Source: http://emeswatch.blogspot.com/2012/
Timestamp: 2017-10-16 22:10:10
Legal References Found: Art. 97
 art. 14
 art. 15
 art. 3
 art. 2
 art. 17
 art. 17
 art. 17
 art. 2
 art. 7
 art. 186
 Art. 6
 art. 7
 art. 6
 art. 122
 art. 2
 art. 7
 art. 186
 art. 7
 art. 20
 art. 20

Document Content:
eMeS.watch: 2012
Nadchodzi Nowy Rok, choć prawdę powiedziawszy wolałabym by nie nadszedł. Jednak pozostając pełna nadziei na zmiany, Życzę Wam w nadchodzącym roku:
Żeby mój blog nie musiał istnieć bądź to na skutek likwidacji Ministerstwa Sprawiedliwości, bądź też takiej reorganizacji w tym ministerstwie by na czele jego stanął człowiek mający na uwadze rzeczywiste dobro sądownictwa, a zatem wszystkich pracujących w nim osób i wszystkich, których los doprowadził jako stronę czy świadków postępowań sądowych, a pracujący w nim Specjaliści z Ministerstwa Sprawiedliwości bądź nabrali oleju w głowie, bądź znaleźli ujście swoich pomysłów w innych gałęziach funkcjonowania państwa
Byście nie tracili nadziei, że będzie jednak lepiej, że ktoś w końcu dostrzeże rzeczywisty problem jaki istnieje w „wymiarze sprawiedliwości” i postanowi go naprawić a nie zlikwidować wyrzucając na śmietnik
By wszyscy pracownicy sądów (urzędnicy, asystenci sędziego, kuratorzy i referendarze i inni) doczekali chwili, że będą dumni z tego gdzie pracują, a ich przełożeni dostrzegą wagę i szczęście z posiadania Was jako pracowników
By wszyscy sędziowie zajmowali się tylko orzecznictwem będąc niezawiśli w swych osądach i kierując się jak temida z zawiązanymi oczami sprawiedliwością ważąc jedynie prawo i wagę czynów
By prokuratorzy pozostali niezależni od władzy wykonawczej
By pełnomocnicy zawodowi (adwokaci, radcy prawni) oraz notariusze nie borykali się z problemem „deregulacji zawodu”
By aplikanci radcowscy, notarialni i adwokaccy patrzyli w przyszłość, a nie do końca aplikacji z obawą czy ją przejdą a egzamin korporacyjny by nie był egzaminem na wycięcie
By sędziowie z sądów likwidowanych doczekali chwili, kiedy ich odwołania okażą się skuteczne
By pracownicy z sądów likwidowanych nie stracili pracy, ani by nie zabrano im ani 1 złotówki z wynagrodzenia, które i tak od 2009 r. jest na poziomie nie pozwalającym na normalne funkcjonowanie
I na koniec: By w 2013 r. nadeszła chwila, że wszyscy usłyszycie PRZEPRASZAM za to co zrobiono w 2012 r. i wcześniej
Obserwuję sobie dyskusje różne odnośnie tego co się stanie po 1 stycznia 2013 r. i muszę powiedzieć, że jestem w szoku.
Rozważane są różne warianty i opcje, ale z przykrością stwierdzam, że jeden ruch polityczny związany z rozporządzeniami z października 2012 r. pokazuje ułomność naszego kraju oraz coraz mniejszą niezależność III władzy od innych. Okazuje się bowiem, że jak Pan Minister Sprawiedliwości każe to można rozważać nawet destabilizację przepisów prawa.
Dura lex sed lex przestaje obowiązywać, a to oznaka, że z demokracją i porządkiem prawnym to my już nie mamy do czynienia. Co gorsza swój udział w tej destabilizacji pokazują niektórzy sędziowie, którzy co istotne właśnie mają stać na straży prawa.
Jak to jest możliwe, że w procesach karnych toczących się w likwidowanych sądach po ich przeniesieniu do innego sądu (nie wiadomo na jakiej podstawie, bo przypomnę , że nie uregulowano ciągłości spraw w takich przypadkach, ani w ustawie o ustroju sądów powszechnych, ani w kodeksie postępowania karnego, ani w żadnej innej ustawie) rozważa się dopuszczalność dalszego procedowania?? Czy przepisy o właściwości sądu i zasady trwałości procesu w jednym sądzie nagle przestają istnieć?? A od kiedy to??
Jak można w ogóle zapominać o nich opierając się jedynie o przepis dotyczący składu sądu?? Czy np. sędzia Sądu Rejonowego w X po 1 stycznia 2013 r. na skutek decyzji Pana Ministra Sprawiedliwości stając się de facto sędzią Sądu Rejonowego w Y nie powoduje zmiany składu sądu, bo nie zmienia się imię i nazwisko sędziego choć zmienia się sąd?
Przypomnę – w cytowanym przeze mnie w jednym z postów postanowieniu Sądu Apelacyjnego w Warszawie oraz wyroku Trybunału Konstytucyjnego chodziło o sytuację, kiedy na skutek powstania nowego sądu dotychczas orzekający postanowił przekazać sprawę, bo zmieniła się właściwość. I takim praktykom powiedziano stanowcze NIE. Więc jak można w ogóle twierdzić, że w przypadku naszej likwidacji nic się nie dzieje?? Co się zmieniło w prawie poza jedną nieprzemyślaną decyzją Ministra Sprawiedliwości?? NIC.
W INTERESIE PUBLICZNYM leży by prawo, które jest ustanowione było STABILNE. To stąd są specjalne wymogi by był odpowiedni vacatio legis przepisów nowo wprowadzanych, by wyjątki były regulowane ustawowo, by raz ustanowione prawo, które jest od wielu lat jasne i nie wymaga interpretacji takie pozostało. By decyzje polityczne nie wpływały na sposób jego interpretacji. To jest INTERES PUBLICZNY.
Tym samym naginanie przepisów prawa pod decyzję polityczną NIE JEST W INTERESIE PUBLICZNYM. Powoduje bowiem, że nikt nie może czuć się bezpieczny choćby działał zgodnie z przepisami prawa, bo te choć jasne i klarowne i obowiązujące od ponad pół wieku można sobie wyinterpretować dowolnie. To tak jakby ich nie było.
Jak zatem Ci sami sędziowie, którzy walczą o swoją niezawisłość, oddzielenie od władzy ustawodawczej i wykonawczej nagle na skutek jednej decyzji politycznej mogą rozważać ciągłość spraw skoro nie wynika ona z przepisów prawa? Przecież jest to nic innego jak pokazywanie jaki wpływ decyzje polityczne mają na tok postępowania sądowego. Jak to jest, że Minister Sprawiedliwości powie sędziom że sprawy mają się toczyć dalej (bez żadnego przepisu) to się toczą? A jak Minister Sprawiedliwości powie umorzyć też się umorzy postępowanie? Albo skazać to się skaże?
Jaka jest różnica pomiędzy jednym a drugim?? ŻADNA.
Ja ze swej strony dodam, że jak była na szeroką skalę przeprowadzana reforma sądownictwa administracyjnego to zrobiono ją dwutorowo: wprowadzono 2 ustawy w tym jedną zawierająca przepisy przejściowe i dostosowujące zawierającą taki przepis:
Art. 97. § 1. Sprawy, w których skargi zostały wniesione do Naczelnego Sądu Administracyjnego przed dniem 1 stycznia 2004 r. i postępowanie nie zostało zakończone, podlegają rozpoznaniu przez właściwe wojewódzkie sądy administracyjne na podstawie przepisów ustawy — Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. § 2. W sprawach, o których mowa w § 1, stosuje się dotychczasowe przepisy o wpisie i innych kosztach sądowych.
(dla chętnych polecam lekturkę: Ustawy Przepisy wprowadzające ustawę - Prawo o ustroju sądów administracyjnych i ustawę - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. (Dz.U. z 2002 nr 153 poz. 1271)
A następnie wprowadzono obszary i właściwości sądów administracyjnych rozporządzeniem…
A u nas biała plama przepisu, za to słowa Ministra Sprawiedliwości… i to ma stanowić prawo?
Gdzie mi przyszło żyć… Niestety przyszło mi żyć w kraju, w którym prawo stanowi przeszkodę a nie gwarant demokracji a Minister Sprawiedliwości uzależnia władzę sądowniczą do tego stopnia, że przepisy prawa przestają mieć znaczenie…
Na szczęście są i tacy sędziowie, którzy rozumieją czym jest prawo i na czym polega bycie sędzią i tylko w nich nadzieja.
Muszę przyznać, że jestem kolejnym pokoleniem prawników wychowanym na szkole Profesora Cezarego Kosikowskiego i jego uczniów. Finanse publiczne, a w zasadzie prawne regulacje finansów publicznych, to jeden z moich koników i pasji. Wbrew bowiem powszechnemu poglądowi o nudności tego prawa, bo niby co może być w nim ciekawego, uważam, że kryje w sobie potencjał. A już kontrola zarządcza i odpowiedzialność za naruszenie dyscypliny finansów publicznych to ocean możliwości …
Przykładem na to, że prawnik (najlepiej z Najwyższej Izby Kontroli) ma co robić, jest oczywiście Ministerstwo Sprawiedliwości… bo tam to się ustawa o finansach publicznych nie przyjęła zupełnie, a opór materii wśród specjalistów z Ministerstwa Sprawiedliwości jest godny największemu ruchowi oporu jaki był na świecie.
Zacznę od tego co już kiedyś pisałam. Dzięki nowelizacji z 2011 r. ustawy o ustroju sądów powszechnych i pewnej autopoprawce doszło do ograniczenia co do zasady uprawnień Ministra Sprawiedliwości do zasad nadzoru na sądami powszechnymi… DO UPRAWNIEŃ NA ZASADACH KONTROLI ZARZĄDCZEJ!!!!
To przez tę autopoprawkę pozostałe przepisy (poza nadzorem zewnętrznym i wewnętrznym) stoją w sprzeczności z tym co może ów minister.
Jak wytłumaczyć uprawnienia Ministra Sprawiedliwości do przenoszenia sędziów, delegowania sędziów, inicjowania postępowań dyscyplinarnych, wydawania rozporządzeń o ocenach pracy sędziów do zasad kontroli zarządczej? No nijak, bo pierwszą i naczelną zasadą jest, że KONTROLA ZARZĄDCZA SPRAWOWANA PRZEZ MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI NIE DOTYCZY DZIAŁALNOŚCI ORZECZNICZEJ SĄDÓW!!!
W ustawie o finansach publicznych wyraźnie zastrzeżono, że kontrola Ministra Sprawiedliwości musi następować z uwzględnieniem zasady niezawisłości sędziowskiej (art. 69 ust. 2).
Czy naprawdę to tak trudno zrozumieć?! Przecież to jest napisane wprost!
Również z ww. powodów znoszenie sądów (co do zasady) jest wobec kryteriów wpisanych do ustawy o ustroju sądów powszechnych sprzeczne z uprawnieniami Ministra Sprawiedliwości wynikającymi z kontroli zarządczej…
Jeżeli Minister Sprawiedliwości ma się kierować wpływem spraw i uwzględniać sprawność postępowania to… wchodzi w działalność orzeczniczą sądów, podczas gdy tego nie może, zwłaszcza, że owa „sprawność postępowania” to nic innego jak... nakaz skierowany do ustawodawcy prawidłowo ukształtowanej procedury postępowania przed sądami, co kilkakrotnie powtarzał Trybunał Konstytucyjny, zaś wpływ spraw jest wynikiem ukształtowania procedury sądowej, czyli kognicji sądów (to jakie sprawy podlegają rozpoznaniu i w jakim sądzie).
A już w szczegółach to nasze rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z października 2012 r. pod względem prawnym i faktycznym leżą i kwiczą… i proszą dobij mnie również wobec sprzeczności z zasadami kontroli zarządczej, jako oparte o kryteria orzecznicze.
Na stronie Wieści Dziwnych i NieDoKońca Prawdziwych w końcu się pojawił plan kontroli zarządczej Ministerstwa Sprawiedliwości na rok 2013. Stało się to 20 grudnia 2012 r. mimo, iż ustawa o finansach publicznych nakazuje jego publikację „do końca listopada roku poprzedzającego”. Choć to i tak postęp, bo plan na rok 2012 opublikowano dopiero na skutek wezwania do jego publikacji przez SPP „IUSTITIA” w… czerwcu 2012 r.
I lektura tego planu pokazuje, że… Ustawa o finansach publicznych sobie, a Ministerstwo Sprawiedliwości sobie.
Czytamy w niej, że celem jest „zwiększenie sprawności postępowań sądowych oraz stopniowe ograniczenie zaległości sądowych” czymkolwiek te ostatnie miałyby być. Cel jakby nie do końca z kontroli zarządczej…
Choć z drugiej strony chwali się, że Ministerstwo Sprawiedliwości dostrzega konieczność poprawy tego co samo sprawiło swoją partaniną legislacyjną i gmeraniu w procedurach sądowych, ale działalność legislacyjna dotycząca tych procedur nie jest działalnością w ramach kontroli zarządczej.
Problemem i to poważnym są również niektóre z określonych zadań służących do jego realizacji, jak np. w ramach „wdrażanie i doskonalenie nowego modelu nadzoru administracyjnego sądów”:
- „opracowanie i wdrożenie szczegółowych kryteriów i sposobu oceny pracy sędziego oraz opracowania indywidualnego planu rozwoju zawodowego”.
A od kiedy Minister Sprawiedliwości może w ramach kontroli zarządczej OCENIAĆ PRACĘ SĘDZIEGO?? CO??
I tak sobie myślę, że Najwyższa Izba Kontroli powinna wejść do Ministerstwa Sprawiedliwości i np. Centrum Zakupów dla Sądownictwa i przyjrzeć się dokładnie co się tam dzieje. A już na pewno powinna sprawdzić w ramach tej kontroli NA CO, JAK i W JAKICH WIELKOŚCIACH są wydatkowane pieniądze pochodzące z budżetu państwa…
Bo w naszym planie mamy też inne kwiatki… jak na przykład ładowanie pieniędzy w e-sądy, gmeranie przy procedurach sądowych, przy ustawach nie znajdujących się w kompetencji Ministra Sprawiedliwości, jak na przykład deregulację zawodów prawniczych, która jest zadaniem… Ministra Gospodarki czy strukturach prokuratury i IPN będących w kompetencji Sejmu RP.
Wszystkie bowiem cele jakie wpisał Minister Sprawiedliwości są celami wynikającymi z dokumentów politycznych jak „Strategia Rozwoju Kraju 2020” czy „Raport „Polska 2030”. Wyzwania rozwojowe”, nie zaś z bieżących, rzeczywistych i celowych potrzeb wymiaru sprawiedliwości.
Kiedyś na Konferencja Partii Konserwatywnej w dniu 14 października 1983 roku odbywającej się w Blackpool Lady Margaret Thatcher powiedziała: "Jedna z największych debat naszych czasów polega na tym, ile twoich pieniędzy powinno zostać wydanych przez państwo, a ile ty powinieneś posiadać, aby wydać na twoją rodzinę. Nigdy nie zapomnijmy tej podstawowej prawdy, że państwo nie ma innego źródła pozyskiwania pieniędzy, jak poprzez zabieranie pieniędzy ludziom, którzy je zarobili. Jeśli państwo chce wydać więcej, może to uczynić jedynie poprzez pożyczanie waszych oszczędności albo większe opodatkowanie was. I nie ma co oczekiwać, że ktoś inny zapłaci. Bo tym "kimś innym" będziesz ty! Nie ma czegoś takiego jak pieniądze publiczne, istnieją jedynie pieniądze podatników. Uzdrowienie gospodarki nie nadejdzie poprzez wydawanie coraz to większej ilości rozrzutnych, rozrastających się państwowych programów".
Te słowa powinny być wyryte w Ministerstwie Sprawiedliwości… w każdym jego zakamarku, bez względu czy to gabinet Ministra Sprawiedliwości, czy pokoje i korytarze Departamentu Budżetu i czegoś tam, czy Departamentu sądów powszechnych i czegoś tam. Myślę, że nawet w kiblach powinno być to napisane, by się w końcu przyswoiło.
A oto alternatywna wersja plakaciku jaki powinien wisieć zamiast tego badziewia z Ministerstwa Sprawiedliwości we wszystkich znoszonych sądach. Dziękuje autorowi za zgodę na rozpowszechnianie.
W nocy weszłam sobie na bloga naszej Gołębicy (dla jeszcze nie wtajemniczonych Rzecznika prasowego Ministra Sprawiedliwości – Patrycji Loose) bo zobaczyłam natłok wpisów. Fakt… od jakiegoś czasu zaniechałam sprawdzania tego bloga, bo nic się nie działo. Zapewne z tego powodu, tj. braku mojej atencji dla Pani Rzecznik rozhulała się ona jak rzadko kiedy… Moją uwagę przykuł wpis promujący jej własny artykuł w dodatku do Gazety Prawnej… Nie mam prenumeraty i pewno dlatego go nie zauważyłam…
I po jego lekturze przypomniało mi się magiczne stwierdzenie Pani Sędzi Rosłoń odwiecznie delegowanej do Ministerstwa Sprawiedliwości, którą osobiście na tym blogu żegnałam. Za każdym razem jak mantrę wypowiadała ona prezentując co raz to bardziej wyszukane i abstrakcyjne pomysły Ministerstwa Sprawiedliwości następujące słowa: „Bo Państwo nie rozumiecie!”
Dzięki owemu artykułowi nabrały one innego , nowego znaczenia.
W jednym artykule na przestrzeni 6 zdań dowiadujemy się, że: „1 stycznia 2013 r. 79 najmniejszych sądów rejonowych zostanie przekształconych (a nie zlikwidowanych!) w wydziały zamiejscowe sąsiednich sądów. (…) Wbrew temu co twierdzą niektórzy konsolidacja małych sądów nie jest też pierwszym, ani też żadnym kolejnym krokiem do likwidacji powiatów lub odpływu elit z tych miejscowości”.
Wyszło mi więc, że mamy do czynienia z przekształceniem będącym konsolidacją znoszonych sądów nie będącą likwidacją a jedynie zmianą nazwy sądu. Czyli zgodnie ze słownikiem języka polskiego: zmieniamy coś w coś innego(przekształcenie) które jest jednocześnie połączeniem (konsolidacja) w wyniku zlikwidowania urzędu (zniesienie) nie będącego likwidacją a zmianą nazwy sądu…
No nie rozumiem….
No ale nasza Gołębica idzie dalej:
„Warto zawsze pamiętać, że zgodnie z konstytucją władza sądownicza jest niezależna od innych władz, tak więc minister sprawiedliwości kształtując sieć sądów w żaden sposób nie oddziałuje na funkcjonowanie administracji samorządowej i podział terytorialny kraju”
To mamy władzę w postaci „administracji samorządowej”?? Boszzz… Gdzie? Jak?? Kiedy ta zmiana konstytucji?? Ja myślałam że mamy władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą – no przynajmniej w Konstytucji… chyba?! (sić!)
Nie wspomnę już, że jak „minister sprawiedliwości” kształtuje sieć sądów (cóż za nazewnictwo… jakby mowa o sieci biedronka czy innej) to jakoś nie można mówić o niezależności władzy sądowniczej od innych władz… bo jakby nie patrzeć Minister Sprawiedliwości to władza wykonawcza, która organizuje władzę sądowniczą, która jest podobno niezależna od innych władz.
No nie rozumiem tego co czytam rzeczywiście…
Czytam dalej zaczynając wątpić w swój iloraz inteligencji i posiadaną wiedzę…
„Ponieważ prawo polskie nie zezwala na przeniesienie sędziego do innego sądu bez jego zgody, trzeba było znaleźć rozwiązanie, które choć trochę uelastyczni te reguły”.
Cóż za szczerość wypowiedzi… sprowadzająca się do stwierdzenia: Nie możemy przenosić sędziów bez ich zgody BO PRAWO NA TO NIE ZEZWALA więc olejemy prawo, a wręcz je złamiemy, bo sobie wykombinowaliśmy, że ich jednak przeniesiemy… Legalność działania aż wali po oczach. Zawsze mnie uczono, że jak coś jest prawnie zakazane to nie można tego robić… No ale widocznie nadal nie rozumiem, bo może uczono mnie źle...
No i perełka na koniec:
W przypadku reorganizacji sądownictwa jaką mamy teraz nie zachodzi ani zmiana ustroju sądów ani zmiana obszarów właściwości… Gacie opadają… To co mamy 79 białych dziur na mapie Polski, gdzie prawo nie działa, bo nie ma sądu właściwego? A jak to się ma do naszej reorganizacji będącej konsolidacją w ramach zniesienia nie będącego likwidacją polegającego na zmianie nazwy?
No ja przyznaje… rzeczywiście nie rozumiem…
w szczególności nie rozumiem, jak Pani Patrycja Loose może być rzecznikiem prasowym… nie rozumiejąc ani jednego wypowiadanego przez nią samą słowa… a już tym bardziej nie rozumiem jej zachwytu nad własnym artykułem, w który wykazuje się BRAKIEM ELEMENTARNEJ WIEDZY co do tego o czym mówi…
Wyszło mi też, że gdyby gołębie miały głos… pewno by mnie pozwały o naruszenie dóbr osobistych za tę Gołębicę…
A jak Wy Drodzy Czytelnicy zrozumiecie ten bełkot Pani Rzecznik to napiszcie mi proszę, bym chociaż na chwilę została oświecona iskierką wiedzy … rodem z głowy Pani Rzecznik prasowej MS. Bardzo Was proszę.
Po wczorajszym wpisie na moim blogu pojawił się komentarz Caiusa Lucjusza dotyczący tego, że swoim wpisem skomentowałam wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Jestem daleka od tego. Moje słowa nie zostały skierowane przeciwko treści wyroku. Nie padło ani jedno stwierdzenie, czy wyrok był dobry czy zły. To bowiem oceni historia i następne pokolenia, tak jak miało to miejsce choćby p
o zmianie ustroju w Polsce.
Cały wpis dotyczył warunków w jakich zapadł ów wyrok, a zatem kwestii pojęcia „niezawisły” rozumianego jako „bezstronny”. To są bowiem wartości konstytucyjne, które ja jako obywatel żądam aby były spełniane przez każdy sąd, niezależnie czy mówimy o sądzie powszechnym, administracyjnym, Trybunale Konstytucyjnym czy Sądzie Najwyższym. Są one bowiem gwarantem tego, że sprawa z jaką obywatel trafi do takiego sądu zostanie rozpoznana obiektywnie i z należytą atencją sędziego. Że w sytuacji, w której zachodzą przesłanki do wyłączenia się sędziego od rozpoznania sprawy on się wyłączy. Że nikt nie wskaże który sędzia ma rozpoznać akurat tę konkretną sprawę oraz, że nikt opierając się na zbytnim formalizmie nie zaważy się poświęcić sprawiedliwości. Oraz to, że nikt przed zapadnięciem wyroku nie będzie mówił powołując się na rozmowy z sędzią jaki zapadnie wyrok czy też nie będzie pokazywał swojego stosunku do sprawy.
To jest to o czym pisałam.
Wczorajszy wpis był oparty o fakty i przepisy prawa. Ja bowiem nadal wierzę, mimo zalewu ustaw o nie najlepszej jakości, że przestrzeganie prawa przez każdego z nas jest podstawowym obowiązkiem. I nie ważne jest czy się to komuś podoba czy nie, czy ktoś jest tym z zawodu czy innym. Zgodnie z zasadą dura lex sed lex.
Jednak nie wiem jak mam wymagać by zwykły sędzia stosował się do zasad konstytucyjnych jeżeli przykład jaki dał Trybunał Konstytucyjny stoi w sprzeczności z tymi zasadami. Ustawodawca kształtując wszystkie procedury (cywilną, karną, przed sądami administracyjnymi, czy przed Trybunałem Konstytucyjnym) po coś wyraźnie określił minimum gwarancji konstytucyjnych właśnie poprzez zakaz orzekania we własnej sprawie, zakaz rozmów na temat treści wyroku zanim on zapadł przez sędziego, zakaz wyrażania swoich poglądów w rozpoznawanej sprawie, zakaz stronniczości na sali sądowej, zakaz wyznaczania konkretnych sędziów do konkretnych spraw. Te zakazy są naczelnymi zakazami jakimi musi się kierować każdy sędzia. I ja oczekuję, że tych zakazów będzie przestrzegał.
Tymczasem to co widziałam wczoraj stało w sprzeczności z tymi zasadami. Orzekał sędzia we własnej sprawie, bo orzekał co do treści aktu normatywnego przez niego zaproponowanego. Sędzia sprawozdawca wypowiadał na sali monologi stanowiące ocenę sprawy. Ustne motywy rozstrzygnięcia to było czytanie treści uzasadnienia. Przed wyrokiem Minister Sprawiedliwości twierdził, że jest spokojny o wyrok bo rozmawiał z sędziami z Trybunału Konstytucyjnego (to już druga sprawa przed Trybunałem co do której słyszę takie stwierdzenie). Ani Krajowa Rada Sądownictwa, ani Stowarzyszenie Sędziów Polskich „IUSTITIA” nie zostały uznane za stronę postępowania mimo, że złożyły stosowne wnioski oraz mimo, że na sali sądowej widziałam przedstawicieli tychże gotowych do zajęcia stanowiska.
Ustne motywy rozstrzygnięcia ograniczyły się do treści zarzutów mimo, że istnieją inne przepisy, które należało rozważyć, nie wspominając o wyjaśnieniu kwestii tego w jaki sposób doszło do obliczenia progu ostrożnościowego w dacie uchwalania ustawy „okołobudżetowej” co wydawało się być kluczową kwestią, albowiem ustawodawca sam zdecydował, że tylko w przypadku przekroczenia drugiego progu (55%-60%) zamraża się wynagrodzenia pracownikom sfery budżetowej, ale wszystkim bez wyjątku. A te kwestie nie zostały wyjaśnione. Słowo „zapewnia się” tak nurtujące jednego z sędziów składu że aż sięgnął do przepisu Konstytucji dot. służby cywilnej w urzędach państwowych (której jakoś w Ministerstwie Sprawiedliwości jak na lekarstwo). A jakoś nie zauważyłam, żeby ten sam sędzia pokusił się o porównanie owego „zapewnia się” do treści innej normy konstytucyjnej „zapewnia się wolność słowa”… A co z pojęciem „pracownik” w kontekście sędziów? To w końcu pracownikiem ten sędzia jest czy nie jest? Bo jak jest to ma prawo do wynagrodzenia za nadgodziny, przerw w pracy itd. i należałoby zmienić dotychczasowe orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego. A jak nie jest to jak można uznać, że dotyczy go przepis o zamrażaniu wynagrodzeń pracownikom? Na te pytania nie dostałam odpowiedzi z uzasadnienia wyroku, który został odczytany.
Jak mam więc uznać, że Trybunał Konstytucyjny postępował w sposób bezstronny? Jak mam zatem przejść do porządku dziennego nad tym co się stało? Dlaczego sędziowie Trybunału Konstytucyjnego mają być traktowani przeze mnie lepiej?
Nie będą. Oczekuję od nich tego samego co od innych sędziów. Wszyscy równi wobec prawa.
I żeby nie być jedynie pieniaczką uprzejmie informuję, że wystosowałam do Trybunału Konstytucyjnego wnioski o informację publiczną w celu jej ponownego wykorzystania dotyczących procedury wyłaniania składu, sposobu procedowania sprawy, treści protokołu i nagrania rozprawy bazując na przepisach dot. Trybunału Konstytucyjnego (nie tylko tych opisanych przeze mnie), odbytych spotkań z Ministrem Sprawiedliwości, sędziów uczestniczących w opracowaniu stanowiska do druku 29 (ustawa „okołobudżetowa”), itd., a o treści odpowiedzi poinformuję jak tylko dostanę.
Na dziś wiem za to jedno.
Wiem, że jeżeli nie będziemy reagować w takich sytuacjach jak ta z wczoraj, kiedy najważniejszy, bo konstytucyjny sąd, nie stosuje się do zakazów i gwarancji konstytucyjnych ignorując je na oczach całego społeczeństwa, to za chwilę doprowadzimy do sytuacji, kiedy Pan Minister Sprawiedliwości zadzwoni do jakiegoś Prezesa Sądu Powszechnego przywiezionego uprzednio w teczce (ostatnio zrobił to proponując nowego Prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku), by ten wyznaczył określonego sędziego do określonej sprawy wskazując jaki ma zapaść wyrok pod groźbą nasłania sędziów wizytatorów i wszczęcie takiego bądź innego postępowania dyscyplinarnego. I w takim wypadku to o konstytucyjnych wartościach będziemy mogli rozmawiać z rozrzewnieniem, nutką nostalgii i łzą w oku i się zastanawiać jak do tego doszło, że wschodnia granica znowu w naszej historii przesunęła się na zachód i że znowu nie mamy niezależnych sądów i niezawisłych sędziów.
o 12:54 5 komentarzy:
Byłam (na fb wpis był na bieżąco, ale z komórki na razie nie potrafię zamieszczać wpisów na blogu) na wykładzie Pani Prof. Ewy Łętowskiej w ramach cyklu poświęconego pamięci M.Nowickiego na zaproszenie HFPCz i tak sobie myślę, że to powinien być wykład obowiązkowy dla nas wszystkich, czas sobie uświadomić bowiem co oznacza demokratyczne państwo prawa. A specjalistom z Ministerstwa Sprawiedliwości i Samemu Ministrowi powinien być postawiony warunek sprawowania funkcji od przejścia szkolenia u Pani Profesor ale także zrozumienia tej materii. Jednocześnie bardzo dziękuje za zaproszenie Panu Adamowi Bodnarowi za zaproszenie.
SZEF RCL, CZYLI RZĄDOWEGO CENTRUM LANIA WODY, O LEGISLACJI
Przeczytałam dzisiaj (jeszcze, bo 23:52 jak piszę ten tekst) w alertach jakie otrzymuje, że mamy w ramach opinii artykuł szefa Rządowego Centrum Legislacji – Macieja Berka „Dziennik Ustaw nie jest zwykłą gazetą” .
No muszę powiedzieć, że aż kupiłam papierowe wydanie… Po otworzeniu we właściwym miejscu stwierdziłam, że chyba się zgłoszę na jakiś ważny urząd, bo 2 strony opinii jakie mi się okazały to nic innego jak artykuły (szt. 2 każdy na jednej stronie – całej!!!) to dzieła pracy twórczej wysokiej rangi przedstawicieli „organów”. Z lewej strony ukazał się bowiem artykuł Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości – Jacka Gołaczyńskiego, jednakże z podpisem „sędzia, wykładowca na Uniwersytecie Wrocławskim” (boszz to już nawet Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości nie chce się przyznawać do bycia Wiceministrem Sprawiedliwości… takie czasy ehh też bym się nie przyznawała). Z prawej właśnie ów artykuł szefa Rządowego Centrum Legislacji… Ja też tak chcę, bo jak obaj panowie mają czas na pisanie artykułów i to tak obszernych to tylko pozazdrościć… ciekawe czy za opublikowanie ich zapłaciło państwo… chyba, że to nowa strategia Rzeczpospolitej, by stać się „Trybuną Ludu” i publikować tylko opinie „rządowe”.
No ale nic zajmijmy się naszym artykułem Szefa Rządowego Centrum Legislacji. (wersja internetowa jest… ale trzeba za nią zapłacić!!! Nie podaje więc linka, bo jak dla mnie szkoda kasy o czym poniżej).
Patrząc na tytuł ucieszyłam się bardzo, że szef tak ważnego Centrum dostrzega, że Dziennik Ustaw nie jest gazetą… Choć nie! On zauważa, że „nie jest zwykłą gazetą”, a zatem gazetą jest, ale „niezwykłą” co by tłumaczyło jego postawę przy publikacji „lub Lubań”. Śmiem jednak zwrócić uwagę, że odkąd najstarsi górale pamiętają, a pamiętają wiele, Dziennik Ustaw gazetą nigdy nie był, ani zwyczajną, ani nadzwyczajną, bo jest dziennikiem urzędowym. Bo od zawsze był. To, że ma napisane „dziennik” nie oznacza gazety codziennej. Jak Pan Szef Rządowego Centrum Legislacji wbrew swoim obowiązkom nie chce zaznajomić się z ustawą z dnia 20 lipca 2000 r. o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 197, poz. 1172, z późn. zm.) wystarczy zajrzeć na wikipedię, by sobie przeczytać (tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Dziennik_Ustaw)
Z zaciekawieniem zaczęłam czytać, bo chciałam się dowiedzieć co ma do powiedzenia tak ważna osoba w artykule na całą stronę i zrozumieć zachowanie Szefa Rządowego Centrum Legislacji, który niedopełniając obowiązku ustawowego doprowadził do publikacji rozporządzenia „lub Lubań”.
Muszę powiedzieć, że zmęczyłam się czytaniem artykułu, bo mimo, że miał stanowić w moje ocenie polemikę z artykułem Pana Sędziego Rafała Puchalskiego – członka zarządu Stowarzyszenia Sędziów Polskich „IUSTITIA” opublikowanego również w Rzeczpospolitej „Likwidacja sądów: „lub czasopisma” legislacyjnie blisko” (tutaj: http://prawo.rp.pl/artykul/954169-Likwidacja-sadow---lub-czasopisma--legislacyjnie-blisko.html - artykuł też płatny, ale tym razem warto zapłacić jak ktoś nie czytał) to jak dla mnie to raczej kwalifikuje się na „usiłowanie nieudolne”, które powinno być w tym wypadku karalne.
Trudno bowiem za polemikę uznać tekst, w którym pojawiają się aż 2 przepisy prawa i to od czapy, podczas gdy artykuł Pana Sędziego był oparty na przepisach.
W dziele prasowym Szefa Rządowego Centrum Legislacji czytamy zatem, że obowiązek sprawdzania aktów przed publikacją wynika z treści przepisu art. 14c pkt 6 ustawy o Radzie Ministrów… (pierwszy przepis)
Sprawdziłam zatem co zawiera ten artykuł i … patrzę … patrzę … i jakoś nie widzę tego sprawdzania… Przepis bowiem brzmi:
„Art. 14c. Centrum zapewnia obsługę prawną Rady Ministrów poprzez: 6) wydawanie, z upoważnienia Prezesa Rady Ministrów, na zasadach i w trybie określonych w odrębnych przepisach Dziennika Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej oraz Dziennika Urzędowego Rzeczypospolitej Polskiej "Monitor Polski".
Hmmm… Ktoś widzi?? Jak tak proszę mi wskazać.
Dodam, że z innych punkty tegoż artykułu tez się nie da owego sprawdzania wywieść, bo poza wydawaniem Dziennika Ustaw i Monitora Polskiego nasze Rządowe Centrum Legislacji ma następujące zadania:
9) monitorowanie wydawania przez organy administracji rządowej przepisów wykonawczych do ustaw.
Jak Pan Berek chce sprawdzać i kiedy na podstawie tego przepisu nie wiem…
Czytam dalej, że na Rządowym Centrum Legislacji ciąży obowiązek wyłapania byków również na etapie przesłania do publikacji, bo zdarza się, że a to nie ma daty albo innych rzeczy … podpisane akty normatywne w demokratycznym państwie prawa przesyłane do publikacji po podpisie elektronicznym nie mają dat albo pełnej nazwy?? Szok!!! I że to dzięki Rządowemu Centrum Legislacji to co opublikowane jest lepsze…
Pan Szef Rządowego Centrum Legislacji chyba z nas kpi!!!
Pozwolę sobie znowu zauważyć, że zgodnie z ustawą z dnia 20 lipca 2000 r. o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych, a co wskazał Pan Sędzia Rafał Puchalski, nie przewiduje takich poprawek.
Otóż zgodnie z art. 15 ust. 1 ustawy z dnia 20 lipca 2000 r. o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych „Podstawą do ogłoszenia aktu normatywnego lub innego aktu prawnego jest akt w formie dokumentu elektronicznego opatrzony przez upoważniony do wydania aktu organ bezpiecznym podpisem elektronicznym, w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 18 września 2001 r. o podpisie elektronicznym (Dz. U. Nr 130, poz. 1450, z późn. zm.2)), weryfikowanym przy pomocy kwalifikowanego certyfikatu, zwanym dalej "bezpiecznym podpisem elektronicznym", zaś taki akt zgodnie z art. 3 tej ustawy „Akty normatywne ogłasza się niezwłocznie”. Co więcej z art. 2a ww. ustawy wynika, że „1. Akty normatywne i inne akty prawne podlegające ogłoszeniu ogłasza się w formie dokumentu elektronicznego w rozumieniu ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne (Dz. U. Nr 64, poz. 565, z późn. zm.1)), chyba że ustawa stanowi inaczej. 2. Dzienniki urzędowe wydaje się w postaci elektronicznej, chyba że ustawa stanowi inaczej. 3. Dla każdego dziennika urzędowego wydawanego w postaci elektronicznej organ wydający prowadzi odrębną stronę internetową”.
Jednym słowem: jak w naszym przypadku Minister Sprawiedliwości podpisał rozporządzenie, opatrzył podpisem elektronicznym i przesłał publikacji, to komukolwiek w Rządowym Centrum Legislacji wara od treści tylko natychmiast publikujemy w elektronicznym dzienniku ustaw!!!
A jak znaleźliśmy byki… to informujemy, że w rozporządzeniu opublikowanym w Dzienniku Ustaw poz. X są byki, ale nie każde, bo jak akurat trafnie zauważył Pan Szef Rządowego Centrum Legislacji byki merytoryczne poprawiane być nie mogą, i wtedy uruchamiamy procedurę z art. 17 ustawy o ogłaszaniu aktów normatywnych!!!
Ten zaś stanowi, że:
Gdyby w rozporządzeniu ‘lub Lubań” były „byki redakcyjne”, jak nam objawiła Pani Rzecznik prasowa Ministra Sprawiedliwości Pan Premier powinien by sprostować te byki w rozporządzeniu „lub Lubań” w wersji z 5 października 2012 r. Co oznacza, że Minister Sprawiedliwości powinien napisać do Pana Premiera, że „bardzo przepraszam, ale duch prawa jest niewystarczający, zrobiłem byki i proszę o ich sprostowanie. Podpisano: Minister Sprawiedliwości Jarosław Gowin”.
Co więcej Pan Premier musiałby dokonać owego sprostowania zgodnie z Załącznikiem do Rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie technik prawodawczych, tj. zgodnie z § 111 i § 112 w ramach działu „Sprostowanie błędów”. A przepisy te stanowią:
§ 112. 1. Obwieszczenie o sprostowaniu błędu zawiera:
3) tytuł aktu normatywnego, w którym prostuje się błąd, a także oznaczenie dziennika urzędowego, w którym został ogłoszony ten akt;
4) przepis prawny aktu normatywnego podlegający sprostowaniu;
6) fragment tekstu aktu normatywnego w brzmieniu uwzględniającym sprostowanie błędu.
3. Treść obwieszczenia o sprostowaniu błędu formułuje się według wzoru: "Na podstawie art. 17 ust. 3 (albo art. 17 ust. 4 - gdy obwieszczenie wydaje inny organ niż Prezes Rady Ministrów) ustawy z dnia 20 lipca 2000 r. o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych (Dz. U. Nr 62, poz. 718, z 2001 r. Nr 46, poz. 499 i z 2002 r. Nr 74, poz. 676) w ..... (tytuł aktu normatywnego, z oznaczeniem dziennika urzędowego, w którym został ogłoszony ten akt) w ..... (oznaczenie jednostki redakcyjnej) zamiast wyrazu "....." powinien być wyraz "...".".
Myślę, że Pan Premier byłby zachwycony…
Oczywiście zgadzam się z Panem Berek, że korekty byków w aktach normatywnych nie mogą dotyczyć treści merytorycznej. Ale jak widzicie „lub czasopisma” to pikuś… Pan Pikuś wobec tego co zrobiono w „lub Lubań”. Bo gdyby to był tylko byk na zasadzie „Lebeń” – „Lubań” to prosz… można, co widać powyżej…
Tylko jak zamienić słowo „Lubań” na nic?? Albo zamiast nic dopisać „gmina Siedlce”??
Nie da się!!! Bo to już poprawka merytoryczna wymagająca zmiany rozporządzenia, a zatem całego procesu legislacji!!!
I jak się ma powoływanie przez Pana Szefa Rządowego Centrum Legislacji na przepis Konstytucji RP o zaufaniu obywateli do stanowionego prawa (drugi i ostatni przepis)??
No i na koniec perełka dotycząca tego, że nawet jak się zmienia merytorycznie to nie trzeba tego procesu legislacyjnego na nowo co niby miał potwierdzić w dwu wyrokach Trybunał Konstytucyjny… Nie wiem kto dobierał Panu Szefowi Rządowego Centrum Legislacji te wyroki… jak on sam, to polecam zasadę czytania do końca!!!
Pierwszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 28 listopada 2007 r. K 39/07 w sentencji zawiera m.in. orzeczenie, że
Artykuł 1 pkt 30 ustawy z 29 czerwca 2007 r. powołanej w punkcie 4 jest niezgodny z art. 2 w związku z art. 7 i art. 186 ust. 1 Konstytucji przez to, że został uchwalony przez Sejm bez dochowania trybu wymaganego do jego wydania.
Kiepski przykład co?? I to już na starcie…
ale ten wyrok ma w dwa stwierdzenia: jedno, że
„Inaczej jednak było w sprawie o sygn. K 3/98 (wyrok z 24 czerwca 1998 r., OTK ZU nr 6/1998, poz. 52) - chodziło o zaniechanie stosownych konsultacji z Krajową Radą Sądownictwa. W tej właśnie sprawie, dotyczącej statusu sędziowskiego, zaniechanie konsultacji z KRS doprowadziło do stwierdzenia niekonstytucyjności trybu uchwalenia ustawy. W sprawie tej wprowadzono zmiany do pierwotnego projektu rządowego. Nastąpiło to na etapie drugiego czytania. Im później zgłasza się poprawkę, tym donioślejsze uchybienie trybowi opiniowania (pod warunkiem, że poprawka w ogóle wymaga opiniowania). W sprawie o sygn. K 3/98 Trybunał stwierdził jednak, że KRS nie miała możliwości przedyskutowania zmian i podjęcia stosownej uchwały, z uwagi na zbyt krótki czas, w jakim mogłoby nastąpić zwołanie Rady w celu podjęcia formalnej uchwały i przygotowania opinii zaaprobowanej w takiej uchwale. Przyczyną stwierdzenia niekonstytucyjności na tle sprawy o sygn. K 3/98 nie były więc uchybienia w stadium procesu legislacyjnego, w jakim pojawiła się poprawka (drugie czytanie). Chodziło o brak stworzenia warunków do wyrażenia opinii przez KRS, co uznano za istotne uchybienie z uwagi na pozycję konstytucyjną tego ciała”.
To drugi z powołanych przez Pana Szefa wyroków Trybunału Konstytucyjnego mającego potwierdzać, że tam proces legislacyjny się nie powtarza… zawierający w sentencji: Art. 6 ustawy, o której mowa w pkt. 1 sentencji, jest niezgodny z art. 7 Konstytucji, przez to, że został uchwalony przez Sejm bez dochowania trybu wymaganego przepisami prawa do jego wydania. II. Przepis art. 6 ustawy z dnia 17 grudnia 1997 r. o zmianie ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw nie jest, w rozumieniu art. 122 ust. 4 zd. 2 Konstytucji, nierozerwalnie związany z całą tą ustawą.
Oraz drugie stwierdzenie, że „Ocena, czy uczyniono zadość wymogowi zajęcia przez upoważnione podmioty stanowiska w postępowaniu ustawodawczym, musi być dokonywana na tle przebiegu konkretnych prac ustawodawczych. Niemniej wskazać można pewne kryteria, którymi Trybunał Konstytucyjny zawsze powinien się kierować przy dokonywaniu tej oceny. Potrzebę i zakres zasięgania opinii upoważnionych podmiotów o projekcie ustawy i wprowadzanych do niego poprawkach oceniać należy przede wszystkim na tle charakteru tych poprawek. Raz jeszcze przypomnieć należy pogląd TK, wyrażony w orzeczeniu z 19 listopada 1996 r., iż "dopóki projekt jest wynikiem wykonania tych samych założeń, dopóty nie musi po wprowadzeniu doń poprawek i uzupełnień być kierowany ponownie do odpowiednich władz statutowych związku". Z tego punktu widzenia znaczenie zasadnicze ma odróżnienie szerokości i głębokości zgłaszanych poprawek. Konieczność ponownego zasięgania stanowiska w zasadzie nie zachodzi, jeżeli zgłoszone poprawki pozostają w ramach tego samego przedmiotu regulacji, którego dotyczył projekt i do którego upoważniony podmiot odniósł się lub mógł się odnieść w pierwszej swojej opinii. Pomijając sytuacje, w których poprawki doprowadziłyby do zupełnej zmiany założeń projektu, należy przyjąć, że ocena, a następnie przyjęcie bądź - ewentualnie - przekształcenie treści zawartych w projekcie ustawy jest istotą postępowania ustawodawczego. Skoro zaś przekształcanie to jest dokonywane ze świadomością, jaki jest pogląd uprawnionego do opiniowania podmiotu na regulowaną materię, to nie ma podstaw, by ograniczać swobodę ustawodawcy ostatecznego kształtowania treści ustawy. Głębokość ingerencji w rozwiązania proponowane w projekcie jest sprawą ustawodawcy, tak samo zresztą jak w dalszym etapie postępowania ustawodawczego, Senat może nawet całościowo przekształcić treści uchwalone przez Sejm, byle tylko poprawki nie wychodziły poza zakres spraw (materii), które zostały unormowane w ustawie uchwalonej przez Sejm (sygn. K. 25/97). Odmiennie przedstawia się sytuacja, gdy poprawki do projektu ustawy wnoszone w toku prac sejmowych dotyczą materii, które w ogóle nie były regulowane w projekcie, a więc materii wykraczających poza szerokość regulacji zawartych w projekcie. Nawet jeśli treść poselskiej poprawki została - jak w niniejszej sprawie - inkorporowana do projektu rządowego i uznana za jego część przez stronę rządową, to nie może przesłaniać okoliczności, że konkretna nowość normatywna musi być w tym wypadku objęta konsultacją z opiniodawcami, których udział jest obligatoryjny, czy to z mocy tylko art. 2 w związku z art. 7, czy z mocy art. 186 w związku z art. 7 Konstytucji”.
Ładne co?? I jak uzasadnić dopisanie jednej gminy?? Ta sama materia?? No nie wiem wiem… zwłaszcza, że przypomnę, że rozporządzenie z dnia 25 października 2012 r. w kształcie opublikowanym w ogóle nie było konsultowane z nikim, bo nie jest tym samym, które było przesłane do konsultacji…
Przypomnę zatem początki projektu i tego co opublikowano:
Na podstawie art. 20 pkt 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz. U. Nr 98, poz. 1070, z późn. zm.1)) zarządza się, co następuje:
„§ 1. Ustala się siedziby i obszary właściwości sądów apelacyjnych, utworzonych na podstawie rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 16 października 2002 r. w sprawie sądów apelacyjnych, sądów okręgowych i sądów rejonowych oraz ustalenia siedzib i obszarów właściwości (Dz. U. Nr 180, poz. 1508 z późn. zm.2): (…)”
„Na podstawie art. 20 pkt 1 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz. U. Nr 98, poz. 1070, z późn. zm.1)) zarządza się, co następuje:
§ 1. Ustala się siedziby i obszary właściwości sądów apelacyjnych: (…)”
Ta sama materia co?? Uahahahaha
(przy okazji widać że z tymi sądami po 1 stycznia 2013 r. jakoś nie bardzo)
Podobno mowa jest srebrem, a milczenie złotem… ale sobie myślę, że ostatni domywator jaki krąży tj. „mowa jest srebrem, a milczenie złotem… ale jak mówisz upewnij się, że język podłączony jest do mózgu” nabiera nowego znaczenia…
Zaś poziom niekompetencji jaki wykazał Pan Szef Rządowego Centrum Legislacji pisząc swój artykuł sięgnął takiej poprzeczki, że nawet kosmonauci będą mieli problem, by go przeskoczyć.