Source: http://www.labe.wspolnicy.com/16-Publikacje.htm
Timestamp: 2018-11-12 21:54:00
Legal References Found: art.43
 art.48
 art. 174
 art. 169
 art. 169
 art. 169
 art. 223
 art. 169
 art. 169

Document Content:
Śladami Centrosa
Rzeczy znalezione i utracone
Koszty założenia spółki z o.o. w Polsce, oceniane przez pryzmat przepisów prawa spółek takich państw jak np. Anglia, Hiszpania, czy Portugalia, są relatywnie wysokie.
Decyduje o tym przede wszystkim wysoki, bo wynoszący, aż 50.000 PLN minimalny kapitał zakładowy spółki z o.o., którego pokrycie stanowi bezwzględny warunek rejestracji spółki w rejestrze przedsiębiorców (art.150§1 k.s.h.). Innymi słowy dla rozpoczęcia w Polsce działalności gospodarczej w formie spółki z o.o. trzeba mieć, co najmniej 50.000 PLN (nie licząc kosztów rejestracji spółki etc.).
Dla porównania w Anglii dla spółki z o.o. [tzw. private limited company (Ltd)] nie przewiduje się w ogóle minimalnego kapitału zakładowego (działalność w formie tej spółki można rozpocząć przy kapitale na poziomie np. 50L). Natomiast w Portugalii minimalna wysokość kapitału zakładowego dla spółki z o.o. odpowiada równowartości kwoty 8.000 PLN.
W takim stanie rzeczy warto się zastanowić, czy po uzyskaniu przez Polskę statusu państwa członkowskiego UE, nie rezygnować z tworzenia spółek z o.o. w Polsce, a wybrać inne rozwiązania, które w rozrachunku końcowym przynoszą skutek analogiczny z bezpośrednim utworzeniem spółki z o.o. w Polsce. Mają jednak tę zaletę, iż wymagają znacznie mniejszych nakładów inwestycyjnych. Stąd, dlaczego np. nie założyć spółki z o.o. [private limited company (Ltd)] w Anglii a następnie w Polsce zarejestrować jedynie jej oddział, wykorzystując status przedsiębiorcy zagranicznego (w doktrynie prawa wspólnotowego przedstawiony zabieg określa się mianem tzw. wtórnego utworzenia spółki - secondary establishment)? Można to zrobić za niewielką kwotę a przy tym nie ma przeszkód prawnych ku temu, aby całą działalność gospodarczą skoncentrować na oddziale utworzonym w Polsce, bez uruchamiania przedsiębiorstwa w Anglii.
Prima facie wydaje się, że przedstawiony pomysł nie nadaje się do wykorzystania w praktyce.
Po pierwsze omawiane rozwiązanie w sposób oczywisty zmierza do obejścia przepisów k.s.h. dotyczących minimalnego kapitału zakładowego spółki z o.o., co polski sąd rejestrowy z pewnością podniesie rozpoznając nasz wniosek o rejestrację oddziału przedsiębiorcy zagranicznego.
Po drugie polski sąd rejestrowy rozpoznając przedmiotowy wniosek, znając nasz zamiar, odmówi naszej spółce charakteru przedsiębiorcy zagranicznego.
Polskie międzynarodowe prawo prywatne nakazuje bowiem oceniać status personalny każdej osoby prawnej (tj. np. jej zdolność prawną, zasady jej funkcjonowania, czy reprezentacji) w oparciu o prawo państwa obowiązujące w miejscu rzeczywistej jej siedziby, głównego oddziału - tzw. teoria siedziby (art.9§2 ustawy z dnia 12 listopada 1965 r. Prawo prywatne międzynarodowe). Zgodnie z naszym założeniem działalność gospodarcza ma być prowadzona wyłącznie w Polsce. Stąd prawem właściwym do oceny statusu personalnego naszej spółki (formalnie spółki prawa angielskiego) jest prawo polskie. W konsekwencji należałoby zatem przyjąć, iż polski sąd rejestrowy powinien odmówi naszej spółce podmiotowości prawnej (w polskim obrocie prawnym nie występuję jednostka organizacyjna mająca osobowość prawną, a której struktura organizacyjna odpowiadałaby naszej spółce). Na tej podstawie sąd rejestrowy odrzuci nasz wniosek o zarejestrowanie oddziału przedsiębiorcy zagranicznego, jako niedopuszczalny.
Ocena zaproponowanego rozwiązania przedstawia się całkowicie odmiennie, jeżeli wziąć pod uwagę orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (dalej: ETS) z dnia 9 marca 1999 r. wydane w sprawie Centros Ltd przeciwko Erhvervs-og Selskabsstyrelesen - sygnatura sprawy C-212/97 (opublikowane na stronie: http://curia.eu.int/en/index.htm).
Powołane orzeczenie ETS wydane zostało w następującym stanie faktycznym. Duńskie małżeństwo utworzyło w Anglii spółkę z o.o. o firmie Centros Ltd. Kapitał zakładowy Centros Ltd ustalony został na poziomie 100L (zgodnie z prawem duńskim minimalny kapitał zakładowy spółki z o.o. wynosi 200.000-DKK). Następnie, bez podjęcia jakiejkolwiek działalności gospodarczej w Anglii, Centros Ltd wystąpiła w Danii o zarejestrowanie jej oddziału. Duński organ rejestrowy odrzucił wniosek Centros Ltd. Omówiony stan faktyczny jest zatem analogiczny z przedstawionym wyżej rozwiązaniem.
W sprawie Centros ETS zakwestionował rozstrzygnięcie duńskiego organu rejestrowego.
Po pierwsze ETS przyjął, iż zarzut obejścia przepisów o minimalnym kapitale zakładowym jest bezpodstawny. Instytucja minimalnego kapitału zakładowego ma gwarantować wierzycielom spółki, iż spółka posiada majątek odpowiadający, co najmniej minimalnemu kapitałowi zakładowemu (funkcja gwarancyjna). Wystarczyłoby jednak, aby Centros Ltd, przed złożeniem wniosku o rejestrację oddziału w Danii, uruchomiła jakąkolwiek działalność w Anglii, a zarzut obejścia przepisów o minimalnym kapitale zakładowym byłby nieaktualny. W rezultacie odrzucanie wniosku o rejestrację oddziału jest środkiem, który nie prowadzi do realizacji celu, jakim jest ochrona wierzycieli spółki.
Po drugie ETS przyjął, iż w przypadku wtórnego utworzenia spółki organy rozpoznające wniosek o rejestrację oddziału spółki z o.o. powinny oceniać status personalny tej spółki w oparciu o przepisy prawa obowiązujące w państwie, gdzie spółka został zarejestrowany (tzw. teoria powstania). W każdym innym przypadku dochodzi do naruszenia zasady swobody działalności gospodarczej, zapisanej w art.43 (52) i art.48 (58) Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską.
Pozostaje więc mieć nadzieję, iż po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, polskie sądy rejestrowe będą respektowały orzeczenie ETS w sprawie Centros. Ustawodawca polski powinien natomiast rozważyć ewentualną nowelizację k.s.h., poprzez zdecydowane obniżenie wysokości minimalnego kapitału zakładowego dla spółek z o.o. Jest to jedyny sposób, aby zapewnić naszemu prawu spółek bardziej konkurencyjny charakter.
WOJCIECH LUDERA
Wchodząca w życie w czerwcu Ustawa o rzeczach znalezionych zawiera kilka godnych uwagi i niepozbawionych doniosłości praktycznej rozwiązań. Można w niej wyodrębnić dwie zasadnicze grupy norm, spośród których jedna reguluje odjęcie własności, a druga wzmacnia jej ochronę.
Pierwsza grupa, dotycząca tytułowych rzeczy znalezionych, ma na celu uzupełnienie istniejącej od lat luki prawnej. Nowe prawo wdraża postulat Trybunału Konstytucyjnego z 2004 r., aby kwestie pozbawienia własności były regulowane na poziomie ustawy, a nie w aktach rangi podustawowej. Sposób rozbicia regulacji pomiędzy samą ustawę a Kodeks cywilny może jednak budzić zastrzeżenia.
Wśród zasadniczych zmian, jakie przynosi ustawa w tej części, można zwrócić uwagę na wskazanie organu odpowiedzialnego za przyjmowanie zawiadomień o znalezieniu rzeczy, przechowywanie rzeczy znalezionych i poszukiwanie ich właścicieli. Jest nim co do zasady starosta. Nie wydaje się przy tym dobrym rozwiązaniem uczynienie właściwym organem zarówno starosty miejsca zamieszkania znalazcy, jak i starosty miejsca znalezienia rzeczy. Może to w praktyce rodzić komplikacje.
Zwraca uwagę rozszerzenie kategorii rzeczy, które w przypadku nieodebrania przez osobę uprawnioną stają się własnością znalazcy, o ile ten uczynił zadość swoim ustawowym obowiązkom. Dotychczas na Skarb Państwa zawsze przechodziła własność pieniędzy, papierów wartościowych, kosztowności oraz rzeczy mających wartość naukową lub artystyczną. Tymczasem na gruncie nowej regulacji Skarb Państwa nabywa własność jedynie rzeczy będącej zabytkiem lub materiałem archiwalnym (znalazcy należy się wtedy nagroda), zaś własność pozostałych nieodebranych rzeczy może przejść na znalazcę. O tym, czy rzecz jest zabytkiem lub materiałem archiwalnym decyduje wojewódzki konserwator zabytków, który oddaje takie rzeczy na przechowanie muzeum, bibliotece albo archiwum państwowemu.
Istotnym novum w stosunku do poprzedniego stanu prawnego jest unormowanie dotyczące tzw. skarbu. Na gruncie dotychczasowych przepisów „rzecz mająca znaczniejszą wartość materialną albo wartość naukową lub artystyczną, którą znaleziono w takich okolicznościach, że poszukiwanie właściciela byłoby oczywiście bezcelowe”, nazywana właśnie skarbem, stawała się własnością Skarbu Państwa (znalazcy należało się jedynie wynagrodzenie). W świetle nowych przepisów rzecz znaleziona w opisanych okolicznościach – niezależnie od jej wartości materialnej, artystycznej czy naukowej – o ile nie jest zabytkiem lub materiałem archiwalnym (kiedy to przechodzi na własność Skarbu Państwa), staje się przedmiotem współwłasności w częściach ułamkowych znalazcy i właściciela nieruchomości, na której została znaleziona.
W końcu, jednoznacznie przesądzono, że nabycie własności przez znalazcę, powiat albo Skarb Państwa, będące nabyciem o charakterze pierwotnym, powoduje wygaśnięcie obciążających rzecz znalezioną ograniczonych praw rzeczowych (a więc np. prawa zastawu).
Wypada zaznaczyć, że ustawy nie stosuje się do zabytków archeologicznych, gdyż kwestie ich znalezienia wyczerpująco reguluje Ustawa o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. W rozumieniu tej ostatniej zabytek archeologiczny to zabytek nieruchomy, będący powierzchniową, podziemną lub podwodną pozostałością egzystencji i działalności człowieka, złożoną z nawarstwień kulturowych i znajdujących się w nich wytworów bądź ich śladów albo zabytek ruchomy, będący tym wytworem.
Znacznie ciekawsze i donioślejsze wydają się przepisy należące do drugiej wskazanej na wstępie grupy. Ingerują one bowiem w podstawowe instytucje prawa cywilnego.
Ustawodawca zdecydował się oto na wprowadzenie do Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami rozdziału 2a, w którym przewidziano uruchomienie nowego rejestru. Do krajowego rejestru utraconych dóbr kultury, bo tak się on nazywa, będą wpisywane ruchomości stanowiące:
1) zabytki wpisane do rejestru zabytków – przy czym przez zabytek rozumie się rzeczy, ich części lub zespoły, będące dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia, których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową,
2) muzealia – a więc rzeczy stanowiące własność muzeum (lub, gdy muzeum nie ma osobowości prawnej, podmiotu, który utworzył muzeum) i wpisane do inwentarza muzealiów,
3) materiały biblioteczne należące do narodowego zasobu bibliotecznego – przy czym przez materiały biblioteczne rozumie się w szczególności dokumenty zawierające utrwalony wyraz myśli ludzkiej, przeznaczone do rozpowszechniania, niezależnie od nośnika fizycznego i sposobu zapisu treści, a zwłaszcza: dokumenty graficzne (piśmiennicze, kartograficzne, ikonograficzne i muzyczne), dźwiękowe, wizualne, audiowizualne i elektroniczne,
4) materiały archiwalne (wchodzące do narodowego zasobu archiwalnego) – tj. wszelkiego rodzaju akta i dokumenty, korespondencja, dokumentacja finansowa, techniczna i statystyczna, mapy i plany, fotografie, filmy i mikrofilmy, nagrania dźwiękowe i wideofonowe, dokumenty elektroniczne oraz inna dokumentacja, bez względu na sposób jej wytworzenia, mająca znaczenie jako źródło informacji o wartości historycznej o działalności Państwa Polskiego, jego poszczególnych organów i innych państwowych jednostek organizacyjnych oraz o jego stosunkach z innymi państwami, o rozwoju życia społecznego i gospodarczego, o działalności organizacji o charakterze politycznym, społecznym i gospodarczym, zawodowym i wyznaniowym, o organizacji i rozwoju nauki, kultury i sztuki, a także o działalności jednostek samorządu terytorialnego i innych samorządowych jednostek organizacyjnych – powstała w przeszłości i powstająca współcześnie,
które zostały przez właściciela utracone w wyniku popełnienia jednego z następujących czynów zabronionych: kradzież, kradzież z włamaniem, rozbój, kradzież rozbójnicza, wymuszenie rozbójnicze, przywłaszczenie, w tym przywłaszczenie rzeczy powierzonej (sprzeniewierzenie). Dokonanie wpisu do wspomnianego rejestru nie jest przy tym uzależnione od stwierdzenia popełnienia czynu prawomocnym wyrokiem skazującym – wystarczy wyczerpanie ustawowych znamion danego typu czynu zabronionego, niezależnie od winy lub stopnia społecznej szkodliwości.
Z funkcjonowaniem omawianego rejestru związane jest istotne domniemanie znajomości danych w nim zawartych. Sprowadza się ono do tego, że od dnia dokonania wpisu nikt nie może zasłaniać się nieznajomością danych ujawnionych w rejestrze.
Przełomowym rozwiązaniem jest swoiste wyłączenie rzeczy wpisanych do rejestru z obrotu, co osiągnięto poprzez zmianę przepisów Kodeksu cywilnego (k.c.) o zasiedzeniu i nabyciu rzeczy od nieuprawnionego. Dotychczas szeroko pojęte dobra kultury były na gruncie prawa cywilnego traktowane jak wszystkie inne rzeczy ruchome (jedynie na marginesie można zasygnalizować, że obowiązujące od lat przepisy ustawy o narodowym zasobie archiwalnym i archiwach stanowią, iż materiały archiwalne wchodzące do państwowego zasobu archiwalnego nie mogą być zbywane, a własność materiałów tworzących ewidencjonowany niepaństwowy zasób archiwalny nie może być przedmiotem obrotu). Podlegały więc one m.in. mechanizmom przewidzianym w przepisach artykułów 169 i 174 k.c., co do których można mieć zresztą zastrzeżenia ogólniejszej natury, z uwagi na nadmierną ingerencję w interesy właścicieli.
Pierwszy z ww. przepisów sankcjonuje nabycie rzeczy od osoby nieuprawnionej do rozporządzenia nią, co jest tłumaczone potrzebą ochrony bezpieczeństwa obrotu prawnego (lub nabywcy). Przedkładając to ostatnie nad prawo własności, ustawodawca postanowił, że działający w dobrej wierze (tj., w uproszczeniu, niemający wiedzy o braku prawa do rozporządzenia rzeczą po stronie zbywcy, która to niewiedza w konkretnych okolicznościach jest usprawiedliwiona) nabywca uzyskuje własność rzeczy zbywanej i wydanej mu przez osobę nieuprawnioną z chwilą objęcia jej w posiadanie (potrzebne jest zatem zawarcie ważnej umowy – gdyż przepis sanuje tylko brak uprawnienia do rozporządzenia, a nie inne braki umowy, i przejęcie władztwa nad rzeczą przez nabywcę). Przy tym gdy rzecz zgubiona, skradziona lub w inny sposób utracona przez właściciela zostaje zbyta przed upływem lat trzech od chwili jej zgubienia, skradzenia lub utraty, nabywca może uzyskać własność dopiero z upływem powyższego trzyletniego terminu.
Innymi słowy: nabycie następuje od razu, gdy zbycia dokona osoba, której właściciel powierzył rzecz dobrowolnie, w szczególności posiadacz zależny lub dzierżyciel (np. artysta „wypożyczył” galerii dzieło w celu wystawienia, a ta, nie będąc do tego uprawniona, dzieło to sprzedaje lub przewoźnik, któremu muzeum poleciło dostarczenie obrazu do konserwatora daruje obraz swojemu znajomemu), natomiast gdy utracił on rzecz wbrew swej woli (np. złodziej ukradł dzieło z pracowni artysty i sprzedaje je kolekcjonerowi), nabycie jest odłożone w czasie.
Omówiona regulacja stanowi przełamanie naturalnej i niewątpliwie słusznej zasady, że nikt nie może przenieść na osobę trzecią prawa, które mu nie przysługuje.
Dodajmy, że osobą nieuprawnioną jest co do zasady niewłaściciel, przy czym można wskazać sytuacje, w których osoba niebędąca właścicielem jest uprawniona do rozporządzenia rzeczą (np. komisant), jak też takie, w których nabycie rzeczy od właściciela będzie nabyciem od nieuprawnionego (np. sprzedaż rzeczy zajętej w toku egzekucji).
Zasiedzenie, choć powszechnie kojarzone jest z nieruchomościami, zgodnie z przepisem art. 174 k.c. może doprowadzić do utraty przez właściciela także własności rzeczy ruchomej. Posiadacz takiej rzeczy niebędący jej właścicielem nabywa własność, jeżeli posiada ją nieprzerwanie od lat trzech jako posiadacz samoistny. Warunkiem nabycia własności tą drogą jest pozostawanie w dobrej wierze nie tylko w chwili objęcia rzeczy w posiadanie, lecz przez cały trzyletni okres.
Z uwagi na tak określone przesłanki oraz istnienie przepisu art. 169 k.c. praktyczne znaczenie instytucji zasiedzenia rzeczy ruchomej jest stosunkowo niewielkie. Niemniej jednak można wskazać, że znajdzie ona zastosowanie np. w razie gdy umowa była nieważna z przyczyn nieznanych nabywcy (przykładowo sprzedający obraz nie miał zdolności do czynności prawnych), a także gdy rzecz zostaje nabyta w drodze dziedziczenia od spadkobiercy, który zawładnął nią bezprawnie, a spadkobierca jest tego nieświadomy i nieświadomość taka jest w danych okolicznościach usprawiedliwiona (art. 169 k.c. ma bowiem zastosowanie, jak wspomniano, w przypadku sukcesji syngularnej, do jakiej dochodzi w drodze umowy, a nie uniwersalnej, jaką jest dziedziczenie).
Zastosowanie któregoś z analizowanych mechanizmów prowadzi do utraty własności przez właściciela. Ustaliwszy więc nawet, kto nabył ją od nieuprawnionego lub w drodze zasiedzenia, nie może on skierować do tej osoby roszczenia o wydanie rzeczy (windykacyjnego). W przypadku dóbr kultury, często o unikalnym charakterze lub mających osobistą wartość dla właściciela, możliwość uzyskania odszkodowania od osoby, która w sposób nieuprawniony nimi rozporządziła (a także ewentualna odpowiedzialność karna tej osoby), jest niewystarczająca z punktu widzenia interesów właściciela.
Odnosząc się do wspólnej dla opisanych instytucji prawnych przesłanki dobrej wiary, trzeba wskazać, że w ustawie przewidziano domniemanie istnienia dobrej wiary, a w samych przepisach art. 169 i 174 k.c. ustawodawca opisał ją od strony negatywnej – jako brak złej wiary. W praktyce nader często okazuje się, że przesłanka ta stanowi jedynie iluzoryczną ochronę dla właściciela. Od powoda wymaga się nie tylko obalenia wspomnianego domniemania, ale wprost przeprowadzenia dowodu złej wiary nabywcy; w wielu sytuacjach jest to bardzo trudne. W konsekwencji ochrona prawna bywa udzielana osobie, która w rzeczywistości wcale nie legitymuje się dobrą wiarą. Stanowi to znaczne osłabienie pozycji właściciela oraz może stymulować brak należytej staranności po stronie nabywców.
Biorąc pod uwagę specyfikę dóbr kultury, w tym ich ogólnonarodowe znaczenie, ustawodawca uznał, że w ich przypadku analizowane mechanizmy utraty przez właściciela własności – jak wspomniano, generalnie kontrowersyjne – są nie do zaakceptowania. Wprowadza się więc, jak to określono w uzasadnieniu projektu ustawy, swoisty środek zabezpieczający o charakterze konserwacyjnym, mający na celu utrzymanie istniejącego stanu prawnego w zakresie własności dobra kultury.
Obok wyłączenia stosowania przepisów art. 169 i 174 k.c. służy temu nadto dodanie w art. 223 k.c. nowego § 4, który stanowi, że roszczenie właściciela w stosunku do osoby władającej rzeczą wpisaną do rejestru o zwrot tej rzeczy nie podlega przedawnieniu. W efekcie tej zmiany ten, przeciwko komu kierowane jest roszczenie windykacyjne, nie będzie mógł odmówić jego spełnienia, powołując się na upływ czasu.
Warto podkreślić, że opisane wyżej skutki dotyczą zarówno dóbr kultury stanowiących mienie Skarbu Państwa i wszelkich jednostek finansowanych z publicznych pieniędzy (np. muzeów gminnych), jak i będących własnością prywatną, w tym kościelną. Należy przy tym mieć na uwadze fakt, że ochrona ta rozciąga się na rzeczy, które zostały w pewnym sensie upublicznione np. poprzez ujęcie ich w inwentarzu muzeum prywatnego czy wpisanie do rejestru zabytków.
Można wyrazić ubolewanie, że ustawodawca zdecydował się tylko na tak ograniczone wyłączenie skutków przewidzianych w przepisach o nabyciu od osoby nieuprawnionej i zasiedzeniu. Samo istnienie w systemie prawnym przepisu art. 169 k.c. – zwłaszcza w zakresie, w jakim sankcjonuje on nabycie rzeczy ukradzionych, a także w jakim odnosi się do nabycia nieodpłatnego – może wywoływać uzasadnione zastrzeżenia aksjologiczne. Z jednej więc strony należy powitać z zadowoleniem jakąkolwiek próbę jego ograniczenia, z drugiej – trudno nie mieć wrażenia, że dla ochrony własności należałoby zrobić więcej. Błędne zdaje się stawianie, przynajmniej w dwóch wspomnianych przypadkach, potrzeby ochrony obrotu ponad prawem własności (którego ochrona skądinąd korzystnie wpływa na tenże obrót, co wszakże nie jest – podkreślmy – najważniejsze). Wydaje się, że wystarczającą ochronę nabywcy w dobrej wierze stanowiłaby możliwość występowania z roszczeniami (np. z tytułu rękojmi za wady prawne rzeczy sprzedanej) przeciwko zbywcy.
Warto zwrócić uwagę, że krajowy rejestr utraconych dóbr kultury nie będzie pierwszym indeksem obejmującym rzeczy tego rodzaju. W oparciu o przepisy ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami prowadzony jest już bowiem krajowy wykaz zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem. Ma on jednak wyłącznie charakter ewidencyjny, gdyż wpis do niego nie wywołuje skutków prawnych zabezpieczających interes właściciela; służy głównie Policji, Służbie Granicznej i Służbie Celnej do poszukiwania i identyfikacji utraconych dóbr kultury. Po wejściu w życie ustawy ww. wykaz będzie nadal funkcjonował. W założeniu ma on być znacznie szerszy od nowego rejestru (obecnie obejmuje ok. 10000 zabytków).
Wydaje się, że nowa regulacja może mieć znaczenie praktyczne w szczególności w przypadkach kradzieży szeroko pojętych dzieł sztuki. Jakkolwiek trudno obecnie ocenić, czy optymizm ustawodawcy odnośnie do wpływu ustawy na ograniczenie działalności przestępczej (zwłaszcza jeżeli chodzi o najcenniejsze zabytki) ma pokrycie w rzeczywistości, to jednak niewątpliwie może ona posłużyć do ochrony praw właścicieli, co jest nie do przecenienia (na marginesie: argument podniesiony przez ustawodawcę przemawia przeciwko art. 169 § 2 k.c. w ogóle, jako przepisowi zwiększającemu opłacalność popełniania przestępstw).
Należy zatem rekomendować wszystkim właścicielom dóbr należących do kategorii wskazanych w ustawie, w tym prywatnym kolekcjonerom i parafiom, aby w razie ich utraty niezwłocznie korzystały z przewidzianego ustawą instrumentu i wnosiły o wpis do krajowego rejestru utraconych dóbr kultury.
Wpis taki może nastąpić wyłącznie na wniosek, przy czym mogą z nim wystąpić także organy ścigania oraz wojewódzki konserwator zabytków, co ma wpłynąć na szybkość postępowania – tak ważną, gdy chodzi o zapobieżenie przejściu własności na nabywcę będącego w dobrej wierze.
W celu zabezpieczenia sobie możliwości skutecznego domagania się wpisu do rejestru należy zawczasu sporządzić odpowiednią dokumentację fotograficzną rzeczy, co zresztą wydaje się rozsądnym zabiegiem również z innych względów.
Rejestr prowadzony będzie w drodze elektronicznej. Każdy będzie mieć do niego dostęp. Należy przypuszczać, że korzystanie z rejestru szybko stanie się standardem postępowania wśród osób zajmujących się profesjonalnie obrotem dobrami kultury. Z uwagi na przewidziane ustawą skutki, a właściwie na wyłączenie skutków, jakie dotychczas przewidywał Kodeks cywilny, również osoby incydentalnie nabywające tego typu dobra powinny mieć świadomość istnienia rejestru i potrzeby sprawdzenia, czy przedmiot zawieranej przez nie umowy w nim nie figuruje.