Source: https://nicprostszego.wordpress.com/2012/01/25/co-probuje-osiagnac-grupa-anonymous-i-czemu-popieram-acta/
Timestamp: 2016-12-04 22:19:47
Legal References Found: art. 91

art. 12
 art. 12
 art.16

art. 27
 art. 27

Document Content:
Co próbuje osiągnąć grupa Anonymous i czemu popieram ACTA – nic prostszego
Co próbuje osiągnąć grupa Anonymous i czemu popieram ACTA
RafałStyczeń 25, 2012Styczeń 26, 2012Osobiste	Zobacz wpisy
V jak Vendeta, czyli symbol społecznego oporu. /źródło: flickr; jacsonquerubin (CC BY-NC-SA 2.0)
W początkowym szale wpadłem w owczy pęd z całą resztą internetów i oprotestowałem dokument ACTA. Na swoją obronę powiem jedynie, że inspiracją były wiki i wordpress, które jednak protestują – o czym nie powinniśmy zapominać – przeciwko ustawodawstwu amerykańskiemu, a więc projektom PIPA i SOPA, a nie przeciwko umowie ACTA. Dokładnej treści amerykańskich dokumentów zresztą nie znam.
Większość szumu medialnego jednak mnie ominęła, bo przez całą drugą połowę zeszłego tygodnia byłem w górach i problemy internetów miałem w głębokim poważaniu. Po powrocie jednak siadłem i zacząłem czytać o tych wszystkich cyberatakach, o jakichś tam protestach, demonstracjach, o opiniach różnych polskich autorytetów (najpierw Żakowski się zacietrzewił, że ACTA jest bez sensu, na co mu Orliński bardzo pięknie odpowiedział; wreszcie Hołdys wsadził kij w mrowisko). Na koniec postanowiłem sam na dokument rzucić okiem.
Żeby nie udawać jakiegoś speca dodam od razu, że okiem rzuciłem jedynie na artykuł 27, dotyczący internetu właśnie. Bo pamiętajmy, że ACTA to znacznie więcej niż tylko kwestia piractwa w internecie.
Rzuciłem tym okiem, rzuciłem drugim, rzuciłem oboma. Wytrzeszczyłem moje patrzały tak, że mi prawie z czachy wyskoczyły. I prawdę powiedziawszy nie widzę w tym dokumencie tego wszystkiego, co według mediów, według Anonymous, według licealisty Michała, według redaktora Żakowskiego, się ma w tej umowie znajdować. Analizował tego tutaj nie będę – odsyłam do tego krótkiego wpisu na stronie Spider’s Web.
Tutaj powiem tylko tyle: ACTA, na mój marny chłopski nieprawniczy rozum, jest listą wskazówek i zaleceń. Nie jest prawem. Nie grozi sama w sobie żadną cenzurą, niszczeniem wolnej prasy, kultury i nie wiem czego jeszcze, ani też końcem internetu. Bowiem w niemal każdym artykule mówi, że środki stosowane w danej spornej sytuacji muszą być adekwatne i zgodne z obowiązującym w sygnującym tą umowę kraju prawem. Dodatkowo, większość zapisów zawiera taką oto perłę:
No jeśli to nie chroni naszej prywatności i naszych interesów, to ja już nie wiem, czego by wszyscy chcieli (zapewne uzbrojonego po zęby strażnika stojącego dzień i noc koło naszych cennych serwerów i laptoków, chroniąc te spiracone filmy, muzykę, książki, które na nich przechowujemy).
Innymi słowy: można się oburzać, że rząd negocjacje prowadził po cichu. Można się oburzać, że nie było szerokich konsultacji społecznych (chociaż nie jestem pewien, czy w tej sytuacji są one wymagane). Ale nie można mówić, żeśmy sobie ta umowę sprowadzili na głowę potop, Sodomę i Gomorę i Apokalipsę. Bo tak się nie stało.
Nie można też mówić, że rząd nagle się do ACTA przyznał teraz, albo że jej treść „wyciekła” do prasy. Dokument na stronach Komisji Europejskiej dostępny był od ponad roku.
Prawdę powiedziawszy, gdyby nie znacznie głośniejsze protesty w sprawie PIPA i SOPA w Stanach – na serwisach takich, jak wiki, czyli tych, z których każdy z nas korzysta codziennie, to większość z nas pewnie by tego nie zauważyła.
Do śmiechu (przez łzy) doprowadza mnie ogłaszanie, że takie to i takie portale i serwisy protestują przeciwko ACTA: większość protestuje już teraz na zasadzie podążania za tłumem. Pierwsze polskie serwisy, które jednak zdecydowały się rzucić tej umowie rękawicę – demotywatory, kwejk; wykop jest tu może wyjątkiem, gdyż nie publikuje treści jako takiej, a jedynie odnośniki – żyją przecież z piractwa! Innymi słowy: Kuba Rozpruwacz krzyczy, że prawo zabraniające morderstwa to skandal, a tłum klaszcze.
A co do akcji Anonymous: przyklaskiwanie im, jest przyklaskiwaniem cyberterroryzmowi. Jakie by nie były ich pobudki. Ja wszystkim tym, którzy chwalą i popierają te włamania na rządowe strony Polski i innych krajów, powiem tyle: cieszyliście się, jak samoloty w imię czyjejś wiary wlatywały w WTC? Nie? To po cholerę szczerzycie mordy teraz?
Ja osobiście mam szczerą nadzieję, że każdy jeden haker, który macza palce w tych atakach, zostanie ostatecznie złapany i zamknięty na lata w pierdlu, w celi bez prądu, coby mu takie głupie pomysły do głowy więcej nie przychodziły.
P.S. Żeby nie było jednak, że jestem jakiś strasznie niewyważony, możecie sobie inną analizę przeczytać tutaj (zgadzam się z jej fragmentami, ale niektóre punkty uważam za nadinterpretacją treści ACTA).
I jeszcze P.S.P.S. Wybaczcie mi rant, to się na pewno prędko nie powtórzy – zaraz wracam do pisania o tym, na czym się jednak znam, czyli o nauce ;)
I jeszcze P.S.3: Mariusz, z bloga Naturalnie, także popełnił kilka dni temu notkę na temat ACTA. Zasadniczo, jak mogliście zauważyć, się z nią nie zgadzam. Dodam jednak, że Mariusz poruszył bardzo ciekawy problem Wolnej Kultury. Ciekawy z mojego punktu widzenia jest on przez oczywiste odniesienie do Otwartej Nauki – i aż dziw, że hasło to się nie pojawiło, bo byłoby znakomitym punktem startowym do dyskusji na tym, co to dokładnie znaczy open source oraz jaka jest różnica między open source a open access – i ile z tych przyjemności jest tak naprawdę darmowe i dla kogo.
ACTA, Anonymous, pipa, sopa	Zobacz wpisy
Poprzedni Dzisiaj wszyscy jesteśmy głupsiDalej Molekuła Miesiąca – gdy sarin się nie umywa Opublikowane przez Rafał
Zobacz wszystkie wpisy, których autorem jest Rafał	27 Comments	agnieszka pisze:	Styczeń 27, 2012 o 17:12	Witam,
bardzo się cieszę, że nie pominąłeś naszych sugestii.
I obiecuję częściej po przeczytaniu się odzywać w komentarzach. Naprawdę z ogromną przyjemnością czytam tego bloga od ponad roku.
I jeszcze jedna refleksja, która nasunęła mi się przed dosłownie chwilą- polityka ma to do siebie, że jakkolwiek by się człowiek nią nie zajmował zawsze wyjdzie co najmniej na ignoranta (oby nie gorzej).
Odpowiedz	nic_trudniejszego pisze:	Styczeń 27, 2012 o 02:50	No i skoro przyznajesz w komentarzach, że byłeś w błędzie, to warto byłoby dać jakieś uaktualnienie w artykule. I porównywanie DDoSowania stron opresyjnego rządu z mordowaniem tysięcy ludzi w WTC klasyfikuje Cię jeszcze niżej niż wybiórcza.
Odpowiedz	Rafał pisze:	Styczeń 27, 2012 o 10:14	Miło, że spośród wszystkich linków, które podałem w tekście, zauważyłeś tylko te do Wyborczej (to a propos wybiórczości, niezależnie od znaczenia tego słowa). O samym twoim podejściu świadczy znakomicie niedostrzeżenie faktu, że teksty Żakowskiego i Orlińskiego są zasadniczo przeciwne sobie i są tu zaprezentowane właśnie jako odmienne opinie na temat ACTA. No ale w końcu najlepiej jechać po GW, bo jak zwykle to ona wszystkiemu winna. Durnia z siebie zrobiłem na własne życzenie, ale nie widzę, czemu niezrozumienie części tematu miałoby mnie powstrzymywać przed wypowiedzeniem się w ogóle, zwłaszcza że – co podkreślałem już wielokrotnie – zaznaczyłem, że nie jestem prawnikiem, więc chyba inteligentny czytelnik może wziąć na to poprawkę. Doktora mam z chemii, a z twojej strony minimum wysiłku wymaganie dowiedzenie się tego – ja zresztą zasadniczo nie sygnuję moich tekstów, niezależnie od treści, tytułem naukowym, bo nie uważam, żeby to miało znaczenie. Jak ktoś nagle do tego znaczenie wielkie przywiązuje (i jeszcze ubolewa nad swoimi magistrami w pracy), to dla mnie to jest tylko oznaką jakichś wewnętrznych niepokoi. No ale w końcu doktora z psychologii też nie mam, więc może tak sobie bredzę.
Uaktualnienia w artykule nie ma z tego samego powodu, który już podałem – bo zakładam, że inteligentny czytelnik, jak już się zdecyduje obrzucać mnie błotem, to zrobi to po zapoznaniu się z dyskusją, z której może w końcu się sam czegoś nowego dowie. No i nie mam powodu zaprzeczać, że napisałem to, co napisałem, więc po co to nagle kasować? Żebym potem wnusiom mógł opowiadać, że zawsze byłem po właściwej stronie barykady?
Ja nie porównuję DDoSowania stron rządu do WTC. Ja porównuję dwa akty terroryzmu. Kropka. A swoją drogą, cóż ci ten biedny rząd zrobił, że go wyzywasz od opresyjnych? Pewnie podatek kazał zapłacić.
Na koniec, na marginesie – bądźże odważny i jak już przychodzisz mnie tu wyzywać (bo merytorycznego w końcu nic nie powiedziałeś), to się chociaż podpisz. Najłatwiej jest pyszczyć i urągać anonimowo.
Odpowiedz	nic_trudniejszego pisze:	Styczeń 27, 2012 o 02:47	Ciekawa korelacja, autor pieprzy od rzeczy i linkuje do wybiórczego gówna… Albo się zapoznajesz z materiałami które są o acta i przewalają się na wszelkich stronach i dopiero wypowiadasz, albo nie masz o tym pojęcia i nic nie piszesz. Po co robić z siebie durnia? „No bo mi się nie chciało czytać i w to w ogóle nudne, przejadło mi się, ale w ogóle, to acta jest fajne no i wybiórcza to popiera”. Człowieku, Ty masz doktora? To chyba tak jak moi pracownicy magistra…
Odpowiedz	agnieszka pisze:	Styczeń 26, 2012 o 20:03	Witam, do tej pory byłam tylko niemą obserwatorką bloga, który prowadzisz. Tym razem jednak muszę się odezwać- nie zgadzam się zupełnie z wyrażonym powyżej poglądem. I mam tylko prośbę, żebyś w wolnym czasie spróbował zapoznać się z argumentacją prawnika, który brał udział jako „strona społeczna” w konsultacjach umowy ACTA i kilku innych kwestii (swoją drogą przeprowadzonych w sposób skandaliczny). Warto poznać argumenty, które przytacza.
Odpowiedz	Rafał pisze:	Styczeń 26, 2012 o 20:11	Mnie tylko żal, że muszę powiedzieć coś głupiego, żeby zmusić Czytaczy i Czytaczki do rozwarcia otworów gębowych w dyskusji ;) Ja się już pokajałem w komentarzach. Tytuł postu jednak zostanie, bo odnosi się także do tych nieszczęsnych Anonymous, którzy mnie bardziej rozeźlili niż cała ta umowa. No i szczerze mówiąc, mnie już się ACTA przejadła: siadłem do biurka i piszę nowy post o tym, co lubię, czyli o chemii, a nie polityce ;) A awanturowanie się zostawię licealistom i prawnikom ;)
Odpowiedz	FILMY PRAWDY pisze:	Styczeń 26, 2012 o 19:32	Witamy serdecznie.
Odpowiedz	Rafał pisze:	Styczeń 26, 2012 o 20:08	Mam podejrzenie, że choćby rząd niczego nie podpisał i wycofał się z całego tego interesu, to nie ma obawy, że materiałów o ACTA w sieci nam kiedykolwiek zabraknie. Dodam tylko, że wątpię, aby rząd (czy to w osobie pana Tuska, personalnie obwinianego za zło całego świata, czy to w osobie jego ministrów, czy nawet w osobie pani Marysi, sprzątaczki na Wiejskiej) zwracał aż taką uwagę na każdą stronę, która się w sieci pojawia i głosi niewygodne dla niego poglądy, a tym bardziej bawił się w zatruwanie życia autorom tychże poglądów. Jakby tak było, w polskim internecie byłoby znacznie mniej ogólnie pojętego oszołomstwa! (Bez urazy, nie chodzi mi o to, że akurat w tym przypadku, ale w ogólności.)
Odpowiedz	kajaczek pisze:	Styczeń 26, 2012 o 10:32	http://nieprogresywny.wordpress.com/2012/01/22/ad-acta/
http://nieprogresywny.wordpress.com/2012/01/23/to-nie-acta-jest-problemem-tylko-wy/
http://nieprogresywny.wordpress.com/2012/01/26/pieprz-acta-idz-pod-nik-i-sejm/
Odpowiedz	globalnysmietnik pisze:	Styczeń 26, 2012 o 10:17	Rafale – w awanturze o ACTA są try wątki:
Po pierwsze – protesty pojawiły się po zamknięciu Megauploadu. Trudno nie przyklasnąć akcji rządu Amerykańskiego. Nie rozumiem dlaczego gość od Megauploadu ma sobie kupować helikoptery nie odpalając ani grosza twórcom treści, którym handluje. Niech ci wszyscy obrońcy Megauploadu pukną się z czoło (aby nie powiedzieć pocałują się w d..).
Aktualna wykładnia praw autorskich: Tutaj uważam – nie wszystko jest w porządku. To, że istnieje takie czy owakie prawo – nie zawsze wiąże się z jego sensownością. Zdaje się w Szwajcarii cudzołóstwo dalej jest przestępstwem (albo niedawno ten paragraf zlikwidowano) a w niektórych krajach obcina się za to nosy. Do czasu cyfryzacji płaciło się za fizyczny nośnik zawierający treść podlegającą prawom autorskim. Natomiast za korzystanie z tychże treści w „publikatorach” nie płaciło się osobno (kosztowała cośtam gazeta, abonament radiowo-telewizyjno-kablowo-satelitarny, bilet do kina czy na koncert itd).
Po rewolucji cyfrowej i możliwości oddzielenia treści od fizycznego nośnika – koncerny medialne i twórcy przyjęli wykładnie dla siebie najwygodniejszą, (nośnik fizyczny = plik komputerowy) co przerodziło się w rozwiązania prawne bez próby poważniejszej dyskusji społecznej. W rezultacie legalne płyty w „internecie” kosztują tylko nieco mniej niż „normalne”, nieporównywalnie więcej, niż na przykład suma wynikająca z przeliczenia czasu prezentowania utworów w radiu i cenie abonamentu radiowego. Moim zdaniem ta sytuacja jest nie do utrzymania. Artyści i koncerny medialne lepiej by zrobiły nieco spuszczając z tonu i proponując dobrą ofertę serwisów streamingowych, czy coś w tym stylu, w cenie dzisiejszych abonamentów radiowych. Jakość przeszłaby w ilość i sytuacja uległaby unormowaniu. Tymczasem bronią swojego stanowiska jak kiedyś Amerykanie bronili prohibicji.
Postępowanie polskich władz: No tutaj sytuacja jest podobna jak z ustawą o lekach – osoby „otrzaskane” w walkach ze sztuczną mgłą, hipotezą helową i Zamachem Smoleńskim wiedzą, że najlepsza taktyką jest pójście w zaparte i negowanie wszystkich swoich błędów. Wynikają one z niekompetencji najróżniejszych urzędów i instytucji, która to niekompetencja narasta w czasie hartowana w ogniu walki z jeszcze głupszą opozycją. Czy wież, że ACTA w polskiej wersji jest dostępne na rządowych stronach często w postacie SKANU (tak – PDF z obrazkami ze skanera) ?
Odpowiedz	exra pisze:	Styczeń 26, 2012 o 11:45	” Wynikają one z niekompetencji najróżniejszych urzędów i instytucji”
– miło i uspokajająco jest to złożyć na karb głupoty, ale czy na pewno tylko z głupotą mamy do czynienia? Ważne i kontrowersyjne przepisy przepychane są tylnymi drzwiami, rząd ignoruje negatywne opinie RPO, GIODO i protesty społeczne, nie wspomnę już o tym, że niedawno ograniczono społeczeństwu dostęp do informacji publicznej (poprawka Rockiego). Może to paranoja, ale od jakiegoś czasu mam wrażenie, że ktoś tu próbuje wprowadzić rosyjski model demokracji (ironia zamierzona).
Odpowiedz	mariusz pisze:	Styczeń 25, 2012 o 22:23	Niekomercyjna działalność ostatecznie Pana uratowała, ale Sąd pragnie stanowczo podkreślić, że jakiekolwiek naruszanie licencji i praw autorskich nie będzie tolerowane i zagrożone jest konfiskatą wszystkiego co ma jakąkolwiek wartość ;)
Czcionka nie wygląda mi na taką z Free Fonts, więc może być czyjąś własnością. Skoro jesteś takim zwolennikiem ACTA, to ja Cię podkabluję gdzie trzeba i do czasu wyjaśnienia sprawy smutni Panowie zabezpieczą Twój majątek na poczet roszczeń właściciela praw do czcionki i 1/3 loga :) A na koniec: Witaj w gronie CC!
Odpowiedz	mariusz pisze:	Styczeń 25, 2012 o 21:57	Ja udostępniam na CC attribution alone (BY) czyli może być użyte do czegokolwiek, pod warunkiem podania źródła.
Nie dałem copyright, bo jak sam zauważyłeś nikt się tym nie przejmuje za bardzo, a ja tam po sądach latać nie będę. Zresztą z własnego doświadczenia wiem, że nawet MEN się nie przejmuje copyrightem (moja, własnoręcznie wykonana mapa była w testach maturalnych, zwyczajnie po chamsku zeskanowana. nawet nie chciało im się podać źródła, zresztą krążyło tego po necie więcej).
Po drugie, sam w swoich postach korzystam z CC więc nie mogę tego „zakopirajtować” z definicji CC, gdyż złamałbym licencję.
Tak popatrzyłem na Twój, niezły skądinąd blog, i miałbym wątpliwości czy możesz korzystać z CC skoro dałeś copyright. Musiałbyś wyłączyć z copyright materiały objęte CC, a nie znalazłem takiej adnotacji. Szczególnie dotyczy to CC SA (CC Share Alike). Tak czy siak, pakujesz się w zawiłości prawne, których chyba lepiej uniknąć, udostępniając na licencji CC. Sprawdź to, jeśli Ci na tym zależy, bo ja tam ekspertem nie jestem, więc może wprowadzam Cię nieświadomie w błąd.
No i jeszcze przyglądnąłem się Twoju logo :)
Czy Ty aby nie naruszasz czyichś praw? Myślę o zdjęciach i czcionce :)
Jak widzisz, trudno jest żyć w świecie wszędobylskich copyrightów, zakazów i patentów.
Odpowiedz	mariusz pisze:	Styczeń 25, 2012 o 22:07	heh, sam sobie odpowiadam.. sprawdź definicję Copyright . Obejmuje ona autorskie prawa majątkowe, nie możesz dać Copyright na całość prezentowanych materiałów, bo nie są one Twoją własnością. Wydaje mi się (ale może błądzę), że musiałbyś wydzielić część, która jest objęta tymi prawami (np. Twój autorski tekst, ale też nie wiem, na ile jest autorski przy notkach streszczających jakąś pracę naukową). Na pewno nie całość, tak jak teraz widnieje na Twoim blogu (z wyłączeniem komentarzy, co sam słusznie zauważyłeś).
Odpowiedz	Rafał pisze:	Styczeń 25, 2012 o 22:10	Ach, no to sprawa jasna. Idę szukać ikonki do CC ;P
Edit: zapomniałem, że tekst na dole bloga głosi, że kopirajt jest mój, chyba że zaznaczono inaczej. Więc na razie zostawię, jak jest, i idę do domu ;)
Odpowiedz	Rafał pisze:	Styczeń 25, 2012 o 22:09	Aj, no wiem właśnie. Co do zdjęć to jestem w 2/3 na czysto (poza amonitem, który niestety nie pamiętam skąd jest). Z czcionką to nie mam pojęcia. Tu jeszcze dochodzi to, że blog jest niekomercyjny i (niestety bardzo bardzo) non-profit, co wiele ułatwia w kwestiach używania ilustracji ;) Tylko dzięki temu zresztą mogę przedrukowywać tak często grafiki z publikacji. Ale z tą licencją to jeszcze poczytam, bo nigdy się aż tak nie zagłębiałem – i pewnie też zmienię na CC, co zresztą byłoby i tak tylko oficjalnym zatwierdzeniem status quo.
Odpowiedz	mariusz pisze:	Styczeń 25, 2012 o 18:26	Zapraszam wszystkich na strony Creative Commons Polska http://creativecommons.pl/
Zamiast zaprzątać sobie głowy obroną domniemanych praw autorskich najbogatszych koncernów medialnych, które i tak sobie nie krzywdują, lepiej zająć się budową otwartych idei.
Cały protest zaczął się od obrony wolnego dostępu do wiedzy, nauki i kultury i zablokowaniem Wikipedii bazującej na CC.
I niedobrze się stało, że dyskusja potoczyła się w stronę piractwa i kradzieży własności intelektualnej. Teraz głos sprzeciwu wobec ACTA odczytywany jest jako obrona darmowego dostępu do przywołanych tu pornoli.
Podyskutujmy o Wolnej i Otwartej Nauce i Kulturze.
Odpowiedz	Rafał pisze:	Styczeń 25, 2012 o 18:41	I chwała ci za udostępnianie bloga na licensji CC (ja sam jestem chytry i swojego tak nie udostępniam, jak widać; nie to, żeby ktokolwiek się tym przejmował ;/). Ale na jakiej dokładnie to jest? Czy też jak nie zaznaczysz, to znaczy, że na BY?
Odpowiedz	Science, science everywhere pisze:	Styczeń 25, 2012 o 16:53	Na pewno będę wpadać częściej, miło odkryć Twój blog, szkoda ze przy okazji politycznej. :)
Co do wklejania loga serwisu na obrazki to w pełni się zgadzam – jeśli nie jest to omówione z właścicielem praw, to nie powinno mieć miejsca. Nie wiem co na to prawo, ale nie sądzę by to było dopuszczalne.
Na ulicach protestuje głownie młodzież, w internecie nie tylko. No cóż, tak to już jest, że tylko młodzieży coś się jeszcze chce ;) Nie wnikam w ich intencje, część z nich wie co mówi, co widać po materiałach, jakie przygotowują, reszta pewnie boi się że filmów nie będzie. Co do hakerstwa to zdecydowanie przestępcy i kropka. Jest tragiczne i smutne, że w dyskusji o ACTA tylko im udało się przykuć uwagę Rządu. Szkoda również, że to ich poczynaniami media się zajmują.
Odpowiedz	Science, science everywhere pisze:	Styczeń 25, 2012 o 15:41	Szanowny Panie Doktorze,
w Pański tok myślenia wkradły się nieścisłości:
„ACTA, (…), jest listą wskazówek i zaleceń. Nie jest prawem.”
– ACTA jako umowa międzynarodowa stanowi na mocy art. 91 Konstytucji RP prawo w Polsce, więcej, jest NADRZĘDNA w stosunku do ustaw i rozporządzeń uchwalanych w RP. W przypadku kolizji ustawy nie mają zastosowania. Po ratyfikacji ACTA staje się ELEMENTEM PRAWA RP. Postanowienia ACTA nie nakładają na Polskę WYMOGÓW. Tworzą MOŻLIWOŚCI, które będą z dużym prawdopodobieństwem wykorzystane pod pozorem dostosowania do prawa międzynarodowego i pod bardzo prawdopodobnym naciskiem innych sygnatariuszy. Zawsze po podpisaniu umowy międzynarodowej sprawdza się jej implementację do prawa krajowego i naciska na rząd w razie braku.
(ACTA) „w niemal każdym artykule mówi, że środki stosowane w danej spornej sytuacji muszą być adekwatne i zgodne z obowiązującym w sygnującym tą umowę kraju prawem.”
ACTA w ŻADNYM artykule nie mówi o konieczności zgodności jej stosowania z prawem sygnatariusza. W niektórych artykułach wspomina się o poszanowaniu dla tego prawa (termin otwarty interpretacyjnie) lub o braku uszczerbku dla tego prawa (co oznacza, że nie można działać tak na podstawie ACTA, by nie realizować jakichś polskich przepisów, ale można działać tak, by realizować przepisy, których w polskim prawie nie ma, a są w ACTA ). Poza tym ACTA TWORZY DLA PAŃSTWA WYMÓG ZAPEWNIENIA REALIZACJI JEJ PRZEPISÓW W PRAWIE POLSKIM, POZOSTAWIAJĄC SWOBODĘ JEDYNIE CO DO FORMY (art 2 ACTA). Mowy o poszanowaniu prawa państwowego lub braku uszczerbku dla niego nie ma np. w następujących artykułach:
art. 12 ust. 2 – brak prawa do odwołania w przypadku konfiskatami materiałów i narzędzi w niektórych przypadkach, które zależą od uznaniowej interpretacji (np. „może spowodować szkodę”). art. 12 ust. 3 – Pańskie mieszkanie, komputer, samochód, konto mailowe lub blog itp. mogą zostać zawieszone w przypadku podejrzenia (nie oskarżenia) że naruszył Pan prawa autorskie (naruszenie zasady domniemania niewinności) z wykorzystaniem tych narzędzi. Wystarczy, że nieprzychylny np. czytelnik złoży na Pana donos.
art 14 i art.16 możliwość zajęcia towaru osoby prywatnej przez organy celne w przypadku gdy zachodzi _podejrzenie_ że to podróbka.
art. 27 ust. 1 – Polska ma _obowiązek_ wprowadzić do swojego prawa w ten czy inny sposób między innymi doraźne środki zapobiegawcze w stosunku do środowiska cyfrowego – np. takie opisane w w/w art 12 ust.3 art. 27 ust. 4 – jeśli jakiś chory psychicznie „posiadacz praw autorskich” stwierdzi, że Pan mu ukradł pomysł na bloga i przedstawi sfałszowane dowody w tej sprawie, może otrzymać od policji już na etapie podejrzeń, zanim sie okaże że to wariat, dane umożliwiające identyfikację Pana jako osoby (co najmniej Imię, nazwisko, pesel, adres). Takie dane, jakie są mu niezbędnie konieczne do wniesienia przeciw Panu pozwu cywilnego. Z uwagi na Pańską prywatność nie otrzyma oczywiście np. numeru Pańskiego buta. … i tak dalej, nie męczę już. :)
Krytycy ACTA rzadko protestują przeciwko ściganiu piractwa jako takiego, raczej przeciwko _metodom_, które godzą we wszystkich. Dlaczego Pan lub ja, mamy być odpowiedzialni za działania przestępców, jakimi są hakerzy i piraci internetowi i czemu to nasze prawa (np. domniemanie niewinności, prywatność) mają być przez nich ograniczane? Tak jak Pan napisał – do celi bez prądu z nimi, ale nie z nami, tylko dlatego że ktoś nas podejrzewa. Gratuluję zwrócenia uwagi na fakt, że ACTA do prasy nie „wyciekła”. 3 telewizje polskie otrzymały ją do konsultacji i nie raczyły poinformować o tym społeczeństwa tak samo jak Rząd. :)
P.S. Twierdzenie że niektóre znane polskie serwisy są pirackie, jest bardzo na wyrost. Przed publikacją na tych serwisach użytkownik zaświadcza że posiada prawa do publikowanego materiału. Nie jest rolą serwisu sprawdzać czy to prawda, ale rolą właściciela praw do materiału dochodzenie naruszenia praw, jeśli mu ono przeszkadza.
Odpowiedz	Rafał pisze:	Styczeń 25, 2012 o 16:13	Dzięki za ograniczenie tego jeżdżenia na mnie, jak na łysej kobyle, do minimum ;) No więc owszem i może i pewnie (na pewno?) masz rację – dlatego podkreśliłem kilkakrotnie (i powtórzę znowu), że rozumienie treści jest na mój chłopski, nieprawniczy rozum. Z czego jeden (mój) sensowny wniosek jest taki, że interpretację prawa powinienem zostawić prawnikom.
Co najmniej kilku kwestii moje niezrozumienie treści ACTA jednak nie zmienia:
– nie zmienia to tego, że jeśli taki kwejk usuwa logo/podpis autora z obrazka i nanosi na niego logo kwejka, to łamie prawo autorskie (a może znowu się mylę – jak tak, to proszę biczować); oraz tego, że w takiej działalności demoty i kwejk przodują, czego by sobie w regulaminach nie pisały;
– nie zmienia to hipokryzji protestujących tłumów – wymądrzających się licealistów, twierdzących, że internet rozumieją o niebo lepiej niż rządowa, oszukańcza swołocz, ale w istocie ubolewających po cichu, że nie będą już mogli tak łatwo i bezkarnie ściągać muzy, filmów, pornoli;
– no i nie zmienia to tego, że akcja Anonymous – oraz innych grup, które zaczynają się udzielać w podobny sposób – jest aktem przestępczym, co też zresztą jest jednym z moich głównych bolączek związanych z tymi protestami: fakt, że nikt nie kontestuje tych działań, bo przecież „rządowi się należy”…
No i dzięki za wizytę i zapraszam częściej ;)
Odpowiedz	R. pisze:	Styczeń 27, 2012 o 00:14	Nieścisłości są chyba i w tym komentarzu. No bo skoro ACTA „jest NADRZĘDNA w stosunku do ustaw i rozporządzeń uchwalanych w RP. W przypadku kolizji ustawy nie mają zastosowania. Po ratyfikacji ACTA staje się ELEMENTEM PRAWA RP. „, to czemu „Zawsze po podpisaniu umowy międzynarodowej sprawdza się jej implementację do prawa krajowego i naciska na rząd w razie braku.” — albo ACTA stanowi polskie prawo sama w sobie, albo jednak jest zestawem wymogów, jak prawo sygnatariusza ma być zbudowane i co ma zepewniać. A jeżeli to drugie (co oczywiste), to w czym groźba ACTA, skoro wg prawników nasze prawo jest już i tak bardziej restrykcyjne?
Ale załóżmy, że ACTA jednak sama w sobie stanowi prawo obowiązujące w Polsce. W jaki sposób miałaby być zastosowana w sposób restrykcyjny w stosunku do mieszkańców Polski, skoro każdy artykuł nakłada obowiązki (czy możliwości) na Stronę, a nie na obywateli?
Myślę, że w większości histeria związana z ACTA polega na założeniu złej woli polskiego ustawodawcy. Większość prawniczych komentarzy (łącznie z GIODO) mówi, że prawa polskiego nie trzeba poprawiać, bo spełnia zasady ACTA, ale na przyszłość może pojawić się furtka. Ale co to za furtka? To pretekst do zmiany prawa w Polsce (przez polski parlament), które będzie bardziej restrykcyjnej (niż trzeba) w stosunku do polskich obywateli. A czemu takie prawo miałoby być w ogóle uchwalone? Czy wszyscy siedzący w sejmie nie mają świadomości tego co robią i przekreślając swoją przyszłość uchwalą coś takiego? A jeżeli byliby na to zdecydowani, to po co im do tego ACTA, jako pretekst? Przecież mają możliwość uchwalenia takiego prawa, na jakie się zdecydują, nie potrzebują do tego żadnego pretekstu. > P.S. Twierdzenie że niektóre znane polskie serwisy są pirackie,
> jest bardzo na wyrost. Przed publikacją na tych serwisach użytkownik
> zaświadcza że posiada prawa do publikowanego materiału. Nie jest
> rolą serwisu sprawdzać czy to prawda, ale rolą właściciela praw do
> materiału dochodzenie naruszenia praw, jeśli mu ono przeszkadza.\
O, to zupełna nieprawda (jako ogólna zasada, bo nie odnoszę się do żadnych konkretnych polskich serwisów). Najlepszym przykładem jest to, co się ostatnio dzieje z serwisami hostingowymi (nie tylko megaupload). W końcu każdy z nich ma w regulaminie zobowiązanie do nieumieszczania materiałów łamiących prawa autorskie. I to nie znosi winy operatora serwisu, jeżeli umieszczanie materiałów pirackich jest ewidentne, jest o tym wielokrotnie informowany, i w praktyce żyje dzięki ich obecności.
Odpowiedz	mariusz pisze:	Styczeń 25, 2012 o 13:06	Cześć Rafale!
Poczułem się poniekąd wywołany do tablicy, za co zresztą dziękuję :)
Podobnie jak Ty nie pochwalam terroryzmu i złodziejstwa, o czym pisałem w swoim poście. Kradzież to kradzież, i tyle.
Z ACTA (zostawmy SOPA i PIPA) jest problem domniemania niewinności czyli najpierw udowadniamy winę, potem karzemy. A tutaj nie. Najpierw zamykamy, potem szukamy haka.
Kolejna rzecz to pieniądze. Przez wiele lat nic nie robiono z nielegalnym obrotem w mediach. Pieklono się jakieś 10 lat temu na mp3, potem mp4, że to formaty nielegalne, że prawo zabrania, że coś tam… I nic, formaty się upowszechniły i dzisiaj nikt się juz nie czepia. Okazało się bowiem, że rozpowszechnianie w necie muzyki czy filmów przekłada się na dochód ze sprzedaży legalnych materiałów.
Wychowano sobie pokolenie ludzi, którzy czerpali z tego przyzwolenia, a teraz daje im się po łapach. Tak się nie robi.
Polska sama parę razy wpadła w te sidła. Nie pamiętam dokładnej daty, ani numeru Dziennika Ustaw, ale pamiętam że podpisała to pani minister Jaruga-Nowacka. Chodziło o format plików dopuszczalny w obrocie jednostek budżetowych i administracji państwowej. Dopuszczalny są jedynie otwarte formaty typu .odt czy .png. Jakoś nigdy nie dostałem dokumentu w tym formacie, mimo, że co najmniej raz w tygodniu dostaję coś ze swojej Alma Mater. Ciekawe w jakim formacie krążą dokumenty w Sejmie?
Państwo jest w wielu przypadkach na garnuszku wielkich korporacji, które najpierw karmiły hojną ręką, a teraz zakładają obrożę. Słynna sprawa informatyzacji ZUS-u i podległości państwowej jednostki Asseco. Niczego w systemie nie można ruszyć bez Asseco i komputera wyposażonego w MS Windows. Zostaliśmy wasalem MS chyba na zawsze.
Czemu? Bo przez długie lata nikt się nie przejmował tym, że Winda mieściła się na 7 dyskietkach i można ją było instalować gdzie się chce. Tak też było z Win95, 98 itd. Aż do monopolu… a potem: Wała! Teraz wprowadzamy ustawę i będziemy was do pierdla wsadzać, żebyście monopolu nie złamali.
Czy pamiętacie Ustawę o prawach autorskich? A wiecie, że wydrukowano ją z naruszeniem praw autorskich?
Tak, okazało się, że ktoś od składu komputerowego, kto składał ustawę wykorzystał czcionkę, na którą nie było licencji. Ustawę wydrukowano i rozesłano. Potem odezwał się właściciel czcionki i sprawa się buchła.
Wziąłem dzisiaj do ręki polskie czasopismo naukowe, pełno tam wykresów, map, tabeli. W wielu wykorzystano ciekawe kroje pisma. Czy autorzy mieli świadomość, że czcionka też jest (lub może być) objęta prawem autorskim?
Brakuje edukacji, uświadamiania, pokazywania alternatyw. Brakuje wolnego rynku. Nawet w internecie. Wszystko wyrosło na braku poszanowania praw autorskich, bo tak było wygodnie możnym tego świata.
To trochę jak łowienie na żywą przynętę. Rybka pływa, my sobie skubiemy, skubiemy.. A potem nagle…szok…coś nas szarpie i ciągnie w stronę brzegu, chociaż wcale tego nie chcemy.
Macie pretensje do rybki czy do wędkarza?
Pozdrawiam i cieszę się, że w internecie możemy się tak „pięknie różnić”
Odpowiedz	anuszka pisze:	Styczeń 25, 2012 o 11:13	Nie sądzę, żeby Helsińska Fundacja Praw Człowieka zaledwie uległa owczemu pędowi:
http://www.hfhr.pl/list-do-premiera-w-sprawie-wstrzymania-podpisania-acta/
Albo GIODO:
http://www.rp.pl/artykul/4,796646-GIODO–ACTA-niebezpieczne-dla-konstytucyjnych-praw-i-wolnosci.html
To jest poważniejsza sprawa.
Odpowiedz	Rafał pisze:	Styczeń 25, 2012 o 11:32	Zgadzam się. Jest to sprawa poważna. Ale jestem pewien, że zgodzisz się ze mną, że aktów terroryzmu nie usprawiedliwia? Co do reszty, patrz powyżej.
Odpowiedz	Anion pisze:	Styczeń 25, 2012 o 11:07	Wszystko fajnie tylko nurtują mnie 3 rzeczy:
1. Skoro są to tylko wytyczne, po cholere to podpisywać? US wiele razy potwierdziły że podpis na umowie międzynarodowej znaczy tyle co nic
2. Dlaczego nie było konsultacji społecznych? Dlaczego do negocjacji nie dopuszczono organizacji zajmujących zwalczaniem piractwa?
3. Bodajże na blogu Wojciecha Orlińskiego można znaleźć odsyłacz do analizy ACTA okiem prawnika, i o ile można jej ufać, zmienia się status nas wszystkich. Do teraz aby przeszukać dom domniemanego pirata pokrzywdzony musiał mieć chociaż cień dowodu, od teraz producenci mogą nasyłać na kogo chcą, kogo chcą.( Tutaj przed oczami stają mi opowieści o gościach z AT którzy wbijają się ludziom do domu, zabijają im psa łamią kolesiowi żebra, a potem mówią „Sorry pomyliliśmy numery, Dowidzenia.”
Odpowiedz	Rafał pisze:	Styczeń 25, 2012 o 11:29	Ja tam nie wiem – a po co się podpisuje umowy międzynarodowe? Po co podpisano protokół z Kioto? Kartę Narodów Zjednoczonych? Konkordat? Jakiś powód zapewne jest – zaznaczyłem zresztą, że nie czytałem całości tego dokumentu. Podejrzewam, że motywy wyjaśnia preambuła.
Co do konsultacji społecznych, to ja się z tą częścią całkowicie zgadzam.
Co do prawnej interpretacji (to jest też Re: tekst o opini GIODO z komentarza poniżej): no to cóż mogę powiedzieć. Przeczytałem ten jeden artykuł i na mój chłopski, nieprawniczy rozum, to nie wygląda tak strasznie. Ale może coś więcej na ten temat jest w pozostałej części umowy (z tym, że internetu dotyczy tylko artykuł 27). Pan Rzecznik zresztą wydaje się też być bardziej zacietrzewiony przede wszystkim brakiem konsultacji. Ja się tylko ponownie odwołam do tego zdania z umowy, które cytowałem w notce: wszystkie procedury muszą być zgodne z prawodawstwem polskim. No to jest jednak jakiś rodzaj bezpiecznika. Być może – tu już jednak tylko spekuluję, bo w końcu nie jestem specjalistą od prawa konstytucyjnego (ani zresztą od żadnego innego) – nasze prawo jest po prostu tak dziurawe, że to obostrzenie w niczym nie pomaga. Ale to jest problem istniejącego prawa, a nie umowy. I to też, moim zdaniem, wskazuje na to, że jednak formując opinie na temat tego dokumentu powinniśmy się kierować tylko interpretacjami pochodzącymi od polskich instytucji i polskich prawników: ponieważ wpływ umowy będzie w każdym z krajów ją sygnujących zależał od lokalnego ustawodawstwa. Oczywiście mogę się całkowicie mylić.
Nie zmienia to jednak na jotę mojego zdania na temat aktualnej działalności Anonymous oraz protestów szumnie ogłaszanych przez demotywatory, kwejki i inne takie.