Source: http://historia.kozieglowy.org/r-11-spacerkiem-po-miescie/
Timestamp: 2020-08-10 11:20:39
Legal References Found: art. 1491
 art. 1490
 art. 1489
 art. 54
 art. 257
 art. 1490
 art. 1491
 art. 1490
 art. 3
 art. 3

Document Content:
11. Spacerkiem po mieście - KOZIEGŁOWY DAWNO TEMU
Nunc nos, ante alii florebant, mox aliique.
Teraz my, przedtem inni w kwiecie wieku, wnet kolejni nadejdą.
Ratusz na pośrodku kręgu
Było to w czasach, kiedy nikt jeszcze nie wymyślił słowa rynek. Pierwsze lokacje miast polskich, oparte na prawie niemieckim określały takie miejsca nazwą hring i ring. Tak i my doszliśmy do kręgu i okręgu.
Nie nazywał też rynkiem – rynku, Jan Starszy z Koziegłów wydając w 1472 roku pozwolenie na budowę ratusza:
…Radnym szczególnie też i mieszczanom naszym, pozwalamy na urządzenie ratusza na pośrodku kręgu. Gdyby zachodziła konieczność odkupienia stosownego budynku, należy to uczynić. Sprawy miejskie, wspólne są bliższe niż dobro prywatne…
Przetłumaczono też słowo Rathaus na ratusz, jednak dalej brzmiało obco i trzeba było dodatkowych wyjaśnień, że chodzi o dom rady.
Obszerną instrukcję o tym jak Rada ma sprawować władzę wydał biskup Samuel Maciejowski w dzień błogosławionej Pryski (18 stycznia) 1550 roku.
Odkrycie archeologiczne pierwszego ratusza, czyli hipotetyczna powała (drewniany fundament) domu Andrzeja Goryczki (ok. 1550)
Odkrycie archeologiczne – kafle z herbem biskupa Filipa Padniewskiego (ok. 1570)
…Dla wiecznej rzeczy pamięci, gdy nic nie jest nad łaskawość wyborniejszego, bowiem miedzy innemi zawsze jest chwalebna, tem więcej dla swych jest najchwalebniejsza. Dlatego My Samuel z Bożej Łaski, Biskup Krakowski, Xsiąże Siewierskie y Królestwa Polskiego Kanclerz Oznajmiamy niniejszem i prawami naszemi wszystkim w szczególności, kogo interes dotyczy. Gdy do nas pilnie się dopraszali Starowni Burmistrz i Radni Miasteczka Naszego Koziegłowy swym i całego pospólstwa tegoż miasteczka imieniem, aby im Ratusz na pośrodku okręgu na placu od dawności podług osnowy przywileju (Przywileju Jana Koziegłowskiego) dla tego domu wymierzonym, któremu teraz Starowny Andrzej Goryczka furman zamieszkuje wybudować y wystawić dozwolić zwyczajem innych miast i miasteczek od dawności powziętym, odebrawszy dom przyzwoity z dwiema nakryciami dla ozdoby i ukształcenia tegoż miasta wyrestaurować abyśmy ich umysł i chwalebne postanowienie przez słuszność zatwierdziwszy onym dom ratuszowy na rzeczonym placu i tenże plac i dom od furmana Goryczki za przyzwoity szacunek odkupić dopuścili i dozwolili, jakoż dopuszczamy i pozwalamy niniejszym. Dozwalając im wszelką wolność w temże domu sądy wszelkie odbywać y tak jak w innych miastach y miasteczkach obserwowano jest zarządzać, y całem pospólstwem administrować podług oryginalnego ich przywileju, na którego prawdzie toż Miasto wybudowane jest, dołączając onymże do tego ratuszowego domu pewną rolę to jest Niwa zwaną, którą młynarz słodownik dotąd posiadał, y nam z niey groszy 15 corocznie dawał. Przy tem zwalniając ten dom z rocznego czynszu pół trzecia grosza, który nam także rocznie przypadał, dając też onymże przyzwoitą moc zagranicznych wszelkich trunków wolne szynkowanie, tak jednak aby żaden inny z mieszczan bez zezwolenia na takowy trunek nie poważał się propinować. Folusz też, czyli postrzygalnia, gdzie sukno postrzygają onym się przyłącza, obowiązani jednak całe pospólstwo pilnie doglądać, także rzemieślnikom y sztuk mechanicznych miłośnikom, aby nie inaczej jak za średnia cenę y aby każden szczerze bez fałszowania kożdą sztukę w mieście i około miasta odbywał, i nic nie prawego czyli fałszywego sprzedawał, gdzie dla słuszności miara zbożowa i łokieć y inne miary na drzwiach domu tego ratuszowego powinny być zawieszone, od których kto z nich mieć będzie pożytek, podług zwyczaju innych miast wokół położonych wynagrodzić winien. Wagi także do tego ratusza przyłączamy. Świece y sabatniki oraz smołę nikt oprócz ich w tem domu poważały się sprzedawać, chyba by onych dobrowolny konsens przystąpił. Gdyby zaś z Paradnych lub kto narożny dom postawił dla sprzedaży pomienionych rzeczy, przyzwoitej nie miał potrzeby, lub zaniedbał takiego ulokować, radnym jeden złoty w monecie trzydzieści groszy polskich rachując zapłaci kary. Rada zaś jedną kopę pieniędzy nam bez folgi obowiązanemi będą chcemy i postanawiamy, a tu jeżeli ten urząd radny w każdym swym urzędowaniu powyższą z osobna opisanym o niedbalstwo przekonani by byli. Pozwalamy także i dozwalamy im niniejszym postanowieniem kapłana, męża doświadczonego, trzeźwego, pobożnego i doskonałego do ołtarza na honor Boga Wszechmogącego y pamiątkę Błogosławionego Jana Apostoła i Ewangelisty w kościele ich parafialnym niedaleko kazalnicy postawionym; któremu z procentów ratuszowych po piętnaście groszy na każden kwartał roku wypłacić powinni. On zaś każdej niedzieli i każdego dnia święta chwalebnego mszą na honor Boga Wszechmogącego y Maryi Panny śpiewaną odbywać powinien. Zresztą prowenta te nie na inny, jak tylko dla publiczności Miasta użytku, potrzeby i na wszelką konieczność zbierane mieć chcemy i ogłaszamy, z których zbioru i percepty, również burmistrz i radni, przez których urzędowanie pełnione będzie odpowiedzieć i przyzwoity rachunek zdać nowoobranym radnym starszym obowiązaniemi będą zaczem i z innych danin zwyczajnych obowiązanemi zostaną.
Na którą prawą pieczęć naszą w obecności zawiesiliśmy. Dano w Krakowie w sobotę, w sam dzień Błogosławionej Pryski, Roku Pańskiego 1550 w obecności wówczas szanowanych i uradzonych oraz szlachty, panów Jana Przerembskiego dziekana poznańskiego, kanonika krakowskiego y kanclerza naszego, Marcina Kromera obojga Prawa doktora, krakowskiego y kieleckiego kanonika, Augustyna Rotunda także obojga prawa doktora y kanonika kieleckiego sekretarza królewskiego. Walentego Podłodowskiego dworskiego królewskiego y marszałka naszego, Bartłomieja Czywińskiego viceprokuratora krakowskiego y innych tym więcej do tego wiary godnych świadków.
Samuel Biskup Krakowski i Królestwa Polskiego kanclerz ręka własną.
Z ksiąg Przywilejów Kościoła Kathedralnego Krakowskiego wypisano y pieczęcią przewielebnej Kapituły tegoż Kościoła Kathedralnego Krakowskiego zatwierdzono. Miejsce pieczęci Gaspar Szajowski publiczny i Ksiąg Przewielebnej Kapituły Kathedralnej Krakowskiej pisarz, ręką własną.
19 grudnia 1817 roku
W tym dniu na zaproszenie burmistrza Pełki i Rady Miejskiej, przyjechał do Koziegłów królewski budowniczy – Deschner. Najprawdopodobniej Austriak lub Niemiec mieszkający w Sławkowie. Używał tytułu – Bau Inspektor. Miał ocenić potrzeby budowlane miasta. Władze wskazały na dwie takie potrzeby: most na rzece młyńskiej (dziś Boży Stok) i ratusz na rynku. Po 18 dniach pracy, za dietę 108 złotych Deschner wykonał 2 projekty i anszlagi czyli kosztorysy. Most na trakcie siewierskim, który był udręką dla ludzi i bydła, a już osobliwie w nocy i po deszczach miał mieć teraz 50 łokci szerokości, zaś ratusz miał być zbudowany z kamienia łamanego i przykryty gontem. Budowla miała stanąć na starych fundamentach, a wymiary określono w stopach. Po przeliczeniu: 27 m. długi, 21 m. szeroki i 4, 5 m. wysoki (do strzechy). Całkowity koszt budowy wyliczono na 10 744 rubli. Po analizie kosztów i potrzeb sporządzono następujący protokół:
Na mocy rekwizycji danej dnia 14 grudnia roku bieżącego odebranej w dniu 15 przez burmistrza miasta Koziegłowy uczynionej końcem zrewidowania potrzebnych budowli i takowych kosztu opisania podpisany królewski budowniczy Deschner pod datą dzisiejszą na grunt gdzie następnie nader potrzebne budowle do dobrego stanu doprowadzi, jako to najprzód że most nad Młyńską rzeką miedzy stodołami i miastem na trakcie do Siewierza idącym jest niezbicie potrzebny do wybudowania ponieważ przy teraźniejszej porze czasu jako też w lecie częste deszcze dla obcego podróżującego osobliwie o wieczornej porze bardzo niebezpiecznie jest przejeżdżać gdzie bydło i ludzie przypadkowi mogą zapaść, zaczym tego jestem zdania aby most do cała nowy podług załączonego rysunku i anszlagu na 50 łokci długi postawionym był.
Po wtóre, że z drzewa wystawiony ratusz miejski wraz ze stajnią 82 stóp długości, 48 szerokości i 16 wysokości ścian aż po belki i z gontów pokrycie w bardzo złym stanie jest iż na tylko gonty, łaty i krokwie, ale i belki, bo części nad stajnią i ścianami zgniłe, znaczy dują się i obaleniu się samego wprędce oczekiwać można dlatego takowe pokrycie na tym zużytym stanie znalezione pobudynku, na żaden sposób nie może mieć miejsca póki wprzód do cała nowe krokwie jako też niektóre balki, Niemniej z rzniętego drzewa zgniłe ściany sprostowane i wyrajerowane nie będą boby to tylko dla miasta było uszczerbkiem, gdy przecież w kilka lat nowo murowany ratusz musieliby być i tak wybudowany a reperacyje ustawiczne największe pomnażają koszta. Więc moim też zdaniem, aby nowy murowany ratusz postawić, zwłaszcza, kiedy do tego o ¾ mili stąd blisko wsi Lgoty najlepsze kamienie tak do palenia wapna jako też do murowania łatwo dostać i zdrowe jeszcze drewno z starego tegoż budynku z pożytkiem jeszcze może być na co obrócone. Zresztą ratusz rzeczony bardzo, źle co do budowli jego urządzony ponieważ nie więcej jako tylko dwie izby, jedna ciemna komora i stajnia gościnna w nim znajduje się i najmniejszej dla miasta i obcych przyjeżdżających nie czyni wygody. Z przyczyny tej uznałem za potrzebne w załączonym rysunku i anszlagu najmniejsze omyłki poprawić.
Aby w takowej części na poniesionych kosztach budowli ulgę zrobić, tedy reprezentanci miasta ułożyli sie i przyrzekli jedną czwartą części potrzebnych fur do tychże wyżej rzeczonych fabryk bezpłatnie dostarczyć. Gdy teraz najpotrzebniejsze budowle zrewidowanymi i opisanymi są, przeto niniejszy protokół przeczytany od reprezentantów miasta przyjęty i takowy dopóki wyższa nie nastąpi aprobata podpisany został.
Burmistrz Pełka zlecił dodatkowo Janowi Malinowskiemu cieśli z Koziegłówek oszacowanie kosztów naprawy dachu na istniejącym starszym ratuszu. Tu dowiadujemy się, że był wybudowany z drewna i miał 82 stopy długości, 48 stóp szerokości i 16 stóp do strzechy (w metrach: 24, 6 x 14, 4 x 4,8) Podobnie, jak przedstawia to nowy projekt miał stajnię gościnną, dwie niezależne izby i ciemne komory. Cieśla Malinowski wyliczył, że naprawa starego dachu kosztować będzie 976 rubli.
Zeichnung zur Erbauung eines neuen massiven Reithauses mit Bruchstein in Koziegłowy! Entworfen durch Deschner, Bauinspektor .(Rysunek dla odbudowy nowego ratusza z zajazdem z kamienia łamanego w Koziegłowach. Wykonany przez Deschnera, inspektora budowlanego
16 kwietnia 1818 roku
W tym dniu burmistrz Pełka podpisał pismo do Wielmożnego Komisarza Wojewódzkiego delegowanego na Obwód Olkuski, a za jego pośrednictwem do Komisji Wojewódzkiej, Województwa Krakowskiego o przychylne zawyrokowanie celem zbudowania nowego ratusza. Jeśli by zaś miało do tego nie przyjść, to prosił o zgodę na remont starego ratusza. Do pisma dołączył projekta i anszlagi.
Najprawdopodobniej w tym na pozór dobrze przygotowanym wniosku popełnił błąd, który skutkował przez 30 lat brakiem pozytywnej decyzji. Otóż doniósł, że gonty na remont dachu miasto już dawno kupiło, a tylko je były wiceburmistrz roztrwonił.
Jednakowoż jakkolwiek bądź dezolacja tegoż gmachu jedynej opieszałości i niedbałości byłego zastępcy burmistrza Mszańskiego przypisać należy, który mając gotowy do tego materiał 180 kop gontów złożony przez ośm laty jeszcze zakupiony, wolał takowe między ludzi tutaj napożyczyć, których teraz ze ściągnięcie od obywateli podług danego mi wykazu staje się trudne bez użycia zmuszających środków niżeli ratusz niemi kazać pokryć. 54 kop z wymienionych powyżej kwoty, gdzie by się znajdowały nie można dociec śladu gdyż wielu niemi dysponowało, jako Jan Stodułka, Zgniłkiewicz i Kasycański, nadto słuszną byłoby rzeczą, aby były zastępca burmistrza J. Mszanski do surowej pociągnięty był odpowiedzi.
Przez następne lata kierowano do władz zwierzchnich wiele podobnych pism, deklarując chęć wykonania nieodpłatnego transportu na budowę i do fabryk. Informowano, że dobry kamień na wapno i mury jest w nieodległej, bo dwie mile Lgocie. Pisał też w tej sprawie do władz carskich Jan Wolicki, dzierżawca propinacji miejskiej, który w ratuszu szynk sprawował. Oceniał w roku 1843, że ratusz nadaje się jeszcze do remontu i wyliczał, jakie straty ponosi dzierżawiąc ten podupadły Dom Zajezdny.
18 sierpnia 1848 roku.
W tym dniu wystosował pismo do Rządu Guberlnianego Radomskiego – Naczelnik Powiatu Olkuskiego. Prosił w nim o zgodę na spieszną rozbiórkę nienadającego się już do użytku ratusza. Do wniosku załączył opinię Budowniczego Powiatu i proponował, aby drewno z rozbiórki w publicznej licytacji sprzedać. Jego wartość wyceniono na 38 rubli srebrnych i 26 kopiejek.
6 października 1848 roku
Radca Rządu Gubernialnego w Radomiu, polecił wykonanie rewizji technicznej nadesłanych dokumentów, wielmożnemu panu Radziszewskiemu, budowniczemu komunii, a następnie zadecydował pozytywnie o rozbiórce, polecając nadzór nad całością – naczelnikowi powiatu. Dodał, że nabywca, plac powinien wyplantować.
20 czerwca 1849 roku
Naczelnik Powiatu Olkuskiego, przesyła raport do Rządu Gubernialnego w Radomiu z przeprowadzonej licytacji, w którym donosi, że nabywca Jozef Opiła, przebił cenę wywoławczą o 44 kopiejki i dodaje:
… Co się zaś tyczy przedstawienia projektów do wybudowania nowej inwestycyi w tymże mieście Koziegłowy, to zaraz nastąpi jak tylko Budowniczemu Powiatu potrzebne na ten cel anszlagi wygotują, co pod (..jednym) odbiera surowe przypomnienie.
(Może stary projekt z 1818 roku wymagał tylko uaktualnienia kosztorysu (anszlagu) gdyż Naczelnik tylko ten problem przedstawia)
lipca 1849 roku
Rząd Gubernialny w Radomiu poleca, aby otrzymane pieniądze z licytacji zaksięgować w kasie ekonomicznej pod tytułem dochodów nadzwyczajnych i dodaje:
…Naczelnikowi zaś Powiatu, Rząd Gubernialny poleca iżby nadesłanie odpowiedniego projektu na wzniesienie nowego domu w miejsce upadłego przyspieszył na skutek, czego Rząd Gubernialny najwięcej do dni 14 oczekiwać będzie. Kancelarii swojej polecamy wznowienie tej sprawy po upływie 20 dni…
Sprawa odbudowy ratusza ciągnęła się już 30 lat i nic nie wskazywało na to, że zakończy się powodzeniem. Koziegłowy i Polska podupadały coraz bardziej. Przybywało biedy i rozlicznych ukazów Najjaśniejszego. Tak doszło do kolejnego powstania (styczniowe – 1863) i kolejnej fali represji wobec obywateli i całych miast. Wtedy to Koziegłowy utraciły prawa miejskich i umarły marzenia o odbudowie ratusza.
W Imieniu Najjaśniejszego Aleksandra II-go Cesarza i Samowładcy Wszech Rossji, Króla Polskiego, Wielkiego Księcia Finlandzkiego etc. etc. etc.
Na zasadzie Najwyższego Ukazu z dn. 1 czerwca 1869 r. o przemianowaniu na osady niemających charakteru miejskiego osiadłości w guberniach Królestwa Polskiego – komitet urządzający na przedstawienie członka zawiadującego czynnościami komitetu w uzupełnieniu postanowienia swego z dn. 23 stycznia (4 lutego) 1870 r. o zamianie na osady miast guberni petrykowskiej, postanowił i stanowi:
Istniejące w gubernji petrkowskiej miasta: Wolborz, Rozprza i Bełchatów, w powiecie petrkowskim; Stryków i Główno, w powiecie brezińskim; Nowe Miasto, w powiecie rawskim; Aleksandrów, Konstantynów i Tuszyn, w powiecie łodzińskim; Widawa i Lutomiersk, w powiecie łaskim; Przyrów i Krzepice, w powiecie częstochowskim; Koziegłowy, Żarki i Modrzejewo, w powiecie bendinskim – zamienić na osady z zastosowaniem następujących środków co do urządzania w nich zarządu gminnego , na zasadzie Najwyższego ukazu z d. 19 lutego (2 marca) 1864 roku. … Pkt 7. w powiecie bendinskim: osadę Modrzejewo przyłączyć do gminy Zagórze- Olkuskie, a osady: Koziegłowy przyłączyć do gminy Rudnik Wielki i Żarki do gminy tegoż nazwiska.
Wykonanie niniejszego postanowienia, które w dzienniku praw zamieszczone być ma, porucza się członkowi-zawiadującemu czynnościami komitetu. (J. Sołowien) Działo się w Warszawie, na 343 posiedzeniu, dnia 20 marca (1 kwietnia) 1870 roku. Za zgodność; Dyrektor główny, prezydujący w komisji rządowej sprawiedliwości, tajny radca Wosiński. Dyrektor kancelarii Wł. Holewiński
Rynek przez wieki tętnił życiem i tak jest do dzisiaj. Na zdjęciu: uczestnicy marsz gwieździstego ku czci marszałka Józefa Piłsudskiego. Zorganizował go Związek Strzelecki na rynku w Koziegłowach w kwietniu 1930 roku. Przemawia ks. major Czesław Chodorowski
Spacerując po mieście nie można ominąć Szkoły Żeńskiej Rolniczej, tym bardziej, że po 44 latach nieobecności na mapie miasta jej dawny budynek odrodził się z gruzów. Żeńskie i męskie szkoły rolnicze to inicjatywa, determinacja i sukces przedwojennej posłanki Stronnictwa Ludowego, Jadwigi Dziubińskiej.
Gdyby kościół miał taką bohaterkę, pewnie dziś byłaby świętą. Stale przekonywała władze o potrzebie krzewienia oświaty na wsi, do czasu aż zadecydowano o utworzeniu pewnej ilości szkół rolniczych na bazie majątków skarbu państwa. Koziegłowy były idealnym takim miejscem. Nowym właścicielem dawnego dworu stał się od 25 lipca 1919 roku Skarb Rzeczypospolitej Polskiej. Reprezentantem skarbu państwa był Urząd Wojewódzki Kielecki, który nie siejąc i nie orząc przekazał ten teren Dyrekcji Naczelnej Lasów Państwowych przy Ministerstwie Rolnictwa i Reform Rolnych. Stamtąd przekazano całość pod nadzór do Nadleśnictwa Siewierz, zaś podległe Leśnictwo Rzeniszów zmieniło swoją siedzibę i przeniosło się do Koziegłów, aby zasiadać na tym majątku.
W roku 1921 wykonano pierwszy operat lustracyjny, z którego wynikało, że ogólny obszar dawnej carskiej donacji, czyli dworu z folwarkami w Gniazdowie, Markowicach, Rzeniszowie, oraz osadami młyńskimi Pasieka, Flakowa oraz Pomykacz, a także lasami Postęp i Lgota, zajmował 303 morgi. Dane szczegółowe informowały, że większość użytków jest w rękach dzierżawców na podstawie częściowo odnowionych kontraktów. Wiele z tych pól nie było pomierzonych i łatwo zawłaszczali je mieszczanie mieszczanie. Jednym z dzierżawców był nadal Michał Pankratiew i w spółce z niejakim Stefanem Ruszkowskim sędzią Sądu Gminnego gospodarzył na 12 morgach i 12 prętach. Lustracja dotyczyła także budynków dworskich oraz drzew parkowych, z których do dziś zostało tylko jedno. Stuletnich drzew było 2%, sześćdziesięcioletnich 80% i pozostałych 12%. Na całość parku dworskiego (pałacowego) składało się 548 świerków, 2 sosny, 17 modrzewiów, 131 brzóz, 13 osik, 22 klony, 72 lipy, 5 dębów, 2 czeremchy, 3 olszyny, 32 graby, 64 jodły, 4 jesiony, 1 jawor, 28 topoli, 27 kasztanów, 4 jarząbki i 15 wierzb.
W ogrodzie owocowym rosło 11 orzechów włoskich, 6 orzechów laskowych, 141 grusz, 179 jabłoni, 42 śliwy, 90 wiśni i czereśni.
Budynki dworskie po wojnie europejskiej (1914 -1918) (wtedy nie nazywano jej pierwszą wojną światową) były w dość opłakanym stanie. Stało się tak za sprawą politycznej niepewności ostatniego właściciela Michała Pankratiewa i tego, że już wcześniej wybudował obok dawnej rezydencji starostów i domu pańskiego biskupów, własną rezydencję (stoi do dzisiaj). Jednak największe zniszczenia poczyniła tam wojna i bieda sprzyjająca zwykłym złodziejom i szkodnikom
Zdjęcie pokazuje smutny stan pałacu po pierwszej wojnie światowej (1918)
Żołnierze niemieccy na służbie w Koziegłowach. Dnia 15 maja 1915 roku fotografujący stał na skrzyżowaniu ulic: Cegielniana, Szkolna, Częstochowska (przy słynnym kasztanie – dawniej kuźnia) i skierował szerokokątny obiektyw w stronę kościoła św. Barbary
Z ogólnej puli majątku skarbu państwa w Koziegłowach i okolicy wyliczonej na jakieś 190 hektarów wydzielono 25, 3953 na potrzeby Szkoły Rolniczej Żeńskiej. Organem założycielskim dla szkoły i dzierżawcą terenu w latach 1925 – 27 było starostwo w Będzinie. To jemu należy przypisać rozruch szkoły w 1927 roku, oraz dalsze 3 lata opieki. Sukcesywnie rolę tę przejmowało od 1 stycznia 1927 roku nowe starostwo zawierciańskie z gminami: Mierzęcice, Siewierz, Poraj, Koziegłowy, Koziegłowki, Włodowice, Kromołów, Żarki, Myszków, Rokitno Szlacheckie, Poręba, Mrzygłód, Pińczyce, Rudnik Wielki, Choroń i miasto Zawiercie. Sejmik zawierciański wydał na cele szkoły w latach 1931 – 1938 kwotę 124 251, 93 zł. Starosta Edward Trznadel był wielce zawiedziony, kiedy się dowiedział, że nowym właścicielem kompleksu szkolnego w Koziegłowach będzie Kuratorium Szkolne Krakowskie w Krakowie. Stosowne zarządzenie w tej sprawie wydało Ministerstwo Rolnictwa i Reform Rolnych z Dyrekcją Naczelną Lasów Państwowych po porozumieniu w dniu 21 września 1938 roku z Ministerstwem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Przekazanie majątku miało się odbyć 29 grudnia tegoż roku, z zastrzeżeniem, że o ileby w tym czasie spadł śnieg – termin musiałby być odłożony do wiosny. Śnieg niestety spadł i przejęcie nastąpiło dopiero 23 marca 1939 roku o godzinie 14 – tej.
Składnikiem majątku szkolnego była jeszcze kamionka (dziś kompleks sportowy Orlik i wyżej), która szybko zyskiwała na znaczeniu w związku z planowaną i zrealizowaną budową drogi państwowej nr 13/6 prowadzącej z Nowego Bierunia do Częstochowy (85 km) Częścią tej drogi jest dzisiejsza ul. Warszawska od cmentarza do ronda Walentego Roździeńskiego. Grunty pod ulicę Warszawską wykupiono od prywatnych właścicieli, a końcowy odcinek ok. 0, 5 ha przejęto od Szkoły Rolniczej. Skromną rekompensatą dla szkoły był nowy płot po zachodniej stronie stodół (dziś delikatesy Centrum). Pierwszą obwodnicą Koziegłów była, więc klinkierówka na podbudowie z grubszych głazów i zaklinowaniu kamykiem drobniejszym (trakt bity). Był jakiś walec, jednak najczęściej utwardzały ją metalowe ubijaki w rękach drogowców firmy Grodków. Projekt został zatwierdzony przez Ministerstwo Komunikacji na początku 1938 roku i zrealizowany w tym samym roku. Późniejsza asfaltowa nawierzchnia tej drogi to czasy PRL-u i współczesne.
Projekt pierwszej obwodnicy Koziegłów
Tyle o gruntach i budynkach, a teraz o szkole i nauce.
Program nauczania opracowano w Ministerstwie Rolnictwa i początkowo miał on kształtować umysł i osobowość uczniów. Po kilku latach uznano jednak, że ważniejsze są cele praktyczne. Szkoła w Koziegłowach realizowała obydwa te kierunki. Dawne uczennice, z którymi zdążyłem porozmawiać podkreślały zawsze ogromny awans miasta, jaki się w tym czasie dokonał. Proszę sobie wyobrazić poranną mszę niedzielną, na której dziewczęta w strojach odświętnych stoją ze sztandarem przed ołtarzem głównym i śpiewają pieśni religijne. Tak samo, kiedy wracają z kościoła do szkoły na pierwsze śniadanie. Dziś tylko wielka i wyjątkowa uroczystość może przywołać podobny splendor. Wykładowcy z tytułami inżynierów i magistrów i bardzo częste wizyty inspektorów ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Dwa spotkania w roku z chłopcami z podobnej szkoły męskiej, gdzie grzeczność i maniery musiały być wzorcowe. Dyscyplina podobna do klasztornej. Taka dyscyplina, jak się szybko okazało była wielkim dobrodziejstwem, bo każda z uczennic wiedziała z dokładnością do kilku minut, co do niej należy, kiedy praca, kiedy odpoczynek, kiedy zabawa. Nawet sporadyczne powroty do domu zakłócały ten porządek i chciało się wracać do szkoły. Nauka trwała przez 11 miesięcy i była częściowo odpłatna. Kosztowało to 30 zł miesięcznie, zaś dojna krowa lub taka przed ocieleniem kosztowała 100 zł. Koszt ten można było obniżyć do 15 złotych, jeśli któraś z uczennic uzyskała wysoką średnią w ocenach. Uczennice (panny) z całej Polski i w różnym wieku mieszkały tu w przyszkolnym internacie. Nauki dużo i niekończące się zajęcia. Z teoretycznych na praktyczne z hodowli na ogrodnictwo, z ogrodnictwa na przetwórstwo. Krowy, mleko, śmietana, masło, kremy, lody, sery, desery, bukiety, zastawa, obrusy, hafty i dekoracje. Á propos haftu, to jedna z uczennic, Pani Marianna Znamierowska podarowała mi robótkę szkolną przedstawiającą orła białego na czerwonym suknie. Zaśpiewała mi też kilka piosenek i tą bardzo przejmującą, kiedy pojechała ze szkolną delegacją pożegnać trumnę marszałka Piłsudskiego. Trumny już niebyło i paliła się tylko czerwona lampa w zaciemnionej sali. Szkoła nie miała elektryczności. W czasach Pankratiewa, działała tu przez jakiś czas mała elektrownia, ale po I wojnie został tylko po niej pusty budynek. Wylęgarnia kurcząt ogrzewana była lampami naftowymi i aby utrzymać ciepło, cylindry szklane musiały być stale czyste. Uczennice tej szkoły wiedziały, jaka jest kaloryczność każdego posiłku i kiedy osłabnie kosiarz, który poszedł rankiem (za rosy) kosić łąkę. Cięższe prace w gospodarstwie szkolnym wykonywały zatrudnione osoby z miasta. To tutaj w 1930 roku powołano Stowarzyszenie Młodzieży Polskiej Żeńskiej, któremu zafundowano sztandar. Na jego awersie był orzeł biały w koronie i hasło: SPRAWIE SŁUŻ. Na rewersie wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej z Dzieciątkiem. Sztandar odnalazł się po latach, ale żadna z pracowni nie chciała się podjąć jego renowacji. Widząc beznadzieje tej sytuacji wycięto białego orła na czerwonym ryngrafie i przeniesiono na sztandar Rady Gminy i Miasta Koziegłowy. Sztandar z dawnym hasłem Sprawie Służ wisi teraz w najważniejszej sali w mieście i pełni swoją powinność. Stary sztandar Stowarzyszenia po latach udało się odrestaurować. Dokonał tego z benedyktyńską cierpliwością Pan Eugeniusz Musialik urodzony w Wojsławicach malarz i restaurator wielu zabytków Wrocławia w czasach powojennych.
Szkoła Żeńska Rolnicza
Wojna przerwała naukę w Szkole Żeńskiej Rolniczej. Próba jej wznowienia w 1946 roku nie powiodła się. W budynku przez kolejne 20 lat funkcjonowała Szkoła Podstawowa i Liceum. Kiedy wybudowano nowy kompleks, dawny budynek mający status zabytku i nazwę w metryce: dawny pałac biskupi, przejęła Gminna Spółdzielnia i do świetlicy, gdzie stał kiedyś fortepian wsypano nawozy sztuczne, a później wrzucono worki z paszą. Za paszą podążyły szczury. Wkrótce zaczął przeciekać dach. Rozebrano, więc dach, wybito okna i zburzono ściany. Paszę komisyjnie rozpisano na straty. Dr Marian Niedźwiecki z Krakowa napisał w roku 1970 list do Ministra Kultury i poinformował, że w Koziegłowach dokonuje się gwałt na zabytku przy sprzyjającej postawie aktywu partyjnego. Minister zażądał wyjaśnień i zaczęły krążyć pisma. W tym samym czasie czołowy aktywista aparatu partyjnego popadał w nałóg i zamienił się w ruinę. Nic nie dało się już zrobić. Po dawnym pałacu została tylko piwnica i w ziemi stare fundamenty. Na tych właśnie fundamentach, któregoś pięknego dnia wyrósł dawny i jeszcze piękniejszy pałac. Po blisko 700 latach od panowania w tym miejscu rodu Lisów Krzelowskich, a później Lisów Koziegłowskich, kolejnych biskupów Księstwa Siewierskiego, francuskiego marszałka Jeana Lannesa, rosyjskiego generała Nikity Pankratiewa i jego potomków, oraz innych zacnych rezydentów, teraz władzę pałacową przejęły tam dzieci. Będą wyjaśniać rodzicom i dziadkom, cóż to takiego ten entliczek, pentliczek, i kim był Stefek Burczymucha. Cieszmy się z takiego powrotu historii do naszego miasta.
Przy ulicy Woźnickiej był sobie kiedyś Sąd Pokoju. Taka najniższa instancja sprawiedliwości lokalnej, której broń Boże wykpić nie wypada, gdyż formuła ta działa jeszcze w rozwiniętych demokracjach i zyskuje na znaczeniu. Sąd taki mógł pojednać zwaśnionych, spór rozstrzygnąć, a nawet zesłać na krótki pobyt do aresztu. Kto oglądał westerny będzie wiedział, o co chodzi. Bardziej ciekawym proponuję wejście na salę rozpraw i uczestnictwo w takim procesie.
Dnia 16 Października 1916 roku wpłynęła do Sądu Gminnego w Koziegłowach skarga:
Skarżący Antoni i Zofia małżonkowie Oliwa ze wsi Anonimowej, gminy Koziegłówki, przeciwko Antoniemu Ogniowi i synom jego Stefanowi i Tadeuszowi z tejże wsi.
We wrześniu 1916 roku we wsi Anonimowej wymienieni oskarżeni Ogień kilkakrotnie wyrządzili nam obelgi ustne i czynne bijąc nas kijami, popychając nas, grożąc zabiciem oraz nazywając nas słowami obelżywymi, których nie godzi się nawet powtarzać.
Prosimy Sąd Gminny ukarać Antoniego Ognia i synów jego Stefana i Tadeusza Ogniów podług prawa i przysądzić od nich na naszą korzyść koszta sądowe.
Świadkowie nasi: 1. Piotr Matyja 2. Franciszek Cesarz 3. Wiktoria Cesarz wszyscy z tejże wsi.
Sąd zakwalifikował obelgi czynne, słowne i pogróżki pod paragraf 6 i wyznaczył termin rozprawy na 29 Listopada 1916 r. W dniu tym zmuszony był jednak sprawę odroczyć w związku z niestawieniem się świadka. Nowego terminu rozprawy też nie wyznaczono ze względu na przebywanie tegoż świadka w więzieniu. Rozprawa w komplecie odbyła się dopiero 28 Lutego 1917 roku. Na wstępie świadkowie złożyli Przysięgę Katolicką następującej treści:
Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu, w Trójcy Świętej Jedynemu, iż w sprawie niniejszej, w której przez sąd na świadka wezwany zostałem, nie powodując się ani przyjaźnią, ani pokrewieństwem, ani chęcią zysku, ani też innymi jakimikolwiek względami sumiennie zeznam rzetelna prawdę i nie zataję nic z tego, co mi jest wiadomem, pomnąc, że z tego wszystkiego obowiązany będę zdać sprawę przed prawem i Bogiem na ostatecznym Jego sądzie. Tak niech mi dopomoże niewinna męka Zbawiciela mojego Jezusa Chrystusa. Amen.
Po przyjęciu przysięgi przez sędziego, Sąd przystąpił do przesłuchania świadków, o czym z poniższego protokołu.
Dnia 28 Lutego 1917 r. Sad Gminny w osadzie Koziegłowy, Powiatu Będzińskiego w komplecie:
Przewodniczącego Stefana Ruszkowskiego i asesorów – Jana Będkowskiego, Szczepana Luli, rozpatrzył sprawę karną ze skargi Antoniego i Zofii, małżonków Oliwa na Antoniego, Stefana i Tadeusza Ogniów o pogróżki, obelgi czynne i słowne.
Oskarżycielka Zofia Oliwa w imieniu swoim i w imieniu swego męża na podstawie upoważnienia, popiera skargę. Oskarżeni: Antoni Ogień, Stefan Ogień nie przyznali się do winy. Twierdzą, że Antoni Oliwa bił Stefana Ognia, a Tadeusz Ogień bronił brata rozdzielając bijących się. Świadkowie pod przysięgą zeznali: 1. Piotr Matyja – w jesieni 1916 roku widziałem jak Antoni Ogień powrozem uderzył Zofię Oliwa, stojącą na swoim podwórku we wsi Anonimowej i nazwał ją „ty świdroku”. Na kilka dni przed tym widziałem jak Stefan Ogień trzymając w ręku kamień groził nim Zofii Oliwa, stojącej na swoim podwórku. Spór stron podobno wynikał z posiadania sadu spadkowego. Więcej w tej sprawie nie wiem. 2. Franciszek Cesarz – w jesieni 1916 roku widziałem jak Antoni Ogień przyszedłszy na podwórko Zofii Oliwa groził jej trzymanym w ręku powrozem. Więcej nic nie wiem. 3. Wiktoria Cesarz – w jesieni 1916 r. widziałam jak Tadeusz Ogień 6 razy uderzył Antoniego Oliwę kijem to jest podkulkiem, a Stefan Ogień trzymał Antoniego Oliwę za głowę. Było to w sadzie będącym w posiadaniu Oliwowej. – Potem Tadeusz Ogień podbiegł do stojącej na drodze Zofii Oliwa i łokciem ręki trzy razy szturchnął Oliwową. – W końcu obaj młodzi Tadeusz i Stefan Ogniowie, rzucali kamieniami do stojącego w sadzie Antoniego Oliwy. Więcej nic w tej sprawie nie wiem.
Świadkowie ze strony oskarżonych:
Petronelia Kolasa – w jesieni 1916 r. słyszałam spór między stronami o wypas bydła. 5. Franciszek Fikier- nic o obelgach stron – nie wiem. 6. Marianna Psonka – w jesieni 1916 r. widziałam jak Antoni Oliwa w sadzie bił Stefana Ognia żerdzią. Na krzyk Stefana Oliwy, przybiegł brat jego Tadeusz i kijem uderzył Antoniego Oliwę dwa razy. Więcej nic w tej sprawie nie wiem. Strony na wniosek Przewodniczącego nie pogodziły się
Wyrok ogłoszono.
Sędzia St. Ruszkowski, Sekretarz Sądu, Krajewski.
Antoniego Ognia ukarać aresztem na dni trzy, Stefana Ognia ukarać aresztem na dni dziesięć i ściągnąć od Nich na rzecz Zofii Oliwa kosztów sądowych rubli trzydzieści niepodzielnie z opłatą sądową na rubli dwadzieścia zapisać na przychód kary, oraz ściągnąć od Ogniów na rzecz Zofii Oliwa zwrot kosztów za leczenie rubli 2 kopiejek 50.
Podpisani: Ruszkowski, Będkowski, Lula.
Nakaz wykonawczy z dnia 15 Marca 1917 nr 43 wydano Zofii Oliwa.
Koszty leczenia przedstawione przez stronę skarżącą nie zyskały aprobaty sądu i z ogólnej kwoty 16, 5 rubla zaliczono tylko 2,5 rubla.
Starszy Felczer L. Siapsia Za udzielenie pomocy felczerskiej przez kilka razy silnie pobitemu Antoniemu Oliwa, a także żonie Zofii Oliwa (5 rbi) pięć rubli otrzymałem. Koziegłowy dn. 17.IX.1916 L. Siapsia
Antoni Oliwa zapłacił za Liqor Aluminii acetici na okłady rubli jeden kop. 50. Koziegłowy 17 IX 16 r. Apteka w Koziegłowach B. Juraszyński – Aptekarz
Ja Józef Okularczyk z Piotrem Matyją odebraliśmy od Antoniego Oliwy 10 rubli za furmankę do felczera. Za niepiśmiennych podpisuje się Stanisław Okularczyk.
Sprawa nr 611/1917
z dnia 28 Lutego 1917 r.
Sąd Gminny w osadzie Koziegłowy, Powiatu Będzińskiego rozpatrzył niniejszą sprawę: Znalazł, iż zaprzysiężonym zeznaniem świadków: Piotra Matyi, Franciszka Cesarz, Wiktorii Cesarz i Marianny Psonka – ustalono, że w jesieni 1916 wyrządzili Zofii Oliwa obelgi czynne, a mianowicie: Antoni Ogień uderzył ją powrozem, Stefan Ogień grożąc trzymanym w ręku kamieniem i Tadeusz Ogień uderzając trzy razy Zofię Oliwa łokciem ręki, że obelgi czynne między Antonim Oliwa i Antonim Ogień odbywały się wzajemnie – równo, jakowo na mocy 1 p. 138 art. Ustawy o karach nie podlegają karnej odpowiedzialności.
Tu ciekawostka: Areszt koziegłowski nie mógł przetrzymywać więźnia skazanego na więcej niż 3 dni. Stefan Ogień, aby odbyć 10 dniowy wyrok musiał się udać do Będzina, który będąc naszym powiatem leżał jakby w innym państwie (Niemiecka Strefa Okupacyjna) Zaproszenie do odsiadki brzmiało, więc tak:
Bendzin, den 7 Mai 1917
Es wird ersucht Thaddaus Ogień zwecks Verbüsung der gegen ihn – durch Urteil des Gemeindegerichts in Koziegłowy vom 28 Fe. 1917 j. erkannten Strafe von 10 Tagen in das Gerichtsgefängnis Bendzin, (Kosakenkaserne) einzuliofern, da er- sich auf die an ihn ergangene Ladung zum Strafantritt freiwillig nich gestellt hat.
Uprasza się Tadeusza Ognia umieścić w Będzińskim więzieniu sądowym (Koszary Kozackie) w celu odsiedzenia 10 dniowej kary, która została na niego nałożona wyrokiem Sądu Gminnego w Koziegłowach dnia 28 Lutego 1917 roku. Ponieważ nie stawił się dobrowolnie na przesłane wezwanie dotyczące odpokutowania kary.
Tadeusz Ogień udał się z własnym prowiantem do więzienia w dniu 3 lipca 1917 i wrócił po 10 dniach, bez szkody dla rozpoczynających się żniw. Sąd Gminny w Koziegłowach rozpatrywał też sprawy wiekszej wagi, a jedna z nich trafiła do królewsko – polskiego Sądu Najwyższego, który uznał rozstrzygnięcie Sądu w Koziegłowach za właściwe, a wytknął pomyłkę Sądowi Okregowemu w Sosnowcu. Poniżej treść tego orzeczenia
KRONIKA SĄDOWA (24/1918)
Orzeczenie królewsko – polskiego Sądu Najwyższego w przedmiocie kompetencji Sądów Pokoju w sprawie działu spadku włościańskiego, w której jednooześnie jest żądanie usunięcia osoby obcej od działu. W dniu 22 kwietnia 1918 r. królewsko-polski Sąd Najwyższy rozpoznawał skargę kasacyjną obrońcy Marjanny Flakowej na decyzję królewsko-polskiego Sądu Okręgowego w Sosnowcuz dnia 4 grudnia 1917 r. w sprawie o dział spadku po Jakóbie Janickim. Po wysłuchaniu głosów obrońców stron i wniosków Prokuratora, zważywszy:
1) że Marjanna Flakowa wystąpiła przed Sąd Gminny w Koziegłowach o dział spadku po jej ojcu Jakóbie Janickim, właścicielu osady włościańskiej, po uprzednim usunięciu od działu
Kazimierza Okularczyka, jako trzeciego nabywcy sched spadkowych, i Sąd Gminny powództwo to uwzględnił, ale Sąd Okręgowy w Sosnowcu wyrok ten uchyli! i sprawę, jako nie ulegającą rozpoznaniu Sądu Gminnego w myśl art. 1491 Ust. Post. Cyw., umorzył; 2) że w skardze kasacyjnej na decyzję Sądu Okręgowego Flakowa podnosi przedewszystkim zarzut obrazy art. 1490 Ust. Post. Cyw., na mocy którego Sądy Gminne są właściwymi do sądzenia spraw, dotyczących spadków i wynikających stąd działów, a więc i sprawy niniejszej, i zarzut ten jest w zupełności usprawiedliwiony, albowiem w myśl art. 1489 i 1611 w związku art. 54 p.4 i art. 257 p. 6 Ust. Post. Cyw.,właściwość sądu ze względu na przedmiot sprawy określa istota żądań powoda czyli konkluzja skargi powodowej, gdy zaś powództwo Flakowej obejmowało żądanie działu spadku włościańskiegoi usunięcia od tegoż działu osoby obcej, nie zachodzi żadna wątpliwość, że w myśl wyraźnego brzmienia art. 1490 р. 1 Ust. Post. Cyw właściwym do rozpoznania tej sprawy był Sąd Gminny,a tym samym powołany przez Sąd Okręgowy art. 1491 do danego wypadku nie może mieć zastosowania; 3) że z wyłuszczonymi w odpowiedzi małżonków Okularczyków na skargę kasacyjną wywodami, jakoby przedmiotem sprawy był nie dział spadku, lecz spór o odzyskanie części nieruchomości, nabytej przez małż. Okularczyków,niepodobna się zgodzić, są one bowiem w sprzeczności z wyraźnym brzmieniem konkluzji powództwa Flakowej, które i Sąd Okręgowy określił, jako „akcję o działy;” 4) że wobec powyższych danych Sąd Okręgowy nie miał zasady do uchylenia się od rozpoznania żądań powoda co do ich istoty, a przeto decyzja, wyrzekająca umorzenie sprawy, nie może być pozostawiona w swej mocy; Z tych pobudek Sąd Najwyższy, nie wchodząc w rozbiór pozostałych zarzutów, przytoczonych w skardze kasacyjnej, decyzję Sądu Okręgowego w Sosnowcu z dnia 4 grudnia 1917 r. z powodu obrazy art. 1490 Ust. Post. Cyw. кasuje i sprawę do ponownego osądzenia Sądowi Okręgowemu w Częstochowie przesyła.
Od 3 Stycznia 1918 r. sędzią pokoju został Stanisław Bauerertz. (Koziegłowy – Królestwo Polskie – strefa okupacyjna rosyjska)
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1919 r. Sąd przeszedł przez dwie zmiany organizacyjne:
Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 11 lipca 1921 r. w przedmiocie dyslokacji sądów pokoju w powiecie Będzińskim w okręgu sądu okręgowego w Sosnowcu. Na mocy art. 3 dekretu z dn. 7 lutego 1919 r.
§1 Znosi się sądy pokoju w Koziegłowach, w Łazach, II-go Okr. w Dąbrowie oraz III-go Okr. w Dąbrowie.
§2. Włącza się do właściwosci terytorialnej sądu pokoju w Żarkach miasto Koziegłowy oraz gminy Koziegłowy, Koziegłówki, Poraj i Rudnik Wielki; wyłacza się gminę Włodowice.
Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 9 sierpnia 1927 r. o dezlokacji sadów pokoju w powiatach będzińskim, zawierciańskim w okręgu sądu okręgowego w Sosnowcu. Na mocy art. 3 dekretu z dnia 7 lutego 1919 r. o dezlokacji sądów, zarządzam co następuje:
§5. Wyłącza się z okregu sądu pokoju w Żarkach gminy Koziegłowy, Koziegłówki i Rudnik Wielki.
§6. Tworzy się sąd pokoju w Koziegłowach obejmujący gminy Koziegłowy, Koziegłowki, Pińczyce i Rudnik Wielki.
(Minister Sprawiedliwości A. Meysztowicz)
W takich ramach sąd przetrwał do września 1939 roku. Ostatnim jego sędzią był niejaki Chuma, a sekretarzem Józef Gwizda.
Na marginesie tematu o gminnym wymiarze sprawiedliwości warto jeszcze zajrzeć do jednej z wielu kronik kryminalnych, które były wszechobecne w ukazujących się gazetach dwudziestolecia międzywojennego i wcześniej. Wyłania się z nich ponury obraz tamtych czasów.
Organ Związków Zawodowych Zjednoczenia Zawodowego Polskiego i Zjednoczenia Kolejowców Polskich na Śląsku.
Zaginięcie rolnika.
W dniu 7 bm. (7 czerwca 1938 r.) wyjechał z Koziegłówek pow. zawierciańskiego na kopalnię Radzionków w Buchaczu po węgiel parą koni i porządnym wozem gospodarskim, zamożny tamtejszy rolnik, 42-letni Józef Zasadzin i dotąd nie powrócił. Miał on zakupić na kopalni Radzionków węgiel, który chciał przywieźć do domu i miał na ten cel przy sobie 40 zł. Zaniepokojony jego nieobecnością ks. Władysław Zasadzin, powiadomił miejscową policję, a ponieważ nie dało to żadnego rezultatu, zwrócił się obecnie o pomoc w wyszukaniu zaginionego do policji śląskiej. Począwszy od Woźnik miał on jechać szosą wojewódzką do Radzionkowa. Rodzina jego jest po prostu zatrwożona brakiem jakiejkolwiek wiadomości o nim i przypuszcza, że padł on ofiarą zbrodni.
Sukces śląskiej policji.
Ponura zbrodnia w lesie.
By zdobyć 40 zł niewyśledzony dotąd sprawca zamordował rolnika. Przez z górą tygodniem donosiliśmy o tajemniczym zniknięciu rolnika Józefa Zasadzina ze wsi Koziegłówki w powiecie zawierciańskim, który wyjechał na Śląsk parokonnym wozem po węgiel na kopalnię „Radzionków” w Buchaczu, zabierając na ten cel z domu 40 zł.
Ponieważ zawiadomienie miejscowej policji nie dało rezultatu, rodzina zaginionego zwróciła się o pomoc w wyszukaniu rolnika do policji śląskiej. Tajemnica zaginięcia Zasadzina wyjaśniła się wczoraj (25 czerwca 1938 r.) po południu.
Już przedtem policja śląska uzyskała informację, że Zasadzin zabłądził po drodze i przejechał na teren niemiecki, gdzie został przytrzymany za nielegalne przekroczenie granicy i osadzony w areszcie, a konie zarekwirowane do robót polnych, ale informacje te nie budziły zaufania – po sprawdzeniu okazały się nieprawdziwe. Tymczasem wczoraj po południu robotnicy leśni Jan Kościelny i Jan Nowak z Żyglinka (pow. tarnogórski) znaleźli na pograniczu powiatu tarnogórskiego i lublinieckiego w lasach księcia Donnersmarcka, po lewej stronie szosy wojewódzkiej około 200 mtr w głąb lasu w gąszczu, parokonny wóz z tabliczką „Józef Zasadzin z Koziegłówek” a w wozie zwłoki mężczyzny w kompletnym rozkładzie. Konie również były martwe i przypuszczalnie zdechły z głodu, bowiem dyszel był zupełnie niemal zjedzony, a również znajdujące się w pobliżu drzewka, do których konie mogły dosięgnąć, były zupełnie ogryzione.
Na miejsce przybył prokurator Lisiecki z Tarnowskich Gór, który wydał zarządzenie przeprowadzenia sekcji zwłok. Trupa zabezpieczono do dyspozycji komisji sądowo – lekarskiej. Z uwagi na zagnanie koni w głąb lasu, w gąszcz daleko od szosy i brak pieniędzy, jakie Zasadzin przy sobie posiadał, jest rzeczą niewątpliwą, że dokonano na jego osobie mordu rabunkowego i to najprawdopodobniej przez przygodnego pasażera, który musiał Zasadzina poprosić o podwiezienia i w stosownej chwili go zamordował, poczym obrabował i konie zagnał w las, chcąc w ten sposób opóźnić moment odnalezienia zwłok i wykrycia mordu.
Zasadzin wyjechał z domu przed 17 dniami. Rodzinę jego już powiadomiono i wezwano do przybycia.
Ta niewyjaśniona dotąd zbrodnia była przez lata przedmiotem wielu spekulacji. Starsze osoby wspominając dwudziestolecie międzywojenne (1919 – 1939) i to morderstwo prawie zawsze mówiły o biedzie, która niosła takie zagrożenia. Złodziejstwo z bronią w ręku było wtedy popularnym zawodem. Do tego jeszcze różne porachunki zwaśnionych rodzin, sąsiadów i działaczy stronnictw politycznych. Sądy Gminne miały, więc stale zajęcie.
Powojennym następcą Sadu Pokoju w Koziegłowach był Sąd Grodzki. Pojawił się jednak jakiś bałagan organizacyjny w Ministerstwie Sprawiedliwości ponieważ w ciagu 3 miesięcy 1949 roku wydano dwa sprzeczne rozporządzenia. Pierwsze z dnia 2 lipca 1949 r. o zniesieniu Sądu Grodzkiego w Koziegłowach i drugie z dnia 22 września 1949 r. w sprawie uchylenia rozporządzenia o zniesieniu Sądu Grodzkiego w Koziegłowach. Obydwa rozporządzenia podpisał ten sam minister. Sąd przeniósł wtedy swoją siedzibę z ulicy Woźnickiej do domu Pankratiewa i orzekał najczęściej o osobach uznanych za zmarłe, tych które w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęły w czasie wojny. Bywało i tak, że nikt tego nie dociekał , bo z wojny nie powróciły całe rodziny, a nawet społeczności. Tak było w przypadku Żydów Koziegłowskich. Likwidacja sądów grodzkich nastąpiła już 20 lipca 1950 r.
Na zakończenie naszego retrospektywnego spaceru po mieście udamy się w miejsce bardzo romantyczne. Będzie to Lasek Śmielowskich na skraju Wojsławic. Niewielką kępę tego lasku przecinają meandry dość głębokiego wąwozu, w którym cicho szemrze nurt Bożego Stoku. Na południowym brzegu resztki fundamentów po młynie, który stał tu przez wieki i mógłby wiele opowiedzieć. To tutaj wpada Rzeniszówka do Bożego Stoku. To piękne miejsce wystawione na sprzedaż w 1919 upatrzył sobie inżynier leśny Tadeusz Śmielowski. Przerażony rewolucją bolszewicką uciekł z Rosji, gdzie prowadził jakieś badania przyrodnicze. Po Koziegłowach krążyło kilka fotografii, które stamtąd przywiózł. Zdjęcia były drastyczne i pokazywały nagich ludzi torturowanych lub zabitych przez nową władzę.
W Grodnie poznał swoją żonę Stefanię i tam oboje uznali, że wolna Polska będzie spełnieniem ich marzeń. Padło na Koziegłowy. Przez miejscowych gospodarzy nie został jednak dobrze przyjęty, bo posiadał maniery dziedzica, a w chlewie ledwo jednego konia, dwie krowy. Wyuczone języki obce tu się nie przydały. Młyn przejęty po dzierżawcy Ruszkowskim nie wyglądał jak młyn i niczym się nie różnił od oficyny mieszkalnej. Były tu dwa stawy otoczone groblą i upusty, z których silny strumień wody wpadał do płytkiego szybu, na dnie, którego osadzono turbinę. Woda poruszała turbiną i odpływała rowem do głównego nurtu rzeki. Oś w kole turbiny przechodziła przez mur piwnicy i stamtąd pasem transmisyjnym napędzała żarna w części parterowej. Młyn, aby pracować w dzień musiał gromadzić wodę w nocy. Zapas trafiał do stawów i dokładnie było wiadomo na ile godzin pracy wystarczy. Zdarzało się, ze pani Stefania nie bacząc na hałas za ścianą swego mieszkania uczyła gry na pianinie zdolne uczennice z miasta. Słynęła też z wielkiej pobożności objawianej tym, że po zakończeniu mszy obchodziła jeszcze boczne ołtarze i tam powierzała świętym swoje troski. Rodzina uciekając przed zagrożeniami w Rosji nie uniknęła różnych dramatów w Polsce. Najpierw w niewyjaśnionych okolicznościach został zabity na drodze do Woźnik ich zięć (1945), a później (1957) zmarł ich syn Tadeusz junior. Młody Tadeusz już wtedy wykonywał kolorowe fotografie. Jest też autorem zamieszczonego tu zdjęcia swojej rodziny. Tadeusz senior uczył po wojnie w technikum leśnym w Brynku. Po śmierci syna nie wytrzymał napięcia i popełnił samobójstwo strzelając do siebie z broni myśliwskiej. Tak zginął ostatni zubożały szlachcic w naszym mieście.
Rodzina Śmielowskich
Nie zagłębiając się zanadto w temat wypada w tym miejscu uporządkować lokalizację młynów na Bożym Stoku Ułatwi nam to fragment mapy podarowanej królowi Stanisławowi Augustowi przez Karola de Pertheesa w 1787 roku. Jeden z tych młynów miele mąkę do dzisiaj, a drugi nadal trwa w pogotowiu. Inne już tylko na obrazkach zdobią galerię Tadeusza Puszczewicza.
Fragment Inwentarza z Archiwum Kapituły Katedralnej na Wawelu
Młyny koziegłowskie na mapie z 1787 roku
Młyn na Warcie
Młyn Śmielowskich
Młyn do Woytowstwa należący, w którym jedno koło korzecznik. Budynek wszystek dobry, za kupnym prawem młynarz siedzi na nim. Przy którym młynie stawek do Woytowstwa należący. Grobla zła. A ten młyn na zakupnym gruncie postawiony. Niwa Polkowska nazwana powyżej stawu wójtowskiego. Z drugiej strony młyna Pole Danielowskie nazwane z łąkami przykupne, których ról młynarz zażywa. Daje czynszu na rok złotych 30. Tamże niedaleko ogród przykupny, podle ogroda …. młynarz robi dwa dni w tydzień od św. Wojciecha aż do św. Marcina. Wieprza ukarmić albo złotych dwanaście dać powinien. (5 .05. 1694 r.)
Młyn do tegoż Woytowstwa należący, ten z drzewa całkowego w węgieł budowany na wodzie idącej rzeką od Wojsławic, y drugą od źródeł Rzeniszowskich i jednym kole y kamieniu. Żelaztwa w nim wszystkie Woytowskie. Przy tym młynie jest olejarnia niedawno z drzewa cienkiego, całkowego złożona. Przy tym młynie jest stodoła zła reparacyi potrzebująca, której reperacyi znacznej y młyn potrzebuje. Stawek żadnym ryb rodzajem nie zarybiony. Upusta całe zrujnowane y pogrodzi reperacyi potrzebuią. Z tego młyna płacić powinien Młynarz czynsz do Woytostwa. (22. 12. 1774 r.)
Pan Tadeusz z Koziegłów
Czytając poetyckie arcydzieło Adama Mickiewicza Pan Tadeusz, pokolenia Polaków poznawały realistyczny obraz ówczesnej Polski szlacheckiej. Naszej wyobraźni pomógł również reżyser Andrzej Wajda, przenosząc dzieło na ekran filmowy. Główni bohaterzy są tam przesyceni patriotyzmem – takim prawdziwym, bo niepozbawionym wad i różnych śmieszności. Wieszcz Adam wciąż jest dla naszego pokolenia symbolem wielkiego talentu i patriotycznego oddania Ojczyźnie. Możemy podejrzewać, że patriotyzm jest także głównym napędem pracy twórczej Andrzeja Wajdy. Tak samo miłość do Ojczyzny, jest kluczem do zrozumienia twórczości malarskiej Pana Tadeusza Puszczewicza z Koziegłów.
Nasz malarz miał swoich licznych poprzedników, ponieważ patriotyzm był zawsze znamienną cechą polskiego malarstwa historycznego i źródłem inspiracji dla twórców sztuk realistycznych. Proste środki wyrazu, jakimi są techniki światłocieniowe, stosowane po to, aby jeszcze bardziej wydobywały materialność przedmiotów, są przez autora zamierzone i służą jedynemu celowi, aby wiernie oddać to, co jest nadal piękne, choć przez lata poddawane było żywiołom natury albo ludzkiej bezmyślności.
Artysta utrwalił już na płótnie wszystkie okoliczne zabytki, zamki Jurajskie i dziesiątki znaczących budowli architektury sakralnej. Przez wiele lat wykonywał polichromie kościołach na terenie całej Polski. Ze skromnych oszczędności wybudował galerię, w której młodzież uczy się historii.
Pan Tadeusz chroni, co może przed zapomnieniem i utrwala to wszystko na płótnie, używając swoich najlepszych zdolności i zawsze za cenę własnych wyrzeczeń. Choć jego prace i tak już oprawiane są w pozłacane ramy, to warto dodać, że całe życie tego malarza to dobry pożytek z talentu, jaki mu Pan Bóg ofiarował, a który to talent naszemu miastu przynosi pożytki.