Source: http://prawo.vagla.pl/node/7132
Timestamp: 2018-05-22 06:19:12
Legal References Found: art. 20
 art. 7
 art. 7
 art. 4
 art. 7
 art. 12
 art. 24
 art. 23
 art. 37
 art. 14
 art. 15
 art. 25
 art. 54
 art. 45
 art. 31
 art. 54
 art. 10
 art. 45
 art. 14
 Art. 414
 Art. 66
 art. 20
 art. 49
 art. 37

art. 49
 art. 37
 art. 37
 art. 14
 art. 14

Document Content:
Umorzenie to nie uniewinnienie - wyrok w sprawie redaktora serwisu gby.pl | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
Kurier Bytowski pisze na temat dzisiejszego orzeczenia: "Sędzia Tadeusz Stodoła uznał, że ten pierwszy [zarzut, czyli wydawanie dziennika lub czasopisma bez rejestracji - w kontekście prowadzenia serwisu internetowego - dopisek mój, VaGla] jest zasadny, jednak ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu umorzył postępowanie. Ustosunkowując się do drugiego zarzutu [czyli odpowiedzialności za dopuszczenie do opublikowania materiału prasowego, zawierającego znamiona przestępstwa; w tym przypadku chodziło o komentarze użytkowników, pojawiające się pod tekstami odredakcyjnymi - dopisek mój, VaGla] uznał, że wpisy na forum są materiałem prasowym, a zatem powinny być kontrolowane przez redakcję i w razie niestosownych treści usuwane. Jednak również ten zarzut został oddalony".
Innymi słowy - sąd uznał, że prowadzący portale internetowe (serwisy, czy jak to inaczej nazwać(?), pewnie również blogi, bo czemu nie?) powinni zarejestrować taką działalność w sądzie (tryb rejestracji określa art. 20 ustawy Prawo prasowe - por. na końcu niniejszego tekstu), sami zaś wydawcy mogą ponosić odpowiedzialność na gruncie przepisów prawa prasowego za komentarze pod tekstami w serwisach internetowych.
Leszek Szymczak prowadzący serwis GazetaBytowska.pl napisał mi w mailu: "Sąd umorzył drugi zarzut [czyli, że, cytując akt oskarżenia: "nieumyślnie dopuścił się do opublikowania materiału prasowego zawierającego znamiona przestępstwa polegającego na publicznym nawoływaniu do popełnienia występków uszkodzenia ciała oraz zbrodni zlinczowania (sic!) (...) przez zaniechanie usunięcia z forum dyskusyjnego (...) postów autorstwa nieustalonych osób, o następującej treści..." - dopisek mój, VaGla], choć wskazał, że powinienem usuwać wpisy na forum, które są niedozwolone. Jednak nie wskazał przepisu prawa, na mocy którego jestem zobowiązany do usuwania czegokolwiek z forum. Dlaczego mam być cenzorem czyichś opinii? Nie jestem prawnikiem i nie wiem, który post może być niezgodny z prawem. Czy wpis "powiesić go za jaja" jest niezgodny z prawem? Prokurator uznał, że tak".
Pomijając "zbrodnie zlinczowania", o której pisze prokurator w akcie oskarżenia, mamy problem. Proszę pamiętać, że ustawa Prawo prasowe pochodzi z 1984 roku, a więc z czasów, gdy praktycznie nikt nie słyszał o internecie (piszę: "praktycznie nikt", pomijając w ten sposób oczywiście naprawdę wąską (z dzisiejszej perspektywy) grupę fascynatów, zaangażowanych w rozwijanie nowych środków komunikacji elektronicznej; pierwsze połączenie polskich sieci z globalnym internetem nastąpiło - jak się uznaje - 17 sierpnia 1991 r., kiedy to pomiędzy Wydziałem Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego a Centrum Komputerowym Uniwersytetu w Kopenhadze wymienione zostały pierwsze listy internetowe. Z internetu korzystało wówczas "kilka osób").
Poniżej kilka cytatów z ustawy i z orzecznictwa, ale zanim do tego przejdę warto dodać jeszcze komentarz: Jak wynika z dostępnych mi materiałów sąd skoncentrował się na interpretacji pojęcia "materiał prasowy" i moim zdaniem dokonał prawidłowej interpretacji tego pojęcia. Problem jednak w tym, że w tej sprawie ważne jest w pierwszej kolejności określenie zakresu pojęć "dziennik" i "czasopismo" (są w ustawie definicje) - gdyż tylko w stosunku do tych dwóch kategorii prasy istnieje obowiązek rejestracji w sądzie. W drugiej zaś kolejności dokonanie subsumpcji norm wynikających nie tylko z prawa prasowego (i ustalenie czy komentarz pod tekstem w serwisie internetowym jest "materiałem prasowym"), a także z ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną...
O ile można przyjąć (w świetle definicji znajdującej się w art. 7 ust. 2 pkt. 1 ustawy Prawo prasowe), że internetowy serwis jest "prasą", to są spore wątpliwości na temat tego, czy taki serwis internetowy jest "dziennikiem" lub "czasopismem". Definicje odnoszą się do pojęcia "druk", przy czym rozszerzają swój zakres przez dookreślenie, iż może chodzić o "przekaz za pomocą dźwięku oraz dźwięku i obrazu". Wobec braku "dźwięku" w serwisach internetowych - ciężko uznawać, że przepis wskazuje właśnie taką formę aktywności publikacyjnej. Nie chodzi tu o "kruczki prawne". Chodzi o to, że ustawa coś definiuje i jesteśmy związani tą właśnie definicją. Poniżej fragment art. 7 ust. 2:
1) prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, a w szczególności: dzienniki i czasopisma, serwisy agencyjne, stałe przekazy teleksowe, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne oraz kroniki filmowe; prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazu, w tym także rozgłośnie oraz tele- i radiowęzły zakładowe, upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania; prasa obejmuje również zespoły ludzi i poszczególne osoby zajmujące się działalnością dziennikarską,
W tym miejscu należy zauważyć, że np. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie orzekł, że strona internetowa nie może być uznana za "dziennik" lub "czasopismo" w myśl prawa prasowego (sygn. I ACa 277/05). W innej sprawie, Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał telegazetę nie za dziennik, ale za przekaz tekstowy w rozumieniu art. 4 pkt 9 ustawy o radiofonii i telewizji (sygn. I ACa 601/98) - por. Prasa i portal.
Prawo prasowe przynosi definicję "materiału prasowego". W rozumieniu ustawy (art. 7 ust. 2 pkt 4):
Trzeba też zacytować orzecznictwo Sądu Najwyższego. Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Karna z dnia 28 września 2000 r., V KKN 171/98, wydany na gruncie "tradycyjnych mediów", przewiduje, że:
Listy do redakcji stanowią materiał prasowy w rozumieniu art. 7 ust. 2 pkt 4 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe (Dz. U. 1984 r. Nr 5 poz. 24 ze zm.) pod warunkiem, że przesłane zostały do redakcji w celu ich opublikowania. Za publikacje materiałów prasowych odpowiedzialność ponosi redaktor naczelny. Opublikowanie listu do redakcji poprzedzać więc musi wymagane w art. 12 ust. 1 Prawa prasowego szczególnie staranne i rzetelne sprawdzenie informacji zawartych w liście do redakcji. Zamieszczanie listu do redakcji nie stanowi cytowania cudzej wypowiedzi, a co za tym idzie nie zwalnia redaktora naczelnego od odpowiedzialności.
Z Uchwale Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 7 grudnia 1993 r., III CZP 160/93 wynika, że:
Podstawę dochodzenia wobec wydawcy roszczenia niemajątkowego, związanego z naruszeniem dobra osobistego w materiale prasowym, stanowi przepis art. 24 § 1 w zw. z art. 23 kc i art. 37 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe
Ale jednocześnie mamy wspomniane przepisy ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, przykładowo art. 14, w którym ust. 1 brzmi:
W Rozdziale 3 ustawy, zatytułowanym "Wyłączenie odpowiedzialności usługodawcy z tytułu świadczenia usług drogą elektroniczną" znajduje się - jak to sugeruje tytuł - więcej wyłączań. Rozdział ten zaś kończy się przepisem art. 15, który brzmi:
Tak więc mamy do czynienia z konkurującymi ze sobą przepisami prawa prasowego i ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Norma postępowania powinna być wyinterpretowana z całości materii normatywnej. W tym kontekście dopiero można analizować takie przepisy jak - przykładowo - art. 25 ust. 4 Prawa prasowego, który brzmi: "Redaktor naczelny odpowiada za treść przygotowywanych przez redakcję materiałów prasowych oraz za sprawy organizacyjne i finansowe redakcji w granicach określonych w statucie lub we właściwych przepisach. Jest również obowiązany do dbania o poprawność języka materiałów prasowych oraz przeciwdziałania jego wulgaryzacji" (jeszcze raz: przygotowanych przez redakcję...)
Jest jeszcze sygnalizowany już wcześniej w tym serwisie art. 54b. Prawa prasowego (który znajduje się w Rozdziale 8 "Postępowanie w sprawach prasowych"; por. komentarze pod tekstem Lustracja blogerów i komentatorów): "Przepisy o odpowiedzialności prawnej i postępowaniu w sprawach prasowych stosuje się odpowiednio do naruszeń prawa związanych z przekazywaniem myśli ludzkiej za pomocą innych niż prasa środków przeznaczonych do rozpowszechniania, niezależnie od techniki przekazu, w szczególności publikacji nieperiodycznych oraz innych wytworów druku, wizji i fonii. Ale jest sporo wątpliwości wynikających z zasady nullum crimen sine lege (nie ma przestępstwa bez ustawy). Trudno pogodzić się z tezą, że klauzula ta może oznaczać odpowiedzialność karną za brak rejestracji innej niż "dziennik" lub "czasopismo" prasy. Tym bardziej, że sam przepis odnosi się do "innych niż prasa" massmediów. W moim odczuciu serwis internetowy oparty na "www" jest "prasą", nie jest jednak "dziennikiem" lub "czasopismem".
Dziś, pod wpływem działań polityków, trwa ferment związany z postulatami zmian prawa prasowego. Politycy chcą zaostrzyć przepisy, zwiększając odpowiedzialność mediów za publikowane treści (powstał nawet "nieformalny zespół ds. zmian prawa prasowego"). Podnosi się, co ja również kilka razy w tym serwisie zauważałem, że prawo prasowe jest archaiczne.
Jednocześnie zapadają pierwsze wyroki dotyczące konstytucyjności takich przepisów jak wspominany wyżej art. 45 ustawy Prawo prasowe. Niedawno pisałem o tym w tekście Kara za brak rejestracji dziennika lub czasopisma przed Trybunałem Konstytucyjnym. Trybunał Konstytucyjny uznał 20 lutego br., a więc kilka dni temu, że "art. 45 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe w zakresie, w jakim stanowi, że "kto wydaje dziennik lub czasopismo bez rejestracji podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności", jest zgodny z art. 31 ust. 3 i art. 54 Konstytucji oraz z art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, sporządzonej w Rzymie dnia 4 listopada 1950 r., zmienionej następnie Protokołami nr 3, 5 i 8 oraz uzupełnionej Protokołem nr 2."
Trybunał Konstytucyjny nie badał konstytucyjności przepisu art. 45 Prawa prasowego z wzorcem konstytucyjnym wyartykułowanym w art. 14 Konstytucji RP ("Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu"), gdyż wykraczałoby to poza petitum zgłaszanego pytania prawnego II Wydziału Karnego Sądu Rejonowego we Włocławku dotyczącego wymogu rejestracji czasopisma (tradycyjnie rozumianego - tam chodziło o drukowany biuletyn). Tak więc w tej materii Trybunał Konstytucyjny nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Za Słownikiem Pojęć Prawniczych opublikowanych na stronach Prokuratury Okręgowej w Świdnicy:
Nas oczywiście bardziej będzie interesowała podstawa prawna. Jest nią Art. 414 Kodeksu postępowania karnego
...i art. Art. 66 i następne Kodeksu karnego: "Sąd może warunkowo umorzyć postępowanie karne, jeżeli wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne, okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości, a postawa sprawcy nie karanego za przestępstwo umyślne, jego właściwości i warunki osobiste oraz dotychczasowy sposób życia uzasadniają przypuszczenie, że pomimo umorzenia postępowania będzie przestrzegał porządku prawnego, w szczególności nie popełni przestępstwa..."
Umarzając postępowanie w sprawie redaktora serwisu GazetaBytowska.pl sąd najwyraźniej nie uznał, że "czynu nie popełniono albo brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie jego popełnienia" lub "czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego albo ustawa stanowi, że sprawca nie popełnia przestępstwa". Stąd sąd nie wydał wyroku uniewinniającego.
"Zapowiedziałem apelację. Bo jestem niewinny i nie interesuje mnie połowiczne zwycięstwo z bytowską prokuraturą" - napisał mi Leszek Szymczak.
Na zakończenie - jak sygnalizowałem wyżej - tryb rejestracji dzienników i czasopism. Regulowany jest on w art. 20 Prawa prasowego, który brzmi:
3. Postanowienie zarządzające wpis do rejestru sąd uzasadnia tylko na wniosek.
Podobne doniesienia i komentarze gromadzę w dziale prasa niniejszego serwisu. Przeczytaj zwłascza:
« Sporu o korzystanie z praw w globalnym biznesie ciąg dalszy | Kolejny wyrok ETS w sprawie hazardu »
Śr, 2007-03-07 17:51 by Maltan
jest taki. Sąd nie wiedział jak z tego wybrnąć, więc zastosował salomonowe rozwiązanie (co prawda nie wiem jaka korzyść dla dziennikarza) i umorzył. Niby wszyscy wyszli z podniesioną głową. Bardzo się cieszę, że Leszek Szymczak będzie walczył. Pozostaje mi życzyć powodzenia. Bo tutaj Sąd się nie popisał, mam nadzieje, że SA naprawi te błędy.
Z tym materiałem prasowym to też jakieś nieporozumienie. O ile list, który trafia do publikacji takowym jest. Ale wówczas odpowiada redakcja. Tylko że w tym przypadku przecież nie decydowano o dopuszczeniu do opublikowania postów, no i przecież nie w prasie. Jeszcze ciekawsza może być procedura usunięcia wpisów, a jeżeli będą one albo mają stanowić dowód w sprawie? Pomijam już wymiar praktyczny, czyli sprawdzanie niektórych informacji, czy faktycznie są prawdziwe.
Wieszcz Kononowicz może mieć rację, nie będzie portali, ne będzie blogów, nie będzie niczego. Ciekawa jaka opłata byłaby od jednego bloga, budżet byłby zarobiony ;-)
Kwestie techniczne i blogi
Cz, 2007-03-08 02:01 by zibi (niezweryfikowany)
Usunięcie wpisów nie musi oznaczać fizycznego zniszczenia zapisu. Wystarczy (a nawet powinno się) tylko uniemożliwić wyświetlenie problematycznych wpisów, same zaś wpisy powinny zostać zachowane. Będą mogły stanowić później materiał dowodowy w ewentualnym postępowaniu przeciwko autorom.
I jeszcze pytanie - to jak w końcu jest z blogami? Niektóre z nich pojawiają się bardzo regularnie i właściwie treściowo czasem mocno zbliżają się do portali tematycznych. Czy takie serwisy również powinny być rejestrowane?
Tak pomyślałem,
Cz, 2007-03-08 02:24 by Maltan
przecież usunięcie wpisu mogłoby być przestępstwem, zniszczenie materiału dowodowego. Ale znowu pojawiłby się problem, skąd wiedza, że coś może taki materiałem. I jakie przepisy wchodzą w grę? Trochę mnie dziwi, że organy w tej sprawie tak były oszczędne w podawaniu podstawy prawnej.
Obawiam się, że odpowiedź na to pytanie zależy od tego, co się chce komuś udowodnić...
Postępowanie warunkowo umorzono na rok...
Cz, 2007-03-08 00:44 by VaGla
Gazeta.pl: "Sąd umorzył warunkowo postępowanie wobec Szymczaka na rok. Przez ten czas redaktor ma zwracać uwagę na treść wpisów zamieszczanych na forum przez internatów. Jeśli znów na forum pojawią się posty zawierające treści o charakterze gróźb, sąd odwiesi postępowanie."
Głos Pomorza na temat wyroku sądu: "Całkowicie umorzył sprawę rejestracji - ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu. Natomiast warunkowo umorzył na rok sprawę postów. To z kolei - ze względu na nieznaczny stopień szkodliwości społecznej". Tam również wypowiedź sędziego: "Rzeczywiście nowoczesne technologie wytrzebiły zapisy prawa prasowego z 1984 roku (...) Wydawca dziennika ma obowiązek czuwać nad treścią komentarzy. Postów jest wiele i trudno wymagać od moderatora, by były usuwane natychmiast, gdy tylko się ukazują. Jednak redaktor miał dosyć czasu, by to zrobić".
Dziennik Bałtycki: "Sąd postępowanie w sprawie pierwszego zarzutu, z powodu małej szkodliwości społecznej czynu, umorzył postępowanie. Uznał jednocześnie zarejestrowany w 1991 roku tygodnik "Gazeta Bytowska", wydawany przez oskarżonego. Drugi zarzut sąd postanowił również umorzyć, ale w tym przypadku warunkowo, na rok. Oznacza to, że jeżeli w ciągu tego okresu, ktoś zgłosi do prokuratury, że posty internautów są obraźliwe, Leszek Szymczak ponownie stanie przed sądem".
W Onecie zaś wypowiedź prokuratora: "Dopuścił się nieumyślnego przestępstwa, przez blisko trzy miesiące nie usunął tych wypowiedzi z portalu, choć był do tego zobowiązany - powiedział Jan Zborowski, prokurator rejonowy w Bytowie reporterowi "Gazety Wyborczej", który pisał o sprawie".
"choć był do tego zobowiązany"
Cz, 2007-03-08 16:55 by Maltan
Piotrze, czy wiesz może co (kto) zobowiązywało dziennikarza do usunięcia tych wpisów? Prokuratura ani Sąd nie wskazali żadnych podstaw prawnych? Wiesz coś na ten temat?
warto poczekać na pisemne uzasadnienie
Cz, 2007-03-08 17:48 by VaGla
Najlepiej opierać się na pisanych źródłach. W tej sprawie nie znam pisemnego uzasadnienia sądowego orzeczenia. Jeśli się pojawi, to będę wiedział więcej. Jeśli chodzi o podstawy, to zachęcam do przyjrzenia się tekstowi opublikowanemu w tym serwisie jakiś czas temu: Nieskuteczna klauzula nieodpowiedzialności (jeszcze z 2004 roku). Tam głównie w kontekście ochrony dóbr osobistych i prawnokarnej ochrony przed zniesławieniem w środkach masowego komunikowania się. Sprawa zaś Gazety Bytowskiej jest nieco inna, gdyż tam sąd oparł się na przepisach prawa prasowego wskazujących odpowiedzialność redaktora w kontekście innych przepisów wskazujących odpowiedzialność za "własne działania" znajdujących się w innych przepisach. Podstawa to - jak się wydaje - cytowany we wcześniejszych relacjach na ten temat art. 49a ustawy Prawo prasowe w związku z art. 37 tej ustawy.
art. 49a. Redaktor, który nieumyślnie dopuścił do opublikowania materiału prasowego zawierającego znamiona przestępstwa, o którym mowa w art. 37a - podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności
To jest to "inaczej", o którym w art. 37:
Zwracam uwagę na to, że sąd umorzył postępowanie w zakresie pierwszego zarzutu (wydawanie dziennika lub czasopisma bez rejestracji), gdyż Leszek Szymczak wykazał, że dopełnił wcześniej obowiązku rejestracyjnego w odniesieniu do papierowego wydania prowadzonego przez siebie czasopisma. Warunkowe zaś umorzenie dotyczy odpowiedzialności za materiały prasowe, zgodnie z uwagami umieszczonymi w tekście stanowiącym początek tego wątku. To może być interesująca inforamcja dla tych wszystkich, którzy pragną dla siebie wyciągać jakieś wnioski z omawianego orzeczenia. W przypadku obu zarzutów sąd jednak umorzył, nie zaś uniewinnił. Tego trochę nie rozumiem, ale wyjaśnienie za pewne znajdzie się w pisemnym uzasadnieniu wyroku; jeśli faktycznie oskarżony zechce się odwoływać - sąd przygotuje takie uzasadnienie.
W kontekście tej sprawy warto też sięgnąć do tekstu Rozważania o anonimowości i o przesyłaniu niezamówionych informacji. Być może w przyszłości anonimowość w publicznej debacie straci na znaczeniu i nie będzie zasługiwała na ochronę systemu prawnego...
Przy okazji komentarz ogólniejszej natury. Zastanawiam się nad hermetycznością dyskusji na temat prawnych aspektów społeczeństwa informacyjnego. Czytam komentarze, które padają na temat tej sprawy w innych serwisach i jawi się z tego sytuacja, polegająca na znanej prawdzie - ludzie nie czytają ze zrozumieniem. Luźno podchodzą do wyrwanych z kontekstu tez. Co ciekawe - wynika z moich obserwacji, że nawet dziennikarze (osoby uznawane za takie) nie znają prawa prasowego. Podejrzewam, że nie przeczytali tej ustawy nigdy. Przykład - problem "kto jest dziennikarzem". A przecież w ustawie stoi jak byk: "dziennikarzem jest osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji". I w tym kontekście wypowiedź "uznanego dziennikarza" - że ktoś chce "wprowadzić do ustawy definicję dziennikarza", a w innym komentarzu kogoś innego ktoś gdzieś słyszał, że dziennikarzem się jest jak się jest zatrudnionym w redakcji (pominął w tym "gdzieśsłyszeniu" resztę przepisu)... Przeczytajcie ustawę, o której dyskutujecie!
Właśnie chciałbym wiedzieć, jaka jest podstawa
Cz, 2007-03-08 20:44 by Maltan
bo nie chciałbym deliberować być może w niepotrzebne kwestie.
Zwracam uwagę na to, że sąd umorzył postępowanie w zakresie pierwszego zarzutu (wydawanie dziennika lub czasopisma bez rejestracji), gdyż Leszek Szymczak wykazał, że dopełnił wcześniej obowiązku rejestracyjnego w odniesieniu do papierowego wydania prowadzonego przez siebie czasopisma. Warunkowe zaś umorzenie dotyczy odpowiedzialności za materiały prasowe, zgodnie z uwagami umieszczonymi w tekście stanowiącym początek tego wątku.
O, to trochę poszerza moją wiedzę w tym temacie. Co czyni tą decyzję jeszcze dziwniejszą. Hm...ciekawy jestem tego uzasadnienia. Zagadnienie kto jest dziennikarzem jest ciekawy, bo nawet, Ci, którzy przeczytali zdają się nie rozumieć treści.
Orzeczenie długo oczekiwane, ale...
Cz, 2007-03-08 01:06 by Witek (niezweryfikowany)
Orzeczenie długo oczekiwane, ale trochę mnie rozczarowało. Spodziewałem się głębszej wykładni art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, gdyż moim zdaniem, interpretacja tego przepisu powinna decydować o odpowiedzialności (także karnej), lub jej braku, redaktora serwisu internetowego za komentarze zamieszczane przez internautów. Należy podkreślić, że zgodnie z założeniami dyrektywy 2000/31/WE, wyłączenia odpowiedzialności z ustawy o świadczeniu usług... znajdują zastosowanie także na gruncie przepisów karnych. Wracając zaś do samej wykładni to zakładałem, że zostanie postawione przez Sąd pytanie, takie samo, jakie pojawiło się w orzecznictwie niemieckim na tle podobnych spraw, a mianowicie czy i kiedy można uznać komentarz internauty w serwisie za treści cudze w stosunku do redaktora, a kiedy za treści, które redaktor serwisu "przyjął jako swoje". W pierwszej sytuacji redaktor serwisu staje się osobą oferującą usługę hostingu i korzystającą (na gruncie polskim) z wyłączenia art. 14 ustawy o świadczeniu..., w drugiej zaś sytuacji pozostaje dostawcą treści, co niesie ze sobą jego odpowiedzialność na zasadach ogólnych. W doktrynie niemieckiej wskazuje się, przykładowo, że kontrola postów przez redaktora i ich "dopuszczenie" do serwisu decyduje o "przyjęciu danej opinii za swoją" a co za tym idzie przesądza o pełnej odpowiedzialności redaktora serwisu za jej treść. Uznanie natomiast, że komentarz pozostał treścią cudzą skutkuje wyłączeniem odpowiedzialności redaktora. Na gruncie polskim, w stanach faktycznych, jak powyższy to pytanie również ma decydujące znaczenie.
Bardzo się cieszę, jednak że Pan Szymczak nie rezygnuje z walki. Mam jednocześnie nadzieję, że doczekamy się wszyscy poważnej wykładni wspomnianego przepisu.
Cz, 2007-03-08 10:26 by Chrabja
Nie od rzeczy zatem jest zapis "Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.", który to spotkać można na wszelkiego rodzaju forach, funkcjonujących na wszelakiego rodzaju serwisach.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której jakikolwiek, nawet najbardziej nadgorliwy sąd próbowałby ten zapis jakoś zdezawuować. Zresztą - pociaganie za konsekwencje właściciela serwera, na którym jest forum/administratora forum jest podobną bzdurą jak pociąganie do odpowiedzialności właściciela nieruchomości, na której ktoś napisał wołowymi literami "XXX jest xxx".
Jasne, że można próbować ciągać go a propos nieusunięcie niezgodnego z prawem wpisu na forum, ale w wypadku jednoosobowej administracji i wielości użytkowników jest to podobne do ciągania do odpowiedzialności za nie zawrócenie kijem Wisły.
Bzdura nie bzdura
Cz, 2007-03-08 16:51 by Maltan
Ale o ile łatwiej. Nie trzeba szukać winnego, łamać sobie głowy, gdzie on był jak wysyłał, jak go znaleźć, a najważniejsze, czy rzeczywiście robił to na poważnie, umyślnie, doprowadzać go przed obliczę Temidy, udowadniać mu, et cetera. To bardzo "usprawnia" procedurę. Można zająć się niewinną osobą, która będzie odpowiadała za czyny innej. Fajny pomysł. Będzie "precedensik" i można zająć się innymi na tej samej zasadzie.
łatwiej zdeycydowanie, ale gdzie w takim razie jest prawo?
Pt, 2007-03-09 13:45 by Chrabja
I w tym punkcie, że łatwiej się z Toba zgodzić muszę - wszak "winny" jest pod ręką, można się wykazać itd.
Z tym, że wypływająca z tego gorzka prawda jest taka - ni organa ścigania (z małymi wyjątkami), ni prokuratoria, ni też sądy zupełnie nie są zorientowane w zasadach na jakich funkcjonuje Internet.
Wniosek stąd, że i polycję, i prokuratorów, i sędziów należałoby poddać cyklowi błyskawicznych szkoleń, na których ktoś wtłoczyłby im do głowy podstawowe sprawy.
Należałoby też w końcu stworzyć jakieś szczególne regulacje, bo przecież prawo "analogowe" nijak do niego często nie przystaje - jak to się ma choćby w wypadku praw autorskich.
Ważne kto i dlaczego szkoli; szczególne regulacje zaciemniają
Pt, 2007-03-09 15:10 by VaGla
Już są takie podmioty, które wpadły na pomysł szkolenia po swojemu Policji. Pisałem o tym w takich notatkach jak Sąd nad prywatyzacją organów ścigania czy Złote blachy - czy wszystko jest w porządku?. Były też "specjalne misje", które uczyły polskich sędziów jak stosować/interpretować prawo autorskie. Misje te to "uznani" adwokaci z USA. Szkolenia Policji i wymiaru sprawiedliwości są pewnie potrzebne (por. Aby spać mógł ktoś), ważne jest jednak kto je robi, czego organy ścigania się uczy i jakie się ma intencje oferując szkolenie. To dość delikatna sprawa, która ociera się o problematykę praw człowieka. Przecież organy ścigania nie powinny działać w oparciu o jakąś "specyficzną wykładnie prawa, promującą interes jednych przed drugimi". Ważna jest też pewność prawa i obrotu gospodarczego, domniemanie niewinności, zasada nullum crimen sine lege...
Jestem zdania, że nie potrzebne są "szczególne regulacje". Im więcej przepisów tym obraz stanu prawnego bardziej zagmatwany. Chociażby w komentowanej sprawie widać, że są przecież szczególne regulacje ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, które jednak miały przy orzekaniu zmarginalizowane znaczenie. Chodzi raczej o uproszczenie systemu, odwołanie się do zasad podstawowych. Cywilizacyjnym problemem jest mechanizm dowodzenia zajścia pewnych zdarzeń, ale tu prawem się tego nie ureguluje. To sprawa dla techników i inżynierów. A spory prawne jak były tak będą. Kiedyś o tym pisałem - prawo własności ma tysiące lat, a i za naszego życia kilka razy sądy się w sporach o prawo własności (rzeczy) wypowiadały. Internet dopiero się narodził (bo co to jest te naście lat wobec tysięcy), więc musi mieć czas na okrzepnięcie. Nie da się tego zrobić szybciej.
Jako filozof, jakiego "nigdy nie będzie i nie było" pewnie zwrócisz uwagę na inne zjawisko - blady strach padnie na brać internetową, gdy wymiar sprawiedliwości, organy ścigania i inne organy będą się potrafiły znaleźć profesjonalnie w meandrach technicznych internetu. Ciekawe np. jak internet skomentuje właśnie dodaną informację, która w notatce Zadania dla urzędów kontroli skarbowej na rok 2007 się pojawiła. Na pewno czeka nas jedynie śmierć i podatki - jak głosi porzekadło...
PS. Witam Cię Krzysztofie w skromnych progach serwisu. Dawno nie mieliśmy kontaktu. Miło Cię widzieć :)
po co pałką, skoro można kijem
N, 2007-03-11 20:10 by Chrabja
Fakt, masz rację - jeśli sądy będą lekce sobie ważyły jedne przepisy, a stosowały wybiórczo inne, to będzie można spokojnie ścigać każdego, kto tylko się w sieci wychyli. A jeśli nie da się (nie da się! też coś!) go ustalić, to właściciela "miejsca", w którym się wychylił. Byle tylko kogoś za konsekwencje pociągnąć.
Z tym, że znalazłszy się w takiej sytuacji odwoływałbym się do kogo by się tylko dało - i to nie tylko na rodzimym gruncie. Bo to przecie tak, jakby ciągać dostawcę usługi majlowej za majl z pogróżkami wysłany przez jakiegoś frustrata.
Jeśli zaś chodzi o fiskusa i jego ostrzenie zębów na e-handelki, to już to od pewnego czasu obserwuję, bo sie tu i ówdzie zajawki na ten temat pojawiają.
Jednakowoż jak i w wypadku odpowiedzialności za to, co się w Internecie pojawia, zapanuje potworny bajzel i zamięszanie, bowiem wydaje mię się, że wcale nie będzie tak łatwo mechanicznie zastosować "analogowe" przepisy do e-handlu, że nie wspomnę o różnych sposoboach zarabiania na sieci (reklamach, majlingach etc.)
Aczkolwiek znając upór i tępotę fiskusa będzie on uporczywie ścigał nawet i tego, kto np. sprzeda na aukcji na allegro książkę za 7,50, domagając się oczywiście odprowadzenia podatku, a od kupującego wymagając opłacenia podatku od umowy kupna-sprzedaży. Ciekawym bardzo jak też sobie z tym poradziły bardziej zaawansowane w internetowej materii kraje, bo jakoś mię się nie chce wierzyć, żeby e-handel był do opanowania.
a i ja się cieszę, żem się na powrót odnalazł
szczególnie, że mam ostatnio dylemat - czy powinienem się, jako - było, nie było - pismak internetowy lustrować, czy też nie
w rozumieniu definicji dziennikarza z ustawy z 1984 r. nim nie jestem, bowiem nie pozostaję w stosunku pracy a mój serwis jest serwisem de facto hobbystycznym - niezależnie od tego, czy pochodzące z niego teksty pojawiają się gdzieś drukiem - w takiej sytuacji pod lustrację i owszem podpadam, ale to już zadanie naczelnych analogowych piśmideł - żądać ode mnie złożenia oświadczenia
gdyby bowiem bardzo ogólnie potraktować pojęcie "dziennikarz", to należałoby lustrować nie tylko wszystkich blogerów, ale i wszystkich tych, co kiedykolwiek cokolwiek napisali na jakimkolwiek forum, nieprawdaż?
Tym razem gazeta.pl i o.Rydzyk
Śr, 2008-05-28 14:30 by adammada
Za wpis o zastrzeleniu o. Rydzyka odpowiada autor
No i ciekawe, czy gazeta.pl jest bardziej czy mniej prasą niż gby.pl . No i gazeta.pl posługuje się także reportażami filmowymi (ostatnio gołych panów pokazuje ;) ). Najczęściej udźwiękowionymi...