Source: http://pobudka.com.pl/index.php?opis=true&idop=268&k=32&p=47
Timestamp: 2019-04-26 01:43:36
Legal References Found: art. 27
 art. 492
 art. 27
 ustawy 7
 ustawy 4
 art. 492
 art. 492
 art. 27
 art. 492
 art. 492
 art. 27
 art. 492
 art. 27
 art. 27
 art. 27

Document Content:
Kurier Święt. » Kurier Świętokrzyski » Kurier Świętokrzyski,2016,nr 6
PKW wobec sprawy wygaszania mandatów
Po ostatniej decyzji WSA w Kielcach wydaje się, że w sądach bałagan, choćby w kontekście niżej zamieszczonego listu szefa PKW w sprawie wygaszania wójtowskich mandatów…
ZPOW-703-34/16
Komisarze Wyboczy
Szanowni Pańswo Sędziowie,
Państwowa Komisja Wyborcza, w związku z wątpliwościami, raz jeszcze wyjaśnia, że w opinii Komisji organem właściwym do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu wójta (burmistrza, prezydenta miasta) w każdym przypadku naruszenia art. 27 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (Dz. U. z 2016 r. poz. 446) jest komisarz wyborczy.
Zgodnie bowiem z art. 492 § 2a ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. - Kodeks wyborczy (Dz. U. Nr 21, poz. 112, z pózn. zm.) wygaśnięcie mandatu wójta z przyczyn, o których mowa w § 1 pkt 3. 4 i 5 - w zakresie powodów wskazanych w art. 27 ustawy zdnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym, oraz pkt 6 i 7, stwierdza komisarz wyborczy, w drodze postanowienia, w terminie 14 dni od dnia wystąpienia przyczyny wygaśnięcia mandatu.
Ratio legís wprowadzonego ustawą z dnia 31 sierpnia 2011 r. o zmianie ustawy 7 Kodeks wyborczy oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. Nr 217, poz. 1281) i ustawą z dnia 11 lipca 2014 r. o zmianie ustawy 4 Kodeks wyborczy oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. poz. 1072) przeniesienia kompetencji do stwierdzania wygaśnięcia mandatu wójta z rady gminy na komisarza wyborczego w przypadku zajścia wskazanych wyzej przesłanek było umożliwienie szybkiego stwierdzania wygaśnięcia mandatu przez organ jednoosobowy oraz uniknięcie zdarzających się przypadków zwlekania, często z przyczyn pozaprawnych, przez rady gmin z podjęciem uchwały w sprawie wygaśnięcia mandatu wójta lub nawet konieczności wydania zarządzenia zastępczego przez Wojewodę wobec niepodjęcia uchwały przez radę. Przeniesienie kompetencji nastąpiło wyłącznie w przypadku tych przesłanek, których zajście nie jest kwestią ocenną.
W przypadku przesłanek wymagających wyjaśnienia i oceny ustawodawca pozostawił stwierdzenie wygaśnięcia mandatu wójta w kompetencjach rady gminy (art. 492 § 2 Kodeksu Wyborczego).
Należy zauważyć, że to właśnie § 2 i § 2a art. 492 Kodeksu wyborczego są przepisami określającymi, który organ właściwy jest do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu wójta.
Zgłaszane Państwowej Komisji Wyborczej wątpliwości wiązały się natomiast z brzmieniem art. 492 § 5 Kodeksu wyborczego, który stanowi, że „W przypadku niezrzeczenia się funkcji lub niezaprzestania prowadzenia działalności gospodarczej przez wójta w terminie, o którym mowa w § 4, rada gminy stwierdza wygaśnięcie mandatu wójta, w drodze uchwały, w terminie miesiąca od upływu tego terminu”.
Przepis ten pozostał bez zmian po wskazanej wyżej nowelizacji Kodeksu wyborczego z dnia ll lipca 2014 r., w której komisarz wyborczy otrzymał kompetencje do stwierdzania wygaśnięcia mandatu wójta w przypadku naruszenia ustawowych zakazów łączenia funkcji wójta z wykonywaniem funkcji lub prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie powodów wskazanych w art. 27 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym.
Należy przy tym zauważyć, że w poprzednim stanie prawnym przepisem wskazującym organ właściwy do wykonania tej czynności był § 2 w art. 492 Kodeksu wyborczego. Natomiast § 5 tego artykułu określał jedynie termin, w którym rada obowiązana była stwierdzić wygaśnięcie mandatu w przypadku upływu określonego w § 4 terminu zrzeczenia się funkcji lub zaprzestania prowadzenia działalności gospodarczej, nie był natomiast normą kompetencyjną wskazującą organ właściwy do wykonania tej czynności. Taki też charakter ma ten przepis obecnie i dotyczy wyłącznie tych przypadków określonych w art. 492 § 1 pkt 5, w których właściwa do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu jest rada.
W opinii Państwowej Komisji Wyborczej nie można bowiem przyjąć, że racjonalny ustawodawca postanowił przenieść na komisarza wyborczego kompetencje stwierdzenia wygaśnięcia mandatu wójta m. in. w przypadku naruszenia ustawowych zakazów łączenia funkcji Wójta z wykonywaniem funkcji lub prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie określonym w art. 27 ustawy o samorządzie gminnym, pozostawiając jednak tę kompetencje radzie w przypadku naruszenia tego samego przepisu poprzez niezrzeczenie się funkcji lub niezaprzestania działalności w określonym w Kodeksie terminie przez nowo wybranego wójta. Oznaczałoby to bowiem wskazanie dwóch różnych organów właściwych do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu Wójta z tej samej przesłanki w zależności od okresu, w którym doszło do naruszenia przepisu. Ponadto pozostawiałoby to w tym przypadku wszystkie negatywne konsekwencje, których ustawodawca chciał uniknąć dokonując zmiany właściwości organów. Podkreślić przy tymtakże należy, ze przepis ustalający kompetencje komisarza wyborczego do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu (art. 492 § 2a Kodeksu wyborczego) nie zawiera wyłączenia w tym zakresie.
Państwowa Komisja Wyborcza raz jeszcze podkreśla, że wykładnia funkcjonalna art. 492 Kodeksu wyborczego jednoznacznie wskazuje na wyłączną właściwość komisarza do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu wójta w przypadku naruszenia zakazów określonych w art. 27 ustawy o samorządzie gminnym, zarówno w sytuacji gdy dochodzi do naruszenia zakazu W trakcie trwania kadencji, jak i naruszenia go poprzez niezaprzestanie łączenia pełnienia funkcji przez nowo wybranego wójta z funkcjami, mandatami i zatrudnieniem określonymi w art. 27.
Wojciech Hermelński
Sąd administracyjny, a sprawa wygaszania mandatów
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Kielcach zajmował się dzisiaj sprawą wygaszenia mandatów burmistrza Chęcin i wójta Górna. Sprawa jest o tyle ważna, ze wydaje się precedensową wobec wielu innych podobnych przypadków w województwie i w Polsce. Po pierwsze, sąd uznał, że przepis, na podstawie którego komisarz wyborczy wygasił mandaty nie jest jednoznaczny, czyli komisarz mógł podjąć taką decyzję, a sąd mógł podjąć inną i właśnie podjął… czyli uznał, że to rada gminy powinna najpierw odnieść się do sprawy pozbawienia mandatu, a sąd w drugiej kolejności – ocenić decyzję rady. Inaczej mówiąc, wyrok nie jest ani prawomocny (przyjrzy mu się teraz NSA), ani nie kończy sprawy, a przekazuje ją jedynie do oceny rady. Dopiero decyzja rady (jaka by nie była) trafi do sądu…
Sprawa bodzentyńskiego włodarza jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo wobec jego spóźnienia z odwołaniem, sąd drugiej instancji będzie decydował, czy przywrócić mu termin, czy nie. Jeśli przywróci - sprawa wróci do kieleckiego sądu, jeśli nie – burmistrz ustępuje miejsca komisarzowi… Najbardziej spiskowa teoria zakłada, ze komisarzem zostanie sekretarz, a dotychczasowy burmistrz – sekretarzem… Z punktu widzenia interesu gminy obecne zamieszanie jest wybitnie niekorzystne, bo powoduje całkowity paraliż decyzyjny. Ustanowienie komisarza spoza gminy spowodowałoby, że obecna ekipa stworzy mitologię straty – „pozyskalibyśmy miliony, uczynilibyśmy z Bodzentyna perłę, ale nam nie pozwolono”. Z tego punktu widzenia, warto pozwolić Skibie i jego ekipie na wykazanie się, na wyłożenie na stół pozyskanych środków… Tylko, czy nie szkoda straconych kolejnych dwóch lat, bo rzekomo pozyskane pieniądze istnieją tylko w bujnej wyobraźni tutejszego powożącego (czy innego furmana).
List otwarty do Burmistrza Bodzentyna
Ze zdumieniem, ale i rozbawieniem zapoznałem się z Pańskim listem wyjaśniającym, a w rzeczywistości gmatwającym, okoliczności wygaszenia Panu mandatu decyzją sędziego z Państwowej Komisji Wyborczej. Decyzja ta jest według Pana aktem zemsty ze strony poprzednika, wspomaganego przez kilka osób „spodziewających się korzyści materialnych”. Jako członek hołubionej przez sądy Platformy Obywatelskiej i poprzez wynagradzanych popleczników posiadający dobre relacje ze wszystkimi bandami politycznymi na terenie naszego regionu, przez kogóż może być Pan szykanowany? Czyżby znokautowany w wyborach i oddany przez Pana prokuratorom i sądom Krak był aż tak silny? Otóż nie jest, jest już przeszłością (sam deklaruje, że wycofał się z działalności publicznej), ale Pan ciągle nim straszy, bo jest w tym metoda na mobilizację głupawej i oślepionej nienawiścią części Pańskiego elektoratu. Nie zamierzam robić za adwokata byłego burmistrza, bo ani on sobie tego nie życzy (stać go na lepszych), ani ja jako długoletni krytyk jego rządów do tego się nie nadaję. Nie dziwię się jednak, że broniąc się udowadnia Panu i licznym doradcom ignorancję. Proszę nie przybierać pozy ofiarniczej, bo Pan pierwszy wymierzył donosicielski cios, a teraz właśnie rykoszetem go odbiera. Powstrzymam się od komentowania sprawy od strony prawnej, jest w sądzie, niechże sąd ją oceni. Z wypowiedzi kierownictwa PKW i kieleckiego Sądu Okręgowego wynika jednak, że jest Pan i wielu innych włodarzy będących w podobnej sytuacji, na pozycji przegranej. Przez dwadzieścia lat pracował Pan w Parku Narodowym i nie wiedział, że jest agenda rządową? A może będąc burmistrzem, nie przeczytał Pan ustawy samorządowej i nie wiedział, że nie można siedzieć na dwóch stołkach? I jedno i drugie wystarczająco Pana kompromituje i dyskwalifikuje do dalszego pełnienia funkcji publicznej. Od strony praktycznej nie wyobrażam sobie również normalnego kierowania gminą w sytuacji, gdy siedzi się na walizkach, dlatego odpowiedzialność nakazywałaby oczekiwanie na wynik sprawy w domu. Tylko, że trzeba by mieć honor, poczucie wstydu i odpowiedzialności, żeby wyciągnąć z tej oczywistej sytuacji logiczny wniosek i zrezygnować. Gdyby nawet Pan miał na to ochotę (wątpię, bo wisi kredyt frankowy), to ci liczni karierowicze, którzy podwiesili się pod Pana, do tego nie dopuszczą. Jest Pan zakładnikiem swojego pazernego zaplecza. I tu dochodzimy do sedna – Pańskiej motywacji na stanowisku burmistrza. Wszystko wskazuje na to, a dokładnie dotychczasowe doświadczenia, że traktuje Pan stanowisko jako osobisty sukces, a nie zobowiązanie wobec wyborców. A było tych zobowiązań zaciągniętych podczas domowych wizyt bardzo wiele. Czegóż Pan nie obiecywał! Mnie np. wymianę spalonej żarówki na słupie koło domu… Minęły dwa lata – żarówki nie ma... Ale jest już plan na wkręcenie żarówki. Planowanie, projektowanie i mamienie tym ludzi – to Pańska metoda na rządzenie.
Po wyborach naiwni wyborcy ustawili się w kolejce po pracę, kanalizację, dróżki i umorzenia podatków… Co usłyszeli? Ci nieliczni, dopuszczeni do spółki, otrzymali profity, zaś cała „bezwartościowa” reszta? Usłyszeli, „że zadłużenie, że poprzednik utrudnia, że i owszem, pomyśli się o tym”… A kiedy zamykały się drzwi, albo jeszcze i nie, Pański zastępca Jarosiński kwitował petenta krótko i treściwie: „Niech spier…la. Chcesz prace – to sobie znajdź”. Pan zaś wyrażał się oględniej: „Jednym uchem mi wchodzi – drugim wychodzi”.
Tyle jeśli chodzi o szacunek do ludzi i powagę obietnic. Czego jednak oczekiwać (nie ubliżając kupcom z powołania) od przypadkowego handlarza państwowym drewnem i handlarza samochodami?
Pański poprzednik przez dwadzieścia lat urzędowania poczynił poważne błędy, np. w doborze współpracowników, Wam wystarczył rok, żeby go zdecydowanie przebić. Pański dobór był prosty – spłacanie długów i hołubienie odrzutów. Pan Furmanek otrzymał w Daleszycach czerwoną kartkę, Pan zrobił go osobą nr 1 w Bodzentynie, kumple z PO stracili posady – Pan ich przygarnął pod swoje (a raczej nasze podatników) skrzydła. Pan niczym kukułka raz po raz podrzuca nam do wykarmienia kolejne urzędnicze gęby… Ci, którzy dla Kraka byli skompromitowani i przeznaczeni do odstrzału, dla Pana stali się godnym i wartościowym zapleczem. Maturzysta z wieczorowego odzysku i drobny cwaniaczek od pozyskiwania dla pociotków środków unijnych – został przewodniczącym rady. Rada – to zresztą osobny rozdział. Większość – to ludzie osobiście prawi, ale jako radni całkowicie spolegliwi i bezwolni. Tacy zresztą byli potrzebni Kózce i Jarosińskiemu – autorom listy. Ci nieliczni, poważnie traktujący mandat społeczny, są ośmieszani i spychani na margines.
Rolę listka figowego spełnia tzw. rada kultury, zdominowana przez ludzi, u których kultura nie opuściła jeszcze genów, przy założeniu, że tam w ogóle jest...
Powołuje się Pan na demokratyczny mandat, wolę wyborców. Tej woli ktoś jednak wydatnie pomógł – bimbrem, transportowym wyłudzaniem głosów no i wspomnianą żebraniną po wiejskich i bodzentyńskich opłotkach. Dawni domokrążcy oferowali przynajmniej pacierze, Pan łudził obietnicami, których nigdy nie zamierzał spełnić. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi, czego obecne wydarzenia są dobitnym dowodem i przestrogą dla wszystkich cwaniaczków próbujących dorobić się na niwie publicznej.
Burmistrz Skiba płaci kolejne odszkodowanie. Tym razem 7.000 zł.
W Sądzie Rejonowym w Wydziale Pracy w Starachowicach odbyła się kolejna sprawa sądowa z powództwa jednego z byłych pracowników, który w wyniku powyborczych reperkusji stracił pracę w Urzędzie Miasta i Gminy w Bodzentynie. Oficjalnie został zwolniony z powodów ekonomicznych. Nieoficjalnie trzeba było zrobić miejsce dla syna radnego ze Wzdołu.
W sądzie stawił się osobiście sam burmistrz, który najwidoczniej tak ciężko przeżywa wygaszenie przez Komisarza Wyborczego swojego mandatu, że nie był w stanie sam pokonać drogi do Starachowic i za kierowcę wytypował sobie szefa gminnej spółki wodociągowej. Temu z kolei było to na rękę, bo coś trzeba robić za przytulane co miesiąc ponad 6 tys. jako specjalista (nie wiemy ile za prezesowanie), a rudawicą, która 20 sierpnia płynęła z bodzentyńskich kranów to on nie będzie sobie głowy zaprzątał.
Sprawa dotyczyła wypłaty wynagrodzenia za nadgodziny przepracowane w dni wolne od pracy na targu w Bodzentynie. Chociaż burmistrz argumentował przed sądem, że pracownik odbierał sobie dni wolne, to jednak w żaden sposób ani on, ani też odpowiedzialna pracownica Referatu Kadr nie umieli tego udokumentować. Nic w tym dziwnego. Z protokołu kontroli przeprowadzonej przez Państwowy Inspektorat Pracy wyczytać można: „W związku z ustaleniami przeprowadzonymi w czasie kontroli należy uznać, że sprawa opisana wyżej ma charakter sporny, występująrażące brakiw dokumentacji związanej z rozliczaniem czasu pracy i jedynym sposobem wykazania i wyegzekwowania zgłoszonych roszczeń może być skierowanie sprawy na drogę postępowania przed sądem pracy…”.
Wysądzone wynagrodzenie ma zostać wypłacone w ciągu 14 dni. Oczywiście nie z budżetu prywatnego burmistrza lub odpowiedzialnego za rażące braki w dokumentacji pracownika, tylko z kasy gminnej, czyli naszej, podatników. Taką oto zabawą trwonione są gminne pieniądze. Ale do tego też już zdążyliśmy się przyzwyczaić. W 2015 roku ówczesnej pani kierownik Referatu komunalnego przez pomyłkę pani kadrowej wypłacona została nagroda jubileuszowa w wysokości 4000 zł, pomimo, że powinna ją dostać dopiero za dwa lata. Tą pomyłkę chciano sobie zrekompensować niewypłaceniem zaległego wynagrodzenia dla jednej z pracownic, ale po interwencji komornika, który zajął gminne konto, wynagrodzenie znalazło się na koncie pracownika, prowizja na koncie komornika. W 2016 r. tej samej kierowniczce, której wypłacono jubilatkę, sąd przyznał odszkodowanie w wysokości blisko 37.000 zł.
Jakie konsekwencje spotkały osobę odpowiedzialną za pomyłkę i rażące braki w dokumentacji?
Ano żadne.
Szanowny Panie Redaktorze, piszę w nawiązaniu do artykułu
„Urząd dalej miejscem schronienia dla swoich” z dnia 11.07.2016
Jakież było moje zdziwienie gdy przeglądając archiwalne ogłoszenia o konkursach na stanowisko "specjalista do zamówień publicznych "
http://www.bodzentyn.bip.jur.pl/dokumenty/lista_kandydatow_zam_publ.pdf
http://www.bodzentyn.bip.jur.pl/dokumenty/informacja_stanowisko_zamowien_publicznych.pdf
http://www.bodzentyn.bip.jur.pl/dokumenty/doc100816.pdf
moim oczom ukazała się informacja, że to Pani Małgorzata Kowalik została wybrana na to stanowisko, ale niestety … „nie zgłosiła się do pracy”. A może nie została poinformowana? Sam na własne oczy widziałem ogłoszenie, że ten konkurs wyłonił innego kandydata, nie tego, o którym piszecie i którym interesuje się prokuratura. Wygląda na to, że albo pan Redaktor jak i ja padliśmy ofiarami halucynacji albo też ..... Może Pan pokusi się o wyjaśnienie powyższych kwestii.
z wyrazami szacunku - M.J.
Pani Oettingen koryguje cmentarną historię
Na dzisiejszej sesji Rady Miejskiej w Psarach Pani U. Oettingen z UJK w Kielcach, doradca burmistrza Skiby, podjęła polemikę z nazewnictwem tzw. Krzyża Pałysiewicza, u wyloty ul. Licealnej. Twierdzi, że nie jest to, jak twierdzą „domorośli historycy”, grób, a pomnik żołnierzy polskich z wojny polsko – bolszewickiej. „Warsztatowi historycy” lubią wyważać otwarte drzwi… Toć dzieci na tak zwanych „akademiach ku czci” uczą się, że jest to symboliczny grób nieznanego żołnierza z wojny 1919 – 20 ufundowany przez ojca jednego z poległych Bodzentynian, a więc głównie ku jego czci… Symbolicznych grobów jest wiele (np. Powstańców 1963 r., ofiar Katynia, itp.). Symboliczny grób – to rzeczywiście pomnik, ale po co zmieniać utrwaloną nazwę, skoro każdy wie, co ona oznacza? Często rodzina składała w takim symbolicznym grobie ziemię z grobu rzeczywistego, albo z miejsca śmierci, przez co ów pomnik traktowany był jako prawie grób rzeczywisty…
Kózka i jego radni w sporze z Państwem Polskim
Na dzisiejszym posiedzeniu Rady Miejskiej w Psarach przyjęto zdecydowane stanowisko w sprawie wygaszenia mandatu burmistrza D. Skiby. Rada uznała decyzję komisarza wyborczego (jest nim sędzia Sądu Okręgowego) za „całkowicie nieuzasadnioną i pozbawioną podstaw prawnych”. No i objawił nam się prawnik w Wilkowie! Zamiast tułać się po kryjomu po remontowanych strychach, może warto zastanowić się nad otwarciem kancelarii prawnej „Kózka i Furmanek – spółka komandytowa bez odpowiedzialności”? Oczywiście, daleki jestem od deprecjonowania sztuki budowlanej, jest ona i szlachetniejsza i z perspektywami, chodzi jedynie o odrobinę pokory w deprecjonowaniu specjalistów prawa. Wiem, że różne bywają wyroki, często dalekie od prawa i sprawiedliwości, ale nasi samorządowcy są chyba ostatnimi, którzy powinni je oceniać…
W zakończeniu buntowniczej rezolucji jest wezwanie do sądu o przywrócenie Skibie mandatu, w zgodzie z porządkiem prawnym. Tak więc bodzentyńska Rada Miejska niczym Trybunał Konstytucyjny uzurpuje sobie prawo do rozstrzygania co jest zgodne z prawem polskim, a co nie. Nawet śmieszność ma swoje granice poza którymi jest już tylko … Kafka i Gombrowicz. Może to magia miejsca tak podziałała na radnych? Domyślam się, kto „wyguglował” tekst tego stanowiska, skąd i z jakich okoliczności…. W dodatku pośpiech…
Sprawa jest w sądzie i znając polityczne skłonności naszego sądownictwa, nie spodziewam się orzeczeń „politycznie motywowanych”, co sugerują wygaszani wójtowie. Dlatego więcej ufności, spokoju i powagi Panowie!
P.S. Przeciwko przyjętemu stanowisku opowiedzieli się radni D. Świetlik i J. Kołomański, zaś radni: J. Dulęba, B. Wygladacz i R. Tusień wstrzymali się od głosu.
W minioną sobotę, 20 sierpnia, miała miejsce tzw. studyjna wycieczka „odnowicieli” Bodzentyna do Starego Sącza i Wiśnicza. W cziom dieło? (jak mówią pensjonariusze z ul. Cmentarnej). Otóż chodzi o to, że samorząd Bodzentyna otrzymał unijną dotację w wysokości 34 tys. zł. na opracowanie programu rewitalizacji pozostałej części Bodzentyna. Powtarzam; chodzi nie o rewitalizację, a jedynie projekt rewitalizacji… Obecna ekipa ma szczególne zamiłowanie do pisania projektów i wyjątkową cierpliwość do zwłoki w ich realizacji… Poprzednik Skiby robił, a potem myślał o projekcie, ten zaś wydaje pieniądze na projekty, realizację pozostawiając następcom… W ramach tej bajońskiej sumy 34 tys. zł. zaangażowano do pisania projektu firmę Graczkowski z Kielc, a sam projekt przewiduje szerokie konsultacje społeczne. No więc powołano w tym celu (bo tak przewidywał projekt) odpowiedni komitet z wybitnym specjalistą od architektury Janem Zygadlewiczem… W ramach wydatkowania owych magicznych 34 tys. zł. zorganizowano dla wspomnianego komitetu i funkcjonującej już od dawna wielkiej rady kultury z jej wybitnymi specjalistami wycieczkę do Starego Sącza. Oczywiście – studyjną (nie rozrywkową, no, co najwyżej integracyjną przed spodziewanymi wyborami). Jakie będą efekty owego podpatrywania? Ano zobaczymy (albo i nie…). Może właścicielka Sącza, św. Kinga zaopatrzyła naszych samorządowców i tzw. nową szlachtę z dzielnicy stodół w tak potrzebne każdemu światło rozumu? I to byłby najbardziej oczekiwany rezultat nowego projektu rewitalizacyjnego…
List Burmistrza Bodzentyna
W związku z wydaniem przez Komisarza Wyborczego w Kielcach postanowienia o wygaśnięciu mandatu Burmistrza Miasta i Gminy Bodzentyn, zwracam się z prośbą o zamieszczenie na łamach Waszego portalu "Pobudka" mojego listu do mieszkańców, w którym zawarłem wszelkie informacje wyjaśniające kulisy całej sprawy. Wiem, ze na "Pobudce" odbywa się bardzo ożywiona dyskusja na ten temat, więc moje wyjaśnienia pozwolą zrozumieć zaistniały stan faktyczny jaki mamy na dziś. Dziękuję jednocześnie za troskę o sprawy naszej społeczności.
Szanowni Mieszkańcy Miasta i Gminy Bodzentyn!
W związku z postanowieniem Komisarza Wyborczego dotyczącym wygaszenia mojego mandatu, pragnę wyjaśnić Państwu kulisy tej decyzji, gdyż wokół tej sprawy narosło wiele kłamstw, nieścisłości i plotek.
Nie wszyscy mieszkańcy wiedzą, że od pierwszych dni pełnienia przeze mnie funkcji Burmistrza, jestem nieustannie atakowany przez tzw. "opozycję", czyli osoby związane z Panem Stanisławem Markiem Krakiem, byłym burmistrzem, który najwyraźniej nie potrafi pogodzić się z wynikiem wyborów samorządowych. W tych atakach wspiera go grupa osób, która spodziewała się określonych korzyści osobistych.
Od początku 2015 roku na skutek składanych skarg i donosów przez kilku radnych, inne osoby oraz Międzyzakładowy Związek Zawodowy Pracowników Samorządowych, który powstał tuż po wyborach, przeżyliśmy kilkanaście kontroli, m.in. Regionalnej Izby Obrachunkowej, Państwowej Inspekcji Pracy, Prokuratury oraz Wojewody. Celem tych działań, niewątpliwie było utrudnianie mi pracy.
W ostatnich tygodniach ataki te nasiliły się. W dniu 7 czerwca 2016 r. Wojewoda Świętokrzyski Pani Agata Wojtyszek, poinformowała Radę Miejską UMiG Bodzentyn, że wpłynęło do niej pismo od Pana Stanisława Marka Kraka z dnia 23 maja 2016 r. Pismo zawierało m.in. zarzuty dotyczące łączenia przeze mnie funkcji Burmistrza MiG Bodzentyn z zatrudnieniem w Świętokrzyskim Parku Narodowym. W związku z tym, Pani Wojewoda zwróciła się do Rady Miejskiej o zajęcie stanowiska w tej sprawie, wyznaczając termin do 31 sierpnia 2016 r.
Pod koniec lipca 2016 roku, Pan Stanisław Marek Krak powiadomił tym razem Komisarza Wyborczego w Kielcach o możliwości nieprawidłowego mojego zatrudnienia w Świętokrzyskim Parku Narodowym, co miałoby być niezgodne z art. 27 pkt. 3 ustawy o samorządzie gminnym z dnia 8 marca 1990 r., zakazującym łączenia funkcji burmistrza z zatrudnieniem w administracji rządowej. Komisarz, pismem z dnia 28 lipca, poprosił mnie o złożenie wyjaśnień dotyczących mojego zatrudnienia w Świętokrzyskim Parku Narodowym, narzucając bardzo krótki termin do 1 sierpnia 2016 r.
Wyjaśniam, że od chwili objęcia funkcji Burmistrza Miasta i Gminy Bodzentyn przebywam na urlopie bezpłatnym w Świętokrzyskim Parku Narodowym, nie świadczę pracy dla ŚPN i nie pobieram z tego tytułu wynagrodzenia. Nadmieniam, że w podobnej sytuacji jest wielu samorządowców w naszym kraju, ponieważ prawo tego nie zabrania.
Ponadto wyjaśniam. że zgodnie z ustawą o ochronie przyrody z dnia 16 kwietnia 2004 r. (art. 8 a, ust. 1) Park Narodowy jest państwowa osoba prawna, a nie administracja rządowa. Ustawa o finansach publicznych z dnia 27 sierpnia 2009 r., wyraźnie rozróżnia organy władzy publicznej, w tym organy administracji rządowej od innych podmiotów, w tym państwowych osób prawnych (art. 9, pkt 1).
Komisarz Wyborczy w dniu 4 sierpnia 2016 r. wydał postanowienie o wygaśnięciu mojego mandatu Burmistrza Miasta i Gminy Bodzentyn. Według oceny prawników, Komisarz dokonał błędnej interpretacji przepisów, uznając Świętokrzyski Park Narodowy za administrację rządową.
Postanowienie Komisarza jest nieprawomocne, przysługuje od niego odwołanie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Kielcach, a następnie do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Odwołanie do Sądu zamierzam złożyć w najbliższych dniach.
Moi przeciwnicy swoim działaniem chcą doprowadzić do wprowadzenia zewnętrznego Komisarza w celu zarządzania naszą gminą, a tym samym przedterminowych wyborów. W mojej ocenie powołanie Komisarza do zarządzania gminą, nawet na krótki czas, przerwie ciągłość podjętych działań i zniszczy w dużym stopniu naszą wielomiesięczną pracę oraz narazi gminę na duże straty.
Obawiam się, że nasz wysiłek i wydane pieniądze na przygotowanie dokumentacji i ekspertyz wymaganych do wniosków, m.in.: kanalizacji, wodociągów, dróg, obiektów użyteczności publicznej i turystycznej, zostaną zmarnowane.
Jestem mocno zaniepokojony, że działania moich przeciwników wykorzystujących tzw. "kruczki prawne" mogą zaprzepaścić bezpowrotnie szansę rozwoju naszej gminy. Jest to też ogromne zagrożenie dla demokracji na poziomie lokalnym.
Decyzja kilku tysięcy mieszkańców, którzy zdecydowali o moim wyborze, może zostać przekreślona niezrozumiałą interpretacją prawną i działalnością osób, których celem nie jest dobro Miasta i Gminy Bodzentyn, a ich osobiste ambicje i problemy związane z utratą stanowisk i władzy.
O dalszym przebiegu postępowania w sprawie mojego odwołania z funkcji burmistrza będę Państwa sukcesywnie informował.
Do czasu wydania prawomocnego wyroku sądowego w dalszym ciągu pełnię funkcję burmistrza, a urząd gminy wykonuje swoje zadania.
Burmistrz Miast I Gminy Bodzentyn
Powyższy list (kolportowany w Bodzentynie w formie ulotki) pozwolimy sobie skomentować w późniejszym terminie
Chciałbym podzielić się pewnymi refleksjami na temat wydarzeń, które w ostatnim czasie mają miejsce w naszej gminie. Chodzi oczywiście o wygaszanie mandatu obecnego burmistrza Dariusza Skiby.
W kontekście bieżących wydarzeń nie jednego zapewne zastanawia fakt, dlaczego dopiero teraz sprawa powiadomienia Komisarza Wyborczego o łączeniu stanowiska w administracji rządowej ze sprawowaniem funkcji Burmistrza ujrzała światło dzienne? Można założyć, że osoba, która złożyła zawiadomienie, wiedziała o tym fakcie od początku sprawowania urzędu przez Burmistrza Skibę. Co stało na przeszkodzie żeby zawiadomić Komisarza Wyborczego już po upływie trzech miesięcy od zaprzysiężenia Burmistrza Skiby o nie rozwiązaniu przez niego umowy o pracę ze ŚPN, tylko skorzystania przez niego z urlopu bezpłatnego? Można domniemać, że osoba ta była doskonale zorientowana w układach towarzysko – personalnych Burmistrza z ówczesnym dyrektorem ŚPN.
W świetle ostatnich wydarzeń związanych z osobą byłego już Dyrektora ŚPN, który został odwołany na początku kwietnia 2016r,pewnie słusznym było zawiadomienie Wojewody i Komisarza Wyborczego dopiero w tak odległym terminie. Odwołanie Dyrektora było zielonym światłem do podjęcia kroków prowadzących do usunięcia naruszenia prawa przez burmistrza Skibę. Dlaczego?
Z notatki zamieszczonej na stronie Radia Kielce http://www.radio.kielce.pl/pl/post-45240 wiemy, że były już dyrektor ŚPN ma postawione zarzuty prokuratorskie w sprawie fałszowania dokumentów w ŚPN. Czyżby wstrzymywanie się ze złożeniem powiadomienia do Wojewody i Komisarza miało coś wspólnego z postępowaniem wobec byłego Dyrektora ŚPN (…) Dziwnym trafem były Dyrektor ŚPN znalazł intratną posadę w Urzędzie Miasta i Gminy w Bodzentynie. Od 1 lipca 2016r jest pracownikiem tegoż Urzędu. (…) Cała ta sytuacja świadczy o zasadności zakazu łączenia funkcji Burmistrza z pozostawaniem w stosunku pracy w administracji rządowej.