Source: https://monitorkonstytucyjny.eu/archiwa/3075
Timestamp: 2019-03-26 22:11:46
Legal References Found: art. 139
 art. 144
 art. 71
 art. 139
 art. 36
 art. 57
in dubio
 art. 31
sui generis

Document Content:
J. Zajadło: Interpretatio constitutionis hostilis – Monitor Konstytucyjny
Tezy zawarte w niniejszym opracowaniu zostały po raz pierwszy zaprezentowane 7 października 2017 roku w Krakowie w trakcie sympozjum „O problemach wykładni Konstytucji RP”[1]. Rola była trudna, ponieważ jak wiadomo w starożytnej Grecji, np. u Platona, słowo symposion (Συμπόσιον) oznaczało ucztę, tymczasem to opracowanie traktuje o sprawach, którymi trudno się delektować, ponieważ dla prawników mogą być wyjątkowo ciężkostrawne.
Rzecz miała dotyczyć pytania, czy wykładnia konstytucji może być prawotwórcza? Wydaje się, że odpowiedź jest tak oczywista, że aż banalna – oczywiście że tak, ale wymaga to doprecyzowania, co właściwie rozumiemy pod pojęciem związków wykładni z konstytucją. Po pierwsze, jest to przede wszystkim proces interpretacji konkretnego przepisu ustawy zasadniczej. Po drugie, może oznaczać też wykładnię aktów niższego rzędu z uwzględnieniem treści konstytucji. Po trzecie wreszcie, możemy potraktować tekst ustawy zasadniczej nie tylko jako zbiór norm, lecz także jako źródło określonych dyrektyw interpretacyjnych. Tak pojęta wykładnia konstytucji obrosła już ogromną literaturą przedmiotu, trudno więc ją tutaj szczegółowo przytaczać[2]. Stanowi zresztą przedmiot zainteresowania nie tylko konstytucjonalistów i teoretyków prawa, lecz także filozofów prawa[3].
Wszystko to odbywa się jednak z zachowaniem pewnych podstawowych paradygmatów klasycznego prawoznawstwa. Tymczasem w tym opracowaniu próbujemy zidentyfikować pewien fenomen empiryczny wymykający się tym paradygmatom, zarówno prawoznawstwa w ogóle, jak i dogmatyki prawa konstytucyjnego oraz teorii i filozofii prawa w szczególności, ponieważ można go określić mianem „wykładni wrogiej wobec konstytucji”. W uszach prawnika brzmi to co najmniej dziwnie, wręcz jak oksymoron. Przyzwyczailiśmy się bowiem do pewnych formuł w rodzaju „wykładnia prokonstytucyjna” czy „wykładnia przyjazna wobec konstytucji”, w rezultacie odwołanie się do kategorii wrogości musi budzić naszą konsternację. Przy bliższym oglądzie może się jednak okazać, że to tylko wniosek prima facie, ponieważ od ponad dwóch lat mamy w Polsce rzeczywiście do czynienia z takim właśnie zaskakującym fenomenem, co postaramy się niżej udokumentować konkretnymi przykładami.
Nie zmienia to faktu, że samo pojęcie „wykładnia wroga wobec konstytucji” na gruncie polskiego języka prawniczego może się wydawać tak absurdalne, że postanowiliśmy wyrazić je już w tytule tego opracowania łacińskim, być może semantycznie bardziej neutralnym, odpowiednikiem – interpretatio constitutionis hostilis. W innych językach, np. w języku niemieckim, pojawia się wprawdzie niekiedy przymiotnik verfassungsfeindlich, ale nigdy nie dotyczy on wykładni (Auslegung), używa się go np. na określenie politycznych ugrupowań antysystemowych. Sformułowanie verfassungsfeindliche Auslegung brzmiałoby bowiem równie absurdalnie, jak polska „wykładnia wroga wobec konstytucji”. Czym innym jest jednak wydźwięk tego pojęcia, a czym to, co się za nim faktycznie kryje.
Bez wątpienia najbardziej rozbudowana teoria wykładni konstytucji powstała na gruncie jurysprudencji amerykańskiej. Można powiedzieć, że Amerykanie byli jakby na to skazani, z jednej strony mając najstarszą obowiązującą konstytucję pisaną na świecie, z drugiej zaś dysponując aktem normatywnym w postaci ustawy zasadniczej o tak skrótowym i lakonicznym charakterze. Liczne poprawki do amerykańskiej konstytucji niczego pod tym względem nie zmieniły, wręcz przeciwnie – powiększyły tylko spektrum możliwych koncepcji. W związku z tym mamy tam rzeczywiście do czynienia z bogactwem teorii wykładni konstytucji – od oryginalizmu, przez tekstualizm, pragmatyzm, strukturalizm, aż po interpretację filozoficzną[4].
Przyjmuje się przy tym, że problem prawotwórczej roli wykładni konstytucyjnej zależy w dużej mierze od koncepcji samej konstytucji. Zdaniem Jacka M. Balkina można wyróżnić w tej mierze dwa zasadnicze podejścia[5]. Po pierwsze, możemy potraktować konstytucję jak gotową konstrukcję (model drapacza chmur – skyscraper model) – wówczas zarówno zmiana, jak i interpretacja konstytucji mają zasięg bardzo ograniczony, ponieważ nie wolno naruszać wnętrza tej budowli. Po drugie, można jednak także uznać, że konstytucja jest pewną określoną strukturą i związku z tym w miarę upływu czasu powinniśmy dokonywać w drodze interpretacji pewnych przekształceń wewnątrz tej struktury bez naruszania jej zasadniczych konturów. Nie trudno dostrzec, że rodzi to dwie różne postawy interpretacyjne – pasywistyczną (skyscraper model) lub aktywistyczną (framework model), przy czym sam autor jako przedstawiciel nurtu tzw. living constitution z oczywistych względów opowiada się zdecydowanie za drugą z nich.
Można jednak we współczesnej amerykańskiej jurysprudencji spotkać także takich autorów, którzy idą jeszcze dalej i wykraczają poza granice tzw. żywego konstytucjonalizmu. Typowym przykładem może być Louis M. Seidman, operujący pojęciem „nieposłuszeństwa konstytucyjnego” (constitutional disobedience)[6]. Na pierwszy rzut oka ten termin wydaje się równie absurdalny, jak wspomniana wyżej interpretatio constitutionis hostilis, ale są to tylko pozory. W rzeczywistości możliwość wypowiedzenia posłuszeństwa konstytucji w pewnych uzasadnionych sytuacjach ma bowiem u Seidmana do pewnego stopnia charakter metaforyczny i wynika po części z charakteru amerykańskiej konstytucji. Nie jest więc stanowiskiem wobec niej wrogim, lecz raczej opartym na pewnym pragmatyzmie. W amerykańskiej jurysprudencji ciągle powraca bowiem problem pytania, czy ustawa zasadnicza mająca ponad dwieście lat nie jest, mimo licznych poprawek, po prostu przestarzała (obsolete)[7].
Powracając jednak do interpretatio constitutionis hostilis – jeśli ten fenomen rzeczywiście empirycznie zaistniał w naszej rzeczywistości polityczno-prawnej, to warto, jak sądzę, zastanowić się nad jego genezą, istotą, przejawami i mechanizmami, ale przede wszystkim nad jego skutkami dla polskiego porządku prawnego jako całości. Nawet jeśli to zjawisko wymyka się nam spod tradycyjnego instrumentarium prawoznawstwa, to możemy oczywiście spróbować przyjrzeć mu się z perspektywy filozofii politycznej, np. koncepcji często przywoływanego w dyskursie publicznym Carla Schmitta. Jednak także w tym wymiarze autorów interpretatio constitutionis hostlis może spotkać spore rozczarowanie. Stawiam tezę, że konserwatywni filozofowie polityki narzucili nam pewną interpretację Carla Schmitta, która wcale nie musi być prawdziwa na gruncie teorii i filozofii prawa. Jeśli bowiem spojrzeć na Schmitta jak na prawnika, a ostatnio robi się to w światowej nauce coraz częściej[8], to okaże się, iż także on byłby ciężko zdziwiony możliwością wystąpienia wykładni wrogiej wobec konstytucji. Otóż on sam uznając, że zaistniał tzw. moment konstytucyjny. po prostu odrzuciłby par force decyzją suwerena obowiązującą konstytucję i przyjął nową, ale nigdy nie przyszłaby mu do głowy wroga wykładnia, ponieważ wbrew wszelkim pozorom miał ogromny szacunek dla porządku prawnego. Jest to jednak temat, który przekracza ramy tego opracowania i czytelników mogę tylko odesłać do nowej literatury przedmiotu – zwłaszcza tej analizującej właściwie jedyną filozoficzno-prawną pracę Carla Schmitta, O trzech rodzajach myślenia w nauce prawa z 1934 roku[9].
Wykładnia wroga wobec konstytucji jest pewną polityczną strategią, której towarzyszy specyficzna i przewrotna retoryka polityczna o dosyć prymitywnym populistycznym charakterze. Autorzy tej strategii najczęściej deklarują demonstracyjnie wolę lub wręcz obowiązek przestrzegania konstytucji, ale jednocześnie opatrują tę samą konstytucję różnego rodzaju epitetami, np. „konstytucja wewnętrznie sprzeczna i konfliktogenna”, „konstytucja postkomunistyczna”, „konstytucja dla elit, nie dla ludzi” etc. etc. etc. Jednocześnie nie jest to strategia jawna, lecz raczej głęboko ukryta za parawanem fasadowych haseł. W aktualnym stanie rzeczy za szczególnie perfidny, przewrotny lub wręcz perwersyjny argument należy bowiem uznać często powtarzaną frazę: „nasze ustawodawstwo jest zgodne z konstytucją, ponieważ jego konstytucyjność potwierdził swoim wyrokiem Trybunał Konstytucyjny”. W ostatecznej instancji fenomen interpretatio constitutionis hostilis jest więc przykładem skrajnej instrumentalizacji procesu wykładni dla potrzeb bieżącej polityki, ergo – przykładem uznania prymatu polityki nad prawem i to na poziomie ustawy zasadniczej.
Można oczywiście rozwinąć temat, czy Trybunał Konstytucyjny w obecnym kształcie rzeczywiście spełnia standardy normalnego organu kontrolnego, ale zostawmy to – skupmy się raczej na konkretnych przykładach odsłaniających mechanizm funkcjonowania interpretatio constitutionis hostilis. Będziemy przy tym unikali konkretnych nazwisk, ponieważ personalia nie mają dla tych rozważań żadnego znaczenia – chodzi o decyzje interpretacyjne dotyczące norm, instytucji i procedur. Jednocześnie z uwagi na ograniczone ramy edytorskie nie będziemy też przesadnie szczegółowo wchodzić w analizę stanów faktycznych i prawnych, koncentrując się wyłącznie na kwestii uzasadniającej przyporządkowanie danej decyzji interpretacyjnej do fenomenu wykładni wrogiej wobec konstytucji.
Przykład pierwszy pochodzi jeszcze z okresu poprzedzającego ostatnie wybory parlamentarne i łączy się z momentem objęcia urzędu przez nowego prezydenta. Jak pamiętamy, jedną z jego pierwszych decyzji było zastosowanie prawa łaski w odniesieniu do osoby skazanej nieprawomocnym wyrokiem sądu. Powstały wątpliwości, czy prezydent miał prawo tak uczynić i w odpowiedzi uzyskaliśmy określoną interpretację przepisu art. 139 zdanie pierwsze w zw. z art. 144 ust. 3 pkt 18 konstytucji – prawo łaski należy do prerogatyw prezydenckich i przepis konstytucyjny nie nakłada żadnych ograniczeń w tym zakresie. Rzeczywiście, prima facie trudno tutaj postawić zarzut wykładni wrogiej wobec konstytucji. Może po prostu jest tak, że wobec otwartości tego przepisu mamy do czynienia z dwoma trybami stosowania prawa łaski – jednym wnioskowych wynikającym z treści k.pk. oraz drugim nieograniczonym mającym oparcie bezpośrednio w ustawie zasadniczej. Takie wytłumaczenie brzmiałoby racjonalnie, gdyby nie jedno „ale”. Otóż w projekcie konstytucji z 2010 roku przygotowanym przez formację polityczną reprezentowaną, nieważne – de nomine czy de facto, przez prezydenta, znajdujemy taki przepis art. 71 ust. 1 pkt 13: „Prezydent Rzeczypospolitej […] stosuje, w trybie określonym w ustawie, prawo łaski wobec osób skazanych prawomocnym wyrokiem sądu”. W logice i retoryce istnieje taki argument, którym jest określany mianem argumentum ex rerum natura. Gdyby się do niego odwołać, to można by zasadnie twierdzić, iż formacja polityczna prezydenta jeszcze w 2010 roku tak pojmowała prawo łaski – z istoty tej instytucji wynika, iż ma ona zastosowanie wyłącznie do osób skazanych prawomocnych wyrokiem i dala temu wyraz expressis verbis w swoim projekcie. Taką instytucjonalną interpretację potwierdził później zresztą Sąd Najwyższy w swojej uchwale 7 sędziów z 31 maja 2017 w sprawie I KZP 4/17: „Prawo łaski, jako uprawnienie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej określone w art. 139 zdanie pierwsze Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, może być realizowane wyłącznie wobec osób, których winę stwierdzono prawomocnym wyrokiem sądu (osób skazanych)”. Co się więc takiego stało, że zmieniło się prezydenckie pojmowanie rerum naturae? Po prostu, trzeba było zastosować prawo łaski instrumentalnie w konkretnym stanie faktycznym ad personam, ergo – dokonać wykładni wrogiej wobec konstytucji i wbrew swoim wcześniejszym poglądom. Ktoś oczywiście może zarzucić naszej argumentacji pewną słabość wynikająca z faktu, że wspomniany projekt nie był obowiązującym aktem prawnym i odwołując się do znanej mądrości ludowej powiedzieć, że tylko trzoda mleczna nie zmienia poglądów. Sprawa jest jednak zbyt poważna, by sprowadzać dyskurs prawniczy do tego poziomu.
Przykład drugi jest szczególnie spektakularny, ponieważ mamy tutaj do czynienia nie z jedną, lecz z całym ciągiem decyzji interpretacyjnych mieszczących się w fenomenie interpretatio constitutionis hostilis. Chodzi o rozciągnięty w czasie prawdziwy serial prób zmiany ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Z braku miejsca nie będziemy ich tutaj szczegółowo omawiać, tym bardziej, że dokonano już tego w istniejącej literaturze przedmiotu[10]. Chodzi zresztą nie tyle o konkretne decyzje interpretacyjne, lecz o cały kompleks ustaw, projektów, opinii, ekspertyz, wystąpień parlamentarnych, a nawet wypowiedzi medialnych, które w tym przypadku składają się na prawdziwy syndrom wykładni wrogiej wobec konstytucji. Z ogromu materiały wybraliśmy sobie jeden, ale jak się wydaje wyjątkowo wymowny przykład. Kiedy po uchwaleniu przez Sejm 22 grudnia 2015 roku ustawy o zmianie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym trafiła ona w trybie ekspresowym do Senatu, w izbie wyższej parlamentu odbyła się w komisji transmitowana przez telewizję debata z udziałem prawników ze służb legislacyjnych parlamentu. Przedstawiali oni cały szereg wątpliwości co do konstytucyjności przyjętych rozwiązań, jednak część senatorów pozostawała nie ugięta. Można było tylko ze zdumieniem przecierać oczy przed ekranem telewizora słysząc następujące dictum: „to są tylko opinie prawne jakich wiele, a my będziemy kierować się naszymi sumieniami”. Otóż nie ma wątpliwości, że odsyłanie do zakamarków senatorskich sumień z pominięciem wypracowanych w nauce oraz praktyce prawa zasad i reguł interpretacyjnych to nic innego, jak właśnie polityczna instrumentalizacja skutkująca wykładnią wrogą wobec konstytucji. Tym bardziej, że większość wątpliwości parlamentarnych ekspertów podzielił później Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 9 marca 2016 roku w sprawie K 47/15. Jeśli dodamy do tego jeszcze zawirowania wokół odmowy publikacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego przez premiera rządu, to duszna atmosfera interpretatio constitutionis hostilis jawi się nam z całą absurdalną oczywistością.
Przykład numer trzy jest z kolei szczególnie groźny, ponieważ wkracza w sferę praw i wolności obywatelskich. Sięgnijmy ponownie do projektu konstytucji z 2010 roku przygotowanego przez aktualnie rządzącą formację polityczną i porównajmy z tym, co zrobiła w zakresie w ustawodawstwa już po dojściu do władzy. Otóż przedmiotowym projekcie w art. 36 ust. 1 i 2 czytamy: „1. Obywatelom przysługuje wolność pokojowego gromadzenia się, także w miejscach publicznych, w celu wspólnego wyrażenia przekonań, opinii lub postulatów. 2. Odbycie zgromadzenia nie wymaga zezwolenia. Ustawa może wprowadzić wymóg zgłoszenia zamiaru zorganizowania zgromadzenia z zachowaniem niezbędnych terminów”. Wydaje się, że było to więc rozwiązanie, przynajmniej na pierwszy rzut oka, właściwie bardziej liberalne i prowolnościowe niż to, które przewidziano w art. 57 obecnie obowiązującej konstytucji: „Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Ograniczenie tej wolności może określać ustawa”. Ponownie możemy zapytać, co się takiego stało, że ta sama formacja polityczna już będąc u władzy zdecydowała się na takie zmiany w ustawie o zgromadzeniach, że powstały ogromne wątpliwości co do ich konstytucyjności? Chodzi zwłaszcza o wprowadzenie do ustawy i uprzywilejowanie kategorii tzw. zgromadzeń cyklicznych. I tym razem raczej nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z pewną polityczną instrumentalizacją, ponieważ ta regulacja była wyraźnie kierowana ad casum konkretnej uroczystości stanowiącej sztandarowy projekt propagandowy tej formacji politycznej. Ergo – ponownie mamy do czynienia z wykładnią wrogą wobec konstytucji, ponieważ wszystko można powiedzieć o takim rozwiązaniu, ale nie to, że pozostaje zgodne duchem dyrektywy interpretacyjnej in dubio pro libertate wynikającej z przepisu art. 31 konstytucji, a zwłaszcza z zasadą proporcjonalności określoną w jego ust. 3.
Te przykłady interpretatio conistitutionis hostilis na gruncie przyjętych wyżej możliwych związków pomiędzy ustawą zasadniczą a zasadami i regułami wykładni można mnożyć. Najnowsze egzemplifikacje mogą stanowić regulacje dotyczące zmian w ustawach o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa oraz w ordynacji wyborczej. Widać więc wyraźnie, że ten fenomen nie zwalnia i zatacza coraz szersze kręgi.
Podsumujmy więc krótko – wykładnia wroga wobec konstytucji jest fenomenem sui generis i właściwie trudno znaleźć jego odpowiednik w historii konstytucjonalizmu krajów z naszego kręgu cywilizacyjnego. Nie wiadomo jak się on dalej rozwinie, ale już dzisiaj można określić jego podstawowe cechy.
Po pierwsze, jest to strategia ukryta, chociaż w pełni uświadomiona i realizowana z premedytacją, niekiedy paradoksalnie dodatkowo kamuflowana innymi instytucjami konstytucyjnymi, np. wetem prezydenta lub skierowaniem danej ustawy prewencyjnie lub następczo do Trybunału Konstytucyjnego. To logiczne – nikt przy zdrowym zmysłach nie będzie przecież z jednej strony deklarował przestrzegania konstytucji i szacunku dla niej, a z drugiej strony jawnie przyznawał się do dokonywania wrogiej wobec niej wykładni. Czasami ta wrogość może dotyczyć konkretnego przepisu ustawy zasadniczej lub określonej wynikającej z niej dyrektywy interpretacyjnej, ale czasami może też polegać po prostu na kontestowaniu konstytucyjnej aksjologii jako całości lub na tworzeniu pewnej atmosfery negatywnej wobec poszczególnych wartości konstytucyjnych.
Po drugie, jest to strategia oparta na działaniu w złej wierze. To także jest logiczne – wszak mala fides musi być jakąś immanentną częścią tej hostilitas constitutionis i trudno, żeby miało być inaczej. Ponownie jest to oczywiście zawoalowane parawanem hasłowych deklaracji o szacunku do konstytucji i obowiązku jej przestrzegania. Trudno jednak ten kamuflaż pogodzić z cytowanymi wyżej epitetami formułowanymi pod adresem konstytucji, ponieważ wówczas spada maska pozorowanej przyjaźni wobec konstytucji. Przejawem tej złej wiary jest m. in. nad nadmierne wykorzystywanie pozornych luk w prawie i stosowanie różnego rodzaju sztuczek prawnych (apices iuris), o których już rzymski prawnik Ulpian pisał, iż nie wypada się do nich odwoływać w dyskursie prawniczym[11]. Polega to też na tworzeniu nowych zasad i reguł interpretacyjnych i wpędzaniu np. organów konstytucyjnych w proceduralne pułapki błędnego koła argumentacyjnego[12].
Po trzecie, najbardziej perwersyjna logika towarzyszy problemowi prawotwórczego charakteru wykładni wrogiej wobec konstytucji. Otóż paradoksalnie jest to wykładnia prawotwórcza i to nawet bardziej prawotwórcza niż wykładnia prokonstytucyjna. W tym ostatni przypadku działamy bowiem w dobrej wierze i stosując wykładnię przyjazną wobec ustawy zasadniczej uznajemy pewne rozwiązanie za godne z nią bądź nie. Chcemy bowiem, by w systemie prawa znalazły się jedynie takie normy, które spełniają konstytucyjne standardy. W przypadku wykładni wrogiej konstytucji jest przeciwnie – dąży ona w złej wierze do to tego, by na siłę upchać w systemie prawa nawet takie rozwiązanie normatywne, co do których niekonstytucyjności nie ma wątpliwości, a i tak staną się obowiązującym prawem. Oczywiście, na gruncie przyjętych zasad i reguł wykładni powiedzielibyśmy, że to dosyć proste – należy abrogować ten normy z systemu na znanej wszystkim przeciętnie wykształconym prawnikom podstawie: lex superior derogat legi inferiori. I na tym właśnie polega cały problem. Interpretatio constitutionis hostilis nie akceptuje żadnych powszechnie uznanych paradygmatów prawoznawstwa, tworzy nowe, własne i dotychczas nikomu nieznane[13].
Po czwarte wreszcie, jest to strategia bardzo niebezpieczna dla porządku prawnego. Przy jej pomocy zmierza się bowiem świadomie do chaosu prawnego i wprowadza do systemu akty normatywne, o których od początku wiadomo, iż są sprzeczne, i to czasami nawet rażąco, z ustawą zasadniczą.
[1] W związku z tym niniejszy tekst zostanie opublikowany także w materiałach pokonferencyjnych na łamach Przeglądu Konstytucyjnego.
[2] Z nowszych opracowań zob. np. T. Stawecki, J. Winczorek (red.), Wykładnia konstytucji. Inspiracje, teorie, argumenty, Wolters Kluwer, Warszawa 2015.
[3] Zob. np. ostatnio T. Gizbert-Studnicki, Interpretacja wzorców konstytucyjnych z perspektywy filozofii prawa, Przegląd Konstytucyjny, 2017, nr 3, s. 33-49.
[4] S. A. Barber, J. E. Fleming, Constitutional Interpretation. The Basic Questions, Oxford University Press, New York 2007.
[5] J. M. Balkin, The Framework Model and Constitutional Interpretation, w: D. Dyzenhaus, M. Thorburn (ed.), Philosophical Foundations of Constitutional Law, Oxford University Press, Oxford 2016, s. 241-264.
[6] L. M. Seidman, On Constitutional Disobedience, Oxford University Press, Oxford-New York 2012.
[7] T. J. Main (ed.), Is the American Constitution Obsolete?, Carolina Academic Press, Durham (North Carolina), 2014.
[8] Zob. np. V. Neumann, Carl Schmitt als Jurist, Mohr Siebeck Verlag, Tübingen 2015 oraz M. Croce, A. Salvatore, The Legal Theory of Carl Schmitt, Routledge 2013.
[9] Szerzej na ten temat J. Zajadło, Schmitt, Wydawnictwo Arche, Gdańsk 2016.
[10] P. Radziewicz, P. Tuleja (red.)., Spór o granice zmian organizacji i zasad działania Trybunału Konstytucyjnego: czerwiec 2015-marzec 2016, Wolters Kluwer, Warszawa 2017.
[11] J. Zajadło, Sztuczki prawne, Gazeta Wyborcza 14 stycznia 2016.
[12] J. Zajadło, Władza bez sakiewki i miecza, Gazeta Wyborcza 8 stycznia 2016.
[13] J. Zajadło, ‘Nowa” PiS-owska nauka prawa, Gazeta Wyborcza 29 grudnia 2015
Opublikowany w PublicystykaTagged Carl Smitt, Jerzy Zajadło, konsstytucjonalizm, Konstytucja, Louis M. Seidman, moment konstytucyjny, Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny, wykładnia konstytucji, wykładnia wroga wobec konstytucji
Trybunał Sprawiedliwości UE: Polska przegrała z Komisją Europejską w sprawie zanieczyszczenia powietrza