Source: http://zlisiecki.unixstorm.org/schizofrenia/viewtopic.php?f=39&t=30575
Timestamp: 2019-11-16 02:50:48
Legal References Found: art. 20
 art. 20
 art. 7
 art. 12
 art. 8
 art. 23
 art. 233
 art. 12
 art. 12
 art. 39314
 art. 12

Document Content:
Sąd: ukrycie prawdy o chorobie psychicznej uzasadnia unieważnienie małżeństwa - Forum - Schizofrenia
Sąd: ukrycie prawdy o chorobie psychicznej uzasadnia unieważnienie małżeństwa
Post autor: cezary123 » pn kwie 09, 2018 11:34 pm
"Po tym, jak Adam B. przeżył konfrontację z drastycznymi objawami choroby żony, dowiedział się jakie to schorzenie i uświadomił sobie jego skutki, zdecydował o tym, że nie chce już żyć z chorą żoną. Jak wynikało z akt, powiedział jej wprost: "To koniec".
- W tym kontekście wywody Sądu Okręgowego o tym, że osoby chore na schizofrenię funkcjonują prawidłowo w związkach z partnerami oferującymi im wsparcie jawią się jako chybione, gdyż okazało się, że powód takim partnerem nie jest. Choroba pozwanej zagrażała jej małżeństwu z konkretną osobą – w tym przypadku z powodem, gdyż ten nie miał woli podejmowania ryzyka życia ze schizofreniczką – stwierdził Sąd Apelacyjny".
http://www.rp.pl/Rodzina/310049999-Sad- ... nstwa.html
Ja zrozumiałem tę sprawiedliwość tak, że chronić ma ona też prawidłowe małżeństwo owej chorej. (jakieś inne, teoretyczne).
Jeżeli na wstępie określono jakieś nieprawdziwe warunki początkowe i założenia, to trudno, żeby później dało to jakieś sensowne wyniki. Prawda daje wyższy poziom spełnienia i satysfakcji?
Ale z drugiej strony, kto nie chciałby być całkowicie zdrowy i wolny od kłopotliwych wad i błędów wszelkich chorób. To jeszcze prawdziwsze.
Polecam rozważyć takie sprawy wszystkim zdrowym partnerom i partnerkom osób chorujących.
Re: Sąd: ukrycie prawdy o chorobie psychicznej uzasadnia unieważnienie małżeństwa
Post autor: karuna » pn kwie 09, 2018 11:37 pm
Bo to ukłon sądu dla państwa wyznaniowego, tak samo robi kościół.
Post autor: cezary123 » pn kwie 09, 2018 11:56 pm
pn kwie 09, 2018 11:37 pm
Według Kościoła nie ma w ogóle możliwości unieważnienia ślubu kościelnego. Może być tylko stwierdzenie jego nieważności od początku. Różnica jest taka, że kiedy według prawa świeckiego małżonkowie po unieważnieniu ważnego ślubu cywilnego mogą siebie nawzajem opuścić i poszukać innych osób, to według prawa kościelnego ważny ślub dwojga ludzi jest zawarty na wieczność.
Cała sztuka wziąć ważny ślub, raz a dobrze.
"Tzw. rozwód kościelny nie jest możliwy, gdy choroba psychiczna małżonka pojawiła się po zawartym związku, gdy nie nie jest ona ciężka, czy gdy nie czyni strony niezdolną do podjęcia istotnych zadań małżeńskich".
"Na początku od razu winno się wyjaśnić, iż tak postawiona teza rzeczywiście może budzić sporo kontrowersji, albowiem węzeł małżeński cechuje się przecież nierozerwalnością; albowiem sama postawa wielu katolików, chrześcijan na gruncie etycznym w tak skonstruowanym temacie może stawiać pod znakiem zapytania ich moralność zachowania, gdy w przypadku choroby współmałżonka zamiast o niego walczyć podejmują kroki mające na celu uznanie małżeństwa za nieważne. Tymczasem, już jedną z cech charakteryzujących prawdziwą niezdolność jest jej uprzedniość, tj. jej istnienie w konkretnej formie przynajmniej w chwili zawiązywania węzła małżeńskiego".
http://www.infor.pl/prawo/rozwody/rozwo ... zonka.html
Co, jeżeli przykładowo nasza żona w chwili zawierania ślubu kościelnego nie będzie miała żadnych problemów psychicznych a potem rozpije się, wpadnie w jakieś uzależnienia i nabawi się alkoholizmu albo innych chorób psychicznych? Mamy obowiązek traktować tę istotę jako jedyną, nam poślubioną osobę na wieczność. Nikt inny, tylko ona stała się naszą żoną na tle całej rzeczywistości.
Tak więc, śluby kościelne to naprawdę już wyższa szkoła jazdy. Wcale nie jest to takie proste i jednoznaczne, czy prawo kościelne jest lepsze czy gorsze.
"Niezdolność natury psychicznej jest jedną z przesłanek procesowych, która umożliwia uzyskanie orzeczenia o nieważności małżeństwa. Proces ten najczęściej rozpoczynamy powołując się na tytuł prawny : kan. 1095 n.3"
"Zgodnie ze stanowiskiem doktryny kanonistycznej „ małżeństwo to głęboka wspólnota życia i miłości powstała z aktu osobowego, przez który małżonkowie się sobie nawzajem oddają i przyjmują, świadczą sobie pomoc i posługę w zrozumieniu i miłości. Zespalają się w działaniu, troszczą się o wzajemne dobro, doświadczają jedności oraz osiągają coraz pełniejsze zjednoczenie” ( Ius Matrymoniale , 12 (85) 2007, s. 169.)
Kłóci się z taką miłością egoizm, szukanie siebie, tendencje do panowania i rządzenia, agresja wobec partnera. W świetle orzecznictwa kościelnego małżeństwo wymaga zdolności do oddania się drugiej osobie, zarówno w sferze fizycznej, jak i duchowej, przy zachowaniu autonomii i godności osób oraz zdolności do przezwyciężania własnego egoizmu i do dostrzegania własnych niedostatków; krótko mówiąc; zdolności do wyjścia poza swój własny świat. Podkreślić przy tym trzeba wyłączność wspólnoty małżeńskiej, co oznacza oddanie się bez reszty i ofiarne współdziałanie dla wzajemnego dobra. Tego wszystkiego małżonkowie mają prawo wzajemnie oczekiwać od siebie".
http://www.infor.pl/prawo/rozwody/rozwo ... nstwa.html
Ale, bez obawy. I tak wszystko wychodzi po ślubie. Nie ma co teoretyzować
"Niezdolność psychiczna do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich w wielu przypadkach objawia się dopiero po ślubie, ponieważ strony zamieszkają razem i są ze sobą , dzielą codzienne obowiązki itd. Stąd w procesach z tytułu niezdolności psychicznej bada się, w wyniku formalizmu procesowego, w większości fakty poślubne, a potem przekazuje się sprawę biegłemu sądowemu - psychiatrze lub psychologowi, który wydaje opinię o zaistnieniu niezdolności. "
Post autor: cezary123 » wt kwie 10, 2018 12:04 am
Dobra żona zrobi z męża bohatera a dobry mąż sprawi, że żona rozkwitnie w całym swoim pięknie.
Rzeczywiście niezdolni do małżeństwa ludzie niszczą się od razu, anihilują wzajemnie, blokują, uwsteczniają, zamiast pozwolić partnerowi na rozwój całego potencjału jako osoby i jako podmiotu relacji małżeńskiej.
Post autor: karuna » wt kwie 10, 2018 12:08 am
cezary123 pisze: Według Kościoła nie ma w ogóle możliwości unieważnienia ślubu kościelnego. Może być tylko stwierdzenie jego nieważności od początku.
Te dwa zdania sobie przeczą mimo wszystko. Czy bóg tam był, czy ksiądz był natchniony? hmm
Wiem że to skomplikowane, ale to nie miłość..
Post autor: cezary123 » wt kwie 10, 2018 6:36 pm
wt kwie 10, 2018 12:08 am
Też wydawało mi się, że przeczą sobie. Po głębszym zastanowieniu dopiero wyłowiłem sens.
Stwierdzenie nieważności ślubu od początku, oznacza wyłowienie sytuacji podobnych do sytuacji osób żyjących ze sobą bez ślubu, w błędnych relacjach, na niby. Pomaga to obu stronom uwikłanym błędnie w prawne konsekwencje ślubu, którego tak naprawdę nie było nigdy. Potem mogą sobie pójść w świat do tych innych, nieznanych jeszcze partnerów. A tak męczą się i wiążą fałszywym węzłem. Zabawne, że ukrycie faktu (bo nie lubię słowa prawda w tej sytuacji), choroby psychicznej pozwala stwierdzić nieważność relacji małżeńskiej z druga osobą, a zatem osoby w takiej sytuacji grzeszą jak w konkubinacie, nie przyjęli naprawdę sakramentu małżeństwa, krzywdzą się oboje i podążają w ślepą uliczkę. Zagranie w otwarte karty za to, pozwala na pełne wyrażenie woli życia ze sobą w takiej a nie innej rzeczywistości i zawarcie ważnego świętego małżeństwa. Prawdopodobnie chodzi tu o to, że jeden grzech powoduje drugi i powstaje reakcja lawinowa. Wyprostowanie sytuacji zależy od wyjścia ze wszystkich błędnych dróg, zaczynając od rozwiązania kłamstw i błędów.
Szkoda tylko, że nie od rozwiązania błędów Natury czyli od wyjścia i uwolnienia się całkowitego z różnych schorzeń organizmu i zaburzeń niezawinionych w środowisku ewolucyjnym i konsekwencji tych wad. Wtedy dopiero osoba ludzka byłaby naprawdę szczęśliwa i PRAWDZIWA.
Unieważnienie małżeństwa, (świeckie), oznaczać może oprócz tego przerwanie ważnej relacji z powodów innych niż brak ważnego ślubu. Przeciwstawienie się zawartej relacji. Tyle co rozwód, chociaż inaczej się nazywa. Wycofanie się ze ślubu. Niedopuszczalne dla osób, które odpowiedzialnie i prawdziwie wybrały siebie do małżeństwa na zawsze. Osoby ludzkiej nie da się wykasować, zmienić w inną, cofnąć w życiu, zmienić jej tożsamości, miłości i dlatego ślub jest Tajemnicą, którą nie wolno szastać.
Oczywiście mieści się w tym pojęciu też stwierdzenie nieważności ślubu, w sytuacjach, w których nie mogło do niego w ogóle dojść, a na papierku jest.
Czy był tam bóg? Zależy co dla kogo oznacza to pojęcie. To kwestia wiary. Jeżeli dał radę w ogóle zaistnieć, to był, jeżeli nie, to tylko wierzymy, że był. Tak czy owak, odwołujemy się do jakiegoś Absolutu, do granic Rzeczywistości poza nami. Świat nie kończy się na tych dwóch osobach biorących ślub, a życie może być różne. Dwie rzeczywistości połączone na wieki muszą mieć jakiś punkt odniesienia. Niektórzy nazywają to Miłością, która jako coś dobrego i nieznanego objawia się nam w miarę otwierania się naszej świadomości w istnieniu.
Ksiądz czy pastor czy pop to tylko urzędnik. Biorąc ślub cywilny tak samo odwołujemy się do prawa, państwa i Ojczyzny, w której żyjemy.
Tak na zdrowy rozum, to miłość też jest niezrozumiała. Osoba nie ma żadnych przecież żadnych podstaw do tego, żeby pokochać dowolną osobę ze wszystkich występujących w rzeczywistości. Wszystkie są sobie równe.
Ludzie pobierają się nie mając żadnej wiedzy o tym, czy to ma być ta osoba czy inna. Nie mogą sprawdzić przecież i odrzucić wszystkich pozostawiając sobie tą jedyną, najbardziej dopasowaną i przeznaczoną, z którą relacja małżeńska pozwoliłaby wydobyć najwyższy poziom jakości życia, optymalne wzmocnienie rzeczywistości i miłości. Ona może przejść gdzieś obok i pozostać nie odkryta, co powoduje w konsekwencji brak prawidłowego wyboru na wieki. Przypadek rządzi i chwilowa atrakcyjność.
Post autor: pamal » śr kwie 11, 2018 12:21 am
Niestety. Mój chłopak też uciekł gdy usłyszał diagnozę. Nie miało znaczenia jak się zachowuję tylko to małe słówko SCHIZOFRENIA. A może to czasem pretekst ucieczki dla niekochających. W książce z przypadkami psychiatrycznymi facet miał pretensję do żony, że jest chora psychicznie, bo cierpi na depresję, innemu nie przeszkadzała nerwica natręctw. Nie ma reguły.
Post autor: Meduzola » śr kwie 11, 2018 7:18 pm
Musiałam emanować 2008 jakąś złą energią, skoro małżonek nie mógł ze mną wytrzymać. Rozwiedliśmy się w 2010, ale sędzia odrzucił jego wniosek o odebraniu mi praw rodzicielskich. Sytuacja prawna osób z F20 jest dla mnie całkowicie niejasna. Studiowałam po separacji, radziłam sobie... Wszystko się załamało po kongresie Żydów w Berlinie 2012 i po dokonaniu przeze mnie tabletkowej aborcji. Hm, nie chciałam dziecka z przygodnej relacji, myślę, że to chłopiec by był...
Post autor: cezary123 » sob kwie 14, 2018 12:14 pm
Jak ktoś ciekawy, może poczytać sobie wyrok z uzasadnieniem w tej sprawie.
"Biegli wskazywali, że leczenie połączone ze wsparciem rodziny i psychoedukacją pozwala uniknąć rzutów choroby , umożliwia nawiązanie normalnych relacji małżeńskich, uczuciowych i seksualnych. Większość chorych na schizofrenię ma swoje rodziny i potomstwo. Zdaniem Sądu pierwszej instancji, nawet jeśli podczas pożycia małżeńskiego zdarzy się małżonkowi rzut choroby mimo prawidłowego leczenia (co rzadko, ale jednak jest możliwe), to nie jest to okoliczność zagrażająca małżeństwu. Objawy choroby można bowiem wyleczyć, a takie zaburzenie należy traktować podobnie jak inne choroby, które wywołują potrzebę czasowej hospitalizacji
Z tych powodów Sąd uznał, że choroba psychiczna pozwanej nie zagrażała i nie zagraża małżeństwu stron.
Z tych przyczyn, w okolicznościach niniejszej sprawy, unieważnienie małżeństwa tylko z powodu omawianej przesłanki byłoby drastycznym pozbawieniem podstawowych praw obywatelskich strony pozwanej i wyrazem dyskryminacji.
Z uwagi na powyższe Sąd uznał, że nie zachodzi w sprawie także przesłanka zagrożenia zdrowia przyszłego potomstwa. W konsekwencji powództwo należało oddalić.
Powrót stron do siebie nie jest niemożliwy. Z osobą chorą na schizofrenię można ułożyć wspólną przyszłość. Choroba nie stanowi zagrożenia, można z nią żyć w małżeństwie, tak jak z wieloma innymi chorobami czy ułomnościami. Wymaga to co prawda psychoedukacji, współdziałania małżonków, a także wzajemnego zaufania. Być może małżonkowie powinni być również bardziej odważni i suwerenni w swoich decyzjach.
ale po zaskarżeniu wyroku przez męża chorującej, w sposób, który każdy może sobie doczytać, Sąd Apelacyjny stwierdził:
"W okresie ciąży pozwana musiałby dochować najwyższej staranności w doborze leków, by z jednej strony nie stworzyć zagrożenia dla płodu, z drugiej zaś – powstania sytuacji, gdy odstawienie stale przyjmowanych przez nią leków spowoduje rzut choroby, godzący w dobro tak matki, jak i dziecka. Niezwykle istotne jest zapewnienie ciężarnej osobie wolności od stresu, którego źródłem może być świadomość, że współmałżonek jest zdominowany obawą o zdrowie psychiczne przyszłego potomka i o to, czy matka z uwagi na swoją chorobę będzie się dobrze opiekować dzieckiem. Postawa powoda zdaje się przemawiać za tym, iż w związku stron od takiego stresu pozwana nie byłaby wolna. Nie stanowiło to dobrej prognozy dla pożycia małżeńskiego stron i sytuacji ich potencjalnego potomstwa.
Dodatkowo wskazać należy, że pozwana nie ujawniła narzeczonemu pełnej prawdy o charakterze swej choroby".
Myślał sobie narzeczony, że:
"Nie zasługiwały na wiarę zaprzeczenia powoda, jakoby przed ślubem nie wiedział, że narzeczona leczy się psychiatrycznie, a jej zachowanie nie dawało mu żadnych podstaw do przypuszczeń, że nie jest w pełni zdrowa. Z zeznań powódki, jej rodziców i brata wynika jasno, że powód jeździł z pozwaną do psychiatry, nie wchodził jednak do gabinetu i nie interesował się przebiegiem tych wizyt, nie dopytywał o rodzaj problemów psychicznych żony, wielokrotnie natomiast był świadkiem jej szczególnych zachowań, takich jak płaczliwość, rozdrażnienie, lęki i deklarował wówczas, że „ kocha ją taką jaka jest”, że „razem przez to przejdą”. Na całkowitą aprobatę zasługuje wniosek Sądu Okręgowego, że powód akceptował łagodne objawy choroby pozwanej, nie był natomiast przygotowany na silny rzut chorobowy, jaki nastąpił w marcu 2010 r."
"Nie ma podstaw, by uznać, że miał przed ślubem wiedzę o tym, iż narzeczona chora jest na schizofrenię paranoidalną; samo korzystanie z terapii psychiatrycznej, co było tłumaczone jako wynik załamania nerwowego pozwanej, może być w świetle zasad doświadczenia życiowego postrzegane jako przejaw często występujących w społeczeństwie problemów emocjonalnych, a nie choroba psychiczna, zwłaszcza tak poważna jak ta, na którą cierpi pozwana.
Z przedstawionych względów, powództwo należało uznać za zasadne, podobnie jak argumenty i wnioski apelacji powoda."
http://orzeczenia.ms.gov.pl/content/$N/ ... -06-18_002
No ciekawe. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie diagnoza schizofrenii. Z inną chorobą psychiczną byłoby łatwiej wygrać w Sądzie.
Ale po co. Mąż najpierw jeździł z nią do psychiatry, opiekował się, zapewniał, że akceptuje jej zaburzenia, a jak co do czego, pojawiły się jakieś nieporozumienia, różnice zdań, pewnie kłótnie o majątek, o współwłasność małżeńską, to udał, że boi się o swoje dzieci z tego związku i wycofał ze związku. Na siłę to jeszcze gorzej, bo powód swoją postawą dawał niezbyt dobre prognozy dla tego małżeństwa. Nie był przygotowany i nie chciał wspierać swoją żonę schizofreniczkę i jeszcze by ją stresował podczas ciąży swoimi uprzedzeniami, pretensjami i wątpliwościami.
Ludzie sami nie wiedzą czego chcą.
Post autor: cezary123 » sob kwie 14, 2018 9:21 pm
No dobrze, to teraz czepimy się mężczyzny ukrywającego diagnozę. Żonie się znudziło i uciekła do rodziców.
Sąd uznał, że oboje zawarli małżeństwo w złej wierze. Dlaczego?
"Zgodnie z normą art. 20 §2 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego zawierającą autentyczną wykładnię pojęcia złej wiary małżonka / małżonków / , który mimo jednej z przeszkód wskazanych w dziale I tytułu I kodeksu, zawiera związek małżeński , w złej wierze jest on wówczas gdy w dacie zawierania związku wie o okolicznościach faktycznych wskazujących na podstawę , która zgodnie z przepisami ustawy jest przyczyną jego unieważnienia. Momentem wedle którego dokonywana jest tego rodzaju ocena jest chwila zawarcia małżeństwa. Wiedza ta ma dotyczyć faktów kwalifikowanych przez normy prawne jako przeszkoda do zawarcia małżeństwa . Irrewlewatne jest dla oceny złej wiary to czy małżonek ten zdawał sobie sprawę , że z przyczyn , które były mu znane wówczas, małżeństwo jakie zawarł może być unieważnione/ jest unieważnialne / na podstawie przepisów wskazanej wyżej części redakcyjnej kodeksu rodzinnego i opiekuńczego.
Prezentowany pogląd ma swoje potwierdzenie w stanowisku Sądu Najwyższego wyrażonym w orzeczeniach z 29 listopada 1972 , sygn.. III CRN 294/ 72 oraz z dnia 28 grudnia1982r , sygn.. I CR 349/82 , obydwa powołane za opracowaniem J. Gudowskiego - Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy - orzecznictwo - Wydawnictwo Zakamycze 1998r s. 54 , a także w stanowisku K. Piaseckiego w : Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy - komentarz WP 1990 s. 114.
Ustalenia poczynione w sprawie dają dostateczną podstawę do wyrażenia oceny , która zaprzecza trafności zarzutu naruszenia orzeczeniem Sądu I instancji norm art. 20 §1 i 2 kr i op a także art. 7 kc. Wynika z nich bowiem , że L. K. był od wielu lat przed zawarciem małżeństwa , systematycznie leczony , w tym hospitalizowany w szpitalu w A. z powodu choroby psychicznej , którą biegły psychiatra , wydający w postępowaniu rozpoznawczym przed Sądem I instancji opinię - lek. E. R. zidentyfikowała jako przewlekłą schizofrenię paranoidalną , a której konsekwencje stanowią zagrożenie dla małżeństwa oraz potomstwa stron / k. 44-48 akt/
Ponadto sam pozwany w swoich oświadczeniach zawartych w odpowiedzi na pozew , a także wysłuchany informacyjnie / k. 17 i 32 v akt / przyznał , że leczy się psychiatrycznie od 2001r , a fakt choroby był znany przyszłej małżonce . Co więcej wskazał , że przed zawarciem małżeństwa , które miało charakter związku konkordatowego, był pytany przez kapłana , o swój stan psychiczny i także wówczas nie ukrywał swojego stanu zdrowia, potwierdzenie którego zostało odnotowane w dokumentach parafii w W.."
Wobec powyższego nie można zasadnie twierdzić , jak czyni to autor apelacji , iż L. K. nie miał w chwili zawierania małżeństwa świadomości swojej choroby psychicznej wobec jej zdiagnozowania dopiero po ślubie. Przeczy temu także ustalenie Sądu , że okresie wspólnego zamieszkiwania przyszłych małżonków przed zawarciem związku , pozwany zażywał leki , których zaordynowanie musiało się w sposób oczywisty wiązać z rodzajową identyfikacją stwierdzonej u niego przez specjalistów jednostki chorobowej.
Zatem należy uznać , że w dniu 3 września 2011r miał [ podobnie jak i jego żona] świadomość choroby , której występowanie było podstawa faktyczną dla stwierdzenia przeszkody do zawarcia związku z którą obowiązujące przepisy prawa wiążą jego nieważność
http://orzeczenia.krakow.sa.gov.pl/cont ... -12-05_001
Irrewlewatne to znaczy irrelewantne oznacza po prostu nieistotne, nie mające wpływu
Protokolanci sobie piszą.
Trzeba było uzyskać zgodę Sądu. Zrobić badania, przejść procedurę.
Wtedy o unieważnienie i rozwód z każdej innej przyczyny można by było się ubiegać, ale z powodu choroby psychicznej już w żadnym wypadku do końca życia.
"W rozważaniach prawnych Sąd I Instancji stanął na stanowisku , że żądanie unieważnienia małżeństwa jest uzasadnione albowiem fakty ustalone w sprawie dostatecznie wskazują , że małżeństwo zostało zawarte mimo istnienia u pozwanego przewlekłej schizofrenii . Obydwie strony wiedziały o takim stanie zdrowia pozwanego i mimo tego , a także wobec braku zgody Sądu na zawarcie związku , zdecydowały się na małżeństwo. Takie zachowanie obu stron daje podstawę do oceny prawnej , że obydwoje zawarli je w złej wierze".
Sąd Apelacyjny podtrzymał wyrok i kochający się małżonkowie wrócili do swoich rodziców. Żona zabrała ze sobą dziecko a on płaci alimenty.
"Rozważając zagadnienie władzy rodzicielskiej oraz kontaktów ojca z dzieckiem , przebywającym na stałe z matką uznał , że ukształtowanie się wzajemnych relacji, w których dziecko nigdy nie mieszkało wspólnie z ojcem, a także wiek małoletniego decydują o tym , że władza ta będzie przysługiwała w pełni A. K. , a pozwanemu winna być ograniczona do prawa współdecydowania o istotnych sprawach syna"
Kobieta nie pozwoliła na rozwinięcie się prawidłowej rodziny, nie stworzyła ciepłego domu i relacji bliskiej, więc sąd uznał, że dziecko ojca nie widziało, i pozostanie on obcym człowiekiem. Ale płacić musi. Za te chwile rozkoszy zdradliwej i hulanki beznadziejne. Jedno drugiego warte i nie wiadomo na co oboje liczyli.
Trzeba było mądrzej podejść do sprawy.
Mimo wszystko tu, podobnie jak tam, trzeba bronić osoby chorującej. Nikt nie jest winien, że zachorował i przecież nie choruje specjalnie. Gdyby mógł, pewnie żyłby prawdziwiej, czyściej, zdrowiej i idealniej.
Relacja z najbliższą osobą powinna uwznioślać życie, poprawiać jakość, pozwalać na wzajemne leczenie błędów, wad i zła. Prowadzić do szczęścia. Widocznie nie pasowali do siebie i nie kochali się.
Post autor: cezary123 » sob kwie 14, 2018 9:44 pm
Zobaczymy, czy coś poszło do Sądu Najwyższego.
Post autor: cezary123 » sob kwie 14, 2018 9:58 pm
Poszło. Żona chciała siedzieć w małżeństwie dla jakichś swoich spraw, ale niestety nic z tego nie wyszło.
Mąż powiedział "nie", to nie.
"W skardze kasacyjnej pozwanej od wyroku Sądu Apelacyjnego skarżąca
zarzuciła obrazę art. 12 § 1 k.r.o. w zw. z art. 8 ust. 2 Konstytucji przez
jego niewłaściwe zastosowanie i przyjęcie, że w realiach niniejszej sprawy norma
ta mogła być podstawą unieważnienia małżeństwa podczas gdy w realiach sprawy
brak było przesłanek pozwalających na zniwelowanie związku małżeńskiego
przez jego unieważnienie przy braku przesłanek wyrażonych w tym przepisie,
co w sposób jednoznaczny potwierdził materiał dowodowy przeprowadzony
przed sądem pierwszej instancji.
W uzasadnieniu przytoczonej podstawy skargi podniosła,
że z rozstrzygnięciem Sądu Apelacyjnego nie sposób się zgodzić albowiem
wydane zostało w wyniku niewłaściwie zastosowanego prawa i nie
przeprowadzenia właściwej subsumcji ustalonego w sprawie stanu faktycznego,
a co za tym idzie poczynienia odmiennych acz błędnych ustaleń, których
dokonał Sąd Okręgowy. Podkreślała wynikający z art. 23 k.r.o. obowiązek
małżonków wzajemnej pomocy i wierności oraz współdziałania dla dobra rodziny.
Podnosiła, że jest to nieprawdopodobne w każdym związku, by współmałżonek
nie informował małżonka o celu wizyty lekarskiej, a ten nie interesował się tym,
z czego wynika że sąd odwoławczy, co się rzadko zdarza wykroczył poza ramy
wyrażone w art. 233 k.p.c.
Wnosiła o uchylenie zaskarżonego wyroku i orzeczenie co do istoty sprawy
przez oddalenie apelacji powoda i obciążenie go kosztami postępowania za
wszystkie instancje".
"Sformułowane w skardze kasacyjnej - jako przesłanka przyjęcia jej do
rozpoznania - zagadnienie prawne powinno poza uniwersalnym znaczeniem mieć
oczywisty, ścisły związek ze sprawą w której wniesiono skargę i z podniesionymi
w niej podstawami kasacyjnymi. W każdym jednak razie stanowiąc odrębny
i samodzielny element konstrukcyjny skargi kasacyjnej nie może być utożsamiany
z jej innymi elementami, w tym w szczególności z podstawami skargi, których
nie może zastępować".
http://www.sn.pl/sites/orzecznictwo/Orz ... 9-15-1.pdf
Nieprecyzyjnie wyjaśniła o co jej chodzi? Z tym małżeństwem?
Post autor: cezary123 » sob kwie 14, 2018 10:01 pm
http://www.lex.pl/czytaj/-/artykul/sn-u ... oroby-zony
Post autor: cezary123 » sob kwie 14, 2018 10:03 pm
I Sąd nie pomoże, jak małżonkowie nie wyjaśnią sobie, o co tak naprawdę im chodziło, kiedy czepiali się siebie i pakowali w związek na całe życie.
Post autor: cezary123 » sob kwie 14, 2018 10:29 pm
A co w przypadku, kiedy nie było ukrycia choroby psychicznej a małżonkowi znudziło się pożycie małżeńskie? Tam gdzie wchodzą w grę ogromne bogactwa, różnego rodzaju skomplikowane relacje międzyludzkie, światowe plany i kombinacje w sprawach damsko-męskich, może się okazać konieczne w pewnym momencie życia zerwanie małżeństwa. Rozwód to rozwód, ale po co, jak można unieważnić i w ten sposób wyfrunąć na wolność osobistą i majątkową i realizować inne marzenia. Wystarczy, że nie było owej pierwotnej zgody sądu na małżeństwo i można współmałżonka w każdej chwili załatwić.
"Sąd Najwyższy w sprawie z powództwa Celiny S. przeciwko Ghassanowi S. o
unieważnienie małżeństwa, po rozstrzygnięciu w Izbie Cywilnej na posiedzeniu
jawnym w dniu 9 maja 2002 r., przy udziale prokuratora Prokuratury Krajowej Piotra
Wiśniewskiego, zagadnienia prawnego przedstawionego przez Sąd Najwyższy
postanowieniem z dnia 9 listopada 2001 r.
„Czy w sprawie o unieważnienie małżeństwa z powodu choroby psychicznej albo
niedorozwoju umysłowego jednego z małżonków sąd ustala istnienie okoliczności, o
których mowa w art. 12 § 1 zdanie drugie k.r.o.”?
W sprawie o unieważnienie małżeństwa z powodu choroby psychicznej
albo niedorozwoju umysłowego jednego z małżonków sąd ustala istnienie
okoliczności wymienionych w art. 12 § 1 zdanie drugie k.r.o.
Zagadnienie prawne przedstawione składowi siedmiu sędziów Sądu
Najwyższego do rozstrzygnięcia postanowieniem z dnia 9 listopada 2001 r.
wydanym na podstawie art. 39314 § 1 k.p.c., powstało w sprawie z powództwa
Celiny S. przeciwko Ghassanowi S. o unieważnienie małżeństwa stron, zawartego
w dniu 6 maja 1989 r., przy rozpoznawaniu kasacji powódki od wyroku Sądu
Apelacyjnego w Warszawie z dnia 14 maja 1998 r. Według twierdzeń powódki,
pozwany w chwili zwierania małżeństwa był chory psychicznie, lecz nie uzyskał
zezwolenia sądu na jego zawarcie. Pozwany wyraził zgodę na unieważnienie
Sąd Wojewódzki ustalił, że zawierając małżeństwo pozwany cierpiał na chorobę
psychiczną w postaci schizofrenii paranoidalnej, o której powódka wiedziała, ale
pozostawała w przekonaniu, że nie zagraża ona małżeństwu. Na podstawie opinii
biegłego lekarza psychiatry przyjął, że mimo to nie było przeszkód do zawarcia
przez strony związku małżeńskiego i w konsekwencji wyrokiem z dnia 22 maja
1997 r. oddalił powództwo.
Sąd Apelacyjny, który oddalił apelację powódki, wyraził pogląd, że w procesie o
unieważnienie małżeństwa z powodu choroby psychicznej, sąd rozstrzyga jako
kwestię prejudycjalną, czy mimo choroby psychicznej jednego z małżonków
małżeństwo mogło być zawarte. Na podstawie ustaleń faktycznych Sądu pierwszej
instancji, które podzielił, oraz uzupełniającej opinii biegłego lekarza psychiatry
uznał, że strony mogły zawrzeć małżeństwo, albowiem choroba psychiczna
pozwanego w ówczesnym stadium nie zagrażała ani małżeństwu, ani zdrowiu
przyszłego potomstwa, zaś pozwany nie był całkowicie ubezwłasnowolniony.
W kasacji powódka zarzuciła naruszenie przez Sąd Apelacyjny przepisu art. 12 §
1 i 2 k.r.o. przez błędną wykładnię, polegającą na oddaleniu powództwa, pomimo
ustalenia, że pozwany w chwili zawarcia małżeństwa był dotknięty nieuleczalną
chorobą psychiczną".
http://sn.pl/Sites/orzecznictwo/Orzecze ... 207-02.pdf
No dobrze, może są w życiu sytuacje, kiedy małżeństwo nawet w dobrej wierze zawarte, z osobą chorującą okazuje się być pasmem przykrych niespodzianek. Trzeba dobrze poznać się przed ślubem i nie działać pochopnie.
A nawet jak już się zdecydujemy na małżeństwo, roztropnie działać tak, żeby nic nie żałować w razie konieczności podziału wspólnoty.