Source: https://nawokandzie.ms.gov.pl/numer-25/wokanda-2-numer-25/sedzia-czyli-arbiter.html
Timestamp: 2019-12-10 20:54:11
Legal References Found: art. 87
 art. 167
 art. 167
 art. 427
 art. 167
 art. 167
 art. 427
 art. 389
 art. 391
 art. 404
 art. 167
 art. 452

Document Content:
Sędzia, czyli arbiter | Na wokandzie
Strona główna › Numer 25 › Wokanda › Sędzia, czyli arbiter
Nowa rzeczywistość normatywna, która w dniu 1 lipca 2015 r. zastanie sędziów orzekających w sprawach karnych w zakresie modelu postępowania jurysdykcyjnego, a zwłaszcza jego najważniejszego etapu – rozprawy głównej – niesie ze sobą zmiany niemające precedensu na przestrzeni ostatnich 70 lat. Oto omówienie najważniejszych z nich.
Zmiany w modelu postępowania karnego określane są jednym słowem: kontradyktoryjność. Nie chodzi oczywiście o to, że kontradyktoryjność była dotychczas obca praktyce procesowej. Więcej nawet, począwszy od Kodeksu postępowania karnego z 1928 r., była ona uznawana za obowiązującą zasadę procesową w postępowaniu sądowym. Rzecz w tym, że do tej pory dominująca teoretycznie w postępowaniu przed sądem zasada kontradyktoryjności była uzupełniana przez zasadę śledczą (inkwizycyjną), przewidującą inicjatywę sądu w zbieraniu i przeprowadzaniu dowodów – tak, by prowadziło to do wyjaśnienia wszystkich istotnych okoliczności sprawy i dokonania ustaleń faktycznych odpowiadających prawdzie (art. 2 § 2 k.p.k.). A skoro sąd miał obowiązek i tak wyjaśnić zgodnie z prawdą wszystkie istotne okoliczności, niezależnie od dowodowej aktywności stron, to stan ten nie wpływał mobilizująco na strony i nie zachęcał ich do przejawienia w tym zakresie inicjatywy.
Bierne strony, długotrwałe procesy
Zgodnie z obowiązującym przed 1 lipca 2015 r. modelem relacji zasad kontradyktoryjności i śledczej, niezależnie od tego, czy dowód był dopuszczany z urzędu, czy na wniosek, przeprowadzał go zawsze sąd, dbając o wyjaśnienie wszystkich istotnych dla sprawy okoliczności. Oskarżyciel publiczny mógł więc włączać się do postępowania tylko wówczas, gdy sprawa po przeprowadzeniu dowodów na rozprawie przybrała dla niego niespodziewany lub niekorzystny obrót czy też zabierając głos w kwestii wniosku dowodowego złożonego przez inną stronę. Również oskarżony i jego obrońca, jako strona defensywna, mogli podejmować aktywność procesową dopiero w ostatniej kolejności, gdy sąd przeprowadził wnioskowane przez oskarżyciela dowody i sam wyczerpał inicjatywę dowodową.
Praktyczną i wymowną konsekwencją powyższego była sytuacja, w której obie przeciwstawne strony procesowe na rozprawie nie wykazywały żadnej aktywności dowodowej. Po czym, składając apelacje, zarzucały sądowi… niewyjaśnienie istotnych okoliczności sprawy, nieprzeprowadzenie wszystkich możliwych dowodów, oparcie się na niepełnej i niejasnej opinii biegłych, itd., itp. Oczywiście, nie wszystkie rozprawy przed sądem karnym odbywały się przy takiej inercji stron, szczególnie oskarżycielskiej.
Inną naturalną konsekwencją dotychczasowego modelu było położenie nacisku na postępowanie przygotowawcze, w toku którego następowało przeprowadzanie i szczegółowe protokolarne utrwalanie wszystkich kluczowych dowodów. Rozprawa sądowa sprowadzała się zaś w istocie do powtórzenia dowodów przeprowadzonych w śledztwie albo dochodzeniu, baczenia, czy ich treść uzyskana na rozprawie nie różni się od tej, która wynika z protokołów postępowania przygotowawczego, odczytaniu wszystkich czy zdecydowanej większości protokołów przesłuchania oskarżonych i świadków (z reguły niezależnie od istnienia, rodzaju i zakresu odmienności pomiędzy tymi depozycjami przedstawionymi w postępowaniu przygotowawczym i sądowym), a także uznania za ujawnione wszystkich zawnioskowanych dokumentów, bez dokonania ich jakiejkolwiek selekcji. Nieczęsto przy tym dopuszczano na rozprawie nowe dowody, a jeżeli już, to z reguły z inicjatywy strony defensywnej.
Warto również krytycznie ocenić dotychczasowy sposób wykorzystania przez prokuratora zgromadzonego w postępowaniu przygotowawczym materiału dowodowego. Otóż wszystkie dowody przeprowadzone w śledztwie albo w dochodzeniu, w istocie niezależnie od ich znaczenia dla sprawy (np. powstałe w wyniku dowodowego sprawdzenia określonej wersji śledczej, która ostatecznie nie potwierdziła się), bardziej lub mniej, niekiedy w ogóle niezwiązane z oskarżeniem, prokurator zamieszczał w aktach sprawy, wskazywał w akcie oskarżenia i wnioskował do przeprowadzenia przed sądem.
Rezultatem tych praktyk były stoły sędziowskie zasłane kilkudziesięcioma lub nawet kilkoma setkami tomów akt. Jaką szansę miał sąd, aby rzeczywiście zapoznać się z tymi materiałami? I czy istniała taka potrzeba, biorąc pod uwagę przedmiot rozpoznania? W tym zakresie zresztą wiele winy ponosiły same sądy, często nie dokonując wyboru dowodów oferowanych przez oskarżyciela w akcie oskarżenia. Niezwykle rzadko oddalano na posiedzeniu przed rozprawą czy na rozprawie wnioski dowodowe prokuratora zawarte w akcie oskarżenia, bezkrytycznie aprobując je (np. z urzędu wzywając wszystkich zgłoszonych świadków), dokonując częstokroć szeregu niepotrzebnych i nieprzydatnych czynności dowodowych na rozprawie.
Sąd ograniczony dowodowo
Zmianom w procedurze karnej przyświecają dwa najważniejsze założenia – zaktywizowanie stron jako równoprawnych podmiotów procesowej walki na rozprawie o jak najkorzystniejsze dla każdej z nich rozstrzygnięcie. Czy osiągnięcie rzeczywistej kontradyktoryjności procesu jest celem ustawodawcy samym w sobie? Z pewnością nie. Chodzi o to, by wzbudzić zainteresowanie stron w dostarczaniu sądowi nowych dowodów, mających przemawiać za prezentowanym przez nich stanowiskiem, a w konsekwencji – lepiej służyć prawdzie. Spór równouprawnionych stron powinien być lepszą drogą do osiągania prawdy niż wszechstronna inicjatywa sądu, który stara się być oskarżycielem, obrońcą i arbitrem w jednym.
Z perspektywy sędziego orzekającego w sprawach karnych rozprawa w nowym, kontradyktoryjnym modelu powinna zatem wyglądać inaczej niż dotychczas. Przede wszystkim powinien on wczuć się w rolę arbitra, który interweniuje w wypadkach, gdy istnieje niebezpieczeństwo zasadniczego rozminięcia się tzw. prawdy sądowej, wynikającej z dokonywanych na rozprawie ustaleń, z prawdą materialną (obiektywną), a nie starać się kontrolować w najdrobniejszych szczegółach przebieg postępowania dowodowego. I tu rodzi się zasadnicze pytanie – jak pogodzić oddanie inicjatywy dowodowej stronom, wynikające z zasady kontradyktoryjności, z obowiązkiem dążenia do tego, aby podstawę wszelkich rozstrzygnięć stanowiły prawdziwe ustalenia faktyczne (art. 2 § 2 k.p.k.)? Przecież sąd może dopuścić i przeprowadzić dowód z urzędu tylko w wyjątkowych wypadkach, uzasadnionych szczególnymi okolicznościami (art. 167 § 1 zd. trzecie k.p.k.) i tylko w takich wypadkach członkowie składu orzekającego mogą zadawać pytania osobie przesłuchiwanej (art. 171 § 2 zd. pierwsze k.p.k.). Tymczasem rzeczywista potrzeba dowodowego dociekania prawdy może się pojawić w wielu innych, wcale nie wyjątkowych sytuacjach.
Ze względu jednak na ustawowy wymóg wyjątkowości ingerencji sądu w postępowaniu dowodowym, wypada sformułować postulat, wedle którego zasadniczo sąd powinien podejmować inicjatywę dowodową jedynie wówczas, gdy jej zaniechanie mogłoby skutkować skazaniem oskarżonego: 1) niewinnego, 2) za czyn o surowszej kwalifikacji prawnej niż powinna być zastosowana do prawidłowo ustalonego stanu faktycznego, i 3) na karę rażąco surową, czyli w odniesieniu do istotnych, nieujawnionych dotychczas okoliczności łagodzących. Powody takiej ingerencji sądu powinny mieć raczej przedmiotowy niźli podmiotowy charakter (uwarunkowany obiektywnie mniejszymi możliwościami bronienia swych interesów procesowych przez strony), gdyż oparcie się sądu na tej ostatniej przesłance mogłoby stworzyć chociażby pozory niezachowania bezstronności przez organ procesowy. Postulowaną wstrzemięźliwość w zakresie inicjatywy dowodowej należałoby zachować zatem również wówczas, gdy jedna ze stron, w szczególności oskarżony, okaże się osobą nieporadną, niemogącą podołać ciężarowi walki o swe procesowe interesy. Osoba taka zawsze może przecież żądać wyznaczenia jej obrońcy (oskarżony) lub pełnomocnika (oskarżyciel posiłkowy, oskarżyciel prywatny) z urzędu niezależnie od jej stanu majątkowego (art. 80a § 1, art. 87a § 1 k.p.k.), o czym w razie potrzeby należy ją pouczyć (art. 16 k.p.k.). W ostateczności, oskarżonemu można wyznaczyć obrońcę z urzędu, uznając, że zachodzą w stosunku do niego inne okoliczności utrudniające obronę (art. 79 § 2 k.p.k.). Ratio legis przepisu art. 167 § 1 k.p.k. nie jest jednak inicjowanie i prowadzenie przez sąd postępowania dowodowego w celu wyręczenia w ten sposób strony.
Podobne względy, jak te odnoszące się do inicjatywy dowodowej sądu, powinny być uznane za przesłankę pozytywną zadawania pytań osobom przesłuchiwanym przez członków składu orzekającego (art. 171 § 2 zd. pierwsze k.p.k.). Ustawa bowiem używa w obydwu wypadkach identycznych sformułowań. Należy jednakże uznać, że – ze względu na nieco odmienny charakter ingerencji dowodowej sądu w obydwu wypadkach – powodem zadawania pytań przez członków składu orzekającego może być również potrzeba uzyskania jednoznaczności co do treści depozycji tak, by móc następnie właściwie ocenić wartość danego dowodu.
Równe szanse dla oskarżonych
Kwestia interpretacji wskazanych w ustawie przesłanek dopuszczalności występowania z inicjatywą dowodową przez sąd z urzędu na rozprawie łączy się z niezwykle istotnym zagadnieniem rzeczywistej swobody sądu w tym zakresie. Trzeba bowiem zwrócić uwagę na to, że niezależnie od konieczności spełnienia przesłanek wystąpienia przez sąd z inicjatywą dowodową z art. 167 § 1 zd. trzecie k.p.k., przepis art. 427 § 4 k.p.k. głosi, że w postępowaniu przed sądem, które zostało wszczęte z inicjatywy strony, w środku odwoławczym nie można podnosić zarzutu nieprzeprowadzenia przez sąd określonego dowodu, jeżeli strona nie składała w tym zakresie wniosku dowodowego, zarzutu przeprowadzenia dowodu pomimo braku wniosku strony w tym przedmiocie, ani też zarzutu naruszenia przepisów dotyczących aktywności sądu przy przeprowadzaniu dowodów, w tym również przeprowadzenia dowodu poza zakresem tezy dowodowej.
Oznacza to ni mniej, ni więcej, że – niezależnie od kwestii zaistnienia przesłanek wystąpienia z inicjatywą dowodową z urzędu z art. 167 § 1 zd. trzecie k.p.k. – brak aktywności dowodowej sądu, jego zbyt mała lub też zbyt duża aktywność dowodowa, nie mogą być przedmiotem zarzutu odwoławczego pod adresem skarżonego apelacją orzeczenia. Czyli zarówno, gdy sąd z urzędu nie robi nic i całkowicie biernie przygląda się zmaganiom stron (lub ich brakowi), pomimo że zachodzą podstawy do dopuszczenia i przeprowadzenia dowodu z urzędu, jak również gdy sąd z urzędu dopuści dowody i przeprowadzi całe postępowanie dowodowe, wyręczając strony we wszystkich czynnościach z tym związanych, nie będzie można tej niezgodnej z art. 167 § 1 k.p.k. postawy sądu zaskarżyć. Tym samym sędzia, który „nie zaakceptuje” nowego modelu postępowania na rozprawie, będzie mógł – tak jak to robił dotychczas – prowadzić postępowanie według „starych” zasad, swobodnie korzystając z możliwości dopuszczania i przeprowadzania dowodów z urzędu.
Należy to uznać za słaby punkt nowej regulacji. Wyłączenie z art. 427 § 4 k.p.k. powinno dotyczyć jedynie podniesienia zarzutu braku lub zbyt małej aktywności dowodowej sądu. Dlatego trzeba podkreślić, że w nowym modelu sąd musi ściśle trzymać się przesłanek dopuszczania i przeprowadzania dowodów z urzędu. Inaczej łatwo może dojść do naruszenia reguły równych szans oskarżonych na osądzenie ich spraw zgodnie z obowiązującą procedurą. W zależności bowiem od tego, do jakiego sędziego referenta trafi sprawa, jeden oskarżony będzie musiał sam walczyć z oskarżycielem o uzyskanie korzystnego wyniku, przy braku nawet niezbędnej inicjatywy dowodowej sądu, inny zaś oskarżony, w podobnej sprawie, nie będzie musiał przejawiać żadnej inicjatywy dowodowej, natomiast sąd z urzędu dogłębnie wyjaśni wszystkie okoliczności mogące przemawiać na jego korzyść.
Uważny arbiter
Kontradyktoryjność w wersji przyjętej przez ustawodawcę ma postać szeroką – obejmuje nie tylko oddanie stronom inicjatywy dowodowej, lecz także samo przeprowadzanie dowodów na rozprawie. Tutaj nie powinno być wątpliwości. Podmiotem przeprowadzającym dowód, w szczególności przesłuchującym świadka, jest właściwa strona. Sąd jest natomiast adresatem wszystkich oświadczeń dowodowych, podmiotem zapoznającym się z treścią dowodu, czuwającym nad prawidłowym, zgodnym z prawem przebiegiem postępowania dowodowego i podejmującym decyzje kierujące procesem oraz o charakterze porządkowym. Sąd zebrany materiał dowodowy jedynie ocenia. Dlatego np. świadek jest przesłuchiwany przez stronę, lecz zwraca się do sądu i do niego kieruje swe oświadczenia wiedzy. Z tego też względu powinien on pozostawać w pozycji stojącej (art. 379 § 2 k.p.k.).
Z pewnością powierzenie stronom inicjatywy we wprowadzaniu dowodów do procesu oraz ich przeprowadzania na rozprawie stawia przed nimi daleko większe oczekiwania merytoryczne – co uzasadnia refleksję, że oskarżeni będą występowali bez obrońców na rozprawach w praktyce jedynie w najmniej skomplikowanych sprawach. W szczególności należy zwrócić uwagę na kwestię związaną z odczytywaniem na rozprawie protokołów, wyjaśnień i zeznań sporządzonych zwłaszcza w postępowaniu przygotowawczym. To strony muszą wstępnie ocenić, czy zachodzą przesłanki z art. 389 § 1 i art. 391 § 1 k.p.k. do odczytania tych protokołów i w jakim zakresie należy je odczytać. Sąd ma jedynie czuwać nad prawidłowością tej oceny. Ma to bardzo duże znaczenie nie tylko praktyczne, gdyż odczytywanie protokołów wyjaśnień i zeznań z postępowania przygotowawczego wbrew warunkom ustawowym oraz w szerszym zakresie niż ustawa zezwala, narusza kardynalną – szczególnie jeżeli chodzi o rozprawę – zasadę bezpośredniości. Dlatego w razie stwierdzenia uchybień w tym zakresie, przewodniczący powinien wydać odpowiednie zarządzenia porządkowe (art. 372 k.p.k.), natomiast dowód ujawniony na rozprawie wbrew wymaganiom ustawy nie powinien być brany pod uwagę przy rozstrzyganiu.
Sąd otrzymuje wraz z aktem oskarżenia nie tak jak dotychczas – całe akta sprawy, lecz jedynie materiały postępowania przygotowawczego bezpośrednio związane z kwestią odpowiedzialności osób wskazanych w tym akcie za czyny w nim zarzucane (art. 334 § 1 k.p.k.). Wraz z ustawowym wymogiem, by w akcie oskarżenia określić dla każdego wnioskowanego do przeprowadzenia dowodu tezę dowodową (art. 333 § 1 k.p.k.), będzie to oznaczać, że sędzia przygotowując się do rozprawy, skupi swą uwagę na sednie sprawy, a nie będzie koncentrował się na lekturze, nieraz chaotycznie rozłożonego w aktach, materiału, poszukując istotnych dla sprawy dowodów i sprawdzając, jaką każdy z nich może mieć przydatność do jej rozstrzygnięcia.
Takie mocne położenie nacisku na formułowanie przez strony tez dowodowych, oddanie stronom możliwości przeprowadzania dowodów, ograniczenie protokolarności przesłuchania świadków w postępowaniu przygotowawczym (art. 311 § 3 i 5 k.p.k.), jak również szerokie umożliwienie zbierania przez strony informacji mogących stanowić przedmiot wniosku dowodowego (art. 367a, 404a k.p.k.) powoduje, że w nowym modelu procesowym punkt ciężkości przeprowadzania i utrwalania dowodów przesunie się z postępowania przygotowawczego na rozprawę. Ten skutek reformy jest całkowicie słuszny i zgodny z oczekiwaniami, gdyż to właśnie rozprawa główna powinna być nie tylko formalnie, ale i faktycznie najważniejszym etapem procesu, podczas którego rozgrywa się dowodowa walka stron, a sąd rozstrzyga powstały konflikt prawny.
Zwrócić tu należy uwagę na pewne potencjalne niebezpieczeństwo łączące się ze stosowaniem art. 404a k.p.k., na które sąd musi być wyczulony, również w kontekście przesłanek wyjątkowego skorzystania z własnej inicjatywy dowodowej. Otóż oskarżyciel publiczny może w toku czynności zmierzających do uzyskania dowodów dotrzeć do dowodu, który – choć istotny dla sprawy – nie będzie przydatny dla wykazania zasadności oskarżenia. Z tego względu oskarżyciel może nie zdecydować się na złożenie w tym zakresie wniosku dowodowego, dowód ten z kolei niekoniecznie musi być znany obronie. W takim wypadku, po powzięciu informacji o takim potencjalnym dowodzie, sąd powinien rozważyć kwestię przesłanek z art. 167 § 1 zd. trzecie k.p.k. celem ewentualnego dopuszczenia i przeprowadzenia tego dowodu z urzędu.
Szansa na poprawę wizerunku
Nowy model rozprawy głównej w postępowaniu pierwszoinstancyjnym (ale w znacznej mierze również i odwoławczym, zważywszy na nową treść art. 452 § 2 k.p.k.) będzie wymagał od stron, a także i od sądu – zmuszonego rozstrzygać na podstawie zaoferowanych przez strony dowodów, którym może być daleko od spójności i kompleksowości – dalece większych od dotychczasowej aktywności i wysiłku. Choć ingerencja sądu w postępowanie dowodowe powinna być ograniczona do minimum, to jednak w odwrotnie proporcjonalnym stopniu do zmniejszenia tej aktywności sąd winien poświęcić czas i wysiłek na ocenę materiału dowodowego zebranego przez strony wedle dogodnych dla nich kryteriów, a nie tak, jak dotychczas – w sposób odpowiadający przyzwyczajeniom i metodyce przyjętej przez danego sędziego.
Choć wprowadzane zmiany w początkowym okresie mogą przysparzać uczestnikom procesu pewnych trudności, w dalszej perspektywie powinny rzeczywiście zaktywizować strony w kierunku współkształtowania rozstrzygnięcia sprawy, a tym samym – przyjęcia przez każdą z nich większej odpowiedzialności za jego treść. Istnieją zatem mocne przesłanki merytoryczne za przyjęciem tezy, że kontradyktoryjność procesu karnego wpłynie w dodatnim kierunku na zgodność dokonanych w postępowaniu ustaleń z rzeczywistym stanem rzeczy i będzie również stanowiła – być może drobny – krok na drodze poprawy społecznego wizerunku wymiaru sprawiedliwości.
Autor jest sędzią Sądu Rejonowego w Wejherowie delegowanym do Ministerstwa Sprawiedliwości, doktorem nauk prawnych, adiunktem w Katedrze Prawa Karnego Procesowego i Kryminalistyki Uniwersytetu Gdańskiego