Source: https://archiwumosiatynskiego.pl/wpis-w-debacie/mecenas-malgorzata-wassermann-dewastatorka-porzadku-konstytucyjnego/
Timestamp: 2020-07-07 13:03:51
Legal References Found: art. 173
 art. 10
 art. 194
 art. 144
 art. 187
 art. 173
 art. 187

Document Content:
Mecenas Małgorzata Wassermann – dewastatorka porządku konstytucyjnego - Archiwum Osiatyńskiego
Poniższy tekst został opublikowany 2 października 2018 roku na stronie monitorkonstytucyjny.eu. Archiwum Osiatyńskiego dziękuje za możliwość jego przedruku.
Jak pokazuje analiza sejmowych głosowań Małgorzaty Wassermann, pani poseł karnie podnosiła rękę za wszystkimi najważniejszymi ustawami wymierzonymi w niezależność władzy sądowniczej od innych władz.
Zasadę tej niezależności i odrębności wprost wyraża art. 173 Konstytucji, choć nawet gdyby go nie było, to i tak można byłoby ją wyprowadzić z art. 10, czyli z zasady podziału władzy i równowagi władz. Równowaga władz ulega bowiem poważnemu zachwianiu, żeby nie powiedzieć – przekreśleniu w sytuacji, gdy sądy i trybunały ulegają podporządkowaniu politycznemu. Do tego zaś (między innymi) zmierzały kolejne ustawy, które w trzecim czytaniu popierała jako poseł mecenas Wassermann.
Powyższe dwie nowelizacje ustawy o TK z 25 czerwca 2015 r. oraz jedna nowa ustawa (z 22 lipca 2016 r.) służyły sparaliżowaniu pracy tej instytucji w okresie, gdy nas stanowisku jej prezesa pozostawał Andrzej Rzepliński. Niedługo przed jego przejściem w stan spoczynku (19 grudnia 2016 r.) parlament uchwalił aż trzy nowe ustawy o TK (zob. pkt 4, 5 i 6 w tabeli) – dwie „merytoryczne” i jedną z przepisami przejściowymi, wprowadzającymi te dwie ustawy do porządku prawnego. Tym razem mocno zredukowano liczbę rozwiązań prawnych spowalniających tempo pracy Trybunału, ponieważ nie było już takiej politycznej potrzeby – w końcu TK miał zostać wkrótce „odzyskany” niczym MSZ po odejściu w 2006 r. Stefana Mellera i nastaniu rządów Anny Fotygi.
Jednak „odzyskanie”, czy też raczej „wrogie przejęcie” znów odsunęłoby się o kilka miesięcy w czasie, ponieważ do końca pierwszej połowy 2017 r. w Trybunale miał orzekać sędzia Stanisław Biernat, Wiceprezes TK. Ze względu na jego dotychczasową postawę w kryzysie konstytucyjnym nie sposób było oczekiwać, że dopuści on do obowiązków sędziowskich Henryka Ciocha, Lecha Morawskiego i Mariusza Muszyńskiego.
Co w tej sytuacji? Na kłopoty Wassermann i spółka! W ramach wspomnianego pakietu trzech ustaw posłowie PiS przeforsowali w Sejmie (a Senat nie pierwszy raz w tej kadencji skorzystał z okazji, aby siedzieć cicho) m.in. konstrukcję prawną „sędziego pełniącego obowiązki Prezesa TK”, mimo że jest to instytucja najzupełniej obca Konstytucji RP, w której za to mowa zarówno o Prezesie TK, jak i o Wiceprezesie TK (zob. art. 194 ust. 2 i art. 144 ust. 3 pkt 21 Konstytucji). Dodajmy, że Konstytucja w sposób identyczny kształtuje status obu organów wewnętrznych TK. Posłowie uznali jednak, że można przejść nad tym do porządku dziennego i uchwalić ustawę, która rozwiąże ten „problem”, ignorując fakt, że przecież urzęduje Wiceprezes Trybunału Stanisław Biernat.
Prezydent Andrzej Duda ponownie zapomniał o swoim prawniczym wykształceniu i powierzył 20 grudnia 2016 r. pełnienie obowiązków Prezesa TK Julii Przyłębskiej, która jeszcze tego samego dnia zwołała posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK w celu wyłonienia kandydatów na prezesa. Kandydatami tymi zostali: ona sama i Mariusz Muszyński, a nazajutrz Prezydent Duda powołał Przyłębską już na Prezesa TK. Stało się tak, mimo zgłoszonych przez grupę ośmiu sędziów TK zastrzeżeń co do legalności przeprowadzonej procedury. Wszystko to jednak nie byłoby możliwe, gdyby nie głosy posłów, w tym Małgorzaty Wassermann. Legislacyjne zło wypełzło z Sejmu.
Głosami PiS uchwalono w ubiegłe wakacje dwie nowelizacje (12 lipca 2017 r.): ustawy o KRS i Prawa o ustroju sądów powszechnych (p.u.s.p.), a także całkiem nową ustawę o Sądzie Najwyższym (20 lipca 2017 r.). Kluczowym postanowieniem pierwszej z nich było upolitycznienie elekcji 15 sędziów w skład liczącej 25 członków KRS. Dotąd byli oni wybierani przez zgromadzenia sędziowskie. Od tej pory kompetencję tę mieli wykonywać posłowie. Najważniejszym zaś – choć nie jedynym budzącym zasadnicze wątpliwości natury konstytucyjnej – przepisem znowelizowanego p.u.s.p. było wyposażenie Ministra Sprawiedliwości w okresie 6 miesięcy od wejścia w życie ustawy w prawo całkowicie arbitralnego pozbawiania stanowisk prezesów i wiceprezesów sądów, a także powoływania następców odwoływanych osób.
Z kolei nowa ustawa o SN pozbawiała możliwości orzekania sędziów tego Sądu, którzy osiągnęli 65. rok życia, chyba że złożyliby oni stosowne oświadczenie o woli dalszego orzekania, załączając do niego zaświadczenie o stanie zdrowia, a KRS po zasięgnięciu opinii Ministra Sprawiedliwości wyraziłaby zgodę na kontynuowanie przez nich pracy orzeczniczej.
Prezydent Andrzej Duda pod wpływem masowych protestów społecznych zawetował dwie z ww. trzech ustaw (nowelizację ustawy o KRS i ustawę o SN), po czym skierował do Sejmu własne projekty, w znacznej mierze – przynajmniej gdy chodzi o najistotniejsze zagadnienia – podobne do zablokowanych. Jedna z ważniejszych zmian polegała na tym, że zgodę na dalsze orzekanie przez sędziów, których nowa – uchwalona 8 grudnia 2017 r. – ustawa o SN przenosiła automatycznie w stan spoczynku po osiągnięciu 65. roku życia miał teraz wyrażać Prezydent (dysponując możliwością zasięgnięcia opinii KRS).
Wyłączono z procedury wyrażania zgody – jako organ jednoosobowy – Ministra Sprawiedliwości. Mechanizm jednak pozostał ten sam. To organ władzy wykonawczej ma decydować o tym, czy sędzia może nadal orzekać, czy też nie. Nasuwa to zasadnicze wątpliwości konstytucyjne, skoro ustawa zasadnicza wymaga niezależności i odrębności sądów od innych władz (art. 173) oraz stanowi o niezawisłości sędziów (art. 178 ust. 1) i powoływaniu ich na czas nieoznaczony (art. 179).
Również zbliżony do zawartego w ustawie zawetowanej przez Andrzeja Dudę mechanizm znalazł się w uchwalonej z jego inicjatywy nowelizacji ustawy o KRS. Ponownie więc to Sejm, a nie – jak dotąd – sędziowie, ma wybierać 15 sędziów w skład tego stojącego na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów organu konstytucyjnego (art. 186 ust. 1 Konstytucji).
Rodzi to pytanie o możliwość efektywnej realizacji wspomnianej funkcji KRS, skoro skład Rady został zdominowany przez nominatów politycznych.
Prócz 15 sędziów wybranych przez Sejm mamy tam jeszcze – przy czym tak akurat stanowi wprost art. 187 ust. 1 Konstytucji i jest to wyjątek od omawianej zasady z art. 173 ustawy zasadniczej – czterech posłów i dwóch senatorów, Ministra Sprawiedliwości i osobę powołaną przez Prezydenta, a z członków proweniencji niepolitycznej jedynie Pierwszego Prezesa SN i Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Prawdą jest, że art. 187 ust. 1 pkt 2 Konstytucji stanowi o 15 sędziach jako członkach KRS, nie stwierdzając wprost, kto ich wybiera. Jednak poprawna, czyli kompleksowa, a nie wyrwana z kontekstu wykładnia tego przepisu ustawy zasadniczej z łatwością pozwala wysnuć wniosek, że sędziów do KRS mogą wybierać wyłącznie środowiska sędziowskie. Choć bowiem KRS jest gremium, w którym zasiadają przedstawiciele władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, to jednak jej konstytucyjna funkcja, polegająca na ochronie niezależności trzeciej władzy od innych władz (politycznych) wyklucza możliwość politycznego ukształtowania procesu nominacji sędziów w skład Rady.
Głosowanie za wyżej wymienionymi ustawami uchwalonymi w obecnej kadencji parlamentu świadczy o ostentacyjnym lekceważeniu postanowień Konstytucji, do której przestrzegania posłowie – w tym mecenas Małgorzata Wassermann – zobowiązali się, składając ślubowanie.
Należy zaznaczyć, że nie chodzi tutaj o problemy stanowiące przedmiot realnego sporu prawniczego. Najlepszym dowodem niech będzie fakt, że podpisując pod koniec 2015 r. tzw. nowelę grudniową do ustawy o TK, Prezydent Duda nie pokazał choćby jednej opinii prawnej konstytucjonalisty, która uznawałaby tamtą ustawę za niebudzącą wątpliwości z perspektywy ustawy zasadniczej.
Nic dziwnego. Każdy, kto podpisałby się pod taką opinią, skompromitowałby się jako prawnik. Również w przypadku pozostałych ustaw zastrzeżenia co do ich zgodności z Konstytucją miały charakter fundamentalny i były podnoszone od początku procesu legislacyjnego, a mimo to w większości zostały zlekceważone przez posłów, w tym również tych będących adwokatami czy radcami prawnymi.
demokracjakonstytucjapaństwo prawapraworządnośćsądywybory samorządowe 2018