Source: http://czasopismo.legeartis.org/2016/10/odpowiedzialnosc-szkoda-wyrzadzona-przez-psa.html
Timestamp: 2018-05-26 03:54:10
Legal References Found: art. 431
 art. 431
 art. 362
 art. 431
 art. 361
 art. 362
 art. 431
 art. 441
 art. 445
 art. 233
 art. 431

Document Content:
Odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez psa (art. 431 kc)
I kolejne ciekawe orzeczenie z cyklu: masz psa? masz fajnie! — ale też musisz mieć na uwadze, że pies to także odpowiedzialność sensu stricto. Dziś czas na szukanie odpowiedzi na kolejne ciekawe pytania: czy odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez psa musi wynikać z kontaktu fizycznego zwierzęcia z poszkodowanym? Czy można zwolnić się z odpowiedzialności powołując na naturalne zachowania behawioralne psa? A także czy trzeba być właścicielem czworonoga, żeby ponosić konsekwencje jego zachowań?
wyrok Sądu Okręgowego w Olsztynie z 30 maja 2014 r. (sygn. akt IX Ca 137/14)
1. Istotą odpowiedzialności z art. 431 par. 1 kc jest nie tyle ustalenie, że pozwana jest właścicielką psa, a to, czy można uznać jej za osobę chowającą zwierzę.
2. Zwierzę chowa ten, kto przez dłuższy czas sprawuje nad nim pieczę dla własnych celów (niekoniecznie oznaczających korzyść), dostarczając mu schronienia i utrzymania.
Odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez psa nie można uniknąć powołując się na brak kontaktu fizycznego z psem. Pies na obrazku jest psem siedzącym, w dodatku tylko na obrazku (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)
Rzeczy potoczyły się następująco: kobieta pozwała swoje sąsiadki (matkę i córkę) żądając 7 tys. złotych zwrotu kosztów leczenia oraz 30 tys. złotych zadośćuczynienia za krzywdzę wywołaną zaatakowaniem przez psa. Zdarzenie miało miejsce na klatce schodowej — powódka wchodziła po schodach, kiedy zza drzwi mieszkania sąsiadek wyskoczył owczarek, szczerząc zęby i warcząc. Powódka wystraszyła się, straciła równowagę i spadła ze schodów, wskutek czego orzeczono 23-procentowy uszczerbek na zdrowiu.
Sąsiadki wniosły o oddalenie powództwa wskazując, że powódka po prostu potknęła się na schodach i przez nieuwagę upadła — a poza tym, że nie są właścicielami psa (należy on do syna i synowej, którzy mieszkają gdzie indziej).
Wezwana do udziału w procesie właścicielka psa (synowa, która wychodziła z psem na spacer) stwierdziła, że nie dość, że powódka zna psa od dawna, to w chwili wypadku dzielił ją od czworonoga spory dystans, a pies spokojnie czekał na spacer — więc nikt nie może odpowiadać za to, że się przestraszyła samego widoku zwierzęcia.
Sąd I instancji zasądził solidarnie (art. 441 par. 1 kc) od właścicieli psa 15,5 tys. złotych. Zasadniczą przyczyną wypadku i uszczerbku na zdrowiu było zachowania psa — aczkolwiek także zachowanie samej powódki było współprzyczyną wypadku. Gdyby powódka — nie w pełni sprawna 62-letnia emerytka, która ledwie zakończyła leczenie poprzedniego złamania kości śródstopia — korzystała z poręczy, to nawet odruchowe odchylenie pod wpływem impulsu nie spowodowałoby spadnięcia ze schodów.
Zgodnie z art. 431 kc odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez zwierzę spoczywa na osobie, która je chowa (sprawuje nad nim pieczę dla własnych celów, dostarczając mu schronienia i utrzymania) lub się nim posługuje (czyli w sposób bardziej dorywczy opiekuje się zwierzęciem). Pies stanowił współwłasność małżeństwa, zatem to oni — nie sąsiadki, u których pies przebywał w gościnie — powinni zrekompensować kobiecie doznaną szkodę.
Stąd też uznano, że żądana kwota 30 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia jest adekwatna do rozmiarów i dolegliwości krzywdy — jednak z racji nieostrożności powódki, którą uznano za współprzyczynienie się, zatem na podstawie art. 362 kc obniżono kwotę o połowę — do 15 tys. złotych. Oddalono natomiast roszczenie o odszkodowanie za koszty leczenia, a to dlatego, że koszty te zwrócił wcześniej ubezpieczyciel.
Sąd II instancji podkreślił, że z punktu widzenia odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez zwierzę nie ma znaczenia, iż nie doszło do kontaktu fizycznego między psem a poszkodowaną osobą. Nie można także zwolnić się z odpowiedzialności powołując się na zachowania behawioralne psa — pies warczy sam z siebie (nie był szczuty na kobietę), nie ma też znaczenia czy był szkolony w zakresie posłuszeństwa lub czy należy do rasy uznawanej za niebezpieczną. Między zachowaniem psa a szkodą istnieje adekwatny związek przyczynowy, co jest podstawą do przyjęcia odpowiedzialności odszkodowawczej (art. 361 par. 1 kc). Nie ma też znaczenia czy pies należał do majątku wspólnego małżonków — odpowiedzialność na zasadzie ryzyka dotyczy osoby, która zwierzę chowa lub się nim posługuje.
Niemniej z racji ponadprzeciętnej podatności powódki na urazy kostne oraz jej wiek („istotnym elementem indywidualizującym wysokość zadośćuczynienia jest wiek poszkodowanego. Intensywność cierpień z powodu kalectwa jest większa u człowieka młodego, skazanego na rezygnację z radości życia, jaką daje zdrowie, możność pracy i osobistego rozwoju”) sąd przyjął, że zadośćuczynienie za doznaną krzywdę powinno być obniżone do 20 tys. złotych.
Dla odmiany sąd stwierdził, że nie można mówić o przyczynieniu się pokrzywdzonej do wypadku: kobieta szła klatką schodową, którą dobrze znała i miała zajęte ręce, zatem żądać od niej, żeby trzymała się poręczy jest nie na miejscu.
Słowem: odpowiedzialność z art. 431 kc nie dotyczy wyłącznie pogryzienia przez psa (czy też poturbowania przez inne zwierzę), szkoda może powstać „na odległość”, pod warunkiem oczywiście, iż można poprowadzić linię związku przyczynowego między zachowaniem zwierzęcia a powstałą szkodą. Wyrok odpowiada też chyba na wcześniejsze wątpliwości — czy przewodnik psa może próbować powołać się na fakt, że poszkodowanemu brak było znajomości psiego języka (do których zaliczają się przecież także owe zachowania behawioralne): osoba chowająca zwierzę będzie ponosić konsekwencje wszystkich zachowań, nie tylko intencjonalnych (ukierunkowanych przez przewodnika), ale i behawioralne. Poszkodowany nie ma przy tym obowiązku zastanawiać się nad rzeczywistym charakterem tego zachowania.
Tags: art. 361 kc art. 362 kc art. 431 kc art. 441 kc art. 445 kc pies zadośćuczynienie zwierzęta
← Zatrzymanie prawa jazdy za przekroczenie prędkości — zdaniem TK nie narusza zakazu podwójnego karania (K 24/15)
Utraciłeś „legalny” nośnik z oprogramowaniem? Nie możesz odsprzedać „używanej” kopii zapasowej (wyrok TSUE C-166/15) →
16 comments for “Czy brak fizycznego kontaktu psa z poszkodowanym zwalnia właściciela z odpowiedzialności za szkodę?”
12 października 2016 at 15:43
Czytam to wszystko i oczom nie wierzę, że w PL zaczyna dziać się podobnie jak w USA. Ciąg społeczeństwa do odszkodowań z powodu byle g… jest coraz mocniej zauważalny. Sąd jak zwykle dał ciała, rozpoznając sprawę pospiesznie, bez zadania sobie trudu przeanalizowania sytuacji.
W całej sprawie dość logiczny wydaje się związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy warknięciem psa a upadkiem sąsiadki. Ujawnia się jednak po raz kolejny niefrasobliwość i wręcz nieumiejętność logicznej oceny wypadków przez sąd. Po pierwsze już sama scena upadku wydaje się być bardzo teatralna, przecząca prawom mechaniki i słabo korelująca z odniesionymi obrażeniami – w zasadzie sąd powinien zarządzić wizję lokalną w obecności biegłego, który powinien tę korelację potwierdzić. Tymczasem (prze)biegły stwierdził jedynie złamania sugerujące działania siły wzdłuż osi nogi, które u starszej osoby mogą pojawić się przy np. schodzeniu z wysokiego stopnia autobusu, pociągu, ale nie przy upadku na tyłek. Przy czym ucierpiała prawa piszczel i lewa stopa – gdyby uszkodzenia były po tej samej stronie, to z pewnością byłaby to noga, którą kobieta chciała się podeprzeć. W tym przypadku sąd powinien podzielić zdanie pełnomocnika pozwanych. I co pisze apelacja? „Sąd pierwszej instancji nie dopuścił się przy tym naruszenia art. 233 § 1 k.p.c., albowiem dokonana przezeń ocena dowodów była racjonalna, bezstronna i logiczna. […] Innymi słowy, dla wykazania zasadności zarzutów apelacyjnych pozwani musieliby wykazać, iż Sąd Rejonowy dokonał oceny materiału dowodowego w sposób dowolny, sprzeczny z zasadami logiki i doświadczenia życiowego, co jednak nie miało miejsca.” Chociażby już ujawnienie owych złamań w późniejszym okresie powinno wzbudzić uwagę sądu. O to się cała sprawa rozgrywa (wysokość odszkodowania) i ponieważ tego dotyczy wyrok sądu, to przesłanki powinny być zbadane ze szczególną starannością – tu (mówiąc kolokwialnie) przemilczano ten fakt, a sąd rejonowy i okręgowy opiera się na zasadzie „jeśli teoria nie zgadza się z faktami, tym gorzej dla faktów”, co jest iście studenckim błędem logicznym, pojawiającym się w dowodzeniu. Sądy zbyt często zasłaniają się swobodą oceny faktów, podczas gdy czynią to w sposób dowolny i wybiórczy.
Fakty są takie, że pies zaszczekał, a kobieta spadłą ze schodów. Bezpośrednio po wypadku w szpitalu nie stwierdzono złamań. Co ciekawe, na badania tomograficzne kobieta pojechała autobusem (! – czyli co napisałem powyżej?!). Zestawiając kilka faktów (osteoporoza!) i biorąc pod uwagę chociaż podstawowe doświadczenie życiowe, sąd musiał mieć wątpliwości – ale ok. oparł się na opinii biegłego (nie napisali z jakiej dziedziny) – niestety wyłącznie jednego. Czy zatem przedstawienie kontropinii coś by zmieniło? Obawiam się, że nie. Jednym słowem – należy kupić sobie wysokie OC, bo na wyczerpujące rozpatrzenie sprawy w sądzie nie ma co liczyć.
12 października 2016 at 17:57
Ale zwróć uwagę, że:
– jak sam zauważyłeś: pies warknął lub szczeknął, kobieta spadła ze schodów (związek przyczynowo-skutkowy wykazano),
– sąd II instancji odniósł się do predyspozycji zdrowotnych powódki (kruchość kości) i obniżył z tego tytułu zadośćuczynienie
… bo przecież relacji „gdyby pies nie warknął, kobieta nie zleciałaby ze schodów” — w świetle ustaleń sądu — przerwać się nie da.
12 października 2016 at 22:36
swoją drogą to stwierdzenie że „młody cierpi bardziej”, jest delikatnie mówiąc kontrowersyjne. Dla młodego złamanie ręki to jest epizod, nierzadko wesoły :). Jako żywo, żaden z moich znajomych ze złamaniami, nie wspomniał ani razu o cierpieniu. Teraz niechby sobie ten wysoki sąd zapytał dowolnego staruszka połamańca o odczuciach związanych ze złamaniem ….
To stwierdzenie nie jest kontrowersyjne – jest chamskie. Można pomyśleć, że sądowi się „wymskło” niczym o „nadzwyczajnej kaście…”, ale nie… stanowisko takie znajduje się (wg stwierdzenia w cytowanym wyroku SA w Białymstoku) w stosownych komentarzach, w bazie LEX (sic!). Starszemu człowiekowi po prostu nie przystoi cieszyć się życiem i rozwijać się. Pokornie przyjmie kalectwo, położy zmaltretowaną nogę na krzesełku, kocykiem przykryje, poogląda telezakupy w TV… ot wesołe życie staruszka.
13 października 2016 at 09:45
Ten pogląd w orzecznictwie jest od zawsze (tj. od czasu kiedy w ogóle w PRL przyjęto, że sprawca krzywdy w ogóle może się „wykupić”).
Zaczęło się od dzieci — że jak człowiek mały, a przykuty do łóżka, to cierpienie troszkę będzie mniejsze jeśli rodzice kupią mu zabawki.
W przypadku osób starszych ból jest taki sam, ale lepsza możliwość znoszenia bólu, a konsekwencje na przyszłość jakby mniej długotrwałe (bo pomęczy się średnio 15 lat vs. 70 lat w przypadku dzieciaka). Zadośćuczynienie to zapłata nie tylko za ból fizyczny teraz, ale i dolegliwość na przyszłość.
13 października 2016 at 12:11
Teoretycznie racja, ale zauważ że:
1. Pogląd jest anachroniczny gdyż dzisiaj mamy do czynienia często z dużą aktywnością ludzi starszych – coraz większa część tych osób aktywnie spędza czas na świeżym powietrzu, korzysta z internetu, ma hobby czy nawet wciąż pracuje.
2. Leczenie bólu współcześnie stoi na wysokim poziomie i nie ogranicza się do faszerowania opioidami jak kilkadziesiąt lat temu.
3. Młody organizm ma bardzo duże zdolności przystosowawcze i regeneracyjne, tak że wypadek w młodości nie musi ograniczać zdolności społecznego funkcjonowania w życiu dorosłym; istnieje możliwość świadczenia pracy na odległość, coraz bardziej zwraca się uwagę na niwelowanie barier utrudniających życie osobom niepełnosprawnym; w ciągu zaledwie 20 lat technologia IT ewoluowała w niesamowitym tempie – nikt nie jest w stanie przewidzieć świata za kolejne 20 lat, tym bardziej sąd, który „nie siedzi” w temacie.
4. Last but not least, starszy człowiek ma pewien bagaż doświadczeń i dużo trudniej mu zaakceptować ograniczenia związane z niesprawnością postępującą z wiekiem (bo dawniej wspinał się po górach, jeździł po przeszło 100km/dzień rowerem, a dziś trudno mu wejść na 1 piętro). Każde dodatkowe ograniczenie, to większa frustracja.
W moim przekonaniu sędzia nie może być no-lifem, poszukującym odpowiedzi na bolączki świata w LEX-ie. Nie oczekuję, że każdy ma być erudytą (chociaż specyfika zawodu tego wymaga), ale wymagam chociażby biegłej znajomości logiki i retoryki. Treść wyroku nie może naruszać czyjegoś poczucia własnej godności, a tym z pewnością jest powiedzenie, że należy ci się mniejsze odszkodowanie bo jesteś stary i pewnie długo nie pociągniesz. Z drugiej strony ciekawe jak taki pogląd ma się do zapisów Konstytucji?
13 października 2016 at 12:29
Jednak zwróć uwagę, że tutaj powódka nie była emerytowaną himalaistką — raczej cierpiała na osteoporozę czy coś podobnego. Zapewne gdyby to była aktywna emerytka, orzeczenie (i uzasadnienie) byłoby inne.
Co do Leksa etc. — z jednej strony 100% zgody, z drugiej — tak sędzia orzeka, jak mu adwokat podaje. Pełnomocnik powódki jedno, ale przecież pozwani też się bronili — i takie argumenty niewątpliwie się tam pojawiały.
Oczywiście zadaniem sądu jest umiejętnie je odsiać ziarno od plew w argumentacji stron… No ale przecież nie ma nic przyjemniejszego jak przekonać Wysoki Sąd do niestworzonych koncepcji ;-)
13 października 2016 at 22:14
Uważam, że należy także uwzględniać prawdopodobieństwo pojawienia sie skutków odległych w czasie. Tu trzeba jednak przyjąc, że u osoby starszej (np 70-letniej) prawdopodobieństwo pojawienia się skutków odległych o (przykładowo) 30 lat jest zdecydowanie mniejsze niż u osoby 20-letniej. Z kolei pojawienie się skutków odległych o (także przykładowo) 1 rok jest zdecydowanie bardziej zbliżone u 70 i 20 latka. Tyle, że z bardzo wysokim prawdopodobieństwem 21-latek będzie te skutki odczuwał dłużej niż 71-latek. Ale też ma zdecydowanie większe mozliwości zaadaptowania się do takich następstw zdarzenia
12 października 2016 at 23:40
Napisałem jedynie, że ten związek przyczynowo-skutkowy wygląda dość logicznie, natomiast nie jest to bezpośrednie wynikanie – jak piszesz, jedynie w świetle ustaleń sądu zachodzi taka relacja, ale czy te ustalenia są wystarczające, nie da się przerwać relacji? Postawiona teza wymaga zatem dowodu, którym dla sądu są przeprosiny sąsiadki (bombonierka). Czego zatem uczy nas sąd? Że w takiej sytuacji najlepiej zignorować „upadłą” babkę: nie rób nic powiedz że cię tam nie było,nie wiesz o co chodzi, zarobiony jesteś. I mając takie przykłady „wnioskowania” sądów nie dziwi mnie ludzka znieczulica. Ten przypadek można rozciągnąć na głośne kichnięcie, kaszlnięcie, krzyk niemowlęcia itp, które to zdarzenia mogą wywołać u kogoś reakcję stresową i w konsekwencji wypadek, zawał, poronienie itp. Samo stwierdzenie „mogą wywołać” wymaga rzetelnego dowodu, którego zabrakło. Biorąc pod uwagę sumę, o jaką toczy się sprawa i stan majątku pozwanych, należało możliwie wiernie odtworzyć okoliczności wypadku jak i sam upadek, a sąd obszedł się z tym dość oględnie. Sąd to nie LEX (twierdzę zresztą że twórcy tego systemu zrobili dużą krzywdę systemowi sądownictwa, który obecnie ogranicza się do cytatów z bazy). Z drugiej strony do dziś pamiętam opinię biegłego, który odtwarzając przebieg kolizji pojazdów użył w tym celu fizyki punktu materialnego. Zatem tak czy owak pozostaje dobre OC.
OT: Jaki utwór leci w tle filmu?
13 października 2016 at 09:48
Problem z „mógł wywołać” bierze się z tego, że odpowiedzialność z art. 431 kc nie jest odpowiedzialnością opartą na winie lecz na ryzyku. Czyli to zobowiązany (przewodnik zwierzęcia) musi wykazać okoliczności przemawiające za „uniewinnieniem”.
Utwór… jakiś ze skarbnicy YT (w „stylu reggae”). Nie znam się nawet na oglądaniu na YT, tym bardziej nie jestem twórcą obrazków ruchomych :) To taka zabawa.
13 października 2016 at 22:07
„”gdyby pies nie warknął, kobieta nie zleciałaby ze schodów” – przerwać się nie da”
A właściwe dlaczego? Pytanie jest oczywiście retoryczne, ale przyjmując taka linię rozumowania, to dochodzimy do tego, że winne jest … jabłko. (To, którym Ewa Adama skusiła) I jabłko powinno zapłacić – reductio ad absurdum. A tak na dobrą sprawę to można co najwyżej rozważać, czy warknięcie psa zwiększyło prawdopodobieństwo upadku, a jeżeli zwiększyło to o ile %.
Z ludźmi dyskutować można, z liczbami się nie da
12 października 2016 at 16:54
Czepialsko ;-) boję się tych wielkich kłów Kuaty na pierwszym zdjęciu ;-). Wypłacisz Olgierdzie jakieś zadośćuczynienie? ;-D ;-D ;-D
12 października 2016 at 17:42
Musiałbyś najsamprzód wykazać jakąś szkodę…
12 października 2016 at 20:35
czytelnicy jadą do Wrocławia… ;-)
12 października 2016 at 21:24
To jest ta szkoda? ;-) szkoda…
Drżą moje dolne macki, odwłok się marszczy i zaczynam pisać bzdury. Zakwalifikuje się jako szkoda? ;-D