Source: http://www.reformowani.info/poradnik-berejczyka-znieslawienie/
Timestamp: 2020-08-09 06:17:32
Legal References Found: Art. 213
 art. 212

art. 196
 art. 212
 art. 212
 art. 212
 art. 212
 art. 212
 art. 212
 art. 212
 art. 212
 art. 212
 art. 212
 art. 213
 art. 213
 art. 212
 art. 213
 art. 213
 art. 212
 art. 213
 Art. 213
 art. 115
 art. 213
 art. 195
 art. 115

Document Content:
Poradnik berejczyka: zniesławienie | reformowani
utworzone przez Reformowani | Cze 17, 2019 | Poradnik berejczyka |
W obronie Chrystusa
Polskie prawo a ochrona dóbr osobistych
Adversus hæreticos
Art. 213 kk jako pomijany kontekst
Zamiar i wina
§ 4 art. 212 kk
Art 213 kk
Prawdziwy zarzut
Niepubliczny zarzut
Publiczny zarzut
Osoby służące obronie społecznie uzasadnionego interesu
Słowo mówi:
Gal. 2:18-20 18. Jeśli bowiem na nowo buduję to, co zburzyłem, samego siebie czynię przestępcą. 19. Bo ja przez prawo umarłem dla prawa, abym żył dla Boga. 20. Z Chrystusem jestem ukrzyżowany: żyję, ale już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus. A to, że teraz żyję w ciele, żyję w wierze Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał za mnie samego siebie.
A zatem, skoro już nie „ja” żyję, oczywistym jest, że „ja” nie mogę czuć się urażonym, dotkniętym, zranionym, etc. W dodatku czytamy:
Rzym. 12:3; 16 3. Mówię bowiem przez łaskę, która mi jest dana, każdemu, kto jest wśród was, aby nie myślał o sobie więcej niż należy, ale żeby myślał o sobie skromnie, stosownie do miary wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił.; 16. …Nie miejcie o sobie wysokiego mniemania, ale się ku niskim skłaniajcie. Nie uważajcie samych siebie za mądrych.
A zatem nie ma „ja” i nie ma naszego „dobrego imienia”. Prawdziwie wierzący pielgrzymuje w uniżeniu, a zatem nie jest możliwym, by uczeń Chrystusa czuł się znieważony z powodu imienia Pana, ba! zaryzykuję tezę, że skoro jestem „totus tuus Domine”, to moje „imię” jest bez znaczenia i nie ma „wartości” w każdej wręcz sprawie, również całkowicie świeckiej.
Ale czy może zatem powinniśmy chronić „dobra osobiste” naszego Pana, Jezusa Chrystusa? Przecież ktoś może powiedzieć, że „on” sam, czy jego „ego” nie ucierpiało, ale „osobisty atak” stanowi faktycznie atak na Boga samego. A skoro tak, to taki „zaatakowany” delikwent, może twierdzić, że ma wręcz obowiązek, czy chociaż potrzebę, by bronić imienia Pana przed świeckim sądem. Czy to aby właściwe? Słowo jest tu jednoznaczne i min. czytamy:
Rzym. 12:19 Najmilsi, nie mścijcie się sami, ale pozostawcie miejsce gniewowi. Jest bowiem napisane: Zemsta do mnie należy, ja odpłacę – mówi Pan
Podsumowując, możemy powtórzyć, za Duchem Bożym:
Rzym. 12:18 Jeśli to możliwe, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi żyjcie w pokoju
W sprawach o tzw. naruszenie dóbr osobistych, inicjatywa postępowania sądowego należy całkowicie do „pokrzywdzonego”. Tak samo w ew. postępowaniu karnym, inicjowanym zawiadomieniem o możliwości popełnienia czynu zabronionego z
art. 196 kk (czyli haniebna i niesławna „obraza uczuć religijnych”)
albo 212 kk („zniesławienie”).
Tym samym dochodzimy do następującej konkluzji: posłuszny sługa i uczeń Chrystusa Pana, z powodu swojej wiary („dla imienia Pana”), NIGDY nie zwróci się do władzy świeckiej o ochronę prawną dot. jego „dóbr osobistych”, czy wskutek rzekomej „obrazy uczuć religijnych”! Ergo, jeśli zatem dochodzi do sytuacji, w której ktoś nam grozi podjęciem takich działań, czy choćby, poczuwszy się dotkniętym, poucza nas o takiej ew. odpowiedzialności, miejmy świadomość, że taka osoba jest – co najmniej – daleko od Pana!
Co tu zatem dużo mówić. Jeśli rozeznaliśmy, że Iksiński służy diabłu lub swojemu brzuchowi, a nie Bogu Żywemu, i mówimy publicznie o tym i przestrzegamy przed taką osobą, a p. Iksiński reaguje na to sugestią, że skorzysta z władzy świeckiej, by zamknąć nam usta, to w ten sposób dodatkowo potwierdza prawdziwość zarzutów, jakie mu postawiliśmy. I znowu widać głęboki refleks Prawdy, w popularnym ludzkim powiedzeniu: „broni się tylko winny”! Tak bowiem faktycznie jest w tym przypadku.
Pamiętajcie i nie wahajcie się mówić, że TYLKO wilk w owczej skórze czy kozioł, WINNY głoszeniu innego Chrytusa albo chciwości, cudzołóstwa czy bałwochwalstwa, etc., będzie chciał zamknąć usta temu, kto przed nim przestrzega czy go napomina! A żeby było ciekawiej, to taki nasz argument znajdzie zrozumienie nawet i przed ludzkim sądem (choć sam jeden nie jest raczej wystarczający do oddalenia czy umorzenia sprawy przeciw nam).
No dobrze. Ale jeśli sługa diabła, lub swego brzucha, jednak już nam zagrozi w ten sposób? Czy mamy powody do obaw? W Słowie czytamy min.
Hebr. 1:6 Śmiało więc możemy mówić: Pan jest moim pomocnikiem, nie będę się lękał tego, co może mi uczynić człowiek
Na początek pamiętajmy zatem o wsparciu i pomocy, jaką mamy w Panu i o bezsilności przeciwników naszych. Pan mówi przecież: Nie porzucę cię ani nie opuszczę! (Hebr. 13:5)
W innym miejscu Słowo mówi:
Łuk. 12:11-12 11. A gdy będą was prowadzić do synagog, przełożonych i władz, nie martwcie się, jak i co macie odpowiedzieć na swoją obronę lub co macie mówić. 12. Duch Święty bowiem nauczy was w tej właśnie godzinie, co macie mówić.
Jeśli zatem Bóg wybrał Ciebie Bracie, Ciebie Siostro, byś oddał, byś oddała, na sali sądowej chwałę Prawdzie, wiedz, że Pan Zastępów jest z tobą! Mamy zatem obietnicę, iż Duch Święty nauczy nas, jak postępować w takich przypadkach.
Zostawmy na razie z boku kwestie dotyczące samego postępowania sądowego, ale skupmy się najpierw na „mocy” gróźb czy oskarżeń wobec nas kierowanych. Miejcie bowiem świadomość, Bracia i Siostry, że w 99% prób zamknięcia Wam ust samą groźbą użycia przeciw Wam prawa świeckiego, jest całkowicie chybionych i bezpodstawnych w świetle prawa polskiego i unijnego. To zwykłe, ordynarne blefy pokątnych szulerów!
Najczęstszym i teoretycznie najgroźniejszym „działem”, jaki jest przeciw nam wytaczane, jest art. 212 kodeksu karnego, czyli tzw. zniesławienie. Nie tak dawno temu jeden z naszych Braci otrzymał bardzo poważne pismo, gdzie min. zacytowano mu ten artykuł. Brzmi on:
Brzmi groźnie, prawda? Szkoda tylko, że szuler, który to wysłał do naszego Brata, „zapomniał” o – dosłownie – następnym, tj. 213. artykule kodeksu karnego:
Już z samej lektury tych dwóch artykułów kodeksu karnego widać, że postawienie zarzutów z art. 212 kk wcale nie jest takie proste a do ew. skazania wiedzie bardzo długa droga. Zasady i przesłanki odpowiedzialności karnej są dość restrykcyjne. Podstawowymi pojęciami w tym zakresie, są
Nie wchodząc obecnie w bardziej szczegółowe wyjaśnienia, przyjmijmy, że zamiar oznacza świadomą chęć wywołania bezprawnego skutku, w tym przypadku opisanego w art. 212 §1 kk. Zajrzyjcie zatem w Wasze serca. Czy Waszą intencją jest poniżenie „pokrzywdzonego”, przy pomocy kłamstwa („pomówienie”)? Wierzę i ufam, że odpowiedź jest jedna i brzmi: NIE!
Czy chcecie narazić taką osobę na „utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności”? Oj, musimy sobie szczerze odpowiedzieć na to pytanie. Jeśli podejmujecie pewne działanie faktycznie chcąc spowodować, np. że fałszywy nauczyciel straci źródło zarobku, jakie sobie uczynił ze swoich fałszywych posług, a dana trzódka zostanie odebrana złemu pastorowi, to…wróćcie do Rzy. 12:9 Miłość niech będzie nieobłudna. Brzydźcie się złem, trzymając się tego, co dobre. (i wielu innych fragmentów Słowa, choćby tych mówiących dlaczego i po co Bóg dopuszcza działalność wilków w owczej skórze)!
Jeśli, mocą Ducha Świętego, ktoś czytając Wasze przestrogi i wypowiedzi demaskujące trujące kąkole, odwróci się od fałszywych nauk i ślepych pasterzy, to Bogu dzięki za to. Ale „szkodzenie” tym fałszywcom „tu i teraz” nie ma być intencją naszej rozumnej i trudnej służby Miłości. Mam nadzieję bowiem, że Waszą intencją, jest dawanie świadectwa Prawdzie i przestrzeganie przed fałszywymi „braćmi”, ze względu na miłość braterską i miłość do Boga Żywego. A zatem Waszym zamiarem nie powinno również być narażenie na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności. Jeśli zatem nie żywicie zamiarów wskazanych w art. 212 §1 kk, to…śpijcie spokojnie 🙂
Kwestia WINY nie dotyczy etapu przedsądowego, a zatem tego na którym zaczyna się i kończy 99% prób zamknięcia Wam ust. Dość wskazać, że elementem winy jest świadomość bezprawności Waszego działania. Bez tego nie można Wam winy przepisać. A rzeczą pierwszorzędną jest, byście uświadomili sobie, że zarzucany czyn musi zostać udowodniony. Sąd, jeśli orzeka o kimś, że ten jest „niewinny”, to stwierdza wyłącznie, iż NIE UDOWODNIONO WINY (przed ludzkim sądem Hiob pewnie by się wybronił…). A zatem muszą być przeprowadzone dowody, z zapisów rozmów, wypowiedzi i zeznań świadków oraz wyjaśnień oskarżonego. Sąd następnie te dowody ocenia, szczególnie Wasze wyjaśnienia. Zależność między zamiarem i winą jest taka, że jeśli nie ma zamiaru, to nie można przypisać i winy. A bez winy nie ma kary.
Wasze wypowiedzi niewątpliwie często, jeśli nie zazwyczaj, są rozpowszechnianie za pomocą „środków masowego komunikowania”. Ale, co wynika wprost z art. 212 §2 kk, żeby można było mówić o bezprawności Waszego czynu, nie wystarcza samo upublicznienie Waszej wypowiedzi, ale ta wypowiedź nadal musiałaby spełniać kryteria z art. 212 §1 kk. Implicite, jeśli nie było w Was zamiaru działania opisanego w § 1., to sama okoliczność upublicznienia danej wypowiedzi, nie jest sama w sobie przesłanką odpowiedzialności karnej z art. 212 kk.
Bardzo ważnym dla stanu Waszej wiedzy o potencjalnym zagrożeniu jest przepis § 4. Nikt nie może złożyć „zawiadomienia” na policję, czy do prokuratury, o możliwości popełnienia przez Was czynu z art. 212 kk. Coś takiego nie wystarczy, do wszczęcia postępowania karnego przeciw Wam. Jeśli zatem ktoś czegoś od Was żąda czy domaga się od Was zaprzestania służby Prawdzie a wskazuje, że w „przeciwnym razie” złoży takie „zawiadomienie o możliwości popełnienia czynu zabronionego z art. 212 kk”, to wiedzcie, że są to słowa bez treści, plewy rzucane na wiatr.
Ba, takie pismo może zostać złożone na komendzie, czy przesłane do danej jednostki prokuratury, a Wy może dostać „w pakiecie” np. skan czy ksero takiego „zawiadomienia” z przybitą prezentatą („wpłynęło” dnia….) albo z kopią dowodu nadania takiego pisma (lub kopią tzw. zwrotnego potwierdzenia odbioru).
Ha, możecie nawet zostać wezwani na komendę, celem złożenia jakichś wyjaśnień… (bo jakich życzliwy albo nadgorliwiec pomyśli, że ciasta na tym nie upiecze, ale może chociaż jakąś zupinkę upichci) ale to nic nie znaczy i nie może wywołać dla Was żadnych negatywnych konsekwencji. Jak mówi Chrystus Pan:
Marek 5:36 […] Nie bój się, tylko wierz!
Złożenie bowiem do sądu (i tylko do sądu, nie do prokuratury czy na policji) tzw. prywatnego aktu oskarżenia to czynność
wielce sformalizowana
i pracochłonna
oraz, last but not least, kosztowna.
Zwykła cielesna ocena, wg kryteriów „koszt-efekt”, przemawia przeciw takiemu działaniu (a przecież ci „pokrzywdzeni” Prawdą, przez Wasze wypowiedzi, są całkowicie cieleśni i takie właśnie kryteria stosują). Sporządzenie takiego aktu oskarżenia przez profesjonalistę kosztuje czas i pieniądze, nieprofesjonalista nie podoła, a prawdopodobieństwo samego wszczęcia postępowania karnego (nie mówiąc już o skazaniu) jest bardzo małe. Oprócz bowiem uniwersalnych zasad dotyczących zamiaru i winy, istnieją jeszcze inne okoliczności, czyniące takie działania przeciw Wam chybionymi. Są to przede wszystkim: brak wszystkich znamion czynu zabronionego lub znikoma społeczna szkodliwość czynu.
Tyle (w skrócie) na temat art. 212 kk.
Przejdźmy teraz do art. 213 kk, zawierającego przepisy wyłączające bezprawność zniesławienia. Nie lubię przypisywać sobie słów innych ludzi, dlatego co do treści art. 213 kk zacznę od tego linku: (zwróćcie uwagę, że w tym zlinkowanym artykule jest też odnośnik do odrębnego artykułu, dot. wyżej omówionego art. 212 kk, warto i z nim się zapoznać, oba są napisane – w mojej ocenie – całkiem przystępnym językiem).
Wspomnianemu na początku Bratu sugerowano już, w jawnie bezbożny i bezczelny sposób, że nawet jeśli zarzuty, które postawił Iksińskiemu, są prawdziwe, to i tak to go nie uchroni przed „karą” (odpowiedzialnością), bo postawił te zarzuty publicznie. Przeczytajcie to jeszcze raz i jeszcze raz. Widzicie to skrajne szyderstwo? Widzicie to? Sługa diabła mówi do naszego brata coś takiego:
„Tak, robię te wszystkie bezbożne rzeczy, ale to Ty zapłacisz za to, że je ujawniasz.”
Straszne, prawda? Wręcz przerażające, czyż nie? Otóż…NIE! Nie jest to ani straszne, ani przerażające, co najwyżej bardzo smutne. Jakże żałośni są ci, którzy w owczarni podnieśli bunt przeciw Pasterzowi! Miecz Pana woła nad nimi:
Mat. 18:7 Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą bowiem przyjść zgorszenia, ale biada temu człowiekowi, przez którego przychodzi zgorszenie !
Wiedzcie bowiem, Bracia i Siostry, że są to tylko kolejne „ślepaki”, puste groźby. Analizując § 1 i § 2 art. 213 kk, widzimy trzy kluczowe pojęcia:
1. „prawdziwy zarzut”,
2. „niepublicznie”
3. i „publicznie”.
Pojęcia te nie są wprost wyraźnie zdefiniowane w kodeksie karnym, ale doktryna i orzecznictwo wypracowały takie definicje.
Najpierw poruszmy, pokrótce, kwestię „prawdziwości” zarzutu. Czytamy w Słowie:
Łuk. 20:21 I zapytali go: Nauczycielu, wiemy, że dobrze mówisz i uczysz, i nie masz względu na osobę, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz
2 Jana 1:4 Ucieszyłem się bardzo, że wśród twoich dzieci znalazłem takie, które postępują w prawdzie, jak otrzymaliśmy przykazanie od Ojca
Ktoś spyta, co ma prawdziwość zarzutu do Prawdy? Wszystko! Przecież Iksom zarzucamy nic innego, jak sprzeniewierzenie się Prawdzie, jak postępowanie WBREW Prawdzie. Czyli implikacja jest tu prosta: jeśli będziemy potrafili udowodnić, że nasz zarzut doktrynalny jest prawidłowy teologicznie, będzie on „prawdziwy” w rozumieniu art. 213 §1 i 2 kk. Nie jest bowiem pomówieniem (kłamstwem) twierdzenie, które my uznajemy za prawidłowe i które jest prawidłowe wg pewnego zewnętrznego punktu odniesienia (kryteriów oceny), nawet jeśli 2-a strona może nie zgadzać się z prawidłowością (prawdziwością) naszego zarzutu. Pomówienie kogoś polega bowiem na przypisaniu takiej osobie cechy czy działania, co do której to cechy czy działania wiemy że faktycznie nie jest prawdziwa (nie występuje, nie zdarzyła się) lub co najmniej nie mamy pewności, iż dana osoba faktycznie ma taką cechę lub że dane zdarzenie miało miejsce (czyli, innymi słowy, plotkowanie może być pomówieniem). Zatem jeśli stawiamy zarzut, musimy zadbać tylko i aż o to, byśmy potrafili udowodnić, że:
1. Zarzucana okoliczność czy cecha jest prawdziwa obiektywnie (czyli „pokrzywdzony” faktycznie posiada daną „właściwość” lub faktycznie „postąpił” jak twierdzimy, że postąpił). W tym bardzo pomocne są zdjęcia Iksa w danych okolicznościach, które opisujemy, czy zapisy jego wypowiedzi, na które się powołujemy;
2. Taką właściwość czy postępowanie wartościujemy negatywnie, nie według własnego widzimisię ale wg zewnętrznego punktu odniesienia, Słowa lub teologii chrześcijańskiej. Wiecie, teologia się przydaje 😉
Wtedy nie będzie można nam przypisać zamiaru pomówienia, tj. świadomej nieprawdy.
Ogólnie my wszyscy, nawet bezwiednie, mając od Pana dane nie tylko mięsiste serce ale i zdrowe nerki ;), czyli trzeźwy rozum i zdrowy rozsądek, jesteśmy w stanie rozróżnić i ocenić, że wiadomość na priv będzie „niepubliczna” a post na naszej tablicy (profilu publicznym), będzie „publiczny”. Czy taką wiadomość skierujemy do bezbożnego Iksa Wilczyńskiego czy do brata lub siostry w wierze, to nadal będzie zarzut uczyniony niepublicznie. A jak już wiemy, prawdziwy zarzut postawiony niepublicznie nie jest czynem zabronionym z art. 212 kk.
Jak to zatem jest z publicznym czynieniem zarzutów Iksowi W.? Cyt.:
„Zawartość publiczną może zobaczyć każdy, w tym osoby, których nie znamy, osoby niebędące użytkownikami Facebooka oraz osoby, które korzystają z innych mediów oraz innych witryn internetowych (chyba, że świadomie skorzystasz z możliwych ustawień prywatności FB). Na przykład jeśli korzystasz z usług FB, aby skomentować w czasie rzeczywistym program telewizyjny, Twój komentarz może pojawić się w tym programie lub w innym miejscu na Facebooku. Na Linkedin twój profil publiczny jest wyświetlany, gdy inne osoby wyszukują Ciebie, korzystając z publicznie dostępnych wyszukiwarek internetowych, takich jak Google, Yahoo, Bing. Trochę zaczyna być przerażająco, jeśli nie zdajesz sobie sprawy, jaki status przyznałeś sobie stając się użytkownikiem internetu”.
Tak, to jest trochę przerażające. Miejcie jednak tą świadomość, że praktycznie każda Wasza wypowiedź, opublikowana w internecie, może stać się „publiczna”, czyli dostępna wielu innym osobom, niemającymi nic z Wami wspólnego, Wam nieznanym, itd. Szczególnie blogerzy czy youtuberzy muszą mieć tą świadomość. Ale uwaga, jeśli ktoś upubliczni Waszą prywatną wypowiedź, Wy nie możecie być za to pociągnięci do odpowiedzialności, bo nie Wy to zrobiliście. No chyba, że kogoś nakłonicie albo wręcz zmusicie, żeby upublicznił Waszą „niebezpieczną” wypowiedź. Wtedy będzie ponosić odpowiedzialność (chyba że bezprawność będzie wyłączona z innej przyczyny, o czym dalej). Oczywiście piszę to wyłącznie teoretycznie, biada bowiem temu wierzącemu, który by stosował takie podstępy czy przymus!
Przejdźmy zatem wreszcie do treści art. 213 §2 kk. Przyjmijmy, że uczyniliśmy publicznie prawdziwy zarzut. W świetle dotychczas omówionych przepisów mogłoby się wydawać, że faktycznie mogło dojść do zniesławienia. Jak pisałem, właśnie w tą stronę poszedł ww. atak na naszego brata. ALE – znowu w tym miejscu musimy przypomnieć sobie ogólne zasady odpowiedzialności. Jeśli postawiliśmy publicznie prawdziwy zarzut, nie mając zamiaru zniesławienia lub czyn nasz miał znikomą społeczną szkodliwość – nikt nas nie pociągnie do odpowiedzialności, w najgorszym wypadku sąd nas uniewinni albo umorzy postępowanie. Jednak przyjrzyjmy się jeszcze kolejnym okolicznościom wyłączającym bezprawność naszego czynu. Art. 213 § 2 kk stanowi:
1. Dotyczący postępowania osoby pełniącej funkcję publiczną lub
2. Służący obronie społecznie uzasadnionego interesu.
W pkt 1 kluczowym pojęciem jest „osoba pełniąca funkcję publiczną”. Osoba publiczna, zgodnie z definicją encyklopedyczną, to taka, która wykonuje funkcje publiczne lub przez inną swoją działalność zawodową, gospodarczą, społeczną, polityczną, kulturalną wpływa znacząco na funkcjonowanie społeczeństwa. To jest szersza definicja, niż ta wskazana wprost w przepisie. Zgodnie bowiem z art. 115 §19 kk:
Przy takim „wąskim” podejściu wydawać by się mogło, że nie możemy „obronić” się przepisem art. 213 §2 pkt 1 kk. ALE…Bogu dzięki z pomocą przychodzi nam „grzech” kościelnictwa, rozumiany jako systemowe uchybianie zasadzie wyrażonej przez Pana tymi słowy:
Mat. 22:21 Odpowiedzieli mu: Cesarza. Wtedy powiedział im: Oddajcie więc cesarzowi to, co należy do cesarza, a Bogu to, co należy do Boga.
Trzoda należy do Pana, zatem „rejestrowanie” się wedle prawa ludzkiego („cesarza”) nie jest Panu miłe (pamiętamy co się stało, kiedy Dawid samowolnie zliczył Izraela). Ale taka „rejestracja”: wiąże się z pewnymi profitami czy uprawnieniami.
Pastor udzielający ślubu, czy duchowny za którego ZUS opłaca składki emerytalne i zdrowotne (tak, tak jest!) pełni funkcje publiczne. Starszy, czy diakon w zborze „zarejestrowanym”, nauczając, duszpasterząc, decydując o przyjęciu do zboru czy o wydaleniu ze zboru, itd. też pełni funkcje publiczne. To samo jest z prowadzącym szkółkę niedzielną, mającą uprawnienia do wystawiania ocen z „religii”. Ba – nawet publiczna ewangelizacja, czy impreza w stylu „Marsz dla Jezusa” może być formą prawnie chronionego publicznego sprawowania kultu religijnego (zobaczcie art. 195 kk), a prowadzący taki „event” będzie miał status osoby sprawującej funkcję publiczną.
To wszystko są zatem sfery, w których nasz Iksiński pełni funkcje publiczne. Jednocześnie pełnienie tych funkcji buduje autorytet Iksa Wilczyńskiego, daje mu posłuch, daje mu władzę wśród owieczek (i kozłów…). Można zatem bezpiecznie założyć, że nasz zarzut dotyczący udziału w publicznej imprezie o wyraźnie bezbożnym charakterze czy wręcz organizacji takiej imprezy, będzie do obrony, jako dotyczący „osoby pełniącej funkcje publiczne”.
Na zdecydowanie bardziej grząski grunt wkroczymy tam, gdzie taki nasz Iksiński, niewątpliwie będący osobą publiczną i sprawujący wyżej wskazane funkcje publiczne, robi coś „brzydkiego” ale niezwiązanego bezpośrednio z pełnieniem jednej z ww. funkcji (czyli np. głosi jakąś bezbożną doktrynę w swoim kazaniu, ale robi to zza biurka, do internetu, albo zza kazalnicy). Jeśli Iks W. jest „funkcyjnym” w zarejestrowanym zborze czy denominacji, to generalnie nadal można mu przypisać status osoby pełniącej funkcje publiczne (szczególnie, jeśli to my płacimy za niego składki ZUS). Gorzej, jeśli jest „zwykłym” członkiem zboru, albo „wolnym elektronem”. Na szczęście pycha tych ludzi i potrzeba budowania pozycji i autorytetu, powodują, że prawie zawsze nasz „antybohater” jest jednak takim „funkcyjnym” i to zazwyczaj z samej wierchuszki. Ogólnie trzeba jednak wyraźnie stwierdzić, że dla „pokrzywdzonego”, jego prawnika, a w końcu i dla sądu (jeśli dojdzie do przyjęcia przezeń prywatnego aktu oskarżenia), nie musi być wcale oczywistym, że „pokrzywdzony” jest „osobą pełniącą funkcje publiczne” w rozumieniu przepisów art. 115 §19 kk. Musimy być zatem gotowi do obrony tej tezy, wskazując ww. argumenty. Warto zatem mieć świadomość jakie przywileje związane są ze statusem osoby „duchownej” czy szerzej z rejestracją ludu bożego u cesarza i warto mieć możliwie jak największą wiedzę o Iksie Wilczyńskim.
Został nam punkt drugi:
„[zarzut] służący obronie społecznie uzasadnionego interesu”.
Tu znowu wchodzimy na twardy grunt Prawdy i teologii. Jeśli będziemy w stanie wykazać, że postawiliśmy zarzut powodowani miłością braterską, mając na sercu dobro danej społeczności wierzących, czy grono zwiedzionych słuchaczy danego fałszywego nauczyciela, mamy duże szanse na zwycięstwo. Tutaj wielką pomocą jest dla nas trenscendentna instytucja Kościoła, jako społeczności wszystkich wierzących, tworzących – wg bożego postanowienia – jedną, duchową rodzinę. Co uzasadnia ingerencje dotyczące nawet ludzi, których nigdy nie poznaliśmy osobiście, ale którzy przecież są naszymi braćmi i siostrami. Równocześnie jako rodzina mamy prawo dbać, by każda jej „komórka”, w sensie dany zbór, funkcjonował w oparciu o zdrową naukę. Jeśli do tego dodamy odpowiednią narrację, dot. skutków tolerowania zła i odstępstwa (rozpad zborów, konflikty międzyludzkie, kwestie majątkowe, etc.), mamy duże szanse wykazania, iż faktycznie nasz czyn służył obronie społecznie uzasadnionego interesu.
Na dziś to tyle. W następnym artykule zajmiemy się kwestią naruszenia dóbr osobistych na gruncie prawa cywilnego. Uwagi i pytania proszę kierować do Redakcji, albo bezpośrednio do mnie – odpowiem w kolejnym artykule.
Tylko Bogu chwała, Bracia i Siostry w Chrystusie Panu!
Puste groźby nie zamkną nam ust
Jer. 23:29 Czy moje słowo nie jest jak ogień? – mówi PAN – i jak młot, który kruszy skałę?
Nazywanie głupca głupcem