Source: http://decydent.pl/pis-pod-trybunal-radbrucha/
Timestamp: 2017-05-25 10:27:58
Legal References Found: art. 7
 art. 127
 art. 127
 art. 105
 art. 127
 Art. 131
 art. 127
 art. 128
 art. 130

Document Content:
PiS POD TRYBUNAŁ RADBRUCHA | Decydent & Decision Maker Established 1999
Strona główna » Archiwum » nr 172, marzec 2016, ISSN 2300-6692 » PiS POD TRYBUNAŁ RADBRUCHA	PiS POD TRYBUNAŁ RADBRUCHA 10 marca 2016
Sądzę, że członkowie partii PiS, w tym także posłowie i senatorowie, stają się grupą o charakterze przestępczym. Opuścili teren legalnej polityki. Nie wiem, czy zdają sobie z tego sprawę czy nie, ale za to co robią prawdopodobnie grozi im w Polsce kara wieloletniego więzienia – pisze Waldemar Sadowski.
Sądzicie Panie i Panowie Parlamentarzyści PiS-u, że pełnomocnictwo, które otrzymaliście od narodu obejmuje prawo do likwidacji demokratycznego państwa prawa? Zobaczmy więc, co za to grozi.
Kaczyński wprowadził polski porządek prawny w tryb rewolucyjny. Nie widać w tym żadnego sensu. Prawdopodobnie sterują nim psychopatyczne ambicje, chęć narzucenia Polsce siłą czegośtam i uwiecznienia siebie i brata w historii, czyli nekronepotyzm. Jest to rewolucja infantylna, groteskowa, ale i groźna, bo nie wiadomo dokąd rozregulowane państwo podryfuje. Mechanizm obrony demokracji jest zbyt silny, aby PiS „dał radę”, do tego dochodzi negatywne stanowisko USA i UE, ale zanim wyborcy tej partii zorientują się w sytuacji, wyrządzone zostaną Polsce ogromne szkody. Przede wszystkim gospodarcze.
Program Prezesa zawiera fundamentalną sprzeczność: nie da się jednocześnie zrealizować planu Morawieckiego i zniszczyć Trybunału Konstytucyjnego. Jesteśmy członkiem struktur politycznych, gospodarczych i wojskowych Zachodu tylko i wyłącznie jako demokratyczne państwo prawa – jego filarem, zgodnie z traktatami i umowami międzynarodowymi, jest realny trójpodział władzy i niezależny Trybunał Konstytucyjny. Rozmontowanie tego będzie przyczyną narodowej katastrofy: zniszczenia polskiej gospodarki i dramatycznego spadku bezpieczeństwa państwa.
W ciągu kilku miesięcy nastąpi masowy odpływ kapitału, a Unia nie da pieniędzy na rozwój dyktatury typu kremlowskiego w Polsce. Nie ma w tym nic odkrywczego, piszą o tym ekonomiści, to jest bardzo proste i rozumie to chyba każdy Polak oprócz Kaczyńskiego. Z biliona zostanie bilon. Grupa gospodarcza skupiona wokół Mateusza Morawieckiego może i powinna więc podać się do dymisji, jeżeli Kaczyński nie wykona dokładnie w każdym szczególe zaleceń Komisji Weneckiej. Po ostatecznym zablokowaniu Trybunału gospodarka znajdzie się bowiem na równi pochyłej. Na końcu tej równi możemy się spodziewać wszystkiego, co najgorsze, łącznie z ponownym uzależnieniem od Rosji.
A gospodarka jest dla Polaków jak krowa dla biednej wiejskiej rodziny: to jedyny żywiciel. Pieniądz dla milionów polskich rodzin, to nie jest abstrakcja, o którą troszczy się matka i partia, jak w przypadku Kaczyńskiego, i nie są to „marności” jak określa je Rydzyk, lecz efekt ciężkiej pracy, wyrzeczeń, realnego trudu, potu i łez. Budowaliśmy ją z ogromnym poświęceniem, pracowitością, pomysłami; wychodziliśmy z nędzy, stojąc codziennie od świtu do nocy w metalowych szczękach straganów, niemal we wszystkich miastach i miasteczkach. Pamiętam przedsiębiorczych biedaków z kraciastymi torbami w zatłoczonych pociągach, które każdego dnia o świcie odjeżdżały z Poznania do Berlina, żeby coś sprzedać. Jakoś w końcu poskładaliśmy naszą gospodarkę. Z pomocą Europy. Zaczęła się dobrze kręcić.
Pamiętajcie więc pisowcy: wszystko możemy wam wybaczyć. Wałęsę. Zhołdowanie państwa Rydzykowi. Odrażający nacjonalizm. Szerzenie chamstwa i ciemnoty. Odchodzenie od Europy. I wiele innych głupstw. Ale zniszczenia gospodarki wam nie wybaczymy. I nie darujemy. Będą na was wściekli wszyscy, których życie oparte jest na polskiej gospodarce: rolnicy, urzędnicy, nauczyciele, przedsiębiorcy, górnicy, pielęgniarki, dziennikarze, naukowcy – wszyscy. I módlcie się, żeby karę wymierzył wam cywilizowany sąd, a nie wściekły motłoch.
Punktem krytycznym jest oczywiście Trybunał, wie o tym już każdy Polak. Jest więc pewna szansa, że prezes PiS podda się i Trybunał wznowi działalność. Scenariusz narodowej zbrodni, o którym piszę w dalszej części artykułu zakłada jednak drugą opcję: PiS nie zastosuje się do zaleceń Komisji Weneckiej. Jak może zadziałać wówczas system prawno-polityczny i za co sądy będą skazywać oligarchów PiS-u i koalicjantów?
Ustawowe bezprawie i ponadustawowe prawo
Profesor Zoll na pytanie, co nas czeka, jeżeli PiS nie uzna i nie opublikuje orzeczenia Trybunału:
Jeżeli rząd nie opublikuje, to mamy chaos prawny. Nie jestem w stanie powiedzieć, co wtedy obowiązuje. Obowiązuje decyzja pana Kaczyńskiego. I to jest wtedy dyktatura.
Profesor nie mówi tego w sensie metaforycznym. Sprawowanie władzy w demokratycznym państwie prawa w Europie w XXI wieku, to nie jest zajęcie dobre dla osób o mentalności Nikodema Dyzmy, a to tego typu ludzie stanowią większość oligarchów pisowskich i to oni niszczą nasz dorobek. A naprawienie tego systemu i powrót do demokratycznego państwa prawa, to długa i ciężka intelektualna praca.
Sądzę, że przywracanie porządku prawnego i osądzenie winnych można oprzeć na doświadczeniach i zasadach znanych z historii. Warto przypomnieć sobie na jakiej podstawie osądzono przestępstwa popełnione przez partię faszystowską w Niemczech, bo te zasady prawa, w rozwiniętych i unowocześnionych wersjach, obowiązują w Europie. Jak wiadomo, oskarżeni obywatele Niemiec tłumaczyli się powszechnie, że stosowali się po prostu do obowiązującego prawa i wykonywali polecenia przełożonych.
NSDAP, przejmując władzę w wyniku demokratycznych wyborów, zastała kompletnie bezbronny system prawa, sądownictwo oraz armię prawników i urzędników hołdujących zasadzie, że wszystko, co uchwalą w Berlinie jest prawem i należy się do tego zastosować. Cywilizowany świat, wsparty alianckimi czołgami, uznał jednak wówczas, że istnieje także coś takiego jak „ustawowe bezprawie i ponadustawowe prawo”.
Zasada, na której oparł się wymiar sprawiedliwości stwierdzała, że skrajne bezprawie nie może być uznane za prawo. Normy całkowicie niemoralne i niesprawiedliwe nie są obowiązującym prawem, obywatele nie mają obowiązku ich przestrzegania, a administracja i sądownictwo nie może ich stosować.
Ta zasada prawna nazwana została Formułą Radbrucha, Jej twórca, Gustav Radbruch, był szanowanym profesorem filozofii prawa i dziekanem Wydziału Prawa Uniwersytetu w Heidelbergu do 1933 roku. W maju 1933 roku został zwolniony na podstawie „Ustawy o restrukturyzacji zawodowej kadry urzędniczej”. Dzięki temu zaliczony został do niewielkiej grupy prawników, którzy zachowali przyzwoitość, nie idąc na współpracę z faszyzmem.
Profesor Jerzy Zajadło, autor książki „Formuła Radbrucha” (polecam każdemu prawnikowi na czasy „chaosu prawnego”), uważa, że teoria ta nie odnosi się tylko do kontekstu historycznego, lecz ma już charakter uniwersalny.
Formuła Radbrucha oparta na pojęciach ustawowego bezprawia i ponadustawowego prawa stanowi punkt wyjścia do dyskusji nad zagadnieniami stanowienia, stosowania, wykładni, a nawet przestrzegania prawa.
Po 1989 roku formuła o ustawowym bezprawiu i ponadustawowym prawie została szeroko wykorzystana w orzecznictwie sądowym przy rozliczeniu funkcjonariuszy komunistycznych NRD. Sądzę, że sądy i wielu obywateli pod rządami PiS-u będzie miało podobne problem z ustaleniem, co obowiązuje, a co nie.
Profesor Zajadło przytacza w swojej książce wiele orzeczeń opartych na Formule Radbrucha. Jedna z zasad, którą warto zapamiętać mówi, że: prawo i sprawiedliwość nie stoją do dyspozycji ustawodawcy, a okres reżimu narodowosocjalistycznego nauczył, iż również ustawodawca może stanowić bezprawie.
Sądzę, że najbardziej niemiła wiadomość dla zwolenników dyktatury wynika z faktu, że Formuła Radbrucha została zaakceptowana przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strassburgu w 2001 roku. Kilku członków byłego kierownictwa partyjnego NRD i żołnierz zostali skazani za wprowadzenie i stosowanie przepisów o ochronie granicy (sprawa strzelców); dygnitarze odwołali się od wyroku niemieckiego sądu, powołując się na „Konwencję o ochronie praw człowieka”, której jedna z najważniejszych zasad mówi, że nie wolno skazać człowieka za czyn, który nie był karalny w chwili jego popełnienia. Adwokatom skazanych wydawało się, że jest to żelazny argument. Trybunał potwierdził jednak w orzeczeniu argumenty wykorzystywane w Formule Radbrucha: polityka graniczna NRD, która w jawny sposób naruszała prawa człowieka (…) nie może być uznana za prawo w rozumieniu art. 7 Konwencji praw człowieka.
Konkluzja jest taka, że nie wszystko, co wychodzi z Sejmu automatycznie musi stać się prawem.
Osądzenie oligarchii
Większość uchwalonych przez PiS ustaw prawdopodobnie jest niezgodna z Konstytucją. Ale ustawy te nie obowiązują na razie także z innego powodu: w okresie, gdy Trybunał Konstytucyjny nie może swobodnie orzekać, domniemanie konstytucyjności ustaw nie działa. Każda inna interpretacja oznaczałaby, że mogą obowiązywać ustawy niezgodne z Konstytucją. Może to oznaczać między innymi, że kilka tysięcy osób zwolniono lub zatrudniono w sferze władzy wykonawczej bez podstawy prawnej. Sądzę, że Zbigniew Ziobro nie jest Prokuratorem Generalnym. Każdy tajny agent, który wykonuje inwigilację bez zgody sądu może zostać w przyszłości skazany za popełnienie przestępstwa, gdyż przepis ten niszczy godność człowieka w takim stopniu, że nie jest prawem. Media publiczne działają z naruszeniem obowiązującego prawa, łamiąc dodatkowo Konstytucję poprzez manipulacje strumieniami informacji. I wreszcie, jak udowadnia prof. Ryszard M. Małajny, likwidacja trójpodziału władzy oznacza cofnięcie legitymacji do sprawowania władzy w państwie („Podział władzy państwowej jako przesłanka jej legitymizacji”. Przegląd Sejmowy. 2014, nr3). Witamy w państwie chaosu.
W polskich warunkach w szczególnie trudnej sytuacji znaleźli się żołnierze. Z Konstytucji wynika, że Wojsko Polskie nie może wykonywać poleceń niedemokratycznej władzy. A do tego jeszcze mają obowiązek „strzec Konstytucji” tak samo jak niepodległości. W tym potwornym chaosie prawnym każdy żołnierz sam musi zdecydować o sprawie tak skomplikowanej, jak ocena, które prawo obowiązuje. Każda decyzja rodzi jakieś skutki, a potem przed sądem nikt nie będzie się mógł tłumaczyć nieznajomością prawa. Szczerze współczuję polskim oficerom, bo zamiast zajmować się obronnością zostają wciągnięci w partyjne brudy.
PiS miał szansę, aby sprawować władzę legalnie, w spokoju, przez cztery lata wprowadzać zmiany zgodnie z Konstytucją. Sądzę, że jest już za późno. Mleko zostało rozlane. Prawo wprawione jest już w tryb rewolucyjny i po katastrofie gospodarczej wymiar sprawiedliwości nie zawaha się sięgnąć po delegalizację partii i po doktrynę Radbrucha, aby przywrócić demokratyczny porządek prawny. Mamy już ogromną rzeszę dobrze wykształconych prawników, sędziów, profesorów prawa, którzy będą w stanie osądzić sprawiedliwie czyny oligarchii partyjnej.
Jednym z wielu przepisów, które – jak sądzę – zostały naruszone, jest art. 127 § 1 Kodeksu karnego. Brzmi on tak: Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności. Chodzi tu oczywiście o „zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej”.
Działający przy Fundacji im. Stefana Batorego Zespół Ekspertów Prawnych, grupujący znakomitych prawników, przedstawił następujące stanowisko w sprawie nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym: To próba zmiany ustroju konstytucyjnego RP, określonego w ustawie zasadniczej, a sposób tworzenia nowelizacji to zaprzeczenie rzetelnego procesu tworzenia prawa.
Fakt, że coś takiego dzieje się na naszych oczach, potwierdzają też eksperci i media, używając określeń „zamach stanu”, czy „rewolucja”. Najbardziej dramatyczny jest fakt, że główną część tego zbiorowego deliktu popełniono w parlamencie.
Prawa te wprowadzane są w życie na zasadzie przemocy państwa – skoro swobodna działalność Trybunału Konstytucyjnego jest zablokowana. Za prawną aktywnością państwa zawsze bowiem stoi groźba użycia siły. W przypadku prawa, które obowiązuje, przemoc ta jest legalna i przeważnie obywatele akceptują taki stan w sposób dobrowolny. Egzekwowanie jednak przez państwo norm, które nie mają mocy obowiązującej oparte jest zawsze na sile. Radbruch po 1945 roku tak to ujął: Pozytywizm, żywiący przekonanie, że prawo znaczy prawo, uczynił niemiecki cech prawniczy bezbronnym wobec praw stanowionych samowolnie lub w celach przestępczych. (…) Wierzy on, że o prawomocności prawa świadczy już to, że jest w nim dość siły gwarantującej skuteczność. Na sile jednak można w najlepszym razie oprzeć przymus, nigdy zaś – powinność i legitymację.
Według mojej wstępnej oceny znamiona dokonania przestępstwa określonego w art. 127 – oprócz funkcjonariuszy i urzędników – wypełniają posłowie i senatorowie PiS. Miejsce popełnienia przestępstwa nie ma tu znaczenia, a nawet mogą to być okoliczności zaostrzające karę. Mandat poselski w polskim prawie konstytucyjnym daje przedstawicielom narodu silny i szeroki immunitet. Nie można pociągnąć posła do odpowiedzialności bez zgody Sejmu, a działalność związana z wykonywaniem obowiązków parlamentarnych nie może być karana nigdy. Czy to jednak oznacza, że pełnomocnictwo udzielone posłom nie ma żadnych granic? Nie.
Immunitet poselski jest w tym przypadku złudną gwarancją bezkarności. Konstytucja mówi wprawdzie w art. 105, że „Poseł nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za swoją działalność wchodzącą w zakres sprawowania mandatu poselskiego ani w czasie jego trwania ani po jego zakończeniu. Za taką działalność poseł odpowiada wyłącznie przed Sejmem”. Jest to immunitet materialny i w zasadzie poseł nigdy nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za to, co robi w Sejmie w ramach sprawowania mandatu.
Jednak są istotne wyjątki:
1) Profesor Paweł Sarnecki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Jagiellońskiego, potwierdza, że w pewnych sytuacjach poseł może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej nawet jeżeli jego czyn związany jest z wykonywaniem roli parlamentarzysty. Przywołując orzeczenie Sądu Najwyższego z 1994 roku stwierdził: „SN zauważył mianowicie, że wszelkie przejawy działalności poselskiej (senatorskiej), w sytuacjach gdy działalność tę winniśmy uważać za realizację jego misji – muszą być przez niego podejmowane „przy użyciu godziwych metod postępowania”. („Zakres parlamentarnego immunitetu materialnego” w: „Księga pamiątkowa Marcina Kudeja, 2009). Według „Słownika języka polskiego” PWN słowo „niegodziwy” oznacza: „postępujący nieszlachetnie, nieuczciwie”.
2) Mandat, który posłowie uzyskali od narodu ma też inne granice: nie jest to pełnomocnictwo do obalania ustroju siłą; nie obejmuje on zaprowadzenia w kraju dyktatury.
3) Kolejne ograniczenie sformułowane w art. 127 wchodzi w grę, jeżeli działalność posła naruszy interesy osób trzecich.
Posłowie głosujący za nowelizacją ustawy o Trybunale działali poza mandatem poselskim. Była to więc grupa oligarchów partyjnych, którzy przekroczyli zakres umocowania, prawdopodobnie na polecenie Jarosława Kaczyńskiego czy też jakiegoś organu politycznego partii. Podszywając się więc pod działalność poselską, przekraczając zakres umocowania, działając razem i w porozumieniu, popełniono szereg czynów zabronionych. A każdą wątpliwość między nakazem sprawowania mandatu w imieniu Narodu, a partyjną i klubową instrukcją głosowania poseł ma obowiązek rozstrzygnąć na rzecz tego pierwszego, dla wspólnego dobra.
Do tego wszystkiego dojdzie jeszcze odpowiedzialność za sprowadzenie katastrofy na polską gospodarkę, a w drodze są kolejne mroczne ustawy. Ze względu na komplikację, wagę i rozległość sprawy, jako ogólna podstawa do osądzenia, wykładni przepisów, ustalenia granicy między „obowiązywaniem” a „faktycznością” i przywrócenia w Polsce porządku prawnego powinna być wykorzystana Formuła Radbrucha. Procesy, wykorzystując tę formułę, będą także dobrą okazją do rozliczenia i pożegnania ustroju oligarchii partyjnej, który – zamieniając „podprogowo” wolę narodu wolą partii – żeruje na liberalnych demokracjach Europy.
Osądzenie tego systemu obnaży jego antydemokratyczny, pasożytniczy i antyrozwojowy wymiar. Taki proces mógłby ukazać mechanizmy, w jaki sposób ustrój liberalnej demokracji przeistacza się w pewnych sytuacjach w regularną dyktaturę oligarchii partyjnych, niszcząc przy tym państwo prawa – jak w Rosji, na Węgrzech i w Polsce.
Na zakończenie warto zwrócić uwagę, że prawo daje oligarchom partyjnym PiS-u pewną szansę. Art. 131. § 1. „Nie podlega karze za usiłowanie przestępstwa określonego w art. 127 § 1, art. 128 § 1 lub w art. 130 § 1 lub 2, kto dobrowolnie poniechał dalszej działalności i ujawnił wobec organu powołanego do ścigania przestępstw wszystkie istotne okoliczności popełnionego czynu.” Poseł może odejść też z klubu parlamentarnego PiS, co potraktowane zostanie z pewnością jako okoliczność łagodząca albo nawet podstawa do uniewinnienia.
Przy każdej próbie pociągania posłów do odpowiedzialności wymagana jest oczywiście zgoda Sejmu. Ale w tym przypadku okres przedawnienia przestępstwa trwa aż 20 lat. PiS tak długo raczej nie będzie rządził.
Deklaracja: jestem wolnym autorem; nie reprezentuję i nie jestem członkiem żadnych partii politycznych, organizacji pozarządowych ani biznesowych; nie reprezentuję KOD, ani nie jestem we władzach tej organizacji (uczestniczę w manifestacjach jako „szara piechota”).
Jesteś naszym 3 703 099 Czytelnikiem.