Source: https://valconetti.wordpress.com/1-lis/duda-24-05-2015/kk-09-08-2015/
Timestamp: 2019-06-19 10:50:53
Legal References Found: art. 196

Art. 196
 art. 196
 art. 196
 art. 196
 art. 196
 art. 196
 art. 196
 art. 196
 art. 196

Document Content:
Kk (09.08.2015) | Valconetti
73 328 hits
Art o Waldemar Mystkowski: Marek Fal…
Obraza uczuć religijnych powinna być przestępstwem? Zbada to Trybunał
mk, pap, 09.08.2015
http://dlvr.it/BnjmXM
Karanie za obrazę uczuć religijnych niezgodne z konstytucją? Zbada to trybunał po skardze… Dody
klep, PAP, 09.08.2015
Na 6 października Trybunał Konstytucyjny wyznaczył termin zbadania konstytucyjności karalności obrazy uczuć religijnych – za co Kodeks karny przewiduje do dwóch lat więzienia. Według Prokuratora Generalnego i Sejmu jest to zgodne z konstytucją.
Doda lubi prowokować. Ale tym razem to sąd, a nie tabloidy, zdecyduje, czy nie posunęła się za daleko (Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta)
TK w pięcioosobowym składzie, pod przewodnictwem sędziego Stanisława Biernata, zbada skargę konstytucyjną piosenkarki Doroty Rabczewskiej, Dody, skazanej prawomocnie za takie przestępstwo. W 2012 r. została ona ukarana przez warszawski sąd 5 tys. zł grzywny – jako oskarżona przez prokuraturę o obrazę uczuć religijnych dwóch osób określeniem autorów Biblii jako „naprutych winem i palących jakieś zioła”.
Władza lepiej chroni wierzących?
Podstawą był art. 196 Kodeksu karnego: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.
Skarga wnosi, by TK uznał, że przepis ten jest niezgodny z konstytucją, gdyż uniemożliwia swobodne wyrażanie poglądów co do przedmiotów czci religijnej; ogranicza to prawo w sposób nieproporcjonalny; nie chroni osób, które nie wyznają religii i nie spełnia wymogu określoności prawa. „Niezrozumiały jest fakt, iż władza publiczna ustanawia silniejszą ochronę wolności osób wierzących niż niewierzących” – napisał w skardze mec. Łukasz Chojniak.
„Istotne jest to, czy kwestia obrazy uczuć religijnych winna w ogóle być penalizowana w państwie, które z założenia powinno być państwem bezstronnym w kwestiach wolności religii i sumienia” – wskazał adwokat. „Polskie ustawodawstwo w kwestii obrazy uczuć religijnych jest odosobnionym przypadkiem, który w innych krajach europejskich nie występuje” – dodał. Według niego nie ma możliwości „zobiektywizowania indywidualnego przedmiotu ochrony przestępstwa obrazy uczuć religijnych”, bo będą się one różniły w zależności od stosunku danej osoby do wyznawanej wiary.
Art. 196 Kk jest zgodny z konstytucją, a prawo nie faworyzuje ani też nie dyskryminuje żadnej grupy światopoglądowej – uznał zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand w opinii dla TK. Podkreślił, że do przestępstwa dochodzi tylko wtedy, gdy sprawca umyślnie i demonstracyjnie okazuje pogardę dla przedmiotu czci oraz uczuć z nim związanych. „Intencją sprawcy nie jest zatem zaprezentowanie własnego poglądu na temat religii” – napisał. Dodał, że przestępstwa może dopuścić się zarówno niewyznający żadnej religii, jak i wierzący – co „nie jest trudne do wyobrażenia, skoro wiadomo, że indywidualnym przedmiotem ochrony art. 196 są uczucia religijne wyznawców różnych (a nie tylko jednej) religii”.
Ateista chroniony nie jest
Według Hernanda ustawodawca nie przewidział ochrony prawnej osób o świeckim światopoglądzie, bo celem art. 196 była ochrona uczuć religijnych osób wierzących. Argumentował, że „duże trudności sprawiałoby znalezienie odpowiedniego przedmiotu czci lub miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów, których znieważenie powodowałoby obrażenie osób niewierzących”. „W odniesieniu do przedmiotów materialnych służących czynnościom kultowym potrzeba ochrony uczuć osób bezwyznaniowych bowiem nie zachodzi, gdyż nie wytwarzają one ani nie używają takich przedmiotów. Nie przeżywają zatem także związanych z ich zastosowaniem stanów emocjonalnych” – dodał.
Hernand podał, że za przestępstwo z art. 196 sądy w 26 proc. orzekają grzywny, w 28 proc. – ograniczenie wolności, a w 46 proc. – więzienie w zawieszeniu. Wyrokami skazującymi kończy się 14 proc. spraw. Zdaniem Hernanda wyłącza to zarzut „efektu mrożącego” co do swobody wypowiedzi.
Kopacz broniła tych przepisów
W opinii dla TK z 2014 r. ówczesna marszałek Sejmu Ewa Kopacz pisała, że art. 196 jest proporcjonalną ingerencją w wolność wyrażania poglądów, gdyż można go stosować tylko wobec wypowiedzi obelżywych i nacechowanych pogardą. Według Sejmu „wartość, jaką jest wolność przekonań religijnych (i będące jej konsekwencją prawo do uczuć o takim charakterze), uzasadnia penalizację zachowań, które pozbawione są cech merytorycznego wkładu w debatę publiczną, a ich jedynym celem jest wyszydzenie wartości istotnych z punktu widzenia konstytucyjnych praw jednostki”.
Kopacz dodała, że art. 196 nie odnosi się do światopoglądu sprawców, a jedynie do określonych zachowań, które można uznać za znieważające. Nie uniemożliwia wyrażania określonych poglądów, bowiem „istota zniewagi nie polega na merytorycznej wypowiedzi oceniającej właściwości lub postępowanie danej osoby, opartej na faktach istniejących lub domniemanych, ale na wypowiedzi uchybiającej godności osobistej ze względu na jej formę, a nie treść”.
„W tym wypadku można oczekiwać od potencjalnego sprawcy zarówno pewnego wyczucia, jeżeli idzie o granicę formy wypowiedzi, jak i powściągliwości z uwagi na przedmiot wypowiedzi” – oceniła Kopacz. Jej zdaniem duże znaczenie ma fakt, że przestępstwo to można popełnić tylko umyślnie: sprawca musi co najmniej przewidywać i godzić się na obrazę uczuć religijnych. W ocenie Sejmu wykładnia art. 196, zgodnie z którą przedmiotem czci religijnej są także święci będący autorami Pisma Świętego, „koresponduje ze stanowiskiem najszerzej prezentowanym w doktrynie prawa”.
Wcześniej sprawa Nergala
Wśród głośnych procesów z art. 196 była m.in. sprawa muzyka Adama Darskiego, „Nergala”, uniewinnionego od zarzutu podarcia Biblii na koncercie. Sądy uznały, że skoro koncert miał charakter zamknięty i grupował zwolenników „Nergala”, to nie ma mowy o „publicznym” znieważeniu przedmiotu czci religijnej. Trwa proces Jerzego Urbana, naczelnego „Nie”, oskarżonego za opublikowanie tam wizerunku zdziwionego Jezusa Chrystusa, wpisanego w grafikę drogowego znaku zakazu.
W 2012 r. Sejm odrzucił projekt Ruchu Palikota, by wykreślić art. 196. SLD zgłosił zaś pomysł złagodzenia do pół roku maksymalnego wymiaru kary. Według SLD publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej byłoby karalne tylko, jeśli znajdowałby się on w miejscu wykonywania obrzędów religijnych i byłoby to ścigane z oskarżenia prywatnego, a nie przez prokuraturę.
W II RP karze do pięciu lat więzienia podlegał każdy, „kto publicznie bluźnił Bogu”.
Stanisław Pięta: to największa od 25 lat szansa na odrodzenie Polski; nie możemy jej zaprzepaścić
Jarosław Kaczyński, w połowie sierpnia, ma udać się w podróż po Polsce, by wesprzeć kandydatów Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych. Stanisław Pięta uważa, że większe zaangażowanie prezesa PiS jesienią da jego partii „szansę na bezprecedensowe zwycięstwo”, co umożliwi zmianę Konstytucji. – To jest największa od 25 lat szansa na odrodzenie Polski, nie możemy jej zaprzepaścić. Sytuację oraz nastroje Polaków mogę porównać tylko do roku 1989 – powiedział poseł PiS w rozmowie z Onetem.
Foto: Bartłomiej Zborowski / PAP Stanisław Pięta
„Rzeczpospolita” poinformowała w piątek, że 15 sierpnia Jarosław Kaczyński uda się w podróż po Polsce, by rozpocząć cykl spotkań z kandydatami Prawa i Sprawiedliwości i wesprzeć ich w wyborach do Sejmu i Senatu. Część politologów zwracała wcześniej jednak uwagę, że prezes PiS nie był zbyt widoczny w trakcie kampanii wyborczej Andrzeja Dudy, który wczoraj objął urząd prezydenta Rzeczypospolitej. Powody większego zaangażowaniu Jarosława Kaczyńskiego w kampanię wyborczą do parlamentu skomentował w rozmowie z Onetem Stanisław Pięta.
– Mocniejsze zaangażowanie prezesa Prawa i Sprawiedliwości nie jest zmianą taktyki. Jarosław Kaczyński miał po prostu dużo obowiązków związanych z pracą wewnętrzną, pracą organizacyjną, ale, jak sądzę, prace te zmierzają już do końca – powiedział poseł PiS, który wcześniej organizował spotkania z udziałem prezesa w Bielsku-Białej.
– Takie spotkania zawsze były wielkimi wydarzeniami. Przypuszczam, że teraz, po zwycięstwie Andrzeja Dudy, wiele osób, które wcześniej nie widziały sensu w angażowanie się w życie społeczno-polityczne, uznało, że jednak nie wszystko stracone. Myślę, że obecność prezesa dodatkowo wzmocni nadzieję na działania ozdrowieńcze; moim zdaniem, Jarosław Kaczyński powinien uczestniczyć w jak największej liczbie spotkań z wyborcami w terenie – ocenił Pięta.
Zdaniem posła PiS, większa aktywność J. Kaczyńskiego nada „jeszcze większą dynamikę” obecnej kampanii wyborczej jego partii, co przełoży się na zaktywizowanie większej liczby potencjalnych wyborców do oddania głosów na kandydatów Prawa i Sprawiedliwości jesienią. Pięta odniósł się przy tym w krytyczny sposób do opinii części politologów, którzy twierdzili, że do zwycięstwa wyborczego Andrzeja Dudy przyczyniło się „schowanie”, na okres kampanii, prezesa PiS i wiceprezesa Antoniego Macierewicza, dzięki czemu Duda mógł pozyskać głosy elektoratu bardziej centrowego.
– To są bezzasadne opinie, które w jakiś sposób mają wytłumaczyć skalę porażki obozu liberalno-postkomunistycznego. Platforma Obywatelska nadużywała zaufania Polaków zbyt długo i dlatego właśnie poniosła dotkliwa porażkę w wyborach prezydenckich – ocenił polityk Prawa i Sprawiedliwości w rozmowie z Onetem. Ale mówiąc o możliwych wynikach jesiennych wyborów, Pięta stwierdza ostrożnie: „Tylko Pan Bóg wie, co się wydarzy”.
– Chcielibyśmy uzyskać taki wynik, który pozwoli nam na zmianę Konstytucji. To jest cel i największa szansa, jaka pojawiła się przed Polakami po raz pierwszy od 25 lat. Obecną sytuację oraz nastroje i oczekiwania ludzi mogę porównać tylko do roku 1989, gdy mieliśmy nadzieję na budowanie wolnej i niepodległej Polski – stwierdził Pięta.
– Uważam, że nie możemy zaprzepaścić tej wielkiej szansy na prawdziwe odrodzenie Polski; oczekujemy, że w wyborach uzyskamy mocny mandat do gruntowanego zreformowania państwa – dodał.
Według polityka PiS, ten cel pomoże osiągnąć Jarosław Kaczyński, ponieważ jego podróż po kraju ma „jeszcze bardziej zwiększyć szanse wyborcze kandydatów Prawa i Sprawiedliwości”. – Trzeba pamiętać, że obok „elektoratu środka”, który wahał się między poparciem Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy, jest jeszcze „elektorat nieaktywny”, bo połowa Polaków nie uczestniczy w życiu politycznym. W tej grupie są jednak cały czas wielkie, żywotne siły naszego Narodu – zaakcentował.
– Danie nadziei Polakom, którzy w pewien sposób żyją obok polskich spraw, wyraźnie nas wzmocni, dzięki czemu zyskamy szanse na bezprecedensowe zwycięstwo. Taki mamy plan, ale jak będzie, zobaczymy po wyborach. Pokładamy ufność w Bożej Opatrzności i w Polakach – powiedział Stanisław Pięta w rozmowie z Onetem.
Andrzej Duda pomazańcem. Jak powstaje nowa religia?
Zaprzysiężenie Andrzeja Dudy na prezydenta pokazało, jak potężnym narzędziem może być w nadchodzącej kampanii religia i polska narodowa mitologia. Oraz że łatwo będzie ich użyć do manipulowania wyborcami.
Pod koniec września 1893 r. hrabia Władysław Wielogłowski zaprosił do swojego majątku gości. Hrabia znany był z organizowania seansów spirytystycznych. Pałac położony na uboczu, we wsi Tęgoborze nad jeziorem Rożnowskim, niedaleko Nowego Sącza, był doskonałym miejscem do nawiązywania kontaktów z duchami. Duchy były ponoć częstymi gośćmi hrabiego, zaś wokół pałacu dało się wyczuć dziwną energię.
Histeryczna religijność jako reakcja na zaprzysiężenie prezydenta Andrzeja Dudy ironiczna jednak nie była. Ktoś przyniósł transparent „habemus presidentem”, robiąc wyraźne odwołanie do wyboru papieża.
Tego dnia nastąpiło wydarzenie szczególne. O północy hrabia zaprowadził gości do podziemnej, wybitej złotymi monetami sali w kształcie ośmiokąta. Wówczas medium (nazwiska niestety nie znamy) otrzymało przekaz. Z zaświatów nadawał prawdopodobnie sam Adam Mickiewicz.
Hrabia Wielogłowski skrzętnie notował treść. Nie od razu zebrani zorientowali się, z czym mają do czynienia. Dopiero po latach bratanek hrabiego zrozumiał, że podyktowany przez ducha wiersz to proroctwo dotyczące przyszłości Polski. Początek miał dotyczy wydarzeń przeszłych (np. Wojny Napoleońskie), ale spora część to rzekomo prekognicja (np. dot. II Wojny Światowej).
Teuton to Niemiec, a morze krwi to hitlerowskie zbrodnie. Ale kilka ostatnich zwrotek było niezrozumiałych aż do teraz.
Czesław Miłosz interpretował te słowa jako opisujące Jana Pawła II. Ale Miłosz nie mógł wiedzieć, że „duch Mickiewicza” patrzył o wiele dalej. Pomazańcem z Krakowa tak naprawdę jest Andrzej Duda, który będzie realizował wizję polityki scalającęj Grupę Wyszehradzką według projektu Lecha Kaczyńskiego. Nastąpi zbliżenie z Viktorem Orbanem i rządem Rumunii przy „tronie polskiego majestatu”.
Ironizuję, rzecz jasna. Trudno na poważnie mówić o „proroctwie” w przypadku utworów literackich, które daje się interpretować na wiele sposobów i przypisać do sporej liczby wydarzeń historycznych. I tylko trochę się dziwię, że nowe odczytanie proroctwa z Tęgoborzy wciąż nie zagościło w prawicowej prasie. Romantyczne odwołania powinny znaleźć zrozumienie choćby u Jarosława Marka Rymkiewicza, specjalisty od romantyzmu i wierszy do Prezesa.
Histeryczna religijność jako reakcja na zaprzysiężenie prezydenta Andrzeja Dudy ironiczna jednak nie była. Ktoś przyniósł transparent „habemus presidentem”, robiąc wyraźne odwołanie do wyboru papieża (nie widziałem niestety żadnego napisu „santo subito”). Jacek Kurski policzył, że w dniu zaprzysiężenia minęły 1944 dni od śmierci Lecha Kaczyńskiego. Tomasz Terlikowski przeszedł sam siebie, gdy napisał w internecie, że „wybór Andrzeja Dudy na prezydenta to… Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, a jego zaprzysiężenie to święto Przemienienia Pańskiego”. Zażyczył sobie również, byśmy „przyjmowali dar przebóstwienia”. Przewodniczący Episkopatu abp Gądecki wpisał z kolei nowego prezydenta w historię zbawienia. Mówił najpierw o Jezusie (cytował m.in. fragment Pisma: „to jest mój Syn Umiłowany”), a potem gładko przeszedł do Andrzeja Dudy.
Ubóstwienie? Dlaczego tłumy kochają prezydenta?
0:36 / 1:50
Akt polityczny i wynikający z kalendarza wyborczego w oczach niektórych stał się więc wydarzeniem dziejowym, dokonanym za sprawą Opatrzności, początkiem jakiejś wielkiej rewolucji, niemal przygotowaniem na przyjście nowego Zbawiciela. Nastroje są mesjanistyczne: szukanie znaków, które trzeba odczytać za pomocą (magicznego) klucza. Dzięki ich odczytaniu uda się sprawić, by Polska znowu była wielka.
Pomazańcem z Krakowa tak naprawdę jest Andrzej Duda
I to jest znakomita narracja wyborcza, którą da się dość łatwo opakować w formę kazania tak, by nie narazić się na zarzut politykowania. Bo to przecież Opatrzność wskazuje drogę, nie wolno zmieniać kursu, zaburzać Planu. Jeśli Andrzej Duda jest Pomazańcem, znakiem i wysłannikiem Opatrzności, to Prawo i Sprawiedliwość oraz dziennikarscy akolici z tzw. „mediów niepokornych” są jego apostołami. To już nie jest katolicyzm, czy nawet chrześcijaństwo. To jest Religia Smoleńska 2.0 ze swoimi świętymi i prorokami.
Odwołanie (choć zapewne nie wprost) do romantycznego mitu Polski jako Chrystusa Narodów trafi na podatny grunt. Przekonanie o wyjątkowości Polaków i Polski, otoczonej przez wrogów Narodu: Niemców, Rosjan, może nawet Żydów (skoro żyjemy w kondominium), ale także rodzimych wrogów polskości (polskojęzyczne media i funkcjonariusze przemysłu pogardy) łatwo będzie przekuć w potężny polityczny oręż. Można na czas kampanii zapomnieć, że Unia Europejska to tygiel interesów narodowych, narodowy Parlament – (w teorii) zbiór ludzi o różnych poglądach, a polityka – sztuka kompromisu. Łatwo popaść w nastroje ksenofobiczne, bo skoro to My odczytaliśmy Znak, walczymy o Nową Polskę, to Oni stoją na drodze do realizacji Planu. Zwycięstwo Andrzeja Dudy „to jest wielki tryumf naszych marzeń o niepodległej Polsce” – mówi poeta Jarosław Marek Rymkiewicz portalowi niezależna.pl.
To już nie jest katolicyzm, czy nawet chrześcijaństwo. To jest Religia Smoleńska 2.0 ze swoimi świętymi i prorokami.
To jasne, że żaden rozsądny polityk nie użyje takich sformułowań, ale od czego są apostołowie? Niepokorni publicyści załatwią przecież sprawę, znajdując kolejne Znaki. Część Episkopatu odnajdzie się w tej sytuacji doskonale. Tu postraszą publiczną ekskomuniką polityków, tu oburzą się na księży, którzy we własnym imieniu przepraszają byłego prezydenta za przykrości, jakich doznał od ludzi Kościoła, oskarżając ich o uprawianie polityki. Byle wygrać wybory.
Janusz Palikot: Duda ogromnym zagrożeniem dla Polski. On nie chce budować wspólnoty, to są puste hasła
Janusz Palikot z tworzącej się Zjednoczonej Lewicy ostro krytykuje prezydenta Andrzeja Dudę. • Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
– Uważam, że Andrzej Duda jest ogromnym zagrożeniem dla Polski – mówił w sobotnich „Faktach po Faktach” na antenie TVN24 Janusz Palikot. Jak tłumaczył polityk powstającej koalicji Zjednoczona Lewica, nieszczęściem dla Polski prezydent Duda może być miedzy innymi ze względu prezentowaną niechęć wobec Niemiec, które są przecież najważniejszym sojusznikiem i partnerem gospodarczym naszego kraju. Nie wierzy on też w apele prezydenta o budowanie zgody narodowej.
– Chciałbym, żebyśmy zmierzali nie do destrukcji, tylko do konstrukcji, do budowania, a nie do burzenia. Dlatego chciałbym, żeby zakończyło się wreszcie mówienie o innych z pogardą, o tych, którzy mają inne poglądy – mówił prezydent Andrzej Duda podczas sobotniego spotkania z sympatykami PiS w Dąbrowie Tarnowskiej. Powtórzył tam deklaracje złożone w tzw. „prezydenckim exposee”, które wygłosił tuż po objęciu najwyższego urzędu w państwie.
W szczerość tych słów stanowczo powątpiewał na antenie TVN24 Janusz Palikot. – Andrzej Duda nie chce budować wspólnoty. To są puste hasła, jak jego obietnice. Za tym nie stoją żadne konkrety – mówił jeden z liderów powstającej koalicji Zjednoczona Lewica.
Zjednoczona Lewica, Twój Ruch
Błędem było to wyraźne zaangażowanie się po stronie jednej partii. Wspominał Lecha Kaczyńskiego, a nie wymienia innych swoich poprzedników z imienia i nazwiska to jest abecadło funkcjonowania, że jest jakaś kontynuacja urzędowania niezależnie od różnic…
Na antenie TVN24 Janusz Palikot skomentował też kulisy powstawania wielkiej lewicowej koalicji, którą Twój Ruch, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Unia Pracy i Zieloni tworzą pod szyldem Zjednoczona Lewica i zamierzają tak przeciwstawić się Zjednoczonej Prawicy, którą tworzy PiS i jego przybudówki. – Robię, co mogę, aby to moje ego nie przeszkadzało tej koalicji i cieszę się, że Leszek Miller postąpił tak samo – oświadczył poseł.
Przypomnijmy, że o ostatecznej zgodzie na powstanie Zjednoczonej Lewicy poinformował w sobotnie popołudnie rzecznik prasowy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, poseł Dariusz Joński. – Mamy dobrą wiadomość dla wszystkich ludzi lewicy. Startujemy w wyborach razem – oznajmił na Twitterze. – W tych wyborach to Zjednoczona Lewica może zatrzymać prawicę! – dodał polityk.
Przed koalicjantami ze Zjednoczonej Lewicy teraz sporo formalności. W najbliższym czasie liderzy SLD, TR, UP i Zielonych mają podpisać oficjalną umowę koalicyjną, a następnie rozpoczną procedurę rejestrowania komitetu wyborczego Zjednoczonej Lewicy. Tak plany lewicowych koalicjantów jeszcze przed oficjalną decyzją SLD przedstawiał Janusz Palikot z TR.
Kaczyński i Macierewicz o „omotany przez WSI” Komorowskim. Seans nienawiści w Instytucie im. Lecha Kaczyńskiego
Szefowie PiS, Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz byli najważniejszymi gośćmi wykładu w Instytucie im. Lecha Kaczyńskiego. • Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Choć Bronisław Komorowski jest już byłym prezydentem, szefostwo Prawa i Sprawiedliwości wciąż ostro go atakuje. Ostatnią okazją do przepuszczenia kilku takich ataków na byłą głowę państwa był dla prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i jego zastępcy Antoniego Macierewicza wykład w Instytucie im. Lecha Kaczyńskiego w Warszawie.
– Komorowski został natychmiast omotany przez te służby, jak tylko wszedł do ministerstwa, to jest oczywiste – mówił Jarosław Kaczyński o rzekomym wpływie dawnych Wojskowych Służb Informacyjnych na Bronisława Komorowskiego. Były premier wyjaśniał też, dlaczego jedyną osobą, która nie dała się „omotać” był Antoni Macierewicz i to on dostał zadanie likwidacji WSI.
– Była potrzebna osoba, która dawała gwarancję stuprocentową, że wobec niej to się nie uda. Stąd Antoni Macierewicz został likwidatorem WSI, i to zadanie wykonał. Gdybyśmy mogli dłużej rządzić, ta roślinka byłaby wyrwana z korzeniami, a jednak została ścięta i to przy ziemi – odgrażał się Kaczyński.
Inni goście Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego również nie szczędzili w tym kontekście krytyki przeciwnikom polityczny i wychwalali czasy, w których Prawo i Sprawiedliwość miało w Polsce pełną władzę.
– Bez prezydenta Lecha Kaczyńskiego tego wielkiego procesu likwidacji WSI by nie było. Do tego potrzebny był wielki autorytet i determinacja człowieka, który stał na czele państwa i który chciał to przeprowadzić – mówił historyk i publicysta Sławomir Cenckiewicz, który znany jest przede wszystkim z agenturalnych oskarżeń pod adresem twórcy „Solidarności” i pierwszego niekomunistycznego prezydenta III RP Lecha Wałęsy.
Rodzina Radia Maryja otrzymała wyjątkowy dar –relikwie żywej krwi św. Jana Pawła II. Trafią one do świątyni Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i Świętego Jana Pawła II, która jest wotum wdzięczności za dar Papieża Polaka.
Relikwie przekazał ks. kardynał Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski, który od początku do ostatniego dnia pontyfikatu towarzyszył św. Janowi Pawłowi II.
– Ta relikwia to jest cząstka jego życia. To jest cząstka krwi. Krew, która tu jest została pobrana przez lekarzy w sobotę w dniu jego śmierci. Zresztą sami lekarze powiedzieli: weźmiemy do dwóch ampułek, niech tu pozostanie. Nie myślałem wtedy, że te relikwie dojdą aż do Torunia, do tego kościoła, który teraz budujecie. Jest to obecność szczególna, od dzisiejszego dnia, Jana Pawła II w waszym kościele – powiedział ks. kard. Stanisław Dziwisz.
Za ten szczególny dar dla całej Rodziny Radia Maryja dziękował o. Tadeusz Rydzyk CSsR, Dyrektor Radia Maryja, który odebrał relikwie z rąk ks. kardynała.
– To nie jest zakrzepła krew. Eminencjo, chcielibyśmy, żeby w Toruniu była nie tylko modlitwa, ale także nieustannie nauczanie Jana Pawła II, żeby pokolenia mogły je poznawać. Mamy taki plan, żeby ludzie poznawali nauczanie Jana Pawła II, bo ciągle za mało je znamy – powiedział o. Tadeusz Rydzyk CSsR, Dyrektor Radia Maryja.
Niezwykle cenną relikwią, która znajdzie się w Świątyni jest także obraz Matki Bożej Częstochowskiej, przed którym Papież modlił się przez cały swój wielki pontyfikat.
Świątynia Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i Świętego Jana Pawła II jest wznoszona dzięki ofiarności wielu ludzi dobrej woli, którzy stają się w ten sposób współbudowniczymi tego dzieła. Kościół będzie konsekrowany 18 maja przyszłego roku w rocznicę urodzin Karola Wojtyły.