Source: http://doczz.pl/doc/12982/makieta-symetryczna_poprawna_ostatnia.qxd
Timestamp: 2020-04-04 17:45:22
Legal References Found: art. 92
 art. 92

art. 8
 art. 3
 art. 6
 art. 8
 art. 10
 art. 5
 art. 419
 art. 5
 art. 416
 art. 414
 art. 417
 art. 5
 art. 412
 art. 412
 art. 412

Document Content:
Makieta symetryczna_poprawna_ostatnia.qxd - Łowiectwo I Strzelectwo
Numer 4 (6)
Br oń
e-S tr zelectwo
Bill Sanders – „To wasz biznes”
Ich pierwszy strzał
375 słów
od Killera...
tare porzekadło mówi „jeśli nie zainteresujesz się polityką,
polityka szybko zainteresuje się tobą”. To samo porzekadło dotyczy również wojny. Co gorsze, z reguły skutki są takie
Przeciętny obywatel zasadniczo pragnie jednego – możliwości spokojnego życia i pracy, bez zbędnego wtrącania cudzego nosa w swoje sprawy. Dotyczy to w takim samym stopniu zarówno pani sprzątającej biuro jak i dziennikarza.
Co jednak zrobić, jeśli społeczeństwo jest już znudzone
popisami politykierów u szczytu władzy, i będąc przez ową
włądzę olewane, samo ją olewa? No cóż, trzeba to społeczeństwo zmusić do współpracy siłą. W imię dobra tego społeczeństwa, rzecz jasna. Teza znana w praktyce od pewnego października (listopada) 1917 roku.
Mamy więc wielką akcję lustracyjną. Wokół tematami towarzyskich rozmów dnia jest kto się zlustrował a kto nie, kto
ma zamiar, a kto wprost mówi, że nie będzie udowadniał, iż
nie jest wielbłądem. Ponieważ to najtrudniej udowodnić.
Paranoja sięga szczytu – kolejna władza mieniąca siebie
samą IV Rzeczypospolitą, stosuje te same metody „lojalki” jak
opluwana przezeń PZPR.
Jak mi opowiadał znajomy dziennikarz, w jego redakcji
koledzy dostawszy kwity lustracyjne na wszelki wypadek wypełnili obydwa, zarówno ten mający w nagłówku NIE
WSPÓŁPRACOWAŁEM jak i drugi głoszący WSPÓŁPRACOWAŁEM. Bez względu na sytuację, temu kto się przyznał,
nie można zarzucić kłamstwa lustracyjnego. A czy rzeczywiście współpracował? A kogo to obchodzi? Przecież w gruncie
rzeczy cała akcja ma na celu zdobycie właśnie „kwitów”,
w teorii mogących zamknąć usta niewygodnym ludziom...
Trzymający władzę chcą bym się zlustrował? Świetnie. Na
wszelki wypadek napiszę, że współpracowałem. Za to nie
można mi nic zrobić. A zresztą, skąd ja wiem, czy ja nie
współpracowałem? A skąd wreszcie mam wiedzieć, z kim ja
kiedyś wódkę piłem? Przecież nie pytałem swoich kompanów
o legitymacje służbowe. A w tym fachu pija się i rozmawia
z rozmaitymi ludźmi. Taki zawód...
Jednak na pewno postąpię, jak ów słynny już dziś profesor
chemii z uniwersytetu białostockiego, który zakończył swoją
wypowiedź dla IPNu cytatem z Haszkowskiego Szwejka – Pocałujcie mnie w dupę, pajace...
Radosław „Killer” Baturo
Polujemy na jelenia
To wasz biznes...
Zabawka w bojowej skórze
Renesans staroci
Kto smaruje, ten lufy nie pucuje
Ostrze ostrzu nierówne
Smutno i bezstresowo
Pogwarki Pana Jana
fax 022 76-76-138
Redaktor naczelny: Radosław Baturo
0-691-220-355
Sekretarz redakcji: Miłosław Majstruk
0-502 675-240
Zespół: Marcin Abratowski, Jacek Bonecki (foto), Radosław
Cholewiński, Tomasz Gębala, Jan Kraśko, Piotr Kuczyński,
Dorota Majcher, Stefan Nyka (foto), Marcin Pałucha, Martyna Pindel,
Piotr Szamowski, Tomasz Wełnicki, Hubert Zegarski, Adrian Zoruk
http://bies.airguns.pl
CEKAUS – Izabela Majstruk
ul. Leśna 21A/20, 05-110 Jabłonna
Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk, kopiowanie, rozpowszechnianie materiałów w jakiejkolwiek formie – w całości lub fragmentach – tylko za pisemna zgodą redakcji. Wydawnictwo bezpłatne. Wszelkie formy czerpania korzyści ze sprzedaży są niezgodne z prawem i będą ścigane.
Na okładce: Łośień – zajęcia ze strzelania z uczniami szkoły
Logun Solo do HFT
Nowy salon Militaria. pl
Kolejną nowością w ofercie Koltera jest nowy model Loguna
Solo, dedykowany HFT. Zmiana polega głównie na
zastosowaniu regulowanej baki. Dodatkowo osada ma już
nowe, laserowe ryflowanie. Jako ciekawostkę należy wymienić
fakt realizacji ogromnego zamówienia (plotki mówią o 1000
sztuk) na Loguny Solo dla... RPA. Dane techniczne – kaliber
4.5 mm, długość 953 mm, długość lufy 500 mm, masa 2,5 kg,
osada z drewna egzotycznego (sepatia).
W sprzedaży pojawił się również magazynek 10-strzałowy do
Loguna Solo, w cenie 149 zł.
Nowość z serii Titanium
Firma TM-Militaria otworzyła nowy salon sprzedaży – tym
razem w Gdyni. Sklep znajduje się przy ul. Świętojańskiej 84,
i tak jak w przypadku pozostałych salonów (Wrocław,
Warszawa), atrakcyjne są godziny otwarcia – od poniedziałku
do piątku w godz. 10.00-19.00, w sobotę 10.00-18.00,
a w niedzielę 11.00-17.00. Oczekujemy teraz na otwarcie
kolejnych placówek – na Śląsku i w Poznaniu. A może kiedyś
Srebrne Makarovy
W ofercie firmy TM-Militaria (www.militaria.pl) pojawiły się
Makarovy w nowym, srebrnym wykończeniu. Dostępna jest
również wersja mieszana, o czarnym szkielecie i srebrnym
zamku. Cena tej wiatrówki wynosi 589 zł.
Wiatrówka ze Słowenii
W ofercie firmy Kolter (www.bron.pl) pojawił się nowy
karabinek PCP – AGS PCR-1. Jest to jednostrzałowa
wiatrówka, krótka, lekka i poręczna, z założenia myśliwska.
Niestety, wadą może być niewielka liczba strzałów z jednego
tankowania – ok. 35. Wynika to z miniaturowego zbiornika,
koniecznego, by zachować niewielką wagę. Dane techniczne
– kaliber 4.5, 5.5 mm, długość 860 mm, masa 2,3 kg, osada
z drewna egzotycznego (sepatia).
W ofercie firmy Delta Optical pojawił się kolejny celownik
z serii Titanium. Wytrzymałość oraz zakres ostrości
powodują, że jest to kolejny celownik dedykowany
wiatrówkom. Powiększenie: 6-24x, średnica obiektywu 42 mm,
pole widzenia na 100 m: 5,23-1,45 m, siatka celownicza
MilDot, regulacja paralaksy na obiektywie, MOA 1/4 cala,
średnica tubusa 1cal (25,4 mm), długość 358 mm, waga
502 g, gwarancja 3 lata, cena detaliczna 1090 zł.
Weaver dla myśliwych
Do sprzedaży trafiły celowniki Weaver z serii Extreme.
Optykę tę dedykowano myśliwym, stąd tubus o średnicy 30
mm oraz krzyż „niemiecki” z podświetlaną kropką. Ceny
u polskiego dystrybutora w firmie Kolter (bron.pl) są
następujące: 1,5-4,5x24 – 1950 zł, 2,5-10x50 – 2550 zł,
2,5-10x56 – 2850 zł.
Strzelnica Temidy
Sprawa korupcyjnego „rozporządzenia Millera” była już wielokrotnie poruszana na łamach prasy, zajmującej się szeroko rozumianym strzelectwem. Jak dotąd temat ów nie doczekał się żadnego oddźwięku ani żadnej reakcji ze strony zarówno premiera RP, jak i ministrów odpowiedzialnych
za resorty spraw wewnętrznych oraz sprawiedliwości. Nic. Kamień w wodę. Dwaj kolejni premierzy Marcinkiewicz i Kaczyński uznali, że problem nie istnieje.
Dziś publikujemy kolejny list, skierowany do szefów trzech resortów, odpowiedzialnych za przesteganie PRAWA w państwie polskim. I jako dziennikarze w imieniu naszych czytelników oczekujemy
odpowiedzi. Mamy nadzieję, że tym razem nie zostaniemy zignorowani.
Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Janusz Kaczmarek
Szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński
W imieniu redakcji naszego pisma zwracam się do panów z apelem o pilne wyjaśnienie sprawy od lat nieznajdującej rozwiązania,
mimo że wielokrotnie była przedmiotem materiałów prasowych, listu do Premiera RP, a także niezwykle wymownego wyroku sądowego.
Z informacji, którą otrzymaliśmy, wynika, że formalny wniosek o zbadanie tej sprawy został ostatnio skierowany do CBA i że nie jest to
skarga anonimowa.
Chodzi o sprzeczne z konstytucją i budzące uzasadnione obawy co do korupcyjnych motywów wydania oraz stosowania, podpisane
przez premiera Leszka Millera rozporządzenie Rady Ministrów z 9 grudnia 2003 roku zmieniające rozporządzenie w sprawie rodzajów
broni i amunicji oraz wykazu wyrobów i technologii o przeznaczeniu wojskowym lub policyjnym.
Analizę prawną tego rozporządzenia i przykłady używania go do bezprawnego zwalczania konkurencji przedstawił kilkakrotnie miesięcznik ARSENAŁ (np.: styczeń 2004 – Tomasz Wełnicki „No i doczekaliśmy się pasztetu”; marzec 2006 – Tomasz Wełnicki „Głupota
czy korupcja”; maj 2006 – Tomasz Wełnicki „Spawa Kliszewskiego czy sprawa TM”), a także nasze pismo (listopad 2006 – Miłosław
Majstruk „Sprawa Kliszewskiego – początek czy koniec?”; marzec 2007 – Miłosław Majstruk „Zagubione odwołanie Millera”).
Rok temu ARSENAŁ skierował do premiera Kazimierza Marcinkiewicza list otwarty, streszczający aspekty prawne i praktyczne konsekwencje afery. Postawiono wtedy pytanie, w jaki sposób i w jakim czasie sprawa zostanie zbadana i wyjaśniona?
Odpowiedzi ARSENAŁ nie otrzymał. Niewykluczone, że jakąś jej formą jest opublikowanie na stronach internetowych MSWiA – w zestawieniu planów legislacyjnych na pierwszą połowę 2007 roku – zapowiedzi uchylenia wskazanego rozporządzenia.
Ze zdumieniem jednak dowiadujemy się, że projekt odpowiedniego aktu prawnego wraz z uzasadnieniem i oceną skutków regulacji
nosi datę 3 października 2006 roku. Jeszcze większe zdziwienie budzi to, co naszemu dziennikarzowi powiedziała w rozmowie telefonicznej (przeprowadzonej 21 marca br. o godzinie 13:50, pani naczelnik Weronika Borowa-Banik), która poinformowała, że projekt jest w Departamencie Prawnym i zdaje się, że nie trafi na wokandę albo mocno się opóźni, a generalnie pani naczelnik nie wie nic bliższego na
Od pół roku projekt rozporządzenia likwidującego bezprawne i korupcyjne przepisy jest przygotowany do wydania, a oficjalny urzędnik MSWiA informuje, że to i tak nie wejdzie w życie albo przyjdzie na to jeszcze długo poczekać.
Już samo uzasadnienie do uchylenia niekonstytucyjnego rozporządzenia zawiera przyznanie, że doszło do naruszenia delegacji ustawowej. Wypada w skrócie przypomnieć, że uchybienia były następujące:
1. Naruszona delegacja ustawowa dotyczy określenia rodzajów broni, na której wytwarzanie i którą obrót wymagana jest koncesja.
Włączono do tego spisu wiatrówki słabsze niż 17 J, które zgodnie z normami ustawy o broni i amunicji nie są bronią.
2. Zmieniono ustawową definicję broni pneumatycznej, tak aby podporządkować ją rynkowym potrzebom części firm handlujących
wiatrówkami i dać im narzędzie do zwalczania konkurencji.
3. Przywrócono w definicji ustawowej broni pneumatycznej pojęcie lufy gwintowanej, które wcześniej usunięto w ramach nowelizacji
ustawy o broni i amunicji.
4. Usunięto z definicji ustawowej stawiany broni pneumatycznej wymóg zdolności rażenia celu na odległość.
Brak zgodności z delegacją ustawową to naruszenie Konstytucji RP i jej art. 92. Prowadzi to nieważności rozporządzenia. Dla przykładu fragment wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 17 stycznia 2006 roku: „... kwestionowany przepis jest niezgodny z art. 92
ust. 1 konstytucji, który nakazuje wydawanie rozporządzeń w celu wykonania ustaw i wyklucza przejmowanie przez organ wydający rozporządzenie uprawnień ustawodawcy. Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie podkreślał, że rozporządzenie może być wydane wyłącznie
na podstawie wyraźnego, a więc nieopartego tylko na domniemaniu lub na wykładni celowościowej, szczegółowego upoważnienia ustawy, w granicach tego upoważnienia i w celu wykonania ustawy…”.
Niekonstytucyjne rozporządzenie jest używane do bezprawnego ścigania osób, które prowadzą działalność gospodarczą legalną, ale
konkurencyjną w stosunku do firm koncesjonowanych. Sprawa Andrzeja Kliszewskiego jest tylko jednym z przykładów korupcyjnego wykorzystania tego rozporządzenia. Sąd Rejonowy w Zielonej Górze uniewinnił Andrzeja Kliszewskiego, stosując bezpośrednio przepisy
art. 8 konstytucji. Prokuratura odwołała się od tego wyroku, mimo jego oczywistej zasadności.
Nieuniknione są pytania: Czy prokuratura uczestniczy w korupcyjnym wspieraniu interesów tych podmiotów, które niekonstytucyjne
rozporządzenie wykorzystują do tępienia konkurencji? Czy prokuratura jest przez te podmioty stymulowana do udziału w takim procederze?
Zwracamy się z apelem o wnikliwe i szybkie wyjaśnienie także następujących kwestii:
1. Kiedy uchylone zostanie sprzeczne z konstytucją, naruszające delegację ustawową, służące działaniom korupcyjnym rozporządzenie Rady Ministrów z 9 grudnia 2003 roku zmieniające rozporządzenie w sprawie rodzajów broni i amunicji oraz wykazu wyrobów i technologii o przeznaczeniu wojskowym lub policyjnym?
2. Kto w MSWiA, lub za jego pośrednictwem, od tak dawna wstrzymuje przygotowane już i uzasadnione uchylenie niekonstytucyjnego rozporządzenia?
3. Kto stał za wprowadzeniem w życie niekonstytucyjnego rozporządzenia?
List ten, po dostarczeniu go do obu Ministerstw i CBA, zostanie niezwłocznie i w całości opublikowany w naszym piśmie. Również
odpowiedzi, które otrzymamy.
Radosław Baturo
Targi Myśliwskie Hubertus 2007
... który się u nas zjawi
Miłosław Majstruk, Marcin „maab” Abratowski, Radosław „Killer” Baturo
13-15 kwietnia odbyły się IV Międzynarodowe Targi Łowiectwa, Strzelectwa i Rekreacji. Na ostatnich targach organizatorzy postanowili przesunąć termin z listopada na kwiecień. Dodatkowo
wszystko wskazywało na to, że zmieni się formuła targów – z czysto myśliwskich na myśliwsko-strzelecko-turystyczne (nazwijmy to modnym słowem outdoor). Zachęceni członem nazwy „Strzelectwa i Rekreacji”, czyli tym, co nas najbardziej interesuje, wybraliśmy się na targi pełni radosnego oczekiwania na niespodzianki, jakie zgotują nam wystawcy i organizatorzy.
Zgotowali. Pokaz, podobnie jak organizator targów Polski
Związek Łowiecki, poluje na jelenia.
Na targach pojawiło się 63 wystawców. W tym trzech z zagranicy. I pewnie dlatego w nazwie znalazło się słowo międzynarodowe, mimo że międzynarodowości ze świecą szukać można. Fakt, większość wystawców to polscy dystrybutorzy zagranicznych marek, i może stąd ta międzynarodowość.
Nie da się ukryć, że myśliwi to podstawowa grupa, do której adresowane były targi. Do tego stopnia, że praktycznie po-
Odłamki śrutów ze strzelnic demonstracyjnych latały wszędzie. Ten upadł na stoisko
firmy Agat – dystrybutora Peltora. Na szczęście odpowiedni sprzęt ochronny był pod ręką
Na stoisku Incorsy straszył... Weichrauch ze źle zamontowaną szczerbinką
za tematami łowieckimi nie było czego oglądać. Firmy, które
miały co pokazać, na Hubertusa przygotowały ofertę tylko dla
myśliwych. Cóż... W efekcie ludzie spoza branży po obejrzeniu
targów mieli święte prawo poczuć się rozczarowani.
Ciekawostek też jakby niewiele. Incorsa wystawiła wiatrówki, jednak w temacie FX-ów zapadła cisza. Najciekawszy był
Career Dragon, w kalibrze 12.7 mm. Okazuje się, że reklama
Careerów przekłamuje – nie jest on powiększoną wersją znanej
wiatrówki 707 w systemie lever-action, jak to widać na reklamie, ale posiada boczną dźwignię przeładowania, a wyglądem
znacząco odbiega od 707. Kolejną nowością był Twinmaster
w wersji PCP oraz w wersji M-16, o którym pisaliśmy w zeszłym numerze przy okazji targów IWA.
go oczywiście AGS PCR-1 i Loguna Solo HFT. Dodatkowo, pozostała oferta Koltera. Mieliśmy okazję postrzelać z karabinka
Storm Cx4. Naprawdę rewelacyjna zabawka, z niecierpliwością
czekamy na egzemplarze seryjne. Oprócz wiatrówek Kolter zaprezentował noże firmy Cold Steel, jako że został ich dystrybutorem. W tle zaś leciały filmy o rozcinaniu wszystkiego za pomocą produktów tej firmy. Dla widzów o mocnych nerwach.
Noże były zauważalne na Hubertusie. Sharg, dystrybutor
Spyderco, na wystawce wyłożył trzy noże tej firmy, z któ-
Jeszcze ciepła nowość Umarexu pokazana pierwszy raz na IWIE – Beretta Storm Cx4
Na Hubertusie widać było rozwijającą się modę na strzelnice. W tym roku Incorsa wystawiła swoją, można więc było kilka modeli wiatrówek wypróbować. Szkoda, że jej zabezpieczenie nie było najlepsze – odłamki śrutów lądowały na znajdującym się obok stoisku Peltora, potwierdzając niniejszym
w praktyce konieczność stosowania okularów strzeleckich
sprzedawanych chociażby przez tę firmę.
Firma Agat, dystrybutor Peltora, pokazała nowe ochraniacze słuchu Bull’s Eye I, czyli następcę popularnego modelu pa-
„Polski” Logun Eagle na stoisku Koltera. Wreszcie można go było wziąć do ręki
sywnego Shotgunnera. Nasze zainteresowanie budziły jednak
ochraniacze aktywne, głównie przez wzgląd na przeraźliwe
i głośne wycia ze sceny – to był koncert trąbienia myśliwskiego
i pokaz wabienia. Koszmarne przeżycie...
Oczywiście najbardziej branżową firmą był Kolter. Również
ze swoją strzelnicą, niestety wspomniane wycia wymuszały przerwy w jej funkcjonowaniu – odgłosy strzelania przeszkadzały panom w kapeluszach tyrolskich. Za to można było obejrzeć nowości Umarexu – Berettę Storm Cx4 i Px4, oraz Elite II. Do te-
Wprawdzie konstrukcja niepolska, ale miło znów zobaczyć bicia fabryki na korpusie.
Niestety, radomska wytwórnia przespała walkę o rynek wiatrówkowy
Częstochowski Kolter był jedną z niewielu dużych firm handlujących wiatrówkami, które
potraktowały Hubertusa poważnie
rych jeden nieprodukowany od dwóch lat. To i tak dobrze,
bo nowości Hatsana w ogóle nie było. I nie wiadomo, kiedy
będą. Czyżby firmie nie zależało na promowaniu wiatrówek? Za to szumnie zapowiedziano, że będzie Brocock, Webley, Weihrauch, i w ogóle wszystko... Podobnie niepoważnie do tematu podeszła firma Kaliber, która temat wiatrówek Gamo oraz czarnoprochowców Uberti i Pedersoli
potraktowała, delikatnie mówiąc, po macoszemu. Przedstawiciele firmy z rozbrajającą szczerością przyznali, że interesują ich tylko myśliwi. A Gamo... Gamo i tak się sprzedaje
– co prawda, nie wiadomo, gdzie i komu, nowości również
nie było widać, ale firma problemu nie widzi. Obejrzeliśmy
jedynie stare, znane Gamo Delta Fox z łożem nowego
kształtu. Bo o pneumatycznej strzelbie śrutowej Gamo Viper Express nawet nie było z kim porozmawiać. Zapytani
o ten karabinek pracownicy Kalibra robili wielkie oczy. Tak
samo nie ma co liczyć, że ktokolwiek spróbuje zainteresować, innych niż myśliwi, strzelców optyką Nikona, którego
Kaliber został dystrybutorem. Cóż, miło poczuć się ignorowanym. Najśmieszniejsze, że strzelnica multimedialna wystawiona przez Kaliber wykorzystywała do demonstracji...
wiatrówkę Crosman 1077!
No dobrze, nie ma co się tylko naśmiewać. Do tematu porządnie podeszła firma Togo, prezentując szeroką gamę noży
i latarek. Pryzmatix pokazał rosyjskie celowniki Vomz i Bielomo, chińskie podróbki SportsMatcha, a także pochwalił się, że
został dystrybutorem japońskiej firmy Hakko. Delta Optical
wystawiła myśliwskie celowniki z serii Titanium, niestety na zapleczu schowała nowiuteńki model 6-24x42. Rozumiemy, że
niekoniecznie jest on dla myśliwych, ale jest jeszcze to nieszczęsne „strzelectwo i rekreacja”...
Niejako na uboczu i nieśmiało inne firmy pokazywały, co
miały. Normark pokazał świetne noże fińskie Marttini, choć
nie potrafił odpowiedzieć, z jakiej stali są wykonane. Poza
skrzynkami nie było nic więcej, a przecież firma zajmuje się poważnie również sprzętem wędkarskim. To też łowiectwo, ale
chyba nie bardzo poprawne politycznie na Hubertusie. B. J.
System pokazał latarki Surfire oraz całkiem interesujące tajwańskie sprzedawane pod swoją marką.
W ogóle latarek trochę było – nawet Sircon, dystrybutor
Brunoxa, rozszerzył o nie swoją ofertę. Nowy „brand name” to
czyli dwumiejscową ciężarówkę z otwartą kabiną. Inna rzecz, że
oba pojazdy miały na oko rozmiary i masę całkiem przyzwoitego
samochodu klasy A…
Cóż, tak naprawdę nie bardzo jest co o targach pisać. Niewiele można było obejrzeć, jeśli nie jest się myśliwym (jak określił to Piotr Makuch, który przez przypadek zajrzał na targi: Gdybym miał specjalnie jechać na te targi z Łodzi, to bym się wkurzył). Generalnie odczucia były dość jednoznaczne – wizyta na
Strzelnica Incorsy. To właśnie stąd zostaliśmy zasypani odłamkami. Winna – jak się
okazało po bliższych oględzinach – była prowizoryczna boczna ściana
Ledwave z groźnie brzmiącym dopiskiem „Tactical Lightning
Systems”. Same latarki sprawiały wyjątkowo dobre wrażenie,
solidne taktyczne aluminiowe korpusy, żarniki do wyboru: luxeon lub xenon, spora gama akcesoriów dodatkowych pozwalających na montaż latarki na celowniku optycznym lub bezpośrednio na broni. Generalnie kształtem przypominają mocno Sure Fire. Niestety, dystrybutor w trakcie targów nie
dysponował ofertą cenową, więc nie wiadomo, ile przyjdzie
...i seria nowych preparatów do konserwacji łoża
Hubertusie nie była warta 10 zł. Dodatkowo większość wystawców narzekała na organizacyjne przygotowanie targów, zresztą
bałagan dawał się zauważyć.
Wielu zapowiedzianych szumnie, zarówno na stronie internetowej, jak i w opublikowanym katalogu targowym, wystawców w ogóle się nie pojawiło, natomiast w hali można było spotkać firmy, których próżno byłoby szukać w obu publikacjach.
Na to nałożyły się kosmiczne ceny (choć tutaj byli równi
i równiejsi), czasami sięgające stawek spotykanych na targach
IWA. A to już jest przesada, i to dużej skali. Z naszej strony możemy potwierdzić praktyczny brak obsługi targów w internecie
– aktualna lista wystawców została udostępniona dzień przed
Latarki „Tactical Lightning Systems” prezentowane przez firmę Sircon, na co dzień
dystrybutora preparatów do broni Brunox...
nam za te cuda zapłacić… Firma Sircon pokazała także nowe
środki do konserwacji – tym razem do drewna. Jedyną typowo
rekreacyjnym wystawcą była firma AMC, prezentująca latarki
czołowe Petzl, butelki turystyczne Laken oraz kempingowy
sprzęt kuchenny VAR.
Również oferta pojazdów mechanicznych została w tym roku rozszerzona. Do standardowego już stoiska Toyoty dołączyła
firma Subaru, prezentując „nowość” – model Forester znany już
od lat, oraz 4x4 Motor KFT, która wystawiła quada i zbudowany
na jego bazie pojazd tzw. ATV amerykańskiej firmy Arctic Cat,
... „buty, buty, tupot nóg” – jak u Okudżawy... Firma Demar z Częstochowy wystawiła
ciekawe obuwie, które postaramy się przetestować i opisać bliżej
Stoisko firmy Pryzmatix z Sochaczewa przyciągało wzrok zarówno celownikami,
jak i optyką noktowizyjną
targami! I to bez żadnych namiarów na firmy, zatem nie było
możliwości przyjrzeć się bliżej ich ofercie. Same informacje były niekompletne i szczątkowe. Dodatkowo na minus kompleksu
Expo można zaliczyć przeraźliwie drogie miejsca parkingowe,
dostępne zresztą w niewystarczającej liczbie. Sam zaś spacer
po zdewastowanej i niezbyt bezpiecznej okolicy nie jest atrakcją turystyczną .
Hubertus miał właściwie
dwa plusy. Pierwszy, że można było spotkać znajomych,
jak ktoś miał szczęście. Drugi, że targi się w ogóle odbyły.
Łowczy Krajowy, w słowie wstępnym do przewodnika po targach napisał, że
targi Hubertus przedstawiają społeczeństwu to, czym
myśliwi zajmują się poza
polowaniem. Przedstawiają
licznym widzom najnowsze
modele broni, optyki (lornetek, lunet obserwacyjnych),
ubrań i różnego rodzaju ak- Strój dla myśliwych w wersji taktycznej.
cesoriów niezbędnych pod- Karabin Barret .50 BMG dokładano gratis
Pracownicy „Sokołowa” z uśmiechem i cierpliwością znieśli najazd głodnych Hunów...
przepraszam, dziennikarzy
czas wypraw rekreacyjnych. Jest to prawdą z punktu widzenia
myśliwych. Należałoby jednak wykreślić z nazwy człon „strzeleckie i rekreacyjne”. Polowanie na jelenia, który zostawi kasę
za stoisko lub bilet wejścia – nie wróżą dobrze przyszłości Hubertusa.
Bardziej ciężarówka niż quad, ale do rozstawiania torów na HHFT pojazd nadawałby
To wasz biznes…
Z Billem Sandersem rozmawia Miłosław Majstruk
Zacznijmy od tego, czy otrzymał pan od naszych strzelców jakiekolwiek wiadomości na temat waszego polskiego dystrybutora? Czy dotarły do pana ich opinie?
- Owszem, dotarły.
Co pan o nich myśli?
– Uważam, że są bezpodstawne. Że niewiele w nich prawdy.
– Kiedy przyjechałem do Polski, spotkałem się z kilkoma
niezadowolonymi klientami. Wyjaśnili mi powody, dla których
się skarżyli, i okazało się, że ich problemy nie miały związku
z naszym polskim dystrybutorem. Miały związek z firmami, które sprzedawały sprzęt. Były pewne kłopoty z częściami zamiennymi, chodziło tylko o to. Po powrocie do kraju, po rozmowach
z klientami, byłem bardzo zadowolony. Spotkałem się z nimi,
porozmawiałem i odniosłem wrażenie, że udało mi się odpowiedzieć na ich pytania. Taką przynajmniej mam nadzieję.
Uważa pan, że te problemy jeszcze nie zniknęły?
W tej chwili większość zorganizowanych strzelców w Polsce bojkotuje pańskiego dystrybutora. Po prostu nie chcą
mieć z nim nic wspólnego, zerwali z nim wszelkie kontakty.
Kolejnym problemem jest to, że sprzedawany przez pańskiego
dystrybutora sprzęt innych zagranicznych firm ludzie ci traktują jako pośledni i niespełniający ich wymagań, jako sprzęt
Powiedział pan, że wyjaśniono, w czym rzecz...
Widzi pan, relacjonowaliśmy niedawno pewien proces sądowy. Pański dystrybutor wykorzystał prawo do...
– Wyeliminowania konkurencji.
Właśnie. I nie był to odosobniony przypadek. Zrobiono to nie
tylko z tego jednego powodu, ale fakt pozostaje faktem: Militaria postąpiły niemoralnie, nieuczciwie. Zrobiły coś, co w opinii
większości ludzi za takie uchodzi.
– Szczerze mówiąc, nie chciałbym myśleć, że ktokolwiek
postąpił źle czy niewłaściwie. Poznałem większość pracowników Militariów i trudno mi uwierzyć, że tak było.
Więc jak pan sądzi, kto jest za to odpowiedzialny? Mówimy
o niezaprzeczalnych faktach, a fakty mówią, że Militaria postąpiły nieuczciwie. To nie są tylko plotki...
– Jeśli przedstawi mi pan te fakty i jeśli okaże się, że nie są
to bezpodstawne plotki... Powiem uczciwie, że gdyby rzeczywiście tak było, przekazałbym te informacje właśnie Militariom...
Tak, rozumiem, ale...
– Ponieważ to oni powinni odpowiedzieć na wszystkie
Rozumiem zatem, że nie uważa pan, aby pański dystrybutor
zrobił coś nie tak.
– Musiałbym mieć... Nie mogę przyjmować niczego na...
Musiałbym mieć dowody, tak. Robimy z nimi dobre interesy.
Bill Sanders, szef Air Armsa udziela wywiadu na targach IWA
Uczciwie nam płacą. Robią wszystko tak jak trzeba. We właściwy sposób składają zamówienia, dostosowują się do naszego
planu sprzedaży. Smuci mnie wiadomość, że pojawił się jakiś
Problem nie polega na kontaktach handlowych. Podobnie jak
Anglicy, my też mamy swoje krajowe forum wiatrówkowe, mamy
stowarzyszenia, kluby i organizacje zarówno lokalne, jak i ogólnokrajowe, i problem, który stworzyły Militaria stał się problemem ludzi zrzeszonych w tych organizacjach. Dlatego...
– Jeśli tak, powinni przyjść z tym do mnie.
I przyszli. Wspomniał pan, że otrzymaliście dużo skarg.
– Tak, to prawda. Rozmawiałem z tymi ludźmi, przynajmniej z niektórymi, i wyjaśnili mi, na czym polega problem.
Chodziło przede wszystkim o to, że nie mogli dostać w Polsce
części zamiennych do karabinków.
Tak, to u nas największy problem ze sprzętem Air Arms, to
– Mam nadzieję, że już nie.
Części zamienne? Nie wiem.
– Tak, jeśli klienci są z czegoś niezadowoleni, powinni mi
o tym powiedzieć. Mamy naprawdę dobre, bardzo dobre stosunki ze strzelcami, zwłaszcza angielskimi. To są ludzie, którzy
kupują nasze produkty, dlatego są ważniejsi od tych, którzy je
sprzedają, ponieważ jeśli będą niezadowoleni, niczego więcej
od nas nie kupią.
Sytuacja w Polsce jest trochę dziwna, ponieważ nasi strzelcy
nie narzekają na wasze karabinki. Wprost przeciwnie, TX200
Mk3, TX200 HC czy Pro Sport są jednymi z najpopularniejszych wśród strzelców FT i HFT. Rzecz w tym, że ludzie ci patrzą na pańską firmę przez pryzmat Militariów i bojkotują wasz
sprzęt. To problem dość skomplikowany.
– Cóż, nie mam żadnych dowodów, że sytuacja ta ma zły
wpływ na liczbę zamówień, ponieważ zamówienia z Polski
wciąż napływają. Powtórzę to, co już powiedziałem: nie
chcę, żeby klienci narzekali. Bardzo tego nie chcę, ale uważam, że ze swoimi problemami powinni udać się bezpośrednio do naszego dystrybutora. Jeśli ich interwencja nie odniesie skutku, wtedy niech przyjdą do mnie, a ja przekażę ich
skargi Militariom, by zyskać pewność, że problem zostanie
Czy możemy o tym napisać? Czy zechce pan przekazać nam
oficjalne stanowisko w tej sprawie?
– Gdyby miał pan coś o tym napisać, chciałbym, aby podkreślił pan, że dla nas najważniejszy jest klient. Ludzie, którzy
strzelają z naszego sprzętu. Zawsze nam na nich zależało, bo
jeśli prześledzić historię naszej firmy...
Doskonale ją znamy.
– Proszę porozmawiać z ludźmi takimi, jak choćby Jenkins, z którym przyjaźnię się od z górą dwudziestu lat. Jak
James Osborne, który wygrał w tym roku mistrzostwa Wielkiej Brytanii. James był moim przyjacielem na długo przedtem; przyjaźniłem się również z jego rodzicami. Tak więc
najważniejszy jest dla nas strzelec i jeśli strzelec ten ma jakiekolwiek problemy, powinien nas na nie jak najszybciej
uczulić.
Bardzo dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że pozostaniemy w kontakcie.
– Ależ oczywiście. Jeśli będzie pan potrzebował jakichkolwiek informacji na temat naszej firmy, proszę tylko dać mi znać.
Wszelkie informacje i wiadomości na temat Air Arms są dla
polskich strzelców bardzo ważne. Jak już wspominałem, wasz
sprzęt cieszy się u nas bardzo dużą popularnością. Czasem zawodzi, ale są to z reguły drobne problemy techniczne.
– Interesują mnie nawet te najdrobniejsze. Proszę nie myśleć, że lekceważę to, czego się od pana dowiedziałem. Może to
tak wygląda, ale obiecuję, że wszystko to dobrze przemyślę.
Jeszcze raz dziękuję za rozmowę, informacje i materiały,
Zdjęcie: Marcin „Parol” Pałucha. Z angielskiego przełożył Jan Kraśko
Wiatrówki na lekcji
Martyna „Snajperka” Pindel
Czy pamiętasz swój pierwszy oddany strzał? Pierwszy raz, kiedy wziąłeś do ręki karabinek, niezgrabnie przymierzyłeś się do strzału, naciśnięcie spustu spowodowało bezwarunkowy podskok
całego ciała i śrut poleciał gdzieś w kosmos? Zapewne niewielu z was, doświadczonych strzelców,
pamięta ten moment. No, bo po co pamiętać?
Z czasem zaczęliście nabywać coraz to lepszy sprzęt, więcej ćwiczyć, pogłębiać swoją wiedzę, aby przestać być laikiem.
Zapewne wielu wydaje się, iż już nic was nie zaskoczy, że dążąc
do doskonałości zaspokoiliście wszystkie wasze oczekiwania.
Na pewno każdy strzelec jest inny, ma inne zasady i inne wypracowane z czasem techniki, każdy ma swój pogląd na najlepsze i najgorsze wiatrówki, lecz na pewno jedno ich łączy – właśnie ten pierwszy raz, kiedy przymierzyli się do strzału i z cza-
nia. Wydaje się banalne? Według mnie nie trzeba być wnikliwym obserwatorem, aby dostrzec w tym wydarzeniu cząstkę samego siebie z przeszłości. Może tego właśnie trochę nam brakuje? Sami oceńcie.
Lekcje PO prowadzone w zwykłej sali szkolnej, oparte tylko na wiedzy teoretycznej, na pewno nie są w stanie niczego
praktycznego nauczyć. Może właśnie dlatego, na moje hasło
„jedźmy na strzelnicę” cała klasa, bez wyjątku, wyraziła wielką
chęć. Już od dawna męczyli mnie, abym zabrała ich ze sobą na
trening, aby mogli chociaż spróbować. Po konsultacji z tatą,
który wyraził zgodę na takie przedsięwzięcie i podjął się jego
organizacji, 5 kwietnia, w ramach godzin lekcyjnych, pojechaliśmy do Łośnia, gdzie tata wraz z paroma kolegami z DSSR
oraz z Klubu Normalnych Inaczej przygotowali dla nas „próbkę” prawdziwego FT, HFT i PPP.
Zarówno koledzy, jak i koleżanki (które były w zdecydowanej przewadze) uświadomili mi, czym są początki i jak rodzą
się oraz wyłaniają prawdziwe talenty. Z całej grupki 30 osób
może dwie kiedykolwiek wcześniej strzelały z wiatrówek. Było
Oczekiwanie w niepewności – co to będzie?
sem bardzo ich to wciągnęło. Jeśli jednak nie pamiętacie
swojego pierwszego sam na sam z karabinkiem, możecie tylko
bardzo tego żałować, gdyż teraz, z perspektywy doświadczeń,
moglibyście pośmiać się z samych siebie, a może nawet coś
w sobie zmienić i odzyskać tamten młodzieńczy zapał.
Wspomniałam o tym dlatego, iż na przykładzie mojej klasy,
liczącej 30 osób, z którą wybrałam się na strzelnicę w ramach
lekcji przysposobienia obronnego, zobaczyłam, ile radości może dać ten sport. Nie chodzi tu jednak o radość zdobywania nagród i ulepszania sprzętu, lecz o inne wartości, których nie kupimy za żadne pieniądze – zwyczajną radość z samego trafia-
I już rozpoczynamy „snajperzenie”, na razie na trójnogu
Broń i e- Strzelectwo
to dla moich kolegów kompletnie nowe doświadczenie, co było
W całej grupie znalazły się jednak osoby, które od razu zrozumiały, o co chodzi i już po krótkim instruktażu zaczęły uzyskiwać zaskakująco dobre rezultaty. Pewnie się wam wydaje, iż
trafienie killzone o średnicy 4 cm z 20 metrów to żaden wy-
tchem słuchających tłumaczeń o sposobie ładowania oraz celowania z muszki i szczerbinki! Ich zachowanie było kompletnym zaskoczeniem, gdyż na co dzień rozbrykana klasa 1d,
Organizatorzy dwoili się i troili...
Tomek „Cypis” Gębala nie zna litości – „TAM JEST CEL!!!“
czyn, lecz uczestnicy cieszyli się jak… dzieci. Byli również
uczniowie, którzy nawet po dziesięciokrotnym tłumaczeniu nie
potrafili się złożyć do strzału tak, aby cokolwiek zobaczyć w lunecie, lecz mimo to wciąż próbowali i cierpliwie stali w kolejce,
aby strzelić jeszcze raz. Początkowo całkowicie niezrozumiały
był dla mnie fakt, że ktoś może nie wiedzieć, jak przyłożyć kolbę do ramienia, oraz do której ręki wziąć karabinek. Lecz, przyznam się szczerze, dobrze się czułam w roli nauczyciela. Na początku mnie nie ciągnęło do tego, żeby postrzelać, bałam się, że
nie umiem, ale później, gdy spróbowałam, to mi się spodobało
– zwierzyła mi się jedna z koleżanek.
Wielkim zainteresowaniem cieszyło się strzelanie z pistoletu pneumatycznego, bo jak wiadomo, mniej tu teorii, więcej
praktyki. Cudowny był widok grupki 17-latków z zapartym
To nie kosmetyczka! – autorka relacji szkoli... koleżanki z klasy
teraz zachowywała się jak grzeczniutkie, ciekawe świata dzieci. Na pytanie o wrażenia z pierwszego pykania, męska część
klasy odpowiedziała następująco: Na początku czułem się trochę zaskoczony, nie wiedziałem, czego się tu spodziewać.
Tymczasem nauczyłem się pozycji strzeleckich, poprawek
i technicznych obejść z wiatrówką w stylu ładowanie, ustawianie lunety, bezpieczniki. Jak widać, typowo
praktyczny męski punkt
A jak sprawa prezentowała się pośród
damskiej części towarzystwa? Najbardziej zaintrygowało mnie strzelanie z pistoletu pneumatycznego. Zadziwiła,
a właściwie zaimponowała mi cierpliwość
opiekunów, którzy mimo zmęczenia powtarzali każdemu z osobna
podstawowe zasady bezpieczeństwa... Wielki
szacunek. No, ogólnie
na strzelnicy, jedyne co
mogło nie odpowiadać
to długie kolejki i póź- ...aby pokazać jak najwięcej. Tu krótki kurs PPP
niejsze przeszkody pogodowe. Ale ogólnie super! Teraz czas na paintball! – powiedziała z zapałem Patrycja.
Jak widać, chęci nie brakuje. Lecz dlaczego ta młodzież
nie może częściej trenować i poznawać tajników wiatrówkowego strzelania? Dowiedziałam się, iż rodzice wielu z nich
mają wiatrówki w domach, lecz są to rzeczy nietykalne, niebezpieczne, a już na pewno nie służą do strzelania dla dzieci. Można powiedzieć, że głupota niektórych z nich nie pozwala na rozwój młodych talentów. Nie mając styczności ze
strzelectwem, młodzież z czasem traci zapał, przygaszony
tel. (0-34) 366-43-66
w BROWNING VECTIS 026
z lufa klasycznie łamana
z kaliber 4,5 mm (.177) lub 5,5 mm (.22)
z prędkość początkowa: 260 m/s
z energia początkowa: poniżej 17 Jouli
z waga: 3,15 kg
z długość: 1111 mm
z regulowane przyrządy celownicze,
11 mm szyna pod lunetę
z przyrządy celownicze z systemem
światowodów Tru Glo (opcja)
z lufa: gwintowana długość 470 mm
z łoże: bukowe, z teksturowaniem
cena bez lunety
w BROWNING VECTIS 032
Wrażenia i uwagi wymieniane na gorąco
już przez samych rodziców. Sądzę, że ta sprawa dotyczy również was drodzy czytelnicy. Nie chodzi tu o to, abyście oddawali karabinki swoim dzieciom i pozwalali im robić, co chcą.
Wiele z waszych dzieci jest już „zarażona” wiatrówkami i za-
z prędkość początkowa: 270 m/s
z waga: 3,4 kg
z dwustopniowy, regulowany spust
z długość: 1140 mm
z regulowane przyrządy celownicze, 11 mm
szyna pod lunetę
z przyrządy celownicze
z systemem światowodów Tru Glo (opcja)
z dostępna również wersja compact z tłumikiem
i lufą 300 mm (cena 1369 zł)
z łoże: bukowe z teksturowaniem
z bezpiecznik: automatyczny
w BROWNING AIRSTAR ELECTRIC
z jedyna na świecie wiatrówka
sprężynowa z automatycznym
naciągiem sprężyny – dzięki
silniczkowi elektrycznemu
z stała lufa, z bezpiecznym
portem ładowania
z kaliber 4,5 mm (.177)
z waga: 4,2 kg
z długość: 1155 mm
z bateria: 7,2 V, 1500 mAh,
naładowana wystarcza na 250 strzałów
oraz 1000 cykli ładowania (200 000 strzałów!)
w THEOBEN EVOLUTION THUMBHOLE
system sprężyny gazowej H.E. Gas Ram
energia początkowa poniżej 17 Jouli
(polerowane elementy)
z długość: 1000 mm
z brak stałych przyrządów celowniczych
(szyna pod lunetę)
I na zakończenie – zdjęcie na pamiątkę
pewne będą się same rozwijać. Co jednak z tymi, którzy nie
mają „strzelających rodziców”? Czasami warto zrobić coś
dla innych, niekoniecznie z korzyścią dla siebie, tym bardziej
że sprawia to tyle radości również ich nauczycielom, którzy
– jak twierdził Sokrates – nauczając, sami siebie uczą. Mam
nadzieję, iż będzie więcej takich pokazów i że więcej osób będzie chciało się w nie angażować.
Największą radość sprawiło mi, gdy na drugi dzień w szkole wszyscy mówili: było świetnie, dzięki, naprawdę super się bawiliśmy. Czy ty także potrafiłbyś dobrze się bawić strzelając do
sześciu metalowych zwierzaków, czekając w kolejce dobre 15
minut, aby oddać jeden strzał? Niekoniecznie. Możesz jednak
w prosty sposób uczynić tę radość innym.
z lufa: gwintowana – 12 bruzd, czokowana
(mikrozwężenie przy wylocie),
z dociążnik lufy lub tłumiki (Evo lub Vortex)
z łoże: orzechowe z otworem
na kciuk Thumbhole
z wersje z kolbą standard już od 2199 zł
w LOGUN SOLO HFT
z karabinek PCP – zasobnik
(dostępna również wersja z energią
wylotową 38 J – wymóg rejestracji)
z jednostrzałowy z mozliwością
dokupienia magazynka 10-strzałowego
z waga: 2,5 kg
z długość: 953 mm
(szyna 11 mm)
z lufa: gwintowana, długość 500 mm
z zasobnik: ciśnienie robocze 200 Bar
z ilość strzałów z pełnego zasobnika: 60
(przy energii <17J i kal. 4,5 mm)
z łoże: buk, symetryczne dla strzelców
prawo- i leworęcznych
z bezpiecznik: manualny
w DAYSTATE X2 MERLYN
Zdjęcia: Marcin „Parol” Pałucha
• kaliber: 4,5 lub 5,5 mm
• długość całkowita: 910 mm
• prędkość początkowa: 280 m/s
• energia pocisku: poniżej 17 J
• karabinek PCP – zasobnik
• magazynek 10-strzałowy
Do każdego karabinka lub pistoletu
zestaw śrutów i tarcz GRATIS!
Plastikowe „nowości” Crosmana
Adam „Bruno” Walicki
Dzięki uprzejmości i namowie ze strony redakcji, która udostępniła pistolet Crosman T4 do testów, miałem okazję postrzelać z tej „klamki”. Pistolet trafił do moich rąk zapakowany w kasetkę z czarnego tworzywa ABS. Do przenoszenia raczej się ona nie nadaje – jest mało praktyczna, i nieporęczna.
Plastikowy Crosman prezentuje się świetnie
Jakość tego opakowania jest tak marna, że dotarło ono do
mnie już pęknięte i uszkodzone, brakowało także ok. 2 cm górnej pokrywy.
Sama kaseta jest zamykana na dwa plastikowe zatrzaski,
również marnej jakości. Biorąc pod uwagę stan samego opakowania, możemy śmiało przypuszczać, że transport lub magazynowanie sprzętu musi być bardzo delikatne. W środku są dwa
magazynki rewolwerowe, śmieszna blokada spustu, roczna gwarancja i oczywiście sam pistolet.
Tu muszę przyznać, że pierwsze wrażenie, pomijając kolor
chwytu, nasuwa na myśl oryginał, czyli pierwszy na świecie „plastikowy pistolet” – słynny Glock 17. Faktycznie sporo plastiku,
sama masa wiatrówki jest niewielka w stosunku do wielkości.
W ręku leży całkiem przyjemnie. Karbowanie zapobiega ślizganiu się, nawet gdy się spocimy, jednak sam chwyt jest – jak dla
mnie – za niski i najmniejszy palec potrafi się zsunąć, co nie należy do rzeczy wygodnych, ani tym bardziej przyjemnych.
Pistolet wykonano z kompozytu z metalowym szkieletem
wewnętrznym, strzela śrutem typu Diabolo oraz BB (okrągłymi
kulkami) ładowanymi do rewolwerowego magazynka umieszczonego za lufą. Strzelanie ze śrutu BB nie jest najlepszym pomysłem i doprawdy nie wiadomo, dlaczego producent podkreśla tę możliwość. Otwarcie zamka następuje po wciśnięciu
blaszki umieszczonej po lewej stronie chwytu, a zamknięcie odbywa się poprzez odciągnięcie zamka do tyłu.
Język spustowy działa tylko w trybie DAO (Double Action
Only). Sam spust działa płynnie, jednak dość ciężko. Jest to
związane z samym systemem działania spustu, który w czasie
ściągania napina sprężynę zbijaka, a w końcowej fazie zwalnia
kurek, powodując strzał. Zasilanie pochodzi z jednorazowej
kapsuły CO2, umieszczonej w rękojeści. Zastosowany zatrzask
dźwigniowy zapewnia dobrą szczelność układu i ułatwia szybką wymianę zasobnika. Jeden nabój wystarcza na wystrzelenie
ok. 50 śrutów z, w miarę stałą, prędkością początkową, czyli
około 6 magazynków o pojemności 8 śrucin. Pistolet wyposażono w standardowe przyrządy celownicze – nieregulowaną
muszkę oraz szczerbinkę regulowaną w poziomie.
Sama regulacja szczerbinki jest kłopotliwa ze względu na konieczność odciągnięcia zamka w tylne położenie i majstrowania
Koszyczek na śrut wykonany z tworzywa, uzupełniono o dodatkowy element, magnes
śrubokrętem przy śrubie stopującej, a po zmianie ustawień fabrycznych szczerbinka niestety wystaje poza obrys zamka.
Pod lufą umieszczono szynę na akcesoria RIS w standardzie MIL-STD 1913, umożliwiającą montaż oświetlenia taktycznego lub celownika laserowego.
Teraz kilka słów o stronie technicznej i jakości wykonania.
Sam pistolet nie ma rażących niedoróbek, spasowanie niektórych elementów jednak jest fatalne – mam na myśli dokładność
Port ładowania w całej, ciasnej, okazałości
Sposób ładowania kartusza z CO2 jest co najmniej niepewny.
spasowania zamka ze szkieletem. W przedniej części, pomiędzy zamkiem a szkieletem jest szczelina ok. 1 mm, przez którą
widać sprężynę powrotnika zamka. Jest to raczej mało sympatyczny widok. Sam system, mimo sporych tolerancji pasowania, zachowuje się jak niedotarty. Zamek przy ładowaniu niezbyt chętnie cofa się do położenia właściwego i niestety należy
mu w tym pomagać. Samo ładowanie polega na wciśnięciu
przycisku po lewej stronie chwytu – powoduje to wysunięcie się
conej do góry chwytem pozwalało pozbyć się kłopotu. Ładowanie śrutów do magazynka też jest kłopotliwe, zwłaszcza dla osób
o niedźwiedzich dłoniach, ale to da się ominąć – wystarczy zastosować jeden z istniejących na rynku speedloaderów, ładujących po kilka magazynków jednocześnie. Gniazdo ładowania zasobnika z CO2 jest malowane proszkowo, a mimo to blaszka zabezpieczenia, choć oksydowana i prosto ze sklepu, trafiła do
mnie już skorodowana, co
potwierdza obawy związane z przechowywaniem
i konserwacją pistoletu.
Proponuję od razu zaopatrzyć się w śrut nadkalibrowy 4.51-4.52. Kaliber
4.5 mm niestety jest zbyt
mały i powoduje, że śruty
w czasie samego strzelania potrafią wysypać się
z magazynka doprowadzając do zacięcia pistoletu.
W czasie testów zdarzyło
się to kilkakrotnie, zanim
poznałem przyczynę zjawiska. Przejście na kaliber
4.51 całkowicie rozwiąza- Magazynek z bliska. Bombkę CO2 dociska tylko
Ładowanie koszyczka ze śrutami. Jeśli magazynek wpadnie do środka, a podkalibrowe
śruciny się wysypią, mamy poważny kłopot
lufy poza obrys zamka do przodu. Ruch lufy jest również powolny i sprawia wrażenie zacierania się układu.
W momencie wysunięcia lufy otwiera się okienko magazynka, umożliwiające włożenie bębenka ze śrucinami. Proces ładowania i rozładowania jest banalnie prosty: rewolwerowy koszyczek po prostu wrzucamy w otwór. Niestety, konstrukcja portu,
w którym ów koszyk jest umieszczony, w trakcie redakcyjnych testów powodowała, że magazynek wpadał w głąb portu przekaszając się. Dopiero dłuższe potrząsanie pistoletem w pozycji odwró-
...z fabryczną rdzą. Dodawaną gratis
ło problem i umożliwiło
wreszcie skupienie się na
wyniku na tarczy…
Właśnie, na tarczy to
zbyt mocno powiedziane –
po pierwszej serii z odległości 10 metrów tarcza
została nienaruszona. Co
jest? Brak praktyki, stres,
a może inne składniki aplikowane wewnętrznie poprzedniego dnia?
Ale nic z tego, nie daruję, biegiem po kartkę
A4 z wymalowanym czarnym kółkiem pośrodku.
6 sztuk w tarczy. WszystBroń i e-Strzelectwo
Lunety VIPER posiadają następujące cechy:
z tubus 30mm
z boczna regulacja paralaksy
z wieżyczki target z możliwością blokady i ustawieniem skali
z siatka celownicza SCB (Small Calibre Ballistic) optymalizowany
do dyscypliny HFT
z podświetlenie krzyża (bateria CR2032-3 w komplecie)
z boczne koło do regulacji paralaksy w komplecie
z powlekane soczewki powłoki ETE Microlux (znakomita
transmisja światła i ostrość obrazu)
z metalowe zakrywki w komplecie
z sunshader w komplecie (dodatkowa zdejmowalna osłona
przeciwsłoneczna)
z komplet kluczy imbusowych
z zamszowy pokrowiec
Zacinający się „zamek” ma olbrzymie luzy w których mieści się gruba karta kredytowa
kie przestrzeliny układają się 10-12 cm poniżej punktu celowania i 6-7 cm w prawo. W wypadku regulacji w poziomie nie
mamy kłopotu – przesuwamy szczerbinkę grzebiąc śrubokrętem w odciągniętym zamku. Udało się, ale podstawa szczerbiny wystaje poza zamek na dobre 4 mm. Takiego numeru to
jeszcze nie miałem. Dobra, zresztą, nie wygląd się liczy, a celność. Mimo usilnych starań, aby znaleźć poprawkę w pionie,
nie udawało się, musiałem znacznie wyżej celować zasłaniając
jednocześnie sam cel.
Jak na początek to marnie – myślę, że spiłowanie muszki
mogłoby pomóc, ale i tak nie do końca, bo przy takich popraw-
w MTC - VIPER 3-12X44
nr. art. 3-12x44B
z powiększenie: 3-12
z obiektyw: 44mm
z waga (bez osprzętu): 700 g
z długość: 374 mm
z montaż podwójny oraz koło paralaksy
w MTC - VIPER 6-24X56
nr. art. 6-24x56B
Kaliber . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 4.5 mm
Długość całkowita . . . . . . . . . . . . . . . . 206 mm
Długość lufy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 104 mm
Waga . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 598 g
z powiększenie: 6-24
z obiektyw: 56mm
z waga (bez osprzętu): 760g
z długość(bez osprzętu): 400mm
kach musielibyśmy spiłować ją do końca. Wobec takich problemów zapada decyzja: dystans 8 metrów i ani metra więcej.
Wreszcie po przestrzelaniu i regulacji mogłem się już spokojnie
zająć strzelaniem.
Celem była standardowa tarcza 14 x 14 cm. Sam wynik
przedstawiony został na zdjęciu i był on najlepszym ze wszystkich uzyskanych. Do każdej tarczy oddano po 8 strzałów. Aby
prędkość początkowa śrutu była w miarę stabilna, przed strzałami do tarczy oddawałem 8 strzałów, czyli jeden cały magazynek w kulochwyt. Biorąc pod uwagę samą cenę – spodziewałem się czegoś na poziomie CP99. Niestety, zawiodłem się.
w MTC - VIPER 8-32X60
nr. art. 8-32x60B
z powiększenie: 8-32
z obiektyw: 60mm
z waga (bez osprzętu): 860 g
z długość: 423mm
Wierna kopia Glocka 17
– jest to pistolet bezobsługowy
Wykonanie i pasowanie niektórych
Przeciętna celność związana z brakiem
stabilności prędkości początkowej
150mm w komplecie
w MTC - VIPER 10X44
nr. art. 10x44B
z powiększenie: 10x
Zdjęcia: autor, Radosław „Killer” Baturo
z waga (bez osprzętu): 670 g
z długość: 374mm
Orka (Orcinus orca) – z podrzędu, rodziny (Delphinidae). Duże, charakterystycznie ubarwione zwierzę o silnie rozwiniętej płetwie grzbietowej (zwłaszcza u samców, u których dochodzi ona do 1,8 m) i długich, zaokrąglonych, wiosłowatych płetwach piersiowych (u samców powierzchnia płetwy znacznie większa). Największy przedstawiciel delfinowatych. Grzbiet czarny, jedynie za okiem biała plama i biaława plama za
płetwą grzbietową. Spód ciała biały, połączony z białą łatą na boku.
Orka jest drapieżnikiem
kojarzonym raczej z rekinem. Maszynka do zabijania, niebezpieczna dla ludzi. Tak sądzi się powszechnie... jednak pozory mylą.
„Orkowe” kształty karabinka udostępnionego nam do
testów powiedziały to samo
– pozory mylą. Brocock jest
marką dobrze znaną w środowisku wiatrówkowym.
Nazwa ta jednak kojarzy się raczej z nabojami na sprężone powietrze... Pozory mylą... Brocock Hunter jest wiatrówką PCP,
a jej obła, gruba i czarna osada oglądana od spodu wywołuje
Brocock Hunter zwodzi wyglądem, ale jest lekki i wyjątkowo wygodny
pełnionej gąbką w zęby, co stanowi duży plus na tle konkurencji.
Co prawda walizka nie należy do najsolidniejszych – zatrzaski
i zawiasy przy dłuższej eksploatacji muszą się urwać, jednak
odpada konieczność zakupu pokrowca czy innego ochronnego
zasobnika na wiatrówkę. I w ten sposób minimum 100 zł należy odjąć od ceny.
Brocock Hunter nie robi pozytywnego wrażenia w pierwszym kontakcie. Plastikowa, piankowa w dotyku osada, alumi-
Orka to morski ssak, który widziany od góry...
skojarzenie z kręcącym się w wodzie cielskiem morskiego drapieżnika. Hunter to dobra nazwa, zarówno dla orki, cicho
i skrycie podpływającej do ofiary, jak i dla wiatrówki do precyzyjnego odstrzału szkodników.
Brocock Hunter jest klasycznym jednostrzałowym karabinkiem na sprężone powietrze (PCP), dostępnym tylko w kalibrze
myśliwskim 5.5 mm. Dostarczany jest w plastikowej walizce wy-
... zadziwiająco przypomina Huntera widzianego z dołu
niowy, malowany proszkowo breechblock, plastikowa osłona
na gniazdo szybkozłączki... pachnie tandetą i oszczędnością.
Najbardziej mieszane uczucia budzi osada. Plastikowa,
w dotyku i fakturze jakby wykonana z pianki. Szybko i łatwo
brudzi się pyłem (kredowym, piaskowym). Na szczęście, okazuje się, że mimo wrażenia porowatości bez problemu się daje
oczyścić. Osada jest uniwersalna, dla strzelców lewo- i praworęcznych. Kąt chwytu i grubość szyjki kolby wymusza chwyt
angielski (z kciukiem w osi karabinka). Niejako skutkiem
ubocznym zastosowanego materiału jest jego grubość – osada
jest obła, szeroka, a gdy patrzy się na nią od spodu, kojarzy się
z wygiętym ciałem orki. Kolejną cechą zastosowanej „pianki”
jest wręcz niewiarygodna lekkość. Czarny kolor powoduje, że
na słońcu osada mocno się nagrzewa, choć wtedy strzelanie
z „piankowej” osady jest przyjemniejsze niż w przypadku klasycznego, lanego plastiku.
W trakcie strzelania pojawiają się kolejne zalety – chropowata powierzchnia ułatwia chwyt i, mimo spoconej dłoni, wia-
w WALTHER CP99 COMPACT
w BERETTA M92 FS
nr. art. 5.8064
nr. art. 419.00.00
• kaliber: 4,5 mm BB
• system Blow-Back
• magazynek 18-strzałowy
• prędkość początkowa: 150 m/s
• wykonany ze stopów metali
• magazynek 8-strzałowy
w DESERT EAGLE COMPACT
w WALTHER CP88
nr. art. 5.8067
nr. art. 416.00.00
• magazynek 15-strzałowy
• najtańszy na rynku pistolet na CO2
• replika Walther’a P88
w DESERT EAGLE COMPACT – SET
nr. art. 414.02.00
w COLT GOVERNMENT 1911
nr. art. 417.00.00
Spust jest ciśnieniowym odlewem. Powyżej przerzutowy bezpiecznik
w RECK POLICE
• pistolet Desert Eagle Compact
• kolimator PointSight
• kulochwyt 14 x 14 cm
• zestaw tarcz 100 szt.
• okulary strzeleckie
• paczka śrutu 1500 szt.
w WALTHER PPK/S
w BERETTA XX-TREME
nr. art. 5.8060
trówkę trzyma się łatwo i pewnie. W upalny dzień osada nie pokrywa się potem czy tłuszczem ze skóry, składanie się i chwyt
są pewne i mocne. Pomaga w tym rewelacyjnie ukształtowana
stopka. Duży łuk wcięcia w gumowej stopce powoduje, że jej
dolny i górny róg obejmuje niemal ramię, pewnie i mocno przylegając do dołka strzeleckiego. W pewien sposób stopka pracuje jak hak i opora naramienna. W wiatrówkach pozbawionych
odrzutu charakterystycznego dla broni palnej nie ma potrzeby
stosowania grubych, wentylowanych stopek. Wystarczy cienka
warstwa gumy, tak by kolba nie ślizgała się po ramieniu. Oczywiście producenci z niezrozumiałego powodu stosują stopki,
których nie powstydziłby się sztucer na słonie.
Przyznam szczerze, że Brocock Hunter jest pierwszą, testowaną przeze mnie wiatrówką, w której gumowa stopka została dobrze zaprojektowana i ma sens. W tym wypadku – nawet duży. Na koniec warto wspomnieć, że osadę fabrycznie wyposażono w komplet bączków do mocowania pasa. Oznacza to
kolejne, minimum 100 zł, oszczędności. Po raz kolejny okazuje się, że pozory mylą – dziwaczna, nietypowa osada jest bardzo przyjemna i sensowna w zastosowaniu praktycznym. Warto nadmienić, że wiatrówka dostępna jest też w osadzie z drewna bukowego, a więc cięższej i stabilniejszej.
Nie najlepsze wrażenie robi wykończenie wiatrówki.
Breechblock (czyli ta część, do której podłączona jest lufa
i zbiornik) jest malowanym proszkowo odlewem aluminiowym.
• prędkość początkowa: 110 m/s
• zintegrowany tłumik i kolimator i
szyna montażowa typu RAS
w UMAREX CP-SPORT
w WALTHER NIGHTHAWK
nr. art. 412.02.02
nr. art. 412.02.30
• szybka wymiana kapsuły CO2
• zintegrowany tłumik i kolimator
w WALTHER CP99
w BLOW AIR POWER
nr. art. AIR.1.1
nr. art. 412.00.00
• prędkość początkowa: 160 m/s
• replika Walther’a P99
• pistolet 1-strzałowy, sprężynowy
• regulowane przyrządy celownicze
• innowacyjny system antyodrzutowy
• w komplecie walizka polimerowa
x kapsuły z CO2
Umarex 25 szt.
PISTOLETY PNEUMATYCZNE RAM
Gniazdo ładowania powietrza. Powyżej pływająca lufa zakończona standardowym
gwintem 1/2 UNF
W efekcie pokrycie szybko i łatwo się wyciera, pozostawiając
srebrne ślady. Ta część nigdy piękna nie będzie. Aż się prosi, by
usunąć to malowanie i pokryć aluminium porządnym czernidłem. Rączka także jest odlewana z aluminium, tyle że pomalowana jest srebrną farbą proszkową, tak samo podatną na wytarcie. I tutaj pasowałoby wykonać takową ze stali nierdzewnej lub
z mosiądzu. Oksydowana lufa robi wrażenie cienkiej i wiotkiej.
Na jej końcu znajduje się standardowy gwint „męski” 1/2 UNF
pod tłumik. Brakuje korony, wylot lufy jest ledwo, ledwo wykończony. Wbrew pozorom lufa się nie wygina. Przymocowana jest
do zbiornika powietrza za pomocą stalowej ósemki – dół obejmuje zbiornik i jest solidnie przykręcony trzema śrubkami. Góra, niestety, jest za luźna i lufa ma w obejmie wyraźny luz. Co
prawda, fabrycznie lufa mocno dotyka górnej krawędzi obejmy,
jednak założenie ciężkiego tłumika powoduje opadnięcie lufy.
Aż się prosi, by zastosować klin, który zniweluje luz. Za to lufa
jest dość głęboko osadzona w breechblocku i przykręcona do
niego za pomocą dwóch śrub. W efekcie mocowanie jest solid-
KALIBER / TYP ŚRUTU
poniżej 17 Jouli
10,9 mm / kulka gumowa
lub z farbą
12 g kapsuła z gazem CO2
70/85 m/s
0.43 cala(10,9 mm) /
kulka gumowa lub z farbą
w wersja RAM modelu
w jedyny pistolet pneumatyczny
z wyrzutem łusek podczas strzału
w system: BLOW BACK
/ single action - double action
w metalowy zamek
w zasięg maksymalny: do 30 metrów
w bezpiecznik skrzydełkowy
w górna i dolna szyna akcesoryjna
7 kulek z łuskami
Port ładowania. Bolec popychacza jest dość długi, co może sprawiać problemy przy
umieszczaniu śruciny w rynience
ne i zastosowanie grubszej lufy (albo lufy 4.5 mm o tej samej
średnicy zewnętrznej co obecna 5.5 mm) rozwiązałoby problem
sztywności. Zbiornik na sprężone powietrze (o ciśnieniu
roboczym do 200 barów) jest w przyjemnym, czarnym błyszczącym kolorze. Na końcu zbiornika umieszczono gniazdo szybkozłączki w standardzie znanym z wiatrówek Daystate. Gniazdo
osłonięte jest plastikową osłoną zakładaną na wcisk. Nie wróży
to najlepiej trwałości mocowania – plastik się wyrobi i osłona
gość) i poręczny, do tego dobrze wyważony, szczególnie przy zastosowaniu niewielkiego i lekkiego celownika optycznego.
Karabinek ma też bezpiecznik. Znajduje się on z boku wiatrówki w zasięgu kciuka i na szczęście nie jest automatyczny.
Działanie jest proste – wciska się wystający bolec, wówczas blo-
Aluminiowy „breechblock” i odlewana ze stopu dźwignia przeładowania
może zacząć spadać, ale to musi się potwierdzić w dłuższej eksploatacji. Dodatkowo plastik nie najlepiej wygląda, choć na
pierwszy rzut oka komponuje się z breechblockiem.
Przeładowanie wiatrówki jest bardzo proste, zbliżone do
przeładowania karabinów (repetierów). Należy dźwignię przekręcić do góry i odciągnąć, położyć śrut w rynience, dopchnąć
i przekręcić do dołu dźwignię. Proste rozwiązanie, stosowane
chyba najbardziej powszechnie w wiatrówkach PCP. Przeładowanie jest płynne, i co najważniejsze, nie wymaga większej siły.
Sam skok dźwigni jest krótki, choć w efekcie bolec popychacza
Grubość łoża nie przeszkadza, jest ono wyjątkowo dobrze dopasowane
kuje on możliwość ściągnięcia spustu. Bezpiecznik jest wygodny zarówno dla osób lewo-, jak i praworęcznych. Co prawda, po
prawej stronie ma oring czerwony, a po lewej zielony, jednak
działa uniwersalnie. W środkowym położeniu wiatrówka jest
odbezpieczona, a gdy bolec jest wypchnięty na zewnątrz
(wszystko jedno, czy na lewo, czy na prawo) jest zabezpieczona. Trochę przeszkadza minimalnie niedopasowana osada,
gdyż bezpiecznik ociera się o otwór w osadzie, jednak w eksploatacji nie ma to żadnego znaczenia.
Z prawej kapturek złączki powietrza. Dopiero po bliższych oględzinach okazuje się, że
to plastik. Z lewej nakrętka chroniąca gwint na lufie
wystaje, ograniczając tym sposobem długość rynienki, na której możemy położyć śrut. W praktyce ładowanie Huntera jest
proste i szybkie, choć i tu pojawiają się małe zgrzyty. Koniec
popychacza jest zbyt kanciasty – przy wprowadzaniu śrutu
czuć, że delikatnie wbija się w niego. Należałoby go bardziej zaokrąglić lub wymienić na grubszy, wtedy problem powinien
zniknąć. Dodatkowo wkładka, która prowadzi z rynienki do lufy jest stalowa, a powinna być mosiężna. Mosiądz bowiem
z ołowiem dobrze współpracuje, oba te metale mają mały
współczynnik tarcia. Tak więc Brocock Hunter to jedyna wiatrówka, która ma ten element stalowy, a nie mosiężny. W praktyce jednak wady te nie przekładają się na skupienie na tarczy.
Spust jest dość miękki, posiada regulację, jednak nie ukrywam, że nawet jej nie dotykałem – ustawienia fabryczne były dla
mnie wystarczające. Sam cykl strzału jest szybki. Przy tak niewielkiej masie czuć jednak odrzut, co jest ewenementem dla
wiatrówki PCP o energii poniżej 17 J. Brocock Hunter w wersji
z plastikowym łożem jest niewiarygodnie lekki. Wpływ na to ma
także duży udział aluminium w konstrukcji. Waga wynosi ok.
2,6 kg. Sam karabinek jest składny (głównie przez niewielką dłu-
Przycisk bezpiecznika z bliska
Najważniejsze w wiatrówce są jednak wyniki. I tutaj Brocock Hunter nie dawał mi nadziei na cuda – nie za te pieniądze.
W praktyce na 50 m osiągałem skupienie 5-7 cm dla śrutu JSB
Jumbo Exact 5.52 mm. Widać było, że można zejść mniej, tak
do 3-5 cm. Na 25 m skupienie wyniosło 2-2,5 cm, choć i tutaj
można zejść niżej, spokojnie do poziomu 1-1,5 cm. Jak na kaliber 5.5 mm jest to całkiem dobry wynik, a do 30-35 m praktycznie oznacza to strzelanie w punkt. Dla JSB Jumbo Exact o maBroń i e-Strzelectwo
sie 1,03 g, prędkość wylotowa wynosiła 165-163 m/s, co daje ok
14 J. To niewiele jak na kaliber 5.5 mm, stąd też pojawił się problem z wyzerowaniem celownika (Delta Optical Titanium 416x42) na 50 m. I tutaj przydałoby się zajrzeć do środka i podciągnąć energię bliżej 16 J – poprawiłoby to balistykę.
Największe moje zdziwienie wzbudziły wskazania chrongrafu, w pewnym momencie podejrzewałem nawet awarię. Co
prawda, uzupełniałem powietrze w zbiorniku co 40 strzałów
i widać było, że ciśnienie prawie nie spada, jednak... no właśnie. Po zatankowaniu do 200 barów pierwsze 20 strzałów jest
trochę niestabilnych, ale to normalne. Prędkość wahała się od
166 do 161 m/s dla... 160 strzałów. Jak na wiatrówkę bez regulatora jest to absolutna rewelacja!
Taka liczba strzałów, przy lekkim naciąganiu sprężyny bijnika, oznacza, że producent bardzo starannie dobrał parametry
pracy i konstrukcję zaworu. Pod tym względem Brocock Hunter
jest bezkonkurencyjny, wszak nie posiada gigantycznego metrowego zbiornika! I znowu pozory mylą – tani, nieznany karabinek
ma lepszą wydajność niż konstrukcje czołowych producentów.
Tutaj nie ma litości – większa liczba stabilnych strzałów to
większa wygoda strzelca, to możliwość bezstresowego przejścia
toru FT/HFT, to wyprawa na strzelanie bez butli. Brocock
Hunter w osadzie drewnianej w zupełności wystarczy jako wiatrówka do HFT oraz początkującego FT, w osadzie plastikowej
jest idealna dla dzieci czy kobiet, zwłaszcza że niewielkie wymiary czynią ją bardzo poręczną. Niestety, to tylko marzenia...
bo kaliber 5.5 mm nie daje jej dużych szans na sukces.
Tarcze testowe. Do lewej strzelano z 25 metrów, do prawej z 50 śrutem JSB Jumbo
Exact 5,52 mm
Brocock Hunter, jak sama nazwa wskazuje, jest wiatrówką
myśliwską. Opinie o wersji FAC (powyżej 17 J – w tym przypadku ok. 55 J) są bardzo pozytywne (głównie przez wzgląd na
celność, jak i dużą liczbę strzałów). W Anglii nawet z tak słabych wiatrówek prowadzi się odstrzał szkodników, ale w Polsce
polować nie można, stąd i zastosowanie kalibru 5.5 mm przy
14 J jest wątpliwe. Szkoda. Do szczęścia brakuje tylko 1 mm...
do końca pozory mylą. Wyśmienita angielska wiatrówka myśliwska jest niespecjalnie przydatna w Polsce.
stabilność i liczba strzałów z jednego
napełnienia zbiornika powietrza
składna i uniwersalna osada
bączki oraz walizka w komplecie
Standardowa szybkozłączka powietrza dodawana do wiatrówki
Na wolności orki nigdy nie atakowały ludzi, a zaobserwowane próby ataku, będące wynikiem pomyłek z naturalnymi
ofiarami, nie dochodzą do skutku, gdyż orki szybko orientują
się w popełnionym błędzie.
Pozory mylą... największy drapieżnik mórz jest niegroźny
Tak... pozory mylą. Brocock Hunter, mimo swoich wad
(głównie estetycznych), okazał się wiatrówką na bardzo wysokim poziomie. Cena u polskiego dystrybutora, w firmie Kolter
(bron.pl) to 1799 zł, Brocock Hunter w osadzie bukowej –
2490 zł. Po odjęciu 200 zł za walizkę i bączki, kwoty te zaczynają wyglądać atrakcyjnie. Niestety, Brocock Hunter nie jest
produkowany w wersji 4.5 mm. W tym kalibrze stabilnych
strzałów miałby ok. 140, po podciągnięciu energii do 16 J pewnie jakieś 120. Przy zastosowaniu dobrej lufy dałoby mu to wyraźną przewagę nad konkurencyjnymi wiatrówkami. Popatrzmy bowiem, jak Brocock Hunter przedstawia się na tle konkurencji. Air Arms S400 ma mniej strzałów, a pod względem
celności prezentuje się na tym samym poziomie. FX
Typhoon/Logun Solo ma mniej strzałów, choć jest celniejsza.
Ale za to ma mniej wygodny port ładowania i sposób przeładowania. CZ-200S/Air Arms S200 z kolei jest mniejsza i gorzej
wyważona, bardziej zabawkowa – i również ma mniej strzałów.
mało estetyczne wykończenie
niska energia wylotowa
Zdjęcia: Radosław „Killer” Baturo
Redakcja chciałaby podziękować firmie Kolter oraz ich salonowi z Warszawy za wiatrówki do testów; firmie Delta Optical za użyczenie celowników, oraz firmie Cekaus za możliwość
skorzystania z chronografu Shooting Chrony oraz śrutu JSB.
Do testów użyto tarcz pokazowych Birchwood Casey.
kaliber . . . . . . . . . . . . . . . 5.5 mm
długość . . . . . . . . . . . . . . 933 mm
długość lufy . . . . . . . . . . . 390 mm
masa . . . . . . . . 3,4 kg (łoże bukowe)
2,7 kg (łoże plastikowe)
energia wylotowa . . . . . . 14 J
(dla JSB Jumbo Exact)
liczba strzałów z tankowania 160
Wirtualne Muzeum Wiatrówkowe
Mariusz „Kalina” Kalinowski
Przez wiele lat wiatrówki były dostępne tylko na pozwolenie. Ograniczało to znacznie masowość
tego sprzętu strzeleckiego, zarezerwowanego dla upartych i dla klubów. Jednak od 2004 roku
pozwolenia zniknęły. Najciekawszym efektem tego było... ujawnienie się tysięcy wiatrówek
trzymanych przez ludzi w kanapach czy na szafach. Oczywiście, bez pozwolenia.
Z klubów i sekcji strzeleckich na rynek cywilny wypłynęła
szeroka rzeka starych, wyeksploatowanych wiatrówek, których teraz bez problemu klub mógł się pozbyć. Nagle okazało się że stare, 20-, 30-letnie wiatrówki pojawiły się na rynku
W Niemczech, choćby na słynnym e-Gunie, starych wiatrówek są setki, tylko że w Niemczech czy Czechach wiatrówki nigdy nie były dobrem reglamentowanym, stąd ich duża liczba na
rynku wtórnym. U nas występują w niewielkich ilościach, ale
też wiatrówki nigdy nie były produktem powszechnym, do tego
Czeski TEX, wspaniały pistolet treningowy, wzór do naśladowania nawet dla dzisiejszych
w konstrukcji wiatrówek. Przestarzałe zabawki nie są atrakcyjne, zwłaszcza że kupujący boi się, iż otrzyma wyeksploatowany
wrak nienadający się do użytku. Stare wiatrówki nie są też
wsparte agresywnym marketingiem, nikt reklamami nie tworzy
Polski pistolet Łucznik z radomskiej fabryki broni
dołożyła się ludzka bezmyślność. Wojsko czy LOK zezłomowali tysiące starych wiatrówek, często znajdujących się w idealnym stanie. Było to prostsze niż wypełnienie kilku papierków,
by móc je sprzedać dalej. Przecież wiatrówki te mogły cieszyć
całe rzesze nowych właścicieli. Mogły po latach nauczania młodych adeptów strzelania nadal służyć, choć w prywatnych rękach i nie tak masowo. Chętnych by nie brakowało.
Tutaj pojawia się pierwsza niezwykła cecha zabytków. Stare wiatrówki dostępne są w bardzo atrakcyjnej cenie. Są one
„przestarzałe moralnie”, choć od stu lat nie było rewolucji
Stary niemiecki Haenel na kulki ładowane z magazynka
wizerunku świetnej zabawy przy grillu czy z kolegami... z 30-letnim Haenelem. Brak zainteresowania oznacza niewielką cenę...
Bro i e-Strzelectwo
w iat rówki
Czeska Zbrojovka wz. 35, karabinek produkowany na wzór Mausera jako wiatrówka
treningowa dla wojska
a to jest korzystne dla nas. Proste modele wiatrówek kupić
można w cenie porównywalnej z chińskimi wiatrówkami jednorazowymi.
Rewolwery hukowe na wkłady 6mm short UMAREX, który można
zakupić i posiadać bez zezwolenia. Daje on nam oprócz podstawowej funkcji straszaka, możliwość wystrzeliwania kulki gumowej
lub śrutu ołowianego w kal. 4,5 lub 5,5 mm z prędkością do 190m/s.
Śrut lub kulka gumowa wystrzeliwana jest dzięki ciśnieniu wytworzonemu przez wkład hukowy 6mm short.
Dźwignia przeładowania i bezpiecznik CZ...
Objawia się i druga niezwykła cecha starych wiatrówek. Są
to wiatrówki nie tylko tanie, ale i rewelacyjne jakościowo. Porównanie z chińskimi wiatrówkami jednorazowymi ujawnia
przepaść technologiczną, szczególnie pod kątem zastosowa-
w KESERU MAGNUN DEFENDER K-45, K-56
kal: 6mm short oraz śrut 4,5 lub 5,5 mm
prędkość pocz. 190 m/s
10-strzałowy
system: Single Action/Double Action
z kal: 6mm short oraz kulki gumowe 10 mm
z prędkość pocz. 160 m/s
...oraz bagnet
z 6 - strzałowy
z solidna metalowa budowa
z długość: 210mm
nych materiałów. Kiedyś bowiem wiatrówki były produkowane
w reżimach właściwych dla broni palnej. Używano wysokiej jakości stali, dbano o jakość i precyzję obróbki. W efekcie 40-letnia Diana dziś wygląda lepiej niż fabrycznie nowa Norconia
Germany, także pod względem wyglądu oksydy (!). O precyzji
czy niezawodności nie ma co wspominać, gdyż najczęściej za-
z długość lufy: 100mm
z waga: 735 g
z system: Single Action/Double Action
bytek ten wymaga tylko niewielkich napraw. Często okazuje
się, że klubowe FWB 300 wystrzeliły taką ilość śrutu, że przeciętne BSA zamieni się
w złom po jednym procencie takiego przebiegu. A jak
się praktycznie okazuje,
celność nadal przerasta
możliwości strzelca, szczególnie że takie tanie, zabytkowe wiatrówki kuszą ceną
przede wszystkim początkujących. A jest to dla nich
niż jakiekolwiek reklamowane Norconie Germany,
czy inne takie, któNietypowe ładowanie CZ wz. 35 – lejek
rych numer poprzedzony
na okrągłe śruciny
jest literką „B”.
Cóż, są też wady. Wiatrówki te są przede wszystkim słabe.
Praktycznie mało która przekracza 7 J, konstrukcyjnie zaś ciężko wyciągnąć z nich więcej, co przy pędzie do mocy odbiera im
sporo atrakcyjności. Dodatkowo występują problemy z częściami zamiennymi. Wymaga to od posiadacza dużej cierpliwości
i sporej zdolności majsterkowania.
Dobrze szukając, trafić można na zadbaną, mało eksploatowaną wiatrówkę. W wielu przypadkach nadaje się ona ciągle do strzelania bez żadnych przeróbek. Same wiatrówki, części do nich czy wiedzę na temat tych zabytków znaleźć można
w internecie. Króluje pod tym względem forum Dzikiego Zachodu (http://dzikizachod.fieldtarget.net/). W efekcie poszukiwań bądź przypadku stać się możemy właścicielami wiatrówki taniej, ładnej, niezawodnej, niemal nie do zniszczenia. Idealnej dla początkującego, wiatrówki niepowtarzalnej, budzącej
Slawia 620 – od dawna nieprodukowana, ale jeszcze na chodzie
co samochody, radia czy pralki. Jednym słowem, po okresie
złomu stają się zabytkiem, a także źródłem pożądania kolekcjonerów. W efekcie czasami cena wcale nie tak starego zabytku
przekracza wartość wiatrówki dobrej klasy.
Nie ma nic ujmującego w strzelaniu ze starej wiatrówki.
One, w odróżnieniu od wyżyłowanych i masowych produktów
I jej młodsza siostra – Slawia 625 Junior, mały lekki karabinek dla dzieci
dzisiejszych, są wyjątkowe. Mają swoje skazy, zadrapania, swoją historię, specyfikę, swoje dziwaczne rozwiązania konstrukcyjne. Mają duszę.
Kochajmy stare wiatrówki. Są tego warte.
CZ wz. 47 – młodsza siostra CZ 35, produkowana już po wojnie, ma zmienioną pokrywę
opadowego „magazynka”. Tu wersja ze sztucerowym łożem
zainteresowanie. A jak pokazuje praktyka – taki zabytek to powód do dumy właściciela, a nie wstydu z faktu posiadania
strzelającego złomu.
Stąd też od kilku lat widać renesans wiatrówek. Stare, porzucone czy zapomniane „złomy” trafiają do nowych właścicieli. Tam są pieszczone, uruchamiane i doprowadzane do stanu
pełnej używalności. Przeżywają drugą młodość, często razem
z właścicielem – wszak nie raz widziałem, jak mocno wiekowy
kolega pieścił swoją wiatrówkę... bo z takiej uczył się strzelać jako dziecko. Do tego w Polsce powoli pojawiają się pierwsi kolekcjonerzy. Zbieranie zabytkowych wiatrówek staje się coraz
częściej spotykane na całym świecie. Królują tu oczywiście
Amerykanie. Okazuje się bowiem, że nikt nie doceniał wiatrówki jako myśli technicznej, która podlega tym samym regułom,
Repatriant z klubowego magazynu – Haenel 312. Ten egzemplarz będzie jeszcze długo
i celnie strzelał
Zdjęcia: Karol „Diesel” Kiełbasiński, Tomasz „TomAcik” Skory,
Na łamach Biesa chcielibyśmy pokazywać stare wiatrówki. Nie tylko stare, ale także nietypowe, wyjątkowe czy
nawet te zrobione samodzielnie. Zapraszamy więc
wszystkich, którzy chcą się podzielić opowieścią o swojej
wyjątkowej wiatrówce do nowego działu – Wirtualnego
Muzeum Wiatrówkowego.
Piotr „Szaman” Szamowski
Dziś ma być o smarowidłach, smarach, tłuszczach, wazelinie, ale nie o wazeliniarstwie. Wszystko
nadal w normie – piszemy o strzelaniu. To, wbrew pozorom, nie jest temat łatwy, jak wszystko
w strzelectwie czarnoprochowym – niełatwe, bo trzeba trochę pogrzebać w źródłach, poczytać, popytać kolegów…
owczy. Będę teraz romantycznym piewcą traperów wędrujących po lasach krainy Kentakee (nie Kentucky) i używających
do smarowania swoich kul wosku dzikich pszczół oraz niedźwiedziego sadła – to pobudza wyobraźnię, prawda?
Ja okazałem się mniej pomysłowy, a nawet powiedziałbym,
że leniwy, bo swoje flejtuchy nasączałem – i robię to nadal –
WD40. Po prostu po ich wycięciu wkładam je do małego metalowego pudełeczka i nasączam WD40 – leżakują tak, aż się
skończą. Nie uzyskuję dzięki tej metodzie jakichś olśniewających wyników, ale czyniąc choćby takie zabezpieczenie już jesteśmy lepsi (sprytniejsi) od tych, co o smarowaniu flejtuchów
nie słyszeli. Mówię na początku o flejtuchach, bo sam ich używam. Bardzo rzadko strzelam kulą czy pociskiem na przybitkę.
Wszystko, czego oprócz broni potrzebujemy do strzelania: proch, kapiszon, pociski i kula,
przybitki i flejtuch
I tu właśnie podeprę się wiedzą kolegów, a właściwie kolegi
Wojtka J. z zabrzańskiego bractwa kurkowego. Cytat jest niedokładny, ale spełnia swoje zadanie.
Rola, jaką spełnia smarowidło, to, po pierwsze, zmiękczanie nagaru w lufie, smarowanie, a przez to zmniejszanie tarć
pocisku w gwintach oraz zapobieganie osadzaniu się ołowiu
w lufie i, poniekąd, doszczelnianie pocisku/kuli w lufie.
Zastanawiałem się, od czego zacząć i pomyślałem, że przydałoby się parę słów o historii. No cóż, jak zwykle okazało się,
że nie jesteśmy – my ludzie współcześni – tacy znowu pomysłowi. Nie tylko my wpadliśmy na pomysł, że kula posmarowana
jakimś tłuszczem lepiej ślizga się w lufie, dłużej można z niej
strzelać uzyskując w miarę powtarzalne wyniki. A czym smarowali swe kule i flejtuchy nasi dziarscy przodkowie? A… to już
sprawa nieco bardziej skomplikowana.
Na receptury tych historycznych smarowideł składały się lata doświadczeń i tysiące wystrzelonych pocisków. Generalnie,
na smar z epoki składały się głównie trzy składniki: wosk,
tłuszcz zwierzęcy i ew. zagęszczacz np. talk. Tak postępowano
w XIX-wiecznej Anglii. Smarowidło sporządzano na bazie wosku i talku, w innych krajach stosowano wosk i łój wołowo-
Czym możemy smarować zarówno pociski, jak i flejtuchy? Jak widać wszystkim
Generalnie sprawa wygląda tak, że jeśli nie chcemy się bawić, możemy wypróbować któryś z preparatów dostępnych
w sklepach. Ale jeśli sami chcemy się pobawić i poeksperymentować, możemy to zrobić za pomocą ogólnie dostępnych skład-
Wystarczy kawałek bawełnianej szmatki, nożyczki i tubka smaru...
ników. I tak, na przykład, najbardziej popularnym smarowidłem jest mieszanina wosku pszczelego i margaryny Planta
w proporcjach 1 część wosku + 2 części Planty + (ewentualnie
1, 2 części oleju spożywczego). Wszystko przygotowujemy na
gorąco. Kiedy wszystkie składniki się roztopią trzeba je wymieszać i zostawić do wystygnięcia. Jeśli dodamy więcej składni-
Ze szmatki wycinamy kwadracik, nakładamy smar i rozprowadzamy po flejtuchu
ków płynnych, to całość będzie bardziej mazista, gdy zagęścimy
lub damy więcej wosku to smar wyjdzie nam gęściejszy. Niektórzy zamiast oleju używają kremu kosmetycznego. Dlaczego nie,
ktoś kiedyś namawiał mnie do zastosowania ludwika do flejtuchów (że niby jako detergent powinien pięknie szczyścić nagar
– u mnie jakoś się nie sprawdziło). Zastrzegam, że w tak krótkim tekście nie sposób zamieścić wszystkich sposobów na idealne smarowidło, każdy z czasem dojdzie do swojego ideału.
Kończąc, powiem tak: kochane strzelczynie i strzelcy, praktyka czyni mistrza! Próbować i jeszcze raz próbować, a przy
okazji odwiedzajcie strony czarnoprochowe, fora dyskusyjne,
gdzie dowiedzieć się możecie najwięcej, no i strzelajcie, strzelajcie, strzelajcie…
A ja poczekam na sadło niedźwiedzie… jakby co, wezmę
trochę swojego…
Historia noża jest tak stara, jak historia człowieka. Pierwszym nożem był kamień rozłupany tak, że
powstała ostra krawędź nadająca się do cięcia. Dzięki szczególnym właściwościom niektórych rodzajów skał – przede wszystkim wulkanicznych – udało się człowiekowi prehistorycznemu obrobić
to pierwsze prymitywne narzędzie tak, że powstała klinga obosieczna wykorzystywana przez tysiące lat zarówno jako nóż, jak i zakończenie dzid i oszczepów oraz jako groty strzał.
Wraz z postępem technologicznym społeczeństw prehistorycznych i nadchodzeniem kolejnych epok, pojawiały się stopniowo wyroby z brązu, później żelaza i w końcu stali. Szczytem
technologicznego rozwoju metalurgii płatnerskiej były wyroby
wykonywane techniką wielokrotnego skuwania stali mieczy samurajskich i produkcji stali damasceńskiej z zastosowaniem szczególnego rodzaju rud i specjalnego
rodzaju szkła. Stal damasceńska
była wyjątkowo charakterystyczna,
gdyż technologia produkcji z dodatkiem szkła pozwoliła uzyskać
materiał o szczególnej, regularnej
strukturze i dużej zawartości węglika żelaza.
Oryginalna technologia kucia
prawdziwego damastu była tajemnicą, która przepadła w mrokach
dziejów i tak naprawdę nigdy nie
została ponownie do końca odkryta. Węgliki w stali damasceńskiej
pozwalały na takie kucie klingi,
aby na ostrzu uzyskać warstwę węglika i następnie strukturę wstęgową, która gwarantowała twardość
i elastyczność głowni mieczy, sztyletów i noży. Wiek XVII to w zasadzie moment całkowitego zaniku
występowania tej stali, co mogło
się wiązać z wyczerpaniem lokalnych zasobów rud żelaza. Nigdy
później nie udało się odtworzyć
stopu o identycznych parametrach, choć współcześnie przepro-
Gerber Gator stal 420
wadzane badania i procesy pozwoliły uzyskać stal o właściwościach bardzo zbliżonych do oryginału. Wielu ekspertów do
dziś pozostaje w sporze, która stal pozwalała na wyprodukowanie ostrzejszej broni – damasceńska czy samurajska. Z pewnością wiadomo jedno – miecze samurajskie były zdecydowanie
bardziej podatne na złamanie.
CRKT 14K Summit; stal 420
Współcześnie wybór materiałów możliwych do wykorzystania przy produkcji noży jest tak duży, że w tym tekście postaram się w skrócie opisać większość używanych aktualnie materiałów – zarówno tych stosowanych w nożach tanich i popularnych, jak i w produktach najwyższej klasy – i niestety – ceny.
Podstawowe, najczęściej stosowane gatunki stali używanych na
głownie różnią się odpornością na rdzę, końcową twardością
czy składem chemicznym podwyższającym lub obniżającym
elastyczność klingi. Oczywiście różnią się też stopniem odporności na stępienie. Poniżej przedstawię kilka gatunków materiałów (celowo nie piszę „stali”, ale o tym później) stosowanych
przez producentów noży.
Stal 420 Najpopularniejszy materiał na noże najniżej klasy. Jakość
takiego noża w największym stopniu będzie zależała od prawidłowo
przeprowadzonego procesu hartowania. Jest to stal całkowicie nierdzewna i w zasadzie jest to jej jedyna poważna zaleta. W trudniejszych warunkach pracy tępi się
bardzo łatwo, a częste ostrzenie
może skutkować szybkim zużyciem materiału ostrza. Odpowiednikiem tej stali produkowanym
w Japonii jest stal oznaczana jako
AUS6, niestety – tępi się ona tak
samo szybko, jak stal 420. Stal ta
oznaczana jest też czasem symbolami 420HC lub 420A. Stal 420
ma najniższą zawartość węgla,
420HC ma tego węgla nieco więcej, co poprawia nieco parametry
mechaniczne. Przykładem noża
z tej stali jest np. Buck Cadet, seria 14K Summit od Columbia River Knife & Tools (CRKT), czy
Camillus CUDA Arclite Neck. Ze
stali AUS6 natomiast wykonany
jest nóż Spyderco Delica 4.
z ostrzem ze stali 440
Stal 440A/B/C Jest to stal bardzo często wykorzystywana
w produkcji popularnych scyzoryków znanych firm Victorinox
czy Wenger. Jest lepsza od 420 i dzięki temu wystarczy nieskomplikowany proces hartowania, aby dało się uzyskać stosunkowo trwały materiał na głownię noża. Gdy proces hartowania
zostanie wykonany wyjątkowo starannie i profesjonalnie, udaje
się uzyskać stal tylko niewiele odbiegającą parametrami od stali ATS34 (o której piszemy niżej). Wśród zwyczajnych zjadaczy
chleba, do których i piszący te słowa się zalicza, stal 440C jest
znana po prostu jako stal chirurgiczna. Warunkiem uzyskania
stali czystej jest jednak jej zakup od najlepszych producentów.
W Japonii odpowiednikiem tej stali jest materiał o oznaczeniach AUS6/8/10 – cechą charakterystyczną stali japońskiej
jest domieszka wanadu, co podwyższa odporność na ścieranie.
Bez względu jednak na jej pochodzenie, mamy ciągle do czy-
Spyderco Cara Cara; ostrze ze stali typu 440
w dostawa w ciągu 3 – 7 dni
w 14 dni testu bez ryzyka
w przy zakupie powyżej 299 zł
nienia ze stalą całkowicie nierdzewną. Obie stale – 420 i 440 ze
względu na proces wytwarzania należą do tzw. stali martenzytycznych. Przykładem noża ze stali AUS8 jest dobrze znany
Camillus CUDA EDC.
Stal VG10 Jest to stosunkowo nowa stal, stosowana od kilku lat.
Cechuje się parametrami zbliżonymi do stali ATS34 i niższą od
niej ceną. Jest też jedna zasadnicza różnica między VG10
Spyderco Endura, stal VG10
SIMMONS 25 LAT GWARANCJI
a ATS34 – VG10 to zasadniczo stal nierdzewna. W szczególnie
ciężkich warunkach – na przykład, gdy nóż będziemy długo
przetrzymywać w agresywnym środowisku wilgotnym (choćby
w wodzie morskiej, czego często doświadczają żeglarze czasem
niebędący w stanie wiele dni nic dobrze wysuszyć), stal może
pokryć się brunatnym nalotem rdzy powierzchniowej. Można
jednak ten nalot bez problemu usunąć bez śladu, a w zastosowaniach czysto „lądowych” problemu rdzy powierzchniowej po
prostu w ogóle nie będzie. Stal VG10 jest mocniejsza i ma większą odporność na stępienie od pozostałych, typowych stali nierdzewnych a jej parametry są w zasadzie bliskie stali AUS8A.
Typowym przykładem noży z tej stali są niektóre produkty Spyderco – np. Endura 4 czy ATR.
ATS34 Stal japońska – tradycyjnie – prosto z huty Hitachi. Materiał twardy i odporny na korozję, jednak nie całkiem nierdzewny. Winę za niepełną nierdzewność ponosi tu skład stali,
który gwarantując świetne parametry techniczne tę odporność
nieco obniża. Typowy skład domieszek w żelazie dla tej stali to:
w KABURY I POKROWCE
kabury do
x Pokrowiec-1
x Pokrowiec-2
x Pokrowiec-3
SKLEPY FIRMOWE PORTALU BROŃ.PL:
Częstochowa: Kolter - ul. Kopernika 2, tel. (034) 3664366
Warszawa: ul. Puławska 99, tel (022) 353 86 54
Warszawa-Janki: Al. Krakowska 22a (vis-à-vis Ikea),
tel. (022) 7156998
KONCESJONOWANE SKLEPY PATRONACKIE:
Spyderco Delica 4, stal AUS6
C 1,05%, Mn 0,4%, Cr 14,0%, Mo 4,0%. Stal ta podczas pracy
„na mokro” może pokrywać się w niewielkim stopniu nalotem
rdzy powierzchniowej. ATS34 to materiał stosunkowo drogi,
zdecydowanie lepszy jednak od poprzedników, szczególnie po
poprawnie wykonanym procesie hartowania. Stal ATS34 jest
używana przez większość znanych na rynku producentów noży
– przykładem niech tu będą Benchmade 140BK Nimravus czy
Buck Strider.
BIAŁYSTOK: Jager – tel. (085) 7420430; Con – tel. (085) 7451839; BYDGOSZCZ: Wojski – tel. (052) 3610237;
BYTOM: Jard-B – tel. (032) 7874643; CHODZIEŻ: Hubertus – tel. (067) 2820922; CIECHANÓW: Radex – tel.
(023) 6724830; CHOJNICE: Diana – tel. (052) 3972009; CZECHOWICE-DZIEDZICE: Sklep myśliwski – tel. (032)
2154344; KATOWICE: Pentagon – tel. (032) 2539391; ELBLĄG: U Ireny – tel. (055) 6423940; Aro Broń – tel. (055)
6421222; EŁK: Hubert – tel. (087) 6210853; GDAŃSK: Czapla – tel. (058) 3470240; GNIEZNO: Arsenał – tel.
(061) 4244243; GRODZISK MAZOWIECKI: Trophy – tel. (022) 7556906; KIELCE: Absolutus – tel. (041) 3617021;
KRAKÓW: Łowca – tel. (012) 2909162; LUBLIN: J5 – tel. (081) 5343770; ŁÓDŹ: Alert – tel. (042) 6767262;
Handel bronią – tel. (042) 6740742; Jenot – tel. (042) 6309353; Onyx – tel. (042) 6796087; NOWY SĄCZ: Żbik
– tel. (018) 4418471; OLSZTYN: Żbik – tel. (089) 5274626; Janczewski – tel. (089) 5270521; OSTRÓW WLKP.:
Handel Bronią – tel. (062) 5910107; PIOTRKÓW TRYB.: Puchacz – tel. (044) 6472550; PŁOCK: Pocisk – tel.
(024) 2647808; POZNAŃ: Gold Elektronik – tel. (061) 8334413; Hubertus – tel. (061) 8523885; Szymkowiak
– tel. (061) 8537236; Magnum – tel. (061) 8487896; Gold Weco – tel. (061) 8519142; RADOM: Lemac – tel.
(048) 3621833; RUDA ŚLĄSKA: Łowca – tel. (032) 3421630; RZESZÓW: Avant – tel. (017) 8532504; SIERADZ:
Hubertus – tel. (043) 8225607; SKARŻYSKO-KAMIENNA: Top Gun – tel. (041) 2511748; SOCHACZEW:
Pryzmatix, tel. (046) 862 96 61; STAROGARD GDAŃSKI: Bona – tel. (058) 5622440; SUWAŁKI: Myśliwy – tel.
(087) 5663337; SZCZECIN: Safari – tel. (091) 4846156; TARNÓW: Diana – tel. (014) 6300317; TCZEW: Odyniec
– tel. (058) 5312834; TORUŃ: Auto Trezor – tel. (056) 6210240; WARSZAWA: broń.pl, ul. Puławska 99, tel
(022) 353 86 54, Janki: Al. Krakowska 22a (vis-à-vis Ikea), tel. (022) 7156998; Kapiszon – tel. (022) 6758230;
Ostrowski Arms – tel. (022) 6270148; Pesko – tel. (022) 6123800; WĄGROWIEC: Arsenał – tel. (067) 2620242;
WŁOCŁAWEK: Domoland – tel. (054) 4121887; WROCŁAW: Secpol – tel. (071) 3419249; ZABRZE: Łowca – tel.
(032) 2733574; ZIELONA GÓRA: Strzelec – tel. (068) 3257599; Fajer – tel. (068) 3244463.
Firma KOLTER zastrzega sobie prawo do dokonania zmian w prezentowanej ofercie.
Niniejsza reklama nie stanowi oferty w rozumieniu Kodeksu Cywilnego.
S30V stal martenzytyczna produkowana przez koncern Crucible Powder Metallurgy z USA. Co ciekawe – jest to stal produkowana specjalnie w celu zastosowania jej do wytwarzania
noży. Wytworzono ją po raz pierwszy w 2001 roku i stała się
materiałem bazowym do wytwarzania noży najwyższej jakości
(i ceny…). Posiada parametry techniczne stali BG42 i odporność antykorozyjną stali w pełni nierdzewnych. Sam producent
twierdzi, że stal S30V jest znacząco lepsza od np. stali D2 czy
154CM. Osiągana twardość to nawet 61 w skali HRC. Stosują
Spyderco Dragonfly; stal ostrza AUS8
154CM Jest to odpowiednik japońskiej ATS34. Zasadniczą
różnicą w stosunku do stali japońskiej jest lepiej przeprowadzany proces oczyszczania z siarki czy fosforu. Dzięki temu
stal amerykańska lepiej od japońskiej znosi pracę w wilgotnych warunkach i trudniej łapie rdzę. Nie znaczy to jednak,
że jest nierdzewna – trzeba o nią dbać i regularnie czyścić po
pracach związanych z wodą. Stal ta jednak ma jedną podstawową wadę – wysoką cenę, wynikającą z trudności w obróbce, co automatycznie podraża cały proces produkcji. W nożach wysokiej klasy produkowanych za oceanem powoli zaczyna wypierać stal japońską, choć ciągle występuje dość
Microtech UTX-70, stal 154M
ją dotychczas tylko niektórzy producenci, a przykładami noży
są Buck Mayo czy produkty Chrisa Reeve’a – jak np. Green Beret lub Mnandi.
Buck Strider, ATS34
rzadko. Nożami wykonywanymi z tej stali jest np. grupa noży
Emerson – Commander czy CQC8 oraz pokaźna gromadka
noży Gerber (np. Spectre).
BG42 Stal warta wspomnienia, choćby dlatego, że używana
przez Chrisa Reeve’a do wykonania obiektu westchnień wielu
miłośników noży – kultowej Sebenzy, niestety, ze względu na
cenę pozostającego często w sferze marzeń. Stal ma parametry
zbliżone do 154CM, ale ponieważ w jej skład podczas wytopu
został dodany w większej ilości chrom – staje się całkowicie odporna na korozję. Innym metalem w składzie ostrza jest niewystępujący w 154CM wanad, tworzący z węglem kryształki, które w procesie ostrzenia tworzą na krawędzi tnącej coś w rodzaju piłki o mikroskopijnych rozmiarów zębach. Pruje wszystko
niezwykle gładko, włącznie z palcami – sprawdzałem…
440V ten sam koncern – CPM – stworzył stal o najwyższym
współczynniku odporności na stępienie dzięki opracowaniu
nowatorskiej technologii wytwarzania metodą proszkową. Wykorzystanie dużej domieszki wanadu i węgla pozwoliło uzyskać
w procesie spiekania kryształki karbidku wanadu podobne do
tych w stali BG42. W efekcie głownie z tej stali cechują się niesamowitą ostrością utrzymywaną przez długi czas pracy noża.
Jest to jedna ze stali najbardziej odpornych na stępienie, choć
CPM zdążył już opracować stal jeszcze lepszą (i oczywiście odpowiednio droższą) produkowaną w tej samej technologii – stal
10V o domieszkach w ilości C 2,45%, Mo 1,3%, Cr 5,25%, V
9,75% o możliwej do uzyskania twardości 64 w skali HRC,
gdzie dla S30V możliwa twardość niepowodująca spadku kruchości to 61 HRC. Wysoka ostrość noży wykonywanych z tych
stali jest – niestety – okupiona nieco wyższą kruchością materiału w porównaniu ze stalą 154CM.
Kolejne trzy rodzaje stali to również produkty koncernu
Rex M2 Stal szybkotnąca zawierająca w składzie zarówno wanad, jak i wolfram. Twarda i odporna na uderzenia. Ze względu jednak na niższą niż np. S30V zawartość chromu – bardziej
podatna na rdzewienie. Wersja Rex jest zmodyfikowaną stalą
bazową M2 o obniżonej zawartości węgla i radzi sobie z rdzą
nieco lepiej, sama M2 jednak była wrażliwa również na rdzewienie wgłębne. Producenci noży często z tego powodu pokryBroń i e-Strzelectwo
wają tę stal np. teflonem. Stal ta jest zdecydowanie twardsza
i odporniejsza na stępienie niż stal D2 i daje się dobrze hartować, a maksymalne wyniki tego procesu sięgają zdumiewających 66 HRC według danych producenta. Jest ona jednak dość
rzadko używana do wytwarzania noży.
Cera-Titan Technologia wykorzystywana stosunkowo rzadko,
spotykana np. w nożach firmy Boker (Helios). Materiał uzyskano poprzez spiekanie proszku tytanowego ze srebrowym pod
wysokim ciśnieniem. Uzyskany w ten sposób materiał pozwolił
stworzyć ostrza o 40% lżejsze od stalowych, elastyczne, niełamliwe, pozostające ostre dużo dłużej niż stalowe, całkowicie nierdzewne. Okupiono to mniejszą twardością, lecz pozostałe zalety biją na głowę materiały tradycyjne. W dodatku noże takie
ciągle można ostrzyć na typowych ostrzałkach korundowo-ceramicznych.
ZDP189 Laminowana stal warstwowa „sklejana” pod ciśnieniem w technologii proszkowej. Zawiera zaledwie 3% żelaza (!)
– pozostała masa to domieszki, między innymi 20% chromu.
Osiąga najwyższą dostępną twardość wśród materiałów na
noże – niesamowite 69 HRC, a dzięki technologii produkcji
jest również stosunkowo odporna na uderzenia, choć mniej
niż choćby ATS34 czy 440C (mit o jej ekstremalnie wysokiej
wytrzymałości jest więc nieprawdą). Szczyt technologii materiałowej w konstrukcji noży pochodzi z huty Hitachi w Japonii. Amerykanie oczywiście produkują podobną – CPM-S125V.
Minimalnie podatna na korozję powierzchniową, nie jest klasyczną stalą nierdzewną. Noże z tej stali wykonuje William
Henry – np. modele Kestrel czy Lancet w różnych seriach wykończenia.
Jak widać, każdy miłośnik noży znajdzie dla siebie materiał
odpowiedni, wykazujący się rozsądną proporcją jakości do ce-
Microtech CMT X-5, stal S30V
D2 Kolejna wysokowęglowa i wysokochromowa stal narzędziowa ze „stajni” CPM. Jej znakomitą odporność na ścieranie osiągnięto dzięki wysokiej zawartości karbidku wanadu w strukturze. Jest również stalą nierdzewną dzięki wysokiej (11,5%) zawartości chromu w składzie. Doskonale się hartuje, osiągając do
62 HRC a proces hartowania odkształca tę stal w minimalnym
stopniu. Jest to, niestety, stal droga w obróbce na zimno, stąd
rzadko wykorzystywana w przemysłowej produkcji noży – częściej jest używana przez producentów noży custom, choć są
przykłady głowni produkowanych bardziej masowo – Benchmade 140 Nimravus czy Microtech Socom Elite.
A2 Dość typowa stal narzędziowa o niższej od D2 odporności
na ścieranie. Stosunkowo łatwo za to się ją obrabia. Ze względu na dość wysoką podatność na korozję producenci noży
zmuszeni są do pokrywania głowni powłoką zabezpieczającą.
Hartuje się dobrze do około 60 HRC przy minimalnych zniekształceniach. W przeciwieństwie do M2 i D2 – posiada w składzie mangan w ilości 0,85%. Stosunkowo elastyczna – nie ulega pęknięciom podczas obróbki. Przykładowy nóż z tej stali to
Chris Reeve Mountaineer 2.
Talonite Całkowicie nierdzewny, odporny na ścieranie stop
chromu, kobaltu, molibdenu i niklu. Stal to już nie jest… Niemagnetyczny, niezwykle odporny mechanicznie i niewymagający żadnej obróbki cieplnej. Najczęściej spotykane zastosowanie
to jednak nie wytwarzanie noży, a… głowic wiertniczych do
prac w tunelach czy wierceniach ropy. Stosowany rzadko ze
względu na bardzo wysoką cenę wytworzenia. Przykłady noża
z jego wykorzystaniem to noże custom Kita Garsona, Camillus
CUDA Talon czy Trace Rinaldi Talonite Warhawk.
Microtech SOCOM Elite, ostrza ze stali D2
ny (i zasobności portfela). Nie od rzeczy jest teraz bowiem
wspomnieć, że choć noże z najtańszych stali kosztują za oceanem zaledwie kilkanaście dolarów, to jest i druga strona medalu – customowe produkty z najwyższych gatunków materiałów, których ceny idą w tysiące dolarów.
W następnych artykułach zaprezentujemy najczęściej spotykane współcześnie rozwiązania techniczne stosowane w produkcji noży – rodzaje noży, kształty ich ostrzy, typy blokad czy
wykończenia chwytów.
Nowsza wersja przymiaru zwijanego
Tomasz „Cypis” Gębala
O ileż prostsze byłoby życie strzelców, gdyby pociski latały po liniach prostych... Ale nie. One wymyśliły sobie latać po krzywych. Na dodatek owe krzywe – krzywe balistyczne – są na tyle dziwaczne, że nie ima się ich żadna prosta proporcjonalna zależność. I tak to grawitacja wespół z ołowiem zgotowała nam, strzelcom, konieczność opanowania wysublimowanej sztuki trajektorii lotu
pocisku. Aby trafić w cel, niestety nie wystarczy sama znajomość trajektorii. Równie ważna jest znajomość dystansu, na jakim ów cel się znajduje.
Ocena dystansu – a najlepiej pomiar – na jakim znajduje się
cel, to kluczowa wiedza do tego, by w cel ów trafić. Do oceny
dystansu stworzona została nawet specjalna siatka celownicza
MillDot, dzięki której z prostej proporcji, znając wielkość celu,
można oszacować dystans. Taka siatka i taki sposób oceny dystansu stosowany był (i jest nadal) przez strzelców wyborowych
różnych wojsk. Pomimo jego prostoty i uniwersalności nie jest
metodą idealną. Pomiar obarczony jest sporym błędem, a tym
samym samo trafienie w cel staje się niepewne. W dzisiejszych
czasach prawdopodobnie żaden strzelec wyborowy, jak również
odpowiedzialny myśliwy, nie wyjdzie w teren bez dalmierza.
Współczesne dalmierze to skomplikowana mieszanka różnych technik. Najczęściej optycznej, laserowej i mikroprocesorowej. Zasadniczo stosuje się dwie metody pomiaru. Pierwsza
polega na pomiarze czasu, jaki wiązce światła (najczęściej geNewcon LRM 1200 – średnia klasa i średnia cena
Simmons Yardage Master 800, budżetowy dalmierz laserowy. Taką też ma optykę,
ciemną i męczącą wzrok
nerowanego przez laser podczerwony) zajmie podróż od dalmierza do celu, odbiciu od jego powierzchni i powrocie do dalmierza. Druga metoda polega na pomiarze kąta, pod jakim widziany jest punkt generowany przez laser i oś optyczna celowania. Z zasad pomiaru wynika konstrukcja takich dalmierzy.
Składają się one z lunetki, przez którą patrzymy na cel i nadajnika/odbiornika podczerwonego promienia laserowego wysyłanego w stronę celu.
Z użytkowego punktu widzenia dalmierz to taka nietypowa
lornetka, która prócz funkcji powiększania obrazu posiada siatkę celowniczą, na której wyświetlane są informacje o zmierzonej odległości i nastawionych parametrach pracy.
Do redakcyjnego „laboratorium” trafiły trzy modele dalmierzy: Simmons Yardage Master 800, Newcon LRM 1200
oraz Bushnell Laser Rangefinders Elite 1500. Wszystkie trzy
dalmierze wykonane są bardzo estetycznie. Powierzchnia pokryta gumowaną czarną powłoką zapewniającą pewny chwyt.
Konstruktorzy zadbali również o ergonomię urządzeń. Pewne
krytyczne uwagi można mieć w przypadku Newcona, gdzie
przyciski są chyba zbyt daleko, i jednoczesne trzymanie urządzenia i operowanie nim jest trochę utrudnione. W naszej
ocenie na piątkę z plusem zasługuje Simmons. Malutki (niewiele większy od dużego pudełka papierosów) mieści się
w kieszeni koszuli, jest też najlżejszy. Bardzo wygodnie się go
trzyma i obsługuje. Dwa dalmierze (niestety nie Simmons)
posiadają typowy gwint umożliwiający zamontowanie ich na
statywie fotograficznym.
Bushnell Laser Rangefinders Elite 1500 – najdroższy, ale i najlepszy
Sam pomiar jest banalnie prosty. Należy, patrząc przez dalmierz, wycelować siatką celowniczą w interesujący nas obiekt,
nacisnąć przycisk pomiaru i odczytać wynik. Proste prawda?
Tak to wygląda w teorii. W praktyce czyha na nas kilka pułapek, ale o tym za chwilę.
Prócz przycisku do wykonania pomiaru wszystkie trzy urządzenia posiadają przycisk wybierania trybu bądź parametrów
pracy. Możemy wybierać pomiędzy różnymi siatkami celowniczymi, pomiarem w metrach bądź jardach, warunkami oświetleniowymi czy rodzajem obserwowanych obiektów. W przypadku Simmonsa możemy nawet pokusić się o pomiar... prędkości zbliżania się obiektu!
Dalmierze mieliśmy okazję testować od późnej zimy do połowy kwietnia. Dało to okazję do wykonania testów pomiaru
odległości w różnych warunkach oświetleniowych i atmosferycznych. Mierzyliśmy odległości podczas gęstej śnieżycy,
o zmierzchu i w środku słonecznego dnia. W każdym z przy-
padków dalmierze radziły sobie dobrze, choć układy logiczne
dalmierzy wykonywały ciężką pracę. Widać to świetnie po wynikach pomiarów odległości zamieszczonych w tabelce.
Mimo że zawsze mierzyliśmy te same obiekty, wyniki pomiarów w zależności od warunków były różne dla tego samego
Do wykonania poprawnego pomiaru niezbędna jest odrobina wprawy i dobre poznanie danego urządzenia. Na przykład wszystkie trzy dalmierze z solidarną stanowczością odmawiały pomiaru czarnych matowych obiektów. Z wyraźnymi
kłopotami mierzyły odległość do ciemnych drzew iglastych.
Nie ma też żadnej metody na zmierzenie odległości do kręcącego się po ogrodzie psa. Częste zmiany położenia celu powodują, że układy dalmierza głupieją. Zarysowała się również kolejną prawidłowość – dalmierze pokazują różne odległości
przy wykonaniu kilku pomiarów do tego samego obiektu.
Okazało się, że winny jest pomiar z ręki. Oparcie dalmierza
o stabilną podporę lub zamontowanie go na statywie rozwiązuje problem. Jeśli więc wykonujemy pomiar z ręki – a taki
najczęściej się wykonuje w terenie – to należy wykonać kilka
pomiarów i albo wyciągnąć średnią, albo wybrać ten najczęściej występujący.
Dokładność pomiarów jest wystarczająca. Na odmierzonym dystansie 50 m dalmierze wskazywały odległość 50 m +/1 m.
Największe zdziwienie i pełen szacunku podziw dla konstruktorów dalmierzy wzbudziły nie tyle wyniki, co sama możliwość pomiarów podczas gęstej śnieżycy. Proszę sobie wyobrazić późne popołudnie końca zimy. Ołowiane chmury, z których
sypie gęsty śnieg z płatkami wielkości orzechów włoskich. Widoczność jest ograniczona do 200 m. Dalej tylko biała ściana.
Próbuję zmierzyć odległość do białej ściany domu sąsiada, oddalonego o ok. 160 m. Bez problemu! Rewelacja!
Miłe zaskoczenie spotkało nas przy próbach pomiaru odległości o zmierzchu. Otóż Bushnell posiada automatycznie włączane podświetlenie siatki celowniczej. Fajny bajer. A jaki praktyczny!
Pomiary odległości to nie wszystko, na co powinniśmy
zwrócić uwagę w dalmierzach. Istotny jest również układ
optyczny i w tej dziedzinie pomiędzy trzema testowanymi modelami widać technologiczną przepaść. Najgorzej wypada Simmons z brudnym, ciemnym, niewyraźnym obrazem. Mimo że
dalmierz spełnia swoją funkcję – mierzy – patrzenie przez niego sprawia ból. Drugą skrajnością jest Bushnell, którego układ
optyczny jest perfekcyjny. Jasny, wyraźny obraz o świetnej rozdzielczości. Dając powiększenie 7x może stanowić świetną alternatywę dla polowej lornetki. Konstruktorzy zadbali o komfort naszego oka i Bushnell jako jedyny ma możliwość korekcji
wady wzroku w okularze. Od razu widać, że ten dalmierz jest
o wiele klas lepszy od Simmonsa. Między tymi dwoma plasuje
się Newcon z przeciętnym, ale poprawnym obrazem.
(widoczność do 200 m)
(oko przestaje rozróżniać kolory)
cel 1 cel 2 cel 3 cel 4 cel 1 cel 2 cel 3 cel 4
94,8 164,0**
*Nie udało się dokonać pomiaru **Zmierzono gdy ustawiono opcję pomiaru >150
Urządzenia elektroniczne do mierzenia odległości nie należą do tanich. Za najtańszego – Simmonsa trzeba zapłacić ok.
1290 złotych. Najdroższy Bushnell to wydatek ok. 2600 złotych. Przyznacie, że to droga zabawka. Najlepiej wypada w porównaniu cena/jakość Newcon. Wydając 1300 złotych otrzymujemy urządzenie o zadowalających parametrach obrazu i poprawnie mierzące odległości.
Dla kogo zatem są przeznaczone dalmierze? Przede wszystkim dla myśliwych. W zastosowaniach wiatrówkowych mają
sens tylko jako wyposażenie organizatora strzelań terenowych
FT do określania odległości do celów, eliminując tym samym
mozolne pomiary taśmą mierniczą.
zasilanie baterią CR123
brak gwintu pod statyw
Newcon LRM 1200
niewygodne położenie przycisków
podświetlane po zmroku informacje
o pomiarze
Redakcja pragnie podziękować firmie Delta Optical za użyczenie dalmierza Newcon oraz firmie Cekaus za użyczenie dalmierzy Bushnell i Simmons.
X Targi Film Video Foto
Nie liczcie na to, że w trakcie łódzkich targów Film Video Foto obejrzycie premierę czegokolwiek,
któregokolwiek z poważnych producentów w branży fotograficzno-filmowej. Do tego przeznaczona jest niestety inna impreza w położonej bardziej na zachód od nas Kolonii – Fotokina.
Tegoroczna, jubileuszowa, dziesiąta już edycja targów, odbywających się na terenach Międzynarodowych Targów Łódzkich, prawie w centrum miasta, owszem prezentowała rzeczy
nowe, ale na rynku polskim. Jeśli dodamy do tego, że spora
część tych nowości weszła do sklepów jeszcze przed targami,
naprawdę nie mogliśmy liczyć na „wstrząsy”.
Na dodatek zabrakło stoisk potentatów na rynku – Nikona,
Kodaka czy Olympusa. Canon w zasadzie też był nieobecny, reprezentował go jeden z polskich dealerów marki.
Z informacji uzyskanych z wiarygodnych źródeł wynika, że
Film Video Foto ma tak mało do zaproponowania „wielkim”,
jeśli chodzi o formułę i organizację targów, że… nie warto psuć
wizerunku marki. Dość wstrząsające, prawda?
Olbrzymie stoisko zaprezentowało Sony, które po przejęciu Koniki-Minolty, bardzo agresywnie promuje swoją nową lustrzankę Sony Alfa.
Co ciekawe, Sony nie odcięło się od korzeni, czego wyrazem
była skromna gablota prezentująca głównie historię Koniki-Minolty – od jednej z ostatnich lustrzanek analogowych począwszy, a skończywszy na sztandarowym produkcie Sony Alfa 100.
Stoisko firmy było jednym z największych na targach,
a spory tłum oblegał permanentnie trwający kurs fotografowa-
Łódzkie centrum targowe
nia na żywo, prowadzony przez Krzysztofa Niesporka i Piotra
Parviego.
Nic dziwnego, ich uwagi i komentarze, mimo iż prezentowane na zawodowej modelce, pozującej na tle motocykla, dotyczyły typowych pstrykaczy. Jak kadrować, jak ustawiać się, by
Ten napędzany elektrycznie i zdalnie sterowany sterowiec, latając we wnętrzu hali był
jedną z reklamowych atrakcji
zrobić ciekawe ujęcie, i przede wszystkim – myśleć, zanim naciśnie się spust migawki. Mamy nadzieję, że ten pokaz uczynił
wyłom w umysłach przeciętnych posiadaczy aparatu. Dzięki temu mniej będziemy mieli do czynienia z tysiącami byle jakich
obrazków „fotniętych na szybko”
Równie widoczne było stoisko K-Consult, generalnego importera marki Sigma, znanej nie tylko z bardzo dobrej jakości
optyki dedykowanej do prawie każdego aparatu, ale również
z bardzo ciekawej serii lustrzanek opartych na matrycy Foveon.
W matrycy tej jeden piksel mierzy jednocześnie wszystkie
trzy składowe RGB, stąd rewelacyjna ostrość obrazów zapisywanych przez aparaty Sigmy – zarówno wcześniejsze modele
SD9 i SD10, jak i nowy model SD14. Niestety, wadą tych aparatów jest cena, nie na kieszeń przeciętnego amatora. Zresztą
importer K-Consult, wyraźnie adresuje swoją ofertę do zawodowców, i to chyba tych o zasobniejszych portfelach.
Interesującą propozycję przedstawiła Ventis z Tarnowskich
Gór. Firma ta zajmuje się kompleksowym wyposażaniem studiów fotograficznych. Po prostu wskazujemy miejsce i określamy, co chcielibyśmy uzyskać, a firma dobiera nam komponenty. Do jej własnych opracowań należy natomiast system sterowania tłami – cyfrowy z programowaniem, sterowany pilotem.
Inna rzecz, że to niestety nie zabawka dla amatorów.
Chińczycy usiłują rządzić na naszym rynku nie tylko wiatrówkowym – małe zaskoczenie spotkało nas na stoisku firmy
Markoflash, gdzie obok znanych i cenionych lamp będących
własnym produktem firmy spotkaliśmy również wyroby z Dalekiego Wschodu. Pracownicy wyjaśniali, że produkty chińskie
są uzupełnieniem oferty cenowej w niższych grupach, a każdy
typ oświetlenia jest przez firmę starannie testowany. Inna
Stoisko polskiego producenta oświetlenia studyjnego, firmy Markoflash
Prawie 140 wystawców, będących głównie reprezentantami
znanych światowych firm, pokazywało w zasadzie „codzienną
mielonkę” znaną nam ze sklepów i ich witryn internetowych.
Przypomina to, niestety, schemat branżowych targów Hubertus
– to, co ważne pokazuje się znów na zachód od nas – tym razem na IWA w Norymberdze. A Hubertus, tak jak łódzki FVF,
jest ot, takim małym kolorytem lokalnym…
Przez trzy dni targów przewinęło się 12 tys. osób, wprawdzie znacznie więcej niż rok temu, lecz znacznie mniej niż
W głównej hali wystawy prezentowały się także polskie firmy produkujące sprzęt fotograficzny. I tu autor niniejszej relacji przeżył spore zaskoczenie. Aparatów fotograficznych nie
produkujemy już od bardzo dawna (kto pamięta Ami lub Druha), po PZO Warszawa nie pozostał już nawet ślad (doskonałe
powiększalniki, koreksy i cała pozostała laborka), ale że świat
Dobre opakowanie gwarantuje bezpieczeństwo cennego sprzętu
rzecz, że osprzęt na stoisku już należał do wyrobów z lepszych
materiałów i starannie wykonanych.
Na targach, gdzie rozmaite wyroby leżą tuż koło siebie, doskonale widać różnicę jakości. W obecnych czasach to kwestia
stosowanych materiałów. Plastik i plastik to nie to samo, a jakość formy i montażu ma ogromne znaczenie. Polskie wyroby
mają po prostu jakość, której brakuje dalekowschodniej produkcji. Jedynym problemem jest to, że kosztują kilkakrotnie drożej.
Dobry statyw jest częstokroć podstawą do wykonania zdjęcia. Tu, przyznamy, królowała włoska firma Manfrotto, zarów-
Statyw typu „trzecia ręka”, nóżki można zawinąć na czymkolwiek
nie znosi próżni, na rynku działa prężnie kilka firm produkujących oświetlenie i osprzęt studyjny dla zawodowców. Takie
marki, jak Elfo czy Markoflash (światła studyjne) lub Sunbox
(jako jedyna nie wystawiała się na targach) są znane nie tylko
w Polsce. Zresztą, dyrektor Elfo Maciej Raczyński przyznał
nam, że ogromna część produkcji firmy ląduje poza granicami
Polski. Zapytany o chińską konkurencję odparł: „dla nas te produkty nie są konkurencyjne, to inna, dużo niższa półka”. Co
ciekawe, podobną wypowiedź uzyskaliśmy na stoiskach innych
firm handlujących zabawkami dla zawodowców.
Amerykańskie Peli zaczyna mieć sporą konkurencję...
no w oryginałach, jak i lepszych lub gorszych kopiach. Również
podaż na wszelkiej maści opakowania na sprzęt foto mógła porazić. Toreb, plecaków i futerałów nawet nie liczyliśmy, tak samo jak firm, które je oferowały. Co ciekawe, modne stają się
Bielska firma G&P Focus oprócz Praktik, które nie zaskakują parametrami technicznymi, ale mogą mile zaskoczyć ceną
(niestety w ofercie nie ma już żadnej lustrzanki), jest również
dystrybutorem ładowarek, akumulatorów i latarek niemieckiej
firmy Ansmann – te ostatnie postaramy się zaprezentować bliżej w jednym z kolejnych numerów Biesa.
Generalnie, w trakcie spaceru po halach zaskakiwała duża
liczba firm oferujących rzeczy tak drobne, jak usługi fotograficzne czy wręcz albumy. Przyczyną takiego stanu jest bardzo
dynamicznie rozwijający się ruch fotografii amatorskiej. I trudno się dziwić.
Technologia cyfrowa pozwala na bezkarne zrobienie tysięcy
zdjęć tylko na zasadzie przyciśnięcia spustu migawki. Słowa „bezkarne” użyliśmy celowo – kartę aparatu można przecież po skopiowaniu fotek wyczyścić i użyć ponownie, praktycznie dowolną
Sony – pokaz dla publiczności połączony z wykładem
wszelkiej maści walizki i skrzynie stosowane dotąd przez zawodowców. Ich coraz niższa – co wcale nie znaczy niska – cena
zachęca zwykłego śmiertelnika do kupna. Producentów tych
ostatnich było do wyboru, choć w zasadzie wszystkie bazowały
konstrukcyjnie na amerykańskich Pelicase.
Wojciech Szłapa z wrocławskiego Vantoro, przedstawiciela
Peli na Polskę, zapytany przez nas, dlaczego Pelicase są takie
drogie, odparł, że trzeba o tym myśleć, jak o ubezpieczeniu.
I skądinąd słusznie, bo plastikowe pudełka firmy Peli są wodoszczelne, odporne na
zgniecenie nawet po
przejechaniu po nich samochodem terenowym
(jak słyszeliśmy, małe
pudełko pękło, ale pod
naciskiem koła maszyny
budowlanej), w razie katastrofy doskonale służą
jako tratwa ratunkowa
i wytrzymują transport
lotniczy. To ostatnie dotyczy oczywiście nie samego lotu, ale traktowania naszych walizek na
lotnisku – znane są powszechnie przypadki
zniszczenia przez obsługę nawet tak solidnych
Od analogowej Minolty do cyfrowej Sony Alpha 100 rzeczy, jak aluminiowe
walizki Samsonite…
W trakcie spaceru po halach targowych spotkała nas sympatyczna niespodzianka. Praktica, dawniej marzenie każdego
fotoamatora, jak się wydawało zniknęła bezpowrotnie w pomroce dziejów. Runął mur berliński, skończyła się NRD, więc
nic dziwnego, że gdzieś zapodział się koncern Pentacon i jego
sztandarowy produkt. Tymczasem okazuje się, że na polskim
rynku od prawie 10 lat istnieje… przedstawiciel tej marki. Co
więcej, nadal sprzedaje się aparaty sygnowane znanym niebieskim logo.
Ależ tak! Praktica jeszcze istnieje!
liczbę razy. To zniechęca do myślenia, zastanawiania się, wyboru
tego, co i jak umieścimy w kadrze. Skutek – setki, jeśli nie tysiące, zdjęć byle jakich, źle naświetlonych, nic nie mówiących. A że
gdzieś trzeba przynajmniej część z nich wyeksponować…
W Paco Cases zrobią wam kufer na każdy wymiar. O cenę lepiej nie pytać...
Organizatorzy łódzkich targów fotograficznych najprawdopodobniej zdają sobie sprawę, iż nie mają szans na więcej w sferze wystawienniczej, więc postawili na coś innego. Na imprezy
towarzyszące, których liczba na tegorocznej wystawie oszałamiała różnorodnością i tematyką.
Nie zabrakło także... broni czarnoprochowej wystawianej przez łódzki AMBOS
dze. I nie pomoże tu kilka jaskółek w stylu łódzkiego Funsportsa
czy nieobecnego na targach (a szkoda) AFE z Gdyni, oferujących
wprawdzie momentami boleśnie tandetną, ale za to przystępną
cenowo produkcję chińską. Te dwie firmy, choć cześć im i chwała za to, co robią, nie zasypią dziury pomiędzy ambitnymi amatorami a profesjonalistami pracującymi dla wielkiej kasy. A przecież, nie ukrywajmy, to właśnie z tych pierwszych wywodzą się ci
ostatni, z ruchu amatorskiego w dużej mierze powstało coś, co
można byłoby określić polską szkołą fotografii artystycznej…
PIÓRKIEM SZAMANA
Trudno w tak krótkim tekście wymienić wszystkie, więc
ograniczymy się do ciekawszych. Nikon Polska nie zaprezentował się na własnym stoisku, lecz o dziwo, zorganizował aż trzy seminaria. Z kolei
przedstawił wykład poświęcony fotografii w reklamie,
a portal fotal. pl w wykładzie
Pawła Dumy przybliżał nam
„wszystko o ekspozycji, histogramie, korekcji komputerowej” w fotografii cyfrowej.
Co ciekawe, większość preCyfrowy... powiększalnik
lekcji była uzupełniona dobrze
dobranymi przykładami lub odbywała się na żywo, pozwalając uczestnikom na zadawanie pytań
lub prezentowanie własnych problemów. Szkoda tylko, że know-how cieszył się tak małą frekwencją. Było nie było, to fotograf tworzy zdjęcie, i nawet najbardziej wyrafinowany sprzęt tu nie pomoże.
Rynek fotograficzny w Polsce mimo upływu lat nadal nie jest
ustabilizowany. Zniknęły sklepy fotograficzne, oferujące wszystko – od aparatu, przez osprzęt a na laboratorium skończywszy,
a na ich miejsce nie powstało praktycznie nic, co skierowane byłoby do bardziej zaawansowanego fotoamatora bądź początkującego profesjonalisty. Widać wyraźną przepaść pomiędzy rynkiem amatorskim obsługującym pstrykaczy, a rynkiem profesjonalnym, nastawionym niestety na bardzo majętnego zawodowca,
który po prostu musi mieć sprzęt wysokiej klasy.
I to niestety na targach widać. Średniak musi szukać i to szukać intensywnie, ale to paradoksalnie właśnie ten odbiorca pozornie obracający każdą złotówkę trzy razy, jest skłonny zainwestować w coś więcej niż podstawowe zabawki za podstawowe pienią-
Właśnie zostałem myśliwym, pewnie bez problemu dostanę pozwolenie na broń; każdy może zrobić tak samo jak ja. Będę zabijał zwierzęta z broni i zjadał je lub wieszał ich kawałki na ścianach.
(Z iwebu)
Pocisk może trafić w kręgosłup, w szczękę lub żuchwę,
w wysoką komorę – czyli w płuca, w niską komorę – czyli w serce, w spóźnioną komorę – czyli wątrobę, w puste, tak zwane
miękkie, w nerki, mięśnie, tchawicę lub przełyk. Można również trafić w poroże lub w głowę.
Sarna trafiona w wątrobę wygina krzyż ku dołowi i dostaje
silnych drgawek. Bardzo krwawi. Krew jest brunatnoczerwona,
jakby tłusta, często bardzo obfita. Przebiega do osiemdziesięciu kroków, pada i już nie wstaje.
Sarna trafiona w szczękę pada w ogniu, tłucze się i kulejąc
odchodzi. Krwawi mało, a krew jest czerwona z pianą. Uchodzi
daleko, trzeba jej szukać z psem i zwykle się jej nie znajduje.
Sarna trafiona w nerki załamuje zad. Tułów ma albo prosty
albo wygięty pałąkowato ku górze. Jej krew jest ciemnoczerwona. Trzeba jej szukać po upływie godziny.
Każdej ranie postrzałowej towarzyszy ból. Najmniejszy sarnie trafionej w głowę, bo zwierzę umiera natychmiast. Sarna
trafiona w kręgosłup męczy się dłużej, choć jeśli rdzeń kręgowy jest przerwany, ból trwa stosunkowo krótko. Potem zwierzę
nie odczuwa już nic. Podobnie sarna trafiona w serce. Strzał
w niską komorę odbiera jej życie w ciągu kilku sekund.
Najbardziej męczy się trafiona w komorę wysoką. Najpierw wykonuje lekki podskok. Podnosi wysoko przednie nogi i ucieka z hałasem na wprost, przez krzaki, byle dalej. Mocno krwawi. Krew jest jasnoczerwona, pienista, z pęcherzykami. Przebiega od dwudziestu do pięćdziesięciu kroków i pada.
Wysoka komora to inaczej płuca. Płuca są narządem parzystym i pocisk może przebić jeden płat lub obydwa. Płaty są pokryte cienką, gładką, lśniącą błoną surowiczą, zwaną opłucną.
Dzieli się ona na opłucną ścienną, tak zwaną blaszkę ścienną,
i opłucną płucną albo blaszkę trzewiową. Obydwie te blaszki
oddziela wąska przestrzeń zwana jamą opłucnej, w której panuje podciśnienie umożliwiające wdech powietrza w czasie rozszerzania się klatki piersiowej. Poruszając się, przepona pociąga blaszkę ścienną, ta pociąga blaszkę trzewiową i dzięki podciśnieniu zwierzę może wziąć oddech.
Kiedy pocisk przebija opłucną, powstaje w niej ziejąca rana
i na skutek wzrostu ciśnienia w jamie płuco ulega zapadnięciu
(ciśnienie w opłucnej jest niższe od ciśnienia atmosferycznego). Dochodzi do tak zwanej odmy – stanu, który może być pogłębiony przez tzw. oddech paradoksalny – w przypadku przebicia tylko jednego płatu płucnego – zjawisko polegające na wahadłowym przemieszczaniu gazów z jednego płatu do
drugiego. Podczas wydechu powietrze z płatu zdrowego zostaje wtłoczone do drugiego, zapadniętego płuca. Podczas wdechu sytuacja się odwraca i powietrze zalegające w uszkodzonym płucu zasysane jest ponownie do płuca zdrowego.
Jeśli przebite są obydwa płaty, sarna zaczyna się dusić. Jest
przytomna i odczuwa straszliwy ból. Ból i potworny lęk, bo
czuje nadchodzącą śmierć. Zdążyła odbiec dość daleko i myśliwy nie zawsze ją znajdzie. Jeśli znajdzie, szybko ją dobije, lecz
jeśli nie, rozpoczyna się agonia.
Agonia to proces konania, który w tym przypadku może potrwać nawet kilka godzin. W tym czasie zamierają wszystkie czynności organizmu: występują zaburzenia krążenia, tętno staje się
nitkowate i niewyczuwalne. Sarna rzęzi, charczy i mocno krwawi.
Powoli zanika działalność zmysłów, z których słuch utrzymuje się
najdłużej. Mętnieją jej rogówki, rozszerzają się źrenice. Spada
temperatura ciała. Jeśli okres agonii przedłuża się, zwierzę wpada
w letarg. Potem następuje śmierć kliniczna i wreszcie biologiczna.
Na etapie śmierci biologicznej sarna traci przytomność.
Ustaje krążenie. Zanikają wszystkie odruchy. Wiotczeją mięśnie. Nieodwracalnie ustają wszystkie czynności życiowe. Dochodzi do postępującej autolizy, procesu rozpadu komórek i narządów wewnętrznych, wywołanego przez enzymy wewnątrzkomórkowe. Kilka minut po śmierci biologicznej autolizie ulegają
komórki mózgu, później wątroby i nerek. Zmiany autolityczne
rozpoczynają się najszybciej w narządach bogatych w enzymy,
w trzustce, żołądku i jelitach, najpóźniej w mięśniu sercowym,
macicy, tarczycy, ścięgnach, chrząstkach i kościach.
W wyniku ustania krążenia i przemieszczania się krwi oraz
płynów ustrojowych do najniżej położonych części ciała w niektórych miejscach ciała sarny dochodzi do wysychania. Najszybciej wysycha rogówka, spojówki i czerwień wargowa. Rozpoczyna się również proces gnicia, spowodowany działalnością bakterii gnilnych, które za życia bytują w jej przewodzie pokarmowym,
na skórze i w drogach oddechowych. Procesy te prowadzą stopniowo do rozkładu wszystkich elementów organizmu na składniki o coraz prostszej budowie, aż do uwolnienia pierwiastków.
Upolowana sarna przestaje istnieć.
Przepis na filety z sarny
80 dag combra bez kości, zaprawa z warzyw, sól, pieprz,
2 dag mąki, 8 dag tłuszczu.
Skruszały comber sarni zamarynować w zaprawie z warzyw
na 1-12 dni. Comber wyjąć, obrać z powięzi, usunąć warzywa
i przyprawy. Pokroić mięso skośnie w poprzek włókien na
8 plastrów, pobić tłuczkiem. Uformować owalne filety grubości
1-1,5cm, oprószyć solą, pieprzem, mąką. Smażyć na rozgrzanym tłuszczu na ciemnozłoty kolor. Filety powinny być w miarę wysmażone i nie za krwiste. Pod koniec smażenia wlać do
zrumienionego tłuszczu 1-2 łyżki wody i zagotować. Filety ułożyć na półmisku i polać sosem. Podawać z frytkami, brukselką
i fasolką szparagową albo z borówkami i chrzanem.
Zdjęcie: Jacek „Bono” Bonecki
Makieta symetryczna
Niebezpieczne azjatki Produkt Roku 2006 Polowanie na
biokominki - Linda Tulisijat
karabinki z hiszpańskim temperamentem