Source: http://www.nowomostowa.torun.pl/2014/11/koncentracja-pionowa.html
Timestamp: 2017-12-17 09:53:11
Legal References Found: art. 23
 art. 9
 art. 23
 art. 99
 art. 103
 art. 106
 art. 107
 art. 112
 art. 78

Document Content:
Trasa Nowomostowa: Koncentracja pionowa, czyli jak Platforma integruje władzę polityczną
Bardzo krytycznie oceniam sposób prowadzenia miejskich spraw przez Michała Zaleskiego. PO przestała być "cichą opozycją do prezydenta", jak powiedział Piotr Całbecki, choć bardziej pasowałoby określenie "fałszywa opozycja" bo uwierzyło w nie wielu mieszkańców Torunia w 2010 roku. Ja uwierzyłem w PO tak bardzo, że agitowałem za jej kandydatem w wyborach prezydenckich cztery lata temu, Waldemarem Przybyszewskim. Ten sam Waldemar Przybyszewski był pierwszy by po wyborach odciąć się od ludzi, którzy mu zaufali sądząc, że będzie dalej robił to, co mówił w kampanii.
Wszystkie liczące się toruńskie partie (PiS, PO, SLD) podlizują się Zaleskiemu żeby zwiększyć swoje szanse na wygraną w wyborach parlamentarnych za rok. Nie chodzi o samorząd, nie chodzi o miasto i ludzi. Chodzi o wejście do Sejmu. Także dla PO ważniejsze od programu i losów miasta pod rządami Zaleskiego jest bycie u władzy w Warszawie; tę strategię partia przyjęła również w innych dużych miastach w Polsce, w których nie ma swojego prezydenta.
Gazeta Wyborcza, 14 sierpnia 2014 r, PO i bezpartyjni prezydenci razem w wyborach samorządowych
Ustalenia są takie, że w miastach, gdzie Platforma nie ma silnych kandydatów na prezydentów lub burmistrzów, poprze bliskich jej ideowo bezpartyjnych włodarzy. Dopięty jest już sojusz z prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem, który w zamian wystawi wspólną z PO listę do sejmiku wojewódzkiego.
Problem list do rady miasta zostanie najprawdopodobniej rozwiązany w ten sposób, że PO nie wystawi własnej listy (choć chciała jej część działaczy), ale w nazwie komitetu Dutkiewicza znajdzie się słowo "Platforma". W ten sposób wyborcy dostaną jasny sygnał, że kandydaci PO startują właśnie z tej listy. Pod uwagę brana jest nazwa Komitet Wyborców "Platforma i Dutkiewicz".
PO ma poprzeć również prezydenta Katowic Piotra Uszoka, Białegostoku - Tadeusza Truskolaskiego, i Jacka Karnowskiego w Sopocie
Inny polityk zaangażowany w rozmowy o samorządach zdradza, że według lokalnych porozumień PO ma obsadzić wiceprezydentów miast lub ważne stanowiska w radach miejskich, np. szefów znaczących komisji. Ale te sojusze mają także wymiar propagandowy; dołująca w sondażach partia Tuska będzie mogła powiedzieć, że nie straciła dużych miast, z którymi była dotąd utożsamiana.
Według wewnętrznych analiz PO może stracić władzę w połowie sejmików, dlatego porozumienia z popularnymi prezydentami są tym bardziej ważne.
Jednak nie wszyscy prezydenci chcieli się dogadywać z PO, uznali bowiem, że dziś jej szyld niewiele pomoże, a może nawet zaszkodzić. W Krakowie i Poznaniu, gdzie rządzą Majchrowski i Ryszard Grobelny, Platforma wystawi własnych kandydatów, mimo że raczej nie mają szans
Moja niechęć do PO bierze się więc nie tylko z tego, że uwierzyłem ludziom którzy moich przyjaciół i mnie zdradzili i zostawili. Nie bierze się także stąd, że na własnej skórze odczułem jak PO sprawuje rządy, do jakiego stopnia upolityczniła urzędy i co w nich wyprawia z pieniędzmi publicznymi.
Nie potrafiłbym chować długo urazy gdybym widział, że "moja sprawa" musiała być "poświęcona na ołtarzu ważniejszych". No dobrze, jakie to tak ważne sprawy w moim interesie Platforma załatwiała przez ostatnie 4 lata? Zabranie mi oszczędności emerytalnych żeby utrzymywać przywileje górników, rolników i służb mundurowych? Czy może dalsze pompowanie pieniędzy podatników w nierentowne kopalnie i rolnictwo żeby żyło się lepiej tym grupom zawodowym od których zależy wynik wyborów, a więc i wynagrodzenie posłów Lenza czy Mężydły?
Nie, dziękuję, nie będę wybierać tych, którzy wybierają "tani polski węgiel" bo ten tani polski węgiel okazuje się tak tani, że kopalnie są nierentowne i nie dość, że praca górnika i emerytura górnika dotowana jest przez resztę społeczeństwa to jeszcze dotowane muszą być przedsiębiorstwa górnicze bo politycy nie umieją nimi zarządzać.
Nie będę rozpisywał się o zegarkach posła Nowaka. Wystarczy, że słyszę, że Sławkowi trzeba pomóc bo się nie odnalazł w biznesie (a wiadomo co by było gdyby chciał napisać książkę o swojej politycznej karierze).
Wystarczy mi to, że PO szła do wyborów z hasłami obrony mojego interesu, ale rządziła w interesie innych grup społecznych i swoim własnym.
Dlaczego więc tak wiele uwagi poświęcam PO? Głosowałem na nich, agitowałem za nimi cztery lata temu a moi przyjaciele startowali na ich listach do rady miasta. Dziś po prostu czuję się zobowiązany zmyć z siebie tę hańbę czy może głupotę ówczesnych wyborów. PiS i SLD to nie są moje partie i raczej nigdy nie będą. Ten fragment sceny politycznej na której jest PO to moje miejsce. Dlatego nie piszę o innych tylko piszę o PO.
Nie ja jeden się rozczarowałem: radni tego klubu odchodzili z niego na wszystkie strony. Ludzie, którzy w mieście z tą partią sympatyzowali rozeszli się. Zostali w niej tylko akwizytorzy sprzedaży bezpośredniej walczący o to, aby utrzymać swoje hojne wynagrodzenia a mają je wyłącznie dzięki zgromadzeniu w swoich rękach władzy politycznej, dzięki byciu przy korycie.
Do ludzi z lewicy i prawicy mam przeróżny stosunek: od sympatii po skrajną niechęć. Nie wynikają one wcale z moich poglądów bo te są liberalne, ale z zachowania ludzi reprezentujących te ugrupowania. Myślę, że mógłbym polubić PiS, gdyby nie ludzie, którzy rządzą toruńskim PiS. Myślę, że mógłbym polubić SLD, gdyby nie ludzie którzy rozdają karty w toruńskim SLD.
Dla mnie polityka coraz bardziej zaczyna się w samorządzie, a toruński samorząd kończy się na Michale Zaleskim w czym najbardziej pomaga Piotr Całbecki i stąd bierze się moja niechęć do toruńskiej PO, dużo większa niż do PiS, SLD czy do Czasu Gospodarzy, który bez Michała Zaleskiego byłby być może całkiem znośnym i ciekawym ugrupowaniem lokalnym.
Ustawa o samorządzie gminnym nakłada na radnych wiele zakazów. Nie nakłada jednak zakazów wertykalnej integracji.
Listę zakazów wynikających z ustawy o samorządzie znalazłem na stronie samorząd.lex.pl
Radny gminy nie może:
3) wykonywać pracy na podstawie umowy cywilnoprawnej (art. 24d) (zawartej z wójtem tej gminy)
4) podejmować dodatkowych zajęć ani otrzymywać darowizn mogących podważyć zaufanie wyborców do wykonywania mandatu zgodnie z art. 23a ust. 1 (art. 24e ust. 1);
5) prowadzić działalności gospodarczej na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy, w której radny uzyskał mandat, a także zarządzać taką działalnością lub być przedstawicielem czy pełnomocnikiem w prowadzeniu takiej działalności (art. 24f ust. 1);
6) być członkami władz zarządzających lub kontrolnych i rewizyjnych ani pełnomocnikami spółek handlowych z udziałem gminnych osób prawnych lub przedsiębiorców, w których uczestniczą takie osoby (art. 24f ust. 2);
7) posiadać pakietu większego niż 10% udziałów lub akcji w spółkach prawa handlowego z udziałem gminnych osób prawnych lub przedsiębiorców, w których uczestniczą takie osoby (art. 24f ust. 5);
8) sprawować mandatu posła lub senatora (art. 25b pkt 1),
9) wykonywać funkcji wojewody lub wicewojewody (art. 25b pkt 2),
10) być członkiem organu innej jednostki samorządu terytorialnego (art. 25b pkt 3).
11) pełnić funkcji wójta lub zastępcy wójta w tej samej albo innej gminie (art. 27 pkt 2).
Poza tym zakazy łączenia różnych funkcji i działalności z mandatem radnego zawarte są w przepisach innych ustaw. Chodzi tu przede wszystkim o przepisy regulujące funkcjonowanie instytucji i organów państwowych, nakładające zakaz sprawowania mandatu radnego na pracowników tych instytucji lub członków organów. Najważniejsze z nich to:
12) zakaz łączenia mandatu radnego z członkostwem w samorządowym kolegium odwoławczym – art. 9 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 12 października 1994 r. o samorządowych kolegiach odwoławczych (Dz. U. z 2001 r. Nr 79, poz. 856 z późn. zm.);
13) zakaz członkostwa w organie jednostki samorządu terytorialnego obowiązujący członków kolegiów i pracowników regionalnych izb obrachunkowych – art. 23 ust. 2 ustawy z dnia 7 października 1992 r. o regionalnych izbach obrachunkowych (Dz. U. z 2001 r. Nr 55, poz. 577, z późn. zm.);
14) zakaz członkostwa w organach samorządu terytorialnego dotyczący prezesa, wiceprezesów, pracowników i dyrektorów oddziałów wojewódzkich Narodowego Funduszu Zdrowia, członków Rady NFZ i rad oddziałów wojewódzkich NFZ – art. 99 ust. 6 pkt 5, art. 103 ust. 6 pkt 6, art. 106 ust. 7 pkt 8, art. 107 ust. 6 pkt 7 i art. 112 ust. 1 pkt 4 ustawie z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz. U. z 2008 r. Nr 164, poz. 1027 z późn. zm.);
15) zakaz łączenia mandatu radnego z członkostwem w korpusie służby cywilnej – art. 78 ust. 4 ustawy z dnia 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (Dz. U. Nr 227, poz. 1505 z późn. zm.).
Ponadto istnieją jeszcze przepisy regulujące sprawowanie określonych urzędów i funkcji, które generalnie zakazują wykonywania dodatkowych zajęć lub zajęć, które mogłyby kolidować z zajmowanym urzędem lub pełnioną funkcją. Do takich kolidujących zajęć zalicza się często także członkostwo w organach jednostek samorządu terytorialnego. Dotyczy to np. sędziów, prokuratorów, pracowników Najwyższej Izby Kontroli.
Zakazy wymienione powyżej w ppkt 1 – 10 odnoszą się wprost do radnych, tzn. zabraniają radnym pełnienia określonych funkcji, wykonywania działalności. Natomiast zakazy opisane w ppkt 11 – 15 dotyczą innych funkcji, stanowisk, których nie można łączyć z mandatem radnego, tj. zabraniają osobom pełniącym takie funkcje sprawowania mandatu radnego lub zakazują powołania radnego na te funkcje.
Tak sformułowane zakazy nie przeszkadzają w integracji pionowej która czyni z samorządu gminnego organ fasadowy, w istocie będący przedłużeniem władzy centralnej. W jaki sposób?
Punkt 1 - radny nie może pracować w gminie. Ale może pracować w urzędzie marszałkowskim. "To się pozbiera w urzędzie marszałkowskim tych wszystkich ludzi, którzy w gminie pracować nie mogą"
Punkt 8 - radny nie może być posłem lub senatorem. Ale może być asystentem posła i senatora. "Sam nie mogę być radnym, bo jestem posłem, ale mam w radzie swoich ludzi"
Punkt 6 - radny nie może być prezesem spółki gminnej. Ale może być prezesem spółki należącej do samorządu województwa. "To ja go wezmę na dyrektora u siebie, albo na prezesa"
Punkt 3 - radny nie może mieć podpisanych umów zleceń z wójtem, burmistrzem czy prezydentem. Ale z marszałkiem czy partią może.
Jak wygląda toruńska Platforma Obywatelska pod względem koncentracji pionowej? Lokomotywy wyborów do rady miasta Torunia z PO to asystenci posłów i senatorów, ludzie zajmujący wysoko wynagradzane funkcje w urzędzie marszałkowskim lub spółkach kontrolowanych przez ten urząd.
To się przenosi nawet na rady okręgów gdzie promowani są asystenci asystentów posłów i senatorów, na ogół jeszcze studenci.
Integracja wertykalna - wikipedia
Marketing wielopoziomowy - wikipedia
Platforma Obywatelska niszczy ideę samorządu w Polsce, zabija ją. To jest partia wodzowska, bezideowa, dla której najważniejsza jest integracja pionowa władzy politycznej a nie program czy modernizacja kraju. Bez tych asystentur za ciężkie pieniądze i bez tej integracji władzy PO nie miałaby takiego poparcia społecznego jakie ma.
PO nie ma dziś programu bo program który miała kiedyś (np. 3x15) okazał się populistyczną papką a nowego nikt nie napisał, a dziś potrzeby napisania nie widzi. Gdzie jest program PO dla Torunia? Nie ma.
Ten styl partyjnego sprawowania rządów poprzez pionowe podporządkowanie wszystkich szczebli władzy politycznej oraz spółek państwowych przypomina PRL, z tą różnicą że wówczas mieliśmy tylko jedną partię i jej przebudówki.
Platforma idzie jednak śladem PZPR, tzn. integruje władzę polityczną z góry do dołu, od szefa partii (premier) przez posłów i senatorów do szefa struktur regionalnych i marszałka województwa aż do poziomu gminy a nawet rady osiedla. Program PO dla miasta jest prosty: nie wystawiamy kandydata na prezydenta żeby zwiększyć wynik w wyborach parlamentarnych - bo inaczej senator Wojtczak nie będzie senatorem, a nic innego nie umie robić, poseł Lenz nie będzie posłem, a przecież lubi ten zawód, a wtedy radny Gulewski z radnym Rzymyszkiewiczem nie mieliby komu asystować, radny Walkusz nie mógłby być dyrektorem w urzędzie, a radny Wiśniewski prezesem spółki samorządowej za dziesięć tysi miesięcznie. O to toczy się gra. Nie o miasto.
Cel PO w kampanii wyborczej do samorządu jest jeden: utrzymać swoje pensje. Ma on rozwinięcie w celach szczegółowych: sprawić by te pensje rosły w przyszłości, nie stracić swoich miejsc pracy i tworzyć nowe dla działaczy partyjnych i "wolontariuszy".
To jest program PO na wybory a hasło "miliardy dla samorządów" to wyłącznie populistyczny wehikuł mający zapewnić tym ludziom trwanie na stanowiskach.
Możecie to powstrzymać tylko w jeden sposób: nie oddając głosów na sprzedawców garnków za miliardy złotych.
Platforma buduje struktury dystrybucji i sprzedaży, w których na samym dole jest sprzedaż bezpośrednia i praca dla wolontariuszy i akwizytorów oferujących bardzo drogie garnki, na górze zaś są menadżerowie odpowiedzialni za "strategię" tej politycznej korporacji, dzięki czemu senator Wojtczak może sobie po mieście paradować z fajką, bo do normalnej roboty to on się od dawna nie nadaje.
Fundamentem na którym opiera się koncern pod nazwą Platforma Obywatelska jest marketing wielopoziomowy, w Polsce kojarzony głównie z firmą Amway.
Nie akceptuję sytuacji w której rada miasta nie jest już nawet maszynką do głosowania bo nie musi - radni sami pełnią w niej jedną tylko funkcję, tzn funkcję przycisku który można wcisnąć w dowolnym miejscu w Polsce i tym samym zrezygnować z pisania programu, wystawiania kandydata w wyborach, a skupić się na wydawaniu kasy publicznej coraz szybciej i coraz więcej. Nie akceptuję sytuacji w której radny jest akwizytorem głosów, sprzedawcą garnków za miliardy złotych.
Naprawdę nie jest to też zdrowa sytuacja gdy radny chwali się tym, że ma 100% frekwencji na wszystkich posiedzeniach i komisjach (Michał Rzymyszkiewicz). To co ten pan robi w pracy? Czym się zawodowo zajmuje?
On się w pracy zawodowej zajmuje polityką. Kto mu na to pozwala? Senator, poseł czy marszałek? Nie ma znaczenia. To nie jest normalna sytuacja na rynku pracy, to nie jest normalna sytuacja w samorządzie.
Normalną sytuację znam z życia swojego i od znajomych: idę do pracy na 8 godzin, po pracy mam domowe obowiązki, a potem wolny czas (np na politykę - piszę sobie bloga). Tak wygląda moje zaangażowanie polityczne czy społeczne (w stowarzyszeniu). Inni prowadzą własny biznes i pracują więcej niż 8 godzin. Cieszę się gdy mogę wyjechać na urlop i odpocząć trochę od roboty, natomiast ci którzy wybrali własny biznes takiej opcji nie mają. Na 100% frekwencji na sesjach rady nie mógłby sobie pozwolić człowiek mający normalne życie.
Jak łączyć pracę zawodową z sesjami rady miasta, spotkaniami z mieszkańcami, znaleźć czas na pisanie programu, na przygotowanie się do sesji komisji by wiedzieć co jest w planie miejscowym który będzie omawiany czy głosowany? Gdzie czas na dyskusje o kierunkach rozwoju miasta? Nie ma na to zbyt wielu czasu. No chyba że można się tym właśnie zajmować w pracy - wycenianej na 5 tys zł miesięcznie. Tylko jakie są jej efekty? Pozwolą mi spać spokojnie nie martwiąc się co przyniesie jutro? Nie.
Autor: hecer o 13:47
hecer 2 listopada 2014 15:41
Zupełnie jak Amway...
hecer 2 listopada 2014 18:15
Panu Rzymyszkiewiczowi się rodzina powiększyła więc się wkrótce przekona czy 100% frekwencji jest możliwe. (Ja w liceum też miałem 100% frekwencji). Popisywanie się 100% frekwencją świadczy tylko i wyłącznie o warunkach pracy w biurze senatora.
hecer 2 listopada 2014 23:02
Z tej 100% frekwencji nie wynika zupełnie nic dla miasta. Jest to tylko taka forma wykazania się na tle innych radnych, przy czym ja kwestionuję to, co Rzymyszkiewicz chce pokazać w ten sposób, tzn. swoje zaangażowanie na rzecz miasta. Pokazuje bowiem w pierwszej kolejności to, że ma w robocie luzy albo że ta praca w biurze senatora polega głównie na funkcjonowaniu w radzie i że jedno z drugim jest straszliwie poprzeplatane.
Inni radni takich luzów nie mają, choćby dlatego że mają domowe obowiązki. Takie obowiązki, których Rzymyszkiewicz do teraz nie wiedział, że są
hecer 2 listopada 2014 18:16
Zresztą, dobry menadżer to osoba, która rozumie na jakie spotkania nie warto przychodzić by nie tracić czasu, który można wykorzystać dużo lepiej: np. pisząc program.
hecer 2 listopada 2014 19:47
I chciałbym wytłumaczyć dlaczego tak uparcie wracam do kwestii 5 tysi pelenów na miesiąc dla Gulesia i Rzymka. Co mi to przeszkadza?
Otóż przeszkadza. Wkurzam się bo w minionym miesiącu więcej wartościowych rzeczy napisałem o polityce miasta niż oni powiedzieli przez całe minione cztery lata.
Proszę sobie podsumować ich 4 lata. Najwięcej zrobił ten co ma 100% frekwencji i celował w sprawy medialne: tu pomogłem lokatorce, tam dzieciom z domu kultury. Ja nie mam tyle życia przed sobą żeby czekać aż wreszcie kolesie zaczną pisać i realizować jakiś sensowny dla miasta program zamiast zajmować się takimi sprawami, bo to każdy może robić i większość chętnie by robiła za mniej niż 5 tysi na miesiąc.
Dochodzimy więc do sedna, tzn. do programu tych panów z PO dla Torunia. Gdzie jest program Gulesia, Rzymka, Wiśni, Walkusza, Jóźwiaka?
Jeśli chodzi o moją koncepcję programową to mogę powiedzieć o niej tak: na pewno wynagrodzenia w mieście wzrosną, ale to czy uzyskalibyśmy trwały efekt poprawy w gospodarce w porównaniu do tego, co by było bez realizacji takich działań zależy od konkretnych rozwiązań i ogromu bieżącej pracy, którą trzeba byłoby wykonać. Nie przez jedną osobę ale przez setki ludzi.
Jaki program mają Guleś, Rzymek, Walkusz, Wiśnia czy Jóźwiak?
Powiem o nim tyle: ten program gwarantuje 100% strat. Cokolwiek zainwestujesz w ich program - stracisz. Dlaczego?
Bo ich program polega na budowaniu struktury marketingu wielopoziomowego dla sprzedaży patelni za 2 tys zł i garnka za 1.5 tys zł. To jest sedno ich programu.
Cała reszta to tylko gadka-szmatka: coś o gospodarce, coś o węźle w Czerniewicach, coś o inwestycjach.
Ci panowie nie mają nic w programie. Jedyne co mają to swoje parcie na swoje 5 tys zł miesięcznie. O to walczą w tych wyborach, tak mi się wydaje.
W moim programie każdy miałby gwarancję pracy a polityka pełnego zatrudnienia wiąże się to ze skokowym wzrostem wszystkich wynagrodzeń. Jak długo by się dało to utrzymać - zależy tylko od ludzi, tzn. od efektów ich pracy, od zdolności i gotowości by zapierd... bardzo dużo i od organizacji i talentu (efektywności pracy) żeby para nie szła w gwizdek.
Czy to wystarczy by po 5 latach mieć nadal zrównoważoną gospodarkę i stabilny budżet? Tego nikt nie może obiecać. Można tylko obiecać, że praca będzie, kasa będzie i zapieprz będzie.
To tyle jeśli chodzi o mój program. A ich program?
W programie Rzymka, Gulesia, Wiśni, Walkusza i Jóźwiaka gwarantowana jest tylko realizacja kilku inwestycji infrastrukturalnych z Zaleskim i wzrost zadłużenia.
To jest to, co mogą obiecać, reszta to ich bełkot. Słuchałem Jóźwiaka mówiącego o gospodarce, to się do niczego nie nadaje, to jest puste.
W tym co ci panowie proponują gwarantowane są tylko miejsca pracy dla Rzymka, Gulesia, Wiśni, Wałka i Józia. I gwarantowany jest wzrost pensji Rzymka, Gulesia, Wałka, Wiśni i Józia. I gwarantowane jest to, że za cztery lata wrócą z patelniami i garnkami po 4 tysie - w innym okręgu, a może na liście do sejmiku czy sejmu. Nic więcej tam nie jest zagwarantowane.
I to tyle jeśli chodzi o gwarancje programowe i wyjaśnienie mojego nastroju jak patrzę na działalność tych panów, którzy zamiast próbować zrobić coś dla mnie, robią wszystko wyłącznie dla siebie i tak cholernie niewiele umieją (bo nie oszukujmy się, oni na ekonomię patrzą przez pryzmat swoich inwestycji mieszkaniowych, jak Walkusz; i nawet nie chcą niczego się nauczyć bo nikogo o pomoc nie proszą).
Za cztery lata zobaczycie jak rozrosła się struktura sprzedaży, ile nowych poziomów i ogniw przybyło. To po prostu piramida sprzedażowa, w której ci na dole pracują na tych co u góry, ale żeby ta cała konstrukcja się nie rypnęła to tam na dole cały czas ktoś musi dochodzić, tam muszą powstawać kolejne warstwy wolontariuszy, którzy będą robić wynik w sprzedaży garnków aby utrzymać "kadry" bo w końcu Wiśnia, Walkusz, Jóźwiak, Rzymek i Guleś muszą awansować, tak jak awansował Karpiński...
Jeżeli nawet mają jakiś program, to napisany przez kogoś, a nie przez nich samych. A z resztą ten "ich" oprogram jest jak papier toaletowy - DO DUPY... Z RESZTĄ JAK CAŁA PARTIA OSZUSTÓW (PO)
hecer 2 listopada 2014 21:40
Gdzie jest program PO dla Torunia? Gdzie jest ten dokument?
Bo im Kołacz w tym roku nie napisał:)
No ludzie... ani be, ani me, dwóch zdań po polsku sklecić poprawnie nie umieją, napisać nie umieją, Myrcha kiedyś pisał jakiś program dla Starówki to po dwóch slajdach wena mu się skończyła i nie zrobił NIC. Guleś? A Rzymek? A Walkusz? A Jóźwiak? A Wiśniewski?
Jak to powiedział jeden z bohaterów filmu Barei: mój mąż jest z zawodu dyrektorem. "Ty się powinieneś skupić na żywym języku" - to ze sceny w której mąż-dyrektor próbuje sklecić jakąś pisemną wypowiedź. Poziom gimnazjum po prostu.
Jak strategię urzędnicy Całbeckiego napiszą to jest to bełkot bez struktury w którym co każde zdanie zaczyna się od: "będzie się robiło, należy, trzeba, powinno się, będzie wspierane, będzie tworzone....itd"
Siłą napędową rozwoju jest ciężka praca i dobry program. PO nie ma programu a ciężka praca jest tylko przy sprzedaży bezpośredniej garnków w kampanii wyborczej.
hecer 2 listopada 2014 22:16
Przepraszam za błędy w tekście i niedopracowaną stylistykę, trochę to poprawiłem i co nieco dopisałem.
hecer 2 listopada 2014 22:21
To jest po prostu piramida, która działa tak długo jak długo do schematu przystępują kolejni frajerzy wierzący, że po nich przyjdą kolejni frajerzy, itd....
hecer 2 listopada 2014 22:25
Co wychodzi z połączenia strategii marketingu wielopoziomowego, wertykalnej integracji i sprzedaży bezpośredniej?
Platforma Obywatelska, partia sondaży.
Anonimowy 2 listopada 2014 23:13
Anonimowy 2 listopada 2014 23:37
najważniejsze znajduje się w punkcie 1: Punkt 1 - radny nie może pracować w gminie. Ale może pracować w urzędzie marszałkowskim.
tutaj mamy zatarcie władzy wykonawczej i uchwałodawczej, niby inne organy, ale jednak... no właśnie. Coś przeszkadza.
Weźmy most: RMT uchwala decycję o budowie czegoś. uchwala ją radny, który poźniej, pracując w UM, opracowuje dofinansowania w ramach projektów unijnych. czyli uczestniczy w podjęciu uchwały i sam ją wykonuje. Czyż nie?