Source: https://issuu.com/kaiserboys/docs/kierunki_zmian_issuu?e=0/13006857
Timestamp: 2017-08-24 04:04:52
Legal References Found: art. 22
 art. 29
 art. 29
 art. 22
 art. 22
 art. 22
 art. 22
 art. 22
 art. 22

Document Content:
KWARTALNIK BEZPŁATNY ISSN 2083-9847 Adres Redakcji: ul. Marii Skłodowskiej-Curie 4 71-332 Szczecin redakcja@kierunkizmian.pl Redaktor naczelny: Antoni Sobolewski antoni.sobolewski@kierunkizmian.pl Redaktor prowadzący numeru: Jarema Piekutowski jarema.piekutowski@crsg.pl
Rozwój lokalny - ale jaki?
W tym numerze: Temat numeru: rozwój lokalny Całość, a nie fragmenty. Rzecz o rozwoju lokalnym / Antoni Sobolewski Miasta w zwolnionym tempie. Marketing miejsc i idea slow cities / wywiad z Markiem Sztarkiem Nowa ulica Piotrkowska / wywiad z Piotrem Kurzawą Jak można wykorzystać politykę rynku pracy do wzmocnienia lokalnej gospodarki / Piotr Stronkowski
Zespół redakcyjny: Włodzimierz Durka Agnieszka Stańczak Aleksandra Łukasiewicz Krzysztof Siewiera Antoni Sobolewski
Nowy okres programowania EFS
Nowe fundusze unijne / Krzysztof Siewiera Czy PO WER ma power, czyli o innowacjach społecznych słów kilka / Jarema Piekutowski
Pod patronatem CRSG i CPT
Stale współpracują: Ryszard Czyszkiewicz Sławomir Doburzyński Andrzej Łazowski Marek Molewicz Jarema Piekutowski Konrad Wielgoszewski
Samorządowe spotkanie w Kołobrzegu / zapowiedź 11 Forum Samorządowego w Kołobrzegu O kooperacji między NGO a samorządem, czyli III Kongres Współpracy Lokalnej w Ustce / Robert Jurszo Targi Dobrego Klimatu i Targi Aktywnych Form Pomocy, czyli dobra energia nie tylko na wakacje / Antoni Sobolewski
Projekt okładki, layout, skład, przygotowanie do druku: Bartosz Sawrymowicz bartosz.sawrymowicz@gmail.com Druk: P.P.H. Zapol Dmochowski, Sobczyk sp.j. al. Piastów 42 71-062 Szczecin Wydawca: Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego Przedsiębiorstwo Społeczne sp. z o.o. ul. Marii Skłodowskiej-Curie 4 71-332 Szczecin tel.: (91) 350 70 90 fax: (91) 350 70 91 sekretariat@crsg.pl
Ekonomia resocjalizacji, czyli jaki sens mają spółdzielnie przy poprawczakach / Celina Chełkowska Chrześcijańskie spółdzielnie socjalne / ks. Jacek Dziel Klauzule społeczne - niespełnione nadzieje? / Tomasz Schimanek
Partycypacyjność czy anarchizacja? O „koszmarze partycypacji” słów kilka / Jarema Piekutowski Korzyści ze współpracy / wywiad z Wojciechem Spychałą Rewolucja w słupskiej informacji turystycznej / Grażyna Bolewska Wyzywają nas od liberałów / wywiad z Robertem Kaźmierczakiem Dzielimy się wiedzą i doświadczeniem / Antoni Sobolewski
Polityka społeczna i rewitalizacja
Po co nam te budy? Rewitalizacja społeczna, infrastruktura i rozwój lokalny / Antoni Sobolewski Ujawnić efekty integracji społecznej – innowacyjne narzędzie pomiaru / Michalina Kublicka Modelowy Standard Aktywnej Integracji / Antoni Sobolewski Wykluczeniu da się zaradzić. O korzyściach z art. 22 Ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych / Marta Jabłońska
Współpraca nauki i biznesu – jak to zrobić? / Konrad Frontczak Precz z papierem, czyli jak oddolnie zbudować elektroniczny system składania oceny i rozliczania projektów / Grzegorz Basarab Uchodźcy - szansa dla samorządów? / wywiad z Karoliną Majdzińską Czy dajecie sobą manipulować? / Aleksandra Łukasiewicz Wskaźnik Kapitału Ludzkiego w powiatach województwa zachodniopomorskiego / Włodzimierz Durka, Ryszard Czyszkiewicz
Temat numeru: rozwój lokalny Całość, a nie fragmenty. Rzecz o rozwoju lokalnym
Całość, a nie fragmenty. Rzecz o rozwoju lokalnym Antoni Sobolewski Kilkanaście lat temu podczas pierwszych szkoleń z rozwoju lokalnego amerykańscy eksperci prezentowali nam społeczność lokalną jako beczkę. Antoni Sobolewski - Prezes Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego Przedsiębiorstwo Społeczne Sp. z o.o. Posiada 15-letnie doświadczenie w zarządzaniu i koordynacji projektów o tematyce społecznej, realizowanych również w ramach Funduszu Inicjatyw Obywatelskich. Realizator wielu badań z zakresu ekonomii społecznej, współorganizator Ogólnopolskich Spotkań Ekonomii Społecznej w Szczecinie, współautor Krajowego Programu Rozwoju Ekonomii Społecznej. Autor i współautor kilkudziesięciu publikacji z zakresu rozwoju lokalnego.
To co przewijało się w ich opowieściach o rozwoju lokalnym - to holistyczne podejście. Nieposzatkowane europejskim, analitycznym podejściem osobno do rozwoju rynku pracy, osobno do reintegracji społecznej i rozwoju gospodarczego. Owa branżowość doprowadziła w znaczącym stopniu do degrengolady rozwojowej. Niemalże licytujemy się, który rozwój jest ważniejszy, nie umiejąc znaleźć powiazań i związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy poszczególnymi obszarami rozwoju. Jeszcze rzadziej zarządzamy zmianą społeczną i gospodarczą. W wielu obszarach - szczególnie wydatkowania funduszy strukturalnych – działania te przypominają obrazek z dawnych czasów – robotnika ganiającego z pustą taczką. Podpis pod obrazkiem brzmiał: „Jest tyle roboty, że nawet taczki nie ma kiedy załadować”... Podstawą rozwoju lokalnego jest wielosektorowe partnerstwo. To dzięki niemu jesteśmy w stanie dostrzec powiązania i optymalnie wykorzystywać posiadane zasoby. Im więcej środków jesteśmy w stanie pozyskać z zewnątrz na sprzedaż naszych usług i uszczelnić te miejsca, w których wypływają środki za usługi kupowane poza naszą społecznością, tym bardziej się bogacimy. Im więcej możemy
zaoferować pracy dobrej jakości, tym łatwiej będzie nam zatrzymać młodych ludzi i skłonić do posiadania dzieci. Dobra diagnoza społeczności, jej zasobów (a nie tylko deficytów), czasem nawet wspólne odwiedzanie się przedsiębiorców i urzędników pozwala lepiej odkryć posiadane zasoby i potrzeby. Czasem by dostrzec posiadane zasoby, trzeba odwiedzić kilka innych miejsc i zaprosić animatorów-odkrywców, którzy prostymi pytaniami wskażą nam to, co dotychczas jest nam nieznane. Dopiero dogłębna diagnoza pozwala myśleć o budowaniu spójnej społeczności lokalnej, w której jedna inwestycja społeczna nie tylko generuje koszty utrzymania, ale i przychody po stronie społecznej i gospodarczej. Gdzie CIS działa ściśle we współpracy z lokalnymi pracodawcami, a wszystkie lokalne usługi są dostarczane przez lokalne podmioty, co więcej - są sprzedawane lokalnym społecznościom. Dopiero przy takiej całościowej współpracy widzimy potrzebę inwestowania w ekonomię społeczną i przestrzeń publiczną. Co ciekawe, możemy wtedy też liczyć na zmianę dyskursu „kosztów” na dyskurs „inwestycji” – inwestycje w edukację, inwestycje w politykę społeczną, a co za tym idzie - pytania o stopę zwrotu z inwestycji czyli, inaczej rzecz ujmując, o efekty podejmowanych działań. W całej tej idei nie chodzi o budowanie populistycznych budżetów „obywatelskich”, tylko o wspólnotowe zarządzanie naszą przestrzenią i wspólnotą. Brzmi to nieco utopijnie, ale może dać fantastyczne efekty,
gdy obudzimy zasoby posiadane przez lokalną społeczność i skierujemy je na jej budowanie, a nie ściganie się, kto ile podpisów zbierze pod jakimś projektem. Inną bolesną kwestią jest powszechne przyzwolenie na zawłaszczanie przestrzeni publicznej. Mówiąc „rozwój lokalny”, myślę o całej społeczności, a nie jej częściach – osobach „wykluczonych” lub „niewykluczonych”. W budowaniu rozwoju lokalnego nie chodzi mi o ruchy odzyskiwania miast, kierowane głównie przez 30-, -40 latków. Ale o generalne zrozumienie, że przestrzeń i wspólnota, w której się poruszamy to dobro wspólne i razem musimy o nim decydować i je rozwijać. Czasem kluczowy jest fakt, że wszyscy jesteśmy mieszkańcami tego terytorium – urzędnicy podejmujący decyzje, przedsiębiorcy, pozarządowcy, ruchy nieformalne. Takie myślenie zmniejsza antagonizmy i powoduje poszukiwanie płaszczyzny porozumienia,
a także pozwala się skupić na konkretnych wyzwaniach. Co ciekawe, zdecydowanie trudniej jest nam myśleć o wizjach rozwojowych, wykorzystaniu zasobów, niż o zwalczaniu problemów widocznym w większości strategii, które swoje działania opierają głownie na rozwiązywaniu problemów, a nie na odpowiedzi na pytanie, dokąd zmierzamy i co chcemy osiągnąć, bazując na inteligentnym łączeniu naszych zasobów. Społeczności, które najszybciej odkryją ponownie, że rozwój lokalny to nie poszatkowane elementy, a jedna całość, czeka obecnie renesans rozwoju, szczególnie w zakresie wykorzystania społecznej energii. Ten okres programowania to dobry czas dla inteligentnych społeczności.
Temat numeru: rozwój lokalny Miasta w zwolnionym tempie. Marketing miejsc i idea slow cities
Miasta w zwolnionym tempie. Marketing miejsc i idea slow cities Z Markiem Sztarkiem rozmawia Jarema Piekutowski Marek Sztark - niezależny animator kultury i rozwoju lokalnego. Doradca, trener i wykładowca. Zarządzał instytucjami kultury: Miejskim Ośrodkiem Kultury w Szczecinie, Operą na Zamku w Szczecinie, Samorządową Instytucją Kultury SZCZECIN 2016. Kierował staraniami Szczecina o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Obecnie pełni funkcję koordynatora współpracy Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016 z regionem Dolnego Śląska.
Jarema Piekutowski: Od czasu transformacji ustrojowej myślimy w Polsce coraz więcej o marketingu terytorialnym, marketingu miast, marketingu miejsc. Jak ocenia Pan zmiany w tym zakresie w ciągu ostatnich lat? Czy potrafimy to dobrze zrobić? Marek Sztark: W ciągu ostatnich 5 lat daje się zaobserwować w tym zakresie duży wzrost świadomości. Wiemy już, że miasta mogą mieć swoje marki, że można uprawiać taką praktykę jak marketing terytorialny. Potencjałem miejsc można się chwalić, sprzedawać ten potencjał. Dzięki wielu nowym kierunkom nauczania – na przykład studiom podyplomowym - pojawiło się wiele firm, które zajmują się tym procesem. JP: Od czego zależy dobra jakość marketingu terytorialnego? O czym trzeba pamiętać?
MS: W ostatnich latach pojawiły się też przykłady dobrych realizacji w tym zakresie. Dobrych, czyli pozytywnie ocenianych i dostrzeganych przez odbiorców z zewnątrz - ale niekoniecznie dobrych dla mieszkańców tych miast. Przede wszystkim należy pamiętać tu o dwóch kwestiach. Opowiadając osobom zarządzającym miejscowościami o marketingu terytorialnym, zwracam uwagę na zasadę jednolitej konwencji. Nie możemy o danym miejscu mówić na tysiąc sposobów. Jako mieszkańcy możemy opowiadać różne historie, ale jeżeli chcemy stworzyć świadomie markę miejsca, musimy wybrać styl mówienia, jedną opowieść, jednorodną narrację o miejscu, którą będziemy powtarzać wiele razy, by osiągnąć efekt. Jeżeli te opowieści będą się nawzajem znosić lub będą niespójne, wówczas taki komunikat nie będzie zrozumiały. Po drugie ważne jest uświadomienie, gdzie jest rynek zewnętrzny, do kogo chcemy mówić o tym mieście. To jest połowa sukcesu – umiejętność zdefiniowania rynku, środowiska, odbiorcy tej opowieści. JP: Jakie błędy są najczęściej popełniane w marketingu miejsc? MS: Słabości praktyk marketingowych najczęściej są wynikiem niezrozumienia istoty rzeczy i braku akceptacji przez samych mieszkańców. Jeżeli mieszkańcy nie identyfikują się w jakikolwiek sposób z wizją - opracowaną najczęściej na zlecenie, przez zewnętrznych wykonawców - to po prostu z tą wizją walczą. W niemal każdym mieście, w którym próbowano stworzyć markę, pojawia się pewien
element sprzeciwu z powodu wielości narracji. Tak było kilka lat temu w Szczecinie, w Poznaniu („miasto know-how”), w Lublinie... Dziś uprawia się bardziej zaawansowane działania marketingowe – nie próbuje się kreować czegoś mocnego i konkretnego, co może być przedmiotem krytyki i niezgody. Stosuje się raczej zasadę storytellingu, czyli opowieści - włączenia prawdziwych opowieści i narracji konkretnych osób. Tego typu marketing jest w tej chwili bardziej skuteczny. JP: Ktoś powiedział: „Daj mi jakiekolwiek miejsce, a ja je wypromuję”... MS: Owszem, w literaturze pojawiają się przykłady miasteczek lub osad na pustyni, w których ktoś nagle wybudował np. największą szpulkę nici, lub upieczono największego rogala – zrobiono coś, co przykuwa uwagę i co może sprawić, że opowieść o danym miejscu znajdzie się na łamach mediów i w internecie. Markę często jednak buduje się przez wiele dziesiątek lat i dzięki wysiłkom wielu ludzi. Kultura jest istotnym czynnikiem, który buduje markę. Jeżeli miejsce związane jest z jakimś ważnym wydarzeniem, to patrzy się na to miejsce przez pryzmat tego wydarzenia. Kultura, która przyciągnie publiczność nawet w pustą, nieodwiedzaną dotąd przestrzeń, może nadać miejscu nowe sensy i wartości. Często jednak miasta mają dwa wizerunki. Pierwszy - oficjalny, budowany przez władze i tradycję sposób mówienia o mieście, i drugi – budowany przez tradycyjnych twórców, którzy bez wsparcia, a nawet akceptacji władz tworzą jakieś wydarzenie. W niektórych miejscach na szczęście te dwa wątki już się ze sobą powiązały – przykładem może być tu Kostrzyn i Przystanek Woodstock czy Jarocin, który przyjął Festiwal Jarociński jako część opowieści o mieście i wykorzystuje to świadomie. JP: Jednym ze sposobów tworzenia opowieści o mieście jest idea slow cities. Na czym ona polega? MS: Jest ona analogiczna do idei slow food, która opiera się na trzech zasadach: produkty żywnościowe, to co jemy powinno być dobre, czyste i sprawiedliwe. Dobre - powinno sprawiać nam przyjemność, być dobrej jakości. Czyste - nie powinno zawierać chemicznych dodatków, polepszaczy, powinno być zdrowe,
naturalne. Sprawiedliwe –produkcja nie powinna naruszać zasad sprawiedliwości społecznej, produkty powinny być dostępne dla wszystkich, którzy ich potrzebują. Dlaczego miasta nie miałyby być budowane na tych samych zasadach? Idea slow cities jest oparta o te trzy zasady - dobrej jakości, zgodności z naturą (zasada zrównoważonego rozwoju) i sprawiedliwości (dbania o wszystkich, nie tylko wybranych mieszkańców) i przyjezdnych. Slow City dba o czystość. Dla takiego miasta istotne jest kontrolowanie wpływów zanieczyszczeń, jakości powietrza, hałasu. Takie miasto preferuje zasady związane z przetwarzaniem energii, recyklingiem. Powinno mieć odpowiednią infrastrukturę, która buduje przestrzeń, którą nazywam „serdeczną” – przestrzeń, która pozwala bezpiecznie poruszać się po mieście, przestrzeń dostępną, niepodzieloną. W takim mieście istotne są miejsca odpoczynku - tereny zielone, ławki. Niepełnosprawni dobrze się tam czują. Miasto typu „slow” komunikuje się też z mieszkańcami w odpowiedni sposób. Ważna jest dbałość o tradycję i to, co miasto wyróżnia – o układy urbanistyczne, o pamięć historyczną. Istotne jest, by w mieście funkcjonowały różne produkty – świeże, lokalne, organiczne, tradycyjne, żeby działały lokalne targowiska, na których można je kupić. Miasto powinno wreszcie być gościnne, powinno zachęcać do zamieszkania w nim. Powinno być odpowiednio oznakowane, odpowiednio zorganizowane, by każdy dobrze się w nim czuł. JP: Jak można zaangażować lokalne organizacje pozarządowe w marketing miasta, w jego promocję? MS: Trzeba zrobić wszystko, by o mieście i w mieście mówiono wspólnie. To może być wiązka różnorodnych głosów, ale opowieść powinna być harmonijna. Nie powinniśmy się różnić między sobą o 180 stopni. Możemy mieć różne zdania, ale główny kierunek powinien być jeden. Procesy partycypacyjne są tu kluczową zasadą. Powinniśmy dać sobie szansę, by decyzje były podejmowane razem – trzeba stworzyć „okrągły stół”, przy którym nie zabraknie przedstawicieli organizacji pozarządowych. Ich głos powinien być słyszany.
Temat numeru: rozwój lokalny Nowa ulica Piotrkowska
Nowa ulica Piotrkowska Z Piotrem Kurzawą rozmawia Jarema Piekutowski Piotr Kurzawa – pełnomocnik Urzędu Miasta Łodzi ds. ulicy Piotrkowskiej, współtwórca inicjatywy „Żywa Piotrkowska”, animator, organizator wielu wydarzeń kulturalnych.
Jarema Piekutowski: Łódź w latach 90. i na początku XX wieku przeżyła trudne chwile. Wielu mieszkańców wyjechało. Ale od pewnego momentu w Łodzi coś zaczęło się dziać. Różne grupy wspólnie zaczęły myśleć o odnowieniu miasta. Naturalne centrum Łodzi wyznaczone przez ulicę Piotrkowską zalśniło nowym blaskiem. Jak to się stało? Piotr Kurzawa: Zmiany spowodowali sami mieszkańcy. Zaczęły powstawać ruchy miejskie, mieszkańcy zaczęli unaoczniać problemy i drogi ich rozwiązania. Urząd takie osoby zaczął przyjmować. Wszystko zaczęło się półtora roku temu. Działałem w inicjatywie „Żywa Piotrkowska”, która skupiała przedsiębiorców z tej ulicy. Takich, którzy mieli dość narzekania, a chcieli zaproponować konkretne narzędzia zmiany. Istotne były dla nas – działaczy miejskich - także okolice ul. Jaracza, obszary biedniejsze, zagrożone wykluczeniem. Zaczęliśmy podejmować działania wspólnie z mieszkańcami, którym – potocznie mówiąc – nie przelewa się. JP: A sama ulica Piotrkowska? PK: Jestem pełnomocnikiem Prezydenta Miasta Łodzi ds. ulicy Piotrkowskiej. Przez kilkanaście lat to miejsce przechodziło przemiany, niestety te reformy nie do końca były przemyślane. Ulica stała się miejscem drugiej kategorii zarówno pod względem wizualnym, jak i oferowanych usług czy handlu. Podjęliśmy więc szereg działań, które mają na celu przywrócenie tego miejsca mieszkańcom, stworzenie przyjaznej przestrzeni, estetycz-
nej, z elementami małej infrastruktury, które sprawią, że na ulicy przyjemnie będzie przebywać. Obecnie pracuję też z przedsiębiorcami, animatorami – chcemy nadać nowy wyraz ulicy Piotrkowskiej. JP: Jest wiele ruchów tego typu w Polsce, ale często kończy się na narzekaniu, że władza ich nie słucha. Jak udało się pokonać ten impas w Łodzi? PK: Mogę o tym opowiedzieć na podstawie inicjatywy „Żywa Piotrkowska”. Zaczęło się od rozmów i spotkań, przede wszystkim z przedsiębiorcami. Najpierw mieli oni szansę powiedzieć, co jest źle, pokazać, że na ulicy niewiele się dzieje, że nawet prowadzony remont sprawia, że ulica umiera. W kolejnym etapie przeszliśmy jednak do stworzenia propozycji konkretnych działań i przedstawienia ich miastu. Wtedy pani prezydent nawiązała z nami dialog. Zaczęliśmy rozmawiać o problemach i wspólnie szukać rozwiązań. JP: Jak to się stało, że udało się zaangażować przedsiębiorców? Ta grupa najczęściej nie ma czasu na społeczne działania... PK: Tu istotna była rola pracy moich współpracowników i mojej własnej. Osobiście chodziliśmy do przedsiębiorców, od sklepu do sklepu, i rozmawialiśmy z nimi. Zarażaliśmy ich pomysłami. Nastawienie przedsiębiorców było kluczowe. Staraliśmy się pokazać nieco inne rozwiązania – np. gdy mówiło się o wspólnym pozwie przeciwko miastu, zaproponowaliśmy rozwiązania bardziej pozytywne
– wspólną akcję. Pierwsze działanie, które podjęliśmy, to było wystawienie choinek przez przedsiębiorców przed sklepami w okresie świątecznym. Mieszkańcy te choinki ubierali, następnie zorganizowaliśmy konkurs na wybór najpiękniejszej choinki na Piotrkowskiej. To się udało i do kolejnych akcji przedsiębiorcy podchodzili już bardziej entuzjastycznie. Bardzo ważne było też pozytywne nastawienie urzędu, który dał możliwość wypowiadania się na temat problemów. Wszyscy staliśmy się dla siebie partnerami. Pani prezydent również się wybierała na Piotrkowską, rozmawiała na miejscu – w sklepach, w restauracjach. Dajemy możliwość rozmowy, wypowiadania się. Jako pełnomocnik jestem dla ludzi „pierwszą furtką” – można się do mnie zgłosić z problemami i pomysłami. JP: Jak wykorzystują Państwo monitoring miejski i badania do działań rewitalizacyjnych? PK: Monitoring miejski pozwala na badanie przepływu mieszkańców (traffic research), określać miejsca, które cieszą się większą i mniejszą popularnością. Pomaga to także osobom zastanawiającym się nad lokalizacją sklepów, restauracji i innych lokali – gdy ktoś podejmuje decyzję, możemy wspomóc taką osobę naszymi danymi. Zamierzamy też przeprowadzić badania konsumenckie – badamy zdolności nabywcze mieszkańców i spacerowiczów, by pomóc inwestorom dobrze zaplanować dalszy rozwój. JP: Od roku jest Pan pełnomocnikiem. Jaka jest wizja przyszłej Piotrkowskiej? PK: Przede wszystkim chcemy tę wizję tworzyć wspólnie. Niedawno powołaliśmy Radę Przedsiębiorców Ulicy Piotrkowskiej. Jej członkowie będą uczestniczyć w zmianach – mogą realizować także swoje pomysły. Jest dialog i komunikacja. To jest kierunek, który będzie tę ulicę przywracał do życia. Ludzie zaczęli widzieć, że to jest dobro wspólne.
JP: Jak powinna wyglądać Piotrkowska w roku 2020? PK: To przede wszystkim ulica przyjazna mieszkańcom, ulica dysponująca największą ofertą wydarzeń kulturalnych. Miejsce wyjątkowe, pełne lokali kreatywnych, miejsce, w którym twórcy mogą prezentować to, czym się zajmują. W tym miejscu chce się przebywać – chodzi dziś o to, by wypełnić to miejsce wydarzeniami. Zasada jest następująca: dużo wydarzeń mniejszych zamiast niewielu imprez masowych. Piotrkowska ma być też ulicą przyjazną rodzinie – miejscem, w którym dobrze czuć się będą zarówno dorośli, jak i dzieci oraz seniorzy. JP: Jakie są już w tej chwili efekty Państwa pracy? PK: Jeszcze półtora roku temu mówiliśmy o potrzebie ratowania ulicy Piotrkowskiej, dziś myślimy o tym, jak ją dalej rozwijać. Estetyka miejsca bardzo zmieniła się po remoncie. Kiedyś było na ulicy kilka ławek, dziś jest ich blisko sto. 20 000 osób przewinęło się przez ulicę podczas Festiwalu Światła. Najważniejsze są dla nas opinie mieszkańców – a te zmieniają się na lepsze z miesiąca na miesiąc.
Jak można wykorzystać politykę rynku pracy do wzmocnienia lokalnej gospodarki Piotr Stronkowski Polityka rynku pracy może być rozpatrywana jak instrument wzmacniający rozwój lokalny, w tym także przyczyniający się do rozwoju gospodarczego i tworzenia nowych miejsc pracy. Jest to szczególnie istotne w województwach i powiatach, w których od lat utrzymuje się zła sytuacja: wysokiemu bezrobociu towarzyszą niskie wynagrodzenia pracowników i niskie nakłady na poprawę ich kompetencji. Piotr Stronkowski - absolwent polityki społecznej na Uniwersytecie Warszawskim, prokurent Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego. Posiada wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu badań, analiz i ewaluacji w obszarze rynku pracy, wykluczenia społecznego, edukacji, społeczeństwa obywatelskiego oraz wdrażania funduszy strukturalnych. Był współpracownikiem i ekspertem licznych instytucji, takich jak: Coffey, Collegium Civitas, United Nations Development Programme (UNDP), Krajowa Szkoła Administracji Państwowej, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.
Polska ma bogate doświadczenia we włączaniu polityki rynku pracy w rozwój lokalny. Warto tu przypomnieć liczne inicjatywy zawiązywania partnerstw lokalnych, budowania porozumień terytorialnych czy po prostu współpracy urzędów pracy z pracodawcami i innymi aktorami. Pomimo tych licznych doświadczeń warto zastanowić się, czy istnieje przestrzeń na doskonalenie i wzmacnianie takiego podejścia? Warto podkreślić, że z podobnymi wyzwaniami, szczególnie w okresie przeciągającej się recesji, zmaga się wiele krajów. Zmiana sytuacji gospodarczej wymusza szukanie nowych rozwiązań lub doskonalenie tych już istniejących. Warto przyjrzeć się w tym kontekście dorobkowi organizacji międzynarodowych. OECD realizuje od kilku lat projekty dotyczące powiązania pomiędzy polityką rynku pracy a rozwojem lokalnym. Na podstawie swoich doświadczeń wypracowało zestaw czterech rekomendacji, których wdrożenie może poprawić sytuację.
Lepsze dopasowanie polityki i programów do lokalnej sytuacji gospodarczej Na pierwszy rzut oka rekomendacja ta brzmi ogólnie i oczywiście. Pytanie, jak to zrobić, aby faktycznie działało. Tutaj znaczenie mają zarówno rozwiązania na poziomie krajowym, jak i regionalnym. W Polsce niestety poszczególne strategie, np. rynku pracy, kształcenia zawodowego, kształcenia osób dorosłych, pomocy społecznej czy też wspierania osób niepełnosprawnych, a także wspierania rozwoju gospodarczego, często realizowane są w oderwaniu od siebie, w swoistych silosach. Trudno przewidywać, aby w najbliższym czasie sytuacja zmieniła się na poziomie krajowym. Dlatego też coraz większe znaczenie mają działania podejmowane na poziomie lokalnym. Na co szczególnie warto zwrócić uwagę? Przede wszystkim na budowanie mechanizmów, które umożliwią spotkanie się wszystkich kluczowych partnerów działających na poziomie lokalnym: instytucji rynku pracy, szkół, instytucji szkoleniowych, pracodawców i lokalnych samorządowców. Mechanizmy te mogą mieć formę lokalnych partnerstw, forów itd. Ważne, aby dawały możliwość spotkania się, rozmawiania i uzgadniania swoich działań. W tym kontekście kluczowe znaczenie ma lider takiej platformy – to może być starosta, burmistrz, wiodący przedsiębiorca – osoba, która określi cele i będzie aktywnie zarządzać całym procesem, tak aby nie utknął w miejscu, a także nada mu odpowiednie znaczenie.
Zwiększenie elastyczności programów realizowanych przez służby zatrudnienia i szkoły zawodowe – w praktyce ich działania są stosunkowo silnie regulowane przez przepisy krajowe, jednak działając w ramach tych regulacji, mają nadal stosunkowo dużo swobody. Zadaniem samorządu, w tym szczególnie samorządu powiatowego, jest takie organizowanie ich pracy i zarządzania budżetem, aby mogły elastycznie dopasowywać swoje działania do zmieniających się potrzeb. Odpowiednie finansowanie – trudno osiągnąć pozytywne wyniki, jeśli kluczowe instytucje lokalne są niedoinwestowane, mają zbyt mało kadry, która nie jest szkolona i przygotowywana do swoich zadań. Tutaj znowu pojawia się ważna rola samorządu powiatowego szukania możliwości zwiększania inwestycji w te instytucje. Rozliczanie z efektów – część samorządów, nadzorując działania urzędów pracy, szkół, centrów pomocy rodzinie koncentruje się na ocenie poprawności ich działania, pomijając często nadzór nad jakością świadczonych usług i rozliczanie ich z efektów podejmowanych działań. Starosta ma olbrzymi wpływ na działalność tych instytucji, musi jednak zacząć je rozliczać z tego, co jest ważne, a nie z formalnych dokumentów.
Zwiększanie podaży kompetencji Właściwie nie należy nikogo już przekonywać, że kompetencje mają kluczowe znaczenie dla sytuacji na rynku pracy. Warto jednak przypominać, szczególnie pracodawcom, że pracownicy z wyższymi kompetencjami mogą podnosić wydajność i konkurencyjność firm. Jednak praktyczne wdrożenie tego zalecenia nie jest łatwe. Wskazać można jednak kilka kluczowych kierunków działania:
Wzmacnianie kompetencji podstawowych – w przypadku części osób okazuje się, że barierą dla podnoszenia kompetencji zawodowych są braki w kompetencjach podstawowych – część osób może mieć
problemy z czytaniem ze zrozumieniem, dokonywaniem bardziej złożonych obliczeń czy uczeniem się nowych rzeczy. Także w miejscu pracy okazuje się często, że ważniejsza jest zdolność do szybkiego nauczenia się nowych rzeczy niż posiadanie jakiś bardzo specjalistycznych kompetencji – a to wymaga rozwiniętych kompetencji podstawowych. Tutaj kluczowe znaczenie mają szkoły na poziomie podstawowym i gimnazjalnym, w których szczególną uwagę należy zwracać na osoby gorzej radzące sobie z nauką. Kompetencje powinny odpowiadać na potrzeby pracodawców – ten slogan powtarzają wszyscy. Ale co mamy zrobić w sytuacji, kiedy pracodawcy nie wiedzą, jakich kompetencji potrzebują i nie potrafią zarządzać kompetencjami swoich pracowników? A taka jest rzeczywistość wielu małych i średnich polskich przedsiębiorstw. Dlatego też współpraca z pracodawcami powinna uwzględniać podnoszenie ich kompetencji w rozpoznawaniu deficytowych kompetencji oraz optymalnym zarządzaniu tymi, które są dostępne. Wtedy jest szansa, że ze strony pracodawców pojawi się zwiększony popyt na osoby lepiej przygotowane do pracy, co może przełożyć się na zwiększenie podaży kompetencji. Budowanie systemu wysokiej jakości doradztwa zawodowego – często barierą dla inwestowania w swoje kompetencje jest brak wiedzy pracownika, w co powinienem inwestować, w jakim obszarze powinienem rozwijać swoje kompetencje. Tutaj kluczowe znaczenie ma wysokiej klasy doradztwo edukacyjno–zawodowe, które polega m.in. na pomocy w odkryciu swoich mocnych stron i odpowiednim układaniu ścieżki zawodowej.
Wzmacnianie sektorów i branż kreujących zatrudnienie i inwestowanie w pracę o wysokiej jakości Na poziomie lokalnym również można prowadzić politykę gospodarczą, stymulując powstawanie nowych miejsc pracy. O czym jednak warto pamiętać, podejmując odpowiednie decyzje:
Nowy okres programowania EFS Nowe fundusze unijne
usze unijne czy terytorialnej. Zasada ta oznacza także, że pomoc z funduszy powinna być skoncentrowana na niewielu precyzyjnie określonych celach, priorytetach i działaniach. Zasada programowania - pomoc przeznaczona jest na trwałe rozwiązywanie problemów w danej gałęzi gospodarki lub regionie, co w praktyce oznacza konieczność formułowania wieloletnich planów rozwoju gospodarczego i wykorzystania środków publicznych. Zasada ta ma na celu wypracowywanie wieloletnich programów rozwoju zgodnie z partnerskim procesem decyzyjnym. Po zatwierdzeniu programów przez Komisję Europejską są one realizowane pod kierunkiem państw członkowskich zgodnie z postanowieniami rozporządzeń unijnych i szczegółowymi wytycznymi Komisji Europejskiej. Wymiar terytorialny polityki regionalnej Fundusze Europejskie mają na celu wspieranie rozwoju terytoriów określonych nie tylko administracyjnie, ale powiązanych funkcjonalnie, co znaczy, że charakteryzują się one podobnymi cechami społeczno-gospodarczo-przestrzennymi i jednolitymi celami rozwoju1. Podkreślić należy, że w nowym okresie programowania wprowadza się kilka nowych elementów, które nie występowały (lub nie był na nie kładziony znaczący nacisk) w poprzednich okresach programowania. Pierwszym nowym zagadnieniem jest warunkowość ex ante wsparcia czyli konieczność spełnienia unijnych warunków wstępnych zanim zostanie rozpoczęte wdrażanie funduszy. Makrowarunkowość z kolei to zaostrzenie przepisów związanych z zarządzaniem finansowym oraz rezerwę wykonania, czyli warunkowość
ex post. Rezerwa na wykonanie rozdzielona zostanie najprawdopodobniej w 2019 roku na podstawie postępu w realizacji celów programu. Priorytety, które nie osiągną celu, nie będą kwalifikować się do uzyskania dodatkowych środków w ramach rezerwy. W nowym okresie programowania dużą wagę przywiązywać się będzie również do rozwoju terytorialnego. Dotyczy to główne lepszego wykorzystania ukrytych zasobów (w tym także zasobów ludzkich). Zakłada się wielopoziomowe zarządzanie, współpracę partnerów, ich sieciowanie oraz decentralizację środków. Ponadto duży nacisk zostanie położony na wartość dodaną inwestycji współfinansowanych z budżetu UE. Wprowadza się tzw. umowę partnerstwa (negocjowaną rząd – KE) oraz kontrakt terytorialny zawierany pomiędzy rządem i samorządem. Kolejnym nowym elementem programowania będzie możliwość łączenia kilku celów tematycznych i funduszy na poziomie osi priorytetowych do wysokości 20% wkładu unijnego do programu - tzw. wielofunduszowość. Nowym rozwiązaniem będzie także wprowadzenie wymogu przeznaczania określonych środków finansowych na poszczególne obszary tematyczne - tzw. ring fencing, który jest powiązany z podstawowymi wskaźnikami strategii Europa 2020. Struktura programów operacyjnych oraz ich główne cele na lata 2014-2020 prezentuje się następująco. Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko na lata 2014-2020 będzie wspierał rozwój infrastruktury transportowej, ochronę środowiska, ochronę dziedzictwa kulturowego, odnawialne źródła energii, ochronę zdrowia.
1.	Za www.funduszeeuropejskie.gov.pl
Program Operacyjny Inteligentny Rozwój na lata 2014-2020 będzie wspierał prowadzenie badań naukowych, rozwój nowych, innowacyjnych technologii oraz działania na rzecz podnoszenia konkurencyjności małych i średnich przedsiębiorstw. Jego głównym celem będzie zwiększenie nakładów prywatnych na B+R oraz kreowanie popytu przedsiębiorstw na innowacje i prace badawczo-rozwojowe. Program Operacyjny Wiedza Edukacja Rozwój na lata 2014-2020 będzie finansował zatrudnienie i mobilność pracowników, włączenie społeczne i walkę z ubóstwem, inwestowanie w edukację, umiejętności i uczenie się przez całe życie, wzmacnianie sprawności i efektywności państwa. Program Operacyjny Polska Cyfrowa na lata 2014-2020 - w ramach programu wspierane będą inwestycje w zakresie poszerzania dostępu do sieci szerokopasmowych, rozwój produktów i usług opartych na technologiach informacyjno-komunikacyjnych, zwiększenie zastosowania technologii komunikacyjnoinformacyjnych w usługach, np. e-administracja, e-integracja, e-kultura, e-zdrowie. Europejska Współpraca Terytorialna i Europejski Instrument Sąsiedztwa – projekty realizowane w ramach partnerstwa przygranicznego. Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020 – w ramach programu wsparcie uzyskają inwestycje w zakresie restrukturyzacji gospodarstw rolnych, rozwój przedsiębiorczości, tworzenie grup producenckich, przetwórstwo produktów rolnych, rolnictwo ekologiczne.
Program Pomoc Techniczna ma zapewnić sprawne działanie instytucji systemu wdrażania funduszy, jak również stworzenie skutecznego systemu informacji i promocji środków europejskich. Poza programami o zasięgu ogólnokrajowym realizowanych będzie również 16 programów regionalnych. Główną różnicą w stosunku do poprzedniego okresu programowania jest włączenie w zakres programów regionalnych komponentu finansowanego z Europejskiego Funduszu Społecznego, który w perspektywie 2007-2013 wdrażany był w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Regionalny Program Operacyjny Województwa Zachodniopomorskiego na lata 2014-2020 będzie realizował głównie inwestycje infrastrukturalne, ochronę środowiska, współpracę B+R, edukację, inwestycje w nowe technologie oraz szkolenia. Pierwsze konkursy w ramach nowej perspektywy finansowej ogłaszane są do pierwszego kwartału 2015 roku, głównie w ramach programów krajowych. Na główny strumień środków finansowych będziemy musieli jednak zapewne poczekać do roku 2016, gdyż to wtedy właśnie planowane jest uruchomienie wdrażania większości działań.
Nowy okres programowania EFS Czy PO WER ma power, czyli o innowacjach społecznych słów kilka
Czy PO WER ma power, czyli o innowacjach społecznych słów kilka Jarema Piekutowski
Jarema Piekutowski - socjolog, menedżer wielu projektów badawczych, badacz, ewaluator, analityk, doradca i trener. Wspólnik i członek zespołu badawczego Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego Sp. z o.o. Współpracuje m.in. z Uniwersytetem Warszawskim, Fundacją Rozwoju Demokracji Lokalnej, Fundacją Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego.
W nowym okresie programowania, rolę dawnego komponentu centralnego PO KL przejmie Program Operacyjny Wiedza Edukacja Rozwój, czyli PO WER.
problemów, co do których inne, standardowe rozwiązania zawiodły lub nie są wystarczająco efektywne. Nowością w porównaniu do PO KL jest wprowadzenie dwóch schematów – mikroinnowacji i makroinnowacji.
W ramach programu łącznie niemal 5 miliardów EUR przeznaczono na działania związane z poprawą sytuacji osób młodych na rynku pracy, ze strategiami publicznymi dla rynku pracy, gospodarki i edukacji, ze szkolnictwem wyższym, innowacjami społecznymi i współpracą ponadnarodową, wreszcie ze wsparciem ochrony zdrowia.
Mikroinnowacje
Sama nazwa programu kojarzy się z angielskim słowem oznaczającym siłę i moc. Gdzie tkwi siła PO WER-a? Z pewnością niezwykle silnym i przemieniającym elementem programu jest nacisk na innowacje społeczne. Właśnie takim działaniom (jak również współpracy ponadnarodowej) poświęcona jest Oś IV. Temat ten omawiano także na konferencji pt. „Innowacje społeczne i współpraca ponadnarodowa w PO WER – nowa perspektywa, nowy wymiar”, którą Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju zorganizowało w dniu 24 kwietnia br. w Warszawie. Czym są innowacje społeczne? To nowe, skuteczniejsze sposoby rozwiązywania problemów w obszarach takich jak rynek pracy, integracja społeczna, edukacja, administracja publiczna czy zdrowie. Podobnie jak w przypadku projektów innowacyjnych w PO KL, będziemy mieli do czynienia z testowaniem nowych rozwiązań i włączaniem ich do krajowych strategii. Innowacje społeczne dotyczyć będą sytuacji szczególnie trudnych, czyli
Mikroinnowacje to nowe, zalążkowe pomysły, które będą poddawane procesowi inkubacji – ich twórcy otrzymają wszechstronne wsparcie, dzięki któremu będą mogli dokładnie opracować i rozwinąć swoje pomysły, następnie przetestować je i upowszechnić, a także podjąć próby włączenia ich do głównych nurtów polityki publicznej. W czerwcu 2015 r. planowane jest ogłoszenie pierwszego konkursu na operatorów, którzy będą zajmować się przyznawaniem małych grantów na innowacyjne pomysły i ich inkubację. Mikroinnowacje w tym roku realizowane będą w ramach czterech tematów, do których należą: 1. Przejście z systemu edukacji do aktywności zawodowej; 2. Integracja zawodowa osób oddalonych od rynku pracy; 3. Kształcenie ustawiczne osób dorosłych; 4. Usługi opiekuńcze dla osób zależnych. Zadaniem operatora będzie stworzenie strategii wdrażania projektu grantowego, nabór grantobiorców (czyli twórców innowacyjnych pomysłów – mogą do nich należeć także osoby indywidualne i grupy nieformalne), a następnie przekazywanie grantów i inkubacja pomysłów (w tym testowanie i ewaluacja) oraz upowszechnianie. Wymogi wobec operatorów będą bardzo wysokie – tę rolę
odgrywać będą mogły jedynie bardzo profesjonalne i doświadczone podmioty. Podczas kwietniowej konferencji Paweł Chorąży, dyrektor departamentu EFS Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju wskazywał, że Polsce potrzeba prawdziwych innowacji, odważnego podejmowania nowych tematów: „Powinniśmy nauczyć się jasno mówić: jeśli coś nie jest innowacyjne, to nie róbmy tego”. Stąd wysoko postawiona poprzeczka dla operatorów. „Te kompetencje są dość unikatowe – odchodzimy od masowości, która stała się funduszową codziennością przez ostatnie 10 lat i staje się przekleństwem” – stwierdził Paweł Chorąży. Makroinnowacje Drugi rodzaj innowacji społecznych w ramach PO WER to makroinnowacje. Są to – jak wskazywał P. Chorąży – projekty koncepcyjne
(tzw. policy innovations) na skalę kraju i regionu. Celem makroinnowacji wg PO WER jest zapewnienie możliwości wprowadzania zmian do istniejącej praktyki oraz realizacji projektów pozwalających na wypracowanie innowacji w zakresie polityki. Oznacza to, że makroinnowacje będą wdrażane np. przez publiczne instytucje rynku pracy, resorty etc., a ich celem jest zmiana systemowa na co najmniej wojewódzkim poziomie. Beneficjentami mają być podmioty z potencjałem do oddziaływania na politykę społeczną i możliwością szerszego upowszechniania rozwiązań w kraju lub regionie. Głównymi zadaniami beneficjenta będą: testowanie, ewaluacja i włączenie stworzonych rozwiązań do polityki i praktyki.
Pod patronatem CRSG i CPT Samorządowe spotkanie w Kołobrzegu
Samorządowe spotkanie w Kołobrzegu 11. Forum Samorządowe w Kołobrzegu 25 lat doświadczeń samorządu terytorialnego w Polsce to przewodni temat zbliżającego się 11. Forum Samorządowego, które odbędzie się w dniach 23-24 czerwca 2015 roku w Kołobrzegu. Dyskusja umocowana będzie w europejskim kontekście i tradycyjnie wezmą w niej udział eksperci i praktycy z Polski i Europy. W samorządowym kalendarium forum zajmuje znaczące miejsce, gdyż stwarza okazję do bezpośredniej wymiany idei i doświadczeń środowiska samorządowców. Co roku konferencja gromadzi ok. 300 uczestników – polskich i zagranicznych przedstawicieli wszystkich szczebli administracji publicznej oraz środowiska naukowego i gospodarczego. W ubiegłym roku gościliśmy reprezentantów m.in. Niemiec, Szwecji, Węgier, Włoch i oczywiście instytucji unijnych – mówi Olgierd Geblewicz marszałek Województwa Zachodniopomorskiego, współorganizator wydarzenia.
Forum odbędzie się już po raz trzeci w Kołobrzegu. Hasło przewodnie tegorocznych obrad to „25 lat doświadczeń samorządu terytorialnego w Polsce – wyzwania na przyszłość. Regiony dla rozwoju Europejskiej Polityki Sąsiedztwa.” Wydarzenie potrwa dwa dni, a dyskusje odbywać się będą w specjalnych panelach tematycznych. Pierwszego dnia podjęty zostanie temat Europejskiej Polityki Sąsiedztwa w wymiarze regionalnym. Drugi dzień poświęcony będzie analizie ćwierćwiecza polskich samorządów. Dyskusja pozwoli nie tylko na podsumowanie dotychczasowych doświadczeń, ale także na podjęcie tematu obecnych i przyszłych wyzwań, zwłaszcza w obliczu finansowania działań samorządów z wykorzystaniem funduszy unijnych 2014-2020. Nowa perspektywa UE będzie jednym z wiodących zagadnień, podobnie jak kwestia promocji gospodarczej miast oraz konkurowania o inwestorów, także zagranicznych. Zapraszamy do udziału! Więcej na stronie: http:/www.forumsamorzadowe.wzp.pl/
Wtorek - 23.06.2015
Program Forum 10.00 - 11.15
Otwarcie 11. Forum Samorządowego Sesja plenarna: Regiony dla rozwoju Europejskiej Polityki Sąsiedztwa Moderator: red. Roman Młodkowski
Konferencja prasowa / Przerwa kawowa
Seminarium Wymiar wschodni Europejskiej Polityki Sąsiedztwa w świetle wniosków Szczytu w Rydze oraz polityka w stosunku do sąsiedzkich regionów południowych. Instrumenty wsparcia realizacji Europejskiej Polityki Sąsiedztwa na poziomie regionalnym Moderator: Olgierd Geblewicz – Marszałek Województwa Zachodniopomorskiego, wiceprzewodniczący Komisji CIVEX Komitetu Regionów UE
Środa - 24.06.2015
Rola inwestorów w kreowaniu rozwoju kluczowych obszarów gospodarczych. Jak efektywnie konkurować o inwestorów, a jak wspierać lokalne firmy zainteresowane eksportem? Moderator: red. Maciej Głogowski
Gala promująca Regionalny Program Operacyjny Województwa Zachodniopomorskiego 2014-2020, kolacja
Otwarcie obrad Wystąpienia gości honorowych forum
Panel dyskusyjny Sektor finansów publicznych – 25 lat doświadczeń samorządu terytorialnego Moderator: red. Maciej Głogowski
Panel dyskusyjny Instrumenty finansowania inwestycji publicznych. Nowe wyzwania w perspektywie lat 2014-2020 Moderator: prof. dr hab. Krystyna Brzozowska – Prodziekan ds. Nauki, Kierownik Katedry Finansów Publicznych, Wydział Zarządzania i Ekonomiki Usług, Uniwersytet Szczeciński
Podsumowanie i zamknięcie 11. Forum Samorządowego
Pod patronatem CRSG i CPT O kooperacji między NGO a samorządem, czyli III Kongres Współpracy Lokalnej w Ustce
O kooperacji między NGO a samorządem, czyli III Kongres Współpracy Lokalnej w Ustce Robert Jurszo W dniach od 14 do 15 maja po raz trzeci odbędzie się Kongres Współpracy Lokalnej w Ustce. Spotkanie będzie okazją do podsumowania trzech lat pracy nad tworzeniem, testowaniem i upowszechnianiem Modelu Kontraktowania Usług Społecznych. Robert Jurszo - politolog, badacz, aktywista społeczny, dziennikarz historyczny oraz publicysta polityczny. Uczestniczył w szeregu projektów z zakresu rozwoju lokalnego. Publikował m.in. we Wschodnioeuropejskich Studiach Politycznych i magazynie Focus Historia.
Model Kontraktowania Usług Społecznych (MKUS) jest nowym pomysłem na kształtowanie współpracy samorządów z organizacjami pozarządowymi. Szczególną uwagę zwraca się w nim na innowacyjne formy zlecania zadań publicznych. Nowatorskie narzędzie współpracy Jest to pierwsze w Polsce tak uniwersalne narzędzie, które można zastosować bez względu na rodzaj oraz wielkość jednostki samorządu terytorialnego. W kontekście dotychczasowych stosowanych w Polsce rozwiązań w zakresie współpracy pomiędzy pierwszym i trzecim sektorem MKUS jest propozycją o zdecydowanie nowatorskim charakterze. Zakłada kilka form współpracy, do których należą m.in. zlecanie realizacji usług społecznych – np. oświatowych, czy porządkowych – konkretnym organizacjom a nawet przekazywanie im do prowadzenia całych instytucji. Jednocześnie MKUS posiada narzędzia, które umożliwiają skuteczny monitoring i ocenę jakości wykonywania usług publicznych. Podczas kongresu zostanie poświęcone wiele uwagi temu modelowi. Omówione zostaną aktualne doświadczenia i dalsze perspektywy jego wdrażania.
Dyskusje o reformie samorządowej Choć kongres tematycznie będzie zdominowany przez zagadnienia związane ze współpracą pomiędzy władzami samorządowymi a NGO, to nie wyczerpują one całkowicie jego programu. Pierwsza sesja plenarna zostanie poświęcona reformie samorządowej III RP. Jej uczestnicy będą dyskutować o tym, jakie było znaczenie tej zmiany w ciągu ostatnich 25 lat od momentu zrzucenia przez Polskę komunistycznego jarzma. Zastanowią się również nad praktycznym funkcjonowaniem reformy – jej wadami i zaletami. Szczególna uwaga zostanie poświęcona temu, jak wyglądają relacje pomiędzy władzą lokalną a obywatelami. Czas ekspertów Kongres to nie tylko ciekawe tematy, ale również interesujący goście – specjaliści do spraw samorządowych, lokalni politycy, przedstawiciele trzeciego sektora i inni. Nie zabraknie również ekspertów ze Szczecina. Uczestnikami paneli będą m.in. Włodzimierz Puzyna – jeden z współautorów reformy samorządowej z 1990 roku – a także Antoni Sobolewski, specjalista od ekonomii społecznej i prezes Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego, wydawcy „Kierunków Zmian”, które imprezę objęły patronatem medialnym. W tym roku – tak jak i w poprzednich – organizatorami kongresu są Centrum Inicjatyw Obywatelskich oraz Urząd Miasta Ustka. Swoim patronatem objął imprezę m.in. Prezydent RP Bronisław Komorowski. Program kongresu i inne informacje można znaleźć pod adresem www.projekt.zlecaniezadan.pl.
Targi Dobrego Klimatu Targi Aktywnych Form Pomocy Antoni Sobolewski Jak co roku Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej organizuje Targi Aktywnych Form Pomocy Społecznej (w tym roku wspólnie z Stowarzyszeniem SOS dla Rodziny). Stowarzyszenie Czas Przestrzeń Tożsamość organizuje natomiast Targi Dobrego Klimatu. Targi Aktywnych Form odbędą się w dniach 18 i 19 czerwca 2015 r. w Policach i Nowym Warpnie, natomiast Targi Dobrego Klimatu – dzień później. Hasłem przewodnim dla Targów Aktywnych Form Pomocy Społecznej będzie rozwój lokalny. W trakcie pierwszego, konferencyjnego dnia postaramy się ukazać politykę społeczną i działania centrów integracji społecznej oraz klubów integracji społecznej jako podstawę rozwoju społeczności lokalnych. Bardzo ważne dla nas jest ukazanie polityki społecznej nie jako pozycji kosztowej w samorządowych budżetach, ale jako istotnej, obok edukacji, inwestycji w rozwój lokalny. Bardzo zależy nam na zmianie w postrzeganiu polityki społecznej – z jednej strony na przejściu z dyskursu kosztowego na inwestycyjny, a z drugiej - na traktowanie polityki społecznej jako podstawy społeczno-gospodarczego rozwoju lokalnego. Uczestnicy targów w pierwszym dniu będą mogli wziąć również udział w jednym z trzech, równolegle odbywających się paneli dyskusyjnych. Do wyboru będą trzy panele robocze: 1. Rodzina jako podstawa lokalnej polityki społecznej – kanwą do dyskusji będzie zmieniające się podejście do rodziny, Zachodniopomorski Program na rzecz
Rodziny czy też redefinicja działań ośrodka pomocy społecznej na przykładzie Goleniowa. 2. Strategia rozwiązywania problemów społecznych jako determinant rozwoju lokalnego – kanwą do dyskusji będą zmiany związane z wdrażaniem Krajowego Programu Przeciwdziałania Wykluczeniu Społecznemu i Ubóstwu jak i nowego okresu programowania funduszy unijnych. 3. Usamodzielnianie osób zależnych – zarówno poprzez działanie CIS-ów, spółdzielni socjalnych jak i w innych formach. Zależy nam nie tylko na prezentacji poszczególnych przykładów rozwiązań, ale i na dyskusji nt. możliwości ich implementacji. W trakcie paneli będziemy starali się ukazać szczególną rolę CIS-ów i KIS-ów w tych obszarach. Wieczorem, podczas uroczystej kolacji przygotowanej przez Centrum Integracji Społecznej Stowarzyszenia SOS dla Rodziny, odbędzie się uroczyste wręczenie nagród i wyróżnień Ministra Pracy i Polityki Społecznej dla najlepszych podmiotów i osób realizujących cenne inicjatywy w zakresie aktywnych form pomocy - "Dobra Praktyka Aktywnych Form Pomocy za 2014 rok”. Planujemy także wspólnie z ROPS-em wręczenie zachodniopomorskich certyfikatów „Zakup prospołeczny”.
Pod patronatem CRSG i CPT Targi Dobrego Klimatu i Targi Aktywnych Form, czyli dobra energia nie tylko na wakacje
czyli dobra energia nie tylko na wakacje Drugiego dnia przeniesiemy się do Nowego Warpna, gdzie odbędą się zarówno prezentacje podmiotów z poszczególnych regionów, jak i praktyczne warsztaty dotyczące m.in.:
Współpracy centrum integracji społecznej z przedsiębiorcami; Mierzenia kosztów zaniechania i wartości społecznej projektów; Delegowania zadań organizacjom pozarządowym, szczególnie w kontekście nowego okresu programowania funduszy unijnych; Budowania lokalnych strategii i programów; Usamodzielniania osób zależnych; Rewitalizacji, a w szczególności jej społecznych aspektów.
W sobotę 20 czerwca w Nowym Warpnie odbędą się Targi Dobrego Klimatu, podczas których podmioty nie tylko będą prezentować swoją ofertę, ale także zostaną zaproszone do przygotowania interaktywnych prezentacji, w których udział będą mogły wziąć całe rodziny. Oprócz prezentacji podmiotów odbędą się również zawody gier naszej młodości, pokazy mody przygotowane wspólnie z Warsztatami Terapii Zajęciowej w Policach oraz akcja „Miasto-Galeria”. W trakcie jednych i drugich targów muzycznie uczestników inspirować będzie DJ Vika – ambasadorka programu „Senior Wigor”, najstarsza (bo ponad 70-letnia) DJ w Polsce. Już teraz zapraszamy do zgłaszania się do uczestnictwa w targach! Więcej informacji na stronie: dobryklimat.es.
Ekonomia resocjalizacji, czyli jaki sens mają spółdzielnie przy poprawczakach Celina Chełkowska Z pewnością dziś trudno jeszcze mówić o sensowności działania spółdzielni socjalnych przy zakładach poprawczych w Polsce, kiedy po otwarciu pierwszej takiej inicjatywy w kraju w Poznaniu w 2011 roku w placówce półotwartej dla chłopców, w czasie późniejszym powstała tylko jedna podobna inicjatywa w Zakładzie Poprawczym w Studzieńcu. Celina Chełkowska - pedagog resocjalizacyjny, wychowawca, doradca ds. podmiotów ekonomii społecznej w zakresie marketingu, st. specjalista w MSW, bloger społeczny prowadzący stronę poświęconą idei spółdzielni socjalnych przy zakładach poprawczych oraz promocji podmiotów ekonomii społecznej - www. celinachelkowska.wordpress. com.
Na dodatek obecnie działa tylko jedna, ponieważ spółdzielnię „Herakles" przeniesiono w roku 2014 pod działania zupełnie innych podmiotów. Jako autor pomysłu i jego współtwórca, a także wychowawca z kilkuletnim stażem uważam jednak, że zarówno w dziedzinie ekonomii społecznej jak i resocjalizacji zwłaszcza osób nieletnich nie należy liczyć na ilość, ale skuteczność tych działań. Co najważniejsze, warta jest wykorzystania możliwość implementowania tego typu rozwiązań w podobnych placówkach w czasie późniejszym w formie działań systemowych, przy wykorzystaniu doświadczenia prekursorów jakimi są „Herakles” oraz „Perspektywa” – przekładając ich porażki i sukcesy na sprawną receptę działania tych tworów. Oba wspomniane obszary badawcze – ekonomię społeczną i resocjalizację - poddano w ciągu ostatnich 10 lat procesom dynamicznych zmian, zarówno w kwestii samego ich funkcjonowania jak i w kwestiach legislacyjnych, co może stanowić pozytywne rokowania na nadchodzące lata dla placówek jak i podmiotów ES.
Pomysł powstania spółdzielni socjalnej przy zakładzie poprawczym również można ocenić jako wynik wspomnianych przemian. Do roku 2010 bowiem przy warsztatach szkolnych zakładów poprawczych lub w ich ramach działały gospodarstwa pomocnicze typu 03. Nowa ustawa finansowa wprowadzona w roku 2009 nakazywała zamknięcie tych tworów do końca 2010 roku. Zmiany, jakie nastąpiły w związku z powyższym, wymusiły na pracownikach warsztatów szkolnych zmniejszenie produkcji różnorodnych przedmiotów czy wykonywanych usług w ramach praktycznej nauki zawodu. Pieniądze na ten cel po 2010 roku musiały być zabezpieczane i pobierane ze ściśle określonego budżetu zakładu – na przykład pozyskiwane z tej samej puli, co finanse na remonty konkretnej placówki, a nie, jak to bywało w latach poprzednich, z dochodów gospodarstwa pomocniczego. Przypuszczalnie zamknięcie gospodarstw zaczerpnięto z idei, iż w większości z nich przy różnych tworach – nie tylko zakładach poprawczych ale i aresztach śledczych czy instytucjach samorządowych - nie przynosiło oczekiwanych dochodów, więc nie warto było łożyć na ich utrzymanie. Nie przynosiły one jednak w większości też strat, a pozyskiwane fundusze w odniesieniu do placówek resocjalizacji nieletnich stwarzały możliwość systematycznej pracy z nimi. Gospodarstwa pomocnicze dzięki realizowanym zamówieniom, przez które miały wyznaczane terminy, wydatki, koszty itp. narzucały wychowankom dyscyplinę, jak panuje w przyszłych rzeczywistych miejscach pracy. Zamykając gospodarstwa zamknięto również możliwość praktyki w warunkach zbliżonych do rzeczywistych.
Ekonomia społeczna Ekonomia resocjalizacji, czyli jaki sens mają spółdzielnie przy poprawczakach
Wykorzystanie spółdzielni socjalnych osób prawnych miało pozwolić na przywrócenie dawnej świetności warsztatów szkolnych przy zastosowaniu formy zbliżonej działaniem do gospodarstw pomocniczych. Ważnym aspektem był fakt, że spółdzielnia mogła być tworem finansowo niezależnym od zakładu, a jednak ze względu na założenie jej przez dwa podmioty prawne, z których jeden tworzyli pracownicy instytucji – osobowo była z nim związana. W przeciągu 3 lat „Herakles” zatrudnił na różnego rodzaju umowy ok. 50 wychowanków oraz 10 pracowników, pośredniczył w pracy wielu wychowanków. Realizował prace remontowo-budowlane w Domu Opieki Społecznej w Poznaniu, Ośrodku Hipoterapii Lajkonik w Poznaniu oraz pomocnicze przy pracach irygacyjnych i ziemnych pod instalacje elektryczne na terenie powiatu poznańskiego, rozbiórkach altan na terenach ROD, brukowaniu oraz remontowaniu pomieszczeń prywatnym zleceniodawcom. Zrealizowała projekt „Dom dla przyjaciela” z Funduszy Inicjatyw Obywatelskich, pozyskując środki w wysokości 22 tys. zł na budowę 50 bud dla psów ze schroniska, wywiązując się z zadania w terminie. Niestety, „Herakles” doświadczył również wielu negatywnych sytuacji. Należy porównać założenia, jakie były przez jej autora i twórców zakładane oraz rzeczywistość z jaką przyszło im się zmagać. Pozwoli to na uniknięcie podobnych błędów w innych placówkach oraz rozwinięcie podmiotu tak, by przynosił zamierzone efekty. Do głównych zamysłów pomysłodawcy oraz twórców spółdzielni należało: 1. Włączenie w proces tworzenia spółdzielni pracowników warsztatów szkolnych. Aby spółdzielnia funkcjonowała sprawnie, musi być prowadzona przez osoby rozumiejące cel jej istnienia, będące zaangażowane w jej rozwój, umiejące dopasować typ zleceń do zdolności i umiejętności wychowanków jak również sprawnie przeliczyć wydajność ich pracy na możliwość zebranych zleceń.
Włączenie w proces prowadzenia spółdzielni socjalnej pracowników warsztatów szkolnych zapewnia spółdzielni możliwość zatrudniania większej ilości wychowanków oraz przyjmowania większej ilości zleceń, a pracownikom warsztatów – ciągłość pracy zajmującej czas wychowanków. Należy pamiętać, że znaczna część wychowanków posiada sądowe lub zakładowe (wynikające z obowiązujących regulaminów wewnętrznych i przepisów) zakazy powodujące konieczności ich pozostawiania przez dłuższy czas w placówce bez możliwości jej opuszczania. Sprawne zorganizowanie czasu przynoszące dodatkowe korzyści materialne z wykonywanej pracy skutecznie odracza myśli o ucieczkach, oddaleniach i innych zachowaniach mających wpływ na poziom bezpieczeństwa w placówce. Ponadto zlecenia wykonywane wewnątrz placówki można wykonywać również w godzinach popołudniowych, co daje spółdzielni większe możliwości względem względem terminów zobowiązań, a także zachęcenie do pracy innych pracowników pod czujnym okiem kamer oraz strażników bez dodatkowego narażania się, o czym należy pamiętać przy przyjmowaniu zleceń zewnętrznych. Należy także zaznaczyć, iż specyfika pracy w zakładzie poprawczym każe uznać za produkt spółdzielni nie tylko wytworzone przez
nią dobra, ale wdrożonego do pracy nieletniego, który po opuszczeniu placówki podejmie się legalnej pracy zarobkowej. Kto lepiej wdroży ich do pracy, jak nie nauczyciel zawodu z wieloletnią praktyką i doświadczeniem? 2. Znalezienie produktu oraz stałych odbiorców przed rozpoczęciem działalności gospodarczej. Spółdzielnie posiadające produkt oraz stałą grupę odbiorców, zanim jeszcze rozpoczną swoją działalność na dobre, mają większe szanse na przetrwanie na rynku - niezależnie od kwoty otrzymanej dotacji, wsparcia pomostowego czy zaciągniętej pożyczki czy ich braku. Produkt, a co za nim idzie – nawet minimalny wpływ na konto spółdzielni pomaga pokryć bieżące opłaty za składki ubezpieczenia, podatki a nawet drobny sprzęt czy ubiór ochronny – jak również zawsze pozwala na zagospodarowanie czasu wychowanków przez ciągłą kontynuację produkcji. Bez stałego zlecenia praca staje się dorywcza, a w przypadku nieletnich w placówkach brak organizacji czasu pozostawia im moment na podejmowanie tych decyzji, które niejednokrotnie mają tragiczne skutki. 3. Przyjęcie spójnej formy rozliczania nieletnich i oszczędzania ich środków finansowych. Ponieważ w odróżnieniu od osadzonych wychowankowie opuszczający zakłady poprawcze nie otrzymują środków z funduszu post-penitencjarnego, ani konkretnego wsparcia ze strony instytucji – praca w spółdzielni ma zapewnić im możliwość oszczędzania pieniędzy na okres po wyjściu z placówki. Należy pamiętać, iż zakłady są jedynym środkiem poprawczym uznawanym przez Ustawę o Postępowaniu w Sprawach Nieletnich, w której można umieścić osoby w wieku 13-21 lat, o ile popełniły czyn zabroniony przed ukończeniem 17 roku życia. Ta rozbieżność sprawia, że wielu nieletnich poza życiem instytucjonalnym niewiele wie o życiu, a wychodzą jako dorośli ludzie często w wieku 20 lat. Jak przekonuje w jednym z wywiadów Jarosław Wypyszyński, specjalista ds. ekonomi
społecznej ze Stowarzyszenia Na Rzecz Spółdzielni Socjalnych z Poznania: proces resocjalizacji nie może być skuteczny w sytuacji, kiedy wychowankowie Zakładu opuszczając go pozbawieni środków finansowych na nowy start, obarczeni trudnymi do przełamania stereotypami, nie posiadają kapitału społecznego pozwalającego na zdobycie legalnej pracy przynoszące dochód1. Początkowym dla „Heraklesa" było założenie, iż 75% środków wpływa na konta wychowanków celem oszczędzania na ich przyszłość, zaś 25% mogą wydać na bieżące potrzeby. Pierwsza samodzielnie zarobiona wypłata miała być także przeznaczona na zakup odzieży, obuwia i innych przedmiotów użytku codziennego, które wychowanek chciał sobie kupić a nie zawsze było go stać. Praktyka jednak pokazuje, że ciężko to założenie zrealizować, kiedy zarówno konto jak i karta, na które odkładane są pieniądze nieletniego, należą w świetle prawa tylko do niego, a więc i przy wyjściu na przepustkę czy urlop należy mu je wydać, bo przetrzymywanie ich jest niezgodne z prawem. Znając przy tym słabości pensjonariuszy tych placówek oraz mając świadomość posiadania przez nich większej gotówki podczas pobytu poza nią, możemy jako wychowawcy jedynie przypuszczać, że nie wrócą oni na czas lub wcale przy takiej okazji, a ciężko zapracowana i uzbierana na koncie kwota nie będzie miała pewnie racji bytu po powrocie czy dowiezieniu do placówki. Dlatego w większości przypadków zarobione pieniądze były w całości przekazywane nieletniemu za pośrednictwem wychowawcy pełniącego dyżur i deponowane w kasetach grupowych, a od samego nieletniego zależało czy i jak zagospodaruje daną sumę – mając również na względzie panujące w placówce reguły i możliwości korzystania z zaplecza finansowego – trzeba było liczyć na dojrzałość wychowanka. Mimo tak przyjętych rozwiązań dzięki pracy w „Heraklesie” nieletni nie tylko pozyskiwali tak potrzebne doświadczenie zawodowe, postawy pracownicze i przedsiębiorcze, ale również zdobywali pierwsze legalne środki na nowy start w dorosłe życie.
1.	www.ekonomiaspoleczna.pl : M. Pokrywka: Spółdzielnie socjalne osób prawnych - dobre rozwiązanie na trudne czasy [dostęp: 02.02.2013]
2.	www.ekonomiaspoleczna. pl: Praca u podstaw Beata Szczucińska [dostęp 20.12.2012]
4. Wybranie odpowiedniego zakresu prac dostosowanego do typu placówki oraz możliwości spółdzielni pod względem wymagań sprzętowych. Punkt ten jest swoistym nawiązaniem do podejmowania współpracy i pracy w spółdzielni z pracownikami warsztatów szkolnych. Przez 3 lata „Herakles” podejmował się w większości zadań otwartych, które wymagały wyjścia z wychowankami na zewnątrz poza placówkę. Wymagało to od pracowników poświęcenia dodatkowego czasu poza pracą zawodową na wykonywanie zleceń, nierzadko zapewnienie transportu i specjalistycznego sprzętu, dodatkowych osób do pomocy jak i często rezygnacji z wielu propozycji z braku powyższych warunków. Ponadto brak środków na start wymuszał wykorzystywanie transportu bądź sprzętu należącego do placówki, co wiązało się zwyczajowo z nałożeniem dość dużej amortyzacji na wykorzystywane zasoby, powodując zmniejszenie efektywności finansowej i możliwości rozwoju spółdzielni. Niemniej jednak wykonywanie pojedynczych zleceń nakierowanych głównie na pracę z małą grupą wychowanków bardziej samodzielnych oraz na warsztatach, praca wolontariacka, udział w większych przedsięwzięciach społecznych pozwolił na zdobycie rozpoznawalności spółdzielni w środowisku lokalnym oraz otwartość przedsiębiorców na przyjmowanie nieletnich z zakładu do pracy poza instytucją, co jest sporym osiągnięciem dla tego typu instytucji.
5. Kreowanie pozytywnego wizerunku młodzieży pracującej. Wspomniane działania przełożyły się na zmianę postrzegania nieletnich z zakładu poprawczego przez społeczność lokalną. Za swoją pracę, zarówno w kwestiach rozwoju zawodowego wychowanków, społeczną jak i wolontariacką, „Herakles” został wyróżniony w 2012 r. nagrodą w konkursie „Kreowanie Jutra” Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Uchwycony w konkursie „Zwykły Bohater – kategoria inicjatywa” również stał się inspiracją dla wielu postronnych osób na założenie spółdzielni. Stał się tym samym rozwiązaniem wartym upowszechnienia. Potwierdzeniem tego może być również fakt, że praca jest skutecznym narzędziem zmian od lat. Organizacja owej formy edukacji stanowi w opinii osób pracujących w tych instytucjach jedną ze skutecznych metod resocjalizacji nieletnich w Polsce. Zdobycie kwalifikacji w toku przygotowania zawodowego nawet w zakładzie poprawczym przez nieletnich zwiększa znacznie ich szanse na znalezienie legalnej pracy po opuszczeniu placówki, a zapewnienie pracy w tym samym czasie w środowisku dla nich przyjaznym powinno im to już gwarantować. Zwiększa to także szanse na pełną reintegrację społeczną i zawodową wychowanka, a to chyba główny cel, jaki ma zakład wobec niego. Jak mówił w wywiadzie dla portalu www. ekonomiaspołeczna.pl Andrzej Zakrzewski – Dyrektor Zakładu Poprawczego w Studzieńcu: Praca gra w resocjalizacji rolę wiodącą. Pod jednym wszakże warunkiem: że otrzymuje się za nią wynagrodzenie. „Oni muszą poczuć smak tego pieniądza!”2.
Chrześcijańskie spółdzielnie socjalne ks. Jacek Dziel Każdy metodologicznie poprawny artykuł powinien zacząć się od zdefiniowania podstawowych pojęć. I tutaj pojawia się już zasadniczy problem wobec zaproponowanego tematu. Właściwie co to znaczy, że dana spółdzielnia jest chrześcijańska, a inna nie? ks. Jacek Dziel - mgr licencjat teologii i filozofii, absolwent podyplomowych studiów z organizacji pomocy społecznej, zarządzania i marketingu oraz public relations i zarządzania kryzysami, proboszcz Parafii pw. Nawiedzenia NMP i Kustosz Sanktuarium w Markowicach, Prezes Markowickiej Spółdzielni Socjalnej NAZARET.
Chciałbym więc spróbować opisać fenomen chrześcijańskich spółdzielni, co jest dla nich charakterystyczne i szczególnie właściwe, a pomijać będę raczej te elementy, które należą do istoty spółdzielni socjalnej jako takiej, chyba że nabierają one jakiegoś szczególnego wymiaru w kontekście Ewangelii. Charakter chrześcijański danej spółdzielni socjalnej wynika z tożsamości samych członków spółdzielni, zarówno osób fizycznych, jak i osób prawnych, którzy identyfikują się nie tylko z chrześcijańską hierarchią wartości, ale również przynależą do określonej wspólnoty chrześcijańskiej, np. Kościoła rzymskokatolickiego czy jednego z Kościołów protestanckich. Konsekwencją takiej deklaracji jest przede wszystkim wierność wyznawanym wartościom chrześcijańskim w całokształcie własnej działalności, zarówno w określaniu przedmiotu działalności gospodarczej, jak również w budowaniu relacji z klientem i wewnątrz spółdzielni (między członkami spółdzielni i pracownikami). Istnieją spółdzielnie socjalne osób fizycznych, które deklarują swoją wierność wartościom chrześcijańskim (np. Bydgoska SpółdzielniaSpółdzielnia Socjalna Usługowo-Handlowo-Produkcyjna w Byczynie, Chrześcijańska Spółdzielnia Socjalna „Nasz Domek” w Warszawie,
Wielobranżowa Spółdzielnia Socjalna „Arte” z Bielawy) oraz spółdzielnie socjalne osób prawnych, z których co najmniej jedna jest kościelną osobą prawną (np. Markowicka Spółdzielnia Socjalna NAZARET w Markowicach, Spółdzielnia Socjalna „Kto rano wstaje”, Spółdzielnia Socjalna „Pod jednym dachem” w Sierpcu) lub organizacją pozarządową o korzeniach chrześcijańskich (np. Spółdzielnia Socjalna „Opoka” w Kluczach). Spółdzielnie to szlachetne instytucje, które niosą w sobie ewangeliczne przesłanie. W czasach wielkich zmian i ekonomicznych zawirowań odgrywają dużą rolę w ewangelizacji społeczeństwa (p. Benedykt XVI, 10 grudnia 2011). Są nie tylko formą aktywnego zrzeszenia się czy zorganizowania miejsca pracy, ale przede wszystkim są świadectwem wobec świata, że praca i godność osoby idą ramię w ramię (p. Franciszek, 22 listopada 2013). Papież Franciszek nazwał spółdzielczość prawdziwą gospodarką promowaną przez ludzi, którzy chcą tylko dobra wspólnego (28 lutego 2015). Organizacja pracy w spółdzielni oparta jest na idei solidaryzmu społecznego. Nauka społeczna (Kościoła) nie toleruje sytuacji, w której zyski pozostają dla tego, który produkuje, a sprawy socjalne pozostawia się państwu oraz stowarzyszeniom pomocowym i wolontariatowi. Dlatego właśnie solidarność jest kluczowym słowem w nauce społecznej (p. Franciszek, 22 listopada 2013). Idea solidarności zakłada jednak zróżnicowanie osób w niej uczestniczących, a nie ich ujednolicenie. Papież Franciszek, w swoim przesłaniu do uczestników Festiwalu Nauki Społecznej
Ekonomia społeczna Chrześcijańskie spółdzielnie socjalne
Kościoła w Weronie, wskazał na istotę tego rozróżnienia: Chciałbym oddać ten tytuł za pośrednictwem pewnego obrazu: kula i wielościan. Kula może być wyobrażeniem ujednolicenia, pewnej formy globalizacji: jest gładka, bez krawędzi, jednakowa w każdej swej części. Wielościan ma formę podobną do kuli, ale składa się z wielu ścian. O ludzkości lubię myśleć jako o wielościanie, w którym różne formy, wyrażając siebie, stanowią elementy tworzące w różnorodności jedną rodzinę ludzką. I to właśnie jest prawdziwa globalizacja. Inna globalizacja, na podobieństwo kuli, jest ujednoliceniem (22 listopada 2013). W ten sposób jest on kontynuatorem myśli papieża Benedykta XVI, który dwa lata wcześniej w nawiązaniu do encykliki “Rerum novarum” papieża Leona XIII podkreślił, że nauczanie społeczne Kościoła od zawsze wspierało idee solidarności i pomocniczości w relacjach między istotą ludzką a państwem. Idee te pozwalają zachowywać równowagę pomiędzy ochroną praw osoby a wspieraniem dobra wspólnego w wysiłkach na rzecz rozwoju miejscowej gospodarki, która lepiej odpowiada potrzebom lokalnej zbiorowości. Papież podkreślił też znaczenie w płaszczyźnie etycznej wrażliwości na ideę solidarności przy zachowaniu słusznej autonomii człowieka, która ma znaczenie zarówno w świecie ekonomii, jak i finansów. Wydaje się, że trzeba również podkreślić, że omawiane spółdzielnie, kierując się wartościami chrześcijańskimi, starają się wykonywać swoje zadania jak najsumienniej i jak najlepiej ze względu na szczególną motywację, że wszystko co czynią, czynią dla Pana (por. Mt 25,31-46, Ef 6,5-8, Kol 3,22-24), stąd jakość ich wyrobów i usług powinna być najwyższa. Siłą chrześcijańskich spółdzielni jest ich specyficzna, zakorzeniona w doświadczeniu religijnym, motywacja. Owszem, nie godzi się podejmować takich zadań, które sprzeciwiają się nauce Ewangelii lub są moralnie wątpliwe. Istotne znaczenie ma więc tutaj sumienie i kierowanie się jego nauką.
Pojawianie się spółdzielni socjalnych, które bardzo wyraźnie utożsamiają się z chrześcijańską hierarchią wartości, implikuje potrzebę współpracy tychże podmiotów ekonomii społecznej. W roku 2014 zaistniała próba utworzenia porozumienia katolickich spółdzielni socjalnych, których przedstawiciele spotkali się w Markowicach, aby nawiązać bezpośrednie kontakty pomiędzy uczestniczącymi podmiotami, wymienić doświadczenia. Uczestnicy zadeklarowali chęć podpisania wzajemnego porozumienia - Porozumienia Katolickich Spółdzielni Socjalnych. Porozumienie ma stać się płaszczyzną współpracy pomiędzy jego sygnatariuszami. Obecnie przygotowywana jest treść deklaracji porozumienia, która po akceptacji poszczególnych podmiotów, zostanie przez nie podpisana. Powstawanie chrześcijańskich spółdzielni socjalnych jest faktem i to bardzo cieszy. Jest ono nawiązaniem również do tradycji społecznej działalności Kościoła, zwłaszcza na terenach zachodnich znajdujących się pod zaborem pruskim, żeby wspomnieć tylko ks. Piotra Wawrzyniaka. W tym kontekście ze szczególną mocą brzmią słowa papieża Benedykta XVI: Powinnością chrześcijan jest, by wspierali każdą inicjatywę, która może animować gospodarkę działającą w oparciu o logikę wspólnoty i braterstwa (10 grudnia 2011). Pozostaje więc tylko oczekiwać, że spółdzielni o takim charakterze będzie powstawać coraz więcej i będą one dumą całego ruchu spółdzielczego.
Klauzule społeczne Tomasz Schimanek
Tomasz Schimanek - polityk społeczny, działacz organizacji pozarządowych, ekspert Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce i Instytutu Spraw Publicznych, specjalista ds. ekonomii społecznej, od ponad 5 lat działający na rzecz popularyzacji klauzul społecznych w zamówieniach publicznych.
Klauzule społeczne w zamówieniach publicznych to rozwiązanie, które umożliwia osiąganie dodatkowych korzyści społecznych przy realizacji zamówień publicznych.
zamówień oraz specjalne preferencje dla podmiotów zatrudniających osoby niepełnosprawne.
To jeden z istotnych elementów podejścia, które można nazwać społecznie odpowiedzialnym zlecaniem zadań publicznych. Podejście to opisane zostało przeze mnie szerzej w książce „Społecznie odpowiedzialne zlecanie zadań publicznych czyli kompleksowe podejście uwzględniające aspekty społeczne” wydanej przez Fundację Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych w ubiegłym roku. Umożliwia ono instytucjom publicznym, nie tylko w ramach zamówień publicznych, ale także przy zlecaniu zadań w innych trybach i formach, maksymalizować dodatkowe korzyści społeczne wynikające z realizacji tych zadań przez podmioty spoza sektora finansów publicznych.
Po pięciu latach te dwa rozwiązania zdecydowała się przyjąć Polska. One właśnie potocznie nazywane są klauzulami społecznymi. W 2009 roku wprowadzono je do ustawy Prawo zamówień publicznych, wdrażając w ten sposób stosowne zapisy dyrektyw unijnych.
Komisja Europejska już kilkanaście lat temu zaczęła promować z kolei podejście określane mianem społecznie odpowiedzialnych zamówień publicznych. Oznacza ono zamówienia publiczne, w ramach których bierze się pod uwagę istotne kwestie społeczne, na przykład możliwości zatrudnienia, godną pracę, zgodność z prawami społecznymi i z prawem do pracy, integrację społeczną osób wykluczonych czy też równość szans. Stosowanie tego podejścia zwiększać może skuteczność polityki społecznej na poziomie Unii i w krajach członkowskich. Dlatego też w 2004 roku Unia Europejska przyjęła nowe dyrektywy dotyczące zamówień publicznych, które pozwalały zamawiającym w różnych formach uwzględniać aspekty społeczne przy udzielaniu zamówień publicznych. Wśród tych rozwiązań znalazły się również dwa rozwiązania, które pozwalały uwzględnić zatrudnienie osób wykluczonych społecznie przy realizacji
Klauzule w Prawie zamówień publicznych
Pierwsza klauzula, zwana zatrudnieniową, daje zamawiającemu możliwość nałożenia na wykonawcę zamówienia obowiązku zatrudnienia przy jego realizacji osób należących do grup zagrożonych wykluczeniem społecznym:
bezrobotnych, młodocianych w celu przygotowania zawodowego, osób niepełnosprawnych, bezdomnych realizujących indywidualny program wychodzenia z bezdomności, uzależnionych po zakończeniu programu psychoterapii w zakładzie lecznictwa odwykowego, chorych psychicznie, zwalnianych z zakładów karnych, mających trudności w integracji ze środowiskiem, uchodźców realizujących indywidualny program integracji.
Została ona dodatkowo wzmocniona poprzez nowelizację ustawy Prawo zamówień publicznych z sierpnia 2014 roku. Dodano wtedy w art. 29, ust. 4 zapis umożliwiający zamawiającemu postawienie warunku zatrudnienia na podstawie umowy o pracę przez wykonawcę lub podwykonawcę osób wykonujących czynności w trakcie realizacji zamówienia
Ekonomia społeczna Klauzule społeczne - niespełnione nadzieje?
niespełnione nadzieje? na roboty budowlane lub usługi, jeżeli jest to uzasadnione przedmiotem lub charakterem tych czynności.
podmiotów, które nie tylko zatrudniają osoby niepełnosprawne, ale także prowadzą ich rehabilitację zawodową, zdrowotną i społeczną.
Klauzula zapisana została w art. 29, ust. 4 Prawa zamówień publicznych. Artykuł ten zawiera także inną klauzulę, zwaną propracowniczą. Dawała ona zamawiającemu możliwość nałożenia na wykonawcę zamówienia obowiązku utworzenia funduszu szkoleniowego przeznaczonego na finansowanie lub współfinansowanie kosztów kształcenia ustawicznego pracowników i pracodawców, na który wpłaty pracodawcy będą nie mniejsze niż 1% funduszu płac (z mocy prawa to tylko 0,25%) lub, jeżeli pracodawca taki fundusz już ma, to zwiększenia wpłat do poziomu 1% funduszu płac. Piszę o tej klauzuli w czasie przeszłym, gdyż w maju 2014 roku weszła w życie nowelizacja Ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która zniosła możliwość tworzenia przez pracodawcę funduszu szkoleniowego, zastępując ją instrumentem dofinansowania szkoleń dla pracodawców i pracowników z Krajowego Funduszu Szkoleniowego. Zatem klauzula propracownicza stała się bezprzedmiotowa.
Potencjalne korzyści ze stosowania klauzul społecznych
Druga funkcjonująca klauzula, to tak zwana klauzula zastrzeżona. Zgodnie z art. 22, ust. 2 Prawa zamówień publicznych zamawiający może ograniczyć udział w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego wyłącznie do wykonawców, u których ponad 50% zatrudnionych pracowników stanowią osoby niepełnosprawne w rozumieniu przepisów o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych lub właściwych przepisów państw członkowskich Unii Europejskiej lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego. To bardzo radykalne rozwiązanie przewidziane w dyrektywach unijnych uzasadnione szczególnym znaczeniem
Podstawowa korzyść ze stosowania klauzul społecznych to zwiększenie efektywności wykorzystania publicznych pieniędzy poprzez łączenie zakupów towarów, usług czy robót budowlanych, których zamawiający i tak musi dokonać, z osiąganiem dodatkowych korzyści społecznych. Potocznie można określić to możliwością upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. Korzyści społeczne dotyczą zatrudnienia osób, które mają utrudniony dostęp do rynku pracy. Często przekładają się one na wymierne korzyści dla zamawiającego. Jeżeli wykonawca zatrudnia osoby korzystające z zasiłków z pomocy społecznej, to gmina na przykład może zaoszczędzić pieniądze, których tym osobom nie musi wypłacać, bo podjęły zatrudnienie. Inne pożytki ze stosowania klauzul społecznych to stymulowanie i podtrzymywanie zatrudnienia tych osób zagrożonych wykluczeniem zawodowym i społecznym, wyrównywanie ich szans na rynku pracy i promowanie wśród pracodawców idei równości szans oraz integracji zawodowej. Klauzule to ważny, uzupełniający instrument polityki społecznej na poziomie państwa, regionu, powiatu czy gminy. Ich stosowanie może wzmocnić działania służące aktywizacji zawodowej i zatrudnieniu bezrobotnych czy niepełnosprawnych podejmowane przez publiczne i niepubliczne instytucje rynku pracy. Z punktu widzenia zamawiającego klauzule mogą być także sposobem na budowanie przyjaznego wizerunku, a w przypadku,
gdy dotyczą zatrudnienia osób niepełnosprawnych, również powodować zmniejszenie jego wpłat na PFRON.
Oczywiście stosowanie klauzul społecznych jest elementem dodatkowym zamówienia publicznego, a jego głównym celem jest zawsze skuteczna, efektywna, terminowa i rzetelna przedmiotu zamówienia. Nadzieje ekonomii społecznej Klauzule społeczne miały być także sposobem na ułatwienie dostępu do zamówień publicznych dla podmiotów ekonomii społecznej, które zatrudniają osoby zagrożone wykluczeniem społecznym. Większość z nich miała i ma nadal niewielkie doświadczenia w ubieganiu się o zamówienia publiczne, stosowanie klauzul społecznych miało to zmienić. Te intencje potwierdza choćby fakt, że klauzula zatrudnieniowa została wprowadzona poprzez zmianę ustawy Prawo zamówień publicznych wprowadzone ustawą o zmianie ustawy o spółdzielniach socjalnych, co potwierdza upatrywanie w niej korzyści dla ekonomii społecznej. Inny dowód to wprowadzenie przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, jako Instytucję Zarządzającą Programem Operacyjnym Kapitał Ludzki, w działaniu 7.2.1 tego Programu „Aktywizacja zawodowa i społeczna osób zagrożonych wykluczeniem społecznym” możliwości wyboru podwykonawcy z zastosowaniem wspomnianych klauzul społecznych. Popularyzacja klauzul społecznych dokonała się w dużej mierze za sprawą środowisk związanych z ekonomią społeczną, które promowały je jako instrument wsparcia podmiotów ekonomii społecznej. Stopniowo temat klauzul społecznych zaczął się także pojawiać w działaniach Urzędu Zamówień Publicznych (UZP), który organizował konferencje i szkolenia poświęcone społeczne odpowiedzialnym zamówieniom publicznym, włączył się także w działania podejmowane przez środowiska ekonomii społecznej.
W 2014 roku UZP opracował podręcznik dotyczący aspektów społecznych w zamówieniach publicznych, w dużej mierze poświęcony klauzulom społecznym. Upowszechnianie klauzul społecznych przewidziano również w Krajowym Programie Rozwoju Ekonomii Społecznej, a także w wielu regionalnych planach rozwoju ekonomii społecznej. Miało być lepiej, a wyszło jak zwykle Rzeczywistość nie spełniła do końca tych nadziei. Przede wszystkim skala stosowania klauzul społecznych jest nadal niewielka. Początkowo był to zupełny margines, obecnie, dzięki działaniom środowisk ekonomii społecznej, Urzędu Zamówień Publicznych, a przede wszystkim szeroko zakrojonym szkoleniom realizowanym przez Fundusz Współpracy w 2014 roku, w ramach projektu systemowego Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej „Zintegrowany system wsparcia ekonomii społecznej”, jest coraz więcej zamawiających wykorzystujących klauzule społeczne, ale nadal nie jest to powszechne. Cieszy, że są tacy zamawiający, którzy zastosowali już klauzule w kilkunastu postępowaniach, co dowodzi ich użyteczności, ale generalnie liczba tych, którzy stosują klauzule, według moich szacunków, to nie więcej niż tysiąc, czyli mniej niż 3% wszystkich zamawiających. Powodów tego jest co najmniej kilka. Najważniejszy to obawy zamawiających przed wprowadzaniem, wciąż dla większości z nich, nowych rozwiązań niemających nadal powszechnego charakteru. Obawy te wiążą się z jednej strony z możliwością zakwestionowania sposobu zastosowania klauzul przez służby kontrolne, z drugiej przez uczestników postępowań. Ustawa zawiera bowiem jedynie ogólne zapisy, a wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach, czyli w tym, jak klauzule zostaną zapisane w dokumentacji postępowania. Te obawy mają coraz mniejsze znaczenie dzięki pojawieniu się wspomnianego podręcznika UZP, czy też podręcznika stosowania klauzul
społecznych przygotowanego przez Instytut Spraw Publicznych, jednak wciąż pozostają, gdyż mają jeszcze inne przyczyny. Jedną z nich jest w wielu wypadkach dość słaba wiedza i doświadczenie osób, które zajmują się zamówieniami publicznymi, w szczególności w samorządach lokalnych. Jest to zresztą wiedza dość skomplikowana, którą trzeba stale uaktualniać w z związku ze zmianami prawa, a przede wszystkim jego nowymi interpretacjami. Niechęć do stosowania klauzul wynika także z obawy, że naruszy to dotychczasowy ład dotyczący zamówień publicznych, który wypracowały sobie te osoby i zatrudniające je instytucje. Z pewnością wiele osób w instytucjach publicznych nie dostrzega jeszcze w pełni korzyści, które rekompensowałyby potencjalne zagrożenia związane ze stosowaniem klauzul społecznych, czy też wysiłek, który trzeba włożyć, przynajmniej na początku, w ich wdrożenie. Potencjalne korzyści osłabia fakt, że na przykład przy klauzuli zatrudnieniowej nie ma gwarancji, że osoby zatrudnione przez wykonawcę na okres realizacji zamówienia nie zostaną zwolnione po jego zakończeniu. Drugi problem, w szczególności dla samorządów gminnych czy powiatowych, to lokalność zatrudnienia. Zupełnie zrozumiałe i oczywiste jest, że samorządy chciałyby, żeby osoby zatrudniane dzięki klauzulom były ich mieszkańcami, a nie gmin czy powiatów z drugiego końca Polski. Prawo nie pozwala jednak postawić takiego warunku przy klauzuli zatrudnieniowej, co studzi zapały wielu samorządowców do jej stosowania. A co z ekonomią społeczną? Trzeba uświadomić sobie, że Prawo zamówień publicznych nie daje możliwości adresowania klauzul do konkretnych podmiotów, np. spółdzielni socjalnych. Warunki określone w klauzulach mogą spełniać także podmioty rynkowe, nienależące do podmiotów ekonomii społecznej. Nawet w przypadku klauzuli
zastrzeżonej, obok spółdzielni socjalnych spełniających warunek zatrudnienia czy też zakładów aktywności zawodowej, o zamówienia mogą ubiegać się na przykład zakłady pracy chronionej. Nie mówiąc już o klauzuli zatrudnieniowej, której wymogi potencjalnie może spełnić każdy podmiot gospodarczy. Swojego czasu pojawiły się intencjonalne interpretacje klauzuli zatrudnieniowej, zgodnie z którymi warunek zatrudnienia osób bezrobotnych mógłby być spełniony na przykład przez spółdzielnie socjalne, które zatrudniają osoby bezrobotne, bowiem są one cały czas w procesie integracji zawodowej i społecznej, gdyż taki jest cel zatrudnienia w spółdzielni socjalnej. Przy takiej interpretacji klauzula zatrudnieniowa rzeczywiście ułatwiałaby dostęp podmiotów ekonomii społecznej do zamówień publicznych. Zwyciężyła jednak interpretacja literalna, zgodnie z którą wykonawca musi zatrudnić do realizacji zamówienia osoby mające formalny status bezrobotnego, a takiego nie mają osoby wcześniej zatrudnione. W praktyce klauzula zatrudnieniowa może więc utrudniać dostęp podmiotów ekonomii społecznej do zamówień publicznych, gdyż mają one ograniczone możliwości zatrudniania nowych osób do każdego realizowanego zamówienia publicznego. Duża część zamawiających wprowadzała klauzule społeczne z myślą o udzieleniu zamówień podmiotom ekonomii społecznej, również dlatego, że większość z nich jest silnie zakorzenia lokalnie. Samorząd, udzielając zamówienia takiemu podmiotowi, ma niemalże całkowitą gwarancję, nie tylko, że zatrudni on osoby z jego terenu, ale także, że pieniądze wydatkowane na realizację zamówienia pozostaną w danej gminie czy powiecie. Praktyka pokazała jednak, że nawet gdy intencją stosowania klauzul jest udzielenie zamówienia podmiotom ekonomii społecznej, postępowania wygrywają podmioty rynkowe. Przede wszystkim dlatego, że podmioty ekonomii społecznej przegrywają z nimi cenowo. Często okazuje się również, że nie potrafią przygotować dobrej oferty, gdyż nie mają
doświadczeń w ubieganiu się o zamówienia publiczne. Niekiedy też zdarza się, że podmioty ekonomii społecznej lekceważą konkurencję, traktując klauzule społeczne jako gwarancję pozyskania kontraktu. Wracając do ceny, to większość zamawiających jest bardzo przywiązana do tego kryterium wyboru wykonawcy, co po pierwsze wynika z kształtu prawa, po drugie z tego, że jest to proste, jednoznaczne kryterium, które nie budzi wątpliwości służb kontrolnych czy uczestników postępowania. Innymi słowy, jest to kryterium bardzo wygodne i bezpieczne dla zamawiającego. Preferowanie ceny jako jedynego lub głównego kryterium oceny ofert ogranicza stosowanie klauzul społecznych, ale także zmniejsza szanse podmiotów ekonomii społecznej w konkurencji z firmami rynkowymi. W październiku 2014 roku weszła w życie nowelizacja Prawa zamówień publicznych, zgodnie z którą zamawiający może zastosować cenę jako jedyne kryterium oceny ofert wyłącznie w przypadku przedmiotów zamówienia powszechnie dostępnych na rynku i o ustalonych standardach jakościowych, a w pozostałych przypadkach ma obowiązek stosowania dodatkowych kryteriów uwzględniających aspekty społeczne, jakościowe, warunki dostawy lub serwisu, itp. Według danych zebranych przez UZP, co prawda obowiązek jest stosowany, ale wydaje się, że zmawiający minimalizują ryzyko w tym względzie, stosując proste i „bezpieczne” kryteria dodatkowe, głównie termin lub czas realizacji dostawy oraz gwarancje realizacji zamówienia. Pojawił się przy tym kolejny problem. Otóż po wejściu w życie tej zmiany niektórzy zamawiający, w sposób jak się wydaje niebezzasadny, zaczęli jako dodatkowe kryterium wykorzystywać klauzulę zatrudnieniową, oceniając ofertę na przykład w zależności od liczby osób bezrobotnych, które deklaruje się zatrudnić wykonawca. Jednak przedstawiciele UZP – na razie co prawda nie ma oficjalnego stanowiska w tej sprawie – twierdzą, że to nie jest zgodne
z prawem, bowiem klauzula zatrudnieniowa to warunek dotyczący opisu przedmiotu zamówienia, a nie kryterium oceny ofert. Generalnie więc można powiedzieć, że wprowadzenie dodatkowych kryteriów oceny ofert niewiele zmieni, jeśli chodzi o sytuację podmiotów ekonomii społecznej. Czy i jak można to zmienić? Podstawowe wyzwanie to upowszechnienie stosowania klauzul społecznych, które niezależnie od kontekstu ekonomii społecznej przynoszą pożytki społeczne, przede wszystkim kreują i podtrzymują zatrudnienie osób zagrożonych społecznym wykluczeniem. W sytuacji, w której nie tak jak teraz 3%, a na przykład połowa zamawiających stosowałaby klauzule społeczne, wiele obaw, o których pisałem wyżej, z pewnością by zniknęła. Żeby dojść do takiej liczby, oczywiście trzeba jeszcze intensywniej niż teraz upowszechniać wiedzę i doświadczenia dotyczące stosowania klauzul społecznych, w tym przede wszystkim dobre przykłady ich stosowania. Zamawiający mogą także wprowadzać zalecenia dotyczące stosowania klauzul społecznych przy udzielaniu zamówień publicznych, a nawet pójść dalej, czyli wprowadzić obowiązek stosowania klauzul społecznych z możliwością odstąpienia od niego z odpowiednim uzasadnieniem. Takie rozwiązanie wprowadziła m.in. Częstochowa, która zastosowała klauzule już w kilkudziesięciu postępowaniach, do przyjęcia podobnego przymierza się także Warszawa. Pomimo tych niekorzystnych dla podmiotów ekonomii społecznej uwarunkowań, można jednak wykorzystywać klauzule społeczne, aby ułatwić im dostęp do zamówień publicznych. Wskazują na to istniejące przykłady tych zamawiających, którzy starannie dostosowali postępowanie do możliwości podmiotów ekonomii społecznej, na przykład Brzeziny, wspomniana Częstochowa czy Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej w Krakowie. A więc przede wszystkim zastosowali klauzule w postępowaniach dotyczących
takich usług czy dostawy takich towarów, które oferują podmioty ekonomii społecznej. Zakres zamówienia i jego skala także muszą być dostosowane do możliwości podmiotów ekonomii społecznej. Bardzo dobrym sposobem ułatwiania dostępu do zamówień publicznych podmiotom ekonomii społecznej jest stosowanie klauzul społecznych w zamówieniach o wartości do 30 tysięcy euro. Są one prostsze do przeprowadzenia, zarówno dla zamawiającego, jak i dla podmiotu ekonomii społecznej, co więcej zasady udzielania tego typu zamówień określają regulaminy określane przez samych zamawiających. Część z nich wprowadziła już w nich zapisy dotyczące stosowania klauzul społecznych. Warto także pamiętać o wykorzystywaniu z myślą o podmiotach ekonomii społecznej zlecania tak zwanych usług niepriorytetowych, czyli na przykład usług sprzątania budynków i zarządzania mieniem, usług w zakresie odprowadzania ścieków i wywozu nieczystości, usług hotelarskich i restauracyjnych, usług edukacyjnych i szkoleniowych, usługi społecznych i zdrowotnych czy usług kulturalnych i sportowych. Po pierwsze, w przypadku zlecania tego typu usług zamawiający może zastosować uproszczone, niekonkurencyjne formy zamówień publicznych, to znaczy zamówienie z wolnej ręki oraz nowy tryb, wprowadzony nowelizacją Prawa zamówień publicznych w październiku 2014 roku. W jego ramach, jeżeli zamawiający zleca usługi niepriorytetowe o wartości nieprzekraczającej progów unijnych, może sam określić szczegóły procedury ubiegania się o zamówienie. Procedura określona przez zamawiającego musi być jednak zgodna z podstawowymi zasadami udzielania zamówień publicznych, czyli zasadą przejrzystości, obiektywizmu i niedyskryminacji. Po drugie, zlecając usługi niepriorytetowe, zamawiający może uwzględnić przy wyborze wykonawcy także jego właściwości,
co generalnie jest zakazane przez prawo. Oznacza to, że zlecając usługi niepriorytetowe, zamawiający może wybierać wykonawcę na podstawie takich kryteriów, jak doświadczenie czy posiadany potencjał kadrowy. Nowe perspektywy dla podmiotów ekonomii społecznej? W lutym 2014 roku Unia Europejska przyjęła nowe dyrektywy dotyczące zamówień publicznych. W sposób istotny poszerzają one możliwości uwzględniania aspektów społecznych w zamówieniach publicznych. Z punktu widzenia podmiotów ekonomii społecznej najważniejszą zmianą jest poszerzenie zakresu stosowania klauzuli zastrzeżonej. Zgodnie z nią zamawiający będą mogli zastrzec prawo udziału w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego nie tylko, jak dotychczas, dla podmiotów zatrudniających osoby niepełnosprawne, ale także dla wykonawców, których głównym celem jest społeczna i zawodowa integracja osób niepełnosprawnych lub osób należących do grup zagrożonych wykluczeniem społecznym, albo też wykonawców mogących przewidzieć możliwość realizacji takich zamówień w ramach programów zatrudnienia chronionego, pod warunkiem, że co najmniej 30% osób zatrudnionych przez te podmioty lub w ramach tych programów będą stanowić pracownicy niepełnosprawni lub pracownicy z grup zagrożonych wykluczeniem społecznym. Poszerzałoby to zakres podmiotów, które mogłyby korzystać z tej klauzuli, a wtedy rzeczywiście byłby to instrument skierowany przede wszystkich do podmiotów ekonomii społecznej.
Nie ma jednak pewności, czy i w jakim kształcie będzie on dostępny w Polsce. To zależy od tego, co zostanie zapisane w nowelizacji Prawa zamówień publicznych, która wdrażać będzie nowe dyrektywy. Na jej przyjęcie Polska ma czas do kwietnia 2016 roku. Środowiska ekonomii społecznej zaoferowały Urzędowi Zamówień Publicznych współpracę w przygotowaniu tych zmian, jednak na razie Urząd Zamówień Publicznych samodzielnie przygotowuje założenia nowelizacji. Należy mieć nadzieję, że będzie możliwość otwartych konsultacji tych założeń także ze środowiskami ekonomii społecznej i że wspomniane zmiany uwzględnione zostaną w polskim prawie. Drugą kwestią z tym związaną jest uchwalenie ustawy o przedsiębiorstwie społecznym i przedsiębiorczości społecznej, która wypracowywana była przez ponad 6 lat we współpracy środowisk ekonomii społecznej z Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej. Projekt ustawy przewiduje uzyskiwanie statusu przedsiębiorstwa społecznego. Gdyby kryteria nowej klauzuli zastrzeżonej zastosować jako kryteria (niekonieczne jedyne) uzyskiwania statusu przedsiębiorstwa społecznego, to znacznie ułatwiłoby to jej stosowanie, bowiem zamawiający nie musiałby samodzielnie weryfikować spełniania kryteriów określonych klauzulą, a jedynie potwierdzałby posiadanie przez uczestnika postępowania statusu przedsiębiorstwa społecznego.
Partycypacja Partycypacyjność czy anarchizacja? O „koszmarze partycypacji” słów kilka
Partycypacyjność czy anarchizacja? O „koszmarze partycypacji” słów kilka Jarema Piekutowski Od kilku lat słowo „partycypacja” odmieniane jest w środowisku samorządów przez wszystkie przypadki.
Zaczęło się kilkanaście lat temu od „partnerstw” i „dialogu”, ograniczonego wtedy głównie do spraw pracowniczych. Po pewnym czasie znów na powierzchnię publicznego dyskursu wynurzyły się „konsultacje” (słowo używane wszak w czasach poprzedniego ustroju, choć pozbawione swego realnego znaczenia). Dziś coraz częściej mówimy o partycypacji rozumianej jako współuczestnictwo w rządzeniu. Jak grzyby po deszczu powstają budżety partycypacyjne, tworzy się miejsca do debaty, włącza się mieszkańców w podejmowanie decyzji. Karierę zrobiło sprowadzone z USA słowo „deliberacja”, które w założeniu miało oznaczać wspólne, przemyślane i planowe rozważanie problemów i znajdowanie rozwiązań – jednak poznański sondaż deliberatywny dotyczący kwestii miejskiego stadionu, wzbudził tyle pozytywnych, co negatywnych emocji. W procesie doradzania samorządom w zakresie współpracy z organizacjami pozarządowymi regularnie spotykam się z wątpliwościami ze strony tych ostatnich. Czy aby na pewno głos NGO będzie się liczył? Czy tak naprawdę owe działania partycypacyjne nie są tylko przykrywką dla działań władzy? Na te wszystkie problemy zwraca uwagę Markus Miessen, niemiecki architekt dzielący swój czas między Berlinem a Londynem. „Koszmar partycypacji”, opublikowany przez warszawskie wydawnictwo Bęc Zmiana, to pozycja niełatwa i budząca
trudne emocje zwłaszcza wśród tych czytelników, którzy są zaangażowani osobiście w procesy partycypacyjne. Należę do tych czytelników, więc tym cenniejsza nauka płynie dla mnie z książki Miessena. Główna teza autora odnosi się do realnych sposobów wykorzystywania partycypacji. Wskazuje on, że to, co dziś nazywamy partycypacją, bardzo często jest niezwykle odległe od wzniosłych, ideologicznych założeń. Konsultacje i budżety obywatelskie, które pierwotnie miały służyć wzmacnianiu obywateli i ich mocy decyzyjnej w rzeczywistości często stają się swoim przeciwieństwem – służą de facto do legitymizacji poczynań władzy. Przykład budżetu partycypacyjnego jest tu szczególnie istotny. Może on zostać wdrożony w taki sposób, że władza daje mieszkańcom do dyspozycji 1% posiadanych środków, oferując im jedynie iluzję sprawczości. Jednocześnie ta iluzja odwodzi ich od zastanawiania się nad tym, na co wydane zostanie pozostałe 99% - od ewentualnych protestów i konfliktów. Budżet taki staje się po prostu jeszcze jednym plebiscytem, nie zaś miejscem realnej dyskusji nad kształtem miejscowości. Innym przykładem jest referendum, które zdaniem Miessena jest doskonałym narzędziem do przerzucania odpowiedzialności za niepopularne decyzje na mieszkańców. Podobnie różnego rodzaju konsultacje społeczne, zwłaszcza przeprowadzane w małych grupach, nie muszą odzwierciedlać vox populi – a jednocześnie są doskonałą okazją, by władza mogła zakomunikować mieszkańcom: „Chcieliście tego sami”.
Miessen nie jest przeciwnikiem partycypacji jako takiej. Przeciwnie, idea jest mu bardzo bliska, i właśnie dlatego tak bardzo akcentuje on sytuacje, w których partycypacja przeradza się w koszmar dla mieszkańców. Z tego koszmaru trzeba się obudzić. Ale jak? Konsensus – tym bardziej, że często jest pozorny – nie zawsze stanowi najlepszą drogę do wspólnego planowania przestrzeni publicznej. Choćby dlatego, że większość nie zawsze ma rację. Ujęcie „większościowe” zawsze będzie stało w sprzeczności z ujęciem naprawdę krytycznym. Dlatego Miessen pisze: „Jeśli partycypacja ma być produktywna, to jedynym sposobem jest wtargnięcie na takie obszary dyskusji, obszary miejskie albo instytucjonalne, gdzie niekoniecznie było się zaproszonym lub gdzie o partycypację wcale nie proszono”. Niemiecki architekt nie wskazuje raczej dróg dla strony rządzącej, lecz dla działaczy społecznych. Zmiana może dokonać się dzięki jednostce, która będzie w stanie „wedrzeć się” – w niemal anarchizujący sposób – w proces planowania, wejść w otwarty konflikt z osobami decyzyjnymi i ten konflikt wygrać, przekonując kluczowych aktorów do swojej wersji rozwiązania. Tę jednostkę Miessen nazywa „outsiderem”. Tylko outsider jest zdolny z zewnątrz, dzięki krytycznemu, niezależnemu myśleniu, zdemontować system lub podłożyć bombę pod fundamenty pozornego porozumienia. Czy jednak nasz system nie jest do tego stopnia domknięty, że krytyczny outsider nie ma szans powodzenia? Czy faktycznie partycypacja musi stać się koszmarem? Pytania pozostają otwarte...
Korzyści ze współpracy Wywiad z Wojciechem Spychałą Wydawałoby się, że dziś już nie trzeba zachęcać organizacji pozarządowych do tego, by wchodziły w kooperację i wiązały się w sieci. A jednak część z nich dalej pozostaje nieprzekonana. O korzyściach z sieciowania NGO z Wojciechem Spychałą, prezesem Zachodniopomorskiej Federacji Pozarządowej, rozmawia Robert Jurszo. Wojciech Spychała – politolog, prezes stowarzyszenia Polites i Zachodniopomorskiej Federacji Pozarządowej, koordynuje różnorodne programy i projekty służące wspieraniu rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.
Robert Jurszo: Dlaczego organizacje pozarządowe powinny się sieciować? Wojciech Spychała: Razem można więcej. To najprostsza odpowiedź. Dzięki sieciowaniu organizacje mogą wielokrotnie zwiększyć swoją siłę i możliwość oddziaływania na otoczenie. RJ: Zachodniopomorska Fundacja Pozarządowa, która powstała kilka miesięcy temu, to przykład sieci NGO. Co przez ten czas udało się jej zrobić? WS: Federacja działa zaledwie 6 miesięcy, ale już teraz jej członkowie czerpią korzyści z jej istnienia. Pierwszą jest swobodny dostęp każdej zrzeszonej organizacji pozarządowej do informacji o tym, co robią inne NGO. Poza tym Federacja prowadzi aktualnie działania prezentujące dobre praktyki w zakresie współpracy samorządów z NGO. Obejmują one również prezentacje i konsultowanie aktów prawnych wspierających kooperację między pierwszym a trzecim sektorem. Członkowie federacji dzielą się swoimi doświadczeniami, dzięki czemu mogą one być przydatne dla samorządów innych województw. RJ: Jakie główne bariery pojawiają się podczas sieciowania NGO? WS: Barierą w tworzeniu sieci są składki członkowskie, ponieważ nie każda organizacja może sobie pozwolić na ich płacenie. W federacji ominęliśmy ten problem – u nas takich składek nie ma. Dzięki temu już prawie 70 organizacji dołączyło do federacji.
Ale czasem bariery są w głowach członków organizacji pozarządowych. Mają zwykle jakieś obawy związane z wejściem do sieci. Brakuje im zaufania, bo nie wiedzą, jak to będzie wyglądało. Czasem traktują też inne organizacje jako konkurentów o środki, więc nie za bardzo wyobrażają sobie, jak mogłyby z nimi współpracować. Całe szczęście, coraz więcej NGO zauważa, że gdy łączą siły, to mają szansę na zwycięstwo w konkursach o granty. Zaczynają rozumieć, że to zdecydowanie lepsze rozwiązanie, niż gdyby - w wyniku konkurencji - tylko jedna z nich dostała dofinansowanie, lub nie otrzymała go żadna z nich. Szukanie możliwości łączenia potencjałów to przyszłość sektora organizacji pozarządowych. RJ: Jakie zagrożenia stoją przed tym procesem? WS: Więcej organizacji działających wspólnie to więcej głosów i punktów widzenia. Trzeba być bardzo dobrze przygotowanym do takiej współpracy. Trzeba umieć ten proces facylitować. Wreszcie, trzeba zdobyć się na to, by na współpracę patrzeć nie tylko z perspektywy korzyści własnej organizacji. Trzeba więc wznieść się poza swój jednostkowy punkt widzenia. A to nie zawsze jest łatwe. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że czasem partnerstwa upadają, bo ludzie przestają się dogadywać. Niekiedy błahe powody sprawiają, że rozpadają się bardzo dobre i ciekawe inicjatywy. To zagrożenie, przed którym stoi również federacja i musimy je traktować poważnie. Musimy również znaleźć sposób finansowania zrzeszonych podmiotów. I to najlepiej taki, który będzie je uniezależniał od środków publicznych. Jeśli nie zerwie się z tym uzależnieniem, to organizacje nie będą mogły mówić silnym zjednoczonym głosem. Będą więc pozbawione możności artykułowania w sposób wolny i niezależny swoich poglądów.
Partycypacja Rewolucja w słupskiej informacji turystycznej
Rewolucja w słupskiej informacji turystycznej Grażyna Bolewska Słupską informację turystyczną poprowadzi organizacja pozarządowa. Miasto przyjęło zupełnie nową procedurę zlecenia zadania publicznego, a prezydent Robert Biedroń zapowiada: To dopiero początek. Grażyna Bolewska - koordynatorka projektu "Od partnerstwa do kooperacji" z Centrum Inicjatyw Obywatelskich w Słupsku.
Organizacje pozarządowe powstają w odpowiedzi na konkretne problemy lokalnych społeczności, a dzięki praktyce stają się ekspertami w swoich dziedzinach. Natomiast nawet najlepiej działający urząd ma pewne bariery wynikające z procedur i ograniczonych zasobów. Dlatego najlepszą drogą do poprawy życia mieszkańców jest współpraca trzeciego sektora oraz instytucji. Warto przekonywać samorządy, by przekazywały część swoich zadań organizacjom pozarządowym oraz by robiły to mądrze. Dobrą praktyką może pochwalić się Słupsk. Można inaczej Słupska informacja turystyczna przez ostatnie kilka lat przechodziła różne zmiany. Najpierw prowadzona była jako jednostka budżetowa miasta, trzy lata temu zadanie powierzono specjalnie utworzonej miejskiej spółce promocyjnej. Prowadzenie informacji turystycznej było jednym z zadań spółki, choć stanowiło istotny element jej budżetu. Co roku Słupsk przekazywał spółce na prowadzenie CIT niemal 600 tys. zł. W 2013 roku radni miejscy podjęli decyzję o likwidacji spółki. Jednak ówczesny prezydent nie wykonał uchwały. Jednym z argumentów za likwidacją były m.in. wysokie koszty prowadzonej działalności, niejasne rozliczenia między miastem i spółką i różne wizje dotyczące sposobu działania firmy.
Pod koniec 2014 roku nowy prezydent miasta Robert Biedroń przy wsparciu radnych podjął decyzję o likwidacji spółki i przekazaniu informacji turystycznej organizacjom pozarządowym. - Samorząd nie musi być skazany na samotne zarządzanie sprawami lokalnymi - ma przecież partnerów w postaci organizacji pozarządowych. To idea, która przyświeca mi od początku urzędowania. Sam wywodzę się ze świata organizacji i wiem, jak wiele mogą one zrobić dobrego, będąc partnerami władz lokalnych – mówi prezydent Robert Biedroń. Przygotowania do zmiany W celu przekazania zadania powołano specjalny zespół składający się z urzędników, radnych, przedstawicieli organizacji pozarządowych i mediów, który przygotował pełną procedurę konkursową, wyznaczając warunki realizacji zadania oraz jego standardy. Postanowiono udostępnić organizacji atrakcyjny lokal w centrum miasta, który był dotychczasową siedzibą Centrum Informacji Turystycznej. Największą obawę osób przygotowujących procedurę była sprawa potencjalnego operatora – czy lokalne organizacje podejmą trud tego zadania, tym bardziej że ze względu na trudną sytuację budżetu miasta środki ograniczono niemal trzykrotnie. W opracowaniu dokumentacji i procedury zlecenia zadania wykorzystano m.in. doświadczenia usteckiej informacji turystycznej, która zlecona została w ramach Modelu Kontraktowania Usług Społecznych. Model w postaci interaktywnego kreatora
(www.zlecaniezadan.pl) pomaga przejść przez cały proces zlecania zadania, odpowiednio się do niego przygotować oraz obliczyć, czy przekazanie instytucji organizacji pozarządowej jest opłacalne finansowo i społecznie. Dzięki temu udało się uniknąć trudności i wprowadzić innowacyjne rozwiązania. Konkurs Ostatecznie do konkursu zgłosiło się pięć organizacji pozarządowych. Wprowadzona procedura konkursowa, oprócz wymaganego ustawowo otwartego konkursu ofert, przewidywała również obowiązek prezentacji założeń realizacji zadania przez konkurujące organizacje w obecności wszystkich oferentów. Było to novum w Słupsku, ale praktyka ta już zyskała wielu zwolenników. Dzięki temu proces podejmowania decyzji uznany został za bardzo przejrzysty. Słupski CIT do końca 2015 roku prowadzić będzie Lokalna Grupa Działania Partnerstwo Dorzecze Słupi, która przedstawiła zdaniem komisji i prezydenta najciekawszy pomysł na informację turystyczną, obejmujący stworzenie gry miejskiej. - Prowadzenie CIT w Słupsku przez organizację pozarządową to początek. Chciałbym, aby na partnerskich zasadach miasto współpracowało z kolejnymi organizacjami pozarządowymi. Więcej władzy w ręce mieszkańców! – podkreśla prezydent Robert Biedroń. O tym, jak działa nowa informacja turystyczna w Słupsku, może przekonać się każdy odwiedzający miasto – wystarczy przyjść do jej siedziby tuż przy słupskim ratuszu.
Kongres o zmianach Zlecanie zadań organizacjom pozarządowym zgodnie z Modelem Kontraktowania Usług Społecznych będzie tematem III Kongresu Współpracy Lokalnej, który odbędzie się 13-14 maja w Ustce. W ramach kongresu zaprezentowane zostaną wyniki testowania modelu oraz finalna wersja produktu wypracowanego w ramach innowacyjnego projektu „Od partnerstwa do kooperacji”. Kongres uzyskał specjalne wyróżnienie, którym jest „Patronat Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. 25-lecie Samorządności” oraz patronaty: Ministra Pracy i Polityki Społecznej, Ministra Edukacji Narodowej, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Związku Miast Polskich oraz Sieci SPLOT. Kongres otrzymał również patronat medialny portalu Ekonomia Społeczna, Kierunki Zmian, Portalu Samorządu Terytorialnego WSPÓLNOTA, Serwisu Samorządowego PAP oraz Portalu ngo.pl.
Partycypacja Wyzywają nas od liberałów
Wyzywają nas od liberałów Wywiad z Robertem Kaźmierczakiem Okazuje się, że odpowiedzią na przynajmniej niektóre problemy polskiej oświaty może być uspołecznianie szkół. Choć jest to proces niełatwy i budzący kontrowersje, to dotychczasowe doświadczenia pokazują, że warto to robić. Z Robertem Kaźmierczakiem, zastępcą burmistrza Jarocina, rozmawia Robert Jurszo. Robert Kaźmierczak – zastępca burmistrza Jarocina, politolog, dziennikarz, realizator wielu projektów społecznych, w tym „Spichlerza Polskiego Rocka”.
Robert Jurszo: Kiedy zaczęła się pańska przygoda z uspołecznianiem oświaty? Robert Kaźmierczak: Pod koniec 2002 roku, gdy zostałem zastępcą prezydenta Jarocina. Zauważyłem problem mało racjonalnego sposobu wydatkowania funduszy na gminny system oświatowy. Może nie dokładaliśmy wtedy, jako gmina, do ministerialnej subwencji oświatowej, ale uznaliśmy, że chcemy zmaksymalizować jakość usług edukacyjnych w Jarocinie i jednocześnie zracjonalizować lokalny system edukacyjny. RJ: A na czym ta nieracjonalność polegała? RK: Na przykład na tym, że w jednej szkole uczeń kosztował roczne, powiedzmy, 4 tys. zł a w innej 10 tys zł. W sytuacji gdy klasa jest mała, na przykład ośmioosobowa, to kosztuje ona więcej niż klasa trzydziestoosobowa. Wynika to ze sposobu naliczania subwencji oświatowej. A przecież to nie uczeń jest kosztem w szkole, ale raczej nauczyciel. Uznaliśmy więc, że musimy doprowadzić do sytuacji takiej, by pieniądze przekazywane przez rząd na funkcjonowanie placówek edukacyjnych wystarczały na bieżące funkcjonowanie. Natomiast to, co my, jako gmina, dokładamy do oświaty powinno być przede wszystkim inwestycją, na przykład w infrastrukturę lub dodatkowe programy nauczania.
RJ: Na czym polegało to uspołecznienie oświaty? RK: Zaproponowaliśmy mieszkańcom, by szkoły i przedszkola, do których chodzą ich dzieci, prowadziła nie jednostka samorządu terytorialnego, czyli gmina, ale organizacja pozarządowa składająca się z mieszkańców. Dzięki temu mogliby oni mieć wpływ na obsadę kadry pedagogicznej – od dyrektora po nauczycieli – a także na podział pieniędzy. I to się udało. Owszem, zdarzało się potem, że niektóre organizacje radziły sobie gorzej niż inne w prowadzeniu szkoły, ale większość doskonale dawała – i daje – sobie z tym radę. RJ: Ile szkół uspołeczniliście? RK: Ponad 50% przedszkoli i szkół podstawowych oraz gimnazjów w gminie prowadzonych przez organizacje pozarządowe. Reszta to placówki prowadzone przez jednostkę samorządu terytorialnego. W chwili obecnej jesteśmy na etapie przekształcania kolejnych 6 placówek: 4 przedszkoli publicznych, 1 szkoły podstawowej i 1 gimnazjum. RJ: Jak mieszkańcy odbierają te działania? RK: Jeszcze 2-3 miesiące temu rodzice, których dzieci uczęszczają do tych placówek, bardzo protestowali. Mówili, że przekształcamy dobre przedszkola. Obawiali się też zastąpienia bardzo dobrej kadry nauczycielami niedoświadczonymi. By wyjść naprzeciw tym obawom, zapisaliśmy w regulaminie konkursu, że opłata za dziecko w przedszkolu prowadzonym przez NGO nie może być wyższa niż opłata w przedszkolu gminnym. Zaznaczyliśmy również, że minimum 70% dawnej kadry powinno znaleźć zatrudnienie w przekształconych placówkach. Ponadto,
przeprowadziliśmy cykl konsultacji społecznych z rodzicami, podczas których poprosiliśmy ich o wskazanie życzeń, które później mogliśmy zamienić na kryteria oceny ofert. Zgłaszali różne propozycje, na przykład by przedszkola były czynne do godziny 18 a nie 17 i tym podobne. I udało nam się ich przekonać do idei. Rodzice zrozumieli, że jest to ruch w dobrym kierunku. Również z tego powodu, że daje im możliwość współdecydowania o tym, kto będzie uczył ich dzieci. RJ: A co myślą o tych zmianach nauczyciele? RK: Nie reagują na nie dobrze. Niekiedy protestują. RJ: Dlaczego? RK: Przede wszystkim z tego względu, że w przekształconych placówkach prawną podstawą ich zatrudnienia nie jest już karta nauczyciela, ale kodeks pracy. A to diametralnie zmienia ich pozycję zawodową. RJ: W jaki sposób? RK: Choćby w taki, że wreszcie umożliwia ich selekcję. Nauczyciel „na karcie” musi się bardziej starać. Trzeba sobie uświadomić, że karta nauczyciela jest ogromnym demotywatorem dla polskiego szkolnictwa, który negatywne się na nim odciska. Z kilku powodów. Po pierwsze, jeśli ktoś przystępuje do zawodu nauczyciela zaraz po studiach i 10 lat później zostaje nauczycielem mianowanym, to po tym czasie osiąga najwyższy pułap zarobków. Po drugie, karta nauczyciela narzuca stawki wynagrodzeń w zależności od stopnia awansu zawodowego. A przecież często jest tak, że nauczyciel kontraktowy jest znacznie lepszym nauczycielem niż dyplomowany, z 20- czy 30-letnim stażem. Po trzecie, nauczyciel zatrudniony na podstawie karty nauczyciela jest prawie nieusuwalny, niezależnie od tego, czy jest dobrym, czy złym nauczycielem. Rodzice – jeśli mają do danego nauczyciela jakieś zastrzeżenia – nie mogą nic zrobić. Karta nauczyciela jest więc „ochronką” dla słabych nauczycieli. To wszystko niszczy nauczycielskie morale, zniechęca do angażowania się w swoją pracę, podnoszenia kompetencji. Natomiast nasze rozwiązanie premiuje dobrych nauczycieli, niezależnie od stażu ich pracy.
RJ: Jakie Pan widzi zagrożenia uspołeczniania placówek edukacyjnych? RK: Podstawowe zagrożenie to poczucie niesprawiedliwości u nauczycieli, wynikające z tego, że zmuszeni są funkcjonować w dwóch systemach prawnych. Oznacza to, że w jednej szkole mogą dostawać znacznie mniejsze wynagrodzenie niż w innej, jeśli ta szkoła, w której zarabiają mniej, jest szkołą niepubliczną i uczęszcza do niej mniej uczniów. To chyba najczęściej zgłaszana pretensja. Kolejnym zagrożeniem są napięcia związane z przekształceniami placówek. Nietrudno zauważyć, że kolejne rządy próbują walczyć z kartą nauczyciela, ale nie za pomocą środków legislacyjnych, ale rękami samorządowców, na których skupia się odium nauczycielskiej niechęci. Każdy minister edukacji wie, że karta nauczyciela jest przeżytkiem, ale boi się zrobić cokolwiek przeciwko niej, bo zaraz Związek Nauczycielstwa Polskiego straszy strajkami i żądaniami podwyżek. RJ: Czyli jesteście w Jarocinie w jakiś sposób rewolucjonistami? RK: Nie lubię słowa „rewolucja”. To mi się kojarzy z jakimiś komunistami. Niektórzy wyzywają nas od liberałów, ale dla mnie to jest komplement (śmiech).
Partycypacja Dzielimy się wiedzą i doświadczeniem
Dzielimy się wiedzą i doświadczeniem Antoni Sobolewski
Projekt realizowany w ramach Polsko-Kanadyjskiego Programu Wsparcia Demokracji wspólfinansowanego z programu polskiej wspólpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP oraz Kanadyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Handlu i Rozwoju (DFATD).
Od wielu lat zespół CRSG i CPT, realizując wiele projektów, a także uczestnicząc w działaniach projektowych innych partnerów, zgromadził ogromny zasób wiedzy i doświadczeń z zakresu rozwoju lokalnego, rewitalizacji, zarządzania zmianą społeczną i gospodarczą, badań, zlecania zadań organizacjom pozarządowym, oceny efektu reintegracyjnego, ekonomii społecznej.
ukraińskich partnerów w Polsce, a następnie przetestowanie modelu w 10 wybranych ukraińskich samorządach. Opiekunami samorządów będą przeszkoleni eksperci z Ukrainy (głównie wykładowcy z akademii). Na podstawie testowania zostaną przygotowane odpowiednie zalecenia do zmiany prawa na Ukrainie, jak i przygotowane szkolenie dla pracowników samorządu lokalnego jak i słuchaczy akademii.
W tym roku postanowiliśmy się podzielić tą wiedzą z naszymi partnerami z Ukrainy. W ramach projektu „Współpraca administracji i organizacji pozarządowych dla dostarczania usług społecznych” CPT przy współpracy Centrum Inicjatyw Obywatelskich w Słupsku realizuje wsparcie rozwojowe dla samorządów z obwodów dniepropietrowskiego i lwowskiego. W ramach projektu chcemy przenieść, dopasować i wdrożyć oraz upowszechnić wypracowany i przetestowany w Polsce Model Kontraktowania Usług Społecznych (MKUS), czyli model przekazywania usług publicznych organizacjom pozarządowym. Posiada on pełne oprzyrządowanie do partycypacyjnego i przejrzystego identyfikowania usług publicznych w celu zlecenia ich organizacjom, wyboru trybu zlecania i określania parametrów, jakie mają być uzyskane w wyniku realizacji usługi, monitorowania zlecania usługi, a także samego jej zlecenia. MUKS wyposażamy również o dodatkowe narzędzia zarządzania zmianą społeczną czy też o kalkulator kosztów zaniechania. Dotychczas w ramach projektu odbyły się warsztaty zapoznawcze z modelem we Lwowie i Dniepropietrowsku. Przed nami wizyta
Partnerami we wdrażaniu projektu są Regionalne Instytuty Administracji Publicznej Narodowej Akademii Administracji Publicznej przy Prezydencie Ukrainy we Lwowie i w Dniepropetrowsku oraz Związek Miast Ukraińskich, a także Дніпропетровська обласна громадська організація „Дніпропетровський координаційноекспертний центр з питань регуляторної політики". Partnerem wspierającym jest Wyższa Szkoła Administracji Publicznej w Szczecinie. Więcej o projekcie można się dowiedzieć na stronie cpt.org.pl oraz poslugyrazom.org.ua. Projekt jest finansowany ze środków Polsko-Kanadyjskiego Programu Wsparcia Demokracji i jest jednym z wielu projektów realizowanych obecnie na Wschodzie przez konglomerat podmiotów mieszczących się w Szczecinie przy ulicy Marii Skłodowskiej Curie 4.
Po co nam te budy? Rewitalizacja społeczna, infrastruktura i rozwój lokalny Antoni Sobolewski Kiedy zastanawiamy się nad rozwojem, zazwyczaj myślimy o infrastrukturze. Mosty, drogi, mariny, domy kultury, filharmonie...
Zdecydowanie rzadziej zastanawiamy się nad użytkownikami – ich potrzebami czy też społecznością, dla której mają one służyć. Co gorsza, zazwyczaj nawet nie siadamy wspólnie ze społecznością lokalną w celu ustalenia jej potrzeb, a następnie założeń i funkcjonalności tworzonej infrastruktury. Przychodzi to nam tym łatwiej, że społeczność ta jest w kryzysie, więc zdecydowanie trudniej się z nią współpracuje. W takich sytuacjach zdecydowanie trudniej jej uzewnętrzniać swoje potrzeby (poza roszczeniami oczywiście). W oczywisty sposób prowadzi to do skupienia się na brakach infrastrukturalnych – są one pozornie łatwe do zdefiniowania, jeszcze łatwiejsze do wypełnienia - wykonania i odebrania inwestycji. Dlaczego pozornie? Często zaplanowana infrastruktura, czy też rozwiązania kompletnie nie uwzględniają kontekstu lokalnego i aktualnych, a także przyszłych potrzeb lokalnej społeczności. Projektowane jedynie przez architektów obiekty nie uwzględniają integracji różnego rodzaju działań. W ten sposób powstają tytułowe „budy”. Czy można inaczej? Z pewnością - jeśli tylko zrównoważymy nasze myślenie o części społecznej i infrastrukturalnej rewitalizacji i jej fundament zbudujemy na współpracy i usamodzielnieniu społeczności lokalnej. To zdecydowanie trudniejsze działanie niż budowanie jakiegokolwiek budynku. Oczywiście nie zrobi się to samo. Musimy zaangażować w to nie tylko środki, ale i odpowiednich ekspertów, animatorów, i przyjąć założenie, że to społeczność lokalna (a nie zewnętrzne podmioty) podejmuje decyzje. Niezbędne będą warsztaty,
Polityka społeczna i rewitalizacja Po co nam te budy? Rewitalizacja społeczna, infrastruktura i rozwój lokalny
wspólne odkrywanie przestrzeni, wypuszczenie dżina marzeń, a także podróże do miejsc, w których się udało. To, co najtrudniejsze, to przekonanie mieszkańców i przedsiębiorców do tego, że przestrzeń publiczna jest bardzo ważna dla ich rozwoju – nie wszytko trzeba ogrodzić, zastawić ogródkami kawiarniano-pubowymi albo zabetonować parkingami. Największą wagę ma tu sam proces, w którym społeczność lokalna wielokrotnie odkrywa, że kwiatki można posadzić samemu i co najważniejsze - że samemu również można dbać, by nie uschły. Podobnie z festynami i innymi akcjami, i wydarzeniami. Nagle odkrywamy, że jesteśmy je w stanie zrobić sami – bo ktoś gra, śpiewa i ma też inne umiejętności. Dopiero po tych działaniach możemy zacząć planować i ponownie odkrywać potrzeby. Wtedy, kiedy nasze horyzonty i wiara w zmianę są na innym poziomie niż na początku. Oczywiście wraz ze zmianami społeczności lokalnej zmienić musi się również samorząd lokalny i administracja (osiedla, wspólnot, terenów etc.). Urzędnicy i administratorzy też muszą uwierzyć, że można inaczej. Czasem w proces rewitalizacji powinni być włączeni też kluczowi aktorzy z tych podmiotów - ich wiara w zmianę jest kluczowa dla powodzenia działań. Często stereotypowe postrzeganie oparte na dotychczasowych doświadczeniach wśród tych osób powoduje ograniczenia rozwoju – „przecież oni i tak zniszczą, nie będą dbali, nie opłaca się inwestować”. Nie oszukujmy się – równolegle z planowaniem inwestycji trzeba również planować, kto je utrzyma, kto nimi będzie zarządzał, jak można połączyć działalność społeczną z aktywnością ekonomiczną mieszkańców. Dzięki takiemu myśleniu powstają wielofunkcyjne miejsca służące całej społeczności. Bo przecież ścieżka rowerowa może służyć tym, którzy jadą rowerem, uprawiają nordic walking, jadą na desce czy na rolkach. A dom kultury może stać się przedszkolem, żłobkiem, miejscem spotkań emerytów,
miejscem przygotowania i wydawania posiłków dla osób objętych wsparciem OPS-u, miejscem działania lokalnych podmiotów ekonomii społecznej, miejscem opieki nad dziećmi po godzinach pracy przedszkola, świetlicą w ramach programu „Senior-Wigor”, klubem młodzieżowym, modelarnią... Tak można by bez końca. Ciągle to samo miejsce, jedna infrastruktura efektywnie wykorzystywana przez wszystkich mieszkańców, a nade wszystko przyczyniająca się do ich stałej integracji. Prowadzenie takiego ośrodka można delegować lokalnej organizacji pozarządowej. Co ważne – lokalnej, a nie tej z drugiego końca miasta. Przeprowadźmy to samo ćwiczenie z jakąkolwiek infrastrukturą tworzoną z funduszy strukturalnych - np. marinami, szlakami kajakowymi etc., służącymi głównie zewnętrznym klientom, a nie lokalnej społeczności. Czas zapełnić te „budy”, a najlepiej planować je tak, by były zapełnione zanim jeszcze powstaną.
Ujawnić efekty integracji społecznej – innowacyjne narzędzie pomiaru Michalina Kublicka Według monitoringu ROPS w Poznaniu, współczynnik zatrudnienia w 2013 roku wśród uczestników wielkopolskich centów integracji społecznej wynosił 18%, a w klubach integracji społecznej - 16%. Wyprowadzenie odbiorców wsparcia na rynek pracy jest bardzo ważnym zadaniem tych podmiotów, jednak nie ukazuje wszystkich efektów działań reintegracyjnych. Michalina Kublicka – socjolog i filozof. Pracownik Stowarzyszenia Czas Przestrzeń Tożsamość. Posiada wieloletnie doświadczenie badawcze w realizacji badań społecznych i ewaluacyjnych. Brała udział w licznych badaniach społecznych i ewaluacyjnych z zakresu: ekonomii społecznej, organizacji pozarządowych, migracji zarobkowych, kultury.
Pod koniec 2014 roku CRSG PS Sp. z o.o. na zlecenie ROPS w Poznaniu prowadziło badanie monitoringowe podmiotów ekonomii społecznej (PES) w województwie wielkopolskim. W badaniu skupiliśmy się na przybliżeniu efektu integracyjnego wśród odbiorców wsparcia tych podmiotów. Zmiany dokonują się nie tylko w statusie na rynku pracy, ale zachodzą także w samej osobie uczestnika i dotyczyć mogą wielu wymiarów jego życia, co nazywamy tutaj efektem społecznym. Potrzeby i problemy Mimo że dotychczas temat efektów integracji społecznej był tematem wielu badan i analiz, próba stworzenia usystematyzowanego narzędzia pomiaru jest przedsięwzięciem innowacyjnym, którego nikt się wcześniej nie podejmował. Po co i komu to jest potrzebne? Po pierwsze, można mówić o potrzebie ukazania całkowitej efektywności PES o charakterze reintegracyjnym, także w sferze wartości społecznych. Dotychczas, poza wskaźnikiem zatrudnieniowym, brakowało na poziomie ewaluacji wewnętrznej wyznacznika
skuteczności działań podejmowanych przez te podmioty. Po drugie, mogłaby to być cenna pomoc w procesie reintegracji odbiorców wsparcia PES. W przeprowadzonym badaniu natrafiono na liczne problemy i potrzeby na różnych etapach tego procesu m.in:
Rekrutowanie do PES osób, których potrzeby reintegracyjne nie są adekwatne względem możliwości danego typu podmiotu; np. do spółdzielni socjalnych dostają się niekiedy osoby nieprzygotowane do pełnienia ról zawodowych, wymagające intensywnej pracy nad reintegracją społeczną. Powierzchowny lub niesformalizowany proces diagnozy uczestników na wstępnym etapie uczestnictwa w PES; np. w niektórych centrach czy klubach integracji społecznej przybiera formę luźnych notatek lub prowadzona jest „w głowach” pracowników; brak jest narzędzi systematyzujących dokonywanie oceny i dokumentowanie postępów. Zbyt ogólnikowe i schematyczne stawianie celów reintegracji; brak dostosowania działań do indywidualnych potrzeb danej osoby. Dokumenty reintegracji społecznej często są schematycznie powtarzane dla wszystkich uczestników, a wyznaczone cele nie łączą się ze zdiagnozowanymi problemami. Brak monitoringu osiąganych efektów reintegracji społecznej. W części podmiotów reintegracyjnych brak było rzeczywistego rozliczania efektów realizacji zakładanych celów i działań, dokumenty reintegracyjne rzadko też bywały pod tym względem uaktualniane.
Polityka społeczna i rewitalizacja Ujawnić efekty integracji społecznej – innowacyjne narzędzie pomiaru
Problemy te nie dotyczą w równym stopniu wszystkich PES. Jednak podczas realizacji badania niejednokrotnie w jednostkach, które dużą wagę przykładały do diagnozy, planowania i monitorowania procesu reintegracji społeczno-zawodowej, ujawniana była potrzeba wytycznych, które wspomogłyby ten proces. Instrument pomiaru zmiany społecznej W ramach przeprowadzonego w województwie wielkopolskim badania zaprojektowane zostało narzędzie pomiaru efektu integracyjnego. Uwzględnia ono wielowymiarowość zachodzących zmian, gdyż ocena dokonywana jest w trzech głównych obszarach: integracji społecznej, integracji zawodowej i w obszarze zdrowia. W każdym z obszarów wyznaczono szereg wymiarów, dla których dokonywana jest ocena sytuacji danej osoby. Ponadto możliwe jest dostosowywanie badanych kwestii do typu PES i indywidualnej sytuacji danej osoby (np. ocena reintegracji zawodowej w KIS może być pominięta, jeśli nie są prowadzone żadne działania w tym obszarze). Zaproponowana skala, w której oceniany jest każdy z wyznaczonych wymiarów, ma charakter opisowy i zawiera pięć stopni (od A do E). Poszczególne stopnie stanowią operacjonalizację osiągniętych efektów integracji w określonym wymiarze. Przy czym w narzędziu zostają wyznaczone jedynie dwa skrajne punkty i jeden środkowy, co umożliwia dokonywanie indywidualizacji oceny przy uwzględnieniu specyfiki danej osoby. Przykładowo, dla obszaru integracji społecznej, jednym z wyznaczonych wymiarów jest motywacja. Stopień A oznaczający sukces integracyjny lub brak występowania problemu określa się w sytuacji, kiedy beneficjent wykazuje zdecydowaną wolę poprawienia swojej sytuacji i podejmuje w tym kierunku działania z własnej inicjatywy. Stopień środkowy (C) wskazuje na zaistnienie woli poprawienia swojej
sytuacji przy ciągłej potrzebuje pomocy w identyfikacji właściwych działań i określeniu sposobu ich realizacji. Na tym poziomie oceny zauważalny jest postęp integracyjny lub wewnętrzny potencjał do jego osiągnięcia. W stopniu E stwierdza się sytuację, w której potrzebna jest intensywna pomoc, odbiorca nie wykazuje motywacji do zmiany swojej sytuacji. Zastosowanie Zaproponowane narzędzie ma prostą formę macierzy i może być stosowane przez kadrę PES. Powinno być wykorzystywane do pomiaru na początku uczestnictwa w PES dla wyznaczenia oczekiwanych rezultatów oraz do monitorowania dokonywanych postępów. Dodatkowo wyniki można przedstawiać w formie wykresów lub tabel zarówno dla śledzenia zmian integracji poszczególnych uczestników, jak i wyników osiąganych dla całego podmiotu. Założeniem tego instrumentu jest, żeby ułatwiać pracę kadry podmiotów reintegracyjnych i wspomagać, a nie zastępować pogłębioną diagnozę uczestników. Obecnie w wybranych podmiotach reintegracyjnych na terenie województwa wielkopolskiego trwa testowanie tego narzędzia, a po etapie pilotażu planowane jest wydanie poradnika na temat jego stosowania z ukazaniem przykładów i dobrych praktyk. Mamy nadzieję, że zaproponowane narzędzie pomiaru efektu integracyjnego okaże się sukcesem i będzie dobrze służyło licznym podmiotom działającym w sferze reintegracji społecznej.
Modelowy Standard Aktywnej Integracji Antoni Sobolewski Rewitalizacja jest jednym z istotnych elementów nowego okresu programowania funduszy unijnych. Proces ten ma objąć zarówno tereny wiejskie jak i miejskie. Zakres rewitalizacji jak i jej społeczny komponent mają być w obecnym okresie programowania zdecydowanie szersze. Właśnie przygotowaniu społecznego komponentu rewitalizacji służył projekt systemowy CRZL pt. „Rewitalizacja społeczna”. W ramach projektu nie tylko wypracowano metodologię pracy ze społecznościami rewitalizowanych obszarów, ale także dwukrotnie przetestowano ją w ramach dofinansowania realizacji Programów Rewitalizacji Społecznej. Zespół CRSG miał szczęście uczestniczyć zarówno w samych procesach rewitalizacyjnych, jak i w ocenie efektywności ich wdrażania. Na bazie tych doświadczeń, na zamówienie CRZL powstał podręcznik „Modelowy Standard Aktywnej Integracji”, obejmujący również zalecenia dla tworzenia partnerstwa lokalnego. Jest to jedna z pierwszych publikacji w sposób tak praktyczny podchodząca do realizacji działań z zakresu rewitalizacji. Podręcznik prowadzi czytelnika poprzez wszystkie etapy przygotowania i wdrażania rewitalizacji. Autorzy kładą szczególnie duży nacisk na późniejsze utrzymanie efektów procesu rewitalizacyjnego i usamodzielnienie społeczności lokalnej. Przywołują również konkretne rozwiązania z miejsc, w których testowany był wstępny Model Aktywnej Integracji (40 samorządów w całej Polsce). Autorzy nie tylko opisują działania, ale i je
porządkują, zwracając uwagę na kluczowe aspekty wdrażania procesu rewitalizacyjnego. Wprowadzają nas w pojęcie rewitalizacji i modelowego standardu aktywnej integracji oraz partnerstwa lokalnego. Następnie przechodzimy przez proces diagnozowania społeczności lokalnych oraz proces programowania rewitalizacji (ze szczególnym uwzględnieniem partycypacji społeczności lokalnej). Kolejnym etapem jest określenie grup docelowych procesu rewitalizacji, a także narzędzi ich rekrutacji. Ważnym aspektem poruszonym przez autorów jest również proces inteligentnej komunikacji i promocji w procesie rewitalizacji. Na kolejnych kartach publikacji autorzy prowadzą nas przez proces animacji, a także monitoringu i ewaluacji oraz sposobów ich wykorzystania w procesie zarządzania rewitalizacją. Właśnie na aspekt monitoringu i ewaluacji oraz ich wykorzystania w procesie zarzadzania zwracamy niestety obecnie najmniejszą uwagę. Partnerstwo zostało przedstawione w sposób wieloaspektowy, zarówno na poziomie zarządzania projektami rewitalizacyjnymi, jak i budowania społeczności lokalnej. Jednym z najważniejszych rozdziałów jest część dotycząca zapewniania trwałości realizowanych działań rewitalizacyjnych. Na ten etap, obok ewaluacji i monitoringu, obecnie często kładzie się najmniejszy nacisk (zarówno na etapie planowania, realizacji, jak i zakończenia działań). W tym zakresie autorzy przywołują m.in. kalkulator kosztów zaniechania jako narzędzie mogące wspomóc proces przekonywania władz lokalnych do inwestowania w rewitalizowane tereny po zakończeniu projektu rewitalizacyjnego.
Polityka społeczna i rewitalizacja Modelowy Standard Aktywnej Integracji
Pozycja ta powinna być podstawą zarówno do programowania społecznej części rewitalizacji jak i oceny przygotowanych przez społeczności lokalne Planów Rewitalizacji. Publikacja będzie dostępna zarówno w wersji tradycyjnej jak i elektronicznej na stronach CRZL w zakładce „Rewitalizacja społeczna”, a także na stronach Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego www.crsg.pl.
MODELOWY STANDARD AKTYWNEJ INTEGRACJI
Z recenzji prof. Grażyny Firlit-Fesnak (UW): „Opracowanie tej książki uważam za przedsięwzięcie niezwykle trafne i pożyteczne. Z jednej strony wyjaśnia sens i potrzebę rewitalizacji społecznej w działaniach publicznych i niepublicznych aktorów środowisk lokalnych na rzecz przywracania do życia zdegradowanych z różnych powodów dzielnic i ulic w miastach oraz obszarów wiejskich, z drugiej daje do ręki wszystkim podmiotom lokalnym odpowiedzialnym za kreowanie polityki przestrzennej, społecznej i gospodarczej, czytelne narzędzie – wręcz instrukcję – planowania, przygotowania, wdrażania i ewaluacji programów rewitalizacji społecznej. Modelowy standard aktywnej integracji obejmuje katalog zaleceń i rozwiązań dotyczących partnerstwa lokalnego oraz praktycznych rozwiązań określających przebieg procesu rewitalizacji społecznej” Z recenzji prof. UAM dr. hab. Sławomira Banaszaka: „Otrzymana do recenzji publikacja to solidne zespołowe dzieło o charakterze wyraźnie aplikacyjnym. Wiedza, kompetencje oraz doświadczenia indywidualne członków zespołu projektowego i zarazem autorów opracowania pozwoliły uzyskać efekt synergii w postaci rzeczowej analizy zjawisk i procesów rewitalizacyjnych. Końcowy efekt, w postaci propozycji modelowych rozwiązań we wspomnianym obszarze, jest więc wsparty rzetelną diagnozą i zawiera efektywne pomysły rozwiązań. Co ważne, zaprezentowany model jest spójny i wielofunkcyjny”
Modelowy standard aktywnej integracji, Wydawca: Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich w Warszawie, Opracowanie: Konsorcjum Stowarzyszenie Czas Przestrzeń Tożsamość i Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego Przedsiębiorstwo Społeczne Sp. z o. o. Autorzy: Antoni Sobolewski, dr Łukasz Łotocki, Romana Krzewicka, Karolina Majdzińska, dr Włodzimierz Durka, Aleksandra Łukasiewicz, Michalina Kublicka, Konrad Wielgoszewski, Jarema Piekutowski. Warszawa 2015
Wykluczeniu da się zaradzić O korzyściach z art. 22 Ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych Marta Jabłońska O wyższości zatrudnienia nad bezrobociem nie trzeba nikogo przekonywać. Warto jednak pamiętać, że osobom z niepełnosprawnościami dużo trudniej jest odnaleźć się na rynku pracy. Tymczasem to właśnie praca jest dla nich najlepszą formą rehabilitacji. Marta Jabłońska - przewodnicząca zarządu stowarzyszenia „Ekon”. Członkowie stowarzyszenia, wykorzystując zdobytą wiedzę i różnorodne doświadczenie zawodowe, pracują na rzecz zatrudnienia i poprawy jakości życia osób niepełnosprawnych, jak również ekologii i środowiska naturalnego.
Największe problemy ze znalezieniem pracy mają najciężej poszkodowane osoby niepełnosprawne, a także chorujące psychicznie, z niepełnosprawnością intelektualną oraz niewidome. Z pomocą w zmianie tego stanu rzeczy, przychodzi im systemowe rozwiązanie - art. 22 Ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. Jak się okazuje, znajduje on również przełożenie na rozwój ekonomii społecznej. PFRON i przedsiębiorcy Małe przedsiębiorstwa społeczne najczęściej skupiają się na lokalnych potrzebach, licząc na popyt świadczonych przez nie usług. Jak jednak zostać zauważonym, kiedy wokół sami wielcy rynkowi gracze? Jak być konkurencyjnym, zatrudniając najciężej poszkodowane osoby niepełnosprawne, które pracują nie na akord, a na miarę swoich możliwości? Naprzeciw wychodzi właśnie wspomniany fragment ustawy. Kontrahent, który kupi produkty lub usługi od pracodawcy zatrudniającego najciężej poszkodowane osoby niepełnosprawne, może
otrzymać ulgę we wpłacie na PFRON, którą jest obciążony za niski wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych w swojej firmie. Wynika to z tego, że podmioty, które zatrudniają powyżej 25 osób, a nie spełniają wymogu zatrudnienia 6% osób niepełnosprawnych muszą zapłacić karę na PFRON. Część tej kary mogą zastąpić, kupując usługi od przedsiębiorcy zatrudniającego najciężej poszkodowane osoby niepełnosprawne. Natomiast pracodawca, który osiąga 30% wskaźnik zatrudnienia osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności oraz umiarkowanym z tzw. schorzeniami specjalnymi (osoby chorujące psychicznie, niewidome, z niepełnosprawnością intelektualną, epilepsją i całościowymi zaburzeniami rozwojowymi) może udzielać ulg we wpłatach na PFRON podmiotom (kontrahentom), którzy korzystają z jego produktów lub usług. Dlatego ulga we wpłacie na PFRON jest pewnego rodzaju bonusem za wspieranie zatrudnienia osób niepełnosprawnych, ponieważ w pośredni sposób daje im pracę. Korzyści z ustawy To rozwiązanie ma wiele zalet. Można wskazać na przynajmniej dwie. Pierwszą są oszczędności wynikające z zatrudnienia osoby niepełnosprawnej, która płaci podatki, rzadziej choruje, nie stoi w kolejce do MOPS-u i nie siedzi w domu. Drugą natomiast jest to, że przedsiębiorca zatrudniający osoby niepełnosprawne staje się konkurencyjny wobec tych, którzy dotąd rozdawali karty
Polityka społeczna i rewitalizacja Wykluczeniu da się zaradzić. O korzyściach z art. 22 Ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych
w danej branży. Może więc spokojnie patrzeć w przyszłość, tworząc kolejne miejsca pracy, ponieważ jego usługi są pożądane na rynku. Widać więc, dzięki ulgom możliwe jest wyrównanie szans. Z tych możliwości skorzystało wiele małych i średnich przedsiębiorstw, podpisując istotne dla siebie kontrakty. Gdyby nie możliwość udzielania ulg, ich oferta byłaby mniej ciekawa, a przez to bardziej narażona na odrzucenie. W ciągu ostatnich 4 lat – od momentu wprowadzenia znowelizowanego zapisu art. 22 ustawy o rehabilitacji – zachęta do współpracy z firmami o dużej koncentracji ciężko poszkodowanych osób niepełnosprawnych w postaci ulgi we wpłatach na PFRON pozwoliła stworzyć ok 29 tys. miejsc pracy dla takich osób. Wśród istniejących rozwiązań systemowych żadne tak sprawnie nie zapewniło wzrostu zatrudnienia osób chorujących psychicznie, niepełnosprawnych intelektualnie, czy niedowidzących.
Przeciw uprzedzeniom Korzyści płynące ze stosowania ulg są nie tylko ekonomiczne, ale również społeczne. Na przykład, jeszcze kilka lat temu osoba niewidoma w przedsiębiorstwie budziła lęk i niedowierzanie, a chorujący psychicznie postrzegany był jako niebezpieczny. Dziś już nie patrzymy na takie osoby ze strachem, ale wręcz z podziwem, że mimo trudności pracuje i dobrze wykonuje powierzoną pracę. Pamiętajmy, że to art. 22 Ustawy o rehabilitacji pomaga nam w jej utrzymaniu.
Varia Współpraca nauki i biznesu – jak to zrobić?
sektorze naszej gospodarki jest tak, żeby to, co wypracuje pracownik, nie należało do pracodawcy? Już sam pomysł wydaje się kuriozalny i typowo polski – poprzez zmiany w regulacjach prawnych polepszymy „naszą i waszą przyszłość”. Przeprowadzonokilka debat (często nie z tymi, co trzeba) a rektorzy i tak zablokowali większość zmian. Z drugiej strony, oczekiwania by uwłaszczyć naukowców były tak niedorzeczne, że jak o tym opowiadaem amerykańskim inwestorom, to łapali się za głowy („Co wy znowu w tej Polsce wymyślacie?”). Tymczasem nie tędy droga. Kiedy przebywając na Stanfordzie pokazywaliśmy Amerykanom w jaki sposób w Polsce wydaje się środki zewnętrzne (w tym UE) na wsparcie przedsiębiorczości czy korelacji nauki i biznesu, zupełnie nas nie rozumieli. Budujemy piękne szklane biurowce, nowe parki przemysłowe i technologiczne, mnóstwo inkubatorów, a zapominamy, że zacząć należy od „mięsa”, tj. ludzi i ich pomysłów. Do rozwoju start-upa nie potrzebujesz specjalistycznego zaplecza biurowego (do dziś w Palo Alto można zwiedzić garaż, w którym zaczynał Steve Jobs). To dramatycznie inne postrzeganie rzeczywistości i potrzeb, jakie dzieli Europę oraz Amerykę. Przecież wiele tych przestrzeni stoi dziś niewykorzystywanych. Nakupiliśmy dużo nowoczesnego (na dzisiaj) sprzętu, ale nie sprawdziliśmy czy ktoś poza kadrą naukową będzie chciał z niego korzystać. By powyższe nie miało miejsca, współpraca nauki i przedsiębiorców musi mieć charakter biznesowy. Firmy nie są instytucjami filantropijnymi, interesuje ich konkretny rezultat. Dlatego też każde wsparcie powinno mieć podstawy praktyczne. Prezes jednej ze spółek celowych, która pierwszy rok zamknęła na pokaźnym dochodzie, co samo w sobie jest świetnym wynikiem (Stanford na „zero” wychodził 15 lat, Oxford 8 lat), potwierdza powyższe rozważania. Każdy deal należy traktować narzędziowo, zarazem skupiając się na tym, by jak najwięcej zarobili naukowcy, ponieważ dla uczelni jako takiej wpływ środków będzie zupełnie niewidoczny. To podejście może zaskakiwać. Żeby je zrozumieć, trzeba stanąć nieco z boku i spojrzeć całościowo na cały rynek. Transfer technologii dla uczelni jest o tyle ważny, że kadra zaczyna działać w obszarach praktycznych, co przekłada się nie
tylko na kwestie finansowe, ale także na jakość uprawianej dydaktyki. Uczelnia może pozyskać sponsorów oraz podmioty, które zapewnią praktyki studentom oraz zlecą dalsze prace badawcze. Sektor prywatny ma inne prerogatywy: musi zarabiać. Dlatego też zainteresuje się wynalazkiem, o ile ten ma szansę na wprowadzenie go na rynek, czy to w formie innowacyjnej usługi, czy produktu, czy np. oprogramowania. Ta korelacja zachodzi rzadko, co nie dziwi, jak się spojrzy na statystyki, w dużej mierze bezlitosne. Wpływy ze sprzedaży licencji, czyli w rozwiązaniu najbardziej popularnym, są generowane głównie przez największych naukowych graczy – 10% uczelni zdobywa 85% wpływów. Ciekawostką jest to, że prawie 90% tych środków jest generowanych z wynalazków biomedycznych (proszę sobie przypomnieć na czym oparta jest Dolina Krzemowa: to nie tylko IT, ale także bio-med). W 2011 r. wpływy w jednostkach naukowych ze sprzedaży licencji wyniosły 411 mln euro. Wydawać by się mogło, że to dużo, ale też 30% uczelni nie zanotowało żadnego przychodu, a 64% uczelni mniej niż 100 tys. euro (!). Podsumowując, korzyści ze sprzedaży licencji osiągnęły w Europie 1,5% rocznego budżetu na badania jednostek naukowych (4% w Ameryce). Oczywiście zawsze może trafić się tzw. złoty strzał, wielki deal (przykład sprzedaży praw do wyszukiwarki Google na Stanfordzie czy formatu MP3 przez Instytut Frauenhofera), ale są one niezwykle rzadkie. Okazuje się, że w Ameryce mniej niż 1% z tysięcy udzielonych licencji w ciągu ostatnich dziesięcioleci wygenerowały więcej niż 1 mln $ wpływów dla uczelni. W rzeczywistości, wiele amerykańskich uczelni zarobiło więcej na kontraktach na transmisję imprez sportowych niż na transferze technologii! Gdzie są więc te pieniądze? Ciekawą odpowiedź na to pytanie daje prześledzenie historii niejakiego Ahmeda Ellaithy, 31-letniego inżyniera, który porzucił swoje miejsce pracy w USA (high-tech start-up), by podjąć na Uniwersytecie Amerykańskim w Kairze (AUC) wyzwanie stworzenia pierwszego w Egipcie Centrum Transferu Technologii. Po kilku latach swojej pracy doszedł do wniosku, że wprowadzenie systemowego transferu technologii jest jak maraton, a jego sukces nie może być mierzony w wartościach bezwzględnych
i gotówkowych: „Gdyby nam dobrze poszło z licencjami, to byłoby jak strzał w stopę. Ludzie pomyśleliby, że tak już będzie zawsze”. Wracając na grunt polski, patrząc na ogromną pulę finansowania z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, warto zastanowić się nad kilkoma tezami wynikającymi z praktycznych obserwacji styku nauki i biznesu: 1. Systemowe rozwiązania nie mogą być tworzone przez urzędników. Jak powiedział jeden z inwestorów ze Stanfordu: „To jest wasza walka do ostatniej kropli krwi w Polsce. Biurokraci nie mogą być odpowiedzialni za wsparcie komercjalizacji. Musicie im to odebrać”. Tymczasem przebicie się ze swoimi uwagami jest szalenie trudne i niejednokrotnie kończy się twierdzeniem: „Bo wytyczne KE nie pozwalają”. 2. Jeśli zdecydowano się na powoływanie CTT i spółek celowych, to konieczne jest wieloletnie systemowe wsparcie dla ich rozwoju, by nie musiały pod naciskiem władz uczelni sięgać po środki na szkolenia miękkie. 3. Należy uczyć się na błędach. Kiedyś ktoś mądry powiedział: „Zwycięstwa budują ego, nie doświadczenie”. Jest w tym wiele prawdy, tym bardziej jak się przejdzie całą drogę od powołania spółki z inwestorem, do zamknięcia tej współpracy. 1 na 10 start-upów ma szansę na przeżycie pierwszych dwóch lat na rynku. Dla spin-offów ta statystyka nie jest wcale wyższa. 4. Cel współpracy nauki i biznesu musi być konkretny i namacalny. 5. Należy zrozumieć ryzyko przedsiębiorcy – jest ono wysokie, znacznie wyższe niż jednostki utrzymywanej ze środków centralnych. 6. Każda ze stron powinna pozbyć się aroganckiej postawy. Pozytywne nastawienie do współpracy jest absolutnie kluczowe. 7. Nie ratujmy świata – czasami małe wdrożenia są lepsze i dają większe zyski niż przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Powyższa lista nie wyczerpuje tematu. Jest zarazem próbą wytłumaczenia, czym jest i czym może być transfer technologii w Polsce. Obie strony, tak nauka jak i biznes, muszą się jednak jeszcze wiele o sobie nauczyć.
Precz z papierem Grzegorz Basarab Grzegorz Basarab - trener umiejętności i menedżer projektów społecznych, animator społeczny. Członek Zarządu Witkac Sp. z o. o., prezes Zarządu Pomorskiej Sieci Centrów Organizacji Pozarządowych, wiceprezes Zarządu Centrum Inicjatyw Obywatelskich w Słupsku, członek i działacz nieformalnej Grupy Witkacy Cacy Cacy.
Ludzie i ich pożyteczne inicjatywy Są wśród nas osoby, które aktywnie działają na rzecz swojej społeczności lokalnej czy społeczeństwa jako całości. Są też osoby, które zmieniają się, rozwijają dzięki zaangażowaniu tych pierwszych. Swoboda relacji pomiędzy tymi ludźmi jest ograniczana między innymi przez formalne procedury, w ramach których są kontraktowane środki publiczne na realizację pożytecznych inicjatyw. Mam na myśli na przykład morze działaczy sportowych i ocean ich podopiecznych uprawiających futbol, tenisa, kolarstwo, pływanie czy biegi. Myślę również o uniwersytetach trzeciego wieku, których zastępy działaczek i działaczy organizują zajęcia edukacyjne dla armii seniorek i seniorów w całej Polsce. Stają mi przed oczyma ludzie wspierający innych ludzi – tych z utrudnionym dostępem do dóbr kultury, żyjących w ubóstwie czy z niepełnosprawnościami. Łączą ich pożyteczne przedsięwzięcia, w których odnajdujemy pasję, współodpowiedzialność, solidarność, zaangażowanie czy empatię. Te przedsięwzięcia zwykliśmy umownie nazywać projektami. Formalności i potwór zwany procedurą Formalnie realizatorami projektów są organizacje pozarządowe, a zleceniodawcami między innymi organy administracji publicznej. A że w świecie formalności rządzą procedury, mamy z nimi do czynienia i tutaj. Mowa o postępowaniach konkursowych, w tym procedurze otwartego konkursu ofert na realizację zadania publicznego, opisanej w Ustawie o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie i odpowiednim rozporządzeniu MPiPS
w sprawie wzoru oferty, umowy i sprawozdania z realizacji zadania publicznego. Brzmi niezbyt zachęcająco, prawda? Ludzie, o których pisałem na wstępie – nazwijmy ich umownie działaczami/działaczkami społecznymi – muszą sobie radzić z tymi formalnościami i procedurami, jeśli chcą otrzymywać środki publiczne na realizację projektów. Tymczasem pusty formularz wzoru oferty na realizację zadania publicznego (MPiPS) liczy sobie 10 stron formatu A4 i ok. 65, czasami złożonych pól do wypełnienia. Budżet to kolejnych kilkadziesiąt, a bywa że kilkaset pól. NIP-y, REGON-y, numery kont, adresy, numery telefonów, daty, a wreszcie koszty – sumy, różnice, iloczyny, ilorazy, proporcje wkładów własnych finansowych i osobowych do wartości dotacji, informacje o środkach pozyskanych z innych źródeł… W tym gąszczu łatwo można się pogubić. Może się też zdarzyć, że wypełniający formularz popełni błąd formalny, który poskutkuje odrzuceniem oferty. Bywa, że wystarczy pomylić się o przysłowiowy grosz, a nikt nawet jej nie przeczyta, aby ocenić pomysł na pożyteczną inicjatywę! Natomiast w urzędach pracują osoby, które składane oferty muszą przeczytać, ocenić w całej ich złożoności, wynegocjować ostateczny kształt ofert oraz przygotować i podpisać umowy na realizację zadań. Po okresie realizacji projektów urzędnicy zbierają sprawozdania, które wymagają podobnej jak wnioski o dofinansowanie obróbki. Przydałoby się jeszcze przeprowadzić monitoring realizowanych zadań, ale to luksus, na który niewiele osób pracujących w urzędach może sobie z braku czasu pozwolić… Ich czas skutecznie pożerany jest przez biurokratyczno-
Varia Precz z papierem, czyli jak oddolnie zbudować elektronicznysystem składania oceny i rozliczania projektów
czyli jak oddolnie zbudować elektroniczny system składania oceny i rozliczania projektów -administracyjnego potwora, który domaga się wypełniania kolejnych szaf trzydrzwiowych stertami dokumentów. Praca pod okiem proceduralnego potwora sprawia, że zarówno urzędnicy, jak i realizatorzy projektów zapominają czasami jaki jest cel ich pracy. Zamiast koncentrować się na wspólnym wypracowaniu pożytku publicznego, na zmianie rzeczywistości na lepszą, skupiają się na formalnościach. A wszystko to w około 2800 samorządów w całej Polsce i przy populacji ok. 60 tys. organizacji pozarządowych! W tym kontekście postawienie pytania o to, czy da się naszego zniewalającego, proceduralnego zwierza jakoś oswoić, nabiera nowego sensu. „Jeśli nie ma rozwiązania to nie ma problemu” Może jeszcze 15 lat temu byłoby to zadanie nie do wykonania lub co najmniej bardzo trudne. Dość powiedzieć, że nikt go się wówczas nie podjął. Jednak dziś przychodzą nam z pomocą nowoczesne technologie. Już jakiś czas temu zaczęliśmy wykorzystywać tzw. generatory wniosków, które wspierają naszą pracę na początkowym etapie kontraktowania zadań publicznych, czyli podczas wypełniania/naboru ofert. Niedawno oddaliśmy do użytku system Witkac.pl, który oferuje znacznie większe możliwości niż pierwsze wersje generatorów. Po pierwsze formularze wniosków, które informują o błędach formalnych lub rachunkowych. Wraz z tym historia ofert i możliwość ich importu/eksportu oraz udostępniania innym użytkownikom. W ślad za tymi rozwiązaniami moduł zdalnej oceny, pozwalający na organizowanie komisji konkursowych on-line, a nie tylko w urzędzie. Seryjne generowanie umów, zamiast żmudnej pracy redakcyjnej
w edytorze tekstowym. Zautomatyzowana sprawozdawczość oparta na formularzach korzystających z już wprowadzonych do systemu danych. Platforma umożliwia również korespondencję z poszczególnymi grupami użytkowników, na przykład oferentami, których wnioski zostały ocenione pozytywnie/negatywnie czy ekspertami oceniającymi wnioski. Całość domknięta jest modułem statystycznym agregującym i przedstawiającym w przyjaznej, graficznej formie dane zgromadzone w całym procesie – ilość ofert, sposób ich oceny, ilość umów i ich wartość, i inne informacje. Na dzień dzisiejszy system Witkac.pl jest wykorzystywany w 6 województwach przez regionalnych operatorów regrantingowych Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich, samorządy gminne i powiatowe z terenu województwa pomorskiego, wielkopolskiego i śląskiego. Łącznie przeprowadzono w nim 75 konkursów ofert dla ponad 4,5 tysiąca użytkowników. Dzięki temu wiemy, że jest to rozwiązanie skuteczne, odpowiadające na faktyczne potrzeby urzędników i urzędniczek oraz ludzi III sektora. Oddolnie, czyli jak? Serwis Witkac.pl został wymyślony i stworzony przez osoby, które od kilkunastu lat pracują na styku sektorów pozarządowego, samorządowego i biznesowego, i bazują na zdobytych doświadczeniach. Ta pierwsza tożsamość uwrażliwia nas w sposób szczególny na problemy, z którymi borykają się ludzie wokół nas oraz my sami. Gruntowna wiedza na temat zasad funkcjonowania sektora publicznego daje nam możliwość swobodnego poruszania się wśród formalności i procedur obowiązujących w samorządach. Natomiast korzenie biznesowe nakazują zachowanie efektywności proponowanych rozwiązań.
Uchodźcy – szansa dla samorządów? Z Karoliną Majdzińską rozmawia Jarema Piekutowski Karolina Majdzińska – absolwentka kierunków: prawo, administracja oraz studiów doktoranckich w naukach ekonomicznych. Naukowo związana z Instytutem Gospodarstwa SGH w Warszawie. Posiada doświadczenie badawcze z zakresu: lokalnej polityki społecznej (w tym pomocy społecznej), reintegracji społecznej, polityki integracji uchodźców oraz działalności spółdzielni socjalnych.
Jarema Piekutowski: „W zeszłym roku Ukraińcy złożyli ponad pięćdziesiąt razy więcej wniosków o przyznanie statusu uchodźcy i ponad dwa razy więcej wniosków o pozwolenie na pobyt czasowy, niż rok wcześniej” (za www.money.pl). Co to oznacza dla polskiego rynku pracy? Karolina Majdzińska: Na wstępie musimy dokonać rozróżnienia: uchodźca a imigrant. Ogólnie zwiększył się napływ osób z Ukrainy ze względu na sytuację w tym państwie. Ważne jest jednak rozróżnianie imigrantów (migrantów) i uchodźców. Imigrantem jest każdy obywatel innego państwa (cudzoziemiec), przyjeżdżający do Polski z zamiarem stałego pobytu. Jeżeli chodzi o uchodźców, to są oni natomiast szczególną grupą imigrantów. Są to tzw. migranci przymusowi. Musieli oni bowiem opuścić swój kraj na przykład ze względu na zagrożenie zdrowia czy życia w związku z prześladowaniami na gruncie politycznym, religijnym czy rasowym. Liczba wszystkich imigrantów w Polsce w porównaniu z innymi państwami Unii Europejskiej jest niewielka. Jesteśmy nadal krajem emigracyjnym, choć niektórzy badacze zauważają, że Polska powoli staje się krajem mieszanym, imigracyjno-emigracyjnym. Mniejsza jest jeszcze liczba uchodźców, którym Polska zapewnia opiekę w sytuacji zagrożenia. JP: Czy jest to istotne zjawisko? KM: Liczbę uchodźców w Polsce można szacować, nie ma bowiem pełnych danych. Szacunkowo jest to około 0,01% społeczeństwa polskiego. Jest to więc bardzo niewielka
grupa, zdecydowanie mniejsza niż ogólna liczba imigrantów. Uchodźcy najczęściej gromadzą się w trzech województwach: mazowieckim, podlaskim i lubelskim. Najwięcej jest ich w województwie mazowieckim, na co wskazuje największa liczba realizowanych przez uchodźców Indywidulanych Programów Integracji. Jeśli chodzi o miasta, najwięcej uchodźców przebywa w Warszawie, choć tu nie są oni tak dostrzegalni ze względu na dużą ogólną liczbę mieszkańców tego miasta, w tym także innych obcokrajowców. Natomiast np. w Białymstoku czy Łomży uchodźcy stanowią większy udział populacji i stąd między innymi pojawiające się w prasie wzmianki o swoistych napięciach między Polakami a uchodźcami. JP: Z jakich krajów przybywają najczęściej? KM: Najczęściej są to osoby z państw byłego Związku Radzieckiego i dzisiejszej Federacji Rosyjskiej. Dotąd byli to przede wszystkim Czeczeni, obywatele Armenii czy Gruzji. Dzisiaj widać wyraźny wzrost liczby wniosków ze strony obywateli ukraińskich. Rzadziej są to osoby z państw afrykańskich. Warto tu pamiętać, że nawet jeżeli uchodźca, który złożył wniosek w Polsce, wyjedzie np. do Francji, to Francja w ramach tzw. procedury dublińskiej cofnie takiego uchodźcę do Polski – to Polska jest w takiej sytuacji państwem odpowiedzialnym za tę osobę. Jeżeli więc uchodźca wyjeżdża z Polski, to wcale nie oznacza, że on do Polski nie wróci. Polska rozpoznała taką osobę jako uchodźcę, więc przejęła opiekę nad tą osobą i jej rodziną.
Varia Uchodźcy – szansa dla samorządów?
JP: Co dzieje się z uchodźcą, którego wniosek został zaakceptowany? KM: Taka osoba ma czas na złożenie wniosku o objęcie Indywidualnym Programem Integracji i trafia do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, które jest odpowiedzialne za integrację. Program dotyczy całej rodziny, obejmuje wsparcie finansowe na utrzymanie i naukę języka, składkę na ubezpieczenie zdrowotne i specjalistyczne poradnictwo. Badacze analizujący te programy zwracają uwagę, że nie zawsze są one skuteczne. Niestety nadal ogromnym problemem jest tu kwestia mieszkaniowa – występują przypadki bezdomności. Istnieje też problem z nauką języka polskiego – o ile w Warszawie są takie miejsca, w których uchodźcy mogą uczyć się polskiego, o tyle w mniejszych miejscowościach takich możliwości nie ma i uchodźcy mają do wyboru dojazd do Warszawy albo przebywanie w swoim miejscu zamieszkania. Nie należy zapominać o tym, że są to osoby straumatyzowane, które często nie wierzą w opiekę organów państwa, są nieufne wobec urzędów i policji polskiej. Instytucje państwowe kojarzą się im z represjami z kraju macierzystego. Polska potrzebuje stworzenia lepszych mechanizmów integracyjnych, w których także byłyby elementy mające na celu to, by polskie społeczeństwo umiało współistnieć z grupami uchodźców. Dzisiejsza polityka w realizacji wygląda gorzej niż na papierze. JP: Czy napływ uchodźców i imigracja może być szansą dla samorządów? KM: Na pewno tak. Jest to grupa szczególna – samo przyjmowanie uchodźców wiąże się z prawami człowieka, jest to działanie humanitarne wynikające z głębokich, pozytywnych uczuć. Patrząc od strony zasobów ludzkich, należy stwierdzić, że są to najczęściej osoby relatywnie młode, które mogą pracować. Mają dzieci, które często bardzo dobrze adaptują się w szkole, kończą polskie szkoły i uczelnie – i w Polsce chcą zostać. Biorąc pod uwagę naszą sytuację demograficzną, jest to bardzo pozytywne zjawisko.
Na poziomie lokalnym trzeba pamiętać o tym, że proces integracji jest procesem obustronnym. Dla nas jest to szansa na otwarcie się na nową kulturę, ale też na rozwój na rynku pracy i korzyści z płaconych przez te osoby (migrantów) podatków. W badaniach w Instytucie Gospodarstwa Społecznego SGH, w których zajmowaliśmy się kosztami zaniechania, oszacowaliśmy, że jeżeli dziś nie będziemy wspierali tych osób, to ich obecność w przyszłości będzie bardzo kosztowna dla samorządów. Jeżeli nie zapewnimy tym osobom możliwości integracji z rynkiem pracy, to staną się one klientami pomocy społecznej, gdyż są oni uprawnieni do tej pomocy na równi z bezrobotnymi Polakami. Dlatego tak ważne jest odpowiednie przygotowanie już na samym początku. Proces ten generuje pewne koszty, natomiast w perspektywie długofalowej jest bardziej opłacalny. JP: Co to znaczy „odpowiednie przygotowanie”? KM: Jako Polacy musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czym miałaby być ta integracja. Pamiętajmy, że są różne możliwości. Na krańcach tego kontinuum są alienacja i asymilacja. Cudzoziemcy mogą całkowicie wycofać się ze społeczności - i to jest proces alienacji; z drugiej strony możliwa jest asymilacja, czyli całkowite wejście w społeczeństwo polskie i przyjęcie tej kultury. W dokumentach unijnych i polskich stawiamy jednak na trzecią drogę – integrację. Najogólniej mówiąc zakłada ona przyjęcie polskich zwyczajów bez wyzbycia się własnej tradycji. Sam proces integracji może przebiegać w wielu wymiarach – istnieje integracja kulturowa, ekonomiczna czy polityczna. Na pewno należy położyć nacisk na kwestię komunikatywnego porozumiewania się w języku polskim i na możliwość integracji z rynkiem pracy, jednak od pewnego momentu warto też to wsparcie ograniczać.
Czy dajecie sobą manipulować? Aleksandra Łukasiewicz Gdybym zrobiła małą sondę uliczną na temat naszego poczucia bycia manipulowanym, na pewno część z nas obruszyłaby się mówiąc, że nigdy nie dała się zmanipulować. Czy aby na pewno? Czy słuchając lub czytając wiadomości np. o wynikach badania lub wynikach sondaży np. wyborczych na pewno dobrze je interpretujemy? Aleksandra Łukasiewicz – mgr europeistyki, specjalistka ds. badań społecznych i ewaluacyjnych. Pracownik Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego Przedsiębiorstwa Społecznego Sp. z o.o. Posiada doświadczenie w realizacji wielu projektów badawczych, w tym z zakresu Europejskiego Funduszu Społecznego, funkcjonowania biznesu, społecznej odpowiedzialności biznesu, ekonomii społecznej, organizacji pozarządowych, rewitalizacji społecznej, rynku pracy.
Kłamstwo, wielkie kłamstwo, … statystyka Z danymi statystycznymi stykamy się cały czas, ale czy wiemy, w jakim stopniu są one reprezentatywne, a przez to wiarygodne? Ważnym czynnikiem jest tu m.in. próba badawcza. Kiedy jest ona reprezentatywna? Kiedy każdy element populacji (np. mieszkaniec danego miasta lub kraju) ma takie same szanse na wejście do próby. W tym kontekście ważny jest błąd statystyczny, czyli określenie prawdopodobieństwa jaki odsetek próby nie będzie się różnił od odsetka w populacji. Dla przykładu, jeżeli błąd ten wynosi 3%, to oznacza, że nasze wyniki mogą różnić się plus/minus o 3 punkty procentowe. Dlatego różnicy między 27% a 33% tak naprawdę może nie być. Pasta do zębów, szampon, krem przeciwzmarszczkowy Jak to wygląda w praktyce? Darrell Huff w książce „How to lie with statistics?” podaje przykład pasty do zębów, której „użytkownicy mają o 23% mniej przypadków próchnicy”. Podana informacja została potwierdzona przez ekspertów. Idealna pasta? Nikt przecież nie
chce mieć próchnicy... Tylko dlaczego nikt z nas o niej nie słyszał? Gdzie był haczyk? Odpowiedź na to pytanie znajdowała się na dole reklamy, gdzie podane było, że tylko 12 osób testowało pastę! Zastanówmy się jakie mogły być wyniki? Osoby te mogły mieć: tyle samo przypadków próchnicy w zębach, co stosujący inne pasty, więcej albo mniej. Testując produkt na małych liczebnościach wcześniej czy później przypadkowo trafimy na grupę, która osiągnie pożądany przez nas rezultat. Pozostałe wyniki, które nie pasowały do tezy zostały zignorowane, a ta która zanotowała największy spadek, została nagłośniona. Jest to przykład badania z lat 50. Czy nie brzmi znajomo? Tak – taki trik szczególnie chętnie wykorzystywany jest w branży kosmetycznej, która zalewa nas hasłami: 98% użytkowniczek szamponu ma bardziej lśniące włosy, skóra gładsza u 85% kobiet, 78% użytkowniczek zauważyło mniej zmarszczek. Jakie tu są próby? Sprawdziliśmy: 36, 28, 40 osób... 100%, czyli tak właściwie ile? Podobny wybieg stosowany jest przy podawaniu wartości procentowych, gdzie trzeba szczególnie uważać na liczebności badanych, które stanową podstawę do wyliczenia procentów. Dobrym przykładem są tutaj wyniki wyborcze. Znamienne jest, że uwzględnienie lub nieuwzględnienie odsetka osób, które nie zamierzają brać udziału w wyborach oraz osób o niesprecyzowanych preferencjach wyborczych może zmienić wyniki badania.
Varia Czy dajecie sobą manipulować?
Dla uzyskania lepszego wyniku jednej z partii można obniżyć grupy wiekowe – jeśli wybory mamy za rok, to czemu nie pytać o preferencje wyborcze obecnych 17-latków? A może wyłączyć z analizy badanych, którzy się wahają, albo stwierdzają, że nie pójdą do urn, a jeśli wynik przebiega znów nie po naszej myśli, to znów można by włączyć ich do wyliczeń. Przecież preferencje wyborcze można prezentować jako poparcie dla partii wśród: a) ogółu badanych, b) dorosłych badanych, c) badanych z prawami wyborczymi, d) badanych zdecydowanych co do sympatii politycznych, e) badanych, którzy deklarują, że pójdą na wybory, itd. Wybór każdej z wymienionych możliwości da inny wynik.
Uwaga prezentacja! Kiedy poznaliśmy już wszystkie wartości, wiemy jakie są wielkości próby, kogo badamy, wyliczyliśmy średnią i medianę, chętnie posłuchamy/przeczytamy wyniki. Ale tutaj też musimy zachować czujność! Od sposobu prezentacji wyników zależy nasza ocena. Informacja o tym, że „przeważająca większość”, czyli 70% Polaków nie uprawia sportu, brzmi dość niepokojąco. Nasz osąd byłby zupełnie inny gdybyśmy usłyszeli informację, że co trzeci Polak prowadzi aktywny tryb życia! Teraz już możecie być spokojni, że nikt nie będzie Wami manipulował.
Co nam mówi średnia? Średnia jest powszechnie stosowaną wielkością statystyczną, warto jednak wiedzieć, że nie zawsze jest ona wiarygodna. W przypadku, gdy badamy np. wzrost danej populacji to, wartości średniej i mediany będą do siebie zbliżone, gdyż w tym przypadku wykres przypomina krzywą dzwonową – symetryczny podział, gdzie osoby bardzo niskie i bardzo wysokie będą stanowiły mniejszość. Inaczej wygląda to w przypadku wielkości charakteryzujących się dużą zmiennością np. wynagrodzenia. Kim jest statystyczny Polak zarabiający średnią krajową? Dla przykładu przeanalizujmy wysokość zarobków w mieście X – mieszka tam gros osób, które zarabiają najniższą krajową i niewielką liczbę osób, których pensja jest pięciocyfrowa. W tym przypadku warto wiedzieć jak daleko mediany leży średnia.
Przemyśl, zanim przyjmiesz za prawdę, czyli na co zwracać uwagę przy interpretacji wyników:
Metryczka; Liczebność próby; Metoda doboru respondentów; Technika zbierania danych; Badana populacja; Dokładne sformułowanie pytania; Informacje o zamawiającym.
Wskaźnik Kapitału Ludzkiego w powiatach województwa zachodniopomorskiego Włodzimierz Durka, Ryszard Czyszkiewicz O rozwoju poszczególnych państw czy regionów decyduje wiele czynników, z których za jeden z najważniejszych wskazuje się kapitał ludzki. Włodzimierz Durka socjolog, współzałożyciel Centrum Rozwoju Społeczno-Gospodarczego (dyrektor ds. strategii i rozwoju). Pracownik naukowy Uniwersytetu Szczecińskiego. Główne zainteresowania badawcze odnoszą się do socjologii gospodarczej oraz rozwoju lokalnego i regionalnego. Ryszard Czyszkiewicz dr socjologii, przewodniczący Szczecińskiego Towarzystwa Socjologicznego. Główne zainteresowania badawcze odnoszą się do rynku pracy i rozwoju lokalnego. Autor wielu publikacji, m.in. „Rzeczpospolita z gminnego nadania”.
Pod tym pojęciem można rozumieć „jakość” ludzi zamieszkujących i aktywnych zawodowo, społecznie, kulturowo itp. w granicach danego obszaru. Podstawowym problemem jest w tym wypadku zagadnienie, w jaki sposób określać, a nawet mierzyć ową „jakość”. W teoriach ekonomicznych (z których zresztą pochodzi samo pojęcie kapitału ludzkiego) można wyróżnić te operujące kryterium wartości strumieni dochodów. W teoriach wywodzących się z socjologii wskazuje się na wartość wykształcenia, aktywności społecznej, innowacyjności itp. Tradycje ekonomiczne i socjologiczne operujące różnymi bateriami wskaźników cząstkowych pozwalających podjąć próbę „zmierzenia” kapitału ludzkiego zbiorowości zajmujących określone lokalizacje można z powodzeniem połączyć. Punktem wyjścia jest poziom wykształcenia określany jako odsetek osób posiadających wykształcenie na poziomie wyższym. Z reguły osoby takie wykonują bardziej wyspecjalizowane prace związane z kreatywnością oraz sprawowaniem funkcji zarządzających. Wiążą się z tym wyższe poziomy wynagradzania (strumieni dochodów), ale wiążą się z tym także inne wzory wartości społecznych. Z nich wskazać należy na dbałość o właściwą edukację następnych pokoleń.
W oparciu o te założenia została podjęta próba określenia wysokości kapitału ludzkiego w powiatach województwa zachodniopomorskiego. Dostępne są następujące dane: 1. Liczebność osób z wykształceniem wyższym zamieszkujących w danym powiecie. Dane te pochodzą ze spisu powszechnego 2011. Dodatkowo do grupy tej dołączono liczebności osób z wykształceniem policealnym, gdyż uzyskiwanie tego poziomu było do niedawna całkiem powszechne, ale przede wszystkim wiązało się z indywidualnym wysiłkiem przekraczającym próg powszechnie dostępnych szkół średnich. 2. Liczebność osób uzyskujących dochód z działalności gospodarczej przekraczający wysokość 80 tys. zł. rocznie (przed opodatkowaniem). Jest to wskaźnik udanej zaradności, aktywności i przedsiębiorczości. 3. Liczebność osób uzyskujących dochody z wynagrodzeń w wysokości powyżej 60 tys. zł. rocznie. Jest to wskaźnik zajmowania stanowisk kierowniczych, ale także wykonywania pracy twórczej i innowacyjnej. Te zajęcia zaś są w dużej mierze skorelowane z wykształceniem na poziomie wyższym. Dane o dochodach pochodzą z Izby Skarbowej w Szczecinie i dotyczą 2013 roku. 4. Wyniki egzaminów gimnazjalnych mogące być wskaźnikiem dbałości społeczności lokalnych (powiatowych) o jakość szkół oraz wskaźnikiem nacisku wywieranego przez dorosłych na pokolenie zdobywające dopiero wiedzę i przygotowujące się do następnych szczebli edukacji (także tych wyższych). Dane o wynikach pochodzą z Okręgowej Komisji Edukacyjnej w Poznaniu i dotyczą wyników w 2014 roku.
Varia Wskaźnik Kapitału Ludzkiego w powiatach województwa zachodniopomorskiego
Tabela 1 „Wysoki” kapitał ludzki w powiatach Metoda obliczenia wskaźnika kapitału ludzkiego została zapożyczona z metodologii stosowanej przez UNDP dla obliczenia Wskaźnika Rozwoju Ludzkiego (HDI). Polega ona na obliczeniu wskaźników cząstkowych (p. 1-4), dla których „kotwicami” są zawsze wartości najwyższe i najniższe (odpowiednio 1,0 i 0,0) osiągnięte przez konkretne jednostki poddawane obserwacji (w tym wypadku powiaty województwa zachodniopomorskiego). Określenie końcowego wskaźnika kapitału ludzkiego polega na prostym wyciagnięciu średniej ze wszystkich wskaźników cząstkowych. Wskaźnik kapitału ludzkiego zawiera się w przedziale <0;1>, i oprócz szeregowania jednostek obserwacji (powiatów) wskazuje na dystanse między nimi. Wskaźniki kapitału ludzkiego obliczone dla powiatów województwa zachodniopomorskiego kształtują się następująco:
Wskaźnik Kapitału Ludzkiego
Wskaźniki cząstkowe Wskaźnik edukacji (wyniki egzaminu gimnazjalnego)
Wskaźnik poziomu wykształcenia
Wskaźnik strumienia dochodów z działalności gospodarczej
Wskaźnik strumienia dochodów z wynagrodzeń
Źródło: obliczenia własne na podstawie wskazanych źródeł
Tabela 2 „Niski” kapitał ludzki Odwrotną stroną nagromadzenia na danych obszarach (powiatach) wysokiego kapitału ludzkiego jest nagromadzenie kapitału o niskiej jakości. Prezentacja takich danych raczej rzadko jest spotykana, a posiada ona przecież walor wskazywania na dystanse społeczne wewnątrz poszczególnych społeczności lokalnych (powiatowych). Wskaźnikami „niskiego” kapitału społecznego będą odwrotności wielkości przytoczonych w p.1-4. Będą one traktowane jako destymulanty rozwoju, dlatego w obliczeniach będą one opatrzone znakiem „-„. Do obliczenia tego wskaźnika posłużą: 5. Odwrotność wyników egzaminacyjnych w gimnazjach, 6. i 7. Liczebności osób uzyskujących z działalności gospodarczej oraz z wynagrodzeń dochody nieprzekraczające sumy 20 tys. zł. rocznie, oraz 8. Liczebności osób z wykształceniem niepełnym podstawowym, podstawowym i gimnazjalnym. W ostatniej kolumnie tabeli znajduje się wynik różnicy między wskaźnikami „wysokiego” (stymulanta) i „niskiego” (destymulanta) kapitału ludzkiego.
Wskaźnik kapitału ludzkiego (stymulanty i destymulanty)
Tabela ta jednak zawiera inne, ważne informacje. Obniżyła się pozycja powiatu polickiego, ale szczególnie gryfińskiego. Oznacza to, że istnieją tam największe dystanse między biegunami niskich i wysokich poziomów wykształcenia, niskich i wysokich poziomów dochodów, ale także miedzy biegunami osiągnięć edukacyjnych grup gimnazjalistów. Z kolei w powiatach pyrzyckim i drawskim dystanse te są stosunkowo najmniejsze – tyle, że i tak na stosunkowo niewysokim poziomie. Wnioski z przytoczonych obliczeń są bardzo proste. Podział między centrum i peryferiami jest wyjątkowo dobrze widoczny. Po pierwszej stronie znajdują się największe miasta (Szczecin, Koszalin, Świnoujście, Kołobrzeg
i Stargard) ) oraz obszary sąsiadujące (poza odpowiednimi powiatami, przede wszystkim powiat policki). Przy tym Koszalin, niewiele ustępujący Szczecinowi, w niewielkim stopniu oddziałuje na otoczenie, o czym świadczą bardzo niskie pozycje sąsiadujących powiatów: koszalińskiego, sławieńskiego i białogardzkiego. Po drugiej (tej peryferyjnej) znajdują się wymienione trzy powiaty uzupełniane przez powiat drawski i przede wszystkim powiat łobeski. W kategoriach kapitału ludzkiego można wręcz mówić o przepaści kulturowej, a być może i cywilizacyjnej między zachodniopomorskim centrum i zachodniopomorskimi peryferiami.