Source: https://www.prawo-pracy.pl/przyczyny_braku_wspolczesnej_praworzadnosci_czesc_10_przyczynek_do_dyskusji-a-344.html
Timestamp: 2020-02-24 09:59:25
Legal References Found: art. 58
 art. 775
 art. 29
 art. 775
 art. 178
de lege lata
 art. 22
 art. 16
 art. 91
de lege lata

Document Content:
Przyczyny braku współczesnej praworządności – część 10 (przyczynek do dyskusji)
Tadeusz M. Nycz • Opublikowane: 2010-03-24
W rozwijającej się gospodarce wolnorynkowej wykorzystywanie funkcji ochronnej prawa pracy powinno sprzyjać dbałości o obie strony stosunku pracy. Przedstawiony w cyklu artykułów zbiór obrazujący nieuczciwość w stosunkach zatrudnieniowych, dotykającą zarówno pracowników jak i pracodawców – dowodnie świadczy o potrzebie zmiany, tym bardziej że omówione zagadnienia stanowią jedynie wybrane przykłady powszechnych problemów w zakresie stosowania przepisów prawa pracy.
Oczywiście, ze względu na stałą i niezmienną słabszą pozycję prawną pracownika, w strukturze przepisów ochronnych w większym zakresie uwzględniane jest dobro pracownika. Harmonijny rozwój gospodarki i stosunków zatrudnieniowych wymaga jednak oparcia działań legislacyjnych i kierunków wykładniowych na zasadzie uczciwości względem obu stron stosunku pracy.
W zatrudnieniowych stosunkach społecznych potrzeba zwracania szczególnej uwagi na uczciwość nie jest niczym nowym. Pisał o tym Jan Paweł II, a także skierował takie właśnie słowa do parlamentarzystów w czasie swej wizyty w Sejmie RP w 1999 r. (por. encyklikę Jana Pawła II Laborem exercens, Warszawa 1982).
Incydentalnie w literaturze prawa pracy pojawiają się opracowania przypominające o podstawach zdrowych stosunków zatrudnieniowych, wskazujące na potrzebę refleksji pod kątem przestrzegania zasad dekalogu i spuścizny po Janie Pawle II (por. T. Liszcz, Papież Jan Paweł II o pracy – w 25 rocznicę ogłoszenia encykliki Laborem exercens, PiZS 2006/10/2, K. Walczak, Spuścizna Jana Pawła II w zakresie relacji pracowniczych – wyzwania dla rządów i partnerów społecznych, „Monitor Prawa Pracy” 2005/5/116, T. Liszcz, Prawo pracy instrumentem polityki prorodzinnej państwa, PiZS 2007/6/2, oraz T. Nycz, Klincz, „Pracodawca”, 2008/6).
Odnotować także należy ostatnie rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego, który w ramach dostosowywania wykładni prawa pracy do zgodności z zasadami konstytucyjnymi kieruje interpretację prawa w sferę odpowiadającą poczuciu sprawiedliwości (por. wyrok TK z dnia 27.11.2007 r. SK 18/05, Dz. U. z 2007 r. Nr 225, poz. 1672, w którym Trybunał dopuścił dochodzenie roszczeń odszkodowawczych na podstawie odpowiednio stosowanych przepisów Kodeksu cywilnego w sprawach wykraczających poza odszkodowanie przewidziane w art. 58 K.p.).
Niestety, są to głosy odosobnione. Pomijając nieliczne moje wypowiedzi, w literaturze prawa pracy jak dotychczas nie zajmowano się problematyką legalnej, wiążącej wykładni prawa. Na problemy związane z brakiem legalnej, wiążącej wykładni ustaw zwracałem uwagę w kilku opracowaniach (por. T. M. Nycz, Kodeks pracy z komentarzem, Kraków-Tarnobrzeg listopad 2008, str. 7-8, T. Nycz, Granice wykładni prawa pracy, „Studia z zakresu prawa pracy i polityki społecznej” pod red. A. Świątkowskiego, Kraków rocznik 2007, T. M. Nycz, O stanowieniu i stosowaniu prawa, www.prawo-pracy.pl).
Problematyka systemu prawa, w tym istnienie legalnej wiążącej jego wykładni, dotyczy oczywiście wszystkich gałęzi prawa a nie tylko prawa pracy. W stosunkach pracy jednak najbardziej widoczne są negatywne skutki braku legalnej wykładni ustaw.
Polska historia wykazuje, że istotne zmiany polepszające naszą rzeczywistość rozpoczęły się w zakładach pracy, dlatego sądzę, że dla pomyślnego i sprawiedliwego rozwoju warto przypomnieć założenia moralne „Solidarności” i podjąć dzieło naprawy stosunków zatrudnieniowych zgodne z tymi ideami (por. M. Schumann, Karabeusz, T. M. Lubrza, T. Nycz, Testament Papieża, http://www.dobryebook.pl/darmowe-ebooki.html).
Niezbędnym warunkiem konkretnej poprawy w tym zakresie jest w szczególności przywrócenie Trybunałowi Konstytucyjnemu prawa wydawania legalnej, wiążącej wykładni ustaw, bez której trudno mówić o stabilności stosowania prawa, jego pewności i o poczuciu bezpieczeństwa adresatów normy prawnej.
Przywrócenie legalnej wykładni ustaw dawałoby szansę na podjęcie w określonym trybie starań wykładniowych, aby m.in. omówione w niniejszym cyklu artykułowym problemy błędnych wykładni prawa poddać pod osąd Trybunału Konstytucyjnego i uzyskać wiążącą dla wszystkich wykładnię, pozwalającą na zagwarantowanie jednakowego stosowania prawa względem pracowników i pracodawców.
Brak legalnej, wiążącej wykładni prawa przynosi widoczne, negatywne konsekwencje w całej systematyce prawnej, w tym również w systemie stosowania i wykładni prawa, a także działalności w zakresie literaturowym i komentatorskim.
Przede wszystkim brak wiążącej wykładni ustaw stwarza wrażenie dopuszczalności interpretacyjnej każdego przepisu prawa, który z pozoru jedynie może budzić wątpliwości wykładniowe.
Wynika to stąd, że tego rodzaju działalność pseudointerpretacyjna nie podlega żadnej weryfikacji, dlatego autorzy takich publikacji nie są poddawani ocenie merytorycznej i tym sposobem rozprzestrzenia się w tej dziedzinie działalność na zasadzie „papier wszystko przyjmie”, nawet najbardziej skrajne nonsensy.
Trzeba pamiętać o tym, że prawo jest tak stare jak państwo, ponieważ służy ono organizacji stosunków społecznych, a te poczęły się organizować z chwilą formalnego powołania struktury państwowej, czyli prawo jest nierozerwalnie związane z państwem.
Z tego powodu prawo pozostaje w ścisłym związku z praktyką i wszelkie jego nauki nawet o charakterze teoretycznym nie mogą stanowić sztuki dla sztuki, gdyż w efekcie mają służyć właściwej organizacji stosunków społecznych w państwie.
Takie podejście do prawa i jego wykładni powoduje określone konsekwencje, nakładające na prawników zadania nie tylko rzetelnej działalności mieszczącej się w ogólnym tego słowa znaczeniu, ale takiej działalności, która przynosić będzie praktyczne korzyści, a nie zmierzać jedynie do zapełnienia określonej wielkości kartek papieru.
Niestety, rzeczywistość zdaje się przeczyć wszystkim tym poprawnym założeniom charakterystycznym dla nauk prawych. Wspomnieć choćby należy, że mamy do czynienia z niedoskonałym systemem kształcenia prawników, polegającym przede wszystkim na tym, że studenci otrzymują masę wiadomości teoretycznych, z których nie umieją w praktyce zawodowej poprawnie wykorzystać, gdyż pozbawieni są podstawowej dla tego zawodu umiejętności.
Po części nie rozumieją kierunków poprawnej działalności prawniczej, gdyż na studiach prawniczych nie zostali nauczeni zasad wykładni prawa. Oczywiście zajęcia teoretyczne z tego zakresu istnieją, ale mają one czysto teoretyczny, opisowy charakter, bez wymaganych i niezbędnych kierunków praktycznych.
Przyswojenie przez studenta opasłych tomów wiedzy prawniczej nie przyniesie większych korzyści, jeśli absolwent prawa nie będzie wiedział, w jaki sposób poprawnie ma interpretować wątpliwą regulację prawną.
Jeśli nie zostanie nauczony posługiwania się w sposób właściwy zasadami wykładni prawa, to cały teoretyczny bagaż wiadomości na niewiele się przyda, a przecież prawnika kształci się po to, aby następnie umiał stanowione prawo stosować.
Znamienne jest to, że niniejszymi słowami nie czynię jakiegoś epokowego odkrycia, lecz pokazuję racjonalny system kształcenia prawników. Niestety problem ten nie jest podejmowany nawet w ramach toczonych dyskusji na temat kształcenia kadr prawniczych.
Ten zasadniczy brak w kształceniu kadr prawniczych powoduje dalsze negatywne skutki. Prawnicy, w zdecydowanej większości nie posiadają umiejętności komentowania przepisów prawa w zakresie problemów budzących wątpliwości interpretacyjne.
Tego rodzaju zjawiska opisuje się co najwyżej, ale nie komentuje. Różnica polega na tym, co można na bieżąco sprawdzić w dowolnym komentarzu np. Kodeksu pracy, że autorzy opracowania zajmują się opisywaniem istniejących kierunków wykładniowych, a nie komentarzem, który ma polegać na wyjaśnianiu, dlaczego określony sposób wykładni winien być przyjęty za poprawny a inny za błędny.
Najbardziej rozpowszechnione komentarze sprowadzają się do przedstawienia przez autora poglądów orzeczniczych, czy literaturowych w danym zakresie, bez słowa odniesienia się co do ich poprawności.
Niestety, tego rodzaju formułę pseudokomentatorską stosują nie tylko zwykli absolwenci wydziałów prawa i administracji, ale także osoby wysoko wykształcone z tytułami profesora belwederskiego, co już jest bardzo niepokojące, gdyż źle świadczy o poziomie naszych uczonych prawników.
Przeciętny komentator, nazywany najczęściej ekspertem w danej dziedzinie prawa, tłumacząc przepisy, przyjmuje określone stanowisko, czyniąc to albo bez przeprowadzenia jakiejkolwiek analizy wykładniowej, albo też analizę tę zastępuje powołaniem określonego rozstrzygnięcia sądowego, głównie Sądu Najwyższego.
W braku legalnej, wiążącej wykładni prawa, rzecz jasna, Sąd Najwyższy jest uznawany za autorytet w dziedzinie kierunków wykładniowych, co jest zjawiskiem zarówno naturalnym jak i poprawnym.
Orzecznictwo Sądu Najwyższego w zakresie prawa pracy w 99% charakteryzuje się poprawnością niebudzącą większych zastrzeżeń. Niestety także temu gremium zdarzają się błędne rozstrzygnięcia, co jest rzeczą zrozumiałą, gdyż nie myli się jedynie ten, kto nic nie robi.
Niepokojące nie jest to, że Sąd Najwyższy czasami wydaje błędne rozstrzygnięcia, ale to, że prezentuje uzasadnienia, których logika jest błędna i dlatego nie powinna się zdarzyć w rozumowaniu tego szacownego gremium, zwłaszcza jeśli jeszcze obraduje w składzie 7-osobowym.
Przykładowo w uchwale 7 sędziów SN z dnia 19 listopada 2008 r., II PZP 11/08, stwierdzono, że „kierowca w transporcie międzynarodowym, odbywający podróże w ramach wykonywania umówionej pracy i na określonym w umowie obszarze jako miejsce świadczenia pracy, nie jest w podróży służbowej w rozumieniu art. 775 § 1 K.p.”.
Uchwała ta w zakresie poszczególnych tez uzasadnienia kompromituje skład orzekający, a przynajmniej 6 osób spośród niego, gdyż jeden z sędziów złożył zdanie odrębne. Przede wszystkim zdumienie budzi stwierdzenie SN, że pojęcia: „miejsce pracy” i „stałe miejsce pracy” użyte w dwóch przepisach Kodeksu pracy, a mianowicie art. 29 i art. 775, mają rzekomo to samo oznaczać.
W tym zakresie SN dopuścił się naruszenia pierwszoplanowej gramatycznej zasady wykładni prawa, zgodnie z którą tym samym zwrotom należy przypisywać to samo znaczenie, a różnym zwrotom – różne, chyba że co innego wynika z przepisów ustawy.
Wskazane zwroty różnią się słowem „stałe”, wobec tego z gramatycznego brzmienia musi być dla każdego interpretatora jasne, że są to dwa o różnym znaczeniu sformułowania. W Kodeksie pracy nie ma postanowień, na podstawie których można by twierdzić, że zwroty te oznaczają to samo.
Przeciwnie, w Kodeksie pracy ustawodawca posługuje się pojęciem „stałe miejsce pracy” w art. 178 K.p. Wystarczy prześledzić komentarze tego przepisu, aby się przekonać, że stałe miejsce pracy, to takie, które jest określone z dokładnością nazwy miejscowości.
W powołanej uchwale SN nie dokonał do tego żadnej analizy wykładniowej, która pozwalałaby nawet na ewentualne przyjęcie tożsamego rozumienia tych zwrotów. Wobec tego rozstrzygnięcie stanowi ewidentny błąd w sztuce wykładniowej.
Do czego prowadzi brak legalnej, wiążącej wykładni ustaw świadczy także cały korowód procesowy związany z projektem zmiany ustawy o swobodzie działalności gospodarczej w kierunku stwierdzenia w niej, że rozdział 5 dotyczący kontroli działalności gospodarczej przedsiębiorcy nie stosuje się do kontroli przeprowadzanej przez Państwową Inspekcję Pracy.
Projekt pochodzi od Prezydenta RP i był wyjaśniany w dniu 17 lutego 2010 r. na posiedzeniu Komisji ds. Kontroli Państwowej Sejmu przez sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta. Celowościowe uzasadnienie tego projektu zmierza do wyeliminowania wątpliwości interpretacyjnych co do tego, że wskazanych przepisów nie stosuje się do kontroli prawa pracy.
Mamy tutaj klasyczny przykład nowelizacji przepisów ustawy po to, aby poprawnie stosować istniejące już prawo, które w tym zakresie akurat nie powinno budzić jakichkolwiek wątpliwości prawnych.
Nie wierzę bowiem aby b. Główny Inspektor Pracy, a obecnie sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta nie wiedziała, że de lege lata do kontroli prawa pracy wszystkich przedsiębiorców nie stosuje się rozdziału 5 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej.
Wynika to z prostego faktu, a mianowicie zakresu podmiotowego stosowania Konwencji Nr 81 MOP w sprawie inspekcji pracy... (Dz. U. z 1997 r. Nr 72, poz. 450), która w Polsce obejmuje wszystkich pracodawców także tych ze sfery publicznej, a nie tylko przedsiębiorców o charakterze przemysłowym czy handlowym.
Zgodnie bowiem z art. 22 Konstytucji Międzynarodowej Organizacji Pracy (Dz. U. z 1948 r. Nr 43, poz. 308, z późn. zm.) Polska co roku zdaje sprawozdanie do MOP, podpisywane przez Głównego Inspektora Pracy, w zakresie realizacji postanowień Konwencji Nr 81 i takie sprawozdania obejmują wszystkich pracodawców.
Tymczasem ukazała się wykładnia doktrynalna L. Florka, który w pobieżnym i całkowicie błędnym co do ostatecznej konkluzji opracowaniu dowodzi, że rzekomo Konwencja Nr 81 MOP dotyczy jedynie przedsiębiorców handlowych i przemysłowych.
Zamieszanie stworzone przez to opracowanie, które Redakcja miesięcznika „Praca i Zabezpieczenie Społeczne” błędnie zamieściła w nr 3 z 2008 r. w części „Wykładnia i praktyka” spowodowało właśnie ów wniosek legislacyjny Prezydenta.
Przebieg posiedzenia Komisji do spraw Kontroli Państwowej w dniu 17 lutego 2010 r., delikatnie rzecz ujmując, świadczy o nieprzygotowaniu uczestników do dyskusji na ten temat. Przede wszystkim nikt nie wyjaśnił istniejącego rzeczywiście stanu prawnego, co powinno stanowić podstawę do prowadzenia wszelkich dalszych analiz.
Do tego jeszcze któryś z posłów stwierdził, że on nie może się zgodzić, aby kontrola inspektora pracy była wyłączona spod limitu czasowego, co świadczy ewidentnie o niewiedzy w zakresie obowiązującego prawa.
Przypomnę, że zgodnie z art. 16 Konwencji Nr 81 MOP przedsiębiorstwa mają być kontrolowane tak często i tak starannie, jak to jest konieczne dla zapewnienia stosowania odpowiednich przepisów prawnych.
Wskazane postanowienie ma pierwszeństwo stosowania na wypadek kolizji z ustawą zwykłą, o czym stanowi art. 91 Konstytucji RP. W konsekwencji, objęcie kontroli inspektora pracy jakimś limitem czasowym jest de lege lata prawnie niedopuszczalne, co już przesądza o tym, że rozdział 5 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej do kontroli prawa pracy nie może być w ogóle stosowany.
Podane przykłady pokazują, jakie negatywne skutki prawne wynikają z braku legalnej, wiążącej wykładni ustaw, co tym samym uzasadnia podjęcie odpowiednich działań w kierunku przywrócenia tej wykładni, gdyż jest ona prostszą formułą wyjaśniania prawa, aniżeli doprecyzowanie postanowień ustawowych w drodze kolejnych nowelizacji.