Source: http://suwerennosc.blogspot.com/2010/03/lis-w-skorze-lwa-czyli-przychodzi_25.html
Timestamp: 2017-07-20 20:39:41
Legal References Found: art. 184
 art. 184
 art. 184
 art. 38
 art. 38
 art. 38
 art. 30
 art. 30
 art. 38
 art. 30
 art. 30
 art. 38
 art. 30
 art. 30
 art. 30
 art. 30

Document Content:
Suwerenność Narodu Polskiego: Lis w skórze lwa, czyli - Przychodzi Macierewicz z propozycją (5)
Na ostateczne fiasco podjętej na jesieni 2006 próby konstytucyjnego zagwarantowania ochrony życia nienarodzonych złożyło się wiele czynników. Można tę porażkę widzieć jako splot obstrukcyjnych działań ze strony rządu, w tym Jarosława Kaczyńskiego jako premiera osobiście, zgłaszającego konkurencyjne, nieuzgodnione z nikim poprawki, kierownictwa klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości i rekomendowanej przez ten klub przewodniczącej poseł Jadwigi Wiśniewskiej, SLD z feministycznym lobby w obrębie komisji i w jej otoczeniu w zgodnym współdziałaniu ze wspomnianą przewodniczącą Wiśniewską, wreszcie doradców i ekspertów obranych przez komisję, w tym zwłaszcza przedstawicieli Biura Analiz Sejmowych Kancelarii Sejmu RP. Przypomnijmy, że w dniu 7 września 2006 posłowie PiS, LPR. Samoobrony w liczbie 155 złożyło do laski marszałkowskiej projekt ustawy "o zmianie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Dotychczasowy art 38, w brzmieniu: "Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia." miał uzyskać nowe brzmienie:
"Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia od momentu poczęcia."
W dniu 27 października 2006 (ostatni dzień 27. posiedzenia Sejmu V. kadencji) odbyło się pierwsze czytanie projektu (druk nr 993).
Do rozpatrzenia projektu Sejm powołał w dniu 16 listopada 2006 10-osobową komisję nadzwyczajną w składzie:
Małgorzata Bartyzel (PiS), Dariusz Kłeczek(PiS), Mirosław Krajewski (Samoobrona), Andrzej Mańka (LPR), Damian Raczkowski (PO), Elżbieta Radziszewska (PO),Anna Sobecka (RLCh), Franciszek Stefaniuk (PSL), Jolanta Szymanek-Deresz (SLD), Jadwiga Wiśniewska (PiS).
Przewodniczącą komisji na mocy decyzji klubu PiS została wybrana Jadwiga Wiśniewska, która nb. nie podpisała poselskiego projektu, a zatem już na wstępie nie był to zbyt dobry sygnał. Do prezydium komisji, jako wiceprzewodniczącyn weszli: Andrzej Mańka (LPR), Elżbieta Radziszewska (PO), Franciszek Stefaniuk (PSL). Świeżo wybrana przewodnicząca z ramienia PiS okazała się świetnie do swego zadania przygotowana pod względem organizacyjnym i formalno-prawnym. Już na pierwszym roboczym posiedzeniu, w iście ekspresowym tempie na stałego eksperta Komisji, (który według sejmowych regulacji pochodzących z 1995 r. mógł być tylko jeden) powołany został dr hab. Włodzimierz Wróbel, wykładowca w Katedrze Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. (07-12-2006) Niezależnie od wyboru stałego doradcy komisji przewodnicząca Wiśniewska z własnej inicjatywy zaprosiła do udziału w każdym posiedzeniu komisji dr Michała Królikowskiego, dyrektora Biura Analiz Sejmowych KS, co wkrótce okaże się czynnikiem o niemałym znaczeniu dla dalszego działania komisji, niekoniecznie jednak w sensie wyłącznie pozytywnym. Przewodnicząca Wiśniewska zadbała także o to, ażeby komisja miała się nad czym pochylić. Już na pierwszym posiedzeniu komisji posłowie otrzymali trzy pierwsze ekspertyzy, zamówione jakoby przez prezydium komisji. Niezależnie od tych trzech pierwszych ekspertyz przewodnicząca "ze swej strony pozwoliła sobie na zamówienie" całego szeregu dalszych ekspertyz w sześciu zakresach tematycznych. Oświadczyła ponadto, bez poddawania tego pod dyskusję, iż "każdy z członków Komisji może sformułować temat swojej ekspertyzy i zlecić jej przygotowanie Biuru Analiz Sejmowych". W dalszej dyskusji ponownie zaznaczyła, że "każdy z posłów może wystąpić o dowolną ekspertyzę do Biura Analiz Sejmowych KS", wyrażając przy tym nadzieję, że "każda nowa ekspertyza będzie wnosiła coś nowego do dalszej merytorycznej dyskusji". Wkrótce w pracach komisji będą miały miejsce przypadki zamawiania ekspertyz przez przewodniczącą Wiśniewską z PiS, bądź przez wiceprzewodniczącą Radziszewską z opozycyjnej Platformy Obywatelskiej - rzekomo "w imieniu komisji", ale bez najmniejszej wiedzy i zgody komisji. Tę arbitralnie podjętą decyzję ochoczo poparła m.in. również przedstawicielka SLD Jolanta Szymanek-Deresz, której zdaniem komisja powinna była dysponować "jak największą liczbą ekspertyz." I rzeczywiście, te ekspertyzy w jakimś sensie coś nowego z sobą wnosiły. Zasada wolnych ekspertyz na dowolnie sformułowany temat doprowadziła bowiem wkrótce do tego, iż komisja została dosłownie zasypana ponad dwudziestoma różnego rodzaju ekspertyzami i opiniami prawnymi, przeważnie znacznej obszerności. Na domiar - nie było dość, iż członkowie komisji te dokumenty otrzymali pocztą elektroniczną. Posłowie musieli jeszcze usłyszeć wszystko, co się na ich temat uda powiedzieć ekspertom, przez których były szczegółowo referowane, analizowane, interpretowane i komentowane na wszelkie możliwe sposoby. Można powiedzieć, przez blisko trzy miesiące w nadzwyczajnej komisji sejmowej miał miejsce niekończący się, rozdęty ponad wszelką potrzebę ciąg wypowiedzi eksperckich, swego rodzaju festiwal prawniczej retoryki, którego członkowie komisji nadzwyczajnej mieli być raczej biernymi widzami, czy też odbiorcami.
O tym, do jakiego stopnia wzrosła rola dyrektora Biura Analiz Sejmowych w organizowaniu czasu i sposobu pracy i myślenia członków komisji świadczy fakt, iż na posiedzeniu w dniu 23 stycznia 2007 przewodnicząca komisji nie była nawet w stanie udzielić odpowiedzi, które z ekspertyz dostarczonych komisji mają być tego dnia referowane. Zmuszona była ogłosić przerwę, aby na osobności sobie tę kwestię z dyrektorem Biura ostatecznie wyjaśnić. (23-01-2007) Z drugiej strony dramatycznie spadła zdolność realnego wpływu na sposób działania komisji przez jej członków, - przez tych przynajmniej posłów, którzy opowiadali się za zmianą w konstytucji i którzy w komisji nadzwyczajnej zdawali się stanowić zdecydowaną większość. O trudnościach, z jakimi przyszło im się zmierzyć, niech świadczy następujący incydent. Zdarzyło się bowiem 28 lutego 2007, że po zgłoszeniu przez posła Andrzeja Mańkę wniosku formalnego o zakończenie dyskusji i przejście do rozpatrywania projektu zmiany konstytucji, przewodnicząca Wiśniewska zamiast przeprowadzić niezwłocznie głosowanie nad tym wnioskiem, do czego była zobowiązana regulaminem, przez czas dłuższy ignorowała ów wniosek, "pozwalając sobie" dopuścić do długotrwałej wymiany zdań na temat, co to znaczy "wniosek formalny". Posłanka Elżbieta Radziszewska (PO), która zazwyczaj świetnie sobie radziła z najbardziej zawiłymi ekspertyzami prawnymi i odczuwała stały ich niedosyt, postanowiła tym razem za pośrednictwem przedstawiciela Biura Legislacyjnego Sejmu wyjaśnić, czy w trakcie posiedzenia dopuszczalna jest zmiana ustalonego porządku dziennego za pomocą wniosku formalnego, czy też nie. (28-02-2007)
Na tak postawione pytanie wiceprzewodniczącej komisji nadzwyczajnej przedstawiciel Biura uchylił się od jednoznacznej odpowiedzi. Stwierdził dyplomatycznie, że sprawę tę reguluje art. 184 ust. 3 regulaminu Sejmu i że to sama komisja, a nie Biuro Legislacyjne winna zadecydować, czy dany wniosek jest wnioskiem formalnym. Ta z kolei odpowiedź eksperta prawnego doprowadziła posłankę Radziszewską do wniosku, że komisja "nie otrzymała wiążącej wykładni przedstawicieli Biura Legislacyjnego w sprawie wniosku posła Andrzeja Mańki". Niezbędna przeto była w jej przekonaniu aż przerwa w posiedzeniu, podczas której zwołane zebranie prezydium komisji dokładnie wyjaśniłaby, jaki powinien być dalszy tryb prac Komisji. Do tego wniosku formalnego posłanki Radziszewskiej przychyliła się bez wahania przewodnicząca Wiśniewska i nie podawszy go pod głosowanie, natychmiast zarządziła przerwę, rzekomo niezbędną dla roztrząśnięcia tej jakże skomplikowanej kwestii prawnej. Tymczasem regulamin Sejmu art. 184 ust 2. stanowi jednoznacznie, iż
"Wnioski formalne mogą dotyczyć wyłącznie spraw będących przedmiotem porządku dziennego i przebiegu posiedzenia" z przerwaniem, odroczeniem lub zamknięciem posiedzenia włącznie (art. 184 ust. 3 pkt 1. Regulamin Sejmu RP)
Poruszony tu problem respektowania wniosków formalnych przez przewodniczącą może wydawać się mało ważny, jednak jest on w rzeczywistości w najwyższym stopniu zasadniczy dla takiego, a nie innego działania komisji nadzwyczajnej w okresie grudzień 2006 - luty 2007. To właśnie dzięki wybiórczemu, nierównoprawnemu traktowaniu wniosków przez przewodniczącą Wiśniewską, była ona w stanie przesądzać w sposób arbitralny, kto ma w komisji rzeczywiście coś do powiedzenia, a kto nie. A zwłaszcza - w jakim kierunku zmierzają prace komisji. Dzięki temu była ona w stanie przedłużać nawet w nieskończoność, wygłaszanie dość zgodnych i współgrających ze sobą komentarzy nt. ekspertyz, (nb. z reguły zmierzających do storpedowania projektu zmiany konstytucji), a tym samym w sposób niewiele mający wspólnego z praworządnością odsuwać ad calendas graecas moment rozpoczęcia rozpatrywania projektu poprawki konstytucyjnej przez komisję nadzwyczajną.
Dodajmy na marginesie, że dopiero w sytuacji, gdyby taka debata istotnie się w komisji rozpoczęła, mógłby mieć zastosowanie przepis art. 184 ust. 6 regulaminu sejmowego, zakazujący zamknięcia dyskusji w trakcie debaty nad projektem ustawy konstytucyjnej.
Biorąc pod uwagę kalendarz posiedzeń Komisji, nader trudno jest mówić o jakiejś szczególnej aktywności. W okresie styczeń-luty 2007 działania komisji pod kierownictwem Jadwigi Wiśniewskiej odbyły się zaledwie trzy jednodniowe posiedzenia, jedno z nich - trzeba przyznać - trwające 12 godzin, od 8.30 do 20.30, z trudnymi dziś do ustalenia przerwami. (NKON - Rozpatrywanie na posiedzeniach komisji i podkomisji)
Równocześnie przemożny wpływ na prace komisji po przewodnictwem posłanki Wiśniewskiej (przypomnijmy - rekomendowanej przez klub parlamentarny PiS), miały zgłoszone już na przełomie 2006-2007 w mediach przez premiera Jarosława Kaczyńskiego, prezesa PiS. Już 11 stycznia 2007 poseł Dariusz Kleczek wspomniał o zamiarze zgłoszenia przez Kancelarię Rady Ministrów poprawki, polegającej na dopisaniu do istniejącego art 38. nowego ustępu 2.: "Rzeczpospolita Polska chroni życie dzieci poczętych poprzez ustawodawstwo i wszechstronne wysiłki władz publicznych". (11-01-2007)
Poseł Kleczek wspomniał wówczas po raz pierwszy o możliwości zgłoszenia przez grupę posłów poprawki art. 38 innej, niż głosił projekt poselski, a mianowicie w art. 38 zamiast słów "od poczęcia" miały znaleźć się słowa "od momentu poczęcia do naturalnej śmierci". W związku z tym pojawił się przed komisją problem, czy komisja ma dostateczny mandat, żeby rozszerzać zakres zmian ponad te, do jakich została powołana. Wojciech Odrowąż-Sypniewski, naczelnik Wydziału Analiz Ustrojowych i Parlamentarnych Biura Analiz Sejmowych, nie dostrzegał wówczas "zagrożenia naruszenia zasady mówiącej o zakresie dopuszczalnych poprawek". To autorytatywne stwierdzenie otworzyło z kolei drogę do dalszej modyfikacji projektu zmiany konstytucji, polegającej na przeniesieniu projektowanej zmiany polegającej na dopisaniu słów "od chwili poczęcia" z art. 38 do art. 30.
Także zdaniem dyrektora Biura Analiz Sejmowych KS dr hab. Michał Królikowskiego:
"Artykuł 30, w ocenie ekspertów, jest miejscem bardziej właściwym, gdyż w sposób bardziej pełny i naturalny wyraża intencję projektodawców." (23-01-2007)
Takie rozwiązanie poparł również stały doradca komisji prof. Włodzimierz Wróbel. Na pytanie, czy lepsza byłaby zmiana w art. 30 niż w art. 38? odpowiedział on:
"Byłoby to zdecydowanie lepsze rozwiązanie dla realizacji zamierzeń projektodawców." (23-01-2007)
Trudno powiedzieć, czy pod wpływem sugestii doradców, czy pod naciskiem kierownictwa swojego klubu, poseł Dariusz Kłeczek z PiS zaproponował w imieniu swojego klubu, ażeby art. 30 konstytucji otrzymał nowe brzmienie:
"Źródłem wolności i praw człowieka i obywatela jest przyrodzona i niezbywalna godność przysługująca człowiekowi od chwili poczęcia. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych". (23-01-2007)
Nie kwestionując intencji, w jakiej nowa poprawka art. 30 została przez posła Kłeczka zgłoszona, należy stwierdzić, iż dokonane w ten sposób przeniesienie ciężaru z ochrony życia w art. 38 na ochronę godności człowieka w art. 30 otworzyło przed ekspertami prawnymi komisji możliwość niekończących się rozważań na temat, w jaki sposób może takie rozwiązanie wpłynąć na rozumienie, czym jest człowiek. A co gorsza - pozwoliło im roztrząsać niezwykle drobiazgowo, jak dalece istniejący system prawny w Polsce nie jest przygotowany na tak daleko idącą poprawkę konstytucyjną. Natychmiast bowiem po zastosowaniu się przez wnioskodawców do wskazań doradców prawnych, tzn. po wyrażeniu zgody na zerwanie bezpośredniego związku poprawki z kwestią obrony życia, ci sami doradcy poczęli dramatycznie załamywać ręce nad tym, jak bardzo zachwalana przez nich poprawka art. 30 dotycząca godności człowieka, wypełniająca ich zdaniem najpełniej intencje projektodawców, kłóciła się w ich opinii z powszechnie dotąd stosowanymi kategoriami filozoficzno-prawnymi. Poprawka ta okazała się niezwykle zakłócać dotychczasowy system prawny w Polsce, nie przygotowany zupełnie na taką zmianę konstytucji. W istocie oznaczało to dezawuowanie przez doradców prawnych idei konstytucyjnej poprawki jako takiej. Inaczej mówiąc, doradcy w tym momencie raczej odradzali niż doradzali komisji specjalnej w kwestii wprowadzenia zamierzonej poprawki konstytucyjnej w życie.
Stały ekspert Komisji dr hab. Włodzimierz Wróbel mógł już w tej sytuacji z czystym sumieniem stwierdzić:
"Punktem wyjścia większości ekspertyz, także moich, było przyjęcie założenia, że obecne regulacje konstytucyjne, dotyczące ochrony życia zapewniają jego ochronę od momentu poczęcia człowieka. Wobec powyższego standard ochrony życia jest obecnie taki sam, jaki będzie po wprowadzeniu zmiany proponowanej przez projektodawców. Takie samo stanowisko możemy znaleźć także w ostatnio przygotowanej ekspertyzie autorstwa prof. Andrzeja Zolla. ...Natomiast na bardzo bezpośrednio sformułowane pytanie, czy uważam za zasadną równoczesną zmianę art. 30 i 38 konstytucji, uczciwie muszę przyznać, że nie. Równoczesna zmiana art. 30 i 38 doprowadzi do znaczących wątpliwości interpretacyjnych." (28-02-2007)
Wielce znamienna była reakcja poseł Izabeli Jarugi-Nowackiej (SLD) na treść przedłożonych komisji ekspertyz i opinii prawnych:
"Po zapoznaniu się z ekspertyzami sporządzonymi na zamówienie Komisji stwierdzam, że większość z nich uznaje, że życie w Polsce jest dostatecznie chronione. Ochrona ta wynika z obecnie obowiązujących rozwiązań przyjętych w ustawy zasadniczej. W momencie wprowadzenia nowych, proponowanych zapisów do konstytucji napotkamy na szereg poważnych problemów. ...Do takich ustaw należy m.in. ustawa o zawodowej służbie żołnierzy. W ustawie tej możemy znaleźć m.in. rozwiązania dotyczące żołnierzy w ciąży. Ustawa ta nie ma jeszcze odpowiednich określeń tej kategorii żołnierzy, ale czy jej przepisy będą musiały zostać zmienione na skutek potencjalnych zmian w ustawie zasadniczej?"
W swoim kolejnym przemówieniu stały doradca dr hab. Włodzimierz Wróbel wystąpił ze zdumiewającą tezą. Otóż według niego intencją projektodawców zmian w konstytucji jest "znalezienie pewnej adekwatności regulacji konstytucyjnych do założonego standardu aksjologicznego". Tymczasem jego zdaniem problem, czy obowiązujące usatwodawstwo zwykłe w zakresie ochrony życia człowieka jest zgodne z wzorcami konstytucyjnymi, czy też nie, nie został dotąd jednoznacznie rozstrzygnięty: "De facto odpowiedź na to pytanie otrzymamy dopiero po ewentualnych wyrokach Trybunału Konstytucyjnego. Dopiero Trybunał mógłby ostatecznie stwierdzić, czy te regulacje zgodne są z obecnie obowiązującym standardem konstytucyjnym. Uzyskanie tych rozstrzygnięć pozwoliłoby także jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy obowiązujący standard konstytucyjny jest wystarczający w perspektywie aksjologicznej."
W związku z tym stały doradca komisji nadzwyczajnej sugerował teraz, że należałoby najpierw skierować wszystkie istniejące ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. I w przypadku, gdyby Trybunał Konstytucyjny uznał, iż nie spełniają one obecnie obowiązującego konstytucyjnego standardu "w perspektywie aksjologicznej", dopiero wówczas ustawodawca, czyli Sejm RP powinien wkroczyć i dążyć do zmiany tego standardu, tak, ażeby stał się aksjologicznie wystarczający: "Gdyby jednak okazało się, że jest on niewystarczający, to poprzez działanie ustawodawcy należałoby dążyć do zmiany tego standardu poprzez zmianę konstytucji. Obecnie dokonywanie jakichkolwiek zmian w tej mierze może mieć formę zmian dookreślających i usuwających pewne wątpliwości interpretacyjne, ale w istocie rzeczy zmiany te nie przesądzą o obowiązującym standardzie. Będzie można to ustalić dopiero poprzez interpretacje konkretnych rozwiązań ustawodawstwa zwykłego dokonanych przez Trybunał Konstytucyjny."
Jak z powyższego widać, zdaniem dr hab. Włodzimierza Wróbla, to nie Naród bezpośrednio, ani też pośrednio, poprzez Sejm RP, jest Suwerenem, panem Ustawy Zasadniczej w Polsce. Panem tym i rzeczywistym suwerenem okazuje się być Trybunał Konstytucyjny, stojący na straży jakiegoś jemu tylko znanego konstytucyjnego standardu, w jakiejś jemu tylko znanej "aksjologicznej perspektywie", wiecznej i niezmiennej, które Sejm, na zasadzie prawa objawionego, czy naturalnego, winien uznać za powszechnie obowiązującą i doń się bezwzględnie stosować. Chyba, że Trybunał orzeknie inaczej. Na domiar, paradoksalnie, to nie Konstytucja jest sama w sobie źródłem konstytucyjnego standardu, lecz na odwrót - jak zdaje się sugerować ów doradca - to z badania zgodności ustawy zasadniczej z owymi ustawami zwykłymi jako wzorcem, punktem odniesienia przez Trybunał Konstytucyjny RP, winno się wyprowadzać ewentualną potrzebę korygowania polskiej ustawy zasadniczej przez polski parlament. W tym stanie rzeczy stały doradca komisji nadzwyczajnej był już tylko o krok od iście rewolucyjnego w swym wymiarze stwierdzenia, iż jeżeliby Sejm przyjął proponowane w projekcie zmiany Konstytucji, to Trybunał Konstytucyjny tę zmianę konstytucji najprawdopodobniej odrzuci, jako niezgodną z obowiązującym wzorcem konstytucyjnym, zawartym zdaniem tego eksperta w ustawodawstwie zwykłym. Wspomniana rewolucja, proponowana jak się wydaje przez dr hab. Wróbla, polegałaby na odwróceniu obowiązującej dotąd w Polsce hierarchicznej struktury aktów prawnych z Konstytucją na jej szczycie. Czyli, krótko mówiąc - na degradacji Konstytucji RP jako najwyższego prawa obowiązującego w Rzeczpospolitej Polskiej (art. 8. ust. 1 KRP).
Joanna Mieszko-Wiórkiewicz17 czerwca 2013 20:07"cdn."? I co? Czemu Pan nie kontynuuje. To niesłychanie ciekawe i świetnie napisane. Pozdrawiam serdecznieOdpowiedzUsuńOdpowiedziJerzy Rachowski20 czerwca 2013 20:34Dalszego ciągu nie dopisałem z powodu tragedii w Smoleńsku - wyjaśnienie jej przyczyn wydawało mi się ważniejsze w tamtym momencie, aczkolwiek sprawa po dziś dzień jest ważna i warta omówienia. Postaram się do niej wrócić i dokończyć cykl, gdy znajdę chwilę wolnego czasu.W jakimś stopniu dalszy ciąg dopisał Marek Jurek, który w swej książce "Dysydent w państwie PO-PiS" obnaża kulisy sprawy nieudanej próby zmiany konstytucji i swego rozstania z PiS, a przy okazji - przeslanki polityczne leżące u podstaw przekazania przez PiS Platformie Obywatelskiej władzy na 8 lat w zainicjowanych przez Jarosława Kaczyńskiego jako premiera przedterminowych wyborach 2007. Przedterminowe wybory 2007 - rozmyślne przekazanie władzy Platformie Obywatelskiej przez PiS (1)http://suwerennosc.blogspot.com/2011/06/przedterminowe-wybory-2007-rozmyslne.htmlJak PiS skutecznie storpedował własny projekt zmiany Konstytucjihttp://suwerennosc.blogspot.com/2012/03/jak-pis-skutecznie-storpedowa-wasny.htmlDziękuję za słowa zachęty. Nie za często się to zdarza. Pozdrawiam serdecznie.UsuńOdpowiedzDodaj komentarzWczytaj więcej...