Source: http://aferyprawa.eu/Zycie/Czy-skoncze-jak-dr-Ratajczak-czyli-mord-bez-dzialania-osob-trzecich-Zbigniew-Kekus-3602
Timestamp: 2019-05-22 07:15:36
Legal References Found: art. 226
 art. 226
 art. 45
 Art. 439
 art. 212
 art. 212
 art. 117
 art. 226
 art. 212
 art. 11
 art. 12
 art. 226
 Art. 226
 art. 212
 art. 226
 art. 231
 art. 226
 art. 226
 art. 226
 art. 5
 art. 226
 art. 226

Document Content:
Aferyprawa - Czy skończę jak dr Ratajczak, czyli mord "bez działania osób trzecich" - Zbigniew Kękuś
Aferyprawa.com Życie Czy skończę jak dr Ratajczak, czyli mord "bez działania osób trzecich" - Zbigniew Kękuś
Aleksandra Klich, „Strzeżonego Pan Bóg strzeże” ;
„Żyd. który – jak Andrzej Zoll - skrzywdzi dziecko goja może być spokojny, że przed karą będą go osłaniać sędziowie, prokuratorzy, Donald Tusk i Bronisław Komorowski, czyli …
„Żyda Michnika retoryka Żyda Zolla się nie tyka”
W czerwcu br. w samochodzie na parkingu przed centrum handlowym w Opolu znaleziono ciało historyka dr Dariusza Ratajczaka. Ustalono, że popełnił samobójstwo. Po opublikowaniu w 1999 roku książki „Tematy niebezpieczne”, w której przedstawił, między innymi, poglądy historyków z tzw. nurtu rewizjonistów holokaustu, uznany został przez „Gazetę Wyborczą” za „kłamcę oświęcimskiego”, a bardzo blisko związany z „GW” Władysław Bartoszewski – uznany w czerwcu 2010r awansem. za „człowieka 2010 roku „Gazety” - uznał jego książkę za „hańbienie narodu polskiego”.
Dr Dariusz Ratajczak został wyrzucony z pracy na Uniwersytecie Opolskim. Otrzymał zakaz pracy w charakterze nauczyciela. Wytoczono mu sprawę sądową, którą jednak później umorzono. W gruzach legło nie tylko jego życie zawodowe, ale i rodzinne. Przed śmiercią pracował jako stróż nocny, a mieszkał w samochodzie.
Na podstawie szczegółowych oględzin samochodu, w którym znaleziono zwłoki dr Dariusza Ratajczaka jako przyczynę jego śmierci wykluczono działanie osób trzecich.
Zanim osierocił dwoje dzieci był ofiarą nagonki urządzonej na niego przez „Gazetę Wyborczą”, której redaktor naczelny Adam Michnik w taki sposób reklamował siebie i jego środowiska, gdy w listopadzie 2009 roku odbierał na Uniwersytecie Karola w Pradze doktorat honoris causa: „- Życiowe motto Havla: „Siła bezsilnych” było także naszą filozofią – mówił Michnik. – Przemoc wiąże się zawsze z kłamstwem. My bezsilni, będziemy zawsze opierali swoją siłę na prawdzie, tolerancji i wolności. To jest filozofia „Gazety Wyborczej”, z którą od 20 lat jestem związany. Ten sens poszukiwania prawdy przekazujmy także naszym dzieciom – mówił naczelny „Gazety”. Źródło: Lubosz Palata, „Michnik doktorem Uniwersytetu Karola”; „Gazeta Wyborcza”, 14-15 listopada 2009r., s. 11/.
Nie przeżył dr D. Ratajczak „dyskusji historycznej”, w jaką wciągnęła go „GW”, tj. zmasowanego nań ataku ze strony „bezsilnych” i „tolerancyjnych” z „GW” dowodzonych przez niestrudzonego – jak o sobie samym pisze na łamach jego „Gazety” - poszukiwacza „prawdy najprawdziwszej” Adama Michnika.
Rzeczywiście niebezpiecznego, a jak się okazało dla niego samego, śmiertelnie niebezpiecznego tematu podjął się śp. dr Dariusz Ratajczak. Jakkolwiek nie tyle sam temat, którym w naukowym poszukiwaniu „prawdy najprawdziwszej” zajął się dr D. Ratajczak był śmiertelnie niebezpieczny, co takowymi dla ich adwersarzy okazują się być niektórzy przedstawiciele środowisk, których interesy mogły naruszać fragmenty jego książki. Z unoszącą się nad nimi aureolą autorytetów moralnych i nieskazitelnych charakterów niszczą bezwzględnie i bez skrupułów swych przeciwników.
Jedyne, co ich różni od funkcjonariuszy służb opisanych na najczarniejszych kartach historii Polski, są metody stosowane przez nich w celu pozbycia się wroga. Zepchnięcie ze schodów, czy też wrzucenie do zbiornika wodnego z workiem kamieni zawieszonych u szyi zastąpiły sposoby bardziej „subtelne”, jak – między innymi - czynienie wroga przestępcą i/lub pozbawienie go pracy. A potem oprawcy już tylko czekają na śmierć ich ofiary. Śmierć – oczywiście - „bez udziału osób trzecich”.
Historyk Dariusz Ratajczak osierocił dwoje dzieci, a historyk Adam Michnik, którego organ prasowy przyczynił się do jego zaszczucia zakończonego śmiercią „bez udziału osób trzecich” wojażuje po świecie odbierając przyznawane mu doktoraty honoris causa, plotąc przy tym bzdury o tym, jaki to on bezsilny i chwaląc się, że tolerancyjny.
Okoliczności tragicznej śmierci dr D. Ratajczaka, budzą mój ogromny niepokój.
Ze mnie także swego wroga – ze sposobu, w jaki mnie traktuje razem z trzódką mu podobnych wynika, że … śmiertelnego – uczynił jeden z największych autorytetów „Gazety Wyborczej”, jej od wielu lat ekspert prawny i nie tylko prawny Andrzej Zoll.
Merytoryczna słabość A. Zolla w dziedzinie, w której niesłusznie uchodzi za najwybitniejszego w Polsce eksperta, tj. w prawie karnym, czyni z niego „wdzięcznego”, mało wymagającego przeciwnika. Przerażenie budzą natomiast metody stosowane przez Andrzeja Zolla, jego małżonkę, adw. Wiesławę Zoll oraz przedstawicieli ich środowisk w niszczeniu mnie i mojej rodziny. Jego możni, protektorzy i promotorzy w tym przedstawiciele najwyższych władz, których prosiłem o udzielenie mi pomocy utwierdzają jednak A. Zolla w przekonaniu, że krzywda, którą wyrządził mojemu synowi, a potem mnie i mojej rodzinie, na zawsze pozostanie bezkarna. Sprzymierzeńców znajduje Andrzej Zoll wśród elit biznesu, promotorów wśród redaktorów naczelnych niektórych gazet i czasopism.
Gdy tylko zakwestionowałem autorytet moralny A. Zolla uczyniono mnie przestępcą, winnym jego, jako Rzecznika Praw Obywatelskich, tj. konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej znieważenia i zniesławienia. Przestępcą winnym jej zniesławienia uczyniła mnie także adw. Wiesława Zoll. Razem z Andrzejem i Wiesławą Zoll przestępcą winnym ich znieważenia i zniesławienia w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych uczyniło mnie także piętnaścioro sędziów Sądu Okręgowego w Krakowie i Sądu Apelacyjnego w Krakowie.
Jeszcze zanim się to stało, zaraz po wydaniu przeciwko mnie aktu oskarżenia wyrzucono mnie z pracy.
Potem, z przedstawionym mi zarzutem antysemityzmu wyrzucono mnie z pracy po raz drugi.
Nie pracuję od lutego 2009r. Ze względu na nałożony na mnie status przestępcy nie mogę znaleźć pracy.
Po tym, gdy w maju br. skończyły mi się oszczędności, moich trojga dzieci i moje koszty utrzymania pokrywam z długów zaciąganych u przyjaciół.
Wcześniej, po ukończeniu w 1982r. z wynikiem bardzo dobrym studiów na Akademii Ekonomicznej w Krakowie i skorzystaniu z oferty przedstawionej mi przez władze Uczelni przez dziesięć lat pracowałem na Akademii jako pracownik naukowo-dydaktyczny. W tym czasie, między innymi, prowadziłem zajęcia dydaktyczne ze studentami, obroniłem rozprawę doktorską, otrzymałem kilka nagród za osiągnięcia w dziedzinie naukowej. Następnie, od listopada 1992 r. do lutego 2009 r. pracowałem na kierowniczych i dyrektorskich stanowiskach w polskich przedstawicielstwach międzynarodowych firm i instytucji finansowych oraz w spółce Skarbu Państwa Polskie Linie Lotnicze LOT S.A.
Sędziowie i RPO Andrzej Zoll, którzy przez kilka lat krzywdzili mojego bezbronnego wobec okazywanej mu przez nich patologii chorego syna, ryzykowali jego kalectwem, uznali mnie w 2001 roku w za chorego psychicznie. Natychmiast po tym, gdy w kwietniu 2004 roku złożyłem skargę na nich do Rzecznika Praw Dziecka, zgłaszając sprawę obrazy praw mojego syna, zdecydowali, że się mnie pozbędą.
W tym celu w lipcu 2004r. prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie Włodzimierz Baran złożył zawiadomienie o popełnieniu przeze mnie przestępstwa z art. 226 § 1 kk i inne. Zaczęła się moja i mojej rodziny, trwająca wciąż gehenna.
Andrzej Zoll, jego małżonka Wiesława Zoll oraz kilkanaścioro sędziów Sądu Okręgowego w Krakowie i Sądu Apelacyjnego w Krakowie postanowili, że mnie zniszczą, także z tej przyczyny, że od stycznia 2003 roku członkowie Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca publikować zaczęli w Internecie /obecnie na stronie: www.zkekus.pl/ niektóre z pism, składanych przeze mnie w różnych instytucjach wymiaru sprawiedliwości w związku z naruszaniem konstytucyjnych i ustawowych praw mojego małoletniego chorego dziecka przez Rzecznika Praw Obywatelskich Andrzeja Zolla oraz sędziów Sądu Okręgowego w Krakowie i Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Byli oni w różny sposób zaangażowani w prowadzoną przez wyżej wymienione Sądy w okresie czerwiec 1997 do kwiecień 2006 sprawą z mojego powództwa o rozwód /sygn. akt XI CR 603/04. Adw. Wiesława Zoll była – jak się rychło okazało na nieszczęście dla moich dzieci – pełnomocnikiem mej żony.
W 1998 roku, gdy moi synowie mieli 11 i 8 lat zostaliśmy – dzieci oraz moja żona i ja – poddani badaniom przez biegłe Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego przy Sądzie Okręgowym w Krakowie.
Biegłe, psycholog i pedagog, wydały o mnie doskonałą opinię jako ojcu. Rekomendowały Sądowi zapewnienie moim synom jak najczęstszych, nieograniczonych, nieskrępowanych kontaktów ze mną w miejscu ich zamieszkania i poza nim. Argumentowały, że takowe będą korzystne dla prawidłowego rozwoju dzieci.
Z łaski sędzin zarządzanego przez SSO Agnieszkę Wydziału XI Cywilnego-Rodzinnego Sądu Okręgowego w Krakowie spotykać się jednak mogłem z synami przez kolejnych 8 lat, tj. do kwietnia 2006 roku, gdy zakończono sprawę … raz na dwa tygodnie w weekendy. Razem z podporządkowanymi im sędziami Sądu Apelacyjnego w Krakowie sędziny nie zezwoliły mi nawet na zabieranie jednego z synów, chorego na skoliozę i lordozę na nakazane dla niego przez lekarza sprawującego nad nim opiekę zajęcia rehabilitacyjne na basenie. Skokowo podwyższały natomiast alimenty dla mojej żony. Te płacić musiałem coraz większe, bez żadnego związku z wskaźnikiem inflacji oraz ze zmianami w moich wynagrodzeniach. Bywało, że w okresie niespełna dwóch lat wzrosły o prawie 200 /słownie: dwieście/ proc. Nikt lepiej nie wiedział niż sędziny, co będzie korzystne dla … moich dzieci. Skutecznie przekonywała ich do tego adw. Wiesława Zoll.
Ta, celem osiągnięcia jej celów procesowych, a w zasadzie jej jedynego celu, tj. uzyskiwania kolejnych podwyżek alimentów dla mej żony, nie ustawała w obrażaniu i zniesławianiu mnie i moich świadków. Oszukiwała Sądy pierwszej i drugiej instancji, powołując się w jej pismach procesowych na – na przykład – nigdy przez nią nie okazane dokumenty. Sprzymierzeńców w nieustannym dowodzeniu, że jedyną zasadą kierującą jej działaniem jest „pecunia non olet”, a dzieci stron postępowania, w którym uczestniczy są dla niej wyłącznie narzędziami w osiąganiu celów, znajdowała adw. W. Zoll w sędziach Sądu Okręgowego w Krakowie i Sądu Apelacyjnego w Krakowie, samorządowcach z Okręgowej Rady Adwokackiej w Krakowie i Naczelnej Rady Adwokackiej oraz – co oczywiste – w Rzeczniku Praw Obywatelskich, jej mężu Andrzeju Zollu. Gdy nie ustawałem w naleganiu by Sąd zobowiązał adw. Wiesławę Zoll do okazania dowodów, na których rzekome okazanie powoływała się w jej pismach procesowych, ta, jak mówią „dała dyla”, uciekła z postępowania. A potem, uznawszy, że to ja ją zniesławiłem, obciążyła mnie zeznaniami i uczyniła przestępcą.
Nie ona jedna. Wyrokiem z dnia 18 grudnia 2007 roku sędzia Sądu Rejonowego w Dębicy – sprawę przeniesiono z Sądu Rejonowego dla Krakowa Śródmieścia przez „wzgląd na dobro wymiaru sprawiedliwości” – Tomasz Kuczma skazał mnie /sygn. akt II K 451/06/ za popełnianie w latach 2003 do 2005 za pośrednictwem Internetu przestępstwa z art. 226 § 1 kk i inne, tj. za:
Myślę, że nikt poza skazanym nie uwierzy w to, iż wyrok sprawiedliwego i bezstronnego sądu – jak stanowi art. 45.1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej – może być obarczony aż takim mnóstwem wad prawnych, jak ten w sprawie przeciwko mnie. Oto tylko najważniejsze z nich.
Mnie skazano natomiast 14 miesięcy po wydaniu zacytowanego wyżej wyroku TK za znieważenie piętnastu funkcjonariuszy publicznych, tj. w.w. sędziów Sądu Okręgowego w Krakowie i Sądu Apelacyjnego w Krakowie za pośrednictwem Internetu, tj. właśnie w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych. Ale … co to kogo obchodzi.
2. Sędzia Tomasz Kuczma wydał skazujący mnie wyrok, ani raz mnie przedtem nie przesłuchując, informując mnie jednak w pierwszym doręczonym mi wezwaniu na rozprawę główną, że moja obecność jest obowiązkowa. Art. 439 § 1 Kodeksu Postępowania Karnego, którego treść jest przesłanką dla wznowienia postępowania stanowi:„Niezależnie od granic zaskarżenia i podniesionych zarzutów oraz wpływu uchybienia na treść orzeczenia sąd odwoławczy na posiedzeniu uchyla zaskarżone orzeczenie jeżeli: (…) 11) sprawę rozpoznano podczas nieobecności oskarżonego, którego obecność była obowiązkowa.” Ale … co to kogo obchodzi.
Prezes Zarządu Głównego SOPO Krzysztof Łapaj od ponad dwóch lat o pomyłce wymiaru sprawiedliwości jego najważniejszych w Polsce funkcjonariuszy. Zawiadomił o niej między innymi byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego oraz obecnego prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta.
Ja sam także prosiłem B. Komorowskiego w lutym br., by złożył interpelację do Ministra Sprawiedliwości w sprawie skazującego mnie za czyny popełnione przez kogo innego. Zamiast interpelacji, nakładającej na jej adresata obowiązki stanowione przepisami prawa, poseł B. Komorowski przesłał do ministra K. Kwiatkowskiego ugrzecznioną w formie prośbę. Otrzymał odpowiedź – od prokurator Danuty Bator - nie na temat, ale takowa go w pełni usatysfakcjonowała. Bo co obchodzi, dzisiaj już prezydenta Polski, Bronisława Komorowskiego, że przestępcą uczyniono niewinnego człowieka.
4. Z oskarżenia publicznego skazano mnie za zniesławienie – art. 212 § 2 kk – wykonującej wolny zawód adwokata Wiesławy Zoll.
W uzasadnieniu do podanego wyżej wyroku z dnia 11.10.2006r. /Dz. U. z dnia 19.10.2006r., Nr 190, poz. 1409/ Trybunał Konstytucyjny podał: „Na marginesie należy dodać, że ewentualna odpowiedzialność za przekroczenie granic dozwolonej prawem krytyki osób publicznych oceniana jest na płaszczyźnie zniesławienia (art. 212 k.k.), ściganego w trybie prywatnoskargowym. Oznacza to - przy odrzuceniu zniewagi jako formy wyrażania krytyki - że wszyscy funkcjonariusze publiczni, jak i osoby prywatne są traktowani równo w zakresie ochrony czci i dobrego imienia.” Okazuje się zatem, że nawet Trybunał Konstytucyjny nie przewidział łaski, jakiej ze strony wymiaru sprawiedliwości dostąpiła Wiesława Zoll. Wskazał, że nawet funkcjonariusza publicznego za jego znieważenie ścigać należy z oskarżenia publicznego. A przecież Wiesława Zoll nie jest nawet funkcjonariuszką publiczną, wykonuje wolny zawód adwokata.
Sprawdziłem, co na temat ścigania z art. 212 § 2 kk pisze małżonek Wiesławy Zoll, Przewodniczący – przez drugą kadencję – Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego przy Ministrze Sprawiedliwości, od wielu lat Kierownik Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, prof. dr hab. Andrzej Zoll. Ten podaje: „Art. 212 Tryb ścigania. Przestępstwo zniesławienia zarówno w trybie podstawowym jak i kwalifikowanym jest ścigane z oskarżenia prywatnego (art. 212 § 4). Oznacza to, że ustawodawca możliwość pociągnięcia sprawcy do odpowiedzialności karnej uzależnił od woli pokrzywdzonego. (…) W sprawie o przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego akt oskarżenia może też wnieść prokurator. Warunkowane jest to jednak stwierdzeniem z jego strony, iż wymaga tego interes społeczny (art. 60 § 1 k.p.k.)” /źródło: Kodeks Karny Część szczególna Komentarz do art. 117 – 277 k.k. pod redakcją Andrzeja Zolla 3 wydanie, LEX a Wolters Kluwer business, s. 799/. Prokurator Radosława Ridan, która oskarżyła mnie o popełnienie przestępstwa zniesławienia adw. Wiesławy Zoll nie stwierdziła w wydanym przez nią akcie oskarżenia, że wymaga tego interes społeczny. Nie wyjaśniła, jaki interes społeczny kierował jej działaniami. Zastanawiam się, jaki i kto mógł mieć interes w tym, żeby mnie uczynić przestępcą. za słowa prawdy o kłamcy i oszustce, jaką niewątpliwie jest Wiesława Zoll. Społeczeństwo nie mogło mieć w tym przecież żadnego interesu. Wręcz przeciwnie. Dokonując na potrzebę małżonki A. Zolla „zollizacji prawa”, prokurator R. Ridan i sędzia T. Kuczma strzegli wyłącznie interesu familii Zoll.
5. Prokurator Radosława Ridan oskarżyła mnie, a sędzia Tomasz Kuczma skazał, na podstawie obciążających mnie zeznań złożonych przez Andrzeja Zolla, z art. 226 § 3, tj. za znieważenie konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, czyli jego, tj. Andrzeja Zolla jako Rzecznika Praw Obywatelskich. W wydanym przeciwko mnie akcie oskarżenia prokurator R. Ridan podała między innymi: „Akt oskarżenia przeciwko Zbigniewowi Kękuś o przest. z art. (…) 226 § 3 kk i art. 212 § 2 kk w zw. z art. 11 § 2 kk w w zw. z art. 12 kk /znieważenie i zniesławienie konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, tj. RPO, Andrzeja Zoll – ZKE/ (…) Oskarżam Zbigniewa Kękusia (…) Na podstawie zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego, a to zeznań świadków (…) Andrzeja Zolla (k:256-257) (…) o to, że (…) XVII w okresie od stycznia 2003 r do maja 2005r - w Krakowie działając w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, w krótkich odstępach czasu - za pośrednictwem portalu internetowego Zarządu Głównego Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca - WWW. zgospo.webpark.pl i założonej przez siebie strony pod domeną zkekus.winteria.pl znieważył urząd Rzecznika Praw Obywatelskich używając wobec piastującego go Andrzeja Zolla słów obraźliwych i pomówił go o takie postępowanie i właściwości, które mogą poniżyć go w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania potrzebnego dla piastowanego urzędu. Podała także prokurator: „Nadto swoimi wypowiedziami wymieniony /ja – ZKE/ godził w prestiż urzędu Rzecznika Praw Obywatelskich – konstytucyjnego organu RP deprecjonując ten Urząd w osobie go piastującej – Andrzeju Zoll.” Tymczasem prawo stanowi, że z art. 226 § 3 kk ściga się za znieważenie organu, czyli urzędu/instytucji, a nie zatrudnionych w nim osób. Takie właśnie stanowisko prezentuje, między innymi, Andrzej Marek: -„5. Art. 226 § 3 penalizuje znieważenie lub poniżenie konstytucyjnego organu R.P. Jest to przestępstwo godzące w prestiż tych organów, a nie zatrudnionych w nich osób. Omawiany przepis nie dotyczy więc zniesławiających zarzutów, a tym bardziej krytyki nawet gdyby była nieuzasadniona (por. wyrok SN z dnia 17 lutego 1993r. III KRN 24/92, Inf. Praw. 1993, Nr 10-12, poz, 161). W wypadku wykraczającego poza granice dozwolonej krytyki pomówienia osoby, grupy osób lub instytucji o takie właściwości lub postępowanie, które mogą ją poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania, czyn podlega ocenie w płaszczyźnie przepisów o zniesławienie (zob. uwagi do art. 212.) /Źródło: Kodeks Karny Komentarz, 5 wydanie, LEX a Wolters Kluwer business, 2010, s. 501/.
Fakt istnienia wątpliwości dotyczących tego, czy Rzecznik Praw Obywatelskich jest konstytucyjnym organem Rzeczypospolitej Polskiej – co do tego, że nie jest nie ma wątpliwości Andrzej Zoll – oraz złożenia przez Rzecznika Praw Obywatelskich Andrzeja Zolla obciążających mnie zeznań w sprawie, w której ścigano mnie i skazano z art. 226 § 3 kk, tj. za jego, Andrzeja Zolla Rzecznika Praw Obywatelskich znieważenie jako konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, potwierdził asesor – to reguła, że Andrzeja Zolla chronią, bronią i osłaniają asesorowie … - Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście Marcin Górski w postanowieniu z dnia 30 lipca 2010r., /sygn. akt 1 Ds.806/10/MG/, którym odmówił wszczęcia śledztwa w zgłoszonej przeze mnie w.w. Prokuraturze sprawie niedopełnienia przez Rzecznika Praw Obywatelskich Andrzeja Zolla obowiązku stania na straży prawa i działania na szkodę mojego interesu prywatnego, tj. o czyn z art. 231 § 1 kk. Podał asesor Marcin Górski między innymi: „Zgodnie z jednym z poglądów prezentowanych w doktrynie prawa karnego Rzecznik Praw Obywatelskich nie jest związany z wykonywaniem żadnego z trzech rodzajów władzy, ustawodawczej, wykonawczej bądź sądowniczej, w związku z czym nie można go uznać za konstytucyjny organ Rzeczypospolitej a jedynie za organ konstytucyjny, co wyklucza możliwość kwalifikowania znieważenia i zniesławienia Rzecznika Praw Obywatelskich z art. 226 § 3. Powyższy pogląd prezentowany jest m.in. w Komentarzu do części szczególnej kodeksu karnego opracowanego pod redakcją prof. dr hab. Andrzeja Zolla. (…) W niniejszej sprawie nie ulega żadnej wątpliwości fakt, iż sprawujący urząd Rzecznika Praw Obywatelskich Andrzej Zoll składał w sprawie prowadzonej przeciwko Zbigniewowi Kękusiowi zeznania w charakterze świadka, a postępowanie to zakończyło się wydaniem wyroku, którym Zbigniew Kękuś został uznany za winnego popełnienia przestępstwa, które zostało zakwalifikowane m.in. z art. 226 § 3 kk. Nie wzbudza również wątpliwości fakt, iż w doktrynie prawa karnego istnieją pewne wątpliwości dotyczące tego, czy Rzecznik Praw Obywatelskich jest organem konstytucyjnym Rzeczypospolitej Polskiej, czy jedynie organem konstytucyjnym, co wykluczałoby możliwość kwalifikowania zniesławienia Rzecznika Praw Obywatelskich z art. 226 § 3 kk. Pogląd uznający Rzecznika Praw Obywatelskich za organ konstytucyjny został zaprezentowany m.in. w komentarzu do części szczególnej kodeksu karnego wydanym pod red. prof. dr hab. Andrzeja Zolla. /Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście, sygn. akt 1 Ds.806/10/MG, postanowienie asesora Marcina Górskiego z dnia 30 lipca 2010r./.
W ramach uprawianej przez niego oraz rzeszy wyznawców jego „szkoły” „zollizacji prawa”, obciążając mnie zeznaniami mimo, że jego konstytucyjnym jako RPO obowiązkiem było stać na straży prawa /art. 208.1. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej/, dowiódł jego całkowitej ignorancji i braku znajomości art. 5 § 2 Kodeksu Postępowania Karnego:„Nie dające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego” Skoro są wątpliwości, co do tego, czy RPO jest konstytucyjnym organem Rzeczypospolitej Polskiej – sam A. Zoll nie wątpi, że nie jest – mnie nie wolno było skazać za znieważenie RPO jako takowego organu, bo nie dające się usunąć wątpliwości sędzia Tomasz Kuczma powinien rozstrzygnąć na moją korzyść.
Tymczasem Rzecznik Praw Obywatelskich zamiast być wzorem dla ścigających, prześladujących mnie razem z nim prokuratora i sędziego, zamiast podzielić się z nimi, niedouczonym społecznymi pasożytami, jego wiedzą, obciążył mnie zeznaniami, co poświadczyła nie tylko prokurator R. Ridan w akcie oskarżenia, którym oskarżyła mnie o popełnienie przestępstwa znieważenia A. Zolla jako RPO czyli konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej, ale także asesor Marcin Górski, broniący A. Zolla przed moim zarzutem niedopełnienia jego, jako RPO konstytucyjnych obowiązków i działania na szkodę mojego interesu prywatnego.
Nawet wtedy, gdy śp. Poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Zbigniew Wassermann złożył pismem z dnia 3 września 2009r. interpelację do Ministra Sprawiedliwości-Prokuratora Generalnego w sprawie wyżej wymienionego, skazującego mnie wyroku wskazując w niej, że wyrok ten oczywiście i rażąco narusza prawo materialne, Andrzej Pogorzelski, Zastępca Prokuratora Generalnego, funkcjonariusz publiczny z „drużyny” Zbigniewa Ćwiąkalskiego, który jako Minister Sprawiedliwości dopuścił do wydania tego wyroku poinformowany przeze mnie przed jego wydaniem, że jestem ścigany z art. 226 § 1 kk, tj. za znieważenie funkcjonariuszy publicznych w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych – jego, jako ministra, doradcą był wtedy … Andrzej Zoll - potwierdziwszy w odpowiedzi z dnia 9.10.2009r. dla Marszałka Sejmu B. Komorowskiego słuszność stanowiska Posła Zbigniewa Wassermanna, oświadczył, że Minister Sprawiedliwości-Prokurator Generalny nie wzruszy skazującego mnie, niekonstytucyjnego wyroku.
A ja, jak wspomniałem, dwukrotnie straciłem pracę z powodu „wojny”, jaką mojemu synowi, a potem mnie wypowiedziały same tzw. autorytety moralne i nieskazitelne charaktery. Nie pracuję od 18 miesięcy, utrzymując siebie i moich troje dzieci z zaciąganych długów. Z powodu tragicznej sytuacji finansowej, w jakiej się znalazłem, lekceważony w mych – oraz śp. Posła Z. Wassermanna – wnioskach o wzruszenie skazującego mnie wyroku, zacząłem stosować groźbę, że podejmę próbę samobójczą jeśli funkcjonariusze publiczni, których czyniłem adresatami kierowanych przeze mnie do nich pism nie udzielą mi pomocy mieszczącej się w ramach nie tylko ich ustawowych praw, ale i obowiązków. I … nic. Wszyscy z niecierpliwością oczekują aż spełnię mą groźbę. A wtedy, albo będą mnie mieli „z głowy”, albo mnie umieszczą w Tworkach, Kobierzynie, czyli Tworek krakowskim odpowiedniku.
Z grona funkcjonariuszy publicznych, którzy odmawiają mi pomocy mimo mej groźby, jak wyżej wyróżnić należy Donalda Tuska. Od ponad roku, tj. od maja 2009r. Donald Tusk przekazuje kolejne pisma, które ja kieruję do niego jako Posła, sobie samemu jako Prezesowi Rady Ministrów, a jego podwładny z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Radca Szefa KPRM Jerzy Izdebski informuje mnie, że Premier Donald Tusk nie posiada uprawnień do rozpoznania zgłaszanej mu przeze mnie sprawy. To prawda, ale rzeczywisty adresat moich pism, Poseł Donald Tusk posiada takowe uprawnienia. Nie chce z nich jednak skorzystać, wyrzeka się mandatu posła, bo celem uczynienia zadość kierowanym przeze mnie do niego wnioskom musiałby podjąć działania, które ujawniłyby prawdę o zwyrodnieniu, obłudzie, ignorancji, cwaniactwie i tchórzostwie członka jego komitetu honorowego podczas wyborów w 2007r. Andrzeja Zolla, jego małżonki adw. Wiesławy Zoll oraz „legionów” prokuratorów i sędziów, którzy razem z nimi uczynili mnie przestępcą w podanych wyżej okolicznościach, w tym z przyczyn „zollizacji prawa”. Tego musi natomiast Donald Tusk uniknąć, bo sam jest beneficjentem usług ochrony świadczonych mu przez prokuratorsko-sędziowską brać.
Niniejszy artykuł rozpocząłem od opisania przypadku śmierci dr Dariusza Ratajczaka.
Nękany, zaszczuty przez środowisko Żydów, silnych posiadanymi przez nich mediami i relacjami, popełnił samobójstwo. Tak przynajmniej stwierdzili biegli natychmiast po oględzinach … samochodu, w którym znaleziono ciało historyka. Niech im będzie, jakkolwiek opisane wyżej okoliczności uczynienia mnie przestępcą dowodzą, jak bardzo potrafią się czasem pomylić funkcjonariusze publiczni oraz jak nieskorzy są do przyznania się do pomyłki.
Najbardziej tragiczną ofiarą takowej w ostatnich latach wydaje się być – opinia publiczna nie musi być informowana o najbardziej drastycznych przypadkach - obywatel Rumunii Claudiu Crulic. Jego z kolei umieszczono we wrześniu 2008r. w areszcie, bo się pomylił asesor i bezpodstawnie przedstawił mu zarzut kradzieży portfela. Ponieważ Rumun był wtedy, gdy miał się dopuścić zarzuconej mu kradzieży poza granicami Polski, po umieszczeniu go w areszcie podjął głodówkę na znak sprzeciwu dla potraktowania go przez wymiar sprawiedliwości Rzeczypospolitej Polskiej. A ten, tj. jego funkcjonariusze, w tym ówczesny Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski … pozwolili mu umrzeć. Po kilku tygodniach męczarni, w styczniu 2009r. C. Crulic zmarł z głodu pod nadzorem funkcjonariuszy publicznych. Ci wybrali taki wariant jako najbezpieczniejszy dla nich samych.
Asesor i jego przełożeni, którzy przez pomyłkę zamordowali człowieka nie ponieśli tej pomyłki najmniejszych konsekwencji. Asesor pozostał asesorem, Zbigniew Ćwiąkalski pozostał ministrem sprawiedliwości rządu Rzeczypospolitej Polskiej. W tym przypadku z całą pewnością nie można było jednak zrobić „bez udziału osób trzecich”. Winnymi uznano zatem tylko kilkoro pracowników szpitala więziennego, którzy nadzorowali głodową, w męczarniach śmierć niewinnego przedstawionego mu zarzutu kradzieży portfela człowieka.
Dopilnowali, żeby trzydziesto trzy letni mężczyzna zszedł do wagi 40 /czterdzieści/ kilogramów, zanim pod ich oraz ministra sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska Zbigniewa Ćwiąkalskiego nadzorem zszedł ostatecznie.
Moje z ostatnich lat osobiste doświadczenia dowodzą, że nie ma bardziej niebezpiecznych dla obywateli środowisk, jak niektórzy zauważalnie cierpiący na rasowe poczucie wyższości Żydzi z otoczenia Adama Michnika oraz społeczne pasożyty, pozbawieni jakichkolwiek kwalifikacji do wykonywania niefortunnie dla innych obywateli wybranego przez nich zawodu prokuratorzy i sędziowie. Wróg przez cztery lata mojego dziecka, a potem mój prześladowca Andrzej Zoll jest tych patologicznych grup zwornikiem, integratorem. A zarazem beneficjentem świadczonych mu – oraz jego małżonce, adw. Wiesławie Zoll - przez nie usług promocji i ochrony. Uczyniwszy mnie razem z kolesiami sędziami, prokuratorami i Żydami oraz ich sympatykami i sprzymierzeńcami w niszczeniu mnie, bezrobotnym przestępcą czeka teraz razem z nimi aż dopełnię żywota, jak inna ofiara „śmiertelnie tolerancyjnych” i miłujących prawo Żydów, dr Dariusz Ratajczak. Czeka aż zrozpaczony bezprawiem, jakie mi bezkarnie od lat okazuje razem z jego małżonką adw. Wiesławą Zoll i zastępami ich osobowościowych klonów, pozbawiony środków do życia oraz jako przestępca szansy na zdobycie pracy, popełnię samobójstwo. A wtedy jakiś koleś ustali, że „zdarzyło się bez działania osób trzecich”. Tak, jak w przypadku dr D. Ratajczaka, zaszczutego, zamordowanego piekłem na ziemi, jakie mu zorganizowały autorytety różnej maści, w tym z „Gazety Wyborczej”, zniszczeniem jego życia zawodowego i rodzinnego.
Z formalnego punktu widzenia dr D. Ratajczak zmarł jednak „bez udziału osób trzecich”. Jakby te – w tym autorytety moralne z „Gazety Wyborczej” - nie zacierały najpewniej rąk z radości. Osiągnęły przecież ich cel. Dokonały mordu prewencyjnego. Kto, wiedząc co uczynili z ich ofiarą ośmieli się teraz podjąć z nimi dyskusję na „śmiertelnie niebezpieczny” temat, podjęty przez historyka z Opola?
A kto – po głodowej śmierci C. Crulica - ośmieli się podjąć głodówkę w sprzeciwie dla ewentualnie pomyłkowo przedstawionych mu przez funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości zarzutów?
Z cierpiącymi na rasowe poczucie wyższości oraz z autorytetami moralnymi i nieskazitelnymi charakterami, można przecież tylko przegrać. Jak dowodzą przypadki dr Dariusza Ratajczaka i Claudiu Crulica nawet życie.
Winni tragedii Bogu ducha winnych ludzi i ich bliskich zwyrodnialcy, okrutnicy, degeneraci, ignoranci, społeczne pasożyty mogą być spokojni, że im nikt nigdy nie nada statusu „osób trzecich”. Sędziowsko-prokuratorsko-żydowsko-salonowa mafia rządząca się w Polsce, czyli członkowie „zakonu autorytetów moralnych i głosicieli prawdy najprawdziwszej” nigdy do tego nie dopuszczą.
Ja sam znajduję się obecnie z przyczyn wymienionych wyżej autorytetów moralnych i ich sprzymierzeńców w sytuacji bliskiej tej, w której samobójstwo popełnił dr Dariusz Ratajczak. Oczywiście, że nie odbiorę sobie życia, jakkolwiek celem zwrócenia uwagi na mój i mej rodziny dramat osób, których konstytucyjnym i ustawowym obowiązkiem jest udzielić mi pomocy, lub które mnie skrzywdziły i poczuwać się powinny do obowiązku zrekompensowania wyrządzonej mi krzywdy i poniesionych przeze mnie z ich winy strat, przedstawiałem takową groźbę. A oni … jakby nie mogli się doczekać, bym ją spełnił. Prezes ING Banku Śląskiego S.A. Małgorzata Kołakowska nasłała na mnie nawet w dniu 3 sierpnia 2010r.
wyjątkowego durnia, Dyrektora Obszaru Ryzyka Operacyjnego, Compliance i Przeciwdziałania Oszustwom Andrzeja Koweszko, dla którego wtedy, gdy mnie w listopadzie 2006r. osobiście wyrzucał z pracy w Banku w trzecim dniu po jej przeze mnie podjęciu ważniejsze było bym zamknął stronę internetową, na której umieszczane są materiały poświadczające okazywaną od lat moim dzieciom, a potem mnie patologię niż to, że ING Bank Śląski S.A. skazywał mnie i moją rodzinę na niebyt,
aż siedmioro – o ile wszystkich zauważyłem – policjantów z Wydziału Kryminalnego Policji
gdy ją wcześniej zawiadomiłem, że stawię się w zarządzanym przez nią Banku w tym dniu celem ustalenia sposobu zrekompensowania mi wyrządzonych mi krzywd oraz strat, które poniosłem w związku z pozbawieniem mnie pracy, a jeśli mi odmówi spotkania to podetnę sobie żyły jednej z rąk. Najpewniej miała nadzieję pani prezes M. Kołakowska – oraz jej poprzednik na stanowisku prezesa, Żyd, protegowany „Gazety Wyborczej” Brunon Bartkiewicz - że po opisanej wyżej „demonstracji siły” ING Banku Śląskiego S.A. spełnię moją groźbę. A. Koweszko poinformował mnie, że prezes M. Kołakowska uznała, że jej spotkanie ze mną jest nieuzasadnione, a z policjantami, miłymi młodymi ludźmi trochę sobie porozmawialiśmy. Chyba mi nie uwierzyli, w jaki sposób potraktował mnie Zarząd instytucji najwyższego zaufania publicznego, ING Banku Śląskiego S.A. zanim ich na mnie nasłał.
Zupełnie niedawno miałem świat „u swoich stóp”. Zarabiałem kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, mogłem przebierać w ofertach pracy, stać mnie było na zapewnienie moim dzieciom naprawdę godziwych warunków życia – nauka w prywatnych szkołach, wyjazdy na wakacje i ferie za granicę, atrakcyjne rozrywki, itp. itd. Andrzej Zoll z jego małżonką Wiesławą Zoll, podporządkowanymi im sędziami i prokuratorami pozbawili mnie tego wszystkiego.
Dzisiaj – jako największe życiowe i zawodowe „osiągnięcie” Andrzeja i Wiesławy Zoll oraz podporządkowanych im sędziów i prokuratorów - jestem od półtora roku bezrobotnym, bez szansy na znalezienie pracy przestępcą, traktowanym, jak śmieć, przez ludzi, którzy – Zarząd ING Banku Śląskiego S.A. – zniszczyli mnie i mojej rodzinie życie, a teraz sami korzystając z osłony przychylnych im sędziów Sądu Okręgowego w Katowicach i Sądu Apelacyjnego w Katowicach, nasyłają na mnie pół tuzina policjantów.
Dzieci utrzymuję z długów zaciąganych u przyjaciół, świadomych, że raczej niewielkie mają szanse na odzyskanie pożyczanych mi kwot. Bo wymiar sprawiedliwości Rzeczypospolitej Polskiej ani myśli wzruszyć skazujący mnie, wydany w podanych wyżej okolicznościach wyrok.
Pismem z dnia 30.06.2010r. mój obrońca, adw. Małgorzata Wassermann złożyła w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie Wydział II Karny wniosek o wznowienie postępowania zakończonego wyrokiem z dnia 18.12.2007r. Sądu Rejonowego w Dębicy Wydział II Karny, skazującym mnie z art. 226 § 1 kk i inne.
Ale sędziowie tego Sądu inne mają priorytety niż rozpoznanie sprawy zgłoszonej im przez adw. Małgorzatę Wassermann. Są przecież wakacje, sędziowie są na urlopach, a poza tym, kilkoro sędziów Sądu Okręgowego w Rzeszowie Wydział II Karny, w tym jego przewodniczący SSO Jarosław Szaro osobiście przyczyniło się do wydania skazującego mnie wyroku, który oczywiście i rażąco narusza prawo materialne. Jeszcze sobie zatem najpewniej poczekam. A nuż, mają nadzieję autorytety moralne z Sądu Okręgowego w Rzeszowie, spełnię moją groźbę i z powodu dramatycznej sytuacji, którą kilkoro z nich, z przyczyn ich totalnej ignorancji na mnie nałożyło, odbiorę sobie życie. Niech na to nie liczą nieskazitelne charaktery.
Gdyby tak się jednak stało informuję, że w mordzie na mnie oraz w zniszczeniu mojej rodziny udział bierze od kilku lat całkiem pokaźna liczba „osób trzecich”, w tym przede wszystkim – w kolejności chronologicznej - Żyd Andrzej Zoll z małżonką Wiesławą Zoll oraz wyżej wymienionymi sędziami, niedouczonymi pasożytami społecznymi z Sądu Okręgowego w Krakowie i Sądu Apelacyjnego w Krakowie, były prezes ING Banku Śląskiego S.A., Żyd Brunon Bartkiewicz, minister Skarbu Państwa Aleksander Grad, prokurator Prokuratury Generalnej Danuta Bator. Wspierają ich poseł Donald Tusk i prezydent Bronisław Komorowski, który oddał się na służbę moich prześladowców jeszcze jako poseł, tj. w lutym br.
Wyżej wymienieni, to zarazem osoby, które dotychczas skutecznie zadają kłam tezie postawionej ostatnio przez „Gazetę Wyborczą” w związku z oburzeniem spowodowanym szerzącej się jej zdaniem wśród księży Kościoła katolickiego pedofilii: „Człowiek, który krzywdzi dziecko, musi być świadom, że nie osłoni go przed karą żadna instytucja – szkoła, armia, firma, Kościół.” /Aleksandra Klich, „Strzeżonego Pan Bóg strzeże”;„Gazeta Wyborcza” 5 sierpnia 2010r., s. 2/.
Żydzi też mają swoje patologie, czego dowiódł jego zachowaniem przez cztery lata ryzykujący jako Rzecznik Praw Obywatelskich kalectwem mojego dziecka Andrzej Zoll. Mają też jednak Andrzej Zoll i jemu podobni do swej dyspozycji cały „aparat ochrony i promocji”, którego jedni „oficerowie” chronią ich przed konsekwencjami ich naruszających prawo działań, a inni umożliwiają im kontynuowanie karier zawodowych w służbie publicznej. Może zatem mściwy, prymitywny, okrutny i zdemoralizowany Żyd ignorant Andrzej Zoll spokojnie niszczyć innych ludzi, niszczyć nawet chore, zdane na jego (nie)łaskę dziecko goja.
Co się tyczy śmierci dr Dariusza Ratajczaka, zakwalifikowanej na podstawie oględzin … samochodu, w którym znaleziono jego ciało, jako „bez działania osób trzecich”, stwierdzić należy, że funkcjonariusze publiczni tak bardzo się przecież czasami mylą. W przypadku skazującego mnie wyroku Sądu Rejonowego w Dębicy z dnia 18 grudnia 2007r. ich całkiem liczne grono pomyliło się – i to na jaką skalę – aż, co najmniej, sześć razy, a uznawany przez wielu za najwybitniejszego prawnika w Polsce Andrzej Zoll dowiódł, że jeśli taka po jego i wymiaru sprawiedliwości stronie potrzeba, tj. jeśli w interesie jego samego i „osób trzecich” trzeba zniszczyć ich wspólnego wroga, gotów jest nie zgodzić się nawet z samym sobą. Chyba, że – co należy wskazać na jego obronę - chłopina nie tylko nie ma bladego pojęcia o doktrynie, ale także nie czyta wydawanych pod jego redakcją książek. To by – też – potwierdzało słuszność mojej o nim, jak najgorszej opinii, w tym, że z niego, prężącego się, że inteligent, w rzeczywistości Żyd o ogromnie rozdmuchanym ego, a jednocześnie o bardzo małym rozumku.
Troszeczkę się razem z moimi bliskimi niepokoiłem, co mi pisze „los” w osobach Andrzeja Zolla i razem z nim niszczących mnie i moją rodzinę „osób trzecich”.
Teraz już jestem spokojny.
Uspokoiła mnie „Gazeta” redaktora Michnika, utwierdzając w przekonaniu, że – prędzej, czy później:
Niech się stanie. Im szybciej, tym lepiej.
Prześladowany przez władze Zbigniew Kękuś
The truth just shines thrugoh your post cplqlumwo.com [url=jqdqli.com]jqdqli[/url] [link=vkpbklhflj.com]vkpbklhflj[/link]
24-12-2014 / 07:24
scrive:Grazie fre0 Lui e8 stato quel che sembra, un otantnente" rel="nofollow">bmdqdjln.com">otantnente eruditissimo che nella vita ne ha lette di tutti i colori. Un genio, davvero, perf2 affabile. Avrei solo voluto stancarlo di meno e riuscire a stare un po' di pif9 nella sua biblioteca, occasioni cosec non ricapitano pif9.
~Skazana na śmierć
08-01-2014 / 18:10
Ja też jestem ofiarą prawną jestem skazana przez oprawców i sługusów Wiesławy ZOLL& ich małżeńskiej spółki na dożywocie w wegetacji? Do dziś już 10lat głoduje!! A za zniszczenie takich jak ja, Zollowie& opływają w swoich dziś włościach w dobrobycie , a ich ofiary z których żyją są bezradne w tym polskim grajdole bezprawia. Oby was za to wszystkich przestepców taką samą krzywdą los ukarał....