Source: http://wiadomosci.xp.pl/przegralo-zazalenie-nizynskiego-w-sprawie-nakazu-zaplaty-przez/4rpon5q
Timestamp: 2020-06-04 01:01:03
Legal References Found: art. 304
 art. 10
 art. 1
 art. 3941
 art. 1
 art. 11
 art. 6
 art. 45

Document Content:
Jak dziś ujawniono, w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie przegrało zażalenie na klauzulę wykonalności i na odrzucenie sprzeciwu w sprawie, którą tutaj wielokrotnie relacjonowaliśmy: chodzi o sprawę, w której wydano nakaz zapłaty, wysłano go na błędny adres, a następnie odmawiano pokrzywdzonemu Piotrowi Niżyńskiemu prawa do sądu i możliwości rozprawy, twierdząc, że "pozostała już tylko egzekucja".
Zażalenie przegrało (zostało odrzucone) wbrew m. in. bardzo licznym dowodom odmiennego adresu, w tym:
3 notatki urzędowe policyjne (tj. dokumenty z czynności wydane w oparciu o Kodeks postępowania karnego w związku z sytuacją niewymagającą sporządzenia protokołu) w 2 różnych sprawach, przedłożone jako odpisy poświadczone, stwierdzające mój adres zamieszkania (pod koniec września i 1 października 2014 r.) wybadany u właścicieli konkretnych mieszkań oraz u taksówkarza przewożącego rzeczy; jako dokumentom urzędowym, sąd w braku przeciwdowodu ma obowiązek im ufać (tzw. domniemanie zgodności z prawdą);
umowa najmu kolejnego domu, który został przez Piotra Niżyńskiego zamieszkany w październiku 2014 r., datowana na wrzesień 2014 r.,
lista adresów zameldowania z pieczęcią i podpisem urzędu,
wydruki bardzo licznych zamówień pizzy (praktycznie codziennych) dokonanych przez stronę PizzaPortal.pl z podaną nazwą podmiotu odpowiedzialnego za tę stronę www i mogącego korespondencyjnie potwierdzić, na żądanie sądu, istnienie takich zamówień poprzez przysłanie tych zamówień, czyli dokumentów prywatnych (przechowywanych tam w formie elektronicznej);
bardzo liczne odpisy poświadczone (a w małej części: zwykłe kserokopie) z akt innych spraw sądowych pokazujące, jak zmieniał się adres Piotra Niżyńskiego w 2014 r. i jak o tym informowano;
inne dokumenty uprawdopodabniające odmienny adres, np. etykieta listu kurierskiego, pocztowe potwierdzenia nadania przelewów za czynsz z 2014 r. (nadawcą był Piotr Niżyński posługujący się określonym adresem): widać je na https://www.youtube.com/watch?v=qJLBp6CNP4o&time_continue=1445.
Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego "przy doręczaniu nakazów zapłaty należy rygorystycznie przestrzegać przepisy o doręczeniach". Niedopuszczalne jest opieranie się na jakimś ogólnym moralizatorstwie, na snuciu domysłów co do "uciekinierstwa" czy uznawanie nakazu za doręczony, mimo że jest to niepewne i zostało skutecznie poddane w jakąś wątpliwość (patrz np. cytat dotyczący awizo: "brak tego zawiadomienia, jak też wątpliwość, czy dotarło ono do adresata czyni doręczenie bezskutecznym"). Powyższe cytaty z orzecznictwa wielokrotnie podnoszono w pismach procesowych do sądu w tym postępowaniu zażaleniowym.
Jakkolwiek nie opublikowano jeszcze uzasadnienia postanowienia o odrzuceniu zażalenia na klauzulę wykonalności oraz o odrzuceniu sprzeciwu, z samej formuły tych postanowień (odrzucenie zamiast oddalenia, co oznacza uznanie formalnej niedopuszczalności danego pisma procesowego, czyli np. środka zaskarżenia) wynika w kontekście tej sprawy, że sąd przyjął adres zamieszkania podany w tym pozwie przeciwko Niżyńskiemu, czyli ten, który był na umowie najmu z czerwca 2012 (doręczenie realizowano we wrześniu-październiku 2014 r.), za niewzruszony i aktualny, a ówczesne doręczenie zastępcze za skuteczne. Odmiennego zdania był nawet sąd I instancji, czyli ten mający szczególnie złą sławę w sprawach z Niżyńskim Sąd Okręgowy w Warszawie (sędzia w zarządzeniu uznał zażalenie na klauzulę wykonalności za wniesione w terminie, gdyż, jak wyjaśnił, adres, na który skierowano w 2014 r. wszczynające bieg terminu zawiadomienie o wszczęciu egzekucji – koniec końców wtedy jeszcze nieudanej – uznał za już wówczas nieaktualny, a to na podstawie samego tylko wykazu adresów zameldowania oraz umowy najmu nowego domu z II poł. września 2014 r.).
Sprawa zwraca się bezpośrednio przeciwko portalowi xp.pl, ponieważ to xp.pl sp. z o. o. z własnych pieniędzy spłaciła z odsetkami ten nakaz zapłaty (w związku z zainstalowaniem się komornika na działce przeniesionej przez Niżyńskiego na spółkę). Sporo pieniędzy, prawie 20 tys. zł, poszło też na spłacenie kosztów egzekucyjnych (nielegalnie zawyżonych przez komornika i sąd rejonowy o dodatkowe 23% "na podatek VAT", wbrew przedłożonej świeżej uchwale Sądu Najwyższego z pieczęcią i podpisem jego Biura Studiów i Analiz).
Nazwisko przeciwnika Niżyńskiego, oparte na rdzeniu słowotwórczym wspólnym z wyrazem "kraść", "okradać", "kradzione", pasuje do nazwiska kardynała watykańskiego rodem z Polski, który mógłby być prawą ręką papieża przy różnych przestępstwach, w sposób, który wyjaśniono w artykule "»Od dawna wszystkie zbrodnie polityczne w Polsce pochodzą z KAI«". Można tu na marginesie nadmienić, że we wszystkich innych przypadkach, gdy pozwany jest kto inny niż ww. nielegalnie represjonowana osoba, sędziowie rutynowo sprawdzają zawsze (tj. sprawdzali do niedawna, bo obecnie weszły jeszcze lepsze przepisy) adres zameldowania pozwanego, w celu wykrycia ewentualnej niepoprawności adresu podanego w pozwie i zawieszenia na tym tle postępowania. Mnóstwo typowych orzeczeń na ten temat widać na filmie z aktami omawianej tu sprawy, gdyż ich fotografie też zostały złożone (przy czym orzekał tu doświadczony sędzia, któremu niewiele brakowało do przejścia w stan spoczynku z racji wieku): https://www.youtube.com/watch?v=qJLBp6CNP4o&time_continue=2256.
Poprzednie artykuły na temat tej sprawy i tego skandalu sądowniczo-złodziejskiego widać w ramce "Podobne" na prawo od artykułu. Można przeglądać skany dokumentów z akt, a nawet film z aktami (z uwagi na wyjątkowo bulwersując charakter sprawy, jak również wagę podniesionych zarzutów).
"Korupcja? Jakim cudem?"
Jakkolwiek "spikerzy" torturującego Niżyńskiego okołoprogowymi szeptami radia potwierdzili dziś (nie pierwszy raz), że w sprawie chodzi o łapówkę, zastosowano też pewne tło mogące sprawiać wrażenie, że sędzia rzekomo się boi orzekać dobrze ("bo kogoś gdzieś tam zabił szpital" – może raczej to takie przenośne nazwanie portalu typu xp.pl). Pisaliśmy o tym przy okazji sprawy zabójstwa Łybackiej i wcześniej przy sprawie zamordowania wójta Zgierza. Szczegóły i odnośnik do starszego z tematów są w artykule "Zmarła Krystyna Łybacka i Robert Skóra, prawdopodobnie kolejne zbrodnie mafii państwowej".
Jakiś czas temu "spikerzy" ci, uznawani za ludzi TVP zajmujących się dręczeniem Niżyńskiego i śledzeniem go, wyjaśniali też, jak dochodzi do korupcji. Sędziowie mieliby być ustawiani już na progu zatrudnienia. Dowiadują się, że podatek będą dostawać do kieszeni, a państwo nie będzie się o niego upominać; wciąga się ich też w kryminalny proceder związany z monitoringiem (obserwacja kamer, ewentualnie też podsłuchiwanie Niżyńskiego i włączanie śledzenia ekranu w przyrządzie do odbioru fal oraz komunikacja przez komunikator internetowy, chyba Gadu-Gadu, stanowiąca pomocnictwo dla kryminalistów z "telewizji"). Wydział zbiera nry telefonów sędziów, potem TV wysyła im SMS-y, gdy wpływa do sądu sprawa z Niżyńskim. Kto chce łapówki za "uwalenie" sprawy, ma się zgłosić do sekretarki, by ją mu przydzieliła. Ponoć do wypłaty łapówki stosowane są nowoczesne internetowe środki płatności.
Dodatkowym potwierdzeniem istnienia korupcji w sądach, zakotwiczonej zapewne w złym kierownictwie oraz w sprawie niewpłacania podatku dochodowego za pracę do urzędów skarbowych (w pełnej należnej za wszystkich pracowników kwocie), może być – obok nagłośnionych w mediach słów prof. Lecha Morawskiego (sędziego TK zamordowanego zapewne metodą medyczną w 2017 r., kilka lat wcześniej jeszcze przed objęciem urzędu zorganizowano mu ponadto, najwyraźniej poprzez rozkazy falowe dla elektroniki, wypadek samochodowy) wygłoszonych w Oxfordzie ("skorumpowani są sędziowie", także ci najwyżej sytuowani w hierarchii, "czołowi politycy" itd., "dowody są łatwo dostępne") – m. in. sprawa oskarżenia Piotra Niżyńskiego o wypadek samochodowy z 2012 r. (oskarżenia, w którym organy ścigania nie dostrzegły nawet potrzeby jakiegokolwiek dowodzenia swych tez, a wtórował im w tym sąd, mimo ciągłych wyraźnych przeczeń i sprzeciwów składanych przez Niżyńskiego na piśmie, naruszono też w obu instancjach prawo człowieka do przesłuchiwania lub spowodowania przesłuchania świadków oskarżenia, np. pojedynczego policjanta, który wygłosił w toku śledztwa swe przekonania i przypuszczenia). O sprawie była mowa m. in. w artykule "Kompromitacja w Strasburgu, kolejna zlekceważona skarga Niżyńskiego", doszło w niej do trwałego pozbawienia Piotra Niżyńskiego (założyciela xp.pl) prawa jazdy, obecnie formalnie jeszcze czeka ją rozstrzygnięcie postępowania kasacyjnego. Wyjaśnieniem tego skandau sądowniczego może być tutaj, jak zresztą w niejednym przypadku, urbanistyka Warszawy i jej ciekawostki. Mianowicie: urząd zwany jeszcze kilka lat temu Urzędem Kontroli Skarbowej w Warszawie znajduje się przy przystanku PIMOT (zaczęto go tam przenosić w roku 2012, za 28 mln. zł, równolegle z wielkim programem m. in. SMS-owego propagowania najeżdżania Piotra Niżyńskiego na... rowerach), który to skrótowiec PIMOT można by rozpisać alternatywnie, na 2 słowa: "Piotr-motoryzacja". A zatem taki oto arogancki ton z tego wybrzmiewał: "słuchajcie słuchajcie sędziowie, bo teraz przemawia rząd: sprawa zmotoryzowanego poruszania się PIOTRA N. po mieście leży teraz w decyzji Urzędu Kontroli Skarbowej, koledzy-bandyci z TV nie kłamią; jeśli więc nie chcecie tu mieć masowego problemu i wyroków na siebie, to wiecie, co macie zrobić". Zresztą plan co do ww. sprawy karnej (por. ang. car = samochód) jest zapewne bardzo stary – to zapewne dlatego mamy dziś w Polsce dominującą pozycję rynkową takiego m. in. podmiotu, jak Carrefour (czyt. karfur) – "kara za furę" ("winny samochód, Skoda"), zresztą z jego charakterystycznymi 2 lokalizacjami w Warszawie: przy al. Solidarności 66a, jak i Jagiellońskiej 66 (zauważmy, że szóstka może być, obok skojarzeń z szatanem i liczbą 666, także symbolem jakiegoś zwycięstwa, bo jej zapis cyframi rzymskimi to VI, jak łac. victoria, czyli zwycięstwo; tutaj więc 2 zwycięstwa symbolizujące "karę za furę" w obu instancjach; podobną zresztą wymowę można przypisywać usytuowaniu przez rząd Rzecznika Praw Obywatelskich przy al. Solidarności 77, gdzie siódemka kojarzy się z symbolem Boga i boskości, a zatem np. wpływów papieża – "z tym się solidaryzujemy, to musimy popierać i nie wnosić kasacji": i, istotnie, właśnie tak jak dotąd w różnych sprawach Niżyńskiego RPO się zachowywał).
Kolejną ważnym akcentem w losach ww. urzędu było uchwalenie pisowskiej ustawy o, nomen omen, KAS ("Krajowej Administracji Skarbowej"), nota bene szeroko oprotestowywanej przez związki zawodowe jako zbyteczna i niepożądana. Na mocy ustawy urząd ten został wcielony do Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego, jako że odrębne urzędy kontroli skarbowej oraz "kontrole skarbowe" w ogóle przestały istnieć (wcielono tę sferę do zwykłych postępowań podatkowych, zwanych potocznie kontrolami podatkowymi). Nie jest więc bezpodstawnym (a już na pewno na tle rażących popełnionych tutaj błędów sądowniczych) przypuszczenie, że także i tym razem było w tym drugie dno, które wykorzystano przy podżeganiu sędziów do złych zachowań: "oto specjalna ustawa na temat kasy" ("kasy pana Niżyńskiego"), "widzicie jasno, czego chce rząd" (specjalnej reformy, odejścia od dotychczasowych zasad) – tak, jak wcześniej przy sprawie PIMot. Zauważmy też, że – widoczny tutaj w wyborze nazwy Krajowa Administracja Skarbowa (o specyficznym "kasiarsko" kojarzącym się skrótowcu KAS) – dobór w ogólności wg kryterium nomen omen, jak np. dobieranie ludzi czy nazw miejscowości tak, by odpowiednio i charakterystycznie się ich nazwy własne kojarzyły, jest jak informuje Piotr Niżyński w raporcie na stronie www.bandycituska.com/ponazwisku.html jednym z najbardziej charakterystycznych znaków rozpoznawczych "grupy watykańskiej" i przekrętów politycznych na tym tle już od ok. 200 lat.
Sąd – jeszcze jeden ośrodek prześladowania jednostki
Niezależnie od tego dosyć ukrytego przecież hipotetycznego wciąż problemu, w sądach (jak i wszystkich innych miejscach publicznych, nawet na innych kontynentach) istnieje problem kryminalny z dziedziny m. in. Prawa budowlanego polegający na tym, że ich budynki torturują obecnych męczącymi i blokującymi myślenie dźwiękami (zmiksowane ścieżki dźwiękowe szeptów oraz ględzeń i wołań ludzkich, dawniej z licznymi intensywnymi dodatkami podprogowymi w postaci szeptu, na tle podstawowego podkładu szeptanego, na bieżąco dobieranymi i wytwarzanymi, co męczyło i angażowało jeszcze bardziej) składającymi się na nadawane na żywo "radio podsłuchowe". W licznych przypadkach dyrektorzy sądów, którzy zgodzili się na wbudowanie w najmniej dostępnych miejscach tych nielegalnych instalacji ze smartfonów (o stosunkowo scentralizowanym zasilaniu stałym napięciem z zasilaczy), do dziś pełnią swe funkcje. Dźwięki radia włączają się wtedy, gdy Niżyński jest w środku lub w pobliżu, gdyż śledząca centrala ("telewizja") nadaje satelitarnie odpowiednie rozkazy falowe ze współrzędnymi GPS (konsekwencja prowadzenia obserwacji tej osoby radarem radiolokacyjnym). Przykładową rozmowę na ten temat z dyrektorką sądu prezentuje strona http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=7&t=5500, zaś dodatkowe dowody – artykuł "Trybunał Konstytucyjny znowu osobliwie zlekceważył prawo" (3. akapit pod nagłówkiem "Dźwięki tortury w Trybunale. Kolejny ośrodek prześladowania jednostki"). Z kolei poszlaki z przeszłości na starość tego spisku i jego watykańskie pochodzenie pokazuje artykuł "Nowy atak prokuratury z Policją na Niżyńskiego. Ślepo do celu wbrew faktom" pod nagłówkiem "Piotr Niżyński jako postać bardzo istotna w polityce najwyższego szczebla". Dodatkowo, w dzień urodzin Piotra Niżyńskiego (25 września, patrz dowody na datę) związek zawodowy robotników budowlanych świętuje tzw. "Dzień Budowlańca".
Poniżej przykłady zeznań Piotra Niżyńskiego złożonych na przestrzeni lat w różnych sprawach sądowych i policyjnych na temat ww. problemu dźwięków:
„(...) nieprzychylność bardzo wielu firm polskich, która pokazuje, że udział w takiej zorganizowanej przestępczości czyni człowieka nieprzyjaznym wobec mnie jako ofiary. Sprawcy starają się, żebym skończył jak najgorzej i nie miał pieniędzy. Przykładem tego ze strony tym razem nie przedsiębiorców a właścicieli nieruchomości może być sprawa o zapłatę za szkody na kwotę ponad 60 000 zł, jaką założył mi właściciel domu, który wynajmowałem A. (...) w Sądzie Rejonowym dla m. st. Warszawy. Dom ten miał taką instalację zawartą w sobie, że grały w nim wszystkie sufity bardzo męczące dźwięki, co zapewne miało związek z działaniami właściciela. Mimo, że dom był ubezpieczony właściciel skierował sprawę o tak wysoką kwotę przeciwko mnie, osobie bezrobotnej i zadłużonej.”
– 20.04.2016 r., Komenda Powiatowa Policji w Legionowie
„Potwierdzam treści odczytanych wyjaśnień, są one spójne z tymi obecnymi. Nie chodziło mi o radio, które emituje wiadomości i muzykę, które wtedy również było włączone podczas jazdy. Grało takie radio, że ma się wrażenie, że gra na żywo, bo potrafi powiedzieć, no, np. która jest godzina. Tak, jak gdyby ciągle ktoś na bieżąco wytwarzał to, co ma być puszczane. Były to zmontowane wulgaryzmy, okrzyki. Jedyną obecnie możliwością potwierdzenia ich istnienia jest wykonanie rzetelnej opinii fonoskopijnej dołączonych do aktu oskarżenia nagrań. Informowano mnie niegdyś, że to Telewizja Polska, aczkolwiek nie mogę tego w żaden sposób udowodnić. Było to zjawisko niezależne od oficjalnej instalacji radiowej, pochodzące od nadawcy publicznego. Ponieważ oskarżony na jednej z pierwszych rozpraw powiedział o swoim pojeździe, że oddał go do montażu, to być może zamontował w nim urządzenie, które mogłoby odtwarzać jeszcze inne radio niż korporacyjne. Bez profesjonalnej analizy nie jest możliwe potwierdzenie, że ww. dźwięki faktycznie były obecne w taksówce. Spotkałem się z tym już wcześniej w kilku taksówkach. Ostatnio np. byłem na rozprawie w Sądzie Okręgowym, którą nawet nagrywano, i też wtedy coś takiego grało. Być może ktoś wszedł i odtwarzał to pod salą. Ja nie mam zastrzeżeń do Sądu, którymi chcę się podzielić. Może nawet na tej sali też jest coś zamontowane, ale nie wnikam w to. W marcu 2016 r. współpracowałem z ekipą robotników fizycznych z województwa mazowieckiego, którzy twierdzili, że (...) tworzy się instalacje podsłuchowe, które są zasilane od każdej latarni. Zaś jeden z robotników (...) odpowiedział mi, że na działki wchodzi prąd obniżonego (stałego) napięcia, które te grające telefony komórkowe zasila. Bo o tym była rozmowa.”
W zakresie pytania Przewodniczącej odnośnie odręcznego zapisu świadka na złożonym w dniu dzisiejszym wniosku dowodowym o treści "szepty takie potrafią oddziaływać podprogowo, zmieniając to, co umysł postrzega jako wypowiadane słowa. (...) nie ja byłem źródłem tych dźwięków, tylko jakieś postronne źródła" świadek zeznaje:
„Istotnie na nagraniu były szepty mogące zakłócić naturalną umiejętność rozpoznania właściwych słów, np. występujące w szeptach głoski mogłyby się zlewać z wypowiedziami. Gdy pisałem o postronnych źródłach tego dźwięku, to chciałem przez to powiedzieć, że mogły to być instalacje tego typu, o których informowali mnie robotnicy. Od około stycznia 2013 r. takie instalacje mogły mi się dawać we znaki w tych taksówkach. Aczkolwiek inne osoby nie miały takiego problemu, ponieważ włączenie się lub nie radia zależy od tego, czy telefon będący źródłem dźwięku jest w pobliżu mnie, a są to sprzęty wyposażone w GPS.”
– 25.04.2016 r., Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli w Warszawie, sygn. akt V K 2/13
Na pytanie biegłej świadek zeznaje:
„Kilka miesięcy przed tym kursem nabyłem ochronniki słuchowe marki Peltor i od tego czasu często je stosowałem (...). Dźwięki, jakie były w taksówkach, były tego typu, jakie (...) występują w sądach podczas mojej tam obecności, myślę, że pani biegłej można udostępnić kopię nagrania w celu przekonania się o ich obecności, aczkolwiek jak zeznałem wcześniej najlepszą metodą byłoby powołanie biegłego z fonoskopii, gdyż dźwięki te można przeoczyć. (...)”
Na pytanie biegłej:
„W innych sądach oczywiście, że występują te dźwięki. Rozumiem, że pani nie słyszała o sprawie instalacji podsłuchowych, ponieważ nie mówi o nich Telewizja Polska, Gazeta Wyborcza, TVN i inne popularne mass media. Tym niemniej moja współpraca z robotnikami fizycznymi, a także informacje uzyskane od (...) gminy, mianowicie od [tamtejszego] serwisu gastronomicznego (...) upewniły mnie, że sprawa powszechności stosowania instalacji podsłuchowych nie jest bajką, lecz faktem. A instalacje te mogą wydawać dźwięki. Ja nie powiedziałem, że jestem osobą ważną, którą ktoś miałby podsłuchiwać, tylko zeznałem kilka rzeczy takich, jak obecność dźwięków na ostatniej rozprawie w Sądzie Okręgowym w Warszawie, które zresztą mógłby ktoś odtwarzać w inny sposób niż przez instalacje, a także że media nie mówią o tym problemie. Trudno z tego wywnioskować, że ja jestem jakąś osobą ważną i tego nie mówię. W Sądzie Okręgowym była to sprawa cywilna o sygnaturze XXV C 1879/15, nagranie z tej sprawy jest w portalu w sądzie w Internecie. Odpowiadając na pytanie biegłej wyjaśniam, że sprawa dotyczyła skargi o wznowienie postępowania wynajmującego wobec mnie jako najemcy.”
– 19.05.2016 r., Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli w Warszawie, sygn. akt V K 2/13
„Na to, że to ja jestem pokrzywdzony przestępczością w różnych firmach, instytucjach, restauracjach (...) wskazuje po pierwsze (...). Poza tym słyszę u Państwa na Komendzie i nie tylko, bo w praktyce to jest wszędzie, dźwięki dobywające się z konstrukcji budynku, równomiernie w każdym pomieszczeniu zupełnie bez różnicy, co wskazuje na ich niezależność od świata zewnętrznego i otoczenia ludzkiego, od obecności konkretnych osób. Spotkałem się z czymś takim także przy wynajmowaniu nieruchomości, np. kiedyś chciałem wynająć dom na Wilanowie na Bruzdowej i tam również równomiernie i identycznie, jak na ulicy rozbrzmiewały męczące dźwięki cichych szeptań pozostające pod wpływem rzeczy na bieżąco podsłuchanych. To akurat jest codzienność. Jednakże, gdy poprosiłem pośrednika i właściciela o opuszczenie domu na chwilę i zamknąłem się w nim sam, dalej był ten problem wszędzie tak samo. Z tym samym spotykam się we wszystkich wynajmowanych nieruchomościach, a miałem ich kilkadziesiąt, wliczając tu mieszkania na doby. W związku z tym wiem, że to sama instalacja w podłogach np. gdzieś pod ścianą lub u dołu ściany gra te dźwięki. Są to ciche szeptane głosy dręczenia i torturowania, niekiedy ktoś cicho wykrzykuje na ich tle, tworzy się to na żywo podobno w telewizji i słychać ewidentnie, że ktoś mnie podsłuchuje, zaraz reaguje na to, co robię, słyszy to. Jako że dźwięk ten jest nieodłączny, to można powiedzieć, że ktoś mnie uporczywie niepokoi w sposób istotnie naruszający prywatność, a problem ten w postaci takiego dźwięku trwa od przełomu 2012 i 2013 roku. Było tak np. w wynajętym przeze mnie całym odrębnym wolnostojącym domu na ulicy Chłopickiego (...) w Warszawie przez cały 2013 rok. Z innych późniejszych mieszkań godny uwagi policji pod tym względem jest dom na ulicy Gajdy (...) w Warszawie. Już wcześniej zeznałem, że była tam taka instalacja, mianowicie na Komendzie Policji w Legionowie w innej sprawie. Miałem w tym domu kabinę dźwiękoszczelną kupioną przez moją spółkę i zgodnie z opisem producenta wynik mojego pomiaru komputerowego (jestem informatykiem) potwierdził, że kabina wycisza w obie strony o 40 decybeli (mierzyłem to na zasadzie przesunięć progu słyszalności, a także zmian liczbowo wyrażonego natężenia akustycznego). Ponadto dysponuję ochronnikami słuchowymi oraz stopperami do uszu, które łącznie wyciszają o kolejne ok. 40 decybeli, co również zmierzyłem komputerowo. Poza tym ściany budynku nawet mimo istnienia szyb tłumią o przynajmniej 40 decybeli (współczynnik ważony po częstotliwościach), a zatem będąc sam w tym domu wolnostojącym przy zamkniętych drzwiach i oknach, przy oknach uszczelnionych wełną mineralną, w środku zamkniętej kabiny dźwiękoszczelnej i z zatyczkami w uszach i ochronnikami słuchowymi na głowie nie powinienem nic słyszeć spoza domu, chyba, że gdyby grało tam z głośnością ponad 120 decybeli (co byłoby słychać w sąsiednich dzielnicach cały czas, jak pokazuje np. doświadczenie przystanku WOODSTOCK). Tymczasem istotnie słyszałem ten dźwięk mimo to. Podejrzenie istnienia przyczyny materialnej wewnątrz domu dodatkowo potwierdziło się, gdy sprawdzałem go czujnikami prądu zdolnymi wyczuć go z odległości. Raz był to FAZER, a raz jakiś inny, chyba BDS z jakimś numerem, mam to zapisane. Te eksperymenty nagrywałem na video. Istotnie w pewnych miejscach, takich, jak krawędź pionowa domu, zresztą po zupełnie przeciwnej stronie co wejście zasilania i przełączniki, stale, powtarzalnie dawał się wyczuć ukryty prąd, choć ten podstawowy 230 V miał trzy fazy wyłączone. Ponadto właściciel przy mnie raz powiedział »instalacja podsłuchowa rozpierdzielona«, skarżył się w ten sposób. O tym, że na osiedlach domków jednorodzinnych tym razem pod Legionowem tworzy się instalacje »podsłuchowe« zasilane obniżonm napięciem stałym poniżej 230 V pobieranym od poszczególnych latarni ulicznych, mówili też współpracujący ze mną robotnicy fizyczni: Daniel (...), Sebastian (...) (przy milczącej zgodzie dwóch-trzech pozostałych) z firmy brukarsko-remontowej, mam spisane ich dane, pomagali mi dobierać się do tego na działce. Ponadto szef gastronomii (...) sąsiadującej tam ze mną (...) pan Janusz (...) mówił, że widział tworzenie tej instalacji, kabel podsłuchowy poprowadzony przez moją działkę (normalnie przecież na rynku nabytą) do niewykończonego domu na tej działce, na głębokości 5-6 m. Z tego wszystkiego wnioskuję, że remont przeszło bardzo dużo nieruchomości i samochodów; to dlatego dźwięku torturującego nie umiem uniknąć. Także w Państwa Komendzie to się włącza (co do zasady automatycznie, tak zresztą informowała recepcjonistka JM APART HOTEL, co mam nagrane, oraz kierowniczka poczty przy pl. Szembeka, czego nagranego nie mam) – włącza się, gdy jestem blisko, a gdy wychodzę na odpowiednią odległość, dźwięku już z powrotem nie ma. To przestępstwo z ustawy Prawo budowlane, które można popełnić przez zaniechanie i bezczynność. Przykładowe daty i godziny takich sytuacji podałem na początku zeznania. Ma to dodatkowo na pewno o tyle jakiś związek z Państwa jednostką Policji, że unika ona prowadzenia śledztwa w sprawie tej grupy przestępczej. Tymczasem jednak żadna decyzja Premiera lub Prezydenta nie może policjantom zabronić zgłaszania przestępstwa i zajmowania się nim z własnej inicjatywy, jest to nawet ich obowiązek na mocy art. 304 par. 2 KPK i art. 10 par. 1 KPK zważywszy, że niektóre z opisanych win są ścigane z urzędu, zresztą nie ma tu podstaw do umorzenia sprawy. Od tego prawa nie ma wyjątku, wobec tego nie można sprawy w ogóle nie prowadzić o te publicznie znane winy, ogłaszane w Internecie.”
– 13.3.2017 r., Komenda Rejonowa Policji Warszawa III, sygn. akt PR 3 Ds 267.2017 (Warszawa-Ochota)
Oficjalne protokoły można znaleźć na blogu www.bandycituska.com we wpisie datowanym na 15 czerwca 2016 r. zatytułowanym "Zeznania i dowody" (jedynie ostatni gdzie indziej: na http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=12&t=3323). Ponadto już na jesieni 2011 r. Niżyński uskarżał się w zawiadomieniu do prokuratury, które można oglądać na http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=12&t=3320, na problem organizowania mu drastycznych dźwięków w różnych miejscach zamieszkania, jakkolwiek ówcześnie nie przybierających jeszcze postaci jakiejkolwiek słyszalnej mowy ludzkiej, torturujących szeptów itp. O sprawie, w odniesieniu do stanu komend Policji, wspominano też w zeznaniu w sprawie 1 Ds 3/15 Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów. Wydawałoby się więc, że dowody są obiecujące i że wkrótce może dojść do przedstawienia zarzutów konkretnym osobom (np. z czasu rządów PO 2007-2015), tu jednak niespodzianka – dla ludzi prezentujących tak płytką, jedynie polskiej polityki kategoriami rozumującą mentalność (pomijającą też długotrwały, tradycyjny wręcz spisek i korupcję w branży mediów). Wszystkie te sprawy oraz drobniejsze incydenty (w rodzaju kilkunastogodzinnych zatrzymań w takich warunkach realizowanych) pozostały bowiem bez żadnego śledztwa: w przypadku zawiadomień natychmiast po zgłoszeniu sprawy były zamykane postanowieniem o odmowie wszczęcia dochodzenia/śledztwa. Nie pomagały także zażalenia do sądu (zresztą sędziowie sami bywali świadkami tej tortury dźwiękowej na posiedzeniach w trakcie wydawania wrogich sprawiedliwości postanowień).
Problem ten zgłaszano nawet niejednokrotnie m. in.
premierowi Donaldowi Tuskowi i liderowi politycznemu Jarosławowi Kaczyńskiemu (na poselskie adresy e-mail),
premier Beacie Szydło (liczne pisma składane osobiście w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, akcentujące też w treści fakt, że tam w godzinie ich składania odtwarzała się ta tortura podprogowa),
prezydentowi Dudzie (w Pałacu Prezydenckim tuż po inauguracji jego prezydentury obejmującej też widowiskowo przyjętą Komunię Św., w piśmie powoływano się na oficjalne magisterium Kościoła),
do Białego Domu, jako spodziewanego właściciela czy też patrona odnośnej infrastruktury podsłuchowo-radiowej (e-mail dedykowany dla Donalda Trumpa),
papieżowi (list UPS – xero jego etykiety można obejrzeć w aktach ww. sprawy, jest też film prezentujący wysyłanie tego listu – tuż po wysyłce a przed doręczeniemaluzje w prasie, w tym także watykańskiej i u papieża, do tego faktu – zaś Niżyński kilkakrotnie i stosując różne znane adresy w domenie .va próbował też kontaktować się z kardynałami watykańskimi przez e-mail w sprawie statusu obsługi tego listu, informującego przecież o bulwersujących nieprawidłowościach).
Tortura dźwiękowa była też obecna 2 lata po ww. liście przy samym papieżu – tj. w czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 r. (m. in. na terenie słynnej kurii przy Franciszkańskiej 3, ale nie tylko) – jednakże zostało to całkowicie zlekceważone przez papieża i media kościelne, mimo wagi problemu. Natomiast uprzedzając te sytuacje – jak informuje odnośne zeznanie Niżyńskiego wszczynające postępowanie – nieumundurowana Policja agresywnie zaatakowała wtedy pokrzywdzonego Piotra Niżyńskiego przebywającego spokojnie w hotelu (w czasie, gdy telewizja na żywo pokazywała lądowanie papieża), powołując się przy tym jeszcze, już po wszystkim, na "polecenie Komendanta Głównego Policji" jako powód takiego zachowania. Wszyscy 4 świadkowie spoza Policji (Niżyński i 3 recepcjonistki) potwierdzili jakiś problem w tej interwencji, nadmierną agresywność czy też brutalność funkcjonariuszy, ale sprawę umorzono w prokuraturze i również w sądzie uzasadniając to "brakiem dowodu" na coś takiego. Nielegalnie (wbrew uchwale SN o sygn. U 1/71) odmówiono też w sądzie prawa do prywatnego aktu oskarżenia, mimo że był dobrze napisany. W tej ostatniej bulwersującej kwestii nie chciał nawet pomóc obecny Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, jak można przeczytać pod powyższym odnośnikiem.
próbowano też kontaktu z licznymi posłami czy biurami poselskimi (standardem okazała się postawa antydemokratyczna, np. brak odpowiedzi mimo potwierdzenia odbioru e-maila czy, przy wizycie osobistej w biurze, udawanie, że dźwięku nie ma, patrz nasz artykuł o tym).
Wszystkie te skargi zostały najzupełniej zlekceważone (z wyjątkiem prezydenta każda została pozostawiona bez odpowiedzi, ale i ta odpowiedź z Biura Interwencyjnej Pomocy Prawnej przy prezydencie była tylko zdawkowa i prymitywna, w rodzaju "idź sobie pan do prokuratury, skoro cały Pałac i Łazienki wyremontowane"). Kancelaria premier Szydło (obecny premier, pamiętajmy, był to jej "minister od nadużyć podatkowych", tj. Minister Finansów) nawet celowo, jak się później po licznych skargach i zapytaniach przyznała, nie odpisywała w żaden sposób na te skargi (w żadnym terminie: ani ustawowym, ani przedłużanym), co naruszyło przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego. Historia tej właśnie korespondencji jest dostępna ze skanami na http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=13&t=3482. Swe podejście tłumaczono tym, że – uwaga – "próba interwencji w sprawie pana Niżyńskiego mogłaby podważyć autorytet i godność Prezesa Rady Ministrów". Co można by skomentować słowami: "bardzo to oryginalna mentalność".
Wg sekretarki prokuratury rejonowej Warszawa-Ochota (nagranie wideo prezentujące jej wystąpienie przy przeglądaniu przez Niżyńskiego akt znajduje się na https://www.youtube.com/watch?v=Ag9avBOEhOY, a opis i link do stenogramu na http://bandycituska.com/main.php#20150405) już w 2011 r. sprawa stalkingu z pokrzywdzonym Niżyńskim nie była prowadzona z przyczyn politycznych ("pan premier zajmuje się tym tematem", sprawę prowadził prokurator "bandyta", pozostanę "dyspozycyjna – innemu sprawy nie damy", co wskazuje też na udział czynnika odgórnego, kierownictwa prokuratury, wreszcie też wielokrotnie powtarzano, że sama prokuratura, w tym nawet sekretarki, to ludzie "zamieszani w sprawę na Piotra Niżyńskiego", w podsłuch – nazwisko zresztą powtarzano wielokrotnie). Fakt istnienia w ich miejscach pracy praktyk inwigilacyjnych przeciwko Niżyńskiemu mieli przyznawać też różni policjanci, aczkolwiek nie zachowało się to na nagraniu, ponadto dowodzące tego (jak również tortury dźwiękowej) nagrania z hoteli dostępne są na blogu pokrzywdzonego: www.bandycituska.com.
Przeszkody natury politycznej
Reformą, która weszła w życie 7 listopada 2019 r. (projekt ustawy podpisany był przez premiera Morawieckiego), resort Ziobry zlikwidował możliwość wnoszenia zażaleń do Sądu Najwyższego na takie postanowienia, jak ww., czyli np. na postanowienie sądu II instancji o odrzuceniu sprzeciwu. Uprzednio zażalenia te – jako środki zaskarżenia – miały charakter suspensywny, czyli ww. postanowienia nie stawały się prawomocne (ostateczne) z chwilą ich wydania, czyli nie kończyły automatycznie sprawy. Postępowanie toczyłoby się więc dalej, ale weszła w życie pisowsko-ziobrowska ustawa. Zmiana ta (wprowadzona art. 1 pkt 140 lit. a ustawy Dz.U. 2019 poz. 1469, porównaj: uchylony art. 3941 §2 w starym tekście Kodeksu postępowania cywilnego) nie została nijak uzasadniona (wraz z nią wprowadzono też inne zmiany na gorsze, np. w art. 1 pkt 65 i 146 możliwość oddalania przez sądy pozwów bez rozpraw, jako "oczywiście bezzasadnych", już na wstępie po otrzymaniu dokumentów, w sposób wykluczający też jakąkolwiek możliwość zaskarżenia tego przez stronę do Sądu Najwyższego np. skargą kasacyjną); co więcej, zmianą objęto (na podst. art. 11 ust. 1 ww. ustawy) także te postępowania cywilne dotyczące nakazów zapłaty, które nadal toczyły się w chwili wejścia w życie ustawy.* Zgodnie ze standardami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (który jednakże niejednokrotnie już dyskryminował Piotra Niżyńskiego, patrz np. http://forum.bandycituska.com/viewtopic.php?f=11&t=7380) oznacza to co do zasady naruszenie prawa człowieka do niezawisłego sądu (bo w jego proces wtrąca się władza ustawodawcza i modyfikuje jego bieg; nieważne, że tak samo też innym), patrz np. oficjalny przewodnik po orzecznictwie co do art. 6 Konwencji, pkt 195-196 (wyjątkiem są zmiany ewidentnie będące w interesie publicznym, konieczne, np. "technicznie" usprawniające postępowania). Analogicznie też zapewne przepis nadawałby się do zaskarżenia przed Trybunałem Konstytucyjnym w związku z tym, że prawo człowieka do sądu zapisano też w art. 45 Konstytucji, ale można spodziewać się znowu także i tym razem bojkotowania (dyskryminowania) Niżyńskiego przez prawników, z przyczyn podatkowych i wskutek nakazu SMS-owego z "telewizji" (tj. ośrodka śledzącego). Nie jest zaś możliwe wszczęcie sprawy przed TK bez prawnika.
*) Przykładowo: jeśli w trakcie wejścia w życie ustawy sprawa była w sądzie II instancji, to wprawdzie wstrzymano wejście w jej ramach w życie nowych przepisów, ale tylko do momentu, gdy swe orzeczenie wyda tenże sąd II instancji, czyli tutaj: Sąd Apelacyjny w Warszawie. I tak właśnie jest w sprawie Niżyńskiego.
Zupełnie nie wiadomo, czemu legalnemu miałoby służyć objęcie także tych nielicznych spraw (najwyżej kilkuset, bo to mały odsetek, chodzi bowiem o jakieś ostateczne przerwania postępowania z przyczyn proceduralnych) – tj. tych, które kwalifikowałyby się do uprzednio przysługującego zażalenia do SN (z nich zapewne tylko kilkadziesiąt to przypadki rzeczywiście sporne, gdzie naruszono prawo w sądzie i ktoś chce się odwoływać) – nową ustawą likwidującą to zażalenie. Przeciwieństwo tego, co zrobiono, czyli wyłączanie takich przypadków z dziedziny stosowalności nowego prawa to normalna, rutynowa praktyka ustawodawcza (jest to tzw. problem intertemporalny i przepisy intertemporalne).
Ponadto w ustawie o SN funkcjonuje obecnie zasada, że orzeczenia oparte o błędne ustalenia faktyczne (niezgodne ze stanem dowodów w sprawie) można kwestionować w Sądzie Najwyższym poprzez tzw. skargi nadzwyczajne, jednakże prawo ich wnoszenia przyznano wyłącznie politykom (Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro lub Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, czyli dawny wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która w 2013 r. lekceważyła telefoniczną prośbę o pomoc Niżyńskiego w związku z torturą dźwiękową). Również i tutaj trudno dopatrzeć się demokratycznej słuszności i korzystności w takim dyskryminowaniu narodu i nadawaniu kolejnych przywilejów politykom. W każdym razie organy te, w ww. kolejności, zostaną powiadomione o omówionym problemie w sądach i poproszone o wystosowanie skargi nadzwyczajnej.
(n/n, zmieniony: 11 maj 2020 21:34)