Source: http://www.kzlis.konin.pl/forum/viewtopic.php?p=3295&sid=a47400798db745af23d90aa6d37bbeeb
Timestamp: 2017-11-21 02:50:16
Legal References Found: art. 18
 art. 30
 art. 31
 art. 30
 art. 19
 art. 4

Document Content:
SM - forum polskich spółdzielców mieszkaniowych, członków wspólnot mieszkaniowych :: Zobacz temat - WŁASNOSĆ - i co dalej?
WŁASNOSĆ - i co dalej?
Wysłany: Czw Sie 16, 2007 20:40:54 Temat postu: WŁASNOSĆ - i co dalej?
Własność – i co dalej?
Złożyliśmy wniosek do spółdzielni a potem któregoś dnia spotkaliśmy się z zaprzyjaźnionymi Osobami reprezentującymi spółdzielnię u Pani/Pana Notariusz gdzie w miłej i sympatycznej atmosferze podpisaliśmy umowę przeniesienia na Nas własności użytkowanego dotychczas mieszkanka. Została odczytana umowa a strony umowy (Spółdzielnia i Państwo) złożyły pod nią swe podpisy. Pierwsza uwaga: strony tej umowy są sobie równe, mimo oczywistej zdawałoby się przewagi „organizacyjno-administracyjnej” spółdzielni. Wszyscy obecni na tym spotkaniu u notariusza ponoszą więc dalszą współodpowiedzialność za ewentualne niezgodności z prawem lub błędy tego przeniesienia. Na ten przykład te wynikające z określenia sposobu zarządu nieruchomością wspólną. Przypomnę, że rzecz określona jako „nieruchomość wspólna” (inaczej części wspólne nieruchomości) dotyczy: ścian, murów, schodów, działki, instalacji budynku, dachów, fundamentów i szeregu innych rzeczy (zależnie od budynku) bez których istnienie naszego mieszkanka jest, po prostu, niemożliwe. To części wspólne nieruchomości są meritum własności mieszkań (jako wyodrębnionej własności lokali). A prawnie nie jest możliwe wykonywanie prawa własności naszego mieszkanka bez określenia tzw. udziału właściciela lokalu w nieruchomości wspólnej. Ten udział to stosunek powierzchni naszego mieszkanka (+pomieszczenia przynależne) do łącznej powierzchni użytkowej wszystkich lokali. To za te części wspólne współodpowiedzialni są wszyscy właściciele a odpowiedzialność ta jest do ww. udziału wprost proporcjonalna. To od właścicieli prawo (ustawa o własności lokali) wymaga określenia sposobu zarządu nieruchomością wspólną. Druga uwaga: przypominam, że w przedmiotowej umowie przeniesienia własności nie ma absolutnie potrzeby określania tego zarządu, a tym bardziej powierzania tego zarządu komukolwiek. Twierdzę nawet, że powierzenie tego zarządu jakiejkolwiek osobie (fizycznej lub prawnej) spoza grona właścicieli, aczkolwiek może być to korzystne dla obu stron, jest w tej umowie niedopuszczalne. Prawdopodobnie jednak spotkacie się Państwo z wnioskami (będą to raczej wyłącznie wnioski spółdzielni) aby dokonać takiego zapisu w umowie przeniesienia. Można się na taki zapis nie zgodzić. Notariusz powinien taki wniosek uwzględnić a w innych przypadkach należy niezwłocznie upublicznić tę sytuację poprzez poinformowanie np. Nas tutaj na tym FORUM.
Przykładowy zapis w umowie mógłby mieć następującą postać:
Zarząd nieruchomością wspólną, określony w art. 18 ustawy z dnia 24 czerwca 1994 roku o własności lokali, położoną w……. jest wykonywany przez osobę (fizyczna lub prawną) wybraną przez zebranie właścicieli ww. budynku (budynkach) w trybie określonym w art. 30 ust. 1a oraz art. 31 i 32 przywołanej ustawy. Zarządca o którym mowa powyżej jest zobowiązany do niezwłocznego stosowania art. 30 ust. 1 ustawy o własności lokali.
Oczywiście zapis powyższy można zgłosić notariuszowi do zapisania w umowie w dniu sporządzania umowy przeniesienia własności o ile spółdzielnia wcześniej nie „zapoznała” Nas projektem tej umowy.
Jak to się powyższe powinno mieć do rzeczywistości. Pięć krótkich „zaleceń”.
1. Po wydaniu przez właściwy Sąd zaświadczenia z Ksiąg Wieczystych aktualny zarządca danej nieruchomości (jeżeli jeden właściciel to z pewnością będzie to spółdzielnia) powinien powiadomić pisemnie właścicieli o terminie najbliższego zebrania właścicieli danej nieruchomości, na tydzień przed planowanym terminem zebrania, z podaniem dnia, godziny,
miejsca i porządku obrad. Należy zwrócić uwagę, że wszelkie głosowania na zebraniu właścicieli winny odbywać się udziałami (patrz wyżej) a w przypadku takiego pierwszego spotkania „pospółdzielczego” jest to wręcz wymóg obligatoryjny. Nie należy się martwić, że spółdzielnia ma duży udział i „wszystko” przegłosowuje. Nie należy posądzać spółdzielni o złą wolę w przedmiocie dbałości o ww. tzw. części wspólne, choć, jak wiemy, cuda się niestety zdarzają.
2. Zebranie powyższe powinno być protokołowane a najlepiej radzę zrobić stenogram ale rozumiem, że jest to kłopot zarówno techniczny jak też „moralny”. Uczestniczący w zebraniu przedstawiciele spółdzielni, bez względu na ich liczbę, powinni posiadać pisemne pełnomocnictwo Walnego Zgromadzenia do reprezentowania spółdzielni na ściśle określonym zebraniu właścicieli. Moim zdaniem to pełnomocnictwo powinno być pełnomocnictwem szczegółowym, tzn. posiadającym określenie w jakich sprawach dana Osoba jest upoważniona zabrać głos, jak również jak głosować w sprawach objętych porządkiem obrad. Pamiętajmy, że spółdzielnia pomimo iż będzie reprezentowała dość duży udział to jest równoprawnym, równym i autonomicznym członkiem obrad tego zebrania. Ona również odpowiada za części wspólne stosownie do swego udziału, mało tego odpowiada również za swoich członków (właścicieli). Na zabranie głosu np. przez Radcę Prawnego spółdzielni na takim zebraniu zebranie to winno wyrazić zgodę w odrębnym głosowaniu.
3. Każda uchwała zebrania powinna być przegłosowana odrębnie a jej poddanie pod głosowanie powinno być poprzedzone zarówno dyskusją w przedmiocie sprawy (nad projektem uchwały) jak też wnioskiem o jej przyjęcie (lub odrzucenie). Każda uchwała jest elementem Protokołu z obrad zebrania właścicieli. Dla „pewności” radzę porozmawiać ze swoimi sąsiadami (nie będącymi właścicielami) czy wszystkie sprawy poruszane przez przedstawicieli spółdzielni na tym zebraniu są Im znane oraz czy spółdzielnia je z nimi uzgodniła, np. te w kwestii stawek opłat. Przypominam, że istnieje ustawowy wymóg odrębnego rozliczania nieruchomości przez spółdzielnię a zatem mogą się zdarzyć sytuacje iż opłaty w różnych budynkach (inaczej jak dotychczas) będą się od siebie różnić.
4. Nawet w sytuacji pierwszego wyodrębnionego lokalu zebranie o którym mówimy powinno powołać zarząd wspólnoty (może się to nazywać „zarząd budynku” – ze względu na te treści zapisów ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych które wyłączają niektóre postanowienia ustawy o własności lokali). Idealne proporcje, moim zdaniem, to: przedstawiciel właścicieli, przedstawiciel spółdzielni, przedstawiciel pozostałych użytkowników lokali. Oczywiście tak powołany zarząd nie posiada uprawnień zarządu wspólnoty mieszkaniowej o którym mowa w art. 19 lub 20 ust. 1 ustawy o własności lokali. Nie ma jednocześnie żadnego przeciwwskazania aby tak powołany zarząd mógł współdecydować o ewidencjonowaniu i rozliczaniu przychodów i kosztów oraz funduszu remontowego o których mowa w art. 4 ust. 41 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, które to rozliczenia formalnie prowadzić będzie zarząd spółdzielni mieszkaniowej. Zasady wyboru, organizacji i pracy „zarządu budynku” powinna szczegółowo określać uchwała zebrania o którym mówimy. Zasady powstawania takich „zarządów budynków” powinny być określone, moim zdaniem, w nowych Statutach spółdzielni. Jest to raczej konieczne a wynika z tego że we wspólnocie mieszkaniowej zasadą podejmowania decyzji i odpowiedzialności jest tryb „udziałowy” a w spółdzielni każdy członek dysponuje wyłącznie jednym głosem. Odpowiednim zapisem statutowym można tę sytuację rozstrzygnąć, oczywiście przy dobrej woli „stron”. Piszę „stron” w cudzysłowie bo przecież w sytuacji „zerowej” będziemy mieli wyłącznie do czynienia z członkami spółdzielni a zatem trudno nawet dopuszczać myśl aby jakaś „stronniczość” mogła mieć miejsce.
5. Na stronach umowy o której mówiliśmy na wstępie, jak już zresztą zaznaczyłem, ciąży znaczna odpowiedzialność. Etapem końcowym procesów uwłaszczenia może być bowiem sytuacja gdy w określonych budynkach spółdzielni będą funkcjonować wyłącznie właściciele. Wielu z nich skorzysta prawdopodobnie z prawa pozostania członkiem spółdzielni. Wielu z tego „przywileju” prawdopodobnie zrezygnuje. Krańcowy przypadek to sytuacja w której możemy mieć do czynienia wyłącznie z właścicielami nie będącymi członkami spółdzielni. Wtedy to, z dniem ostatniego wyodrębnienia, mamy wspólnotę mieszkaniową z mocy prawa. Do takiej sytuacji mają przepisy ustawy o własności lokali i Kodeksu cywilnego w szczególności. Jest jeszcze wiele innych ale aktualnie nie ma potrzeby sobie zaplątać tym głowy.
W zakończeniu warto podać, że prawo w odniesieniu do właścicieli stosuje zasadę domniemania kompetencji. Znaczy to mniej więcej tyle, że właściciel zna przynajmniej podstawowe zasady eksploatacyjne nieruchomości oraz przepisy prawa z tym związane. Jednocześnie właściciel nie jest specjalnie ograniczany w czerpaniu korzyści z tej nieruchomości a szczególnie ma prawo uczestnictwa we wszystkich decyzjach tej nieruchomości dotyczących. Ale o tym innym razem. Jeżeli będą pytania oczywiście.
Pozdrawiam serdecznie. eugeniusz
Wysłany: Sob Mar 15, 2008 21:12:45 Temat postu:
Super. wszak do momentu, kiedy właściciele w owej wspólnocie nie podejmą uchwały że kazdy ma jeden głos (a nie głosuje się udziałami) "bo tak będzie łatwiej" - jak ostatnio usłyszałem )
Wysłany: Pon Mar 17, 2008 10:58:58 Temat postu:
Super do momentu, kiedy przypomnimy sobie, że zapisy ustawy o własności lokali stosujemy po przeniesieniu własności ostatniego lokalu.
Wysłany: Wto Mar 18, 2008 7:54:03 Temat postu:
Własność i co dalej - co teraz będzie?? To jedno z podstawowych pytań które zadają mi właściciele swoich odrębnych własności u notariusza. Cóż mogę im odpowiedzieć ?? Módlcie się , żeby nic nie trzeba było robić na budynku. 99% osób nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji swych decyzji uwłaszczeniowych. Myślą tak: teraz mam własność, więc mi spółdzielnia może skoczyć. Owszem, skoczy ale po kasę do kieszeni.
Wysłany: Wto Mar 18, 2008 9:01:19 Temat postu:
Istnieje pewna szansa na to, że przeniesienie własności lokalu na obecnych zasadach okaże się niekonstytucyjne. Nie piszę w tym momencie o słuszności tych warunków, choć uważam, że są słuszne, ale o zgodności z konstytucją w zakresie ochrony własności prywatnej. Jeśli okazałoby się, że przekształceń dokonano z naruszeniem konstytucji, to spółdzielnie miałyby prawo pozwać skarb państwa o pokrycie utraconych korzyści, czyli różnicę między kwotą uzyskaną z przekształcenia (zero) a kwotą, która byłaby uzyskana w wyniku przekształcenia na poprzednich zasadach. To byłoby uzasadnione roszczenie. Hm, istnieje pewna szansa
Ale bym poszedł w remonty
Wysłany: Wto Mar 18, 2008 10:34:02 Temat postu: Ale herezje
Żeby dzisiaj takie rzeczy wypisywać to horror. Nie ma i nie będzie skargi do TK na uwłaszczenie. Proszę przeczytać wyrok TK z 20 kwietnia 2005 roku. Spółdzielnia nie może zarabiać na członkach!!! Uwłaszczenie tylko po kosztach budowy. Bądźmy poważni. Uwłaszczeni powinni płacić mniej bo tylko na ułamkową część części wspólnych w nieruchomości. Jest tylko problem egzekucji tego przepisu. Za nie uwłaszczonych to krasnoludki zapłacą? Już nie ma dotacji państwowych i za wszystko płacą lokatorzy!
Wysłany: Wto Mar 18, 2008 11:17:27 Temat postu:
No pewnie, że nie ma skargi do TK na uwłaszczenie, czytać ze zrozumieniem!!! Ale sprawa zgodności z konstytucją jest. Jeśli SM jest prywatna własnością, jak stanowi prawo, to państwu nic do tego jak ma swoim majątkiem dysponować. Zgadzam się z uwłaszczeniem na obecnych zasadach, jest ono sprawiedliwe i zasadne (o czym zresztą napisałem). Ale ja nie o tym. Ja o konsekwencjach uznania sposobu narzucenia tych zasad za niezgodne z konstytucją. To jest prawdopodobne, bo państwo podarowało nie swoje. Taka hipotetyczna sytuacja rodzi hipotezę uzasadnionego roszczenia w stosunku do skarbu państwa o odszkodowanie. Niech zwolnią SM od podatku dochodowego na ekwiwalentny odcinek czasu lub oddadzą w gruntach. Konsekwencje kupowania sobie elektoratu przez PIS mogą być dla kraju niezwykle kosztowne.
leiszner50
Wysłany: Wto Mar 18, 2008 12:21:31 Temat postu:
Kuba, pomyśl czy Twoja opinia o własności jest zgodna z tym co rzeczywiście myślisz. Wydaje mi się ze napisałeś to po to żeby zniechęcić i oddalić chętnych do wyodrębnienia i uwłaszczenia własności. Przecież każdy może zażądać wykazania wszystkich kosztów jakie ponosi w spółdzielni, dowie się że opłaca wszystkie widzimisię zarządu. Po głębszym wejściu w koszty, okaże się że co niektóre z kosztów są zawyżane lub zawierają zakresy robót niewykonanych. Czy takie przewały mogą wystąpić w wspólnocie ? Jeśli tak to tylko wtedy gdy zainteresowanie swoją własnością jest znikome a jest to normą w spółdzielni. Kto - który z członków spółdzielni ma świadomość tego że po spłacie kredytów które spłaciła nie spółdzielnia a on sam, on jest właścicielem a nie spółdzielnia która jeszcze bezczelnie żąda podczas wyodrębnienia dodatkowych opłat. Moim zdaniem cała różnica polega na tym że w wspólnocie podejmuje się wszystkie decyzje, ponosi się koszty i wnosi zaliczki z pełną świadomością a w spółdzielni analogicznie ale ta świadomość jest ograniczona do zarządu i RN i ponadto wykorzystywana a członkowie podejmują decyzje na WZC w postaci uchwał bez zapoznania się z nimi( przecież szybkie odczytanie i zdawkowe zapytania o ile zostaną postawione nie powiększą świadomości biorących udział w głosowaniu nad nimi). Im większa spółdzielnia tym większe pole do popisu dla kombinatorów którzy siedzą i rwą się do zarządów i rad. Twoje ostatnie zdanie cytuję ,,Myślą tak: teraz mam własność, więc mi spółdzielnia może skoczyć. Owszem, skoczy ale po kasę do kieszeni" jest bez pokrycia gdyż żądając wyodrębnienia każdy lub zdecydowana większość jest świadom/a tego że na właściciela spadają zobowiązania ale też zdaje sobie sprawę z tego że musi walczyć o odebranie tego co spółdzielnia żąda niesłusznie. Czy każdy koszt spółdzielni musi być kosztem właściciela? tu jest duża luka w przepisach i o jej uzupełnienia stosownymi zapisami warto powalczyć. Wtedy okaże się czy spółdzielnie będą zdolne utrzymać się na własnym garnuszku gdyż członkowie ponosząc zwiększone koszty będą potrzeć na ręce tym którzy te koszty tworzą. Przecież czy w wspólnocie czy w spółdzielni występują takie same potrzeby i te same koszty remontów i eksploatacji a różnica jest tylko ta że każdy właściciel żąda wykonawstwa i rozliczenia a w spółdzielni są to osoby z górnej półki więc członek ma do powiedzenia tyle co nic. W tym zakresie komentarze Pana Eugeniusza są wskazaniami jak powinni postępować właściciele, co robić w celu poprawy swojej pozycji w stosunkach spółdzielnia i właściciel. Szkoda że nie ma żadnej organizacji, stowarzyszenia które by miało za cel doprowadzenie do unormowania i ustanowienia w prawie przepisów ustalających stosunki właściciele - spółdzielnia bo te co są nie spełniają oczekiwań.
Wysłany: Wto Mar 18, 2008 13:36:41 Temat postu:
leiszner50 napisał:
Wydaje mi się ze napisałeś to po to żeby zniechęcić i oddalić chętnych do wyodrębnienia i uwłaszczenia własności.
Nie miałem wcale intencji odbierania nikomu prawa do własności, komentowałem i interpretowałem otaczającą mnie rzeczywistość.
Przecież każdy może zażądać wykazania wszystkich kosztów jakie ponosi w spółdzielni, dowie się że opłaca wszystkie widzimisię zarządu.
Z tego co orientuje się to nie trzeba uwłaszczać się że by móc pogrzebać w fakturach i innych dokumentach
Po głębszym wejściu w koszty, okaże się że co niektóre z kosztów są zawyżane lub zawierają zakresy robót niewykonanych. Czy takie przewały mogą wystąpić w wspólnocie ?
Z tym płaceniem za roboty niewykonane to jakaś psychoza. A jakie przewały są w wspólnotach, to może poproszę moją żonę, która w zakładzie komunalnym jest pełnomocnikiem gminy i chodzi teraz na zebrania wspólnot. Niech wypowie się. Włos się na głowie co ci ludzie wygadują a ci zarządcy wspólnot to chyba jacyś kosmici. Byle szybko klepnąć wszystkie uchwały bo trza do domu iść, a nie dyskutować o problemach.
Moim zdaniem cała różnica polega na tym że w wspólnocie podejmuje się wszystkie decyzje, ponosi się koszty i wnosi zaliczki z pełną świadomością a w spółdzielni analogicznie ale ta świadomość jest ograniczona do zarządu i RN i ponadto wykorzystywana a członkowie podejmują decyzje na WZC w postaci uchwał bez zapoznania się z nimi( przecież szybkie odczytanie i zdawkowe zapytania o ile zostaną postawione nie powiększą świadomości biorących udział w głosowaniu nad nimi).
Gwarantuje że większość osób nie wie co podpisuje bo po prostu się na tym nie zna albo go ich to nie interesuje. Trochę to dziwne bo przecież po coś przychodzą na te zebrania.
Im większa spółdzielnia tym większe pole do popisu dla kombinatorów którzy siedzą i rwą się do zarządów i rad. Twoje ostatnie zdanie cytuję ,,Myślą tak: teraz mam własność, więc mi spółdzielnia może skoczyć. Owszem, skoczy ale po kasę do kieszeni" jest bez pokrycia gdyż żądając wyodrębnienia każdy lub zdecydowana większość jest świadom/a tego że na właściciela spadają zobowiązania ale też zdaje sobie sprawę z tego że musi walczyć o odebranie tego co spółdzielnia żąda niesłusznie.
Tak jak nie wierzę w krasnoludki to i nie wierzę w świadomość społeczeństwa o przede wszystkim OBOWIĄZKACH właścicieli, a potem jego prawach. Przecież wiadomo, że chodzi tylko o jedno: jak dają za darmo (prawie) to trzeba brać. A potem to się coś wymyśli.
Czy każdy koszt spółdzielni musi być kosztem właściciela?
Jeśli dotyczą jego nieruchomości to bezwzględnie tak.
Szkoda że nie ma żadnej organizacji, stowarzyszenia które by miało za cel doprowadzenie do unormowania i ustanowienia w prawie przepisów ustalających stosunki właściciele - spółdzielnia bo te co są nie spełniają oczekiwań.
Szkoda, bo ostatnio sporo zamieszania jest. I to nie tylko chodzi o palące się w mniemaniu co niektórych stołki prezesów. Chodzi o zwykłe stosunki międzyludzkie: przykład? mam mieszkanie lokatorskie, pozostałych dwóch sąsiadów właściciele. Zapytajcie mnie kiedy ostatnio pozamiatali klatkę schodową i umyli ją. Przecież chodzą po niej tak samo jak ja. Ich własność zaczyna się za ich zamkniętymi drzwiami. Kto to widział żeby właściciele zamiatali klatkę - płacą i wymagają. Ale niestety nie za to. I jeszcze długo nie.
Wysłany: Wto Mar 18, 2008 16:20:52 Temat postu:
Kuba widzę ze jesteś sfrustrowany i nienawidzisz wszystkiego co dobre - oczywistym jest że tylko w przypadku gdy jest nad tym kontrola. A dobrym jest to że w wspólnocie jest każdy głos ważnym, czy równoważnym jest to że w spółdzielni paru pseudo wybrańców decyduje o wszystkich innych? Masz rację co do dostępu do dokumentacji i życzę Ci żebyś dla swojego doświadczenia poprosił o nią w swojej spółdzielni -powodzenia. Jeśli już ją otrzymasz to spróbuj dokonać małej kontroli pod względem wykonania a ewentualne uwagi wnieś do zarządu i RN. Możesz mi wierzyć albo nie ale mam tak znajomych jak i rodzinę mieszkającą w wspólnotach. Jak jeden to osoby które o swoje dbają więc i podane przez Ciebie zasłyszane od małżonki wiadomości o nich mnie dziwią. Na prosty chłopski rozum - kto patrzy na wydawane pieniądze dokładniej właściciel czy spółdzielca który górnolotnie zostaje poinformowany o jakiś zamierzeniach, kosztach a o danych w bilansach czy sprawozdaniach wie tyle co nic bo siłą rzeczy są one niezrozumiałe dla przeciętnego zjadacza chleba. Twoja opinia o zarządcach wspólnot oparta na relacjach żony może i jest prawda ale przypuszczam że tym zarządcą jest w większości gmina. ogólnie można by powiedzieć i potwierdzić stare powiedzenie ,,jaki pan taki kram "co jest równoznacznym z ,,jaka wspólnota taki zarządca" nic dodać nic ująć. Piszesz że jak dają to trzeba brać - uważam ze łaski nikt nie robi bo spłacając kredyty masz prawo domagać się swojego( kupując np auto z kredytem- cesja banku po spłacie też nie jest własnością banku tylko Twoją). Spółdzielnie brały kredyty ale nie one je spłacały tylko każdy członek spółdzielni. Można powiedzieć że co niektóre spłaciły po denominacji kredyty w wysokości paru setek zł a pobierały od swoich członków kwoty wielokrotnie wyższe liczone w tys. zł podczas przekształceń. Zadałem pytanie czy koszt spółdzielni musi być kosztem właściciela i udzieliłeś mi odpowiedzi że tak. Nie dziwię się bo automatycznie myślisz że ja nie ponosząc go przerzucam ten koszt na Ciebie - tak z całą świadomością to robię bo nie kontrolujesz zarządu. Przykład; mam odrębną własność nie jestem członkiem spółdzielni. Zarząd wymyślił zakup działki około 700m2 przez którą przechodzą kanały CO, kable WN i wcześniej wyraził zgodę na budowę ścieżki rowerowej,Ja mam do aktu zapisane że jestem właścicielem w części działek pod budynkiem. Na postawione pytania otrzymałem odpowiedź że zakup działki nie spowoduje zwiększenia mojego udziału bo będzie ona własnością spółdzielni. więc ja mam płacić na coś co zwiększy nie mój majątek - udział. To byłby datek na zwiększenie Twojego majątku moim kosztem więc czy to nadal podtrzymujesz że koszt spółdzielni musi być kosztem właściciela. drugi przykład płacę na koszty reprezentacji - wyjaśnienie zarządu czego dotyczą - napoje na WZc kawa w biurze. Odrębny właściciel nie jest zapraszany na WZC , przychodząc do biura nie zostaje poczęstowany nawet kranówą więc dlaczego ten koszt ma być moim a nie członków spółdzielni? poruszasz stosunki międzyludzkie przykład sprzątania, jeśli płacą to wymagają jeśli nie płacą powinni a wszystko może wyegzekwować regulamin porządku i zarządca. To tyle co do odpowiedzi.
Wysłany: Sro Mar 19, 2008 10:48:56 Temat postu:
Kuba widzę ze jesteś sfrustrowany i nienawidzisz wszystkiego co dobre
Wspólnoty w moim odczuciu nie są rozwiązaniem które mnie satysfakcjonuje. Do nienawiści jeszcze daleko.
mam odrębną własność nie jestem członkiem spółdzielni.
Skoro nie jesteś członkiem spółdzielni, to nie masz żadnych praw - w kontekście możliwości monitorowania kosztów
drugi przykład płacę na koszty reprezentacji - wyjaśnienie zarządu czego dotyczą - napoje na WZc kawa w biurze. Odrębny właściciel nie jest zapraszany na WZC , przychodząc do biura nie zostaje poczęstowany nawet kranówą więc dlaczego ten koszt ma być moim a nie członków spółdzielni?
Właśnie dlatego nie jesteś poczęstowany - nie dość że odrębny właściciel to jeszcze nieczłonek spółdzielni.
Tak na marginesie to uważam, że jeśli ma się mieszkanie w spółdzielni to powinno się być członkiem spółdzielni - niezależnie od jego statusu. Ta konstrukcja prawna jest dość karkołomna.
Wysłany: Sob Mar 29, 2008 19:30:39 Temat postu: własność - co dalej
Poziom wypisywanych bzdur przekroczył granice przyzwoitości, jestem zmuszony zareagować. Nie na takim poziomie miała sie toczyć dyskusja. W każdym razie nie na wypisywaniu własnych przemyśleń i podawaniu ich jako rzekomego prawa.
Najpierw Rafał
Wstydź się Przyjacielu. Myślałem, że znasz pewne rzeczy a w każdym razie POWINIENIEŚ znać z racji wykonywanego fachu.
NIE JEST PRAWDĄ, że ustawę o własnosci lokali stosujemy wyłącznie po przeniesieniu własności ostatniego mieszkania. Piszesz takie bzdury jakie podaje swoim spółdzielcom Spółdzielnia Mieszkaniowa "Cieszynianka" w Cieszynie. Czy czasami nie konsultowaliście regionalnie tej kwestii? Jeśli tak to członkowie Waszych spółdzielni powinni rychło nakazać Wam zwrot kosztów owej "konsultacji". Nie podpowiem jednak artykułu u.s.m. który błędnie interpretujesz. Skorzystam z możliwości dotarcia do członków Twojej spółdzielni i wskazania Im włąściwego zapisu ustawy.
NIE UWAŻAM TEŻ ZA WŁAŚCIWE kierowanie się Twoim rozumowaniem ochrony własności spóldzielni jako własności prywatnej. DZIWIĘ się Rafałowi, że daje się wmanewrować w takie ścieżki. Stosowanie Przyjacielu Kodeksu cywilnego nie polega na wybieraniu korzystnych dla swojej sytuacji zapisów i NIEZAUWAŻANIU innych. W pełni należy informować o tym, że te przepisy kodeksowe są jednolite, jak również to, że normy cywilistyczne są PONAD takimi ustawami jak u.s.m. i u.wł.lok.. To, że, u.s.m. w wielu miejscach lekceważy postanowienia kodeksowe nie należy tak intpretować, że własność spółdzielcza jest "lepsza" niż własność w rozumieniu ww. Kodeksu. Posłuchaj troche Rafale uwag cywilistów o całości przepisów w zakresie mieszkalnictwa, w tym o u.s.m.. Jeżeli natomiast Twoją "biblią" w zakresie cywilistyki będą wyłącznie wypowiedzi Dyrektora Ryszarda J. to... przykro mi bardzo, wypada zastosować w stosunku do Twoich wypowiedzi zasadę ZERO TOLERANCJI.
Teraz "kuba"!!!
No Kolego, dawno takiego otwarcia na tym FORUM nie było. Można oczywiście pytać o WSZYSTKO ale jest to zrozumiałe w sytuacji Osób które faktycznie mają prawo NIE ZNAĆ PRAWA (choć to nie powinno Nikogo, jak wiesz kobo, tłumaczyć) a w dodatku są DEZINFORMOWANE przez innych. W przypadku Twoich wypowiedzi mamy jednak do czynienia z twierdzeniami. Być tak zatem dobry i wyjaśnij co rozumiesz przez "konsekwencje decyzji uwłaszczeniowych". MY TUTAJ mamy całą lawinę przykładów, że "konsekwencją" decyzji uwłaszczeniowych spółdzielców jest ZASADNICZO lekceważenie konstytucyjnych i kodeksowych (patrz: wyżej) praw właścicieli przez spółdzielnie mieszkaniowe.
Jeśli zatem, jak wynika z Twojej wypowiedzi, masz jakąkolwiek wiedzę, że uwłaszczenie spółdzielców niesie za sobą jakieś inne negatywne konsekwencje (oprócz ww. działań spółdzielni) to podziel się z Nami tą "wiedzą". Może wiesz coś... o czym MY TUTAJ nie mamy pojęcia. Skoro tak, to w Państwie Prawa (przynajmiej Ja tak uważam) zaangażowany obywatel powinien dzielić się niezwłocznie swoimi spostrzeżeniami o możliwym zagrożeniu bezpieczeństwa publicznego lub innego naruszenia interesu obywateli i Państwa. Pomijam tu, z przyczyn oczywistych i powszechnnie wiadomych, fakt, że aktualnie w Polsce nie ma konstytucyjnych podstaw aby interes poszczególnych obywateli przedkładać ponad... np. interes osób prawnych, dajmy na to spółdzielni mieszkaniowych. Jeżeli jednak Ktoś nie posiada Kontytucji z roku 1997 to chetnie prześlę tekst.
Na koniec wypadało by coś powiedzieć... o sprawach wiary.
Nie oczekujcie jednak tego ode mnie. Ale ponieważ pojawiła się powyżej, prostacka w charakterze, uwaga "kuby" o tym, że trzeba "... modlić się żeby nie trzeba nic robić..." to tylko poproszę "kubusia" aby był uprzejmy wyjaśnić NAM na czym opiera swoje wnioskowanie. Ja nie znajduję NIGDZIE związku przyczynowo-skutkowego, że aby przeprowadzić remont w danym budynku to trzeba wyłącznie się... "modlić".
Jak to się kiedyś mówiło... wzywam Panów do raportu...
Wysłany: Nie Mar 30, 2008 18:12:40 Temat postu: Własność i co dalej?
Zaczepię Cię Drogi Fix-ie w kwestii tej "trzeciej" czyli umowy.
Powinniśmy TUTAJ nad tym troszkę się zatrzymać albowiem jej stosowanie jest implikowane wcześniejszymi UMOWAMI PRZENIESIENIA WŁASNOŚCI. Zapisy tam dokonywane przeczą, jakże często, zasadom określonym w u.s.m., w konsekwencji również u.wł.lok..
Przykładów nie ma co podawać a raczej powtarzać. Prawie w każdym poście o ww. UMOWIE można dostrzec jakiś zakres działania jej zapisów na ewidentną "niekorzyść" przyszłego właściciela. Piszę póki co w cudzysłowie bowiem doskonale zdaję sobie sprawę z tego jak duża jest liczba osób które ww. UMOWY podpisują "w ciemno". Znaczy to zarówno bez znajomości całości brzmienia tejże umowy oraz, co gorsza, możliwych konsekwencji jakie wynikają. Również na innych stronach internetowych można przeczytać o przykładach zarówno DOBRYCH jak i ZŁYCH zapisów ww. UMÓW. Radzę poszperać, są skany odpowiednich UMÓW. Póki co podaję, że ww. słowo "ZŁYCH" ma charakter ambiwalentny. Trudno bowiem "prawnie" dyskutować o UMOWIE której treść została ZAAKCEPTOWANA przez strony stawające u Notariusza.
Wróćmy jednak do okoliczności które Fix określił jako możliwości wyboru sposobu zarządu częściami wspólnymi. ZŁA UMOWA oraz brak statutowych regulacji określających zasady podejmowania decyzji o stosowaniu u.wł.lok. w określonych nieruchomosciach "blokuje" (przynajmniej na jakiś czas) zmiany w systemie zarządzania nieruchomością.
Może zbyt "wysoko" powiedziane. Chodzi przecież o kodeksowe uprawnienie właściciela do współdziałania.
A skoro tak, to... czego spółdzielnie się boją?
Tego, że raz w roku trzeba by się spotkać w sprawach danej nieruchomości?
A może bardziej tego, że propozycje właściciela mogą być dla nieruchomości (czytaj: również dla posiadaczy spóldzieklczych praw do lokali) korzystniejsze niż spółdzielni?
Przyznaję, nie rozumiem (obawiam się, że nigdy już nie zrozumiem) stanowiska wykluczającego właścicieli w sprawowaniu ww. zarządu. Ustawodawca może co prawda NAM POMÓC w ww. sprawie - mam nadzieję, że tak się, w końcu, stanie. Szkoda jednak będzie wielka dla zwykłych ludzi. Tych szczególnie którzy nie wykorzystali okazji aby załatwić oczywiste sprawy w ramach możliwych do zastosowania procedur spółdzielczych. Tych szczególnie którzy nie mają poczucia narastającego wokół nich "napięcia" i ochronę stanowiska spółdzielni przedkładają nad normalne rozumiennie zwykłych spraw.