Source: https://www.rp.pl/artykul/232136-Historia-i-emocje--czyli-dobra-osobiste-w-tworczosci-filmowej.html
Timestamp: 2019-08-20 09:52:19
Legal References Found: art. 23
 art. 24
 art. 448
 art. 24
 art. 448
 art. 24

Document Content:
Historia i emocje, czyli dobra osobiste w twórczości filmowej - Dobra osobiste - rp.pl
Aktualizacja: 11.12.2008, 07:03
Historia i emocje, czyli dobra osobiste w twórczości filmowej
Stworzenie filmu jest sporym wyzwaniem techniczno-finansowym. A gdy chodzi o filmy historyczne, często dochodzą także aspekty prawne, w wyniku czego ich powstanie przypomina grę w rosyjską ruletkę – piszą radca prawny Janusz Piotr Kolczyński oraz doktor nauk prawnych i aplikant radcowski Damian Flisak, obaj z Zespołu Prawa Mediów kancelarii Wardyński i Wspólnicy
Polska kinematografia znajduje się w ciekawym okresie rozwoju. W 2005 r. zyskała nowego i ważnego sojusznika: Polski Instytut Sztuki Filmowej. Efektem tego sojuszu jest choćby wysoki poziom tegorocznego festiwalu filmowego w Gdyni. Poniżej dalsza część artykułu
W ostatnich latach zauważalnie wzrosło zainteresowanie kinem historyczno-batalistycznym, tak popularnym w Polsce w latach 50. i 60. minionego wieku. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka, wśród nich większe możliwości finansowe producentów, nowe środki wyrazu czy ulepszona technologia produkcji. Nie bez znaczenia jest też wzmożona wrażliwość współczesnego kinomana na najnowszą historię Polski, która mobilizuje do podejmowania tematów dotąd uważanych za dostatecznie wyjaśnione, zatem twórczo mniej atrakcyjne.
Odkrywanie prawdy historycznej na ekranie budzi z reguły spore emocje. Przykładem jest choćby „Strajk” Völkera Schlöndorffa, film opowiadający m.in. o wydarzeniach sierpnia 1980 r. w Stoczni Gdańskiej, zainspirowany historią Anny Walentynowicz. Nie mniej emocji wywołują rozpoczęte już produkcje, np. filmy o generale Władysławie Sikorskim czy generale Auguście Emilu Fieldorfie „Nilu”, bądź planowane, np. produkcja na podstawie scenariusza „Tajemnica Westerplatte”, opowiadającego o pierwszej batalii polskich żołnierzy we wrześniu 1939 r.
Za każdym razem głównym przedmiotem kontrowersji jest sposób przedstawiania czy postrzegania wydarzeń historycznych. Ten artykuł jest głosem za podjęciem debaty prowadzonej ad meriti iuris. A zatem gdzie kończy się swoboda filmowej interpretacji, a zaczyna prawnie chroniony obszar uczuć odbiorców? Innym pytaniem jest, co grozi twórcom lub producentom w wypadku pokrzywdzenia uczuć osób trzecich oraz kogo uprzywilejowują w tym przepisy prawa?
Przymierzając się do sfilmowania ważnego wydarzenia historycznego, twórca filmu i jego producent zostają skonfrontowani z ważnymi dylematami natury prawnej i społecznej. Z jednej strony widzą bowiem skandujących głośno przeciwników realizacji filmu, zarzucających mu bezprawność oraz naruszanie uczuć i własnych wyobrażeń o minionych wydarzeniach. Z drugiej mają poczucie, że stoi za nimi prawo, które niestety nie jest jednak jednoznacznie interpretowane. Co cieszy, ostatnie wyroki Sądu Najwyższego wskazują na coraz większe opanowanie materii naruszeń dóbr osobistych przez judykaturę.
Co najmniej niektóre z publicznie podnoszonych zarzutów próbujących wykazać bezprawność przywołanych produkcji filmowych są oczywiście bezzasadne. Otóż w wypadku twórczości filmowej czerpiącej z historii wynikająca z art. 23 kodeksu cywilnego ochrona może dotyczyć przykładowo takich dóbr jak: kult pamięci po zmarłej osobie bliskiej, poczucie dumy z przeszłości tej osoby, ewentualnie ochrona tradycji rodzinnej polegającej na pielęgnowaniu pamięci po zmarłym przodku. Nie ma natomiast możliwości naruszenia dóbr osób nieżyjących, np. poległych żołnierzy. Dobra osobiste nie przysługują osobom zmarłym. Nie jest także prawnie dopuszczalne podniesienie zarzutu „ogólnego” zafałszowywania historii przez twórcę filmu. Tymczasem taki właśnie zarzut pojawia się najczęściej w debacie publicznej w odniesieniu do produkcji historycznych.
Roszczenie o naruszenie dóbr osobistych może zgłosić osoba, dla której pamięć o sfilmowanych wydarzeniach jest szczególnie istotna, ponieważ wiąże się ze sferą jej osobowości. Zasadniczym wyznacznikiem są tutaj więzy pokrewieństwa. Istotne jest przy tym, że dla oceny naruszenia dóbr osobistych nie jest ważne subiektywne odczucie, a więc indywidualne przeżycia psychiczne domniemanego poszkodowanego. Miarodajna jest obiektywna perspektywa oceny.
Sąd, badając sprawę, będzie oceniał reakcję, jaką dane „naruszenie” wywołało w społeczeństwie, składającym się z osób zwyczajnych, rozsądnych i racjonalnie oceniających, nieobciążonych uprzedzeniami, nieskłonnych do wyrażania ekstremalnych sądów (wyrok SN z 21 września 2006 r., I CSK 118/06, OSNC 2007/5/77). Kryterium obiektywne powinno być uwzględniane i przy wyodrębnieniu dobra osobistego, i przy ocenie jego naruszenia (wyrok SA w Łodzi z 28 sierpnia 1996 r., I ACr 341/96, OSA 1997/7-8/43).
W związku z takim ujęciem wraz z rozwojem kultury społeczeństwa pewne dobra osobiste będą bardziej, inne zaś mniej chronione lub wręcz stopniowo pozbawiane ochrony. Przesądza to z kolei o tym, że katalog dóbr osobistych jest z założenia otwarty i dynamiczny.
W naszym przekonaniu stwierdzenie o obiektywnej perspektywie oceny naruszenia dóbr osobistych jest kluczowe. Wartościując poszczególne sceny, nie wolno pomijać ich kontekstu sytuacyjnego. Film jest ciągiem powiązanych treściowo scen, ekstrakcja jednej z nich może całkowicie wynaturzyć jej sens. Dla oceny ukazywanych scen istotne jest, aby nie wymykały się one prawdopodobieństwu, aby były typowe dla konkretnego rodzaju zdarzeń, np. dla okropieństw, jakie niesie ze sobą wojna.
Udział w debacie publicznej na temat faktów lub postaci historycznych jest przejawem korzystania z konstytucyjnej wolności wypowiedzi, idei i poglądów, nawet gdy wypowiadane sądy budzą kontrowersje i odbiegają od dominującej wersji wydarzeń historycznych (wyrok SN z 24 lutego 2004 r., III CK 329/02, OSNC 2005 /3/48). Tak więc wypowiedź audiowizualna na temat faktów historycznych, jakkolwiek byłaby nawet bolesna, nie może być uznana za bezprawną, jeśli nie wypaczono w niej owych faktów. Trzeba podkreślić, że sąd nie będzie dążył do ustalenia jedynie słusznej prawdy historycznej. Będzie on brał pod uwagę jedynie ogólny stan wiedzy historycznej na dany temat, przede wszystkim stan istniejących kontrowersji odnośnie do danego faktu.
Z drugiej strony fantazja twórców filmowych ma określone granice. Ukazanie np. II wojny światowej i hekatomby narodów w stylistyce parodystycznej czy komediowej, przeinaczającej fakty, uznalibyśmy za wysoce kontrowersyjne z perspektywy analizowanych dóbr. Celem przekazu audiowizualnego nie może być zamierzona dezinformacja, ośmieszenie, oszczerstwo czy świadome zadawanie bólu najbliższym. Również środki filmowego przekazu powinny być starannie przemyślane: epatowanie nadmiarem krwi, ludzkich trzewi czy wykorzystanie oczywiście nieprzystającego podkładu muzycznego może uzasadnić przekroczenie granic swobody twórczej.
Inną granicę stanowi chęć oczywistego zafałszowania historii, przedstawiania wydarzeń wymyślonych na potrzeby filmu wyłącznie w celu nadania mu sensacyjnego posmaku czy też pozbawionych jakiegokolwiek prawdopodobieństwa, bo niemających najmniejszego odbicia w dostępnych przekazach historycznych. W opisanych sytuacjach interesy osób prywatnych mogą wziąć wówczas górę nad swobodą twórczej ekspresji.
Odpowiedzialność z tytułu naruszenia dóbr osobistych może być dotkliwa. Dlatego twórcy i producenci powinni ocenić, na ile jest ona prawdopodobna w konkretnej produkcji. Wprawdzie zgodnie z art. 24 k.c. osoba, która czuje się dotknięta, powinna wskazać naruszone dobro osobiste i sprecyzować, na czym naruszenie ma polegać. Niemniej to domniemany naruszyciel będzie musiał wykazać, że przeniesiona na ekran treść, np. scenariusz, nie godzi w określone dobro osobiste, bądź też że naruszenie jest usprawiedliwione. Na twórcy filmu lub jego producencie spoczywa zatem ciężar dowodu, że ekranizacja wydarzenia historycznego nie narusza dóbr osobistych.
Takie ujęcie prawnej ochrony dóbr osobistych w zestawieniu z roszczeniami o zadośćuczynienie lub zapłatę na cele społeczne stawia poszukujących ochrony swoich dóbr osobistych w uprzywilejowanej pozycji.
W naszym odczuciu sytuacja taka była jednym z hamulców rozwoju twórczości filmowej, w szczególności kina historycznego. Obawa przed lekkomyślnie wytaczanymi procesami mogła skutecznie blokować śmiałe projekty filmowe. Jak się wydaje, sytuacja zaczyna się zmieniać, także dzięki orzecznictwu sądowemu.
Samo pojęcie dóbr osobistych i roszczeń z nimi związanych ma charakter dynamiczny. Upewniają w tym ostatnie działania SN zmierzające do uporządkowania tego zagadnienia poprzez zwiększenie ochrony podmiotu naruszającego. Jeszcze do niedawna nie było jasności, czy bezprawność jest jedyną przesłanką uzasadniającą zasądzenie zadośćuczynienia bądź zapłatę na cele społeczne na podstawie art. 448 k.c. (wyrok SN z 12 grudnia 2002, V CKN 1581/00, OSN 2004/4/53). Wyrazistym orędownikiem takiego stanowiska jest prof. Jan Błeszyński, który swój pogląd wyraził w glosie do wyroku SN z 27 lutego 2003 r. (IV CKN 1819/2000, OSP 2004/6/75), pisząc, że „roszczenie o zadośćuczynienie pieniężne sprowadzone zostało (na skutek nowelizacji z 1996 r.) do właściwego wymiaru, tzn. do nadania mu charakteru uniwersalnego”. W tym kontekście „wprowadzenie, niejako dodatkowo, przesłanki winy stanowi interpretację nie tylko nieuzasadnioną, ale nawet sprzeczną z funkcją tego roszczenia”. Oznaczałoby to, że poszkodowany określoną ekranizacją filmową mógłby żądać zapłaty, nie wykazując po stronie twórcy czy producenta winy, np. przy zbieraniu materiałów, ustalaniu faktów i osób etc.
Nie analizując dogłębnie tej problematyki, opowiadamy się za stanowiskiem, zgodnie z którym odpowiedzialność z tytułu naruszenia dobra osobistego powinna być oparta na zasadzie zawinienia. Tylko wtedy ochrona wszystkich uczestników obrotu będzie należyta i zrównoważona. Z jednej strony art. 24 k.c. przyznaje pokrzywdzonemu prawo niemajątkowej ochrony (np. dotkliwy zakaz dystrybucji filmu lub przeprosiny na łamach prasy). Z drugiej twórca lub producent filmu ponoszą konsekwencję dalszych dolegliwości finansowych (zapłata zadośćuczynienia bądź zapłata na cel społeczny) jedynie w wypadku udowodnienia im winy. Ewentualne straty poszkodowanego w wyniku zawinionego naruszenia jego dóbr zostają w ten sposób zrekompensowane. Warto w tym miejscu podkreślić znaczenie jednej z ostatnich uchwał SN z 9 września 2008 r. (III CZP 31/08, niepubl.). Dopuszczono w niej możliwość kumulacji roszczeń z art. 448 k.c. Ponieważ jednak uchwale nie została nadana moc zasady prawnej, istnieje ryzyko, że nie będzie ona powszechnie stosowana. Jak się jednak wydaje, spór o możliwość kumulacji należy już do przeszłości. Obecnie jego przedmiotem pozostają funkcje zadośćuczynienia i zapłaty na cele społeczne oraz związane z tą ostatnią postaci winy.
Spór ten jest naszym zdaniem dyskusją, której celem jest pogłębienie uprzywilejowania pozycji naruszyciela, jeśli by uznać, że istnieje podstawa do stopniowania jego winy, a więc tym samym większa trudność w jej udowadnianiu przez dochodzącego ochrony swych dóbr. Wydaje się, że nowe orzecznictwo skłania się za uznaniem, że dodatkowe komplikowanie życia poszukującemu ochrony i narażanie go na większe trudności przy dochodzeniu zapłaty na cele społeczne w związku z koniecznością wykazania winy kwalifikowanej po stronie naruszyciela, jest niepotrzebne. W niedawnym orzeczeniu SN z 24 stycznia 2008 r. (I CSK 319/07, niepubl.) padło stwierdzenie: „związek między art. 24 i 448 k.c. przemawia za jednolitymi przesłankami żądania zadośćuczynienia i zasądzenia zapłaty na cel społeczny, w ramach reżimu naprawienia szkody czynem niedozwolonym”. Przesądzenie o stopniowaniu winy byłoby zdaniem SN niewskazane: „Niezrozumiałe byłyby (…) rozwiązania legislacyjne wymagające w tych wypadkach udowodnienia winy umyślnej i prowadzące do tego, że pokrzywdzony kierujący się pobudkami powszechnie aprobowanymi (żądając zapłaty na cel społeczny) musiałby pokonywać większe trudności w uzyskaniu satysfakcji”. Trudno ten spór jednoznacznie rozstrzygnąć, w szczególności mając na uwadze stan orzecznictwa. Ocena ta jest zależna od konkretnego przypadku. Paradoksalnie, wzmożone zainteresowanie tematyką historyczną w przemyśle filmowym może być szansą na ustalenie jasnych rozwiązań w tym zakresie.