Source: https://dariuszbaran.weebly.com/s322owo-do-s261doacutew-rodzinnych-i-kuratoroacutew.html
Timestamp: 2018-08-17 13:51:30
Legal References Found: ustawy 13

art. 109
 art. 109
 art. 82
 art. 109
 Art. 961
 Art. 111
 art. 111
 art. 111
 art. 111
 art. 111
 art. 111
 art. 111
 art. 111

Document Content:
Słowo do sądów rodzinnych i kuratorów - Dariusz Baran - praktyka psychologiczna, psychoterapeutyczna, systemowa
Szanowni Sędziowie i Kuratorzy Rodzinni,
W mojej dwudziestopięcioletniej praktyce psychologicznej wielokrotnie miałem do czynienia z rodzinami, w których był prowadzony nadzór kuratorski nad sprawowaniem władzy rodzicielskiej przez rodziców. Czasami prowadziłem terapię z rodzinami, w których dzieci przebywały w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Dawniej działo się to tak, że sami kuratorzy doradzali rodzicom zgłoszenie się do psychologa. Chociaż rodzice odbierali taką sugestię, jako zalecenie z obawy przed negatywnymi konsekwencjami, to jednak formalnie korzystali z pomocy psychologicznej dobrowolnie. W ostatnich latach coraz częściej zgłaszają się do poradni rodzice z sądowym zaleceniem odbycia terapii psychologicznej, w tym terapii rodzinnej. Domyślam się, że ktoś przeszkolił sędziów i podsunął takie rozwiązanie. Zauważyłem, że czasami sędziowie są zasugerowani wnioskami i opiniami rodzinnych ośrodków diagnostyczno-konsultacyjnych. Tak więc mają w tym swój udział psycholodzy i pedagodzy tam zatrudnieni. Czy to jest dobre rozwiązanie? Czy wszystko działa prawidłowo? Na czym powinna polegać współpraca sądów rodzinnych, kuratorów z psychologami i terapeutami zajmującymi się pomocą psychologiczną (terapeutyczną) dla dzieci, młodzieży i ich rodzin?
Osobiście mam trudność, aby przedstawiać problemy i wyjaśniać proponowane rozwiązania na podstawie doświadczeń rodzin, z którymi miałem do czynienia ze względu na obowiązek tajemnicy terapeutycznej. Dlatego mogę mówić tylko ogólnie. W takiej sytuacji wolę skorzystać z przykładów nagłośnionych medialnie. W ostatnim czasie głośna jest sprawa rodziny Karoliny i Bartosza Bajowskich z Krakowa. Krótko przypomnę ich historię opierając się wyłącznie na informacjach prasowych. Potem dodam swój komentarz do całej sprawy ze swoimi wnioskami.
Podobno na początku rodzice szukali pomocy w poradni psychologiczno-pedagogicznej, bo ich starsi synowie (bliźniacy w wieku około 10-11 lat) "nie lubili chodzić do szkoły". Tam zostali pokierowani do ośrodka zajmującego się psychoterapią, który ogłasza się, że "podejmuje wysoko kwalifikowane działania profilaktyczne mające na celu wsparcie rodzin, rodzin zagrożonych wykluczeniem społecznym, podopiecznych dziennych ośrodków wychowawczych, ofiar katastrof i klęsk żywiołowych." Rodzice zgłosili się z dziećmi do ośrodka w listopadzie 2010 r., gdzie pojawili się kilkakrotnie na terapii rodzinnej i małżeńskiej. W marcu 2012 r. zrezygnowali z dalszych spotkań terapeutycznych. Po miesiącu w ich domu pojawił się kurator, aby zbadać problem ze stosowaniem przemocy w rodzinie. Okazało się, że w trakcie dobrowolnej terapii sami rodzice przyznali, że czasem stosują wobec dzieci klapsy, a nastoletni chłopcy od czasu do czasu jadą sami pociągiem z Krakowa do Łodzi, albo zostają na weekend w domu. Po przerwaniu terapii psychologowie będący w trakcie szkolenia do certyfikatu psychoterapeuty zgłosili do sądu rodzinnego to, co uznali za przemoc domową i "stawianie małoletnich w sytuacji nadmiernej samodzielności i odpowiedzialności". Sąd wszczął postępowanie o ograniczenie im praw rodzicielskich. Kurator uzyskał opinię szkoły, w której stwierdzono, że problemy szkolne u dzieci już minęły, że chłopcy mieli średnią ocen 4,3 i 4,6. Przychodzili na lekcje zadbani, a rodzice utrzymywali ze szkołą właściwe kontakty. Szkoła podkreślała, że współpraca z rodzicami "układa się bardzo dobrze". Sąd zlecił zbadanie sytuacji Rodzinnemu Ośrodkowi Diagnostyczno-Konsultacyjnemu. Biegli przyznali, że dzieci miały dobre warunki w domu, ale doszukali się jednak problemów z zapewnieniem im właściwych warunków wychowawczych. Psycholodzy ocenili, iż rodzice "wadliwie funkcjonują w swoich rolach". W ich ocenie nie potrafi zapewnić dzieciom odpowiedniego rozwoju emocjonalnego. RODK zawnioskował o skierowanie dzieci do rodziny zastępczej albo domu dziecka. 30 stycznia 2013 r. sąd rodzinny postanowił o umieszczeniu dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Postanowienie wprowadzono w życie 6 marca tego roku, kiedy dzieci zostały zabrane ze szkoły do domu dziecka. Rodzice złożyli zażalenia zarówno na natychmiastowy tryb wykonalności decyzji, jak i samą decyzję o ograniczeniu praw rodzicielskich i odebraniu dzieci. W kwietniu 2013 r. sąd okręgowy uchylił postanowienie o ograniczeniu władzy rodzicielskiej i odebraniu dzieci, przekazując sprawę do ponownego rozpoznania w pierwszej instancji, uznając, że podczas postępowania w pierwszej instancji rodzice mieli ograniczone prawo do obrony. Do tego czasu pozostawił dzieci w placówce opiekuńczej. Jednakże w praktyce dzieci były "urlopowane" do domu rodzinnego w czasie świąt, na soboty i niedziele. 11 czerwca 2013 r. sąd rodzinny przychylił się do wniosku rodziców, by na czas postępowania dzieci powróciły do domu rodzinnego.
Sprawą zajmowała się także prokuratura, która 5 grudnia 2013 roku umorzyła postępowanie w sprawie rzekomego fizycznego i psychicznego znęcania się nad dziećmi w rodzinie. W uzasadnieniu decyzji prokuratury napisano między innymi:
- Ustalono, że żadna z przesłuchanych w sprawie osób: nauczycielka, psychologowie z RODK, pracownicy MOPS, nigdy nie widzieli u dzieci jakichkolwiek obrażeń. Również małoletni nie skarżyli się na zachowanie rodziców, a jedynie jak sami zeznali za niewłaściwe zachowanie, przeklinanie, bicie brata dostawali kary w postaci: zakazu gry na komputerze, spożywania słodyczy, wychodzenia na pole.
- Oczywiście w sytuacjach wyjątkowych, ojciec (co wynika z jego, żony i dzieci zeznań) stosował klapsy, ale były to sytuacje sporadyczne, poprzedzone wcześniejszym upomnieniem i rozmową z dzieckiem. To zachowanie nie miało na celu dręczenia, upokarzania dziecka, a jedynie jego zdyscyplinowanie. Oczywiście uznać należy je za wysoce naganne i niezgodne z obecnymi kierunkami zawartymi w orzecznictwie i praktyce prawnej, co więcej nie może one być ani akceptowane ani też tolerowane. Znamienne jest, że ta metoda wychowawcza została porzucona przez ojca w 2010r. kiedy rodzina zaprzestała terapii. Nadmienić należy, że u tej rodziny nigdy nie interweniowała Policja ani pracownicy MOPS. Nigdy nie była założona tzw. “niebieska karta”
25 czerwca 2014 roku sąd rodzinny wydał postanowienie o ogra­ni­czeniu wła­dzy ro­dzi­ciel­skiej po­przez ustanowie­nie nad­zo­ru ku­ra­to­ra są­do­we­go i skie­ro­wał wszyst­kich człon­ków ro­dzi­ny na in­dy­wi­du­al­ne te­ra­pie psychologiczne. Z doniesień medialnych wynikało, że w uzasadnieniu orzeczenia sąd podkreślał, iż dzieci – w opinii biegłych z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych – tylko pozornie funkcjonują prawidłowo, nie sprawiając problemów szkolnych i wychowawczych. Prawidłowo rozwijają się jednak jedynie pod względem poznawczym, a w sferze emocjonalnej każdy z chłopców wykazuje różnego rodzaju zaburzenia. Jako główne źródło tych problemów sąd wskazał na nie­pra­wi­dło­wo­ści w po­stę­po­wa­niu ro­dzi­ców, że w tej ro­dzi­nie "sfera emo­cjo­nal­na była trak­to­wa­na jako nie­istot­na". Zdaniem sądu sposobem na trwałą poprawę sytuacji w rodzinie ma być terapia prowadzona indywidualnie w dowolnie wybranym ośrodku. Celem ukierunkowania rodziców na właściwe zachowania wobec dzieci, uświadomienia sobie błędów i wyciągnięcia lekcji na przyszłość. Rodzice na podjęcie terapii mają miesiąc. Podobnie ich dzieci. Jak zdecydował sąd, każdy członek rodziny powinien spotykać się z psychologiem indywidualnie. Z kolei nadzór kuratora sądowego powinien być traktowany przez rodzinę jako pomoc w wypracowaniu najlepszych warunków do rozwoju dzieci, a nie jako ingerencja w życie domowe czy represja. Jeśli sytuacja stanie się – w opinii kuratora – jeszcze bardziej pozytywna, w przyszłości możliwe będzie uchylenie nadzoru. Zda­niem sądu de­cy­zja ze stycz­nia ze­szłe­go roku o ode­bra­niu synów ro­dzi­com i umiesz­cze­niu ich w domu dziec­ka była wła­ści­wa w tym cza­sie. Od­se­pa­ro­wa­nie jest dra­stycz­ne, ale było nie­zbęd­ne dla po­pra­wy sy­tu­acji w ro­dzi­nie. Obec­nie sy­tu­acja w ro­dzi­nie ule­gła po­pra­wie i dla dobra dzie­ci ko­rzyst­ne jest ich prze­by­wa­nie w domu ro­dzin­nym. Sąd uznał też, że de­cy­zja psy­cho­lo­gów o po­wia­do­mie­niu od­po­wied­nich or­ga­nów o prze­rwa­niu te­ra­pii i sy­tu­acji w ro­dzi­nie była wła­ści­wa i w pełni uza­sad­nio­na. Zdaniem sądu, choć wcześniejsze opinie sporządzane przez Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny oparte zostały na ubogim materiale dowodowym, to wszystkie podjęte do tej pory przez sąd decyzje były prawidłowe. (źródło Gazeta Prawna 25.06.2014 oraz Gość Niedzielny - dodatek krakowski 25.06.2014 ).
Co wynika z tej historii? Czy to już koniec problemu? Czy to oznacza szczęśliwy finał? Jak poradzą sobie psychologowie z realizacją zaleconej terapii indywidualnej dla każdego członka rodziny osobno? Jaki ustalą kontrakt terapeutyczny z każdym członkiem rodziny? Po czym terapeuci poznają, że cele zostały osiągnięte i można zakończyć terapię? Jak poradzi sobie kurator ze swoim zadaniem nadzoru? Po czym kurator pozna, że sytuacja w rodzinie stała się bardziej pozytywna na poziomie zadowalającym sąd rodzinny? W jaki sposób to oceni i zmierzy, w oparciu o jakie kryteria i wskaźniki?
Instytucje i opinia publiczna może być zadowolona z tego rozwiązania, bo dzieci pozostały w domu rodzinnym i jednocześnie wszyscy członkowie rodziny zostali objęci opieką specjalistów. Po prostu "happy end". Dobro dzieci i całość rodziny zostały uratowane. Może inni są zadowoleni, ale ja mam wiele wątpliwości w tej sprawie. Pokrótce wyjaśnię swoje stanowisko.
Mam wątpliwości, czy psycholodzy udzielający pomocy psychologicznej, w jakiejkolwiek formie, mają prawo ujawniać tajemnicę terapeutyczną poza ściśle określonych prawem sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia oraz dokonaniem lub zamiarem dokonania przestępstwa, czyli czynu karalnego. Rodzice, mający problemy z dziećmi, gdy zgłaszają się po pomoc psychologiczną, to przyznają się do swojej bezradności wychowawczej. Czasami otwarcie tego nie przyznają mówiąc bardzo krytycznie o swoich dzieciach, że są nieposłuszne lub zepsute przez rówieśników. Tak, czy inaczej zadaniem pomagającego psychologa jest zrozumienie sytuacji problemowej i przeformułowanie problemu w taki sposób, aby wynikały z tego cele terapeutyczne zrozumiałe dla członków rodzin w zgodzie z ich potrzebami. Pomocy udziela się za zamówienie potrzebującego na zasadach dobrowolności. Osoby korzystające z pomocy, w każdej chwili mają prawo zrezygnować z niej bez jakichkolwiek konsekwencji. Mają prawo do własnej oceny udzielanej im pomocy psychologicznej. Jeżeli rodzice są usatysfakcjonowani z otrzymanej pomocy, to mogą podziękować za nią. Jeżeli są rozczarowani i czują się nierozumiani, to mają prawo zrezygnować bez tłumaczenia się. Czynią grzeczność, gdy wyjaśniają powody swojej rezygnacji, co ułatwia terapeutom przemyślenie, co zostało przeoczone w kontrakcie terapeutycznym lub w trakcie pracy terapeutycznej.
Jeżeli w tym konkretnym przypadku terapeuci powzięli wiedzę o czynach karalnych, to sami powinni przerwać terapię i zgłosić sprawę do prokuratury, celem wyjaśnienia.Jak się później okazało, prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa w zachowaniu rodziców wobec dzieci. Tak więc rodzice zostali uwolnieni z podejrzenia o dokonanie czynów karalnych, więc powinni być potraktowani na równi z wszystkimi uczciwymi obywatelami, którym sąd nie udowodnił winy. Wówczas terapia może być odwieszona i kontynuowana.
Tymczasem sprawa została zgłoszona do sądu rodzinnego, co było równoznaczne z ujawnieniem tajemnicy terapeutycznej, co skutkowała tym, że pomimo umorzenia śledztwa przez prokuraturę, ona dalej ma swój bieg. Finałem jest to, że o ile na początku rodzice sami zgłosili się na terapię po pomoc, to obecnie mają obowiązek poddać się terapii, która ma im pomóc w czym?
W tym miejscu protestuję wobec nadużywania terapii psychologicznej do kontroli społecznej, czyli działań o charakterze edukacyjno-korekcyjnym. Oczekiwania sądu, że rodzice uświadomią sobie błędy i poprawią swoje zachowanie bardziej pasuje do wychowania, a nie pomagania. Sąd powinien otwarcie zalecić odbycie programu edukacyjno-korekcyjnego w "ośrodku wychowania rodziców", a nie nazywać tego terapią psychologiczną. To wygląda na żart, ale nim nie jest. Tak powinny nazywać się placówki, w którym rodzice pod nadzorem kuratora, uświadamialiby sobie swoje błędy wychowawcze i korygowali postawy rodzicielskie - "Ośrodek Wychowania Rodziców". Oczekuję, aby tego nie nazywać terapią psychologiczną, bo potem niespecjaliści, czyli prawie wszyscy w społeczeństwie, będą wzbraniać się przed skorzystaniem z pomocy psychologicznej z obawy, że zostaną ocenieni, pouczeni i spotkają się z prawnymi konsekwencjami. To niszczy zaufanie do psychoterapeutów i psychologów udzielających pomocy psychologicznej w ogóle. Protestuję!!!
Jak to się mogło stać, że terapeuci rodzinni donieśli do sądu na rodziców, którym pomagali i zdradzili tajemnicę terapeutyczną? W imię jakich wartości? Zapewne powiedzieliby, że dla dobra dzieci. Sąd rodzinny pochwalił psychologów za ich gorliwość i obywatelską postawę. Gdyby chodziło o przemoc karalną, to sprawa byłaby oczywista. Przestępstwa nie można ukrywać. Jednak prokuratura nie dopatrzyła się czynów karalnych i umorzyła śledztwo. Więc o jakie dobro dzieci chodziło? Przypomnę, że sąd rodzinny uzasadnił swoje postanowienie stwierdzeniem, że "dzieci – w opinii biegłych – tylko pozornie funkcjonują prawidłowo, nie sprawiając problemów szkolnych i wychowawczych. Prawidłowo rozwijają się jednak jedynie pod względem poznawczym, a w sferze emocjonalnej każdy z chłopców wykazuje różnego rodzaju zaburzenia. Jako główne źródło tych problemów sąd wskazał na nie­pra­wi­dło­wo­ści w po­stę­po­wa­niu ro­dzi­ców, że w tej ro­dzi­nie "sfera emo­cjo­nal­na była trak­to­wa­na jako nie­istot­na". A jak w tej sytuacji postępuje sąd? Czy dla sądu sfera emocjonalna jest istotna? Rodzice zgłosili się z dziećmi po pomoc psychologiczną, a więc przyznali się do swojej słabości w radzeniu sobie z dziećmi. Kiedy terapeuci ponieśli porażkę w przekonywaniu rodziców do swojej psychologicznej wizji dobra dzieci, to rodziców obarczyli odpowiedzialnością za to niepowodzenie w terapii, tak zwany "drop out". Czy w tym kontekście sfera emocjonalna jest istotna dla sądu? Oczywiście sąd nie ma obowiązku przejmować się uczuciami rodziców, tylko dobrem dzieci. Jakie dobro wynika dla dzieci z tego, że ich rodzice zostali publicznie ocenieni, że postępują z nimi nieprawidłowo? Czy sąd wskazał, jak powinni postępować prawidłowo? Nie, bo wyręczył się psychologami, którzy w domyśle mają to zrobić terapii psychologicznej.
Gdyby ci rodzice i dzieci zgłosili się przypadkiem do mnie, to po pierwsze mieliby u mnie prawo oczekiwać gwarancji dochowania tajemnicy terapeutycznej, że mogą mówić, o tym co myślą i czują bez jakichkolwiek konsekwencji. Moim zadaniem jest zrozumieć ich i pomóc im w zmianie, którą oni sami zdefiniują. Od kogo i jak mają nauczyć się, że sfera emocjonalna jest istotna? Od kogoś, kto empatycznie odpowie na ich emocjonalność i zbuduje z nimi przymierze terapeutyczne.
Dobro dziecka w doktrynie prawnej
W publikacji pt. „Kodeks rodzinny i opiekuńczy. Komentarz” (Sychowicz Marek, Ciepła Helena, Kalus Stanisława, Czech Bronisław, Domińczyk Tadeusz, Piasecki Kazimierz (red.), Warszawa 2009, Wydawnictwo Prawnicze LexisNexis) Bronisław Czech wyjaśnia, że: „Pojęcie „dobro dziecka”, jakim posługuje się Kodeks rodzinny i opiekuńczy i inne akty normatywne, nie ma definicji ustawowej. W piśmiennictwie wskazano, że definicja taka byłaby nieprzydatna i hamowałaby przystosowanie przepisów do potrzeb życia w drodze wykładni. Stwierdzono też, że pojęcie to należy do tzw. swoistych pojęć prawnych, nienadających się do definiowania, ponieważ nie mają żadnego semantycznego odniesienia i nie oznaczają ani faktów, ani relacji, ani procesów.”. To nawiązuje do poglądów prof. Zbigniewa Radwańskiego: „Z. Radwański (Pojęcie i funkcja „dobra dziecka” w polskim prawie rodzinnym i opiekuńczym, SC, t. XXXI, Warszawa-Kraków 1981, s. 9 i 19), że na tle przepisów Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego „dobro dziecka" polega ... na realizacji takich stanów rzeczy, które sprzyjają jego rozwojowi fizycznemu i duchowemu w ten sposób, by było ono należycie przygotowane do pracy dla dobra społeczeństwa i stosownie do jego uzdolnień. W tym zawiera się także troska o majątek dziecka. Bronisław Czech rozwija tą myśl, że "chodzi tu o sytuację postulowaną w świetle dominującej doktryny moralnej w naszym społeczeństwie, a bliżej określoną w przepisach prawnych i ustalonej judykaturze sądowej. Jest to model idealizacyjny”. Jednocześnie B. Czech podziela pogląd Z. Radwańskiego, że niedookreśloność pojęcia "dobra dziecka" ma duże zalety, pozwalające uzupełnić jego treść o nowe osiągnięcia nauki - przede wszystkim psychologii i pedagogiki - oraz o nowe doświadczenia społeczne. Autor wyraża przekonanie, że posługiwanie się klauzulą "dobra dziecka" przez rozsądnego i wspartego poradą rzeczoznawcy sędziego ma tę zaletę, że pozwala w konkretnym przypadku znaleźć najbardziej optymalne rozstrzygnięcie, uwzględniające zarówno indywidualne cechy dziecka, jego konkretną sytuację, jak i stojące do dyspozycji możliwości faktyczne. Całościowe uwzględnienie tych wszystkich czynników nie dałoby się ująć w zespole jednoznacznie i ostro sformułowanych przepisów, choćby nawet przybrały one najbardziej kazuistyczną postać”.
Ponadto Sąd Apelacyjny w Krakowie z dnia 9 lutego 2007 r. (I ACa 41/2007) analizował sposób pojmowania dobra dziecka: „Dobro dziecka nie może być oceniane wyłącznie w kategoriach ekonomicznych, ale w pierwszej kolejności winny być wzięte pod uwagę aspekty natury psychologicznej, więź łącząca dziecko z każdym z rodziców, skutki zmiany dla dziecka dotychczasowego środowiska, przy uwzględnieniu kwalifikacji rodziców, a dopiero potem względy natury materialnej”.
Zmiany kodeksu rodzinnego i opiekuńczego na przestrzeni lat
USTAWA z dnia 6 listopada 2008 r. o zmianie ustawy – Kodeks rodzinny i opiekuńczy (Dz.U. z 2008 r. Nr 220, poz.
1431). Data wejścia w życie ustawy 13 czerwca 2009.
art. 109 w § 2 pkt 1 otrzymuje brzmienie:
"zobowiązać rodziców oraz małoletniego do określonego postępowania lub skierować rodziców do placówek albo specjalistów zajmujących się terapią rodzinną, poradnictwem lub świadczących rodzinie inną stosowną pomoc z jednoczesnym wskazaniem sposobu kontroli wykonania wydanych zarządzeń".
Uzasadnienie projektu rządowego nowelizacji z 2008 roku druk sejmowy 629
"﻿Proponowane uzupełnienie treści pkt 1 § 2 art. 109 K.r.o. ma zwrócić uwagę sądów opiekuńczych na możliwość przeciwdziałania zagrożeniu dobra dziecka także przez kierowanie rodziców do placówek albo specjalistów zajmujących się terapią rodzinną, poradnictwem lub świadczących rodzinie inną stosowną pomoc z jednoczesnym wskazaniem kontroli wykonania wydanych zarządzeń.﻿ Sąd opiekuńczy powinien mianowicie rozważyć w szczególności skierowanie rodziców do ośrodków diagnostyczno-konsultacyjnych (zob. rozporządzenie Min. Sprawiedliwości z dnia 3 sierpnia 2001 r. w sprawie organizacji i zakresu działania rodzinnych ośrodków diagnostyczno-konsultacyjnych (Dz. U. Nr 97, poz. 1063), a zwłaszcza § 14 rozporządzenia, określający zadania ośrodka) i do ośrodków adopcyjno-opiekuńczych (zob. art. 82 ustawy o pomocy społecznej i rozporządzenie Ministra Polityki Społecznej z dnia 30 września 2005 r. w sprawie ośrodków adopcyjno-opiekuńczych; Dz. U. Nr 205, poz. 1701)." str.35
Przy okazji uchwalenia ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej z dnia 9 czerwca 2011 r. dokonano kolejnej zmiany art. 109 paragraf 2 uzupełniając przepisy do
" zobowiązać rodziców oraz małoletniego do określonego postępowania, w szczególności do pracy z asystentem rodziny, realizowania planu pracy z rodziną, skierować małoletniego do placówki wsparcia dziennego, określonych w przepisach o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej lub skierować rodziców do placówki albo specjalisty zajmujących się terapią rodzinną, poradnictwem lub świadczących rodzinie inną stosowną pomoc z jednoczesnym wskazaniem sposobu kontroli wykonania wydanych zarządzeń,
Kodeks rodzinny i opiekuńczy /fragmenty/
1 ) Art. 961 dodany ustawą z dnia 10.06.2010 r. (Dz.U. Nr 125, poz. 842), która wchodzi w życie 1.08.2010 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie
Postanowienie Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 7 września 2000 r. /I CKN 931/00/
Teza: Nadużywanie władzy rodzicielskiej zachodzi także wówczas, gdy postępowanie rodzica obiektywnie wywiera destrukcyjny wpływ na proces wychowania i rozwoju psychicznego dziecka, choćby nie było to związane z subiektywnym, negatywnym nastawieniem rodzica wobec dziecka.
Artykuły przypisane do orzeczenia: Kodeks rodzinny i opiekuńczy Art. 111
Postanowieniem z dnia 18 stycznia 2000 r. Sąd Okręgowy oddalił apelację uczestnika postępowania Wiesława D. od postanowienia Sądu Rejonowego z dnia 16 lipca 1999 r., którym pozbawiono go władzy rodzicielskiej nad małoletnią córką Patrycją D. urodzoną w dniu 7 lipca 1992 r.
Podzielając w pełni ocenę dowodów i ustalenia faktyczne poczynione przez Sąd pierwszej instancji, Sąd Okręgowy zaaprobował również prawną podstawę rozstrzygnięcia, opartą na ocenie, iż nadużywanie władzy rodzicielskiej powoda względem córki uzasadnia pozbawienie go tej władzy na podstawie art. 111 § 1 KRO.
Z ustaleń Sądu wynika, że rodzice małoletniej, matka Urszula B. (wnioskodawczyni) i ojciec Wiesław D. (uczestnik) nie pozostają w związku małżeńskim, ani w związku faktycznym. Uczestnik był kilkakrotnie karany, w tym za gwałty i kradzieże, ostatnio opuścił zakład karny w styczniu 1998 r. Od tego czasu uczestnik uporczywie, wielokrotnie nachodził mieszkanie, w którym mieszka małoletnia Patrycja z matką, przychodząc najczęściej w godzinach nocnych, zawsze będąc w stanie nietrzeźwym, ubliżając matce dziecka i grożąc jej, wywołując drastyczne awantury; kilkakrotnie zbierano go stamtąd do izby wytrzeźwień. Agresja uczestnika nie była kierowana bezpośrednio przeciwko osobie dziecka. Agresywne zachowanie uczestnika wobec matki, stan w jakim przychodził do jej domu i wywoływane w obecności dziecka zajścia, oddziaływują negatywnie na stan psychiczny dziecka, wywołują u niego reakcje nerwicowo - lękowe, stwarzają poczucie destabilizacji i zagrożenia. Takie zachowanie uczestnika, stanowi - w ocenie Sądu - nadużywanie władzy rodzicielskiej w stosunku do dziecka w rozumieniu art. 111 § 1 KRO i uzasadnia pozbawienie go tej władzy.
Jako podstawę kasacji wniesionej od postanowienia Sądu Okręgowego uczestnik powołał naruszenie prawa materialnego - art. 111 § 1 KRO przez jego błędną wykładnię i niewłaściwe zastosowanie. W ocenie skarżącego, nawet zachowanie agresywne i naganne, o ile jest skierowane przeciwko innej osobie (matce dziecka), a nie przeciwko samemu dziecku, nie może być uznane za nadużywanie władzy rodzicielskiej „względem dziecka”. Nadto, według skarżącego, o nadużywaniu władzy rodzicielskiej nie można mówić w sytuacji, gdy władza ta nie jest faktycznie wykonywana z powodu ograniczeń kontaktów z dzieckiem, narzuconych przez jego matkę. W konkluzji, w kasacji sformułowano wniosek o uchylenie zaskarżonego postanowienia i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania Sądowi drugiej instancji.
Wobec niepowołania w kasacji podstawy naruszenia przepisów postępowania, przyjęty za podstawę zaskarżonego orzeczenia stan faktyczny pozostaje wiążącą i miarodajną kanwą (podstawą) dla oceny zarzutu naruszenia prawa materialnego. W ustalonym stanie faktycznym sprawy nie można - wbrew odmiennemu poglądowi skarżącego - skutecznie zarzucić Sądowi, by błędnie rozumiał treść lub znaczenie normy zawartej w art. 111 § 1 KRO, bądź by błędnie ją zastosował (dokonał wadliwej subsumcji).
Myli się skarżący, gdy twierdzi, że jego postępowanie nie może być traktowane jako skierowane przeciwko dziecku. Agresywne zachowanie, stan nietrzeźwości, grożenie matce, zakłócanie spokoju domowego, wszystkie te zachowania uczestnika są manifestowane w obecności dziecka, nie można więc twierdzić, by pozostawały poza sferą oddziaływania na nie, i to oddziaływania bezpośredniego. Z poczynionych ustaleń wynika, że uczestnik nie narzuca sobie jakichkolwiek ograniczeń w związku z obecnością dziecka, co oznacza, iż nie poczuwa się w żadnej mierze do troski o jego uczucia i świadomie naraża je na nieuniknione, negatywne przeżycia. Wszystko to stwarza stan poważnego zagrożenia dla prawidłowego rozwoju dziecka, i symptomy tego zagrożenia już się - jak ustalił Sąd - ujawniły. W stwierdzonym stanie rzeczy, bezpodstawnie w kasacji kwestionuje się ocenę Sądu, że rażąco naganne postępowanie uczestnika podlega takiej kwalifikacji również „względem”, w stosunku do dziecka oraz że, przy uwzględnieniu poważnych negatywnych dla dziecka konsekwencji postępowania ojca, wypełnia ono, według kryteriów obiektywnych, znamiona nadużywania władzy rodzicielskiej w rozumieniu art. 111 § 1 KRO. Nadużywanie władzy rodzicielskiej zachodzi bowiem także wówczas, gdy postępowanie rodzica obiektywnie wywiera destrukcyjny wpływ na proces wychowania i rozwoju psychicznego dziecka, choćby nie było to związane z subiektywnym, negatywnym nastawieniem rodzica wobec dziecka.
Nie przekonuje argument skarżącego, że nie mógł nadużywać władzy rodzicielskiej, skoro faktycznie wykonywania tej władzy był pozbawiony. Z ustaleń faktycznych nie wynika, by uczestnik podejmował próby właściwego wykonywania swych powinności wobec dziecka, trudno bowiem za takowe uznać ustalone sposoby „nawiązywania kontaktu” z matką i z samym dzieckiem. Rację ma również Sąd, gdy wskazuje, że uczestnik nie podjął nigdy próby uregulowania kontaktów z dzieckiem oraz form współwykonywania praw rodzicielskich przy użyciu dostępnych środków prawnych. Rodzaj „aktywności” uczestnika, przybierającej opisane formy, świadczy o takim sposobie wykonywania władzy rodzicielskiej, który spotkał się z właściwą ocena prawną Sądu.
﻿Paweł Ostaszewski - Opinie sporządzane przez rodzinne ośrodki diagnostyczno–konsultacyjne w sprawach opiekuńczych i rozwodowych﻿
Celem niniejszego opracowania jest zbadanie roli, jaką pełnią opinie rodzinnych ośrodków diagnostyczno–konsultacyjnych (RODK) w orzekanych przez sądy sprawach opiekuńczych i rozwodowych. Już na wstępie należy zasygnalizować, że kompetencja ośrodków w zakresie opiniowania w sprawach rodzinnych i opiekuńczych
Ważnym elementem opinii, szczególnie z punktu widzenia oceny jej rzetelności, jest, niewyszczególniony w przywoływanym rozporządzeniu, opis warunków, w jakich przebiegało badanie. Na tę charakterystykę powinny składać się m.in. informacje o tym, jak długo badani rozwiązywali określone zadania, w jakich warunkach i w czyjej obecności, jaki był stosunek badanych do osób sporządzających diagnozę i samego procesu badania. Tego rodzaju informacje pojawiały się stosunkowo często (w 70 opiniach), jednak dotyczyły praktycznie wyłącznie obserwowanego ogólnego nastawienia
osób badanych, a nie – równie ważnych – danych o samym procesie badania. str. 15
Szczegółowe dane o kosztach przygotowania opinii RODK udało się ustalić w 78 sprawach na podstawie dołączonych do nich rachunków wystawianych przez ośrodki sądom zlecającym badania. Ogólna suma na rachunkach oscylowała
od 202 do 828,36 zł, średnio wynosiła zaś 555 zł. Na sumę tę składały się takie elementy jak: koszt analizy akt sprawy, badań psychologicznych, pedagogicznych, psychiatrycznych i lekarskich oraz sporządzenia opinii i czynności administracyjnych (druku i przesyłek pocztowych). str.16
Alicja Sokołowska pisze, że przy sporządzaniu ekspertyz sądowych wykorzystywane są takie psychologiczne metody badań jak wywiad, rozmowa, obserwacja, testy i kwestionariusze (np. skale inteligencji lub inwentarze osobowości), rysunki projekcyjne i testy zdań niedokończonych10. str.18
W poprzednio realizowanych przez autora badaniach ustalono, że najczęściej zespoły diagnostyczne w RODK wykorzystują takie techniki jak wywiad i rozmowa, obserwacja, rysunki i testy projekcyjne, kwestionariusze więzi rodzinnych i postaw rodzicielskich oraz kwestionariusze osobowości. Podstawą formułowanych wniosków zawsze jest także analiza akt sprawy11.
W analizowanych w niniejszym opracowaniu opiniach RODK wydanych w sprawach o rozwiązanie przysposobienia, rozstrzygnięcie w istotnych sprawach dziecka, rozwód i pozbawienie władzy rodzicielskiej wykorzystywano podobny zbiór technik. We wszystkich dokonano analizy akt sądowych, w toku rozmów i wywiadów zbierano od uczestników badania określone informacje, a także obserwowano ich reakcje i zachowania w trakcie pobytu w RODK. Również konkretne wyniki zastosowania tych technik, takie jak dane o przebiegu postępowania, stanowiskach i opiniach każdego z uczestników czy też o ich sposobach zachowania się w sytuacjach społecznych, były mniej lub bardziej wprost zawarte w treści opinii. Spośród bardziej szczegółowych technik diagnostycznych psycholodzy i pedagodzy RODK wykorzystywali głównie kwestionariusze więzi w rodzinie i postaw rodzicielskich, rysunki projekcyjne, testy zdań i opowiadań niedokończonych oraz kwestionariusze osobowości (wszystkie w ponad połowie opinii – por. tabela 11). W co piątym przypadku stosowano psychologiczne kwestionariusze postaw i wartości oraz analizowano dokumenty dostarczone przez osoby badane (głównie dokumentację szkolną i medyczną). Przy sporządzaniu zaś co dziesiątej opinii wykorzystywano testy apercepcji tematycznej, wywiady z pracownikami placówek opiekuńczych, w których mogły przebywać badane dzieci, kwestionariusze inteligencji, specjalne arkusze do gromadzenia wybranych danych o osobach badanych i wcześniejsze wyniki badań danej rodziny prowadzonych w tym samym ośrodku.
Co ciekawe, wyniki tych poszczególnych technik są z różną częstotliwością przywoływane w ustaleniach opinii. We wszystkich lub prawie we wszystkich przypadkach, gdy na liście wykorzystanych metod diagnostycznych umieszczono takie pozycje jak wywiad z pracownikiem placówki opiekuńczej, ankieta informacyjna, analiza dokumentów, kwestionariusz relacji rodzinnych, wyniki poprzednich badań w RODK czy też kwestionariusz inteligencji lub osobowości, w treści opinii znajdowały się konkretne zdania i stwierdzenia oparte na ich wynikach (por. tabela 11).
Z kolei wykorzystywane techniki projekcyjne (takie jak rysunki projekcyjne, testy niedokończonych zdań i opowiadań) bardzo rzadko są powoływane przy opisie wyników badań. Brak też zwykle informacji mogących sugerować opieranie się
na ich rezultatach przy formułowaniu wniosków, nawet w przypadku, gdy jedna ze stron pisze do sądu pismo (opinia nr 63), że podczas badania biegli dopytywali się, kim jest ojciec na rysunku rodziny wykonanym przez dziecko (czy ojcem biologicznym, czy ojczymem), a więc gdy technika ta na pewno została wykorzystana. Może to sugerować, słuszną skądinąd, rezerwę w wyciąganiu wniosków na podstawie tak niepewnych, nieobiektywnych i niewystandaryzowanych technik, ale z drugiej strony rodzi generalną wątpliwość o sens ich stosowania. str.19
Pomimo tak częstego formułowania przez pracowników RODK szczegółowych zaleceń co do sądowych rozstrzygnięć i równie dużej łatwości sędziów do korzystania z tych sugestii, kwestię tę należy jednak uznać za nie do końca oczywistą. Niewątpliwie bowiem sędziowie dysponują swobodą oceny dowodów w prowadzonym postępowaniu i mogą pytać o istotne z ich punktu widzenia kwestie zarówno pracowników RODK, jak i świadków czy też uczestników postępowania. Każdy z tych podmiotów może również wyrażać swoje stanowisko co do najlepszego, w jego odczuciu, rozwiązania. Z jednej strony celowe jest więc, by również opinie RODK formułowały określone propozycje, oparte na specjalistycznej wiedzy i przeprowadzonych badaniach. Z drugiej jednak – właśnie ze względu na swoje szczególne kompetencje i przypisywaną im rolę w procesie – pracownicy RODK muszą być w tym zakresie bardzo ostrożni, tak by nie wychodzić poza swoją dziedzinę i nie wkraczać w pole wiedzy prawniczej.
Zdaniem autora psycholodzy i pedagodzy mogą i powinni wypowiadać się o sile więzi emocjonalnych łączących dzieci z rodzicami, predyspozycjach wychowawczych tych ostatnich czy też np. psychologicznych konsekwencjach określonych
rozwiązań. Jednak treść sądowego rozstrzygnięcia i dobór określonych środków prawnych powinny pozostać w wyłącznej gestii sądów. Dlatego też, dla zachowania pełnej rzetelności i obiektywności, w opiniach RODK nie powinny pojawiać się
np. sugestie o ograniczeniu lub pozbawieniu władzy rodzicielskiej czy zasadności rozwiązania małżeństwa lub przysposobienia. Z kolei sądy nie powinny w tezach dowodowych do opinii RODK pytać, czy dobro dziecka ucierpi wskutek określonego wyroku, gdyż to tylko one są władne decydować, czym jest dobro dziecka. Zasadne wydaje się więc, by i sędziowie, i pracownicy rodzinnych ośrodków, świadomi szczególnej odpowiedzialności, jaka na nich ciąży, stawiali sobie nawzajem większe wymagania i ograniczenia. str.21
Na podstawie prezentowanych w poprzednim punkcie danych można sugerować, że sędziowie bardzo wysoko cenią sobie dowód z opinii RODK. Oceny stron postępowania nie zawsze jednak są równie pozytywne. W aktach 19 (spośród
100) analizowanych spraw znalazły się pisemne zastrzeżenia do zawartości opinii lub sposobu przeprowadzenia badania. Dotyczyły one treści dokonanych ustaleń (np. że to rodzice adopcyjni są winni złych zachowań dziecka), wyciąganych na ich podstawie wniosków (m.in. że orzeczenie rozwodu będzie sprzeczne z dobrem dziecka), stronniczości pracowników RODK (np. pomijanie określonych zeznań i informacji, przekonywanie strony powodowej do wycofania wniosku) oraz nieprzeprowadzenia wszystkich koniecznych badań (np. całościowej diagnozy psychologiczno–psychiatrycznej). Jeden z wezwanych na badanie ojców uzasadniał swoje niestawiennictwo tym, że udział w nich narusza jego „konstytucyjne prawa”.
W pojedynczych przypadkach analizowanych spraw, w wyniku przedstawionych zastrzeżeń do opinii, sądy wzywały na rozprawę osoby je sporządzające, wnioskowały o sporządzenie opinii uzupełniającej lub o opinię biegłych spoza RODK.
We wszystkich tych sprawach te dodatkowe dowody nie doprowadziły do uzyskania żadnych nowych informacji ani nie podważyły ustaleń opinii. Warto zauważyć, że wymienione wyżej zastrzeżenia były zbieżne z tymi formułowanymi
przez organizacje praw ojców wobec RODK i sporządzanych przez nie opinii. Podsumowując, krytyka ta dotyczy trzech głównych zagadnień:
1) braku ustawowej delegacji do opiniowania przez RODK w sprawach rozwodowych i opiekuńczych;
2) nierzetelności pracowników merytorycznych RODK objawiającej się w ich stronniczości przy ocenie predyspozycji wychowawczych kobiet i mężczyzn, skutkującej faworyzowaniem matek i dyskryminowaniem ojców przy sugestiach, która ze stron ma sprawować pieczę nad dzieckiem; złym wykorzystywaniu technik diagnostycznych, a szczególnie opieraniu
wniosków opinii na „kontrowersyjnych i pseudonaukowych” testach projekcyjnych, i niepodawaniu informacji o wpływie wyników poszczególnych technik na formułowane wnioski; braku odniesienia do określonych dowodów w sprawie i fałszowaniu treści dowodowych oraz niewłaściwym zachowaniu pracowników RODK, przekraczaniu uprawnień, lekceważącym podejściu do spraw, instrumentalnym i aroganckim traktowaniu badanych osób;
3) złej organizacji systemu diagnozowania, która prowadzi do braku możliwości udzielenia podczas badań odpowiedzi na zarzuty kierowane pod adresem jednej strony przez stronę przeciwną (np. o molestowanie seksualne dziecka przez ojca), opierania wniosków opinii na twierdzeniach stron postępowania wypowiadanych często w skrajnie nerwowych sytuacjach oraz braku możliwości skutecznego odwołania się od treści opinii do instancji wyższej od kierownika RODK, który de facto sam tę opinię podpisał12. str.22
Podsumowując wyniki analizy organizacji RODK, należy zwrócić uwagę, że zawarte w przepisach zadania RODK nie pokrywają się w pełni z tymi rzeczywiście przez ośrodki wykonywanymi. Podstawową formą działalności ośrodków jest wydawanie opinii w sprawach opiekuńczych, nieletnich, o rozwód i separację oraz w innych sprawach cywilnych i karnych. Tymczasem wydaje się, że jednoznaczną delegację ustawową mają one aktualnie tylko do opiniowania w sprawach nieletnich i wskazane jest doprowadzenie do zmian legislacyjnych, które określą ich kompetencję także do opiniowania w sprawach rodzinnych.
W Polsce funkcjonuje 67 RODK, które zatrudniają ogółem 803 osoby i rocznie wydają 24.689 opinii (stan na rok 2012). Prawie 75% wszystkich pracowników RODK stanowią psycholodzy i pedagodzy. Kolejnymi grupami zawodowymi są lekarze, pracownicy administracyjni i obsługi technicznej. W analizowanym okresie 2005–2012 znacząco wzrosła ogólna liczba wydawanych przez ośrodki opinii (głównie w zakresie spraw opiekuńczych). W tym samym czasie liczba pracowników pedagogicznych również się zwiększyła (w nieznacznie mniejszym zakresie), spadła zaś liczba zatrudnionych lekarzy i innych pracowników.
Podsumowując wyniki badania 100 spraw sądowych o rozwiązanie przysposobienia, rozstrzygnięcie w istotnych sprawach dziecka, rozwód oraz o pozbawienie władzy rodzicielskiej, w których przeprowadzono dowód z opinii RODK, warto zwrócić uwagę na kilka kwestii.
1. Pytania, które sądy zadawały RODK, dotyczyły głównie więzi między rodzicami a dziećmi, sposobów rozwiązania danej sprawy oraz przesłanek przemawiających za określonym rozwiązaniem.
2. W większości przypadków ośrodki udzieliły wyczerpującej odpowiedzi na te pytania, uzupełniając dodatkowo treść opinii o takie elementy jak dane personalne badanych, podstawa wydania opinii, zastosowane metody badawcze, opis sytuacji opiekuńczo–wychowawczej małoletnich, charakterystyka psychologiczna badanych osób, dane o rozwoju psychofizycznym małoletniego oraz wnioski z badań.
3. W typowym procesie badawczym poprzedzającym sporządzenie opinii RODK brały udział trzy osoby badane (matka, ojciec i dziecko lub matka i dwójka dzieci) oraz dwóch diagnostów – psycholog i pedagog. Każdy z tych badaczy poświęcił na sporządzenie jednej opinii średnio osiem godzin. W części spraw ich ustalenia uzupełniono o wyniki krótkiego badania psychiatrycznego lub pediatrycznego. Rachunek za wystawienie takiej opinii opiewał przeciętnie na 550 zł, a na jej sporządzenie sądy musiały zwykle czekać prawie cztery miesiące.
4. Badania w RODK polegały na analizie akt sądowych, wywiadach z uczestnikami i obserwacji zachowań oraz wykorzystaniu takich technik diagnostycznych jak kwestionariusze więzi w rodzinie i postaw rodzicielskich, rysunki projekcyjne, testy zdań i opowiadań niedokończonych, a także kwestionariusze osobowości, postaw, wartości i inteligencji.
5. W ponad 80% przypadków sformułowane przez RODK zalecenia co do rozwiązania określonej sprawy sądowej zostały dokładnie zrealizowane w postaci konkretnych orzeczeń sądów.
6. W około 20% analizowanych spraw któraś ze stron sformułowała pisemne zastrzeżenia do treści opinii, dotyczące dokonanych ustaleń, wyciąganych na ich podstawie wniosków, stronniczości pracowników RODK oraz wykonania za mało pogłębionych badań. W toku przeprowadzonej analizy akt sądowych nie potwierdzono tych zarzutów. Krytycznie należy się jedynie odnieść do częstego stosowania w procesie badania testów projekcyjnych oraz pojedynczych przypadków formułowania twierdzeń niepopartych wynikami szczegółowych technik diagnostycznych.
Opinie RODK mogą pełnić w sprawach rodzinnych bardzo istotną rolę i być źródłem szczególnie ważnych i rzetelnych informacji. Wydaje się jednak, że przy korzystaniu z tego dowodu sędziowie powinni zwracać uwagę na kilka problemów.
1. Zważywszy na stosunkowo wysoki koszt i długi okres oczekiwania na sporządzenie takiej opinii, należy ją stosować w sprawach, w których przesłanką przesądzającą o końcowej decyzji będzie wiedza o szczegółowych psychologicznych i rozwojowych charakterystykach uczestników postępowania. Trzeba mieć bowiem na uwadze, że to tego rodzaju informacje będą w głównej mierze stanowić treść ekspertyzy. ﻿Nieefektywne wydaje się więc wnioskowanie o przeprowadzenie tego dowodu np. jedynie dla rozstrzygnięcia o rozkładzie więzi małżeńskich, naruszeniu zasad współżycia społecznego czy nawet dobru dziecka.﻿
2. W celu uniknięcia zbędnej przewlekłości postępowania można w niektórych sprawach rozważać zlecenie przeprowadzenia opinii dwóm biegłym z listy (np. psychologowi i pedagogowi) w miejsce opinii RODK.
3. ﻿﻿﻿﻿Mając na względzie, że pracownicy RODK nie są prawnikami i mogą opacznie rozumieć niektóre prawnicze pojęcia i klauzule (takie jak dobro dziecka, rozkład więzi, przesłanki rozwodowe itp.), nie należy ich wprost pytać o rozstrzygnięcie co do tych kwestii.
﻿﻿﻿﻿4. Dla zminimalizowania ryzyka otrzymania w opinii RODK stronniczych lub niepopartych wynikami badań sugestii i propozycji rozwiązania sprawy lepiej byłoby nie formułować w tezach dowodowych pytań o wybór konkretnego rozwiązania, a np. o możliwe konsekwencje i argumenty przemawiające za różnymi, nawet sprzecznymi, rozwiązaniami.
5. Czytając zaś już sporządzoną opinię, ﻿szczególną uwagę powinno się zwracać właśnie na te argumenty oraz na ciąg logiczny ustaleń (czy sugestie wynikają z wniosków, wnioski z wyników badań, a wyniki z zastosowania wybranych technik) i na możliwe źródła błędów (np. stosunek badanych i ich zachowanie w RODK). ﻿str.23-25
PiS zgłasza projekt zmian w kodeksie rodzinnym dot. odbierania dzieci z rodzin /17.01.2014/
Klub PiS złożył w piątek projekt nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Jak deklarują posłowie PiS propozycja ma chronić dzieci przed pochopnym odbieraniem ich z rodzin m..in. w wypadkach, gdy rodzina żyje w biedzie. (...)
Podczas konferencji w Sejmie posłowie PiS ocenili, że obecnie dzieci są w niektórych przypadkach zbyt pochopnie odbierane z ich rodzin, na przykład ze względu na biedę, i kierowane do domów dziecka czy do rodzin zastępczych, w sytuacji gdy tak drastyczne środki nie są wymagane. Dlatego - ich zdaniem - konieczna jest nowelizacja kodeksu rodzinnego, która zmieni tę praktykę.
Nowelizacji kodeksu rodzinnego wprowadzającej zakaz odbierania dzieci ze względu na biedę rodziców chce także klub Solidarnej Polski.
Na piątkowej konferencji posłanka PiS Małgorzata Sadurska przytoczyła statystyki, z których wynika, że 85 tysięcy dzieci w Polsce nie żyje ze swoimi rodzicami, tylko w placówkach opiekuńczo-wychowawczych i rodzinach zastępczych. „Uważamy, że sytuacja, w której bieda jest jedynym czynnikiem, żeby zabrać dziecko, jest niedopuszczalna. Dlatego składamy ponownie projekt ustawy, który był rozpatrywany podczas poprzedniej kadencji Sejmu” - powiedziała.
Projekt PiS zakład m.in., że po art. 111, dodaje się art. 111a, zgodnie z którym: „Pozbawienie władzy rodzicielskiej, zawieszenie władzy rodzicielskiej, a także rozstrzygnięcie (...)wydane bez zgody rodziców, nie może nastąpić wyłącznie z powodu trwałej przeszkody niezawinionej przez rodziców, w tym zwłaszcza z powodu ich trudnej sytuacji materialnej”.
„W projekcie wprowadzamy preambułę. Chcemy, żeby nadała kształt kodeksowi rodzinnemu i opiekuńczemu. Chcemy, żeby pokazała, jakie cele powinny przyświecać tej ustawie. Wprowadzamy do języka prawnego do tej pory nieznany termin: miłość. Miłość to nie tylko emocje, to uczucie, które wiąże dziecko z rodzicem. To uczucie, które powinno być w pierwszej kolejności brane pod uwagę, jeśli patrzymy na dobro dziecka” - podkreśliła Małgorzata Sadurska.
Preambuła zaproponowana przez PiS brzmi: „Małżeństwo, rodzicielstwo i rodzina, jako szczególne związki między ludźmi, oparte na miłości, więzach krwi i wzajemnym poszanowaniu, podlegają ochronie prawnej na zasadach określonych w niniejszym kodeksie”.
Wprowadzając preambułę PiS chce, aby w rozstrzygnięciach prawnych dotyczących stosunków między rodzicami a dziećmi, brane były pod uwagę nie tylko kwestie władzy rodzicielskiej, ale by również chroniona była miłość rodziców do dziecka i dziecka do rodziców.
Europoseł Janusz Wojciechowski zwrócił uwagę, że projekt gwarantuje dziecku ochronę psychologiczną w sytuacji, gdy dojść musi do jego odebrania. Projekt eliminuje rozstrzyganie o losach dzieci w sprawach rozwodowych i separacyjnych (odbywałoby się odrębne postępowania), a także wprowadza tzw. opiekę naprzemienną, polegającą na tym, że dziecko pozostawałoby naprzemiennie pod opieką obojga rodziców. (...)
Obserwując działania polityków, którzy chcą coś poprawić, ale poruszają się jakby po omacku postanowiłem włączyć się do debaty nad "granicami i zasadnością ingerencji w rodzinie" na osobnej stronie na którą zapraszam poniżej.
Debata o ingerencji w rodzinie w interesie dobra dziecka