Source: https://tomaszdygowski.wordpress.com/jak-samodzielnie-wydac-wlasna-ksiazke/
Timestamp: 2018-09-24 09:24:49
Legal References Found: art. 5
 art. 10
 art. 13
 art. 18
 art. 5
 art. 5
 art. 5
 art. 5
 art. 10
 art. 13
 art. 10
 art. 1
 art. 8
 art. 10
 art. 5
 art. 10
 art. 17
 art. 13
 art. 29
 art. 10
 art. 10
 art. 20
 art. 22
 art. 23

Art. 22

Art. 22
 art. 27
 ART. 13
 ART. 10
 ART. 13
 ART. 22
 ART. 23
 ART. 23
 art. 14

Document Content:
Jak samodzielnie wydać książkę? – Tomasz Dygowski
Czyli o tzw. „self-publishing” w praktyce.
Drogi czytelniku….
Wiele osób, którym wspominam o tym, że piszę książki, mówi, że też o tym kiedyś myślało. Często są przekonani, że jedyną metodą jest wysłanie tekstu do setki wydawnictw z nadzieją, że odezwie się chociaż jedno z nich.
Nic bardziej mylnego! Opiszę Tobie jak wygląda ten proces, ale nie od początku do końca. Pominę sam proces pisania, gdyż to nie moja rola, by nauczyć Cię pisać, bo sam się uczę. Nie przyłożę też dużej uwagi do szukania i porównywania ofert drukarni, czy firm zajmujących się korektą tekstu, gdyż to zadanie w dzisiejszych czasach to bułka z masłem (czyt. Google).
To co tu przeczytasz, powinno pomóc Tobie zrozumieć w jaki sposób można samodzielnie wydać książkę, jak ją rozliczyć z Urzędem Skarbowym oraz na co zwracać uwagę przy wyborze pomocy ze strony firm wydawniczych.
Zanim przejdę do treści, chciałbym wyjaśnić, że to co przeczytasz, oparte zostało o własne doświadczenia oraz o indywidualną interpretację prawa podatkowego, oficjalnie wydaną mojej osobie przez Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej dnia 25.08.2017.
Niestety nie posiadam płatnych wtyczek WordPress, przez co nie mogłem stworzyć interaktywnego spisu. Każdy temat jest odpowiednio pogrubiony, więc powinieneś go bez problemu znaleźć, „scrollując” w dół przez cały tekst.
1. Dlaczego warto samodzielnie wydać książkę?
3. Czy trzeba zakładać działalność gospodarczą?
4. Kiedy należałoby założyć działalność gospodarczą?
5. Jak rozliczyć się z Urzędem Skarbowym?
Część 1 – Coroczne rozliczenie przychodów
Część 2 – Przychód i od czego zapłacić podatek?
Część 3 – Koszty uzyskania przychodów
6. Na co uważać?
Część 1 – Pseudowydawnictwa
Część 2 – Drukarnia
Część 3 – Okładka
Część 4 – Korekta i redakcja
7. A może jednak wydawnictwo?
8. Załatw sobie interpretację
9. PODSUMOWANIE – czyli krótka odpowiedź na wszystko
Na to pytanie trzeba odpowiedzieć pytaniem: Jaki cel chcesz osiągnąć? Uważam, że przeprowadzenie całego procesu, od napisania pierwszego zdania po pierwszy sprzedany egzemplarz, daje ogromną satysfakcję. Oczywiście wydawnictwo pomoże z marketingiem i sprzedażą oraz od razu wydrukuje masę egzemplarzy, jednak działając samemu, wiesz, że każdy zadowolony czytelnik to tylko i wyłącznie Twoja zasługa. Wydawnictwo pomoże też dotrzeć do dużej ilości potencjalnych czytelników, ale może także odrzucić Twoją propozycję. Czytanie książek nie jest niezwykle popularne w dzisiejszych czasach, więc takie firmy muszą uważać, co wypuszczają, bo błąd może oznaczać dla nich duże straty, a dla Ciebie brak zysku. Dlatego „self-publishing” ma służyć Tobie i tylko Tobie. Powinieneś spojrzeć na to jako formę zrobienia czegoś dla samego siebie, dla własnej satysfakcji. Może okazać się to wielkim sukcesem, który jak już wspomniałem – będzie tylko Twój.
U mnie wszystko zaczęło się od dnia, kiedy mając już napisane kilka pierwszych rozdziałów mojej pierwszej w życiu powieści, postanowiłem wydać samodzielnie książkę. Po prawie roku od napisania pierwszego zdania powstała powieść „Kto zamieszkał w naszej Duszy?”. Zrezygnowałem z pomocy wydawnictwa (póki co) oraz podobnych im firm, które ja nazywam pseudowydawnictwami (patrz – 6. Na co uważać?).
Już w trakcie pisania głowiłem się jak to będzie z kwestiami prawno-finansowymi, gdy książka zostanie już wydrukowana i zacznę sprzedawać pierwsze egzemplarze. Zacząłem szukać informacji w internecie i doszedłem do wniosku, że posłucham się większości wpisów (świadomie wybierając te, których autorzy myśleli w podobny sposób jak ja), odrzucając te, które pisały czarny scenariusz.
Tak wygląda połowa pierwszej strony wyników Google, po wpisaniu hasła o samodzielnym wydaniu książki.
Ciężko jest znaleźć konkretną odpowiedź. Spróbuj sam odszukać precyzyjne informacje o samodzielnym wydaniu książki, a spotkasz się z masą wpisów, które nie do końca współgrają ze sobą. Na początku znajdziesz pseudowydawnictwa, potem wydawnictwa oraz kilka wpisów z portali prawnych, które faktycznie mogą Cię zainteresować, jeśli chcesz zrobić wszystko samodzielnie. Niestety tam czekają na Ciebie sprzeczne informacje, w szczególności dotyczące rozliczenia się z fiskusem.
To było moje pierwsze pytanie, gdy tylko postanowiłem wydać książkę. Porozmawiałem z dwoma księgowymi i obydwoje mieli sprzeczne zdanie na ten temat, więc sam zacząłem szukać dalszych informacji.
Nie – to najkrótsza odpowiedź na powyższe pytanie. Oczywiście jest kilka „ale”, lecz musimy zacząć od samego początku. Stwierdziłem, że nie będę opierał się tylko o internetowe wpisy, więc przed wydaniem swojej pierwszej książki zacząłem samodzielnie czytać ustawy, do których te wpisy się odnosiły.
Pierwszą i najważniejszą jest ustawa o podatku dochodowym (Dz.U. 1991 nr 80 poz. 350). Znajdziesz tam prawie wszystko, czego potrzebujesz. Najważniejsze punkty na które będzie trzeba zwrócić uwagę to art. 5, art. 10, art. 13 i art. 18 tej ustawy.
Spójrzmy najpierw na art. 5a, pkt 6, który podaje definicję działalności gospodarczej. Wedle niego prowadzisz firmę, jeśli twoja działalność ma charakter zarobkowy oraz prowadzona jest w sposób zorganizowany i ciągły.
Chcesz wiedzieć co to dokładnie oznacza? Ano to, że nikt tego nie wie. Ten zapis jest bardzo ogólny, więc warto szukać dalszych informacji. Przechodzimy zatem do art. 5b, ust. 1, który opisuje, co nie jest działalnością gospodarczą. Przeczytałem ten zapis kilkanaście razy i nadal go nie rozumiem, ale wedle interpretacji prawa podatkowego, którą otrzymałem od Krajowej Informacji Skarbowej (KIS), wynika że samodzielne wydawanie książek nie podlega ani pod art. 5a ani 5b. Trzeba jednak mieć na uwadze wiele innych rzeczy, dlatego poniższe wyjaśnienia powinny Ci pomóc zrozumieć, dlaczego tak jest.
Jeśli wszystko jest takie ogólne i nie podparte żadnymi przykładami, to gdzie szukać dalej? Zanim otrzymałem pismo, zauważyłem, że art. 5a odnosi się do innego artykułu. Dokładnie mówi, że nie ma mowy o działalności gospodarczej, jeśli uzyskane przychody pochodzą ze źródeł opisanych w art. 10 ust. 1 pkt 1,2 oraz 4-9.
I w tym artykule numer dziesięć, pod ustępem numer jeden znajdujemy dwa bardzo ważne zapisy. Pierwszy to pkt 2, czyli działalność prowadzona osobiście, którą szerzej opisuje art. 13. W tymże artykule jest ust. 2, gdzie mowa jest o osobiście prowadzonej działalności literackiej. I na tym oparłem swoją teorię, że to jest powód, dla którego nie trzeba zakładać firmy. Jednak myliłem się.
Jak wyjaśnił mi KIS, to nie działalność gospodarcza ani literacka działalność prowadzona osobiście, lecz coś innego. Wróćmy więc do art. 10 ust. 1. Nieco niżej jest punkt siódmy i on wspomina o bardzo ważnej rzeczy, czyli o prawach majątkowych. A cóż to takiego? Między innymi wliczone są w to prawa autorskie. Wiedziałem o tym, zanim dostałem pismo, lecz stwierdziłem, że skoro nie rezygnuję z tych praw na rzecz wydawnictwa bądź innej firmy, to ten artykuł mnie nie dotyczy. Jednak wedle KIS byłem w błędzie.
Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83) posiada kilka ważnych artykułów. Na początek wyjaśnić należy, czym jest utwór i twórca. Definicję zawiera art. 1 oraz art. 8. Nie będę zagłębiał się w szczegółową analizę, bo przepis jest bardzo ogólny i powszechnie wiadomo, że książki podlegają pod te prawo. Warto zaznaczyć jednak, że jeśli piszesz pod pseudonimem, to gdzieś w ogólnodostępnym miejscu (np. internet) musi by informacja, że dany autor to Ty, by później nie było problemów, że dana powieść nie jest Twoja (art. 8 ust 2 i 3 „ustawy o prawach autorskich”).
Kolejny ważny artykuł to ten o numerze 17. Tutaj pozwolę sobie zacytować ustawę:
„Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu.”
Na koniec wróćmy do ustawy o podatku dochodowym i jego artykułu numer 18:
„Za przychód z praw majątkowych uważa się w szczególności przychody z praw autorskich (…), w tym również z odpłatnego zbycia tych praw.”
Teraz wystarczy połączyć te dwa artykuły, by uzyskać ostateczną odpowiedź, mając na uwadze poprzednie zapisy, które wspomniałem. Wyżej wymieniona „eksploatacja na wszystkich polach” oraz „wynagrodzenie za korzystanie z utworu”, otwiera nam szeroko drzwi na samodzielne wydawanie i sprzedaż własnych książek, bez konieczności zakładania działalności gospodarczej.
Zacytuję treść interpretacji indywidualnej, którą otrzymałem:
„W rozumieniu powołanego powyżej przepisu, przychodem z praw majątkowych będzie każdy przychód, którego bezpośrednim źródłem jest prawo majątkowe, nawet jeśli prawo to nie zostało w sposób wyraźny wskazane w ustawie”
„Przychody z tytułu korzystania przez twórców z praw autorskich (…), występują wówczas gdy spełnione są dwie przesłanki. Po pierwsze, konieczne jest wystąpienie przedmiotu praw majątkowych w postaci utworu (…). Po drugie zaś, osiągnięty przychód musi być bezpośrednio związany z korzystaniem z określonych praw autorskich lub pokrewnych albo rozporządzaniem nimi, stanowić skutek takiego korzystania lub rozporządzenia w postaci odpowiedniego wynagrodzenia autorskiego lub wykonawczego”
„W związku z tym, że książki stanowią utwór, przychód z tytułu ich sprzedaży należy zakwalifikować do przychodów ze źródła wskazanego w art. 10 ust. 1 pkt 7(…) tj. do przychodów z praw majątkowych.”
W takim wypadku, jeśli chcesz, możesz w każdej chwili napisać powieść, wydrukować ją i sprzedać. Pytanie jednak brzmi, jak daleko można się posunąć?
Trzeba założyć firmę, jeśli spełnia się warunki z art. 5 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Ja tych warunków nie spełniam, gdyż moje działania:
– Nie są nastawione na zysk, lecz na dzielenie się moją pasją, jaką jest pisanie książek.
– Nie są zorganizowane, gdyż nie mam swojej oficjalnej siedziby, nie wiem kiedy napiszę i wydam kolejną książkę oraz moje pisarstwo ma charakter incydentalny, czyli jest kiedy jest, bez planowania dalekiej przyszłości.
– Nie występuje ciągłość. Dzisiaj coś napiszę, za kilka miesięcy może skończę, a może kolejna książka pojawi się dopiero za rok. Nie wiem i nie potrafię przewidzieć, a tym bardziej utrzymać ciągłości tego procesu.
Nawet jeśli z którymś z powyższych trzech punktów się nie zgadzasz, to pragnę zaznaczyć, że wedle ustawy muszą być spełnione wszystkie trzy warunki naraz, by mówić o działalności gospodarczej, więc nawet jeśli zarzucisz mi, że posiadam pełne zorganizowanie (bo mam system rozliczania, kolekcjonuję rachunki, zamawiam wydruk książek, gdy się kończą, itd.), oraz moje pisanie ma ciągły charakter (niezależnie czy raz na rok, czy dwa, jest to nadal ciągłość), to nigdy nie będę nastawiony na zysk, a tylko na zadowolonych czytelników i własną satysfakcję.
Dodatkowo oczywiście „chroni” mnie art. 10 „ustawy o podatkach” i art. 17 „ustawy o prawach autorskich”.
W momencie w którym chcesz, by Twoje książki stały się głównym źródłem przychodu, to warto jednak założyć firmę. Szczególnie, że będziesz wtedy nastawiony na zysk. Dodatkowo, by polepszyć sprzedaż, zapewne założysz sklep internetowy (ja takiego nie posiadam, a sprzedaż odbywa się na zasadzie przelew – wysyłka i poprzez Allegro) i zaczniesz się reklamować. To wszystko sprawi, że zaczniesz prowadzić działalność gospodarczą.
Kolejnym powodem, dla którego warto mieć firmę, to szersze stosowanie kosztów uzyskania przychodów. Będziesz mógł wtedy rozliczać dużo więcej, bez szczególnego uważania na to, czy daną rzecz możesz faktycznie wliczyć w koszta. Dodatkowo dojdzie korzystne rozliczanie VAT-u i fakturowanie, dzięki czemu koszta będą rosnąć, a dochód od którego odprowadzisz podatek będzie dużo mniejszy.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto mieć firmę wydawniczą. To moment, w którym książka okaże się być bestsellerem i na Twoje konto zaczną wpływać duże pieniądze. Polskie prawo przewiduje dwa progi podatkowe dla statystycznego Kowalskiego w zależności od rocznych przychodów. W momencie, w którym zyski ze sprzedaży (plus ewentualne wypłaty z firmy, dla której pracujesz) przekroczą pierwszy próg (18%), będziesz zmuszony oddawać Państwu aż 32% swoich przychodów. To niestety bardzo dużo, więc tutaj z pomocą przychodzi założenie działalności gospodarczej i rozliczanie się ryczałtem w wysokości 19%.
UWAGA – ta cześć wpisu nie jest oparta o interpretację którą dostałem, gdyż źle sformułowałem pytanie we wniosku (patrz – 8. Załatw sobie interpretację). Jest to moje zrozumienie przepisów prawa, połączone z interpretacjami indywidualnymi dostępnymi w internecie. Poniżej podaję wszystkie artykuły ustawy o podatku dochodowym, więc wystarczy je przeczytać, jeśli moje wyjaśnienia budzą jakiekolwiek wątpliwości.
[EDIT]: Z dniem 21.02.2018 otrzymałem zwrot podatku za rok 2017, tak więc cały poniższy sposób rozliczenia się z urzędem jest prawidłowy.
Jak rozliczyć się ze sprzedanej książki? Tak jak robisz to co roku poprzez PIT, ale nie dobrze znaną wersję 37, gdyż tutaj potrzebny będzie formularz PIT-36.
PIT-37 zarezerwowany jest tylko dla tych osób, dla których przychody uzyskiwane i rozliczane są tylko za pośrednictwem płatników, czyli głównie zakładów pracy (jest kilka wyjątków, ale nie dotyczą sprawy książki).
PIT-36 należy wypełnić, gdy do naszego portfela wpadają jakiekolwiek dochody uzyskane poza umową o pracę, zleceniem czy umową o dzieło, czyli gdy mamy dochody, których nie rozlicza za nas pracodawca na podstawie PIT-11. Mowa tu także o działalności gospodarczej oraz działalności prowadzonej osobiście, jak i przychodów wynikających z korzystania z praw autorskich.
Inaczej mówiąc, tak długo jak dana działalność nie była zlecona przez pracodawcę (np. kazano Ci napisać, wydrukować i sprzedać książkę w imieniu firmy, dla której pracujesz), to należy rozliczyć się z fiskusem samodzielnie poprzez formularz PIT-36.
Podstawą do takiego rozumowania jest sam opis formularzy PIT-36 i PIT-37. W szczególności warto zobaczyć broszurę informacyjną na temat każdego formularza, dostępną na stronie internetowej Ministerstwa Finansów.
Jeśli pobierzesz formularz nr. 36, to zauważysz, że jest on nieco dłuższy od „trzydziestki siódemki”, gdyż posiada sekcję, gdzie zapisujesz wpłacone na konto urzędu skarbowego zaliczki na podatek.
Na początku byłem przekonany, że moje pisanie i wydawanie książek to działalność prowadzona osobiście, więc co miesiąc wpłacałem na konto Urzędu Skarbowego zaliczkę na podatek dochodowy. Aczkolwiek, wedle otrzymanej interpretacji, mam tutaj do czynienia z dochodem uzyskanym z tytułu praw autorskich, także zaliczek płacić nie trzeba.
O zaliczkach na podatek dochodowy, mówi bardzo rozległy artykuł numer 44 „ustawy o PIT”.
Jeśli przyjrzymy się odniesieniom do artykułów ustawy, które zapisane są bezpośrednio na formularzu PIT-36 (w miejscu gdzie podaje się kwoty wpłaconych zaliczek za dany miesiąc), zobaczymy, że przy prawach autorskich zaliczki nie są wymagane.
Na formularzu wspomniane są tylko poniższe ustępy artykułu 44.
Ustęp 1 – Działalność gospodarcza, najem lub dzierżawa.
Ustęp 1a – Praca wykonana za granicą, emerytury i renty z zagranicy oraz działania określone poprzez art. 13 pkt 2,4 oraz 6-9, czyli między innymi działalność prowadzona osobiście.
Ustęp 1b – Tu jest sprawa pokręcona, bo odnosi się do art. 29, który odnosi się do artykułu 3 ust. 2a, ale w skrócie mówiąc, chodzi zaliczki na podatek, które wpłacać muszą o osoby nie mieszkające w Polsce.
Ustęp 1c – Tutaj nareszcie jest wzmianka o tym ważnym art. 10, ale mówi tylko o osobach uzyskujących przychody na podstawie ust. 1 pkt 9 tego artykułu. Tak więc nie chodzi o prawa autorskie, lecz o wszystko inne, co nie jest wymienione w pkt 1 – 8 (prawa majątkowe, w tym autorskie to pkt 7.). Co należy do przychodów z innych źródeł wpisanych w art. 10 ust. 1 pkt 9 opisuje art. 20 ustawy.
Ustęp 7 – Znowu osoby mieszkające za granicą, lecz tymczasowo.
Tak więc nie należy wpłacać zaliczek, a ja z dniem otrzymania pisma przestałem to robić, co jest mi bardzo na rękę, bo w listopadzie miała ukazać się kolejna książka, która wygenerowałaby nowe koszty uzyskania przychodów. Co za tym idzie, z wpłaconych już zaliczek wyszłaby ostatecznie nadpłata i czekałbym kilka miesięcy na zwrot podatku (chyba, że w dwa miesiące sprzedałbym tyle egzemplarzy, że wyszedłbym na plus). Lepiej byłoby mi po całym roku zliczyć wszystko, zobaczyć ile wyszło podatku do zapłacenia, zrobić przelew na konto urzędu, wysłać PIT i koniec.
Warto też wspomnieć, że według ustawy zaliczki powinny być pomniejszone o koszty uzyskania przychodów oraz zaliczki na ubezpieczenie zdrowotne (tak jak sam podatek). Ja jestem zatrudniony na podstawie umowy o pracę, tak więc opłata za ubezpieczenie itd. leży po stronie pracodawcy. U osób bezrobotnych sprawa wydania i sprzedaży własnej książki aż tak bardzo się nie komplikuje. Jedynie pojawia się fakt, że będzie trzeba rozliczyć się z „fiskusem”, a do tej pory formularza PIT nie trzeba było wysyłać (zakładając, że bezrobotni byli na czyimś utrzymaniu i nie pobierali zasiłku).
Wróćmy do ustawy o podatku dochodowym i jego artykułu numer 18:
Przychody z tytułu praw autorskich mogą być rożne, ale od razu wiadomo, że w moim przypadku będą to pieniądze uzyskane ze sprzedaży książki. Na koniec roku od całości przychodu, należy odjąć kwotę, jaką wydało się, by ten przychód uzyskać (patrz Część 3 – Koszty uzyskania przychodów.) Kwota uzyskana w ten sposób to dochód i od niego należy zapłacić podatek w wysokości 18% lub 32% tej kwoty (w zależności jak dużo zarobiło się w danym roku podatkowym).
Napisałeś już książkę, tak więc następny krok to znalezienie drukarni (to co będę pisał dalej odnosi się także do załatwienia okładki, korekty tekstu, itp.). Firma, którą wybierzesz wystawi Ci rachunek za usługę, a Ty wliczysz to w koszta, pomniejszając tym swój dochód i obniżając kwotę, od której będziesz musiał odprowadzić podatek.
W ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych zasady ustalenia ww. kosztów znajdziemy w art. 22 oraz art. 23. Tutaj po raz kolejny pragnę zaznaczyć, że przepisy są bardzo ogólne i po prostu ustawodawca stwierdza, że: ” kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów”.
Artykuł 23 mówi, co nie może być zaliczane do kosztów uzyskania przychodów i pomimo bardzo wielu punktów i ustępów, od razu powiem, że prawa autorskie tam nie figurują.
Art. 22 ust. 9, pkt 3 – 5 opisuje dokładnie, co można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. Punkt 3 skupia się na prawach majątkowych (w tym autorskich), a punkt 4 zaś na działalności prowadzonej osobiście (przypominam: mimo tego, że może być literacka, to nadal mnie nie obowiązuje wedle pisma z KIS).
Punkt 3 warto zacytować, by dowiedzieć się, co można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu:
„Koszty uzyskania niektórych przychodów określa się z tytułu korzystania przez twórców z praw autorskich i artystów wykonawców z praw pokrewnych, w rozumieniu odrębnych przepisów, lub rozporządzania przez nich tymi prawami”.
Te odrębne przepisy to oczywiście ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jak już wspomniałem wcześniej (patrz – 3. Czy trzeba zakładać działalność gospodarczą?), chodzi tu o wszelkiego rodzaju przychody uzyskane bezpośrednio poprzez korzystanie przeze mnie z praw autorskich do mojej książki i wszelkiego rodzaju wydatki (koszta) na to, by te przychody zdobyć.
Mamy tutaj kolejny bardzo rozległy i ogólny przepis, gdzie nie ma dokładnie spisanych działań, którymi można by nazwać kosztami uzyskania przychodów. Co ja zaliczam do kosztów uzyskania przychodów to koszt wydruku książki, koszta związane z jej wysyłką do czytelników i koszt stworzenia okładki. Inaczej mówiąc wszystko co związane jest z produkcją i sprzedażą książki, za co możesz otrzymać rachunek. Jest to bardzo ważne, gdyż jak przestrzegł mnie księgowy, Urząd Skarbowy może poprosić o dowody poniesienia kosztów, więc jeśli kolega zrobi Ci okładkę po znajomości za 50 zł, to raczej rachunku za to nie uzyskasz. Tego kosztu zatem nie możesz uwzględnić w swoim rozliczeniu.
Art. 22 ust. 9 pkt 3 zawiera jeszcze jedno ważne zdanie. W przypadku praw autorskich koszty uzyskania przychodów mogą wynieść maksymalnie 50% całego przychodu. W praktyce, jeśli koszt wydruku i wysyłki książki kosztował nas 500 zł, a wszyscy ludzie, kupując naszą książkę, wpłacili na nasze konto łącznie 1000 zł (przychód), to nasz dochód wyniesie 500 zł i od niego należy odliczyć podatek (18% lub 32% w zależności od tego ile zarabiamy w skali roku).
W przypadku działalności prowadzonej osobiście, koszta te mogą wynieść maksymalnie tylko 20% (art. 22 ust. 9 pkt 4).
Brzmi fajnie, ale jak wspomniałem wyżej, fiskus może poprosić o rachunki, więc powinno podawać się faktyczne koszta, a nie szaleć i z góry ucinać przychód o 50%. Natomiast, może być tak, że te koszta wyjdą większe i tutaj wyjaśnia to art 22. ust. 10 oraz 10a, który mówi, że można zastosować wyższe niż 20% lub 50% koszta jeśli „podatnik udowodni, że koszty uzyskania przychodów były wyższe niż wynikające z zastosowania normy procentowej”
Ja podaje tylko faktyczne koszta uzyskania przychodu i robię to bardzo precyzyjnie. Dla przykładu podam koszt kopert, do których pakuje książki. 100 kopert zakupiłem za 50 zł, ale w koszta uzyskania przychodu nie wpisuję 50 zł, dlatego, że nie zużyłem jeszcze 100 kopert. Część książek sprzedałem osobiście, tak więc tylko za każdą wysłaną książkę doliczam do łącznych kosztów 50 groszy za użytą kopertę.
Jeżeli Twoja książka okaże się ogromnym sukcesem i zaczniesz sprzedawać jej tysiące (czego Ci życzę), to należy pamiętać, że według art 22 ust. 9a łączne koszty uzyskania przychodów „ Nie mogą przekroczyć 1/2 kwoty stanowiącej górną granicę pierwszego przedziału skali podatkowej, o której mowa w art. 27 ust. 1″ Inaczej mówiąc, nie mogą przekroczyć łącznej kwoty rocznego przychodu maksymalnego, pierwszego przedziału podatkowego. Na obecny rok podatkowy (2017) jest to kwota 85 528 PLN, więc połowa to 42 764 PLN w skali roku i to są maksymalne koszta uzyskania przychodu jakie można wpisać w formularzu PIT.
Mimo wszystko, jeżeli dojdziesz do takiej kwoty, to polecałbym założyć firmę (patrz – 4. Kiedy należałoby założyć działalność gospodarczą?)
Ja zachowuje wszystkie rachunki w formie papierowej jak i elektronicznej, np. potwierdzenie wysłania książki pocztą skanuję, oryginał wrzucam do koperty, a skan przechowuje na dysku w komputerze. To samo robię z każdym potwierdzeniem przelewu za książkę (drukuję i zapisuję w formacie elektronicznym). W przypadku płatności za książkę gotówką sam wpłacam środki na konto (mam dwa, więc robię przelew wewnętrzny, za który również dostaje potwierdzenie). Tytuł przelewu w przypadku, gdy to przyszły czytelnik wpłaca pieniądze na moje konto, to: KSIĄŻKA, a gdy ja robię przelew, to KSIĄŻKA – GOTÓWKA – IMIĘ I NAZWISKO.
Pozostaje pewien koszt uzyskania przychodów, co do którego nie jestem pewien, czy można go wpisać w swoje rozliczenie, gdyż jak już wspominałem źle sformułowałem pytanie (patrz – 8. Załatw sobie interpretację.). Gdy wysłałem zapytanie do KIS, otrzymałem od nich odpowiedź, że muszę doprecyzować kilka rzeczy w opisanej przeze mnie sytuacji, by mogli wydać mi interpretację. Jedną z tych rzeczy, było pytanie z ich strony o to, czy reklamuję swoją książkę, by pozyskać większą ilość klientów. Napisałem im, że nie, ale że planuję to robić. Postanowiłem też doprecyzować jak ta reklama będzie wyglądać.
Będzie to kampania nie nastawiona na zysk, ani pozyskanie klienta, lecz na tzw. „Rozpoznawalność Marki”. Reklama sama w sobie nie będzie posiadała bezpośredniego odniesienia do sprzedawanej książki w postaci linku do produktów dostępnych na portalu Facebook.com lub Allegro. Jedyne co dana reklama będzie posiadać, to możliwość polubienia profilu. To samo tyczy się drugiej reklamy, lecz ta poza guzikiem „Lubię To”, będzie miała odnośnik do bloga.
Długo zastanawiałem się nad tym, dlaczego Krajowa Informacja Skarbowa zapytała się o reklamę i ostatecznie doszedłem do wniosku, że to może być punkt graniczny pomiędzy pisaniem jako hobby, a działalnością gospodarczą. W momencie ustawienia reklamy bezpośrednio na kupno produktu (ofertę), możesz sprawić, że spełnią się wszystkie trzy warunki potrzebne do zaliczenia działań do działalności gospodarczej (patrz 4. Kiedy należałoby założyć działalność gospodarczą?). Masz nastawienie na zysk (reklama produktu, którego kupno zapewnia przychód), ciągłość (reklama wyświetla się przez określony, stały czas) i zorganizowanie (kampanii reklamowej).
KIS o reklamę pytał w wielu jej aspektach, takich jak gazety, spotkania autorskie, czy internet. Moim zdaniem szukał w ten sposób gwoździa, którego przybiłby do trumny mojego hobbystycznego pisarstwa. Domyślałem się jednak tego na samym początku rozmyślań nad wydaniem książki i postanowiłem, że nawet jeśli stworzę reklamę, to nie będę reklamował bezpośrednio produktu oraz opłat za kampanię nie będę wliczał do kosztów uzyskania przychodu. Reklama ma mieć na celu uzyskanie fanów/polubień, a nie sprzedanie książki.
W poszukiwaniu informacji na temat wydawania książek, możesz trafić na specyficzne serwisy, które oferują Tobie wydanie książki, uwaga… SAMODZIELNIE! Jeśli ten proces ma być uznany jako „self-publishing”, to w momencie skorzystania z oferty pseudowydawnictwa, przestajemy wydawać książkę samodzielnie. Gdzie tu samodzielność, gdy inna firma załatwia za Ciebie wszystko?
Te firmy często nie nazywają się wydawnictwami, ale w praktyce nimi są. Po prostu prowadzą program, gdzie autor nie jest sponsorowany. Inaczej mówiąc, samemu za wszystko płacisz (wydruk, korekta tekstu, okładka, itp.), a dodatkowo nie dostajesz przeważnie żadnego wsparcia marketingowego, chyba że za nie dodatkowo zapłacisz.
Z jednej strony jest to kusząca propozycja. Wysyłasz im tekst, a oni zajmują się wszystkim, więc po jakimś czasie dostajesz karton wypełniony własnymi książkami. Gdzie jest haczyk? Dokładnie w momencie, w którym płacisz za usługi. Są to firmy, które przecież muszą zarobić, tak więc domyślasz się, że pewne koszta będą zawyżone.
Po wydaniu własnej książki postanowiłem sprawdzić, ile zapłaciłbym za sam wydruk w pseduowydawnictwie, a nie bezpośrednio w drukarni. Różnica w cenie za jeden egzemplarz książki była wyższa od 20% do nawet 90%! Mówię tutaj o cenie za jeden egzemplarz książki, nie wliczając kosztów korekty tekstu, projektowania okładki czy marketingu.
Moja pierwsza książka nie przeszła profesjonalnej korekty i redakcji, lecz została oddana bliskim mi osobom, które wyłapały najbardziej rażące błędy. Oczywiście pewne pozostały, ale sam nie raz widziałeś książki z dużych wydawnictw, gdzie pojawiły się błędy w tekście. Grafika na okładkę została kupiona na stocku, a złożyła mi ją koleżanka, która zna się na photoshopie i ilustratorze. Skład zrobiłem sam, bo wystarczy przejrzeć różne książki, zobaczyć jakie mają marginesy, czcionki itd.
Mimo wszystko, gdybym nie miał takich możliwości, to i tak nie wybrałbym jednej firmy, by zajęła się wszystkim, bo po obejrzeniu różnych ofert w internecie, nadal wychodzi dużo taniej załatwić wszystko samodzielnie.
Oto jedna z ofert firm, o których tu mowa:
Cena za jeden egzemplarz książki to 45 zł, wzięte z Twojego portfela.
Załóżmy, że napisałem książkę pt. „Dlaczego nie lubię pseudowydawnictw?”. Ta krótka powieść ma 150 stron, bez żadnych obrazków.
Zacznijmy zatem od kosztów wydruku. Po krótkich poszukiwaniach znalazłem fajną drukarnię, która poprzez formularz online od razu robi wycenę:
Pora przejść do okładki. Ciężko jest znaleźć sztywno podaną cenę, gdyż wszystko zależy od tego jaką my mamy wizję okładki do naszej książki i ile czasu zajmie to grafikowi. Udało mi się znaleźć kilka ofert freelancerów jak i większych firm. Ceny wahają się między 300 – 1000 zł, tak więc weźmy coś pomiędzy, czyli 500 zł.
Jedną z najdroższych usług jest korekta wraz z redakcją tekstu. Różnica między tymi dwoma pojęciami jest taka, że korekta skupia się tylko na podstawowych błędach (ortograficzne, interpunkcyjne, itd.), a redakcja to poprawianie stylu i szyku zdań, usuwanie błędów językowych, czy pozostawianie komentarzy na niejasnych opisach. Najczęściej te usługi rozliczane są na podstawie artykułów wydawniczych, czyli liczbie stron z odpowiednią ilością znaków. Za 150 stron wyjdzie nam ok. 1000 zł.
Na ofercie pseudowydawnictwa, którą podałem na początku, widnieje także e-book oraz PR. Zacznę od tego pierwszego.
Najtaniej wyjdzie 0 zł, jeżeli ściągniemy sobie program do konwersji z formatu PDF (prawie każdy edytor tekstu ma możliwość zapisu w tym formacie). Nieco drożej już wyjdzie skorzystanie z usług firmy, ale dalej nie jest to wysoki koszt. Przyjmę wyższą z poniższych kwot, czyli 200 zł.
Przejdę teraz do nieszczęsnego marketingu. W ofercie na początku, podany był newsletter jak i kampania mailingowa. Moim zdaniem zarówno jedno jak i drugie nie ma sensu, gdyż newsletter przeczyta niewiele osób, a maile często lądują w spamie. Może i generalizuję, ale chciałbym dla porównania podać mój sposób.
Reklama ustawiona na zbieranie polubień mojego profilu autorskiego na Facebook.com, kosztowała mnie 50 zł i z tego tytułu zgarnąłem 80 nowych polubień profilu. Dodatkowo wiem, że sponsorowany post na Facebook-owym profilu serwisu o czytaniu książek (kilkaset tysięcy obserwujących), to koszt ok. 100 zł. Uogólnijmy to i załóżmy, że chcemy dłużej trwającą kampanię i kilka postów, razem 500 zł.
Podsumowując zatem koszty:
540,75 zł – wydruk książki, zaokrąglam do 550 zł
500 zł – okładka
1000 zł – korekta + redakcja
200 zł – e-book
500 zł – marketing
RAZEM: 2750 zł
OFERTA PSEUDOWYDAWNICTWA: 4500 zł
Pojawia się ostateczne pytanie, czy warto? Na to musisz odpowiedzieć sobie sam. Załatwienie wszystkiego i znalezienie odpowiednich ofert samodzielnie, zajmuje sporo czasu. W moim przypadku wszystko zajęło (nie wliczając czasu pisania) ok. dwa miesiące. Skorzystanie z pseudowydawnictwa może okazać się dla Ciebie dobre, jeśli cenisz swój czas, albo zwyczajnie go nie masz. W takim wypadku kilka kliknięć i jeden przelew wystarczy, by załatwić sobie własną książkę. Jak dla mnie nie warto, bo traci się dużą część procesu tworzenia, a co za tym idzie, satysfakcja jest mniejsza.
Załóżmy jednak, że decydujesz się na skorzystanie z oferty firmy pseudo lub zwyczajnie wydawniczej. Pierwsze na co należy zwrócić uwagę, to oferta. Należy ją przestudiować, tak jak ja zrobiłem to przed chwilą. W szczególności trzeba wziąć pod uwagę, co będzie Ci potrzebne (np. profesjonała redakcja), a co nie (nieskuteczny marketing).
Dla mnie było szokiem, gdy od jednej z firm otrzymałem propozycję wydawniczą, gdzie ja w 100% finansuję wszystko za ok. 4000 zł. W ofercie poza korektą, okładką itd. znalazło się coś, co sprawiło, że maila ostatecznie zignorowałem. Była to opłata za wydanie numeru ISBN. Jest to numer, który powinno nadać się każdej wydanej publicznie książce i jest on bezpłatny! Może chodziło o koszta za fatygę, ale to trwa dosłownie trzy dni i wymaga tylko wysłania jednostronicowego formularza (poprzez e-mail), aby uzyskać min. 10 numerów ISBN.
Polecam szukanie drukarni, gdzie można na stronie internetowej od razu sprawdzić ile zapłacimy. Szczególnie, gdy mamy możliwość wyboru papieru, rodzaju oprawy, itd. Dzięki temu będziemy w stanie porównać koszty i wybrać najlepiej pasującą nam ofertę.
Wybór papieru jest niezwykle istotny. Niestety w większości drukarni nie ma możliwości poproszenia o jedną kopię książki, w celu sprawdzenia jak będzie wyglądać finalny produkt. Niektóre drukarnie oferują wydruk jednego egzemplarza za dodatkową opłatą (ok. 150 zł). Cena jest bardzo wysoka, ale jest ku temu powód. Odpalenie całej drukarni dla stworzenia jednej książki jest zupełnie nieopłacalne.
Istnieją dwa rodzaje wydruku książek: offsetowy i cyfrowy. Im mniejszy mamy nakład, tym lepiej iść w format cyfrowy, dlatego, że ten drugi rodzaj druku zaczyna być opłacalny (dla nas), w momencie zamówienia powyżej 1000 egzemplarzy.
Oto jedna z ofert, która pokaże dokładnie o czym mówię:
Jak widać, przy wydrukowaniu tylko 5 sztuk, koszt jednej książki to prawie 260 zł, a przy 10 000 to tylko 2,56 zł za sztukę.
Warto też przed złożeniem ostatecznego zamówienia przeczytać wszelkie informacje na temat przygotowania tekstu i okładki. Warto czasem wysłać próbkę i zapytać się, czy czegoś nie brakuje (w moim przypadku był to zły format kolorów: RGB zamiast CMYK).
Jeżeli drukarnia nie oferuje darmowego egzemplarza próbnego (co jest wysoce prawdopodobne), możesz pokusić się o dodatkowy koszt i zamówić jedną książkę, albo znaleźć miejsce, gdzie drukują wszystko (zwyczajny punkt ksero), ale mają w swojej ofercie papier, który Ciebie interesuje (np. offset 80g, kreda 250g, itd.). Wystarczy pójść do takiego miejsca i wydrukować sobie swoja okładkę oraz tekst, po czym zobaczyć jak to wygląda (czy kolor jest odpowiedni, czy tekst nie przebija się na drugą stronę lub czy marginesy są odpowiednio ustawione).
Ostatnim krokiem jest odbiór kartonu pełnego książek. Najczęściej drukarnie oferują wysyłkę poprzez kuriera, ale nie zawsze drukarnia ma wykupioną ofertę u firmy kurierskiej, która daje możliwość doręczenia na konkretną godzinę. Warto to sprawdzić przed zamówieniem. Dodatkowo jest też możliwość odbioru osobistego. U mnie nie było to możliwe ze względu na kwestie formalno-rozrachunkowe. Dokładnie chodziło o to, że faktura nie była wystawiona na firmę, a osobę prywatną, więc drukarnia musiałaby zatem wystawić mi paragon, a nie posiada kasy fiskalnej.
Warto korzystać tylko z usług poleconych osób, lub firm posiadających dużo pozytywnych komentarzy. Dokładnie chodzi o terminowość i stworzenie okładki dopasowanej do naszych potrzeb. Skoro płacimy za daną usługę, chcemy by była wykonana jak najlepiej. To moja jedyna rada dla Ciebie, gdyż w moim przypadku było zupełnie inaczej i co najważniejsze – TANIEJ. Grafika została zakupiona na stocku i tutaj wystarczy mieć na uwadze wszystko, co zapisane jest w licencji. Inaczej mówiąc, trzeba mieć pewność, że obrazek, który kupujemy może być wykorzystany jako okładka książki. Najczęściej jest tak, że nie ma z tym problemu, jedynie zaznacza się, że grafika nie może być głównym powodem, dla którego ludzie kupują Twój produkt. W przypadku książki, jest to mało prawdopodobne, chociaż wiemy, że okładka ma duże znaczenie. Jednak trzeba zaznaczyć, że nie sprzedajesz tego obrazka, a treść książki i wszystko będzie dobrze.
Tutaj też nie będę miał żadnej rady, gdyż u mnie poprawki były zrobione po znajomości. Pamiętaj tylko, by dobrze wyliczyć koszt całej usługi. Sprawdź jak dana firma rozlicza korektę (arkusz, liczba znaków, itd.) i czy w koszta wliczona jest już redakcja.
Będąc szczery – sam nadal próbuję. Odezwałem się do ponad 30 wydawnictw w Polsce i do tej pory uzyskałem dwie negatywne odpowiedzi i jedną ofertę bez sponsorowania autora. Minęło już kilka miesięcy, a większość wydawnictw każe dawać sobie do 3 miesięcy na kontakt. Dodatkowo dowiedziałem się bezpośrednio od dyrektorki jednego z nich, że gdy wydawnictwo zauważy (np. na Facebook’u), że „bawisz” się w self-publishing, Twoje szanse maleją.
Nie dziwię im się. Jeśli sam już sprzedałeś 100 egzemplarzy własnej książki, to dla wydawnictwa jest to zysk mniejszy o 100 egzemplarzy, gdzie w przypadku niektórych autorów może to być 20% całego możliwego dochodu.
Jeżeli już wydawnictwo jednak zdecyduje się wydać Twoją powieść, to pewnego dnia przyjdzie zmierzyć się z zaoferowanym przez nie kontraktem. Pierwsze na co należy zwrócić uwagę to kwestia praw autorskich. Większość wydawnictw będzie chciała byś się ich zrzekł. Na pewno w bardzo grzeczny, lecz stanowczy sposób, dadzą Ci do zrozumienia, że skoro jesteś początkującym autorem, to możesz pomarzyć o jakichkolwiek negocjacjach.
Wyobraź sobie, że się zgadzasz, a Twój autorski debiut staje się bestsellerem, który nagle doczekał się ekranizacji. Niestety nie jesteś właścicielem utworu, więc Twoje zyski nie będą olbrzymie. Spróbuj wyobrazić sobie sytuację, w której Twoją książkę kupiło 30 000 osób. Załóżmy, że wydawnictwo dostało z tego tytułu 1,5 mln złotych (książka za 50zł) i po odjęciu kosztów, został im okrągły milion. Dla Ciebie należy się 10%, czyli 100 000 zł. To na prawdę spora suma, prawda? Z drugiej strony to Ty mógłbyś zgarnąć ten okrągły milion…
Oczywiście marzyć każdy może, ale realistom jakoś lepiej się żyje. Powyższe 10% zysków jest jak najbardziej realistycznym honorarium wpisanym na umowie z wydawnictwem (od tego trzeba odliczyć podatek!), w szczególności, gdy nie jesteś znany wśród czytelników. Załóżmy, że wydawnictwo sprzeda 500 egzemplarzy, co jest realne, bo przeważnie na samym początku nie będzie drukować zbyt wiele. Wystarczy im na wysyłkę po kilkanaście egzemplarzy do większych księgarni oraz sklepów internetowych. Przychód to 25000, a Twój zysk to 2500 zł, ale nie uwzględniając żadnych kosztów, tak więc realnie byłoby to ok. 1500 zł (minus podatek!), zakładając, że każdy egzemplarz zostanie faktycznie sprzedany. Oto oferta wydawnictwa dla programu bez sponsorowania autora:
Widać, że nasz czysty zysk, przy inwestycji 10 200 zł, wyniesie 2930 zł, zakładając, że sprzeda się 1000 egzemplarzy. Od tego należy odjąć ponad 500 zł 18-procentowego podatku.
Nie chce jednak oczerniać całkowicie tego typu przedsięwzięć. Wydawnictwa przekazują książki do Empików i innych dużych księgarni, więc na pewno będzie łatwiej sprzedać większą ilość egzemplarzy. Mimo wszystko 1000 sztuk to na prawdę sporo. Bestseller zaczyna się od 10 000 sprzedanych książek.
Zauważyłeś pewnie, że niedawno zrobiła się moda na to, że „youtuberzy” wydają swoje książki. Obserwowałem ten trend przez jakiś czas i wyglądał dosyć nieciekawie. Większość tych książek stało w Empiku tygodniami, gdzie średnio co 7-14 dni traciły 10% swej ceny. To samo czeka Twoją książkę, jeśli nie będzie odpowiednio promowana, i co najważniejsze – interesująca.
Ostateczna decyzja będzie należeć do Ciebie. Ja polecam self-publishing, jeśli nie zależy Ci na wielkich zyskach, a po prostu uwielbiasz pisanie i chciałbyś się swoim dziełem podzielić, czerpiąc przy tym jak najwięcej satysfakcji.
Na początku martwiłem się, że wydrukuje za dużo książek i będę stratny, więc po prostu zacząłem prosić znajomych o polubienie mojego profilu na Facebook’u i jednocześnie pytałem, czy kupią książkę. Na tej podstawie wiedziałem ile egzemplarzy wydrukować, a czysty zysk jest kilkukrotnie wyższy niż bym sprzedał tę samą ilość poprzez wydawnictwo, które nie sponsoruje autora.
Wydawnictwo może jednak stworzyć Twój sukces bardzo szybko, gdzie samodzielnie będzie to praca przez lata, która może nie być tak owocna.
Prawo w Polsce jest bardzo zawiłe i nieprecyzyjne. Na moim przykładzie dowiedziałeś się, że łatwo można się pomylić i gdybym nie wystąpił o interpretację podatkową, do teraz błędnie płaciłbym zaliczki na podatek dochodowy oraz w błędny sposób rozliczał dochód uzyskany ze sprzedaży mojej książki. Dlatego ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa(Dz.U. 1997 nr 137 poz. 926) opisuje dokładnie, że każdy może wystąpić do odpowiedniego organu o wydanie interpretacji prawa podatkowego.
Całkiem niedawno (1 marca 2017) Minister Finansów stworzył Krajową Informację Skarbową i upoważnił ją do wydawania interpretacji w jego imieniu (wcześniej robili to dyrektorzy Izb Skarbowych). O interpretację wnioskuje się poprzez wypełnienie wniosku ORD-IN i wysyła się go pocztą, do głównej siedziby urzędu w Bielsko-Białej.
Interpretacja indywidualna pozwala nam na uzyskanie informacji podatkowej nie tylko na temat obecnego stanu, ale także planowanego zdarzenia przyszłego.
Wydanie interpretacji kosztuje 40 zł, które należy wpłacić na konto KIS w terminie 7 dni od złożenia wniosku (art. 14f par. 1). Tutaj należy zaznaczyć, że jest to opłata za odniesienie się do jednego stanu faktycznego, bądź zdarzenia przyszłego (art. 14f par. 2). Dla przykładu podam mój wniosek. Jako jeden stan faktyczny opisałem sytuację, że wydałem już książkę i sprzedałem pewną ilość egzemplarzy. Jako zdarzenie przyszłe podałem, że planuję wydawać i sprzedawać kolejne książki. Łączna opłata za wydanie wniosku wyniosła więc 80 zł.
Na odpowiedź czeka się do 3 miesięcy (art. 14d par. 1), liczone od daty wpłynięcia wniosku do KIS. Może się zdarzyć sytuacja, że Twój wniosek nie będzie poprawnie wypełniony, bądź opisane w nim stanowisko będzie miało pewne braki. W takim przypadku otrzymasz pismo z prośbą o dosłanie dodatkowych informacji w przeciągu 7 dni od otrzymania pisma, a 3 miesiące na odpowiedź ze strony KIS, będą liczone od początku.
Warto się skupić na wszystkich artykułach o numerze 14 ww. ustawy, gdyż zawierają kilka ciekawych informacji, lecz ten wpis jest o książce, a nie o prawie, tak więc zachęcam do samodzielnej lektury.
Najważniejsze w całym wniosku ORD-IN jest jego poprawne wypełnienie. Najistotniejsze są części G oraz H. W tej pierwszej opisujemy całą sytuację (teraźniejszą i/lub przyszłą) oraz zadajemy pytania. W drugiej części natomiast sami odpowiadamy na zadane przez nas pytania – podajemy nasze stanowisko w sprawie.
Dlaczego? Odpowiedź jest całkiem prosta. Wedle pisma, które otrzymałem, KIS wyjaśnia, że nie udziela porad prawnych , a jedynie ustanawia, czy Twoje stanowisko jest prawidłowe, czy też nie.
„(…) celem interpretacji indywidualnej jest ocena prawnopodatkowa tych zdarzeń podatkowych, z których wynikają dla podatnika skutki podatkowe. Pytania we wniosku winny być sformułowane w taki sposób, aby dotyczyły konkretnych przepisów prawa podatkowego podlegających interpretacji indywidualnej.”
„(…) treść pytania/pytań powinna być związana z indywidualną sprawą Wnioskodawcy i dotyczyć przepisów prawa podatkowego (…). Celem interpretacji indywidualnej (…) jest wyjaśnienie obowiązków podatkowych podatnika wynikających z przepisów prawa.”
Tutaj niestety pojawiają się schody, bo żeby mieć swoje stanowisko w danej sprawie, trzeba znać odpowiednie przepisy prawne. Dla przykładu znów podam mój wniosek, gdzie po opisaniu sytuacji, zadałem pytanie, czy należy zakładać działalność gospodarczą oraz podałem moje stanowisko, że nie. Aczkolwiek zarówno zadane pytanie jak i stanowisko musi odnosić się do poszczególnych zapisów prawa, na podstawie którego prosimy urząd o interpretację. Tak więc moje pytanie brzmiało:
CZY WYDANIE WŁASNEJ KSIĄŻKI MOŻE BYĆ PROWADZONE NA PODSTAWIE LITERACKIEJ DZIAŁALNOŚCI WYKONYWANEJ OSOBIŚCIE, O KTÓREJ MOWA W USTAWIE O PODATKU DOCHODOWYM (ART. 10, ART. 13), BEZ ZAKŁADANIA DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ?
UWAŻAM, ŻE LITERACKA DZIAŁALNOŚĆ WYKONYWANA OSOBIŚCIE POZWALA NA DZIAŁANIA OKREŚLONE POWYŻEJ, BEZ KONIECZNOŚCI ZAKŁADANIA DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ, NA PODSTAWIE USTAWY Z DNIA 26 LIPCA 1991 R. O PODATKU DOCHODOWYM OD OSÓB FIZYCZNYCH, ART. 10 ORAZ ART. 13.
Ja już przeczytałeś wcześniej (patrz – 3. Czy trzeba zakładać działalność gospodarczą?) moje stanowisko zostało uznane przez KIS jako nieprawidłowe, ale mimo wszystko na moją korzyść.
Jak widzisz każde pytanie i stanowisko musi odnosić się do poszczególnego przepisu prawa. W przeciwnym razie KIS na pewno poprosi o doprecyzowanie pytań, co również nie gwarantuje wydania interpretacji.
Dla przykładu podam jedno z moich pytań, na które nie uzyskałem odpowiedzi:
CZY INWESTYCJA W REKLAMĘ KSIĄŻKI MOŻE BYĆ WLICZONA W KOSZTA UZYSKANIA PRZYCHODU?
I moje stanowisko:
UWAŻAM, ŻE NIE, GDYŻ BĘDZIE TO NOSIŁO ZNAMIONA DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ
Po krótkiej rozmowie z bardzo miłym Panem z KIS, dowiedziałem się, że nie uzyskam odpowiedzi na to pytanie. Telefon wykonałem zaraz po otrzymaniu wiadomości email – że poza stwierdzeniem, że moje stanowisko jest nieprawidłowe, odrzucono część mojego wniosku. Pan wyjaśnił mi, że to pytanie nie odnosi się do żadnego przepisu prawnego, tak więc nie ma czego interpretować. Jego poprawna forma brzmiałaby:
CZY INWESTYCJA W REKLAMĘ KSIĄŻKI MOŻE BYĆ WLICZONA W KOSZTA UZYSKANIA PRZYCHODU, NA PODSTAWIE ART. 22 I ART. 23 USTAWY O PODATKU DOCHODOWYM OD OSÓB FIZYCZNYCH?
A poprawne stanowisko brzmiałoby:
TAK, PONIEWAŻ REKLAMA NIE FIGURUJE W ART. 23, KTÓRY OKREŚLA, CZEGO NIE MOŻNA ZALICZYĆ DO KOSZTÓW UZYSKANIA PRZYCHODÓW.
Niestety odpowiedzi nie poznam, dopóki nie wystąpię o ponowną interpretację (czego nie planuję), ale domyślam się jaka mogłaby być. Prawdopodobnie mógłbym wliczyć reklamę w koszta, gdybym prowadził działalność gospodarczą (patrz – 3. Czy trzeba zakładać działalność gospodarczą?)
Wystąpienie o interpretację indywidualną zmusza wnioskodawcę do poszukiwania informacji, a interpretacja odpowiada na pytanie, czy nasze rozumienie przepisów jest prawidłowe, czy tez nie. Uważam, że jest to dobre podejście, bo zanim wyślesz pismo, może znajdziesz odpowiedź samodzielnie.
PAMIĘTAJ! Każda sytuacja jest inna, dlatego warto samemu wystąpić o interpretację, by uniknąć później ewentualnych problemów. Możesz oprzeć swoje działania na podstawie moich jak i wydanej mi, czy komuś innemu interpretacji (wedle art. 14i par. 3 interpretacje indywidualne podawane są do Biuletynu Informacji Publicznej), ale musisz pamiętać, że dana interpretacja „chroni” tylko Wnioskodawcę i tylko przy zaistniałym stanie faktycznym. Także musisz mieć pewność, że Twoja sytuacja jest taka sama jak w czyimś wniosku, choć 100% gwarancję da Ci tylko własna interpretacja indywidualna.
„Interpretacja indywidualna wywołuje skutki prawnopodatkowe tylko wtedy, gdy rzeczywisty stan faktyczny sprawy (…) pokrywał się będzie ze stanem faktycznym (…) podanym przez Wnioskodawcę w złożonym wniosku.”
1. Dlaczego warto wydać samodzielnie książkę?
By odnieść sukces samodzielnie i poczuć pełnię satysfakcji ze swoich poczynań.
Od zdecydowania się, czy chcesz samodzielnie wydać książkę, czy oddać swą pracę wydawnictwu.
Nie, tak długo jak nie działasz dla zysku, a dla zaspokojenia własnych potrzeb.
Jest to konieczne, gdy zależy Ci głównie na dochodach i opłacalne, gdy przychód ze sprzedaży książki zacznie być na tyle duży, że rozliczanie go na zwyczajnych zasadach, zacznie generować dużo niższe zyski lub nawet straty.
Poprzez PIT-36 w rubryce przychodów z tytułu praw autorskich.
Na nieuczciwe firmy i nieopłacalne oferty.
Jest to dobra opcja, jeśli chcesz, by wszystkim zajął się ktoś inny, ale pamiętaj, że tracisz przy tym dużo satysfakcji.