Source: http://aferyprawa.eu/index2.php?p=teksty/show&dzial=prawo&id=1207
Timestamp: 2019-09-17 14:57:53
Legal References Found: art. 148
in dubio
 art. 31
 art. 31
 art. 25
 art. 25
 art. 148
 art. 31
 art. 31
 Art. 202
 art. 25
 art. 25
 art. 25
 art. 148
 art. 25
 art. 25
 art. 23
 art. 25
 art. 425

Document Content:
Aferyprawa - Stres - pierwotny podświadomy cichy zabójca... Obrona konieczna. Walczymy dla ochrona własnej egzystencji, dobra materialnego i wartości osobistych . Andrzej Kursa - skazany za to że walczył o swoje...
Aferyprawa.com Prawo Stres - pierwotny podświadomy cichy zabójca... Obrona konieczna. Walczymy dla ochrona własnej
AFERY PRAWA ANDRZEJ KURSA STRES PIERWOTMY PODSWIADOMY ZABÓJCA DOBRA NIEMATERIALNE WALKA O PRZEŻYCIE
Błędy w procesowaniu sądu oraz w opiniowaniu biegłych sądowych w sprawie III K 250 / 02 w Sądzie Okręgowym w Krakowie wyrok sądu apel. II AKr 3/95 OSA 1995/2/9 w Rzeszowie:
Obrona konieczna jest prawem podstawowym. Skazanie realizującego to podstawowe prawo, stanowi nie tylko jego zaprzeczenie, lecz niewątpliwie należy do najbardziej rażących naruszeń prawa karnego materialnego. Nie może to być prawo iluzoryczne, a takim byłoby bez zagwarantowania mu skuteczności.
„Własność jest podstawą społecznego ładu ( o czym może już zapomnieliśmy przez lata komunistycznego ładu )”. Dzisiejszy standard jest oczywisty: Wyznacza goart. 1 Protokołu Pierwszego Europejskiej Konwencji Praw Człowieka:
„Nikt nie może być pozbawiony swojej własności, chyba że w interesie publicznym i na warunkach przewidzianych przez ustawę oraz zgodnie z podstawowymi zasadami prawa międzynarodowego”. Meritum mojego procesu, to jest osądzenie tego, czy ważniejszym było moje prawo do obrony mojego legalnie zbudowanego przeze mnie mieszkania w 1990 roku, elementarne prawo do spokojnego życia mojej rodziny z 2 malutkich dzieci w naszym własnym mieszkaniu, czy też bolszewickie „prawo” do mojego mieszkania, którym „no przecież się coś się należało”, bo „byli znaną rodziną w Krakowie”. ( por. zeznania sparaliżowanej Agnieszki R. w sądzie w dniu 21.05.2003: „Nadbudowa ( Andrzeja Kursy ) była ich współwłasnością” !!! )
Przewlekły, silny stres to cichy, ale i bardzo skuteczny „zabójca”. Ze stresem jest tak, jak z kroplą wody. Gdy na wycieczce w górach złapie nas ulewa i kiedy nawet przemokniemy do suchej nitki, to co najwyżej dostaniemy kataru. Z naszym nerwami jednak nic się wtedy złego nie stanie. Nagły, lecz jednorazowy uraz psychiczny, też nie jest tym najgorszym możliwym zdarzeniem. Kiedy stoimy po deszczu na przystanku autobusowym, a w dużą kałużę wjedzie jakiś „dowcipny” kierowca i niespodziewanie zleje nas od stóp do głów brudną wodą, to wtedy zapewne odruchowo wykrzyczymy kilka słów, których nie używa profesor Jan Miodek w TV i to będzie pewnie wszystko. Inaczej jest jednak, gdy kropla wody kapie nam stale na głowę, w to samo miejsce i nie możemy uciec. Tak wyglądają „finezyjne” chińskie tortury. Wtedy każdy człowiek się w końcu załamuje, traci zmysły, a na koniec fizycznie umiera. Tak działa taka „kropla po kropli”, silnego i stałego stresu, od którego też nie możemy uciec.
Stres zabija. Po cichu, niewidzialnie, ale tak samo niesamowicie skutecznie jak tlenek węgla ( czad ). Tak samo jak kropla wody, gdy płynie jej odpowiednio wiele i przez długi czas. Z tych kropelek w końcu powstaje rzeka, a rzeka kropelek potrafi nawet wyżłobić w skale Wielki Kanion w Kolorado. Stres zabija całą radość z naszego codziennego życia. Może on też doprowadzić do głębokich zaburzeń funkcjonowania człowieka. Gdy przez dłuższy czas człowiek nie może mieć zapewnionych warunków do realizacji swoich podstawowych ludzkich potrzeb takich, jak potrzeba bezpieczeństwa, spokoju czy też wolności od strachu, to w konsekwencji powstają różne zaburzenia somatyczne, mające często tragiczny wpływ na życie i losy człowieka.
Chroniczny strach i stres może doprowadzić do powstania zespołu stresu pourazowego ( PTSD – posttraumatic stress disorder ). To stan, w którym ciało migdałowate[1] paraliżuje pozostałą część mózgu za każdym razem, kiedy wyczuje jakiś sygnał ostrzegawczy. Osoba cierpiąca na taki syndrom reaguje na mało istotny bodziec równie gwałtownie, jak na zagrożenie życia. Gdy dodatkowo zadziała na nas silny i zaskakujący bodziec, powodujący subiektywne silne odczucie zagrożenia ( zdarzenie traumatyczne ), może dojść do powstania ostrej reakcji na stres ( zespołu ostrego stresu = ASD - acute stress disorder). PTSD i ASD mają wspólne podłoże biologiczne – przewlekły stres lub długotrwały stan zagrożenia, od którego jednostka nie może się uwolnić. Reakcje na przewlekły stres są normalnymi ludzkimi reakcjami dla danej jednostki na sytuacje zewnętrzne, uniemożliwiające jej normalne funkcjonowanie. Jest bowiem taka reakcja normalną - naturalną, a nawet i przystosowawczą reakcją człowieka na uraz psychiczny, z którym jego psychika nie może już sobie sama poradzić. Każdy człowiek ma swoją granicę wytrzymałości psychicznej. Każda żywa istota stara się uciec od zagrożeń swojej egzystencji. Gdy ucieczka od zagrożenia staje się niemożliwa i przewlekły stres negatywny ( dystres ) działa zbyt długo na organizm, lub gdy pojawi się tak silny wstrząs psychiczny, że przekroczona zostanie indywidualna granica wytrzymałości psychicznej jednostki, to wówczas NIKT nie jest w stanie sobie poradzić. ( Herman 2004, s.68 / t.25 )
PTSD i ASD są to podobnie klasyfikowane zaburzenia. Istotną różnicą w przypadku ASD są dodatkowe zaburzenia dysocjacyjne: redukcja świadomości, amnezja dysocjacyjna, derealizacja i depersonalizacja. W skrajnym przypadku człowiek w działający w stanie ostrej reakcji na stres traci na pewien czas całkowicie pamięć, a tym samym i poczytalność. Bez pamięci nie ma bowiem świadomości, a bez świadomości maleje do zera możliwości kierowania swoim postępowaniem za pomocą intelektu. Wtedy intelekt zostaje całkowicie „wyłączony” przez mechanizmy sterujące pracą ludzkiego mózgu ( przez struktury pierwotnie starsze – układu limbicznego ). W takim skrajnym przypadku człowiekiem kierują wyłącznie automatyzmy i instynkty, utożsamiane potocznie z działaniem pod wpływem silnych emocji ( czyli tymi reakcjami, które stanowią dziedzictwo ewolucyjne gatunku ludzkiego oraz reakcjami nabytymi na drodze warunkowania ).
Dawniej w nazewnictwie sądowym ( i medycznym ) używało się pojęcia afektu do określania stanów, w których potocznie przyjmuje się, że emocje zaczynają dominować nad intelektem człowieka. Z kolei afekty dzielono na afekty patologiczne oraz afekty fizjologiczne. Afekt fizjologiczny pojawił się w prawnej literze art. 148 § 4 k.k., jako specyficzne pojęcie prawne: „stan silnego wzburzenia”. Afekt patologiczny to z kolei jest tak silne zaburzenie pracy mózgu, w którym człowiek całkowicie zrywa kontakt z rzeczywistością, kiedy chwilowo staje się całkowicie niepoczytalnym. Niezwykle szybki postęp wiedzy medycznej o funkcjonowaniu ludzkiego mózgu w ostatnich 10 – 20 latach nie odzwierciedlił się niestety w dostosowaniu kodeksu karnego do tych istotnych zmian w medycznej diagnostyce i nazewnictwie. W efekcie zarówno biegli sądowi ( często ludzie zupełnie przypadkowi i o niewielkiej wiedzy ), jak i sędziowie karniści, orzekający w sprawach o zabójstwa – tak naprawdę nie bardzo wiedzą, co mają opiniować i jak prawidłowo kwalifikować tak nietypowe tragedie, jak zabójstwa pod wpływem ekstremalnych emocji.
Analizując orzecznictwo SN i S.A., podręczniki akademickie z zakresu psychiatrii i psychologii aż rzuca się w oczy, że używanie dzisiaj tych samych określeń oznacza zupełnie inne pojęcia dla używających je różnych specjalistów. Dla przykładu – kluczowo ważne słowo „afekt” brzmi identycznie, ale jest to zupełnie inny termin dla prawnika, co innego oznacza ono dla psychiatry, a jeszcze co innego dla psychologa. Mało tego, dla poszczególnych specjalizacji z zakresu np. psychologii, również słowo „afekt” nie oznacza tego samego pojęcia ( Tak samo jak słowo „patologia”, czy też „zaburzenie” ). Żeby istniała możliwość porozumienia się w procesie karnym pomiędzy biegłymi i składem orzekającym, wszyscy muszą rozumieć dokładnie te same definicje przy użyciu tych samych pojęć! ( Tak samo Polak, nie znający języka czeskiego może uważać, że rozumie Czecha, ale to tylko pozory. Np. słowo brzmiące „koło” oznacza po czesku rower, a zwrot „iść na wojnę” oznacza dla czeskiego studenta obowiązek pójścia po studiach do wojska, a nie jakiś jego udział w wojnie.)
W polskich sądach, wbrew zasadzie in dubio pro reo, w praktyce obowiązuje do dzisiaj maksyma Wielkiego Ustawodawcy Stalina, że lepiej skazać na wieloletnie więzienie 100 niewinnych ludzi, niż 1 winnego wypuścić do domu. A gdy sędziowie nie rozumieją normalnych mechanizmów ostrego stresu, to „na wszelki wypadek” skazują ludzi na niezwykle wysokie wyroki więzienia ( zgodnie z oczekiwaniem motłochu oraz brukowych mediów - żądnych krwi i igrzysk ). Niestety, jest to zaprzeczeniem wprost niezawisłości, samodzielności i mądrości, jaką powinien się cechować współczesny sąd.
Dzisiaj w diagnostyce medycznej ( psychiatrii i psychologii klinicznej ), jedyną obowiązującą w Polsce klasyfikacją ( i jedynym oficjalnym nazewnictwem ) jest ICD-10[2]. Tam też nie znajdziemy ani słowa o afekcie patologicznym, fizjologicznym, czy też o stanie silnego wzburzenia. Dla odmiany, są tam dokładnie sprecyzowane współczesne diagnozy i co najważniejsze, konkretne - praktyczne kryteria diagnostyczne. Dlatego też dzisiaj nie ma do tych archaicznych pojęć o afektach żadnych znormalizowanych kryteriów diagnostycznych. Pomimo tego, są one nadal stosowane w praktyce orzeczniczej sądów ( a raczej nie są one stosowane, gdy zastosowane właśnie być powinny ). Archaiczne opisy reakcji dysocjacyjnych podczas silnego stresu znalazłem nawet w Biblii ( Księga Psalmów, Psalm 38 ). Niemniej w dzisiejszym sądownictwie nie powinno się używać języka aramejskiego. Dzisiaj musi się używać tylko najnowszego nazewnictwa i ściśle sprecyzowanych kryteriów diagnostycznych. Jest to bardzo ważne zarówno w diagnostyce medycznej jak i w procesie karnym. W przeciwnym wypadku, brak jest korelacji pomiędzy nowoczesną diagnostyką medyczną i procesem.
W ub. roku w jednym z głośnych procesów sąd wydał wyrok 25 lat pozbawienia wolności, opierając się na „opinii” biegłego psychiatry, w której były użyte „rozpoznania” typu: „miał dzikość w oczach” ( jak takie oczy wyglądają ? ), „nie miał sumienia” ( jakie kryteria diagnostyczne ? ), „wieczorem przemykał ukradkiem do domu jak szczur” ( na 4 łapach i z kawałkiem sera w pysku ? ). Można by się było z tego śmiać, tylko że w konsekwencji na czymś tak rażącym sądy wydają równie rażące wyroki, a to jest już tragiczne.
Archaiczne i to dodatkowo mylące nazewnictwo afektu patologicznego oraz fizjologicznego zauważyła już w 1982 roku prof. Krystyna Daszkiewicz w swojej doskonałej książce: „Przestępstwa z afektu w polskim prawie karnym” 1982.
Afekt patologiczny, prowadzący do utraty poczytalności, a tym samym od braku odpowiedzialności prawnej za czyn w tym stanie popełniony ( art. 31 § 1 k.k.) jest bowiem możliwym także u osoby całkowicie zdrowej psychicznie, czyli działającej pod wpływem m.in. ostrego stresu ( por. Daszkiewicz, 1982, s.165-166 + orzecznictwo SN). Nazwa „patologiczny” jest wówczas myląca, bo sugeruje „patologię”, czyli chorobę psychiczną. Profesor Daszkiewicz wyjaśnia, że afekty fizjologiczne, jak i zarówno patologiczne mogą posiadać różne podłoże: podłoże patologiczne ( przyczynę wewnętrzną – np. chorobę psychiczną ) lub niepatologiczne { czyli przyczynę zewnętrzną ( sytuacyjną ) oddziałującą na zdrowego psychicznie człowieka – np. stres }.
Dzisiejsze zaburzenie F 43.02 => OSTRA REAKCJA NA STRES: CIĘŻKA jest odpowiednikiem dawniejszej diagnozy afektu patologicznego, na podłożu niepatologicznym. Prof. Daszkiewicz już w 1982 roku proponuje zastąpienie przestarzałego nazewnictwa bardziej nowoczesnym i podział na afekty silne ( fizjologiczne ) oraz bardzo silne ( patologiczne ) ( Daszkiewicz 1982, s. 23 ). Z uwagi na fakt, że klasyfikacja ICD-10 powstała 11 lat później, to można zauważyć, że Krystyna Daszkiewicz przewidziała te zmiany. Zdziwienie budzi fakt, że nowej diagnostyki ( ICD-10 ) z 1993 roku nie dostrzegła komisja kodyfikacyjna kodeksu karnego z 1997 roku oraz zmian z 2003 roku. W ICD-10 są nie tylko wyszczególnione wszystkie możliwe zaburzenia psychiczne, jakie dzisiaj można diagnozować, ale też są w ICD-10 sprecyzowane kryteria diagnostyczne, które mogą, a właściwiej => muszą zostać uwzględnione w diagnostyce oraz w procesie karnym.
Skoro przyjmiemy za wykładnią kpk, iż sędzia karnista nie posiada wiadomości specjalnych z zakresu diagnostyki medycznej, to jasna, pełna, logiczna oraz oparta na współczesnych kryteriach medycznych ICD-10 opinia musi zostać w procesie uwzględniona. ( por. 1982.05.03,wyrok SN, I KR 319/81, OSNPG 1982/11/149 ).
Tragedią polskich sądów są niedouczeni, okazjonalni biegli i tacy sami sędziowie, opierający swoje wyroki na pseudonaukowych opiniach. Wtedy faktycznie w przypadku całkowitej chwilowej niepoczytalności z kryterium psychologicznego ( art. 31 § 1 kk ) oraz w sytuacji działania w obronie koniecznej ( art. 25 § 1 lub § 3 kk ), przy niefachowych biegłych oraz nie przestrzegającym elementarnych zasady procedowania sądzie, który nie rozumie zagadnienia, ale „musi” wydać „jakiś” wyrok, to zamiast uniewinnienia, dostaje się nawet 3 razy dożywocie. I tak się właśnie stało w moim „procesie”.
A te kryteria, przynajmniej od dnia wejścia w życie ICD-10, czyli od 1993 roku, są dokładnie sprecyzowane. We współczesnej i jedynej obowiązującej w Polsce diagnostyce zaburzeń zachowania ( ICD-10 s. 96 ) pod pozycją F 43.0 jest wyszczególniona właśnie „OSTRA REAKCJA NA STRES”.
Dzieli się ona, w zależności od nasilenia występujących objawów dysocjacyjnych na: F 43.00 - łagodną, F 43.01 - umiarkowaną, F 43.02 - ciężką
Właśnie ostra reakcja na stres – ciężka, odpowiada w swoich kryteriach diagnostycznych archaicznej nazwie afektu patologicznego, natomiast ostra reakcja na stres – umiarkowana, odpowiada afektowi fizjologicznemu. Z kolei F 43.00 – łagodna ( i dwie pozostałe oczywiście też ) wyczerpuje pojęcie „wzburzenia” z art. 25 § 3 k.k.
Innymi słowy, stosując sprecyzowane w ICD-10 kryteria diagnostyczne – można właśnie dokładnie ustalić, czy powstało prawnicze: „silne wzburzenie” z art. 148 § 4 k.k. lub przypadek sprecyzowany w art. 31 § 2 k.k. ( czyli F 43.01 ), czy też całkowita niepoczytalność z „innego zakłócenia czynności psychicznych”, sprecyzowana w art. 31 § 1 k.k. ( F 43.02 ). Pomijam tutaj całą diagnostykę patologii medycznych, czyli wszelkich zakłóceń pracy mózgu na podłożu chorób psychicznych, upośledzenia umysłowego, czy też uzależnień. Jest to bowiem wyłączna domena psychiatrów. Moja analiza dotyczy wybranego zachowania na podłożu niepatologicznym, czyli zaburzeń zachowania ludzi psychicznie zdrowych ( czyli tych, których można sądzić w sądzie za ich czyny ). Biegły powinien diagnozować zaburzenia zachowania wyłącznie wg sprecyzowanych w ICD-10 kryteriów, a sędzia powinien je rozumieć i umieć je zastosować w praktyce w procesie karnym.
Jasno sprecyzowany powinien być też podział na specjalności biegłych przy wydawaniu opinii dla sądu. I tak, najpierw powinien wypowiedzieć się psychiatra, w kwestii istnienia ( lub braku ) patologii medycznych. Gdy taki specjalista wykluczy podłoże patologiczne zaburzenia zachowania, to wówczas jego rola zostaje zakończona i do samodzielnego, niezależnego opiniowania powinien przystąpić biegły psycholog. On także powinien się wypowiedzieć samodzielnie w kwestii poczytalności, ale wyłącznie ze swojej specjalności – in concreto – zaburzeń zachowania na podłożu niepatologicznym ( np. ostrej reakcji na stres ASD, PTSD etc. ). Podkreślam, że sprawą oczywistą jest, iż najpierw psychiatra musi się wypowiedzieć w kwestii ewentualnych zaburzeń psychiatrycznych. Art. 202 § 1 - 4 kpk to wyraźnie precyzuje. Niemniej nigdzie nie istnieje nakaz, że tylko i wyłącznie kwestię poczytalności może orzekać psychiatra. ( Jeżeli istnieje jakieś orzeczenie SN, czy S.A. o takiej treści, to jest ono błędne.) To, że każdy pies ma cztery łapy, wcale nie oznacza, że każde zwierzę posiadające cztery łapy jest psem. Dlatego też nie ma kolizji powyższego stanowiska z literalnym zapisem ustawy ( kpk ). Oczywiście w sytuacji braku patologicznego podłoża zaburzenia, gdy należy opiniować zaburzenia zachowania ludzi zdrowych psychicznie, tylko do oceny sądu pozostaje kwestia, czy sąd samodzielnie potrafi daną kwestię rozstrzygnąć, czy też będzie korzystał z wiedzy specjalistycznej biegłego psychologa. Bo wówczas do rozstrzygnięcia pozostaje ocena i kwalifikacja zachowania normalnego, zdrowego psychicznie człowieka. PTSD, ASD to nie są choroby psychiczne, a wyłącznie normalne ( chociaż czasami ekstremalne ) reakcje obronne.
W przypadku obrony koniecznej ( art. 25 kk ), gdy występuje kontratyp obrony, również diagnostyka ICD-10 ma swoje zastosowanie. W przypadku art. 25 § 3 kk, sąd musi odstąpić od wymierzenia kary, gdy przekroczenie granic obrony koniecznej nastąpi pod wpływem „wzburzenia lub strachu” usprawiedliwionego okolicznościami zamachu. Proszę zwrócić uwagę na literalne brzmienie art. 25 § 3 kk: „wzburzenia”, a nie „silnego wzburzenia”, jak tego wymaga literalnie art. 148 § 4 kk. Do zaistnienia przypadku z art. 25 § 3 kk w praktyce wystarczy zdiagnozowanie jakiegokolwiek przypadku F 43.0 ( z ICD – 10 ), co wyczerpuje pojęcie „wzburzenia”. Oczywiście „ostra reakcja na stres” to nie jest jedyny przypadek „wzburzenia”, a tylko jeden z wielu możliwych.
Konkludując: do zaistnienia pojęcia prawnego „wzburzenia lub strachu” wystarczająca jest tutaj jakakolwiek diagnoza „ostrej reakcji na stres” ( już bez względu na stopień utraty poczytalności ). Ustawodawca w art. 25 k.k. w ten sposób sankcjonuje prawo do obrony, które jest prawem samoistnym, podstawowym.
W takim wypadku, sąd ma obowiązek ocenić jedynie zasadność zaistnienia tych „usprawiedliwionych okoliczności” – in concreto – musi ustalić: KTO ( quis ? ) doprowadził do całej krytycznej sytuacji oraz czy sprawca mógł ( o ile miał zachowaną świadomość czynu ) zachować się inaczej.
Najpierw sąd musi rozważyć, czy zaistniał zamach na jakiekolwiek dobro sprawcy, które podlega ochronie prawnej. In concreto – bardzo trafnie ustosunkował się do kwestii zamachu Sąd Ape­lacyjny w Gdańsku[3] w wyroku z dnia 29 grudnia 2000 r., sygn. I ACa 910/00:
"Prawo do zachowania nietykalności mieszkania w rozumieniu art. 23 k.c. musi być pojmowane w aspekcie nie­materialnym, jako prawo do ochrony przed bezprawnym wtargnięciem w sferę nie samej "substancji mieszkaniowej", lecz w sferę określonego stanu psychicznego i emocjonalnego, jaki daje każdemu człowiekowi poczucie bezpiecznego i niezakłóconego posia­dania własnego miejsca, w którym kon­centruje swoje istotne sprawy życiowe i chroni swoją prywatność".
To truizm, ale przecież właśnie po to opracowano przez WHO zunifikowany na cały świat rejestr ICD-10, aby właśnie z niego korzystać. Tak samo Sąd Najwyższy i Sądy Apelacyjne publikują istotne orzecznictwo, też właśnie po to, aby z niego sądy korzystały w praktyce. Niestety w polskiej rzeczywistości, w sądach można usłyszeć na sali rozpraw to, co samemu usłyszałem: „Sąd może wszystko”, „Kpk jest dla sądu tylko instrukcyjne”. Ta pobłażliwość w łamaniu prawa przez sędziów jest tolerowana pod fałszywie pojętą „solidarnością zawodową” i „immunitetem” sędziowskim.
Profesor Maja Lis-Turlejska w: „Jednostka i społeczeństwo”, red. M. Lewicka, Gdańsk 2002, GWP str. 268 sygnalizuje:
... PTSD (posttraumatic stress disor­der ) zaczyna przypominać szybko jadą­cy pociąg, grożący tym, że pociągnie za sobą wszystko, co pojawi się na jego drodze. Istnieje naturalna tendencja do oporu wobec diagnoz dotyczących stre­su (stress - related diagnoses), związana z ich potencjalnie wybuchowym oddziaływaniem na postawy społeczeństwa wo­bec sprawstwa i odpowiedzialności. Wyzwaniem dla nas - zajmujących się tymi zagadnieniami - jest znalezienie odpo­wiedniej równowagi" (Bremner, 1999, s. 351)
To bardzo istotne stwierdzenie. Bez skonkretyzowania specjalistycznego, jednolitego nazewnictwa, jednolitych kryteriów, które będą zrozumiałe i wiążące zarówno dla sądu, jak i biegłych, którzy wydają opinie w kwestii poczytalności, nie można oczekiwać istotnej poprawy w uczciwym i sprawiedliwym procedowaniu sądów w sprawach, gdzie w grę wchodzą kwestie zaburzenia świadomości tempore criminis podsądnych.
Należy postulować, aby pilnie utworzono komisję, w której zasiądą specjaliści zarówno z zakresu prawa karnego oraz psychologii klinicznej i psychiatrii, w celu opracowania konkretnych i wiążących wytycznych pełnej diagnostyki zaburzeń zdrowia psychicznego na potrzeby orzecznictwa sądowego na bazie klasyfikacji ICD -10. W dalszej kolejności należy oczekiwać publikacji orzecznictwa SN i S.A., które doprecyzują w szczegółach poszczególne zagadnienia, wyłaniające się w praktyce sądów z kolejnymi sprawami karnymi.
Bardzo proszę specjalistów z zakresu psychologii, prawa karnego oraz uczciwych dziennikarzy o kontakt i pomoc w mojej tragicznej sytuacji. Będąc od 4 lat w więzieniu i do tego całkowicie osamotniony, jestem zupełnie pozbawiony możliwości dotarcia do prawdziwych ustaleń faktycznych. „Sąd” Okręgowy w Krakowie, a raczej średniowieczna inkwizycja w osobach moich „sędziów” Wojciecha Maczugi i Małgorzaty Rzeszut przy kompletnie pustej sali podczas całego mojego „procesu” uniemożliwili mi na jakąkolwiek obronę. Nie dopuszczono nawet jednego dowodu lub świadka, o których wnosiłem. Uniemożliwiono mi na złożenie moich własnych zeznań ( nawet już nie mówiąc o prawie do tzw. ostatniego słowa ). Proces toczył się najczęściej pod moją nieobecność. Moi „sędziowie” złamali chyba wszystkie możliwe zasady procedowania, które miały mi zagwarantować uczciwy proces. Skazano mnie na dożywotnie pozbawienie wolności w sytuacji działania w obronie koniecznej, w sytuacji wieloletniej obrony swojej rodziny z dwojgiem malutkich dzieci i swojego własnego mieszkania. I to w sytuacji, gdy do tragedii doszło pod wpływem całkowitej chwilowej utraty poczytalności, pod wpływem ciężkiego przypadku ostrej reakcji na stres.
Prosiłbym o udział w moim procesie w II instancji ( jako publiczność ), aby uniemożliwić po raz kolejny na łamanie prawa i procedury przez sąd.
Mój proces jest ( powinien być ) jawnym. Apelacja będzie prowadzona przez S.A. w Krakowie w dniu 3 czerwca 2005 r. ( w piątek ) o godz. 9.30 w sali 406 ( 31-542 Kraków, ul. Mogilska 17 )
Kolejny przykład funkcjonowania tego nieprawdopodobnego bezprawia, zwanego krakowskim „sądem” : Po tym, jak „sądowi” Błasiakowej „nie udało się” w roku 2001 wpisać na moją rzecz mojego mieszkania, wybudowanego legalnie przeze mnie 11 lat wcześniej w 1990 roku; po „skazaniu mnie” przez „sąd” Maczugi i Błasiakowej na 3-krotne dożywocie za przypadek z art. 25 § 1 i § 3 k.k. ( działania w obronie koniecznej ); kolejny krakowski „sąd” „sędzi” okręgowej Izabeli Dyki – w „procesie” przebiegającym całkowicie pod moją nieobecność „zasądził” w dniu 29.04.2005 tej chorej z pazerności rodzinie bolszewickiego oficera MO z lat 1966-1985 – komornika z lat 2000-2002 Szczygła odszkodowanie: rentę comiesięczną w wysokości 12.335,- zł ( licząc od VI 2002 roku + odsetki ) oraz jednorazowo kwotę 486.000 zł ( + odsetki ), za przypadek z art. 425 § 1 k.c. ( t.j. „osoba niepoczytalna nie jest odpowiedzialna za szkodę w tym stanie wyrządzoną” ). Jest to odszkodowanie za tragedię, do której świadomie doprowadzili poszkodowani tylko, że ja zamiast paść na serce, padłem na nerwy.
Tarnów, 12.05.2005
[1] W ludzkim mózgu ciało migdałowate ( corpus amygdaloideum ) należy do układu limbicznego ( zwanego też brzeżnym lub rąbkowym ). To jest ewolucyjnie starsza struktura, odpowiedzialna za ludzkie emocje i nie podlegająca procesom, które możemy określić jako „świadome”. W normalnych warunkach na tą pierwotną strukturę działa kontrolująco ( hamująco ) kora mózgowa – jedyna część ludzkiego mózgu, w której zachodzą świadome procesy myślowe. W ekstremalnych stanach stresowych może nastąpić odwrócenie tych ról. Wtedy układ limbiczny na pewien czas potrafi przejąć kontrolę nad korą; zastenizować ją („znieczulić”).
[2] International Statistical Classification of Diseases and Health Related Problems – Tenth Revision - wydanej przez Światową Organizację Zdrowia – WHO w 1993 r.
[3] Gdyby w Polsce tak chroniono własne mieszkanie, jak w USA, gdzie czyjeś mieszkanie, to jest „jego twierdza” i agresora dokonującego zamach na czyjeś mieszkanie można wręcz zastrzelić, to by nie było potrzeby, aby S.A. w Gdańsku musiał wyjaśniać tak bardzo oczywistą - elementarną kwestię.