktoś bez głosu, lub mistrzem pióra jeśli nie ma talentu. Co ma do tego orientacja seksualna? Podobnie nie rozumiem jaki ma związek to, co sie Panu podoba, z życiem? Ma pan prawo do zawężonych wyborów, ale to nie ogranicza różnorodności jaka istnieje bez względu na to czy Panu się to podoba, czy nie. Co więcej – zawsze tak było, teraz jesteśmy w tych sprawach tylko nieco bardziej otwarci, mniej zakłamani. Ilość dzieci w związkach jedno i różnopłciowych, pochodzących z małżeństwa, z gwałtu, z przypadku, romansów, i z miłości której żaden urzędnik nie potwierdził papierem i z innych jeszcze scenariuszy potwierdza raczej istnienie różnorodności. Podobnie jak samo małżeństwo, które od niedawna dopiero jest instytucją, którą próbujemy oprzeć na uczuciu i wzajemnym szacunku, a nie na podporzadkowaniu, morgach i kasie. Można się umysłowo zawęzić, ale to i tak nie zmieni faktu, że nowi ludzie rodzą sie w różnych okolicznościach – i nadal osobami rodzącymi są wyłącznie te, które mają żeńskie organa niezbędne, by doszło do porodu .
To jak Pani uważa, na czym polega ochrona małżeństwa jako prawnego związku miedzy 2 ludźmi (kobietą i mężczyzną) na określonych zasadach przez Konstytucje, w czym sie ta ochrona przejawia ?
Ja spróbuje troche jeszcze wyjaśnić swoje rozumowanie. Konstytucja ma chronić instytucje małżeństwa, czyli między innymi trzeba dbać żeby nie zniknęła, żeby nie zostala wyparta, zapomniana, żeby ciągle była ważna w zblizonym stopniu jak rodzicielstwo itd…(wynika to ze sformułowania) i chyba bardziej od innych form nie wymienionych w Kostytucji jako chronione (z jakiegoś względu przeciez zostala tam wymieniona i nie mozna tego lekcewazyc). Dobrze chronić to przewidywać czy nowe działanie prawne nie będzie “atakowało” chronionego obiektu w czasie obecnym ale i przyszlości. Nie ma na to gwarancji, wiec przejść nie może. Myśle że moje myślenie jest logiczne.
Poza tym, nie do końca mnie Pani zrozumiała, bo mi chodzi o to, że ludzie moze kiedys woleliby żyć NIE w związkach jednoplciowych, ale heteroseksualnych ale partnerskich a nie malzenskich (stąd stwierdzienie potem ze problemem z tą ustawą nie są homoseksualisci).
Analogia niewidzącego… Niewidzący nie zostanie zatrudniony jako sędzia piłkarski z wiadomych przyczyn i nie jest to dyskryminacja, bo po prostu nie jest w stanie podołać wyzwaniu w związku z wadą wzroku. Niby każdy jest równy ale żaden niewidzący nie zostanie sędzią. Więc jest to równość proporcjonalna do różnicy między ludźmi (w tym wypadku między widzącymi a niewidzącymi)
Homoseksualista też różni się od heteroseksualisty i tez jest traktowany równo (nie ma dyskryminacji) proporcjonalnie do różnicy. Tzn. jego cecha nie pozwala mu stworzyc odpowiedniego modelu rodziny, uznawanego przez niektórych za najbardziej sprzyjający rozwojowi dziecka lub też tworzy model sprzyjający niemoralnym czynom. Dyskryminacji brak.
Jestem świadomy różnorodności tego świata i uznaje ją za piękną. Różnice wymagają jednak innego podejścia do różniących się przedmiotów/podmiotów (równość proporcjonalnia do różnic). Też nalezy maksymalizować ich zalety, minimalizować wady…/tak na marginesie
“i nadal osobami rodzącymi są wyłącznie te, które mają żeńskie organa niezbędne, by doszło do porodu ” a to zdanie do którego mojego
zdania nawiązuje, że tak zapytam ? bo nie rozumiem czemu zostało postawione..
22/10/2012 at 22:52
*Oczywiście nie Konstytucja ma chronić, tylko Rzeczpospolita zgodnie z Konstytucją…/
Surion says:
Czy w Konstytucji jest zapisane, że ochronie podlega instytucja małżeństwa czy małżeństwo? P. Jarosław odnosi się do tematu tak, jakby chodziło o ochronę instytucji małżeństwa. Ale chyba nie o to chodzi? Wtedy można by odczytać, że chodzi o ochronę instytucji rodziny, instytucji macierzyństwa itd. Żadnego z tych słów tam nie ma. (?) I rzeczywiście z takiego rozumienia wynikałoby, że państwo powinno zmuszać ludzi do małżeństw, do zakładania rodzin, rodzenia dzieci, skoro to właśnie instytucja podlegać by miała ochronie. To by prowadziło do jakiegoś mało przyjemnego typu państwa…
Jeśli natomiast ochronie podlega małżeństwo, rodzina etc., to chodzi o konkretnych ludzi, znajdujących się w konkretnych relacjach. Czyż nie? Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby w Konstytucji chodziło o zachowanie jakichkolwiek instytucji, a nie dbanie o dobro ludzi. Czy z tej “instytucyjnej” interpretacji nie wynikałoby, że należy zakazać rozwodów? Konstytucja, która nakazywałaby trwanie jakichś patologicznych małżeństw, byłaby po prostu zła… Mam nadzieję, że tak nie jest.
23/10/2012 at 15:46
rzeczywiście nie ma tam słowa instytucja, ale w takim razie, jak czytać to słowo (małżenstwo) inaczej i czym się ono by różniło od rodziny ? Powstaje wielki problem, wynikający z braku definicji. To że nie ma słowa instytucja przy rodzicielstwie itd. jest proste, bo nie mogłoby być, nie ma przeciez takich instytucji (z tego co sie orientuje, moge sie mylic)
“państwo powinno zmuszać ” nie, moim zdaniem to znaczy ze państwo powinno promować malzenstwa (wg mnie jako instytucje) jako wlasciwy model “rozwoju”, ważną sferę życia, poza tym dbać żeby nic nie szkodziło/ przeszkadzało macieżyństwu, zeby bylo ono komfortowe, cennie i wartościowo postrzegane, rodzicielstwu i rodzinie podobnie (pośrenio moze zachęca to do rodzenia dzieci i zakładania rodzin, bycia rodzicem itp.). I wydaje mi sie że to przyjemny model państwa.
Czy z tej “instytucyjnej” interpretacji nie wynikałoby, że należy zakazać rozwodów? Wydaje mi się że nie, bo tak samo rozumując, dbając o rodzicielstwo nie można by odsunąć złego rodzica od dziecka, myśle że sprawy indywidualnych ludzi są wyjaśnione w innych artykułach Konstytucji.
Ale oczywiście mogę się mylić. Ja tak to jednak rozumiem.
Notice: It seems you have Javascript disabled in your Browser. In order to submit a comment to this post, please write this code along with your comment: a052edff152d0f314bd155fd7ac6aa6f