Source: http://poznajmy-prawde.blog.onet.pl/2011/06/09/
Timestamp: 2018-01-24 11:28:04
Legal References Found: art. 18
 art. 48
 art. 53
 art. 570
 art. 572
 art. 47
 Art. 18

Document Content:
9 czerwca 2011 | fakty nieujawnione
Dzienne archiwum: 9 czerwca 2011
Seksualna niemoralność doprowadzi was do piekła – Ostrzeżenie”
Posted by Dzieckonmp w dniu 09/06/2011
Orędzie nr.70 z serii Ostrzeżenie.
Opublikowany w Ostrzeżenie – Pilne orędzia 2010-2011 | Otagowane: apokalipsa, Objawienia, Orędzie, ostrzeżenie, Seksualna niemoralność | Komentarzy: 87 »
Posłowie narażają dzieci – za Nasz Dziennik.pl
Posłowie narażają dzieci
Nasz Dziennik, 2011-06-09
Sejmowe komisje: Polityki Społecznej i Rodziny oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej odrzuciły poprawki Senatu do ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej. Jeżeli cały Sejm zachowa się podobnie, zostanie otwarta furtka umożliwiająca układom homoseksualnym prowadzenie rodzinnych domów dziecka i rodzin zastępczych.
26 maja Senat przyjął poprawkę zgłoszoną przez Piotra Kaletę (PiS), która uniemożliwia osobom homoseksualnym prowadzenie rodzinnych domów dziecka i rodziny zastępczej. Poprawkę poparło 39 senatorów, a 37 było przeciwnych. Senator chciał także, aby osoby o orientacji homoseksualnej nie mogły być asystentami rodzinnymi, co przewiduje ustawa o pieczy zastępczej, ale tej poprawki senatorowie już nie poparli. Wczoraj do poprawek Senatu krytycznie ustosunkowały się sejmowe komisje: Polityki Społecznej i Rodziny oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Mimo to senator PiS Piotr Kaleta jest dobrej myśli, autor poprawki, która uniemożliwia homoseksualistom prowadzenie rodzinnych domów dziecka i rodziny zastępczej. Liczy na zdrowy rozsądek posłów. – Mam nadzieję, że posłowie otrzeźwieją, że PO, bo na dobrą sprawę tam będzie się wszystko decydowało, wystarczy zdrowego rozsądku, że nie będzie dyscypliny partyjnej i posłowie tej partii pokażą, że nie są przeciwko zdrowej polskiej rodzinie, a stanowisko komisji nie będzie dla nich wiążące – uważa senator Kaleta. O słuszności poprawki, która jest zgodna z dobrem dziecka i której należy bronić, przekonuje też poseł PiS Stanisław Ożóg, który stanowisko sejmowych komisji uważa za skandaliczne. Jego zdaniem, to niewyobrażalne, żeby w Narodzie Polskim o ponadtysiącletniej tradycji chrześcijańskiej usiłowano wprowadzać prawo godzące w naturę człowieka. – Zapomina się o wartościach, które pozwoliły nam przetrwać czasy rozbioru, które były zawsze wyznacznikiem i drogowskazem w naszej trudnej historii. Dodatkowo bulwersuje fakt, że dochodzi do tego zaledwie kilka tygodni po beatyfikacji Ojca Świętego Jana Pawła II – wielkiego obrońcy życia i rodziny – uważa poseł Ożóg. Rodzina to ojciec i matka. Nie da się tego zmienić forsowaniem na siłę irracjonalnych zasad. – Każdy, kto godzi w naturę, godzi w człowieka i w Naród. Mam nadzieję, że te idiotyczne poprawki zostaną odrzucone – mówi poseł PiS. W ocenie przeciwników torowania drogi osobom homoseksualnym, do wychowywania dzieci wystarczy wyobraźnia. – Wystarczy zadać pytanie rodzicom, których dzieci z różnych względów trafiają do rodzin zastępczych, czy chcieliby, aby ich dzieci trafiły do rodzin zastępczych, gdzie jest matka i ojciec, czy może są w stanie zaakceptować dom, w którym jest tatuś i tatuś bądź mamusia i mamusia? – pyta retorycznie senator Kaleta. Zgodnie z Konstytucją RP art. 18 rodzina to związek kobiety i mężczyzny.
Kara za ” złe” wychowanie – za Nasz Dziennik.pl
Kara za „złe wychowanie”
W piśmie z 29 kwietnia 2009 r. skierowanym przez dyrekcję Szkoły Podstawowej nr 3 w Olsztynie do III Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w tym mieście sformułowany jest wniosek o rozpatrzenie sytuacji rodzinnej dwóch córek państwa Korejwów. Dyrektor Joanna Sędrowska wytacza konkretne zarzuty wobec pana Andrzeja Korejwy, ojca dziewczynek. Sugeruje, jakoby jedna z nich, wtedy uczennica czwartej klasy, była w szkole smutna i wystraszona. W dokumencie znajduje się domniemanie, że może to być spowodowane zachowaniem ojca, który rzekomo utrudnia córce dostęp do edukacji.
„Ojciec kwestionuje wszystkie tematy związane z rozwojem człowieka” – taką puentę znajdujemy w piśmie do sądu. W szczególności chodzi o to, że dziewczynka nie uczestniczyła w cyklu spotkań „Przemoc fizyczna wobec dziecka. O dotykaniu, odmawianiu i pomaganiu, czyli jak dziecko może skutecznie sobie radzić z przemocą fizyczną i seksualną”. A spotkania te szkoła bardzo sobie ceni. Od kilku lat prowadził je pedagog i psycholog z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 1 w Olsztynie.
W zajęciach o „dotykaniu, odmawianiu i pomaganiu” pan Korejwo dostrzegł jednak niebezpieczeństwo niewłaściwego rozbudzania wyobraźni dziecka. – Stąd nie zgodziłem się na uczestniczenie naszej córki w nieobowiązkowej seksedukacji w szkole – podkreśla rodzic.
Miał do tego prawo. Zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji narodowej, którego nowelizacja obowiązuje od 1 września 2009 r., niepełnoletni uczeń nie uczestniczy w zajęciach z edukacji seksualnej, jeżeli jego rodzice zgłoszą dyrektorowi szkoły rezygnację na piśmie (par. 4.1). – Uczyniliśmy to 2 września 2009 r. – relacjonuje pan Korejwo. – Osobiście uważam, że o takich rzeczach nie rozmawia się z dziećmi w wieku 10 lat – zauważa.
Państwo Korejwowie mają świadomość swoich praw. Jak tłumaczą, to rodzice decydują o wychowaniu i edukowaniu swoich dzieci, także w sferze prokreacji. Mówi o tym Konstytucja RP, która w art. 48 stanowi o wychowywaniu dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami z uwzględnieniem stopnia dojrzałości dziecka.
Jednak lista zastrzeżeń jest znacznie bogatsza. Szkoła miała za złe ojcu kwestionowanie ocen wystawianych dziecku przez nauczycieli, formułowanie przez niego uwag do zadań pojawiających się na sprawdzianach z matematyki czy do niektórych treści i zdjęć ze szkolnych podręczników, np. reprodukcji z książki do plastyki.
- Jako rodzic mam prawo i obowiązek dbać o prawidłowy i właściwy rozwój moich dzieci. Tam gdzie zachodzi konieczność, mam prawo interweniować, gdy uważam za niestosowne działanie wychowawców czy pedagogów – kontruje pan Korejwo, który o perypetiach swojej rodziny postanowił opowiedzieć „Naszemu Dziennikowi”.
To dlatego na szkolnym zebraniu Andrzej Korejwo zaprezentował podręcznik do plastyki. – Zauważyłem, że autor zamiast osiągnięć architektury, prezentacji stylów czy sztuki sakralnej zamieścił nieproporcjonalnie liczne akty nagich kobiet i mężczyzn. Zwracałem uwagę, że pokazywanie obrazów nagich ciał kobiecych i męskich dziesięciolatkom na lekcji plastyki jest niestosowne i niewłaściwe w publicznej instytucji państwowej, jaką jest szkoła podstawowa – mówi ojciec.
Bo to katolicka rodzina
Placówka skarży się też sądowi, że ojciec nie podał do szkolnej dokumentacji numeru PESEL podczas zapisywania do pierwszej klasy drugiej córki. Co na to Andrzej Korejwo? – Pani dyrektor zarzuca mi, że nie podałem PESEL-u dziecka, podczas gdy jego podanie nie jest obowiązkowe. Brak tej informacji nie wpływa na promocję dziecka do następnej klasy. Poza tym szkoła nie podaje przepisów, na podstawie których wymaga numeru PESEL – tłumaczy.
W rodzinie Korejwo jest pięcioro dzieci. „Jest to rodzina katolicka. Rodzice prawdopodobnie nie pracują. Pan Andrzej Korejwo, zapytany o miejsce zatrudnienia, powiedział, że to tajemnica” – ubolewa dyrektor szkoły. Jednocześnie przyznaje, że nieposyłana na kwestionowane zajęcia antyprzemocowe czy szkolne dyskoteki uczennica „jest miła, sympatyczna, zadbana, nie sprawia kłopotów wychowawczych”.
- Pani dyrektor w donosie do sądu podaje naszą przynależność wyznaniową, podczas gdy w Polsce 93 proc. obywateli jest takiego samego wyznania. Podając przynależność religijną, naruszono przepisy o wolności i swobodach religijnych, o czym stanowi art. 53 par. 7 Konstytucji RP – podnosi pan Korejwo, cytując: „Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania”.
Korejwo kwestionuje też inne zarzuty placówki, jak ten, że ze szkołą kontaktuje się tylko ojciec rodziny. – Ze szkołą kontaktuje się i kontaktowała także moja żona. A na temat pisma wystosowanego przez szkołę do sądu i treści w nim zawartych nikt nigdy z nami wcześniej nie rozmawiał – zaznacza. – Wszystkie decyzje związane ze szkołą i z naszymi dziećmi podejmujemy z mężem wspólnie. Ja o wszystkim wiem, w szkole bywam często, a to, co pani dyrektor napisała, było nieprawdą – dodaje Małgorzata Korejwo.
Chcieliśmy o sprawę zapytać szkołę, jednak dyrektor odmówiła rozmowy z „Naszym Dziennikiem”.
Pod nadzorem kuratora
To było jak grom z jasnego nieba. – Otrzymałem wezwanie do stawiennictwa z córką do sądu rodzinnego w Olsztynie. W sądzie czekały akty urodzenia dzieci. I prokurator, by odebrać nam dzieci – relacjonuje pan Andrzej.
Sąd Rejonowy III Wydział Rodzinny i Nieletnich w Postanowieniu z 7 października 2009 r. poddał wykonywanie władzy rodzicielskiej państwa Korejwo kontroli kuratora sądowego z obowiązkiem składania kwartalnych sprawozdań z nadzoru.
Sprawozdania kuratora miałyby pozwolić na ocenienie wpływu rodziców na dzieci – „(…) czy rzeczywiście są one tak silnie zdominowane i zastraszane przez rodziców, jak to wynika z zebranych do tej pory dowodów”. Sąd rejonowy zobowiązał też Andrzeja Korejwę do nieutrudniania realizowania obowiązku szkolnego przez małoletnie córki. Matkę dzieci zobowiązał zaś do zaangażowania się w proces edukacji szkolnej dzieci.
Według argumentacji sądu, ojciec dziecka – nie pozwalając mu na uczestniczenie w niektórych zajęciach – uniemożliwiał mu integrację z klasą oraz naruszał przysługujące dzieciom prawo do nauki i rozwoju. Zachowanie pana Korejwy miało destabilizować pracę nauczycieli, rzekomo przeszkadzało innym uczniom w nauce i istotnie wpływało na postawę jego własnych dzieci, które w związku z zachowaniem ojca mogły czuć dyskomfort psychiczny, być nim zażenowane i zawstydzone.
Sąd rejonowy przyznał jednocześnie, że nie rozpoznawał zarzutów Andrzeja Korejwy odnośnie do programu szkolnego i obowiązujących podręczników, uznał je bowiem za… niemające znaczenia w sprawie. Ustanawiając nadzór kuratorski „jako niezbędny do monitorowania sytuacji rodzinnej rodziny Korejwo”, sąd stwierdził jednocześnie, że istnieje konieczność powstrzymania ojca dzieci od „tak silnej ingerencji w proces edukacji córek”.
„Przeprowadzone postępowanie dowodowe potwierdziło (…) w ogromnej większości prawdziwość informacji przekazanych przez szkołę” – konkluduje sąd. Nie ujawnia jednak, na jakim materiale dowodowym się oparł, formułując ten wniosek.
Zabrakło krytycyzmu?
Sąd przyznaje, że sprawa nie dotyczyła kwestii zagrożenia zdrowia lub życia dzieci – chodziło o sposób wykonywania władzy rodzicielskiej. – Ta sprawa była na tle podejścia rodziców do programu edukacyjnego realizowanego przez szkołę – tłumaczy Krystyna Skiepko, wiceprezes Sądu Rejonowego w Olsztynie. – Chodziło o przyjęty sposób wychowania, o koncepcję wychowawczą na tle edukacji – dodaje. Jak wyjaśnia, w takim przypadku sąd jest zobligowany wszcząć postępowanie z urzędu oraz przeprowadzić postępowanie dowodowe.
Kwestie te reguluje kodeks postępowania cywilnego, a konkretnie art. 570 – „Sąd opiekuńczy może wszcząć postępowanie z urzędu”, oraz art. 572 par. 1 – „Każdy, komu znane jest zdarzenie uzasadniające wszczęcie postępowania z urzędu, obowiązany jest zawiadomić o nim sąd opiekuńczy”. Paragraf 2 tego artykułu doprecyzowuje: „Obowiązek wymieniony w ¤ 1 ciąży przede wszystkim na urzędach stanu cywilnego, sądach, prokuratorach, notariuszach, komornikach, organach samorządu i administracji rządowej, organach policji, placówkach oświatowych, opiekunach społecznych oraz organizacjach i zakładach zajmujących się opieką nad dziećmi lub osobami psychicznie chorymi”. Jednak jak wskazuje Skiepko, są takie przypadki, gdy sąd nic nie robi, stwierdzając, że nie ma podstaw do ingerencji. – To są bardzo trudne decyzje dla sądu, bo sąd wie, że władza rodzicielska i sposób wykonywania tej władzy zależy od rodzica – zaznacza.
Czy sąd nie przesadził? – Polskie prawo przewiduje wszczęcie postępowania przez sąd rodzinny, kiedy otrzymuje on wiadomość o zaistnieniu zdarzeń szkodzących dziecku. Ale to nie oznacza, że sąd musi przyjmować te informacje bezkrytycznie. W tym wypadku reakcja sądu rejonowego była, w moim przekonaniu, bezpodstawna. Dotyczyła bowiem drażliwej kwestii, która leżała w gestii rodzica. Szkoła nie jest jeszcze uprawniona do arbitralnego decydowania, co jest w tym zakresie lepsze lub gorsze dla dziecka. Jeżeli ponadto oboje rodzice są zgodni co do wychowania dziecka, to szkoła jako organ administracji publicznej nie może w to ingerować. Powinna raczej zająć się kwestią realnej przemocy w szkole czy problemem narkomanii – ocenia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mecenas Piotr Kwiecień specjalizujący się w prawie rodzinnym.
Warto o tym mówić, bo w dobie bezrefleksyjnego lansowania „poprawności politycznej” podobna sytuacja może zaburzyć spokój także innych rodzin. – To rodzice mają prawo i obowiązek wychowania swoich dzieci. Nikt nie może ich zmusić do tego, by zgodzili się na uczestniczenie swoich dzieci w zajęciach, które burzą na przykład system wartości przyjęty w rodzinie – stwierdza Ryszard Proksa, szef Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.
Obie córki państwa Korejwo nadal są uczennicami Szkoły Podstawowej nr 3 w Olsztynie. Rodzice są zadowoleni, że dobrze się uczą i nie sprawiają problemów wychowawczych.
Od postanowienia Sądu Rejonowego w Olsztynie Korejwowie wnieśli apelację do Sądu Okręgowego w Olsztynie VI Wydział Cywilny Rodzinny. Ten zmienił zaskarżone postanowienie, stwierdzając brak podstaw do ograniczenia władzy rodzicielskiej nad córkami. Jednocześnie podkreślił prawidłowość sprawowania władzy rodzicielskiej i uznał argumentację państwa Korejwo, powołujących się na przepisy konstytucyjne, według których to rodzice mają swobodę w kształtowaniu poglądów i wychowaniu swoich dzieci, „zaś dotychczas poczyniony przez nich trud wychowawczy nie wskazuje na jakiekolwiek zaniedbania w tym zakresie”. Tym razem nie było wątpliwości, że „w miarę prawidłowo funkcjonujące środowisko rodzinne ma zdecydowanie pierwszeństwo w procesie wychowania dzieci względem innych środowisk, w tym środowiska szkolnego”. Sąd stwierdza wreszcie, że „dążenie do unifikacji w wychowywaniu i kształceniu dzieci charakteryzowało władzę totalitarną, a władza demokratyczna pozwala na to, by niektórzy podlegli jej obywatele według własnego wyboru żyli w warunkach cywilizacyjnych i ekonomicznych (…)”. Postanowienie to jest prawomocne.
- Sąd na ten moment przy braku zmiany okoliczności uznaje, że brak jest podstaw do ograniczenia władzy rodzicielskiej. To są tzw. ruchome orzeczenia. W razie zmiany okoliczności mogą one ulec zmianie. Tu nie ma czegoś takiego jak powaga rzeczy osądzonych. Jeśli sąd rodzinny stwierdzi jakieś zaniedbania dotyczące opieki nad dziećmi, może ponownie wszcząć postępowanie o ograniczenie [władzy rodzicielskiej - przyp. red.] – tłumaczy sędzia Elżbieta Budna, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie. Jak dodaje, sąd może wszcząć takie postępowanie na formalny wniosek, który może złożyć m.in. szkoła. – A nawet jeśli to będzie osoba nieuprawniona, to też ten wniosek uzna za sygnał do podjęcia czynności sprawdzających, na przykład wysłania kuratora – mówi sędzia.
W grudniu 2009 r. Andrzej Korejwo zwrócił się do Prokuratury Rejonowej w Olsztynie o rozpatrzenie sprawy donosu, który w sądzie rejonowym złożyła szkoła. Jak wynika z tego zawiadomienia, córka państwa Korejwo była wypytywana w szkole o różne sprawy osobiste, m.in. o to, ile ma rodzeństwa, o sytuację materialną rodziny, czy występują w niej patologie, omawiane były również stosunki i więzi wewnątrzrodzinne. Jak podnosi ojciec, dane te są chronione prawem, art. 47 Ustawy Zasadniczej, który mówi, że „Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym”. Prokuratura Rejonowa w Olsztynie odmówiła jednak zajęcia się tą sprawą.
- To rodzina decyduje, według jakich wartości są wychowywane jej dzieci. Instytucja państwowa może ingerować, ale tylko wtedy, gdy dziecku ewidentnie dzieje się krzywda, gdy jest zagrożone jego bezpieczeństwo. Niestety, obecnie mamy taką tendencję, by państwo ingerowało we wszystkie sfery życia rodziny. Sprawa państwa Korejwo jest tego klasycznym przykładem – na szczęście sąd wyższej instancji uchylił decyzję o ingerencji. To jednak nie oznacza, że problemu nie ma – funkcjonuje już przecież ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która daje taką możliwość – zauważa poseł Marzena Machałek (PiS) z sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.
Wielowieyska ujawnia prawdziwy cel operacji”związki partnerskie”: to adopcja starszych dzieci z domów dziecka przez homoseksualistów -za Bibula.com
Wielowieyska ujawnia prawdziwy cel operacji “związki partnerskie”: to adopcja starszych dzieci z domów dziecka przez homoseksualistów
Aktualizacja: 2011-06-7 8:45 am
Od kiedy Donald Tusk, ulegając żądaniom środowisk homoseksualnych i środowisku “Gazety Wyborczej” zapowiedział, że Platforma Obywatelska po wyborach zajmie się wprowadzeniem do polskiego prawa tak zwanych związków partnerskich, a więc umożliwi homoseksualistom zawieranie quasi-małżeństw, prawe skrzydło PO znalazło się pod ostrzałem.
Środowisko “Wyborczej”, czując bliskie zwycięstwo, pragnie całkowicie Platformę skolonizować, czynią ją partią w pełni lewicową. Jak to wygląda w praktyce? Przekonał się o tym poseł PO Jarosław Gowin w Poranku TOK FM. Usłyszał od prowadzącej rozmowę z nim Dominiki Wielowieyjskiej m.in. urocze pytanie czy to jego osobę premier Tusk miał na myśli gdy mówił, że nie ma za grosz tolerancji dla homofobów w swojej partii.
Dalej było jeszcze ciekawiej. Ułańska szarża na rzecz homoseksualistów prowadzona przez Wielowieyską, w przeszłości kojarzonej z intelektualną tradycją katolicką, budziła podziw:
Dlaczego nie chce pan się zgodzić na to aby niektórzy w naszym kraju mieli prawo zalegalizować związek partnerski? Czy nie jest tak, że po prostu powinniśmy dać prawo tym ludziom, którzy są mniejszością seksualną właśnie do tych związków partnerskich.
Gowin odpowiadał:
Najpierw rozróżnijmy dwie sprawy. Czym innym jest konkubinat heteroseksualny czyli związki partnerskie kobiet i mężczyzn którzy z jakiś powodów nie chcą czy nie mogą zawierać małżeństwa czym innym związki homoseksualne.
Po tym rozróżnieniu powiedzmy: jeżeli zalegalizujemy związki hetereoseksualne to na mocy orzeczeń Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości będziemy zobowiązani także do legalizacji związków homoseksualnych. A potem się pojawi kolejne pytanie: związki heteroseksualne mają prawo do adopcji dzieci czy nie mają? Mają. To w imię równości także te drugie powinny mieć.
Czyli w ciągu 2-3 lat w imię niewinnie brzmiącego postulatu legalizacji związków partnerskich doszlibyśmy do sytuacji takiej jak w Hiszpanii czy niektórych krajach europejskich gdzie pary homoseksualne mogą adoptować dzieci. Dla mnie to jest nie do przyjęcia.
Gowin nazywa ten mechanizm “równią pochyłą”. Przypomina, że liderzy polskich środowisk homoseksualnych wprost żądają prawa do adopcji dzieci. Podkreśla, że polska konstytucja definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny.
I tu dochodzimy do istoty tego co stało się w czasie tej rozmowy. Trudno powiedzieć na ile świadomie Dominika Wielowieyska ujawniła bowiem prawdziwe cele całej akcji wprowadzania tak zwanych związków partnerskich. Pierwszy to radykalnie lewicowa inżynieria społeczna:
Pewna mniejszość seksualna jest w Polsce poniżana, bo tak jest. I ustanowienie związków partnerskich powodowałoby pewną przemianę świadomości Polaków, że to są pełnoprawni obywatele, którzy żyją obok nas.
Wielowieyska nie wyjaśniła na czym polega owo “poniżanie”. Ale później ujawniła drugi cel operacji:
Wielowieyska: Pytanie jest takie: czasami sa sytuacje skrajne. Wydaje mi się, że pańskie podejście jest niepotrzebnie ideologiczne. Bo co jest lepsze – rodzina zastepcza przez dobrze przygotowaną do tej roli osobą homoseksualną czy dom dziecka? Dla mnie jednak ten pierwszy wariant.
Jarosław Gowin: To jest jednak demagogia. W Polsce tak wiele małżeństw oczekuje na adopcje, że z tego typu sytuacjami prawie nie mamy do czynienia.
Wielowieyska: Głęboko się pan myli. Jeżeli chodzi o noworodki to oczywiście nie ma żadnych problemów z adopcją. Ale są dzieci starsze, które mają nieuregulowany status prawny. Sa w domu dziecka. Znalezienie dla nich rodziny zastępczej czy adopcyjnej jest bardzo trudne. Taki dylemat się może pokazać. Więc prosze mi wierzyć, jest masa dzieci starszych, które czekają na rodziny.
A więc wszystko jasne, to jest cel całej operacji o nazwie tak zwanych związków partnerskich. Starsze dzieci w rodzinach homoseksualnych. Dwóch homoseksualistów bierze na przykład z domu dziecka niedorozwiniętego psychicznie chłopca…
Tak, o to najwyraźniej chodzi. A Wieolwieyska, recytująca w czasie rozmowy podawane argumenty jak wyuczone, jak z kartki, niechcący ten cel ujawniła.
wu-ka, źródło: TOK FM
Za: wPolityce.pl (2011-06-07 ) (” Wielowieyska (niechcący?) ujawnia prawdziwy cel operacji „związki partnerskie”: to adopcja starszych dzieci z domów dziecka przez homoseksualistów”)
Adopcja homoseksualna groźna dla dzieci
Dlaczego ” beton konserwatywny” nie chce zaakceptować homo-związków – za PiotrSkarga.pl
– Świadczy to o tym, że premier mądrzeje. Jeśli będzie rządził z SLD po wyborach, to też dobrze będzie o nim świadczyć, będzie świadczyć o tym, że dojrzewa – stwierdził wówczas Włodzimierz Czarzasty. Przekonywał, że przygotowana przez SLD ustawa o związkach partnerskich jest bardzo potrzebna, bo rośnie liczba tego typu związków oraz rozwodów. Jego zdaniem, „23 proc. urodzeń to urodzenia pozamałżeńskie, dlatego należy odejść od konserwatywnej wizji rodziny, według której rodzina to tylko małżeństwo”.
Nie zgodził się z nim Marek Jurek. – Głównym problemem Polski jest dziś kryzys demograficzny i kryzys rodziny. By tego uniknąć trzeba umacniać rodzinę. Potrzeba ustawodawstwa, które wspiera rodzinę, a nie rozkład rodziny – stwierdził. – Słabnięcie rodziny to wyraz kryzysu społecznego, a nie postępu społecznego, co by wynikało z niektórych wypowiedzi polityków PO – dodał.
Z kolei w rozmowie Jacka Żakowskiego z komentatorami Tomaszem Lisem, Tomaszem Wołkiem i Wiesławem Władyką padły ostre słowa krytyki pod adresem tzw. betonu konserwatywnego, do którego – zdaniem komentatorów – dołączył Jarosław Gowin z PO, który powiedział , że „nigdy za taką ustawą nie podniesie ręki”.
Komentatorzy nie mogli zrozumieć konserwatywnej „fobii na punkcie seksualności”. Nie rozumieją, na czym polega problem. Dlaczego tzw. beton konserwatywny nie może zaakceptować faktu, że i tak dużo ludzi żyje w związkach pozamałżeńskich i tworzą „szczęśliwe rodziny”? Co mają przeciw temu, że po ulicy spacerować będą homoseksualiści trzymający się za ręce? Dodali, że pozycja przeciwników „małżeństw homoseksualnych: jest z góry przegrana. Redaktor Żakowski przekonywał, że moralność zmienia się i nie wiadomo jaka będzie za 100, 200 czy 1000 lat, dlatego nie ma się co upierać przy pewnych zasadach.
Odpowiada „beton konserwatywny”. Moralność nie zmienia się. Zmienia się obyczajowość, a to co innego. Zawsze byli tacy, którzy seks pozamałżeński (zgodnie z Bożymi Przykazaniami) uważali za rzecz niestosowaną, niedopuszczalną i co najważniejsze – za grzeszną. Taki sam stosunek mieli do aktów sodomskich, czy aborcji itp. Na przestrzeni wieków zmieniała sie jedynie obyczajowość a nie moralność.
Dzisiejszy problem i zdecydowany sprzeciw wobec związków partnerskich, pozwalających zalegalizować także tzw. związki jednopłciowe – a kto wie, czy w dalszej perspektywie, gdy społeczeństwo „dojrzeje”, nie zalegalizuje się związków ze zwierzętami czy przedmiotami – wynika z uzasadnionej obawy przed nachalnym narzucaniem światopoglądu, który na szczęście wciąż dla wielu jest zwyczajnie nie do zaakceptowania.
Legalizacja związków partnerskich wywraca do góry nogami cały system normatywny.
Uważna obserwacja postępu homo-ideologii – opium intelektualistów – dobitnie pokazuje do czego zmierza: wyrugowania chrześcijaństwa już nie tylko z życia publicznego, ale z umysłu ludzi.
Zastraszenie osób religijnych, deprawacja dzieci, agresywne ataki na zwolenników tradycyjnego małżeństwa w Kandzie, Szwecji, Hiszpanii, w krajach Ameryki Łacińskiej, w USA, czy nawet tak bardzo sprzyjającej homoseksualistom Wielkiej Brytanii, pokazuje, że obawy „nie biorą się z księżyca”. Niestety lobby homoseksualne jest bardzo wpływowe. Są jednak tacy, którzy w bardzo niesprzyjających warunkach wciąż potrafią walczyć o zasady.
Dopiero co media konserwatywne donosiły o trwającej batalii rodziców z władzami oświatowymi z Ontario, które chcą wprowadzić nowy „program antyhomofobiczny”, który będzie karał uczniów nieakceptujących sodomii. Kilka dni temu prezydent Brazylii, Dilma Rousseff, tak bardzo sprzyjająca ideologii homoseksualnej, po wielomiesięcznych protestach Brazylijczyków, musiała wycofać ze szkoły oenzetowskie, skandaliczne materiały edukacyjne dla dzieci, które narażały je na straszną deprawację. Po zapoznaniu się z nimi, stwierdziła: „To koniec świata”.
Tak, konserwatyści, którzy wybiegają w przyszłość i którym zależy na dobru wspólnym, dostrzegają te realne zagrożenia i mówią o nich otwarcie. Ciekawe, czy któryś z szanowanych komentatorów zgodziłby się – w razie konieczności – na przetoczenie krwi pochodzącej od pederasty? Nawet amerykańska agencja odpowiedzialna za walkę z epidemiami, wciąż nie zezwala pederastom na oddawanie krwi. Powód: homoseksualiści są nosicielami wielu groźnych chorób. Pytanie kolejne: dlaczego żołnierzom NATO przeszkadzał homoseksualizm Pasztunów w Afganistanie? Czy rzeczywiście związki partnerskie osób tej samej płci są takie normalne?
Homo-dyktatura razi nawet lewicowych dziennikarzy z „The Los Angeles Times”, czy „The Washington Post” w USA. Nie mogą się oni pogodzić z faktem, że wybitny prawnik Paul Clement został zmuszony do odejścia ze znanej kancelarii, bo nie ugiął się pod naciskami aktywistów homoseksualnych i wiernie obstawał przy słusznej sprawie – bronieniu ustawy federalnej DOMA, definiującej małżeństwo jako związek mężczyzny z kobietą.
Matthew Frank, prezes William E. and Carol G. Simon Center on Religion and the Constitution at the Witherspoon Institute, wykładowca akademicki, a także publicysta zwrócił uwagę na taktykę uciszania stosowaną przez homoseksualistów, zdeterminowanych wprowadzić w USA „małżeństwa” osób tej samej płci. Amerykański publicysta pisze, że nawet na najbardziej prestiżowych uczelniach nie można powiedzieć nic złego na temat dewiacji seksualnej, jaką jest homoseksualizm. Jednak największe jego oburzenie budzi fakt, że homo-lobby jest tak wpływowe, iż próbuje kontrolować wszystkie instytucje publiczne i prywatne w państwie, zaś znane i szanowane do niedawna podmioty, rezygnują z uczciwości, pod wpływem presji „homoseksualistów, którzy nie szanują żadnych zasad”. Tego właśnie obawia się ”beton konserwatywny”.
Polska:rząd staje po stronie homoseksualistów – PiotrSkarga.pl
Polska: rząd staje po stronie homoseksualistów
Posłowie wycofali się z zakazu pełnienia przez homoseksualistów funkcji rodziców zastępczych oraz prowadzenia rodzinnych domów dziecka – donosi portal Fronda.pl. Politycy PO tłumacza się, że zgłoszona przez senatora Piotra Kaletę z PiS poprawka, która o tym stanowiła, otrzymała poparcie w Senacie przez pomyłkę. Sprzeciw wobec tej poprawki wyraziła także pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Elżbieta Radziszewska.
Wiceminister pracy i polityki społecznej Marek Bucior stwierdził podczas posiedzenia sejmowej komisji, że poprawka wprowadzona przez Senat budzi poważne wątpliwości konstytucyjne. Jego zdaniem ustawa zawiera wystarczający katalog przesłanek, które muszą spełniać kandydaci na rodziców zastępczych. Według Buciora dają one wystarczającą rękojmię właściwej opieki nad powierzonymi im dziećmi.
Elżbieta Radziszewska uważa natomiast, że regulacja jest „niewłaściwa pod każdym względem”. W jej ocenie nałożyłaby ona na urzędników obowiązek weryfikacji „orientacji seksualnej”, co w praktyce mogłoby się okazać niemożliwe.
– Naszym zdaniem dziecko nie może być wychowywane przez dwie mamusie albo dwóch tatusiów. Ta poprawka jest słuszna, zgodna z dobrem dziecka i będziemy jej bronić – mówiła Beata Mazurek z Prawa i Sprawiedliwości. – Co ochroni dzieci przed decyzją urzędnika, który zdecyduje się je powierzyć parze homoseksualistów? – pytała Teresa Wargocka również z PiS.
Główne założenie ustawy to zapewnienie rodzinom z problemami wsparcia, a tym samym ograniczenie odbierania im dzieci. Ustawa wprowadza funkcję asystenta rodziny, który ma pomóc w rozwiązywaniu problemów wychowawczych, wspierać w prowadzeniu domu i innych codziennych czynnościach. Jeśli konieczne będzie odebranie dzieci z rodziny biologicznej, powinny one trafiać do „rodzinnej pieczy zastępczej” (rodziny zastępczej lub rodzinnego domu dziecka).
Sejm nie zgodził się, by pomaganiem rodzinom w trudnych sytuacjach życiowych zajęły się tylko normalne rodziny. Zdaniem posłów pary homoseksualne mogą w równie dobry sposób pomagać rodzinom i dzieciom w wyjściu z kryzysu.
Cóż za upadek! Królowo Polski módl się za nami!
Czy premier Tusk popiera legalizację związków homoseksualnych – za PiotrSkarga.pl
List Stowarzyszenia im. ks. Skargi
Czy premier Tusk popiera legalizację związków homoseksualnych?
Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi wystosowało list otwarty do premiera Donalda Tuska w sprawie jego wypowiedzi na temat możliwej legalizacji związków osób tej samej płci w Polsce. Stowarzyszenie z niepokojem i dezaprobatą przyjęło słowa szefa rządu wypowiedziane w wywiadzie, który ukazał się na łamach „Gazety Wyborczej” w dniu 1 czerwca 2011 r. „Zbliżamy się do momentu, kiedy związki partnerskie byłyby do zaakceptowania przez większość w przyszłym Sejmie, jak i przez Polaków (…) – mówił Tusk.
Premier deklarował w tym samym wywiadzie, że „
sam w sobie” nie ma „za grosz tolerancji wobec homofobów, również we własnej partii”.
„Po tych słowach odnosi się wrażenie, że oficjalnie popiera Pan legalizację tzw. związków partnerskich. Czy oznacza to, że będzie Pan, jako urzędujący Premier, podejmował działania zmierzające do prześladowania tych (homofobów), którzy zgodnie ze swoim sumieniem nie godzą się na akceptowanie tzw. homoseksualnego stylu życia i zamierzają głośno o tym publicznie mówić?” – czytamy w liście do Donalda Tuska.
Nie możemy zaakceptować Pańskiej wypowiedzi:
„zbliżamy się do momentu, kiedy związki partnerskie byłyby do zaakceptowania przez większość w przyszłym Sejmie, jak i przez Polaków (…) Sam w sobie nie mam za grosz tolerancji wobec homofobów, również we własnej partii” .Po tych słowach odnosi się wrażenie, że oficjalnie popiera Pan legalizację tzw. związków partnerskich.
Niepokojąca jest również dalsza część Pana wypowiedzi, w której pada stwierdzenie,
że „wraz z przepisami trzeba budować kulturę tolerancji dla odmienności, także jeśli chodzi
o preferencje seksualne”.
(.http://wyborcza.pl/1,75478,9702626,Zwiazki_po_wyborach_.html).
Na czym według Pana miałoby polegać takie budowanie kultury tolerancji dla ludzi o odmiennych (jakich?) preferencjach seksualnych? Może na realizacji w szkołach specjalnych programów edukacyjnych z tolerancji pisanych i wdrażanych wzorem niektórych państw przez liderów organizacji LGBT (lesbijek, pederastów, biseksualistów, transseksualistów) oraz na obowiązkowej pro – homoseksualnej edukacji najmłodszych. Może na prześladowaniu rodziców , którzy zgodnie
z wyznawanym światopoglądem i przekonaniami religijnymi uważają związki homoseksualne za zło, wobec którego mają obowiązek w swoim sumieniu się przeciwstawić i w takim duchu wychowują swoje dzieci.
Bardzo dziwi nas Pana postawa, ponieważ jeszcze do niedawna Pan i władze Platformy Obywatelskiej były przeciwne inicjatywie legalizującej związki osób tej samej płci. Cóż więc takiego się stało, że zmienił Pan zadanie? Można odnieść wrażenie, że z
amiast stać na straży porządku konstytucyjnego RP, który w szczególny sposób chroni małżeństwo i rodzinę (Konstytucja RP, w Art. 18. wyraźnie stwierdza: Małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, rodzina
i macierzyństwo znajdują się pod opieką Rzeczypospolitej Polskiej) ulega Pan naciskom prohomoseksualnego lobby i mediom liberalnym z Gazetą Wyborczą na czele, które od lat próbują na wiele sposobów niszczyć polską rodzinę, dążą do ograniczenia wolności
i swobód obywatelskich oraz wzniecają niepokoje społeczne.
Równo miesiąc temu świętowaliśmy beatyfikację Ojca Świętego Jana Pawła II, który wielokrotnie wypowiadał się z dezaprobatą o możliwości legalizowania związków osób tej samej płaci. Dnia 21 stycznia 1999r r. Jan
Paweł II w przemówieniu do Roty Rzymskiej wyraźnie podkreślił, że „(…) bezzasadne jest roszczenie, aby przyznać status małżeński także związkom między osobami tej samej płci”.
Natomiast pięć lat wcześniej Ojciec Święty w Liście do Rodzin pisał: „Mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury do dobra małżonków
oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa. Tylko taki związek może być uznany i potwierdzony społecznie jako małżeństwo. Nie mogą być uznane społecznie jako małżeństwo inne związki międzyludzkie, które tym warunkom nie odpowiadają, choć dzisiaj istnieją takie tendencje,
bardzo groźne dla przyszłości ludzkiej rodziny i społeczeństw”.
Również stanowisko Parlamentu Europejskiego, nadające sankcje prawne homoseksualizmowi zostało oficjalnie potępione przez Jana Pawła II w przemówieniu w dniu 20.02.1994 r. Papież stwierdził wówczas , że „(…) rezolucja Parlamentu Europejskiego
domaga się prawnego uznania nieładu moralnego. Parlament w sposób nieuprawniony nadał walor prawny zachowaniom dewiacyjnym, niezgodnym z zamysłem Bożym: wiemy, że człowiek ulega słabościom, ale Parlament w ten sposób poparł ludzkie słabości”.
Należy wstrzymać się od jakiejkolwiek formalnej współpracy w promowaniu
i wprowadzaniu w życie praw tak wyraźnie niesprawiedliwych, a także, jeśli to możliwe,
od działania na poziomie wykonawczym. W tej materii każdy może odwołać się do prawa odmowy posłuszeństwa z pobudek sumienia” i dalej w paragrafie dziesiątym czytamy: „Jeśli wszyscy wierni mają obowiązek przeciwstawienia się zalegalizowaniu prawnemu związków homoseksualnych, to politycy katoliccy zobowiązani są do tego w sposób szczególny, na płaszczyźnie im właściwej. Wobec projektów ustaw sprzyjających związkom homoseksualnym trzeba mieć na uwadze następujące wskazania etyczne. W przypadku gdy po raz pierwszy zostaje przedłożony Zgromadzeniu ustawodawczemu projekt prawa przychylny zalegalizowaniu związków homoseksualnych, parlamentarzysta katolicki
ma obowiązek moralny wyrazić jasno i publicznie swój sprzeciw i głosować przeciw projektowi ustawy. Oddanie głosu na rzecz tekstu ustawy tak szkodliwej dla dobra wspólnego społeczności jest czynem poważnie niemoralnym”.
Cykl kazań ks.prof.Piotra Natanka
REKORD pobranych materiałów AUDIO i VIDEO w maju 2011:
1 399 159 MB = 1 399 GB = 1,4 TB SZCZEGÓŁY SERWERA KLIK
Dz 15, 7-21; Ps 96; J 15, 9-11
Papież dowiedział się o Rycerzach Chrystusa Króla w Rzymie 1 Maja, był zadowolony. Nalot dziennikarzy TVN na Grzechynię. Prozelici z TVN mówią, „My chcemy księdzu pomóc”.
177 - VIDEO - MP-3
15, 1-6; Ps 122; J 15, 1-8
176 - VIDEO - MP-3
Dz 14, 19-28; Ps 145; J 14, 27-31
Dziś cały dzień atakowali mnie dziennikarze TVN-24. Bitwa jest nieprawdopodobna,… „my chcemy księdzu pomóc.”
CHARYZMAT ZWYKŁY I NIEZWYKŁY To o czym teraz chcę mówić, ma służyć nowemu Kościołowi. Charyzmat nie jest rzeczą nową w Kościele. Był w Nim zawsze i objawiał się w każdym czasie.
175 - VIDEO - MP-3
NAZYWAĆ RZECZY PO IMIENIU: Jezus: Patrz synu, ile wątpliwości i zamieszania wobec tytułu „Orędzie Jezusa Chrystusa do kapłanów”. KOŚCIÓŁ BOLEJE DLA BRAKU POKORY; … Brak pokory doprowadził Mój Kościół do agonii. Nie zginie On, gdyż Ja na to nie pozwolę!... CHARYZMAT JEST DARMO DANY 22.11.1978 r. Czas pisać dalej, to Ja, Jezus. Mówiłem o dolegliwościach Mego Ciała Mistycznego. Czas mówić o dobrach, które wzbogacają Mój Kościół, a jest to bogactwo niezmierne. Należy do niego również CHARYZMAT, dar niezwykły i darmo dany… PYCHA LUDZKA SZKODZI DOBRU Jezus: Synu mój, chcesz wiedzieć dlaczego zdarza się takie zachowanie? Otóż często z powodu zazdrości, bo zarozumiałość idzie zawsze w parze z zazdrością…
174 - VIDEO - MP-3
ZŁO ZAMIENIAM W DOBRO! 21.11.1978 r.; Jezus: Po krótkiej koniecznej przerwie ponownie weź pióro i pisz dalej. Wczoraj były twoje imieniny, a ty miałeś przykre przeżycie, jakże ono było gorzkie! … Wszystkie wysiłki sił piekielnych, czy one chcą, czy nie chcą, Ja zawsze kieruję ku dobru. WSZYSTKO ROZPADNIE SIĘ Jezus: Chcesz wiedzieć dlaczego dopuściłem do obsesji przewodnika duchowego. Gdyż należy to do Mego, niezgłębionego planu Miłości i Miłosierdzia. ZŁOŻYŁEM W MOIM KOŚCIELE SKARBY NIESKOŃCZONEJ WARTOŚCI, ISTNIEJĄ FAKTY PRZEKRACZAJĄCE LUDZKIE ROZUMOWANIE 22.11.1978 r. Jezus: Dotąd w przekazywanych ci orędziach były skargi na zło i nadużycia, powstałe w Moim Kościele. Miało to cel wyraźny: zaradzenie temu. Jednak mało kto przyjął orędzia na serio. Inni ulegli wątpliwościom, niedowiarstwu i niechęci, co przeszkadzało im przyłożyć rękę do pługa.
173 - VIDEO - MP-3
Dz 13, 44-52; Ps 98; J 14, 7-14
Dz 13, 26-33; Ps 2; J 14, 1-6
Hasło Natanek w googlach przez dwa dni, było wyszukiwane 200 tysięcy razy.
SCHIZMA W LITURGII: Jezus: Oto schizma,… Przy udzielaniu Komunii świętej zaraz występują wątpliwości i opory. Episkopat zabronił dawać Hostię świętą na ręce, co potwierdził Wikariat Rzymu… Wystarczy zobaczyć jak łamie się jedność liturgiczną od której zależy jedność kościelna. LITURGIA TO POTĘŻNY GŁOS! : Jezus: Chaos jest więc w Liturgii... O! Gdyby wszyscy kapłani zdawali sobie sprawę ze swej godności kapłańskiej... Z godnością kapłańską nie może równać się żadna inna na ziemi... RATUJMY DYSCYPLINY KOŚCIOŁA 18.11.1978 r. Jezus: Niedawno, zanim odszedł do Domu Ojca Niebieskiego Mój Wikary na ziemi. Papież Jan Paweł I, powiedział: „ratujmy wielkie dyscypliny Kościoła” a wkrótce to samo wezwanie powtórzył Jan Paweł II… Ogień otoczył cały mój Kościół, który teraz, w pełni kryzysu, cały płonie!
171 - VIDEO - MP-3