Source: http://www.aferyprawa.eu/Sady/Strasburg-wyroki-Trybunalu-Praw-Czlowieka-ukarana-Polska-za-wydane-wyroki-naruszajace-PRAWO-i-wolnosci-demokratyczne-dowodzace-nieetyki-i-nieznajomosci-prawa-przez-polskich-sedziow-2020
Timestamp: 2020-01-23 09:01:38
Legal References Found: art. 6
 art. 8
 art. 5
 art. 11
 art. 1
 art. 11
 art. 6

Document Content:
Aferyprawa - Strasburg - wyroki Trybunału Praw Człowieka - ukarana Polska za wydane wyroki naruszające PRAWO i wolności demokratyczne - dowodzące nieetyki i nieznajomości prawa przez polskich sędziów.
Aferyprawa.com Sądy Strasburg - wyroki Trybunału Praw Człowieka - ukarana Polska za wydane wyroki naruszające PRAWO
AFERY PRAWA TRYBUNAŁ STRASBOURG UKARANA POLSKA NARUSZANIE PRAWA W POLSKICH SĄDACH I PROKURATURACH
WYBRANE WYROKI
29.04. Międzynarodowy Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał skargę poznańskiego radcy prawnego Mirosława Z. w sprawie naruszenia tajemnicy korespondencji.
Trybunał stwierdził, że doszło do naruszenia prawa Mirosława Z. w zakresie kontroli korespondencji z jego obrońcą w 2001 roku, w czasie jego pobytu w areszcie. Uznał, że w ten sposób doszło do naruszenia Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Nakazał też wypłacenie mu przez państwo polskie 1,2 tys. euro odszkodowania.
Mężczyzna jest oskarżony w sprawie tzw. afery testamentowej
Wraz z innymi osobami miał on wyłudzić lub usiłować wyłudzić od Skarbu Państwa sześć kamienic i kilka innych nieruchomości wartych kilkanaście milionów złotych. W związku z tą sprawą Mirosław Z. między 2001 a 2005 rokiem przebywał w areszcie w Gorzowie Wielkopolskim. W tym czasie utrzymywał kontakt korespondencyjny z obrońcą. Koperty wysłane do obrońcy były ostemplowane pieczęcią Prokuratora Okręgowego w Gorzowie Wielkopolskim i oznaczone "ocenzurowano" z odręcznie wpisaną datą. Trybunał stwierdził, że takie oznaczenie widniejące na siedemnastu listach dowodzi, że były one czytane przez prokuratora. Prokurator Okręgowy w Gorzowie Wielkopolskim utrzymywał, że korespondencja nie była cenzurowana, zaś notatka "ocenzurowano" na kopertach została napisana przez pomyłkę. "Trybunał wielokrotnie twierdził, że jak długo organy władzy polskiej nie zaprzestaną praktyki stemplowania listów osadzonych stemplem +ocenzurowano+, tak długo Trybunał będzie musiał uznawać, że takie listy zostały otwarte, a ich zawartość przeczytana" - napisano w postanowieniu trybunału.
To już trzecia korzystna dla Mirosława Z. decyzja Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu
W 2005 roku Trybunał zdecydował, że ponad czteroletni okres aresztowania Mirosława Z. był zbyt długi. Na początku 2007 roku uznał że doszło do naruszenia tajemnicy korespondencji Mirosława Z. przez sekretarkę Sądu Rejonowego w Szamotułach. Wówczas sprawa dotyczyła ok. 30 przesyłek nadanych między 2002 a 2004 rokiem.
W 2004 roku Sąd Rejonowy w Szamotułach skazał na 8 lat więzienia i 40 tys. zł grzywny Mirosława Z., głównego oskarżonego w procesie o wyłudzenie kamienic na podstawie sfałszowanego testamentu Melanii Rozmarynowicz. W styczniu 2005 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu uchylił wyrok skazujący. W 2007 roku szamotulski sąd ponownie skazał Z. na 8 lat więzienia. Obecnie toczy się postępowanie odwoławcze w tej sprawie przed poznańskim sądem okręgowym.
15.04. Sąd ma obowiązek wysłuchania ubezwłasnowalnianej osoby
Sąd wydając wyrok o ubezwłasnowolnieniu nie może oprzeć się jedynie na opinii lekarzy. Powinien spotkać się z osobą ubezwłasnowalnianą i jej wysłuchać. Zaburzenia psychiczne, nawet poważne, nie mogą być jedynym powodem całkowitego ubezwłasnowolnienia.
Matka Pavla Shtukaturova w 2004 roku zwróciła się do Sądu Rejonowego Vasileostrovskiy o całkowite ubezwłasnowolnienie swojego syna. Twierdziła, iż nie jest on w stanie samodzielnie żyć i wymaga opieki. Nie poinformowany o całej sytuacji syn nie wziął udziału w rozprawie. Wziął w niej udział natomiast prokurator rejonowy i przedstawiciel szpitala psychiatrycznego. Po dziesięciu minutach sąd orzekł całkowite ubezwłasnowolnienie i ustanowił matkę prawnym opiekunem swojego syna.
Już po rozprawie Pavel Shtukaturov dowiedział się o tym, że został ubezwłasnowolniony i skontaktował się z adwokatem z Ośrodka Pomocy Chorym Umysłowo w celu sporządzenia odwołania od wyroku o ubezwłasnowolnieniu. Sąd jednak odrzucił odwołanie od wyroku o całkowitym ubezwłasnowolnieniu bez rozpatrzenia, bowiem skarżący nie miał zdolności do czynności prawnych i mógł się odwoływać wyłącznie za pośrednictwem opiekuna. Matka jednak nie chciała zgodzić się na odwołanie, a dodatkowo umieściła syna w szpitalu psychiatrycznym i pozbawiła kontaktu z prawnikiem. Dopiero po jakimś czasie ubezwłasnowolnionemu udało się porozmawiać z adwokatem i przygotować skargę do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. W swojej skardze Shtukaturov wskazywał, że bez jego wiedzy matka doprowadziła do jego całkowitego ubezwłasnowolnienia i umieściła go w szpitalu psychiatrycznym. Zarzucał także, że został pozbawiony prawa do rzetelnego procesu.
Nierzetelny proces
Odnosząc się do zarzutu naruszenia prawa do rzetelnego procesu sądowego w postępowaniu o ubezwłasnowolnienie Trybunał zwrócił uwagę, iż osoba chora umysłowo musi mieć możliwość wysłuchania osobiście lub w razie konieczności w drodze jakiejś formy reprezentacji. Skarżący nie wiedział o wniosku matki o jego ubezwłasnowolnienie, a sąd nie powiadomił go o rozprawie. Shtukaturov nie mógł więc uczestniczyć w postępowaniu przed Sądem Rejonowym w Vasileostrovskiy w jakiejkolwiek formie. Zdaniem Trybunału takie postępowanie naruszało zasadę kontradyktoryjności postępowania zawartą w art. 6 ust. 1 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Skarżący, niezależnie od choroby umysłowej, był bowiem osobą względnie autonomiczną. Sędzia musiał więc mieć możliwość choćby krótkiego kontaktu wzrokowego ze skarżącym i powinien go wysłuchać. Rozstrzygnięcie sprawy jedynie na podstawie dowodów z dokumentów nie było uzasadnione.
Niekompletna opinia
Trybunał uznał także, że postępowanie o ubezwłasnowolnienie naruszyło art. 8 Konwencji. Zgodnie z tym artykułem władze państwowe nie mają prawa, poza wyjątkami przewidzianymi w ustawie i koniecznymi w demokratycznym społeczeństwie, ingerowania w życie prywatne i rodzinne oraz mieszkanie i korespondencję swoich obywateli. Sąd wydając wyrok o ubezwłasnowolnieniu oparł się jedynie na opinii lekarzy, z której wynikało, że Shtukaturov cierpiał na schizofrenię i w rezultacie nie był w stanie rozumieć swoich działań. Opinia nie zawierała jednak wyjaśnienia, jakiego rodzaju działań nie potrafił zrozumieć lub kontrolować i w jaki sposób choroba wpływała na jego relacje społeczne, zdrowie, interesy majątkowe itd. Zdaniem sędziów Trybunału zaburzenia psychiczne, nawet poważne, nie mogą być jedynym powodem całkowitego ubezwłasnowolnienia.
Naruszona wolność
Trybunał uznał ponadto, że prawie roczne przetrzymywanie ubezwłasnowolnionego w szpitalu psychiatrycznym naruszyło art. 5 ust. 1 lit. e) Konwencji. Pozbawienie wolności nie może być bowiem uznane za zgodne z prawem, jeśli procedura krajowa nie daje wystarczających gwarancji ochrony przed arbitralnością. Rząd rosyjski nie przedstawił natomiast żadnych materiałów informujących o stanie zdrowia psychicznego pacjenta w chwili umieszczenia w szpitalu. Nie wykazał ponadto w sposób wiarygodny, iż stan umysłowy pacjenta wymagał umieszczenia w szpitalu.
Sygn. akt: Shtukaturov przeciwko Rosji, orzeczenie z 27 marca 2008 r Izba (Sekcja I), Skarga nr 44009/05
9 października 2007 Goje lepsi od Polaków - postępowanie ws. Parady Równości.
Wielka Izba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nie rozpatrzy odwołania Polski od wyroku, dotyczącego Zakazu Parady Równości w 2005 roku w Warszawie - poinformowało biuro Trybunału. W maju tego roku Trybunał uznał, że zakaz ten naruszył Europejską Konwencję Praw Człowieka.
Decyzje Trybunału o nieprzekazywaniu sprawy do ponownego rozpatrzenia nie zawierają uzasadnienia. W maju tego roku Trybunał uznał, że władze Warszawy złamały zagwarantowane w art. 11 Konwencji prawo do zgromadzeń i pokojowego wyrażania poglądów, a także zakaz wszelkiej dyskryminacji (art. 14) i prawo do skutecznego środka odwoławczego (art. 13). W sierpniu rząd polski odwołał się od decyzji Trybunału. Chodzi o manifestację, której przeprowadzenia zakazał ówczesny prezydent stolicy Lech Kaczyński. Wobec zakazu, umotywowanego względami bezpieczeństwa, środowiska gejów i lesbijek złożyły wnioski o zorganizowanie kilku wieców; ale także w przypadku części z nich wydano zakaz "ze względów bezpieczeństwa oraz przewidywanych utrudnień w poruszaniu się". Sędziowie Trybunału (wśród nich Lech Garlicki) jednogłośnie odrzucili argumentację władz Warszawy i przyznali rację Fundacji Równości, która w grudniu 2005 roku zaskarżyła zakaz do Strasburga. Trybunał wskazał, że rolą państwa jest zagwarantowanie prawa do wolności stowarzyszeń i demonstracji zwłaszcza tych osób, które mają "niepopularne poglądy albo należą do mniejszości, ponieważ są one najbardziej narażone na dyskryminację". Trybunał krytycznie odniósł się do braku możliwości skutecznego odwołania się od decyzji władz przed zaplanowaną na 11 czerwca manifestacją, tak by mogła się ona odbyć zgodnie z planem. Sędziowie przypomnieli, że organizatorzy złożyli wnioski dostatecznie wcześnie - 12 maja w odniesieniu do Parady Równości i 3 czerwca w sprawie wieców. Sędziowie uznali, że zakaz przeprowadzenia parady był przejawem dyskryminacji, której Konwencja zakazuje "z jakichkolwiek przyczyn". Zauważyli, że organizatorzy innych manifestacji w tym czasie nie zostali zmuszeni do przedstawienia planu "organizacji ruchu drogowego" i dostali pozwolenia. Trybunał podkreślił też, że "nie może zignorować" wywiadu z Lechem Kaczyńskim opublikowanego 20 maja 2005 roku w "Gazecie Wyborczej". Ówczesny prezydent stolicy zapowiedział tam zakaz manifestacji gejów i lesbijek, sprzeciwiając się "propagandzie homoseksualizmu". Według sędziów, Lech Kaczyński powinien był wówczas bardziej ważyć słowa, "bowiem wypowiedzi polityków zajmujących wysokie funkcje publiczne mogą być zrozumiane jako wskazówki przez urzędników, których praca i kariera zależy od tych polityków". - Decyzje w sprawie parady i wieców były wydane w imieniu prezydenta Warszawy, który publicznie przedstawił wcześniej swoje stanowisko w tej sprawie - przypomnieli sędziowie. Fundacja Równości nie domagała się od Polski odszkodowania. Mimo zakazu, demonstracja ostatecznie odbyła się 11 czerwca 2005 roku. Wzięło w niej udział ponad 2,5 tys. osób. Potem decyzja prezydenta Warszawy w sprawie zakazu została uchylona przez samorządowe kolegium odwoławcze oraz - w trybie nadzoru administracyjnego - przez wojewodę mazowieckiego.
18 marca 2008 Polska naruszyła prawo do wolności wypowiedzi w procesie cywilnym, jaki wydawcy tygodnika Angora wytoczyła rodzina nieżyjącego już wicemarszałka Sejmu Andrzeja Kerna w sprawie rzekomego porwania jego córki - uznał Europejski Trybunał Praw Człowieka. Skarb Państwa będzie teraz musiał wypłacić skarżącemu Mirosławowi Kulisiowi prawie 12 tys. euro - tyle mu przyznał w sumie Trybunał.
Sprawa wiąże się z głośną w czerwcu 1992 r. historią zniknięcia 17-letniej Moniki, córki Kerna, ówczesnego wicemarszałka Sejmu z PC. O jej porwanie oskarżył on przed prokuraturą rodzinę Malisiewicz-Gąsior, rodziców jej chłopaka Maćka - ich zaś zdaniem, uciekła ona od ojca. W ich domu prokuratura założyła podsłuch; Izabeli Malisiewicz-Gąsior postawiono zarzut porwania; była też krótko w areszcie. W końcu prokuratura uznała, że porwania nie było, a śledztwo umorzono.
W wywiadzie opublikowanym w sierpniu 1992 r. w "Angorze" z adwokatem Gąsiorów mec. Michałem Pliseckim padły stwierdzenia mecenasa. że w całej sprawie Kern nadużył swego stanowiska i że jest kłamcą, bo dostarczał mediom w tej sprawie "fałszywych informacji". Kernowie wytoczyli za to proces o naruszenie dóbr osobistych wydawcy tygodnika. Kuliś przegrał proces w dwóch instancjach w Łodzi i w 2001 r. przed Sądem Najwyższym. Uznając, że publikacja nie służyła interesowi publicznemu, sądy nakazały Kulisiowi przeprosiny Kernów i wypłatę im kilku tysięcy zł zadośćuczynienia.
W wydanym we wtorek wyroku Trybunał Praw Człowieka - do którego odwołał się Kuliś - nie podzielił opinii polskich sądów, że publikacja nie służyła "uzasadnionemu interesowi publicznemu" i naruszyła prywatność Kernów. Przyznając, że w tygodniku użyto nieeleganckiego i prowokacyjnego języka, Trybunał orzekł, że nie był to "osobisty atak" na Kerna, a celem publikacji nie była obraza ani poniżenie Kerna - jak uznały polskie sądy. Według Trybunału, nie można zatem uznać, by publikacja "wykraczała poza to, co jest dopuszczalne w publicznej debacie".
Trybunał podkreślił, że granice dopuszczalnej krytyki są szersze wobec osób pełniące ważne funkcje publiczne, a media mają prawo "uciekać się do pewnego stopnia przesady, prowokacji lub surowości". Dodano, że jedynie bardzo mocne przesłanki mogą przemawiać za ograniczeniem swobody dyskursu politycznego.W konkluzji Trybunał uznał, że polskie sądy nie spełniły standardów 10. artykułu Europejskiej Konwencji Praw Człowieka mówiącego o prawie do wolności wypowiedzi, który w konsekwencji został naruszony.
Już w 2006 r. Trybunał w Strasburgu uznał, że skazanie na rok więzienia w zawieszeniu Izabeli Malisiewicz-Gąsior - z prywatnego oskarżenia Kerna - za zarzucenie mu nadużycia władzy w sprawie jego córki było naruszeniem Konwencji. Trybunał zasądził na rzecz Malisiewicz-Gąsior 5 tys. euro zadośćuczynienia.
29-11-2007, Strasburg: prawo do ochrony tajnych źródeł - Dziennikarz ma prawo do zachowania w tajemnicy źródeł swoich informacji – orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.
Sędziowie wydali werdykt w sprawie Hansa Martina Tillacka, dziennikarza niemieckiego tygodnika „Stern”, który w 2002 roku ujawnił korupcję w unijnych instytucjach. – Stałem się słynny, ale nie życzę żadnemu dziennikarzowi takiej sławy – mówi „Rz” Tillack.
Trzy lata temu belgijska policja przeszukała jego biuro i mieszkanie w Brukseli, gdzie Tillack był korespondentem, a samego dziennikarza zatrzymała na kilka godzin. Śledztwo miało wyjaśnić, jak zdobywał informacje do artykułu ujawniającego korupcję w unijnym biurze OLAF, którego celem jest… walka z korupcją. Biuro, broniąc się, oskarżyło dziennikarza o wręczenie łapówki urzędnikowi w celu zdobycia sensacyjnych informacji. A to – w myśl belgijskiego prawa – jest nielegalne.
Strasburski Trybunał nie miał wątpliwości: działania belgijskiego wymiaru sprawiedliwości naruszyły zasadę swobody wypowiedzi, której fundamentem jest prawo dziennikarza do zachowania w tajemnicy źródeł informacji. Tillack ma dostać od belgijskiego państwa 10 tysięcy euro odszkodowania i 30 tysięcy euro zwrotu kosztów sądowych.Sprawa od początku wywoływała kontrowersje. Media zarzucały Komisji Europejskiej, że zamiast zająć się korupcją w swoich szeregach, nasyła belgijską policję na dociekliwych dziennikarzy. Werdykt europejskiego sądu potwierdził, że zarzut łapówki wręczonej przez Tillacka był słabo umotywowany – oparty jedynie na pomówieniu, którego autorem był inny dziennikarz. Komisja broniła się wczoraj, twierdząc, że to belgijska prokuratura zleciła przeszukanie. Zrobiła to jednak na wniosek unijnej instytucji.
2007-11-06, Trybunał w Strasburgu zasądził rekordową rekompensatę dla Polaków
Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że Polska, odmawiając rekompensaty za korzystanie z dróg, powstałych na terenie prywatnym naruszyła protokół Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i zasądziła na rzecz trzech skarżących odszkodowanie od państwa polskiego w wysokości 247 tys. euro.
Właściciele gruntu domagali się za to rekompensaty, ale lokalne władze odmówiły im tego. Prezydent Poznania w decyzji z 2000 roku zaznaczył, że drogi, które mają zostać zbudowane, nie zostały ujęte w lokalnym planie rozwoju. Zgodnie z prawem odszkodowanie przysługuje właścicielom jedynie w przypadku, gdy drogi powstałe na ich terenie są drogami publicznymi, a nie wewnętrznymi. Skarżący odwołali się od tej decyzji, zaznaczając że z dróg powstałych na ich terenie mogą korzystać wszyscy. Jednak decyzja została utrzymana. Kiedy skierowali sprawę do sądu administracyjnego i cywilnego - także te sądy uznały, że skarżącym nie przysługiwało prawo do rekompensaty. Podobnie orzekł także Sąd najwyższy w 2004 roku.
Mężczyźni skierowali więc sprawę do Strasburga, który we wtorek uznał, że doszło do naruszenia art. 1 protokołu Konwencji, dotyczącego prawa własności. W ocenie Trybunału na skarżących nie tylko spoczywał obowiązek utrzymania dróg i ponoszenia kosztów ich eksploatacji, ale także należała się im rekompensata za to. Trybunał zwrócił uwagę, że obecnie drogi te są powiązane z drogami publicznymi i są otwarte zarówno dla transportu prywatnego jak i publicznego.
- Jest to najwyższe odszkodowanie, zasądzone przez Trybunał w Strasburgu w sprawach dotyczących Polaków. Stało się tak, ponieważ pierwszy raz Trybunał wdał się w rozważanie szkody materialnej - powiedział Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Zwykle zasądza 2, 3, 4 tys. euro za szkody niematerialne. Tym razem chodziło o wywłaszczenie bez odszkodowania - wyjaśnił.
26.09. Wyrok w sprawie Alicji TysiĄc utrzymany.
Wielka Izba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka odrzuciła wczoraj odwołanie polskiego rządu od wyroku w sprawie Alicji Tysiąc. Alicja Tysiąc złożyła skargę przeciwko Polsce w 2003 roku. Skarga dotyczyła odmowy przyznania jej prawa do aborcji, mimo że ciąża zagrażała jej zdrowiu. 20 marca 2007 roku Trybunał uznał zasadność skargi i zasądził 25 tys. euro zadośćuczynienia, które miał wypłacić polski rząd. W czerwcu rząd polski złożył odwołanie od tego wyroku.
007-05-03 Trybunał w Strasburgu - Zakaz Parady Równości w Warszawie nielegalny
Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał w czwartek, że władze Warszawy naruszyły Europejską Konwencję Praw Człowieka, zakazując w 2005 roku przeprowadzenia Parady Równości. Trybunał uznał, że władze Warszawy złamały zagwarantowane w art. 11 Konwencji prawo do zgromadzeń i pokojowego wyrażania poglądów, a także zakaz wszelkiej dyskryminacji (art. 14) i prawo do skutecznego środka odwoławczego (art. 13). Artykuł ten stanowi, że "każdy, czyje prawa i wolności zawarte w niniejszej konwencji zostały naruszone, ma prawo do skutecznego środka odwoławczego do właściwego organu państwowego także wówczas, gdy naruszenia dokonały osoby wykonujące swoje funkcje urzędowe".
2007-04-16, Prokurator stwierdził że pobił się sam - teraz dostanie 10 tys. euro Polska przegrała w Strasburgu sprawę o pobicie przez policję i nieprzeprowadzenie w tej sprawie uczciwego śledztwa. Prokurator uwierzył, że obywatel sam złamał sobie żuchwę.
I zasądził na rzecz mieszkańca podwarszawskich Marek Dariusza Dzwonkowskiego 10 tys. euro zadośćuczynienia. To pierwszy wyrok w polskiej sprawie dotyczący zakazu tortur. Według zeszłorocznego raportu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka sprawa Dzwonkowskiego jest typowa i pokazuje mechanizm stosowany przez policję i prokuraturę do tuszowania nadużyć siły wobec osób pozbawionych wolności.
Historia zaczęła się w czerwcową noc dziesięć lat temu pod sklepem spożywczym w Markach. Dzwonkowski pił tam alkohol z trzema kolegami. Zachowywali się na tyle głośno, że ktoś wezwał policję. Przyjechało czterech policjantów w dwóch radiowozach. Kazali mężczyznom położyć się na ziemi i zakuli ich w kajdanki. Dzwonkowski się stawiał. Dalej relacje Dzwonkowskiego i policjantów się różnią. Dzwonkowski twierdzi, że policjanci przewrócili go i bili. Policjanci - że sam się przewrócił i pobił, waląc specjalnie głową o krawężnik.
W końcu go zakuli i powieźli wszystkich do komendy. Dzwonkowski twierdzi, że w radiowozie dalej był bity. Policjanci zaprzeczają. Ale po podróży Dzwonkowski wymagał pomocy lekarskiej. Policjanci zawieźli go do szpitala. Tam lekarze stwierdzili m.in. złamanie ręki, żuchwy, pęknięcie oczodołu i 15-centymetrowy krwiak na głowie. A także 1,92 promila alkoholu we krwi.
Dzwonkowski złożył zawiadomienie o pobiciu do prokuratury w Wołominie. Policjanci zrewanżowali się oskarżeniem o napaść. Prokuratura błyskawicznie umorzyła skargę Dzwonkowskiego, dając wiarę policjantom, że pobił się sam. I oskarżyła go o pobicie policjantów (żaden policjant nie wskazał doznanych obrażeń).
Odwołania Dzwonkowskiego od umorzenia jego skargi spełzły na niczym. Został za to uznany za winnego napaści na policjantów. Po apelacji sąd podtrzymał wyrok z tą różnicą, że odstąpił od wymierzenia Dzwonkowskiemu kary ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu.
Trybunał w Strasburgu stwierdził, że jeśli policja zatrzymuje zdrowego człowieka, a potem okazuje się, że ma on obrażenia, to obowiązkiem państwa jest przyjąć, że mogło dojść do nadużycia siły, i starannie to zbadać. Tymczasem Polska w sprawie Dzwonkowskiego tego nie dopełniła. Trybunał szczególnie skrytykował bezkrytyczne przyjęcie przez prokuraturę - wbrew opiniom lekarskim i zeznaniom innych zatrzymanych - że skarżący sam się pobił.
- Stopień doznanych przez skarżącego obrażeń wskazuje, że były one wystarczająco poważne, by uznać je za efekt nieludzkiego bądź poniżającego traktowania. Nawet jeśli przyjąć, że skarżący szarpał się z policją, rząd nie podał żadnych okoliczności, które uzasadniłyby użycie siły powodującej tak znaczne obrażenia - uznał Trybunał w Strasburgu.
Przedmiotem skargi do Trybunału w Strasburgu był zarzut naruszenia art. 6 par. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Zdaniem polskiej obywatelki, która wystąpiła ze skargą przeciwko Polsce, odmowa przyznania adwokata lub radcy prawnego z urzędu celem sporządzenia kasacji w postępowaniu cywilnym zamknęła jej dostęp do sądu. W Polsce bowiem w postępowaniu kasacyjnym strona musi być reprezentowana przez adwokata lub radcę prawnego. Osoby będące w trudnej sytuacji finansowej mogą zwrócić się do sądu o zapewnienie im pomocy prawnej z urzędu. Kasacja przysługiwała. Po dwóch niekorzystnych rozstrzygnięciach w postępowaniu o alimenty od byłego męża kobieta wystąpiła do sądu okręgowego o ustanowienie adwokata z urzędu w celu sporządzenia kasacji. Sąd odmówił, twierdząc, że w sprawach alimentacyjnych kasacja jej nie przysługuje. Po bezskutecznych zażaleniach kobieta napisała kasację samodzielnie. Sąd ją odrzucił ze względów formalnych, na co wniosła ona zażalenie do Sądu Najwyższego. SN wydał ostateczne postanowienie w sprawie, odrzucając zażalenie. W uzasadnieniu rozstrzygnięcia wskazał jednak, że uznał postanowienie sądu okręgowego za zasadne jedynie z racji przekroczenia terminu do wniesienia kasacji oraz niezachowania wymogu sporządzenia skargi przez adwokata lub radcę prawnego. Stwierdził natomiast, że w sprawie o alimenty kasacja – wbrew twierdzeniom sądu okręgowego – jest dopuszczalna na gruncie przepisów kodeksu postępowania cywilnego w brzmieniu obowiązującym do 30 czerwca 2000 r.
Europejski Trybunał Praw Człowieka po prawie 7 latach wydał korzystny wyrok dla skarżącej. Zgodził się bowiem ze wszystkimi najważniejszymi argumentami przedstawionymi przez Polkę i stwierdził, że decyzje sądów krajowych pozbawiły ją prawa do złożenia skargi kasacyjnej ze względu na odmowę przyznania pomocy prawnej z urzędu. Skarga nr 77765/01
Polska przegrała w czwartek w Strasburgu dwie sprawy o to, że nie gwarantuje przyzwoitej pomocy prawnej z urzędu Zadośćuczynienie w wysokości 4 tys. euro za naruszenie prawa do sądu dostali państwo Staroszczykowie i pani Krystyna Siałkowska. W obu sprawach chodziło o to, że przyznani z urzędu adwokaci odmówili napisania w ich sprawach kasacji. Państwo Staroszczyk mieli sprawę o podział gruntu. Kiedy przegrali w II instancji, przez ponad siedem miesięcy usiłowali się umówić z przyznanym im adwokatem w sprawie kasacji. W końcu się udało, ale napisania kasacji odmówił. Nie uzasadnił na piśmie, dlaczego.
Pani Krystyna Siałkowska sądziła się o zasiłek po zmarłym mężu. Sąd przyznał jej adwokata do napisania kasacji. Ten nie znalazł do niej podstaw, ale powiedział jej o tym dopiero trzy dni przed upływem terminu do wniesienia kasacji, czym praktycznie uniemożliwił jej znalezienie innego prawnika.
- Państwo nie może zmusić adwokata do napisania kasacji, ale jest odpowiedzialne za zapewnienie odpowiedniej równowagi między dostępem do wymiaru sprawiedliwości a niezależnością zawodów prawniczych - orzekł Trybunał w Strasburgu.
- To kolejna sprawa, gdy Trybunał w Strasburgu uznaje, że Polska nie zapewnia dostępu do sądu osobom niezamożnym - mówi Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która w tych sprawach przedstawiła Trybunałowi tzw. opinię przyjaciela sądu. - Polski system pomocy prawnej z urzędu ma wiele wad. Wiadomo, że jest wiele skarg na takich pełnomocników za to, że lekceważą obowiązki. Wiadomo, że sprawy są przydzielane bez uwzględnienia, że prawnicy specjalizują się w rozmaitych sprawach, więc np. kasację w sprawie gospodarczej przychodzi pisać adwokatowi, który specjalizuje się w sprawach karnych. Tymczasem państwo powinno zapewnić osobom niezamożnych nie teoretyczny, ale rzeczywisty dostęp do wymiaru sprawiedliwości.
Jedną z propozycji zmiany sytuacji jest wprowadzenie systemu, w którym państwo zatrudnia na cały etat prawników, spośród których każdy niezamożny mógłby sobie wybrać tego, który mu najbardziej odpowiada. Taki system działa np. na Litwie, w Holandii czy USA. Amerykańskie badania pokazują, że pomoc takiego państwowego prawnika w sprawie rozwodowej jest dla państwa pięciokrotnie tańsza niż prywatnego adwokata wyznaczonego z urzędu. A w sprawach o bankructwo - sześciokrotnie tańsza.
Polska po raz pierwszy przegrała przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu precedensową sprawę o naruszenie zasady domniemania niewinności. Trybunał rozpatrując sprawę Garycki v. Polska uznał, że polski sąd złamał tę zasadę, gdyż przed wydaniem wyroku stwierdził, że oskarżony jest winny.
Zdaniem Trybunału zasadę domniemania niewinności narusza każde twierdzenie funkcjonariusza publicznego, które wyraża opinię co do winy oskarżonego, zanim wina ta zostanie mu udowodniona. W żadnym przypadku opinie funkcjonariuszy nie mogą przybierać formy deklaracji odnośnie do winy oskarżonego, gdyż może to zachęcać opinię publiczną do uznania jego winy, zanim sąd dokona analizy faktów.
- Orzeczenie to powinno stanowić ostrzeżenie dla polskich sądów oraz władz, iż tych, którym zarzuca się popełnienie przestępstwa, nie należy nigdy traktować jak osób już skazanych - uważa dr Adam Bodnar z Fundacji Helsińskiej.
- Pora skończyć z medialnymi zatrzymaniami. Minister nie może w ten sposób uwiarygodniać swoich tez - dodaje prof. Marian Filar z UMK w Toruniu.
Kwiecień napisał przed wyborami samorządowymi w 1998 roku list otwarty, w którym zarzucał Stanisławowi Lenartowiczowi, kandydującemu w wyborach do Rady Powiatu, że nieudolnie wypełnia swoje obowiązki, a nieraz działa w złej wierze, "często łamiąc prawo i opierając swoje deklaracje na kłamstwie". Wezwał w nim również ówczesnego szefa Urzędu Rejonowego do rezygnacji z kandydowania.
Lenartowicz przegrał wybory i wytoczył Kwietniowi proces. Sąd Wojewódzki w Wałbrzychu skazał Kwietnia. Nakazał mu przeprosić go na łamach prasy, zapłacić 10 tys. złotych odszkodowania pozywającemu i drugie 10 tys. złotych na cele charytatywne. Apelacja Kwietnia została oddalona.
Trybunał w Strasburgu uznał jednak, że Leszek Kwiecień działał w interesie publicznym i lokalnej społeczności. Podkreślił, że osoby publiczne - do których został zaliczony Lenartowicz - szczególnie podlegają krytyce. Dlatego skarb państwa ma zapłacić Kwietniowi 8650 euro odszkodowania.
Strasburg - tylko dla swoich? - nieprofesjonalność, nierzetelność i nieuczciwość - czy na tym polega działanie sędziów w Eurpean Court for Human Rights czyli Europejskiego Trybunału Praw Człowieka?
14-05-2016 / 09:14