Source: https://puszcza-bialowieska.blogspot.com/2013/01/zabita-ania-zagrazaa-bezpieczenstwu.html
Timestamp: 2018-07-22 05:13:40
Legal References Found: art. 5
 art. 5
 Art. 15
 art.15
 art. 15
 art. 82
 art. 23
 art. 24
 art. 405

Document Content:
Puszcza Białowieska: Zabita łania zagrażała bezpieczeństwu powszechnemu
Zabita łania zagrażała bezpieczeństwu powszechnemu
To się nam dialektyka Lasów Państwowych toczy dalej. Na korporacyjnej stronie białostockich LP możemy przeczytać: "3 stycznia br. komisja powołana przez nadleśniczego przeprowadziła konfrontację terenową z udziałem: myśliwego, przedstawiciela Instytutu Biologii Ssaków, Policji i leśniczego ds. łowieckich. Komisja jednoznacznie stwierdziła , że polujący 30 grudnia na terenie Nadleśnictwa Białowieża, myśliwy oddał strzał do łani, będąc na obszarze obwodu łowieckiego. Po trafieniu, łania przemieściła się w kierunku rezerwatu przyrody Lasy Naturalne Puszczy Białowieskiej, w którym została znaleziona martwa". Tylko jak to pogodzić z pismem nadleśniczego, który poinformował RDOŚ że chodziło o bezpieczeństwo powszechne?
Według nadleśniczego łania zagrażała bezpieczeństwu, bo była w pobliżu drogi publicznej i rezerwatu. A tylko zagrażanie bezpieczeństwu zezwala na polowanie w rezerwacie. Czy to znaczy, że martwa łania, która zanim padła martwa, wcześniej odchodziła od drogi, zagrażała zmartwychwstaniem? Trzeba było wjechać autem do rezerwatu, żeby przestała zagrażać? A swoją drogą, to czemu w komisji, która "jednoznacznie" stwierdziła 4 dni po zdarzeniu! i po dwóch dniach z deszczem! kiedy śnieg mocno się stopił, nie było specjalistki, przyrodnika z IOP PAN, która kilka dni wcześniej odkryła ślady polowania, określiła trafnie datę i płeć zwierzęcia? Był naukowiec z IBS (swoją drogą ciekawe kto tak jednoznacznie wsparł obiektywną komisję i na podstawie jakich śladów:)? Mataczenia i dialektyki mamy ciąg dalszy. A tak prosto byłoby się przyznać, albo zaprosić dr Nurię Selva do komisji. JK
Anonimowy 4 stycznia 2013 17:43
Hmm... tak z ciekawosci: skad Selva Nuria posiadla umiejetnosc prawidlowego okreslenia miejsca zestrzalu? Wajrak dawal lekcje? Bo to by wiele wyjasnialo... :]
a skąd posiadła umiejętność określenia daty polowania i gatunku oraz płci zwierzęcia? Poucz się trochę, może warto żebyś poszedł na jakiś wykład Nurii
Anonimowy 4 stycznia 2013 17:44
Polowanie w rezerwacie jest zabronione, dochodzenie postrzałka też jest polowaniem, więc pozostało skorzystać z furtki, że chodziło o bezpieczeństwo powszechne. Ja tam nie wierzę tej komisji interesująco dobranej przez odpowiedzialnego za przestępstwo, ale nawet w świetle jej "stwierdzenia" to się kupy nie trzyma.
Kto reprezentował IBS? Chyba to nie tajemnica?
no właśnie, który to z białowieskich naukowców stwierdził jednoznacznie, że myśliwy strzelił w obwodzie łowieckim a po zastrzeleniu łania przemieściła się do rezerwatu, żeby tam umrzeć? I na jakiej podstawie? Gramy w otwarte karty, czekamy na dowody i nie ukrywanie się za instytucjami.
Kreatywność lokalnych LP naprawdę zasługuje na szerszą prezentację medialną. To naprawdę zastanawiające jak ranna łania z Puszczy Białowieskiej stanowi zagrożenie dla ogółu polskiego społeczeństwa? Bo definicja bezpieczeństwa powszechnego to ochrona obywateli przed zjawiskami groźnymi dla życia i zdrowia lub powodującymi straty materialne. Ciekawa jestem jakimi wyjaśnieniami tym razem uszczęśliwią nas LP.
Będzie ciężko, bo było już niemal wszystko.
Mój hit to zakaz wstępu do lasu z uwagi na prowadzone polowania. Bardzo ale to bardzo konstytucyjne i podyktowane dobrem społecznym działanie. Więcej chociażby tu: http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2312,article,5403
Anonimowy 4 stycznia 2013 19:11
No i nie dałabym odciągać uwagi "stanowczym stanowiskiem komisji" od faktu, że dochodzono postrzałka w rezerwacie co jest naruszeniem prawa przez myśliwego.
Rzecz jak deja vu: http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2230
Najwyraźniej takie są standardy zachowania myśliwych w PB. MOże jak w końcu ktoś poniesie konsekwencje lekceważenia prawa to coś (czytaj praworządność) ruszy do przodu...
Temat na dobrą czarną komedię. Spróbuje zainteresować
nim stołecznych dziennikarzy.
- trop lani i jelenia byka potrafi rozroznic juz
przecietnie uzdolniony uczen szkoly podstawowej.
- okreslenie plci zabitego jelenia na podstawie
tego, co po wypatroszeniu zostalo jest rowniez dziecinnie latwe. Nie potrzeba do tego tytulu doktora.
- juz odrobina znajomosci rzeczy wystarczy by jednoznacznie okreslic miejsce w ktorym zwierze stalo/przemieszczalo sie gdy zostalo trafione kula. Z dokladnoscia do kilkunastu centymetrow. Dla zabezpieczenia i udokumentowania tych sladow nie potrzeba wiedzy doktora Wajraka.
- na podstawie sladow krwi przy tropie mozna dosc
dokladnie okreslic gdzie zwierze zostalo trafione,
jaka mialo rane.
Ogledziny szczatek doczesnych zamordowanej istoty pozawalaja na wyciagniecie dalszych wnioskow.
To jest oczywista oczywistosc. Wydaje mi sie przynajmniej.
Teraz P. Korbel twierdzi ze bydlatko zostalo ostrzelane
na terenie rezerwatu. N- ctwo i komisja z organami
twierdza, ze poza.
Ktos klamie. Ale kto ?
anonimowy Aka
Anonimowy 4 stycznia 2013 19:25
Pewnie ci, co już raz kłamali. Czyli ci co twierdzili że trzeba było dobić zwierzę, by chronić bezpieczeństwo publiczne a teraz twierdzą, że zwierzę samo padło w rezerwacie. A tak a propos - czy mysliwy, ktory wjechał samochodem do rezerwatu został już z tego tytułu ukarany mandatem przez straż leśną ndl. Białowieża? Przecież ona wie najlepiej, komu nadleśnictwo wystawiało pozwolenie na to polowanie, więc nie ma żadnego problemu z ustaleniem sprawcy. Ciekawi mnie też dlaczego skoro polowanie miało miejsce 30, to RDOŚ powiadomiono dopiero 2, czyli już po wpisie na blogu i tekście w wyborczej. Ktoś poczuł, że trzeba sobie dupochron zrobić, bo szambo się rozlało? Co Aka, może na te pytania, skoroś tak doskonale zorientowany, odpowiesz.
Albo na takie pytanie - na jakiej podstawie prawnej podjęto zwierzynę z rezerwatu, skoro zwierzęta strzelone poza obwodami łowieckimi należą do skarbu państwa a zarządza nimi zarządca danego terenu, w tej sytuacji RDOŚ? I na czym miało polegać stworzenie zagrożenia publicznego (powód wejścia do rezerwatu za zwierzyną), skoro ona już padła?
Anonimowy 4 stycznia 2013 20:05
...PROBLEMY Z PADŁĄ ZWIERZYNĄ....
,,Zwłoki wszystkich padłych zwierząt stanowią zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady Nr 1774/2002 materiał kategorii 1 i powinny zostać przekazane do zakładu utylizacyjnego uprawnionego do przetwórstwa takiego materiału.
Zgodnie z art. 5 ust. 4 ustawy z dnia 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach ( Dz. U z 2005 r. Nr 236. poz. 2008) obowiązki utrzymania czystości i porządku na drogach publicznych należą do zarządcy drogi. W przypadku gdy padła zwierzyna znajduje się na drodze obowiązek usunięcia zwierzyny spoczywa na służbach zarządcy drogi.
Obowiązek zagospodarowania zwłok padłych zwierząt spoczywa na ich właścicielu. Zgodnie z wyżej wymienioną ustawą utrzymanie czystości i porządku w gminach należy do obowiązkowych zadań własnych gminy. Realizacja tego obowiązku następuje m.in. przez zapewnienie zbierania, transportu i unieszkodliwiania zwłok bezdomnych zwierząt lub ich części. Pojawienie się zwłok zwierząt łownych na terenie gminy należy traktować tak samo jak pojawienie się zwłok zwierząt bezdomnych, tzn. jako zdarzenie powodujące konieczność działania gminy w celu przywrócenia czystości i porządku.
Podejrzenie choroby zakaźnej u padłego zwierzęcia bezdomnego lub łownego powinno być zgłoszone do właściwego terytorialnie powiatowego lekarza weterynarii, który podejmuje działania zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami. W przypadku gdy dany teren jest wolny od chorób oraz nie wydano stosownych decyzji Powiatowego Lekarza Weterynarii o stwierdzeniu wystąpienia takich chorób a okoliczności wskazują, że nastąpił typowy wypadek komunikacyjny, za zagospodarowanie zwłok padłych zwierząt odpowiada ich właściciel.
Inspekcja Weterynaryjna nie zbiera, transportuje i utylizuje zwłok padłych zwierząt. W jej kompetencjach leży jedynie wydanie stosownej opinii ( jeśli nie zachodzą kwestie opisane powyżej) a w wypadkach właściwych i koniecznych pobranie próbek do badań laboratoryjnych. W wyjątkowych przypadkach, powiatowy lekarz weterynarii określi sposób postępowania ze zwłokami martwych zwierząt, podejrzanych o chorobę zakaźną.''
Anonimowy 4 stycznia 2013 23:43
Szanowny Anonimie z 04.01. 19:25
Zastrzegam sie, ze nie znam konkretnych ustalen
dotyczacych postepowania w przypadku dochodzenia
postrzalkow na terenie rezerwatow w PB i samym
PN PB - wzmianka w pismie N-ctwa do RDOS, ktorego kopie zamiescil wlasciciel bloga wskazuje na to, ze jakies ustalenia istnieja. Czlonek Rady PN, powinien posiadac wiedze na ten temat ale jak widac woli rznac glupa.
Wracajac do Twoich pytan:
"A tak a propos - czy mysliwy, ktory wjechał samochodem do rezerwatu został już z tego tytułu ukarany mandatem przez straż leśną ndl. Białowieża? "
- Za co mialby zostac ukarany ?. Jesli pojechal
po zwloki lani, ktore mial prawo zabrac, to na jakiej podstawie ma byc karany ? - za to ze nie
wyniosl tych zwlok na plecach ? Na tej samej
podstawie mandatu nie placi straz ognista gdy wjedzie samochodem do swietego gaju by zgasic
palacy sie przybytek ekologistyczny.
Nie slyszalem przynajmniej, zeby placili.
"Ciekawi mnie też dlaczego skoro polowanie miało miejsce 30, to RDOŚ powiadomiono dopiero 2, czyli już po wpisie na blogu i tekście w wyborczej. Ktoś poczuł, że trzeba sobie dupochron zrobić, bo szambo się rozlało?"
Mnie tez ciekawi. Moze 30.12.2012 byla niedziela ?
"Albo na takie pytanie - na jakiej podstawie prawnej podjęto zwierzynę z rezerwatu, skoro zwierzęta strzelone poza obwodami łowieckimi należą do skarbu państwa a zarządza nimi zarządca danego terenu, w tej sytuacji RDOŚ?"
W kwestii formalnej - trutnie z RDOS nie sa w takim wypadku (nielegalne pozyskanie zwierzyny lownej) przedstawicielami Skarbu Panstwa.
Zarowno w pismie N-ctwa do RDOS, jak i w notatce
ze strony RDLP mowa jest o tym, ze zwierzynie
krzywde zrobiono NA TERENIE OBWODU LOWIECKIEGO
(nie umiesz czytac Anonimie ?) a zeszla poza
nim - nie ma wiec mowy o "nielegalnym pozyskaniu" - zwloki naleza w tym wypadku do
mordercy czyli buca w zielonym kapelusiku z
piorkiem ( scislej rzecz biorac dzierzawcy, zarzadcy / obwodu lowieckiego/terenu wylaczonego
z dzierzawy). Z nielegalnym pozyskaniem mielibysmy do czynienia gdyby bylo odwrotnie.
Kwestia wlasnosci skaleczonej i zeszlej gdzie
indziej rogacizny i nierogacizny lownej jest
w naszym prawodawstwie jednoznacznie okreslona,
mimo ze pajace z Bystrej majacza o czyms innym
- to widac zreszta po bredniach, ktore
tu niektorzy wypisuja.
" I na czym miało polegać stworzenie zagrożenia publicznego (powód wejścia do rezerwatu za zwierzyną), skoro ona już padła?"
Nie mam zielonego pojecia - jest to pojecie z
w/w pisma nad ktorym pastwi sie juz wlasciciel
bloga - nie potrafie tak ladnie konfabulowac
jak on, stad polecalbym raczej szukanie wyjasnienia u zrodel - tj. w korespondencji RDOS/N-ctwo z 2011 .
Albo zadowolic sie tym co guru bredzi.
http://www.forum.lasypolskie.pl/
Anonimowy 5 stycznia 2013 00:01
/.../ Za co mialby zostac ukarany ?. Jesli pojechal po zwloki lani, ktore mial prawo zabrac, to na jakiej podstawie ma byc karany ? - za to ze nie
Nie slyszalem przynajmniej, zeby placili. /.../
Straż ognista i leśnista to inna bajka - oni ustawowo są upoważnieni.
A jakie przepisy zezwalają bucom w zielonych kapelusikach z piórkiem na szarżowanie autem po rezerwacie w celu zabierania niebezpiecznych łań?
Anonimowy 5 stycznia 2013 00:31
A jakie zabraniaja ?
Jesli chodzi o koniecznosc czy obowiazek transportu legalnie zamordowanej, legalnie
wzietej w posiadanie gadziny z terenu swietego gaju to pozostaje
tylko legalna masturbacja nad ta godna
ubolewania forma bezczeszczenia swietego
przybytku. Naprawde. I sam guru Korbel
ze Slusarczykiem i Bohdanem nie pomoga.
A w razie nawiedzonych obiekcji organa od mandatow najwyzej popukaja sie znaczaco w glowe przyjemnego orgazmu zyczac.
Bo co innego moga zrobic ?
http://www.forum.lasypolskie.pl/index.php?sid=3018528d0e4eb47ec19f5350262c06c6
Anonimowy 4 stycznia 2013 19:49
MYŚLIWY MA OBOWIAZEK DOCHODZENIA POSTRZAŁKA...
…..Warunki wykonywania polowania
1) polowanie z psami lub naganką może odbywać się w okresie od dnia 1 października do dnia 31 stycznia; ograniczenie to nie dotyczy polowania z psami lub naganką na ptactwo łowne, z psami lub naganką na drapieżniki oraz poszukiwania postrzałka z psem na otoku;
2) poszukiwanie postrzałka zwierzyny grubej w obwodzie łowieckim, w którym myśliwy nie ma upoważnienia do wykonywania polowania, może odbywać się pod warunkiem niezwłocznego zawiadomienia o tym dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego, nie później jednak niż po upływie 12 godzin od rozpoczęcia poszukiwań; poszukujący postrzałka może korzystać z pomocy naganiacza lub innego myśliwego, a także korzystać z psa prowadzonego na otoku;
8) polowanie na zwierzynę grubą może odbywać się pod warunkiem zapewnienia w poszukiwaniach postrzałka udziału ułożonego w tym celu psa……….
PS. Pan Korbel jest dyrektorem RDOŚ ?
Anonimowy 4 stycznia 2013 20:13
jeśli myślisz, że wklejając tu kolejne fragmenty przepisów które zresztą tylko potwierdzają złamanie prawa przez myśliwego rozmydlisz sprawę to się mylisz.
Bardzo proszę o nagłośnienie tej sprawy - najlepiej w TV. Niech cała Polska (a może i zagranica) dowie się, co LP wyprawiają w Puszczy Białowieskiej. Może wówczas pan Minister Środowiska zainteresuje się bliżej dziwnym postępowaniem pracowników LP oraz zamiataniem spraw, delikatnie mówiąc, drażliwych i niewygodnych.
Anonimowy 4 stycznia 2013 20:17
Ten anonim co się powołuje na rozporządzenie Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady Nr 1774/2002 nakazujące utylizację zwierząt chyba tego rozporządzenia nie przeczytał gdyż w Artykule 1 jak wół stoi napisane, że nie dotyczy ono "całych ciał lub elementów zwierząt dzikich, nie podejrzanych o zakażenie chorobami przenoszącymi się na ludzi i zwierzęta, z wyjątkiem ryb wyłowionych w celach handlowych i ciał lub elementów dzikich zwierząt wykorzystywanych do sporządzania trofeów łowieckich" więc raczej biedne LP na europejskie przepisy o konieczności utylizacji nie mają się co powoływać;)))
Anonimowy 4 stycznia 2013 20:50
DOCZYTAJ ZE ZROZUMIENIEM...Zgodnie z art. 5 ust. 4 ustawy z dnia 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach ( Dz. U z 2005 r. Nr 236. poz. 2008) obowiązki utrzymania czystości i porządku na drogach publicznych należą do zarządcy drogi. W przypadku gdy padła zwierzyna znajduje się na drodze obowiązek usunięcia zwierzyny spoczywa na służbach zarządcy drogi.
Obowiązek zagospodarowania zwłok padłych zwierząt spoczywa na ich właścicielu. Zgodnie z wyżej wymienioną ustawą utrzymanie czystości i porządku w gminach należy do obowiązkowych zadań własnych gminy.
PS.1. W żadnym wypadku nie tłumaczę myśliwego...
jeżeli złamał procedury -przewidziane prawem- poniesie odpowiednie konsekwencje.
2. Ale wiedzy o prawie w w/w kwestiach jak widać z komentarzy - nigdy dosyć.
Jeden z ukochanych przez ekologicznych aktywistow ministrów środowiska - też strzelając minął się z prawem (PONIÓSŁ KARĘ PORZADKOWĄ I JUŻ).
Kamphora 4 stycznia 2013 20:18
Czy łania była terrorystką?
Janusz Korbel 4 stycznia 2013 20:29
Zadałem pytanie doświadczonemu myśliwemu: Czy łania strzelona przez myśliwego może przejść kilkadziesiąt metrów bez krwawienia i nagle zacząć intensywnie krwawić, bo tak musiałoby być gdyby uznać, że uciekła do rezerwatu? "Ta łania nie, gdyż została prawdopodobnie trafiona na tzw. "spóźnioną komorę', czyli jej klatka piersiowa została przestrzelona na wylot. W takim przypadku krew pojawia się na śniegu natychmiast, w miejscu, w którym stała gdy została trafiona. U jeleni krew pojawia się zawsze tuz po strzale jeżeli zostały naruszone naczynia krwionośne, gdyż nie mają one grubej warstwy tłuszczu pod skórą. Spóźniony krwotok zewnętrzny pojawia się tylko u dzików, i to tylko u tych, które mają dużo sadła a i to pod warunkiem, że kula nie przestrzeliła ofiary na wylot. Bo jeżeli tak jest - kula wyrywa dużą dziurę w ciele tam, gdzie wylatuje, i natychmiast pojawia się masywny krwotok. Poza tym, na zdjęciach widać, że to był masywny krwotok, a taki pojawia się tylko wtedy, gdy zwierzę zostało przestrzelone na wylot. A więc - krew pojawiła się w miejscu strzału".
Anonimowy 4 stycznia 2013 21:26
Pan Korbel niedawno napisał że nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej ( dotyczy tematu tych igrzysk).
1.Prywatna osoba przyjechała na legalne polowanie do Puszczy Białowieskiej - OHZ Nadleśnictwa Białowieża.Rezultat tego polowania jest publicznie komentowany.
2.Pan Korbel, Pani Nuria,Pan Wajrak, Medek i cała reszta tu nie wymieniona, nie komentuje postępowania znanego z imienia i nazwiska Pana Myśliwego na polowaniu indywidualnym.
TO LASY PAŃSTWOWE SĄ WINNE (PATRZ WYŻEJ DO KOMENTARZY).
W ZWIĄZKU Z TYM CIĄGŁYM ATAKIEM TRWAJĄCYM OD WIELU LAT - udzielił się decydentom leśnym SYNDROM WINY - tłumaczą się za siebie i innych, przepraszają za grzechy na odlew i na zapas.
TO WIELKA STUKA PANIE KORBEL, TAK ZASZCZUWAĆ I TERRORYZOWAĆ potężną organizację pgllp ZAJMUJĄCĄ OBSZAR 1/3 KRAJU
Mam nadzieję że lp pisane tu małą literą zasłużą na DUŻĄ CZCIONKĘ
Anonimowy 4 stycznia 2013 21:42
Proszę zwrócić uwagę, że organizacja pod nazwą Lasy Państwowe nie zajmuje 1/3 obszaru kraju. Instytucja ta w ogóle nie zajmuje żadnego obszaru, a jedynie ZARZĄDZA lasami należącymi do SKARBU PAŃSTWA.
Natomiast na taką, a nie inną opinię o sobie LP same sobie zapracowały, poprzez słowa i działania zatrudnionych osób, choćby w takich, jak wyżej opisana, a także innych sytuacjach. A gdzie, szanowny Przedmówca, usłyszał słowo "przepraszam" od pracowników LP? Chętnie z takim przypadkiem się zapoznam.
Anonimowy 4 stycznia 2013 22:18
,,Proszę zwrócić uwagę, że organizacja pod nazwą Lasy Państwowe nie zajmuje 1/3 obszaru kraju. Instytucja ta w ogóle nie zajmuje żadnego obszaru, a jedynie ZARZĄDZA lasami należącymi do SKARBU PAŃSTWA. ''
...nie zrozumiałeś intencyjnej ironii we wspomnianym okresleniu LP.
cd..A gdzie, szanowny Przedmówca, usłyszał słowo "przepraszam" od pracowników LP? Chętnie z takim przypadkiem się zapoznam.
Tutaj się z tym stwierdzeniem zgadzam...
Może dorosną do tego osoby odpowiedzialne, za wizeruek LP.
Z tą nadzieją Wesołych Świąt i dobrego Nowego Roku
Jak to możliwe, że kilka osób zaszczuło tak Wielką Organizację? A może to poprostu kilka osób tej Wielkiej Organizacji psuje jej obraz biorąc na swoje barki zbiorową odpowiedzialność za jednego, znanego podobno z imienia i nazwiska myśliwego? Wszak ta grupka wymieniona z nazwisk nie czepia się PGLLP tylko konkretnego polowania, a tymczasem gospodarz polowania staje murem za niesfornym myśliwym dostarczając coraz ciekawszych i bardziej nieprawdopodobnych wyjaśnień. Taka "solidarność" zrobiła ze sprawy pozory odpowiedzialności zbiorowej. A kto sam przyjął taką taktykę wyjaśnienia sprawy?
Anonimowy 5 stycznia 2013 09:34
"A jakie zabraniaja [wjechania do rezerwatu] ?"
Artykuł 15 ustawy o ochronie przyrody. Zwracam ci Aka szczególną uwagę na punkty 2 i 18. Co do legalnego pozyskania zwierzyny i trutni, to odsyłam do artykułu 15 prawa łowieckiego. Nie jesteście koledzy z PGLP i PZŁ ponad prawem, te przepisy obowiązują was dokładnie tak samo jak wszystkich innych:
2) (uchylony); 19)
10) palenia ognisk i wyrobów tytoniowych oraz używania źródeł światła o otwartym płomieniu, z wyjątkiem miejsc wyznaczonych przez dyrektora parku narodowego, a w rezerwacie przyrody — przez regionalnego dyrektora ochrony środowiska 20) ;
14) 21) połowu ryb i innych organizmów wodnych, z wyjątkiem miejsc wyznaczonych w planie ochrony lub zadaniach ochronnych;
15) ruchu pieszego, rowerowego, narciarskiego i jazdy konnej wierzchem, z wyjątkiem szlaków i tras narciarskich wyznaczonych przez dyrektora parku narodowego, a w rezerwacie przyrody— przez regionalnego dyrektora ochrony środowiska;
Anonimowy 5 stycznia 2013 09:38
Chodziło oczywiście drogi Aka o ustęp 3 ustawy o ochronie przyrody, a nie dwa jak przez pomyłkę wpisałem. Zaś co do powiadomienia RDOŚ 2, czyli wtedy kiedy zrobił się smród. Masz rację, 30 była niedziele. Ale 31 był poniedziałek, normalny dzień pracy. Nawet powołując się na par 2 rozporządzenia o prowadzeniu polowań i znakowaniu tusz i uznając że rezerwat to sąsiedni obwód łowiecki (chociaż prawo łowieckie jest w tej sprawie jednoznaczne - to bzdura) - to polujący miał obowiązek powiadomić niezwłocznie. Nie po trzech dniach, i tylko dlatego, że się o sprawie zrobiło głośno.
W piśmie RDOŚ, na które się Nadleśnictwo Białowieża w swoich wyjaśnieniach powołuje, napisano co następuje:
"W związku z powyższym w sytuacji każdorazowego wejścia po strzelonej zwierzyny na teren rezerwatu należałoby wstępnie ocenić czy taki postrzałek może zagrażać bezpieczeństwu powszechnemu czy też nie, a w przypadku stwierdzenia takiego zagrożenia niezwłocznie podjąć odpowiednie działania celem jego usunięcia bez uzyskiwania stosownego zezwolenia opisanego powyżej. Należy wyraźnie podkreślić, iż każdy taki przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie, niemniej jednak ucieczkę postrzelonej zwierzyny w kierunku drogi publicznej należałoby potraktować jako sytuację nadzwyczajną i podjąć niezbędne działania celem usunięcia zagrożenia bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego."
Pomijając fakt, że wydanie takiej decyzji przez RDOŚ, zwłaszcza pokazując jak ją wykorzystuje nadlesnictwo, jest skandaliczne i należy mieć nadzieję że zostaje ona zniesiona, to mam do ciebie AKA następujące pytanie.
Według szkicu sytuacyjnego przygotowanego przez nadleśnictwo do strzelenia łani doszło w jednej ze wschodnich ćwiartek oddziału 311, tuż przy drodze narewkowskiej. Łania zaczęła uciekać na zachód, czyli w kierunku od drogi publicznej (zresztą, ta akurat droga, szczególnie o tej porze roku, publiczną jest tylko z nazwy i obowiązuje na niej ograniczenie do 40 km/h), przebiegła jeszcze kilkaset metrów poza rezerwatem i przynajmniej 150 - 200 w rezerwacie, zanim padła.
To możesz mi powiedzieć, gdzie jakim cudem ze wstępnej oceny sytuacji wynikało, że postrzałek "może zagrażać bezpieczeństwu publicznemu"? Przypominam, uciekał od drogi, w głąb lasu. Swoją drogą to musiał być z tej łani niezły terminator, jeśli po śmiertelnym strzale dała radę jeszcze przebiec cca 700 metrów, zaczynając krwawić dopiero kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym padła.
Ciekawe też, na jakiej podstawie wnioskowała 3 stycznia komisja, skoro wtedy już nie było śniegu, a co za tym idzie śladów.
Interesowałoby mnie też Aka, w jaki sposób łania może powodować zagrożenie bezpieczeństwa publicznego, bo na ten temat to się dokładnie wypowiada Kodeks Karny w rodziale XX i tam nic o zagrożeniu bezpieczeństwa powszechnego przez postrzałki nie ma. I nie pisz że to RDOŚ wymyślił, bo Nadleśnictwo się na decyzję RDOŚ powołuje, więc musi ją uznawać za słuszną.
Chciałbym też, żebyś jednak wskazał podstawę prawną na jakiej wjazd samochodem do rezerwatu przyrody po strzelone, więc nie powodujące już zagrożenia dla bezpieczeństwa powszechnego (jakie by to zagrożenie nie było) zwierzę, jest możliwy. Bo czytam od kilku dni uważnie zarówno ustawę o ochronie przyrody, jak i prawo łowieckie a także rozporządzenie o warunkach prowadzenia polowań i znakowaniu tusz, które tu zresztą przywołałeś, i nigdzie tam takiego zapisu nie znalazłem.
Grey Wolf 5 stycznia 2013 10:34
Papier wszystko przyjmie..
Anonimowy 5 stycznia 2013 10:35
ja bym jednak chciała poznać tę opinię naukowca z IBS z Białowieży. Chyba to nie jakaś tajemnica? A może wstydzi się pod nią podpisać?
Anonimowy 5 stycznia 2013 10:54
Szanowny Anonimie z 9:38 (i 10:01 ?)
Po pierwsze - zadajac sobie trud wklejania tekstu ustawy oop nie cytujesz Art. 15. 2 ustep 3. ktory tu jest istotny. Wszystko jasne. Dla mnie. Nie umiesz czytac ?
Manipulacja czy usilujesz cos ukryc ?
Po drugie - rozumiem ze przyznajesz, iz strzelanie do
lani mialo miejsce poza rezerwatem ?
Czyli P. Korbel & co klamali ? - twierdzac cos przeciwnego . Tak czy nie ?.
Dlaczego nie wkleisz tutaj owego (lub gdzie indziej)
owego szkicu sytuacyjnego ? Dlaczego nie wkleisz
calego tekstu pisma RDOS dot. postrzalkow na terenach
rezerwatow PB ?
Jak dla mnie sprawa sie zamyka. Klamiecie i krecicie
Reszta jest interpretacyjna masturbacja w ktorej
pszyrodnikom nasladujacym ministra propagandy z czasow zaprzeszlych przeszkadzac nie wypada.
Przyjemnej zabwy.
Janusz Korbel 5 stycznia 2013 11:31
A po co anonimowy autor komentarza miał, Inżynierze Nadzoru aka, cytować art.15.2, Podaj który to niby punkt powodował, że zakazy wymienione nie dotyczą? Może zagrożenie bezpieczeństwa państwa przez martwą łanię? A może już nie podawaj, bo "bezpieczeństwo powszechne" zostało już opisane i będzie to tylko spamowanie...
Janusz Korbel 5 stycznia 2013 11:40
ups. przepraszam, nie doczytałem, że chodziło Ace o art 15.2 ust. 3 czyli skoro nie o bezpieczeństwo powszechne - bo ten absurd już tu przrobiliśmy, to o akcję ratowniczą! Zrozumiałem: myśliwi ratowali łanię przed śmiercią. Może jeszcze zawieźli do szpitala? :) Miłego weekendu!
Anonimowy 5 stycznia 2013 11:44
Proszę bardzo, wklejam ustęp 2 ustawy o ochronie przyrody, wskaż który to był przypadek, z uzasadnieniem oczywiście:
2) (uchylony); 22)
Aha, czyli podstawy prawnej dla wjazdu do rezerwatu nie od ciebie nie dostanę? I tego na czym miało polegać zagrożenie bezpieczeństwa publicznego wg. KK też nie? I podstawy podjęcia zwierzyny wg. prawa łowieckiego również? Kursy dialektyki marksistowskiej sekretarza pop nie wyposażyły Cię w umiejętności wystarczającego do wymyślenia jakiegoś pokrętnego wyjaśnienia?
Co do strzelania łani poza rezerwatem - piszę jaką wersję prezentuje Nadleśnictwo Białowieża i pokazuję, że nawet ona się z prawnego punktu widzenia nie trzyma kupy.
A czy ona jest prawdziwa? Według tych co byli na miejscu pierwsi nie. Komisja nie zadała sobie trudu, by skonfrontować myśliwego z dr Selvą a członek IBS jest anonimowy. Do tego pracowała cztery dni po zdarzeniu i po dwóch dniach deszczów. Jej ustalenia są więc warte tyle co plewy i mierzwa, jak mówi Biblia, albo brzęczenie much w moich uszach, jak mawiał Egipcjanin Sinuhe.
Jeśli chcesz ze mną dyskutować, odpowiadaj na pytania. Jeśli nie, nie zabieraj głosu, lepiej myśl jakich tu jeszcze dialektycznych sztuczek użyć przed kontrolami jakie na was w Białowieży niechybnie spadną. Bo tym razem to żeście nieźle wkurzyli zarówno GDOŚ, jak i nowego dyrektora GDLP, który jeszcze nie miał okazji doświadczyć na własnej skórze, na co was tam stać.
A całej sprawy można było uniknąć, przyznając że myśliwy zrobił błąd. Sąd koleżeński dałby mu naganę, nic by z tego nie wynikało, ale byłoby po sprawie. Natomiast tym kręceniem, tym kombinowaniem z bezpieczeństwem publicznym, tylko się kompromitujecie. Kończyliście kursy marksistowskiej dialektyki, ale kursów PR już nie. A w generalnej skończyli i wiedzą ile takie ściemnianie kosztuje wizerunek Lasów Państwowych.
Anonimowy 5 stycznia 2013 13:54
Anonim z 11:44
Coz, dla mnie sformulowanie : "zakazy nie dotycza"
jest jednoznacznym. Nie wiem dlaczego mieszasz pojecia
"bezpieczenstwo publiczne" i "bezpieczenstwo powszechne".
W kwestii strzelania w/poza rezerwatem mamy z jednej
strony wersje internetowych pajacow z drugiej strony
wersje organowo/urzedowa.
Pajacowanie wokol tematyki polowan/postrzalkow w swietych gajach ma duzo do czynienia z mglistoscia
odnosnych przepisow. Nawiedzeni ohroncy puszczy wlasnie
dlatego maja przy kazdej takiej sposobnosci okazje
do publicznego poonanizowania sie i potrzasniecia skarbonka na datki.
Moim skromnym zdaniem mamy do czynienia z pewna sprzecznoscia. Z jednej strony buc w zielonym kapelusiku
z piorkiem ma pieski obowiazek dojscia postrzalka, zwierzecia ktoremu zrobil krzywde, by je usmiercic,
skrocic jego cierpienia. Naprawic to, co niecelnym strzalem spier.... .
Z drugiej strony na granicy rezerwatu/PN ten jego obowiazek konczy sie - tj. pajace z NGO - sow
domagaja sie "zakazu" wypelnienia tego obowiazku.
Zarzadcy Swietych Gajow pod ta presja ograniczaja, badz uniemozliwiaja jego wypelnienie.
Problem polega na tym, ze w kontekscie owego obowiazku ktory nie znika na granicy Swietego Gaju nie ma mozliwosci wyegzekwowania odpowiedzialnosci od pajacy z Pracowni, czy innych nawiedzonych.
Ale od czego jest urzedowa ochrona przyrody w gestii
ktorej leza Swiete Przybytki ?
Z chwila gd ranny zwierzak przekroczy granice Swietego
Gaju odpowiedzialnosc za niego ponosi urzednik.
Mniej lub bardziej nawiedzony, ale juz z krwi i kosci.
Z pensja i portfelem.
Jego - urzednika - obowiazkiem winno byc przedsiewziecie
krokow majacych na celu pomocy rannemu zwierzeciu -
niezaleznie od paradoksu i absurdalnosci calej sytuacji.
Czyli wspomniany RDOS MUSI zapewnic odlow rannego zwierzecia w rezerwacie i umieszczenie go w osrodku rehabilitacji, badz usmiercenie zgodnie z przepisami ooz. Czy to zrobi weterynarz czy uzbrojony czlonek Pracowni na Rzecz Prawie Wszystkich Istot jest obojetnym.
Zignorowanie tego faktu nie jest niczym innym jak
forma znecania sie nad zwierzetami przez zaniechanie
okreslonych dzialan - i to wlasnie praktykuje RDOS
porzez wprowadzanie ograniczen.
To jest dosc skomplikowana konstrukcja ale majaca oparcie w stosownych przepisach - nie tylko w ich interpretacji.
Kwestia otwarta jest wyegzekwowanie powyzszego, co moze
miec miejsce na drodze sadowej.
Kroki moga wygladac nastepujaco:
1. Analiza istniejacego stanu prawnego
2. Wyegzekwowanie opinii RDOS
3. Zaskarzenie na podstawie konkretnego przypadku,
gdzie RDOS ograniczyl/uniemozliwil okreslone dzialania.
Oskarzenie - doniesienie do prokuratury nie "na RDOS",
ale konkretna osobe urzednika - Kowalskiego ktory za
te czy inna regulacje jest odpowiedzialny, pod nia sie
W to nie musza/nie powinny sie bawic Lasy Panstwowe
czy Zwiazek Lowiecki. To sa raczej zadania domowe
do odrobienia np. przez Stowarzyszenie Santa, osoby
prywatne (te moga miec problemy z otrzymaniem informacji) - w zasadzie wszystko jedno kto.
Grunt zeby mial cochones ( Pani Nuria wyjasni co to jest...). Konieczne sa srodki finansowe i gotowosc
do skarzenia przez wszystkie mozliwe i niemozliwe instancje. ( Client Erth sie jako partner tutaj raczej
nie nadaje....)
Na ile to jest do zrealizowania - ? -
ale sadze, ze czytajacy to zainteresowani (notabene
dziekuje za poinformowanie, iz P. Korbel "ujawnil"
tutaj forumowicza z www.lasy polskie - czego do momentu
jego wpisu nie bylem swiadomy) powinni miec swiadomosc
iz tak dlugo, jak dlugo nie bedzie jedoznaczych
regulacji tak dlugo przy kazdej nadarzajacej sie
okazji nawiedzona strona mocy uprawiac bedzie PR
w formie onanizmu nad tym czy innym spornym przypadkiem.
I to by bylo na tyle w kontekscie niebezpiecznej lani.
Anonimowy 5 stycznia 2013 16:31
"Moim skromnym zdaniem mamy do czynienia z pewna sprzecznoscia. Z jednej strony buc w zielonym kapelusiku
Problem polega na tym, ze w kontekscie owego obowiazku ktory nie znika na granicy Swietego Gaju nie ma mozliwosci wyegzekwowania odpowiedzialnosci od pajacy z Pracowni, czy innych nawiedzonych."
Prawnikiem to ty Aka nie jesteś. Bowiem prawnik wie, że ustawa jest aktem wyższego rzędu niż rozporządzenie, tudzież jeśli rozporządzenie mówi jedno a ustawa drugie, to ważniejsze jest to co zapisano w ustawie. Dojście postrzałka nakazuje w par 5 rozporządzenie o szczególnych warunkach polowania i znakowania tusz. Zakaz polowania w rezerwatach i zakaz podejmowania, bez stosownej zgody, zwierzyny z rezerwatów, wynika zaś z ustawy o ochronie przyrody. Kwestia własności zwierzyny która padła poza obwodem łowieckim też wynika z ustawy, tyle że prawo łowieckie. I to dyskusję zamyka, niezaleznie od tego, czy ktoś ma cohones czy nie.
Wracając do ust 3 art. 15 ustawy oop. Piszesz:
"Coz, dla mnie sformulowanie : "zakazy nie dotycza"
"bezpieczenstwo publiczne" i "bezpieczenstwo powszechne""
Owszem, sformułowanie nie dotyczą jest jednoznaczne i odnosi się do dwóch konkretnych, wymienionych poniżej przypadków. Czyli bezpieczeństwa publicznego i akcji ratowniczej. Proszę cię cały czas o wyjaśnienie, którym z tych działań miało być dochodzenie postrzałka w rezerwacie? Akcją ratowniczą czy zapewnianiem bezpieczeństwa publicznego? Proszę cię też, po raz kolejny z rzędu, o odpowiednią podstawę prawną wg. której którąś z powyższych czynności miała miejsce. Przy okazji ponownie przypominam, że rozdział XX Kodeksu Karnego dość dokładnie definiuje zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego i o postrzałkach tam nic nie ma.
Tutaj warto zastanowić się nad jeszcze jedną kwestią. Postrzałek zostaje postrzałkiem w wyniku polowania. Jeśli więc zagraża bezpieczeństwu publicznemu (chociaż w KK nic na ten temat nie ma) to jak potraktować myśliwego i sam akt polowania, który postrzałka "wytworzył". Ano jako jako osobę i czynność, które powodują zagrożenie bezpieczeństwa publicznego. A takie osoby podlegają karze do 12 lat więzienia.
Nie bardzo też rozumiem to co piszesz o tym, że myśliwy musiał dostrzelić zwierzynę bo spartolił pierwszy strzał. Przecież do tej pory utrzymywałeś, że ci co twierdzą że strzelano w rezerwacie kłamią.
co zaś ustaleń urzędowych osób kontra wersja Nurii Selvy. Primo - urzędowe osoby, w przeciwieństwie do dr Selvy, cuś dziwnie pozostają anonimowe. Po drugie, ile jest warta praca komisji cztery dni po zdarzeniu, po dwóch dniach deszczów i bez udziału dr. Selvy, która slady znalazła - już pisałem.
Nadal też pytam, na podstawie jakiego przepisu myśliwy wjechał po zwierzę do rezerwatu samochodem i dlaczego RDOŚ o zdarzeniu poinformowano dopiero po artykule i wpisie na blogu, chociaż po drodze był jeden dzień roboczy i to ten bezpośrednio po zdarzeniu?
Anonimowy 5 stycznia 2013 16:33
"W kwestii bycia czlowiekiem nie ma wsrod parafian z kim dyskutowac. No chyba, ze sie znizy do ich poziomu - czyli kosztem cierpienia zwierzat uprawiac perwersyjna eko-propagande."
Przypominam ci, że te zwierzęta cierpią nie z powodu perwersyjnej ekopropagandy, ale polowań. To nie perwersyjna ekopropaganda do nich strzela, ale myśliwi, członkowie PZŁ. Swoją droga też NGOsa.
Janusz Korbel 5 stycznia 2013 16:34
Szkoda, że komentatorzy niezgadzający się z poglądami postów nie potrafią po prostu przedstawiać swoich racji tylko muszą przy okazji używać wulgaryzmów, pisać jakieś nonsensy o "świętych gajach", perwersji, masturbacji, onanizowaniu się, o parafianach itd, itp. Bo, żeby się podpisać z imienia i nazwiska to już w ogóle wymaga odrobiny odwagi. A nawet pojawiają się sugestie nietolerowania kogoś przez miejscowych, czyli zwyczajne, dość podłe judzenie. Dla przeciętnego czytelnika znaczy to tylko tyle, że temat sporu jest gorący, a przeciwnicy po prostu nie mają argumentów a nie potrafią/nie chcą się do tego przyznać. Ale może tak nie jest, może to cechy osobowościowe, zdenerwowanie, nienawiść czy inne niemiłe uczucia wynikające z poczucia urazy? Pokazuje to jedną stronę konfliktu prowadząc do uogólnień, że tacy są po tej stronie wszyscy! z drugiej strony utrudnia merytoryczną czy zwyczajnie kulturalną dyskusję. Dlatego rozważamy wprowadzenie regulaminu bloga lub wyłączenie komentarzy anonimowych .
Anonimowy 5 stycznia 2013 16:54
Panie Korbel,
to nie komentujacy kpiarze sa tu problemem, lecz postawa garstki osob cynicznie wykorzystujacych takie lub inne sytuacje do prowadzenia swoich brudnych gierek. Ja wiem, ze Pana - jako wyznawcy pewnego nurtu, gdzie fantasmagorie kroluja nad logika - uwieraja powyzsze, uszczypliwe acz celne komentarze. To jest zreszta bardzo charakterystyczne dla wszelkiej masci
radykalow, rzucajacych dookola g...wnem.
Anonimowy 5 stycznia 2013 17:04
Celne komentarze? Powyżej masz całą listę pytań i zastzreżeń do tej swojej celności, analogicznej jak u tych, co to nie potrafią zwierzyny jednym strzałem położyć.
I jakoś na nie odpowiedzieć nie potrafisz Aka. Bieda, oj bieda.
Janusz Korbel 5 stycznia 2013 18:18
Panie Anonim od:
"Panie Korbel,to nie komentujacy kpiarze sa tu problemem, lecz postawa garstki osob cynicznie wykorzystujacych takie lub inne sytuacje do prowadzenia swoich brudnych gierek. Ja wiem, ze Pana - jako wyznawcy pewnego nurtu, gdzie fantasmagorie kroluja nad logika - uwieraja powyzsze, uszczypliwe acz celne komentarze". Nic mnie nie uwiera, ale "kpiarze" to zbyt chyba zaszczytne określenie dla wpisów bliskich językowego chamstwa. Ale rozumiem - różne bywają gusta. A w ogóle to wraz z przyjacielem współredagującym bloga, możemy być nawet wdzięczni za darmowe widowisko - żenujące, ale jednak widowisko. Dziękuję! A poważniej, to naprawdę chętnie podejmę każdą rozmowę - proszę tylko podać swojego maila (nawet bez nazwiska!) - i możemy rozmawiać przez internet (bo z anonimową ścianą trudno skoro ja się nie ukrywam). Moglibyśmy ustalić o jakie "brudne gierki" chodzi. Może byśmy razem coś dobrego dla przyrody zrobili, bo skoro szanowny Anonim tu się udziela, to mu pewnie na przyrodzie zależy. Pozdrawiam i życzę harmonii i uśmiechu w tych trudnych czasach!
Anonimowy 5 stycznia 2013 19:59
To Panski cyrk. Do wyboru mam kilka opcji, wiec wybieram anonimowosc. Panski placz nad wykorzystaniem przez moja osobe mozliwosci, ktora sam Pan oferuje, traci parodia. Ze sie tak delikatnie wyraze.
Co do Panskiej propozycji poklechania za pomoca maila - dziekuje, niewykluczone, ze skorzystam.
Co do "brudnych gierek" - Pan sie nie martwi. Cierpliwosci :)
Skoro faktycznie zalezy Panu na dobru przyrody, w tym zwierzat lownych oczywiscie, winien sie Pan raczej skoncentrowac na dazeniu do uporzadkowania prawnego burdelu w zakresie dochodzenia postrzalkow na terenach rezerwatow itd. nizli wykorzystywania tegoz do medialnego biczowania lesnych. No chyba, ze cierpienia zwierzyny sa dla Pana nieistotne. A cale Podlasie Swietym Gajem raczej nie bedzie. Chocby Pan na uszach stawal.
Sledzac jednak Panska tworczosc zaryzykuje twierdzenie, ze palcem Pan nie kiwnie w powyzszej sprawie. A jesli juz - zadziala Pan kontrproduktywnie.
Prawda, ze moze byc milo? To do nastepnego - milego...
A co za tym idzie, jest znacznie prostszy sposób na wyeliminowanie tej rzekomej niezgodności w przepisach o której piszesz ( że niezgodności tu nie ma już ci wyjaśniłem pisząc o tym czy ważniejsza jest ustawa czy rozporządzenie).
Skoro zwierzę cierpi w wyniku polowania, to wystarczy, jak zrobiono to ostatnio bodajże w Kostaryce czy Ekwadorze, polowań zakazać. I cały problem zniknie. I to jest rzecz warta głębokiego rozważenia i może kolejnej inicjatywy ustawodawczej.
Owszem, nie przeczę że w kraju uprzemysłowionym o zachwianej równowadze ekologicznej i niedoborze drapieżników jest konieczność odstrzeliwania zwierzyny płowej. Ale przecież nie muszą tego robić mysliwi, dla przyjemności, jak sam pisałeś, niecelnymi strzałami powodując cierpienie zwierząt i interpretacyjne dylematy. Niech robią to leśniczowie ds. łowieckich z prawem, po poinformowaniu odpowiednich organów i w uzasadnionych przypadkach, do wchodzenia za postrzałkami do rezerwatów.
To rozwiązania czyste, uczciwe i klarowne, pozwalające na zlikwidowanie wszelkich patologii które tak cię Aka drażnią. Nie wątpię więc, że je poprzesz.
Anonimowy 5 stycznia 2013 19:58
Co do zakazu polowań w Kostaryce:
http://animalrights.about.com/od/wildlife/a/Costa-Rica-And-Botswana-Ban-Hunting.htm
tkloszew
twarda woda 5 stycznia 2013 18:41
Byłem ostatnio w Białymstoku u spędziłem kilkanaście godzin w rezerwacie. To miejsce zasługuje na szacunek, bo jest jedyne w swoim rodzaju.
Anonimowy 5 stycznia 2013 18:51
Moim zdaniem Aka (jak sprawdziłam na stronie lasów z małej litery aka, podpisujący się też Inżynier Nadzoru, co sugeruje, że on leśnik) już w pierwszym swoim komentarzu popłynął pisząc, że każdy uczeń szkoły podstawowej odróżni trop łani od byka. Myślę że aka nie odróżni. A dalej pisze, że podobnie dziecinnie łatwo odróżnić płeć na podstawie tego, co zostało po wypatroszeniu. Jeśli to była ironia, to niech teraz odda honor Nurii Selva, bo ona na tej podstawie wszystko precyzyjnie określiła. Myślę, że to jednak nie była ironia skoro napisał "nie trzeba do tego tytułu doktora". Zazdrość? Po takim popisie śmieszności i zawiści dalsze wpisy aka należy odpowiednio traktować. Mnie to pasuje do lokalnej u was Santy z jej kretyńskimi filmikami.
Anonimowy 5 stycznia 2013 19:05
Do anonima z 11.44. Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi. Piszesz że od momentu wejścia zwierzyny do rezerwatu odpowiedzialność za nią ponosi urzędnik i to jego należy ciągać po sądach za to że postrzelona zwierzyna cierpi. Na temat tego, co a raczej kto spowodował to cierpienie strzelając do niej, napisał ktoś trafnie powyżej.
Mi chodzi o to, że np. w takim nadleśnictwie Browsk, czyli sąsiednim do Białowieży, się we wrześniu zwrócili do RDOŚ o zgodę na dochodzenie i dostrzeliwanie w rezerwatach. I RDOŚ im taką zgodę na kilka rezerwatów dał. Oczywiście z zastrzeżeniami. Zgoda obowiązuje tylko do marca, tylko na trzy przypadki, o każdym z nich należy niezwłocznie poinformować RDOŚ, dokładnie uzasadniając dlaczego była taka konieczność. No i dostrzeleń może dokonywać tylko jedna, wskazana imiennie przez RDOŚ osoba, czyli tamtejszy leśniczy do spraw łowieckich.
Dlaczego w Białowieży nie wystąpili o takie pozwolenie?
Anonimowy 5 stycznia 2013 20:18
"Skoro faktycznie zalezy Panu na dobru przyrody, w tym zwierzat lownych oczywiscie, winien sie Pan raczej skoncentrowac na dazeniu do uporzadkowania prawnego burdelu w zakresie dochodzenia postrzalkow na terenach rezerwatow itd. nizli wykorzystywania tegoz do medialnego biczowania lesnych."
Rozwiązanie jest banalnie proste. Podobnie jak w Kostaryce zakazać polowań komercyjnych.
Anonimowy 5 stycznia 2013 20:39
Dla malpki z brzytwa - byc moze tak.
Co nie zmienia faktu, ze przyjecie powyzszego, wyjatkowo prymitywnego rozwiazania, wciaz nie eliminuje postrzalkow na terenach "chronionych".
Anonimowy 5 stycznia 2013 20:45
Wystarczy upoważnić do ich dostrzeliwania leśniczych ds. łowieckich w nadleśnictwach. Tak jak zrobiono to w sąsiadującym z Białowieżą nadleśnictwie Browsk. Czyli jednak da się...
Anonimowy 5 stycznia 2013 20:26
Niezależnie od tego, gdzie łania dostała kulę, dlaczego nadleśnictwo Białowieża nie wystąpiło, tak jak zrobił to Browsk, o zgodę na dochodzenie w rezerwatach? Jak widać na przykładzie Browska, sprawę można było załatwić legalnie...
Anonimowy 5 stycznia 2013 20:52
A tego nie wiemy jakie sa miedzy nimi ustalenia. Powiedzmy sobie szczerze - to, ze postrzalki na terenie rezerwatu beda sie zdarzac, jest oczywistoscia. Zas niezabezpieczenie tego tematu - delikatnie ujmujac - lekkomyslne. Zwlaszcza, ze po terenie paleta sie cala grupa fahofcuff z Pracowni na Rzecz Dokopania Lesnym. Byc moze funkcjonowalo to "na jezyk". Tez nieostroznie, ale z poszanowaniem prawa.
Anonimowy 5 stycznia 2013 21:01
Nie ma czegoś takiego jak "na język" z poszanowaniem prawa. Przykład nadleśnictwa Browsk pokazuje, że sprawę można załatwić legalnie. Przykład nadleśnictwa Białowieża pokazuje, jak się takie historie kończą, gdy ma się prawo w dupie.
Anonimowy 5 stycznia 2013 21:02
I nie dziw się, że ktoś dokopuje leśnym, jeśli swoją arogancją sami dupę do kopniaka wystawiają.
Anonimowy 5 stycznia 2013 22:25
Nie ma bo? Podstawa prawna?
Anonimowy 5 stycznia 2013 22:28
Podstawa prawna czego? Umowy na gębę? To nie Bar u Wołodzi tu mówimy o dwóch państwowych instytucjach
Anonimowy 5 stycznia 2013 22:40
Nie pisz jak to powinno wygladac. Bo w tym przypadku akurat sie zgadzamy. Nie zmienia to jednak faktu, ze umowa w formie pisemnej nie jest wymagana.
Jakoś nikt z fachowców nie odniósł się do zacytowanych w komentarzu słów myśliwego, że ta łania została "prawdopodobnie trafiona na tzw. "spóźnioną komorę', czyli jej klatka piersiowa została przestrzelona na wylot. W takim przypadku krew pojawia się na śniegu natychmiast, w miejscu, w którym stała gdy została trafiona. U jeleni krew pojawia się zawsze tuz po strzale jeżeli zostały naruszone naczynia krwionośne, gdyż nie mają one grubej warstwy tłuszczu pod skórą. Spóźniony krwotok zewnętrzny pojawia się tylko u dzików, i to tylko u tych, które mają dużo sadła a i to pod warunkiem, że kula nie przestrzeliła ofiary na wylot". Może teraz będą inne dowody? Przez kilka dni kruki, lisy i dziki pewnie sobie tam buszowały...
a swoją drogą, to jak to się dzieje, że korespondencja pomiędzy nadleśnictwami i RDOŚ jest tak dobrze znana Panu Korbelowi, który tak ją tutaj bezkarnie prezentuje, dzięki czemu dokłada "merytorycznie" pożywki sz....
Anonimowy 5 stycznia 2013 22:04
Coś masz na rzeczy... (oto paragrafy z netu)...
,,tajemnica korespondencji jako dobro osobiste
Rafał Kolano | 10-04-2008
Tajemnica korespondencji, podobnie jak inne postaci wolności człowieka, objęta jest ochroną konstytucji (art.87 ust.2). Kodeks cywilny zalicza ją do dóbr osobistych jednostki (art.23 k.c.), a ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych reglamentuje dopuszczalność rozpowszechniania cudzej korespondencji (art.82 i 83). Wreszcie kodeks karny przewiduje sankcje za naruszenie tajemnicy korespondencji (art.172 k.k.).
Korespondencja prowadzona może być w dowolnej formie (pismo, nagranie, itp.) dowolną drogą (poczta, posłaniec, telefon, e-mail itp.), byle tylko spełniony był warunek poufności, tj. przeznaczenie zindywidualizowanej przesyłki dla konkretnej osoby. Ochrona adresata powstaje z chwilą wysłania listu i obejmuje tylko osoby fizyczne. Wszelkie ulotki, druki rozsyłane w identycznej formie do dużego grona osób, „listy otwarte” nie są listami w rozumieniu art. 82PrAut.
Korespondencja nie jest dobrem osobistym. Jest ona nośnikiem ważnych informacji o nadawcy i adresacie, o relacjach ich wiążących. Dlatego jej upublicznianie godzi przede wszystkich w ich prywatność i to ona jest chronionym dobrem osobistym. Można tu przywołać wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 7 listopada 1995 r. (I ACr 529/95). Sąd stwierdził, że przesłanie dłużnikowi przez wierzyciela upomnienia do zapłaty zaległej należności w sposób umożliwiający zapoznanie się z treścią upomnienia przez inne niż adresat osoby stanowi naruszenie dobra osobistego adresata, jakim jest tajemnica korespondencji. Należy ona do kategorii wymienionych w art. 23 k.c. dóbr osobistych podlegających ochronie na wypadek zagrożenia lub naruszenia stosownie do zasad wynikających z art. 24 § 1 i 2 k.c.
Każdy adresat korespondencji, którego prawa zostały naruszone może ich dochodzić poprzez roszczenia ochronne, które są mu zagwarantowane w §24 k.c. Mowa tu o roszczeniach majątkowych oraz niemajątkowych. Do roszczeń majątkowych zaliczyć możemy:
zadośćuczynienie – polegające na dochodzeniu zadośćuczynienia za naruszenie prawa do wizerunku zarówno na podstawie kodeksu cywilnego (art. 448 KC), jak i ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (art. 78 PrAut). Zadośćuczynienie jest jednym z podstawowych środków chronienia bezwzględnego prawa osobistego.
odszkodowania za szkodę majątkową – dochodzi się, jeżeli podmiot wykaże, że została mu wyrządzona rzeczywista szkoda lub nie osiągnął on korzyści, których się spodziewał z uwagi na to, że ktoś wyrządził mu krzywdę. Wtedy na zasadach ogólnych (art. 415 KC) może dochodzić odszkodowania.
wydanie bezprawnie uzyskanych korzyści – jak już wcześniej zostało wspomniane, prawo adresata korespondencji do decydowania o jej upublicznieniu jest prawem osobistym. Zgodnie więc z art. 405 KC każdy kto uzyskał korzyść kosztem uprawnionego poprzez upublicznienie wiadomości zawartych w cudzej korespondencji, zobowiązany jest do wydania owych korzyści w naturze lub gdyby to nie było możliwe, do zwrotu jej wartości.
Te drugie natomiast mają na celu ograniczenie negatywnych skutków naruszenia poprzez złożenie wyjaśnienia, przeprosin itp. Również sam pokrzywdzony może działać i żądać opublikowania jego sprostowania lub odpowiedzi.
Korespondencja stanowi szczególny rodzaj twórczości, ponieważ adresowana jest do ściśle określonej osoby i z założenia oparta jest na wzajemnym zaufaniu. Tym tłumaczyć należy to, że jej udostępnianie publiczności wymaga zgody obu stron, niezależnie od tego, czy jej rozpowszechnienie godziłoby w cześć adresata. Obojętne jest przy tym, czy są to osoby „powszechnie znane” i czy tematem korespondencji są sprawy publiczne, czy osobiste. Natomiast wszelkie zniekształcenia rozpowszechnianej korespondencji, jej komentowanie, ilustrowanie itp. pogłębić mogą naruszenie prywatności, tak nadawcy, jak i adresata.
Anonimowy 5 stycznia 2013 22:26
o jakiej tajemnicy korespondencji między instytucjami piszesz? Co masz do ukrycia? Swoje kłamstwa?
Anonimowy 5 stycznia 2013 22:07
Korespondencja między dwoma urzędami, dotycząca decyzji i będąca decyzjami, jest informacją publiczną. Drodzy towarzysze, czasy wydawania decyzji za grubymi, obytymi drzwiami, bez wiedzy obywateli, dawno już minęły.
Odsyłam do przepisów o informacji publicznej.
A swoją drogą, ciekawe że się tak ujawnienia tych pism urzędowych obawiacie...
Anonimowy 6 stycznia 2013 09:32
DYREKTOR RDOŚ otrzymał pismo z nadleśnictwa (wyżej publikowane)- na tej podstawie podejmuje decyzję o skwitowaniu informacji lub wyjaśnia dalej- po zakończeniu sprawy - podejmuje decyzję -jest to informacja publiczna.
Pan Korbel przedstawił pismo petenta a nie decyzję właściwego organu -RDOŚ.
Może Pan Korbel opublikuje swój wniosek do RDOŚ i odpowiedź w sprawie wyżej opisanej.
(na piśmienie ma żadnej dekretacji - informacji do kogo zastało skierowane)
Anonimowy 6 stycznia 2013 09:37
Czyli macie coś do ukrycia. Ciekawe dlaczego? Przecież wszystko miało być legalnie a ekolodzy podobno się was tylko czepiają, kłamią i organizują na was nagonkę.
Anonimowy 6 stycznia 2013 10:07
to waszym zdaniem oficjalne pisma między instytucjami państwowymi są objęte tajemnicą? Gratulacje towarzysze przywiązania do czasów minionych, chociaż i wtedy były pieczątki poufne/tajne. Przychodzi na myśl takie przysłowie o gorejącej czapce :)
Anonimowy 5 stycznia 2013 22:15
Swoją drogą to ciekawe, że pojawiło się tu mnóstwo pytań dotyczących możliwości złamania w trakcie polowania całego mnóstwa przepisów, a jedyna odpowiedź jaka pada, to totalnie bzdurne straszenie rzekomym złamaniem tajemnicy korespondencji. Jako żywo przypomina "łapaj złodzieja" kogoś, kogo złapano z ręką w cudzej kieszeni...
Anonimowy 5 stycznia 2013 22:20
Oni ciągle swoje! może teraz zaczną o tym, że zdjęcia były wykonane nielegalnie, bo to był rezerwat i nie wolno było tam wejść? Tu już chyba tylko pomoc psychologa!
Anonimowy 5 stycznia 2013 22:44
Jak czytam te brednie obrońców Lasów Państwowych i myśliwych to myślę, że jedyny ratunek dla LP to odciąć się od tego jednoznacznie i uznać, że nie mają z tym nic wspólnego.
Podleśniczy albo Gajowy
Grey Wolf 6 stycznia 2013 11:09
" Hodowcy krokodyli zażarcie bronią zysków i opierają się wszelkim próbom kontroli czy regulacji prawnej swojej branży, a także próbom przekształcenia ich działalności w ekoturystykę. Wielu z nich bezczelnie podaje się za 'działaczy na rzecz ochrony krokodyli'. To obrzydliwe oszustwo. Zabijanie tych zwierząt dla pieniędzy nie ma nic wspólnego z ich ochroną. " - Terri Irwin.
To samo tyczy się myśliwych..
ps. Jeszcze się okaże, że sarna była szpiegiem, a myśliwy miał pomroczność jasną. Howgh.
Anonimowy 6 stycznia 2013 16:45
Jak mocno jest według własnej wiedzy obwarowany paragrafami, pokazał koleś w zielonym kapelusiku, 30 grudnia w okolicach oddziału 311 w Puszczy Białowieskiej. Przepisów których przy tej okazji złamał jest multum. No, ale to trza zdjąć końskie okulary, żeby to dostrzec.
Wiedza nie ma tu nic do rzeczy praffniku. Takie sa fakty.
Co zas sie tyczy postawy tego goscia, to z pewnoscia kazdy sad potwierdzi Twoj lament. A wiec do dziela!