Source: http://forum.darzycia.pl/index.php/topic,2786.50.html?PHPSESSID=rq97mm0k82o72oo145fu046s64
Timestamp: 2017-10-23 13:24:46
Legal References Found: art. 62
 art. 99
 art. 160
 art. 257
 art. 199
 Art. 99
 art. 199
 art. 8
 art. 176
 art. 160
 art. 3853
 art. 3853
 art. 3853
 art. 746
 art. 3853
 art. 160
 art. 47945
 art. 24
 art. 348
 art. 24
 Art. 348
 Art. 24

Document Content:
Autor Wątek: Studia (Przeczytany 97754 razy)
« Odpowiedź #50 dnia: Czerwiec 01, 2006, 09:58:30 pm »
NIEPEŁNOSPRAWNI KUL przyjazny niepełnosprawnym
W Katolickim Uniwersytecie Lubelskim studiuje prawie 350 osób niepełnosprawnych. Wybrali tę uczelnię, bo znajdują w niej zrozumienie i pomoc.
Przychylność dla niepełnosprawnych studentów została w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim wpisana do statutu uczelni.
- Nie traktujemy niepełnosprawnych studentów wyjątkowo. Cała społeczność akademicka stara się, by nie postrzegać ich niepełnosprawności jako czegoś nadzwyczajnego. Są takimi samymi studentami, jak pozostali. Włączają się w życie uczelni, działają w samorządzie, kołach naukowych, stowarzyszeniach. My tylko pomagamy im uwierzyć w siebie - tłumaczy Sylwia Bejer z biura pełnomocnika rektora KUL do spraw studentów niepełnosprawnych.
- Tu panuje bardzo miła atmosfera, w której mogłam się dobrze poczuć. Wiem, że podczas egzaminów wstępnych i w czasie studiów będę mogła liczyć na udogodnienia - mówi niedowidząca Paulina, która chce studiować administrację i przyszła omówić szczegóły rekrutacji. Podczas egzaminów wstępnych osoby niedowidzące, niedosłyszące i niesłyszące mogą korzystać z urządzeń z alfabetem Braila, pomocy lektora, komputerów z syntezatorem mowy, tłumaczy języka migowego, logopedów. W ocenie prac pisemnych uczestniczą też osoby znające specyficzne cechy języka osób niesłyszących, którzy pomagają w obiektywnej ocenie wiedzy kandydatów na studia.
Najwięcej osób niedowidzących i niewidomych studiuje filologię angielską. To w dużym stopniu zasługa prof. Bogusława Marka, który zanim jeszcze został powołany pełnomocnik zajmował się z własnej inicjatywy pomocą młodzieży niepełnosprawnej. W zakładzie tyflodydaktytki języka angielskiego KUL powstają adaptacje materiałów naukowych niezbędnych do nauki języka angielskiego. Uczelnia zapewnia też urządzenia dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych - drukarki brailowskie, komputery czy podręczniki i pomoce naukowe pisane alfabetem Braila.
- To ważne, bo ukończenie studiów pomoże w przyszłości rozpocząć samodzielne życie - przekonuje Sylwia Bejer.
Już podczas wakacji KUL organizuje niewidomym studentom kursy z orientacji w terenie.
- Uczymy ich rozkładu korytarzy, sal wykładowych, przejść. Po to by w październiku, gdy zaczną studia nie czuli się tu obco - tłumaczy Sylwia Bejer. Studenci KUL-u mogą też liczyć na specjalne stypendium dla osób niepełnosprawnych. Biuro pełnomocnika pomaga im też w kontaktach z organizacjami zajmującymi się problemami i pomocą niepełnosprawnym.
- Są często przerażeni, gdy widzą wnioski o pomoc pełne skomplikowanych rubryk. Wyjaśniamy im, pomagamy w wypełnianiu dokumentów - mówią pracownicy biura.
Wszystkie nowe obiekty KUL są w pełni przystosowane do potrzeb niepełnosprawnych. Nie ma w nich barier architektonicznych, zamontowano podjazdy dla wózków i windy. Dlatego większość zajęć, o ile to możliwe, odbywa się w tych właśnie obiektach. Gorzej jest w starych, zabytkowych budowlach Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Ich przystosowanie do potrzeb niepełnosprawnych wymaga ogromnych nakładów finansowych.
- Za pieniądze z budżetu uczelni nie jesteśmy w stanie sfinansować wszystkich potrzebnych modernizacji. Przydałaby się pomoc z zewnątrz. Jednak nie jesteśmy jednostką terapeutyczną ani kształcącą wyłącznie osoby niepełnosprawne stąd nie przysługuje nam dofinansowanie takie, jakie mają placówki wyspecjalizowane w kształceniu osób niepełnosprawnych - tłumaczy Beata Górka rzecznik prasowy KUL.
Rzeczpospolita 1.06.2006r
« Odpowiedź #51 dnia: Czerwiec 07, 2006, 10:06:46 pm »
Dodatkowe egzaminy w niewielu uczelniach
Prawdopodobnie rozszerzy się lista przedmiotów, z których trzeba będzie zdawać maturę
Minister Michał Seweryński poinformował o planach utworzenia uniwersytetu wschodnio-europejskiego
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego rozmawia o liście z Centralną Komisją Egzaminacyjną
- Chodzi o to, żeby maturzysta, mając zaliczone egzaminy z większej liczby przedmiotów, mógł z tymi wynikami startować do różnych uczelni, z których jedna wymaga wyników z przedmiotów humanistycznych, a druga ze ścisłych - wyjaśnia Stefan Jurga, wiceminister nauki.
Tylko około 20 uczelni odpowiedziało pozytywnie na apel Jurgi, żeby w tym roku maturzyści mogli zdawać egzaminy wstępne na uczelniach z tych przedmiotów, których nie zdawali na maturze. Na wielu uczelniach ci, którzy nie wybrali na maturze przedmiotów wymaganych podczas rekrutacji, mają zamkniętą drogę na studia.
Wczoraj minister nauki Michał Seweryński poinformował też o planach utworzenia uniwersytetu wschodnioeuropejskiego. Miałby on powstać na bazie już istniejących szkół wyższych. Studia licencjackie byłyby prowadzone w Przemyślu, magisterskie - w Rzeszowie, zaś doktoranckie - w Lublinie. Na uczelni studiowaliby też studenci ze Wschodu.
Rzeczpospolita 6.06.2006r
Studia-forum
http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=245
Podręczniki-forum-kupno/sprzedaż
http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=706
« Odpowiedź #52 dnia: Lipiec 31, 2006, 09:04:52 pm »
Chcesz studiować - to płać
Opłaty rekrutacyjne na studia wciąż rosną. Na niektórych uczelniach wynoszą nawet 150 złotych. Najwięcej trzeba zapłacić za egzamin sprawdzający zdolności artystyczne, np. przy zdawaniu na architekturę.
W Krakowie trzeba było zapłacić 85 zł za złożenie podania na Akademię Pedagogiczną, Akademię Rolniczą i Akademię Wychowania Fizycznego, czyli dokładnie tyle, ile wynosi górna granica dla opłaty rekrutacyjnej, ustalona przez Ministra Edukacji. Rekrutacja na UJ kosztowała 75 zł za każdy wybrany przez kandydata kierunek.
Uniwersytet Warszawski pobierał opłatę rekrutacyjną w wysokości 80 zł za rejestrację na jeden kierunek. Przy rejestracji na kilka kierunków, za pierwszy trzeba było wpłacić 80 zł, za każdy następny 32 zł. Warszawska Akademia Teatralna pobierała 110 zł od kandydatów na Wydział Aktorski i Reżyserii oraz 85 zł od zdających na Wydział Wiedzy o Teatrze.
W poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych opłata egzaminacyjna na studia stacjonarne i niestacjonarne wynosiła 100 zł, dla kandydatów na studia podyplomowe - 50 zł.
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza pobierał 150 złotych w przypadku ubiegania się o przyjęcie na kierunki studiów, na które postępowanie rekrutacyjne obejmuje sprawdziany uzdolnień artystycznych. Są to m.in.: reżyseria dźwięku i teologia ze specjalnością muzyka kościelna. 85 złotych musiał zapłacić kandydat ubiegający się o przyjęcie na "nieartystyczne" kierunki.
Na Uniwersytecie im. Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie opłata rekrutacyjna wyniosła 120 złotych dla osób ubiegających się o przyjęcie na pierwszy wybrany kierunek studiów prowadzony przez Wydział Artystyczny, rekrutacja na każdy następny kierunek na tym wydziale kosztowała 100 zł. W przypadku innych wydziałów kandydaci musieli wpłacić 80 zł. za pierwszy kierunek i 60 za każdy następny.
Politechnika Gdańska od kandydatów na większość kierunków pobierała 85 zł. Osoby, które zdawały na kierunek Architektura i Urbanistyka musiały zapłacić150 zł. Zróżnicowany cennik obowiązywał w tym roku także na Politechnice Wrocławskiej - opłata rekrutacyjna na Wydziale Architektury wynosiła 95 zł, na pozostałych wydziałach - 85 zł.
« Odpowiedź #53 dnia: Sierpień 01, 2006, 10:38:55 am »
Rektorzy za egzaminami wstępnymi na studia
Amnestia dla maturzystów, którzy nie zdali egzaminu z jednego przedmiotu, dla wszystkich odbierających świadectwo dojrzałości może oznaczać konieczność zdawania egzaminów wstępnych na studia - uważa "Gazeta Prawna".
"Jeśli Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotuje projekt rozporządzenia, zgodnie z którym osoby, które nie zdały jednego przedmiotu na maturze, otrzymają świadectwa dojrzałości, rektorzy szkół wyższych będą zabiegać o przywrócenie egzaminów wstępnych na studia" - zapowiada przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) prof. Tadeusz Luty.
Jego zdaniem tworzenie nowych przepisów zmieniających w istotny sposób kwestię nowych matur, bez przewidzianych prawem konsultacji z KRASP, łamie umowę resortu edukacji i środowiska akademickiego, zawartą w trakcie prac nad stworzeniem nowego systemu egzaminów dojrzałości obowiązującego od 2005 roku.
Nieformalna umowa znajduje potwierdzenie w przepisie art. 62 ustawy z dnia 27 lipca 2005 roku Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 165, poz. 1365), zgodnie z którym organy władzy publicznej zasięgają opinii konferencji rektorów w sprawie m.in. rozwiązań w systemie oświaty mających znaczenie dla szkół wyższych - podaje dziennik.
"Skoro Ministerstwo Edukacji Narodowej zmienia system oceniania matur, my możemy zreformować nabór na studia" - mówi prof. Tadeusz Luty. "Środowisko akademickie zostało zlekceważone i wymaga od KRASP działań, które wzmocnią kompetencje pedagogów w ocenianiu wiedzy uczniów oraz ograniczą wpływ polityki na edukację" - dodaje.
Planom wprowadzenia amnestii sprzeciwia się większość rektorów szkół wyższych. "Powinniśmy dążyć do tego, żeby stwarzać lepsze warunki szkołom, które nie są w stanie osiągnąć wymaganego poziomu nauczania. To jest właściwa droga, a nie zmiany w liczbie punktów decydujących o otrzymaniu świadectwa dojrzałości. Rodzi się pytanie, czy jeśli w przyszłym roku część osób nie zda matur, będziemy dalej obniżali ich poziom i np. będzie już można nie zaliczyć dwóch przedmiotów" - mówi "Gazecie Prawnej" rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Karol Musiał.
« Odpowiedź #54 dnia: Sierpień 11, 2006, 11:30:15 am »
Młodzi wolą uniwersytet od politechniki
Pomimo, że na Politechnice Opolskiej znalazłoby się miejsce dla 4,5 tysiąca studentów, na razie chce na niej kontynuować naukę tylko 3 tysiące. Jak donosi "Gazeta Wyborcza", młodzi zdecydowanie preferują uczelnie humanistyczne, podczas gdy chętnych do studiowania na politechnikach wciąż ubywa.
Tegoroczna rekrutacja na Politechnice Opolskiej wypadła bardzo słabo. Okazuje się, że młodzi coraz rzadziej wybierają uczelnie techniczne. Taka sytuacja jest spowodowana przede wszystkim niżem demograficznym, z którym zmaga się całe szkolnictwo - podaje "Gazeta Wyborcza".
Zdaniem prof. Skubisa przyczyną bardzo słabego naboru są także kiepskie wyniki tegorocznych matur. Jednak pracownik Politechniki Opolskiej podkreśla, że młodzi stronią od kierunków ścisłych przede wszystkim ze względu na wyższy stopień trudności tego typu studiów. Decydują się raczej na uczelnie humanistyczne, które w opinii prof. Skubisa łatwiej ukończyć - komentuje dziennik.
Podczas gdy polskie uniwersytety przeżywają prawdziwe oblężenie, politechniki organizują dodatkowe rekrutacje, aby zebrać odpowiednią liczbę studentów. Taką decyzję podjęły też władze Politechniki Opolskiej, na której dodatkowy nabór rozpocznie się 18 sierpnia - informuje "Gazeta Wyborcza".
« Odpowiedź #55 dnia: Sierpień 29, 2006, 11:13:03 pm »
Zostań magistrem przez internet
Od przyszłego roku Uniwersytet Warszawski i Politechnika Warszawska zaczną kształcić informatyków przez internet
Dwie największe stołeczne uczelnie wspólnie z Uniwersytetem Jagiellońskim i Politechniką Poznańską utworzyły w lutym konsorcjum. Zrzeszone w nim uczelnie to cztery największe w Polsce ośrodki informatyczne. Celem konsorcjum jest przygotowanie jednolitych materiałów dydaktycznych i programu szkolenia, które umożliwią studentom naukę informatyki w systemie e-learning. Każda uczelnia przystosuje do zdalnego nauczania część wykładanych przedmiotów.
Wczoraj projekt zaprezentowano na konferencji naukowej w Pałacu Kazimierzowskim na Uniwersytecie. - Zależy nam, żeby studenci internetowi mogli zdobyć taką samą wiedzę jak studenci stacjonarni - mówił prof. Krzysztof Diks z Uniwersytetu Warszawskiego. Bardzo ważne jest więc opracowanie skutecznego systemu kontroli postępów w nauce. Dlatego nie wszystkie zajęcia mają być dostępne w sieci. Studenci będą musieli dość często odwiedzać uczelnie, by sprawdzić zdobytą wiedzę w czasie zajęć praktycznych i w obecności nauczyciela.
Uczelnie zamierzają rozwijać system zdalnego nauczania w oparciu o działające już projekty. Na Uniwersytecie Warszawskim od 2000 r. istnieje Centrum Otwartej i Multimedialnej Edukacji. - Do tej pory organizowało kursy dodatkowe i studia podyplomowe, informatyka będzie pierwszym kierunkiem, na którym pięcioletnie studia magisterskie będzie można skończyć w systemie nauczania zdalnego - powiedział Artur Lompart, rzecznik prasowy Uniwersytetu.
Gazeta Wyborcza 29.08.2006r
« Odpowiedź #56 dnia: Wrzesień 11, 2006, 10:30:04 pm »
Studia wieczorowe droższe nawet o 40 proc.
Uczelnie publiczne podnoszą opłaty za studia zaoczne i wieczorowe. O ile, zależy od uczelni. Czesne może pójść w górę nawet o 40 proc. Władze uczelni tłumaczą podwyżki zmianami przepisów o finansowaniu szkół wyższych. Od 2007 roku budżet przestanie dotować studia niestacjonarne. Arkadiusz Doczyk, szef Parlamentu Studentów RP, twierdzi jednak, że tak drastyczny wzrost cen już w tym roku jest niezgodny z prawem. Nowe zasady finansowania zaczną bowiem obowiązywać dopiero za cztery miesiące. Podwyższać czesne będzie więc można od stycznia
EDUKACJA PŁATNE STUDIA NA UCZELNIACH PUBLICZNYCH
Zaoczne będą droższe
■ Uczelnie publiczne podwyższą czesne nawet o 800 zł za semestr nauki na studiach wieczorowych
■ Od 1 stycznia 2007 r. szkoły państwowe nie będą otrzymywać dotacji na studia niestacjonarne
■ Na płatnych studiach uczy się ponad pół miliona osób, czyli prawie 40 proc. wszystkich studentów
Studenci poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego od października za semestr nauki zapłacą o 500 zł więcej. Z kolei na studiach pierwszego stopnia na Wydziale Inżynierii Środowiska Politechniki Warszawskiej czesne będzie wyższe aż o 800 zł, czyli 41 proc.
Władze uczelni tłumaczą, że przyczyną podwyżki jest decyzja Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego i Nauki wycofania się z dopłat do studiów zaocznych. Katarzyna Pilitowska, rzecznik Uniwersytetu Jagiellońskiego, z kolei twierdzi, że ministerstwo jeszcze nie podjęło decyzji o cofnięciu dotacji. Dlatego też na UJ czesne na razie nie ulegnie zmianie.
Uczelnie nie znają prawa
– Ministerstwo nie ma wpływu na wysokość opłat – tłumaczy Joanna Kulesza, rzecznik MSWiN.
Decyzje rektorów o podwyższeniu czesnego mogą wynikać jedynie z ustawy z dnia 27 lipca Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 164, poz. 1365). Zgodnie z nią bowiem od 1 stycznia 2007 roku uczelnie publiczne będą otrzymywać dotacje z budżetu państwa na zadania związane z kształceniem tylko studentów studiów stacjonarnych.
– Obecnie z budżetu są dofinansowane również studia niestacjonarne – tłumaczy prof. Marek Rocki, były rektor Szkoły Głównej Handlowej.
Państwo pokrywa około 30 proc. kosztów kształcenia na studiach wieczorowych czy zaocznych. Nowa ustawa jednak nie pozwala już na ich finansowanie z budżetu.
– Nowe zasady finansowania wejdą w życie dopiero za cztery miesiące. Dlatego drastyczne podwyżki czesnego już od października są bezprawne – uważa Arkadiusz Doczyk, przewodniczący Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej.
Do końca grudnia tego roku nadal bowiem obowiązują przepisy starej ustawy z 12 września 1990 r. o szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 65, poz. 385 z późn. zm.) oraz wydane na ich podstawie rozporządzenie Rady Ministrów z 27 sierpnia 1991 r. w sprawie zasad gospodarki finansowej uczelni (Dz.U. nr 84, poz. 380).
Oznacza to, że uczelnie będą mogły podwyższyć czesne z powodu braku dotacji od państwa, ale dopiero od stycznia 2007 roku. Opłaty mogą wzrosnąć nawet o 30 proc. Studenci studiów niestacjonarnych będą bowiem musieli sami pokrywać koszty kształcenia na danym kierunku.
Uczelnie będą mogły podwyższyć czesne z powodu braku dotacji od państwa od stycznia 2007 roku. Opłaty mogą wzrosnąć nawet o 30 proc.
Uczelnia powinna zadbać o doręczenie każdemu studentowi decyzji o podwyżce. Ten zaś nie musi się na nią zgodzić i może odstąpić od umowy.
– Zgodnie bowiem z orzecznictwem relacja student – uczelnia publiczna ma charakter cywilnoprawny, a zatem zmiana istotnych warunków umowy wymaga zgody drugiej strony kontraktu – podkreśla Arkadiusz Doczyk.
Uczelnie jednak zwykle ograniczają się do wywieszenia informacji o podwyższeniu opłat na tablicy ogłoszeniowej na terenie uczelni albo umieszczenia jej na stronie internetowej. Studenci Politechniki Warszawskiej skarżą się, że o tak drastycznych podwyżkach dowiedzieli się od kolegów.
– Trzeba też pamiętać, że ustawa jednak reguluje, jakie opłaty może pobierać uczelnia – dodaje Arkadiusz Doczyk.
Zgodnie z art. 99 ustawy student może płacić m.in. za: kształcenie na studiach niestacjonarnych, powtarzanie określonych zajęć z powodu niezadowalających wyników w nauce; prowadzenie studiów w języku obcym oraz tych nieobjętych planem studiów. Wysokość opłat nie może jednak przekraczać kosztów ponoszonych w zakresie niezbędnym do uruchomienia i prowadzenia studiów w danej uczelni. Oznacza to, że szkoły nie mogą obciążać studentów innymi wydatkami, np. na promocję.
Tymczasem z raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że większość uczelni nie uzależnia wysokości opłat od planowanych kosztów zajęć dydaktycznych. Bardzo często o tym, ile będzie wynosiło czesne, decyduje atrakcyjność danego kierunku. Dlatego też Parlament Studentów RP będzie domagał się od uczelni wykazania, od jakich kosztów zależna jest wysokość czesnego.
Zgodnie z art. 160 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym od tego roku akademickiego warunki odpłatności za studia musi określać umowa zawarta między uczelnią a studentem w formie pisemnej. Oznacza to, że będą ją podpisywać z osobami płacącymi za studia wszystkie uczelnie, zarówno publiczne, jak i niepubliczne. Dotychczas uczelnie publiczne zwykle nie podpisywały umów, ponieważ nie miały takiego obowiązku. To one zwykle podnosiły czesne w połowie roku, żądały dodatkowych opłat za egzaminy czy wydanie dyplomu.
– Dzięki umowie studenci będą wiedzieć, za co płacą i dlaczego – mówi Arkadiusz Doczyk.
« Odpowiedź #57 dnia: Wrzesień 13, 2006, 10:19:05 pm »
3,5 tysiąca złotych dla studenta - Kraków
Najubożsi studenci z Krakowa mogą się ubiegać o unijne stypendia.
Blisko 500 studentów ma szansę na pieniądze w ramach "Małopolskiego programu stypendialnego dla studentów na rok akademicki 2006/2007". Każdy otrzyma 3,5 tysiąca złotych.
- Wnioski będą przyjmowane od 2 do 31 października, ale formularze są dostępne już dziś. Warto wcześniej zadbać o zebranie wymaganych dokumentów - mówi Marta Chechelska, rzecznik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krakowie.
O stypendia z "Małopolskiego programu..." mogą się ubiegać studenci, którzy są na stałe zameldowani w Krakowie, dochód na jednego członka w ich rodzinie nie przekracza 504 zł (netto) lub 583 zł w przypadku, gdy w rodzinie jest osoba niepełnosprawna. O pomoc mogą wystąpić ci, którzy studiują dziennie, wieczorowo, zaocznie lub eksternistycznie pod warunkiem, że urodzili się po 31 grudnia 1978 r., nie mają wyższego wykształcenia, nie powtarzają roku akademickiego z przyczyn innych niż zdrowotne, nie uzyskują innych stypendiów o charakterze socjalnym. Wnioski należy wypełnić na stronie internetowej programu pod adresem: www.studenci.powiat.krakow.pl, a do filii MOPS przy ul. Rzeźniczej 2 i ul. Dietla 64 należy donieść wymagane załączniki (ich listę również można znaleźć na stronie programu). Studenci, którzy nie mają możliwości skorzystania z internetu, mogą liczyć na pomoc pracowników MOPS i skorzystać z ich komputerów. Stypendia będą wypłacane od stycznia przyszłego roku (z wyrównaniem za październik, listopad i grudzień).
Gdzie można zdobyć więcej informacji?
* Filia MOPS nr 1, ul. Rzeźnicza 2, pokój numer 25, parter, nr tel. 012 430 45 47, 012 430 45 46,
* Filia MOPS nr 6, ul. Dietla 64, pokój 12, III piętro, nr tel. 012 423 23 15, 012 422 17 74.
Gazeta Wyborcza 13.09.2006r
« Odpowiedź #58 dnia: Październik 02, 2006, 09:06:15 am »
SZKOLNICTWO WYŻSZE NOWE ROZPORZĄDZENIA OKREŚLAJĄCE KIERUNKI STUDIÓW I POMOC STYPENDIALNĄ.
Najpierw licencjat, potem magisterium
- Gazeta Prawna NR 191 (1809) 2006-10-02 > Praca
Od wczoraj doktoranci mogą ubiegać się o siedem rodzajów stypendiów, a uczelnie – pobierać opłaty za zajęcia nieobjęte planem studiów. Wiadomo też, które studia prowadzone są jako magisterskie.
Od 1 września ubiegłego roku w Polsce obowiązują trzy stopnie studiów: pierwszego stopnia (3-letnie zawodowe licencjackie lub inżynierskie), drugiego stopnia (2-letnie magisterskie) i trzeciego stopnia (doktoranckie). Nazwy kierunków studiów prowadzonych
jako pierwszego i drugiego stopnia lub jako jednolite określa obowiązujące od wczoraj
rozporządzenie ministra nauki i szkolnictwa wyższego z dnia 13 czerwca 2006 roku i
ministra edukacji w sprawie nazw kierunków (Dz.U. nr 121, poz. 838).
Zgodnie z nim od tego roku akademickiego studia dwustopniowe prowadzone są tylko na
kierunkach: bezpieczeństwo narodowe, bezpieczeństwo wewnętrzne, dietetyka, inżynieria
bezpieczeństwa, inżynieria biomedyczna, logistyka, mechatronika, polityka społeczna,
sport, praca socjalna, ratownictwo medyczne i techniki dentystyczne, a aż na 103, m.in.
architekturze, biologii, filologiach, informatyce, kierunkach inżynierskich. Każdy, kto
będzie na nie zdawał, jeśli nie zdobędzie najpierw tytułu licencjata, nie będzie mógł
zostać przyjęty na studia magisterskie.
...i magisterskie
Jako jednolite studia magisterskimi od przyszłego roku będą prowadzone tylko: aktorstwo, analityka medyczna, farmacja, kierunek lekarski i lekarsko-dentystyczny, konserwacja i
restauracja dzieł sztuki, prawo, prawo kanoniczne, psychologia, realizacja obrazu
filmowego, telewizyjnego i fotografia oraz weterynaria. Cztery kierunki: kosmetologia,
praca socjalna, ratownictwo medyczne, techniki dentystyczne będą prowadzone tylko jako
studia licencjackie – w tych specjalnościach nie będzie można zdobyć tytułu magistra.
– Dzięki nowym regulacjom osoby, które nie mogły zdobyć tytułu magistra, nie stracą
pięciu lat nauki, bo będą mogły uzyskać tytuł licencjata – tłumaczy prof. Jerzy Woźnicki,
prezes Fundacji Rektorów Polskich. Dodaje też, że osoby, które podjęły naukę przed 1
września 2005 roku, czyli przed dniem wejścia w życie ustawy, mogą studiować na
11 kierunków studiów od przyszłego roku będzie prowadzonych jako jednolite magisterskieParlament Studentów RP otrzymuje informacje, że studenci niektórych uczelni będą musieli obronić pracę licencjacką, mimo że zdawali na studia magisterskie. Tymczasem, zgodnie z art. 257 ust. 2 wspomnianej ustawy, do studiów rozpoczętych przed 1 września 2005 r., stosuje się przepisy dotychczasowe. Nie wiadomo jednak, jak powinny być traktowane osoby, które rozpoczęły naukę w ubiegłym roku. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie zajęło jeszcze stanowiska w tej sprawie.
Wczoraj weszły też w życie dwa przepisy ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. Prawo o
szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 164, poz. 1365). Jeden z nich, art. 199, przyznaje
doktorantom prawo do zapomogi oraz pięciu rodzajów stypendiów: socjalnego, za wyniki w nauce, na wyżywienie, mieszkaniowego oraz specjalnego dla osób niepełnosprawnych. Ogólne zasady ich przyznawania są takie same jak w przypadku pomocy materialnej dla studentów (więcej w dodatku Prawo i Życie w GP nr 190 z 29 września 2006 r.).
Aleksander Anikowski, przewodniczący Krajowej Reprezentacji Doktorantów, twierdzi jednak, że pomoc otrzyma znikoma liczba osób. Stypendium socjalne przysługuje tym, których dochód na osobę w rodzinie nie przekracza 572 zł netto. Tymczasem większość doktorantów otrzymuje tzw. stypendium doktoranckie wynoszące 1045 zł. Natomiast każdy, kto go nie pobiera i nie jest samodzielny finansowo, czyli nie posiada stałego źródła utrzymania, starając się o stypendium będzie musiał wykazać dochody uzyskiwane przez rodziców.
– Przepisy te odbiegają od rzeczywistości. Rzadko się bowiem zdarza, by rodzice utrzymywali doktorantów – dodaje Anikowski. Praktycznie zatem uczestnicy trzeciego stopnia studiów będą mogli starać się tylko dwa razu w roku o zapomogę i stypendium za wyniki w nauce.
Studia w języku obcym prowadzi około 60 uczelni na ok. 160 kierunkach
Płatne studia po angielsku
Drugi z obowiązujących od wczoraj przepisów pozwala uczelniom pobierać opłaty za
prowadzenie studiów w języku obcym oraz za zajęcie nie objęte planem studiów. Dotychczas uczelnie publiczne mogły pobierać opłaty tylko za świadczenie usług edukacyjnych związanych z powtarzaniem określonych zajęć na studiach stacjonarnych z powodu niezadowalających wyników w nauce. Tymczasem w ubiegłym roku Polacy chcący studiować dziennie w języku angielskim na Politechnice Warszawskiej za semestr nauki na każdym kierunku musieli zapłacić 2000 zł na studiach I stopnia.
- Jolanta Góra
• Art. 99 ust. 1 pkt 3 i 4 oraz art. 199 ustawy z dnia 27 lipca 2005 roku Prawo o
szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 164, poz. 1365).
• Rozporządzenie ministra nauki i szkolnictwa wyższego z dnia 13 czerwca 2006 r. i
ministra edukacji w sprawie nazw kierunków (Dz.U. nr 121, poz. 838)
« Odpowiedź #59 dnia: Październik 14, 2006, 11:12:59 pm »
staże - studia
http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/22730,26687.html
« Odpowiedź #60 dnia: Październik 17, 2006, 12:12:48 pm »
> minister nauki i szkolnictwa wyższego określił zasady, tryb i kryteria udzielania, spłacania oraz umarzania kredytów i pożyczek studenckich oraz warunki i tryb rozliczeń z tytułu pokrywania odsetek należnych bankom od kredytów; rozporządzenie obowiązuje z mocą od 1 października ( DzU nr 186, poz. 1371)
Dz.U. 2006 nr 186 poz. 1371 Rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 12 października 2006 r. w sprawie szczegółowych zasad, trybu i kryteriów udzielania, spłacania oraz umarzania kredytów i pożyczek studenckich oraz warunków i trybu rozliczeń z tytułu pokrywania odsetek należnych bankom od kredytów studenckich
http://isip.sejm.gov.pl/servlet/Search?todo=open&id=WDU20061861371
« Odpowiedź #61 dnia: Grudzień 30, 2006, 10:10:35 pm »
SZKOŁY WYŻSZE DOKUMENTACJA PRZEBIEGU STUDIÓW
Miesiąc na wydanie dyplomu absolwentowi
Uczelnie mają 30 dni od dnia złożenia egzaminu dyplomowego na sporządzenie i wydanie absolwentowi dyplomu ukończenia studiów.
Od 1 stycznia 2007 r. będzie obowiązywać rozporządzenie ministra szkolnictwa wyższego z dnia 2 listopada 2006 r. w sprawie dokumentacji przebiegu studiów (Dz.U. nr 224, poz. 1634). Zgodnie z nim uczelnie są zobowiązane do tworzenia teczek osobowych studentów i przechowywania ich przez 50 lat. W teczkach muszą znaleźć się m.in. dokumenty postępowania kwalifikacyjnego, które jest podstawą decyzji o przyjęciu na studia, jeden egzemplarz pracy dyplomowej oraz dokumenty dotyczące przyznania studentowi pomocy materialnej. Dodatkowo szkoły wyższe muszą także prowadzić album studentów (mogą to zrobić w formie elektronicznej).
W terminie 30 dni od dnia złożenia egzaminu dyplomowego uczelnia jest zobowiązana wydać absolwentowi dyplom ukończenia studiów wraz z dwoma odpisami i suplementem. Na wniosek absolwenta szkoła wydaje także dodatkowy odpis dyplomu w tłumaczeniu na jeden z języków obcych (do wyboru angielski, francuski, niemiecki, hiszpański lub rosyjski). Wniosek taki należy złożyć w ciągu 30 dni od złożenia egzaminu dyplomowego, a w przypadku kierunku lekarskiego, lekarsko-dentystycznego oraz weterynarii od daty zaliczenia ostatniej, przewidzianej w planie studiów praktyki. Za wydawanie dokumentów i ich duplikatów uczelnia pobiera opłaty w wysokości zgodnej z poniesionymi kosztami, nie wyższej jednak niż:
• 5 zł – za legitymację studencką,
• 17 zł – za legitymację studencką w wersji elektronicznej,
• 4 zł – za indeks,
• 60 zł – za dyplom ukończenia studiów z dwoma odpisami,
• 30 zł – za dyplom ukończenia studiów podyplomowych,
• 40 zł – za dodatkowy odpis dyplomu w tłumaczeniu na język obcy.
Za wydanie duplikatu dokumentu uczelnia pobierze opłatę o połowę wyższą niż za wydanie oryginału.
Gazeta Prawna 29.12.2006r
Wiadomości: 26282
« Odpowiedź #62 dnia: Styczeń 06, 2007, 10:36:38 am »
Pożegnanie z uczelnią za fałszerstwa w indeksie
Student, który przerobił ocenę w indeksie i karcie egzaminacyjnej, został za to wydalony z uczelni. Naczelny Sąd Administracyjny oddalił w piątek ostatecznie jego skargę
Usunięcie z uczelni jest najdotkliwszą z kar dyscyplinarnych za studenckie przewinienia.
Najczęstsze to fałszowanie wpisów w indeksach i kartach egzaminacyjnych oraz podrabianie zwolnień lekarskich. Studenci odpowiadają za nie przed uczelnianymi komisjami dyscyplinarnymi, a obecnie również przed sądami koleżeńskimi. Do sądów administracyjnych trafiają natomiast skargi na ich orzeczenia.
Niedostateczna dwójka stała się dostateczną trójką
Po trzykrotnych nieudanych podejściach do kolokwium z zoologii kręgowców Radosław W., student trzeciego, ostatniego, roku studiów licencjackich na Wydziale Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Szczecińskiego, złożył indeks i kartę egzaminacyjną ze stopniem dostatecznym z komisyjnego zaliczenia przedmiotu. Kilkanaście dni później okazało się, że dwójkę przerobiono na trójkę.
Radosław W. początkowo się nie przyznawał. Dowody zebrane przez uczelnianą komisję dyscyplinarną były jednak niezbite. Stwierdziła ona, że albo sam student dokonał fałszerstwa, albo ktoś mu w tym pomógł. Wydaliła go z uczelni z uzasadnieniem, że dopuścił się czynu niegodnego studenta i o znacznej szkodliwości. Komisja odwoławcza utrzymała karę w mocy.
Zgodnie z obowiązującą poprzednio ustawą z 1990 r. o szkolnictwie wyższym i obecną z 27 lipca 2005 r. - Prawo o szkolnictwie wyższym oraz z rozporządzeniami ministra edukacji narodowej z 1991 r. i ministra nauki i szkolnictwa wyższego z 6 grudnia 2006 r. w sprawie szczegółowych zasad postępowania wyjaśniającego i dyscyplinarnego wobec studentów, karami dyscyplinarnymi mogą być: upomnienie, nagana, nagana z ostrzeżeniem, zawieszenie w określonych prawach studenta na okres do roku, wydalenie z uczelni.
- Najsurowsza z kar, czyli wydalenie z uczelni, powinna być jednak stosowana bardzo rozważnie -uważa prof. Ryszard Skubisz, były przewodniczący Senackiej Komisji Dyscyplinarnej dla Studentów Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. - Trzeba mieć świadomość, że wydana pochopnie, może negatywnie zaważyć na dalszym życiu młodego człowieka. Przeświadczenie to powinno zawsze towarzyszyć orzekaniu o winie i karze.
Relegowany student stwierdził w skardze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie, że zastosowano wobec niego karę nieadekwatną do przewinienia. Do tej pory nie popełnił w trakcie studiów żadnych wykroczeń, a podrobienie wpisu wynikało z chęci ich ukończenia. Profesor, pod którego kierunkiem rozpoczął pracę dyplomową, wystawił mu bardzo dobrą opinię i ocenił, że jest wartościowym studentem. Nikt nie wziął pod uwagę trudnych warunków materialnych i rodzinnych oraz faktu, że po wydaleniu z uczelni czeka go prawdopodobnie bezrobocie.
Sankcja adekwatna do zawinienia
Sąd uznał jednak, że wymierzona kara jest adekwatna do stopnia zawinienia, a postępowanie w tej sprawie zostało przeprowadzone wnikliwie i wszechstronnie. Oddalił więc skargę. Wobec studentów wyższych uczelni nie mają formalnie zastosowania szczególne, wynikające z przepisów prawa, zasady etyki postępowania, które obowiązują m.in. wiele grup zawodowych. Obowiązują ich jednak ogólnie przyjęte zasady wiarygodności i uczciwości - stwierdził. Fałszując zaliczenie, Radosław W. naruszył elementarne zasady uczciwości. Żadne powody wynikające z sytuacji rodzinnej czy materialnej nie mogą usprawiedliwiać takich zachowań i wpływać na zastosowanie łagodniejszej sankcji.
W skardze kasacyjnej do NSA wydalony student domagał się uchylenia tego wyroku. Zarzucił, że WSA nie ustosunkował się do faktu, iż rozprawę przed komisją odwoławczą przeprowadzono mimo jego nieobecności, usprawiedliwionej zaświadczeniem lekarskim. Naruszono § 18 rozporządzenia MEN z 1991 r., który przewiduje, że w takich wypadkach należy odroczyć rozprawę.
NSA orzekł, że wyrok WSA jest prawidłowy. Sąd ten dokonał pełnej oceny materiału dowodowego. Naruszenie przepisów postępowania nie miało wpływu na wynik sprawy. Trudno także uznać, że naruszono § 18, skoro zwolnienie lekarskie wystawiono dopiero następnego dnia po rozprawie. NSA oddalił więc skargę kasacyjną, co oznacza, że zarówno wyrok WSA, jak i decyzje komisji dyscyplinarnych są prawomocne.
W jednym z ostatnich pism do NSA były już student, 26-letni Radosław W. poinformował, że nie może znaleźć pracy i jest nadal na utrzymaniu matki.
Studenckie przewinienia
Ani Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ani sądy administracyjne nie prowadzą szczegółowych statystyk takich spraw. Sporządzają je dla swoich wewnętrznych celów same wyższe uczelnie. - Z czysto statystycznego punktu widzenia liczba rocznie rozpoznawanych spraw dyscyplinarnych lub obwinionych studentów nie przekracza 0,1 proc. ogółu studentów. Obawiam się jednak, że rozpatrywane sprawy to wierzchołek góry lodowej - zauważa na stronach internetowych prof. Stanisław M. Dubiel z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Komisja Dyscyplinarna dla Studentów w Uniwersytecie Łódzkim sygnalizuje natomiast nasilenie się zjawiska kupowania prac dyplomowych.
Z doświadczeń komisji dyscyplinarnych dla studentów wynika, że zdecydowanie pierwsze miejsce na liście przewinień zajmuje fałszowanie wpisów egzaminacyjnych. W ostatnich kilku latach nasiliło się też zjawisko plagiatów prac magisterskich i licencjackich. Grożą za to najdotkliwsze sankcje w postaci relegowania z uczelni. Sprawy studentów, mające cechy przestępstw (np. fałszowanie dokumentów) kierowane są także do prokuratury. Na tle ogólnej liczby studentów przypadki rozpatrywane przez komisje dyscyplinarne i liczba orzeczonych za nie kar stanowią jednak tylko niewielki odsetek w ogólnej liczbie studentów.
Przykładowe przewinienia i orzeczone kary
1.Przewinienie dyscyplinarne
2.Rodzaj orzeczonych kar
1.Fałszerstwa wpisów w indeksie, oszustwa
2.wydalenie z uczelni, zawieszenie w prawach studenta, nagana
Posługiwanie się sfałszowanym dokumentem
Zawieszenie w prawach studenta na okres 1 roku, nagana
Sfałszowanie zwolnienia lekarskiego
Posługiwanie się sfałszowaną legitymacją
Nagana z ostrzeżeniem, zawieszenie we wszystkich Prawach studenckich na rok
Podstawienie do egzaminu innej osoby
Zawieszenie w prawach studenta na rok
Przystąpienie do egzaminu za inną osobę
Pisanie kolokwium za inną osobę
Nagana (piszący), nagana z ostrzeżeniem (inicjator)
Nadużywanie alkoholu w czasie zajęć oraz posiada-nie i rozprowadzanie środków odurzających
Nagana z ostrzeżeniem, zawieszenie w prawach studenta
1.Groźby karalne
2. Upomnienie
1.Plagiaty prac magisterskich i zaliczeniowych
2. Zawieszenie w prawach studenta na 6 miesięcy (Zakaz składania egzaminów i pobierania stypendium)
Odsprzedanie miejsca w domu studenckim
Zawieszenie w prawie do mieszkania w DS na okres do roku
Zakłócenie porządku, niszczenie mienia w domu studenckim
Nagana z ostrzeżeniem, nagana, zawieszenie w prawie mieszkania w DS na rok
Źródło: Komisje dyscyplinarne wyższych uczelni
« Odpowiedź #63 dnia: Styczeń 15, 2007, 09:30:49 pm »
Od października więcej za studia płatne
Studentów zaocznych i wieczorowych uczelni państwowych czekają spore podwyżki czesnego. Ceny od października mogą skoczyć nawet o 30 proc.
Zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym od 1 stycznia 2007 r. uczelnie państwowe straciły dotacje z budżetu państwa na studia wieczorowe i zaoczne. Różnicę mają pokryć studenci. Na krakowskich uczelniach o wyższych opłatach mówi się jednak na razie niewiele. - Krążą plotki, czytaliśmy o tym w internecie, ale nie znamy konkretów - mówią studenci.
Droga nauka
Magda jest na III roku finansów i bankowości na Akademii Ekonomicznej. Semestr nauki w trybie studiów wieczorowych kosztuje ją 2,5 tys zł. - Kwota, jaką płacę teraz, i tak jest bardzo duża. Jeśli uczelnia podniesie opłaty o 30 proc., będę musiała wysupłać z kieszeni 750 zł więcej. Wielu moich znajomych na takie opłaty nie będzie stać, rozważają możliwość przeniesienia się na inną uczelnię, gdzie za studiowanie na tym samym kierunku zapłacą mniej - mówi.
- Płatne studia już są horrendalnie drogie - wtóruje jej Radek, student dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego (za semestr studiów zaocznych płaci 2,4 tys.). - Do końca nauki został mi jeszcze rok, więc jakoś to przeżyję, ale gdybym był na pierwszym lub drugim roku, zacząłbym się poważnie zastanawiać nad tańszą uczelnią.
W przypadku krakowskich szkół wyższych owo "tańsze" oznacza najczęściej mniejsze prywatne szkoły.
Magda obawia się jeszcze jednego: - Jeśli studenci będą się przenosić na prywatne uczelnie, na państwowych będzie mniej osób, a wtedy ceny znowu mogą poszybować w górę.
Uczelnie liczą koszty
Krakowskie uczelnie na temat nieuchronnego podwyższenia opłat za studia niestacjonarne wypowiadają się ostrożnie. Na UJ i AGH usłyszeliśmy, że podwyżki będą, ale dopiero w październiku.
Już dziś czesnym zajmie się Kolegium Rektorskie Akademii Ekonomicznej. - W tej chwili nie można jednoznacznie określić, o ile i od kiedy wzrośnie czesne za studia w Akademii Ekonomicznej w Krakowie - mówi Monika Marszycka, rzecznik prasowy AE. - Najprawdopodobniej, nie wcześniej niż w październiku.
Nie wiadomo, o ile podrożeją studia niestacjonarne na UJ, gdzie za naukę płaci ponad 15 tys. studentów. - Władze uczelni nie rozpoczęły jeszcze prac nad nowymi cenami - mówi Katarzyna Pilitowska, rzecznik UJ. - Koszty studiowania są wyższe niż nasze obecne czesne. Staramy się je trzymać na rozsądnym poziomie, wystarczy porównać nasze opłaty z tymi na podobnych uczelniach.
Wstrzymanie dotacji budżetowej do studiów niestacjonarnych prorektor jednej z krakowskich uczelni komentuje jako "trudne do wytłumaczenia". - Sądzę, że jest to kolejny element gry rynkowej między uczelniami publicznymi i niepublicznymi w naszym kraju. Można to także tłumaczyć ograniczoną wysokością budżetu na szkolnictwo wyższe w ogóle. Ale to już inny problem - dodaje nasz rozmówca.
Studenci mają nadzieję, że o podwyżkach dowiedzą się na tyle wcześnie, by zdążyć się do nich przygotować. - Między 200 a 500 zł jest spora różnica - mówi Agnieszka, studentka AGH (dorabia, pracując w hotelu). - Mniejszą kwotę jestem w stanie zaoszczędzić, ale jeśli podwyżka będzie duża, muszę pomyśleć o dodatkowym zajęciu w wakacje.
Leszek Cieśla, prezes Parlamentu Studentów RP, przypomina, że studenci mają prawo do pełnej informacji na temat zmian w czesnym: - Uczelnia powinna doręczyć każdemu studentowi decyzję o podwyżce w formie nowej umowy lub aneksu do niej.
Gazeta Wyborcza 14.01.2007r
« Odpowiedź #64 dnia: Luty 12, 2007, 01:14:42 pm »
Kiedy spać, żeby zdać
Sesja na wyższych uczelniach trwa. Studenci, zwłaszcza ci, którym w pierwszym terminie się nie powiodło, mają szanse w sesji poprawkowej. My spieszymy z informacją, która może im się przydać. Naukowcy twierdzą, że wyspać należy się nie tylko po nauce, ale i przed.
Eksperymenty przeprowadzone w Harvard Medical School w Bostonie pokazały, że osoby niewyspane zapamiętują przeciętnie o 10 procent materiału mniej niż ci, którzy mają za sobą dobrze przespaną noc. Grupie ochotników pokazywano zestaw 150 obrazków. Gdy dwa dni później sprawdzono, ile z nich zapamiętali, ci wyspani przed eksperymentem poprawnie zidentyfikowali średnio 86 procent obrazków, ci niewyspani - 74 procent.
Jak pisze w najnowszym wydaniu "Nature Neuroscience", okazało się też, że podczas uczenia się u niewyspanych znacznie mniej aktywnie działa hipokamp, rejon mózgu odpowiedzialny za zapamiętywanie. Z kolei badania, przeprowadzone na szczurach na uniwersytecie Princeton, pokazały, że w mózgu bez odpowiedniej dawki snu wydziela się nadmiernie dużo hormonu związanego ze stresem, wolniej też tworzą się nowe komórki nerwowe.
Tak czy inaczej, o zarywaniu nocy jako sposobie na egzaminacyjny sukces lepiej zapomnieć. I to dzień wcześniej.
« Odpowiedź #65 dnia: Luty 20, 2007, 10:09:00 pm »
Każde schody można pokonać
Niepełnosprawna studentka przez miesiąc bezskutecznie błagała dyrektorów bydgoskich szkół, by przyjęli ją na praktykę. Po interwencji "Gazety" znalazło się miejsce w szkole dla pedagoga na wózku inwalidzkim, a pomoc dla innych niepełnosprawnych praktykantów zagwarantował ratusz
Karolina Dondajewska studiuje na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego pedagogikę o specjalności doradztwo zawodowe. Jest po rozszczepie kręgosłupa, porusza się na wózku inwalidzkim. Aby uzyskać dyplom, musi odbyć praktykę w szkole ponadgimnazjalnej jako nauczycielka przedsiębiorczości.
Przed miesiącem zadzwoniła do V LO. - Nie przyjmiemy pani - usłyszała. Powód? Lekcje nie odbywają się na parterze, do szkoły prowadzą wysokie schody. - Wciąż to słyszałam. Wszyscy mi odmawiają, tłumacząc się schodami i brakiem wind. Tak naprawdę nie chcą brać odpowiedzialności za mnie i moje kalectwo - mówi 26-latka. - Nie spodziewałam się, że praktykant na wózku inwalidzkim to tak wielkie obciążenie dla szkoły.
Początkowo planowała uczyć przedsiębiorczości w szkole na swoim osiedlu - Kapuściskach. - Dojazdy to dla mnie ogromny problem. W mieście kursują tylko trzy taksówki dla niepełnosprawnych. Muszę je zamawiać z co najmniej trzydniowym wyprzedzeniem. Ale nie miałam wyjścia: jedyne liceum bez barier architektonicznych to integracyjne XIII LO w Fordonie. Jednak nieoczekiwanie i tu usłyszała: nie. - Znajoma nauczycielka powiedziała wprost: mamy tylu praktykantów, że w ogóle nie masz o czym marzyć - mówi Dondajewska. - Płakać mi się chciało.
Studentka interweniowała u dziekana. - Przecież gdy rozpoczynałam studia trzy lata temu, o praktykach w szkole nie było mowy - mówi. - Koledzy z wyższych roczników w ramach praktyk pracowali jako doradcy zawodowi. Wymagania zmieniły się w trakcie studiów. Jako osoba niepełnosprawna nie zdołam im sprostać.
Zaproponowała, że skończy studia bez uprawnień do nauczania. Dziekan nie zgodził się. - Jeśli nie zrobi pani praktyk, dyplomu nie będzie - uciął.
Karolina zwróciła się o pomoc do Mobilnego Centrum Informacji Zawodowej działającego przy OHP. - Obiecali oddzwonić, ale przez dwa tygodnie telefon milczał. - Nie wiedziałam, co robić - mówi. - O pomoc prosiłam już nawet księdza Wenancjusza Zmudę, duszpasterza akademickiego. Ten powiadomił o problemach Karoliny "Gazetę".
Dzwonimy do Zespołu Szkół Chemicznych na Kapuściskach. Edward Okonek, dyrektor ZSCh: - Szkoła nie jest dostosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych. Nie mamy wind, pochylni. Ta pani nie da sobie u nas rady.
- Na UKW też są schody - tłumaczymy panu Okonkowi. - A jednak dziewczyna sobie radzi. Pomagają jej wolontariusze.
Dyrektor powtarza: - Nie umiem jej pomóc. Nie będę wyznaczał ludzi, którzy mają się nią zajmować.
W ZSCh działa Koło Młodego Wolontariusza. "Wszystkich uczniów, którzy są wrażliwi na niedolę innych, chcą pomagać osobom chorym i niepełnosprawnym w swoim wolnym czasie, zapraszamy do nas" - reklamuje się na stronie internetowej. Działa w nim 42 uczniów.
Wracam do integracyjnego XIII LO. Arnold Itrich, dyrektor szkoły: - My odmówiliśmy przyjęcia? Pani Dondajewska widocznie trafiła na nieodpowiednią osobę - mówi. Po naszej interwencji zdecydował: - Praktyka może rozpocząć się od zaraz.
Na UKW studiuje kilkudziesięciu niepełnosprawnych żaków. Większość z nich musi zdobyć uprawnienia pedagogiczne. O ich problemie opowiedzieliśmy dyrektorowi wydziału edukacji Urzędu Miasta. - Nie dopuszczę, by historia się powtórzyła - zapowiada Marian Sajna. - Niech studenci, którzy mają problemy z powodu wózka inwalidzkiego, zgłaszają się bezpośrednio do mnie. Pomogę każdemu. Jeśli nie uda mi się nakłonić żadnej szkoły do przyjęcia go, po prostu wskażę placówkę, w której ma odbyć praktyki. Nakłonię też dyrektora szkoły, by mogły odbyć się w jak najkrótszym czasie. Nie pozwolę na komplikowanie życia niepełnosprawnym.
Gazeta Wyborcza 15.02.2007r
« Odpowiedź #66 dnia: Marzec 29, 2007, 09:16:52 pm »
Już jestem na 3 roku studiów magisterskich na AP w Siedlcach, ale osobiście dużo jest jeszcze do zrobienia na tej uczelni. chociaż ogłasza sie jako uczelnia dla O.N. Jescze troszke czasu minie zanim uczelnia jak i miasto bedzie lepiej przystosowane.
Bardzo się ciesze że w wykładowcami można się dogadać.Bo zdarzało się że czesto mnie nie było z powodu choroby na uczelni, i spokojnie mogłe zaliczac w późniejszych terminach. :ok:
Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi Bo nie jesteś sam!
« Odpowiedź #67 dnia: Maj 16, 2007, 01:00:00 pm »
Niepełnosprawni na Juwenaliach Warszawskich
Wszyscy studenci niepełnosprawni ruchowo, którzy zdecydują się na udział w Wiosce Akademickiej (organizowanej 19 maja 2007 podczas warszawskich Juwenaliów), będą mogli skorzystać z BEZPŁATNEGO specjalistycznego transportu MPT, z miejsca zamieszkania (lub innego przez nich wskazanego) na Pola Mokotowskie i z powrotem, a także z pomocy asystenta.
Bezpłatne taksówki
Wszyscy studenci niepełnosprawni ruchowo, którzy zdecydują się na udział w Wiosce Akademickiej, będą mogli skorzystać z BEZPŁATNEGO specjalistycznego transportu MPT, z miejsca zamieszkania (lub innego przez nich wskazanego) na Pola Mokotowskie i z powrotem.
Przejazdy będą możliwe w godzinach 13:00 – 21:00.
TELEFON, pod którym przyjmowane są zamówienia: 22 822 44 44
Składanie zamówień: 11-19 maja 2007 w godz. 7:00 – 21:00
Bezpłatna usługa asystenta
W ramach czynnego włączenia się w niesienie pomocy obecnym niepełnosprawnym, w dniu imprezy na Polach Mokotowskich będą przebywali asystenci, w pełnej gotowości do podjęcia swojej pracy. Usługa asystenta dla niepełnosprawnych studentów będzie BEZPŁATNA.
TELEFON, pod którym przyjmowane są zamówienia: 22 887 33 20
Składanie zamówień: 11 - 18 maja 2007 w godz. 8:00 – 18:00
W ramach wioski planujemy własne stoisko (namiot), który będzie pełnił funkcje punktu kontaktowego dla wszystkich niepełnosprawnych, którzy pojawią się na Polach. Tam również chcemy informować studentów co należy zrobić, aby zostać asystentem osoby niepełnosprawnej i dlaczego warto.
Aktywizacja osób niepełnosprawnych podczas wioski akademickiej będzie związana z promocją miejskiego Programu Asystent Osoby Niepełnosprawnej.
http://www.asystent-nowolipie.waw.pl
« Odpowiedź #68 dnia: Maj 17, 2007, 09:51:49 am »
Już od dawna matura nie wystarcza, aby znaleźć ciekawą pracę. Ale jak wybrać studia, aby mieć chociaż niewielką pewność, że znajdziemy po nich pracę, a wykonywany przez nas zawód przyniesie nam satysfakcję i... wymierne korzyści?
« Odpowiedź #69 dnia: Czerwiec 14, 2007, 08:03:47 pm »
Powstaną specjalne studia dla emerytów
ZMIANA PRAWA Uczelnie wyższe będą mogły prowadzić zajęcia dla osób w wieku powyżej 60 lat.
Uniwersytety trzeciego wieku prowadzą kształcenie nieformalne w formie zajęć przeznaczonych dla osób, które ukończyły: 60 lat w przypadku kobiet i 65 lat w przypadku mężczyzn - wynika z projektu nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i ustawy o finansach publicznych. Wczoraj w sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży odbyło się pierwsze czytanie noweli.
Wprowadzenie definicji uniwersytetu trzeciego wieku umożliwi szkołom wyższym prowadzenie zajęć w takiej formie. Dotychczas możliwość prowadzenia specjalnych studiów dla emerytów nie była wyrażona wprost. Zgodnie z obowiązującym art. 8 ust. 1 ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 165, poz. 1365) od 2005 roku na uczelni (szkole prowadzącej studia wyższe, utworzonej w sposób określony w ustawie) mogą być prowadzone studia, studia doktoranckie, studia podyplomowe oraz kursy dokształcające. Jeśli nowelizację poprze Sejm, do katologu studiów dołączą uniwersytety trzeciego wieku. Uczestnicy takich zajęć będą mieli status słuchacza uczelni, która prowadzi specjalne kształcenie dla osób po 60. roku życia.
Projekt zakłada również nowelizację art. 176 ustawy o finansach publicznych. Zmiana umożliwi szkołom wyższym ubieganie się o dotacje z budżetu jednostki samorządu terytorialnego na cele publiczne związane z kształceniem osób w wieku emerytalnym. Ponadto uniwersytety trzeciego wieku włączone byłyby do grupy uczelni, które mogą występować o strukturalne fundusze unijne.
« Odpowiedź #70 dnia: Sierpień 19, 2007, 10:07:00 pm »
Ambitni płacą więcej
Coraz więcej osób chce studiować dwa kierunki dzienne. Uniwersytet Rzeszowski postanowił na tym zarobić i żąda opłat za drugi kierunek. -To niezgodne z prawem - mówią w ministerstwie
Zarządzenie, zgodnie z którym za drugi kierunek dziennych studiów trzeba zapłacić 50 proc. standardowego czesnego, wprowadzono w lipcu. Dla studentów to spore zaskoczenie. Aleksandra Szczęch, która teraz jest po pierwszym roku prawa, właśnie dostała się na politologię. - Ale jeśli za studia trzeba płacić, będę musiała zrezygnować - mówi.
Uczelnia tłumaczy swoją decyzję względami finansowymi. - Chcemy poszerzać ofertę uczelni, ale pieniądze z ministerstwa dostajemy na każdego studenta tylko raz. Dlatego zdecydowaliśmy o odpłatności za drugi kierunek - wyjaśnia Włodzimierz Bonusiak, rektor UR. Jak twierdzi, z roku na rok zainteresowanie studiowaniem dwóch kierunków jest coraz większe. - W skali uczelni będzie to kilkaset osób - mówi rektor.
Podobną możliwość dają inne uczelnie, tyle że bezpłatnie. Stanowisko ministerstwa w tej sprawie jest zdecydowane: - Bez względu na to, na ilu kierunkach studiowałby student, uczelnia nie ma prawa żądać odpłatności. Generalna zasada jest taka, że studia stacjonarne na publicznych uczelniach są bezpłatne - przypomina Ewa Kafarska, rzeczniczka Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Co na to uczelnia? Powołuje się na przepis, który pozwala jej pobierać pieniądze za dodatkowe usługi edukacyjne. - Od lat np. za dodatkową specjalność trzeba płacić - przypomina rektor Bonusiak i dodaje: - Co teraz możemy zrobić? Zlikwidować możliwość studiowania dwóch kierunków dziennych.
Źródło: Metro 19.08.2007r
« Odpowiedź #71 dnia: Sierpień 19, 2007, 10:38:40 pm »
Czytałam to dzisiaj, to dla mnie absurd. Na UŚ można spokojnie studiować dwa kierunki, przysługuje z tego powodu Indywidualna Organizacja Studiów. Jedyny warunek to zgoda dziekana, ale też nie zawsze - zgoda jest konieczna jeśli ktoś chce dostać się na drugi kierunek z ominięciem procesu rekrutacji, jeśli ma wysoką średnią i dziekan się zgodzi to nie musi składac papierów. Można też po prostu składac papiery i starać się dostać normalną drogą. Nigdy z tego nie robili żadnego problemu. To jest po prostu kolejna droga to zdobycia kasy kosztem studentów...
« Odpowiedź #72 dnia: Wrzesień 13, 2007, 12:11:45 am »
Edukacja dla wszystkich, czyli o karierach niepełnosprawnych
Państwo wspiera zatrudnienie osób niepełnosprawnych, ale zapomina o ich kształceniu - powiedział kierownik Biura ds. Osób Niepełnosprawnych Uniwersytetu Warszawskiego (UW), Paweł Wdówik, podczas zorganizowanej przez uczelnię, międzynarodowej konferencji "Edukacja dla wszystkich".
Trzydniowa konferencja rozpoczęła się w poniedziałek, gromadząc prawie 200 uczestników z ponad 20 krajów Europy i z USA. "Poruszają oni tematy związane m.in. z możliwościami kształcenia niepełnosprawnych i ich dalszej kariery zawodowej. Przedstawiciele uczelni i organizacji z różnych krajów wymieniają się informacjami i doświadczeniami" - powiedziała koordynatorka konferencji, Alicja Świczewska z tegoż biura.
Jak wyjaśnił Wdówik, konferencja zamyka dwuletnią współpracę Polski, Niemiec i Słowenii w ramach projektu wspólnotowego EQUAL. "Współpraca ta koncentrowała się na dostępie do edukacji na poziomie wyższym i zatrudnieniu absolwentów po studiach. Badaliśmy, czy w naszych krajach są podobne warunki i jak realizowane jest prawo" - tłumaczył.
"Generalnie jest źle, choć różnie to wygląda w różnych krajach" - ocenił Wdówik. Jak wyjaśnił, w Polsce wciąż brakuje gwarancji równego, ustawowego dostępu do edukacji na poziomie wyższym, a obowiązek kształcenia kończy się na maturze. Jednocześnie istnieje zbyt duży nacisk na zatrudnienie niepełnosprawnych.
Jak tłumaczył Wdówik, uczelnie nie są prawnie zobowiązane do dostosowywania swojej oferty do potrzeb studentów niepełnosprawnych. Państwo dba o edukację niepełnosprawnych tylko do 18 roku życia, czyli dopóki podlegają oni obowiązkowi szkolnemu. Dalsza nauka uzależniona jest od ich indywidualnych starań i dobrej woli uczelni.
"Istnieje ustawa o zatrudnieniu i rehabilitacji osób niepełnosprawnych, ale nie ma w niej ani słowa na temat wykształcenia, które jest potrzebne w pracy" - podkreślił Wdówik.
Jak dodał, w 2007 r. po raz pierwszy uczelnie otrzymały dofinansowanie na kształcenie niepełnosprawnych studentów. "Wcześniej, jeśli uczelnie chciały coś zrobić dla swoich studentów, musiały to robić w ramach swojego budżetu" - podkreślił.
Nie każdą uczelnię stać na to. Jak tłumaczył Wdówik, zapewnienie osobom z różnymi niepełnosprawościami równego dostępu do edukacji wymaga wysiłku i jest bardzo kosztowne.
"Potrzebne są ułatwienia architektoniczne dla osób niepełnosprawnych ruchowo, czyli windy i podjazdy. Trzeba przetwarzać materiały na alfabet Braila lub nagrania dla niewidomych, na druk powiększony dla osób słabowidzących. Trzeba zatrudnić tłumaczy języka migowego dla studentów niesłyszących. Potrzebny jest też inny sposób przeprowadzania egzaminów" - powiedział Wdówik.
Dodatkowym problemem jest potrzeba zapewnienia studentom niepełnosprawnym dostępu do zajęć sportowych. "Najłatwiej byłoby wszystkich zwolnić z zajęć wf-u, ale dlaczego mamy to robić? U nas studenci na wózkach mają zajęcia na basenie. Także niewidomi albo chodzą na basen, albo na gimnastykę korekcyjną. To wymaga przygotowania i sporo kosztuje, ale nie ma powodu, żeby z tego rezygnować" - podkreślił.
Wdówik zaznaczył, że UW nie traktuje ulgowo studentów niepełnosprawnych i chce, aby po skończeniu studiów mieli oni takie same kwalifikacje jak pełnosprawni koledzy. Jego zdaniem, państwo powinno wspierać uczelnie kształcące niepełnosprawnych w takim samym stopniu, jak wspiera firmy, które ich zatrudniają.
Szef Biura ds. Osób Niepełnosprawnych UW dodał, że w ramach projektu EQUAL uczelnie z Polski, Niemiec i Słowenii próbowały też śledzić kariery niepełnosprawnych absolwentów uczelni. Jak jednak zauważył, "nie bardzo to się sprawdza, ponieważ studenci +znikają+ i nie odpowiadają na próby badania ich sytuacji. Nie są zainteresowani pomocą we wprowadzeniu na rynek pracy".
Wdówik nie wyklucza, że oferta jego biura nie trafia w oczekiwania niepełnosprawnych. "Potwierdza się jednak zasada, że osoby niesprawne mają wysoki stopień pasywności" - dodał.
W ramach konferencji zorganizowano też wystawę urządzeń, ułatwiających niepełnosprawnym funkcjonowanie i naukę. Oprócz wózków inwalidzkich, maszyn do pisania w alfabecie Braille'a czy urządzeń pozwalających niewidomym korzystać z komputera i internetu zaprezentowano też powiększalniki z monitorem ciekłokrystalicznym. "Osoby niedowidzące mogą na nich czytać książki albo oglądać ilustracje i wykresy w 50-krotnym powiększeniu. Powiększalnik można też zestawić z komputerem i powiększać obraz komputerowy" - wyjaśnił Mirosław Myrcha z firmy Altix.
Zaprezentowano także system komputerowy, pozwalający studiować przez internet. "Wykłady prowadzone są w czasie rzeczywistym, a dzięki przekazowi audio-wideo student ma kontakt z nauczycielem podczas wykładu. Może zadać pytanie i od razu otrzymuje odpowiedź" - podkreślił Maciej Krasuski z krakowskiej firmy, która opracowała system - Ewosoft Systemy Informatyczne.
PAP - Nauka w Polsce, Urszula Rybicka, Anna Ślązak
« Odpowiedź #73 dnia: Wrzesień 22, 2007, 10:29:08 pm »
Skoro student musi płacić czesne, to powinien wiedzieć za co
Umowy stosowane przez szkoły wyższe zawierają wiele postanowień sprzecznych z prawem i niekorzystnych dla studentów. Zainteresowani dowiadują się o tym najczęściej dopiero gdy rezygnują z nauki
W Polsce 2/3 studentów płaci za naukę. Już od poprzedniego roku akademickiego powinni dostawać pisemne umowy, które określają warunki płatności za studia. Dotyczy to zarówno szkół prywatnych, jak i uczelni publicznych, jeśli organizują płatne studia. Tak wynika z art. 160 prawa o szkolnictwie wyższym (DzU z 2005 r. nr 164, poz. 1365). Szkoły przygotowują wzorce umowne, statuty, regulaminy, taryfikatory itp. Niestety rzadko która umowa spełnia wszystkie wymagania prawne.
Czesne nagle rośnie
Szkoły często zastrzegają sobie zmianę wysokości czesnego, np. z powodu zwiększenia kosztów kształcenia lub funkcjonowania uczelni. Nie określają jednak dokładnie, kiedy może dojść do podwyżki czesnego albo o ile może ono wzrosnąć. Choć uczelnia ma prawo samodzielnie określić wysokość opłat oraz zmieniać je, to podwyżka zawsze powinna być uzasadniona. W umowie powinny się znaleźć precyzyjne informacje o podwyżkach i ich przewidywanych częstotliwościach. Co istotne, przy każdej zmianie warunków umowy student musi mieć prawo odstąpić od niej.
Ważne są również opłaty za egzaminy poprawkowe czy komisyjne. Studenci nie są o nich rzetelnie informowani. Uczelnie wywieszają nowe cenniki na tablicach przy dziekanatach. To żadna gwarancja, że studenci się o nich dowiedzą.
Umowa uczelni ze studentem powinna też określać program studiów (wykaz przedmiotów i liczbę zajęć). Ułatwi to dochodzenie praw, gdy np. zmniejszy się liczba zajęć w trakcie roku akademickiego bądź zostanie wycofany lub przesunięty na dalsze lata określony przedmiot. Student powinien wiedzieć, za co płaci, i mieć możliwość egzekwowania obowiązków wynikających z zawartej umowy. Gdy uczelnia nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, odpowiada za nienależyte wykonanie umowy.
Kary za rezygnację z nauki
Uczelnie często nie chcą zwrócić wpisowego, opłaty wstępnej lub czesnego w pełnej wysokości, gdy student rezygnuje z nauki. Nie interesuje jej, kiedy student odstępuje od umowy, z jakiego powodu i jakie świadczenia wobec niego zostały faktycznie wykonane.
- Osoby rezygnujące ze studiów mają prawo do zwrotu czesnego za niewykorzystany okres, nie muszą też płacić kar, gdy rezygnują z przyczyn od nich niezależnych - orzekł w jednym ze swoich wyroków Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Warto zwrócić uwagę na warunki płatności rat czesnego. Uczelnie żądają bowiem wysokich odsetek za nieterminowe płatności. Również możliwość szybkiego skreślenia z listy słuchaczy z powodu opóźnienia jest niezgodna z prawem.
Nie są bezbronni
Jeśli wygląda na to, że jakiś zapis umowy jest zakazaną klauzulą, należy powiadomić Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Może on nawet nałożyć na uczelnię karę finansową. Pomocy udzieli także miejski rzecznik praw konsumentów.
- W Warszawie jako mieście akademickim jest dużo takich spraw - zaznacza stołeczny rzecznik Małgorzata Rothert.
Rzecznik bezpłatnie poradzi, co zrobić. Gdy np. uczelnia pozwie studenta o zapłatę czesnego za niewykorzystany okres nauki, ten może się bronić, że narzucenie obowiązku zapłaty jest sprzeczne z prawem. Jeśli sąd uzna ten argument, nie trzeba będzie płacić.
Prawa i obowiązki zapisane w umowie
Za naukę student płaci czesne. Umowa powinna precyzować, za co się płaci, ile, w jakich sytuacjach możliwe są podwyżki (student ma wtedy prawo odstąpienia od umowy)
Uczelnia ma prawo pobierać odsetki za zwłokę, ale musi sprecyzować, kiedy jest to możliwe. Wysokość odsetek nie może obecnie przekraczać 25 proc. (czyli czterokrotności wysokości stopy lombardowej Narodowego Banku Polskiego)
O zmianach w umowie (zwłaszcza o podwyżce czesnego) uczelnia nie może informować tylko przez wywieszki na tablicy ogłoszeń albo w Internecie. Powinna pisemnie powiadomić studenta
Szkoły wyższe nie mają prawa kształcenia na wszystkich kierunkach, mogą też nie mieć możliwości wydawania dyplomów magisterskich, lecz tylko licencjackie. Informacje takie można zweryfikować na stronie: www.nauka.gov.pl w dziale "szkolnictwo wyższe"
« Odpowiedź #74 dnia: Wrzesień 22, 2007, 10:51:11 pm »
Uczelnia widmo szuka kandydatów
Choć Szkołę Wyższą Rzemiosł Artystycznych postawiono w stan likwidacji, wciąż prowadzi nabór na nowy rok. - To bezprawie - ostrzega Ministerstwo Nauki. - Zawiadomimy prokuraturę
Uczelnia na swojej stronie internetowej informuje kandydatów o pozwoleniu ministra na działalność, dokumentach wymaganych przy rekrutacji i opłatach. A te są niemałe: rok studiowania kosztuje 8,5 tys. zł, wpisowe 2 tys. Władze wszechnicy zapewniają o profesjonalnej kadrze i kreślą przed kandydatami świetlane perspektywy na przyszłość. Nie ma śladu po informacji, że szkole wygasło pozwolenie na działalność.
Udaję kandydata i dzwonię na numer ze strony internetowej. Kanclerz uczelni Paula Anna Powązka zachwala ją jako jedyną niepubliczną uczelnię artystyczną w Warszawie. - Mamy prawo do nadawania tytułu licencjata, być może będziemy mogli w przyszłym roku nadawać tytuł magistra sztuk pięknych - zapewnia. Pytam o materiały reklamowe na piśmie. - Wszystko jest na stronie internetowej. Nie mamy folderów, szkoda papieru - przekonuje.
Odwiedzam siedzibę uczelni przy Świętojerskiej. - Nie ma tu żadnej uczelni, to ściema - słyszę od portiera. - Zniknęli z dnia na dzień.
W internecie jest też podany numer skrytki pocztowej w Pałacu Kultury. Ale tam także nic nie wiedzą o tej uczelni. - Rzeczywiście mieściła się u nas na siódmym piętrze, to było dwa lata temu - słyszę w informacji.
Zawiedziony bezowocnymi poszukiwaniami Szkoły Wyższej Rzemiosł Artystycznych znów dzwonię na numer ze strony. Kanclerz Powązka uspokaja: - Przy Świętojerskiej nie ma nikogo, bo są wakacje. Zapraszamy 24 września na rozmowę kwalifikacyjną.
Tymczasem na stronie internetowej Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego można przeczytać, że Szkoła Rzemiosł została postawiona w stan likwidacji. Nie może prowadzić naboru, a obecnym studentom musi zapewnić dokończenie edukacji na podobnym kierunku w innej uczelni. - Pozwolenie na działalność wygasło jej 22 listopada 2006 r. Należy ostrzec wszystkich młodych ludzi przed tą szkołą - mówi Ewa Kafarska, rzeczniczka Ministerstwa.
Dzwonię kolejny raz do kanclerz Powązki. Tym razem ujawniam się. - Nie ma żadnej decyzji o likwidacji. To są kłamstwa! - oburza się. - Przeciwko ministerstwu prokuratura prowadzi postępowanie.
Rzeczniczka Kafarska: - To brzmi niedorzecznie. Że niby ministra podali do sądu? Jeżeli ta szkoła prowadzi nabór, łamie prawo. I to my jako organ nadzorujący skierujemy sprawę do prokuratury
« Odpowiedź #75 dnia: Wrzesień 30, 2007, 05:44:56 pm »
Po raz pierwszy na wszystkich kierunkach: najpierw studia licencjackie, potem magisterskie
W poniedziałek rozpoczyna się nowy rok akademicki. Będzie to pierwszy rok, w którym studia na wszystkich uczelniach muszą być rozdzielone na stopnie; najpierw studia licencjackie, a później magisterskie.
W tym roku chętnych na studia było mniej, niż przygotowanych przez uczelnie miejsc. Najwięcej chętnych zgłosiło się na dziennikarstwo i filologie obce.
Zdaniem przewodniczącego Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, rektora Politechniki Wrocławskiej prof. Tadeusza Lutego, polskie szkolnictwo wyższe zmienia się, dostosowuje do światowych standardów, ale zmian wciąż wymaga.
"Przed polskimi uczelniami i środowiskiem naukowym w ogóle stoi poważne wyzwanie zintensyfikowania i podniesienia na wysoki poziom działalności badawczej. To jest sprawa o kardynalnym znaczeniu dla rangi polskich uniwersytetów" - podkreślił Luty.
W tym, jak dodał, powinno polskie uczelnie wesprzeć państwo. Chodzi m.in. o pomoc we włączaniu się w międzynarodowe projekty badawcze np. w programie badań podstawowych "Idee", finansowanym w ramach 7 programu ramowego Unii Europejskiej na lata 2007-2013. W pierwszej edycji żaden z projektów badawczych programu "Idee" nie będzie realizowany w Polsce.
Wyzwaniem dla szkolnictwa wyższego w Polsce jest też, zdaniem Lutego, potrzeba zmiany proporcji liczby studentów kierunków humanistycznych i kierunków ścisłych. Zdaniem wielu specjalistów w Polsce kształci się z byt dużo psychologów, socjologów i profesjonalnych menedżerów niż np. inżynierów.
W tym roku, podobnie jak w poprzednich latach, najwięcej chętnych zgłosiło się na dziennikarstwo i studia filologiczne a także na prawo, psychologię i socjologię. Spośród nauk ścisłych i przyrodniczych jedynie informatyka i biotechnologia cieszą się porównywalną popularnością.
Do wyboru kierunków ścisłych i technicznych można, zdaniem Lutego, zachęcić młodzież np. poprzez stypendia lub pomoc w znalezieniu interesującej pracy po studiach. "Polska musi podążać za innymi krajami, które programy wsparcia dla studiów w dziedzinie nauk ścisłych mają już od dawna. Z tym jest związana potrzeba ustanowienia specjalnego funduszu, o który rektorzy zabiegają już od dłuższego czasu" - zaznaczył przewodniczący KRASP.
Z tego funduszu miałoby być finansowane nie tylko wsparcie dla studentów, ale także np. kształcenie i doskonalenie nauczycieli przedmiotów ścisłych w szkołach oraz wyposażenie szkolnych pracowni fizycznych czy chemicznych.
Zdaniem Lutego, warunkiem rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce w ogóle jest stały wzrost nakładów na ten cel z budżetu państwa.
"Z jednej strony odbywa się szalone rozdawnictwo na cele sensu stricto konsumpcyjne, a nie ma pieniędzy na cele, które są najlepszą inwestycją w przyszłość narodu. To jest sprawa podstawowego wyboru, który teraz trzeba czynić jak najszybciej. Polska i tak jest na szarym końcu krajów europejskich jeśli chodzi o procent PKB przeznaczany na badania, podobnie jak procent PKB przeznaczany na szkolnictwo wyższe" - podkreślił Luty.
Jak wyjaśnił, nie chodzi już o wywiązanie się ze zobowiązań, wynikających ze strategii lizbońskiej, zakładającej że do 2010 r. nakłady na naukę wzrosną do 3 proc. PKB. Tego, jak przyznał, Polska nie da rady osiągnąć. "Ale trzeba do tego dążyć" - powiedział.
Ponadto środowisko akademickie, jak poinformował Luty, oczekuje zmian prawnych, które zagwarantowałyby wzrost prestiżu zawodu naukowca i nauczyciela akademickiego. To, jego zdaniem, zachęciłoby młodych absolwentów uczelni do wyboru kariery naukowej i akademickiej. Chodzi m.in. o przyznanie profesorom tytularnym prawa do przechodzenia w stan spoczynku po osiągnięciu wieku emerytalnego.
Taki przywilej przysługuje obecnie sędziom i generałom. Przepis upoważniający profesorów do przechodzenia w stan spoczynku znajduje się w projekcie nowelizacji ustawy prawo o szkolnictwie wyższym przygotowanym przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Komentując fakt, że w tym roku na studia było ok. 500 tys. kandydatów na 700 tys. przygotowanych przez uczelnie miejsc, Luty powiedział, że ten stan sprzyja konkurencji między szkołami wyższymi. Jego zdaniem, może to wpłynąć korzystnie na jakość kształcenia akademickiego.
"Konkurencja na rynku edukacyjnym wkracza w fazę ostrą, w której tylko dobre uczelnie przetrwają. I to dobrze. Jak na kraj w którym mieszka nieco mniej niż 40 mln ludzi, posiadanie blisko 400 prywatnych maleńkich uczelni, które kształcą w bardzo wąskim zakresie kierunków studiów, to jest sytuacja niezdrowa" - zaznaczył.
Jego zdaniem, część z tych małych uczelni zostanie po prostu wyeliminowana przez rynek lub połączy siły tworząc większe instytucje.
PAP - Nauka w Polsc, Urszula Rybicka
Będzie to pierwszy rok, w którym studia na wszystkich uczelniach muszą być rozdzielone na stopnie; najpierw studia licencjackie, a później magisterskie.
Nie wiem, czy to jest prawda, bo z tego co wiem, studia na Wydziale Psychologii UW nadal są prowadzone tylko w trybie magisterskim, 5-letnim.
Nie wiem, jak jest na innych uczelniach.
Szczegółowe zasady studiowania na Wydziale Psychologii UW
Uchwała Rady Wydział Psychologii UW z dnia 08.05.07
Na Wydziale Psychologii UW prowadzone są studia na kierunku psychologia w formie pięcioletnich jednolitych studiów magisterskich.
Wydział Psychologii UW, informator studencki na rok 2007/2008 - zasady studiowania
Jednak od tego roku trwają prace nad niewielką zmianą w programie studiów - wprowadzanych jest kilka nowych zajęć obligatoryjnych.
Plan studiów na Wydziale Psychologii UW
- wymienione zajęcia obligatoryjne plus zajęcia fakultatywne (których trzeba wyrobić odpowiednią ilość) podzielone na różne dziedziny psychologii - do indywidualnego wyboru przez studenta
« Odpowiedź #76 dnia: Październik 01, 2007, 01:11:33 pm »
Niepełnosprawnym studentom, przede wszystkim z zaburzeniami wzroku (oraz kandydatom na studia) przyda się ta strona:
Co tydzień organizujemy chat z najlepszymi w Polsce specjalistami zajmującymi się na co dzień edukacją i rehabilitacją osób z uszkodzeniem wzroku. Będziemy gościć między innymi: metodyków, tyflopedagogów, informatyków, nauczycieli przedmiotowych pracujących w ośrodkach szkolno-wychowawczych dla dzieci i młodzieży niewidomej i słabowidzącej, okulistów.
Pełnomocnicy Rektora ds Osób Niepełnosprawnych - na poszczególnych uczelniach z całej Polski
Biuro ds. Osób Niepełnosprawnych - Uniwersytet Warszawski
« Odpowiedź #77 dnia: Październik 02, 2007, 09:16:42 am »
« Odpowiedź #78 dnia: Październik 04, 2007, 01:04:54 pm »
"ŻW": uwaga na "lewe" kierunki medyczne
"Życie Warszawy": Prywatne szkoły policealne oferują naukę w zawodach medycznych niezgodnie z prawem. Wprowadzają w błąd słuchaczy i nadają im tytuły zawodowe, których nie ma.
Jak dowiedział się stołeczny dziennik, do Ministerstwa Zdrowia napływa coraz więcej informacji i skarg na oferty edukacyjne szkół: Centrum Nauki i Biznesu Żak, Profesja - Centrum Kształcenia Kadr, Wielkopolska Szkoła Medyczna i AP Edukacja.
Szkoła Profesja, która ma swoje oddziały w 25. miastach, w tym w Warszawie, zachęca do kształcenia na kierunku pomoc farmaceutyczna. Problem w tym, że taki zawód nie istnieje.
Szkoła chwali się, że osoby po tym kierunku znajdą pracę m.in. w aptece. - To nieprawda, bo do wykonywania czynności fachowych w aptece uprawnieni są wyłącznie magistrowie i technicy farmacji - mówi Joanna Piątkowska, prezes dolnośląskiej izby aptekarskiej. - Dlatego poprosiliśmy o kontrolę tej szkoły - dodaje.
W stołecznym oddziale Profesji kierunek nie został otwarty, bo było zbyt mało chętnych. Wątpliwości specjalistów wzbudza również nadawanie przez szkoły tytułów asystenta fizjoterapeuty czy specjalisty fizjoterapii. Małgorzata Marjańska, konsultant ds. fizjoterapii w woj. zachodniopomorskim, domaga się cofnięcia pozwoleń na prowadzenie nauczania na kierunku fizjoterapia m.in. w Profesji i Żaku.
- Cykl nauki na tym kierunku w wymienionych szkołach trwa dwa lub trzy semestry, co nie daje możliwości zatrudnienia w ochronie zdrowia jako fizjoterapeuta - ostrzega Marjańska. Mówi, że zaświadczenie o ukończeniu szkoły z tytułem specjalisty fizykoterapii czy fizjoterapii po rocznym kursie nauczania jest przestępstwem.
Innego zdania są przedstawiciele szkół. "Mamy problem przez różnice w interpretacji prawa. Ta sprawa dotyczy tylko placówki w Szczecinie. W pozostałych nauka odbywa się bez zakłóceń" - zapewnia Milena Malec, dyrektor szczecińskiego oddziału Profesji. Wymienione szkoły nie mają uprawnień szkół publicznych, a więc resorty edukacji i zdrowia nie mają wpływu na ich program nauczania. Jedyne, co mogą, to ostrzegać słuchaczy - czytamy w "Życiu Warszawy".
« Odpowiedź #79 dnia: Październik 04, 2007, 01:45:46 pm »
Wieczni studenci pójdą do wojska
Osoby, które rozpoczęły studia przed rokiem akademickim 2002/2003 i jeszcze się nie obroniły, powinny to zrobić do końca grudnia. Jeśli ukończą studia w przyszłym roku, mogą zostać powołane do wojska.
Z punktu widzenia wojska studenci dzielą się na tych, którzy rozpoczęli naukę przed i po roku akademickim 2002/2003. Młodsi stażem studenci wojsko mogą zaliczyć już na studiach, starszych minister obrony narodowej przenosi automatycznie do rezerwy. Jednak nie wszystkich.
Zgodnie z rozporządzeniem ministra obrony narodowej z 21 czerwca 2007 r. w sprawie przeniesienia części poborowych do rezerwy (Dz.U. nr 121, poz. 834) automatycznie do rezerwy są przenoszone tylko osoby, które ukończyły studia w 2007 roku lub wcześniej, a rozpoczęły je przed rokiem akademickim 2002/2003.
Minister przewiduje bowiem, że osób, które studiują więcej niż siedem lat, praktycznie nie ma. Wielu studentów jednak powtarza rok, bierze urlop dziekański i w efekcie prace magisterskie planują obronić dopiero w 2008 roku.
- Aby mieli pewność, że nie zostaną powołani, powinni ukończyć studia jeszcze w tym roku - mówi Beata Mrozik z Biura rzecznika prasowego MON.
Może się także zdarzyć, że w przyszłym roku minister (wydając odpowiednie rozporządzenie) przeniesie do rezerwy także tzw. wiecznych studentów, którzy w końcu po siedmiu latach rozstali się z uczelnią.
- Jednak do czasu jego wydania taki absolwent może być w każdej chwili wezwany do komendy uzupełnień i wysłany do wojska - mówi Beata Mrozik.
Obecnie obowiązujące przepisy pozwalają bowiem powołać do wojska absolwentów, którzy rozpoczęli studia przed rokiem akademickim 2002/2003, a ukończą je w 2008 roku i później.
Absolwenci szkół wyższych mogą być powołani do obowiązkowego odbycia trzymiesięcznego przeszkolenia wojskowego w ciągu dwunastu miesięcy od dnia otrzymania zawiadomienia przez wojskowego komendanta uzupełnień o tym, że ukończyli studia. Z roku na rok wojsko powołuje coraz więcej absolwentów. W tym roku chce zwerbować 900 osób, a w kolejnych latach nawet 1,2 tys. Jeszcze rok temu do wojska szło tylko 400 świeżo upieczonych magistrów.
Jeśli jednak WKU nie wyśle wezwania, byli studenci zostają automatycznie przeniesieni do rezerwy. Dwanaście miesięcy to jednak długo, a brak uregulowanego stosunku do służby wojskowej utrudnia m.in. zdobycie atrakcyjnej pracy czy ubieganie się o kredyt. Dlatego resort obrony stworzył możliwość zaliczenia wojska już na studiach.
Zajęcia z PO
Student może dobrowolnie zgłosić się do komendy uzupełnień i złożyć wniosek o przeszkolenie. Najpierw musi jednak zaliczyć na studiach zajęcia z przysposobienia obronnego (PO). Aby się na nie zapisać, trzeba odpowiednio wcześnie, najlepiej po zaliczeniu pierwszego roku, złożyć w tej sprawie wniosek. Na studiach licencjackich trzeba go złożyć do 31 października, a na magisterskich do 31 marca. Terminy te określa rozporządzenie z 2 października 2003 r. ministra edukacji narodowej i sportu oraz ministra zdrowia w sprawie sposobu przeprowadzania przysposobienia obronnego studentów (Dz.U. nr 174, poz. 1686). Nauka PO trwa jeden semestr i kończy się egzaminem. Jego wynik zostaje wpisany do indeksu, ale nie jest wliczany do średniej ocen.
Wojsko w wakacje
Studenci, którzy zdali egzamin z przysposobienia obronnego, mogą ubiegać się o odbycie czynnej służby wojskowej w trakcie studiów. Jest to sześciotygodniowe przeszkolenie w jednostce wojskowej w trakcie wakacji po drugim lub trzecim roku studiów licencjackich albo po trzecim i następnym roku jednolitych studiów magisterskich.
Trzeba jednak pamiętać, że wniosek o powołanie na przeszkolenie trzeba złożyć w ciągu 30 dni od zdania egzaminu z PO do właściwej terytorialnie wojskowej komendy uzupełnień. Studenci, którzy odbędą szkolenie i zdadzą pozytywnie egzamin końcowy, otrzymują stopień kaprala i są przenoszeni do rezerwy. Natomiast studenci, którzy nie zdali egzaminu, trafiają do rezerwy w stopniu szeregowca.
Z powodu ograniczeń szkoleniowych armii, w przeszkoleniu jednak uczestniczy tylko część wnioskodawców. W tym roku akademickim wojsko przygotowało np. tylko 3,6 tys. miejsc. Student, który złoży wniosek i nie zostanie skierowany na szkolenie, będzie jednak miał zaliczone wojsko. Zostanie bowiem automatycznie przeniesiony do rezerwy jako szeregowy.
Absolwenci, którym religia czy zasady moralne nie pozwalają odbyć służby wojskowej, mogą się starać o służbę zastępczą. Jest to realizacja powszechnego obowiązku obrony poprzez pracę w państwowych i samorządowych jednostkach organizacyjnych, np: urzędach gmin, domach spokojnej starości, publicznych zakładach pracy, przychodniach, bibliotekach, muzeach itp.
Służba zastępcza dla absolwentów szkół wyższych trwa sześć miesięcy. Wniosek na piśmie o skierowanie do służby zastępczej składa się w wojewódzkiej komisji do spraw służby zastępczej za pośrednictwem wojskowego komendanta uzupełnień najpóźniej w dniu doręczenia karty powołania do odbycia zasadniczej służby wojskowej. Wniosek musi zawierać uzasadnienie, dlaczego wyznawana doktryna religijna lub zasady moralne uniemożliwiają poborowemu odbywanie służby wojskowej. Wniosek jest rozpatrywany w terminie i miejscu określonych przez przewodniczącego komisji wojewódzkiej.
1,2 tys. absolwentów uczelni wyższych wojsko chce przeszkolić w przyszłym roku
« Odpowiedź #80 dnia: Październik 07, 2007, 01:16:17 am »
Uczelnie oszukują studentów przy przyznawaniu stypendiów
26 z 38 skontrolowanych przez NIK uczelni stosuje niedozwolone kryteria przyznawania stypendiów
Szkoły różnicują wysokość pomocy dla studentów o takim samym dochodzie nawet na jednym wydziale
Komisje stypendialne nie wydają decyzji administracyjnych w sprawie przyznania pomocy, mimo że powinny
W 26 uczelniach regulaminy przyznawania pomocy materialnej zawierały przepisy sprzeczne z ustawą z 27 lipca 2005 r. Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 164, poz. 1365). Akademia Wychowania Fizycznego w Warszawie zastrzegła, że student traci prawo do pomocy, gdy dostanie upomnienie, Politechnika Łódzka, gdy nie złoży indeksu w terminie. Natomiast Akademia Ekonomiczna w Poznaniu pozbawia stypendium osoby zalegające z opłatą czesnego. Tymczasem stypendium można cofnąć tylko w trybie przewidzianym w kodeksie postępowania administracyjnego.
Skontrolowane uczelnie w 2004 roku nie wykorzystały 105 mln zł, czyli 21,8 proc. środków, na pomoc materialną dla studentów, a w 2005 roku - 115 mln zł. NIK uznał, że wyjątkowo dużo środków nie wykorzystały cztery szkoły: AWF w Warszawie, Akademia Ekonomiczna w Poznaniu, Akademia Rolnicza w Szczecinie, Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. AWF w Warszawie wypłacił tylko 50 proc. dostępnych funduszy. Wysokość stypendiów wynosiła od 50 do 200 zł w semestrze zimowym i od 190 do 340 w semestrze letnim.
Profesor Stefan Jurga, sekretarz stanu w resorcie nauki, wyjaśnia, że pieniądze niewykorzystane w danym roku przechodzą na następny rok. Nie ma więc niebezpieczeństwa, że zostaną zmarnowane. Grzegorz Buczyński podkreśla, że gdyby były wykorzystane, więcej osób mogłoby otrzymać pomoc.
http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=2064.89.0.39.16.1.0.1.htm
« Odpowiedź #81 dnia: Październik 09, 2007, 10:29:26 am »
Szkoły wyższe bezprawnie pobierają opłaty
"Gazeta Prawna": Szkoły wyższe, wykorzystując niewiedzę studentów, wymuszają dodatkowe opłaty, mimo braku w umowie czy regulaminie studiów podstaw prawnych do ich naliczania.
Tylko do rzecznika praw studenta co miesiąc trafia około 500 skarg na postanowienia uczelni, z tego ponad 100 pochodzi od studentów, którzy uważają, że szkoła chce na nich bezprawnie zarobić. Wiele uczelni straszy też studentów zalegających z czesnym, firmą windykacyjną. Np. Wyższa Szkoła Rzemiosł Artystycznych w Warszawie przed sądem domaga się od byłej studentki 9,5 tys. zł zaległego czesnego za rok nauki, którego nie odbyła.
W 2006 roku przychody szkół z tytułu opłat za zajęcia wynosiły 4,2 mld zł. Jest to ponad połowa dotacji przyznawanej z budżetu państwa. Czesne to tylko jeden rodzaj opłat, jakie zasilają konta uczelni, zarówno publicznych, jak i prywatnych. Studenci płacą również za ponowne wpisanie na listę studentów, warunkowe zaliczanie przedmiotu w następnym semestrze, czy nieobronienie się w terminie. Więcej o tym - w dzisiejszej "Gazecie Prawnej".
Uczelnie bezprawnie żądają dodatkowych opłat
* Uczelnie wynajmują firmy windykacyjne do ściągania wierzytelności od studentów
* Szkoły wyższe wykorzystują nieznajomość przepisów przez studentów
* Student, który ma dowody na to, że uczelnia łamie prawo, może zaskarżyć ją do sądu
Czesne to tylko jeden rodzaj opłat, jakie zasilają konta uczelni, zarówno publicznych, jak i prywatnych. Studenci płacą również za ponowne wpisanie na listę studentów, warunkowe zaliczenie przedmiotu w następnym semestrze, nieobronienie pracy licencjackiej lub magisterskiej w terminie, a nawet za naukę na semestrze, na który nie powinni być wpisani, bo nie zaliczyli poprzedniego. Często zdarza się jednak, że szkoły wymuszają bezprawnie opłaty, wykorzystując niewiedzę studentów. Do rzecznika praw studenta trafia co miesiąc około 500 skarg na decyzje uczelni, z tego ponad 100 od studentów, którzy uważają, że szkoła chce od nich dodatkowych opłat.
Płać, choć nie studiujesz
Izabela Więckowska nie zaliczyła trzech przedmiotów na IV semestrze w Wyższej Szkole Rzemiosł Artystycznych w Warszawie. Była więc pewna, że została skreślona z listy studentów i nie uregulowała czesnego za V i VI semestr nauki. Uczelnia wpisała ją jednak na kolejny semestr i wystawiła rachunek na 9,5 tys. zł. Studentka go nie zapłaciła, a szkoła wynajęła firmę windykacyjną.
- Nękali mnie telefonami, twierdzili, że zgodnie z prawem muszę zapłacić - opowiada studentka.
O pomoc poprosiła rzecznika praw konsumenta. Ten stwierdził, że żądanie zapłaty czesnego jest bezpodstawne.
Zgodnie z regulaminem studiów tej uczelni, podstawą wpisu na kolejny semestr jest zaliczenie poprzedniego - argumentuje Małgorzata Rothert, miejski rzecznik praw konsumenta w Warszawie.
Firma windykacyjna po zapoznaniu się z opinią rzecznika konsumentów przestała zajmować się tą sprawą. Szkoła jednak wniosła pozew do sądu. Wyrok ma zapaść 21 listopada.
W podobnej sytuacji jest także Piotr Marecki, który nie chce upublicznić nazwy szkoły, licząc na pozytywne załatwienie sprawy. Piotr nie zaliczył II semestru i był pewien, że został skreślony z listy studentów. W maju otrzymał wezwanie do zapłaty za III semestr w wysokości 2,5 tys. zł. Ostatnio szkoła zaczęła go straszyć firmą windykacyjną.
Naciągani na warunek
Ze skarg wpływających do rzecznika praw studenta wynika, że sposobów na naciąganie studentów jest kilka.
Często zdarza się, że nie zalicza on egzaminu w pierwszym terminie i prosi o egzamin poprawkowy. Egzamin ten nie odbywa się z winy uczelni, np. z powodu nieobecności egzaminatora, a w efekcie student otrzymuje tzw. warunek, za który musi zapłacić.
- W dziekanacie poinformowano mnie, że jeśli nie podpiszę wniosku o reaktywację, grozi mi skreślenie z listy studentów - opowiada Danuta Miczoj. - Kiedy w końcu przeczytałam regulamin studiów, stwierdziłam, że nie było podstaw do skreślenia. Skoro jednak poprosiłam o reaktywację, musiałam za nią zapłacić 200 zł.
Robert Pawłowski tłumaczy, że studentka powinna otrzymać pisemną decyzję o skreśleniu, od której mogłaby się odwołać.
Marek Wiecek uzyskał absolutorium w czerwcu. Na jego prośbę termin obrony wyznaczono na październik, ponieważ wakacje chciał spędzić za granicą. Gdy wrócił do kraju, okazało się, że promotor jest na zwolnieniu lekarskim, a termin obrony przesunięto na koniec listopada, czyli już w kolejnym semestrze.
- W dziekanacie dowiedziałem się, że jeśli chcę się obronić, muszę zapłacić za dodatkowy semestr - mówi student.
Z pomocą windykatora
Studentów, którzy zalegają z różnymi opłatami, szkoły straszą windykatorami. Zwykle jednak kończy się na pogróżkach. Są jednak i takie uczelnie, które korzystają z usług specjalistycznych firm.
- Obsługujemy wierzytelności jednej wyższej uczelni prywatnej i jej ponad dwustu słuchaczy-dłużników - mówi Iwona Słomska, rzecznik prasowy firmy windykacyjnej Kruk.
W najbliższym czasie liczba uczelni współpracujących z firmami ściągającymi długi wzrośnie. Kilka szkół bowiem ogłosiło ostatnio przetargi na obsługę windykacyjną.
Resort chce pomóc studentom
Profesor Stefan Jurga, sekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, zapewnia, że resort stara się reagować na skargi studentów, a uczelniom, które rażąco naruszają prawo, cofa uprawnienia. Parlament Studentów twierdzi jednak, że ministerstwo działa zbyt opieszale.
W projekcie nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym zobowiązuje się uczelnie niepubliczne do utworzenia funduszu gwarancyjnego w wysokości co najmniej 2 mln zł.
- Ma to pozwolić m.in. na zwrot wpłaconych pieniędzy studentom w przypadku likwidacji kierunku czy szkoły - podkreśla wiceminister.
Dodaje jednak, że bardzo ważna jest postawa studentów i ich samorządów, które powinny kontrolować szkoły.
Leszek Cieśla, przewodniczący Parlamentu Studentów przyznaje, że nadużywaniu przepisów sprzyja niska świadomoś prawna młodych ludzi.
- Dodatkowo studenci uznają uczelnie za instytucję godną zaufania i w efekcie zbyt małe znaczenie przywiązują do gwarancji zawartych w umowie - podkreśla przewodniczący.
Tymczasem mając umowę, można zwrócić się do sądu o rozstrzygnięcie sporu.
Robert Pawłowski dodaje jednak, że student ma szansę wygrać z uczelnią tylko wtedy, gdy udokumentuje na piśmie historię swojego sporu. Dlatego z każdą sprawą musi występować na piśmie i potwierdzać jego odbiór.
KRZYSZTOF KĘCIAK
Kancleria Prawna Pactum E. Bednarek
O konieczności wniesienia dodatkowych opłat studenci dowiadują się zwykle w sekretariacie dziekanatu. Każda opłata musi mieć jednak podstawę prawną lub faktyczną, np. przepis w umowie z uczelnią, regulamin studiów itp. Dlatego student powinien poprosić o jej wskazanie i przedstawienie na piśmie. Natomiast, gdy wezwanie do zapłaty wyśle już firma windykacyjna, należy przede wszystkim poprosić na piśmie o wskazanie podstawy dochodzonego roszczenia. Szanująca się firma nie prowadzi dzikiej windykacji, nieopartej na przesłankach prawnych. Jeśli okaże się, że roszczenie wynika z umowy lub regulaminu, będzie bezsporne. Gdy jednak firma nie wskaże podstawy, może okazać się, że sprawy nie ma.
« Odpowiedź #82 dnia: Październik 09, 2007, 10:54:38 am »
:turn-l: ::::
Naukowcy alarmują: studia są groźne dla zdrowia
Wyprowadzenie się z domu i konieczność dostosowania się do nowych warunków życia i obcego otoczenia to wyzwania, przed którymi staje wielu młodych ludzi rozpoczynających studia. Najnowsze badania psychologów z kanadyjskiego University of Alberta dowodzą, że te stresujące doświadczenia mogą negatywnie odbijać się na zdrowiu początkujących studentów.
Artykuł na ten temat ukazał się w październikowym numerze "Journal of Youth and Adolescence".
Badania prowadzono wśród studentek University of Alberta. Część z nich - grupa pierwsza - pochodziła z odległych miejscowości, inne - grupa druga - przynajmniej pierwszy rok studiów spędziły w domu rodzinnym.
Zdaniem naukowców te studentki, które mieszkały daleko od rodzinnego domu, były trzykrotnie bardziej, w porównaniu z koleżankami, narażone na wystąpienie objawów napadowego jedzenia, charakterystycznych dla bulimii.
Niewiele prowadzi się badań, które opisują relacje pomiędzy wyzwaniami związanymi z początkiem edukacji uniwersyteckiej a problemami z jedzeniem - mówi Erin Barker, psycholog z University of Alberta, specjalizująca się w problematyce bulimii.
Naukowcy prowadzili badania na podstawie ankiet internetowych, które były wypełniane przez 101 studentek pierwszego roku. Przez dwa tygodnie dziewczęta opisywały w nich swój codzienny tryb życia - dietę, sen, ćwiczenia fizyczne. Okres ten przypadał na pierwsze trzy miesiące po rozpoczęciu studiów.
Konieczność wyprowadzenia się z domu i nowe, nieznane środowisko prowadzą do obniżenia poziomu wsparcia ze strony otoczenia, a zarazem do podniesienia poziomu stresu w relacjach interpersonalnych. U młodych kobiet skutkuje to niekiedy problemami z jedzeniem - mówi Barker.
W najbliższym czasie mamy zamiar zbadać, jak zależność ta wygląda wśród młodych mężczyzn - zapowiada Barker. (awi)
« Odpowiedź #83 dnia: Październik 09, 2007, 01:36:29 pm »
Żacy mają do pracy pod górkę
Bezrobocie to mit. Całe miasto obwieszone jest ogłoszeniami o pracę. Jestem studentem i postanowiłem zarobić kilka groszy -pisze w swoim reportażu Patryk Świtek
Na witrynach sklepów, pizzerii czy kawiarni w Zielonej Górze wiszą ogłoszenia - dam pracę, zatrudnię, szukam pracownika. Jestem studentem, praca dorywcza to sposób na to, żeby dorobić kilka groszy do stypendium.
Pośredniak pracy ci nie da
- Miło, że pan przyszedł, ale skoro uczy się pan na studiach dziennych, nic dla pana nie mamy - usłyszałem. Takich jak ja w Urzędzie Pracy nawet nie rejestrują, bo i tak żaden pracodawca nas nie przyjmie. Po prostu w tym czasie, kiedy powinniśmy pracować, jesteśmy na uczelni. Jako pracownik jesteśmy bezwartościowi.
Szukamy studentki
Z urzędu poszedłem wprost na uczelnię. Jeśli ktoś potrzebuje pracownika i tam wywiesił swoje ogłoszenie, musiał się liczyć z tym, że student, który na nie odpowie, nie będzie mógł pracować cały dzień.
Najpierw zadzwoniłem do młodych rodziców, którzy potrzebowali, żeby ktoś popilnował im dziecko przez kilka godzin dziennie. Od razu usłyszałem niezadowolenie w głosie: - Wie pan, szukamy raczej studentki, a nie studenta. Panie lepiej opiekują się dziećmi.
Nie miałem więc szans, aby codziennie opuszczać poranne ćwiczenia i przez cztery godz. zajmować się małym wrzeszczącym dzieciaczkiem. Większym zaufaniem cieszą się studentki. Jakoś odżałowałem te 140 zł tygodniowo i ruszyłem na dalsze poszukiwania.
1000 ulotek w 7 godzin
Ulotkarz? Czemu nie? Błyskawicznie wykonałem telefon i umówiłem się na spotkanie. Tam dowiedziałem się, że jeśli chciałbym osiągnąć sukces w tej branży, to studia mogą mi w tym przeszkadzać. Zamiast na zajęcia do ukochanych wykładowców, musiałbym bowiem codziennie, od poniedziałku do soboty, przychodzić do biura po ulotki (1000 sztuk) i przez 7 godz. chodzić po deptaku i wciskać je przechodniom w ręce. Wynagrodzenie - 35 zł dziennie. Najważniejsze, żebym był miły i umiał nawiązać kontakt z ludźmi, przez te dwie sekundy, kiedy będę im wręczał ulotkę. Liczyło się także, żebym był widoczny, ale o to zadbałby już pracodawca, który dałby mi rzucającą się w oczy koszulkę, żeby każdy już z daleka widział, kto za chwilę stanie mu na drodze. Mniej istotna była za to moja płeć. Do rozważenia...
Wieczorna zmiana od godz. 18 do 2 w nocy
Postanowiłem zbyt pochopnie nie rezygnować z przyjemności studiowania i rozejrzeć się za inną ofertą. Ogłoszenie widywałem codziennie podczas porannych zakupów "Zatrudnimy piekarza oraz kogoś do pakowania pieczywa". Poszedłem na rozmowę, licząc, że może mógłbym przez dwa dni w tygodniu pomóc przy pakowaniu pieczywa i trochę zarobić. Niestety.
- Jeśli pan studiuje, proponujemy wieczorną zmianę, od 18 do 2 w nocy - usłyszałem.
I tak przez sześć dni w tygodniu, za 1,1-1,3 tys. miesięcznie. Do pieców nikt by mnie nie dopuścił, ale mógłbym kłaść ziarenka słonecznika na bułkach, kroić ciasto itp. Tydzień piekarza zaczynałby mi się w niedzielę, bo ludzie lubią w poniedziałek dostawać świeże pieczywo, a kończyłby się w piątek o drugiej lub trzeciej w nocy. Żeby jednak w ogóle brano mnie na poważnie, musiałbym się najpierw przebadać.
Gdybym się zdecydował, prosto z uczelni biegłbym do piekarni, z piekarni do domu, tam kilka godzin snu i z powrotem, na uczelnię. Przy odrobinie szczęścia przetrwałbym kilka dni, może dłużej, gdyby życzliwi wykładowcy pozwalali mi od czasu do czasu zdrzemnąć się na ich zajęciach.
...na kasie nie jest tak źle
Wznowiłem poszukiwania. Hipermarkety potrzebują ludzi i nie gardzą nikim. Tak było w moim przypadku. Ważniejsze od doświadczenia był papier, że jestem zdrowy i mogę pracować. Zaproponowano mi szybkie przeszkolenie, po którym mógłbym każdą sobotę i niedzielę spędzać na kasie. Wynagrodzenie 6,70 zł na godz. i szansa na pracę do południa. Przerażony wizją tłumu, który musiałbym obsłużyć przez weekend, pytam: - Czy można na magazyn, do rozpakowywania?
- Niestety, możemy panu zaproponować tylko kasę - usłyszałem.
- Nie martw się, pracowałam na kasie, nie jest tak źle. Da się przeżyć - pocieszała przysłuchująca się rozmowie ekspedientka.
Dostałam winogronem w twarz
Magda, studentka pedagogiki, wspomina swoje przygody z poszukiwaniem płatnego zajęcia: - Pracę załatwiła mi znajoma. Zaczynałam od sprzedawania truskawek na ulicy, dziesięć godzin dziennie - od godz. 8 do 18, za 6 zł na godz. Musiałam na jakiś czas zawiesić studia, pieniądze były wtedy ważniejsze. Jak skończyły się truskawki, przeszłam do konkurencji i zaczęłam sprzedawać czereśnie. Dostawałam 50 zł za dziesięć godz. stania. Po czereśniach miałam dwa tygodnie przerwy, następny pracodawca sam do mnie zadzwonił, miałam doświadczenie i wiedzieli, że potrzebuję pieniędzy. Tym razem było jeszcze mniej, 40 zł dziennie. Ludzie dawali mi naprawdę w kość, oskarżali mnie, że ich oszukuję, bo takie same owoce mogli kupić taniej w Biedronce, wyzywali mnie od najgorszych, raz nawet dostałam winogronem w twarz. Na nic zdały się tłumaczenia, że ja tu tylko pracuję i nie ustalam ceny. Kończyłam o godz. 18, dostawałam pieniądze i szłam na zakupy, potem do domu, jadłam coś, szłam spać i rano znów do pracy. I cały dzień na nogach, żadnej przerwy, mój chłopak musiał mnie zastępować na kilka minut, żebym mogła iść do toalety. Jak padał deszcz, umierałam z zimna, jak grzało słońce, modliłam się o cień. Przed winobraniem zrezygnowałam, miałam dość. Już nigdy więcej. Nikt nie da zarobić studentowi - żali się.
Pracy można szukać na wiele sposobów. Ja odpowiadałem na ogłoszenia znalezione na mieście i na uczelni. Bardziej cierpliwym radzę iść do Młodzieżowego Biura Pracy OHP i tam zapytać. Polecam również zajrzeć do Biura Karier przy Uniwersytecie Zielonogórskim. Więcej informacji na stronach: www.lubuska.ohp.pl oraz www.bk.uz.zgora.pl.
« Odpowiedź #84 dnia: Październik 12, 2007, 12:54:20 am »
Z wątku :» Stypendium-pomoc finansowa
http://forum.darzycia.pl/vp120458.htm#120458
Na wielu uczelniach wyższych w październiku mija termin składania podań o przyznanie stypendium specjalnego dla niepełnosprawnych studentów
« Odpowiedź #85 dnia: Październik 25, 2007, 03:35:33 pm »
Przepisy przeciwko studentom
Uczelnie utrudniają studentom przenoszenie się do innych szkół. Często żądają też od nich dodatkowych opłat, pisze "Gazeta Prawna".
« Odpowiedź #86 dnia: Październik 26, 2007, 06:27:25 pm »
Rektorzy: Studia płatne dla wszystkich
Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich proponuje, by wzorem pozostałych krajów UE za naukę płacili wszyscy studenci. To krok w przód i wyrównywanie szans - przekonują rektorzy.
Joanna Jałowiec: Skąd pomysł wprowadzenia odpłatności za studia dla wszystkich studentów?
Prof. Karol Musioł, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego i wiceprzewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich: - Konkurencja ze strony zagranicznych szkół wyższych jest faktem. Jeśli chcemy mieć konkurencyjne uczelnie, najlepszych wykładowców, nowocześnie wyposażone laboratoria, konieczne jest wsparcie szkolnictwa wyższego. Teraz jest tak, że uczelnie stale muszą myśleć o tym, jak na siebie zarobić. Na pozyskiwanie fachowców czy nowoczesną bazę naukową już nas nie stać. Dlatego konieczna jest zmiana myślenia o sposobie finansowania uczelni. Nasza propozycja to studia płatne dla wszystkich, dotacje ze strony budżetu państwa i szeroki program stypendialny dla najbiedniejszych.
Czy KRASP chce przeforsować pomysł płatnych studiów w nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym?
- Nie, chodzi o wywołanie dyskusji, w którą chcemy włączyć polityków, parlamentarzystów, studentów, doktorantów i opinię publiczną. Ta dyskusja jest konieczna, bo w tej chwili mamy do czynienia z systemem schizofrenicznym. Prawo gwarantuje wszystkim bezpłatną edukację, a tymczasem studenci dzielą się na tych, którzy korzystają z darmowych studiów, i na tych, którzy za nie płacą.
Ile musiałby płacić student?
- Jesteśmy na zbyt wczesnym etapie, by mówić o szczegółowych rozwiązaniach. Z pewnością student współfinansowałby, a nie finansował naukę. O pełnym pokryciu kosztów nie ma mowy, bo na to niewielu byłoby stać, dlatego trzeba je proporcjonalnie rozłożyć. Kwestią do rozstrzygnięcia jest natomiast, jaka byłaby to proporcja.
A co z najbiedniejszymi? Studia oprócz czesnego generują przecież inne koszty: wyżywienia, mieszkania. Już teraz dla wielu osób to bariera nie do pokonania.
- Chodzi właśnie o to, by dostęp do wyższej edukacji był dostępny dla wszystkich - także, tych, którzy dziś z powodów finansowych są poza systemem. Powszechna współodpłatność to wyrównywanie szans, a nie pogłębianie różnic. Dla tych, którzy potrzebują pomocy materialnej, dostępne byłyby tanie kredyty gwarantowane przez państwo i stypendia w szerszym niż dotychczas zakresie.
« Odpowiedź #87 dnia: Listopad 05, 2007, 10:21:39 am »
Uczelnie mogą sprawdzać sytuację materialną studentów
Jakich dokumentów może zażądać uczelnia od studenta ubiegającego się o stypendium socjalne?
- Artykuł 186 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym pozwala uczelniom określać w regulaminie pomocy materialnej sposób dokumentowania sytuacji materialnej studenta. Na tej podstawie uczelnia może żądać od studenta różnych dodatkowych dokumentów pozwalających jej ocenić faktyczną sytuację materialną studenta, np. oświadczeń, wyjaśnień, kopii PIT potwierdzonych przez urząd skarbowy, zaświadczeń z ośrodka pomocy społecznej czy powiatowych urzędów pracy. Należy jednak pamiętać, że uczelnia może żądać zaświadczeń na określoną okoliczność, a nie o określonej treści. Na przykład dopuszczalne jest żądanie informacji, czy dana osoba figuruje w rejestrze bezrobotnych, ale nie ma podstaw do żądania zaświadczenia o zarejestrowaniu jako bezrobotny.
■ W jaki sposób można pozbawić stypendium osobę, która wykazuje zerowy dochód, mimo iż wiele okoliczności, np. posiadanie samochodu, wynajmowanie mieszkania, jest dowodem na to, że jest zamożna?
- Najlepiej byłoby, gdyby uczelnia w regulaminie pomocy materialnej wprowadziła procedury zwrotu nienależnie pobranych świadczeń. Jeśli jednak tego nie zrobi, może zastosować odpowiednie przepisy kodeksu postępowania administracyjnego. Stypendia powinny być bowiem przyznawane w trybie decyzji administracyjnej. Kodeks postępowania administracyjnego umożliwia wznowienie postępowania, uchylenie czy stwierdzenie nieważności decyzji o przyznaniu pomocy.
■ Czy stypendia socjalne nie powinny być przyznawane przez ośrodki pomocy społecznej, które znają rzeczywistą sytuację studenta, bo mogą przeprowadzić wywiad środowiskowy?
- Na pewno warto przeanalizować, czy uczelnie są najlepszym dystrybutorem pomocy materialnej. Może okazać się, że przekazanie instytucjom państwowym czy samorządowym uprawnień dotyczących pomocy socjalnej pozwoli ujednolicić kryteria jej przyznawania. Obecnie uczelnie uzależniają wysokość stypendiów od różnych dodatkowych kryteriów. W efekcie studenci o podobnym statusie materialnym otrzymują pomoc w różnej wysokości, zależnie od tego, na jakiej uczelni studiują. Warto jednak pamiętać, że żaden - nawet najlepszy aparat kontrolny - nie jest w stanie nadążyć za wykorzystywaniem luk w przepisach dotyczących przyznawania pomocy. Te zaś może zmienić tylko parlament.
« Odpowiedź #88 dnia: Listopad 07, 2007, 01:02:31 pm »
Studenci: Tylko nie z naszej kieszeni
Uzdrawianie szkolnictwa wyższego tak, ale nie z naszej kieszeni - mówi Parlament Studentów RP w odpowiedzi na propozycję rektorów, by wprowadzić powszechne opłaty za studia.
Uczelniom brakuje pieniędzy na dobrą kadrę i nowoczesne laboratoria, a zagraniczna konkurencja odbiera studentów. Dlatego władze Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich uważają, że lekiem na uzdrowienie sytuacji byłyby opłaty za studia dzienne połączone z szeroką pomocą stypendialną i tanimi kredytami (pisaliśmy o tym w artykule Rektorzy: studia płatne dla wszystkich). Tym bardziej że na takie rozwiązanie namawia Polskę OECD (organizacja doradzającą krajom UE w sprawach gospodarczych). Eksperci wskazują, że na studiach dziennych kształci się przede wszystkim młodzież z lepiej sytuowanych rodzin, którą stać na lepsze szkoły, kursy czy korepetycje. Pomoc państwa nie jest więc rozdzielana sprawiedliwie.
Początek wielkiej debaty
- Przyszedł czas na dyskusję o tym - uważa prof. Karol Musioł, rektor UJ. Na głosy rektorów z KRASP błyskawicznie zareagowali Parlament Studentów RP i Krajowa Reprezentacja Doktorantów. „Finansowanie szkolnictwa wyższego wymaga debaty, jednak zapowiadamy brak zgody na autorytatywne ogłaszanie, że »wspomaganie szkolnictwa wyższego « powinno odbywać się »z kieszeni studenta «”- czytamy w oświadczeniu zamieszczonym na stronie Parlamentu.
Na temat opłat z rektorami i studentami chcą też jak najszybciej porozmawiać przedstawiciele krakowskich samorządów. - Do studentów dotarł sygnał, że opłaty zostaną wprowadzone natychmiast. Chciałem ich uspokoić, że tak nie będzie. Na razie mamy do czynienia z początkiem dyskusji - studzi nastroje Jakub Tęsiorowski, przewodniczący samorządu studentów UJ. I dodaje, że jeśli powszechne opłaty miałyby wejść, to pod pewnymi warunkami. - Musiałyby iść za tym konkretne korzyści dla studentów, np. darmowe bilety MPK.
Dominik Kondek z samorządu AGH ocenia pomysł płatnych studiów jako utopię - A jeśli nawet studia miałyby być płatne, to musiałoby to iść w parze z poprawą jakości kształcenia - zaznacza.
Wątpliwości ma też Tomasz Jędruchów, przewodniczący samorządu studentów Akademii Pedagogicznej.
- Jeśli studia dzienne będą płatne, to jak wpłynie to na studia niestacjonarne, skoro są tak skonstruowane, żeby na nich zarobić? Już teraz mamy niewydolny system stypendialny. Skąd nagle wezmą się pieniądze, o których mówią rektorzy? I kto zmusi banki do udzielania preferencyjnych kredytów?
Równe szanse czy ich brak?
W ciągu trzech dni w internetowej sondzie na naszej stronie wypowiedziało się blisko 5 tys. osób! Płatne czy niepłatne? Zdania są podzielone. - To najgłupszy pomysł, jaki mógł komuś przyjść do głowy - mówi krótko Małgorzata Jarema, studentka polonistyki na UJ. - Studenci zaoczni, do których ja się też zaliczam, mogą przez cały tydzień pracować i zarabiać na studia. W tym przypadku trzeba jednak mieć pieniądze, żeby zacząć. Nie wszyscy mają. Dla wielu ludzi studia dzienne to jedyna szansa na wyższe wykształcenie - uzasadnia.
Największe kontrowersje budzi argument rektorów o wyrównywaniu szans. - Jak może być mowa o równych szansach, jeśli wszyscy będą musieli płacić. Ci, których na to stać, i ci, których nie stać? Przecież tacy ludzie też są, mam takich znajomych - zapewnia Magdalena Kruczka, studentka pedagogiki na AP. - Gdybym miała zapłacić za mieszkanie, życie w Krakowie i opłacić jeszcze czesne, nic by z moich marzeń o studiowaniu nie wyszło - przekonuje.
Są również głosy "za". - Jeśli ktoś zapłaci za studia, będzie wybierał staranniej kierunek i bardziej przykładał się do nauki, a uczelnie przestaną ciągle narzekać na brak pieniędzy - twierdzi z kolei Marek Baran, student informatyki na AGH.
Bartosz Dembiński, redaktor naczelny gazety studenckiej "BIS": - Jeśli zostałyby skonstruowane solidne podstawy wspierające najmniej zamożnych studentów, to pomysł warto byłoby rozważyć.
Kto powinien płacić za studia
Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich zaproponowała, by za naukę płacili także żacy ze studiów dziennych publicznych uczelni. - To nie takie straszne, a przecież za wszystko, co jest rozdawane, ktoś musi zapłacić. - Społeczeństwo powinno płacić przynajmniej za studia osób z biednych rodzin - spierają się dziennikarze "Gazety"
Magda Brzezińska: Płatne studia nie takie straszne
W darmową edukację wierzę mniej więcej tak jak w darmową służbę zdrowia. Podobno jest, ale tak naprawdę mało kto z niej korzysta. Pewnie, że fajnie byłoby mieć coś za darmo, ale to złudzenie. Za wszystko co jest rozdawane, ktoś musi zapłacić. Tak jest też w przypadku edukacji. Nie wiem, czemu z mojej kieszeni miałabym finansować rzeszę studentów, którzy zamiast przykładać się do nauki, chcą się zabawić. Może jakby oni musieli więcej wyłożyć ze swojej kieszeni, bardziej by się przyłożyli do zdobywania wiedzy.
Nie przekonuje mnie twierdzenie, że jeśli studia będą płatne, to biedni nie będą mogli się kształcić. Tak się składa, że najbiedniejsi studenci jakich spotkałam, studiowali zaocznie i płacili za swoje wykształcenie. Oczywiście przez cały tydzień ciężko pracowali, by mieć na życie, czesne, wynajęcie pokoju. Nikt mnie jednak nie przekona, że darmowa nauka jest przede wszystkim dla ubogich. Gadka o stypendiach naukowych czy socjalnych, tanich akademikach - też nie. Stypendia są za niskie, by wystarczyły na utrzymanie studenta bez wsparcia z domu. Zresztą wszelkie dodatki dużo łatwiej dostać dzieciom przedsiębiorców, którzy w swoich interesach wykazują ciągle straty, bez względu na to, ile faktycznie mają kasy, niż np. pociechom skromnego pracownika budżetówki.
Płatne studia mogłyby wręcz wyrównać szansę na edukację, jeśli łączyłoby się to ze zmianami w systemie stypendialnym. Dobre wyniki, osiągnięcia w jakiejś dziedzinie - to powinno być porządnie premiowane, a nie symbolicznie. Za studia płaci się na całym świecie. Tam się to sprawdza, więc sprawdziłoby się i u nas.
Marcin Wojciechowski: Studia płatne nie dla biednych
Zdaję sobie sprawę z tego, że wprowadzenie odpłatności za studia dla wszystkich studentów rozwiązałoby wiele problemów, z jakimi borykają się obecnie publiczne uczelnie. Studenci mogliby wkrótce odbywać zajęcia w nowocześnie wyposażonych laboratoriach, a naukę pobierać od dobrze opłacanych, najlepszych wykładowców.
Sęk jednak w tym, że większość żaków studiująca dziennie nie jest bogata. By się o tym przekonać wystarczy tylko na początku roku akademickiego wybrać się na olsztyński uniwersytet i popatrzeć sobie na długie kolejki pod dziekanatami - z wnioskami o stypendium socjalne nie stoją tam raczej studenci, których rodzice zarabiają krocie.
Jeżeli już państwo zamierza wprowadzić odpłatność za naukę dla wszystkich studentów, to trzeba pomyśleć także o tym, by nie zamknąć drogi na uczelnie dla najuboższych. Znam wielu studentów, którzy by móc studiować dziennie, wyjeżdżają na dwa lub trzy miesiące do pracy za granicą. Pieniądze, które zarobią, przeznaczają prawie w całości na życie w Olsztynie.
Nie sądzę, by wystarczyłoby im zapału, gdyby przyszło im jeszcze zapłacić za takie studia. Dlatego uważam, że za studia syna nauczyciela z jakiejś małej szkoły w Lamkowie, czy pod Mrągowem nadal powinno płacić społeczeństwo. Dla takich ludzi musi być przygotowany jakiś szeroki program stypendialny, który uchroni ich przed dodatkowym finansowaniem edukacji.
Wzorce umowne stosowane przez wyższe uczelnie
« Odpowiedź #89 dnia: Listopad 12, 2007, 09:47:01 am »
Bezprawne podniesienie wysokości czesnego
UMOWA O KSZTAŁCENIE NA STUDIACH NIESTACJONARNYCH Kolegium Karkonoskie - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Jeleniej Górze w umowie o kształcenie na studiach niestacjonarnych zawarła zapis, który zmusza studentów do opłacania nauki pomimo odstąpienia od umowy.
Coraz więcej osób pobiera naukę w trybie niestacjonarnym, co łączy się z koniecznością uiszczania czesnego. Przyszli studenci, dbając o swoje interesy, powinni więc przy podpisywaniu umów z uczelniami bardzo dokładnie przeanalizować jej przepisy. Często bowiem zdarza się, że takie umowy zawierają postanowienia umowne kształtujące prawa i obowiązki studentów w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając ich interesy. Niekorzystne dla studentów zapisy znaleźliśmy w umowie o kształcenie na studiach niestacjonarnych, której autorem jest Kolegium Karkonoskie - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodową w Jeleniej Górze. Chcielibyśmy zwrócić na nie uwagę przyszłym studentom.
Nieuzasadniona podwyżka
Analizując umowę, natrafiliśmy na wzbudzający obawy paragraf 6 punkt 2. Otóż zgodnie z jego brzmieniem strony uzgadniają, że wysokość opłat z tytułu usług edukacyjnych związanych z kształceniem w uczelni może ulec zmianie. Takie zastrzeżenie przez szkołę prawa do zmiany wysokości czesnego i innych opłat jest sprzeczne z art. 3853 pkt 10 kodeksu cywilnego. Zgodnie bowiem z treścią tego artykułu niedozwolonym postanowieniem umownym jest zapis uprawniający kontrahenta konsumenta do jednostronnej zmiany umowy bez ważnej przyczyny wskazanej w tej umowie. Taki zapis ponadto może zostać uznany za inną klauzulę niedozwoloną, która wskazana została w art. 3853 pkt 20 k.c. Artykuł ten stanowi bowiem, że taką klauzulą jest przepis, który przewiduje uprawnienie kontrahenta konsumenta do określenia lub podwyższenia ceny lub wynagrodzenia po zawarciu umowy bez przyznania konsumentowi prawa odstąpienia od umowy. Czesne jest głównym świadczeniem po stronie studenta i z całą pewnością stanowi istotny warunek umowy. A biorąc pod uwagę fakt, że student nie jest zazwyczaj zainteresowany pobieraniem nauki przez jeden semestr, ale zrealizowaniem pełnego programu studiów, podpisując umowę, powinien mieć możliwość oceny oferty uczelni i móc oszacować, czy jest w stanie ponieść koszty związane z nauką. Natomiast kwestionowany przez nas zapis nie zapewnia studentom poczucia bezpieczeństwa co do stałości określonych opłat. Należy również zwrócić uwagę na fakt, że w umowie nie wskazano ani precyzyjnych przesłanek zmian, ani maksymalnej wysokości, o jaką opłaty mogą wzrosnąć. Ponadto nie przewidziano dla studenta prawa odstąpienia przez studenta od umowy w przypadku podwyższenia czesnego. Z powyższego wynika, że kwestionowany przez nas par. 6 punkt 2 umowy jest sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco narusza interesy studentów.
Bez możliwości zwrotu opłaty
Duży niepokój wzbudza także punkt 2 paragrafu 6. Stanowi on, że uczelnia nie zwraca opłat wniesionych za czas studiów do końca semestru, w którym jedna ze stron wypowiedziała umowę. Natomiast następny punkt tego paragrafu, czyli punkt 3, brzmi: w przypadku, gdy opłata dokonywana jest w ratach, student winien uregulować raty do końca semestru, w którym nastąpiło wypowiedzenie. Z powyższego wynika także, że student będzie pozbawiony możliwości uzyskania zwrotu wpłaconej kwoty bez względu na okoliczności. Tak sformułowane zapisy w umowie można zakwalifikować jako niedozwolone klauzule umowne. Zgodnie bowiem z art. 3853 pkt 12 kodeksu cywilnego taką klauzulą są zapisy w umowie, które wyłączają obowiązek zwrotu konsumentowi uiszczonej zapłaty za świadczenie niespełnione w całości lub części, jeżeli konsument zrezygnuje z zawarcia umowy lub jej wykonania. A kwestionowany przez nas punkt 2 paragrafu 6 oznacza właśnie, że student traci prawo żądania zwrotu świadczenia (opłaconego z góry czesnego) spełnionego wcześniej niż świadczenie szkoły.
Ponadto należy wskazać na przepisy kodeksu cywilnego, które szczegółowo regulują kwestię świadczeń stron na wypadek odstąpienia od umowy zlecenia. Jeśli konsument (student) zdecyduje się wypowiedzieć umowę bez ważnych powodów, obowiązany jest zapłacić przyjmującemu zlecenie (uczelni) wynagrodzenie za dotychczas dokonane czynności, ponieść koszty wydatków poczynionych w celu należytego wykonania zlecenia, a ponadto musi naprawić szkodę. Przy ustalaniu wysokości odszkodowania należy z kolei odliczyć choćby wartość zaoszczędzonego przez uczelnię świadczenia, co automatycznie wyklucza możliwość ustalenia wysokości odszkodowania na poziomie równym opłacie za kształcenie. Tak bowiem stanowi art. 746 kodeksu cywilnego. Ponadto analizowane postanowienia wykluczają możliwość zwrotu zapłaconej ceny także w przypadku rozwiązania umowy z ważnych powodów, takich jak choroba czy zmiana miejsca zamieszkania. Stanowi to wyjątkowo rażące naruszenie interesów studentów. W takim bowiem przypadku uczelni nie przysługuje w ogóle prawo do odszkodowania, a jedynie do części wynagrodzenia odpowiadającej jego dotychczasowym czynnościom.
1 Próbować negocjować umowę z pośrednikiem
2 Zwrócić się do miejskiego (powiatowego) rzecznika konsumentów lub Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, gdy dojdzie do naruszenia zbiorowych interesów konsumentów
3 Zwrócić się do odpowiedniego sądu konsumenckiego z wnioskiem o rozstrzygnięcie sporu z pośrednikiem
Uczelnia nie zwraca opłat wniesionych za czas studiów do końca semestru, w którym nastąpiło wypowiedzenie
Student, który będzie chciał rozwiązać z uczelnią umowę o kształcenie na studiach niestacjonarnych, będzie musiał zapłacić uczelni czesne za cały semestr, w którym nastąpiło wypowiedzenie, mimo że nie będzie już pobierał nauki w szkole.
Zapis jest niezgodny z prawem, albowiem w przypadku odstąpienia przez studenta od umowy wyłącza obowiązek uczelni zwrotu studentowi uiszczonej opłaty za świadczenie niespełnione. Tak więc stanowi on niedozwoloną klauzulę umowną, wskazaną w art. 3853 punkcie 12 kodeksu cywilnego. Ponadto kształtuje prawa konsumenta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco narusza jego interesy.
Student powinien zwrócić się do rzecznika praw konsumenta o zbadanie, czy umowa nie zawiera niedozwolonych lub niekorzystnych dla niego postanowień oraz spróbować negocjować z uczelnią zmianę takich zapisów.
Uczelnia powinna zrezygnować z przepisów sprzecznych z prawami studentów lub dla nich niekorzystnych.
ZBIGNIEW TERECH
radca prawny w Kancelarii Gregorowicz-Ziemba Krakowiak Gąsiorowski
Od roku akademickiego 2005/2006 warunki odpłatności za studia musi określać pisemna umowa zawarta między uczelnią a studentem. Wynika to z art. 160 ustawy z 27 lipca 2005 roku Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 164, poz. 1365 z późn. zm.). Takie uregulowanie oznacza, iż wszystkie uczelnie, zarówno publiczne, jak i niepubliczne, muszą podpisywać umowy z osobami płacącymi za studia. W umowach takich powinny znajdować się zapisy określające w szczególności: program oraz tryb prowadzenia zajęć, liczbę godzin ćwiczeń i wykładów, listę przedmiotów, wysokość i termin uiszczania czesnego, przyczyny podwyższenia czesnego, konsekwencje nieopłacenia czesnego na czas i w przypadku rezygnacji z nauki. Jednakże w dalszym ciągu w umowach zawieranych przez uczelnie wyższe ze studentami (a skontrolowanymi przez UOKiK) znajdują się klauzule, które Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznawał za niedozwolone postanowienia umowne.
Przedsiębiorcy, prowadząc działalność gospodarczą, w związku z którą zawierają z konsumentami umowy w oparciu o wzorzec umowy, są zobowiązani do przestrzegania stosownych przepisów kodeksu cywilnego a także uwzględniać, aby nie znalazły się w nich klauzule wpisane do rejestru postanowień wzorców umowy uznanych za niedozwolone, o którym mowa w art. 47945 k.p.c., co stanowi praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów art. 24 ust. 2 pkt 1 ustawy z 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów. Ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów obejmuje pojęciem przedsiębiorcy także podmioty, które nie prowadzą typowej działalności gospodarczej, jak np. szkoły wyższe. Tak więc studenci, którzy korzystają z usług szkoły wyższej odpłatnie, stosownie do zawieranych umów, są konsumentami w rozumieniu ustawy i ochrona ich praw mieści się w zakresie działań UOKiK. Może on w drodze decyzji administracyjnej stwierdzić stosowanie przez uczelnię praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów.
« Odpowiedź #90 dnia: Listopad 14, 2007, 12:15:45 am »
2007-11-13W ostatnich trzech latach aż 179 tys. uczniów otrzymywało stypendium unijne
http://www.gazetaprawna.p...39.18.1.0.1.htm
« Odpowiedź #91 dnia: Listopad 19, 2007, 12:45:23 pm »
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/21343
Niepełnosprawni studenci mogą liczyć na opłacanego z budżetu państwa asystenta, który pomoże im sporządzać notatki z wykładów, wypożyczać książki z biblioteki, a także dojechać na uczelnię - czytamy w dzienniku "Polska".
« Odpowiedź #92 dnia: Listopad 20, 2007, 08:29:16 am »
Niepubliczne uczelnie nie zamierzają rezygnować z opłat za egzaminy poprawkowe
Minister nauki i szkolnictwa wyższego ma dziś zdecydować, czy uczelnie prywatne mogą pobierać od studentów opłaty za egzaminy poprawkowe.
Obowiązujące przepisy ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym nie zezwalają na pobieranie opłat za egzamin poprawkowy. Kwestia ta jest materią ustawową i nie może być w inny sposób uregulowana w aktach wewnętrznych wydanych przez uczelnię - napisał prof. Michał Seweryński, były już minister nauki i szkolnictwa wyższego w liście otwartym do rektorów uczelni wyższych.
Konferencja Rektorów Zawodowych Szkół Polskich, zrzeszająca ponad 200 uczelni prywatnych w kraju, uważa jednak, że zakaz pobierania opłat za egzaminy poprawkowe nie dotyczy szkół prywatnych.
Odpłatne egzaminy poprawkowe organizuje większość szkół prywatnych, m.in. Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera czy Wyższa Szkoła Zarządzania i Bankowości w Krakowie, a także Wyższa Szkoła Finansów i Zarządzania w Białymstoku. Ich koszt jednostkowy nie jest duży, i wynosi od 20 zł za pierwszą poprawkę do 100 zł za egzamin komisyjny. W ciągu roku uczelnie zarabiają jednak na egzaminach poprawkowych ponad 0,5 mln zł.
Profesor Jerzy Malec, przewodniczący KRZaSP, rektor niepublicznej Krakowskiej Szkoły Wyższej im. Frycza Modrzewskiego i szef Konferencji Rektorów Zawodowych Szkół Polskich napisał list do ministra nauki w sprawie opłat za egzaminy. Podkreśla w nim, że zasady pobierania przez uczelnie niepubliczne opłat od studentów określa organ wskazany w statucie uczelni.
Od ubiegłego roku akademickiego zasady odpłatności reguluje też umowa zawarta przez uczelnię z każdym studentem przyjętym na pierwszy rok studiów. Profesor Jerzy Malec dodaje, że ustawa wylicza jedynie opłaty, jakie może pobierać uczelnia publiczna.
Profesor Barbara Kudrycka, nowy minister nauki i szkolnictwa wyższego, była rektor Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Białymstoku, dziś ma odpowiedzieć na list KRZaSP. Wówczas okaże się, czy nowy minister podtrzyma opinię swojego poprzednika.
Studenci są przekonani, że żadna uczelnia prywatna czy publiczna nie powinna zarabiać na egzaminach poprawkowych.
- Jeśli w regulaminie studiów uczelnia przyznaje studentowi prawo do egzaminu poprawkowego, to powinien być on bezpłatny - uważa Leszek Cieśla, przewodniczący Parlamentu Studentów RP.
Niektórzy studenci uważają jednak, że wykładowcy stawiają im specjalnie negatywne oceny podczas egzaminów tylko po to, aby uczelnia mogła zarobić na sesji poprawkowej.
- Wiele uczelni mogłoby poszukać dodatkowych dochodów gdzie indziej niż w kieszeniach studentów. Na przykład w administracji szkół wyższych - podkreśla Leszek Cieśla.
100 zł nawet tyle płaci student za egzamin poprawkowy
http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=2095.89.0.39.17.1.0.1.htm
« Odpowiedź #93 dnia: Listopad 22, 2007, 11:21:45 am »
Niepełnosprawny student będzie miał lepiej
Władze uczelni myślą też o zakupie specjalnego oprogramowania komputerowego i aparatury, która ułatwi studiowanie niewidomym i niesłyszącym, jak np. odtwarzacze do odczytywania książek mówionych.
Osobisty asystent? Nie tylko. Po kilkaset tysięcy złotych dostały białostockie uczelnie na pomoc w kształceniu niepełnosprawnych studentów.
Za te pieniądze zakupią specjalny sprzęt i zapłacą za rehabilitację.
Osobistego asystenta, który pomoże sporządzić notatki lub dojechać na uczelnię, specjalne programy komputerowe, odpowiednie nagłośnienie sal wykładowych, basen albo zabiegi rehabilitacyjne. To wszystko mogą mieć niepełnosprawni studenci już w przyszłym roku.
Białostockie uczelnie: uniwersytet, politechnika i Akademia Medyczna dostały od państwa dotację na kształcenie i rehabilitację niepełnosprawnych.
Asystent nie najważniejszy
- Asystent... Czemu nie? - mówi Przemek Murawski, niepełnosprawny student V roku historii na Uniwersytecie w Białymstoku. - Ale jeśli już są na to pieniądze, to wolałbym inne formy pomocy, np. refundację zabiegów rehabilitacyjnych. Taki asystent być może byłby pomocny osobie poruszającej się na wózku inwalidzkim, ale nie mnie.
Przemek jest jedną ze 192 osób niepełnosprawnych studiujących na Uniwersytecie. Stan jego zdrowia poprawił się m.in. dzięki zabiegom rehabilitacyjnym.
Przemek powinien być zadowolony, bo Uniwersytet w Białymstoku pieniądze otrzymane od państwa chce wykorzystać właśnie tak, jak on proponuje. Jego uczelnia dostała ponad 400 tys. zł. - W ramach dotacji chcemy m.in. zawrzeć umowy z poradniami na świadczenie usług rehabilitacyjnych - mówi Małgorzata Ludera, kierowniczka działu dydaktyki i spraw studenckich UwB.
Żadna białostocka uczelnia, choć ma taką możliwość, nie planuje zatrudniać asystentów. - Na pewno dobrze zainwestujemy te pieniądze - mówi Ludera. - Tak usprawnimy system kształcenia, aby niepełnosprawny student mógł uczyć się sam, bez pomocy innych.
Studenci, zgłaszajcie się
Na razie zbieramy wnioski i zaświadczenia o stopniu niepełno-sprawności - mówi Anna Leszczuk-Fidziukiewicz, rzeczniczka prasowa Politechniki Białostockiej.
To właśnie na podstawie takich dokumentów uczelnie będą mogły pomóc swoim studentom i ocenić ich potrzeby.
Politechnice przyznano ponad 200 tysięcy złotych. Studiuje na niej 102 niepełnosprawnych. Jeszcze w tym roku akademickim uczelnia chce wytypować osoby, które będą się zajmowały ich problemami. Planuje też zakup specjalistycznych urządzeń i refundację kosztów rehabilitacji czy też zakupu okularów, sprzętu ortopedycznego i aparatów słuchowych.
Rzeczniczka politechniki zapewnia, że pomoc może być jeszcze większa, jeśli okaże się, że jest taka potrzeba.
Na basen i rehabilitację
Podobnie do sprawy podchodzi Akademia Medyczna. Uczelnia jest w trakcie tworzenia specjalnego biura, które będzie prowadzić sprawy niepełnosprawnych.
Choć zdaniem Bożeny Raczyło, kierowniczki działu spraw społecznych, na akademii niepełnosprawnych studentów jest niewielu, to na pewno 30 osobom, które już przyniosły orzeczenia lekarskie, uczelnia opłaci basen i zakupi sprzęt do rehabilitacji.
« Odpowiedź #94 dnia: Listopad 22, 2007, 11:25:31 am »
« Odpowiedź #95 dnia: Listopad 23, 2007, 09:13:09 am »
Czy można zmusić do oświadczenia
Zawierając z uczelnią umowę o kształcenie, otrzymałem do podpisu dokument, zgodnie z którym oświadczyłem, że znam regulamin studiów, uchwałę senatu w sprawie zasad i trybu pobierania opłat za świadczone usługi edukacyjne oraz zarządzenie rektora uczelni, których treść opublikowana została na tablicy ogłoszeń uczelni. Nie otrzymałem jednak tych dokumentów. Czy to działanie jest zgodne z prawem?
Nie, takie postanowienie narusza obowiązek uczelni udzielenia studentom rzetelnej, prawdziwej i pełnej informacji w zakresie określonym w art. 348 par. 1 kodeksu cywilnego. Otrzymanie przez studenta kompletu wiążących go regulacji prawnych jest elementem niezbędnym do swobodnego zapoznania się ze swoimi prawami i obowiązkami związanymi z realizacją umowy. Działanie uczelni wymuszające na studentach złożenie oświadczenia o zapoznaniu się z treścią aktów prawnych zamieszczonych w gablotach, godzi w ten zakres praw konsumenta i stanowi praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów z art. 24 ust. 2 pkt 2 ustawy z 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów.
■ Art. 348 par. 1 ustawy z 16 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (Dz.U. nr 16, poz. 93 ze zm.).
■ Art. 24 ust. 2 pkt 2 ustawy z 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów (Dz.U. nr 50, poz. 331).
« Odpowiedź #96 dnia: Styczeń 18, 2008, 10:40:17 pm »
Studentom będzie łatwiej
Uniwersytet Jagielloński otworzył najnowocześniejsze w kraju centrum nauki dla niepełnosprawnych studentów
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/22109
« Odpowiedź #97 dnia: Styczeń 21, 2008, 10:48:05 pm »
Nie masz pomysłu na prezent dla swoich dziadków? Zapisz ich na studia
Zabierz babci dowód, ale nie chowaj go. - Przynieś go do nas - proponuje Aleksandra Mysiakowska, rzeczniczka Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. - A my zapiszemy babcię na zajęcia z malarstwa i jogę.
Dokładniej chodzi o Uniwersystet Trzeciego Wieku, który przy WSHE zostanie uruchomiony w marcu. - Podobne działają już przy innych uczelniach. Jednak bardzo trudno się na nie dostać, bo jest wielu chętnych. Dlatego postanowiliśmy uruchomić własną uczelnię - mówi Katarzyna Wypiorczyk-Przygoda, koordynatorka projektu. - Zapisanie dziadków na zajęcia to doskonały prezent. Studia wypełnią im wolny czas i podniosą samoocenę.
Studia na uniwersytecie obejmują udział w wykładach o charakterze ogólnym i warsztatach, czyli tzw. sekcjach, m.in. biograficznej, przedsiębiorczości, psychologicznej, działań twórczych, literaturoznawczej czy komputerowej. Oprócz tego do wyboru będą mieli dwa lektoraty językowe - angielski iniemiecki. A dla tych, którzy chcą wrócić do dobrej formy, uczelnia przygotowała zajęcia gimnastyczne i jogę.
Każdy, komu uda się ukończyć UTW, dostanie uniwersytecki dyplom. Organizatorzy nie przewidują egzaminów.
Źródło: Metro 21.01.2008r
« Odpowiedź #98 dnia: Styczeń 22, 2008, 11:25:26 am »
Niejasne płatne poprawki
Rozpoczyna się sesja, a wraz z nią powraca problem opłat za egzaminy poprawkowe i pytanie, czy prywatne uczelnie mają prawo zarabiać na edukacyjnych porażkach
Student ma prawo do poprawki z każdego niezaliczonego przedmiotu.
– Z żadnego przepisu nie wynika, że prywatne uczelnie mogą pobierać za to opłaty – mówi Barbara Wierzbicka z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Problem w tym, że także nigdzie nie ma przeciwwskazań.
Nowa minister Barbara Kudrycka stwierdziła, że ministerstwo nie może interpretować prawa, lecz jedynie prezentować swoje stanowisko.
– Wszystkie uczelnie mogą pobierać opłaty za zajęcia dydaktyczne prowadzone ponad wymiar określony w planie studiów – mówi prof. Kudrycka. Jej poprzednik uważał opłaty za poprawki za niezgodne z prawem, jako że są one procedurą zaliczenia przedmiotu, a nie przywilejem.
– W styczniu zwróciliśmy się w tej sprawie do rzecznika praw obywatelskich – mówi Bartłomiej Banaszak z Parlamentu Studentów RP. Sprawa jednak nadal jest nierozstrzygnięta, a sesję czas zacząć.
Ucz się albo płać
Większość rektorów nie zamierza rezygnować z płatnych poprawek. Uważają, że student, podpisując z uczelnią umowę, zgadza się na proponowane warunki.
– Przestaje się na nie zgadzać podczas sesji, do której się nie przygotował – oburza się jeden z rektorów prywatnej uczelni. – Uzależniamy swoje funkcjonowanie od wpływów z czesnego i innych opłat. Jeśli nie będziemy mogli ich pobierać, to koszty poniosą wszyscy studenci, bo zwiększy się czesne – tłumaczy prorektor Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych Krzysztof Lewandowski.
Według studentów uczelnie skupiają się na prowadzeniu biznesu, traktują ich jak klientów, którzy za wszystko muszą płacić.
– Dostajemy skargi, że studenci są oblewani na egzaminach, by uczelnia mogła zarobić na poprawkach – mówi Leszek Cieśla, przewodniczący studenckiego parlamentu. Wyższa Szkoła Finansów i Zarządzania w Białymstoku podliczyła, ile straciłaby na likwidacji opłat za poprawki: 60 tys. zł rocznie.
Uczelnie się bronią
Parlament Studentów RP w zeszłym roku wystosował pismo do ministra nauki i szkolnictwa wyższego Michała Sewertyńskiego z żądaniem, by polecił rektorom znieść opłaty za powtórne egzaminy i zwrócić studentom nienależne opłaty. W listopadzie 2007 r. ustępujący minister napisał do rektorów: „Kwestia ta jest materią ustawową i nie może być w inny sposób uregulowana w aktach wewnętrznych wydanych przez uczelnie”. Większość niepaństwowych szkół uznaje list za zamach na swoje finanse. „Czy minister Sewertyński zwróci studentom opłaty za egzaminy poprawkowe?” – tytułuje swoje stanowisko Konferencja Rektorów Zawodowych Szkół Polskich. Prof. Jerzy Malec, przewodniczący, tłumaczy, że ustawa wymienia jedynie opłaty, jakie mogą pobierać uczelnie publiczne, a co do szkół prywatnych zastrzega tylko, że zasady te określa organ wskazany w statucie uczelni (art. 9 ust. 4). Od ubiegłego roku akademickiego muszą one znaleźć odzwierciedlenie w pisemnej umowie z każdym nowym studentem. Ponadto wyższe szkoły mają obowiązek wysyłać do ministerstwa regulamin, w którym są szczegółowe informacje o wszystkich opłatach, także za egzamin poprawkowy.
– Dotychczas ministerstwo nie kwestionowało tych dokumentów – mówi Małgorzata Wróblewska, kanclerz Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa.
Przyjęta przez Sejm w 2005 r. ustawa o szkolnictwie wyższym pozwala pobierać pieniądze nie tylko za studia, ale także za szeroko rozumiane usługi edukacyjne. Krajowa Reprezentacja Doktorantów zwraca uwagę, że po dwóch latach funkcjonowania ustawy uczelnie dalej interpretują przepisy, jak chcą.
– Musiałam płacić karę za nieterminowe złożenie indeksu. Miałam przedłużony warunkowo, płatny termin egzaminu, ale na złożenie indeksu już nie – mówi Paulina z warszawskiej uczelni humanistycznej.
– Studenci muszą płacić coraz więcej i za coraz więcej – mówi Leszek Cieśla z AWF Warszawa. – Opłata za warunek 1000 zł, obowiązkowy obóz letni i zimowy po 1500 zł, powtórzenie roku 2000 zł. Studenci prywatnej AWF nazywają swoją uczelnię Akademią Wyzysku Finansowego.
Co na to wszystko student
- Zainteresowany musi znać regulamin studiów oraz umowę, którą zawarł z uczelnią. Jeśli znajdzie w niej niedozwoloną klauzulę, czyli zapisy, które budzą wątpliwości, może zwrócić się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Tylko w ubiegłym roku wpłynęło tam kilkaset skarg.
- W razie potrzeby można się także zgłosić do Parlamentu Studentów. Proponuje on pomoc w egzekucji zapłaconych już pieniędzy za poprawki. Na swojej stronie internetowej (www.psrp.org.pl) opublikował nawet wzór wniosku do rektora w tej sprawie.
- Jak dotychczas jednak nikt jeszcze nie odzyskał pieniędzy. Wciąż brakuje jasnego stanowiska w tej sprawie oraz ewentualnych zmian w ustawie, którą każdy interpretuje inaczej.
« Odpowiedź #99 dnia: Styczeń 23, 2008, 12:59:17 pm »
Uniwersytet Warszawski w brajlu i bez barier
Zródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Tłumacze języka migowego dla głuchoniemych, nagrania audio dla niewidomych - Uniwersytet Warszawski to najbardziej przyjazna dla studentów niepełnosprawnych uczelnia w Polsce
Filip Zagończyk jest niewidomym studentem dziennikarstwa na UW. Współpracuje z Radiem BIS, gdzie przygotowuje reportaże do popołudniowej audycji. To jego wielka pasja. Kiedy zaczynał studia, niepełnosprawnych studentów było tu niewielu. Dziś na UW kształci się ich ok. tysiąca: niewidomi, głusi, poruszający się na wózkach, chorzy depresję czy schizofrenię. - Na początku koledzy i profesorowie się dziwili. Pewnie pytali sami siebie, jak zamierzam czytać, pisać prace czy zdawać egzaminy - mówi Filip. - Nie mam żadnej taryfy ulgowej.
Na studiach radzi sobie bardzo dobrze. Ma stypendium naukowe z wysoką średnią. Uczy się z tych samych książek co inni. Zdaje identyczne egzaminy. - To możliwie dzięki temu, że uniwerek się na nas otwiera - podkreśla. - Nikt tutaj nie rzuca nam kłód po nogi.
W książnicy nie ma specjalnego działu dla niewidomych czy niedowidzących studentów. - Przy zamawianiu wybieram, czy chcę dostać materiały jako plik tekstowy czy audio. Z biblioteką współpracują lektorzy wolontariusze, którzy nagrywają wybrane przez nas pozycje - wyjaśnia Filip.
- Uniwersytet jest dla wszystkich. Także dla niepełnosprawnych młodych ludzi, którzy chcą studiować - mówi Paweł Wdówik z uczelnianego biura ds. osób niepełnosprawnych. - Ale w Polsce to dopiero początek długiej drogi, ale nasz uniwersytet niewątpliwie przoduje pod tym względem.
Z wydziałów znikają bariery architektoniczne. Zabytkowy budynek starej biblioteki po remoncie jest dostępny dla wszystkich, także dla poruszających się na wózkach. Numery niektórych sal oznaczone są tabliczkami w brajlu. Można zamówić również specjalistyczny transport. O pomoc w dostaniu się na wykłady niepełnosprawni studenci mogą też poprosić asystenta. Do dyspozycji głuchoniemych są tłumacze języka migowego. Wyznaczone akademiki są przystosowane dla osób poruszający się o kulach czy na wózku. Słabosłyszący mogą wypożyczyć sprzęt, dzięki któremu lepiej słyszą wykładowcę. - Nie załatwiamy niczego za niepełnosprawnych studentów - zapewnia Paweł Wdówik. - Muszą chcieć skończyć studia, ale do tego potrzebne są równe szanse.