Source: https://nowakonfederacja.pl/wolnosc-zainfekowana-czyli-naduzycia-w-imie-walki-z-wirusem/
Timestamp: 2020-05-31 22:38:54
Legal References Found: art. 31
 art. 31
 art. 10
 art. 54
 art. 54
 art. 65

Document Content:
Wolność zainfekowana, czyli nadużycia w imię walki z wirusem - Nowa Konfederacja
Państwo i gospodarka Polityka w Polsce Prawo, legislacja, sądownictwo Społeczeństwo i kultura Zdrowie
Co wiemy po miesiącu pandemii
Wolność zainfekowana, czyli nadużycia w imię walki z wirusem
Ograniczenia swobód obywatelskich w stanie epidemii budzą ogromne wątpliwości natury prawnej. Czy władzy chroniącej zdrowie publiczne wolno robić wszystko?
Czasowe zawieszenie podstawowych praw i wolności obywatelskich. Gigantyczne kary finansowe, nawet sześć razy wyższe od tych zasądzanych w stanie klęski żywiołowej. Nakładanie kar na podstawie notatek urzędowych policji, bez prawa do obrony, oceny winy i gwarancji zapewnianych przez prawo karne, z rygorem natychmiastowej wykonalności i ograniczeniem prawa do sądu. Mandaty z wątpliwymi podstawami prawnymi. Policja dokonująca wiążącej wykładni prawa. To nie reportaż z odległego autorytarnego kraju, w którym nikt nie słyszał o idei państwa prawa. Tak wygląda polska rzeczywistość prawna w stanie epidemii, która mimo słusznego celu, jakim jest walka z pandemią, budzi ogromne wątpliwości. Czy powinniśmy zgodzić się na to wszystko w celu ochrony zdrowia publicznego?
Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. I nie czas płakać nad praworządnością, gdy szaleje pandemia. W ten sposób można by streścić argumentację rządu oraz wspierających go publicystów, którzy uważają, że wytykanie w tym momencie niedociągnięć w procesie tworzenia prawa w zakresie stanu epidemii to zbędne czepianie się. Przecież musimy za wszelką cenę ratować zdrowie publiczne, kto by się w takich momentach przejmował jakimiś paragrafami? Niestety, taki sposób myślenia oznacza dawanie władzy zielonego światła dla obrania kursu na drogę do zniewolenia, o której pisał Friedrich August von Hayek. Tym bardziej, że w przypadku obecnej pandemii nie mamy do czynienia z drobnymi niedociągnięciami formalnymi, na które można byłoby faktycznie przymknąć oko i zostawić prawnikom jako temat akademickich dyskusji, tylko z poważnymi naruszeniami zasad praworządności.
Jeśli przeanalizujemy pod tym kątem cały obowiązujący obecnie katalog zakazów i nakazów związanych ze stanem epidemii, już na pierwszy rzut oka zobaczymy, że co najmniej niektóre z nich przekraczają wyżej wymienione bariery. Naruszają bowiem istotę naszych praw, czasowo je zawieszając (zakaz przemieszczania się, zakaz zgromadzeń, zakaz prowadzenia działalności gospodarczej w wielu branżach, de facto zakaz uczestnictwa w praktykach religijnych itd.)
Wątpliwości budzi już sam tryb wprowadzania ograniczeń. Mamy bowiem obecnie cały katalog daleko idących zakazów i nakazów, głęboko ingerujących w podstawowe prawa i wolności obywatelskie gwarantowane przez Konstytucję. Oczywiście, przy niemal każdym z praw i wolności wpisanych w ustawie zasadniczej pojawia się dopisek, że mogą być one ograniczane przez ustawę (o czym zwykle zapominają ci, którzy krzyczą, że nie wolno ograniczać nam np. prawa do przemieszczania się, bo Konstytucja je zapewnia). Dla analizy dopuszczalności ingerencji w nasze prawa i wolności kluczowy jest jednak art. 31 ust. 3 Konstytucji, zgodnie z którym ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
Nie miejsce tu oczywiście na akademickie rozważania z zakresu prawa konstytucyjnego, dlatego upraszczając temat na potrzeby publicystycznej analizy wystarczy wskazać, że zarówno w orzecznictwie, jak i w doktrynie zasadniczo przyjmuje się, że istnieją trzy bariery dla ograniczania praw i wolności obywatela. Ograniczenia te:
– muszą być wprowadzone ustawą,
– muszą spełniać łącznie trzy kryteria: niezbędności, przydatności oraz proporcjonalności,
– nie mogą one naruszać istoty danego prawa.
Jeśli przeanalizujemy pod tym kątem cały obowiązujący obecnie katalog zakazów i nakazów związanych ze stanem epidemii, już na pierwszy rzut oka zobaczymy, że co najmniej niektóre z nich przekraczają wyżej wymienione bariery. Naruszają bowiem istotę naszych praw, czasowo je zawieszając (zakaz przemieszczania się, zakaz zgromadzeń, zakaz prowadzenia działalności gospodarczej w wielu branżach, de facto zakaz uczestnictwa w praktykach religijnych itd.). Dlatego też obowiązujące nas obecnie zakazy i nakazy epidemiczne budzą uzasadnione wątpliwości co do ich zgodności z Konstytucją. W normalnych okolicznościach Konstytucja nie dopuszcza bowiem tak daleko idącej ingerencji w prawa i wolności obywateli. Nawet jeśli wprowadzimy, jak obecnie to ma miejsce, stan epidemii, który jest instytucją zwyczajną, ustanowioną na poziomie ustawy, nieznaną Konstytucji. Jest to natomiast możliwe w przypadku wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, który co do zasady zawiesza stosowanie wyżej przedstawionych zasad z art. 31 ust. 3 Konstytucji. Jednym z rodzajów stanów nadzwyczajnych jest stan klęski żywiołowej, który można wprowadzić m.in. dla zapobieżenia masowym chorobom zakaźnym ludzi. Wtedy jak najbardziej dopuszczalne jest ingerowanie w nasze prawa w sposób naruszający ich istotę. Biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce wprowadzono daleko idące zakazy czasowo zawieszające niektóre z naszych praw i wolności w celu zapobiegania epidemii choroby zakaźnej, można powiedzieć, że mamy obecnie de facto stan nadzwyczajny bez wprowadzania go de iure, co stanowi rażące pogwałcenie praworządności.
Ogłoszony przez rząd na podstawie ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi z 2008 roku stan epidemii stanowi swoiste obejście prawa o stanach nadzwyczajnych. Jeśli porównamy sobie bowiem katalog nakazów i zakazów, które można nałożyć poprzez wprowadzenie stanu epidemii, to zobaczymy, że wiele z nich pojawia się także w stanie klęski żywiołowej. Również cel wprowadzenia stanu epidemii jest identyczny jak jeden z celów wprowadzenia stanu klęski żywiołowej – zapobieganie masowym chorobom zakaźnym ludzi. Można więc powiedzieć, że stan klęski żywiołowej konsumuje stan epidemii, który stanowi jeden z wielu jego rodzajów. Podobny jest również powód kar za nieprzestrzeganie zakazów. Wprowadzane w ramach stanu epidemii sankcje służą do prewencji i ograniczenia ognisk zakażeń, identycznie jak sankcje nakładane w ramach stanu klęski żywiołowej w przypadku walki z chorobami zakaźnymi.
Ponadto po to właśnie uregulowano w Konstytucji stany nadzwyczajne, by w takich trudnych sytuacjach, które wymagają radykalnych działań i daleko idącej ingerencji w prawa i wolności obywateli, móc tej ingerencji dokonać, zachowując zasady państwa prawa. Inaczej mówiąc, w ramach przyjętego w Polsce modelu konstytucyjnego żaden stan nadzwyczajny (nawet wojna) nie uprawnia władzy do działań bezprawnych. W sytuacjach specjalnych, które powodują poważne zagrożenie dla narodu czy państwa, władza nadal musi działać w granicach prawa, wykorzystując do tego instytucje, które przewidziano na te okazje w Konstytucji, czyli stany nadzwyczajne. Jak podkreśla się w doktrynie prawa konstytucyjnego, inna niż uregulowana w ustawie zasadniczej, samoistna podstawa wprowadzenia stanu wyjątkowego jest zabroniona. Dlatego też samoistne, bez odwołania się do regulacji konstytucyjnych, wprowadzenie de facto czwartego (obok stanu klęski żywiołowej, stanu wojennego i stanu wyjątkowego) stanu nadzwyczajnego w postaci stanu epidemii budzić musi poważne wątpliwości z punktu widzenia zasad praworządności. Jest to niezwykle groźny precedens, bo oznacza akceptację dla naruszania istoty naszych praw i wolności na podstawie zwykłej ustawy, co daje każdej władzy ogromne pole do nadużyć.
Gdy już trafimy na takiego zatwardziałego służbistę, który złoży na nas donos do sanepidu, to czekają nas gigantyczne kary finansowe. Za naruszenie większości zakazów czeka nas kara od 5 do 30 tysięcy złotych (w tym za nieprzestrzeganie odstępu 2 metrów nawet od własnej żony!). I, co jeszcze gorsze, kary te wydawane są w trybie administracyjnym, a więc nie obowiązuje ocena winy czy też inne reguły z prawa karnego, jak ta, że jeden czyn może stanowić tylko jedno przestępstwo
Policyjne common law
Nawet jednak jeśli przejdziemy do porządku dziennego nad faktem tych poważnych wątpliwości konstytucyjnych i uznamy, że ustanowienie katalogu zakazów i nakazów bez wprowadzenia stanu nadzwyczajnego było zgodne z Konstytucją, to również ich treść budzi poważne wątpliwości. Poczynając od generalnego zakazu przemieszczania się, z wyjątkiem przemieszczania dla realizacji pięciu wskazanych w rozporządzeniu celów. Ustawa, na podstawie której ten zakaz wprowadzono, nie daje takiego upoważnienia. Jest w niej mowa jedynie o ograniczaniu określonego sposobu przemieszczania się. Sposób a cel to nie to samo, a już tym bardziej trudno uznać generalny zakaz za „ograniczenie sposobu przemieszczania się”.
To zresztą nie jedyny problem z tym przepisem. Ogromne wątpliwości budzi zakres dozwolonego przemieszczania się w celu „zaspokajania niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego”. Jeśli cel naszej obecność poza domem nie mieści w zakresie tych niezbędnych potrzeb, to możemy zostać ukarani gigantyczną karą finansową. Ale cóż to jest ta niezbędna potrzeba? Tego nie wie nikt, rząd wrzuca sobie na stronę internetową ładne obrazki, w których wyjaśnia, czy wolno nam spacerować, biegać i tak dalej, a minister zdrowia tłumaczy to na konferencjach. Wersje zmieniają się co kilka dni. W efekcie finalnie o wszystkim decyduje policjant, który skontroluje nas podczas spaceru. Jeśli będzie cechował się dodatnim ilorazem inteligencji i zdrowym rozsądkiem, to uzna, że spacer czy samotne bieganie jak najbardziej mieszczą się w katalogu dopuszczalnych celów wyjścia z domu, a także nie będzie czepiał się małżonków, którzy na oko zachowują od siebie odstęp nieco mniejszy niż te absurdalne dwa metry. Jeśli jednak trafimy na niegrzeszącego inteligencją posterunkowego o mentalności zatwardziałego służbisty, to możemy dostać mandat praktycznie za wszystko. I stąd też różne kwiatki w postaci karania ludzi za to, że pojechali wymienić opony na letnie, że skorzystali z myjni bezdotykowej, poszli pobiegać czy też poszli do pustego sklepu między 10 a 12.
Kosmiczne kary
Co gorsza, gdy już trafimy na takiego zatwardziałego służbistę, który złoży na nas donos do sanepidu, to czekają nas gigantyczne kary finansowe. Za naruszenie większości zakazów czeka nas kara od 5 do 30 tysięcy złotych (w tym za nieprzestrzeganie odstępu 2 metrów nawet od własnej żony!). I, co jeszcze gorsze, kary te wydawane są w trybie administracyjnym, a więc nie obowiązuje ocena winy czy też inne reguły z prawa karnego, jak ta, że jeden czyn może stanowić tylko jedno przestępstwo. W efekcie kary mogą się sumować. I tak możemy sobie wyobrazić sytuację, w której np. randka z dziewczyną w parku może nas kosztować nawet 120 tysięcy złotych! To niestety nie koniec złych wiadomości. Od kar oczywiście możemy się odwołać, ale decyzja powiatowego inspektora sanitarnego, który je nakłada, ma natychmiastowy rygor wykonalności! A jeśli nie zapłacimy dobrowolnie, to czeka nas postępowanie egzekucyjne. Jakby tego było mało, sanepid nakłada te kary zwykle bez wysłuchania naszej wersji i argumentów na naszą obronę, zasłaniając się art. 10 par. 2 Kodeksu postępowania administracyjnego, zgodnie z którym można odstąpić od zapewnienia stronom postępowania administracyjnego czynnego udziału w sprawie, gdy jej załatwienie nie cierpi zwłoki ze względu na niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia ludzkiego albo ze względu na grożącą niepowetowaną szkodę materialną.
A więc podsumowując: wystarczy, że policja w niezmierzonej mądrości swej uzna, że znajdujemy się poza domem w nieuzasadnionym celu i złoży donos do sanepidu, a ten, bez wysłuchania naszej argumentacji, nakłada na nas karę, którą od razu musimy zapłacić, mimo że chcemy się odwołać. W mojej ocenie taka procedura również stanowi rażące naruszenie praworządności i de facto pozbawienie nas prawa do sądu. Dla porównania: w przypadku wprowadzenia stanu nadzwyczajnego za złamanie podobnych zakazów grozi nam kara grzywny maksymalnie do… 5 tysięcy złotych i to jeszcze w trybie postępowania wykroczeniowego, a więc z badaniem sprawy przez niezawisły sąd wraz z wszelkimi gwarancjami zapewnianymi przez prawo karne. Już samo to zestawienie w szokujący sposób pokazuje jak bardzo obecny stan prawny narusza zasady praworządności.
Poważne wątpliwości budzi również podstawa prawna mandatów nakładanych przez policję na podstawie art. 54 Kodeksu wykroczeń. Przepis ten sankcjonuje bowiem wykraczanie przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych. Pytanie, czy można zaliczyć zakazy i nakazy wydane w celu ochrony zdrowia do katalogu przepisów porządkowych, skoro ich celem jest ochrona porządku publicznego, a nie zdrowia. Ponadto zarówno w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, jak i Sądu Najwyższego wskazywano że art. 54 Kodeksu wykroczeń znajduje zastosowanie tylko, gdy ustawa, na podstawie której wydano dany przepis porządkowy, wskazuje, że jego naruszenie skutkuje odpowiedzialnością karną. Tymczasem w ustawie, na podstawie której wprowadzono zakazy epidemiczne wyraźnie wskazano, że sankcją za ich nieprzestrzeganie są kary administracyjne, a nie karne. Jakby tego było mało, karanie za to samo zarówno karą finansową jak i mandatem stanowi również złamanie zasady ne bis in idem (która sprowadza się do zakazu karania dwukrotnie za to samo), na którą powoływał się w swoim orzecznictwie Trybunał Konstytucyjny.
Ustawodawca stworzył ogromne pole do nadużyć, pozbawiając nas elementarnych praw i wolności bez wprowadzania stanu nadzwyczajnego. I nie słychać zbyt wielu głosów sprzeciwu, w myśl opisanej na początku artykułu zasady, że nie czas żałować praworządności, gdy szaleje pandemia
Można by tak dalej wymieniać kolejne naruszenia praworządności przy wydawaniu obecnie obowiązujących przepisów regulujących stan epidemii (jak choćby bezprawny zakaz wejścia do lasu). Myślę jednak, że już wyżej nakreślony obraz jest wystarczający, by naświetlić powagę sytuacji. Dodajmy do tego, że niektóre przepisy wprowadzone przy okazji epidemii na pewno zostaną z nami również po powrocie do normalności. Jak choćby nowy, kontrowersyjny i dający duże pole do nadużyć art. 65a Kodeksu wykroczeń, zgodnie z którym karane jest niestosowanie się do wydawanych na podstawie prawa poleceń policji, za którym od dawna bezskutecznie lobbowali policyjni związkowcy.
Czas żałować praworządności
Niestety, sposób, w jaki rząd próbuje osiągnąć ten bez wątpienia słuszny cel, jakim jest walka z pandemią, doprowadził do szaleństwa w postaci absurdalnego policyjnego common law, zastępującego pewność prawa. Nielicząca się z konstytucyjnymi zasadami i prawidłami dobrej legislacji radosna twórczość obozu politycznego, który ma bardzo luźny stosunek do państwa prawa, doprowadziła do tego, że zwykły posterunkowy awansował dziś w Rzeczypospolitej do rangi wybitnego znawcy jurysprudencji. I tysiące takich współczesnych Ulpianów w policyjnych mundurach, wspieranych przez równie wybitnych jurystów w mundurach wojskowych, ruszyło w Polskę twórczo interpretować nowe przepisy. To oni decydują dziś, co zalicza się do nieostrego zakresu „niezbędnych potrzeb dnia codziennego”, to oni ustalają, gdzie można, a gdzie nie można wejść. I składają donosy urzędnikom sanepidu, którzy, pozbawiając nas prawa do obrony, nakładają horrendalne kary z rygorem natychmiastowej wykonalności.
Ustawodawca stworzył ogromne pole do nadużyć, pozbawiając nas elementarnych praw i wolności bez wprowadzania stanu nadzwyczajnego. I nie słychać zbyt wielu głosów sprzeciwu w myśl opisanej na początku artykułu zasady, że nie czas żałować praworządności, gdy szaleje pandemia. Obawiam się, że ta powszechna akceptacja dla tak rażącego naruszania zasad państwa prawa może doprowadzić do tego, że po pokonaniu pandemii przyjdzie nam parafrazować inny znany cytat i z sarkazmem stwierdzimy: Praworządności! Ty jesteś jak zdrowie, ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił…
Tagi: COVID-19, epidemia, koronawirus, policja, Pułról, wolność
Prawnik, publicysta. Od 2011 roku felietonista lokalnego tygodnika „Kurier Słupecki”, pisał również dla ogólnopolskich tytułów (m.in. były felietonista ”Wprost”), współpracownik „Nowej Konfederacji”. Ukończył z wyróżnieniem kurs Polsko-Amerykańskiej Akademii Liderów. W ramach „Projektu Arizona” odbył kurs dotyczący ekonomii, polityki i historii Stanów Zjednoczonych na Arizona State University, był także stażystą w kancelarii adwokackiej w Phoenix. Od lat związany z sektorem organizacji pozarządowych, organizował lub współorganizował wiele eventów i tworzył liczne projekty ( m.in. jest jednym z pomysłodawców i twórców ogólnopolskiego projektu „Lekcje Ekonomii dla Młodzieży”). Były Prezes Stowarzyszenia KoLiber, obecnie ekspert Instytutu Przedsiębiorczości i Rozwoju, a także wykładowca Polsko-Amerykańskiej Akademii Liderów. Interesuje się myślą polityczną, prawną i ekonomiczną, historią oraz filozofią prawa i polityki.
Jedna odpowiedź do “Wolność zainfekowana, czyli nadużycia w imię walki z wirusem”
RPKL pisze:
21 kwietnia 2020 o 21:59
Na ten moment odniosę się do jednego tylko aspektu, a mianowicie kar administracyjnych. Ten problem wypłynął teraz w swej jaskrawej postaci, ale to nie jest problem, który teraz się pojawił. Kary administracyjne to jest ogromna bolączka systemu prawnego i w większości przypadków jawne pogwałcenie podstawowych standardów prawa, zwłaszcza karnego. Jak można przypuszczać właśnie m.in. po to je wprowadzono, żeby obejść reguły prawa karnego i prawa wykroczeń, a zwłaszcza oderwać karanie od winy i kryteriów wymiaru kary (to ostatnie nieco łagodzi nowelizacja kpa z 2017 bodajże, ale i tak wszystko zależy od praktyki orzeczniczej). W konsekwencji mamy kuriozalny konstrukt, który pozwala ukarać jak za przestępstwo czy wykroczenie, ale zdecydowanie łatwiej i z mniejszymi znacznie gwarancjami dla “skazanego”. Niestety sądy nie przychodzą w sukurs, skrzętnie zasłaniając się gładkim, słowotocznym pustosłowiem, wskazując krągłymi, niewiele mówiącymi frazesami, że przecież kara administracyjna to nie kara i obostrzeniom karania nie podlega. Poza tym sądy administracyjne, które w takich kwestiach orzekają, to też dość specyficzne konstrukty orzecznicze. Sytuacja, z którą mamy obecnie, to jedynie patologia kar administracyjnych w wydaniu skrajnym. Ale ponoć w czasie wojny milkną prawa. O zgrozo obecnie przy aprobacie znaczącej liczby, co w demokracji dla władzy może mieć wymiar legitymizujący, bo przecież demokracja oparta jest na prostej zasadzie – większa liczba, większa racja
Koronawirus: szary nosorożec, nie czarny łabędź
Nowa Konfederacja 4(118)/2020