Source: http://www.body-factory.pl/showthread.php?230-quot-Obrona-konieczna-i-SW-wybrane-zagadnienia-i-dygresje-quot-by-jarmat79
Timestamp: 2019-02-19 05:45:09
Legal References Found: art. 25
 art. 15
 art. 148
 art. 29
 art. 155
 art. 2
 art. 2
 art. 25
 art. 60
 art. 25
 art. 22
 art. 22
 art. 162
 art. 162
 art. 117
 art. 240
 art. 240
 art. 177
 art. 183
 art. 184
 art. 233
 art. 233
 art. 313
 art. 152

Document Content:
"Obrona konieczna i SW: wybrane zagadnienia i dygresje" by jarmat79
Wątek: "Obrona konieczna i SW: wybrane zagadnienia i dygresje" by jarmat79
05-10-08, 00:11 #1
Wu-wu-A
taki jeden ciekawy artykuł z poprzedniego Body-Factory sobie kiedyś zapisałem na dysku, wrzucam w częściach bo jak widzę jest limit do 10 000 znaków :
Zamieszczone przez jarmat79
„Życie jest zawsze silniejsze niż doktrynalne rozważania”
prof.UG Wojciech Adamczak, wykład prawa morskiego, zima 2001/2002 r.
Z podziękowaniami mojej żonie i Michałowi M za recenzję i uwagi.
I.Uwagi wstępne
Dostęp do aktów prawnych używanych w tym artykule jest prosty jeśli mamy internet (skoro już ktoś to czyta to zakładam, że ma). Najprościej wejść na stronę sejmu o tu: http://www.sejm.gov.pl/prawo/prawo.html
a następnie kliknąć na napis “wyszukiwanie” i wpisać nazwę żądanego aktu.
Serwis sejmowy ma tę przewagę nad innymi, że ustawy są na bieżąco aktualizowane na podstawie Dziennika Ustaw.
Można też skorzystać ze stron przedsiębiorstw wydających programy informacji prawnej, np. http://www.lex.com.pl/w_akty.php#kik (po prawej stronie mamy małe menu zatytułowane „Informacja prawna” i tam mamy dostęp do różnych aktów prawnych, głównie kodeksów.
Orzeczeń wskazanych w tekście (jak się komuś chce) można poszukać na kilka sposobów. Można skorzystać z systemów informacji prawnych. Trzy największe to: Lex, Lex Polonica i Legalis. Mają też wersje on-line, oczywiście płatne ale są tam orzeczenia często nigdzie nie publikowane. Za darmo można odwiedzić za to na stronę Sądu Najwyższego (www.sn.pl) wejść w zakładkę „orzecznictwo” i poszukać w supremusie (Izba Karna; czasem wojskowa - ta ostatnia dla sygnatur gdzie skrót literowy zaczyna się od W) za pomocą numeru wydziału np. V (cyfra rzymska), literowego oznaczenia sygnatury np. KK, KR i roku np. jak jest 126/02 to po ukośniku jest rok. Potem z danego rocznika szukamy numeru wpływu (cyfra przed ukośnikiem). Niestety, baza ta jest dość wybiórcza i wielu rzeczy nie ma. Można też posłużyć się wskazanymi poniżej publikatorami i czasopismami. I proszę się nie przejmować, że niektóre orzeczenia są stare. Często po prostu linia orzecznicza się nie zmienia i wszyscy się na te dawne orzeczenia powołują. Wskazane zostały po to, by ukazać praktykę sądów.
Obecnie bogaty wybór internetowych “źródeł” prawa został stworzony przez Amazone w dziale prawo i powyższe należy traktować jedynie jako pomocniczek do artykułu.
Używane skróty, w tym publikatorów oraz nazwy czasopism:
kk – kodeks karny, kw - kodeks wykroczeń, kpk – kodeks postępowania karnego, kc – kodeks cywilny, EKPCZ - Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności po nowelizacji przez Protokół nr 11, SN – Sąd Najwyższy, SA – Sąd Apelacyjny, OSNKW – Orzecznictwo Sądu Najwyższego Izba Karna i Wojskowa (takie zeszyty w czerwonych okładkach; dostępne w zasadzie tylko w bibliotekach, i to raczej uniwersyteckich i sądowych), KZS – Krakowskie Zeszyty Sądowe, dostępne tu: http://www.krakow.sa.gov.pl/kzs/ ,(publikowane od 2005 r. reszta jak OSNKW; w sieci po otwarciu pdf'a szukać po nr pozycji a nie stronach !), Prok. i Pr. - „Prokuratura i Prawo” - od 2004 r. za darmo w formie elektronicznej tutaj:
http://www.ies.krakow.pl/wydawnictwo...tura/index.php . Wcześniejsze numery, dostępne tak jak OSNKW, OSPiKA – Orzecznictwo Sądów Polskich i Komisji Arbitrażowych, OSA - Orzecznictwo Sądów Apelacyjnych
Poniższy artykuł bazuje na mojej wiedzy i doświadczeniu, których jednak nie można przeceniać. Nie mogę wziąć odpowiedzialności za to, że Policja i Prokuratura w Oślej Łączce czy Sąd w Koziej Górce uważają inaczej albo, co gorsza w ogóle nie widzą potrzeby rozważania obrony koniecznej w danym przypadku. Zatem nie ma gwarancji, że będzie tak jak napisałem poniżej, co za radą Michała M, recenzenta tego artykułu, podkreślam.
Nadto, w miarę możności postaram się czynić zastrzeżenia gdy zauważę, że dana opinia jest trafna w moim przekonaniu, jednakże w orzecznictwie lub doktrynie są reprezentowane zdania inne, często zdecydowanie przeciwne i stąd nie ma żadnej gwarancji, że w podobnym przypadku organ stosujący prawo przychyli się do wyrażonego przeze mnie poglądu. Dodatkowo jedna rada: przytoczone tezy orzeczeń czyli zazwyczaj dwa, trzy zdania przed nawiasem z sygnaturą orzeczenia, należy czytać wyjątkowo starannie. Tu często liczy się każde słowo.
Artykuły i inne punkty odniesienia:
http://glospolski.eu/?strona=191&artykul=2286
http://adwokatura.pl/palestra/0910/uwagi.htm (dzięki Knife'owi)
05-10-08, 00:15 #2
Podstawowe normy dotyczące obrony koniecznej zawarte są w art. 25 kk w § 1 – 3. Tytułem przypomnienia i ułatwienia czytającym analizy cytuję go poniżej, wraz z tytułem rozdziału:
Niemal identyczną treść posiada art. 15 kw:
Art.*15.*Nie popełnia wykroczenia, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem.
Stąd znakomita większość rozważań dotyczących obrony koniecznej z kk ma wprost zastosowanie do kw.
III. Jak czytać podstawy, czyli orzeczenia i doktryna.
Obrona konieczna jest tzw. kontratypem, czyli zastosowanie jej powoduje, że pomimo iż samo zachowanie broniącego się jest czynem zabronionym, to nie jest przestępstwem ze względu na brak karygodności (społecznej szkodliwości) obrony. Tym samym czyn podjęty w obronie nie jest bezprawny. Przykładem ilustrującym obrazowo ten (i tylko ten !) aspekt jest zabicie napastnika podczas zamachu na nasze życie lub zdrowie. Pomimo tego, że nasz czyn doskonale odpowiada znamionom przestępstwa zabójstwa (np. art. 148§1 kk) przestępstwem nie będzie, ponieważ nie uczyniliśmy tego bezprawnie.
Zasadniczymi elementami obrony koniecznej są : zamach i obrona.
Zamach – jest to zachowanie człowieka ukierunkowane na naruszenie dobra prawnego. Krótko mówiąc, jest to, co realizuje napastnik. Zamach następuje zawsze ze strony człowieka. Jeżeli odpieramy „atak” rzeczy lub zwierzęcia to działamy w stanie wyższej konieczności (art. 26 kk – tyczy się to napaści ze strony zwierzęcia lub przedmiotu „z własnego popędu”, np. dzik szarżuje w lesie, na wystawie spada na nas waza z czasów dynastii Tang, ewentualnie bronimy się przed dzikiem rozbijając na nim wazę – tu dwa stany wyższej konieczności !).
Oczywiście zachowanie sprawcy nadal jest zamachem jeśli wykorzystuje zachowanie innych osób lub posługuje się zwierzęciem. Pisząc prosto, jeśli szczuje nas innym człowiekiem (także niepoczytalnym) lub psem, rosomakiem (wstaw dowolne), to nadal jest napastnikiem i można się przed nim bronić tak by już nas szczuć nie mógł Odparcie psa, człowieka, rosomaka będzie tu też obroną konieczną, ponieważ podlegają woli sprawcy.
Zamach może być zarówno działaniem (ktoś wyraźnie chce nam dać w mordę i bierze... zamach) jak i zaniechaniem (wlazł nam do domu czyli narusza mir domowy i wbrew naszej woli nie chce go opuścić – także stawiając bierny opór; zatem można go „grzecznie ale stanowczo” zachęcić do opuszczenia). Zamach nie musi być związany w ogóle ze stosowaniem przymusu fizycznego. Może przyjąć postać obelg czy gróźb i już mamy ów zamach [tak np.: wyrok SN z 22.08.1996 r. IV KKN 48/96, opubl. „Prokuratura i Prawo” 1997, nr 2 poz. 1]. Zamach nie musi być umyślny (ktoś chce nam przywalić lub godzi się na to, że jego działanie wyrządzi nam krzywdę) czy w ogóle zawiniony (jego zachowanie niechcący zmierza ku temu by nam wyrządzić krzywdę). Można zatem odeprzeć przypadkowe zachowanie albo ewidentne nieumyślne np. bramkarz w klubie na skutek fałszywego oskarżenia rusza na nas, to nie interesuje nas to że się biedak pomylił; także gdy „nadlatuje” przypadkowy, bo w kogo innego wymierzony, „cep weselny”, zagapiony rowerzysta w nas wjeżdża, itd. Pomijam celowo w tym miejscu sposób odparcia zamachu.
Zamach musi być:
1.realny tj. nieść obiektywnie zagrożenie. Jeśli zagrożenie jest tylko subiektywne, tzn. nie ma obiektywnych przesłanek do uznania go za rzeczywiste, w chwili jego zaistnienia, to mamy do czynienia z tzw. urojoną obroną konieczną, która jest też kontratypem, ale z art. 29 kk (o ile jednak działa się w usprawiedliwionym błędnym przekonaniu, że są warunki do obrony koniecznej !). Przykładem realności może być grożenie prawdziwym nożem. Natomiast subiektywnym zagrożeniem, ale nie dającym się bez ryzyka zweryfikować będzie oświadczenie: „Mam nóż, poderżnę ci gardło jak nie oddasz portfela”, a tak na prawdę to ma patyk ale nie jest to dla nas oczywiste, bo nie widzimy tej ręki zbyt dobrze. Jak ktoś widział film „Upadek” z Michaelem Douglasem to na końcu jest taka scena, gdzie właśnie Michael oświadcza, że ma pistolet w kieszeni sięga poń i policjant w urojonej obronie koniecznej strzela do niego, a potem okazuje się, że był to pistolet na wodę. Był to przykład subiektywnego zagrożenia ale, na podstawie dostępnych broniącemu się w tym momencie danych, nie dało się go uznać za fałszywe zagrożenie.
2.bezpośredni, czyli istnieje wysokie prawdopodobieństwo zaatakowania jakiegoś dobra lub atak już następuje. Wbrew mitom rozpowszechnianym przez niektórych, nie trzeba czekać aż sprawca atakuje. Wystarcza, że „istnieje wysoki stopień prawdopodobieństwa, że zagrożone atakiem dobro zostanie zaatakowane natychmiast, w najbliższej chwili”. Decyduje o tym zachowanie sprawcy w całym przebiegu zdarzenia a nie tylko fragment odnoszący się do podjęcia akcji obronnej. [przykładowo patrz: wyrok SN z 11.12.1978 r. II KR 266/78, OSNKW 1979, nr. 6 poz. 65, wyrok SN z 31.03.1988 r. I KR 60/88, OSNKW 1988 nr 9 – 10, poz. 64]. Zagrożenie musi być jednak aktualne, a nie, że miało miejsce 5 minut temu i chcemy teraz pokazać zagrażającemu, że czujemy się co najmniej zbulwersowani jego postawą i zaraz go wychowamy (wiem, wiem, ja też czasem żałuję, że nie jest inaczej). Obecnie przeważa pogląd, że bezpośredni zamach następuje już z momentem przygotowania, a nie dopiero usiłowania czynu zabronionego. Co to oznacza ? Ano wówczas gdy napastnik podejmuje czynności przygotowawcze, świadczące niedwuznacznie o zamiarze natychmiastowego przystąpienia do ataku Przykładowo: Napastnik mówi „zaraz ci przywalę” i sięga po leżącą obok stalową blokadę kierownicy (upraszczając: przygotowuje narzędzie) - oczywiście nie czekamy aż ją chwyci i weźmie zamach. Czasem może to być już przy groźbie słownej lub innym zachowaniu; wzięcie rozbiegu, zagrodzeniu drogi wyjścia, uniesieniu rąk do walki (gardy) itd. Powtórzę dodatkowo: decyduje cały przebieg zdarzenia !
Bezpośredni zamach istnieje także wtedy, gdy po pierwszym ataku i krótkiej przerwie napastnik zmierza do jego powtórzenia, a istnieje wysoki stopień prawdopodobieństwa, że zamiar swój zrealizuje natychmiast lub w najbliższej chwili [wyrok SN z 08.02.1985 r. IV KR 18/85, OSNKW 1985, nr 11 – 12, poz. 92]. Ten wniosek w sytuacji zagrożenia jest wyciągany instynktownie i co do zasady sędziowie – przynajmniej ci z którymi o tym rozmawiałem - się go nie czepiają.
A teraz wkleję adres m.z. b. ważnego orzeczenia, które powinni wszyscy w tym dziale znać. Sygnaturę wręcz na pamięć: wyrok z 04.02.2002 r. V KKN 507/99, OSNKW 2002, nr. 5 – 6, poz. 35.
http://pub.sn.pl/ow3_ik.nsf/fa45e6b7...2?OpenDocument
W tej sprawie istotą było to, że broniący się podjął akcję wyprzedzającą napastnika w trakcie kłótni i uderzył go pięścią w twarz (ten sięgał po nóż w kieszeni). Sąd Rejonowy i Okręgowy uznały, że nie było obrony koniecznej gdyż nie było jeszcze próby uderzenia niebezpiecznym narzędziem. Sąd Najwyższy zjechał je z góry do dołu (i słusznie) i wskazał na to co napisałem powyżej: zamach bezpośredni rozpoczyna się wtedy gdy zachowanie sprawcy ukierunkowane na naruszenie dobra prawnego jest tak zaawansowane, że brak przeciwdziałania doprowadzi do istotnego niebezpieczeństwa dla dobra prawnego. No i uniewinniono oskarżonego. Jeśli to orzeczenie się zna to może nie będzie trzeba czekać aż do orzeczenia SNu (w tej sprawie od chwili zdarzenia do tego wyroku ponad 4 lata).
05-10-08, 00:17 #3
3.bezprawny – czyli sprzeczny z porządkiem prawnym, z jakąkolwiek dziedziną prawa. Nie musi być to czyn przestępny (np. Popełniony przez nieletniego, niepoczytalnego nie jest przestępstwem, ponieważ nie mogą oni ponosić winy) lub wypełniający znamiona czynu zabronionego w tym wykroczenia. Przykład: Ktoś podgląda przez lornetkę (co nie jest nawet wykroczeniem) - można obrzucić go wyzwiskami (zasadniczo wykroczenie) w ramach obrony koniecznej, ponieważ narusza prawo do prywatności chronione przez konstytucję i kc.
W tym miejscu w ramach uzupełnienia wiedzy polecam tematy w dziale: “prawo do niepalenia” ( http://www.body-factory.pl/showthread.php?t=5061 ) oraz “kanary podejrzane o pobicie głuchoniemego” ( http://www.body-factory.pl/showthread.php?t=5303 ), gdzie poszczególne wątki bezprawności zostały rozwinięte m.in. Przez osoby pracujące w danych branżach.
Problem powstaje przy obronie przed działaniami funkcjonariuszy. Działanie formalnie bezprawne tj. Takie do którego funkcjonariusz nie ma prawa albo przekracza swoje kompetencje, np. Usiłuje nas szantażować nielegalnym nagraniem, bić w celu wymuszenia zeznań albo wyjaśnień, może zostać odparte obroną konieczną. Działanie formalnie prawne ale merytorycznie niesłuszne nie może być co do zasady odpierane w ramach obrony koniecznej. Pozostają jedynie formalne środki zaskarżenia. Przykładem jest wejście do domu na „blachę” pomimo braku podstaw do uznania, że jest to przypadek niecierpiący zwłoki i zrobienie demolki. Tu tylko możemy żądać wpisania zatwierdzenia przeszukania i żalić się ewentualnie na nie. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy dana formalnie prawidłowa czynność groziłoby jednostce (tzn. Osobie) spowodowaniem nieodwracalnych skutków, którym nie można zapobiec środkami formalnymi, np. Gdy policjant biorąc nas za przestępcę otwiera ogień z broni palnej [patrz: Wyrok z 02.12.1972 r. Rw 1236/72, niestety niepubl.]. Tu są spory co to jest: Obrona konieczna czy stan wyższej konieczności ale ja (na szczęście nie tylko ja) uważam, że obrona. Ma to pewne ale tylko drobne znaczenie, więc do zaznaczenia rozbieżności się ograniczę.
4.jest skierowany na dobro chronione prawem – praktycznie wszystko, także cudze dobro, w tym publiczne, można chronić, np. Znajomi w gdyni jak byłem jeszcze w liceum obronili inwalidę (na wózku) przed skinami. Takie coś zwie się w doktrynie pomocą konieczną. Nie potrzeba przy tym zgody osoby bronionej, z wyjątkiem sytuacji kiedy zamach jest skierowany na dobra, którymi zaatakowany ma prawo swobodnie dysponować. Tu jest problem praktyczny: Widać, że np. Ktoś zaczyna walić w cudzy samochód. Właściciel może się na to godzić ale kto będzie biegał i go szukał. W tej sytuacji albo się tego samochodu broni (jeszcze nie widziałem; zdarzyło mi się za to wystąpić raz w obronie uszkadzanego pociągu) albo nie.
Obrona – jest to zachowanie, które uniemożliwia wykonanie ataku (także, a może przede wszystkim, atak wyprzedzający) bądź powoduje jego odparcie. Niektórzy twierdzą, że może być tylko działaniem, inni, że też zaniechaniem. Przykład zaniechania: Właściciel psa (albo mojego ulubionego rosomaka) nie powstrzymuje go gdy ten samoistnie atakuje napastnika. Zawsze jednak obrońca musi być świadomy odpierania zamachu. Teoretycznie obrona konieczna może wypełniać znamiona dowolnego czynu zabronionego. Przykładowo grożenie, znieważanie, pozbawienie wolności (zamknięcie napastnika w komórce) może być obroną konieczną, ale najczęściej podejmuje się w obronie działania naruszające lub narażające życie, zdrowie i nietykalność cielesną napastnika. Zawsze działanie obronne musi być skierowane na dobra prawne (zdrowie, życie itd.) napastnika a nie osoby trzeciej.
Obrona musi poza tym być:
1.świadoma i zamierzona – broniący się musi mieć świadomość i wolę zachowania się w ramach obrony koniecznej tzn. Chce się obronić przed zamachem a nie chce komuś przywalić, zamknąć w komórce, znieważyć, bez prawdopodobieństwa zamachu. Rzecz to niby oczywista, ale już gdzieś w sieci czytałem wypowiedź, gdzie autor twierdził, że pobił narkomana, „bo ten go denerwował”, bodajże samą obecnością i uważał, że to jest ok, ponieważ nie wiadomo co narkoman zrobi.
2.konieczna – jest to m.z. Klucz do zrozumienia całej instytucji. Nie chodzi tu o to, że nie możemy mieć innego wyjścia. Co do zasady, wykonywanie obrony koniecznej służy ochronie zagrożonych dóbr prawnych i jest społecznie pożądane i pożyteczne. Prawo nigdy nie ma obowiązku ustępować przed bezprawiem (vim vi repellere licet – siłę wolno odeprzeć siłą). Nie trzeba też wzywać do zaprzestania zamachu ani ostrzegać, że użyje się środka niezbędnego do odparcia tego zamachu [wyrok sn w składzie 7 sędziów z 30.09.1975 r. Vi krn 39/75, osnkw 1976, nr 2, poz. 23]. Na pojęcie konieczności składają się dwa inne: Względna samoistność i współmierność. Względna samoistność polega na tym, że możliwość zastosowania obrony koniecznej powstaje wtedy gdy nie posiadamy innego sposobu uniknięcia zamachu w sposób łatwiejszy, mniej groźny dla napastnika i oczywisty w danej sytuacji. Chodzi o to, że gdy dochodzi do zamachu to możemy się bronić o ile nie mamy możliwości natychmiastowego wezwania np. F-szy policji. Obecnie jednak odchodzi się od tej koncepcji, wskazując, że: A) często nawet gdy koło nas stoi policjant to nie mamy czasu go wołać ze względu na gwałtowność zamachu; b) zasada ta powoduje ograniczenie prawa do obrony i faworyzowanie praw napastnika. Stąd w sądzie zasada względnej samoistności powinna znaleźć zastosowanie przy dużej ilości czasu na podjęcie decyzji. W praktyce nie widziałem jeszcze by ktoś wymagał by wołać policjanta albo uciekać ale słyszałem, że czasem się o to czepiają, głównie sami policjanci.
Najistotniejsza jest tak na prawdę współmierność obrony do nasilenia zamachu.
Przede wszystkim pamiętać należy, że napastnik z chwilą napaści nie zostaje wyjęty spod prawa jak to jest w westernach. W uzasadnieniu projektu kk wskazano, że warunkiem wyłączenia odpowiedzialności karnej osoby odpierającej bezprawny zamach na dobro chronione prawem jest współmierność obrony do niebezpieczeństwa zamachu. Niebezpieczeństwo zamachu, do którego obrona ma być współmierna wyznaczone jest przede wszystkim wartością dobra zaatakowanego zamachem a także intensywnością działań napastnika (wynika z użytych środków i siły napastnika oraz sposobu ich użycia), czasem i miejscem zamachu oraz dynamiką rozwoju zamachu [patrz też: Wyrok sn z 06.11.1989, ii kr 39/89, wcięło mi publikator - jarmat79]. Inaczej mówiąc, warunek współmierności obrony oznacza, że odparcie zamachu ma nastąpić przy możliwie najmniejszym uszczerbku w prawnie chronionym dobru napastnika (jeśli oczywiście jest jakiś wybór – to jest podkreślane niemal wszędzie), przy uwzględnieniu stosunku wartości dobra atakowanego przez napastnika i niszczonego w ramach działań obronnych.
Modelową i często używaną na wydziałach prawa sprawą, jest przypadek ewidentnego braku współmierności w sytuacji gdy oskarżony mający problem z poruszaniem się otworzył ogień z myśliwskiej strzelby do dzieci kradnących mu jabłka z sadu, o ile pamiętam zabijając dwoje z nich (widać kiepsko chodził ale dobrze strzelał jak ktoś na uniwerku podsumował).
Nie ma żadnych ogólnoteoretycznych kryteriów współmierności i sposobu obrony do niebezpieczeństwa zamachu. Ocena współmierności obrony zależy zawsze od analizy konkretnego zdarzenia, a zwłaszcza dynamiki zamachu, który determinuje stopień zagrożenia [patrz: Wyrok sa w warszawie z 08.11.2002 r. Ii aka 255/02, prokuratura i prawo 2003, nr 5, poz. 17]. Ocenia się przy tym nie tyle samo zastosowanie narzędzia, np. Noża, w obronie ale przede wszystkim skalę jego zastosowania (czyli np. Cięcie po rękach czy od razu pchnięcie w serce). Oczywistym jest przy tym, że osobie, której życie lub zdrowie zostało zaatakowane w sposób bezprawny, nie można stawiać daleko idących wymagań co do sposobu odparcia tego ataku czy też doboru narzędzi, które temu celowi mają służyć [patrz: Sa w gdańsku z 31.03.1999 r. Ii aka 2/99, kzs 2000, nr 3, poz. 42].
Nie ma też wątpliwości, że konieczność (współmierność) obrony dotyczy tylko obrony skutecznej, czyli takiej za pomocą której zamach odparto.
05-10-08, 00:18 #4
Granice konieczności wyznacza odparcie zamachu a nie szkoda napastnika, tak więc skutek w postaci zejścia śmiertelnego wskutek zastosowania obrony koniecznej nie może decydować o przekroczeniu jej granic [por. wyrok SA w Katowicach z 15.10.1998 r. II Aka 53/98, Przegląd Orz. PA w Katowicach 1998, nr 4, poz. 14].
Bicie napastnika po jego rozbrojeniu na ogół nie tylko nie jest obroną konieczną czy przekroczeniem jej granic ale najczęściej stanowi po prostu „czyste” przestępstwo. Jeśli jednak jest to element wcześniejszego zajścia i konsekwencja zachowania napastnika, a zaprzestanie bicia go prowadziłoby nieuchronnie do wznowienia przezeń działań agresywnych, to takiemu zachowaniu nie sposób odmówić racji jako działaniu w obronie, ewentualnie z przekroczeniem jej granic [por. wyrok SA w Krakowie z 23.01.2003 r. - II Aka 346/02, KZS 2003, nr 3, poz. 37].
Generalnie uważa się, że „konieczność” obrony nie może prowadzić do pozbawienia jej skuteczności. Przyjmuje się, że działanie obronne swą intensywnością musi przekraczać intensywność zamachu, by było ono skuteczne [por. wyrok SN z 14.06.1984 r. I KR 123/84, OSN Prok. Gen. 1985, nr 4, poz. 51].
Z tego wynika, że po prostu trzeba znać proporcje. I nie chodzi tu o to by bić słabo, ale by dostosować się do sytuacji, co jest często dość instynktowne. Przykładowo, zdecydowanie niewspółmierną obroną będzie silny cios prosty z zakrocznej (krzyżowy) w głowę drobnego „amatora piwa” który coś tam od nas chce, nawet grożąc i przeklinając, ale nie ma zagrożenia naszego zdrowia czy życia, bo facet ledwo sam stoi. W takiej sytuacji, zwłaszcza gdy jest to osoba, u której stężenie alkoholu w organizmie jest kilkukrotnością przeciętnej dochodzi u niej do zakłócenia podstawowych mechanizmów obronnych. Stąd taki „strzał” w głowę może spowodować że człowiek taki padnie jak długi (na wznak) zamiast się złożyć jak scyzoryk. Uderzenie głową o krawężnik lub płytę chodnikową jak każdy silny wstrząs w tył głowy łatwo powoduje powstanie krawiaka podtwardówkowego (ewentualnie innego krwotoku wewnątrzczaszkowego) albo wstrząśnienia, stłuczenia mózgu oraz wzmożonego ciśnienia wewnątrzczaszkowego. Konsekwencją jest bardzo często zgon (nawet jeśli uda się krwiak ewakuować to i tak pacjent często umiera w szpitalu; jak niektórzy mówią 30% sprawca 70% szpital). Nie należy mieć złudzeń, że zostanie to zakwalifikowane mniej niż nieumyślne spowodowanie śmierci (co do skutku), często w zbiegu z umyślnym spowodowaniem obrażeń powyżej 7 dni lub ciężkiego obrażenia ciała (co do zamiaru; piszę tu upraszczając; jak ktoś chce wiedzieć więcej to niech zajrzy do art. 155 – 157 kk). Nie jest to przykład wymyślony lecz autentyczna sprawa (tyle, że było bez grożenia i przekleństw, a z jakąś słowną uwagą ze strony “smakosza piwa”) z tym, że przy takim opisie jaki zawarłem w nawiasie obrony koniecznej nie ma, bo nie ma zamachu.
Jest jeszcze jedna rzecz dotycząca współmierności. Dość długo uważano, że, z pewnymi zastrzeżeniami, można naruszyć lub zagrozić życiu ludzkiemu w obronie mienia znacznej wartości, o wartości historycznej itd. Obecnie nie jest to dopuszczalne, ze względu na art. 2 EKPCZ, stanowiący o ochronie prawa do życia. Dokładnie art. 2 ust. 2 stanowi, że Pozbawienie życia nie będzie uznane za sprzeczne z tym artykułem, jeżeli nastąpi w wyniku bezwzględnie koniecznego użycia siły: a) w obronie jakiejkolwiek osoby przed bezprawną przemocą;
Wolno zatem zabić chroniąc osobę, ale w obronie mienia nie wolno, chyba, że zabójstwo było nieumyślne, czyli chcieliśmy ogłuszyć, a zabiliśmy. Wolno, umyślnie, co najwyżej spowodować ciężki uszczerbek na jej zdrowiu. Wolno też zabić osobę usiłującą dokonać na nas rozboju – oczywiście jeśli natężenie zamachu jest odpowiednio duże, czyli grozi nam coś więcej niż naruszenie nietykalności cielesnej, ale tu już chronimy życie i zdrowie a nie tylko mienie.
Stąd pomysł Ziobry by wolno było strzelać (śmiertelnie) do złodziei w domu lub na „własnej ziemi” był z góry skazany na uchylenie przez Trybunał Konstytucyjny w części w jakiej nie dotyczył zamachu na osobę.
Przykładowe, ogólne, zestawienie tego co można zrobić w obronie koniecznej umieszczam poniżej (bazuję na zestawieniu I prezesa SN, prof. Lecha Gardockiego):
a) gdy dochodzi do zamachu na życie lub zdrowie – wolno zabić lub dokonać uszczerbku na zdrowiu napastnika, w tym ciężkiego,
b) gdy dochodzi do usiłowania rozboju, zgwałcenia – wolno j.w.
c) gdy dochodzi do zamachu na mienie (poza rozbojem) – wolno dokonać uszczerbku na zdrowiu napastnika, jeżeli mienie jest znacznej wartości – nawet ciężkiego,
d)gdy dochodzi do zamachu na “wolność” np. „windykacja” długów siłą (wiem, dziwnie to brzmi ale jest to w takim rozdziale kk), o ile nie wchodzi do pkt. a – c w tym wolność od strachu (czyli groźby) – wolno naruszyć wolność napastnika, nietykalność cielesną (obezwładnienie, bez zadawania obrażeń), dokonać uszczerbku na zdrowiu ale nie ciężkiego,
e) gdy dochodzi do naruszenia nietykalności cielesnej – wolno naruszyć nietykalność cielesną napastnika, dokonać uszczerbku na zdrowiu ale nie ciężkiego.
Dodatkowo, o współmierności obrony przy „odpieraniu” palenia można przeczytać tu:
http://www.body-factory.pl/showthread.php?t=5061
05-10-08, 00:22 #5
IV.A co gdy zrobię za dużo, czyli o przekroczeniu granic obrony koniecznej (też jeszcze nauka prawa i orzecznictwo) – art. 25§2 i 3 kk.
Obronę konieczną można przekroczyć, gdy odpieramy zamach który już lub jeszcze nie jest bezpośredni albo czynimy nieproporcjonalnie do jego siły. I tak:
1. Zamach nie był bezpośredni, czyli zagrożenia już albo jeszcze nie ma. Chodzi o to, że albo w sposób nieuzasadniony wyprzedzamy atak, albo zamach już ustał, a my kontynuujemy naszą akcję dalej. Nazywa się to uczenie ekscesem ekstensywnym. Granice czasowe zamachu są dość płynne i trzeba się tu kierować instynktem (ale nie chęcią zemsty), który zazwyczaj prawidłowo podpowiada nam co już nam zagraża, a co jeszcze nie. Przykład: O mało co nie dochodzi do wypadku na drodze na skutek próby wymuszenia pierwszeństwa. Kierowca „wymuszający” wychodzi z samochodu i rusza w kierunku drugiego kierowcy podwijając charakterystycznie rękawy. Osoba kierująca drugim samochodem widząc to daje po garach i uderza (lekko) napastnika samochodem. Tutaj groźba zamachu wynikała jedynie ze sposobu zachowania się pierwszego z kierowców ale już wystarczała, w mojej ocenie, by podjąć działanie jak powyżej przez drugiego kierowcę (sprawę znam z opowieści; do sądu nie trafiła). Często rozważanym aspektem „czasowym” przy obronie koniecznej i SW jest „jak długo bić”. Najprostsza odpowiedź brzmi „tak długo jak w danych okolicznościach istnieje zamach lub zagrożenie zamachem”. Zwolennicy „bitzkriegu” lub taktyki „hit and run” będą starali się by trwało to bardzo krótko, a następnie oderwą się od przeciwnika. Inni, wolący walkę „do ostatecznego zwycięstwa” czyli zniszczenia przeciwnika, pozwolą sobie zazwyczaj na dłuższą akcję – do pełnej eliminacji zagrożenia. Obydwie taktyki mogą mieścić się w granicach prawa, choć niewątpliwie przy drugiej łatwiej dokonać ekscesu. Jeżeli z tego co widzimy i czujemy (m.z. jest to przede wszystkim instynkt, wzbogacony oczywiście o ten artykuł – nie mylić z furią) wynika, że napastnik ma „dość” to odpuszczamy. Dalsze bicie z pewnością zostanie uznane za przekroczenie granic obrony koniecznej. Jeżeli jednak jest tak, że nadal usiłuje walczyć czy grozi, wolno bić dalej, aż przestanie. Posunę się nawet dalej i stwierdzę, że w pewnych sytuacjach można bić do nieprzytomności (nie chodzi tu jednak o to by go zatłuc na śmierć), zwłaszcza gdy przeciwnik ma możliwość łatwego sięgnięcia po broń lub inne, podobnie niebezpieczne narzędzie i ewidentnie to usiłuje zrobić. Dopóki są próby walki nie możemy bowiem w tej sytuacji uznać, że zamach już nie istnieje. Możliwość bezpośredniego wznowienie akcji przeciwnika zaliczyć należy do zamachu, gdyż nadal istnieje niebezpieczeństwo dla dobra prawnego jakim jest zdrowie czy życie. Oczywiście w sytuacji przedłużającego się starcia przy naszej przewadze dobrze znać chwyty obezwładniające, które pozwalają nam po prostu delikwenta unieruchomić i, jeżeli już je znamy, to należy je zastosować. Dzięki nim można uniknąć pretensji organów ścigania o zbytnie „porysowanie” napastnika. Jednakże niezależnie od tego co potrafimy, możemy (w zasadzie to musimy) sobie zapewnić bezpieczeństwo po starciu.
Zaznaczę tu, że niektórzy autorzy prezentują pogląd, że ocena niebezpieczeństwa dokonywana jest przez typową osobę mającą prawidłowe rozeznanie w sytuacji i okolicznościach zamachu, wolną od emocji wynikających ze wzburzenia lub strachu (tzw. wzorcowy obywatel). Reszta się z tym zgadza ale podkreśla, że to rozeznanie w sytuacji nie tyczy się tego co wiemy po obronie (np. już w trakcie procesu) ale tego co broniący się mógł wiedzieć w chwili podjęcia obrony.
2.Niewspółmierność siły obrony do zamachu. Opisałem to zasadniczo przy konieczności obrony, odnośnie właśnie współmierności obrony (tzw. eksces intensywny). Tu rozwinę o kilka dodatkowych elementów.
Nie ma przekroczenia granic obrony koniecznej z powodu wystąpienia poważnego skutku obrony przekraczającego niezbędność powstrzymania ataku. Przekroczenie granic obrony może polegać bądź na nieuzasadnionym wyprzedzeniu ataku, bądź na działaniu po ustaniu zamachu albo na użyciu niewspółmiernego narzędzia czy sposobu obrony. Odpowiedzialność za skutek obrony obciąża nie broniącego się ale napastnika [patrz: wyrok SA w Krakowie z 05.10.2006 r. II Aka 140/06, KZS 2006 r., nr 11, poz. 29].
Działający w obronie koniecznej nie ma obowiązku informować napastnika, że będzie sie bronił, w szczególności używając noża. Przyjecie takiego warunku obrony praktycznie przekreślałoby prawo do obrony osoby napadniętej, gdyż stawiałoby w uprzywilejowanej sytuacji napastnika, który przecież zwykle nie ostrzega napadniętego o tym, że będzie go atakował. [wyrok SA w Krakowie z 14.06.2006 r. II Aka 85/06, KZS 2006, nr. 7 – 8, poz. 100].
W przypadku nie zachowania reguły współmierności obrony do zamachu, zastosowanie może znaleźć nadzwyczajne złagodzenie kary, o którym mowa w art. 60§6 i 7 kk, zależne od tego jaki czyn zabroniony wykonywany był przez broniącego się. Sąd może też odstąpić od wymierzenia kary, co oznacza, że broniący się zostaje uznany za winnego a kary nie wymierza się.
Jeśli chodzi o społeczną szkodliwość czynu, którym przekroczyliśmy granice obrony koniecznej to zaznaczę, że tu właśnie uwzględnia się trudność w zachowaniu rozwagi podczas zamachu [wyrok SN w składzie 7 sędziów z 30.04.1974 r. VI KRN 26/74, OSNKW 1974, z. 9, poz. 162].
Ostatni przepis art. 25 kk, znajdujący się w §3 jest dość dziwny. Jest to obligatoryjne odstąpienie od wymierzenia kary gdy przekroczenie było skutkiem strachu lub wzburzenia (co ciekawe nie silnego wzburzenia lecz po prostu wzburzenia – jest to afekt fizjologiczny, czyli zakłócenie psychiczne polegające na przeważeniu emocji nad intelektem ale w obrębie normy psychicznej tzn. nie jest się niepoczytalnym). Sąd musi je zastosować, jeśli stwierdzi, że do strachu lub wzburzenia doszło i było to usprawiedliwione zamachem. W praktyce chodzi o to, że granica współmierności obrony zostaje przekroczona, lecz zamach jest tego rodzaju, że jest to w przeważającej mierze usprawiedliwione a zawinienie - minimalne. Przykładem z życia wziętym jest sytuacja w której właściciel lokalu zabił haraczownika pomimo braku bezpośredniego zagrożenia, w atmosferze strachu wywołanej tym, co spotkało innych właścicieli lokalów na skutek płacenia haraczy (bankructwo) i zuchwałym zachowaniem tegoż haraczownika [wyrok SA w Katowicach z 01.12.2000 r. II Aka 295/00, Biul. SA w Katowicach 2001, nr 1 poz. 1]. W praktyce o stanie wzburzenia decyduje opinia biegłego psychologa, a o tym czy było usprawiedliwione, “widzimisię” składu orzekającego. Nie znaczy to, że ta ocena będzie dowolna. Jednakże, jak zwykle przy tego rodzaju odesłaniu do norm i zasad społecznych, moralnych i etycznych a przede wszystkim zdroworozsądkowych, każdy skład będzie oceniał to trochę inaczej.
Z dodatkowych uwag zaznaczę, że z obrony koniecznej nie możemy skorzystać gdy:
1.wychodzimy „na solo” z innym delikwentem, czyli pojedynek. W takiej sytuacji żaden nie korzysta z prawa obrony koniecznej chyba, że zaczął się z pojedynku wycofywać (ciężko to czasem odróżnić, ale jak ucieka to już widać, że to robi). Dygresja: Jeśli zadane podczas solówy obrażenia nie powodują naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia na okres przekraczający 7 dni, to zasadniczo Policja nie będzie prowadzić postępowania choć walkę przerwie. Ewentualnie zabezpieczy dowody i jeśli akcja działa się w miejscu publicznym, może zdecydować się na wszczęcie postępowania wykroczeniowego (art. 51 kw.). Natomiast możliwe jest wytoczenie oskarżenia prywatnego przez „pojedynkowiczów” sobie na wzajem, choć tutaj nie liczyłbym na to, że coś z tego będzie (chcącemu nie dzieje się krzywda – w b. dużym uproszczeniu),
2.bierzemy udział w bójce (w odróżnieniu od pobicia kilka osób wzajemnie się naparza, nikt nie jest napadnięty) – żaden z uczestników nie korzysta z obrony koniecznej. Wyjątek: gdy ktoś wycofuje się z bójki oraz tzw. likwidator bójki, np. ochroniarze kończący zadymę w klubie.
05-10-08, 00:25 #6
V. Trochę uwag o praktyce:
Jeśli chodzi o współmierność, w praktyce obok wskazanych wyżej zagrożonego dobra, dynamiki zamachu, bierze się pod uwagę (często odruchowo i bezrefleksyjnie) porównanie właściwości broniącego i napastnika. W tym porównaniu uwzględnia się:
a) właściwości fizyczne (siłę fizyczną i inne cechy motoryczne, rozmiary przeciwników, przy czym przede wszystkim chodzi o relacje między przeciwnikami, a nie wartości bezwzględne),
b) wiek, płeć
c) stan psychofizyczny (nieletniość, niepoczytalność, nietrzeźwość, agresywność, poczucie lęku, schorzenia i ułomności np. reumatyzm, wada wzroku).
Najczęściej bez zastanowienia przyjmuje się, że im bardziej to porównanie wypada na niekorzyść broniącego się, tym więcej może zrobić w swojej obronie.
Obecnie odchodzi się już i to zdecydowanie od poglądu, że nieletniość sprawcy zwiększa wymagania wobec broniącego się, m.in. ze względu na fakt skoksowanych i agresywnych nastolatków uważających się za nietykalnych.
W przypadku obrony koniecznej przyjmuje się, że jej konieczność zależy od obiektywnych okoliczności zamachu, a nie ich subiektywnego postrzegania atakowanego ocenianych z punktu widzenia takiego wzorcowego człowieka. To one wyznaczą zasadniczo granice obrony. Krótko mówiąc, odpowiada się na pytanie “Co zrobiłby wzorcowy człowiek w takiej sytuacji mając obiektywną wiedzę o zajściu ale w chwili zamachu?” Na ile się to hipotetyczne działanie różni z tym co zostało zrobione?
Właśnie a propos tej oceny pozwolę sobie przytoczyć następujący fragment, dobrze odnoszący się do porównania osób trenujących i “zwykłych” ludzi:
Należy z całą mocą podkreślić, iż pogląd jakoby adepci karate, judo, kung-fu czy aikido dysponowali niezwykłymi umiejętnościami, które w przypadku obrony koniecznej pozwolą na zminimalizowanie szkód podczas napadu jest zwykłym mitem. Istota problemu polega na stawianiu przez sądy zbyt wysokich wymagań wobec osób uprawiających tradycyjne sztuki walki. Wymagania te być może byłyby uzasadnione wobec osób legitymujących się wysokimi mistrzowskimi stopniami i wieloletnim stażem. Osób takich jest jednak niewiele. Nie należy jednak przy tym zapominać, iż nie wytworzyła się i nie wytworzy się nigdy tak skomplikowana taktyka i technika walki (...), która jednocześnie służyłaby niezawodnie dwóm celom, tj. odparciu napaści i zaoszczędzaniu napastnikowi szkód
[podkreślenie - Knife, cytat z artykułu Piotra Chlebowicza “Uwagi dotyczące prawnych aspektów dalekowschodnich sportów i sztuk walki w Polsce (w związku z artykułem Janusza Czarnieckiego)”.
Kolejnym elementem, na który trzeba zwrócić uwagę jest siła naszej obrony przed atakiem. Jak wyżej opisałem, w zasadzie nie budzi już wątpliwości (czasem SA w Krakowie jakieś kuriozalne orzeczenie wyda, ale coraz rzadziej), że intensywność obrony może być większa niż ataku. Intensywność obrony pozostaje w pewnej proporcji do intensywności zamachu, czyli nie możemy pójść za daleko w naszej obronie. Przykłady ze strzelaniem do dzieci i uderzeniem pytającego pijaczka są wskazówką; dodam jeszcze to, że wpakowanie noża w plecy komuś kto szarpie naszą żonę lub wujka będzie raczej uznane za przekroczenie obrony i spędzić można trochę czasu w areszcie Co więcej, z moich nielicznych z resztą obserwacji (północ kraju) wynika, że jeśli uznano to za usiłowanie zabójstwa a obrażenia kwalifikowały jako tzw. ciężkie to wyroki oscylują w granicach 5 – 6 lat pozbawienia wolności.
Przy ocenie proporcjonalności porównuje się też cechy psychofizyczne broniącego się i napastnika (co z resztą każdy chyba czyni na początku). Co do obu proporcji (intensywność, cechy psychofizyczne) ważna jest ocena sytuacji w chwili zdarzenia. Musimy oszacować i to błyskawicznie zamach, kto go dokonuje i odpowiedzieć lub wyprzedzić. Im gwałtowniejsze zachowanie sprawcy i im większy, silniejszy jest on sam, tym zasadniczo więcej nam wolno. Atakuje kopnięciem czy uderzeniem – ok. możliwe jest wejście w przeciwnika i powalenie, dalszy ground and pound będzie też adekwatny do zagrożenia (ponieważ oceniamy całą sytuację, a nie tylko to, że leży), o ile nie będziemy bili dłużej niż przeciwnik stawia opór (ten opór będzie wyznacznikiem jego możliwości powrotu do akcji zaczepnej, o czym pisałem przy przekroczeniu granic). Jeśli widzimy, że już staje się bezwładny to uważam, że trzeba przestać. Nie wolno też sobie wstać i na „do widzenia” władować mu kopniaka, bo nas zdenerwował.
Pewne wątpliwości mogą tu dotyczyć użycia sprzętu ale jego użycie nie powoduje od razu, że przekraczamy granice obrony koniecznej choć niestety, Policja nader często przyjmuje takie założenie. Zastosowanie kamienia, pałki czy ostrza będzie uzasadnione, o ile gwałtowność zamachu lub rodzaj zagrożenia (czyli wielkość i liczebność napastników, ich „wyposażenie”, widoczne zamiary itd.) wskazuje na to, że możemy mieć problem z obronieniem się. Nie chodzi mi tu tylko o sytuację: „on ma nóż, to ja też wyciągnę swój” (o walce na noże wolę nie pisać; tylko o jej prawnym aspekcie) ale np. o taką, gdzie zagrożenie stwarza osoba nie uzbrojona, nawet nie większa od nas. Wystarczy, że powstaje bezpośrednie zagrożenie życia/zdrowia (patrz wyżej zestawienie co można zrobić w obronie koniecznej) i już możemy użyć broni. Duży rozmiar i potencjalna siła przeciwnika, jego deklarowane umiejętności (“znam karate, zaraz ci wpier...”) uzasadniają dalej idące użycie broni. Im jednak zagrożenie jest mniejsze, tym mniej bronią zrobić wolno. Nie musimy walczyć na zasadach równej broni. To nie ring. Można a nawet trzeba zapewnić sobie przewagę, w tym posługując się niebezpiecznym narzędziem [ogólnie - por. wyrok SN z 10.01.1969 r. IV KR 234/69, OSPiKA nr 1, poz. 9, wyrok SN w składzie 7 sędziów z 11.07.1974 r. VI KR 34/74, OSNKW 1974, nr 11, poz. 198] Musimy jednak nadal pamiętać o proporcjach. Z cytowanych orzeczeń, zwłaszcza z SA w Gdańsku (m.z. obok SA w Katowicach i SA w Warszawie najrozsądniejszy ale to moje subiektywne spostrzeżenie) wynika, że nie można stawiać daleko idących wymagań co do sposobu odparcia tego ataku czy też doboru narzędzi, które temu celowi mają służyć (orzeczenie wyżej było cytowane).
Dodatkowo a propos broni w tym miejscu przytoczę arcyciekawy wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z dnia 19 stycznia 1995 r. II AKr 3/95 (opubl. w OSA 1995/2/9), gdzie sąd ten w sprawie z dwukrotnym użyciem noża i zabicia przeciwników, w jednym przypadku stwierdził przekroczenie obrony koniecznej i uniewinnił oskarżonego (przytaczam częściowo stan faktyczny):
“Zgodzić się trzeba z oceną sądu wojewódzkiego, że po podjęciu obrony przez oskarżonego [wyszli na solówę ale wymuszoną na oskarżonym – jarmat79], następnie już przed budynkiem, zamach Jarosława K. przekształcił się w dalej idący i groźniejszy zamach na oskarżonego, gdyż został on zaatakowany nożem, czego nie dopuszczał, ponieważ odłożył na bok kurtkę, w kieszeni której znajdował się nóż. K. mówił mu, że lubi się bić na noże i że ten nóż "włoży mu". Oskarżony nie chciał podjąć tego rodzaju walki, a nawet podjął ucieczkę. Po zorientowaniu się, że nie ma szans na ucieczkę, podjął walkę z Jarosławem K.
Sąd odwoławczy podziela ocenę sądu wojewódzkiego, że do tego momentu istniało działanie obronne oskarżonego w myśl art. 22 § 1 d.k.k. (stary kodeks karny – przyp. jarmat79). W działaniu oskarżonego brak jest ekscesu intensywnego, skoro przy równowadze sił z Jarosławem K. atakowany nożem przez niego, został zmuszony do sięgnięcia po nóż znajdujący się w kurtce leżącej na ziemi, a następnie (brak zasady subsydiarności przy obronie koniecznej) podjął obronę przez użycie tego samego środka obrony. Pogoń oskarżonego, po uprzednim zdobyciu przewagi nad Jarosławem K., [...] w sytuacji gdy Jarosław K. nie stwarzał już zagrożenia dla oskarżonego oraz zadanie mu nożem przez oskarżonego bardzo wielu uderzeń, chociaż powodujących rany powierzchowne, to wśród nich "siedmiu ran kłutych, a m.in. ran kłutych klatki piersiowej z uszkodzeniem płuca prawego, rany kłutej jamy brzusznej z uszkodzeniem wątroby i nerki prawej i rany kłutej okolicy podbródkowej z przecięciem "języka, podniebienia i ściany gardła", stanowiły zdaniem sądu apelacyjnego skrajne przekroczenie obrony koniecznej (eksces ekstensywny)”.
05-10-08, 00:26 #7
W dalszej części zajścia, oskarżony zabił “mściciela” już w pełni w granicach obrony koniecznej:
“Jak wyjaśnił oskarżony Jacek B. będąc w łazience i słysząc ten krzyk pomyślał, że nadchodzą Jarosław K. i Piotr Z. Chciał zamknąć się przed nimi w łazience, lecz zamknięcie było zepsute lub niesprawne. Będąc w łazience był zdenerwowany i zszokowany. Wziął nóż, który miał uprzednio w starciu z Jarosławem K., który schował do rękawa kurtki. Gdy do mieszkania wpadł Z., oskarżony powiedział mu, że K. poszedł do domu. Piotr Z. odpowiedział mu: "ch... ja ci pokażę, że poszedł do domu". Oskarżony z kolei zwrócił się do niego, aby się uspokoił, nie chcąc dopuścić do starcia. Wtedy zobaczył, że Piotr Z. zdjął kurtkę, a zarazem zobaczył w jego ręce nóż. Piotr Z. krzyknął do niego: "k..., ty jesteś teraz martwy". Jednocześnie zamachnął się na oskarżonego trzymanym w ręce nożem w brzuch. Oskarżony wyjaśnił, że gdyby nie uderzył pierwszy, to zostałby uderzony nożem przez Piotra Z. Stwierdził też, że pamięta jeden cios, po czym wybiegł z mieszkania. Nie widział co działo się później. Jakby uspokoił się, gdy znalazł się na alejce w pobliskim parku... [tu inny opis tego samego przez kilku świadków - jarmat79]. Na tle powołanych wyżej bezpośrednich dowodów i w konsekwencji poczynionych na ich podstawie ustaleń faktycznych sądu wojewódzkiego, należy zgodzić się z zasadniczymi tezami rewizji obrońcy oskarżonego, co do czynu opisanego w pkt II:
- że ustalenie, iż Piotrowi Z. musiał upaść nóż po zadaniu pierwszego ciosu przez oskarżonego - jest domniemaniem,
- że całe to zajście rozegrało się błyskawicznie, a oba ciosy zostały wyprowadzone tak szybko, że świadkowie drugiego uderzenia nie spostrzegli,
- że nie ma podstaw dowodowych ani faktycznych do przyjęcia, że drugi cios został zadany dopiero wówczas, gdy Piotr Z. przemieszczał się do przedpokoju,
- wiąże się to z faktem, że żaden ze świadków nie spostrzegł, że oskarżony wbija nóż w plecy przemieszczającego się do przedpokoju Piotra Z.,
- rodzaje obu ran Piotra Z. nie wskazują na zadanie ciosu z góry,
- świadkowie nie widzieli, aby oskarżony pomagał sobie prawą ręką przy wyjmowaniu noża, co przemawia za ustalonym przez sąd wojewódzki użyciem go przez oskarżonego poprzez wysunięcie noża z lewego rękawa,
- możliwe jest zadanie ciosu w plecy, przy trzymaniu noża ruchem kolistym, przy zwróceniu się obu osób przodem do siebie.
Obrona konieczna na podstawie art. 22 § 1 k.k. ma być prawem rzeczywistym, nie zaś iluzorycznym. Przy równowadze sił oskarżonego i Piotra Z., atakowany nożem przez Piotra Z. z zagrożeniem zabicia Jacka B., miał prawo bronić się takim samym narzędziem, to jest nożem. W działaniu obronnym oskarżonego, brak jest więc ekscesu intensywnego.”.
Umiejętności z zakresu SW zalicza się głównie do stanu psychofizycznego, no i oczywiście właściwości fizycznych (ukształtowane atrybuty typu szybkość itd.). Jednak zasadniczo nie powinny one powodować same przez się uznania, że to co zrobiliśmy było przekroczeniem obrony koniecznej. Są po prostu jednym z elementów przy porównaniu ze sprawcą a i to m.z. dosyć słabym, ponieważ jak każdy element zależny od psychiki potrafi b. łatwo zawieść. Pojawienie się uwag o ograniczeniu obrony ze względu na SW automatycznie powodować powinno pytania: „Tzn. co miałem konkretnie zrobić? Proszę mi podać uzasadniony powód dla którego nie miałem skorzystać z umiejętności, które nabyłem zupełnie legalnie i jak ma wyglądać pana/pani zdaniem taka dokładna ocena w trakcie zajścia? Mam tyle samo czasu na to co inny człowiek.”.
Po uzyskaniu informacji, że ćwiczymy SW reakcja organów może być taka, że sięgnięcie po broń/narzędzie już jest przekroczeniem obrony (współmierność) ponieważ powinny wystarczyć nam umiejętności. Oczywiście trzeba wówczas wskazać to, co powyżej opisałem lub przytoczyłem o tym czym w istocie są sztuki walki: Zwiększają umiejętności polegające właśnie na obronieniu się, a nie zapewniają pokonanie przeciwnika bez wyrządzania mu jakiejkolwiek szkody.
05-10-08, 00:26 #8
VI. Co zrobić po odparciu zamachu ?
Po pierwsze, zapomnieć o tym, że jesteśmy już bezpieczni. Stan zagrożenia nadal istnieje, tylko zmienia swoją postać. Może się bowiem okazać, że naszym przeciwnikiem zamiast napastnika zostanie aparat ścigania i przymusu państwowego ze wszystkimi swoimi możliwościami.
Często jest tak, że policja wie tyle: dwóch gości się pobiło, jeden nie żyje. Prawdopodobnie żadnych świadków. Z czego tu wynika, że była to obrona konieczna? Z zeznań sprawcy? Słaby dowód, jako że łatwo sobie wyobrazić, że po prostu chciał zatłuc drugiego, a potem bajki o napaści wymyśla (to się też zdarza). Stąd najpierw się tymczasowo sadza "zabójcę" aby mieć czas (co z resztą jest nieprawidłowe i Trybunał w Strasburgu powoli to wycina). Na myślenie, sprawdzenie czy sprawca znał ofiarę, czy mogło dojść do przypadkowej kłótni albo planowanego zabójstwa, czy w okolicy ktoś coś widział, słyszał, sekcję zwłok, opinię biegłego patomorfologa, zapytanie o karalność, informacje operacyjne o przynależność uczestników do grup przestępczych itd.. Następne pytania może zabrzmią śmiesznie ale Policja musi na nie odpowiedzieć: Dlaczego domniemany zabójca nie wezwał Policji skoro się bronił? Nie chciał ukarania tamtego? Następnie jest jeszcze prawny obowiązek udzielenia pomocy osobie znajdującej się w stanie zagrażającym zdrowiu lub życiu (piszę w uproszczeniu: chodzi o art. 162 § 1 kk). Za nieudzielenie jej też można zostać skazanym (i to nie jest wcale aż tak rzadkie), choć raczej nie na bezwzględną karę p.w. Dlaczego zatem "zabójca" nie pomógł lub nie wezwał pogotowia jak widział, że napastnik leży i nie dycha? Tu na szczęście pojawiają się opinie, że nie można wymagać od broniącego by był samarytaninem i nie koniecznie zarzut ten będzie przedstawiony, choć nie można go wykluczyć, gdyż nie udzielenie pomocy jest oddzielnym czynem od spowodowania obrażeń, na skutek których obowiązek jej udzielenia powstał [por. wyrok SN z dnia 9 czerwca 2005 r. V KK 446/04, Prok.i Pr. 2006/2/14].
Kilka możliwości wstępnych i poprzedni akapit z tego wątku:http://www.body-factory.pl/showthread.php?t=4992
PO OBRONIE JEŚLI NAPASTNIK LEŻY I NIE RUSZA SIĘ A NIE MA ICH WIĘCEJ TO NAJPIERW DZWONIMY NA POLICJĘ I POGOTOWIE A POTEM ZASTANAWIAMY SIĘ CZY W DANYCH WARUNKACH MOŻEMY BEZ ZAGROŻENIA NASZEGO ŻYCIA I ZDROWIA POMÓC NAPASTNIKOWI. JEŚLI PRZECIWNIK JAKOŚ STOI ALBO LEŻY I DYCHA TO PIERWSI DZWONIMY NA POLICJĘ. TEN KTO TO ZROBI PIERWSZY UZYSKUJE NA STARCIE B.DUZĄ PRZEWAGĘ NAD DRUGIM : POLICJA (ZAZWYCZAJ) BOWIEM W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI BĘDZIE DZIAŁAŁA NA RZECZ DZWONIĄCEGO A PRZECIW WSKAZANEMU !!! A jak się komuś nie chce to niech się potem nie dziwi jak po niego przyjadą.
Napisał _Knife_ Zobacz post
Prawie ze wszystkim się zgadzam co napisał jarmat, ale
a) Nie ma świadków
b) Napastnik nas nie zna
c) Mieszkamy daleko
d) Możemy szybko się oddalić
i tak dalej - to oczywiście wypadałoby wezwać chociaż pogotowie. I niestety - jak gość dobrze oberwał, a my nie - to cienko to widzę, oj cienko. No co przyjedzie policja -OK, przyjedzie pogotowie OK - A NAS ZAWINĄ NA DOŁEK, a potem jak coś się nie ułoży ( "ten bandyta mnie napadł panowie policjanci!!!") to idziemy siedzieć do AT. Czy nie tak? W najlepszym razie jesteśmy wolni, ale może skończyć się w sądzie.
Więc w takim momencie ja to widzę tak: spadamy z miejsca zdarzenia i to szybciutko.
Napisał Michal M Zobacz post
W Budokanie kiedys byl artykul, ktory zahaczal o rozne aspekty walki na ulicy, prawo, psychologia, jakies rady. Pamietam z niego wlasnie rade dotyczaca dzwonienia na policje. Mozna ja podsumowac slowami "dzwon, anonimowo, z z paru przecznic dalej...jesli uwazasz, ze moze Ci sie to do czegos przydac powiedz, ze to Ty musiales dolozyc napastnikowi, oczywiscie nie podawaj imienia i nazwiska". Podejscie to jest dosc dobre (jak sadze), poniewaz jestesmy anonimowi, ale w razie "W" mamy podkladke, ze jednak zadzwonilismy, a strach nie pozwolil nam sie przedstawic(lepsza taka podkladka niz zadna).
Każde rozwiązanie ma swoje zalety i wady, tak więc nie mogę stwierdzić, że w pewnych sytuacjach powyższe propozycje są gorsze od mojej. Skoncentruję się tu na konsekwencjach ucieczki i braku zawiadomienia Policji lub pogotowia, ponieważ resztę wdać jak na dłoni jak sądzę.
1.nie udzielenie pomocy napastnikowi czyli ewentualna odpowiedzialność z art. 162§2 kk. Do odpowiedzialności wystarcza jedynie nasza świadomość, że napastnik znajduje się w stanie zagrażającym życiu/zdrowiu(np. po skutecznym duszeniu leży i nie oddycha). Jednakże są spory czy można wymagać od napadniętego by podejmował się ratowania napastnika, gdyż nie można żądać, by każdy był Matką Teresą. W każdym razie odpowiedzialności takiej wykluczyć nie można (np. nie piszą o takim wyłączeniu w Kodeks karny cz. szczególna. komentarz do art. 117- 221. red. A. Wąsek, CH Beck, 2006 r. a także innych komentarzach, znajdujących się w Lex Omega).
2.nie zawiadomienie o popełnieniu przestępstw wskazanych w art. 240§1 kk i odpowiedzialność z tego przepisu; Chodzi o to, że jeżeli sprawca usiłował dokonać zamachu na prezydenta, zabójstwa, sprowadzić katastrofę (np. pożar), porwał samolot/statek lub wziąć zakładnika (inne pomijam, można sprawdzić ten przepis), to ciąży na nas bezwzględny obowiązek zawiadomienia o tym organów ścigania, z podaniem imienia i nazwiska. Oczywiście, o ile raczej nie trafimy na zamach p – ko prezydentowi to zapobieżenie usiłowaniu zabójstwa nas czy osoby przez nas bronionej może się zdarzyć. Jeśli było to ewidentne (zamach siekierą w głowę) i nie mogło być to np. tylko usiłowanie uszkodzenie ciała (mierzył w rękę) to mamy prawny obowiązek zgłosić to osobiście, z imienia i nazwiska. Anonim nie wystarczy, ponieważ nie jest tak naprawdę zawiadomieniem. Podobnie, jeżeli dokonamy w obronie koniecznej zabójstwa napastnika (lub inny czyn wskazany w art. 240§1 kk, np. zabijemy w obronie koniecznej prezydenta... ) to też powinniśmy o tym zawiadomić, i to już nie tylko z tego powodu ale przede wszystkim dlatego, że bez zawiadomienia z naszej strony zostaniemy uznani za zwykłego zabójcę, przynajmniej na początku.
05-10-08, 00:28 #9
Zatrzymanie: jeśli chodzi o zatrzymanie, to jest też z niego sporządzany protokół. Możemy zażądać wpisania tego co się nam nie podoba, pod rygorem odmowy podpisania. Resztę uprawnień omówię przy protokole przesłuchania.
Jeśli jest tak, że zawiadomiliśmy i składamy zeznania jako świadek, to obowiązkowo zapoznajemy się z pouczeniem, w szczególności z art. 177 kpk (obowiązek składania zeznań), art. 183 kpk (prawo do odmowy udzielania odpowiedzi na pytania mogące narazić na odpowiedzialność karną), art. 184 kpk (prawo do żądania zachowania w tajemnicy okoliczności umożliwiających ujawnienie tożsamości świadka) – upraszczam więc sprawdzić dokładnie ! Składając zeznania trzeba mówić prawdę, pod groźbą odpowiedzialności karnej z art. 233§1 kk. Jeżeli więc zapytają czy ćwiczymy SW to trzeba odpowiedzieć na to pytanie. Inaczej obowiązku zeznania o tym nie ma, a wychylać się nie ma co. Wyjątek od tego obowiązku: uważamy, że wszystko zmierza do tego, że chcą nas tylko podpytać jako świadka, a zaraz potem postawić zarzuty. Często sami przesłuchujący o tym mówią wprost, albo traktują nas jak kogoś, kto w zasadzie jest osobą podejrzewaną, ale jeszcze mają mało kwitów by nam stawiać zarzuty. Wówczas powinni przesłuchiwać w charakterze podejrzanego, gdyż ma on znacznie więcej uprawnień, np. odmowy składania wyjaśnień – patrz np.:
http://www.szczecin.po.gov.pl/strona....php?H=3&HH=22
. W takiej sytuacji SN stoi na stanowisku, że pomimo pouczenia jak świadka uprawnienia przysługują jak podejrzanemu [uchwała z dnia 26 kwietnia 2007 r. I KZP 4/07: Nie ponosi odpowiedzialności karnej na podstawie art. 233 § 1 k.k. osoba, która przesłuchana została w charakterze świadka wbrew wynikającemu z art. 313 § 1 k.p.k. nakazowi przesłuchania jej jako podejrzanego; dostępna w supremusie na stronie www.sn.pl ]. Co prawda podejrzany nie może kłamać, ale nie musi dostarczać przeciwko sobie dowodów i może prezentować wersję wydarzeń jaką uważa za prawdziwą, a i za kłamstwo nie bardzo można go ukarać. Z reguły przy obronie koniecznej, jeśli jest się już świadkiem, to przysługują nam uprawnienia pokrzywdzonego (czynem, przed którym się obroniliśmy). Pouczenie też dokładnie należy przeczytać (link powyżej).
Jeśli już ktoś zeznał lub wyjaśnił, że trenuje SW, to wskazać co to jest, że np. tylko sport, rekreacja, samoobrona, ile się ćwiczy (na treningach, a nie w domu) i wyraźnie podać, że tu zielonych smoków ani cudów na kiju nie ma, że o dotyku śmierci nie wspomnę. W trakcie przesłuchana można żądać umieszczenia w protokole z pełną dokładnością wszystkiego, co dotyczy waszych praw lub interesów (art. 148§2 kpk)
Po złożeniu zeznań lub wyjaśnień (to ostatnie gdy uznano nas za podejrzanych) koniecznie należy przeczytać protokół i to spokojnie. Jak będą poganiać to wyraźnie stwierdzić, że zgłosicie zarzuty do protokołu (art. 150§2 kpk) i wniesiecie: skargę na przesłuchującego (tok służbowy) oraz ewentualnie wniosek o sprostowanie uchybień protokołu (tok procesowy – art. 152 kpk). Wszelkie niejasne rzeczy trzeba wyklarować. Nikt za nas tego nie zrobi. Ważnym jest, by dopilnować by nasza wersja z protokołu zgadzała się z tym co naszym zdaniem się zdarzyło. Wówczas będzie łatwiej nam być konsekwentnym podczas dalszych przesłuchań. Często się zdarza, że przesłuchujący mocno upraszcza pisząc protokół, a potem na sali sądowej okazuje się, że wcześniejsze zeznania czy wyjaśnienia są różne od późniejszych (z sali sądowej) i wiarygodność spada.
Jeśli będą chcieli zastosować tymczasowe aresztowanie, to czeka nas po przesłaniu przez Policję, przesłuchanie przez prokuratora (może się na tym etapie skończyć) a następnie przez sąd. Gdy sąd uzna, że chce aresztować, to nie należy robić szopki i podpisać protokół. Otrzymujemy też pouczenie o zażaleniu na postanowienie o TA i z tego prawa trzeba skorzystać, wskazując co nie zostało uwzględnione, a co uwzględniono błędnie stosując TA, w szczególności jakie dowody przemawiające na naszą korzyść pominięto. Wątku o TA nie rozwijam, bo musiałbym dodać z kilka stron, by to choć trochę przybliżyć.
Radzę też nie zrzekać się uprawnienia do przejrzenia akt sprawy przed zakończeniem postępowania przygotowawczego (przed prokuratorem i policją). Wtedy jest ostatni moment by zgłosić w nim jakieś dowody, np. zażądać powołania biegłego z zakresu techniki i taktyki walki wręcz, (nawet jeśli wywoła to uśmiechy, to warto spróbować gdy jest się podejrzanym; biegły taki niemal na 100% nie jest wpisany na listę biegłych ale to nie wyklucza powołania kogoś z dużym doświadczeniem w SW i uprawnieniami tudzież obwieszonego medalami). Nie należy dać się zbyć tekstem, że można to zrobić w sądzie. Owszem, można, ale po co być oskarżonym skoro można zakończyć to na etapie wcześniejszym. Jeśli to nie wyjdzie, to po przesłaniu aktu oskarżenia do sądu otrzymamy swój egzemplarz i możemy zobaczyć jak widzi sprawę prokurator. Gdy sytuacja zajdzie tak daleko, a nie jesteście przekonani, że uda się wybronić własnych racji samodzielnie, należy zastanowić się nad ustanowieniem obrońcy ewentualnie gdy brakuje kasy – złożyć wniosek do sądu, o ustanowienie obrońcy z urzędu. Jeśli uważamy, że powołanie biegłego od SW będzie jak najbardziej przydatne ze względu na nierealne poglądy sądu czy prokuratora to trzeba złożyć go albo na piśmie albo na rozprawie przed zamknięciem przewodu sądowego. Najlepiej zrobić to jak najwcześniej czyli na pierwszej rozprawie. Najwyżej wniosek sobie poczeka. Jeśli sąd go nie uwzględni, a wyrok będzie skazujący, to można ten brak podnieść w apelacji jako obrazę przepisów postępowania mającą wpływ na treść orzeczenia (nie uwzględnienie wniosku istotnego dla rozstrzygnięcia).
Bibliografia (oprócz wskazanych źródeł w tekście):
1.Kodeks karny. Komentarz pod red. Oktawii Górniok, Infotrade 2002/2003,
2.R. A. Stefański Kodeks karny z orzecznictwem i piśmiennictwem za lata 1998 – 2003, TNOiK 2004,
3.M. Szafraniec, Przekroczenie granic obrony koniecznej w polskim prawie karnym, Zakamycze 2004,
4.T. Marcinkowski, Medycyna Sądowa dla prawników, Wydawnictwo Prawnicze 1993.
Prawa autorskie: Powyższy tekst wolno kopiować, a także z niego korzystać i rozpowszechniać wyłącznie w celach niekomercyjnych, niemajątkowych i niezarobkowych (innymi słowy: wszystkie autorskie prawa majątkowe zastrzegam). W przypadku rozpowszechniania z jednoczesnym podaniem adresu internetowego, gdzie go zamieściłem (tj. na forum body-factory.pl) oraz mojego pseudonimu internetowego tj. jarmat79, wskazując przy tym na moje autorstwo.
P.S. UFF!! Wreszcie to skończyłem. Następny art będzie o narzędziach i ranach nimi zadanych, bo widzę po niektórych postach, że jest potrzeba wyjaśnienia kilku spraw w tym zakresie. Terminu na razie nie deklaruję.
06-10-08, 15:05 #10
Świetnie, że to wrzuciłeś! Już się bałem, że praca Jarmata poszła na marne!
Podwieszam (na przyszłość )!