Source: http://czasopismo.legeartis.org/2014/08/anonimowosc-informatorow-prasowych.html
Timestamp: 2017-06-28 17:35:13
Legal References Found: art. 15
 art. 49

art. 49
 art. 3
 art. 14
 art. 27

Document Content:
Anonimowość informatora prasowego | Lege Artis
felieton, ochrona danych osobowych, prawo prasowe
by Olgierd Rudak • 20 sierpnia 2014 • 8 komentarzy A teraz coś z całkiem innej beczki — i to krytycznie względem tekstu poświęconego problematyce ujawnienia tożsamości informatora prasowego, w którym ciskałem gromy na służby próbujące wymusić na redakcji „Wprost” wydanie danych być może umożliwiających ustalenie tożsamości informatorów (paradoksalnie okazało się, że najprawdopodobniej dążenie do maksymalnej przejrzystości i opublikowanie nagrań od A do Z pomogło w zatrzymaniu informatora, ale to całkowicie inna historia).
Jak napisałem w tamtym tekście: ochrona tożsamości informatora dziennikarskiego jest obowiązkiem dziennikarza (jeszcze raz podkreślę: jego obowiązkiem, nie jego prawem — prawem informatora jest zastrzeżenie anonimowości). Naruszenie tego obowiązku jest przestępstwem, za które grodzi nawet kara ograniczenia wolności.
Wszystko to wynika z art. 15 oraz art. 49 prawa prasowego, w myśl których:
2) wszelkich informacji, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione prawem interesy osób trzecich. (…)
art. 49. Kto narusza przepisy art. 3, 11 ust. 2, art. 14, 15 ust. 2 i art. 27- podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
Konsekwencją tego przepisu — mam na myśli to co widzimy w prasie, nie rozważania prawne — jest plaga tekstów, w których „anonimowa osoba z otoczenia Donalda Tuska” komentuje wypowiedź „czołowego polityka PO, który prosił o zachowanie nazwiska w tajemnicy”. Słowem: media pisane pełne są artykułów, których wiarygodność warta jest dokładnie tyle, ile kosztował egzemplarz gazety w kiosku; generalnie sprowadza się to albo do załatwiania swoich porachunków przez polityków i obmawiania kolegów za plecami, albo do radosnej twórczości żurnalisty, który z braku laku wymyśla fakty i cytaty, grzejąc atmosferę i nabijając sobie wierszówkę.
Cierpi na tym wiarygodność i rzetelność prasy — nadużywanie prawa do anonimowej wypowiedzi wypacza istotę unormowania i skutkuje lawiną plotek i pomówień nawet w sprawach, które powinny być załatwiane przy otwartej przyłbicy (excusez-moi, ale próbując zrozumieć istotę gier politycznych wolałbym, by prasa nie dawała graczom narzędzia do bezkarnego i anonimowego okładania się po czaszkach).
Piszę o tym, ponieważ właśnie w blogu The New York Times Public Editor’s Journal (polecam każdemu kto interesuje się jak wygląda dziennikarstwo wg jednego z najlepszych tytułów za Oceanem… jak powinno wyglądać dziennikarstwo) ukazał się tekst „The Times Used 25 Unnamed Sources in 7 Days, a Reuters Critic Says”. A w nim sypanie głowy popiołem — tak, NYT uważa cytowanie anonimowego źródła za wstyd, chyba że dotyczy wyjątkowych spraw, w których ujawnienie tożsamości rozmówcy naraziłoby go na poważne konsekwencje — ponieważ w ciągu ostatniego tygodnia w tym dzienniku ukazało się aż 25 tekstów, w których pozwolono na wypowiedź osoby, której tożsamości nie ujawniono.
Redakcja uważa to za wtopę, ponieważ cierpi na tym wiarygodność tytułu i rzetelność dziennikarska — a równocześnie staje się orężem w toczonych rozgrywkach.
Można by zapytać: i o co chodzi, skoro i w najlepszym na świecie dzienniku się to zdarza? Otóż moim zdaniem różnica polega na tym, że w New York Timesie może się to czasem zdarzyć, ale zawsze uważa się to za błąd. W polskiej prasie jest to norma, dzięki której można sadzić jeszcze lepsze głupoty i podkręcać klimat.
PS z powyższego wynika, że oczywiście w przypadku tygodnika „Wprost” zagwarantowanie owej anonimowości osobie, która dostarczyła redakcji nagrania było jak najbardziej uzasadnione. Natomiast czymś nieco innym jest fakt, że przy okazji wpadła osoba realizująca podsłuchy w knajpach…
Tags: dziennikarze tożsamość	Post navigation
← Rozpowszechnianie wizerunku osoby bez jej zgody (art. 81 ust. 2 pr.aut.)
Opłata za fotografowanie w muzeum BgPN — klauzulą niedozwoloną →
Nie wyobrażam sobie, że w u nas jakiś tytuł posypał sobie głowę popiołem. To dla byłaby ujma, plama na honorze, a zgodnie z tokiem rozumowania: kto raz przegra jest przegranym do końca życia; to już w ogóle. <br />U nas, w tygodnikach, gdy idzie o tematy z naszej małomiasteczkowej polityki, to te &quot;anonimowe źródła&quot; to zdecydowanie norma.
Ja tam akurat nie mam nic przeciwko temu, że prasa okłada to jednych to drugich pomówieniami i głupimi tektstami (a sprawy o obrazę to w ogóle imho głupota i marnowanie czasu sądów)… na ogół to prasa na końcu traci wiarygodność.<br />Ja tam wiem jakiej linii programowej trzymają się poszczególne gazety w Polszy i co otworzę którąś, to nie zawodzę się ani tonem komentarzy i ani aktualnie
Jeśli nie masz nic przeciwko temu, że prasa kładzie makaron na uszy, to tak jakbyś powiedział: nie mam nic przeciwko temu, że ktoś kłamie, że ktoś okłamuje mnie. Pewnie to nie ma znaczenia — pewnie niedzisiejszy jestem — ale nie przepadam za ludźmi, którzy kręcą i łżą na każdym kroku, i staram się trzymać od nich jak najdalej. <br /><br /><br />Komentarze do coś kompletnie innego. Felieton jest
W zasadzie od znanych mi kłamców również trzymam się z daleka, jednak wychodzę z założenia, że nie ma co się zrzymać na coś na co nie mam wpływu (jak bycie okłamywanym) a co nie jest bezpośrednio (fizycznie) szkodliwe. Myślę, że tak zdrowiej, ignor i do przodu. :)<br />Niemniej jednak nie ma gazet bezstronnych i każda praktycznie informacja jest podana w odpowiednim dla linii gazety (czy
Rozumiem; weź jednak pod uwagę, że w ten sposób dobrowolnie odcinasz dość istotny mechanizm wymiany poglądów i opinii (tak, wiem, że to brzmi dość sztywniacko — ale lepszego określenia dla prasy nie znajduję). Nie da się polegać wyłącznie na zdecentralizowanym systemie jakim jest internet (i sprzed paru lat sen o milionie twórców informacji), nawet jeśli w miarę scentralizuje go jakiś Fejsbók. <
Niestety to piękna idea to co piszesz faktycznie dobrze by było nie pomijać faktów a pisać wszystkie a tylko być stronniczym w ocenach. Niestety nie znam czasopisma , które by tak to robiło jeżeli nawet w zwykłej rozmowie chcąc kogoś przekonać do jakiś racji podkreślasz wady ale rzadko się skupiasz na wadach danego rozwiązania. Albo mówisz o tym bardzo cicho by najlepiej nikt nie słyszał.
Podkreślasz zalety rzecz jasna.
Bo ja wiem… no może to i jest jakiś idealny opis świata. Skoro jednak nie ma ideałów, to warto pamiętać, że są redakcje, które jednak dbają o równanie w górę — i są takie, w których słowo poziom w ogóle nie istnieje.