Source: https://hartman.blog.polityka.pl/2018/05/08/szydlo-sie-przeleciala/
Timestamp: 2020-01-21 12:25:31
Legal References Found: art. 271
 art. 273
 art. 271
 art. 273
 art. 270
 art. 270

Document Content:
Szydło się przeleciała… | Loose blues
Sądzę, że nagłośnienie tej sprawy, w powiązaniu ze słynnymi nagrodami dla ministrów, ostatecznie pogrąża ulubienicę Kaczyńskiego i przesądza o tym, że pójdzie w odstawkę. Zwłaszcza że mający do niej słabość prezes z powodu choroby powoli żegna się z władzą. W walce o schedę po Kaczyńskim Szydło nie weźmie, moim zdaniem, udziału. Nie ma szans na prezesurę partii, nie ma szans na marszałka Sejmu, nie ma szans na nominację do wyborów prezydenckich. Co więc zostaje? Zostaje zsyłka do Brukseli na posadę europosła. I to jest bodajże dla niej najwygodniejsze – robić dla UE nic nie musi (zresztą i nie umie, i nie chce), a 30 tysięcy miesięcznie spływa przez pięć albo i dziesięć lat. Żyć, nie umierać.
Szydło się przeleciała, suweren zapłacił.
8 maja o godz. 15:39
Wodzu wydają na ochronę miliony ,to podłkietki też mogą Ot i cała tajemnica.
Panie Profesorze – nie ma się co za nad to bulwersować*. KAŻDA ekipa rządząca Polską traktowała władzę jako udział w PRZYWILEJU. Nie służbę ale przywilej – dostęp do koryta, stanowisk dla nepotów i znajomych czy klientów. Nihil novi sub sole. Władza to dar a nie brzemię. Owszem jest to brzemię gdy ktoś zaczyna się przyględać korzystaniu z przywilejów.
To co Pan porusza to w zasadzie tylko zewnętrzne atrybuty owego przywileju. Tusk także latał na nasz koszt do domu na weekendy co skrzętnie ówczesna opozycja i brukowce mu wyliczały. Przypominam, że podróże oficjeli na lotnisko też nie odbywają się autobusem 175 ale w kawalkadzie, na sygnale co by pospólstwo pod nogi jaśnie oświeconym nie lazło.
* oczywiście należy sie bulwersować – obecna opozycja, biorąca miliony z naszego budżetu powinna teraz zasiąść i zrobić kwerendę internetów i wygrzebać co mówili ówcześni opozycjoniści o Donaldzie Tusku spieszącym sie na meczyk. Jedna z matek protestujących w Sejmie pokazała panu Adrianowi co on osobiście głosił w 2014r podczas podobnego protestu. Mina Adriana była bezcenna a miało tak ładnie pijarowsko wypaść: Pan Prezydent ze zrozumieniem pochyla się nad problemami niepełnosprawnych.
8 maja o godz. 16:13
Dość się nalatała, teraz spłynęła Dunajcem.
8 maja o godz. 17:04
Szydło się przeleciała… Sama? Trochę to niemoralne jak na matkę księdza i gorliwą katoliczkę 🙂
Hm, wstęp z dysertacji profesora najbardziej godzien uwagi:
„Przeciętnie premier Tusk co cztery dni podróżował rządowym embraerem z Warszawy do Gdańska i na obarot. Ponad 2 miliony kosztowały podatnika owe loty Premiera. Takie to sułtańskie standardy zafundował sobie Premier-miłośnik taniego państwa, ale to nie zaszkodzi wizerunkowi Tuska”:
Dziękuję profesorze za te słowa, co prawda kapeńkę spóźnione, ale jednak!
Beata Szydło była, jest i będzie politycznym, kulturalnym i intelektualnym liderem Europy. Tak nam mówiono wyrażnie rok temu. My chcemy być przez nią rechristianizowani. Kaczynski nam obiecał. Fakt że nie jest już premierem nie znaczy że nie jest już liderem Europy. Proszę więc trochę więcej szacunku. 🙂
8 maja o godz. 17:43
Czytam: „Szydło się przeleciała…” – myślę omyłka, winno być: „Przeleciana Szydło…” – wtedy byłby to majowy headline-grabber.
A tak mamy tylko potwierdzenie starej prawdy, że i z chłopki panią zrobisz wte i wewte.
Wyjedzie na wieś, stanie się sobą.
8 maja o godz. 17:46
Latająca brocha nie raz przeleciała „kalinowy lasek”.
I kto dal jej te skrzydła? No kto?
„Dyć, oczywiście, pan wojewoda”, ups… pan prezes chyba.
8 maja o godz. 19:37
„Polacy mają głęboko wdrukowany polityczny atawizm, nakazujący im instynktownie postrzegać władzę jako obcą i opresyjną”
Panie Janie myślę, że nie bardzo rozumie Pan przyczyny postrzegania przez nas władzy jako obcej i represyjnej. My tak traktujemy władzę, gdyż władza i opozycja, właśnie dzisiaj i teraz traktuje nas niezwykle instrumentalnie. Generalnie w sposób minimalnie skuteczny nie funkcjonują w Polsce jakiekolwiek instytucje, które nas powinny chronić przed arbitralnością władzy. Nie można więc tutaj zarzutów stawiać jedynie samej władzy i opozycji. Gdyż większość instytucji, które powinny zapewnić nam taką ochronę, a nie zapewnia, znajduje się poza polem władzy. Panuje np. w Polsce powszechna niechęć do związków zawodowych, tymczasem związki zawodowe w Niemczech lub Szwecji w sposób niezwykle skuteczny chronią prawa pracownicze. Tam pozycja związków zawodowych jest jedną z istotniejszych gwarancji przestrzegania praw pracowniczych i jest istotną przesłanką dla praworządności. W Niemczech służby celne zostały przekształcone w służby chroniące rynek pracy przed pracą na czarno i naruszaniem praw pracowniczych i czynią to bardzo skutecznie. Kary 30 tys EURO odstraszają. Szacunek dla władzy idzie z praworządnością. Dziadostwo zaś instytucji władzy i instytucji społeczeństwa obywatelskiego idzie pod rękę z biurokratycznymi procedurami, nadużyciami i barkiem elementarnego szacunku dla człowieka. Stąd też postrzegamy władzę jako obcą i opresyjną. Nie potrafimy bowiem jako społeczeństwo wznieść się ponad dziadostwo i opozycja jest tego najlepszym przykładem. Opozycja to jest wszak instytucja nie władzy, lecz instytucja społeczeństwa obywatelskiego. Tymczasem instytucja ta jest u nas wyalienowane ze społeczeństwa, lekceważy je i jego elementarne potrzeby podmiotowości i praworządności. Mamy jako Polacy, cały czas problem z byciem społeczeństwem, a jednocześnie z bytowaniem ludzkim i humanitarnym jako społeczeństwo.
— Przeleć mnie —
Taka piosenka z PRL’u śpiewana przez
zespół ładnych dziewczyn przeciągających
się uwodzicielsko, pewnie je ktoś przeleciał
Jak by szło o Panią Beatę to ja mówię
8 maja o godz. 22:35
— Patient „0” —
W latach ’80 gdy epidemia AIDS wybuchła
zdrowo szukano tzw. pacjenta „0” od którego
to się wszystko zaczęło, okazał się nim być
flight attendant kanadyjskich linii lotniczych,
nazwiska nie pamiętam…
Polska Epidemia pt.”Z Kolan Wstawanie”,
zaliczyło właśnie pierwszą ofiarę, ktoś
mógłby śmiało powiedzieć że kto jak kto
ale Polski Suveren developed immunity
wstając na podniesienie co niedziela na
sumie, co jest równie efektywne jak szczepienie
na ospę i żadnych problemów kolanowych
mieć nie powinien
Apparently not so, epidemia zaliczyła właśnie
pierwszą ofiarę, jest nią sam Pan Naczelnik
i jego kolano, hmmm, będzie implancik?,
oczyma duszy widzę go z kolankiem tytanowo-
stalowo-nierdzewno-ceramicznym
Pan Naczelnik w wersji improved, jak ten
AK w wersji „M” modernizowannyi, half human
– half machine, czy będzie sprawniejszym
Naczelnikiem, czy Suveren go polubi?, czy
PISS-lud pójdzie w ślady Wodza, czy zacznie
trend cyborgozacji PISS-Suverena?, ehhh, tyle
Ktoś mógłby tezę odważną postawić że
„syndrom kolankowy” dotykał by częściej
tych bez klęcznikowego treningu, bezbożnych
ateistów, Pana Naczelnika o taką herezje
pomawiać się nie godzi, tak więc jest to pewnie
fluk-genetyczny…
Założę się o sumę znaczną że Pan Naczelnik
posiada więcej przekłamań w swoim DNA
i czas ich manifestacji się zbliża
Jako przykład dziadowskiego działania prokuratury mogę podać własną historię, która działa się w czasach, gdy u władzy był i jest PiS. Jak wiadomo Zofia Romaszewska jakiś czas temu skrytykowała Z. Ziobrę, że toleruje w prokuraturach stare biurokratyczne praktyki i koterie. A jak to w praktyce wygląda. Ano tak, że w sprawie sądowej radczyni prawna idiotka przedstawiła dokumenty na okoliczność, że mój pracodawca prowadził podwójną ewidencję mojego czasu pracy w postaci logów wejść i wyjść w systemie SERPICO, oraz logów pracy w systemie fiskalnym Collatio, oraz raportów zbiorczych mojego czasu pracy. Rzecz więc dotyczyła art. 271 ustawy kodeks karny (znamiona czynu ściganego z urzędu o nazwie fałszerstwo intelektualne). A także ponieważ radczyni prawna posługiwała się tymi dokumentami art. 273 ustawy kodeks karny. W związku z okolicznością, że w sprawie miałem przed sądem rejonowym i apelacyjnym, aż 9 radców prawnych z których żaden nie chciał w moim interesie składać wniosków dowodowych, a sędziowie ignorowali moje wnioski. Przedstawiłem sprawę ewidentnego fałszerstwa prokuraturze okręgowej w Warszawie z prośbą o wstąpienie do sprawy, gdyż sąd jest skorumpowany. Korporacja radców prawnych podsyła mi samych nieuków. Prokuratura Okręgowa zignorowała moje zawiadomienie choć powinna działać z urzędu w sprawie z art. 271 KK. Odpowiedź prokuratora nie zawierała w każdym razie żadnej wzmianki dot. moich zarzutów. Sędzia sprawę przemilczał. Mój każdy radca prawny w ogóle nie chciał tej kwestii poruszać. Sprawa w sądzie pracy została przegrana. Wniosłem więc wniosek do OIRP w Warszawie, aby radcowie prawni, którzy nieudolnie reprezentowali mnie przed sądem okręgowym i rejonowym zapłacili mi odszkodowanie, zaś radczyni prawna beknęła za naruszenie art. 273 KK. Rzecznik Dyscyplinarny oczywiście w bezczynności radców prawnych i działaniu radczyni prawnej nie dostrzegł niczego złego wekslując przy okazji sprawę na tory art. 270 KK, który to artykuł dotyczy przestępstwa ściganego na wniosek tj. fałszerstwa materialnego. Równolegle skierowałem sprawę do prokuratury krajowej, ta zepchnęła sprawę do prokuratury okręgowej, a prokuratura krajowa przekazała sprawę do Komendy Rejonowej Policji, która wszczęła na następnie umorzyła śledztwo opierając się na art. 270 KK. Niby niewyszukane działanie ale jakże skuteczne w kraju kompletnie lekceważącym praworządność niezależnie od tego kto rządzi i gdzie nikt nie odważy się naruszyć interesów koterii, które doprawdy nie wiem za jakie to pieniądze b. skutecznie chroni interesy nie pracownicze a dużych koncernów sprzedających w wielkich i mniejszych sklepach towary w całej Polsce. Tymczasem na pierwszej lepszej stronie z komentarzami pracowników mamy opisy jak w 2010 nie tylko ten koncern ale i duże przedsiębiorstwa, także państwowe masowo naruszały prawa pracowniczego dot. czasu pracy pracowników. No więc sytuacja pracownika w Polsce i za granicą np. w Niemczech i Szwecji jest dramatycznie różna. Po pierwsze zarabia się cztery razy więcej za połowę pracy wykonywanej w Polsce. Po drugie jest wiele instytucji publicznych i obywatelskich które skutecznie występują w obronie praw pracowniczych. szczególnie dot. norm czasu pracy. Tak mniej więcej wygląda w Polsce praworządność, wczoraj i dziś. I co ma do występowania tego zjawiska okoliczność czy jest trójpodział władzy czy go nie ma? Tak wygląd w praktyce podział na folwark i czworaki w Polsce. Polak w tym układzie ma prawa tak jak w stalinowskiej konstytucji do konsumpcji. Możemy sobie kupować pralki lodówki kosiarki. Mieć takie i inne świadczenia socjalne. Ale nie możemy wciąż być podmiotem prawa. Stad też nasz stosunek do władzy się generalnie nie zmienił, bo niby i dlaczego?
8 maja o godz. 23:41
O tym ze latał Casa, wiadomo od dawna. Koszty nie były publikowane. Bezczelna zlodziejka.
…nudna baba !! czekam na Trybunal Stanu dla tej pani…..
9 maja o godz. 10:00
A „dobra zmiana” gdzie? Przecież miało być inaczej, żadnych tam ośmiorniczek i innych bezeceństw czyli lud z władzą a władza z z ludem 🙂
9 maja o godz. 12:28
Konwoje i rozbite samochody obywateli – jak najbardziej tak. Te koszta można śmiało wpisać w PITdla pani Beaty Sz. jako przychód, od którego powinna odprowadzić podatek. Ale loty?
Oczywiście, że każdy lot kosztuje. Ale symulator samolotu CASA działa w Polsce dopiero od grudnia 2017 roku, czyli piloci mogą bezkarnie rozbijać się dopiero za rządów premiera Mateusza M. Panuje w Polsce mit, że polscy piloci wojskowi są najlepsi na świecie, co udowodnili w bitwie o Anglię. To jest mit.
Prawda jest zgoła inna, o czym boleśnie przekonaliśmy się tracąc CASĘ w Mirosławcu i Tupolewa w Smoleńsku. Oba samoloty były sprawne. A czy ktoś jeszcze pamięta, że piloci Tupolewa latali średnio po pół godziny dziennie? Czyli, że większość czasu oglądali samolot na lotnisku, a na symulatorach nie ćwiczyli, „bo symulatory były ruskie”?
Nie latając, nasi piloci mogą być najlepsi w polerowaniu śmigła, rzucaniu monet do kubeczka, lub grze na pianinie. Ale nie w lataniu. Na to zaś, oczywiście, nie ma pieniędzy.
Latając CASĄ pani Beata Sz. fundowała załogom loty szkoleniowe, stanowiąc jedynie maleńki balast. Fundowała z naszych pieniędzy, ale armia, która nie ma pieniędzy na loty (a nawet mundury), też jest opłacana z naszych pieniędzy. Sądzę, można to pani Beacie Sz. wybaczyć.
Lub walić bezmyślnie w bęben antypagandy, bo przecież nikt się nie zorientuje i ciemny lud to kupi. PiS daje dość innych – równie poważnych, co i prawdziwych – powodów do całkiem rzeczowej krytyki. Istnieje tylko obawa, że ciemny lud tego nie kupi, bo jest za ciemny, aby zrozumieć, że kiedy mama daje Jasiowi 500zł, to tacie zabiera 600. Może jednak warto próbować. Próbować trzymać poziom.
,,Polacy mają głęboko wdrukowany polityczny atawizm, nakazujący im instynktownie postrzegać władzę jako obcą i opresyjną”. Mam pewną teorię: lubimy sobie tłumaczyć swoją wrogość wobec władzy tym, ,,że zaborcy”, ,,że komuna”. Problem jest znacznie głębszy a bierze się z Rzeczpospolitej szlacheckiej. Bycie szlachcicem było przynależnością do przywileju. Niby wiązały się z tym pewne obowiązki ale władza państwowa w zasadzie nie dysponowała narzędziami ich egzekucji. Służba szlachcica państwu (we własnej osobie lub pieniądzu) była tylko wynikiem jego dobrej woli i posiadanego ducha obywatelskiego. Im dalej od XVIw tym było gorzej. Zostawał tylko przywilej – z głównym elementem czyli możliwością nieograniczonej eksploatacji niewolników.
Dlatego wszelakie próby wzmocnienia władzy królewskiej wywoływały taką reakcję alergiczną i dlatego rozbiory okazały się dla jaśnieuprzywilejowanych taką traumą. Nagle pojawiła się WŁADZA co wzięła towarzystwo za kark i przygięła do ziemi -i zapędziła do służenia. To się nie mogło podobać. Z tego żalu – nie za ,,utraconą Ojczyzną” ale za utraconym rajem wzięły się wszelkie powstania.
W połowie XIXw szlachta jako grupa społeczna zaczęła w wyniku przemian cywilizacyjnych tracić rację bytu. Wtedy przedzierzgnęła się w inteligencję (czy to urzędników czy artystów(?) ). No i przeniosła swoje szlacheckie nawyki do urzędów infekując rodzący się aparat urzędniczy szlachetczyzną. Była to sytuacja diametralnie różna od krajów Zachodu, gdzie kasta urzędnicza wywodziła się w dużej mierze z mieszczaństwa czyli grupy społecznej nawykłej do pracy, skrupulatności i SŁUŻENIA.
Dlatego nie dziwi mnie to, że władza jaką by nie była jest u nas traktowana jako brama bonanzy: synekur, przywilejów.
Druga strona medalu – poruszona w Twojej wypowiedzi: atrofia (?) życia społecznego w naszym kraju. A gdzie ogromna większość z nas miała się tego nauczyć? Samoświadomości, samoorganizacji? Będąc niewolnikami do 1863r – zresztą nawet w tym roku większość ,,urodzonych” nie widziała powodu by cokolwiek zmieniać. Stąd też odtworzenie w warunkach naszego kapitalizmu systemu pańszczyźniano-folwarcznego. Pracownik jest własnością firmy, który ma pracować tyle i na warunkach ile ,,panu” potrzeba. Darwinistyczny neoliberalizm w połączeniu z katolickim fundamentalizmem jeszcze wzmocnił te negatywne cechy – patologiczny indywidualizm, familiaryzm czy skłonność do przemocy (głownie tej symbolicznej).
Na szczęście zdarzyła się komuna więc jest na kogo zgonić…
9 maja o godz. 15:36
ontario patrzy na toto od d… strony… i zawsze widzi zad…
Slawczan 9 maja o godz. 14:19;
Rzecz w tym, że szlachta, mieszczaństwo i inteligencja w dużej mierze została fizycznie zlikwidowana, wraz z jej tradycją i etosem. Ja osobiście sądzę, że po 45 roku w sposób bardzo głęboki przejedliśmy rosyjskie wzorce sprawowania władzy. A jeszcze wcześniej było parę istotnych rzeczy jak np. zabór rosyjski i jego skutki. Nie czytałem też ale słyszałem o książce „Rebelia i reakcja. Rewolucja 1905 roku i plebejskie doświadczenie polityczne” W. Marca. My współcześni Polacy jesteśmy zupełnie innym narodem niż nasi przodkowi. Nie można nawet porównać Warszawy do tej przedwojennej i wojennej. Tego miasta i społeczeństwa już nie ma. Nie sądzę więc, abyśmy byli spadkobiercami szlacheckiej złotej wolności. Tutaj raczej chodzi o pasożytniczy stosunek do państwa i gospodarki. Pasożyt musi na czymś bytować. Właśnie to jest głęboko wbudowane w naszą społeczną mentalność, Jednak przyrównywanie nas do szlachty nie ma sensu. Wystarczy poczytać ich pamiętniki, to byli inni ludzie, tego świata już nie ma. Podobnie jak innych światów. Nie ma społeczności niemieckiej, żydowskiej, ukraińskiej, białoruskiej tzn. jest ale ona jest już inna napływowa.
9 maja o godz. 23:12
Serdeczne dzięki za pytanie! Jednak wybacz, nie umiem odpowiedzieć z powodu śmiechu, jaki mnie ogarnął: PO sięgająca pisowskiego dna, identyczne zachowania np. Tuska i Szydło. Wiadomo od 2005, że PiS to bagno, ale żeby PO takie samo?
9 maja o godz. 23:15
Dziękuję za dobre słowo, dobry człowieku.
10 maja o godz. 13:35
nie dziękuj, masz za friko…
jak wszystkie zryte mózgi…dobra zmianą.
Fikcyjne szkolenia oficerów Wojsk Obrony Terytorialnej…
czyli co Trybunał Stanu dla świra i jego popleczników.
http://natemat.pl/237801,fikcyjne-szkolenia-oficerskie-w-wojskach-obrony-terytorialnej
10 maja o godz. 14:29
Ta kobieta – absolutnie nie na swoim miejscu – kliniczny przypadek odpychającego faktotum – bez wiedzy, honoru i klasy.
Tylko zaradna chłopina …
I słabą pociechą jest fakt, gdzie indziej – tu i ówdzie – można znaleźć większe ćmoki PM.
10 maja o godz. 15:18
,,Pasożytniczy stosunek do państwa” to jeden z atrybutów ,,złotej wolności”.
Szlachta podczas elekcji układała listę tego co król czyli państwo musi sama zaś przysięgała wierność zastrzegając sobie prawo do wypowiedzenia posłuszeństwa. Co też kilkakrotnie uczyniła.
Przypominam Ci, że to szlachta nawet jeszcze w XIXw uparcie trwała przy systemie opartym na niewolnictwie gdy w zasadzie wszędzie poza Rosją był już kapitalizm. Ci najbardziej światli pośród szlachty rozumieli, że pewne zmiany są konieczne ale ich propozycje były daleko bardziej niekorzystne niż warunki na jakich uwłaszczył car w Rosji*. To szlachta była pasożytem naszych dziejów – ograniczała i upośledzała jak tylko mogła swoimi arbitralnymi decyzjami miasta i mieszczaństwo, wszelkie obciążenia na rzecz państwa traktowała jako zamach na swoją ,,złotą wolność”. Nawet słynna tolerancja religijna bynajmniej nie była tym co my rozumiemy pod tym pojęciem ale była tylko elementem przywileju szlacheckiego.
Oczywiście jak w każdej epoce istniały jednostki posiadające zmysł moralny, światłe, wartościowe.
To zaborcy przynieśli nowoczesność – aparat biurokratyczny egzekwujący prawa ale i obowiązki.
* nasi jaśnie wielmożni proponowali (ci światli bo reszta uważała że ma być jak jest) tak niekorzystne warunki, że chłopi w Rosji mieli w 1941r skończyć spłacac swoje zobowiązania wobec swoich właścicieli a w Kongresówce w 1953r!
@ głos zwykły, Sławczan
Zdarzyło mi się dawno temu, na neutralnym gruncie bo w klubie ONZ w Kabulu, spędzić kilka godzin w towarzystwie człowieka który kilkadziesiąt już lat prowadził w różnych krajach „na końcu świata” budowy finansowane przez UNDP. Spytałem go, kiedy atmosfera już była zupełnie swobodna, co sądzi o Polakach jako pracownikach i czy chętnie z nimi współpracuje? Odpowiedział tak: w sytuacji stabilnego placu budowy ciągłe z nimi kłopoty; a to po kielichu albo na kacu są, mimo prohibicji, a to się spóźnili, „no bo się spóźnili”, a to jakieś etapy technologii pominęli, żeby łatwiej i szybciej było… W sumie zbyt dużo wysiłku trzeba włożyć do kontrolowania efektów ich pracy, więc wygodniej było inną nację zatrudniać. Natomiast kiedy wszystko się wali: materiały nie nadeszły, albo przywieźli nie te co były zamówione, maszyna się popsuła, pogoda nawala a dokumentacja niepełna lub z błędami, Polacy sobie zawsze jakoś poradzili i efekt końcowy bywał pozytywny, jeśli tylko technolog i BHPowiec zawału nie dostali.
Czy to efekt doświadczeń historycznych, czy po prostu „ten typ tak ma”, kiedy jest Polakiem?
11 maja o godz. 2:44
@tomator 9 maja o godz. 12:28
Latając CASĄ pani Beata Sz. fundowała załogom loty szkoleniowe
Dokładnie to samo chciałem napisać. Miałem wujka (stryjka) lotnika, najpierw wojskowego a potem LOTu, więc się znam! 😉
Ponieważ jednak za największy polityczny sukces p. Szydło uważam jej podpowiedź udzieloną Maliniakowi („idź, pocałuj teraz żonę”), zanim tak całkowicie bym ją rozgrzeszył, chciałbym sprawdzić dokumentację tych szkoleniowych lotów.
Gdyby latanie p.Szydło Casą w całości mogło być usprawiedliwione przewidzianą w jakimś regulaminie czy procedurze liczbą obowiazkowych do wylatania godzin – sprawa byłaby prosta i nie ma się czego czepiać.
Jak nie z premierką to samolot latałby pusty. To już niech sobie lata, mnie nie żal.
Lotnicy się podszkolą i (może) później nikogo nie zabiją.
Inna byłaby sprawa, gdyby się okazało, że loty premierki były „nadmiarowe” czyli nie wymuszone żadnymi szkoleniami.
Wniosek – na razie nie mam dostatecznych informacji aby, mimo wielkiej ochoty dowalenia tej babie – rzeczywiscie się jej czepiać.
Moim zdaniem @Gospodarz się pospieszył.
11 maja o godz. 15:56
Nie byłem w klubie ONZ w Kabulu, ale mój sąsiad z działki nieodmiennie od paru lat powtarza: Jeb… PiS… bezwzględnie…
Musi coś wiedzieć, bo ogórki rosną mu jak cholera…
11 maja o godz. 17:15
Była żona Harveya Weinsteina:
„Nie chcę być postrzegana jako ofiara. Jestem kobietą w gównianej sytuacji”
To smo może o sobie powiedzieć PiS.
11 maja o godz. 22:52
Dziękuję, dobry człowieku, za twoje gratis i niezryty twój mózg tanim państwem.
@tomator, 9 maja o godz. 12:28, @ zza kałuży,11 maja o godz. 2:44
Korzystając z domowych powietrznych wojaży pani premier Beaty piloci transportowi podszkolili się (zaliczyli godziny indywidualnego nalotu) w lataniu w ruchu kontrolowanym na autopilocie oraz w podejściach ILS. Dzięki temu może uniknęli doszkolenia w lataniu ręcznym (bez autopilota) oraz na lotniska nie wyposażone w nowoczesne pomoce nawigacyjne. Istnieje szansa, iż część z owych pilotów awansuje w najbliższym czasie i po zmianie jednostki przesiądzie się na nowe samoloty rządowe, z turbin na odrzutowce. Wtedy otarcie się o polityków-dysponentów lotu będzie jak znalazł. I będą mogli korzystać ze szkolenia na symulatorach lotu (już nie w nielubianej Rosji).
13 maja o godz. 20:26
Slawczan 10 maja o godz. 15:18;
Sytuacja szlachty była złożona z uwagi na jej społeczny charakter. Nie tworzyli oni narodu we współczesnym znaczeniu tego słowa. Historycznie emancypowali się spod władzy suwerena, którym był król lub książę. Nie poradzili sobie natomiast z oligarchią. Potem pod zaborami w materialnym interesie szlachty była współpraca z zaborcą. I w różnych formach przewiała się ich lojalność, wobec zaborców. W zależności od tego co dane państwo zaborcze oczekiwało i do czego dążyło. Powstania natomiast były wynikiem błędnej polityki państw zaborczych wobec szlachty. Patriotyzm, lojalność szlachty wobec Polski i Polaków jest pewnym mitem. Ja natomiast uważam, że sytuacja Polski była trudniejsza w 1918 r. niż w latach 1772-1795, także dlatego, że w wyniku zaborów byłe terytorium Polski stało się peryferium zaborczych metropolii. W wyniku podboju ewidentnie było eksploatowane. A jeszcze gorsza dla warstw posiadających i oświeconych stała się sytuacja, gdy zostali zidentyfikowani przez byłe państwa zaborczych jako rzeczywisty suweren, wrogi ich interesom, który odzyskał ich własność! Wkrótce dla szlachty, mieszczan inteligencji polskiej, ale i mniejszości narodowych związanych z polską stała się wręcz tak beznadziejna, że dawała niewielkie szanse na przeżycie. Stąd też Józef Piłsudski miał tak złą opinię o Królu Stanisławie Augście. Dla szlachty i polskiego ziemiaństwa jedynym ratunkiem było dbanie o państwo w XVIII wieku i walka za wszelką cenę o utrzymanie polskości. Wszystkie nieudane powstania były więc próbą naprawienia tego błędu. Nie były to wszak powstania narodowe par excellence. Były to powstania szlacheckie. Z przykładu szlachty należałoby się uczyć. Jeśli dziś Polacy nie będą dbali o państwo, a elity w dużej mierze będą pasożytami i nie uda się tego w jakiś sposób zmienić, to wiele z tragedii których doświadczyliśmy może się powtórzyć i to w większej skali.