Source: http://disneypolska.pl/viewtopic.php?f=9&t=1392
Timestamp: 2018-08-16 00:47:58
Legal References Found: Art. 19
 Art. 29
 Art. 32
 Art. 34
 Art. 35
 Art. 23

Document Content:
Forum Disneymaniaków! • Zobacz wątek - Legalność a sprawa DisneyPolska!
Legalność a sprawa DisneyPolska!
przez Semmko » Wt lip 07, 2009 10:15 pm
Z początku DisneyPolska! służyła jedynie wymianie poglądów, ale z czasem stała się miejscem realizacji coraz bardziej złożonych pomysłów. Wolność słowa pozwala czuć się względnie bezpiecznie, dopóki tylko wyraża się opinie, jednak nie gwarantuje żadnej ochrony, kiedy opracowuje się i udostępnia konkretne, chronione prawem autorskim, cudze dzieła lub ich fragmenty. To trudny temat, ponieważ istnieje wiele niejako przeciwstawnych sobie argumentów, a prawo jest jedno, chociaż czasem różnie interpretowane. Wiadomo, że jeśli nie chce się mieć kłopotów, najlepiej porzucić niepewną aktywność, choć to jest wyjściem dość rozpaczliwym i nie rozwiązuje samego problemu. Chciałbym poznać Wasze opinie na ten temat, ale prosiłbym, by były one raczej rozbudowane, z uzasadnieniem. Przygotowałoby to niejako grunt pod „nasze projekty”, lub go wzmocniło, a z pewnością wyraziłoby nasz stosunek do całej sprawy (szczególnie względem dzieł disnejowskich), podkreślając, jak podejrzewam, dobre intencje, które przedsiębiorstwu Disneya bardziej pomagają, niż szkodzą.
Przypomnę, że prawo autorskie, przy braku odpowiedniego zezwolenia, zabrania korzystać/kopiować/udostępniać etc. dzieła nim chronione, jednakże istnieją zasady dozwolonego użytku, które w określonych sytuacjach i pod pewnymi warunkami pozwalają na wykorzystanie danego utworu lub jego fragmentu bez konieczności uzyskania autoryzacji. Dużą rolę odgrywa charakter użycia: komercyjnie/niekomercyjnie, prywatnie (użytek osobisty)/nie-prywatnie itp.
Re: Legalność a sprawa DisneyPolska!
przez Semmko » Śr lip 15, 2009 5:55 pm
Pewnie Was przestraszyłem zarówno tematem, jak i prośbą o rozbudowane odpowiedzi. Wypowiem się pierwszy.
Kwestia legalności jest trudna, ponieważ nie jesteśmy prawnikami i nie znamy odpowiednio dokładnie zagadnienia, nie mamy też takiego kontaktu z TWDC, jaki dawałby nam poczucie całkowitej uczciwości naszych działań (właściwie rzecz biorąc, nie mamy żadnego). Jesteśmy jednak miłośnikami twórczości disnejowskiej i niejako z założenia wszystko, co robimy, skierowane jest na przynoszenie Disneyowi korzyści, a nie szkody. Założyłem ten temat, aby nasze wypowiedzi podkreśliły, że kierują nami właśnie takie intencje.
Wygląda na to, że konstrukcja świata połączyła pracę z wynagrodzeniem i wszelkie próby zmiany tego stanu są skazane na niepowodzenie, będąc dodatkowo niesłusznymi. Zachowuję szacunek wobec prawa, a szczególnie wobec tego, co wpływa na jego kształt. Jeśli ktoś stworzył pewną rzecz, to tylko jemu przysługuje tytuł jej autora oraz ewentualne korzyści wynikające z niej samej lub z jej sprzedaży. Wszelkie próby zawłaszczania tej rzeczy albo inne, związane z nią, działania szkodliwe dla takiego człowieka uważam za karygodne i niedopuszczalne. Dochodzą tutaj także inne czynniki, w szczególności te, które sprawiają, że prawa do dzieła nie zyskuje na wyłączność jego autor (autorzy), ale przedsiębiorstwo, dla którego on pracuje. Akceptuję to wszystko, jednak uważam, że istnieją takie formy działania, które mimo iż bazują na cudzych utworach, są dopuszczalne, oczywiście w określonych okolicznościach. Do takich form należy, moim zdaniem, wszelka działalność fanów (miłośników danego „zagadnienia”), o ile nie narusza ona w oczywisty sposób dóbr twórcy dzieła (osoby, osób lub instytucji, do których należą prawa do tego dzieła), oraz nie została przez niego zabroniona wprost, konkretnie (poprzez szczegółowe wskazanie na określoną pracę lub przedsięwzięcie np. w wiadomości e-mail), oczywiście jeśli działalność sympatyków jest prowadzona otwarcie, publicznie (jak YouTube), posiadając u podstaw szczere ich przekonanie o słuszności i legalności danego projektu, który zmierzać ma tylko do tego, co korzystne jest dla twórcy.
To moja opinia, oczywiście tylko częściowo odnosząca się do całego, potężnego zagadnienia, ale przedstawiająca, mam nadzieję, to, co najważniejsze. Dotyczy ona wyłącznie dóbr kultury, do których, moim zdaniem, bezapelacyjnie należy twórczość disnejowska.
Oczywiście ten temat niewiele by wniósł, jeśli poprzestalibyśmy na kilku postach. Chciałbym zaproponować utworzenie Deklaracji DisneyPolski!, która dałaby nam pewną podstawę. Jest to sprawa do przedyskutowania, na co bardzo liczę, nawet jeśli okazałyby się tylko mrzonką.
Moje propozycje (kilku pierwszych) postanowień deklaracji:
•	DisneyPolska! jest stowarzyszeniem miłośników twórczości disnejowskiej.
•	Celem stowarzyszenia jest przede wszystkim wymiana poglądów.
•	Głównym środkiem komunikacji jest internetowe forum, dostępne pod adresem: [adres forum DP!]
•	DisneyPolska! gwarantuje wolność realizacji różnych projektów, jednak wyłącznie takich, które zgodne są z prawem i etyką.
•	Wszelka aktywność podejmowana jest wyłącznie po to, by służyć i przynosić korzyść TWDC, dając jednocześnie szansę na spełnienie i rozwój osobom działającym.
Dodawajcie swoje!
Ustanowienie takiej deklaracji wcale nie musiałoby oznaczać wycofania się z pewnych projektów. Należałoby je odpowiednio dostosować tak, by spełniały wymogi przepisów o dozwolonym użytku. To oczywiście nie byłoby łatwe, ale ostatecznie bardzo uszlachetniłoby nasze prace.
Uważam, że powinniśmy dodatkowo stworzyć nasz wewnętrzny zbiór kryteriów wyznaczających dozwolony użytek. Fanarty („Nasze prace”), tłumaczenia komiksów (Uncle Scrooge Polska, WDC&S PL), własne komiksy disnejowskie (Fergus, rysownik plus nasze dwie „spółki autorskie”), bazy danych (IBPKD, choć tego nie jestem pewien, bo właściwie nie wiem o co tam kaman), gry (SimDuckburg odszedł, ale samej idei, tzn. tej mojej, nie odpuszczę), oraz już mniej kontrowersyjne przedsięwzięcia, jak działalność krytyczna, naukowa (moje wzorki to dopiero początek...) i inne – reguły aktywności na tych wszystkich polach powinny zostać opracowane tak, by w przypadku nawiązania kontaktu z TWDC jak najmniej pozostawało kwestii nierozwiązanych, niedopowiedzianych (a gdyby jednak pozwolili?!). Być może wizja takiego kontaktu (niejako współpracy) jest nierealna, ale... sami powiedzcie czy spodziewaliście się, że kiedykolwiek ktokolwiek stworzy coś takiego jak „wzór na CB & DN”?
Zdaję sobie sprawę z tego, że dość bezpardonowo wchodzę tu w kompetencje administracji, dlatego liczę szczególnie na jej opinię, a przede wszystkim na jasne określenie oficjalnego stanowiska: „zezwalamy” albo „nie zezwalamy”.
Tak oto temat zasłużył sobie na przeniesienie z Disney Polska! ‹ Inne do Administracja forum ‹ Opinie, propozycje zmian.
Wiem, że to bardzo poważnie wygląda (najpierw deklaracja, później konstytucja, a na końcu zaanektujemy Google...), ale jeśli chcielibyśmy w jakikolwiek sposób się ubezpieczyć (stać się w pełni uczciwymi faktycznie i z poczucia), to przyjęcie takiej „deklaracji” stanowi pierwszy, konieczny krok (którego stawianie może, wszakże, nieco potrwać). Tak, nawet jeśli dotyczyłoby to ostatecznie tylko kilku osób.
Warto przeglądnąć:
1. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (a w niej: Rozdział 3. Dozwolony użytek chronionych utworów)
2. Fair use (np. na Wikipedii)
3. Code of Best Practices in Fair Use for Online Video
Ostatnio edytowano Śr lip 29, 2009 4:52 pm przez Semmko, łącznie edytowano 2 razy
przez Yua » Śr lip 15, 2009 6:55 pm
Tak mi się troszkę przykro zrobiło,że Semmko rozmawia sam ze sobą we własnym temacie,więc postanowiłam się wypowiedzieć :3
No cóż,według mnie,nasze forum działa na podstawie reklamy Disney'owi,jak to napisałeś:
niejako z założenia wszystko, co robimy, skierowane jest na przynoszenie Disneyowi korzyści, a nie szkody.
Niby tak,ale w sumie łamiemy prawa autorskie,choćby umieszczając komiksy.Przeglądałam dziś temat o komiksach online
(http://www.disneypolska.pl/viewtopic.php?f=2&t=177),gdzie udostępniony przez Arcera komiks "Pętla czasu" z KD 40/1999 ( w 2007)
dopiero w tym roku zyskał legalność (tak mi się wydaje),bo umieszczać komiksy można umieszczone od 10 lat wstecz
i wcześniej (chyba,ktoś o tym gdzieś pisał).
Semmko napisał(a): , gry (SimDuckburg odszedł, ale samej idei, tzn. tej mojej, nie odpuszczę),
Hmm,szkoda,że już tej gry nie będzie (zapowiadała się fajnie,ale możliwości jak na mój gust było podejrzanie trochę za dużo),choć wydaje mi się,że za jej
opublikowanie w necie mogłaby grozić autorom kara (grzywna? więzienie? odcięcie od neta?).Słyszałam gdzieś,że co
jakieś kilka minut ktoś zostaje aresztowany za
piractwo,nielegalne działalności,somewhere ,hen,w internecie.Cóż.Wiem,niewiele mam co do tej sprawy do powiedzenia. Ale nie specjalizuję się w sprawach
prawnych, i boję się,że jak wrócę do tematu,to cała moja notka będzie świeciła na czerwono edytowana przez jakiegoś administratora.
No więc kończę.
przez Arcer » Śr lip 15, 2009 7:25 pm
Yua napisał(a): Przeglądałam dziś temat o komiksach online
Tamten komiks rzeczywiście był wrzucony trochę przy nagięciu tej zasady, ale to było z czystej grzeczności, i właściwie jednorazowy taki mój wygłup . Zasada ta ma jednak zastosowanie w stosunku do osób, które zaraz potem pojawiły się na forum, między innymi z forum bajki.tv.pl, a nie znały umiaru, uploadując co popadnie i zaśmiecając forum linkami do plików.
P.S. Bez obaw, nie prowadzimy bezpodstawnej cenzury postów
przez Pahan » Śr lip 15, 2009 9:01 pm
Hmm... Nie jestem pewien gdzie to czytałem, ale czy nie jest tak, że ta cała zasada "10 lat wstecz" jest wyssana z palca, i ma się nijak do rzeczywistości (w tym sensie, że w ogóle nie można publikować takich komiksów, choćby i miały 20 lat)?
przez esio » Cz lip 16, 2009 9:19 am
Semmko - twoja deklaracja zawiera słowo "stowarzyszenie", więc odnosi się jakby do czegoś zarejestrowanego oficjalnie, wpisanego do KRS itd. A społeczność DisneyPolski to raczej grupa całkowicie nieoficjalnie działająca, ludzie których łącza wspólne pasje. Chyba że proponujesz nam zarejestrowanie stowarzyszenia, ale myślę że na to zbyt wile osób nie pójdzie, za dużo papierkowej roboty a za mało korzyści
przez Semmko » Cz lip 16, 2009 3:12 pm
Yua napisał(a): Tak mi się troszkę przykro zrobiło,że Semmko rozmawia sam ze sobą we własnym temacie,więc postanowiłam się wypowiedzieć :3
Cóż, może to nie jest ta przyczyna zabrania głosu, jaką sobie wymarzyłem, ale najważniejsze, że przełamano pewną barierę, zwłaszcza że Twoja wypowiedź wcale nie jest małowartościowa.
Yua napisał(a): No cóż,według mnie,nasze forum działa na podstawie reklamy Disney'owi,jak to napisałeś:
To jest pewna intencja, ale nie można traktować jej jak argumentu; obecnie stanowi pewną podstawę, na której moglibyśmy zbudować taki argument.
Yua napisał(a): Niby tak,ale w sumie łamiemy prawa autorskie,choćby umieszczając komiksy.
To, co dzieje się na DisneyPolsce! idealne nie jest, ale bardzo złe też nie. Jeśli zdecydowalibyśmy się na drogę ku uczciwości, musielibyśmy po prostu posprzątać. Ostatecznie to nie jest takie trudne.
Yua napisał(a): Hmm,szkoda,że już tej gry nie będzie (zapowiadała się fajnie,ale możliwości jak na mój gust było podejrzanie trochę za dużo),choć wydaje mi się,że za jej opublikowanie w necie mogłaby grozić autorom kara (grzywna? więzienie? odcięcie od neta?).Słyszałam gdzieś,że co jakieś kilka minut ktoś zostaje aresztowany za piractwo,nielegalne działalności,somewhere ,hen,w internecie.Cóż.Wiem,niewiele mam co do tej sprawy do powiedzenia.
Ta gra od początku miała pewne problemy. Dołączyłem do projektu z własną wizją, którą nie tylko pro publico bono postanowiłem do niego dostosować (lepiej łączyć siły, niż je dzielić, a i ja miałem szybszy start). Możliwości gry w ok. 90% były całkowicie osiągalne, przy czym gdyby tworzyć ją tylko w takim składzie, jakim dysponowaliśmy, ale w rozsądnym czasie, to różnica pomiędzy profesjonalnymi grami a naszą, byłaby, jak podejrzewam, taka, jak między PlayStation 3, a PolyStation 3. Nie zgadzałem się z kilkoma założeniami, ale postanowiłem usystematyzować projekt, nieco modyfikując go, aby mógł jakoś istnieć, co ostatecznie sprowadziło się do pytania „Kto tu rządzi?!”. Praca wymagała systematyczności, ale ja nie chciałem nikogo do niej zmuszać, więc z każdym dniem projekt był coraz słabszy. mentor (dawniej kaczorex) odszedł, a to właśnie z jego powodu niezmienionych pozostało kilka, moim zdaniem, jak na okoliczności, złych założeń, więc kiedy jego już nie było, a nasza grupka (dwóch przodowników i trzech pomocników) o dość ograniczonych siłach pozostała raczej średnio związana z konkretnie tamtym przedsięwzięciem, postanowiliśmy zakończyć projekt, niż męczyć się w warunkach, które szczególnie mnie nie pasowały.
Żal mi bardzo, zwłaszcza że, można to tak zinterpretować, rozegrała się tam „walka o władzę”, a kiedy jej wynik był już w miarę jasny i nastała konieczność ciężkiej pracy, cała konstrukcja się załamała. Uważam jednak, że ostatecznie okazało się to korzystne, ponieważ sytuacja się rozjaśniła – zniknął jeden z „wątków o niewyjaśnionym statusie” (obawiałem się nawet, że przylgnie do mnie pseudonim: likwidator). Pozostaje jeszcze jedna kwestia, czyli „złe założenia”. Nie podobało mi się, że projekt, jeśli chodzi o kwestie techniczne, nie trzyma się ziemi, że wprowadza się podział na „grupy współpracujące”, że DP! ma charakter tylko pomocniczy, że świadomie ignoruje się kwestię legalności, że dla osiągnięcia prestiżu robi się szum, zamiast pracować, że forsuje się zwrotnie i wzajemnie, lecz w sposób nieuzasadniony siebie. W tym wszystkim najbardziej fair zachował się Bielo, ponieważ trzymał się przedmiotu, a ja raczej utarczek. Cóż, przyjmuję na siebie mój przydział winy (czyli połowę), ale jednocześnie zamykam tamtą sprawę (między nami nie ma konfliktu). Nie będzie już więcej takich rzeczy. Na szczęście cała sprawa nie była, nie jest i nie będzie już poważna. Nauka dla nas wszystkich.
Moją wizję „naszej gry” mam zamiar realizować, ale wcześniej niech odbędzie się dyskusja, taka jak ta.
Kwestia piracka – to nie jest tak, że nie możemy nic zrobić:
„Dozwolony użytek (fair use) jest zagwarantowany przez prawo, ale podobnie jak w przypadku jakiegokolwiek innego przepisu prawa, jego istnienie i siła zależy od jego wypracowania – musimy z niego korzystać, albo go tracimy.”
Peter Jaszi, American University Law School
Oczywiście są różnice między amerykańskim i polskim „dozwolonym użytkiem”, ale ja wcale nie namawiam do uzasadniania nim naszych obecnych przedsięwzięć, ale do zastanowienia się nad możliwością zdobycia pełnej legalności.
Arcer napisał(a): P.S. Bez obaw, nie prowadzimy bezpodstawnej cenzury postów
Nie o to chodzi co jest bezpodstawne, ale o to kto ustala, co takim nie jest.
Na szczęście tutaj nie ma z tym problemów.
Yua napisał(a): gdzie udostępniony przez Arcera komiks "Pętla czasu" z KD 40/1999 ( w 2007)
dopiero w tym roku zyskał legalność (tak mi się wydaje),bo umieszczać komiksy można umieszczone od 10 lat wstecz i wcześniej (chyba,ktoś o tym gdzieś pisał).
Arcer napisał(a): Tamten komiks rzeczywiście był wrzucony trochę przy nagięciu tej zasady, ale to było z czystej grzeczności, i właściwie jednorazowy taki mój wygłup . Zasada ta ma jednak zastosowanie w stosunku do osób, które zaraz potem pojawiły się na forum, między innymi z forum bajki.tv.pl, a nie znały umiaru, uploadując co popadnie i zaśmiecając forum linkami do plików.
Pahan napisał(a): Hmm... Nie jestem pewien gdzie to czytałem, ale czy nie jest tak, że ta cała zasada "10 lat wstecz" jest wyssana z palca, i ma się nijak do rzeczywistości (w tym sensie, że w ogóle nie można publikować takich komiksów, choćby i miały 20 lat)?
Szukałem kiedyś informacji na temat udostępniania (w Internecie) komiksów po upływie określonego czasu, ale niczego takiego się nie doszukałem. Zasada 10L wygląda interesująco, ale chroni tylko przed nieumiarkowanymi. Czy rzeczywiście jest tak, że DP! to trochę podziemie?
esio napisał(a): Semmko - twoja deklaracja zawiera słowo "stowarzyszenie", więc odnosi się jakby do czegoś zarejestrowanego oficjalnie, wpisanego do KRS itd. A społeczność DisneyPolski to raczej grupa całkowicie nieoficjalnie działająca, ludzie których łącza wspólne pasje. Chyba że proponujesz nam zarejestrowanie stowarzyszenia, ale myślę że na to zbyt wile osób nie pójdzie, za dużo papierkowej roboty a za mało korzyści
Bardzo słuszna uwaga. Przepraszam. DisneyPolska! to przede wszystkim „środek komunikacji” (obecnie forum), którego twórcą jest lis. Pochopnie napisałem o „stowarzyszeniu”, ponieważ jest to o wiele bardziej skomplikowana sprawa – (1) DP! to nie jest stowarzyszenie, (2) ktoś jednak coś regularnie opłaca i ma to niejako na własność, (3) intencje są jasne, ale porządek też itd. Nie chcę w to ingerować. Ustanowienie deklaracji inspirują i uzasadniają dwa ostatnie podpunkty z moich propozycji i to na nich proponuję się skupić. Chodzi mi tylko o to, aby jasne i jasno wyrażone były nasze intencje. Nie możemy być wszystkiego pewni, tak jak kierujący YouTube nie mogą być pewni legalności każdego z filmików, ale oni dają twórcom możliwość reakcji – jeśli jakiś filmik narusza prawa autorskie, można to zgłosić, a zostanie zmieniony (np. wyłącznie dźwięku) lub usunięty. Podobnie my – ustalamy deklarację, która wyraża nasze (szczere i uczciwe) nastawienie, konstruujemy zbiór zasad uczciwości, usuwamy to, co okazuje się z nim niezgodne, ustanawiamy stowarzyszenie, zgłaszamy się do Disneya i... otrzymujemy pozwolenie (na naszą sympatyczną działalność pod ich czujnym okiem). Jeśliby uznano, że coś jest niezgodne z ich interesem, usunęlibyśmy to, a póki takiej informacji by nie było, moglibyśmy spokojnie rozwijać różne projekty. Ostatecznie treści postów, jeśli o opinie chodzi, zakwestionować by nie mogli (wolność słowa), więc samo forum jest bezpieczne. Powtarzam, to jest na razie tylko pomysł do przedyskutowania i opracowania.
Stowarzyszenie. Jeśliby miałoby powstać, to kwestia formalna nie jest aż tak bardzo skomplikowana. Mogłoby to być „stowarzyszenie zwykłe” – założenie takowego wymaga, bodaj, przynajmniej trzech osób (lis, Arcer, Maciek!), regulaminu, przedstawiciela oraz zgłoszenia na piśmie właściwemu miejscowo organowi nadzorującemu (kwestia siedziby). To daleka przyszłość, jedna z możliwych, ale wcale nie taka straszna. Tu nie chodzi o rejestrację w KRS i złożone procedury.
Dążąc do przejrzystości... Pisałem o naszym wewnętrznym zbiorze kryteriów, wyznaczających dozwolony użytek. Właściwie można by go nieco (ale rozsądnie) poszerzyć względem tego, co gwarantowane jest przez prawo, licząc na to, że TWDC mogłoby go zaakceptować, jednak póki takiej akceptacji nie ma, możemy opierać się jedynie na oficjalnych przepisach, choć na temat ram teoretycznych naszego zbioru możemy dyskutować całkiem swobodnie.
Zacznę od spraw oczywistych (co wolno na forum):
•	Wolno wyrażać opinie, o ile zgodne są z prawem i etyką, ponieważ to gwarantowane jest przez wolność słowa. (MPPOiP: Art. 19)
•	Wolno wykorzystywać i publikować urywki większych fragmentów lub małe utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości, jeśli przytaczane są w utworach stanowiących samoistną całość. (UoPAiPP: Art. 29)
•	Wolno wystawiać publicznie egzemplarz utworu plastycznego, jeśli jest się jego właścicielem i nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych. (UoPAiPP: Art. 32)
•	Wolno korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła. Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. Twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia, chyba że ustawa stanowi inaczej. (UoPAiPP: Art. 34)
•	Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy. (UoPAiPP: Art. 35)
To na pewno nam wolno i dodatkowo nie trzeba się obawiać konieczności „wynagrodzenia twórcy”, ponieważ w takich sytuacjach mu ono nie przysługuje.
Zgłaszajcie swoje propozycje, oczywiście nie muszą być one poparte ustawami czy paktami; po prostu je przedyskutujemy. Mam nadzieję, że ta oto moja działalność nie jest szkodliwa (jeśli jest, powiedzcie mi to!).
W tym odcinku to wszystko, czekam na Wasze opinie, komentarze, sugestie, bluzgi etc.
Ostatnio edytowano Wt lip 21, 2009 10:11 pm przez Semmko, łącznie edytowano 1 raz
przez Gęgul » Cz lip 16, 2009 3:55 pm
Yua napisał(a): mentor (dawniej kaczorex) odszedł
Chyba z forum
Semmko napisał(a): No cóż,według mnie,nasze forum działa na podstawie reklamy Disney'owi,jak to napisałeś:
Przecież każda wzianka o Disneyu robi mu reklamę (dobrze, wypadek kolejki w Disneylandzie na Florydzie to nie zbyt dobra reklama), każdy, nawet głupia wzmianka o Mikim, np. ta (no, tu nie taka głupia).
Semmko napisał(a): Jeśli zdecydowalibyśmy się na drogę ku uczciwości, musielibyśmy po prostu posprzątać. Ostatecznie to nie jest takie trudne.
Pewnie, że nie jest trudne, ale temat "Komiksy Online" założył lis czyli administrator. Oczywiście, utrudnienie nie jest to żadne, ale jak usunąć temat z 26 postami (bo zawieszenie linków to tak jak kasacja tego tematu). Trzeba pamiętać też o USPL bo w końcu ma korzenie Disneypolowskie.
Semmko napisał(a): stowarzyszenie[...]www.disneypolska.pl
Gdyby zarejestrować naszą stronę, to musialibyśmy płacić w papierach. No i trzeba pamiętać, że nie wszystko jednak jest legalne (osoba, która nie ma nic a nic nielegalnego na kompie, niech rzuci we mnie kamieniem ).
Esio napisał(a): ktoś jednak coś regularnie opłaca i ma to niejako na własność
Opłaca jak mniemam lis, ale równie dobrze nie musi. Kiedyś forum bylo chyba na darmowym hostingu.
Semmko napisał(a): A społeczność DisneyPolski to raczej grupa całkowicie nieoficjalnie działająca
Może kiedyś kompletnie nieoficjalnie, teraz łatwiej doszperać się naszego forum. W końcu reklamujemy się i reklamują nas.
Semmko napisał(a): Zasada 10L wygląda interesująco, ale chroni tylko przed nieumiarkowanymi. Czy rzeczywiście jest tak, że DP! to trochę podziemie?
Myślę, że komiksy Disneya (do 30 stron) są umiarkowane. Gdybyś opublikował piracko "Pana Tadeusza".... UH! Ale są na to spopsoby, znalazłem stronę, gdzie praktycznie był cały "Pan Tadeusz" skopiowany, ale któś doszperał się, że (strona 80, akapit 2, rząd 1) w orginaled pisze "Słońce w otwó, co w śród okiennicy", a na tej stronie "Słońce w otworek, co wśród okiennicy", czyli to nie była już kopia, tylo własna interpretacja
źródła: Własny "Pan Tadeusz"
przez Semmko » Cz lip 16, 2009 6:00 pm
Gęgul napisał(a): Chyba z forum
mentor (kaczorex) bezapelacyjnie nie odszedł, ponieważ (1) niedawno „umarł kaczorex – narodził się mentor” oraz (2) był w tym miesiącu na forum.
Gęgul napisał(a): Przecież każda wzianka o Disneyu robi mu reklamę (dobrze, wypadek kolejki w Disneylandzie na Florydzie to nie zbyt dobra reklama), każdy, nawet głupia wzmianka o Mikim, np. ta (no, tu nie taka głupia).
To nie jest takie proste. Nawet jeśli robimy reklamę i nie jest to w oczywisty sposób sprzeczne z interesem firmy (a co do tego mamy uzasadnione wątpliwości), to jednak nie możemy na tej podstawie rościć sobie prawa do, w gruncie rzeczy, zabronionego, publicznego (nad)używania chronionych prawem autorskim utworów.
Gęgul napisał(a): Pewnie, że nie jest trudne, ale temat "Komiksy Online" założył lis czyli administrator. Oczywiście, utrudnienie nie jest to żadne, ale jak usunąć temat z 26 postami (bo zawieszenie linków to tak jak kasacja tego tematu). Trzeba pamiętać też o USPL bo w końcu ma korzenie Disneypolowskie.
Na razie nie mówimy o metodach „dostosowywania”, ale o uzasadnieniu takiego kierunku naszych działań. Musimy zdecydować czy warto, a jeśli tak, to według jakich kryteriów. Na końcu dopiero, o ile w ogóle, będziemy urzeczywistniać nasze plany.
Pisałem o praktyce YouTube, o „zbiorze zasad uczciwości”, o deklaracji. To wszystko mogłoby pomóc – nawet jeśli jakieś projekty należałoby zmienić, to zmiana ta niekoniecznie musiałaby oznaczać kasację.
Gęgul napisał(a): Gdyby zarejestrować naszą stronę, to musialibyśmy płacić w papierach. No i trzeba pamiętać, że nie wszystko jednak jest legalne (osoba, która nie ma nic a nic nielegalnego na kompie, niech rzuci we mnie kamieniem ).
Nie doleciał? Szkoda.
O jakiej rejestracji piszesz? Plan jest taki: dyskutujemy, ustanawiamy, dostosowujemy. Jeśli mielibyśmy utworzyć stowarzyszenie, to zniknąć musiałoby wszystko, co nielegalne lub „być może nielegalne”, co nie znaczy, że należałoby z tego w ogóle zrezygnować. O ile zakumulowalibyśmy jakąś siłę, o tyle bardziej prawdopodobne byłoby, że potencjalnie nawiązany kontakt z TWDC (PL) zaowocowałby całkowitym zezwoleniem np. na dział „Nasze prace”. To oni by weryfikowali, ale w o wiele przystępniejszy sposób – my coś tworzymy, oni mówią, że nie wolno, a my usuwamy. Bez stresów. Obecnie jest tak: my coś tworzymy, oni mogą powiedzieć, że nie wolno, a my mamy sprawę sądzie.
Gęgul napisał(a): Opłaca jak mniemam lis, ale równie dobrze nie musi. Kiedyś forum bylo chyba na darmowym hostingu.
Hej, hej! Ty mnie nie wrabiaj w działalność dywersyjną. Są trzy grupy powodów, dla których lis powinien być szefem (czegoś takiego jak) DP! : uznaniowe (historyczno-sentymentalne), branżowe (jeśli jest w polskim Internecie grupka specjalistów od Disneya, to zaczyna się od lisa, a kończy a Tobie, Gęgulu) oraz fachowe (doświadczenie, umiejętności, cechy charakteru; zmianą obecnego stanu kierowałyby intencje, których porzucenie dobitnie zakomunikowałem w moim poprzednim poście).
Gęgul napisał(a): Może kiedyś kompletnie nieoficjalnie, teraz łatwiej doszperać się naszego forum. W końcu reklamujemy się i reklamują nas.
Podaj kilka przykładów, proszę.
Gęgul napisał(a): Myślę, że komiksy Disneya (do 30 stron) są umiarkowane. Gdybyś opublikował piracko "Pana Tadeusza".... UH! Ale są na to spopsoby, znalazłem stronę, gdzie praktycznie był cały "Pan Tadeusz" skopiowany, ale któś doszperał się, że (strona 80, akapit 2, rząd 1) w orginaled pisze "Słońce w otwó, co w śród okiennicy", a na tej stronie "Słońce w otworek, co wśród okiennicy", czyli to nie była już kopia, tylo własna interpretacja
Nie spełnia to wymogów własnej interpretacji, bo tu żadnej interpretacji nie ma.
Naruszenie praw autorskich, to jednak naruszenie, bez względu na to czego konkretnie dotyczy. Nie mamy się usprawiedliwiać, tylko działać w pełni legalnie.
Mam propozycję, Gęgulu. Stwórz listę typów przedsięwzięć, które chcielibyśmy „ulegalnić”, razem z powodami (argumentami). Inducks jednak istnieje (nie wspominając o Google), choć pełno tam materiałów chronionych prawem autorskim. Nie należy się bać, ale rozsądnie działać.
przez Gęgul » Pt lip 17, 2009 7:35 am
Reklama jest na www.uspl.cba.pl, wiem, że w niektórych plikach do ściągnięcia z www.donald.xup.pl (na przyklad w 1 Komiksowie online), na Disneymani, i (chyba) na stronie WDC&S Polska...
przez Arcer » Pt lip 17, 2009 8:47 am
... oraz na stronie "D.pl", wszystkich (chyba) stronach zrzeszonych i na Disney Comics Forum .
przez Mateusssz » Pt lip 17, 2009 8:57 pm
Nie było mnie niecały tydzień, a postów chyba z 50.
Tłumaczenia fanowskie, udostępnianie skanów, czy nawet wykorzystywanie postaci są nielegalne, ponieważ licencje Disneya są bardzo restrykcyjne, a każde takie działanie jest działaniem na szkodę Disneya. Zakładanie forów dyskusyjnych, czy stron fanowskich jest wręcz przeciwieństwem, ponieważ popularyzują Disneya i jego postacie.
Dłuższy wywód niebawem, bo muszę nadrobić zaległości.
przez Semmko » So lip 18, 2009 10:21 pm
Mojej działalności, jak na razie, nikt nie potępia (dostatecznie głośno), zatem, jeśli pozwolicie, ja sobie tu będę tworzył, a Wy przynajmniej od czasu do czasu zabierajcie głos, zwłaszcza wtedy, gdy uznacie, że jest taka potrzeba.
Wszystko, co zamieszczę w tym temacie, należy traktować jak propozycję, sprawę do przemyślenia. Najprawdopodobniej z czasem ulegną zmianie niektóre z moich własnych pomysłów, więc nie należy traktować ich zbyt poważnie. Jedyne, do czego nawołuję, to do przemyślenia kwestii, które tu poruszę. Oczywiście liczę na Wasze posty – komentarze, propozycje etc.
Gęgul napisał(a): Reklama jest na [adres strony internetowej], wiem, że w niektórych plikach do ściągnięcia z [adres strony internetowej] (na przyklad w 1 Komiksowie online), na Disneymani, i (chyba) na stronie WDC&S Polska...
Arcer napisał(a): ... oraz na stronie "D.pl", wszystkich (chyba) stronach zrzeszonych i na Disney Comics Forum .
Reklamujemy sami siebie. Tylko w dwóch przypadkach (na sześć) można powiedzieć (ale i tak z wielkim trudem), że ktoś nas reklamuje. Funkcjonujemy publicznie (otwarcie), ale do „działania oficjalnego” sporo nam brakuje.
Mateusssz napisał(a): Tłumaczenia fanowskie, udostępnianie skanów, czy nawet wykorzystywanie postaci są nielegalne, ponieważ licencje Disneya są bardzo restrykcyjne, a każde takie działanie jest działaniem na szkodę Disneya. Zakładanie forów dyskusyjnych, czy stron fanowskich jest wręcz przeciwieństwem, ponieważ popularyzują Disneya i jego postacie.
Fora są bezpieczne, jeśli działa się tam zgodnie z prawem, ale strony fanów należą do tej samej kategorii co nielegalne reprodukcje (skany), nieoficjalne tłumaczenia itd. Popularyzacja dzieła nie daje prawa do zarządzania nim lub jego częścią, jeśli jest dobrowolna, ale też zgodna z przepisami. Wydaje mi się to słuszne. Gdyby ktoś dobrowolnie zachwalał Twoje umiejętności komputerowe lub popularyzował Twoją stronę, to czy dawałoby mu to prawo do zarządzania jej częścią (lub całością), albo wykorzystywania jej gdzie indziej, na własną rękę? Tylko gdybyś się na to zgodził, prawda?
Często stosuje się „szybkie rozwiązania”; nie jestem ich zwolennikiem, ale gdyby jakieś przedsięwzięcia na DP! miały się okazać ostatecznie niedozwolone, ale osoby w nich uczestniczące nie chciałyby z nich zrezygnować, można by, dążąc do legalności, przesunąć je do jakiegoś innego miejsca w Internecie, a tu jedynie komentować. Właściwie takie rozwiązanie nie przyniosłoby widocznej szkody przedsięwzięciom (ktoś dostrzega jakąś?), a doprowadziłoby do zakończenia wszelkich nielegalnych działań na DP! związanych z nimi. Pozostałby dwa problemy: po pierwsze komentarze musiałyby się odnosić do konkretnej rzeczy, co oznaczałoby, że komentujący korzystał z czegoś, co jest nielegalne, ale to jest sprawa wyłącznie prywatna, nie dotyczy samej DP!, a po drugie byłby problem z linkami, ponieważ nie mogłyby one kierować do samych plików (to już byłoby rozpowszechnianie), a co najwyżej do głównej strony danego serwisu, ale to też bezpieczne nie jest. Ogólnie rzecz biorąc chodzi o to, żeby nie rozpowszechniać, ani się do tego nie przyczyniać; gdyby być drobiazgowym, można by powiedzieć, że już sama opinia przyczynia się do rozpowszechniania, ale z drugiej strony mamy bardzo silne prawo do wolności słowa, więc jeśli nie umieszczamy linków lub wskazówek, które w podobny sposób (podobnie bezpośrednio) jak hiperłącza prowadzą do „co najmniej być może nielegalnych materiałów”, a nasza wypowiedź to faktycznie opinia, możemy czuć się całkowicie bezpiecznie. Zastanawiałem się nawet, czy odpowiednim rozwiązaniem nie byłby link lub same słowa kluczowe do Google, dzięki którym „szukający” miałby niemal od razu adres strony, a „piszący” czyste sumienie. Jeśli jednak miałyby to być słowa kluczowe, a opinia nie banalna, to właściwie po co je umieszczać – ktoś, kto czytałby wiadomość, sam mógłby bez problemu takie słówka sobie zebrać i wprowadzić do maszynki zwanej Google. Wracając do kwestii „komentarzy na jakiejś podstawie” – oczywiście nie mogę być pewny całkowicie, ale może być tak, że gdyby jakieś przedsięwzięcia zaowocowały jakimiś konkretnymi efektami w rodzaju, przykładowo, plików komputerowych, które można byłoby sobie pobrać z Internetu, to nawet jeśli ich zawartość byłaby chroniona prawem autorskim, to i tak można byłoby z nich korzystać na własny użytek osobisty (UoPAiPP: Art. 23). Problem mieliby wówczas jedynie ci, którzy by takie pliki rozpowszechniali.
Tak to jest z „szybkimi rozwiązaniami”...
Postanowiłem przygotować kilka „definicji”, które pomogłyby określić, czy treść danego posta zgodna jest z prawem (i można spać spokojnie). Nazwałem je „certyfikatami”, ponieważ, w założeniu, mają one dawać pewność osobie publikującej, że treść jej wiadomości jest na pewno legalna. Oczywiście może się okazać, że są to definicje niekompletne lub nawet, czego bym nie chciał, ogólnie niepoprawne, więc na razie proszę się nimi nie sugerować (za bardzo).
Certyfikat 1. [C1 : prawo do wolności słowa (MPPOiP)]
1. Wiadomość[1] zawiera opinię[2].
2. Treść[3] opinii, zawarta w wiadomości[1] stanowi tylko opinię.
Certyfikat 2. [C2 : prawo do wolności słowa (MPPOiP) oraz prawo do swobody badań naukowych i działalności twórczej oraz ochrony interesów moralnych i materialnych, wynikających z takich badań lub działalności (MPPGSiK)]
1. Wiadomość[1] zawiera „treść własną”[4].
Certyfikat 3. [C3 : prawo do wolności słowa (MPPOiP) oraz prawo do swobody badań naukowych i działalności twórczej oraz ochrony interesów moralnych i materialnych, wynikających z takich badań lub działalności (MPPGSiK) oraz prawo dozwolonego użytku (fair use)]
1. Wiadomość[1] zawiera „treść cudzą”[5].
2. Wiadomość[1] zawiera opinię[2] lub „treść własną”[4], odpowiednio odnoszącą się do „treści cudzej”[5].
Te certyfikaty można łączyć, o ile każdy fragment wiadomości będzie uzasadniony konkretną definicją (przykładowo: wiadomość składa się z dwóch części, w pierwszej następuje badanie jakiegoś materiału [C3], a w drugiej wyrażenie opinii [C1]). Możliwe kombinacje:	C1, C2, C3, C1+C2, C1+C3, C2+C3, C1+C2+C3. W przypadku każdej z nich wiadomość jest „certyfikowana” wyłącznie wtedy, gdy zawiera tylko te elementy, które określone są odpowiednią definicją (dla C2 – wiadomość zawiera tylko „treść własną”; dla C3 – wiadomość zawiera tylko: „treść cudzą” oraz opinię lub „treść własną”, odpowiednio odnoszącą się do „treści cudzej”). Jeśli certyfikaty są łączone, każda część wiadomości musi odpowiadać jednemu, konkretnemu certyfikatowi (certyfikaty mogą się łączyć, ale ich definicje nie).
[1] Wiadomość, treść, tekst, informacja, sens, istota, idea, natura, charakter.
[2] Dozwolony jest bełkot, o ile rzeczywiście wyraża jakąś opinię; to jest bezpieczne podejście, uzasadnione, tzn. mam świadomość, że ktoś mógłby upublicznić np. wirusa (ogólnie: treść szkodliwą, która opinią jest co najwyżej w drugiej kolejności) i zasłaniać się wolnością słowa, choć, chyba, niewiele by mu to dało. Aby było fair, musi to być prawdziwa opinia, co nie znaczy, że jej forma ma być koniecznie złożona, rozbudowana. Opinia to wszelkie informacje i poglądy, przy czym ograniczone poszanowaniem praw i dobrego imienia innych oraz ochroną bezpieczeństwa państwowego lub porządku publicznego albo zdrowia lub moralności publicznej.
[3] Zawiera wyłącznie to, co konieczne jest do wyrażenia myśli w słowach jako opinii. Każda forma jest dozwolona (np. wstawianie emotikon), o ile ma to odpowiednie uzasadnienie.
[4] W postaci internetowego adresu (hiperłącza). W takim przypadku legalne muszą być: okoliczności udostępniania (np. gdy nie zabronione jest z jakichś przyczyn udostępnianie, przykładowo, regulaminem forum), miejsce przechowywania (np. serwer), okoliczności przechowywania (np. przechowywanie na serwerze zgodne jest z jego regulaminem), „ciało pliku” (np. format), zawartość pliku (np. muzyka, grafika etc.), treść pliku (plik nie może zawierać treści niezgodnych z prawem jak propagowanie faszyzmu, rasizmu etc.), okoliczności stworzenia pliku (legalny system, program tworzący, dostęp do Internetu itp.) i musi być to plik, stworzony przez autora wiadomości, czyli jego własne dzieło (ewentualnie wykonane przez kogoś innego, ale takie, do którego twórca wiadomości ma prawa autorskie). Jeśli ktoś chce postępować uczciwie, sam dobrze rozpozna sytuację i będzie wiedział co wolno, a czego nie; jeśli mimo to, czyli bez złych zamiarów, postąpiłby niezgodnie z prawem, nie mogłaby to być, jak można się spodziewać, jakaś bardzo zła rzecz, o ile ów człowiek myślałby o tym wszystkim i rzetelnie, uczciwie działał, więc nie należy się bać. Legalny: system, program, Internet, serwer oraz, oczywiście, własna praca (wiadomość-opinia i przez siebie stworzony plik-własna twórczość). To wystarczy, by wszystko było w porządku i nikt nie mógł się do niczego przyczepić.
[5] To, do czego twórca wiadomości nie posiada praw autorskich. Muszą zostać spełnione warunki dozwolonego użytku albo należy mieć zezwolenie autora oryginału na korzystanie z takich „treści”.
Wiadomo już co to znaczy „własna opinia”, „treść własna”, „treść cudza”, ale z tymi „badaniami”... Proponuję wprowadzić następujące definicje:
Twórczość disnejowska – ogół dzieł, których wspólną cechą charakterystyczną jest przynależność formalna (niekiedy jedynie tematyczna lub ideowa) do przedsiębiorstwa The Walt Disney Company; są to w szczególności filmy, seriale i komiksy.
Disnejologia – nauka zajmująca się badaniem twórczości disnejowskiej lub zagadnień blisko z nią związanych. Przede wszystkim gromadzi wiedzę i stanowi naukową refleksję nad ową twórczością (zarówno względem całości, jak i poszczególnych elementów), traktując o jej naturze i własnościach, funkcjonowaniu i zmianach, opisie zachodzących w niej zjawisk i ich przemian, mechanizmach i prawach nią rządzących. Ostatecznie odnosi się ona do człowieka i to nim się właśnie zajmuje poprzez badanie jego sfery emocjonalnej, psychicznej, społecznej, kulturowej i innych. Nie ogranicza metod, jakimi się posługuje, dążąc do pełni naukowości, obiektywności.
•	Disnejologia klasyczna (historyczna, systemowa) – zajmuje się głównie gromadzeniem wiedzy dotyczącej przedsiębiorstwa TWDC, jego historii, filmów, seriali, komiksów etc. oraz standardowym badaniem pozyskanych materiałów.
•	Disnejologia antropologiczna – traktuje o człowieku (twórcy, odbiorcy) i otaczającym go świecie, akumulując i analizując odpowiednie fakty.
•	Disnejologia krytyczna (refleksyjna) – charakteryzuje się takim podejściem do przedmiotu, który podkreśla i bada jego konteksty oraz odniesienia do innych utworów, obiektów, idei etc.
Dopuszczalne formy: Disnejologia, disnejolog, disnejolożka, Disneyologia, disneyolog, disneyolożka.
(1) lis (kwestia tłumaczenia Bolta)
(2) jupix (historia TWDC)
(3) ja (wzór na Carla Barksa i Dona Rosę)
Ad(1) Tu jest C1+C3 (disnejologia klasyczna). Oceniam, że jest to najlepszy, jak dotąd, przykład legalnego postępowania przy korzystaniu z (cudzych) utworów chronionych prawem autorskim, choć i tu można dopatrzeć się mankamentu – wiadomo, oczywiście, że chodzi o fragment disnejowskiego Bolta, ale nie zwalania to z obowiązku umieszczenia informacji o źródle i twórcy. Tak, bądźmy formalistami.
Ad(2) To przykład C2 (disnejologia klasyczna). Pojawia się problem z linkami do YouTube (niezgodne z prawem rozpowszechnianie), którego tu jeszcze nie rozwiązałem.
Ad(3) Tutaj też jest C2 (disnejologia antropologiczna). Z uwagi na to, że załączyłem tylko „własny utwór”, kwestia legalności sprowadza się do legalności systemu, programów (za pomocą których stworzyłem grafikę), Internetu, serwera i ogólnych okoliczności.
Przepisów prawa jest wiele. Staram się powoływać na te, które wydają mi się najbardziej znaczące i najbardziej pewne (nie tylko w Polsce). Poniżej przedstawiam treść tego, co dla nas istotne.
Prawo do wolności słowa:
1. Każdy człowiek ma prawo do posiadania bez przeszkód własnych poglądów.
2. Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.
3. Realizacja praw przewidzianych w ustępie 2 niniejszego artykułu pociąga za sobą specjalne obowiązki i specjalną odpowiedzialność. Może ona w konsekwencji podlegać pewnym ograniczeniom, które powinny być jednak wyraźnie przewidziane przez ustawę i które są niezbędne w celu:
a) poszanowania praw i dobrego imienia innych;
b) ochrony bezpieczeństwa państwowego lub porządku publicznego albo zdrowia lub
moralności publicznej.
Pierwsza poprawka do konstytucji USA
Kongres nie może stanowić prawa odnoszącego się do wprowadzania religii albo zabraniającego swobodnej jej realizacji, ani ograniczającego wolność słowa lub prasy, albo możliwości ludzi do spokojnego zgromadzania się i wnoszenia do rządu petycji o odszkodowanie.
Polski dotyczą także przepisy Unii Europejskiej, w szczególności Europejska Konwencja Praw Człowieka oraz, o ile wszystko się dobrze skończy, Karta Praw Podstawowych.
Prawo do swobody badań naukowych i działalności twórczej:
1. Państwa Strony niniejszego Paktu uznają prawo każdego do:
a) udziału w życiu kulturalnym;
b) korzystania z osiągnięć postępu naukowego i jego zastosowań;
c) korzystania z ochrony interesów moralnych i materialnych, wynikających z wszelkiej twórczości
naukowej, literackiej lub artystycznej, której jest autorem.
2. Kroki, które Państwa Strony niniejszego Paktu podejmą w celu osiągnięcia pełnej realizacji tego
prawa, powinny obejmować środki niezbędne do ochrony, rozwoju i upowszechniania nauki i kultury.
3. Państwa Strony niniejszego Paktu zobowiązują się do poszanowania swobody koniecznej do
prowadzenia badań naukowych i działalności twórczej.
4. Państwa Strony niniejszego Paktu uznają korzyści, jakie wynikają z popierania i rozwijania kontaktów
międzynarodowych i współpracy w dziedzinie nauki i kultury.
W przypadku USA jest trudniej, ponieważ podpisano tam międzynarodowe pakty, ale ich nie ratyfikowano. Istnieje idea scientific freedom (wolność prowadzenia badań) oraz academic freedom (wolność wykładania), ale prawo federalne nie gwarantuje wprost wolności „wykonywania” tychże. Ostatecznie można jednak uznać własne badania (jeśli chodzi o ich publikowanie) za własną opinię, której wolność wyrażania gwarantowana jest przez Pierwszą Poprawę (która zapewnia także wolność myślenia wywodzoną z wolności wyboru religii [przekonań], więc wszystko się jakoś układa...).
Oczywiście nad tym wszystkim unosi się duch Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, jednakże w momencie jej uchwalania, jako rezolucja, nie tworzyła prawa międzynarodowego, a dzisiaj zastąpiły ją odpowiednie pakty, co jednak nie oznacza, że ona sama straciła znaczenie.
Prawo dozwolonego użytku
Ustawa o Prawie Autorskim i Prawach Pokrewnych (Rozdział 3. Dozwolony użytek chronionych utworów)
Nie ma sensu umieszczanie tutaj tego rozdziału, ani tym bardziej całej ustawy. Być może uda mi się kiedyś opracować kwestię prawa dozwolonego użytku (w Polsce) tak, by stała się przystępniejszą, jednak na razie odsyłam do oryginału.
Copyright Act of 1976 (§ 107. Limitations on exclusive rights: Fair use)
Mimo postanowień sekcji 106 i 106A, uczciwy użytek dzieła chronionego prawem autorskim, włączając w to użytek polegający na zwielokrotnieniu w postaci kopii, nagrań dźwiękowych lub rozumiany w jakikolwiek inny sposób określony przez tamte sekcje, w celu analizy krytycznej, komentarza, sprawozdania dziennikarskiego, nauczania (włączając wielokrotne kopie do użytku w klasie), własnej nauki lub badania, nie stanowi naruszenia prawa autorskiego. Przy określaniu czy dane użycie dzieła w każdym poszczególnym przypadku jest użyciem uczciwym, czynniki brane pod uwagę powinny uwzględniać -
(1) cel i charakter użycia, precyzując czy takie użycie ma naturę komercyjną, czy też zostało dokonane w celach edukacyjnych, bez nastawienia na zysk;
(2) naturę dzieła chronionego prawem autorskim;
(3) ilość i wielkość części użytej w stosunku do chronionego prawem autorskim dzieła jako całości; oraz
(4) skutek użycia na potencjalny rynek lub wartość dzieła chronionego prawem autorskim.
Fakt, iż dzieło nie zostało opublikowane, nie może zanegować orzeczenia o uczciwym użyciu, jeśli takie orzeczenie opiera się na rozważeniu wszystkich powyższych czynników.
Jeśli treść wiadomości (posta) spełnia kryteria zawarte w odpowiednich (powyższych) przepisach, wszystko jest w porządku. Wydaje mi się, że zaproponowane przeze mnie certyfikaty będą pomocne, ponieważ dość łatwo dzielą problem na kilka kategorii, z których każda kieruje tylko do adekwatnych przepisów. Nie da się, w zgodzie z prawem, zrobić wszystkiego, ale te możliwości, jakie prawo to nam gwarantuje, są naprawdę duże. Korzystajmy z tego, rozwijając siebie i nie tylko siebie.
Kwestia hiperłączy
Hiperłącze, samo w sobie, to podstawa Internetu, bez niego ani rusz. Niemniej każdy, kto umieszcza (w swoim poście, na własnej stronie, blogu etc.) odnośnik, kierujący do „treści nielegalnej”, czy to pliku, czy tylko strony, na jakiej mogą znajdować się tego rodzaju materiały, przyczynia się do ich rozpowszechniania i, w gruncie rzeczy, rozpowszechnia. Oczywiście mam na myśli sytuację, w której link prowadzi do takiej strony, po zawartości której spodziewać się można braku poszanowania dla prawa. Wydaje mi się to kluczowe – Google istnieje, ponieważ jest to „duża wyszukiwarka do wszystkiego”, a administratorzy The Pirate Bay zostali skazani, bo ich wirtualny podopieczny był „dużą wyszukiwarką przede wszystkim do tego, czego udostępnianie było nielegalne”. Jeśli mowa o Google – nie od wyszukiwarki zależy czy linki, jakie otrzyma szukający, będą odnosiły się do „treści legalnych”; ona po prostu i tylko indeksuje, a kwestia internetowego zła i walki z nim to problem, który jej samej nie dotyczy w taki sposób, w jaki dotyczy szkodzących i poszkodowanych. Skoro wyszukiwarka Google jest legalna, to znaczy, że można z niej korzystać (na określonych warunkach). Jeśli można z niej korzystać, znaczy to, że każdy może to robić i to jest legalne. Podobnie jak Google nie ma wpływu na legalność zawartości stron, do których linki podaje, tak użytkownik tej wyszukiwarki nie ma wpływu na to, jaki wynik ona wygeneruje. O ile pewne wyrażenie w oczywisty sposób nie kieruje do treści nielegalnych, o tyle każdy, kto używa go jako słów kluczowych w publikowanym przez siebie adresie internetowym (hiperłączu), prowadzącym do rezultatów wyszukiwania Google, nie może być pociągnięty do odpowiedzialności, jeśli wygenerowane przez wyszukiwarkę wyniki odnosić się będą do „treści nielegalnych”. Zatem, o ile nie będziemy tego sposobu nadużywać (ogólność słów kluczowych musi zostać zachowana), możemy z czystym sumienie umieszczać linki do Google, a tak się szczęśliwie składa, że jeśli słowa kluczowe dotyczyłyby piosenki lub filmiku, zwłaszcza jeśli jest on popularny, wyszukiwarka najprawdopodobniej umieści na pierwszej stronie przynajmniej jeden odnośnik do takiego filmiku czy piosenki na YouTube. Kierujemy czytelnika do wyszukiwarki; jeśli ona poprowadzi go do „złych stron internetowych”, o ile my nie będziemy mieć w tym większego udziału, nie nasza to wina. Wygląda na to, że Google jest ok i my także, jeśli zachowamy umiar i rozsądek. A jak to jest z YouTube? Jeśli mamy pewność, że dany filmik istnieje tam w zgodzie z wszelkimi regulaminami, przepisami i „prawem kosmosu”, możemy umieszczać do niego odnośnik na forum, ponieważ nie rozpowszechniamy wtedy tego, co nielegalne. Jeśli jednak to, do czego chcemy umieścić link, jest „co najmniej być może nielegalne”, pozostaje, chyba, tylko sposób z Google. A co z Wikipedią? Tam z założenia wszystko ma być legalne, więc jeśli, sprawdziwszy uprzednio artykuł (czy przypadkiem nie jest inaczej), okaże się, że wszystko jest z nim w porządku, możemy bez obaw załączyć stosowny link. Co z innymi, legalnymi stronami? Procedura byłaby ta sama – sprawdzamy czy na pewno wszystko jest zgodne z prawem i dołączamy odnośnik. A co ze stronami, do których link nawet przez Google to bardzo śliska sprawa? Wtedy się rozpisujemy i liczymy na inteligencję czytającego. Zresztą, jeśli by jej nie posiadał w odpowiednim stopniu, najprawdopodobniej nie wart byłby tamtej strony. Parafrazując słowa Shere Khana z pierwszego odcinka Super Baloo: „Co państwo sądzicie o takim rozwiązaniu?” (Żeby mieć pełen wgląd w sytuację, sugeruję obejrzeć ten odcinek, kto może, oczywiście.)
Kwestia deklaracji
Należałoby dodać jeszcze takie postanowienie:
•	Jeśli okazałoby się, że jakieś przedsięwzięcie, realizowane przez DP!, narusza postanowienia tej deklaracji, zostanie ono natychmiast i bezwarunkowo zatrzymane oraz, jeśli będzie to konieczne, zlikwidowane.
Chodzi o to, żeby obyło się „bez ofiar w ludziach”. Powinniśmy wprowadzić procedurę, która wyłączałaby odpowiedzialność (osobistą), oczywiście poważną, rzetelną procedurę, a nie fikcyjną.
Robiliśmy coś, ale byliśmy głupi i nie wiedzieliśmy, że tak nie wolno, ale zaraz jak się dowiedzieliśmy, zaprzestaliśmy i już nie będziemy więcej. Tamtego już nie ma.
Były certyfikaty, było kombinowanie z hiperłączami. Zasadniczo odrobiona została jedna z lekcji dobrego zachowania. Teraz pora naprawić zło czasów minionych.
Jest wiele postów, część z nich zawiera być może „treści nielegalne”, a inna część zawiera je na pewno. Reszta postów jest czysta. Co zrobić? Usunąć należałoby najbardziej skrajne i ewidentne przykłady działania niezgodnego z prawem. Właściwie rzecz biorąc, takich postów nie kojarzę, choć sądzę, że kilka z pewnością by się znalazło. Jest za to wiele „wiadomości wątpliwej jakości”, ale ich kasacja to krok zbyt pochopny. Pojawia się pytanie: czy można je zrehabilitować? Przecież nie chodzi tylko o przyziemne hiperłącza – nie raz pojawiały się, przykładowo, jawne deklaracje. Cóż, kryteria są w miarę jasne – należy mieć certyfikat na dany post, czyli samemu tak swoją wiadomość opracować, aby spełniała wymagania legalności. Czy to daje gwarancję, że nie wpadną, nie zabiorą, nie zamkną taty? Nie. Sądzę, że nie. Nawet jeśli post będzie miał certyfikat, treść w nim zawarta może pokazać, że jesteśmy głupkami, publicznie przyznającymi się do działań nielegalnych. Należałoby zatem dokonać przynajmniej dwóch kroków, po pierwsze ogólnie dostosować wiadomość (zdobyć certyfikat; o to każdy musiałby dbać sam, tj. sam sobie w myślach przyznawać po spełnieniu odpowiednich warunków), a po drugie tak zmienić jej treść, by nie sugerowała, iż jej autor postąpił niezgodnie z prawem (wydaje mi się, że tylko w nielicznych przypadkach oznaczałoby to konieczność usunięcia jakichś postów).
To, co przeczytaliście, albo nie, jest tylko... właśnie, moją opinią na temat naszej legalności. Po prostu staram się wypracować coś, co by nam wszystkim pomogło. Liczę się z błędami, niejednoznacznościami itd., ale wiem też, że jesteśmy w stanie zrobić naprawdę dużo. Przewiduję, że jeszcze jeden mój post będzie poświęcony dopracowaniu zagadnienia, a w kolejnym zawrę już (przynajmniej wstępnie) konkretny opis zagadnień i procedur. Oczywiście bez Waszego udziału moje „liczne literki” to jak opowiadanie samemu sobie dowcipów, zatem... pośćcie!
Ostatnio edytowano Śr lip 29, 2009 5:00 pm przez Semmko, łącznie edytowano 2 razy
przez Mateusssz » So lip 18, 2009 10:50 pm
Semmku, wszystko byłoby, gdyby nie cholerna Vista. Przy końcu pisania wywaliła mi błąd pamięci i tyle mojego posta zobaczyłem.
Jedynym prawdziwym reklamodawcą jest Google i nie ma co się dziwić - ono jest chyba najrzetelniejszym źródłem informacji w erze internetu.
Tworzenie stron fanowskich - tu będę trochę nieobiektywny, bo sam takową posiadam - działalność taka jest nielegalna, bo wykorzystywanie postaci Disneya jest nielegalne, nie ważne czy w sposób komercyjny, czy też nie. Jednak istnieje "przyzwolenie" na takie działania i nie jest ono restrykcyjnie przestrzegane. Podobnie przecież jest i z rysunkami - w ten sposób 1/4 udzielającego się forum poszłoby siedzieć.
Kolejny poruszony przez ciebie temat - szybkie rozwiązania: nie widzę powiązania nazwy z działaniem. Pewnie to też ma związek z IBPKD - po ustabilizowaniu się strony cały temat można usunąć - link wsadzę do podpisu i będzie okej.
Patrząc na problem z legalnością, wszystkie linki Disneyowskie na YouTubie są nielegalne. Patrząc raczej na poziom kultury użytkowników, nikt wirusa tu by specjalnie nie wsadził. Możemy mieć także problem - wszędzie gdzie pojawia się obrazek Donalda jest to nielegalne - patrząc z twojego punktu widzenia.
P.S. TPB zostali uniewinnieni na czas zakończenia procesu dotyczącego sędziego. Jednak serwis i tak popadł w "złe" ręce i teraz TPB będzie płatne.
przez Semmko » Cz lip 30, 2009 11:55 am
Mateusssz napisał(a): Jedynym prawdziwym reklamodawcą jest Google i nie ma co się dziwić - ono jest chyba najrzetelniejszym źródłem informacji w erze internetu.
Z pewnej perspektywy tak jest. Z innej, Google jest reklamodawcą w minimalnym stopniu (linki sponsorowane); to przede wszystkim mechanizm, który pozwala na odszukanie najlepszych, w danym przypadku, stron. Jeśli mówić tu o reklamie, to jest ona tożsama z zawartością serwisu czy strony internetowej, zatem zależy w głównej mierze od autora danej treści. Google jest, być może, najrzetelniejszym źródłem możliwości dotarcia do jakichś informacji w Internecie.
Mateusssz napisał(a): Tworzenie stron fanowskich - tu będę trochę nieobiektywny, bo sam takową posiadam - działalność taka jest nielegalna, bo wykorzystywanie postaci Disneya jest nielegalne, nie ważne czy w sposób komercyjny, czy też nie. Jednak istnieje "przyzwolenie" na takie działania i nie jest ono restrykcyjnie przestrzegane. Podobnie przecież jest i z rysunkami - w ten sposób 1/4 udzielającego się forum poszłoby siedzieć.
Nawet 2/3, policzyłem. Ważne jest na co my sami przyzwalamy. Ogólnie rzecz biorąc, dla wszystkich będzie korzystne, jeśli DisneyPolska! pozbędzie się wszelkiej nielegalności, będę więc dalej teoretyzował...
Mateusssz napisał(a): Kolejny poruszony przez ciebie temat - szybkie rozwiązania: nie widzę powiązania nazwy z działaniem. Pewnie to też ma związek z IBPKD - po ustabilizowaniu się strony cały temat można usunąć - link wsadzę do podpisu i będzie okej.
Było szybkie, bo zmieściłem jego opis w jednym akapicie (bez dogłębnego przemyślenia).
Nie chodzi o usuwanie postów czy tematów, ale o ich edycję w taki sposób, by wszystko zgodne było z prawem. Nie dostrzegam (jeszcze) znaczących przeszkód względem takiego rozwiązania. Umieszczanie linku w podpisie nie rozwiązuje problemu – przyczyniłbyś się do nielegalnego rozpowszechniania utworów, chronionych prawem autorskim, poprzez popularyzację strony internetowej, która te utwory zawiera, bądź do których odnosi. Jedyne co w takiej sytuacji można byłoby zrobić, jak sądzę, to komentować jakiś projekt bez linków, ale za to umieszczając w treści własnej opinii jego nazwę. Wystarczyłoby to zrobić raz (w danym temacie). Reszta w rękach... w kodzie Google.
Aby było jasne – nie chcę nikomu szkodzić, nikogo ani niczego niszczyć. Wcale nie sugeruję „pozbycia się projektów”, ale ich przekształcenia, a także rozwoju nowych tak, by być całkowicie spokojnym.
Mateusssz napisał(a): Patrząc na problem z legalnością, wszystkie linki Disneyowskie na YouTubie są nielegalne. Patrząc raczej na poziom kultury użytkowników, nikt wirusa tu by specjalnie nie wsadził. Możemy mieć także problem - wszędzie gdzie pojawia się obrazek Donalda jest to nielegalne - patrząc z twojego punktu widzenia.
Nie wszędzie – jeśli jego wstawienie jest uzasadnione, np. analizą krytyczną, nie jest to nielegalne. Rzeczowa analiza stylu Barksa, poparta kilkoma obrazkami, nie jest nielegalna. Podobnie w przypadku informacyjnych stron internetowych – jeśli wykorzystanie fragmentu dzieła, chronionego prawem autorskim, odpowiednio poparte jest sprawozdaniem dziennikarskim, użycie to jest legalne. Kwestia YouTube też nie jest tak oczywista – co w przypadku, jeśli zamieszczony tam fragment filmu wykorzystany jest na zasadach dozwolonego użytku w jakimś innym miejscu w Internecie, a YouTube pełni jedynie funkcję zaawansowanego technologicznie serwera?
Mateusssz napisał(a): P.S. TPB zostali uniewinnieni na czas zakończenia procesu dotyczącego sędziego. Jednak serwis i tak popadł w "złe" ręce i teraz TPB będzie płatne.
Twórcy (administratorzy) serwisu The Pirate Bay zostali skazani i tego już nic nie zmieni, choć, rzeczywiście, cała sprawa się jeszcze nie skończyła. 25 czerwca sąd orzekł, że sędzia Thomas Norström nie był stronniczy, więc nie będzie rewizji procesu przed Sądem Okręgowym w Sztokholmie. Piratom pozostały do wykorzystania jeszcze dwie apelacje.
Chyba jednak zbyt optymistycznie potraktowałem „metodę Google”. Jeśli umieszczamy link do wyszukiwarki (słowa kluczowe w adresie), to gdy kieruje ona do wyników wyszukiwania, zawierających odnośniki do stron o nielegalnej zawartości, winni jesteśmy [co najmniej] nieumyślnego rozpowszechniania treści zakazanych. Dlaczego w takiej sytuacji Google jest fair, a my nie? Google działa mechanicznie, ale my już celowo. Jest już chyba jasne, że skoro „metoda Google” nie jest bezpieczna, automatycznie znika możliwość, opierającego się na niej, szybkiego skoku do YouTube. A Wikipedia? O ile w chwili umieszczenia linku do jakiegoś artykułu, nie zawierał on treści nielegalnych, ani nie kierował do takowych, o tyle jesteśmy bezpieczni. Zmiany są rejestrowane, co dawałoby argument, dowód niewinności. Wygląda jednak na to, że aby mieć pewność, iż działa się zgodnie z prawem, należy umieszczać hiperłącza tylko do sprawdzonych, legalnych stron, uczciwymi metodami, w zgodzie z przepisami (prawo, regulamin stron itd.). Nie znaczy to, oczywiście, że nie można sugerować komuś skorzystania z legalnych środków, by mógł dotrzeć do dokładniejszych informacji na dany temat. Jeśli dotrze przy tym do treści niezgodnych z prawem, jego postępowanie względem nich będzie już wyłącznie jego prywatną sprawą.
Mam olbrzymi sentyment do DisneyPolski! i chciałbym, aby rozwijała się w dobrym kierunku. Tutaj jedynie wskazuję możliwe sposoby kształtowania przyszłości. Oczywiście wszystko zależy od uczestników, ich liczby i zaangażowania. Jak w przypadku, chyba, każdego projektu, im bardziej staje się on dojrzalszy, tym mniej jest przyjazny (przystępny). Warto jednak zmierzać do działalności w pełni oficjalnej, ponieważ to zwiększa nasze możliwości.
Dzisiaj jesteśmy grupką osób, interesujących się twórczością disnejowską, która ma własne forum i działa na nim w dość profesjonalny sposób. Nie wszystko jest idealne, ale mimo tego tkwi tu pewien potencjał. Możemy rozbudować naszą działalność, stworzyć coś unikalnego. Musielibyśmy się przede wszystkim oczyścić oraz rozpocząć szlachetne przedsięwzięcia. Wtedy moglibyśmy zacząć myśleć, już na poważnie, o sformalizowaniu działalności naszej grupki. DisneyPolska! mogłaby rozrastać się coraz bardziej, zyskując pozycję. Wydaje mi się, że możliwy byłby wtedy dość dobry kontakt z TWDC, który mógłby zaowocować pewnymi, oczywiście odpowiednio skromnymi, przywilejami. Do tego wszystkiego potrzeba jednak dużo wytrwałości, pracy, zaangażowania, a przede wszystkim czasu. Oczywiście nie wiem czy wytrwałbym, ale mogę być pewien dobrych intencji. Może nawet powinienem założyć, że moja obecność i wkład są raczej jednorazowe, tymczasowe; dzisiaj mam czas, ale wiem, że niebawem będzie inaczej, więc powiem to, co mam do powiedzenia i niech służy to wszystkiemu i wszystkim jak najlepiej.
Potrzeba zakumulować siły i wytrwale działać. Pośpiech nie jest wskazany.
Wiemy już jak się ona przedstawia. Naprawianie należy, jak sądzę, rozpocząć od edycji własnych postów w taki sposób, by ich ostateczna treść spełniała odpowiednie wymogi, na temat których pisałem poprzednio. O ile wcześniej nie mogliśmy być całkowicie pewni czy dane przedsięwzięcie jest legalne (dopuszczalne), o tyle teraz wiemy już dobrze jaką postać powinny mieć nasze wiadomości, by były w pełni zgodne z prawem. Ważne jest, aby autor nie rozpowszechniał bezprawnie jakichś materiałów (np. nie umieszczał linków do nich prowadzących), oraz nie przekraczał granic prawa do wolności słowa (poszanowanie praw i dobrego imienia innych etc.) – wtedy może mieć pewność całkowitej legalności „treści”, jednakże to nie wszystko. Informacja zawarta w takiej wiadomości wciąż może sprowadzić kłopoty, więc należy być uczciwym i, w miarę możliwości, unikać wszystkiego, co mogłoby sugerować związek autora z działaniami nielegalnymi.
Jeśli zostałyby oczyszczone własne posty, należałoby zadbać o inne, jeśli byłaby taka potrzeba, albo je odpowiednio edytując, albo usuwając. Mamy prawo do wypowiadania się, ważne aby nie rozpowszechniać nielegalnych materiałów. Gdyby całe forum zostało oczyszczone, można by przystąpić do procesu „formalizowania”, jednak wcześniej powinny zostać rozwinięte pewne, całkowicie legalne, przedsięwzięcia jak krytyczna ocena filmów (oraz seriali, komiksów), działalność badawcza (odnajdywanie powiązań, znaczeń itp.) i inne. Powinny zostać określone procedury realizowania projektów (by mieć pewność całkowitej legalności) oraz wewnętrzne przepisy (regulamin, statut, deklaracja).
Oto kolejne fragmenty, jakie proponuję umieścić w deklaracji.
Preambuła (a ściślej: ta jej część, która dotyczy projektów)
Niniejsza deklaracja określa także możliwości i warunki rozpoczynania, wykonywania i finalizacji prac, zwanych dalej projektami DisneyPolski!, oraz zarządzania nimi i ich rezultatami. Powstała w celu uporządkowania, ustabilizowania, a także ujednoznacznienia kwestii oficjalnych przedsięwzięć. Względem projektu, określa nasze intencje, wyznaczając granice dozwolonych środków, jakimi można się posłużyć. Obowiązuje całkowicie, zawsze i każdego, kto jest z nim związany.
Unieważnione zostały pierwsze trzy postanowienia, ale mam kilka nowych. Nie definiuję już DisneyPolski! jako stowarzyszenia, właściwie nie definiuję jej w ogóle, ale, w domyśle, uważam ją za dość zorganizowaną grupę ludzi (posiadającą duży potencjał, by stać się przynajmniej stowarzyszeniem zwykłym), których jednoczy to forum.
•	Głównym środkiem wymiany informacji i publikowania osiągnięć jest internetowe forum, dostępne pod adresem: [adres forum DP!]
•	Wynikami prac mogą być jedynie takie treści lub materiały, które nie stanowią naruszenia prawa autorskiego.
•	Wszystkie działania oraz ich rezultaty mają charakter niekomercyjny, służąc przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, celom edukacyjnym.
•	Twórcy przysługują wszelkie prawa do swojego dzieła, jednakże jeśli stanowi ono część lub całość projektu DisneyPolski!, to, w ramach takiego funkcjonowania owego dzieła, autor zrzeka się prawa do roszczeń sprzecznych z naturą projektu.
•	Do natury projektu należy niezależność. Jego realizacja, a przez to on sam, opiera się na zasadach wolontariatu.
•	Nie jest ograniczona wielkość projektu, a także jego jakość, czas trwania i liczba uczestników.
•	Każdy projekt musi być konstruowany tak, aby on sam lub jego naturalne i przewidywalne rezultaty w żaden sposób nie wpłynęły negatywnie na przedsiębiorstwo TWDC i DisneyPolskę! oraz na ich działania.
•	DisneyPolska! zarządza projektami, jednakże nie może ich traktować jak prywatnej własności. Projekty są jej powierzane jako dostępne dla wszystkich, ale wymagające ochrony, przez co należy rozumieć przynajmniej zapewnienie, w miarę możliwości, przechowania.
•	Zarówno DisneyPolska!, jak i jej projekty mają u swoich podstaw te same, szlachetne idee, dlatego wszelkie ewentualne konflikty pomiędzy nimi powinny być rozwiązywane wewnętrznie w najlepszy możliwy sposób, taki, który korzystny jest dla obu stron, z uwagi na te idee.
•	Obowiązek wykazania legalności dzieła spoczywa na jego twórcy.
•	Jeśli mimo starannego i skrupulatnego zastosowania się do wytycznych, projekt w całości lub w części okazałby się w jakikolwiek sposób niezgodny z intencjami, według których formułowana jest niniejsza deklaracja, ona sama, jak i wszelkie dotyczące jej procedury przepisy i inne, stanowić mają istotny dowód na rzecz niewinności wszelkich osób związanych z tym projektem.
Czy to już wszystkie postanowienia deklaracji? Nie wiem, ale podejrzewam, że nie. Co o tym sądzicie?
Chciałbym też wyjaśnić o jakich przedsięwzięciach mowa. Chodzi o każdy projekt, który spełnia stosowne wymogi, nawet jeśli z samą twórczością disnejowską ma niewiele wspólnego. Jeśli przyjęlibyśmy ten kierunek, to „podejrzane projekty” należałoby wyprosić z DisneyPolski! (przesunąć?), ale za to zyskalibyśmy możliwość swobodnego tworzenia projektów całkowicie legalnych. Dlaczego z takim uporem dążę do tego? Ponieważ, z całym szacunkiem, uważam, że to, czego nie robimy, a moglibyśmy, jest o wiele szlachetniejsze od tego, co robimy, ale nie możemy. Zwracam się przede wszystkim do starszych odbiorców.
Przedstawiane przeze mnie postanowienia z każdym kolejnym postem coraz mniej przypominają zapisy ogólnej deklaracji. Tworzenie ich to proces ciągły – wiele się jeszcze może zmienić i to bardzo.
Kwestia procedur
Jeśli uznać, iż deklarację zasadniczo już mamy gotową, należałoby stworzyć szczegółowe procedury, dzięki którym zarządzanie projektami stałoby się przystępne. Przede wszystkim należy przygotować listę kryteriów, jakie musi spełniać dany projekt. Są (byłyby) one zawarte w deklaracji oraz w odpowiednich częściach moich poprzednich postów (kwestie prawne), więc sporządzenie takiej listy sprowadzałoby się do powtórzenia tamtych treści, opracowania ich i ewentualnie pewnego uzupełnienia. Taki spis dawałby podstawę do oceny danego przedsięwzięcia; jeśli spełniałoby ono wszystkie warunki, uzyskiwałoby „Status A” (acceptable). Wówczas oczekiwałoby na przyznanie mu „Statusu B” (becoming), czyli na zgodę DisneyPolski! (opis tej części procedury musi zrobić już ktoś inny, a przynajmniej nie ja sam). Projekt zatrzymany lub zakończony otrzymywałby „Status C” (closed).
Projekt mógłby, zasadniczo, zostać stworzony przez każdego (czy to samodzielnie, czy też „grupowo”). Aby przedsięwzięcie mogło ubiegać się o otrzymanie „Statusu B”, koniecznym byłoby wypełnienie i opublikowanie formularza, w którym twórca określiłby szczegóły. Mogłoby się pojawić jeszcze kilka warunków, ale dotyczących już zupełnie innych kwestii, takich jak stabilność przedsięwzięcia, etap rozwoju etc.
Kwestia naukowa
To by było bardzo interesujące – stworzyć własny „ośrodek naukowy”. Właściwie mamy już całkiem niezłe jego podstawy i być może tego jesteśmy najbliżej, więc tym powinniśmy zainteresować się najbardziej, jeśli o projektach mowa. To nie jest szalony pomysł, choć może troszeczkę niekonwencjonalny. Ostatecznie to tutaj trafiają specjaliści. Jeśli ktoś ma okazję, niech tworzy; niedługo powinno tu już być dostatecznie dużo prac natury badawczej, aby zacząć na poważnie myśleć o formalizacji. Być może w wieku 23 lat zostaniesz (wirtualnym) rektorem, lisie.
Kwestia dozwolonego użytku prywatnego (osobistego)
Wolno korzystać z jakiegoś utworu, nie płacąc za niego i bez pozwolenia twórcy, jeśli dokonuje się tego na swój własny, osobisty użytek, a utwór ten został już rozpowszechniony, o ile nie jest to utwór architektoniczny i architektoniczno urbanistyczny oraz elektroniczna baza danych, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego niezwiązanego z celem zarobkowym. Niedozwolone są praktyki związane w szczególności z utrwalaniem i zwielokrotnianiem utworu, jeśli dokonuje się tego w celu nieautoryzowanego rozpowszechnienia. Nie ma jednak przepisu, który wiązałby dozwolony użytek osobisty z legalnością źródła, z jakiego dany utwór pozyskano, zatem przyjmuje się, że źródło to nie ma znaczenia przy ustalaniu zasadności stanowiska, opierającego się na przepisach o dozwolonym użytku.
Wygląda na to, że jest to zagadnienie bardzo szczególne. Nie ma ono odpowiednika w prawie amerykańskim, zatem obszar jego wpływu jest zasadniczo ograniczony. Należy pamiętać, że brak prawa o dozwolonym użytku prywatnym wcale nie oznaczałby braku sprawiedliwości, o ile pozostałe przepisy zostałyby odpowiednio dostosowane. To, że mamy pewną możliwość, wcale nie oznacza, iż możemy czuć się bezkarni. Ostatecznie prawo to tylko pewien mechanizm, który działa bezwzględnie i w bardzo niedoskonały sposób. Nie możemy przenieś na nie obowiązku myślenia, który nas dotyczy; sami jesteśmy za siebie odpowiedzialni. To nam daje jednak wolność – nawet jeśli prawo okazałoby się niesprawiedliwe, niesłuszne, w nas samych mamy dowód i gwarancję słuszności naszych działań.
Jeszcze jedna kwestia
Posiadamy prawo do wolności słowa, z czego wynika, że posiadamy prawo realizacji wolności słowa w dowolny sposób, spośród tych, które są dozwolone.
Czy można powoływać się na prawo do wolności słowa względem treści, która spełnia stosowne wymogi, ale znajduje się w miejscu, które ma naturę nielegalną, przykładowo, na stronie internetowej, bezprawnie rozpowszechniającej pewne utwory. Jeśli rzeczywiście taka treść zgodna jest z warunkami wolności słowa, to ona sama jest w pełni legalna, nie widać zatem powodów, które uniemożliwiałyby wyrażenie jej w jakimkolwiek miejscu (chyba, że podlega ono specjalnym ograniczeniom, np. z uwagi na regulamin).
Czy można odwoływać się (poprzez hiperłącze) do treści, która spełnia wymogi wolności słowa, ale znajduje się w miejscu, które ma naturę nielegalną, przykładowo, na stronie internetowej, bezprawnie rozpowszechniającej pewne utwory? Nie wolno bez zezwolenia twórcy rozpowszechniać utworu, którego jest autorem, ani się do tego przyczyniać, zatem nie wolno publikować odnośników, które prowadzą do nielegalnie rozpowszechnianej treści, ani też takich, które prowadzą do stron, na jakich znajdują się odnośniki do takich treści. Bezpiecznie byłoby dany tekst skopiować, o ile ma się do tego prawo. Wygląda na to, że rozstrzygają tu wszelkie (niekoniecznie) drobne czynniki, które wzięte pod uwagę, decydują o odpowiedzi na to pytanie, oczywiście w konkretnych okolicznościach. O ile nie przekracza się pewnych granic, można czuć się względnie bezpiecznie. Link z legalnej wiadomości, do legalnej wiadomości, o ile jest faktycznie uzasadniony, nie może być z założenia uważany za bezprawny, niemniej jeśli wiadomość ta znajduje się w otoczeniu, które ma nielegalny charakter, nie może on być z założenia uważany za w pełni legalny, ale tylko wtedy, gdy otoczenie to jest takie w ewidentny (widoczny) sposób. Nie powinniśmy popadać w paranoję, chaos i strach. O ile zachowujemy się fair i nie jesteśmy bezmyślni, nie mamy się czego obawiać (choć z drugiej strony Frollo mówił już kiedyś coś takiego, a...).
Wolność słowa, to wolność posiadania i wyrażania swoich opinii, ale także zabezpieczenie przed represjami, związanymi z wyrażoną w nich treścią. Uważam, że o ile treść ta nie narusza w oczywisty, jednoznaczny i niezaprzeczalny sposób praw i dobra innych (a byłoby tak w przypadku ewidentnego rozpowszechniania chronionych prawem autorskim utworów), nie może stanowić argumentu (np. w sprawie sądowej) przeciwko osobie, która ją wyraziła. Uważam także, iż wolność słowa nie powinna być w żaden sposób ograniczana. Każda osoba powinna mieć prawo do dotarcia do danej informacji, ale też prawo do rezygnacji z niej.
W przypadku pewnych stron internetowych, przeznaczonych do wyrażania własnych opinii, oczywiście dopuszczam możliwość wprowadzenia reguł, które ograniczałyby swobodę wypowiedzi, przykładowo, pro publico bono, ale powinny być i takie miejsca, w Internecie chociażby, które dawałyby w tym względzie wolność całkowitą.
To właściwie wszystko, co miałem, ogólnie, do powiedzenia w tym temacie. Można jeszcze uzupełniać poszczególne części rozwiązań, ale ma to sens tylko wtedy, kiedy zmiana jest już blisko, a to zależy od Was.
Poprawiłem swoje wiadomości; poniżej zamieszczam wyjaśnienia, które, mam nadzieję, przekonają Was, że nie tak trudno zrehabilitować swoje posty (chyba, że się ich zrobiło 762 w siedem miesięcy) i stawać się na tym forum całkowicie fair.
Oficjalnie ogłaszam, iż, po wnikliwym zaznajomieniu się z zagadnieniami prawa autorskiego i dozwolonego (uczciwego) użytku, definitywnie zrywam z wszystkim, co byłoby choć w części związane z łamaniem prawa, szczególnie w obszarze wyznaczonym tymi zagadnieniami. Odwołuję swoje poparcie, jeśli kiedykolwiek takowego udzieliłem, dla wszystkiego, co miałoby naturę, choćby tylko w bardzo małym stopniu, nielegalną. Wyjaśniam, iż we wszystkich sytuacjach zachęcałem nie do występowania przeciwko prawu czy etyce, ale do szlachetnej pracy, kreatywności i rozwoju z poszanowaniem interesów, praw i dóbr innych osób czy instytucji. Gdyby się okazało, że jakiś przejaw mojej działalności wykracza poza obszar aktywności dozwolonej, a fakt ten byłby stosownie uzasadniony i informacja o tym byłaby mi przekazana w taki sposób, abym wiedział o całej sytuacji, zobowiązuję się do natychmiastowej reakcji i dokonania wszelkich możliwych, osiągalnych działań, by sytuację tę naprawić. Oświadczenie to składam szczególnie po to, aby dać wyraz moim intencjom, które mogą nie być tak oczywiste, gdy mimo moich starań, a szczególnie w wyniku niezależnych ode mnie zdarzeń lub okoliczności, to, czego byłbym autorem, przestawałoby mieć jasny, całkowicie legalny charakter.
•	SimDuckburg
Prace zmierzały do stworzenia gry o tematyce disnejowskiej, ale ostatecznie nie korzystały, ani nie doprowadziły do powstania materiału, który stanowiłby naruszenie prawa (w szczególności prawa autorskiego TWDC). Nie dokonaliśmy działań nielegalnych.
W moich postach (w tamtym temacie) nie ma żadnych linków, więc nie ma też takich, poprzez które przyczyniałbym się do (w szczególności nielegalnego) rozpowszechniania jakiejkolwiek treści.
•	Linki do Inducks
Umieszczanie linków do Inducks nie stanowi naruszenia prawa, ponieważ kierują one do bazy danych, legalnej i chronionej prawem autorskim, ogólnodostępnej i przeznaczonej do tego by być ogólnodostępną, zawierającej fragmenty cudzej własności, ale wykorzystane na zasadach dozwolonego użytku. Konstrukcja serwisu zabezpiecza osobę, która publikuje odnośnik do niego, przed nieumyślnym rozpowszechnianiem materiałów, chronionych prawem autorskim.
•	Uooaah...
To jest wyrażenie opinii, której zrozumienie wymaga, oczywiście, więcej niż tylko odczytania literek.
•	The Walt Disney Company e-mail
Odnośniki nie kierują do treści nielegalnych, ani nie są z takowymi związane.
•	Dane TWDC PL
TWDC działa otwarcie, a dane polskiego oddziału są powszechnie dostępne. Jedyne podejrzenie może budzić link do map Google, jednak w tym przypadku został on opisany i nie kieruje do treści zabronionych (nie jest to nielegalne rozpowszechnianie jakichś materiałów), więcej, prowadzi, o ile usługa działa sprawnie, a na stan ten osoba publikująca hiperłącze nie ma wpływu, do treści jednoznacznej, zgodnej z prawem.
•	„Gra forumowa”
Czy to jest legalne? Zasadniczo własne postacie, świat wymyślony, choć czerpiący nieco z tego disnejowskiego-komiksowego, przygody „własne”, forma gry itd. Użytych zostało kilka nazw, które odnoszą się do chronionych prawem autorskim dzieł, ale byłoby to nielegalne tylko wtedy, gdyby tamte posty traktować jako utwory (mogłyby być tak traktowane, ale co najwyżej w drugiej kolejności i to z wielkim trudem), niemniej ich charakter powoduje, iż nie sposób interpretować je inaczej, niż przede wszystkim (jeśli nie wyłącznie) jako środek komunikacji; ewentualne dzieło tworzy się w naszej wyobraźni. Działalność twórcza, wolność słowa.
•	link do snopes(dot)com, stron PWN, stron rządowych
Legalna strona, chroniona prawem autorskim, informacyjna. Kieruje do treści ogólnodostępnych. Nie widać powodów, które uniemożliwiałyby zgodne z prawem umieszczanie linków, prowadzących do tego serwisu lub jakiejś jego (pod)strony.
•	Obrazek (dla) Sknerusa kontra
Choć uważam, iż nie narusza on interesów TWDC, a wykorzystanie w nim fragmentów utworów, chronionych prawem autorskim, mogłoby być w części uzasadnione prawem dozwolonego (uczciwego) użytku, to jednak nie mogę przyznać, bym dostrzegał choć jeden argument, który dawałby mi pewność, że publikacja (rozpowszechnienie) tego obrazka jest w pełni legalna. Dla bezpieczeństwa, usuwam.
•	YouTube, czyli można
Serwis jest legalny, a link do filmiku (powiedzmy, z Miszką) nie stanowi niezgodnego z prawem rozpowszechniania (jakichś) materiałów, nie przyczyniania się także do tego. Gdyby Miszka miała coś przeciwko, powiedziałaby, przecież. Niemniej, z uwagi na to, iż nie chcę być obarczony obowiązkiem monitorowania sytuacji na YouTube, link ten usuwam.
•	YouTube, czyli czasem nie można
Nie wolno nielegalnie rozpowszechniać materiałów, chronionych prawem autorskim, zatem jeśli ktoś chce postępować zgodnie z prawem, nie może umieszczać, przykładowo, w swoim poście linku do nich lub do strony, która może je zawierać.
Istnieje prawdopodobieństwo, że po pewnym czasie link do legalnego filmiku przestanie działać (np. z powodu usunięcia klipu) i zostanie przypisany do innego, którego rozpowszechnianie może być już nielegalne. Należy albo monitorować sytuację, albo nie umieszczać linków.
•	Wikipedia, czyli... co?
Przedsięwzięcie to jest legalne; nawet jeśli pojawia się tam jakaś „treść niewłaściwa”, dosyć szybko jest usuwana. Nie powinno być problemu, ale jednak jest – zasadniczo każdy może dowolnie zmieniać treść artykułów Wiki, co niesie ze sobą ryzyko, że, przykładowo, kierując z forum poprzez link na jakąś stronę, autor postu przyczynia się do rozpowszechniania materiałów chronionych prawem autorskim, o ile dany artykuł tej encyklopedii takie zawiera bądź odnosi do nich. Oczywiście można opierać się, jak to już zasugerowałem, na historii Wiki (zarejestrowanych zmianach), sprawdzając jednak w czasie publikowania postu legalność strony. Sytuacja staje się coraz bardziej paranoiczna – nie można już w spokoju dodawać odnośników do encyklopedii, a jeśli się to robi, to po pierwsze należy zaufać „historii zmian”, niezależnej, która właściwie może nie dać żadnego argumentu (usprawiedliwienia), a po drugie należałoby dokładnie sprawdzić całą stronę tak, aby mieć pewność, że jest w pełni legalna.
Uważam, że umieszczanie odnośników do Wikipedii powinno być dozwolone, w ogóle (wszędzie, zawsze), oczywiście z zastrzeżeniem, że osoba publikująca takie hiperłącze nie ponosi odpowiedzialności za zawartość strony, zwłaszcza wtedy, gdy strona ta zawiera lub prowadzi do materiałów, których istnienie, rozpowszechnianie itp. jest nielegalne. Niestety, to nie takie proste. Co więc zrobić? Przecież nigdy nie można mieć całkowitej pewności, względem czegokolwiek. To prawda, ale często można zdobyć dostatecznie dużą pewność i tak jest w tym przypadku. Należy nie publikować hiperłączy do artykułów Wikipedii, przynajmniej do czasu, aż zostanie całkowicie dozwolone takie działanie. Trudne, przykre, irytujące, ale... quid pro quo.
•	Wzory (CB & DN)
Czy to nauka, czy może sztuka, czy raczej choroba, jest to działanie zgodne z prawem. Nie wykorzystuję cudzej własności, nie przyczyniam się do tego. Legalne.
Kwestia awataru, logo DP!, nazwy domeny DP! i samej DP!
Należy podkreślić jedno – dozwolony (uczciwy) użytek nie uzasadnia takiego wykorzystania dzieła, które ma charakter rozrywkowy. Badania, nauka, sprawozdanie etc. owszem, ale nie rozrywka.
W wykorzystywaniu w swoim awatarze fragmentów dzieł, chronionych prawem autorskim, nie odnajduję spełnienia warunków określonych przez dozwolony (uczciwy) użytek. Z przykrością to oznajmiam.
Logo DP! zawiera napis wyrażony czcionką, która (najprawdopodobniej) jest chroniona prawem autorskim. Tutaj „kwestia rozrywkowa” nie jest tak oczywista jak w przypadku awatarów, niemniej nie można jednoznacznie uzasadnić wykorzystania tej czcionki przepisem prawa, który dawałby odpowiedni argument wprost.
Nazwa domeny naszego forum zawiera w sobie nazwisko, które jest jednocześnie zastrzeżonym znakiem handlowym. W tym przypadku jednoznaczności także nie widać.
Kwestia nazwy naszego „środka komunikacji” odnosi się bezpośrednio do problemu nazwy domeny. Występuje tu ten sam brak jednoznaczności.
Można się obyć bez disnejowskiego awataru, loga, nazwy domeny i nazwy grupy. Można. To jest straszne.
(Dużo wartościowych informacji, związanych z prawnymi kwestiami publikowania, zawartych jest w książce “Perle & Williams on Publishing Law”, której autorzy to E. Gabriel Perle, John Taylor Williams, Mark A. Fischer.)
Dostrzegam sens, wypływający z gwarantowanej prawem czystej komunikacji. Uważam, że jest to szlachetne i pobudzające kreatywność. Uważam też, że w przypadkach takich jak nasz, powinna zostać wprowadzona procedura, która dawałaby „mikro licencjobiorcom”, czyli nam, prawo do wykorzystywania chronionych prawem autorskim dzieł lub ich fragmentów w celu: stworzenia awataru i/lub loga, nazwy domeny i/lub grupy czy „środka komunikacji”, tworzenia prac fanów oraz wszelkich małych projektów, jeśli cel każdego „nowego dzieła” nie byłby niezgodny z interesem licencjodawcy. Oczywiście działalność fanów, którzy zgodziliby się na udział w takiej procedurze, mogłaby być (byłaby) monitorowana, aby nie doszło do sytuacji niepożądanych i ograniczana (poprzez nakaz usunięcia szkodliwych materiałów), gdyby jednak do nich doszło, lecz w zamian za to powinni oni zostać całkowicie zwolnieni z odpowiedzialności, w przypadku naruszenia przez nich prawa w tym obszarze, o ile stosowaliby się do „poleceń naprawczych”. Mam nadzieję, że nie byłoby to tożsame z wpuszczeniem wilka do beczącej zagrody, bo jeśli tak, to się z tego pomysłu wycofuję, stanowczo.
Swoje podwórko, pod względem legalności, posprzątałem. Uff...
Teraz już na poważnie. Wnoszę o sformułowanie i umieszczenie w ogólnodostępnym i widocznym „miejscu” postanowienia, które głosiłoby, iż DisneyPolska! ma charakter legalny i nie pozwala na łamanie prawa w żaden sposób. Wnoszę także, aby podjęto działania, które by to postanowienie realizowały (rozsądnie byłoby sporządzić odpowiedni zapis na dowód pracy) tak, aby nie pozostawało ono deklaracją jedynie fikcyjną. Jeśli nie można byłoby tego zrobić, proszę o podanie przyczyny.
Nie piszę o rewolucji.
Jeśli DP! uczestniczyłaby w działaniach nielegalnych, nie można byłoby umieszczać linków do niej na innych stronach, szczególnie tych, które działałyby w zgodzie z prawem.
To, co zyskujemy w wyniku podjęcia pewnych działań, jest efektem naszych decyzji.
Jeszcze dużo zostało do poprawy, ale ogólnie rzecz biorąc... Jestem wyzwolony!