Source: http://pilkarskamafia.blogspot.com/2016/01/apelacja-ws-marcina-wrobla-ujawniamy.html
Timestamp: 2018-03-18 04:13:40
Legal References Found: in casu
 art. 7
 art. 233
 art. 335
 art. 7
in casu
 art. 296

Document Content:
Blog Piłkarska Mafia: Apelacja ws. Marcina Wróbla [ujawniamy treść odwołania od wyroku]
Marcin Wróbel został skazany za przyjęcie 2 tysięcy złotych od Grzegorza K. - b. trenera Śląska Wrocław za pomoc tej drużynie w wygraniu meczu z Walką Makoszowy 4 października 2003 (Śląsk wygrał na wyjeździe 2:0).
Opis meczu Walka Makoszowy - Śląsk Wrocław
Pośrednikiem między Grzegorzem K., a Marcinem Wróblem miał być inny warszawski sędzia Tomasz W. Pieniądze miał nieświadomie przenieść (w kartach zawodników) kierownik drużyny Śląska Zbigniew S.
Korupcja w Śląsku Wrocław - czytaj więcej
Oto uzasadnienie apelacji od wyroku skazującego Marcina Wróbla:
Wyrok ten nie jest słuszny, dlatego winien zostać zmieniony lub uchylony na korzyść oskarżonego Marcina Wróbla.
Podnieść należy, iż zgromadzony w niniejszej sprawie materiał dowodowy - wbrew jego wybiórczej, jednostronnej i dowolnej ocenie dokonanej przez Sąd a quo - nie daje podstaw do przypisania oskarżonemu sprawstwa i winy. W szczególności Sąd Rejonowy wadliwie ocenił wyjaśnienia oskarżonego oraz zeznania świadków Tomasz W., Michała N. i Zbigniewa S. a oparł się praktycznie wyłącznie na zeznaniach Grzegorza K., które jednak pozostają w sprzeczności z pozostałym materiałem dowodowym, są częściowo niespójne i nielogiczne, a nadto – jak sam wyrażał się wielokrotnie Grzegorz K. – są dopasowane do danych wynikających z bilingów telefonicznych.
I. PROCESOWY POCZĄTEK SPRAWY
W uzasadnieniu zaskarżonego orzeczenia zabrakło jakiejkolwiek analizy dotyczącej chronologii wydarzeń w toku postępowania karnego, która to in casu powinna rzutować na ocenę materiału dowodowego.
Podkreślenia wymaga, że zarzut dotyczący meczu z dnia 4.10.2003r. jako pierwszemu przedstawiono Grzegorzowi K. Jego pierwsze przesłuchanie z dnia 26.01.2011r. nastąpiło ponad 7 lat od inkryminowanego zdarzenia. Zarzut ten dotyczył wręczenia korzyści majątkowej w kwocie 3000 zł. Trudno zrozumieć, skąd organy ścigania mogły dysponować wówczas informacją o wysokości rzekomej łapówki. Sam Grzegorz K. pytany o to w toku rozprawy w dniu 11.04.2013r. stwierdził, że przed dniem 26.01.2011r. nie był przesłuchiwany ani jako podejrzany ani w charakterze świadka, zaś wiedzę o kwocie korzyści organy ścigania mogły mieć co najwyżej wyłącznie od Marcina Wróbla lub Tomasza W. bo nikt więcej o sprawie nie wiedział. Znamienne jednak, że żaden z wymienionych nie był na te okoliczności przesłuchiwany przed Grzegorzem K. Wydaje się więc, że zarzut Grzegorzowi K. został przedstawiony jedynie na podstawie analizy połączeń telefonicznych, bez żadnych dostatecznych dowodów na zaistnienie czynu zabronionego. Dopiero kiedy Grzegorz K. procesowo potwierdził, że mógł wręczyć łapówkę w wysokości nie trzech, ale dwóch tys. zł, sprawa nabrała tempa i stała się kanwą do przedstawienia zarzutów Marcinowi Wróblowi, Tomaszowi W. oraz Zbigniewowi S.
Warto podkreślić, że aktem oskarżenia w tej sprawie nie objęto jednak ani Tomasza W. ani też Zbigniewa S., co w odniesieniu do pierwszego z nich mogło rzutować na decyzję o poddaniu się odpowiedzialności karnej, o czym w dalszej części apelacji.
II. WYJAŚNIENIA MARCINA WRÓBLA
Marcin Wróbel konsekwentnie nie przyznawał się do popełnienia zarzucanego mu czynu oraz złożył w sprawie szczere i obszerne wyjaśnienia. Stanowczo i jednolicie wyjaśniał, iż w związku z meczem Walki Makoszowy Zabrze ze Śląskiem Wrocław, który odbył się w dniu 4.10.20103r., od nikogo nie otrzymał żadnej propozycji korupcyjnej, nie przyjął też żadnych pieniędzy. Wskazał, iż przed tym meczem kontaktował się z nim telefonicznie Tomasz W., który to poinformował go o tym, że przekazał jego numer telefonu trenerowi Śląska Wrocław Grzegorzowi K. Oskarżony także więc poprosił o podanie mu numeru do trenera, gdyż jego celem było uzyskanie jak najwyższej noty u obserwatora zawodów, co w dłuższej perspektywie pozwalało myśleć o awansie sędziego do wyższej klasy rozgrywek. Opinia trenera czy działacza wyrażona po meczu mogła w tym pomóc.
Sąd Rejonowy bezzasadnie odmówił wiary tym wyjaśnieniom, uznając je po pierwsze za sprzeczne z zeznaniami świadka Grzegorza K., a po wtóre za nielogiczne i sprzeczne z doświadczeniem życiowym. Taka konstatacja Sądu I instancji nie może zostać zaakceptowana i nie pozostaje pod ochroną art. 7 k.p.k.
Znamienne, że Sąd a quo z jednej strony przekonanie o braku wiarygodności wyjaśnień oskarżonego opiera między innymi na tym, że „nie sposób przyjąć, aby (oskarżony) nie dociekał, o co chodzi, dlaczego trener jednej z drużyn, której mecz ma wkrótce sędziować chce do niego dotrzeć” (k. 36 uzasadnienia). Już na kolejnej stronie uzasadnienia Sąd niejako sam odpowiada na taki zarzut stwierdzając, iż: „zresztą sam oskarżony przyznał, że podejrzewa, że Grzegorz K. chciał go skorumpować”. Marcin Wróbel nie musiał więc niczego dociekać i okoliczność ta w żaden sposób nie może przesądzać o braku wiarygodności wyjaśnień.
Jednocześnie Sąd Rejonowy pomija milczeniem istotną kwestię, dlaczego to Grzegorz K. nie skontaktował się telefonicznie przed meczem bezpośrednio z Marcinem Wróblem i to mając rzekomo informację od Tomasza W., że z tym sędzią nie ma problemu i można mu wręczać łapówki. Wszak gdyby rzeczywiście tak było, to Grzegorz K. po uzyskaniu takiej wiedzy i numeru telefonu do sędziego nie musiałby w dalszym ciągu korzystać z pomocy osoby trzeciej. Brak takiego kontaktu - zwłaszcza, że jak sam zauważa Sąd w odniesieniu do oceny zeznań Tomasza W., w tym czasie sprawy karne dotyczące korupcji jeszcze się dobrze nie rozpoczęły i nie było obaw o np. podsłuchiwanie rozmów (k. 18 uzasadnienia) – przemawia za tym, że do przekazania propozycji korupcyjnej nie doszło.
Sąd całkowicie opacznie ustala i rozważa kwestię jedynego bezpośredniego kontaktu telefonicznego pomiędzy Marcinem Wróblem a Grzegorzem K. I tak Sąd błędnie w ustaleniach faktycznych przyjmuje (k 3 uzasadnienia), że telefon do Grzegorza K. o godz. 18:14 wykonał Tomasz W., podczas gdy w istocie wykonał go Marcin Wróbel. Już tylko na marginesie można zauważyć, że ten fragment uzasadnienia wyroku stanowi – jak się okazuje niezbyt dokładne – powielenie treści zawartych na k. 21 uzasadnienia aktu oskarżenia. Natomiast w części uzasadnienia wyroku zawierającej ocenę wyjaśnień Marcina Wróbla Sąd – przekonanie o ich rzekomej nielogiczności – popiera twierdzeniem „po co Marcin Wróbel miałby do niego (trenera) dzwonić kilka godzin po meczu” (k. 36 uzasadnienia). Tymczasem połączenie telefoniczne wykonane przez Marcina Wróbla do Grzegorza K. właśnie o godz. 18:14 miało miejsce niecałe pół godziny po zakończeniu spotkania, nie zaś wiele godzin po nim, jak to błędnie uznał Sąd.
Co więcej, gdyby nawet założyć, że doszło do przyjęcia propozycji korupcyjnej i realizacji przestępstwa, gdzie wszystkie szczegóły „porozumienia” odbywały się za pośrednictwem Tomasza W., to taki bezpośredni kontakt telefoniczny jawiłby się jako nienaturalny – sprzeczny za zasadami doświadczenia życiowego. O ile bowiem rzekome szczegóły dotyczące wysokości kwoty korzyści majątkowej i sposobu jej przekazania miały być uzgodnione przez pośrednika, to tym bardziej taka drobna przysługa jak wsparcie udzielone sędziemu przez trenera przed obserwatorem PZPN nie wymagałoby bezpośredniego kontaktu telefonicznego sędziego i trenera. W tym miejscu dodać jeszcze można, że treści tej rozmowy telefonicznej nie pamiętają - ze względu na upływ czasu - ani sam oskarżony ani też Grzegorz K. Skoro było to już po meczu, to rozmowa taka nie dotyczyła korupcji, a mogła być zainicjowana przez Marcina Wróbla właśnie w celu pomocy do otrzymania lepszej noty od obserwatora PZPN. W tym aspekcie naprawdę zadziwia, iż Sąd Rejonowy nie może zrozumieć, dlaczego Marcin Wróbel miałby dzwonić do trenera zwycięskiej drużyny o wsparcie dotyczące pochwalenia pracy arbitra przed obserwatorem zawodów. Opinia trenera zwycięskiego zespołu - Śląska Wrocław, to jest klubu o znacznej historii, utytułowanego i z aspiracjami do awansu - bezsprzecznie mogła wpłynąć na ocenę obserwatora. Zwracanie się zaś o wsparcie do działaczy czy trenera drużyny przegranej było oczywiście pozbawione podstaw, gdyż zasady doświadczenia życiowego wskazują jednoznacznie, że trudno oczekiwać pochlebnych ocen od przegranych, nawet, jeżeli sędziowanie było perfekcyjne.
Podobnie niezrozumiała i pozbawiona podstaw jest dalsza część oceny wyjaśnień oskarżonego, gdzie Sąd dopatruje się niekonsekwencji, których de facto nie ma. I tak Sąd dochodzi do wniosku, iż skoro Marcin Wróbel wyjaśniał, że nie życzy sobie takich telefonów dotyczących propozycji korzyści, to nikt by do niego nie dzwonił. Tymczasem Sąd pomija, że Marcin Wróbel w dalszym ciągu swojej wypowiedzi (k. 5 protokołu rozprawy z dnia 13.11.2012r.) logicznie wyjaśnił, że takie jego zbywanie działaczy danej drużyny było traktowane jako „dogadanie” się z drużyną przeciwną. Stąd wynikała zmiana strategii przy tego typu rozmowach, która polegała na podkreśleniu własnej niezależności i woli awansu jako sędziego. Ocena Sądu jakoby Marcin Wróbel przedstawiał siebie jako „nieomal jako męża opatrznościowego” wychodzi zdecydowanie nie tylko poza sferę faktów, ale nawet ramy i cele postępowania karnego. Sąd przy tym dodatkowo uznaje, że skoro oskarżony nie życzył sobie telefonów od trenerów i działaczy, to dlaczego sam wykonywał kilkadziesiąt takich rozmów po każdym meczu (k. 37 uzasadnienia). Tymczasem oskarżony wyjaśniał, że nie życzył sobie wyłącznie telefonów związanych z propozycjami korupcyjnymi, natomiast posiadanie rozległych kontaktów towarzyskich było przydatne w karierze sędziego piłkarskiego.
Konkludując powyższe: ocena wyjaśnień Marcina Wróbla zawiera szereg błędów logicznych, gdzie eksponowane są wyimaginowane jedynie sprzeczności w jego wersji zdarzeń.
Jak sędzia Wróbel planował swoją karierę
Deklaracja antykorupcyjna Marcina Wróbla
Reportaż o Marcinie Wróblu z radiowej Trójki
III. ZEZNANIA GRZEGORZA K.
Zupełnie odmiennie Sąd Rejonowy podszedł do wyjaśnień i zeznań Grzegorza K., pomijając występujące w nich rozbieżności, bagatelizując zmiany wersji wydarzeń i abstrahując od nadrabiania przez wymienionego luk w pamięci „schematami” (jak to sam wielokrotnie nazywał G. K.) wynikającymi z dopasowania opisu okoliczności do faktów wynikających z analizy bilingów telefonicznych.
Jak już wspomniano powyżej pierwsze przesłuchanie Grzegorza K. miało miejsce w dniu 26.01.2011r. Wówczas to wymieniony przyznał się do zarzutu dotyczącego meczu z dnia 4.10.2003r., przy czym wyjaśnił, że jego zdaniem kwota korzyści wynosiła nie 3 tys. a 2 tys. zł. Już wówczas Grzegorz K. nie był pewien czy wszystkie rozmowy z Marcinem Wróblem przeprowadził Tomasz W. czy też on sam osobiście kontaktował się z sędzią. Ten brak pewności zdaje się – wbrew odmiennym wywodom Sądu Rejonowego – świadczyć, że już wtedy Grzegorzowi K. mogły zostać przekazane informacje o analizie bilingów, a z nich wszak wynikało, że nie było bezpośrednich połączeń przed meczem Grzegorza K. z Marcinem Wróblem.
Okoliczność, że Grzegorz K. wiedział o wynikach analizy połączeń wynika pośrednio także z treści samego protokołu przesłuchania, gdzie w odniesieniu do innych zdarzeń korupcyjnych wprost zawarto wzmiankę o poinformowaniu podejrzanego o treści analizy połączeń telefonicznych, zaś „przejście” do wypowiedzi dotyczącej meczu z dnia 4.10.2003r. - pozbawione co prawda takiej wzmianki - wygląda sztucznie, nienaturalnie (vide: strona 6 protokołu przesłuchania z dnia 26.01.2011r.). Dodatkowo za taką wiedzą podejrzanego przemawia jedyne pytanie zadane przez przesłuchującego po jego wyjaśnieniach w tym zakresie, a mianowicie - po co po meczu dzwonił do niego Marcin Wróbel. Takie pytanie potwierdzało tylko, że przed meczem żadnych kontaktów nie było. Powyższe zaś poddaje w wątpliwość podkreślone przez Sąd na k. 10 uzasadnienia zaskarżonego wyroku stwierdzenie, że wyjaśnienia te Grzegorz K. złożył przed ujawnieniem mu wykazu połączeń telefonicznych.
Grzegorz K. był natomiast pewien w toku swego pierwszego przesłuchania, że pieniądze dał w kopercie kierownikowi drużyny Zbigniewowi S. i polecił mu włożyć je w karty zawodników i przekazać sędziemu. Stanowisko to Grzegorz K. potwierdził także w toku kolejnego przesłuchania w dniu 11.02.2011r., kiedy to ponownie twierdził, że „on (S.) oprócz tego zdarzenia z sędzią Wróblem, kiedy na moją prośbę przekazał sędziemu pieniądze w kartach zawodniczych w innych sytuacjach korupcyjnych nie uczestniczył” (k. 3 protokołu przesłuchania z dnia 11.02.2011r. – omyłkowo nagłówek kolejnych kart protokołu zawiera datę 11.09.2011r.). Co zastanawiające, pod koniec tego przesłuchania zarządzono przerwę na zapoznanie się Grzegorza K. z treścią złożonych poprzednio wyjaśnień. Podejrzany po tej przerwie stwierdził, że nie chce niczego zmieniać ani uzupełniać w złożonych wyjaśnieniach. Tym niemniej wówczas ponownie odczytano fragment jego wyjaśnień z dnia 26.01.2011r. dot. roli Zbigniewa S. w całej sprawie i dopiero wtedy Grzegorz K. stracił pewność co do tego, czy Zbigniew S. mógł wiedzieć o pieniądzach w kopercie. Już ta zmiana wyjaśnień przez Grzegorza K. poddaje w wątpliwość ocenę Sądu Rejonowego, że jego wyjaśnienia są konsekwentne i spójne. Choć jest to bez znaczenia dla rozstrzygnięcia niniejszej sprawy warto zauważyć, że pomimo „wycofania” się przez Grzegorza K. z wyjaśnień obciążających wprost Zbigniewa S. i zasłonienia się w tym zakresie niepamięcią, sam Zbigniew S. pozostał pod zarzutem popełnienia tego czynu przez kolejne trzy lata.
Wiele mówi o wartości dowodowej wersji Grzegorza K. treść protokołu konfrontacji ze Zbigniewem S. z dnia 11.02.2011r. W toku tej konfrontacji Grzegorz K. wyjaśnił, że „ja nawet na sto procent nie jestem pewien, czy te pieniądze w kartach zawodniczych poszły dla sędziego Wróbla. Na sto procent dawaliśmy sędziemu pieniądze w kartach zawodników i na 95 procent dawaliśmy je sędziemu Wróblowi. Ale gdyby usiadł naprzeciwko mnie sędzia Wróbel i powiedział, że on tych pieniędzy nie dostał, to ja nie mógłbym na sto procent powiedzieć, że to on je dostał”. Organy ścigania nie przeprowadziły jednak konfrontacji wymienionego ani z Marcinem Wróblem ani też z Tomaszem W. Ocena Sądu Rejonowego, iż to wahanie Grzegorza K. miało swoje uzasadnienie w chwilowym stanie emocjonalnym wynikającym z konfrontacji ze Zbigniewem S., nosi cechy dowolności i nie powinno zostać żadną miarą podzielone przez Sąd Okręgowy.
Przez taki pryzmat należy ocenić zeznania składane przez Grzegorza K. w toku postępowania przed sądem. Choć Grzegorz K. nie miał żadnego osobistego powodu, aby pomawiać Marcina Wróbla, to jednak po dobrowolnym poddaniu się karze za szereg przestępstw, w tym m.in. za czyn z dnia 4.10.2003r., jako naturalne i bezpieczne jawiło się kontynuowanie raz zajętego stanowiska wynikającego z przyjętej uprzednio linii obrony. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że w odniesieniu do osób, które w niniejszej sprawie występowały w roli świadków, lecz zeznawały odmiennie niż podczas uprzednich przesłuchań w charakterze podejrzanych czy oskarżonych (T. W., M. N.) Sąd Rejonowy bezrefleksyjnie przyjmował, że mogło dojść do popełnienia przestępstwa kwalifikowanego z art. 233 k.k. i kierował w tym zakresie materiały do prokuratury. Grzegorz K. co do zasady potwierdzając przed sądem swoją uprzednio przyjętą linię obrony i wyjaśnień, od takich nieprzyjemności się uwolnił.
Tym niemniej jego wersji przeczą wszystkie pozostałe przesłuchane w sprawie osoby, co tym bardziej przekonuje o niskiej wiarygodności wymienionego.
Czytaj wyjaśnienia ze śledztwa Grzegorza K.
IV. ZEZNANIA TOMASZA W.
Tomasz W. po raz pierwszy na okoliczność rozmów z Grzegorzem K. był słuchany w dniu 23.11.2011r. Wyjaśnił wówczas: „nie rozmawiałem na pewno z Wróblem o pieniądzach i nie wiem, czy ktoś z nim rozmawiał. Wiedziałem po co K. chce numer do Wróbla, to wtedy nie była żadna tajemnica, ale sam z nimi o szczegółach nie rozmawiałem. Ograniczyłem się tylko zgodnie z prośbą K. do powiedzenia Wróblowi, że dałem jego numer telefonu K.". Tomasz W. był więc pewien, że nie rozmawiał ani z K. ani z Wróblem o jakichkolwiek szczegółach ewentualnej propozycji korupcyjnej. Sąd Rejonowy odmówił tym wyjaśnieniom wiarygodności tylko na tej zasadzie, że z wyjaśnień Grzegorza K. wynika co innego (k. 17 uzasadnienia wyroku). Samo podawanie odmiennej wersji przez inną osobę, to jednak zdecydowanie za mało, aby odrzucić wyjaśnienia Tomasza W.
Tomasz W. będąc słuchany w charakterze świadka na rozprawie w dniu 14.02.2013r. podtrzymał odczytane mu wyjaśnienia. Sąd I instancji w sposób całkowicie chybiony przyjął, że wymieniony na rozprawie całkowicie zmienił wersję. Tymczasem Tomasz W. ponownie konsekwentnie zaprzeczał, aby rozmawiał z Grzegorzem K. o propozycji korupcyjnej. Doszukiwanie się więc przez Sąd Rejonowy rzekomych sprzeczności w zeznaniach i wyjaśnieniach Tomasza W. jawi się jako nielogiczne. Zresztą te rzekome tylko sprzeczności Sąd wyjaśnia chęcią niesienia pomocy koledze Marcinowi Wróblowi. Znamienne jednak, że w przypadku zmiany wersji przez Grzegorza K. co do udziału w procederze korupcyjnym Zbigniewa S. Sąd a quo do podobnych konkluzji nie doszedł.
W dalszym ciągu oceny wersji Tomasza W. Sąd popełnia kolejny błąd logiczny. Mianowicie za niedorzeczne uznaje stwierdzenie wymienionego jakoby Grzegorz K. chciał dzwonić do Marcina Wróbla, żeby sędziował uczciwie. Tymczasem taka hipoteza przedstawiona przez Tomasza W. znajduje pełne potwierdzenie w tym zakresie w zeznaniach samego Grzegorza K. który na rozprawie w dniu 11.04.2013r. stwierdził: „ja zakładałem, ze ja przekazuję te pieniądze sędziom po to, żeby oni normalnie sędziowali, czyli żeby była trawa”. Następnie zaś dodał: „pamiętam, że to nie była wysoka kwota, bo my nie chcieliśmy, żeby sędzia pomagał nam wygrać mecz, uważałem, że jesteśmy na tyle dobrą drużyną, że możemy sami wygrać mecz przy normalnym sędziowaniu”. Na czym więc polega niedorzeczność wersji W. – ocena Sądu w tej kwestii jest całkowicie nietrafna i dowolna.
Bezspornym jest, że Grzegorz K. obawiał się, że sędzia może zostać przekupiony i to nie przez drużynę gospodarzy Walkę Makoszowy Zabrze, ale przez bezpośredniego rywala do awansu – zespół Zagłębia Sosnowiec. Równie bezspornym faktem jest, że do Marcina Wróbla został wykonany telefon z numeru stacjonarnego należącego właśnie do Zagłębia Sosnowiec w przeddzień meczu, to jest 3.10.2003r. o godz. 14:41. O tę okoliczność Marcin Wróbel był wypytywany przez Prokuratora w czasie rozprawy w dniu 20.10.2014r. i między innymi ta okoliczność stała się kanwą do zgłoszenia wniosku dowodowego z zeznań Michała N. (ówczesnego II trenera Zagłębia Sosnowiec).
Jak się wydaje dla Sądu I instancji kluczowe jest dobrowolne poddanie się odpowiedzialności karnej przez Tomasza W. w innym postępowaniu karnym i skazanie w trybie art. 335 k.p.k. wyrokiem Sądu Rejonowego dla Krakowa-Krowodrzy z dnia 30.12.2014r. m.in. za czyn z dnia 4.10.2003r. Przekonanie Sądu, że gdyby W. nie popełnił przestępstwa, to nie poddał by się karze, jest wręcz naiwne. Zasady doświadczenia życiowego i praktyki sądowej wskazują, że podejrzani i oskarżeni przyjmują bardzo różne linie obrony, zaś w przypadku wielości zarzucanych im przestępstw i porozumieniu się z rzecznikiem oskarżenia co do łagodnego wymiaru kary łącznej, przyjmują niejako z „dobrodziejstwem inwentarza” odpowiedzialność nawet za te czyny, które nie miały miejsca lub których przebieg był inny od przyjętego przez organy ścigania.
Tak też postąpił Tomasz W. który w sposób jasny i przekonujący słuchany jako świadek na rozprawie w dniu 30.01.2015r. stwierdził: „Ja przyznałem się do pomocnictwa, bo przekazałem numer telefonu. To, że K. mógł tą propozycję następnie złożyć, to tego nie wykluczam, ale nie wiem czy to zrobił. Ja przekazałem telefon pana Wróbla panu K., żeby porozmawiali. Przyznałem się do tego zarzutu, żeby mieć możliwości dobrowolnego poddania się karze. Chciałem mieć już spokój. Chcę mieć ten rozdział za sobą”. Zdaniem Sądu Rejonowego to niczego nie tłumaczy, albowiem „i tak musiał stawiać się w sądzie, aby składać zeznania” (k. 20 uzasadnienia wyroku). Dziwne, iż Sąd I Instancji nie dostrzega różnicy pomiędzy koniecznością stawiania się na wezwania sądów w charakterze świadka (co zresztą jeszcze wielokrotnie może spotkać Tomasza W.), z uzyskaniem spokoju polegającego na zakończeniu prowadzonych przeciwko niemu postępowań karnych i wszelkich postawionych mu w aferze korupcyjnej zarzutów.
Raz jeszcze należy podkreślić, że - wbrew wywodom Sądu Rejonowego - Tomasz W. w żaden sposób nie obciążał Marcina Wróbla, jego wyjaśnienia i późniejsze zeznania są wewnętrznie spójne, w pełni korespondują z wersją Marcina Wróbla. Tomasz W. słuchany pod rygorem odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania nie miał żadnego powodu do posłużenia się kłamstwem i narażania się na kolejne postępowanie sądowe.
V. ZEZNANIA MICHAŁA N.
Radykalny pogląd Sądu Rejonowego jakoby zeznania Michała N. tylko potwierdzały, że „w interesie oskarżonego Marcina Wróbla dochodziło w postępowaniu sądowym do kłamliwej zmiany stanowisk procesowych przesłuchiwanych świadków” (k. 20 uzasadnienia) jest kuriozalny. O ile prawdą jest, że Michał N. w swoich wyjaśnieniach pomawiał Marcina Wróbla, o tyle słuchany już jako świadek - zarówno przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu, w sprawie o sygn. akt III K 266/10, jak i w niniejszym postępowaniu, stanowczo wykluczył, aby Marcin Wróbel przyjął od niego propozycję korzyści majątkowej. Sądu I instancji w ogóle nie zastanawia, dlaczego całkowicie obcy dla Marcina Wróbla człowiek, kiedy dochodzi do jego przesłuchania już w charakterze świadka - pod rygorem składania odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań – stanowczo twierdzi, iż Marcin Wróbel odmówił udziału w procederze korupcyjnym.
Sąd skupia się wyłącznie na tym, dlaczego Michał N., będąc kilkakrotnie słuchany jako podejrzany, nie skorygował wcześniej swoich wyjaśnień. Odpowiedzi na to pytanie udzielił sam Michał N. tak do protokołu rozprawy z dnia 21.11.2014r. przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu, jak i na rozprawie w dniu 29.04.2015r. Mianowicie świadek wskazał, że już przy drugim przesłuchaniu jako podejrzany chciał odwołać swoje wyjaśnienia co do Marcina Wróbla. Nie uczynił tego z uwagi na sugestie prokuratora, iż Marcin Wróbel ma więcej zarzutów, ale Michał N. obiecał sobie, że powie „na pierwszej rozprawie prawdę” (k. 3 protokołu rozprawy z dnia 29.04.2015r.), co też uczynił.
W tych warunkach, kiedy to świadek Michał N. stanowczo i konsekwentnie odwołuje swoje uprzednie pomówienia, wiarę należy dać jego ostatecznym zeznaniom, zwłaszcza że nie miał on żadnego najmniejszego nawet interesu, aby dopuszczać się przestępstwa fałszywych zeznań na korzyść Marcina Wróbla. Celem i intencją świadka było, jak sam podkreślał, ujawnienie prawdy i złożenie zeznań zgodnych z jego sumieniem.
Tym samym odmienna ocena wartości dowodowej zeznań Michała N. dokonana przez Sąd Rejonowy nie pozostaje pod ochroną art. 7 k.p.k.
VI. ZEZNANIA ZBIGNIEWA S.
Zbigniew S. podobnie jak Marcin Wróbel i Tomasz W. zaprzeczył wersji Grzegorza K. jakoby w związku z meczem z dnia 4.10.2003r., uczestniczył w procederze korupcyjnym. W odniesieniu do tego świadka Sąd Rejonowy w ogóle nie wypowiedział się o tym, czy jego wyjaśnienia i zeznania uznaje za wiarygodne czy też odmawia im tego waloru. Takie pominięcie zdaje się być nieprzypadkowe, albowiem gdyby Sąd I instancji chciał być konsekwentny, to skoro z rzekomo jednoznacznych wyjaśnień Grzegorza K. wynikało, że Zbigniew S. w tym przypadku uczestniczył w korupcji, to powinien uznać wersję S. za „niedorzeczną”, a wynikającą z przyjętej przez niego linii obrony. Sąd jednak nie mógł tego uczynić skoro prokuratura ostatecznie umorzyła prowadzone przeciwko Z. S. postępowanie karne.
Tym niemniej okoliczność, że wersji Grzegorza K. zaprzecza nawet jego bliski współpracownik i dobry kolega, jest symptomatyczne.
Twierdzenie Sądu Rejonowego, iż Zbigniew S. mógł nie wiedzieć o tym, że w kartach zawodniczych znajduje się koperta z pieniędzmi dla sędziego, nie wytrzymuje konfrontacji z zasadami doświadczenia życiowego. Skoro protokół z nazwiskami zawodników jest wypełniany w szatni bezpośrednio przed meczem, a wpisowi podlegają m.in. numery kart zawodniczych, to naprawdę trudno sobie wyobrazić, aby Grzegorz K. w tejże szatni zdołał schować kopertę z pieniędzmi bez zauważenia przez zawodników lub działaczy, w tym w szczególności samego Zbigniewa S. Równie nieprawdopodobne jest to, że niczego nieświadomy kierownik drużyny niesie segregator z łapówką dla sędziego głównego i to akurat jemu wręcza segregator, choć równie dobrze mógłby go przekazać któremuś z sędziów asystentów.
Umorzenie śledztwa ws. Zbigniewa S.
Reasumując: in casu doszło do pomówienia przez Grzegorza K. trzech osób – Marcina Wróbla, Tomasza W. oraz Zbigniewa S. Przyczyną tego nie był żaden motyw osobisty, bo Grzegorz K. nie miał wszak zatargów z żadnym z wymienionych. Pomówienie to było jednak skutkiem braku pamięci – znacznego upływu czasu od inkryminowanych wydarzeń z października 2003r. do chwili pierwszego przesłuchania Grzegorza K. w styczniu 2011r. oraz swoistych prób dopasowania się przez niego do danych wynikających z analizy połączeń telefonicznych. Skoro jednak wersja Grzegorza K. pozostaje w sprzeczności z praktycznie całym zgromadzonym w sprawie osobowym materiałem dowodowym, zwłaszcza zaś z jednolitymi wyjaśnieniami Marcina Wróbla oraz korelującymi z nimi zeznaniami Tomasza W. oraz Zbigniewa Z., to zeznania Grzegorza K. nie mogły i nie powinny stanowić podstawy wiążących ustaleń faktycznych.
Tym samym Sąd a quo wadliwie ocenił zgromadzony w sprawie materiał dowodowy, co miało wpływ na treść orzeczenia, gdyż skutkowało niezasadnym przypisaniem Marcinowi Wróblowi czynu z art. 296b § 1 k.k.
Mając powyższe na uwadze, zaskarżony wyrok Sądu Rejonowego winien zostać zmieniony bądź uchylony.