Source: http://www.granagieldzie.pl/viewtopic.php?f=34&t=359&sid=5a90bcef2a39e6a567b75ebe11f8ad21
Timestamp: 2018-01-20 22:26:33
Legal References Found: art. 7
 art. 142
 art. 142
 art. 149
 art. 125
 art. 21
 art. 64

Document Content:
Gra na Gieldzie.pl - Forum gieldowe - gielda,trader,forex,analizy • Zobacz temat - Gaz łupkowy.
Obecny czas: 20 Sty 2018, 23:26
Gaz łupkowy.
Temat postu: Gaz łupkowy.
Wysłany: 20 Sty 2011, 18:41
Polska sprzedała gaz łupkowy za grosze?
Kategorie: Z innych mediów
Tagi do wpisu: złoża łupkowe sprzedane za bezcen
Co ciekawe sprawa odwiertów wywołuje duże emocje za granicą. The Economist?, w swej analizie pod koniec ubiegłego roku wskazuje, że polski gaz łupkowy może zmienić układ sił energetycznych w tej części kontynentu i uniezależnić gospodarkę polską od dostaw z Rosji. Nic więc dziwnego, że analitycy Gazpromu spoglądają na inwestycje Polski z zapartym tchem, gdyż mogą one oznaczać, że ze źródeł polskich korzystać będą również inni odbiorcy europejscy, przynajmniej tej części kontynentu. Podobna sytuacja jest na Węgrzech, które również są uzależnione od dostaw z Rosji. Doskonałym przykładem takiej konwersji w systemie dostaw tego surowca są właśnie Stany Zjednoczone, które po tym jak okazało się, że posiadają złoża łupkowe wystarczające na zaspokojenie potrzeb USA na 100 lat, przekształciły nawet swoje terminale LNG z importowych na eksportowe, tak by można było sprzedawać gaz za granicę. Sprawa gazu łupkowego została nawet poruszona na początku roku w specjalnym raporcie, sporządzonym dla Rady Dyrektorów Gazpromu. Zaznaczono w nim, że samowystarczalność USA to jedna z przyczyn pogorszenia bilansów koncernu w ostatnim czasie.
P.S. z PEŁO niezle się obłowili!!!
Temat postu: Re: Gaz łupkowy.
Wysłany: 02 Mar 2011, 03:52
Zwiększenie wydobycia gazu w Stanach Zjednoczonych ze złóż niekonwencjonalnych może zmienić cały światowy rynek gazowy i zagrozić rosyjskim projektom strategicznym. Takie obawy ma rosyjski Gazprom. Dzięki wydobyciu gazu łupkowego USA stają się krajem samowystarczalnym, podobnie może być też w przypadku Europy. Teraz amerykańskie spółki inwestują w Polsce.
Gazprom obawia się, że amerykańskie metody wydobywania gazu mogą zagrozić takim kluczowym projektom, jak zagospodarowanie gigantycznego złoża gazu Sztokman na Morzu Barentsa. Rosyjski dziennik "Kommiersant" ujawnił raport przygotowany przez zarząd dla Rady Dyrektorów Gazpromu, który zaprezentował wiceprezes koncernu Aleksandr Miedwiediew. Raport informuje, że gaz łupkowy przekształcił rynek gazowy USA z deficytowego w samowystarczalny oraz że nadmiar gazu skroplonego (LNG) uderza w konkurencyjność rosyjskiego surowca w Unii Europejskiej. "Tendencje te zagrażają projektowi sztokmańskiemu, obliczonemu w dużej części na dostawy LNG na rynek USA i Kanady" - pisze "Kommiersant".
Aleksandr Miedwiediew zaznaczył w raporcie, że eksport rosyjskiego surowca w ubiegłym roku zmniejszył się o 11,4 procent (140 mld m sześc. gazu). Raport nie zawiera danych na temat strat, jakie z tego powodu poniósł koncern, ale jak podała PAP, wiceszef koncernu poinformował wcześniej, że wpływy Gazpromu z eksportu gazu za 2009 rok wyniosą 40-42 mld USD wobec 64 mld USD w 2008 roku. Według raportu, przyczyną spadku importu rosyjskiego surowca do UE jest uruchomienie przez Katar i inne kraje eksportu LNG. Miedwiediew podkreślił, że w grudniu gaz z kontraktów wieloletnich był dwa razy droższy od paliwa kupowanego na rynkach spotowych, czyli rynkach transakcji krótkoterminowych. Do spadku importu przyczyniło się również zamknięcie amerykańskiego rynku gazu, który był największy na świecie. - Sytuację pogarsza rewolucja w wydobyciu gazu ze złóż niekonwencjonalnych w Stanach Zjednoczonych. Jeśli kilka lat temu żadna znana nam instytucja nie prognozowała szybkiego wydobycia surowca w USA, to dzisiaj praktycznie wszystkie kompanie mówią o perspektywach wydobycia gazu łupkowego, które mogą radykalnie zmienić światowy rynek gazowy - podkreślił Miedwiediew, cytowany przez "Kommiersant". Zdaniem wiceprezesa Gazpromu, nadmiar paliwa w Stanach Zjednoczonych doprowadził już do skierowania LNG na rynki krajów UE. Rosyjski dziennik zauważył, że zasoby gazu łupkowego w Europie są powodem obaw Gazpromu, bo pokłady surowca mogą wynosić nawet 15 bln m. sześc. i stanowią potencjalną konkurencję dla Rosjan - Europa mogłaby być wtedy bardziej niezależna energetycznie od Moskwy.
W grudniu "Nasz Dziennik" informował, że również w Polsce są spore złoża gazu łupkowego, które szacuje się na ponad 1,4 bln m sześciennych. Tymczasem zużycie gazu w Polsce wynosi 14 mld m sześc. rocznie. Od 1996 r. Ministerstwo Środowiska udzieliło pięciu amerykańskim firmom licencji na prowadzenie poszukiwań błękitnego paliwa w złożach łupkowych. Spółka FX Energy ma koncesję na poszukiwanie tego surowca w okolicach Kutna. Zasobność złoża szacuje się na 500 mld m sześc. gazu. - To prawda, że wydobycie gazu ze skał łupkowych może zagrozić rosyjskiemu monopoliście, jednak w chwili obecnej polskie ustawodawstwo uniemożliwia to - powiedział Przemysław Wipler, dyrektor Departamentu Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii w Ministerstwie Gospodarki w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Podkreślił, że w Europie jest wiele takich złóż, jednak na ogół nie eksploatuje się ich, ponieważ wcześniej się to nie opłacało. - Dopiero teraz, kiedy inne nośniki energii, jak np. ropa, drożeją, podejmowane są nowe inicjatywy, jak właśnie wydobywanie surowca ze skał łupkowych - zaznaczył. Tymczasem jak informował wcześniej Gazprom, zasoby złoża Sztokman, największego na świecie podmorskiego pola gazowego, wynoszą 3,8 bln metrów sześciennych. Do zagospodarowania tego złoża (pierwsze dostawy ruszą w 2013 roku) Gazprom utworzył konsorcjum z francuskim Totalem i norweskim StatoilHydro. To z tego złoża ma być zasilany Nord Stream (Gazociąg Północny), którym gaz popłynie z Rosji przez Bałtyk do Niemiec.
Wysłany: 02 Mar 2011, 04:04
« BOR dementuje sensacyjne doniesienia mediów [DEUTSH] Altes Erbe der Tschekisten »
Gazowe interesy Putina załatwiane były z polskim premierem …
Publikacja w serwisie: 15 May 2010
» "List z Polski" » Były doradca Putina w parlamentarnym zespole smoleńskim » Jacek Trznadel – Nie ufam ani polskim, ani rosyjskim śledczym » Pierwotne zeznania nie będą brane pod uwagę w polskim śledztwie. Jak to możliwe? » Były zaniedbania, mogą być zarzuty » Fanklub Putina » Prokurator Putina » Po jaki grom były te powielacze? – Eunuchy III RP » W katalogu Maksymienkowa były szczątki z lampasami » Mielismy próbkę kiedy były 2 Kaczory NA RAZ. » KINO PUŁKOWNIKA PUTINA » Były szef ABW – Moskwa dogra własne oprogramowanie » Lista osób, które były na pokładzie rządowego Tu-154 » Były trzy telefony satelitarne. Nie mamy żadnego » Wszystko zmienił telefon Putina? » Zamach – ale Putina czy przeciw Putinowi? » Metody śledcze pułkownika Putina » Samoloty Embrayer były już gotowe w połowie 2009 roku » Czy przedmioty należące do funkcjonariuszy BOR były objęte immunitetem dyplomatycznym » Były generał KGB w BBN. Stanisław Koziej: temat Smoleńska sam wypłynie » Komorowski: zobaczyliśmy inny obraz Putina » Prokuratura powinna wnioskować o przesłuchanie Putina » Wyszły od Tuska, nie były u prezydenta – premier obrażał część osób » Były zeżenia ze strony rosyjskiej – Lotnisko w Smoleńsku było „zaniedbane” » Gieorgij Gordin, komentarz z Rosji, W zabójstwie Kaczyńskiego widać styl Putina » Były agent GRU, obecnie pisarz i badacz historii ZSRR, Wiktor Suworow: Rosja jest zdolna do “politycznego morderstwa”… » MAK nie daje dokumentów – Premier Donald Tusk nie widzi powodów do podejmowania interwencji u premiera Władimira Putina w sprawie śledztwa smoleńskiego » Ewidentne zacieranie śladów » emerytowany oficer CIA: TO NIE BYŁ WYPADEK Dziennikarka Julia Łatynina mówi wprost: “Wiosną 2010 r. na Kremlu nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym gazociągiem i że jeżeli nie podejmie się działań, to być może Polska będzie eksportować gaz do Europy oraz że polskie władze należy natychmiast przeciągnąć na naszą stronę”.
Gazowe interesy Putina załatwiane były z polskim premierem nad grobami oficerów w Katyniu i dziwiły nawet rosyjskich dziennikarzy.
Dwie godziny później w jednym ze smoleńskich hoteli miała miejsce konferencja prasowa premiera Rosji na temat zaspokojenia polskiego popytu na gaz do roku 2037. Zmarły tragicznie prezydent Lech Kaczyński o i głośno wskazywał na szkody, jakie ta umowa może przynieść Polsce. Także Komisja Europejska nie jest skora do wydania zgody na taki kontrakt.
Polskie łupki – szanse czy łupienie?
Sobota, 15 maja (06:19)
http://biznes.interia.pl/prasa/tygodnik ... zu,1477453
Gdy określona długość kanału zostanie uzyskana, zaczyna się budowa osłony, podobnie jak na początku (5). Następnie do odwiertu poziomego wprowadza się działo perforujące – rurę z ładunkami wybuchowymi, które odpala się za pomocą detonatora elektrycznego. Ładunki naruszają litą strukturę łupków gazonośnych (6). Po wycofaniu działa wtłaczana jest tam pod bardzo wysokim ciśnieniem woda z piaskiem i specjalnymi dodatkami chemicznymi. Gdy mieszanka dostanie się do perforacji, ciśnienie spowoduje rozszczelnienie i spękanie skały łupkowej (7). Utworzy to kanały pozwalające na wypuszczanie gazu do przewodu (8). Takie “wyrobisko” dzieli się na trzy segmenty i cofając się zatyka kolejno uruchomione sekcje, rozszczelniając kolejne (9). Po zakończeniu tego etapu pozostawione “korki” usuwa się za pomocą wiercenia.
Według szacunków takich firm jak Exxon Mobil czy Chevron nasze zasoby gazu łupkowego wahają się od 1,4 do 3 bilionów metrów sześciennych. Z kolei San Leon Energy szacuje zasoby tylko trzech złóż na 113 mld m sześc. Wynika z tego, że Polska może mieć niekonwencjonalne złoża gazu ziemnego, które wystarczą nawet na 100-200 lat. Prawdopodobne złoża gazu łupkowego ciągną się szerokim pasem od Pomorza po Rzeszowszczyznę (tam właśnie sprzedano najwięcej koncesji) i w rejonach monokliny przedsudeckiej. Obszar objęty planowanymi pracami wynosi ponad 37 tys. km2, co stanowi prawie 12 proc. obszaru Polski.
Ministerstwo Środowiska wydało już ok. 60 pięcioletnich koncesji na poszukiwania gazu łupkowego, w tym dla Exxon Mobil, Chevron, Conocophillips czy Marathon. Muszą one wnosić opłaty sięgające nawet kilku milionów złotych, płacić za wydobycie oraz ponosić opłaty administracyjne i górnicze.Są dwa rodzaje koncesji – na poszukiwanie oraz na eksploatację zasobów. Otrzymują je firmy zarejestrowane w Polsce. Ubiegając się o koncesję eksploatacyjną, trzeba przedstawić wyniki prac poszukiwawczych, plan zagospodarowania złóż i raport o skutkach dla środowiska.
- Międzynarodowe koncerny petrochemiczne będą płaciły gigantyczne kwoty za niekonwencjonalne złoża gazu i ropy naftowej – uważa John Watson, szef amerykańskiej firmy paliwowej Chevron.
- Ceny takich złóż pójdą w górę, ponieważ konwencjonalnych zasobów węglowodorów jest coraz mniej.
Dziennikarka Julia Łatynina mówi wprost: “Wiosną 2010 r. na Kremlu nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym gazociągiem i że jeżeli nie podejmie się działań, to być może Polska będzie eksportować gaz do Europy oraz że polskie władze należy natychmiast przeciągnąć na naszą stronę”.Gazprom przyznał, że wzrost wydobycia gazu łupkowego w USA może radykalnie zmienić cały światowy rynek gazowy i zagrozić projektom rosyjskiego koncernu oraz uderza w konkurencyjność tego surowca w UE. Jeśli potwierdzą się szacunki w Polsce, to Europa może zmniejszyć swą zależność energetyczną od Rosji. Rosyjski dziennik “Kommiersant” ocenia, że gdyby zasoby Polski potwierdziły się, to oznaczałoby wzrost potwierdzonych zasobów gazu ziemnego w Europie o 47 procent. Analityk rynku gazowego Michaił Krutichin uważa, że jeśli dojdzie do przemysłowego wydobycia szacowanych polskich zasobów gazu to Gazprom może szybko stracić swoją pozycję w Europie.
Gazowe interesy Putina załatwiane były z polskim premierem nad grobami oficerów w Katyniu i dziwiły nawet rosyjskich dziennikarzy. Dwie godziny później w jednym ze smoleńskich hoteli miała miejsce konferencja prasowa premiera Rosji na temat zaspokojenia polskiego popytu na gaz do roku 2037. Zmarły tragicznie prezydent Lech Kaczyński o i głośno wskazywał na szkody, jakie ta umowa może przynieść Polsce. Także Komisja Europejska nie jest skora do wydania zgody na taki kontrakt.
Odkrycie tak olbrzymich pokładów gazu w Polsce stawia również pod znakiem zapytania inwestycje niemieckie, eksploatację złóż na Morzu Barentsa czy budowę gazociągu pod dnem Bałtyku. Polacy otrzymują unikalną szansę rozwarcia gnębiącego nas historycznego uścisku Rosji i Niemiec. Mamy złoty róg i wszystko wskazuje na to, że większość nas nie zdaje sobie z tego sprawy. Trudno się dziwić, bo media w Polsce nie należą do Polaków, więc informacje o tym, że Amerykanie dzięki nowej technologii stali się głównym producentem gazu ziemnego na świecie, wyprzedzając Rosję, że udokumentowali złoża zdolne zaspokoić potrzeby Polski na ponad 100 lat i że Polska może stać się eksporterem gazu, nie znajdują tam miejsca.Odkrycia te mocno niepokoją Rosjan i Niemców, którzy obawiają się strategicznej nierównowagi i zagrożenia interesów swych korporacji. W związku z tym Berlin naciska na Warszawę w celu ograniczenia eksploatacji łupków oraz dopuszczenia Rosjan do kupna złóż i udziału w wydobyciu. Ponadto Niemcy naciskają na Tuska, aby ograniczyć rolę amerykańskich firm. Jedną z pierwszych ustaw podpisanych przez nowego p.o. prezydenta była ustawa zezwalająca ministrowi skarbu na ingerencję i zrywanie podpisanych umów “ze względu na bezpieczeństwo strategiczne”. Jednak zaangażowanie w Polsce firm amerykańskich oznaczałoby rzeczywiste, a nie egzotyczne gwarancje bezpieczeństwa, bowiem USA troszczą się o swoje koncerny naftowe. W tym kontekście nieważne jest, czy prezydent Kaczyński został zamordowany, czy też nieszczęśliwy wypadek spowodował jego śmierć – nieważne, czy “stawiał się” pewnej opcji. Gazowe sprawy nie mogą być rozstrzygane poza naszymi plecami przez politycznych towarzyszy. Jeśli Polacy zostawią ich bez kontroli i bez społecznego nacisku to stracimy tę szansę a Pałac Namiestnikowski wróci do swojej roli, którą pełnił przez 123 lata. Teraz rozstrzyga się przyszłość na kolejne kilkadziesiąt lat.
Wysłany: 06 Maj 2011, 17:57
Jadwiga Chmielowska, 6 maj, 2011 - 15:41 gaz łupkowy manipulacja UE Świat
Przesyłam informacje z salonów, które pokazują 'trendy' odnośnie gazu łupkowego. Zaczyna się manipulowanie opinią publiczną. Obawiam się, że są już są chętni, by nas okraść: "Polaczki głupie kapną się po fakcie."
Odwierty w poszukiwaniu gazu pojawiają się w Polsce od Gdańska po Lublin. Niektórzy mówią o możliwej rewolucji na europejskim rynku energii, zwłaszcza w zaopatrzeniu Polski. Jednak polski entuzjazm może osłabnąć - pisze brukselski tygodnik "European Voice".
"Mówi się, że w Polsce mogą znajdować się największe w Europie złoża niekonwencjonalnego gazu. Gdyby został on wydobyty, mógłby zakończyć polską zależność od Rosji, dostawcy ok. 70 proc. gazu. Ponadto polskiemu rządowi byłoby łatwiej wycofać się z +brudniejszego+ paliwa, czyli węgla, który jest teraz podstawą gospodarki" - czytamy w czwartkowym wydaniu gazety.
Gazeta zauważa, że pojawiają się pierwsze odkrycia. Liczne ślady gazu wykryła spółka BNK Petroleum na jednej z trzech koncesji na północy Polski. "Pod koniec ubiegłego roku amatorskie zdjęcia uchwyciły gazowy płomień nad jednym z odwiertów firmy Lane Energy w okolicy Gdańska, chociaż firma nie potwierdziła jeszcze odkrycia" - wskazał dziennikarz. Przypomniał, że wśród firm, które otrzymały koncesje na poszukiwania gazu niekonwencjonalnego w Polsce, są amerykańscy liderzy w tej dziedzinie, tacy jak ConocoPhillips, Chevron, ExxonMobil czy Marathon Oil.
Jak podaje gazeta, wstępne wyniki poszukiwań są pozytywne: zasoby gazu są duże, wysokiej jakości i stosunkowo blisko powierzchni, jednak szefowie firm są ożni i nie używają wyśrubowanych szacunków z ubiegłego roku, które mówiły o złożach rzędu 1,5 do 3 bilionów metrów sześciennych. Zaznacza jednocześnie, że nieco optymizmu można zauważyć u przedstawicieli biznesu. "Gaz, który potencjalnie jest w polskich łupkach (rodzaj skały), może naprawdę przeobrazić rynek energetyczny tego kraju. Jednak nie ryzykowalibyśmy twierdzenia, że gazu starczy na 50 czy 300 lat" - cytuje gazeta Tomasza Maja z Talisman Energy.
Wśród trudności, jakie wydobycie gazu łupkowego może napotkać w Polsce, "European Voice" wymienia zdobycie sprzętu do wierceń oraz uzyskanie akceptacji społecznej. Zauważa, że chociaż Polacy mają duże zrozumienie dla ekonomicznych względów wydobycia, a większość odwiertów leży w niezbyt zaludnionych miejscach, to "nastroje mogą się zmienić".
"Zawiązała się lokalna opozycja wobec domniemanego odkrycia firmy Lane Energy w okolicach Gdańska. Wiele potencjalnych złóż znajduje się na obszarach chronionych. Są także obawy zdrowotne, ponieważ wydobycie gazu ze skały łupkowej wymaga wpompowywania do odwiertów dużej ilości wody z piaskiem, a także chemikaliami. Krytycy twierdzą, że metoda ta może prowadzić do zanieczyszczenia źródeł wody i wycieków metanu" - pisze gazeta. Dodaje też, że poparcie klasy politycznej będzie przetestowane w wyborach pod koniec roku, choć do tej pory politycy postrzegają gaz łupkowy jako szansę na uniezależnienie się od dostaw gazu z Rosji, albo przynajmniej na obniżenie jego ceny.
Chociaż rząd deklaruje zachęty podatkowe, raport amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA) wskazuje na bariery infrastrukturalne i prawne wydobycia w Polsce - podaje gazeta. Jak wylicza, oznacza to, że Polska potrzebuje bardziej rozwiniętej i zintegrowanej infrastruktury przesyłu gazu, więcej magazynów oraz więcej konkurencyjności w wydobyciu, przetwarzaniu i dystrybucji gazu.
Mimo iż jest wiele działań, jakie może w tym zakresie podjąć biznes i polski rząd, "niektórzy politycy w Polsce uważają, że powinna w to zostać zaangażowana UE, zwłaszcza żeby pomóc w rozwijaniu infrastruktury" - wskazuje dziennikarz. Przytacza ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, według którego "zasoby gazu niekonwencjonalnego powinny być w centrum unijnej debaty o bezpieczeństwie energetycznym", tymczasem komisarz ds. energii Guenther Oettinger traktuje go "uzupełniająco".
"Chociaż rozwój gazu niekonwencjonalnego nie znalazł się na agendzie polskiej prezydencji, UE może usłyszeć więcej takich opinii od polskich polityków. Co się jednak stanie, jeśli osłabnie poparcie polskiej opinii publicznej i kiedy padną pytania o to, jak państwo reformuje energetykę i jak są wydawane dochody z tego sektora? Poszukiwacze gazu mogą być pełni nadziei, ale polski entuzjazm może zostać utemperowany, gdy zaczną płynąć i gaz i dochody" - podsumowuje "European Voice".
http://europarlament.pap.pl/palio/html.run?_Inst...
Wysłany: 11 Sie 2011, 11:08
Kto rozdaje koncesje na wydobycie gazu łupkowego osobom prywatnym i zagranicznym inwestorom - na mocy jakiego prawa
Mix, 11 sierpnia, 2011 - 09:07 demontaż polityka uklady wyprzedaż Gospodarka
Dlaczego nie ma żadnej reakcji ze strony opozycji w naszym kraju odnośnie sprzedaży koncesji na wydobycie gazu łupkowego inwestorom zagranicznym i prywatnym firmom.
Podobno Pan Ryszard Krauze ma już kilka takich koncesji.
Na jakiej prawnej podstawie rząd pozbawia się kontroli nad zasobami naturalnymi naszej Ojczyzny. To są dobra całego społeczeństwa i winny być chronione przez tych którzy dostali mandat do sprawowania władzy w imieniu narodu.
Czyż nie tak powinno być że nad wydobyciem zasobów naturalnych powinna być w całości kontrola państwa i rządu.!
Sytuacja która jest obecnie zakrawa na zdradę stanu i interesów Państwa Polskiego oraz jest to działanie przeciwko narodowi za co powinna być tylko jedna kara / w czasie wojny kula w łeb / a teraz natychmiastowe odsunięcie od władzy i sąd 24 godzinny.
Równocześnie działanie osłabiające i tak naprawdę zaniechanie tematu wód geotermalnych na terenie naszego kraju / brak narodowej strategii w gazowym jak i wodnym temacie / to działanie na szkodę państwa.
Dodając do tego sprzedaż strategicznych zakładów / teraz czas na Lotos to nie przychodzi mi nic innego do głowy jak wyjście na ulice i masowy protest.
TYLKO KTO PÓJDZIE JAK NASZE SPOŁECZEŃSTWO W WIĘKSZOŚCI JEST POZBAWIONE ROZUMU I MA W CZTERECH LITERACH CAŁĄ SWOJĄ OJCZYZNĘ.NIE WIERZĘ JUŻ W POLSKI NARÓD I NIE WIERZĘ JUŻ W OPOZYCJĘ- DLACZEGO MILCZY MAJĄC ŚRODKI RÓWNIEŻ FINANSOWE DO BLOKADY I ZDECYDOWANEGO PROTESTU. PANOWIE POSŁOWIE STAŃCIE DO APELU - NIE CZAS NA WAKACJE !!!
Wydobycie gazu łupkowego powinno być pod całościową kontrolą państwa z opracowaną strategią - winno się powołać Przedsiębiorstwo Polski Gaz Łupkowy , jak również
Przedsiębiorstwo Polskie Wody Geotermalne i strzec tych
podmiotów jak oka w głowie. O czym zapomniała opozycja.
Smutno to wszystko wygląda. Ludzie dorośli szykują naszym przedszkolakom niezłą przyszłość w kraju w którym nic już nie zostanie oprócz problemów, długów i obcego kapitału.
Wysłany: 22 Wrz 2011, 12:14
Koncesje na polskie łupki w rękach Rosjan
Okazuje się, że co piątą koncesją na poszukiwanie w Polsce gazu łupkowego dysponują rosyjskie firmy. Koncesje uzyskały w wyniku przejęcia spółek, które miały na nie pozwolenia.
Jak wynika z informacji „Dziennika Gazety Prawnej”, do tej pory Ministerstwo Środowiska wydało 101 koncesji 25 firmom. Choć oficjalnie żadna z koncesji nie należy do firmy z rosyjskim kapitałem, w rzeczywistości co piąta jest w rękach rosyjskich firm.
Co ciekawe resort Środowiska nie jest nawet w stanie sprawdzić, czy spółki posiadają kapitał rosyjski.
Eksperci w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” przyznają, że kontrola złóż łupków może być dla Rosji jedynym sposobem na utrzymanie swojej pozycji, jako głównego eksportera gazu do UE.
http://niezalezna.pl/16530-koncesje-na- ... ach-rosjan
gaz-rosja.jpg [ 44.71 KiB | Obejrzany 11982 razy ]
Dla Rosji gaz w Polsce to priorytet
Mogę jeszcze raz powtórzyć. Dla sowietów sprawa gazu łupkowego w Polsce, to kwestia życia i śmierci. Ja osobiście sądzę, że to jedna z kluczowych spraw jaka zadecydowała, że w samolocie do Smoleńska mieli zginąć obaj bracia Kaczyńscy.
W momencie gdy popłynie gaz łupkowy - do ego najbardziej dążą amerykanie - Francja, Niemcy zrobią wszystko do spółki z Rosją, aby to zablokować - to państwo komunistyczne - czyli komunizm w wydaniu Rosji współczesnej się rozleci. Jeżeli 4/5 budżetu Rosji pochodzi ze sprzedaży gazu i ropy, to w momencie popłynięcia gazu łupkowego z Polski - jak sądzę kontrolowanego przez Wall Street (czyli dobry interes, a jak dobry interes to USA będzie miała bazy wojskowe w Polsce do ochrony tego interesu, a przez to i Polski, a przez to będzie zadrą w oku Moskwy)- Rosja ma rewolucję u siebie. Establishment totalitarnej Rosji będzie musiał szukać odbiorców gazu do Chin, Japonii. A oni nie zamierzają płacić tyle co Polska. Jak Rosja nie zgodzi się na dyktat cenowy Chin i Japonii będzie miała wojnę z potężniejszymi od siebie Chinami (do czego zresztą umiejętnie pcha USA), które od dłuższego czasu przygotowują się do aneksji Syberii.
Gaz łupkowy z Polski do doskonała wiadomość dla Ukrainy (proponował bym już Ukraińcom przygotowywać się do wprowadzenia Karty Ukraińca na ziemiach granicznych z Rosją, należących do dawnej I Rzeczypospolitej oraz Chanatów Kozackich), to doskonała wiadomość dla Białorusi (też radził bym im wprowadzać przygotowania do Karty Białorusina na ziemiach granicznych z Rosją - dawnych zdobyczach I Rzeczypospolitej), Łotwy, Estonii, gorsza dla Litwy - będzie musiała w końcu szanować polską mniejszość, jej prawa. To doskonała wiadomość dla Tatarów w Rosji - grupy która próbuje się wybić na niezależność. Doskonała wiadomość na swoje państwo.
To wiadomość fatalna dla Berlina.
Bo to oznacza, że mogą sobie wsadzić nowo otwarty gazociąg w pewną cześć ciała. To oznacza powrót do budowy koncepcji zjednoczonej Europy Państw z udziałem Ukrainy, Białorusi. To oznacza śmiem twierdzić odtworzenie potęgi Polski, co najmniej z okresu Wazów.
To fatalnie dla panoszącej się w Polsce agentury Stasi, sowieckiej (dawnego WSW,SB - ich pociotów - często posiadających tylko nazwiska pro polsko brzmiące - a w rzeczywistości korzenie pro judeo-rosyjskie, dziennikarzy z oficerem prowadzącym, dla polityków z oficerem prowadzącym, biznesu i finansistów z oficerem prowadzącym, naukowców z oficerem prowadzącym, a także niestety księży z oficerem prowadzącym itp.).
Ludzie nie mogą jednego pojąć, że korzenie całej wywodzącej się z PZPR lewicy, liberałów sięgają do Komunistycznej Partii Polski - która brzydziła się Polską, brzydziła się suwerennością, niepodległością Polski. Oni nie chcieli Polski.
Ludzie nie mogą lub nie chcą pojąć, że WSW, SB, Stasi - Kiszczak wydał zgodę na dowolny nieograniczony werbunek w Polsce - była wprowadzana do ROPCiO, KOR (następnie przejmowali nad nimi kontrolę i uchodzili za kluczowych opozycjonistów). To samo było później z Solidarnością. Za każdym razem chodziło wyłącznie z punktu widzenia u WSW i SB o zmiany wewnątrz u komunistycznego. Pozostałe to wypadkowa tego.
Ludzie nie rozumieją lub nie chcą rozumieć, że żadnego przełomu w 1989 r. nie było. Był jeden sprywatyzowano (właściwie przejęto zakłady - następnie zlikwidowano miejsca pracy - oddano za bezcen rynki zbytu - oddano technologie, nie mówi się o tym - utrzymano sterowanie gospodarką poprzez dofinansowania, atrakcyjne kredyty, projekty unijne) z głównym nietykalnym komisarzem Lewandowskim na czele.
W nagrodę głosujemy na PO, SLD, PSL, UW, Ruchy Palikota i im podobne.
Dziś chce się oddać sowietom kontrolę nad łupkami (bryluje w tym PO, PSL głównie). Dziś karze nam się spłacać długi, których nie zaciągneliśmy.
Dlaczego nie będzie spłacał ich np. ktoś, kto dzięki Rychowi, Zdzichowi, Mirowi uzyskał atrakcyjne dofinansowanie, kosztem podatnika czy instytucje finansowe a zwykły Jan Kowalski - któremu za góra dwa miesiące nie starczy do pierwszego. Dlaczego mamy ratować instytucje finansowe, Banki - zbankrutuje, to powstanie nowy lub ktoś kupi ten upadły (tylko dlatego, że jest kolesiów ). Czy jak przeciętnego obywatela X firma zbankrutuje, to Budżet - Państwo będzie chciał ją uratować Nie. Nogę mu jeszcze podstawią aby się szybciej wyłożył.
W Grecji obniżono płace o 40%. Wyobraźcie sobie urzędnicy, pracownicy, emeryci, że obniżają wam dochody o tylko 20%. Jak będzie ze spłatą przepłaconych kredytów mieszkaniowych, na samochów itp.
Ja sądzę, że PO obniży, o co najmniej 30% dochody ludzi.
Te wybory są ważne. Smuci mnie, że tak wiele osób ma jeszcze klapki na oczach - zwłaszcza w dużych miastach, ale niedługo spadną.
Jestem pozytywnie zaskoczony, że PiS i Jarosław Kaczyński w takiej sytuacji Polski, z takim nastawieniem negatywnym do Polski, polskości ekipy rządzącej i pociotów twórców Komunistycznej Partii Polski, z takim wpływem służb specjalnych na media, na ekspertów, na finansjerę - czyli ludzi tworzących przekaz ma, aż takie duże poparcie i idzie łeb w łeb z głównym przedstawicielem tego SALONU. Robotnicy z SLD, Ruchu Palikota, PSL, niestety jeszcze dużej części PJN się nie liczą. Choć Palikot jest wielką niewiadomą.
Jestem negatywnie zaskoczony postawą Pana Marka Jurka, że mimo powyższego stworzył swój komitet, zamiast iść wspólnie z Jarosławem Kaczyńskim.
Wysłany: 22 Wrz 2011, 12:26
Wysłany: 22 Wrz 2011, 12:29
Zamach na polskie zasoby naturalne – prof. dr hab. Artur Śliwiński
Aktualizacja: 2011-05-14 6:05 pm
Polska doczekała się chwili przełomowej. Chwilę tę określa, naszym zdaniem, moment uchwalenia przez władze państwowe bezprecedensowego aktu całkowitej rezygnacji z ochrony dóbr narodowych oraz oddania w ręce zagranicznych korporacji polskich zasobów naturalnych.
Uchwalenie aktu rezygnacji z ochrony polskich dóbr narodowych i przyzwolenie na ich jawny rabunek jest działaniem ostatecznie definiującym charakter obecnych władz państwowych w Polsce jako władz nie respektujących polskich interesów gospodarczych i politycznych. To, iż ten akt rezygnacji starano się zakamuflować mętnymi zapisami uchwalonej przez Sejm 24 kwietnia 2011 roku ustawy „Prawo geologiczne i górnicze”, niczego nie zmienia.
Niniejsze opracowanie jest niezbędne dlatego, iż argumentacja oraz oficjalne komentarze do nowej ustawy „Prawo geologiczne i górnicze” uciekają od oceny społeczno-ekonomicznej zasadności zawartej w niej regulacji. Niestety, również krytyka tej ustawy była prowadzona raczej z pozycji odległych od ekonomii, co osłabiało ich trafne i przekonywujące oceny. Dla nas istotne znaczenie ma fakt, że wspomniana ustawa stanowi kulminację wieloletniego procesu legislacyjnego w Polsce, który przekształcił się w praktykę legalizacji nieprzejrzystych interesów.
Czujemy się zobowiązani do przypomnienia elementarnych stwierdzeń ekonomicznych, które powinny być znane i respektowane przez władze państwowe. Przypominamy, że ekonomia przestrzega przed destrukcyjnym użytkowaniem zasobów naturalnych (w szczególności nieodnawialnych), którym to mianem określa ich nadmierną, rozrzutną oraz degradującą warunki przyrodnicze eksploatację. Wszyscy powinni wiedzieć, że w tym zakresie nie może być mowy o stosowaniu liberalnych reguł „wolnego rynku”. Reguły te nie zapewniają niezbędnej ochrony zasobów naturalnych przed rabunkowymi metodami i technologiami eksploatacji tych zasobów. Znajduje to potwierdzenie we współczesnej historii gospodarczej, która szeroko przedstawia negatywne skutki stosowania „zasad” neoliberalnej ekonomii do gospodarowania zasobami naturalnymi oraz prób kosmopolityzacji własności tych zasobów.
Współczesna krytyka neoliberalizmu dotyczy szczególnie zagadnień gospodarowania zasobami naturalnymi. Przede wszystkim wskazuje, że nie wolno lekceważyć konsekwencji rosnącego popytu na zasoby naturalne – z jednej strony i ograniczonej dostępności – z drugiej strony. Współczesne społeczeństwa i rządy martwią się rosnącymi wskaźnikami zużycia zasobów naturalnych, zwłaszcza nieodnawialnych. Pod adresem rządów ze strony ekonomistów kierowane są zeżenia przed lekceważeniem specyficznych uwarunkowań gospodarki zasobami naturalnymi oraz zachęty do bardziej racjonalnej i wyważonej eksploatacji zasobów naturalnych. Nie chodzi przy tym o werbalne postulaty ograniczenia marnotrawstwa i skłanianie do korzystania z efektywnych i bezpiecznych technologii, lecz przede wszystkim o stosowanie rachunku kosztów i korzyści społecznych; zwłaszcza w zakresie analizy oddziaływania regulacji prawnej (RIA) oraz analizy oddziaływania na środowisko (EIA ). Rząd w Polsce, przygotowując projekt regulacji prawnych dotyczących liberalizacji wykorzystania zasobów naturalnych, tych podstawowych warunków nie dopełnił, mimo międzynarodowych zobowiązań stosowania tych analiz w procesie podejmowania decyzji istotnych społecznie i gospodarczo. A przecież decyzje dotyczące losu zasobów naturalnych są bezapelacyjnie istotne. Nawet tak elementarny wymóg, jak uzasadnienie celowości regulacji prawnej nie został prawidłowo spełniony.
Skandal pierwszy: brak strategii wykorzystania zasobów naturalnych
Nowa ustawa Prawo geologiczne i górnicze obnaża brak strategicznego planu wykorzystania zasobów naturalnych. W sytuacji, gdy otwiera się szeroka perspektywa eksploatacji gazu łupkowego, jest to fakt ujawniający skrajną nieodpowiedzialność dzisiejszych władz państwowych (co też jest określeniem zbyt delikatnym i nie wyczerpującym istoty rzeczy).
Przypomnijmy, że według raportu amerykańskiego Departamentu Energii z 5.04.2011 roku Polska posiada zasoby gazu łupkowego szacowane na ok. 5,3 bilionów metrów sześciennych, co jest równoznaczne z trzystuletnim zużyciem gazu w Polsce.
Z góry więc można założyć, że jeśli takiego planu nie ma, a w dodatku nie jest on przewidywany, polskie zasoby naturalne przestaną mieć znaczenie strategiczne i staną się łatwym łupem wielkich koncernów wydobywczych. Dla Polski mogą mieć one znaczenie tylko wtedy, gdy jest realizowana przemyślana i realistyczna strategia ich wykorzystania. Z planowaniem strategicznym jest dokładnie jak z myśleniem: jeśli ktoś nie myśli, nie powinien liczyć na to, że pomoże mu to rozwiązać zasadnicze problemy.
Oznacza to brak uporządkowania procesów gospodarowania zasobami gazu w czasie i przestrzeni, czyli puszczenia ich na żywioł. W szczególności, trzeba będzie liczyć się z kolizją między działaniami koncernów wydobywczych i ładem przestrzennym. Jednak sprawy te nie zostały w ustawie nawet dotknięte. Jej zapisy umożliwiają bezkarne zakłócenie ładu przestrzennego w skali kraju. Choć art. 7 ustawy zastrzega, że działalność wydobywcza nie może naruszyć „przeznaczenia nieruchomości określonego w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego oraz w odrębnych przepisach”, jest to klauzula zbyt werbalna, aby blokowała silne ingerencje w gospodarkę przestrzenną. Zwróćmy uwagę na określenie „nie może naruszyć przeznaczenia nieruchomości”. Nie oznacza ono, że działalność wydobywcza nie może dewastować ładu przestrzennego. Taki jest też wydźwięk deklarowanej przez twórców ustawy (błędnej) zasady podanej w uzasadnieniu projektu ustawy, „że jeżeli plan miejscowy ani inne powołane wyżej uwarunkowania nie zawierają zakazu wydobywania kopaliny, nie byłoby przeszkody do podjęcia działalności w tym zakresie”.
Nie zostały wyodrębnione tereny chronione przed ewentualną dewastacją. I wreszcie, zabrakło budżetowania, umożliwiającego planowanie wpływów i wydatków z tytułu eksploatacji zasobów. Urzędnikom państwowym możemy zdradzić tajemnicę: jeśli nie ma planu finansowego, to z pewnością wydatki przewyższą wpływy.
Ustawa została sporządzona w duchu neoliberalnym. Świadczy o tym załączone do niej uzasadnienie. Jej twórcy zapewniają, iż nadrzędnym celem jest usunięcie barier utrudniających podejmowanie i wykonywanie działalności w zakresie geologii i górnictwa, pobudzanie przedsiębiorczości i zwiększenie pewności inwestowania, „co powinno zapewnić racjonalną gospodarkę złożami kopalin w ramach zrównoważonego rozwoju”. Zazwyczaj takie sformułowania stosowane są wtedy, gdy ktoś stara się upiększyć niezbyt atrakcyjny produkt. Z tego zapewnienia wynikałoby, że to przedsiębiorcy są beneficjentami regulacji prawnej, a tymczasem przez wszystkie szczeliny drzwi i okien wciska się prawda, że to nie przedsiębiorcy, lecz wielkie koncerny amerykańskie są faktycznymi beneficjentami tej regulacji. Wystarczy przyjrzeć się choćby kryteriom przetargu na koncesje, które spychają zwykłych przedsiębiorców na margines wielkiego biznesu. W jaki sposób usuwanie barier i „pobudzanie przedsiębiorczości” mają zapewnić racjonalną gospodarkę złożami i kopalinami? Tego autorzy projektu ustawy nie wyjaśniają. To właśnie ustawa powinna zapewnić racjonalną gospodarkę zasobami naturalnymi, a nie jakieś usuwanie czy pobudzanie. Jeśli pod tym uzasadnieniem kryje się przemyślana koncepcja racjonalności ekonomicznej, należałoby autorów ustawy zgłosić do nagrody Nobla.
Skrajnym wyrazem neoliberalnego charakteru ustawy jest wprowadzenie wtórnego obrotu koncesjami poszukiwawczymi, czyli możliwości ich swobodnej odsprzedaży. Ponieważ do tych koncesji przypisano prawo pierwszeństwa do koncesji wydobywczych, sytuacja musi wymknąć się spod kontroli: każda świnia może robić z Polski chlew.
To są rozwiązania sprzyjające rabunkowej eksploatacji tych zasobów. A jednocześnie pomijają one zagrożenia, które niesie beztroskie traktowanie ekonomicznych aspektów problemu.
Takie podejście może zemścić się dalszą – już mocno zaawansowaną – de-industrializacją polskiej gospodarki. Mamy na myśli zagrożenie określane mianem choroby holenderskiej : nawet ograniczony przypływ waluty z tytułu eksportu gazu może skutkować wzrostem kursu złotego, co pośrednio będzie pogarszać konkurencyjność wyrobów przemysłowych. W dłuższej perspektywie grozi to niechybnym cofnięciem Polski na pozycje kraju rolniczo-surowcowego, typowe dla gospodarek kolonialnych.
Powinno być inaczej. Mądra strategia wykorzystania złóż gazu łupkowego, oparta na dominacji polskiej własności, mogłaby stanowić niepowtarzalną szansę wyjścia z permanentnego kryzysu i odrodzenia gospodarczego.
Brak ze strony rządu strategicznego planu wykorzystania zasobów naturalnych nie znaczy, że taki plan nie istnieje. Jest możliwe (czy raczej pewne), że taki plan wykorzystania polskich zasobów naturalnych znajduje się w Waszyngtonie jako część strategicznego zabezpieczenia interesów Stanów Zjednoczonych.
Skandal drugi: zamach na własność prywatną
Ważnym aspektem nowego Prawa geologicznego i górniczego jest bezpardonowy, urągający konstytucji zamach na własność prywatną. Sprawdziły się obawy, że „wydzielenie” własności górniczej stanie się furtką do poważnego naruszenie prawa własności, skoro jest ona rzeczowo podziemną częścią nieruchomości gruntowych stanowiących w znacznej mierze własność prywatną.
W szczególności świadczy o tym następujący art. 142.1 omawianej ustawy: „Właściciel nie może sprzeciwić się zagrożeniom spowodowanym ruchem zakładu górniczego, który jest prowadzony zgodnie z ustawą”.
Jest to zapis bezprecedensowy i dający koncernom wydobywczym nieograniczone możliwości ingerowania w sferę prywatnej własności nieruchomości. Ustawodawca usiłuje zachować pozory ochrony własności prywatnej, a czyni to za pomocą dyskretnego sprowadzenia zagadnienia ochrony własności do kwestii ochrony interesów właściciela. Taki zabieg jest niedopuszczalny, zwłaszcza kiedy naruszanie praw własności jest niejako wkomponowane w działalność wydobywczą. Jest to de facto legalizacja naruszeń praw własności na wielką skalę, usprawiedliwiana podrzędnym argumentem ułatwienia działalności geologicznej i górniczej. I oczywiście jest to także szczególne uprzywilejowanie – bezkarnością – łamania praw własności. Organy państwa mają chronić własność, a nie wystawiać ją na zagrożenia ze strony kapitału zagranicznego, który przecież nie jest święty.
W przytoczonym art. 142.1 przyznaje się właścicielom ograniczone prawo żądania naprawienia wyrządzonej tym ruchem (zakładów górniczych – przypis autora) szkody, na zasadach określonych ustawą. Problem polega na tym, że ustawodawca zasad tych nie wskazuje.
Jakie funkcje związane z ochroną interesów właścicieli nieruchomości (nadzorcze, pomocnicze, arbitrażowe itp.) przejmują wobec tego organy państwowe? Żadne. Innymi słowy, nie zamierzają one interweniować nawet w skrajnych przypadkach naruszenia interesów właścicieli nieruchomości, zagrożonych owym „ ruchem zakładów górniczych” (ustawodawcę powinno stać na nazywanie rzeczy po imieniu). Ustawa nie zobowiązuje koncesjonariuszy do jakiegokolwiek wynagrodzenia za poważne uszczuplenie praw majątkowych właścicieli nieruchomości, tylko odsyła żądających naprawienia szkód do sądu gospodarczego. Każdy, kto ma jakieś pojęcie o funkcjonowaniu polskich sądów gospodarczych i kodeksie cywilnym wie o poważnej asymetrii występującej między osobami fizycznymi a organizacjami gospodarczymi, zwłaszcza wielkimi. Procesowanie się o odszkodowania z wielkimi organizacjami gospodarczymi jest nie tylko obarczone wysokimi kosztami, ale także może wywoływać dodatkowe retorsje (koncerny mając prawo naruszania własności mogą posunąć się dalej). A przede wszystkim jest nieskuteczne.
Na domiar złego zgodnie z art. 149.1 sądowe dochodzenie roszczeń jest możliwe dopiero po wyczerpaniu postępowania ugodowego, a praktycznie po upływie dwóch miesięcy od zgłoszenia roszczeń. Każdy może się domyślić , jakie to daje koncernom możliwości nacisku na poszkodowanych.
Nie zaniedbano także nadużycia środków administracyjnych. Z gracją słonia w składzie porcelany zmieniony został art. 125.1 ustawy o gospodarce nieruchomościami, który wskutek tego nabrał szczególnego znaczenia: „Starosta, wykonujący zadanie z zakresu administracji rządowej, może, w drodze decyzji, ograniczyć sposób korzystania z nieruchomości niezbędnej w celu poszukiwania, rozpoznawania, wydobywania kopalin objętych własnością górniczą”. Każdej nieruchomości.
Ingerencja w stosunki własności nie może naruszać prawa własności, lecz może jedynie dotyczyć sposobu wykonania prawa. W tych przypadkach sięga ona znacznie dalej Nie chodzi bynajmniej o to, czy taka ingerencja jest bardziej lub mniej dolegliwa, lecz o to, że jej wprowadzenie radykalnie zmienia ustrój społeczno-gospodarczy. Nie ma tutaj mowy o ograniczeniu praw własności prywatnej względami publicznymi, lecz warunkami pomnażania zysków. To czyni przepisy ustawy zasadniczej bezużytecznymi (jak w czasach komunistycznych – deklaratywnymi). Dotyczy to szczególnie art. 21, który w punkcie 1 głosi, że „Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedziczenia”, ale także art. 64 przewidującego ograniczenie własności tylko w zakresie, w jakim nie zostaje naruszona istota prawa własności.
Skandal trzeci: forsowanie neokolonializmu
Nie ma wątpliwości, że ustawa Prawo geologiczne i górnicze – regulująca gospodarkę polskimi zasobami naturalnymi – jest jakby wielką pieczęcią z napisem NEOKOLONIALIZM przyłożoną do kart dwudziestoletniej historii gospodarczej Polski. Nie potrzeba wielkiej wnikliwości, aby w omawianych zabiegach legislacyjnych rozpoznać typowe wzory ekspansji koncernów naftowych i gazowych na kraje Ameryki Łacińskiej, Bliskiego Wschodu, Azji Środkowej itp. Nie ma żadnych danych, które wskazywałyby na ograniczenie sygnalizowanych tendencji ekspansjonistycznych lub oszczędzanie Polski. Dążenie do krociowych zysków przeważa nad sympatiami politycznymi. Zresztą Polska nie jest darzona szczególnymi sympatiami. Górę bierze raczej hałaśliwy antypolonizm.
Taki punkt widzenia jest źle przyjmowany przez władze polityczne i oficjalne media. Wywołuje on bowiem wilka z lasu, ujawniając zjawiska składające się na kontinuum przemian zachodzących w gospodarce i polityce. Jego istotą jest przejmowanie polskich zasobów kapitału przez czynniki zagraniczne. Dziś nie ulega wątpliwości, że ich przejmowanie nie było rezultatem mądrych koncepcji ekonomicznych, lecz importem wypróbowanych wcześniej technologii zdobywania terytoriów i władzy. A towarzyszyły temu dwa charakterystyczne zjawiska: zaciemniania sytuacji ekonomicznej (zwłaszcza stosunków własnościowych) oraz ograniczanie na różne sposoby polskiego przemysłu i zaplecza naukowo-technicznego. Przejmowanie zasobów naturalnych może być uwieńczeniem tych przemian.
Pytanie, czy wskutek podporządkowania polskich zasobów naturalnych gospodarka ostatecznie przekształci się w typową gospodarkę neokolonialną jest więc pytaniem zasadnym.
Jednym z ważniejszych warunków takiego obrotu spraw było znamienne przeorientowanie dyskusji nad rozwojem społeczno-gospodarczym Polski z rozważań ekonomicznych na spekulacje polityczne. Poziom wiedzy i realizmu ekonomicznego, który cechuje dotychczasowe spory wokół krytykowanej ustawy, jest żenujący. W obrębie tych sporów (najchętniej toczonych poza zasięgiem opinii publicznej) ujawnienie istnienia wielkich złóż gazu łupkowego zrodziło dwie sprzeczne tendencje. Pierwsza z nich – bardziej lub mniej ożnie formułowana – z eksploatacją złóż gazu wiąże wielkie nadzieje, nie zwracając uwagi na złożone uwarunkowania ekonomiczne i polityczne. Druga przeciwnie, atelizuje znaczenie istnienia i warunków eksploatacji tych złóż. Wyjaśnienie sprzeczności między tymi tendencjami powinno być bardzo pouczające.
Najpierw jednak warto przyjrzeć się stanowisku rządu Donalda Tuska – inicjatora nowej ustawy Prawo geologiczne i górnicze. W ogólnym zarysie stanowisko to sprowadza się do atelizowania zagadnienia eksploatacji złóż gazu łupkowego. Przebija się to wyraźnie przez ustawowe zapisy. Niektóre z nich są sformułowane tak, jakby zagadnienie wykorzystania tego wielkiego bogactwa natury w ogóle nie istniało. Ale z drugiej strony, ustawa ścieli czerwony dywan dla wejścia koncernów zachodnich.
Bagatelizowanie zagadnienia eksploatacji złóż gazu łupkowego wyraża się przede wszystkim (co wcześniej staraliśmy się uwypuklić) w nieprzygotowaniu długookresowego planu strategicznego gospodarowania tymi złożami. Plan taki powinien jasno określać, czy eksploatacja tych złóż będzie oparta na dominacji polskiej własności (najlepiej państwowej) i wykorzystaniu własnego potencjału geologicznego i górniczego, czy przeciwnie – na dominacji kapitału zagranicznego. Tego jasno nie określono, zdając się pozornie na żywioł rynkowy, a w istocie rzeczy torując drogę i forsując liczne ułatwienia umożliwiające dominację kapitału zagranicznego. Konsekwencje wyboru strategicznego są w tym zakresie doniosłe.
Przykładów ukrytej preferencji kapitału zagranicznego w omawianej ustawie jest wiele. Jednym z tych przykładów jest niespotykany nigdzie dopuszczalny okres ważności koncesji wydobywczych: pół wieku. Nawet w okupowanym Iraku, gdzie amerykańskie koncerny wydobywcze zbierają obfite żniwo agresji, okres ten wynosi 30 lat. Drugi przykład dotyczy dostępu do złóż; ustawa przewiduje przetarg publiczny. Przetarg powinien opierać się na założeniu, że oferenci wchodzą w stosunki konkurencyjne, a więc nie tworzą spójnej grupy interesu. A przecież powszechnie wiadomo, że koncerny ubiegające się o wspomniane koncesje nie przypominają pod żadnym względem kolekcjonerów wystawianych na aukcji obrazów Nikifora. Są to organizacje o zasięgu światowym wspólnie kontrolujące wielkie terytoria i kraje, a także koordynujące politykę zdobywania nowych terytoriów (mając wielkie doświadczenie w tym zakresie). Przy tym korzystają z wydajnego wsparcia rządu i dyplomacji, a jeśli trzeba – wojska i służb specjalnych. To zaś oznacza, iż mogą dyktować warunki koncesji, chyba że stawia się przed nimi próg opłacalności. Poseł Piotr Cybulski (PiS) na jednym z ostatnich posiedzeń sejmowych komisji zajmujących się projektem ustawy geologiczno-górniczej słusznie proponował, aby taki próg ustawowo określić (w wysokości 40% wartości wydobywanego gazu). To jednak nie przeszło.
Wariant, iż eksploatacja złóż gazu łupkowego zostanie zdominowana przez wielkie koncerny wydobywcze i przetwórcze jest praktycznie przesądzony (przynajmniej do czasu, gdy cała konstrukcja się nie rozleci). Kto jednak w rządzie zastanawiał się nad skutkami realizacji tego wariantu? A chodzi zarówno o niezwykle poważne skutki ekonomiczne, jak też poważne społeczne i polityczne.
Nie ma sensu spieranie się o to, czy dzięki realizowanemu scenariuszowi wydarzeń pojawi się szansa zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego Polski oraz możliwość uniezależnienia od dostaw z Gazpromu. Jest to w istocie rzeczy spór o to, co zrobią amerykańskie koncerny; bo to one będą trzymały karty w ręku. Mogą zostawić gaz w Polsce, ale mogą równie dobrze skierować go w całości na eksport. Mogą zawrzeć z Rosją porozumienie strategiczne albo mogą zdecydować się na walkę konkurencyjną. I tak dalej. Sytuacja nie jest ciekawa. Realistycznie rzecz biorąc, scenariusz ten wkłada Polskę między młot i kowadło.
Dlatego optymizm jest nie na miejscu. Częściowo bierze się on z kardynalnego błędu ekonomicznego. Polega on na założeniu, że dowolne rozwiązania umożliwiające eksploatację złóż gazu łupkowego będą korzystne dla Polski. Takie stanowisko m.in. prezentował w Sejmie rządowy referent uchwalanej ustawy Jacek Henryk Jezierski, mówiąc: „Kto zarobi na gazie łupkowym, jeżeli będziemy go mieli? My, Polska zarobi.[…] Jeżeli ten gaz rzeczywiście będzie, jeżeli będziemy go eksploatować, to kto będzie właścicielem tego gazu? Skarb Państwa. W związku z tym Skarb Państwa w ramach umowy o użytkowanie górnicze będzie otrzymywał za to dodatkowe pieniądze, inne, poza tymi, które są opłatami eksploatacyjnymi i podatkami”. Pomijając dość specyficzny język tej argumentacji (daleki od języka i myślenia ekonomicznego), trudno nie zauważyć, że wbrew temu oświadczeniu z ustawy absolutnie nie wynika, że właścicielem gazu będzie Skarb Państwa, a nie zagraniczne koncerny wydobywcze. Złoża mogą być formalnie własnością Skarbu Państwa, ale to nic nie znaczy. Znajdą się bowiem w trwałym użytkowaniu przez wspomniane koncerny, co przesądza sprawę.
Wnioski: zapowiedź rewindykacji
Sytuacja, jaka powstała wokół polskich zasobów naturalnych, narzuca wiele pytań i obaw. Spośród nich najważniejsze wydaje się pytanie, jakie są szanse i warunki odwrócenia niebezpiecznych i wysoce niekorzystnych dla przyszłości Polski procesów rabunkowych?
Odpowiedź wymaga wszechstronnej i gruntownej analizy omawianej sytuacji. Nasz raport nie wystarczy. Niemniej możemy ustalić kilka podstawowych punktów składających się na ogólny zarys odpowiedzi.
Warto przede wszystkim zaznaczyć, że duże znaczenie ma kontekst geopolityczny. Jest pewne, że pod ciśnieniem wielkiego, światowego kryzysu ekonomicznego dotychczasowe „technologie” neokolonialne tracą rację bytu. Ich główna siła – dominacja polityczna i militarna Stanów Zjednoczonych i najsilniejszych krajów europejskich – przechodzi do historii. Forsowane od lat 90-tych uzasadnienie ekspansji wielkich korporacji finansowych, handlowych, militarno-przemysłowych i energetycznych w formie haseł neoliberalnej ekonomii, jest dziś powszechnie podważane. Obnażona została nędza moralna wielkich korporacji.
A zatem perspektywa utrzymania wpływów neokolonialnych ulega gwałtownemu skróceniu. Skróceniu ulega również perspektywa przetrwania służących tym korporacjom i wspierającym ich rządom partii politycznych, środowisk opiniotwórczych i różnych służb państwowych. Wcześniej czy później znajdą się pod pręgierzem opinii społecznej. Historia nie jest tak krótkowzroczna jak rządzący dziś w Polsce politycy.
Dzisiaj szczególnie istotne jest odrzucenie fałszywego i kompromitującego pod względem wiedzy ekonomicznej poglądu o podrzędnym znaczeniu kapitału narodowego. W szczególności konieczne jest wyleczenie się ze schizofrenii polegającej na apologetyce kapitału zagranicznego i równocześnie nieposzanowaniu kapitału narodowego. Ustawa Prawo Geologiczne i Górnicze jest jaskrawym przykładem braku szacunku dla kapitału narodowego.
Odrzucenie wspomnianego poglądu jest jednak częścią większego problemu. Problem ten polega na zablokowaniu rozbudowanego w ciągu dwudziestolecia zagranicznego i rodzimego układu politycznego, który ten kapitał drenuje i niszczy. Wymaga to znacznie więcej niż krytyki, chociaż tej nie należy zaprzestać.
Sytuacja dojrzała do powstania szeroko zakrojonej – potrzebnej, ale również sprawiedliwej – akcji rewindykacyjnej. Wydaje się jedynie kwestią czasu, kiedy w Polsce rozwinie się szeroki ruch społeczny i polityczny, zmierzający do odzyskania utraconych w latach 1989 – 2011 polskich zasobów kapitałowych i naturalnych, a także wszelkich wcześniej utraconych zasobów, zwłaszcza w latach II Wojny Światowej i okupacji sowieckiej.
To może być jedyny pozytywny rezultat nowej ustawy Prawo geologiczne i górnicze.
Za: Europejski Monitor Ekonomiczny (2011-05-09) (" Raport EEM: Zamach na polskie zasoby naturalne")
Wysłany: 22 Wrz 2011, 12:31
Rząd sprzedaje gazowe eldorado – prof. Mariusz-Orion Jędrysek
Aktualizacja: 2011-05-15 10:02 pm
Gaz zawarty w złożach łupkowych w Polsce jest wart co najmniej 1000 mld dolarów. Pasywność rządu Donalda Tuska sprawia, że zamiast na 70, dziś możemy liczyć zaledwie na 20 procent tej sumy i utratę pozycji gospodarza-decydenta
Skarb Państwa nie potrafi zadbać o zyski z potencjalnej eksploatacji gazu łupkowego w Polsce. Odwrotnie niż wielkie firmy poszukiwawczo-wydobywcze, które mimo ponoszonego ryzyka chcą płacić więcej za koncesje, niż żąda za nie państwo.
Podczas trzeciego czytania projektu ustawy Prawo geologiczne i górnicze posłowie, m.in. Wojciech Jasiński i Piotr Cybulski, pytali o zakres obrotu i rynkowej wartości koncesji na poszukiwania i eksploatację gazu w łupkach. Posła Cybulskiego interesowało, czy prawdą jest, że na rynku wtórnym jedna koncesja kosztuje od 50 do 100 mln złotych. Konkretna odpowiedź jednak ze strony rządowej nie padła.
Rzecz jasna, nikt nie podaje bezpośredniej wielkości kwoty transakcji dotyczącej obrotu koncesjami – to tajemnica handlowa i strategiczna każdej poszukiwawczej firmy geologiczno-górniczej. Niemniej jednak można ją oszacować na podstawie danych pochodzących z oficjalnych komunikatów firm i innych doniesień dostępnych w internecie. W Liście do Klubów Parlamentarnych wymieniłem kwotę 50-100 mln zł jako cenę jednej koncesji na rynku wtórnym, i na te kwoty – jak mniemam – powoływał się poseł Cybulski.
Bez kosztów i ryzyka
Gdyby rząd nie zrezygnował z przygotowanego przez rząd PiS projektu powołania Polskiej Służby Geologicznej (PSG) jako organu państwa, a miesiąc po zaprzysiężeniu, z niejasnych przyczyn, nie rozwiązał społecznie działających organów doradczych (Rada Geologiczna, Rada Górnicza, Honorowy Komitet Głównych Geologów Kraju, Komisja Geoekologii i Metod Analitycznych), to nie tylko dziś, ale już dwa lata temu byłoby wiadomo, ile są warte wspomniane koncesje. W zastępstwie rządu, jak i istniejącej Państwowej Służby Geologicznej chciałbym podać przykładową wycenę wartości koncesji na poszukiwanie gazu w łupkach. Wycena opiera się na szacowanej wartości transakcji (dane internetowe) zawartej pomiędzy firmami Talisman i San Leon w zakresie udziału w koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie gazu z łupków w okolicach Braniewa i Gdańska.
Jedna firma zapłaciła drugiej gotówką około 1,5 mln euro. Ponadto firma nabywająca udziały w koncesji poniosła koszty badań sejsmicznych (2D) i prowadzi na swój koszt wiercenia badawcze dotyczące co najmniej 1000 m poziomych odwiertów, z dwiema opcjami na dodatkowe 500 m każda. A oto, co w zamian uzyskuje firma nabywająca koncesję: 30 procent udziału oraz dodatkowo opcję uzyskania dodatkowych 30 procent udziału za wykonanie kolejnego odwiertu na swój koszt. Sprawa w identyczny sposób dotyczy łącznie trzech obszarów koncesyjnych. Z tego wynika, że San Leon – za to, że oddał od 30 do 60 procent udziałów (w zależności od opcji), będzie dysponował kosztującymi kilkadziesiąt milionów dolarów wynikami badań i wiedzą dotyczącą wielkości zasobów gazu w łupkach występujących na swoich trzech obszarach koncesyjnych. Jeśli w oparciu o wartość rynkową kosztów badań związanych z poszukiwaniami poniesionych przez Talisman szacować wartość rynkową jednej koncesji, to trzeba ją ocenić na kwotę rzędu 50-100 mln zł za każdą. Za uzyskanie tych koncesji od Skarbu Państwa San Leon zapłacił, jak najbardziej legalnie, Skarbowi Państwa kilkaset tysięcy złotych. Jednocześnie nadal będzie dysponował 40-70 procentami udziałów w koncesji, a więc w potencjalnym przyszłym zysku liczonym w miliardach dolarów. To wszystko praktycznie bez ryzyka i kosztów – jeśli nie liczyć kilkuset tysięcy złotych wydanych na przygotowanie wniosku koncesyjnego i opłatę za uzyskaną koncesję. Gdyby Talisman sam złożył wniosek koncesyjny, tak jak to zrobił wcześniej San Leon, to za dokładnie te same nakłady poniesione na poszukiwania byłby właścicielem 100, a nie 30 czy 70 procent udziału w koncesji. Stąd, mimo że nie jestem ekonomistą, uważam, iż szacowana wartość koncesji jest wiarygodna.
Jeśli powyższe, bardzo szacunkowe kalkulacje są nieprzekonujące, to radziłbym stronie rządowej prześledzić oficjalnie anonsowane transakcje, np. ostatnią zawartą w maju br. pomiędzy Nexen a Marathon.
Miliardowe zyski
Jestem przekonany, że kwoty, jakie przytoczyłem, są raczej zaniżane, i to znacznie. Należy pamiętać, że największe ryzyko ponieśli pierwsi inwestorzy, którzy uzyskali koncesje w 2006 i 2007 roku. Wartość informacji geologicznej od nich uzyskanej, którą muszą się dzielić ze Skarbem Państwa, jest ogromna. Następne firmy ponosiły mniejsze ryzyko, a wynikająca z ich badań informacja geologiczna jest wielokrotnie mniej warta, bo już nie jest pierwsza. Stąd opłaty za każde następne koncesje udzielane po dłuższej przerwie powinny rosnąć wielokrotnie. Jeśli dziś wiadomo, z prawdopodobieństwem np. 50 procent i bez wierceń, że gaz na jednej koncesji może być wart kilka miliardów dolarów, to ile kosztuje koncesja lub choćby udział w niej?
Takie proste kalkulacje przedstawiłem dwa miesiące temu na jednej z konferencji, w której uczestniczyli także przedstawiciele Państwowego Instytutu Geologicznego – Państwowego Instytutu Badawczego (w tym jego dyrektor), pełniącego rolę państwowej służby geologicznej. Skoro strona rządowa utrzymuje, że PIG świetnie spełnia zadania służby geologicznej, to dlaczego o tak kluczowej sprawie, jak rynkowa wycena koncesji, obecni na konferencji, a szczególnie aktywnie dyskutujący przedstawiciele PIG nie poinformowali rządu o możliwych wartościach koncesji na poszukiwania? Możliwe, że zarobiliby w ten sposób dla Polski kilkaset milionów złotych (jeszcze było to możliwe). To i wiele innych okoliczności dowodzi, że w obecnej sytuacji prawnej i wewnętrznej strukturze PIG nie jest w stanie być organem państwa działającym wyłącznie w jego imieniu.
Drugiej Norwegii nie będzie
Wróćmy jednak do oszacowań wartości koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie gazu w łupkach. Gdybym nawet omyłkowo zawyżył dziesięciokrotnie powyższe szacunki (a równie dobrze pokazane szacunki mogą być mocno zaniżone), to i tak byłoby to jeszcze dziesięć razy więcej niż kwota, jaką pobiera polski rząd za udzielenie koncesji, i to wraz z użytkowaniem górniczym (sic!). Tę ostatnią sprawę zresztą bardzo mgliście tłumaczy strona rządowa, tak jakby kwota za użytkowanie górnicze nie była jeszcze pobrana – a według mojej wiedzy, prawdopodobnie już jest pobrana i zawiera się w wymienionej żenująco niskiej kwocie od 29 do 30 mln zł łącznie za wszystkie koncesje i użytkowanie górnicze. Innymi słowy, jeśli mam rację, to za jedną koncesję poszukiwawczą państwo polskie pobiera 1 procent (!) lub ułamek procenta jej wartości rynkowej. Jeśli tak, to teraz trzeba pomnożyć utratę kilkudziesięciu (kilkuset?) milionów złotych na każdej koncesji na poszukiwania przez liczbę kilkudziesięciu koncesji (nie mniej niż 65 – bo na tyle subiektywnie oceniam liczbę bezsensownie wydanych koncesji). Te kalkulacje opiewają na miliardy złotych, które Skarb Państwa mógł zarobić, i to w większości w twardej walucie.
Co najmniej od czasów Adama Smitha wiadomo, że towar jest wart tyle, ile ktoś za niego jest gotów zapłacić. Rynek wtórny pokazał, że firmy, mimo ponoszonego ryzyka, są gotowe płacić o wiele więcej za koncesje na poszukiwania, niż państwo za nie żąda. Co gorsza, przy obecnym stanie prawnym, a także przy tym właśnie uchwalonym Prawie geologicznym i górniczym, wydając koncesje na poszukiwanie i rozpoznanie dowolnego złoża kopaliny, wiążemy sobie ręce na przyszłość w odniesieniu do wydobycia tej kopaliny, kopalin towarzyszących (opłata eksploatacyjna niższa o 50 procent) i innych działań (np. wielce zyskowne zatłaczanie CO2 pod łatwymi do spełnienia warunkami). Koncesję na wydobycie bowiem trzeba wydać temu, kto dokonał odkrycia złoża i kto dysponuje prawem do informacji geologicznej dla obszaru koncesyjnego. Jedno i drugie mają tylko firmy, które posiadają koncesję poszukiwawczą. Dlatego utrzymuję, że Skarb Państwa w praktyce dostanie tyle, ile uznają za słuszne koncesjonobiorcy – czyli firmy, o których w wielu przypadkach państwo nic nie wie, np. kto jest ich właścicielem. Oczekiwany model norweski (o którym wspominał m.in. świetny ekspert Grzegorz Pytel) i około 70 proc. udziału Skarbu Państwa w zyskach nie mają już najmniejszych szans na realizację w Polsce.
Jaki jest więc interes państwa? Jeśli gaz zawarty w złożach jest wart co najmniej 1000 mld dolarów (1 bln), to ile z tego będzie miało państwo polskie, powinna już trzy lata temu liczyć służba geologiczna. Jeśli nie zostaną podjęte przełomowe kroki, to zysk Skarbu Państwa będzie mniejszy niż 20 procent, i to tylko w zakresie najprostszych, bo podatkowych, opłat – bez szans na efekt multiplikacji wynikający np. z rozwoju własnych technologii. Innymi słowy, uwzględniając koszty poszukiwań, wydobycia, transportu itd. – na potencjalnej eksploatacji, księgowo Skarb Państwa straci bezpośrednio nie mniej niż 500 mld złotych. Jest to więcej niż np. dotacje netto uzyskane (wykorzystane) z Unii Europejskiej.
Rząd wybiera milczenie
Skoro obecny rząd nie potrafi odpowiedzieć na fundamentalne pytania dotyczące obrotu strategicznymi koncesjami, to znaczy, że całość odbywa się poza wiedzą Skarbu Państwa i w ogóle państwa jako właściciela kluczowych zasobów geologicznych. Mimo apeli posłów i członków poprzedniego rządu polityka geologiczna nie ulega zmianie (gaz w łupkach to element polityki geologicznej), a proponowane rozwiązania stan ten pogarszają. Potwierdza to tylko to, co mówiłem wielokrotnie wcześniej, że polską geologię w wymiarze państwowym trzeba zbudować od nowa, zdecydowanie bazując na tym, co mamy, ale z nową koncepcją dbania o interes silnego państwa. Kwestie koncesyjne, zasadnicze dla interesu państwa, powinny być weryfikowane i oceniane przez wyspecjalizowaną służbę geologiczną, jaką miała być ustawowo konstruowana (w latach 2006-2007) Polska Służba Geologiczna. Podstawą uzyskanej wiedzy rynkowej miał być los pierwszych kilkunastu wydanych przeze mnie i z mojej inicjatywy, jako ówczesnego głównego geologa kraju, koncesji.
Uważałem, że po wydaniu kilkunastu procent koncesji należało nie tylko przerwać koncesjonowanie, ale też milczeć – stąd nie wspominałem o gazie w łupkach w swoim Sprawozdaniu… (www.morion.ing.uni.wroc.pl/tek... action=view&id=343). A to dlatego, aby w spokoju przygotować państwo prawnie (Pgg) i organizacyjnie (PSG itd.) do tak wielkiej inwestycji w dziedzinie gospodarki i środowiska, ale też choćby dlatego, aby bez pijarowskich nagłośnień umożliwić prowadzenie badań, które właśnie przez głośny rządowy PR są utrudnione. Miało to m.in. zapobiec (zanim powstanie strategia wypracowana przez nowo powołaną Polską Służbę Geologiczną i nowe prawo) problemom, jakie dziś napotykają firmy poszukiwawcze.
Milczeć już dłużej nie sposób – stąd wysłałem blisko rok temu list otwarty do premiera Donalda Tuska, na który do dziś nie dostałem odpowiedzi. Mam prawo nie mieć racji, bo nie posiadam dostępu do wiedzy, narzędzi i możliwości działania, jakimi dysponuje rząd – a ten satysfakcjonujących informacji nie udziela. Nie mogę też liczyć na pomoc służby geologicznej, za jaką rząd uważa PIG. Mam jednak prawo pytać, wyciągać wnioski i wskazywać nieprawidłowości. Taki jest mój nie tylko obywatelski obowiązek, ale obowiązek osoby, która z własnej inicjatywy przygotowała i uruchomiła poszukiwania gazu w łupkach w Polsce. To zostało zmarnowane! Na swoje pytania wielu posłów nie otrzymało odpowiedzi w zakresie, w jakim rząd miał obowiązek mieć pełną wiedzę. Na rzeczową odpowiedź w najbliższym czasie nie liczę więc i ja. Czy ktoś na nią liczy?
Autor jest pracownikiem naukowym w Zakładzie Geologii Stosowanej i Geochemii Uniwersytetu Wrocławskiego; był podsekretarzem stanu i głównym geologiem kraju w rządzie PiS.
Za: Nasz Dziennik, Poniedziałek, 16 maja 2011, Nr 112 (4043)
Wysłany: 22 Wrz 2011, 12:44