Source: http://lustracja.net/index.php/ciekawe-publikacje/165-czas-karlow
Timestamp: 2017-10-18 07:13:41
Legal References Found: art. 18
 art. 19
 art.17
 art. 2
 art.19
 art.17
 art. 17
 art.7
 art.19
 art. 5
 art. 19
 art. 4
 art. 17
 art. 170
 art. 170
 art. 17
 art. 17
 art. 18
 art. 18
 art. 8

Document Content:
Strona główna Ciekawe publikacje Czas karłów
| | Odsłony: 5754
Polska Republika Bananowa, czyli eldorado Kulczyków, Krauzów, Kwaśniewskich ...
... I tak ulepili nam tę Polskę. Z jednej strony nowobogaccy – giełda, czerwone szelki i krawaty, a z drugiej strony – emigracja zarobkowa wielu milionów, głównie młodych Polaków oraz widmo bezrobocia ....
Trwały dziwne prywatyzacje, upadało górnictwo i hutnictwo, rzemiosło oraz usługi. W dodatku na przełomie 1989/90 roku przyjęto znów zasadę wyższej konieczności istnienia „czerwonego telefonu" z bieżącymi instrukcjami.A skoro przeszła moda na Kreml, to teraz czekano na telefon z Brukseli, a jeszcze pilniej – z Waszyngtonu.
Taka była mentalność średniowiecznych wasali, którzy istnieli dzięki swoim panom. Takie rozumowanie przejęły polskie elity polityczne i ekonomiczne i trwa ono od roku 1989 aż do dziś – do roku 2009. Przez dwadzieścia lat ugruntowało w ich umysłach schemat, jedynie słuszny wzór działania i myślenia. Myślenia kamerdynerów i lokajów, którzy czekają przed drzwiami swojego pana, aby kiedyś wpuszczono ich na salony...
Często porównywałem okres dokonań tak zwanych rządów solidarnościowych i postkomunistycznych w latach 1988-2009 z latami międzywojennej Polski. W pierwszym przypadku po czterdziestu czterech latach rządów dyktatury komunistycznej, a w drugim po 163 latach (licząc od daty I Sejmu rozbiorowego 1772-75) braku niepodległości i podziału Polski pomiędzy trzech zaborców. Bilans osiągnięć elit politycznych oraz dokonań gospodarczych wygląda katastrofalnie źle dla tych pierwszych.
Gdy po czasach rozdarcia i braku państwowości doprowadzono Polskę w latach 1918-1939 do bardzo silnej pozycji międzynarodowej i rozwoju z kompletnych zgliszcz gospodarki, to w dwudziestoleciu 1988-2009 stało się dokładnie odwrotnie. Znacznie obniżono rangę i prestiż polityczny oraz międzynarodowy Polski, nie mówiąc o kompletnym rozbiciu potencjału gospodarczego.
Dwa prawie zbliżone wyzwaniami i sytuacją geopolityczną okresy historyczne, a jakże inni politycy i ich postawy; z jednej strony nieudacznicy, zwykli złodzieje czy marionetki a nawet agenci lub lokaje na europejskich salonach, a z drugiej strony legendarne postacie najpiękniejszych kart polskiej historii.
I jak nie nazwać czasów współczesnych czasami karłów?
Gdy padł już sygnał bogać się kto może to wszędzie ruszyły procesy prywatyzacyjne i restrukturyzacyjne. I rodzili się pierwsi kapitaliści nowobogaccy na styku biznes-polityka. Powstawały pierwsze fortuny. Tu jakiś Bagsik z Gąsiorowskim, tam Gudzowaty z ruską rurą, gdzieniegdzie jakiś Kulczyk z byłymi socjalistycznymi, państwowymi browarami, a czasami genialny Krauze z komputerowymi programami „Prokomu" w ZUS-ie czy w Państwowej Komisji Wyborczej.
Oni przecież nie budowali, tylko jak pasożyty obsiedli to, co cenniejsze i przejmowali nawet w zgodzie z przyjętym prawem wszystko to, co wystawiono im na licytację przez państwowego bankruta. Lub wygrywali tak zwane przetargi. Choć często i nawet w takie procedury się wtedy nie bawiono. Tak wyglądał czas tworzenia „polskiego kapitału". Oczywiście – pojawili się również genialni pośrednicy, od monopolizacji dostaw rosyjskiej ropy i wielu, wielu innych.(...)
Pojawią się też pytania o rolę organów państwa, a szczególnie służb specjalnych (UOP, ABW, WSI, CBA, CBS), w ostatnim dwudziestoleciu. Gdzie były? Czym się głównie zajmowały? A odpowiedzi są równie proste jak pytanie. Stały wiernie przy boku nowych właścicieli Rzeczypospolitej Polskiej. Stały na warcie u drzwi decydentów gospodarczych i politycznych strzegąc jak oka w głowie ich interesów, które nie miały nic wspólnego z interesem państwa polskiego.
Eliminując konkurencję prowokacją, niesłusznym oskarżeniem, aresztowaniem....
Stworzono państwo na wzór republik bananowych z tą różnicą, że nie wojsko pilnuje porządku i chroni pryncypałów oraz ich interesów, lecz czyni to cały aparat państwa. A przede wszystkim służby specjalne – działające na zlecenie spoza swojego konstytucyjnego kierownictwa.
Służby, które od 1990 roku złapały jednego szpiega! (...)
UNIA WOLNOŚCI (wcześniej UD-e) a lustracja, czyli kabaret
Zacytuję tu (za stenogramami sejmowymi) polemikę z posłem UW Janem Lityńskim(KOR) po mojej krytyce sprawozdania z działań Rzecznika Interesu Publicznego Bogusława Nizieńskiego:
„18 punkt porządku dziennego: Pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o ujawnieniu pracy lub służby w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracy z nimi w latach 1944-1990 osób pełniących funkcje publiczne (druk nr 2438).
Poseł Tomasz Karwowski:Dziękuję.
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Prezentując naszą opinię na temat propozycji posłów Unii Wolności dotyczącej zmian w tzw. ustawie lustracyjnej, chciałbym podzielić ją na dwa segmenty.
Po pierwsze, inicjatywa posłów Unii Wolności mająca na celu znowelizowanie ustawy jest bardzo cenna, ponieważ przy tej okazji można rzeczywiście pokusić się o jej rzeczywistą naprawę. Dlatego też widząc słabość wysiłków autorów noweli, Koło Parlamentarne Alternatywa już w pierwszym czytaniu sygnalizuje potrzebę rozszerzenia nowelizacji poprzez:
a) odtajnienie rozpraw lustracyjnych, tak by opinia publiczna, bo przecież taki był zamysł tej ustawy, miała prawo wglądu w przebieg samej rozprawy lustracyjnej,
b) rozszerzenie kręgu osób podlegających lustracji o radnych wszystkich szczebli, nauczycieli akademickich oraz urzędników służby dyplomatyczno-konsularnej.
Nasi posłowie zgłoszą w tym względzie odpowiednie poprawki w stosownym momencie.
Po drugie, rzeczywistym, a może i głównym powodem nowelizacji w zamyśle posłów Unii Wolności jest likwidacja uprawnień parlamentarzystów do składania wniosków lustracyjnych. Autorzy posunęli się nawet do tego, że przedstawiając opinii publicznej w ubiegłym roku swoją nowelę użyli sformułowania typu: zlikwidować donos poselski. Zresztą dzisiaj sprawozdawca poseł Wierchowicz w imieniu autorów również użył tego określenia. Chciałbym posłom Unii Wolności powiedzieć, że jeśli się donosi to tajnie, a nie publicznie.
A poza tym donosi konfident, zazwyczaj płatny. Nazywanie posłów korzystających z uprawnień obowiązującej ustawy donosicielami to nic innego jak objaw manii prześladowczej, strachu czy obaw.
Likwidacja instytucji jawnego wniosku lustracyjnego parlamentarzysty uniemożliwi jakąkolwiek kontrolę parlamentarną lustracji, a ponadto, skoro od 1 stycznia br. obywatele uzyskali dostęp do swoich teczek w Instytucie Pamięci Narodowej i mogą w materiałach na swój temat np. odkryć, że donosił na nich aktualny poseł, choćby z Unii Wolności, czy nawet premier, też choćby z Unii Wolności, to gdzie mają iść z taką wiedzą,jak nie do swojego zaufanego parlamentarzysty z ich okręgu wyborczego?
Mają się z tym zwrócić do Pana Boga czy do dyspozycyjnego politycznie rzecznika interesu publicznego? Po co? Aby mieć problemy? Bo też pewnie posłowie z Unii Wolności nazwą ich wówczas donosicielami. Natomiast za mój wniosek lustracyjny w stosunku do premiera Buzka, a zdaniem posłów Unii Wolności donos, już mi zapłaciliście – kubłem pomyj i pierwszą w historii naganą komisji. A naprawdę to nie ja donosiłem.
A może posłowie Unii Wolności, autorzy tej noweli, tak naprawdę boją się wiedzy zawartej w teczkach Instytutu Pamięci Narodowej, bo może nie wszystko udało się przez 10 lat zniszczyć i zatuszować, może część prawdy historycznej tam zawartej paru etosowych bohaterów odsłoni jako żałosnych kapusi; może nawet z Unii Wolności.
Dlatego obywatel, który posiądzie taką wiedzę, ma prawo pójść do swojego zaufanego posła i poprosić go o wyjaśnienie tej kwestii właśnie poprzez parlamentarny wniosek lustracyjny.
Poseł Jan Lityński:Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! (...) mam pytanie do pana posła wnioskodawcy – słuchałem pana posła Karwowskiego i zastanawiałem się, czy pan poseł mógłby odpowiedzieć na takie pytanie. Czy jego wystąpienie było spowodowane głupotą, czy jego wystąpienie było spowodowane podłością, czy może jednym i drugim, czy też czymś jeszcze innym? A jeżeli pan poseł uważa, że czymś innym, to czy pan poseł może powiedzieć, czym? Dziękuję bardzo.
Poseł Tomasz Karwowski:Panie Marszałku! Prosiłbym, żeby pan poseł Lityński przeprosił mnie, ponieważ pan poseł Lityński posuwa się za daleko. Ja rozumiem, że posłowie Unii Wolności są obrażeni słowami, które do nich skierowałem – taka jest moja ocena polityczna działań posłów Unii Wolności. Więc, prosiłbym pana posła Lityńskiego, ażeby nie posuwał się poza granice taktu przejawianego zazwyczaj przez posłów Unii Wolności, bo przecież ja też mogę was nazwać kreaturami, nikczemnikami, cynikami i obdarzyć paroma jeszcze innymi określeniami. A nie chcę... Proszę zatem tego nie czynić pośle Lityński. (Poruszenie na sali)
J. Buzek – lustracja Premiera koalicji AWS-UW , jak to było ...
Rzecznik Nizieński nawet oświadczył przed Sądem Lustracyjnym odpowiadając na moje pytanie, gdzie jest teczka Buzka jako choćby inwigilowanego obywatela PRL, … że Jerzy Buzek nie miał teczki nawet jako opozycjonista – bo nie był znany SB !
Jerzy Buzek i krzyk oszalałego ze strachu salonu.
W 1999 roku weszła w życie ustawa lustracyjna umożliwiająca (między innymi) skierowanie wniosku parlamentarnego do Rzecznika Interesu Publicznego w sprawie wskazanej we wniosku osoby objętej obowiązkiem złożenia oświadczenia lustracyjnego.
Pamiętałem o moim przyjacielu Janku Górnym i o jego dziwnym aresztowaniu w 1987 roku, o przebiegu Zjazdu „Solidarności” w Ustroniu w 1989 roku i o zastrzeżeniach wiceszefa Śląsko- Dąbrowskiej „Solidarności” zgłaszanych w trakcie ich zjazdu w 1990 roku.
We wszystkich tych sprawach pierwszoplanową postacią był Jerzy Buzek. Postanowiłem więc rozpocząć uczciwą lustrację od urzędującego premiera. Zdecydowałem się to uczynić w świetle jupiterów.
Wiele faktów przemawiało według mnie za tym, że na czele państwa może stać były agent. Nagromadzenie bowiem zdarzeń mogących potwierdzać „podwójną rolę” Jerzego Buzka w latach 1971-89 w strukturach podziemnej opozycji walczącej z totalitarnym systemem komunistycznym było tak duże, że poczucie obowiązku jako parlamentarzysty oraz pamięć o przyjacielu, którego życie osobiste i rodzinne zniszczyło SB i jej konfidenci, nakazywało mi to uczynić.
Wyjaśnić sprawę niezależnie od skutków i osobistych konsekwencji. Byłem to winien Górnemu i wielu innym dziś bezimiennym osobom, które doświadczyły podłości ze strony „pseudoprzyjaciół” zwerbowanych do współpracy przez komunistyczne służby specjalne. Poza tym sądziłem, że nie może być przecież wątpliwości co do tego, czy na czele rządu solidarnościowego nie stoi osoba moralnie skompromitowana, która, być może, szantażowana jest swoją niechlubną przeszłością.
Z tych powodów w dniu 18 maja 1999 roku, zdecydowałem się skierowaćpierwszy w historii polskiego parlamentaryzmu wniosek lustracyjny.
Wniosek o jej przeprowadzenie, zgodnie z ustawą, polegający na sprawdzeniu przez Rzecznika Interesu Publicznego, czy Jerzy Buzek w swoim oświadczeniu lustracyjnym nie skłamał zatajając ewentualną współpracę z SB. Wniosek dotyczył urzędującego premiera, lecz dla mnie ważniejsze było wyjaśnienie czy był on agentem czy nie, niż to, że był wtedy premierem.
Poniżej zamieszczam wniosek i stosowne dokumenty.
Tomasz Karwowski Warszawa, 18.05.1999 r.
WNIOSEK O WSZCZĘCIE POSTĘPOWANIA LUSTRACYJNEGO
-rażącą obrazę przepisów postępowania, która miała wpływ na treść zaskarżonego postanowienia (art 438 pkt.2 kodeksu postępowania karnego) w związku z nieprzeprowadzeniem wszystkich dowodów przeze mnie zawnioskowanych, jak również nieprzeprowadzeniem dowodów z urzędu, do których przeprowadzenia Rzecznik Interesu Publicznego zobowiązany jest z urzędu,
-błąd w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę zaskarżonego postanowienia (art. 438 §3 kpk) albowiem zgromadzone w sprawie dowody umożliwiają i zobowiązują złożenie wniosku do Sądu o wszczęcie
postępowania lustracyjnego.
II. Wnoszę o wszczęcie postępowania lustracyjnego z urzędu przez Sąd Apelacyjny Wydział Lustracyjny na podstawie art. 18 ust. 3 Ustawy z dnia 11.04.97.r. o „Ujawnieniu pracy lub służby w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracy z nimi w latach 1944-1990 osób pełniących funkcje publiczne".
Na wstępie należy jednak zauważyć, iż zgodnie z art. 19 Ustawy z dnia 11 kwietnia 1997 r. o ujawnieniu pracy lub służby w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracy z nimi w latach 1944-1990 osób pełniących funkcje publiczne (Dz. U. nr 70 poz. 443; zm.: Dz. U. nr 88, poz. 554 - zwana dalej ustawą) w postępowaniu lustracyjnym, w tym w postępowaniu prowadzonym na wniosek posła lub senatora, w zakresie nieuregulowanym przepisami ustawy stosuje się odpowiednio przepisy kodeksu postępowania karnego.
Nie budzi więc w świetle tego przepisu wątpliwości, że do postępowania przeprowadzonego przez Rzecznika zastosowanie mają zasady rządzące postępowaniem karnym a wynikające wprost z przepisów proceduralnych lub wypracowane przez doktrynę i orzecznictwo Sądu Najwyższego. Relacja zaś tego przepisu do art.17 ust.1 Ustawy utwierdza tylko to przekonanie, a nadto prowadzi do wniosku, że Rzecznik Interesu Publicznego jest organem o charakterze Prokuratora Lustracyjnego, wyposażonym w szerokie kompetencje wszczynania i prowadzenia tego postępowania. Tym bardziej, że z analizy przepisów ustawy lustracyjnej wynika, iż Rzecznik jest stroną reprezentującą interes publiczny.
Tymczasem analiza zaskarżonego postanowienia wyraźnie wskazuje, iż zostało ono wydane z rażącą obrazą naczelnej zasady rządzącej procesem karnym jaką jest zasada prawdy materialnej (dochodzenia prawdy). Stwierdzić bowiem należy, iż Rzecznik dopuścił się przy rozpoznawaniu niniejszej sprawy rażących uchybień procesowych, mogących mieć wpływ na treść zaskarżonego postanowienia (art. 438 pkt. 2 kpk).
Najważniejszym bowiem zadaniem organów procesowych, do którego ma zmierzać cała ich działalność jest ustalenie prawdy materialnej - jako podstawy do wydania słusznego i sprawiedliwego orzeczenia.
Z zasady zawartej w art. 2§2 kpk (w związku z art.19 Ustawy) wynika, że podstawę wszelkich rozstrzygnięć stanowią ustalenia faktyczne odpowiadające prawdzie. Zgodnie więc z cytowanym przepisem przebieg postępowania prowadzonego przez Rzecznika na mój wniosek powinien zmierzać do wykrycia prawdy o zdarzeniu będącym przedmiotem postępowania a więc faktu współpracy bądź nie Premiera Rządu RP Jerzego Buzka z organami wskazanymi w ustawie.
W konsekwencji w dążeniu do wykrycia prawdy Rzecznik powinien przeprowadzić dowody nie tylko te, które wskazałem we wniosku, a następnie w piśmie procesowym i które wynikają z obiektywnych informacji znanych Rzecznikowi i znanych publicznie, bo prezentowanych w środkach masowego przekazu - ale powinien także przeprowadzić dowody, których nie powołałem a do przeprowadzenia których uprawniony jest i jednocześnie zobowiązany na podstawie ustawy lustracyjnej i Kodeksu postępowania karnego.
Już w tym zakresie należy stanowczo stwierdzić, że zaskarżone postanowienie zapadło z naruszeniem, i to rażącym tejże zasady. Podkreślić w tym miejscu jeszcze trzeba, że do podejmowania czynności z urzędu i przeprowadzania dowodów z urzędu zobowiązują Rzecznika nie tylko przepisy Kodeksu postępowania karnego, ale i ustawy lustracyjnej. Z art.17d ust.1 pkt. 1 i 2 Ustawy wynika przecież wprost, iż podstawowym i to w dodatku ustawowym obowiązkiem Rzecznika jest zbieranie informacji niezbędnych do prawidłowej oceny Oświadczeń wpływających do Sądu.
Relacja tego ostatniego przepisu z uprawnieniem Rzecznika wynikającym z art. 17e ustawy prowadzi do jednoznacznego wniosku,iż Rzecznik Interesu Publicznego nie zapoznając się osobiście z dokumentacją archiwalną znajdującą się w archiwach służb wskazanych w ustawie lustracyjnej, dopuścił się rażącego naruszenia zasady dochodzenia do prawdy materialnej.
Nie budzi dla nikogo wątpliwości, że niniejszą sprawę należy zaliczyć do spraw bardzo trudnych, wymagających szczególnej i wnikliwej analizy zebranego materiału dowodowego, połączonej z dokładnym sprawdzeniem wszystkich podstaw wskazanych moich wnioskach i wynikających z powołanych wyżej okoliczności obiektywnie powszechnie znanych - poprzez sprawdzenie faktów, na które powołują się te dokumenty i które wynikają z tych obiektywnie i powszechnie znanych faktów. Rzecznik i w tym wypadku nie spełnił tego obowiązku z ewidentną i rażącą obrazą art.7 kpk w zw. z art.19 Ustawy. Rzecznik w rezultacie nie przestrzegania wymienionych zasad i poprzestania na przeprowadzeniu postępowania dowodowego - i to tylko w części - wnioskowanego przeze mnie, naruszył również zasady określone w art. 5 § 2 kpk i 7 kpk (z zw. z art. 19 Ustawy).
Po pierwsze, bowiem rozstrzygnął nasuwające się wątpliwości przy ocenie oświadczenia Premiera Rządu RP na jego korzyść, uchybiając jednak innemu obowiązkowi wynikającemu z art. 4 kpk, który nakazuje w razie powstania wątpliwości uzupełnić postępowanie dowodowe, by ustalić fakty zgodnie z rzeczywistym przebiegiem oraz wyjaśnić nasuwające się w tym zakresie wątpliwości. Przytoczone w tym względzie okoliczności (opisane wyżej) nie zostały sprawdzone przez Rzecznika w toku prowadzonego przez niego postępowania.
Dla udokumentowania tego stwierdzenia należy przytoczyć najistotniejszy fragment uzasadnienia zaskarżonego postanowienia, w którym Rzecznik z jednej strony stwierdza, że: „Z. Martynowicz zeznał, że istotnie informował T. Karwowskiego, iż Alojzy Pietrzyk w 1992 r. dwukrotnie mówił mu, że Jerzy Buzek był agentem”, a z drugiej strony stwierdza, że „ poseł T. Karwowski nie przedstawił żadnych wiarygodnych dowodów współpracy Jerzego Buzka ze służbami specjalnymi PRL." Rzecznik ustalając przyjęty stan faktyczny oparł się w zasadzie na zeznaniach Alojzego Pietrzyka i informacjach przekazanych mu przez podwładnych Premiera z archiwów UOP. Nie dążył natomiast do wyjaśnienia wątpliwości wynikających z zeznań Alojzego Pietrzyka czy Z. Martynowicza i wątpliwości wynikających z dowodów zawnioskowanych przeze mnie oraz powszechnie i obiektywnie znanych.
Nie przesłuchując pułkownika Wywiadu [ nazwisko nr 11 na załączniku „lista świadków"], kluczowej osoby przekazanej Rzecznikowi na 5 dni przed wydaniem postanowienia, jak również odmawiając przesłuchania pozostałych świadków i nie sprawdzając osobiście materiałów zgromadzonych w archiwach służb specjalnych PRL, w szczególności zaś w miejscach wskazanych w moim wniosku - nie sprawdził w efekcie prawdziwości oświadczenia lustracyjnego Jerzego Buzka, przede wszystkim zaś nie zebrał informacji niezbędnych do prawidłowej oceny i analizy jego oświadczenia - czym naruszył rażąco art. 17d ust. 1 pkt 1 i 2 ustawy lustracyjnej, w efekcie więc Rzecznik nie wykazał niezbędnej do prawidłowego orzeczenia dociekliwości skoro nie przeprowadził dowodów, o których powziął wiadomość na podstawie materiału zgromadzonego w tej sprawie.
Mimo istnienia tych dowodów Rzecznik nie podjął dodatkowych czynności, chociaż mogły one pomóc w poczynaniu ustaleń faktycznych odpowiadających prawdzie, który to cel jak stwierdzono na wstępie, jest podstawowym obowiązkiem wszystkich organów procesowych. organów procesowym. Pomimo tego, że niniejsza sprawa jest od strony dowodowej sprawą niezmiernie skomplikowaną, o czym wspomniano wyżej, to powołane wyżej dowody nie są jedynymi, z których przeprowadzenia zrezygnował Rzecznik. Z uzasadnienia postanowienia wynika przecież, że zrezygnował z wszystkich najistotniejszych zgłoszonych później przeze mnie dowodów.
Przede wszystkim z przesłuchania 11-tu z 18-tu zgłoszonych świadków.
W kontekście powyższych rozważań zupełnie kuriozalne są stwierdzenia Rzecznika odnoszące się do świadków, o przesłuchanie których wnioskowałem w piśmie procesowym i konieczność przesłuchania których wynika z istoty i celu prowadzonego postępowania. Twierdzenia bowiem Rzecznika, że zaproponowane przeze mnie dowody nie mają znaczenia dla rozstrzygnięcia niniejszej sprawy - chodzi przede wszystkim o świadków [„lista świadków" w załączeniu] świadczy albo o nieznajomości podstawowych przepisów proceduralnych rządzących postępowaniem dowodowym albo też jest świadomym zabiegiem Rzecznika zmierzającym do zapobieżenia wszczęciu postępowania lustracyjnego przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie.
Przede wszystkim jednak zupełnie dyskwalifikuje Rzecznika uzasadnienie przyczyn nieprzeprowadzenia tych dowodów, które jest sprzeczne z wymogami art. 170 § 2 kpk. Uznanie bowiem z góry zeznań świadków za niewiarygodne jest sprzeczne z zasadą równorzędności wszystkich dowodów, podlegających wprawdzie swobodnej ocenie, lecz dopiero po ich przeprowadzeniu.
Tymczasem Rzecznik dokonał oceny zeznań wskazanych przeze mnie świadków przed przeprowadzeniem dowodu z ich zeznań, co rażąco narusza zasadę równorzędności wszystkich dowodów. Podkreślić też trzeba, że powołany przepis nie przewiduje oddalenia wniosku dowodowego z powodu niesprecyzowania lub niedokładnego sprecyzowania okoliczności jaka ma być środkiem dowodowym. W niniejszej sprawie słuszny interes społeczny przemawia za przeprowadzeniem nie tylko dowodów wskazanych w moich wnioskach, ale sprawdzenia dowodów powszechnie i obiektywnie znanych, o czym już była mowa wyżej.
Niezrozumiałe są wywody Rzecznika opierające nieuwzględnienie moich wniosków dowodowych tylko dlatego, że wnioski te nie wskazują szczegółowej okoliczności ich uzasadnienia.
W postępowaniu lustracyjnym nie ma zresztą innych okoliczności do badania tezy dowodowej niż tylko te, które są związane z tajną współpracą na rzecz organów bezpieczeństwa PRL.
Oddalenie wniosku dowodowego może nastąpić tylko w wypadkach wskazanych w ustawie: kodeks postępowania karnego. Taksatywnie określone podstawy oddalenia wniosku dowodowego podaje art. 170 par 1 i 2 kpk, ich rozszerzenie jest zatem niedopuszczalne ( vide „Polskie postępowanie karne”, T. Grzegorczyk i J. Tylman , PWN str. 440). Zgodnie z cytowanym artykułem wniosek dowodowy może być oddalony jeżeli przeprowadzenie dowodu jest niedopuszczalne, okoliczność która ma być udowodniona jest już udowodniona zgodnie z twierdzeniem wnioskodawcy, dowód jest nieprzydatny do stwierdzenia danej okoliczności bądź gdy dowodu nie da się przeprowadzić.
Rzecznik Interesu Publicznego uzasadnił np. że nie przeprowadził dowodu z zeznań pułkownika Wywiadu, bowiem Tomasz Karwowski nie uzyskał informacji, iż prowadził on Jerzego Buzka jako tajnego współpracownika od tego świadka (str. 8 Uzasadnienia). Jednak kodeks postępowania karnego nie przewiduje konieczności aby osoba wnioskująca o przesłuchanie świadka na konkretne okoliczności miała uprzednio uzyskać te wiadomości z wymienionego źródła dowodowego. W zupełności wystarczy, że wie iż świadek ten posiada konkretne wiadomości w sprawie.
Skądinąd szokujące jest by wymagać od działaczy antykomunistycznej opozycji osobistego zapoznania funkcjonariuszy służb specjalnych.
Poza tym już z treści ustawy lustracyjnej wynika (nie wspominając o zasadach rządzących, postępowaniem karnym), że obowiązkiem Rzecznika jest działanie a więc zbieranie wszelkich dowodów z urzędu - co, jak wyżej wspomniałem jest jego ustawowym obowiązkiem wynikającym z art. 17d ust. 1 pkt. 2 Ustawy Lustracyjnej. Nadmienić też trzeba, odnosząc się do stwierdzenia Rzecznika, iż wskazane dowody nie mają znaczenia dla rozstrzygnięcia niniejszej sprawy, że dla oddalenia wniosku dowodowego z tego powodu nie wystarcza jedynie przekonanie, że istnienie lub nieistnienie okoliczności, które zostaną stwierdzone na podstawie tego dowodu może nie mieć wpływu na rozstrzygnięcie - tak jak dywaguje w uzasadnieniu zaskarżonego postanowienia Rzecznik.
Organ musi bowiem konkretnie stwierdzić, że wnioskowany dowód nie ma znaczenia i nie może mieć znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy. Tymczasem źródła dowodowe wskazane w moich wnioskach mają kapitalne znaczenie dla pozytywnego rozstrzygnięcia niniejszej sprawy. Przeprowadzenie dowodu z zeznań [świadków wymienionych załączonej liście] pozwoli na pełne ujawnienie roli Jerzego Buzka w strukturach opozycyjnych.
Rzecznik Interesu Publicznego w przypadku istotnych wątpliwości winien sprawy kierować do Sądu Lustracyjnego. Nie jest zadaniem Rzecznika osądzać i rozstrzygać niejasności. Tym bardziej nie wolno mu przed zakończeniem postępowania dowodowego (przesłuchanie świadków, wgląd do akt) dokonywać całościowej oceny.
Zgodnie z art. 17d ust. 1 pkt. 2 Ustawy Rzecznik ma zebrać informacje, a nie zastępować Sąd. Tym bardziej nie jest jego rolą oczekiwanie by wnioskodawcy procedury lustracyjnej przynieśli „teczkę" Tajnego Współpracownika służb specjalnych.
W powyższym kontekście pamiętać bowiem trzeba, że niniejsza sprawa ma zasadnicze znaczenie dla niepodległego bytu Państwa Polskiego a jej przeprowadzenie zgodnie z wymogami wskazanymi w obowiązujących przepisach leży w interesie nie tylko państwa, ale i przyszłości Narodu Polskiego. Występuje więc także szczególnie uzasadniony przypadek w rozumieniu art. 18a ust. 3 ustawy lustracyjnej, zobowiązujący Sąd Lustracyjny do wszczęcia postępowania z urzędu.
Przekonuje do tego zwrot przepisu wyżej powołanego „Sąd wszczyna postępowanie z urzędu …”, co wskazuje, że w razie stwierdzenia szczególnie uzasadnionego przypadku (jakim niewątpliwie jest niniejsze postępowanie, a przede wszystkim osoba, której dotyczy i implikacje z tego wynikające) wszczęcie postępowania przez Sąd z urzędu jest obligatoryjne.
Tak winno być zdaniem wnioskodawcy w odniesieniu do wszystkich ewentualnych członków najwyższych władz państwowych. Sądowe wyjaśnienie wszelkich niejasności w postępowaniu kontradyktoryjnym jest w tym wypadku znacznie lepszym rozwiązaniem niż odwlekanie rozpatrywania tych trudnych kwestii na etapie prokuratorskim, (vide sprawa Józefa Oleksego którą umorzył znany ze służalczości wobec ZSRR prokurator wojskowy Płk Sł. Gorzkiewicz).
Jerzy Buzek został zwerbowany przez Wywiad Wojskowy PRL w roku 1971 przed wyjazdem na stypendium naukowe do Wielkiej Brytanii (1971-72 r). Informacja na ten temat zawarta jest w zachowanych aktach [ zał. nr 1]. Pierwszym zadaniem agenta było zdobycie dla Układu Warszawskiego najnowszych technologii utylizacji gazów bojowych. Po powrocie do kraju, w końcu 1972 roku, Jerzy Buzek złożył stosowny raport. Wobec podejrzenia o przewerbowanie agenta przez MI 5 (siostrzane do CIA służby brytyjskie) Wywiad PRL zrezygnował z użycia agenta „na kierunku państw kapitalistycznych".
W związku z tym przekazano agenta do dyspozycji Służby Bezpieczeństwa [ zał. nr 2]. Użyty przez Służbę Bezpieczeństwa po wydarzeniach 1976 r (protesty na uczelniach) do operacji rozpracowania środowisk akademickich m.in. w ramach sprawy obiektowej „Politechnika". Chodzi o Politechnikę Gliwicką. Działania te koordynował przede wszystkim Wydział III KW MO Katowice, [zał. Nr. 3. ]. Nagrodą za efektywną pracę było umożliwienie przyznania tytułu naukowego docenta (akta rozpracowania „Docent").
Jerzy Buzek posiadał minimum 3 „teczki" , pierwszą gdy był rozpracowywany - przymuszany do współpracy „Docent" (?), drugą założył Wywiad, trzecią Służba Bezpieczeństwa, nadając kryptonim Tajny Współpracownik (TW) „Karol". Natomiast w ramach każdej z wymienionych, występowały m.in. teczka personalna oraz teczka pracy tzw. operacyjna.
Po strajkach sierpniowych 1980 roku Jerzego Buzka skierowano do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność". Najpoważniejszym sukcesem agenta TW „Karol" stały się działania manipulacyjne podczas I-szego Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ "Solidarność" w Gdańsku, gdzie jako współprowadzący obrady m.in. doprowadził do uchwalenia słynnej Odezwy do Narodów Europy Środkowo- Wschodniej. Celem autorów z komunistycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL była prowokacja i uzyskanie bezpośredniej pomocy (z interwencją zbrojną włącznie) od ZSRR, zaniepokojonego rozszerzaniem się wolnościowej „zarazy" na inne kraje socjalistyczne.
Agent otrzymał za to zadanie wysoką nagrodę finansową, [zał. nr 4]. W 1985 podpisał kolejny ważny dokument złożony w teczce operacyjnej TW „Karol" [zał. nr 5] .
Charakterystyczną rolę Jerzy Buzek odgrywa w aresztowaniu przywódców Śląskiego podziemia solidarnościowego. Poznaje wyjątkowo lokal, w którym ukrywa się Tadeusz Jedynak. Wkrótce zostaje w nim aresztowany tenże lider władz regionalnych i krajowych..
Następnie Jerzy Buzek poznaje mieszkanie, w którym ukrywa się następny szef regionalnych struktur „Solidarności"- Jan Andrzej Górny. Po kilku godzinach lokal okrąża ogromna liczba samochodów SB oraz cywilnych i mundurowych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa PRL. Poszukiwanego przez 7 lat listem gończym Prokuratury Wojskowej czołowego działacza podziemnych struktur, w tym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność" aresztowano... bez rewizji lokalu !
Jerzy Buzek niezauważony, z torbą pełna związkowych pieniędzy, bez kłopotu opuszcza po kwadransie „kocioł". Nie znany jest w dziejach podziemia przypadek (a tym bardziej na „czerwonym" Śląsku), by przy tak ważnym aresztowaniu Służba Bezpieczeństwa nie dokonywała gruntownej rewizji i „zabezpieczenia" lokalu.
Jedynym, który skorzystał na powyższych aresztowaniach był Jerzy Buzek, który jako >doradca< zaczął ,,nieformalnie" reprezentować Górny Śląsk w pracach krajowego kierownictwa (TKK) „Solidarności". Było to możliwe, gdyż SB nie dopuściła do wyłonienia kolejnego przywódcy regionalnej NSZZ „Solidarność".
Dotychczasowa odmowa przesłuchania w procesie lustracyjnym Tadeusza Jedynaka, przywódcy podziemnej „S" przez powołanie się na opinię J.A. Górnego jest kompletnie absurdalne (str. 7 Postanowienia Rzecznika). W tej sprawie nie oceniamy więzi przyjacielskich czy też jawnych współpracowników Moskwy (Miller, Oleksy itp.) ale utajnionych przed nami (działaczami demokratycznej opozycji) tajnych współpracownikach służb specjalnych.
Perfidia systemu totalitarnego polegała na tym, że wśród naszych znajomych i współpracowników umieszczano „przyjaznych" nam agentów służb specjalnych.
Za powyższe zasługi oraz przekazanie dokumentów władz podziemnej „Solidarności" agent TW „Karol" otrzymał od Służby Bezpieczeństwa 7000 USD (Równowartość ówczesnych ok. 350 pensji!) [zał. nr 7].
Co najciekawsze, Jerzy Buzek nigdy nie został aresztowany czy nawet internowany, choć już od roku 1981 z racji jawnej działalności w legalnej NSZZ "Solidarność", był doskonale znany Służbie Bezpieczeństwa. Mało tego, wielokrotnie (10 razy) wyjeżdżał do krajów kapitalistycznych. Jest to również wypadek wśród działaczy opozycji bez precedensu. Tym bardziej, że na Śląsku szalał największy komunistyczny terror. „Ekstremie" paszport czasami wręczano, owszem, ale z pieczątką: bez prawa powrotu do PRL.
TW „Karol" był najwyżej ulokowanym tajnym współpracownikiem służb specjalnych komunistycznego aparatu represji we władzach ruchu „Solidarność". Konfederacja Polski Niepodległej o istnieniu takiej agentury była informowana. Ocena infiltracji struktury tzw. gliwickiej części RKW NSZZ"S", została przekazana kierownictwu podziemnej „Solidarności" przez osobę informowaną przez Wydział Operacyjny „kontrwywiadowczy" KPN [świadek ujawniony Sądowi zgodnie ze zobowiązaniem posła Michała Janiszewskiego odn 8].
Kierownictwo podziemia świadome było penetracji przez służby specjalne. Stąd w wolnej Polsce już po zwycięstwie Przewodniczącego NSZZ „S" Lecha Wałęsy w wyborach prezydenckich doszło, w 1991 roku, na terenie Kancelarii głowy państwa do poufnego spotkania z udziałem członków władz „Solidarności" [świadkowie odn. nr 9]. Przeglądano materiały operacyjne byłej Służby Bezpieczeństwa PRL. W tym również teczkę TW ,,Karol”, „Docent”' i „Oris".
Zakres podejrzeń ograniczył się do 2 osób. Już wtedy był wśród nich Jerzy Buzek, i z tego najprawdopodobniej powodu nie został on Wojewodą Katowickim. Sprawa wybuchła ponownie podczas Regionalnego Zjazdu „Solidarności" Śląsko-Dąbrowskiej, gdzie Wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Zbigniew Martynowicz zarzucił publicznie J. Buzkowi współpracę z SB. Jerzy Buzek następnie „znikł" na wiele lat z życia politycznego.
Rok temu przez prasę przetoczyła się fala publikacji na temat podejrzeń o współpracę Premiera z SB. Poza „Kurierem Związkowym" najszerzej opisała sprawę „Trybuna Śląska", gazeta o milionowym nakładzie.
Jerzy Buzek, piastujący jeden z najwyższych urzędów publicznych nie zareagował. Nie napisał sprostowania. Nie oddał sprawy do sądu za „oszczerstwo". Wreszcie co najważniejsze, w ramach ustawy lustracyjnej nie wystąpił do Sądu ze stosownym oświadczeniem (w trybie art. 18a pkt 3 w związku z art. 8 Ustawy z dnia 11.04.97). Co gorsza, Jerzy Buzek od kilku tygodni wprowadza w błąd opinię publiczną twierdząc że „wraz z wnioskiem posła Tomasza Karwowskiego sam wystąpiłem o auto-lustrację".
Tylko ta jedna okoliczność zachowania Jerzego Buzka uzasadnia zastosowanie przez Sąd Lustracyjny artykułu 18a ust. 3 Ustawy o Ujawnieniu pracy lub służby w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracy z nimi w latach 1944-1990 osób pełniących funkcje publiczne i wszczęcie „w uzasadnionym przypadku" postępowanie z urzędu. Oczywiście powodów uzasadniających zastosowanie powyższej procedury ustawowej wymieniłem już bardzo wiele.
Trudno doprawdy w postępowaniu lustracyjnym oczekiwać tak wielkiego nagromadzenia wiedzy, świadków i zachowanych akt służb specjalnych, jak w tym przypadku. Dodatkowym argumentem niech będzie fakt, iż jak ujawnił wiceminister sprawiedliwości Leszek Piotrowski, prokuratura zamierza pozostawić bezkarnym fakt niedawnego zniszczenia teczki Tajnego Współpracownika SB o kryptonimie „Bolek".
W sytuacji, gdy Premier pozostaje bezpośrednim zwierzchnikiem służb specjalnych, co skwapliwie wykorzystuje m.in. do ingerencji w zasoby archiwalne, działań politycznych przeciw niepodległościowej opozycji oraz do zmian strukturalno-organizacyjnych [załączniki 10, 11 i 12] należy bezzwłocznie i dogłębnie zbadać sprawę ewentualnej współpracy Jerzego Buzka ze służbami specjalnymi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Tym bardziej, iż publiczne oświadczenia Szefa Kancelarii Prezydenta RP wskazują na elementy istnienia długotrwałej i poza-prawnej presji lustracyjnej pomiędzy naczelnymi organami władzy państwowej [ załącznik nr 13 i 14].
Z tych względów wnoszę o wszczęcie postępowania lustracyjnego wobec Prezesa Rady Ministrów Jerzego Buzka.
Oczywiście Sąd Lustracyjny podzielił stanowisko „Gazety Wyborczej” i Rzecznika, a mnie pozostał tylko obraz sędziów, którzy przez całą tajną rozprawę mieli oczy wbite w podłogę…
Rzecznik Nizieński nawet oświadczył przed Sądem odpowiadając na moje pytanie, gdzie jest teczka
Buzka jako choćby inwigilowanego obywatela PRL, że Jerzy Buzek nie miał teczki nawet jako opozycjonista – bo nie był znany SB!
I jak to się ma do faktu, że na oczach całej SB współprowadził obrady I Zjazdu NSZZ „Solidarność”
– tu odpowiedzi nie było, Sąd nie dociekał…