Source: http://www.bhpekspert.pl/News-startrow-601.html
Timestamp: 2018-11-14 00:40:16
Legal References Found: art. 41
 art. 41
 art. 41
 art. 41
 art. 41
 art. 41
 art. 41
 art. 41
 art. 41
 art. 41
 art. 41
 art. 41
 art. 41
 art. 41

Document Content:
Autor : gringo _DNIA 08-01-2003 - 06:54 | 1699 raz(y) oglądano.
artykułów : Obowiązują od 1 stycznia 2003 - Link do Rzeczpospolita online
Obowiązują od 1 stycznia 2003 - kliknij na gringo a następnie otwórz Moja Strona WWW.
(|14 więcej słów|| | )
Autor : kodekspracy _DNIA 07-01-2003 - 23:07 | 1962 raz(y) oglądano.
artykułów : Czad nie musi zabijać! 8.01.2003
(Cały artykuł: 'Czad nie musi zabijać! 8.01.2003' |381 więcej słów|| | )
Autor : kodekspracy _DNIA 07-01-2003 - 06:19 | 4812 raz(y) oglądano.
artykułów : Głośna śmierć, ciche życie 7.01.2003
Głośna śmierć, ciche życie
(Cały artykuł: 'Głośna śmierć, ciche życie 7.01.2003' |2194 więcej słów|| | )
Autor : kodekspracy _DNIA 06-01-2003 - 23:11 | 2232 raz(y) oglądano.
artykułów : Kodeks Pracy.Tekst Ujednolicony
Dziennik Ustaw Rok 1998 Nr 21 poz. 94
wersja obowiązująca od 2003.01.01 do 9998.12.30
(Cały artykuł: 'Kodeks Pracy.Tekst Ujednolicony' |9144 więcej słów|| | )
Autor : vademecumrp _DNIA 06-01-2003 - 00:19 | 3508 raz(y) oglądano.
Autor : nowykodeks _DNIA 05-01-2003 - 19:49 | 2882 raz(y) oglądano.
artykułów : Otwarto Krajowe Centrum Informacji Kryminalnych.5, 01,2003
5 stycznia 2003 r. w Komendzie Głównej Policji uroczyście otwarto Krajowe Centrum Informacji Kryminalnych.
(Cały artykuł: 'Otwarto Krajowe Centrum Informacji Kryminalnych.5, 01,2003' |1081 więcej słów|| | )
Autor : vademecumrp _DNIA 04-01-2003 - 13:19 | 1725 raz(y) oglądano.
artykułów : Czad zabija nagle 4.01.2003
Czad zabija nagle
04.01.2003 12:47
Czad działa błyskawicznie... / RMF Kraków
Jest bezwonny i bezbarwny, objawy jego działania często mylone są z grypą lub zatruciem pokarmowym. Najpierw pojawia się zmęczenie, potem mdłości i zawroty głowy... Tak działa czad - cichy zabójca.
Po kilku minutach od wchłonięcia czadu do organizmu człowiek traci przytomność. Jeżeli szybko nie nadejdzie pomoc, śmierć w wyniku w następstwie działania czadu, czyli tlenku węgla, następuje po kilkunastu minutach.
Wczoraj w Krakowie nie udało się uratować 93-letniej kobiety. W nocy do szpitala trafiły kolejne 4 zaczadzone osoby. Wśród nich jest dwójka dzieci, 5-letnia i 6-miesięczna dziewczynka. Czad ulatniał się z nieszczelnej instalacji grzewczej.
Do zatruć tlenkiem węgla najczęściej dochodzi z powodu niesprawnej wentylacji, niedrożnych przewodów kominowych oraz przesadnego uszczelniania mieszkania. W wielu przypadkach zabójcze są łazienki. Jak podkreślają lekarze, kiedy tylko w pomieszczeniu narażonym na działanie czadu poczujemy omdlenia i zwroty głowy, powinniśmy natychmiast otworzyć okna i przewietrzyć mieszkanie.
Można ustrzec się przed zaczadzeniem, trzeba tylko pamiętać o kilku podstawowych regułach. Przede wszystkim dwa razy w roku powinniśmy sprawdzić instalacje wentylacyjną. W czasie zimy - jak twierdzi profesor Janusz Pach z Kliniki Toksykologii - musimy stosować się do rygorystycznych zasad: - W naszych małych kuchniach nie należy używać równocześnie wszystkich czterech palników, jeżeli nie mamy otworzonego okna i sprawnej wentylacji - przestrzega prof. Pach. Należy też pamiętać, że kiedy napełnimy wannę wodą, nie powinniśmy od razu do niej wchodzić - najpierw należy przewietrzyć pomieszczenie.
Ostanie badania dowiodły, że tlenkiem węgla możemy być podtruwani przez dłuższy czas zupełnie nieświadomie. Jak podkreśla profesor Pach, można to zauważyć na przykład w niektórych szkołach, analizując wyniki uczniów. Wiosną czy w lecie, kiedy przestaje się palić w piecach, dzieci znów zaczynają się dobrze uczyć.
Naukowcy przestrzegają, że długotrwałe podtruwanie może doprowadzić do uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego.
(|301 więcej słów|| | )
Autor : vademecumrp _DNIA 04-01-2003 - 10:13 | 1648 raz(y) oglądano.
artykułów : Link do Vademecum Rzeczpospolitej / prawo, przepisy / 4.01.2003
Link do Vademecum Rzczpospolitej. Kliknij na vadecumrp a następnie otwórz Moja Strona WWW
(|13 więcej słów|| | )
Autor : gabriela _DNIA 03-01-2003 - 15:01 | 2237 raz(y) oglądano.
artykułów : Kolejny śmiertelny wypadek w kopalni 3.01.2003
47-letni górnik zginął w czwartek późnym wieczorem w kopalni "Mysłowice" w Mysłowicach - poinformował w piątek Wyższy Urząd Górniczy (WUG).
"Do wypadku doszło w czwartek po godz. 22 na poziomie 500 m w czasie wykonywania prac transportowych elementów przenośnika taśmowego" - powiedział PAP dyspozytor WUG.
Przyczyny tragedii zbada Okręgowy Urząd Górniczy w Katowicach.
To pierwszy w tym roku wypadek w których zginął górnik. Do ostatniego wypadku doszło 22 grudnia w kopalni "Borynia". W wyniku rozszczelnienia rurociągu w szybie wydobywczym zginął tam 28-letni górnik - ślusarz, a inny górnik został ranny.
W całym ubiegłym roku w polskich kopalniach węgla zginęło 33 górników, 10 z nich podczas lutowej katastrofy w Kopalni "Jas- Mos". W 2001 r. w kopalniach zginęło 24 górników.
(|131 więcej słów|| | )
Autor : kodeks _DNIA 02-01-2003 - 06:12 | 7142 raz(y) oglądano.
artykułów : Wypadki przy pracy - nowe przepisy obowiązują od 1.01.2003
Wypadki przy pracy - nowe przepisy
W dniu 27 września Sejm uchwalił dwie ustawy - jedną o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych oraz drugą o zaopatrzeniu z tytułu wypadków lub chorób zawodowych powstałych w szczególnych okolicznościach.
(Cały artykuł: 'Wypadki przy pracy - nowe przepisy obowiązują od 1.01.2003' |4139 więcej słów|| | )
Autor : bhpekspert _DNIA 31-12-2002 - 13:46 | 1674 raz(y) oglądano.
artykułów : Świadectwo pracy na żądanie pracownika 31.12.2002
PRAWO PRACY PO 1 STYCZNIA 2003 R. MNIEJSZE OBOWIĄZKI PRACODAWCY
Nowy rok z nowym świadectwem pracy
Od nowego roku pracodawca zatrudniający pracownika na kolejną okresową umowę o pracę będzie wydawał świadectwo pracy dotyczące poprzedniego okresu zatrudnienia wyłącznie na żądanie pracownika. Zmiany w kodeksie pracy ograniczyły m.in. obowiązki pracodawców związane z wydawaniem pracownikom świadectw pracy.
Dotychczas pracodawca miał obowiązek wydania pracownikowi świadectwa pracy po każdym zakończeniu stosunku pracy z pracownikiem. Było to szczególnie uciążliwe w sytuacji, gdy wobec pracowników stosowane były następujące bezpośrednio umowy o pracę na czas określony. Pracownik będzie mógł zażadać od pracodawcy wydania świadectwa pracy najpóźniej w dniu poprzedzającym dzień, w którym następuje rozwiązanie lub wygaśnięcie stosunku pracy. Termin ten, podobnie jak inne wymuszone przez nowelizację kodeksu pracy zmiany przepisów dotyczących świadectw pracy, zawiera rozporządzenie ministra pracy i polityki społecznej z dnia 6 grudnia 2002 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie szczegółowej treści świadectwa pracy oraz trybu jego wydawania i prostowania (Dz.U. z 2002 r. nr 214, poz. 1809).
Rozszerzono liczbę informacji, które są niezbędne do ustalenia uprawnień ze stosunku pracy i uprawnień z ubezpieczenia społecznego. Wprowadzone zmiany pozwalają m.in. na umieszczenie w świadectwie pracy informacji o wykorzystaniu przez pracownika w okresie zatrudnienia wszystkich uprawnień i świadczeń, a nie tylko dodatkowych, jak to było dotychczas, w zakresie mającym wpływ na realizację uprawnień pracowniczych u kolejnego pracodawcy. Od nowego roku w świadectwie pracy będzie np. informacja o wypłaconej pracownikowi odprawie emerytalno-rentowej. Ponadto w treści świadectwa pracy będzie musiała być zawarta informacja o podstawie prawnej rozwiązania lub wygaśnięcia stosunku pracy.
(|363 więcej słów|| | )
Autor : ustawa1 _DNIA 31-12-2002 - 06:11 | 3005 raz(y) oglądano.
artykułów : Rodzina - Destrukcja czy trwanie 31.12.2002
Destrukcja czy trwanie
Ważnym czynnikiem opisującym społeczeństwo polskie jest niska ruchliwość przestrzenna ludności. Okazuje się, że zdecydowana większość (70 proc.) w dalszym ciągu mieszka w sąsiedztwie członków najbliższej rodziny, to znaczy w tej samej miejscowości lub gminie.
(Cały artykuł: 'Rodzina - Destrukcja czy trwanie 31.12.2002' |1450 więcej słów|| | )
Autor : gabriela _DNIA 30-12-2002 - 14:23 | 2992 raz(y) oglądano.
Autor : kodeks _DNIA 29-12-2002 - 17:47 | 1637 raz(y) oglądano.
artykułów : Znowu CO tlenek węgla w Kalwarii Zebrzydowskiej 29.12.2002
Małopolskie: 3 ofiary zaczadzenia
29.12.2002 12:37
Trzy osoby, w tym dwoje dzieci, zmarły dzisiaj w wyniku zaczadzenia w jednym z domów w Kalwarii Zebrzydowskiej - dowiedziała się PAP od Katarzyny Cisło z zespołu prasowego małopolskiej policji.
Policja ustaliła, że bracia, 11-letni i 15-letni, pojechali wczoraj do swej 62-letniej babci i zostali u niej na noc. Wieczorem napalili jeszcze w piecach węglowych.
Dzisiaj rano do mieszkania starszej kobiety usiłował się dodzwonić telefonicznie ojciec chłopców. Gdy to się nie udało, postanowił pojechać do Kalwarii Zebrzydowskiej.
Mężczyzna po przybyciu na miejsce wyważył wraz z sąsiadami drzwi. Wewnątrz znalazł martwych synów. Jego matka zmarła w trakcie reanimacji.
Oficer dyżurny wadowickiej policji wykluczył udział osób trzecich. Prawdopodobnie przyczyną śmierci było zaczadzenie.(PAP)
(|125 więcej słów|| | )
Autor : kodeks _DNIA 29-12-2002 - 00:05 | 2104 raz(y) oglądano.
artykułów : Pożegnanie z Przedsiębiorstwem Materiałów Ogniotrwałych S.A 28.12.2002
(|572 więcej słów|| | )
Autor : kodeks _DNIA 28-12-2002 - 23:56 | 1637 raz(y) oglądano.
artykułów : Tutaj dadzą jeść - Głodowa kuchnia 28.12.2002
Głodowa kuchnia
Kuchnia w parafii na Wzgórzach Krzesławickich W Krakowie Nowej Hucie jest dla wielu jedyną szansą na posiłek
Fioletowe nosy, brudne łachy i smród. Ale też porządne płaszcze i godność w ruchach. Jedną cechę mają wspólną - nie patrzą w oczy. Zmuszeni do odpowiedzi, stanięcia twarzą w twarz, są agresywni. Krzykiem odreagowują złość na nędzę, niesprawiedliwość losu czy samych siebie.
Z garkuchni przy parafii Miłosierdzia Bożego na Wzgórzach Krzesławickich codziennie korzysta kilkadziesiąt osób. Przyjeżdżają tu z całej Nowej Huty - odległych Czyżyn, pobliskiej noclegowni, okolicznych osiedli wiejskich. Na talerz lub kilka gorącej zupy z chlebem. Często jest to dla nich jedyny posiłek. Pojawiają się tu różni ludzie. Bieda i nieszczęście zrównały ich ze sobą lepiej niż rzecznik praw obywatelskich, niż wszystkie ustawy świata. Są tu ci, których ciężką ręką dotknął niesprawiedliwy los i bezwzględne prawa recesji. Bezradni staruszkowie, którym po kilkudziesięciu latach wspólnego życia zabrakło żony, wiecznej opiekunki. Emeryci, którym po opłaceniu czynszu nie starcza pieniędzy na jedzenie. Bezdomni i bezrobotni.
Coraz więcej tu ludzi młodych, wciąż jeszcze dobrze ubranych mężczyzn. To efekt gospodarczego kryzysu. Niektórzy z nich jeszcze nie tak dawno paradowali w eleganckich samochodach, kierując własnymi firmami, śmiejąc się z niezaradnych, bez biznesplanu i pomysłu na życie. Silni i sprawni zdawałoby się znajdą jakąkolwiek pracę, żeby zarobić na kawałek chleba. Gdy okazało się, że okoliczności są silniejsze niż oni, załamali się. W ich oczach nie ma nadziei czy choćby desperacji, która kazałaby im szukać wyjścia. Poddali się i wegetują, siedząc przy jednym stole z bezdomnymi i żebrakami.
Parafialna kuchnia istnieje od ośmiu lat. Założył ją poprzedni proboszcz, ksiądz Gil. Zatrudnił kucharkę, włączył do pracy Parafialny Zespół Charytatywny.
Obecny proboszcz, ks. Jan Głód kontynuuje tradycję. Nie wygania nikogo, choćby przyszedł pijany, zataczając się na schodach. Każdy dla niego zasługuje na współczucie. Dla najbardziej cuchnącego żebraka znajdzie się miska zupy i kawałek chleba. A często i ubranie z zapasów przyniesionych przez dobrych ludzi. Część z przychodzących tutaj nie docenia jednak wyciągniętej ręki. Warczą i rzucają niedobrym spojrzeniem, złością odpowiadając na pytania. Gdzie mieszkam? Z czego żyję? A co ci do tegoÉ Tylko księdzu żaden z nich złego słowa nie powie. Frustracje próbują wyładować na kucharce, ale ta trzyma ich twardą ręką. Nie udaje współczucia, nie głaszcze po głowie. Czasem tym, którzy odnoszą się do innych szczególnie opryskliwie wypomni - co sam zrobił ze swoim życiem? Z czego jest taki dumny - że emerytki na niego grosze ze swojej renciny oddają?
Najliczniej reprezentowane sąÉbłędy młodości. Znudziło się jednemu z drugim życie z żoną i rodziną, pachniały mu przygody. Wyjechał do Huty, wielkiego miasta, coś zarobić, coś wydać, przygruchać sobie panienkę, poszaleć na balangach. A dziś nie jest łatwo być niebieskim ptakiem - dorywcze zarobki się skończyły, a flama wykopała za próg. Nałogowym alkoholikom szkoda dawać i kawałek szmaty, bo zaraz sprzedadzą na bełta. Ale są i inni - emerytka, która przepisała mieszkanie na swoje dzieci, a teraz mieszka na działce. Ci, którym nawet mimo uczciwej pracy nie starcza na chleb dla licznej rodziny. Dla tych zawsze znajdzie się dodatkowy bochenek, który przymują z pokorą i wstydem. Czym sobie zasłużyli?
Autor : kodeks _DNIA 28-12-2002 - 23:49 | 2062 raz(y) oglądano.
artykułów : Wszyscy byli odwróceni (1) Wieloletnia polityka przeciw Hucie Sendzimira
Wszyscy byli odwróceni (1)
Bardzo trudna sytuacja huty, degradacja społeczności nowohuckiej i samej dzielnicy nie są wynikiem jednego czy dwóch zdarzeń losowych lub jednej czy dwóch błędnych decyzji. Są efektem procesu, który z krótkimi przerwami trwał od roku 1990. Pracownicy HTS i mieszkańcy Nowej Huty mają prawo wiedzieć jak ten proces przebiegał i kto ponosi za niego odpowiedzialność
Pierwszym prezydentem Krakowa, który rozumiał problemy Sendzimira był Andrzej Gołaś, profesor AGH. Jedynym prezydentem, który chce odbudować Nową Hutę zaczynając od fundamentów, a nie od dachu, jest Jacek Majchrowski, profesor prawa. Pierwszym ministrem, który rozumiał znaczenie inwestycji w HTS był Marek Pol. Może dlatego, że jako były dyrektor "Tarpana" był pierwszym ministrem przemysłu III Rzeczpospolitej, który widział prawdziwego, żywego robotnika. Pierwszym ministrem, który zrozumiał znaczenie konsolidacji sektora był Janusz Steinhoff. Zbyt wielu było jednak dygnitarzy miejskich i rządowych, którzy wskutek niewiedzy, przesądów lub partykularnych interesów wyrządzili hucie i dzielnicy szkody chyba już niemożliwe do naprawienia.
Miasto przeciw hucie
27 października 1989 r. ówczesny dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska, Gospodarki Wodnej i Geodezji Urzędu Miasta Krakowa nakazał hucie, aby od 1 stycznia 1990 r. zmniejszyła produkcję do 3 mln ton stali rocznie do czasu, gdy w hucie zostaną założone instalacje skutecznie chroniące środowisko naturalne.
Idea była słuszna, zastosowany środek był jednak drastyczny. Według ekspertyzy Instytutu Ochrony Środowiska w Essen, zmodernizowana huta powinna produkować 3,2 mln ton stali, a próg opłacalności produkcji wynosił 2,1 mln ton. Pomimo realizowanego już programu wyłączania najbardziej szkodliwych dla środowiska instalacji (m.in. zamknięto dwie taśmy w spiekalni nr 1, wielkie piece nr 1 i 2, piec tandem, piec martenowski, baterię koksowniczą i w końcu stalownię martenowską) i montowania urządzeń ograniczających emisję pyłów i gazów, limit produkcji stali został utrzymany.
Przygotowywany równocześnie plan modernizacji huty zakładał stopniową likwidację produkcji wyrobów długich i koncentrację na produkcji blach. Kluczową inwestycją miała być linia ciągłego odlewania stali (COS). Instalacja, którą wykorzystywało większość nowoczesnych hut, pozwalającą na oszczędności rzędu 40 dolarów na tonie stali.
Jednak we władzach miasta panował klimat niekorzystny wobec huty. Krążyły rozmaite pomysły, nawet tak fantastyczne, jak pomysł zamknięcia huty i wykorzystania jej terenu naÉ strefę wolnocłową. Argumentem był tu fakt, iż jest to największy w Małopolsce teren ogrodzony odpowiednio wysokim murem.
Gorzej, że w sprawie huty zaczęły się wypowiadać lokalne autorytety.
Memoriał Unii Demokratycznej
9 stycznia 1992 r. ukazał się memoriał grupy krakowskich posłów Unii Demokratycznej skierowany do władz państwowych, dotyczący Huty Sendzimira. Oprócz niewątpliwie słusznych postulatów (stworzenie instytucji powierniczej, która przejęłaby zbędny majątek HTS, częściowe oddłużenie huty) zawierał postulat piekielnie niebezpieczny - likwidację części surowcowej huty. Zdaniem autorów, zachowanie surowcowego charakteru huty uniemożliwiałoby utrzymanie norm ekologicznych, co - jak wykazała przyszłość - było założeniem błędnym. Protestowano przeciw gwarancjom rządowym dla zakupu COS. W postulacie zamknięcia części surowcowej użyto przy tym wręcz wzruszającego argumentu: obawę o nadmierną produkcję stali wobec produkcji w Katowicach iÉ Koszycach. Przypomnijmy gwoli ścisłości, iż Koszyce znajdują się w Słowacji. Dla wiecznej pamięci przypomnijmy nazwiska sygnatariuszy tego dokumentu: Krzysztof Kozłowski, Stanisław Handzlik, Józefa Hennelowa, Jan Maria Rokita, Tadeusz Syryjczyk, Jerzy Zdrada, Krzysztof Goerlich.
Nie kwestionując kompetencji autorów memoriału w sprawach hutniczych trudno nie zauważyć, iż HTS nie może być tylko hutą przetwórczą, bowiem nie ma w Europie walcowni gorącej blach opartej w całości na wsadzie z zewnątrz. Jest to wykluczone ze względów ekonomicznych.
Skutkiem memoriału było zablokowanie modernizacji huty na dwa lata. Gorzej, iż za sprawą memoriału pojawił się w kręgach rządowych pomysł "wycięcia" części surowcowej Sendzimira. Dodajmy - pomysł, który od czasu do czasu pojawia się do dziś.
Otrzeźwienie przyszło za późno
Bodaj jako pierwszy zrozumiał wagą sprawy Mieczysław Łabuś, przewodniczący komisji gospodarczej Rady Miasta. Na posiedzenie komisji zaprosił ekspertów z AGH. - Pamiętam, że pierwsze pytanie, jakie mi zadano dotyczyło przynależności do PZPR i "Solidarności". Odpowiedziałem, że do PZPR nigdy nie należałem, co spotkało się z ogólną aprobatą. Gorzej, że nie należałem także do "Solidarności", co jednak wzbudziło raczej zdziwienie, niż niechęć - opowiada jeden z ekspertów. W końcu jednak udało sią przekonać komisję, iż Rada Miasta nie może wytyczać kierunków modernizacji HTS, może i powinna natomiast wyznaczać normy ekologiczne.
Choć więc blokady ze strony władz miasta były stopniowo usuwane, jednak w końcu 1992 roku huta musiała zobowiązać się, iż nie będzie produkowała więcej, niż 3 mln ton stali rocznie.
Gorzej, że przesłanie memoriału Unii Demokratycznej trafiło na podatny grunt w kręgach rządowych. Zamówiony przez minister Henrykę Bochniarz raport firmy Proxy zakładał w tzw. drugim wariancie pozbawienie HTS nawet walcowni gorącej. Cykl produkcyjny miał się zaczynać od walcowni zimnej. To twórcze rozwinięcie myśli krakowskiego memoriału miało wracać przez kolejne lata, aż do czasów, gdy ministrem gospodarki został Janusz Steinhoff. Raport sporządzony przez tzw. konsorcjum kanadyjskie wprawdzie zakładał zbyt niską produkcję stali, lecz jako pierwszy postulował konsolidację polskiego hutnictwa.
Postulat ten nie mógł być jednak przyjęty przez ekipę rządzącą wyznającą zasadę "niewidzialnej ręki rynku". Przyjęto zasadę, iż wewnętrzna konkurencja polskich hut podniesie jakość produktu i obniży koszty. A działo się to w czasach, kiedy zaczęły już powstawać narodowe i ponadnarodowe koncerny hutnicze a konsolidacja była rzeczą oczywistą dla wszystkich, prócz naszych liberałów. Odrzucono koncepcję dofinansowania hutnictwa zalecając, aby inwestycje finansowano ze środków własnych (których huty nie miały) i kredytów bankowych. Czyżby nie zauważono, że w latach 1975-97 kraje UE dofinansowały swoje huty z funduszy unijnych, państwowych i regionalnych o 65 mln euro bezzwrotnej dotacji?
W ten sposób zablokowano modernizację HTS na wiele lat, a pewne szanse zaprzepaszczono bezpowrotnie. Jednak patrząc z perspektywy lat, dobrze się stało, że Sendzimir nie poszedł drogą wskazaną przez liberałów. Podzieliłby los hut: Baildon i Częstochowa, które modernizowały się za kredyty, osiągając najwyższe europejskie standardy nowoczesności. Dziś pierwsza jest zamknięta, a druga jest w stanie upadłości. Jak bowiem konkurować z dotowanymi hutami zachodnimi, jeśli oferuje się produkt obciążony spłatą kredytów? Jerzy Pałosz
DŁUGI HTS
Według stanu na listopad 2002 r. huta była winna miastu łącznie 60 mln 592 tys. zł z tytułu podatku od nieruchomości i opłat za wieczyste użytkowanie. Z tej kwoty 10,5 mln zł miało być umorzone poprzez przejęcie nieprodukcyjnego majątku huty o tej wartości. Do 8 listopada gmina przejęła wszakże tylko majątek huty o wartościÉ 147 tys. 820 zł.
Reszta należności ma być rozłożona na 24 raty miesięczne płatne od 30 czerwca 2003 r. Biorąc pod uwagę krytyczną sytuację dzielnicy, w znaczącej mierze spowodowaną działaniami lub zaniechaniami ze strony władz miasta, sprawiedliwość nakazywałaby, aby pozyskana kwota (o ile oczywiście uda się ją odzyskać) była przeznaczona na rozwój Nowej Huty, a w szczególności na tworzenie nowych miejsc pracy.
KOMENTUJĄ DLA NAS
Janusz Sepioł,
- Tak, możemy pomóc tej dzielnicy. Mam na myśli fundusze strukturalne Unii Europejskiej, które będą w naszej dyspozycji od 1 stycznia 2004 roku. Jeśli zostaną przygotowane sensowne projekty, będzie możliwe przeznaczenie funduszy na ich realizację. Mam tu na myśli programy dotyczące przystosowania stref poprzemysłowych zarówno dla ewentualnych nowych inwestorów, jak i na inne cele. Mam tu na myśli np. cele kulturalne i oświatowe. Wyobrażam sobie, że możliwe jest przekształcenie terenów dzisiejszego Centrum Administracyjnego HTS w obszar kultury i nauki, co można połączyć np. z pomysłem utworzenia tam Centrum Sztuki Współczesnej. "Urok" funduszy strukturalnych polega na tym, że udział własny pomysłodawcy wynosi tylko około 30 proc. wartości inwestycji.
- Kraków nie kończy się na II obwodnicy, a Nowa Huta jest tak samo Krakowem, jak Śródmieście. Pierwszym problemem mieszkańców tej dzielnicy jest praca. Aby myśleć o inwestycjach musimy zacząć od zinwentaryzowania majątku miasta. Ustalenia, co należy do miasta, co do HTS, a co jest własnością prywatną. Dalszy krok to uporządkowanie stosunków własnościowych. Wtedy będziemy w stanie przyjąć poważnych inwestorów. Szczególny nacisk chcę położyć na rozwój Specjalnej Strefy Ekonomicznej, która jest szansą od lat niewykorzystaną. Nie mogę pogodzić się z tym, by mieszkańcy Nowej Huty znaleźli się w pozycji biernych oglądaczy "Kiepskich". Do tej dzielnicy musi wrócić życie. Szczególny nacisk chcę położyć na sport. I ten większy - myślę tu o odbudowaniu KS "Hutnik" i ten mniejszy - środowiskowe kluby sportowe.
Co władze Krakowa powinny zrobić dla Nowej Huty?
prezes ARG Kraków-Wschód
Podstawą jest stworzenie preferencji dla firm. Myślę tu o o zniesieniu wszystkiego, co możliwe z podatku w celu umożliwienia działalności gospodarczej - na razie płacimy za grunty tak samo jak za teren w Rynku, a atrakcyjność ich i zarobek są nieporównywalne. Nowa Huta przez ostatnie lata była inwestycyjnie zaniedbana - skrzyżowanie przy Stelli Sawickiego i nowy most wiosny nie czynią. Mamy nadzieję, że nowy prezydent zmieni sytuację - w końcu to Huta go wybrała.
Zacharewicz-Białowąs
radna Dzielnicy XVII
Najważniejsza jest pomoc w likwidacji bezrobocia i położenie nacisku na bezpieczeństwo. Należy także zatroszczyć się o Starą Nową Hutę, w której domy prawie się już rozpadają. Dobrze by było, gdyby gmina weszła w prozumienie z gminami północnymi - najbliższa to Kocmyrzów- Luborzyca, które są już na pół zaawansowanym etapie przygotowań do budowy dwupasmówki i przygotować się do jej pociągnięcia do Krakowa. No i gdyby trochę miejskich imprez przeniesiono z Rynku na Plac Centralny, być może Kraków zbliżyłby się do Huty.
Mieczysław Łagosz
Należy zakończyć rozpoczęty Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego terenów dookoła HTS dla inwestorów. Następnie poszukać ofert i zastanowić się nad specjalnym programem podatkowym dla Nowej Huty. Potrzeba także działań przy przekształcaniu huty. Czeka nas poważna debata wszystkich władz nad wypracowaniem przyzwoitego programu dla przyciągnięcia inwestorów. (fren)
(|1551 więcej słów|| | )
Autor : bhpekspert _DNIA 27-12-2002 - 09:16 | 1536 raz(y) oglądano.
artykułów : Śmierć w wannie -Przyczyna : Tlenek Węgla /CO/ 27.12.2002
Piątek, 27 grudnia 2002r.
Dwoje mieszkańców Tarnowa zatruło się śmiertelnie tlenkiem węgla. Do tragedii doszło wczoraj nad ranem w domu jednorodzinnym. Wstępnie jako przyczynę zaczadzenia przyjęto wadliwe działania instalacji kominowej. Dramat wydarzył się w domu przy ulicy Braci Saków. 35-letni mężczyzna i jego o rok młodsza żona zaczadzili się podczas kąpieli. Ich ciała znalazł ojciec kobiety około godziny 4. Zaniepokoiła go kapiąca z sufitu woda. Śmierć musiała nastąpić szybko, małżonkowie nie zdążyli nawet zakręcić kranu. Te okoliczności wskazują, że tlenek węgla wręcz błyskawicznie osiągnął bardzo wysokie stężenie w powietrzu. W takich przypadkach już kilkanaście wdechów może być groźne dla życia, z powodu ostrej niewydolności krążenia i porażenia oddechu. W łazience pracował junkers, ale wszystko wskazuje na to, że nie on był przyczyną zatrucia. Wstępnie przyjęto, że tragedię spowodował umieszczony w piwnicy piec centralnego ogrzewania. W domu przerobiono instalację co, z gazowej na węglową. Przeprowadzone oględziny wykazały, że nie miała ona ,ciągu" - spaliny były cofane do wnętrza domu. Najprawdopodobniej właśnie taki ,zrzut" był przyczyną zatrucia.
Małżeństwo osierociło trójkę dzieci. 12-letniego syna oraz bliźniaki - dziewczynkę i chłopca w wieku 8 lat. Cała trójka trafiła do tarnowskiego szpitala. Nie stwierdzono u nich objawów zatrucia, ale pozostawionio na obserwację.
Oprócz wspomnianej rodziny w domu mieszkało jeszcze cztery osoby. Żadna z nich nie ucierpiała.
(|223 więcej słów|| | )
Autor : kodeks _DNIA 26-12-2002 - 08:41 | 2737 raz(y) oglądano.
artykułów : W drodze do Eldorado część I 26.12.2002
(Cały artykuł: 'W drodze do Eldorado część I 26.12.2002' |1976 więcej słów|| | )
Autor : kodeks _DNIA 25-12-2002 - 17:41 | 3606 raz(y) oglądano.
artykułów : Jak Unia nas urządzi 25.12.2002
(Cały artykuł: 'Jak Unia nas urządzi 25.12.2002' |3081 więcej słów|| | )
Autor : Edward _DNIA 24-12-2002 - 05:35 | 2560 raz(y) oglądano.
Autor : kodeks _DNIA 23-12-2002 - 06:28 | 2451 raz(y) oglądano.
artykułów : Kolęda była już we wrzesniu 23.12.2002
Kolęda zimą? Nigdy!
Po świętach Bożego Narodzenia kolędy w Janowicach Wielkich nie będzie. Powód? Ksiądz razem z ministrantami kolędował już we wrześniu. - Postanowiłem "trochę" pozmieniać w dotychczasowej tradycji. Od tego roku będę chodził z wizytą duszpasterską tylko we wrześniu - mówi ksiądz Rudolf Zioła, proboszcz parafii w Janowicach Wielkich.
Innych zmian nie będzie, uspokaja ksiądz Rudolf Zioła
Ksiądz z rozbrajającym uśmiechem wyjaśnia: - Zimno mi tak łazić po chałupach w styczniu. Jedni ludzie mają ogrzewane domy, drudzy nie. Przeziębić się można wchodząc to do ciepłego, to do zimnego. Poza tym mam chore nogi. A na lodzie i śniegu niebezpiecznie: poślizgnąć się można, potłuc - mówi. - Lepiej nie ryzykować. Człowiek już nie jest młody - dodaje.
Rudolf Zioła od 13 lat jest księdzem w Janowicach. Wcześniej żadnych rewolucji nie przeprowadzał. To jego pierwszy raz.
Bo ciepło na dworze
Padło, że kolęda będzie we wrześniu: w październiku nie wypada - bo różaniec. W listopadzie - msze za zmarłych.
- Wrzesień jest idealny na kolędę: Ciepło na dworze, dzieci z wakacji wróciły, dzień dłuższy, nie musiałem po ciemku chodzić. Tak jest bezpieczniej, nikt nie napadnie - tłumaczy ksiądz.
Nie przeszkadza mu, że w domach nie było choinki.
- Ludzie jakoś sobie z tym poradzili: ozdabiali drzewka owocowe, znosili jakieś gałązki - mówi ksiądz Zioła. - Kolęd nie śpiewaliśmy. Ale przecież są inne pieśni kościelne. Nie było problemu - wyjaśnia.
Janowice Wielkie. Wbrew nazwie to mała wioska koło Jeleniej Góry. Kilkadziesiąt rodzin, stacja kolejowa, szkoły, kilka sklepów, mały komisariat policji, kościół
Zmiany księdza Zioły mieszkańcy Janowic Wielkich przyjęli ze zdziwieniem.
- Każdy stół białym obrusem zaścielił, świeczki postawił, wodę święconą, no i kopertę dla księdza - mówią. - Tak jakoś dziwnie było. Bez atmosfery: ani śniegu, lato za oknami, a tu ksiądz z dzwoneczkami od domu do domu łaził. Jakoś nie tak - kręcą głowami. Nie chcą podawać nazwisk. Boją się krytykować księdza.
- Dziecko do komunii za rok wysyłam. Lepiej nie ryzykować - dodają.
Ludzie starali się zrobić atmosferę świąt: przyozdabiali rośliny doniczkowe, drzewka w ogrodzie, na stołach postawili "drzewka szczęścia". Zawisły bombki, choinkowe łańcuchy
Kolęda bez kolęd
- Bez śpiewania kolęd się obyło. Modlitwa, krótka rozmowa. Wiadomo. Ksiądz musiał się dowiedzieć, co tam u jego owieczek słychać - mówią mieszkańcy. - Tylko tak bez śpiewania kolęd było nieświątecznie. No bo co człowiek zaśpiewa we wrześniu: "Żółty, jesienny liść?" A i "Wśród nocnej ciszy" nie wypada jak za oknem upał
Niektórzy z nich się boją, że ksiądz zrobi jednak jeszcze jedną "rundę" po domach w styczniu. - I znów trzeba będzie kopertę dać. A co? Nie przyjmie człowiek pasterza?
- Albo co gorsze inne zmiany powprowadza: święta poprzenosi, post kiedy indziej zrobi - mówią.
Ksiądz Zioła uspokaja: - Innych zmian nie będzie. A i po kolędzie drugi raz nie będę chodził po świętach - dodaje. - Następnym razem dopiero w przyszłym roku, we wrześniu - dodaje.
Tylko zwyczaj, nie reguła
- Nie ma żadnego przepisu czy reguły, określającego kiedy się chodzi po kolędzie - tłumaczy ksiądz Kazimierz Sowa, prezes zarządu Radia Plus. - To tylko przyjęty zwyczaj, że po kolędzie chodzi się po świętach.
Według księdza Sowy są diecezje, gdzie po kolędzie chodzi się wcześniej. Jako tego przykład podaje Śląsk, gdzie kolędowanie odbywa się już w adwencie, czyli od początku grudnia. Wcześniejsze kolędowanie praktykowane też jest m.in. na Górnym Śląsku i w części Bielska.
- Dzięki temu księża mają więcej czasu na spotykanie się z parafianami i ich bliższe poznanie. Czy taki też cel przyświecał temu konkretnemu księdzu, czy też miał inne motywy, nie potrafię powiedzieć - dodaje ksiądz Sowa.
(|602 więcej słów|| | )
Autor : bhpekspert _DNIA 22-12-2002 - 23:55 | 7009 raz(y) oglądano.
artykułów : W drodze do Eldorado Część II 23.12.2002
ZBIGNIEW BARTUŚ: W drodze do Eldorado (2)
Groszek z komputerem
Kawa i Wawerski mają cel - wykrojenie kawałeczka z tortu polskiego handlu.
Kawałeczek to 2 mld zł rocznie.
Centrum logistyczne Eldorado w Lublinie.
Zaczęło się jak w opowieściach o wielkich fortunach z Doliny Krzemowej. W 1990 r. "Amerykanin" założył malutką firemkę w wynajętym garażu. Wkrótce dołączył doń kolega. Ich Krzemowa Dolina nie leżała wprawdzie w Kalifornii, lecz na jednym z osiedli w Lublinie.
Pierwszy milion starych złotych zarobili na soczkach, ale komputery szybko zaczęły odgrywać w ich działalności ważną rolę. Efekt przeszedł wszelkie oczekiwania: garażowa firemka przeistoczyła się w największą polską sieć handlową. Jedyną, która na taką skalę skutecznie stawia czoło potężnej zachodniej konkurencji.
Artur Kawa miał w 1990 r. 28 lat, Jarosław Wawerski był o rok młodszy. Znają się prawie od urodzenia, pokończyli te same szkoły, studiowali na Wydziale Elektrycznym Politechniki Lubelskiej. U schyłku lat 80. wyjechali do Stanów. - Tułaliśmy się przez dwa lata za chlebem - przyznaje Kawa. I po chwili dodaje: - Przesiąknęliśmy na dobre amerykańskim myśleniem.
W 1990 r. z zarobionymi dolarami zaczęli ziszczać amerykański sen. - Nie odpowiadała nam robota na etacie w państwowym zakładzie. Zachęceni szansami stworzonymi przez Balcerowicza, postawiliśmy na biznes - tłumaczy Kawa
Hortex startował wtedy z sokami w kartonach. Dziś może się to wydawać nieprawdopodobne, zwłaszcza młodzieży, ale Polacy nie byli wtedy przekonani do tej nowinki, a Hortex nie miał pomysłu na jej skuteczną sprzedaż. Kawa pomysł miał. Został dystrybutorem soków, co oznaczało również to, że musiał od zera nauczyć polskich handlowców, jak je eksponować i zachęcać klientów do kupowania. Szło mu przyzwoicie, garażowe centrum dystrybucyjne szybko stało się za ciasne. Zwłaszcza że odbiorcy zaczęli nagabywać: Fajnie się z panem handluje, panie Artku, może by pan poszerzył asortyment?
Kończył się przełomowy 1990 r. Kawa był już przekonany do rozwinięcia biznesu, Wawerski, który od pewnego czasu mu pomagał, też doszedł do wniosku, że robota na państwowym źle rokuje na przyszłość. Reformy Balcerowicza stworzyły zupełnie nową rzeczywistość. Przede wszystkim każdy mógł zarejestrować firmę i zostać przedsiębiorcą - bez względu na wykształcenie.
Każdy miał być kowalem swego losu. Elektryk z Gdańska został politykiem i wywrócił świat komunistyczny do góry nogami. Od reszty Polaków zależało, co zrobią z wywalczoną wolnością. Inżynierowie elektrycy z Lublina postanowili sami budować Eldorado - i założyli spółkę cywilną o tej nazwie.
Włożyli w spółkę po 10 tys. dolarów zarobionych w Ameryce. Kupili auta dostawcze. - Można było korzystać z dwuletniego zwolnienia z podatku dochodowego i reinwestować zyski, co pozwalało rozwijać firmę - wspominają. Wkrótce mieli największą hurtownię spożywczą w Lublinie.
Dobre polskie, bo dobre
- Może to brzmi staroświecko, ale mają etyczne podejście do biznesu - chwalą ich zgodnie detaliści od lat współpracujący z Eldorado. - To nie jest jakiś wilczy kapitalizm, nastawiony na szybki zysk. To długofalowe myślenie o kliencie: niech on będzie zadowolony, to wróci, będzie lojalny, wierny i wszyscy będziemy zadowoleni.
Kupcy, a także producenci, mówią o partnerskim podejściu do handlu, które jest podstawową cechą lublinian - rzadko spotykaną w przypadku obcych gigantów handlowych. Kolejną zaletą jest opiekuńczość. Pod tym pojęciem kryje się wiele usług, jakie Eldorado bezpłatnie świadczy swym partnerom. Może dlatego kupcy zawsze współpracowali z Eldorado chętnie i rekomendowali je kolegom? Może dlatego udało się inżynierom rozszerzyć biznes najpierw na całą Lubelszczyznę, a potem na Mazowsze, Podkarpacie, Białostocczyznę, a ostatnio także część Małopolski?
- Niektórzy twierdzą, że na wschodzie preferujemy Eldorado, bo to jest firma polska, że dlatego obcy dystrybutorzy mają przechlapane. A to nieprawda - tłumaczy Andrzej Bednarski z Rzeszowa. - Eldorado jest po prostu lepsze, ma konkurencyjną ofertę i bije innych na głowę standardem obsługi. Możemy się tylko cieszyć, że jest polskie.
Od korbki do Internetu
Eldorado dostało ostatnio nagrodę dla najlepiej zinformatyzowanej firmy handlowej. Niektórych szokuje, że inżynierowie biznesu starają się być zawsze o krok przed zachodnimi gigantami, dysponującymi przecież nieporównywalnie większym kapitałem i doświadczeniem w organizacji sieci handlowej. Lublinianie uważają jednak, że skoro hipersieci mają więcej pieniędzy, to oni muszą mieć lepsze pomysły.
Kiedy w połowie lat 90. hipermarkety wkraczały do Polski, większość partnerów lublinian znała już na pamięć ich wizję firmy, w której wszelkie zamówienia od klientów docierają do centrali momentalnie - za pośrednictwem Internetu - i dzięki temu mogą zostać błyskawicznie zrealizowane. Wizja ta była z uporem wprowadzana w życie - jedyną przeszkodę stanowiły przez lata cherlawe łącza TP SA, której nagły przeskok od korbki do Internetu wydawał się niemożliwy.
Lublinianie komputeryzowali jednak co się dało. Już w 1991 r. komputery służyły im do fakturowania i zarządzania zawartością magazynu. Przy tworzeniu sieci pomagały z początku specjalistyczne firmy zewnętrzne. - Nie byliśmy zadowoleni, więc w 1995 r. stworzyliśmy własny dział informatyczny - wspomina prezes. Szefem został młody, zdolny absolwent politechniki. Prezesi na dzień dobry rzucili go na głęboką wodę: przedstawili mu konkretną wizję funkcjonowania sieci i zapytali wprost, czy ma pomysł na jej urzeczywistnienie.
Wizja była prosta: kiedy klient partnera handlowego Eldorado (np. sklepu spożywczego) kupuje cokolwiek, to informacja o tej transakcji dociera natychmiast do dystrybutora, a od niego - do producenta towaru. Ktoś kupił kilo cukru w sklepie w Rzeszowie? Eldorado wie, że trzeba to uwzględnić przy następnej dostawie.
Założenie numer dwa: właściciel każdego, najmniejszego nawet sklepiku musi mieć stały, internetowy dostęp do pełnej oferty Eldorado i za pomocą poręcznego programu może wszystko zamówić, wysyłając zamówienie wprost z komputera. Może to zrobić o każdej porze dnia i nocy. Wyśle zamówienie w niedzielę? Dostawa będzie następnego dnia.
Kiedy Kawa roztaczał te wizje w połowie lat 90., wielu pukało się w głowy. - Już widzę, jak 50-letnia sprzedawczyni surfuje po Internecie i jak w Wólce montują cyfrowe łącze dostępowe do sieci - ironizowali niektórzy, rezygnując z inwestycji w podobną działalność.
- Dziś obsługujemy przez Internet ponad 800 sklepów we wschodniej Polsce, a w kolejce stoją kolejni chętni - uśmiecha się prezes Kawa.
Eldorado realizuje pionierski program bezpłatnych szkoleń informatycznych dla partnerów handlowych. Zachodnim wielkoludom nie chciałoby się przyuczać w obsłudze komputera 50-letnich sprzedawczyń. Eldorado uznało, że mu się opłaci. Oprócz szkoleń zaoferowało właścicielom sklepów również tanie komputery i opiekę informatyków. Efekt jest widoczny. Dzięki komunikacji internetowej udało się nie tylko obniżyć koszty, ale i pozyskać nowych klientów, także spoza Lubelszczyzny, m.in. z Warszawy. Zarazem przywiązanie pozostałych do lubelskiej firmy wzrosło.
eHurtownia (czyli hurtownia elektroniczna) Eldorado, komunikująca się początkowo z klientami za pomocą poczty elektronicznej, wzniosła się szybko na jeszcze wyższy poziom. - Postanowiliśmy stworzyć specjalną platformę internetową, której podstawowym celem jest łatwa komunikacja pomiędzy producentem, dystrybutorem i sklepem. Dzięki tej platformie nasi partnerzy uzyskali też szybki dostęp do oferty współpracujących z nami producentów - wyjaśnia Artur Kawa.
Platforma ruszyła dokładnie dwa lata temu. Przekonywanie do niej partnerów, z których większość to sklepikarze o konserwatywnych poglądach, przypominało chwilami walkę z wiatrakami. - Sporo się napracowaliśmy - przyznaje prezes. Prezentacje, szkolenia, całodobowy serwis, opieka fachowców... Wszystko to kosztowało wiele wysiłku, ale już przynosi efekty. - Za pośrednictwem Internetu realizujemy zamówienia o wartości 20 mln zł miesięcznie - cieszy się Kawa. To wielki postęp - w całym zeszłym roku eHandel przyniósł 80 mln zł.
Platforma umożliwia partnerom Eldorado także drukowanie przelewów bankowych, nadzór nad należnościami, wystawianie faktur, a nawet czatowanie, czyli pogawędki w sieci. Każdy stały klient ma dostęp do strony przeznaczonej specjalnie dla niego i zawierającej wszystkie interesujące go dane (np. historię zamówień lub spis wszystkich wystawionych faktur). Zamawiającym bardzo ułatwia to życie. Druga platforma internetowa - eProducent - ułatwia życie producentom.
Kawa podkreśla, że nie ma czegoś takiego, jak system doskonały: administratorzy sieci stale pytają więc partnerów, co trzeba zmienić lub udoskonalić. Klienci obawiali się np. wysokich kosztów łączenia z Internetem. Informatycy stworzyli program, dzięki któremu można sobie szybko ściągnąć całą ofertę i przeglądać ją na komputerze przy rozłączonym Internecie. Dopiero po sporządzeniu zamówienia klient łączy się na chwilę z siecią, by je wysłać. Koszty są minimalne, tym bardziej że Eldorado podpisało z TP SA umowę, zgodnie z którą jego klientom udostępnia się łącza cyfrowe ze zniżką.
Tradycyjni sprzedawcy Eldorado, zbierający dotąd zamówienia od właścicieli sklepów, przeistaczają się teraz w ich opiekunów i doradców: pomagają w doborze asortymentu, efektywnym eksponowaniu towarów i prowadzeniu akcji promocyjnych. Bo lepsze obroty sklepikarzy to eldorado dla Eldorado.
Stokrotka na markety
Rok temu Eldorado otworzyło w Lublinie nowoczesne centrum dystrybucyjne. Kosztowało 20 mln dol. Zajmuje ponad 11 tys. m kw., tyle, co przyzwoity hipermarket zachodniej sieci. 8 tys. towarów dostarczanych ustawicznie przez ponad 400 producentów z całego kraju, 7 tys. odbiorców. Nieźle, jak na firmę wyrosłą z garażu z soczkami. A dochodzi do tego jeszcze 12 oddziałów-hurtowni w największych miastach południowo-wschodniej Polski, m.in. w Tarnowie. Od ponad roku Eldorado dynamicznie rozwija też sieć własnych supermarketów osiedlowych Stokrotka (dziewiętnasty otwarto tydzień temu), a także konsoliduje - pod marką Groszek - drobnych niezależnych sklepikarzy.
- Wybraliśmy polskie nazwy nie przez przypadek: dla kontrastu z zagranicznymi - i nie tylko - marketami - przyznaje Artur Kawa - Wychodzimy jednak z założenia, że samo namawianie do kupowania polskich towarów w polskich sklepach to absurd i nieuczciwość. Za polską nazwą musi się bowiem kryć pełny profesjonalizm i najwyższa światowa jakość. Wtedy dopiero można mówić: kupuj w polskim sklepie, bo jest najlepszy.
Szefowie Eldorado nie planują współpracy z obcymi sieciami handlowymi, choć wielu polskich dystrybutorów zdecydowało się na to. - Staramy się widzieć przedsiębiorstwo w perspektywie kilku lat, a hipersieci wcześniej czy później zbudują w Polsce własne centra logistyczne i uniezależnią się od polskich dystrybutorów. Za dwa lata powiedzieliby mi: panie Kawa, pan już nam nie jesteś potrzebny. I co wtedy? Niech tam sobie sieci biorą te swoje 30, 40, nawet 60 proc. rynku. Taka jest światowa prawidłowość i nie ma na to rady. We właściwym czasie nie stworzono u nas warunków do powstania silnych rodzimych sieci hipermarketów. Podbili nas obcy. Mleko się rozlało. My mieliśmy może trochę szczęścia, bo hipersieci pojawiły się na wschodzie Polski na samym końcu. Było więcej czasu. A może - to nieskromne, ale powiem - byliśmy bardziej profesjonalni?
Kawa uważa, że skupienie się na jednoczeniu drobnego handlu oraz ekspansji w mniejszych miastach i osiedlach pozwoli obronić przed zagranicznymi sieciami kawał polskiego rynku. W ciągu 8 lat Eldorado ma być firmą ogólnopolską - z czterema centrami logistycznymi, ponad 50 Stokrotkami i 870 sklepami zrzeszonymi w sieci Groszek. Celem jest zdobycie 1,5 proc. udziałów w polskim hurcie i detalu, którego wartość szacuje się na 140 mld zł. Oznaczałoby to wzrost przychodów spółki z obecnych 670 mln zł do ponad 2 mld rocznie. Jest to możliwe, bo co roku Eldorado zwiększa swe obroty o jedną czwartą.
Niektórzy uważają, że prędzej czy później Eldorado, wzorem wielu innych, sprzeda się obcym. Prezes Kawa twierdzi, że akcjonariusze spółki (wśród nich fundusze emerytalne, a przede wszystkim potężny Polish Enterprise Fund) są zdecydowani zachować jej polski charakter. - Alians z jakąkolwiek obcą siecią oznaczałby po prostu połknięcie Eldorado - tłumaczy prezes Kawa, który zachował jedną piątą udziałów w wartej ok. 100 mln zł firmie (Jarosław Wawerski ma jedną czwartą, dwa pakiety po ponad 6 proc. mają jego krewni). Nie wyklucza zarazem połączenia z którąś z polskich sieci i zbudowania wokół Eldorado jeszcze silniejszej konkurencji dla zachodnich gigantów.
Być może za kilkanaście lat to Niemcy i Francuzi będą się frasować, że polskie Eldorado otwiera w Berlinie i Paryżu kolejną Stokrotkę?
(|1844 więcej słów|| | )
Autor : kodeks _DNIA 22-12-2002 - 09:29 | 1616 raz(y) oglądano.
artykułów : Kolejny śmiertleny wypadek w kopalni 22.12.2002
Kolejny tragiczny wypadek w kopalni
26-letni ślusarz górniczy zginął, a inny górnik doznał lekkich obrażeń w wyniku wypadku, do którego doszło w nocy w kopalni "Borynia" w Jastrzębiu Zdroju - podał Wyższy Urząd Górniczy.
W szybie wydobywczym kopalni rozerwał się rurociąg ze sprężonym powietrzem. 26-letni pracownik zginął na miejscu, a 36-letni górnik trafił do szpitala z ogólnymi potłuczeniami, które nie zagrażają jego życiu.
"Pracownicy przeprowadzali kontrolę rurociągu sprężonego powietrza o średnicy 500 mm w pierwszym szybie wydobywczym kopalni. W pewnym momencie doszło do pęknięcia i rozerwania rurociągu" - powiedział PAP dyspozytor WUG.
Przyczyny i okoliczności wypadku bada Okręgowy Urząd Górniczy w Rybniku oraz specjalny organ górniczy zajmujący się kontrolą wykorzystywanych w kopalniach urządzeń. Jak dotąd nie są znane bliższe szczegóły wypadku.
Zmarły górnik to 33 w tym roku ofiara pracy w kopalniach węgla kamiennego. W całym ubiegłym roku w górnictwie węgla zginęło 24 górników.
Kopalnia "Borynia", gdzie doszło do wypadku, należy do Jastrzębskiej Spółki Węglowej SA. Właśnie w tej spółce doszło do najtragiczniejszego w tym roku górniczego wypadku. W lutym w kopalni "Jas-Mos" wybuch pyłu węglowego zabił 10 górników.
Poprzedni śmiertelny wypadek w górnictwie miał miejsce kilka dni temu w kopalni "Rydułtowy". Na czterech elektryków górniczych najechały wówczas wagony podziemnej kolejki. Jeden pracownik zginął, a trzech odniosło poważne obrażenia.
Przyczyną wypadku był niesprawny hamulec kołowrotu, na który nawinięta była lina napędzająca wagoniki. Ustalono też, że doszło do ewidentnego złamania przepisów pracy górniczej.
(|247 więcej słów|| | )
Autor : Edward _DNIA 22-12-2002 - 01:22 | 2125 raz(y) oglądano.
artykułów : OŚWIADCZENIE Polonii Amerykańskiej w sprawie wejścia do UE 22.12.200
(|2672 więcej słów|| | )
Autor : Edward _DNIA 21-12-2002 - 08:11 | 2804 raz(y) oglądano.
artykułów : Choroba a zwolnienie z pracy 21.12.2002
Czy choroba uniemożliwia zwolnienie z pracy?
Wypowiedzenie umowy o pracę pracownikowi, który świadczył pracę, a następnie wykazał, że w dniu wypowiedzenia był chory, nie narusza art. 41 Kodeksu pracy.
Pracownik świadczący pracę w czasie orzeczonej niezdolności do pracy i jednocześnie zatajający fakt otrzymania zaświadczenia lekarskiego często pozostaje w przekonaniu, że świadczenie pracy odbywa się dla dobra pracodawcy i dlatego podlega on ochronie przed rozwiązaniem stosunku pracy. Kontrowersje związane z przedstawianiem lub nieprzedstawianiem zaświadczeń lekarskich najczęściej występują na tle problematyki wypowiadania umów o pracę. Zgodnie z art. 41 k.p. pracodawca nie może wypowiedzieć umowy o pracę w czasie urlopu pracownika, a także w czasie innej usprawiedliwionej nieobecności pracownika w pracy, jeżeli nie upłynął jeszcze okres uprawniający do rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia.
Ochrona przewidziana w tym przepisie polega na zakazie złożenia przez pracodawcę oświadczenia o wypowiedzeniu umowy o pracę we wskazanych okresach, co oznacza, że zaskarżenie przez pracownika dokonanego w tych warunkach wypowiedzenia umowy o pracę powoduje, iż sądy powinny uznać je za niezgodne z przepisami prawa pracy (por. wyrok Sądu Najwyższego z 17 listopada 1997 r. – I PKN 366/97, OSNAP 1998/17/505).
Pracownik zataił przed pracodawcą fakt otrzymania 20 maja 2002 r. zaświadczenia o czasowej niezdolności do pracy i mimo choroby świadczył pracę. Zaświadczenie zostało wystawione na okres 2 tygodni. 27 maja 2002 r. otrzymał wypowiedzenie umowy o pracę. Następnego dnia dostarczył pracodawcy ww. zaświadcze nie o czasowej niezdolności do pracy. Czy wypowiedzenie będzie w takiej sytuacji skuteczne?
Pracownik był obecny w pracy, a zatajając fakt otrzymania zaświadczenia o czasowej niezdolności do pracy naruszył obowiązki pracownicze (np. obowiązek dostarczenia zaświadczenia pracodawcy) oraz uniemożliwił pracodawcy realizację jego obowiązków (np. obowiązku odsunięcia pracownika niezdolnego do pracy od jej wykonywania). Dlatego też w tej sytuacji pracownikowi nie przysługuje ochrona przewidziana w art. 41 k.p. Gdyby pracownik dostarczył zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy, a następnie świadczył pracę na prośbę pracodawcy lub dla dobra pracodawcy i za jego wiedzą, to pracownik będzie mógł domagać się uznania wypowiedzenia umowy o pracę za bezskuteczne z uwagi na jego sprzeczność z zasadami współżycia społecznego.
Niezdolność do pracy z powodu choroby jest przyczyną usprawiedliwiającą nieobecność pracownika w pracy, sama jednak niezdolność do pracy nie zastępuje i nie przesądza o nieobecności w pracy. Jeżeli omawiany przepis łączy zakaz wypowiedzenia umowy o pracę z faktyczną nieobecnością pracownika w pracy, a nie z obecnością w czasie trwania przyczyny usprawiedliwiającej nieobecność, to należy uznać, że pracownik świadczący pracę w czasie, gdy legitymuje się zaświadczeniem o czasowej niezdolności do pracy, nie podlega ochronie przewidzianej tym przepisem. Mimo jasno sformułowanej regulacji w tym zakresie Sąd Najwyższy w wielu orzeczeniach obejmował pracowników ochroną, stojąc na stanowisku, że wypowiedzenie pracownikowi umowy o pracę dokonane w czasie obecności pracownika jest bezskuteczne, jeżeli pracownik bez zbędnej zwłoki wykazał, że w dniu wypowiedzenia był niezdolny do pracy z powodu choroby (m.in. w uchwałach z 22 listopada 1968 r. – III PZP 21/68, OSNCP 1969/5/82, z 21 listopada 1975 r. – V PZP 5/75, OSNC 1976/6/120) oraz z 6 września 1991 r. – I PZP 41/91, PiZS 1991/11–12/65). Wypowiedzenie pracownikowi umowy o pracę dokonane w czasie jego nieobecnooci w pracy jest bezskuteczne, jeżeli pracownik bez nie usprawiedliwionej zwłoki wykaże, że w dniu wypowiedzenia był niezdolny do pracy z powodu choroby.
Odstępując od wyżej przedstawionego poglądu, Sąd Najwyższy w uchwale z 11 marca 1993 r. podjętej przez pełen skład Izby Administracyjnej, Pracy i Ubezpieczeń Społecznych (I PZP 68/92, OSNCP 1993/9/140) stwierdził, że wypowiedzenie umowy o pracę pracownikowi, który świadczył pracę, a następnie wykazał, że w dniu wypowiedzenia był niezdolny do pracy z powodu choroby, nie narusza art. 41 k.p. Pogląd ten Sąd Najwyższy podtrzymał w wyrokach z 14 października 1997 r. (I PKN 322/ 97, OSNAP 1998/15/451), z 10 września 1998 r. (I PKN 287/98, OSNAP 1999/19/606) z 14 września 1998 r. (I PKN 323/98, OSNAP 1999/20/642). Nie można utożsamiać niezdolności do pracy ze zwolnieniem lekarskim od pracy, wystawionym przez lekarza z uwagi na niezdolność do pracy (wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 23 kwietnia 1996 r. – III AUR 370/96, OSA 1996/11–12/33).
Wypowiedzenie umowy o pracę dokonane w czasie obecności pracownika w pracy jest skuteczne i w większości przypadków nie może być podważone przez pracownika na podstawie ochrony stosunku pracy wynikającej z art. 41 k.p., gdyż o bezskuteczności takiego wypowiedzenia decyduje wyłącznie nieobecność pracownika w pracy. Brak jest uzasadnienia dla zastąpienia wymagania nieobecności w pracy przesłanką choroby pracownika powodującą niezdolność do pracy. Przez obecność w pracy należy rozumieć stawienie się pracownika do pracy i świadczenie pracy, a więc wykonywanie obowiązków wynikających z umowy o pracę lub gotowość do jej wykonywania. Natomiast w rozumieniu art. 41 k.p. nie jest „obecnością w pracy” obecność pracownika w zakładzie pracy bez wykonywania pracy, np. przyjście pracownika w celu doręczenia zaświadczenia lekarskiego lub w celu pójścia do lekarza zakładowego ze względu na zły stan zdrowia, a także przerwanie świadczenia pracy z powodu choroby. Chodzi tu o rzeczywiste zaprzestanie wykonywania pracy.
Chory pracownik w czasie zwolnienia lekarskiego stawił się w pracy w celu dostarczenia zaświadczenia o czasowej niezdolności do pracy. Gdy przyszedł do pracy zostało mu wręczone wypowiedzenie umowy o pracę. Czy pracownikowi przysługuje ochrona z art. 41 k.p.?
W takiej sytuacji należy przyznać pracownikowi ochronę przewidzianą w art. 41 k.p. – nie można bowiem uznać, że przyjście do pracy w celu dostarczenia zaświadczenia lekarskiego jest tożsame z obecnością w pracy.
Moment przerwania pracy z powodu wystąpienia objawów chorobowych, które uniemożliwiły dalsze świadczenie pracy, stanowi początek nieobecności pracownika w pracy w rozumieniu art. 41 k.p.
WAŻNE! Jeżeli mimo otrzymanego zwolnienia lekarskiego pracownik nadal wykonuje pracę, to czas pozostawania w pracy nie może być rozumiany jako usprawiedliwiona nieobecność w pracy chroniona art. 41 k.p.
Wykonywanie pracy jest aktywną formą obecności pracownika w pracy i sam fakt wykonywania obowiązków pracowniczych z reguły przemawia przeciwko późniejszym twierdzeniom pracownika o jego niezdolności do pracy.
Zakaz wypowiadania
Okres ochronny przewidywany w art. 41 k.p. rozpoczyna się z chwilą powstania przesłanki zakazu wypowiedzenia, tj. m.in. nieobecności pracownika w pracy z powodu choroby czyniącej go niezdolnym do pracy lub zaprzestania świadczenia pracy z tej samej przyczyny. Odmienna interpretacja, zakładająca, że pracownik obecny w pracy i pracujący w danym momencie – przy stwierdzonej niezdolności do pracy wskutek choroby – powinien być traktowany równocześnie jako nieobecny, nie znajduje usprawiedliwienia w treści art. 41 k.p. Z tych samych względów brak jest uzasadnienia dla rozciągnięcia ochrony prawnej przewidzianej w art. 41 k.p. na okres niezdolności do pracy, w którym pracownik jest obecny w pracy, mimo że okres ten został następnie objęty zwolnieniem lekarskim.
WAŻNE! Jeżeli w dniu dokonania przez pracodawcę wypowiedzenia umowy o pracę pracownik jest obecny w pracy i wykonuje swoje obowiązki wynikające z umowy o pracę, to nie korzysta on z ochrony przewidzianej w art. 41 k.p.
Nie można jednak odmówić pracownikowi ochrony przed wypowiedzeniem mu umowy o pracę w sytuacji, gdy jest faktycznie chory i niezdolność do pracy została stwierdzona orzeczeniem lekarskim, ale pozostał jeszcze w pracy z uwagi na niemożność opuszczenia stanowiska pracy, np. ze względu na brak zastępcy lub został wezwany do pracy przez pracodawcę i pracę świadczył dla dobra pracodawcy. Jeżeli chory pracownik świadczył pracę w czasie zwolnienia lekarskiego w interesie zakładu pracy, wypowiedzenie mu w tym okresie umowy o pracę może być sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Obowiązek wykazania, że wypowiedzenie umowy o pracę narusza zasady współżycia społecznego, ciąży na pracowniku.
(|1232 więcej słów|| | )
Autor : kodeks _DNIA 20-12-2002 - 07:55 | 2745 raz(y) oglądano.
artykułów : Nieletni Buntownicy
Buntownicy na państwowym
Nieletni przestępcy mają lepsze warunki niż sieroty
Najbardziej zdemoralizowani, najbardziej zaburzeni emocjonalnie. Mają po kilkanaście lat, a zdążyli już zabić, zgwałcić i okraść. Za jednego z takich właśnie wychowanków zakładu poprawczego w Barczewie koło Olsztyna państwo płaciło 19 tysięcy złotych miesięcznie. To niemal osiem razy więcej niż kosztuje miesięczne utrzymanie dziecka w sierocińcu.
JOANNA KRUPA 2002-12-13
To skandal. Żyjemy w tak ciężkich czasach, człowiek wychodzi ze skóry, żeby zarobić na utrzymanie rodziny, a tacy bandyci żyją sobie na garnuszku państwa i to za jakie pieniądze! - denerwuje się ekspedientka z jednego ze sklepów w Barczewie. - Najgorsze jest to, że wszystko to idzie w błoto, bo nie uwierzę, żeby z tak skrajnie zdemoralizowanych ludzi wyrosło coś dobrego.
- To są wyjątkowo groźnie młodzi ludzie. W każdej chwili mogą zareagować irracjonalnie, dlatego trzeba stale ich pilnować - mówi jeden ze strażników.
Przeciętnego Polaka wiadomość o tak wysokiej sumie wydawanej na małoletniego przestępcę może zaszokować. Tym bardziej, że w niektórych sierocińcach niecałe dwa tysiące złotych musi wystarczyć na wszystko. - Nawet nie mamy co marzyć o sprawieniu dzieciom prezentów na Gwiazdkę, bo Ministerstwo Edukacji daje nam takie stawki, jakie im wychodzą z regulaminów - mówi dyrektorka domu dziecka w Lublinie.
Tymczasem według dyrekcji zakładu oraz departamentu sądów powszechnych Ministerstwa Sprawiedliwości, zarządzającego poprawczakami, tylko taka kwota jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo przebywającym w placówce młodocianym oraz ich wychowawcom. Jednak według Najwyższej Izby Kontroli to niedopuszczalne, zwłaszcza że skuteczność resocjalizacji jest znikoma.
Budynek zakładu poprawczego o zaostrzonym nadzorze wychowawczym znajduje się przy głównej ulicy Barczewa. Pod koniec XIX wieku mieścił się tu sąd grodzki. Potem dom z czerwonej cegły był siedzibą Służby Bezpieczeństwa. Gdy w 1968 roku zaczął pełnić rolę schroniska dla nieletnich, wyprowadzeniem na prostą trudnej młodzieży zajmowało się kilku wychowawców. Pokoje przypominały więzienne cele, nie było dostatecznej ochrony. Ale koszty utrzymania mieściły się w granicach średniej krajowej.
Dziś na jednego młodocianego przebywającego w tym poprawczaku przypada jeden wychowawca. Oprócz tego do jego dyspozycji jest zespół diagnostyczno-terapeutyczny i czterech strażników. Cały obiekt przez 24 godziny na dobę jest pod nadzorem kamer wideo. Potężna brama broni dostępu do środka osób niepowołanych. Cele stały się przytulnymi pokojami pomalowanymi we wszystkie kolory tęczy. Wszystko to sprawia, że NIK uznał placówkę w Barczewie za stwarzającą najlepsze warunki bytowe, ale również za najdroższą w całym kraju.
W 2000 roku 16 nieletnich odpowiadało za zabójstwo, 3,5 tys. - za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu, a 1,8 tys. - za udział w rozboju. Kradzieży i wymuszenia dopuściło się blisko 13 tysięcy młodocianych, a włamanie miało na sumieniu blisko 24 tysiące małoletnich.
W ubiegłym roku było nieco lepiej. Za zabójstwa odpowiadało 20 młodocianych, nieco mniej miało na sumieniu udział w rozboju i gwałt. W napadach na sklepy i mieszkania uczestniczyło prawie 11 tys. małoletnich.
Wychowankowie, których obecnie jest w Barczewie dziesięciu, nie są tylko trudną młodzieżą. Na sumieniu mają takie same przestępstwa, jak dorośli recydywiści. Od zabójstwa, przez napad z bronią w ręku, włamania, do kradzieży. Wielu z nich ma już za sobą pobyt w areszcie śledczym. Najmłodszy skończył 16 lat, najstarszy ma prawie 21. Wszyscy trafili tu z półotwartych poprawczaków w całym kraju. - W zakładach, w których wcześniej przebywali, nikt nie potrafił sobie z nimi poradzić. Często dezorganizowali pracę całej placówki, wdawali się w konflikty z innymi wychowankami - mówi Irena Mysakowska, dyrektorka zakładu poprawczego w Barczewie. - U nas są klasyfikowani do poszczególnych grup, w zależności od stopnia demoralizacji.
Członkowie pierwszej, najtrudniejszej grupy, umieszczani są w pojedynczych celach, ze specjalną kratą uniemożliwiającą im dostęp do okna. Okno jest wprawdzie zakratowane, ale zdarzały się przypadki wybijania szyb. Do dyspozycji mają tylko łóżko.
W drugiej grupie w celach dodatkowo znajdują się stoliki, małe szafki i krzesła. Dojście do okna również nie jest możliwe. Trzecia i czwarta grupa ma jednak warunki, którymi nie pogardziłby niejeden student. Na ścianach wiszą plakaty polskich i zagranicznych gwiazd, na półkach pełno osobistych przedmiotów, m.in. maskotek, zdjęć dziewczyn i kartek pocztowych. Gdyby nie zakratowane okno przysłonięte firanką, można by pomyśleć, że to normalny pokój kilku nastolatków.
- Nie można przecież trzymać ich w takich warunkach, jakie panują w zapadłych więzieniach dla recydywistów. Nie rzucimy im zapchlonego materaca i dziurawej miski z jedzeniem. Oni są tu po to, żeby zrozumieć, na czym polega normalne życie - twierdzi Irena Mysakowska.
- Powinni dostać po tyłku i w końcu przejrzeć na oczy. Kiedyś w więzieniach czy poprawczakach nie było żadnych luksusów, ale nie popełniano tylu przestępstw. Sama świadomość kiblowania w złych warunkach odstraszała potencjalnych złodziei i zabójców. A teraz siedemnastolatek zabije staruszkę dla stu złotych, bo wie, że nawet jeśli go złapią, trafi na parę lat do ciepłego poprawczaka i wyjdzie na wolność - denerwuje się pan Marcin, student resocjalizacji, mieszkaniec Barczewa.
(Cały artykuł: 'Nieletni Buntownicy' |2049 więcej słów|| | )
Autor : bhpekspert _DNIA 20-12-2002 - 00:23 | 2206 raz(y) oglądano.
(|931 więcej słów|| | )
Autor : Edward _DNIA 19-12-2002 - 06:48 | 2180 raz(y) oglądano.
(|357 więcej słów|| | )
Autor : poradnik _DNIA 19-12-2002 - 05:53 | 2279 raz(y) oglądano.
(Cały artykuł: 'Wychowanie seksualne naszych najmłodszych 19.12.2002' |1650 więcej słów|| | )
Tworzenie strony: 0,760173082352 sekund.