Source: http://czasopismo.legeartis.org/2016/11/odpowiedzialnosc-prowadzacego-stajnie-za-stratowanie-na-padoku.html
Timestamp: 2017-06-26 17:22:06
Legal References Found: art. 431
 art. 431
 art. 415
 art. 207
 art. 220
 art. 445
 art. 431
 art. 445
 art. 207
 art. 220
 art. 304
 art. 361
 art. 362
 art. 431
 art. 445

Document Content:
Odpowiedzialność prowadzącego stajnię za stratowanie na padoku
by Olgierd Rudak • 25 listopada 2016 • 2 komentarze W dotychczasowych rozważaniach o ryzyku prawnym związanym z posiadaniem zwierzaka zajmowaliśmy się już pogryzieniem przez psa oraz wątpliwościami wynikającymi z brakiem kontaktu fizycznego zwierzęcia z poszkodowanym — a nie było jeszcze nic o osobach pracujących przy zwierzętach. Dziś zatem czas na kilka zdań o odpowiedzialności prowadzącego stajnię za stratowanie pracownika na padoku przez rozjuszone zwierzę: czy właściciel stajni ponosi odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez zwierzę? czy podstawą odpowiedzialności będzie art. 431 par. 1 kc? jakie konsekwencje będzie miało przyczynienie się pracownika do powstania szkody? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z 2 czerwca 2016 r., sygn. akt I ACa 17/16).
Dawno nie widziałem wielbłąda, zatem jako ilustracja tekstu musi wystarczyć fotografia krowy z Pienin (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)
Sprawy miały się następująco: 10 kwietnia 2010 r. pracownica zatrudniona na umowie zleceniu na Rancho Ponderosa jako opiekunka małych zwierząt i recepcjonistka została poturbowana przez goniącego ją wielbłąda. Do wypadku doszło podczas próby podania lekarstwa innemu zwierzęcia: na padoku doszło do zamieszania, kobieta zauważyła, że goni ją agresywny wielbłąd, więc zaczęła uciekać, jednak przeskakując przez zamykający łańcuch przewróciła się i upadła — wówczas zwierzę ją dopadło.
W wyniku zdarzenia pracownica doznała obustronnej odmy opłucnej, złamania żeber, urazu jamy brzusznej z pęknięciem śledziony (którą jej usunięto) i lewego nadnercza, krwawienia do jamy otrzewnowej, złamania prawej kości ramiennej oraz złamania wyrostków poprzecznych kręgów piersiowych. Dodatkowo zaczęła cierpieć na lęk przed zwierzętami, popada w depresje (lekarz rozpoznał u niej PTSD), utraciła sprawność fizyczną, wymaga pomocy przy czynnościach życiowych, wymaga pomocy psychoterapeuty.
W związku z konsekwencjami poszkodowana wniosła przeciwko spółce prowadzącej mini-ZOO powództwo, żądając m.in. 150 tys. złotych zadośćuczynienia.
Zdaniem pracodawcy (oraz ubezpieczyciela występującego jako interwenient uboczny) roszczenie było całkowicie niezasadne: wypadek miał miejsce z winy powódki, przyczyną było nieprawidłowe zachowanie powódki w otoczeniu zwierzęcia. Kobieta z własnej woli znalazła się na wybiegu wielbłądów — chociaż jej zakres obowiązków nie obejmował opieki nad dużymi zwierzętami, poszła tam z ciekawości przyjrzeć się nowo narodzonemu wielbłądziątku. Przyczyną szkód na zdrowiu nie było pogryzienie przez wielbłąda, lecz nieracjonalna decyzja o salwowaniu się ucieczką z padoku i upadek.
Sąd I instancji co do zasady roszczenie uwzględnił i przyznał kobiecie 121 tys. złotych zadośćuczynienia. Strona pozwana ponosi odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez wielbłąda na zasadach określonych w art. 431 par. 1 kc — jako za zwierzę, które „chowa albo się nim posługuje”, a szkoda została wyrządzona „własnym popędem” zwierzęcia — gdyby zwierzę było kierowane przez człowieka, odpowiedzialność opierałaby się na art. 415 kc.
Wina w nadzorze wynikała z zaniedbań w zakresie BHP: Rancho Ponderosa miała obowiązek zapewnienia bezpiecznych warunków wykonywania pracy także osobom zatrudnionym na zlecenie (art. 304 par. 1 kp w zw. z art. 207 par. 2 kp). Trzymając w menażerii wielbłąda — zwierzęcia kopiącego i gryzącego w rozumieniu rozporządzenia MŚ w sprawie BHP w ogrodach zoologicznych — należało stosować specjalne środki bezpieczeństwa, a tymczasem akcja zaganiania wielbłądzicy była prowadzona w sposób chaotyczny; co gorsza na ogół każdy pracownik mógł wejść w każdym momencie do zagrody ze zwierzętami. (Warto dodać, że po wypadku była kontrola PIP, po której nakazano usunięcie szeregu nieprawidłowości: m.in. zapewnić środki techniczne do przepędzania, odławiania i odstraszania zwierząt oraz ustalić zasady wchodzenia do pomieszczeń ze zwierzętami; ale już prokuratura, która prowadziła śledztwo w kierunku art. 220 par. 2 kk umorzyła postępowanie ze względu na brak znamion czynu zabronionego.)
Nie ma przy tym znaczenia, że część obrażeń jest skutkiem upadku, a część powstała wskutek ataku wielbłąda: powódka uciekała i upadła wskutek ataku zwierzęcia, zatem zachodzi adekwatny związek przyczynowy (art. 361 par. 1 kc). Powódce przysługuje odszkodowanie za delikt (art. 444 par. 1 kc) oraz zadośćuczynienie z art. 445 par. 1 kc.
Wniesione przez obu pozwanych apelacje okazały się częściowo skuteczne. Niewątpliwie odpowiedzialność pracodawcy zatrudniającego pracowników do opieki nad zwierzętami opiera się na tym samym art. 431 par. 1 kc, albowiem osoba, która zwierzę chowa odpowiada także za szkodę wyrządzoną osobie, której powierzono pieczę nad zwierzęciem. W tym przypadku niewłaściwy nadzór i bagatelizowanie zagrożeń wynikających z utrzymywania niebezpiecznych stworzeń przekładają się na brak możliwości ekskulpacji — i chociaż nie ma możliwości by procedury uchroniły osoby przed wszystkimi możliwymi zagrożeniami — to jednak pozwany pracodawca zaniedbał podstawowych szkoleń w zakresie bezpieczeństwa w postępowaniu z wielbłądami.
Nie można zatem powiedzieć, iżby szkoda wynikała wyłącznie z faktu samowolnego wejścia powódki na wybieg, wyłączając związek przyczynowy między uchybieniami a szkodą powstałą wskutek wypadku: skoro wszyscy pracownicy mieli nieograniczony dostęp do zwierząt i rzeczywiście wchodzili do zagród, nie opracowano procedur wejścia do zagród, zaś niebezpiecznemu wielbłądowi nie założono nawet kagańca — to oznacza, że pozwana zaniedbała swoich obowiązków w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa.
Niemniej w ocenie sądu II instancji zasadne okazały się zarzuty przyczynienia się powódki do powstania szkody: kobieta nie powinna była wchodzić do pomieszczeń i na wybieg wielbłądów, zwłaszcza, że nie otrzymała takiego polecenia od przełożonych, ani nawet nie zasygnalizowała takiego zamiaru. Sąd przyjął, że kobieta przyczyniła się do powstania szkody w 50% — czyli o tyle powinna być zredukowana suma zadośćuczynienia. Co więcej sąd przyjął, że adekwatną do skutków zdarzenia „odpowiednią sumą” w rozumieniu art. 445 par. 1 kc — biorąc pod uwagę rozległość obrażeń doznanych w wypadku, ale i pomyślność leczenia i rehabilitacji — jest 80 tys. złotych.
Stąd zaskarżony wyrok został zmieniony, ostatecznie kobiecie przyznano 40 tys. złotych. A skoro strona pozwana uległa tylko częściowo, zmienił się rozkład kosztów procesu i kosztów sądowych: powódka musi zapłacić ex-pracodawcy 1,9 tys. złotych tytułem koszów za I instancję oraz 4,9 tys. kosztów za II instancję, zaś z kwoty zadośćuczynienia ma być ściągnięte 5,2 tys. złotych tytułem części nieuiszczonych kosztów sądowych
Rachunek jest prosty: koszty i opłaty zeżrą połowę odsetek od tego co zapłaci pracodawca.
Tags: art. 207 kp art. 220 kk art. 304 kp art. 361 kc art. 362 kc art. 431 kc art. 445 kc pies zadośćuczynienie zwierzęta	Post navigation
← O tym, że niejasne prawo może być samo w sobie sprzeczne z Konstytucją (toteż TK orzeka o niezgodności przepisów o czasie pracy kierowców)
Habánské sklepy Frankovka 2015 — dbajcie o swój cholesterol HDL jako dbam i ja →
Przyczepię się do często spotykanego pomieszania pojęć. Czym innym jest depresja (fachowo epizod depresyjny – ICD 10 F32) a czym innym PTSD (fachowo – reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne – ICD 10 F43). Nawet grupa klasyfikacyjna jest inna
Opis stanu zdrowia powódki jest b. obszerny, streściłem go w b. lakoniczny i upraszczający sposób…