Source: https://wdrodzewykladni.pl/pozwac-w-euro-czy-w-zlotowkach-zasada-walutowosci/
Timestamp: 2020-02-19 11:07:41
Legal References Found: art. 358
 art. 5051
 art. 5054
 art. 358
 art. 365
 art. 378
 art. 124
 art. 123
 art. 124
 art. 358

Document Content:
Pozwać w euro czy w złotówkach? Zasada walutowości. - W drodze wykładni
Pozwać w euro czy w złotówkach? Zasada walutowości.
W dzisiejszym wpisie chciałbym się zająć bardzo niedocenianą kwestią, która może nastręczać pewnych problemów interpretacyjnych, ale przede wszystkim praktycznych, a mianowicie: Zasadą walutowości.
Zgodnie z treścią art. 358 § 1 kodeksu cywilnego, jeżeli przedmiotem zobowiązania podlegającego wykonaniu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest suma pieniężna wyrażona w walucie obcej, dłużnik może spełnić świadczenie w walucie polskiej, chyba że ustawa, orzeczenie sądowe będące źródłem zobowiązania lub czynność prawna zastrzega spełnienie świadczenia wyłącznie w walucie obcej.
Z powyższego wynikają doniosłe konsekwencje.
W umowach przewozu czy spedycji często strony umawiają się na określone wynagrodzenie wyrażając je w walucie obcej – najczęściej euro. Dzieje się tak również pomiędzy podmiotami rodzimego pochodzenia. W przyczyny tego typu rozwiązań nigdy jakoś specjalnie nie wnikałem zostawiając to niewidzialnej ręce rynku 😊 Swoboda umów zbiera niekiedy swoje żniwo. Tak się właśnie dzieje, kiedy umówimy się z kimś na wynagrodzenie w walucie obcej, a później gdy dłużnik nie chce płacić intuicyjnie pozywa się go o zapłatę w polskich złotych. W końcu jesteśmy w Polsce, nie?
Tutaj czeka nas małe zaskoczenie.
Napisaliśmy pozew, sąd go doręczył drugiej stronie, druga strona nie popisała się w swej odpowiedzi. Nasze dowody są miażdżące. Zlecenie (i to podpisane!), wiadomości e-mail pomiędzy stronami, potwierdzenie odbioru dokumentów przewozowych, wszystko idealnie!
Idziemy na rozprawę, gdzie sąd uzupełniająco przesłuchuje jeszcze strony i zamyka rozprawę. W jej trakcie przeciwnik był w stanie wykrztusić z siebie parę niezbornych zdań, które nie wnoszą nic większego do sprawy.
Spokojnie czekamy pod salą na ogłoszenie wyroku (czasami mimo wszystko sąd odroczy ogłoszenie wyroku; powinno się to robić wyłącznie w sprawach o zawiłym charakterze, jest to jednak stosowane nawet przy prostych sprawach, nie ze złości, po prostu sądy są zalane sprawami).
Wchodzimy, stajemy, słyszymy: „Wyrok w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej…”; jeszcze parę linijek tekstu… „w punkcie pierwszym oddala powództwo” wybrzmiał Sąd beznamiętnym głosem. Później było coś jeszcze, ale kto by tam słuchał.
Sąd w krótkich ustnych motywach informuje, że wszystko było super, tylko, że zobowiązanie zostało wyrażone w walucie obcej, a powód dochodził zapłaty w polskich złotych, co nie jest jego wyborem tylko dłużnika. Dochodzić zapłaty mógł ewentualnie w euro.
Zdenerwowani wracamy do domu i zaczynamy „googlować” o co tak naprawdę temu sądowi chodziło. Niewykluczone, że właśnie dlatego trafiłaś/trafiłeś na tego bloga. Cieszę się, choć wolałbym żeby to się stało w mniej dramatycznych okolicznościach.
Zatem co się stało?
Najpierw trzeba się przyjrzeć zleceniu spedycyjnemu. Dość powszechnie stosowane są różne odmiany tych samych postanowień, które sprowadzają się do:
Na razie wszystko wygląda dobrze. Waluta fakturowania „PLN” powinno się zatem kojarzyć, że płatność ma nastąpić w złotówkach.
Sięgamy niżej do ogólnych warunków zlecenia i widzimy:
Znowu wszystko wygląda dobrze. Nie będzie dalej żadnego haczyka. To jest przykład zlecenia, które nie powinno budzić żadnych wątpliwości. Pomiędzy ustaloną stawką, sposobem fakturowania, a ogólnymi warunkami nie ma żadnych sprzeczności. Pozywamy zatem w polskich złotych.
Nie znaczy to jednak, że pozwany nie będzie argumentów co do zasady walutowości podnosił, nawet jeżeli treść jego zleceń temu przeczy.
Można spotkać bardziej zakręcone warianty, które mogą przybrać taką formę:
Trzeba też uważać na odwrotną sytuację, żeby przypadkiem nie wystawić faktury VAT w euro i nie pozwać dłużnika w euro. Przy tak jasnych ustaleniach co do waluty płatności praktycznie jak w banku mamy zarzut.
Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja, kiedy mamy postanowienie jak niżej:
Nie chciałbym się narażać na zarzut pisania o rzeczach oczywistych, ale zbyt wiele razy spotykałem się z taką właśnie sytuacją, że ktoś pomylił waluty w żądaniu pozwu.
W swoich zbiorach miałem gdzieś bardziej zawiły przykład zastrzeżeń w ogólnych warunkach zlecenia co do płatności, niestety nie mogę sobie przypomnieć, która to była sprawa. Pamiętam, że w jednym zdaniu było o złotówkach, by w drugim pisać o rozliczeniach w euro. Trudno było odkodować o co autorowi chodziło. Z pomocą w rozstrzyganiu tego typu wątpliwości przychodzi reguła wykładni „contra proferentem”, która sprowadza się do interpretowania wszelkich niejasności wynikających z treści umowy na korzyść kontrahenta strony, która daną umowę zredagowała. Przybierają one zazwyczaj formę zleceń spedycyjnych (transportowych, przewozowych itp.) przesyłanych drogą elektroniczną. Tam też znaleźć możemy różnego rodzaju postanowienia, których modyfikacja nie jest możliwa. Często już w tych wzorcach zastrzega się, że zlecenie może zostać przyjęte tylko bez zmian.
Najbardziej urzekające w mojej ocenie są jednak te wstępne postanowienia, które głoszą coś w rodzaju: „Brak pisemnej odmowy przyjęcia zlecenia w ciągu 30 min. jest traktowane jako akceptacja warunków przewozu podanych w zleceniu.”
To jest tak złe, że chyba trzeba będzie poświęcić temu odrębny wpis.
W ostatnim czasie miałem nawet przyjemność przedyskutować podobną sprawę z kolegą adwokatem o sprawie jego klienta. Stan faktyczny przedstawiał się w ten sposób, że jego klient wniósł pozew sam i kierując się treścią formularza wpisał żądanie pozwu w złotówkach, gdzie w zleceniu przewozowym jak wół było napisane, że płatność nastąpi w euro, ew. według wyboru dłużnika. Czyli powielenie tego co jest w ustawie. Kiedy dostał odpowiedź od drugiej strony, a sąd zaczął go jakoś mocniej przyciskać w tej kwestii dopiero udał się do adwokata.
Smaczkiem w tej całej historii jest to, że pójścia do adwokata odradził klientowi jakiś znajomy sędzia. Bo po co? 😊
Później mądry Polak po szkodzie.
Niektórych błędów nie da się odwrócić. Szczególnie tyczy się to postępowania uproszczonego. Zgodnie z treścią art. 5051 pkt 1 k.p.c. przepisy o postępowaniu uproszczonym stosuje się w sprawach należących do właściwości sądów rejonowych o roszczenia wynikające z umów, jeżeli wartość przedmiotu sporu nie przekracza dwudziestu tysięcy złotych, a w sprawach o roszczenia wynikające z rękojmi, gwarancji jakości lub z niezgodności rzeczy sprzedanej konsumentowi z umową, jeżeli wartość przedmiotu umowy nie przekracza tej kwoty.
Zgodnie z art. 5054 k.p.c. zmiana powództwa jest niedopuszczalna.
Oznacza to, że nie jest możliwa modyfikacja żądania pozwu tak jak w postępowaniu zwykłym. Nie będziemy zatem mogli w reakcji na zarzut drugiej strony, że wierzyciel może żądać zapłaty wyłącznie w określonej walucie dokonać zmiany poprzez przeliczenie danej kwoty z powrotem do euro czy do złotówek, w zależności od postanowień umowy.
W tej sytuacji prawie jak w banku mamy to, że sąd oddali powództwo. Doktryna i orzecznictwo wykształciły w tych sprawach jednolite stanowisko.
Wskazuje się, że wierzyciel może żądać od dłużnika zapłaty tylko w walucie obcej, a nie w złotych polskich i taka wykładnia powołanego przepisu art. 358 k.c., wynika z obecnie jednolicie już ukształtowanego orzecznictwa Sądu Najwyższego, sądów powszechnych i piśmiennictwa (zob. m. in. wyrok Sądu Najwyższego z 16 maja 2012r., III CSK 273/11, wyrok Sądu Apelacyjnego z Krakowie z 28 listopada 2016r. I ACa 713/16, wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 15 marca 2016r. I ACa 100/16, wyroki Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z: 24 czerwca 2014r., I ACa 184/14 i z 7 lutego 2013r., I ACa 699/12 oraz wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 3 marca 2014r., a także „Kodeks cywilny, komentarz” pod. red. prof. dr hab. Edwarda Gniewka, prof. dr hab. Piotra Machnikowskiego, Wyd. Legalis, 2016r., „Kodeks cywilny, komentarz” pod red. dr hab. Konrada Osajdy oraz powołane w nim orzecznictwo i piśmiennictwo, Wyd. Legalis, 2017r, „Kodeks cywilny. Tom I. komentarz”, pod red. prof. dr hab. Macieja Gutowskiego, Wyd. Legalis, 2016r).
Być może uda się w takiej sytuacji przekonać sąd, że umowa była niejednoznaczna. O tym było wyżej – wykładnia contra proferentem.
Wracając: sytuacja wydaje się być beznadziejna. O tym właśnie dyskutowaliśmy ostatnio z kolegą adwokatem, którego klient poszedł za radą sędziego i postanowił w sprawie reprezentować się sam. Ja intuicyjnie wskazałem, że tak czy inaczej będzie można spróbować jeszcze raz pozwać, skoro nie da się zmodyfikować powództwa. Tylko pytanie co z tym przedawnieniem (1 rok). Przy tempie w jakim pracują sądy termin na pewno upłynie i w kolejnym postępowaniu trzeba się będzie mierzyć z zarzutem przedawnienia. Kolega powątpiewał w możliwość ponownego pozwania. Miał krótką odpowiedź: „res iudicata” (powaga rzeczy osądzonej).
W tym miejscu krótko należy wyjaśnić, że powaga rzeczy osądzonej zachodzi w wypadku, gdy zapadło już prawomocne rozstrzygniecie dotyczące tego samego przedmiotu postępowania, pomiędzy tymi samymi stronami. Wyrok sądu, który uzyskał prawomocność formalną, obok wynikającej z art. 365 k.p.c. mocy wiążącej, uzyskuje także cechę powagi rzeczy osądzonej. Jest ona negatywnym aspektem prawomocności wyroku i polega na niedopuszczalności ponownego rozpoznania i rozstrzygnięcia sprawy, która została już prawomocnie osądzona. Ponowny pozew w sprawie objętej powagą rzeczy osądzonej podlega odrzuceniu (tak Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z 12/06/2018 r. sygn. I ACa 64/18).
Ja widziałem problem gdzie indziej - bałem się o kwestie przedawnienia. Wydawało mi się, że z powagą rzeczy osądzonej nie mamy tutaj do czynienia, skoro oba żądania różnią się od siebie jakościowo, choć mają tożsamą bazę faktograficzną. Pytanie było zatem takie: czy bieg terminu przedawnienia ulega przerwaniu (i zawieszeniu) w przypadku wniesienia powództwa z żądaniem zapłaty w nieprawidłowej walucie?
Odpowiedzi na to pytanie zacząłem poszukiwać w trakcie pisania tego artykułu, choć pierwotnie nawet o tym nie myślałem. Wywód, który rozpocząłem nieco wyżej w sposób naturalny mnie do tego zmusił. Krótki „research” i o to do czego się dokopałem. Prawie nówka, tylko brać i korzystać: Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 30 listopada 2018 r. w sprawie sygn. I CNP 47/17 wskazał:
„W nowym procesie powód mógł domagać się zapłaty należności za wykonane zobowiązanie we właściwej walucie (tj. w euro). Nie stała temu na przeszkodzie powaga rzeczy osądzonej (art. 366 k.p.c.), gdyż ta obejmowała rozstrzygnięcie co do zapłaty świadczenia wyrażonego w złotych polskich (także w zakresie, w jakim Sąd drugiej instancji orzekł z naruszeniem art. 378 § 1 k.p.c.). Ponieważ źródłem żądania zapłaty kwoty pieniężnej wyrażonej w euro było roszczenie z tytułu wykonania umów przewozowych, miałby zastosowanie art. 124 § 1 i 2 k.c., co oznacza, że proces o zapłatę kwoty wyrażonej w złotych polskich wywodzonej z wykonania tych samych zobowiązań doprowadził do przerwy biegu przedawnienia, a ponowny jego bieg rozpoczął się dopiero po uprawomocnieniu się wyroku Sądu Okręgowego w R. Przepisy art. 123 § 1 pkt 1 k.c. i art. 124 § 2 k.c. stanowi o roszczeniu w znaczeniu materialno-prawnym, zaś art. 358 § 1 k.c. dotyczy sposobu spełnienia świadczeniu pieniężnego, w znaczeniu waluty, w której świadczenie to może być wyrażone.”
Rozwiązanie zaproponowane przez sąd ocenić należy jako więcej niż pozytywne. Kiedy okaże się po latach procesu, że przegrywamy w zasadzie ze względów formalnych, bo nasze roszczenie zostało wyraźnie uznane jako w pełni uzasadnione, to gorycz takiej porażki może więcej niż przytłaczać. Postanowienie Sądu Najwyższego wyjaśnia dwie praktyczne kwestie: nie mamy do czynienia z powagą rzeczy osądzonej kiedy ponownie wniesiemy o zapłatę wynagrodzenia, lecz w innej (właściwej mam nadzieję!) walucie, oraz to, że termin przedawnienia tego roszczeni został przerwany i biegnie na nowo po prawomocnym zakończeniu toczącego się postępowania.
O tym, jak ważne jest pilnowanie upływu biegu terminów przedawnienia w prawie przewozowym specjalnie pisać nie trzeba. Swoją drogą 1 rok to jakiś absurd. Trzeba pamiętać, że w Polsce nie mamy do czynienia z prawem precedensu, zatem proszę się nie zdziwić jak w sądzie usłyszycie, że skład orzekający w waszej sprawie nie podziela tego poglądu. Nie są to częste przypadki, zazwyczaj autorytet SN, a także rzeczowe uzasadnienie tamują takie sytuacje.
Jeżeli druga strona była reprezentowana przez profesjonalnego pełnomocnika to trzeba się też liczyć z koniecznością poniesienia kosztów zastępstwa procesowego liczonych od wartości przedmiotu sporu. Przepadnie również opłata sądowa.
Czasami koszty te mogą się zbliżyć do kwoty wartości przedmiotu sporu. Natomiast w większości przypadków strata ta będzie nieproporcjonalnie mała do kwoty jaką nasz dłużnik jest winny, zatem nie ma co się dwa razy zastanawiać.
Podsumowując, sporządzając pozew należy uważnie sprawdzić uregulowania umowne co do płatności wynagrodzenia w przypadku, gdy zostało one wyrażone w walucie obcej. Jeżeli tego nie zrobimy możemy się narazić na nieprzyjemności w postaci straty czasu i pieniędzy. Nie jest to jednak sytuacja nieodwracalna, bowiem jeżeli sąd nam oddali powództwo to będziemy mogli wnieść je ponownie z tą drobną zmianą o której wspomniałem wcześniej.
Zachęcam do zapisywania się na newsletter. Będziecie wtedy na bieżąco z moją twórczością. Rady tu zawarte mają już za sobą skuteczne rozpoznanie bojem 😊 Z góry dziękuję za wszelkie komentarze i podanie dalej! Trzymajcie się!