Source: http://doczz.pl/doc/3730826/o-powadze-rzeczy-os%C4%85dzonej-w-ramach-konstrukcji-czynu-ci%C4%85.
Timestamp: 2018-12-17 09:34:12
Legal References Found: art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 11
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 279
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art.
288
 art. 278
 art. 17
 art. 279
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 17
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 17
 art. 12
 art. 12
 art. 17
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 115
 art. 294
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 12
 art. 17

art. 414
 art. 10
 art. 399
 art. 399
 art. 332
 art. 399
 art. 398
 art. 399
 art. 12
 art. 91
 art. 399
 art. 14
 art. 17
 art. 114
 art. 17
 art. 17
 art. 17
 art. 12

Document Content:
o powadze rzeczy osądzonej w ramach konstrukcji czynu ciągłego - Węgiel
o powadze rzeczy osądzonej w ramach konstrukcji czynu ciągłego
CZASOPISMO PRAWA KARNEGO
I NAUK PENALNYCH
Rok XII: 2008, z. 1
O POWADZE RZECZY OSĄDZONEJ W RAMACH
KONSTRUKCJI CZYNU CIĄGŁEGO. UWAGI
NA MARGINESIE UCHWAŁY SĄDU NAJWYŻSZEGO
Z 15 CZERWCA 2007 R.1
Wśród rozlicznych komplikacji, jakie najczęściej powstają przy analizie
prawnokarnych konsekwencji czynu ciągłego, jako jedna z najdonioślejszych,
a przy tym w interesujący sposób skupiająca zagadnienia materialnoprawne
oraz procesowe, jawi się problematyka powagi rzeczy osądzonej. Trudno
oprzeć się wrażeniu, że perspektywa zadowalającego rozwiązania — mimo
Jej zasadnicza teza ujęta została następująco: „Prawomocne skazanie rodzi powagę rzeczy
osądzonej tylko w takim zakresie, w jakim sąd orzekł o odpowiedzialności karnej za zachowania będące przedmiotem zarzutu. Jedynie wówczas, gdy sąd uznał, że objęte jednolitym
zamiarem zachowania oskarżonego stanowią jeden czyn zabroniony w rozumieniu art. 12 k. k.,
zakres powagi rzeczy osądzonej wyznaczony jest ustalonym w wyroku skazującym lub
warunkowo umarzającym czasem jego popełnienia”. Zob. pełny tekst uchwały SN z 15 VI
2007 r., I KZP 15/07, OSNKW 2007, nr 7/8, s. 55. Uchwała ta stała się już przedmiotem
wnikliwych analiz przedstawicieli doktryny. Przede wszystkim należy polecić opracowania, które — jako swoisty trójgłos — ukazały się na łamach CPKiNP. Najobszerniejszym
i najpełniej odnoszącym się do wypowiedzi SN jest artykuł P. K a r d a s a, Res iudicata
a konstrukcja czynu ciągłego, CPKiNP, R. XI: 2007, z. 2, s. 53 i n.; natomiast dwa kolejne,
częściowo polemizujące z uwagami, jakie formułuje P. Kardas, to prace: M. R u s i n k a,
W sprawie uniewinnienia od zarzutu czynu ciągłego — w związku z artykułem P. Kardasa
„Res iudicata a konstrukcja czynu ciągłego”, CPKiNP, R. XI: 2007, z. 2, s. 101 i n.; oraz
A. W o j t a s z c z y k a, W. Z o n t k a, Czy art. 12 jest ciągłym problemem?, CPKiNP,
R. XI: 2007, z. 2, s. 111 i n. Prezentując artykuł zawierający kolejny z możliwych punktów
widzenia na stanowiącą przedmiot rozważań uchwałę SN warto od razu zaznaczyć, że powstawał on w czasie, gdy publikowane były trzy wskazane wyżej opracowania. Odniesienie
się do nich, możliwe dopiero na etapie prac redakcyjnych, nie zostało wprowadzone —
dla zachowania przyjętej wcześniej konstrukcji wywodu — do tekstu zasadniczego, lecz
w zależności od potrzeb umieszczone w nieco bardziej rozbudowanych przypisach.
od lat prowadzonych w tym zakresie dyskusji — ciągle jest jeszcze dość odległa, zwłaszcza gdyby miało się ono łączyć z potrzebą korygującej interwencji
ustawodawcy. Rzecz jednak w tym, że znalezienie rozwiązania wskazanej
problematyki staje się zadaniem coraz pilniejszym, o ile przy praktycznym
stosowaniu konstrukcji czynu ciągłego uniknąć chcemy rezultatów, które
w jednej z najświeższych na ten temat wypowiedzi, zawartych w uchwale
z 15 czerwca 2007 r., Sąd Najwyższy zdaje się nawet postrzegać w kategoriach grożącej nam destrukcji wymiaru sprawiedliwości2.
Rezygnując w tym miejscu z obszerniejszego rekonstruowania poglądów
doktryny3 oraz nie zawsze jednolitego orzecznictwa zasadniczy problem
można by sprowadzić do pytania, czy i w jakim zakresie prawomocny wyrok
dotyczący zachowania będącego elementem czynu ciągłego uniemożliwia
— ze względu na powagę rzeczy osądzonej — prawnokarne ściganie sprawcy
w odniesieniu do pozostałych elementów (zachowań) czyn ów współtworzących, które nie zostały w zakończonym prawomocnie postępowaniu ujawnione. W sytuacji wielości zachowań, z których jedynie część została objęta
prawomocnym wyrokiem sądu, musi bowiem rodzić się pytanie o dopuszczalność wszczęcia kolejnego postępowania oraz orzekania w przedmiocie
pozostałych zachowań, obiektywnie spełniających przesłanki nakazujące ich
włączenie do prawnomaterialnej konstrukcji czynu ciągłego.
Już na wstępie konieczne staje się spostrzeżenie, że jakakolwiek analiza
dotycząca rei iudicatae, a więc kwestii przede wszystkim prawnoprocesowej,
bardzo mocno uwikłana jest w szereg zagadnień materialnoprawnej natury,
wśród których na plan pierwszy, a w pewnym sensie — nawet na przedpole
rozważań zasadniczych, wysuwa się przednormatywna w istocie kwestia statusu ontologicznego czynu ciągłego oraz współtworzących go zachowań.
W ostatnim zdaniu uzasadnienia analizowanej uchwały, opowiadając się za koniecznością zróżnicowania zakresu powagi rzeczy osądzonej przy czynie ciągłym w zależności
od uniewinnienia lub skazania jego sprawcy SN dał wyraz temu, że konstrukcja czynu
ciągłego ma służyć racjonalizacji karania, nie zaś destrukcji wymiaru sprawiedliwości.
Zob. w tej kwestii m.in. M. R o g a l s k i, Res iudicata a przestępstwo ciągłe, „Studia
Prawnicze” 2001, nr 2, s. 43 i n. oraz M. R o g a l s k i, Przesłanka powagi rzeczy osądzonej w procesie karnym, Kraków 2006, s. 142 i n.; A. W ą s e k, w: O. G ó r n i o k,
S. H o c, M. K a l i t o w s k i, S.M. P r z y j e m s k i, Z. S i e n k i e w i c z, J. S z u m s k i,
L. T y s z k i e w i c z, A. W ą s e k, Kodeks karny. Komentarz, t. I, Gdańsk 2005, s. 199;
J. L a c h o w s k i, A. M a r e k, Niektóre problemy wynikające z „jednoczynowości” przestępstwa ciągłego, Prok. i Pr. 2004, nr 11/12, s. 7 i n.; A. M a r e k, Czyny współukarane
na tle prawnej jedności przestępstwa, w: Zbieg przepisów i zbieg przestępstw w polskim
prawie karnym, red. J. Majewski, Toruń 2006, s. 11 i n.
I. STATUS ONTOLOGICZNY ZACHOWAŃ SKŁADAJĄCYCH SIĘ
NA CZYN CIĄGŁY
Jedną z teoretycznych podstaw zajętego w analizowanej uchwale stanowiska, która jednak przy pobieżnej lekturze umknąć może uwadze czytelnika,
jest dokonane przez Sąd Najwyższy rozróżnienie na:
a) czyny stanowiące sztuczną konstrukcję;
b) czyny w znaczeniu ontologicznym, istniejące obiektywnie, a więc
niezależnie od dokonanej oceny zachowania sprawcy.
Najdobitniej daje ono o sobie znać w spostrzeżeniu, że ustawodawca
— używając w art. 12 k.k. terminu „czyn zabroniony”, a nie po prostu
„czyn”, jak w art. 11 § 1 k.k. — posłużył się takim sformułowaniem właśnie dla podkreślenia, że w art. 12 k.k. chodzi o byt prawny, o prawną
(a więc sztuczną, a nie naturalną) jedność czynu, podczas gdy „zachowania”,
o których mowa w art. 12 k.k. są — w ocenie Sądu Najwyższego — niczym
innym jak „czynami” w znaczeniu ontologicznym.
Pojawia się pytanie, w jakim celu Sąd Najwyższy różnicuje status ontologiczny czynu ciągłego oraz będącego jego elementem składowym zachowania, traktując ten pierwszy jako sztuczną konstrukcję, a drugiemu
przypisując byt obiektywny. Otóż rozróżnienie takie zdaje się stanowić
teoretyczną podstawę zasadniczego stwierdzenia, że czyn ciągły istnieje
w przestrzeni prawnej tylko o tyle, o ile sąd przyjmie w swoim orzeczeniu,
że zachodzą przesłanki określone w art. 12 k.k. Rzecz jednak w tym, że
trafność takiego rozróżnienia jest z rozmaitych powodów wysoce dyskusyjna,
nie sposób bowiem uniknąć wielokrotnie stawianych w przeszłości pytań,
co oznacza sformułowanie „czyn w znaczeniu ontologicznym” oraz czy
przeciwstawianie tak rozumianego czynu sztucznym konstrukcjom prawnym
prowadzić może do rozwiązania problemu jego tożsamości (jedności). Jeśliby
wypowiedź Sąd Najwyższego dotyczyć miała także kryteriów wyznaczania
granic czynu, wskazując na to, że — w zależności od sytuacji — mogą być
one albo ontologicznej, albo czysto prawnej natury, to jej akceptacja przyjść
musiałaby z jeszcze większym trudem.
Analizę wypowiedzi Sądu Najwyższego rozpocząć należy od przypomnienia dokonanego przed laty, skądinąd bardzo trafnego spostrzeżenia
Mariana Cieślaka, które w rozważaniach dogmatycznych dotyczących istoty
czynu oraz kryteriów jego jedności (tożsamości) zrobiło niebywałą wprost
karierę4. Chodzi mianowicie o stwierdzenie, że w rzeczywistości obiektywnej
Na wypowiedź M. Cieślaka powołuje się m.in. J. M a j e w s k i, „Ten sam czyn” jako jedna
nie ma czynów w postaci jakichś odrębnych, oddzielonych od siebie aktów.
„Istnieją tylko tak czy inaczej zachowujący się ludzie, i to zachowanie się,
będące przecież wyrazem ich nieprzerwanej egzystencji, jest pewną ciągłością, złożoną z najróżnorodniejszych zlewających się ze sobą przejawów
aktywności i bierności”5. Innymi słowy, zachowanie z natury rzeczy nie jest
zatomizowane, lecz — wyrażając swoistą ciągłość ludzkiego istnienia — stanowi nieustanne i płynne przechodzenie jednego stanu rzeczy w drugi. Mówi
się także — nawiązując do cytowanej tutaj wypowiedzi6 — że zachowanie
człowieka, postrzegane jako składające się na tzw. continuum konkretne akty
ludzkiej aktywności lub jej braku, tworzy przednormatywną, ontologiczną
płaszczyznę prawnokarnego wartościowania i — jako takie — stanowi
w systemie prawa karnego obiektywną podstawę odpowiedzialności7.
Przy próbie wyznaczenia granic tak rozumianego zachowania nie popełnimy więc chyba błędu stwierdzając, że rozpoczyna się ono z chwilą narodzin,
kończy natomiast z chwilą śmierci nieprzerwanie zachowującego się w jakiś
sposób człowieka8. Ujmowanie zachowania w takiej właśnie — chciałoby
się powiedzieć ontologicznej — perspektywie, nieuchronnie rodzić będzie
pytanie, czy uprawnione jest w ogóle wyodrębnianie wielości zachowań.
W istocie mamy bowiem do czynienia z jednym tylko zachowaniem, z którego — w zależności od potrzeb — wyselekcjonować możemy dowolny
jego fragment9. Ciągłość ludzkiego zachowania, postrzeganego jako przednormatywna, ontologiczna podstawa jakichkolwiek prawnokarnych ocen,
z przesłanek kumulatywnej kwaliﬁkacji, w: Zbieg przepisów…, op. cit., s. 41–42, por. także
P. K a r d a s, Przestępstwo ciągłe w prawie karnym materialnym, Kraków 1999, s. 38;
J. G i e z e k, Zbieg przepisów a konstrukcja przestępstwa ciągłego, w: Zbieg przepisów…,
M. C i e ś l a k, Polskie prawo karne. Zarys systemowego ujęcia, Warszawa 1990,
s. 159–160. W swych interesujących rozważaniach M. Cieślak porównuje ową ciągłość do
rzeki lub taśmy ﬁlmowej, z której dopiero obserwator wyróżnia interesujące go fragmenty
(wycinki) tak, jakby wycinał klatki w taśmie ﬁlmowej, i nazywa je „czynami”. Ta niezwykle
ważna okoliczność podkreśla dodatkowo konwencjonalność karnoprawnego pojęcia czynu,
relatywizując i komplikując zarazem kwestię jego ekstensji i granic.
Rzecz charakterystyczna, że autorzy powołujący się na przytaczaną wyżej wypowiedź
zwykle rozpoczynają analizę zagadnień związanych z tzw. jedno- oraz wieloczynowością
oraz wynikającymi z nich prawnokarnymi konsekwencjami od tego właśnie spostrzeżenia.
P. K a r d a s, Przestępstwo ciągłe…, op. cit., s. 79, 108.
W podobny sposób istotę owego continuum zdaje się również postrzegać J. Majewski.
Zob. J. M a j e w s k i, op. cit., s. 42.
Łatwo zauważyć, że takim właśnie fragmentem zachowania, odpowiadającym — rzecz
oczywista — określonego rodzaju kryteriom jest właśnie czyn stanowiący podstawę
prawnokarnego wartościowania.
prowadzi do wniosku, że przy opisywaniu aktywności tego samego człowieka
nie sposób mówić o wielości jego zachowań, co w rezultacie powoduje, że
użycie pojęcia „zachowanie” w liczbie mnogiej przestaje być uprawnione.
Konsekwentnie należałoby wszak przyjąć, że jeden człowiek to z natury
rzeczy jedno zachowanie10. Nie będzie więc chyba błędem stwierdzenie, że
gdy ustawodawca wspomina o czynie, czynie złożonym, czynie ciągłym,
czy też — w kontekście art. 12 k.k. — o wielości zachowań, to w istocie
ma na myśli jakiś odpowiednio wyselekcjonowany fragment zachowania
rozumianego jako continuum ludzkiej aktywności lub bierności.
Pojawia się zasadnicze w tym miejscu pytanie, czy selekcja jakiegokolwiek z wymienionych fragmentów (a więc czynu, czynu złożonego, czynu
ciągłego lub składającego się na czyn ciągły zachowania) mogłaby zostać
dokonana wedle kryteriów naturalnych, pozanormatywnych. Stawiając zaś tę
samą kwestię nieco inaczej, należałoby również rozważyć, czy którykolwiek
z wymienionych fragmentów istnieje obiektywnie w tym znaczeniu, że wyznaczanie jego granic nie jest rezultatem przyjętej konwencji, lecz stanowi
rekonstrukcję rzeczywistości (a więc w istocie granice te nie są wyznaczane,
lecz raczej „odnajdywane” lub „odwzorowywane”).
W przypadku fragmentów zachowania łączonych przez ustawodawcę w konstrukcje stanowiące tzw. czyny złożone od razu i bez potrzeby
przeprowadzania bardziej pogłębionej analizy wykluczymy możliwość ich
typizowania na zasadzie odwzorowywania obrazu obiektów istniejących
w rzeczywistości. W przypadku zachowania składającego się na czyn ciągły
sprawa — przynajmniej prima facie — zdaje się być nieco bardziej skomplikowana. Dość powszechnie wypowiadany jest bowiem pogląd, że mamy
Przy takim ujęciu zachowania w innej zupełnie płaszczyźnie wyłania się jego relacja
do pojęcia czynu. Przede wszystkim bez trudu zauważymy, że nie mogą to być pojęcia
tożsame, gdyż jeden czyn — niezależnie od sposobu wyznaczania jego granic — nie
obejmuje wszak całej ludzkiej aktywności od momentu narodzin aż do śmierci, lecz tylko
jakąś jej cząstkę. Jest on bowiem wyselekcjonowanym ze względu na określone kryteria
fragmentem zachowania. Ustawodawca — posługując się przy formułowaniu w art. 12
k.k. charakterystyki czynu ciągłego pojęciem zachowania w liczbie mnogiej — musiał
natomiast „oderwać się” od jego rozumienia jako continuum. W rezultacie jednak powstała
sytuacja, w której czyn (także czyn ciągły) z jednej strony postrzegany jest jako fragment
zachowania się jego sprawcy, z drugiej zaś — jeśli miałaby mu towarzyszyć określona
przez ustawodawcę w art. 12 k.k. cecha ciągłości — sam z kolei składać się powinien
z dwóch co najmniej zachowań. Oznacza to zatem, że termin „zachowanie” — w zależności
od kontekstu — rozumiemy na dwa, w gruncie rzeczy wykluczające się sposoby, tzn. albo
jako całość ludzkiej aktywności (continuum), albo jako pewną jej część (np. w przypadku
zachowania będącego elementem czynu ciągłego).
w tym przypadku do czynienia z tego rodzaju zachowaniem, które jest jednym
zdarzeniem historycznym, tworzącym czyn w znaczeniu naturalistycznym11.
Rzecz jednak w tym, że przy poszukiwaniu kryteriów, dzięki którym wyodrębnić można by fragmenty nazywane zachowaniami ujmowanymi w sposób
odpowiadający treści art. 12 k.k., natraﬁmy na problem charakterystyczny dla
pojęcia czynu, a wyrażający się w stwierdzeniu, że w istocie brak podstaw
ontologicznych takiego wyodrębnienia12. Spostrzeżenie to nie powinno wcale
Por. np. P. K a r d a s, Res iudicata…, op. cit., s. 80; M. R u s i n e k, op. cit., s. 104;
A. W o j t a s z c z y k, W. Z o n t e k, op. cit., s. 111 i n. Jednocześnie jednak wymienieni
autorzy w sposób mniej lub bardziej jednoznaczny sygnalizują wątpliwość co do statusu
ontologicznego zachowania. Przykładowo zatem M. Rusinek w zamieszczonym na s. 104
powołanego wyżej artykułu przypisie, powołując się na zastrzeżenia P. Kardasa co do możliwości wyróżniania czynu w znaczeniu ontologicznym, formułuje pogląd, że poprawniej
jest raczej mówić o zachowaniach oskarżonego jako punktach na continuum jego życiowej
aktywności lub bierności. Pozostając w kręgu porównań geometrycznych A. Wojtaszczyk
i W. Zontek ujmują zachowania tworzące czyn ciągły jako odcinki sytuowane na jednej
prostej. Żaden z autorów nie wskazuje jednak kryteriów, wedle których określać mielibyśmy rozmiary owych punktów lub długości odcinków, czy też ich granice. Swoisty brak
zdecydowania w tej kwestii daje o sobie znać w wypowiedzi A. Wojtaszczyka i W. Zontka,
zamieszczonej w przypisie 4 na s. 112 powołanego wyżej artykułu, z której wynika, że
jedynie w skrajnie naturalistycznym ujęciu np. każdy z 10 ciosów zadanych oﬁerze nożem
przez jednego zamachowca w bójce jest osobnym czynem w znaczeniu ontologicznym.
Czy miałoby to jednak oznaczać, że jeśli ujęcie naturalistyczne okaże się mniej skrajne,
wszystkie ciosy — w sposób skądinąd odpowiadający naszej intuicji — uznamy za
jeden czyn? Czy stwierdzenie autorów, korespondujące — ich zdaniem — z odczuciem
powszechnym, że oceniamy wówczas te konkretne 10 ciosów, a pozostawiamy poza dociekaniem kilkusekundowe odstępy pomiędzy nimi, które mogły być przeznaczone chociażby
na przełożenie noża do drugiej ręki, oznaczać miałoby, iż wszystkie te ciosy tworzą jedno
tylko zachowanie w znaczeniu naturalistycznym? Udzielając odpowiedzi twierdzącej
doszlibyśmy do wniosku, że — deklarując konsekwentne pozostawanie na płaszczyźnie
ontologicznej — całkiem sprawnie radzimy sobie z ujmowaniem tego samego fragmentu
continuum aktywności sprawcy (obejmującego 10 ciosów zadanych nożem) jako jednego
zachowania lub wielu zachowań.
Warto odnotować, że w postanowieniu z 28 III 2002 r. (I KZP 4/02, OSNKW 2002, nr
5/6, poz. 37) SN, powołując się na cytowane wyżej wywody M. Cieślaka dotyczące konwencjonalności prawnokarnego pojęcia czynu, dość zdecydowanie wyraził pogląd, że nie
ma „czynów” w postaci jakichś odrębnych, oddzielonych od siebie aktów, stanowiących
elementy rzeczywistości obiektywnej. Tym samym SN opowiedział się za normatywnym,
nie zaś za ontologicznym ujęciem czynu, uznając, że czyn ma bardziej charakter ocenny
niż opisowy. Jednocześnie z drugiej strony w orzecznictwie SN wielokrotnie podkreślano,
że zagadnienie, czy dane zachowanie powinno być traktowane jako jeden, dwa lub więcej
czynów należy do najtrudniejszych i najbardziej spornych w doktrynie i w orzecznictwie,
sformułowanie zaś ogólnych i wyczerpujących całość problematyki zasad, odnoszących się
zarówno do zdeﬁniowania czynu w znaczeniu prawnokarnym, jak i — przede wszystkim
— precyzyjnych kryteriów jego tożsamości, jest niezwykle trudne. Stąd — przy przyjęciu
zaskakiwać. Jakiekolwiek „krojenie” zachowania stanowiącego continuum,
a więc ujmowanego liniowo, na krótsze lub dłuższe odcinki nie jest przecież
odzwierciedlaniem rzeczywistości, lecz jej porządkowaniem z określonej
perspektywy (np. z punktu widzenia odpowiedzialności karnej). Nie ma przy
tym znaczenia, jak zechcemy nazwać dowolny fragment aktywności sprawcy
oraz jaką nadamy mu „etykietę”. Jest to bowiem zabieg czysto językowy,
a nazywanie dowolnego fragmentu zachowaniem lub czynem nie sprawi, że
jego granice okażą się obiektywnej natury. Skoro zaś nie udało się dotychczas wypracować metody wyznaczania naturalnych jednostek czynu jako
stałych wielkości, występujących w świecie zewnętrznym jako samodzielna
zamknięta całość, bez odniesienia się do jakichś dodatkowych kryteriów (np.
prawnych, ustawowego opisu czynu, itp.)13, to niczym nieuzasadnione oraz
złudne byłoby przeświadczenie, że możliwe jest wyznaczenie naturalnych
jednostek (fragmentów) zachowania.
Inna sprawa, że próbujemy niekiedy w ramach, a właściwie — należałoby powiedzieć — w granicach tzw. czynu wyselekcjonować albo tylko jeden,
albo więcej spójnych jego fragmentów, nazywanych zachowaniami. Rzecz
jednak w tym, że owa spójność determinowana jest kształtem znamion, nie
zaś naturalnymi właściwościami. Najlepszymi przykładami czynów, które
zawierają w sobie wielość tak rozumianych zachowań są tzw. przestępstwa
dwuetapowe (np. rozbój lub kradzież z włamaniem). O tym, z jaką relacją
mamy do czynienia, decydować także może znamię czynnościowe, które
wskazuje na konieczność wystąpienia jednego lub wielu przejawów aktywności składających się na ów typ14. W istocie zatem to od samego usta-
za punkt odniesienia czynu naturalnego (rzeczywistego), w normatywnym (funkcjonalnym)
ujęciu tego zjawiska, traktowanego jako wycinek określonego continuum — podstawę ocen
stanowić mogą zarówno formułowane w literaturze i orzecznictwie kryteria negatywne
tożsamości czynu, jak i kryteria pozytywne, odwołujące się do przesłanek obiektywnych
i subiektywnych (por. m.in. postanowienie SN z 25 II 2002 r., I KZP 1/02; wyrok SN
z 27 II 2002 r., II KKN 17/00, OSNKW 2002, nr 7/8, poz. 55; postanowienie SN z 28
XI 2002 r., IV KZ 40/02, OSNKW 2003, nr 1/2, poz. 13 i powołaną w tych orzeczeniach
literaturę).
Zob. P. K a r d a s, Przestępstwo ciągłe…, op. cit., s. 41. Autor ten — nawiązując do
wypowiedzi M. Cieślaka — stwierdza także, że „istniejące deﬁnicje czynu nie pozwalają
na odtworzenie z nich takich kryteriów jedności czynu, które stwarzałyby możliwość
określenia granic jednego czynu i pozwalałyby na wyznaczenie jednego lub wielu czynów
jako stałych wielkości przed przystąpieniem do ich prawnego wartościowania”. To samo
moglibyśmy powiedzieć o jedności zachowania ujmowanego w kontekście art. 12 k.k.
Por. M. D ą b r o w s k a - K a r d a s, P. K a r d a s, Czyn ciągły i ciąg przestępstw. Komentarz do art. 12 i 91 k.k., Kraków 1999, s. 27.
wodawcy zależy, czy mniejsze (krótsze) fragmenty zachowania połączone
zostaną w większe całości oraz jak skomplikowana okaże się ostatecznie
tworzona w ten sposób struktura. Dobrą ilustracją jest wspomniana wyżej
kradzież z włamaniem. Gdyby wszak nie było takiej ustawowej typizacji,
to w zachowaniu sprawcy, obejmującym to, co nazywamy kradzieżą z włamaniem, wyodrębnilibyśmy co najmniej dwa fragmenty, z których pierwszy
odpowiadać mógłby zniszczeniu cudzej rzeczy (art. 288 k.k.), drugi zaś
— kradzieży zwykłej (art. 278 k.k.). Na podobnej zasadzie — gdyby z kolei
nie było dyrektywy wynikającej z art. 12 k.k. — kilka kradzieży z włamaniem
dokonanych w krótkich odstępach czasu w wykonaniu z góry powziętego
zamiaru stanowiłoby nie jeden fragment nazywany czynem, lecz tyle fragmentów (czynów), ile razy doszło do wypełnienia znamion wynikających
z dyspozycji art. 279 k.k.
W tej sytuacji nieco zaskakiwać musi stwierdzenie Sądu Najwyższego,
że „zachowania”, o których mowa w art. 12 k.k., są „czynami” w znaczeniu
ontologicznym. Wskazanemu problemowi można jednak przypisać bardziej
uniwersalny charakter i znaczenie. Wydaje się bowiem, że selekcjonowanie — na użytek prawa karnego — jakiegokolwiek fragmentu ludzkiej
aktywności, a następnie nadawanie mu takiej czy innej etykiety (np. „zachowanie” lub „czyn”) jest swoistym przejawem mistyﬁkacji jego rzekomo
ontologicznego charakteru, podczas gdy w istocie granice relewantnego
z prawnokarnej perspektywy fragmentu owej aktywności wyznaczane są
wedle kryteriów normatywnych15. Wszak o tym, że zachowania składające
się na czyn ciągły, same w sobie nie są czynami (a jedynie jego składnikami) nie decydują jakieś ich naturalne, pozanormatywne właściwości, lecz
właśnie ustawowo określone w art. 12 przesłanki. Gdyby zabrakło z góry
powziętego zamiaru albo odstępy czasu okazałyby się zbyt długie, to fragmenty aktywności sprawcy nazwane zachowaniami, stałyby się na powrót
samodzielnymi czynami16. Oznacza to jednak, że — wbrew wyrażonemu
Wypowiadając się na temat granic „czynu” rozumianego jako fragment działalności
danego podmiotu, stanowiącej przedmiot prawnokarnej analizy, J. Majewski stwierdza,
że granice te wyznacza ustawodawca (por. J. M a j e w s k i, op. cit., s. 43). Przekonuje
także stwierdzenie M. Rodzynkiewicza, że jakiekolwiek próby wyznaczania granic czynu,
rozumianego jako prawnokarnie relewantny wycinek fragmentu działalności potencjalnego
sprawcy, za pomocą kryterium innego niż dostarczane przez ustawodawcę, mają charakter
czysto spekulatywny (por. M. R o d z y n k i e w i c z, Modelowanie pojęć w prawie karnym,
Kraków 1998, s. 28 i n.).
Rozważając relację, w jakiej pojęcie „czynu” pozostaje do pojęcia „zachowania” zauważymy także, że to ostatnie, rozumiane jako continuum, zdaje się leżeć u podłoża czynu także
w sensie ontologicznym, choć jednocześnie o tym, jaka ilość fragmentów tego zachowania
przez Sąd Najwyższy poglądowi — z continuum ludzkiej aktywności selekcjonować możemy rozmaite jego fragmenty o identycznym statusie ontologicznym, które dałoby się wedle prawnych kryteriów oceny określić mianem
czynów, czynów złożonych, czynów ciągłych lub zachowań składających
się na czyn ciągły. Innymi słowy — o jedności (prawnej, a nie naturalnej)
zachowania występującego w kontekście art. 12 k.k. rozstrzygać powinny
te same kryteria, które są uwzględniane przy analizowaniu jedności czynu.
Procedura wyodrębniania czynu lub jakiegokolwiek innego, prawnokarnie
relewantnego fragmentu ludzkiej aktywności nie może się bowiem różnić
od tej, z jaką mamy do czynienia przy selekcjonowaniu zachowań współtworzących czyn ciągły.
Przy założeniu, że wyodrębnianie dowolnego fragmentu ludzkiego zachowania odbywa się wedle kryteriów normatywnych (nie ma bowiem
fragmentów, których granic nie wyznaczalibyśmy w sposób konwencjonalny,
lecz wynikałyby one z natury rzeczy), a w rezultacie brak także podstaw, aby
różnicować status ontologiczny takich fragmentów, które nazywamy czynami, czynami ciągłymi lub zachowaniami, zadać należy nasuwające się nieodparcie pytanie, czy dopuszczalne jest, aby tylko w odniesieniu do niektórych
fragmentów (tzn. czynów ciągłych) ich istnienie w tzw. przestrzeni prawnej
uzależniać od treści wyroku. Otóż wydaje się, że analogiczna konsekwencja,
oznaczająca swoiście konstytutywny charakter orzeczenia sądowego, musiałaby dotyczyć wszystkich zachowań będących przedmiotem prawnokarnego
wartościowania. Jeśli zatem zgodzilibyśmy się ze stwierdzeniem, że istnienie
czynu ciągłego w przestrzeni prawnej uzależnione jest od treści wyroku, to
w odniesieniu do jakiegokolwiek innego fragmentu zachowania, wyselekcjonowanego wszak według tych samych kryteriów z continuum ludzkiej
aktywności (w tym także fragmentu zachowania składającego na tzw. przestępstwo dwuetapowe itp.) przyjąć powinniśmy analogiczną konsekwencję,
tzn. uznać, że w przestrzeni prawnej zaistnieć ono może dopiero wówczas,
gdy — ujmując rzecz najogólniej — zostanie stwierdzone w stosownej wypowiedzi (wyroku skazującym) właściwego organu orzekającego.
Niezwykle ważkie są aspekty procesowe zajętego przez Sąd Najwyższy
stanowiska. Otóż uzależniając istnienie czynu ciągłego w tzw. przestrzeni
prawnej od treści orzeczenia sądu, oraz dezawuując jego materialnoprawny
rodowód jako argument przemawiający za przyjęciem, iż określony byt
prawny istnieje obiektywnie (tzn. niezależnie od uwarunkowań proceso(wyodrębnianych już raczej wedle kryteriów normatywnych) miałaby tworzyć jeden czyn
— decydować powinna treść przepisu oraz wynikająca z niej typizacja.
wych) Sąd Najwyższy wypowiada pogląd o zasadniczym z punktu widzenia
rei iudicatae znaczeniu. Okazuje się bowiem, że tak długo, jak długo nie
stwierdzono istnienia bytu (odpowiadającego konstrukcji czynu ciągłego)
w prawem przepisanym trybie, istnieje tylko teoretyczna konstrukcja pozbawiona jakiegokolwiek substratu, a w każdym razie dopóki to nie nastąpi, nie
może być mowy o jakichkolwiek skutkach procesowych popełnienia tego
czynu. Jeśli więc nawet teoretycznie założymy, że szereg zachowań popełnionych w warunkach określonych w art. 12 k.k. stanowi czyn ciągły, to
— zdaniem Sądu Najwyższego — o skutkach procesowych jego popełnienia
będzie mowa dopiero wówczas, gdy popełnienie tego przestępstwa zostanie
procesowo stwierdzone.
Przede wszystkim należy zauważyć, że cytowana wypowiedź zmierza
do wyraźnego odróżnienia tzw. przestrzeni prawnej od tego, co stanowi obiektywnie istniejącą rzeczywistość. Oczywiste jest bowiem, że nie
wszystko to, co z punktu widzenia obiektywnego obserwatora faktycznie
istnieje, znajduje odzwierciedlenie w obejmującej ocenianą rzeczywistość
przestrzeni prawnej. Wszak nie zawsze obiektywnie istniejący czyn ciągły
(będący sekwencją zachowań popełnionych w krótkich odstępach czasu oraz ze z góry powziętym zamiarem) staje się przedmiotem skargi
uprawnionego oskarżyciela, a następnie wyroku sądu. Spostrzeżenia tego
nie da się jednak ograniczyć tylko do czynu ciągłego. Przy każdej, choćby tylko nieco bardziej złożonej konstrukcji, której przesłanki wynikają
z prawa materialnego, wyrok sądu nie musi — z różnych zresztą powodów
— prawidłowo jej odzwierciedlać, nawet jeśli konstrukcja taka najpełniej
korespondowałaby z tym, co zdarzyło się w rzeczywistości.
Skoro jednak selekcjonowanie jakiegokolwiek fragmentu zachowania
(nazywanego czynem) z uwzględnieniem kryteriów jedności, jakie wynikają
z ustawowych znamion, w każdym przypadku, nie zaś tylko w przypadku czynu ciągłego, jest tworzeniem sztucznej konstrukcji prawnej, czego
spektakularną ilustrację stanowić mogą chociażby tzw. przestępstwa złożone (np. dwuetapowe), trudno nie zadać pytania, czy również one istnieją
w przestrzeni prawnej tylko o tyle, o ile sąd przyjmie ich istnienie w swoim orzeczeniu. Z perspektywy użytej przez Sąd Najwyższy argumentacji,
zwłaszcza zaś dotyczącej wyznaczania granic osądzanego czynu, nie ma
w zasadzie żadnej jakościowej różnicy pomiędzy etapami przestępstwa stypizowanego przez ustawodawcę jako dwu- (wielo-) etapowe, a poszczególnymi
zachowaniami współtworzącymi tzw. czyn ciągły. Co więcej — przestępstwo
wieloetapowe jest konstrukcją prawną, której realność i obiektywność nie
różni się niczym od realności sekwencji zdarzeń nazywanych czynem ciąg-
łym. W obu przypadkach to ustawodawca decyduje bowiem o granicach
przestępstwa oraz kryteriach ich wyznaczania.
Stwierdzenie, że czyn (a zwłaszcza czyn złożony) został prawomocnie
osądzony jedynie w takich jego granicach, jakie znalazły odzwierciedlenie w przestrzeni prawnej, rodzić może dość poważne komplikacje. Jeśli
bowiem w skardze uprawnionego oskarżyciela pojawił się tylko jeden
z etapów obiektywnie popełnionego przestępstwa dwuetapowego, to —
z perspektywy dogmatycznych podstaw zajętego przez Sąd Najwyższy
stanowiska — wyłania się zasadnicza wątpliwość, czy etap drugi, sam
w sobie realizujący znamiona czynu zabronionego, lecz w przestrzeni
prawnej przecież całkowicie niedostrzeżony, stanowić mógłby przedmiot
odrębnego postępowania karnego. Posługując się ilustrującym analizowaną kwestię przykładem zadać należałoby więc pytanie, jakiego rodzaju
kradzież uznamy za istniejącą w tzw. przestrzeni prawnej, jeśli obiektywnie sprawca zrealizował znamiona przestępstwa kradzieży z włamaniem,
a przedmiotem postępowania oraz prawnokarnego przypisania w wyroku
skazującym była jedynie kradzież zwykła. Otóż — podążając tokiem rozumowania Sądu Najwyższego — powinniśmy chyba przyjąć, że w przestrzeni
prawnej istnieje właśnie owa kradzież zwykła. Z drugiej jednak strony nie
ulega przecież wątpliwości, że gdyby po prawomocnym osądzeniu popełnionego przez sprawcę czynu ustalono, iż jego granice należało wyznaczyć
inaczej, albowiem rozpoczął się on nie w chwili przystępowania do zaboru
cudzej rzeczy ruchomej, lecz odpowiednio wcześniej, tzn. w momencie
pokonywania przeszkody, czyli realizacji znamion włamania, to zarzut res
iudicata okazałby się w takiej sytuacji nieodparty17. Trzeba przy tym zauważyć, że podobnie byłoby również wówczas, gdyby wyrok w odniesieniu do
zarzutu kradzieży zwykłej okazał się uniewinniający, a następnie — już po
jego uprawomocnieniu się — popełniony w istocie czyn okazał się kradzieżą
z włamaniem. Fakt nieistnienia w przestrzeni prawnej kradzieży z włama17
W kwestii dotyczącej analizowanego tutaj przykładu SN wyraził pogląd, że przestępstwo
kradzieży z włamaniem, jakkolwiek obejmuje dwie czynności wykonawcze, z których
każda mogłaby być przyjęta jako wyczerpująca znamiona odrębnych przestępstw z art.
288 § 1 k.k. i z art. 278 § 1 k.k., w istocie stanowi jeden czyn jako zdarzenie faktyczne
i jedno przestępstwo o surowszej kwaliﬁkacji z uwagi na to, że zabór mienia związany jest
z usunięciem przeszkody materialnej. Skoro w stosunku do fragmentu czynu decydującego
o surowszej kwaliﬁkacji zapadło prawomocne postanowienie prokuratora o umorzeniu
postępowania, odnosi ono skutek wobec całości zdarzenia faktycznego zarzuconego oskarżonym, a zatem kontynuowanie postępowania karnego nie było dopuszczalne z uwagi na
treść art. 17 § 1 pkt 7 k.p.k. (wyrok SN z 6 XI 2003 r., II KK 5/03, LEX nr 82307).
niem nie jest przecież dostatecznym uzasadnieniem dla swoistego zlekceważenia powagi rzeczy osądzonej, co miałoby przecież miejsce wówczas,
gdyby uczynić z części zachowania składającej się na ową kradzież, lecz
postrzeganej obecnie poprzez pryzmat normy wynikającej z art. 279 k.k.,
przedmiot ponownego postępowania.
W charakterze wniosku podsumowującego tę część rozważań uprawnione zdaje się stwierdzenie, że atrakcyjna prima facie teza o istnieniu
w przestrzeni prawnej czynu ciągłego pod warunkiem jego przyjęcia w wyroku skazującym wspiera się na tego rodzaju argumentacji, która — jeśliby ją
zaakceptować — w jednakowym stopniu dotyczyć powinna wszystkich fragmentów zachowań, stanowiących przedmiot prawnokarnego wartościowania.
Rzecz bowiem w tym, że każdy czyn, zwłaszcza zaś czyn złożony, stanowi
— podobnie jak czyn ciągły — konstrukcję sztuczną (jurydyczną), a zatem
jego istnienie w przestrzeni prawnej dałoby się — na analogicznej przecież
zasadzie — uzależnić od wyroku sądu. Łatwo zauważyć, że rozciągając tezę
o konstytutywnym dla istnienia w przestrzeni prawnej znaczeniu orzeczenia
sądu na wszystkie prawnokarnie oceniane zachowania (w tym m.in. na przestępstwa dwuetapowe), odnieść musielibyśmy do nich również jej procesową
konsekwencję w postaci powagi rzeczy osądzonej, obejmującej jedynie to,
co w owej przestrzeni znalazło odzwierciedlenie. Prowadziłoby to jednak
do sformułowania trudnej do zaakceptowania konkluzji, że przedmiotem
postępowania chronologicznie późniejszego uczynić dałoby się w każdym
przypadku tę część czynu złożonego, której wcześniej w ogóle nie dostrzeżono, ograniczając w postępowaniu chronologicznie wcześniejszym treść
orzeczenia do części już ujawnionej.
II. CHRONOLOGIA OSĄDZANIA ZACHOWAŃ WSPÓŁTWORZĄCYCH CZYN CIĄGŁY A POWAGA RZECZY OSĄDZONEJ
Analizując wpływ konstrukcji czynu ciągłego na powagę rzeczy osądzonej z łatwością zauważymy, że — ze względu na teoretycznie nieograniczoną ilość składających się na ów czyn zachowań18 — w najrozmaitszych
konﬁguracjach pozostawać mogą te spośród nich, które stanowiły przedmiot postępowania chronologicznie wcześniejszego oraz inne, rozpoznawane
Jedyne ograniczenie łączenia w dowolnie długi łańcuch zachowań składających się na
ten sam czyn ciągły stanowi bowiem przesłanka z góry powziętego zamiaru oraz krótkie
odstępy czasu między poszczególnymi zachowaniami.
w postępowaniu chronologicznie późniejszym19. W tym miejscu nie chodzi
jednak o mnożenie sytuacji procesowych, w jakich potencjalnie pojawiają
się zachowania współtworzące czyn ciągły, lecz o egzempliﬁkację problemów, które stwarza fakt niejednoczesnego rozpoznawania wszystkich tych
zachowań. Dla potrzeb dalszych rozważań przyjmijmy zatem, że podejmowana przez sprawcę aktywność (A), mieszcząca się w przedziale czasu od
chwili początkowej T1 do chwili końcowej TN, obejmuje pięć dających się
wyodrębnić na podstawie kryteriów normatywnych elementów składowych,
nazywanych zachowaniami (a1, a2, a3, a4, a5), zrealizowanych w wykonaniu z góry powziętego zamiaru oraz w dzielących poszczególne elementy,
krótkich odstępach czasu. Przyjmijmy następnie, że wszystkie te elementy
(przez ustawodawcę w art. 12 k.k. zwane zachowaniami, a przez Sąd Najwyższy czynami w znaczeniu ontologicznym) stanowiły przedmiot dwóch
toczących się kolejno postępowań karnych według czterech następujących
wariantów20:
a) zachowania a1, a2, a4 oraz a5 były przedmiotem postępowania chronologicznie wcześniejszego, natomiast jedno tylko zachowanie (a3) objęte
zostało postępowaniem chronologicznie późniejszym;
b) zachowanie a3 było przedmiotem postępowania chronologicznie
wcześniejszego, pozostałe zaś zachowania objęte zostały postępowaniem
chronologicznie późniejszym;
c) zachowania a1, a2, a3 oraz a4 były przedmiotem postępowania chronologicznie wcześniejszego, ostatnie zaś zachowanie objęte zostało postępowaniem chronologicznie późniejszym;
d) zachowania a1 oraz a5 były przedmiotem postępowania chronologicznie wcześniejszego, pozostałe zaś zachowania objęte zostały postępowaniem
chronologicznie późniejszym.
Dwa pierwsze warianty — z pozoru niemal identyczne — różnią się
jednak z punktu widzenia konsekwencji wynikających z powagi rzeczy
osądzonej pod jednym bardzo istotnym względem. O ile bowiem w wariancie pierwszym prawie wszystkie składające się na czyn ciągły zachowania
objęte były opartym na konstrukcji art. 12 k.k. wyrokiem chronologicznie
wcześniejszym, o tyle w wariancie drugim kolejność została odwrócona,
Swoistym uproszczeniem jest również założenie, że zachowania współtworzące ten sam
czyn ciągły stanowiły przedmiot tylko dwóch, nie zaś trzech lub więcej następujących po
sobie postępowań karnych.
Warianty przedstawione zostały jedynie przykładowo, dla potrzeb prowadzonych w tym
miejscu rozważań.
tzn. te same składające się na czyn ciągły zachowania stanowiły przedmiot wyroku chronologicznie późniejszego. Odwrócenie kolejności nie ma
w zasadzie wpływu na ocenę prawną wszystkich tych współtworzących czyn
ciągły zachowań, które w obu wariantach objęto jednym postępowaniem.
Diametralnie zmienia się natomiast ocena prawna tego wyselekcjonowanego, pojedynczego zachowania (a3), które w pierwszym wariancie stało
się przedmiotem postępowania chronologicznie późniejszego, w drugim
zaś — postępowania chronologicznie wcześniejszego. Najwyraźniej widać
to przy analizie konsekwencji, jakie Sąd Najwyższy łączy z możliwością
przyjęcia powagi rzeczy osądzonej.
Przyjrzyjmy się zatem pierwszemu wariantowi. Otóż w wariancie tym
— zarówno w ocenie Sądu Najwyższego, jak i wedle dominującego poglądu doktryny — w pełni aktualizuje się problem powagi rzeczy osądzonej
w odniesieniu do zachowania a3, objętego postępowaniem chronologicznie
późniejszym. Zachowanie to objęte jest wcześniejszym skazaniem ze względu na przyjętą w prawomocnym wyroku konstrukcję ciągłości, przesądzającą
o tym, że jest ono elementem jednego czynu zabronionego, o którym mowa
w art. 12 k.k. Jeśli bowiem w skardze wskazano, że przedmiotem zarzutu jest
czyn ciągły popełniony w określonych granicach czasowych, to właściwe
zdekodowanie woli oskarżyciela prowadzi do przyjęcia, że sąd, w granicach
oskarżenia, zobligowany jest do zbadania wszystkich zachowań składających się na czyn ciągły, także tych, których expressis verbis nie wskazano
w skardze. W sytuacji takiej nie mamy do czynienia z wyjściem poza granice skargi uprawnionego oskarżyciela, lecz z uprawnioną korektą opisu
czynu zarzuconego oskarżonemu jako ciągły. W ewentualnym późniejszym
postępowaniu nie będzie już możliwości orzekania o tych elementach, które
objęte zostały przyjętą przez sąd konstrukcją czynu ciągłego. Nie tylko jednak
o nich. Skoro bowiem sąd przyjął, że sprawca dopuścił się w jakimś okresie
czynu ciągłego, orzeczenie jego — także w zakresie owej ciągłości — uzyskuje cechę materialnej prawomocności i w konsekwencji wyznacza zakres
powagi rzeczy osądzonej w ewentualnym późniejszym postępowaniu21.
Oznacza to, że zakres powagi rzeczy osądzonej „pokryje” cały czasokres
Warto przypomnieć, że w uchwale z 21 XI 2001 r. (I KZP 29/01, OSNKW 2001, nr 11,
poz. 21) SN przyjął, iż prawomocne skazanie za czyn ciągły (art. 12 k.k.) stoi na
przeszkodzie, ze względu na treść art. 17 § 1 pkt 7 k.p.k., ponownemu postępowaniu o później ujawnione zachowania, będące elementami tego czynu, które nie były
przedmiotem wcześniejszego osądzenia, niezależnie od tego, jak ma się społeczna
szkodliwość nowo ujawnionych fragmentów czynu ciągłego do społecznej szkodliwości zachowań uprzednio w ramach tego czynu osądzonych (podobnie Sąd Apelacyjny
przypisanego czynu ciągłego, niezależnie od tego, czy sąd orzekł tylko o niektórych czynach z uwagi na wiążące go granice skargi oskarżycielskiej, czy
też wówczas, gdy orzekł o wszystkich ujawnionych w toku postępowania
elementach czynu ciągłego, także tych, które nie były przedmiotem skargi,
ale o których sąd mógł orzekać wobec zarzucenia w owej skardze czynu
jako ciągłego22.
Zupełnie inaczej zdaje się Sąd Najwyższy oceniać sytuację odpowiadającą wariantowi drugiemu. W przypadku oskarżenia sprawcy o czyn jednostkowy, tylko w zakresie odpowiedzialności za ten czyn istnieje prawomocne orzeczenie. W konsekwencji, tylko w przypadku ponownego orzekania
o odpowiedzialności za ten czyn istnieje prawna przeszkoda w postaci rei
iudicatae. Nie sposób — zdaniem Sądu Najwyższego — przyjąć, że jeśliby w chronologicznie drugim postępowaniu okazało się, iż czyn, za który
sprawcę prawomocnie skazano, stanowi element czynu ciągłego, to owo
prawomocne skazanie „pokryje” cały ów czyn ciągły. Oznaczałoby to bowiem, że zakres powagi rzeczy osądzonej wykracza nie tylko poza granice
skargi wyznaczone przez oskarżyciela, ale także poza zakres prawomocności
orzeczenia wydanego w postępowaniu chronologicznie wcześniejszym.
W takim właśnie kontekście Sąd Najwyższy zdecydowanie podkreśla,
że konstrukcja przewidziana w art. 12 k.k. jest sztuczną konstrukcją prawną,
co w rezultacie miałoby oznaczać, że — o czym już była mowa — czyn ciągły istnieje w przestrzeni prawnej tylko o tyle, o ile sąd przyjmie w swoim
orzeczeniu, że zachodzą przesłanki wskazane w art. 12 k.k. i przepis ten
w Katowicach w postanowieniu z 20 VI 2001 r., II AKo 92/01, OSPriPr 2002, nr 5,
poz. 28, a także Sąd Apelacyjny w Lublinie w postanowieniu z 2 X 2002 r., II AKo 80/02,
OSPriPr 2003, nr 4, poz. 27 oraz SN w wyroku z 25 V 2005 r., III KK 95/05, R-OSNKW
2005, poz. 1061).
Sąd Najwyższy jeszcze niedawno dawał wyraz dobrze już chyba ugruntowanemu poglądowi, że ze względu na konstrukcję art. 12 k.k. czyn ciągły traktowany jest jako jeden
czyn zabroniony i dlatego — z punktu widzenia procesu karnego — stanowi jednolitą
całość. Podstawą odpowiedzialności za ten czyn są wszystkie objęte znamieniem ciągłości
zachowania, a granice wyznacza początek pierwszego i zakończenie ostatniego z zachowań,
jeśli wszystkie zostały podjęte ze z góry powziętym zamiarem. Przyjęcie takiej konstrukcji
„czynu ciągłego” przesądza o konieczności stosowania zasady ne bis in idem procedatur
wyrażonej w art. 17 § 1 pkt 7 k.p.k. (wyrok SN z 15 IX 2005 r., II KK 15/05, LEX nr
157549). W innym zaś miejscu czytamy, że jeżeli tylko zostały spełnione przesłanki powodujące potraktowanie określonego zachowania jako fragmentu czynu ciągłego, nie jest
możliwe prowadzenie innego postępowania co do zachowań podjętych przez sprawcę w
okresie wyznaczonym przez początek pierwszego i zakończenie ostatniego zachowania
składającego się na czyn ciągły (postanowienie SN z 29 III 2006 r., I KZP 58/05, LEX nr
180755).
zostanie zastosowany. W przykładowo omawianej powyżej sytuacji procesowej (wariant drugi) nic takiego nie może mieć miejsca, skoro postępowanie chronologicznie wcześniejsze dotyczyło jednostkowego czynu, a zatem
o zastosowaniu art. 12 k.k. nie mogło być mowy. Nie ma więc przeszkód,
aby sąd orzekający w postępowaniu chronologicznie późniejszym, orzekł
o odpowiedzialności karnej za inne elementy zachowania, składające się
na czyn uznany przezeń za ciągły, jeżeli tylko — w przypadku ich analizowania z pominięciem elementu, którego res iudicata nie pozwala włączyć
w orbitę ponownego orzekania — wyczerpują one przesłanki decydujące
o zastosowaniu art. 12 k.k.
Kolejność, w jakiej przedmiotem postępowania stawało się jedno wyselekcjonowane z czynu ciągłego zachowanie prowadzi przeto do sformułowania następujących spostrzeżeń i wniosków: W wariancie pierwszym
— tzn. gdy analizowane zachowanie (a3) było przedmiotem postępowania
chronologicznie późniejszego — ze względu na przyjętą konstrukcję czynu
ciągłego mamy do czynienia z powagą rzeczy osądzonej, a zatem — zgodnie z treścią art. 17 § 1 pkt 7 k.p.k. — postępowania takiego w ogóle nie
należało wszczynać, jeśli już zaś do tego doszło, to powinno ono zostać
umorzone. Fakt wykrycia zachowania, które — w przypadku jego wcześniejszego ujawnienia współtworzyłoby osądzony już czyn ciągły — nie
ma, właśnie ze względu na powagę rzeczy osądzonej, żadnego znaczenia,
także dla rozmiarów odpowiedzialności karnej sprawcy. W wariancie drugim — gdy zachowanie to było przedmiotem postępowania chronologicznie
wcześniejszego — nie ma w zasadzie przeszkód, aby wszystkie pozostałe
zachowania, tworzące wszak jeden czyn ciągły zostały w postępowaniu
chronologicznie późniejszym odrębnie osądzone. Res iudicata nie może
bowiem obejmować całego czynu ciągłego, skoro sąd — nie dostrzegając
zresztą nawet możliwości przyjęcia konstrukcji przewidzianej w art. 12 k.k.
— orzekał wyłącznie w przedmiocie pewnego fragmentu, stanowiącego tylko
jedno zachowanie. Rezultat braku powagi rzeczy osądzonej w analizowanym
wariancie jest jednak taki, że zachowanie stanowiące przedmiot postępowania chronologicznie wcześniejszego będzie trzeba potraktować jako odrębny
czyn, pozostający w zbiegu realnym z czynem ciągłym, składającym się
z pozostałych zachowań, z wszelkimi wynikającymi stąd konsekwencjami,
także w sferze wymiaru kary łącznej. Łatwo więc zauważyć, że materialnoprawna ocena aktywności sprawcy — mimo że jej przedmiotem będzie
przecież ten sam ciąg zachowań — okaże się zupełnie inna w zależności od
uwarunkowań czysto procesowych.
Na marginesie należy również odnotować, że wariant drugi, oznaczający
sytuację, w której jedno z zachowań obiektywnie współtworzących czyn
ciągły zostało prawomocnie osądzone w postępowaniu chronologicznie
wcześniejszym, prowadzić może do wywołanego owym prawomocnym
osądzeniem podziału wszystkich pozostałych do osądzenia zachowań na
dwa odrębne czyny ciągłe. Nie da się bowiem wykluczyć, że zachowania
te, objęte postępowaniem chronologicznie późniejszym, utworzą taką sekwencję, przy której odstęp czasu pomiędzy zachowaniem poprzedzającym
zachowanie prawomocnie osądzone a zachowaniem następującym po zachowaniu prawomocnie osądzonym nie będzie już mógł zostać oceniony jako
krótki. Innymi słowy — chodzi w tym miejscu o sytuację, w której odstęp
czasu pomiędzy zachowaniem a2 i a3 oraz a3 i a4 byłby oceniony jako krótki,
gdyby stanowiły one przedmiot jednego postępowania, lecz — przy założeniu wyeliminowania z ciągu zachowań osądzonego wcześniej prawomocnie
zachowania a3 — nie da się już niestety ocenić jako krótkiego tego odstępu
czasu, który dzielić wówczas będzie zachowania a2 oraz a4. Przyjąć chyba
należy, że zachowania, które zostało wcześniej prawomocnie osądzone, nie
można traktować jako swoistego „wypełniacza” przestrzeni czasowej, jaka
dzieli zachowanie poprzedzające oraz następujące po nim23. Rezultat będzie
więc taki, że odstęp czasu potraktowany zostanie jako nazbyt długi z tego
jedynie powodu, że zachowanie, które wszak obiektywnie współtworzyło
czyn odpowiadający kryteriom przewidzianym w art. 12 k.k., ze względów
procesowych zostanie z tworzącego ów ciąg łańcucha wyeliminowane.
O wiele poważniejsze zdają się być jednak prawnokarne konsekwencje
prezentowanej tutaj sytuacji. Okazuje się bowiem, że zamiast jednego czynu
ciągłego (który wszedłby w rachubę, gdyby wszystkie zachowania osądzone
zostały w jednym postępowaniu) wyłaniają się trzy pozostające w zbiegu
realnym czyny, na które składają się odpowiednio:
a) zachowanie a3 osądzone w postępowaniu chronologicznie wcześniejszym;
b) tworzące pierwszy czyn ciągły zachowania a1 i a2, osądzone w postępowaniu chronologicznie późniejszym;
c) tworzące drugi czyn ciągły zachowania a4 i a5, osądzone także
w postępowaniu chronologicznie późniejszym.
Zdaniem SN w nowym postępowaniu sąd dokonać musi ocen w zgoła odmiennej sytuacji
procesowej, w której wiąże go powaga rzeczy osądzonej w zakresie czynów, co do których
uprzednio prawomocnie orzeczono i z tego powodu ewentualna budowa konstrukcji czynu
ciągłego może następować jedynie w oparciu o te elementy zachowania sprawcy, które
jeszcze osądzone nie zostały.
Jest oczywiste, że z uwagi na pozostawanie tak ukształtowanych czynów
w zbiegu realnym, konieczne stanie się wymierzenie najpierw kar jednostkowych, później zaś kary łącznej, która — wobec osądzenia zachowania a3
w postępowaniu chronologicznie wcześniejszym — będzie musiała zostać
orzeczona w wyroku łącznym. Z dużym prawdopodobieństwem można chyba
założyć, że rezultat takiego (spowodowanego wszak względami procesowymi) rozbicia szeregu zachowań, z materialnoprawnego punktu widzenia
spełniających przesłanki z art. 12 k.k., okaże się w sferze wymiaru kary dla
sprawcy mniej korzystny niż ich łączne osądzenie w ramach konstrukcji czynu ciągłego. Pozwala to również na sformułowanie dość w istocie banalnego
wniosku ogólniejszej natury, że w pewnym sensie od sprawności organów
ścigania, wyrażającej się w łącznym lub też selektywnym i podzielonym na
etapy wykrywaniu tworzących ciąg zachowań przestępnych zależeć mogą
wiążące się z nimi prawnokarne konsekwencje.
Wariant trzeci i czwarty stanowi ilustrację problemów wyłaniających się
na tle przyjętego w doktrynie i orzecznictwie założenia, że granice czynu
ciągłego jako podstawy prawnokarnego wartościowania wyznacza przestrzeń
rozciągnięta pomiędzy początkiem pierwszego a końcem ostatniego zachowania składającego się na ów czyn. W wariancie trzecim ostatnie zachowanie (a5), stanowiące potencjalny przedmiot postępowania chronologicznie
późniejszego nie będzie objęte powagą rzeczy osądzonej, co w rezultacie
pozwoli na wszczęcie oraz kontynuowanie tego postępowania, a następnie
— mimo wcześniejszego ukarania sprawcy za czyn ciągły obejmujący zachowania od a1 do a4 — wymierzenie stosownej kary. W wariancie czwartym
natomiast trzy środkowe zachowania (od a2 do a4), mieszczące się całkowicie i bez reszty w przestrzeni osądzonego w postępowaniu chronologicznie
wcześniejszym czynu ciągłego, którego granice wyznaczały zachowania a1
oraz a5, z tego właśnie powodu objęte zostaną powagą rzeczy osądzonej.
Trudne do zaakceptowania konsekwencje są rezultatem czegoś, co można by
określić mianem syndromu ujawnionych zachowań granicznych. Ujawnione
oraz osądzone w postępowaniu chronologicznie wcześniejszym zachowania
graniczne decydują bowiem o tym, jaki będzie zakres rei iudicatae.
Aby konsekwencje te wyeksponować jeszcze bardziej, poddajmy analizie
dwie sytuacje, zróżnicowane wyłącznie ze względu na chronologię toczących
się postępowań, a więc przy założeniu, że analiza dotyczy wspólnego dla
nich, następującego stanu faktycznego: Sprawca zaplanował dokonanie tej
samej nocy kradzieży z włamaniem do trzech mieszkań położonych w jednym budynku, a następnie zrealizował swój zamiar w sposób odpowiadający
konstrukcji czynu ciągłego, przy czym łupy (np. dzieła sztuki) pochodzące
z mieszkania okradzionego jako drugie w kolejności okazały się najcenniejsze, przedstawiały bowiem znaczną wartość w rozumieniu art. 115 § 5 k.k.
Ilustrując wpływ chronologii ujawniania oraz orzekania w przedmiocie każdego z tych zachowań na powagę rzeczy osądzonej przyjmijmy, że:
1) przedmiotem postępowania chronologicznie wcześniejszego uczyniono włamanie do mieszkania pierwszego oraz trzeciego, natomiast włamanie do mieszkania drugiego — ze względu na bardzo długo trwającą
nieobecność właścicieli — ujawnione zostało dopiero wówczas, gdy sprawca
odbywał już wymierzoną za obejmujący oba zachowania czyn ciągły karę
dwóch lat pozbawienia wolności;
2) przedmiotem postępowania chronologicznie wcześniejszego uczyniono włamanie do mieszkania drugiego, natomiast ze wskazanych wyżej
powodów włamania do mieszkania pierwszego i trzeciego ujawnione zostały
już w trakcie odbywania przez sprawcę prawomocnie wymierzonej kary 3 lat
Łatwo zauważyć, jak skrajnie różne okażą się dla sprawcy wynikające
z powagi rzeczy osądzonej konsekwencje obiektywnie jednego przecież
czynu ciągłego, którego elementy składowe (poszczególne zachowania) stały
się przedmiotem różnych postępowań. W pierwszej sytuacji sprawca skazany na karę dwóch lat pozbawienia wolności nie odpowie już za włamanie
do mieszkania drugiego, mimo że — ze względu na wartość skradzionych
przedmiotów — zachowanie to charakteryzuje się najwyższym stopniem
społecznej szkodliwości, a co więcej — w jego kwaliﬁkacji powinien się
także pojawić art. 294 k.k. Zgodnie bowiem z dominującym w literaturze
i orzecznictwie poglądem jest ono objęte powagą rzeczy osądzonej24. W sytuacji drugiej natomiast — mimo skazania sprawcy na karę trzech lat pozbawienia wolności za włamanie o najwyższym stopniu społecznej szkodliwości,
lecz stanowiące środkowe ogniwo łańcucha zachowań współtworzących
czyn ciągły — nie wystąpi niestety res iudicata, która wykluczyłaby osądzenie dwóch skrajnych zachowań (tzn. włamań do mieszkania pierwszego
i trzeciego). Co więcej, w przypadku oczywistego w takiej sytuacji skazania
sprawcy zajdzie potrzeba wydania wyroku łącznego, w ramach którego wy24
Warto w tym miejscu raz jeszcze przypomnieć, iż w przywoływanej wyżej uchwale
z 21 XI 2001 r. (I KZP 29/01, OSNKW 2002, nr 1/2, poz. 2) SN dał wyraz m.in. temu,
że prawomocne skazanie za czyn ciągły (art. 12 k.k.) stoi na przeszkodzie ponownemu
postępowaniu o później ujawnione zachowania, będące elementami tego czynu, które nie
były przedmiotem wcześniejszego osądzenia, niezależnie od tego, jak ma się społeczna
szkodliwość nowo ujawnionych fragmentów czynu ciągłego do społecznej szkodliwości
zachowań uprzednio w ramach tego czynu osądzonych.
mierzona kara będzie nawet mogła sięgnąć sumy kar wymierzonych w obu
postępowaniach, w żadnym jednak przypadku nie będzie mogła okazać się
niższa niż trzy lata pozbawienia wolności.
Gdybyśmy na kanwie zaprezentowanego przykładu (w praktyce całkiem
przecież prawdopodobnego) zechcieli uznać, że tak ujmowane konsekwencje
powagi rzeczy osądzonej przy konstrukcji czynu ciągłego nie mają wiele
wspólnego z racjonalizacją karania, to z pewnością trudno byłoby znaleźć obrońców poglądu przeciwnego. Oczywiste staje się natomiast ryzyko
destrukcji wymiaru sprawiedliwości, skoro identyczny łańcuch zachowań
tworzących — obiektywnie rzecz biorąc — jeden odpowiadający przesłankom z art. 12 k.k. czyn ciągły, może doprowadzić (m.in. w zależności od
sprawności organów ścigania oraz chronologii procedowania) do skrajnie
różnych konsekwencji, swoiście (oraz w sposób niezrozumiały dla samego
sprawcy) uwikłanych w modyﬁkującą konstrukcje materialnoprane zasadę
III. UNIEWINNIENIE LUB SKAZANIE ZA CZYN CIĄGŁY
A RES IUDICATA
Podkreślając kilkakrotnie w uzasadnieniu analizowanej uchwały, że
konstrukcja jednego czynu zabronionego, o którym mowa w art. 12 k.k.
egzystuje w przestrzeni prawnej tylko o tyle, o ile została przyjęta w zapadłym orzeczeniu, Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że nie może być
mowy o powadze rzeczy osądzonej w wyniku uprawomocnienia się innego
orzeczenia niż takie, w którym prawomocnie przypisano sprawcy czyn ciągły. Miałoby to oznaczać, że jeśli sprawca stanął pod zarzutem popełnienia
czynu ciągłego, a sąd go od tego zarzutu uniewinnił, to powaga rzeczy
osądzonej dotyczyć może wyłącznie tych zachowań (czynów w znaczeniu
ontologicznym), które oskarżyciel w przyjętej przezeń konstrukcji ciągłości wymienił. Skoro bowiem prawomocnością i w konsekwencji powagą
rzeczy osądzonej objęte jest ustalenie ciągłości stanowiącej podstawę zastosowania art. 12 k.k., to przecież nie przypisując sprawcy zarzuconych
mu skargą czynów, sąd nie przesądza o jakiejkolwiek jedności zamiaru
ani o spełnieniu innych przesłanek prowadzących do przyjęcia ciągłości.
W przypadku uniewinnienia oskarżonego od popełnienia czynów wskazanych w skardze jako zachowania stanowiące elementy przestępstwa
ciągłego, powaga rzeczy osądzonej odnosić będzie się jedynie do tych
jednostkowych czynów, tylko bowiem w kwestii odpowiedzialności za te
właśnie czyny sąd orzekł25. W postępowaniu chronologicznie późniejszym
możliwe zatem będzie postawienie sprawcy zarzutu, odnoszącego się do
innych zachowań, mieszczących się w tym samym czasokresie, którego
dotyczyło prawomocne orzeczenie uniewinniające, nawet gdyby objęte
tym postępowaniem zachowania, wraz z tymi, od popełnienia których
sprawcę uniewinniono, układały się w konstrukcję czynu ciągłego. Różnica
polega więc na tym, że przy wyroku skazującym, inaczej niż w przypadku
uniewinnienia, powaga rzeczy osądzonej dotyczy wszystkich, nawet nieujawnionych fragmentów aktywności sprawcy.
Analizując konsekwencje uzależniania zakresu powagi rzeczy osądzonej od treści orzeczenia (tj. od uniewinnienia lub skazania oskarżonego) na
przykładzie pierwszego z przedstawionych wyżej wariantów, w którym jedno
tylko zachowanie (a3) było przedmiotem postępowania chronologicznie późniejszego, podczas gdy pozostałe zachowania objęte zostały postępowaniem
chronologicznie wcześniejszym, dojść musielibyśmy do wniosku, że zarzut
res iudicata w odniesieniu do tego jednego zachowania uprawniony byłby
pod tym tylko warunkiem, że postępowanie wcześniejsze zakończyłoby
się wyrokiem skazującym. Pogląd taki z kilku co najmniej powodów musi
zaskakiwać. Przede wszystkim zdaje się on kolidować ze sformułowanym
w innym miejscu stwierdzeniem, że jeśli przedmiotem zarzutu jest czyn
ciągły, to właściwe zdekodowanie woli oskarżyciela obliguje do zbadania
wszystkich mieszczących się w granicach oskarżenia zachowań składających
się na ów czyn, a zatem także tych, których expressis verbis w skardze nie
wskazano. Powstaje więc pytanie, czy konieczność zbadania całej przestrzeni
mieszczącej się w granicach zarzucanego oskarżonemu czynu ciągłego nie
pojawia się wówczas, gdy ostatecznie — po przeprowadzeniu postępowania
W uzasadnieniu analizowanej uchwały SN zwrócił także uwagę, że już w wyroku
z 4 X 1935 r. (1 K. 675/35, „Zb.Orz.SN. Orzeczenia Izby Karnej” 1936, z. VI, poz. 216)
wyrażony został analogiczny pogląd. W judykacie tym stwierdzono bowiem m.in., że
„w zakresie przestępstw ciągłych konieczne jest ścisłe rozróżnienie skutków wyroków
skazujących od skutków wyroków uniewinniających. Przy skazującym wyroku zasada
rzeczy osądzonej dotyczy wszystkich, nawet nieujawnionych fragmentów działania. Przy
uniewinniającym wyroku działanie rozdziela się na szereg pojedynczych czynów, co do
których zasada ne bis in idem stosuje się tylko o tyle, o ile zostały osądzone jako samodzielne przestępstwa. Nic nie stoi zatem na przeszkodzie, ażeby inne, przy pierwszem sądzeniu
nieznane czyny stały się przedmiotem nowego postępowania, przy którem może sąd ustalić,
ale tylko między niemi ciągłość działania”. Pojawia się wątpliwość, której szersze przedstawienie przekraczałoby ramy tego opracowania, czy od strony dogmatycznej wspomniane
orzeczenie z okresu międzywojennego dotyczy problemu zarysowanego identycznie jak
w analizowanej tutaj uchwale.
— wyrok okaże się uniewinniający. Jeśli zaś cała ta przestrzeń zostałaby
jednak zbadana — za czym wszak Sąd Najwyższy zdaje się chyba opowiadać — to dlaczego, w przypadku dotyczącego tejże przestrzeni (objętej
granicami wyznaczonymi zarzucanym oskarżonemu czynem ciągłym) wyroku uniewinniającego, pewne jej fragmenty miałyby stać się przedmiotem
kolejnego postępowania? Ujmując zaś analizowaną kwestię jeszcze inaczej,
trudno prima facie zrozumieć, dlaczego w przypadku prawomocnego wyroku
skazującego całą przestrzeń wyznaczoną granicami zarzucanego oskarżonemu czynu ciągłego traktować mielibyśmy jako objętą powagą rzeczy
osądzonej, w przypadku zaś wyroku uniewinniającego mogłaby ona stawać
się przedmiotem kolejnych postępowań26.
Przyglądając się nieco bliżej przedstawionemu wyżej stanowisku Sądu
Najwyższego przede wszystkim zwrócić należy uwagę, że uniewinnienie od
zarzutu popełnienia czynu ciągłego w żadnym przypadku nie może okazać
się rezultatem samego tylko braku przesłanek wynikających z art. 12 k.k.
Nie dostrzegając powziętego z góry zamiaru lub krótkich odstępów czasu
między poszczególnymi, skądinąd realizującymi jednak znamiona czynu
zabronionego zachowaniami, sąd wyda przecież wyrok skazujący, którego
podstawę — zamiast czynu ciągłego — stanowić prawdopodobnie będzie
realny zbieg przestępstw. Wyrok uniewinniający wszedłby natomiast w rachubę dopiero wówczas, gdyby ocena (łączna lub jednostkowa) wszystkich
objętych zarzutem zachowań — niezależnie od przesłanek z art. 12 k.k.
— w przypadku żadnego z nich nie doprowadziła do przypisania przestępstwa. Mówiąc zaś inaczej — o uniewinnieniu nie zadecyduje brak ciągłości
ocenianych zachowań, lecz raczej brak ich przestępności. Nie należy także
tracić z pola widzenia, że jeśli już wydawany jest wyrok uniewinniający,
to zróżnicowane są przecież jego podstawy. Z treści art. 17 § 1 k.p.k. oraz
P. Kardas trafnie zwraca również uwagę na brak dostatecznego uzasadnienia dla tezy,
że konsekwencje wyroków uniewinniających są odmienne w wypadku zarzutu opartego
o konstrukcję przestępstwa zbiorowego, wieloodmianowego, czy też wieloczynowego,
odmienne zaś w razie zarzutu wykorzystującego konstrukcję czynu ciągłego. W każdym
z tych przypadków, pomimo braku związania zaproponowaną przez oskarżyciela publicznego kwaliﬁkacją prawną, sąd związany jest granicami określonego w skardze „tego samego
czynu”. Wydaje zatem orzeczenie w odniesieniu do tego czynu, obejmującego całość, nie
zaś w odniesieniu do poszczególnych jego fragmentów. Skoro brak jest konstrukcyjnych
różnic między przestępstwami zbiorowymi, wieloodmianowymi czy też wieloczynowymi
a konstrukcją czynu ciągłego, i zarazem nie wskazano żadnej podstawy do różnicowania
konsekwencji o charakterze procesowym, to trudno przyjąć za uzasadnione stanowisko
prowadzące do tak daleko idącego zróżnicowania. Por. P. K a r d a s, Res iudicata…,
art. 414 § 1 k.p.k. (zdanie drugie) wynika wszak, że do wyroku takiego
dochodzi wówczas, gdy:
a) czynu nie popełniono;
b) brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie jego popełnienia;
c) czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego;
d) ustawa stanowi, że sprawca nie popełnia przestępstwa.
W pierwszej z wymienionych sytuacji, tzn. gdy oskarżony, któremu
zarzucano popełnienie czynu ciągłego, nie był sprawcą żadnego ze składających się na ów czyn zachowań, przyjęcie powagi rzeczy osądzonej
w odniesieniu do nieobjętych takim wyrokiem, lecz mieszczących się
w ramach zakreślonych zarzucanym wcześniej czynem ciągłym zachowań
w istocie nie wydaje się uzasadnione. Trudno byłoby polemizować z ilustrującym analizowaną kwestię stwierdzeniem, że w sytuacji, gdy oskarżonego uniewinniono od zarzutu dokonania w warunkach czynu ciągłego
kradzieży z włamaniem do dwóch stojących na parkingu samochodów,
albowiem w postępowaniu przed sądem okazało się, że czynu tego dokonał
inny sprawca, zupełnie niezrozumiałe byłoby obejmowanie powagą rzeczy
osądzonej faktycznie popełnionego przez tego oskarżonego (w ramach
zakreślonych zarzucanym mu wcześniej czynem ciągłym) włamania do
samochodu trzeciego. Skoro bowiem nie był on w ogóle sprawcą zachowań
składających się na stanowiący przedmiot zarzutu w postępowaniu chronologicznie wcześniejszym czyn ciągły, to nie doszło przecież do badania
jakiejkolwiek przestrzeni wypełniającej zachowania graniczne. Nieco inaczej mogłaby natomiast wyglądać sytuacja, gdy wyrok uniewinniający od
popełnienia czynu ciągłego stanowił rezultat stwierdzenia, że składające się
nań (oraz rzeczywiście przez sprawcę wykonane) zachowania nie realizują
znamion czynu zabronionego lub że — ze względu na okoliczności wyłączające bezprawność albo winę — sprawca owych zachowań nie popełnia
przestępstwa. Tego rodzaju orzeczenie oznacza bowiem, że przy dokonywaniu ustaleń faktycznych, stanowiących podstawę uniewinnienia aktualne
stało się — podobnie jak przy wyroku skazującym — zbadanie przestrzeni
pomiędzy faktycznie podejmowanymi w czynie ciągłym zachowaniami27.
Oczywiście przy założeniu, że przyjęcie konstrukcji czynu ciągłego wiąże się z koniecznością badania przestrzeni między poszczególnymi, składającymi się na ów czyn zachowaniami. W tym kontekście rodzi się m.in. pytanie: czy ową przestrzeń wyznaczają jedynie
krótkie odstępy czasu, jakie dzielą ujawnione już zachowania, czy też dla ograniczenia
badanej przestrzeni należałoby sięgnąć również do jakichś innych niż czas kryteriów?
Na marginesie warto dodać, że szczególnego rodzaju problemy pojawiają się m.in. wówczas, gdy przedmiotem zarzutu jest czyn ciągły,
którego pierwszym ogniwem okazało się zachowanie wykonane w okresie nieletniości sprawcy. W literaturze zgoda panuje wszak co do tego,
że w przypadku popełnienia czynu ciągłego przez sprawcę, który część
zachowań składających się na czyn ciągły zrealizował jeszcze jako nieletni, pozostałe zaś już po ukończeniu lat siedemnastu, odpowiedzialnością
karną objąć można jedynie te zachowania, które zostały popełnione po
osiągnięciu wieku umożliwiającego — zgodnie z art. 10 § 1 k.k. — oparcie tej odpowiedzialności na zasadach określonych w kodeksie karnym28.
W kontekście stanowiska zajętego w analizowanej uchwale Sądu Najwyższego może wyłonić się więc wątpliwość, czy zachowania nieobjęte
wyrokiem skazującym w postępowaniu chronologicznie wcześniejszym,
a mieszczące się w przedziale pomiędzy ujętym w akcie oskarżenia zachowaniem zrealizowanym w okresie nieletniości a pierwszym zachowaniem
składającym się na przypisany w wyroku czyn ciągły, objęte zostaną
powagą rzeczy osądzonej. Z jednej bowiem strony mamy do czynienia
z wyrokiem skazującym za dokonanie czynu ciągłego, który w przestrzeni
prawnej istnieje w granicach wyznaczonych zachowaniem zrealizowanym
po przekroczeniu przez sprawcę progu nieletniości, choć z drugiej jednocześnie strony przedmiotem zarzutu był wszak czyn obejmujący również
zachowanie wcześniejsze, lecz ze względu na nieletniość sprawcy, a więc
okoliczność wyłączającą jego winę, w opisie czynu przez sąd ostatecznie
przypisanego pominięte. Pojawia się pytanie, jakie argumenty przemawiać
miałyby za tym, aby przestrzeni mieszczącej się miedzy dwoma tworzącymi
ciąg zachowaniami, z których pierwsze zrealizowane zostało przed, drugie
zaś po ukończeniu przez sprawcę siedemnastego roku życia, nie traktować
jako objętej powagą rzeczy osądzonej.
W rozważaniach teoretycznych niespójność konsekwencji, jakie przy
akceptacji stanowiska Sądu Najwyższego wystąpić mogą w praktyce wymiaru sprawiedliwości, nie jest być może argumentem najmocniejszym. Warto
jednak zwrócić na nie uwagę. Okazuje się bowiem, że wyrok skazujący
w określonej konﬁguracji, obejmującej tylko część zachowań składających się
na czyn ciągły, może — z czysto pragmatycznego punktu widzenia — okazać
się dla oskarżonego korzystniejszy niż wyrok uniewinniający. Stanie się tak
przykładowo wówczas, gdy w przestrzeni objętej przypisanym oskarżonemu
Zob. P. K a r d a s, w: Kodeks karny. Część ogólna. Komentarz, red. A. Zoll, t. I, Kraków
2004, s. 215 oraz powołane tam orzecznictwo i literatura.
czynem ciągłym znajdzie się nieujawnione, lecz charakteryzujące się szczególnie wysokim stopniem społecznej szkodliwości zachowanie. Przy wyroku
skazującym zachowanie to objęte będzie powagą rzeczy osądzonej, przy
uniewinniającym natomiast — sprawca musi liczyć się, w razie wykrycia
owego zachowania, z kolejnym postępowaniem. Może to być dla sprawcy
zachęta do tego, aby w szczególny sposób „ułatwiać” sądowi skazanie za
czyn ciągły obejmujący rozległą przestrzeń czasową, nawet gdyby miało
się to wiązać z przyznawaniem się do popełnienia czynów w istocie nie
popełnionych oraz kreowaniem obciążających dowodów, gdyż ewentualna
walka o wyrok uniewinniający — co brzmieć musi paradoksalnie — nie
będzie się sprawcy po prostu opłacać.
IV. CIĄG PRZESTĘPSTW A CZYN CIĄGŁY —
DOPUSZCZALNOŚĆ ZMIANY KWALIFIKACJI
W praktyce wymiaru sprawiedliwości często zdarza się, że sąd orzekający — dostrzegając popełniony przez oskarżyciela publicznego błąd, polegający na przyjęciu w kwaliﬁkacji prawnej zarzucanego oskarżonemu czynu
(o złożonej strukturze) konstrukcji ciągu przestępstw (art. 91 k.k.) — uprzedza strony o możliwości dokonania na podstawie art. 399 § 1 k.p.k. zmiany
kwaliﬁkacji, wyrażającej się w potraktowaniu współtworzących ów ciąg
zachowań jako jednego czynu ciągłego. Rzecz charakterystyczna, że również
doktryna dopuszcza taką możliwość29. W szeroko analizowanym kontekście
wypowiedzi Sądu Najwyższego, zawartych w uchwale z 15 czerwca 2007 r.,
pojawia się jednak wątpliwość, czy tego rodzaju zmiana kwaliﬁkacji —
w praktyce, co jeszcze raz należy podkreślić, bardzo rozpowszechniona
— nie oznacza w istocie wyjścia poza granice oskarżenia. Rzecz bowiem
w tym, że w przypadku oparcia zarzutu o konstrukcję czynu ciągłego i wskazania jako podstawy prawnokarnego wartościowania zachowań rozciągniętych pomiędzy początkiem pierwszego a końcem ostatniego, sąd miałby być
przecież zobowiązany do zbadania całości ujętego jako podstawa prawnokarnej oceny zdarzenia historycznego, a więc — co zdaje się wynikać z dość
konsekwentnego w tym zakresie stanowiska Sądu Najwyższego — zarówno
Por. T. G r z e g o r c z y k, Kodeks postępowania karnego, Kraków 2003, (Komentarze
Zakamycza), s. 1026. Wśród przykładów zmiany kwaliﬁkacji prawnej czynu, dokonanej
w trybie art. 399 § 1 k.p.k. autor ten wymienia m.in. przyjęcie, że w grę wchodzi czyn
ciągły (art. 12 k.k.) lub ciąg przestępstw (art. 91 k.k.).
tych elementów czynu ciągłego, które zostały wyraźnie wskazane w skardze
uprawnionego oskarżyciela, jak i zbadania przestrzeni występującej między
tymi zachowaniami. W takim przypadku granice skargi uprawnionego oskarżyciela wyznaczają bowiem określone w niej ramy czynu ciągłego — od
początku pierwszego z objętych ciągłością zachowań do końca ostatniego.
Założenie, że sąd bada całą przestrzeń mieszczącą się w granicach
zarzucanego oskarżonemu czynu ciągłego, a zatem również przestrzeń występującą pomiędzy poszczególnymi, składającymi się na ów czyn zachowaniami, niezależnie od tego, że kryje się w nim oczywista, mistyﬁkująca
rzeczywistość idealizacja podstaw prawnokarnego wartościowania, prowadzi
do zasadniczej z punktu widzenia rei iudicatae konstatacji, jakiej w istocie
dokonał Sąd Najwyższy. Pozwala ono mianowicie na stwierdzenie, że sąd
zobligowany jest do zbadania — w granicach oskarżenia — wszystkich
zachowań składających się na czyn ciągły, także tych, których expressis
verbis nie wskazano w skardze. W takiej sytuacji nie mamy bowiem do
czynienia z wyjściem poza granice skargi uprawnionego oskarżyciela, lecz
z dopuszczalną korektą opisu czynu zarzuconego oskarżonemu jako ciągły
już w samej skardze. Jeśli natomiast skarga obejmuje szereg czynów tworzących ciąg przestępstw, sąd — nie chcąc (lub raczej nie mogąc) wyjść
poza granice tejże skargi — ogranicza się tylko do czynów expressis verbis
w niej wskazanych, w szczególności zaś nie bada, tak jak miałoby to miejsce
przy czynie ciągłym, przestrzeni między poszczególnymi przestępstwami
tworzącymi ciąg. Oznacza to jednak, że wynikająca ze skargi uprawnionego
oskarżyciela podstawa prawnokarnego wartościowania, mimo że w sensie
ontologicznym współtworzą ją opisy tych samych fragmentów zachowania,
różni się w zależności od tego, czy opiera się ona na konstrukcji czynu ciągłego, czy też ciągu przestępstw. W pierwszym przypadku granice skargi
wyznacza bowiem jeden czyn, rozciągający się od pierwszego do ostatniego
zachowania wraz z oddzielającymi każde z nich przestrzeniami, w drugim
natomiast skarga nie obejmuje już żadnych, chciałoby się powiedzieć „dodatkowych” przestrzeni, lecz tylko czyny opisane w stawianych oskarżonemu
expressis verbis zarzutach.
Warto w tym kontekście przypomnieć, że — zgodnie z dominującym
w orzecznictwie Sądu Najwyższego poglądem — opis przypisanego czynu
musi być tak sformułowany, aby sposób i okoliczności jego popełnienia
odpowiadały wymogom przewidzianym w art. 332 § 1 k.p.k. Zmiana opisu
czynu w trakcie postępowania przed sądem nie może być dowolna, ponieważ
prowadziłoby to do sytuacji procesowej, w której zmieniony opis czynu pozbawiłby praktycznie oskarżonego prawa do obrony. Swobodne dokonywanie
zmian opisu czynu przez sąd w sposób de facto wykraczający poza granice
oskarżenia, nie może być konwalidowane w granicach art. 399 § 1 k.p.k.
i stanowi rażące naruszenie prawa, powodujące konieczność uchylenia wyroku, jeżeli zostały spełnione wymogi przewidziane w art. 398 § 1 k.p.k.30
Poszukując bardziej plastycznego ujęcia omawianej kwestii dałoby się je
przedstawić w następujący sposób: W przypadku czynu ciągłego sąd analizuje
i ocenia zachowanie oskarżonego l i n i o w o, traktując je jako continuum od
pewnej chwili początkowej T1 do pewnej chwili końcowej TN. W przypadku
ciągu przestępstw sąd analizuje zachowanie oskarżonego p u n k t o w o, wybierając z owego continuum, rozciągającego się od chwili początkowej T1 do
chwili końcowej TN, tylko pewne fragmenty pokrywające się z tworzącymi
ciąg przestępstwami. Mówiąc zaś jeszcze bardziej obrazowo oraz godząc się
na syntetyzujące omawianą kwestię uproszczenie moglibyśmy powiedzieć,
że o ile przestrzeń dokonywanej oceny jest przy czynie ciągłym wypełniona,
o tyle przestrzeń przy ciągu przestępstw okazuje się być „dziurawa”, przy
czym owe „dziury”, umykając całkowicie ocenie sądu, nie mogą składać się
na powagę rzeczy osądzonej31.
Trudno w tej sytuacji oprzeć się wrażeniu, że zmiana kwaliﬁkacji prawnej
na podstawie art. 399 § 1 k.p.k., polegająca na zastąpieniu konstrukcji ciągu
przestępstw (rozciągających się od chwili początkowej T1 do chwili końcowej TN) konstrukcją mieszczącego się w tych samych ramach czasowych,
lecz znacznie rozleglejszego (bo ramy te całkowicie wypełniającego) czynu
ciągłego, oznacza wyjście poza granice aktu oskarżenia32. O ile bowiem
oskarżyciel nie obejmuje swą skargą przestrzeni oddzielającej poszczególne
czyny, o tyle sąd — dokonując zmiany kwaliﬁkacji — oceniał i osądzałby
również ową przestrzeń, która niekiedy okazać się może nawet bardzo rozległa33. Prowadziłoby to jednak do niedozwolonego przecież przekroczenia
Por. np. wyrok SN z 19 VI 2001 r., II KKN 506/98, LEX nr 50202.
Obraz przestrzeni objętej powagą rzeczy osądzonej przy konstrukcji czynu ciągłego bardzo dobrze ilustruje wykres zamieszczony na rys. 1 w artykule A. W o j t a s z c z y k a,
W. Z o n t k a, op. cit., s. 113.
Oczywiście wniosek taki jest poprawny wyłącznie przy założeniu, że przyjęcie konstrukcji
czynu ciągłego obliguje sąd do badania przestrzeni pomiędzy zachowaniami składającymi
się na ów czyn.
Warto w tym kontekście przypomnieć wypowiedź SN z uzasadnienia wyroku z 21 IX
2006 r. (V KK 10/06, LEX nr 196961) zawierającą wskazanie przedmiotowych granic
procesu. Otóż granice te zakreśla zdarzenie faktyczne, które oskarżyciel opisał w akcie
oskarżenia w formie zarzutu, podając także naruszony, jego zdaniem, przepis ustawy karnej. Sąd nie jest przy tym związany ani samym opisem, ani też kwaliﬁkacją prawną tego
czynu wskazaną przez oskarżyciela, wiąże go natomiast czyn jako zdarzenie faktyczne
granic czynu jako zdarzenia faktycznego34. Dochodzimy przeto do wniosku,
że wyłaniająca się z uchwały Sądu Najwyższego interpretacja konstrukcji
uregulowanych w art. 12 k.k. i art. 91 k.k., a także wiążących się z nimi ram,
w jakich sprawa powinna być rozpoznawana, wyklucza możliwość zmiany
kwaliﬁkacji w trybie art. 399 § 1 k.p.k., oznaczającej „zastąpienie” ciągu
przestępstw jednym obejmującym je czynem ciągłym35.
V. PRAWOMOCNE OSĄDZENIE FRAGMENTÓW CZYNU CIĄGŁEGO
JAKO WYJĄTEK OD ZASADY RES IUDICATA
OBEJMUJĄCEJ CAŁY CZYN
Podejmowane w doktrynie i orzecznictwie sądowym próby pogodzenia
konstrukcji czynu ciągłego z konsekwencjami, jakie wiążą się z powagą
rzeczy osądzonej, w szczególności zaś pogłębione w tym zakresie rozważania Sądu Najwyższego, nie przynoszą niestety łatwych rozwiązań. Zasadnicza teza, że prawomocne skazanie za czyn ciągły stoi na przeszkodzie
ponownemu postępowaniu o będące elementami owego czynu, lecz później
ujawnione zachowania, które z tego właśnie względu nie były przedmiotem
wcześniejszego osądzenia, nie gwarantuje racjonalizacji karania, nawet jeśli
i tych granic przekroczyć już nie może. Stąd też wyjście poza ramy oskarżenia mogłoby
nastąpić tylko wtedy, gdyby w grę wchodziło przyjęcie — oprócz znamion czynu zarzucanego w akcie oskarżenia —innych ponadto zdarzeń lub znamion czynu w stosunku do
czynu zarzucanego (rozszerzenie jego zakresu) albo zastąpienie go zupełnie innymi znamionami. Nie może natomiast być mowy o wyjściu poza granice oskarżenia wówczas, gdy
w wyniku postępowania dowodowego i dokonywanych ustaleń sąd przyjmie węższy zakres
znamion czynu, niż to zarzucono w akcie oskarżenia, eliminując znamiona lub łagodząc
ich postać (zob. postanowienie SN z 13 I 1994 r., I KZP 38/94, „Informacja Prawnicza”
1994, nr 1/3, poz. 10).
Warto w tym kontekście przytoczyć trafne — moim zdaniem — spostrzeżenie A. Wojtaszczyka i W. Zontka, że sąd, badając „przestrzenie” międzyczynowe, nie robi nic innego,
jak wyręcza oskarżyciela publicznego w konstruowaniu poprawnego opisu czynu. Zob.
A. W o j t a s z c z y k, W. Z o n t e k, op. cit., s. 115.
Jeśli sąd orzekający przy skardze obejmującej ciąg przestępstw bada przestrzenie między
poszczególnymi przestępstwami, to — w świetle art. 14 k.p.k., formułującego zasadę skargowości — robi coś, czego robić nie może (orzeka bowiem w odniesieniu do czynu, który
nie jest przedmiotem skargi), jeśli zaś przy skardze obejmującej czyn ciągły koncentruje
się na owych przestrzeniach, to — z punktu widzenia prezentowanego wyżej stanowiska
SN — robi coś, co robić musi. W zależności od przyjętej konstrukcji sąd powinien więc
albo zająć się owymi przestrzeniami, albo tego zaniechać. Inny jest bowiem w obu przypadkach zakres rozpoznawania sprawy.
przyjmiemy, że podstawę odpowiedzialności wyznacza początek pierwszego
i zakończenie ostatniego ze składających się na ten czyn zachowań.
Pojawia się zatem pytanie, czy teoretycznie byłoby do pomyślenia
(a w praktyce do zaakceptowania) odstąpienie od zasady res iudicata obejmującej cały czyn ciągły w sytuacji, gdy ze względów procesowych tylko jego
fragmenty zostały prawomocnie osądzone, i to niezależnie od relacji, w jakiej
pozostają one do zachowań nieosądzonych, czyli — mówiąc inaczej — od
usytuowania tychże fragmentów w wynikającej z materialnoprawnych przesłanek konstrukcji całego czynu ciągłego. W kontekście syntetycznie oraz
przykładowo zasygnalizowanych wyżej problemów rodzi się bowiem pokusa,
aby zakres powagi rzeczy osądzonej ograniczyć wyłącznie do zachowań
faktycznie osądzonych, nie bacząc zupełnie na to, że są to tylko fragmenty
— skądinąd sztucznej przecież — konstrukcji jednoczynowej, a tym samym
dopuścić możliwość prowadzenia kolejnych postępowań, obejmujących zachowania wcześniej nieujawnione. Sensowna i przy proponowanym ujęciu
zupełnie możliwa wydaje się rezygnacja z tezy (stanowiącej odzwierciedlenie
ewidentnej idealizacji przedmiotu wartościowania), że przy czynie ciągłym
badane, a w rezultacie — objęte powagą rzeczy osądzonej są również przestrzenie pomiędzy poszczególnymi, współtworzącymi go zachowaniami36.
Próbując odpowiedzieć na postawione wyżej pytanie oraz zdając sobie
sprawę z oporu, jaki wywołać mogłaby odpowiedź twierdząca, nie wolno
oczywiście tracić z pola widzenia, że w doktrynie prawa karnego procesowego jako niezwykle istotna dla stwierdzenia powagi rzeczy osądzonej postrzegana jest zasada niepodzielności przedmiotu postępowania37, z której wynika
Podobną w istocie myśl wyrażają również A. W o j t a s z c z y k, W. Z o n t e k, op. cit.,
Zdaniem SN realizacji gwarantującej pewność stanu prawnego zasadzie niepodzielności
przedmiotu procesu karnego przeczyłaby możliwość fragmentarycznego pociągania sprawcy do odpowiedzialności karnej za popełnione przestępstwo w kolejnych postępowaniach
karnych. W kwestii tej SN już w wyroku z 12 II 1975 r., I KR 226/74 (PiP 1976, nr 1/2,
s. 265–267) wyraził pogląd co do niedopuszczalności ponownego postępowania o ten sam
czyn, jeśli sąd ograniczył swój wyrok jedynie do jego fragmentu będącego przedmiotem
osądu. Linia ta jest konsekwentnie podtrzymywana także w aktualnych judykatach, odnoszących się w szczególności do problematyki czynu ciągłego (por. uchwałę SN z 21
XI 2001 r., I KZP 29/01, OSNKW 2002, nr 1/2, poz. 2) oraz przestępstwa o złożonej,
ze względu na tzw. zbieg przepisów ustawy, kwaliﬁkacji prawnej (por. uchwałę SN z 29
X 2002 r., I KZP 27/02, OSNKW 2002, nr 11/12, poz. 51). W przedstawionym kontekście,
a w szczególności w związku z faktem, że orzeczenie o odpowiedzialności karnej danej
osoby za konkretny czyn stanowi niepodzielny przedmiot, orzekający zaś w sprawie sąd
nie jest związany ani opisem zarzuconego w akcie oskarżenia czynu, ani jego kwaliﬁkacją
prawną, należy mieć na uwadze, iż brak rozstrzygnięcia co do fragmentu tego samego
zakaz „cząstkowania” odpowiedzialności karnej i rozpatrywania poszczególnych kwestii cząstkowych w odrębnych postępowaniach38. Przestrzeganie tej
zasady wiąże się — zdaniem M. Cieślaka — z szeregiem rozmaitych zakazów, wśród których należałoby wymienić: zakaz rozbijania naturalnej jedności czynu, zakaz odrywania niesamodzielnych fragmentów czynu w celu
ich osobnego rozpoznania, zakaz odrywania poszczególnych znamion czynu dla ich odrębnej oceny w osobnych postępowaniach, zakaz orzekania
w osobnych postępowaniach o winie oskarżonego oraz o konsekwencjach
prawnych popełnionego czynu, a wreszcie zakaz rozdzielania konsekwencji
prawnych czynu w celu ich rozpoznania w osobnych postępowaniach39.
Gdyby jednak wymienionym tutaj zakazom przyjrzeć się nieco bliżej, to
właściwie dojść można by do wniosku, że ewentualne rozpoznanie w osobnych postępowaniach poszczególnych zachowań składających się na czyn
ciągły nie naruszałoby części tych zakazów w ogóle, część zaś naruszana
byłaby co najwyżej sporadycznie oraz w ograniczonym zakresie. Podzielenie
czynu ciągłego na poszczególne współtworzące go zachowania nie stanowi
wszak rozbicia żadnej naturalnej jedności, gdyż jedność taka — o czym była
już mowa wyżej — w tym przypadku w ogóle nie istnieje. Z tych samych
powodów trudno byłoby mówić o odrywaniu niesamodzielnych fragmentów
czynu, stanowi w istocie rozstrzygnięcie co do braku odpowiedzialności oskarżonego
w pominiętym zakresie (por. szerzej: M. C i e ś l a k, Glosa do wyroku z 12 II 1975 r.,
I KR 226/74, PiP 1976, nr 1/2, s. 270). Z punktu widzenia zakazu ne bis in idem nie ma
przy tym znaczenia, jakie przyczyny legły u podstaw niewyczerpania całości przedmiotu
procesu prawomocnie zakończonego, w szczególności zaś, czy źródłem tego były (jakie
konkretnie i po czyjej stronie leżące) uchybienia procesowe oraz to, czy opisywane kwestie stanowiły w ogóle przedmiot rozważań orzekającego wówczas sądu. Wynika z tego
więc, że brak w opisie przypisanego prawomocnym wyrokiem działania fragmentów,
będących przedmiotem prowadzonego później postępowania, sam przez się nie świadczy, iż nie wystąpił stan rzeczy osądzonej. A zatem wówczas, gdy czyny — przypisany
w prawomocnie zakończonym postępowaniu i objęty postępowaniem wszczętym później
— dotyczą tej samej osoby i tego samego zdarzenia faktycznego, to choćby różniły się
opisem i kwaliﬁkacją prawną, dla oceny, czy nie doszło jednak do naruszenia określonego
przepisem art. 17 § 1 pkt 7 k.p.k. zakazu ne bis in idem, konieczne jest dokonanie analizy
przypisanych zachowań z punktu widzenia kryteriów tożsamości czynów, uwzględniającej
ustalone w obu postępowaniach konkretne okoliczności (por. postanowienie SN z 28 XI
2002 r., IV KZ 40/02, OSNKW 2003, nr 1/2, poz. 13).
Por. m.in. M. R o g a l s k i, Przesłanka…, op. cit., s. 604. W wyroku z 18 I 2006 r. (IV KK
378/05, LEX nr 172220) SN dał wyraz dobrze już ugruntowanemu poglądowi, że zasada
niepodzielności przedmiotu procesu nie pozwala na „kawałkowanie” jednego czynu na
kilka czynów i orzekanie o niesamodzielnych fragmentach tego przedmiotu.
M. C i e ś l a k, Polska procedura karna. Podstawowe założenia teoretyczne, Warszawa
1984, s. 307–308.
czynu lub poszczególnych jego znamion, albowiem charakterystyczne dla
czynu ciągłego jest właśnie to, że w zdecydowanej większości przypadków
składa się on z zachowań, które stanowią względnie autonomiczne jego
fragmenty. Nie ulega przecież wątpliwości, że gdyby nie z góry powzięty
zamiar oraz krótkie odstępy czasu, to poszczególne zachowania okazałyby
się odrębnymi czynami (nie zaś składnikami jednego czynu).
Najpoważniejszy problem wyłania się jednak wówczas, gdy — rozważając możliwość osądzenia zachowań składających się na jeden czyn ciągły
w kilku (co najmniej dwóch) postępowaniach — określić zechcemy jego
prawnokarne konsekwencje. Nieuchronnie dojść musi bowiem wówczas do
naruszenia zakazu rozdzielenia konsekwencji prawnych czynu (ciągłego)
w celu ich rozpoznania w osobnych postępowaniach. Zakaz ten zdaje się
mieć jednak charakter jedynie względny40. Okazuje się bowiem, że od zasady niepodzielności postępowania dopuszcza się pewne wyjątki, do których
zaliczane jest m.in. postępowanie w sprawie wydania wyroku łącznego41.
Pojawia się w tym miejscu pytanie, czy i jak dalece konsekwencje wynikające z orzekania w kilku postępowaniach w przedmiocie jednego czynu
ciągłego dałoby się — w pewnym sensie na zasadzie analogii — upodobnić
do konsekwencji, jakie rodzi tzw. wyrok łączny. Przede wszystkim należałoby rozważyć, czy w przypadku prawomocnego osądzenia w postępowaniu
chronologicznie wcześniejszym fragmentu czynu ciągłego konsekwencje
w sferze wymiaru kary, wynikające z wyroku skazującego, mogłyby zostać
Warto w tym miejscu odnotować, że powagi rzeczy osądzonej nie wywołują także orzeczenia zapadłe za granicą. Wynika to zresztą wprost z przepisu art. 114 § 1 k.k., który stanowi
lex specialis w relacji do art. 17 § 1 pkt 7 k.p.k. Jest oczywiste, że statuowana w kodeksie
karnym na warunkach i w granicach tym aktem prawnym określonych odpowiedzialność
karna za przestępstwo popełnione za granicą oznacza, że do sprawców takich czynów
stosuje się wymienioną ustawę karną, niezależnie od ewentualnego skazania i odbycia za
ten sam czyn kary za granicą. Ukaranie sprawcy za granicą nie wyłącza bowiem ścigania i ukarania go za ten sam czyn w Polsce. Żaden przepis nie przewiduje tego rodzaju
negatywnej przesłanki procesowej, a określona w art. 17 pkt 7 k.p.k. przeszkoda w postaci rei iudicatae stanowi podstawę umorzenia wszczętego postępowania karnego tylko
w tym przypadku, gdy wcześniej wszczęte postępowanie, które co do tego samego czynu
tej samej osoby zostało prawomocnie ukończone, toczyło się według przepisów prawa
obowiązującego w Polsce. Przeciwna wykładnia art. 17 pkt 7 k.p.k. naruszałaby podstawowe zasady prawa oraz uniemożliwiałaby stosowanie prawa materialnego, co byłoby
sprzeczne z celami, jakim ma służyć prawo procesowe, to jest realizacji prawa karnego
materialnego (uchwała SN z 12 VIII 1971 r., VI KZP 25/71, OSNKW 1971, nr 11, poz.
168; por. także wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 13 IV 2006 r., II AKa 51/06, Prok.
i Pr. 2007, nr 5, poz. 38).
M. C i e ś l a k, Polska procedura…, op. cit., s. 310–311.
„zastąpione” na nowo określanymi konsekwencjami, obejmującymi także te fragmenty owego czynu, które stały się przedmiotem postępowania
chronologicznie późniejszego. Nie groziłoby nam chyba żadne „trzęsienie
ziemi”, gdyby przyjąć, że z chwilą uznania sprawcy winnym popełnienia tego
fragmentu czynu ciągłego, który stał się przedmiotem postępowania chronologicznie późniejszego, następowałoby orzekanie o karze, które obejmowałoby także wcześniej osądzony fragment czynu ciągłego42, przy czym kara
wymierzona w postępowaniu chronologicznie wcześniejszym — podobnie
jak wyroki podlegające połączeniu (art. 576 § 1 k.p.k.) — nie byłaby już
wykonywana, gdyż w jej miejsce wchodziłaby kara obejmująca cały czyn
ciągły. W tej sytuacji dolną granicę przedziału, w jakim orzekana byłaby
kara za uzupełniony o dalsze zachowania czyn ciągły, wyznaczać powinna
kara orzeczona za ów czyn w postępowaniu chronologicznie wcześniejszym,
podczas gdy granica góra odpowiadałaby górnej granicy sankcji stanowiącej
podstawę wymiaru kary.
Jest oczywiste, że ewentualne wprowadzenie takiego rozwiązania wymagałoby stosownej ingerencji ustawodawcy43. Jej przeciwnicy, dostrzegając
stopień skomplikowania całego zagadnienia, mogliby przekornie stwierdzić,
że łatwiej zmienić przewidzianą w art. 12 k.k. konstrukcję jednoczynową,
zastępując ją konstrukcją wieloczynową (co w znacznej mierze likwidowałoby analizowane tutaj problemy), aniżeli wprowadzać nowe rozwiązanie,
polegające na możliwości powtórnego orzekania o konsekwencjach czynu,
którego część została już wcześniej prawomocnie osądzona. Rzecz jednak
w tym, że chodzi przecież o takie ukształtowanie konstrukcji czynu ciągłego oraz jego procesowych konsekwencji, aby — jak to słusznie ujął Sąd
Najwyższy — racjonalizując karanie, zapobiegać destrukcji wymiaru sprawiedliwości, nie zaś o jego całkowite wyeliminowanie, co wszak odczytane
mogłoby zostać jako przysłowiowe „wylanie dziecka z kąpielą”.
Oznaczałoby to jednak konieczność „uzupełnienia” opisu przypisanego w postępowaniu
chronologicznie wcześniejszym czynu ciągłego o opis dalszych przypisanych w późniejszym postępowaniu zachowań współtworzących czyn ciągły.
Na marginesie należy zaznaczyć, że formułowana tutaj propozycja — zasadniczo ograniczona do czynu ciągłego — nie powinna dotyczyć takich czynów, których złożona
struktura (np. dwuetapowość) wynika z samej typizującej je dyspozycji, czyli — innymi
słowy — z ich opisu zawartego w tzw. normie zrębowej.
2015raport2cz_sw
SŁOWO WSTĘPNE Definicji bezpieczeństwa podać nie sposób
statystyka nadużycie władzy (art. 231)
D - Sąd Okręgowy w Lublinie
D - Sąd Okręgowy w Siedlcach