Source: http://www.neon24.pl/comments/11997,kula-lis-67,661
Timestamp: 2018-06-23 13:52:12
Legal References Found: art. 256
 art. 137
 art. 188
 art. 68
 art. 137
 art. 68
 art. 188
 art. 21
 art. 137

Document Content:
@Rebeliantka 11:04:47
Ma być bardzo radykalna - ponowne przyjęcie sędziowskich ślubowań, tego wprost zażądał Kaczyński tak ćwierkają wróbelki, no i wycie o "niezawisłości", etc..sędziów prokuratorów coś znaczy. Trzeba poczekać, bo co nagle to po diable, tym razem Ziobro z Jakim dobrą robotę odwalają bez blasku fleszy itd.. A od lipca wchodzi przymus ich oświadczeń majątkowych, więc notariusze mają roboty co niemiara bo przepisują na rodziny, pociotków lecz i to raczej im nie pomoże, mają być dokładnie rozliczani, stąd ich już wycie..
kula Lis 67 06.06.2016 11:34:59
kula Lis 67 05.06.2016 17:52:39
http://images.gildia.pl/_n_/historia/na-przelomie-wiekow/symbole/swastyka/15-640.jpg
kula Lis 67 05.06.2016 14:52:27
http://txt-atrium.pl/files/u5000/swastyka_009.jpg
kula Lis 67 05.06.2016 14:51:36
Prokuratura dopuszcza swastykę jako symbol polskości!
Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście nie dopatrzyła się znamion czynu zabronionego w eksponowaniu przez Galerię Plakatu AMS plakatu Beaty Profeskiej, na którym pseudoartystka imputuje Polakom nazizm jako ich cechę narodową.
http://www.prawy.pl/z-kraju/5199-skandal-na-warszawskich-przystankach-umieszczono-plakaty-ze-swastyka-jako-symbolem-polskosci
„Podstawą wszczęcia dochodzenia może być tylko i wyłącznie uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa” napisała prokurator Agnieszka Malyszka w przesłanym do dziennikarzy portalu Prawy.pl i Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy uzasadnieniu. Prokuratura uznała, że zastępująca literę „e” swastyka w widniejącym na tym „dziele sztuki” napisie „Tacy jesteśmy. Polacy 1989-2014” stanowi jedynie formę wyrażenia artystycznej ekspresji, zatem nie wyczerpuje znamion czynu zabronionego.
Na nasze pytanie, czy gdyby w analogiczny sposób, jak zostali na plakacie przedstawieni Polacy, przedstawić społeczność żydowską, prokuratorzy nabrali wody w usta. Odpowiedzi na nie dotychczas nie udzielili i zapewne tego nie zrobią. O ile bowiem w „praworządnej” Polsce można w sposób dowolny szkalować Polaków, ich martyrologię i historyczną pamięć, o tyle Żydzi cieszą się szczególnymi przywilejami do tego stopnia, że nawet stwierdzenie – zgodne zresztą ze stanem faktycznym – iż to właśnie oni po wojnie mordowali Polaków w ubeckich katowniach (są na to dokumenty), wywołuje gwałtowny sprzeciw i wyparcie tej prawdy. Najlepszy dowód dostarczyła nam sama prokuratura:
„Wszczęcie postępowania jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy istnieje taki zespół danych, który w sposób obiektywny uprawdopodabnia fakt popełnienia przestępstwa i subiektywnie wywołuje co do tego faktu wysoki stopień podejrzenia u organu ścigania” napisała wspomniana wyżej prokurator. Wniosek nasuwa się jeden – fakt szkalowania dobrego imienia Polaków nie wywołał „subiektywnego” podejrzenia organów ścigania, mimo iż „w sposób obiektywny” przestępstwo można było stwierdzić.
kula Lis 67 05.06.2016 14:50:56
Dziś znalazłem na onecie artykuł autorstwa Pana Marcina Makowskiego. Onet rzadko zaskakuje ciekawymi artykułami, ale ten jest naprawdę warty uwagi. Oto i on:
Ktoś dyskwalifikuje uczestnika zawodów modelarskich, bo nie zakleił swastyki na stateczniku maszyny Luftwaffe. W grach komputerowych nazistów zastępuje bezideowa armia pozbawiona symboli. Z drugiej strony sierp i młot ma się świetnie, drukowany na koszulkach, zerkający z pomników na ulicach polskich miast. Do czego to prowadzi? Wybrałem się w niedzielne popołudnie do jednej z większych galerii handlowych w Krakowie zwabiony obietnicą pokazu modelarskiego. Zajmuję się tą tematyką od kilku lat, z wykształcenia jestem historykiem, więc głupio byłoby przegapić taką okazję. I choć maszyny oraz dioramy sklejony były idealne, co innego przykuło moją uwagę. Co prawda w dyskretny sposób, ale wszędzie pozaklejano swastyki na statecznikach niemieckich samolotów. Głupota albo nadwrażliwość - pomyślałem, jednocześnie szukając modeli radzieckich. Przecież skoro ktoś "w obawie o nasze dobre samopoczucie" pozaklejał swastyki, nie może również wystawić zwiedzających na ekspozycje symboli innego totalitaryzmu: czerwonej gwiazdy czy sierpa i młota. Niestety, jak to zwykle bywa w przypadku poprawności politycznej, te same reguły działają tylko w jedną stronę, i na przykład do radzieckich czołgów żaden samozwańczy cenzor się nie przyczepił. Zatem czerwone gwiazdy eksponujemy, Hakenkreuz zaklejamy. Żeby było jeszcze zabawniej, nie same swastyki, ale tylko te obrócone 45 stopni - czyli używane przez nazistów. Swastyka fińska widniała na skrzydłach samolotów jak gdyby nigdy nic. I słusznie, ponieważ tak zwany krzyż bałkański jest znacznie starszą oznaką państwowości w Finlandii niż nieszczęsny złamany krzyż w III Rzeszy. Jako taki zatem jest bezideową oznaką dziedzictwa i nie musi być cenzurowany, z czego Finowie robią użytek korzystając z krzyża bałkańskiego do dziś. Rodzi się zatem pytanie: skoro groźny nie jest sam symbol, obecny zresztą już z resztą w kulturach antycznych, co faktycznie stoi za motywacją cenzurowania historii? W Niemczech ta kwestia jest jasna i regulują ją przepisy §86 i §86a kodeksu karnego StGB. Każde eksponowanie symboli nazistowskich uważane jest za przestępstwo. W Polsce natomiast nie ma takiego obowiązku. Jak mówi art. 256 par. 2 kodeksu karnego: "Eksponowanie symboli reżimów totalitarnych nie stanowi przestępstwa o ile nie ma na celu rozpowszechniania tych symboli lub propagowania ustroju". Ktoś zatem pozaklejał niewygodne symbole od tak, "na wszelki wypadek". I aż ciśnie się w tym momencie na usta coś o "nadgorliwości, gorszej od faszyzmu". Przejdźmy jednak do sedna, czyli styku poprawności politycznej z historią. Jakby nie łączyć tych tematów, właściwie nigdy nie idą ze sobą w parze. Dlaczego? Bo historii nie da się skroić "na miarę naszych czasów". Niestety, twórcy prawa nakazującego cenzurowanie swastyk w kontekście edukacyjnym robią krecią robotę ideałom, o które rzekomo walczą. Bo czy wiara w destrukcyjne działanie symbolu, pomijając kontekst jego występowania, nie jest w rzeczywistości czymś w rodzaju myślenia magicznego? A ten rodzaj narracji jest zawsze ahistoryczny! Oddala nas od tego co faktycznie działo się podczas rozwoju i upadku systemów totalitarnych.
Na rynek masowo wychodzą gry, w których nie ma już nazistów, tylko "jakaś" armia, pozbawiona swoich symboli. Czerwone flagi z Hakenkreuzem zastępują te z okresu II Rzeszy i Republiki Weimarskiej. Krzyże żelazne, używane jeszcze podczas I wojny światowej zmieniają swoje kontury na jakieś nigdy nieistniejące odznaczenia. Obok natomiast idealnie koegzystuje apanaż radziecki. Pełno sierpów, młotów, orderów i gwiazd czerwonych. Z daleka wygląda to tak, jak gdyby ktoś gumką wymazał niewygodną prawdę o tylko jednym ze zbrodniczych systemów. Albo jak gdyby faktycznie, "zwycięzcy pisali historię". Trudno nie odnieść wrażenia, że na dłuższą metę każde takie działanie przynosi skutek odwrotny od zamierzonego. Nie jestem zwolennikiem tuszowania dziejów w żadną ze stron. Jeśli w jakimś polskim mieście ostał się radziecki pomnik, tylko wola mieszkańców powinna decydować o jego dalszym losie. Analogicznie z wystawą modeli w galerii handlowej. Jeśli latające w latach 30. i 40. niemieckie samoloty miały swastyki na statecznikach, to co każe nam udawać, że świat wyglądał inaczej? Niemieckie poczucie wstydu za własną historię? Lęk - ale przed czym? Na dłuższą metę nie zdziwię się, jeśli kiedyś jakieś dziecko nie zapyta, czy naziści faktycznie przylecieli z księżyca, niczym w filmie "Iron Sky". Nigdy nie uporamy się z traumą drugiej wojny, jeśli zamiast rozumieć mechanizmy, które stały za popularnością zbrodniczych systemów, będziemy po prostu odwracać od nich głowę. Historia powtarza się wtedy, kiedy o niej zapominamy. Dziś z książek, gier i modeli znikną swastyki, jutro w filmach o Powstaniu nie będzie można pokazać Niemca z SS, za kilka dekad zapomnimy kto zbudował ten zbrodniczy system. Nie o epatowanie symbolami chodzi, ale o umiejętność widzenia ich w całym bogatym i przerażającym kontekście. Tylko to moim zdaniem na dłuższą metę jest nam w stanie zapewnić bezpieczną przyszłość w Europie. Nawet struś nie może wiecznie trzymać głowy w piasku. Artykuł, moim zdaniem, bardzo ciekawy i godny uwagi. To brzemienne, że unikamy symbolu swastyki, nie unikając tym samym sierpa, młota, czy gwiazdy czerwonej. Usuwanie symboli jest jednoznaczne z zapomnieniem historii!
[na podstawie artykułu ze strony onetu http://wiadomosci.onet.pl/nazista-bez-s … rie/ywnse]
kula Lis 67 05.06.2016 14:41:34
Gen.Patton:
kula Lis 67 05.06.2016 14:37:58
http://i57.tinypic.com/24o9dl4.jpg
kula Lis 67 05.06.2016 14:37:00
http://i62.tinypic.com/2d8nkle.jpg
kula Lis 67 05.06.2016 14:36:17
http://i62.tinypic.com/ei9ftl.jpg
kula Lis 67 05.06.2016 14:35:56
A teraz smaczek - jakieś ruskie odznaczenie:
http://i62.tinypic.com/2cojz84.jpg
kula Lis 67 05.06.2016 14:35:26
http://i59.tinypic.com/ety7nn.jpg
kula Lis 67 05.06.2016 14:34:53
http://i59.tinypic.com/10h8ygm.jpg
kula Lis 67 05.06.2016 14:34:21
http://i57.tinypic.com/28hzrki.jpg
kula Lis 67 05.06.2016 14:33:51
http://i60.tinypic.com/2a7wius.jpg
kula Lis 67 05.06.2016 14:33:22
Podaję pod rozwagę. Stan etatowy Policji Państwowej według preliminarza budżetowego na rok 1920 wynosił 29511 policjantów w tym 723 oficerów. W 1937 roku przewidziano etaty dla 28 716 policjantów zaś stan etatowy Policji Państwowej w roku 1938 liczył 29 936 szeregowych i 850 oficerów … i był porządek. Dzisiaj jest to około 118 000 etatów (cztery razy więcej) i jest tak jak widać. Patrz sprawa Olewnika i jej podobne, choć może mniej drastyczne gdzie to policja jest tym zbrojnym ramieniem prokuratury. Dodam, że w 1938 nie było indywidualnych środków łączności, samochodów, komputerów i temu podobnych bardzo pomocnych i użytecznych policji akcesoriów a terytorium RP było około o 25% większe. Liczbie ludności w tym czasie jest podobna a więc wniosek taki, że dzisiaj powinno wystarczyć 15 000 – 20 000 etatów. Co zatem robi te dodatkowe 90 000 policjantów? Niektórzy odczuli to na własnej skórze. Druga zasadnicza różnica to taka, że przed 1939 r. każdy z funkcjonariuszy rozpoczynający służbę składał następującą przysięgę: „Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu na powierzonym mi stanowisku pożytek Państwa Polskiego oraz dobro publiczne mieć zawsze przed oczyma; Władzy zwierzchniej Państwa Polskiego wierności dochować; wszystkich obywateli kraju w równym mając zachowaniu, przepisów prawa strzec pilnie, obowiązki swoje spełniać gorliwie i sumiennie, rozkazy przełożonych wykonywać dokładnie, tajemnicy urzędowej dochować. Tak mi Panie Boże dopomóż” … i może w tym cała tajemnica tej różnicy i odpowiedź czemu tak jest. Policja niestety jest w części tak samo zepsuta i zgniła jak cały tzw „wymiar sprawiedliwości” w tym kraju. Kadry w sporej części mające za sobą „światłe” doświadczenia z czasów komuny lub wytrenowane przez ludzi którzy taki trening za komuny wzięli. Ostatecznie wszystko zależy od konkretnego człowieka-policjanta, ale to nawet nie jest polski wynalazek że w grupie „upadłych psów” ten uczciwy też zostanie zagryziony jeśli nie będzie szczekał jak reszta sfory. Wrocław i okolice ma już od dłuższego czasu złą sławę, więc coś tam musi być na rzeczy – wliczając w to dziwne wypadki i śmierci ludzi którzy oskarżali policję o brutalność i w dziwnych wypadkach zginęli przy okazji wychodzi na jaw a zupełnie nie są badane takie kwestie jak to że przez kilka godzin nie sposób powiedzieć gdzie przed wypadkiem się znajdowali. W innych rejonach kraju do takich ekscesów nie dochodzi, a tutaj jak widać mamy typowo UBwskie zastraszanie i szykowanie świadków zgodnie z tzw „prawem”, Jakim prawem ? A prawem zbója i przestępcy ja mam broń, ty nie to siedź cicho. Tak to wygląda. "Lis zmienia swoje futro, ale nigdy ścieżek po których chadza"…. powiedzonko to świetnie pasuje do instytucji zwanej eufemistycznie policja! Zmieniono bowiem napisy na tablicach komisariatów i drzwiach radiowozów z "MO" na słowo "Policja", ale duch milicyjny pozostał wiecznie żywy! Błąd bowiem tkwi u samego zarania tworzenia tej formacji a należało tylko powielić taktykę komuchów zastosowaną po II WS, którzy pozostawili tylko ekspertów i techników kryminalistyki z dawnej przedwojennej policji a resztę tworzyli od podstaw! Nawiasem , kiedy już tylko przejęli wiedzę od przedwojennych fachowców kryminalistyki to ich od razu posłali na zieloną trawkę! Współczesna Policja jest więc godnym następcą MO ze wszystkimi jej patologiami, którą najważniejszą jest poczucie niczym nieograniczonej WŁADZY!I tak za PO gość w cywilu nie uznając nawet za stosowne wylegitymowanie się, głosem nie znoszącym sprzeciwu nakazuje grupie obywateli wypełnianie jego rozkazów….Gdzież ta piękna maniera z amerykańskich filmów, kiedy cywilni policjanci przed wkroczeniem do akcji zawieszają sobie na szyi odznaki policyjne a już przy zatrzymaniu funkcjonariusze cytują owe nieśmiertelne: " ma pan prawo do milczenia a wszystko co pan powie może być ….itd, itp" Dla "polskiej" policji są to Himalaje profesjonalizmu! Już wielokrotnie dochodziliśmy do konkluzji, że w policji jest nadreprezentacja UPAinców, wiec pierwszym krokiem do poprawienia sytuacji w policji powinno być przeniesienie szkół policyjnych w centralne rejony Polski! Dotychczasowe szkoły policyjne są położone w rejonach zamieszkałych przez ludność UPAińską wysiedloną z Bieszczad w ramach Operacji „Wisła”. Jednakże środkiem przynajmniej połowicznym byłoby przywrócenie struktur dowódczych policji sprzed 2012 r., bowiem właśnie w tym roku Tusk dokonał prawdziwej czystki wśród komendantów wojewódzkich i powiatowych, wprowadzając na ich miejsce ludzi, którzy dzisiaj chętnie przeszliby się w jednym z pochodów KOD-u! Przykład niedawnej "interwencji " ZOMO w Gdańsku jest tego dowodem! W związku z tą nadreprezentacją tzw. ukraińców ( z małej litery, bo nie ma państwa Ukraina i nie ma takiego narodu ), że przeniesienie śledztwa do Legnicy to jak dostanie się z deszczu pod rynnę …
POLICJA W CHEŁMŻY KATUJE MIESZAKŃCÓW
kula Lis 67 05.06.2016 13:25:35
@Moher 20:21:54
500+ i Mieszkanie+ to nie rozdawnictwo, ale godne wyciąganie Polaków z biedy http://kontrowersje.net/500_i_mieszkanie_to_nie_rozdawnictwo_ale_godne_wyci_ganie_polak_w_z_biedy do tej pory młodych, biednych ludzi na dorobku, zaganiano do banków po kredyty. Każdy, najskromniejszy bidok musiał kupować mieszkanie, po co? Przecież to jest nieludzkie, to skazywanie ludzi na niewolnictwo, tylko w III RP. W całej Europie nie ma państwa, gdzie 85% mieszkań to mieszkania wykupione na własność (większość to kredyty z zastawami na hipotece). Komuś przez lata bardzo na tym zależało. Komu? Właścicielom III RP. Kaczor miał rację III RP to kondominium. Od czasów mistrza Balcerowicza (plan Liptona-Sachsa) Polska to dojna krowa, gdzie rachunki płacą najbiedniejsi. Skąd się biorą takie wysokie ceny mieszkań w miastach? Wysokie ceny mieszkań są windowane przez kredyty hipoteczne. Lata przed ich wprowadzeniem były ostatnim momentem na kupienie mieszkania z oszczędności czy z dochodów małej firemki. Mieszkania z drugiej ręki oczywiście. Natomiast ceny mieszkań nowych poleciały w górę podwójnie, bo też przez kredyty hipoteczne, lecz dodatkowo przez gangi deweloperskie będące od 25 lat pieszczoszkiem każdej władzy. W Polsce obowiązuje model: kupuję bo będzie moje. Na zachodzie coraz częściej występuje model: wynajmuję - z opcją kupna po latach.
kula Lis 67 04.06.2016 20:33:46
@Moher 20:21:54 polecam i pozdrawiam!
http://kontrowersje.net/margines_wraca_na_margines_czyli_marzenia_o_wolnej_polsce_si_spe_niaj o wiele większe znaczenie ma dzisiejsze wystąpienie Kaczora w Warszawie. Proszę tego nie traktować, jako moje narzucanie tematu, co to to nie, to co zobaczyliśmy dziś na ulicy, nie może pozostać bez komentarza. Można powiedzieć, że to było coś, co stoi w całkowitej opozycji, do tego bydła na ulicach. Z tego wystąpienia, to moje domysły, wynika, że na Bufetową są takie kwity, że niedługo może dojść do przyspieszonych wyborów w Stolicy.Wklejam całe wystąpienie, naprawdę warto posłuchać. https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=wC9yJf4ye2Y
kula Lis 67 04.06.2016 20:26:30
@Zawisza Niebieski no i co ty na to obrońco żydokomucha i żydokomuszego Rzeplińskiego i TK?
Prof. Mariusz Muszyński, sędzia TK i przedstawiciel Polski w Komisji Weneckiej, miażdży jej opinię...Opinia Komisji Weneckiej roi się od szkolnych błędów i świadczy o kompletnej nieznajomości prawa obowiązującego w Polsce. Za świętość i tekst naznaczony geniuszem prawniczego absolutu uważa się opinię Komisji Weneckiej dotyczącą przepisów regulujących funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego w Polsce (z 11 marca 2016 r.). Ta świętość długo nie była poddawana rzetelnej analizie prawnej, choć jak każda opinia takiej analizie podlega. Dopiero po kilku tygodniach zadziwiające milczenie wokół opinii Komisji Weneckiej przerwali profesorowie Lech Morawski, Bogusław Banaszak, Mariusz Muszyński i Krystyna Pawłowicz w specjalistycznym kwartalniku „Prawo i Więź”, w numerze 1 z 2016 r. Prof. Mariusz Muszyński, sędzia Trybunału Konstytucyjnego, którego prezes Andrzej Rzepliński nie dopuszcza do orzekania przygotował skróconą wersję polemicznych uwag do opinii Komisji Weneckiej specjalnie dla prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego. I zaproponował publikację tej opinii na stronie internetowej Trybunału Konstytucyjnego, co nie spotkało się jednak ze zrozumieniem.
Skoro prof. Andrzej Rzepliński nie zainteresował się opinią, prof. Muszyński rozesłał ją różnym osobom, głównie prawnikom konstytucjonalistom. Od jednego z nich otrzymałem ten dokument. Nie jest on zresztą niczym poufnym, bo to powtórzenie głównych tez zawartych w artykule na łamach „Prawa i Więzi”. Co ważne, od 29 kwietnia 2016 r. prof. Mariusz Muszyński jest przedstawicielem Polski w Komisji Weneckiej. I choć nie może uczestniczyć w przygotowywaniu opinii dotyczących Polski, może analizować już wydane opinie. I z takiej możliwości skorzystał. Jest szansa, że gruntowna analiza opinii Komisji Weneckiej w sprawie polskiego Trybunału Konstytucyjnego (w języku angielskim) dotrze do prawników pracujących w Komisji Weneckiej. I w ten sposób będą mieli przynajmniej okazję przekonać się, jakimi błędami obarczona jest opinia przyjęta 11 marca 2016 r.
Prof. Muszyński zwraca uwagę, że polskie władze (konkretnie minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski) prosiły Komisję Wenecką o analizę ustawy (z grudnia 2015 r.) nowelizującej organizację i sposób procedowania Trybunału Konstytucyjnego. A prawnicy Komisji Weneckiej oddelegowani do Warszawy przygotowali ocenę ustrojowego funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego w Polsce, co oznacza zdecydowane wyjście poza wskazany jej mandat. Okazuje się, że statut Komisji nakłada na nią obowiązek działania w granicach określonych przez podmiot, który przedstawicieli Komisji zaprasza i prosi o opinię. Tylko ten formalny błąd czy też przekroczenie statutu powinny dyskwalifikować opinię Komisji Weneckiej z 11 marca 2016 r.
Poza niejako grzechem założycielskim w opinii Komisji Weneckiej roi się od błędów i uzurpacji. Prof. Muszyński zauważa, iż w punkcie 15. opinii popełniono błąd wręcz uczniowski. Autorzy opinii twierdzą, że 23 października 2015 r. posłowie PiS złożyli wniosek konstytucyjny, w którym poddali pod ocenę Trybunału Konstytucyjnego, czy wybór pięciu sędziów przez sejmową większość PO-PSL był zgodny z konstytucją. Tymczasem Trybunał Konstytucyjny nie ma prawa kontrolować sposobu wyboru sędziów przez Sejm, gdyż dotyczy to stosowania prawa, podczas gdy TK zajmuje się badaniem z konstytucją abstrakcyjnych norm prawnych. Wniosek grupy posłów PiS dotyczył zgodności z konstytucją różnych przepisów ustawy z 25 czerwca 2015 r. o TK, a nie kwestii wyboru sędziów. W punkcie 49. Swej opinii Komisja Wenecka jako podstawę działania TK podaje ustawę z 1997 r., podczas gdy wówczas TK działał na podstawie ustawy z 25 czerwca 2015 r., znowelizowanej w grudniu 2015 r. Komisja Wenecka powołuje się na art. 137a ustawy o TK jako podstawę wyboru sędziów zgłoszonych przez PiS, ale wybrano ich już 2 grudnia 2015 r., zaś nowelizacja weszła w życie dopiero trzy dni później. W punkcie 54. opinii Komisji Weneckiej twierdzi się, że nowelizacja z grudnia 2015 r. wprowadziła zasadę rozstrzygania wszystkich spraw kierowanych do TK wedle kolejności wpływania, a przecież ta zasada dotyczyła wyłącznie wniosków konstytucyjnych, a nie skarg obywateli czy pytań prawnych pochodzących z sądów powszechnych. W punkcie 24. opinii Komisji Weneckiej przypisano polskiemu TK kompetencje, których polskie prawo nie przewiduje. Zarzucono Sejmowi, że wyboru sędziów dokonano mimo zabezpieczenia wydanego przez TK. Ale takie zabezpieczenie było sprzeczne z praktyką TK i dotychczasową linią orzekania oraz z art. 188 i 189 konstytucji RP. To postanowienia było też sprzecznie z art. 68 ustawy o TK, w dodatku podpisali się pod nim również sędziowie wyłączeni z orzekania w tej sprawie. W punkcie 109. opinii Komisja Wenecka przypisuje TK wyłączne prawo wiążącej interpretacji konstytucji, ale to uprawnienie TK stracił w 1997 r. W projekcie z 25 czerwca 2015 r. uczestniczący w pracach nad ustawą sędziowie TK dopisali to uprawnienie, ale to nie znaczy, że jest ono konstytucyjne. Wielokrotnie w opinii Komisji Weneckiej pojawia się twierdzenie, że 3 grudnia 2015 r. TK potwierdził prawidłowość wyboru trzech sędziów w październiku 2015 r. Tymczasem TK jako sąd prawa, a nie faktów bada tylko zgodność norm z Konstytucją, a nie fakt wyboru sędziów, bo to stosowanie prawa. Zresztą rozstrzygnięcie TK z 3 grudnia 2016 r. dotyczy zgodności przepisu ustawy z Konstytucją, a nie wyboru i odnosi się tylko do sędziów ustępujących ze stanowiska.
Choćby po tych kilku przykładach widać, że opinia Komisji Weneckiej została przygotowana byle jak, z nieznajomością polskiego prawa, z licznymi błędami. I choć do niczego ona nie zobowiązuje, jest wykorzystywana jako prawny wzorzec z Sevres, choć niczym takim nie jest. A wskazane m.in. przez prof. Muszyńskiego błędy (czasem wręcz szkolne) rodzą pytanie, czy nie jest to po prostu zwykła prawna makulatura. To, że przez wielu prawników i polityków w Polsce jest traktowana jak świętość świadczy albo o tym, że jej nie przeczytali, albo o ich kompetencjach. Ale to już przyczynek do zupełnie innych rozważań. Podobnie jak powoływanie się Komisji Europejskiej na fatalną opinię Komisji Weneckiej - jakby była ona wyrazem geniuszu i miała postać absolutnej normy.
Oto opinia prof. Mariusza Muszyńskiego przygotowana dla prezesa Andrzeja Rzeplińskiego
Warszawa, 27 maja 2016 r.
KRÓTKA ANALIZA OPINII KOMISJI WENECKIEJ Z 11 MARCA 2016 R. DOTYCZĄCEJ TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO DLA PANA ANDRZEJA RZEPLIŃSKIEGO, PREZESA TK
Opinia jest pełna skandalicznych błędów, nieuprawnionych uproszczeń i manipulacji.
Opinia przypisuje Trybunałowi Konstytucyjnemu kompetencje nie znajdujące umocowania w polskim prawie.
Opinia powiela bezpodstawne i upolitycznione interpretacje wyroku TK nr K 34/15 z 3 grudnia 2016 r.
Wydana 11 marca 2016 r. opinia Komisji Weneckiej jest ważnym dokumentem dotyczącym polskiego sporu konstytucyjnego. Stanowi prawną bazę intelektualną dla wielu stanowisk politycznych, w tym stanowiska Komisji Europejskiej.
Opinia ta niemal natychmiast stała się w Polsce prawnym dogmatem dla polityków partii opozycyjnych i niektórych środowisk prawniczych, choć nie została poddana jakiejkolwiek analizie czy publicznej dyskusji. A wnioski mogłyby być zaskakujące. Dlatego warto na jej temat napisać kilka słów krytycznej prawdy. Pozwoli to na przyjęcie słusznego dystansu, co do jej faktycznej treści.
Struktura opinii jest prosta. Na początku znajdujemy wprowadzenie, uwagi ogólne i opis chronologii zdarzeń (pkt 1 do 34). Dalej następują kolejno: uwagi do sprawy orzeczenia K 47/15, czyli przedmiotu spornego rozstrzygnięcia Trybunału dotyczącego grudniowej nowelizacji ustawy o TK (pkt 35 do 43); uwagi do samej grudniowej nowelizacji (pkt 44 do 97); analiza problemu wyboru sędziów TK przeprowadzonego jesienią 2015 r. (pkt 98 do 133). Opinia kończy się listą konkluzji (w pkt 134 do 144).
Już konstrukcja jasno pokazuje, że Polska otrzymała nie to, o co prosiła. Zamiast analizy grudniowej ustawy nowelizującej organizację i procedowanie Trybunału, o co przecież wnioskował polski minister spraw zagranicznych, Komisja przygotowała ocenę ustrojowego funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego w Polsce. Dlatego szkoda, że autorytety prawnicze milczą uporczywie w tej kwestii. Przecież Komisja wyszła poza zakres nadanego jej mandatu. A zgodnie ze Statutem, powinna działać w zakresie określonym przez podmiot zapraszający. Takie przekroczenie upoważnienia nie jest więc legalne. Godzi w państwową suwerenność i powinno opinię dyskwalifikować już na wstępie. Ale nawet i taka samowola nie stanowiłaby większego problemu, gdyby nie fakt, że w opinii znajdziemy wiele błędów i uproszczeń, jakich członkowie Komisji, często używający przed nazwiskiem tytułu profesora, nie powinni byli popełnić. STUDENCKIE BŁĘDY
Problemy zaczynają się niemal od pierwszych słów. Zapowiedziana w pkt.10 lista chronologiczna wydarzeń zamiast opisywać rzeczywisty stan faktyczny, dokonuje jego jednostronnej interpretacji. Oczywiście krytycznej dla Polski. Dalej jest jeszcze gorzej. W pkt. 15 mamy błąd iście studencki. Komisja pisze, że 23 października 2015 r. posłowie PiS złożyli wniosek konstytucyjny, gdzie poddali pod ocenę Trybunału Konstytucyjnego, czy wybór pięciu sędziów przez koalicję PO-PSL był zgodny z konstytucją. A nawet student prawa wie, że Trybunał Konstytucyjny w Polsce nie ma uprawnień do kontroli procesu wyboru sędziów przez Sejm (stosowania prawa), bo bada tylko zgodność abstrakcyjnych norm prawnych z konstytucją. W rzeczywistości wniosek grupy posłów PiS dotyczył zgodności z konstytucją szeregu przepisów ustawy z 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym.
Kolejny podobny błąd znajdziemy w pkt. 47. To błąd w dacie. Cytowane postanowienie o wyłączeniu sędziów jest z 30 listopada, a nie z 2015 listopada 2015 r. Kompletną klęską jest też pkt 49. Czytamy tam o ustawie z 1997 r. jako podstawie procedowania Trybunału Konstytucyjnego. Komisja nie zauważyła, że ustawa ta została zastąpiona ustawą z 25 czerwca 2015 r., znowelizowaną następnie w grudniu 2015 r., którą to nowelą właśnie powinna się zajmować.
Dla złośliwego recenzenta kolejnym dowodem na tezę, że Komisja nie zna sprawy, którą bada, jest pojawiające się kilkakrotnie w tekście odniesienie do art. 137a ustawy o TK. Komisja z uporem godnym maniaka twierdzi, że stanowi on podstawę wyboru sędziów zgłoszonych w grudniu przez PiS. Sprawozdawcy nie raczyli doczytać, że wybór tych sędziów odbywał się już 2 grudnia 2015 r., a nowela ustawy weszła w życie dopiero 5 grudnia. Polskim posłom można zarzucić wiele, ale nie to, że wybierają kandydatów na stanowiska państwowe na podstawie nieobowiązującego przepisu, znajdującego się w okresie vacatio legis. Na dodatek, co w świecie prawniczym jest raczej znane, norma ta nigdy nie została zastosowana, bo artykuł ją zawierający został uchylony wyrokiem TK wydanym już 9 grudnia 2015. Podobne żenujące stwierdzenie znajdujemy w pkt. 54, gdzie Komisja pisze, że grudniowa nowelizacja wprowadziła zasadę rozstrzygania wszystkich spraw kierowanych do Trybunału wg kolejności wpływu. Rzetelna lektura tekstu badanej noweli pokazałaby, że zasada ta dotyczyła tylko wniosków konstytucyjnych. Nie objęła skarg obywateli i pytań prawnych od sądów powszechnych. Nie mogła więc godzić w prawa człowieka przez to, że narusza prawo jednostki do sądu, co Komisja także zarzuciła ustawie, ponieważ większość podmiotów uprawnionych w Polsce do składania wniosków konstytucyjnych (art. 191 konstytucji), z ochrony praw człowieka nie korzysta.
Na tym tle już ze spokojem można przyjąć kolejną bzdurę. W pkt. 103 Komisja wspomina, że prezydent Andrzej Duda przyjął 3 grudnia 2015 r. ślubowanie od pięciu sędziów. W rzeczywistości ślubowało jedynie czterech. Ostatni sędzia ślubował 9 grudnia 2016 r.
JEDNOSTRONNOŚĆ I ABSURD
Zaskakuje także jednostronność analizy. W pkt. 24 Komisja przyznaje Trybunałowi kompetencje nie znajdujące w prawie polskim żadnych podstaw prawnych. Dokonuje w nim oceny działania Sejmu, zarzucając mu przeprowadzenie wyboru sędziów mimo postanowienia zabezpieczającego wydanego przez Trybunał 30 listopada 2015 r. A gdyby tylko zagłębiła się w problem, mogłaby dojść do interesujących wniosków. Po pierwsze, zauważyłaby, że w wydaniu przez TK postanowienia zabezpieczającego uczestniczyli sędziowie, którzy byli wyłączeni z orzekania w całej sprawie. Po drugie, dostrzegłaby, że wydanie postanowienia nastąpiło wbrew praktyce Trybunału i wbrew stanowisku wynikającemu z utrwalonej linii orzeczniczej. Wreszcie, po trzecie, wydanie postanowienia było sprzecznie z samą ustawą o TK. To przecież art. 68 tej ustawy mówi, że Trybunał może wydać postanowienie tymczasowe o zawieszeniu lub wstrzymaniu wykonania orzeczenia w sprawie, której skarga dotyczy, jeżeli wykonanie wyroku, decyzji lub innego rozstrzygnięcia mogłoby spowodować skutki nieodwracalne dla skarżącego albo gdy przemawia za tym ważny interes skarżącego lub ważny interes publiczny”. Nawet słabo znający prawo czytelnik zauważy, że zgodnie z jego treścią możliwe jest wydanie takiego postanowienia tylko w trakcie postępowań dotyczących skarg konstytucyjnych obywateli i tylko do orzeczenia sądów powszechnych. A sam TK nie ma konstytucyjnego upoważnienia dla blokowania prac Sejmu (vide: art. 188-189 konstytucji). On ocenia owoce tych prac i to tylko w aspekcie legislacyjnym (godność prawa konstytucją). Trybunał nie może także poszukiwać podstaw w stosowanym „odpowiednio” kodeksie postępowania cywilnego, w celu rozszerzania swoich kompetencji wbrew konstytucji, a wydanie 30 listopada 2015 r. postanowienia zabezpieczającego było właśnie takim działaniem.
Także szukając zagranicznych analogii, Komisja Wenecka dokonuje nieuprawnionej nadinterpretacji. Dla usprawiedliwienia ograniczenia składu polskiego Trybunału w sprawie K47/15, przywołuje swoje opinie dotyczące Albanii (pkt 34) oraz Rumunii (pkt 37). A sytuacje nie są tożsame. Sama Komisja pisze, że w Albanii i Rumunii sędziowie nie mogli orzekać „z powodów obiektywnych”. Spełniali bowiem przesłanki instytucji wyłączenia sędziego. A w polskim TK nie zaistniały takie przeszkody. Stąd nie było podstaw do zastosowania nadzwyczajnych środków przy procedowaniu, czyli działania w składzie 12 sędziów. Szczegóły dokładnie wyjaśnił 9 marca 2016 r. sędzia Piotr Pszczółkowski w swoim zdaniu odrębnym.
Z kolei w pkt. 109 Komisja twierdzi, że objęcie urzędu przez sędziego TK rozpoczyna się z dniem wyboru. I znów popełnia błąd. W Polsce sprawa ta nie jest w żaden sposób uregulowana prawnie, a w praktyce zdarzało się różnie. Wystarczyłoby, gdyby Komisja dokonała analizy uchwał o powołaniu sędziów TK począwszy od 1997 r. Znakomita większość z nich ma wprost określony początek kadencji w postaci daty. Objęcie urzędu w dniu następującym po dniu wyboru dotyczy tylko tych sędziów, których uchwały daty rozpoczęcia kadencji nie zawierają. Na dodatek takie rozumowanie Komisji prowadzi do absurdu. Gdyby uznać, że wadliwy wybór sędziów w październiku 2015 r. był skuteczny i rozpoczął ich urzędowanie, to z momentem wyboru w TK mielibyśmy 20 sędziów, przy konstytucyjnym wymogu 15, bo miejsca zwalniały się dopiero w listopadzie i w grudniu.
BRAK ZNAJOMOŚCI POLSKIEGO PRAWA
Szczególnie żenujące błędy Komisji znajdziemy w pkt. 108 opinii. Otóż Komisja uznaje w nim, że ślubowanie osoby wybranej na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego, ma w prawie polskim charakter głównie ceremonialny. Można z tym polemizować. Skoro stosowna norma znajduje się w ustawie, to już domniemany racjonalizm prawodawcy sugeruje, że ma znaczenie normatywne. Do tego można by dorzucić utrwaloną już praktykę konstytucyjną, która ze ślubowaniem łączy przejęcie pełni uprawnień sędziego TK. Jednak ta polemika nie jest wcale potrzebna. Rozstrzygnął o tym przecież sam TK w wyroku z 3 grudnia 2015 r., który Komisja otrzymała wraz z wnioskiem o opinię. Wystarczyło tylko, by sprawozdawcy przeczytali jego uzasadnienie. Znajdziemy tam następujący passus: „Ślubowanie składane wobec Prezydenta zgodnie z art. 21 ust. 1 ustawy o TK nie stanowi wyłącznie podniosłej uroczystości o charakterze symbolicznym, nawiązującej do tradycyjnej inauguracji okresu urzędowania. Wydarzenie to pełni dwie istotne funkcje. Po pierwsze, jest publicznym przyrzeczeniem sędziego do zachowania się zgodnie z rotą składanego ślubowania. W ten sposób sędzia deklaruje osobistą odpowiedzialność za bezstronne i staranne wykonywanie swoich obowiązków zgodnie z własnym sumieniem oraz poszanowaniem godności sprawowanego urzędu. Po drugie, złożenie ślubowania pozwala sędziemu rozpocząć urzędowanie, czyli wykonywanie powierzonego mu mandatu. Te dwa istotne aspekty ślubowania świadczą o tym, że nie jest to wyłącznie podniosła uroczystość, lecz zdarzenie wywołujące konkretne skutki prawne. Z tego względu włączenie Prezydenta w odbieranie ślubowania od wybranych przez Sejm sędziów TK należy ulokować w sferze realizacji kompetencji głowy państwa”. KATASTROFA INTELEKTUALNA
Żeby nie pastwić się nad Komisją zbyt długo, bo ramy krótkiej analizy nie pozwalają na szersze wywody, jeszcze tylko dwie ciekawostki z tej opinii. Pierwszą zawiera pkt 109. Komisja przypisuje tu Trybunałowi prawo do dokonywania jedynej legalnej interpretacji konstytucji. Szkoda tylko, że kompetencji tej nie daje mu obowiązująca polska konstytucja. Taką możliwość Trybunał utracił w 1997 r. i to dzięki staraniom sędziów Sądu Najwyższego w ówczesnej komisji konstytucyjnej przygotowującej projekt tego aktu. Owszem, TK chciał otrzymać tak potężną władzę. I dlatego w projekcie ustawy z 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym, którą przygotował, dopisał sobie do kompetencji takie uprawnienie (co wydaje się przekraczać zakres jego konstytucyjnych uprawnień). Ale już na początku prac nad projektem, zgodnie usunęli to z treści ustawy posłowie PO i PiS. Dlatego dziś każdy organ (Prezydent, Sejm itp.) stosując konstytucję może sam dokonywać jej wykładni operatywnej, nie czując się związany interpretacjami innych.
Kolejna zaskakująca bzdura, to wyraźna sugestia w wielu miejscach opinii, że w wyroku 3 grudnia 2015 r. Trybunał potwierdził prawidłowość wyboru trzech sędziów przeprowadzonego w październiku 2015 r. To ważne, bo ta tezę służy dziś do podważania działań Sejmu i jest jak mantra przytaczana publicznie przez niedouczonych polityków. A to zwykła manipulacja. Aby ją ujawnić, nie trzeba nawet złośliwie przypominać, że Trybunał Konstytucyjny jest sądem prawa, a nie faktu, i że bada abstrakcyjną zgodność norm z konstytucją, a nie ma kompetencji do oceny wyboru sędziów, które jest przecież stosowaniem prawa. Wystarczy po prostu zajrzeć do sentencji przywoływanego wyroku. Znajdziemy tam sformułowanie, że art. 137 jest zgodny z konstytucją „w zakresie w jakim dotyczy sędziów, których kadencja kończy się w dniu 6 listopada 2015 r”. Rozstrzygnięcie dotyczy więc zgodności przepisu ustawy z konstytucją, a nie wyboru, a literalnie odnosi się do sędziów ustępujących ze stanowiska. Podkreślam – ustępujących, a więc W. Hermelińskiego, M. Kotlinowskiego i M. Gintowt-Jankowicz, a nie R. Hausera, A. Jakubeckiego czy K. Ślebzaka, których wybór uznany został przez Sejm VIII kadencji za wadliwy. I wyciąganie z tego wyroku wniosku o skuteczności wyboru przeprowadzonego w październiku 2015 r. jest po prostu nieuprawnione.
Puenta z lektury tej opinii jest bardzo smutna. Autorytet zyskuje się latami, traci nawet w jeden dzień. W Komisji Weneckiej zasiadają wybitni prawnicy. Liczba i rodzaj błędów jakie popełnili, godzi mocno w ich dotychczasowy dorobek. Są one tak fundamentalne, że nie da się ich przykryć wielkimi słowami o demokracji, państwie prawa czy konsensusie między politykami. Innymi słowy, opinia nie nadaje się do zastosowania. Warto o tym przypomnieć publicznie, szczególnie Komisji Europejskiej, która bezkrytycznie powołuje się właśnie na opinie Komisji Weneckiej.
Osoby zainteresowane pogłębionymi analizami opinii Komisji Weneckiej zapraszam do lektury kwartalnika „Prawo i Wieź” nr 1/2016. Ps..Druzgocąca analiza. Jeśli Komisja Wenecka chce być wiarygodna, musi wycofać opinię i usunąć błędy. Ale nie zrobi tego, bo to politrucy i pałkarze do wynajęcia, a nie bezstronni profesjonaliści. Komisja wenecka to kupa żydolewackich niekompetentnych darmozjadów będących na usługach Unii. Szkoda czasu na analizę tych głupot. To sprawa wyłącznie polityczna. Takie było zamówienie tzw. Unii. OLAĆ totalnie! A podobno Polska miała w Komisji Weneckiej najlepszych w galaktyce fachowców w postaci Hanny Suchockiej i Krzysztofa Drzewickiego, a tu taka wtopa :))))
kula Lis 67 04.06.2016 15:30:56
poprzednia1...659660661662663...762następna