Source: http://www.nowemedia.org.pl/joomla/index.php/orzecz/item/876-bloger-andrzej-radke-wikiduszniki-uniewinniony-prawo-prasowe-brak-rejestracji-tytulu?tmpl=component&print=1
Timestamp: 2018-05-25 11:14:16
Legal References Found: art. 212
 art. 212
 art. 45

Art. 45
 art. 7
 art. 20
 art. 31
 art. 54
 art. 42
 art. 2

Document Content:
Od dawna są spory w orzecznictwie i doktrynie, czy strony internetowe, a w szczególności tzw. blogi mogą zostać uznane za prasę i w związku z tym podlegają rejestracji na podstawie prawa prasowego.
Problem jest stary. Już w październiku 2009 roku pisałem, o planach Ministerstwa Kultury dotyczących zmiany projektu noweli przepisów, tak aby osoby piszące w sieci same decydowały, czy chcą być dziennikarzami. Pisałem też w kolejnym artykule w tamtym czasie, że planowane nowe prawo prasowe może być niekoniecznie korzystane dla bloggerów. Równocześnie nieco później, wbrew twierdzeniom Rzeczpospolitej, która podawała, że ostateczny projekt nowelizacji wyłączy tzw. blogi spod prawo prasowego, pisałem przekornie, że blog internetowy może być prasą, choć – oczywiście – nie musi (oraz, że czasem korzystnie być prasą i dziennikarzem – np. dziennikarz może chronić źródła informacji powołując się na tajemnicę dziennikarską).
Na to wszystko nakłada się wyrok Sądu Najwyższego z 2010 roku, zgodnie z którym ''Prasę wydawaną w internecie'' trzeba rejestrować”. Oczywiście, wyrok nie przesądził tak naprawdę niczego, stwierdził tak naprawdę bowiem, że "należy rejestrować to, co należy rejestrować".
Tymczasem, właśnie uniewinniono gminnego blogera tworzącego wikiduszniki.pl – jak podaje Gazeta Wyborcza – portalu pełnego emocjonalnych wpisów dotyczących spraw, którymi żyje gmina: wyboru dyrektora szkoły czy budowy elektrowni wiatrowej w okolicy. W portalu była też krytyka wójta: zarówno poprzedniego (Adam Woropaj) i obecnego (Roman Boguś).
Okazało się, że poprzedni jeszcze Wójt wielkopolskich Dusznik, Adam Woropaj, zamiast ewentualnie pozwać Adrzeja Radke o naruszenie dóbr osobistych (musiałby wtedy opłacić wpis sądowy i zapewne dobrego prawnika), wymyślił swoistego haka na blogera – zawiadomił bowiem organy ścigania (które działają wtedy dalej za darmo, z urzędu), że gminny bloger prowadzi tytuł prasowy bez rejestracji.
Co ciekawe, akt oskarżenia został oparty na tym samym prawie prasowym z 1984 roku, na podstawie którego, za komuny, Andrzej Radke - działacz NZS na UAM z lat 80. - został skazany 30 lat temu. Oskarżycielem była policja z szamotuł.
Obrońca Radkego słusznie podnosiła, że przepisy prawa prasowego odnośnie rejestracji tytułów prasowych są bardzo nieprecyzyjne, a wątpliwości dotyczą zwłaszcza Internetu. Ponadto proces rejestracji trzeba przeprowadzić przed sądem okręgowym i nie jest to łatwe dla zwykłego obywatela. Co więcej, przepis dotyczący rejestracji prasy nigdy nie był konsekwentnie egzekwowany w odniesieniu do Internetu i nowych mediów. Przepis ten uderza zresztą w wolność słowa.
Moim zdaniem ważne odniesienie było do „politycznych” przyczyn inicjacji postępowania. Oto bowiem wójt wykorzystał postępowanie dla realizacji własnych interesów politycznych i prywatnych. Zastosowanie tego przepisu wobec internauty i portalu krytykującego władze lokalną, niewątpliwie godzi w wolność słowa. Jak słusznie zauważyła mecenas, jeżeli wójt czuł się pomówiony, miał do dyspozycji m. in. ścieżkę cywilną procesu o ochronę dóbr osobistych (co oczywiście wiąże się z dodatkowymi kosztami) lub procesu karnego o zniesławienie (choć akurat możliwość sankcji karnych za słowa w Polsce – vide art. 212 kk – też należy mocno skrytykować, w wolnym demokratycznym kraju).
Tymczasem, jak się okazało w procesie dotyczącym braku rejestracji tytułu prasowego, Adam Woropaj, z rozbrajająca szczerością przyznał, że złożył wcześniej wniosek o sciganie z tytułu zniesławienia zapewne z art. 212 kk), ale został on odrzucony. Zatem należało znaleźć na blogera haka.
Co ciekawe, w I instancji, Sąd Rejonowy uznał Andrzeja Radkego za winnego, jednak odstąpił od wymierzenia kary (co było połowicznym sukcesem, bo jednak sąd uznał winę). Wbrew zasadom procesowym (m. in. nie powołuje się biegłego na okoliczności dotyczące ocen prawnych) Sąd ten w postępowaniu powołał biegłego dr. Krzysztofa Borowczyka z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, który uznał, że „portal powinien być zarejestrowany, bo jest często odwiedzany, a nowe wpisy pojawiają się na nim bardzo często i są różnorodne w formie i treści, >>a zatem ma cechy przypisane podstawowym funkcjom prasy <<” (cytat za Wyborczą).
Andrzej Radke złożył apelację do Sądu Okręgowego w Poznaniu.
Sędzia Małgorzata Winkler-Galicka stwierdziła, iż „publikacje internetowe z pewnością nie mogą podlegać przepisom ustawy z 1984 r., choćby z tego powodu, że w czasie gdy ustawa powstawała, w Polsce internetu nie było” (Wyborcza). Sędzia uznała też, że sam fakt aktualizacji strony internetowej nie przesądza o uznaniu jej za periodyk w rozumieniu ustawy z dnia z dnia 26 stycznia 1984 r. prawo prasowe. Podniosła też, iż na blogu wikiDuszniki.pl nie ma redakcji, a jest to również ustawowy warunek dla ustalenia, iż mamy do czynienia z podlegającym obowiązku rejestracji tytułem prasowym. Między innymi te elementy rozumowania doprowadziły do konkluzji, iż strona wikiDuszniki.pl prawu prasowemu nie podlega.
Wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 23 czerwca 2016 roku, sygnatura akt Sygnatura akt: II W 698/15 zmienił zatem Wyrok Sądu Rejonowego w Szamotułach w ten sposób, że uniewinnił obwinionego. Wyrok ten jest już prawomocny.
Przy okazji sędzia słusznie zauważyła, iż Sąd Rejonowy w Szamotułach niepotrzebnie powołał biegłego, słusznie wytykając Sądowi I Instancji, że rolą biegłego nie jest ocenianie, czy blog jest czasopismem, czy nie - to zadanie dla sędziego. Najwyższym i jedynym biegłym w polskim procesie z zakresu prawa polskiego (co innego opinia odnośnie prawa obcego), jest sam sędzia. Biegły może zostać powołany tylko w zakresie innej wiedzy fachowej, a nie w zakresie ocen prawnych. Tu, na marginesie, jako praktyk sądowy dodam, że niestety często ta zasada jest łamana, co daje efekt, że sprawy bywają de facto rozstrzygane przez biegłych (na podstawie ich opinii zawierających oceny prawne), a nie przez sędziów. To niedopuszczalne.
Na koniec należy dodać, że podstawą ścigania osób prowadzących rzekomo niezarejestrowane tytuły prasowe jest art. 45 prawa prasowego.
W pierwotnej wersji, z czasów komunizmu, z połowy lat 80., przewidywał on dla osób wydających albo rozpowszechniających bez wymaganego zezwolenia czasopismo lub inną publikację prasową karę pozbawienia wolności do roku, ograniczenia wolności albo grzywny.
Potem zezwolenie zamieniono na „wymaganą rejestrację”, a sankcję ograniczono do grzywny (wejście w życie zmiany 1989-06-06). Żeby było ciekawiej, już w wolnej Polsce, dodano w roku 1998 sankcję ograniczenia wolności. Obecnie, od lipca 2013 roku, możliwe sankcje ograniczono ponownie do kary grzywny (jednak jest to i tak bardzo stygmatyzujące, że za wydawanie niezarejestrowanej prasy są sankcje karne).
Co ciekawe, Trybunał Konstytucyjny, wyrokiem z dnia z dnia 14 grudnia 2011 r. sygn. akt SK 42/09 (Dz. U. z dnia 28 grudnia 2011 r.) uznał, że
Art. 45 w związku z art. 7 ust. 2 pkt 1 i pkt 3 oraz w związku z art. 20 ust. 1 zdanie pierwsze, w zakresie dotyczącym czasopism drukowanych, ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe (Dz. U. Nr 5, poz. 24, z 1988 r. t.j. z późn. zm.) w zakresie, w jakim wprowadza odpowiedzialność karną za wydawanie czasopisma drukowanego bez rejestracji:
a) jest niezgodny z art. 31 ust. 3 w związku z art. 54 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej,
b) jest zgodny z art. 42 ust. 1 w związku z art. 2 Konstytucji.
Poprawiane: poniedziałek, 04 lipca 2016 08:09
Przeglądane 3532 razy