Source: http://docplayer.pl/3093248-1-543-6-8-rozmowa-styczen-2011-prawo-grudniowe-rocznice-z-prokuratorem-bogdanem-szegda-dreptanie-w-miejscu-w-tym-roku-to-popracujemy.html
Timestamp: 2017-12-15 03:28:57
Legal References Found: art. 42
 art. 42
 Art. 229
 art. 20
 art. 20
 art. 20
 art. 20
 art. 20
 art. 18
 art. 20
 art. 6
 art. 2
 art. 31
 art. 47
 art. 37
 art. 52

Document Content:
1(543) 6 8 ROZMOWA. styczeń 2011 PRAWO GRUDNIOWE ROCZNICE. Z PROKURATOREM BOGDANEM SZEGDĄ Dreptanie w miejscu. W tym roku to popracujemy... - PDF
1(543) 6 8 ROZMOWA. styczeń 2011 PRAWO GRUDNIOWE ROCZNICE. Z PROKURATOREM BOGDANEM SZEGDĄ Dreptanie w miejscu. W tym roku to popracujemy...
Download "1(543) 6 8 ROZMOWA. styczeń 2011 PRAWO GRUDNIOWE ROCZNICE. Z PROKURATOREM BOGDANEM SZEGDĄ Dreptanie w miejscu. W tym roku to popracujemy..."
1 Numer 1 wydano 23 sierpnia 1980 w Stoczni Gdańskiej ISSN ZARZĄDU REGIONU GDAŃSKIEGO 1(543) styczeń ROZMOWA 20 GRUDNIOWE ROCZNICE Niech nie sądzą, że zapomnieliśmy Z PROKURATOREM BOGDANEM SZEGDĄ Dreptanie w miejscu PRAWO W tym roku to popracujemy... ANDRZEJ SOWIŃSKI
2 AKTUALNOŚCI W KRAJU Rehabilitacja generała niedopuszczalna 7 grudnia Prezydium Komisji Krajowej NSZZ Solidarność wydało oświadczenie, w którym przestrzega przed próbami rehabilitowania generała Wojciecha Jaruzelskiego. Związkowcy w swoim stanowisku przypominają, że to generał ponosi polityczną, moralną, a być może i prawną odpowiedzialność za wydarzenia z 1970 i 1981 roku, a także wciąż trwa proces, w którym generał Jaruzelski jest oskarżony o sprawstwo kierownicze masakry robotników. W stanowisku podkreślono też, że to na Wojciechu Jaruzelskim spoczywa główna odpowiedzialność za wprowadzenie w Polsce stanu wojennego i bezwzględne zwalczanie w latach 80. NSZZ Solidarność. Stanowisko ws. zaproszenia Jaruzelskiego do Rady Bezpieczeństwa Narodowego wydało 25 listopada Prezydium ZRG S (publikowane w numerze grudniowym Magazynu ). Sukces Solidarności przed sądem w Warszawie 8 grudnia sąd w Warszawie uniewinnił 6 górników od zarzutów czynnej napaści na policjantów podczas związkowej manifestacji, która pięć lat temu odbyła się w stolicy. Okazało się, że oskarżenie miało słabe podstawy, wątki poruszane przez prokuraturę się mieszały, a policjanci zeznawali nieprecyzyjnie i często po prostu nie potrafili rozpoznać osób. Oskarżeni członkowie Solidarności byli cały czas wspierani przez Związek, otrzymali pomoc prawną, przed sądem byli reprezentowani przez znanego mecenasa Bogusława Gotkowicza. 26 lipca 2005 roku około 6 tys. górników przyjechało pod Sejm demonstrować w obronie prawa do emerytury po 25 latach pracy pod ziemią. Wolność dla noblisty 9 grudnia Prezydium Komisji Krajowej NSZZ Solidarność wydało apel w sprawie uwolnienia Liu Xiaobao, laureata Pokojowej Nagrody Nobla z 2010 roku. Związkowcy solidaryzują się z pokojowymi działaniami Liu Xiaobao i jego inicjatywami na rzecz demokratycznych reform i ochrony praw człowieka. S zaapelowała do władz Chin również o zagwarantowanie poszanowania praw człowieka i podstawowych wolności, w tym wolności związkowych, o ratyfikację Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych oraz wszystkich podstawowych konwencji MOP. Krajówka w Warszawie 14 grudnia w trakcie obrad w Warszawie Komisja Krajowa NSZZ Solidarność uzupełniła skład prezydium KK. Na wiceprzewodniczą- cego KK ds. struktur branżowych (stosunkiem głosów 63:20) wybrano Jerzego Wielgusa z Regionu Mazowsze, przewodniczącego Krajowego Sekretariatu Służb Publicznych. Podczas obrad członek Prezydium Komisji Krajowej Henryk Nakonieczny poinformował, że związkowi prawnicy pracują już nad wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z konstytucją niektórych zapisów ustawy o przywróceniu dnia wolnego w święto Trzech Króli. Przewodniczący Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych, Ochrony Środowiska i Leśnictwa Zbigniew Kuszlewicz przypomniał u sukcesie Solidarności, jakim było niewłączenie Lasów Państwowych do systemu finansów publicznych. Dwaj bracia, co pamiętali o Grudniu 70 Z udziałem przedstawicieli NSZZ Solidarność na ścianie przy pomniku Poległych Stoczniowców w Gdańsku 18 grudnia została odsłonięta tablica poświęcona braciom Jerzemu i Ryszardowi Kowalczykom. Tablica upamiętnia wydarzenia z 1971 roku, kiedy to bracia Kowalczykowie na znak sprzeciwu wobec stłumienia przez władze robotniczych protestów podłożyli 6 października 1971 roku bombę w auli Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu. Następnego dnia miała odbyć się w niej uroczysta akademia z okazji Dnia Milicjanta. Specjalne wyróżnienie miał tam otrzymać jeden z funkcjonariuszy, który kierował tłumieniem robotniczego protestu w Szczecinie. Eksplozja nastąpiła w nocy, o godz. 0.40, nikt nie ucierpiał. Dzieci o Grudniu grudnia w historycznej Sali BHP Tadeusz Majchrowicz, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej S, wręczył nagrody dzieciom, laureatom konkursu 40 lat temu do nas strzelali. Konkurs z okazji 40 rocznicy wydarzeń Grudnia 70 na Wybrzeżu zorganizowali nauczyciele SP nr 50 w Gdańsku. Zadaniem uczestników było plastyczne przedstawienie wydarzeń, które rozegrały się w grudniu 1970 r. W konkursie wzięło udział 30 uczniów klas III-V. Główne nagrody otrzymali: Karol Krzemiński, Michał Pietniun i Wiktoria Juchtowicz. Wyróżnienia otrzymali: Jakub Owsiany, Piotr Rudziński, Kalina Jasińska. Związki zawodowe w sprawie Białorusi 20 grudnia Prezydium Komisji Krajowej NSZZ Solidarność przyjęło stanowisko w sprawie łamania demokracji na Białorusi. Podkreślono w nim, że wyborcze fałszerstwa, pobicia i uwięzienie niezależnych kandydatów na prezydenta oraz zatrzymania setek osób potwierdzają, że dla reżimu Aleksandra Łukaszenki liczy się wyłącznie utrzymanie władzy. Wspólny list protestacyjny do władz białoruskich wystosowały również MKZZ i EKZZ. Sukces Solidarności w Kauflandzie 22 grudnia związkowcy z NSZZ Solidarność sieci handlowej Kaufland podpisali porozumienie z pracodawcą. Wynegocjowali podwyżki płac, wyższy odpis na fundusz socjalny i umowy na czas nieokreślony po trzech miesiącach. Marcin Zieliński, przewodniczący Solidarności w Kaufland Polska, uważa podpisanie porozumienia za duży sukces, tym bardziej że udało się doprowadzić do niego w krótkim czasie. Mówi, że najważniejsza jest możliwość kontaktowania się Związku z pracownikami oraz zawieranie umów na czas nieokreślony W REGIONIE O Czarnym czwartku na obradach Członkowie Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność w trakcie obrad 6 grudnia obejrzeli film dokumentalny Czarny czwartek. Gościem posiedzenia był producent Kazimierz Beer, który opowiadał o kulisach powstawania filmu. Zarząd przyjął uchwałę zakładającą włączenie Funduszu Stypendialnego NSZZ Solidarność, prowadzonego przez Region Gdański, do Pomorskiej Fundacji Edukacji i Pracy S. Ma to uprościć kwestie proceduralne i finansowe. Kibice Lechii uczcili tragiczne rocznice 13 grudnia na budynku NSZZ Solidarność zawisł baner upamiętniający przypadające w tym roku dwie rocznice: 40 wydarzeń Grudnia 70 na Wybrzeżu i 29 wprowadzenia stanu wojennego. Z pomysłem zgłosili się sami kibice Lechii, którzy w ten sposób chcieli uczcić ofiary tamtych wydarzeń. Autorem projektu banera jest Robert Kwiatek ze stowarzyszenia Federacja Młodzieży Walczącej. Do końca roku 2010 piłkarze Lechii Gdańsk grali w koszulkach z logo trzydziestej rocznicy NSZZ Solidarność. Konferencja ECS 15 grudnia w historycznej Sali BHP w Gdańsku odbyła się konferencja Korzenie Solidarności. Grudzień 70. Prelegenci: prof. Jerzy Eisler, dr Janusz Marszalec, dr Michał Paziewski i prof. Wojciech Polak podkreślali w referatach, że w najnowszej historii Polski grudniowe wydarzenia do dziś, zwłaszcza w Trójmieście i Szczecinie, wywołują silne emocje, wciąż także trwają badania historyków dotyczące przebiegu grudniowej tragedii. Wystawa o Grudniu 70 W grudniu można było oglądać w siedzibie Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność wystawę fotograficzną Grudzień 70 w Trójmieście. Zdjęcia pochodzą ze zbiorów IPN oraz archiwów Wojciecha Milewskiego, Pawła Glanerta i Janusza Uklejewskiego. Organizatorem wystawy był Region Gdański NSZZ Solidarność, autorką scenariusza i opracowania graficznego Teresa Sowińska. Wystawa powstała dzięki pomocy i życzliwości historyków gdańskiego Oddziału IPN, w szczególności pani naczelnik Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów Marzeny Kruk. Ekspozycja zostanie przekazana Zespołowi Szkół im. Bohaterów Grudnia 70 w Łęgowie. Na str. 7 Magazynu publikujemy stanowisko Prezydium Zarządu Regionu Gdańskiego S ws. 40 rocznicy Grudnia. Spotkanie opłatkowe 20 grudnia w sali Akwen odbyło się uroczyste spotkanie opłatkowe, na którym obecni byli członkowie ZRG NSZZ S oraz pracownicy. Jego gospodarzem był Krzysztof Dośla, przewodniczący ZRG, który złożył wszystkim życzenia zdrowych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia oraz spełnienia marzeń w Nowym Roku. Specjalnymi gośćmi spotkania byli Janusz Śniadek oraz Jacek Rybicki z Komisji Krajowej. Podczas uroczystości odprawił modlitwę i przekazał błogosławieństwo na Nowy Rok abp Sławoj Leszek Głódź. Ksiądz arcybiskup wiele słów poświęcił ludziom i przyjaciołom Solidarności, którzy odeszli od nas w roku Szczególnie ciepło wspominał ks. prałata Henryka Jankowskiego. Z głębokim żalem pożegnaliśmy naszą koleżankę ś. p. Irenę Suchodolską Odeszła od nas wspaniała, uczynna koleżanka, niosąca pomoc innym. Po prostu dobry człowiek. Irenko, pozostaniesz w naszych sercach i pamięci na zawsze. Cześć Jej pamięci. Wyrazy głębokiego współczucia Matce oraz całej rodzinie składają koleżanki i koledzy z Komisji Terenowej Emerytów i Rencistów NSZZ Solidarność Regionu Gdańskiego Wydawca: Region Gdański NSZZ Solidarność Redaguje zespół: Małgorzata Kuźma (red. naczelna) tel ), Okładka: Andrzej Sowiński Ryszard Kuźma (skład, red. techniczny) Jarosław Wierzchołowski Olga Zielińska Współpracują: Barbara Ellwart Maria Giedz Paweł Glanert Wojciech Milewski Aleksander Miśkiewicz Łukasz Sulej Maria Szwajkiewicz Renata Tkaczyk Dorota Trela-Godzwon Janina Wieczerska Nadzór merytoryczny: Wojciech Książek Kolportaż: Roman Stegart tel Zamawianie: Nakład: egz. Adres redakcji: ul. Wały Piastowskie 24, Gdańsk, tel.: , fax: Druk: Zakłady Graficzne im. J. Czyżewskiego Tczew, ul. Kwiatowa 11 Redakcja zastrzega sobie prawo do redagowania i skracania nadesłanych i publikowanych tekstów. Za treść reklam redakcja nie odpowiada. Oddano do druku r. 2 Nr 1/styczeń 2011
3 AKTUALNOŚCI FOT. JAROSŁAW WIERZCHOŁOWSKI Zamiast spisu treści Sfałszowane wybory, tysiące ludzi na ulicach bitych przez milicję, setki aresztowanych, wszystko w imię utrzymania władzy dziś to obraz Białorusi, ale czterdzieści lat, a potem dwadzieścia dziewięć lat temu tak wyglądała Polska. Świat demokratyczny poniósł porażkę chcąc ucywilizować Łukaszenkę. Zapewne doczekamy czasów, gdy u naszego wschodniego sąsiada władza będzie wybierana w wolnych demokratycznych wyborach, jednak droga ku temu będzie tym dłuższa, im bardziej relatywizowane będą podstawowe wartości, takie jak sprawiedliwość i odpowiedzialność. Pomimo że Polska cieszy się wolnością już 20 lat, nadal nieosądzone zostały zbrodnie komunizmu. Co gorsza, zamazuje się granice między ofiarami a ich oprawcami. Całą Polskę zbulwersowała informacja (no, nie całą, bo część tak zwanych elit uznała to za rzecz całkowicie oczywistą), iż obecny prezydent zaprosił generała Wojciecha Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Generał, mimo ponoć słabego zdrowia, na posiedzenie RBN przybył, niestety, kilka dni później zdrowie nie pozwoliło mu uczestniczyć w rozprawie sądowej, gdzie jest jednym z głównych oskarżonych w procesie o sprawstwo kierownicze w wydarzeniach, które doprowadziły do śmierci 44 osób (Dreptanie w miejscu, str. 8). Już nawet najwięksi optymiści przestali wierzyć, że doczekamy się sprawiedliwego wyroku. Pozostaje nam pamięć o tych, którzy zginęli w Grudniu 1970 roku, ale także o tych, którzy za tę zbrodnię są odpowiedzialni (W grudniowe rocznice, str. 5, Niech nie sądzą, że zapomnieliśmy, str. 6, Będziemy dalej szli w pochodzie, str. 6, Dzisiaj milicja użyła broni, str. 7, Wizyta w zranionym mieście, str. 15). Małgorzata Kuźma HANDEL W WIGILIĘ Opłatek i list od Kamila 21 grudnia 2010 r. związkowcy z NSZZ Solidarność rozdawali przed gdańskim hipermarketem Real ulotki, zachęcające do zakończenia zakupów w Wigilię przed godz. 14. Do ulotek dołączony był wzruszający liścik ośmioletniego Kamila, którego mama pracuje w sklepie. Chłopczyk martwi się, że nie zdąży ona na wigilijną wieczerzę, jeżeli (jak co roku) będzie pracowała do godziny 17. Maluch prosi wszystkich, by zrobili zakupy do godziny 14, aby mógł razem z mamą i całą rodziną zasiąść do stołu, gdy zaświeci pierwsza gwiazdka. W foliowej torebce do ulotek dołączony był także opłatek, a rozdawali go związkowcy w mikołajowych czapkach. Dwa dni wcześniej w Warszawie odbyła się podobna akcja związkowcy z Solidarności rozdali blisko 4 tys. opłatków wraz z ulotkami zachęcającymi do skrócenia czasu zakupów. Na Rynku Starego Miasta stanęła sklepowa lada, przy której aktorzy odgrywali sceny z hipermarketu. Wcielili się w rolę pracowników sklepu oraz ich szefa, niegodzącego się na wcześniejsze zakończenie handlu w Wigilię. Częścią akcji był też koncert kolęd w wykonaniu śpiewaków jednego z warszawskich chórów. Warszawski happening rozpoczął serię akcji ulotkowych Akcja ulotkowa w Gdańsku odbyła się 21 grudnia. w największych polskich miastach. W kolejnych dniach rozdawano opłatki wraz z ulotkami m.in. w Poznaniu, Katowicach, Wrocławiu, Bydgoszczy, Krakowie i Gdańsku. Część sklepów przychyliła się do apelu NSZZ Solidarność. Z zebranych przez związkowców informacji wynika, że o godzinie 14 handel skończyły sieci: Praktiker, Biedronka, Netto, Selgros, Obi, Lidl i IKEA. Najdłużej (do 17) pracowali w Wigilię pracownicy sieci Tesco. Na apel Solidarności nie zareagowały też sieci: Real, Jysk i Kaufland (otwarte do 16) oraz Bomi, Makro Cash and Carry, Castorama, Decathlon i Carrefour (do 15). Jeszcze w listopadzie 2010 r. Sekcja Krajowa Pracowników Handlu NSZZ Solidarność zaapelowała do pracodawców o skrócenie czasu pracy handlu w Wigilię Bożego Narodzenia. (jw) PYTANIE MIESIĄCA Czego oczekuje Pan/Pani w nadchodzącym roku? Zmian na lepsze czy wręcz przeciwnie? WOJCIECH KORYTOWSKI zastępca przewodniczącego KO S Pracowników Telekomunikacji w Gdańsku Mam nadzieję, że ten rok będzie lepszy, zmieni się podejście pracodawców do związków zawodowych i skończy się wreszcie kryzys. Uważam, że należy patrzeć w przyszłość optymistycznie, myślę, że to co najgorsze jest już za nami. Teraz czeka nas za to dużo pracy związkowej. W Telekomunikacji Polskiej będzie to szczególnie odczuwalne, gdyż zapowiadana jest restrukturyzacja. EDWARD ZBUCKI przewodniczący KZ S w Radmorze Gdynia Jeżeli chodzi o poczynania naszego rządu to niestety nie spodziewam się niczego dobrego w 2011 roku. Już wiemy, że czekają nas podwyżki wzrośnie podatek VAT, wciąż w górę idzie cena benzyny, co odbije się na cenach wszystkich produktów. Już w tej chwili wiele rodzin żyje na granicy ubóstwa, a przy takich perspektywach może być naprawdę źle. Szykują się także inne niekorzystne zmiany w polityce społecznej rządu. Natomiast jeżeli chodzi o Związek, to mam nadzieję, że nadchodzący rok przyniesie nam dobre rozwiązania. Wiążę to z nowymi władzami Komisji Krajowej. STANISŁAW KOTYŃSKI przewodniczący KM S w Gdańskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej Niestety, w mojej ocenie nie można oczekiwać, że będzie lepiej w roku Wciąż mamy do czynienia z obciążaniem zwykłych Polaków kosztami kryzysu gospodarczego i nieudolności rządu. Dziura budżetowa i dług rosną, brak jakichkolwiek działań, które stymulowałyby rozwój gospodarczy, a jedynie one mogą być gwarancją poprawy sytuacji. Same oszczędności prowadzone kosztem obywateli niczego nie załatwią. ANDRZEJ KLIMKOWSKI przewodniczący KZ S w Spółdzielni Mieszkaniowej Chełm w Gdańsku Ceny idą w górę, a jednocześnie wzrastają nasze obawy o znaczące pogorszenie warunków życia. Dociera do nas wciąż więcej zapowiedzi podwyżek cen, a trudno oczekiwać znaczących podwyżek pensji, które by je zrównoważyły. Każdy chciałby pewnej stabilizacji finansowej, a perspektyw na to niestety nie widać. Mam za to nadzieję, że nam, związkowcom, nie zabraknie energii do skutecznego działania i determinacji, by pracować skutecznie na rzecz pracowników naszych zakładów. Mam też nadzieję, że będziemy odporni na naciski pracodawców. Chciałbym, aby w tych warunkach gospodarczych, jakie nas czekają, Solidarność stanowiła dla ludzi oparcie i nadzieję. oprac. (jw) Wypełnijmy ankiety Region Gdański NSZZ Solidarność apeluje do organizacji zakładowych o przesyłanie do Działu Rozwoju i Organizowania Związku ankiety informacyjnej zawierającej dane organizacji. Komisje mają obowiązek przesyłania ich co pół roku: do 30 czerwca oraz 31 grudnia. Ankiety dostępne są do pobrania ze strony internetowej Regionu Gdańskiego, można je uzyskać także w Dziale Rozwoju i Organizowania Związku, pok. 105, w siedzibie regionu. (jw) Nr 1/styczeń
4 ZWIĄZEK FEDERAL-MOGUL BIMET SA Podpisali porozumienie Porozumienie kończące spór zbiorowy wynegocjowała Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność w Federal-Mogul Bimet SA w Gdańsku. Udało się uzgodnić wypłatę nagród dla pracowników. Od 2 lipca 2010 roku w zakładzie trwał spór zbiorowy, związany z brakiem reakcji zarządu firmy na żądania finansowe komisji. Do porozumienia nie doprowadziły także mediacje, przewidziane ustawą o sporze zbiorowym. Zakończyły się spisaniem protokołu rozbieżności. Organizacja związkowa podjęła uchwałę o przeprowadzeniu referendum strajkowego, zakład został oflagowany. Porozumienie udało się wynegocjować dopiero 29 listopada 2010 roku. Pracodawca zobowiązał się w nim do wypłaty nagród pieniężnych dla wszystkich etatowych pracowników, zaś w ustalonej niższej kwocie także dla osób zatrudnionych w Bimecie za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej. Związkowcy otrzymali także zapewnienie, że w lutym 2011 roku rozpoczną się negocjacje na temat podwyżek płac, które mają wejść w życie od maja (jw) ANDRZEJ MIECZKOWSKI, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej S w Federal- Mogul Bimet SA w Gdańsku Warunki proponowane nam pierwotnie przez pracodawcę były absolutnie nie do zaakceptowania. Zarówno wysokość jednorazowej wypłaty, jak i wąska grupa pracowników, której miałaby ona dotyczyć, całkowicie nas nie satysfakcjonowały. Niedawno nastąpił przełom w rozmowach i podejrzewamy, że był to skutek zapowiedzi referendum strajkowego. Wysłaliśmy także pisma informujące o sytuacji w naszym zakładzie i niechęci do podejmowania konstruktywnego dialogu przez jego kierownictwo, wystosowane przez naszą komisję do prezydenta i wiceprezydenta korporacji Federal-Mogul. Nie jesteśmy zadowoleni w pełni z warunków porozumienia, jednak w obecnej sytuacji uznaliśmy, że należy je podpisać. Mamy nadzieję, że niebawem zmieni się to na lepsze i dojdzie do poważnych negocjacji. OŚWIATA Solidarność w polskiej szkole Sesję historyczno-naukową O prawdę historyczną Solidarność wobec polskiej szkoły z okazji 30- -lecia NSZZ Solidarność zorganizowało 8 grudnia 2010 r. Kolegium Miejskie Centrum Kształcenia Ustawicznego w Gdyni. Sesję rozpoczęła lekcja otwarta dla uczniów jednej z klas na temat wyborów parlamentarnych 4 czerwca 1989 roku, prowadzona przez Ewę Rudnicką z IPN w Gdyni. Uczniowie obejrzeli film prezentujący wydarzenia w Polsce (m.in. strajki w maju i sierpniu 1988 roku, a także obrady Okrągłego Stołu), poprzedzające pierwsze częściowo wolne wybory. Młodzież próbowała zdefiniować pojęcie solidarności i istotę działania związku zawodowego o tej właśnie nazwie. W trakcie konferencji Andrzej Kołodziej, przywódca strajku w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni w sierpniu 1980 roku, opowiadał o rozpoczęciu protestów oraz ich przebiegu. Wojciech Książek, przewodniczący Regionalnej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność, sprawujący funkcję wiceministra oświaty w rządzie Jerzego Buzka, mówił o założeniach przeprowadzonej wówczas reformy oświaty. Przypomniał, że przygotowana wówczas i przyjęta przez Sejm ustawa o systemie oświaty zawierała większość postulatów środowiska skupionego wokół oświatowej Solidarności. Zostały wówczas Sesję rozpoczęła lekcja otwarta dla uczniów jednej z klas na temat wyborów parlamentarnych 4 czerwca 1989 roku, prowadzona przez Ewę Rudnicką z IPN w Gdyni. stworzone ramy dla autonomii programowej szkół, dała wolność wypowiedzi nauczycielom i wyboru przez nich programów nauczania, w tym realizacji rozwiązań autorskich mówił przewodniczący. Wykłady na sesji dotyczyły także metod e-learningu w kształceniu ustawicznym na Pomorzu oraz zarządzania projektami popularyzującymi kształcenie przez całe życie. Sesji towarzyszyła wystawa dokumentów i wydawnictw NSZZ Solidarność, w tym także podziemnych oraz związanych z historią Związku. Przed siedzibą CKU eksponowane były także plansze, przypominające wydarzenia Sierpnia, lat i okresu stanu wojennego. Eksponaty pochodziły z prywatnych zbiorów rodzinnych jednej z uczennic. (jw) BARBARA LATOCHA, dyrektor Kolegium Miejskiego Centrum Kształcenia Ustawicznego Nasze kolegium kształci dorosłych słuchaczy, którzy przystępują do zewnętrznego egzaminu maturalnego. Chcemy poszerzać ich wiedzę historyczną i orientację we współczesnym świecie. Kontakt z ludźmi, którzy współtworzyli najnowszą historię Polski, naszego regionu, jest nieoceniony. Zapraszamy takie osoby, chcemy, by historia była żywa i dotykalna dla uczniów. Zawsze takim spotkaniom towarzyszą także wystawy nawiązujące do przewodniego tematu. Tak jest i w tym przypadku. Nawiązywanie do trzydziestolecia NSZZ Solidarność stanowi naszą ofertę edukacyjną, to nasz priorytet. Tego typu oferty są szczególnie ważne w szkolnictwie dla dorosłych. FOT. JAROSŁAW WIERZCHOLOWSKI ZESPÓŁ SZKÓŁ IM. BOHATERÓW GRUDNIA 70 W ŁĘGOWIE Rocznica patronów W Zespole Szkół im. Bohaterów Grudnia 70 w Łęgowie (gmina Pruszcz Gdański) odbyły się 16 grudnia 2010 r. uroczystości związane z 40 rocznicą zbrodni 1970 roku. Młodzież zaprezentowała program artystyczny, przypominający tragiczne wydarzenia sprzed czterdziestu lat, wiersze i piosenki. Występy ilustrowane były historycznymi zdjęciami, przeplatanymi fotografiami łęgowskiej szkoły. Winni jesteśmy pamięć, cześć i szacunek tym, którzy w 1970 roku wystąpili przeciwko komunistycznej władzy. Wówczas przemianie uległa świadomość społeczna Polaków, co dziesięć lat później umożliwiło powstanie Solidarności i w konsekwencji odzyskanie przez Polskę niepodległości mówiła dyrektor szkoły Elżbieta Działoszewska. Podkreślała, że mimo iż od grudniowej masakry minęło 40 lat, to w świadomości Polaków jest ona wciąż niezabliźnioną raną. W tych grudniowych dniach nasi rodacy płacili cenę krwi za to, by po wielu latach mogła narodzić się Solidarność. Czerpała ona mądrość z tego tragicznego doświadczenia, by także dzięki niemu z powodzeniem zakończyć strajk sierpniowy 1980 roku i podpisać porozumienia mówił Krzysztof Dośla, przewodniczący Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność. Przypomniał, że dzisiaj, dzięki ofiarom złożonym w Grudniu 1970 roku, młode pokolenie może w spokoju dorastać, uczyć się i mieć szerokie perspektywy rozwoju. Obecni na uroczystościach uczestnicy wydarzeń Grudnia 1970 r. i przedstawiciele rodzin poległych wówczas osób wręczyli odznaki Grudzień 70 reprezentantom wszystkich klas. Krzysztof Dośla ofiarował szkole albumy historyczne, a także zapowiedział przekazanie plansz z wystawy Grudzień 1970 w Trójmieście, eksponowanej w siedzibie RG S. Wręczył dwojgu uczniom stypendia, przyznane przez Fundusz Stypendialny NSZZ Solidarność. Uczestnicy wydarzeń Grudnia 1970 r. wręczyli odznaki Grudzień 70 reprezentantom wszystkich klas. Na zakończenie uroczystości wystąpił zespół Łęgowianie, który zaśpiewał pieśni patriotyczne. Zespół Szkół w Łęgowie nosi imię Bohaterów Grudnia 70 od 1992 roku. (jw) FOT. JAROSŁAW WIERZCHOLOWSKI 4 Nr 1/styczeń 2011
5 ZWIĄZEK LEKCJE HISTORII W grudniowe rocznice W dniach 13 i 16 grudnia 2010 roku Roman Stegart, przedstawiciel Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność, prowadził lekcje historii w szkołach ponadgimnazjalnych w Chojnicach i Brusach. Lekcje dotyczyły Grudnia 70, powstania i działalności NSZZ Solidarność, a także wprowadzenia stanu wojennego. Przeprowadzone zostały w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 im. Tajnej Organizacji Wojskowej Gryf Pomorski w Chojnicach oraz w Kaszubskim Liceum Ogólnokształcącym im. Jana Karnowskiego w Brusach. FOT. RYSZARD POZNAŃ RYSZARD POZNAŃ, nauczyciel historii w ZSP w Chojnicach i LO w Brusach, członek NSZZ Solidarność Zaprosiłem prelegenta z Regionu Gdańskiego, gdyż wiedziałem o ofercie lekcji historii, prowadzonych profesjonalnie, z których zadowoleni byli nauczyciele z innych szkół. Roman Stegart miał przygotowany bogaty materiał dokumentujący historyczne wydarzenia tamtych lat: zdjęcia, filmy, a także bibułę oraz takie dokumenty, jak ocenzurowane kartki świąteczne, plakaty czy literatura podziemna z tzw. drugiego obiegu. Na uczniach wywarły duże wrażenie naoczne relacje prowadzącego lekcje, świadka tamtych tragicznych dni i aktywnego uczestnika podziemnych działań Solidarności. Lekcje zawsze spotykają się z dużym zainteresowaniem młodzieży. 13 grudnia 2010 roku, dokładnie w 29 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, odbyło się spotkanie z uczniami ZSP nr 1 w Chojnicach, natomiast 16 grudnia 2010 roku, w 40 rocznicę krwawych ataków milicji i wojska w Gdańsku w roku 1970, z uczniami KLO w Brusach. Spotkania odbywały się w kilku turach w świetlicy szkolnej tak, aby jak największa liczba uczniów mogła wziąć udział w tej szczególnej lekcji najnowszej historii powojennej naszej ojczyzny. Każda tura spotkań kończyła się pytaniami uczniów, niezwykle zainteresowanych wydarzeniami z tamtego okresu. (jw) REGION GDAŃSKI NSZZ SOLIDARNOŚĆ oferuje szkołom prowadzenie lekcji dotyczących historii najnowszej Polski (PRL, Grudzień 70, strajki 1980 i 1988 roku, przemiany polityczne, NSZZ Solidarność, stan wojenny). Lekcje prowadzone są przez Romana Stegarta, człowieka zaangażowanego w tworzenie NSZZ Solidarność i działalność opozycyjną w stanie wojennym, posiadającego przygotowanie pedagogiczne do pracy z młodzieżą. Lekcje te od lat cieszą się dużym zainteresowaniu za strony nauczycieli. Kontakt: Region Gdański NSZZ Solidarność tel INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ proponuje tematy lekcji historii od sztuki po gospodarkę PRL, ze szczególnym uwzględnieniem uwarunkowań politycznych (zwrócenie uwagi na totalitarny charakter PRL, uzależnienie polityczne i gospodarcze od ZSRR, aparat przemocy i inwigilację społeczeństwa, prześladowania polityczne, rolę opozycji itp.). Kontakt: Biuro Edukacji Publicznej IPN Oddział Gdańsk tel Akcja Naciśnij urzędnika Prawie połowa z 200 tys. pracowników ochrony w Polsce chroni instytucje publiczne ministerstwa, urzędy. Niestety, często zatrudniają one firmy, które łamią prawa pracowników. Ruszyła akcja Solidarności Naciśnij urzędnika. Ma ona na celu wywarcie nacisku na urzędników państwowych w celu zmiany patologicznej sytuacji w kwestii zatrudniania firm ochroniarskich. Wielu ochroniarzy jest zatrudnianych z pominięciem ich praw dostają głodowe stawki, pracują na podstawie umów-zleceń, nie respektuje się ich podstawowych praw. Żeby to zmienić, wystarczą odpowiednie decyzje urzędników. Wystarczy, że urzędy będą brać pod uwagę warunki zatrudnienia ich pracowników, a nie tylko końcową cenę usługi. Przepisy dotyczące zakupu usług zmuszają urzędy w całej Polsce do rozpisywania przetargów i przyjmowania ceny jako głównego kryterium wyboru firmy. Wygrywają te, które są najtańsze, bo z reguły łamią pracownicze prawa. W ten sposób wiele urzędów, nawet tych, które na co dzień zajmują się obroną praw pracowniczych, w praktyce bierze udział w łamaniu prawa. Pomóż nam to zmienić i sprawić, żeby urzędy były chronione i sprzątane przez firmy, które szanują prawa pracownicze. Naciśnij z nami urzędników. Niech zareagują na problem apelują twórcy akcji NaciśnijUrzędnika.pl Żeby wesprzeć akcję, na stronie głównej wybierz urzędnika, którego chciałbyś nacisnąć. W formularzu, który się pojawi, wpisz swoje imię, adres . Zmodyfikuj według uznania treść listu, który będziemy kierować do urzędników i kliknij Wyślij. Na stronie będziesz mógł śledzić postępy akcji. Urzędnicy, którzy odpowiedzieli, zapowiadając zmianę, zaznaczani są zielonym kolorem. STAROGARD GDAŃSKI Sztandar na trzydziestolecie 5 grudnia 2010 r. biskup diecezji pelplińskiej Jan Bernard Szlaga dokonał poświęcenia sztandaru Komisji Międzyzakładowej Pracowników Oświaty i Wychowania Ziemi Kociewskiej NSZZ Solidarność. Sztandar starogardzkiej oświatowej Solidarności poświęcono w trakcie uroczystej mszy świętej. W trakcie mszy św. biskup mówił m.in. o tym, że solidarność ludzi zakłada ich komunię, zjednoczenie celów. Podkreślał, że znakomicie oddaje to logo NSZZ Solidarność, w którym litery można utożsamić z bliskimi sobie ludźmi, podążającymi w zwartym szeregu. Ten sztandar, noszony w trakcie oficjalnych uroczystości, ale także towarzyszący pracy związkowej czy manifestacjom, ma przypominać o tej jedności celów i konieczności umacniania więzi międzyludzkich. Ma także zachęcać do pomagania i służenia sobie wzajemnie mówił biskup w czasie święcenia. Starogardzka oświatowa Solidarność ufundowała swój sztandar z okazji trzydziestej rocznicy powstania Związku. To w tym roku już szóste poświęcenie nowego sztandaru S w Regionie Gdańskim. Z kolei 10 grudnia Komisja Międzyzakładowa Pracowników Oświaty i Wychowania Ziemi Kociewskiej NSZZ Solidarność uroczyście świętowała trzydziestolecie swego istnienia. Najstarsi i najbardziej zasłużeni członkowie Związku otrzymali pamiątkowe odznaczenia. (jw) TELEKOMUNIKACJA POLSKA SA Wynegocjowali korzystne warunki W wyniku restrukturyzacji w Grupie TP zostało wydzielonych ponad 3900 pracowników (głównie TP SA), znaleźli się w tym m.in. członkowie Związku, działacze związkowi oraz społeczni inspektorzy pracy i 1300 pracowników PTK CENTERTEL. Zostali oni zatrudnieni w nowo utworzonej spółce OCS sp. z o.o. (ze 100-procentowym udziałem TP SA). Dzięki inicjatywie Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ Solidarność Pracowników Telekomunikacji (sprawa była m.in. przedmiotem sporu zbiorowego) wynegocjowano korzystne warunki przejścia do nowej firmy (podobne do obowiązujących w TP SA): układ zbiorowy pracy, regulamin pracy, politykę wynagradzania, przyrzeczenie utworzenia Pracowniczego Funduszu Emerytalnego. Pracownicy, którzy przeszli do nowej spółki, mają gwarancję trwania (niewypowiadania) Układu Zbiorowego Pracy na okres 5 lat. Ponadto otrzymali gwarancję pracy przez okres minimum 24 miesięcy. Wojciech Korytowski zastępca przewodniczącego Komisji Oddziałowej NSZZ Solidarność Pracowników Telekomunikacji w Gdańsku FOT. JAROSŁAW WIERZCHOŁOWSKI Nr 1/styczeń
6 GRUDNIOWE ROCZNICE Rocznica stanu wojennego w Gdyni 13 grudnia 2010 r. w kościele oo. Redemptorystów w Gdyni odprawiona została msza św. w intencji ofiar stanu wojennego. NIECH NIE SĄDZĄ, ŻE ZAPOMNIELIŚMY FOT. WOJCIECH MILEWSKI FOT. PAWEŁ GLANERT Uczestnicy przeszli pod pomnik Ofiar Komunizmu przy ul. Pułaskiego, gdzie złożyli kwiaty. Po mszy uczniowie II LO w Gdyni zaprezentowali program słowno-muzyczny. Uczestnicy przeszli następnie pod pomnik Ofiar Komunizmu przy ul. Pułaskiego, gdzie złożyli kwiaty. Chcemy sprawiedliwości, a nie dialogu. Dialog jest nobilitacją winnych mówił pod pomnikiem Aleksander Kozicki, kierownik gdyńskiego Oddziału Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność, nawiązując do faktu zaproszenia przez prezydenta Bronisława Komorowskiego gen. Wojciecha Jaruzelskiego na obrady Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Uczestnicy uroczystości podkreślali, że pamiętają grudniową zbrodnię i domagają się sprawiedliwości. Wcześniej, o godz. 16, w Teatrze Miejskim im. Witolda Gombrowicza w Gdyni pokazano program artystyczny poświęcony 40 rocznicy Grudnia 70 w wykonaniu uczniów Szkoły Podstawowej nr 40 oraz młodzieży z Koła Młodych Gdynian. (jw) Stoczniowcy oddali hołd poległym W uroczystościach 16 grudnia licznie reprezentowane były także gdańskie szkoły. 16 grudnia 2010 r. o godz. 10 pracownicy oraz zarząd Stoczni Gdańsk oddali hołd poległym w Grudniu 70, składając kwiaty i zapalając znicze pod pomnikiem Poległych Stoczniowców. W uroczystości wzięli licznie udział uczniowie gdańskich szkół, których delegacje przybyły pod pomnik ze swoimi sztandarami: Gimnazjum nr 3, Zespół Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego nr 26, Zespół Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego nr 13, Gimnazjum nr 27, Gimnazjum nr 12, Gimnazjum nr 11, Gimnazjum nr 8, Gimnazjum nr 21, Szkoła Podstawowa nr 2, Szkoła Podstawowa nr 65, Conradinum, Zespół Szkół Przemysłu Spożywczego i Chemicznego, Zespół Szkół Budownictwa Okrętowego, Zespół Szkół Budowlano-Architektonicznych, II Liceum Ogólnokształcące, III Liceum Ogólnokształcące, VI Liceum Ogólnokształcące, Zespół Szkół Samochodowych, Zespół Szkół Łączności. Pod pomnikiem Poległych Stoczniowców delegacje złożyły wiązanki kwiatów i zapaliły znicze. W 40 rocznicę tragedii grudniowej w Gdańsku 16 grudnia 2010 r. pod pomnikiem Poległych Stoczniowców złożono kwiaty i zapalono znicze. Wcześniej w kościele św. Brygidy odbyła się msza św. Kazanie wygłosił arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. Podkreślił, że religia chrześcijańska jest religią przebaczenia, ale warunkiem przebaczenia jest prawda i zadośćuczynienie, na które społeczeństwo nadal czeka. Licznie przybyły poczty sztandarowe komisji zakładowych Solidarności oraz młodzież ze szkoły w Łęgowie imienia Bohaterów Grudnia 70 i Zespołu Szkół Handlowych w Po południu 17 grudnia 2010 roku w gdyńskim kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa odprawiona została msza św., koncelebrowana przez gdańskiego biskupa pomocniczego Ryszarda Kasynę. Po mszy wierni i związkowcy ze sztandarami organizacji zakładowych NSZZ Solidarność oraz władze miasta przeszli ulicami w tradycyjnej już Gdyńskiej Drodze Krzyżowej. Niesiono wielkoformatowe fotografie zabitych 40 lat temu w wydarzeniach grudniowych 1970 roku. Marsz przeszedł pod pomnik Ofiar Grudnia 70 przed Urzędem Miasta, gdzie złożono kwiaty i odczytano Apel Poległych. Grudniowa zbrodnia wywarła duży wpływ na moje życie. Przez szereg lat byłem przewodniczącym Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Grudnia Sopocie. We mszy świętej wzięły udział liczne delegacje związkowe, przedstawiciele władz miasta oraz politycy z Trójmiasta. Po uroczystości arcybiskup poświęcił sarkofag księdza Henryka Jankowskiego, wieloletniego proboszcza parafii św. Brygidy. Po mszy uroczysta procesja ruszyła w kierunku pomnika Poległych Stoczniowców. Tutaj delegacje władz miasta, województwa i komisji zakładowych Solidarności, Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność, Komisji Krajowej NSZZ Solidarność złożyły wiązanki kwiatów i zapaliły znicze. W uroczystym przemówieniu pod pomnikiem Poległych Stoczniowców Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ 70 w Gdyni. Mam swój udział w postawieniu tego pomnika. Te fakty uprawniają mnie, żeby zapytać: Jaka jest nowa Polska? Czy nie marnujemy grudniowej ofiary? mówił pod pomnikiem Janusz Śniadek. Podkreślał, że rocznicowe spotkania pod pomnikami poległych muszą być Solidarność, podkreślił, że odpowiedzialni za zbrodnie roku 70 dotychczas nie zostali ukarani. Do dziś sprawcy tej nieludzkiej zbrodni, kaci polskiego narodu, cieszą się pełną swobodą. Wszyscy ci, na rękach których jest polska krew, niech nie czują się bezkarni, niech nie sądzą, że zapomnieliśmy. Hańbą jest to, że po 20 latach od odzyskania niepodległości nadal mogą bezwstydnie paradować i udawać autorytety mówił Krzysztof Dośla. Wcześniej, po południu 16 grudnia, pod tablicą, upamiętniającą tragiczne wydarzenia grudniowe, umieszczoną na gmachu, w którym w 1970 roku mieścił się Komitet Wojewódzki PZPR, zapalono znicze i złożono kwiaty. (dtg) Będziemy dalej szli w pochodzie W Gdyńskiej Drodze Krzyżowej niesiono fotografie zabitych 40 lat temu w wydarzeniach grudniowych 1970 roku. okazją do rozliczenia z tego, co zrobiliśmy, żeby ich ofiara nie była daremna. W imię grudniowej ofiary będziemy dalej szli w pochodzie, ku nadziei na lepszą, na sprawiedliwą Polskę zakończył swe przemówienie Janusz Śniadek. (jw) FOT. PAWEŁ GLANERT FOT. WOJCIECH MILEWSKI 6 Nr 1/styczeń 2011
7 GRUDNIOWE ROCZNICE Hołd poległym w Gdyni 17 grudnia 2010 r. o godz pod pomnikiem Ofiar Grudnia przy przystanku SKM Gdynia Stocznia zapalono znicze, by oddać hołd zabitym tam 40 lat temu stoczniowcom udającym się do pracy. Złożono kwiaty i wieńce. Po Apelu Poległych metropolita gdański arcybiskup Sławoj Leszek Głódź poprowadził modlitwę. Następnie przemówił Dariusz Adamski, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ Solidarność Stoczni Gdynia. Przypomniał, że Wojciech J. (tak powinno się podawać personalia osoby oskarżonej) wciąż nie został pociągnięty do odpowiedzialności za wydarzenia grudniowe, i dodał z goryczą, że dziś niektórzy FOT. PAWEŁ GLANERT Jak co roku, 17 grudnia rankiem oddano hołd poległym w Gdyni. nazywają ówczesnych zbrodniczych działaczy komunistycznego reżimu jedynie podstarzałymi działaczami lewicowymi. Wystąpienie prezydenta Bronisła- wa Komorowskiego spotkało się z emocjonalnymi reakcjami zgromadzonych, tonowanymi przez Dariusza Adamskiego. (jw) Stanowisko Prezydium Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność w sprawie 40. rocznicy Grudnia 70 Prezydium Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność wyraża najwyższy szacunek i uznanie wszystkim, którzy czterdzieści lat temu podjęli się nierównej walki w obronie godności pracowników. Mamy świadomość olbrzymiego długu wobec tych, którzy na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga zginęli, zostali ranni, byli torturowani, a także represjonowani przez kolejne lata. Nie byłoby Sierpnia 80 ani demokratycznej Polski bez ofiar Grudnia 70 i pamięci o nich. Składając hołd bohaterom tamtych dni, wyrażamy równocześnie swój sprzeciw wobec wszelkich prób zacierania prawdy o zbrodni, jaką wówczas popełniły władze PRL. Domagamy się osądzenia winnych tej masakry. Nie ma ucieczki od prawdy i nie uczyni tego upływający czas. Żądamy, aby instytucje polskiego prawa doprowadziły do zakończenia przeciągających się z powodu prawnych kruczków procesów, ustaliły sprawców i ukarały winnych. Chcemy sprawiedliwości podstawowej w demokratycznym państwie wartości. Jesteśmy to winni ofiarom i ich bliskim. Gdańsk, r. Krzysztof Dośla przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność wystosował pismo do prezydenta RP Bronisława Komorowskiego w związku z zachowaniem funkcjonariuszy BOR w czasie gdyńskich obchodów rocznicy Grudnia 70. Szanowny Pan Bronisław Komorowski Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność wyraża swoje głębokie oburzenie ze sposobu zabezpieczenia wizyty Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej na uroczystościach 40 rocznicy Grudnia 70 w Gdyni o godz przez Biuro Ochrony Rządu i służby z nim współpracujące. Niezrozumiałe jest dla nas, z jakiego powodu Panowie podobno profesjonaliści zamiast skupić się na ochronie osoby Prezydenta zrobili bardzo dużo, aby maksymalnie utrudnić osobom, które chciały uczestniczyć w uroczystościach przy pomniku w Gdyni Stoczni, udział w tej uroczystości. Dla zastosowanych przez tych Panów procedur nie ma żadnego wytłumaczenia. Jedynym może być niekompetencja i nieumiejętność ochraniania Prezydenta bez zakłócania jednocześnie przebiegu uroczystości. Uroczystości takie nie są organizowane po to, aby działania służb stanowiły główny ich punkt. Uroczystości organizowane są dla obywateli, którzy chcą wziąć w nich udział i wyrazić swą pamięć i emocje związane z ważnymi dla Polaków wydarzeniami. Aroganckie traktowanie osób wchodzących, pró- by utrudniania wejścia m.in. Arcybiskupowi Metropolicie Gdańskiemu, Generałowi Wojska Polskiego Sławojowi Leszkowi Głódziowi wraz z osobami towarzyszącymi, a także innym osobom, nieumiejętność dostosowania się do sytuacji choćby nieuruchomienie drugiej bramki operacyjnej w celu rozładowania tłoku pokazują brak profesjonalizmu i wywołują nasze, jako współorganizatorów tej uroczystości, głębokie niezadowolenie. Chcąc uniknąć w przyszłości takich zdarzeń prosimy Pana Prezydenta, aby wspólnie z podległymi sobie funkcjonariuszami BOR- -u spróbować wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji i poprawić funkcjonowanie tych, którzy mają Pana ochraniać, a nie wywoływać sytuacje konfliktowe. My, w swoim imieniu, możemy jedynie przeprosić wszystkich tych, którym utrudniono wejście na uroczystości lub wręcz je uniemożliwiono, ale od Pana, Panie Prezydencie, oczekujemy wyciągnięcia konsekwencji w stosunku do odpowiedzialnych za tę sytuację i takich zmian w funkcjonowaniu służb, aby uniknąć w przyszłości takich bulwersujących zdarzeń. Krzysztof Dośla przewodniczący ZRG NSZZ Solidarność CZARNY CZWARTEK POKAZ PRZEDPREMIEROWY Dzisiaj milicja użyła broni... Kadr z filmu. Te słowa z legendarnej pieśni o Janku Wiśniewskim w filmie Czarny czwartek śpiewa Kazik Staszewski. W grudniu 1970 r. miał 7 lat. Większość ofiar brutalnego tłumienia demonstracji, które miały miejsce na Wybrzeżu tamtego roku, to byli młodzi ludzie. Twórcy bohaterami filmu uczynili jednak 34-letniego Brunona Drywę, gdyńskiego dokera, zastrzelonego 17 grudnia 1970 r., i jego rodzinę. Przedpremierowy pokaz filmu, zorganizowany tylko dla rodzin i przyjaciół pomordowanych i rannych w Grudniu 1970 r., odbył się 16 grudnia 2010 r. w Hali Sportowo-Widowiskowej w Gdyni. Ze wzruszeniem oglądała go Stefania Drywa, wdowa po zabitym Brunonie, jego dzieci, a nawet wnuki. Nie zabrakło twórców filmu, wraz z reżyserem Antonim Krauzem. Filmowa historia oparta jest na faktach. Zabity Brunon Drywa osierocił trójkę dzieci oraz pozostawił żonę Stefanię. Marta Honzatko, która w filmie wcieliła się w jej postać, mówiła, że ta wspaniała kobieta bardzo pomogła jej w trakcie pracy nad rolą. Mirosław Piepka, współscenarzysta filmu, opowiadał, że wszystkie sceny i epizody razem z Michałem Pruskim starali się opisać w sposób bliski rzeczywistości. Dlatego docierano do ludzi, którzy wtedy tam byli. Jednego z robotników, którzy przenosili ciało Brunona Drywy przez tory kolejowe, odnaleźli filmowcy aż w Nigerii, by wysłuchać jego relacji. Film rzeczywiście poraża swoim autentyzmem i mocnymi realistycznymi scenami. Filmowcy mogli sobie pozwolić na odwzorowanie z pietyzmem realiów epoki budżet produkcji to niemal 8 mln zł. Jak na polskie warunki tworzenia filmów to suma niemal astronomiczna. Dzięki temu wykorzystano ponad 60 autentycznych pojazdów z tamtych lat, w zdjęciach wzięło udział około 3 tysiące statystów i blisko stu aktorów. Zagrało kilku czołowych polskich artystów, m.in. Piotr Fronczewski i Wojciech Pszoniak. W filmie wykorzystano też efekty specjalne rodem z Hollywood, takie jak multiplikacje postaci, bardzo rzadko stosowane przez polskich filmowców. Głównym bohaterem filmu można jednak nazwać Gdynię. Producenci filmu z zadowoleniem opowiadali o współpracy z władzami miasta. Mimo dużych pieniędzy przeznaczonych na produkcję, bez wsparcia i zrozumienia włodarzy miasta i jego mieszkańców nie byłoby możliwe zamknięcie głównych ulic Gdyni, a do realizacji filmu było to konieczne. Film Czarny czwartek niewątpliwie wypełnia lukę, jaką było pomijanie historii dramatu grudniowego przez polskich twórców przez 20 lat wolności. Na to czekali przez wiele lat: rodziny ofiar, uczestnicy tamtych wydarzeń, ranni i pobici, ale także wielu Polaków, którzy chcieli, by odtworzyć i upamiętnić tamte dramatyczne chwile. Reżyser zdecydował, by stworzyć niemal paradokumentalną opowieść o tamtych dramatycznych dniach. Film z pewnością stanie się żelazną pozycją w repertuarze przeznaczonym do oglądania dla licealistów, jak stało się to z innymi polskimi freskami historycznymi, np. Katyniem. Bez zrozumienia przeszłości nie sposób planować przyszłości. Dlatego chwała twórcom, że podjęli się trudów realizacji tego filmu i skorzystali z prawdziwych historii, które oglądane na ekranie wywołują ścisk w gardle. (zola) MATERIAŁY PROMOCYJNE Nr 1/styczeń
8 HISTORIA Dreptanie w miejscu Z prokuratorem BOGDANEM SZEGDĄ o procesie w sprawie Grudnia 70 rozmawia BARBARA MADAJCZYK-KRASOWSKA Proces w sprawie Grudnia miał się zakończyć w styczniu 2010 roku, tak przewidywał sędzia Wojciech Małek, rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie. Mamy czterdziestą rocznicę grudniowej masakry, sprawa spadła z wokandy i nie wiadomo, kiedy na nią wróci. Terminy grudniowe zostały odwołane z powodu zabiegu chirurgicznego jednego z oskarżonych, gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Generał poszedł na zabieg 29 listopada, zaraz po spotkaniu w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, na które jako eksperta zaprosił go prezydent Bronisław Komorowski. Nie chcę się doszukiwać podtekstów, przypuszczam, że taki miał wyznaczony termin. Co zatem będzie z procesem? Z tego, co oskarżony przekazał sądowi, to przewidywana jest kilkumiesięczna rehabilitacja. Ponadto opinia lekarska, którą już wcześniej dostarczył oskarżony Wojciech Jaruzelski stanowi, że może on brać udział w rozprawach sądowych dwa razy w tygodniu po dwie godziny. Sędzia Małek powiedział mi, że oskarżony Stanisław Kociołek też miał zabieg ortopedyczny, korzystał z rehabilitacji, ale przez niego proces się nie opóźnił, ponieważ nie zastrzegł, by proces nie toczył się bez jego udziału. Nie skorzystał z przysługującego mu uprawnienia, by rozprawy nie odbywały się w czasie jego nieobecności. Natomiast Wojciech Jaruzelski nie wyraził takiej zgody. On chce brać udział w każdej rozprawie. Chciałbym zaznaczyć, że postępowanie dowodowe w tej sprawie zostało zakończone. Sąd jedynie odczytuje, na żądanie obrońców i oskarżonych, poszczególne karty z akt sprawy. Już tak ponad rok odczytuje. Prokuratura zgłaszała i podtrzymuje wniosek, żeby sąd wyznaczył oskarżonym termin w którym zaznajomiliby się z aktami sprawy i ewentualnie wskazali karty, które powinny być odczytane, żeby nie było automatycznego odczytywania praktycznie wszystkich kart. Gdy uwzględnimy stan zdrowia oskarżonych i sędziego, niewątpliwie ma to wpływ na tempo i dynamikę procesu. Przypomnijmy, że najpierw długo chorował przewodniczący i dlatego sędzia ze składu sądzącego została przewodniczącą. Oskarżony Jaruzelski może przebywać na rozprawie tylko dwa razy w tygodniu przez dwie godziny, ale zły stan zdrowia nie przeszkadza mu być aktywnym w życiu publicznym, udzielać wywiadów. Czy sąd weryfikował jego zaświadczenie lekarskie? Opinie lekarskie, które na żądanie sądu przedstawiają oskarżeni, odnosi się do możliwości uczestnictwa w procesie sądowym. Nie jestem kompetentny, by komentować aktywność oskarżonych poza salą sądową. W historii tego procesu były momenty, kiedy nabierał tempa. Prokuratura i sądy są wprawdzie apolityczne, ale tak dziwnie się złożyło, że proces sprawnie się toczył w pierwszym roku rządu PiS i w pierwszym roku rządu PO, a potem wszystko wracało do normy, czyli odwoływania rozpraw z powodu choroby sędziego, oskarżonych. Pani oczekuje ode mnie oceny wpływu wyników wyborów na tok tego procesu? Ja nie doszukuję się takiego związku. Ale gdy przed dwoma laty w grudniu sąd warszawski rozważał rozpoczęcie procesu od początku, wtedy premier Donald Tusk zapowiedział Akt oskarżenia obejmuje 12 osób. Oskarżeni są o sprawstwo kierownicze, czyli doprowadzenie do (niezgodnego z ówczesnym prawem) użycia broni palnej i śmierci 41 osób; 3 osoby zginęły wskutek nieszczęśliwych wypadków oraz jedna (żołnierz w Szczecinie) najprawdopodobniej popełniła samobójstwo. Liczba 12 oskarżonych w procesie spadła do 4. Aktualnie oskarżeni są: gen. Wojciech Jaruzelski, wtedy minister obrony narodowej, Stanisław Kociołek, wicepremier (zwany katem Trójmiasta, bo gdy na jego apel mieszkańcy Gdyni szli do pracy, oddano do nich strzały), ppłk Mirosław Wiekiera i ppłk Bolesław Fałdasz. Zmarło trzech oskarżonych: Tadeusz Tuczapski, Karol Kubalica i Władysław Łomot. Z powodów zdrowotnych wyłączeni z procesu do odrębnego postępowania zostali: gen. Józef Kamiński, gen. Edward Łańcucki, gen. Stanisław Kruczek, Kazimierz Świtała, ówczesny minister spraw wewnętrznych, mjr Wiesław Gop. Oskarżonym grozi do 25 lat więzienia. w Gdańsku, że zażąda raportu, dlaczego proces tak długo trwa. Wówczas sędzia przebywający na długotrwałym zwolnieniu wyzdrowiał i w styczniu sprawa wróciła na wokandę. Prokurator zawsze pełnił tu rolę oskarżyciela. Skierował akt oskarżenia i ma obowiązek oskarżania w procesie. A wszystko inne, co się dzieje wokół procesu......czy sędziowie żyją na innej planecie? Czyż zaproszenie oskarżonego Jaruzelskiego jako eksperta przed wizytą prezydenta Rosji nie jest pośrednią formą nacisku? Pani oczekuje ode mnie komentowania wydarzeń politycznych. To nie moja rola. Skład sędziowski Sądu Okręgowego w Gdańsku, któremu przewodniczył sędzia Włodzimierz Brazewicz, traktował pana akt oskarżenia przeciwko dwunastu oskarżonym, na czele z generałem Jaruzelskim, jak przysłowiowy gorący kartofel. Najpierw sędziowie kazali panu uzupełnić akta... Sąd czterokrotnie podejmował decyzje, których efektem miało być zwrócenie sprawy do prokuratury lub przejęcie jej przez inne organy. Za każdym razem zażalenia składane przez prokuraturę zostały uwzględnione przez Sąd Apelacyjny. Ale to są zamierzchłe czasy. Warte przypomnienia w czterdziestą rocznicę zbrodni, za którą nikt nie poniósł kary. Powtarzam: Prokuratura Wojewódzka i później Okręgowa w Gdańsku prowadziła postępowanie przez półtora roku i skierowała akt oskarżenia. Natomiast Sąd Okręgowy czytał te akta przez trzy lata. - Nie tylko czytał, próbował się ich pozbyć. Jednak w końcu w 1998 roku pan odczytał akt oskarżenia. Czy słusznie przeniesiono proces do Warszawy? Nie było innego wyboru, stan zdrowia oskarżonego Jaruzelskiego powodował, że proces toczyłby się i w Warszawie, i w Gdańsku. Tymczasem specyfika tego procesu wymuszała, aby on odbywał się łącznie wobec wszystkich oskarżonych. Ale to nie przyspieszyło procesu, bo przez dwa lata znowu oskarżeni i ich obrońcy robili wszystko, by nie dopuścić do jego rozpoczęcia. A pan po raz pierwszy odczytał akt oskarżenia, w 2001 po raz drugi......a 2002 roku po raz trzeci......bo oskarżeni złożyli wniosek o ponowne odczytanie akt i sprawa zaczęła się od początku. Tak naprawdę przez siedem lat, od 1995 do 2002 roku, niewiele się działo. Od kilku lat, dzisiaj również, od zakończenia tego procesu dzieli nas około dwóch miesięcy. Być może, że świadomość pozostałych do zakończenia tych dwóch miesięcy powoduje takie perturbacje. Nie wiem. Prokuratorzy nie chorują w tym procesie. Podczas procesu oskarżony Jaruzelski powiedział: Uczestnicy protestów w Trójmieście to podpici awanturnicy, kryminaliści i złodzieje. Stanisław Kociołek mówił, że protesty spowodowały męty portowe. Czy któryś z dwunastu oskarżonych wykazał jakieś oznaki skruchy za tę tragedię, przecież w Gdyni zamordowano dzieci? Niestety, zgodnie z naszą procedurą karną oskarżony ma prawo mówić wszystko, co w jego przekonaniu służy linii obrony. Nie będę komentował wypowiedzi oskarżonych. - Niektórzy politycy zarzucali panu, że na przewlekłość procesu wpłynęła zbyt duża liczba świadków. Wydarzenia grudniowe tak naprawdę rozpoczęły się 9 grudnia. Tego dnia został ogłoszony stan alarmu w ministerstwach Obrony Narodowej i Spraw Wewnętrznych. Skończyły się 18 grudnia. Ale jak byśmy się skoncentrowali tylko na pięciu dniach od 14 do 18 grudnia w czterech miastach to przy 1100 świadkach na jeden dzień, w czterech miastach, przypada 220 świadków, czyli na jeden dzień, w jednym mieście, jest 50 świadków. To niezbędna, minimalna liczba. Przypominam, że Prokuratura Marynarki Wojennej przesłuchała prawie 4 tysiące osób. Proszę porównać, z ilu tych osób zrezygnowaliśmy przed sądem. Licząc od 1998 roku, kiedy został wniesiony akt oskarżenia, to jeżeli sąd wyznaczyłby nawet dwie rozprawy w tygodniu i przesłuchał 2, 3 świadków, to na tydzień przypadałoby 5 świadków, na miesiąc 20, a przez rok przesłuchano by 220 świadków. Po czterech latach skończyłoby się przesłuchanie wszystkich świadków. Przewlekłość procesu w Warszawie spowodował brak sędziego zapasowego? Tak. Mój wniosek o powołanie sędziego zapasowego oraz rejestrację dźwięku i obrazu procesu (obecnie wprowadza się tę formę) został odrzucony na pierwszej rozprawie. Gdyby sąd przyjął te dwa wnioski, to proces byłby zakończony. Prokurator Bogdan Szegda na procesie Grudnia 70, rok Tragiczne wydarzenia w Gdyni oglądał pan jako kilkunastoletni chłopiec. Akt oskarżenia sporządził pan mając 34 lata. Czy nie żałuje pan, że zajął się tym procesem? Rzeczywiście, 17 lat mojej pracy zawodowej jest przede wszystkim związane z tym procesem. Odpowiem tak: prokuratura to służba. A zrezygnowałby pan z tego procesu, tak jak kiedyś sędzia Piwnik porzuciła sprawę FOZZ dla kariery ministerialnej? Przed laty jeden z przełożonych rozmawiał ze mną o moich perspektywach zawodowych. Proponowano panu zrezygnowanie z procesu za awans? Otrzymałem tę sprawę i tak jak umiałem najlepiej ją prowadziłem. Wielokrotnie były wysuwane zarzuty pod moim adresem i byłem sprawdzany w zakresie stawianych zarzutów, ale nigdy niczego mi nie zarzucono. Przez kogo sprawdzany? Przez wielu ministrów sprawiedliwości. Oskarżeni pisali na mnie skargi do wszystkich ministrów sprawiedliwości, poczynając od ministra Jaskierni, kończąc na ministrze Lechu Kaczyńskim. Nigdy nie postawiono mi nie tylko zarzutu dotyczącego postępowania w sposób sprzeczny z prawem, ale w sposób niegodny prokuratora. Jakie to były zarzuty? Bardzo poważne: że fałszowałem dokumenty, że je antydatowałem, że łamałem przepisy w zakresie gwarancji obywatelskich, czyli wniosków dowodowych. Skargi były kierowane nie tylko do ministrów sprawiedliwości, także do premierów, prezydentów, marszałków Sejmu. Nie jestem hipokrytą: proces miał wpływ na moje życie zawodowe i osobiste, ale to temat na odrębną rozmowę w przyszłości. FOT. MACIEJ KOSYCARZ/KFP 8 Nr 1/styczeń 2011
9 OŚWIATA / SPOŁECZEŃSTWO NATALIA JAŻDŻEWSKA Rozmiłowana w kulturze Kaszub i ekologii Natalia Jażdżewska, oprócz bardzo wysokiej średniej na zakończenie I klasy Kaszubskiego Liceum Ogólnokształcącego w Brusach, zdobyła liczne nagrody w konkursach ekologicznych i wiedzy o regionie. Wswojej szkole uczy się języka kaszubskiego, z którego dostaje oceny celujące. Jesienią otrzymała nagrodę z Funduszu Stypendialnego NSZZ Solidarność z rąk Wojciecha Książka, przewodniczącego Sekcji Oświaty i Wychowania Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność, i Krzysztofa Dośli, przewodniczącego Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność. Fundatorem jej stypendium jest Adam Jaśkowski, który oprócz 1200 zł podarował Natalii ośmiotomową Encyklopedię PWN. Laureatka wielu konkursów Natalia jest skromna i nieśmiała. Nie lubi się chwalić, dlatego jej osiągnięcia wylicza mama: III miejsce w VIII Zaborskim Konkursie Ekologicznym, konkurs recytatorski Rodna mowa, dyplom za przygotowanie prezentacji na V Mityng Młodych Przyjaciół Nauki, dyplom za uczestnictwo w Wojewódzkiej Olimpiadzie Wiedzy na temat HIV i AIDS. Wreszcie konkurs plastyczny Poznajemy parki i liczne konkursy ekologiczne na szczeblu powiatu. Podczas przygotowań do tych ostatnich nauczyła się rozpoznawać ptaki i rośliny. Pomógł jej w tym wychowawca, który spędza z młodzieżą mnóstwo czasu na wycieczkach edukacyjnych, podglądaniu życia ptaków i zwierząt. Zbigniew Gierszewski już kolejne pokolenia młodzieży zaraża swoją pasją. Jakkolwiek jest fizykiem z wykształcenia, z zamiłowania jest przyrodnikiem i ekologiem, jeździ z młodzieżą na wycieczki po regionie i po Polsce. W czerwcu byli na wycieczce w Jurze Krakowsko- -Częstochowskiej, latem zabrał ich na wyspę Wolin, aby mogli oglądać ptaki. To też dzięki m.in. jego pasji Damian, starszy brat Natalii, skończył geografię na Uniwersytecie Gdańskim. Niestety, nie znalazł pracy w swoim zawodzie i wyjechał do Irlandii. Mama ma nadzieję, że wróci do kraju. Sama Natalia dużo zawdzięcza swojemu wychowawcy. W liceum uczy się właśnie w klasie o profilu przyrodniczo- -geograficznym. W przyszłości myśli o studiach na kierunku przyrodniczym. Wielodzietna rodzina Natalia żyje w siedmioosobowej rodzinie. Ma trzy siostry i brata. Najstarsza Kasia, która ma 27 lat, jest już mężatką. Damian ma 25 lat i skończył geografię, Michalina stypendystka Funduszu Stypendialnego NSZZ Solidarność sprzed pięciu lat studiuje chemię na Uniwersytecie Gdańskim. Ola ma 15 lat i uczy się w trzeciej klasie gimnazjum. Państwo Jażdżewscy są kochającą się rodziną, mama twierdzi, że wychowanie takiej gromadki dzieci wcale nie jest trudne, kiedy wszystko jest dobrze zorganizowane i każdy zna swoje obowiązki. Wspomina, że najtrudniej studiować było Kasi, która musiała pomagać w opiece nad babcią i wcześniej niż reszta dzieci poszła do pracy. Nie udało się jej skończyć studiów, może jeszcze to nadrobi. Przy tak dużej rodzinie ważne jest mądre dzielenie pieniędzy. Wrzesień był najtrudniejszy finansowo, bo trzeba kupić podręczniki i zeszyty. Mama martwi się też, czy Michalina dostanie w końcu akademik w Gdańsku. Natalia Jażdżewska. Jej korzenie są na Kaszubach Natalia Jażdżewska doskonale mówi po kaszubsku. Uczy się go w szkole i bierze udział w licznych konkursach w tym języku. W rodzinie kaszubski był językiem żywym, babcia mówiła nim biegle, tak mówi też mama. Natalia uczy się języka na tekstach literackich Jana Drzeżdżona, Alojzego Nagla czy Anny Łajming. Szczególnie twórczość tej ostatniej jest jej znana. Szlak życia i twórczości Anny Łajming biegnie właśnie niedaleko Brus. Urodzona w 1902 roku w Przymuszewie, debiutowała dopiero w wieku 54 lat recytuje Natalka. Kaszubski był jej drugim językiem, bo przed wojną oprócz po niemiecku na tych terenach mówiło się po kaszubsku. Cała ziemia chojnicka należała wtedy do Prus. Anna Łajming mówiła też po polsku, bo pochodziła z polskiego, szlacheckiego rodu. Początkowo debiutowała opowiastkami w języku kaszubskim Dwaj żebracy i Miód i mleko, ale sławę przyniosła jej dopiero trylogia wspomnieniowa o własnym życiu, gdzie przemyślnie potrafiła wpleść zwroty z języka kaszubskiego do języka literackiego. Jej twórczość została doceniona, otrzymała za nią m.in. tytuł Honorowego Obywatela Miasta Słupska. Natalka potrafi wyszywać kaszubskie hafty, wyplatać kosze z wikliny i malować na szkle. Nauczyła się tego w szkole i na warsztatach twórczości kaszubskiej, zorganizowanych przez Instytut Promocji Kaszubszczyzny przy Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku. W szkole Natalka uczy się nie tylko języka kaszubskiego, ale też elementów kultury kaszubskiej. Ceni sobie te lekcje na równi z lekcjami języka niemieckiego i angielskiego. Uważa, że trzeba znać swoje korzenie, żeby stać się obywatelem świata. W poznawaniu kultury regionu pomaga Natalce mama, z zawodu nauczycielka nauczania zintegrowanego. Tata Natalki, z zawodu rolnik, jest dumny z osiągnięć córki. Stypendium bardzo przyda się rodzinie Jażdżewskich. Dziewczynka chce przeznaczyć je na laptopa. Zbiera na niego od dłuższego czasu. Tekst i zdjęcie: Dorota Trela-Godzwon FUNDACJA OTWÓRZ OCZY Otwieramy oczy na niepełnosprawne mamy Filip poszedł do pierwszej klasy. Jego mama, która jeździ na wózku, chciała go odebrać ze szkoły. Gdy chłopcy z jego nowej klasy zobaczyli, że mama nie może chodzić, odbiegli od niego chichocząc i pokazując ją sobie palcami. A Filip rozzłościł się na mamę. Tak rozpoczyna się historia, którą Magdalena Karowska- -Koperwas opowiada dzieciom w książce Moja mama jeździ na wózku. Książce, którą w cyklu Porozmawiajmy o uczuciach wydała Fundacja Otwórz oczy. Fundacja ta działa już od pięciu lat. Założył ją Tomasz Wojakowski, który w wyniku choroby stracił znaczną część wzroku. Na początku działania Tomka i jego przyjaciół skupiały się na osobach słabowidzących i niewidomych. Z czasem ich działalność zaczęła dotyczyć też innych tematów związanych z niepełnosprawnością. Na razie fundacja wydała, we wspomnianym już cyklu Porozmawiajmy o uczuciach, trzy książeczki. Są przeznaczone dla dzieci w wieku przedszkolnym i pierwszych klas szkoły podstawowej. Oprócz Moja mama jeździ na wózku powstały jeszcze Moja mama nie słyszy i Moja mama nie widzi. Dwie ostatnie napisała Marzena Rydzewska, pedagog, prywatnie mama piątki dzieci. Narratorami opowieści są dzieci, których mamy są osobami niepełnosprawnymi. Czytelnik poznaje życie osób niewidomych, niesłyszących i jeżdżących na wózkach w codziennych sytuacjach. Książki mają na celu oswoić dzieci ze zjawiskiem niepełnosprawności. Uświadomić, że otwarte mówienie o uczuciach, również tych negatywnych, może rozwiązywać trudne sytuacje związane z odrzuceniem czy wyśmiewaniem ze strony rówieśników. Pokazać, że niepełnosprawność nie stanowi bariery dla spełnienia w macierzyństwie. Skąd pomysł? Inspiracją do powstania książek były moje rozmowy z przyjaciółmi na temat lektur naszych dzieci, gdzie o trudnych tematach wcale się nie rozmawia mówi Magda Karowska-Koperwas, instruktorka Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej, prywatnie mama Marysi i Julii. - Inspiracją była też książka dla dzieci Moja mama ma raka. Po jej przeczytaniu pomyślałam sobie, że to jest dobra droga. W książce Moja mama ma raka Monika Zięba, również była instruktorka ZHR, w niezwykle delikatny sposób oswaja dzieci z chorobą nowotworową w rodzinie. Pokazuje też, jak powinny wyglądać relacje w rodzinie, że tata jest dla mamy wsparciem, że potrafi przejąć część jej obowiązków. Medal od Gdyni Za pomysł i wydanie cyklu książeczek Porozmawiajmy o uczuciach Fundacja Otwórz oczy otrzymała medal edycji konkursu Gdynia bez barier Miasto zdecydowało się na wydanie ich w tysięcznym nakładzie z funduszy ratusza. Trafiły do bibliotek szkolnych oraz miejskich. I miejmy nadzieję, że inni pójdą w ślady Gdyni. Dla tych, którzy borykają się z problemem niepełnosprawności we własnych rodzinach, taka książeczka może okazać się pomocna, odsyłamy zatem na stronę internetową fundacji. Książeczki są bezpłatne. Na można znaleźć informacje, jak włączyć się w działania na rzecz osób niepełnosprawnych. Ewa Gronkiewicz Nr 1/styczeń
10 OŚWIATA FOT. WOJCIECH MILEWSKI Jeszcze o Karcie nauczyciela Rada Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność Regionu Gdańskiego, ciesząc się z faktu, że do Laski Marszałkowskiej wpłynął poselski projekt zmian w ustawie Karta nauczyciela, zauważa, że jest to również efekt działań Związku w tej sprawie. Wnioskodawca zaproponował skreślenie art. 42 ust. 2 pkt 2. Mowa w nim o dodatkowych dwóch godzinach, które od września 2010 roku muszą odpracowywać nauczyciele. Uważamy, że związkowcy z ZNP konsumują działania NSZZ Solidarność, który wielokrotnie podkreślał, że zmiany w Karcie nauczyciela, wprowadzające zwiększone pensum, naruszają zasady prawa pracy powiedziała Barbara Kamińska, zastępca przewodniczącego Sekcji Oświaty i Wychowania Regionu Gdańskiego NSZZ S. Przypomnijmy, że już 27 października 2010 roku powstało stanowisko gdańskiej Sekcji Oświaty i Wychowania w sprawie skreślenia art. 42 Karty nauczyciela, a Sekcja Krajowa zwróciła się w tej sprawie do Komisji Krajowej S. Temat ten był wielokrotnie podnoszony podczas rozmów Prezydium Rady Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania S z przedstawicielami Ministerstwa Edukacji Narodowej. Skarga na wadliwe zapisy Karty nauczyciela została skierowana przez Solidarność do rzecznika praw obywatelskich 9 listopada 2010 roku, natomiast wcześniej, bo w październiku 2010 roku, do Trybunału Konstytucyjnego. Solidarność nauczycielska wielokrotnie podnosiła sprawę chaosu organizacyjnego, który towarzyszy wprowadzeniu tego zapisu. Dzieje się tak np. w szkołach zawodowych, w których brak chętnych uczniów do odbywania tych zajęć. Dzielą oni bowiem naukę z pracą, są w szkole jedynie przez 2 3 dni w tygodniu i nie są zainteresowani nieobowiązkowymi lekcjami. Trudności z realizacją tych godzin zgłaszają również nauczyciele ze szkół gminnych, do których dzieci dowożone są autobusami o określonej godzinie i nie mogą dłużej przebywać w szkole. W małych szkołach gminnych brakuje ponadto wolnych sal lekcyjnych. W intencji MEN dodatkowe godziny mają być przeznaczone na zajęcia opiekuńcze, wyrównawcze i pracę z uczniami zdolnymi, jednak ustawa nie precyzuje, jakie to mają być zajęcia. Nie ma również wykładni, w jaki sposób godziny te powinny być rozliczane, czy można je kumulować na przykład na czas wycieczek, w jaki sposób je wtedy rozliczać tygodniowo czy semestralnie. W niektórych szkołach są to puste zapisy, za którymi nie idzie rzeczywista praca. Tymczasem ministerstwo zapowiedziało kontrolę realizacji dwóch dodatkowych godzin w wybranych szkołach. Wątpliwości jest tak dużo, że Solidarność nauczycielska poprzez posłów Pomorza starała się nagłośnić problem. Pisma w tej sprawie zostały skierowane w listopadzie 2010 do zarządów wojewódzkich partii i do poszczególnych posłów. Solidarność nadal zgłasza gotowość do bezpośredniego przedstawienia opinii w tym zakresie i wyraża nadzieję, że dalszej pracy nad tym projektem będzie towarzyszyło ponadpartyjne porozumienie różnych klubów parlamentarnych. (dtg) Młodzież o Grudniu grudnia w Teatrze Miejskim im. Witolda Gombrowicza w Gdyni młodzież z SP 40 i Klubu Młodych Gdynian zaprezentowała spektakl Pamięć. Autorami scenariusza są Maria Joanna Sprenger i Stanisław Kudławiec z Komisji Międzyzakładowej Pracowników Oświaty i Wychowania w Gdyni. Pytania nauczycieli Organizacja pracy zgodnie z Kartą nauczyciela Pracuję w ośrodku socjalizacyjnym całorocznym. Mam w etacie 26 godzin bezpośredniej pracy z wychowankiem. Zgodnie z Kartą nauczyciela dopełnienie do 40 godzin przeznaczone jest na działania niemające związku z bezpośrednią opieką nad dzieckiem, czyli: rady pedagogiczne, zebrania, uzupełnianie dokumentacji itp. Moje pytanie dotyczy konkretnych spraw: czy za darmo w swoim czasie prywatnym w ramach dopełnienia do 40 godzin szef może wysłać mnie do sądu z wychowankiem na rozprawę lub w ramach tego dopełnienia np. z wychowankiem do lekarza? Czy za dodatkowe godziny spędzone np. z wychowankiem na pogotowiu już poza pracą z grafiku nie należą się pieniądze? No i przede wszystkim, czy szef ma prawo z dnia na dzień wyznaczyć mi zastępstwo za inną osobę lub wezwać do siebie tego samego dnia jeszcze, nie ustalając tego wcześniej? Są wśród nas pracownicy zatrudnieni już z Kodeksu pracy na 40 godzin. Czy takie osoby mają obowiązek przyjazdu na wszelkie rady lub na rozmowy z szefem poza godzinami swojej pracy również za darmo? Czy badania okresowe mam robić w swoim czasie wolnym też na zasadzie dopełnienia do 40 godzin, czy też należy mi się tutaj wolny dzień? W podanym przykładzie tzw. dopełnienie między 26 godzinami a 40 może być wykorzystane dla celów udziału w radzie pedagogicznej, na zebrania czy uzupełnianie dokumentacji itp. Funkcja organizatorska w prawie pracy należy do pracodawcy, toteż ma on prawo zlecania zastępstw nawet z dnia na dzień, jeśli taka potrzeba zaistnieje. Inaczej rzecz wygląda, jeśli zlecane zadania przekraczają 40 godzin tygodniowo, gdyż wówczas mamy do czynienia ze zleceniem pracy w godzinach nadliczbowych. Profilaktyczne badania okresowe pracowników realizowane są w czasie pracy, czyli w granicach niewykraczających poza 40 godzin tygodniowo. Od układu organizacyjnego tych badań zależeć będzie potrzeba przeznaczenia na nie większej lub mniejszej liczby godzin czasu pracy. Art. 229 par.3 k.p. stanowi, że okresowe i kontrolne badania lekarskie przeprowadza się w miarę możliwości w godzinach pracy. Za czas nieprzepracowany z tego tytułu pracownik zachowuje prawo do wynagrodzenia. Likwidacja szkoły, odprawa i przeniesienie W wyniku likwidacji zakładu zwolniono mnie z pracy. Z wypowiedzenia wynika, że dostanę odprawę w wysokości sześciomiesięcznych dochodów. Postanowiłam poszukać pracy w innej szkole. W wydziale edukacji dowiedziałam się, że nie otrzymam odprawy i muszę wystąpić z prośbą o przeniesienie służbowe, a dokument zwolnienia trzeba zwrócić. Czy mogę prosić o przeniesienie, skoro nie będę już pracownikiem tej placówki? Co mam zrobić w tej sytuacji? Czy odprawa mi się nie należy? Zgodnie z art. 20 ust. 2 Karty nauczyciela nauczycielowi zatrudnionemu na podstawie mianowania, z którym rozwiązano stosunek pracy w razie: całkowitej likwidacji szkoły częściowej likwidacji szkoły albo w razie zmian organizacyjnych powodujących zmniejszenie liczby oddziałów w szkole lub zmian planu nauczania uniemożliwiających dalsze zatrudnianie w pełnym wymiarze zajęć przysługuje odprawa w wysokości sześciomiesięcznego wynagrodzenia zasadniczego. Nauczycielowi zatrudnionemu na podstawie umowy o pracę, z którym rozwiązano stosunek pracy z przyczyn określonych wyżej, przysługują świadczenia określone w przepisach o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników. Przepisy której ustawy znajdą zastosowanie zależy od tego, czy jest pani zatrudniona na podstawie mianowania czy też na podstawie umowy o pracę. Sądząc, że jest pani nauczycielem mianowanym, w tym kierunku będzie zmierzała dalsza część wypowiedzi. REKLAMA Zgodnie z wyrokiem SN z r., I PRN 29/95 (OSNAPiUS 1995 nr 22, poz. 277) nauczyciel, z którym rozwiązano stosunek pracy z wyżej opisanych przyczyn, ma prawo do odprawy pieniężnej przewidzianej w ust. 2 art. 20 Karty nauczyciela, choćby niezwłocznie podjął inne zatrudnienie. Brak jest zatem podstaw do odmowy wypłaty odprawy, jeżeli dyrektor posiada informację o zatrudnieniu nauczyciela w innej szkole po rozwiązaniu z nim stosunku pracy w trybie art. 20 Karty nauczyciela. Jednocześnie nauczycielowi mianowanemu, przeniesionemu na własną prośbę lub za jego zgodą do innej szkoły, nie przysługuje odprawa, o której mowa w art. 20 ust. 2 ustawy Karta nauczyciela, także wówczas, gdy szkoła, w której był zatrudniony przed przeniesieniem, uległa likwidacji (wyrok SN z r., I PKN 712/00 (OSNAPiUS 2003 nr 23, poz. 564). Podobne stanowisko zajął sąd w wyroku z dnia r., I PKN 701/00 (OSNAPiUS 2003 nr 21, poz. 518) nauczycielowi przeniesionemu do innej szkoły na jego wniosek, uzasadniony likwidacją dotychczasowego pracodawcy, nie przysługuje odprawa przewidziana w art. 20 ust. 2 Karty nauczyciela. Przeniesienie nauczyciela mianowanego do innej szkoły na podstawie art. 18 Karty nauczyciela nie powoduje rozwiązania dotychczasowego stosunku pracy, a zatem nauczycielowi nie przysługuje odprawa przewidziana w art. 20 ust. 2 Karty nauczyciela, choćby przyczyną przeniesienia była likwidacja szkoły (wyrok SN z r., I PKN 591/00 (OSNAPiUS 2003 nr 16, poz. 374). Jeśli pracodawca rozwiązał z panią stosunek pracy z powodu likwidacji placówki przysługuje pani odprawa, natomiast jeśli została pani przeniesiona na własną prośbę lub za pani zgodą do innej szkoły, wówczas odprawa nie przysługuje. Przedruk z portalu prawo-pracy.pl Informator związkowy z KALENDARZEM na rok 2011 Wersja książkowa, format A5 W oprawie twardej (skóra ekologiczna) różne kolory W komplecie z dodatkiem prawnym książeczka 72 strony Zawiera najważniejsze i najnowsze akty prawne, aktualne informacje powyborcze kadencja Cena za komplet w zależności od liczby egzemplarzy 24-25,50 zł Zamówienia wysyłamy kurierem lub pocztą tel Gdańsk, Alina Hawarra 10 Nr 1/styczeń 2011
11 SPOŁECZEŃSTWO Co dalej z kardiologią na Pomorzu? Przypomnijmy, że w wyniku procedury konkursowej w grudniu 2010 roku pomorski Narodowy Fundusz Zdrowia nie przyznał kontraktu na kardiologię trzem dużym szpitalom Szpitalowi Morskiemu im. PCK w Gdyni Redłowie, Szpitalowi Studenckiemu w Gdańsku oraz Pomorskiemu Centrum Traumatologii. Prywatny podmiot Pomorskie Centra Kardiologiczne przejął 15 mln zł z kontraktu NFZ na kardiologię. Publiczna kardiologia kontra prywatne podmioty W wyniku rozmowy marszałka województwa pomorskiego Mieczysława Struka z prezesem NFZ Jackiem Paszkiewiczem zostały obiecane dodatkowe pieniądze dla zagrożonych szpitali, jednak nie wiadomo jeszcze, czy będą one przyznane w wyniku konkursu, czy jako jednorazowy zastrzyk. Każdy, kto ukończył chociażby podstawowy kurs pomocy przedmedycznej wie, jak ważne jest wczesne udzielenie fachowej pomocy pacjentom z zawałem serca. W medycynie ratunkowej ważna jest każda minuta. Pacjent przez pierwsze pół godziny od zawału ma spore szanse na uratowanie zdrowia i życia, w następnych minutach spadają one do kilku procent. Pomysł pomorskiego NFZ, aby pacjentów kardiologicznych z Gdyni i Sopotu przewozić do Wejherowa, natomiast z Gdańska do Starogardu Gdańskiego wielu lekarzy, a także związkowców z Solidarności służby zdrowia uważa za pomyłkę. Rocznie pod opieką oddziałów kardiologicznych trzech trójmiejskich szpitali było w sumie około 5 tysięcy pacjentów, oddziały dysponują łącznie 100 łóżkami. Dla porównania: oddział w Gdyni potrzebuje 3,9 27 grudnia 2010 r. w siedzibie Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność Zarządu Portu Gdynia oraz dzień później, w siedzibie Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność odbyły się uroczystości wręczenia certyfikatów uczestnikom Projektu Pomorska Sieć Wsparcia Pracowników Sektora Stoczniowego. Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność, pogratulował 13 uczestnikom projektu uzyskania uprawnień operatora wózków jezdniowych. Zachęcił również do dalszego udziału w szkoleniach organizowanych przez Dział Programów Europejskich. mln zł na przetrwanie. Oznacza to, że prywatne spółki miały dostać kontrakt kosztem publicznych podmiotów mówi Mirosław Madej, zastępca przewodniczącego Regionalnej Sekcji Służby Zdrowia NSZZ Solidarność. Nie trafia do mnie tłumaczenie, że w ten sposób wyrównuje się szanse pomiędzy ośrodkami z odległych miejscowości a Trójmiastem, a pacjenci z Kociewia czy Kaszub będą mieli lepszy dojazd do oddziałów kardiologicznych dodaje. MIROSŁAW MADEJ, zastępca przewodniczącego Regionalnej Sekcji Służby Zdrowia NSZZ Solidarność Chociaż nie wiemy, w jakim trybie ma być przyznane 5 mln zł na kontrakty dla trzech dużych szpitali marszałkowskich, to pierwsza iskierka nadziei zabłysła. Jeśli będzie to jednorazowy zastrzyk pieniędzy, nie rozwiąże to sytuacji, gdyż wyniki konkursu obowiązywać mają następne pięć lat. Pozbawienie pieniędzy trzech dużych trójmiejskich szpitali jest naprawdę niebezpieczne, zagraża zdrowiu wielu pacjentów, którzy mogą nie przetrwać podróży do centrów kardiologicznych w Starogardzie Gd. czy Wejherowie. Czy zwalniać pracowników w trójmiejskich szpitalach? Oddziały kardiologiczne w Redłowie czy Pomorskim Centrum Traumatologii posiadają najlepszy sprzęt i wykwalifikowanych lekarzy. Jeśli nie trafią do nich pacjenci, mogą oni stracić pracę. Decyzją pomorskiego NFZ zaskoczona była dyrektor Szpitala Morskiego im. PCK w Redłowie Irena Erecińska-Siwy, która jeszcze w listopadzie zgodziła się na obniżenie kontraktu na kardiologię z 3,9 mln zł do 2,7 mln zł. Gdyby nie było dodatkowego zastrzyku pieniędzy, musiałoby dojść do zwolnień. Na same odprawy pracowników Szpitala Morskiego trzeba by wydać 800 tys. zł. To kolosalne pieniądze. Zgodnie z wytycznymi programu Zdrowie dla Pomorzan, redłowski szpital miał pełnić funkcję jedynego na Pomorzu Nieakademickiego Centrum Leczenia Niewydolności Serca. W oddział ten zostały zainwestowane spore pieniądze, brakowało tylko sali zabiegowej z możliwością przeprowadzania zabiegów elektroterapii serca i pracowni hemodynamiki krążenia płucnego, jednak obiecano na to pieniądze. Czekamy na spotkanie z władzami samorządowymi Związkowcy z Regionalnej Sekcji Służby Zdrowia NSZZ Solidarność zabiegają o spotkanie z władzami samorządowymi, zamierzając wyrazić swoją opinię. Związkowcy mają nadzieję, że współpraca pomiędzy nowymi władzami samorządowymi województwa ułoży się pomyślnie. Inny palący problem to konieczność restrukturyzacji Szpitala Studenckiego. Związkowcy chcieliby wiedzieć, jakie są pomysły odnośnie tego szpitala, który ma kolo- Uroczyste wręczenie certyfikatów Na temat dalszych możliwości podnoszenia kwalifikacji w ramach projektów finansowanych przez Unię Europejską poinformowała zebranych Stanisława Gatz. Podziękowano Kazimierzowi Waldowskiemu, przewodniczącemu Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność Zarządu Portu Gdynia, za współpracę i pomoc w rekrutacji pracowników do projektu. W siedzibie Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność zebrali się uczestnicy szkoleń: projektant stron www z elementami grafiki (PHP), administrator sieci komputerowych i spawalniczych oraz beneficjenci usług doradczych i pośrednictwa pracy. Zbigniew Kowalczyk, członek Prezydium Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność, witając zebranych zachęcał do kontynuowania szkoleń w ramach Projektu Nowe kwalifikacje receptą na kryzys, który dotyczy podnoszenia kwalifikacji osób z sektora portowego, stoczniowego, okołostoczniowego i telekomunikacyjnego. Podkreślił również, iż w projekcie preferuje się osoby powyżej 45 roku życia, muszą one stanowić co najmniej 50 procent uczestników. Gabriela Groth-Rolka, przedstawiciel partnera COMBIDATA Poland sp. z o.o. pogratulowała wszystkim uczestnikom aktywnego udziału w szkoleniach zarówno zawodowych, jak i psychologicznych, podkreślając ich zaangażowanie w trakcie szkoleń. salne zadłużenie i grozi jego zamknięcie. Przypominają, że były pomysły, by został wcielony do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. Zwracają też uwagę, że brak punktów na kardiologię jeszcze pogorszy jego sytuację, ponieważ miał on silny oddział tej specjalności. Krzysztof Dośla wręczył 36 uczestnikom certyfikaty uzyskania uprawnień i podkreślił, iż Region Gdański dostosowuje oferowane szkolenia do wymagań rynku pracy. Nr 1/styczeń 2011 Szpitalne oddziały ratunkowe Uniwersyteckie Centrum Kliniczne, Szpital Specjalistyczny Świętego Wojciecha na Zaspie i Pomorskie Centrum Traumatologii odmówiły podpisania kontraktu z NFZ na prowadzenie szpitalnych oddziałów ratunkowych. W 2011 roku stawki zaproponowane przez Fundusz są niższe niż te z roku 2010, przez co szpitale musiałyby więcej dopłacać do pacjentów. Nie stać ich na to, bo już teraz borykają się z problemami finansowymi. Dzienne utrzymanie SOR-u kosztuje szpital ok. 30 tys. zł, a fundusz płaci jedynie nieco ponad 16 tys. zł. Zaś według ofert na roku 2011 chciałby płacić jedynie 13 tys. zł. Jednocześnie dyrektorzy szpitali podkreślają, że nie wyobrażają sobie jednak zamknięcia oddziałów czy ograniczenia liczby przyjmowanych pacjentów. Co na to NFZ? Jego dyrekcja twierdzi, że o zamykaniu SOR-ów mowy być nie może. Jeśli szpitale nie wypracują z funduszem kompromisu, zmieni się system rozliczania między szpitalami i NFZ. W grę wchodziłaby zmiana systemu rozliczeń usług medycznych, która jednak może powodować odmowę przyjmowania niektórych pacjentów przez SOR-y. Z ostatniej chwili (dtg) 28 grudnia okazało się, że Szpital Morski w Gdyni dostanie na kardiologię 2,7 mln zł, zaś Pomorskie Centrum Traumatologii i Szpital Studencki ani grosza. Informacja o wynikach dodatkowego konkursu dla trójmiejskich oddziałów została umieszczona na stronie internetowej pomorskiego NFZ. Brak finansowania od stycznia leczenia chorych na serce zmusza dyrekcję Pomorskiego Centrum Traumatologii do natychmiastowej likwidacji oddziału. Gorsze perspektywy ma Szpital Studencki, który pozbawiony kardiologii może utracić resztę szans na przetrwanie. Lekarze zwracają uwagę, że ktoś będzie musiał przyjąć te 3 tys. pacjentów z Gdańska. Podkreślają, że skutkiem likwidacji oddziałów będzie zwiększona śmiertelność chorych. Władze województwa mówią, że nie przyjmują do wiadomości możliwości likwidacji oddziałów kardiologicznych. Spotkanie uświetniła wystawa prac malarskich Małgorzaty Salwarowskiej, uczestniczki szkolenia PHP. Małgorzata Gumoś 11
12 UNIA EUROPEJSKA PROGRAM UNIJNY REALIZOWANY PRZEZ SOLIDARNOŚĆ FLEXICURITY model dla pracowników i pracodawców Właściciel stoczni X nie dostał planowanych zamówień. Przeprowadził szybką reorganizację firmy i zwolnił część pracowników. Odbyło się to bez problemów. Pracownicy nie protestowali. Otrzymywać bowiem będą zasiłki finansowe, które pozwolą im normalnie żyć i spłacać zaciągnięte kredyty. W zamian mają się szkolić i być aktywni na rynku pracy. Mają więc czas i energię na poszukiwanie nowego zatrudnienia. Utopia? Nie, model flexicurity funkcjonuje m.in. w Danii i Holandii. Nad możliwością wprowadzenia go w Polsce zastanawiano się podczas konferencji zorganizowanej przez KM NSZZ Solidarność Stoczni Gdańskiej, która odbyła 4 grudnia w Centrum Konferencyjnym Hilton Gdańsk. Flexicurity to strategia czy też system działania wobec szeroko rozumianego rynku pracy, którego celem jest zwiększenie konkurencyjności gospodarczej firm poprzez elastyczność rynku pracy (ang. flexibility elastyczność) przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa zatrudnienia i dochodu pracowników (ang. security bezpieczeństwo). Flexicurity można określić jako system, ponieważ wymaga zaangażowania wszystkich podmiotów mających wpływ na rynek: pracodawców, pracowników i rządzących mówił w trakcie konferencji Jacek Rybicki z Komisji Krajowej NSZZ Solidarność. Założeniem flexicurity jest zrównoważony rozwój, czyli strategia typu win-win, a nie oszczędności lub zysk tylko jednej ze stron uczestniczących w procesach społeczno-gospodarczych. Tak pojmowana idea flexicurity wymaga więc porozumienia i dialogu na rzecz ochrony pewności zatrudnienia, a nie tylko konkretnego miejsca pracy. Zaczęło się w Danii Idea flexicurity została najpełniej opracowana i wdrożona w Danii. Odniosła sukces i szybko stała się próbą połączenia dominujących w Europie systemów regulujących rynek pracy kontynentalnego, tzw. reńskiego, charakteryzującego się dużym bezpieczeństwem zatrudnienia i ochroną miejsc pracy, z anglosaskim, w którym dominowały różne formy elastyczności. Duński model flexicurity, mówiąc najkrócej, oznaczał szybką i tanią możliwość zwolnienia pracownika, który stając się bezrobotny miał gwarancję pełnego bezpieczeństwa socjalnego dla siebie i rodziny, a dzięki szerokim możliwościom przekwalifikowań szyb- Od lewej: Józef Niemiec, sekretarz konfederalny Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych, Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego i Janusz Śniadek z Komisji Krajowej NSZZ Solidarność. Flexicurity można określić jako system, ponieważ wymaga zaangażowania wszystkich podmiotów mających wpływ na rynek: pracodawców, pracowników i rządzących mówił w trakcie konferencji Jacek Rybicki z Komisji Krajowej NSZZ Solidarność. ko wracał na chłonny rynek pracy mówił Jacek Rybicki. System duński więc zakładał ochronę nie miejsca pracy, a raczej pewności ponownego zatrudnienia w określonym czasie w innym zakładzie pracy przy odpowiednim zabezpieczeniu socjalnym. W tzw. Strategii Lizbońskiej zostały zapisane założenia ważne dla idei flexicurity: wzrost konkurencyjności, zachowanie europejskiego modelu społecznego opartego na spójności i zrównoważonym rozwoju oraz wzrost kwalifikacji, konieczny dla rozwoju gospodarki opartej na wiedzy. Od sześciu lat jesteśmy członkiem Unii, wszyscy na tym zyskaliśmy, nie tylko rolnicy. Wzrost gospodarczy wynosi w obecnej chwili 4 6 proc. mówił Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Budżet państwa musi być zrównoważony i solidny. Wzrost gospodarczy powinien wynosić 8 proc. To pozwoli nam na szybkie wyjście z kryzysu. Warunkiem wyjścia z niego jest odnowienie współpracy rynku europejskiego. Ale na razie nasze działania idą w kierunku zabezpieczania się przed nim. Tak więc ochrona rynku pracy jest teraz szczególnie ważna. Znaczenie modelu flexicurity dostrzegł także Parlament Europejski, przyjmując w 2007 r. rezolucję, w której czytamy: Wymogi elastyczności i bezpieczeństwa mogą się wzajemnie wzmacniać, flexicurity pozwala przedsiębiorstwom i pracownikom na odpowiednie przystosowanie się do nowej międzynarodowej sytuacji, przy silnej konkurencji gospodarek wschodzących i przy zachowaniu wysokiego poziomu ochrony społecznej, bezpieczeństwa socjalnego i zasiłków dla bezrobotnych, ochrony zdrowia i bezpieczeństwa, aktywnej polityki w zakresie rynku pracy, możliwości kształcenia się i uczenia przez całe życie oraz nowoczesnego i przejrzystego prawa pracy. Duński złoty trójkąt W tzw. starych krajach UE, a zwłaszcza w Danii, dzięki wprowadzeniu idei flexicurity udało się zabezpieczyć zwalnianych pracowników przed wykluczeniem z rynku pracy. W Danii zasiłek dla bezrobotnego może być wypłacany przez nawet cztery lata i wynosić do 90 proc. jego pensji. W warunkach tego kraju oznacza to sumę do 7500 zł. Może on w miarę szybko zdobyć dodatkowe wykształcenie lub kwalifikacje, dzięki którym jego powrót na rynek pracy jest możliwy. Pozwala mu to także na pozostanie normalnym członkiem społeczeństwa, może spłacać kredyty i mieć poczucie bezpieczeństwa socjalnego. Gdy z perspektywy polskiej przyglądamy się warunkom i zasadom, jakie muszą być spełnione dla realizacji modelu złotego trójkąta, dla realizacji kluczowej równowagi pomiędzy elastycznością zatrudnienia i bezpieczeństwem pracownika, widzimy, że w naszym kraju jest duża elastyczność zatrudnienia, ale zabezpieczenia społeczne na poziomie europejskim to pobożne życzenia, to ciągle sfera marzeń powiedział Janusz Śniadek z Komisji Krajowej NSZZ Solidarność. Wobec zaledwie 15-procentowego uzwiązkowienia wśród pracowników w Polsce, bardzo niskiego na tle większości krajów europejskich, stanowi to problem, bowiem regulacje mogą być wprowadzone tylko tam, gdzie zostaną podjęte negocjacje pomiędzy związkami zawodowymi i pracodawcami oraz gdzie dojdzie do porozumienia. Wola porozumienia pracodawców w sprawie zapewnienia bezpieczeństwa dla pracowników oceniana jest bardzo sceptycznie przez Śniadka. Solidarność w raporcie Praca Polska 2010 stawia diagnozę, że praca w naszym kraju jest chora. Ucieczka wielu pracodawców od stałego zatrudnienia, w tym dumpingowe, nieuczciwe samozatrudnienie, nie pozostawia złudzeń. Z trwającego jeszcze wciąż kryzysu wielu pracodawców wychodzi obronną ręką, bo przerzuca ciężary kosztów głównie na pracowników. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) rekomenduje cechy konieczne dla realizacji modelu flexicurity: umiarkowana ochrona zatrudnienia, wysoki poziom uczestnictwa w programach uczenia się przez całe życie, wysoki poziom wydatków na politykę (pasywną i aktywną) rynku pracy, systemy świadczeń dla bezrobotnych gwarantujące wysokie zasiłki, przy zrównoważeniu praw i obowiązków oraz duży udział związków zawodowych. 12 Nr 1/styczeń 2011
13 UNIA EUROPEJSKA Umowy na 40 lat Specyfiką polskiego modelu zatrudniania jest zmuszanie pracowników do podpisywania umów na czas określony. Określane jest to często eufemistycznie jako elastyczność funkcjonalna. Oznacza to, że w naszym kraju istnieje możliwość zwolnienia pracownika z zaledwie dwutygodniowym okresem wypowiedzenia. I chociaż w praktyce jest to realizacja jednej z cech flexicurity szyb- Wiele osób traktuje zdobywanie nowych kompetencji jako trud, a nie szansę. Podświadomie dążymy do stałego zatrudnienia. Daje ono większe bezpieczeństwo i możliwość choćby zaciągania kredytów w banku powiedziała prof. Alina Czubasiewicz z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego. Nietypowymi formami zatrudnienia zainteresowane są osoby jedynie do tego zmuszone uczące się, mające dzieci, Krzysztof Dośla, przewodniczący Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność, zwrócił uwagę na fakt, że wiele projektów współfinansowanych przez Unię Europejską jest realizowanych głównie po to, by zdobywać pieniądze. Nie może to być jednak celem. ko zwalniać, to niestety staje się powoli patologią rynku pracy. Polska jest liderem w Europie, jeśli chodzi o liczbę podpisywanych umów na czas określony. Wynosi to aż 27,1 proc. wszystkich zawieranych umów. Staliśmy się europejskim rekordzistą, wyprzedzając nawet Hiszpanię, w zatrudnianiu na czas określony. Bez względu na duże szkody i zagrożenia dla rynku pracy stosuje się formy zatrudnienia, które stanowią typową gospodarkę rabunkową. Dając doraźny zysk, okazują się zabójcze w dłuższym okresie stwierdził Janusz Śniadek. Miałem w ręce umowę o pracę z młodym człowiekiem zawartą na czas określony aż do emerytury, na ponad 40 lat. Tak zatrudnionych jest kilkaset osób w tamtej firmie. Osoby pracujące na takich warunkach nie mają zwykle dostępu do szkoleń i przekwalifikowań. Niechętnie też wstępują do związków zawodowych, z obawy o zwolnienie. Nie czują się też związane z firmą. Trudno im także uzyskać kredyty w bankach, szczególnie te długoterminowe i hipoteczne, przeznaczone na zakup mieszkania. Dotyczy to zwłaszcza młodych ludzi, dopiero rozpoczynających życie. Nie mają też poczucia bezpieczeństwa, grozi im brak ciągłości zatrudniania w momencie utraty jednej pracy i nieznalezienia następnej. studiujące, emeryci, renciści, o słabym stanie zdrowia, mające problemy ze znalezieniem pracy. Według prof. Aliny Czubasiewicz, nietypowe formy zatrudnienia dają pewne korzyści dla pracodawców: lepsze dopasowanie zatrudnienia do profilu zakładu czy obniżenie kosztów pracy. Zalety tego mogą odczuć także pracownicy: otrzymując dodatkowy dochód, zdobywając nowe doświadczenie zawodowe, uzyskując możliwości elastycznej organizacji czasu pracy, mając też szansę wykonywania pracy u większej liczby pracodawców, a także pozwalając utrzymać ciągłą aktywność na rynku pracy. Pracodawcy zatrudniając pracowników na czas określony muszą liczyć się z pewnymi problemami, tj.: utratą wykwalifikowanych pracowników czy brakiem identyfikacji pracownika z firmą. Flexicurity w Europie i Polsce Krzysztof Dośla, przewodniczący Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność, zwrócił uwagę na fakt, że wiele projektów współfinansowanych przez Unię Europejską jest realizowanych głównie po to, by zdobywać pieniądze. Nie może to być jednak celem. Trzeba myśleć o beneficjentach, którzy powinni być zadowoleni z tego, że biorą udział w projektach, a zdobyta wiedza i umiejętności do czegoś im się naprawdę przydadzą dodał Dośla. Przewodniczący Regionu Gdańskiego widzi konieczność udziału Związku w projektach unijnych. Przede wszystkim dlatego, że celem S jest obrona godności, praw i interesów pracowników, będących jej członkami. Nasze statutowe działania to między innymi przeciwdziałanie bezrobociu i pomoc członkom Związku pozostającym bez pracy, dążenie do zapewnienia pracownikom warunków podnoszenia kwalifikacji zawodowych czy podejmowanie działań w duchu dialogu społecznego. A ten projekt doskonale wpisuje się w obszar naszych związkowych zainteresowań podkreślił Dośla. Aby tworzyć nowe miejsca pracy, zmniejszać bezrobocie, potrzebne są pieniądze z Unii, potrzebne są też do tego narzędzia powiedział w czasie dyskusji Jerzy Buzek. Taki model możliwy jest w Polsce. Ale aby go realizować potrzebne są takie elementy, jak: elastyczność rynku pracy, stworzenie systemu stałych zabezpieczeń socjalnych dla pracowników, a także gotowość do ciągłego zdobywania wiedzy przez społeczeństwo. Tak, aby łatwo można było znaleźć nowe zatrudnienie, nawet jeśli konieczne byłoby przekwalifikowanie się. Jako przykład może posłużyć górnictwo. W procesie restrukturyzacji zamknęliśmy ponad 20 kopalń. Ale dzięki temu do tych, które pozostały, nie musimy już dopłacać. One funkcjonują same. Niektórzy pracodawcy widzą konieczność podnoszenia kwalifikacji przez pracowników. Bardzo mocno dotknięty przez kryzys został polski przemysł stoczniowy. W Stoczni Gdańsk, mimo ograniczonych środków, podjęto jednak działania w celu przekwalifikowania stoczniowców. Obecnie w naszej stoczni pracuje około 1700 osób referował Andrzej Stokłosa, prezes zarządu Stoczni Gdańsk. W 2009 r. przeszkoliliśmy 529 pracowników, w bieżącym roku 358 osób. Opłaciło nam się to. Józef Niemiec, sekretarz konfederalny Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych, uważa, że łączenie elastyczności i bezpieczeństwa zatrudnienia musi opierać się na solidnej polityce zatrudnieniowej oraz przyjaznym otoczeniu dla biznesu, realizującego i wspierającego potencjał pełnego wzrostu gospodarczego, gwarantującego także niezbędne podstawy, aby prawidłowo funkcjonowały usługi ŚREDNIA MIESIĘCZNA WYSOKOŚĆ ZASIŁKU DLA BEZROBOTNEGO W PRZELICZENIU NA ZŁOTE W WYBRANYCH KRAJACH UE 7500 Dania 5700 Szwecja 4400 Francja Norwegia publiczne. To musi opierać się na dobrych warunkach i jakości pracy. Funkcjonowanie tego modelu w Polsce jest możliwe, ale do tego potrzebny jest dialog społeczny twierdził Józef Niemiec. Model flexicurity był realizowany w krajach, w których była duża reprezentatywność związków zawodowych. Według Janusza Lewandowskiego, komisarza Komisji Europejskiej ds. budżetu, Europa Zachodnia na tle świata jest enklawą bezpieczeństwa socjalnego, ale mimo wszystko w tej sferze jest jeszcze wiele do zrobienia. Trzeba zmienić mentalność ludzi. My pracujemy, żeby żyć, a na przykład Amerykanie żyją, żeby pracować powiedział w trakcie konferencji. Europa jest konserwatywna w poglądach na politykę gospodarczą. Wdrażając system flexicurity należy mieć świadomość oczekiwań pracowników i pracodawców oraz rozumieć specyfikę europejskiego rynku pracy. Nic dziwnego, że pracodawcy chcą, aby był elastyczny rynek pracy. Natomiast pracownicy oczekują bezpieczeństwa zatrudnienia. W Europie Zachodniej pod tradycyjnym pojęciem bezpieczeństwa zatrudnienia, czyli job security, rozumie się zapewnienie i utrzymanie miejsc pracy. Ale dziś mówi się raczej o zatrudnialności, czyli umiejętności znalezienia pracy, to znaczy employment security twierdził Józef Niemiec. Rozpatrując zagadnienie bezpieczeństwa zatrudnienia a społecznej odpowiedzialności biznesu konieczne jest prowadzenie przez firmę polityki ekonomicznej, prospołecznej i prośrodowiskowej. Ale powinna ona wyjść poza minima, które zakłada system pracy. Flexicurity a sprawa polska Realizacja w Polsce idei elastycznego rynku pracy przy jednoczesnym zachowaniu Portugalia 2800 Irlandia 1400 Wlk. Brytania 552 POLSKA bezpieczeństwa zatrudnienia wymaga w skali całego kraju kompleksowego i systemowego współdziałania wszystkich uczestników dialogu społecznego. Ważne jest także przekonanie polityków, że w taki system trzeba inwestować. W krajach Europy Zachodniej dużo większe środki finansowe przeznacza się na politykę społeczną. W Polsce jest to jedynie 19,6 proc. PKB, w Danii 29,1 proc., w Holandii 29,3 proc. Jednak z przekonaniem powiem, że trzeba podjąć to wyzwanie, bo podjęcie negocjacji jest szansą na docieranie do opinii publicznej z dyskusją nad modelami społecznymi, które budowane są w Europie, w bogatszych krajach Unii kończył swój referat Janusz Śniadek. Jest bardzo potrzebne i ważne dotarcie do wszystkich Polaków, zwłaszcza pracowników, bo w polskich warunkach mamy już poziom elastyczności zatrudnienia nie mniejszy niż w większości krajów UE, natomiast w poziomie bezpieczeństwa socjalnego oraz kształcenia i przekwalifikowywania pracowników dzieli nas bardzo dużo. Wdrażając model flexicurity można zacząć wprowadzać go na poziomie mikro w zakładach pracy. Istotne jest jednak, by podjęty dialog pomiędzy pracodawcą i pracownikami opierał się na kompromisie osiągniętym przez zrozumienie potrzeb firmy i poszanowanie bezpieczeństwa socjalnego. Niewątpliwie każdy system musi zmierzać do tego samego, jeżeli Europa chce konkurować na globalnym rynku mówił Jacek Rybicki. Musi konkurować dobrej jakości produktem, który są w stanie wytworzyć wykształceni, bezpiecznie zatrudnieni i godziwie wynagradzani pracownicy, wydajnie pracujący we właściwie zarządzanych, dobrze zorganizowanych i nowoczesnych technologicznie przedsiębiorstwach. Tekst i zdjęcia: Olga Zielińska ŹRÓDŁO: RZECZPOSPOLITA Nr 1/styczeń
14 ZWIĄZEK Czy jest trzecia droga? W styczniowym Magazynie Solidarność kontynuujemy rozmowę z JANUSZEM ŚNIADKIEM, wieloletnim przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ Solidarność Od 20 lat Solidarność staje przed problemem, w jaki sposób uczestniczyć w życiu politycznym. Zaangażowanie się Związku w struktury sprawujące władzę, tak jak miało to miejsce w przypadku AWS, przynosi negatywne skutki. Brak jednak jakiegokolwiek wpływu na politykę sprawia, że postulaty formułowane w imieniu członków Związku nie mogą się przebić do dyskursu politycznego. Czy jest trzecia droga? Poszukiwanie jakiejś trzeciej drogi to niepotrzebna, dezorientująca społeczeństwo strata czasu. To zgoda na koncesjonowanie swobód pracownicy wara od polityki! Pozbawianie praw obywatelskich grup ludzi, wyodrębnionych ze względu na narodowość albo kolor skóry, orientację seksualną czy płeć, to naruszanie fundamentów demokracji. Tak samo ograniczanie swobód z powodu przynależności związkowej to łamanie konstytucji. Nieprzypadkowo neutralności politycznej od związkowców domagają się najczęściej sami zainteresowani, czyli niechętni nam politycy albo dziennikarze. Polskie dziennikarstwo to coraz częściej prymitywna akwizycja polityczna. Jeśli ktoś szuka zagrożeń dla naszej demokracji, to z punktu widzenia funkcjonowania społeczeństwa nie sympatie polityczne tego czy innego związku, ale brak neutralnych, obiektywnych mediów stanowi największy problem. NSZZ Solidarność nie narzuca swoim członkom żadnych poglądów politycznych. Wskazujemy problemy istotne z punktu widzenia pracowników i od polityków domagamy się ich rozwiązywania. Przed wyborami parlamentarnymi w 2007 roku rozpoczęliśmy kampanię Polska przyjazna pracownikom. Określiliśmy nasze oczekiwania w obszarach prawa i stosunków pracy oraz polityki społecznej. Im głośniej upominamy się o ludzi, tym bardziej jesteśmy oskarżani o upolitycznienie Związku. Ten zarzut to atak zastępczy, aby nie podejmować sporu merytorycznego w konkretnych sprawach, dyskredytuje się związki zawodowe na innych polach. W krajach Europy Zachodniej związek zawodowy traktowany jest jako jeden z uczestników tzw. dialogu społecznego, a jego postulaty i opinie brane są pod uwagę przez rządzących. W Polsce ustalenia Trójstronnej Komisji nie mają mocy wiążącej, nie przekładają się na decyzje podejmowane w parlamencie. W większości krajów europejskich dialog społeczny jest podstawowym narzędziem w realizacji polityki społecznej i gospodarczej. Prawdziwy dialog wymaga rzeczywistego, a nie pozorowanego szacunku dla partnera. Nasza historia uniemożliwiła nam przejście przez kolejne etapy rozwoju demokracji. Jesteśmy opóźnieni nie tylko gospodarczo, ale także w budowie społeczeństwa obywatelskiego. Dla środowisk politycznych liczy się tylko sukces wyborczy, a nie dobro wspólne. Uważają, że zdobyty mandat upoważnia ich do braku szacunku do przeciwników politycznych i do każdego, kto jest niewygodny, w tym dla partnerów społecznych. W Trójstronnej Komisji tak źle z dialogiem jak jest teraz, jeszcze nie było. To zgodna opinia pracodawców i związkowców. Ciągle szukamy pomysłu na lepszą skuteczność. Do przygody Solidarności z polityką w czasie AWS-u doprowadziło przekonanie, że bez bezpośredniego przełożenia na parlament, gdzie stanowi się prawo, nie osiągniemy naszych celów. Okazało się jednak, że związek nie może pełnić równocześnie przeciwstawnych funkcji. W każdym społeczeństwie konieczne są zarówno związki zawodowe, jak i partie polityczne, ale muszą dobrze wypełniać swoje role. Na Zachodzie częstą drogą realizowania przez związki zawodowe swoich celów jest wchodzenie w sojusze z konkretnymi partiami politycznymi. W Polsce musimy się tego dopiero nauczyć. Nasze kampanie Polska przyjazna pracownikom i inne, to propozycje skierowane do partii politycznych i ich elektoratów. Z przeprowadzonych sondaży wynika, że dla większości członków Solidarności to Prawo i Sprawiedliwość jest ich wyborem. W programie tego ugrupowania zarówno w warstwie ekonomiczno-społecznej, jak i ideowej jest najwięcej elementów pokrywających się z postulatami Solidarności. Stąd ponad 60 procent członków naszego Związku deklaruje poparcie dla tej partii. Nie zawarliśmy sojuszu, ale i tak padają oskarżenia w rodzaju: przybudówka PiS-u. Oczywiście, do Związku należą także osoby, które mają inne poglądy polityczne. Mamy tego świadomość i szanujemy wszystkich. Jednak oczekiwanie neutralności politycznej Związku albo równorzędnego traktowania innych partii jest nieuprawnione. Przecież PO, forsując model państwa opartego na formule radź sobie sam, realizuje skrajnie antyzwiązkowy program. Solidarność musi pozostać wierna ideałom Sierpnia, zachować swoją tożsamość. Przez ostatnie kilka lat Solidarność nie poparła formalnie przed wyborami parlamentarnymi i samorządowymi żadnej partii. Z jednej strony szukaliśmy tego właściwego dystansu do polityki, a z drugiej staraliśmy się zachować wyrazistość. Dlatego w wyborach prezydenckich w 2005 roku udzieliliśmy poparcia dla Lecha Kaczyńskiego i jego programu Solidarnej Polski, zastrzegając równocześnie, że nie popieramy żadnej partii. Leszek Kaczyński dotrzymał obietnic i okazał się cennym sojusznikiem Związku. Na przykład jego weto okazywało się jedyną zaporą wobec regulacji forsowanych przez parlament. Tak było w przypadku ustaw zdrowotnych, ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy i innych. Pamiętamy również, że to on rozpoczął przyznawanie na szeroką skalę odznaczeń państwowych dla osób, które przyczyniły się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Jego polityka, którą niektórzy szyderczo nazywali historyczną, była niesłychanie słuszna pod względem moralnym. Wiele osób, bez których poświęcenia nie byłaby możliwa wolna Polska, po 1989 roku zostało zapomnianych. Nie tylko nie uzyskali zadośćuczynienia krzywd, ale nawet nie otrzymali satysfakcji moralnej. Jest hańbą wolnej Polski, że nie osądzono zbrodniarzy, a wręcz przeciwnie oprawcy są lepiej traktowani niż ich ofiary. Prezydent Lech Kaczyński próbował trochę naprawiać tę sytuację w zakresie swoich kompetencji. Był człowiekiem Solidarności, z którego mogliśmy być dumni, z drugiej strony on nigdy nie wypierał się swojego rodowodu. Katastrofa smoleńska i jego odejście jest dla nas niepowetowaną stratą. W ogóle 2010 rok był dla Solidarności i dla Polski niesłychanie tragicznym rokiem, odeszło od nas tak wielu wspaniałych ludzi, wspomnę tylko Annę Walentynowicz, ks. prałata Henryka Jankowskiego czy Mietka Chełminiaka. Jak ocenia Pan wydarzenia, które miały miejsce w Polsce po 10 kwietnia 2010 roku? Z całą pewnością tragedia smoleńska, śmierć prezydenckiej pary i tak licznej grupy osób spośród polskiej elity politycznej, sprowokowała reakcje zaskakujące dla wszystkich. Niespodziewanie ujawnił się głód wartości, zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Na Krakowskim Przedmieściu i w całym kraju Polacy pokazali, jak silne jest nasze tradycyjne poczucie wspólnoty. Pogrzeby ofiar stały się manifestacjami patriotyzmu. To zaskakujące, tym bardziej że żyjemy w świecie narzucanej nam poprawności politycznej, ideologicznego monopolu. W sferze gospodarczej i społecznej mamy do czynienia z zawłaszczaniem naszej rzeczywistości przez ideologię, którą wcześniej sprowadziłem do hasła radź sobie sam. Jest ona sprzeczna z wartościami, z których zrodziła się i wyrosła Solidarność, a więc z solidaryzmem, współodpowiedzialnością za wspólnotę, społeczeństwo i za państwo. Paradoksalnie, coraz częściej to prawo UE staje się punktem odniesienia, który pomaga bronić się przed skrajnie liberalnymi rozwiązaniami forsowanymi przez obecny rząd. Wydarzenia po 10 kwietnia to morze łez, obudzony patriotyzm i poczucie wspólnoty narodowej wyrażane słowami hymnu: Jeszcze Polska nie zginęła. Jak ocenia Pan fakt zaproszenia Wojciecha Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego przez obecnego prezydenta? - Słyszałem, jak prezydent Komorowski uzasadniał zaproszenie generała Jaruzelskiego polską racją stanu. Mówił że, zrobił to w imię budowania jedności i zasypywania podziałów. Pan prezydent się myli. Nie ma takiej racji stanu, która by usprawiedliwiła zbrodnię. Nie ma zbrodni usprawiedliwionej. Zapraszając osobę oskarżoną o kierownicze sprawstwo zbrodni nikogo z nikim nie pojednał. Rozniecił spory i pogłębił podziały. Czy chciał tym gestem coś przekazać sędziom prowadzącym procesy? Mam nadzieję, że nie. Sprawa dziedzictwa historycznego Solidarności była istotnym elementem w czasie, kiedy przewodniczył Pan Związkowi. Jak pogodzić tradycję, żeby jej nie zatracić, z wyzwaniami, jakie niesie dla Związku obecna rzeczywistość? Solidarność musi przekazywać najnowszą historię młodemu pokoleniu, żeby ono mogło lepiej docenić tę wolności, którą się dzisiaj cieszy. Więcej, żeby chciało tej wolności bronić. To nakazywał nam Jan Paweł II. To w niczym nie przeszkadza w dążeniu do profesjonalizacji działań bieżących. W trosce o nasze TU i TERAZ. Etos Solidarności, ideały Sierpnia, wartości to nasza siła. Sztandary Związku to ogromna wartość, której nie wolno stracić. Nie bez powodu niektórzy tak bardzo próbują nam je odebrać. Także współcześnie zakładanie związku jest bardzo trudne i wymaga odwagi. Oceniam, że dzisiaj za próby organizowania się w związek pracę traci więcej osób niż w stanie wojennym. Nie ma Solidarności bez wartości! Tylko profesjonalizm zbudowany na wartościach może przynieść sukces. Jakie wyzwania stoją przed Solidarnością w najbliższym czasie? Jak pokazują doświadczenia innych krajów, sprawą fundamentalną dla pracowników i dla rozwoju gospodarczego staje się ochrona zanikającego stałego stosunku pracy. Zachowania pracodawców stymulowane są polityką, także podatkową rządu, sprzyjającą zanikowi stosunku pracy. Ciągle mnożą się zapowiedzi rządu podjęcia działań niosących wielkie zagrożenia dla pracowników, ale są (i to dobrze) przesuwane w czasie. Trzeba więc będzie reagować na bieżąco. Pozostaje wielka, mozolna praca w zakładach, negocjacje z pracodawcami oraz wzmacnianie liczebne Związku. Obecna koalicja w niczym nie dotrzymuje słowa, co sprawia, że pracownicy tak wielu branż są pozbawieni poczucia bezpieczeństwa. NSZZ Solidarność oraz państwo są nam potrzebne po to, żeby zapewniać obywatelom bezpieczeństwo. Podobno najlepiej w Europie radzimy sobie z kryzysem, tym bardziej Polacy mają prawo domagać się takiego poczucia bezpieczeństwa, jakie mają nasi sąsiedzi, inni mieszkańcy europejskiego domu. Tego z całego serca życzę wszystkim w Nowym Roku. Rozmawiała: Małgorzata Kuźma 14 Nr 1/styczeń 2011
15 HISTORIA WIZYTA W ZRANIONYM MIEŚCIE Obchodziliśmy niedawno 40 rocznicę masakry na Wybrzeżu. Grudzień 70 to krwawa data w historii Polski, ale jednocześnie początek pewnej pamięci i tradycji, które były jednymi z podwalin Sierpnia 80. Komunistyczne władze zdawały sobie sprawę z konsekwencji nie tylko samej grudniowej zbrodni, ale i tego, jak wpłynie ona na mobilizację i krystalizację ruchu antykomunistycznego. Robiły wszystko, by zwalczyć tę pamięć. Ciekawym przykładem są tu działania SB ze stycznia 1971 r. związane z wizytą w Trójmieście nowo wybranego I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka. To, że tradycja Grudnia 70 stała się ważnym elementem tożsamości mieszkańców Gdańska i legła u podstaw ruchu antykomunistycznego w Trójmieście nie ulega wątpliwości. Wśród całego spektrum trójmiejskich organizacji, dla których Grudzień 70 był ideowym punktem odniesienia, znajdowały się również te najważniejsze: Komitet Obrony Robotników, Studencki Komitet Solidarności, Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Ruch Młodej Polski i oczywiście Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża. Konfrontacyjna i odważna tradycja Grudnia stanowiła o odrębności trójmiejskiej opozycji, nie do końca rozumianej przez pozostałą część ruchu antykomunistycznego, bardziej przywiązanego do ewolucyjnej i umiarkowanej tradycji Października 56. Przykładem mogą tu być organizowane co roku przez stoczniowców uroczystości rocznicowe. Były one oczywiście zwalczane przez komunistyczne władze, dla których pamięć o Grudniu 70 była niewygodna i niebezpieczna. Elementy awanturnicze Jednym z głównych elementów walki z grudniową pamięcią była sprawa operacyjnego rozpracowania o kryptonimie Jesień 70, prowadzona przez Służbę Bezpieczeństwa od grudnia 1970 r. do lutego 1978 r. O tym, jak ważnym elementem tożsamości dla mieszkańców Trójmiasta, a jaką kulą u nogi dla komunistów był Grudzień niech świadczy fakt, że była to jedna z największych operacji gdańskiej bezpieki w całej historii PRL, a przez jej akta przewinęło się ok osób. Niestety, nie tylko inwigilowanych i rozpracowywanych grudniowców (stanowiących większość), ale i ponad 100 zwerbowanych tajnych współpracowników, z których wielu było robotnikami, a kilkunastu w grudniu 1970 r. było członkami różnych komitetów strajkowych. Operacja Jesień 70 miała ruszyć z kopyta już od stycznia 1970 r. Służba Bezpieczeństwa była w tym przypadku tak gorliwa i pracowita, że wniosek o wszczęcie tej sprawy obiektowej trafił na biurko z-cy komendanta wojewódzkiego MO 31 grudnia 1970 r.! Operacja została założona na wypadki grudniowe w Trójmieście i Elblągu, a jej celem było m.in. ustalenie inspiratorów zajść w zakładach pracy ( ), poddanie ich kontroli operacyjnej oraz udokumentowanie przestępczej działalności elementów awanturniczych i operacyjne rozpoznanie i przeciwdziałanie aktualnym próbom podejmowania działalności destrukcyjnej godzącej w prawidłowe funkcjonowanie gospodarki narodowej. Towarzysz Gierek przyjeżdża Jednym z pierwszych działań SB okazało się zabezpieczenie operacyjne wizyty na Wybrzeżu nowego I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka, w tym jego spotkania z robotnikami przemysłu okrętowego województwa gdańskiego 25 stycznia 1971 r. Nastroje społeczne wciąż były podniesione, istniała możliwość wybuchu kolejnej fali strajków. Protesty w poszczególnych zakładach rzeczywiście się pojawiały, np. 22 stycznia rozpoczął się strajk w Stoczni Szczecińskiej. Jak donosili tajni współpracownicy SB, te emocje wyrażały się zarówno strajkowym zapałem, jak i twórczością poetycką. Jeszcze na początku stycznia SB przeprowadziła ponad 650 rozmów operacyjnych i ostrzegawczych, w większości z robotnikami. Miały one uspokoić nastroje. W Stoczni Gdańskiej im. Lenina od 16 do 18 stycznia 1971 r. strajkowało od kilkuset do kilku tysięcy osób, przede wszystkim z wydziałów K-2 i K-3. W gdańskich Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego 19 stycznia zastrajkowała praktycznie cała 2,5-tysięczna załoga. W połowie stycznia przez kilka dni protestowała większość trójmiejskich zakładów, przy czym strajkujących było z reguły kilkuset, co stanowiło od 10 do 100 procent załogi danego przedsiębiorstwa. Warto tu wymienić m.in. Gdańską Dokumenty SB ze stycznia 1971 roku. Stocznię Remontową, Stocznię Północną, Zarząd Portu Gdańsk, Morpak, Elwod, Zamech czy Stocznię im. Komuny Paryskiej. Wśród postulatów strajkujących dominowały te związane z wydarzeniami z grudnia 1970 r., tj. uwolnienie aresztowanych wówczas osób, podanie pełnej listy nazwisk osób zamordowanych i zaginionych (pamiętajmy, że wiele ofiar grzebanych było potajemnie, nocą, w nieoznakowanych prawidłowo grobach, bez obecności rodziny), ukarania winnych użycia broni, przyznania rent dla wdów po ofiarach. Domagano się także zmian na szczytach władzy i w tym sensie Gierek jako nowy sekretarz, ze swoją słynną wypowiedzią nt. pomocy władzy przez robotników, odpowiadał w jakiś sposób na społeczne oczekiwania. Podobnie jak później w sierpniu 1980 r. w trakcie strajku solidarnościowego, największą aktywnością wykazywały się zakłady z sektora stoczniowego. Nic dziwnego, że władze i SB obawiały się spotkania z robotnikami z tej branży. Ponadto do Gdańska Gierek przyjechać miał ze Szczecina, gdzie musiał gasić strajk tamtejszych stoczniowców. Delegaci SB I sekretarz KC PZPR miał spotkać się z grupą blisko 200 delegatów reprezentujących dziewięć zakładów gdańskie- go przemysłu okrętowego. W związku z tym Wydział III gdańskiej SB skonstruował plan zabezpieczenia przebiegu wyboru delegatów, który miał dokonać się 24 stycznia, tak aby wśród przyszłych rozmówców Edwarda Gierka znalazło się jak najwięcej osobowych źródeł informacji bezpieki. W akcję obok agentów zaangażowano ok. 50 funkcjonariuszy gdańskiej SB. Bezpieka miała z kogo wybierać, bowiem od grudnia 1970 r. do stycznia 1971 r. jej stan posiadania w trójmiejskich zakładach pracy wzrósł z 204 do 310 tajnych współpracowników. Nie wiemy jednak dokładnie, ile osobowych źródeł informacji znalazło się w gronie delegatów na spotkanie z Gierkiem. Wiemy, że byli oni przez cały czas inwigilowani. W raportach SB z tego dnia widać, że kolejne meldunki dotyczące operacyjnego zabezpieczenia wizyty I sekretarza spływały co 2-3 minuty. Dziś możemy z nich wyczytać nawet to, że trzech delegatów z Gdyni spóźniło się na podstawiony przez ich zakład pracy autokar i goniło go taksówką. Dogonili o godz Samo spotkanie rozpoczęło się po godz. 11, trwało do wczesnych godzin wieczornych, a Edward Gierek wystąpił dopiero ok. godz i było to krótkie oświadczenie. Delegaci pytali głównie o Grudzień 70, m.in. o to, jak jest z odpowiedzialnością w naszym kraju?. Padały też przejmujące słowa: Nikt nie zwróci tej krwi, nie zwróci goryczy i poległych ludzi bliskim i rodzinom lub Przynieśliśmy dzisiaj serca stoczniowców. Gierek próbował kierować rozmowę na tematy gospodarcze, m.in. strasząc słabą sytuacją ekonomiczną Polski ( Naprawdę towarzysze, wierzcie mi, jest znacznie trudniej, niż wam się wydaje ). Wyjaśnienia, oczywiście ogólne, niepełne i propagandowe, powodów grudniowej masakry przedstawił minister spraw wewnętrznych gen. Franciszek Szlachcic. Grudzień 70 nazwał faktem kontrrewolucyjnym. W pewnym sensie trzeba mu przyznać rację. Pamięć o krwawych wydarzeniach z końca 1970 r. stała się jednym z najważniejszych czynników kształtujących ruch antykomunistyczny przed powstaniem Solidarności. Takiej postawy polskich bohaterów i patriotów z lat 70. nie mogły zmienić żadne działania operacyjne SB. Adam Chmielecki Autor jest politologiem i niezależnym publicystą. Autor dziękuje dr. Sławomirowi Cenckiewiczowi za udostępnienie dokumentów z archiwum IPN nt. Grudnia 70 i operacji Jesień 70. Nr 1/styczeń
16 Przeciętne wynagrodzenie brutto wyniosło w listopadzie w Polsce 3525,67 zł i wzrosło o 2,5 proc. w stosunku do października KIEDYŚ będziemy szczęśliwi Wykres przedstawiający poziom zadowolenia z życia ma kształt hydraulicznego kolanka. Tak uważają specjaliści z The Economist, którzy badali poczucie szczęścia osób w różnym wieku. Doszli oni do wniosku, że kiedy jesteśmy młodzi, wchodzimy w dorosłe życie, czujemy się szczęśliwi, ale potem jest już coraz gorzej. Najmniej szczęśliwi czujemy się w wieku czterdziestu kilku lat i krótko po pięćdziesiątce. Dołek najczęściej osiągamy mając 46 lat. Ale, stając się starszymi już osobami, zaczynamy być znów szczęśliwsi. Tracimy to, na czym nam wcześniej zależało, a więc: żywotność, ostry osąd i atrakcyjny wygląd, ale zyskujemy w zamian doświadczenie i szczęście. CHCEMY ZMIENIĆ PRACODAWCĘ Blisko połowa pracujących użytkowników portalu Pracuj.pl w ciągu trzech lat zamierza zmienić pracodawcę. Tak wynika z badania Kandydat 2010, które przeprowadziła firma Nielsen Polska dla tego portalu. Co trzeci pracujący chce na dodatek pracować na wyższym stanowisku. Co dziesiąty z pracowników planuje natomiast zrezygnować z etatu i założyć własną działalność gospodarczą. Ale olbrzymia większość 69 proc. chce pracować u kogoś na etacie. Wielu nie chce zmieniać specjalizacji. Mała elastyczność wynika prawdopodobnie z obawy przed zmniejszeniem dochodów oraz brakiem chęci lub możliwości uczenia się. Będę pracował(a) na wyższym stanowisku u innego niż obecnie (ostatnio) pracodawcy Nie wiem / trudno powiedzieć Będę pracował(a) u innego niż obecnie (ostatnio) pracodawcy na podobnym stanowisku Będę pracował(a) na wyższym stanowisku u obecnego pracodawcy Zrezygnuję z pracy na etat i będę prowadził(a) / rozwijał(a) własną działalność Będę pracował(a) na tym samym stanowisku i u tego samego pracodawcy co obecnie Z GALERII Stopa bezrobocia w Polsce w listopadzie wynosiła 11,7 proc. i wzrosła w stosunku do października o 0,2 proc. Jak wyobraża sobie Pan/i swoją sytuację zawodową za 3 lata? 1% 14% 10% 15% Nie będę pracował(a) / zrobię sobie przerwę od pracy, którą wykorzystam prywatnie 7% 20% 33% MAGAZYNEK PODRĘCZNY pod redakcją Olgi Zielińskiej W Pomorskiem stopa bezrobocia w listopadzie wynosiła 11,8 proc. i wzrosła o 0,2 proc. w stosunku do października 2011 ROK WIELKICH INWESTYCJI Kryzys nie spowoduje, by miasta miały przeznaczać w roku 2011 mniejsze pieniądze na inwestycje. Wręcz przeciwnie. Liderem w tym względzie jest Warszawa, która zarezerwowała w budżecie na ten cel 3,4 mld zł. Ale zaraz na drugim miejscu jest Gdańsk, który planuje wydatki na inwestycje w wysokości prawie 1 mld zł. Tym samym wzrost nakładów na ten cel wyniesie 64 proc. Dotyczyć to będzie głównie projektów drogowych. W roku 2010 miasto Gdańsk wydało z tego tytułu 270 mln zł, a w roku 2011 prze- PIERWSZA PRACA Na najwyższą pierwszą pensję mogli liczyć w 2009 r. pracownicy województwa mazowieckiego. Przeciętnie otrzymywali oni tam 2100 zł brutto. Na drugim miejscu byli nowo zatrudnieni w województwie pomorskim. Dostawali przeciętnie 1925 zł brutto. Takie są wyniki analizy firmy Sedlak & Sedlak. Wyższe wynagrodzenia uzależnione były także od pochodzenia kapitału firmy. Zatrudnieni w przedsiębiorstwach zagranicznych otrzymywali średnio o 500 zł więcej od pracujących u polskich pracodawców. Najlepiej opłacaną pracę znaleźli programiści ( zł brutto), najgorzej płatne zatrudnienie mieli sprzedawcy oraz sekretarki (1300 zł i 1350 zł brutto). DOBOSZ JANA więcej na Ceny usług i towarów konsumpcyjnych wzrosły w listopadzie o 0,1 proc. w porównaniu do października Z powodu wewnętrznego konfliktu na Wybrzeżu Kości Słoniowej, największego światowego producenta ziarna kakaowego, jego ceny wzrosły już o 12 proc. Planowane wydatki miast na inwestycje w 2011 roku (w mln zł) 3410,9 1016,6 999,1 894,6 651,7 646, ,6 588,4 473,3 420,7 350,7 339,5 336,8 292,9 278,8 270,9 267,3 247,1 184,8 178,9 Warszawa Gdańsk Poznań Wrocław Katowice Białystok Łódź Szczecin Kraków Toruń Kielce Gliwice Bydgoszcz Lublin Olsztyn Rzeszów Częstochowa Gdynia Tychy Bielsko-Biała Opole Aż 56 proc. pracodawców nie widzi potrzeby szkolenia swoich pracowników. Uważają oni, że wydatki ponoszone na ten cel są dla firmy kosztem, a nie inwestycją. Tymczasem 1 zł zainwestowane w pracownika przynosi 1,56 zł zysku. Tylko 31 proc. Polaków uważa, znaczy o 400 mln zł więcej. Następne 40 mln zł pochłonie Europejskie Centrum Solidarności, a 20 mln zł stadion Arena. PRACODAWCY NIE SZKOLĄ PRACOWNIKÓW Likwidacja sądów pracy Ministerstwo Sprawiedliwości od początku 2009 r. w ramach reformy zlikwidowało prawie wszystkie sądowe wydziały grodzkie w całym kraju. Teraz przyszedł czas na cięcia wydziałów pracy. Jak wynika z pisma resortu, do zniesienia wytypowano m.in. i te Cena drobiu w skupie spadła w listopadzie o 4,4 proc. w stosunku do października i wynosi teraz 3,37 zł za kilogram że ich pracodawca rozważa inwestowanie w kadry. Takie są wyniki badań przeprowadzonych przez Kelly Global Workforce Index. A przecież koszty szkoleń można znacznie zmniejszyć, korzystając ze środków Unii Europejskiej. na Pomorzu w Człuchowie i Chojnicach. Jeśli dojdzie to do skutku, poszkodowani pracownicy będą musieli jeździć aż do Słupska lub Lęborka. Cytat miesiąca Panowie, nie radzicie sobie z koleją niskich prędkości, no, chyba że jest to kolejka Piko Głos w debacie sejmowej o sytuacji w PKP 16 Nr 1/styczeń 2011
17 SPOŁECZEŃSTWO Prawo do życia jako podstawowe prawo człowieka Znaczenie prawa do życia Prawo do życia jest najważniejszym spośród wszystkich praw człowieka. Najważniejszym w tym sensie, iż jest nieodzownym warunkiem funkcjonowania całego systemu ochrony praw podstawowych. Jest ono po prostu niezbędne do konstruowania, wyznaczania i działania innych praw człowieka. Nie do pomyślenia jest katalog praw jednostki, będących gwarantem określonego poziomu i jakości życia, bez określenia, że człowiek w ogóle ma prawo do życia. Jeszcze inaczej powiedzieć można, iż prawo do życia ma charakter pierwotny, pozostałe zaś prawa człowieka mają w stosunku do niego charakter wtórny. Gdyby nie prawo do życia, żadne inne prawo nie mogłoby po prostu zaistnieć. Prawa takie, jak na przykład do życia w pokoju, wolności, pracy, słusznej płacy i zabezpieczeń socjalnych, wolności od niehumanitarnego traktowania nie miałyby najmniejszego sensu dla jednostki pozbawionej prawa do istnienia. Dlatego też zasadnie nauka prawa przyjmuje, iż w sytuacjach, w których doszło do złamania prawa człowieka do życia, nie ma potrzeby rozpatrywania danej sprawy w świetle ewentualnych naruszeń innych praw człowieka. Samo bowiem naruszenie prawa do życia powoduje niejako zakwestionowanie wszystkich praw człowieka. W dobie filozoficznego pluralizmu, gdy każdy może propagować dowolnie wybrany przezeń system wartości, prawo do życia wydaje się najważniejszym gwarantem ludzkiej godności. Jest ono traktowane jako prawo uniwersalne i niepodlegające dyskusji. Między innymi dlatego Trybunał Konstytucyjny stwierdził w wyroku z 23 marca 1997 roku, iż poszanowanie i ochrona prawa do życia stanowi jedną z podstawowych przesłanek realizacji zasady przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka. Prawo do życia jako prawo człowieka należy do kategorii praw podmiotowych. Jest uprawnieniem każdej jednostki. Nakaz poszanowania prawa człowieka do życia odnajdziemy we wszystkich najważniejszych kodyfikacjach praw człowieka. Artykuł 3 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 roku stanowi, iż każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swojej osoby. Z kolei art. 6 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych z 1966 roku podkreśla, iż każda istota ludzka ma przyrodzone prawo do życia, które jest chronione przez ustawę. Nikt też samowolnie nie może być pozbawiony życia. Europejskie prawo do życia Europejska Konwencja Praw Człowieka z 1950 roku, której postanowieniami związana jest Polska, stanowi w art. 2, iż prawo każdego człowieka do życia jest chronione przez ustawę. Jednocześnie międzynarodowe akty ochrony praw człowieka w sposób szczegółowy precyzują możliwe odstępstwa od nakazu ochrony życia, wymieniając wyjątkowe sytuacje, w których może dojść do pozbawienia życia jednostki. Na przykład, zgodnie z treścią Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, nie będzie uznawane za sprzeczne z prawem pozbawienie życia, jeżeli jest ono skutkiem absolutnie koniecznego użycia siły w obronie jakiejkolwiek osoby przed bezprawną przemocą. Jednocześnie akty prawne z zakresu ochrony praw człowieka, w tym Europejska Konwencja Praw Człowieka, nie definiują pojęć takich, jak życie czy człowiek/ jednostka ludzka. Wydaje się, iż jest to najważniejszy problem obowiązywania prawa do życia. Jak bowiem zasadnie mówić o ochronie prawa do życia, skoro nie wiemy, do jakich sytuacji oraz osób należy je odnosić? Najprostszym stwierdzeniem jest przyjęcie założenia, zgodnie z którym życie jest po prostu trwaniem osoby ludzkiej. Odpowiedź na zakres jego trwania jest jednakże uzależniona od wyznawanych poglądów religijnych czy filozoficznych, a także wiedzy naukowej. Dodatkowe trudności pojawiają się przy tłumaczeniu tekstów prawnych sformułowanych w obcych językach. Interpretacja prawa do życia budzi tym samym coraz większe kontrowersje. Kontrowersje wokół prawa do życia Jednym z najbardziej kontrowersyjnych w kontekście prawa Polska za Kazachstanem i Ruandą Zgodnie z opublikowanym niedawno rankingiem dotyczącym warunków prowadzenia interesów Doing Business 2011, opracowanym przez Bank Światowy, Polska znalazła się na 70 miejscu wśród 183 sklasyfikowanych krajów. Polskę wyprzedziły m.in.: Estonia, Litwa, Francja, Czechy, Węgry, Rumunia, Słowacja, Kazachstan, Armenia, Ruanda, Puerto Rico, Oman, Turcja, Meksyk, Chile, Kolumbia. Jeżeli chodzi o reformy, to Polska jest w tej chwili najgorzej sklasyfikowanym krajem wśród nowych państw członkowskich Unii Europejskiej. Awansowaliśmy jednak o dwie pozycje w porównaniu z 2009 rokiem. W czołówce zestawienia są Singapur, Hongkong i Nowa Zelandia. Przedstawiciele rządu na posiedzeniu komisji senackiej przyznali niechcący, że raport Banku Światowego sprowadza Polskę do krajów z buszu. Jednocześnie podważali jego wiarygodność, co w przypadku czołowej światowej instytucji finansowej jest co najmniej dziwne. Przygotowywanie rankingu Doing Business w obecnym kształcie jest niepotrzebne i szkodliwe ocenił wiceminister finansów Maciej Grabowski. To kuriozalna wypowiedź, w praktyce międzynarodowej nie zdarza się, by jakikolwiek rząd mówił Bankowi Światowemu, czy ma dokonywać analiz, czy nie. Analitycy zwracają uwagę, że rząd rozpieszczony pierwszą pozycją w niektórych rankingach dotyczących stanu gospodarki nagle zderzył się z dość okrutną rzeczywistością, bo za nami jest tylko Ukraina i Federacja Rosyjska. Doing Business to opracowywany co rok przez Bank Światowy wskaźnik dotyczący warunków prowadzenia interesów w danym kraju. Im wyższa pozycja w rankingu, tym prostsze przepisy regulujące sprawy związane z prowadzeniem przedsiębiorstwa oraz silniejsza ochrona własności przez prawo. Wskaźnik nie uwzględnia m.in. korupcji, stabilności makroekonomicznej czy siły systemu finansów. oprac. (jw) do życia tematów jest spór dotyczący zasadności obowiązywania kary śmierci. Przebiega on pomiędzy tymi, którzy uznają, iż morderca, odbierając życie drugiemu człowiekowi, sam utracił prawo do życia, a tymi, którzy przypominają, że praw człowieka nie można utracić wskutek swoich zachowań, są one niezbywalne i musimy je uszanować, a nawet najokrutniejszy zbrodniarz nie traci swojego człowieczeństwa. W moim przekonaniu idea kary śmierci jest niezgodna nie tylko z podstawowymi międzynarodowymi zobowiązaniami naszego państwa określającymi prawa człowieka, lecz również z polską konstytucją z 1997 roku. Nasza ustawa zasadnicza zakazuje stosowania kar cielesnych i niehumanitarnego traktowania. Nie umiem sobie wyobrazić niecielesnego wykonania kary śmierci. Jednak spór o karę śmierci powraca co jakiś czas i z pewnością będzie odżywał, przypominając o znaczeniu prawa każdego człowieka do życia. Wśród zagadnień wzbudzających ogromne kontrowersje wymienić należy także dopuszczalność eutanazji, aborcji czy stosowania metody sztucznego zapłodnienia in vitro. We wszystkich tych sprawach osią sporu jest kwestia rozumienia życia ludzkiego. Skoro, zgodnie z prawami człowieka, każdy ma prawo do życia, to czy można z tego katalogu wykluczyć zarodki albo płód ludzki? Czy w ogóle jakikolwiek inny człowiek ma prawo decydować o życiu innej osoby? Czy człowiek może decydować o skróceniu własnego życia, skoro posiada do niego prawo? Kształt prawa do życia zależy od nas Smutną, jednakże prawdziwą konstatacją będzie stwierdzenie, iż kształt prawa do życia, jego zakres, tak naprawdę zależy od nas. Nie istnieje legalna definicja życia ludzkiego, akceptowalna przez wszystkich. Wielu powołuje się na maksymę: w razie wątpliwości rozstrzygać na korzyść życia. Inni jednak widzą w niej niebezpieczne ograniczenie ludzkiej wolności. Jedno jest pewne niezależnie od prawnych uregulowań w tej dziedzinie, zakazujących bądź niezakazujących określonych działań, to od nas zależy, czy uszanujemy ludzkie życie. Mając świadomość, iż przyjęcie określonej definicji życia ludzkiego w prawach człowieka jest niemożliwe, winniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że faktyczna treść prawa do życia zależy i będzie zależeć od przekonywającej siły naszych poglądów i dokonywanych przez nas wyborów osób stanowiących i stosujących prawo. Zarazem każdy z nas powinien być szczególnie krytyczny wobec stanowionych przez ludzi norm prawnych, które przecież mogą przyjąć dowolną treść, niekoniecznie zgodną z akceptowanym przez nas światem wartości. Tomasz Snarski Związek broni i reprezentuje z definicji Związek zawodowy nie potrzebuje zgody swojego członka na reprezentowanie go przed sądem. Decyduje o tym już sama przynależność do organizacji. Orzeczenie mówiące o tym wydał Sąd Najwyższy w grudniu 2010 roku. Sąd wypowiedział się w związku ze sprawą, jaką w imieniu swojego członka wytoczył uczelni Ogólnopolski Akademicki Związek Zawodowy, żądając odszkodowania za dyskryminację płacową. Sąd drugiej instancji rozpatrując odwołanie organizacji związkowej uznał, że związek może wytaczać sprawę sądową w imieniu swojego członka wyłącznie za jego zgodą. Sąd Najwyższy, do którego związek zawodowy wniósł zażalenie w sprawie tego wyroku, stwierdził jednak, że warunek udzielenia takiej zgody przez członka jest zbędny, bowiem z samej definicji związku wynika, że broni on i reprezentuje swoich członków. Pracownik, który jest związkowcem, może się jednak sprzeciwić podjętym przez Związek czynnościom. Związek nie może jednak wytoczyć powództwa sądowego na rzecz pracownika, który nie jest jego członkiem. opr. (jw) Nr 1/styczeń
18 FUNDUSZE UE Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego Biznesmeni ze Stoczni Gdańsk najlepsi W odpowiedzi na trudną sytuację pracowników zatrudnionych w przedsiębiorstwach związanych z przemysłem okrętowym w województwie pomorskim uruchomiono wiele projektów finansowanych z funduszy UE, mających na celu poprawę sytuacji zawodowej tej grupy osób. Projekt Partnerstwo na rzecz przedsiębiorczości osób zatrudnionych w przemyśle stoczniowym, który rozpoczął się w 2009 roku, skierowany był do pracowników przemysłu okrętowego mających pomysł na własny biznes. Projekt to wspólne przedsięwzięcie Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, Gdańskiej Fundacji Przedsiębiorczości, Pomorskiej Izby Rzemieślniczej, Małych i Średnich Przedsiębiorstw oraz Regionu Gdańskiego NSZZ Solidarność. W szkoleniach realizowanych w ramach projektu wzięło udział 100 osób, 83 osoby złożyły biznesplany, a dotację inwestycyjną otrzymało 67 uczestników. Rozmowa z laureatami konkursu zorganizowanego w ramach projektu Partnerstwo na rzecz przedsiębiorczości osób zatrudnionych w przemyśle stoczniowym, pracownikami Stoczni Gdańsk, KRZYSZTOFEM BZOMĄ i BARTOSZEM JABŁOŃSKIM. Ich pomysł na wspólny biznes Pomiary przestrzenne konstrukcji inżynierskich zajął pierwsze miejsce w konkursie. Dlaczego zdecydowaliście się na uczestnictwo w tym projekcie? Bartosz Jabłoński (B.J.): Start w projekcie był pewną alternatywą dla naszej kariery, którą związaliśmy i chcielibyśmy kontynuować w przemyśle okrętowym. Czy od początku uważaliście, że macie szansę na dofinansowanie? Krzysztof Bzoma (K.B.): Tak, spodziewaliśmy się, że firma oparta na nowoczesnej technologii będzie miała spore szanse w konkursie i uzyska dofinansowanie. Słowo innowacja otwiera unijne drzwi. Pozyskanie funduszy nie było proste, trzeba się było uzbroić w cierpliwość, od przystąpienia do projektu do uzyskania dotacji upłynęło wiele miesięcy. Czy wiecie, jak będziecie rozliczać dotację? B.J.: Dotacja i zakupy to zaledwie początek. A jak to wszystko rozliczyć? Sami jeszcze nie wiemy, na pewno na wszystkie zakupy trzeba mieć fakturę, na każdą złotówkę. Nie ma się czego bać, tylko wykonać plan założony na początku. K.B.: Jeśli zaplanowaliśmy zakup sprzętu, to go kupujemy i musimy mieć na ten zakup pełną dokumentację, innej możliwości po prostu nie ma. Trzeba także pamiętać, że są pewne wymogi formalne związane z zakupami za unijne pieniądze. Mimo że jest to przedsiębiorstwo prywatne, są reguły, których muszą przestrzegać wszyscy, takie jak przetarg lub zapytanie o cenę. Co kupiliście za dotację? B.J.: Zakupiliśmy nowoczesny i precyzyjny tachimetr elektroniczny wraz z oprogramowaniem do pomiarów konstrukcji inżynierskich, który kosztował nas blisko 100 tys. zł. Bez tego urządzenia nasza Na zdjęciu: Krzysztof Bzoma i Bartosz Jabłoński ich biznesplan Pomiary konstrukcji inżynierskich zajął pierwsze miejsce w konkursie. firma nie będzie konkurencyjna na rynku. Do czego służy tachimetr elektroniczny? K.B.: Mówiąc ogólnie, służy do wykonywania precyzyjnych pomiarów różnych konstrukcji, także statków. Skąd pomysł na tego rodzaju działalność? B.J.: Uważam, że inżynier o naszej specjalności powinien dbać o własny rozwój zawodowy. Aby móc się rozwijać zawodowo musimy mieć do dyspozycji najnowocześniejszy sprzęt, którego w stoczni brak. Lubimy pracę w stoczni i chcielibyśmy nadal w niej pracować, lecz interesuje nas także rozwój zawodowy, więc wzięliśmy sprawy we własne ręce. Plany na przyszłość? B.J.: Planujemy rozwijać naszą firmę w różnych obszarach, między innymi chcielibyśmy nawiązać współpracę z Politechniką Gdańską. Możliwości jest wiele, ponieważ jako praktycy w zawodzie mamy dużo do zaoferowania. Czy czujecie się spełnionymi biznesmenami? K.B.: No, jeszcze nie, lecz mamy nadzieję, że wkrótce będziemy tak o sobie mówić. Rozmawiała Renata Tkaczyk Zapraszamy do odwiedzenia strony internetowej: FOT. RENATA TKACZYK Michał Wojewski Ośrodek Szkolenia Kierowców Moim pomysłem na biznes jest szkoła nauki jazdy. Za pieniądze z dotacji kupiłem samochód szkoleniowy. Uprawnienia do prowadzenia kursów prawa jazdy kategorii B jako były stoczniowiec Stoczni Gdynia uzyskałem nieodpłatnie na kursie finansowanym z środków ARP. W obecnych czasach posiadanie prawa jazdy jest już niemal koniecznością, więc chętnych na moje usługi zapewne nie zabraknie. Przedsiębiorcy na finiszu Mam już pierwszych klientów. W przyszłości chciałbym, aby moja firma była bardziej znana i w tym celu planuję uruchomienie witryny internetowej. Zamierzam również uzyskać uprawnienia do szkolenia kierowców kategorii C. Sylwia Cieślik Sylomatic Uruchamiam firmę świadczącą usługi projektowe głównie dla stoczni. Moja firma świadczyć będzie usługi z zakresu automatyki okrętowej oraz projektowania systemów klimatyzacyjnych dla innych gałęzi przemysłowych. Dotację przeznaczyłam na stworzenie mojego stanowiska pracy, zakup nowoczesnego sprzętu komputerowego, programów do projektowania i wyposażenie biura. Początek mojej działalności biznesowej zapowiada się całkiem dobrze, ponieważ przygotowuję się do podpisania umowy z dużym kontrahentem. Józef Filipek Tele-Radio- Service W firmie, w której przepracowałem kilkadziesiąt lat, nagle okazałem się niepotrzebny. Pomyślałem więc, że nadszedł czas, by wziąć sprawy we własne ręce. Usługi, jakie będę świadczyć, to głównie usługi telekomunikacyjne, zakładanie sieci strukturalnych (takich, które zasilają komputery w budynkach) oraz instalacje radiowe. Dotację wydałem na zakup nowoczesnych urządzeń pomiarowych i samochód. Udało mi się pozyskać już pierwszych klientów, mogę więc powiedzieć, że biznes powoli się rozwija. W przyszłości chciałbym wzmocnić pozycję mojej firmy, pozyskać stałych klientów, myślę też o poszerzeniu oferty o usługi radiokomunikacyjne. 18 Nr 1/styczeń 2011
19 FUNDUSZE UE Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego PROJEKTU łowniczek spokolenia PRACOWNIKÓW biorąc pod uwagę informacje demograficzne i ogólne cechy pracowników można wyróżnić 4 kolejne pokolenia pracowników: POKOLENIE BUDOWNICZYCH I TRADYCJONALISTÓW osoby urodzone przed 1945 rokiem. Większość z nich nie jest już aktywna zawodowo. Pracownicy należący do tego pokolenia są dobrze zorganizowani i zdyscyplinowani, ale mało kreatywni. Uważają, że obowiązek jest ważniejszy od przyjemności. Związują się z pracodawcą na całe życie. POKOLENIE BABY BO- OMERS osoby urodzone pomiędzy 1946 a 1964 rokiem. Jest to pokolenie ceniących sobie ciężką pracę i wytrwałość, ale także indywidualizm. Praca zawodowa, ale także na rzecz rodziny zajmuje im średnio godzin. Głównymi motywatorami dla tego pokolenia jest strach przed utratą pracy i czynnik finansowy. POKOLENIE X osoby urodzone w połowie lat 60. do późnych lat 70. Cenią wykształcenie, ciężką pracę i status społeczny. Posiadają wysoką, wyspecjalizowaną wiedzę. Są lojalni wobec firmy, w której pracują. Uważają, że praca jest ważna, ale nie najważniejsza, umieją rozgraniczyć pracę i życie prywatne. Szukają pracy, w której czuliby się dobrze. POKOLENIE Y osoby urodzone od końca lat 70. W miejscu pracy cenią różnorodność, równość i elastyczność. Mają skłonność do kwestionowania zasad, starych praktyk, ale także autorytetów. Starają się pracować szybciej i lepiej niż inni. Cechuje ich indywidualizm. Nie stanowi dla nich wartości długotrwała praca w jednej firmie. Lojalność przejawiają wobec konkretnych ludzi przełożonych, współpracowników, a nie wobec firmy. Są bardzo mobilni, dla wielu z nich nie jest problemem praca w innym mieście, ale także w innym kraju. Są wyczuleni na sprawy społeczne i ochrony środowiska. Pokolenie to wyrosło w świecie technologii cyfrowych. SZKOLENIA, NARZĘDZIA, DORADZTWO O korzyściach dla przedsiębiorców, jakie niesie ze sobą udział w projekcie Zarządzanie wiekiem jako czynnik zwiększający potencjał adaptacyjny przedsiębiorstw, rozmawiamy z JAROSŁAWEM CHYBICKIM, prezesem firmy szkoleniowo-doradczej ProFirma. Jakie korzyści mogą uzyskać pracodawcy biorący udział w projekcie Zarządzanie wiekiem jako czynnik zwiększający potencjał adaptacyjny przedsiębiorstw? Przede wszystkim otrzymają rzetelną wiedzę, jak wykorzystać potencjał starszych pracowników. Tacy pracownicy mają najczęściej bardzo duże doświadczenie zawodowe, dużą wiedzę na temat realiów firmy, która wraz z ich odejściem na emeryturę znika. Dzięki projektowi zarządzający firmami dowiedzą się, jakimi metodami można ten potencjał jak najlepiej wykorzystać. Oprócz wiedzy pracodawcy otrzymają też pomocne narzędzie, a mianowicie platformę kompetencyjną, dzięki której będą mogli szyb- MENTORING I PRZEGLĄD KWALIFIKACJI Rozpoczęły się szkolenia dla przedstawicieli struktur regionalnych i zakładowych NSZZ Solidarność. W Gdańsku i w Białymstoku związkowcy wzięli udział w dwóch szkoleniach z zakresu mentoringu i problematyki szkoleń oraz przeglądu kwalifikacji pracowników. W styczniu i w lutym zapoznają się z tematyką elastycznego czasu pracy oraz aktualizacji kompetencji. W nowym roku rozpoczną się również szkolenia w innych województwach. Zgodnie z planem w szkoleniach dla przedstawicieli związków zawodowych ma wziąć udział 495 osób. Oprócz szkoleń dla przedstawicieli struktur regionalnych i zakładowych odbędą się również szkolenia dla reprezentantów władz krajowych i regionalnych NSZZ Solidarność. Termin zakończenia szkoleń przewidywany jest na czerwiec 2011 roku. SPRAWDŹ KOMPETENCJE PRACOWNIKÓW Przedsiębiorstwa, które wezmą udział w projekcie, będą miały unikatową okazję bezpłatnego korzystania z narzędzi informatycznych stosowanych przez największe korporacje europejskie i światowe. Takie rozwiązania, oparte najczęściej o internet, kosztują bardzo wiele. W naszym projekcie udostępniamy te rozwiązania całkowicie bezpłatnie. Dzięki nim będzie możliwe wprowadzenie najważniejszych elementów polityki zarządzania ludźmi, między innymi takich jak: Przygotowanie, przeprowadzenie i analiza audytu kompetencyjnego pracowników, zwłaszcza pracowników 45+. Przeprowadzenie selekcji na wybrane stanowiska. Proces selekcji, wybór nowych pracowników dzięki ko i w obiektywny, nieintuicyjny sposób tymi pracownikami zarządzać. Za jej pomocą będą mogli wykonywać pomiary kompetencji, planować ścieżki rozwoju, badać potrzeby szkoleniowe. Ponadto pracodawcy otrzymają doradztwo, dzięki któremu będą mogli uzyskaną wiedzę wykorzystać praktycznie. Są to dość zaawansowane narzędzia, więc takie doradztwo na pewno się przyda. Jakie warunki należy spełnić, aby móc przystąpić do projektu? Należy przede wszystkim zgłosić się na szkolenia. Wszystkie szczegóły dostępne są na naszej stronie internetowej Jest tam cały zestaw informacji, jak zapisać się na szkolenie, kto w takich szkoleniach może wziąć udział. Generalnie projekt skierowany jest do przedsiębiorców z całej Polski, z małych, średnich i dużych firm, czyli dostęp jest bardzo szeroki. W projekcie zaplanowane zostały trzy typy szkoleń dla pracodawców i ich pracowników. Czy jeśli firma przystąpi do projektu, to powinny być przeprowadzone te trzy ścieżki szkoleniowe? Ponieważ problematyka zarządzania wiekiem jest przynajmniej tak samo obszerna jak problematyka zarządzania ludźmi, to jest pole do co najmniej studiów podyplomowych, dlatego postanowiliśmy podzielić ten program na jakieś w miarę kompatybilne ścieżki szkoleniowe. Rzeczywiście najsensowniej by było, aby z danej firmy na te szkolenia przyszedł zarówno prezes czy dyrektor, jak i HR-owiec czy kierownik liniowy niższego szczebla. Problem zarządzania wiekiem dotyczy tych wszystkich poziomów zarządczych. Na każdym z naszych szkoleń zagadnienia są omawiane z nieco innego punktu widzenia, w zależności od poziomu w organizacji. Połączenie trzech ścieżek powoduje, że synergia korzyści uzyskanych w przedsiębiorstwie będzie największa. Rozmawiała (mk) naszym narzędziom stanie się szybki i efektywny. Opis stanowisk pracy, budowa jasnej struktury organizacyjnej da możliwość uporządkowania procesów i podziału zadań w firmie. Kwestionariusz diagnozy organizacyjnej umożliwi poprawę efektywności pracowników. Firmy, które przystąpią do projektu będą mogły wprowadzić najważniejsze elementy profesjonalnej polityki personalnej: badanie potrzeb szkoleniowych, analizę efektywności szkoleń i działań rozwojowych, budowę ścieżek kariery i wiele innych. Zbudowanie profesjonalnej polityki personalnej stanie się proste, dzięki wykorzystaniu najlepszych praktyk europejskich. Przetwarzanie dowolnej ilości danych dotyczących kompetencji pracowników dostarczy informacji do podejmowania maksymalnie obiektywnych decyzji kadrowych. Wreszcie budowa opisów stanowisk pracy, opisanie struktury organizacyjnej uporządkuje najważniejsze elementy polityki personalnej. Całość narzędzi informatycznych umożliwiających osiągnięcie opisanych efektów jest dostarczana bezpłatnie w ramach projektu Zarządzanie wiekiem jako czynnik zwiększający potencjał adaptacyjny przedsiębiorstw. Warunkiem otrzymania licencji jest udział pracowników przedsiębiorstwa we wszystkich trzech rodzajach szkoleń projektu. Więcej informacji na temat szkoleń znajduje się na stronie Sylwia Krysa Zarządzanie wiekiem jako czynnik zwiększający potencjał adaptacyjny przedsiębiorstw wiesz więcej... Nr 1/styczeń
20 PRAWO Pytanie do prawnika Rozdzielność majątkowa Czy osoba pozostająca z małżonkiem w faktycznej separacji (nie mieszkają razem) może starać się o ustanowienie rozdzielności majątkowej? Czy musi to nastąpić przed sądem? Zchwilą zawarcia małżeństwa powstaje między małżonkami, z mocy ustawy, wspólność majątkowa (wspólność ustawowa) obejmująca przedmioty majątkowe nabyte w czasie trwania małżeństwa przez oboje małżonków lub przez jednego z nich (majątek wspólny). Mówi o tym zasada wyrażona w art. 31 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Wyłączyć lub zmodyfikować powyższą zasadę mogą sami małżonkowie, zawierając umowę majątkową małżeńską. Intercyza jest pozakodeksowym pojęciem określającym umowę majątkową małżeńską zawartą przed zawarciem małżeństwa, na podstawie której przyszli małżonkowie ustanawiają w swoim małżeństwie rozdzielność majątkową zgodnie z art. 47 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Pojęciem tym nie określa się natomiast umowy wprowadzającej rozdzielność majątkową zawartej w czasie trwania małżeństwa, choć skutki tych umów są identyczne. Pojęciem szerszym jest zatem rozdzielność majątkowa (obejmuje umowy przyszłych małżonków i zawierane w czasie trwania małżeństwa). Rozdzielność majątkowa ma ten skutek, że każdy z małżonków zachowuje zarówno majątek nabyty przed zawarciem umowy, jak i majątek nabyty później, zarządza samodzielnie swoim majątkiem. Nowelizacja Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, która weszła w życie z dniem 20 stycznia 2005 roku, spowodowała zniesienie rozróżniania czynności zwykłego zarządu majątkiem wspólnym i czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu z uwagi na ogromną praktyczną trudność w odróżnieniu czynności, do których konieczna była zgoda małżonka (czynność przekraczająca zwykły zarząd) od czynności, które takiej zgody nie wymagały (czynności zwykłego zarządu). W aktualnym stanie prawnym art. 37 Kodeksu rodzinnego zawiera zamknięty katalog czynności prawnych, do dokonania których wymagana jest zgoda małżonka (ewentualnie łączne działanie obojga małżonków). Do czynności tych należą: czynności prowadzące do zbycia, obciążenia, odpłatnego nabycia nieruchomości lub użytkowania wieczystego, jak również prowadzące do oddania nieruchomości do używania lub pobierania z niej pożytków czynności prowadzące do zbycia, obciążenia, odpłatnego nabycia prawa rzeczowego, którego przedmiotem jest budynek lub lokal czynności prowadzące do zbycia, obciążenia, odpłatnego nabycia i wydzierżawienia gospodarstwa rolnego lub przedsiębiorstw, darowizny z majątku wspólnego, z wyjątkiem drobnych darowizn zwyczajowo przyjętych. Również do czasu wejścia w życie zmiany przepisów regulujących problematykę małżeńskiego prawa majątkowego (tj. do dnia 20 stycznia 2005 r.), rozdzielność majątkowa ustanawiana była z uwagi na zagrożenie, że jeden z małżonków będzie musiał odpowiadać za długi współmałżonka. W chwili obecnej takiego ryzyka w zasadzie nie ma, chyba że współmałżonek wyrazi z reguły na piśmie zgodę na zaciągnięcie jakiegoś zobowiązania przez swojego partnera (np. zgodę na zaciągnięcie pożyczki przez męża). Jeśli zgoda zostanie wyrażona, wierzyciel będzie mógł zaspokoić swoje prawa nie tylko z majątku osobistego dłużnika, ale z całego majątku wspólnego małżonków. Gdyby jednak takiej zgody nie było, zajęta może zostać tylko niewielka część majątku wspólnego, tj. wynagrodzenie za pracę dłużnika lub inne dochody przez niego osiągane oraz kilka innych praw. Reszta majątku wspólnego pozostanie nienaruszona. Z kolei wcześniej, przed zmianą kodeksu cywilnego, nie istniała instytucja wyrażania zgody w takim sensie jak obecnie, dlatego np. za zaciągnięte przez męża pożyczki, bez zgody, a nawet wiedzy współmałżonki, odpowiedzialność ponosił dłużnik majątkiem osobistym, ale również taki dług obciążał cały majątek wspólny. Współmałżonek dłużnika nie mógł więc w prosty sposób (przez wyrażenie zgody bądź nie) bronić się przed odpowiedzialnością za długi swojego partnera. W chwili obecnej zasadność ustanawiania rozdzielności majątkowej wynika przede wszystkim z tego, że w niektórych sytuacjach za krzywdzący wobec małżonka należałoby uznać stan, gdy w majątku wspólnym tworzonym głównie bądź jedynie dzięki jego pracy, ma mieć swój udział również współmałżonek, który w żaden sposób nie przyczynia się do jego powstawania, nie zajmuje się sprawami rodziny, domu bądź też gdy wydatkuje wspólne środki tylko na swoje cele. W takiej sytuacji rozsądnym może się okazać podjęcie decyzji o ustanowieniu rozdzielności majątkowej. Problematyka ta uregulowana jest w art. 52 k.r.o. Tak ustanowiona rozdzielność określana jest mianem ustroju przymusowego. Zgodnie z tym przepisem, z ważnych powodów każdy z małżonków może żądać ustanowienia przez sąd rozdzielności majątkowej. W takiej sytuacji, jeśli sąd pozytywnie rozpatrzy pozew, rozdzielność powstanie z chwilą wskazaną w wyroku (która, co do zasady, nie może być wcześniejsza niż dzień złożenia pozwu w sądzie). Jednak w wyjątkowych przypadkach sąd może wskazać w orzeczeniu jako początek obowiązywania rozdzielności termin wcześniejszy niż dzień wytoczenia powództwa. Taką wyjątkową okolicznością jest przede wszystkim fakt życia małżonków w rozłączeniu (separacji faktycznej). Podstawowym skutkiem wprowadzenia rozdzielności majątkowej jest to, że przestaje istnieć wspólność majątkowa oraz majątek wspólny. Należy zaznaczyć, że ustanowienie rozdzielności majątkowej nie wpływa w żaden sposób na inne wzajemne prawa i obowiązki wynikające z faktu pozostawania przez strony w związku małżeńskim. Małżonkowie w aspekcie finansowym muszą więc dalej wzajemnie wspierać się, pomagać sobie i łożyć na utrzymanie rodziny, którą razem założyli. Maria Szwajkiewicz W tym roku to popracujemy... Pracownicy, zatrudnieni w ramach pięciodniowego tygodnia pracy, spędzą w 2011 roku w swoich firmach 2016 godzin (252 dni). Nowelizacja Kodeksu pracy zakłada, że w tym roku stracimy prawo do rekompensaty za tzw. świąteczne soboty. Zapisy nowelizacji dadzą pracodawcy możliwość wyznaczania dnia wolnego od pracy innego niż niedziela właśnie na przypadający w tygodniu dzień świąteczny. Inaczej mówiąc w takim tygodniu sobota dla pracowników stanie się zwykłym dniem roboczym. Świąteczne dni wolne będą wypadały w roku 2011 najczęściej w poniedziałki. Pracownik, który ma wolne właśnie te dni tygodnia, a nie soboty, straci w roku dwa dni wolne. Przepra- cuje w 2011 roku 2080 godzin, podczas gdy jego kolega, mający wolne soboty, tylko Wystarczy, by pracodawca tak ustawiał grafik pracy w swojej firmie, by święta zawsze wypadały w dni wolne, a zatrudnieni w niej ludzie stracili o wiele więcej dni. Niekorzystne zmiany w sposobie naliczania czasu pracy w związku z brakiem rekompensat za dni wolne dotkną 12,4 mln polskich pracowników. Nowelizacja sprawi jednak także, iż pracownicy zatrudnieni nawet w tej samej firmie mogą mieć inny wymiar godzin roboczych. Zdaniem części ekspertów ekonomicznych, wszystko będzie zależeć od tego, w jakim dniu wypada dla pracownika wolny dzień tygodnia (tradycyjnie przypadający w sobotę). Takie postępowanie pracodawcy może prowadzić do dyskryminacji. JAK LICZYMY WYMIAR CZASU PRACY W 2010 ROKU OD NOWEGO ROKU KROK 1. Mnożymy 40 godzin (norma średniotygodniowa) przez liczbę pełnych godzin w okresie rozliczeniowym. KROK 2. Do otrzymanej liczby dodajemy iloczyn ośmiu godzin (norma dobowa) i liczby dni pozostałych do końca okresu rozliczeniowego przypadających od poniedziałku do piątku (tzw. dni wystające). KROK 3. Jeżeli w okresie rozliczeniowym święto wypada w innym dniu niż niedziela, to zmniejszamy wymiar czasu pracy o osiem godzin z tytułu każdego z tych świąt. W ostatecznym rozrachunku w 2011 roku wszyscy będziemy pracować nieco dłużej za to samo wynagrodzenie. Z powodu zniesionego prawa do rekompensowania dnia wolnego od pracy, jeżeli wypada on w sobotę, w 2011 roku tracą też swoją atrakcyjność tzw. długie KROK 1. Mnożymy 40 godzin (norma średniotygodniowa) przez liczbę pełnych godzin w okresie rozliczeniowym. KROK 2. Do otrzymanej liczby dodajemy iloczyn ośmiu godzin (norma dobowa) i liczby dni pozostałych do końca okresu rozliczeniowego przypadających od poniedziałku do piątku (tzw. dni wystające). KROK 3. Sprawdzamy w kalendarzu, które święta wypadają w innym dniu niż niedziela. KROK 4. Zmniejszamy wymiar czasu pracy o osiem godzin z tytułu każdego z tych świąt, pod warunkiem że nie pokrywają się z wolnym z tytułu przeciętnie pięciodniowego tygodnia pracy. Uwaga! Nie chodzi tu o kalendarzowe soboty, ale o szóste dni tygodnia określone przez pracodawcę w rozkładzie czasu pracy. weekendy. Brak możliwości naliczania dodatkowych dni wolnych sprawi, że nie będzie możliwe kompletowanie kilkudniowych przerw w pracy. oprac. (jw) 20 Nr 1/styczeń 2011