Source: http://halat.pl/walkpoland.html
Timestamp: 2018-12-15 13:31:01
Legal References Found: art. 4
 art. 11
 art. 13
 art. 1
 art. 1
 art. 8
 art. 6
 art. 6
 art. 10

Document Content:
RUCH TO ZDROWIE - W POLSKĘ IDZIEMY * MOVE FOR HEALTH - WALK POLAND
KRAJ WOLNY OD ATOMU
KRAJ WOLNY OD GMO
KRAJ DLA WOLNYCH MOVE FOR HEALTH
NUKES FREE LAND
GMO FREE LAND
LAND FOR THE FREE
25. stycznia 2008r.
Polska – kraj wolny od atomu, kraj wolny od gmo, kraj dla wolnych. (Poland – gmo free land, nukes free land, land for the free.) Tak zdefiniowanej marki naszego kraju nie dziedziczymy po przodkach, ale pożyczamy od następnych pokoleń. Moc marki POLSKA już przed tysiącem lat sprowadzała pod opiekę polskich katolików ludzi uchodzących z innych krajów przed ograniczeniami wolności. W naszych czasach moc marki POLSKA przyciągnie turystów, studentów i inwestorów szukających azylu od zmartwień o skażenie środowiska radioaktywnymi izotopami i organizmami genetycznie modyfikowanymi (gmo). O mocy marki POLSKA zadecyduje postrzegana przez konsumentów jako wyróżniająca jakość zdrowotna płodów naszej ziemi, wolnych od skażeń radioaktywnych i genetycznych.
Takie były nadzieje. Tak mogło być.
Ale tak nie będzie. Nie będzie dlatego, że zmienił się rząd.
Poprzedni rząd też nie wykazał się spójnym, jednoznacznym działaniem na rzecz wspólnego dobra Polaków. Plany, deklaracje i faktyczne dokonania w obszarze szerokiego spektrum ochrony zdrowia - od zdrowia środowiskowego do opieki zdrowotnej – nie mogły znaleźć uznania w oczach wyborców i były ważną przyczyną przegrania ostatnich wyborów z powodu niewystarczającego do pokonania konkurencji przyrostu liczby zwolenników. Trudno się dziwić. Miliony mieszkańców, konsumentów i pracowników były świadkami bezczynność niemrawych inspektorów i nadzorujących ich ministrów. Bezczynności karygodnej, ale nie ukaranej. Kara za brak społecznego oporu spadała za to na tysiące rodzin nagle zmuszonych do stawienia czoła katastrofie w postaci choroby, której politycy i obsadzeni przez nich funkcjonariusze państwowi zapobiec nie chcieli i której leczenia zorganizować nie umieli. Nie chcieli i nie umieli, ale pieniądze brali. Pomylili wysokie uposażenia i przywileje władzy z aktorską gażą za igrzyska oferowane ludowi, który chleba musiał szukać zagranicą. Błazenada wielu pozerów sięgnęła bruku, bigoteria i załganie wołały o wielkie pióra z czasów złotego wieku polskiej literatury, a prywata i egoizm szczurów uciekających z pokładu partii dla nich zbyt ludowej, obrażały pamięć polskiej inteligencji, tej prawdziwej awangardy ludu - narodu, rozwojowi tego ludu poświęcającej swoją wiedzę, umiejętności i serca. Żaden tytuł zawodowy, żaden tytuł naukowy nie wystarczy, aby ktoś, kto gardzi ludem, zaliczał się do polskiej inteligencji. Nawet jeśli posługuje się polszczyzną na poziomie niekompromitującym.
A jednak nadchodzą jeszcze gorsze czasy. Za ich motto można uznać oświadczenie Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej z 2. stycznia 2008r. : „to społeczeństwo rządzi regułami wolności jednostek i współżycia” (la "sociedad la que ordena los principios de libertad individual y de convivencia"). W myśl tej doktryny osoba ludzka, persona humana, traci przyrodzoną wolność, staje się niewolnikiem społeczeństwa. Na śmietnik historii wysyłany jest nawet dorobek rewolucji francuskiej w postaci przyjętej w dniu 26 sierpnia 1789 r., Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, której art. 4 rozpoczyna się od słów: „Wolno robić wszystko, co nie szkodzi innym” (Déclaration des Droits de l'homme et du citoyen du 26 ao?t 1789: La liberté consiste ? pouvoir faire tout ce qui ne nuit pas ? autrui), opierając się o przekonanie, że „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innego człowieka”. O Dekalogu lepiej nie wspominać, bo można wywołać gwałtowną reakcję alergiczną zawodowych wrogów Pana Boga. Przecież w myśl współczesnej socjalistycznej doktryny rządzącej Unią Europejską człowiekowi wolność nie należy się dlatego, że otrzymał ją od samego Boga. O wolności jednostki decyduje społeczeństwo, a tak naprawdę mający swoje interesy doktrynerzy, propagandyści i wodzowie. Dzisiaj społeczeństwo zarządzi zamknięcie ust protestującym, jutro śmierć słabych i bezbronnych. Dzisiaj masowe pranie mózgu, jutro oporne jednostki za kraty, do łagru albo obozu koncentracyjnego. Tego rodzaju społeczeństwo, które rządzi regułami wolności jednostek i współżycia w Unii Europejskiej raz po raz wyciąga łapy i po naszą wolność. Zagrożona jest nawet góralska śleboda, ten wzór swobody dla każdego Polaka. Według relacji pana Wojciecha Bonowicza ks. Józef Tischner w sierpniu 1981r. na Polanie Rusnakowej pod Turbaczem w Gorcach, tak powiedział: - „Moi drodzy, kiedy się tutaj jest, to się widzi, co znaczy to słowo "śleboda" - Śleboda, moi drodzy, to jest coś takiego, co czuje gospodarz w swoim gospodarstwie. To jest coś różnego od swawoli. Swawola niszczy, swawola depcze. Nie patrzy: trawa, nie trawa, zboże, nie zboże... Śleboda jest mądra. Śleboda umie po gospodarsku zadbać, po gospodarsku umie tę ziemię uprawić. Las chroni, żeby był lasem. A z człowieka ta śleboda potrafi wydobyć to, co w człowieku najlepsze.”
Wąskie zagony Podhala i całej Małopolski, różnokolorowe mozaiki poletek bez miedzy na Podgórzu Beskidów i Sudetów jak wy sobie poradzicie z narzuconą Polsce swawolą? „Swawola niszczy, swawola depcze. Nie patrzy: trawa, nie trawa, zboże, nie zboże.” Jak uratujecie dobrą markę swoich płodów, kiedy obcy wprowadzą między was genetyczne mutanty i zasypią chemią niszczącą wszystko co żyje z wyjątkiem tych mutantów? Jak wydacie żywność ekologiczną, jeżeli pyłek mutantów rozniesie się z wiatrem po całej okolicy? Jak będziecie rodzić zboża, owoce i warzywa, kiedy z powodu mutantów wyginą pszczoły? Kto zechce przyjechać do gospodarstwa agroturystycznego ze skażonym powietrzem i zatrutą wodą, gdzie zamiast miodu z własnej pasieki, gospodarze postawią na stole przemysłowy produkt z supermarketu? „Trawa, nie trawa, zboże, nie zboże.” Może kapusta z wirusem szczepionkowym, albo sałata z silnym lekiem na serce? Może kukurydza ze środkiem poronnym? A może szpinak z genem świni? A może karp z genem człowieka? A właściwie, to kiedy zaczyna się kanibalizm? Ile człowieka musi zawierać istota z pozoru roślinna albo zwierzęca, aby uznać ją za na tyle ludzką, że nie wolno jej jeść bez obawy, że zjada się człowieka? Hinduiści wygrali proces z McDonald’s-em o obrazę uczuć religijnych poprzez ukrywanie dodatku krowiego łoju do frytek. Zatajenie składników wieprzowych żywności, mogłoby wywołać gwałtowne reakcje wyznawców kilku głównych religii, a nawet doprowadzić do wojen. A człowieka to wolno jeść?
Kupując jakikolwiek produkt, nabywca zwraca uwagę na cenę, rozważa ewentualne zagrożenia zdrowia związane ze zgodnym z przeznaczeniem użytkowaniem tego produktu, kieruje się informacją o kraju lub regionie pochodzenia. Na decyzję o zakupie bądź odrzuceniu oferty coraz częściej wpływa wiedza klienta o sposobie produkcji. Sumienie nie pozwala przyczyniać się do epidemii nieuleczalnych chorób, katowania zwierząt w fabrykach mięsa przerabiających genetycznie modyfikowaną soję i kukurydzę na tkanki zwierzęce, zatruwania powietrza, wody i gleby po to, aby kosztem ludzi, zwierząt i środowiska ktoś obwieścił zwycięstwo w walce z wolnością.
Według ogłoszonej w maju 2007 r. prognozy Instytutu Turystyki wpływy z tytułu przyjazdów cudzoziemców do naszego kraju mają w tym roku osiągnąć 7,9 miliarda dolarów amerykańskich, na co niemal po połowie złożą się „odwiedzający jednodniowi” i turyści. Słychać głosy, tyleż odważne, co niemądre, że są to wpływy przewyższające dorobek rolnictwa, przemysłu i górnictwa razem wziętych, co mogłoby oznaczać, że przyjeżdżający do Polski cudzoziemcy przywożą ze sobą niezbędny do przeżycia prowiant albo też w zachodnich supermarketach kupują tylko sprowadzane z zagranicy artykuły spożywcze i pamiątki made in Hong Kong. A jest przecież inaczej, o czym świadczy poszukiwanie na przygranicznych straganach wyrobów polskiego rolnictwa i przemysłu przez „odwiedzających jednodniowych” i oblężenie wczasów pod gruszą przez turystów.
Zanim pojawią się precyzyjne wyliczenia zysku wszystkich polskich podmiotów gospodarczych i grup (terytorialnych, zawodowych, itp.) polskich obywateli osiąganego w wyniku przybycia cudzoziemskich konsumentów na nasz obszar ekonomiczny, warto przypomnieć, że przedsiębiorcy prowadzący sprzedaż w obiektach wielkopowierzchniowych mają ponad 8% czystego dochodu. Co dwunasta złotówka wydana przez konsumentów w hyper- lub supermarkecie trafia jako czysty zysk na konto jego właściciela! Dostawcy i załogi niezmiennie twierdzą, że jest to zysk z wyzysku. Jedni i drudzy chętnie sprzedaliby swój produkt i czas pracy za lepszą cenę, ale jej nie mogą uzyskać, bo skutecznie rozbuchać u siebie popyt potrafili tylko właściciele obiektów wielkopowierzchniowych. Masowa sprzedaż odbywa się w hyper- i supermarketach, więc kioski, stragany, sklepiki i sklepy nie potrzebują towaru i rąk do pracy. Każdy widzi w tym szkody dla kraju, a mimo to niedawno w chmurze azbestowego pyłu obrócono w gruzy nawet kultowy SUPERSAM na placu Unii Lubelskiej w Warszawie. Symbol polskiego handlu podzielił los flagowych okrętów polskiej motoryzacji (FSO), elektroniki (ELWRO), chemii gospodarczej (POLLENA) i innych bardzo bardzo wielu krajowych przedsiębiorstw, zlikwidowanych za to, że były dorobkiem wrażego PRLu.
No cóż, w opinii sprawców, własność państwowa to relikt komunizmu, a ponieważ Polacy nie mają własnego kapitału, to musi im wystarczyć praca najemna. Nieznana jest wysokość dochodów wielkich sieci hotelowych. Można jednak przypuszczać, że skoro nie słychać narzekań dostawców i załóg, nie jest to zysk z wyzysku i panna Paris Hilton z czystym sumieniem może kontynuować chwalebne dzieło swojego ojca. Czy to pochodzący z wyzysku czy też sprawiedliwie zdobyty, zarobek zagranicznych inwestorów i tak jest transferowany poza granice naszego kraju ze stratą dla utrzymanek i utrzymanków budżetu, z prominentami na czele, których wkrótce – nawet tych najbardziej wzdętych – nie uniosą co raz bardziej sfatygowane skrzydła samolotów rządowych i armie ochroniarzy będą musiały zająć się lektykarstwem międzypaństwowym. Ale co z tak ulubionym kierunkiem transaatlantyckim? Wpław lektyką - amfibią? Byle nie rejsowym samolotem, bo to obciach dla władzy.
Wstydu z powodu niegodnego latania nie odczuwają turyści trafiający do Polski tanimi liniami lotniczymi. Na przykład do labiryntu na Okęciu. Już w naszej stolicy mogą przekonać się, że w centrum Europy leży grzęzawisko nieprzejezdnych ulic. Wiedza tych, którzy wjechali przez przejścia drogowe jest jeszcze bogatsza. Jazda po podziurawionych pseudoszosach i objętej wysoką opłatą autostradowej ruinie pomiędzy Katowicami i Krakowem wymaga wysokich kwalifikacji wyniesionych ze szkoły przeżycia i biada temu, kto zlekceważy ryzyko napotkania w tych miejscach pojazdu prowadzonego przez kierowcę odurzonego alkoholem i/lub niewyspaniem. Dalszy postęp na odcinku, wicie rozumicie, systemu opieki zdrowotnej napawa zgrozą, więc z pełnym przekonaniem należy turystom aplikować, ale tym razem przed szkodą, pamiętne napomnienie premiera Cimoszewicza do powodzian 1997r.: „trzeba było się ubezpieczać”. Najlepiej w firmie będącej odpowiednikiem afrykańskiego FLYING DOCTOR. Zabierze z bezdroży i dostarczy na czas w sprawne ręce niestrajkujących lekarzy.
Na szczęście, kiedy turyści cali i zdrowi dotrą już do miejsc wypoczynku, nie mogą nacieszyć się oferowanymi im atrakcjami. Wysoko cenioną przez brytyjskich młodziaków atrakcją Krakowa jest n. p. daleko posunięta tolerancja dla ich nieobyczajnych zachowań. Pokazują nie tylko siłę pieniądza, kupując przyzwolenie na chuligańskie wybryki za drobne - w skali ich zarobków – funty. Jak dotychczas, nie mniej magiczny Wrocław potrafi zachować równowagę pomiędzy gościnnością a kupioną tolerancją. Dla wielu uciekinierów z ziem znaczonych przez Krasną Armię tablicami z napisem „Prakljataja Giermania”, atrakcją wartą każdej ceny jest pobyt w pensjonacie z widokiem na mazurskie jezioro. W te malownicze strony nie tylko dla odświeżenia wspomnień, ale i popieszczenia ciała, zgodnie z teorią holistycznego traktowania człowieka, zaprasza głoszący w internecie wierność tej filozofii Hotel SPA Dr Irena Eris położony w otulinie zieleni Parku Krajobrazowego Wzgórz Dylewskich. Tylko 100 zł kosztuje Dotyk ciepłaSM - zabieg odprężająco - relaksujący szyi, ramion i pleców. Dotyk ciepłaSM ma przynosić nieocenioną ulgę zmęczonym mięśniom. Może kiedyś skorzystam z zastrzeżonej marki usługi Dotyk ciepłaSM, choćby po to, aby czytelnikom ŚWIATA KONSUMENTA zdać sprawozdanie z jej przebiegu i skuteczności oraz zachęcić innych pomysłowych przedsiębiorców do zastrzegania marek swoich usług. Jednak po 10 godzinach górskiej wędrówki akurat miewam zakwasy w mięśniach tą usługą nie objętych i leczę je pienistym napojem, który i tak jest reklamowany bez umiaru z wielką szkodą dla zdrowia publicznego, za to z niebywałym zyskiem dla zagranicznych właścicieli marek choć brzmiących rodzimie, to rozpychających się z globalistyczną arogancją w stosunku do różnorodności upodobań. A przecież u nas piwo jest tradycyjnym produktem lokalnym, od wieków najbardziej wyrazistą wizytówką wielu sławnych grodów, odpowiednikiem wina regionów winiarskich Południa. Jakże cieszy wspaniała inicjatywa Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich, które chce ratować przed bankructwem resztki małych i średnich browarów warzących piwa niepasteryzowane, niezawierające sztucznych dodatków i konserwantów, a nawet piwo z ekologicznym certyfikatem Unii Europejskiej oparte o słód i chmiel z gospodarstw ekologicznych. Niechby bogactwo różnorodności piw powiększyło ofertę turystyczną miast i miasteczek, wyrwało te śląskie, przez wieki na ziemiach polskich najbogatsze, z marazmu wynikłego z utraconej tożsamości mierzonej siłą miejscowych marek.
Miody pitne to kolejny bezkonkurencyjny przebój oferty turystycznej, z której zyski pozostaną w całości w kraju, byle tylko skutecznie zadbać o reklamę. Biorąc pod uwagę regionalny charakter miodów, ich zróżnicowanie zależne od gatunku, można sobie wyobrazić marki miodów, tak jak francuskie wina noszące nazwy miejscowe i do tego podzielone nie na kilka tylko gatunków, jak wino czerwone, białe, różowe, musujące, słodkie, wytrawne, półsłodkie lub półwytrawne, a na znacznie więcej samych podstawowych, jak miód akacjowy, bławatkowy, koniczynowy, lipowy, rzepakowy, gryczany, wrzosowy, z drzew owocowych, spadziowy i ziołowy (górski). A te dopiero dzielone według sposobu sporządzania brzeczki, stopnia rozcieńczenia brzeczki wodą oraz sposobu doprawienia brzeczki. Niechby sycony korzenno-ziołowy koniczynowy półtorak ze Zgorzelca konkurował z niesyconym naturalnym lipowym trójniakiem z Augustowa.
Wbrew pijackiej tradycji alkohol nie musi być narkotykiem, a może być regionalnym przysmakiem, spożywanym w umiarkowaniu dostosowanym do wieku, płci i stanu konsumentów. Nie trzeba dodawać, że polscy dyplomaci i przedstawiciele handlowi, politycy i urzędnicy powinni być zobowiązani do reklamowania polskich piw i miodów gdzie tylko to możliwe i co najmniej tak energicznie, jak ich francuscy odpowiednicy reklamują swoje wina i sery.
Przechodząc w ten zgrabny sposób do przekąsek, można powiedzieć, że oscypek jest tym wśród innych serów, kim góral jest wśród innych Polaków. Wyrazistość popłaca i owocuje rozpoznawalnością po obu stronach Atlantyku Wysoka samoocena górali przenosi się na powszechne uznanie dla ich tradycji, też kulinarnej. Ceprom trzeba życzyć udanego naśladownictwa metod budowania popytu. Nie wszędzie za oknem widać Giewont, ale przecież każda ziemia ma swoją tradycję. Warto ją odkryć, odkurzyć, a wobec braku źródeł – wręcz stworzyć i czerpać z niej korzyści, sprzedając turystom to, czego gdzie indziej nie dostaną. Począwszy od plejady serów krowich, kozich i owczych po rozmaitość wyrobów mięsnych, rybnych i innych pyszności. Na początku 2007r. weszło w życie Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 15 grudnia 2006r. w sprawie szczegółowych warunków uznania działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej, który to przepis prawny dopuszcza idącą w nawet w tony tygodniowo produkcję mlecznych, mięsnych i rybnych wyrobów polskiej wsi do międzynarodowej konkurencji o klientów szukających radości z dobrego jedzenia, oczywiście charakteryzującego się bezwzględnie gwarantowanym siłą Państwa Polskiego bezpieczeństwem dla zdrowia i życia konsumentów. Za bardzo poważne ostrzeżenie dla wszystkich, którzy chcą zarobić z ominięciem procedur sanitarnych niech posłuży ostatnie z wielkich ognisk epidemicznych włośnicy regularnie nękających nasz kraj. Produkt Zakładów Przetwórstwa Mięsnego "Rol-Banc" Sp. z o.o. w Świerznie w woj. zachodniopomorskim o nazwie kiełbasa polska do końca drugiej dekady czerwca b. r. stał się przyczyną rozpoznania włośnicy u co najmniej 123 osób, w tym podobno u kogoś, kto zjadł kiełbasę w Irlandii. Firma "Rol-Banc" wini rzeźnię w Stuchowie, zatrudniony w niej lekarz weterynarii oskarżany jest o zaniedbanie obowiązków. Podejrzanych wielu, a gatunek kiełbasy nazywanej polską skompromitował się na zawsze w opinii wielu konsumentów w kraju i zagranicą. Winni zarobaczywienia produktów z określnikiem „polski, polska, polskie” wymagają szczególnie surowego potraktowania, gdyż psują nam wszystkim opinię. I tak winowajca ustalony w wyniku dochodzenia epidemiologicznego będzie musiał pokryć monstrualne koszty swojego zaniedbania.
W sezonie letnim 2007 właścicielom obiektów turystyczno-wypoczynkowych, gastronomicznych i handlowych życzmy przebicia najbardziej optymistycznych prognoz sprzedaży, a turystom krajowym i zagranicznym zadowolenia z bogactwa doznanych wrażeń. Cieszmy się pięknem krajobrazu i bioróżnorodnością przyrody. Wprowadźmy do turystycznego wizerunku Polski i ogłośmy światu rewelacyjne fakty, że należymy do nielicznej grupy wyjątkowo uprzywilejowanych krajów, w których nie ma elektrowni atomowych i upraw roślin genetycznie modyfikowanych, a nasze zwierzęta hodowlane już wkrótce, zgodnie z obowiązującą ustawą, nie będą karmione paszami opartymi o organizmy genetycznie modyfikowane. Biesiadujmy do syta, a nadmiar kalorii spalajmy w ruchu na świeżym powietrzu.
RUCH TO ZDROWIE – W POLSKĘ IDZIEMY. MOVE FOR HEALTH, WALK POLAND.
Karpiel-Bulecka Goral folk band venerate the relic of John Paul II
18. maja 2007r.
„Sprawa dla Reportera” należy od lat do najbardziej popularnych programów publicznej Telewizji Polskiej. Pani redaktor Elżbieta Jaworowicz przedstawia poruszającą dokumentację filmową ludzkich nieszczęść, docieka ich przyczyn i wreszcie stawia winowajców pod pręgierz opinii publicznej.
Zadaniem tego programu jest zderzyć wypowiedź ofiary i jej kata. Zwykły szary człowiek: mieszkaniec, pracownik, przedsiębiorca to z reguły osoba pokrzywdzona, a przedstawicielowi administracji państwowej czy samorządowej pisana jest rola winowajcy. Na sali nie może też zabraknąć szczerych obrońców ludu: posłów, senatorów, działaczy społecznych, autorytetów naukowych, prawnych i moralnych. To oni rozsądzają spory, wyjaśniają i doprowadzają do sytuacji, w której red. Jaworowicz może postawić kropkę nad i w postaci potwierdzenia tezy zawartej w wyjściowym materiale filmowym.
Na arenie studia telewizyjnego dochodzi do ostrej wymiany słów, kłótni i niekontrolowanych wybuchów emocji. Na szczęście - nieszczęście program jest nagrywany z kilkutygodniowym wyprzedzeniem i do emisji pozostaje sporo czasu na zgrabne poszatkowanie i poklejenie materiału, który nawet po ocenzurowaniu zapiera dech w piersiach widzów TVP.
Dyskusja telewizyjna, której nagranie odbyło się w połowie maja 2007r. miała na celu potwierdzić wyjściową tezę o tym, że wbrew nadziejom Polska nadal nie jest Polską naszych oczekiwań, a to z powodu krzywdzącego ludzi prawa i bezduszności urzędników.
Główne miejsce po stronie oskarżycieli zajmował pan prezes Roman Kluska, zaś miejsca zarezerwowane dla oskarżanych osób i instytucji przydzielono przedstawicielkom urzędu wojewódzkiego i państwowej inspekcji sanitarnej. Mając zaszczyt być ulokowanym obok reprezentującej Główny Inspektorat Sanitarny wybitnej znawczyni prawa sanitarnego w zakresie bezpieczeństwa żywności, z przykrością wysłuchiwałem bojowych okrzyków pani red, Jaworowicz, głoszącej publicznie - choć poza mikrofonem - jaką to niechęć żywi do sanepidu z powodu nieżyciowych wymagań sanitarnych, które niszczą drobną przedsiębiorczość i nie pozwalają w naszym kraju na rozwój produkcji całego szeregu atrakcyjnych wyrobów, takich samych, jakimi chlubi się wieś grecka, włoska, czy francuska – od plejady serów krowich, kozich i owczych po rozmaitość wyrobów mięsnych i innych pyszności. No po prostu sanepid kładzie się kłodą na drodze do dobrobytu polskiej wsi.
Mając w pamięci nieraz formułowane przez partyjnych bonzów PRLu oskarżenie, że sanepid przeszkadza, bo nie pozwala, aby Polska rosła siłę, a ludzie żyli dostatniej, zacząłem nie na żarty przymierzać się do publicznego starcia o dobre imię państwowej inspekcji sanitarnej, której w obecnym czasie można wiele zarzucić, ale na pewno nie nadgorliwość w działaniach na rzecz ochrony zdrowia publicznego. Niedoczyszczona ze starych i opanowana przez nowych partyjnych nominatów, od lat wykrwawiana przez redukcję kadr, zagrażającą reductio ad absurdum jeśli chodzi o osiąganie ustawowych zadań, i co rusz to paraliżowana przez rozmaite wcielenia Wielkiego Brata, służba sanitarno-epidemiologiczna wymaga ze strony Polaków silnego wsparcia za profesjonalizm kierujący się kodeksem etyki lekarskiej i bezkompromisowe egzekwowanie prawa sanitarnego. Oczywiście, usytuowanie Państwowej Inspekcji Sanitarnej w podległości do ministra zdrowia w praktyce czyni tę służbę kontrolą wewnętrzną resortu zdrowia, np. w obszarze nadzoru nad jednostkami podległymi ministrowi zdrowia albo polityki zdrowotnej, za którą odpowiada minister zdrowia. Tu trzeba szukać przyczyn ludzkich dramatów na masową skalę, których można byłoby uniknąć, gdyby w obronie zdrowia publicznego mógł stanąć inspektor podległy nie ministrowi zdrowia, a tym samym nie radzie ministrów rządzących się rozmaitymi interesami a Sejmowi, tak jak podległa Sejmowi jest Państwowa Inspekcja Pracy. Warto zauważyć, że zakres zadań Państwowej Inspekcji Pracy jest nieporównywalnie mniejszy i mniej skomplikowany od zakresu zadań Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Skoro Państwowa Inspekcja Sanitarna w znaczącym zakresie swojej działalności jest kontrolą wewnętrzną ministra zdrowia, to Inspekcja Weterynaryjna jest w całości kontrolą wewnętrzną ministra rolnictwa i rozwoju wsi. A jak wiadomo, pies nie gryzie własnego ogona, nawet, jeżeli za nim goni.
Wymieniłem dopiero dwie instytucje zajmujące się urzędową kontrolą żywności, a przecież jest ich znacznie więcej, łącznie co najmniej osiem. Wszystkie inspekcje mają swoje ustawowe obowiązki do wykonania, swoich przełożonych na szczeblu centralnym i terenowym, siedziby, transport, obsługę prawną i każdą inną. I wszystkie razem rozpoznawane są jako sanepid!. Naprawdę! Nawet przez samą panią redaktor Jaworowicz i samego pana prezesa Kluskę! Czy to nie zadziwia, że osoby tak dobrze poinformowane i tak opiniotwórcze nawet nie wyobrażają sobie, do jakiego rozproszenia doszło w zakresie urzędowej kontroli żywności, nie wiedzą, za co odpowiadają poszczególne inspekcje i jakie są aktualnie obowiązujące przepisy sanitarne. A co wobec tego mają powiedzieć właściciele drobnych gospodarstw rodzinnych? Ciężko pracujący od rana do nocy rolnicy, którzy nie mają żadnego dostępu do informacji prawnej i nie mieli żadnych szans dowiedzieć się o wejściu w życie na początku 2007r. Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 15 grudnia 2006r. w sprawie szczegółowych warunków uznania działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej, który to przepis prawny dopuszcza idącą w nawet w tony tygodniowo produkcję mlecznych, mięsnych i rybnych wyrobów polskiej wsi do międzynarodowej konkurencji o klientów szukających radości z dobrego jedzenia, oczywiście charakteryzującego się bezwzględnie gwarantowanym siłą Państwa Polskiego bezpieczeństwem dla zdrowia i życia konsumentów.
Objaśnienie w tej sprawie pan prezes Roman Kluska otrzymał już po nagraniu. Publicznego starcia o sanepid nie było. Podkreślić wypada wspaniałe przesłanie innych wątków dyskusji kierowanej przez panią red. Elżbietę Jaworowicz.
Ta „Sprawa dla Reportera” ma ukazać się 29. maja 2007r. i powinna być dedykowana wszystkim odpowiedzialnym i za niezrozumiałe prawo i za brak popularyzacji prawa, kiedy może ono dobrze służyć ludziom. Wyczulonym na próby zniewolenia Polakom łatwo dostrzec, że obok totalitaryzmu czerwonego i brunatnego istnieje także totalitaryzm złoty, od koloru złota, które niszczy wszystko co dobre na tym świecie. Jednym z celów totalitaryzmu złota – pieniądza jest zagłada gospodarstw rodzinnych i zmonopolizowanie produkcji żywności za pomocą narzucania narodom tak skomplikowanego prawa, że ani nie da się go wykonać, ani wyegzekwować.
uznania działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej
(Dz. U. nr 5 poz. 36 z dnia 12 stycznia 2007 r.)
Na podstawie art. 11 ust. 2 i art. 13 ust. 3 ustawy z dnia 16 grudnia 2005 r. o produktach pochodzenia zwierzęcego
(Dz. U. z 2006 r. Nr 17, poz. 127 i Nr 171, poz. 1225) zarządza się, co następuje:
1) szczegółowe warunki pozwalające na uznanie działalności, o której mowa w art. 1 ust. 5 lit. b (ii) rozporządzenia
(WE) nr 853/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 29 kwietnia 2004 r. ustanawiającego szczególne przepisy dotyczące higieny w odniesieniu do żywności pochodzenia zwierzęcego (Dz. Urz. UE L 139 z 30.04.2004, str. 55, z późn. zm.; Dz. Urz. UE Polskie wydanie specjalne, rozdz. 3, t. 45, str. 14), zwanego dalej "rozporządzeniem nr 853/2004", za działalność marginalną, lokalną i ograniczoną, w tym zakres i wielkość produkcji produktów pochodzenia zwierzęcego prowadzonej w ramach tej działalności oraz obszar, na którym może być prowadzona taka działalność;
2) wymagania weterynaryjne, jakie powinny spełniać świeże mięso przeznaczone do rozbioru oraz inne produkty pochodzenia zwierzęcego przeznaczone do przetwarzania, w ramach działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej.
§ 2. Działalność, o której mowa w art. 1 ust. 5 lit. b (ii) rozporządzenia nr 853/2004, uznaje się za działalność marginalną, lokalną i ograniczoną, jeżeli:
a) rozbiór i sprzedaż świeżego mięsa wołowego, wieprzowego, baraniego, koziego, końskiego, drobiowego lub zajęczaków lub
b) rozbiór i sprzedaż świeżego mięsa zwierząt łownych, lub
c) rozbiór i sprzedaż świeżego mięsa zwierząt dzikich utrzymywanych przez człowieka, lub
d) produkcję i sprzedaż mięsa mielonego, surowych wyrobów mięsnych, lub
e) produkcję i sprzedaż produktów mięsnych, w tym gotowych posiłków (potraw) wyprodukowanych z mięsa, lub
f) produkcję i sprzedaż porcjowanych, odskórzonych produktów rybołówstwa, filetów rybnych, a także wędzonych i grillowanych oraz poddanych innym rodzajom obróbki cieplnej produktów rybołówstwa, lub
g) produkcję i sprzedaż produktów mlecznych wyprodukowanych w gospodarstwie z mleka pozyskanego w tym gospodarstwie lub pozyskanego w gospodarstwie, w którym jest prowadzona działalność w zakresie produkcji mleka surowego lub surowej śmietany, przeznaczonych do sprzedaży bezpośredniej;
2) wielkość produkcji nie przekracza dla:
a) rozbioru mięsa wołowego, wieprzowego, baraniego, koziego, końskiego lub produkowanych z tego mięsa surowych wyrobów mięsnych lub mięsa mielonego - 3,5 tony tygodniowo,
b) rozbioru mięsa drobiowego lub zajęczaków lub produkowanych z tego mięsa surowych wyrobów mięsnych lub mięsa mielonego - 1,5 tony tygodniowo,
c) produktów mięsnych - 4,5 tony tygodniowo,
d) rozbioru mięsa zwierząt dzikich utrzymywanych przez człowieka - 0,8 tony miesięcznie,
e) rozbioru mięsa pozyskanego ze zwierząt łownych, odstrzelonych zgodnie z przepisami prawa łowieckiego, w ramach rocznego planu łowieckiego, w ilości nieprzekraczającej 30 % liczby zwierząt łownych zaplanowanych do odstrzału w obwodzie łowieckim,
f) produktów rybołówstwa - 0,5 tony tygodniowo,
g) produktów mlecznych - tony tygodniowo;
3) zakład prowadzi sprzedaż produktów pochodzenia zwierzęcego określonych w pkt 1 konsumentowi końcowemu, a dostawy tych produktów do innych zakładów prowadzących handel detaliczny z przeznaczeniem dla konsumenta końcowego nie przekraczają wagowo 30 % ogólnej wielkości produkcji, o której mowa w pkt 2;
4) w zakładzie system analizy zagrożeń i krytycznych punktów kontroli (system HACCP) jest realizowany co najmniej przez stosowanie wytycznych dobrej praktyki, o których mowa w art. 8 rozporządzenia (WE) nr 852/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 29 kwietnia 2004 r. w sprawie higieny środków spożywczych (Dz. Urz. UE L 139 z 30.04.2004, str. 1; Dz. Urz. UE Polskie wydanie specjalne, rozdz. 13, t. 34, str. 319), zwanego dalej "rozporządzeniem nr 852/2004";
5) miejsca produkcji lub miejsca sprzedaży produktów pochodzenia zwierzęcego, o których mowa w pkt 1, oraz zakłady prowadzące handel detaliczny, do których następuje dostawa, znajdują się na obszarze jednego województwa lub na obszarze sąsiadujących z nim województw.
§ 3. Świeże mięso przeznaczone do rozbioru lub produkcji surowych wyrobów mięsnych, mięsa mielonego, produktów mięsnych, a także surowe mleko oraz produkty rybołówstwa przeznaczone do przetwarzania, w ramach działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej powinny w przypadku:
1) świeżego mięsa wołowego, wieprzowego, baraniego, koziego oraz końskiego, zostać pozyskane ze zwierząt poddanych ubojowi w rzeźni;
2) świeżego mięsa drobiowego lub zajęczaków, zostać pozyskane ze zwierząt poddanych ubojowi w:
b) gospodarstwie - w sposób określony w rozporządzeniu nr 853/2004 w załączniku III w sekcji II w rozdziale VI oraz poddanych badaniu poubojowemu przez urzędowego lekarza weterynarii w sposób określony w rozporządzeniu (WE) nr 854/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 29 kwietnia 2004 r. ustanawiającym szczególne przepisy dotyczące organizacji urzędowych kontroli w odniesieniu do produktów pochodzenia zwierzęcego przeznaczonych do spożycia przez ludzi (Dz. Urz. UE L 139 z 30.04.2004, str. 206, z późn. zm.; Dz. Urz. UE Polskie wydanie specjalne, rozdz. 3, t. 45, str. 75), zwanym dalej "rozporządzeniem nr 854/2004", w załączniku I w sekcji IV w rozdziale V w części B lub w rozdziale VI;
3) świeżego mięsa zwierząt dzikich utrzymywanych przez człowieka, zostać pozyskane ze zwierząt poddanych ubojowi w:
b) gospodarstwie - w sposób określony w rozporządzeniu nr 853/2004 w załączniku III w sekcji III oraz poddanych badaniu poubojowemu przez urzędowego lekarza weterynarii w sposób określony w rozporządzeniu nr 854/2004 w załączniku I w sekcji IV w rozdziale VII w części B;
4) świeżego mięsa zwierząt łownych, zostać pozyskane ze zwierząt łownych, których tusze zostały poddane:
– oględzinom przez osobę przeszkoloną zgodnie z przepisami rozporządzenia nr 853/2004,
– wytrzewieniu na łowisku - w przypadku grubej zwierzyny łownej,
5) świeżego mięsa świń domowych, dzików, zwierząt jednokopytnych oraz nutrii, zostać poddane badaniu na włosienie przeprowadzonemu w sposób określony w przepisach rozporządzenia Komisji (WE) nr 2075/2005 z dnia 5 grudnia 2005 r. ustanawiającego szczególne przepisy dotyczące urzędowych kontroli w odniesieniu do włosieni (Trichinella) w mięsie (Dz. Urz. UE L 338 z 22.12.2005, str. 60);
6) produktów rybołówstwa, spełniać wymagania określone w:
b) rozporządzeniu Komisji (WE) nr 2074/2005 z dnia 5 grudnia 2005 r. ustanawiającym środki wykonawcze w odniesieniu do niektórych produktów objętych rozporządzeniem (WE) nr 853/2004 i do organizacji urzędowych kontroli na mocy rozporządzeń (WE) nr 854/2004 oraz (WE) nr 882/2004, ustanawiającym odstępstwa od rozporządzenia (WE) nr 852/2004 i zmieniającym rozporządzenia (WE) nr 853/2004 oraz (WE) nr 854/2004 (Dz. Urz. UE L 338 z 22.12.2005, str. 27) w załączniku II;
7) surowego mleka, spełniać wymagania określone w rozporządzeniu nr 853/2004 w załączniku III w sekcji IX w rozdziale I.
§ 4. Jeżeli zakład prowadzi więcej niż jeden z rodzajów działalności, o których mowa w § 2 pkt 1, suma wielkości produkcji wszystkich rodzajów produktów określonych w § 2 pkt 2 nie może przekroczyć najwyższego limitu przewidzianego dla jednego z rodzajów produktów produkowanych w tym zakładzie.
§ 5. Podmioty zamierzające prowadzić działalność marginalną, lokalną i ograniczoną powiadamiają powiatowego lekarza weterynarii właściwego ze względu na miejsce planowanej produkcji, zgodnie z art. 6 ust. 2 rozporządzenia nr 852/2004, o zakresie i wielkości produkcji oraz rodzaju produktów pochodzenia zwierzęcego, które mają być produkowane w zakładzie, co najmniej na 30 dni przed dniem rozpoczęcia prowadzenia tej działalności.
§ 6. Obowiązek powiadamiania, o którym mowa w art. 6 ust. 2 rozporządzenia nr 852/2004, nie dotyczy zakładów, które zostały zakwalifikowane do sprzedaży bezpośredniej decyzją wydaną na podstawie art. 10 ust. 5 pkt 1 ustawy z dnia 29 stycznia 2004 r. o wymaganiach weterynaryjnych dla produktów pochodzenia zwierzęcego (Dz. U. Nr 33, poz. 288 oraz z 2005 r. Nr 10, poz. 68 i Nr 23 poz. 188), prowadzących działalność w zakresie określonym w § 2 pkt 1 rozporządzenia.
WALCZ Z KANOFOBIĄ
FIGHT CANOPHOBIA