Source: http://czasopismo.legeartis.org/2014/08/pisemna-umowa-rygor-niewaznosci.html
Timestamp: 2017-11-22 01:41:01
Legal References Found: art. 73
 art. 72
 art. 73
 art. 74
 art. 74
 art. 82

Document Content:
Forma pisemna czynności prawnych | Lege Artis
Nie słabnie fala korespondencji, w której powraca motyw wielkiej chucpy — oraz wątek, który mógłbym skrótowo nazwać „przecież nie mam umowy, bo jej nie podpisałem?!”Dziś będzie krótko, bo chociaż deszcz pada, Max Hastings czeka.Jeden z najczęściej powracających argumentów w sprawie naciąganych umów (którymi po prostu nie warto się przejmować) brzmi: jeśli nie ma mojego podpisu pod dokumentem umowy, to umowa nie jest wiążąca. Każdy wie, że umowy się podpisuje, a bez podpisu — a co dopiero w ogóle bez papieru! — nie istnieje obowiązek stosowania się do jej postanowień.
Niestety (a może raczej: bardzo stety) pogląd ten jest błędny, wynika najprawdopodobniej z niezrozumienia tego czym w ogóle jest umowa i co oznacza forma pisemna czynności prawnych.
W największym skrócie (uprzedzam, że piszę dla laików): do zawarcia umowy dochodzi w momencie, kiedy strony złożą zgodne oświadczenia o jej zawarciu. Może to nastąpić poprzez przyjęcie złożonej oferty („bierzesz? biorę!”) lub przystąpieniu do wykonywania umowy (art. 70 par. 1 kc) — wówczas uznaje się, że umowa została zawarta przez to, że jej strona zaczęła robić, co zaproponowano jej w ofercie („oświadczeniem” jest wówczas czynienie). W biznesie bywa jednak nieco inaczej: milczenie oznacza zgodę na ofertę, o ile jesteśmy związani z partnerem jakimiś stałymi więzami gospodarczymi (art. 68(2) kc) — oznacza to, że musimy się sprzeciwić propozycji, żeby nie doszło do zawarcia umowy (podkreślam: brak sprzeciwu oznaczać będzie zgodę na propozycję).
(Są jeszcze inne tryby zawarcia umowy jak np. aukcje czy przetargi, ale pomińmy je dziś.)Już z powyższego akapitu widać, że szereg umów może zostać zawartych niejako mimochodem — acz nigdy przypadkiem! — po prostu żyjąc, wchodząc w interakcje z otoczeniem, kasując bilet w trolejbusie, kupując napój w automacie, etc. Każda z tych umów jak najbardziej nadaje się do zawarcia ustnie albo poprzez inną codzienną czynność.Dopiero czymś innym są szczególne formy czynności prawnych, do których zaliczyć można w szczególności: (i) formę pisemną bez rygoru nieważności, (ii) formę pisemną pod rygorem nieważności, (iii) formę pisemną z podpisem notarialnie poświadczonym, (iv) formę aktu notarialnego (ten katalog też nie jest pełen — nie piszę monografii, lecz z założenia krótki felietonik ;-)
Pierwsze i chyba kluczowe wyjaśnienie: nawet jeśli przepis prawa mówi o formie pisemnej jakiegoś rodzaju czynności prawnej, to generalnie jej niezachowanie nie powoduje nieważności czynności (np. nieważności zawartej umowy)! Wynika to z art. 73 par. 1 kc, w myśl którego dopiero zastrzeżenie formy pisemnej pod rygorem nieważności zmusza nas do pamiętania o spisaniu umowy aby w ogóle traktować ją jako ważną (wiążącą, etc.). Jeśli jednak zawierając umowę, która wymaga od nas formy pisemnej pod rygorem dowodowym zapomnimy o jej spisaniu, „jedyną” konsekwencją będą pewne utrudnienia dowodowe (art. 73 par. 2 kc — wyraz jedyną celowo napisałem w cudzysłowie, ponieważ te trudności raczej nie powinny być lekceważone).
Do umów, które muszą być spisane pod rygorem nieważności należą m.in.: umowa o przejęcie długu (art. 522 kc), umowy o podwykonawstwo budowlane (art. 647(1) par. 4 kc), leasing (art. 709(2) kc), poręczenie (art. 876 par. 2 kc), umowa o zakazie konkurencji pracowniczej (art. 101(3) kodeksu pracy). Plus kilka czynności prawnych nie będących umowami (pełnomocnictwo ogólne, prokura).Na przeciwnym biegunie są te czynności, w przypadku których kodeks cywilny lub inna ustawa mówi wprawdzie o sporządzeniu jej na piśmie — ale nie uzależniając jej ważności od zachowania tej formy: umowa o pracę i zmiana warunków umowy o pracę (art. 29 par. 2 oraz par. 4 kodeksu pracy), umowa o świadczenie usług telekomunikacyjnych (art. 56 par. 2 ustawy prawo telekomunikacyjne), przelew wierzytelności (art. 511 kc), zastrzeżenie własności przy sprzedaży na próbę (art. 590 par. 1 kc), umowa dostawy (art. 606 kc), kontraktacja (art. 616 kc), umowa o roboty budowlane (art. 648 par. 1 kc), najem nieruchomości na okres przeszło 1 roku (art. 660 kc — z ciekawym skutkiem niezachowania formy pisemnej), pożyczka na kwotę przeszło 500 złotych (art. 720 par. 2 kc), spółka cywilna (860 par. 2 kc). Jest też wcale niemały katalog czynności jednostronnych, w przypadku których też „lepiej pamiętać” o dokonaniu ich na piśmie (na przykład odwołanie darowizny, wezwanie najemcy do zapłaty zaległego czynszu, pracowniczy wniosek o udzielenie urlopu wypoczynkowego, etc.).
(Stosunkowo najłatwiej jest z umowami notarialnymi lub tymi, które wymagają notarialnego poświadczenia podpisu. Jeśli przepis nakłada na strony umowy zachowanie takiej formy, to zawsze następuje to pod rygorem nieważności. Dotyczy to na przykład umów przenoszących własność nieruchomości (art. 158 kc), oświadczenie o darowiźnie (art. 890 par. 1 zd. 2 kc wprowadza jednak interesujący wyjątek), czynności dotyczące zbycia lub wydzierżawienia przedsiębiorstwa (art. 75(1) kc), umowa spółki z o.o. (art. 157 par. 2 ksh), zbycie udziału w sp. z o.o. (art. 180 ksh) — tak, wiem, że upraszczam wrzucając do jednego wora dwie różne formy, które jednak mają jeden wspólny mianownik: trzeba się pofatygować do rejenta.
Reasumując (warto zbliżać się do konkluzji, bo Max Hastings czeka…): co do zasady nie ma przymusu zawierania umów na piśmie — co najwyżej można mówić o takim imperatywie wewnętrznym. Istnieje jednak olbrzymia ilość rodzajów umów, przy których nawet nie pomyślelibyśmy o formie pisemnej: przede wszystkim będą to drobne umowy dotyczące codziennego życia (czy ktoś żądający „bezwzględnej nieważności każdej umowy niezawartej na piśmie” potrafi sobie wyobrazić codzienne uciążliwości: chlebek, soczek, serek — a na wszystko umowa w 2 egzemplarzach, podpisy, parafy, etc.?). A Fejsbók i inne umowy o świadczenie usług drogą elektroniczną, częstokroć zawierane taką samą drogą elektroniczną? Przecież nawet wpisanie swoich danych w formularzu i akceptacja „per klik” nie oznacza zachowania formy pisemnej. A transport? Nawet uciążliwe fruwanie aeroplanem nie wymaga formy piśmiennej…
(Jest też pewnego rodzaju urzędnicza szara strefa, a mam na myśli sprzedaż pojazdu mechanicznego. Co do zasady umowa sprzedaży wszystkich rzeczy ruchomych może mieć podstać ustną — nie wymaga zachowania formy pisemnej nawet pod rygorem dowodowym — to jednak już inne przepisy mogą nam skutecznie utrudnić życie. Przychodzi mi tu na myśl zwłaszcza art. 72 ust. 1 pkt 1 prawa o ruchu drogowym, podług którego rejestracji pojazdu dokonuje się na podstawie dowodu własności pojazdu, którym może być d o k u m e n t umowy sprzedaży, u. zamiany, u. darowizny (art. 4 par. 1 rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 2002 r. w sprawie rejestracji i oznaczenia pojazdów) — no i okazuje się, że chociaż przepisy kodeksu cywilnego zezwalają na przeniesienie własności automobilu na gębę, to już wypowiedziane słowa nie tworzą „dokumentu”, a zatem wydział komunikacji odeśle nas z kwitkiem… po kwitek…)
Tags: art. 73 kc forma czynności prawnej kodeks cywilny prawo cywilne umowy
← Opłata za fotografowanie w muzeum BgPN — klauzulą niedozwoloną
„GIODO potępia kamerki w samochodach” bo tam są dane osobowe →
Ciekawe czy udało by się zarejestrować samochód przychodząc z udokumentowanym nagraniem rozmowy :)
Niezłym byłoby też zażądać rejestracji &quot;bo zawarłem ustnie&quot; i przetargać odmowę do ostatniej instancji.
Co do umów zawieranych ustnie na małą kwotę sprzeciwia się też Urząd Skarbowy. W gorącym okresie podręcznikowym sprzedaż używanych wolumenów nawet na kwotę 2 złotych musi mieć umowę. To samo jest z wymianą towarów za dopłatą, i tutaj przykład gier. wymieniamy z przedsiębiorcą towar za towar a firma nam dopłaca bo nasz był więcej wart (według jego własnych obrachunków). US chce umowy bo potem by
Czy jak dostanę paragon, to umowa już jest pisemna?
Boję się, że mogłoby się okazać, że spiralę tej paranoi nakręcają też w WSAch…
Raczej nie, chociaż z pewnością jest pisemnym potwierdzeniem jej wykonania — a więc i zawarcia.
Co podręczników to masz na myśli sprzedaż używanych książek przez osoby prywatne innej osobie prywatnej? Czy skup przez antykwariaty? Bo to drugie rozumiem jako chęć posiadania zestawu &quot;umowa i rachunek do umowy&quot;. <br />Wiem, że księgowi lubią takie zestawy — i znów mam obawy, że to jest właśnie taka samonakręcająca się histeria.
Tak mi jeszcze przyszło do głowy, że jest jeszcze jeden problem z paragonem: właściwie jest on &quot;na okaziciela&quot;, w tym sensie, że wiadomo kto go wystawił, ale nie wiadomo kto go dostał. Teoretycznie można go przekazać każdej innej osobie…<br /><br /><br />Nie wiem nic o sporach sądowych, w których paragon byłby traktowany jako ekwiwalent pisemnej umowy. Mogłoby być ciekawe.<br /><br />
A ja taką sprawę z paragonem znam, co prawda z relacji ustnej – ale sprawa o zapłatę za zakup zestawu komputerowego za gotówkę została wygrana przez konsumenta na podstawie paragonu. Mimo że sklep komputerowy twierdził że napis &quot;zapłacony gotówką&quot; nic nie znaczy… Jakby co, historia jest do odtworzenia ;)
&quot;Już z powyższego akapitu widać, że szereg umów może zostać zawartych niejako mimochodem — acz nigdy przypadkiem!&quot; – czyli co jeżeli udowodnisz że nie wiedziałeś że kliknięcie to zawarcie umowy to dobre wyjaśnienie czy nie ?
http://www.suworow.pl/index.php?page=data-urodzenia<br />W jego ostatniej książce wzruszyło mnie głęboko twierdzenie, że ZSRR przejmując kanał sueski – chciał odciąć dostawy ropy do Europy zachodniej. Powinny być jakieś granice…
Czyli jeśli *udowodnisz*, że nie przeczytałeś treści, którą zaakceptowałeś — to być może tak.
A tu widzę troszkę dworują sobie z &quot;Lodołamacza&quot; właśnie:<br /><br />http://www.suworow.pl/index.php?page=rezun-klamie—linia-molotowa<br /><br /><br /><br />Oczywiście nie wiem na ile Stalin chciał się tam raczej bronić, niż atakować — nb. teorie w rodzaju &quot;Hitler w czerwcu 1941 r. wyprzedził atak Stalina o 1 dzień&quot; są świetne — ale chyba też nie umiem uwierzyć w to, że
Weź jednak pod uwagę, że umowa sprzedaży nie wymaga zachowania formy pisemnej — nawet pod rygorem dowodowym. Zatem ewentualny spór o znaczenie paragonu nie mógł mieć znaczenia z punktu widzenia art. 74 par. 1 zd. 1 kc, który pozwolę sobie tu zacytować wraz z par. 2 — ponieważ właśnie art. 74 par. 2 kc stawia nieco wyżej pozycję konsumenta w sporze z przedsiębiorcą (zapewne wychodząc z założenia
Czyli, że wydanie paragonu jest równoznaczne z zawarciem umowy. Kupujesz buty, dostajesz paragon (zawarcie umowy). Buty sie psują, odnosisz je z pisemkiem (niezgodność towaru z umową). Jeśli do 14 dni nie wymienią, nie naprawią (odstąpienie od umowy) i muszą zwrócić kasę. <br />I to jest piękne, i zrozumiełe, ale kurcze nie rozumiem idei, że kliknę na jakiegoś linka (czasem przypadkiem) i ten
Rozumiem, ale (wybacz, że będę się mądrzył): prawo musi posługiwać się pewnymi założeniami generalnymi. Czyli albo wolno, albo nie wolno. Jeśli chcesz powiedzieć, że sobie nie życzysz możliwości elektronicznego zawierania umów, to nie zgodzę się z Tobą — ale Cię zrozumiem. Ale jeśli właściwie to dopuszczasz, ale z pewnymi wyjątkami, to zadam pytanie: jak zakreślić ów wyjątek, tj. jak miałoby to
Rozumiemy się co do zasady, ale tacy jak H. i coraz liczniejsze grono jego naśladowców każe się zastanowić, co z tym fantem zrobić. <br />Mam e-sklep, sporo założonych kont, dość mocno &quot;udzielam się&quot; w sieci i nie zgadzam się z Tobą, że pomysł na płacenie prepaid za usługi to zły pomysł. Sam korzystam tylko z takich miejsc i dzięki temu śpię spokojniej. <br /><br />Nie widzę żadnej
No widzisz, zapewne jesteś w mniejszości, ponieważ jednak większość(?) ludzi preferuje płatność po usłudze albo dostawie towaru — wychodząc z założenia, że szkoda nerw na dochodzenie czegokolwiek po zapłacie. Bo i łatwiej odeprzeć ew. idiotyczne roszczenia o zapłatę z tytułu umowy &quot;przez klik&quot;, niż dochodzić zwrotu zapłaconych pieniędzy za niewykonaną usługę (choćby dlatego, że ktoś
Nie, bo nieznajomość prawa szkodzi. Sytuacje, w których możesz uchylić się od skutków oświadczenia woli złożonego przez „kliknięcie” są określone np. w art. 82-88 k.c. i jest to np. podstęp, groźna, brak świadomości lub swobody, pozorność. Przy czym warto zapoznać się z ustawami konsumenckimi (w szczególności dot. zakupów na odległość, czyli np. w sklepach internetowych), które obarczają przedsiębiorców szeregiem obowiązków, w tym obowiązków informacyjnych, których niespełnienie może pozwolić Ci na uwolnienie się od umowy.