Source: http://prawosportowe.pl/tag/prawo-sportowe/page/24
Timestamp: 2018-02-25 23:45:27
Legal References Found: art. 82
 art. 9
 art. 9
 art. 9
 Art. 11
 Art. 29
 art. 110
 art. 32
 art. 31
 art. 9
 art. 22
 art. 22
 art. 45
 Art. 35
 art. 105
 Art. 87
 art. 21
 art. 429
 art. 415
 art. 36
 art. 38
 art. 23
 art. 20

Document Content:
prawo sportowe – Strona 24 – PrawoSportowe.pl
Opublikowane w 10 grudnia 2012
Kilka dni temu, dnia 6 grudnia 2012 r., odbyło się posiedzenie sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki, którego głównym punktem była informacja na temat funkcjonowania ustawy o sporcie, ze szczególnym uwzględnieniem stanu dostosowania statutów polskich związkach sportowych do przepisów wspomnianej ustawy. Na podstawie art. 82 ust. ustawy o sporcie, na dostosowanie swoich przepisów polskie związki sportowe miały czas do 16 października 2012 r., czyli w ciągu 2 lat od wejścia w życie nowej regulacji. Jak zatem można określić stan wprowadzenia przepisów wewnętrznych przez polskie związki sportowe?
Obraz rzeczywistości przedstawiony przez sekretarza stanu Ministerstwa Sportu i Turystyki Grzegorza Karpińskiego wydaje się być niepokojący. Otóż w stosunku do 69 polskich związków sportowych, które zobowiązane były do zmiany swych przepisów wewnętrznych, Ministerstwo wydało 41 decyzji zatwierdzających zmiany statutowe, 9 odmawiających zatwierdzenia zmian i 5 w części zatwierdzających wprowadzone zmiany. 28 polskich związków sportowych nie ma zatem w tej chwili dostosowanych przepisów do ustawy. Co więcej, w czasie posiedzenia komisji okazało się, że 16 polskich związków sportowych nie należy do organizacji uznawanej przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Jest to o tyle istotne, ponieważ na podstawie art. 9 ust. 2 pkt 4 ustawy o sporcie jednym z warunków uzyskania zgody na utworzenie polskiego związku sportowego jest zaświadczenie o przynależności do międzynarodowej federacji sportowej działającej w sporcie olimpijskim lub paraolimpijskim lub innej uznanej przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Minister Karpiński ostrzegł, że jeżeli Ministerstwo Sportu i Turystyki nie otrzyma takiego zaświadczenia, doprowadzić to może w ostateczności do pozbawienia statusu polskiego związku sportowego.
Wracając jednak do kwestii statutów polskich związków sportowych, warto zastanowić się co wpłynęło na tak stosunkowo niski stopień dostosowania przepisów do ustawy, skoro czas na te działania wynosił aż 2 lata od wejścia w życie ustawy. Z jednej strony można zrzucić to na karb niefrasobliwości i bierności działaczy tychże związków (warto zwrócić uwagę, że na omawianym posiedzeniu głos zabrało jedynie dwóch przedstawicieli polskich związków sportowych). Należy jednak postawić sobie pytanie czy Ministerstwo i szeroko pojęty ustawodawca sportowy na pewno nie mają sobie nic do zarzucenia. Trzeba bowiem powiedzieć sobie jasno, że ustawa o sporcie w obecnym brzmieniu zawiera wiele niejasności, niedopowiedzeń czy regulacji, które w praktyce i tak nie są przestrzegane przez polskie związki sportowe.
Jednym z takich postanowień, sygnalizowanym zresztą w jednym z wcześniejszych wpisów na stronie przy okazji wyborów w PZPN, jest przepis art. 9 ust. 3 pkt 1 ustawy, który zakazuje członkowi zarządu polskiego związku sportowego łączyć tej funkcji z funkcją w innych władzach związku. Kwestia ta nie dotyczy jednakże tylko organizacji piłkarskich w Polsce. Sytuacja jest jasna, jeżeli dotyczy organu kontroli wewnętrznej, np. komisji rewizyjnej i tutaj oczywiście trzeba przyklasnąć. Co jednak z osobami wchodzącymi w skład np. walnego zgromadzenia delegatów, spośród których w praktyce bardzo często wybierani są członkowie zarządu? Minister Karpiński stwierdził jednoznacznie, że zakaz ten dotyczy również zgromadzenia delegatów, wzbudzając krytykę obecnych na posiedzeniu Komisji. Wymowna była zresztą odpowiedź przewodniczącego obradom komisji, bodajże Ireneusza Rasia, który z pełnym przekonaniem stwierdził, że w takim wypadku we wszystkich związkach sportowych ten przepis jest łamany. Zastanowić się zatem trzeba albo nad zmianą tego treści tego przepisu w przyszłości albo przynajmniej nad zmianą wykładni jego stosowania przez Ministerstwo.
Dyskusyjnych kwestii w samym art. 9 ustawy jest więcej. Część z nich zostanie poruszonych w kolejnych wpisach na stronie. Do 11 grudnia Sekretariat Komisji będzie przyjmował wstępne propozycje zmian do ustawy o sporcie. Należy mieć nadzieję, że w wyniku prac nad nowelizacją ustawy, do której być może aktywniej włączą się same związki sportowe, stanie się ona bardziej przejrzysta dla podmiotów prowadzących i organizujących współzawodnictwo sportowe, co przełożyłoby się na skuteczniejsze dostosowanie ich przepisów do postulowanego stanu.
Zapytano mnie ostatnio o stosunek prawa stanowionego przez federacje sportowe (te polskie i zagraniczne) do prawa powszechnie obowiązującego. Tematyka ta wzbudza zresztą od lat spore zainteresowanie w polskim środowisku sportowym. Dlatego dzisiaj słów kilka w tym obszarze.
Międzynarodowe organizacje sportowe należy uznać za międzynarodowe organizacje pozarządowe, zrzeszające krajowe federacje sportowe, które funkcjonują na podstawie przepisów kraju, w którym mają siedzibę. Oczywiście ich akty nie stanowią źródła prawa powszechnie stanowionego, lecz obowiązują jedynie wewnętrznie podmioty w nich zrzeszone. Wprawdzie w ustawie o sporcie nie przeniesiono przepisów ustawy o sporcie kwalifikowanym, który określał, że uprawianie sportu odbywa się m. in. zgodnie z postanowieniami statutów i regulaminów międzynarodowych organizacji sportowych, nie oznacza to jednak, że w nowych przepisach nie ma żadnej wzmianki o europejskich i globalnych federacjach sportowych. Art. 11 ust. 1 pkt 4 stanowi, że do wniosku o wyrażenie zgody na utworzenie polskiego związku sportowego konieczne jest dołączenie zaświadczenia o przynależności do określonej międzynarodowej federacji sportowej. Nie trudno się domyśleć, że bycie członkiem tejże organizacji wiąże się z przestrzeganiem wewnętrznych przepisów, o których była mowa wyżej. Obowiązek przestrzegania postanowień międzynarodowych organizacji sportowych wynika zatem ze stosunku przynależności, który jest ustawowym wymogiem powstania polskiego związku sportowego, do którego z kolei należą kluby. Kwestia wydaje się być przejrzysta i uporządkowana – podmioty działające w sporcie (np. polskie związki sportowe, kluby) z jednej strony muszą przestrzegać prawa powszechnie obowiązującego (ustawy, rozporządzenia), z drugiej obowiązują ich wewnętrzne przepisy międzynarodowych federacji sportowych. Warto byłoby zatem by regulacje te nie były ze sobą sprzeczne. Jak natomiast wygląda rzeczywistość?
Rzeczywistość jest pełna absurdów i braku logiki. Z jednej strony, w przypadku piłki nożnej kilkakrotnie zaobserwowaliśmy brak możliwości zastosowania przepisów powszechnie obowiązujących, ponieważ sprzeciw wyraziły FIFA oraz UEFA powołując się na swoje przepisy wewnętrzne. Z drugiej zaś, negatywny przykład aktywności polskiego ustawodawcy można znaleźć w ustawie o grach hazardowych, kontrowersyjnej zarówno ze względów na okoliczności powstania, jak i samej treści. Art. 29 tejże ustawy wprowadził zakaz reklamowania zakładów bukmacherskich i zakaz sponsorowania przez firmy bukmacherskie. Dopuszczono jedynie wyjątki związane z zakładami wzajemnymi. Wszystko to oczywiście pod sankcją karną określoną w art. 110a kodeksu karnego skarbowego. Nie wdając się zbytnio w analizę prawną tych przepisów, chciałbym wykazać absurd tej regulacji, nawiązując również do spójności z postanowieniami międzynarodowych federacji. Szczególnie znamienny jest przykład zespołu piłki ręcznej VIVE Kielce, który musiał lawirować pomiędzy przepisami ustawy o grach hazardowych a regulaminem wewnętrznym Ligi Mistrzów, organizowanej przez Europejską Federacją Piłki Ręcznej (EHF), w której brał udział. O ile w meczu z węgierskim MKB Veszprem udało się dojść do porozumienia z EHF i zamiast reklamy firmy bukmacherskiej pojawiły się loga innego sponsora wybranego przez federację, to po meczu z Rhein-Neckar Loewen, na którym pojawiły się zakazane reklamy, zostało wszczęte postępowanie przez kielecką Izbę Celną. Absurdów jest oczywiście więcej. Pomijając już wielomilionowe straty klubów piłkarskich, które musiały wycofać się z zawartych już umów z firmami bukmacherskimi, czuwająca ręka sprawiedliwości nie ominęła również stacji telewizyjnych. A wszystko to bowiem przez uliczny billboard z Cristiano Ronaldo w stroju Realu Madryt, na którym była również reklama jednej z firm bukmacherskich. Nie uchowały się również gry komputerowe – w zeszłym roku w polskiej wersji jednej z gier piłkarskich zabrakło oryginalnych strojów m. in. Juventusu Turyn czy Realu Madryt, właśnie z powodu sponsorowania ich na koszulkach przez firmy bukmacherskie.
Nowy Prezes PZPN, Zbigniew Boniek, zapowiedział już, że będzie walczył o zmianę omawianej ustawy i moim zdaniem ma w tej sprawie rację. Nie mówię tu już nawet o wątpliwościach związanych ze zgodnością tego aktu z prawem Unii Europejskiej czy stratach finansowych ponoszonych przez polski sport w związku z obecnymi regulacjami, choć są to oczywiście kwestia bardzo istotne. Z punktu widzenia „przedstawiciela” prawa sportowego ważne jest dla mnie, by nie powtórzyła się sytuacja, z którą uporać się musiało kieleckie VIVE – sprzeczność przepisów powszechnie obowiązujących z regulacjami wewnętrznymi międzynarodowych federacji sportowych.
Wspaniały występ Jerzego Janowicza w Turnieju ATP Masters Series w Paryżu sprawił, że o młodym polskim tenisiście mówimy wszyscy. I nic dziwnego, w końcu to największy dla polskiego męskiego tenisa sukces od czasów występów Wojciecha Fibaka.
Ale jak się dowiadujemy sukces nie przyszedł łatwo. Nie wystarczy bowiem sam talent. Potrzeba pieniędzy. Ich brak zapewne blokuje rozwój kariery wielu sportowcom. Zanim przyjdzie sława, a za nią sponsorzy, najpierw… proza życia. Ale czy faktycznie jest aż tak źle? w końcu Ustawa o sporcie daje możliwości przyznawania stypendiów i fundowania nagród wybitnym sportowcom.
Zgodnie z dyspozycją art. 32 ust. 1 tejże Ustawy „Minister właściwy do spraw kultury fizycznej może przyznać członkowi kadry narodowej okresowe stypendium sportowe za osiągnięte wyniki sportowe we współzawodnictwie międzynarodowym. Stypendium może otrzymać członek kadry narodowej, który zobowiąże się w formie pisemnej do realizacji programu przygotowań do igrzysk olimpijskich, igrzysk paraolimpijskich lub igrzysk głuchych albo programu przygotowań do mistrzostw świata lub mistrzostw Europy, opracowanego przez właściwy polski związek sportowy, oraz do udziału w tych zawodach”.
Oprócz stypendiów, „Minister właściwy do spraw kultury fizycznej może przyznawać ze środków budżetu państwa, z części, której jest dysponentem, nagrody pieniężne i wyróżnienia dla osób fizycznych za wybitne osiągnięcia sportowe” (art. 34 ust. 1). Nagroda taka może zostać przyznana zarówno z własnej inicjatywy Ministra, jak i na wniosek polskiego związku sportowego. Podstawę ustalenia wysokości nagrody pieniężnej stanowi kwota 2300 zł, przy czym wysokość nagrody nie może przekroczyć 14-krotności tej kwoty (art. 34 ust. 3).
Z kolei na podstawie art. 31 okresowe stypendia sportowe mogą być też ustanawiane i finansowane przez jednostki samorządu terytorialnego. Jednostki te mogą również ustanawiać nagrody i wyróżnienia dla osób fizycznych za wybitne osiągniecia sportowe. Prawo do ustanawiania i finansowania stypendiów mają wreszcie kluby sportowe (art. 5 Ustawy).
Jak zatem widać, możliwości (te zapisane w ustawie) są. Pozostaje kwestia ich wyegzekwowania.
W jednym z komentarzy do poprzedniego wpisu o wyborach w Polskim Związku Piłki Nożnej internauta poddał w wątpliwość zgodność wyborów z przepisami ustawy o sporcie. Chodzi tu przede wszystkim o postanowienia art. 9 ust. 3 pkt 1 tejże ustawy, który stanowi, że członek zarządu polskiego związku sportowego nie może łączyć tej funkcji z funkcją w innych władzach tego związku. Warto w tym momencie podkreślić, że na podstawie art. 22 par 1 statutu PZPN najwyższą władzą tego związku jest Walne Zgromadzenie Delegatów, które – jak była mowa we wcześniejszym wpisie – dokona wyboru Prezesa PZPN oraz członków zarządu.
Chciałbym w tym momencie poruszyć dwa problemy związane z interpretacją wspomnianego wyżej przepisu ustawy o sporcie w kontekście działalności Polskiego Związku Piłki Nożnej. Pierwszą kwestią jest skład personalny Walnego Zgromadzenia Delegatów, którego obrady zaplanowane na najbliższy piątek. Wprawdzie PZPN nie ujawnił oficjalnej listy delegatów, jednak media sportowe podały nieoficjalne zestawienie nazwisk osób, które za kilka dni podejmą wiążące decyzje dla polskiego futbolu[1]. Prawdziwość tej listy zostanie zweryfikowana w piątek, jednakże już teraz można zastanowić się nad scenariuszem, w którym rzeczywiście podane osoby będą brały udział w Walnym Zgromadzeniu Delegatów. Czytając nazwiska delegatów z poszczególnych Wojewódzkich Związków Piłkarskich zastanowił mnie fakt pojawienia się wśród nich osób, które według oficjalnej strony PZPN są również członkami Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Czy można to w jakikolwiek sposób uzasadnić? Wydaje mi się, że nie. Na podstawie art. 22 par. 6 pkt 1 statutu PZPN delegaci na Walne Zgromadzenie muszą być zastępowani przez prawidłowo wybranych zastępców w razie przyjęcia funkcji członka zarządu PZPN, Komisji Rewizyjnej oraz innych statutowych organów jurysdykcyjnych.
Na podstawie art. 45 statutu PZPN do organów jurysdykcyjnych należą:
I w tym momencie pojawia się druga wątpliwość. Art. 35 par. 6 statutu PZPN stanowi, że członek Zarządu nie może być równocześnie członkiem organów jurysdykcyjnych Związku ani Komisji Rewizyjnej. Czy na pewno jest to zgodne z przywoływanym wyżej przepisem ustawy o sporcie dotyczącym zasady niełączenia funkcji w zarządzie polskiego związku sportowego z funkcją w innych władzach tegoż podmiotu? Regulamin Dyscyplinarny PZPN wyróżnia organy Polskiego Związku Piłki Nożnej: władzy, kontroli, jurysdykcyjne i doradcze. Wydaje się zatem, że wszystkie te organy powinny znaleźć się w przywołanym wyżej przepisie statutu PZPN.
No i wszyscy się z nas śmieją! Okazało się, że nowoczesny Stadion Narodowy nie nadaje się do rozegrania meczu eliminacji piłkarskich Mistrzostw Świata Polska – Anglia. Wszystkiemu winny… no właśnie, kto, a może co?
Deszcz, choć nie było to w żadnym wypadku oberwanie chmury spowodował, że murawa pokryła się kałużami, piłka nie mogła się normalnie odbijać, a piłkarze Anglii nie wyszli nawet na rozgrzewkę.
Zapewne kibice – wybierając się na stadion narodowy by obejrzeć na żywo mecz liczyli na to, że będą świadkami widowiska we wtorek, ułożyli sobie pod to plany, a tymczasem „lipa ! A przyjechali na to spotkanie z całej Polski, licząc na powrót samochodem, czy nocnym pociągiem, nawet w niektórych przypadkach samolotem, mając zaplanowaną podróż zaraz po meczu, nie mając zaplanowanego noclegu, a tym bardziej w przypadku przełożonego spotkania na dziś, nie mając zwolnienia z pracy. Kibice angielscy mieli czarterowe samoloty, zaplanowane na noc z wtorku na środę.
Czyli z prawnego punktu widzenia mamy POSZKODOWANYCH.
Żeby mówić jednak o szkodzie potrzebne jest ustalenie sprawcy, osoby, podmiotu, który ponosiłby winę za to zdarzenie, że nie zasunięto dachu, co uniemożliwiło rozegranie meczu. Delegat FIFA ze Słowenii, organizator meczu czyli PZPN wspólnie z operatorem stadionu czyli Narodowym Centrum Sportu i wreszcie przedstawiciele obu drużyn: Anglii i Polski byli przeciwni zasuwaniu dachu. Nie mamy więc ustalonego winnego i tego winnego zapewne ustalić się jednoznacznie nie da.
Czy mamy zatem do czynienia z pojęciem siły wyższej (vis maior), a taką są bez wątpienia silne opady deszczu? Czego mogą się domagać kibice?… Same pytania.
Na pewno domagać się mogą zwrotu kosztów za bilety od organizatora, w przypadku niemożności przybycia w środę. Trzeba jednak posiadać bilet, a nie wyrzucać go. Bilet to także dowód ubezpieczenia uczestnika imprezy masowej. Jeśli kupujemy bilet przez Internet zawsze możemy sobie wydrukować duplikat.
Moim zdaniem można także domagać się od organizatora zwrotu kosztów hotelu czy innego noclegu. Wreszcie – kosztów ponownego dojazdu – jeśli kibic nie pozostał w stolicy, tylko wrócił do domu i ponownie do stolicy wybrał się w środę. Mowa tu o tzw. szkodzie rzeczywistej – łatwej do oszacowania.
Jeżeli chodzi o utracone korzyści czy zadośćuczynienie – kiepsko niestety to widzę. Jak Sąd np. miałby ocenić ile ucierpiałem przez to, że meczu nie obejrzę na żywo, tylko w TV?
Widzew "upadł – ale wstał"
W ostatnim czasie głośno jest o sytuacji łódzkiego Widzewa, który – według doniesień mediów – wystąpił z wnioskiem do Sądu o zawarcie układu z wierzycielami. Sprawa wzbudza ogólne zainteresowanie, a 12 października sytuację Widzewa ma analizować Komisja Licencyjna. Swoje stanowisko wyraził również prezes PZPN oświadczając, że upadłość klubu może mieć miejsce. Jak to natomiast wygląda od strony prawnej?
W mojej ocenie nie powinno być żadnych negatywnych konsekwencji dla klubu, który złożył wniosek o tzw. „upadłość naprawczą”. Wnioskuję to po postanowieniach pkt 4.2.1.1. lit. a „Podręcznika Licencyjnego PZPN na sezon 2012/2013” :
4.2.1.1. PZPN może zastosować wobec licencjobiorcy karę zawieszenia lub pozbawienia licencji, jeżeli:
z dowolnej przyczyny licencjobiorca stanie się niewypłacalny i wejdzie w stan likwidacji podczas trwania sezonu licencyjnego w rozumieniu obowiązujących przepisów prawa polskiego (w przypadku gdy licencjobiorca stanie się niewypłacalny, lecz przejdzie w zarząd przymusowy podczas trwania sezonu, dopóki celem zarządu jest ratowanie klubu i jego działalności gospodarczej, nie należy podejmować decyzji o pozbawieniu licencji Ekstraklasy);
którykolwiek z warunków wydania licencji Ekstraklasy przestanie być spełniony; lub
licencjobiorca naruszy którekolwiek ze swych zobowiązań wynikających z Podręcznika Licencyjnego PZPN.
Niezależnie od powyższego kara zawieszenia lub pozbawienia licencji może być orzeczona z przyczyn, stanowiących podstawę orzeczenia tych kar w Regulaminie Dyscyplinarnym PZPN.
Sądzę, że użycie tu sformułowania „stan likwidacji” odnosi się do postępowania upadłościowego likwidacyjnego, zaś postępowanie układowe nie byłoby objęte w tym momencie zakresem tego przepisu. Inna sprawa, że jak widać, przesłanki zawieszenia lub pozbawienia licencji są tu ujęte ogólnie i na dobrą sprawę przy wykazaniu złej woli praktycznie każdy klub mógłby obawiać się wymierzenia tego środka przez PZPN. Chodzi tu o takie zwroty jak „przestanie spełniania któregokolwiek z zobowiązań” wynikających z Podręcznika Licencyjnego czy „naruszenie któregokolwiek ze swych zobowiązań” z tego dokumentu. Inna sprawa, że jest to oczywiście przepis dyspozytywny –„ PZPN może zastosować” ten środek, co wcale nie oznacza, że to uczyni. Warto również zwrócić uwagę, że przepisy proceduralne nie wydają się być dostosowane do casusu Widzewa, ponieważ dotyczą one zasadniczej procedury uzyskiwania Licencji, zaś przypadek łódzkiego klubu jest czymś nowym.
Podobnie ogólny charakter mają przepisy Regulaminu Dyscyplinarnego PZPN, do którego odsyła wyżej wymieniony przepis. Przykładowo, art. 105 tego dokumentu stanowi, że klubowi można wymierzyć m. in. karę zawieszenia lub pozbawienia licencji za „niewykonywanie zobowiązań, w szczególności wobec zawodników, trenerów, członków sztabu medycznego, klubów piłkarskich, PZPN, ligi zawodowej lub związków piłki nożnej”.
Wydaje się zatem, że kluczowe w tym momencie będzie orzeczenie upadłości z możliwością zawarcia układu oraz skutki prawne określone w ustawie „prawo upadłościowe i naprawcze”. Wbrew pozorom ogłoszenie tego rodzaju upadłości może ostatecznie doprowadzić do przetrwania klubu. Art. 87-90 określają skutki orzeczenia upadłości, do których należą choćby odroczenie i ewentualna redukcja obecnych zobowiązań czy ochrona przed wypowiedzeniem wymienionych w ustawie umów. Klub zyskałby w tym momencie czas oraz korzystne warunki dla naprawy finansów i wyjście na prostą. Inna sprawa jak wykorzysta tę ewentualną szansę.
Znamy już kandydatów, którzy będą się ubiegać o fotel Prezesa PZPN. Wybory (26 październik) naturalnie odbędą się w głosowaniu tajnym. Warto przyjrzeć się kto za kilkanaście dni podejmie tę decyzję.
Przydatny okazuje się być statut PZPN, którego art. 21 stanowi, że w skład Walnego Zgromadzenia, wynoszącego łącznie 118 osób, wchodzi:
a) 60 delegatów Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej, z czego:
– Śląski, Dolnośląski, Małopolski i Podkarpacki – po 5 przedstawicieli każdy,
– Wielkopolski, Mazowiecki, Łódzki, Pomorski, Zachodniopomorski – po 4 przedstawicieli każdy,
– Lubelski, Lubuski, Kujawsko–Pomorski, Opolski, Świętokrzyski, Warmińsko–Mazurski – po 3 przedstawicieli każdy,
– Podlaski – 2 przedstawicieli;
b) 50 delegatów stowarzyszonych klubów, z czego:
– każdy z 16 klubów Ekstraklasy reprezentowany jest przez 2 delegatów,
– każdy z 18 klubów I ligi reprezentowany jest przez 1 delegata;
c) 3 delegatów Stowarzyszenia Trenerów Piłki Nożnej;
d) 1 delegat Stowarzyszenia Sędziów Piłki Nożnej w Polsce;
e) 2 delegatów reprezentujących wszystkie kluby uczestniczące w rozgrywkach piłki nożnej kobiet w Polsce;
f) 2 delegatów futsalu.
Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, jest nierówna ilość delegatów z poszczególnych Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej. Dysproporcja jak widać jest spora i należy się zastanowić czy można ją w racjonalny sposób uzasadnić. Postanowiłem zatem zobaczyć jak wyglądają analogiczne przepisy w statutach innych popularnych sportów zespołowych w Polsce, aby sprawdzić czy różna ilość delegatów z wojewódzkich związków sportowych jest czymś powszechnym. Wyniki okazały się następujące:
a) Piłka ręczna: Delegatów na Walne zgromadzenie wybierają: (…)
wojewódzkie związki piłki ręcznej po jednym delegacie każdy (§ 23a statutu ZPRP),
b) Koszykówka: Ilość delegatów biorących udział w Walnym Zebraniu Członków jest następująca:
po trzech delegatów z wojewódzkich związków koszykówki wskazanych w § 4 ust. 2 niniejszego statutu (…) (§ 31 statutu PZKosz),
c) Siatkówka: Każdy członek zwyczajny będący Wojewódzkim Związkiem ma prawo wyboru jednego delegata na Walne Zgromadzenie Delegatów (§ 21 statutu PZPS).
Jak widać wymienione wyżej statuty przyznały wszystkim wojewódzkim związkom sportowym równą pulę miejsc na walne zgromadzenia. Nie oznacza to jednak, że aktywność w tworzeniu oraz prowadzeniu klubów w danym wojewódzkim związku sportowym nie jest uwzględniana przy ustalaniu ilości przedstawicieli z danego regionu. Statut ZPRP stanowi, że delegatów mogą wybierać również kluby (spoza Ekstraklasy, ponieważ te wybierają oddzielnie delegatów) z odpowiednich związków wojewódzkich według zasady: jeden delegat na każdą rozpoczętą dziesiątkę klubów. Podobne zapisy znajdują się w statutach zarówno PZKosz jak i PZPS. Widać zatem jasne kryteria przyznawania dodatkowych miejsc w zależności od aktywności wojewódzkich związków oraz klubów w nich działających, w przypadku statutu PZPN jest niestety inaczej. Być może po wyborach nadejdzie właściwy moment, by zastanowić się nad stworzeniem bardziej przejrzystej formuły wybierania osób, które mają podejmować wiążące decyzje dla polskiej piłki nożnej.
No i stało się! Jeden błąd sędziego (matematyczny), a wszyscy cierpią. Cierpią widzowie gotowi obejrzeć mecz na trybunach i przed telewizorem, cierpi też telewizja, no i kluby z Torunia i Tarnowa – bo przecież wszyscy ponieśli koszty. I kto teraz za to wszystko zapłaci?
Przecież nie zakład ubezpieczeń – nie spotkałem się praktycznie dotąd z polisą zabezpieczającą sędziego na wypadek wyrządzenia szkody innym (takie OC sędziego). Może Główna Komisja Sportu Żużlowego, która dokonuje wyboru sędziów w komunikatach? Też nie – dlaczego, ano dlatego, że w zgodzie z art. 429 kodeksu cywilnego: „kto powierza wykonanie czynności drugiemu, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną przez sprawcę przy wykonywaniu powierzonej mu czynności, chyba, że nie ponosi winy w wyborze… A wybór był właściwy – trudno było zakładać, że doświadczony sędzia popełni taki błąd!
No więc kto odpowiada za szkodę? Może sam winowajca popełniający tzw. delikt – w zgodzie z art. 415 kodeksu cywilnego: „kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia . Zatem może warto na przyszłość pomyśleć o ubezpieczeniu odpowiedzialności cywilnej. Tyle wyrządzonych szkód nie zrekompensuje tylko odpowiedzialność dyscyplinarna.
Jestem dumny z naszych sportowców i z tego, co osiągnęli. Co za charaktery!!! Mimo przeszkód, które wciąż napotykają. Ale czy zawsze istnieją bariery i niesprawiedliwość? Chyba jednak na szczęście nie.
Ostatnio czytałem o niesprawiedliwym podejściu do liczenia wieku uzależniającego przyznanie świadczenia za medal olimpijski. A ja chcę wyraźnie podkreślić, że obecnie jest właśnie bardzo sprawiedliwie – zgodnie z art. 36 ustawy o sporcie – reprezentanci, którzy zdobyli medal na Olimpiadzie i Paraolimpiadzie, po spełnieniu pewnych przesłanek, w tym ukończeniu 40 roku życia, otrzymają świadczenie. To właśnie wcześniej było niesprawiedliwie, kiedy w zgodzie art. 38 ustawy o sporcie kwalifikowanym olimpijczycy mieli mieć skończone 35 lat by świadczenie otrzymać, a na podstawie art. 23b ustawy o kulturze fizycznej paraoolimpijczycy musieli mieć skończone przynajmniej lat 40. Zatem wrażenie o niesprawiedliwości może być mylne, w szczególności wtedy, kiedy sportowcy uzyskali świadczenie pod rządami starej ustawy wówczas jako 35-cio latkowie, bo im te prawo nowa ustawa zachowała (co jest rzeczą logiczną).
Ale się narobiło – albo płacę 20 zł, albo meczu nie oglądam. Czy to jest legalne?
Przecież w zgodzie z art. 20b ustawy o radiofonii i telewizji, wydarzenia o zasadniczym znaczeniu społecznym (w ustawie nazwane również „ważnymi wydarzeniami”), jak: letnie i zimowe Igrzyska Olimpijskie, półfinały i finały mistrzostw świata i Europy w piłce nożnej, a także wszystkie inne mecze w ramach tych imprez z udziałem reprezentacji Polski, w tym mecze eliminacyjne, czy też inne mecze z udziałem reprezentacji Polski w piłce nożnej w ramach oficjalnych rozgrywek oraz mecze z udziałem polskich klubów w ramach Ligii Mistrzów i Pucharu UEFA – nadawca programu telewizyjnego może nadać bezpośrednią transmisję z takiego w/w ważnego wydarzenia tylko w programie ogólnokrajowym dostępnym w całości bez opłat (z wyłączeniem opłat abonamentowych), lub – jeżeli prawa do transmisji nabył inny nadawca – także w takim programie ogólnokrajowym po podpisaniu stosownej umowy pomiędzy nadawcami. Dlaczego zatem musimy korzystać z systemu pay-per-view (płać i oglądaj)? Ano dlatego, że po pierwsze pełnomocnik PZPN, który posiada „prawa do meczu” nie sprzedał tychże praw żadnej bezpłatnej telewizji o zasięgu ogólnokrajowym, a po drugie platformy cyfrowe i kablówki nie są „nadawcami” w rozumieniu ustawy.
A zatem – albo płacimy, albo… mamy 90 minut więcej dla rodziny i „dwie dychy” na lody dla dzieci.