Source: http://wyszkowski.com.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=60:wyrok-s%C4%85du-apelacyjnego&Itemid=107
Timestamp: 2020-05-29 14:35:01
Legal References Found: art.23
 art.448
 art.23
 art.24
 art.12
 art.187
 art.321
 art.328
 art.217
 art.230
 art.5
 art.6
 art.227
 art.233
 art.23
 art.448
 art.12
 art. 12
 art.7
 art.227
 art.233
 art.230
 art.232
 art.233
 art.12
 art. 321
 art.24
 art.448
 art.385
 art.108
 art.98

Document Content:
Przeglądane 19361 razy
II oddala apelację;
III zasądza od pozwanego na rzecz powoda kwotę 2.070,- (dwa tysiące siedemdziesiąt) złotych tytułem zwrotu kosztów postępowania apelacyjnego.
Powód Lech Wałęsa wniósł pozew o nakazanie pozwanemu Krzysztofowi Wyszkowskiemu przeproszenia go na antenie telewizji publicznej za to, że w dniu 22.05.2005 r. w programie 2 Telewizji Polskiej, w audycji pt. "Warto rozmawiać", ponownie wyemitowanej w dniu 23.05.2005 r. w Telewizji Polonia, podał nieprawdziwą informację, że podczas wizyty delegacji związku zawodowego "Solidarność" w 1981 roku w Paryżu członkowie tej delegacji oskarżyli powoda o kradzież pieniędzy otrzymanych od związkowców francuskich. Powód zarzucał, że informacja ta stanowi pomówienie i próbę poniżenia go w opinii publicznej w kraju oraz zagranicą, przez co narusza jego dobra osobiste takie jak cześć, dobre imię i szacunek na świecie. Powód wnosił ponadto o zasądzenie od pozwanego na rzecz Fundacji "Sprawni Inaczej" w Gdańsku kwoty 80.000 zł z tytułu zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę. W toku procesu powód rozszerzył żądanie o zakazanie pozwanemu dalszych naruszeń jego dóbr osobistych poprzez kolejne publikowanie powyższej wypowiedzi.
Pozwany domagał się oddalenia powództwa. Nie kwestionując publicznego udzielenia wypowiedzi opisanej w pozwie pozwany argumentował, że nie narusza ona dóbr osobistych powoda, ponieważ nie zawiera ocen ani kategorycznych stwierdzeń zarzucających powodowi przywłaszczenie sobie pieniędzy. Zdaniem pozwanego z zarzucanej mu wypowiedzi wynika jedynie jego relacja z przebiegu sporu pomiędzy członkami delegacji "Solidarności" a powodem, do jakiego doszło na lotnisku w Paryżu w 1981 roku, a który dotyczył kwestii rozliczenia się powoda z pieniędzy uzyskanych od związkowców francuskich. Pozwany podnosił, że w swojej relacji nie oceniał, czy oskarżenie wysuwane wobec powoda przez część delegacji oparte było na prawdzie. Zdaniem pozwanego powyższe wyłącza bezprawność jego działania i odpowiedzialność za ewentualne naruszenie wskazanych przez powoda dóbr osobistych.
Wyrokiem z dnia 11 października 2006 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku nakazał pozwanemu złożenie w programie 2 Telewizji Polskiej SA w godzinach wieczornych pomiędzy godziną 22.00 a 23.00, w dwóch po sobie następujących dniach, w terminie 30 dni od daty uprawomocnienia się wyroku, na własny koszt, oświadczenia o następującej treści:
" W dniu 22 i 23 maja 2005 r. w TVP pr. 2 i TVP "P%nia" w
programie "Warto rozmawiać" oświadczyłem o powodzie Lechu Wałęsie, iż "byłem z nim w Paryżu wtedy, kiedy właśnie delegacja "Solidarności" oskarżyła go o kradzież pieniędzy, które otrzymał od związkowców francuskich. To były rzeczy upokarzające niezmiernie ... Świadkiem był Bronisław Geremek to są rzeczy okropne, oczywiście policja wiedziała o tym wszystkim. Jaruzelski zna to wszystko, ponieważ wśród delegacji były Służby Bezpieczeństwa, to są rzeczy za które oni trzymają Wałęsę do dzisiaj" - które to oświadczenie stanowiło oczywistą nieprawdę czym naruszyłem dobre imię i godność Lecha Wałęsy, wobec czego odwołujęje w całości i przepraszam Lecha Wałęsę za naruszenie jego dóbr osobistych ".
Tym samym wyrokiem Sąd Okręgowy zakazał pozwanemu dalszych naruszeń dóbr osobistych powoda poprzez kolejne publikowanie wskazanej wyżej wypowiedzi, a ponadto zasądził od pozwanego na rzecz Fundacji "Sprawni Inaczej" z siedzibą w Gdańsku kwotę 10.000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, oddalając powództwo o zapłatę w pozostałej części i zasądzając od pozwanego na rzecz powoda kwotę 1.400 zł tytułem zwrotu kosztów procesu.
Podstawę rozstrzygnięcia stanowiły następujące ustalenia faktyczne Sądu pierwszej instancji:
W październiku 1981 roku delegacja Związku Zawodowego "Solidarność" pojechała do Francji na zaproszenie francuskich związków zawodowych. Wizyta miała charakter oficjalny, była przygotowywana przez wiele tygodni jako pierwsza tego rodzaju we Francji. Towarzyszył jej ogromny entuzjazm ze strony gospodarzy oraz polonii francuskiej. Na czele polskiej delegacji stał przewodniczący związku Lech Wałęsa, a w jej skład wchodzili przewodniczący regionów: Eligiusz Naszkowski, Jan Bartczak, Krystyna Sobierajska (obecnie Kowalczuk), Zdzisław Rozwal ak, doradca "Solidarności" Bronisław Geremek, tłumacz Józef Kaczkowski, a także towarzyszący związkowcom polscy dziennikarze, wśród których był Krzysztof Wyszkowski. W czasie wizyty odbywały się spotkania z przedstawicielami poszczególnych francuskich związków zawodowych oraz z aktywem kobiecym, a omawiane były zagadnienia merytorycznej współpracy, pomocy w szkoleniu kadry związkowej, tworzeniu struktur związku. Podczas spotkań była mowa także o trudnej sytuacji nowopowstającego związku, o potrzebie jego wsparcia i pomocy rzeczowej w zakresie działalności biurowej i administracyjnej.
Miała również miejsce wymiana drobnych upominków. Między innymi powód otrzymał fajkę, a Józef Kaczkowski - książkę•
Zdarzały się także datki finansowe drobnych kwot pieniędzy, które po równym rozdzieleniu zostały spożytkowane przez członków delegacji na własne potrzeby jako tzw. kieszonkowe.
Delegacja wracała do kraju samolotem. Odlot opóźniał się z powodu strajku na lotnisku Orły, w związku z czym związkowcy dość długo oczekiwali w sali odlotów. Podczas przejazdu autobusem do samolotu stojącego na płycie lotniska nie miała miejsca żadna awantura ani wymiana zdań pomiędzy członkami delegacji a powodem, której przedmiotem byłyby środki finansowe pochodzące z darowizn od przedstawicieli francuskich związków zawodowych. Ustalenie powyższe Sąd pierwszej instancji poczynił po przesłuchaniu w charakterze świadków zarówno członków delegacji, jak i osób pełniących wówczas znaczące funkcje w związku. Sąd orzekający zważył, że osoby, które towarzyszyły wówczas powodowi ¬Bronisław Geremek i Józef Kaczkowski - nie pamiętały, aby incydent opisywany przez pozwanego w ogóle miał miejsce. Nie potwierdziła tej okoliczności również świadek Krystyna Kowalczuk (wówczas Sobierajska), która zeznała, że "mgliście" pamięta, iż na lotnisku w autobusie miała miejsca ,jakaś wymiana zdań pomiędzy Przewodniczącym Lechem Wałęsą a członkami delegacji", ale nie potrafiła podać żadnych szczegółów rozmowy ani nawet tego, czego dotyczyła. Świadek przyznała, że nie interesowały jej wtedy sprawy finansowe związku, nie była w nie zaangażowana. Nie widziała również fizycznie przekazywanych pieniędzy w czasie pobytu delegacji we Francji. Widziała jedynie "koperty z zawartością, której nie znała, a mogła się tylko domyślać".
Powód również kategorycznie zaprzeczył, aby w autobusie wiozącym polską delegację na płytę lotniska tuż przed samym odlotem doszło do wymiany zdań, podczas której zarzucono by mu przywłaszczenie związkowych pieniędzy. Sąd dał w tej części wiarę zeznaniom świadków Bronisława Geremka, Józefa Kaczkowskiego i Krystyny Kowalczuk, pominął natomiast zeznania świadków Alojzego Szablewskiego, Anny Walentynowicz, Andrzeja Gwiazy, Józefa Dragonia, Krystyny Kamińskiej i Marka Parola jako nieprzydatne dla rozstrzygnięcia sporu, ponieważ osoby te nie uczestniczyły w delegacji związkowej do Francji i nic im nie było wiadomo o incydencie opisywanym przez pozwanego, a ich zeznania odnosiły się do kwestii sposobu pozyskiwania środków finansowych w drodze darowizn przez NSZZ "Solidarność" w różnych okresach jej istnienia, przed i po rejestracji związku. Pominięte zostały również zeznania świadka Jacka Merkla, znającego zdarzenie jedynie z relacji pozwanego - osoby zainteresowanej wynikiem niniejszego procesu.
W ocenie Sądu pierwszej instancji zeznania pozwanego co do zaistnienia spornego zdarzenia są niewiary godne, bowiem nie znalazły potwierdzenia w materiale dowodowym zebranym w toku postępowania.
Tymczasem pozwany w programie telewizyjnym pt."Warto rozmawiać", wyemitowanym w dniu 22.05.2005 r. w programie 2 TVP i jeszcze następnego dnia w TVP "Polonia", powiedział między innymi: ,,( ... ) byłem z nim w Paryżu wtedy, kiedy właśnie delegacja "Solidarności" oskarżyła go o kradzież pieniędzy, które otrzymał od związkowców francuskich. To były rzeczy upokarzające niezmiernie. ( ... ) Świadkiem był Bronisław Geremek. Proszę zapytać profesora Geremka, czy widział te gorszące sceny. To są rzeczy okropne. Oczywiście policja wiedziała o tym wszystkim. Jaruzelski zna to wszystko, ponieważ wśród delegacji był agent Służby Bezpieczeństwa. To są rzeczy, za które oni trzymają Wałęsę do dzisiaj".
Ustalając, że pozwany nie wykazał w procesie, by opisywane przez niego zdarzenie miało miejsce, Sąd Okręgowy uznał żądanie powoda za usprawiedliwione co do zasady. Sąd pierwszej instancji podkreślił, że przedmiotem postępowania nie było weryfikowanie działalności członków związku zawodowego oraz powoda jako jego Przewodniczącego od strony rozliczeń finansowych, czego domagał się pozwany składając na takie okoliczności wnioski dowodowe, a jedynie ustalenie, czy na lotnisku Orły zaszło zdarzenie opowiedziane przez pozwanego we wspomnianym programie telewizyjnym. Sąd wskazał, że środkiem do ustalenia takiego zdarzenia nie mogły być informacje powołanych przez pozwanego świadków przedstawiających sposób gromadzenia środków finansowych przez NSZ "Solidarność" w różnych okresach istnienia związku. Z tego względu dalsze wnioski dowodowe pozwanego idące w tym kierunku zostały oddalone jako nieprzydatne i wykraczające poza ramy niniejszego postępowania.
Sąd pierwszej instancji dał wiarę powodowi co do tego, że na skutek wypowiedzi pozwanego naruszone zostały dobra osobiste powoda, a mianowicie jego dobre imię oraz szacunek społeczny, jakim powód cieszy się w Polsce i na świecie. Powód opisał, jak - po emisji programu "Warto rozmawiać" - w trakcie odbywanych przez niego spotkań i wykładów zadawano mu pytania i zgłaszano wątpliwości dotyczące faktu przedstawionego przez pozwanego w spornej audycji, zmuszając go do wyjaśnień na temat rzekomego sprzeniewierzenia czy nierozliczenia się z powierzonych pieniędzy, co podważa autorytet powoda i posiadane przez niego zaufanie społeczne.
Mając na uwadze poczynione ustalenia faktyczne Sąd orzekający uznał, że wypowiedź pozwanego, zawierająca w istocie zarzut kradzieży, przywłaszczenia związkowych pieniędzy, naruszyła dobra osobiste powoda, który na podstawie art.23 i 24 k.c. ma prawo domagać się ich ochrony, bowiem pozwany nie obalił domniemania bezprawności swojego działania, nie wykazując w procesie, że jego relacja obejmowała zdarzenie rzeczywiście zaistniałe. Sąd Okręgowy zważył, że pozwany jest dziennikarzem, publicystą, zajmuje się profesjonalnie publicznym przekazywanie informacji, zatem powinien dochowywać w tych działaniach szczególnego stopnia staranności w zakresie prawdziwości i rzetelności przekazywanych informacji.
Zdaniem Sądu orzekającego pozwany nie może powołYwać się skutecznie na prawo do wolności słowa, gdy realizuje je z naruszeniem dóbr osobistych innej osoby. Sąd wskazał przy tym na szczególne znaczenie i przez to istotny rozmiar naruszenia, wynikający z publicznego podania nieprawdziwej informacji na temat publicznej działalności powoda jako Przewodniczącego Związku Zawodowego "Solidarność" w okresie bezpośrednio poprzedzającym rocznicowe obchody powstania Związku, którego powód był założycielem, a w których miał uczestniczyć także jako były Prezydent Państwa Polskiego oraz laureat Pokojowej Nagrody Nobla.
W ocenie Sądu pierwszej instancji nakazanie pozwanemu opublikowania w mediach oświadczenia o treści ujętej w sentencji wyroku usunie skutki naruszenia dóbr osobistych powoda adekwatnie do rozmiaru i zasięgu oraz sposobu naruszenia. Mając na uwadze powszechnie znaną pozycję społeczną powoda, a z drugiej strony nieprzejednaną postawę pozwanego, zmierzającego do zdyskredytowania powoda w oczach opinii publicznej poprzez podawanie nieprawdziwej informacji, za zasadne uznał też Sąd orzekający roszczenie majątkowe powoda, oparte na art.448 k.c. Jako odpowiednią dla zadośćuczynienia za doznaną krzywdę Sąd przyjął kwotę 10.000 zł, zasądzając ją na wskazany w pozwie cel społeczny. W zakresie dalej idącym roszczenie pieniężne uległo natomiast oddaleniu, z powołaniem się na realia gospodarcze Polski, w tym średnie dochody ludności.
Od przedstawionego wyroku pozwany wniósł .. apelację, zarzucając naruszenie prawa materialnego, a mianowicie art.23 w związku z art.24 k.c. w związku z art.12 i 41 Prawa prasowego oraz art.IO Europejskiej Konwencji Praw Człowieka przez ich błędną wykładnię względnie niewłaściwe zastosowanie polegające na nietrafnym uznaniu, że sporna wypowiedź naruszyła cześć powoda w znaczeniu obiektywnym oraz na uznaniu, że pozwany przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów do spornej wypowiedzi telewizyjnej nie
dochował obowiązku rzetelności i staranności, a także polegające na wykroczeniu poza kognicję sądu poprzez błędne uznanie, że fakty historyczne mogą być przedmiotem ustaleń sądu i że powód może żądać ochrony prawnej, jeżeli koniecznym elementem dla wykazania jego żądania byłoby ustalenie faktu historycznego. Zdaniem skarżącego wyrok zapadł z naruszeniem licznych norm prawa procesowego: art.187 § l, art.321 § 1 i art.328 § 2 kp.c., co wyrażało się przekroczeniem w punkcie II rozstrzygnięcia żądania powoda zawartego w pozwie, a mianowicie orzeczeniem wobec pozwanego zakazu dalszych naruszeń dóbr osobistych powoda poprzez kolejne publikowanie wypowiedzi opisanej w punkcie I wyroku, przy braku wskazania podstawy prawnej takiego rozstrzygnięcia. Pozwany zarzucał dalej naruszenie art.217 w związku z art.230 i 232 kp.c. w związku z art.5 kc. i art.6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka przez ich niezastosowanie, polegające na pominięciu przedstawionego przez pozwanego nagrania wypowiedzi powoda z dnia 3.07.2006 r., w której to powód potwierdza fakt kłótni na lotnisku Orly z delegacją "Solidarności", co do którego to nagrania powód nie wypowiedział się ani nie zaprzeczył jego treści, co zdaniem pozwanego powinno skutkować oddaleniem powództwa jako opartego na zaprzeczeniu faktu, który powód sam przyznał w swoich wypowiedziach (i które, zdaniem skarżącego, znalazły potwierdzenie w materiale dowodowym), przez co wytaczając powództwo nadużył prawa i działał sprzecznie z zasadami współżycia społecznego, zatem nie może korzystać z ochrony. Wyżej wymienione przepisy prawa procesowego i Konwencji, a nadto art.227 i 233 kp.c. zostały także naruszone, według zarzutów apelacji, poprzez błędną ocenę materiału dowodowego zebranego w sprawie, niezgodną z zasadami logicznego rozumowania i zasadami doświadczenia życiowego oraz wewnętrznie sprzeczną, polegającą na wzajemnym wykluczeniu prawdziwości zeznań świadków B.Geremka i K.Sobierajskiej (Kowalczuk) oraz powoda i oparciu na takim wadliwym materiale dowodowym i błędnych ustaleniach faktycznych treści zaskarżonego wyroku, jak również poprzez nieustalenie zakresu wykazania rzetelności i należytej staranności przez pozwanego jako dziennikarza przy zbieraniu materiałów do spornej wypowiedzi telewizyjnej. Zdaniem skarżącego przepis art.233 § 1 kp.c. doznał również naruszenia poprzez pominięcie zeznań świadka Jacka Merkla wyłącznie dlatego, że nie był on uczestnikiem ani bezpośrednim świadkiem zdarzenia.
Pozwany zarzucał dalej naruszenie powoływanych wyżej norm prawnoprocesowych ze skutkiem mającym wpływ na treść wyroku, poprzez pominięcie i niedopuszczenie zgłoszonych wniosków dowodowych z dokumentacji IPN (bliżej wskazanej) oraz ze
świadków Władysława Kucy i Józefa Buraka, jak i przez całkowite pominięcie wyjaśnienia podstawy prawnej i faktycznej w zakresie przepisu art.23 i 24 k.c. oraz art.448 k.c. i art.12 Prawa prasowego. Zdaniem skarżącego Sąd Okręgowy nie rozpoznał istoty sprawy poprzez całkowite pominięcie i nierozpoznanie jego zarzutów, że zawarte w dokumentach przedstawionych przez powoda oświadczenia organów państwa, od których pochodzą, są niezgodne z prawdą.
Wskazując na te zarzuty pozwany wnosił o zmianę zaskarżonego wyroku poprzez oddalenie powództwa w całości i zasądzenie na jego rzecz od powoda kosztów procesu, względnie - o uchylenie zaskarżonego WYroku w całości i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Gdańsku.
Apelacja zawiera ponadto wniosek o przeprowadzenie dowodu z zeznań w charakterze świadka płk Henryka Jasika, byłego szefa wywiadu PRL oraz dowodu ze sporządzonych przez niego dokumentów znajdujących się w aktach IPN (bliżej określonych) - na okoliczność treści posiadanych przez tajną policję polityczną NRD STASI informacji o Lechu Wałęsie i o otrzymywanych przez niego pieniądzach. Pozwany zacytował w apelacji treść jednego z tych dokumentów, mającą wskazrwać na znalezienie i zabezpieczenie przez STASI w 1990 roku "materiałów dot. działalności "Solidarności" i jej przywódcy oraz korespondencji obywateli polskich", uzyskanych w WYniku działań operacyjnych MSW NRD. Pozwany podnosił, że o istnieniu tego dowodu dowiedział się po wydaniu zaskarżonego WYroku, a wskazane dokumenty są bardzo istotne dla niniejszej sprawy, zaś powołany świadek ma dużo informacji istotnych dla jej rozpoznania.
Powód w odpowiedzi na apelację wnosił o jej oddalenie i o zasądzenie od pozwanego na jego rzecz kosztów procesu za instancję odwoławczą.
Apelacja nie zasługuje na uwzględnienie. Sąd Apelacyjny podzielił zasadnicze ustalenia faktyczne Sądu pierwszej instancji, uznając je za podstawę także dla własnego rozstrzygnięcia, z zastrzeżeniami WYnikającymi z poniższych rozważań.
W ocenie Sądu Apelacyjnego nie jest trafue odwoływanie się skarżącego w niniejszym procesie do przepisów ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz.U. Nr 5, poz.24 z późno zm.),
regulujących prawa i obowiązki dziennikarzy, a mianowicie do art. 12 wymienionej ustawy. Postępowanie dowodowe w niniejszej sprawie nie wykazało, by pozwany był dziennikarzem w rozumieniu art.7 ust.2 pkt 5 ustawy, a w każdym razie by w takim charakterze występował i udzielał spornej wypowiedzi w programie telewizyjnym " Warto rozmawiać". Jak wynika z nagrania, program ten miał charakter dyskusji prowadzonej przez zaproszonych gości, wśród których obecni byli dziennikarze, polityk, przedstawiciel nauki, historycy z IPN, osoba duchowna, a także pozwany Krzysztof Wyszkowski. Sam pozwany w swojej apelacji (na K.344) twierdził, że do programu zaproszono go jako znającego od wielu lat Lecha Wałęsę działacza "Solidarności". Przedmiotem programu, co wynika z jego przebiegu (v.kaseta VHS i treść wystąpień uczestników K.266-274), miał być komentarz do emitowanego w TVP w dniu poprzednim innego programu pt."Linia Specjalna", w którym uczestniczył powód i Wojciech Jaruzelski.
Wszystkie wypowiedzi pozwanego w prowadzonej dyskusji, dotyczące Lecha Wałęsy, wyrażają bardzo krytyczny stosunek pozwanego wobec powoda. W jednej z nich, w toku dyskusji, pozwany zastrzega, że "nie chce w tej chwili opowiadać różnych niesłychanie kompromitujących Wałęsę wydarzeń w wymiarze międzynarodowym, gdzie dochodziło do oskarżeń, ale i faktów defraudacji dużych pieniędzy" (v.K.269). W kolejnej, opowiada jako o znanych mu osobiście "uwikłaniach idących bardzo daleko" dotyczących powoda i w tym kontekście informuje, że podczas wizyty w Paryżu delegacja "Solidarności" oskarżyła powoda o kradzież pieniędzy, które otrzymał od związkowców francuskich. Sytuację, którą wspomina pozwany, on sam określa jako "upokarzające niezmiernie", "gorszące sceny", jako "rzeczy okropne". Pozwany dla uwiarygodnienia własnej wypowiedzi powołuje się na Bronisława Geremka.
Na uwagę zasługuje kontekst tego fragmentu wypowiedzi pozwanego, który wyżej opisaną sytuację w Paryżu łączy z własną, emocjonalną, bardzo negatywną oceną, w sposób szczególny podkreśloną poprzez kontrast z wcześniej wypowiedzianym zdaniem, że nieuprawnione jest przypisywanie pozwanemu niechęci czy wrogości do Lecha Wałęsy, bowiem pozwany osobiście w przeszłości bronił go przez całe lata, jako ,jeden przeciw wszystkim" i że był "może jego najbliższym przyjacielem", który długo nie wierzył w zarzuty stawiane powodowi. Taka konstrukcja omawianej wypowiedzi wywołuje w odbiorcy wrażenie wiarygodności, skoro prezentuje ją osoba z najbliższego otoczenia powoda, która wskazuje ponadto na ważnego świadka incydentu - na osobę publiczną, jaką
jest Bronisław Geremek. Dodatkowo wydźwięk tej wypowiedzi pogłębia zawarta w niej informacja, że pozwany, jako dawny zaufany przyjaciel powoda, czuje się zgorszony jego opisywanym zachowaniem, co sugeruje, że zachowanie powoda musiało być drastycznie naganne, skoro stało się podstawą przejścia od dawnej przyjacielskiej zażyłości do ostrej i bezwzględnej krytyki. Z zasad logiki i doświadczenia życiowego wynika, że tak diametralna zmiana osobistego pozytywnego stosunku do osoby dawniej bliskiej, przyjaciela i przystąpienie do jego publicznych oskarżeń oraz krytyki musi mieć bardzo poważne i rzeczywiste, a nie wyimaginowane podstawy, które zostały przez pozwanego podane w audycji telewizyjnej do wiedzy publiczności.
Niezasadny jest zarzut pozwanego, że Sąd w procesie niniejszym nie miał uprawnień do badania "faktu historycznego", jak określa skarżący zdarzenie na lotnisku w Paryżu, do jakiego miało dojść w 1981 roku. Zarzut ten zdaje się skarżący wywodzić z wyroku Sądu Najwyższego z dnia 24 lutego 2004 r. (III CK 329/02 - OSNC 2005, nr 3, poz.48), zawierającego tezę, że "publikowanie wypowiedzi będących formą udziału w debacie publicznej na temat faktów lub postaci historycznych stanowi z zasady przejaw dopuszczalnego i prawem chronionego korzystania z wolności wypowiedzi oraz przekazywania idei i poglądów, także wtedy, gdy są one kontrowersyjne i niezgodne z dominującą wersją wydarzeń historycznych". Dodać jednakże należy, że powyższe orzeczenie zapadło na tle odmiennego niż w niniejszej sprawie, konkretnego stanu faktycznego, a przy tym Sąd Najwyższy nie miał wątpliwości co do tego, że tego rodzaju publikacja "nie wyłącza z bezprawności działania autora wypowiedzi, jeżeli w jej wyniku doszło do naruszenia dóbr osobistych "postaci historycznych" (lub ich bliskich), a sposób rozstrzygnięcia kolizji pomiędzy tymi dobrami uzależniony jest od konkretnych okoliczności sprawy".
Przedmiotem procesu było dokonanie ustaleń faktycznych bądź przesądzających o odpowiedzialności cywilnej pozwanego, bądź odpowiedzialność tę wyłączających. Poza okolicznością bezsporną, przyznaną przez pozwanego - to jest poza faktem i treścią jego wystąpienia telewizyjnego w maju 2005 roku, ocena zasadności żądania powoda wymagała przeprowadzenia postępowania dowodowego w celu ustalenia, czy sporne zdarzenie w rzeczywistości miało miejsce. Tylko bowiem pozytywne ustalenie tego faktu mogłoby uwalniać pozwanego od odpowiedzialności cywilnej za naruszenie dóbr osobistych powoda. Spór pomiędzy stronami miał zatem charakter "historyczny" jedynie w takim znaczeniu, że do jego
rozstrzygnięcia konieczne było ustalenie okoliczności faktycznych z odległej przeszłości.
Zgodnie z zasadą rozkładu ciężaru dowodu pozwany składał w procesie rozliczne wnioski dowodowe, z których znaczna część została uwzględniona przez Sąd pierwszej instancji, który przeprowadził w przedmiotowej sprawie szeroko zakrojone postępowanie dowodowe. Sąd Apelacyjny nie podzielił przy tym zapatrywania pozwanego, że dla rozstrzygnięcia sprawy dowodami istotnymi w rozumieniu art.227 k.p.c. były wszystkie wnioskowane przez niego dowody, w tym - z dokumentów sporządzanych przez ówczesnych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, które miały, według twierdzeń pozwanego, znajdować się w aktach Instytutu Pamięci Narodowej. Wnioski pozwanego w tym zakresie oparte były na podstawowym założeniu, że wszelkie materiały tam zawarte są rzetelne i zawierają informacje prawdziwe, a ponadto skierowane były na badanie bardzo szerokiego spectrum okoliczności, które słusznie zostały przez Sąd orzekający uznane za zbędne dla celów rozstrzygnięcia niniejszego procesu. Nie było w niniejszej sprawie, z uwagi na treść i podstawę faktyczną roszczenia powoda, badania takich okoliczności, jak to, czy w ogóle związek "Solidarność" otrzymywał pieniądze z zagranicy, w jaki sposób były one pozyskiwane, czy i jakie podmioty środki takie przekazywały, jak docierały one do związku, w jaki sposób je księgowano etc. Wprawdzie ustalenie, że podczas pobytu delegacji "Solidarności" w Paryżu w 1981 roku, opisanego w wypowiedzi pozwanego w audycji telewizyjnej, miało miejsce przekazanie środków pieniężnych w darze od związkowców francuskich dla związkowców polskich (czemu powód kategorycznie zaprzeczył), mogłoby stanowić okoliczność pośrednio uwiarygodniającą twierdzenia pozwanego, jednakże należy mieć na względzie, że ewentualne wykazanie takiego faktu (przekazania pieniędzy) nie mogłoby przesądzać o dalej idącym ustaleniu, że podczas drogi powrotnej delegaci oskarżyli powoda o kradzież pieniędzy.
Podkreślenia wymaga to, że w procesie to powód jest jego "gospodarzem" i to on zakreśla zakres żądania oraz ochrony, jakiej się domaga. Zakres żądania powoda determinuje przedmiot i kierunek postępowania dowodowego, przy czym ostatecznie kwalifikacji wniosków dowodowych stron pod kątem przydatności dla celu procesu, jakim jest rozstrzygnięcie ściśle określonego sporu, dokonuje Sąd orzekający. Z tego względu za uzasadnione uznać należy pominięcie przez Sąd pierwszej instancji tych wniosków dowodowych pozwanego, które miały na celu wykazywanie, że powód osobiście otrzymywał jakiekolwiek sumy pieniężne podczas podróży
zagranicznych (w tym - we Francji w 1981 roku) oraz jaki miał stosunek do tego rodzaju darów. Ustalenie takich okoliczności (którym powód także stanowczo przeczył) nie stanowiłoby bowiem dowodu na to, że opisywane przez pozwanego w audycji zdarzenie na paryskim lotnisku miało miejsce, a jedynie mogłoby ewentualnie służyć tezie, że w ogóle istniała przyczyna, z powodu której członkowie delegacji związkowej, jak twierdził pozwany, stawiali powodowi zarzuty natury finansowej. Pozwany wywodził zresztą w apelacji (v. K.328), że jego wnioski o przeprowadzenie dowodów z akt znajdujących się w IPN oraz ze świadków - byłych funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa - zmierzały do przeprowadzenia dowodu "ogólnego braku wiarygodności powoda w sprawach dysponowania przez niego darami na rzecz związku", co potwierdza słuszność oceny, że tak ogólnie formułowane tezy dowodowe nie mogły służyć ustaleniom konkretnych, istotnych dla rozstrzygnięcia sporu okoliczności faktycznych.
Obrona pozwanego w niniejszym procesie zasadzała się• na stanowczym twierdzeniu, że opisane przez niego w audycji telewizyjnej zdarzenie miało miejsce w rzeczywistości, zatem taka relacja była uprawniona jako prawdziwa, co wyłączałoby bezprawność jego działania. Wprawdzie chodziło o zdarzenie sprzed 26 lat, jednakże pozwany sam dość szczegółowo zrelacjonował jego przebieg przed Sądem pierwszej instancji, jak i wskazał (między innymi) świadków, którzy mieli możliwość osobistego obserwowania zaistniałej sYtuacji. Jako takie osoby pozwany w pierwszym rzędzie wskazał świadka Bronisława Geremka - ówczesnego doradcę powoda oraz Krystynę Sobierajską - działaczkę związkową z Legnicy i Józefa Kaczyńskiego - tłumacza delegacji. Twierdził też, że osobą bezpośrednio obecną podczas incydentu była inna jeszcze kobieta, delegatka z Łodzi, której nazwiska nie pamiętał. W dalszym toku postępowania pozwany wskazał, że kobieta ta nazywała się Janina Kończak.
Przesłuchany informacyjnie pozwany podał, że scysja miała miejsce w prawie pustym autobusie na lotnisku Orły. Pozwany w chwili, gdy sam zajmował się lokowaniem w bagażu otrzymanych w darze książek, miał usłyszeć podniesione głosy, po czym zauważył, że jeden z uczestników delegacji Eligiusz Naszkowski, wówczas przewodniczący Zarządu Regionu "Solidarności" w Pile, którego inni delegaci, a także pozwany, podejrzewali już wówczas o działania agenturalne na rzecz SB (,jego obecność w delegacji była zaskakująca, bo dość szeroko roznosiły się pogłoski o jego szpiclowski zajęciu", "w autobusie na lotnisku w Paryżu ja miałem już, niejasną wprawdzie, ale informację, że pan Naszkowski jest
szpiclem", wedle słów pozwanego - v.KA8, K.52), głośnym tonem krzyknął w stronę powoda słowa "Lechu, oddaj nasze pieniądze". Z wymiany zdań pozwany, jak twierdzi, zorientował się, że chodzi o gotówkę podarowaną przez związkowców francuskich w poprzednich dniach, o "upominanie się co do swojej części". Według dalszej relacji pozwanego podniesionym głosem i "ze złością" zwracały się do powoda także obie kobiety - Krystyna Sobierajska i delegatka z Łodzi. Pojawiał się też tłumacz. Powód, według relacji pozwanego, miał odpowiadać chaotycznie w ten sposób, że uspokajał delegatów słowami "spokojnie, dostaniecie te pieniądze". Jak twierdził pozwany, Eligiusz Naszkowski nie poprzestał na tym wyjaśnieniu powoda, tylko głośno krzyknął: "Lechu, ukradłeś nasze pieniądze, oddawaj", przy czym żądał zwrotu pieniędzy natychmiast, a nie później. Wówczas obie wspomniane kobiety zaczęły uciszać E.Naszkowskiego tak co do treści jego okrzyków ("że Wałęsa coś ukradł"), jak i co do formy zarzutów ("że trzeba się dogadać a nie wykrzykiwać") - według określenia pozwanego, "kazały mu się zamknąć". Zdaniem pozwanego sprzeciw delegatki z Łodzi wobec zarzutów E.Naszkowskiego odnosił się jedynie do formy, a nie do treści.
Dalej, według opisu pozwanego, dialog w autobusie toczył się już ściszonymi głosami, a powód miał powiedzieć do delegatów, że zapewnia, "że przekaże im ich pieniądze i dodał, że zarobicie jeszcze na tym, ja je korzystnie wymieniłem". Pozwany dalej twierdził, że miał wrażenie, iż rozmowie tej przysłuchiwał się tłumacz, który wszedł do autokaru. Wedle relacji pozwanego z autobusu wyprowadził go wówczas Bronisław Geremek, który miał przy tym powiedzieć "Chodźmy Krzysztofie, nie słuchajmy tego", co pozwany odebrał jako wyraz dezaprobaty świadka dla całego zajścia i jego czynnych uczestników. Słowa B.Geremka uświadomiły pozwanemu "całą okropność sceny, której był świadkiem". Pozwany mówił o doznanym wtedy poczuciu upokorzenia. Twierdził, że jeszcze po wyjściu z autobusu, z dalszej perspektywy, nie słyszał wprawdzie dalej trwającej rozmowy z powodem, ale widział szczególnie rozgniewaną, gestykulującą delegatkę z Łodzi. Jak wyznał pozwany, był wstrząśnięty i przygnębiony widokiem ludzi, którym ufał i których podziwiał, a którzy "kłócili się o pieniądze w taki sposób". Uznał to za kompromitujące, a zachowanie powoda za przyznające fakt istnienia nieformalnych rozliczeń z członkami delegacji.
Pozwany jednocześnie wyjaśnił, że nieformalnym skarbnikiem delegacji był delegat z Lublina Jan Bartczak, który przyjmował i gromadził pieniądze oraz inne dary, jakie były przekazywane dla "Solidarności". Pozwany przyznał, że sam nie widział, by powód był w posiadaniu pieniędzy przekazanych mu przez Jana Bartczaka, ale
się tego domyślał z przebiegu wydarzeń. Pozwany stwierdził, że słyszał, iż Czesław Kiszczak przed zwolnieniem powoda z internowania szantażował go ujawnieniem informacji dotyczących nadużyć finansowych, ale nie wie, czy groźba ta obejmowała także pieniądze otrzymane w 1981 roku w Paryżu. Pozwany jest, jak przyznał, przekonany, że powód "do dzisiaj podlega presji byłych władców PRL, którzy zgromadzili wobec niego dużą ilość materiałów kompromitujących, różnej natury, a tym finansowej" (v.informacyjne przesłuchanie pozwanego - K.46-52).
Powyższe zeznania pozwany w całości podtrzymał będąc przesłuchiwanym w charakterze strony. W końcowej wypowiedzi przed zamknięciem rozprawy pozwany stwierdził, że "powód jest osobą niewiarygodną pod względem finansowym" (v. dowód z przesłuchania pozwanego w charakterze strony - K.295-296).
W takiej sytuacji oczywiste jest, że Sąd pierwszej instancji, kierując się obowiązującą zasadą bezpośredniości dowodów, mając zawnioskowane dowody ze źródeł osobowych, przyznał im pierwszeństwo przed innymi dowodami i na nich oparł swoje rozstrzygnięcie. Podnieść przy tym należy, że pozwany początkowo złożył wniosek o przesłuchanie jako świadka Eligiusza Naszkowskiego, który był głównym inicjatorem zajścia, jednak w toku procesu cofnął ten wniosek, stwierdzając, że miejsce pobytu świadka nie jest mu znane (v.pismo pozwanego - K.134).
Konfrontacja zeznań świadków wskazanych jako bezpośredni obserwatorzy incydentu z powyższą, szczegółową relacją pozwanego, nie daje podstaw do przyjęcia, że opisywane przez niego zdarzenie faktycznie miało miejsce. Jako osobę o szczególnej wiedzy na ten temat, także w audycji telewizyjnej, pozwany wskazał Bronisława Geremka. Stąd zasadnie istotną wagę Sąd orzekający przywiązał do dowodu z zeznań tego świadka (K.156). Stwierdzić trzeba, że zdecydowanie nie potwierdzają one wersji pozwanego. Jak zeznał świadek Bronisław Geremek, pamięta wizytę we Francji w 1981 roku jako mającą historyczne i polityczne znaczenie. Powód spotykał się podczas tamtego pobytu ze wszystkimi związkami zawodowymi Francji, miał też liczne spotkania z tamtejszą polonią oraz spotkanie z aktywistkami organizacji kobiecych w Paryżu. Pozwany był obecny tylko na jednym z takich spotkań, z komunistycznymi związkami zawodowymi (CFDT). Według relacji świadka wizyta ta odbywała się w warunkach trwającej w Polsce "rewolucji antytotalitarnej", a jej przywódca, powód Lech Wałęsa, przebywał na rozmowach zagranicą, we Francji. Stąd przeświadczenie świadka o historycznym wymiarze wizyty, która miała służyć misji tworzenia związku zaangażowanego w obalenie reżimu komunistycznego w kraju. Jak to wyraził świadek,
"wtedy nie mówi się o pieniądzach". Delegaci otrzymali wówczas od gospodarzy zwyczajowo wymieniane podarki, o wymiarze i wartości symbolicznej, np. Lech Wałęsa pamiątkową fajkę, a cała delegacja od polonii - święty obrazek.
Za przekonujące należy uznać twierdzenia świadka, że jest trudne do wyobrażenia, by na tego rodzaju spotkaniach ktokolwiek dawał związkowcom polskim pieniądze i by były one przyjmowane. Nowo powstający związek występował przeciwko systemowi, który szukał podstaw do stosowania represji, by przeciwdziałać ruchowi, który zagrażał ówczesnej władzy, dlatego związkowcy musieli szczególnie uważać, by nie naruszać prawa. Należy zważyć, że w panującym ustroju obrót dewizami był uregulowany bardzo restrykcyjnie, a wwóz waluty obcej bez zezwolenia stanowiłby oczywistą podstawę do wykorzystania przeciwko działaczom związkowym.
Świadek Bronisław Geremek, jako doradca powoda niemal stale przy nim obecny podczas wizyty, jedynY incydent, jaki pamiętał z tamtej podróży, to związany z przebiegiem jednej ze wspólnych kolacji i dotyczący serwowanego tam pożywienia. Świadek zastrzegł przy tym, że "nie sądzi, by jego pamięć była wybiórcza". Świadek B.Geremek pamiętał Eligiusza Naszkowskiego jako uczestnika delegacji i przewodniczącego jednego z regionów "Solidarności", agenta służby bezpieczeństwa i później, po wprowadzeniu stanu wojennego, pracownika Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Świadek zeznał, że nie tylko nie przypomina, ale nawet nie wyobraża sobie sporów z przewodniczącym związku Lechem Wałęsą, a zwłaszcza sporu inicjowanego przez Eligiusza Naszkowskiego, którego cechował wobec powoda "służbisty" stosunek podporządkowania. Świadkowi, który, jak przyznał, zajmował się merytoryczną stroną wizyty, nie było wiadomo nic o tym, by członkowie delegacji otrzymywali jakieś pieniądze od francuskich związków zawodowych. Nie są mu znane jakiekolwiek spory czy nieporozumienia w kwestiach finansowych między delegacją a powodem w czasie trwania omawianej wizyty. Świadek zaznaczył, że pomiędzy uczestnikami delegacji a powodem jako przewodniczącym Związku panował wówczas klimat zaufania, powód wykazywał stanowczość w swoim przywództwie i ,,nie było przestrzeni na fakty podawane przez pozwanego". Jak zeznał świadek B.Geremek, był razem z powodem na odcinku od budynku lotniska do momentu wejścia do samolotu (v.zeznania świadka B.Geremka - K.156-160).
W pełni skorelowane z zeznaniami świadka Bronisława Geremka pozostają zeznania drugiego ze świadków, wskazanego jako świadek zdarzenia na lotnisku Orły, a mianowicie Józefa Kaczkowskiego, pełniącego w delegacji funkcję tłumacza. Świadek ten zeznał, że
podczas spotkań w czasie tej wizyty, którą wcześniej współorganizował jako pracownik Biura Zagranicznego Komisji Krajowej, nie była poruszana sprawa pieniędzy. Celem wizyty było określenie zasad przyszłej współpracy związkowej. Świadek stanowczo stwierdził, że nie przypomina sobie sytuacji opisywanej przez powoda - aby w trakcie pobytu w autobusie tuż przed odlotem samolotu do Polski zarzucono powodowi pobranie jakichś pieniędzy, otrzymanie darów i nierozliczenie się z tego. Świadek stwierdził, że w jego obecności nie było takich sytuacji ani w autobusie, ani poza autobusem, jak również nie było w jego obecności rozmów członków delegacji o takim zdarzeniu. Według relacji tego świadka zdarzały się sytuacje, w których "wtykano" członkom delegacji drobne datki, np. kiedy delegaci przechodzili przez tłum na mszę do kościoła. Były też drobne dary od polonii francuskiej czy od tamtejszych związkowców, np. książki. Owe drobne datki pieniężne obdarowani przekazJWali powodowi, który w trakcie pobytu rozdzielił je między członków delegacji jako uzupełnienie kieszonkowego. Nie było sprzeciwu delegatów ani organizatorów wobec takiego zadysponowania tymi drobnymi kwotami (v.zeznania świadka Józefa Kaczkowskiego ¬K.290-292).
Należy podnieść, że pozwany w swoich zeznaniach twierdził, iż wprawdzie świadek J. Kaczkowski kilkakrotnie opuszczał autobus i ponownie do niego wchodził, ale przynajmniej części incydentu osobiście się przysłuchiwał, co pozwany sam zaobserwował. Powyższe zeznania pozwanego co do zaistnienia spornego incydentu pozostają w sprzeczności nie tylko z zeznaniami powoda oraz świadka B.Geremka, ale i z zeznaniami świadka J.Kaczkowskiego, który stanowczo zaprzeczył, aby podczas jego obecności, także w autobusie przed odlotem, członkowie delegacji podejmowali, i to w tonie głośnych pretensji, rozmowę na temat pieniędzy.
Z kolei świadek Krystyna Kowalczuk, nosząca w 1981 roku nazwisko "Sobierajska" zeznała, że podczas wizyty we Francji związkowcy byli przyjmowani bardzo serdecznie, wręcz entuzjastycznie i że kilkakrotnie widziała, jak były powodowi wręczane pieniądze lub dary rzeczowe, które przekazJWał on innemu członkowi delegacji - panu Rozwalakowi bądź kierował darczyńców od razu do pana Rozwalaka. Krystyna Kowalczuk przyznała, że wprawdzie nie widziała gotówki we wręczanych powodowi kopertach, ale "była przekonana, że to była gotówka ( ... ), że tam są pieniądze" - na podstawie tego, że powód to, co otrzymywał, przekazywał panu Rozwalakowi. Świadek Kowalczuk przyznała, że dalszymi losami tych darów bliżej się nie interesowała, bowiem jej uwagę skupiały merytoryczne wypowiedzi publiczne powoda, które
sama oceniała bardzo krytycznie jako formułowane pochopnie, szkodliwe dla kraju i niekorzystne dla samego Związku. Świadek przyznała, że podczas tamtego pobytu pomiędzy nią a powodem doszło do kilku przykrych scysji na tle udzielanych przez powoda wywiadów, z których treścią osobiście się nie zgadzała - świadek chciała wówczas "blokować" niektóre wypowiedzi powoda.
Krystyna Kowa1czuk zaprzeczyła, by sama formułowała wobec powoda w autobusie zarzuty dotyczące kradzieży pieniędzy. Oświadczyła, że "mgliście pamięta, że była taka awantura i taki krzyk w wykonaniu pana Naszkowskiego i pani Janiny Kończak", które to osoby świadek uspokajała, uznając, że nie wypada się delegatom kłócić przy obcych ludziach i funkcjonariuszach SB. Świadek zaprzeczyła, by czynnie uczestniczyła w sporze w autobusie - jak twierdzi, nie kierowała żądań do powoda, a uspokajała innych. Według świadka w sporze tym chodziło "chyba o pieniądze" darowane przez związkowców francuskich, o które "naciskał bardzo Naszkowski", ale świadek, twierdząc, że słyszała krzyk pana Naszkowskiego, nie potrafiła podać żadnych bliższych szczegółów dotyczących tego, o co miałoby chodzić krzyczącemu (v.zeznania świadka Krystyny Kowalczuk - K.160-163).
Zeznania tego świadka pozostają w sprzeczności z zeznaniami pozwanego, wedle których Krystyna Sobierajska razem z delegatką z Łodzi podniesionym głosem, ze złością zwracały się w autobusie do powoda w rozmowie zainicjowanej przez E.Naszkowskiego, której treścią było "upominanie się rozmówców co do swojej części". Z relacji pozwanego wynika, że obie kobiety po ponowieniu przez Naszkowskiego okrzyków z żądaniem natychmiastowego zwrotu pieniędzy wobec powoda uspokajały E.Naszkowskiego, każąc mu "się zamknąć" (według słów pozwanego), przy czym owo "uspokajanie" krzykliwego delegata miało "dwa wymiary - co do treści krzyków, że Wałęsa coś ukradł i co do samych krzyków - że "trzeba się dogadać, a nie wykrzykiwać".
W ocenie Sądu Apelacyjnego powyższe zeznania świadka Krystyny Kowalczuk nie stanowią dostatecznego dowodu na potwierdzenie, że opisywane przez pozwanego zajście miało miejsce. Zdaniem Sądu Apelacyjnego zeznania Krystyny Kowalczuk nie są w tej części wiarygodne. Nie wydaje się prawdopodobne w punktu widzenia zasad logiki i zwykłego doświadczenia życiowego, by osoba ta, będąc wówczas wyróżnioną zaszczytem udziału w historycznym wydarzeniu - bowiem taką rangę przypisywali tej wizycie sami działacze związkowi i osoby im towarzyszące, nie pamiętała szczegółów tak nieprzyjemnego incydentu zakłócającego podniosły nastrój delegacji, w którym - według relacji pozwanego (sprzecznej w tym zakresie z
zeznaniami świadka, który przeczył swojemu czynnemu udziałowi w incydencie) - miała sama uczestniczyć. Z zeznań świadka wynika, że szczegółowo i wnikliwie oraz bardzo krytycznie obserwowała i oceniała niektóre zachowania przewodniczącego związku. Nie jest racjonalne w tej sytuacji teza, że całkowicie nie przywiązywałaby wagi do zdarzenia, w którym miała brać aktYWnY udział, a którego przedmiotem było deprecjonujące oficjalne znaczenie całej wizyty postawienie powodowi Lechowi Wałęsie, jako przewodniczącemu związku i szefowi delegacji, zarzutu kradzieży pieniędzy. Jest to niewiarygodne i pozbawione logicznego uzasadnienia. O ile oczywiste wydaje się być to, że z uwagi na znaczny upłYw czasu przebieg wydarzeń zaciera się w ludzkiej pamięci, o tyle za równie oczywiste trzeba uznać, iż wydarzenia doniosłe, będące przedmiotem wspomnień na całe życie, pamięta się szczególnie intensywnie, przynajmniej gdy chodzi o sytuacje specyficzne, nietypowe, budzące istotne emocje. Do takich należały nie tylko bardzo dobrze zapamiętane przez świadka Kowalczuk spory z powodem o jego niektóre wypowiedzi i komentarze do mediów, ale niewątpliwie także udział w incydencie na lotnisku podczas powrotu delegacji do kraju. Skoro świadek, jak zeznała, napotkała sytuację, w której delegaci w miejscu publicznym krzyczeli do Lecha Wałęsy, a ona sama ich uspokajała, to zważywszy na szczególne okoliczności takiego zdarzenia nieprawdopodobne jest, by świadek nie zainteresowała się przyczyną awantury w autobusie i by wśród delegatów nie komentowano tego w żaden sposób. W tych warunkach całkowity brak wiedzy świadka co do meritum sporu budzi istotne wątpliwości co do rzetelności jej relacji.
Z powyższych względów, zdaniem Sądu Apelacyjnego, ocena tego dowodu jako niewystarczającego do przyjęcia wersji przedstawianej przez pozwanego, dokonana przez Sąd pierwszej instancji, mieści się w granicach swobody określonej w art.233 § 1 k.p.c., szczególnie w sytuacji, gdy jest ona spójna z innymi dowodami, a mianowicie z zeznaniami pozostałych przesłuchanych osób, wskazanych przez pozwanego jako świadkowie zdarzenia - Bronisława Geremka oraz Józefa Kaczkowskiego, których wiarygodność nie została przez pozwanego podważona. Za całkowicie dowolne i pozbawione podstaw należy uznać zarzuty pozwanego co do stronniczości świadka Bronisława Geremka, motywowane przez skarżącego tym, że pozostawał on, jako bliski doradca powoda, w stosunkach z powodem tego rodzaju, że mógłby zeznawać przed sądem nieprawdę. Sam fakt utrzymywania przyjaznych relacji pomiędzy świadkiem a powodem, bez wskazania konkretnych przesłanek faktycznych, nie uzasadnia stawiania zarzutu składania nieprawdziwych zeznań czy
bezpodstawnego zasłaniania się niepamięcią. Świadek Geremek oznajmił przy tym, że cieszy się dobrą, a nie wybiórczą pamięcią i jednoznacznie stwierdził, że w jego obecności opisywany przez pozwanego incydent nie zaistniał. Zdaniem Sądu Apelacyjnego ocena dowodów prezentowana w tym zakresie przez Sąd pierwszej instancji jest przekonująca i nie narusza wskazanych w apelacji pozwanego norm prawa procesowego. Prawidłowości dokonanych ustaleń faktycznych nie podważa w tych warunkach własna ocena materiału dowodowego, którą pozwany usiłował w apelacji zastąpić ocenę Sądu pierwszej instancji.
Nietrafuie czyni pozwany zarzut Sądowi pierwszej instancji, że nie wziął pod uwagę złożonej do akt w formie wydrukowanego e-maiła wypowiedzi Janiny Kończak, która była jednym z członków delegacji i bezpośrednim świadkiem zdarzenia. Wspomniana wypowiedź przedstawiona przez skarżącego w powyższej formie nie stanowi dowodu na okoliczność przebiegu określonego zdarzenia, a jedynie może posiadać walor dokumentu prywatnego, to jest dowodu wyposażonego w domniemanie, że osoba, która go podpisała, złożyła oświadczenie zawarte w dokumencie (art.245 k.p.c.). Trudno jednak dokument ten uznać nawet za dowód o takim charakterze, bowiem do akt sprawy złożony został wydruk treści wiadomości przesłanej drogą elektroniczną, niezawierający podpisu nadawcy. Ostatecznie zatem oświadczenie innej osoby przedstawione w powyższej formie nie posiada żadnego waloru dowodowego. Pozwany, składający w procesie obszerne pisma procesowe i liczne wnioski dowodowe, nie zgłaszał dowodu z przesłuchania Janiny Kończak (obecnie noszącej nazwisko Gotner) w charakterze świadka. W obecnym stanie prawnym sąd nie ma powinności prowadzenia dowodów z urzędu (art.232 k.p.c.). Nie ma zatem podstaw zarzut pozwanego co do nieprzeprowadzenia dowodu z zeznań wskazanej osoby w charakterze świadka.
Sąd Apelacyjny nie podzielił zarzutu pozwanego co do rzekomego przyznania przez powoda, poza salą sądową, że zdarzenie, na kanwie którego powstał spór, faktycznie miało miejsce. Pozwany opierał ten zarzut o przedstawione do akt sprawy nagranie wypowiedzi powoda na płytę CD po rozprawie przed Sądem Okręgowym w dniu 3.07.2006 r. (v.płyta CD - koperta K.287). Na tę okoliczność Sąd Apelacyjny przeprowadził dowód z uzupełniającego przesłuchania stron. Powód w toku tego przesłuchania nie kwestionował faktu wypowiadania się na korytarzu sądowym i wypowiedzenia słów spisanych przez pozwanego, a przedstawionych przy jego piśmie procesowym z dnia 25.09.2006 r. (K.277-283). Jak wyjaśnił powód, treścią i istotą nagranej (bez jego wiedzy) jego spontanicznej wypowiedzi było
głośne rozważanie, czy podczas ówczesnego pobytu delegacji we Francji nie była wobec niego przygotowywana kolejna prowokacja ze strony funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa, której autorem mógł być Eligiusz Naszkowski i że okoliczność tę winien był brać pod uwagę pozwany, rozpowszechniając sporną informację na temat powoda w telewizji publicznej (v.uzupełniające zeznania powoda ¬K.442-443 O).
W ocenie Sądu Apelacyjnego tego rodzaju niejasnej dywagacji, mającej postać spontanicznie udzielonej wypowiedzi bezpośrednio po rozprawie sądowej, nagranej bez wiedzy wypowiadającego się, w świetle późniejszych wyjaśnień powoda w ramach dowodu z przesłuchania uzupełniającego stron, nie sposób uznać za przyznanie, w rozumieniu art.230 k.p.c., że opisywane przez pozwanego zdarzenie miało miejsce.
Zarzucając Sądowi orzekającemu wybiórcze traktowanie materiału dowodowego, pomija sam skarżący te dowody, które nie służą potwierdzeniu jego wersji, bądź przedstawia ich własną, subiektywną ocenę•
Powód w toku niniejszego procesu przedłożył postanowienie Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku z dnia 30 czerwca 1984 r. o umorzeniu śledztwa wszczętego i prowadzonego w stanie wojennym przeciwko powodowi i jego małżonce w oparciu o przepisy ówczesnej ustawy kamo-skarbowej. Z uzasadnienia tego postanowienia wynika, że przedmiotem zainteresowania organów ścigania PRL był między innymi przywóz przez powoda wartości dewizowych z zagranicy, w tym - z będącego przedmiotem badań w niniejszym sporze wyjazdu związkowców w październiku 1981 roku do Francji. Wobec powoda wysunięto wówczas podejrzenie, że podczas wizyty związkowej nielegalnie otrzymał 50.000 franków francuskich. Podstawą wszczęcia tego postępowania karnego były informacje uzyskane z polskich placówek konsularnych za pośrednictwem MSZ oraz informacje z prasy zachodniej. Prowadzone były czynności prokuratorskie, podczas których przesłuchaniom poddano powoda, ale również panów Kalinowskiego, Kaczkowskiego, Rozwalaka (działaczy związkowych, z których dwóch ostatnich uczestniczyło w delegacji do Francji), badano dokumenty z odprawy celnej. Czynności te nie doprowadziły do ustaleń, by Lech Wałęsa przyjął jakieś pieniądze od zagranicznych związkowców, co stało się przyczyną umorzenia postępowania karnego (v.K.211).
Postanowienie ówczesnej Prokuratury Wojewódzkiej jest dokumentem urzędowym, mającym moc dowodu tego, co zostało w nim urzędowo zaświadczone (art.244 k.p.c.). Pozwany podważał w apelacji istnienie podstaw faktycznych tego orzeczenia,
przeciwstawiając mu swoje własne przypuszczenie, że "najprawdopodobniej" to postępowanie karne zostało wszczęte przez "nadgorliwych funkcjonariuszy niskiego szczebla", a umorzono je z obawy o zdekonspirowanie ważnych tajnych współpracowników bezpieki. Przypuszczenia tego rodzaju, niemające żadnego oparcia dowodowego, nie zasługują na uwzględnienie. Przekonująca i logiczna jest argumentacja powoda, że gdyby prowadzone przeciwko niemu w stanie wojennym śledztwo dawało jakiekolwiek podstawy do ukarania powoda, to ówczesne władze zapewne skorzystałyby z takiej możliwości. Podkreślenia wymaga jednak to, że opisane wyżej orzeczenie organów prokuratury, podobnie jak zeznania powoływanych przez pozwanego świadków niebędących uczestnikami delegacji, także nie stanowi dowodu bezpośredniego na okoliczność, czy sporne zdarzenie miało w ogóle miejsce. Jest natomiast dowodem posiłkowym, obrazującym starania władz PRL o pociągnięcie powoda, bądź osoby mu bliskiej (małżonki), do odpowiedzialności karnej, o poddanie ich represji za rzekome przyjęcie przez powoda zagranicznych środków płatniczych bez zezwolenia dewizowego.
Pozwany nie chce jednak przyjmować tych faktów do wiadomości, uznając, że źródłem faktów powinny być raporty tajnych współpracowników i funkcjonariuszy SB zgromadzone w zasobach IPN. Jak to ujął pozwany w swojej apelacji, jego wnioski dowodowe w tym zakresie zmierzały do przeprowadzenia dowodu "ogólnego braku wiarygodności powoda w sprawach dysponowania przez niego darami gotówkowymi przyjętymi w imieniu "Solidarności". Byli funkcjonariusze SB mieli być przesłuchani na temat swojej wiedzy o "działaniach finansowych" powoda. Pozwany określa ich jako "specjalistów" posiadających źródłową wiedzę o powodzie ze swoich działań operacyjnych. Zdaniem Sądu Apelacyjnego, abstrahując od kwestii oceny wiarygodności tak zgromadzonych dokumentów, w sytuacji istnienia dowodów bezpośrednich - osób będących członkami delegacji związkowej - winny one wyprzedzać dowody pośrednie z dokumentów SB, jako oparte na własnej percepcji i obserwacjach określonego zdarzenia przez jego naocznych świadków.
Należy przy tym podnieść, że złożone przez skarżącego wnioski dowodowe o przesłuchanie w charakterze świadków funkcjonariuszy SB Władysława Kucy i Józefa Buraka (v.wniosek na K.61) nie zawierają adresów tych świadków. Pozwany nie skonkretyzował ich także w kolejnym piśmie procesowym, mimo żądania Sądu pierwszej instancji (v.pismo pozwanego - K.69-72), domagając się, by adresy tych osób ustalał Sąd Okręgowy. Pozwany w żaden sposób nie wykazał braku możliwości zgłoszenia tych wniosków dowodowych w
sposób umożliwiający ich ewentualne uwzględnienie. Sąd nie miał w takiej sytuacji obowiązku oczekiwanego przez pozwanego współdziałania w poszukiwaniu dowodów, bowiem zgodnie z treścią art.232 k.p.c. do wsk~ania dowodów na fakty, z których wYWodzą skutki prawne, zobowiązane są strony, a nie organ prowadzący postępowanie. W tych warunkach nie można zgodzić się z zarzutem, że Sąd pierwszej instancji "wybrał" i przesłuchał z tej grupy świadków tylko jednego byłego funkcjonariusza - Marka Parola, mimo że był on świadkiem, według późniejszego określenia pozwanego, "najmniej ważnym". Przesłuchanie tylko tego świadka spośród byłych pracowników czy współpracowników SB wynikało z możliwości przeprowadzenia tego dowodu, bowiem pozwany wskazał adres umożliwiający wezwanie świadka.
Dodać trzeba, że pozwany zawnioskował tego świadka (K.61) twierdząc, iż posiada on wiedzę o incydencie w Paryżu w 1981 roku. Zarzut, że Sąd Okręgowy przesłuchał świadka "najmniej istotnego" spośród wnioskowanych funkcjonariuszy, pozwany sformułował w apelacji, zatem po przeprowadzeniu dowodu i poznaniu jego wyników. Świadek Marek Parol zeznał (v.K.194), że nic mu nie wiadomo o delegacji "Solidarności" do Paryża w październiku 1981 roku. W okresie, kiedy miał miejsce wyjazd do Paryża, świadek w ogóle nie służył w jednostkach SB wsk~anych przez pozwanego. W tamtym czasie przebywał na szkoleniu i nie miał służbowo związku ze sprawą objętą niniejszym procesem.
Złożony na rozprawie apelacyjnej wniosek dowodowy o przesłuchanie kolejnego świadka, Wojciecha Zierke (według określenia pozwanego - konfidenta SB, v.K.440), Sąd Apelacyjny pominął jako spóźniony. Skarżący nie wykazał ani nie uprawdopodobnił nawet, by zachodziła niemożność powołania tego dowodu w postępowaniu przed Sądem pierwszej instancji, bądź by potrzeba powołania takiego dowodu wynikła po wydaniu zaskarżonego wyroku (art.381 k.p.c.).
Sąd Apelacyjny nie podzielił zarzutów apelującego co do oceny zeznań świadka Jacka Merkla, a także innych świadków (tych przesłuchanych, jak świadek Andrzej Celiński, i tych, których przesłuchania Sąd ostatecznie odmówił), których zaliczyć należy do grupy osób, którym pozwany w różnych okolicznościach, w tym ¬podczas internowania w stanie wojennym - relacjonował przebieg incydentu na lotnisku. Podkreślić należy, że wbrew zarzutom pozwanego Sąd orzekający nie odmówił wiary ich zeznaniom, co oznacza, iż nie zakwestionował tego, iż pozwany składał określone relacje innym osobom, np. opowiadał w celi więziennej o przebiegu wizyty we Francji delegacji "Solidarności". Sąd pierwszej instancji
nie ocenił natomiast tych dowodów jako potwierdzających zaistnienie zdarzenia, opisywanego przez pozwanego w programie telewizyjnym. To, że pozwany opowiadał o określonym zdarzeniu w sposób odbierany jako wiarygodny przez współosadzonych w stanie wojennym, nie jest dowodem na to, że zdarzenie opisywane w audycji miało miejsce, w sytuacji, gdy istnieją dowody w postaci zeznań bezpośrednich świadków, uczestników delegacji, które tego faktu nie potwierdziły. Dowodzi jedynie przedstawionego przez świadków faktu, że pozwany opowiadał innym osobom o takim incydencie. Także ilość osób, które taką relację od pozwanego odebrały, nie wzmacnia jego twierdzeń formułowanych w niniejszym procesie.
Ocena dowodów w postępowaniu sądowym dokonywana jest przy uwzględnieniu całości zebranego w sprawie materiału dowodowego, a nie pojedynczych dowodów. Dokonując takiej oceny w niniejszym postępowaniu Sąd orzekający zasadnie kierował się zasadami określonymi w art.233 § l k.p.c., ustalając przy tym hierarchię ważności poszczególnych dowodów dla potrzeb rozstrzygnięcia sporu. Ocenę tę, z przyczyn wyżej wskazanych, Sąd Apelacyjny zaaprobował jako dokonaną prawidłowo.
Powracając do argumentacji pozwanego, że w spornym programie TV występował jako dziennikarz, należy podnieść, że - niezależnie od wyrażonych już wcześniej wątpliwości co do takiego charakteru udziału skarżącego w audycji, gdyby podzielić tę koncepcję, należałoby wobec pozwanego przyjąć jeszcze wyższe kryteria staranności w doborze informacji przekazywanych opinii publicznej ¬kryteria szczególnej staranności przy zbieraniu materiałów, obowiązujące dziennikarzy w myśl art A l Prawa prasowego.
W tej kwestii warto podnieść, że pozwany, dla uwiarygodnienia w oczach publiczności swojej informacji, powołał się w niej na świadka, który całkowicie nie potwierdził przed Sądem prawdziwości jego relacji. Pozwany przyznał przy tym, że już w trakcie wizyty delegacji we Francji powszechne były wśród jej członków, także u pozwanego, podejrzenia co do agenturalnej roli delegata z Piły Eligiusza Naszkowskiego, a także pozwany potwierdził, że absolutną pewność co do takiej roli tej osoby posiadał w chwili udzielania spornej wypowiedzi w programie telewizyjnym w 2005 .. roku. W ocenie Sądu Apelacyjnego w takiej sytuacji - posiadania wiedzy o tym, że członek delegacji czyniący powodowi publicznie zarzut nierozliczenia się z pieniędzy, gdy następuje to podczas oficjalnej wizyty zagranicznej, traktowanej jako bardzo ważne, prestiżowe dla związkowców zdarzenie - przemilczenie tej wiedzy przez pozwanego, a jednoczesne przedstawienie opisu incydentu na lotnisku jako dowodu "uwikłań [powoda] idących bardzo daleko" stanowiło swoistą manipulację•
Zamiast obiektywnego podania informacji o możliwej esbeckiej prowokacji (a ku takiej ocenie mogła skarżącego skłaniać wiedza o agenturalnej funkcji Eligiusza Naszkowskiego) do odbiorcy skierowany został komunikat o sugerowanym przez pozwanego uzależnieniu powoda od władz PRL, które, wedle określenia pozwanego, "trzymają za to" powoda do dzisiaj, co da się przełożyć na zarzut, że władze komunistyczne przy pomocy wiedzy o tym, że delegaci oskarżali powoda o kradzież pieniędzy, utrzymywały go w stosunku zależności, w którym powód miałby pozostawać z obawy przed ujawnieniem zdarzeń opisywanych przez pozwanego.
Zdaniem Sądu Apelacyjnego nie tylko podanie (nieprawdziwego, jak wykazał wynik postępowania) faktu, ale również i umieszczenie go w wyżej opisywanym kontekście, stawiałoby poważne wątpliwości co do zachowania przez pozwanego rzetelności i szczególnej staranności, o jakiej mowa w art.12 ust.l pkt l Prawa prasowego, gdyby jego wypowiedź miała charakter materiału prasowego przedstawionego przez dziennikarza. Oczywiste jest dla Sądu to, że sposób, w jaki pozwany wypowiedział się o powodzie, wynika z demonstrowanego od lat, powszechnie znanego opinii publicznej, bardzo krytycznego stosunku pozwanego wobec osoby powoda, jego dokonań w sferze publicznej.
Trafnie skarżący podnosił, że powód jako osoba publiczna jest wystawiony na stałe, również negatywne, oceny dotyczące swojej działalności. Nie można jednak zgodzić się z pozwanym, gdy twierdził, że funkcja społeczna powoda z jednej, a wolność słowa, wolność debaty publicznej z drugiej strony, uzasadniają każdą krytykę, bez żadnych granic. Jeśli zaskarżony wyrok, jak twierdzi pozwany, stanowi ograniczenie tych wolności, to czyni to z poszanowaniem art. l 0 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, której naruszenie bezzasadnie zarzuca się w apelacji. Zagwarantowana w art. l O wskazanej Konwencji wolność debaty publicznej i wypowiedzi nie oznacza bowiem dopuszczalności powoływania się na fakty nieprawdziwe. Jeśli podanie takich faktów godzi przy tym w dobra osobiste osób, których fakty te dotyczą, to jest ono wyłączone spod ochrony Konwencji, zgodnie z jej art. l O ust.2.
Nie można przy tym zgodzić się z zarzutem skarżącego, że bezpodstawne jest domaganie się od niego w omawianej sprawie dowodu prawdy, że wykracza to poza standardy Konwencji. Pozwany w swojej wypowiedzi telewizyjnej nie powoływał się na fakty zasłyszane, czy będące wynikiem własnych bądź cudzych badań, ale na zdarzenie, którego, jak twierdził, sam był świadkiem, które bezpośrednio obserwował. Poprzez podanie określonych faktów chciał przedstawić opinii publicznej materiał do wyrobienia sobie
własnego zdania o powodzie. W takiej sytuacji, gdy pozwany opiera się o osobiste relacje z przebiegu zdarzenia, oczekiwanie od niego "dowodu prawdy" nie jest nadmiernie wygórowane, a powołanie się skarżącego w apelacji na cytowane w niej orzeczenia Sądu Najwyższego i Europejskiego Trybunału praw Człowieka w sprawach przeciwko dziennikarzom, w których wymóg udowodnienia prawdziwości formułowanych twierdzeń został w szczególnych okolicznościach zrelatywizowany, należy uznać za bezpodstawne. W przedmiotowej sprawie nie jest bowiem podawany ocenie proces dochodzenia pozwanego do konkretnego faktu przekazywanego opinii publicznej, jak to z reguły ma miejsce w przypadku publikacji dziennikarskich poprzedzonych zbieraniem materiałów, lecz miał tu miejsce przekaz oparty o osobistą percepcję pozwanego.
Sąd Apelacyjny nie podzielił zarzutu naruszenia przez Sąd pierwszej instancji zakazu orzekania ponad żądanie, sformułowanego w art. 321 § 1 kp.c. Należy bowiem wziąć pod uwagę to, że przed zamknięciem rozprawy przed Sądem orzekającym pełnomocnik powoda sformułował żądanie zakazu naruszeń w przyszłości. W ocenie Sądu Apelacyjnego takie żądanie może być objęte sankcją przewidzianą w art.24 § 1 kc. zdanie pierwsze, stanowiącym, że ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania takiego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. Określona przez Sąd pierwszej instancji jako "nieprzejednana" wobec powoda postawa pozwanego, jego stanowcze przekonanie o trafności jego oceny powoda i prawdziwości przedstawianych faktów, stwarza realne zagrożenie, że pozwany w przyszłości może ponawiać publikowanie informacji o powodzie, będących przedmiotem niniejszego postępowania sądowego. Skoro wynik tego postępowania doprowadził do oceny, że informacja nie była prawdziwa, a jej opublikowanie, jako naruszające dobra osobiste powoda - bezprawne, to należy uznać istnienie oczywistego interesu prawnego powoda w domaganiu się nie tylko usunięcia skutków już dokonanego naruszenia, ale i zaniechania publikacji tej treści również w przyszłości w celu usunięcia zagrożenia z tym zakresie.
Sąd Apelacyjny za niesłuszny uznał także zarzut niewyjaśnienia przez Sąd Okręgowy podstawy prawnej wyroku. Wbrew odmiennemu zapatrywaniu skarżącego stwierdzić trzeba, że Sąd ten w pisemnych motywach zaskarżonego orzeczenia w sposób dostateczny przedstawił podstawy prawne rozstrzygnięcia, tak w zakresie roszczeń niemajątkowych, jak i odnośnie do roszczenia majątkowego.
Trafnie też ocenił Sąd pierwszej instancji stopień winy pozwanego i wszystkie okoliczności uzasadniające zastosowanie art.448 kc. Kwota zasądzona od pozwanego na wskazany cel społeczny jest odpowiednio
wyważona, została bowiem poddana wnikliwej ocenie i stosownej korekcie w stosunku do treści żądania pozwu. Podkreślić należy, że o zakresie wysokości tego rodzaju świadczenia decyduje przede wszystkim stopień zawinienia, zachowanie sprawcy, sposób naruszenia przez niego dóbr osobistych innej osoby, zasięg tego naruszenia i rozmiar wyrządzonej przez to krzYWdy. Zaskarżony wyrok należycie uwzględnia te kryteria, wyrażając ocenę adekwatną do ustalonego w niniejszej sprawie stanu faktycznego.
Jeśli chodzi o zarzuty skierowane przeciwko samej treści oświadczenia zawierającego przeproszenie powoda, należy podnieść, że Sąd co do zasady jest związany żądaniem pozwu także w tym zakresie. Zgodzić się można ze skarżącym, że tekst oświadczenia objętego pozwem nie jest wprawdzie sformułowany perfekcyjnie pod względem stylistycznym, jednakże należy zważyć, że intencją powoda, domagającego się dopełnienia w ten sposób przez pozwanego czynności potrzebnej do usunięcia skutków naruszenia, było szczegółowe wyartykułowanie na piśmie fragmentów ustnej wypowiedzi pozwanego, postrzeganych jako naruszające jego dobra osobiste, a następnie odniesienie do nich treści oświadczenia pozwanego, odwołującego je jako nieprawdziwe i zawierającego przeproszenie powoda za naruszenie. Należy przy tym brać pod uwagę całość spornej wypowiedzi pozwanego, zatem także stwierdzenie, że "byłem z nim w Paryżu", bowiem nie chodzi tu o jakikolwiek pobyt, lecz o ten konkretny, podczas którego rzekomo miało dojść do oskarżenia powoda przez członków delegacji o przywłaszczenie pieniędzy. Wyniki postępowania wykazały, że pozwany nie uczestniczył w takim pobycie z powodem w Paryżu, który byłby naznaczony opisywanym przez skarżącego incydentem.
Powód dla wypełnienia celu zgłaszanego roszczenia przyjął taką konstrukcję oświadczenia, która w jego przekonaniu w pełni odzwierciedla zarówno istotę bezprawnej wypowiedzi pozwanego, jak i dokonanego nią naruszenia dóbr osobistych powoda. Z tego względu Sąd Apelacyjny nie podzielił zgłoszonych w tym zakresie zastrzeżeń apelującego.
Mając powyższe na uwadze, wobec braku usprawiedliwionych podstaw do uwzględnienia apelacji, na zasadzie art.385 k.p.c. Sąd Apelacyjny orzekł jak w sentencji. O kosztach postępowania apelacyjnego Sąd orzekł w oparciu o art.108 § 1 k.p.c. z związku z art.98 k.p.c. oraz na podstawie § 11 ust.1 pkt 2 (co do roszczenia niemajątkowego) i § 6 pkt 4 (co do roszczenia majątkowego) w związku z § 13 ust.1 pkt 2 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 28 września 2002 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy
prawnej udzielonej z urzędu (Dz.U. Nr 163, poz.1348 ze zm.). Sąd przyznał pełnomocnikowi powoda, w granicach § 2 ust.2 rozporządzenia, wynagrodzenie wyższe od stawek minimalnych, uwzględniając rodzaj i stopień zawiłości sprawy oraz niezbędny nakład pracy adwokata poniesiony w ramach postępowania apelacyjnego.
Ostatnia aktualizacja: poniedziałek, 02 marca 2009 09:53
Więcej z tej kategorii: « Sąd odbiera głos i zamyka rozprawę	Wałęsa otrzymał w kopercie znaczną sumę pieniędzy »