Source: https://czasopismo.legeartis.org/2016/05/niepoczytalnosc-dyscyplinarne-zwolnienie-praca.html
Timestamp: 2018-08-14 15:11:24
Legal References Found: art. 52
 art. 52
 art. 52
 art. 425
 art. 425
 art. 52

Document Content:
Niepoczytalność pracownika a dyscyplinarne zwolnienie z pracy
by Olgierd Rudak • 16 maja 2016 • 18 komentarzy
Nie wiem czy się komuś przyda, ale skoro takie sprawy trafiają do sądu, to dzieją się w rzeczywistości. W dzisiejszej rubryce poświęconej orzecznictwu dotyczącym prawa pracy kilka zdań o tym czy pracownik może odpowiadać dyscyplinarnie za czyny, których dokonał w stanie niepoczytalności?
wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 marca 2015 r., (II PK 105/14), teza
Nawet w przypadku szczególnie rażącego naruszenia obowiązków pracowniczych konieczną przesłanką rozwiązania umowy o pracę w trybie art. 52 § 1 pkt 1 kp pozostaje wina.
Orzeczenie wydano w następującym (dość specyficznym) stanie faktycznym: któregoś dnia jeden z inżynierów przyszedł do pracy z dwoma nożami, którymi zaatakował kolegę z pracy, a następnie próbował dostać się do biur wykrzykując groźby pod adresem pracowników firmy. Interweniowała policja, na prawie pół roku trafił do kliniki psychiatrycznej z rozpoznaniem schizofrenii, zespołu paranoidalnego oraz uzależnienia od alkoholu i narkotyków — jednak w chwili podjęcia opisanych zachowań powód z powodu ostrej psychozy miał zniesioną zdolność rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem (na tej podstawie prokurator umorzył postępowanie karne).
Kilkanaście dni po awanturze (czyli kiedy pracownik był nadal w szpitalu) pracodawca złożył oświadczenie o rozwiązaniu stosunku pracy bez wypowiedzenia (art. 52 par. 1 pkt 1 kp), jako przyczynę wskazując m.in. naganne zachowanie w pracy, groźby werbalne i na Facebooku oraz przestępstwo — zaatakowanie innej osoby w sposób zagrażający życiu.
Pracownik odwołał się do sądu pracy, który stwierdził, że pracodawca rozwiązując umowę o pracę w trybie dyscyplinarnym naruszył prawo i zasądził odszkodowanie. Warunkiem zastosowania dyscyplinarki jest bowiem nie tylko bezprawność zachowania pracownika, ale i możliwość przypisania mu winy, tej zaś — niezależnie od tego, że być może sam się wprowadził w taki stan — przypisać mu nie można. Stąd też zasądzono na rzecz pracownika odszkodowanie za bezprawne rozwiązanie umowy o pracę (przeszło 20 tys. złotych).
Skargę kasacyjną wniósł pracodawca, jednak w ocenie SN nie miała ona uzasadnionych podstaw.
Po pierwsze jako nietrafne uznano stanowisko pracodawcy, iż „ciężkość” naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych może wynikać z rażąco bezprawnego działania pracownika — co pozwalałoby na pominięcie elementu winy przy stosowaniu art. 52 par. 1 pkt 1 kp, a przez to niepoczytalność pracownika nie stałaby na przeszkodzie dyscyplinarki.
SN przypomniał, że tylko wina umyślna oraz rażące niedbalstwo po stronie pracownika pozwalają na zastosowanie przez pracodawcy dyscyplinarki. Po drugie niepoczytalność wyłącza winę, a co za tym idzie pracodawca nie może zastosować art. 52 par. 1 pkt 1 kp wobec pracownika, którego zachowanie nastąpiło w stanie niepoczytalności. Po trzecie nie jest prawdą, że przyczyną niepoczytalności było uzależnienie od narkotyków i alkoholu — wbrew stanowisku pozwanego niepoczytalność wynikała z choroby psychicznej, na którą cierpiał pracownik, nie można zatem powoływać się na art. 425 par. 2 kc.
Tags: art. 425 kc art. 52 kp choroba psychiczna dyscyplinarka niepoczytalność nóż Sąd Najwyższy
← Czy nadawanie programów telewizyjnych drogą cyfrową przez „starego” nadawcę analogowego stanowi odrębne pole eksploatacji?
Regres ubezpieczycieli w przypadku podwójnego OC (uchwały SN III CZP 11/16 i III CZP 16/16) →
18 comments for “Niepoczytalność pracownika a dyscyplinarne zwolnienie z pracy”
16 maja 2016 at 09:29
A zatem rozstanie z takim pracownikiem mogę być nieco utrudnione i być może bolesne (może nawet i dosłownie).
16 maja 2016 at 09:42
W uzasadnieniu SN pouczył, że właściwie to jak najbardziej kwalifikowało się do wypowiedzenia.
Inna sprawa, że wyjścia chyba nie było, także z tego względu, że przecież chlebodawca nie miał pojęcia jak długo pacjent będzie w szpitalu. Teoretycznie po 2 tygodniach mógłby przecież stanąć u bram :)
16 maja 2016 at 17:18
Uważam (i opieram się na wielokrotnych dokumentacjach medycznych wielu pacjentów) że trwałoby to znacznie dłużej. Nawet jeśli ostry stan psychotyczny uda się szybko przytłumić (popularnie – nie szaleje i nie biega z siekierą), to neuroleptyki tłumią także aktywność i taka osoba jest na tyle przyklapnięta i apatyczna, że nie da sobie rady sama w domu, a cóż dopiero wyjść do pracy. Inna sprawa, że zdecydowana większość działań gwałtownych u osób w ostrym stadium psychotycznym ma bardzo znaczne lęki, a ewentualna agresja jest najczęściej spowodowana właśnie tymi lękami. Wiem, że to trochę dziwnie brzmi, ale większość ludzi w psychozie jeśli w ogóle i jest agresywna 9bo większość chowa się w przysłowiową mysią dziurę, przykrywa kołdrą i boi się całego świata) to agresja ta jest spowodowana lękiem i strachem – przed urojonym zagrożeniem. Bronią się atakując osoby faktycznie niewinne. Ot taki przykład: pracownik ma zwierzchnika, wie, ze jest w jakimś stopniu od niego zależny. Ostra psychoza urojeniowa i uroił sobie, że jego zwierzchnik ma zamiar go skrzywdzić: wyrzucić z pracy, z domu, zabrać żonę i zgwałcić małą córkę. To „zapobiegawczo” „broniąc” siebie i najbliższych ze strachu weźmie siekierę i walnie swojego kierownika w głowę.
Nie mnie tu wyrokować co z taką osoba zrobić, ale taki jest najczęstszy mechanizm agresji u chorych psychicznie – czują się zaszczuci, zagonieni jak szczur do kąta kierowani przez kogoś, podglądani, podsłuchiwani, truci, przypalani promieniami, czy co tylko można sobie wyobrazić (a ludzka wyobraźnia jest podobnie nieograniczona jak ludzka głupota). I ze strachu zaczynają gryźć.
Nawet jak intensywnym leczeniem uda się dość szybko wygasić agresję, to zwykle taka osoba wpada w dołek apatii. Zanim ustabilizuje się na poziomie pozwalającym na wypisanie najczęściej potrzeba od 1 do 6 miesięcy leczenia stacjonarnego (w warunkach szpitalnych). A po 30 dniach chorobowego pracownik nie ma dopuszczenia do pracy bez przeprowadzenia badań. Znając praktykę – lekarz medycyny pracy nie podpisze zaświadczenia nie mając podkładki od psychiatry. A psychiatra takowego zaświadczenia nie wyda tak szybko. Tak, że prawdopodobieństwo Twojego Olgierdzie scenariusza jest nikłe, a zdecydowanej większości pacjentów psychiatrycznych nawet cały okres zasiłkowy nie wystarcza (182 dni).
Inna sprawa, skąd miałby o tym wiedzieć pracodawca, dlatego też wcale się nie dziwię temu co zrobił, choć nie miał racji
16 maja 2016 at 21:13
Fakt, nie wziąłem pod uwagę, że to nie byle nieudolny samobójca… Dzięki za rozwojowy komentarz :)
17 maja 2016 at 08:38
Również dziękować za bardzo informacyjny komentarz.
Miałem kilka razy do czynienia z osobami zaburzonymi, w stadium psychozy, ale na szczęście trafiła mi się rola tego dobrego. To z resztą jest ciekawe doświadczenie, bo jako żywo pamiętam sytuację: udzielam porady prawnej, słucham opowieści-tła przez jakieś 20 minut i gdyby nie jedno, dosłownie jedno zdanie, nie rozpoznałbym, że mam do czynienia z osobą zaburzoną. Tak opowieść była jak najbardziej wiarygodna i możliwa do zajścia w naszych realiach.
17 maja 2016 at 08:58
Brzmi jak anegdota, ale rzecz wydarzyła się naprawdę: pracowałem kiedyś w szpitalu, aczkolwiek biuro mało znało się z oddziałami. Musiałem raz udać się na oddziały, rozmówca mnie nie odprowadził do drzwi, stoję, czekam, wychodziła jakaś pielęgniarka, ja za nią — a ona „doooookąd to!?”.
No i musiałem się tłumaczyć, że ja tu tylko pracuję…
17 maja 2016 at 09:06
Istotnie, brzmi jak anegdota, a mogło się skończyć różnie. Parę godzin mogłoby zająć szukanie, czy RedNacz jest na liście pacjentów. Brrr.
17 maja 2016 at 19:35
Tym razem to nie anegdota. Znam obie strony biorące udział w specyficznym zakładzie sprzed lat. Założyła się pielęgniarka pogotowia (gdy jeszcze zwało się OPD), że doprowadzi do przyjęcia nas psychiatrię lekarza karety. Wystarczyło 15-20 minut, a już miał założona historię choroby i 2 silnych z kaftanem wyciągało „dochtora” z karetki. Nic to, że w fartuchu – „on ma urojenia, że jest lekarzem”.
Sam kiedyś transportowałem pacjenta w psychozie (też w OPD). Był spokojny i ciężko przerażony, ze go UFO porwie, bo już za nim latają, żeby tylko światu o nich nie powiedział. Wszedł z sanitariuszem do izby przyjęć. Nie wrócił żaden (miałem to szczęście, że tez nie poszedłem). Gdy zaczęliśmy szukać naszego sanitetra okazało się że już był w oddziale. Oczywiście jako nadprogramowy pacjent. Mówił niewyraźnie po urazie twarzy z niedowładem nerwu twarzowego, jedno oko się nie domykało i miał (po tym samym urazie kręcz szyi). Wystarczyło. A, że usiłował wyjaśnić sytuację, to tylko bardziej utwierdzało personel w tym, że coś jest na rzeczy.
Już na zakończenie stary żart psychiatrów: Jaka jest różnica pomiędzy pacjentami oddziału psychiatrycznego a personelem? Personel śpi w domu
I pewna mądrość psychiatryczna: na Ziemi żyje 6 miliardów zneurotyzowanych szalonych małp. I nie wiadomo dlaczego mówią o sobie „rozumne”
17 maja 2016 at 21:11
Ja jeszcze pamiętam: skąd się biorą psychiatrzy? ;-)
18 maja 2016 at 21:07
z Wrocławia? ;-D
19 maja 2016 at 09:59
Z wydziałów lekarskich Uniwersytetów Medycznych (dawniej: Akademii Medycznych; wcześniej: Uniwersytetów Medycznych) . Tam to sama patologia. ;-)
19 maja 2016 at 10:47
„Kurczę, czas wybrać jakąś specjalizację. Ale na medycynie przez przypadek — przecież interesuje mnie historia/filozofia/angielski. Co zrobić?!? Wiem!
Psychiatria! Bez krwi, bez pośpiechu, przyjdę, pogadam, nie dziś to jutro, pacjent mi nie umrze… świetny wybór”
19 maja 2016 at 10:50
To dość podobnie jak z psycholgami i pschycholochamia (l.m., r.ż.)
19 maja 2016 at 10:51
Z tym, że psychologię wybiera się na początku studiów :) A pomiędzy psychiatrią a chirurgią można później :)
19 maja 2016 at 10:53
Tak, tak, ale mię chodzi o to ostatnie zdanie, z naciskiem na przyjdę, pogadam, nie dziś to jutro
19 maja 2016 at 16:33
To patomorfologia jeszcze lepsza. Krew wprawdzie jest ale pacjenci skarg nie piszą, że sekcję im nie tak zrobiono ;-) W ogóle nie piszą, nie mówią, nie poganiają
18 maja 2016 at 08:06
O takich opowieściach się słyszy. Słyszałem i podobną od lekarza. To z lekka przerażające jak łatwo jest z człowieka zrobić świra. I to jeszcze niekiedy z przyklepką człowieka w todze z orzełkiem.
18 maja 2016 at 16:36
Z człowieka nie trzeba robić świra. Człowiek (KAŻDY!!!) jest mniej lub bardziej świrem. Ty jesteś świrem, ja jestem świrem, RedNacz jest świrem. I człowiek w todze z orzełkiem też jest świrem. Niektórzy są tylko trochę bardziej i egzotyczniej od przeciętnej.
Może zresztą i dobrze, że tak jest, bo pewnie nadal siedzielibyśmy w jaskiniach. Wiecie jak powstają wynalazki? Wiecie, ale poczytajcie opowieść świra:
Wszyscy wiedzą, że czegoś się nie da zrobić. Pojawia się większy świr od pozostałych, twierdzi, ze tego nie wie i właśnie on wynajduje a to koło, a to łuk, a to kamienny nóż lub zaczyna podgrzewać jakieś kamole w ognisku i tłuc je innymi kamolami (no świr! zupełny świr!) uzyskując po iluś tam próbach (popatrz jaki to świr, od tylu lat to robi i jeszcze tego w kąt nie rzuci) żelazo. Lub zamiast zjeść ziarno albo schować je do jakiegoś wora to kolejny świr marnuje dobre jedzenie robiąc patykiem dziury w ziemi i wrzucając tam ziarno. No przecież każdy wie, że zgnije, popsuje się i w ogóle to miejsce ziarna jest w brzuchu a nie w dołku w ziemi. Ten świr był protoplastą rolnika. A ten świr co to zamiast przywalić wilkowi kamolem w pysk pierwszy dał mu ogryzioną kość? Teraz jego potomek chwali się szelkami z Kuatą w środku