Source: https://kruczekblog.pl/category/prawo-autorskie/
Timestamp: 2020-04-09 20:45:24
Legal References Found: art. 23
 art. 23
 art. 104
 art. 308
 art. 325
 art. 116
 art. 116
 art. 79
 art. 131

Document Content:
Prawo autorskie – Kruczek – Blog Prawniczy
„Prawo zobowiązuje – nie kseruję”. Czy można kserować książki?
6 Maj 2017 1 Czer 2017 kruczekblog
Czy można kserować książki? (Źródło obrazka)
Każdy z nas wiele razy spotkał się ze stwierdzeniem, że nie można kserować książek, gdyż nie jest to zgodne z prawem. Na stronach tytułowych książek wielu wydawnictw prawniczych pojawia się zwrot „prawo zobowiązuje – nie kseruję”. Czy jednak kserowanie książek za każdym razem jest niezgodne z prawem?
W pierwszej kolejności należy przyjrzeć się treści art. 23 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych:
Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. (…)
Powyższy przepis wyraźnie mówi o „nieodpłatnym korzystaniu” z utworu, który został już rozpowszechniony. Oczywiście najczęściej będzie chodziło o sporządzanie kopii utworu, w tym na przykład kopii książki. W ramach instytucji użytku prywatnego ustawodawca zezwala na korzystanie z cudzego utworu w zakresie „własnego użytku osobistego”. Za każdym razem należy zatem ustalić dwie rzeczy:
– w jakim celu będziemy korzystać z danej książki,
– jaki będzie krąg osób uprawnionych.
Cel dozwolonego użytku
Jeśli chodzi o cel, to powinien on mieć charakter osobisty (np. przygotowanie się do egzaminu, napisanie pracy naukowej, zwykła lektura książki), a ponadto powinien on być niekomercyjny. Oznacza to, że użytek osobisty nigdy nie może być skierowany na osiągnięcie zysku. Drugą kwestią jest krąg osób, które mogą korzystać z pojedynczego egzemplarza utworu. Przepis mówi o osobach pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego. Korzystanie z cudzego utworu w ramach dozwolonego użytku osobistego dotyczy jedynie osób fizycznych. O ile pokrewieństwo i powinowactwo nie wywołują wątpliwości interpretacyjnych, gdyż dotyczą członków rodziny, to wykładnia pojęcia „stosunku towarzyskiego” nastręcza wiele problemów. W literaturze wskazuje się, że chodzi o występowanie między osobami niesformalizowanej relacji o charakterze osobistym. Chodzi o osoby, które się znają i regularnie kontaktują się ze sobą, a więc utrzymywanie jedynie sporadycznych relacji nie mieści się w zakresie wskazanego wymogu. Zastanawia również charakter udostępniania plików w ramach grup utworzonych na portalach społecznościowych. Istnieje pogląd, według którego, jeśli dana grupa jest zamknięta, wtedy korzystanie przez jej członków z egzemplarza utworu (np. książki) stanowi własny użytek osobisty. Natomiast jeśli grupa ma charakter otwarty, tj. każdy może do niej przystąpić, wtedy nie sposób mówić o własnym użytku osobistym.
Czy można kserować całe książki?
Często mówi się również, że o ile można kserować jedynie fragmenty książek, to wykonywanie kopii całych egzemplarzy, nie jest zgodne z prawem. Nie jest to prawdą. Prawo autorskie nie wprowadza różnicy w zakresie zwielokrotniania całości lub części utworów w ramach własnego użytku osobistego. Jeśli zatem wykonujemy kopię książki jedynie dla własnych, niekomercyjnych celów oraz korzystamy z niej w zamkniętym kręgu osób, o których mowa w art. 23 ust. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, to korzystamy z tej książki w ramach własnego użytku osobistego.
Przeczytaj również: Otrzymałem wezwanie do zapłaty za ściąganie z torrentów. Co robić?
Czym innym jest natomiast praktyka niektórych punktów ksero polegająca na sprzedaży gotowych kserokopii książek. Takie działanie jest zawsze nastawione na osiągnięcie zysku, a więc ma charakter komercyjny. Nie mieści się zatem w ramach własnego użytku osobistego i jest niezgodne z przepisami ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
– P. Ślęzak, Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, Warszawa 2017
Copyright trolling – czym jest i jak się przed nim bronić?
9 Gru 2015 1 Czer 2017 kruczekblog
Copyright trolling (Źródło obrazka)
W jednym z ostatnich artykułów poruszyliśmy tematykę dotyczącą wezwań do zapłaty w związku udostępnianiem plików przez sieć „torrent”. Ta sprawa, która dotknęła tysięcy Polaków, jest nowym zjawiskiem, które dotarło do Polski z zachodu, głównie ze Stanów Zjednoczonych. Mowa o tzw. copyright trollingu, który w Polsce staje się niestety coraz popularniejszy, a dla niektórych kancelarii radcowskich i adwokackich stanowi wręcz główne źródło dochodu.
Czy jest copyright trolling?
O co więc w tym wszystkim chodzi? Mianem copyright trollingu określa się praktykę polegającą na wysyłaniu wezwań do zapłaty głównie w związku z rzekomym naruszeniem praw autorskich. Celem copyright trolla jest uzyskanie określonej w wezwaniu kwoty tytułem „odszkodowania” czy też „zadośćuczynienia” za naruszenie praw autorskich za np. ściągnięcie czy też udostępnienie jakiegoś pliku w internecie. Na czym jednak polega niebezpieczeństwo tego zjawiska? Otóż w przypadku naruszeń praw autorskich dokonywanych w interencie niezwykle trudno ustalić osobę, która faktycznie dopuściła się tego naruszenia. Bardzo często dochodzi do sytuacji, gdy umowę z operatorem sieci podpisała osoba starsza, która nie umie korzystać ani z komputera ani z internetu, a z sieci de facto korzysta inny domownik: dziecko lub wnuczek. Wezwanie jednak oczywiście jest skierowane do strony umowy, która jednak nie mogła dopuścić się naruszenia praw autorskich. Ponadto znaczenie ma tutaj kolejna cecha charakterystyczna copyright trollingu: wezwania do zapłaty często formułowane są tak, aby przestraszyć adresata. Najczęściej wzywający do zapłaty powołuje się na konkretne przepisy prawa, wskazuje na konkretny udostępniony plik (np. tytuł filmu), adres IP użytkownika, datę udostępnienia pliku, a także podaje kwotę, której zapłaty oczekuje. Ponadto wezwanie napisane jest tak, że sugeruje, iż kwota odszkodowania dochodzonego na drodze sądowej będzie o wiele większa aniżeli ta określona w wezwaniu, a zatem uprawniony, chcąc polubownie załatwić sprawę, niejako wychodzi naprzeciw temu, kto naruszył jego prawa i proponuje zakończyć problem przez zapłatę „niższej kwoty”. Co więcej, wiele wezwań zawiera informacje dotyczące toczących się już postępowań karnych w stosunku do odbiorcy wezwania. Takie informacje niemalże u każdej osoby, która pierwszy raz styka się z copyright trollingiem wywołują przyspieszone bicie serca oraz odczucie pozostawania w „stanie zagrożenia”. Skutkiem powyższego jest niezwykle często zapłata przez adresata żądanej kwoty. Takie rozwiązanie problemu zwykle podyktowane jest strachem danej osoby przed odpowiedzialnością cywilną i karną.
Ostatnio w copyright trollingu „uprawianym” w Polsce doszedł nowy element, który już jakiś czas temu zadomowił się w Stanach Zjednoczonych. Mianowicie dotyczy on wzywania do zapłaty za ściąganie i udostępnianie… filmów pornograficznych. Niezwykle często adresaci takich wezwań płacą żądane kwoty nie ze względu na strach przed odpowiedzialnością cywilną i karną, ale z poczucia wstydu przed rodziną czy osobami ze środowiska pracy.
Jak się bronić przed copyright trollingiem?
Jak należy się jednak zachować? Po pierwsze (co już wskazywaliśmy w artykule dotyczącym „torrentów”), jeśli ktoś otrzymał wezwanie do zapłaty listem zwykłym, to nie jest ono wiele warte. Nadawca nie ma dowodu nadania, a więc niezwykle ciężko będzie mu dowieść w sądzie, że wysłał do Was wezwanie do zapłaty, a tym bardziej, że je otrzymaliście. Ponadto należy zobaczyć kto podpisał wezwanie – jeśli zrobił to adwokat lub radca prawny, do wezwania powinno być dołączone pełnomocnictwo. Jeśli takiego pełnomocnictwa nie ma, to nie zostało wykazane stosowne umocowanie, a zatem zgodnie z art. 104 Kodeksu cywilnego, taka czynność prawna będzie nieważna. Profesjonalny pełnomocnik nie może ponadto (co niestety także się zdarza) wskazywać w treści pisma, iż pełnomocnictwo znajduje się do wglądu w siedzibie kancelarii. To na nim spoczywa ciężar wykazania swojego umocowania, a nie na adresacie pisma.
Inną kwestią jest sfera postępowania karnego. Wskazywanie na toczące się postępowanie karne jest oczywiście elementem zastraszania. To, że dane postępowanie się toczy, jeszcze nie oznacza, że adresat wezwania jest podejrzanym w sprawie, co często sugerują copyright trolle. Może zdarzyć się tak, że rzeczywiście zostało wszczęte postępowanie przygotowawcze, ale toczy się ono w sprawie (in rem), a nie przeciwko osobie (in personam). Osoby mające związek z daną siecią, z której zostały udostępnione pliki (np. wszyscy domownicy) mogą otrzymać wezwanie do stawienia się w charakterze świadka, co nie oznacza, że są oni już podejrzanymi w sprawie. Należy pamiętać, że wszczęcie postępowania przeciwko osobie następuje w momencie wydania postanowienia o przedstawieniu zarzutów albo w chwili postawienia zarzutu w związku z przystąpieniem do przesłuchania w charakterze podejrzanego (art. 71 § 1 k.p.k. oraz art. 308 § 2 k.p.k. i art. 325g § 1 i 2 k.p.k.). Jednym słowem: wzywający do zapłaty nie może sugerować, że przeciwko adresatowi wezwania toczy się postępowanie karne albo że adresat zostanie na pewno pociągnięty do odpowiedzialności karnej.
Najważniejsza rzecz jednak sprowadza się do prostego wewnętrznego osądu: czy faktycznie dopuściliśmy się naruszenia czy też nie. Jeśli z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że wezwanie nie dotyczy nas, wtedy nie ma się czego obawiać. Wielu ekspertów wypowiadających się w przedmiocie copyright trollingu sugeruje podjęcie korespondencji z wzywającym do zapłaty w celu wskazania, że wezwanie jest niezasadne. W przypadku jednak, gdy rzeczywiście doszło do naruszenia i wezwanie ma podstawy faktyczne, należałoby zarekomendować skontaktowanie się z prawnikiem.
Pobieraczek i plikostrada
Na marginesie należy również wspomnieć o niedawnym problemie związanym z takimi serwisami jak pobieraczek.pl czy też plikostrada.pl. Serwisy te umożliwiały pobieranie plików, jednak wymagały przy tym od użytkownika założenia konta, podania swoich danych łącznie z adresem zamieszkania, a także zaakceptowania regulaminu. Wykorzystując naiwność czy też pośpiech wielu internautów, oba serwisy tak konstruowały swój regulamin, iż korzystanie z usług „pobieraczka” czy „plikostrady” wiązało się z koniecznością opłacania abonamentu po upływie krótkiego okresu, kiedy usługi były darmowe. W konsekwencji usługodawca wysyłał na podany przy rejestracji adres e-mail wezwanie do zapłaty. O ile serwisem pobieraczek.pl skutecznie zajął się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, to plikostrada.pl jako klon „pobieraczka”, uszczelniła swój regulamin, a ponadto przeniosła swoją siedzibą do… Dubaju, co utrudniało namierzenie i pociągnięcie twórców serwisu do odpowiedzialności. Nawiązując do powyższych rozważań, należy wskazać, iż wartość wezwania do zapłaty wysłanego drogą mailową jest oczywiście nawet mniejsza aniżeli wezwania otrzymanego listem zwykłym. W każdej jednak z takich spraw należy zachować ostrożność, dokładnie przeczytać wezwanie i zabezpieczyć swoje interesy. Przede wszystkim jednak należy pamiętać o czytaniu wszelkich regulaminów usługodawców, a także o niepodawaniu swoich danych, w szczególności adresu zamieszkania – to prawdziwa pożywka dla copyright trolli, a także wszelkiej maści naciągaczy.
Niestety copyright trolling w Polsce dopiero raczkuje, a jednocześnie tak naprawdę nikt nie zajmuje się tym problemem na poważnie. W USA prawdziwy „boom” na szantaże internetowe już minął. Jedno z przedsiębiorstw, które zajmowało się internetowym trollowaniem i wzywaniem do zapłaty, Rightscorp, zostało w końcu pozwane przez internautów w trybie zbiorowym. Pracownicy Rightscorp posuwali się jednak o wiele za daleko w copyright trollingu– potrafili nękać ludzi telefonami czy wmawiać im, że jeśli nie zapłacą, zostaną odcięci od internetu.
Problemem wydaje się przepis art. 116 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Zgodnie z tą regulacją, kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Poseł sejmu poprzedniej kadencji, Andrzej Jaworski podjął działania mające na celu nowelizację tego przepisu tak, aby karalne było jedynie rozpowszechnianie cudzego utworu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Problem copyright trollingu dostrzegł również poseł Przemysław Wipler. Co więcej, w tym przedmiocie krytycznie wypowiedział się Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych oraz Naczelna Rada Adwokacka. Ministerstwo Sprawiedliwości jednak nie podjęło póki co żadnych konkretnych działań mających na celu walkę z copyright trollami. Na uwagę zasługują jednak podjęte i to często skutecznie działania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w walce z szantażem internetowym. Jako przykład można podać postępowanie w stosunku do serwisu „pobieraczek” czy też wszczęte na początku października 2015 r. postępowanie wyjaśniające w sprawie kancelarii Lex Superior.
Póki co zależy więc pamiętać, że ofiarą copyright trollingu może stać się każdy. Należy zatem dbać o ochronę swoich danych w internecie i przede wszystkim być rozważnym. Rezygnacja z sieci „torrent” czy też uważna lektura regulaminów usługodawców oferujących możliwość ściągania plików z internetu to podstawa. Nie wymaga to od nas wiele wysiłku, a może zaoszczędzić wiele nerwów i nieprzyjemności.
19 List 2015 2 Czer 2017 kruczekblog
Wezwanie do zapłaty za ściąganie z torrentów (Źródło obrazka)
Mniej więcej od 2008 roku raz po raz pojawia się kolejna fala wysyłanych wezwań do zapłaty kierowanych do użytkowników wszelkich programów umożliwiających ściąganie z tzw. torrentów. Niezwykle często przy tego typu akcjach słyszy się o wezwaniach organów ścigania do stawiennictwa w charakterze świadka na komisariacie policji czy też wręcz o wizytach policji w domach i zabezpieczeniu sprzętu elektronicznego na potrzeby ekspertyzy.
Wezwanie do zapłaty – „Drogówka”, „Obława”
Ostatnie wezwania do zapłaty z 2014 r. to w szczególności efekt działania kancelarii Anny Łuczak. W imieniu producentów filmowych kancelaria wysyła wezwania do zapłaty odszkodowania tym osobom, które podejrzewa o nielegalne rozpowszechnianie filmów w internecie. Zwykle chodzi o kwoty w wysokości 550 zł, jednak zdarzają się też wezwania dotyczące wyższych sum. Najczęściej sprawy dotyczyły filmów „Drogówka”, „Wałęsa. Człowiek z nadziei”, czy też „Obława”. Skąd jednak bierze się cały problem?
Sieć P2P – co to jest?
Źródłem wszystkiego jest sposób działania siedzi P2P, której przykładem jest sieć torrent. Pobierając dany plik nie tylko ściągamy go na swój dysk, ale jednocześnie rozpowszechniamy innym użytkownikom sieci, a zatem seedujemy. Udostępnianie następuje tak naprawdę już w momencie rozpoczęcia ścigania danego pliku, stąd usunięcie go z listy programu już po ściągnięciu de facto nie czyni użytkownika bezpiecznym.
Można ściągać czy nie?
O ile ściąganie plików z internetu nie jest zabronione i mieści się w granicach tzw. dozwolonego użytku rozumianego w myśl przepisów ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. prawo autorskie, to już ich udostępnianie bez zgody twórcy stanowi naruszenie jego autorskich praw majątkowych. Z powyższym wiąże się również odpowiedzialność karna przewidziana przepisem art. 116 § 1 i 4 Prawa autorskiego:
§ 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 4. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Jak wskazuje J. Raglewski, powyższa regulacja ma gwarantować ochronę prawnokarną prawom majątkowym przysługującym twórcom czy też innym podmiotom uprawnionym z tytułu praw autorskich. Chodzi zatem o przeciwdziałanie naruszaniu interesów ekonomicznych osób dysponujących prawami autorskimi, wynikających z używania ich przez inne podmioty niż ich prawni użytkownicy. Czyny te mają charakter powszechny, a zatem może popełnić je każdy, kto jest zdolny do ponoszenia odpowiedzialności karnej.
Przeczytaj również: Copyright trolling – czym jest i jak się przed nim bronić?
W niniejszej sprawie zarysowują się zatem dwa rodzaje odpowiedzialności: cywilna i karna. Pamiętać bowiem należy, że ustawa Prawo autorskie przewiduje własną regulację odpowiedzialności deliktowej w przypadku naruszenia majątkowych praw autorskich. Powyższe reguluje art. 79 Prawa autorskiego wskazujący na katalog dopuszczalnych żądań uprawnionego z tytułu naruszenia praw autorskich. Wśród tego katalogu można dostrzec m.in. żądanie naprawienia szkody na zasadach ogólnych (art. 415 Kodeksu cywilnego) czy też żądanie zapłaty sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu.
Torrenty a policja
Wezwania do zapłaty kierowane przez kancelarię Anny Łuczak czy też inne biura prawne odnoszą się do cywilnoprawnego aspektu całej sprawy. Z kolei w przypadku, gdy interweniuje policja lub prokuratura, mamy do czynienia z postępowaniem przygotowawczym w rozumieniu Kodeksu postępowania karnego i groźbą ewentualnej odpowiedzialności karnej. Co jednak zrobić w tego typu sytuacjach?
Po pierwsze, w przypadku otrzymania wezwania do zapłaty należy upewnić się czy zostało ono wysłane listem poleconym. Jeśli nie, niemalże na pewno mamy do czynienia z tzw., copyright trollingiem a nie poważnym pismem z kancelarii prawnej. Schody zaczynają się, gdy otrzymujemy pismo nadane listem poleconym. Wtedy najlepiej zastanowić się czy żądanie wyrażone w piśmie jest zasadne tzn. czy rzeczywiście ściągaliśmy i udostępnialiśmy film, o którym mowa w żądaniu. Jeśli nie, warto zwrócić się do prawnika lub samodzielnie odpisać na pismo, wskazując, że żądanie jest niezasadne, a my sami nigdy nie ściągaliśmy danego filmu przy użyciu sieci P2P. W przypadku z kolei wezwania do stawienia się na przesłuchanie w charakterze świadka otrzymanego z komisariatu policji, należy zastosować się do wezwania. Zgodnie bowiem z art. 131 Kodeksu postępowania karnego, na świadka, biegłego, tłumacza lub specjalistę, który bez należytego usprawiedliwienia nie stawił się na wezwanie organu prowadzącego postępowanie albo bez zezwolenia tego organu wydalił się z miejsca czynności przed jej zakończeniem, można nałożyć karę pieniężną w wysokości do 10.000 złotych. Oczywiście przesłuchanie w charakterze świadka to jeszcze nie skazanie czy nawet postawienie zarzutów. Jedno jest pewne – jeśli to nie my ściągnęliśmy film, nie musimy się martwić. Jeśli jednak popełniliśmy czyn zabroniony, wtedy najlepiej udać się od razu do prawnika.
Wreszcie wspomnieć należy, jak się zabezpieczyć na przyszłość, bowiem opisane sytuacje mogą spotkać każdego z nas, nawet jeśli jesteśmy niewinni. Dlaczego? Wielu z nas nadal zapomina o konieczności zabezpieczenia sieci Wi-Fi hasłem. Wydaje się to jednak konieczne, gdyż nigdy nie wiemy czy przypadkiem sąsiad nie korzysta z naszej sieci np. ściągając filmy przy użyciu sieci P2P. Jeśli organy ścigania wykryją, że dochodzi do udostępnienia plików, to namierzą nasz adres IP i to my możemy mieć problemy. Ponadto należy zawsze pilnować dzieci. Wielokrotnie na forach internetowych czyta się o rodzicach, którzy otrzymują wezwania z policji lub z kancelarii prawnych, podczas gdy to ich dzieci, bez ich wiedzy ściągały pliki. Oczywiście osoby, które nie ukończyły 17 roku życia co do zasady nie ponoszą odpowiedzialności karnej, ale jednak warto zaoszczędzić sobie wcześniej czasu i nerwów. Ponadto najważniejsze – jeśli nadal ktoś używa sieci P2P i ściąga pliki przy pomocy torrentów, niech jak najszybciej z tego zrezygnuje. Jak wskazano bowiem wyżej, pobieranie plików przy pomocy sieci P2P oznacza ich jednoczesne udostępnianie, co jest zabronione przez polskie prawo pod groźną odpowiedzialności karnej i narażenia się na odpowiedzialność cywilnoprawną. W końcu, lepiej zapobiegać niż leczyć.
– J. Raglewski, Prawo autorskie i prawa pokrewne. Komentarz, LEX, 2015