Source: http://wiadomosci.xp.pl/niesprawiedliwy-wrogi-przeciwnikowi-rzadu-wyrok-sadu/giv0yhl
Timestamp: 2019-08-20 00:57:11
Legal References Found: art. 24
 art. 365
 art. 363
 art. 363
 art. 365
 art. 675
 art. 365
 art. 365
 art. 675
 art. 24
 art. 2
 art. 31

Document Content:
Niesprawiedliwy, wrogi przeciwnikowi rządu wyrok Sądu Apelacyjnego
25 lip 2019 22:45
Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrokiem z dnia 4 czerwca 2019 r. oddalił apelację od wyroku oddalającego pozew Piotra Niżyńskiego przeciwko osobie, która dawniej wynajmowała mu dom, w sprawie o naruszanie jego dóbr osobistych poprzez stosowanie pogróżek. Oznacza to, że Piotr Niżyński zmuszony będzie do zapłaty ok. 1500 zł na rzecz pozwanego, który wedle pozwu i wedle twierdzeń Sądu Okręgowego w Warszawie naruszył jego poczucie bezpieczeństwa.
Zdjęcie 1 z 10 – Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie w sprawie Niżyńskiego o ochronę dóbr osobistych
Uzasadnienie wyroku zaprezentowane jest na ww. skanach, przy czym szczególnie rażące fragmenty (będące jego sednem) zostały podświetlone. Aby zanudzić potencjalnych czytelników i stworzyć wobec nich wrażenie czegoś, z czym mogą się zgadzać i co brzmi profesjonalnie, uzasadnienie apelacji rozwlekle w swej początkowej części dyskutuje o sprawach bezkontrowersyjnych, czyli obficie uprawia tzw. wodolejstwo, przez co czytelnik zainteresowany samym tylko stanowiskiem Sądu Apelacyjnego i błędami naukowymi w nim zawartymi musi ominąć pierwszych kilka stron i zatrzymać się dopiero na s. 7 (symbol Boga i boskości).
Komentarz Niżyńskiego
Piotr Niżyński, znany jako ofiara nowoczesnego podsłuchu telewizyjnego oraz nagonki na niego i jego rodzinę m. in. przy pomocy dźwięków tortury szeptanej czy upolitycznionej służby zdrowia, następującymi słowami komentuje wyrok:
– Na rozprawie sędzia nie przedstawił żadnego merytorycznego uzasadnienia oddalenia pozwu, gdyż trudno za takie uznać tylko czcze mówienie, że nie dopatrzył się żadnego naruszenia, nie ma w sprawie nic, co byłoby naruszeniem dóbr osobistych, a pokrzywdzony tutaj to jest zdaniem sędziego ten pozwany. Niewiele zresztą więcej można znaleźć w uzasadnieniu pisemnym, ale podświetliłem odpowiednie fragmenty stanowiące błąd w rozumowaniu.
– We wszelkiego rodzaju sądach i trybunałach zawsze przegrywam, gdyż jestem bez szans w starciu z obcymi ludźmi działającymi w realiach polityczno-gospodarczych. Wszędzie czy niemal wszędzie jest obecna grupa skarbowa, niepłacenie podatków i wola kolaborowania z rządem w zamian za dodatkowe pieniądze z nieopłaconych podatków. W sądach to najwyraźniej nawet bardzo stara korupcja, starsza jeszcze niż sprawy radarów czy przekazu podprogowego, odsyłam do mych wcześniejszych wypowiedzi.
Chodzi tu mianowicie o artykuł "Kolejny raz sąd przyklasnął zabijaniu rodziny Niżyńskiego", który zawiera odpowiedni nagłówek na temat sytuacji w sądach.
– W kasacji chciałbym, by zarzucono naruszenie art. 24 Kodeksu cywilnego w związku z art. 365 Kodeksu postępowania cywilnego i w związku z art. 363 §1 Kodeksu cywilnego poprzez uznanie, że nie narusza dóbr osobistych kierowane do kogoś i połączone z pogróżką w razie niespełnienia go roszczenie sprowadzające się w istocie do żądania dokonania na koszt zastraszanej osoby tego, za co zgodnie z wyrokiem objętym powagą rzeczy osądzonej grożący uzyskał już stosowną rekompensatę w pieniądzu. Koszt ten, jaki zastraszany miałby ponieść, można rozumieć zarówno jako wydatek pieniężny, jak też jako kolosalny nakład pracy jak na jedną osobę, bez różnicy, choć w przypadku ważącej około tonę klatki Faradaya z metalowych elementów mającej wymiary sześcianu o boku 2 metrów praktycznie nie da się jej rozmontować jednoosobowo, bo wszystko jest bardzo ciężkie, szerokie itd. Trzeba po prostu komuś zapłacić, chyba że znajdzie się ktoś, kto charytatywnie wykona dla ciebie taką pracę. Tak czy inaczej było to absurdalne roszczenie, skoro – zważywszy na 2 możliwości przewidziane w art. 363 §1 k.c. oraz biorąc pod uwagę treść zasądzenia – należało się w wyniku sądowego rozstrzygnięcia sprawy nakazem zapłaty odszkodowanie w pieniądzu, które zastąpiło opcję samodzielnego naprawiania przeze mnie szkody. Jeszcze bardziej w związku z tym absurdalna były pogróżki z sierpnia 2016 r. wymuszające szybkie spełnienie tego roszczenia własnymi siłami i własnym kosztem, w sytuacji, gdy pozwany w maju 2016 r. odebrał już ode mnie przelewem, zgodnie z art. 365 k.c. w zw. z art. 675 §1 k.c., swoje zadośćuczynienie rekompensujące mu wszystko, co mu potrzebne, by realizować jego prawo przywrócenia domu do stanu pierwotnego, który to odbiór pokwitował, w tym także z podpisem notarialnie poświadczonym, i co zaświadczył w sprawie egzekucyjnej także komornik. Musiało to, wedle prawa, obejmować każdą ewentualnie potrzebną rzecz, jak np. rozbiórka klatki Faradaya nazywana w kosztorysie "demontażem sejfu" czy wywóz złomu zaliczany w kosztorysie nieco niefortunnie do "wywozu gruzu". Zgodnie zaś z istotą powagi rzeczy osądzonej, którą ustanawia art. 365 k.c., przeszłym orzeczeniom w tej sprawie, tj. nakazowi zapłaty przeciwko mnie, się co do zasady ufa, chyba że podnoszono by w tej sprawie sądowej, że orzeczenie jest nieprawomocne, a sprawa dalej się toczy, ale do tego przecież nie doszło. Zresztą pozwany dostał nawet i tak na pewno więcej niż powinien, choćby nawet chcieć patrzeć na sprawę jako jeszcze nierozpatrzoną ostatecznie. Nakaz zapłaty był tutaj rażąco wygórowany, ale to już zarzut raczej natury moralnej.
– Konkludując, pozwany nie miał prawa niczego ode mnie żądać poza wskazaniem miejsca, do którego wywieźć sprzęt, oraz wskazaniem sposobu jego bezpiecznego demontażu, jeśli takiego bym sobie życzył, natomiast nie miał prawa naruszać mej prywatności i po prostu poczucia bezpieczeństwa, stanowiącego niewątpliwie wedle orzecznictwa sądów i Sądu Najwyższego dobro osobiste, grożąc mi jakimś bliżej niesprecyzowanym wywaleniem sprzętu.
Można tu nadmienić, że 2 przytoczone powyżej przepisy, tj. art. 365 i art. 675 Kodeksu cywilnego, dzieli liczba 310, a dziwnym trafem skarga na przewlekłość sprawy dotyczącej nakazu zapłaty – w której sądy odmawiają powtórnego doręczenia tego nakazu zapłaty z pouczeniem o prawie do sprzeciwu, tym razem na poprawny adres – miała w Sądzie Apelacyjnym sygnaturę VI S 310/18 (patrz wątek na forum bloga). I sprawa ta była przez Piotra Niżyńskiego przegrana, zadowolono się (sprzecznie z zasadą bezpośredniości) ustaleniami Sądu Okręgowego, że sprawa jest zakończona prawomocnie.
– Domagałem się tutaj tylko oświadczenia z przeprosinami i zasądzenia pieniędzy na cel społeczny na zasadzie nauczki, by było jasne, że pogróżki kierowane wobec człowieka w trudnej sytuacji się nie opłacą. Alternatywnym celem przyświecającym pozwowi było, jak zwykle, zaprezentowanie szerokiej publiczności tego, jak bardzo w sądach przegrywa sprawiedliwość, gdy tylko dochodzi do spraw ze mną związanych, i jak bardzo wymagają one naprawy. Nie wierzę, że wygram ten pozew, tym bardziej, że jak się zdaje wylansowano pewne mało jasne i wrogie zasadzie określoności prawa, a za to odsyłające w zasadzie tylko do wyczucia sędziowskiego, orzecznictwo Sądu Najwyższego pozwalające niemal zawsze, wedle uznania, przekreślać naruszenia dóbr osobistych czy np. przedkładać interes pieniężny tak, by wypierał prawa człowieka. Tego zaś przecież nie można aprobować – wyjaśnia.
Informacje na temat tej sprawy i stanowiska zajętego z kolei przez wcześniej orzekający Sąd Okręgowy w Warszawie, który powoływał się na to właśnie orzecznictwo, można mianowicie poczytać na stronie forum bloga Niżyńskiego: "Interes pieniężny niech wypiera prawa człowieka. To już oficjalne stanowisko". Orzekała w tej sprawie pojedyncza sędzina używająca nazwiska panieńskiego Kukiełka wraz z innym jeszcze nazwiskiem po mężu (Ewa Kukiełka-Próchnicka).
– Bardzo trudno w moim przypadku jest znaleźć prawnika do jakiejkolwiek sprawy, zaś prawnik przydzielony z urzędu mógłby np. odmówić sporządzenia kasacji, bo uważa, że wyrok jest dobry, albo też mogłoby nie dojść do przyznania prawnika z urzędu i zwolnienia z kosztów. Wreszcie, sprawa mogłaby nawet zostać zaskarżona kasacją, lecz następnie mogłaby przegrać w przedbiegach, w tzw. przedsądzie, bez rozpoznania kasacji co do meritum, a jedynie dlatego, że jest mało nowatorska i mało oczywista – dodaje.
– Po prostu są absurdalne przepisy, którymi ustawodawca, zamiast rozbudowywać Sąd Najwyższy w miarę zwiększania się ilości spraw, zmierza do tego, by chronić ten sąd przed oceną, jaką mu mogłaby wystawiać opinia publiczna, i izolować go od rozpatrywania różnych spraw. Zamiast tego preferuje się dwie dolne instancje, często sprawy nawet nie mają szans dojść do Sądu Apelacyjnego – wyjaśnia.
Dodatkowe informacje i omówienie nieuczciwej erystyki i argumentacji sądu
Poniżej omówienie kluczowych fragmentów argumentacji z uzasadnienia wyroku.
Na s. 7 można znaleźć wprowadzające czytelnika w błąd zdanie zapisane przez sąd: "[Niżyński] Oczekiwał bowiem, że to pozwany na swój koszt dokona demontażu i transportu klatki, nie wskazując jednocześnie miejsca, do którego rzecz ta miałaby zostać przewieziona". Jest to wprowadzanie w błąd – nieuprawnione, niemające oparcia w aktach sprawy fałszowanie istoty problemu – ponieważ jak wynika z zawartego w aktach stenogramu rozmowy telefonicznej Piotra Niżyńskiego z pozwanym, który to stenogram sąd zaaprobował, jak również z wydruku e-maila, który sąd również zaaprobował, nie było w ogóle mowy o możliwości wykonania demontażu i transportu z własnych pieniędzy pozwanego (który uważał głośno wykrzykując i żaląc się, że Niżyński "życie mu upier...lił"). Było natomiast pozorowanie krzykliwego konfliktu nie do przebrnięcia, wchodzenie w słowo, dyktat w formie ultimatum przedstawionego w e-mailu. Początkowo, jak wynika z akt, nie było szans przez to przebrnąć. A zatem, skoro nawet tej pierwszej rzeczy Pozwany nie chciał zapewnić ("na swój koszt dokona demontażu i transportu klatki"), to bezprzedmiotowa i niedopuszczalna byłaby rozmowa o tym drugim, tj. o miejscu, do którego by ją przetransportował. Pozwany wyraźnie odrzucał w tym temacie porozumienie, żądał po prostu działań nie wnikając w to, ile miałyby kosztować stronę, której wystosowano żądanie. Dopiero później, w toku kolejnych rozmów podejmowanych z inicjatywy samego Niżyńskiego, przyciskanego takimi pogróżkami, udało się (jak zaświadczają sądy, patrz skany w przewijaku) koniec końców uzgodnić, że rozmontowanie klatki pokryje pozwany z własnych pieniędzy uzyskanych przy egzekucji nakazu zapłaty, ale pierwotnie ów pozwany upierał się przy wersji, że klatka Faradaya ma być zdemontowana natychmiast, już za moment, bo w przeciwnym razie zostanie rozmontowana, co jej w pewien sposób szkodzi i powoduje utratę wartości, np. na kwotę kosztu jednorazowo tylko stosowanych uszczelek, oraz "wywalona", co można rozumieć jako zezłomowanie-wyrzucenie w nieznanym miejscu. A zatem pozwany początkowo uparcie żądał podjęcia czynności przez Niżyńskiego na swój koszt i nie chciał słyszeć o żadnym wkładaniu w to własnych pieniędzy, i groził. Powtarzał jedynie wersję, iż "ma pan to zabrać, do tego-a-tego-dnia, bo jak nie, to..." – i tutaj wypowiedzi budzące zrozumiały niepokój o los mienia spółki.
Również w kluczowy błąd wprowadza wypaczające rzeczywistość następujące zdanie ze s. 7 "Fakt, iż swoje żądania związane z zabraniem klatki zaczął łączyć z deklaracjami, że niespełnienie OCZEKIWAŃ (uwaga: w tej sytuacji nielegalnych – przyp. red.) będzie się wiązało z demontażem urządzenia i jego USUNIĘCIEM Z DOMU, jawi się jako reakcja [...] w pełni usprawiedliwiona". Zastosowane sformułowanie "ja ją wywalę" czy "usuwam klatkę we własnym zakresie" nie sugeruje przecież bynajmniej żadnego zaledwie samego "usunięcia z domu", czyli z budynku, tylko nasuwa na myśl po pierwsze i przede wszystkim usunięcie z terenu posesji, będącej zresztą jako całość przedmiotem najmu. Inaczej bowiem problem pozostaje. Kto by chciał trzymać cudzy drogocenny sprzęt leżący w ogródku i zajmujący miejsce? Zrozumiałe jest, że w takim przypadku rzecz się wywozi, bo na tym polega oczyszczenie miejsca z przeszkadzającej rzeczy. A zatem sąd pisząc, że chodziło tylko o "usunięcie z domu", dokonał nadinterpretacji sprawy nie mającej poparcia w jej aktach. I to takiej właśnie nadinterpretacji, która idzie w kierunku najbardziej szkodliwym dla powoda z możliwych. Jak najbardziej sformułowanie "wywalę Twój drogocenny sprzęt" dobru osobistemu "poczucie bezpieczeństwa" w jego aspekcie majątkowym co najmniej zagraża, a nawet je narusza: trudno przecież w obliczu takich ponawianych gróźb czuć się w pełni w tej dziedzinie bezpiecznie albo też być pewnym, że na pewno klatka Faradaya pozostaje w ogródku przydomowym, skoro właśnie istota "wyrzucania śmieci" polega na tym, że ktoś porzuca przedmiot przenosząc go w miejsce do niego już nienależące i z zamiarem uczynienia z niego rzeczy bezpańskiej lub przeznaczonej do zniszczenia przez osoby utylizujące śmieci. Tym właśnie w oczywisty sposób jest wyrzucanie. Skoro tak, to bynajmniej nie gwarantowało żadnego pozostawania klatki w ogródku stwierdzenie "ja ją wywalę", przeciwnie, nie chodziło tu najprawdopodobniej tylko o usunięcie z domu, tylko zupełne zabranie komuś jego własności w sposób być może nieodwracalny (a przy tym być może także spowodowanie zniszczeń przy demontażu). Skoro tworzy to stan zagrożenia (czego można było uniknąć), czyli narusza poczucie bezpieczeństwa, to narusza także prawo do prywatności, będące prawem człowieka, a tymczasem poświęcanie i wypieranie praw człowieka przez interes pieniężny (np. potrzebę zarabiania na najmie) czy nawet jakikolwiek inny w sytuacji, gdy jest to niekonieczne, bo sprawę można załatwić konsensualnie (pytając np. o to, dokąd wywieźć sprzęt), w oczywisty sposób nie jest obroną uzasadnionego interesu i dlatego owo naruszenie poczucia bezpieczeństwa jest istotnie bezprawne. Tłem sporu było tu to, że – jak wytknął Sąd Okręgowy na podstawie orzecznictwa SN – naruszenie dobra osobistego może nie być działaniem bezprawnym, czyli niezgodnym z art. 24 k.c., jeśli "służy obronie uzasadnionego interesu". Jest to jednak groźne zastrzeżenie i wymaga dobrej interpretacji prawa, aby nie doszło do zupełnej dowolności, nieokreśloności prawa (co narusza art. 2 Konstytucji RP) i bezprawia.
Na s. 8 niereprezentatywna teoria prawna aprobująca radosne łamanie prawa (pozwany może wywalić klatkę, a wcale nie musi starać się, by w miarę możliwości nie działać wbrew spółce Niżyńskiego): "Warto zauważyć, że powód nie miał żadnych podstaw [prawnych], aby oczekiwać, że pozwany ... zorganizuje ... transport w sposób i miejsce wskazane przez powoda". Takie postawienie sprawy jest nie do pogodzenia z prawem własności spółki będącej właścicielem tej spornej klatki Faradaya. Jest zatem przykładem złego interpretowania prawa, gdyż co do zasady sądy powinny stosować taką wykładnię prawa, by było ono zgodne z Konstytucją RP, ta zaś zapewnia ochronę prawa własności. Jeśli więc możliwe jest realizowanie swych praw (i zlikwidowanie zagrożenia dla swych dóbr osobistych, np. wolności korzystania z domu) bez pogwałcenia czyjegoś prawa własności, to należy z tej opcji korzystać. Czyli pozwany powinien, wbrew temu, co napisał sąd, szukać właśnie w pierwszej kolejności tylko i wyłącznie konsensualnego rozwiązania sprawy i w związku z tym, że wedle rozstrzygnięcia sądu sam uzyskał pokrycie wszystkich kosztów i szkód, nie powinien stosować gróźb i krzyczeć na swego dawnego najemcę Niżyńskiego, wymuszając na nim zrobienie czegoś, lecz tylko zapytać, w jakie miejsce zorganizować transport i czy preferuje on jakiś szczególny sposób demontażu, np. czy zna wyspecjalizowaną firmę, która się tym umie zająć należycie.
Znowu błąd prawny, na tejże s. 8: "Jak wynika z nagranej rozmowy między stronami [co to za absurdalny sposób dowodzenia obiektywnego faktu? – przyp. red.] pozwany, w ramach kwoty zasądzonej od powoda uzyskał sumę 3.000 zł, która miała być przeznaczona na demontaż klatki. Powód nie wykazał jednak, aby na pozwanym ciążyły dalsze, związane z tym obowiązki, w tym dotyczące realizacji demontażu w sposób oczekiwany przez powoda, bądź transportu klatki we wskazane przez niego miejsce". Są tu nawet aż dwa błędy prawne: po pierwsze (o czym już była mowa w powyższym akapicie) nie uwzględnia to słusznych interesów spółki związanych z jej prawem własności, a przecież zgodnie z art. 31 ust. 2 Konstytucji RP "Każdy jest obowiązany szanować ... prawa innych", a po drugie próba negowania istnienia samego obowiązku także wywiezienia (przetransportowania) tej klatki Faradaya, za pieniądze już uzyskane, próba wyłączania tego z nakazu zapłaty jest niezgodna z jego istotą, jako że był to nakaz zapłaty odszkodowawczy. Odszkodowanie miało charakter kontraktowy (art. 471 k.c.) i pokrywało kwestię niezwrócenia domu z działką w stanie niepogorszonym (art. 675 §1 k.c.); w takiej sytuacji należało uznać, że wszelkie roszczenia czy też potrzeby właściciela domu zostały zaspokojone poprzez przekazanie mu stosownej kwoty pieniędzy, zgodnie z wynikiem postępowania. Oczywiście zaś takie potrzeby w zakresie posprzątania po najmie obejmują też zupełne zabranie z terenu działki także tej rozmontowanej klatki Faradaya, a zatem pieniądze za transport jak najbardziej też zostały już wówczas przekazane. Sąd nie miał najmniejszego powodu wyróżniać z całości spłaconej kwoty tych 3000 zł za sam tylko demontaż, a inaczej podchodzić do sprawy transportu.
Nonsensowna jest też uwaga na s. 9: "jako w pełni uzasadnione należy ocenić przekonanie Sądu Okręgowego w Warszawie, iż Piotr K. może i powinien być traktowany jako pokrzywdzony". Ww. Piotr K. (którego notabene dom, użytkowany wieczyście, dziwnym trafem został tak wyremontowany, że przez cały 2013 rok torturował Piotra Niżyńskiego głośnymi dźwiękami tortury szeptanej, co tu można odnotować na marginesie, przy czym pewnie nawet otrzymywał comiesięczne pieniądze za nienaprawienie tej sprawy i udawanie w żywe oczy, że jej nie ma lub jest nieistotna, wbrew obowiązkom z prawa budowlanego, a jest to przecież ojciec pani adwokat, jak tu więc można w nim w świetle prawdy, zapewne dobrze znanej w tych kręgach sądowo-telewizyjnych, dostrzegać ofiarę...) uzyskał naprawienie szkody w formie pieniężnej, wraz z odsetkami, pokrywające całość tego, do czego miał prawo, już w maju 2016 r., w związku z czym – zważywszy na datę pogróżek (w sierpniu 2016 r.) – już wtedy nie powinien być traktowany jako pokrzywdzony, a co dopiero jeszcze później, w tym zwłaszcza w roku 2019. Wzajemne stosunki zostały w pełni, a nawet z nawiązką (czy wręcz gigantyczną nienależną przesadą), uregulowane pod kątem tego, co się komu należy, niewątpliwie już w maju 2016 r., oficjalnie zatem rachunki zostały wyrównane (nie przyjmuje się przecież, że sąd był niesprawiedliwy, a wyrok to należy mieć w nosie), toteż w takiej sytuacji żadne różnicowanie dwóch stron tego postępowania cywilnego i nierówne ich traktowanie, stawianie jednego w roli pokrzywdzonego przez drugiego itd., nie miało za sobą przemawiającej najmniejszej racji.
W orzekaniu w Sądzie Apelacyjnym uczestniczyło 3 sędziów zawodowych. Jest to sąd wysoko lokowany w hierarchii sądownictwa, ustępuje miejsca tylko Sądowi Najwyższemu.
O dalszych ciekawostkach co do specyfiki tej sprawy, w tym także jej sygnatury V ACa 544/18, poinformujemy w kolejnym szykującym się już artykule, tym razem o Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Pokaże on, skąd jak można przypuszczać biorą się tego typu wyroki.
Forum bloga Piotra Niżyńskiego na stronie http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=11&t=3247 prezentuje także akta tej sprawy.
(n/n, zmieniony: 25 lip 2019 23:33)