Source: https://www.rp.pl/Rzecz-o-prawie/312109993-Stanislaw-Gurgul-o-powierzaniu-czynnosci-prawnych.html
Timestamp: 2019-08-19 16:19:33
Legal References Found: art. 58
 art. 93
 art. 101
 art. 102
 art. 28
 art. 29
 art. 6
 art. 3531
 art. 734
 art. 740
 art. 1047
 art. 740
 art. 64

Document Content:
Stanisław Gurgul o powierzaniu czynności prawnych - Rzecz o prawie - rp.pl
Aktualizacja: 10.12.2016, 13:57
Stanisław Gurgul o powierzaniu czynności prawnych
Życzenie wyrażone np. komuś idącemu do sklepu w formule słownej: „kup mi bułki", to zlecenie powierniczego nabycia rzeczy ruchomych. Jest powszechne i bynajmniej nie naganne.
Przed niedawnymi jeszcze laty opinia publiczna żywiona była sensacyjnymi informacjami o nabyciu przez państwa K. przez podstawioną osobę wysokiej wartości nieruchomości w Kazimierzu Dolnym. „Wydarzenie" to oceniano co najmniej jako naganne z moralnego punktu widzenia, a nawet za sprzeczne z prawem. Obydwie te sfery – prawa i moralności – są ze sobą ściśle związane (w utworze poetyckim "Carmina" Horacy pytał retorycznie: quid essent leges sine moribus?, czym byłyby prawa bez obyczajności/moralności?). Warto także zobaczyć przepisy art. 58 § 1 i 2 kodeksu cywilnego. Rozdzielę jednak te sfery i przedstawię przywołane wydarzenie w możliwie czystym aspekcie jurydycznym.
Instytucja powierniczych czynności prawnych (opisywana w mediach czynność miała mieć taki właśnie charakter) ma bardzo odległą proweniencję, sięgającą czasów klasycznego prawa rzymskiego. Jej istotą było przeniesienie przez zbywcę na inną osobę własności rzeczy lub innego prawa, z zastrzeżeniem, że nabywca będzie korzystać z przedmiotu umowy w ściśle określony sposób, a następnie przeniesie tenże przedmiot z powrotem na zbywcę lub wskazaną przez niego osobę trzecią. Pierwotnie zastrzeżenie, o którym mowa, nie korzystało z żadnej ochrony prawnej, opierało się więc na zaufaniu (fides, fiducia), że nabywca dobrowolnie wykona zobowiązanie zawarte w udzielonym przyrzeczeniu (z tego też powodu przedmiotowa konstrukcja prawna nosiła miano „pactum fiduciae", nie zaś „contractus", który był zaskarżalny według prawa cywilnego).
Zgodnie z kodeksem
Współcześnie, w europejskich systemach prawnych funkcjonują dwa rodzaje powierniczych czynności prawnych: czynności typu zabezpieczającego (fiducia cum creditore contracta, Sicherungstreuhand) i czynności typu zarządzającego (fiducia cum amico contracta, Verwaltungstreuhand).
Instytucja powierniczych czynności prawnych nie została dotąd uregulowana w przepisach k.c., jest jednak bardzo często stosowana w powszechnym, a przede wszystkim profesjonalnym obrocie prawnym (zob. co do tego art. 93 ust. 1, art. 101 ust. 1 i art. 102 ust. 1 prawa bankowego oraz art. 28 ust. 1 i art. 29 in principio ustawy z 15 stycznia 2015 r. o obligacjach, DzU z 2015 r., poz. 238 ze zm.). Dopuszczalność tych czynności została wielokrotnie potwierdzona w orzecznictwie, w którym podkreślono m. in., że:
a) Konstytucja RP, gwarantując w art. 6 swobodę działalności gospodarczej bez względu na formę własności, tym samym proklamuje zasadę swobody kształtowania treści czynności prawnych (umów);
b) w dziedzinie stosunków obligacyjnych zasada ta znalazła normatywny wyraz w art. 3531 k.c., stanowiącym, że „strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego" (uchwała SN z 10 stycznia 1990 r., III CZP 97/89, OSNC 1990, Nr 6, poz. 27).
Do czynności powierniczych typu zarządzającego (cum amico contracta), normowanych w licznych aktach prawnych, należy w szczególności umowa zlecenia, z mocy której zleceniobiorca nabywa daną rzecz wprawdzie we własnym imieniu, jednak „nie dla siebie" lecz dla innej osoby (scilicet, „na jej rachunek"). W sytuacji tej zleceniobiorca staje się nominalnie właścicielem nabytej rzeczy, zobowiązany jest jednak wydać ją zleceniodawcy (art. 740 zd. drugie k.c.), przez co należy rozumieć również przeniesienie własności nabytej rzeczy na zleceniodawcę. Uwzględniając przy tym, że przedmiotowe zobowiązanie wynika bezpośrednio z ustawy, należy uznać za oczywiste, że a) nie wymaga ono wysłowienia w treści umowy zlecenia, nawet jeżeli „wydanie" polega na przeniesieniu własności nieruchomości (tak stanowczo SN w wyroku z 10 listopada 2010 r., II CSK 256/10, Legalis), b) sama umowa zlecenia nie wymaga szczególnej formy, jaka jest zastrzeżona dla czynności prawnych zobowiązujących do przeniesienia praw określonego rodzaju (co do tego zob. uchw. SN z 27 czerwca 1975 r., III CZP 55/75, OSNC 1976, nr 4, poz. 75).
Powiernicze nabycie rzeczy ruchomych jest zjawiskiem powszechnym między krewnymi i w stosunkach dobrosąsiedzkich, dokonywane jest zaś na podstawie „zlecenia" (życzenia), wyrażanego np. do kogoś idącego do sklepu w prostej formule słownej: „kup mi bułki (masło, mleko, piwo, wino)" etc. Najczęściej zlecenie to (życzenie) połączone jest z wręczeniem zleceniobiorcy odpowiedniej sumy pieniężnej, nie jest to jednak konieczne dla ważności umowy (rozliczenie może nastąpić później).
Zilustruję to przykładem z własnej praktyki zawodowej, wywołującym we mnie do dzisiaj poczucie niepewności co do trafności rozstrzygnięcia. W latach 1956–1958 toczył się proces między dwiema wdowami, teściową i synową, z których pierwsza była powódką, druga pozwaną. Powódka domagała się od pozwanej wydania kompletu mebli (obejmującego tapczan, stół, cztery krzesła i kredens), twierdząc, że meble te zostały kupione „dla niej" i za jej pieniądze. W sprawie niesporne było, że zakupu mebli dokonali wspólnie małżonkowie, syn powódki i pozwana, którzy też w dokumencie zakupu, wystawionym przez miejscowy sklep MHD , zostali ujawnieni jako nabywcy i którzy korzystali z nich wyłącznie sami. Sporne było natomiast, czy powódka, wręczając pieniądze synowi i pozwanej, powiedziała: „to kupcie mi meble", czy też: „to kupcie sobie meble". W sprawie nie było żadnych świadków tej rozmowy, liczni świadkowie zeznali tylko, że stosunki między powódką a mieszkającymi z nią małżonkami były wzorcowe oraz że nie widzieli i nie słyszeli, aby powódka sprzeciwiała się zabraniu mebli przez pozwaną, gdy ta opuszczała dom powódki po śmierci swego męża.
Przedmiotowa sprawa znajdowała się przedtem dwukrotnie w instancji rewizyjnej, zakończyła się zaś wyrokiem uwzględniającym żądanie powódki, po uznaniu, że prawdziwe są jej zeznania, a nie zeznania pozwanej. Dodam, że po ogłoszeniu wyroku powódka wykrzyknęła „niech żyją sądy Polski Ludowej!". Dręczy mnie jednak nie ten incydent, lecz myśl, że zeznania powódki oceniliśmy (sprawa była rozpoznawana z udziałem ławników) nieprawidłowo, wbrew zasadom doświadczenia życiowego (art. 231 kodeksu postępowania cywilnego). Zasady te powinny nam podpowiedzieć, że w polskiej obyczajowości rodzice młodych małżonków wspierają ich materialnie na nowej drodze życia. Powódka zatem nie chciała zakupu mebli dla siebie, lecz dokonała ich darowizny na rzecz syna i synowej (uprawnienia powódki należałoby wówczas oceniać w płaszczyźnie przepisów prawa spadkowego). Nie usprawiedliwiam się przy tym wiekiem (23–24 lata), bo tyleż mia cesarz Caracalla, gdy wydał wiekopomny edykt (Constitutio Antoniniana z 212 r.), rozciągający prawa obywatelskie (ius civile) w zasadzie na wszystkich wolnych mieszkańców Imperium Romanum, w liczbie około 60 mln.
To nic złego
Gdy zleceniobiorca nabywa nieruchomość, działając w imieniu własnym (a więc nie w charakterze pełnomocnika zleceniodawcy – por. co do tego art. 734 § 2 i art. 740 zd. drugie k.c.), on właśnie zostaje wpisany do księgi wieczystej jako właściciel nieruchomości. W sytuacji tej obowiązek wydania nieruchomości nie ogranicza się do fizycznego aktu jej przekazania zleceniodawcy; zleceniobiorca zobowiązany jest także do przeniesienia własności nieruchomości, co może przybrać dwojaką postać: 1) zawarcia przez strony umowy zlecenia odrębnej umowy przeniesienia własności nieruchomości o skutku wyłącznie rozporządzającym (art. 158 zd. drugie k.c.), 2) wydania przez sąd wyroku stwierdzającego, że zleceniobiorca jest zobowiązany do złożenia oświadczenia woli o przeniesieniu własności nieruchomości na zleceniodawcę (art. 64 k.c. i art. 1047 § 1 kodeksu postępowania cywilnego).
Prawomocny wyrok o wskazanej treści staje się następnie podstawą wpisu w księdze wieczystej prawa własności nieruchomości na rzecz zleceniodawcy (SN w postanowieniu z 19 czerwca 2002 r., II CKN 997/00, OSNC 2003, Nr 6, poz. 85). Wyrok ten stwarza także podstawę zgłoszenia przeciwko zleceniobiorcy roszczenia windykacyjnego o wydanie nieruchomości (art. 222 § 1 k.c.), niezależnie od roszczenia obligacyjnego z art. 740 zd. drugie k.c.; drugie z tych roszczeń może być jednak – moim zdaniem – dochodzone niezwłocznie po nabyciu nieruchomości przez zleceniobiorcę, bez potrzeby uzyskiwania przez zleceniodawcę wyroku z art. 64 k.c.
Warto tu jeszcze wyjaśnić, że konstrukcja współczesnego zlecenia (przyjęta w porządku prawnym wielu państw kontynentalnej Europy) zasadza się na rzymskim mandatum, w którym zleceniobiorca zobowiązywał się nieodpłatnie do dokonania oznaczonej czynności w cudzym interesie. Przedmiotem tego kontraktu, opartego na szczególnym zaufaniu, były usługi wyższego rzędu (operae liberales), świadczone przez osoby pochodzące z wyższych stanów (prawników, lekarzy, architektów itp.), które nie mogły żądać za to wynagrodzenia. Mogły tylko otrzymywać dobrowolnie płacone wynagrodzenie, zwane honorarium (od honor, oris – zaszczytna nagroda/ofiara). W polskim modelu zlecenie ma w zasadzie charakter odpłatny (art. 735 § 1 i 2 k.c.), przy czym przyjmuje – jako regułę – wariant tzw. zastępstwa bezpośredniego, tj. działania w imieniu dającego zlecenie (art. 734 § 2 k.c). „Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby z woli stron umowy konkretne zlecenie ukształtować jako zastępstwo pośrednie; wówczas przyjmujący zlecenie będzie działał w imieniu własnym, lecz na rachunek dającego zlecenie" (tak L. Ogiegło [w:] System prawa prywatnego, tom 7, Prawo zobowiązań – część szczegółowa, Warszawa 2004, s. 438). Kierując się tym przesłaniem, strony umowy zlecenia wybierają najczęściej wariant zastępstwa pośredniego, jako mniej skomplikowany od zastępstwa bezpośredniego (zwłaszcza przy zleceniu nabycia ruchomości).
W konkluzji, ani względy czysto jurydyczne, ani zasady moralności (principia morium) nie pozwalają przyjąć, by zawarcie umowy zlecenia z wariantem zastępstwa pośredniego (działania przez zleceniobiorcę w imieniu własnym) mogło być uznane za naganne. Powtórzmy: ocenie takiej sprzeciwia się zarówno wielowiekowa tradycja kształtowania zlecenia jako stosunku prawnego otwartego, jak i współczesny kształt umowy zlecenia w polskim porządku prawnym, umożliwiający dokonanie zleconej czynności na dwa sposoby.
Autor jest sędzią Sądu Apelacyjnego w Poznaniu w stanie spoczynku