Source: https://quakeblog.wordpress.com/2008/01/30/spor-kompetencyjny-%E2%80%93-cd/
Timestamp: 2019-07-18 16:00:34
Legal References Found: art. 179
 art. 144
 art. 144
 art. 144
 art. 144
 art. 144
 Art. 144
 art. 144

Art. 144
 art. 179
 art. 144

art. 122
 art. 144
 art. 55
 art. 55
 art. 179

Document Content:
Spór kompetencyjny – c.d. | Quake
« Immunitet sędziowski
Ułaskawienie »
Spór kompetencyjny – c.d.
Dzięki uprzejmości Ryszarda znamy już nowe fakty dotyczące bulwersującej sprawy odmowy powołania przez Prezydenta dziewięciu sędziów (o sprawie pisałem tutaj). Otóż w Monitorze Polskim zostało niedawno opublikowane postanowienie z dnia 03 stycznia 2008r, na mocy którego Prezydent odmówił powołania wymienionych osób do pełnienia urzędu sędziego . Lektura tego postanowienia prowadzi do trzech wniosków:
Jako jego podstawę prawną wskazano art. 179 Konstytucji. Problem polega na tym, że zgodnie z art. 144 ust. 2 Konstytucji akty urzędowe Prezydenta Rzeczypospolitej wymagają dla swojej ważności podpisu Prezesa Rady Ministrów, który przez podpisanie aktu ponosi odpowiedzialność przed Sejmem. Kontrasygnata premiera nie jest konieczna wyłącznie w odniesieniu do spraw, o których mowa w art. 144 ust. 3 Konstytucji. A ten ostatni przepis stanowi, że kontrasygnata Prezesa Rady Ministrów nie jest konieczna jedynie w przypadku „powoływania sędziów” (art. 144 ust. 3 pkt. 17). Tym samym można zasadnie wywodzić, że odmowa powołania sędziego takiej kontrasygnaty premiera wymaga. Jest to o tyle zasadne, że art. 144 Konstytucji wyraźnie rozróżnia działania pozytywne i negatywne Prezydenta, np.: powoływania i odwoływania członków Rady Bezpieczeństwa Narodowego (art. 144 ust. 3 pkt. 26) albo podpisywanie lub odmowa podpisania ustawy (art. 144 ust. 3 pkt. 6). Mając to na uwadze można argumentować, że opisywane postanowienie zostało wydane bez koniecznej w tym wypadku kontrasygnaty premiera.
Nie byłby zasadny argument oparty na założeniu, że skoro powołanie sędziego nie wymaga kontrasygnaty premiera, to również odmowa jego powołania takiej kontrasygnaty również nie wymaga. Dzieje się tak ponieważ – jak podkreślił TK – „kontrasygnata nie jest wymagana, gdy dotyczy aktów wymienionych w art. 144 ust. 3 Konstytucji. (…) Trybunał Konstytucyjny stwierdza, że brak jest podstaw do uznania, że uprawnienia Prezydenta wykonywane na podstawie art. 144 ust. 3 Konstytucji mogą być rozszerzane (…) na zasadzie kompetencji analogicznych. Art. 144 ust. 3 Konstytucji jest jednym z kluczowych przepisów kształtujących ustrojową rolę Prezydenta w systemie konstytucyjnym. Określa on zakres uprawnień Prezydenta realizowanych poza systemem kontroli politycznej Sejmu, i w tym względzie Konstytucja nie dopuszcza żadnych odstępstw. Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie wyrażał pogląd, że kompetencje organów nie mogą być wywodzone na zasadzie analogii, lecz zawsze muszą mieć podstawę w wyraźnie sformułowanym przepisie prawa. Zasada ta odnosi się w szczególności do takich kompetencji organu konstytucyjnego, które mają charakter wyjątku od reguły działania tego organu.”
Wydanie przez Prezydenta postanowienia i jego publikacja w Monitorze Polskim pokazuje, że skargi sędziów na bezczynność Prezydenta już przyniosły pewien skutek. Należy bowiem pamiętać, że w sierpniu Krajowa Rada Sadownictwa otrzymała jedynie pismo podpisane przez pracownika Kancelarii Prezydenta. W mojej ocenie publikacja tego postanowienia w Monitorze Polskim nie zmienia jednak zasadniczo stanu prawnego w opisywanej sprawie.
W każdym razie stwierdzić należy, że spór robi się coraz ciekawszy. Ciąg dalszy na pewno nastąpi 😉
This entry was posted on Środa, 30 Styczeń 2008 at 11:48 am and is filed under Krajowa Rada Sądownictwa, prawo, spór kompetencyjny, Trybunał Konstytucyjny.	You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.
Komentarzy 27 to “Spór kompetencyjny – c.d.”
Środa, 30 Styczeń 2008 o 12:52 pm
Zostaje pytanie na ile Prezydent ma być tylko notariuszem decyzji KRS, czyli – uroczystą pieczątką uroczyście wniosek podbija i tyle, a na ile jednak prezydent ma wpływ na powołanie sędziego (art. 179 konstytucji).
IMHO przepisy o kontrasygnacie mają charakter wyłącznie porządkowy, w tym sensie, że porządkują kwestie współodpowiedzialności premiera za decyzje Pałacu, zaś cały spór należy rozpatrywać pod kątem zarówno podziału władz ale i ich równoważenia się (hmm równoważenie się to moje pobożne życzenie tylko, wiadomo, że mamy u nas zdrowe przegięcie).
Z tej przyczyny uznałbym, że jeśli art. 144 ust. 3 pkt 17 ustawy mówiąc o „powołaniu” – i nie mówiąc wprawdzie o „odwołaniu” – nie zakazuje „niepowołania” (odwołanie to jednak coś innego niż niepowołanie), zatem w tym zakresie nie ma problemu.
Cała reszta rozbija się jednak o kwestie ustrojowe „wyższego rzędu”, niż spór o kontrasygnatę (kontrasygnata jest jednak elementem występującym między dwoma konkurencyjnymi ośrodkami tej samej władzy).
Czyli – na ile Pałac może i powinien decydować o obsadzie stanowisk sędziowskich.
Jako miłośnik ustroju amerykańskiego jestem na tak 🙂
Środa, 30 Styczeń 2008 o 1:27 pm
@Olgierd: Witam w moich skromnych progach 🙂
1.Oczywiście zgadzam się, że problem ma charakter szerszy niż tylko kwestia kontrasygnaty. Brak kontrasygnaty to tylko jeden z problemów w tej sprawie.
2. Należy jednak pamiętać, że w odniesieniu do członków Rady Bezpieczeństwa Narodowego Konstytucja wprost mówi o ich powoływaniu i odwoływaniu bez kontrasygnaty (art. 144 ust. 3 pkt. 26). W odniesieniu do sędziów tego rozróżnienia brak. Pytanie brzmi: czy takie brzmienie przepisu ma znaczenie normatywne.
3. Nawet jeśli przyjąć (choć to kontrowersyjne), że Prezydent może decydować o obsadzie stanowisk sędziowskich, to nie może tego robić na zasadzie swobodnego uznania. Zainteresowani i opinia publiczna powinni poznać motywy tej decyzji – zwłaszcza, że sytuacja jest bezprecedensowa i dotyczy nie tylko asesorów ale również osób, które już są sędziami. Ja na przykład jestem bardzo ciekawy jakie względy legły u podstaw odmowy ich powołania. I skąd Prezydent czerpał wiedzę na temat tych konkretnych osób – bo raczej nie opierał się na informacjach zawartych w akatch osobowych, prawda?
Środa, 30 Styczeń 2008 o 3:33 pm
ad. 2) myślę, że znaczenie ma, o tyle, o ile znaczenie ma różnica między zdaniem „powołuje i odwołuje” a frazą „powołuje”. W pierwszym przypadku jest jasne, że Prezydent może członka RBN powołać oraz po jakimś czasie odwołać (ale i nie powołać – nie chce mi się nawet wnikać kto przedstawia kandydatury na członków, chociaż to też może być istotne), natomiast w przypadku jeśli norma brzmi tylko „powołuje” to – MSZ – oznacza, że Prezydent takiego ktosia powołuje ale nie może odwołać. Albo i nie powołuje.
Art. 144 nie jest normą, która mówi o trybie podejmowania poszczególnych decyzji przez prezydenta (np. nie ma żadnej wzajemnej relacji między odmową podpisania ustawy a ew. wymogiem uzyskania bądź nieuzyskania współzgody premiera).
Zresztą tu ważniejszy jest spór o coś innego: na ile premier może odmówić kontrasygnowania jakiegoś aktu prezydenta. Jest to szczególnie rażące w przypadku np. umów międzynarodowych, które są ratyfikowane przez Prezydenta (a jeszcze lepiej jeśli za zgodą wyrażoną w ustawie).
W takim bowiem przypadku premier dostaje jeszcze jeden, potężnie silny oręż w walce o politykę zagraniczną kraju: sejm przyklepał, prezydent chce podpisać, a premier nie daje podpisu.
To może być szczególnie niebezpieczne w przy zmianie rządu, bo dyskontynuacja nie dotyczy ratyfikacji traktatów.
ad. 3) Troszkę kontrowersyjne, to fakt. Ale mam wrażenie, że jeszcze bardziej kontrowersyjne jest zmuszanie Prezydenta do podejmowania czynności obcych ustawie (czyli uzasadnianiu odmowy). To jednak nie jest czynność administracyjna, więc nie podlega zaskarżeniu w trybie kpa…
… no chyba że coś przeoczyłem.
Środa, 30 Styczeń 2008 o 4:09 pm
ad. 2: zgadzam się, że słowo „powołuje” oznacza, że Prezydent powołuje ale nie może odwołać. Ale nie zgadzam się, że w zakresie znaczeniowym słowa „powołuje” mieści się także odmowa powołania. Bo takie rozumowanie za chwilę może nas doprowadzić do sytuacji, w której zdanie: „ustawę uchwaloną przez Sejm Marszałek Sejmu przekazuje Senatowi” (art. 121 konstytucji) będziemy wykładać jako „przekazuje Senatowi ale może odmówić przekazania”.
ad 3: ale co nie jest czynnością administracyjną? Odmowa powołania nie jest czynnością administracyjną? No na pewno nie jest to postanowienie, o którym mowa w k.p.a. czy ordynacji podatkowej… Podstawowe pytanie brzmi: czy Prezydent był uprawiony do wydania takiego postanowienia? Jak widać odpowiadamy sobie na to pytanie odmiennie. Sprawy są w sądzie, zobaczymy jak to się skończy. A na końcu zawsze można glosę krytyczną napisać 😀
Środa, 30 Styczeń 2008 o 10:09 pm
Jeżeli chodzi o ścisłość, to w art. 179 jest fraza „sędziowie są powoływani”. To niezupełnie to samo (leksykalnie), co „Prezydent powołuje”, chociaż jeżeli chodzi o treść normatywną, to w głowie mi się nie mieści inna interpretacja, niż powołanie obligatoryjne.
Moim zdaniem spór wynika z zupełnie anachronicznego rozumienia pojęcia „prerogatywy” przez prezydenta Kaczyńskiego. On – tak przynajmniej mi się wydaje – chce traktować katalog tzw. prerogatyw zawarty w art. 144 Konstytucji jako zbiór szczególnych uprawnień tak, jak widziano je w czasach obowiązywania konstytucji kwietniowej (art. 13 konstytucji z 1935). Może popełniam coś, co psychologia nazywa podstawowym błędem atrybucji, ale takie ujęcie problemu pasuje mi do Lecha Kaczyńskiego
A przecież w tej chwili problem kontrasygnaty jest po prostu konsekwencją braku odpowiedzialności Prezydenta przed parlamentem – aż tyle i, na litość, tylko tyle… Czyli zamiast listy aktów, przy których Prezes RM nie przyjmuje odpowiedzialności za akt prezydencki, urzędujący prezydent widzi w nich katalog uprawnień o charakterze dyskrecjonalnym.
Nawiasem mówiąc – odnośnie tego, co napisał Olgierd, w doktrynie wskazuje się, że nie za każdym razem premier musi akt prezydenta podpisać – np. przy niezgodności aktu z prawem ma wręcz obowiązek odmówić kontrasygnaty [P. Sarnecki (red.), Prawo konstytucyjne RP, wyd. 6, s. 364].
Co nie zmienia faktu, że unieważnienie aktu odmawiającego powołania nie za wiele tym 9 sędziom i asesorom daje 😉
A jeżeli chodzi o obowiązek Marszałka Sejmu, do przekazania – „albo i nie” – o czym wspomniał Quake, to mam ciekawszy przykład:
art. 122 ust. 2 Prezydent Rzeczypospolitej podpisuje ustawę w ciągu 21 dni od dnia przedstawienia i zarządza jej ogłoszenie w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej. [i dalej, naturalnie, z całą pewnością? zamknięty katalog innych możliwości, czyli zwrot do Sejmu albo wniosek do TK].
A gdyby prezydent powołał się na to, że podpisywanie ustaw jest jego prerogatywą? Mało tego, w katalogu z art. 144 mamy wyłączenie spod kontrasygnaty „podpisywania albo odmowy podpisania ustawy”. To co – mamy opcję podpisania, wniosku do TK, weta ustawodawczego i weta absolutnego? 🙂
Idąc tym tokiem rozumowania, w zasadzie sprowadzamy rozumowanie Prezydenta Kaczyńskiego ad absurdum. Chyba, że uzna on, że to wcale nie jest taki absurd i weto absolutne jednak mu przysługuje. Albo prawo do odmowy odwołania ministra, któremu wyrażono wotum nieufności. I tak dalej, i tak dalej…
Ech, przynajmniej konstytucję chyba jeszcze umiem czytać, bo po dzisiejszej myślozbrodni z dopisywaniem sobie stanu faktycznego na egzaminie z prawa autorskiego to powinienem chodzić w worku na łbie
Środa, 30 Styczeń 2008 o 11:13 pm
@WyronS: ja tam w dywagacje psychologiczne na temat L.K. się nie dam wciągnąć 😉
W każdym razie moim zdaniem wydanie i opublikowanie w M.P. postanowienia Prezydenta ma tylko i wyłącznie jeden cel: doprowadzić do sytuacji, w której skargi „niepowołanych” na bezczynność L.K. zostaną oddalone. Jest to efekt rozumowania, zgodnie z którym organ nie znajduje się w stanie bezczynności jeśli przed wydaniem orzeczenia przez WSA podejmie określone rozstrzygnięcie. No więc rozstrzygnięcie (odmowa powołania) zostało podjęte. Natomiast podstawowe pytanie brzmi: czy rozstrzygnięcie o tej treści mogło zostać podjęte? Moim zdaniem sąd administracyjny będzie się uchylał od zajęcia sie sprawą (odrzucenie skargi ze względu na niedopuszczalność lub oddalenie zze względu na brak bezczynności organu). Wydaje się, że całej dziewiątce może pomóc jedynie orzeczenie TK (np. wskutek skargi konstytucyjnej). Jedno jest pewne: sprawa jest totalnie precedensowa.
Czwartek, 31 Styczeń 2008 o 12:00 am
Ale skargi na co? Na przepis kpa/psa?
Czwartek, 31 Styczeń 2008 o 12:07 am
Ja bym kombinował ze skargą dotyczą niekonstytucyjności art. 55 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, rozumianego w ten sposób, że dopuszcza on możliwość niepowołania sędziego przez Prezydenta pomimo wniosku KRS.
Czwartek, 31 Styczeń 2008 o 1:08 pm
I jeszcze ciąg dalszy wczorajszej dyskusji:
http://www.gazetaprawna.pl/wydarzenia/?news=eGP20080131122586052
„Pan Prezydent traktuje ten przepis jako swoją prerogatywę, czyli możliwość powoływania i niepowoływania sędziów. My stoimy na stanowisku, że prezydent sędziów powołuje na nasz wniosek. Niewątpliwie w tej sprawie powinien się wypowiedzieć Trybunał Konstytucyjny” – ocenił szef Rady.
Sędzia Dąbrowski dodał, że prezydent Kaczyński przedstawił w środę Radzie przyczyny odmowy powołania dziewięciorga sędziów, co zostało KRS przekazane w sierpniu zeszłego roku, a w Monitorze Polskim ogłoszone 3 stycznia tego roku. Oznacza to – mówił sędzia Dąbrowski – że tych 9 sędziów musi ponownie poddać się procesowi weryfikacyjnemu i od nowa aplikować na wakujące stanowiska sędziowskie.
„Pytaliśmy o to pana prezydenta. Odpowiedział, że miał zastrzeżenia co do terminowości sporządzania uzasadnień orzeczeń przez te osoby oraz stabilności ich orzecznictwa – czyli tego, że ich orzeczenia stosunkowo często były uchylane przez wyższe instancje” – ujawnił Dąbrowski. Pytany przez PAP przyznał, że oznacza to, iż prezydent we własnym zakresie dokonywał oceny pracy sędziów. Indagowany, czy to dopuszczalne, szef KRS odparł, że Rada „nie może narzucać prezydentowi interpretacji Konstytucji” i powtórzył, że w sprawie powinien się wypowiedzieć Trybunał.”
Czwartek, 31 Styczeń 2008 o 2:43 pm
No to ja się wyłamię i stanę po stronie prezydenta 😉 Nie dlatego, żebym jakoś szczególnie kochał urzędującego prezydenta, ale – tak, dla zasady.
Jeśli chodzi o argument w postaci procedury ustawodawczej (Marszałek Sejmu nie przekaże ustawy do Senatu): ścieżka legislacyjna jest opisana w Konstytucji w 100%, nie ulega zatem wątpliwości, że ani Marszałek nie ma możliwości schowania uchwalonej ustawy do kieszeni, ani też Prezydent nie ma możliwości zniknięcia jej na późniejszym etapie.
(Nb. w systemie amerykańskim rodziło się kiedyś coś takiego jak pocket veto, ale zostało chyba skutecznie ubite za Niksona…. oooo właśnie na Wiki czytam, że GWB odświeżył tę tradycję…)
Co do samej kontrasygnaty. Zgadzam się, że premier, który w ten sposób przejmuje polityczną odpowiedzialność za akty prezydenta, może i powinien odmówić podpisania się pod dokumentem niezgodnym z prawem (tu Sarnecki Ameryki nie odkrywa). Ale mam wątpliwość czy może odmówić kontrasygnowania aktu zgodnego z prawem, tylko dlatego, że mu się on nie podoba.
Jeszcze raz wrócę do mojego przykładu z ratyfikacją traktatu. Czy mam rozumieć, że Prezes Rady Ministrów dostaje w ten sposób dodatkowy oręż w walce z zobowiązaniami międzynarodowymi, które uzna za niewłaściwe, niekorzystne bądź niestosowne?? (lubię czasem takie nagromadzenie epitetów będących w sumie synonimami 😉
Czwartek, 31 Styczeń 2008 o 2:45 pm
PS a jaka jest różnica normatywna między zdaniem „Prezydent powołuje” a „sędziowie są powoływani przez Prezydenta”, dalibóg, nie rozumiem. Ale właśnie sobie coś przypomniałem, jak mi się nie zapomni do wieczora to może jeszcze jutro to pokażę 😉
Czwartek, 31 Styczeń 2008 o 3:20 pm
@Olgierd: pytasz czy premier może odmówić kontrasygnowania aktu zgodnego z prawem. Muszę przyznać, że nie mam tu wyrobionego zdania. A jest przepis z którego wynika obowiązek kontrasygnowania aktu Prezydenta? Chyba nie ma. Czytam sobie orzeczenie TK w sprawie nowelizacji ustawy o KRRiT, tam TK zawarł takie stwierdzenie:
„Kontrasygnata nie jest czynnością ceremonialną, lecz konstrukcją, która służy wzięciu przez Prezesa Rady Ministrów – który przez podpisanie aktu ponosi odpowiedzialność przed Sejmem – odpowiedzialności politycznej za akt Prezydenta, który nie odpowiada parlamentarnie za swoją decyzję. W konsekwencji oznacza to, że rząd (Prezes Rady Ministrów) stałby się [w przypadku powoływania szefa KRRiT przez Prezydenta – Quake] WSPÓŁUCZESTNIKIEM DECYZJI o obsadzie stanowiska Przewodniczącego Krajowej Rady. (…) Oznaczałoby to, że powołując (odwołując) Przewodniczącego KRRiT Prezydent RP każdorazowo musiałby uzyskiwać ZGODĘ (podpis, kontrasygnatę) Prezesa Rady Ministrów na ten akt urzędowy.”
Między wierszami gdzieś tam chyba pobrzmiewa pogląd, że i premier ma w sprawie kontrasygnaty coś do powiedzenia. Ale pewności nie mam 😉 W każdym razie nikt do tej pory nie stawial tej sprawy na ostrzu noża. Ale nie wykluczam, że i tu się może pojawić konflikt. I dlatego zgadzam się z tym co napisał – jeszcze na gruncie małej konstytucji – Lech Garlicki w zdaniu odrębnym do o uchwały Trybunału Konstytucyjnego z dnia 5 września 1995r (W. 1/95). Otóz pada tam takie oto zdanie: „spór o kontrasygnatę jest – w istocie rzeczy – sporem o koncepcję polskiej prezydentury”.
Aha: i mam nadzieję, że Ci się nie zapomni do wieczora 😉
Czwartek, 31 Styczeń 2008 o 3:27 pm
Jeśli nie ma przepisu mówiącego, że premier ma obowiązek udzielenia kontrasygnaty, to zwrócę uwagę, że nie ma także przepisu nakładającego na Prezydenta obowiązku podpisania sędziowskich nominacji 😉
Ten passus z wyroku ws. KRRiTV znam (a w zasadzie znałem), ale – nie przesądzając ani w te, ani we wte – zwrócę uwagę na RAŻĄCY przypadek, o którym już pisałem – ratyfikacja traktatów międzynarodowych.
Tak, to jest właśnie ten spór. I dlatego właśnie stoję po stronie Pałacu, i dlatego właśnie ubolewam, że mamy na stolcu osobę, która nie będzie w stanie się rozepchać (poprzedni prezydent nie chciał, ten nie umie).
Czwartek, 31 Styczeń 2008 o 3:36 pm
Jednak jest różnica między „akty wymagają dla ważności kontrasygnaty” a „sędziowie są powoływani”. Przepis nie brzmi „sędziowie wymagają powołania przez Prezydenta” 😉
Koncepcja Prezydenta rozpychającego się łokciami w oparciu o niejasne przepisy konstytucji jakoś mnie nie zachwyca. Mam raczej nadzieję, że czasy takiej prezydentury (Wałęsa) mam już za sobą. W końcu preambuła konstytucji wskazuje, że przepisy ustawy zasadniczej oparte są „na (…) współdziałaniu władz”. No ale kto by tam czytał preambułę 😉
W każdym razie systemu prezydenckiego to się u nas metoda samych tylko faktów dokonanych nie da wprowadzić. Choćby nie wiadomo jak się Prezydent rozpychał 😉
Czwartek, 31 Styczeń 2008 o 3:53 pm
Rzecz w tym, że zasadniczą mamy zasadniczo momentami niejasną. Ojcowie myśleli, że jak napiszą bohomaz na ćwierć tysiąca artykułów to wykluczą wszelkie wątpliwości i dyskusje. A tu figa z makiem.
Co do współdziałania: u nas za często myśli się o tym, że owszem, Sejm i Rada to sobie mogą współdziałać, ale – trawestując słowa de Gaulle – „prezydent? ma nadążać!”
Trójpodział mamy jakoś tam zadekretowany, równowagę niby też, ale tylko w warstwie werbalnej. W praktyce ani jednego, ani drugiego: prezydent – podpisz! prezydent – nie spotykaj się z ministrami! prezydent – po co ci Rada Gabinetowa?! prezydent – najlepiej siedź cicho!
PS ja nie mówię, że Pałac może olać papiery przychodzące z KRS. Mówię tylko o tym, że a) przepisy są niejasne (ale jaśniejsze, u licha, będą dopiero wtedy, jeśli konstytucję będziemy mieli jak encyklopedię 12-tomową), b) wobec tej niejasności cały czas kształtuje się u nas zwyczaj polityczny.
Więc rzymskim targiem zróbmy tak: niechaj Prezydentowi będzie wolno odmówić powołania sędziego, ale niechaj się pod tym podpisze Prezes 😉
Czwartek, 31 Styczeń 2008 o 3:57 pm
@ Olgierd: czyli Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek. Tylko który jest który? 😆
Czwartek, 31 Styczeń 2008 o 4:12 pm
Jako agnostyk powiem: nie wiem 😉
Jako nieskrywany miłośnik systemu prezydenckiego powiem: Pałac rulez! 😉 i to zarówno w dywagacjach z premierem, oraz w relacjach z innymi segmentami władzy (bo naprawdę widzę poważne odgięcie, w zasadzie to Prezydentowi zostaje tylko weto i Trybunał, a i to ledwie zamiennie, nie tak jak przed 1997 rokiem.
Czwartek, 31 Styczeń 2008 o 6:07 pm
@Olgierd: problem polega na tym, że nasi ojcowie założyciele zapragnęli połaczyć system prezydencki z parlamentarno-gabinetowym. No cóż, chcieli jak najlepiej a wyszło tak jak zwykle 🙂
Piątek, 1 Luty 2008 o 8:59 am
Nasi Founding Fathers chcieli połączyć wszystko ze wszystkim i, smutny fakt, wyszło im takie coś.
Ale prawdą też jest, że niedoskonały akt prawny też może być naprawiony w drodze sensownego stosowania. Niestety, w ostatnim czasie – częściowo za przyczyną orzecznictwa TK, gdzie zasiada za dużo profesorków, a za mało praktyków – wykładnia prawa za często sprowadza się do talmudycznego czytania przepisików. A zapomina się o czymś takim jak duch praw.
Piątek, 1 Luty 2008 o 1:37 pm
A tak z ciekawości spytam – na przykład który wyrok był talmudyczny? 🙂
Piątek, 1 Luty 2008 o 4:13 pm
Każdy prawie wyrok jest talmudyczny, dla mnie jednym ze szczytów jest K 43/01 (w sprawie „ustawy 203”). W odróżnieniu od wyroków grandziarskich, jak np. K 22/97 w sprawie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach.
Piątek, 1 Luty 2008 o 6:24 pm
Ja mam wrażenie, że TK momentami przesadza z tym szukaniem ducha – zwłaszcza kiedy pojawia się problem skutków orzeczenia („obalenie domniemania konstytucyjności” – a to po ogłoszeniu wyroku, a to po opublikowaniu) itp. Ale ja młody jestem jeszcze 😉
A propos sprawy, której dotyczy notka:
„W trakcie pierwszego od lat spotkania Krajowej Rady Sądownictwa z prezydentem udało się przełamać kryzys w dotychczasowych kontaktach. – Atmosfera była dobra, prezydent był otwarty na nasze sprawy – ocenia sędzia Stanisław Dąbrowski, przewodniczący KRS.
Nie we wszystkich udało się jednak uzyskać kompromis. Tak było np. w sprawie odmowy nominacji dla dziewięciu sędziów. Prezydent traktuje ten przepis jako swoją prerogatywę, czyli możliwość powoływania lub niepowoływania sędziów. Rada natomiast stoi na stanowisku, że prezydent sędziów powołuje na jej wniosek. Żadna ze stron nie dała się przekonać. Być może o sprawie wypowie się Trybunał Konstytucyjny. KRS, która nie ma tu możliwości wystąpienia do TK, zwróciła się do I prezesa Sądu Najwyższego i prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego, by sformułowali wniosek do Trybunału o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego między prezydentem a nią w tej sprawie.”
http://rp.pl/artykul/88812.html
Piątek, 1 Luty 2008 o 11:02 pm
Ech, z tymi skutkami orzeczeń to w ogóle jajo jest. Swego czasu była nawet na ten temat mała wojenka z SN, od czasu do czasu powraca ona przy okazji różnych innych orzeczeń, ot jakieś 3 lata temu w zw. z wyrokiem w sprawie „trzynastek” dla samorządowców, gdzie TK właśnie poszedł po bandzie z „jesteśmy za a nawet przeciw”, a sądy powszechne – i później SN – nie dały się zakręcić i orzekały jak należy.
Piątek, 8 Luty 2008 o 8:50 pm
Postarałem się trochę poszperać i poczytać te glosę, o której wcześniej pisałem. Znalazłem, ale nic nadzwyczajnego. Ta glosa dotyczy zupełnie innego tematu (swoją drogą ciekawego). Brak w niej szerszego uzasadnienia co do braku kognicji sądu administracyjnego w naszej sprawie.
Na marginesie – znalazłem drugą glosę tego autora – [P. Brzozowski, glosa do wyroku WSA w Opolu z dnia 7 listopada 2005 r.; II SAB/Op 13/05, LEX/el. 2007.]. Wynika z niej, że WSA nie powinien oddalać skargi na bezczynność dlatego, że prezydent wydał akt, ale umarzać postępowanie i zasądzić zwrot kosztów postępowania. Całkiem dobre uzasadnienie.
Wracając jednak do meritum, WSA może wcześniej skargi odrzucić. Powołanie ani odmowa rzeczywiście nie jest decyzją. Chyba również nie jest innym aktem lub czynnością zakresu administracji publicznej. Ustawa nie daje przecież wprost uprawnienia. Trochę zaczynam się bać o wynik.
Piątek, 8 Luty 2008 o 9:54 pm
@Ryszard: też czytałem tę glosę. Istotnie, „nasza” sprawa pojawia się tam marginesowo, z tego co pamiętam to jedynie w przypisie. Odnośnie wyniku: pożyjemy zobaczymy. Moim zdaniem sensowym rozwiązaniem byłoby zadanie przez WSA pytania prawnego do TK. W pytaniu należałoby zapytać: czy art. 55 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, rozumiany w ten sposób, że dopuszcza on możliwość niepowołania sędziego przez Prezydenta pomimo wniosku KRS jest zgodny z art. 179 Konstytucji.
Piątek, 8 Luty 2008 o 11:35 pm
Wolałbym, żeby rozstrzygnął to jednak WSA lub NSA…już widzę jak TK mógłby zareagować na „rozumiany w ten sposób”, a poza tym pytanie takie WSA mógłby chyba dopiero wtedy zadać, gdyby wpierw uznał, że skarga jest dopuszczalna.