Source: http://www.nowemedia.org.pl/joomla/index.php/publikacje?start=14
Timestamp: 2018-07-22 01:03:40
Legal References Found: art. 2
 art. 3
 art. 4
 art. 4
 art. 12
 art. 12
in fine
 art. 12
 Art. 13
 art. 3
 art. 267
 art. 172
 art. 267
 art. 267
 art. 285
 art. 267
 art. 268
 art. 267
 art. 267
 art. 8

Art. 267
 art. 172
 Art. 172
 art. 253
 art. 267
 art. 267
 art. 269
 art. 267
 art. 267
 art. 267
 art. 267
 art. 267
 art. 267
 art. 267
 art. 267
 art. 267
 art. 268
 art. 267
 art. 267
 art. 202
 art. 202
 art. 173
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 9
 art. 202
 Art. 202
 art. 9
 art. 202
 art. 202

Art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 202
 art. 9
 art. 202
 art. 202

Document Content:
Pozostałe Publikacje (15)
Przestępczość komputerowa (5)
Mgr Dariusz AdamskirnrnUNIWERSYTET WROCŁAWSKIrnDostęp do pętli lokalnej we wspólnotowym prawie komunikacji elektronicznej
Problematyka związana zrnlokalną pętlą abonencką przedsiębiorstwa zasiedziałego na rynku telefoniirnstacjonarnej nie jest jednoznacznie regulowana przez ustawę z dnia 6 wrześniarn2000 r. Prawo telekomunikacyjneNiniejszy artykuł ułatwićrnma zrozumienie, czego oczekiwać będzie od owych podmiotów prawo wspólnotowe pornwstąpieniu Polski do UE i jakie mogą być konsekwencje niestosowania się do jegornpostanowień. Być może też uwagi tu zamieszczone przyczynią się nieco dornuświadomienia, na ile realia krajowego sektora komunikacji elektronicznejrn(którego częścią są rynki telefonii stacjonarnej) ulec muszą zmianie po daciern1.05.2004 r.
Uwolnieniu pętli lokalnejrnprawo wspólnotowe poświęciło w całości rozporządzenie Parlamentu i Rady nrrn2887/2000 o rozdzielonym dostępie do pętli lokalnej (dalej: rozporządzeniern2887/2000)Zgodnie z art. 2.erndyrektywy o dostępie, pętla lokalna obejmuje fizyczny obwódZ przedstawionej definicjirnwynika, iż uwolnienie pętli lokalnej równoznaczne jest z ustanowieniemrnpołączenia pomiędzy siecią operatora zasiedziałego i podmiotu, któryrnzainteresowany jest dość specyficznym dostępem do niej. Dostęp ów, zwłaszczarnwówczas, gdy dotyczy pętli metalowej, odgrywa dużą rolę zarówno, gdy chodzi ornrozwijanie konkurencji, jak i innowacyjności. Jak to bowiem określiła jedna zrnosób analizujących ową problematykę, dotyczy on „ostatniego uścisku podmioturnzasiedziałego"Uwolniony dostęp do pętlirnlokalnej umożliwia nowym przedsiębiorstwom świadczenie usług szerokopasmowegornInternetuJak wskazano w preambulernrozporządzenia 2887/2000, pełne i szybkie dublowanie lokalnej, miedzianej siecirndostępowej nie byłoby uzasadnione ekonomicznie (por. ust. 6). Alternatywnerntechnologie - telewizja kablowa, lokalne pętle bezprzewodoweTaka charakterystyka siecirnlokalnej czyni ją szczególnie podatną na jedno z rodzajów nadużycia pozycjirndominującej: odmowę świadczenia (ang. refusal to deal)Antykonkurencyjna odmowarnświadczenia wystąpić może na rynkach komunikacji elektronicznej, ponieważrnoperator sieci z zasady nie tylko zarządza infrastrukturą, lecz również działarnna rynku detalicznym. Kontrola nad wąskim gardłem infrastruktury, jakim jestrnpętla lokalna, ułatwia mu w tej sytuacji kontrolowanie zarówno rynku usługrnhurtowych, jak i detalicznych. Udostępnienie sieci konkurentom pozostaje wrnkonsekwencji sprzeczne z jego partykularnymi interesami, korzystne jest jednakrndla konkurencyjności rynku i perspektyw jego rozwoju. Dlatego też prawornwspólnotowe zakazuje w niektórych sytuacjach odmowy świadczenia.
Odmowa świadczenia, jakarnzwiązana może być z brakiem zgody na udostępnienie pętli lokalnej, przejawiarnsię tym, iż operator zasiedziały nie udziela dostępu do pętli lokalnej żadnemurninnemu przedsiębiorstwu, rezerwując dla siebie kontrolę nad sposobem, w jaki użytkownicyrnkońcowi korzystają z sieci. Dla oceny takiej sytuacji wypracowana została tzw.rndoktryna zasadniczych ułatwieńDoktryna owa zasadza się narnzałożeniu, iż tam, gdzie świadczenie usług uzależnione jest od dostępu do siecirnnależącej do innego podmiotu (jej operatora), odmowa dostępu może ograniczaćrnrozwój rynków lub postęp technologiczny znajdujących się na nich produktówrn(por. Uwagi na temat zastosowania reguł konkurencji do porozumień dostępowych wrnsektorze telekomunikacyjnym (98/C 265/02)Wprawdzie Komisjarnostatecznie zrezygnowała z dopuszczenia bezpośredniej i pełnej stosowalnościrndoktryny ułatwień kluczowych w sektorze komunikacji elektronicznejRacjonalność udostępnieniarnsieci lokalnej potwierdza argumentacja odwołująca się do historycznychrnzaszłości rzutujących na dzisiejszy stan rynków telekomunikacyjnych. Trafniernwątek ów uchwyciła Komisja, która zauważyła, iż niemożność osiągnięcia, przezrnnowe podmioty na rynku, skali i zakresu podmiotów zasiedziałych wynika stąd, żernte ostatnie „tworzyły swoje stare, miedziane sieci dostępowe przez długi czas, chronionernprawami wyłącznymi i były w stanie finansować swoje inwestycje rentąrnmonopolistyczną"W latach `90 rozdzielonyrndostęp do pętli lokalnej miał miejsce w bardzo ograniczonym zakresiernrnrnrn
http://www.jurlink.net/leserbeitraege/TK/Intercon.PDF.
http://www.law.berkeley.edu/journals/btlj/articles/vol13/Soma/html/reader.html.rn
Doświadczenia te zrodziłyrnopinię o konieczności podjęcia bardziej zdecydowanych działań w tej dziedzinie.rnPoczątkowo przeważała koncepcja oparcia ich o akty prawa miękkiegoRozporządzenie 2887/2000 wrnswoim głównym postanowieniu - art. 3.2 - stwierdza, iż operatorzy o istotnejrnsile rynkowej udostępniać mają, w odpowiedzi na rozsądne wnioski, pętle lokalnerni związane z nimi ułatwienia na warunkach przejrzystych, sprawiedliwych irnniedyskryminacyjnychOrganom regulacyjnymrnpowierzono szerokie uprawnienia w kwestiach dotyczących nadzoru nadrnwykonywaniem rozporządzenia przez przedsiębiorstwa objęte jego obowiązkami.rnInterweniować mogą one, nawet z własnej inicjatywy, gdy uznają, że jest tornkonieczne dla zapewnienia niedyskryminacji, uczciwej konkurencji, efektywnościrngospodarczej i maksimum korzyści dla użytkowników (art. 4.3).
Żądać mogą też odrnoperatorów dostarczenia informacji niezbędnych do oceny, na jakich warunkachrndokonane powinno zostać uwolnienie pętli lokalnej (por. art. 4.2.b).
Organy regulacyjnerningerować mogą zwłaszcza, gdy chodzi o wysokość opłat pobieranych przezrnoperatorów od przedsiębiorstw na rzecz których pętla jest uwalniana (art. 4.1).rnSzczegółowe kwestie preferowanego systemu rozliczeń pozostawione zostały dornrozstrzygnięcia państwom członkowskim. Rozporządzenie wskazuje tylko, iżrnsprzyjać ma on uczciwej i trwałej konkurencji (art. 4.1) dodając, że operatorzyrno istotnej sile rynkowej powinni ustalać ceny za dostęp do pętli lokalnej narnpodstawie kosztowej (art. 3.3).
Większość ze wskazanychrnobowiązków wywnioskowana może zostać również z dyrektywy o dostępie. Zgodnie zrnjej art. 4.1 na podmiotach o istotnej sile rynkowej
Bezpośredni nakazrnudostępnienia podmiotom trzecim elementów sieci oraz ułatwień towarzyszących, wrntym pętli lokalnej, wynikać może z kolei z art. 12.1.a tego aktu. Dodać należy,rniż organy regulacyjne ustalać mogą sposób rozumienia, odnoszących się dornobowiązku udostępnienia sieci, reguł uczciwości, rozsądku i właściwych ramrnczasowych (por. art. 12.1 in fine).
Nakładając obowiązkirnfizycznego dostępu do infrastruktury, w tym do pętli lokalnej, organyrnregulacyjne brać powinny pod uwagę, w jakim zakresie dostęp do infrastrukturyrnoperatora lub instalowanie urządzeń są wykonalne technicznie (art. 12.2.a, art.rn12.2.b dyrektywy o dostępie), na ile pozostają racjonalne ze względu narninwestycje poniesione przez operatora na budowę infrastruktury (art. 12.2.crndyrektywy o dostępie) oraz jak, na dłuższą metę, przyczynią się do rozwojurnkonkurencji (art. 12.2.a, art. 12.2.d dyrektywy o dostępie) i siecirnpan-europejskich (art. 12.2.f dyrektywy o dostępie).
Dla zapewnienia normalnegorndziałania sieci organ regulacyjny określić może także parametry i warunkirntechniczne dostępu i korzystania ze szczególnych urządzeń sieciowych (art. 5.2rndyrektywy o dostępie). Wskazane przez niego reguły obowiązywać mają nie tylkornpodmioty o istotnej sile rynkowej, ale również beneficjentów dostępu do pętlirnlokalnejZbliżone do rozwiązańrnprzyjętych w rozporządzeniu 2887/2000 są też te postanowienia dyrektywy orndostępie, które regulują kwestie cenowe. Art. 13.4 dyrektywy o dostępie stanowirnbowiem, iż metodologia liczenia kosztów lub cen promować ma efektywność,rnzrównoważoną konkurencję i maksymalizować korzyści, jakie niesie ona klientom.rnNie wspomina jednak już tak wyraźnie jak rozporządzenie 2887/2000, wrnprzytoczonym powyżej art. 3.3, o tym, że operatorzy o istotnej sile rynkowejrnustalać mają ceny za dostęp do pętli lokalnej na podstawie kosztowej.
ZastanawiająceWyraźne są dwa powodyrntakiego zabiegu. Po pierwsze, odmienny model przyjęto w Holandii, gdzie,rnpocząwszy od decyzji tamtejszego organu regulacyjnego OPTA - z marcarn1999 roku - koszty za uwolnienie pętli lokalnej kalkulowane mają być wedługrnmetody bezpośrednich kosztów pierwotnych (ang. Embedded Direct Costs),rnobejmujących wszystkie bezpośrednio poniesione przez operatora kosztyrnudostępnienia pętli abonenckiej, oparte na ich wysokości historycznejrn(faktycznie poniesionej w przeszłości). Przez kolejnych pięć lat (przez takirnokres roszczenia do uwolnienie pętli lokalnej dochodzić można ex lege)rnmetodologia liczenia kosztów przekształcana ma być w kierunku kosztówrnaktualnych, co oznacza stopniowy wzrost ich wielkości, a tym samym cenrnpobieranych przez operatora sieci. Zabieg taki pobudzić ma konkurencję usługowąrnw pierwszym okresie, kładąc stopniowo coraz większy nacisk na konkurencjęrninfrastrukturalnąDrugi powód rezygnacji zrnpredefiniowania metodologii liczenia kosztów (a tym samym i opartych na nichrncen) wydedukowany może zostać z brzmienia § 1.6 Zalecenia 2000/417. Komisjarnwskazała w nim na trudności z wyznaczeniem właściwego poziomu kosztów, wynikającernz niezrównoważonych taryf za połączenia telefoniczne. Przez dziesięcioleciarnpołączenia w rejonach wiejskich subsydiowane były cenami za połączenia wrnmiastach, opłaty pobierane od klientów instytucjonalnych pozostawały natomiastrnrelatywnie droższe od tych, jakie naliczano abonentom prywatnym. Podobnie miałarnsię sprawa z połączeniami lokalnymi i subsydiującymi je - długodystansowymi.rnWyrównywanie taryf uznawane zostało za warunek niezbędny prawidłowegornokreślenia wysokości kosztów poszczególnych usług (Zalecenie 2000/417, § 1.6)Nie można zapominać, iżrnwyrównywanie taryf prowadzić może do niepopularnych społecznie decyzji - oznaczarnbowiem dla klientów indywidualnych, zwłaszcza na obszarach wiejskich, podwyżkirncen, przede wszystkim za rozmowy lokalne. Przyjąć zatem można, iż najbardziejrnproces ów odczują abonenci najubożsi, najwięcej zyskają na nim natomiastrnklienci instytucjonalni i mieszkańcy dużych miast. Z drugiej wszakże stronyrnwyrównanie taryf oznacza mniejsze prawdopodobieństwo „spijania śmietanki"Nadchodzące miesiącernpokażą, w jaki sposób postanowienia omówionych tu aktów prawa wspólnotowegornwdrożone zostaną do polskiego porządku prawnego. W zapewnieniu, by proces ówrnprzebiegał płynnie nie ma raczej co liczyć na krajowego ustawodawcę ani organrnregulacyjny. Ci bowiem stale demonstrują swoją opieszałość we wprowadzeniu narnrynek telekomunikacyjny zasad konkurencji, sprzyjających efektywności działańrnrynkowych, polepszaniu jakości usług i obniżaniu ich ceny.
Mimo to przypuszczać można,rniż zmiana istniejącego stanu rzeczy jest nieunikniona. K #REF! eBiuletyn Nr 1|2004
Redaktor:	Robert Koszut czwartek, 11 grudnia 2003 05:16
O niektórych kwestiach spornych na tle ujęcia przestępstwa hakingu w Kodeksie karnym z 1997 r. - Mgr Robert Koszut
Coraz więcej dziedzin życia uzależnionych zostaje od przesyłania danych sieciami teleinformatycznymi. Wbrew powszechnie spotykanym opiniom, sieci te mogą być kanałem do bezpiecznego przesyłania i gromadzenia informacji, pewniejszym nawet od tradycyjnie w tej mierze stosowanych rozwiązań.
Pamiętać jednak trzeba, że ciągle trwać będzie także wyścig pomiędzy tymi, którzy zabezpieczają i tymi, którzy te zabezpieczenia łamią. Dlatego ostatecznym gwarantem bezpieczeństwa chronionych informacji musi być państwo, wymuszając odpowiednimi uregulowaniami pożądane zachowania.
Fundamentalne znaczenie mają tutaj przepisy rozdziału XXXIII KK, a w szczególności art. 267 §1 KK penalizujący przestępstwo hakingu. To właśnie od włamania komputerowego początek bierze większość naruszeń, określanych wspólną nazwą przestępstw komputerowych. Wcześniejsza polska ustawa karna z 1969 r. nie znała tego typu czynu zabronionego, pod rządami nowego kodeksu karnego dawne ujęcie art. 172 KK z 1969 r. zostało rozwinięte i przesunięte z rozdziału Przestępstwa przeciwko wolności do nowego rozdziału Przestępstwa przeciwko ochronie informacji. Niestety ustawodawca nie zdecydował się na rozdzielenie przestępstwa hakingu od naruszenia tajemnicy korespondencji i jego zamieszczenie w osobnym artykule.[1]
Klasyczne przestępstwo hakingu, o którym będzie mowa w niniejszym opracowaniu, stanowi ostatnie z wymienionych w art. 267 §1 KK zachowań sprawcy i polega na uzyskaniu informacji, które poprzedzone zostało przełamaniem elektronicznego, magnetycznego lub innego szczególnego jej zabezpieczenia. Inne postaci hakingu wymienione w kodeksie karnym odnaleźć możemy w art. 267 §2 KK (haking z zastosowaniem podsłuchu) oraz w art. 285 KK (phreaking).[2]
Choć czas obowiązywania przepisów nowego kodeksu karnego nie zaowocował jeszcze spektakularnymi procesami hakerów naruszających dyspozycję art. 267 §1 KK, to jednak na jego gruncie pojawiły się liczne doktrynalne problemy interpretacyjne, nieraz w poważnej mierze różnicujące zakres przewidzianej tym przepisem ochrony.
Wątpliwości powstają już w kwestii sposobu zdefiniowania informacji, jako rodzajowego przedmiotu ochrony omawianego przepisu. Rozwój nowoczesnych technologii informatycznych, nadaje temu pojęciu zasadniczo odmienne znaczenie od tradycyjnego, czasownikowego jej rozumienia, jako czynności związanej z procesem komunikowania się, przekazywania określonych wiadomości.[3]
We współczesnej literaturze prawniczej zaznaczają się co najmniej dwie koncepcje. Pierwsza, w punkcie wyjścia wspiera się na rozróżnieniu pojęcia informacji i danych. Informacja nie ma charakteru materialnego i nie jest rzeczą lecz procesem zachodzącym pomiędzy umysłem człowieka i działającym na niego bodźcem. Rolę owego bodźca spełniać mogą dane, które są zapisem określonej informacji i przybierać mogą różną postać (np. literową, cyfrową, dźwiękową lub rysunkową). Dane są więc nośnikiem informacji, informacja natomiast oznacza rezultat procesu interpretacji danych.[4] Nie ulega przy tym wątpliwości, że z tych samych danych w zależności od sposobu interpretacji, można wyprowadzić różne, nieraz krańcowo odmienne informacje.[5]
Druga natomiast przeciwnie, utożsamia informację z danymi.[6] W ten sposób informacji nadany zostaje jednoznacznie substancjonalny, materialny charakter. W rezultacie nabiera ona podwójnego znaczenia i określa zarówno pewien znak kulturowy kryjący określoną treść jak i wynik odczytania owego znaku.
Pierwsza z koncepcji wydaje się być trafniejsza. Odróżniając ściśle informacje od danych uwzględnia bowiem, że posiadanie dostępu do danych nie zawsze oznacza możliwość zapoznania się z treścią zawartych w nich informacji. Lepiej służy ona także zaznaczeniu różnic między informacją jako przedmiotem ochrony, a danymi jako przedmiotem czynności wykonawczej przestępstw komputerowych. Być może i z tych właśnie względów koncepcja ta zyskuje coraz większe uznanie.[7] Do jej ujęcia nawiązuje także Organizacja Rozwoju i Współpracy Gospodarczej (OECD), która w aneksie do Zalecenia Rady z 26.11.1992 roku tak właśnie zdefiniowała jej pojęcie.[8] Odpowiada ona także przyjętej w polskim ustawodawstwie metodzie regulacji, często chroniącej nie tyle informacje co same dane (np. art. 268 §2 KK).
2. Zakres kryminalizacji
Najpoważniejsze wątpliwości powstają wszakże co do zakresu kryminalizacji hakingu. We współczesnym prawie karnym ukształtowały się generalnie dwa podejścia do tego problemu.[9] Restrykcyjne, przedmiotem prawnokarnej ochrony obejmuje nienaruszalność systemu komputerowego i przewiduje odpowiedzialność już za samo uzyskanie dostępu do systemu komputerowego przez osobę do tego nie uprawnioną, niezależnie od tego czy wiązało się to z naruszeniem przez sprawcę zabezpieczeń i uzyskaniem informacji (szeroki system ochrony). Nie ma tu znaczenia cel działania sprawcy, taki sposób kryminalizacji hakingu ma charakter przestępstwa formalnego i oparty został na konstrukcji przestępstwa narażenia na niebezpieczeństwo informacji zgromadzonych w systemie. Rozwiązanie takie znajdujemy m.in. w niektórych ustawodawstwach stanowych USA (Floryda, Arkansas) i Australii (Wiktoria).[10]
[1] Rozwiązanie takie odnajdujemy natomiast w niemieckim kodeksie karnym (StGB); § 202 Verletzung des Briefgeheimnisses (naruszenie tajemnicy korespondencji); § 202a Ausspähen von Daten (bezprawne uzyskanie informacji zapisanej na nośniku elektronicznym) w brzmieniu nadanym nowelizacją z 1986 r.
[2] Termin phreaking odnosić można także do procesu zgłębiania tajników telekomunikacji, a nie jej oszukiwania, dlatego często używa się słowa boxing, pochodzącego od nazwy narzędzia jakie służy do oszustw telekomunikacyjnych.
[3] M. Szymczak, Słownik języka polskiego. Tom I, Warszawa 1983, s. 788.
[4] A. Adamski, Prawo karne komputerowe, Warszawa 2000, s. 38-39. W tym kontekście mówienie o art. 267 §1 KK jako o przepisie penalizującym ,,kradzież informacji, wydaje się błędne z racji tego, że informacji nie mającej charakteru materialnego ukraść nie można, A. Adamski, j.w. , s. 47.
[5] Przykładowo, ten sam wyraz składający się z tych samych liter, może mieć językowo kilka różnych znaczeń.
[6] Tak, K. Napierała, Prawne aspekty ochrony danych osobowych, przetwarzanych w systemach informatycznych, Warszawa 1997, s. 13, (w:) A. Adamski, Prawo karne..., s. 37.
[7] Tak, A. Adamski, Prawo karne..., s. 37-40; także P. Kardas, Prawnokarna ochrona informacji w polskim prawie karnym z perspektywy przestępstw komputerowych. Analiza dogmatyczna i strukturalna w świetle aktualnie obowiązującego stanu prawnego, Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych 1/2000, s. 56-60.
[8] Recommendation of the Council of the OECD concerning Guidelines for the Security of Information Systems OECD/GD (92) 10 Paris, 1992.
[9] Podział zaproponowany przez M. Möhrenschlagera, Hacking: to criminalise or not ? Suggestions for the legislator, (w:) A. Adamski (red.), Prawne aspekty nadużyć popełnianych z wykorzystaniem nowoczesnych technologii przetwarzania informacji: materiały z międzynarodowej konferencji naukowej
Poznań 20-22.04.1994 r., Toruń 1994, s.169 i n.
[10] M. Möhrenschlager, j.w., s.170 – 171.
Drugie, zdecydowanie bardziej liberalne podejście, za przedmiot ochrony uznaje wyłączny dostęp osób uprawnionych do danych komputerowych. Odpowiedzialność karna wystąpi jedynie pod warunkiem przełamania przez sprawcę zabezpieczeń i uzyskania zawartych w systemie informacji (wąski system ochrony). Takie ujęcie nawiązuje do typu przestępstwa materialnego, którego karalny skutek wymaga wejścia sprawcy w posiadanie informacji. Przepisy takie odnajdziemy m.in. w kodeksach karnych Danii (art. 263 ust. 2), Włoch (art. 615b) i Niemiec (§ 202a).[11]
Szczególnym, mieszanym typem unormowania, jest przykład obowiązującego od sierpnia 1990 roku uregulowania brytyjskiego (The Computer Misuse Act). Karalne jest uzyskanie dostępu do systemu komputerowego w celu uzyskania zgromadzonych w nim informacji. Krąg zachowań karalnych ograniczony więc został przez charakterystyczne ujęcie strony podmiotowej, wymagającej kierunkowego nastawienia działania sprawcy ze szczególną postacią zamiaru bezpośredniego.[12]
Artykuł 267 §1 polskiego kodeksu karnego, jest przykładem wąskiego systemu ochrony i przewiduje odpowiedzialność karną za bezprawne uzyskanie informacji w wyniku przełamania zabezpieczeń: kto bez uprawnienia uzyskuje informację dla niego nie przeznaczoną, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do przewodu służącego do przekazywania informacji lub przełamując elektroniczne, magnetyczne albo inne szczególne jej zabezpieczenie (...)
Przestępstwo z art. 267 §1 KK ma charakter przestępstwa powszechnego, jego sprawcą może być każdy kto nie jest uprawniony do uzyskania informacji, a w szczególności nie jest jej dysponentem. Najistotniejszy będzie brak uprawnienia sprawcy do uzyskania określonych informacji, ponieważ zgodnie z wolą i kompetencją podmiotu uprawnionego do dysponowania informacją, w chwili czynu nie była ona adresowana do sprawcy, co wynikać może właśnie ze sposobu jej zabezpieczenia. Co istotne adresat takiej wiadomości nie musi być w ogóle wskazany, ważne, że nie jest nim sprawca.
Przepis nie zawiera zwrotu który ograniczałby w stronie podmiotowej umyślność do zamiaru bezpośredniego. Ze względu jednak na istotę czynności wykonawczych, przestępstwo to w praktyce możliwe jest do popełnienia wyłącznie z zamiarem bezpośrednim, trudno bowiem przypuszczać by sprawca nie miał pełnej świadomości faktu, iż uzyskuje informację dla niego nie przeznaczoną.[13]
Przedmiotem ochrony omawianego przepisu jest szeroko rozumiane prawo do poufności, którego zakres obejmuje również prawo do dysponowania informacją. Mają one charakter prawa podmiotowego, gwarantowanego w konstytucyjnym prawie do ochrony życia prywatnego i rodzinnego (art. 47 Konstytucji RP) oraz ochrony tajemnicy komunikowania się (art. 49 Konstytucji RP).[14] Wzmocnieniem podmiotowego prawa do informacji jest również ochrona przewidziana przepisami prawa autorskiego, wynalazczego, patentowego i prasowego. O tym komu przysługuje prawo do dysponowania informacją decydować będą przede wszystkim regulacje prawa konstytucyjnego, cywilnego i innych ustaw szczególnych, a prawo karne będzie miało w tym względzie wyłącznie subsydiarny charakter.[15]
Należy podkreślić, że pokrzywdzonym przestępstwem hakingu może być nie tylko osoba fizyczna ale również osoba prawna, instytucja lub organizacja.[16]
[11] Ustawodawstwa karne większości krajów europejskich, najczęściej definiują haking jako uzyskanie nieuprawnionego dostępu do danych lub programów komputerowych w wyniku naruszenia zabezpieczeń. Takie ujęcie wykazuje pewne podobieństwa do przestępstwa naruszenia miru domowego, co zresztą niektóre zachodnioeuropejskie kodeksy karne wprost podkreślają. Terminy breach of computer peace oraz data trespass którymi posługują się w odniesieniu do hakingu kodeksy karne Holandii (art. 138a) i Finlandii (roz. 38, art. 8) można przetłumaczyć właśnie jako naruszenie miru komputerowego, (w:) A. Adamski, Prawo karne..., s. 49.
[12] M. Möhrenschlager, Hacking: to criminalise or not…, s. 180-182.
[13] Por. O. Górniok, teza 2, (w:) A. Wąsek (red.), Kodeks karny. Komentarz. Tom III, Gdańsk 2000, s. 322; także A. Marek, Komentarz do kodeksu karnego. Część szczególna, Warszawa 2000 , teza 3, s. 275; W. Wróbel, teza 22, (w:) A. Zoll (red.), Kodeks karny. Komentarz, Kraków 1999, s. 1008.
[14] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2.04.1997 r. (Dz.U. nr 78, poz. 483).
R. Góral podkreśla, że jest to również przestępstwo przeciwko wolności; (w:) Kodeks karny. Praktyczny komentarz, Warszawa 1998, teza 1, s. 349.
[15] Por. W. Wróbel, teza 2 i 3, (w:) A. Zoll (red.), Kodeks karny..., s. 1038.
[16] R. Góral, Kodeks karny..., teza 3, s. 349; także: A. Marek, Komentarz..., teza 3, s. 275; R. Zakrzewski, Ochrona informacji w nowym kodeksie karnym, Przegląd Ustawodawstwa Gospodarczego 10/98, s. 13.
3. Uzyskanie informacji
Art. 267 §1 KK stanowi uwspółcześnioną wersję art. 172 KK z 1969 roku chroniącego tajemnicę korespondencji, niestety w porównaniu ze swoim poprzednikiem zapewnia o wiele słabszą ochronę. Art. 172 KK posługiwał się obiektywnymi kryteriami karalności i za naruszenie tajemnicy korespondencji uznawał już samo otwarcie zamkniętego pisma lub przyłączenie się do przewodu służącego do przekazywania wiadomości. Zapoznanie się z jej treścią nie było warunkiem koniecznym dla popełnienia przestępstwa naruszenia tajemnicy korespondencji.[17] O przyjęciu takiego rozwiązania (również przez art. 253 §1 kodeksu karnego z 1932 roku) decydowały niewątpliwie praktyczne możliwości udowodnienia sprawcy dokonania tego typu przestępstwa.
Dyspozycja art. 267 §1 KK nie daje już takiej jasności, czego przyczyną jest uzależnienie karalności od uzyskania informacji. Pomijając fakt, że taka redakcja przepisu nie obejmuje sprawców, którzy nie poszukują samych informacji i włamują się w celu wykazania nieskuteczności zabezpieczeń lub dokonania kradzieży czasu pracy komputera,[18] to w literaturze panują dość odmienne poglądy co do samego sposobu interpretacji znamienia czynnościowego uzyskuje informacje.
Według szeroko przyjętej wykładni językowej będzie to oznaczało przejęcie władztwa nad informacją, czyli zdobycie możliwości jej swobodnego wykorzystywania i decydowania o jej przeznaczeniu.[19] Zaliczymy tu faktyczne objęcie we władanie samego nośnika nawet bez zapoznawania się z samą informacją, skopiowanie jej zapisu jak i zapoznanie się z treścią informacji bez jej kopiowania lub przejmowania władztwa nad samym nośnikiem.[20] Uzyskanie informacji w tym znaczeniu oznaczać więc będzie każdą formę przejętego przez sprawcę władztwa. Pojęcie zapoznanie się z treścią informacji nie będzie synonimem terminu uzyskanie informacji lecz tylko jedną z możliwych form realizacji przestępstwa hakingu. Należy podkreślić, że sam fakt objęcia przez sprawcę we władanie nośnika będzie obiektywnie przesądzał o uzyskaniu samej informacji, dla postawienia zarzutu z art. 267 §1 KK nie będzie więc w takim przypadku konieczne rzeczywiste zapoznanie się z jej treścią, a nawet obiektywna możliwość jej zrozumienia.[21]
Tak szerokie rozumienie formuły uzyskania informacji uznać trzeba za błędne. Ustawodawca wyraźnie w kodeksie karnym odróżnia pojęcie informacji od komputerowego nośnika informacji i zapisu informacji (np. art. 269 KK). Nieuprawnione wydaje się więc utożsamianie przypadku przejęcia władztwa nad nośnikiem bez zapoznawania się z treścią informacji lub samego skopiowania jej zapisu, z faktem uzyskania informacji, bowiem takiej możliwości dyspozycja art. 267 §1 KK nie przewiduje.
Należy opowiedzieć się za tradycyjnym rozumieniem tego pojęcia, które ogranicza je do faktycznego zapoznania się z jej treścią.[22] Niestety taka wykładnia art. 267 §1 KK w praktyce może uniemożliwić kryminalizację hakingu. Konkretnemu sprawcy trudno bowiem udowodnić, że zapoznał się z treścią takiej informacji. Pomimo, że większość serwerów sieciowych automatycznie rejestruje wszystkie polecenia wydawane przez ich użytkowników i pozwala na ustalenie jakie pliki czytali, to wyłączenie rejestracji tych poleceń i usunięcie logów wskazujących na korzystanie z uprawnień dostępu do poszczególnych katalogów i plików, nie przedstawia dla wprawnego użytkownika szczególnej trudności.
Zgodnie z tak pojmowaną interpretacją art. 267 §1 KK także skopiowanie przez sprawcę plików danych zawierających informacje, z którymi nie zdążył się on jeszcze zapoznać nie wyczerpuje znamion ustawowych omawianego przestępstwa.[23] Tym samym, szczególnie groźna forma hakingu, polegająca na kradzieży informacji na cudze zlecenie, pozostaje praktycznie poza zakresem penalizacji art. 267 §1 KK.
Próbą ratowania tak zredagowanego przepisu jest jego alternatywna interpretacja zaproponowana przez A. Adamskiego. Dostęp do większości systemów informatycznych jest zazwyczaj zabezpieczony hasłem, łamiąc takie zabezpieczenie haker zapoznaje się z nie przeznaczoną dla niego informacją jaką jest jego treść, takie zachowanie wyczerpuje natomiast ustawowe znamiona przestępstwa z art. 267 §1 KK. Przyjęcie takiej interpretacji oznacza, że nie musi wcale dojść do użycia złamanego hasła i penetracji systemu komputerowego, aby hakerowi można było postawić zarzut popełnienia przestępstwa. Karalna staje się bowiem już czynność de facto przygotowawcza, jaką jest uzyskanie informacji warunkującej wejście do cudzego systemu komputerowego, nie zaś uzyskanie dzięki tej informacji nieuprawnionego dostępu do znajdujących się tam danych i programów komputerowych.
Techniczną wadą takiego rozwiązania jest jednak fakt, że w praktyce złamanie hasła odbywa się często w sposób automatyczny, a haker jest jedynie powiadamiany przez system nie o treści złamanego hasła lecz o przełamaniu zabezpieczeń i uzyskaniu dostępu do atakowanego systemu. Może to w rzeczywistości utrudniać kwalifikację danego czynu w zaproponowanej alternatywnej interpretacji.
Krytykę wywołać może również utożsamianie podlegającej ochronie informacji z jej zabezpieczeniem, zwraca się bowiem uwagę, że przyjęcie takiego rozwiązania w rzeczywistości przekształca art. 267 §1 KK w typ przestępstwa, którego istotą staje się karalność już samego nieuprawnionego dostępu do systemu komputerowego w wyniku przełamania zabezpieczeń. Także sama redakcja art. 267 §1 KK, zdaje się wyraźnie przesądzać, że zabezpieczenie jest czymś kategorialnie różnym od samej informacji podlegającej takiemu zabezpieczeniu.[24]
Powstają też nieuniknione wątpliwości w przypadku zastosowania innych niż cyfrowe, szczególnych zabezpieczeń samej informacji. Hasło dostępu, typowe dla zabezpieczeń cyfrowych możemy z pewnością uznać za formę informacji, w przypadku jednak mechanicznych zabezpieczeń nośników informacji, kwalifikacja taka może budzić poważne trudności.
Reasumując, dla realizacji znamion typu czynu zabronionego konieczne będzie najpierw przełamanie przez sprawcę zabezpieczeń informacji, a po drugie, uzyskanie tak zabezpieczonej informacji. Kwestia rozumienia terminu uzyskanie informacji oraz zdefiniowanie samego pojęcia informacji, będzie niewątpliwie również przesądzać o zakwalifikowaniu przestępstwa hakingu jako typu formalnego lub materialnego. Przyjęcie formuły, że karalnym skutkiem jest dopiero zapoznanie się z treścią zastrzeżonej informacji oznaczać będzie niewątpliwie, że mamy do czynienia z typem przestępstwa materialnego.[25]
Samo przełamanie zabezpieczeń, nie powiązane z uzyskaniem informacji (w zależności od przyjętej koncepcji interpretowanym bądź jako przejęcie władztwa, bądź zapoznanie się z jej treścią), uznać można jedynie za usiłowanie popełnienia przestępstwa z art. 267 §1 KK, o ile sprawcy takiemu można przypisać zamiar uzyskania informacji.[26]
Nie będzie natomiast miało znaczenia, czy sprawca uzyskał i wykorzystał wiadomość której poszukiwał, ani czy działał w celu uzyskania jakiejś konkretnej informacji, dla postawienia zarzutu wystarczające będzie uzyskanie jakiejkolwiek wiadomości po przełamaniu zabezpieczeń.[27]
[17] I. Andrejew, W. Świda, W. Wolter, Kodeks karny z komentarzem, Warszawa 1973, teza 4, s. 504; także J. Bafia, K. Mioduski, M. Siewierski, Kodeks karny. Komentarz, Warszawa 1977, teza 4, s. 440.
[18] Przykładem mogą być notowane w USA przypadki ,,kradzieży czasu pracy superkomputerów Cray przez hakerów, którzy po uzyskaniu nieuprawnionego dostępu do tych maszyn uruchamiali na nich programy do łamania haseł. Zdaniem brytyjskich ekspertów ds. bezpieczeństwa sieciowego, 95% przypadków włamań ma na celu wykazanie nieskuteczności zabezpieczeń systemów, a tylko pozostałe 5% stanowią złośliwe ataki, których celem jest przechowywana informacja. Security Return of the Hack, Computing z 30.04.1998 r., s. 56, (w:) A. Adamski, Prawo karne..., s. 48.
[19] M. Szymczak, Słownik języka polskiego. Tom III, Warszawa 1984, s. 643.
[20] Za takim rozumieniem terminu uzyskanie informacji opowiada się m. in. W. Wróbel, teza 6, (w:) A. Zoll (red.), Kodeks karny..., s. 1004. Również dla R. Górala, do dokonania przestępstwa nie jest konieczne by sprawca zapoznał się z treścią nie przeznaczonej dla niego informacji (w:) Kodeks karny..., teza 6, s. 349. Podobnie R. Zakrzewski: przestępstwa z art. 267 i art. 268 uważać należy za dokonane z chwilą dopuszczenia się jednego z zakazanych działań bez względu na to, czy sprawca zapoznał się z treścią nie przeznaczonej dla niego informacji, Ochrona informacji..., s. 13. Zob. także P. Kardas, Prawnokarna ochrona informacji..., s. 67. Stanowisko ostatniego autora wydaje się jednak niekonsekwentne, najpierw opowiada on się bowiem za koncepcją rozróżniającą pojęcie informacji i danych (tamże s. 59), by później sprowadzać termin uzyskanie informacji również do przejęcia władztwa nad nośnikiem lub zapisem informacji (tamże s. 66-67).
[21] Por. P. Kardas, Prawnokarna ochrona informacji..., s. 67; także W. Wróbel, teza 6 i 7, (w:) A. Zoll (red.), Kodeks karny..., s. 1004. Inaczej natomiast w niemieckiej doktrynie karnej, gdzie na gruncie § 202a StGB wymagana jest, nawet w przypadku przejęcia nośnika we władanie, realna możliwość odczytania informacji np. dzięki dysponowaniu odpowiednim kodem; zob. T. Lenckner (w:) Schönke/Schröder, Strafgesetzbuch. Kommentar, München 1998, s. 1353.
[22] Zob. S. Glaser, A. Mogilnicki, Kodeks karny. Komentarz, Kraków 1934, s. 831. Autorzy interpretując znamiona ustawowe przestępstwa naruszenia tajemnicy korespondencji (art. 253 §1 KK z 1932 r.) stwierdzają, że przez podstępne uzyskanie wiadomości telefonicznej lub telegraficznej nie przeznaczonej dla sprawcy rozumie się zapoznanie z treścią danej informacji. Obecnie taką interpretację w szeregu swych prac przyjmuje A. Adamski; por. m. in. Prawo karne..., s. 46; oraz Karalność hackingu na podstawie przepisów kodeksu karnego z 1997 r., Przegląd Sądowy 11-12/98, s. 150. Podobnie J. Wojciechowski, Kodeks karny. Komentarz. Orzecznictwo, Warszawa 2000, teza 1, s. 504. Wydaje się również, że stanowisko takie prezentuje O. Górniok, teza 4, (w:) A. Wąsek (red.), Kodeks karny..., s. 323.
[23] Podobne stanowisko zajął amerykański Apelacyjny Sąd Federalny 10 Okręgu, w sprawie US v. Brown (925 F.2d 1301, 1308, 10th Cir. 1991), który interpretując zwrot uzyskanie informacji jakim posługuje się przepis §1030(a)(2) US Code stwierdził, że sformułowanie to jest równoznaczne z przeczytaniem informacji i nie obejmuje jej skopiowania lub przesłania, (w:) A. Adamski, Prawo karne..., s. 49.
[24] Przepis ten z jednej strony wprowadza karalność nie uprawnionego uzyskania informacji nie przeznaczonej dla sprawcy, z drugiej określa normatywne warunki karalności, wymagając, aby uzyskanie takiej informacji następowało w wyniku przełamania zabezpieczenia (w:) P. Kardas, Prawnokarna ochrona informacji..., s. 69-70. Podobnie w literaturze niemieckiej; zob. T. Lenckner (w:) Schönke/Schröder, Strafgesetzbuch..., s. 1351-1353.
[25] Tak, A. Adamski, Prawo karne..., s. 48. Wydaje się również, że O. Górniok, teza 4 i 5, (w:) A. Wąsek (red.), Kodeks karny..., s. 322; także J. Wojciechowski, Kodeks karny..., teza 1 i 2, s. 503-504. Odmiennie natomiast A. Marek: jest to przestępstwo formalne, polegające na narażeniu (abstrakcyjnym) na niebezpieczeństwo sfery prywatności człowieka oraz tajemnicy korespondencji i innych form komunikowania się, (w:) Komentarz do kodeksu karnego..., teza 3, s. 275. O ile jednak za sporne uznać można kwalifikowanie omawianego przestępstwa do typu formalnego bądź materialnego, to jego ujęcie w ramy abstrakcyjnego narażenia na niebezpieczeństwo nasuwać musi już poważne wątpliwości. Jednoznacznego stanowiska nie zajmuje natomiast P. Kardas, Prawnokarna ochrona informacji..., uznając najpierw art. 267 §1 KK za przestępstwo materialne (s. 66), by później charakteryzować go raczej w typie formalnym (s. 67 i n.).
[26] Tak m.in., W. Wróbel, teza 21, (w:) A. Zoll (red.), Kodeks karny..., s. 1007; także P. Kardas, Prawnokarna ochrona informacji..., s. 70-71.
[27] O. Górniok, teza 5, (w:) A. Wąsek (red.), Kodeks karny..., s. 323. Podobnie J. Wojciechowski, Kodeks karny..., teza 4, s. 504.
4. Przełamywanie zabezpieczeń
Prawo do poufności informacji wyrażone w art. 267 §1 KK, ograniczone jest wymogiem wcześniejszego jej zabezpieczenia. Nie skorzysta zatem z niego użytkownik który pozostawia informacje nie zabezpieczone choćby hasłem. Zabezpieczenia nie powinny przy tym stanowić jedynie symbolicznej przeszkody, mają one realnie uniemożliwiać osobom nieuprawnionym zapoznanie się z chronionymi informacjami. Pojęcie samego zabezpieczenia należy rozumieć jako wszelkiego rodzaju konstrukcje uniemożliwiające lub znacznie utrudniające dostęp do informacji, których usunięcie wymaga od sprawcy posiadania specjalistycznej wiedzy lub dysponowania specjalnymi urządzeniami.[28]
Przepis mówi wyraźnie o przełamywaniu, co oznacza bezpośrednie nań oddziaływanie w celu ich usunięcia. Wymienia też ich rodzaje (elektroniczne, magnetyczne albo inne szczególne), z tego punktu widzenia przyjąć można, że nie jest istotna technologiczna strona zabezpieczeń. Techniczne sprecyzowanie dwóch pierwszych rodzajów zabezpieczeń pozwala zinterpretować pojęcie innego szczególnego zabezpieczenia jako wymóg co najmniej tego, by jego przełamanie sprawiało sprawcy co najmniej taka samą trudność jak powszechnie stosowane w tym celu zabezpieczenia elektroniczne lub magnetyczne.[29]
Przez pojęcie szczególnego zabezpieczenia rozumieć więc można także zabezpieczenia mechaniczne samego nośnika informacji np. zamknięcie dyskietki komputerowej w sejfie lub kasecie chronionej zamkiem, byle miało ono wspomniany już szczególny charakter.
Nie pozostawia to tym samym wątpliwości, że umieszczanie wyłącznie napisów typu nieuprawnionym wstęp wzbroniony, nie spełnia kryterium takiego szczególnego zabezpieczenia.[30]
Ustawodawca wskazuje też wyraźnie, że chodzi o szczególne zabezpieczenie samej informacji, którego podstawową funkcją będzie właśnie ochrona informacji. Warunek ten nie będzie spełniony gdy sprawca włamując się do mieszkania lub samochodu niejako przy okazji uzyska nie przeznaczoną dla niego informację. Wprawdzie zachodzi przełamanie zabezpieczenia w ogólności, ale podstawową funkcją tego zabezpieczenia nie była ochrona samej informacji. Ze względu na charakter urządzeń informatycznych można jednak przy #REF!
Redaktor:	Krzysztof Gienas czwartek, 11 grudnia 2003 04:14
Pornografia w Internecie - zarys problematyki - Mgr Krzysztof Gienas
Udostępnianie treści o charakterze pornograficznym za pośrednictwem sieci komputerowych w przeciągu ostatnich kilku lat stało się powszechnym zjawiskiem. W Internecie można odnaleźć setki witryn internetowych oferujących zdjęcia, filmy a także pornograficzne przekazy na żywo za pośrednictwem kamer internetowych. Istnieją specjalne strony WWW , które zawierają odnośniki do serwisów pornograficznych , popularnością wśród "konsumentów" treści pornograficznych cieszą się także internetowe grupy dyskusyjne. W większości z wyszukiwarek internetowych "sex" znajduje się w gronie najczęściej wpisywanych haseł. Rozpowszechnianie pornografii w Internecie doprowadziło do sytuacji, w której ten kanał dystrybucji pornografii może okazać się popularniejszy niż tradycyjne "papierowe" magazyny czy kasety video.
Choć zasadnicze problemy prawnokarne związane z rozpowszechnianiem pornografii zostały wyczerpująco przedstawione w literaturze, funkcjonowanie Internetu przynosi ze sobą nowe wątpliwości i problemy. Zadaniem postawionym sobie przez autora jest przedstawienie niektórych z nich. Na początek warto poczynić jeszcze jedną uwagę natury ogólnej. Przestępstwa związane z rozpowszechnianiem materiałów pornograficznych od zawsze budziły wątpliwości i dyskusje wśród prawników. Punktem spornym było już samo definiowanie pojęcia pornografia[1]. Trudności związane ze sformułowaniem trafnej definicji pornografii są związane z prawniczym rodowodem tego terminu. Jeszcze większe trudności w doprecyzowaniu pojęcia sprawia np. fakt, iż w wielu sytuacjach trudno wskazać granicę pomiędzy treściami pornograficznymi a sztuką[2].
Zgodnie z art. 202 § 1 kodeksu karnego kto publicznie prezentuje treści pornograficzne w taki sposób, że może to narzucić ich odbiór osobie, która tego sobie nie życzy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Jednocześnie kto małoletniemu poniżej lat 15 prezentuje treści pornograficzne lub udostępnia mu przedmioty mające taki charakter, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 ( art. 202 § 2 kk ).
Obecnie ustawodawca posługuje się terminem "treści pornograficzne", w odróżnieniu od poprzedniej regulacji zgodnie z którą karalne było rozpowszechnianie pism, druków fotografii lub przedmiotów mających charakter pornograficzny ( art. 173 kodeksu karnego z 1969 roku ). Zdaniem J. Warylewskiego w świetle poprzedniej regulacji rozpowszechnianie pornografii w Internecie nie było karalne. Przemawiał za tym niematerialny charakter np. plików graficznych[3].
Z punktu widzenia art. 202 § 1 kk nieistotny pozostaje nośnik za pośrednictwem którego prezentowane są treści pornograficzne , przepis skupia się jedynie na samych treściach pornograficznych. Rozwiązania takie w porównaniu z poprzednią kodyfikacją karną stanowi novum , co spotkało się z jednogłośną akceptacją w piśmiennictwie[4]. Samo pojęcie "treści pornograficzne" nie jest jednak ostre i może wywoływać pewne wątpliwości w praktyce.
M. Rodzynkiewicz proponuje interpretację znamienia "treści pornograficzne" w powiązaniu z tzw. normatywnym wzorcem osobowym[5]. W związku z tym podstawowym kryterium oceny owego znamienia byłby punkt widzenia przeciętnej osoby – " przeciętnie wrażliwej , zintegrowanej społecznie i świadomej powszechnie akceptowanych wartości"[6]. Dodatkowym kryterium oceny pozostawałyby względy estetyczne.
Konstrukcja art. 202 § 1 kk pozwala na dojście do wniosku , że uzasadnienie owego zakazu stanowi potrzeba ochrony wolności indywidualnej człowieka[7]. Kryminalizowana została bowiem tylko taka forma konfrontacji z treściami pornograficznymi , która może narzucać z góry ich odbiór. Trudno wymagać, aby prawo karne zakazywało dorosłym osobom kontaktu z tego typu materiałami. Nie ulega wątpliwości, że samo udostępnienie treści pornograficznych na serwerze internetowym jest równoznaczne z ich publiczną prezentacją i zarazem rozpowszechnianiem. Wątpliwe byłoby powoływanie się na art. 202 § 1 kk w sytuacji, gdy treści pornograficzne są prezentowane jedynie dla wąskiego kręgu zainteresowanych np. na stronie internetowej po wpisaniu hasła czy wysłaniu smsa pod wskazany numer. We wspomnianych przypadkach nie może być mowy o narzucaniu odbioru treści pornograficznych.
W literaturze wyrażony został pogląd, iż w przypadku Internetu dotarcie do materiałów pornograficznych wymaga pewnej aktywności od użytkownika[8]. Uzyskanie dostępu do pornograficznej strony WWW poprzedza z reguły wpisanie w wyszukiwarce odpowiedniego hasła lub podanie adresu internetowego. Z uwagi na to trudno mówić w takich przypadkach o możliwości narzucania odbioru materiałów pornograficznych, co wyłącza zastosowanie art. 202 § 1 i 2 kk. Natura Internetu sprawia, że z reguły dostęp do określonych informacji wymaga od użytkownika podjęcia świadomych czynności. W związku z tym osoba odwiedzająca pornograficzne strony WWW co najmniej przewiduje możliwość zapoznania się z takimi materiałami. Jednocześnie twórcy witryn próbują zabezpieczyć się przed zarzutami o karalne rozpowszechnianie pornografii, wprowadzając różnego rodzaju zabezpieczenia[9]. Najbardziej powszechnym jest umieszczenie komunikatu o pornograficznym charakterze odwiedzanej strony wraz z prośbą o potwierdzenie pełnoletności użytkownika[10].
W takich sytuacjach nie ma więc mowy o naruszeniu art. 202 kodeksu karnego. Nie oznacza to bynajmniej, że w Internecie nie będzie możliwe rozpowszechnianie treści pornograficznych
w sposób narzucający możliwość ich odbioru. Przykładem mogą być agresywne praktyki reklamowe w postaci dodatkowych okienek uruchamiających się podczas odwiedzania strony
WWW ( tzw. pop-up ). W sytuacji, gdy komunikaty reklamowe zawierają treści pornograficzne a użytkownik znajduje się na stronie o zupełnie innej tematyce należałoby przyjąć, że reklamujący się wypełnia swoim zachowaniem znamiona art. 202 § 1 kodeksu karnego[11]. Naruszeniem przepisów kodeksu karnego będzie również odpowiednie skonfigurowanie strony WWW, tak aby przenosiła odwiedzających ją użytkowników do serwisu pornograficznego. Warunkiem pociągnięcia do odpowiedzialności karnej sprawcy w tym przypadku będzie fakt, że strona WWW z której następuje przekierowanie nie ma charakteru pornograficznego. Przykładowo internauci odwiedzający stronę, która ma zawierać informacje o programach komputerowych zostają przenoszeni do zasobów pornograficznych. Użytkownicy nie przewidują więc możliwości kontaktu z treściami pornograficznymi na takiej stronie a więc zachodzi możliwość narzucenia ich odbioru[12]. Nagminnym zjawiskiem jest również umieszczanie treści pornograficznych na stronach, których adresy ( np. o rozszerzeniu .edu – z reguły wykorzystywane przez strony edukacyjne ) mogą wprowadzać użytkowników w błąd co do ich zawartości. Trudno przyjąć, że osoba odwiedzająca stronę edukacyjną liczy się z możliwością zetknięcia się na niej z pornografią. Podobnie w wielu przypadkach opisy zawartości witryny, zawarte w tzw. meta-tagach, wprowadzają w błąd internautów[13]. W obu przypadkach należałoby się zastanowić nad pociągnięciem do odpowiedzialności karnej sprawcy na podstawie art. 202 § 1 kk.
[1] Jak dotychczas nie udało się stworzyć uniwersalnej definicji pornografii. Interesujący przegląd definicji pojęcia pornografia przedstawia M. Filar, Pornografia. Studium z dziedziny polityki kryminalnej, Toruń 1977, s. 30-57.
[2] Jak podkreśla J. Warylewski w niektórych sytuacjach zakresy pojęć "dzieło pornograficzne" i "dzieło sztuki" mogą się krzyżować. J. Warylewski, Przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Rozdział XXV Kodeksu karnego. Komentarz, Warszawa 2001, s. 198-199.
[3] J. Warylewski Pornografia w Internecie – wybrane zagadnienia karnoprawne, Prokuratura i Prawo 2002, nr 4, s. 53-54.
[5] M. Rodzynkiewicz, Przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności (w:) A. Zoll ( red.), Kodeks Karny. Część szczegółowa, t.2, Kraków 1999, s. 571-572.
[7]M. Mozgawa , P. Kozłowska, Prawnokarne aspekty rozpowszechniania pornografii (analiza dogmatyczna i praktyka ścigania), Prokuratura i Prawo, 2002 nr 3, s.16.
[8] J. Warylewski, Pornografia..., op. cit., s. 55.
[9] Niektóre serwisy oferują płatny dostęp do swoich zasobów, wymagając aby opłata została zrealizowana za pośrednictwem karty kredytowej. Choć tego typu ograniczenie nie jest podyktowane chęcią ochrony małoletnich przed kontaktem z pornografią a względami ekonomicznymi, pozwala na w miarę skuteczne ograniczenie dostępu małoletnich do treści pornograficznych. Zupełnie inną kwestią pozostaje to, że większość stron WWW oferuje treści pornograficzne za darmo, ewentualnie wymagając przesłania smsa na konkretny numer. W tym przypadku nie ma żadnej możliwości zweryfikowania wieku odwiedzającego witrynę.
[10] Faktycznie samo potwierdzenie pełnoletniości następuje przez wybranie odpowiedniej opcji ( kliknięcie w jeden z odnośników ). Tym samym nie ma stuprocentowej pewności, że osoba która odwiedza stronę WWW jest pełnoletnia. Niemniej jednak trudno z punktu widzenia prawa karnego wymagać, aby twórcy witryn pornograficznych stosowali innego rodzaju zabezpieczenia. W warunkach Internetu byłyby one po prostu nieskuteczne i niepraktyczne. Podobnego zdania jest J. Warylewski "Pornografia..." op. cit., s. 55.
[11] Uzasadnieniem zastosowania art. 202 § 1 kk będzie fakt iż odwiedzający stronę WWW nie zdaje sobie sprawy z tego, że może dotrzeć do treści pornograficznych.
[12] Rzecz jasna warunkiem pociągnięcia do odpowiedzialności karnej będzie to, iż użytkownik zostaje przekierowany bezpośrednio do treści pornograficznych. "Przenoszenie" internauty jedynie na stronę główną, na której znajduje się ostrzeżenie o pornograficznym charakterze jej zasobów nie będzie wypełniać znamion art. 202 § 1 kodeksu karnego.
[13] W tzw. meta-tagach umieszcza się hasła kluczowe identyfikujące stronę WWW. Do niedawna wyszukiwarki internetowe w dużej mierze opierały się o opisy witryn umieszczone w meta-tagach, obecnie powoli odchodzi się od tego. W wielu przypadkach w opisie witryny pornograficznej jej twórcy umieszczali hasła nie związane z zawartością strony, w celu zwiększenia jej popularności. W rezultacie użytkownik poszukujący np. legalnych nagrań w formacie MP3 może znaleźć się niespodziewanie na stronie prezentującej treści pornograficzne. O wiele bardziej szkodliwe wydaje się umieszczanie w opisie strony haseł takich jak "manga", "dragon ball" kojarzonych przez dzieci z bajkami, filmami animowanymi.
Stosunek rodzimego ustawodawcy do problemu treści pornograficznych jest zróżnicowany. W zasadzie na gruncie kodeksu karnego "miękka pornografia" pozostaje legalna ( za wyjątkiem sytuacji wypełniających znamiona art. 202 § 1 kodeksu karnego ). Już na pierwszy rzut oka o wiele bardziej restrykcyjne regulacje odnoszą się do treści pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej 15 roku życia, związanych z użyciem przemocy lub posługiwaniem się zwierzęciem ( art. 202 § 3 kk ). Nie ulega wątpliwości, że tego typu materiały określane mianem "twardej pornografii" a zwłaszcza pornografię dziecięcą cechuje wysoka społeczna szkodliwość[14].
Zgodnie z art. 202 § 3 kodeksu karnego, kto produkuje w celu rozpowszechniania lub sprowadza albo rozpowszechnia treści pornograficzne z udziałem małoletniego poniżej lat 15 albo związane z użyciem przemocy lub posługiwaniem się zwierzęciem, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Trudno oprzeć się myśli, że przepis art. 202 § 3 kodeksu karnego w obecnym brzmieniu obarczony został wieloma wadami. Podkreśla się, że nie obejmuje on swoim zakresem sytuacji, w których treści pornograficzne z udziałem małoletniego są wytworem techniki komputerowej[15]. Biorąc pod uwagę rozwój technik informatycznych, prezentowanie w Internecie treści pornograficznych bez rzeczywistego udziału dzieci staje się powoli problemem z punktu widzenia prawa karnego. Warto chociażby podkreślić, że obecnie nie sprawia większych trudności odpowiednie spreparowanie zdjęć i filmów pornograficznych. Twórca tego rodzaju materiałów może skorzystać z oprogramowania do obróbki graficznej zdjęć, aby stworzyć treści do złudzenia przypominające pornografię dziecięcą. Choć z punktu widzenia przeciętnego odbiorcy takich materiałów, różnica pomiędzy prawdziwą a komputerowo wygenerowaną pornografią nie będzie zauważalna, w drugim przypadku nie będzie mowy o pociągnięciu sprawcy do odpowiedzialności karnej[16].
Wypada zastanowić się również nad ewentualnym podwyższeniem wieku małoletniego, o którym mowa w art. 202 § 3 kk[17]. Granica 15 roku życia pozostaje w dysharmonii z europejskimi standardami w dziedzinie cybeprzestępczości. Konwencja Rady Europy dotycząca cyberprzestępczości z 23 listopada 2001 roku przewiduje, iż za osobę małoletnią w rozumieniu jej przepisów należy uznać osobę poniżej 18 roku życia ( art. 9 ust. 2 Konwencji )[18]. Strony Konwencji mogą obniżyć granicę wieku, jednak nie może być ona niższa niż 16 lat. Jednocześnie warto wskazać na przepisy Konwencji ONZ o prawach dziecka, definiujące dziecko jako osobę poniżej 18 roku życia.
Zupełnie inną kwestią pozostaje możliwość wprowadzenia karalności posiadania samych materiałów pornograficznych z udziałem dzieci, co może wywoływać pewne wątpliwości i kontrowersje[19]. Zarzuty skierowane przeciwko kryminalizacji posiadania pornografii dziecięcej w dużej mierze opierają się na tym, iż stanowi to ingerencję w sferę prywatności człowieka. Ze względu na to w niektórych krajach europejskich np. Francji pomysły rozszerzenia karalności przestępstw związanych z dziecięcą pornografią nie znalazły uznania[20]. Jest to jednakże problem, który wymaga szczegółowego, odrębnego opracowania.
Wątpliwości budzi obecny zakres karalności twardej pornografii w postaci treści pornograficznych na których pojawia się przemoc. Na gruncie obecnej regulacji w zasadzie można bezkarnie produkować i rozpowszechniać materiały pornograficzne, w których sceny przemocy są jedynie zabiegiem reżyserskim[21]. Świadczy o tym określenie "z użyciem przemocy", co wymaga aby treści przedstawiały rzeczywiste sceny stosowania przemocy
wobec ofiary. Dziwi jednocześnie fakt, że mimo iż wszystko świadczy o ewidentnym błędzie ustawodawcy jak dotąd nie znowelizowano art. 202 § 3 kk. Zwłaszcza, że w przypadku rozpowszechniania tego typu materiałów w Internecie ponownie powraca problem niemożliwości odróżnienia przez przeciętnego użytkownika rzeczywistych zapisów np. gwałtu od odegrania z góry zaplanowanej scenki[22].
[14] Pornografia dziecięca jest de facto zapisem przestępstwa, wykorzystywania seksualnego dzieci. Samo rozpowszechnianie tego typu materiałów przyczynia się do wtórnej wiktymizacji małoletnich ofiar.
[15] Korzystając z powszechnie dostępnego oprogramowania nie sprawia większej trudności zmontowanie grafiki – np. nałożenie na siebie części ciała różnych osób, powiększenie określonych części ciała. W zależności od wprawy twórcy komputerowej pornografii, tego typu montaże mogą być trudne do rozpoznania.
[16] Art. 202 § 3 stanowi bowiem o treściach pornograficznych z udziałem małoletniego poniżej 15 roku życia a nie np. przedstawiających małoletniego. Podobnie J. Warylewski, Przestępstwa..., op. cit., s. 215.
[17] Propozycje podwyższenia wieku małoletniego w przepisach dotyczących rozpowszechniania pornografii wysuwano już w kilka lat temu, Szerzej por. A. Adamski, Karnoprawna ochrona dziecka w sieci Internet, Prokuratura i Prawo, nr 9, 2003 s. 62-63.
[18] Zgodnie z art. 9 Konwencji jej strony zobowiązane zostały do wprowadzenia do ustawodawstw krajowych następujących przestępstw związanych z pornografią dziecięcą :
wytwarzania pornografii dziecięcej w celu jej rozpowszechniania za pomocą systemu informatycznego
oferowania lub udostępniania pornografii dziecięcej za pomocą systemu informatycznego
rozpowszechniania lub przesyłania pornografii dziecięcej za pomocą systemu informatycznego
pozyskiwania pornografii dziecięcej za pomocą systemu informatycznego dla siebie lub innej osoby
posiadania pornografii dziecięcej w systemie informatycznym lub na nośnikach danych informatycznych
Konwencja zawiera także definicję pornografii dziecięcej, którą jest materiał pornograficzny , który w widoczny sposób przedstawia osobę małoletnią w trakcie wyraźnej czynności seksualnej ; osobę , która wydaje się być małoletnią w trakcie wyraźnej czynności seksualnej; realistyczny obraz przedstawiający osobę małoletnią w trakcie wyraźnej czynności seksualnej. Tekst Konwencji dostępny pod adresem http://www.vagla.pl/skrypts/cybercrime_konwencja.htm
[19] A. Adamski, Przestępczość w cyberprzestrzeni. Prawne środki przeciwdziałania zjawisku w Polsce na tle projektu Konwencji Rady Europy, Toruń 2001, s. 53-54.
[21] J. Warylewski, Pornografia..., op. cit., s. 56.; M. Rodzynkiewicz, Przestępstwa, op. cit., s. 573.
[22] P. Kozłowska i M. Michalska wskazują na tzw. mitologię gwałtu. Przedstawianie w materiałach pornograficznych scen gwałtu, chociażby wyreżyserowanego, może prowadzić do wywoływania u niektórych mylnego wyobrażenia o nieszkodliwości tego typu zachowań. P. Kozłowska, M. Michalska, Prawnokarne aspekty pornografii, Prokuratura i Prawo 1999, nr 4, s. 27.
Biorąc pod uwagę wskazane powyżej wady obecnej regulacji art. 202 kodeksu karnego należy z optymizmem przyjąć projektowaną zmianę tego przepisu[23]. Zgodnie z projektem nowelizacji art. 202 kk otrzymałby następujące brzmienie :
Art. 202 § 1 Kto publicznie prezentuje treści pornograficzne w taki sposób, że może to narzucić ich odbiór osobie, która tego sobie nie życzy podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku
§ 2 Kto małoletniemu poniżej 15 roku życia prezentuje treści pornograficzne lub udostępnia mu przedmioty mające taki charakter albo rozpowszechnia treści pornograficzne w sposób umożliwiający takiemu małoletniemu zapoznanie się z nimi podlega karze grzywny, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2
§ 3 Kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza albo rozpowszechnia lub publicznie prezentuje treści pornograficzne z udziałem małoletniego albo treści pornograficzne związane z prezentowaniem przemocy lub posługiwaniem się zwierzęciem podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5
§ 4 Kto utrwala, sprowadza, przechowuje lub posiada treści pornograficzne z udziałem małoletniego poniżej lat 15 podlega karze pozbawienia wolności do lat 3
§ 5 Przedmioty zawierające treści pornograficzne, o których mowa w § 1-4, jak również przedmioty służące do produkcji, utrwalania lub rozpowszechniania tych treści podlegają przepadkowi, chociażby nie stanowiły własności sprawcy.
Powszechnie przyjmuje się, że uregulowanie obecnego art. 202 § 2 kk dotyczy sytuacji, w której sposób rozpowszechniania treści umożliwiałby zapoznanie się z nimi konkretnemu małoletniemu. Z uwagi na to nie można będzie stosować tego przepisu w sytuacji, gdy odbiorcą treści może być potencjalnie każdy małoletni użytkownik Internetu[24].
Choć art. 202 § 2 kk w proponowanym brzmieniu stanowi o "rozpowszechnianiu treści pornograficznych w sposób umożliwiający małoletniemu zapoznanie się z nimi", trudno uznać że przesądzi to jednoznacznie o ograniczeniu funkcjonowania wszelkich "niezabezpieczonych" pornograficznych stron WWW[25]. Zwłaszcza jeśli chodzi o serwisy internetowe utrzymywane przez cudzoziemców za granicą na przeszkodzie stosowaniu przepisów kodeksu karnego stanie w wielu przypadkach wymóg podwójnej karalności przestępstwa[26]. Zakaz rozpowszechniania treści pornograficznych w sposób umożliwiający małoletniemu zapoznanie się z nimi implikuje jednakże wprowadzanie efektywnych metod weryfikowania wieku odwiedzającego stronę[27].
Warto dodać, że proponowana zmiana brzmienia art. 202 § 3 kk podwyższa granicę wieku małoletniego z 15 do 18 lat. Niemniej jednak o wiele bardziej zasadne byłoby wprowadzenie jednolitej granicy wiekowej w art. 202 kk, co odpowiadałoby standardom europejskim w tej dziedzinie[28]. Pozytywnie należy ocenić wprowadzenie znamiona "treści pornograficzne związane z prezentowaniem przemocy" zastępujące poprzednie "treści pornograficzne z użyciem przemocy", dzięki czemu możliwe będzie zwalczanie omawianych już wyreżyserowanych zapisów przestępstw o podłożu seksualnym.
Wiele kontrowersji z pewnością będzie budzić art. 202 § 4 kk w proponowanym brzmieniu. Nowa regulacja jest bezpośrednim uderzeniem w "konsumentów" pornografii dziecięcej, zakazuje bowiem posiadania tego typu materiałów. Utrwalanie, sporządzanie, przechowywanie i posiadanie tego typu materiałów będzie karalne także, gdy sprawca przygotowuje je jedynie na prywatny użytek[29]. Proponowana nowelizacja zakłada poza tym przepadek przedmiotów przestępstwa, nawet jeśli nie stanowią one własności sprawcy. Uprzedzając wejście w życie nowej regulacji, trzeba postawić pytanie natury praktycznej. Jak przepadek przedmiotów o którym mowa w art. 202 § 4 kk będzie się miał do sytuacji, gdy publikujący treści pornograficzne wykorzysta w tym celu cudzy serwer internetowy? Jednocześnie należałoby postulować objęcie zakresem projektowanego art. 202 § 3 kk sytuacji, w których treści pornograficzne są wytworem technologii informatycznej[30]. Warto dodać, że Konwencja Rady Europy dotycząca cyberprzestępczości zakłada, że na równi z tradycyjną pornografią dziecięcą mają być traktowane przez prawo karne treści pornograficzne stworzone jedynie przy pomocy komputera ( art. 9 ust. 2 lit. b Konwencji )[31].
Podsumowując, obecne regulacje dotyczące pornografii wymagają pewnych zmian, część z nich przynosi znajdujący się obecnie w parlamencie projekt nowelizacji kodeksu karnego. Dzięki temu możliwe będzie efektywniejsze zwalczanie treści pornograficznych, zwłaszcza tzw. twardej pornografii w Internecie.
[23] Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o zmianie ustawy Kodeks karny, ustawy – kodeks postępowania karnego oraz ustawy – kodeks wykroczeń ( druk sejmowy nr 2031, Warszawa, 19 września 2003 r., dokument dostępny na stronach internetowych Sejmu ). Celem projektu jest dostosowanie prawa karnego m.in. do postanowień Konwencji Rady Europy dotyczącej cyberprzestępczości z 23 listopada 2001 roku. Szerzej na temat kwestii dostosowania polskiego prawa do regulacji Konwencji por. A. Adamski, "Przestępczość...", op. cit.
[24] Jak podkreśla M. Rodzynkiewicz "W art. 202 § 2 kk chodzi bowiem o prezentacje i udostępnienia, w odnosieniu do których odbiorcą jest zindywidualizowany małoletni bądź ich krąg, a nie charakterystyczną dla mediów elektronicznym sytuację, gdy przekaz elektroniczny wprowadzany jest do "wirtualnego świata" sieci, której niezliczeni użytkownicy są dla nadawcy przekazu anonimowi"; M. Rodzynkiewicz, Przestępstwa..., op. cit., s. 578-579.
[25] Choć biorąc pod uwagę jedynie szkodliwe oddziaływanie tego typu materiałów na psychikę małoletniego oraz nagminność prezentowania treści pornograficznych w Internecie, przeciwdziałanie publikowaniu materiałów w sposób umożliwiający małoletnim poniżej 15 roku życia byłoby z pewnością uzasadnione
[26] por. A. Adamski, Karnoprawna ochrona..., op. cit., s. 72.
[27] Warto przy tym odnotować, że w jednym z niemieckich rozstrzygnięć odnoszących się do kwestii rozpowszechniania treści pornograficznych i metod weryfikowania wieku użytkowników korzystających z nim sąd uznał, że sam numer dowodu osobistego czy też karty płatniczej nie powinien zostać uznany za wystarczającą przesłankę do umożliwienia z serwisu pornograficznego, por. A. Adamski, Karnoprawna ochrona..., op. cit., s. 72.
[28] A. Adamski, Karnoprawna ochrona..., op. cit., s. 63-64.
[29] Opowiadam się za wprowadzeniem tego typu regulacji. Nie ulega jednak wątpliwości, że może wywołać ona kontrowersje i głosy sprzeciwu, zwłaszcza powołujące się na konstytucyjne prawa i wolności człowieka. Omówienie zagadnienia karalności posiadania dziecięcej pornografia wykracza jednakże poza ramy niniejszego opracowania.
[30] Względy przemawiające za wprowadzeniem takiej regulacji wskazano już w trakcie omówienia obecnie obowiązującego art. 202 § 3 kk
[31] Przy czym Strony Konwencji mogą zrezygnować z wprowadzenia do porządku prawnego przepisów karnych regulujących kwestie takich "pseudopornograficznych" materiałów.
Redaktor:	Rafał Cisek piątek, 31 października 2003 03:27
Temat mp3 budzi wiele kontrowersji. Szczególnie jeśli chodzi o rozpowszechnianie w tej formie cudzych (chronionych) utworów. Wielu osobom wydaje się, że „klasyczne” prawo nie dotyka nowej, wirtualnej przestrzeni, jaką jest Internet i otwarte sieci publiczne. Tworzy się więc mity i własne „reguły”, które mają usprawiedliwić łamanie praw autorskich w Internecie. Szczególnie, że u źródeł istnienia Internetu zawsze leżała swobodna wymiana myśli i „niekomercyjne” dzielenie się wszystkich ze wszystkimi.
Zwolennicy mp3 i nieograniczonego obrotu nimi w Internecie często podkreślają, że podmioty (popularnie nazywane „właścicielami”) praw autorskich, szczególnie „przebrzydłe” komercyjne koncerny płytowe, egoistycznie chcą hamować rozwój nowych technologii, ograniczając do nich dostęp. Nie jest jednak wcale prawdą, że wytwórnie są nieczułe na postęp techniczny. Powstaje bowiem coraz więcej legalnych serwisów oferujących „autoryzowane” nagrania mp3. I wcale nie za wszystko trzeba płacić. Często oferowane są bowiem promocyjne (darmowe) single lub np. fragmenty ścieżek z albumów. I to jest zdecydowanie wspieraniem nowych technologii i wykorzystanie ich możliwości dające komfort obu „stronom” – podmiotom praw autorskich i nam, zwykłym słuchaczom, potencjalnym nabywcom legalnej muzyki. Jest zatem znaczna różnica między naprawdę „darmową” muzyką, która jest świadomie i celowo rozpowszechniana, za zgodą prawnoautorsko uprawnionych podmiotów, a muzyką – nie bójmy się użyć tego słowa – kradzioną, tzn. rozpowszechnianą w postaci mp3 bez autoryzacji.
Użytkownicy mp3, w celu obalenia ewentualnych zarzutów łamania prawa, często też, podpierają się „dozwolonym użytkiem”, w opozycji do „komercyjnego” obrotu mp3, nie wiedząc tak naprawdę czego te pojecia dotyczą.
Tak naprawdę jednak nie ważne jest czy ludzie używają formatu mp3, czy nie. Przecież mp3 jest tylko zaawansowaną technologią kompresji, jedynie nowym rodzajem „nośnika”, który nie niweluje istniejących praw autorskich, ani ich nie zmienia. Generalnie zatem jeżeli utwory muzyczne – nieważne czy w formacie mp3, czy innym – nie są autoryzowane przez twórcę lub producenta (ewentualnie inny podmiot), to tworzenie ich, a szczególnie rozpowszechnianie, jest nielegalne (chyba, że chodzi o prawdziwy uzytek osobisty).
Mit 1.: Udostępnianie muzyki w Internecie nikogo nie krzywdzi, bo właściwie jest to swego rodzaju promowanie cudzej twórczości, a zatem wręcz pomaganie twórcom, a nie szkodzenie im (tym bardziej jeżeli udostępnia się cudze utwory innym za darmo) .
Tak naprawdę to jedynie podmiot praw autorskich – tj. zazwyczaj twórca lub producent – jest uprawniony do rozporządzania dziełem i to jedynie on jest władny decydować czy w ogóle chce promować swoje dzieło (a wcale nie musi chcieć!) oraz w jaki sposób. Nie można zatem usprawiedliwiac łamania cudzych praw autorkich do utworu poprzez tego typu „postracjonalizację” działań niedozwolonych. Nie zastanawiaj się więc czy działasz na cudzą korzyść, czy nie, lecz po prostu zapytaj odpowiedni podmiot uprawniony (twórcę, producenta, itp.)
Mit 2.: Jeżeli nie pobieram opłat za ściąganie z mojego serwera utworów, to moja działalność jest „legalna”.
Nic bardziej mylnego! Jeżeli nie jesteś uprawnionym do rozporządzania utworem, i to w taki, a nie inny sposób (w ewentualnej licencji musi być dokładnie wyszczególnione pole eksploatacji utworu, która wyznacza zakres prawa do korzystania z danego utworu), nie możesz „sprzedawać”, ani nawet „rozdawać” chronionego utworu. Patrz również „Mit 1”.
Mit 3.: Jeżeli wprowadzam do sieci muzykę nagraną z płyty CD, którą posiadam, nie łamię prawa autorskiego.
Posiadanie egzemplarza płyty CD z muzyką, wcale nie oznacza „posiadania” samej muzyki. Możemy zatem swobodnie rozporządzać samą płytą (np. ją odsprzedać), nie możemy natomiast udostępniać w sieci nagrań z tej płyty, tak żeby każdy mógł je sobie „ściągać”, jeżeli nie dostaliśmy zgody właściciela praw autorskich na tego rodzaju rozpowszchnianie (musi to być zatem zgoda w ogóle na rozpowszechnianie, a do tego zgoda na taki, a nie inny właśnie sposób rozpowszechniania – w sieci).
Mit 4.: Jeżeli tylko „ściągam” utwory z nielegalnego serwera, albo zgrywam utwory z płyt CD do plików mp3 na moim komputerze, to nie łamię prawa, bo robię to w ramach tzw. użytku osobistego.
Te dwie sytuacje należy rozpatrzeć osobno. A więc na pewno ściąganie utworów z udostępnionych publicznie „nielegalnych serwerów”, nie mieści się w pojęciu dozwolonego użytku osobistego, które obejmuje krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa (krewni żony lub małżonka) lub stosunku towarzyskiego (kolega, znajomy). Poza tym czym innym jest pożyczenie znajomemu płyty CD z ulubionym wykonawcą, a co innego udostępnienie jej wszystkim potęcjalnie chętnym (to jest już przynajmniej nielegalne rozpowszechnianie). Natomiast samo przenoszenie muzyki z CD do formatu mp3 na komputerze, dla wyłącznie własnych potrzeb, będzie można porównać z przegraniem CD na kasetę w celu słuchanie jej potem np. w samochodzie.
Mit 5.: Chociaż samo administrowanie serwerem z „nieautoryzowanymi” muzycznymi plikami (np. mp3) jest nielegalne, to jest w porządku prowadzenie serwisu z linkami do takich „nieautoryzowanych” plików. A więc jeżeli same pliki mp3 nie są na moim serwerze, to moje działanie jest legalne.
Znowu nic bardziej mylnego! Odpowiedzialność za naruszenie praw autorskich nie jest ograniczona jedynie do osób, które bezpośrednio stworzyły nielegalne pliki mp3 lub nielegalnie wprowadziły je na swoje serwery. W polskim prawie istnieje bowiem instytucja współsprawstwa, która powoduje, że również linkowanie może zostać uznane za łamanie praw autorskich. Nie ma przy tym nawet znaczenia, to czy osoba linkująca nielegalne utwory ma świadomość łamania prawa (stara łacińska paremia mówi, że „nieznajomość prawa szkodzi” – zatem niewiedza nie może być usprawiedliwieniem dla współsprawcy łamania praw autorskich).
Mit 6.: Przeniesienie „nieautoryzowanych” plików na serwer położony zagranicą, chroni mnie przed odpowiedzialnością.
Po pierwsze polskie prawo będzie stosowane już wtedy, kiedy sam uploading albo downloading będzie się odbywał w Polsce. Po drugie większość krajów ma podobne rozwiązania prawne, jak w Polsce. „Ucieczka” zagranicę nie załatwia więc sprawy.
mit 7.: Operator serwisu internetowego może oferować muzykę do downloadingu bez zgody włąścicieli praw autorskich, o ile obok plików mp3 z muzyką do ściągnięcia, zamieści jedną z notatek w rodzaju:
„Jeżeli ściągniesz ten plik, musisz w ciągu 24 godzin skasować go z twardego dysku”
„Musisz już posiadać płytę CD z tym utworem, żeby legalnie ściągnąć ten plik”
„Ten serwis jest jedynie dla celów promocyjnych”
„Proszę, wesprzyj artystę i kup to na CD”
Nie ma żadnego znaczenia, ile tego rodzaju notek (w zamierzeniu „uchylających” odpowiedzialność) zostanie zamieszczonych w serwisie internetowym oferującym „nieautoryzowane” pliki mp3. Faktem bowiem jest, że każde reprodukowanie, oferowanie do dystrybucji lub dystrybuowanie chronionych nagrań, jest łamaniem prawa autorskiego.
Mit 8.: Jeżeli na WWW nie ma notatki dotyczącej prawa autorskiego do utworów mp3 tam zamieszczonych, to znaczy, że utwory te nie są chronione i można je „ściągać”.
W polskim prawie, każdy utwór jest chroniony jest już od samego momentu „ustalenia” (tzn., jak się przyjmuje, od momentu, gdy zapoznała się z nim przynajmniej jedna osoba poza twórcą), jeżeli tylko jest przejawem twórczości o indywidualnym charakterze. Ochrona nie jest zatem uzależniona od jakichkolwiek formalnych przesłanek w postaci rejestracji czy jakichś notek autorskich. Jeżeli zatem utwór jest twórczy i oryginalny, to musimy przyjąć automatycznie, że jest chroniony – niezależnie czy jest na ten temat jakakolwiek notka.
Reasumując, należy stwierdzić, że - ściśle formalnie rzecz ujmując - większość obrotu mp3 w Internecie, to obrót nielegalny. Bez zgody odpowiednich uprawnionych podmiotów, można ewentualnie kodować w mp3 własne płyty CD – i to dla celów własnego użytku. Chodzi o sytuację, gdy np. chcemy słuchać tej muzyki przy pracy na laptopie lub z naszego przenośnego mp3 playera.
W zasadzie każde inne działanie należy uznać za nielegalne. Narazić to nas może zarówno na sankcje karne (łącznie z przepadkiem całego sprzętu komputerowego, serwerów i innych urządzeń służących do tworzenia mp3 i ich rozpowszechniania w sieci oraz karą pozbawienia wolności – nawet do kilku lat), jak i cywilne (dwukrotność lub trzykrotność wynagrodzenia autorskiego oraz ewentualne, dodatkowo, naprawienie szkody majątkowej wynikłej z naruszenia praw autorskich).
© 2001 Rafał Cisek
DivX ;) Kradzież z przymrużeniem oka?
Redaktor:	Rafał Cisek piątek, 31 października 2003 03:03
Okazało się, że swobodne szafowanie „darmową” muzyką w Internecie to za mało. Jeżeli można ponad dziesięciokrotnie zmniejszyć objętość cyfrowo zapisanej muzyki przy utrzymaniu nadal jakości zbliżonej do audio CD (dzięki czemu można taką muzykę w miarę szybko przesyłać siecią-często łamiąc przy tym prawa autorskie), to dlaczego nie zrobić by tego samego z filmem – np. takim nagranym na DVD? Problem w tym, że na pomysł ten wpadli najpierw ludzie związani z Microsoftem, i to oni są właśnie jedynymi legalnymi „właścicielami” standardu MPG 4, znanego szerzej ze swej zwulgaryzowanej (czytaj kradzionej) postaci, kryjącej się pod tajemniczą nazwą DiviX ;)
Ten porozumiewawczo-aluzyjny emotikon („przymrużenie oka”) na końcu nazwy, to nic innego, jak bezczelne przyznanie się do kradzieży i namawianie do niej. Używanie DiviXa może bowiem rodzić różne skutki prawne – i to dla wielu osób, nie tylko dla tych, którzy wykradli pomysł od Wielkiego Brata i z microsoftowego MPG4, stworzyli „własnego” darmowego DiviXa. Ci ostatni będą odpowiadać przede wszystkim za plagiat i nieuczciwą konkurencję
Problemy prawne nie ominą jednak i zwykłych „użytkowników” DiviXa. Na pierwszym miejscu należy tu wspomnieć o kwestii praw autorskich do utworów kodowanych za pomocą technologii z „przymrużeniem oka”. DiviX, a właściwie mpg 4, jest bowiem niczym innym jak tylko jeszcze jedną zaawansowaną technologią kompresji (tak jak np. mp3, o której pisałem już w grudniowym CHIPie), jedynie nowym rodzajem „nośnika”, który nie niweluje istniejących praw autorskich, ani ich nie zmienia. Generalnie zatem jeżeli filmy – nieważne czy w formacie DiviX, czy innym – nie są autoryzowane przez twórcę lub producenta (ewentualnie inny uprawniony podmiot), to kodowanie ich w DiviXie, a szczególnie rozpowszechnianie, jest nielegalne (chyba, że chodzi o prawdziwy użytek osobisty – patrz grudniowy CHIP
Jednak DiviX stawia nowe pytania natury prawnej, które mogą dotyczyć każdego z nas. Problematyka „tajemniczego uśmieszku” okazuje się bardziej zawiła i różnorodna niż w przypadku osławionego i „przerabianego” już przez prawników na wiele sposobów mp3. Powstaje np. pytanie, czy można w ogóle legalnie kodować do formatu DiviXa, skoro sama już technologia jest skradziona, a zatem nielegalna. Mam tu oczywiście na myśli sytuację, gdy np. dysponujemy prawami autorskimi do dzieła filmowego (np. do filmu amatorskiego, który sami zrobiliśmy) i chcemy je zakodować w formacie mpg4. Ponieważ nie chcemy jednak płacić za oryginalny codec MPG4 Microsoftu, używamy w tym celu „darmowego” codeca - DiviXa. Darmowego, ale kradzionego. Powstaje zatem pytanie, czy takie działanie jest legalne.
Niestety, prawo wciąż nie nadąża za rozwojem nowych technologii, o czym świadczą choćby długie i głośne procesy Napstera, który wciąż próbuje uniknąć odpowiedzialności za szafowanie kradzioną muzyką”. W przypadku DiviXa jest jeszcze gorzej, bo na razie brak precedensów w ogóle. A szczególnie dotyczących przedstawianej problematyki. Osobiście, jako prawnik, opowiadałbym się jednak za uznaniem używania nielegalnej technologii za nielegalną, niezależnie od tego czy same utwory, które chcemy kodować są legalne czy też nie. Per analogiam, porównałbym bowiem taką sytuację do używania nielegalnej kopii oprogramowania – to tak, jakbyśmy się bronili, że to nie my utworzyliśmy nielegalną kopię, że my tylko jej używamy. Co za różnica? Z punktu widzenia prawa żadna
Z filmami wiążą się jednak dalsze problemy. Choćby kwestia napisów. Większość filmów jest, mówiąc brutalnie, kradzionych z DVD lub kina. Są to często najnowsze, premierowe pozycje, które nie dotarły jeszcze nawet do Polski. Tłumaczeń nie ma więc w ogóle, zatem nie można ich nawet ukraść. Rodzi się więc nowy proceder – opracowywanie tłumaczeń. O ile bowiem panuje już w miarę powszechna świadomość, że wpuszczanie muzyki lub filmów do sieci i ich rozpowszechnianie bez zgody odpowiednich podmiotów praw jest nielegalne i może być ścigane (a zatem raczej nie umieszcza się już ich jawnie na stronach WWW, a jeśli już, to przynajmniej mocno ukrywa), o tyle brak takiej świadomości co do tłumaczeń (sam znalazłem setki „jawnie” ogłaszających się stron z całymi katalogami tłumaczeń). Wydawałoby się zatem, że własne tłumaczenia są jako takie legalne. Jednak sprawa nie jest taka prosta.
© 2002 Rafał Cisek
Prawo do "kopii prywatnej" a prawna ochrona technicznych środków zabezbieczeń po noweli prawa autorskiego w Niemczech
Dialery - aspekty prawne ochrony przed nimi