Source: http://www.wadowita24.pl/kolejny-raz-pod-%C2%A7/
Timestamp: 2018-11-15 07:18:11
Legal References Found: art. 212
 art. 212
 art. 212
 art. 10
 art. 212
 art. 10
 art. 10
 art. 54
 art. 61
 art. 54
 art. 212
 art. 54
 art. 61
 art. 54

Document Content:
Kolejny raz pod §… | Wadowita24.pl
Start » Takie różne z życia wzięte... » Kolejny raz pod §…
Kolejny raz pod §… czwartek, 8 Luty 2018, godz. 22:11
Śnieg i niska temperatura oraz problemy grypowe powodują, że zaczęło wiać nudą…
A, że polityka już bokiem mi wychodzi, postanowiłem „podumać” nad prawem, o którym wiedza może każdemu z Was okazać się niezwykle przydatna…
I by nie przyszło komukolwiek do głowy zarzucić mi, że opiszę poniżej jakiś konkretny przypadek z życia wzięty oświadczam, że wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń będzie w tym materiale niezamierzone i przypadkowe.
Więc przejdźmy do konkretów…
Wiele osób i z różnych powodów ma kontakt z wymiarem sprawiedliwości.
Obserwując w ostatnich miesiącach materiały na lokalnych portalach oraz w mediach ogólnopolskich zauważymy, że spory odsetek tych kontaktów ma związek z oskarżeniem o czyn określony art. 212. kk, potocznie zwany przestępstwem zniesławienia…
Dlatego kilka słów w tym temacie, o których powinny pamiętać osoby, co im będzie dane odnaleźć się w roli… oskarżonego.
Otóż, pamiętajcie zwłaszcza o tym, że kiedy zostanie Wam zarzucony czyn zniesławienia uczyniony publicznie, to nie można orzec o Waszej winie, jeżeli podniesiecie w swojej wypowiedzi /w jakiejkolwiek formie/ prawdziwy zarzut, mówiący o – nazwijmy to – haniebnych działaniach osoby publicznej, co zawsze służy uzasadnionej ochronie interesu społecznego /publicznego/.
I nie będzie tu ważne czy postąpicie, jak mówi art. 212. w swoim § 1., czy w § 2.
Przekładając to, co wyżej napisałem na język zwykłego zjadacza chleba: jeżeli np. na wiejskim zebraniu, podczas sesji Rady Miejskiej, w kolejce sklepowej, czy na prowadzonym przez Was blogu powiecie prawdę o łajdactwach osoby publicznej, to nie grożą Wam sankcje obwarowane § 1. bądź § 2. art. 212. kk.
Podobnie nie grożą Wam sankcje, kiedy prawdziwy zarzut łajdactwa postawicie osobie publicznej w mediach, tj. tym wszystkim, co ustawa prawo prasowe określa radiem, telewizją czy pasą – a więc wydawnictwami periodycznymi, redagowanymi przez określone zespoły ludzkie i ukazującymi się z określoną przez ustawę częstotliwością.
Pamiętajcie też, że jak orzekł Sąd Najwyższy w sprawie III KKN 168/97: „… Wśród wielu norm prawa karnego procesowego znajdują się takie, które mają podstawowe, centralne znaczenie dla całego systemu postępowania karnego i spełniają tym samym rolę nadrzędną w stosunku do pozostałych norm.
Normą taką jest m.in. ta, która statuuje prawo oskarżonego do obrony.
Zasada prawa oskarżonego do obrony jest dyrektywą wynikającą nie tylko z ustawy procesowej, ale także z przepisów Konstytucji.
Zasada ta winna być rozpatrywana w dwóch aspektach: obrony formalnej – przez którą rozumie się procesową działalność obrońcy oskarżonego oraz obrony materialnej – jako działalność obrończą samego oskarżonego.
Oba te elementy wzajemnie się przenikają i uzupełniają, bo tylko wtedy można mówić, iż prawo do obrony w postępowaniu karnym jest czymś realnym i rzeczywistym.
Jeśli więc oskarżony ma prawo do rzeczywistej obrony, w tym do korzystania z pomocy obrońcy, to oczywiste jest, że obrona w toku całego procesu /we wszystkich jego fazach/ powinna przebiegać w warunkach umożliwiających obrońcy spełnienie jego zadań.”.
Tym samym Wasze prawo do obrony jest niezbywalne…
Warto też wiedzieć i to, co w sprawach tak dzisiaj modnych przed polskimi sądami ma do powiedzenia Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu…
A ten już w licznych swoich wyrokach, w tym w sprawach dotyczących obywateli polskich, wywiódł takie oto stanowisko: „… Wolność słowa stanowi jeden z fundamentów demokratycznego społeczeństwa oraz jeden z podstawowych warunków jego rozwoju i samospełnienia jednostki. Na podstawie ust. 2 art. 10. Konwencji odnosi się ona nie tylko do „informacji” czy „idei”, które są akceptowane i uznawane za nieobraźliwe lub naturalne, ale również do tych, które atakują, szokują czy rażą. Takie są wymogi pluralizmu, tolerancji oraz otwartego umysłu, bez których nie możemy mówić o „społeczeństwie demokratycznym”.”.
Obowiązuje w polskim orzecznictwie sądowym wyrok, który mówi, że wyrazem realizacji prawa oskarżonego do obrony, zagwarantowanym zarówno w Konstytucji RP jak i w kodeksie postępowania karnego, jest Wasze prawo do składania wyjaśnień, jak i wniosków dowodowych.
Postępowanie przed sądem bowiem, z poszanowaniem pełnych reguł kontradyktoryjności, winno być stymulowane dążeniem sądu do wyjaśnienia całej prawdy obiektywnej, co powoduje, iż nie można oddalić Waszego wniosku dowodowego na tej podstawie, że dotychczas przeprowadzone dowody wykazały przeciwieństwo tego, co wnioskodawca zamierza udowodnić.
W tej sytuacji, składanie przez oskarżonego i jego obrońcę istotnych wniosków dowodowych, bo zmierzających do wykazania, iż oskarżony nie popełnił zarzucanego mu przestępstwa, w żadnym razie nie może być potraktowane jako nadużycie przez oskarżonego jego prawa do obrony.
Rozważając o zarzutach z art. 212. kk, warto też bliżej przywołać wspomniany wyżej art. 10. Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, której Rzeczypospolita Polska również jest sygnatariuszem, bowiem ten – nie przywołując żadnych ograniczeń – stwierdza, że „… Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe”.
Dlatego zapamiętajcie, że niezaprzeczalnie wolność ta nie jest nadanym Wam przywilejem, ale jest nienaruszalnym i w żaden sposób niezbywalnym atrybutem wolnego społeczeństwa, żyjącego w demokratycznym państwie prawa.
To właśnie to wolne społeczeństwo, a więc Wy wszyscy /a nie jak niektórzy błędnie interpretują – że tylko dziennikarze/, zgodnie z art. 10. Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, macie prawo do wolności wyrażania swoich opinii i posiadania własnych poglądów oraz prawo do otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych oraz bez względu na granice państwowe.
I jest to /jak napisałem już wyżej/ prawo Was wszystkich, a nie tylko prawo dziennikarzy, przysługujące Wam bez względu na zapotrzebowanie moralno-ekonomiczne osoby publicznej, której działalność poddacie własnej ocenie i krytyce…
Można też wprost powiedzieć, że obowiązkiem każdego z Was, komu leży na sercu dobro ogółu, jest rozpowszechnianie informacji i idei na temat wszystkich spraw wzbudzających publiczne zainteresowanie.
Możecie nawet przy tym przesadzać a nawet prowokować.
Tu dodam, że jest też wyrok Sądu Najwyższego, którego teza brzmi – przywołam z pamięci – mniej więcej tak: podniesienie przez obywatela zarzutów przeciwko osobie publicznej nie stanowi przestępstwa zniesławienia, nawet jeżeli mogą one poniżyć osoby których dotyczą lub narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu lub prowadzenia określonej działalności.
Jest to bowiem uprawnieniem jednostki subiektywnie broniącej praw, w tym ogółu społeczności, niezależnie od tego czy jej zarzuty są słuszne, a także niezależnie od tego, czy potrafi ona udowodnić swoje twierdzenia.
W uzasadnieniu powyższej tezy SN m.in. w syntetyczny sposób określił okoliczności wyłączające bezprawność naruszenia czci osoby publicznej. Istotą takiej decyzji jest dozwolenie na naruszenie dobra chronionego prawem jakim jest dobre imię osoby publicznej.
Bowiem z dwu kolidujących ze sobą dóbr, z których każde przedstawia dużą wartość społeczną, SN wskazał na prawo obywatela, jako uchylające bezprawność narażenia na uszczerbek czci osoby publicznej.
Waga wypowiedzi SN wynika z wyjścia poza granice okoliczności wyłączających odpowiedzialność oskarżonego za zniesławienie.
Odpowiedzialność obywatela za kwestionowanie dobrej opinii osoby publicznej uchylona jest w kształcie określonym w komentowanym orzeczeniu, także wtedy, gdy zarzuty stawiane wymienionej osobie publicznej wynikają z subiektywnego tylko, choćby nie opartego na uzasadnionych podstawach przeświadczenia autora, że polegają na prawdzie.
Wyrok ten /dzisiaj również w orzecznictwie ETPCz/ stwarza gwarancję dla obywateli, że występując w obronie swych praw oraz interesu społecznego nie zostaną skonfrontowani z zarzutami przestępnego zniesławienia osoby publicznej, kiedy okaże się, że nie potrafią dowieść prawdziwości podniesionych przez siebie zarzutów.
Wszak Polska jako państwo, które przyjęło na siebie poprzez ratyfikację Paktu Praw Człowieka i Konwencji Europejskiej, zobowiązania prawno-międzynarodowe, jako państwo, którego władze zapewniają o przywiązaniu do demokratycznych sposobów rządzenia i kierowania, jako państwo aktywnie działające w ramach OBWE oraz państwo członkowskie Unii Europejskiej, nie ma ucieczki od uznania prawa swoich mieszkańców do wolności informacji.
Istnieją prawne i moralne źródła obowiązku, istnieją także wzory, które obowiązki te wymuszają w realizacji.
Spośród wielu definicji informacji najcenniejsza wydaje się ta, która uznaje ją za „każdy czynnik zmniejszający stopień niewiedzy o danym zjawisku, umożliwiający człowiekowi lepszą znajomość otoczenia i sprawniejsze przeprowadzenie celowego działania” (J. Wróblewski, Wstęp do informatyki prawniczej, Warszawa 1985).
Bo informacja, to nie tylko fakty czy nie opracowane jeszcze wiadomości o faktach, ale także informacje „wyprodukowane” zarówno przez organy państwowe, samorządowe, ścigania, sprawiedliwości, media, podmioty gospodarcze, ale też przez każdego z obywateli, o czym mówią m.in. art. 54. oraz art. 61. ustawy zasadniczej.
Celem tego wprowadzenia jest wyraźne podkreślenie, że prawo do informacji i zasada jawności życia publicznego nie pojawiły się nagle z końcem lat 80. – jak można było sądzić z wielu publicznych wypowiedzi i z atmosfery, w której zaczęto się tymi pojęciami posługiwać – ale są wartościami głęboko uzasadnionymi psychologicznie i socjologicznie, od dawna zinstytucjonalizowanymi i uznanymi za jedne z podstawowych praw.
Wolności i prawa konstytucyjne mieszkańców są prawami podmiotowymi, które z reguły nazywa się kompleksami „uprawnień złożonych lub poszczególnymi uprawnieniami o dużej doniosłości aksjologicznej, ideologicznej lub praktycznej.
W prawie publicznym, gdy chodzi o określenie szczególnie doniosłych społecznie praw podmiotowych, używa się terminu „prawa obywatela” lub „prawa człowieka”.
Prawa obywatela z relatywizowane są do przepisów konstytucyjnych, natomiast prawa człowieka do norm międzynarodowych oraz do pewnych uniwersalnych zasad moralnych, w szczególności do zasad sprawiedliwości społecznej.
Są to publiczne prawa podmiotowe jednostki, które odróżnia się od praw o charakterze prywatnym.
„Prawa obywateli” wymienione w konstytucjach określają pozycję obywatela wobec państwa. (W. Lang, J. Wróblewski, S. Zawadzki, Teoria Państwa i Prawa, Warszawa 1986).
Systematyka praw podmiotowych, a więc praw i wolności obywatelskich, czy też w ogólniejszym ujęciu praw człowieka, odpowiada trzem rodzajom uprawnień.
Pierwsze z nich, to „rozumiana sama przez się wolność postępowania, a więc brak zakazu czy też brak zakazu i brak nakazu zarazem”. (Z. Ziębiński, Problemy podstawowe prawoznawstwa, Warszawa 1980).
Staje się ona wolnością prawnie chronioną, ponieważ łączy się z nią zakaz ingerencji ze strony organów państwa, zakaz stanowienia norm ograniczających te wolności, a także – nakaz udzielania jednostce ochrony prawnej przed zamachami na te wolności ze strony innych.
Drugie to te, które współistnieją ze zobowiązaniami ze strony państwa, z obowiązkiem określonych świadczeń na rzecz obywatela.
Trzeci rodzaj wiąże się z przyznawaniem kompetencji do dokonywania czynności konwencjonalnych, poprzez które jednostka wywierać ma wpływ na działanie innych podmiotów.
I jeszcze krótkie wyjaśnienie problemu, który u wielu budzi wątpliwości.
Konstytucja i inne akty normatywne /i nienormatywne/ używają przemiennie pojęcia: „prawo” i „wolność”.
Jedną z prób określenia ich czy też raczej przeprowadzenia między nimi możliwie jasnego rozróżnienia jest pogląd, że: „prawa nadaje państwo, zaś wolności, w głównym ich zarysie, przynosi człowiek ze sobą na świat, jako naturalne wyposażenie, a państwo jedynie określa ich granice.
Wolność człowieka jako naturalna zdolność do podejmowania aktów woli i ich realizacji wymaga określenia powinności drugiego podmiotu, gdyż jednostka sama decyduje o korzystaniu z wolności” (J. Galster, W. Szydłowski, Z. Wasik, Z. Witkowski, Prawo konstytucyjne, Toruń 1996).
Konstytucja w art. 54. ust. 1., słusznie łączy w jednym przepisie dwie wolności, zapewniając każdemu z Was wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
Są to więc wolności pozostające w bliskim związku i zależności.
Trudno bowiem wyrażać wiarygodnie przemyślane i mające podstawy poglądy bez wystarczającego zasobu informacji, pozwalającego na ich formułowanie.
W artykule 61. Konstytucji ponownie jest mowa o prawie obywatela do informacji, ale tym razem określa się je w sposób znacznie bardziej szczegółowy, jako m.in. „prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne”.
Regulacja ta została podyktowana obawą uzasadnioną doświadczeniami, o prawdopodobieństwo oporu czy niechęci tychże wobec ujawniania informacji o swojej działalności.
Dlatego właśnie nadano temu prawu do informacji, mieszczącemu się w ogólnym prawie do informacji, rangę konstytucyjną.
I należy tu zwrócić uwagę, że prawo to nie nabiera charakteru politycznego, bez względu na rodzaj informacji, bowiem zawsze pozostaje ono powszechnym, a zarazem niezbywalnym prawem człowieka.
Ustawa Zasadnicza z 1997 roku postanawia również, że jej przepisy stosuje się bezpośrednio, chyba, że Konstytucja stanowi inaczej.
Wobec konstytucyjnych gwarancji ochrony praw i wolności jest to przepis, który otworzył nowe pole właśnie dla korzystania m.in. z prawa do informacji, którego ograniczenia zasady bezpośredniego stosowania konstytucyjnych praw i wolności nie dotyczą, jako prawa podmiotowego oraz otworzył nową erę w orzecznictwie.
I stąd właśnie każdy, kto uzna, że jego konstytucyjne prawo do uzyskiwania i rozpowszechniania informacji oraz do oceny i krytyki działalności organów i osób publicznych zostało naruszone, ma prawo wyrazić ten pogląd przed sądem, który z kolei ma prawny obowiązek orzekania według nowych obowiązujących reguł, ponieważ: „w praktyce orzeczniczej pojawia się oto nowa zasada konstytucjonalizmu. Dotychczas obowiązywały typowe i tradycyjne dla działalności orzeczniczej zasady legalizmu i niezawisłości”. (R. Hauser, Sądowa ochrona praw i wolności, Rzeczpospolita z 14 lipca 1997 roku).
Stąd też bez wątpienia zasada bezpośredniego stosowania przepisów Konstytucji ma zasadnicze znaczenie w procesie tworzenia prawa /przepisy stanowione muszą być zgodne z normami konstytucyjnymi/ i w procesie jego stosowania /stosowanie norm konstytucyjnych w orzecznictwie sądowym i w praktyce władz wykonawczych/.
Dyskusja wokół bezpośredniego stosowania Konstytucji przez sądy wzmogła się w początkach lat ’90 ub. wieku.
Pomimo tego, że trudno było mówić o prawnej barierze stosowania przepisów konstytucyjnych, przekonanie o takiej możliwości – wręcz potrzebne, jeżeli Konstytucja miała pełnić swoją rolę – z wolna przenikało do praktyki sądowej, szczególnie w orzecznictwie tych sędziów, którzy ponad wszelkiego rodzaju „potrzebami” politycznymi i uzależnieniami, postawili właśnie konstytucyjne przymioty sądu i własny honor.
I trzeba to powiedzieć, zwłaszcza dzisiaj, kiedy z woli polityków niszczony jest polski wymiar sprawiedliwości, że już wówczas Sąd Najwyższy skutecznie rozpoznawał i rozstrzygał rewizje nadzwyczajne, których autorzy powoływali się wprost na przepisy konstytucyjne, a on sam stosował je w uzasadnieniach swoich wyroków.
To Sąd Najwyższy właśnie jako pierwszy przyjął pogląd, że w razie wątpliwości co do rozumienia konkretnego przepisu prawa, właściwe jest stosowanie takiej wykładni, jaka najbardziej odpowiada zasadom wyrażonym w Konstytucji.
Powoływanie się na zasady konstytucyjne jest szczególnie cenne wówczas, kiedy wykładnia logiczno-językowa przepisu wskazuje rozwiązanie, które w przekonaniu sędziego nie jest zgodne z zasadami sprawiedliwości, uczciwości, słuszności czy etyki.
Zasady konstytucyjne – z natury swej ogólne i elastyczne – są w takich sytuacjach nieocenione, pozwalają bowiem na szeroką wykładnię systemową, a tym samym na możliwość wyjścia poza logiczno-gramatyczne rozumienie przepisów, często nieprecyzyjnych czy wręcz trudnych do zastosowania, jak choćby ten właśnie art. 212. kk, całkowicie sprzeczny z prawem przyrodzonym i niezbywalnym, zagwarantowanym każdemu obywatelowi przywołanymi wyżej zapisami art. 54. i art. 61. Konstytucji RP.
I chociaż materiał ten jest nad wyraz obszerny, nie mogę w nim pominąć zagrożeń, jakie mogą każdego z Was spotkać np. po fałszywych zeznaniach skarżącej Was osoby publicznej /w procesie karnym z oskarżenia prywatnego – występującej również w charakterze świadka/, czy innej osoby powołanej w charakterze świadka.
Jednak musicie wiedzieć, że taki świadek, który zeznając przeciwko Wam przed sądem zatai prawdę albo skłamie, aby zyskać przychylność sądu, a zarazem pogrążyć swojego adwersarza, może trafić do więzienia nawet na… pięć lat.
15 kwietnia 2016 roku, weszła w życie nowelizacja kodeksu karnego, którą wprowadzono surowe kary za przestępstwa przeciwko wymiarowi sprawiedliwości, a więc kłamstwo przed sądem.
I tak, za składanie fałszywych zeznań, które mają służyć za dowód w postępowaniu sądowym, lub za zatajenie prawdy grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia /do tamtej nowelizacji do trzech lat/.
Temu świadek ma mówić przed sądem prawdę!
Kiedy bowiem kłamstwo wyjdzie na jaw /a teraz już trudno je ukryć/, konsekwencje wysokiej kary okazują się być dla sprawcy tak popełnionego przestępstwa bardzo bolesne!
Dlatego tym optymistycznym akcentem na dzisiaj zakończę…
A niebawem zapraszam na dalszy ciąg wątku już kiedyś tu goszczącego, czyli coś o satyrze, na przykładzie… „ucha prezesa”.
Tagi: art 212 kk, art 61 konstytucji, art. 54 konstytucji, fałszywe zeznania, orzecznictwo etpcz, prawo, prawo do informacji, prawo do krytyki, prawo do oceny, przestepstwo na szkodę wymiaru sprawiedliwości, wadowice, zatajenie prawdy