Source: https://oko.press/jak-wszyscy-grzecznie-posluchaja-pis-wybory-beda-12-lipca/
Timestamp: 2020-08-05 05:07:58
Legal References Found: art. 20
 art. 20
 art. 289
 art. 321
 art. 321
 art. 129
 art. 128
 art. 128

Art. 303

Document Content:
07.05.2020 Warszawa , Sejm . Od lewej: Premier Mateusz Morawiecki , minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Glinsk , Jaroslaw Kaczynski , Ryszard Terlecki , minister spraw wewnetrznych i administracji Mariusz Kaminski Minister aktywow panstwowych Jacek Sasin podczas piatego dnia 11 posiedzenia Sejmu IX Kadencji . Sejm odrzucil uchwale Senatu ws ustawy dot. glosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich 2020 r. Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Pół Polski postawione na nogi, politycy władzy i opozycji zjeżdżający ekspresowo do Warszawy i... nic. Według stanu na sobotnią noc wyborów majowych nie będzie. Chyba że prezes Kaczyński znów coś wykręci. Jeśli wracamy do starego scenariusza z unieważnieniem majowych wyborów, to najwcześniej mogą się odbyć 12 lipca. Sprawdzamy ustawy, liczymy dni
Ostatni z nagłej narady u Jarosława Kaczyńskiego na Nowogrodzkiej ok. siódmej wieczorem 9 maja 2020 wyszli premier Mateusz Morawiecki oraz politycy Porozumienia: szef partii Jarosław Gowin i wicepremier Jadwiga Emilewicz. Gowin w wyluzowanym stylu, z rękoma w kieszeniach, zamaszystym krokiem zasiadł w czarnej limuzynie. Emilewicz z Nowogrodzkiej odjechała prywatną Skodą, śląc zza kierownicy uśmiechy do dziennikarzy. Wcześniej marszałek Terlecki pokazał mediom znak „V”…
Obserwatorzy stosowali metody pracy kremlinologów z czasów zimnej wojny, którzy wnioski o układzie sił w Biurze Politycznym radzieckiej partii komunistycznej wyciągali z drobnych gestów i miejsc zajmowanych przez notabli na trybunie honorowej.
„Wiadomości” bez wiadomości
Po sobotnim spotkaniu na szczycie w siedzibie PiS zgodnie z niechlubnym zwyczajem nie było żadnego komunikatu, ani konferencji. O naradzie nie zająknęły się „Wiadomości” TVP o 19:30, tuba obozu władzy, co zdumiało nawet OKO.press analizujące propagandę tego programu.
Główny program informacyjny telewizji politycznej nie wspomniał ani jednym słowem o głównym wydarzeniu politycznym dnia. To oznaczało, że wynik spotkania jest niepewny, a na Woronicza nie dotarły jeszcze instrukcje, co mówić.
Niepewność rosła. Zwłaszcza, że o godz. 20:00 w telewizji miała wystąpić marszałek Sejmu Elżbieta Witek: najpierw mówiło się o orędziu, później o wywiadzie w „Gościu Wiadomości”. Ostatecznie wystąpiło dwóch gości bliskich obozu władzy: Jacek Karnowski („Sieci”) i Tomasz Sakiewicz („Gazeta Polska”). Ten drugi półgębkiem stwierdził, że wyborów 23 maja jednak nie będzie.
Wcześniej powołując się na swoje źródła napisała o tym „Gazeta Wyborcza”. Wygląda więc na to, że póki co w mocy są wybory latem (o terminie piszemy dalej), a większość sejmowa obozu władzy przetrwała. Przynajmniej taka wersja obowiązuję w sobotę 9 maja o godz. 23:59. Opozycja ma moment na zebranie myśli i szyków.
Tak chciał wszystkich oszukać Kaczyński
Scenariusz Jarosława Kaczyńskiego miał być taki.
premier Mateusz Morawiecki ogłasza sobotę 23 maja dniem wolnym od pracy,
marszałek Sejmu Elżbieta Witek na podstawie ustawy o głosowaniu pocztowym podpisanej 8 maja przez prezydenta wydaje zarządzenie o nowej dacie wyborów – 23 maja,
wszystko to (teoretycznie) musi wydarzyć się przed północą z 9 na 10 maja, by zdążyć przed rozpoczęciem… wyborów 10 maja, które odbędą się, choć nikt w nich nie zagłosuje.
Taki przebieg wydarzeń byłby jawnym pogwałceniem układu, który Jarosław Kaczyński zawarł z Jarosławem Gowinem w środę 6 maja: zakładał on, że wyborów w maju nie będzie, a do ustawy o głosowaniu pocztowym zostaną wprowadzone poprawki. Jak mówił później Gowin, obejmowały one m.in. przywrócenie pełnej kontroli nad organizacją wyborów Państwowej Komisji Wyborczej.
Po południu w sobotę 9 maja wydawało się jednak, że Kaczyński zdecydował się na swoje firmowe posunięcie: wywrócenie stolika. Być może za namową Jacka Kurskiego, byłego prezesa TVP (obecnie doradcy zarządu), który, jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna”, jest obecnie głównym doradcą lidera PiS. W sobotę na ul. Nowogrodzką w Warszawie zjechali wszyscy święci obozu władzy. I się zaczęło.
Wskaźnik desperacji: projekt „premier Błaszczak”
Tak pisaliśmy na gorąco w OKO.press: „Jeszcze w sobotę rano wydawało się, że układ Gowin-Kaczyński odsuwa wybory prezydenckie na lipiec lub sierpień. Teraz wszystko wskazuje, że prezes PiS wystrychnął partnera na dudka i zakpił z opinii publicznej: głosowanie zapewne odbędzie się 23 maja”.
Relacjonowaliśmy, że premier Morawiecki – bliższy Gowinowcom niż Kaczyński – ma się podać do dymisji i pojawił się pomysł, że ma go zastąpić obecny szef MON Mariusz Błaszczak, jako przedstawiciel bardziej betonowej frakcji w PiS ze Zbigniewem Ziobrą i Beatą Szydło.
Tu pojawił się problem techniczny, ale istotny: wybory 23 maja musiałyby się odbyć w dniu wolnym od pracy, a taką decyzję podejmuje premier. Powinien to zrobić przed decyzją Witek o terminie wyborów…
Do tego Jarosław Gowin miał twardo zapowiedzieć, że wraz z wiernymi mu posłami opuści koalicję rządową, co oznaczałoby prawie na pewno utratę większości i możliwe przyspieszone wybory parlamentarne. Wszystko zależałoby od tego, ilu posłów poszłoby za Gowinem, ale Kaczyński musiał zobaczyć, że zaczyna iść drogą, jaką wybrał w 2007 r., kiedy po dwóch latach rządów PiS przegrał z kretesem wybory parlamentarne 2007.
W międzyczasie do Warszawy w trybie nagłym zjeżdżali politycy opozycji, by ustalać stanowisko wobec nowej strategii PiS. Stanęliby wobec bardzo trudnego wyzwania, czy godzić się na kolejne bezprawie i na łapu capu szykować się do walki z Dudą 23 maja.
Czy marszałkini Witek może jeszcze zmienić termin (tych) wyborów?
Analiza zobowiązań, jakie na polityków PiS nakładają przepisy prawa – nawet ich własne ustawy przeforsowane wbrew Konstytucji – jest zajęciem ryzykownym, bo Kaczyński pokazuje, że potrafi złamać każdą regułę, nawet taką, którą przed chwilą sam przeforsował.
Zgodnie z art. 20 ustawy z 6 kwietnia o szczególnych zasadach wyborów w 2020 roku, zwaną ustawą pocztową, marszałkini Sejmu mogła zmienić termin wyborów: „jeśli na terytorium RP ogłoszono stan epidemii, Marszałek Sejmu może zarządzić zmianę terminu wyborów określonego w wydanym wcześniej postanowieniu”.
Ten nowy termin musi jednak „odpowiadać terminom przeprowadzenia wyborów określonym w konstytucji, czyli między 100 a 75 dniem przed upływem kadencji. To oznacza, że Witek musi zarządzić nowy termin wyborów najpóźniej na 75 dni przed 6 sierpnia, czyli na 23 maja.
Zobacz art. 20 ustawy pocztowej i art. 289 Kodeksu wyborczego
Pytanie jednak brzmi, czy Witek może to jeszcze zrobić na przykład w poniedziałek 11 maja? W normalnym świecie sformułowanie o zmianie terminu wyborów może dotyczyć tylko wyborów, które się nie odbyły, bo skoro się odbyły, to już nie są możliwe do przeniesienia w czasie.
Witek musiała zatem zdążyć przed wyborami 10 maja, czyli do 24.00 9 maja i temu był podporządkowany scenariusz narady na Nowogrodzkiej i zapowiedź wystąpienia Witek w TVP. Skoro wybory w niedzielę się odbędą – bo nie zostały zlikwidowane ani przeniesione – to przenieść ich już nie można.
Kazuistyka PiS potrafi jednak pokonywać takie przeszkody: Gowin i Kaczyński przewidują np., że Sąd Najwyższy unieważni wybory, choć konstytucyjny zapis mówi wyraźnie o „nieważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej”, a ten nie zostanie 10 maja dokonany.
Dlatego – nie możemy dać Czytelnikom i Czytelniczkom gwarancji – że scenariusz z 23 maja jest już nieaktualny. Prawie na pewno jest, ale…
Kiedy nowe wybory? Wyliczamy: 12 lipca, jak wszyscy będą grzecznie słuchać PiS
Przyjmijmy jednak, że będą nowe wybory. Serwis 300polityka.pl podaje nieoficjalnie, że wybory mają się odbyć 28 czerwca. Czy to możliwe? Sprawa jest skomplikowana, ale pewność polityków obozu władzy, którzy potwierdzają portalowi ten termin, wydaje się nadmierna.
Policzmy po kolei.
W normalnym trybie PKW powinna wydać komunikat o wynikach głosowania. Jak to ma zrobić, skoro nie ma wyników? Załóżmy jednak, że Komisja wydaje swego rodzaju komunikat zastępczy np., że ustalenie wyników głosowania jest niemożliwe. I że zrobi to już w poniedziałek 11 maja.
Załóżmy dalej, że Sąd Najwyższy faktycznie stwierdzi nieważność wyboru prezydenta, który nie doszedł do skutku (nie jest to wcale pewne – patrz wyżej). Pytanie, kiedy to zrobi. Zgodnie z duchem i literą prawa powinien uwzględnić protesty wyborcze.
Bo skoro wybory 10 maja się odbędą (choć nie będzie głosowania), wyborcom przysługuje prawo do składania protestów. Mają na to czas do 25 maja, bo art. 321 Kodeksu wyborczego daje im na to dwa tygodnie.
Zobacz art. 321 Kodeksu wyborczego
Protest przeciwko wyborowi Prezydenta Rzeczypospolitej wnosi się na piśmie do Sądu Najwyższego nie później niż w ciągu 14 dni od dnia podania wyników wyborów do publicznej wiadomości przez Państwową Komisję Wyborczą”.
Załóżmy, że Sąd Najwyższy już 26 maja zajmuje się niewyborami z 10 maja i stwierdzi ich nieważność, tak jak chcą tego rządzący. Wtedy do gry wchodzi Konstytucja i ona nam teraz powie, kiedy najwcześniej mogą się odbyć wybory.
Najpierw art. 129 o stwierdzeniu nieważności wyboru Prezydenta RP odsyła do art. 128 ust. 2 dla przypadku opróżnienia urzędu Prezydenta”.
Zobacz art 129 ustęp 3 Konstytucji
A art. 128 ust. 2 przewiduje, że
„w razie opróżnienia urzędu Prezydenta – Marszałek Sejmu ogłasza wybory nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów”. Co oznacza termin nie późniejszy niż 25 lipca.
Kodeks wyborczy wprowadza tu dodatkowy termin
Art. 303. § 1 mówi tak: „Zgłoszenia kandydata na Prezydenta dokonuje osobiście pełnomocnik wyborczy najpóźniej do godziny 24.00 w 45 dniu przed dniem wyborów”.
Logiczny wniosek: wybory nie mogą się odbyć wcześniej niż 46 dni od wyznaczenia przez marszałka Sejmu daty wyborów. Jeśli Elżbieta Witek zrobiłaby to już minutę po decyzji Sądu Najwyższego 26 maja, najwcześniejszy termin głosowania to 12 lipca 2020 roku.
I to wszystko przy dwóch założeniach kompromitujących dla demokratycznego państwa prawa.
Pierwsze założenie to pełna spolegliwość i poniżająca dyspozycyjność zarówno PKW, jak Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, której prezes sędzia Joanna Lemańska, w kąśliwy sposób komentowała „postanowienie” Gowina i Kaczyńskiego, że Izba ma unieważnić wybory.
Drugie – nagięcie do granic absurdu zasad zawartych w kodeksie wyborczym. W takim scenariuszu nowi kandydaci mieliby jeden dzień na zebranie 1000 podpisów uprawniających ich do rejestracji kandydatury, co w praktyce uniemożliwiałoby start nowym kandydatom.
Parlament musiałby również znowelizować kodeks wyborczy, wprowadzając (niezgodnie z Konstytucją na mniej niż pół roku przed wyborami) karkołomną kategorię wyborczych praw nabytych, by umożliwić start kandydatom z wyborów 10 maja.
Chyba, że Sąd Najwyższy specyficznie zinterpretuje Kodeks wyborczy i nie poczeka na protesty. To może przyspieszyć procedurę o dwa tygodnie i mamy 28 czerwca, co deklarują politycy PiS.
Ostatnia możliwość, by wybory odbyły się 28 czerwca, to zupełne pominięcie Sądu Najwyższego. Takie rozwiązanie proponuje m.in. b. szef PKW sędzia Wojciech Hermeliński. Według niego Sąd Najwyższy w ogóle nie powinien badać ważności wyboru, gdy nie doszło do głosowania, a wtedy wg Hermelińskiego obowiązkiem marszałkini Sejmu byłoby natychmiastowe zarządzenie nowych wyborów.
Elżbieta Witek mogłaby to zrobić już w niedzielę 10 maja wieczorem. OKO.press nie potrafi jednak znaleźć w obowiązujących przepisach podstawy dla takiego trybu ogłoszenia nowego głosowania.
Wybory, Jarosław Kaczyński, Elżbieta Witek, Jarosław Gowin, Prawo i Sprawiedliwość, Sąd Najwyższy, wybory korespondencyjne Wybory prezydenckie 2020
Paweł Romańczuk 10 maja 2020
Cyrk, nie wybory.
10 maja 2020 at 01:50
To zaczyna przypominać obserwację pacjentów domu obłąkanych. Tylko po której są oni stronie? Rządu, czy stada wyborców?
10 maja 2020 at 02:19
Jarosław Szydełko 10 maja 2020
Nie mogę pojąć, dlaczego tak wiele mediów (i nie mam tu na myśli propagandy rządowej) unika jak ognia wskazania głównej przyczyny nerwowości obozu władzy. Nie trzeba być analitykiem politycznym, aby zauważyć strach rządzących przed porażką Andrzeja Dudy z kandydatem, którego nazwisko dla dużej grupy dziennikarzy jest tematem tabu. I sądzę, że większość wie kogo mam na myśli.
Kreślenie jakichkolwiek scenariuszy i przewidywanie kolejnych posunięć polityków, a bardziej szefa zjednoczonej prawicy przy jednoczesnym założeniu, że prawo powinno być przestrzegane jest w naszym kraju czysto utopijnym działaniem. Nie po to został opanowany TK, KRS a teraz kończy się podporządkowanie SN, nie po to wprowadzono do systemu z nominacji neoKRS całą rzeszę sędziów, aby teraz prezes miał się przejmować jakąś Konstytucją czy też prawem. Problemem obecnie jest widmo kryzysu gospodarczego w kontekście pustej kasy państwa i braku możliwości usypiania suwerena kolejnymi transferami socjalnymi. To groźna sytuacja dla rządzących mogąca w rezultacie pozbawić możliwości reelekcji pana Dudy, a tym samym zagrozić dalszemu trwaniu przy władzy zjednoczonej prawicy. Dlatego czym szybsze wybory, przed rozpaleniem się protestów społecznych tym większa pewność na zapewnienie tego trwania. A mając co prawda kruchą, ale większość w sejmie, swojego posłusznego prezydenta, podporządkowany system sądownictwa daje gwarancje przynajmniej na trzy lata "spokojnego" wprowadzania dalszych zmian ustrojowych, już nawet bez oglądania się na jakiekolwiek protesty społeczne.
10 maja 2020 at 09:03
Pięknie was Jaruś wytresował 🙂
10 maja 2020 at 09:11
Aleksander P. 10 maja 2020
Nie lepiej niż ciebie.
10 maja 2020 at 09:41
Podoba się smak Jarusia w ustach?
10 maja 2020 at 10:15
Zapytaj gowina.
10 maja 2020 at 11:30
Karol 7cm we wzwodzie – zadawaj sobie to pytanie przed lustrem prawilna cioto.
10 maja 2020 at 14:34
Adrian Janecki 10 maja 2020
Pytanie, czy w związku z uwzględnieniem już pierwszego protestu wyborczego (który by wpłynął dzień po wyborach), i skutkował nieważnością wyboru prezydenta, czy więc składanie pozostałych protestów miałoby sens? Raczej nie! Więc to też należy uwzględnić w rachubach. I jeszcze jedna sprawa. A co gdy TK uzna, że jest możliwość zmiany terminu wyborów (czy raczej ich przesunięcia) na 23 mają mimo tego, że pierwotny termin już minął?… Drogie OKO.press. Naprawdę myślicie, że Kaczyński chciał wyborów 10-go? Gdyby tak było, nie nowelizował by ustawy na początku kwietnia. Nawet termin 23-go, nie był zbytnio brany pod uwagę. To gra "va banqe". Pomijając górników, epidemia wyhamowywuje. W czerwcu, czy nawet na początku lipca, ludzie nie będą się zajmować wyborami, tylko doceniać jak dzięki działaniom rządu liczba śmiertelnych ofiar jest niska w porównaniu z innymi. Inny plus ostatniego miesiąca, to praktyczne zniszczenie Koalicji Obywatelskiej i pogubienie się opozycji. No i o ile to nie była ustawka, to upokorzenie Gowina. Bo jeśli chciał coś ugrać, to mu się to nie udało.
Termin wyborów zależy wyłącznie od decyzji Kaczfiego, dlaczego więc zajmować się wróżeniem z fusów. Dlaczego nikt nie przypomina wspaniałych osiągnięć dyktatora, m.in. przekrętów spółki Srebrna, uśmiercenia stadnin koni arabskich, budowy promów, samochodów elektrycznych, itd., itd., itp.
Panie Kaczyński czy tam gdzie pan mieszka są jeszcze okna i klamki?
Jan Helak 10 maja 2020
Niestety są. I to jest właśnie problem…
10 maja 2020 at 13:30
W "Gazecie Wyborczej" z 4 maja, gdy jeszcze rozważano kwestię wyborów korespondencyjnych w dniu 10 maja, ukazał się artykuł adwokatów Jacka Dubois i Krzysztofa Stępińskiego. Panowie mecenasi sugerowali (i sami deklarowali udział) akcję odsyłania pakietów wyborczych osobiście Jackowi Sasinowi oraz składania protestów wyborczych, podając wzór pisma dla obu tych przypadków. Ten temat jest już rzecz jasna nieaktualny, ale jeśli zrealizuje się któryś ze scenariuszy opisanych w artykule, to ja proszę – zamieście wtedy w OKO wzór protestu wyborczego ze wskazaniem właściwych paragrafów, które zostałyby złamane w konkretnym przypadku. Zalejmy Sąd Najwyższy, jaki by nie był, protestami wyborczymi… A jeśli przejdzie głosowanie korespondencyjne i znajdziemy jakieś haczyki prawne, to zróbmy też akcję odsyłania pakietów. Jeśli nie Sasinowi, to prezesowi PKW, marszałkowi Sejmu, Adrianowi albo i samemu Kaczorowi, kto tam będzie ostatecznie firmował decyzję. Ja zgłaszam akces, potrzebuję tylko małego wsparcia w postaci szymelu takiego pisma. I niech nas będzie jak najwięcej.
10 maja 2020 at 13:29