Source: http://olgierd.bblog.pl/wpis,trojpodzial;wladzy,7417.html
Timestamp: 2017-10-23 06:19:48
Legal References Found: Art. 10
 art. 103
 art. 10
 art. 103
 art. 103
 art. 154
 art. 144

Document Content:
Trójpodział władzy | Lege Artis w Bblog.pl
2007-11-01 00:58
A tak mnie naszło, to se jeszcze coś napiszę. Troszkę politycznie, chociaż chcę już unikać takich tematów.
Z nominacją Antoniego Macierewicza na sekretarza stanu jest znacznie większy problem, niż może się wydawać. Skandalem był już udział szefa jednej ze struktur kontrwywiadu w wyborach parlamentarnych - wszakże cała operacja likwidacji WSI miała nas ponoć uchronić od nieformalnego wpływu służb na życie publiczne, a tu się okazało, że owszem, człowiek służb nie może być posłem, chyba że to nasz człowiek.
Jednak trzeba pamiętać, że całe zamieszanie wynika przede wszystkim z dość lekceważącego podejścia naszego ustroju do trójpodziału władzy.
Wszystko jest jasne i proste w warstwie deklaracji. Art. 10 ust. 1 Konstytucji RP mówi, iż Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej. A sprawują je, odpowiednio, Sejm i Senat, Prezydent i Rada Ministrów oraz sądy i trybunały.
Słowa, słowa. Nasza piękna Konstytucja z 1997 r. jest pełna słów, które nic nie znaczą.
Realizacją ustrojowej zasady check and balances - doktoryzowałem się kiedyś z przyjemnością z prawa konstytucyjnego, troszkę jeszcze pamiętam jak się pisze takie mądre zdania - będzie np. art. 103 ust. 1 ustawy zasadniczej: "Mandatu posła nie można łączyć z..." - i tu długa wyliczanka obejmująca m.in. prezesów NBP i NIK, ombudsmana, członka KRRiTV, zatrudnienia w Kancelarii Sejmu, Senatu i Prezydenta lub zatrudnieniem w administracji rządowej. Wyjątkiem od reguły (nie ma reguły bez wyjątku) jest stanowisko ministra i sekretarza stanu.
Tymczasem trójpodział czysty, taki o jakim pisali Monteskiusz i Locke (jestem intelektualistą, więc musiałem kiedyś poczytać Monteskiusza i Locke'a) zakłada nie tyle trójpodział formalny, deklaratywny, ile trójpodział realny, polegający na tym, że poszczególne władze nie przenikają się w żaden sposób - ani personalnie, ani też funkcyjnie.
Gdybyśmy mieli prawdziwy trójpodział władzy, gdyby art. 10 Konstytucji znaczył coś więcej, niż papier, na jakim go zapisano, wówczas nieszczęsny art. 103 nie byłby zupełnie potrzebny. Wówczas poseł Kaczyński nie mógłby być premierem Kaczyńskim, poseł Gowin nie mógłby myśleć o stanowisku ministra w rządzie posła-premiera Tuska, zaś szef szpiegów Macierewicz nie mógłby nawet ubiegać się o mandat poselski - aby później zostać wiceministrem obrony narodowej.
Podobnie świeżo upieczona doradczyni Prezydenta w Jego Kancelarii - równocześnie świeżo upieczona posłanka Nelly Arnold-Rokita - nie musiałaby z egzaltacją zapowiadać, że jest tak bardzo zauroczona współpracą z Lechem Kaczyńskim, że oto po objęciu mandatu będzie mu doradzać pozaetatowo. Owszem, jeśli będziemy czytać art. 103 ust. 1 Konstytucji dosłownie ("z zatrudnieniem") to okaże się, że poseł nie może brać pieniędzy od prezydenta w ramach stosynku pracy. Ale gdybyśmy mieli uszanować wolę Ojców-Założycieli, Pani Rokitowa nie postawiłaby nogi w Kancelarii Prezydenta już od momentu objęcia mandatu poselskiego; i to bez uciekania się do jakichkolwiek kruczków w rodzaju "a na etat, a na zlecenie, a w ramach czynu społecznego".
W Polsce, jak wiadomo, wszyscy mają wiedzieć czy zarabianie na reklamach Google na prywatnej stronie wymaga zarejestrowania działalności gospodarczej, czy pracodawcy wolno podpisać umowę z osobą prowadzącą działalność gospodarczą (mówię o ryzyku zakwalifikowania powstałego stosunku jako stosunku pracy) oraz czy wymiana okien na nowe może nastąpić dopiero po uzyskaniu pozwolenia budowlanego. Tu są postępowania, kary, cała machina państwowa.
Ale u licha jak szef kontrwywiadu zostaje posłem, a posłanka wolontariuszką u prezydenta, to wszyscy nabierają wody w usta.
Zdaję sobie sprawę, iż postulat ten, ze względu na szczupłość naszych elit, rodzi obawy, że jeśli wszyscy mądrzy pójdą do sejmu, nie starczy rozsądnych ludzi na pokierowanie egzekutywą. Mam i na to chytry plan: jeśli będziemy mieli 99-osobową Izbę Poselską oraz 17-osobowy Senat, a także nie więcej niż 6 ministerstw, okaże się, że nawą państwową może pokierować coś koło setki ludzi, w miejsce dzisiejszych nieprzeliczonych tłumów dyletantów.
Czy zdajecie sobie Państwo sprawę, że w Stanach długi czas było nie do pomyślenia, żeby prezydent podpowiadał Kongresowi co ma robić? Zajrzeć tam mógł tylko raz do roku, przy okazji wygłaszania orędzia, coś takiego jak prezydencka inicjatywa ustawodawcza to też późniejsza sprawa.
Tyle jeśli chodzi o podział władzy z punktu widzenia personalnego. A teraz parę akapitów poświęcę trójpodziałowi w sensie formalnym.
Wiele do życzenia pozostawia także sposób funkcjonowania poszczególnych organów władzy. To co rzuca się w oczy to wyraźna przewaga legislatywy, która de facto wybiera premiera (rażący art. 154 ust. 3 konstytucji) - na szczęście posłowie nie mają już prawa dobierać ministrów (niekończące się przesłuchania w komisjach) - oraz sędziów Trybunału Konstytucyjnego (art. 194 ust. 1) i 18/19 składu Trybunału Stanu (art. 199). (Nawiasem mówiąc w normalnym państwie Trybunały nie są potrzebne, ponieważ całość władzy sądowniczej sprawują niezawisłe - także od egzekutywy i legislatywy - sądy, w tym Sąd Najwyższy, który swobodnie może i powinien zająć się zarówno zagadnieniami zgodności norm oraz odpowiedzialności konstytucyjnej notabli.)
Konstytucja PRL z 1952 r. przynajmniej odważnie mówiła, iż Sejm jest najwyższym organem władzy państwowej. Dziś nikt nie ośmieli się tego tak nazwać, ale jeśli wczytamy się dokładnie w ustawę zasadniczą oraz zapoznamy z poglądami posłów na to jaki powinien być wpływ legislatury na inne organy władzy, okaże się, że w marzeniach nie odbiegają od wyobrażeń twórców ustroju Polski Ludowej.
Istnieją, przyznam, zwyczajowe instytucje prawne, które z definicji nie mają nic wspólnego z trójpodziałem władzy. Prezydent może stosować prawo łaski, które oznacza ograniczenie monopolu sądów na karanie przestępców (art. 139 konstytucji), aczkolwiek warto pamiętać, że zgodnie z kpk prezydent bywa związany zdaniem sądów orzekających. Do tej samej kategorii zaliczyłbym także prawo wetowania ustaw przez głowę państwa oraz możliwość zwrócenia się do TK o zbadanie zgodności ustawy z Konstytucją przed jej podpisaniem (art. 122 ustawy zasadniczej). Podobnie niektóre umowy międzynarodowe mogą zostać ratyfikowane przez prezydenta dopiero po uzyskaniu zgody wyrażonej w ustawie (art. 89 konstytucji).
Także prezydentowi przysługuje prawo powoływania sędziów (i to bez konieczności uzyskania kontrasygnaty premiera - art. 144 ust. 3 pkt 17), co wydaje się być jakimś tam sposobem oddziaływania na władzę sądowniczą przez egzekutywę (ale u licha skądś ci sędziowie muszą się brać, prawda?), aczkolwiek warto pamiętać, że w procesie tym uczestniczą, na różnych jego etapach, także gremia sędziowskie, Krajowa Rada Sądownicza oraz Minister Sprawiedliwości.
Skądinąd do czego prowadzi niekonsekwencja najlepiej widać właśnie w sferze prowadzenia polityki zagranicznej, gdzie mamy bajzel jakich malo, albowiem:
- co ciekawe, politykę zagraniczną prowadzi Rada Ministrów, w tym sprawuje ogólne kierownictwo w dziedzinie stosunków z innymi państwami oraz zawiera umowy międzynarodowe (art. 146 ust. 1).
To już nie jest kwestia trójpodziału. To jest kwestia pomiędzy totalnym bałaganem i nieodpowiedzialnością, a państwem silnym i sprawnie realizującym te zadania, które są niezbędne.
Podsumowując: w mojej ocenie trójpodział władzy - ten realny, nie zadeklarowany werbalnie w Konstytucji RP z 1997 r. - stanowi warunek sine qua non państwa liberalnego, czyli takiego, w której człowiek może oczekiwać, że wszechwiedząca, wszechobecna i wszechmocna władza nie będzie miała dostatecznych uprawnień, aby "tu i tera" zrobić mu kipisz w miejscu pracy bądź zamieszkania (bo szef szpiegów idzie do parlamentu i łączy te stanowiska), w którym autor skargi konstytucyjnej nie będzie musiał się zastanawiać czy rozstrzygnięcie TK nie jest aby efektem uzależnienia sędziów od bieżącej polityki.
W państwie liberalnym poseł nie będzie też możliwe, aby poseł sprawując funkcję kontrolną oceniał samego siebie jako premiera bądź ministra. Proszę sobie wyobrazić, iż u nas nie ma nawet zwyczaju, aby posłowie, którzy grzeją także ławy rządowe, nie głosowali w sprawach dotyczących ich powołania, odwołania bądź udzielenia wotum nieufności.
Ot, takie marzenia ściętej głowy.
Tagi polityka,	prawo,	konstytucja
Windows à la carte, z góry... Cenzus wyborczy
2007-11-01 02:13:14 | *.*.*.* | Blizna
Re: Trójpodział władzy [9]
Max Scheler zwrócił uwagę, że "nienawiść można wyrazić pod pozorem jakiejś formy
miłości; miłości do czegoś, co ma przeciwstawne cechy niż przedmiot nienawiści".
Tak właśnie, zdaniem słynnego fenomenologa, dzieje się w przypadku większości
nowożytnych aktów filantropijnych czy altruistycznych. skomentuj
2007-11-03 00:17:57 | 80.55.195.* | c_l_i_c_k
k u r e w s k o* dobry komentarz blizny
* no nie znalazlem innego slowa tak mocno emocjonalnie naznaczonowego skomentuj
2007-11-03 09:38:46 | *.*.*.* | olgierd
Blizna w ogóle się wyrabia. skomentuj
2007-11-03 17:50:29 | 85.14.85.* | arundati.roy
Marzy mi się prawdziwy trójpodział władzy, nie wiem dlaczego chyba prawem kaduka
:wybrani z posłów na funkcje w rządzie łącznie z premierem nie oddają swoich
mandatów, to jakaś dziura w prawie, przecież oni tak naprawdę nie "posłują:, albo
albo...A tak w ogóle ten fakt akurat świadczy o tym , że posłów i senatorów jest za
dużo, a Senat to w ogóle po co??? skomentuj
2007-11-04 00:04:33 | 80.55.195.* | c_l_i_c_k
"dwuizbowy parlament to gadulstwo i zament" - pamieta pani?
Senat jest potrzebny, ale nie w takiej formie jak go o rozpaczy niemal 20 lat temu
restytuuowano skomentuj
2007-11-04 14:03:49 | 85.14.85.* | arundati.roy
Wydaje mi się ,że jeżeli Senat będą zaludniały tzw "autorytety " i nie chcę tu
cytować żadnych nazwisk ale moje wątpliwości budzi np kandydatura na marszałka
seniora to będzie gorzej niż "gadulstwo i zament" jak Pan napisał .Póki co Senat
pełni niestety rolę pierwszego "'poprawiacza" bubli prawnych uchwalanych przez
pierwszą izbę , .ale tu nie odkryłam przecież ameryki skomentuj
2007-11-04 14:55:21 | *.*.*.* | olgierd
Tak, zgadzam się, że deputowani, którzy chcą objąć funkcje ministerialne powinni
zrzec się mandatu.
Co do 2-izbowego parlamentu, pozwolę sobie powiedzieć, oczywiście jestem za.
Natomiast kompetencje izby wyższej powinny być szersze, skład zaś - węższy. Co do
marszałka-seniora... spuśćmy zasłonę wstydu i milczenia. skomentuj
2007-11-04 20:46:49 | 80.55.195.* | c_l_i_c_k
ale chcialbys Olgierdzie ta zaslona podwazyc wole ludu, ktory do urn poszedl? czy
moze prawa, ktore mowi, ze najstarszy z wybrancow zostaje seniorem?
ciebie widze tez dopadla kalidemokratyczna poprawnosc... skomentuj
2007-11-05 10:10:40 | *.*.*.* | olgierd
Właśnie ze względu na to, że jestem sceptyczny jeśli chodzi o skutki demokracji -
pozwalam sobie na westchnięcie krytyki wobec takiej decyzji Pana Prezydenta.
Pomijając już fakt, że podobny przepis w odniesieniu do Sejmu został inaczej
zinterpretowany. skomentuj
2007-11-05 11:15:41 | 195.94.215.* | c_l_i_c_k
duralexsedlex voxpopulivoxdei
nie ma sie co obrazac na d***kracje
BTW mnie smieszy to stwierdzenie, ze demolracja nie jest idealna, ale dotychczas
niczego lepszego nie wynaleziono...
no wlasnie demokracja zastapino lepsze systemy skomentuj