Source: https://www.f-lex.pl/2012/04/
Timestamp: 2018-05-24 14:06:46
Legal References Found: art. 18
 art. 14
 art. 22
 art. 22

Art. 22
 art. 26

Art. 14
 art. 81
 art. 33
 art. 14
 art. 81
 art. 14
 art. 191
 art. 81
 art. 14
 art. 79

Art. 16
 art. 52
 art. 79
 Art. 7
 art. 16
 art. 15
 art. 254
 art. 16
 art. 254
 art. 16
 art. 240
 art. 180
 art. 240

Art. 254
 art. 122

Art. 180

Document Content:
Kwiecień | 2012 | F-LEX
Opublikowany 30 kwietnia 2012 przez dar_wro
Dzień 30 kwietnia to dobra data, aby wpis na F-LEX był poświęcony podatkom. O podatkach już trochę było, ale to temat rzeka. Rzeka wartka, zmącona i pełna zdradzieckich wirów. Takie są po prostu podatki. Robiąc zdjęcia możesz w różny sposób osiągać dochód, którym z przyjemnością zainteresują się organy podatkowe. No cóż mój specyficzny humor wymusza dzisiejsza data. Będąc fotografem możesz uzyskiwać przychody w różny sposób (fachowo nazywa się to z różnych źródeł przychodów). Jeżeli jesteś etatowym fotografem, to osiągasz przychody z działalności pracowniczej. Będąc wolnym strzelcem możesz osiągać przychody albo prowadząc działalność gospodarczą (pozarolnicza działalność gospodarcza – tak prawidłowo nazywa się to źródło przychodów), albo z działalności wykonywanej osobiście. Jest jeszcze jedno źródło przychodów i z tym prawdopodobnie będziesz miał najczęściej do czynienia – przychody z praw majątkowych. Rozliczenie przychodów „z etatu” pozostawimy na boku, tym niech zajmie się Twój pracodawca. O rozliczaniu z działalności gospodarczej i działalności wykonywanej osobiście pisałem w „PIT-oleniu” i „PIT-olenia ciągu dalszym”. Dzisiaj więc czas na handlowanie zdjęciami.
Odwołanie się do konkretnych przepisów bez dodatkowego oznaczenia będzie dotyczyło ustawy z dnia 26. lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (tj. z 2010 r. Dz.U. nr 51, poz. 307, z późn. zm.). Pojęcie „Ustawa” jak zawsze zarezerwowane jest dla ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
Wynagrodzenie ze „sprzedaży” zdjęć w świetle prawa podatkowego będzie kwalifikowane jako przychód z praw majątkowych, co wynika z treści art. 18. „Za przychód z praw majątkowych uważa się w szczególności przychody z praw autorskich i praw pokrewnych w rozumieniu odrębnych przepisów, praw do projektów wynalazczych, praw do topografii układów scalonych, znaków towarowych i wzorów zdobniczych, w tym również z odpłatnego zbycia tych praw.” Przy jakich więc czynnościach prawnych pojawi się nam przychód z praw majątkowych? Zapewne w każdej sytuacji, gdy będziemy mieli do czynienia ze sprzedażą majątkowych praw autorskich do fotografii, jak również w sytuacji udzielenia licencji do korzystania z fotografii (nie ma żadnego znaczenia rodzaj udzielanej licencji). Mamy już zidentyfikowany przychód. Co z kosztami? Czy są jakieś koszty? Jeżeli są, to kto może je odliczyć? Jeżeli prowadzisz działalność gospodarczą i rozporządzasz prawami majątkowymi w ramach tej działalności, to rozliczasz się na zasadach ogólnych, albowiem do przychodów określonych w art. 14, czyli osiąganych w ramach działalności gospodarczej, nie stosuje się przepisu art. 22 ust. 9 pkt 3. Przepis art. 22 ust. 9 pkt 3 jest bardzo ważny dla osób, które rozporządzają swoimi prawami do zdjęć, a nie prowadzą działalności gospodarczej. Pamiętasz, że jesteś twórcą w rozumieniu Ustawy? Skoro jesteś twórcą i nie prowadzisz działalności gospodarczej, to koszty uzyskania przychodu określa się w Twoim przypadku w wysokości 50 % uzyskanego przychodu.
Art. 22 ust. 9 pkt 3. Koszty uzyskania niektórych przychodów określa się z tytułu korzystania przez twórców z praw autorskich i artystów wykonawców z praw pokrewnych, w rozumieniu odrębnych przepisów, lub rozporządzania przez nich tymi prawami – w wysokości 50 % uzyskanego przychodu, z tym że koszty te oblicza się od przychodu pomniejszonego o potrącone przez płatnika w danym miesiącu składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe oraz na ubezpieczenie chorobowe, o których mowa w art. 26 ust. 1 pkt 2 lit. b, których podstawę wymiaru stanowi ten przychód.
Koszty w wysokości 50% stosuje się zarówno w przypadku przeniesienia autorskich praw majątkowych, jak również w przypadku udzielenia licencji. Dobra wiadomość to taka, że każdorazowo gdy udzielasz licencji, możesz określić koszty na poziomie 50% przychodów (a np. przy licencji na wynalazek można tylko raz skorzystać z odliczenia kosztów). Żeby skorzystać z dobrodziejstwa określenia kosztów na poziomie 50% przychodu musisz być twórcą utworu, którym rozporządzasz. Jeżeli masz prawa do danego zdjęcia, ale nie jesteś jego autorem, to niestety ta zasada Ciebie nie będzie dotyczyła.
Co z zaliczką na podatek? Jeżeli nabywcą autorskich praw majątkowych lub licencjobiorcą jest osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą, osoba prawna i jej jednostki organizacyjne oraz jednostka organizacyjna niemająca osobowości prawnej (np. spółka cywilna), to są one obowiązane jako płatnicy pobierać zaliczki na podatek dochodowy (art. 41 ust.1).
Czas na podsumowanie. Jeżeli jesteś twórcą (autorem zdjęcia) i nie dokonujesz zbycia autorskich praw majątkowych (lub nie udzielasz licencji) w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, to możesz zastosować koszty w wysokości 50% przychodów.
Zaszufladkowano do kategorii F-LEX, Podatki	| Tagi: opodatkowanie praw majątkowych, przychód ze "sprzedaży" zdjęć, sprzedaż na fotostockach	| 4 komentarze
Opublikowany 24 kwietnia 2012 przez dar_wro
W tym roku w Europie odbędą się co najmniej dwa duże wydarzenia sportowe: Mistrzostwa Europy w piłkę kopaną oraz Letnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Wspominam o tym, bo wpisuje się to w temat dzisiejszego F-LEXa. Swego czasu, w sumie całkiem niedawno, bo w lutym pisałem o tym, jak byłoby fajnie, gdyby na Starym Kontynencie, wzorem amerykanów rozróżniać „right of publicity” od ochrony wizerunku w celach komercyjnych. Jakie to ma jednak powiązanie z przywołanymi powyżej dwoma imprezami sportowymi? Ma i o tym właśnie dzisiejszy wpis. W polskim prawie pojawia się bowiem coś na kształt prawa do komercyjnego wykorzystania wizerunku. A wszystko to za sprawą ustawy o… sporcie. Nie inaczej, właśnie ustawa z dnia 26.06.2010 r. o sporcie (Dz.U. nr 127, poz. 857 ze zm.) zawiera regulacje dotyczące komercyjnego wykorzystania wizerunku. Warto przypomnieć, że pierwsza regulacja w tym zakresie zawarta była, w nieobowiązującej już ustawie z 2005 r. o sporcie kwalifikowanym.
Art. 14. 1. Członek kadry narodowej udostępnia, na zasadach wyłączności, swój wizerunek w stroju reprezentacji kraju polskiemu związkowi sportowemu, który jest uprawniony do wykorzystania tego wizerunku do swoich celów gospodarczych w zakresie wyznaczonym przez regulaminy tego związku lub międzynarodowej organizacji sportowej działającej w danym sporcie.
Z przepisów tych wynika, że jedynym uprawnionym do „gospodarczego” korzystania z wizerunku sportowca danej dyscypliny w stroju reprezentacji kraju przysługuje konkretnemu polskiemu związkowi sportowemu lub PKOL. Ewidentnie jest to przykład komercyjnego wykorzystania prawa do komercyjnego wykorzystania wizerunku, o czym wspominałem w „Right of publicity”.
Sąd Najwyższy (sprawa o sygn. akt I CSK 160/09) uznał, że „udostępnienie wizerunku jest czymś więcej niż wyrażeniem zgody w rozumieniu art. 81 Pr.aut., zatem wola zawodnika przynależności do reprezentacji kraju jest równoznaczna z jego zgodą na wykorzystanie wizerunku w granicach określonych w art. 33 ust. 1 ustawy [uwaga: obecnie art. 14 ust. 1 ustawy o sporcie, wyrok odwołuje się do treści ustawy z 2005 r.]. Z wykładni językowej tego przepisu wynika, że zawodnik udostępnia na zasadach wyłączności polskiemu związkowi sportowemu swój wizerunek w stroju reprezentacji kraju, przy czym zakres jego wykorzystania ustawodawca pozostawił do określenia związkowi sportowemu w wewnętrznych aktach organizacyjnych. Oznacza to, że zawodnik nie może bez zgody polskiego związku sportowego upoważniać osób trzecich do wykorzystywania jego wizerunku w stroju reprezentacyjnym. Wykorzystanie wizerunku do celów gospodarczych oznacza także cel zarobkowy, zgodny z funkcją danego polskiego związku sportowego, który nie może być sprzeczny z jego statutowymi zadaniami. Taka działalność obejmuje m.in. zawieranie umów wzajemnych, które mogą polegać na udostępnieniu kontrahentowi wizerunku członków kadry narodowej w stroju reprezentacji kraju w zamian za świadczenie pieniężne wykorzystywane na realizację statutowych zadań, np. na szkolenie zawodników kadry. Charakterystyczne jest, że ustawodawca użył wyrażenia “wykorzystywanie” wizerunku, mającego szerszy zakres znaczeniowy niż “rozpowszechnianie”, o którym mowa w art. 81 Pr.aut.”
Co to wszystko oznacza dla amatora? Co w przypadku, gdy uda Ci się wnieść aparat na stadion albo sfotografujesz pana X lub Y wychodzących z hotelu w stroju reprezentacyjnym? Czy cytowane przepisy i orzeczenie mają jakiś wpływ na Twoje uprawnienia? Raczej w niewielkim stopniu. Przepis art. 14 ustawy o sporcie nie wprowadza zakazu fotografowania lub zakazu publikowania wizerunku sportowca. Uważny czytelnik F-LEXa zapewne pamięta, że fotografować można każdego, no prawie każdego (dla nieuważnych podpowiedź: szukajcie tekstu, w którym pisałem o art. 191a kodeksu karnego), nie zawsze można natomiast rozpowszechniać jego wizerunek. Jeżeli będziesz chciał opublikować wizerunek sportowca X lub Y, to przede wszystkim musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy masz do tego prawo na podstawie art. 81 ust. 2 Ustawy. Z treści cytowanego art. 14 wynika bowiem, że sportowiec nie ma możliwości wyrazić Ci zgody na publikowanie i wykorzystanie wizerunku w stroju reprezentacyjnym (to prawo przysługuje polskiemu związkowi sportowemu, do którego należy), jak również dokonana przez Ciebie zapłata za pozowanie nie spowoduje, że uzyskasz prawo w tym zakresie. Nie zmienia to jednak faktu, że np. zdjęcie grającego na boisku piłkarza, stanowiącego element sytuacji podbramkowej, można śmiało publikować.
Zaszufladkowano do kategorii Ochrona, Prawo autorskie, Wizerunek	| Tagi: komercyjny wizerunek, wizerunek sportowca	| Napisz odpowiedź
Update – 02.07.2015. Zajrzyjcie do wpisu “Niezgodność z Konstytucją”. W dniu 23 czerwca 2015 r. Trybunał Konstytucyjny uznał przepis art. 79 ust. 1 pkt 3 b Ustawy za niezgodny z Konstytucją.
Subiektywnie o Nikonie D800
Opublikowany 17 kwietnia 2012 przez dar_wro
Dzisiaj będzie bardzo nieobiektywnie, czyli moje spostrzeżenia dotyczące nowego Nikona, albo D800 widziany oczyma amatora. Najkrótsza recenzja zawiera się w dwóch słowach: JEST FAJNY. Na tym można byłoby zakończyć dzisiejszy wpis, ale byłoby to chyba nie do końca poważne. 🙂 Każdy kto oczekuje rzetelnego testu musi poczekać na zapowiedziane testy w DVF czy FOTO-KURIERZE.
Większość, jak nie wszyscy porównują D800 albo do nowej puszki Canona, co ma jakieś problemy, albo do D700. Tak przy okazji wpis o D700 jest już nieaktualny. D700 czeka na przyjazd z Krakowa nowego Pana. 😉 Jeżeli w swoich spostrzeżeniach będę robił jakieś odwołania, to będą do mojego pieszczocha, czyli do D3s. Przy okazji pozdrawiam serwis NIKONA i zachęcam do rozpoczęcia naprawy (pierwszy tydzień już minął).
Nikon ma jedną wielką zaletę. Jeżeli kiedykolwiek robiło się zdjęcia aparatem tej firmy, to nie ma najmniejszych problemów z „odpaleniem” następców. Nie powiem, zmiany są, ale nie aż tak drastyczne, że nie można sobie z tym poradzić. Zwłaszcza, jeżeli się wcześniej o tym czytało. Oczywiście chodzi o tryb wyboru pola autofokusa oraz rodzaju autofokusa (AF-S, czy AF-C).
Na lewym kółku w D800 pojawił się dodatkowy przycisk, znany posiadaczom D3s, a kompletnie obcy właścicielom D700. Przycisk dotyczący braketingu. Przyznam się, że wielokrotnie łapałem się na tym, że biorąc D700 do ręki szukałem guzika z braketingiem, zapominając, że obsługuje się go tylko z pozycji menu. Mała rzecz, a cieszy. Zwłaszcza, jeżeli ma się „złe” nawyki z D3s.
Inny „bajer” znany w D3s, a obcy w D700, który zagościł w D800, to rozszerzone banki menu. Rzecz, którą Canonierzy mieli od prawie zawsze (pozycja C1, C2, C3 – można było im zazdrościć), a Nikon tylko na najwyższej półce. Obecnie w D800 są rozszerzone banki, co pozwala do każdego banku przypisać dedykowane parametry ekspozycji. Kolejna rzecz dosyć istotna. W D700 tego mi brakowało. Chociaż na forum DFV jeden z czcigodnych moich kolegów Nikoniarzy starał się mi wmówić, że w D700 są rozszerzone banki. Ano nie ma, nie było i nie będzie. Może w D700s, jeżeli takowy kiedykolwiek ujrzy światło dzienne.
Duża zmiana na plus, zarówno w stosunku do D700, jak i do D3s, to obsługa i działanie podglądu na żywo. Po pierwsze w D800 podgląd na żywo włączany jest przyciskiem (tak jak w D3s). Koniec z kłopotliwym włączaniem LV za pomocą lewego pokrętła (tak jest w D700). I kolejna moim zdaniem mała rewolucja, ale jakże przydatna, w zakresie LV. W D800 jest po prostu LV, natomiast zarówno w D3s, jak i D700 mamy LV tryb statywu i tryb bez statywu. Taka konieczność ciągłego przełączania bardzo mnie irytowała, zwłaszcza, że zdarzało mi się o tym zapomnieć. W D800 jest po prostu LV (bez żadnych tam trybów). O skłamałbym troszkę. 😉 Są tryby: fotografowanie i filmowanie. Ale akurat to jest przełącznik przy guziku LV. Swoją drogą bez przełączenia w tryb filmowanie trudno będzie zacząć filmować. 🙂
Z drobniejszych rzeczy, które cieszą, to pozycja d7 w menu – Pokaż ISO/łatwe ISO. To, że w miejscu gdzie normalnie wyświetlana jest liczba wykonanych zdjęć, wyświetlana jest wartość ustawionego ISO, to w zasadzie mały pikuś (można sobie sprawdzić w wizjerze, a w D3s na dolnym wyświetlaczu). Ważniejsze jest to, że przy wyborze tejże opcji, gdy aparat ustawiony jest w trybie A (tryb priorytetu przysłony), za pomocą głównego pokrętła sterującego… można zmieniać wartość ISO. Dla mnie rewelacyjne rozwiązanie! Ciemny kościół, brak możliwości użycia statywu, zapewne priorytet A na puszce. Chcę zrobić zdjęcie, ustawiam przysłonę, a tu okazuje się, że czas za długi. Wtedy bez konieczności manipulowania w menu po prostu kręcę sobie kółkiem przednim. Doprawdy świetne rozwiązanie, a przede wszystkim jakie praktyczne.
Są też „minusy”. NEF ważący około 42 MB, JPG ważący 18 MB (a TIFF bagatela 108 MB). Niestety aparat jest bardzo „kartożerny”. Do tej pory dwie szesnastki w D3s i ósemka w D700 starczyły na obfotografowanie 3-4 dniowej Florencji. Dwie szesnastki w D800 to raptem razem około 300 ujęć, a gdzie tu jeszcze miejsce na filmiki? O filmowaniu napiszę pewnie kiedy indziej. Jedno co powiem, to że D800 jest królem, w porównaniu z D3s. Według mnie w D3s funkcja filmowania wrzucona jest na doczepkę, a w zasadzie jej nie ma (zresztą nie ma chyba nikogo, kto kupiłby D3s dla funkcji filmowania), natomiast przy D800 zaczynam poznawać, czym jest filmowanie lustrzanką i jaką może sprawiać radość.
Zaszufladkowano do kategorii F-LEX	| Tagi: Nikon D800, subiektywna opinia amatora, test D800	| 11 komentarzy
Opublikowany 16 kwietnia 2012 przez dar_wro
Często zdarza mi się na F-LEX psioczyć na wydawców, ale staram się za każdym razem być obiektywny. Dlatego też musiałem popełnić dzisiejszy wpis w ich obronie.
Na stronie fotoprawo.pl można znaleźć statystyki dotyczące zamieszczania przez poszczególnych wydawców informacji o autorze publikowanego zdjęcia. W ramach wstępu napisano, że „podpisywanie zdjęć imieniem i nazwiskiem lub pseudonimem ich autorów to dobry obyczaj świadczący o poszanowaniu praw autorskich”. U czytelnika może w związku z tym pojawić się, ba wręcz narzucić myśl, że Ci wydawcy, którzy nie podpisują publikowanych zdjęć, nie szanują praw autorskich. Zapewne intencje autora statystyk są szczere, ale moim zdaniem taka statystyka nie świadczy o naruszaniu przez wydawców autorskich praw osobistych. Skąd takie przekonanie? Osoba przygotowująca statystykę zapewne nie wie, jakie są ustalenia pomiędzy autorem a wydawcą lub autorem a podmiotem sprzedającym, bądź udostępniającym zdjęcia do publikacji. Przypomnę, że osobiste prawo autorskie jest ściśle związane z autorem utworu (fotografii). To autor decyduje, czy zdjęcie oznaczyć swoim imieniem i nazwiskiem, bądź pseudonimem. Ten sam autor ma również możliwość podjąć decyzję o publikacji zdjęcia anonimowo.
Art. 16. pkt 2. Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w szczególności prawo do oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo.
Więcej na ten temat znajdziecie w ”(c) dar_wro”. Z racji tego, że przywołany wpis z F-LEXa jest dosyć „ świeży”, to nie ma sensu powielać go i na nowo przedstawiać wszystkie wskazane tam argumenty. Jak podaje fotoprawo.pl „Celem poniższych statystyk jest wskazanie jaki procent zdjęć jest podpisanych w poszczególnych tytułach.” U mnie wciąż rodzi się pytanie: Czemu to ma służyć i co udowodnić? W odsetku zdjęć niepodpisanych będą zapewne znajdowały się zdjęcia, których autorzy:
a) zgodzili się na publikacje anonimowo lub
b) zgodzili się na nieumieszczanie informacji o autorze,
c) nie wiedzą o publikacji (czyli naruszono co najmniej ich autorskie prawa osobiste).
Jaki jest procentowy udział tych poszczególnych „grup” w puli zdjęć niepodpisanych? Zapewne się tego nie dowiemy, bo autorzy przedstawionych statystyk takiej wiedzy prawdopodobnie (tu zachodzi prawdopodobieństwo graniczące z pewnością) nie posiadają. Zatem gwoli sprostowania. Nie każde zdjęcie opublikowane przez wydawcę bez wskazania jego autora jest niezgodne z prawem i nie świadczy o braku poszanowania praw autorskich. Co więcej, niepodpisanie zdjęcia, w sytuacji gdy autor sobie tak zażyczył, jest przejawem poszanowania jego prawa.
Jak dla mnie przywołana na wstępie statystyka jest więc trochę sztuką dla sztuki. Zresztą jak każda statystyka. Skoro „statystycznie co drugi Polak bije żonę”, a ja swojej nie biję, to Ty Drogi Czytelniku …………………. 😉 No właśnie. Tak samo jest z tymi wykresami na fotoprawo.pl. 🙂
Zaszufladkowano do kategorii Prawo autorskie	| Tagi: autorskie prawa osobiste, prawo do oznaczenia utworu przez autora	| 5 komentarzy
Opublikowany 13 kwietnia 2012 przez dar_wro
Dzisiejszy temat podrzuciła Świętokrzyska Czarownica, za co bardzo dziękuję. 🙂 Wydawcy czasami mają inny pogląd na prawo do wizerunku. Na internetowej stronie „Rzeczpospolitej” pod każdym zdjęciem pojawia się taki oto tekst:
Zaszufladkowano do kategorii Prawo autorskie, Wizerunek	| Tagi: ochrona wizerunku, wizerunek	| 3 komentarze
Opublikowany 12 kwietnia 2012 przez dar_wro
Na „Szturchańcu” ostatnio było w „Nie drażnić fana!” o Williamie Egglestonie. Sztuka to, czy też nie? Podoba się, czy się nie podoba? Dobre, czy kiczowate? Te pytania zostaną na moim blogu bez odpowiedzi. Niech piszą o tym inni. Na F-LEX zwrócę jednak uwagę na zagadnienia prawne, jakie są poruszone we wpisie Piotra.
Czym są te pojedyncze sprzedane fotografie? Ktoś pamięta? Systematycznemu czytelnikowi powinno coś świtać w głowie. Pisałem o tym w „$4,338,500”, jak również „Odbitkach wujka Leona”. Najkrócej można powiedzieć, że są to egzemplarze utworu. Oczywiście o ilości wprowadzanych „do obiegu” egzemplarzy decyduje właściciel majątkowych praw autorskich. Jest to jego święte prawo. Prawa tego nie wyzbywa się (u nas) w dacie sprzedaży egzemplarza utworu, no chyba że… . Zgodnie z art. 52 ust.1 Ustawy jeżeli umowa nie stanowi inaczej, przeniesienie własności egzemplarza utworu nie powoduje przejścia autorskich praw majątkowych do utworu. Brak jakiejkolwiek wzmianki w umowie dotyczącej odbitki powoduje, że majątkowe prawo do wprowadzania utworu (zdjęcia jako utworu – nie odbitki) do obrotu pozostaje przy właścicielu (np. fotografie). Kupujący nie nabywa ani majątkowych praw autorskich, ani nie uzyskuje licencji do eksploatacji Utworu (zdjęcia). O tym, jakie ma prawa nabywca względem kupionej odbitki, znajdziecie w przywołanych powyżej wpisach na F-LEX. Przypominam przy okazji, że przenoszenie majątkowych praw autorskich wymaga formy pisemnej pod rygorem nieważności (art. 53 Ustawy). Nabywca więc nie może później przed sądem podnosić, że sprzedający powiedział mu, że wraz z odbitką przenosi na niego prawa autorskie do zdjęcia. Bez bumagi ani rusz! 😉
Nie oznacza to oczywiście, że w Polsce nabywca prac Egglestona nie miałby żadnych szans (zakładam dla potrzeb F-LEX hipotetycznie, że nie ma zawartej pomiędzy Panami umowy). Skoro sprzedaż odbitki nie dokonała się w oparciu o przepisy dotyczące obrotu majątkowymi prawami autorskimi, to należy przejść na prawo kontraktowe i przepisy prawa cywilnego. W tym przypadku przepisy kodeksu cywilnego dotyczące sprzedaży rzeczy (wszak odbitka jest rzeczą) oraz przepisy dotyczące odpowiedzialności kontraktowej. Nabywca musi jednak w sądzie wykazać, że sprzedający gwarantował mu, że jest to jedyny egzemplarz i że zobowiązał się nie wprowadzać kolejnych egzemplarzy do obrotu. Jeżeli to zostanie udowodnione przed sądem, to będzie można uznać, że sprzedający nie wypełnił warunków umowy i „nabyty towar ma wadę”. Sprzedający bowiem zobowiązał się nie tylko sprzedać egzemplarz zdjęcia, ale również do powstrzymania się od korzystania ze swojego prawa majątkowego, polegającego na możliwości wprowadzania kolejnych egzemplarzy danego utworu. Naruszając obowiązek powstrzymania się od wprowadzania do obrotu kolejnych egzemplarzy utworu nie dotrzymał zobowiązania umownego. Zatem mamy do czynienia z nienależytym wykonaniem umowy cywilnej.
Masz dużo pieniędzy, jesteś fanem Egglestona i chcesz nabyć jedyny egzemplarz. Jak się ustrzec przed takimi wybrykami sprzedawcy? Skoro to ma być jeden, jedyny egzemplarz, to najprościej byłoby wraz z tym egzemplarzem nabyć majątkowe prawa autorskie w zakresie wprowadzania Utworu (zdjęcia) do obrotu wszelkimi technikami. Będziesz miał nie tylko jedyny egzemplarz, ale również prawo decydowania o zrobieniu sobie jeszcze dwóch, trzech, a może i miliona dodatkowych egzemplarzy. 😉 Jeżeli pomimo takiej umowy zrobiłby to Eggleston, to miałbyś do zastosowania również cały wachlarz roszczeń przewidzianych w art. 79 Ustawy, a nie tylko kodeks cywilny.
Limitowanie edycji ma pewien sens. Zwłaszcza w zakresie „Droit de suite”. „Droit de suite” odnosi się bowiem nie tylko do oryginału, ale także do kopii uznanych za oryginał (kopie są uznane za oryginalne egzemplarze utworu, jeżeli zostały wykonane osobiście, w ograniczonej ilości, przez twórcę lub pod jego nadzorem, ponumerowane, podpisane lub w inny sposób przez niego oznaczone).
Zaszufladkowano do kategorii F-LEX	| Tagi: egzemplarz utworu, wprowdzenie utworu do obrotu	| 2 komentarze
Nikon D700 do sprzedania
Opublikowany 5 kwietnia 2012 przez dar_wro
Update: Wpis nieaktualny.
Dzisiaj trochę prywaty. Nie będzie nic o paragrafach w fotografowaniu. Chciałbym po prostu zakomunikować, że aparat Nikon D700 szuka nowego Pana. Wszystko co dotyczy sprzedaży znajdziecie TUTAJ.
Kupiony dwa lata temu. Obecny przebieg migawki to 12.255 cyknięć, na 150 tyś., które „gwarantuje” NIKON. Stan idealny. Żadnych śladów użytkowania. Jedyne widoczne ślady, to rysy na bagnecie, co jest zrozumiałe przy wymianie obiektywów. Aparat jest solidny, jak autor F-LEX’a. 🙂
Jedynej rzeczy, której brakuje do kompletu, to osłona monitora LCD BM-9. Połamała się przy zdejmowaniu. 😉 Jakie robi zdjęcia? Zajrzyjcie do zakładki “Mój Flickr”.
W przypadku dodatkowych pytań proszę o kontakt na e-mail.
Zaszufladkowano do kategorii F-LEX	| Tagi: lustrzanka FX, Nikon D700 do sprzedania	| 2 komentarze
“Stuff”, czyli rzecz o tajemnicy
Opublikowany 4 kwietnia 2012 przez dar_wro
Amsterdam - Targ kwiatowy
Lektura „Fotografii prasowej” Kennetha Kobré po raz kolejny jest przyczynkiem do skreślenia kilku słów na blogu. Nadal będzie o fotografowaniu. Tym razem fotograf zawita na salę sądową. Nie, nie będziemy go o nic hipotetycznie oskarżać, nie będzie on również tam zawodowo. Fotograf zostaje powołany na świadka w procesie. Wróćmy do książki Kennetha Kobré. Opisuje on tam przypadek reportera dziennika „Louisville Courier-Journal”, który został wezwany w charakterze świadka. Fotoreporter zrobił reportaż o wytwarzaniu haszyszu, a na jednym ze zdjęć widniała ręka nad stołem w laboratorium. Z podpisu zdjęcia wynikało, że na stole są narkotyki. Dziennikarz powołał się na Pierwszą Poprawkę i przepisy stanowe, które nakazują chronić poufne źródła informacji. Z opisu wynika, że na nic się zdało to powoływanie, gdyż Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uznał, „że fotograf był świadkiem przestępstwa, a sprawcy przestępstwa nie przysługuje ochrona prawna wynikająca z przywołanych przepisów”.
Przełóżmy tę sytuację na nasze rodzime realia i obowiązujące prawo w tym zakresie. Jeżeli jest mowa o dziennikarzu, to zapewne należy zerknąć do ustawy z 26 stycznia 1984 r. prawo prasowe (Dz.U. nr 5, poz. 245 z późn. zm.). Swoją drogą ciekawe, kiedy wreszcie doczekamy się nowej, nowoczesnej regulacji w zakresie prawa prasowego. Należałoby zacząć od pojęcia dziennikarz, które jest samo w sobie niejednoznaczne. Art. 7 ust. 2 pkt 5 prawa prasowego stanowi, że dziennikarzem jest osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji. Z definicji tej wynika, że w zasadzie „stosunek z redakcją” będzie podstawowym kryterium uznania kogoś za dziennikarza. Nie można odmówić więc przymiotu dziennikarza np. fotoreporterowi, który współpracuje z redakcją na podstawie umowy zlecenia, bądź umowy o dzieło. Można spotkać również komentarze wskazujące także na freelancerów, czy też studentów na praktyce w redakcji.
Wróćmy do opisanej powyżej sytuacji z USA. Artykuł 15 ust. 2 prawa prasowego stanowi, że dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy:
Cytowany przepis określa tajemnicę dziennikarską. Zwolnienie z mocy prawa określone jest w art. 16, który zwalnia od zachowania tajemnicy zawodowej, o której mowa w art. 15 ust. 2, w razie gdy informacja, materiał prasowy, list do redakcji lub inny materiał o tym charakterze dotyczy przestępstwa określonego w art. 254 Kodeksu karnego albo autor lub osoba przekazująca taki materiał wyłącznie do wiadomości dziennikarza wyrazi zgodę na ujawnienie jej nazwiska lub tego materiału. Na dzień dzisiejszy treść art. 16 prawa prasowego jest ewidentnym przejawem niechlujstwa naszego Ustawodawcy. Odwołuje się wciąż do treści art. 254… starego, nieobowiązującego kodeksu karnego W międzyczasie został uchwalony nowy kodeks karny i powinno się zmienić odwołanie w art. 16 prawa prasowego. Niestety zapomniano o tym. Błąd legislacyjny na etapie wprowadzania w życie nowego kodeksu karnego. W obecnym stanie prawnym zapewne chodzi o obecny art. 240 k.k. Odwołanie do tego przepisu kodeksu karnego jest dosyć istotne, gdyż zawiera on katalog przestępstw, o których popełnieniu każdy obywatel ma obowiązek powiadomić organy ścigania. Nie dokonując zawiadomienia, sami popełniamy przestępstwo (także fotoreporter). Z tajemnicy zawodowej może zostać zwolniony dziennikarz tylko w postępowaniu karnym i to tylko przez sąd. Zgodnie z art. 180 § 3 kodeksu postępowania karnego zwolnienie dziennikarza od obowiązku zachowania tajemnicy nie może dotyczyć danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również identyfikację osób udzielających informacji opublikowanych lub przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych. W tym zakresie jest to zakaz bezwzględny, … z małym wyjątkiem. Nie dotyczy to przestępstw, o których mowa w art. 240 k.k. Tym razem mamy prawidłowe odwołanie do przepisu z kodeksu karnego. 🙂
Wracamy znowu do sytuacji opisanej przez Kennetha Kobré. Sprawdzamy, czy handel narkotykami mieści się w katalogu przestępstw, o których musimy zawiadomić organy ścigania (art. 240 k.k.). Odpowiedź jest negatywna, czyli źródło informacji jest chronione, a sąd nie może nas zmusić do jego ujawnienia. Nie mamy podstaw do składania jakichkolwiek zeznań. Oczywiście jest jeden haczyk. Trzeba być dziennikarzem. Jeżeli zdjęciem Jacka umieszczonym na DFV zainteresowaliby się śledczy, to musiałby z pewnością wyspowiadać się z niego, nawet jeżeli jest to tylko mąka. No chyba, że wykaże, iż jest to materiał prasowy na zlecenie redakcji DFV. 🙂
Jak wynika z dzisiejszego, może trochę skomplikowanego wpisu, nie każdy fotograf może skorzystać z dobrodziejstwa ochrony tajemnicy dziennikarskiej. Jednak dziennikarze przynajmniej teoretycznie powinni spać spokojnie. Teoretycznie, bo coraz to więcej jest przypadków, gdy organy powołane do egzekwowania prawa, same je łamią.
Dzisiaj bardzo duża garść paragrafów:
Obecny kodeks karny
Poprzedni kodeks karny
Art. 254. § 1. Kto, mając wiarygodną wiadomość o przestępstwie określonym w art. 122-124, 126-128 lub 148, nie zawiadamia niezwłocznie organu powołanego do ścigania o fakcie przestępstwa i okolicznościach jego popełnienia oraz o miejscu, w którym sprawca przestępstwa przebywał lub przebywa, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.
Art. 180. § 1. Osoby obowiązane do zachowania w tajemnicy informacji niejawnych o klauzuli tajności “zastrzeżone” lub “poufne” lub tajemnicy związanej z wykonywaniem zawodu lub funkcji mogą odmówić zeznań co do okoliczności, na które rozciąga się ten obowiązek, chyba że sąd lub prokurator zwolni te osoby od obowiązku zachowania tajemnicy, jeżeli ustawy szczególne nie stanowią inaczej.
Zaszufladkowano do kategorii F-LEX, Prawo prasowe	| Tagi: tajemnica dziennikarska, zakaz zwolnienia z tajemnicy	| Napisz odpowiedź