Source: http://polskie-forum.pl/viewtopic.php?f=9&t=72&start=15
Timestamp: 2018-10-20 17:00:49
Legal References Found: art. 3
 art. 18
 art. 12
 art. 14
 art. 4
 art. 10

Document Content:
﻿ Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Antycywilizacja
Teraz jest 20 paź 2018, 18:00
Tytuł: Re: Antycywilizacja
Napisane: 11 maja 2012, 15:31
Palikot za bardzo się wtrąca
Pan redaktor Janusz Rolicki jest zbulwersowany faktem rzekomego wtrącania się Kościoła w życie publiczne. Cieszy go więc fakt istnienia takich sił jak ruch Palikota, które owo wtrącanie się Kościoła chcą powstrzymać. Rzeczywiście Kościół, głosząc swoje zasady i nauki moralne, mocno ingeruje w nasze życie społeczne. Nawet często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Również tak błyskotliwy komentator jak pan redaktor Rolicki nie dostrzega tego, jak bardzo Kościół ma na niego wpływ. Wyobraźmy sobie bowiem, że pan redaktor Rolicki wraca ze studia TVN 24 do domu i spostrzega, że został okradziony. Mieszkanie splądrowane, wszystkie cenne rzeczy wyniesione a na domiar złego - konto (zakładam bowiem, że w przeciwieństwie do pewnego znanego, reakcyjnego polityka pan red. Rolicki ma konto w banku) wyczyszczone. Jak poczułby się wtedy pan redaktor? Ucieszyłby się z faktu, że jacyś bolszewicy, w akcie sprawiedliwości dziejowej, pozbawili go dóbr materialnych czy zbulwersował faktem, że owoce jego pracy zostały mu brutalnie odebrane? Czy kierowany poczuciem wybaczenia win nie powiadomiłby o tym fakcie policji czy wręcz przeciwnie - w te pędy ją zawołał i domagał jak najszybszego schwytania i ukarania złodziei? Wydaje mi się, ze wybrałby i zrealizował drugą opcję, nie zdając sobie zapewne sprawy, że jego poczucie krzywdy i żądanie sprawiedliwości wynika właśnie z jednej z zasad, które od wieków wpaja ludziom Kościół, a która brzmi: nie kradnij.
Tymczasem pan redaktor Rolicki dołącza do chóru wrogów Kościoła i domaga się nałożenia mu kagańców. Cywilizacja oparta na naukach, jakie głoszą księża i biskupi jest obca Rolickiemu. Być może wynika to z faktu, że jako pupil peerelowskiego reżymu, który również odnalazł się i nieźle urządził w rzeczywistości neopeerelu, nie potrzebuje wsparcia jakie niesie ze sobą cywilizacja wyrosła z zasad, których broni Kościół. Jego bezpieczeństwa strzegą siły potężniejsze od słów biskupów i napomnień proboszczów. Kościół wszak nie ma dywizji ani własnej policji, która zmuszałaby wiernych do np. regularnego uczestnictwa we mszy świętej. Co innego aparat państwowy. Ten zdolny jest do wszystkiego. Ma siłę, aby każdego obywatela zniszczyć w ciągu 24 godzin. Odebrać własność, napiętnować jako terrorystę, zamknąć, zakneblować, uczynić "chorym z nienawiści fanatykiem". Dlatego to nie Kościół jest moim wrogiem. Do jego nauk moralnych mogę się zastosować, ale nie muszę. Ta instytucja szanuje moją wolną wolę. Stoi na jej straży. Natomiast instytucja, której częścią jest poseł Palikot, czyli sejm, stanowi dla mnie zagrożenie. Kiedy obraduje, moje życie, zdrowie i własność są zagrożone. Każdego dnia może uchwalić prawo, które stanowić będzie dla mnie gwóźdź do trumny. I to tej instytucji się boję. To tę instytucję chcę powstrzymać przed nadmierną ingerencją w moje życie. To ta "firma" psuje i zatruwa nasze życie publiczne panie redaktorze Rolicki! .
Palikocie i spółko - czas abyście odeszli i dali nam spokój!
http://www.rodaknet.com/rp_kolak.htm
Napisane: 12 maja 2012, 07:52
Antyedukacja
Rodzina opiera się na monogamii, na trwającej przez całe życie wierności jednej osobie, w której dochowaniu pomaga człowiekowi religia, rodzina, jak i cała kultura. Dziś te zasady uległy "deregulacji". Ma to dokładnie taki sam destrukcyjny wpływ na całe społeczeństwo, jak deregulacja rynków finansowych. W obu przypadkach mamy do czynienia z żądzą pieniądza, seksu i władzy. Wysoka kultura wymaga wysokiej moralności.
Wychowanie seksualne, które zakłada edukację dzieci w sferze seksualnej od samego początku nauki w szkole, jest w Niemczech przedmiotem obowiązkowym. Rodzice, którzy próbowali nie posyłać swoich dzieci na te lekcje, stanęli przed sądem za nieprzestrzeganie obowiązku szkolnego i zostali skazani na karę grzywny. Niektórzy chrześcijańscy rodzice, którzy odmówili zapłacenia tej kary, powędrowali do aresztu, a ich skarga złożona w Europejskim Trybunale Praw Człowieka została odrzucona.
Kuźnią edukatorów seksualnych jest Instytut Pedagogiki Seksualnej w Dortmundzie (ISP) oraz sieć organizacji: Towarzystwo Edukacji Seksualnej (GSP) i Sojusz Pedagogiczno-Seksualny. Współpracują one z partnerami z Austrii, ze Szwajcarii, a także z innych krajów. Niemieckie Federalne Centrum Oświaty Zdrowotnej (BZgA) w milionach egzemplarzy rozprowadza broszury poświęcone edukacji seksualnej. Oprócz tego finansuje strony internetowe o tej tematyce. Pro familia, niemieckie ramię aborcyjnej organizacji International Planned Parenthood Federation (IPPF), prowadzi edukację seksualną w szkołach i jest jednocześnie największym oferentem środków antykoncepcyjnych oraz wczesnoporonnych. Zatem jej pracownicy sami napędzają sobie klientów. Pedagodzy seksualni działają, wychodząc z założenia, że dziecko od samych narodzin ma zainteresowania seksualne i należy mu pomagać w ich zaspokojeniu poprzez zachęcanie do demoralizacji, wychowanie do akceptacji homoseksualizmu oraz "homoseksualnych małżeństw", likwidację pojęcia rodziny już w elementarzach ("tęczowe" rodziny oraz osoby samotnie wychowujące dzieci są równoważne z pełną rodziną), zapoznanie z technikami antykoncepcji jeszcze przed okresem dojrzewania, oswajanie z pornografią. To wszystko przekazuje się przy pomocy słowa i obrazu. Tylko jedna norma jeszcze obowiązuje: "Nie rób tego, czego nie chce druga osoba lub nie chcą inni". O tym, że ta zasada nie funkcjonuje, świadczą masowe przypadki nadużyć seksualnych w społeczeństwie, w tym coraz częstsze molestowanie seksualne wśród dzieci i młodzieży. Oczywiście te praktyki nie są stosowane we wszystkich szkołach i przedszkolach z jednakowym radykalizmem, ale jest to ogólny kierunek pedagogiki seksualnej, czego dowodzą wszystkie broszury wydawane przez Niemieckie Federalne Centrum Oświaty Zdrowotnej, organizację Pro familia, a także młodzieżowe strony internetowe. Nie ma natomiast żadnego przygotowania do życia w normalnej rodzinie. Analiza treści i metod stosowanych w edukacji seksualnej wykazała "brak wytycznych w odniesieniu do małżeństwa i rodziny" ("Kierunki i plany nauczania w edukacji seksualnej. Analiza treści, norm i wartości oraz metod edukacji seksualnej w szesnastu krajach związkowych Republiki Federalnej Niemiec", Kolonia 2004). Tak zwane edukowanie seksualne dzieci i młodzieży powoduje odwrócenie się od Boga, rodziców i wzniosłych ideałów we własnym życiu, a także prowadzi do wczesnych i głębokich ran w psychice oraz osłabienia tożsamości. Ludźmi niezakorzenionymi w religii, rodzinie i kulturze łatwo manipulować. Trudno uznać, że są to jedynie niezamierzone "skutki uboczne". Ale na temat tego, kim są globalne elity, którym na tym zależy, można jedynie spekulować. Czy rodziny wiedzą, jak chronić swoje dzieci przed wyżej wymienionymi zagrożeniami? Nie istnieje praktycznie opór ze strony rodziców. Na domiar złego mało kto dostrzega problem, w związku z czym nie prowadzi się debaty publicznej na ten temat. Nieliczni rodzice, którym leży na sercu dobro ich dzieci, czują się pozostawieni samym sobie. Jednocześnie nasilają się ataki na Kościół, który odwołuje się do ludzkich sumień. Ten głos chce się za wszelką cenę uciszyć. Niestety abstrahując od jednoznacznego stanowiska Magisterium Kościoła, w krajach niemieckojęzycznych na niższych szczeblach nie podejmuje się żadnych działań przeciwko takiemu rozwojowi wydarzeń. Wyjątkiem jest ks. Vitus Huonder, biskup Chur w Szwajcarii. W Niemczech i innych krajach biskupi opowiedzieli się przeciwko encyklice "Humanae vitae" ogłoszonej w 1968 r. przez Papieża Pawła VI. I w tym widzę główną przyczynę, dlaczego to, czego Kościół naucza o moralności seksualnej, uznawane jest za mało autentyczne. Tak zwana edukacja seksualna leży u podstaw rozpadu rodziny i aborcji. Miejmy nadzieję, że Polacy nie podążą tą drogą i już teraz zaczną działać. Im dłużej będą czekali, tym ta walka będzie cięższa.
Gabriele Kuby socjolog, pisarka
Gabriele Kuby jest m.in. autorką książek: "Rewolucja genderowa. Nowa ideologia seksualności", "Harry Potter - dobry czy zły?". We wrześniu w Niemczech ukaże się jej książka "Zniszczenie wolności w imię wolności. Globalna rewolucja seksualna".
Napisane: 04 cze 2012, 19:31
Zło może promować jedynie siebie. Przyjmuje postawy wyzucia moralnego i patologii seksualnych i tym zdziczeniem próbuje zainteresować tych najnaiwniejszych i zagubionych.
A bagno moralne, jak każde bagno ... wciąga. Jak dotąd w Polsce wciągnęło jedynie organizatorów sodomii na ulicach cywilizowanych polskich miast.
Co roku wciąż te same obleśne gęby, wyrastające już na symbole polskiego dewianctwa.
Współczuję wam sodomici i polecam kurację u psychiatry.
Warszawska parada aktywu politycznego
Warszawa może być stolicą tolerancji, ale nie jest. Dlaczego prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz wstydzi się tego festiwalu równości? - docieka wyraźnie rozgoryczona Gazeta Wyborcza, powtarzając pytanie równie skonfundowanego burmistrza Ursynowa. Cóż można podpowiedzieć – rzekomy wstyd HGW wynika zapewne z kalkulacji politycznej, w końcu należy ona do Platformy Obywatelskiej, partii, która ukochała nade wszystko słupki poparcia. Sondaże pokazały, że nie warto się w to angażować i partia obywatelska zabroniła pani prezydent obejmować patronat nad marszem obywateli ulegających akurat tej przypadłości.
Chociaż z drugiej strony sprawa może być niejednoznaczna niczym zupa z małych ośmiorniczek dla amatora sztuki mięsa z chrzanem. HGW może się nie tylko wstydzić, ale także zwyczajnie brzydzić. W końcu czego można oczekiwać od Bufetowej? Ciekawe, że takie ekumeniczne wyjaśnienie nie przyszło do głowy dziennikarzom Gazety Wyborczej opiewającym przemarsz garstki homoseksualnego aktywu.
A właśnie w kontekście tej garstki należałoby zadać pytanie o wstyd. Dlaczego homoseksualiści wstydzą się maszerować w swojej paradzie? I to w Warszawie, mieście najbardziej „wyzwolonym” pod względem obyczajowym w Polsce? Skoro odsetek homoseksualistów w społeczeństwie wynosi około 5 procent – jak twierdzi Magdalena Środa – to w postępowej do szpiku kości stolicy liczącej ponad 1,7 mln mieszkańców, powinno ich być przynajmniej 100 tysięcy. Jak podaje Gazeta Wyborcza, w marszu udział wzięło zaledwie pięć tysięcy osób. A trzeba koniecznie dodać: w tym wielu celebrytów i poputczików ruchu gejowskiego, którzy chcą przy okazji podbudować swoją niezbyt mocną polityczną pozycję. Takich jak postkomunista Ryszard Kalisz, czy Janusz Palikot z ruchu swojego poparcia.
Bo ruch gejowski jest stricte polityczny i niestety dla aplikujących polityków, w dodatku mocno dołujący. To widać, słychać i czuć. Inaczej nie można wytłumaczyć tak nikłego uczestnictwa szarego gejostwa w swoim święcie. W cudacznej paradzie uczestniczył aktyw z różnych partii oraz instytucji na wskroś politycznych, które pragną coś uszczknąć z tego - za przeproszeniem – homoseksualnego tortu. Tymczasem wygląda na to, że w sensie politycznej wartości, to jest coś w rodzaju tortu popularnego w Warszawie z czasów okupacji niemieckiej - z marchwi, chleba, margaryny i czegoś tam jeszcze.
Ta liczba bowiem – zaledwie 5 tysięcy osób w niesłychanie nagłośnionej imprezie; w mieście Środy, Szczuki, Kalisza, Biedronia, Krytyki Politycznej, Gazety Wyborczej i całej gamy lewackich organizacji, jest dla ruchu gejowskiego wręcz tragicznie katastrofalna. To jest faktyczne odrzucenie przez społeczeństwo - ale także przez homoseksualne środowisko w swojej masie - biadań o uciskanej mniejszości, bzdur o dyskryminacji, o rzekomym wykluczeniu, czy wciskania ciemnoty o równoprawności związków homoseksualnych z małżeńskimi. Ta „mowa do ciemnego ludu” została odrzucona, a dowodem na to jest między innymi klapa, jaką okazała się parada równości w Warszawie.
Właściwie to powinien dawać dużo do myślenia sam fakt pewnego odwrócenia ról w tym dziwacznym marszu. Dotychczas bowiem byliśmy przyzwyczajeni do parad politycznych, w których aktyw obserwuje i napawa się przemarszem mas członkowskich. Natomiast w warszawskiej paradzie równości było odwrotnie – aktyw maszerował dziarsko, przynajmniej starał się robić takie wrażenie, ale zabrakło tych głębokich szeregów członkowskich, dzięki którym można mówić o masowości ruchu. Wygląda więc, że aktyw partyjny paradował w zastępstwie mas, których nie ma. Warszawa nie chce być stolicą promocji politycznego gejostwa pod płaszczykiem tolerancji. W skali całego kraju jest jeszcze gorzej.
I ten żałosny marsz aktywu jest najlepszym podsumowaniem perspektyw, jakie się rysują przed amatorami wykorzystania homoseksualizmu w polskiej polityce. Co nie znaczy, że skończą się takie próby - w końcu przykład zidiociałego zachodu kusi niezmiernie – tam się udało, dlaczego nie można tutaj? Otóż nie można i nawet wiadomo dlaczego. Paradoksalnie, odpowiedział niedawno na to pytanie Adam Michnik z Gazety Wyborczej. Zapewne uczynił gejostwu tę niedźwiedzią przysługę bezwiednie, ale za to celnie.
„Każdy kraj ma swoją tożsamość narodową, kulturową, ale naznaczoną jakoś przez czynnik religijny. Kraje mogą się laicyzować, ale Rosja będzie prawosławna, Izrael judaistyczny, Egipt islamski, a Japonia buddyjska czy Indie hinduistyczne. To może przyjmować różne formy, ale jest nieusuwalne z tej tożsamości. Otóż Polska będzie katolicka. Jeżeli chcemy zmieniać ją w lepszy kraj, nie da się tego zrobić wbrew społeczeństwu”- tak powiedział człowiek, który jest ikoną i symbolem medium opiewającego paradę politycznego aktywu gejostwa.
Ten paradoks ma taką siłę, że nie może być przypadkowy ani okolicznościowy. W Polsce nie da się rządzić za pomocą antykatolickich fobii i promocji dewiacyjnych skłonności. Magdalena Środa uważa, że środowisko gejowskie powinno się domagać wprowadzenia 10% parytetu w parlamencie dla tzw. comingoutowych, czyli jawnych homoseksualistów. Środa może się wypchać tymi parytetami, aż pęknie. Będzie bardzo widowiskowy coming out. Ale nic poza tym. Polska pozostanie Polską.
http://wyborcza.pl/1,75478,11855485,Kok ... z1woFRUvNo
http://wpolityce.pl/wydarzenia/28908-ad ... tozsamosci
http://www.innastrona.pl/magazyn/wywiad ... roda.phtml
http://seaman.salon24.pl/423448,warszaw ... litycznego
Napisane: 12 cze 2012, 07:12
Edukacja etyczna prawników
Nieraz przychodzi nam się zastanawiać, jak to się dzieje, że dzieci i młodzież, znakomicie rokujące w szkole podstawowej i średniej, po studiach zasilają szeregi owych "wykształconych, z wielkich miast" inteligentów, popierających formacje partyjne kneblujące inaczej myślących. Czy za to nie jest odpowiedzialna także szkoła wyższa? Jeśli dosyć uważnie przyglądamy się temu, co dzieje się w szkołach stopnia podstawowego i średniego, to mniej uwagi poświęca się analizie tego, co realizuje się w szkołach wyższych. Może tutaj zatem leży jedna z przyczyn faktu, iż nasza młodzież opuszczająca mury wielu wyższych uczelni, a wkraczająca do życia politycznego i mediów, zazwyczaj ma zadziwiające problemy z najprostszymi etycznymi tematami, takimi jak np. aborcja, eutanazja, homoseksualizm. Szkoła wyższa powinna dawać formację pozwalającą na krytycyzm w stosunku do medialnego świata. Dlaczego tego nieraz nie robi? Trzeba zajrzeć do podręczników akademickich, aby na to pytanie odpowiedzieć.
I tak rzesza polskiej młodzieży studiuje prawo na różnych uczelniach, a w ramach tych studiów przechodzi przez kurs etyki prawniczej. Korzysta się tu z podręczników przygotowanych przez kadrę akademicką, a w ramach przedmiotu etyka prawnicza nieraz sięga się do podręcznika "Etyczne problemy prawa" dr. Tomasza Pietrzykowskiego. Autor znany jest także z zaangażowania politycznego, również w PiS, opuszczonym jednak na rzecz PJN. Wśród rozważanych w podręczniku zagadnień, jest też aktualne zagadnienie legalizacji tzw. związków partnerskich. Akurat pracuje się w parlamencie nad ustawą tworzącą nam taką instytucję, obejmującą także, a nawet przede wszystkim związki homoseksualne. Omawiany podręcznik nie służy w tej sprawie pomocą, bo czytamy w nim, że brak takiej instytucji oznacza jakoby dyskryminację osób homoseksualnych, a o pełnej i konsekwentnej niedyskryminacji należałoby mówić dopiero po stworzeniu instytucji "małżeństwa homoseksualnego". W podręcznikach akademickich jest oczywiście miejsce na wielość opinii, sprawy sporne, a nawet błędy (na błędach można się uczyć), pod warunkiem jednak znajomości stanowisk przeciwnych i rzetelności zaprezentowania ich argumentów. Tego, niestety, nie odnajduję w omówieniu kwestii "związków partnerskich". Rozważając rozmaite pro i contra, autor podręcznika twierdzi, że jeśli sprzeciw wobec legalizacji "małżeństw" osób tej samej płci opiera się na potępieniu homoseksualizmu jako praktyk "sprzecznych z naturą", to ten argument nie jest "niczym więcej jak wyrazem bezradności wobec własnych irracjonalnych uprzedzeń i stereotypów". Tak oto jednym zdaniem skreśla autor klasyczną tradycję etyczną, która, począwszy od Sokratesa, poprzez Platona i Arystotelesa, tak właśnie oceniała homoseksualizm: jako niezgodny z ludzką naturą (istotą). Tę tezę uznaje się w podręczniku do etyki prawniczej za "irracjonalną", "stereotyp" i produkt "uprzedzeń", bez podania jednak jakiegokolwiek uzasadnienia. Czyżby nowi "wrogowie klasowi" - traktujący cielesność jako "element" ludzkiej osoby - nie zasługiwali nawet na porządny proces, a najpierw na udowodnienie winy? Na płaszczyźnie dyskursu naukowego oznacza to wymaganie porządnego uzasadniania formułowanych tez, a zwłaszcza tych krytykujących inne stanowiska. Czujemy już zatem ten dobrze znany w nowożytnej Europie zapach stosów, na które rzucano - siłą wzbudzanych irracjonalnych emocji - rozmaitych "wrogów klasowych". Dzisiaj trafiają na te stosy owi jakoby pełni "irracjonalnych uprzedzeń i stereotypów" "homofobowie", którym autor podręcznika przypina także etykietkę "obskurantyzmu". Zamiast argumentów, wyzwiska i pogróżki. Takiego to dyskursu politycznego uczy się nasza studencka młodzież, nieraz w ramach etyki prawniczej. Czy będzie wzdrygała się przed kneblem i knutem dla "pełnych irracjonalnych uprzedzeń" "obskurantów" z Radia Maryja i Telewizji Trwam?
Napisane: 11 lip 2012, 18:03
Dr Jerzy Jaśkowski: Dlaczego płeć żeńska staje się tak agresywna?
Od wielu lat, na łamach prasy codziennej i czasopism specjalistycznych toczy się dyskusja, dlaczego nastolatki, kobiety młode i dojrzałe stają się co raz bardziej agresywne i brutalne. Rozmaici dziennikarze i politycy rwą szaty lamentując, co to się dzieje wśród kobiet, skąd ta agresja ?!?
Także feministki załamują ręce nad pogarszającym się statusem kobiet, niższymi zarobkami i stanowiskami.
Sprawa ma swój historyczny rodowód, bowiem problem agresji wśród płci pięknej nie jest niczym nowym. Wystarczy zapoznać się z pamiętnikami więźniarek łagrów czy też normalnych więzień kryminalnych.
Do takich drastycznych scen, jakie tam się działy nigdy nie dochodziło w obozach męskich.
Odpowiedzi na pytanie dotyczące agresji kobiet, są różne, w zależności od specjalizacji udzielającego odpowiedzi. Np. archeogenetycy twierdzą, że fakt agresji kobiet, związany jest z posiadaniem przez nie dużo większej aniżeli mężczyźni, ilości genów neandertalczyków, czyli łowców. Mężczyźni natomiast posiadają więcej genów osiadłych rolników. Na pewno coś w tym jest, ale sprawa jest bardziej prosta.
Ostatnio w Natural News opublikowano wyniki prawie 20 letnich badań nad odległymi skutkami oddziaływania ołowiu. Potwierdzono znany od 15 lat fakt, że nie ma bezpiecznych poziomów ołowiu we krwi. Ołów zawsze był i jest trucizną! Długotrwałe natomiast narażenie na ołów powoduje nie tylko wzrost agresywności, ale i kurczenie się mózgu. Znaleziono wprost proporcjonalną zależność pomiędzy stężeniem ołowiu we krwi, a przestępczością oraz dysfunkcją mózgu.
Pamiętam, jak w latach 90-tych ubiegłego wieku, pani dr. Halina Strugała-Stawik z Legnicy walczyła z zatruciem ołowiem u dzieci z powodu działalności w tym mieście huty miedzi. Organizowane przez nią coroczne konferencje, gromadzące wielu wybitnych lekarzy, wykazywały jednoznacznie, że nie ma bezpiecznych wielkości stężenia ołowiu we krwi. W czasie tych konferencji toczyły się ciężkie boje z przedstawicielami Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi, którzy usiłowali bezskutecznie udowodnić, że 10 mcg/dl jest całkowicie bezpieczną i dopuszczalną dawką dla dzieci.
Nasze badania w regionie Gdańskim udowadniały, że skażenie dzieci ołowiem na Wybrzeżu jest większe aniżeli na Śląsku. Wyniki badań zostały przekazane władzom wojewódzkim i samorządowym już w 1989 roku, pomimo tego do dnia dzisiejszego żaden z wojewodów, od M.Płażyńskiego poczynając poprzez Henryk Wojciechowski (1996-1997), Tomasz Sowiński (1998-2001), J.Kurylczyk (2001-2004), Cezary Dąbrowski (2004-2006), nie podjęli akcji badania dzieci pod kątem zatrucia fluorem czy ołowiem.
Podobnie po powstaniu urzędów marszałkowskich także żaden marszałek nie zajął się problemem zatrucia przewlekłego dzieci. A podobno wszyscy mają/mieli dzieci i wnuki.
Praktycznie w całej Polsce brakuje laboratoriów do których możnaby skierować dziecko z podejrzeniem zatrucia ołowiem czy fluorem. A jeżeli nawet istnieją, to badania wykonywane są odpłatnie.
Badania opublikowane w Public Library of Science są szczególnie ważne, ponieważ obejmują 14 000 ludzi w okresie od 1988 do 2006 roku. Grupę podzielono na 3 podgrupy : o niskim stężeniu ołowiu tj. do 1.93 mcg/dl średnim do 3.63 mcg/dl i wysokim tj powyżej 3.63 mcg/dl.
Badacze stwierdzili że, w podgrupie o wysokim stężeniu ołowiu we krwi, zawały serca występowały o 89 % częściej, udary mózgu o 250% częściej, aniżeli w grupie o niskim stężeni ołowiu.
Jeszcze gorzej wyglądały wyniki badań kobiet w ciąży i urodzonych później dzieci. Z analizy wyników wykluczono kobiety ciężarne, które miały jakąkolwiek inną poważną dolegliwość typu: cukrzyca, alkoholizm, etc. Wykluczono wszystkie urodzone za wcześnie dzieci, dzieci z niską wagą urodzeniową, dzieci mające jakiekolwiek wady urodzeniowe, obciążenia genetyczne, z punktacją Apgar poniżej 6, etc.Dzieci zakwalifikowane do badań obserwowano od urodzenia do 19-24 roku życia
Korelacja wyroków sądowych przestępczyń z poziomem ołowiu we krwi wykazała szokujący 50 % wzrost brutalnych przestępstw na każde 5 mcg/dl ołowiu we krwi.
Jedynym czynnikiem, który udało się znaleźć pomiędzy ryzykiem aresztowań z powodu brutalnych przestępstw było prenatalne i w dzieciństwie wysokie stężenie ołowiu we krwi .
Badania rezonansu magnetycznego wykazały, u tych młodych kobiet, kurczenie się istoty szarej mózgu, części związanej z intelektem i zdolnością rozumowania.
Autorzy twierdzą, że przyjęta, rzekomo bezpieczna wielkość 10 mcg/dl stężenia ołowiu we krwi, jest absolutnie niedopuszczalna i powinna być zdecydowanie obniżona do zera. Szczególnie u dzieci każda wielkość jest trująca, o czym zresztą lekarze praktycy w Polsce mówią od 25 lat.
Powstaje problem : skąd u kobiet taka wysoka zawartość ołowiu we krwi ? Nauka daje jednoznaczną odpowiedź. Departament Zdrowia FDA [ instytucja jak najbardziej państwowa] przebadał 22 marki szminek do ust. Okazało się, że w szminkach znajduje się stosunkowo znaczna ilość ołowiu. Z badań wynika, że stężenie ołowiu pomiędzy poszczególnymi rodzajami pomadek do ust, może być aż 34 razy wyższe pomiędzy najniższą zawartością a najwyższą. Badania wykazały też, że przeciętna kobieta w ciągu swojego życia zjada ok 4000 gram szminki.
Dodatkowo ołów może występować w farbach, w plastiku, w tuszach różnego rodzaju, w barwnikach oraz w PCV i materiałach budowlanych. Tak więc, chociaż wycofano ołów z benzyny, to nie usunięto go ze środowiska, a może nawet zwiększono jego obecność, poprzez dodawanie go bezpośrednio do artykułów osobistych.
Jeżeli skorelujemy te dwa badania z obserwacjami, iż coraz młodsze nastolatki się malują, a więc połykają ołów, to wyniki badań przestają dziwić.
Mamy odpowiedź, dlaczego kobiety są tak agresywne.
Pozostaje jeszcze jeden bardzo ważny problem, na który brak odpowiedzi.
Od 1990 roku, otwarto w Polsce masę prywatnych szkól wyższych, kształcących socjologów, psychologów, pedagogów. Z różnych powodów osoby te, to głównie kobiety. Stworzono dla nich, rozmaitego rodzaju stanowiska, psychologów szkolnych, pedagogów itp.
Zapomniano natomiast otworzyć odpowiednią ilość laboratoriów toksykologicznych. W województwie pomorskim ostatnie takie laboratorium zamknięto decyzją wojewody w 1986 roku. W innych województwach sytuacja jest podobna.
Wobec tego, powstał problem. Ta rzesza psychologów i socjologów wymyśla coraz to nowe diagnozy na określenie stwierdzanych przez siebie objawów u badanych uczniów a wystarczyłoby zbadać po prostu stężenie ołowiu, czy jak to już wykazaliśmy fluoru we krwi.
Jest jeszcze jeden problem; starszej daty profesorowie psychologii czy też socjologii nie studiowali jeszcze toksykologii przewlekłej, w związku z tym nie mogą jej uczyć studentów i koło się zamyka.
Możemy tylko apelować do rodziców i opiekunów, przed udaniem się do psychologa, czy pedagoga szkolnego : “Koniecznie wykonajcie badania toksykologiczne ! Zbadajcie u swojego dziecka zawartość ołowiu we krwi i fluoru w moczu”. Może wasze dziecko wcale nie ma żadnych odchyleń od normy w psyche, tylko po prostu jest zatrute?
No tak, ale jak to osiągnąć, kiedy nawet kobiety – sędziowie i nauczycielki nie mają badań podstawowych dopuszczających do wykonywania zawodu, w zakresie tych pierwiastków a wydają orzeczenia w majestacie prawa ? Korzystają zarówno w sądach jak i w szkołach z opinii psychologów w każdej większej sprawie rodzinnej. A która nauczycielka czy sędzina występuje bez makijażu?
Powyższe dane wymagają podsumowania: Dlaczego Instytut Zdrowia Publicznego-Państwowy Zakład Higieny na swoich stronach internetowych od co najmniej 20 lat nie publikuje wyników badań toksykologicznych produktów kosmetycznych sanitarnych nie wspominając o żywności ?
Dlaczego utajniane są wyniki badań toksykologicznych przeprowadzanych w produktach żywnościowych?
Dlaczego wyniki badań zakupowanych szczepionek są tajne ? Dlaczego np. prof A. Bucholc nawet po umówieniu się na konkretną datę w sprawie udostępnienia składu szczepionek zakazuje wpuszczenia umówionego rozmówcę do Zakładu ?
Przecież te wszelkie instytucje pracują za społeczne pieniądze, a wygląda jak gdyby reprezentowały zupełnie inne środowiska nie zupełnie polskie.
1.http://www.czytelniamedyczna.pl/1602,pr ... ckich.html
2.http://www.kghm.com.pl/index.dhtml?id=6 ... e=articles
3.http://niepoprawni.pl/blog/2518/dr-jerz ... hy-zabojca
4. http://www.ziemiamielecka.pl/?p=19848
5. http://sigma.nowyekran.pl/tag/57379,dr-jerzy-jaskowski
6. http://niepoprawni.pl/category/tagi-z-b ... kowski-pro
7. http://narodowyszczecin.pl/index.php/archives/8684
8. http://forum.dawnygdansk.pl/viewtopic.php?t=1914
9. http://www.rozwoj.info/index_pliki/Page2281.htm
10. http://www.polishclub.org/tag/fluor/
11. http://bibliografia.gumed.edu.pl/cgi-bi ... rzyniak+W+
12. http://www.simpgda.pl/simpgda/pliki/fluor.pdf
13. http://gdansk-wyspa-sobieszewska.mojeos ... php?t=2623
Internetowy adres autora: jjaskow1@o2.pl
http://www.polishclub.org/2012/07/09/dr ... agresywna/
Napisane: 13 sie 2012, 07:58
Genderowa ofensywa
Jesienią ruszy propagandowa ofensywa rzecznika ds. równego traktowania w sprawie przeforsowania genderowego projektu Rady Europy. Rząd zajmie się wnioskiem w sprawie ratyfikacji konwencji Rady dotyczącej zwalczania dyskryminacji kobiet.
Walka z tradycją, wprowadzenie nowej definicji płci czy usprawiedliwienie dla dyskryminowania innych na rzecz walki z dyskryminacją kobiet - to tylko niektóre, mocno dyskusyjne zapisy Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania przemocy wobec kobiet.
Według zapowiedzi Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, pełnomocnika rządu ds. równego traktowania, wnioskiem o podpisanie konwencji polski rząd zajmie się tuż po wakacjach. Do końca tego miesiąca trwają jeszcze konsultacje społeczne w tej sprawie, ale już w lipcu zarówno pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, jak też minister pracy i polityki społecznej zostali zobligowani przez premiera Donalda Tuska do przygotowania wniosku o akceptację konwencji. Chodzi o dokument podpisany 11 maja 2011 roku w Stambule przez mniejszość państw Europy i ratyfikowany dotąd przez jeden kraj.
Konwencja wprowadza m.in. definicję pojęcia "płeć". W myśl art. 3 oznacza ona "społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn".
Zapis ten całkowicie zmienia utrwaloną w europejskiej tradycji prawnej definicję płci, podstawową dla całego prawa rodzinnego i osobowego. To skrajnie feministyczna definicja, sprzeczna z założeniami, na których opiera się polska Konstytucja, rozumiejąca płeć w wymiarze naturalnym, biologicznym. W tej kwestii nie można abstrahować od biologii, anatomii czy znaczenia płci dla gatunku ludzkiego.
Takie ujęcie jest poważnym zagrożeniem cywilizacyjnym. Tak określona definicja zagraża więziom rodzinnym i małżeńskim chronionym wprost przez art. 18 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej przez to, że nakazuje uznawać dowolnie określone role i zachowania za wyznacznik płci, a w konsekwencji wymusza instytucjonalizację tzw. nowych form rodzinnych - wskazują krytycy konwencji. I takie stanowisko zostało przesłane na ręce premiera.
Wątpliwości jest jednak więcej. Niesie je chociażby art. 12 pkt 1 konwencji w brzmieniu: "Strony stosują konieczne środki, aby promować zmiany w społecznych i kulturowych wzorcach zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji i wszelkich innych praktyk opartych na pojęciu niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn".
Przyjęcie tego zapisu oznaczać będzie obowiązek walki z tradycją i dorobkiem cywilizacyjnym, które są traktowane jako zagrożenia. Tymczasem tradycja, dorobek cywilizacyjny, pewne wzorce kulturowe są zdobyczą, a nie zagrożeniem. Zagrożeniem jest zerwanie z tymi korzeniami.
Konwencja idzie jeszcze dalej, bo w art. 14 nakłada na państwo obowiązek szerokiej edukacji i promocji "niestereotypowych ról płci", które to zostały, zdaje się dla niepoznaki, wrzucone między równość i wzajemny szacunek.
Jak czytamy w dokumencie: "Strony podejmują, w stosownych przypadkach, konieczne działania w celu uwzględnienia materiałów dydaktycznych na temat kwestii takich jak równość między kobietami i mężczyznami, niestereotypowe role płci, wzajemny szacunek, rozwiązywanie konfliktów w relacjach interpersonalnych bez użycia przemocy, przemoc wobec kobiet uwarunkowana płcią oraz prawo do integralności osoby, dostosowanych do rozwijanych zdolności uczących się, w formalnych programach zajęć i na wszystkich poziomach edukacji".
Dalej konwencja zakłada, że strony podejmują konieczne działania w celu promowania wymienionych zasad "w nieformalnych obiektach edukacyjnych, jak również w obiektach sportowych, kulturalnych i rekreacyjnych oraz w mediach". Dokument nie mówi tego wprost, ale nietrudno odgadnąć, że w takich niestereotypowych zachowaniach zmieszczą się zarówno zachowania homoseksualne, jak i transseksualne. I nietrudno wyobrazić sobie, że szybko znajdą się organizacje, które zechcą zająć się ich promocją, skrupulatnie wykorzystując wytyczne konwencji.
Dyskryminować dla niedyskryminacji
W ocenie krytyków konwencji, dokument narusza zasadę równości wobec prawa. Bo w imię ideologicznej walki z niejasno definiowaną dyskryminacją pozwala dyskryminować i naruszać powszechnie uznane zasady prawa.
Wynika to wprost z zapisu art. 4.4: "Środki specjalne konieczne do zapobiegania przemocy wobec kobiet uwarunkowanej płcią i ich ochrony przed taką przemocą nie stanowią dyskryminacji zgodnie z postanowieniami niniejszej Konwencji".
Jakie to środki? Do końca nie wiadomo, ale mówią o nich zapisy zawarte w art. 10: "Strony wyznaczają lub ustanawiają co najmniej jeden oficjalny organ odpowiedzialny za koordynowanie, wdrażanie, monitorowanie i ocenę polityk i środków służących do zapobiegania i zwalczania wszelkich form przemocy uwzględnionych w niniejszej Konwencji". Organy te dodatkowo mają gromadzić dane, o których wyżej mowa, i analizują oraz rozpowszechniają swoje wyniki.
Te uwarunkowania pozwalają sądzić, że budżet państwa odczuje tu pewne obciążenie. Bo ktoś - co najmniej jeden "oficjalny organ" - będzie czuwał nad skutecznością wprowadzania zapisów konwencji. Nietrudno odgadnąć, że nawet jeśli zadanie to przypadnie którejś z już istniejących instytucji, to na realizowanie dodatkowych zadań potrzebne będą fundusze.
Sprzeciw do premiera
Polska Federacja Ruchów Obrony Życia, Forum Kobiet Polskich oraz Związek Dużych Rodzin 3+ już wystąpiły do premiera Donalda Tuska z prośbą o spotkanie w sprawie konwencji. Organizacje apelują o nieprzyjmowanie dokumentu, który może stać się narzędziem walki z rodziną i oznaczać rezygnację Polski "z suwerennego prawa do decydowania o sprawach moralności i rodziny".
Polskie prawodawstwo posiada dostateczne narzędzia, żeby zwalczać przemoc, w tym przemoc wobec kobiet i przemoc domową. Organizacje prowadzą też akcję, w ramach której namawiają do wysyłania do premiera, marszałka Sejmu i ministra sprawiedliwości (sceptycznego wobec dokumentu) sprzeciwu wobec pomysłu podpisania konwencji.
Konwencję skrytykowało też Prezydium Episkopatu Polski, uznając, że dokument w definicji płci pomija naturalne różnice biologiczne pomiędzy kobietą i mężczyzną. W ocenie księży biskupów, niepokojący jest też obowiązek edukacji i promowania m.in. niestereotypowych ról płci.
Konwencja nakłada na państwa strony obowiązek zapewnienia oficjalnej, działającej 24 godziny na dobę, infolinii dla ofiar przemocy oraz portalu z informacjami, a także odpowiedniej liczby schronisk oraz ośrodków wsparcia, przygotowanie procedur przesłuchań policyjnych chroniących przed wtórną wiktymizacją, monitorowanie, zbieranie danych na temat przestępstw z uwzględnieniem płci, prowadzenie akcji informacyjnych w zakresie przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, w tym szkoleń i informacji dla chłopców i mężczyzn.
http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nsywa.html
Napisane: 28 sie 2012, 08:30
Szokujące dane o aborcji wśród brytyjskich nastolatek
Brytyjski dziennik "The Telegraph" opublikował ujawnione niedawno dane dotyczące aborcji wśród nastolatek w Wielkiej Brytanii w 2010 r. Jest to ostatni rok, z którego dostępne są takie dane. Aborcji poddało się wówczas 38 269 nastolatek.
Dla trzech z nich była to już przynajmniej siódma aborcja. Dane National Health Service mówią o dwóch kolejnych nastolatkach, które przeprowadziły aborcję siedem razy. Ponadto cztery nastolatki poddały się aborcji po raz szósty.14 nastolatek dokonało w 2010 r. swojej piątej aborcji; 57 – czwartej, a 485 dziewcząt w wieku 19 lat lub młodszych dopuściły się aborcji po raz trzeci.
Aż dla 5300 nastolatek, które w 2010 r. dokonały aborcji nie było to już pierwsze pozbawienie życia nienarodzonego. Rebecca Mallinson z Sojuszu ProLife stwierdziła, że "jest coś poważnie nie w porządku z krajem, w którym nastolatki dokonują choćby jedną aborcję, nie mówiąc już o tak częstym przerywaniu ciąży”.
- Zawodzimy tych młodych ludzi w przerażający sposób. Szykujemy sobie poważne problemy ze zdrowiem seksualnym w przyszłości. Chodzi tu zarówno o problem chorób przenoszonych drogą płciową, jak i o szkodliwe skutki, jakie wielokrotne aborcje mogą mieć na przyszłą płodność - powiedziała Mallinson.
Chociaż sami zwolennicy legalizacji aborcji zgadzają się, że jest ona poważną kwestią, która powinna być poprzedzona namysłem, to w przypadku brytyjskich nastolatek mamy do czynienia z decyzjami wynikającymi z niedojrzałości. Jak powiedział rzecznik Departamentu Zdrowia „aborcja może być bardzo trudnym i traumatycznym doświadczeniem".
Aborcja jest problemem nie tylko nastolatek. Wszystkich (niezależnie od wieku kobiet) aborcji w Wielkiej Brytanii było oficjalnie aż 189 574 w 2010r. Oznacza to wzrost o 0,3 proc. w stosunku do 2009 r. (gdy ciążę usuwano 189 100 razy). Jest to jednak mniej niż w 2008 r., kiedy to zarejestrowano 195 296 przypadków zabicia nienarodzonych.
http://www.pch24.pl/-szokujace-dane-o-a ... z24p0ev6fw
Napisane: 11 wrz 2012, 14:45
http://www.nacjonalista.pl/2012/09/11/b ... wilizacji/
Na taką dzicz tylko bat jest już skuteczny - tutaj turańskie metody Putina są chyba jedynym lekarstwem.
Bydło z grupy Femen bezcześci symbol Cywilizacji
Ostatnia aktualizacja: 11 września 2012 | 0 Komentarzy | 74 Odsłon
Aktywistki ukraińskiej organizacji Femen ścięły trzy krzyże w Holandii. Dokonały tego podczas festiwalu „sztuki” nowoczesnej odbywającego się w Enschede. Jeden z wieczorów festiwalu poświęcony był w całości rosyjskiej, lewackiej grupie Pussy Riot. Gościem specjalnym było właśnie bydło z Femenu.
W trakcie wydarzenia postawiono trzy duże, drewniane krzyże, które następnie działaczki Femenu ścięły przy użyciu piły mechanicznej. Na stronie internetowej organizacji piłę tę porównano do skalpela, wycinającego wrzód z „ciała cywilizacji”.
Komentarz: Krzyż jest świętym symbolem nie tylko naszej Wiary, ale także Cywilizacji. Na działania bydła w rodzaju Pussy Riot czy Femen należy reagować stanowczo, tak jak uczyniły to władze Rosji. Dziwne, iż ukraińscy nacjonaliści nie zajęli się jeszcze feministycznymi degeneratkami. Nowoczesność musi wszędzie napotykać opór frontu Tradycji.
Napisane: 12 wrz 2012, 15:11
http://narodowcy.net/19971/2012/09/07/
TW Bolek i Fronda w obronie „Pussy Riot”
Poznajmy obrońców zdziczenia.
Napisane: 12 wrz 2012, 17:44
A w obronie "antykomora" to nie? Przecież to ta sama ranga problemu. Bolek coś ty taki jednostronny?
Napisane: 16 paź 2012, 09:09
"Tsunami" sekularyzmu
Share on emailShare on facebookShare on twitterShare on facebook_likeWielu szkód we wspólnotach Kościoła i społeczeństwach dokonało "tsunami" sekularyzmu i relatywizmu. Analizą przyczyn tych zjawisk zajmuje się trwający już drugi tydzień w Watykanie synod biskupów na temat nowej ewangelizacji.
Ojcowie synodalni, obradując w kongregacjach generalnych i tzw. circules minores, podjęli refleksję nad wiarą chrześcijan w czasie uderzenia "tsunami", o jakim mówił ks. kard. Donald Wuerl, arcybiskup Waszyngtonu. - Uderzenie objawiło się jeszcze bardziej ewidentnie, kiedy zabrało ze sobą wszystkie struktury, które odzwierciedlają zachodnią kulturę: naszą chrześcijańską perspektywę życia. Wymazując drogę właściwego rozumienia małżeństwa, naturalnego porządku moralnego (...) wszystko to zostało osłabione - mówił. Ojcowie synodalni z poszczególnych kontynentów, obradujący w tzw. kongregacjach generalnych, podjęli rozważania nad przyczynami osłabienia wiary i tożsamości chrześcijan. - O to, że wiara coraz bardziej dziś słabnie, trzeba obwiniać nie tylko innych, ale przede wszystkim nas samych - mówił ks. abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, podkreślając potrzebę przedstawiania wizji nawrócenia. Potrzebę troski o formację kapłanów, głównych ewangelizatorów, zaznaczył też metropolita Nowego Jorku ks. kard. Timothy M. Dolan. Mimo trudnej sytuacji ojcowie synodalni podkreślają "znaki nadziei" płynące od dzieci, młodzieży i rodzin czy modeli nowej ewangelizacji - wyśmiewanych przez współczesne społeczeństwo, zwracał uwagę ks. kard. Wuerl. Do nich należą również odważne świadectwa wiary prześladowanych, torturowanych, na które wskazał m.in. ks. kard. John Tong Hon z Hongkongu.
- Konieczne jest śmiałe mówienie o Bogu, rozbudzenie w sercu człowieka nostalgii za Bogiem - podkreślał ks. bp Yves Le Saux, biskup Le Mans we Francji. W wypowiedziach wielu ojców synodalnych kluczowe miejsce zajmuje człowiek i rodzina. Wietnamski biskup Joseph Nguyen Nang przypomniał, że to "rodzice są pierwszymi katechetami". Z kolei na ogromny "potencjał mediów (...) w pomocy człowiekowi w odnalezieniu Chrystusa i życiu Jego prawdą" wskazywał ks. abp Tadeusz Kondrusiewicz, arcybiskup Mińska na Białorusi. Konieczność "dostrojenia środków społecznego komunikowania do tego, co współczesny człowiek ma w swoim sercu", wielokrotnie podkreślał również ks. abp Claudio Maria Celli, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu.
http://www.naszdziennik.pl/wp/12486,tsu ... ryzmu.html
Napisane: 29 sty 2013, 10:17
Śmiercionośna pigułka antykoncepcyjna krąży po Francji
Dziennik „Le Figaro” dotarł do tajnego dokumentu francuskiej Agencji Lekarstw (AM) omawiającego badania dotyczące Diane 35, medykamentu produkowanego przez koncern Bayer, początkowo używanego do leczenia trądziku. Szybko zaczęto go jednak stosować jako środek antykoncepcyjny i skończyło się tragicznie dla wielu kobiet.
Według dokumentu AM, pigułka ta od 1987 była we Francji bezpośrednią przyczyną siedmiu zgonów pięciu kobiet w wieku od 18 do 28 lat i dwóch 42-letnich pań. Kobiety zmarły na zatory, zakrzepicę żylną i mózgową. Ponadto, Diane 35 była przyczyną 113 zachorowań na zakrzepicę żylną i 12 na zakrzepicę tętniczą. Stwierdzono je u kobiet, które nie przekroczyły 25 roku życia. Trzeba dodać, że 68 z nich udało się wyleczyć, 7 poniosło trwały uszczerbek na zdrowiu, a 30 wciąż choruje.
Diane 35 otrzymało certyfikat zezwalający na sprzedaż we Francji wiele lat temu - w lipcu 1987 r. Wtedy preparat reklamowano jako środek na trądzik u kobiet. Jego skład hormonalny (estrogen plus progesteron) znalazł uznanie u dermatologów, lekarzy ogólnych i ginekologów, którzy byli zachwyceni możliwością stosowania tego produktu do leczenia skóry, często u bardzo młodych dziewczyn oraz przepisywania go jako skutecznej pigułki antykoncepcyjnej. Ginekolodzy, tylko w 7 proc. przepisywali go jako lekarstwo na trądzik, a w 75 proc. jako środek antykoncepcyjny.
Na publikację „Le Figaro” natychmiast zareagował niemiecki producent leku – firma Bayer – broniąc się twierdzeniem, że „ryzyko zatorów zawiązane z przyjmowaniem Diane 35 było znane i jasno wskazane w notce informacyjnej”. Podkreślał, że to było przeznaczone jedynie do leczenia trądziku i w żadnym ze 116 krajów gdzie jest sprzedawane nie cofnięto mu wydanych zezwoleń na jego rozpowszechnianie. Mimo tych zapewnień, używanie Diane 35 jako środka antykoncepcyjnego stwarza dwa razy większe ryzyko powikłań chorobowych niż pigułki drugiej generacji i jest nawet groźniejsze od bardzo niebezpiecznych pigułek trzeciej i czwartej generacji.
Dyrektor Agencji Lekarstw, Dominique Maraninchi oświadczył w poniedziałek, że należy zaprzestać używania Diane 35 jako środka antykoncepcyjnego. Poinformował, że odpowiednie decyzje zostaną podjęte jeszcze w tym tygodniu, by stosować Diane 35 jedynie jako lekarstwo na trądzik.
Obecnie 315 tys. kobiet we Francji zażywa ten produkt w ramach antykoncepcji. Maraninchi wskazał, że mimo skuteczności Diane 35 w leczeniu trądziku, istnieją „inne opcje terapeutyczne nie stwarzające ryzyka dla zdrowia”.
httpwww.pch24.plsmiercionosna-pigulka-antykoncepcyjna-krazy-po-francji,11953,i.html
Napisane: 01 wrz 2013, 10:44
http://www.prawy.pl/felieton/3610-poste ... ieczenstwa
Postęp lewicy to regres człowieczeństwa
Maciej Kałek środa, 07-08-13 11:43
Sprawa ideologii lewicowych jest złożona, jednak powracają wciąż te same pytania i ironie, dotyczące sprzeciwu wobec ich piewców. Każdy, kto się nie zgadza z „postępem”, ma być człowiekiem wykluczonym, ciemnogrodem. Jak odkłamać stereotyp „postępowców”?
Przede wszystkim należy przeanalizować, na czym miałby polegać rzekomy „postęp” właśnie w wykonaniu lewicy. To bardzo ważne rozróżnienie, bo przecież samo słowo „postęp” sugeruje progres, rozwój, czyli coś lepszego, udoskonalanie się - ma wydźwięk zdecydowanie dobry. Lewica jednak wypacza sukcesywnie pojęcie „postępu” tak, by każdy inaczej myślący człowiek był uznany za „ciemnogród” i „zacofańca”.
Spójrzmy teraz obiektywnie na to, co ogólnie nazywa lewica „postępem”. Efektem i celem ich działań jest np. dostęp do aborcji; wolny, nieskrępowany seks pozbawiony sensu, jakim jest przekazanie życia; hedonizm i nihilizm; afirmacja pederastii, trans i innych zboczeń; materializm, wyścig szczurów; ateizm (znam masę dobrych ateistów - nie czepiam się więc ogółu!); wiara w magię, ufo, New Age etc.
To tylko fragment ich roszczeń, ale pozwala zauważyć następującą rzecz: lewica nazywa postępem powrót do tego, co było u zmierzchu upadłych cywilizacji! W starożytnej Grecji (u jej schyłku) na ścianach znajdowały się freski, przedstawiające sceny seksualne. Ogólnie akceptowalny był seks analny między dwoma mężczyznami. W Babilonii znajdowały się posągi, które przedstawiały seks oralny. Podobnie było i w Egipcie (oraz u Persów), gdzie kazirodztwo było uważane za normę, co skutkowało bardzo ciężkimi chorobami genetycznymi.
Co to znaczy? Zastanówmy się: dlaczego jedna z najstarszych znanych nam kultur dzikich, która nie uległa jeszcze zbytniej „cywilizacyjnej nagonce” - czyli Buszmeni (ok. 7 000 lat ma ich kultura) - łączą się w pary monogamiczne? Dlaczego krytykują pederastię, czemu za zdradę karzą naprawdę ciężko? (zależnie od plemienia)
Wydaje się, iż każda cywilizacja, która dochodzi do pewnego stopnia rozwoju (a u Buszmenów nie następuje przecież żaden skok cywilizacyjny) - staje w końcu w momencie, w którym całe sacrum staje się wymieszane z profanum. Przestają istnieć tematy Tabu, a skutek tego jest taki, że ludzie coraz bardziej się zezwierzęcają. Bo jak inaczej nazwać zapłodnienie kobiety metodą zapładniania krów (tak, do tego powstało in vitro), czy zabicie własnego dziecka, odbierając mu prawa człowieka (przecież niezbywalne, tak wedle dekalogu, jak i Karty Praw Człowieka!), albo też uprawianie seksu na lewo i prawo, dodając do tego jakieś chore ideologie o „wyzwolonej miłości”?
Lewica w każdej epoce (choć szybciej nie dzielono tak poglądów) nazywa „postępem” zło i zezwierzęcenie. O postępie krzyczeli lewicowcy, gdy trwał pogrom katolików w Meksyku... Postępem nazywano mordy na konserwatystach podczas rewolucji francuskiej, czy w końcu o postępie krzyczano, gdy mordowano w imię aryjskiej, lub czerwonej rewolucji. Lewica słowo „postęp” używa zawsze wszędzie tam, gdzie chce podważyć istniejące już struktury społeczne, religijne, duchowe, kulturowe, by zamiast nich wstawić własną wersję świata z bardzo często spaczonym obrazem istoty ludzkiej. Istoty, która nie potrzebuje duchowości, religii, trwałych związków, narodu, czy wyższych celów.
Dzisiaj obserwujemy dokładnie to samo. Przecież rewolucja Gender, mająca na celu przebudowę całkowitą modelu obecnego typu społeczeństwa - poczynając od fundamentalnej jednostki kulturotwórczej, jaką jest rodzina, aż do zmiany definicji płciowości - dąży do przemian ustrojowych, oraz dalekosiężnych zmian behawioralnych, prawnych oraz kulturalnych w narodach europejskich, a także na innych kontynentach. I tym razem także lewica używa słów takich, jak „równość, postęp, tolerancja”, a przeciwników nazywa „papistami, ciemnogrodem, średniowieczem”. Jakaż to ironia, gdy wyzywając konserwatystów od „średniowiecznych mroków”, sami powołują się na jeszcze starsze epoki i cywilizacje, które przecież... upadły!
Co prawda, także i prawica ma na swoim koncie ofiary - jednak ile z tych prawicowców faktycznie robiło coś złego? W Polsce złą sławą cieszy się A. Pinochet, który przyczynił się do śmierci wielu ludzi. Lewica nie dopowiada już jednak, że to nie byli zwykli ludzie, ale obrońcy Alendego - komunisty, który chciał wprowadzić w Chile komunizm. Czy zabicie komunistów jest złe? Oczywiście, jako ludzi - tak. Ale nikt jakoś nie płacze, iż walczono z nazistami... a przecież komuniści wymordowali więcej osób, niż naziści. Ba! Komuniści mają na koncie setki milionów ofiar, gdy na koncie Hitlera jest mniej, niż 10 milionów. I to nie afirmacja Hitlera, a pokazanie, do jakiego stopnia wybiela się czerwonych morderców, całą winę II wojny zrzucając tylko na nazistów, jakby ZSRR nigdy nie istniało - a przecież i narodowy socjalizm (nazizm) był poglądem lewicowym! Do dziś krąży legenda, jaka powstała za czasów komunizmu, iż nazizm był poglądem radykalnie prawicowym, więc skoro komunizm (i Towarzysz Stalin!) są lewicowi, to są oni odwrotnością "tego złego, prawicowego mordercy - Hitlera". Dla ciekawostki warto dowiedzieć się, ilu ludzi zginęło w imię demokracji w Nagasaki i Hiroszimie.
O tym się nie mówi, a lewica - która obecnie ma przeważający głos w medialnym szumie - zakłamuje fakty. Lewica dąży do zezwierzęcenia, porzucenia cywilizacji, porzucenia prawdziwego postępu ludzkości, na rzecz zachwalania niskich instynktów. Nie bez powodu tak wielu lewicowców popada w okultyzm, czy praktykuje jogę, medytację tantryczną, bądź praktykuje wróżbiarstwo - wszak to najbardziej pierwotne, wręcz troglodyckie podejście do rzeczywistości i świata duchowego.
Czy naprawdę na nic więcej nas nie stać? To ma być szczyt naszej cywilizacji, latać na księżyc, mordując na Ziemi własne dzieci? Chodzić po rozgrzanej lawie, mając na szyi amulety z symbolami runicznymi? Teleportować cząstki elementarne, a zarazem zachowywać się jak zwierzęta względem siebie? Mamy XXI wiek, więc musimy iść drogą prawdziwego postępu - postępu ducha człowieczeństwa, a nie tylko postępu technicznego.
Napisane: 05 paź 2013, 17:30
http://popieranie.pl/05102013,hgw-odbud ... ciela.html
Na pożegnanie Gronkowiec sfinansowała sodomską ohydę na placu Zbawiciela, by hańbiła stolicę Polski.
HGW odbuduje homo-tęcze z pl. Zbawiciela
Popieranie.pl 5 paź, 2013 15:25 | Dodaj komentarz
W czwartek władze stolicy, na czele których stoi prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, podjęły decyzję o odbudowie homoseksualnej tęczy, umiejscowionej na warszawskim placu Zbawiciela, na przeciw kościoła Chrystusa Zbawiciela. Koszt renowacji tej „instalacji artystycznej”, przedstawiającej najbardziej znany z symboli ruchu walki o „prawa” zboczeńców, wyniesie prawie 65 tys. zł.
Wyłoniona w przetargu firma to JMS Maciej Skrobski, które obiecuje zakończyć prace do końca października. Homo-tęcza, której autorką jest Julita Wójcik, w dalszym ciągu będzie szpecić Warszawę i obrażać uczucia religijne osób wierzących, szczególnie katolików. Umieszczenie jej na placu, któremu nadano imię Jezusa Chrystusa, Zbawiciela, na przeciw kościoła pod wezwaniem Zbawiciela, stanowi niebywałą bezczelność.
Za renowację zapłacą oczywiście podatnicy.
Za: wawalove.pl
Napisane: 15 lis 2013, 23:17
http://info-horyzont.pl/nie-chcieli-cal ... tecza.html
Nie chcieli całować się pod „tęczą”
– 15 LISTOPADA 2013OPUBLIKOWANY W: INFO, Z KRAJU
Choć redaktor Michnik z „Gazetą Wyborczą” usilnie namawiali obywateli, do całowania się pod „tęczą”, by oddać hołd tej niesmacznej i nielubianej przez warszawiaków instalacji promującej homoseksualizm – przyszło zaledwie kilkadziesiąt osób.
Było za to dużo policji i dziennikarzy.
„Gazeta Wyborcza”, która jak zwykle kłamie, podała: W piątkowe popołudnie pod tęczą dominują pozytywne emocje – kilkaset osób przyszło wyrazić swój sprzeciw przeciwko dewastacji tęczy.
Ludzie nie dawajcie się nabierać GW, nawet PAP podała, że zjawiło się jedynie kilkadziesiąt chętnych./hm/