Source: http://www.sm.poznan.pl/mim/straz/rzecznik-prasowy,p,2322,20202.html
Timestamp: 2017-11-19 00:51:45
Legal References Found: art. 77
 art. 17
 art. 50
 art. 50
 art. 130
 art. 10
 art. 3
 art. 124
 art. 63
 art. 130
 art. 130

Document Content:
Rzecznik prasowy - Straż Miejska Miasta Poznania - Poznan.pl
poznan.pl Straż Miejska Miasta Poznania Straż Miejska Miasta Poznania
e-mail - rzecznik_smmp@um.poznan.pl
tel. 61- 878 - 56 - 67 (w godz. od 7.00 do 15.00)
System monitoringu miejskiego w Poznaniu - od koncepcji do dnia dzisiejszego
W 2000 roku miasto wspólnie z policją podjęło inicjatywę zmierzającą do poprawy bezpieczeństwa publicznego, polegającą na budowie w mieście systemu monitoringu wizyjnego. Uznano, że monitoring wizyjny stanowi m.in. narzędzie zwiększające szansę na wykrycie przestępstw i wykroczeń już w momencie ich popełnienia a także jest narzędziem prewencyjnym.
wzrost poczucia bezpieczeństwa;
działania prewencyjne;
przeciwdziałanie aktom wandalizmu;
zmniejszenie przestępczości i gromadzenie materiałów dowodowych przeciwko sprawcom przestępstw i wykroczeń;
Budowa Systemu Monitoringu Wizyjnego Miasta Poznania finansowana jest z budżetu Miasta. Właścicielem systemu jest Miasto Poznań (w pierwszych latach, na mocy porozumienia podpisanego w 2001 r. część punktów kamerowych przekazano Komendzie Wojewódzkiej Policji w Poznaniu).
Obraz zarejestrowany kamerą jest zapisywany i archiwizowany w systemie, co pozwala na odtwarzanie dowolnych nagrań. Archiwizacja następuje w Komendzie Wojewódzkiej Policji oraz Urzędzie Miasta Poznania. Do kwietnia 2010 roku centra dozoru wizyjnego przypisane były do stanowiska dyżurnych policji w poszczególnych komisariatach. W tamtym okresie nie prowadzono stałej, całodobowej obserwacji zapisywanych obrazów. Przełom nastąpił w 2009 roku. Zmiany wprowadzone do ustawy o strażach gminnych pozwoliły na powierzenie obserwacji obrazu cywilnym pracownikom straży. W poszczególnych komisariatach policji wydzielono osobne pomieszczenia, w których zamontowano nowe ekrany i pulpity sterownicze, zapewniając jednocześnie łatwy kontakt obserwatora z służbami dyżurnymi policji i straży miejskiej. Ilość pracowników straży pracująca przy obserwacji obrazu jest od początku niezmienna - 32 osoby.
Początkowo system obejmował 146 kamer. Obecnie pracownicy straży mają do dyspozycji 376 kamer, a po ukończeniu inwestycji węzła komunikacyjnego Kaponiera ich ilość wzrośnie o 15. Najwięcej, bo aż 148 zamontowanych jest w rejonie działania KP Grunwald. Na drugim miejscu z 78 kamerami jest rejon działania KP Stare Miasto.
Obsada w poszczególnych centrach dozoru wizyjnego na zmianę jest następująca:
KP Stare Miasto - 2 obserwatorów/zmianę;
KP Jeżyce - 1; KP Północ - 1; KP Grunwald - 1; KP Wilda - 1; KP Nowe Miasto - 1.
Do 31 października 2015 r. obserwatorzy przekazali dyżurnym Policji i straży miejskiej 42 tys. interwencji, najczęściej związanych ze spożywaniem alkoholu i skutkami jego nadużywania, z bójkami i pobiciami, dewastacją mienia, blokowaniem komunikacji miejskiej przez zaparkowane nieprawidłowo pojazdy i wiele innych. Warto w tym miejscu wspomnieć o tym, że w okresie zimy obserwatorzy wielokrotnie ratowali życie osobom, które wymagały pomocy medycznej (z różnych przyczyn leżącym na wolnym powietrzu); wychwycili próbę podpalenia drzwi wejściowych do siedziby Gazety Wyborczej.
Większość sprawców ujęto dzięki bezpośredniej łączności pomiędzy interweniującym patrolem a obserwatorem, który korzystał z sieci kamer.
Wielokrotnie nagrania zarejestrowane kamerami monitoringu miejskiego posłużyły Policji i Starży Miejskiej jako dowody w prowadzonych sprawach.
42 tys. zdarzeń to ponad 42 tys. skutecznych interwencji straży i policji podnoszących poczucie bezpieczeństwa mieszkańców i czyniąc nasze miasto bezpieczniejszym. Potwierdzają to policyjne statystyki przestępczości w rejonach objętych monitoringiem - realny spadek popełnianych czynów przestępczych jest od 20% na Starym Mieście do nawet 50 % na Grunwaldzie.
Tylko w 2013 roku, w oparciu o informacje przekazane przez operatorów monitoringu miejskiego policjanci zatrzymali 205 przestępców a w ciągu 10-ciu miesięcy 2015 roku - 121 przestępców.
Obraz z kamer dociera nie tylko do wspomnianych 6 Centrów Dozoru. Dodatkowo sygnał ten doprowadzony jest do Komendy Miejskiej Policji, Centrum Zarządzania Kryzysowego, do siedziby SMMP, Centrum Sterowania Ruchem ZDM oraz do dyspozytorni MPK i ZTM. Przesył obrazu do dowolnego centrum możliwy jest dzięki wykorzystaniu Systemu Infrastruktury Służb Ratowniczych i Bezpieczeństwa Publicznego Miasta Poznania.
Komentarz do art. Bogny Kisiel pt. Częściowo zablokował bramę wjazdową, opublikowanego w wydaniu Polska Głos Wielkopolski z 28 października 2015 r.
Publikacja opiera się na interwencji strażników referatu Grunwald w sprawie blokowania wjazdu na teren nieruchomości. Ponieważ wykroczenie to, z uwagi na konieczność spełnienia dodatkowych wymogów określonych przez ustawodawcę, należy do skomplikowanych, powoduje u osób zgłaszających wiele kontrowersji. Wyjaśnienia istoty tej sprawy brakowało w publikacji.
15 października, godz. ok. 9:35 - strażnicy referatu Grunwald otrzymali zgłoszenie mieszkańca ul. Jesiennej 4, że dotyczące zablokowania bramy wjazdowej przez samochód osobowy. Na miejscu strażnicy zastali pojazd marki Audi o nr. rej. NO....., który w ocenie funkcjonariuszy częściowo zajmował bramę wjazdową. W trakcie wykonywania wszystkich czynności służbowych do strażników nie zgłosiła się żadna osoba, która oświadczyłaby, że w tej chwili chce wjechać bądź wyjechać z terenu nieruchomości i nie może tego zrobić, gdyż zaparkowany samochód utrudnia, bądź całkowicie uniemożliwia taki manewr.
W tym miejscu konieczne jest wyjaśnienie istoty tego zdarzenia:
wykroczenie polegające na blokowaniu drogi wjazdu na teren nieruchomości jest wykroczeniem skutkowym, tzn. musi być na miejscu osoba zgłaszająca, która nie może wyjechać bądź wjechać. W takiej sytuacji funkcjonariusz ma podstawę do wezwania holownika i zlecenia wywozu samochodu na parking strzeżony. Samochodu blokującego nie usuwa się w przypadku, gdy takiej osoby nie ma, bądź np. ma zamiar skorzystać z przejazdu dopiero za jakiś czas.
Komentarz do art. Roberta Domżała pt. Skatował psa w środku Miasta, opublikowanego w wydaniu internetowym Polska Głos Wielkopolski z 18 października 2015 r.
Ponieważ publikacja ta nie wyjaśnia całej zaistniałej sytuacji, poniżej przedstawiam ocenę całego zdarzenia jaką uzyskałem z relacji interweniujących strażników.
Zdarzenie to miało miejsce u zbiegu ulic Nad Wierzbakiem z al. Wielkopolską.
Pies, owczarek niemiecki, biegał luzem bez żadnego nadzoru oraz bez nałożonego kagańca. Zaatakował dwa inne psy, yorki, które były na smyczy pod opieką dorosłej kobiety. Sytuację tą zauważył przechodzący obok przypadkowy mężczyzna. Zareagował natychmiast - chcąc ochronić kobietę i jej psy próbował odgonić agresywnego psa, aż w końcowym rezultacie uderzył go parasolką. Owczarek uciekł i padł na torowisku. Chwilę później nadjechał tramwaj - motorniczy zatrzymał skład i wezwał odpowiednie służby (nadzór ruchu i straż miejską). Po przybyciu strażników na miejscu zdarzenia pojawiła się właścicielka owczarka. Pies zareagował na jej głos i opuścił torowisko. Wyjaśniając całe zajście strażnicy rozmawiali także z kobietą, która została zaatakowana przez owczarka oraz z mężczyzną, który bronił jej i wyprowadzane yorki. Po przeanalizowaniu wszystkich zebranych informacji wnioski były jednoznaczne:
odpowiedzialność za całe zdarzenie spada na opiekuna owczarka, który przez brak nadzoru nad zwierzęciem doprowadził do sytuacji zagrożenia zdrowia bądź życia ludzi i zwierząt, za co został ukarany mandatem (podstawa prawna art. 77 kodeksu wykroczeń);
mężczyzna, który bronił kobiety i wyprowadzanych psów działał w stanie wyższej konieczności;
sprawa niehumanitarnego traktowania zwierzęcia przez uderzenie go parasolem może zostać ze strony właściciela przekazana do wyjaśnienia przez policję;
Z informacji uzyskanych z MPK właścicielka owczarka zostanie obciążona kosztami przestoju tramwajów.
Postępowanie umorzone - drugi komentarz do art. Joanny Labudy: Prokurator zbada, czy strażniczka przekroczyła uprawnienia,opublikowanego na łamach Polska Głos Wielkopolski (wydanie internetowe z 25 czerwca 2015 r.).
25 czerwca b.r., na łamach Polska Głos Wielkopolski, ukazał się artykuł Joanny Labudy: Prokurator zbada, czy strażniczka przekroczyła uprawnienia. Publikacja ta odnosiła się do interwencji funkcjonariuszek referatu Nowe Miasto, które zablokowały koło samochodu zaparkowanego przy ul. Św. Rocha. Prokuratura Rejonowa w Poznaniu, na wniosek mieszkańca, wszczęła postępowanie w sprawie określenia, czy strażniczka miejska, zakładając blokadę na koło pojazdu zaparkowanego na drodze objętej zakazem ruchu z tabliczką: nie dotyczy dojazdu do posesji, wykonywała czynności służbowe zgodnie z obowiązującymi przepisami. I nie ma w tym nic dziwnego. Każdy ma prawo zgłosić swoje wątpliwości, natomiast obowiązkiem prokuratury jest zbadanie takiej sprawy. Wtedy też sugerowaliśmy, ażeby z komentarzem wstrzymać się do czasu podjęcia decyzji przez organ prowadzący sprawę. Niestety. Czytelnicy dowiedzieli się, że zastosowane oznakowanie pionowe jest niezgodne z przepisami a to sugerowało, że strażniczka przekroczyła uprawnienia. Nic bardziej mylnego!
Już 10 lipca (a więc tylko 2 tygodnie po opublikowaniu artykułu) Wydział Kryminalny KP Nowe Miasto poinformował, że postępowanie przygotowawcze w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego zostało umorzone na zasadzie art. 17 § 1 pkt. 2 kpk, tj. wobec tego, że czyn nie zawierał znamion czynu zabronionego.
Pierwszy komentarz do art. Joanny Labudy: Prokurator zbada, czy strażniczka przekroczyła uprawnienia, opublikowanego na łamach Polska Głos Wielkopolski (wydanie internetowe z 25 czerwca 2015 r.).
Prokuratura Rejonowa w Poznaniu, na wniosek mieszkańca, wszczęła postępowanie w sprawie określenia czy strażniczka miejska, zakładając blokadę na koło pojazdu zaparkowanego na drodze objętej zakazem ruchu, wykonywała czynności służbowe zgodnie z obowiązującymi przepisami. I nie ma w tym nic dziwnego. Każdy ma prawo zgłosić swoje wątpliwości, natomiast obowiązkiem prokuratury jest zbadanie takiej sprawy. I to właśnie się dzieje. Tak więc z komentarzem należy poczekać do czasu ogłoszenia decyzji przez organ prowadzący sprawę. Natomiast publikacja ta zawiera dwa nieprawdziwe stwierdzenia, do których pragnę się odnieść.
Pierwsze dotyczy zakładania blokady:
- Municypalni zakładali blokadę w obecności dziewczyny Rafała Popieralskiego, która kilka godzin wcześniej zaparkowała tam jego samochód.......
To nie jest prawda. Blokady w tym miejscu zostały założone o godz. 8:50, natomiast zgłoszenie zdjęcia wpłynęło do dyżurnego o godz. 10:00. W tym czasie strażnicy wykonywali inne czynności służbowe na terenie referatu Nowe Miasto.
Drugie dotyczy oznakowania pionowego, jakie w tej części ul. Św. Rocha zastosował ZDM:
- Nie ma czegoś takiego, jak tabliczka: "nie dotyczy dojazdu do posesji". Co innego, gdyby umieszczony był na niej dodatkowy napis, np. "na ul. Św. Rocha 40-45"......wyjaśnia Rafał Popielarski.
Opinia Pana Popielarskiego oparta jest na piśmie Zbigniewa Rynasiewicza, sekretarza stanu w ministerstwie transportu, który stwierdza, że:
- "Napisy na tabliczkach powinny konkretnie określać rodzaj pojazdów lub uczestników ruchu. Nie dopuszcza się stosowania sformułowań ogólnikowych, np. "nie dotyczy ruchu lokalnego"......
No tak, ale podsekretarz stanu nie stanowi prawa i może się mylić. Czym innym jest wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. I chociaż wyrok NSA też nie stanowi prawa, ale daje wskazówki jak poszczególne przepisy należy stosować.
Przykładem na to jakie informacje może zawierać tabliczka do znaku jest wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 21 sierpnia 2013 r. I OSK 492/12.
Tytuł: Skarga na zarządzenie w sprawie zmiany organizacji ruchu.
Fragment uzasadnienia faktycznego:
....Co prawda, w załączniku, stosownie do § 2 ust. 8 (a nie w ust. 7 jak mylnie podano) rozporządzenia z 31.07.2002 r. w sprawie znaków i sygnałów drogowych, brak jest wzoru tabliczki do znaku zakazu o treści: "nie dotyczy mieszkańców", lecz z powyższego nie można wywieść, jak to uczynił Sąd w zaskarżonym wyroku, że brak jest podstawy prawnej dla takiego wyjątku w zakresie zakazu ruchu ze względu na treść § 2 ust. 4 rozporządzenia. Stanowisko takie nie znajduje oparcia w obowiązujących przepisach prawa, albowiem nie uwzględnia brzmienia § 2 ust. 8 oraz jego związku z ust. 9 tego przepisu. Stosownie do § 2 ust. 8, załącznik do rozporządzenia określa wzory znaków drogowych, wzory tabliczek oraz ich spis, z zastrzeżeniem ust. 9, z którego jednoznacznie wynika, że znaki i sygnały dotyczące organizacji ruchu podane są przykładowo i że dotyczy to również tabliczek przedstawiających sytuacje na drodze. Zatem, powyższy akt prawny dopuszcza zastosowanie przez organ zarządzający ruchem tabliczek o treści innej, niż przykładowo określone w załączniku do ww. rozporządzenia, gdy potrzeba taka wynika z określonej sytuacji na drodze.
Cała treść uzasadnienia dostępna jest tutaj.
Mieszkaniec nie musi wiedzieć, może mieć wątpliwości lecz dziennikarz powinien informacje weryfikować - taki obowiązek nakłada Prawo prasowe mówiąc o rzetelności dziennikarskiej. Odnoszę wrażenie, że w publikacji Joanny Labudy właśnie takiego elementu zabrakło.
Oświadczenie Komendanta SMMP
W dniu dzisiejszym zgłosił się w Komendzie SMMP, po zakończonym leczeniu, naczelnik Wydziału Centrum Pan Wiesław Paluszkiewicz i złożył wypowiedzenie umowy o pracę w trybie ustawowym. Od dnia 1 grudnia Pan Paluszkiewicz przestaje być pracownikiem SMMP. W okresie wypowiedzenia jest zwolniony z obowiązku świadczenia pracy.
Komendant SMMP
Komentarz do artykułu Mileny Kowerdej p.t. Jaśkowiak to dekorator wnętrz, opublikowanego w wydaniu internetowym Fakt.pl z dnia 15 lipca 2015 r.
W publikacji tej autorka informuje czytelników o zakresie przetargu na kupno nowych mebli, jakie mają trafić na wyposażenie Urzędu Miasta Poznania. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ostatni akapit publikacji:
- Zupełnie nowe meble trafią również do sekretariatu i sali konferencyjnej Straży Miejskiej. Dlatego nowy szef municypalnych Waldemar Matuszewski nie powinien mieć problemów z pracą w gabinecie, w którym lada dzień pojawią się nowe meble.
Autorka zapomniała, że Straż Miejska w Poznaniu od 2006 roku jest jednostką budżetową Miasta a to oznacza, że funkcjonuje na zasadach zakładu pracy odrębnego od Urzędu Miasta. Środki, jakie z budżetu Miasta przeznaczane są na funkcjonowanie straży, w tym na ewentualny zakup wyposażenia biur, sami musimy rozdysponować przestrzegając wszystkich zasad wynikających z Ustawy o zamówieniach publicznych. Oznacza to, że Urząd Miasta nie może ogłaszać żadnego przetargu w imieniu Straży Miejskiej.
Dodam tylko, że w tym roku SMMP nie planuje żadnego zakupu nowych mebli.
Odpady budowlane - zasady postępowania, odpowiedzialność
Rocznie strażnicy ujawniają ponad 500 dzikich wysypisk śmieci. Coraz rzadziej spotykamy wysypiska odpadów komunalnych pochodzących z gospodarstw domowych, natomiast rosnącym problemem stają się odpady budowlane. Zapobiegawcze działania straży miejskiej mają doprowadzić do poprawy czystości w lasach.
Podczas prac budowlanych powstaje sporo odpadów. Najczęściej jest to gruz budowlany oraz opakowania po materiałach używanych przy wszelkich pracach remontowo - budowlanych. Jeżeli do tego dodamy niewykorzystane resztki materiałów izolacyjnych, wykończeniowych itp, to otrzymamy skład przeciętnego wysypiska pochodzenia budowlanego.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami gruz budowlany musi być gromadzony w kontenerach lub big-bagach. Jak się okazuje rzeczywistość jest zupełnie inna. Pod koniec ubiegłego roku, na 3 skontrolowane budowy na terenie Szczepankowa, żadna firma budowlana nie posiadała kontenera na odpady budowlane oraz tak naprawdę nie segregowano tam żadnych odpadów. Po interwencji strażnika na terenie poszczególnych budów wstawiono kontenery a zgromadzone odpady zostały odebrane przez uprawnione podmioty. Nie lepiej jest i w tym roku. Kolejne budowy bez kontenerów ujawniono na terenie os. Warszawskiego, Szczepankowa i Starych Winograd. Również w tych wypadkach strażnicy skutecznie podjęli zapobiegawcze działania wyprzedzające. Zapobiegawcze - bo w ich efekcie w lasach będzie mniej porzuconego gruzu, a wyprzedzające - bo zostały wykonane przed pozbyciem się odpadów.
Osobą odpowiedzialną za prawidłowe postępowanie z odpadami budowlanymi jest kierownik budowy bądź przy pracach wykonywanych indywidualnie właściciel nieruchomości.
Kierownik budowy - jest zobowiązany do prowadzenia ewidencji powstałych odpadów produkcyjnych (w myśl przepisów jest on wytwórcą odpadów), na poszczególne frakcje wystawia kartę przekazania odpadów.
Właściciel nieruchomości - wytworzone odpady w trakcie prac budowlanych traktowane są jako odpady komunalne bez konieczności ich ewidencji. Zobowiązany jest przekazywać je do PSZOK na zasadach określonych w prawie miejscowym.
Wykaz firm posiadających zezwolenia na transport odpadów budowlanych znajdziesz tutaj.
Komentarz do artykułu Błażeja Dąbkowskiego pt. Strażnicy - ratownicy w Poznaniu?, opublikowanego w wydaniu Polska Głos Wielkopolski z dnia 14 lipca 2015 r.
Publikacja ta oparta jest na zdarzeniu, jakie miało miejsce 08 lipca b.r. - na terenie przystanku autobusowego przy ul. Garbary strażnicy miejscy Aleksandra Markowska oraz Marcin Kaczmarek udzielali pierwszej pomocy przedmedycznej mężczyźnie, który leżał na chodniku.
W największym skrócie udzielanie pierwszej pomocy przedmedycznej obejmuje:
sprawdzenie, czy osoba poszkodowana jest przytomna;
kontrolę podstawowych funkcji życiowych (tętno i oddech). Na tej podstawie decydujemy o dalszych czynnościach takich jak przywracanie oddechu aż do akcji reanimacyjnej;
tamowanie ewentualnych krwotoków;
ułożenie poszkodowanego w pozycji bezpiecznej;
wezwanie karetki pogotowia;
przeniesienie poszkodowanego w bezpieczne miejsce pamiętając o zasadach transportu przy urazach kręgosłupa.
W sytuacji, z jaką mieli do czynienia strażnicy, wykonali wszystkie czynności z zakresu pomocy przedmedycznej. Mężczyzna był przytomny, był z nim kontakt słowny. Oświadczył funkcjonariuszom, że przewrócił się i uderzył głową o chodnik. Strażnicy nie stwierdzili żadnych obrażeń wymagających opatrzenia. Nie chciał się podnieść, sprawiał wrażenie wycieńczonego. Strażnicy ułożyli go w pozycji bezpiecznej, okryli folią termiczną i wezwali karetkę pogotowia ratunkowego. Niestety, wraz z upływem czasu, następowały w zachowaniu poszkodowanego zmiany wymagające hospitalizacji i nie mógł już pomóc ani obecny na miejscu ratownik medyczny ani najlepiej wyszkolony strażnik.
Zatem dziwi mnie zamieszczona w publikacji wypowiedź sugerująca opinię wypowiedzianą przez strażnika obecnego tam na miejscu:
- Mogliśmy zrobić dużo więcej, gdyby miasto zainwestowało w dodatkowe szkolenia z zakresu udzielania pomocy medycznej. W Poznaniu to naprawdę kuleje - mówi Głosowi jeden ze strażników.
Tym bardziej jestem zdumiony, gdyż żaden z funkcjonariuszy obecnych na miejscu zdarzenia takiej opinii nie wypowiedział! Zamieszczony cytat jest nieprawdziwy i wprowadza czytelników w błąd.
Skąd więc problem? W tym miejscu kolejny raz muszę podkreślić moje zdziwienie, gdyż nie dalej jak w ubiegłym roku strażniczki z tego samego referatu, też na chodniku przy ul. Garbary, udzieliły pomocy przedmedycznej mężczyźnie, który zasłabł. Funkcjonariuszki, do czasu przyjazdu karetki pogotowia, reanimowały mężczyznę ratując mu życie. W innym przypadku strażnicy z Nowego Miasta, również do czasu przyjazdu pogotowia, reanimowali bezdomnego, który zasłabł w zasieku na śmieci komunalne na os. Rzeczypospolitej.
Wtedy ich przeszkolenie było wystarczające a teraz nie?
Oczywiście trudno nie zgodzić się z Andrzejem Cierzyńskim, Komendantem tamtejszej Straży Gminnej, że należy podnosić kwalifikacje pracowników, zwłaszcza w zakresie umiejętności ratowania życia ludzkiego.
Jak z powyższych przykładów widać poznańscy strażnicy dobrze radzą sobie w sytuacjach wymagających ich interwencji.
Na zakończenie pragnę podkreślić, że tak długie oczekiwanie na przyjazd karetki pogotowia ratunkowego, jak w opisanej sytuacji z 8 lipca, było w Poznaniu czymś wyjątkowym. System ratownictwa medycznego działa w naszym Mieście dobrze. Inaczej przedstawia się sytuacja w ościennych gminach, w których nie ma podstacji pogotowia ratunkowego. W takich rejonach mieszkańcy muszą liczyć się z dłuższym czasem oczekiwania na przyjazd karetki. Stąd dodatkowe zadania dla gminnych strażników są zasadne. Aktywność na tym polu przejawia Straż Gminna Komorniki i należy się z tego cieszyć.
Obserwujemy to również na innych przykładach. W Poznaniu strażnicy nie wyłapują i nie transportują bezpańskich psów. Jest to zadanie realizowane przez pracowników Schroniska dla Zwierząt. Inaczej jest w gminach, w których funkcjonują schroniska międzygminne a odległość jaką należy pokonać sięga nawet kilkudziesięciu kilometrów. W takich przypadkach najczęściej to strażnicy zajmują się wyłapywaniem i transportem bezpańskich zwierząt.
Reasumując, liczę na to, że w przyszłości Pan Radaktor znajdzie więcej obiektywizmu w ocenie pracy poznańskich strażników.
Higiena i porządek na terenach rekreacyjnych
Od uchwały do kąpieliska
Od 2011 roku obowiązują zmiany w zakresie prowadzenia nadzoru nad kąpieliskami. Najczęściej mówiąc o kąpielisku, mamy na myśli plaże położone nad brzegami jezior. Nic bardziej mylnego. Pod pojęciem kąpieliska rozumie się wyznaczony uchwałą rady gminy, wydzielony i oznakowany fragment wód powierzchniowych, wykorzystywany przez dużą liczbę kąpiących się. Zatem kąpieliskiem nie jest basen pływacki ani inny zamknięty zbiornik wodny, podlegający oczyszczaniu lub wykorzystywaniu w celach terapeutycznych. Zmiany w prawie wprowadzono po to, aby zachować, chronić i poprawiać jakości środowiska, a przede wszystkim, żeby dbać o ludzkie zdrowie.
Przed 2011 rokiem każde miejsce wykorzystywane do kąpieli, bez względu na fakt, czy miało właściciela lub organizatora, było objęte nadzorem Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Pracownicy sanepidu, mając na względzie ochronę zdrowia ludzkiego, wykonywali w skali kraju dziesiątki tysięcy badań wody. Ustawa z 18 lipca 2001 r. Prawo wodne (DzU z 2001 nr 115, poz. 1229, ze zm.) porządkuje te kwestie, zgodnie z Dyrektywą 2006/7/WE Parlamentu Europejskiego z 15 lutego 2006 r. dotyczącą zarządzania jakością wody w kąpieliskach.
Należy wyraźnie zaznaczyć, że tylko kąpieliska, czyli miejsca wyznaczone uchwałą rady gminy, spełniają wszystkie obowiązujące wymagania dyrektywy, są pod stałym nadzorem i kąpiel w nich jest w pełni bezpieczna. Na terenie Poznania Rada Miasta wyznaczyła cztery kąpieliska zlokalizowane na wodach największych jezior, czynne od 15 czerwca do 31 sierpnia.
Jednym z ustawowych wymogów jest oznaczenie kąpieliska tablicą informacyjną, zawierającą między innymi takie dane jak:
bieżąca ocena jakości wody w kąpielisku (wykonywana na podstawie badań nie mniej niż czterech próbek wody w sezonie),
ogólny opis wody w kąpielisku, sporządzony na podstawie profilu tej wody,
dane do kontaktu z organizatorem kąpieliska lub powiatową stacją sanitarno-epidemiologiczną, nadzorującą kąpielisko.
Każde kąpielisko obejmuje określoną długość linii brzegowej oraz wyposażone jest w infrastrukturę zapewniającą wypoczynek nad wodą dużej liczby osób, w tym w urządzenia sanitarne.
Kto dba o czystość?
Systematyczna ocena jakości wody zapewnia bezpieczeństwo kąpiącym się poprzez wykrywanie zanieczyszczeń pojawiających się w akwenie. Inspekcja sanitarna pobiera wodę z kąpielisk do badań laboratoryjnych na dwa tygodnie przed rozpoczęciem sezonu kąpielowego. Potem ten obowiązek spoczywa na organizatorze kąpieliska, który musi badać wodę cztery razy w sezonie kąpielowym. Zgodnie z opracowanym harmonogramem, badania wody wykonywane są co dwa tygodnie. Przykładem najczęściej występującego zanieczyszczenia może być zakwit sinic lub przekroczenie wskaźników bakteriologicznych w okresie upałów. Przyczyny pogorszenia jakości wody są różne, choćby gwałtowna ulewa, spływ zanieczyszczeń z łąk i obrzeży jeziora, ale także duża liczba kąpiących się osób, nie zawsze przestrzegających podstawowych zasad higieny.
Poznańskie kąpieliska można zaliczyć do czystych i zadbanych. W trakcie przeprowadzonych kontroli strażnicy nie stwierdzili żadnych poważniejszych uchybień.
W rejonie kontrolowanych kąpielisk pomosty udostępnione wypoczywającym nie były uszkodzone, wszędzie znajdowały się obowiązkowe tablice informacyjne i regulaminy, kosze na drobne odpady, pojemniki do selektywnej zbiórki, a także ławki oraz inne urządzenia zamontowane na placach zabaw - nie budziły zastrzeżeń.
Natomiast nad spokojem, porządkiem publicznym, ale przede wszystkim nad kąpiącymi się czuwają w Poznaniu ratownicy oraz policjanci z komisariatu wodnego. Są oni obecni na terenie wszystkich czterech kąpielisk w całym sezonie.
Inaczej jest na tzw. dzikich kąpieliskach. Są osoby, które, nie bacząc na podstawowe zasady bezpieczeństwa, kąpią się w takich niestrzeżonych miejscach. Problem ten dotyczy nie tylko dużych jezior, ale występuje także w przypadku różnego rodzaju stawów utworzonych. Na terenie Poznania jest 17 tzw. dzikich kąpielisk, z których korzystają mieszkańcy. Nie ma możliwości ogrodzenia dostępu do wody. Brak ratownika, gwałtowne uskoki w dnie, pozostałe po pracach związanych z wydobyciem surowców, czy zalegające pod lustrem wody wrzucone odpady, to tylko niektóre z zagrożeń czyhających na kąpiących się, naturalnie lub po wydobyciu żwiru bądź torfu.
Statystyki utonięć, które przedstawia Komenda Główna Policji, są przerażające. W 2010 r. w Polsce woda pochłonęła aż 369 osób, ale tylko pięć na terenie strzeżonych kąpielisk. Ponadto 124 ludzi wcześniej spożywało alkohol, a 133 utonęło w rzekach. Życie w wodzie straciło także 15 małych dzieci, które dorośli pozostawili nad wodą bez opieki. W 2013 roku było jeszcze gorzej - utonęło aż 439 osób, najwięcej w lipcu - 127 i w sierpniu - 123.
W 2014 - odnotowano aż 674 wypadki tonięcia, w ich wyniku utonęło 646 osób. Najczęściej - 104 osoby w miejscach niestrzeżonych, 36 - kąpiel w miejscu zabronionym, 41 podczas łowienia ryb i 56 z powodu nieostrożności nad wodą.
157 osób było w stanie nietrzeźwym. Najwięcej utonięć było w rzekach - 190 a 145 w jeziorze, w stawach 111, 51 w zalewach i 22 osoby w morzu.
Wiek ofiar - do 7 lat - 6; do 14 lat - 10; do 18 - 24; do 30 - 119; do 50 - 190 i powyżej - 268
Zdecydowana większość tych tragicznych zdarzeń miała miejsce poza kąpieliskami strzeżonymi przez ratowników.
W całym nadchodzącym okresie letnich upałów miejsca wytypowane jako potencjalne dzikie kąpieliska będą systematycznie odwiedzane przez strażników miejskich. W tych rejonach funkcjonariusze sprawdzą nie tylko czystość terenów rekreacyjnych, ale także podejmą działania profilaktyczne. Strażnicy będą informować plażowiczów o właściwych, wyznaczonych kąpieliskach, oraz o tym, że wchodząc do wody w miejscu niestrzeżonym robią to na własną odpowiedzialność. Należy podkreślić, że zakaz wchodzenia do wody, oprócz obsługi urządzeń hydrotechnicznych, takich jak śluzy, kanały itp., może wydać tylko sanepid. W pozostałych przypadkach każda osoba wchodząca do wody na terenie nieobjętym kąpieliskiem czyni to na własną odpowiedzialność. W trakcie kontroli szczególną uwagę będziemy zwracać na spożywanie alkoholu w niedozwolonych miejscach oraz na obowiązek nadzoru nad nieletnim do lat siedmiu
Odpadowy problem
Korzystanie z kąpielisk przez setki osób wiąże się z dużą ilością odpadów, pozostawianych przez plażowiczów. W szczególności są to opakowania po napojach, które wiatr roznosi po całej okolicy. Poznańskie jezioro Rusałka otoczone jest lasami komunalnymi. Po zachodniej stronie akwenu znajdują się dwie duże plaże z dojściami do wody. W sezonie letnim tylko po sobotnio-niedzielnym pobycie wypoczywających z koszy oraz z miejsc biwakowania pracownicy Zakładu Lasów Poznańskich odbierają prawie 20 m³ odpadów.
Leśnicy znaleźli jednak sposób na poprawę czystości. Dwie największe łąki wykorzystywane do plażowania pracownicy ZLP wykaszają kilka razy w sezonie. W ten sposób okoliczni mieszkańcy nie zajmują nowych miejsc. Kosze na drobne odpady zostały wymienione na kilkakrotnie większe, a w okresie od 1 maja do 31 sierpnia wystawiane są przenośne toalety. Działania te wyraźnie poprawiły czystość lasów okalających jezioro Rusałka.
Latem zdarzają się dni, kiedy temperatura powietrza jest tak wysoka, że przebywanie na wolnym powietrzu bez osłony przed słońcem może być niebezpieczne. Tak ekstremalne warunki termiczne nie występują jeszcze zbyt często, ale są dokuczliwe, zwłaszcza dla mieszkańcom dużych miast. Spożywanie większej niż zwykle ilości wody, zakładanie nakrycia na głowę, spacery tylko wcześnie rano i po zachodzie słońca, a także schładzanie organizmu to tylko niektóre z zasad bezpieczeństwa zalecanych w upalne dni. Najwięcej kontrowersji budzą "miejskie kąpiele". Co prawda w dużych miastach, od niedawna również w Poznaniu, montowane są kurtyny wodne, ale zmęczeni upałami mieszkańcy często ochłody szukają w miejskich fontannach, a to nie są zbiorniki przeznaczone do kąpieli lub rekreacji. Inspekcja sanitarna nie nadzoruje tych obiektów, nie bada wody.
Betonowe sadzawki z metalowymi dyszami wyrzucającymi wodę stanowią spore zagrożenie dla każdego, kto próbuje tam kąpieli. Co prawda wyrzucana w górę woda powoduje miejscowe ochłodzenie powietrza, ale zjawisko to nie jest powodem budowy takich obiektów. Podstawowym zadaniem miejskich fontann jest pełnienie funkcji ozdobnej.
Dodatkowo z takich zbiorników wody zlokalizowanych w centrum Miasta często korzystają bezdomni. Kąpiel w takich zbiornikach nie jest więc bezpieczna. Jak tłumaczą służby sanitarne, woda w fontannach cały czas ma kontakt z zewnętrznymi zanieczyszczeniami. Znajduje się w niej więc bardzo duża ilość bakterii chorobotwórczych. W fontannach mogą występować zanieczyszczenia kałowe (pochodzące od ludzi i zwierząt), bakterie coli, gronkowce itp.
Lasy komunalne i parki
Kąpieliska i plaże to latem ważna, ale nie jedyna część terenów rekreacyjnych objętych kontrolą straży miejskiej. Zakres prac, jakie przeprowadzili strażnicy, można zobrazować na przykładzie oferty rekreacyjnej lasów komunalnych Miasta Poznania - w granicach administracyjnych miasta znajduje się 2,5 tys. ha lasów komunalnych i 1,1 tys.ha lasów państwowych. Można powiedzieć, że cała ta zalesiona powierzchnia jest wielkim terenem rekreacyjnym. Lasy są dostępne dla wszystkich, jednak należy podkreślić, że na ich obszarze znajduje się infrastruktura turystyczna, której stan techniczny wymaga konserwacji, naprawy i wymiany elementów uszkodzonych. Ponadto konieczne jest ciągłe porządkowania śmieci - opowiada J. Nowak.
Na swoim terenie ZLP udostępnia mieszkańcom w sposób nieograniczony: 84 km dróg i ścieżek rekreacyjnych, pięć ścieżek przyrodniczo-leśnych, 15 km tras konnych, 324 ławy do siedzenia, 44 stoły, pięć placów gier i zabaw, 34 place rekreacyjne, 19 deszczowników, siedem miejsc na ognisko. - Roczne koszty porządkowania tych miejsc przekraczają 150 tys. zł - mówi J. Nowak.
Jeżeli do tych wyliczeń dodamy, że w Poznaniu istnieje 40 parków, a w większości z nich dopuszczona jest rekreacja ruchowa, to można sobie wyobrazić, jak wiele zadań wykonują poznańscy strażnicy. Należy też podkreślić stałą i dobrą współpracę, zarówno z ZLP, jak i z Zarządem Zieleni Miejskiej (ZZM). Wszystkie zgłaszane przez strażników usterki były niezwłocznie naprawiane, a uszkodzone elementy wymieniane na nowe, aby nie zagrażały korzystającym z nich mieszkańcom.
Tego typu miejsca strażnicy miejscy kontrolują jeszcze w trakcie trwania roku szkolnego. Przed ostatnim dzwonkiem sprawdzają boiska szkolne i przyległe tereny sportowo-rekreacyjne. Jednak pierwszy dzień wakacji dla strażników z patroli szkolnych jest zawsze początkiem kolejnego etapu pracy, związanego z realizacją programu "Bezpieczne wakacje". Z jednej strony funkcjonariusze będą systematycznie pojawiali się w sąsiedztwie nieczynnych szkół, żeby przeciwdziałać aktom wandalizmu, a także wezmą udział w półkoloniach, przekazując dzieciom szereg informacji z zakresu niesienia pierwszej pomocy przedmedycznej, bezpiecznego korzystania z uroków lata, a w szczególności z kąpieli słonecznych i wodnych.
Mówiąc o letnim wypoczynku, nie można pominąć placów zabaw. W Poznaniu stan techniczny urządzeń zamontowanych w miejscach przeznaczonych do zabaw najmłodszych uległ radykalnej poprawie. Zasadniczy wpływ na to miały kompleksowe kontrole przeprowadzone przez pracowników Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego (PINB) dla Miasta Poznania. Zgodnie z prawem budowlanym, zamontowane urządzenia do zabawy i wypoczynku są obiektami budowlanymi, zaliczanymi do tzw. małej architektury, a ich stan techniczny podlega ocenie PINB. Efektem przeprowadzonych kontroli były albo naprawy uszkodzonych i zdewastowanych urządzeń albo ich całkowita likwidacja. Obecnie strażnicy miejscy wizualnie oceniają stanu techniczny urządzeń do zabawy. Najczęściej zgłaszane przez strażników uchybienia dotyczą zaniedbań porządkowych, ale wskazywane są także zdewastowane lub zużyte części, których dalsze używanie może być przyczyną wypadku. Należy podkreślić, że obecnie administratorzy placów zabaw szybko reagują na każdy sygnał strażników dotyczący uszkodzonych elementów. Przeprowadzone obecnie kontrole nie wykazały poważniejszych uchybień.
Pyk, pyk, pyk fajeczkę...czyli kilka zdań o tworzeniu stref bez dymu
Za puszczenie przysłowiowego dymka można również zostać ukaranym. Ustawodawca w 2010 roku, mając na względzie ochronę zdrowia ludzi, wprowadził szereg ograniczeń, zarówno w sprzedaży wyrobów tytoniowych jaki i samego palenia.
Handel - w punktach sprzedaży musi znajdować się w widocznym miejscu informacja o zakazie sprzedaży wyrobów tytoniowych osobom do lat 18. Wykroczeniem jest sprzedaż papierosów w opakowaniach zawierających mniej niż 20 szt. oraz luzem bez opakowania.
Palenie - mandatem może zakończyć się palenie papierosa na terenie zakładów opieki zdrowotnej, w szkołach, uczelniach, zakładach pracy, lokalach gastronomiczno - rozrywkowych, w środkach transportu publicznego, na przystankach komunikacji miejskiej, w pomieszczeniach obiektów sportowych, na terenie placów zabaw, w sieniach, klatkach schodowych i innych. Szczegółowy wykaz miejsc objętych zakazem palenia określa Ustawa o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych.
Jednak najwięcej dyskusji wywołało objęcie zakazem palenia przystanków komunikacji publicznej.
Już wcześniej, bo od listopada 2006 r. taki zakaz obowiązywał na terenie Poznania - poznańscy radni podjęli stosowną uchwałę, zakazującą palenia papierosów bezpośrednio pod wiatami przystanków komunikacji miejskiej. Uchwała ta była jedną z najkrótszych w swojej treści, ale za to bardzo długo dyskutowana. Najistotniejszym problemem okazało się wyznaczenie strefy objętej zakazem czyli gdzie zaczyna się a gdzie kończy przystanek. Ostatecznie uznano, że tylko teren bezpośrednio pod wiatą spełnia wymóg ścisłego określenia tej strefy. W praktyce oznaczało to, że stojąc obok wiaty, niezależnie od odległości jaka dzieli palacza od jej boków, można było palić papierosy. Zapis ten był precyzyjny, a strażnicy nie mięli wątpliwości przy podejmowaniu interwencji.
Pod koniec 2010 roku wprowadzono zmiany w ustawie o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Jednym z miejsc objętych zakazem są przystanki komunikacji miejskiej. Na terenie Poznania znajduje się ponad 700 przystanków, a tylko nieliczne są wydzielone z pasa drogowego (tzw. wysepki) gdzie bez problemu można interweniować wobec palących papierosy. Mając na względzie wcześniejsze doświadczenia z okresu obowiązywania wspomnianej Uchwały Rady Miasta Poznania, Komendant SMMP zalecił strażnikom stosowanie pouczeń, a w przypadkach szczególnych wniosków do Sądu o ukaranie, w przypadku interwencji wobec osób palących obok wiaty lub na przystankach bez wiaty.
Komentarz do artykułu: Martwe zwierzę od kilku dni leży na brzegu Warty. Dlaczego służby nie interweniują?, opublikowanego na stronie portalu epoznan.pl oraz w programie informacyjnym telewizji WTK, w wydaniu z dnia 15 marca 2015 r.
Autor reportażu, Pan Radosław Śledziński, nie skontaktował się w tej sprawie ani z dyżurnym SMMP (pomimo czynnego połączenia alarmowego 986), ani z rzecznikiem prasowym straży miejskiej. Relacja dziennikarza została opisana na stronie portalu epoznan.pl, co wywołało pod adresem straży liczne nieprzychylne komentarze.
W związku z tym poniżej zamieszczam informację o działaniach jakie, w sprawie martwego zwierzęcia, wykonali strażnicy miejscy:
zgłoszenie mieszkańca wpłynęło do straży miejskiej 11 marca o godz. 19:30. Z uwagi na późną porę interwencja ta została zrealizowana w dniu następnym, w godzinach porannych;
strażnik referatu Wilda zlokalizował miejsce zalegania padliny, wykonał dokumentację fotograficzną oraz ustalił zarządcę terenu, jakim jest Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej z siedzibą przy ul. Szewskiej 1;
w rozmowie telefonicznej strażnik poinformował właściwego pracownika RZGW o konieczności usunięcia padliny. Dodatkowo pocztą elektroniczną przesłał zdjęcia padliny oraz mapkę z zaznaczonym miejscem jej zalegania.
Dla uzyskania tych informacji wystarczył tylko jeden telefon.
Komentarz do artykułu Katarzyny Żurowskiej Poznań: wrak stał blisko 2 lata. W końcu zniknął, opublikowanego na stronie portalu www.epoznan.pl, w wydaniu z dnia 24 lutego 2015 roku.
Publikacja ta odnosi się do interwencji strażników miejskich związanych z usuwaniem pojazdów, których stan wskazuje na to, że nie są używane od długiego czasu. Autorka bardzo rzetelnie opisała zarówno zdanie zgłaszającego jak i stanowisko straży miejskiej. Jednak ze zdumieniem przeczytałem zamieszczony komentarz, autorstwa ~KS, prawdopodobnie zgłaszającego:
- Strażnik Piwecki pisze : "przepisy dopuszczają odholowanie wraku, ale nie nakazują jego usunięcia. Po prostu dają taką możliwość.". A może strażnik Piwecki pomyśli jak powinien się zachować dobry gospodarz a nie robić łaski. Zwracam uwagę, że zderzaka po samochodzie nie zabrano - leży śmiecąc obok drzewa na terenie zielonym. Ponadto zwracam uwagę strażnikowi Piweckiemu, który zasłania sie pisemnymi zleceniami, że stanowi on podobną jednostkę organizacyjną Urzędu Miasta jak ZDM a nie jest organem będącym petentem. Po prostu sprawa trzeba się zająć a n ie opowiadać kto, co, pisemne zlecenie, brak obowiązku, itd. A i tak gratuluje - tylko 2 lata.
Przeszedłem się na miejsce i zrobiłem zdjęcia zderzaka, który w ocenie zgłaszającego należał do usuniętego pojazdu a nie został zabrany. Nic bardziej mylnego!! Zderzak jest, ale nie od tego pojazdu! Nawet zdjęcie jakie zgłaszający przesłał do Redakcji nie pozwala na weryfikację czy taki element był zamontowany w tym pojeździe. Dodam tylko, że pracownik firmy holującej pojazdy nie sprząta pasa drogowego. Oczywiście jest zobowiązany do zabrania wszystkich części należących do holowanego pojazdu, ale innych już nie.
Przy tych czynnościach był obecny strażnik i zgłosił do Pogotowia Czystości konieczność uprzątnięcia zderzaka. Tak więc zostanie on zabrany, ale przez sprzątających pas drogowy.
W mojej wypowiedzi próbowałem zwrócić uwagę na fakt skąpych przepisów zawartych w art. 50a Ustawy prawo o ruchu drogowym oraz na to, że ostateczną decyzję w postaci zlecenia wywozu pojazdu nieużywanego podejmuje strażnik i to on ponosi za to pełną odpowiedzialność prawną. Każdego roku mamy kilka przypadków, w których właściciele takich aut retro zaskarżają do Sądu decyzję strażnika. W trakcie rozpraw szczegółowo należy wykazać zasadność podjętej decyzji. Fakt, że samochód nie jest używany, że nie jest opłacany postój w strefie, nie może być powodem usunięcia go z drogi na koszt właściciela. Funkcjonariusz nie ocenia stanu technicznego (od tego są stacje diagnostyczne) a jedynie wzrokowo ocenia zewnętrzny wygląd samochodu. Owszem informacja mieszkańca była prawie 1,5 roku temu, ale wtedy w ocenie strażnika pojazd ten nie kwalifikował się do usunięcia.
Komentarz do artykułu Jakuba Łukaszewskiego Kłopoty z parkowaniem samochodów na Jeżycach, opublikowanego w Gazecie Wyborczej Poznań, w wydaniu z 20 listopada 2014 r. (tytuł wydania internetowego: Na Jeżycach parkują auta równolegle. Czyli skośnie.)
Publikacja ta odnosi się do interwencji strażników podejmowanych w związku z nieprawidłowo zaparkowanymi pojazdami. Pozornie jest to problem jakich wiele w Naszym Mieście. Ale tylko pozornie, gdyż w tej konkretnej sytuacji, skuteczne rozwiązanie problemu jest możliwe tylko poprzez zmiany w organizacji ruchu.
Wyjaśnienie jakie przesłałem autorowi nie zostało w całości opublikowane a szkoda, gdyż z tego tekstu czytelnicy nie dowiadują się wszystkiego zarówno o obecnej organizacji zatok parkingowych jak i o uwarunkowaniach determinujących zastosowanie skutecznych rozwiązań. Pragnę podkreślić dążenie straży miejskiej do stosowania rozwiązań skutecznych czyli trwałych a nie chwilowych.
Wyjaśnienie przesłane do Redakcji GW
Problem niewłaściwego parkowania pojazdów w zatokach parkingowych przy ul. Dąbrowskiego na odcinku pomiędzy ulicami Kochanowskiego a Strzałkowskiego jest nam znany. Uwagę na te problemy zwróciła mieszkanka w korespondencji przesłanej pocztą elektroniczną i 06 listopada otrzymała odpowiedź o podobnej treści jaką poniżej Panu zamieszczam.
Na wspomnianym odcinku drogi usytuowana jest zatoka parkingowa o tej samej szerokości. Można ją podzielić na 2 części:
w pierwszej, obowiązuje parkowanie skośne na co wskazuje tabliczka umieszczona pod znakiem pionowym. Dodatkowo zarządca drogi oddzielił chodnik od zatoki parkingowej słupkami. Rozwiązanie to skutecznie uniemożliwia zajmowanie chodnika przez samochody;
w drugiej zatoce (przypominam że jest ona tej samej szerokości) obowiązuje parkowanie wzdłuż krawędzi jezdni na co wskazuje kolejna tabliczka do znaku pionowego. Jednak na tym odcinku zatoka nie jest trwale oddzielona od chodnika co powoduje, że kierowcy stawiając samochód skośnie mogą zająć część chodnika.
Od ok. 2 tygodni, czyli po otrzymaniu pierwszego zgłoszenia, strażnicy interweniują wobec kierowców, którzy nieprawidłowo tam parkują. Początkowo były to tzw. żółte kartki czyli ostrzeżenia wskazujące na rodzaj popełnionego wykroczenia i możliwe kary. Obecnie wystawiane są wezwania dla kierowców źle zaparkowanych pojazdów do osobistego stawiennictwa w siedzibie straży miejskiej ref. Jeżyce. Wizyty te skutkują już karami.
Mając na uwadze bardzo duże natężenie ruchu w rejonie ul. Dąbrowskiego, a tym samym dużą różnorodność kierujących, nie widzimy realnych możliwości ażeby dostępnymi karami wszystkich nakłonić do przestrzegania zasad parkowania. Sposoby te dobrze się sprawdzają w odniesieniu do tej samej grupy ludzi np. na osiedlach mieszkalnych, gdzie ilość osób przyjezdnych nie zamieszkałych na osiedlu jest znikoma. W centralnych częściach Miasta, również w rejonie ul. Dąbrowskiego, przepływ kierowców i potrzeby parkingowe są na tak wysokim poziomie, że skuteczne rozwiązania leżą w zastosowaniu odpowiedniej organizacji ruchu.
Czy są możliwe zmiany? Oczywiście na to pytanie odpowiedzą fachowcy z ZDM.
Nasza propozycja, jaka została przesłana do ZDM, polega na zmianie organizacji ruchu przez dopuszczenie parkowania skośnego na całej długości zatoki oraz na oddzieleniu chodnika od parkingu stałymi przeszkodami technicznymi w części gdzie obecnie tego nie ma.
Podkreślam raz jeszcze, że jest to tylko nasza propozycja a decyzję co do zmian w organizacji ruchu zawsze podejmuje zarządca drogi. Musi brać pod uwagę szereg aspektów, o których my możemy nie wiedzieć.
więcej miejsc parkingowych w SPP;
jednolite zasady parkowania na tym samym odcinku drogi;
mniej stresu dla kierowców;
dla strażników mniej pracy z problemami komunikacyjnymi a więcej czasu na sprawy porządkowe.
Psi tydzień w Poznaniu
Pod koniec września, z inicjatywy straży miejskiej, przeprowadzono cykl spotkań z mieszkańcami pod wspólnym hasłem: Psi tydzień w Poznaniu. Spotkania te miały na celu przypomnienie mieszkańcom o podstawowych obowiązkach jakie spoczywają na właścicielach psów oraz na osobach wyprowadzających psy na spacer, propagowanie sprzątania zanieczyszczeń poprzez rozdawanie woreczków oraz na zebraniu informacji z zakresu funkcjonowania tzw. psiej infrastruktury.
Psi tydzień zainaugurowano briefiengiem promującym nie tylko zaplanowane działania informacyjne ale również wieloletnią pracę zespołu Kejter też Poznaniak, nakłady z budżetu Miasta jakie zostały przeznaczone na realizację zadań związanych z psami oraz zagrożenia jakie stwarzają bezpańskie psy. Należy podkreślić duże medialne poparcie dla prowadzonych działań oraz to, że po raz pierwszy dziennikarze w publikacjach przyznali, że w Poznaniu jest czyściej.
O tym, że problemów związanych z psami jest sporo świadczą interwencje jakie mieszkańcy zgłaszają do straży miejskiej. Tylko w pierwszym półroczu zgłoszeń związanych z psami odnotowano 1034. Najwięcej było z rejonu Nowego Miasta (234) i Grunwaldu (191). Zdecydowana większość zgłoszeń dotyczyła spraw związanych z bezpieczeństwem, a w szczególności puszczania psów luzem bez nałożonego kagańca oraz psów bezpańskich, których 248 strażnicy przekazali Schronisku dla Zwierząt.
W pierwszym półroczu 6-cio krotnie strażnicy interweniowali w sprawie niehumanitarnego traktowania psów. O wszystkich przypadkach poinformowano policję. W 2 przypadkach odebrali zwierzęta i przekazali je pod opiekę schroniska, wszczynając procedurę zmierzającą do odebrania właścicielom praw do tych zwierząt.
W ramach całotygodniowych działań promocyjnych, prowadzonych przez członków zespołu Kejter też Poznaniak oraz strażników miejskich, przekazaliśmy mieszkańcom ponad 120 000 worków foliowych. Zainteresowanie mieszkańców przerosło nasze oczekiwania. W trakcie bezpośrednich spotkań z mieszkańcami, w ramach punktu informacyjnego, planowaliśmy rozdać 800 pakietów promocyjnych składających się każdy ze 100 woreczków oraz psiego elementarza i informatora straży miejskiej. Zapotrzebowanie było tak wielkie, że rozdano o 200 pakietów więcej. Łącznie, w ramach całej akcji, mieszkańcom przekazano 100 tys. woreczków w pakietach promocyjnych oraz 20 tys. woreczków, które rozdali strażnicy w rejonach najbardziej zanieczyszczonych psimi odchodami.
To nie był jednak tydzień bezkarności. Strażnicy największy nacisk kładli na informację, ale jeżeli wyprowadzający psa odmówił posprzątania, został ukarany (3 przypadki - na Piątkowie dwa i jeden na ul. Staszica).
Zagrożenia powodowane przez psy (DOCX, 17.23KB)
Budżet Miasta a psi problem (DOCX, 12.61KB)
Osiągnięcia programu miejskiego Kejter też Poznaniak (DOCX, 14.41KB)
Uwagi mieszkańców przekazane w trakcie Psiego tygodnia (DOCX, 12KB)
Gazeta Wyborcza w sprawie strażnika Radosława Litwina pisze nieprawdę. W artykule: Groził? To żaden problem, opublikowanym 14 sierpnia 2014 r., autor zamieścił sformułowania wymagające sprostowania.
Skany artykułów w załączeniu.
Na łamach Gazety Wyborczej Poznań z dnia 14 sierpnia 2014 r. opublikowany został artykuł Piotra Żytnickiego p.t. Groził? To żaden problem (zał. nr 1). Nieprawdą jest, że przełożeni Radosława Litwina, degradując go ze stanowiska szefa referatu do szeregowego strażnika, jako powód nie wskazali obraźliwej wiadomości, lecz tylko nielegalną reklamę jego firmy.
Treści zawarte w uzasadnieniu do wypowiedzenia warunków pracy i płacy, jakie Komendant SMMP wręczył strażnikowi 14 maja 2013 r., były dobrze znane autorowi artykułu. Ostatnio informacja ta została przekazana Panu Żytnickiemu w korespondencji mailowej z rzecznikiem prasowym SMMP w dniu 12 sierpnia b.r.:
- Poszerzając udzieloną odpowiedź informuję, że Komendant wypowiedział Panu Radosławowi Litwinowi w dniu 14 maja 2013 r. warunki pracy i płacy wskazując jako podstawę między innymi naruszenie prawa własności oraz niepokojenie Pani Anity Krzyżaniak.
Ale jak się okazuje, Pan Żytnicki dużo wcześniej o tym wiedział i już ponad rok temu napisał w artykule p.t. Po godzinach wolno? opublikowanym w Gazecie Wyborczej Poznań, w wydaniu z dnia 29 lipca 2013 r. (zał. nr 2):
- W aktach jest kopia decyzji odwołującej go ze stanowiska. Mowa w niej jest zarówno o utracie zaufania z powodu nielegalnej reklamy, jak i narażeniu na szwank wizerunku straży miejskiej z powodu obraźliwego maila do Anity Krzyżaniak.
Z przytoczonych faktów wynika, że autor publikacji świadomie nie wskazał niepokojenia Pani Anity Krzyżaniak jako jednej z przyczyn odwołania ze stanowiska kierownika referatu Pana Radosława Litwina. Czytając artykuł dochodzimy do wniosku, że wobec takich zachowań pracowników Komendant nie reaguje dyscyplinarnie, a to jest nieprada.
Skan artykułu z 14 sierpnia 2014 r. (JPG, 1771.81KB)
Skan artykułu z 29 lipca 2013 r. (PDF, 1644.23KB)
Konferencja prasowa podsumowująca 15 lat funkcjonowania monitoringu miejskiego w Poznaniu, 21 lipca 2014 r.
Jakie były początki, jak przebiegał rozwój infrastruktury monitoringu, rola straży miejskiej, wpływ system monitoringu na bezpieczeństwo publiczne oraz jakie są kierunki rozwoju wizyjnych systemów informatycznych- to najważniejsze zagadnienia, które zostały zaprezentowane w trakcie wczorajszej konferencji prasowej z udziałem Prezydenta Miasta Poznania Ryszarda Grobelnego oraz zastępcy Prezydenta Miasta Tomasza Kaysera. Poszczególne tematy dziennikarzom zaprezentowali: Komendant Miejski Policji w Poznaniu, Dyr. Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa UMP oraz Komendant Straży Miejskiej Miasta Poznania.
Więcej na temat powstawania systemu monitoringu wizyjnego w Poznaniu czytaj tutaj,
Więcej na temat oceny funkcjonowania monitoringu miejskiego w Poznaniu czytaj tutaj.
Komentarz do artykułu Marcina Idczaka, Blokada na kole auta inwalidy, opublikowanego w Głosie Wielkopolskim, w wydaniu z 5 czerwca 2014 r.
Publikacja ta odnosi się do interwencji strażników referatu Stare Miasto na ulicy Paderewskiego, w związku z nieprawidłowo zaparkowanym pojazdem osoby niepełnosprawnej. W tym miejscu należy wyjaśnić, że na ulicy Paderewskiego po obu jej stronach nie ma miejsc postojowych w ramach Strefy Płatnego Parkowania. Lewa jej strona, z uwagi na biegnącą tam drogę rowerową, objęta jest zakazem zatrzymywania się, natomiast prawa strona, objęta jest zakazem postoju z tabliczką do znaku informującą, że ograniczenie to dotyczy także niepełnosprawnych. Po tej stronie wyznaczone są tylko miejsca postojowe zastrzeżone dla pojazdów TAXI oraz dla niepełnosprawnych posługujących się kartą parkingową.
Samochód, na koło którego strażnicy założyli urządzenie blokujące, był zaparkowany w miejscu obowiązywania zakazu postoju. Wyłożona za szybą karta parkingowa osoby niepełnosprawnej nie miała zastosowania, gdyż jak wcześniej wspomniałem, zakaz postoju jaki na tym odcinku obowiązuje także niepełnosprawnych. Natomiast czynności sprawdzające, wobec nielegalnego zajęcia znajdującej się tam koperty dla niepełnosprawnych, strażnicy wykonali zgodnie z kolejnością zgłoszeń wcześniej przyjętych już do realizacji.
Na zakończenie komentarza pragnę zwrócić uwagę na błędnie zacytowaną w tekście moją wypowiedź. Oczywiście, auto należące do inwalidy nie może stanąć na zakazie zatrzymywania a jedynie na zakazie postoju. To co dla większości kierujących jest drobnym szczegółem, to dla niepełnosprawnych korzystających z karty parkingowej, jest ustawowym uprawnieniem.
Komentarz do artykułu Anny Orłowskiej p. t Straż Miejska. Co za tempo! Po dwóch tygodniach usunęli dzikie wysypisko! opublikowanego na portalu fakt.pl w dniu 10 kwietnia 2014 r.
Na wstępie publikacji autorka podała nieprawdziwą informację, jakoby straż miejska ogłosiła przetarg na usunięcie nielegalnego wysypiska odpadów. Nic bardziej absurdalnego! W przypadku ujawnienia nielegalnie porzuconych odpadów, zadaniem każdego strażnika jest ustalenie właściciela terenu, na którym zlokalizowane jest wysypisko oraz przekazanie mu informacji o konieczności posprzątania, a także zebranie informacji pozwalających na ujęcie sprawcy zaśmiecenia.
Obowiązek dbałości o czystość i porządek, w tym usuwania nielegalnie porzuconych odpadów, spoczywa zarówno na właścicielu terenu jaki i sprawcy zaśmiecania. Mogą oni również zostać przez strażnika pociągnięci do odpowiedzialności prawnej - właściciel za zaniechanie obowiązków, a sprawca za zaśmiecanie lub zanieczyszczanie.
Cytowana w artykule wypowiedź naczelnika SMMP Tomasza Staniszewskiego:
- Stan własnościowy nieruchomości o charakterze publiczno -prawnym powoduje konieczność organizowania przetargu na jego oczyszczanie, odnosi się do uwarunkowań prawnych właścicieli nieruchomości a nie do obowiązków i zadań straży miejskich (gminnych).
Co do zgłoszenia wysypiska przy Złotowskiej i tego co naprawdę usłyszał od dyżurnego dziennikarz, zapraszam do komentarza jaki został zamieszczony poniżej.
Komentarz do artykułu Anny Orłowskiej, Michała Nadolskiego i Weroniki Henszel p.t. Na strażnika czekasz dobę, opublikowanego na łamach Gazety Codziennej Fakt, w wydaniu Nr 68 (3167) z dnia 22/23 marca 2014 r.
Skan artykułu w załączeniu.
Publikacja oparta jest na zgłoszeniu nielegalnego wysypiska śmieci zalegającego przy ul. Złotowskiej w Poznaniu, jakie przekazano dyżurnemu straży miejskiej. Zgłoszenie to przekazali 20 marca b.r. dziennikarze Faktu i postanowili czekać na przyjazd patrolu. Na patrol nie doczekali się a na dodatek, dyżurny straży miejskiej miał się wyrazić, że śmieci nie uciekną.
Jednak rzeczywistość była całkowicie inna - patrol na miejscu był, ale kilka dni wcześniej a wypowiedź dyżurnego SMMP została zmanipulowana.
Oto fakty ustalone w toku wyjaśniania sprawy.
Sprawa porzuconych śmieci w rejonie ul. Złotowskiej jest znana strażnikom z referatu Grunwald od początku lutego. W wyniku podjętych czynności wyjaśniających ustalili zarządcę zaśmieconego terenu i skierowali do niego dwa pisma, 03 i 13 marca, wskazując na konieczność usunięcia zalegających tam śmieci. Wskazane przez SMMP zadania zarządca terenu przyjął do realizacji wg wewnętrznego harmonogramu porządkowania.
Usuwanie tego rodzaju bałaganu nie następuje z dnia na dzień. Bywa i tak, że na wykonanie prac porządkowych zarządcy muszą ogłaszać przetargi publiczne, a to znacznie wydłuża czas rozpoczęcia zadania.
Dzikie wysypisko odpadów także nie jest interwencją, którą patrol straży miejskiej ma podejmować w trybie pilnym, chyba że na miejscu zdarzenia jest sprawca zanieczyszczenia.
Natomiast dialog pomiędzy zgłaszającym a dyżurnym straży był całkowicie inny. Oto stenogram tej rozmowy wykonany na podstawie nagrania zapisanego automatycznie (pominięte są fragmenty związane z powitaniem i przedstawieniem się).
- Chciałbym zgłosić taką sprawę. Tutaj na Złotowskiej w Poznaniu jest takie wysypisko nielegalne, strasznie to wygląda z ulicy. Czy mogliby państwo przyjechać i zobaczyć jak to wygląda?
- Na jakiej wysokości?
- To jest Złotowska 500 m od hotelu U Mocnego, nie wiem, tutaj nie ma żadnego budynku w pobliżu, są obok ogródki działkowe, to jest taka zatoczka po lewej stronie, jadąc od strony Ławicy.
- Od Ławicy, dobrze, zapisałem, będziemy interweniować.
- A kiedy tak mniej więcej mogliby tu państwo przyjechać, tak się tylko pytam?
- Jeżeli nie dzisiaj to jutro na pewno ktoś tam będzie, to nie jest nic pilnego, jeżeli to jest wysypisko, to nie ucieknie, także na pewno będziemy interweniować, na pewno będziemy się tym interesować, spokojnie.
- Dobrze, dziękuję
Czy zatem można twierdzić, że na strażnika czeka się dobę a o wysypiskach usłyszymy tylko to, że nie uciekną? Wnioski i komentarz pozostawiam czytelnikom.
Skan artykułu "Na strażnika czekasz dobę" (PDF, 1585.22KB)
Komentarz do artykułu Prosili o pomoc. Nie doczekali się, opublikowanego w Głosie Wielkopolskim, w wydaniu z 18 marca 2014 r.
W artykule autorka opisała dwa zgłoszenia, jakie mieszkańcy przekazali dyżurnym Straży Miejskiej Miasta Poznania. Pierwsze, dotyczyło spożywania alkoholu przy ul. Opolskiej. Interwencja ta nie została zrealizowana, a powody oraz podjęte dalsze kroki w celu uniknięcia podobnych sytuacji w przyszłości, zostały zawarte w publikacji, w moim wyjaśnieniu. Natomiast drugie zgłoszenie mieszkańca z os. Zwycięstwa oparte zostało na opisie jego spostrzeżeń i wrażeń z rozmów jakie przeprowadził z dyżurnymi. Ponieważ informacja ta nie zawierała stanowiska straży, czytelnicy mogli sądzić, że było to kolejne zgłoszenie, które nie zostało zrealizowane przez strażników. Nic bardziej mylnego!
15 marca br. w Poznaniu panowały skrajne warunki atmosferyczne spowodowane silnym wiatrem. Podmuchy były tak duże, że powodowały liczne negatywne zdarzenia, od zanieczyszczenia miejsc publicznych, poprzez uszkodzenia infrastruktury miejskiej po kolizje drogowe włącznie. Pomiędzy godziną 9:00 a 12:00 dyżurni odebrali 51 zgłoszeń, w większości związanych z występującymi zagrożeniami dla zdrowia i życia ludzi. Część z nich wymagała od służby dyżurnej koordynowania działań patroli w terenie. Między innymi realizowane zgłoszenia dotyczyły wypadających na chodnik i zaparkowane pojazdy szyb okiennych z budynków przy ul. Nowowiejskiego i Rybaki, materiałów budowlanych wywianych na jezdnię ul. Bułgarskiej, czy dużej ilości odpadów komunalnych wywianych z pojemnika na ulicę Garbary.
W trakcie realizacji interwencji, w których zagrożone było zdrowie, a nawet życie ludzi, wpłynęło zgłoszenie z os. Zwycięstwa, które dotyczyło źle zaparkowanego pojazdu przy bloku nr 5. Na drodze dojazdowej do bloku nr 5 obowiązuje zakaz ruchu z wyłączeniem pojazdów w czasie za i wyładunku. Nie jest określony czas a jedynie czynność związana z zaopatrzeniem. Tak więc pojazd zaparkowany w miejscu wskazanym przez zgłaszającego nie powodował dla mieszkańców poważniejszych uciążliwości. Interwencja ta została zrealizowana w ciągu niecałych 2 godzin (ok. 12:00 był na miejscu patrol, kierowca został pouczony), co przy znacznej ilości zdarzeń i zgłoszeń o zdecydowanie większym walorze zagrożeń należy uznać za prawidłowe.
Nadmieniam, że w bieżącym roku przyjęto z tego numeru 62 połączenia telefoniczne (w latach 2010 - 2013 - 236) co wskazuje, że służba dyżurna nie unika kontaktu ze zgłaszającym a przyjęta gradacja realizacji zgłaszanych interwencji usprawiedliwiała minimalizowanie czasu rozmów telefonicznych.
Komentarz do artykułu Krystiana Lurka: Straż wreszcie sprząta wraki aut z ulic miasta, który został opublikowany w Głosie Wielkopolskim, w wydaniu z dnia 12 marca 2014 r.
Tytuł artykułu sugeruje czytelnikom, że do tej pory strażnicy z Poznania niewiele robili w zakresie usuwania pojazdów nieużywanych. Słowo wreszcie, odniesione do ulic miasta, wskazuje na wcześniejsze zaniechania w tym zakresie. Nic bardziej mylnego. Straż Miejska w Poznaniu rocznie doprowadza do usunięcia z ulic i parkingów około 500 wraków. Od wielu lat prowadzimy kampanię informacyjną nakierowaną na wskazywanie obowiązków właściciela pojazdu oraz zasady utylizacji wraków z terenu aglomeracji poznańskiej. Tematy związane z problematyką wraków często goszczą na łamach poznańskich mediów, między innymi za sprawą cyklicznie organizowanych konferencji prasowych (ostatnia 04 lipca 2013 r.) i uczestnictwa dziennikarzy w trakcie ich usuwania.
Na tle innych miast Polski, pod względem ilości usuwanych wraków, jesteśmy w czołówce. Dla porównania szczecińscy strażnicy w 2010 roku doprowadzili do usunięcia 103 pojazdów, w 2011 roku 77, a w 2012 roku tylko 38. Zestawienie to świadczy tylko o tym jaką pracę wykonują poznańscy strażnicy miejscy.
Definicja wraka wynika z dyspozycji art. 50a, ustawy Prawo o ruchu drogowym ze wskazaniem, że pojazd może zostać usunięty z drogi, co oznacza, że wcale nie musi. Zwykle bywa tak, że pod nieużywanym pojazdem zbiera się sporo zanieczyszczeń. Każdorazowo po usunięciu takiego auta retro zachodzi konieczność posprzątania nawierzchni. Czynności porządkowe wykonują specjalistyczne firmy lub osoby pracujące na zlecenie zarządcy drogi. Straż miejska takich zadań nie wykonuje.
Podsumowując komentarz sądzę, że tytuł Straż wreszcie sprząta wraki aut z ulic miasta wydaje się być niefortunny. Nie jest adekwatny do roli jaką SMMP wykonuje w związku z usuwaniem wraków.
Więcej informacji na temat co zrobić z wrakiem czytaj tutaj.
Informacja w sprawie nielegalnie założonego FanPage Straż Miejska Miasta Poznania
Pod koniec grudnia 2013 roku, na portalu społecznościowym Facebook, założono profil o nazwie Straż Miejska Miasta Poznania. Niestety czynność ta została wykonana bez wiedzy i zgody kierownictwa straży.
W związku z tym informuję, że Straż Miejska Miasta Poznania nie ponosi odpowiedzialności pod względem jakości treści zamieszczanych tam informacji. Czynność ta została wykonana z naruszeniem przepisów prawa, w tym Regulaminu portalu Facebook: (dz. 3 Bezpieczeństwo - pkt. 10; dz. 5 Ochrona praw innych osób - pkt. 1 oraz dz. 4 Rejestracja i bezpieczeństwo konta - pkt. 1).
W związku z tym wystąpiliśmy do administratora portalu Facebook z żądaniem usunięcia tego profilu.
Informacja z 17 września 2015 roku
15 września 2015 r. otrzymałem login i hasło do Fan Page Straż Miejska Miasta Poznania. Pozwoli to na oficjalne uruchomienie konta SMMP, które nastąpi w październiku b.r.
Polemika do artykułu Michała Nadolskiego p.t. Gdzie jest milion złotych z mandatów straży? opublikowanego na łamach Gazety Codziennej Fakt, w wydaniu Nr 2 (310) oraz do wersji internetowej zamieszczonej na portalu fakt.pl z dnia 3 stycznia 2014 r.Milion z mandatów przepadł jak kamień w wodę!
W publikacji autor zamieścił cytat zastępcy Prezydenta Miasta Poznania, Pana Tomasza Kaysera:
- Jeżeli ktoś mówi, że w mieście gdzie mamy budżet na poziomie 3 mld, te pół miliona to jest ważny element, to zostawiam to bez komentarza.
Cytat ten jest niewielkim fragmentem obszernej wypowiedzi poświęconej analizie stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego w Poznaniu i wpływu kontroli pomiaru prędkości jazdy na jego poprawę. W swojej wypowiedzi Pan Tomasz Kayser wielokrotnie podkreślał, że celem Miasta nie jest czerpanie dochodów z kar dla kierowców przekraczających dozwoloną prędkość, a tylko i wyłącznie poprawa bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego. Oczywistym jest, że w budżecie Miasta każda złotówka jest ważna. Najważniejszy jednak jest rzeczywisty zysk, jaki już osiągnęliśmy - chociażby poprzez zdecydowanie mniejsze ilości wypadków i kolizji drogowych.
Pozwolę sobie odnieść się do użytych w publikacji drukowanej oraz w wersji internetowej dwuznacznych tytułów i skrótów myślowych.
- Gdzie jest milion złotych...oraz - Milion z mandatów przepadł...
tak sformułowane tytuły mogą sugerować czytelnikowi niegospodarność kierownictwa straży miejskiej czy nawet, w skrajnych przypadkach, działania o charakterze korupcyjnym. Nic bardziej mylnego. Roczne koszty związane z używaniem fotoradarów szacowane są na poziomie 1,2 mln. Na wielkość tą składają się nie tylko płace 24 strażników ale wszystkie koszty związane z eksploatacją urządzeń pomiarowych, przesyłkami pocztowymi, zużywanymi artykułami biurowymi, transportem czy eksploatacją dzierżawionych pomieszczeń.
Natomiast nazywanie strażników pracujących w zespole fotoradaru...sekcją od mandatów... jest niedopuszczalnym skrótem myślowym. Grupa tych pracowników zajmuje się całym szeregiem spraw nie związanych z wypisywaniem kar. Do ich obowiązków między innymi należy obsługa urządzeń pomiarowych, korzystanie z bazy CEPiK i PESEL-NET, prowadzenie korespondencji, sporządzanie wniosków do Sądu i wiele innych.
Komentarz Zastępcy Prezydenta Miasta Poznania, Pana Tomasza Kaysera, do artykułu Agaty Łukasiewicz pt. Na holowaniu spod znaku można łatwo zarobić, który został opublikowany w Rzeczpospolitej, w wydaniu z 6 września ub.r.
W artykule Agaty Łukasiewicz pt. Na holowaniu spod znaku można łatwo zarobić, przedstawiono Poznań jako jedno z miast, w którym administracja zarabia na kierowcach poprzez nagminne stosowanie znaków zakazujących zatrzymywania się z tabliczką informującą o usunięciu auta na koszt właściciela. W ocenie autorki w Poznaniu znaków tych przybywa i są one stawiane z pogwałceniem przepisów prawa. Rzeczywistość jest całkowicie inna.
W Poznaniu nie stosujemy praktyk zmierzających do zarabiania na kierowcach, którzy źle parkują, czy też przekraczają dozwoloną prędkość jazdy. Możliwość odholowania pojazdu pozostawionego na drodze, na której obowiązuje zakaz zatrzymywania się lub postoju z tabliczką T-24, wprowadzono w prawie o ruchu drogowym pod koniec 2010 r. W Poznaniu przyjęliśmy zasadę, że decyzję o tym, które odcinki dróg zostaną objęte tym dolegliwym przepisem, podejmuje Komisja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego przy Zarządzie Dróg Miejskich. Do końca 2011 r. komisja wyznaczyła 96 takich miejsc. Natomiast w 2012 r. tylko 5, a do końca sierpnia 2013 r. żadnego. Tak więc nie ma mowy o żadnym wzroście liczby tych znaków. Zastosowanie tych znaków poprzedzane było kampanią informacyjną podobną do stosowanej przy pomiarach prędkości z użyciem fotoradarów. Efektem tak prowadzonych działań informacyjnych jest systematyczny spadek ilości popełnianych wykroczeń. Liczba pojazdów odholowanych z tego tytułu zmniejszyła się z 270 w 2011 r. do 144 w 2013 r.
Oczywistym jest, że na drogach, którymi wytyczone są objazdy w trakcie prac budowlanych, znaki te stosuje się lecz tylko czasowo.
Liczba odholowanych pojazdów, podana w artykule przez rzecznika prasowego straży miejskiej w Poznaniu, odnosi się do wszystkich odholowanych pojazdów, których podstawą prawną był art. 130a ust.1 pkt 1, 4 i 5 prawa o ruchu drogowym. Obok wspomnianych zakazów z tabliczkami T-24 są to pojazdy pozostawione bez karty parkingowej na kopertach dla niepełnosprawnych oraz pozostawione w innych miejscach w taki sposób, że utrudniały ruch lub zagrażały bezpieczeństwu (np. na torach tramwajowych).
O miejscach, w których stosowane są najbardziej restrykcyjne rozwiązania zapewniające porządek w komunikacji oraz o konsekwencjach wynikających z ignorowania zasad ruchu drogowego, mieszkańcy informowani są na bieżąco. Sprawia to, że mandat karny nie jest w naszym mieście celem samym w sobie, a ilość kierowców karanych w miejscach niebezpiecznych systematycznie maleje.
Skan artykułu (BMP, 9318.91KB)
Komentarz do artykułu Alicji Lehman: Osiedlowe alejki skrótem dla strażników miejskich?, który został opublikowany w Gazecie Wyborczej Poznań, w wydaniu z dnia 23 grudnia 2013 r.
Publikacja powstała z inicjatywy mieszkańca os. Stefana Batorego, który jak sam stwierdził, bezskutecznie zgłaszał straży miejskiej problem jeżdżenia samochodami po osiedlowych alejkach objętych zakazem ruchu, a później zauważył jak strażnicy radiowozem przejeżdżali taką alejką. Poirytowany Pan Jacek zwrócił się do Gazety Wyborczej z pytaniem czy to zgodne z prawem?
W artykule autorka zamieściła stanowisko straży miejskiej, spółdzielni mieszkaniowej i policji. W pierwszej części wyjaśnień, napisanej na podstawie informacji przesłanej pocztą elektroniczną, między innymi wyjaśniłem, że strażnicy nie popełnili żadnego wykroczenia. Drogą objętą zakazem ruchu w obu kierunkach poruszali się pojazdem służbowym na podstawie upoważnienia wydanego przez zarządcę tej drogi.
W imieniu zarządcy drogi, potwierdziła moje słowa Pani Beata Frajtak, rzecznik prasowa Poznańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
Jednak odmiennego zdania był Józef Klimczewski, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego KMP:
- Ze zdjęcia wynika, że strażnicy nie mieli włączonych świateł i jeżeli nie podejmowali żadnej interwencji, oznacza to, że popełnili wykroczenie..
W takim stanie rzeczy pragnę uściślić moją wypowiedź o podstawy prawne i zasady używania świateł uprzywilejowania:
Poznańska Spółdzielnia Mieszkaniowa jest zarządcą dróg wewnętrznych na całym obszarze, którym administruje. Na podstawie art. 10 u. 7 ustawy Prawo o ruchu drogowym, PSM zarządza ruchem na drogach wewnętrznych, w tym, w strefie ruchu i strefie zamieszkania. Oznacza to, że PSM ma prawo do wydania takiej zgody;
strażnicy, jadąc po drodze objętej zakazem ruchu samochodem, na który wydana jest zgoda do poruszania w trakcie wykonywania czynności służbowych, nie popełniają wykroczenia. Oznacza to, że nie muszą włączać świateł uprzywilejowania.
Stanowisko naczelnika Józefa Klimczewskiego nie jest dla mnie zrozumiałe. Jestem przekonany, że jest wynikiem przejęzyczenia się. Szkoda tylko, że w ten przypadkowy sposób, czytelnicy zostali wprowadzeni w błąd a to spowodowało liczne nieprzychylne dla straży komentarze.
Komentarz do artykułu Marcina Idczaka: Obawiają się odebrania fotoradarów strażnikom, który został opublikowany w Głosie Wielkopolskim, w wydaniu z dnia 28-29 grudnia 2013 r.
W artykule autor poświęcił dużo miejsca na rozważania związane z możliwością uchwalenia przepisów, dzięki którym urządzenia straży miejskich zostaną przekazane Inspekcji Transportu Drogowego. W mojej ocenie brakuje jednak informacji, że są to rozważania czysto teoretyczne, gdyż obecnie do Sejmu RP jeszcze nie wpłynął żaden projekt takiej regulacji.
W zdecydowanej większości publikacja Pana Marcina Idczaka została napisana na podstawie informacji, jakie pozyskał w trakcie konferencji prasowej, podsumowującej wyniki kontroli przeprowadzonej przez NIK w SMMP w zakresie pracy zespołu fotoradaru. W wypowiedzi Komendanta SMMP Wojciecha Ratmana, zacytowane jest następujące stwierdzenie opisujące miejsca, w których strażnicy ustawiają fotoradary:
- .....urządzenia ustawione są na takich ulicach, gdzie kierowcy rozwijają największe szybkości,....
Tak podana informacja, prawdopodobnie wyrwana z szerszego kontekstu, sugeruje czytelnikowi, że strażnicy ustawiają fotoradary w miejscach, w których urządzenia te mogą zrobić największą liczbę zdjęć. Nic bardziej mylnego. Fotoradary straży miejskiej w Poznaniu od początku, czyli od pierwszego zdjęcia wykonanego w listopadzie 2004 roku, ustawiane są w miejscach wskazanych przez Policję. Są to miejsca niebezpieczne, w których wcześniej dochodziło do wypadków i kolizji spowodowanych niedostosowaniem prędkości do warunków ruchu. Dodatkowo, od 2011 roku, zarządca drogi musi wskazany przez Policję odcinek pomiarowy oznaczyć znakiem drogowym informacyjnym z podaniem jego długości.
Kontrola NIK wykazała i potwierdziła że:
fotoradry używane przez SMMP posiadają deklarację zgodności z obowiązującymi przepisami, decyzję zatwierdzającą typ, znak zatwierdzenia typu oraz świadectwa legalizacji;
fotoradary lokalizowane były na obszarze Poznania, na 31 ulicach (w 39 lokalizacjach). Wszystkie miejsca pomiaru były prawidłowo oznakowane, a pomiary dokonywane były tylko na obszarze obowiązywania tego znaku. Na obszarze pomiarów w odległości mniejszej niż 500 m nie znajdowały się żadne inne urządzenia rejestrujące.
na stronie internetowej w zakładce Trafifoto zamieszczane były z pięciodniowym wyprzedzeniem informacje o miejscach kontrolnego pomiaru prędkości;
fotoradary umieszczane były na widocznym odcinku drogi, w sposób niepowodujący dodatkowych utrudnień innym uczestnikom ruchu drogowego;
czynności z zakresu kontroli ruchu drogowego z użyciem fotoradaru, w tym ich lokalizacja były zawsze uzgadniane pomiędzy Komendantem Miejskim Policji w Poznaniu a Komendantem SMMP. Szczegółowe zestawienia planowanego rozmieszczenia fotoradaru (tygodniowe, dwutygodniowe i miesięczne) zawierające typ urządzenia pomiarowego oraz dokładną lokalizację były zatwierdzone przez KMP. Wszystkie uzgodnienia oparte były o dane zawarte w systemie ewidencji wypadków i kolizji prowadzonych przez Policję;
strażnicy miejscy, wykonujący kontrolę ruchu drogowego, posiadali właściwe upoważnienia do wykonywania kontroli ruchu drogowego, wydane przez KMP;
w okresie objętym kontrolą do SMMP wpłynęło łącznie 17 wniosków o podjęcie kontroli prędkości z użyciem fotoradarów (16 wniosków od osób fizycznych i 1 od rady osiedla). Wnioski te SMMP przekazała Policji. W jednym przypadku, po dokonaniu analizy stanu bezpieczeństwa przez KMP wprowadzono odpowiednie oznakowanie drogi i straż miejska podejmuje tam kontrolę prędkości. Pozostałe miejsca Policja patroluje z wykorzystaniem wideo rejestratorów;
w zakresie ewidencjonowania mandatów karnych, nałożonych w wyniku naruszeń przepisów ruchu drogowego ujawnionych przy pomocy fotoradarów, nie stwierdzono nieprawidłowości.
Komunikat Komendanta Straży Miejskiej Miasta Poznania, w sprawie zdarzeń z udziałem przedstawiciela Stowarzyszenia Prawo na Drodze
Mając na uwadze kierowane do Straży zapytania, zarówno ze strony dziennikarzy jak i mieszkańców, w sprawie zdarzeń z udziałem przedstawiciela Stowarzyszenia Prawo na drodze, informuję o podjętych czynnościach wyjaśniających:
- w dniu 05 grudnia br. funkcjonariusze SMMP prowadzili kontrolę ruchu drogowego polegającą na rejestracji przypadków przekraczania dozwolonej prędkości jazdy przy użyciu urządzenia samoczynnie rejestrującego. Prowadzone przez strażników czynności służbowe zostały w ich ocenie poddane obserwacji z wykorzystaniem sprzętu nagrywającego przez przedstawiciela Stowarzyszenia, który oprócz filmowania czynności kontrolnych, dokonywał rejestracji zapisów z fotoradaru, które były wyświetlane na ekranie przenośnego komputera. Komputer ten znajdował się wewnątrz pojazdu służbowego a wyświetlany na ekranie obraz zawierał nie tylko numery rejestracyjne pojazdów przekraczających dozwoloną prędkość, ale również twarze kierujących i pasażerów. Mając na uwadze, że zgrywany materiał zawiera elementy chronione prawem, funkcjonariusze wydali mężczyźnie polecenie zaprzestania filmowania wnętrza pojazdu. W związku z niepodporządkowaniem się do tego polecenia, podjęli uzasadnioną decyzję o wylegitymowaniu.
Przeprowadzone wnikliwe czynności wyjaśniające dają podstawę do uznania, że mogło dojść do naruszenia przez przedstawiciela Stowarzyszenia przepisów kodeksu wykroczeń. Biorąc jednak pod uwagę, że w toku czynności potwierdzono w pełni tożsamość oraz wiarygodność osoby legitymowanej jako przedstawiciela organizacji działającej na rzecz pożytku publicznego, a także fakt iż w upublicznionym nagraniu nie pojawiły się dane prawem chronione (co miałoby wpływ na społeczną szkodliwość czynu), podjęto decyzję o niekierowaniu wniosku o ukaranie do sądu.
Komentarz do artykułu: Śmieci w Poznaniu - Kiedy miasto zrobi porządek, który został opublikowany na stronie portalu naszemiasto.pl w dniu 02 listopada 2013 r.
Mieszkanka osiedla Batorego zgłosiła do Redakcji naszemiasto.pl problem śmietniska, które szpeci w pobliskim lesie. Zgłaszająca oczekuje reakcji ze strony Miasta w postaci uporządkowania porzuconych odpadów. Ma nadzieję, że poprzez nagłośnienie problemu w mediach ktoś zainteresuje się tematem ogromu śmieci w lesie, co nakłoni miasto do ich wywiezienia.
Całą publikację wraz z dokumentacją fotograficzną znajdziesz tutaj.
Zgłaszającej bardzo dziękuję za ten sygnał, ale niestety miasto tego nie posprząta, gdyż teren ten jest własnością prywatną. W świetle obowiązujących przepisów to właśnie właściciel nieruchomości jest zobowiązany do utrzymywania czystości na terenie swojej działki. Od początku listopada sprawą zajmuje się strażnik z Piątkowa. Nawiązał on kontakt z właścicielem lasu i uzgodnił z nim, że śmieci zostaną uporządkowane do 20 listopada.
Komentarz do felietonu "Straż miejska - wnioski po kontroli", zamieszczonego w witrynie internetowej Radia Merkury Poznań, w dniu 25 października 2013 r.
Publikacja wraz z feletonem Adama Michalkiewicza dostępna jest tutaj.
Na łamach portalu Radia Merkury Poznań, opublikowano w dniu 25 10 2013 r. artykuł wraz z felietonem Adama Michalkiewicza pt. Straż miejska - wnioski po kontroli. W publikacji tej nie są omawiane wnioski zawarte w protokole pokontrolnym, o których skomentowanie prosił autor publikacji, a jedynie wyrwane z szerokiego kontekstu i nieścisłe przemyślenia przewodniczącego Komisji Rewizyjnej RMP Szymona Szynkowskiego vel Sęk.
W felietonie Radia Merkury pod tytułem Straż Miejska - wnioski po kontroli radny Szynkowski vel Sęk stwierdził:
- Na 293 etaty w straży miejskiej ulice patroluje niespełna 100 strażników. Reszta siedziała za biurkiem, 21 osób było na stanowiskach kierowniczych....
-....co więcej, ci strażnicy za biurkami, których jak mówiłem jest bardzo dużo, zarabiają więcej od tych strażników na ulicach....
Pragnę zwrócić uwagę, że Pan Przewodniczący w sposób niewłaściwy zinterpretował dane przekazane przez Straż określając, że w terenie pracowało tylko 100 strażników, a pozostałe 200 osób było za biurkiem. Pan radny nie raczył zauważyć, że zadania Straży to bardzo szeroka gama działań obejmująca bardzo różne aspekty, takie jak:
- obsługę monitoringu miejskiego;
- obsługę "fotoradaru";
- służbę dyżurną;
- strażników realizujących program Nasz strażnik;
- ochronę obiektów;
- strażników szkolnych;
- oskarżycieli publicznych.
Być może w ocenie Pana radnego w/w strażnicy pracują "za biurkiem". Nic bardziej mylnego. Osoby te wykonują zadania typowo strażnicze, określone w ustawie o strażach gminnych, a nawet 21 wymienionych pracowników kadry kierowniczej w większości posiada uprawnienia strażnika i prowadzi działania w terenie.
Odnosząc się do kolejnych stwierdzeń Pana radnego zgadzam się, że strażnicy zarabiają za mało, natomiast w każdej instytucji, w tym w służbach mundurowych, jest różnica pomiędzy zarobkami kadry kierowniczej i specjalistów a pozostałymi pracownikami.
W dalszej części felietonu radny Szynkowski vel Sęk odniósł się do pracy zespołu fotoradaru:
-....24 strażników obsługiwało 3 fotoradary, a w praktyce 1,5 fotoradaru, ponieważ jeden z tych 3 fotoradarów nie działał w ogóle, a drugi działał w połowie zakresu godzin, na którym mógł być używany.
W kontekście tej wypowiedzi chciałbym stwierdzić, że cały zespół fotoradaru, obok fizycznej obsługi urządzenia w terenie zajmuje się również całym szeregiem czynności, koniecznych do ustalenia i ukarania sprawcy przekroczenia dozwolonej prędkości. W liczbach praca zespołu w 2012 r. to:
- 23 tys. zarejestrowanych zdjęć, które należało zweryfikować;
- blisko 25 tys. wezwanych osób;
- prawie 1000 spraw skierowanych do Sądu.
Wymienione czynności to wbrew obiegowej opinii nie jest kilkuminutowe wypisanie mandatu lecz w wielu przypadkach długotrwałe i żmudne poszukiwanie rzeczywistego sprawcy wykroczenia.
Kolejną sprawą podnoszoną w felietonie w oparciu o sugestię radnego jest zdejmowania blokad z uwagi na godziny nocne. Informację na ten temat radny wywiódł na podstawie polecenia naczelnika, zawartego w Monitorze pracownika straży z 20. 02. 2012
Poniżej przytaczam pełen tekst wypowiedzi naczelnika:
- Naczelnik W. Matuszewski zwrócił uwagę na ograniczoną liczbę patroli nocnych i polecił strażnikom, którzy kończą 2 zmianę, aby urządzenia blokujące koła, które nie zostaną zdjęte w ciągu trwania służby, ściągać przed końcem pracy. Zamiast tego wystawić wezwania i w ten sposób doprowadzić do rozliczenia osoby popełniającej wykroczenia.
Z wypowiedzi tej jasno wynika, że zdjęcie blokady nie jest "rozgrzeszeniem" kierowcy a założenie blokady nie może być dodatkową karą. Należy podkreślić, że przypadki takie występują sporadycznie i dotyczą rejonów odległych od centrum miasta. W ostatnim tygodniu na blisko 400 założonych blokad takich przypadków odnotowano tylko 9.
O segregacji odpadów i nie tylko, z mieszkańcami Smochowic
Jeden z mieszkańców poinformował nas, że jego sąsiadom z ul. Trzcianeckiej, pod koniec czerwca, zabrano pojemniki i do tej pory nikt nowych nie dostarczył! Śmieci pozbywają się po sąsiedzku, dzięki uprzejmości znajomych, dokładając je do ich pojemników.
Od początku lipca, na terenie ZM GOAP (Poznań i 8 sąsiadujących gmin), niektóre firmy przestały świadczyć usługi z zakresu gospodarki odpadami komunalnymi. Efektem takich decyzji było zabranie mieszkańcom pojemników. Sytuacja ta miała miejsce pod koniec czerwca. Odchodzące firmy pozostawiły mieszkańcom worki foliowe. W celu wypełnienia powstałych luk, cały obszar ZM GOAP podzielono na rejony, którym przypisano firmy obsługujące właśnie tych klientów. Szczegółowe zasady odbioru odpadów w okresie przejściowym są dostępne na stronie internetowej ZM GOAP. Można tam pobrać wykaz rejonów oraz wykaz firm wraz z danymi teleadresowymi: http://www.goap.org.pl/komunikat-dotyczacy-odbioru-odpadow/.
Pozornie wydaje się wszystko jasne i proste. To skąd tyle zawirowań, które spowodowały, że po 3 tygodniach niektórzy mieszkańcy jeszcze nie otrzymali pojemników i worków do segregacji?
Okazuje się, że ZM GOAP nie dysponował bazami danych adresowych klientów firm, które przestały świadczyć takie usługi. W takiej sytuacji to mieszkańcy sami muszą sygnalizować konieczność dostarczenia pojemnika. Można to zrobić za pośrednictwem ZM GOAP, ale można też taki sygnał przekazać bezpośrednio do wyznaczonej firmy. Okazuje się, że wystarczyło zapoznać się ze wspomnianym komunikatem ZM GOAP i w ciągu 5 dni po zgłoszeniu, mieszkańcy Piątkowa obsługiwani wcześniej przez firmę ALTRANS otrzymali pojemniki od firmy Remondis Sanitech, natomiast mieszkańcom Strzeszyna obsługiwanym przez firmę Gryf , pojemniki dostarczyła firma PKT Ordo. Prosto, szybko bez komplikacji. Natomiast mieszkańcom z ul. Trzcianeckiej na Smochowicach, obsługiwanych przez PKT Ordo przekazaliśmy kontakt do firmy i za kilka dni będą posiadali swoje pojemniki.
Do naszego punktu informacyjnego zgłosiło się kilka osób, które na terenie swojej nieruchomości mają część zamieszkałą i jednocześnie prowadzą działalność gospodarczą.
- Do tej pory był jeden duży wspólny pojemnik. W deklaracji zgłosiliśmy osobno część zamieszkałą i osobno pojemnik dla odpadów z działalności gospodarczej, ale jak do tej pory osobnych pojemników nie mamy!
Osoby te zostały poinformowane, że do czasu rozstrzygnięcia przetargu, który wyłoni firmy obsługujące poszczególne rejony, obowiązuje okres przejściowy. Oznacza to, że zmiany zgłoszone w deklaracji będą wprowadzone dopiero w nowej rzeczywistości, a do tego czasu odpady należy gromadzić na takich samych zasadach jak do tej pory.
Wielu mieszkańców zadziwiła możliwość umieszczania części metalowych i opakowań kartonowych po mleku razem z tworzywami sztucznymi. W obawie przed karami pojawiły się głosy wskazujące na konieczność szczegółowego wskazania o jakie metalowe przedmioty chodzi.
Wyjaśnił to rzecznik ZM GOAP Walerian Ignasiak:
- Przede wszystkim chodzi o drobny złom, taki jak puszki po napojach czy konserwach.
Do segregacji należy podchodzić zdroworozsądkowo, nikt za jednostkowe uchybienia nie będzie ponosił odpowiedzialności. Jednak w razie nagminnego naruszania regulaminu utrzymania czystości i porządku, najpierw zostanie skierowane ostrzeżenie, a potem możliwe jest wydanie decyzji o naliczaniu opłat według stawki za odpady zmieszane zbierane w sposób nieselektywny.
Wiele osób skarżyło się, że worki z odpadami zielonymi wystawiają, a firma ich nie odbiera. Ta sprawa była omawiana praktycznie przez cały czas naszego spotkania.
Jak się okazało problemy tutaj są dwa:
odpady zielone odbierane są 2 razy w miesiącu, i są to inne terminy aniżeli dla pozostałych odpadów segregowanych. Tak więc jeżeli mieszkańcy nie otrzymali wydrukowanych grafików, to są one dostępne na stronach internetowych poszczególnych firm;
warunek jaki stawiają wszystkie firmy wywożące odpady, to konieczność wcześniejszego (2 dni przed terminem odbioru) informowania o tym, że wystawimy worki z tzw. odpadami zielonymi. Ten fakt wzbudził najwięcej kontrowersji.
Okazuje się, że taki wymóg jest podyktowany względami ekonomicznymi firm odbierających odpady. Jak do tej pory, zainteresowanie odbiorem odpadów zielonych ze strony mieszkańców zabudowy jednorodzinnej jest jeszcze niewielkie. Dopiero od 3 tygodni usługa ta jest wliczona w zakres obsługi poszczególnych nieruchomości. Z innych czynników ograniczających zainteresowanie należy wymienić okres urlopowy oraz wyposażenie wielu działek w kompostowniki. Tak więc na dany rejon przewoźnik może wysłać niewielki samochód dostawczy lub duży pojazd ciężarowy. Koszty takiej operacji są nieporównywalne.
Trudno nie zgodzić się z takimi argumentami. Tak więc zainteresowanym mieszkańcom pozostaje zapoznać się z grafikiem, zadzwonić bądź wysłać meila i być trochę bardziej cierpliwym i wyrozumiałym. Z pewnością sytuacja ta szybko to się zmieni i wraz z rozeznaniem rynku przyjdzie stabilizacja, pozwalająca zrezygnować z wymogu wcześniejszego informowania.
Spotkania z mieszkańcami Szczepankowa
Zainteresowanie problematyką "śmieciowej rewolucji" przeszło nasze oczekiwania. Oto najważniejsze problemy o jakie dopytywali mieszkańcy.
W trakcie poprzedniego spotkania z mieszkańcami Szczepankowa usłyszeliśmy szereg pozytywnych wypowiedzi pod adresem obsługi mieszkańców przez firmę Zys. Jedyny zgłaszany mankament pod adresem tej firmy dotyczył braku informacji o terminach odbioru odpadów posegregowanych. Niedopatrzenie to zostało szybko naprawione - mieszkańcy otrzymali plan odbioru od lipca do końca roku. Został on również umieszczony na stronie internetowej firmy Zys. Czy można było uniknąć tak banalnych zawirowań? Okazuje się, że są firmy wywozowe, które potrafiły przewidzieć takie problemy. Przykładem może być Vikom - mieszkańcy obsługiwani przez tą firmę otrzymali pod koniec ubiegłego roku harmonogram wywozu odpadów posegregowanych na cały 2013 rok. W ten sposób spokojnie i bez zbędnych zawirowań odbierane są odpady z wielu gospodarstw domowych.
Obecnie wszystkie firmy odbierające odpady komunalne zamieściły na swoich stronach internetowych harmonogramy odbioru segregowanych, w tym zielonych. Natomiast wymóg wcześniejszego zgłaszania odpadów zielonych podyktowany jest kryteriami ekonomicznymi - w okresie letnim wiele osób korzysta z przydomowych kompostowników a to sprawia, że zapotrzebowanie jest niewielkie. W takiej sytuacji firma wywozowa może obsłużyć mieszkańców małym pojazdem. Zdecydowanie większe zainteresowanie będzie w okresie jesiennym i do transportu konieczny będzie duży pojazd ciężarowy. Należy także pamiętać o tym, że gradowisko (w tym dla odpadów zielonych) jest dla mieszkańców obsługiwanych przez ZM GOAP darmowe.
Worki na ulicy?
Innym sygnalizowanym na spotkaniu problemem, z jakim muszą uporać się mieszkańcy domków jednorodzinnych, było gromadzenie posegregowanych odpadów, a właściwie brak miejsca na worki. Na terenie zabudowy jednorodzinnej obowiązuje tzw. system workowy - poszczególne frakcje odpadów gromadzimy w workach foliowych, które raz w miesiącu wystawiamy obok pojemnika, skąd są zabierane. W takich wypadkach mieszkańcy muszą sami wygospodarować sobie miejsce, w którym worki te przez cały miesiąc będą stały. System ten funkcjonuje już od wielu lat i sprawdził się. Czy zatem zgłaszane problemy z miejscem na worki są zasadne? Możliwe, że w szczególnych przypadkach może stwarzać to pewne kłopoty, ale w większości sprawy takie podnoszą osoby, które do tej pory odpadów nie segregowały. W ostatnim czasie ukazała się informacja z osiedla Świerczewo - tam niektórzy mieszkańcy postanowili worki z posegregowanymi odpadami przechowywać na chodniku przed domem. Można odnieść wrażenie, że jest to tworzenie problemów tam, gdzie ich nie ma.
Brakuje worków!
Do siedziby jednej z firm wywozowych zadzwonił mieszkaniec z osiedla domków jednorodzinnych, żądając dostarczenia worka przeznaczonego na tworzywa sztuczne:
-...ten, który dostałem już zapełnił się...Proszę dostarczyć mi kolejny worek!
Jak się okazało zgłaszający był od dawna obsługiwany przez tą firmę, ale prawdopodobnie do tej pory nie prowadził żadnej segregacji. W przeciwnym razie wiedziałby, że otrzyma tyle worków ile przekaże z odpadami posegregowanymi, nawet jeżeli nie będzie to worek firmowy. W takiej sytuacji wystarczy w dniu odbioru wystawić nadmiar odpadów w innym worku.
Przepełnione pojemnik!
Na terenie administrowanym przez wspólnotę mieszkańców (blok, w którym mieszka kilkaset osób, teren zamknięty i strzeżony) znajdują się pojemniki do odpadów komunalnych zmieszanych i posegregowanych. Po 01 lipca nie nastąpiła zmiana firmy wywożącej odpady. Pojemniki przeznaczone do selektywnej zbiórki szybko zapełniły się. Po terminowym wywiezieniu odpadów segregowanych sytuacja powtórzyła się. Jak się okazało, niektórzy mieszkańcy, nie zwracając uwagi oznaczenia pojemników, wrzucali odpady zmieszane razem z papierami czy tworzywami sztucznymi. Ale co było powodem takiego zachowania? Przyczyny były dwie:
niechęć do segregacji i ignorowanie ustalonych norm i zasad (grupa takich mieszkańców jest i prawdopodobnie będzie, i to właśnie do tej grupy należy kierować edukację z zakresu ochrony środowiska);
bałagan wokół pojemników do odpadów zmieszanych (niezależnie od tego, co było przyczyną rozrzuconych śmieci, to osoba dbająca o porządek na osiedlu winna niezwłocznie je umieścić w pojemniku, a ewentualne zastrzeżenia do obsługi przez pracowników firmy wywozowej przekazać do administracji).
Straż miejska włączyła się w kampanię informacyjną związaną z tzw. rewolucją śmieciową. Rozpoczynam od wywiadu z Rzecznikiem prasowym ZM GOAP Panem Walerianem Ignasiakiem
Poznań i 9 sąsiednich gmin tworzy Związek Międzygminny "Gospodarka Odpadami Aglomeracji Poznańskiej" (ZM"GOAP"). Na kim spoczywa obowiązek wyposażenia nieruchomości w pojemniki i czy mieszkańcy będą za nie płacili?
- Wyposażenie nieruchomości w odpowiednią ilość i wielkość pojemników do gromadzenia odpadów komunalnych zmieszanych oraz posegregowanych jest zadaniem gminy realizowanym przez ZM "GOAP". Wytwórca odpadów otrzyma je nieodpłatnie. Obowiązkiem mieszkańców będzie gromadzenie odpadów zgodnie z zasadami wskazanymi w regulaminie utrzymania czystości i porządku w zakresie gospodarowania odpadami komunalnymi na obszarze wchodzących w skład ZM "GOAP" oraz uiszczanie stosownej opłaty.
Regulamin szczegółowo określa zasady prowadzenia selektywnego zbierania odpadów komunalnych. Czy oznacza to, że wytwórca odpadów jest zobowiązany do oddzielania wszystkich możliwych odpadów?
- Nie ma jednoznacznej prawnej definicji odpadów segregowanych. Właściciele nieruchomości, którzy zadeklarują selektywne zbieranie odpadów, otrzymają bezpłatnie worki lub pojemniki na poszczególne frakcje (papier, plastik, szkło białe i kolorowe) oraz pojemnik na pozostałe odpady zmieszane. Do segregacji należy podchodzić zdroworozsądkowo, nikt za jednostkowe uchybienia nie będzie ponosił odpowiedzialności. Jednak w razie nagminnego naruszania regulaminu utrzymania czystości i porządku, najpierw zostanie skierowane ostrzeżenie, a potem możliwe jest wydanie decyzji o naliczaniu opłat według stawki za odpady zmieszane zbierane w sposób nieselektywny.
Wytwórca odpadów składa deklarację, w której między innymi określa, czy będzie zbierał odpady selektywnie czy nie. Od tego oświadczenia zależy wysokość jednostkowej stawki służącej do wyliczenia opłaty dla całego gospodarstwa. Zatem, czy zadeklarowanie wyższej opłaty zwalnia mieszkańca z obowiązku selektywnego zbierania odpadów wskazanych w Regulaminie "GOAP"?
- Znowelizowana ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, w art. 3 ust. 5, nakłada na gminę obowiązek selektywnego zbierania odpadów komunalnych. Ale jednocześnie ustawa zobowiązuje do określenia dwóch stawek opłat za odpady segregowane i niesegregowane. Intencją ustawodawcy nie jest zwalnianie kogokolwiek z obowiązku selektywnego zbierania odpadów, ale przede wszystkim stworzenie zachęty finansowej do segregowania, a także pozostawienie rozwiązania dla sytuacji, gdy z różnych względów, prowadzenie segregacji jest czasowo utrudnione lub niemożliwe np. brak miejsca na pojemniki, ograniczenia techniczne itp.
Czy Związek Międzygminny "GOAP" ma możliwość nakładania kar administracyjnych na tych wytwórców odpadów, którzy nie stosują się do zasad gromadzenia odpadów wskazanych we wspomnianym regulaminie?
- Związek nie ma możliwości nakładania kar za niewłaściwe segregowanie odpadów. Może jedynie zdecydować o wyznaczeniu wyższej stawki opłat, ale to nie zwalnia nikogo z obowiązku segregacji. Działalność ZM GOAP regulują przepisy prawa administracyjnego. Związek, tak jak każda inna instytucja oraz mieszkaniec, może powiadomić Straż Miejską o nieprawidłowościach, i oczekiwać podjęcia działań interwencyjnych.
Czy nie ma zagrożenia dla wydzielenia koniecznego minimum udziału odpadów segregowanych w całym strumieniu generowanych odpadów jakie poszczególne gminy muszą uzyskać pod groźbą kar unijnych?
- Celem wprowadzanych zmian w systemie gospodarowania odpadami jest osiągnięcie wymaganych poziomów odzysku i recyklingu. Związek poprzez różnorodne działania organizacyjne, m. in. niższe stawki opłat przy segregacji odpadów, tworzenie warunków do jej prowadzenia przez wszystkich mieszkańców, a także działania edukacyjne będzie się starał uzyskać wyznaczone poziomy odzysku i recyklingu.
Jednym z celów jakie winny osiągnąć gminy jest zmniejszenie strumienia odpadów ulegających biodegradacji. Zatem czy kompostowanie odpadów zielonych, oczywiście zadeklarowane stosownym oświadczeniem (zał. nr 1 do Regulaminu....), jest obowiązkiem i wiąże się dla wytwórcy odpadów z korzyściami np. finansowymi?
- Kompostowanie odpadów biodegradowalnych jest jak najbardziej właściwym i pożądanym sposobem zagospodarowania dla tzw. odpadów zielonych. Prowadzenie kompostownika wymaga jego zgłoszenia, ale nie jest obowiązkowe. Nieodpłatnie są odbierane odpady zielone pochodzące z nieruchomości o powierzchni terenów zielonych nie większej niż 1000 m². Odpady nie spełniające tego kryterium odbierane mogą być za dodatkową opłatą.
Czy posiadający tereny zielone o pow. od 100 m² do 1000 m² i zgłoszony kompostownik, będzie mógł część odpadów zielonych nieodpłatnie przekazywać firmie odpierającej odpady?
- Tak, zgodnie z regulaminem firma nieodpłatnie odbierze odpady zielone z terenów o powierzchni nie przekraczającej 1000 m². Właściciel sam zdecyduje, czy jest w stanie poprzez kompostowanie zagospodarować wszystkie odpady z terenu nieruchomości, czy część chce przekazać firmie odbierającej odpady komunalne na danym sektorze.
Komentarz Komendanta SMMP do artykułów Gazety Wyborczej Poznań, jakie opublikowano w wydaniach z dnia 08, 09 i 10 lipca 2013 roku, traktujących o szkoleniach dwóch strażników.
W związku z publikacjami w lokalnym dodatku do Gazety Wyborczej, w których pojawia się oskarżenie w stosunku do dwóch strażników miejskich Zbigniewa Borowczyka i Wiesława Paluszkiewicza, że dopuścili się oszustwa polegającego na przystąpieniu do egzaminów na strażnika bez odbycia poprzedzającego go kursu przygotowawczego, po uzyskaniu wyjaśnień, oświadczam:
Wymogiem mianowania na strażnika miejskiego jest zdanie egzaminu na strażnika. Do takiego egzaminu stają wszyscy chcący sprawować tę funkcję. Celem kursu jest nabycie, a egzaminu sprawdzenie niezbędnych w tej pracy umiejętności. Oczywistym jest, że kurs służy przede wszystkim tym, dla których służba mundurowa jest zupełną nowością.
O spełnieniu norm dydaktycznych (np. liczby odbytych godzin dydaktycznych) decyduje organizator kursu. Jak informują mnie strażnicy, w przypadku Z. Borowczyka i W. Paluszkiewicza, dwóch doświadczonych byłych policjantów, których wiedza i doświadczenie daleko wykraczają poza wymogi stawiane strażnikom miejskim, organizator kursu wyraził zgodę na zwolnienie z konieczności uczestnictwa we wszystkich zajęciach. Obaj strażnicy przystąpili do egzaminu i zdali go bardzo dobrze.
Nie mamy żadnych informacji, że prokuratura, badająca prawidłowość działań ośrodka szkoleniowego, postawiła jakiekolwiek zarzuty naruszenia prawa wymienionym strażnikom. Jeśli taka sytuacja zaistnieje, zgodnie z prawem, prokuratura będzie miała obowiązek poinformowania o tym fakcie pracodawcę. Niemniej, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Bezpieczeństwa Urzędu Miasta wystąpił do prokuratury z pytaniem, czy prowadzi ona postępowanie przeciwko wymienionym strażnikom związane z rzekomym nadużyciem prawa.
Niewłaściwe jest też sugerowanie czytelnikom możliwości uzyskania dostępu przez przełożonego do materiałów postępowania przygotowawczego prokuratury w sytuacji, gdy Straż Miejska nie jest stroną postępowania, a jej pracowników przesłuchiwano w tej sprawie jako świadków.
Dodam, że obaj Panowie pokryli z własnych kieszeni koszty związane z kursem i egzaminem. Zwyczajowo takie koszty pokrywa Straż Miejska.
Komentarz do VI Eko - Rajdu
W dniu 15. maja br., przy pięknej pogodzie, na trasach rowerowych prowadzących w kierunku jeziora Maltańskiego pojawiło się ponad 150 rowerzystów z numerami startowymi. To byli uczestnicy VI Eko - Rajdu, z 32 zespołów - reprezentacji poznańskich szkół podstawowych, którzy w zjeździe gwiaździstym zmierzali na metę usytuowaną na urokliwej polanie nad Cybiną. Najdłuższą trasę musieli pokonać zawodnicy ze szkół na Dębcu, Woli i Piątkowie - ich liczniki rowerowe wskazywały prawie 10 kilometrów. W ten sposób uczestnicy rajdu poznali drogi rowerowe w ciągach poznańskich ulic, z których korzystając można bezpiecznie podróżować po naszym Mieście. Ale to był dopiero początek. Organizatorzy przygotowali liczne konkurencje sprawdzające wiedzę i umiejętności, szczególnie z zakresu bezpieczeństwa w komunikacji.
Bez wątpienia impreza ta uczy praktycznego stosowania zasad ruchu drogowego i przyczynia się do podniesienia poziomu bezpieczeństwa cyklistów. W dobie dynamicznego rozwoju motoryzacji i ciągle rosnącej popularności roweru jako alternatywnego środka komunikacji, takie działania są społecznie ważne i potrzebne. Szkoda tylko, że nie mają żadnego wsparcia w środkach masowego przekazu (relacje z tegorocznego Eko - Rajdu były tylko w Radiu Emaus i na portalu internetowym Wielkopolskie Rowerowanie).
Więcej o VI Eko - Rajdzie czytaj tutaj.
Komentarz do artykułu Strażnik stracił stanowisko, który został opublikowany w Głosie Wielkopolskim, w wydaniu z dnia 24 maja 2013 r.
Na wstępie publikacji zamieszczona jest w dwóch częściach moja wypowiedź - pierwsza, informująca czytelników o decyzji komendanta SMMP odwołującej Radosława Litwina ze stanowiska kierownika referatu Stare Miasto, oraz druga, o możliwym dalszym postępowaniu dyscyplinarnym. I to właśnie w drugiej części mojej wypowiedzi autor, Pan Mateusz Pilarczyk, niechcący przekazał moje słowa:
- Jeżeli chodzi o dalsze postępowanie, czekamy na zakończenie dochodzenia prowadzonego przez policję i przesłanie nam pisemnej informacji...
W sprawach o wykroczenia policja nie przesyła żadnej informacji Straży Miejskiej. Jednak to co dla mnie, jako rzecznika Poznańskiej Straży Miejskiej, jest oczywiste, dla mojego rozmówcy niekoniecznie musi takie być. W rozmowie z dziennikarzem zwracałem uwagę na to, że podstawą do wszczęcia dalszego, ewentualnego postępowania dyscyplinarnego, nie mogą być informacje przekazywane ustnie przez osoby trzecie, a jedynie informacje udokumentowane, na piśmie. Takim dokumentem jest np. prawomocny wyrok Sądu. Po zakończeniu postępowania zwrócimy się do Sądu z prośbą o udzielenie takiej informacji.
Na terenie Poznania ok. 200 osób nadal koczuje w bunkrach, pustostanach, prowizorycznych szałasach, altanach czy na klatkach schodowych wieżowców. Zima nie odpuszcza i dlatego strażnicy miejscy codziennie docierają do tych osób sprawdzając, czy nie potrzebują pomocy. W dniu dzisiejszym towarzyszyłem funkcjonariuszom referatu Jeżyce podczas kontroli koczowisk zlokalizowanych w lasach nad jeziorem Kierskim.
Po krótkiej odprawie szybko wyruszamy w drogę. Termometr umieszczony na zewnątrz budynku wskazuje -8ºC, a to oznacza, że osoby bezdomne przebywające w nieogrzewanych pomieszczeniach mogą potrzebować pomocy medycznej. Pierwszy przystanek mamy na poboczu ul. Słupskiej. Śniegu jest tak dużo, że w głąb lasu możemy iść tylko pieszo. Po kilkunastu minutach docieramy do pierwszego szałasu. Strażnicy Paweł Scholz i Jerzy Szczepaniak sprawdzają, czy śpiący tam mężczyzna potrzebuje pomocy. Po krótkiej rozmowie odchodzimy - wyraźnie zdenerwowanym głosem oświadczył, że mają mu dać spokój. W pobliżu znajdują się jeszcze dwa inne szałasy ale te są opuszczone. Skrajem lasu wracamy do radiowozu i przejeżdżamy kilka kilometrów drogami wzdłuż jeziora. Kolejne miejsce to koczowisko składające się z 2 namiotów. Przebywający tam mężczyźni utrzymują się ze sprzedanego złomu, ale jak się okazało nie tylko, bo również łowią ryby stojąc na lodowej tafli. Strażnicy zauważyli ich w pobliżu brzegu i to była najważniejsza informacja - żyją. Wracamy do radiowozu. W tej okolicy to już ostatnie miejsce, w którym przebywali bezdomni.
Podobne kontrole strażnicy przeprowadzają codziennie na terenie całego miasta, ale tylko w okresach, gdy temperatura powietrza spada poniżej zera. Zapowiadane prognozy pogody zwiastują ocieplenie. Mamy nadzieję, że była to już jedna z ostatnich kontroli w sezonie zimowym 2012/2013.
W nocy z 7 na 8 lutego b.r., na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w całej Polsce przeprowadzono liczenie osób bezdomnych. W Poznaniu strażnicy przeprowadzili liczenie wspólnie z dziennikarzami telewizji: Polsat News, TVN 24 i WTK.
W Poznaniu, rejony w których najczęściej przebywają bezdomni, podzielono na trzy części i przypisano je do poszczególnych grup kontrolnych. Strażnicy w wyznaczonym rejonie skontrolowali tereny działek, klatki schodowe i piwnice bloków wysokich, pustostany, a także wszystkie te miejsca, w których wcześniej spotykali bezdomnych.
Pracę strażników obserwowali dziennikarze telewizji Polsat News, TVN 24 i WTK. Punktualnie o godzinie 19:00 trzy ekipy telewizyjne spotkały się z patrolem straży na parkingu przed siedzibą referatu Piątkowo. Strażnicy przekazali dziennikarzom plan kontroli i określili trasę przejazdu do poszczególnych koczowisk. Jeszcze wymiana numerami telefonów i można było ruszać do pracy. Pierwsze miejsce - w opuszczonym parterowym budynku, bez części dachu koczuje mężczyzna. Strażnicy znają go od długiego czasu i nie mięli problemu z pozyskaniem informacji do ankiety. Jednak obecność dziennikarzy gwałtownie zirytowała mężczyznę co zmusiło ich do zaprzestania filmowania. Zdecydowanie przyjaźniej do wizyty dziennikarzy podszedł Pan Tomasz - bezdomny od ponad 30 lat, mieszka w szałasie na terenach leśnych. Pomimo tak skrajnych warunków bytowania nikt z nas nie odczuwał żadnego dyskomfortu. Mężczyzna był trzeźwy i zadbany. A więc jednak można zadbać o higienę w tak skrajnych warunkach. Po spisaniu danych do ankiety Pan Tomasz chętnie udzielił długiego wywiadu.
Tuż przed godziną 22:00 dyżurny referatu Piątkowo poinformował o zgłoszeniu mieszkańców o bezdomnym, który przebywa na piętrze technicznym w jednym z bloków. Strażnicy obudzili śpiącego mężczyznę, spokojnie zadali kilka pytań ankietowych jednak z dziennikarzami rozmawiać nie miał zamiaru.
Relację telewizji WTK - oglądaj tutaj.
Relację telewizji TVN 24 - oglądaj tutaj.
Tak to się zaczynało - wspomnienie
W 2001 roku z inicjatywy Straży Miejskiej w Poznaniu powstał projekt - mapa bezdomności. Na planie miasta zaznaczono miejsca i drogi dojazdu do koczowisk bezdomnych. Najczęściej były to obiekty nieogrzewane takie jak pustostany, bunkry, szałasy czy altany na terenie ogrodów działkowych. Mapę przekazywano dyżurnym policji, dyspozytorom pogotowia ratunkowego i straży pożarnej, słowem wszystkim tym służbom, które mogły w każdej chwili uczestniczyć w akcji ratowania życia ludzi zagrożonych wychłodzeniem organizmu. Dodatkowo, w dniach kiedy temperatura powietrza spadała poniżej zera, miejsca te strażnicy odwiedzali dwukrotnie w ciągu doby - wcześnie rano i wieczorem. W ten sposób sprawdzali, czy bezdomni potrzebują pomocy medycznej lub czy chcą skorzystać z pomocy socjalnej oferowanej przez Miasto. Takie były początki. Obecnie w MOPR funkcjonuje zespół d.s. osób bezdomnych i to właśnie ta instytucja koordynuje pracę wszystkich jednostek zajmujących się bezdomnymi. Mapę sporządzają policjanci, a pracownicy socjalni MOPR wspólnie z funkcjonariuszami straży i policji docierają do koczowisk bezdomnych nakłaniając ich na przyjęcie pomocy socjalnej. Nadal zimą strażnicy dwukrotnie w ciągu doby docierają do osób najbardziej narażonych na wychłodzenie.
Blisko 4000 interwencji rocznie, współpraca z MOPR, Policją oraz organizacjami pozarządowymi pozwoliły, na przestrzeni ostatnich 12 lat, uchronić wielu bezdomnych od śmierci z wychłodzenia.
Komentarz do artykułu, Policzą, ilu bezdomnych mieszka w Poznaniu, który został opublikowany w Gazecie Wyborczej, w wydaniu internetowym z dnia 30 stycznia 2013 r.
W artykule zamieszczona jest wypowiedź rzeczniczki prasowej MOPR Pani Lidii Leońskiej, odnosząca się do ilości osób bezdomnych, przebywających na terenie Poznania oraz moja wypowiedź, odnosząca się do ilości interwencji, jakie strażnicy wobec bezdomnych zrealizowali w 2012 r. Wspólnym mianownikiem obydwu wypowiedzi są osoby bezdomne i na tym podobieństwa kończą się. Ażeby dogłębnie wyjaśnić istotę problemu posłużę się przykładami opisującymi najczęściej realizowane interwencje. Dotyczyły one takich problemów jak:
zakłócania spokoju i porządku przez bezdomnych przebywających w częściach wspólnych budynków mieszkalnych (klatki schodowe, piwnice, piętra techniczne itp.);
dewastacji mienia oraz zakłócania porządku publicznego przez bezdomnych gromadzących się na dworcach MPK oraz pod wiatami przystanków komunikacji miejskiej;
przebywania bezdomnych w miejscach nieogrzewanych, w których zimą występuje groźba śmierci poprzez wychłodzenie organizmu (szałasy, namioty, pustostany, bunkry itp.);
pijanych bezdomnych, którzy wymagali opieki medycznej lub transportu do CRSiWIT.
Interwencji takich w 2012 r. strażnicy przeprowadzili o ok. 1000 więcej aniżeli w roku 2011, ale nie oznacza to, że ilość osób bezdomnych przebywających na terenie Poznania w 2012 r. uległa zwiększeniu. W rozmowie z dziennikarką GW stwierdziłem, że na podstawie naszych statystyk obserwujemy większą wrażliwość mieszkańców na problemy bezdomnych, która przełożyła się na większą ilość przeprowadzonych interwencji. Tak więc, stwierdzenie autorki publikacji: .....a zdaniem strażników jest ich coraz więcej, jest bezzasadne.
Komentarz do artykułu Monitoring batem na kierowców, który został opublikowany na stronie portalu Fakt.pl, w dniu 01 lutego 2013 r.
Zamieszczony w artykule mój komentarz dotyczący pracy operatorów monitoringu miejskiego, w zakresie ilości zgłaszanych przypadków źle zaparkowanych samochodów, został ograniczony do wskazania źródeł zgłaszanych interwencji (mieszkańcy i radni). Natomiast przyczyny, jakie wymuszają zainteresowanie operatorów tą problematyką, zostały pominięte. W publikacji nie znalazła się wypowiedź o następującej treści:
.... - zgłoszenia obserwatorów w tej kategorii dotyczą blokowania, tamowania ruchu, szczególnie transportu zbiorowego MPK oraz przejść dla pieszych czy tarasowania chodników. Najwięcej interwencji jest w rejonie ścisłego centrum i do niedawna tak było
praktycznie w każdej kategorii. Obecnie pojawiły się od pewnego czasu problemy z zajmowaniem zatoki autobusowej przy Rondzie Jana Nowaka Jeziorańskiego. Codziennie obserwatorzy zgłaszają kilkakrotnie ten problem.
Wyjaśnienie to jasno wskazuje, że zadaniem operatorów monitoringu miejskiego jest reagowanie na te pojazdy, które zostały zaparkowane w sposób zagrażający bezpieczeństwu innych użytkowników lub utrudniają ruch transportu zbiorowego. W ciągu dwóch miesięcy takich przypadków obserwatorzy ujawnili 287. Natomiast, w tym samym okresie czasu, strażnicy, w stosunku do kierowców ignorujących przepisy o parkowaniu, interweniowali aż 4387 razy! Zestawienie to wyraźnie pokazuje, że owszem monitoring jest batem, ale tylko na kierowców zagrażających bezpieczeństwu.
Komentarz do artykułu Obraz ukradziony z Fary - zatrzymano drugiego podejrzanego!, który został opublikowany na stronie portalu codziennypoznan.pl, w dniu 02 lutego 2013 r.
Publikacja ta informuje o kradzieży obrazu z Kościoła Farnego, jaka miała miejsce 24 stycznia b.r. Obok wiarygodnego i szczegółowego opisu zdarzeń, autor zamieścił nieścisłą informację o tym, że policjanci zatrzymali sprawcę...dzięki zdjęciom z miejskiego monitoringu. Owszem, kamery na placu Kolegiackim są, ale nie należą do monitoringu miejskiego, tylko są to kamery przemysłowe Urzędu Miasta. System obserwacji budynku urzędu składa się z kilkunastu kamer stałych i obrotowych rozmieszczonych w sposób zapewniający strażnikowi ochrony podgląd na zewnątrz i wewnątrz budynku magistratu. Obydwa systemy łączy tylko jedno - obsługiwane są przez strażników miejskich, jednak zadania jakie oni wykonują na stanowiskach operatora monitoringu miejskiego i ochrony budynku są całkowicie inne.
Podstawowym zadaniem operatora monitoringu miejskiego jest obserwacja obrazu z kamer i przekazywanie zauważonych nieprawidłowości dyżurnym straży miejskiej lub policji. I tak całe 8 godzin pracy. Natomiast strażnik ochrony obiektu zadań tych ma kilka, a do najważniejszych należy zaliczyć:
cykliczne obchody terenu budynku wraz z poszczególnymi kondygnacjami;
reagowanie na wszelkie przypadki zakłócania porządku publicznego na terenie magistratu;
obserwacja obrazu z kamer rozmieszczonych wewnątrz budynku (w godzinach pracy Urzędu);
obserwacja obrazu z kamer rozmieszczonych na zewnątrz budynku (po godzinach pracy Urzędu).
Należy dodać, że ustawienie kamer zewnętrznych ma zapewnić możliwość obserwacji terenów bezpośrednio przylegających do elewacji budynku, a nie okolicy i ciągów komunikacyjnych.
Opisana nieścisłość może wydawać się szczegółem, na który nie warto zwracać uwagi. Jednak podobne określenia powielane są również w innych publikacjach, co skutkowało nieprzychylnymi komentarzami pod adresem pracy obserwatorów monitoringu miejskiego.
Konferencja prasowa podsumowująca pracę Straży Miejskiej w 2012 roku - 29 stycznia
W konferencji między innymi udział wzięli :
- Tomasz Kayser z-ca Prezydenta Miasta Poznania;
- Ewa Frąckowiak - dyrektor SP 40 w Poznaniu;
- Józef Klimczewski - naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego KMP;
- Hubert Haegenbarth - naczelnik Wydziału Prewencji KMP;
- Włodzimierz Kałek - dyrektor MOPR.
Komendant Wojciech Ratman przedstawił najważniejsze działania zrealizowane przez SMMP w 2012 roku w zakresie: czystości i estetyki miasta, porządku i spokoju publicznego, bezpieczeństwa i porządku w komunikacji. Zastępca k-dta Zbigniew Borowczyk przedstawił najważniejsze zadania i cele na 2013 rok, w tym współpraca za społecznością lokalną w ramach nowego programu Bezpieczna Dzielnica - Bezpieczny Mieszkaniec. Więcej szczegółowych informacji na temat pracy SMMP w 2012 r. będzie można przeczytać w kolejnych dniach, w zakładce wiadomości.
W drugiej części spotkania głos zabrali zaproszeni goście. Wystąpienia zawierały zakres i ocenę współpracy z policją, szkołami oraz pomoc osobom bezdomnym.
Dodatkowo, naczelnik WRD KMP Józef Klimczewski omówił zasady wyznaczania miejsc pracy fotoradarów.
W czasie konferencji z rąk Zastępcy Prezydenta Poznania Tomasza Kaysera oraz Komendanta Straży Miejskiej Miasta Poznania Wojciecha Ratmana funkcjonariusze, Sylwia Pięta oraz Dariusz Maciejewski z referatu Nowe Miasto, odebrali listy gratulacyjne i podziękowania "Za wzorową postawę w czasie wykonywania służby, szybką i zdecydowaną reakcję, która przyczyniła się do uratowania życia ludzkiego".
Dziennikarka Głosu Wielkopolskiego obserwatorem monitoringu miejskiego
W październiku br., na łamach Polska Głos Wielkopolski ukazał się artykuł Adama Ziajskiego pt: Stary Rynek stał się klozetem Poznania więcej czytaj tutaj. W publikacji tej autor ukazał nocne oblicze Starego Rynku - dziesiątki pijanych osób, głośna muzyka, walające się śmieci i....i wiele innych. W mediach rozgorzała dyskusja między innymi na temat bezpieczeństwa, pracy policji i straży miejskiej a w szczególności operatorów monitoringu miejskiego. W niektórych wypowiedziach krytykowano ich pracę zarzucając, że nie sygnalizują wszystkich przypadków łamania prawa. Nie docierały wyjaśnienia o ilości zamontowanych kamer czy o ograniczonej możliwości jednoczesnego oglądania kilku obrazów. Przełom nastąpił dopiero po zaproszeniu dziennikarki Głosu, Pani Agnieszki Smoguleckiej do pracy na stanowisku operatora. Nocny dyżur z piątku na sobotę strażnicy rozpoczęli krótkim instruktażem z zakresu obsługi kamer , wyboru rejonu obserwacji i do pracy! W publikacji tej między innymi warto zwrócić uwagę na spostrzeżenia dziennikarki dotyczące ilości zdarzeń, możliwości obserwacji ale przede wszystkim na fałszywy alarm z ul. Podgórnej dzięki czemu...nie dostrzegliśmy tego, co pokazały inne kamery. Więcej czytaj tutaj.
Z dziennikarką Radia Merkury do bezdomnych
Dziennikarka Radia Merkury Pani Anna Skoczek towarzyszyła strażnikowi z Nowego Miasta podczas kontroli miejsc koczowania osób bezdomnych. Funkcjonariusz Maciej Józefowicz sprawdzał, czy bezdomni przebywający w nieogrzewanych pomieszczeniach potrzebują pomocy medycznej, informował ich o możliwościach uzyskania pomocy socjalnej a szczególnie namawiał ich do zamieszkania w noclegowni. Działania podejmowane przez funkcjonariusza były relacjonowane w programie Radia wyemitowanym na żywo.
Każdego roku w Polsce ludzie umierają z wyziębienia organizmu. W obliczu nadchodzącego ochłodzenia zwracamy się do mieszkańców z apelem o niezwłoczne przekazywanie wszystkich zauważonych przypadków osób bezdomnych, koczujących w miejscach nieogrzewanych jak również wszystkich tych, których zachowanie może wskazywać na konieczność udzielania pomocy medycznej. Więcej na ten temat zobacz tutaj
Patrole szkolne w oku kamery
Początek roku szkolnego to w pracy strażników szkolnych okres licznych spotkań z uczniami szkół podstawowych i gimnazjalnych. Wspólnie z dziennikarzami obserwowaliśmy lekcję "bezpiecznej drogi do szkoły" przeprowadzoną przez strażnika Arkadiusza Kamińskiego z referatu Stare Miasto. Lekcja podzielona była na dwie części - teoretyczną, polegającą na przypomnieniu podstawowych zasad bezpieczeństwa w ruchu pieszych oraz praktyczną, polegającą na przechodzeniu przez przejścia dla pieszych.
Więcej na ten temat zobacz tutaj.
Powaleni przez alkohol przed "Pijalnią wódki i piwa"
Komentarz do artykułu Powaleni przez alkohol przed "Pijalnią wódki i piwa" który został opublikowany w wydaniu internetowym Głosu Wielkopolskiego, w dniu 09 lipca 2012 r.
Publikacja ta zawiera nieprawdziwe informacje przekazane przez czytelnika. Zdaniem czytelnika straż miejska w ogóle nie przybyła na zgłoszenie telefoniczne.
W rzeczywistości strażnicy byli na miejscu interwencji 15 minut od chwili zgłoszenia a przebieg zdarzeń był następujący:
godz. 10:31 do dyżurnego straży miejskiej za pośrednictwem tel. 986 wpłynęło zgłoszenie o następującej treści: ul. Wrocławska , na chodniku przy barze Piccolo leży pijana kobieta;
godz. 10:32 dyżurny przekazał interwencję do realizacji przez patrol referatu Stare Miasto;
godz. 10:45 do wskazanego miejsca przybył patrol straży miejskiej. W miejscu zdarzenia były już 2 patrole policji wykonujący czynności służbowe. Na chodniku leżała kobieta, której policjanci udzielali pierwszej pomocy. W związku z tym udział strażników okazał się zbędny.
Zgłoszenia telefoniczne są rejestrowane zarówno co do czasu jak i treści rozmowy a czynności strażników dokumentowane są w notatnikach służbowych. Szkoda, że autor publikacji nie sprawdził informacji przekazanych przez czytelnika.
Porządki w oku kamery
Dziennikarz telewizji WTK Szczepan Szłapka wraz z operatorem kamery Dariuszem Kujawskim towarzyszyli ekipie sprzątającej tereny nadwarciańskie.
Zanim rozpoczęto prace porządkowe strażnicy miejscy wraz z pracownikami Wydziału Gospodarowania Nieruchomościami UMP określili zakres koniecznych prac porządkowych. Zaśmiecone działki zostały przyporządkowane do instytucji lub osób odpowiedzialnych za ich sprzątania. Dla poszczególnych miejsc wykonano również dokumentację fotograficzną i opisową obrazującą skalę zaśmiecenia.
W większości tereny nadwarciańskie są porządkowane na zlecenie WGN. Więźniowie sprzątanie rozpoczęli od starego koryta Warty, a następnie przeszli w rejon mostów Rocha i Chrobrego. Prace porządkowe w tym rejonie wykonano po obydwu stronach rzeki. Obudowa lodówki, resztki telewizorów, zużyte opony, worki foliowe, papiery i dziesiątki rozbitych butelek to wszystko zostało zarejestrowane przez dziennikarzy przed przejściem ekipy sprzątającej. Zebrane odpady porządkujący wrzucali do worków foliowych i zanosili je do kontenera - tylko w pierwszym dwóch dniach zebrali ponad 25 m³ porzuconych śmieci, zostawiając po sobie porządek. Tylko na jak długo?
Opis znajdziesz także na łamach epoznan.pl
Wspólny patrol z dziennikarzami Radia Merkury
Dziennikarz Radia Merkury Jacek Butlewski towarzyszył strażnikom referatu Grunwald w trakcie kontroli czystości chodników. Obfite opady śniegu powodują utrudnienia nie tylko dla kierowców. Usuwania śniegu, błota pośniegowego i zapobieganie skutkom występowania gołoledzi na chodnikach to podstawowe obowiązki właścicieli nieruchomości. Ażeby zapewnić pieszym bezpieczne warunki do przemieszczania się, chodniki muszą być sukcesywnie oczyszczane ze śniegu, a w miarę konieczności również posypywane piaskiem. Czy mieszkańcy ulic Cześnikowskiej, Podkomorskiej i Kanclerskiej zadbali o chodniki sprawdzały strażniczki Lucyna Hibner Wosińska i Anita Czerepak Drożdż. Kontrole wykonywały w towarzystwie dziennikarza Radia Merkury Jacka Butlewskiego.
Więcej na temat wspólnego patrolu - tutaj
Natomiast kilka dni wcześniej, reporterka Radia Merkury Anna Skoczek towarzyszyła strażnikom referatu Piątkowo w kontroli miejsc koczowania osób bezdomnych. Działania te strażnicy wykonywali wspólnie z pracownikiem opieki społecznej z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Poznaniu.
Więcej na ten temat czytaj - tutaj
W komisariacie Policji Poznań Stare Miast odbyła się konferencja prasowa podsumowująca pracę obserwatorów monitoringu miejskiego w 2011 r.
W konferencji między innymi udział wzięli:
- podinsp. Roman Kuster - Z-ca Komendanta Miejskiego Policji w Poznaniu;
- Hieronim Węclewski - Dyrektor WZKiB UMP;
- Wojciech Ratman - Komendant SMMP
W pierwszej części konferencji dziennikarze zapoznali się z pracą strażników na stanowiskach obserwatorów obsługi monitoringu wizyjnego, a w szczególności zaprezentowano zasady działania kamer, ich możliwości techniczne a także technikę prowadzenia obserwacji obrazu.
W drugiej część konferencji zaprezentowano takie zagadnienia jak wpływ całodobowej obserwacji monitoringu wizyjnego miasta Poznania na poprawę bezpieczeństwa mieszkańców oraz podsumowanie rocznej pracy obserwatorów.
Dodatkowo Komendant SMMP przedstawił wybrane aspekty z podsumowania pracy straży w 2011r.
Więcej na ten temat czytaj - tutaj oraz tutaj
Komentarz do artykułu "Zmiany w straży - radni zirytowani", który został opublikowany w Głosie Wielkopolskim, w wydaniu z 01 grudnia 2011 r.
Publikacja ta zawiera obok opinii radnych z Komisji Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego na temat reorganizacji straży miejskiej, nieoficjalne wypowiedzi strażników na ten temat:
- Od dawna w popołudnia, noce, czy weekendy większość interwencji z monitoringu obsługiwała policja, bo "naszych" brakowało - mówią w nieoficjalnych rozmowach strażnicy.
- Teraz będzie jeszcze gorzej.
Trudno mi zgodzić się z takimi stwierdzeniami strażników, ponieważ nie mają one odzwierciedlenia w prowadzonej dokumentacji, z której wynika, że w okresie od 01 stycznia 2011 r. do 30 listopada 2011 r. obserwatorzy monitoringu przekazali 5462 interwencje, w tym:
4530 (82%) - przekazano do straży miejskiej;
932 (18%) - przekazano do policji.
Realizacja interwencji w ciągu doby przedstawia się następująco
I zmiana - 2268 interwencji;
II zmiana - 2213 interwencji;
III zmiana - 981 interwencji.
Należy podkreślić to, że naturalnym zjawiskiem jest spadek przestępczości w rejonach monitorowanych. Chodzi o takie czyny, które leżą wyłącznie w kompetencji policji. Potwierdza to statystyka przestępczości, którą prowadzi policja. Jeżeli chodzi o wykroczenia czyli czyny, których załatwianie leży w kompetencji straży gminnych ale także policji, to monitoring nie ma już takiego wpływu. Śmieciarz, plakaciarz, pijany, żebrak czy bezmyślny kierowca to nie jest przestępca włamywacz, rozbójnik czy złodziej. "Zawodowi przestępcy" planują swoje czyny i nie robią tego pod okiem kamery. Stąd większość interwencji z monitoringu na I i II zmianie to sprawy pozostające w kompetencji straży i przez nasze patrole są załatwiane na bieżąco.
Inaczej sprawa wygląda pod osłoną nocy. Większość spraw to interwencje będące w kompetencji policji. Dodatkowo w godzinach nocnych straż miejska w Poznaniu ogranicza od początku tego roku patrole prewencyjne do tego stopnia, że obecnie praca strażników sprowadza się głównie do osób nadużywających alkohol i bezdomnych. W takim stanie nocne interwencje z monitoringu realizuje w większości policja.
Szkoda, że autorka publikacji nie sprawdziła u źródeł, czy opinia anonimowego pracownika straży znajduje odzwierciedlenie w dokumentacji.
Czy teraz będzie gorzej? Wolę, zamiast wróżenia z fusów, dokonać za rok identycznej analizy przekazywanych interwencji.
Komentarz do artykułu "Wandal grasuje - straż miejska bezradna", który został opublikowany w Głosie Wielkopolskim, w wydaniu z dnia 08 listopada 2011 r.
W publikacji tej pominięto szereg ważnych kwestii charakteryzujących problem wandalizmu nakierowanego na niszczenie elewacji budynków i urządzeń użyteczności publicznej w naszym mieście. Pominięto informacje dotyczące pracy służb patrolowych policji i straży miejskiej w godzinach nocnych, prawne aspekty odpowiedzialności sprawców a także nie wskazano żadnych rozwiązań minimalizujących opisywane zjawiska, a odpowiedzialność za taki stan zrzucono wyłącznie na straż miejską.
Informacje jakie przekazałem w rozmowie telefonicznej dziennikarzowi obejmowały:
charakterystykę graficiarzy - malunki wykonywane są tylko pod osłoną nocy, osoby te mają na głowie ubrania z kapturami a twarz zasłaniają szalikiem. Ubiór taki uniemożliwia identyfikację sprawców, których sylwetki zarejestrowane są przez kamery monitoringu miejskiego. Po wymalowaniu znaków szybko oddalają się. Osoby te, malowanie elewacji traktują na zasadzie rozrywki podnoszącej adrenalinę;
informacje dotyczące zakresu pracy straży i policji w godzinach nocnych - od ok. roku w SMMP ograniczono służbę patrolową w godzinach nocnych. W zasadzie służba patrolowa w porze nocnej sprowadza się do obsługi osób pijanych (strażnicy transportują pijanych z miejsc publicznych do miejsca zamieszkania lub do izby wytrzeźwień a także z oddziałów ratunkowych szpitali do izby wytrzeźwień).
Centra dozoru wizyjnego zlokalizowane są w komisariatach policji. Obserwatorami są pracownicy straży pracujący całodobowo. Zaobserwowane zdarzenia wymagające podjęcia interwencji przekazują dyżurnym policji i straży miejskiej. W godzinach nocnych większość interwencji realizują patrole policji;
podstawy prawne z zakresu niszczenia mienia - wspomniałem o art. 124 kodeksu wykroczeń, który stanowi, że kto umyślnie niszczy cudzą rzecz a wartość szkody nie przekracza 250 zł popełnia wykroczenie. W rzeczywistości kwoty potrzebne na naprawę elewacji znacznie przekraczają 250 zł co sprawia, że czyn taki jest przestępstwem. W przypadku przestępstw właściwymi organami do prowadzenia takich spraw jest policja i prokuratura a nie straż miejska. Dodatkowo przekazałem rozmówczyni treść zapisu par. 3, który mówi o tym, że ściganie następuje na żądanie pokrzywdzonego.
W naszej rozmowie nie poruszałem problematyki związanej z odpowiedzialnością za czyn polegający na umieszczaniu napisów, plakatów itp. bez zgody zarządcy obiektu, czyli za czyn opisany w art. 63a kodeksu wykroczeń. Przepis ten przewiduje karanie zarówno za plakatowanie jak i malowanie napisów. Za te wykroczenia strażnicy w tym roku ukarali 265 osób a wobec 18 sprawców skierowali do sądu wnioski o ukaranie. Warto wspomnieć, że jest to możliwe dzięki współpracy obserwatorów monitoringu miejskiego z patrolami straży w terenie. Jednak należy też dodać, że dotyczy to plakaciarzy, którzy rozklejają plakaty w ciągu dnia, nie zasłaniają twarzy i nie uciekają po naklejeniu ogłoszenia. Dla tych osób jest to forma pracy, za którą otrzymują wynagrodzenie a jak sami przyznają, ewentualny mandat mają wliczony w koszty.
Przekazałem również pominiętą w materiale informację o tym, jak strażnicy ujęli na gorącym uczynku graficiarzy malujących elewację jednego z wiaduktów na terenie Wildy.
W takim stanie nie rozumiem, na jakiej podstawie straż miejska została obarczona odpowiedzialnością za to, że pod osłoną nocy wandale niszczą elewacje budynków?
Komentarz do artykułu "Rowerzyści przeciw rozjeżdżaniu chodników", który został opublikowany a Gazecie Wyborczej, w wydaniu z dnia 24 sierpnia 2011 r.
W artykule zamieszczona jest wypowiedź Pani Kamili Sapikowskiej, z Poznańskiej Masy Krytycznej, odnosząca się do działań podejmowanych przez strażników w zakresie występujących wykroczeń drogowych na terenie os. Przyjaźni:
- Straż Miejska i policja w ogóle nie interweniują. Mało tego, zdarza się, że sami wjeżdżają pod zakaz...
Z takim stanowiskiem trudno się zgodzić, ponieważ tylko w okresie letnim, tzn. od początku czerwca do dnia wczorajszego włącznie, strażnicy referatu Winogrady na terenie os. Przyjaźni interweniowali w 180 przypadkach, w większości na prośbę mieszkańców. Interwencje dotyczyły w zdecydowanej większości wykroczeń drogowych (180 przypadków) takich właśnie jak jazda samochodem po drogach objętych zakazem ruchu w obu kierunkach a także spożywania alkoholu w miejscach objętych zakazem (22 przypadki), zaniedbań porządkowych (13 przypadków) oraz kilka w sprawie osób bezdomnych czy psów biegających luzem bez kagańca.
W wyniku podjętych działań interwencyjnych jak również w toku codziennej służby patrolowej, strażnicy na tym osiedlu ukarali 592 osoby, w tym:
459 osób za wykroczenia drogowe;
45 kierujących samochodami za niszczenie zieleni;
80 osób za spożywanie alkoholu..;
oraz kilka osób za inne wykroczenia.
W gronie 459 ukaranych za wykroczenia drogowe większość stanowią kierujący samochodami, ale są też tam ukarani rowerzyści i piesi, którzy nie zważając na obowiązujące przepisy, swoim zachowaniem stwarzają zagrożenie w ruchu drogowym.
Osobnym problemem, na który pragnę zwrócić uwagę, to legalne poruszanie się samochodem po drodze objętej zakazem ruchu. Wszystkie pojazdy będące na wyposażeniu SMMP posiadają upoważnienie zarządcy drogi do poruszania się drogami objętymi zakazem ruchu. Dodatkowo pojazdy z ref. Winogrady posiadają zgodę zarządcy na niestosowanie się do znaków zakazujących parkowanie pojazdów. Również uprawniona osoba niepełnosprawna o obniżonej sprawności ruchowej, kierująca pojazdem samochodowym, oraz kierujący pojazdem przewożący taką osobę mogą, pod warunkiem zachowania szczególnej ostrożności, nie stosować się do niektórych znaków drogowych takich jak zakaz ruchu i zakaz postoju.
Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że to za mało, że można zrobić więcej. Tak ale należy pamiętać o tym, że os. Przyjaźni nie jest jedynym na terenie Winograd a zadania realizowane przez strażników nie ograniczają się tylko do wykroczeń drogowych.
Podane w tekście informacje nie obejmują statystyk policyjnych.
Straży Miejskiej Miasta Poznania
Odpowiedź na list mieszkanki Sołacza: Nasz park to nie bar!, opublikowany w Gazecie Wyborczej, w wydaniu z dnia 25. 07. 2011 r
W opublikowanym liście mieszkanka Sołacza skarży się na osoby spożywające alkohol w parku, na terenie osiedla Nad Potokiem. Po tej publikacji postanowiliśmy dogłębnie przyjrzeć się jak ten problem jest odzwierciedlony w interwencjach zgłaszanych do straży miejskiej, jak w chwili obecnej oceniają to mieszkańcy osiedla oraz jakie można podjąć kroki w celu ewentualnej poprawy sytuacji.
W bieżącym roku do straży miejskiej wpłynęło z tego rejonu 10 zgłoszeń, wszystkie od początku maja. Dotyczyły one zakłócania ciszy i porządku publicznego przez osoby grupujące się na ławkach i spożywające tam alkohol. Jedną interwencję przekazano do realizacji przez patrol policji, w pięciu przypadkach po przybyciu na miejsce nie zastano już biesiadujących, natomiast w 4 przypadkach osoby te wylegitymowano i pouczono, zarówno o obowiązującym zakazie spożywania alkoholu jak i o możliwości zakłócania ciszy - wszyscy rozeszli się (strażnicy zastosowali pouczenie ponieważ w ich obecności nikt nie spożywał alkoholu a osoby zgłaszające odmówiły poświadczenia tego faktu przed sądem). Na tej podstawie należy stwierdzić, że problem występuje, jednak czy eskalacja zjawiska a tym samym stwarzane mieszkańcom uciążliwości są aż tak dolegliwe jak w opublikowanym liście? Zapytałem o to kilka starszych osób, mieszkańców osiedla, którzy w godzinach południowych odpoczywali na ławkach. Moi rozmówcy potwierdzili, że kręcą się tutaj trzy lub cztery osoby, prawdopodobnie bezdomni, którzy często przesiadują na ławce i spożywają alkohol. Jednak zaraz dodali, że osoby te nikogo nie zaczepiają, są spokojni. Również z młodzieżą większych problemów nie widzi ani starszy mężczyzna ani kobieta spacerująca z dzieckiem. Podkreślili, że od dwóch lat jest tutaj spokojnie, administracja dba o ławki i kosze a zieleń jest systematycznie przycinana. Jedyne zgłoszone problemy dotyczyły wymiany piasku w osiedlowej piaskownicy oraz zamkniętego placu zabaw. Problemy te przekazaliśmy właściwym jednostkom -w przyszłym tygodniu administracja uzupełni piasek a zdewastowany plac zabaw jest w trakcie przebudowy i na jego otwarcie trzeba jeszcze trochę poczekać.
Pomimo tak skrajnych opinii problemu nie lekceważymy. Strażnicy pełniący służbę w czasie I i II zmiany będą w rejonie parku codziennie, o różnych porach, w zależności od innych wykonywanych zadań. Już są pierwsze efekty - w pierwszym dniu kontroli dwie osoby zostały tam ukarane za spożywanie alkoholu w miejscu objętym zakazem a w piaskownicy jest już nowy piasek. Natomiast w godzinach nocnych strażnicy pełnią służbę wyłącznie w obszarze centrum Starego Miasta - po godz.22 zgłoszenia z tego rejonu należy przekazywać policji.
Niezależnie od opisanych działań problem ten zostanie zasygnalizowany na planowanym spotkaniu z przedstawicielami samorządów pomocniczych i policji.
Przemysław Piwecki, rzecznik prasowy SMMP.
Odpowiedź na list Pana Macieja Borunia, pt: Park nad Wartą jest. Niestety samochody też, który został opublikowany 29 czerwca 2011 r w Gazecie Wyborczej
W nawiązaniu do listu Pana Macieja Borunia, pt: Park nad Wartą jest. Niestety samochody też, opublikowanego w Gazecie Wyborczej 29 czerwca 2011 informuję , że zarządca tego terenu na drogach objętych zakazem ruchu w obu kierunkach (znak o symbolu B-1), dopuścił w ograniczonym zakresie ruch kołowy. Zakaz ten nie dotyczy osób, które dojeżdżają do obiektów sportowych i hurtowni zlokalizowanych w tym rejonie (pod znakiem zakazu znajduje się tabliczka z napisem Nie dotyczy dojazdu do obiektów sportowych i hurtowni). Należy dodać, że obiekty te posiadają własne miejsca parkingowe.
Dodatkowo na czas organizowanych zawodów wędkarskich wydawane są przez zarządcę zgody na wjazd samochodami. Zgoda taka jest ważna w ściśle określonym terminie i precyzuje zasady parkowania pojazdów.
Alejkami parkowymi mogą również jeździć rowerzyści (pod znakiem zakazu ruchu znajduje się tabliczka z napisem Nie dotyczy rowerów).
Działania strażników miejskich w zakresie kontroli ruchu drogowego na terenie Parku nad Wartą koncentrują się na sprawdzaniu zasadności wjazdu - w I połowie br. nie ujawniono w tym zakresie nieprawidłowości. Natomiast funkcjonariusze patrolujący park ujawniają szereg innych wykroczeń związanych ze spożywaniem alkoholu w miejscach objętych zakazem, z wyprowadzaniem psów czy z zaśmiecaniem miejsc dostępnych publicznie. Wobec sprawców wykroczeń stosowane są kary przewidziane prawem.
Ważnym elementem w pracy strażnika są sygnały mieszkańców o zaobserwowanych nieprawidłowościach. W tym celu utrzymujemy stałe robocze kontakty z samorządem pomocniczym na tym terenie. Również opublikowany list jest źródłem takich informacji.
Patrole straży miejskiej są codziennie kierowane w rejon Parku nad Wartą. Szczególnie teraz, w okresie wakacyjnym, strażnicy będą w miarę możliwości dokonywali prewencyjnych lustracji wspomnianego terenu, zwracając szczególną uwagę na zgłaszane przez mieszkańców uciążliwości.
Bezpieczeństwo na kąpieliskach i terenach reakreacyjnych
Stan przygotowań kąpielisk oraz terenów rekreacyjnych do sezonu letniego 2011 był tematem konferencji prasowej zorganizowanej (9 czerwca b.r.) przez Straż Miejską Miasta Poznania reprezentowaną przez komendanta Wojciecha Ratmana oraz naczelnika Wydziału Koordynacji Służb Waldemara Matuszewskiego.
Udział w niej wzięli także:
- Tomasz Kayser z-ca Prezydenta miasta Poznania
- Sławomir Jądrzak z-ca Komendanta Miejskiego Policji w Poznaniu
- Jarosław Kuśmirek naczelnik Wydziału Operacyjno-Szkoleniowego PSP
- Ryszard Żukowski dyr. POSiR
- Edward Kotarski z-ca dyr. WZKiB UMP.
Oprócz działań bieżących na rzecz zabezpieczenia właściwego stanu sanitarno-porządkowego i bezpieczeństwa prowadzonych przez poszczególne jednostki. W/w przestawili także zarys nowych, obowiązujących od tego roku, uwarunkowań prawnych dotyczących kąpielisk. Przedstawili również plan prac na najbliższy sezon letni w odniesieniu do kąpielisk i terenów rekreacyjnych, z uwzględnieniem tzw. "dzikich kąpielisk". Za pośrednictwem mediów zaapelowali ponadto do dzieci, młodzieży i ich opiekunów o rozsądek i bezpieczne zachowania w kontekście zbliżających się wakacji.
Strażacy z Wydziału Operacyjno-Szkoleniowego PSP zaprezentowali sprzęt wykorzystywany w akcjach ratowniczych do podejmowania z wody osób zagrożonych i to zarówno w sezonie letnim jak i zimowym. Oby jego wykorzystanie było potrzebne jak najrzadziej.
Z zadowoleniem informuję, że wyemitowane komunikaty nawołujące do poszanowania przepisów w zakresie prawidłowego parkowania, przyniosły oczekiwane efekty!! Jedyne problemy z zaparkowanymi pojazdami strażnicy odnotowali tylko przy ul. Marcelińskiej (zastawione były chodniki i droga rowerowa).
Spotkanie towarzyskie Lecha z Borussią obejrzy na stadionie miejskim przy ul. Bułgarskiej komplet widzów. Kibice docierają na stadion korzystając z komunikacji miejskiej i własnych środków transportu. Niestety kierowcy ci często nie zwracają uwagi na znaki drogowe i inne ograniczenia w parkowaniu. Sytuację utrudniają prace drogowe prowadzone w rejonie stadionu. W związku z tym zwracam się z prośbą o możliwie częste przypominanie zasad zawartych w komunikacie.
Komentarz do artykułu Joanny Leśniewskiej (Gazeta Wyborcza Poznań), pt: Noc w muzeum z mandatem , z dnia 17 maja 2011 r.
Autorka publikacji opisuje zdarzenie jakie miało miejsce w sobotę14 maja, na parkingu dla autobusów, przed Muzeum Narodowym w Poznaniu. Pani Leśniewska, zbierając informacje do artykułu, uzyskała stanowisko straży zawierające opis z przebiegu interwencji.
Niestety, w publikacji pominęła wiele ważnych wątków, zarówno od strony podstaw prawnych wykonywanych przez strażników czynności służbowych jak i faktycznie zaistniałych wydarzeń.
Zachęcam do porównania faktów zawartych w stanowisku Pana Wojciecha Ratmana, komendanta SMMP z zawartością publikacji Pani Joanny Leśniewskiej.
Straży Miejskiej Miasta Poznania.
Stanowisko Straży Miejskiej Miasta Poznania.
W dniu 14 maja 2011r., do dyżurnego SMMP (tel.986, rozmowa zarejestrowana automatycznie) wpłynęły 2 zgłoszenia dotyczące blokowania przez samochody osobowe parkingu dla autobusów, zlokalizowanego przy al. Marcinkowskiego, na wysokości Muzeum Narodowego. Obydwa zgłoszenia zostały przekazane przez kierowców 3 autokarów wycieczkowych, którzy nie mieli możliwości skorzystania z parkingu przeznaczonego dla tego typu pojazdów. Zgłoszenia wpłynęły odpowiednio o godz.17:15 i 17:30. Nie potwierdzam informacji jakoby samochód marki Ford został wywieziony na polecenie dyrektora Muzeum Narodowego.
Przybyły na miejsce patrol referatu Stare Miasto zastał 4 pojazdy osobowe zaparkowane na drodze objętej zakazem zatrzymywania się (B-36) z tabliczką z holownikiem (T-24). W takiej sytuacji, zgodnie z art. 130a Ustawy prawo o ruchu drogowym, strażnik zleca odholowanie pojazdu na parking strzeżony, na koszt właściciela.
Pojazd, który jest przedmiotem Pani zainteresowania, nie posiadał włożonej karty parkingowej osoby niepełnosprawnej, tak więc strażnik nie miał wiedzy o tym, że przyjechała nim osoba niepełnosprawna. Należy również dodać, że karta parkingowa osoby niepełnosprawnej nie zwalnia od obowiązku stosowania się do znaku zakazu zatrzymywania się. Dla osób posługujących się taką kartą jest dopuszczona możliwość parkowania po drugiej stronie drogi, tj. na jezdni z kierunku od ul. 23 Lutego do ul. Plac Wolności, gdzie obowiązuje znak B-35 (zakaz postoju), z którego przestrzegania zwolnione są osoby posiadające karty parkingowe osób niepełnosprawnych.
Wojciech Ratman
Komunikat dla kibiców piłkarskich
Przed nami kolejne mecze piłkarskich rozgrywek ligowych Lecha i Warty na stadionie miejskim przy ul. Bułgarskiej. Każda z drużyn przyciąga na zmodernizowany obiekt tysiące fanów, którzy na stadion docierają korzystając z komunikacji miejskiej i własnych środków transportu. Niestety kierowcy ci często nie zwracają uwagi na znaki drogowe i inne ograniczenia w parkowaniu. Sytuację utrudniają prace drogowe prowadzone w rejonie skrzyżowania ul. Grunwaldzkiej z ul. Bułgarską. W związku z tym zwracam się z prośbą o wyemitowanie poniższego komunikatu.
Szanowni Kibice.
W trosce o bezpieczeństwo Wasze oraz mieszkańców miasta, na czas meczów wokół stadionu wprowadzane są zmiany w organizacji ruchu drogowego. W tej sytuacji prosimy o zwracanie uwagi na polecenia służb porządkowych oraz na oznakowanie ulic, zwłaszcza to nowe, ustawione tymczasowo.
Ażeby uniknąć niepotrzebnych problemów zwracamy się z apelem o pozostawianie samochodów na parkingach oraz w innych miejscach do tego przeznaczonych zlokalizowanych z dala od samego stadionu i skorzystanie z darmowej komunikacji miejskiej. Apelujemy o bezwzględne stosowanie się do zasad wynikających z przepisów prawa o ruchu drogowym. W szczególności prosimy pamiętać o tym, że:
ul. Ptasia jest w trakcie meczów jest drogą ewakuacyjną - obowiązuje tam zakaz zatrzymywania się z tabliczką z holownikiem. Pozostawiony tam samochód zostanie usunięty na parking strzeżony;
ul. Grunwaldzka w kierunku Junikowa:
1. od skrzyżowania z ul. Bułgarską do ul. Rumuńskiej obowiązuje zakaz zatrzymywania się z tabliczką z holownikiem. Pozostawiony tam samochód zostanie usunięty na parking strzeżony;
2. od ul. Rumuńskiej aż do skrzyżowania z ul. Smoluchowskiego obowiązuje zakaz zatrzymywania się. Kierowca parkujący samochód zarówno na jezdni jak i na poboczu naraża się na mandat;
również z konsekwencjami w postaci surowych kar winni liczyć się ci kierowcy, którzy zaparkują samochody na trawnikach, zablokują bramy wjazdowe lub pozostawią samochód w innych miejscach zabronionych.
Parkując prawidłowo oszczędzasz czas i spore pieniądze, bo nawet do 600 zł!!
Należy podkreślić, że w tracie meczów piłkarskich, dowodzenie służbami miejskimi w zakresie bezpieczeństwa i porządku (w tym porządku w ruchu drogowym), sprawuje Policja. Natomiast Straż Miejska Miasta Poznania oraz pozostałe służby i instytucje miejskie, wykonują zadania w miejscu i w zakresie powierzonym im przez policję.
Uwaga: kolorowe taśmy, rozciągane wzdłuż niektórych odcinków dróg objętych zakazem zatrzymywania się, pełnią tylko rolę uzupełniającą dla znaków drogowych, a ich brak nie stanowi o przyzwoleniu na parkowanie
Straż Miejska Miasta Poznania.
Spotkania z dziennikarzami - wywiady i nie tylko
23 marca 1995 roku Radio Emaus nadało swoją pierwszą audycję. Od tego czasu minęło 16 lat. Z niezapowiedzianą wizytą, z życzeniami i bukietem słodyczy, zawitali do siedziby Radia Emaus strażnicy miejscy. Z okazji 16 urodzin życzyli całemu zespołowi Dobrego Radia Emaus jeszcze więcej wspaniałych audycji, kolejnych 16 lat działalności oraz dalszej owocnej współpracy.
Komentarz do artykułu Marii Bielickiej (Gazeta Wyborcza Poznań), pt: Czy karetkom można zakładać blokady na koła?, z dnia 09 marca 2011 r.
Autorka publikacji nie podważa odpowiedzialności kierowców karetek w zakresie nieprawidłowego parkowania. W materiale zaprezentowane jest zarówno stanowisko dyspozytora transportu sanitarnego oraz kierowcy karetki jak i straży miejskiej. Pozornie publikacja napisana jest rzetelnie, ale tylko pozornie, ponieważ:
zamieszczone zdjęcie do artykułu ukazuje karetkę działającą w systemie zintegrowanego ratownictwa medycznego "R". W rzeczywistości pojazdy te, których koła zostały zablokowane, były prywatnymi karetkami transportowymi. Wizerunek takiej karetki jednoznacznie kojarzy się z bezpośrednim ratowaniem życia;
pominięto całkowicie informację dotyczącą czasu, jaki potrzebowali kierowcy, na dotarcie do samochodów w celu odblokowania kół. Pierwszy z kierowców potrzebował dwóch godzin, natomiast drugi aż trzech. Czy zatem kierowcy ci w tym czasie pełnili dyżur, jak twierdzi ich dyspozytor? Jeżeli tak to dlaczego, widząc moment zakładania blokad na koła karetek, zgłosili się dopiero po przybyciu dziennikarzy TVN, czyli po trzech godzinach?
Jeden z kierowców uznał swoją winę i przyjął mandat karny, natomiast drugi skorzystał z prawa odmowy przyjęcia mandatu i jego sprawa zostanie rozpatrzona przed Sądem Rejonowym w Poznaniu.
Nieopublikowana część wywiadu.
W Gazecie Wyborczej, z 26 lutego br., ukazał się wywiad z zastępcą Prezydenta Miasta Poznania, Panem Tomaszem Kayserem, pt. Naczelnik zachował się nieetycznie.
Publikacja ta nie zawiera całości wypowiedzi przesłanych do autoryzacji. Ponieważ, pominięta część wywiadu bezpośrednio dotyczy pracy i zaangażowania w codziennej służbie wszystkich funkcjonariuszy zatrudnionych w straży, poniżej w porozumieniu z zastępcą Prezydenta zamieszczam ją w całości.
Joanna Leśniewska:
- Straż miejska traci zaufanie mieszkańców. Czytelnik "Gazety" skarżył się, że przez 5,5 godz. straż nie zareagowała na jego sygnał o pięciu autach zaparkowanych tak, że może dojść do stłuczki. A ul. Kutrzeby wpisana jest w program "Prawidłowo zaparkuj samochód", który zakłada częstsze interwencje straży!
Tomasz Kayser:
- Nie odnosząc się do wskazanego przypadku, który będzie wyjaśniony, dotknęliśmy poważniejszego problemu - zrealizowanie wielu interwencji wymaga działania innych służb. Przykładowo w ub. roku straż przekazała ponad 12 tys. uwag podmiotom odpowiedzialnym za czystość. W każdym takim przypadku mieszkańcy oceniają skuteczność straży przez pryzmat uporządkowania danego miejsca, co jest zrozumiałe, ale na to straż ma już ograniczony wpływ. Co nie oznacza, że jest bierna. Między innymi z inicjatywy komendanta Ratmana przywrócono comiesięczne narady straży i służb komunalnych, które maja służyć szybszej reakcji na uwagi przekazywane przez strażników.
Inny problem dot. masowości niektórych zjawisk. Niezależnie od udziału w akcji Kejter też poznaniak tylko w ub. roku straż podjęła ponad 7 tys interwencji wobec właścicieli psów, ale widząc zabrudzone ulice trudno nie odnieść wrażenia, że straż w ogóle tym się nie zajmuje.
Duża ilość zadań nałożonych na ok. 300 strażników (ok. 6 razy mniej niż liczba policjantów garnizonu poznańskiego) powoduje ponadto opóźnienia w realizacji ponad 84 tys zgłoszonych interwencji.
W końcu, niektóre działania są pracochłonne - np. likwidacja wraku (co widzi interweniujący) wymaga to dużej pracy włącznie z ustaleniem właściciela.
Stąd tak ważna jest w przypadku straży możliwość udzielenia zwrotnej informacji, jakie działania straż podjęła w związku z interwencją - tutaj bardzo przydatny jest kontakt mailowy, gdzie taka odpowiedź zawsze jest wysyłana do zgłaszającego.
Rzeczywiście, w badaniach opinii publicznej, poznaniacy najwyżej oceniają dostępność strażnika - chodzi o łatwość nawiązania kontaktu ze strażnikiem, a najgorzej szybkość działania. Ale pracujemy nad tym. Ważna jest dla nas interwencja mailowa. Wtedy możliwa jest informacja zwrotna, mieszkaniec ma pewność, że sprawa została załatwiona.
Komentarz do artykułu Tomasza Noske (Fakt Gazeta Codzienna Poznań), pt: Kamienica w centrum miasta się sypie, z dnia 08 marca 2011 r.
Artykuł ten opisuje zdarzenie, które miało miejsce w środę 02 marca, przy ul. Taczaka 21 ok. godz. 14. Początkowo pozornie wszystko się zgadza. Z balkonu na trzecim piętrze odpadł tynk i kawałki cegieł, rozbiły się na chodniku tuż obok przechodzącej kobiety. Na szczęście nic nikomu się nie stało. O zdarzeniu poinformowano straż miejską. Do czasu przybycia strażników kobieta przestrzegała przed zagrożeniem przechodzących tam ludzi. Strażnicy oznaczyli miejsce taśmą i poinformowali o zdarzeniu właścicielkę budynku. Po pewnym czasie na miejsce przybył pracownik administracji, posprzątał chodnik i przejął nadzór na miejscem zdarzenia.
Następnego dnia przybyła ekipa remontowa dysponująca pojazdem z wysięgnikiem. Pracownicy ci odkuli z feralnego balkonu resztę luźnego tynku i sprawdzili stan dwóch pozostałych balkonów. Przez cały ten czas taśmy oznaczające miejsce niebezpieczne, które założyli poprzedniego dnia strażnicy, były przywiązane w tych samych miejscach.
Można by było na tym zakończyć opowieść gdyby nie zaskakujące stwierdzenia Pani Weroniki Henszel, dziennikarza Fakt Poznań. Otóż Pani Weronika, powołując się na rozmowę z Panią Izabelą Ratajczak stwierdziła, że cała ta sytuacja powtórzyła się następnego dnia tj. w czwartek. Jej zdaniem nie było taśmy oznaczającej, tynk spadł ponownie obok Pani Izabeli a ona sama kierowała ruchem pieszych do czasu przybycia wezwanego patrolu straży miejskiej, czyli to samo zdarzenie wystąpiło dwukrotnie. W rzeczywistości, jak wynika z zapisów rozmów zgłoszeniowych, rejestru systemu GPS pojazdów straży oraz z relacji mieszkańców i przedstawiciela administracji budynku w czwartek nie było do straży miejskiej żadnego zgłoszenia z ul. Taczaka 21, na to miejsce do godz. 13:00 nie pojechał żaden radiowóz SMMP i tego dnia samoistnie nie odpadł tynk z balkonu tej posesji a taśma była wciąż założona ta sama.
Cały opis tej sytuacji, jak i moją odpowiedź na sugerowaną wersję wydarzeń dnia następnego, Pani Henszel przesłałem pocztą elektroniczną. W odpowiedzi dowiedziałem się, że w takim razie skłamałem.
Dziwna to publikacja tym bardziej, że informacje zbierała Pani Weronika Henszel a pod tekstem podpisał się Pan Tomasz Noske.
Komentarz do artykułu Błażeja Dąbkowskiego (Polska Głos Wielkopolski) pt: Musiała czekać na mrozie, ponieważ...brakuje znaku, z dnia 16 lutego 2011 r (tytuł wydania internetowego: Gdy nie mogła auta zaparkować na kopercie, na pomoc czekała kilka godzin).
Publikacja ta zawiera liczne nieścisłości wprowadzające w błąd czytelników, zarówno co do prawnych uregulowań w zakresie miejsc postojowych przeznaczonych dla osób posiadających uprawnienia wynikające z karty parkingowej, jak i co do zaistniałych faktów.
Zgłoszenie do dyżurnego straży dotyczyło miejsca postojowego dla niepełnosprawnych, usytuowanego przy bloku ul. Naramowicka 203, wejście K. Dojazd do tego miejsca jest bezpośrednio od ul. Naramowickiej.
Natomiast w art. zaprezentowane zdjęcie zostało wykonane po drugiej stronie tego budynku. Dojazd do miejsca z fotografii jest możliwy tylko od ul. Jasna Rola, tj. kilkaset metrów dalej.
Autor umieścił w tekście zdanie, którego ja nie wypowiedziałem, a mianowicie:
- Jego zdaniem przy bloku brakuje tabliczki, która ostrzegałaby sprawnych kierowców przed odholowaniem pojazdu....
Nic bardziej mylnego! Wprowadzona w 2010 r. nowelizacja prawa o ruchu drogowym, w art. 130a nakazuje odholowanie samochodu bezprawnie zajmującego miejsce przeznaczone dla niepełnosprawnych. Sam znak drogowy miejsca parkingowego dla niepełnosprawnego (pionowy i poziomy) jest podstawą prawną do odholowania. Nie ma mowy o żadnej tabliczce. Prawdopodobnie pomyłka ta wyniknęła z dyskusji prowadzonej z autorem na temat możliwości usuwania pojazdów z kopert p-poż. W tym kontekście faktycznie wspomniałem o braku tabliczki pod znakowej T-24 do znaku zakazu zatrzymywania się.
W publikacji znajduje się sugestia, jakoby miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych były przeznaczone dla konkretnych osób, np. przez podanie numeru rejestracyjnego pojazdu.
Nie ma w polskim prawie miejsc dla konkretnych osób niepełnosprawnych. Dawniej, zwłaszcza na osiedlach mieszkaniowych, takie praktyki były stosowane przez administracje i miejsce te wyróżniane były poprzez wypisanie numeru rej. pojazdu na tablicy znaku drogowego pionowego. Obecnie każde prawidłowo oznakowane takie miejsce może być zajmowane przez samochód dowolnej osoby z uprawnieniami (kartą parkingową).
W art. użyte są następujące wypowiedzi osób zgłaszających tą interwencję:
...strażnicy miejscy potraktowali ją obcesowo.
...gdy próbowała interweniować u straży miejskiej, spotykała się z obojętnością, czasem wręcz niegrzecznością.
...Raz usłyszałam od dyżurnego, że moje problemy po prostu ich nie obchodzą
Pan Dąbkowski powoływał się na rozmowę Pani Marii z dyżurnym, przy zgłoszeniu interwencji. Oświadczyłem, że wszystkie rozmowy telefoniczne są w SMMP automatycznie rejestrowane a zastosowany system przechowywania zapisów zapewnia całkowity brak możliwości ingerencji ze strony straży (zapis gromadzony jest na serwerach KWP). Poprosiłem o odsłuchanie wskazanego zapisu a w przypadku trzeciego cytatu oświadczyłem, że jest to niemożliwe i kategorycznie poprosiłem o sprawdzenie zapisów rozmów przed publikacją. Niestety, bez sprawdzenia w tekście znalazły się bezpodstawne sformułowania sugerujące nieetyczne zachowanie strażnika.
Czym innym jest podejmowanie interwencji wobec kierowcy a czym innym faktyczna pomoc w rozwiązaniu sprawy. Strażnicy wielokrotnie angażowali się w sprawy wytyczenia miejsc parkingowych, w tym dla niepełnosprawnych mieszkańców. Tylko w 2010 r. właśnie na terenie Piątkowa strażnicy pomagali przy wytyczaniu kilkudziesięciu takich miejsc, w tym całej strefy zamieszkania.
Po ostatniej interwencji wystosowaliśmy pismo do Sp. Wielkopolanka o prawidłowe wyznaczenie miejsc dla osób niepełnosprawnych w rejonie bloku Naramowicka 203 wejście K, wraz z wykonaną dokumentacją fotograficzną.
W odpowiedzi Prezes Zarządu poinformowała nas, że prawidłowe oznakowanie pionowe dla osób niepełnosprawnych zostanie wykonane do dnia 01 marca br. a oznakowanie poziome - po ustabilizowaniu się korzystnych warunków atmosferycznych.
Straż Miejska z pewnością będzie tam często sprawdzać czy kierowcy respektują przepisy. Szkoda tylko, że zarządca terenu nie zareagował na wcześniejsze sygnały a autor publikacji.............
Komentarz do artykułu K. Fertsch i T. Nyczka (Polska Głos Wielkopolski) "Sprzątanie po swoich psach mamy w nosie" z dnia 05. 02. 2011 roku.
Autorzy artykułu nie ustrzegli się drobnych nieścisłości, które co prawda nie mają większego znaczenia dla problemu nadrzędnego - sprzątania po psach, ale pragnę zamieścić stosowne wyjaśnienie.
Pierwsza z nich dotyczy wyliczenia spraw, którymi zajmowali się w 2010 roku strażnicy interweniujący wobec osób wyprowadzających psy. Znajduję się tam następujące stwierdzenie:
.... "funkcjonariusze sprawdzali, czy psy zostały zaczipowane i czy właściciel zapłacił podatek"...
Z całego katalogu uprawnień do kontroli związanych z bytowaniem psów to właśnie podatku, a mówiąc dokładniej uiszczenia opłaty lokalnej od posiadania psa, strażnicy nie mogą sprawdzać! To nie jest wykroczenie - a windykacją opłat lokalnych zajmują się urzędnicy Wydziału Finansowego UMP.
Druga nieścisłość dotyczy akcji edukacyjnych:
..."Tym razem radni i strażnicy miejscy oraz urzędnicy planują przeprowadzić akcję edukacyjną o konsekwencjach niesprzątania po psach".....
Szkopuł w tym, że jest to wewnętrzna propozycja straży miejskiej, którą dopiero planujemy skierować do patroli szkolnych, a zespół programu Kejter Też Poznaniak nic jeszcze o tym nie wie. Oczywiście, waga problemu chorób odzwierzęcych jakie mogą być w psich odchodach pozostawionych np. na trawniku jest tak poważna, że z pewnością pomysł wkrótce przedstawimy na jego forum.
Podsumowując, należy podkreślić, że drobne pomyłki nie zniekształciły idei przekazu a zainteresowanie internautów pokazuję, że poruszony problem jest poważny i nie można go rozwiązać tylko bloczkiem mandatowym strażnika.
Przemysław Piwecki, rzecznik prasowy SMMP