Source: http://wcieniusanpietro.blogspot.it/2014/11/
Timestamp: 2018-03-20 17:18:58
Legal References Found: art. 330
 art. 200
 art. 202
 art. 263
 art. 200
 art. 200

Document Content:
W cieniu San Pietro: listopada 2014
142. Diabły w sutannach. Brudna historia Wesołowskiego i Gila
Nadbrzeże Santo Domingo w okolicach Zona Colonial to miejsce, po którym nie powinien spacerować ani nuncjusz papieski przebrany za turystę, ani samotna dziennikarka drepcząca po jego śladach. O siedemnastej wieczorem, kiedy tropikalny upał nie daje się już aż tak we znaki, na malecón zaczyna się ruch. Młodzi chłopcy siedzą na kamiennych ławeczkach lub podpierają barierki. Obserwują przechodniów uważnie, rzucając mniej lub bardziej zalotne spojrzenia. Są dyskretni i nie natarczywi.
Z restauracji, w której na piwo zatrzymywał się papieski ambasador Józef Wesołowski, widać doskonale plażę Montesinos i ciemnoskórych wyrostków, którzy o tej porze kąpią się w morzu. Wystarczy zejść po schodkach na dół, aby znaleźć się na piaszczystym brzegu porośniętym wysokimi palmami, który znajduje się na tyłach parkingu portowego dla ciężarówek i tuż pod pomnikiem Antonia Montesinos - brata z zakonu dominikanów, który przybył na tę karaibską wyspę w 1510 roku i jako pierwszy wystąpił w obronie tutejszych indios zniewolonych przez kolonizatorów. Po drugiej stronie nadbrzeżnej ulicy znajduje się bar go-go.
Plaża jest brudna, jak wszystko w tej historii. Plastikowe butelki i torebki leżą wszędzie. Można się o nie potknąć. Prawdziwy śmietnik - również moralny. Spacerowanie w tym miejscu oczywiście nie jest jeszcze grzechem...
"Popływasz dla mnie? Ale bez majtek i tak, abym mógł nagrać telefonem?" - pytał ambasador papieski jedną ze swoich ofiar. Od przynajmniej trzech lat przychodził w to miejsce by z nieletnimi uprawiać seks za pieniądze. Na plaży, w samochodzie, w domu w Boca Cicha. Zabierał do samochodu po kilku nieletnich i odjeżdżał z nimi. Dotykał chłopców, kazał im się masturbować, uprawiali seks oralny. Fotografował i filmował ich w sytuacjach intymnych. Kolekcjonował pedopornografię. Miał długoletnią relację z diakonem Francisco Javierem Occis Reyesem, który w 2013 roku trafił do więzienia, skazany za napaść seksualną, a który dziś mówi, że "łowił" ofiary dla nuncjusza, i że ten zażywał również narkotyki.
Niuncjusz uciekł głównymi drzwiami
Wszystko zaczęło się w tym miejscu. Okoliczny strażnik przyłapał Wesołowskiego z nieletnimi i rozpoznał w nim najwyższego reprezentanta papieża, bardzo znanego na Dominikanie. Nie wiedząc co zrobić, zgłosił sprawę znanej dominikańskiej dziennikarce śledczej Nurii Piera. Telewizja NCDN kręciła się po nadbrzeżu przez dłuższy czas. Ambasador Stolicy Apostolskiej pojawiał się i znikał. Udało się jedynie nakręcić ukrytą kamerą jak chodzi po malecon w stroju sportowym i macha rękami oraz jak pije piwo w restauracji z widokiem na plażę Montesinos.
Nieletni, którzy się tam prostytuowali zaczęli jednak mówić. Rozpoznali "Giuseppego" na zdjęciach, choć nikt nie wiedział kim naprawdę jest. Był dla nich Włochem. Opowiedzieli przed kamerami co z nimi robił, gdzie i za ile. "Poznałem go na Montesinos, na plaży, jak się kąpałem. Pewnego dnia zawołał mnie, zapytał o imię i dał 100 pesos. Zabrał mnie do swojego suzuki. Za­trzymał się i zapytał, czy może bym się pomasturbował. I ja się mastur­bowałem. I potem on zaczął mnie nagrywać telefonem komórkowym. Dał mi 1000 pesos." - mówił jeden ze świadków.
Nuria Piera bała się jednak oskarżyć tak wpływowego człowieka. Zadzwoniła do nuncjatury prosząc go o wywiad. Wtedy dowiedziała się, że Wesołowski został odwołany (21 sierpnia 2013 r.) bez podania powodu. Czołowa dziennikarka dominikańska wyemitowała nagrany materiał. Wybuchła bomba, w którą nikt nie chciał uwierzyć.
"Najpierw Kościół dominikański mówił, że przechadzanie się po nadbrzeżu nie jest jeszcze grzechem. Jednak kiedy wybuchł skandal i zostały ujawnione świadectwa ofiar, w dokumencie wydanym przez Episkopat Republiki Dominikańskiej pojawiły się przeprosiny i słowa pokory. O skłonnościach papieskiego nuncjusza informowały nie tylko media. Wiemy, że kard. Nicolas de Jezus Lopez Rodrigues, arcybiskup Santo Domingo, już w 2013 roku wysłał do Watykanu dokumentację na ten temat." - opowiedziała mi Nuria Piera.
Włoski portal Vatican Insider podał jako pierwszy 4 września 2013 r., informację, że ambasador papieża miał skłonności "non sanctas" i że od dłuższego czasu w Watykanie plotkowano o niewłaściwym postępowaniu nuncjusza. A jednak - pomimo obietnic Benedykta XVI i Franciszka o tolerancji zero wobec pedofili w Kościele - Wesołowskiemu pozwolono uciec z karaibskiej wyspy głównymi drzwiami. "Faktem jest, że Wesołowski opuścił Dominikanę z honorami przysługującymi nuncjuszowi - na lotnisku oczekiwał w salonie VIP-ów, odleciał w pierwszej klasie. Kościół wiedząc dobrze, że jest pedofilem, pozwolił mu opuścić terytorium kraju, w którym dopuścił się przestępstw na nieletnich." - twierdzi szefowa dominikańskiej NCDN.
Bezkarny jak Maciel Degollado, chroniony jak Marcinkus
Od dobrze zorganizowanej ucieczki Wesołowskiego z Dominikany do jego aresztowania w Watykanie minął ponad rok. Potrzebne były presje na specjalnej konferencji Komitetu ONZ ds. Praw Dziecka, gdzie był przesłuchiwany przedstawiciel Watykanu, aby coś drgnęło. Gdy pytano o byłego ambasadora papieskiego - zarówno Watykan, jak i episkopaty na Dominikanie i w Polsce rozkładały ręce twierdząc, że nikt nie wie, gdzie on jest.
Stolica Apostolska rozpoczęła wreszcie proces kanoniczny pierwszego stopnia przeciwko swojemu wysokiemu dostojnikowi, który doprowadził do orzeczenia o wydaleniu go ze stanu duchownego (27 czerwca 2014 r.). Wesołowski odwołał się w ostatnim momencie. W międzyczasie spacerował spokojnie ulicami Rzymu i mieszkał w tym samym hotelu dla hierarchów kościelnych, w którym zatrzymywał się Bergoglio, jeszcze jako kardynał. Jeździł nawet do Szwajcarii. Dopiero kiedy biskup pomocniczy Dominikany Victor Masalles spotkał go w Wiecznym Mieście i napisał o tym na Twitterze, pytając jak to możliwe - papież zdecydował o przeniesieniu go do Opactwa Św. Pawła poza Murami - obszar ekstraterytorialny Watykanu. Były nuncjusz był kontrolowany, ale mógł spokojnie wychodzić. Gdyby jednak Interpol wydał na niego list gończy - policja nie mogłaby go aresztować.
Podejrzewa się, że o skłonnościach "non sanctas" polskiego duchownego, który sakrę biskupią otrzymał w 2000 z rąk papieża Jana Pawła II, w Watykanie wiedziano od dawna. Był o nich poinformowany już Benedykt XVI, który na Dominikanę wysłał swojego reprezentanta w 2011 r., w celu przeprowadzenia dochodzenia, które nie dało jednak rezultatów.
Po aresztowaniu Wesołowskiego w Watykanie (23 września 2014 r.), włoski dziennik Corriere della Sera jako pierwszy podał, że w komputerze nuncjatury należącym do Watykanu znajdowało się ponad 130 tys. filmów wideo i 86 tys. fotografii o charakterze pedopornograficznym - "archiwum horroru" podzielone na cztery kategorie. Oprócz materiałów z nieletnimi chłopcami (których lubił nuncjusz), była również pedopornografia dziewczęca. Ślady po 45 tys. innych usuniętych dokumentach znajdowały się w jego osobistym komputerze. Papieski ambasador miał olbrzymie zdolności informatyczne jak na duchownego. Zaistniało niebezpodstawne podejrzenie, że należał do sieci pedofilskiej i miał wspólników. Włoska prasa informowała również, że dochodzenie w sprawie nuncjusza dotyczyć będzie taż jego wcześniejszej pracy w nuncjaturach w około 10 krajach świata oraz jego podróży służbowych (min. do Frankfurtu w latach 2011-2013).
Abp. Józef Wesołowski był nuncjuszem apostolskim na Dominikanie i jednocześnie delegatem papieskim w Portoryko i na Haiti w latach 2008–2013. Od 2000 do 2002 był nuncjuszem apostolskim w Boliwii, a potem w Kazachstanie, Tadżykistanie, Turkmenistanie i Uzbekistanie, a już od lat 80. był pracownikiem watykańskiej służby dyplomatycznej, między innymi w nuncjaturach w RPA, Kostaryce, Japonii, Szwajcarii, Indiach i Danii. W ramach promocji przenoszono go bardzo często z miejsca na miejsce...
Tu nie oskarża się księży bez dowodów
Do Prokuratury Santo Domingo ze starego miasta można dojść piechotą, idąc ulicą Ojca Bilini. W karaibskiej stolicy większość ulic i placów nosi nazwy katolickich duchownych. To bardzo religijny kraj, gdzie mężczyźni w sutannach mają autorytet i władzę. Tu nie oskarża się księży i hierarchów bez mocnych dowodów.
Przyglądam się budynkom w stylu kolonialnym, niemal na każdym jest ogłoszenie: "Si venda!" lub "Si aquila!". Na tej karaibskiej wyspie wszystko jest na sprzedaż. Wszystko można kupić lub wynająć - piękne młode ciała dziewcząt i chłopców przede wszystkim. Niektóre sceny, jakie widzi się na ulicy są odrażające: starzy, opaśli, biali faceci prowadzący za rękę młodziutkie, ciemnoskóre kobiety. Zawsze powtarzam, że pedofilia klerykalna to tylko czubek lodowej góry, który przykrywa turystykę seksualną. Jedno i drugie odbywa się za przyzwoleniem społecznym.
W Prokuraturze Santo Domingo przyjmuje mnie Dyrektorka Biura Prasowego, Monica Peña. Prokuratorka Yeni Berenice Reynoso, która prowadzi dochodzenie w sprawie byłego arcybiskupa Józefa Wesołowskiego ma zaledwie 33 lata i jest najmłodszą kobietą na tak ważnym stanowisku w Republice Dominikańskiej. Jest odważna, zacięta i w dodatku seksowna.
Do chwili wydalenia Wesołowskiego ze stanu duchownego, przysługiwał mu immunitet dyplomatyczny. Od czerwca br., były ambasador papieża przynajmniej teoretycznie (kiedy wydalenie się uprawomocni), mógłby być sądzony w Santo Domingo. Prokuratorka Reynoso robi wszystko, aby tak się stało. "Nie cieszy mnie to, że w Watykanie rozpocznie się proces, ani nie obchodzi. Dla nas to nie jest ważne. Ważne jest, aby Watykan zrezygnował z przywileju jurysdykcji na rzecz Republiki Dominikańskiej i aby były nuncjusz odpowiadał przed sądem dominikańskim za straszliwe zbrodnie popełnione wobec dzieci i młodzieży żyjących w skrajnym ubóstwie, które to on nadużywał aby zbliżyć się do nich i wykorzystywać je przez lata." - oświadczyła Reynoso.
Z tego powodu prokuratorka śledcza weszła ostatnio w konflikt nawet z prokuratorem generalnym Republiki Dominikańskiej - Francisco Domínguezem Brito, który przychyla się do tego, aby Wesołowski był sądzony przez trybunał Stolicy Apostolskiej. Reynoso twierdzi, że choć zgodnie z Konwencją Wiedeńska Watykan ma prawo sądzić swojego obywatela (tak jak każde inne państwo), konwencja jest prerogatywą kraju a nie jego obywateli. W stosunku do ciężkich i moralnie odrażających zbrodni, Watykan może więc zrezygnować z procesu na rzecz ekstradycji. Dla Yeni Berenice Reynoso najbardziej wstrząsające było zeznanie chłopca z plaży Montesinos cierpiącego na epilepsję, którego Wesołowski wykorzystywał seksualnie w zamian za lekarstwa. "Dla mnie to akt ekstremalnej perwersji" - stwierdziła prokuratorka.
Tymczasem w dominikańskim Santiago już w styczniu zakończyło się dochodzenie w sprawie drugiego polskiego duchownego z zakonu michalitów - Wojciecha Gila, znanego na wyspie jako "padre Alberto". Prowadziła je druga prokuratorka śledcza Luisa Liranzo.
Na Dominikanie obaj polscy duchowni są oskarżeni z art. 330 dominikańskiego kodeksu karnego, dotyczącego tzw. "napaści seksualnej". Przewiduje on w przypadku przestępstw seksualnych na dzieciach i młodzieży do lat 18 - od 10 do 20 lat więzienia. W obu przypadkach dodatkowym obciążeniem byłoby nadużycie władzy i funkcji publicznej, a w przypadku ks. Gila, grożenie bronią. Wesołowskiemu dominikański wymiar sprawiedliwości zarzuca czynności seksualne z co najmniej 5 nieletnimi, Gila obciążają zeznania 8 ofiar.
Ksiądz się w porę ewakuował
Historia michality Wojciecha Gila - misjonarza z Juncalito na Dominikanie - zaczęła się inaczej i wcześniej niż historia nuncjusza. Jedna z jego ofiar - ministrant Carlo, próbował popełnić dwukrotnie samobójstwo. Kiedy matka odkryła problem syna zgłosiła się do rady wioskowej i chłopiec opowiedział wszystko. Zeznał, że "na plebanii musiał się przebierać w damskie stringi. Że ksiądz się przy nim masturbował. Że kazał mu tańczyć w żółtym bikini, kazał masturbować siebie, robił zdjęcia komórką, kilka razy doszło do seksu analnego. Raz, żeby go zmusić do posłuszeństwa, ksiądz przyłożył mu pistolet do głowy. Mówił, że ma kontakt z Bogiem".
W tym dominikańskim, biednym miasteczku położonym na stoku wysokiej góry nie chciano wierzyć Carlowi i broniono ojca Alberta, który dla miejscowych był wielkim autorytetem - a dla niektórych niemal Bogiem. Kiedy młodzi chłopcy nie chcieli chodzić na plebanię, rodzice zmuszali ich do tego. Grupa młodych parafian z jaką pracował liczyła ponad 180 podopiecznych.
Biały, 36-letni macho jeździł pikapem i nosił srebrny pistolet. Na Dominikanie pełni potrójną funkcję. Był kapłanem w miejscowości Juncalito, doradcą miejscowego wójta oraz komendantem miejscowego posterunku policji (w stopniu majora). Spędził tu już ponad 8 lat. Walczył o polepszenie sytuacji w wiosce, z parafii zrobił centrum życia kulturalnego i społecznego, organizował ratownictwo górskie oraz wyjazdy dla młodzieży do Polski, a więc do Europy. Podczas jednego z takich wyjazdów w 2010 r., czwórka dzieci z Dominikany wraz z ks. Gilem odwiedziła nawet komendę policji w Polkowicach.
Kiedy dominikańska prokuratura rozpoczęła śledztwo 3 czerwca 2013 r., misjonarz wraz z dwoma nieletnimi ministrantami i z dorosłym znajomym przebywał na urlopie w Polsce. Gil zorientował się sam lub został ostrzeżony, że ziemia pali mu się pod stopami. Nie wsiadł do samolotu na Dominikanę. Próbował też zacierać ślady - prosząc znajomego, aby wyczyścił komputer w zakrystii i wyniósł twardy dysk oraz inne nośniki. Niestety było już za późno. Jak podała dominikańska prasa - w czasie przeszukania znaleziono w komputerze 87 tysięcy zdjęć pedopornograficznych i kilkadziesiąt nagrań filmowych dzieci. W pokoju kapłana były narkotyki, fałszywe paszporty i bielizna erotyczna.
Zdradził zaufanie Dominikańczyków i okłamał Polaków
Kiedy w ostatnich dniach września 2013 r., Interpol wydał list gończy (z tzw. "czerwoną notą") za misjonarzem z Juncalito, ten przebywał w rodzinnym domu w Modlnicy pod Krakowem. Duchownego namierzyli dziennikarze. Polskie organy ścigania ograniczyły się jednak tylko do pouczenia ściganego, że ma poinformować o zmianie miejsca pobytu. Nie został zatrzymany.
Nikt też nie wierzył w jego winę. Kilka tygodni później, w październiku, Wojciech Gil udzielił wywiadu TVP Info. Pytany czy dopuścił się molestowania dzieci odpowiedział zdecydowanie: nie. Nie widział też powodu, aby przepraszać. "Jeżeli przepraszam, to przepraszam za moją naiwność i brak odpowiedzialności w tym, że za bardzo tym ludziom zaufałem. Nie skrzywdziłem tych dzieci. A jeżeli je skrzywdziłem, to tylko w takim wymiarze, że być może za bardzo zaufałem" – tłumaczył się przed kamerami.
Szybko powstała też wersja o tym, że padre Alberto przeszkadzał lokalnym politykom (głównie wójtowi Juncalito, którego był doradcą), skorumpowanym przez kartele narkotykowe bo ratował dzieci z narkomanii - zemszczono się więc na nim, wrabiając go w pedofilię, podrzucając pedopornografię i narkotyki.
Kiedy rozpoczęła się współpraca pomiędzy dominikańskim i polskim wymiarem sprawiedliwości, początkowo Prokuratura Okręgowa w Warszawie miała wątpliwości formalne, co do nadesłanych dokumentów. W styczniu 2014 r., prokuratura dominikańska zamknęła oficjalnie dochodzenie w sprawie Wojciecha Gila oskarżając go o napaść seksualną w stosunku co najmniej do ośmiu nieletnich. Dokumentacja prawna została przesłana do Polski i była stopniowo uzupełniana.
18 lutego 2014 roku polska prokuratura wydała wniosek o areszt tymczasowy dla misjonarza z Dominikany. Jak podał rzecznik prasowy Przemysław Nowak: "W dniu 22 października 2014 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do Sądu Rejonowego w Wołominie akt oskarżenia w sprawie o sygn. V Ds 281/13 przeciwko Wojciechowi G. W akcie oskarżenia zarzucono podejrzanemu popełnienie łącznie 10 przestępstw. Osiem zarzutów dotyczy czynów z art. 200 § 1 kk polegających na obcowaniu płciowym z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszczeniu się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadzeniu jej do poddania się takim czynnościom. Powyższe czyny popełnione zostały na szkodę 8 różnych pokrzywdzonych, w tym 2 obywateli polskich i 6 obywateli dominikańskich. Dwa czyny popełnione zostały w latach 2000-2001 w Polsce (przed wyjazdem duchownego na Dominikanę, w ośrodku michalitów dla młodzieży trudnej w podwarszawskich Markach - przyp.aut), pozostałe czyny w różnych okresach na przestrzeni lat 2009-2013 na terenie Republiki Dominikańskiej.
Nadto podejrzanemu zarzuca się posiadanie w Republice Dominikańskiej treści pornograficznych z udziałem małoletnich poniżej 15 lat (czyn z art. 202 § 4a kk) oraz posiadanie bez wymaganego zezwolenia broni palnej w postaci pistoletu i amunicji (czyn z art. 263 § 2 kk).
Powyższe zarzuty uzasadnione są zgromadzonym w sprawie materiałem dowodowym, w tym zeznaniami ponad 100 świadków oraz kilkunastoma opiniami biegłych, w tym z zakresu informatyki, psychologii, fonoskopii, antropologii i seksuologii.
Podejrzany Wojciech G. nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień i prawa do odmowy udzielania odpowiedzi na pytania. Od dnia 19 lutego 2014 r. stosowany jest wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania.
Czyny z art. 200 § 1 kk zagrożone są karą pozbawienia wolności do 12 lat. W razie skazania za dwa lub więcej przestępstw sąd będzie mógł wymierzyć karę łączną w wymiarze do 15 lat.
Z powyższej sprawy wyłączono do odrębnego postępowania materiały w zakresie doprowadzenia do obcowania płciowego małoletnich poniżej 15 lat na terenie Republiki Dominikańskiej przez obywatela polskiego pełniącego obowiązki nuncjusza apostolskiego, tj. o czyn z art. 200 § 1 kk. Postępowanie to pozostaje w toku."
O skłonnościach pedofilskich ks. Gila jego przełożeni wiedzieli najprawdopodobniej od dawna, dlatego został przeniesiony na Dominikanę.
W tej historii już prawie wszystko wydaje się jasne. A jednak nie jest. Kiedy chodzę po karaibskim malecón, śladami Wesołowskiego - już wiem, że 17 listopada 2014 roku upływa termin przedłużonego aresztu prewencyjnego dla byłego michality i że zostanie złożony wniosek o to, by polski misjonarz z Juncalito stanął przed sądem. "Nie ma podstaw, aby wierzyć w historię o kartelach narkotykowych, które sfabrykowały dowody." - zapewnił mnie Przemysław Nowak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Wiem również, że prokurator generalny Republiki Dominikańskiej oraz prokuratorki śledcze prowadzące dochodzenie w sprawie Wojciecha Gila (Lucia Liranzo z Santiago) i Józefa Wesołowskiego (Yeni Berenice Reynoso z Santo Domingo), wybierają się do Europy. Francisco Domínguez Brito będzie w Polsce 1 grudnia na spotkaniu z prokuratorem generalnym Andrzejem Sermentem, a 2 grudnia w Watykanie, gdzie już wkrótce rozpocznie się postępowanie przed trybunałem watykańskim w sprawie byłego nuncjusza.
Kilka miesięcy temu, zajmując się sprawą kibiców Lazio zatrzymanych w Polsce, zwiedziłam Areszt Śledczy w Białołęce pod Warszawą - największy ośrodek karny w UE. Rzeczniczka oprowadzając mnie pokazała mi celę, w której przebywał prezydent Komorowski, internowany w stanie wojennym. Dziś ks. Gil oczekuje tam na proces, który odbędzie się za zamkniętymi drzwiami. Na Dominkanie padre Albero został zawieszony w czynnościach kapłańskich. W Polscwysuwa śnie ze stanu duchownego może nastąpi dopiero po wyroku skazującym.
Były nuncjusz papieski w dzień swojego aresztowania pojawił się w Watykanie z dokumentacją lekarską w ręku, dzięki czemu nie został osadzony w celi, gdzie przebywał Paolo Gabriele - bohater skandalu Vatileaks. Na proces przed trybunałem watykańskim oczekuje w domu ojców spowiedników z Bazyliki Św. Piotra, wśród których jest siedmiu Polaków.
Jak mnie poinformował rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk - były abp. Wesołowski w rodzinnym kraju nie jest o nic oskarżony. Polscy śledczy nie mają dominikańskich dokumentów, które wysłano do Stolicy Apostolskiej, a która z kolei odmówiła przesłania ich do Polski.
Watykański kodeks karny z 1889 r. nie przewiduje przestępstwa pedofilii i pedopornografii. Kary za posiadanie pornografii dziecięcej wprowadził dopiero Benedekt XVI w 2010 r., a za czynności seksualne z nieletnimi i zaostrzenie kar dotyczących pedopornografii - Franciszek w 2013 r. Czyny popełnione przez Wesołowskiego teoretycznie więc nie kwalifikują się jako karne - mimo to papież Bergoglio chce go osądzić. Z tego powodu zarzuty, jakie można mu realnie postawić to korupcja nieletnich i paserstwo materiałów pornograficznych. Grozi mu za to do 7 lat więzienia.
Choć od samego początku prokuratorki Liranzo i Reynoso walczą o ekstradycję Gila i Wesołowskiego na Dominikanę, i o to, aby stanęli tam przed sądem z udziałem ofiar - ani Watykan, ani Polska nie przewidują ekstradycji swoich obywateli, chyba że mają podpisane w tej kwestii umowy bilateralne - a w tych przypadkach tak nie jest. Zgodnie z międzynarodowym pryncypium «ne bis in idem» nikt nie może być sądzony dwa razy za ten sam czyn.
Czy Wesołowski i Gil się znali, i jakie stosunki ich łączyły?
A jednak nie wszystko w tej historii jest jasne. Czy Wesołowski i Gil się znali? Tak. Istnieją zdjęcia, na których na Dominikanie uwieczniono razem dwóch duchownych pochodzących z Polski. Wesołowski ponoć odwiedzał chętnie swojego rodaka w Juncalito. Nie byłoby w tym nic dziwnego, że nuncjusz składa wizyty duszpasterskie zwykłemu misjonarzowi tej samej narodowości, gdyby nie fakt, że Polacy na obczyźnie (a zwłaszcza ci na wysokich stanowiskach), raczej stronią od reszty, niż lgną do siebie.
Kiedy zwracam się do prokuratury dominikańskiej, z zapytaniem: "Czy prowadzi również dochodzenie dotyczące tego, jakiego typu relacje łączyły Wesołowskiego i Gila? I jakich informacji mogą mi udzielić na temat archiwów pornograficznych?" - nie uzyskuję odpowiedzi ze względu na dobro sprawy.
"O archiwach wiemy stosunkowo niewiele. Wiemy tylko, że były "podobne" i że są w nich na zdjęciach "podobne" dzieci. I to słowo "podobne" jest bardzo niepokojące." - mówi mi Nuria Piera.
Po ucieczce nuncjusza z Dominikany, Kanał 37 telewizji NCDN wyemitował reportaż dziennikarza Tony Pichardo, zatytułowany: “Poder y abuso tras la sotana” (Władza i nadużycia w sutannie), w którym były wójt Juncalito - Pedro Espinal, opowiedział o tym, jak wraz z ojcem Albertem Gilem i 15 chłopcami udali się do willi nuncjatury niedaleko Juan Dolio w San Pedro de Macorís (Boca Chica), w odwiedziny do abp. Wesołowskiego. "Podzieliliśmy chłopców na trzy grupy. Pięcioro spało ze mną, pięcioro z jednym i pięcioro z drugim. Ale on (ksiądz Gil), wybierał zawsze dzieci najmłodsze. Nikt nie zwracał na to specjalnej uwagi, ale zawsze tak było: te najmłodsze i "spolegliwe", zawsze takie... Starsze odsyłał. Ponieważ spałem z dziećmi poza willą nie widziałem, co tam się działo... " - opowiedział przed kamerami Pedro Espinal.
"Wesołowski i Gil jeździli razem do willi należącej do nuncjatury w Boca Chica. Możemy więc powiedzieć, że to co tam robili, robili w domu papieża, bo wszystkie posiadłości nuncjatury należą do Ojca Świętego" - komentuje Nuria Piera.
Dwa procesy, w dwóch różnych krajach (Watykan i Polska) nie pozwolą ustalić jakie relacje łączyły naprawdę nuncjusza i zwykłego, prowincjonalnego misjonarza tej samej narodowości. Jednak dziesiątki tysięcy zdjęć pedopornograficznych i obsesyjne nagrywanie telefonem wykorzystywanych dzieci - daje dużo do myślenia. To zbyt wiele nawet jak na wytrawnego pedofila... Na pedopornografii można przecież zarobić.
Na Dominikanie, gdzie dwóch polskich pedofilów w sutannach to już zbyt dużo - niektórzy myślą, że nie jest ważne, przed jakim sądem staną Józef Wesołowski i Wojciech Gil. Ważne, aby zostali surowo ukarani za swoje czyny i trafili do więzienia. Czy tak jednak się stanie? Ucieczka z Dominikany już pozwoliła im złagodzić ewentualne najwyższe wyroki...
Agnieszka Zakrzewicz z Dominikany
Autor: Agnieszka Zakrzewicz o 00:41 Brak komentarzy:
Etykiety: arcybiskup Józef Wesołowski, kościół, księża pedofile, ofiary pedofilii, pedofilia w polskim Kościele, Watykan, Wojciech Gil
141. Wesołowski i Gil spotykali się w domu papieża - rozmowa z Nurią Pierą, dyrektorką dominikańskiej telewizji NCDN
- Pani jako pierwsza ujawniła sprawę byłego abp. Wesołowskiego. Jakie uczucia towarzyszyły Pani, gdy telewizja otrzymała informację, że to pedofil?
- Kiedy zgłoszono mi sprawę - widząc, że chodziło o papieskiego nuncjusza, a więc wysokiego hierarchę Kościoła - byłam przede wszystkim bardzo zaskoczona, gdyż była to osoba bardzo znana, która udzielała się społecznie oraz politycznie. To była osoba widoczna i rozpoznawalna w społeczeństwie dominikańskim.
- Jak rozpoczęliście dochodzenie?
- Porozmawialiśmy z człowiekiem, który się do nas zgłosił. Upewniliśmy się, czy na pewno rozpoznaje Wesołowskiego i rozpoczęliśmy obserwację podejrzanych miejsc, w których go widywano - czyli nadbrzeże Santo Domingo. To było bardzo trudne, bo gdy dzwoniono do nas, że on pojawił się na plaży Montesinos - zanim przyjechaliśmy już go tam nie było, albo widzieliśmy tylko jak się przechadza lub pije piwo. Tylko to udało nam się sfilmować.
Zaczęliśmy rozmawiać z dziećmi, które zawsze kręciły się w tamtych okolicach - zdobyliśmy zeznania i świadków. Baliśmy się jednak ujawnić całą sprawę. Zdecydowałam wtedy, że zadzwonię do nuncjatury i poproszę Wesołowskiego o wywiad, gdyż mamy zamiar wyemitować o nim materiał. Powiedziano mi, że znajduje się poza granicami kraju. Byliśmy zdezorientowani. Po dwóch dniach Kościół wydał oficjalne oświadczenie, że nuncjusz został odwołany, nie podając jednak powodów.
Wyemitowaliśmy wtedy materiał. Na początku nikt nie zareagował, a później pojawiły się głosy, że to nagonka medialna na Kościół, oszczerstwa i manipulacja. Kiedy jednak zaczęliśmy pokazywać nagrania ze świadkami i zeznania ofiar - Kościół na Dominikanie musiał się przyznać do skandalu.
- Jak zachował się Kościół dominikański w tym wszystkim?
- Najpierw Kościół dominikański mówił, że przechadzanie się po nadbrzeżu nie jest jeszcze grzechem. Jednak kiedy wybuchł skandal i zostały ujawnione świadectwa ofiar, w dokumencie wydanym przez Episkopat Republiki Dominikańskiej pojawiły się już przeprosiny i słowa pokory. O skłonnościach papieskiego nuncjusza informowały nie tylko media. Wiemy, że kard. Nicolas de Jezus Lopez Rodrigues, arcybiskup Santo Domingo, już w 2013 roku wysłał do Watykanu dokumentację na ten temat.
- Czyli Watykan wiedział od dawna o skłonnościach "non sanctas" papieskiego ambasadora, którego przenosił z miejsca na miejsce?
- Jeden z dziennikarzy włoskich mających kontakty w Watykanie twierdzi, że kardynał Rodrigues pisał do Watykanu o tym co dzieje się na Dominikanie już podczas pontyfikatu poprzedniego papieża. Benedykt XVI nie zdecydował się jednak odwołać Wesołowskiego.
- Także reakcja papieża Franciszka nie była aż tak błyskawiczna... Od odwołania Wesołowskiego z Dominikany (21 sierpnia 2013 r.) do jego aresztowania we wrześniu br. upłynął ponad rok. W międzyczasie Wesołowski przechadzał się spokojnie po ulicach Rzymu...
- Kiedy biskup pomocniczy Dominikany Victor Masalles spotkał Wesołowskiego w Rzymie i napisał o tym na Twitterze, pytając jak to możliwe - dopiero wtedy papież zdecydował o aresztowaniu. To pokazuje, że Kościół dominikański wiedział od dawna o całej sprawie i starał się o odwołanie nuncjusza - jednak bezskutecznie. Prawdopodobnie o skłonnościach Wesołowskiego w Watykanie wiedziano od lat.
- Nuncjusz był tak wpływowy, że czuł się bezkarny?
- Posiadamy zdjęcia, na których kardynał Lopez Rodrigues i Wesołowski odprawiają wspólnie Eucharystię i dzielą hostię. Jak można dzielić się z kimś "ciałem Chrystusa", wiedząc dobrze o tym, że osoba ta wykorzystuje seksualnie nieletnich? Myślę, że dla kardynała Lopeza Rodriguesa było to bardzo trudne i bardzo źle znosił zmowę milczenia, jaka obowiązywała przez całe pięć lat tej nuncjatury.
- A jednak zrobiono wszystko aby skandal nie wybuchł...
- Faktem jest, że Wesołowski opuścił Dominikanę z honorami przysługującymi nuncjuszowi - na lotnisku oczekiwał w salonie VIP-ów, odleciał w pierwszej klasie. Kościół dominikański wiedząc dobrze, że jest pedofilem, pozwolił mu opuścić terytorium kraju, w którym dopuścił się przestępstw na nieletnich.
- Na Dominikanie było dwóch duchownych pedofilów narodowości polskiej. W toku jest również dochodzenie w sprawie byłego michality - Wojciecha Gila, który przebywa w areszcie śledczym w Warszawie. Jak doszło do ujawnienia jego sprawy?
- Historia księdza Wojciecha Gila rozpoczęła się inaczej niż ta Wesołowskiego. Matka chłopca, który próbował popełnić samobójstwo zgłosiła swoje podejrzenia do rady wioskowej, która początkowo nie uwierzyła jej i broniła duchownego. Dopiero, gdy wybuchł skandal międzynarodowy i organy ścigania wkroczyły do akcji, szukając księdza listem gończym wydanym przez Interpol - na Dominikanie sprawę zaczęto brać na poważnie. Wtedy również my rozpoczęliśmy dochodzenie dziennikarskie. Wcześniej byłam powściągliwa.
- Czy Wesołowski i Gil znali się, i mięli ze sobą kontakty?
- Tak. Mamy zdjęcia na których są razem. Wesołowski i Gil jeździli razem do domu należącego do nuncjatury w Boca Cicha. Możemy więc powiedzieć, że to co robili, robili w domu papieża, bo wszystkie posiadłości nuncjatury należą do Ojca Świętego.
- Dwóch polskich księży pedofilów na Dominikanie... Co myślą o tym wszystkim Dominikańczycy?
- Całkiem niedawno przeżyliśmy skandal pedofilii, którego bohaterem był bardzo znany duchowny dominikański. Teraz kiedy mamy do czynienia jednocześnie z dwoma Polakami - księdzem i nuncjuszem - to już za dużo... Dla naszego kraju to była olbrzymia, przykra niespodzianka. To jest wielki cios dla dominikańskiego Kościoła, bo ludzie przestali mu ufać, przestali chodzić na mszę, obawiają się o własne dzieci. Pierwsze trzy miesiące to była prawdziwa rewolta wiernych. Teraz się trochę uspokoiło.
- Włoski dziennik Corriere della Sera podał jako pierwszy, że w komputerze byłego nuncjusza Wesołowskiego znaleziono olbrzymie archiwum pornograficzne. Pedopornografia to jeden z zarzutów, jakie mu postawiono zgodnie z watykańskim kodeksem karnym. Również w kościelnym komputerze w Juncalito policja znalazła archiwum z tysiącami zdjęć pornograficznych nieletnich. Księdzu Gilowi nie postawiono jednak zarzutu pedopornografii, gdyż to nie był jego komputer osobisty. Co można o tym wszystkim myśleć?
- Na razie o tych archiwach wiemy mało. Wiemy tylko, że są "podobne". Że na zdjęciach są "podobne" dzieci. I to słowo "podobne" jest bardzo niepokojące.
- Obaj duchowni nagrywali i robili zdjęcia telefonem komórkowym w jednoznacznych sytuacjach z nieletnimi. To osobiste upodobania seksualne, czy też ten materiał pedopornograficzny mógł służyć do innych celów - wymiany lub sprzedaży w sieci pedofilskiej?
- To interesujące pytanie. Ale na nie musi odpowiedzieć prokuratura.
- Zarówno Wesołowski jak i Gil prowadzili bardzo aktywne życie społeczne, interesowali się polityką, obracali pieniędzmi i robili wiele dla społeczności lokalnej. Jak to możliwe?
- To jest właśnie paradoks tego wszystkiego. Dopuszczali się przestępstw pedofilskich, ale jednocześnie robili bardzo wiele dobrego. Organizowali życie społeczności lokalnej, walczyli o słuszne cele, zdobywali na to środki ekonomiczne, pomagali biednym, wspierali rodziny. Obaj prowadzili doskonałą działalność duszpasterską. Każdy zadaje sobie pytanie: jak to możliwe? Dlatego tak trudno było wszystkim uwierzyć, że wykorzystują nieletnich.
- Jak moralnie osądza Pani Wesołowskiego i Gila?
- Jeszcze do niedawna byłam przekonana, że ojciec Gil pod względem moralnym jest gorszy od Wesołowskiego, gdyż wykorzystywał nieletnich z ubogiej wsi, którzy byli nieświadomi i naiwni, podczas gdy Wesołowski korzystał z usług tych, którzy się prostytują na nadbrzeżu. Dziś myślę, że obaj są jednakowo winni. Przekonuję się również do tego, że Wesołowski bardziej, ze względu na swoją pozycję - im większa ranga, im wyższe stanowisko i posiadana władza - tym większa odpowiedzialność.
- Czy uważa Pani, że powinna nastąpić ekstradycja na Dominikanę zarówno Wesołowskiego, jak i Gila, aby mogli być tu sądzeni? Czy może wystarczą procesy w Watykanie i w Polsce?
- Niestety Republika Dominikańska ma wiele luk w swoim systemie prawnym i sądowniczym. Nie wiem czy w tej sytuacji możemy być pewni, że w tych dwóch przypadkach na Dominikanie uda się przeprowadzić sprawiedliwe procesy i skazać winnych na surowe kary. Dla mnie nie jest ważne, gdzie Wesołowski i Gil będą odsiadywać wyrok. Ważne jest, aby on zapadł, aby był jak najwyższy i aby obaj trafili do więzienia.
- Wydaje się, że na Dominikanie to kobiety wypowiedziały wojnę pedofilii. Pani jako dziennikarka ją rozpętała. Sprawę Wesołowskiego i Gila prowadzą dwie prokuratorki śledcze: Yeni Berenice Reynoso i Luisa Liranzo. Ile odwagi potrzeba w tak religijnym kraju, aby stanąć po stronie ofiar pedofilii klerykalnej?
- Kobiety dominikańskie są bardzo silne. Prokuratorka Yeni Berenice Reynoso prowadzi sprawę Wesołowskiego bardzo dobrze, z niezwykłym zacięciem. To ona domaga się ekstradycji Wesołowskiego i chce, aby był on sądzony w Santo Domingo z udziałem ofiar. Jest to sprzeczne z przekonaniem prokuratora generalnego Francisco Domíngueza Brito, który skłania się ku temu, aby Wesołowski był sądzony w Watykanie. Dominikańska prokuratura prowadzi również godną podziwu działalność społeczną. Reynoso już pomogła ofiarom Wesołowskiego, które były w tragicznej sytuacji. Niektóre dzieciaki opuściły szkołę i rozpoczęły życie na ulicy już dawno, gdyż nie umieją nawet czytać i pisać. Teraz ich matki mają pracę, a chłopcy wrócili do nauki.
- W Polsce w dalszym ciągu nie wierzy się w to, że Wesołowski, a przede wszystkim Gil, popełnili przestępstwa seksualne na nieletnich. Wielu polskich katolików nadal jest przekonanych, że cały skandal to manipulacja medialna i polityczna, która ma uderzyć w Kościół, i która narodziła się w skorumpowanym kraju Trzeciego Świata, rządzonym przez narkoprzemytników. Jak Pani chce przekonać Polaków?
- Ja nie chcę nikogo do niczego przekonywać, bo wszystko to jest prawdą. Zawsze znajdą się niewierzący, czy niedowierzający. Ale ci, którzy wierzą powinni wiedzieć, że istnieje i Bóg, i Diabeł. Oczywiście bardzo trudno wyobrazić sobie, że aż tyle brudu kryje się w Kościele.
Oskarżenia są bardzo mocne i są na to dowody - jeżeli by ich nie było, ani polski wymiar sprawiedliwości, ani Watykan nie zdecydowałby o rozpoczęciu procesów.
Sprawą Gila zainteresowała się dominikańska prokuratura, ponieważ wybuchł skandal Wesołowskiego, nagłośniony przez wiarygodne media. Gdyby - jak w przypadku Gila, ktoś z rodziny poszkodowanego dziecka zgłosił się sam do prokuratury - wszystko zostałoby uciszone.
Autor: Agnieszka Zakrzewicz o 03:59 Brak komentarzy:
Etykiety: Nuria Pirra
140. WŁOSKA BATALIA O ZWIĄZKI PARTNERSKIE
ZAKRZEWICZ: WŁOSKA BATALIA O ZWIĄZKI PARTNERSKIE
AGNIESZKA ZAKRZEWICZ Z RZYMU | 31.10.2014
Mimo sprzeciwu rządu kolejne miasta są gotowe uznawać związki homoseksualne zawarte za granicą.
– Dziś jest szczególny dzień dla was i dla Rzymu, takie dni powinny jednak stać się normą. Premier Renzi zapowiedział, że już wkrótce Włochy będą miały ustawę o związkach partnerskich – mówił prezydent Rzymu Ignazio Marino z Partii Demokratycznej, wpisując do rejestru ślubów cywilnych szesnaście rzymskich par homoseksualnych, które pobrały się za granicą. Oficjalna uroczystość na Kapitolu odbyła się z wielką pompą. Kwiaty, bombonierki, rodziny jednopłciowe z dziećmi, bliscy i przyjaciele, a na koniec wspólne zdjęcie. Wzgórze kapitolińskie obstawiła policja, aby prawicowi manifestanci nie zakłócili porządku.
Pierwszą parą były Marinella Grassadia i Laura Terrasi – dwie lesbijki żyjące razem od 18 lat i wychowujące trójkę dzieci. Tym, że „mamy mogły wziąć oficjalnie ślub również w Rzymie”, najstarsza z córek pochwaliła się w szkole podstawowej – na ceremonię przyszli więc jej rówieśnicy i ich rodzice.
– To znak, że pod względem otwarcia obyczajowego, tolerancji i wrażliwości na równouprawnienie, włoskie społeczeństwo jest znacznie dalej niż włoska polityka. Dla nas to akt symboliczny, ale wzruszyłyśmy się bardzo – mówiły Laura i Marinella.
Do kapitolińskiej księgi cywilnej została wpisana również najstarsza rzymska para gejowska – Andrea Rubera i Dario De Gregorio, którzy dziś mają trójkę dzieci: Artemisia, Jacopo i Cloe. Jako pierwsi włoscy homoseksualiści wzięli ślub w Toronto w 2009 roku. Od lat żyli w stałym związku. Andrea Rubera jest prezesem katolickiego stowarzyszenia Nowa Propozycja zrzeszającego wierzących i praktykujących gejów, lesbijki oraz transseksualistów.
– Długo nie mogłem się pogodzić z moim dualizmem: „wierzący gej”, aż w końcu zrozumiałem, że jedno i drugie jest możliwe i nie wyklucza się. Kościół przywiązuje wagę do ochrony życia i rodziny. Dzięki naszej miłości przyszło na świat troje wspaniałych dzieci, którym zapewniamy dom i ciepło rodzinne – opowiadał Andrea.
Prezes Nowej Propozycji był rozczarowany dokumentem końcowym synodu nadzwyczajnego poświęconego rodzinie, który w środowisku wierzących homoseksualistów i postępowych katolików rozpalił wielkie nadzieje na otwarcie się Kościoła.
Tymczasem zarówno Konferencja Episkopatu Włoch, jak i Wikariat Rzymu wyraziły oburzenie na inicjatywę lewicowego prezydenta miasta i na to, że zbiegła się ona właśnie z synodem.
„To gest ideologiczny, obraza instytucjonalna bez precedensu, spektakl podtrzymany medialnie”; „akt takiego indywidualnego zarozumialstwa, mający miejsce w tych dniach, jest nie do zaakceptowania” – w komunikatach najwyższych włoskich instytucji kościelnych użyto mocnych słów.
Rzym nie był pierwszy
W rzeczywistości prezydent stolicy Ignazio Marino był zaledwie dziesiąty w klasyfikacji najbardziej postępowych zarządców włoskich miast, choć to, co zrobił, odbiło się szerokim echem.
We Florencji już w 1998 roku został utworzony pierwszy we Włoszech rejestr związków cywilnych, a od 1 października tego roku uchwałą rady miejskiej we florenckim Urzędzie Stanu Cywilnego mogą się rejestrować pary homoseksualne, które zawarły związek małżeński za granicą. Należy przypomnieć, że do niedawna to Mateo Renzi – aktualny premier Włoch – zarządzał rodzinnym miastem Dantego. Jednak pierwszym burmistrzem, który otworzył księgę cywilną dla par jednopłciowych, był Stefano Aguzzi z Fano. W tym blisko stutysięcznym mieście usytuowanym nad Adriatykiem homoseksualiści, którzy wzięli ślub za granicą, mogą rejestrować się w tamtejszym USC od kwietnia – nabywając takie same prawa i obowiązki jak pary heteroseksualne po ślubie cywilnym. Od maja jest to możliwe również w Neapolu, od 9 września w Reggio Emilia, od 15 września w Bolonii i Empoli, od 6 października w Mediolanie, od 7 października w Livorno.
Lawinę autonomicznych decyzji w tej kwestii, przegłosowanych przez lokalne rady miejskie, otworzył wyrok sądu we Florencji z kwietnia tego roku, który nakazywał burmistrzowi Grosseto Emilio Bonifaziemu wpisać do ksiąg tamtejszego USC akt ślubu zawartego w Nowym Jorku przez dwóch włoskich gejów, którzy założyli sprawę i ją wygrali.
Wszystko to oczywiście odbyło się wśród protestów przedstawicieli niektórych partii prawicowych, a przede wszystkim reprezentantów władz Kościoła na szczeblu lokalnym – a więc biskupów poszczególnych diecezji.
Minister Alfano grozi burmistrzom
Włoski minister spraw wewnętrznych Angelino Alfano to były delfin Silvio Berlusconiego, który porzucił jego partię, by założyć Nową Centroprawicę, i wszedł w skład koalicyjnego rządu z Partią Demokratyczną, na czele którego stoi Matteo Renzi. Jego konserwatywno-katolickie poglądy nie są tajemnicą. 8 października Alfano wydał okólnik ministerialny do wszystkich prefektów, aby ci w sposób oficjalny uprzedzili burmistrzów i prezydentów miast, którzy zdecydowali się na wpisanie małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą do włoskich ksiąg cywilnych, że postępują niezgodnie z włoskim prawem.
Jeżeli ostrzeżenie formalne nie przyniesie efektów, minister spraw wewnętrznych nakazał prefektom wykreślić wpisy z rejestrów komunalnych.
„Włoskie prawo nie zezwala na zawieranie małżeństw homoseksualnych, nie akceptuje również turystyki małżeńskiej. Akty ślubu cywilnego zawartego za granicą i przepisane do ksiąg włoskich USC nie tylko nie mają wartości prawnej – są wręcz naruszeniem prawa” – tłumaczył Alfano w wywiadzie udzielonym dziennikowi „La Reppublica”.
– Ja się nie podporządkuję. Przeczytam ten głupi okólnik, ale własnego podpisu nie wykreślę. Niech inni wezmą na siebie odpowiedzialność anulowania aktów małżeńskich, które uznawane są już przez prawodawstwo Unii Europejskiej – burmistrz Bolonii Virginio Merola jako pierwszy przeciwstawił się szefowi MSW.
Prezydent Marino w przeddzień uroczystości na Kapitolu dostał ostrzeżenie ministerialne, że jego podpis na dokumentach uznających związek 16 par jednopłciowych jest wart tyle co autograf – też jednak nie uległ presji.
Choć minister Alfano grozi prezydentom i burmistrzom, inne miasta włoskie są gotowe iść za przykładem i wpisywać pary homoseksualne, które pobrały się za granicą, do swoich ksiąg.
Przyszedł czas na ustawę
W odpowiedzi na ostatnie akty batalii o prawa dla homoseksualistów, która we Włoszech toczy się od lat, premier Matteo Renzi zapowiedział, że po uchwaleniu ekonomicznego paktu stabilizacyjnego parlament włoski rozpocznie wreszcie pracę nad ustawą o związkach partnerskich, na wzór niemiecki. Włochy pójdą na kompromis – nie dla ślubów homoseksualnych i adopcji dzieci, ale tak dla Eingetragene Lebenspartnerschaft, obowiązującego w Niemczech od 2001 roku. Czym jednak będzie „niemieckie partnerstwo po włosku”? – jeszcze nie wiadomo. Można przypuszczać, że przyzwoli się na urzędowe rejestrowanie związków jednopłciowych, na równe traktowanie par homoseksualnych i heteroseksualnych przed prawem, a więc i przed fiskusem, oraz na adopcję dzieci w przypadku, gdy jeden z partnerów jest rodzicem naturalnym.
„Z jednej strony słyszę już tych, którzy mówią: „Dlaczego nie egalitarne małżeństwo jak we Francji, w Anglii, Ameryce, Hiszpanii, Portugalii, Holandii, Kanadzie, Argentynie, RPA czy innych krajach?” Z drugiej słyszę paranoików, którzy widzą na horyzoncie nie wiadomo jakie widma, tylko z tego powodu, że dwóch homoseksualistów może „nawet” iść razem do Urzędu Miasta, aby zarejestrować swój związek. Dzisiaj we Włoszech pomiędzy tymi dwiema pozycjami przepaść wydaje się wielka i nie do przeskoczenia. W środku jest natomiast życie wielu, wielu gejów i lesbijek, którzy się kochają, ale są traktowani jako obywatele serii B. Oni nie szkodzą nikomu, a jeśli uzna się ich więzy miłości, będzie to z korzyścią dla spójności społecznej i systemu podatkowego tego zdewastowanego kraju” – napisała we włoskim wydaniu „Huffington Post” Paola Concia – lesbijka i parlamentarzystka z PD.
Berlusconi stał się tęczowy
Ustawę o związkach partnerskich obiecywali Włochom już Romano Prodi i Luigi Bersani. Czy Matteo Renziemu uda się wreszcie choć pod względem obyczajowym dołączyć do reszty Europy, która wierzy w równouprawnienie wszystkich swoich obywateli? W kraju, na którego terenie leży Watykan, nie jest to łatwe przedsięwzięcie, gdyż polityka zawsze była i jest tu warunkowana przez Kościół katolicki. Tym razem jednak chyba naprawdę idzie nowe, skoro nawet były prawicowy premier Silvio Berlusconi ogłosił oficjalnie, że jest za wprowadzeniem ustawy o związkach partnerskich w stylu niemieckim. Zaprosił do swojej willi na kolację Vladimira Luxurię – znanego włoskiego transseksualistę i lidera LGBT, aby przedyskutować z nim temat, a aktualna narzeczona Berlusconiego – Francesca Pascale, zapisała się oficjalnie do ARCIGAY (historyczne stowarzyszenie dla homoseksualistów). No cóż, politycy zmienni są, bo starają się doganiać nastroje społeczne… Jeszcze całkiem niedawno, podczas afery seksualnej bunga-bunga, Berlusconi mówił, że „przynajmniej nie jest pedałem”.
Czytaj więcej z kategorii UE:
Ukraina: Stowarzyszenie i niepewność
Mimo że podpisanie umowy stowarzyszeniowej jest symbolicznie ważne, to Ukraina właśnie staje na kolejnym rozstaju.
PAWEŁ PIENIĄŻEK | 28.06.2014
Watykan zbudował we Włoszech armię lekarzy gotowych podpisać klauzulę sumienia dla kariery albo dla świętego spokoju. Już tylko 150 lekarzy wykonuje aborcję.
AGNIESZKA ZAKRZEWICZ Z RZYMU | 18.06.2014
Autor: Agnieszka Zakrzewicz o 03:54 Brak komentarzy:
142. Diabły w sutannach. Brudna historia Wesołowsk...
141. Wesołowski i Gil spotykali się w domu papież...