Source: http://schadzki-cywilne.blogspot.com/2008/
Timestamp: 2018-08-18 10:53:24
Legal References Found: art. 45
 art. 4
 art. 1
 art. 637
 art. 637
 art. 566
 art. 566
 art. 638
 art. 566
 art. 566
 art. 566
 art. 480
 art. 31
 art. 31
 art. 31
 art. 31
 art. 31
 art. 32
 art. 137
 art. 31
 art. 413

Art. 413
 art. 398
 art. 31
 art. 31
 art. 8
 art. 9
 art. 32
 art. 32
 art. 31
 art. 31
 art. 41
de lege ferenda
 art. 471
 art. 471
 art. 480
 art. 24
 art. 4310
 art. 23

Document Content:
Schadzki Cywilne w Collegium Maius: 2008
Czy utwór można "złapać"?
Pojęcie „własności intelektualnej” stało się popularnym określeniem zbiorczym na wszystkie prawa wyłączne mające za przedmiot wytwór ludzkiego intelektu wypierając w tym zakresie pojęcie „praw na dobrach niematerialnych”. Sztandarową dziedziną własności intelektualnej jest prawo autorskie. Pomijając dyskusję ile we własności intelektualnej jest z „klasycznego” prawa własności porównajmy przedmioty obu tych praw. Prawo własności odnosi się do rzeczy, natomiast przedmiotem praw autorskich jest utwór. Z zasady rzeczy są naturalnie wyodrębnionymi elementami materii. Dlatego kodeks cywilny w art. 45 poprzestaje na sformułowaniu, że „rzeczami w rozumieniu niniejszego kodeksu są tylko przedmioty materialne”. Nikt nie zastanawia się raczej, gdzie kończy się kubek z herbatą, a zaczyna blat biurka. Inaczej przedstawia się sprawa w przypadku utworów, ponieważ stanowiąc umowny byt niematerialny wymykają się spod oceny naszych zmysłów. Prawo autorskie nie może, więc poprzestać na skonstruowaniu uprawnień, ale musi jeszcze sformułować kryteria na podstawie, których będzie można wyodrębnić chronioną wartość. W przeciwnym wypadku prawo autorskie jako prawo podmiotowe nie ma sensu, skoro nie wiadomo co ma chronić.
Jeśli chodzi o ustalenie co jest utworem, a co nim już nie jest, niewiele kwestii zostało rozstrzygniętych „na pewno”. Wiadomo, że utworami nie są akty normatywne, opublikowane opisy patentowe lub ochronne, dokumenty urzędowe, proste informacje prasowe i inne wytwory opisane w art. 4 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (pr. aut.). Wiadomo również „na pewno”, że ochroną prawnoautorska nie dotyczy również odkryć, idei, procedur, metod i zasad działania oraz koncepcji matematycznych. Aczkolwiek postawienie granicy między pomysłem a formą jego wyrażenia nastręcza już pewnych problemów. Przykładem niech będzie kwestia ochrony koncepcji postaci fikcyjnych, albo ogólniej obrazu zindywidualizowanego występującego w utworze artystycznym[1]. Wiadomo, że utworem powinien być każdy ustalony przejaw twórczej działalności o indywidualnym charakterze (tak w uproszczeniu brzmi ogólna definicja utworu z art. 1 pr. aut). Ale nie bez złośliwości można zauważyć, że jest to przykład definicji ignotum per ignotum.
Skoro utwór definiowany jest za pomocą pojęć nieostrych, to naturalną konsekwencją takiego stanu jest przesunięcie ciężaru określenia, która działalność intelektualna podlega ochronie prawnoautorskiej na sądy. Orzecznictwo w tym zakresie przedstawia się okazale i może być przedmiotem obszernej analizy, ale ogólna dyrektywa oceny jest bardzo liberalna. W efekcie rozważano uznanie za utwór nawet kompozycji zapachowej[2], która z uwagi na swoją powtarzalność powinna podlegać ewentualnie ochronie jako tajemnica handlowa.
Czy zatem możliwe jest wytyczenie jakiś granic dla utworu, w taki sposób, aby nie sprowadzałoby się to do twierdzenia, że „wszystko co pod słońcem twórczo wyraził człowiek, może podlegać ochronie prawa autorskiego”. Myślę, że wyodrębnienie utworów spośród innych przejawów działalności intelektualnej jest możliwe. Jednakże sędziowie nie powinni polegać wyłącznie na swojej intuicji, a częściej sięgać do narzędzi takich jak koncepcja statystycznej jednorazowość Kummera, czy warstwowej budowy utworu Kopffa (zob. posty 1 i 2). Nie są to narzędzia uniwersalne i wolne od wad, ale w wielu przypadkach mogą okazać się pomocne. Zadaniem doktryny prawa jest natomiast ulepszanie istniejących i budowanie nowych koncepcji, które miałyby na celu „uchwycenie” utworu.
Czy jest to zadanie wykonalne? Profesorowie J. Barta i R. Markiewicz mówią, że takie próby, które oni sami zresztą podejmowali, są „błędami młodości”. Dążność do „mierzalności utworu”, ich zdaniem, jest nieosiągalna. Trudno zignorować głos autorytetów, którzy sporą część swojego życia poświęcili na rozwiązywanie problemów prawa autorskiego.
[1] O koncepcji „obrazu zindywidualizowanego” zob. M. Poźniak-Niedzielska [w:] J. Barta (red.), System Prawa Prywatnego. Tom 13, Prawo autorskie, Warszawa 2007, s. 9-11; szerzej A.Kopff, Dzieło sztuk plastycznych i jego twórca w świetle przepisów prawa autorskiego, Kraków 1961, s. 47-65
[2] zob. orzeczenie Hoge Raad z 16 czerwca 2006 roku w sprawie KECOFA B.V. v. LANCÔME PARFUMS ET BEAUTÉ et Cie S.N.C., syg. C04/327HR
Autor: carpcov o 17:33 Brak komentarzy:
Uprawnienia z tytułu rękojmi za wady przy umowie o dzieło: odnośnie kazusu Szymona.
Niniejszy post jest odpowiedzią na posta Szymona oraz komentarze Agaty i Marzeny zamieszczone pod postem.
ad. 1. Zgodnie z przepisem art. 637 §1 k.c. w opisanym przez Szymona stanie faktycznym deweloperowi A przysługuje uprawnienie w postaci „żądania usunięcia wady” (czyli żądania naprawienia dzieła wykonanego niezgodnie z umową). W literaturze istnieje pogląd, iż owo żądanie to „roszczenie majątkowe niezaskarżalne (niesamoistne)”, czyli takie, którego nie sposób dochodzić skutecznie przed sądem [por. m.in. J. Skąpski, Sprzedaż [w:] W. Czachórski (red.), System prawa cywilnego, Tom 3, Prawo zobowiązań – część szczegółowa, PAN 1976, s. 143; inaczej: W. Katner, Sprzedaż [w:] J. Rajski (red.), System Prawa Prywatnego, Tom 7, Prawo zobowiązań – część szczegółowa, Warszawa 2004, s. 134]. Przyjęcie takiej kwalifikacji żądania naprawy pociąga za sobą odpowiednie skutki. Przede wszystkim, w określonych w przepisach art. 637 §1 i §2 k.c. przypadkach zamawiającemu przysługiwać będą jedynie uprawnienia do odstąpienia od umowy lub obniżenia wynagrodzenia. Zamawiający nie będzie mógł natomiast przymusić przyjmującego zamówienie do naprawy wadliwego dzieła samodzielnie lub za pomocą osób trzecich. W powołanym przez Szymona w poście wyroku Sądu Najwyższego z 10. stycznia 2008 roku (sygn. akt IV CNP 147/07, LEX nr 361455) wyrażono pogląd, iż zamawiający, w opisanej przez Szymona sytuacji, może, bez żądania upoważnienia przez sąd do usunięcia wad na koszt przyjmującego zamówienie, wady te usunąć i żądać odpowiedniego obniżenia wynagrodzenia. W takim razie choć zamawiający nie będzie mógł dochodzić skutecznie roszczenia o usunięcie wady dzieła, będzie mógł skutecznie „żądać” obniżenia wynagrodzenia za wadliwe dzieło (osiągając podobny skutek w krótszym terminie). W ten sposób dzieło zostanie naprawione, a koszty naprawy zostaną pokryte z wynagrodzenia przyjmującego zamówienie.
Czy sytuacja wygląda inaczej, jeśli przyjmiemy, że żądanie usunięcia wady jest w istocie uprawnieniem prawo kształtującym? Skorzystanie przez zamawiającego z uprawnienia prawo kształtującego do usunięcia wady dzieła wywoła skutek taki, że po stronie przyjmującego zamówienie powstanie obowiązek, którego dochodzenie będzie możliwe na drodze sądowej [por. M. Pecyna, Ustawa o sprzedaży konsumenckiej. Komentarz, Wolters Kluwer 2007, s. 165]. Sytuacja więc przedstawia się inaczej niż w przypadku przyjęcia, że chodzi o roszczenie. Zamawiający własnym działaniem doprowadza do zmiany w sferze prawnej przyjmującego zamówienie. Owa zmiana miałaby polegać na powstaniu obowiązku po stronie przyjmującego zamówienie do usunięcia wady. Źródłem obowiązku nie jest więc umowa, lecz oświadczenie złożone przez zamawiającego. Miałby to być zatem obowiązek inny niż wynikający z umowy i miałoby to m.in. decydować o samoistności roszczenia, czyli możliwości egzekwowania tego obowiązku na drodze sądowej. Obowiązek powstawałby bowiem po stronie przyjmującego zamówienie w sytuacji, gdy wykonał on już zobowiązanie (nienależycie, ale wykonał). Roszczenie do naprawy dzieła powstałe po wykonaniu przez zamawiającego uprawnienia prawo kształtującego nie podlegałoby już obostrzeniom czasowym zastrzeżonym dla uprawnień z tytuły rękojmi.
Jednak powstaje pytanie, czy obowiązek w postaci wykonania dzieła bez wad nie istnieje już na podstawie pierwotnej umowy. W takim razie to nie uprawnienie prawo kształtujące tworzy taki obowiązek, lecz wynika on już z pierwotnie zawartej umowy, a odpowiada mu uprawnienie po stronie zamawiającego. Czy to roszczenie jest samoistne? J. Skąpski stwierdza jednoznacznie, że nie. Ale argumenty, którymi się posługuje są oparte jedynie na prakseologicznych trudnościach związanych z dochodzeniem takiego roszczenia w drodze egzekucji. Bo, jak stwierdza J. Skąpski, „przymusowe doprowadzenie do usunięcia wady z reguły mogłoby nastąpić w drodze wykonania zastępczego”. Czy ta kwestia może rzutować na stwierdzenie, czy mamy do czynienia z roszczeniem samoistnym, czy nie? Według mnie nie powinna. Zatem, roszczenie o usunięcia wady dzieła będzie jak najbardziej możliwe do egzekwowania przed sądem [por. A. Brzozowski, Umowa o dzieło [w:] J. Rajski (red.), System Prawa Prywatnego, Tom 7, Prawo zobowiązań – część szczegółowa, Warszawa 2004, s. 375-376]. Wydaje się zatem, że upoważnienie osoby trzeciej (naprawienie zastępcze) będzie wchodziło w grę. Inna sprawa, że sposób zaprezentowany przez Sąd Najwyższy w wyroku z 10. stycznia 2008 roku jest prostszy. W kazusie Szymona – deweloper A mógł żądać obniżenia wynagrodzenia powierzając przez siebie wybranemu podmiotowi usunięcie wady. W ten sposób nie musiałby odstępować od umowy, a wada zostałaby usunięta na koszt przedsiębiorcy B (nie musiałby też wytaczać powództwa, w którym dochodziłby usunięcia wady).
Osobiście przekonuje mnie bardziej pogląd traktujący żądanie usunięcia wady dzieła za roszczenie majątkowe samoistne, a nie uruchamiające jedynie możliwość skorzystania z kolejnych uprawnień. Jednocześnie przyjęcie, że jest to uprawnienie prawo kształtujące prowadzące do powstania nowego jakościowo obowiązku wydaje mi się sztuczne. Jeśli bowiem rozróżnimy w ogóle wykonanie zobowiązania i należyte wykonanie zobowiązania, to konsekwentnie należy przyjąć, że w wypadku opisanym w kazusie mamy do czynienia z nienależytym wykonaniem zobowiązania. Oznacza to, że część obowiązków wynikających z umowy wygasła (przyjmujący zamówienie nie popadł w zwłokę itp.), a część nie (świadczenie nie odpowiada w całości świadczeniu opisanemu w umowie). Istnienie obowiązku upatrywałbym już zatem w umowie pierwotnej pomiędzy A i B. Przyjęcie zresztą, że roszczenie o naprawę powstaje dopiero z chwilą wykonania uprawnienia przez zamawiającego prowadzi do poważnej zmiany sytuacji przyjmującego zamówienie. A mianowicie, nagle okazuje się, że zamiast roku terminu zawitego – mamy co najmniej dwa lata terminu przedawnienia. Odpowiedzialność przyjmującego zamówienie jest zatem istotnie rozszerzona.
Biorąc pod uwagę powyższe, należy także zastanowić się nad charakterem „żądania obniżenia wynagrodzenia” – czy to jest roszczenie, czy uprawnienie prawo kształtujące? W razie przyjęcia, że jest to roszczenie – deweloper A będzie mógł jedynie żądać od przedsiębiorcy B obniżenia wynagrodzenia, co B może uczynić i zwrócić część kwoty, albo i nie. W wypadku, gdy uznamy, że deweloper A samodzielnie wykonując przysługujące mu uprawnienie prawo kształtujące obniży wynagrodzenie – będzie mógł domagać się od B odpowiedniej kwoty stanowiącej np. koszt naprawy zastępczej. B nie będzie dokonywał obniżenia wynagrodzenia samodzielnie. Ten przykład pokazuje, o ile korzystniejsza dla zamawiającego jest sytuacja, gdy uznamy, że obniżenie wynagrodzenia następuje w drodze wykonania uprawnienia prawo kształtującego. To bowiem na przyjmującym zamówienie będzie spoczywał ciężar udowodnienia, że wynagrodzenie obniżono w większym stopniu, aniżeli zamawiający powinien (byłoby odwrotnie w wypadku uznania, że żądanie obniżenia wynagrodzenia to roszczenie – na zamawiającym mógłby (choć jest to sporne) spoczywać ciężar dowodu, że wynagrodzenie nie zostało obniżone w stopniu, w którym powinno).
Odpowiadając na ewentualny zarzut niespójności wywodu, bo z jednej strony rezygnuję z koncepcji uznającej żądanie do usunięcia wady za uprawnienie prawo kształtujące po to, by chronić przyjmującego zamówienie, a z drugiej strony przyjmuję, że żądanie obniżenia wynagrodzenia jest tego typu uprawnieniem, by chronić zamawiającego, chciałbym podkreślić, iż w ten sposób ważę interesy obu stron i przyjmuję rozwiązanie kompromisowe, wychodzące naprzeciw sytuacji obu kontrahentów.
ad. 2. Co do przepisów dot. niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania na tle przepisów dot. rękojmi za wady chciałbym przytoczyć dwa poglądy opisujące w sposób odmienny relację pomiędzy art. 566 a 471 i n. k.c. Przepisy art. 566 k.c. znajdą zastosowanie w przypadku umowy o dzieło na mocy odesłania z art. 638 k.c.
Pierwszy pogląd zakłada powiązanie art. 566 k.c. i możliwości dochodzenia odszkodowania z wykonywaniem uprawnień z tytułu rękojmi (terminy prekluzyjne itp.). Drugi natomiast zakłada rozdzielność uprawnień z tytułu rękojmi za wady oraz z tytułu odpowiedzialności odszkodowawczej ex contractu na zasadach ogólnych. Roszczenie o naprawienie szkody nie podlega wtedy obostrzeniom zastrzeżonym dla odpowiedzialności z tytułu rękojmi za wady [por. J. Skąpski, Sprzedaż…, s. 146 oraz W. Katner, Sprzedaż…, s. 147-148]. Według dominującego poglądu nadmierność obciążenia strony odpowiedzialnej z tytułu rękojmi oraz szybkość rozliczeń między stronami umowy nie mogą rzutować na przyjęcie, że odpowiedzialność odszkodowawcza na zasadach ogólnych jest wyłączona przez szczególny reżim odpowiedzialności z tytułu rękojmi. Traktuje się więc przepis art. 566 §1 zd. 1 jako normę kolizyjną wskazującą, iż równolegle do reżimu odpowiedzialności z tytułu rękojmi za wady, funkcjonuje reżim ogólny odpowiedzialności odszkodowawczej.
Osobiście przekonuje mnie pogląd drugi, zgodnie z którym mogę dochodzić naprawienia szkody nawet po wygaśnięciu uprawnień z rękojmi. Warto poczynić dodatkową uwagę, że w zd. 2 art. 566 §1 k.c. ustawodawca zastrzegł odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną w granicach ujemnego interesu umownego. Roszczenie o naprawienie takiej szkody będzie podlegało reżimowi rękojmi. Jest to bowiem odpowiedzialność zobiektywizowana oraz wyjątkowa – powinna być więc traktowana na tych samych zasadach, co specjalna odpowiedzialność za wady rzeczy.
ad. 3. Na łamach niniejszego bloga powoływałaliśmy już glosę prof. E. Łętowskiej do uchwały Sądu Najwyższego z 15. lutego 2002 roku (sygn. akt III CZP 86/2001) opublikowaną w Monitorze Prawniczym (Nr 14 z 2002 roku, s. 666). Warto ją przeanalizować, w szczególności ze względu na fakt, że prof. Łętowska zwraca uwagę na problemy związane z rozróżnieniem niewykonania zobowiązania od nienależytego wykonania zobowiązania.
Zgodnie z tym, co zostało przedstawione powyżej (ad. 1) opowiadam się za poglądem, iż można domagać się na drodze sądowej zastępczej naprawy dzieła na podstawie roszczenia przysługującego stronie z tytułu rękojmi za wady. W sytuacji, gdy dzieło okaże się wadliwe zamawiający może żądać usunięcia wady – także wnosząc do sądu żądanie o upoważnienie do zastępczego naprawienia dzieła. Jeśli jednak nie dochodził swojego roszczenia na drodze sądowej i upłynął termin wyznaczony przez niego do naprawy dzieła – obok roszczenia o naprawę pojawia się roszczenie o obniżenie wynagrodzenia lub roszczenie o odstąpienie od umowy. Uprawniony ma wtedy do wyboru dochodzenie roszczenia o naprawę przed sądem (w tym możliwość żądania upoważnienia przez sąd do usunięcia wad na koszt przyjmującego zamówienie) albo powierzenie osobie trzeciej usunięcia wad i obniżenie odpowiednie wynagrodzenia. Przyjęcie takiego stanowiska przecina na innej płaszczyźnie spór o to, czy art. 480 k.c. właściwy dla niewykonania zobowiązań z powodu zwłoki znajdzie zastosowanie w wypadku nieterminowego usunięcia wady.
Autor: miszKa o 11:15 1 komentarz:
Etykiety: rękojmia, umowa o dzieło
Korespondent zza Odry - melduje sie!
Prace nowelizacyjne nad prawem autorskim toczą się w bólach nie tylko u nas. Pod spodem fragment mojego tekstu analizującego ostatnią nowelizację niemieckiej ustawy o prawie autorskim.
Umowa o korzystanie z utworu na polach eksploatacji nieznanych w chwili jej zawarcia. Analiza zjawiska po wejściu w życie „Drugiej ustawy regulującej prawo autorskie w społeczeństwie informacyjnym"
Stan prawny przed wejściem w życie ustawy
Do 1 stycznia 2008 roku w prawie niemieckim, podobnie jak nadal w prawie polskim, zawarcie umowy o korzystanie z utworu na polach eksploatacji nieznanych w chwili jej zawarcia było uważane za nieskuteczne (Por. art. 31 ust. 4 UrhG oraz 41 ust. 4 PrAut).
Uregulowanie to podyktowane jest ochroną twórcy jako słabszej strony umowy i zagwarantowaniem mu swobody decyzji w przedmiocie udzielenia zgody na korzystanie z utworu dopiero wtedy, gdy nowe pole eksploatacji, jego zakres i gospodarcza wartość staną się znane obu
kontrahentom. Z jednej więc strony chronione są interesy osobiste twórcy i jego więź z utworem, z drugiej wyraz znajduje inna podstawowa dla prawa autorskiego zasada, że interes majątkowy twórcy powinien być uwzględniony zawsze wtedy, gdy utwór przynosi materialne korzyści.
Konsekwencją przyjęcia zasady ochrony twórcy jest uwzględnienie jego perspektywy przy ocenie, czy pole eksploatacji można uznać za znane. Konkretna forma korzystania z utworu musi rysować się jako technicznie możliwa i gospodarczo relewantna „przeciętnemu" twórcy, nie wystarczy, że potrafią ją zdefiniować kompetentni fachowcy. Chodzi tu jednak o kryterium zobiektywizowane – „przeciętnego twórcę", który obraca się w odpowiednim kręgu twórczym i ma świadomość zachodzących w nim procesów, a nie konkretnej strony umowy, co ma służyć pewności obrotu.
Na tle art. 31 ust. 4 UrhG był spór zarówno w doktrynie, jak i orzecznictwie, o interpretację pojęcia nowego pola eksploatacji – jak określić granicę między technicznym udoskonaleniem znanej formy korzystania z utworu a nowym polem eksploatacji. Niemiecki Sąd Najwyższy w orzeczeniu „Zauberberg" z 19.05.2005 w kolejnej w orzecznictwie próbie tej definicji przyjął przede wszystkim dwa kryteria – poprzez nowy technicznie sposób rozpowszechniania utworu
zasadniczo zmienić się mają możliwości korzystania z niego, co w efekcie spowodować ma powstanie nowego rynku konsumenckiego. Dlatego też Sąd Najwyższy uznał, że płyty DVD nie stanowią nowego pola eksploatacji utworów filmowych, bo mimo, iż poprawiły jakość oglądanych utworów, to zastąpiły jedynie kasety VHS jeżeli chodzi o rynek konsumencki, a w rezultacie nie powiększyły udziału twórców w gospodarczych korzyściach płynących z eksploatacji utworów. Orzeczenie to spotkało się z krytyką części doktryny .
Problem niejasności definicji „nowego pola eksploatacji" i fakt, że jego rozstrzygnięcie następowało najczęściej po wieloletnich sporach sądowych, był jedną z przyczyn, dla których zdecydowano się na uchylenie art. 31 ust. 4 UrhG.
Kolejnym argumentem za nowelizacją, był (jak wynika z uzasadnienia projektu rządowego) problem nabywania praw do korzystania z utworów na nowych polach eksploatacji wiele lat po zawarciu umowy. Bardzo często dochodzenie, kto obecnie te prawa posiada, koszta z tym związane, upływ czasu, oraz fakt, że w przypadku utworów zbiorowych wymagana jest zgoda każdego z twórców faktycznie to uniemożliwiały. Autorzy uzasadnienia projektu mówią wprost o „zagrzebanych w rozlicznych archiwach skarbach, które należy nareszcie udostępnić ogółowi dzięki nowym formom eksploatacji" .
„Drugi Koszyk" – okoliczności uchwalenia
Z dniem 1 stycznia 2008 roku weszła w życie „Druga ustawa regulująca prawo autorskie w społeczeństwie informacyjnym" (tzw. Drugi Koszyk), nowelizująca ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 9 września 1965 roku, będąca efektem dostosowywania niemieckiego prawa autorskiego do wymogów Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2001/29/WE z dnia 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów prawa autorskiego i praw pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym oraz Traktatów WIPO. Ustawodawca niemiecki prace nad nowymi uregulowaniami podzielił na trzy etapy. W „Ustawie regulującej prawo autorskie w społeczeństwie informacyjnym" (tzw. Pierwszy Koszyk), która weszła w życie 13 września 2003 roku unormowane zostały najbardziej pilne i najmniej kontrowersyjne zagadnienia, których nieterminowe implementowanie groziło sankcjami Komisji Europejskiej. Pojawiły się tu m.in. „publiczne udostępnienie utworu" jako forma eksploatacji, niektóre przewidziane przez dyrektywę formy dozwolonego użytku publicznego, ogólnie sformułowany dozwolony użytek prywatny, skuteczne zabezpieczenia techniczne.
Wykorzystując fakt, że Dyrektywa pozostawiła państwom margines swobody w regulacji wynagrodzenia podmiotom praw autorskich i praw pokrewnych korzystania z przedmiotu ich praw w ramach dozwolonego użytku, ustawodawca niemiecki wprowadził owo rozstrzygnięcie dopiero w tzw. Drugim Koszyku. Zdecydował się w nim na pozostawienie obok licencji indywidualnych (jakie wprowadziły DRMy) systemu pobierania ryczałtowych wynagrodzeń od producentów i dystrybutorów sprzętów umożliwiających zwielokrotnianie utworów (zreformowany został jednak sposób obliczania wynagrodzenia) oraz doprecyzował pojęcie dozwolonego użytku prywatnego. Obecnie trwają prace nad tzw. „Trzecim koszykiem", w którym nowe oblicze zyskać ma dozwolony użytek publiczny w zakresie nauki.
W ustawie, która weszła w życie 1 stycznia 2008 roku, obok postanowień implementujących Dyrektywę, zdecydowano znowelizować też zakaz zawierania umów o korzystanie z utworów na polach eksploatacji nieznanych w chwili jej zawarcia, czego ratio legis omówiłam wyżej.
W miejsce uchylonego art. 31 ust. 4 UrhG pojawiły się przede wszystkim art. 31a UrhG (regulujący umowę o korzystanie z utworu na nieznanych polach eksploatacji), art. 32c ust. 1 UrhG (regulujący wynagrodzenie za korzystanie z utworu na później powstałych polach eksploatacji) oraz art. 137 l UrhG (przepis przejściowy).
Umowy zawarte po 1 stycznia 2008
1. Postulat określoności
Czynność prawna „Einräumung von Nutzungsrechten" jest wprawdzie wspomniana w art. 31 ust. 1 zd. 1 UrhG i powszechnie przyjmuje się jej rozporządzający charakter, ale nie zostało ustawowo bliżej uregulowane, w jaki sposób do niej dochodzi. Z zasad ogólnych niemieckiego prawa cywilnego wynika, że u podstaw czynności prawnej rozporządzającej leży czynność prawna zobowiązująca, umowa, ale są to dwie oddzielne (Trennungsprinzip) czynności prawne, mimo że często zawarte równocześnie . W doktrynie przyjmuje się więc, że do „Einräumung von Nutzungsrechten" dochodzi na podstawie dowolnej umowy do której odpowiednio stosuje się przepisy części ogólnej oraz zobowiązań BGB, natomiast w zakresie nieuregulowanym umową
uzupełniająco stosuje się przepisy o przelewie praw – art. 413 BGB.
Art. 413 BGB przy przelewie praw odsyła do przepisów o przelewie wierzytelności – art. 398 i następne BGB. W przypadku przyznania prawa do korzystania z utworu na polach eksploatacji, które nie są jeszcze znane, mielibyśmy do czynienia z przypadkiem przelewu praw przyszłych, która, podobnie jak w prawie polskim, jest w prawie niemieckim dopuszczalna . Żeby jednak była skuteczna, zarówno przedmiot przelewu jak i zakres przelewanych praw, muszą być w umowie na tyle przybliżone, żeby w momencie powstania prawa dało się je automatycznie określić. W przypadku art. 31a UrhG i 32c UrhG nasuwa się wątpliwość, czy postanowienie o przyznaniu prawa do korzystania z utworu na polu eksploatacji, które jeszcze nie istnieje jest wystarczające dla spełnienia wymogu określoności. Wśród komentatorów tego rozwiązania przyjmuje się, że konkretyzacja pola eksploatacji w momencie wykorzystania na nim utworu, ten postulat spełnia.
Instytucja prawa odstąpienia została uregulowana w nowych przepisach bardzo lakonicznie. Zostało ono przyznane twórcy, aby nadal mógł decydować, czy korzystanie z utworu przez inne podmioty nie sprzeciwia się jego interesom twórczym.
Twórca nie może odstąpić od umowy tylko w trzech przypadkach: kiedy upłynął przewidziany w ustawie okres po tym, jak druga strona umowy dopełniła obowiązku informacyjnego o przewidywanym korzystaniu z utwory na nowym polu eksploatacji; kiedy po powstaniu nowego pola eksploatacji umówił się co do wynagrodzenia, oraz kiedy jego utwór znajduje się w zbiorze i byłoby to sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Poza tym, może on odstąpić zawsze – w przepisach nie jest wymieniony ani termin, ani warunki na podstawie których może swoje prawo wykonać. Co więcej, nie ma też mowy o tym, jakie niesie to ze sobą skutki dla reszty umowy i świadczenia wzajemnego. Czy stosować dla prawa odstąpienia przepisy BGB o odstąpieniu od umów wzajemnych?
W art. 31a ust. 3 UrhG pojawia się nowa kategoria utworów zbiorowych, szersza niż uregulowane do tej pory w art. 8 UrhG współautorstwo i w art. 9 UrhG współtwórczość. W związku z brakiem definicji zbioru w ustawie, pojawia się problem, czy w przepisie tym chodzi o zbiór powstały w celu wykorzystania utworów na nowym polu eksploatacji, czy też o zbiór istniejący wcześniej, który ma zostać wykorzystany na nowym polu eksploatacji.
Jeżeli w momencie zawarcia umowy twórca przyznał prawo do korzystania z utworu na nieznanym polu eksploatacji, od momentu w którym korzystający poinformuje twórcę na ostatni znany sobie adres, że zaczął z tego uprawnienia korzystać, na podst. art. 32c ust. 1 UrhG twórcy przysługuje roszczenie o „szczególne" wynagrodzenie. „Szczególność" wynagrodzenia jest tu wyjątkowo niejasna – czy oznacza to, że twórca otrzymał już w momencie zawarcia umowy stosowne wynagrodzenie za korzystanie z utworu i zostanie ono teraz odpowiednio podwyższone, czy też dopiero od momentu określonego w art. 32c ust 1 UrhG twórcy przysługuje jakiekolwiek wynagrodzenie? Drugie rozwiązanie wydaje się o tyle niebezpieczne, że wykładając ten przepis dosłownie, jeżeli korzystający swojego obowiązku informacyjnego nie dopełni, twórca nie może się od niego domagać wynagrodzenia. Przysługuje mu najwyżej roszczenie odszkodowawcze, ale wykorzystanie utworu nie jest bezprawne.
Z drugiej strony, jeżeli korzystający poinformuje twórcę, że zaczął korzystać z utworu na nowym polu eksploatacji, a stronom nie uda się umówić co do należnego wynagrodzenia, to twórca może nadal od umowy odstąpić.
Nowelizacja art. 31 ust. 4 UrhG jest posunięciem rewolucyjnym, uwzględniając dotychczasową linię orzeczniczą i stanowisko doktryny. Trudno uznać, żeby była to nowelizacja w pełni udana, biorąc pod uwagę omówione przeze mnie problemy, rozwiązanie których będzie zadaniem sądownictwa oraz kolejnych nowelizacji.
Tendencja ta zostanie jednak prawdopodobnie utrzymana, w związku z coraz szybszym rozwojem techniki oraz wspieraniem przez rząd konkurencyjności rynku niemieckiego - na rynku anglo-amerykańskim podobny zakaz nie obowiązuje.
W obliczu podobieństwa uchylonego art. 31 ust. 4 UrhG do art. 41 ust. 4 PrAut należałoby sie natomiast zastanowić na ile taka rewolucja sprawdziłaby sie w polskim prawie autorskim.
Autor: a.s. o 04:27 Brak komentarzy:
Zielona Księga. (nie)Optymalna wizja Kodeksu cywilnego.
Nawiązując do posta umieszczonego na niniejszym blogu - z 15.11.2007 roku - podpinam pod niniejszego posta plik w formacie PDF z "Zieloną Księgą. Optymalną wizją Kodeksu cywilnego" pod red. Z. Radwańskiego (Warszawa 2006), która nie doczekała się dotąd swojej elektronicznej publikacji na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości (nadal dostępne są tylko wybrane fragmenty) {plik podpięty pod schadzkowego bloga mógł nie być dotąd dostępny dla osób z poza grupy dyskusyjnej}
Ponad rok temu korespondowałem w tej sprawie z sekretarzem Komisji, czego efektem było uzyskanie pliku - aby jednak go dostać musiałem się wybrać do Warszawy (sic!). Do tej pory rozsyłałem Księgę mejlowo - myślę jednak, że zamieszczając ją na blogu w końcu sprawię, że będzie ogólnie dostępna.
Warto zapoznać się z założeniami zmian przedstawionymi w Księdze (choć są raczej jedynie zarysowane, jak na tego typu księgi przystało). Czy rzeczywiście jest to wizja "optymalna"? Czy do końca 2010* roku uda się "wyprodukować" Komisji Kodyfikacyjnej spójny "nowy" kodeks? Co zmieniło się od 2006 roku, kiedy pojawiły się jej fragmenty w internecie, a całość w druku? Czy przesłany niedawno na grupę dyskusyjną projekt zmiany ustawy o księgach wieczystych i hipotece nadal idzie w stronę wyznaczoną przez Komisję w Księdze? Czy pierwsza księga Kodeksu cywilnego proponowana przez Komisję to realizacja "optymalnej wizji" Kodeksu cywilnego, czy tylko pozorowane zmiany nie wnoszące nic nowego?
Wydaje mi się, że warto wracać do tej Księgi i porównywać ją z działaniami Komisji. Może się bowiem okazać, że pewne pomysły ulegają daleko posuniętej modyfikacji. Ważne natomiast, by na owe konkretne projekty zmian reagować jeszcze przed ich uchwaleniem przez ustawodawcę. Późniejsze głosy mają jedynie wydźwięk de lege ferenda i brzmią słabiej, aniżeli te zgłoszone w trakcie kształtowania się zmian!
ZIELONA KSIĘGA. OPTYMALNA WIZJA KODEKSU CYWILNEGO.
Załączam także projekt księgi pierwszej Kodeksu cywilnego udostępniony od niedawna na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości. Myślę, że w niedługim czasie doczeka się on komentarza na łamach schadzkowego bloga.
KSIĘGA PIERWSZA KODEKSU CYWILNEGO.
życzę konstruktywnie krytycznej lektury!
* na spotkaniu roboczym Komisji Kodyfikacyjnej pomiędzy 12 a 13.11.2007 roku została podana taka data.
Autor: miszKa o 08:01 2 komentarze:
Uprawnienia z tytułu rękojmi przy umowie o dzieło - kazus i pytania
Spór dotyczący możliwości dochodzenia na drodze sądowej roszczenia o usunięcie wad przedmiotu umowy oraz możliwości stosowania przepisów ogólnych o niewykonaniu zobowiązań do przypadków rękojmi, o którym było nieco mowy we wpisie z 20 października, jest nadal aktualny. Sąd Najwyższy w niedawno wydanym wyroku z dnia 10 stycznia br. (IV CNP 147/07) powtórzył w większości tezy kontrowersyjnej uchwały SN z 15 lutego 2002 r. (III CZP 86/01)
Dla próby unaocznienia wspomnianej kontrowersji można posłużyć się przykładowym stanem faktycznym. Mianowicie, deweloper A zawarł umowę o dzieło z przedsiębiorstwem instalacyjno-gazowym B. Przedmiotem umowy było przystosowanie domu mieszkalnego do potrzeb grzewczych. Zadaniem przedsiębiorstwa B był zakup i zamontowanie pieca grzewczego, skonstruowanie sieci grzewczej budynku poprzez odpowiednie rozlokowanie systemu rur i kaloryferów oraz dokonanie przyłącza całej sieci grzewczej do pieca. Wraz z upływem terminu wykonania umowy okazało się, że przyłącze nie zostało dokonane w sposób prawidłowy, tzn. ze względu na nieprawidłowe obliczenia przedsiębiorstwa B zamontowano turbiny, które nie posiadały odpowiedniej mocy, aby móc rozprowadzić ciepłą wodę po domu. W ten sposób cały system grzewczy nie spełniał swojej podstawowej funkcji (wady były istotne). W protokole odbiorczym zaznaczono informację o wadach, które wykonawca obiecał usunąć w ciągu 14 dni. Koszt naprawy nie był nadmierny (stanowił mniej niż 5% wartości całej umowy). Niezbędna była jedynia wymiana turbin elektrycznych na modele o większej mocy. Samo jednak dokonanie takiej wymiany wymagało specjalistycznych umięjetności i narzędzi, których zamawiający nie posiadał. Ze względu na to, że deweloperowi A zależało przede wszystkim na prawidłowym działaniu systemu grzewczego, domagał się on od przedsiębiorstwa B naprawy. Nie był on – ze względów gospodarczych i ekonomicznych – zainteresowany odstąpieniem od umowy ani obniżeniem ceny. Tymczasem przedsiębiorca B, mimo otrzymania zapłaty, odmówił dokonania naprawy tłumacząc się brakiem czasu. Wskutek nieprawidłowego działania systemu budynek nie został ogrzany w odpowiedni sposób, co doprowadziło do powstania wilgoci i zagrzybienia ścian.
Wobec tak zarysowanego stanu faktycznego powstają pytania, na których odpowiedź nie jest wcale oczywista. Brzmią one następująco:
1. Czy deweloper A może żądać na drodze sądowej usunięcia wad (art. 637 § 1 k.c.), tj. czy przysługuje mu zaskarżalne roszczenie, czy też żądanie usunięcia wad ma jedynie znaczenie dla uruchomienia uprawnień drugiego stopnia, tj. prawa odstąpienia bądź żądania obniżenia ceny?
2. Czy samodzielne uregulowanie rękojmi za wady wyłącza stosowanie do tej instytucji przepisów ogólnych o skutkach niewykonania zobowiązań (art. 471-486 k.c.). Słowem, czy regulacja odszkodowania w granicach pozytywnego interesu umownego (art. 566 § 1 k.c.) ustanawia roszczenie objęte reżimem rękojmi, a w związku z tym stanowi lex specialis wobec art. 471 k.c., czy też stanowi odesłanie do zasad ogólnych art. 471 k.c. przez co możliwość dochodzenia roszczeń odszkodowawczych nie jest ograniczona przesłankami i terminem właściwym dla rękojmi?
3. Czy deweloper A ze względu na wady dzieła mógłby wystąpić do sądu o wydanie upoważnienia do zastępczego wykonania naprawy na koszt dłużnika na podstawie art. 480 k.c.? Czy odpowiedź na to pytanie byłaby inna, gdyby przedsiębiorstwo B podjęło próbę naprawy, ale bezskuteczną? Słowem, czy skorzystanie z uprawnień wynikających z rękojmi wyklucza możliwość skorzystania z ogólnych przepisów o skutkach niewykonania zobowiązania?
Autor: Szymon Czyszek o 12:38 1 komentarz:
Etykiety: rękojmia za wady
Nickname jako dobro osobiste cz.1
Chciałbym zwrócić uwagę na wyrok Sądu Najwyższego z 11 marca 2008 roku (sygn. akt II CSK 539/07). Tekst uzasadnienia dostępny jest dzięki uporowi Tomasza Rychlickiego. O perypetiach związanych z jego otrzymaniem można poczytać tu i tu.
Stan faktyczny pokrótce przedstawiał się następująco:
Powód był użytkownikiem serwisu aukcyjnego Allegro. Jedno ze swoich kont zarejestrował na nazwę „cezcez”. Obecnie konto mimo, że zawieszone ma 553 punkty rankingowe, a więc można przyjąć, że cieszyło się dobrą renomą. W dniu 17 styczniu 2003 na forum „Cafe Nowe Allegro” pracownik serwisu zarzucił użytkownikowi cezcez nieuczciwość i prywatę. Oskarżenia miały związek z uczestnictwem powoda w aukcjach typu „pozytyw za 0,01 zł”, które miały na celu jedynie zwiększanie reputacji kont. Równolegle Allegro wypowiedziało powodowi umowę o świadczenie usług. Pozew dotyczył naruszenia dóbr osobistych w zawiązku z wypowiedziami na forum „Cafe Nowe Allegro”.
Sąd Okręgowy uznał powództwo stwierdzając, że „dobre imię jest chronione na wielu polach aktywności życiowej człowieka i nie można co do zasady wyłączyć takiej ochrony w przypadku działalności danej osoby w środowisku internetowym”. Oznacza to, że nazwa użytkownika stanowi dobro podobne do pseudonimu i podlega ochronie. Zdania tego nie podzielił Sąd Apelacyjny, łącząc nickname użytkownika wyłącznie z faktem przydzielenia konta w konkretnym serwisie. Zgodnie z taki poglądem nickname ma charakter wyłącznie techniczny i służy do indywidualizacji operacji (w tym przypadku aukcji). Kasacja wniesiona przez powoda do Sądu Najwyższego została oddalona. Jednakże co jest najbardziej zaskakujące i może mieć olbrzymie znaczenie SN nie neguje uznania nazwy użytkownika za dobro chronione, a jedynie ogranicza się do stwierdzenia, że wypowiedź pracownika Allegro na forum mieściła się w ramach dozwolonej krytyki, a więc nie była bezprawna.
Wątpliwości budzą podstawy ochrony nickname’u. SN salomonowo stwierdza, że „nazwa użytkownika będzie podlegała ochronie prawnej na takiej podstawie, na jakiej ochronie podlega nazwisko, pseudonim, czy też firma, pod którą osoba fizyczna prowadzi działalność gospodarczą”. Takie sformułowanie co wskazuje na przepis art. 24 k.c. i analogiczny art. 4310 k.c., a więc ochronę nickname’u jako dobra osobistego. Jednakże w następnym zdaniu sędzia sprawozdawca zauważa, że „brak jest jednocześnie podstaw do traktowania samej nazwy użytkownika jako odrębnego dobra osobistego osoby fizycznej”, na czym kończy wywód. Jaką ochronę miał SN na myśli? Według mnie nickname nie może być chroniony na podstawie wspomnianych przepisów bez uznania go za samodzielne dobro osobiste. Widać tutaj pewną niekonsekwencję.
Po głębszym zastanowieniu można zrozumieć powściągliwość SN w formułowaniu kategorycznych wniosków. Przy otwartym katalogu z art. 23 k.c. nie ma przeszkód do uznania każdej wartości związanej z człowiekiem za jego dobro osobiste. Wystarczy, aby w ocenie społecznej (obiektywnej), a precyzyjniej w ocenie sądu związek ten wart był ochrony. W społeczeństwie, które coraz większą część swojej aktywności przenosi do sieci, nickname może być chroniony jako oznaczenia osoby fizycznej. Jednakże z drugiej strony byłoby to pierwsze dobro osobiste, w pełni zbywalne. W tym miejscu należy przypomnieć spostrzeżenia SA w omawianej sprawie, które wskazywały, że nazwa użytkownika jest tylko jednym z elementów konta. Można sobie wyobrazić umowę na podstawie, której dochodzi do ujawnienia hasła i innych informacji potrzebnych do zalogowania. Po zmianie hasła pierwotny użytkownik nie utraciłby dostęp do konta, natomiast dla osób trzecich zmiana „właściciela” byłaby niezauważalna. Obecnie powszechnie przyjmuje się, że dobra osobiste jako nierozerwalnie związane z konkretną osobą są niezbywalne. W zawiązku z tym, uznanie nickname’u za dobro osobiste stanowiłoby wyłom od tej zasady. Idąc dalej pozwoliłoby to na komercjalizację „tradycyjnych” praw osobistych np. prawa do wizerunku. Na taką „małą rewolucję” SN się nie zdecydował.
Autor: carpcov o 15:53 2 komentarze:
Uprawnienia z tytułu rękojmi za wady przy umowie o...
Zielona Księga. (nie)Optymalna wizja Kodeksu cywil...
Uprawnienia z tytułu rękojmi przy umowie o dzieło ...