Source: http://uokik.gov.pl/faq_uslugi_edukacyjne.php
Timestamp: 2018-07-16 01:13:29
Legal References Found: art. 3853
 art. 3853
 art. 3853
 art. 471
 art. 3853
 art. 384

Document Content:
UOKiK - Konsumenci - Porady konsumenckie - Pytania i odpowiedzi - Usługi edukacyjne
Tu jesteś: Strona główna > Konsumenci > Porady konsumenckie > Pytania i odpowiedzi > Usługi edukacyjne
Szkoła może podnieść czesne w trakcie trwania nauki, ale nie może tego robić dowolnie. Czesne jest głównym świadczeniem po stronie konsumenta, a uczeń – rozpoczynając wieloletnią naukę – wiąże się ze szkołą na tyle silnie, że nie zamierza zmieniać miejsca edukacji. Dlatego podwyżki czesnego powinny następować tylko z ważnych przyczyn.
Student powinien mieć w takich przypadkach zapewnione prawo do odstąpienia od umowy. Nie wystarczy też samo zamieszczenie informacji o nowej kwocie czesnego na tablicy ogłoszeniowej w szkole. Podwyższenie ceny za świadczoną usługę, a także każda inna zmiana treści umowy powinny być odpowiednio zakomunikowane uczniowi-konsumentowi. Przed akceptacją zmian umowy i podwyżek (choćby dorozumianą, milczącą) uczeń musi mieć realną możliwość zapoznania się z nimi.
Wytyczne dotyczące podwyższania czesnego formułują wyroki Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, jak również raport z kontroli niepaństwowych szkół wyższych z 2005 r. przygotowany przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
W jednym z wyroków (z dnia 1 marca 2007 r., sygn. XVII Amc 12/06) Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał za niedozwoloną klauzulę umowną postanowienie, w którym szkoła zastrzegała, że wysokość czesnego ustali swoim wewnętrznym zarządzeniem, a o podwyżce poinformuje na tablicy ogłoszeniowej oraz w internecie. Sąd uznał, że sposób informowania o podwyżce nie jest właściwy, bo umowa o naukę nie jest transakcją zawieraną w drobnych bieżących sprawach życia codziennego, dlatego jej zmiana (podwyżka opłat) powinna być zakomunikowana uczniom przez doręczenie im nowych warunków.
Wiele szkół językowych stara się zatrzymać dokonane już wpłaty w razie rezygnacji konsumenta z dalszej nauki. Nie interesuje ich powód przerwania kursu językowego, stopień wykonania zobowiązań wobec klienta oraz ich rzeczywiste koszty. Taka praktyka jest sprzeczna z prawem.
Zgodnie z art. 3853 pkt 12 Kodeksu cywilnego za zakazane uznaje się klauzule umowne, które wyłączają obowiązek zwrotu konsumentowi uiszczonej zapłaty za świadczenie niespełnione w całości lub w części, jeśli osoba taka zrezygnuje z zawarcia umowy lub jej wykonania. Podobny pogląd prezentuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W raporcie dotyczącym szkół językowych z 2005 r. podkreślono co prawda, że uzasadnione jest potrącanie kosztów poniesionych przez szkołę językową w związku z organizacją kursu. Niemniej jednak żądanie zapłacenia kosztów w wysokości 100 proc. ceny za kurs jest już wygórowanie rażącą kwotą, jeśli miałby ją zapłacić konsument, który rezygnuje wcześniej z nauki albo został wykluczony z kursu.
Postanowienia umowne, które zastrzegają, że szkoła językowa może zatrzymać wpłacone kwoty za zajęcia niewykorzystane przez ucznia są też niedozwolone z jeszcze innego powodu. Zgodnie z art. 3853 pkt 13 Kodeksu cywilnego umowa nie może przewidywać utraty prawa żądania zwrotu świadczenia konsumenta spełnionego wcześniej niż świadczenie kontrahenta, gdy strony wypowiadają umowę, od niej odstępują bądź ją rozwiązują.
Również w wyroku z dnia 15 stycznia 2009 r. (sygn. XVII Amc 12/08) Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał, że niedozwoloną klauzulą umowną jest zapis: „rezygnacja z kursu nie oznacza ustania obowiązku wpłat za szkolenie zgodnie z podpisaną umową”. Oznacza to, że słuchacz kursu językowego, który przerwie go z przyczyn losowych, nie ma obowiązku płacić kolejnych rat.
Sąd uznał też za zakazane klauzule umowne te postanowienia zawarte we wzorcach stosowanych przez kilka szkół językowych, które przewidywały – co do zasady – obowiązek płacenia za kurs (w tym uiszczania kolejnych rat), mimo że konsument nie chciał już brać w nim udziału, a zwolnienie od opłat uzależniały od arbitralnej decyzji placówki.
Ponadto art. 3853 pkt 12 Kodeksu cywilnego za zakazane uznaje klauzule umowne, które wyłączają obowiązek zwrotu konsumentowi uiszczonej zapłaty za świadczenie niespełnione w całości lub w części, jeśli osoba taka zrezygnuje z zawarcia umowy lub jej wykonania. Można się powołać na ten przepis także przy płatnościach na raty, bo gdybyśmy je wpłacili – choć nie są należne – to następnie i tak szkoła językowa powinna nam je zwrócić.
Tak, uczeń, słuchacz lub student ma prawo dochodzić odszkodowania za nienależyte kształcenie przez szkołę. Odszkodowania można jednak dochodzić w razie złamania przepisów lub niedotrzymania standardów kształcenia, natomiast uczelnia lub szkoła nie może gwarantować studentowi wyników nauki (odpowiedniej średniej ocen, zdawalności, braku kłopotów ze znalezieniem pracy itp.).
Prawo do odszkodowania przewiduje art. 471 Kodeksu cywilnego. Z przepisu tego wynika, że szkoła lub uczelnia jest zobowiązana do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania swoich zobowiązań wobec uczniów. Jej usprawiedliwieniem mogą być tylko okoliczności, za które nie ponosi ona odpowiedzialności. Uczelnia odpowiada więc, gdy np. nie odbyła się część planowanych zajęć, zlikwidowano kierunek kształcenia, nie zostały dotrzymane standardy nauczania (np. zatrudniała kadrę bez odpowiednich kwalifikacji).
Uczelnia lub szkoła może nie dotrzymać zobowiązań zawartych w umowie o naukę z powodu np. utraty uprawnień. Często oznacza to konieczność zmiany kierunku lub uczelni, bądź nawet przerwanie studiów.
W razie ewentualnej sprawy sądowej trzeba wtedy wykazać poniesioną szkodę i jej związek przyczynowy z odebraniem uprawnień, czyli np. konieczność przeniesienia się do innej uczelni, co wiąże się z kosztami, dodatkowymi opłatami czy koniecznością przenosin do innego miasta itp.
Choć w umowach ze szkołami lub z uczelniami można czasami znaleźć postanowienia ograniczające lub wyłączające ich odpowiedzialność za nienależyte kształcenie, to jest to jednak sprzeczne z prawem i zapisy takie to niedozwolone klauzule umowne (art. 3853 pkt 2 Kodeksu cywilnego).
Nie, rektor uczelni nie ma do tego prawa. Szkoła ma co prawda prawo do zmiany umowy w trakcie jej obowiązywania, niemniej jednak powinna zachować określone wymogi, aby taka zmiana była skuteczna. Nie wolno też jej jednostronnie zmieniać bez ważnej przyczyny wskazanej w tej umowie. Tak wynika z art. 3853 pkt 10 Kodeksu cywilnego, który zastrzeżenie takiej jednostronnej zmiany – gdyby znalazło się w umowie – traktuje jako niedozwoloną klauzulę.
Zmiana umowy pociąga za sobą obowiązek dostarczenia konsumentowi jej nowego wzorca. Tak wynika z art. 384 § 2 Kodeksu cywilnego, który podkreśla, że w przypadku umów z konsumentami nie wystarczy ogłoszenie zmiany umowy w taki sposób, aby druga strona mogła się o tej zmianie z łatwością dowiedzieć.
Ponadto w razie zmiany umowy student-konsument musi mieć zapewnione prawo do jej wypowiedzenia. Pozbawienie takiego uprawnienia – w drodze zapisu w umowie – stanowi niedozwoloną klauzulę.
Wszystko to oznacza, że choć inicjatywa zmiany umowy może wyjść od rektora uczelni, to jednak nie może ona być dowolna. Aby skutecznie zmienić umowę o naukę, trzeba dochować warunków określonych w Kodeksie cywilnym.
O wyborze pomiędzy różnymi ofertami często przesądza cena kursu. Dlatego warto porównać, co za nią otrzymujemy – ile godzin trwa kurs, czy szkoła zapewnia podręczniki, ile czasu zajmują zajęcia z polskimi lektorami, a ile poświęca nam na konwersacje native speaker, w jakich miejscach i godzinach odbywają się zajęcia i ile osób jest w grupie.
Gdy podpisujemy umowę, najczęściej nie myślimy, jakie będą konsekwencje, gdy trzeba będzie zrezygnować z kursu (choćby z przyczyn losowych). Warto sprawdzić, jak umowa reguluje takie przypadki, jak wysokie są koszty rezygnacji i co nam grozi, gdy przerwiemy naukę albo nie będziemy za nią terminowo płacić. Powinniśmy też sprawdzić, czy podmiot, z którym mamy podpisać umowę, prowadzi jakąkolwiek działalność (jest wpisany do Krajowego Rejestru Sądowego albo znajduje się w ewidencji działalności gospodarczej).
Na stronie internetowej Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów znajdują się też raporty branżowe, w których znajdziemy zestawienia stosowanych przez szkoły językowe niedozwolonych klauzul umownych.
Warto sprawdzić, czy podobne zapisy (tożsame treściowo) nie znajdują się w naszej umowie. Ponieważ organizator wyjazdu często jest nie tylko pośrednikiem, lecz także oferuje nam wyjazd na kurs językowy np. do Australii, na Maltę, do Kanady, połączony z zakwaterowaniem, transportem oraz programem rozrywkowym, to trzeba też sprawdzić, czy w umowie nie ma klauzul niedozwolonych typowych dla branży turystycznej.