Source: https://dogmatykarnisty.blogspot.com/2014/05/
Timestamp: 2017-09-24 12:15:12
Legal References Found: art. 57
 art. 148
 art. 262
 art. 262
 art. 262
 art. 177

Document Content:
maja 2014 ~ Dogmaty karnisty
Dyrektor Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Koszalinie, płk Krzysztof Olkowicz został wczoraj uznany przez sąd za winnego podżegania do wpłacenia 40 zł grzywny za osadzonego w areszcie, chorego psychicznie mężczyznę.
Arkadiusz K. trafił do koszalińskiego aresztu 3 września 2013 r., bo nie zapłacił 100 zł grzywny za kradzież wafelka wartego 99 groszy. Grzywnę zamieniono mu na 5 dni aresztu. O powodach jego osadzenia płk Olkowicz dowiedział się trzy dni później. Zaprosił więźnia na rozmowę, po której nabrał podejrzeń, że Arkadiusz K. cierpi na jakieś schorzenie psychiczne i nie powinien przebywać w areszcie. Po uzyskaniu dodatkowych informacji na temat Arkadiusza K., którego wcześniej nie znał, Olkowicz zdecydował o zapłaceniu za niego 40 zł grzywny, aby mógł on wcześniej wyjść na wolność (zobacz materiał prasowy).
Gdy Policja zainteresowała się grzywną wpłaconą za skazanego, sprawa stała się głośna w mediach, a dyrektor otrzymał nawet nagrodę Radia TOK FM (zobacz notatkę prasową).
Zachowanie płk Olkowicza zostało zakwalifikowane z art. 57 § 2 kodeksu wykroczeń jako podżeganie innej osoby do uiszczenia za skazanego grzywny. Dyrektor bowiem nie wpłacił grzywny osobiście, lecz poprosił swoją sekretarkę o przygotowanie potrzebnej kwoty, a wpłacenie grzywny zlecił zastępcy dyrektora aresztu śledczego.
Uważam, że płk Olkowicz nie powinien ponieść odpowiedzialności za popełniony czyn.
orzecznictwo, wina, wykroczenie 2 i więcej komentarzy
Odpowiadam na pytanie Czytelnika bloga.
Dwie osoby bawią się bronią palną. Osoba A mówi do osoby B, żeby zastrzeliła człowieka przebywającego w ogrodzie. Osoba A wie, że to strach na wróble i chce zrobić sobie żart. Osoba B jednak nie wie, że to strach na wróble i strzela, godząc się na śmierć człowieka. Jak powinna wyglądać odpowiedzialność karna osób A i B?
Autor pytania twierdzi, że osoba A nie odpowiada karnie, bo nie miała zamiaru nakłonienia innej osoby do dokonania czynu zabronionego (strzelenie do stracha na wróble nie jest przestępstwem). Osoba B odpowiada natomiast za usiłowanie nieudolne zabójstwa (art. 13 § 2 w zw. z art. 148 § 1 k.k.), gdyż oddała strzał do kukły sądząc, że jest to człowiek. (Pomijamy kwestię odpowiedzialności za posiadanie broni palnej).
błąd, interpretacja, podżeganie 5 i więcej komentarzy
Prokuratura Rejonowa w Świebodzinie zajmuje się sprawą serca pochowanego w krypcie przy tamtejszej figurze Chrystusa Króla Wszechświata. Serce, należące do duchownego, który był pomysłodawcą i budowniczym pomnika, spoczęło w krypcie pod pomnikiem na prośbę zmarłego, wyrażoną w testamencie. Zdaniem Prokuratury Rejonowej w Świebodzinie, wycięcie serca z ciała zmarłego księdza to znieważenie zwłok, karalne na mocy art. 262 § 1 k.k. (zobacz notatkę prasową).
Sprawa jest kuriozalna. Rozczłonkowanie ludzkich zwłok może być uznane za ich znieważenie, ale oczywiście nie w każdych okolicznościach. Nie znieważa się zwłok na przykład wtedy, gdy pobiera się z ciała zmarłego narządy przeznaczone do przeszczepu. Jest to czynność zgodna z regułami postępowania z dobrem prawnie chronionym.
Z taką samą sytuacją mieliśmy do czynienia w sprawie serca pochowanego pod pomnikiem. Obchodzenie się ze zwłokami zgodnie z ostatnią wolą zmarłego jest wyrazem szacunku dla jego osoby i potwierdzeniem godności przysługującej każdej osobie ludzkiej. W omawianym zakresie dobrem prawnie chronionym nie jest porządek publiczny (jak mogłoby się nietrafnie wydawać zważywszy na tytuł rozdziału, w którym znajduje się art. 262 § 1 k.k.), lecz chroniona jest wolność: wola człowieka żyjącego dotycząca losu jego ciała po śmierci. Wypełnienie woli zmarłego przez odłączenie jego serca od reszty ciała i pochowanie go pod pomnikiem nie może być uznane za znieważenie zwłok, ponieważ nie ma nic wspólnego z zachowaniem kogokolwiek lub cokolwiek znieważającym. Wręcz przeciwnie, był to swego rodzaju hołd oddany księdzu.
Nie da się naruszyć wolności człowieka, gdy postępuje się zgodnie z jego wolą. Nie da się znieważyć człowieka, który tego chce.
Uważam, że w omawianej sprawie nie doszło do realizacji znamion przestępstwa z art. 262 § 1 k.k. i postępowanie w tej sprawie jest od samego początku nieporozumieniem.
interpretacja, zniewaga skomentuj pierwszy
Zdarzyło się to w moim rodzinnym mieście na ulicy Krakowskiej. Ta niegdyś dwukierunkowa ulica jest dzisiaj szeroką, jednokierunkową drogą z dwoma pasami ruchu, miejscami do parkowania i pasami do skrętu w prawo. Krakowską wyjeżdżamy z Częstochowy na drogę krajową w stronę Krakowa. Po drodze mijamy strzelistą katedrę Świętej Rodziny oraz nowiutką Galerię Jurajską.
Do wypadku doszło na przejściu dla pieszych w pogodny, grudniowy dzień w 2013 r. Na przejściu leżał nieruchomo mężczyzna. Oskarżony spieszył się na spotkanie, ominął pojazd, który zatrzymał się przed przejściem i zamiast patrzeć przed siebie, odgrażał się jego kierowcy. W rezultacie nie zauważył leżącego na pasach 61-latka. Samochód przejechał kołami po głowie mężczyzny, ten zginął na miejscu. Kierowca nie zatrzymał się myśląc, że najechał na kamień (zobacz notatkę prasową).
Sąd Rejonowy w Częstochowie skazał kierowcę za przestępstwo z art. 177 § 2 k.k., polegające na nieumyślnym spowodowaniu wypadku w ruchu drogowym, w którym inna osoba poniosła śmierć, i wymierzył mężczyźnie stosunkowo ostrą karę 2 lat i 3 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności oraz 8 lat zakazu prowadzenia pojazdów.
interpretacja, nieumyślność, orzecznictwo, wypadek drogowy 2 i więcej komentarzy
Tryptyk kolizji drogowych zamkniemy wypadkiem, który może się przytrafić w zasadzie na każdym skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlną.
Do skrzyżowania zbliżały się dwa pojazdy, poruszające się z dozwoloną prędkością. Gdy pojazdy były blisko skrzyżowania, na sygnalizatorze zapalił się sygnał żółty, który zgodnie z zasadami ruchu drogowego zabrania wjazdu za sygnalizator, chyba że zatrzymanie pojazdu wiązałoby się z koniecznością gwałtownego zahamowania (rysunek 1).
Niedoświadczony kierowca jadący samochodem A zaczął hamować, mimo że nie był już w stanie zatrzymać pojazdu przed skrzyżowaniem. Kierowca jadącego z tyłu pojazdu B prawidłowo ocenił, że zatrzymanie samochodu musiałoby się wiązać z gwałtownym hamowaniem; postanowił więc kontynuować jazdę. Po chwili zorientował się, że poprzedzający go samochód zaczął hamować. W rezultacie doszło do zderzenia (rysunek 2).
interpretacja, kolizja drogowa skomentuj pierwszy
Dziś druga część cyklu o odpowiedzialności za wykroczenie drogowe. Tym razem rzut oka na zdarzenie, które było omawiane w jednym z popularnych programów telewizyjnych o pracy policjantów drogówki.
Samochód osobowy A wykonywał manewr wyprzedzania jadącej prawym pasem ruchu ciężarówki B (rysunek 1). Po jej wyprzedzeniu kierujący pojazdem A, co od początku było jego zamiarem, wyrzucił prawy kierunkowskaz i zwolnił, aby zjechać z głównej drogi na posesję. Kierowca ciężarówki zaczął hamować, jednak nie był już w stanie zatrzymać pojazdu i uderzył od tyłu w samochód skręcający w prawo (rysunek 2).
Na pierwszy rzut oka sprawcą kolizji jest kierowca ciężarówki. Mężczyzna nie zachował należytego odstępu od jadącego przed nim pojazdu, co doprowadziło do niemożliwości zatrzymania ciężarówki w momencie, gdy było to konieczne. Do takiego właśnie wniosku doszli funkcjonariusze Policji w audycji, z której zaczerpnąłem dzisiejszy przykład, zaś kierowca ciężarówki uznał swoją winę i przyjął mandat.
Zdarza się na co dzień, że jako piesi, pasażerowie czy kierowcy jesteśmy świadkami lub uczestnikami różnych sytuacji w ruchu drogowym, które nie powinny się zdarzać, bo dezorganizują ruch bądź są niebezpieczne. Przez trzy następne dni przyjrzymy się trzem zdarzeniom drogowym, które w niesprzyjających okolicznościach mogły skończyć się nawet tragicznie (pojawiłaby się wówczas kwestia odpowiedzialności karnej ich bohaterów). Wszystkie trzy sprawy coś ze sobą łączy i we wszystkich konieczne jest odpowiednie zinterpretowanie zdarzenia z punktu widzenia zasad ruchu drogowego.
Na pierwszy ogień historia, o której szczegółach dowiedziałem się z pierwszej ręki.
Po drodze poruszał się sznur pojazdów, w tym dwa pojazdy jadące w tym samym kierunku stosunkowo blisko siebie (oznaczone na poniższej grafice literami A i B). Z ulicy podporządkowanej chciał włączyć się do ruchu samochód i wykonać manewr skrętu w prawo (na grafice oznaczony kolorem niebieskim). Kierujący pojazdem A nieco zwolnił, by przepuścić samochód włączający się do ruchu, jednak jego kierowca nie odczytał intencji kierującego A i nie zdecydował się płynnie włączyć do ruchu. Zatrzymał się za to w taki sposób, że przód pojazdu znajdował się na pasie ruchu pojazdów A i B (rysunek 1).
Pojazd A zwolnił, by przepuścić (nieskutecznie) pojazd próbujący włączyć się do ruchu, a potem zwolnił jeszcze bardziej, by bezpiecznie go ominąć, co nie spodobało się osobie prowadzącej pojazd B. Kierowca pojazdu B użył klaksonu, żeby „pogonić” jadący przed nim samochód. Gdy pojazd A ominął samochód stojący na drodze podporządkowanej, kierowca B raz jeszcze zatrąbił. Wówczas pojazd A gwałtowanie zahamował, zaś jadący za nim pojazd B wjechał w tył poprzedzającego samochodu (rysunek 2).
Dogmaty karnisty obchodzą dzisiaj swoje drugie urodziny. To dobra okazja, by podziękować Czytelnikom i Komentatorom za niesłabnącą aktywność na blogu. Bez Was nie miałby on sensu.
Autor dał życie blogowi, a praca na blogu zmienia życie autora. Z okazji dzisiejszej rocznicy chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami na temat tej specyficznej relacji.
Piszesz prosto
Pisanie bloga polepszyło mój warsztat pisarski. Nie od razu Kraków zbudowano, ale z biegiem czasu zrozumiałem, że dużą wartością jest proste i jasne komunikowanie myśli. W jaki sposób ewoluowały moje umiejętności pisarskie, można sprawdzić porównując tegoroczne wpisy na blogu z tymi sprzed 2 lat.
Jasne i zwięzłe wyrażanie myśli to podstawowa cecha dobrych tekstów naukowych. Nauka ma objaśniać świat, a nie go niepotrzebnie komplikować, trzeba więc pisać tak prosto, jak to tylko możliwe. Każda dyscyplina charakteryzuje się oczywiście swoistą terminologią i od żargonu, zrozumiałego czasami wyłącznie dla specjalistów, nie zawsze da się uciec. Nie chodzi jednak o to, by rezygnować z fachowych terminów, lecz o to, aby unikać manier językowych, np. komplikowania wywodu specyficzną składnią czy słowotoku, który nic nie wnosi.