Source: http://zaginiona-biblioteka.pl/viewtopic.php?t=1747&postdays=0&postorder=asc&start=30
Timestamp: 2018-08-17 13:35:53
Legal References Found: art. 212
 art. 212
 art. 212
 art. 212
 art. 212
 art. 212

Document Content:
Z Kaczyńskiego:
"W Polsce sprawa stosunku do Kościoła nie jest tylko kwestią światopoglądu, ale przyszłosci narodu. Nie ma u nas innego systemu wartości, do którego można by się odwołać. Zniszczenie Kościoła to sprowadzenie na część narodu nieszczęścia"
Wysłany: 2011-09-29, 10:54
można odpowiedzieć, że trwanie kościoła to nieszczęście dla innej części.
Wysłany: 2011-09-29, 11:07
Wiem że to Jarkacz. Jander po prostu ma w podpisie cytat Brzozowskiego który z pozycji mocno lewicowych, nawrócił się na katolicyzm odnajdując w kościele najlepszy system wartości do realizowania się społeczeństwa i jednostki w rzeczywistości. I jak się ma w podpisie Brzozowskiego a śmieje się z akurat tego stwierdzenia Jarkacza, to wygląda to kuriozalnie.
Inne cytaty Brzozowskiego: "Każdy ma Krzyż swój, znaczy to: każdy ma indywidualność swoją. Krzyż i indywidualność - to równoznaczniki: indywidualność naszą, całego człowieka swego na krzyżu mamy odrodzić i uczynić na wieki żyjącym w Słowie. To znaczy chrześcijaństwo" , "Nieuchronnym, w samej idei człowieka zakorzenionym faktem jest Kościół. Człowiek jest niezrozumiałą zagadką bez Kościoła. Życie ludzkie jest szyderstwem i igraszką, jeżeli Kościoła nie ma".
Wysłany: 2011-09-29, 11:37
Wysłany: 2011-09-29, 14:02
To jest w ogóle temat na szerszą dyskusję, wszak nie tylko u Brzozowskiego można mówić o wczesnym i późnym (nawrócił się pod koniec życia), ale też u Marksa, Engelsa, BG i pewnie wielu innych myślicieli.
z pozycji mocno lewicowych, nawrócił się na katolicyzm odnajdując w kościele najlepszy system wartości do realizowania się społeczeństwa i jednostki w rzeczywistości.
Ja dokładnie odwrotnie - z katolicyzmu na lewicę. Wbrew pozorom jest dość blisko.
Wysłany: 2011-09-29, 14:47
Polskie media w ogóle są zaściankowe, szczególnie te prawicowe. W myśleniu i zachowaniu. W USA, w stacji FOX, którą trudno nazywać liberalną (choć odnosi się to głównie do Fox News), furorę zrobił serial GLEE - gdzie promowane są wartości stricte liberalne, jednym z bohaterów jest gej, a główną Konserwatywną Zdzirę gra zdeklarowana lesbijka Żeby tylko ten serial przywołać.
Tam jakoś nie godzi to w wiarę, bo oddzielone są kwestie wiary od zarabiania pieniędzy Wyobrażacie sobie coś takiego chocby w Telewizji Polskiej po dojściu PiS do władzy (bo wtedy przeciez, zgodnie z polską "logiką", bubliczną trzeba będzie odbić i oddac biskupom i ministrantom)?
Wysłany: 2011-09-29, 15:27
Ale jakoś nie widzę pochwał wśród prawicowych publicystów dla edukacji seksualnej w szkołach. A nie musiałaby być ona "zła" jeśli ją połączyć właśnie z uczeniem o antykoncepcji w powiązaniu z ostrzeganiem o skutkach zbyt wczesnej inicjacji seksualnej, promowania późniejszego jej wieku, dojrzałości itp. itd, wszystkich tych wartości rodzinnych
Widziałam gdzieś ostatnio zdjęcia z wystawy o wolontariuszach. Pod fotką założycielki grupy edukacyjnej PONTON, która to grupa cierpliwie tłumaczy młodzieży przez telefon że wypłukanie się colą po stosunku nie uniemożliwia zajścia w ciążę komentarz 'tyle lat się staracie a Polki nadal nie chcą się skrobać!'. Dla niektórych chyba edukacja seksualna = aborcja. Dziwny kraj.
Wyobrażacie sobie coś takiego chocby w Telewizji Polskiej po dojściu PiS do władzy
Tak, ale pod koniec sezonu gej za karę powinien umrzeć na AIDS, a lesbijka powinna zostać nawrócona na heteryzm. O, albo doznać oświecenia i wstąpić do klasztoru.
Chociaż była lesbijka w klasztorze, nie, to zbyt smakowita pożywka dla grzesznych myśli.
Wysłany: 2011-09-29, 17:19
Dorzućmy jeszcze histerię, czy też syndrom oblęzonej twierdzy panujący u prawicowych publicystów. Katolicy są w Polsce prześladowani (ostatnio: przez Nergala i przychylne mu media liberalne). Wygłaszanie w Polsce takich zdań naraża na śmieszność wygłaszającego podobne brednie.
Bo niby ich zdaniem żyjemy w kraju, w którym biedni katolicy (i patrioci - bez tego nie ma katolika ) muszą już niemal się chować po katakumbach.
A tymczasem w realnym życiu:
- polscy politycy boją się kichnąć, jesli może to spowodować gniew Episkopatu,
- żaden z polityków nie jest w stanie obalić kompromisu aborcyjnego i wprowadzić legalnej aborcji bez ograniczeń,
- konstytucyjnie istnieje zagwarantowane, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny,
- większość świąt kościelnych jest ustawowo wolna od pracy,
- religia jest przedmiotem nauczanym w szkole a księża jej nauczający otrzymują za to wynagrodzenie i świadczenia od państwa
- żadna inna religia nie ma zagwarantowanego ustawą i umową międzynarodową uznawania kościelnych ślubów za śluby państwowe
- a w szczególe - tajemnica spowiedzi jest okolicznością, która uniemożliwia przesłuchanie księdza na okoliczności, o których w trakcie spowiedzi się dowiedział
- w polskiej telewizji nigdy nie powstanie i nie zostanie wyemitowany (a przynajmniej się na to nie zanosi) serial taki jak SHAMELESS (przepraszam, to moja "prywata" )
Czy o czymś zapomniałem? Tymczasem wałkowanie "sprawy wyroku uniewinniającego Nergala" jest walką z potężnym lobby, które chce nasz kraj oddać w moce liberalnego szatana. Ot i polska prawicowość medialna
Szczytem popisów intelektualnych skundlonego intelektualisty Kransodebskiego stało się porównywanie PO do PZPR. Do takiego poziomu stoczył się po Smoleńsku ten wybitny niegdyś umysł a dziś doradca prezesa PiS. Za to nikt go w prawicowej prasie nie napiętnuje, bo to jest ok. Kiedy kundlą się intelektualiści na usługach tzw. salonu - prawicowi publicyści piszą o tym książki porównując Polskę do kraju post-kolonialnego Ot i wszystko
Wysłany: 2011-09-29, 18:09
Ale nie zapominajmy, że wg ich rachunków jest ich przytłaczająca większość.
Wysłany: 2011-09-29, 18:37
Zapomniałeś. Nie można w ogóle w Polsce mówić o równouprawnieniu religii, bo tylko stosunek państwa do Watykanu jest w randze umowy międzynarodowej, zatem w razie jakiegokolwiek hipotetycznego konfliktu między prawem polskim w randze ustawy a konkordatem ten drugi ma pierwszeństwo jako ratyfikowana umowa międzynarodowa, co powoduje, że cokolwiek jest tam trzeba zmieniać w trybie nowej umowy międzynarodowej, sama ustawa nie wystarcza.
Inne religie i wyznania nigdy tak dobrze mieć nie będą. Oczywiście zaraz będzie ktoś kto zauważy że tylko katolicy mają twór o statusie państwa z którym można zawrzeć umowę. Ale skoro mamy mieć równość w tym zakresie to wszystkie kościoły i wyznania powinny mieć regulację ustawową, czyli tak regulowany stosunek państwa do danego kościoła.
Albowiem autorytarny Kościoł trzyma za mordy polski sejm i polskich obywateli. Obywateli z całego serca pragnących aborcji, pracujących świąt kościelnych i wyrzucenia ze szkół religii. Lecz żyjących w strachu przed nieposkromionym gniewem Kościoła.
Przedstawienie w ten sposób sprawy jest dziecinne, tzn. obarczenie Kościoła całością wpływu, bez uwagi na mentalność i poglądy społeczeństwa. Wpływ KK to wyłącznie emanacja powyższych. Gdyby dzisiaj większość społeczeństwa oczekiwała wymienionych przez Ciebie, Romulusie, posunieć, zostałyby wykonane.
Moim zdaniem, jazda po katolikach jest dzisiaj bardzo wygodna i modna. Nie ma żadnego zamordyzmu, bo Kościół tylko przyjmuje ciosy i nadstawia drugi policzek. Gdzie ten jego mityczny wpływ, który miałby gromić spojrzeniem choćby samą myśl o szykanach? Zatem prześmiewcy wiedzą, że nie dość, iż nic złego ich nie spotka, to wręcz zostaną pochwaleni przez swoje środowisko. Dlatego prześcigają się w grypsach. Niepokorni ;] Gdzie ich humor, kiedy przychodzi temat islamu? Albo Izraela. Nie, to ani nie jest wystarczająco na salonach modne, ani (vide - islam) bezpieczne.
A casus Nergala to jedno wielkie żenua, które wykazują krzyżowcy tej sprawy.
Wysłany: 2011-09-29, 20:34
Masz rację, że to modne. Gdyby Nergal podarł Torę, czy Koran śpiewka mogłaby być inna. Zaraz zostałby metalem - skinem - satanistą - antysemitą - neonaziolem. Zgadzam się w zupełności.
Nie ma żadnego zamordyzmu, bo Kościół tylko przyjmuje ciosy i nadstawia drugi policzek.
A biskup Mering mówiący, żeby wierni nie płacili abonamentu, bo Nergal? Nie zapominając, że z abonamentu program Nergala nie jest finansowany, natomiast programy religijne są. O czym pisał nawet Piotr Semka.
Przedstawienie w ten sposób sprawy jest dziecinne, tzn. obarczenie Kościoła całością wpływu, bez uwagi na mentalność i poglądy społeczeństwa. Wpływ KK to wyłącznie emanacja powyższych.
Tysiącletnia okupacja czarnych na ziemiach polskich wywarła sporo większy wpływ na Polaków, niż odwrotnie.
Gdyby Nergal podarł Torę, czy Koran śpiewka mogłaby być inna.
Polecam spojrzeć do encyklopedii na temat "mniejszość narodowa". Nergal póki co prześladuje większość, która gdyby po prostu się zebrała to mogłaby mu spuścić wpierdol.
Wysłany: 2011-09-29, 21:30
Ale, jeśli chodzi o Torę, to po antysemickich występach debili na Białostocczyźnie, bez wątpienia media załatwiłyby sprawę nie gorzej niż zorganizowana grupa mniejszości.
Wysłany: 2011-09-30, 01:12
Weź mnie nie załamuj. Komisja majątkowa i rozdawnictwo poprzez nią ziemi i pieniędzy kościołowi to emanacja woli większości społeczeństwa katolickiego?
Większość społeczeństwa jest na kościół obojętna, inaczej by trzeba na każdym osiedlu dwa nowe kościoły budować bo by się wierni w nich i tak nie pomieścili.
Kościół natomiast to taka większa odmiana Rydzyka, czyli instytucja mająca wpływ na pewną grupę wyborców, aktywniejszych niż inni.
Jak świat światem w demokracji nie rządzi większość tylko aktywniejsza mniejszość. Tak jak u nas, gdzie większość w ogóle nie chodzi na wybory.
Żeby natomiast nie uciekać od tematu, to media u nas są żadne, taka prawda. Mają zerowy poziom kompetencji, stąd nie potrafią sensownie w nic uderzyć. Ani prawicowe nie potrafią skutecznie piętnować postaw i pomysłów lewicowych ani lewicowe np. skutecznie zawalczyć z pozycją kościoła.
W mediach roi się od przykładów niekompetencji, o pisaniu i gadaniu w tematach, w których nie ma się za grosz podstawowej wiedzy. Wczoraj słyszałem w telewizji jak to sąd stwierdził że ktoś tam jest niewinny bo odstąpił od wymierzenia kary. Aaaaaaaaaaaa!!!!
Wysłany: 2011-09-30, 07:28
Bo w mediach nie ma specjalizacji. Chyba że w stacjach tematycznych np. biznesowych, gdzie nie da się po prostu być wiarygodnym nie znając się na ekonomii jako tako przynajmniej. Ale w TVN24 albo w Polsat News? Specjalizują się nieliczni, jak np. Marek Nowicki w TVN, który zajmuje się sprawami zdrowia i jest nawet nagradzany przez różne organizacje za swój wkład w promowanie wiedzy o służbie zdrowia. Ale już relacjonując np. sprawy sądowe, kompetencji nie wymagają od nikogo. Stąd potem takie kwiatki, od których zawodowcom uszy więdną. Ale mój poziom zadowolenia jest kwestią pomijalną. Gorzej, że takie niekompetentne newsy idą w świat i ludzi wprowadzają w błąd. Przykład szumu związanego z uchylaniem tymczasowego aresztowania jest dobrym przykładem. W społeczeństwie pokutuje cały czas pogląd, że to rodzaj kary a nie środek, który ma zabezpieczać prawidłowy bieg postępowania i który można stosować w ostateczności i w ściśle przewidzianych prawem przypadkach. I tak dalej i tak dalej.
Takie media, czy programy informacyjne "ogólne" jak Fakty, Wydarzenia, Informacje, zamiast jakoś objaśniać kompetentnie rzeczywistość wprowadzają zamęt. A przecież ich władza jest ogromna. A odpowiedzialność tylko umowna - odpowiadają przed widzami. Ale jak mają widzowie ich rozliczyć przy pomocy swoich pilotów, jeśli nie mają żadnego punktu odniesienia do takiej oceny? I pytanie: czy w ogóle możliwe jest, aby taki punkt odniesienia mieli. Chyba nie. Zatem taka kontrola sprowadza się tylko do oceny sympatyczności prowadzącego program i atrakcyjności samego programu a nie poziomu jego merytoryczności.
Wysłany: 2011-09-30, 07:39
Te kwiatki w wiadomościach to bym chyba przeżył jeszcze. Ten cytowany był bodajże z jakiegoś "Ekspresu reporterów". A tam się silą na to że wiedzą o czym prawią. Za to przekonują że kogoś trzeba skazać, bo jak to można umorzyć sprawę jako przedawnioną i że po ich interwencji minister, rzecznik czy kto tam jeszcze sprawił że zaczęto prowadzić śledztwo na nowo i pewnie skażą w końcu. I jeszcze babce, która im mówiła, że nie było postępowania w jej sprawie tylko w sprawie, odpowiadali, że przecież policja udowodniła jej winę. No ratunku.
Albo jak się biorą za rozmowy z politykami na jakiś temat wiedząc o tym tyle ile napisano w jakiejś gazecie. To mnie zawsze dołuje. Wiadomo, że najłatwiej wyłapuję sprawy prawne, ale mam wrażenie, że to w mediach jest najbardziej rażące. Tak jak z podanym przez ciebie przykładem tymczasowego aresztowania.
Wysłany: 2011-09-30, 11:34
Ale kogo obchodzą jakieś przetasowania jakichś nieruchomości? No co one szarego człowieka ochodzą? W jaki sposób go dotykają? Dla ludzi liczy się to, co bezpośrednio ich dotyczy, liczą się podstawowe kwestie światopoglądowe. Wolne święta dotykają chyba wszystkich, religia w szkołach obchodzi nas trochę mniej, a temat aborcji u każdego budzi jakieś emocje, każdy ma jakiś, najczęściej wyrazisty, pogląd w tej sprawie.
Sondaże mówią jasno, że Polacy chcą dni wolnych od pracy. W 2007 Platforma przeprowadziła sondaż na temat religii w szkołach i większość (chyba 60-70%) opowiedziała się za. W tym samym roku znaczna większość opowiedziała się przeciwko aborcji, dzisiaj jednak stosunek za/przeciw zbliża się do pół na pół.
Sprowadzanie wszystkiego do kwestii wiary spłyca temat katolickiego systemu wartości w Polsce. Zresztą sama wiara Polaków jest bardzo niejednoznacza. Ma różne odcienie i nasilenia, trzeba też wspomnieć o ludziach deklarujących się jako wierzący, ale praktycznie nie uczestniczący w rytuale. Ze statystyk wynika, że około 40% Polaków uczęszcza do kościoła mniej więcej regularnie (zadeklarowanych katolików jest znacznie więcej). 40% to potężna ilość. Trudno też nazwać ją mniejszośćią. Bo jaką zwartą grupę jej przeciwstawić? Po prostu resztę? Nie ma niczego, co by tę resztę łączyło. To konglomerat komórek różnego rodzaju, o bardzo różnych (często sprzecznych) interesach. Zatem tak - 40% uczestniczących we mszy stanowi większość. I ogólnie zgodze się, że spora część (pewnie większość) zadeklarowanych katolików traktuje wskazania KK mniej lub bardziej obojętnie. Chodzi do kościoła, ale z lekka sobie waży kazania. Ok. Jestem jednak pewien, że nie zaakceptowaliby oni nagłego odarcia KK z przywilejów, tzn. brutalnego sprowadzenia do poziomu. Takie zmiany zawsze rodzą opór.
Ale wiara to tylko jeden aspekt katolicyzmu. Są jeszcze obrzędy, zwyczaje no i kwestie światopoglądowe. Wielu ludzi dzieli te ostatnie z katolicyzmem świadomie albo nawet podświadomie, nie myśląc o tym. Nie wiem, jaki byłby skutek nagłego pozbawienia ich wszystkich głównego dysponenta (bardzo niedoskonałego) tych wartości. Młoda lewica wyobraża sobie chyba, że pstryk i mielibyśmy Szwecje (bo przecież każdy normalny człowiek musi pragnąć Szwecji ;]). A co do reszty... Obchodzisz Wielkanoc, Tomaszu? Chodzisz do kościoła ze święconką? Korzystałeś z usług księdza w dniu ślubu? Zamierzasz kogokolwiek pochować na katolickim cmentarzu? A wcale niekoniecznie musisz być wierzącym katolikiem, jak wielu innych.
A biskup Mering mówiący, żeby wierni nie płacili abonamentu, bo Nergal?
Ale przykład wyciągnąłeś. Czyt. jakiś tam jednostkowy przykład. Z moich obserwacji wynika, że KK, jako instytucja, na tle innych już od lat wykazuje w podobnych sytuacjach szczególny spokój a wręcz barani pacyfizm. Bo gdzie te pozwy i piana medialna?
Masz na myśli tę okupację, która pozwala Ci dzisiaj grać na PS-ie i cieszyć się najdalej posuniętą wolnością słowa? Tzn. okupację dwóch tysięcy lat cywilizacji chrześcijańskiej.
Zauważ, że laicyzacja to tak naprawdę kwestia XX wieku. Hiszpanie są dzisiaj w zupełnie innym miejscu, a jeszcze na początku poprzedniego stulecia byli nie mniej katoliccy od nas. U nich KK opowiedział się po stronie Franko, co sprowadziło go na równie pochyłą. U nas odwalił kawał świetnej roboty w czasie PRL-u, co zacieśniło więzy.
Wysłany: 2011-09-30, 13:02
Wolność słowa w mediach o Kościół katolicki - w takim zakresie jeszze się mieścimy w tym temacie.
Wysłany: 2011-09-30, 13:14
Rozważania o wpływie wiary stworzonej przez Jezusa et consortes przeniosłem do wątku o Chrześcijaństwie
Wysłany: 2011-10-01, 14:04
Właśnie odkryłeś centralny i peryferyjny kanał perswazji. W skrócie: odbiorca zainteresowany tematem i posiadający pewne minimum niezbędnej wiedzy będzie się skupiał na treści przekazu, odbiorca niezorientowany w temacie lub nim niezainteresowany skoncentruje się na elementach przekazu takich jak osoba nadawcy, komunikaty pozawerbalne (np. barwa głosu, gestykulacja, wystrój otoczenia). Ponieważ w dowolnej sprawie wymagającej specjalistycznej wiedzy (czy to będzie prawo, medycyna, fizyka wysokich energii czy numizmatyka XVI-wieczna) 99% populacji podpada pod drugą kategorię, nadawcy z jednej strony nie warto sie wysilać i przygotowywać merytorycznie tresciwego komunikatu (bo publika i tak albo nic z tego nei zrozumie, albo sprawę oleje), a z drugiej może spokojnie zignorowac ten 1% ekspertów, którzy będą w stanie się czepić - więc w mediach głownego nurtu nie ma się co spodziewać jakichś powalających treści. Od tego są media takie jak "Kwartalnik operatorów maszyn CNC prawoskrętnych niskoobrotowych" albo audycja "Świat nutrii" nadawana w niedzielę o 3 w nocy. To samo mamy w komunikatach wyborczych, większość wyborców nie ma wystarczającej wiedzy albo nie jest zainteresowana, żeby warto było przygotowywac dla nich merytoryczne komunikaty - zamiast tego sztaby koncentrują się na efektownych hasłach i dbaniu o to, żeby kandydatowi nie założyć przypadkiem brązowego krawata do żółtych zębów - wizerunek, wizerunek, wizerunek, oto co wygrywa wybory (zdaje się, że w USA wybory prezydenckie wygrywal zawsze wyższy z kandydatów, może za wyjątkiem pojedynku Busha z Kerrym, ale pewien nie jestem). Z resztą tyczy się to w ogole każdego marketingu, nie tylko politycznego - komunikaty reklamowe to wzorzec perswazji peryferyjnej. Waaaaaaaaaaaaaaaaagh.
Wysłany: 2011-10-01, 15:32
Wczoraj na falach PR3 usłyszałem pomysł jednego z panów redaktorów, który polega na tym (pomysł, a nie redaktor), by zakazać publikowania sondaży przedwyborczych.
Argument za jest taki, że przecież na kulawego konia się nie stawia. Co wy na to?
A to PJN na poważnie rozważa. A patent ponoć z Francji. Tylko po co taki kaganiec mediom nakładać? Wprawdzie już ustaliliśmy, że widzowie w swje masie to idioci. Ale jednak, czy są takimi idiotami, że wybierają tylko te partie, które w sondażach prowadzą, a te, które nie prowadzą są przez nich pomijane?
Głupie to. Jakaś dziwna medialna cenzura, socjalistyczna duchem.
Wysłany: 2011-10-01, 16:03
Ale jednak, czy są takimi idiotami, że wybierają tylko te partie, które w sondażach prowadzą, a te, które nie prowadzą są przez nich pomijane?
Na to wygląda, że tak. No bo przecież wyborca niezdecydowany nie zagłosuje zgodnie z... hmm... powiedzmy "przekonaniami", tylko odda głos np. negatywny (na przykład by nie wygrało PiS lub PO). W praktyce: Tak sobie myślę, że gdyby nie przedwyborcze sondaże, to taki Zapateralski ugrałby więcej. To jest dobry pomysł dla politycznego planktonu w sumie...
Jakaś dziwna medialna cenzura, socjalistyczna duchem.
Też nie jestem do tego pomysłu przekonany. Z drugiej strony, coś w tym jest że sondaże odpowiadają częściowo za polaryzowanie sceny politycznej.
Gdy PiS zbliża się do PO, to dzieją się dwie rzeczy:
1) niezdecydowany potencjalny elektorat PiSu prosto z ambon idzie zagłosować zgodnie z "sumieniem"
2) ktoś rzuca hasło "odbierz babci dowód" i skrzykuje pospolite ruszenie młodych wykształciuchów...
Niemniej się trochę zmieniło.
Artyści już nie są skłonni prostytuować się dla PO, a młode wykształciuchy oleją wybory, poprą Palikota lub oddadzą głos nieważny.
Dlatego wynik może być zabawny. Zwłaszcza dla Palikota.
Ależ tam gdzie nie ma sondaży są inne sposoby radzenia sobie - np. dzwonią i pytają na jaki kolor lubisz, a każdy kolor jest w oczywisty sposób związany z partią.
Zresztą sondaże są zbędne, PiS wygra, SLD nie dostanie się do sejmu, Pawlak będzie po raz trzeci premierem.
Wysłany: 2011-10-01, 17:02
Żeby nie powiedzieć - komunistyczna. Negacja demokracji, traktowanie wyborców jak bydło (wprost), decydowanie za nich. Ale w dzisiejszej UE, dzisiejszej Polsce, bym się nie zdziwił...
Wysłany: 2011-10-04, 17:17
Pasuje to do kilku tematów, ale podrzucę to tutaj. Zapraszam do fejsbukowej strony: http://www.facebook.com/wykresl212?sk=wall i http://www.wykresl212kk.pl/
Może tym razem posłowie PiS pójdą po rozum do głowy i zagłosują za wykreśleniem tego przepisu z kodeksu karnego.
No to koniecznie przeczytaj felieton Szaranowicza juniora, z wczorajszej Wręcz Przeciwnie
Wysłany: 2011-10-05, 20:45
Przeczytałem i zrobił on na mnie małe wrażenie. Jeśli już pan redaktor musi ubolewać nad tym, że wyrok karny daje lepszą ochronę niż cywilny, to propouję wzmocnić gwarancyjność wyroku cywilnego: jeśli pozwany nie będzie chciał zapłacić, albo nie będzie miał z czego - niech pracuje społecznie, a jak nie chce - niech odsiedzi to co miał odpracować. Różnica między mną a redaktorem jest fundamentalna. Sprowadza się do tego, że ja nie uważam za normalne, aby robić przestępcę z kogoś za jego słowa, nawet jeśli celowo chciał tymi słowami ugodzić w poszkodowanego. Wystarczy tego kogoś puścić w skarpetkach, obłożyć komornikiem, zadłużyć po uszy tak, że nie dostanie kredytu nawet w Providencie. to boli bardziej niż 20 dni za kratkami za nie odpracowanie prac społecznych zamienionych z orzeczonej grzywny. Postulowanie zniesienia kary pozbawienia wolności za przestepstwo z art. 212 k.k. nic nie da. Bo na palcach jednej ręki można znaleźć wyroki, w których taką karę orzeczono. Jesli już to orzeczono ją w zawieszeniu.
Była kiedyś sprawa dziennikarza skazanego z art. 212 k.k. Jak zwykle, polscy dziennikarze stanęli na wysokości zadania udowadniając jakimi są ignorantami i tępakami. Pan został skazany na grzywnę. Nie chciał jej zapłacić. To mu sąd zamienił grzywnę na prace społecznie użytecznie. Nie chciał pracować. To w końcu sięgnięto po najsurowszą sankcję - prace społecznie użytecznie zamieniono na zastepczą karę pozbawienia wolności. Wtedy podniósł się rwetes, że oto wolność słowa cierpi. A cierpiało tylko kołtuństwo dziennikarza, który nie chciał się podporządkować prawomocnym rozstrzygnięciom sądowym. Nie cierpiał za wolność słowa tylko za swój upór i warcholstwo, którego w żadnym kraju nie tolerowanoby tak długo jak w Polsce.
Jeśli autor tego felietonu, czy jak to zwać, ubolewa, że po wyroku cywilnym i tak płacą podatnicy za przeprosiny, to nie ma racji. Owszem, jeśli ktoś nie zapłaci lub nie przeprosi w sposób nakazany przez sąd - w postępowaniu cywilnym mozna to zrobić za niego i na jego koszt, czyli wydrukować przeprosiny np. w mediach bez udziału pozwanego, za niego i na jego koszt. To normalne narzędzie prawne. I bardzo skuteczne, o czym przekonał się zawodowy kłamca i oszczerca, niejaki Kurski
A co jeśli ten mityczny niemal bloger nie miałby z czego oddać? Oczywiście, nic. Czyli zapłacili biedni podatnicy ze swoich pieniędzy za kłamstwa wypisywane przez jakiegoś internetowego debila. Ale w postępowaniu karnym również zapłaciliby za to podatnicy i to znacznie większe pieniądze: koszt postępowania wykonawczego plus odsiadka w więzieniu i łożenie na utrzymanie więźnia.
Prawo cywilne w sprawach o naruszenie dóbr osobistych daje mnóstwo narzędzi skutecznej ochrony. Lepszych niż w postępowaniu karnym, którego jedyną "radochą" pozostaje zrobienie z kłamcy i oszczercy zwykłego przestępcy. W USA pozwów o naruszenie dóbr osobistych boją się największe dzienniki. Żaden wpływowy bloger nie pociągnie długo, jeśli będzie rzucał oszczerstwa w sieci. Znacznie mniej wpływowi się o tym przekonali. Tu nawracam do przykładu z filmu "Food Inc.", gdzie koncern Monsanto porządnie rozprawił się z rolnikiem, który o nich złe rzeczy rozgłaszał. Przygięli mu kark do ziemi pozwami cywilnymi tak, że pewnie już się chłop nigdy po tym nie wyprostuje. I nie zrobili z niego przestepcy, jak by to mogli zrobić w Polsce.
Kij art. 212 k.k. ma dwa końce. Najczęściej dotyka nie tych wrednych, zapalczywych, mściwych trolli z internetu, którzy obrzucają innych wyzwiskami nazywając ich pedofilami. Takie skrajne przypadki mogę podać i w inną stronę.
Oczywiście, można zarzucić dziennikarzom, że walcząc z art. 212 k.k. walczą o swoje interesy. Ale to nieprawda. Istnienie powództwa o ochronę dóbr osobistych to znacznie potężniejsze i groźniejsze narzędzie, niż art. 212 k.k. Ale art. 212 k.k. jest to przepis groźny dla wolności, bo pozwala z każdego adwersarza zrobić przestępcę.
Wysłany: 2016-07-07, 20:46
Można by to podpiąć pod wiele tematów, a nowego nielzja. To jakoś mi zapasowało.