Source: http://archiwum.rybieoko.pl/article/articleview/2217/1/35/
Timestamp: 2019-09-21 00:28:41
Legal References Found: art.6

Art.9

Art.13

Art.18
 art.5
 art. 9

Art. 13
 Art. 23

Document Content:
Wielki Portal Wędkarski - RYBIE OKO - Statut, PZW - o porządkowaniu wędkarstwa
Statut, PZW - o porządkowaniu wędkarstwa
Data: 23.11.04 11:50
Ocena: 9.54 hit (24)
Czytano: 6203
Jurek Kowalski 24.11.04 11:51
Patrzę na okienko "ocen". Jeszcze tego nie widziałem zeby artykuł miał równo 10 od wszystkich!!!
To powód do optymizmu i iskra nadziei na powodzenie.
Odp: REWELACJA!!!
Dariusz Żbikowski 24.11.04 18:28
Oceny, jak mi się zdaje, oddają stan zapotrzebowania na tę reformę.
Siła ewolucji
Jurek Kowalski 23.11.04 16:51
We wcześniejszych komentarzach pisałem o proponowanym sposobie wprowadzania zmian. Żeby były one dogłębne i dawały szansę na trwałość muszą, moim zdaniem, wynikać z organicznej pracy u podstaw. Pracy nad aktywizacją "akcjonariatu" czyli członków PZW, żeby "poczuli siłę i czas".
Inaczej niż niejeden z Kolegów widzę przemiany w Polsce po 1989r. One były właśnie rewolucyjne. Polegały na zamianie miejsc "na górze". Ta siła rewolucyjna nie posiadała struktur, kontaktów, ludzi, do ustabilizowania zmian. Musiała bazować na zastanym układzie. Do dziś nie dopracowaliśmy się "służby cywilnej". Wiele układów z dawnych czasów nadal trwa. Natomiast reszta została puszczona "na żywioł". Hulaj dusza piekła nie ma. Stąd dzikie prywatyzacje, korupcja, niejasne powiązania kapitałowe i polityczne.
Pytanie - czy chcemy tego samego?
Moja odpiowiedź brzmi - NIE.
Dlatego zachęcam i proponuję nawiązywanie do najlepszych wzorców, które tworzą liczni Koledzy w wielu miejscach w kraju. Nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że oni tylko zaburzają ogólnie czarny obraz wędkarstwa w Polsce. Jeżeli normalna gospodarka i normalna aktywność stowarzyszonych wędkarzy powstaje w niejednym regionie Polski, jeżeli poprawia sie sytuacja, właśnie za sprawą aktywności wędkarzy, na tysiącach hektarów polskich wód, jeżeli ci aktywni wędkarze przejmują ster rządów w swoim środowisku to powód do radości, dumy i optymizmu, a nie do szerzenia defetystycznych, pesymistycznych wizji. Wiecej nadziei i aktywności. Samo się nie zrobi.
Te dokonania, które już są nie są "jaskółkami". One nie przyleciały nagle. To efekt właśnie wielu lat pracy nad stworzeniem kształtu normalnej organizacji. Że to trudne? Oczywiście, że niełatwe. Ale wyzwania są po to żeby je podejmować.
Że mało ludzi tutaj napisało? Nie o pisanie chodzi ale o podjęcie działania w swoich środowiskach, o przeczytanie tego co tu piszemy i o przeniesienie go do Kolegów i Koleżanek. Wiele z internetowych tekstów jest drukowanych i kolportowanych wśród wędkarzy. Są podstawą do twórczych dyskusji. W niejednym środowisku one się odbywają. Wiele z tych tekstów ląduje na biurkach osób istotnych w różnych instytucjach, organizacjach i strukturach. Na ich podstawie podejmowane są dyskusje i tworzone lokalne inicjatywy. Ilu tak robi? Do końca sam nie wiem. Wierzę , że wielu. A ci, których widać najbardziej sprawiają, że w innych może powstać przek0onanie o tym, że "się da". O wartości podejmowania inicjatyw i o ich ważności. Wszyscy chcieliby żeby było zrobione. Najczęściej żeby rzeczywiście było zrobione i to tak jak sami chcemy to trzeba podjąć wysiłek samemu.
Jak juz środowisko będzie mocje to na pewno wybierze takich przedstawicieli, którzy poprowadzą je do sukcesu. Przedstawicieli od "dołu" do "góry". Nie o żadne szpachlowanie i podpieranie fasad chodzi ale o stworzenie rzeczywistej, autentycznej, silnej i skutecznej reprezentacji wędkarzy w Polsce.
Z kibicami w drużynie nie da się wygrać meczu. Trzeba mieć dobrze wytrenowanych zawodników. Trenować trzeba. "Pakować" muskuły :-)). Do twórczej pracy, a nie do burzenia.
Odp: Siła ewolucji
Dariusz Żbikowski 23.11.04 23:20
bardzo mnie zaniepokoiło Twe zalożenie, że "siła" ma przyjść z masowej, nagłej poprawy mentalności "dołów". Toć to założenie jest całkowicie absurdalne. Czy można zmieniać zasady i systemy nauczania licząc na to, że 7 latki się wypowiedzą i stworzą siłę, ktora ustali program nauczania dla nich samych?!?. CHYBA zgodzisz sie, że to ABSURD??? (a przecież poziom mantalny naszych 95% wędkarzy to poziom 7-latków).
Masz zatem koszmarne złudzienia. Liczysz na wyłonienie się nagle, i nie wiadomo skąd "siły nadprzyrodzonej". To złudzenie!!! ZAWSZE I WSZĘZDZIE na świecie było tak, że to ELITY wywoływały i kierowały rewolucjami. Narzucały im poglądy i metody działania. To one wyznaczały kierunki, szanse i cele. Tych elit, należy najpierw się dorobić!!! Tych elit we władach, widzę NIESTETY tyle, ile już pisałem. Moj "defetyzm" jest zatem zasadny. Popatrz OBIEKTYWNIE - RO to 2 mln czytelnikow - a tylko kilku POCZUWA się do tej dyskusji. Może to "zbyt niskie/wysokie progi" dla innych... ? Odpowiedz sobie sam.
To czy przyjęty zostanie model okręgów, kół... i innych (o czym trwa dyskusja) jest bez znaczenia!!!
Trzeba ZMIENIC NAUCZYCIELA tych 7-latkow. WYRWAĆ, to nie owocujące drzewo z korzeniami i .... zasadzic młode!!! - TO JEST BRUTALNA PRAWDA NATURY. No chyba, że naprawdę ZNAJDZIE się CUDOWNY ogrodnik, który przytnie je i odmłodzi (jednak to nie będą "doły"!!!!!!)
Jurek Kowalski 24.11.04 10:17
Mnie niepokoi poszukiwanie przez wszystkich dyskutujących tych "ciemnych" stron zamiast "jasnych", komplikatorów zamiast rozwiązań. To jak w tym znanym przykładzie o szklance w połowie wypełnionej wodą. Dla jednych będzie ona w połowie pełna - ci osiągają sukces, dla drugich - ta sama szklanka jest przytłaczająco w połowie pusta - ci sa skazani na porażkę.
Moja szklanka jest w połowie pełna. Nawet gdyby była w ćwierci pełna to i tak jest się czego napić.
Podobnie - mamy starego, dwudziestoletniego Mercedesa kupionego na niemieckim szrocie. Zachowujemy się jakbyśmy mieli wszyscy krociowe dochody, a obok stała fabryka wypuszczajaca nowiutkie Mercedesy. Starego - na złom, a nowego - do garażu. Problem w tym, że ani tych dochodów czy majątków (środowiska, gospodarki) ani fabryki nie mamy. Możemy po kawałku wymieniać części tego starego, żeby był "jak nowy". W końcu to dalej Mercedes tylko podupadły (nasze środowisko ludzkie, naturalne itp.).
Wracając do Twojego "szukania dziury w całym". Staram się pisać na poziomie wyższym niż dla siedmiolatków. Dlatego odbieranie moich wypowiedzi jako absurdów i tłumaczenie mi jak siedmiolatkowi, że potrzebne są elity żeby pouczyć i poruszyć "doły" oraz przypisywanie mi liczenia na "siły nadprzyrodzone" odbieram jako afront.
Również jako czystą demagogię odbieram przytaczanie liczb i odsetków nie wynikających z niczego poza osobistym przekonaniem piszącego. Pesymistycznym przekonaniem zwłaszcza.
Oczywistym jest, że samoistne, nagłe zmiany w społęczeństwie nie zajdą. Myślenie w taki sposób, jak każde w kategoriach czarno - białych, nie jest uprawnione. Oczekiwanie takiego cudu to tak jak oczekiwanie, znanego z teoretycznych rozważań w fizyce, podskoczenia wody w szklance w wyniku skierowania się w jednym kierunku wszystkich cząsteczek wykazujących chaotyczne ruchy. Natomiast o wiele łatwiej skierować te same cząsteczki w jednym kierunku przechylając szklankę. Taka jest rola elit.
To oczywiste, że muszą być ludzie aktywni, dysponujący umiejetnościami, tworzący grupy przywódcze. Takie właśnie grupy przywódcze wskazuję podając wzorce, które mamy niejako gotowe, choć stworzenie każdego z nich wymagało lat pracy. W kilku sam uczestniczyłem. Chciałbym znaleźć naśladowców.
Myslę, że każdy ma świadomość, że elity przywódcze wcale nie muszą mieć umocowania we władzy żeby wywierać wpływ na innych. Tylko hołdujący systemom autorytarnym, totalitarnym, nawet nieświadomie, przez doświadczenie życia w takich stystemach, upatrują możliwości przywództwa i zmieniania rzeczywistości wyłacznie w decyzjach "władzy", zmianach regulacji zapisanych, interwencjach róznego rodzaju służb wprowadzających siłą zapisane prawa.
Jeżeli zmiany maja prowadzić do tego co było tylko wykonywanego przez innych ludzi to jest to typowy przejaw rewolucji, która prowadzi do upadku. Jak wszystkie dotychczasowe rewolucje.
Jest też inny świat. W dodatku ten świat ma się najlepiej ekonomicznie i kulturowo. Do wprowadzenia nowego sposobu pojmowania wędkarstwa, własnie w taki sposób, namawiam.
PS. I prodszę Cię, nie pokrzykuj na mnie WIELKIMI LITERAMI tylko włącz się w poszukiwanie sposobów zmian i w aktywizowanie elit, bo tego nam potrzeba najpierw.
Ryszard Siejakowski 24.11.04 13:18
Jurku, coś w tym jest, że większość doszukuje się ciemnej strony :o))). Ja to traktuję jako koniec przyzwolenia na tzw ściemnianie, którego już wszyscy mają serdecznie dość. Przykład szklanki do połowy pełnej czy w połowie pustej chyba nie jest najlepszy. Raczej kłania mi się przykład z dowcipu kabaretu Tey o traktorze i zepsutym kole. Mimo faktu, że zepsute jest tylko jedno koło a trzy są dobre, to traktor i tak nie pojedzie. Jurku, ja mogę przyjąć Twój punkt widzenia na te sprawy, mogę z nim polemizować, podpierając się mniej lub bardziej zasadnymi argumentami. Zastanawia mnie jedno, dlaczego z ta swoją argumentacją jesteś osamotniony? Dlaczego Twojego punktu widzenia, większość forumowiczów nie akceptuje? W moim odczuciu warto się nad tym zastanowić i wysnuć wnioski. Już dawno temu na tym FORUM pisałem, że racjonalizm nie polega na wypowiadaniu nawet najpiękniejszych słów i wsłuchiwanie się w nie przez oratora, ale na wsłuchiwaniu się przede wszystkim w to co inni mają do powiedzenia i wyciąganiu z tego wniosków, pozwalających skorygować swe przemyślenia. Błądzimy wszyscy ale sztuką jest popełniać tych błędów jak najmniej. Im szersze ciało opiniodawcze, tym wskaźnik popełnienia błędu obniża się. Całkowicie się z Tobą zgadzam, że przywódca nie musi mieć umocowania we władzy. Taki przywódca musi jednak posiadać charyzmę. Musi swoimi cechami charakteru, umysłu i jasno sprecyzowanym realnym celem, pociągnąć za sobą inne osoby. Piszesz, że rewolucja prowadzi do upadku. Nie zawsze. Rewolucja francuska jest tego zaprzeczeniem. Zryw rewolucyjny prowadzi do upadku wtedy, gdy przywódcy tejże rewolucji nie maja nic więcej do zaoferowania poza walką, nie ważne z kim, nie ważne po co, istotne jest tylko to aby walczyć. To oczywiście wynika z niedostatków umysłowych rewolucjonisty. Odrzucam taki model jako całkowicie nieprzydatny w naszym przypadku. Zgadzam się również z Twoim stwierdzeniem, że są wzorce właściwej działalności na szczeblu Okręgów, które należy w trybie pilnym wdrożyć na terenie całego kraju, uwzględniając pewne subtelne różnice. I tu podstawowe pytanie. Kto jest odpowiedzialnym, za te mechanizmy?. Ja twierdzę, że ZG. Tylko znów jakimś dziwnym trafem, ze Statutu wyparowały zapisy, o takiej roli ZG. Praktycznie ZG jest tworem o charakterze reprezentacyjno-ustawodawczym, bez odpowiedzialności za Związek będący swoistą federacją podmiotów prawnych jakimi są Okręgi. Kuriozalnym jest, że w stosunku do zadań wynikających z poprzednich zapisów statutowych, diametralnie zmniejszył się zakres obowiązków ZG, natomiast liczebność tego ciała pozostała niezmieniona. Narzuca się pytanie. Dlaczego i w jakim celu? Pytań jest zresztą wiele i celowym wydaje się je zadawać, aby polemika prowadziła do rozwiania tych wątpliwości, a w efekcie końcowym, dokonanie wszystkich niezbędnych zmian w Statucie, prowadzących do uzdrowienia sytuacji w całym stowarzyszeniu.
Jurek Kowalski 24.11.04 13:54
Dobrze, że przytoczyłęś przykład z traktorem Czy z powodu braku koła ten traktor nadaje się na złom? A może po włożeniu pracy w jego naprawę pojedzie?
Nie czuję się osamotniony. Nie uważam też żeby punkt widzenia nie była akceptowany przez "forumowiczów". To chyba znów rozróżnienie między pesymistą a optymistą.
Rzeczywiście przywódców nie mamy zbyt wielu. Zwłaszcza przywódców prowadzących do działania.
Jakie efekty ma mieć rozdrapywanie ran? Jaki wpływ na zmiany w statucie, czego sie uparcie trzymasz? Pzpier nie zaczaruje rzeczywistości.
odpowiedz najpierw na pytanie kto miały ten statut zmieniać?
ZG, który posądzasz o największe bezeceństwa? W imię czego?
Zrób to sam. Jeżeli wiesz jak? Daj propozycje konkretnych działań.
Ryszard Siejakowski 24.11.04 15:31
Jurku, zapewne zapomniałeś przez nieuwagę, że dwa dni temu /a moze jeden :o)))/, napisałem, Statut nie jest jedynym remedium na zmianę tego co jest złe. Jest tylko jednym z elementów, który powinien prowadzić do takich zmian. Ewolucja też nie gwarantuje pozytywnych zmian i ma jedną podstatwową wadę. Trwa długo a wynik zawsze jest niepewny. Wszystko zależy od tego w jakim kierunku te zmiany będą ewoluowały. Póki co ewolują w niektórych obszarach raczej niezgodnie z oczekiwaniami. Nie oczekuję też, że zmiany jakie ja proponuję to jedyny słuszny kierunek. Byłaby to bufonada z mej strony i kreowanie się na jedynego nieomylnego. Jestem daleki od takich stwierdzeń. Nie rozdrapuje też ran jak to stwierdziłeś, lecz raczej stawiam diagnozę stanu chorobowego, poddając pod rozwagę właściwy /moim zdaniem/ kierunek dalszego leczenia. Konsylium może go zaakceptować lub wprowadzić modyfikację. Po to zresztą jest między innymi ta polemika. Moje główne zastrzeżenia do ZG to przede wszystkim jego bierność i pokutujące w tym organie poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Od rozliczania z tzw bezeceństw jest Komisja Rewizyjna. Wracając do przykładu z traktorem, to zapewne naprawa tego narzędzia może być opłacalna, lecz zależy od tego jakie części się do niego wmontuje. Jeśli używane lub podróbki, to żaden serwis nie da na tą naprawę gwarancji lub co najwyżej krótkoterminową. Czy w obecnej sytuacji stać nas na prowizorkę? I jest to pytanie do mnie, do Ciebie i do tych, którzy się włączyli do tej polemiki. Odpowiem Ci, dlaczego kładę taki nacisk w swych wypowiedziach na zapisy statutowe. Statut to jest konstytucja stowarzyszenia, określająca jego cele, metody ich realizacji oraz niezbędne narzędzia. Każde państwo opiera swój byt o konstytucję. Zwiazek też musi iść tą drogą.
Jurek Kowalski 24.11.04 15:42
Natomiast chciałbym żebyś rozważył co jest źródłem sensownych praw. Czy to prawo jest zapisem obyczaju czy też obyczaj efektem zapisów prawa. Które prawo jest skuteczniejsze - to pierwsze czy to drugie. Wdrożenie ktorego prawa jest tańsze i szybsze?
Zgadzam się, że statut to konstytucja stowarzyszenia. Powtórzę natomiast po raz któryś - żeby zmienić statut trzeba mieć do tego siłę i miejsce w strukturach. Tego statutu nie zmieni żaden Bóg Ojciec tylko Zjazd Krajowy. Zapewne też Zjazd nadzwyczajny czyli zwołany w celu właśnie zmiany statutu. I to złożony z ludzi Nowego PZW. Innej drogi nie ma.
Na statut przyjdzie czas kiedy organizacja dojdzie do ładu z samą sobą. Organizacja czyli my wszyscy, a nie zarządy czy działacze.
Ryszard Siejakowski 24.11.04 15:53
Jurku, ja wałkuje ten temat nie dlatego aby go wałkować. Zbliża sie czas wyborów delegatów na Zjazd Krajowy. Chciałbym aby delegaci tzw nowej fali jechali na ten zjazd z określonym celem, do którego zaliczam i zmiany statutowe. Ten zjazd może być przełomowy a nie odklepaniem tematu i zostawienia spraw na bliżej nieokreślony termin. Jeśli rozmawiamy poważnie to właśnie w trakcie zjazdu powinny te zmiany nastąpić, gdyż zjazd jest władny takie sprawy przeforsować w drodze Uchwały. Ja mam tylko nadzieję, że poza tymi kilkoma osobami polemizującymi na tym FORUM, nasze przemyślenia czytają też inni i potrafią z tej dyskusji wyciągnąć racjonalne wnioski. I tak traktuję ta naszą wymianę poglądów.
Jurek Kowalski 24.11.04 16:37
Rozumiem Cię ale tutaj, mając doświadczenie organizacyjne, jestem innego zdania. Poprawianie Statutu podczas tego zjazdu jest, moim zdaniem, wkładaniem dwóch grzybów do barszczu. Statut trzeba dobrze przygotować i do tego celu lepiej nadaje sie zjazd nadzwyczajny zwołany specjalnie w tym celu. Na zwykłym zjeździe można wprowadzać sensownie kosmetyczne poprawki do statutu.
Nie jest, moim zdaniem, rozsądne rozdrabnianie wysiłków na kilka kierunków. Bo statut można zmienić na zjeździe nadzwyczajnym tylko pod warunkiem, że ma się większość głosów. Na zjazd można przyjść z pewnymi koncepcjami, które potem przekłada się na konkretne zapisy, spójne z innymi. Praca nad statutem to nie robota na forum internetowe. To skrupulatne formułowanie zapisów żeby jak najlepiej wyrazić pożadane treści. Tylko te treści najpierw trzeba mieć. Pisanie z wiarą, że zapisy zmienią, zaczarują rzeczywistość może być pisaniem dla pisania. Od tego ani drgnie ten rzeczywisty beton populizmu w naszym wędkarstwie.
Mnie przyświeca cel w postaci wypracowania metod działania wzorowanych na tych, którzy osiagnęli sukces. I upowszechnienie ich mimo, a może wbrew, a może zgodnie ze Statutem obecnym żeby móc go poprawić, poprawiając wcześniej samą organizację.
Sławek Rybicki 24.11.04 14:06
Tu nie chodzi o rozdrapywanie ran ino o usunięcie rakowatej narośli. Najlepiej operacyjnie bo naświetlanie (sytuacji) ani bombardowanie (listami) jej nie zlikwidowało.
ZG ma tylko dumną nazwę i zero sukcesów po swojej stronie (myślę o pozytywach dla wędkarstwa w polsce a nie o obronie stołków). Niestety oni sami dobrowolnie pola nie oddadzą. Złudna też wydaje mi się wiara w okręgi i ich nomenklaturową dyrekcję. Pozostawienie ich w obecnym kształcie oznacza przechowalnię dla odpadów z ZG.
Pojedyńcze, samomorządne koło liczy tylko na siebie a nie na pozostałe trzy :))). I to jest włąśnie podstawa gospodarki - licz na siebie nie na innych
Jurek Kowalski 24.11.04 14:27
Podstawą działania jest dobra współpraca i zdrowa konkurencja.
Biadoleniem, naświetlaniem, domaganiem się nie da się niczego zmienić.
Trzeba działania i "brania swoich spraw w swoje ręce".
I dobre rozeznanie w tym o czym sie dyskutuje ;-)). Rzeczywiście, chwała Ryszardowi za to, że dzięki jego uporowi może więcej ludzi poznało statut organizacji, do której należą. Ilepiej zna struktury organizacji. Będzie łatwiej.
A Okręgi to reprezentacje, miejsce współpracy kół. Pod warunkiem, że koła chcą z tego skorzystać.
Dariusz Żbikowski 24.11.04 11:01
Nie urażaj się bo nie masz o co :), jeśli gdzieś Cię "dotknąłem" to przepraszam. Mnie też zależy aby coś drgnęło. Różnimy się tylko w poglądach o tym, jak do tego doprowadzić.
Życie samo pokaże kto z nas ma rację, co do założeń podstawowych.
Dla dalszej, rozsądnej dyskusji, faktycznie będzie lepiej jeśli przyjmę, że Twe założenia są właściwe.
Co zatem doraźnie zmieniać prócz statutu i mentalności?
Moim zdaniem (pozwolę sobie jednak napisać dużymi) ... WYMAGANIA.
Jeśli w wyniku tej dyskusji udałoby nam się np. zdefiniować listę, powiedzmy 10 punktów, których realizacji powinien domagać sie każdy wędkarz w swym kole, okręgu itd., to udałoby się może stworzyć pewien wzorzec. Jak sam piszesz, to co dzieje się w internecie często przenoszone jest wprost na stoły obrad. Postarajmy się zatem może stworzyć taki elementarz. Niech każdy, z tych co pójdą na wybory, wie czego winien się domagać, jak powinien pomagać, i jak powinien rozliczyć swe władze.
Zacznę może go sam. Na dobry początek trzy punkty, które uważam za najwazniejsze :)))
1. Domagam się pełnego dostępu do wszystkich informacji (niezależnie od kosztów i niezbędnego nakładu pracy na ich upublicznienie)
2. Domagam się zmiany trybu przyjmowania członków i stawianych im wymagań
3. Wpisania do statutu, że każde złamanie wędkarskiego prawa musi skutkować adekwatna karą (jaką - to ustalmy).
..... (ZAPRASZAM WSZYSTKICH DO BUDOWY DALSZEJ CZEŚCI TEJ LISTY)
Dariusz Żbikowski 24.11.04 12:17
OK, zaraz zmajstruję kolejny "artykuł". Będzie w nim już tylko ten wątek
Tomasz Statek 23.11.04 18:13
Przepraszam bardzo, bo na tym forum nie powinniśmy tykać polityki, ale nie mogę darować sobie przytyku. Piętnaście lat temu to my chyba w dwóch różnych Polskach mieszkaliśmy, bo ja pamiętam doskonale ustalenia Okrągłego Stołu, Sejm kontraktowy i inne. Jeśli ktoś nazywa to "rewolucją", to chyba cechuje go refleks ślimaka...:)! A dzikie prywatyzacje, korupcja, niejasne powiązania kapitałowe? Przyjrzyj się proszę, która to formacja najlepiej wyszła na tych zjawiskach? Czy aby nie ta wywodząca się z poprzedniego układu? Jak mi powiesz, że nie, to poradzę wizytę u lekarza w celu sprawdzenia działania błędnika, bo chyba stron (lewej i prawej)nie rozróżniasz.
Prawda jest taka, że czas PZW w takiej formule, jaką mamy, minął dawno temu. Wielu ludzi to zauważyło, tylko samo PZW jakoś nie. No, ale zdziwiłbym się, gdyby ktoś po pół wieku "owocnej" pracy powiedział: Odchodzę, bo się nie sprawdzam! Tym bardziej, że PZW wciąż może liczyć na znaczne poparcie "dołów". Jest bowiem organizacją wygodną dla "leniwców", na których nakłada jeden tylko obowiązek - wnieść na czas opłaty. Płacisz półtorej stówy i jesteś członkiem pełną gębą. Przykra sprawa, ale na zebraniach głos "leniwców" jest tak samo ważny, jak głos "pracusiów", którzy dla Sprawy gotowi są poświęcić dużo więcej niż tylko kasę na składkę. A ponieważ oszczędność energii jest naturalną cechą wszystkich organizmów żywych na tej planecie, więc "pracusie" znajdują się w znacznej mniejszości. I w ten sposób każda inicjatywa wymagająca zwiększenia wysiłku od statystycznego wędkarza przepadnie w każdym głosowaniu.
Piętnaście lat czekamy na zmiany, które nie tyle będą satysfakcjonujące wędkarzy (najbardziej by wszystkich usatysfakcjonowało, gdyby karta była za darmo), ale które pozwolą wykorzystać w dobry sposób potencjał wynikający z posiadania 600.000 członków. O, pardon - najpierw było ich blisko milion, później 800.000... Co roku zgłaszane są te same bolączki i problemy dotyczące ochrony i zagospodarowania wód. I jak grochem o ścianę. Ile jeszcze mamy czekać?
Jest takie przysłowie, że kropla drąży skałę. Zapewniam, że dynamit robi to skuteczniej!
Jeszcze jedno - zachęcasz do tworzenia lokalnych inicjatyw, organizowania się wędkarzy, przejawiania "najlepszych wzorców, które tworzą liczni Koledzy w wielu miejscach kraju". A jaką dasz gwarancję, że nie dostaną po paluszkach od Związku, jak MOI liczni koledzy w wielu miejscach kraju?
Jurek Kowalski 24.11.04 10:46
Rewolucja była i to polegająca właśnie na zamianie stołków. To, że nie lała się krew - nie zawsze musi, na szczęście.
Naopisałem właśnie o tym, że w przypadku rewolucyjnych zmian wszystko wymyka się spod kontroli. Nie są kierowane. Stąd najlepiej na tym "wychodzą" ci, którzy cynicznie wykorzystują zamęt. I sa do tego dobrze przygotowani.
Ja nie chcę tego samego w wędkarstiwe i dlatego chciałbym żebyśmy najpierw przygotowali się, jak najwięcej ludzi wymienili na wszystkich szczeblach, a potem wporowadzali zmiany bardziej radykalne.
Co do PZW - napisałes to, co wyraża większość z nas, a co dosadnie pokazuje naszą nieumiejetność zrzeszania się. Postrzegamy PZW (i inne struktury) jako organizację "działaczy". Do PZW idzie się jak do sklepu. Stowarzyszenie jest organizacją członków. Tylko cui członkowie musza sobie z tego zdawac sprawę i poważnie do tego podchodzić.
Głos "leniwców" jest zalezny od tego jak "pracusie" go ukształtują.
Wybacz, ale cokolwiek myśleć o sposobie i skuteczności działania obecnych władz PZW to oni na to co maja musza sie napracować :-)).
Zachęcam do nasladowania tych, którzy wykazują inicjatywe, a do tego robią to na tyle dobrze, że sami przejmują inicjatywę, a nie "dostają po paluszkach od Związku". Tak postępowali również moi koledzy. Nic na to nie poradzę. Uczmy się i na błedach, a nie powielajmy ich. Wykorzystujmy te sposoby, które okazały sie skuteczne.
Masz czas? 24.11.04 13:16
Czasami, aby zbudować coś nowego, wpierw trzeba zburzyć stare.
1. Jaką funkcję pełnisz w swoim kole?
2. Ilu członków koła znasz z widzenia, a ilu z nazwiska?
3. Ilu z nich aktywnie działa w strukturach PZW?
Podejrzewam, że liczby mówią same za siebie. Większość członków PZW to jego klienci - "płacę, więc mam prawo do..." Jedynie znikomy procent chce dołożyć coś od siebie do działalności Związku. W dodatku nie znamy się między sobą - jedyne okazje, by spotkać się w grupie to opłata karty (jeśli jest kolejka), zabrania koła (raz w roku, przy żenującej frekfencji) oraz zawody wędkarskie (opanowane od dawna przez jedną grupę wędkarzy).
Od kogo więc oczekujesz tych ewolucyjnych zmian?
Chcesz zmieniać podejście szeregowego członka do wędkarstwa? Przecież to będzie trwać pokolenia! Masz czas? Może tak, ale myślę, że nasze wody nie mają. Łowię ryby od piątego roku życia, czyli od 26 lat i jestem w stanie zaobserwować zmiany, jakie zaszły w tym czasie w ekosystemie wodnym. Widzę, jak drastycznie spada liczba ryb. A nie widzę większych zmian w podejściu wędkarzy do otaczającej nas przyrody. Nie widzę wzrostu świadomości dotyczącej roli człowieka (wędkarza) w ekosystemie. Bez tego nie posuniemy się o krok do przodu.
Wyklarowała się pewna grupa wędkarzy o wyższym od przeciętnej poziomie świadomości. Mogą oni stanowić pewien zaczyn pod budowę "nowego" wędkarstwa. masz jakiś pomysł na to, jak "wywindować" ich na związkowe wyżyny? Biorąc dodatkowo pod uwagę fakt, że trzeba będzie przeskakiwać kłody rzucane co i rusz pod nogi...
Cieszy mnie ta dyskusja. RO jest jedynym forum, na którym można wymienić się poglądami i spojrzeć na wędkarstwo oczami innych. Mam nadzieję, że te burze mózgów dadzą plon. Oby jak najszybciej.
Jurek Kowalski 24.11.04 14:08
To dobre pytania. Myślę, że do wszystkich. Szkoda, że anonimowe ;-)
Nie zawsze trzeba burzyć żeby odbudować.
A znamy sie między soba. Z wyjątkiem tych, którzy wędkują wyłacznie samotnie. Alwe o takich trudno. Każdy ma innych wokół siebie i z natury rzeczy na siebie wzajemnie oddziałujemy.
Łowię nieco dłużej :-) i też widzę i dlatego próbuję coś zrobić.
Właśnie o tę zmiane podejścia wędkarzy chodzi. O to również, że mamy środowiska, które robią pożyteczne rzeczy ale są "utopione" w środowisku o znanej nam wszystkim jakości. W tym działaniu waznym jest też to żeby nie zmarnować pracy, którą wielu z nas włożyło w porządkowanie wedkarstwa już. Od tych środowisk zaczyna sie zmiana podejścia do wędkarstwa. Szczególnie wśród ludzi młodych ;-)). W nich nadzieja.
Przeprowadziłeś dobre podsumowanie stanu obecnego. Tych mamy wiele. One sa najłatwiejsze. Na niej można wspólnie budować plan zmian. Raelny do woprowadzenia przez nas samych, a nie żadania w stosunku do innych.
Tomasz Statek 24.11.04 15:55
Sorry, w rubryczkę Autor omyłkowo wpisałem to, co miało być w Temacie. To pisałem ja, Statek Tomasz, trener trzeciej kategorii.....:-).
Ja wędkuję samotnie, co najwyżej z jednym z kilku kolegów. Nie jeżdżę z przypadkowymi ludźmi lecz zosobami prezentującymi zbliżony do mnie poziom etyki. Mam gwarancję, że nie przeżyję nerwówki z upominaniem towarzysza wyprawy.
Może w tym tkwi powód mojego pesymizmu? Może ja mam za mało kontaktu z innymi, podobnie myślącymi wędkarzami. Problem w tym, że pomiędzy "myśleć" a "robić" rozciąga się przepaść bez dna... Wielokrotnie przekonałem się bowiem, że ludzie mający usta pełne słodkich frazesów zachowują się gorzej niż zatwardziali kłusownicy.
Jurek Kowalski 24.11.04 16:46
Dzięki za ujawnienie się :-)).
Między "myśleć" a "robić" jest związek bezpośredni. Przepaść bywa między tymi a "mówić".
"Po uczynkach ich poznacie" - to znamienne słowa. Dlatego przytaczam przykłady działania, a nie mówienia. Choć i słowa mogą wiele zdziałać.
Warto spojrzeć szerzej. Wtedy widać, że jest "nas" wiecej.
PS. A pycha to grzech główny. "Nie sądźcie abyście nie byli sądzeni".
Tomasz Statek 24.11.04 17:29
Z tą pychą to pewnie wycieczka pod moim adresem, co? :-). Nie ma we mnie pychy, ponieważ zdaję sobie sprawę, że mój poziom zachowań, zwany umownie "etyką", nie jest najwyższy w porównaniu z ekstremą, np.: no-killowcami. A i owszem, rybkę czasem wezmę i podaruję rodzicom, co z kolei było nie w smak niektórym wędkarzom, w towarzystwie których bywałem na rybach.
"Etyka" - tak uważam - stoi u mnie na przyzwoitym poziomie. Nigdy nie biorę ryb niewymiarowych lub objętych okresem ochronnym. Unikam łowienia w okresie tarła, żeby nie przeszkadzać nawet rybom nie objętym w tym czasie ochroną. Łowię metodami dozwolonymi i nie przesadzając z ilością wędzisk. Zawsze sprzątam łowisko po sobie i po swoich poprzednikach - niestety. Staram się, aby moja wizyta na łowisku zostawiała najmniej śladów w lokalnym ekosystemie. Czy to dużo? A i tak niewielu znam wędkarzy stojących na tym samym poziomie.
Wielkim smutkiem napawa mnie fakt, że z "mojej" główki na Wiśle co tydzień (w sezonie) zbieram 120 litrowy worek śmieci. Nie mam wątpliwości, kto je zostawia - torby po zanęcie, pudełka z robaków, puszki po konserwach, butelki i puszki po alkoholach wszelkiego rodzaju! Możesz sobie pisać w Regulaminie i Statucie co się żywnie podoba, a ja na tej główce (i w wielu innych miejscach) będę znajdował łebki po 10 cm płotkach i szczupaczkach, którym nie dane było osiągnąć wymiaru.
Znam pięciu ludzi, którzy przestrzegają "moich" zasad i ze trzech mających swój kodeks surowszy. Moje koło liczy 2 tys. członków. Ta ósemka, dla której mam szacunek, ujawniła się w ciągu ostatnich 10 lat. Ile czasu będzie trwała przemiana pozostałych?
P.S. Ze związkiem pomiędzy "myśleć" a "robić" masz oczywiście rację. O czym innym "myślałem", a co innego "zrobiłem"...:-)
Jurek Kowalski 24.11.04 17:44
Pewnie, że pod Twoim :-))
Nie wątpię, że jestes przyzwoitym wedkarzem. Może Cię to zdziwi ale wcale nie uważam "no kill" za najbardziej "etyczne" wedkarstwo. Co innego zrównoważona eksploatacja wody, a czym innym ideologiczne niezabijanie ryb w ogóle. W imie takie ortodoksji można być bardzo "na bakier" z etyką.
Często dostrzegam większą wrażliwość wobec zwierząt i roślin niż wobec ludzi. "Wrażliwcy" trzęsący się nad zwierzętami spotrafią wykazywać niezwykła agresje w stosunku do ludzi i brak umiejętnoścui tworzenia więzi społecznych. Nierzadko stosunek do zwierząt wynika też z potrzeby dominacji. Posiadania kogoś "pod sobą", zależnego.
Bo etyczne jest to co odnosi sie do stosunków z innymi ludźmi i wpływania na innych ludzi. Np. to, że ktoś śmieci nad wodą jest nieetyczne bo zaburza możliwość pełnego korzystania z natury przez innych ludzi. Ale to już temat na inną dyskusję.
Natomiast wracając do pychy - przypomnij sobie przypowieśc biblijną o faryzeuszu i celniku.
"Panie, dziękuję Ci, żeś mnie nie stworzył takim jak ten celnik".
To najlepsza ilustracja pychy. Przeciwieństwem jej jest pokora, która pozwala rozumieć i szanować ludzi, a nie oceniać ich. Pokora wcale nie oznacza słabości tylko, wbrew pozorom, siłę. Przy tym pozbawia agresji i daje trzeźwy osąd. Myślę, że tak patrząc znalazłbyś wśród tych 2 000 Twoich kolegów wielu wartościowych ludzi. Na razie ich nie znasz.
Według niektórych danych powinno ich być choć 5% :-)). Czyli przynajmniej około setki.
Tomasz Statek 24.11.04 19:26
Tak, nie zawsze byłem aniołkiem...;-). Robiłem w swoim wędkarskim życiu różne rzeczy, których się wstydzę. Wyrosłem jednak z tego wraz z wyrośnięciem z trądziku młodzieńczego. I z tego powodu nie mam złudzeń, że jeśli ktoś po 30 latach wędkowania robi głupoty na poziomie siedmioletniego dziecka (ten wątek już przewinął się przez dyskusję), to już się nie zmieni. Pewne przyzwyczajenia nie dają się wykorzenić.
Nie powiedziałem, że wśród 2000 stanowimy ósemkę sprawiedliwych. Powiedziałem, że tylu ich znam. Setki jednak raczej nie uskładam, sądząc po zniszczeniach, jakie widzę nad wodami.
Nie mogę zgodzić się, że "etyka" odnosi się wyłącznie do stosunków z innymi ludźmi. Palenie kota oblanego benzyną jest etyczne?
Łączę wyrazy szacunku (pomimo odmiennych nieco poglądów)
Jurek Kowalski 25.11.04 09:49
Nie twierdzę, że wszyscy wedkarze sa "aniołkami", natomiast siedmioletnie dzieci dają się wychowywać. Jeżeli maja dobrych wychowawców. Jeżeli zaś ci odwracają sie plecami to skąd ma zstąpić oświecenie na tych infantylnych? :-))
Palenie kota wzbudza oburzenie dopiero od czasu zmiany stosunku do ludzi. Kiedyś ludzi palono na stosach, łamano kołem, nabijano na pal. Myslisz, że wówczas byli jacyś "obrońcy praw zwierząt"? Stosunek do zwierząt i promowanie bez mała uosobienia zwierząt jest metodą na zmniejszanie agresji wśród ludzi i wobec ludzi wzajemnie. Przyticzone przez Ciebie palenie kota jest przejawem skrajnej agresji, która może skierować sie przeciw ludziom. I zapewne kieruje się. Takie okrucieństwo musi mieć swoje przyczyny. A do tego już dawno mówiono "Od rzemyczka do koniczka". Pamiętam z dzieciństwa wywód o "złej drodze" od wyrywania skrzydeł muchom do działania przestępczego.
Troska o zwierzęta jest też efektem samotności człowieka.
Kiedys moje dziecko wróciło z brytyjskiej szkoły zdumione. Było jedynym, które na prośbę narysowania rodziny narysowało siebie, rodzeństwo, rodziców i dziadków. Jej koleżanki i koledzy jako rodzinę rysowali psa i kota, rodzeństwo, rzadziej mamę, prawie nigdy ojca, a już zupełnie nigdy dziadków. Były to siedmioletnie dzieci z "klasy średniej". Te same dzieci beznamiętnie dyskutowały na przerwie pytając mimochodem czy ten pan w domu to jest tato czy nowy "boyfriend" mamy itp.
Dlatego jestem konserwatystą.
Tomasz Statek 25.11.04 10:54
Zdaje mi się, że nie ma pan w domu zwierzaczka. Po piętnastu latach pies (kot) staje się członkiem rodziny. A miałem kiedyś dwudziestotrzylenią sukę. Taki pies traktowany jest na równi z innymi domownikami, co mogą potwierdzić wszyscy mający w domu czworonoga.
Palenie na stosach i tym podobne przyjemności odeszły w zapomnienie (przynajmniej w kręgu naszej kultury) wraz ze zmianami świadomości dotyczącej wartości ludzkiego życia. Ale równolegle przebiegały zmiany dotyczące wartości ŻYCIA wogóle. Również zwierzęcego.
W dzisiejszych czasach można wyodrębnić dwa główne nurty w filozofii stusunków pomiędzy człowiekiem a inną istotą żywą.
Pierwsza zakłada, że wszystkie formy życia są tak samo ważne. Nie mogę się zgodzić z powodów oczywistych - schabowy jest mi zbyt bliski:-))). Druga, "gospodarska", zakłada, że życie innych istot jest wartościowe do czasu, gdy człowiek może czerpać z niego korzyści. Czyli stary koń idzie do rzeźni, a stary pies pod płot. Ryby mają wartość wyłącznie na patelni, zaś sikorki szlag może trafić co do jednej, bo pożytku z nich żadnego, a czasem nawet na kapelusz nasrają.
Widziałeś kiedyś, jak na wsi bije się świnię? Ja coś chyba za miękki jestem... Ale gdyby ktoś z nas zamieścił fotoreportaż przedstawiający traktowanie ryb w taki sposób, jak zarzynanego świniaka, to larum podniosłoby się pod niebiosa!
Siedmioletnie dziecko można nauczyć szacunku dla przyrody. Czterdziestoletniego chłopa o ekologicznej świadomości noworodka - już nie.
P.S. W czasach nabijania na pal, palenia żywcem, ćwiartowania, łamania kołem, wyłupywania oczu, obcinania kończyn i języków znalazł się przynajmniej jeden obrońca zwierząt. Świety Franciszek z Asyżu.
Jurek Kowalski 25.11.04 11:22
Natomiast źle sie dzieje kiedy zwierzaczek staje sie głównym bądź jedynym członkiem rodziny.
O tę zmiane wartości życia w ogóle chodzi. Tylko to "gospodarskie" podejście w sposób prymitywny odniosi sie tylko do bezpośrednio użytkowej wartości zwierząt (czy szerzej przyrody) - na tej zasadzie jeden argument o "czystej energii" powodował, i nadal powoduje szkody w środowisku. Natomiast to środowisko jest środowiskiem życia człowieka. Nie wytwory cywilizacji (choć one też) ale właśnie natura. Upraszczajac - nie najemy się "wirtualnym" schabowym (choć kiedyś próbowano to wdrożyć :-)). Tak więc przy dobrym zrozumieniu tych zależności sikorki nie powinny wyginąć, mimo, że srają na klapelusz.
Zasady zrównoważonego korzystania ze środowiska to jest współczesny nurt myślenia o relacjach w świecie, a to wszystko po to żeby zapewnić warunki środowiskowe dla rosnącej populacji ludzkiej. Jeszcze sto lat temu kiedy był nas ledwo miliard na tym "kawałku skały w kosmosie" każdy miał o wile wiecej miejsca wokół siebie niż teraz kiedy nas jest pięć czy szesć miliardów. A każdy przyczynia się do korzystania ze środowiska choćby spuszczając wodę w WC. Nie mówiąc już o "eksperymentatorach" niszczących populacje ryb nieprzemyślanymi zarybieniami.
Dlatego też jestem zwolennikiem przemyślanego C&R, stosowanego do wybranych, najbardziej wartościowych części populacji (czasem do ich całości), a nie jestem zwolennikiem bezwzględnego, ideologicznego "no kill".
Każdego można nauczyć szacunku do przyrody przez uczenie szacunku do siebie samego. O to drugie łatwiej. Uświadomienie, że to "bije" zwrotnie w nas samych wielu ułatwia metamorfozę, uwalnia te uspione siły osobowości. Nie ma się co zniechęcać, że nie dotrze to do 100% odbiorców. W końcu warto panmiętać "targi" nad Sodomą.
PS. "Biedaczyna z Asyżu" był miłośnikiem zwierząt na sposób dzisiejszych ideologów "ekologii". Róznił sie od nich tym, że ci ostatni są bez mała skłonni zabijać w imię ochrony żuczków. Tacy ludzie zawsze byli, można powiedzieć "wyprzedzał swoją epokę". Poza tym do dziś jego przesłania są ważne mimo upływu setek lat. Natomiast nie zmienia to obrazu śre4dniowiecza ani wieków późniejszych :-)). Tak jak istnienie buddyjskich mnichów czy hinduistów uznających jedność wszelkiego życia nie zmienia faktu, że kultury wschodu szanowałyy życie na sposób sobie właściwy.
Tomasz Statek 25.11.04 12:01
Jest nieźle. Doszliśmy do wspólnego wniosku, że "gospodarskie" podejście do przyrody (a więc i ryb) jest niewłaściwe.
Odejście od "gospodarskiego" sposobu myślenia jest uwarunkowane przez dwa czynniki:
1. wzrost świadomości
2. wzrost zamożności
Żeby docenić sikorki trzeba wiedzieć, że tępią szkodników masę. Ich wybicie grozi powieleniem skutków akcji przeciwko wróblom z epoki Mao Tse Tunga. Aby podnosić świadomość trzeba zapewnić warunki - i stąd wzrost zamożności (jak człowiek pada z głodu, to zeżre i orła bielika).
Do wzrostu zamożności nic nam. Są w tym kraju podobno mądrzejsi:-))))). Natomiast wzrost świadomości można przeprowadzić na drodze edukacji (czyli poprzez tłumaczenie, tłumaczenie, tłumaczenie...), bądź poprzez wprowadzenie systemu prawnego zniechęcającego do występku (czyli ogniem i mieczem). Sposób pierwszy, z zasady słuszniejszy, ma to do siebie, że trwa. A ja po raz kolejny z zatrwożeniem stwierdzam, że czasu nam brakuje. Sposób drugi może dać rezultaty natychmiast. Dzięki niemu otrzymamy więcej czasu na edukację.
Ale co zrobić, gdy "góra" nie wyraża chęci na takie kroki. Co więcej - nie wyraża zgody na jakiekolwiek kroki, które mogłyby poprawić sytuację, a które nie są zgodne z założonym przez "górę" postępowaniem.
Jurek Kowalski 25.11.04 12:14
Nie zostaje nic innego jak zostać "górą" :-)).
Skotro były dwa podejścia to to "gospodarskie" jest właściwym w moim rozumieniu tylko z szerokim rozumieniem korzyści i pożytków płynących z utrzymywania natury w stanie równowagi. Nie ograniczonym do odruchów i patrzenia na "koniec własnego nosa".
A tak poważnie - sa różne metody, nie tylko "ogniem i Mieciem", zależne może od poziomu zamożności (choć ja jestem zdania, że poziom zamożności zależy właśnie od metod czyli "baza jest zależna od nadbudowy", a nie "nadbudowa od bazy" - oj, namieszali nam w głowach ci MRX indoktrynatorzy, namieszali :-)) ), ale wykorzystujące do wpływania na ludzi metody o wiele bardziej subtelne niż pałka i krata. Nie myślę tu też o równie jak pałka prostym narzędziu w postaci grzywny.
Te metody są szybsze niż się wydaje. Na pewno zaś szybsze niż pozorny sukces wprowadzania porządku za pomocą metod policyjnych. To mamy teraz i co???
Na pewno zaś przynoszą bardziej trwałe efekty. I nie wymagaja wcale bycia "górą". Wymagają natomiast tworzenia więzi społecznych i normalnej struktury społecznej. To tak jak z tym "gospodarskim" podejściem do przyrody. Ono jest ważne tylko utylitarność trzeba rozumieć szerzej niz to się powszechnie robi.
Tomasz Statek 26.11.04 17:25
"Ogniem i mieczem" to właśnie dotkliwe karanie. Niech będzie nawet niezbyt wysokie, ale egzekwowalne.
Postanowiłem policzyć sobie, ile razy ktoś mnie kontrolował w ciągu 26 lat łowienia. Muszę przyznać, że myślałem długo i intensywnie. Doliczyłem się... 7 (słownie - siedem!). Wliczając w to ten jeden raz, gdy mijający mnie na Sole wędkarz zwrócił uwagę, że na tym odcinku wolno łowić tylko na przynęty sztuczne (spinningowałem odległościówką i stąd to nieporozumienie). W tym ani raz przez profesjonalistów (SSR za takich nie uważam). Średnio nad wodą jestem 40 razy w roku, więc kontrolowany byłem co 148,5 wyjazdu. No, po prostu rewelka!
Zakładając, że każdy złapany kłusownik po pierwszej kontroli doznaje "nawrócenia", jesteśmy bez szans. Kłusownicy rodziliby się częściej niż nawracali. (Tak, wiem, że większa radość z jednego nawróconego grzesznika, lecz darujmy sobie te biblijne wątki). To tak, jak z Chińczykami - gdyby wychodzili przez jedną bramę w Chińskim Murze Chiny nigdy by nie opustoszały, ponieważ i tak mnożyliby się szybciej.
Dotknąłeś jednej bardzo ważnej sprawy. Jest pewien problem z "górą". Prawdopodobnie problem ten dotyczy całej Polski i powoduje marazm w naszym Związku.
Żeby być "górą", trzeba mieć czas. Funkcje społeczne mają to do siebie, że zabierają czas a nie przynoszą profitów. "Normalni" ludzie, energiczni i w kwiecie wieku produkcyjnego po prostu nie dysponują takowym - pracują, mają rodziny... Prawdopodobnie stąd bierze się wysokie nasycenie "organów" ludźmi w wieku emerytalno - rentowym, ze znacznym procentem emerytów służb mundurowych. Bez urazy, ale jakoś brak im chyba nowych pomysłów. Ponownie bez urazy, ale średnia zesklerowacenia w "organach" znacznie przewyższa średnią krajową. A zgodnie z zasadą, że starego psa nowych sztuczek nie nauczysz... "Organa" - uogólniając - zbliżają się do wieku dinozaurzego. Jeszcze tylko jakieś dwa miliony lat i wymrą...:-)
Jurek Kowalski 26.11.04 17:49
Problem jest m.in. z "górą". Chociaż dziwi to, że ludzie spędzający na wędkarstwie swój wolny czas czyli to dobro, które im zostaje po wypełnieniu obowiązków spania, jedzenia i pracy, stwierdzają, że nie mają czasu aby o to dobro zadbać. Paradoks, nieprawdaż?
Są ludzie w "sile wieku" wcale nie emeryci mundurowi, i nie zramolali, którzy takim czasem dysponują. Nie znaczy to, że każdy ma być "górą" ale jest wśród nas wystarczająco wielu, którzy taką rolę mogliby pełnić. Już to jako wybrani przedstawiciele, już to jako pracownicy stowarzyszenia.
Na takich "układach" opierają się te środowiska, które z powodzeniem wprowadzają "nowe" do polskiego wędkarstwa.
Jest wielu ludzi zawodowo związanych i przygotowanych do pełnienia funkcji w wędkarstwie. Są sposoby i ludzie. Trzeba tylko chęci.
Natomiast nie widzę powodu dla którego ci, którzy nie mogą zaangażowac się na 100% zaangażowali się choć na 30%, choć na 20%, a wspierali tych w pełni zaangażowanych. Na końcu warto również zaangażować się choć w taki sposb żeby nie niweczyć pracy tych, którym sie chce i którzy mogą. A do tego wystarczy już tylko przyzwoicie wędkować aby nie powodowac szkód w środowisku i w rybach. To o czym piszę wyraziłem w artykułach o C&R jako umiejętności obchodzenia się z rybami i metodzie gospodarczej, opublikowanych na NaMuche.pl.
Z kontrolowaniem to inna sprawa. Za to trzeba zapłacić. Zapłaci za to budżet fundujący PSR i SSR jeżeli wędkarze będą przynosili korzyść wymierną regionowi. W tym przypadku również mieszkańcy wywrą presję na szkodników. Inaczej nie. Wartość socjoekonomiczna wędkarstwa to silny bodziec motywujący.
Inaczej będzie to jak oganianie się od much czy komarów.
To też ciężka praca ale sprzyja jej wyjście wędkarzy poza własne "getto" czyli współpraca z innymi instytucjami. Przykładem takich efektów jest program dla Słupi. W nim uczestniczą też gminy, Park Krajobrazowy itp. Do tego trzeba trochę zreformować myślenie o wędkarstwie jako wyłacznie łapaniu ryb. Trzeba powiązać to z dbaniem o środowisko i o innych ludzi, poza wędkarzami.
Jurek Kowalski 24.11.04 17:48
Pozwól jeszcze, że ten akapit, w którym piszesz o Regulaminie i Statucie zadedykuję komuś innemu.
Dariusz Żbikowski 24.11.04 18:23
W odpowiedzi na dedykację będe zatem ekstremalny.
Wpisujemy do statutu:
Członek, który naruszy w jakikolwiek sposób przyjęte zasady, przestaje być członkiem. (I traci prawo do uprawiania wędkarstwa - to może nieco trudniejsze ale myśliwi jakoś sobie z tym radzą)
Jurek Kowalski 25.11.04 09:53
Dedykacja nie była do Ciebie :-)).
Natomiast myślę, że wiele zasad łowieckich, które zapomniano w przypadku wędkarstwa, warto byłoby zaimplementować. Choćby po to żeby nie wyważać otwartych drzwi.
W końcu jesteśmy takimi samymi myśliwymi tylko uzywamy innej broni i działamy w innym środowisku. Może ta względna niedostępność i nieznajomość środowiska wodnego sprawia, że jest lekceważone.
Sławek Rybicki 23.11.04 14:00
Nigdy i nigdzie nie udało się zbudować czegokolwiek na złych fundamentach. To właśnie one rzutują na jakość przyszłej budowli. Propozycje Jerzego acz interesujące oparte są o jedno. Tym czymś jest pojedyńczy wędkarz który wg., jego koncepcji jednocząc się naprawi to co jest złe zostawiając tą samą (może nieco odnowioną) ale starą fasadę. I tu jest (moim zdaniem) pies pogrzebany. Liczenie na społeczność wędkarską ma (mniej więcej) takie same szanse powodzenia jak teoria o samoresocjalizacki bandytów. Pomijając fakt iż gdzie dwóch polaków tam trzy zdania to większość tzw. wędkarzy ma gdzieś statut (nawet go nie znają) a legitymacja wędkarska ma im tylko umożliwić bezkarne łupienie tego co pozostało.
Były kiedyś próby budowania "od góry" ale do dziś pozostały tylko próbami. Buduje się stawiając solidny fundament z dobrych i sprawdzonych materiałów.
PZW wali się nie od dziś. Wszystko co do tej pory zrobiono przypomina umalowanie nieboszczyka i wmawianie rodzinie i znajomym że jeszcze dycha. Łatanie dziur też nic nie daje a szansa na odmłodzenie przez nowych członków spada wraz z ilością ryb w wodach.
Moim zdaniem wszelkiej maści Centrale czyli pozostałości po dawnym systemie nadają sie tylko do wyrzucenia. Nie od dziś wiadomo że tylko zdecentralizowana gospodarka da szansę dobrym a wytłucze złych gospodarzy. Przy systemie centralnym tak samo jak w NFZ będziemy ciągle dopłacać do debilków wyławiających wszystko co się rusza.
Jak widać jestem za zdecentralizowaniem PZW i nadanie kołom pełnej samodzielności na swoim terenów. Na poziomie kół łatwo będzie wyłapać "czarne owce" a egzamin z gospodarowania władze koła będą co dzień zdawały przed swoimi członkami. Tam gdzie będą ryby będą i turyści wędkarscy, którzy zostawią swoje pieniądze tym którzy o wodę dbają.
Oczywiście, starzy nie oddadzą łatwo swoich stołków a zjazd to tylko okazja do większego mydlenia oczu
Odp: Rokosz
Jurek Kowalski 23.11.04 17:06
Dobrze zidentyfikowałeś fundament, na którym warto budować.
Natomiast naszym fundamentem nie będą na pewno "tamci" "wyntkarze", o których piszesz ale ci Wędkarze, których wszyscy znamy. oraz skupieni wokół nich im podobni.
Myślisz, że tam gdzie się "coś" udało są same anioły? Nie, po stokroć nie. Ale ci, którzy tam są umieli pokierować innymi, dać przykład, uwiarygodnić sie pozytecznym działaniem, a wcześniej zebrac sie w grupę aktywnych ludzi, mających jasne cele i znających sposoby dochodzenia do nich.
To są mechanizmy prowadzące do powodzenia całego przedsięwzięcia.
System zdecentralizowany (jaki, gospodarczo, teraz mamy w PZW - gospodarka jest w Okręgach, które sa Uprawnionymi do rybactwa - to one gromadzą środki, ustalaja składki na zagospodarowanie wód i decydują o prowadzeniu łowisk na swoim terenie, a nie ZG) nie wyklucza wspólnej reprezentacji, tak potrzebnej jeżeli jest skuteczna i silna. W końcu niejednokrotnie podnoszone sa głosy "Gdzie był ZG kiedy uchwalano prawo takie-to-a-takie". Więc trzeba silnego ZG, który będzie miał wpływ na proces legislacyjny w kraju, będzie jednocześnie, jednocząc wysiłki Okręgów, wytyczał kierunki rozwoju, płnił przywódczą rolę w polskim wedkarstwie, jednocześnie uczestnicząc w wymianie międzynarodowej w sposób aktywny i pożyteczny, a nie tytularny.
Pisałem, że takim "holdingiem" trudno zarządzać ale można i trzeba.
Sławek Rybicki 23.11.04 20:16
Nie sądzę aby potrzebny był ZG. To skostniała formuła zarządzania, która oparta nawet na najlepszych ludziach MUSI pójść w bok. Nam potrzeba reprezentacji a nie zarządu. To nie zarząd ma wytyczać kierunki ale samo życie i członkowie (ale myslę tu tylko o ludziach świadomych poświęceń, które są konieczne w odnawianiu wędkarstwa) je wskażą. Niech rolę przywódczą pełni to koło czy okręg który ma się czym pochwalić a nie pierdzistołki ze wspomnieniami świetnośći.
Jędrzej Maszewski 23.11.04 19:02
Silny ZG i silne ZO ,wspaniale,to właśnie powinno doprowadzić do rozpadu naszej ,,doskonałej '',jedynej i słusznej organizacji.Prędzej czy póżniej i tak to nastąpi,słychać to zresztą w wypowiedziach na forum RO,oby nastąpiło to jak najszybciej.Przedostatnie zdanie ,,Więc trzeba itd to prawie jak wczesny Gierek.Pozdr Andrzej
Odp: Doceńmy Pojedyńczego Wędkarza
Andrzej Trembaczowski 23.11.04 14:49
Jasne, że łatanie zardzewiałej karoserii jest niecelowe :))))), ale mniejsza o analogie. Co do konieczności zmian, nie ma co pisać - bo to oczywiste. Ważne co, i jak.
Na pewno żadne założenia czysto teoretyczne się nie sprawdzą, one są dobre tylko w teorii, czasem nawet i w teorii się nie sprawdzą, bo prowadzą donikąd. W praktyce potrzebne są RÓŻNE działania, z różnych stron. Życie samo je wymusza.
Masz rację, gospodarka zweryfikuje, i to ,co złe, się nie uchowa. Tak niewątpliwie będzie, kwestia kiedy? Oby wkrótce, bo szkoda zmarnowanych szans.
Gdzie leży środek ciężkości? Moim zdaniem nie w kołach, a w okręgach. Okręgi działają na większym obszarze, mają osobowość prawną i mają wszystko, co potrzeba, by prowadzić dobrą działalność nastawioną na rozwój wędkarstwa. Teraz mają/będą miały dzierżawy konkretnych wód. To od okręgów będzie zależało, na ile ta gospodarka okaże się sprawna. Mogą naprawdę zadbać o nasze wody.
A co ma do tego Statut i co może ten Pojedyńczy Wędkarz?
Może być tylko klientem, płacić za prawo do łowienia i tylko korzystać. Jak nie będzie zadowolony, to nie zapłaci, albo zapłaci gdzie indziej. To oczywiste. Nie jest to wiele, bo klient nie ma wpływu na wysokość opłat, ani na samo gospodarowanie. Musi się dostosować i tyle.
Może jednak więcej.
Jako członek Stowarzyszenia (Darek nazywa je spółdzielnią, ale mniejsza teraz o nazwę) może mieć wpływ uczestnicząc aktywnie, na poziomie swojego koła, albo okręgu. Tu musi działać zgodnie z obecnym statutem, ale to nie znaczy, że nic nie może! Mniejsza o takie czy inne sformułowania słowne, czy statut komuś zabroni krytykować, to co złe? Albo sugerować zmiany na lepsze? Albo w rozmaity sposób aktywnie uczestniczyć w pracach na rzecz łowisk?
Może też przejść przez całą tą machinę wyborczą i jako delegat coś zmieniać, albo próbować coś zmieniać.
Wiadomo, samemu, w pojedynkę nic nie osiągnie.
Ale czy musi działać w pojedynkę?!
Wspólne działania są trudne, nawet bardzo trudne, ale możliwe.
Aby się tylko nam chciało pokonywać te trudy.
Nie wypowiedziałem się na temat ZG. Jego rola może być ważna, jako reprezentanta interesów całego wędkarskiego środowiska i przy dobrej organizacji jego siła może być znaczna. I jest potrzeba takiego silnego reprezentanta wobec władz państwowych, samorządowych itd. Ale - najważniejsze - trzeba by ZG tą rolę czuł i chciał ją pełnić. Inaczej zostanie wyobcowany...
Robert Hamer 23.11.04 17:59
Kompletnie się nie zgadzam z Tobą Andrzeju co do roli ZO. Nie mogę znaleźć żadnych racjonalnych przesłanek do podtrzymywania istnienia tego ciała. Czarna dziura, czy raczej wędkarski fiskus, to najlepsze określenia. To tu marnotrawi się najwięcej pieniędzy i tu odbywa się wyrywanie sobie tłustych kasków z budżetu. Kto nie ma w ZO przedstawiciela, ma przegwizdane. Teorie, że ZO jednoczy koła, to bzdury. Jak będę miał coś do koła x to zadzwonię i pogadam rzeczowo i na temat. Ta sama sprawa załatwiana przez okręg trwa miesiące. Po cholerę mi ich błogosławieństwo? Pisałem wielokrotnie, że 90% korespondencji jaką dostaje z ZO to zawody. Pominę fakt durnego ściągania się w łowieniu ryb, niesyte kwoty jakie pochłania ta zabawa są przerażające. Nadanie osobowości prawnej ZO dało pole do popisu pseudo menadżerom. Utopili w ośrodkach zarybieniowych monstrualne kwoty. Tłumaczono, że prywatny nie wyhoduje brzany, świnki, czy nawet leszcza. Ja w tym roku wydałem z naszych pieniędzy 300 zł, bo nie ma czego kupić. Wszędzie tylko karpie. Teraz będę zasuwał 120 km aby kupi pstrąga żeby jakoś uratować tegoroczne zarybianie. Przychylam się do zdania, że koła z osobowością prawną użytkujące konkretne wody, wyzwolił by inicjatywę miejscowych wędkarzy. Nikt by się już nie oglądał na okręgi tylko zasuwał, aby mieć jak najlepsze łowisko. Każda złotówkę obrócono by kilka razy zanim została by wydana, a kilka par oczu patrzyło by czy ta złotówka nie wpadła komuś przypadkiem do kieszeni. Rozwiązał by się też problem przewinień wędkarskich. Jak ktoś by nie przestrzegał regulaminu łowiska, to dostawałby wpis do legitymacji informujący, że ma zakaz połowu ryb na naszym zbiorniku do dnia swojego zgonu. Niestety to tylko marzenia, za kilkadziesiąt dni zaczną się połowy pstrągów na naszym jeziorze i przyjdzie oglądać znane gęby zakapiorów chowających ryby za pas lub w leśnych krzakach. Na reprezentowanie PZW w Sądzie Grodzkim nie mam już ochoty. Beny Hill jest znacznie zabawniejszy a ława sądową mniej wygodna od mojego fotela.
Odp: Doceńmy Pojedyńcze Koło
Tomasz Statek 23.11.04 18:23
Brawo, Panie Robercie! Zgadzam się w całej rozciągłości. Tylko poprzez tworzenie małych jednostek o osobowości prawnej, dysponujących określonymi kwotami, gospodarzących na należących do nich wodach możemy poprawić ogólny obraz wędkarstwa. Zmiany Na Górze - jakie by nie były - nie zlikwidują marnotrawstwa i kolesiostwa!
Jurek Kowalski 23.11.04 18:08
Przepraszam Cię za komentarz do twojej wypowiedzi kierowanej do Andrzeja.
Dyskutowaliśmy już wcześniej na te tematy.
Andrzej napisał o roli ZO. Roli, którą niejeden Zo wypełnia dobrze. Jeżeli Twój wypełnia ją źle to jedyną drogą jest doprowadzenie do jego zmiany. O tym cały czas mówimy.
Zarząd Okręgu to nie "dopust boży", to ciało przedstawicielskie wybierane przez delegatów z kół. Czy takiego zarządu chcą? A może tak? A jeżeli nie - to droga otwarta.
To, że wybierający są słabo zainteresowani nie oznacza, że struktura jest zła. Jeżeli trzeba przykładów to są okręgi, ich zarządy i biura, które działaja dobrze. Warto tam "zasięgnąć języka".
Robert Hamer 23.11.04 19:50
Jurku, czytam z uwaga Twoje wypowiedzi i masz wiele racji. Pozwolę sobie nawet cytować niektóre z Twoich wypowiedzi na najbliższym walnym w moim kole. Dostarczyłeś mi dodatkowy bat na ludzi którzy za naszą pacę, dającą niekwestionowane efekty, wylewają na nas kubły pomyj. Niestety nie ze wszystkim do końca się zgadzamy. Ja bardziej wierze w starą poczciwą psychologię. Jeśli pomiędzy kołem a ZO, czy ZG, panowały by stosunki podobne do tych panujących w narzeczeństwie, to obydwu stronom by zależał na utrzymaniu tego związku. Niestety struktura PZW przypomina mi raczej stare wypalone małżeństwo w którym jedno straciło pracę a drugie wykorzystało przewagę ekonomiczną i zdominowało związek narzucając swoją wolę. Drugiej stronie nie pozostaje nic innego jak popyskować sobie kiedy megiera nie słyszy. Mało kto wierzy, że taki związek da się naprawić. Stronie gnębionej nie pozostaje nic innego jak liczyć na szczęcie w Totolotku. Podejrzewam, że koło z własnym budżetem o którym decyduje w 100%, zachowało by się podobnie w stosunku do ZO, jak mąż ze znanego dowcipu. Oznajmił on małżonce o wielkiej wygranej i polecił jej aby się pakować. Kiedy ta spytała z nadzieję, „Wyjeżdżamy?” on odparł, „ nie – spadasz”, (wersja oryginalna jest bardziej dosadna). Również pozdrawiam serdecznie.
Jurek Kowalski 24.11.04 14:12
Tak mając wiele racji mawiali starzy Polacy, czerpiąc z doświadczenia pokoleń. A może da się przełamać konflikty? Z pożytkiem dla wędkarstwa?
Postaraj się. Ty masz najlepszą pozycję wyjściową.
Sławek Rybicki 23.11.04 15:10
Andrzeju ! Nie okręg a pasjonaci stworzyli TPP i tym podobne. Okręg i ZG chętnie ich wystawia na widok publiczny by zlizywać śmietankę.
Okręg jest duży, zbyt duży by mógł być sprawny. To kolos na glinianych nogach który zajmuje się papierem a nie ekosystemem.
Jedyna rzecz do czego mógłby być przydatny zjazd delagatów kół to wspólny komunikat - generujemy tyle a tyle do kasy państwowej z podatków za dzierżawę wód i sprzedaży licencji wędkarskich. Jak sądy, policja i prokuratura nie zaczną poważnie traktować kradzieży naszego mienia zakończymy działalność
Ryszard Siejakowski 23.11.04 14:43
Sławku, podsumowałeś zgrabnie to wszystko co ja starałem się przekazać w swoich postach. Mam swoją małą satysfakcję, że ruszając bardzo niewdzięczny temat jakim jest Statut stowarzyszenia, udało mi się chociaż w minimalnym zakresie sprowokować forumowiczów do wczytania się w niektóre zapisy tego aktu. Masz rację, że znajomość tych zapisów jest minimalna co znacząco przeszkadza w prowadzeniu rzeczowej polemiki i powoduje powstawanie wielu nieporozumień. Moje credo jest takie. Nie można dokonywać zmian cząstkowych, gdyż nie dają gwarancji skutecznych zmian. Klasycznym przykładem są nieustanne modyfikacje Statutu, wymuszone zarówno wymogami formalnymi jak i działaniami pozornymi. Od dnia przełomu, czyli od 1989 roku "glajchujemy" Statut i ciagle praktycznie pozostajemy w tym samym miejscu. Staraciliśmy 15 lat na działania pozorne, ku niezadowoleniu mas i satysfakcji decydentów. To własnie decydenci okopują się w okopach obronnych aby zmiany miały li tylko charakter kosmetyczny a nie przełomowy. Na szczęście są enklawy związkowe, gdzie proces myślenia poszedł dalej niż w centrali. Niby dużo a jednak niewiele jeśli idzie o skalę zmian jakie muszą nastąpić. Ciemnego obrazu całego Związku nie przysłonią jaskółki z Krosna, Lublina czy Słupska. Dobrze, że są i szkoda jednocześnie, że są tak marginalne odnosząc to do skali całego kraju. Wielkoposka, Śląsk i wiele innych regionów ciągle tkwią w latach minionych. I nie pomogą tu pseudo podmioty prawne, jakimi są Okręgi co widać jak na dłoni. Jeśli dobre i sprawdzone w działaniu wzorce nie znalazły swego przełożenia na cały Związek to oznacza to, że model organizacyjny jest wadliwy a organ koordynacyjny nie działa poprawnie. A jeśli tak, to jest niepotrzebny. Można zadać pytanie jakie są przesłanki za tym aby utrzymywać taki twór jakim jest ZG PZW? Według mnie są dwie. Pierwsza to taka, że jest wpisany do Statutu i druga, że członkowie tego organu są żywotnie zainteresowani tym aby nadal istniał :o))). Odrzucając tą drugą, jako przejaw patologii, należy sie głęboko zastanowić jakie są możliwe zmiany zapisów statutowych, aby umiejscowienie organu koordynacyjnego było właściwe i zgodne z interesem stowarzyszenia a nie grup koteryjnych. I tu moim zdaniem jest szerokie pole do polemiki, rzeczowej, konstrukcyjnej i zgodnej z literą prawa.
Odp: Rewolucji!!!...
Tomasz Statek 23.11.04 16:03
Pozwolę sobie wtrącić trzy grosze do dyskusji...
Podczas przemian ustrojowych, jakie miały miejsce 15 lat temu w naszym kraju postawiono na transformację przebiegającą na drodze ewolucji, tj.: powolnych przemian powodowanych zmianą czynników zewnętrznych (wprowadzenie wolnego rynku, swoboda podróżowania, "zalegalizowanie" własności prywatnej itp.). Jak się okazało metoda ta pozwoliła uniknąć wielkich napięć społecznych, jednak pewne dziedziny życia pozostały bastionami dawnej nomenklatury, przygotowywanej przez pół wieku do pełnienia funkcji kierowniczych w szeroko pojętym aparacie władzy. Nomenklatura ta dysponowała bowiem doświadczeniem, którego brakowało rwącym się do władzy "nowym". Spójrzcie tylko na wszelkie formy spółdzielczości - większość tzw.: działaczy maszerowało w pierwszych rzędach na defiladach z okazji Rocznicy Wybuchu Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej, niosąc czerwone szturmówki i wznosząc okrzyki ku czci Wodzów. Gwarancją ich przetrwania jest utrzymanie dotychczasowego status quo. Każda zmiana jest zagrożeniem, ponieważ nie ma żadnej pewności, że w zmienionych warunkach dadzą sobie radę z utrzymaniem stołków. Że "nowi" - pełni pomysłów, ideii, nieskażeni układami nie wysadzą ich w końcu z siodła. Dlatego ile razy ktoś łeb wychyli ponad szereg, tyle razy po tym łbie dostaje.
Liczenie na zmiany odgórne w PZW - takie zmiany, które satysfakcjonowałyby radykalniej myślących wędkarzy - jest mocno chybione. NIKT ROZSĄDNY NIE PODCINA GAŁĘZI, NA KTÓREJ SIEDZI!!!! Co jakiś czas robi się delikatny lifting RAPR i Statutu, w rzeczywistości konserwujący jedynie istniejący układ. I nie ma mocnych! Zawsze działacze mogą powołać się na tzw. przeciętnego wędkarza, któremu w gruncie rzeczy jest wszystko jedno, czy stoi nad nim Kowalski czy Kwiatkowski, byleby karta tania była i ryby brały. I który dobrze wie: żeby mieć spokój, trzeba cicho siedzieć.
Pewnie w końcu coś się zmieni. Ewolucja ma jednak to do siebie, że trwa bardzo długi czas. Ile to milionów lat dinozaury panowały na świecie? Chcecie czekać? Może się jednak okazać, że w toku ewolucji prędzej wyginą ryby niż działacze...
TRZEBA REWOLUCJI! Trzeba krwi! Trzeba zmian! Skoro zmiany te nie przyjdą z góry, trzeba je zanieść od dołu. Od kół do okręgów. Wszędzie tam, gdzie się da, trzeba wsadzać "swoich" ludzi i wspierać wszystkich tych, którzy dążą do rozsadzenia skostniałej struktury.
Sławek Rybicki 23.11.04 15:02
ZG okopał się tak zgrabnie statutem, że żadne ISTOTNE zmiany nie wydają się możliwe. Co prawda kiedyś istniała linia niejakiego Maginota (podobno nie do zdobycia) ale udało się ją obejść. Niestety trzeba było do tego armii i..... wyobraźni. Armii nie mamy i nie bedziemy mieli (pomijam oczywiście armię niezadowolonych).
Niestety istnieje coś co zniszczy PZW. Piszę niestety bo owo coś to totalnie wyrybione wody, płynące betonowymi rowami rzekościeki i wylęgarnie komarów nad którymi sterczą tabliczki "zbiornik wody pitnej".
Mam cichą nadzieję, że tego nie zdążę zobaczyć a podejrzewam iż oficjele PZW spotykający się na kolejnych konferencjach też liczą na to powtarzając sobie w duchu - po mojej śmierci niech się martwią.
Toż ten system pachnie Koreą i Natchnionym Ojcem, Ukochanym Przywódcą itd. itp.
PS. Jerzy mimo całego szacunku dla Twoich wysiłków - policz ilu ludziom na rzeszę tu bywających chciało się cokolwiek napisać. To powinno dać Ci odpowiedź na pytanie - Co będzie z PZW po zjeździe
Statut i .... Statut
Ryszard Siejakowski 17.11.04 12:07
W domowych archiwach znalazłem ostatnio Statut datowany na dzień 22.06.1989. Tak dla ciekawości zacząłem porównywać zapisy statutowe tamte i obecne. Różnice są dość znaczne w niektórych punktach Statutu. Poniżej przytaczam "stare" i "nowe" brzmienia paragrafów aby była możliwość ich porównania. Jakie wnioski możnba z tego wysnuć pozostawiam ocenie czytających :o))))
par. 5 było
"Celem Związku jest organizowanie wędkarstwa jako racjonalnej formy wypoczynku i rekreacji, stwarzanie członkom Związku dogodnych warunków wędkowania, rozwijanie wśród nich umiłowania przyrody i krzewienia znajomości zasad gospodarki wędkarsko-rybackiej, kształtowanie postawy obywatelskiej i etyki wędkarskiej, ochrona i racjonalne użytkowanie wód"
par.6 odpowiednik par 5 jest
"Celem Związku jest organizowanie wędkarstwa, rekreacji, sportu wędkarskiego, uzytkowanie wód, działanie na rzecz ochrony przyrody i kształtowanie etyki wędkarskiej"
par.12 pkt 3 było
"kierowac postulaty i wnioski do właściwych władz Związku, poddawać krytyce ich działalność oraz zwracać sie do nich z pytaniami i skargami, żądać odpowiedzi"
par.13 pkt 3 odpowiednik powyższego jest
"kierować postulaty i wnioski do właściwych władz Związku, a także żądać odpowiedzi"
Niby to samo a jednak inaczej :o)))))
Odp: Statut i .... Statut
Robert Hamer 17.11.04 16:36
Zniesiono prawo do krytyki a Ty Rysiu nadal krytykujesz. Nic z duchem czasu nie idziesz. Skończysz jak ci faceci co założyli pierwsze towarzystwo wędkarskie. A o zaproszeniu na kolejna rocznicę zapomnij :)
Jędrzej Maszewski 18.11.04 19:46
Pytam z ciekawości,jak skończyli ci faceci ?.Towarzystwa powstają nadal i nic się nie kończy.pozdr Andrzej
Robert Hamer 18.11.04 20:45
Wylecieli z PZW z wielkim hukiem. Próbowano to wykorzystać jako ostrzeżenie dla ewentualnych naśladowców. Wrogość betonu z PZW w stosunku do towarzystw utrzymuje się nadal. Byłem świadkiem jak były prezes ZO Kielce forsował uchwalę zakazująca organizowania wspólnych zawodów jednego z kół ze Starachowic z miejscowym klubem spinningowym "Kleń" nie zrzeszonym w PZW. Członkowie tego klubu byli też członkami PZW co nadaje smaczku całej sprawie. Członkowie „Klenia” przekazali pieniądze na zarybianie zaprzyjaźnionemu kołu, aby przy okazji zakupu ryb kupili coś od nich. Panu prezesowi się te konszachty nie podobały. Rączki do głosowanie poszły w ruch i zakaz wprowadzono. Dno totalne.
Jurek Kowalski 22.11.04 14:03
Wiele w naszych dyskusjach widzę niekonsekwencji. Dominują zwolennicy konkurencji. I dobrze, bo różnorodność cieszy, a zdrowa konkurencja sprzyja rozwojowi.
Natomiast, w sposób nie mający nic wspólnego z gloryfikacją postępowania niektórych, dalibóg nie mogę pojąć na czym zasadza się Twoja (i nie tylko Twoja) krytyka zawalczania "konszachtów" z konkurencją.
Skoro postrzegamy Towarzystwa jako konkurencje dla PZW to całkiem naturalnym jest chęć tego drugiego do ograniczania zjawiska.
Chyba, że to tak jak w przypadku sparafrazowanej moralności Kalego - "Zły uczynek jest wtedy kiedy ktoś konkuruje z Kalim i zwalcza go jako konkurenta. Dobry uczynek jest wtedy kiedy Kali z kimś konkurować i jego zwalczać".
Albo będziemy do wszystkiego przykładać jedną miarę albo wyjdziemy na ....
Piotr Łopaciński 17.11.04 12:30
Panie Ryszardzie - zacytował Pan kilka zmian ze statutu PZW. Komu te zmiany mogą służyć wynika w prosty sposób z treści przytoczonych paragrafów - na pewno nie służą one szeregowym członkom związku. Tego typu radosną twórczość najwyższych naszych działaczy pod wodzą OJCA NARODU WĘDKARSKIEGO Prezesa /oby żył wiecznie/ Grabowskiego - można mnożyć. Podam tylko przykład obecnego kształtu Regulaminu Sportowego Połowu Ryb PZW. W stosunku do starych przepisów ochronnych jest to zwykły, totalny bubel. O ile jeszcze można wytłumaczyć zmianę statutu /chroni ona obecne władze przed
zasłużoną krytyką/, to zmian w regulaminie nie można w żaden rozsądny sposób wytłumaczyć.
Ryszard Siejakowski 17.11.04 12:36
"OJCA NARODU WĘDKARSKIEGO Prezesa /oby żył wiecznie w Krainie Wielkich łowów"./... już najwyższa pora :o))))
Takich hiciorów w "nowym Statucie jest jeszcze kilka. Czasami warto poczytać i porównać aby wiedziec co tu jest grane.
PS. A niektórzy na tym FORUM ciągle twierdzą, że obecny Statut jest prima, tylko należy z niego umiejętnie korzystać....... Ciekawe?
Jurek Kowalski 17.11.04 15:13
Dyskutowaliśmy na ten temat wcześniej, stąd pewnie ci "niektórzy" w Twoim PS. A Ty znowu swoje.
Otóż, po pierwsze - Statut z 1989r to był statut "organizacji społecznej" z czasów PRL. Prawo o stowarzyszeniach zostało uchwalone w 1989r właśnie, a później nowelizowane kilka razy, nawiązując do Konstytucji, Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych.
W nowym zapisie celów PZW widać uwzględnienie wymogu Ustawy aby stowarzyszenie było organizacja "niezarobkową" czyli jego cele nie powinny przysparzać korzyści wyłącznie członkom stowarzyszenia - jego działanie powinno dawać owoce publicznie.
Po drugie - Statut po prostu jest. Jest jaki jest. Trzeba go wykorzystywać jak najlepiej zanim będzie można go zmienić. Szczególnie jeżeli chce się doprowadzić do jego zmiany. W tym celu trzeba skorzystać z zapisów istniejącego statutu tak, żeby uzyskać wpływ na stowarzyszenie oraz możliwość decydowania o zmianach w statucie. Do tego trzeba wygrać wybory. Według istniejącego statutu.
Inaczej można się tylko "domagać". W tym akutrat jesteśmy dobrzy :-). Jeszcze od czasów carskich.
To zupełnie inne stwierdzenie niż Twoje ironizujące sugestie jakoby ktokolwiek twierdził, że statut jest "prima".
Natomiast wiele z istniejących w nim zapisów wynika jasno z Ustawy i nie ma się czego czepiać.
Ryszard Siejakowski 18.11.04 10:32
Mój miły interlokutorze i obrońco reduty Ordona, czyli Statutu PZW. Po pierwsze się mylisz i zapisy statutowe, które przytoczyłem ze „starego” Statutu odnoszą się do Statutu zatwierdzonego przez Sąd Wojewódzki w Warszawie w dniu 13.12.1989. Patrząc na tą datę rejestracji, większość osób wie, że sztandar już wyprowadzono a premierem rządu RP /a nie PRL/ był niejaki Tadeusz Mazowiecki, czyli pierwszy niekomunistyczny premier od czasu II wojny światowej. Tak, więc zarzut o peerelowskim Statucie okazał się przysłowiową kulą w płot.
Po drugie nie wiem, z jaką ustawą kłócą się zapisy o prawie do krytyki działalności Związku czy działaczy tegoż Związku i składaniu skarg. Ale jeśli rzeczywiście są niezgodne z wzmiankowaną przez Ciebie ustawą to słusznie je wypierdziolono. Prawdopodobnie z tą samą ustawą nie są zgodne zapisy, że celem Związku jest stwarzanie członkom dogodnych warunków wędkowania i tak samo słusznie zostały, usunięte.
Jest jeszcze jeden element w Twoim poscie, który mnie nurtuje i zastanawia. Ja przytoczyłem dla porównania zapisy z dwóch Statutów, bez słowa komentarza. Każdy czytający miał prawo wysnuć własne wnioski bez mej sugestii. Sądząc po Twej reakcji wysnułeś takie a nie inne. Czyż mam prawo je negować? Nawet bym nie śmiał.
Nigdy nie ukrywałem swych antypatii do obecnych i prawie nie zmienianych od kilkunastu lat władz związkowych, które doprowadziły do katastrofy stan pogłowia ryb w wodach przynależnych i użytkowanych przez stowarzyszenie. Za taki stan rzeczy odpowiadają konkretne osoby we władzach stowarzyszenia. Do tych kreatur nie docierają słowa krytyki i powszechnego oburzenia. Każdy normalny i samokrytyczny człowiek uniósłby się honorem, rezygnując z funkcji, do której nie dorósł. Ale dotyczy to normalnych ludzi, takich jak większość na tym FORUM. I tu powstaje zasadnicze pytanie czy można demokratycznymi metodami usuwać osoby, dla których to pojęcie oznacza pusty, niewiele znaczący frazes?. Z mego punktu widzenia o wiele lepszym, szybszym i skuteczniejszym rozwiązaniem jest dekapitacja czy utylizacja. Zapewne zarzucisz mi propagowanie metod stalinowskich. Czy jednak druga strona nie stosuje z dobrym skutkiem właśnie te same metody?
Swego czasu napisałem, że obecny Statut jest bublem. Myliłem się. To jest majstersztyk i wzorzec dla stowarzyszeń, w których dominantem jest grupa ludzi we władzach a członkowie stowarzyszenia są praktycznie ubezwłasnowolnieni. Nie jesteśmy w tym odosobnieni. Podobne „Statuty” mają działkowcy, spółdzielnie mieszkaniowe i wiele innych stowarzyszeń. I dlatego też walka z patologiami w tych stowarzyszeniach jest bezskuteczna. Nie oznacza to jednak, że nie należy być na to obojętnym. Sam przecież nawoływałeś do większej świadomości osób przynależnych do stowarzyszenia. Ta świadomość to także wskazywanie elementów Statutu, które są niezgodne z dobrem podmiotu, czyli członkami stowarzyszenia. Jeśli mamy wspólnie naprawiać to, co jest złe w stowarzyszeniu, to nie można tego robić wycinkowo. Należy to robić wielopłaszczyznowo, zarówno w obszarze czynnika ludzkiego jak i prawa stanowionego.
Andrzej Nowik 19.11.04 08:29
do Ryszarda Siejakowskiego.
Jesteś Ryszardzie bardzo wojowniczo nastawiony do władz stowarzyszenia, do którego z braku wyboru należymy. A Twój adwersarz wyłożył Ci kawę na ławę, że nie należy. Przede wszystkim zgodność z powszechną delkaracją praw człowieka. Jesteśmy już w Uni. A to, że przepisy łagodzące dotyczą władz, a restrykcyjne szaraczków to już szczegóła. ( powiedzenie mojego byłego współpracownika). Krytykować władz nie należy. Natomiast kontrole szaraczków coraz większe. Sprawdź sobie kto mógł Cię kontrolować poprzednio nad wodą, a ilu obecnie. W poprzednich zapisach nie ma nic o SSR. A teraz jakiś przyszywano-społeczny urzędnik starostwa może wypisać Ci mandat. Tak, że postęp jest. Ale to nie tylko u nas. N.p. dawnjej w Angli jak żona źle przyprawiła łososia z cebulką to mąż ganiał ją z drążkiem od podbieraka po całej ulicy. Obecnie to się skończyło. Teraz może dostać w dupę jedynie w domu i to jeszcze ten drążek lub kij nie może być grubszy od palca. Tak, że widać wyraźnie ukłon do Powrzechnej deklaracji praw człowieka. Nie tylko u nas.
Piszesz o honorze i rezygnacji ze stanowiska. Słowo honor występuje obecnie tylko w encyklopedji staropolskiej Glogera. Przykładanie go do obecnych vipów jest błędem. ( n.p. powszechna chęć do samorozwiązania Wysokiej Izby) Natomiast dziś w tamtych obszarach trzeba mieć długie i mocne pazury, które pozwalają skutecznie przytwierdzić się do podłoża i pozostać na miejscu. ( jak jest wichura taka jak wczoraj)
Kolejna sprawa to krytyka WIELKIEGO OJCA. też nie należy. Można natomiast zaakcentować pozytywne cechy. N.p. zamiłowanie do kultury, a w szczególności do teatrów kukiełkowych. Szczególnie z postaciami pociąganymi za sznurki. Oby bawił nas wiecznie.
Ryszard Siejakowski 19.11.04 10:16
Drogi Andrzeju, to nie jest kwestia wojowniczego nastawienia do władz stowarzyszenia. Korzystam ze swojego Statutowego prawa do wyrażania opinii na temat władz stowarzyszenia, które nie wykonują obowiązków jakie na nie nałożono, ponieważ tak postrzegam obecną działalność władz. Sądząc po opiniach, nie tylko moich, jakie są prezentowane na tym FORUM, nie jest to opinia jednostronna. Póki co nie wpadły mi w oko żadne opinie pozytywne, co jest symptomatyczne. Zgodnie również z zapisem statutowym, każdy członek stowarzyszenia ma obowiązek dbać o dobre imię Związku jako całości a nie jego poszczególnych przedstawicieli, nawet tych z tzw wierchuszki /przepraszam za ten rusycyzm/, gdyż dobro wspólne zawsze należy przedkładać nad dobrem jednostki czy niewielkiej grupy. Jak słusznie zauważyłeś czas marionetek i pacynek powinien już dawno odejść w zapomnienie. Nie dalej jak wczoraj, oglądałem w TV wypowiedź prezesa POD. Facet miał taki tupet, że zatykało dech w piersiach. Można było wywnioskować z komentarzy członków POD, że tam jest jeszcze większy srocz niż u nas. To niestety patologiczne pozostałości jedynego słusznego i sprawiedliwego systemu społeczno-gospodarczego. Każdy z nas powinien sobie wziąść do serca słynne powiedzenie J.F.K. "jeśli nie my, to kto, jeśli nie teraz, to kiedy?". Pozostając w kręgach prezydentów Stanów Zjednoczonych a właściwie w ich optyce postrzegania, ciagle wierzę w to, że nowy Prezes stowarzyszenia zawiesi sobie parafrazę hasła prezydenta Clintona: "Po pierwsze dobro przyrody i ryb, głupcze" :o))))
Jurek Kowalski 18.11.04 12:33
Ponownie muszę wskazać na to, że odnajdujesz w moich wypowiedziach treści, których tam nie zawarłem.
Nie jestem, jak piszesz, "obrońcą statutu PZW" ale stwierdzam jedynie, że taki jest. Natomiast otwartą pozostaje kwestia działania. Czy kształt statutu ma nam przeszkadzac w robieniu czegokolwiek czy też raczej należy wykorzystać to co jest żeby osiągnąć jak najwięcej. Wiele zależy nie od "papierów" ale od ludzi i ich sposobu działania.
Statut (którego nie miałem przed sobą ale datowany przez Ciebie na czerwiec 1989 w pierwszym komentarzu) nie został napisany na godzinę czy nawet tydzień wcześniej. Proces tworzenia czy zmiany statutu w organizacji to dość długi proces. Ponadto prawo znowelizowane czy napisane na nowo było potem wielokrotnie poprawiane. Natomiast nie sądzisz chyba, że zespół tworzący nowy statut w 1989r. wywodził się z odnowicielskich grup w PZW. Nie wynika to z Twoich wypowiedzi.
Prawo do krytyki jest zupełnie innym zgadnieniem. ono istnieje niezależnie od tego czy statut na to pozwala czy nie. Wobec poważnie traktujących swoje członkostwo ludzi żaden przedstawiciel władz organizacji, pochodzący z wyboru, nie pozwoliłby sobie na lekceważenie.
Jak napisałem w jednej z dyskusji - słabe członkostwo wydaje z siebie słabe organy przedstawicielskie. Słabe organy przedstawicielskie maja szanse trwania w słabym członkostwie. W silnym - odpadają. Nawoływanie skierowane do "władz" nic tu nie zmieni.
A zmieniać struktury, statuty, składy organów przedstawicielskicvh można tylko demokratycznie jeżeli nie chce sie prowadzić do prostej, rewolucyjnej zmiany miejsc. Żeby niedemokratycznie zmienić "szuję" trzeba na nią nasłać jeszcze większą. To droga donikąd. Przeciwstawieniem metod nie pasujących do obecnych czasów są tylko metody właściwe demokracji, oparte na mocnych podstawach silnego członkostwa.
A członkowie sa na tyle ubezwłasnowolnieni na ile sami sie ubezwłasnowolniają i dzielą zamiast łączyć. Działalność, dobra działalność w dużych organizacjach ma to do siebie, że nie może opierać się na indywidualizmie i egoistycznym zabezpieczaniu własnych interesów. Musi być zespołowa, oparta na wzajemnym zaufaniu, a z tym mamy wszyscy dużo kłopotów m.in. z powodu dziedzictwa "czasów minionych", w których skutecznie wprowadzono zasadę "dziel i rządź".
Na koniec powtórzę, że aby zmienić statut trzeba zgodnie z nim uzyskać wpływ na takie działanie. Inaczej można, beznadziejnie zazwyczaj, "apelować", "wskazywać" i "oczekiwać". Tylko czego - łaski pańskiej? Trzeba brać swoje sprawy w swoje ręce, Nic się lepiej nie nadaje do realizacji tego hasła niż działalność stowarzyszenia, zrzeszającego ludzi o wspólnych zainteresowaniach.
Ryszard Siejakowski 18.11.04 17:14
Jurku, nie traktuj moich zastrzeżeń do obecnego Statutu, jako jedynego remedium na poprawę sytuacji w Związku. Przy najlepszym Statucie, jeśli znajdą się gnidy we władzach związkowych, też nie będzie różowo w stowarzyszeniu. To jest oczywiste dla mnie. Pozostawienie Statutu w takim kształcie jak obecnie i właściwym doborze kadry ludzkiej do gremium zarządzającego, zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że ta nowa kadra ludzka ulegnie pokusie wykorzystania istniejących w nim luk. I dlatego traktuje tą polemikę wielopłaszczyznowo aby "nowe zasoby ludzkie" szły do stanowisk ze swiadomością i programem naprawienia tego co jest złe, nie tylko w kategorii działania ale też prawa stanowionego, które będzie bezpiecznikiem dla szeregowego członka. Jeśli taki będzie skutek naszej wymiany poglądów, to zapewne będę mógł spać spokojniej przy nowej ekipie. I to własciwie jest wszystko o co z takim uporem staram się przekazać w swoich przemyśleniach i propozycjach. Poddaję pod Twoją rozwagę np usytuowanie, zakres działania i wybieralność Zarządu Głównego Związku. To co jest w obecnym Statucie to przecież też pozostałość lat minionych, gdy nie istniały Okręgi posiadające osobowość prawną a zapisy praktycznie pozostały niezmienione. Czy jest zasadnym skład ilościowy i przedmiotowy tego organu, oderwanego od rzeczywistości. A może zamiast wybierać ZG, tworzyć go w oparciu o Prezesów ZO z połowy istniejących Okręgów na okres dwóch lat i po dwóch latach wchodzi zamiennie druga połówka. Takie rozwiazanie na kształt areopagu ma swoje zalety, gdyż jest spójność działania i na szczeblu okręgowym i krajowym. Wielokrotnie przywoływałeś przykład jednego z Okręgów na południu Polski. Szkoda tylko, że nie ma przeniesienia tego dobrego wzorca na cały Związek. A przecież Związek winien być jednością zarówno pod względem programowym jak i skuteczności działania. Póki co nie jest. A to przecież ZG w swoim zakresie działania ma wpisany statutowy obowiązek koordynacji działań dla dobra stowarzyszenia. Wniosek nasuwa się sam.
Jurek Kowalski 22.11.04 14:21
Przez kilka dni zajmowały mnie sprawy właśnie dotyczące tego, o czym piszę. Byłem mianowicie na Konferencji w Słupsku, dotyczącej wspierania tarła ryb łososiowatych i to właśnie przez inicjatywę wędkarzy i innych podmiotów. Mam ndzieję, że wkrótce o tej konferencji i o tej inicjatywie będzie bardzo głośno.
W Twojej wypowiedzi dostrzegam to, co staram sioę zmieniać moimi publikacjami. Dostrzegam mianowicie przekonanie o tym, że wszystko zależy od "władzy". Otóż od niej nic nie zależy poza jej dobrostanem. Natomiast to co sie dzieje w organizacji, gospodarce itp. zależy od pojedynczych decyzji pojedynczych osób tylko podejmowanych w tym samym kierunku.
Zmiana władz, zmiana statutów itp. nie doprowadzi do niczego jeżeli nie będzie to spójne ze sposobem działania większości ludzi tworzących organizację.
Zmienisz władzę - będzie to samo. Ty będziesz wspierał swoich ludzi, ale będzie wielu innych, którym nie będzie się to podobało. I którzy będą formułowali zarzuty, oskarżenia, oraz mnożyli oczekiwania. Zapewniam Cię, że tak jest zawsze.
Spójrz na przykład przejęcia władzy w Polsce w 1989r. Zmieniono rząd i parlament. Sam uczestniczyłem w zmianach samorządowych. Tego rodzaju rzeczy nie da się zrobić "od góry" bez przygotowania gruntu dla zmian. W 1989r. nie było czasu na cokolwiek. Zmiana musiała być natychmiastowa. My mamy trochę czasu. Działania na rzecz gospodarki wędkarskiej nie wymagają zaangażowania władz. Wymagają natomiast zaangażowania wędkarzy. Widząc efekty - "władze" nie przeszkadzają. A to już wystarczy. Tak stało się w Krośnie, tak dzieje się w Słupsku czy w Lublinie, a także w wielu miejscach. W ten sposób rodzą się "naturalni" przywódcy. Oni zwyciężą.
A przy tak wyłonionej, nowej ekipie na pewno nie będziesz spał spokojnie. Będziesz tyrał aż pot będzie Ci się lał poniżej pleców. Ale będziesz to robił z uśmiechem i nie będziesz się mógł doczekać kiedy znowu. Albo tak będzie albo nie ma sobie co głowy zawracać.
Ryszard Siejakowski 23.11.04 10:30
Przepraszam za spóźnioną reakcję na Twego posta, ale małe komplikacje zdrowotne nie pozwoliły na odpowiedź w "tempo". Zapewne zauważyłeś, że nie stawiam sprawy zmian statutowych jako jedynego lekarstwa na nasze bolączki. To tylko jeden z elementów zmian jakie muszą być wprowadzone aby to wszystko miało ręce i nogi. Podobnie jest z obecną ekipą zarządzającą. Nie sprawdziła się od wielu lat więc chyba nie warto nadal pozostawiać decyzji w ich rękach. Zmiany jak zaznaczyłem muszą się dokonac na wielu płaszczyznach aby osiągnąć zamierzony cel. Zasada pracy stowarzyszenia to przeciez oddanie pewnych uprawnień grupom przedstawicielskim czyli zarządzającym. Jak te uprawnienia będą wykorzystane, taki będzie obraz stowarzyszenia. Ideałem byłaby spójność celów gremiów zarządzających i członków stowarzyszenia. Póki co do takiego ideału droga długa i żmudna. Mamy klasyczny model niezgodności celów tzw nadbudowy nad bazą. W dwóch stwierdzeniach z Twego posta się nie zgodzę. Po pierwsze nie mamy czasu i po drugie, władza nie ma nic do przeszkadzania. Władza ma pełnić rolę stymulatora a nie przywódczą, bo do takiego celu została powołana. Kłania się tutaj zasada sprzężenia zwrotnego pomiędzy tzw "górą" i "dołami" członkowskimi. Dobry przywódca potrafi "pociągnąć" za sobą doły członkowskie i odwrotnie, spójne programowo cele członków, powinny w odpowiednim stopniu stymulować działanie gremium zarządzającego. Pisząc, że będę spał spokojnie, miałem na myśli sytuację, że przedmiotem polemiki będą tylko cele programowe a nie obsada stanowisk.
Jurek Kowalski 23.11.04 10:54
W sparawie "że" trzeba zmieniać nie spieramy się wcale.
Problemem pozostaje "kiedy zmieniać" i "w jaki sposób zmieniać" oraz "jak ma wyglądać wędkarstwo po zmianach", a przede wszystkim "jak tego dokonać" nie używając czarodziejskiej różdżki. Na koniec "po co to wszystko", "w imie czego", "dla kogo" i "z kim". Ponadto "jakie jest zaplecze dla dokonywania zmian" i "z jakimi probklemami będzie sie borykała nowa ekipa po zmianach", a także "czy zostanie zaakceptowana". Do tego "skąd wziąć ludzi" i "jakich ludzi szukać" oraz "jakie cechy muszą mieć przywódcy".
Nie ma szans na dobre funkcjonowanie stowarzyszenia bez istniejącej lub wyuczonej spójności celów członków i przywódców. Jeżeli takiej nie ma to drogi sie rozchodzą i albo prowadzi to do upadku albo do dyktatury.
Czasem wystarcza, że "władza" nie przeszkadza. To pragmatyczne podejście. Czasem warto wydatkować energie na dobre funkcjonowanie systemu, a nie na rewolucję bo efekty tego peirwszego są większe, a koszty mniejsze.
Czasu musimy mieć tyle ile trzeba. Przede wszystkim ile trzeba do przeprowadzenia spraw w taki sposób żeby ich nie skompromitować.
Proste zastąpienie ludzi "na górze" i wprowadzanie trudnych zmian dorprowadzi do upadku albo wymusi powstanie dyktatury. Wiem, że chyba nie potrafimy inaczej. Ale spróbujmy.
Dariusz Żbikowski 19.11.04 13:11
a może by tak.... urządzić na RO publiczne wstępne wybory delegatów i władz? :)))
Odp: Pomysł :)
Ryszard Siejakowski 19.11.04 13:52
Oj, oj, oj to wtedy by diabeł perdyknął w kapelusz Ojca Wielebnego i skończył by się sen o szczęściu złotym. Tablicę rejestracyjną WO ZG PZW można by zlicytować na bazarze a pozyskane środki finansowe przeznaczyć na zrobienie nagrobka z napisem "Grób rodziny Palantów" hihihi...
A tak już bardziej na poważnie, to jest kilka kandydatur z rejonów południowej i południowo-wschodniej Polski. Zapewne byłby to strzał w dziesiątkę a wskaźnik ryzyka taki sam jak w szwajcarskim banku. Gdyby tylko chcieli, chcieć przejąć tą schedę i przygarnąć pod swe opiekuńcze skrzydła zabłąkane owieczki związkowe. Rozmarzyłem się przed weekendem :o))))
Dariusz Żbikowski 18.11.04 11:01
Wesprę Waszą dyskusję tym linkiem
Ustawa o Stowarzyszeniach z dn 7 kwietnia 1989!!!
Swoją drogą ciekawi mnie jak skomentujecie choćby art.6 pkt.2 tej ustawy (w kontekscie opłat dla zrzeszonych i nie)?.
PS Inne zapisy też są ciekawe.
Jurek Kowalski 18.11.04 11:49
Dziękuję za link. I za dobre pytanie.
Otóż, wędkarze zrzeszeni w PZW (czy innym stowarzyszeniu będacym Uprawnionym do rybactwa) wnoszą SKŁADKI, które służą członkom stowarzyszenia jako kapitał do wykonywania prac będących realizacją celów stowarzyszenia. Stowarzyszenie, zgodnie z Ustawą, opiera swoją działalność na pracy społecznej członków. Może tez zatrudniac pracowników do prowadzenia swoich spraw (Art. 2 p.3 Ustawy Prawo o stowarzyszeniach.)
Natomiast wędkarze nie zrzeszeni w Stowarzyszeniu wnosza OPŁATY za korzystanie z tego, co ci pierwsi im przygotowali. Oczywiście rozróżnienie to ma sens kiedy członkowie stowarzyszenia rzeczywiście postępują jak członkowie stowarzyszenia, a nie jak jego "klienci" oczekujący obsługi od innych. W tym nasz największy problem. Także z wyborem odpowiednich władz, z właściwym prowadzeniem stowarzyszenia oraz np. z odpowiednim kształtem statutu.
To rozróżnienie, o którym wspomniałeś stanowi o istocie stowarzyszania się. Dlatego piszę o "organizacji społecznej" w kształcie zaczerpniętym z "byłego" systemu, w którym zrzeszano sie dla własnych korzyści. Zrzeszanie się dla własnych korzyści jest właściwe ruchowi spółdzielczemu, a nie stowarzyszeniowemu.
Co do meritum - mnie najbardziej odpowiada model, który istnieje w USA, gdzie, w odniesieniu do wędkarstwa, wody są we władaniu innych podmiotów, a wędkarze stowarzyszają się (np. w Trout Unlimited) po to, żeby realizować własną pasję poprawiania stanu wód pstrągowych. Gromadzą środki ze składek, z darowizn, z "fund rising", z różnych innych akcji zarobkowych, a następnie te środki oraz własna pracę i wiedzę oddają celom, które ich jednoczą. Współpracują z naukowacami, praktykami, zarządcami terenów przyległych do wód, administracją państwową i wieloma innymi podmiotami.
Na końcu wszyscy - członkowie stowarzyszenia i ci, którzy nie zajmują się tą działalnościa płacą takie same opłaty za wędkowanie, które z kolei wynikają z kalkulacji podmiotów zarządzających łowiskami.
Tak wygląda działalność niezarobkowa w stowarzyszeniu.
Zapraszam do przeczytania mojego artykułu o stowarzyszaniu sie na NaMuche.pl
Dariusz Żbikowski 19.11.04 10:48
Troszkę zamydlasz sprawę pisząc o "opłatach" i "składkach". Owszem takiego rozróżnienia należy dokonywać. Tyle tylko, że zgodnie z ustawą "opłaty" winny być identyczne dla wszystkich (zrzeszonych i nie). Ci zrzeszeni winni DODATKOWO opłacać składkę.
To nie jest zresztą tylko problem składek.
W ustawie stoi napisane
Nikt nie może ponosić ujemnych następstw z powodu przynależności do stowarzyszenia albo pozostawania poza nim.
Zinterpretujmy zatem dodatkowo problem dostępu do łowisk zamkniętych (tylko dla członków PZW).
Co do innych zagadnień, które poruszyłeś. Model amerykański wydaje mi się też bliski. Szczególnie dlatego, że panuje w nim równośc podmiotów. A stowarzyszenia realizują swe cele naprawdę społecznie.
Dobrze, że zgadzamy sie w jednym - obecne PZW to spółdzielnia a nie stowarzyszenie!!! Już wcześniej zastanawiałem się, czy to nie jest przypadkiem przyczynek do złożenia formalnego wniosku o jego rozwiązanie :)))
Jurek Kowalski 22.11.04 14:32
Zgadzam sie z Tobą - opłaty powinny być takie same dla wszystkich a składki ponad to. Bo pieniądze potrzebne na zagospodarowanie wód są zależne właśnie od statnu tychże wód, a nie od zasobności kieszeni. Ale to o czym piszemy to największa rewolucja z możliwych w naszym dochodzeniu do normalności.
Dochodzić do normalności można zaś bez burzenia. Dlatego też jestem za tym żeby PZW jako jedna organizacja wędkarzy funkcjonował normalnie i żebyśmy mieli silną, skuteczną reprezentację. Drogą naprawy, o którą tak na prawdę nie jest trudno, a nie burzenia. Do konfliktóe wyjątkowo jesteśmy skorzy, do budowania i do współpracy jakby mniej.
Co do wód dostępnych tylko dla członków PZW. Ja cały czas piszę o wodach publicznych, będących w użytkowaniu PZW. Tu dostęp musi być powszechny za opłata ustaloną przez Uprawnionego do rybactwa. Natomiast w wodach będących własnością stowarzyszenia (a takie bywają w przypadku glinianek czy innych zalanych wyrobisk) to właściciel decyduje kogo do nich dopuścić. To inna sytuacja.
W przypadku zaś wód publicznych o dostępie tylko dla członków PZW drogą właściwą jest skarga administracyjna do odpowiedniego reprezentanta właściciela albo droga sądowa. Prawa do powszechnego korzystania z wód publicznych są zagwarantowane ustawowo.
Dariusz Żbikowski 22.11.04 15:29
oczywiście zgadzam się z Toba co do glinianek itp. pozostających własnością PZW (lub dzierżawionych przez PZW od osób prywatnych). Jednak pisałem o tych wodach, które są dobrem wspólnym.
Co do reformy. Czy ona jest możliwa? Czasami wydaje mi się, że tak, że masz rację. Jednak za chwilę, kiedy przypomnę sobie zapisy Statutu ta wiara mnie opuszcza. Uwieżę wtedy jeśli dojdzie do jego TOTALNEJ zmiany! Opór jednak w tej materii będzie olbrzymi. Czy wydaje Ci się prawdopodobne by większość delegatów na zjazd miała na to ochotę? A co jeśli to się nie uda??? Nowa kadencja to przecież 4 STRASZNIE długie lata.
Oceniając sytuację obiektywnie, na dziś ... odpowiadam ... TO NIE REALNE :(((. I obym się mylił jak diabli. (Szacunek oparłem na liczbie 10-15 znanych mi "postępowych" okręgów)
Jurek Kowalski 22.11.04 15:50
Człowieku małej wiary!!!
Nie chodzi o wiarę bo ta dotyczy zjawisk zupełnie poza kontrolą ludzką i poza osądem rozumu. Natomiast chodzi o przekonanie co do skuteczności działań. Jeżeli jej nie ma to szkoda sobie głowę zawracać.
Które zapisy Statutu zniechęcaja Cię tak do działania, że nie chce Ci się palcem ruszyć? Wskaż je, proszę. Zapytaj potem dlaczego te same zapisy nie przeszkadzają Andrzejowi i KWI, nie przeszkadzają Kolegom ze Słupska i Lęborka, z Krosna, z Lublina, z Koszalina itd.
Nie uznaję opinii o "totalnych" zmianach. I o tym jakoby "wszystko" było do wyrzucenia. Są zapisy (jeżeli juz trzymać się statutu), które i tak w statucie muszą się znaleźć. Są takie, które stanowią o sposobie rządzenia się organizacji. Te trzeba zidentyfikować i w sposób spójny z innymi regulacjami zaproponować do zmiany. Przeczytaj choćby statut KWI, którą to organizację większość szanuje. Porównaj jego zapisy z zapisami statutu PZW. Wytęż wzrok i odszukaj różnice, ale i podobieństwa w ich treści.
Natomiast co do podstawowych przesłanek nie zrozumiałeś mnie zupełnie.
Po pierwsze - nie uważam żeby od zmian w statucie spłynęła na nas powszechna szczęśliwość.
Po drugie, a może właśnie jeszcze bardziej po pierwsze, nie chodzi mi o to żeby "większość delegatów na zjazd miała na to ochotę" ale właśnie odwrotnie - o to żeby dlegatami na zjazd zostali ci, którzy mają ochotę na nowoczesne wędkarstwo w Polsce. Dawałem przykłady, że to możliwe. Skoro możliwe w skali okręgu to możliwe też w skali okręgów dających większość niezbędną do skutecznego wprowadzenia potrzebnych zmian.
Daję też przykłady, że w obecnej sytuacji możliwe jest sensowne działanie na rzecz wedkarstwa. Bez tego przygotowania nie ma co marzyć o innej przyszłości. Ta nie staje się "Deus ex machina" albo jak za ruchem czarodziejskiej różdżki w jednej chwili. Jest efektem ciężkiej pracy i dobrego przygotowania.
Jeżeli nie uda się tym razem to będzie następny raz.
Wiesz ile rzeczy trzeba zmienić. I to nie tylko w odniesieniu do "władz" ale przede wszystkim w odniesieniu do organizacji wędkarstwa i korzystania z wód. Zdajesz sobie sprawę, że napotkałoby to na opór nie "władz" właśnie ale "członków". Jeżeli miałoby się udać tym razem z perspektywą rychłej porażki to może lepiej poczekać. Robiąc swoje.
Dariusz Żbikowski 22.11.04 17:58
Nie obraź się ale coś chyba odrobinkę "kulą w płot trafiłeś" :))). Dlaczego? bo...
1. Wiary mi nie brakuje, czego dowodem chyba jest ma codzienna wręcz walka o to, by coś drgnęło. Tylko nieco inaczej to robimy. Ja starając się tworzyć tu na RO grunt pod zmianę mentalności (możliwe, że przeoczyłeś iż jestem jednak szefem tych stroniczek), ty na innym polu.
2. Jakoś tak się składa, że należę również do KWI :), również troszkę udziału w tworzeniu statutu KWI chyba także miałem.
3. Ja na nikogo nie napadam, wskazuję tylko GDZIE jest błąd podstawowy Stowarzyszenia PZW. ON właśnie tkwi w STATUCIE i zależy mi na tym byś również to zauważył. Mało prawdopodobne bym to ja był delegatem. Dlatego też piszę o tym właśnie Tobie. I nie dlatego, że chcę tępić Twe poglądy i starania!!! Staram się przekazać to, co moim zdaniem przyjdzie Ci zmieniać :))) (życzę Ci tego na prawdę).
4. Konkretnie chciałeś, proszę, kilka przykładów kolejno (z komentarzem): Statut PZW
Art.9 pkt.1
Komentarz: Według brzmienia tego artykułu NIKT nie MUSI zdawać egzaminu i MUSI zostać członkiem PZW jeśli tego zechce. Nie mówiąc już o jakichkolwiek wymaganiach, co do tej osoby. Może jednak WARTO zmienić te wymagania!!!
Art.13 pkt.7
Komentarz: Do całkowitej zmiany (nie neguję potrzeby otrzymywania diet itp. - dla jasności)
Art.18 pkt. 5
Komentarz: Organizacja i kadencja władz do całkowitej zmiany. Normalne rozwiązanie to takie jak w zwykłej przeciętnej firmie. Zarząd rozlicza rok i jego kadencja automatycznie wygasa (może być oczywiście wybrany ponownie). Po tej zmianie pół statutu będzie do poprawki.
Art 23.pkt.11
Jeśli Zarząd ma być normalny to winien ponosić odpowiedzialność za swe czyny. Powinien być zatem KONTRAKTOWY!!! - z pełną odpowiedzialnością prawną za swe czyny (przecież art.5 stanowi ...do prowadzenia spraw może zatrudniać pracowników...). Z tej zmiany wynika kolejne ileś paragrafów do poprawki.
I tak mogę mnożyć, jeśli to ma sens?
Jurek Kowalski 22.11.04 18:40
Cieszę się, że w odpowiedzi przekazałeś te konkretne sugestie i informacje.
Wiem, że angażujesz się w wiele rzeczy. Natomiast nie masz wiary w możliwość zmiany stowarzyszenia PZW. Chyba. Tak mogę wnosić z Twoich wypowiedzi.
Ja nie będę tego zmieniał, przynajmniej na razie, a na pewno nie jako członek władz PZW.
Dzięki za sugestie zmian w statucie. Okazało się, że to mniej więcej co piąty artykuł, a więc nie totalna zmiana - rozmawiamy o konkretach.
Co do art. 9 - zgadzam się - członkiem nie powinien zostać "każdy" ale ten, kto spełni wymagania stawiane członkowi, wykaże sie wiedzą i zadeklaruje zgodność działania z celami i sposobami działania stowarzyszenia. Dla mnie to też oczywiste.
Art. 13.7 - zwrot kosztów poniesionych na rzecz stowarzyszenia to uczciwe postawienie sprawy. Członek wnosi swoją prace na rZecz stowarzyszenia, stowarzyszenie pokrywa część finansową (za wyjątkiem tej pracy, za którą nie należy sie wynagrodzenie - stowarzyszenie to organizacja o celach niezarobkowych).
Z tego wynika mój stosunek do Twoich sugestii odnośnie Art. 23 i 18.
Stowarzyszenie nie jest firmą komercyjną. Zarząd kontraktowy, tak wymagany statutem, oznaczałby to, że stowarzyszenie do prowadzenia spraw MUSI zatrudniać pracowników. A to juz nie do końca zgodne z Ustawą, według której działalność stowarzyszenia opiera się na pracy społecznej członków.
Kontraktowi są natomiast pracownicy biur PZW oraz ewentualni pracownicy przedsiębiorstw (zakładów) PZW. Ich ma rozliczać Zarząd z wykonania powierzonych prac. Prac uzupełniających pracę społeczna członków, na której opiera sie działalność stowarzyszenia :-)).
Uważam też, że czteroletnia kadencja zarządu stowarzyszenia nie jest zbyt długa. Choćby ze względu na cykl gospodarczy. Działamy w szeroko pojętej hodowli. Gdyby odnosić się tylko do kwestii gospodarczych to nasz cykl wyznacza rytm pokoleniowy ryb. Cztery lata to ledwo jedno rybie pokolenie. Poza tym - w działalności organizacyjnej cztery lata to też niezbyt długi okres. Prowadząc Kadrę Narodową skupiałem sie w dużej mierze na stabilizacji zespołu. Na jego budowaniu. Na wytwarzaniu relacji między ludźmi. Na pomnażaniu zasobu ich doświadczenia. Mierzalne efekty przychodzą z czasem.
I kwestia dość prozaiczna. Powołanie nowego zarządu wiąże sie z wyborami. A to koszty dla stowarzyszenia. Szkoda pieniędzy. Lepiej dobrze wybrać raz na kilka lat. A im więcej aktywności wśród nas i więcej "naturalnych liderów" sprawdzonych w działaniu na różnych poziomach tym ryzyko pomyłki wyborczej mniejsze.
Na koniec chciałbym jeszcze raz wspomnieć to, co pisałem Ryszardowi.
Żeby zmieniać statut trzeba zdobyć siłę dla jego zmieniania. Siłę demokratyczna przejawiającą się w wyborach i w zajmowaniu miejsc w ciałach przedstawicielskich. A to z kolei wymaga postępowania zgodnie z obowiązującym statutem. Zaś pozycje prowadzącą do wyboru, autorytet w środowisku, niezbędne doświadczenie i kontakty można zdobywać mimo zastrzeżeń jakie ma się do istniejącego statutu.
Są więc sprawy "pierwsze", o wiele ważniejsze niż statut, a jego zmiany mają sens wtedy kiedy odzwierciedlają zmiany w mentalności, we wprowadzaniu których życzmy sobie sukcesów.
Dariusz Żbikowski 22.11.04 21:40
Życie, studia (matematka, elektronika) i przyroda (dosłownie czytaj) nauczyły mnie pewniej zasady.
Aby wyprowadzić "układ stabilny" z równowagi należy przyłóżyć impuls, który jest w stanie go "wzbudzić". To w ludzkim języku nazywane jest rewolucją.
Po wzbudzeniu układ zaczyna zachowywac się całkiem inaczej. Powstaje tzw. wzbudzony "stan nieustalony". W czasie jego trwania impuls już nie musi istnieć.
Innymi słowy nieco "rewolucji do wzbudzenia" a potem juz można wrócić na normalne tory.
Wracjąc do konkretów - NIE neguję, jak to już pisałem zwrotu kosztów, neguję OBECNY SPOSÓB ich uznawania.
Stowarzyszenie NIE MUSI ale MOZE :))) zatrudniać - i na czas "rewolucji", MOIM ZDANIEM, JEST TO KONIECZNE. Z tego wynika ma niewiara! Jest to jak najbardziej zgodne z ustawą!!! w przeciwieństwie do wielu innych zapisów i działań, które już wskazywałem.
OK, kadencja cztery lata - jak minie "stan nieustalony". Tak, zgadzam się ROZSĄDNIE tak winno być, ale.... bez "dożywocia".
Nie da się przecież ukryć obecnego stanu, czyli ... braku możliwości jego zmiany. TO MNIE najbardziej martwi, stąd mój pesymizm. Przejawiasz ZBYT dużo optymizmu sądząc, że każdego należy Twą miarą traktować! - ja napisałem, że widzę tylko :((( 15/46.
Popatrz na nasze Państwo, impuls to już lat kilkanaście temu ... do efektów dojdziemy za jakieś 10-20 (koniec "stanu nieustalonego" - taka gasnąca sinusoida).
Z punktu widzenia stanu naszych wód - BARDZO MNIE TO BOLI.
O porządkowaniu wędkarstwa
Jurek Kowalski 23.11.04 10:14
"Wzbudzony stan nieustalony" ze swojej natury jest niesterowalny. Więc może podążyć w dowolnym kierunku, często niezgodnym z intencją przykładającego "impuls". Zazwyczaj pożądany kierunek jest określony w pewnych ramach, a prawdopodobnych kierunków jest wiele. Należy też przyjąc, że, zgodnie z dążeniem do entropii, układ popadnie w trwały stan nieuporządkowany albo podąży w najmniej korzystnym kierunku, zupełnie odwrotnym od zamierzonego. Dlatego, co widać po Naszym Kraju, przyłożenie impulsu w złym miejscu (rewolucja "od góry") prowadzi do złych efektów. Co widać wokół. Ja to widziałem już 15 lat temu zarówno w przypadku struktur Państwa jak i swego rodzaju narzuconej, a nie wynikającej z potrzeby ludzi samorządności już to lokalnej już to zawodowej (np. znane mi dobrze, kiedyś szacowne Izby Lekarskie, dziś opełne sprzeczności i bez konkretnej roli). Samorządność wprowadzana "od góry" budzi sprzeciw i przekorę, a także ułatwia tworzenie się zastoisk róznego rodzaju smrodków. Chyba nie liczysz na to, że nagle ci, którzy przy każdym ogienku chcą upiec kawałek swojego śmierdzącego mięska nagle zasiądą cicho w kąciku i będą przyglądać się jak ze "stanu nieustalonego" wyłania się, jak feniks z popiołów, świetlana przyszłość wędkarstwa w Polsce. Dlatego wolę przejąć ten stan uporządkowany, który jest, przy pomocy zorganizowanej społeczności wędkarzy. Inaczej szkoda sobie zawracać głowę. A przejąć ten stan warto, bo jeżeli upadnie, zwłaszcza gdyby upadł za naszą przyczyną, to byłby to klasyczny przykład na wylewanie dziecka z kąpielą. Silna reprezentacja, skuteczna i sprawna w działaniu jest nam potrzebna. Silna i sprawna także w wykazywaniu i organizowaniu tego, że wedkarze są społeczeństwu potrzebni, że istnienie i rozwój wedkarstwa przysparza korzyści społecznych (rzuć, proszę, okiem na akapit dotyczący socjoekonomocznej wartości wędkarstwa w moim ostatnim artykule na NaMuche.pl).
To są z grubsza zarysowane moje poglądy na przekształcenia wędkarstwa (generalne, a nie wdające się w szczegóły regulaminowe czy statutowe). Wierzę w ich słuszność i jestem przekonany o możliwości ich zrealizowania, pod pewnymi wszak warunkami.
Że wedkarze chcący cokolwiek zmienić umówią się co do spójnego systemu wartości i spójnego obrazu celu, do którego dążą.
Następnie przekażą ten obraz swoim kolegom, współpracownikom, organizując struktury nieformalne, zebrane wokół pozytywnych działań, które przynoszą doświadczenie w pracy i szacunek w środowisku.
Że w końcu wyłonią spośród siebie naturalnych, niekwestionowanych liderów, którzy z kolei obejmą stery na róznych szczeblach wędkarskiej organizacji.
Ludzi mniej zaangażowanych lub całkiem zaangażowanych można i trzeba nakierowywać na rozumienie nowoczesnego wędkarstwa, które burzy skostniałe od dziesięcioleci poglądy na to hobby. Są na to sposoby :-))).
Co do szczegółów statutu, które wspomniałeś.
Cieszę się, że zgadzamy się co do zwrotu kosztów aktywnym członkom. Kwestia regulacji - do dyskusji. Nie wchodzę w szczegóły - pewnie trzeba to zmienić. Ale w statucie wymaga się zapisania tylko ogólnej zasady.
Stowarzyszenie, jak pisałem w moim artykule o stowarzyszaniu się, różni się od firmy komercyjnej. Gdybyś chciał wysnuwać analogie - członkowie stowarzyszenia to jakby rozproszony akcjonariat. Zarządy okręgówto jakby rady nadzorcze poszczególnych firm gospodarujących. Zarząd Główny to rada nadzorcza holdingu. Natomiast biura okręgów i biuro ZG to Zarządy kontraktowe, bilansujące pracę w cyklu rocznym, składające się z pracowników podlegających ocenie i ewentualnej rotacji. To czy pracują efektywnie zależy od nadzoru Rad Nadzorczych. Jeżeli są sprawne to pilnują zarządów (biur) dobrze, wyznaczają im cele i rozliczają z realizacji. Jeżeli są słabe - to zarządy (biura) "kręcą" radami nadzorczymi, a w związku z tym całym akcjonariatem, który nie ma innej reprezentacji do uporządkowania spraw. W dodatku słaby, skłócony wewnętrznie akcjonariat, nie interesujący się działaniem "firmy", w dodatku działający często wbrew jej interesom, niweczący owoce pracy "firmy" przez nadmirna konsumpcję, wypłacający sobie "dywidendę" (w naszym przypadku ryby) ponad możliwości produkcyjne bazy materialnej "firmy" (środowisko) ułatwia życie "grupom interesów" wewnątrz akcjonariatu, które małym kosztem moga wprowadzić swoich ludzi do "rad nadzorczych" i powoływać sprzyjające im "zarządy". Dlatego jedyna droga do uporządkowania sytuacji wiedzie przez zwiększenie aktywności "akcjonariuszy", ich zorganizowanie wokół wartości "firmy", włączenie ich w działanie firmy, nakłonienie do obecności na zebraniach sprawozdawczych, a zwłaszcza wtedy kiedy są wybierane rady nadzorcze. Pokazanie tego jak firma mogłaby funkcjonować oraz pokazanie ludzi, którzy realizację pozytywnych programów są w stanie przeprowadzić.
Tyle analogii. Myślę, że są czytelne.
To duży holding. Trzeba zawodowców do jego prowadzenia, a nie amatorów czy "chciejów", a do jego prowadzenia trzeba wizji i spójnego programu, a nie chaotycznych ruchów indywidualnych.
Wracając do Twoich przemyśleń - zgadzam się z kolejnym punktem, że kadencyjność władz jest cenną wartością. Wewnątrz FIPS-Mouche wprowadziliśmy to już dawno. Prezydent ma dwie czteroletnie kadencje na zrealizowanie założonych planów. Podobnie każdy z członków Rady Prezydenckiej (na jednym stanowisku można pozostawać najwyżej przez dwie kadencje - ten zapis pozwala zachowac ludzi wartościowych na innych satnowiskach w zarządzie, jednocześnie zapewniając rotację). Kadencyjność sprawia również, że już w trakcie wykonywania mandatu trzeba myśleć o następstwie aby dzieło było kontynuowane, a nie wywracane "do góry nogami". Istotą każdej "firmy" jest kontynuacja i budowanie na poprzednich dokonaniach.
Na koniec - napisałem sporo w tym komentarzu. Rzeczy, które uważam za ważne. Jeżeli uznasz to za stosowne to proszę Cię o zachowanie tych słów w miejscu łatwo dostępnym dla użytkowników i gości portalu. Niech czytają.
Odp: O porządkowaniu wędkarstwa
Dariusz Żbikowski 23.11.04 11:47
Przeniosę zatem za chwilę całą tę dyskusję i uczynie ja komentarzami do artykułu prowadzącego, który będzie bardziej trwały.
Szukajcie artykułu pt. "Statut, PZW - o porządkowaniu wędkarstwa", który za chwilę opublikuję i do niego podczepię całośc.
Odpowiem troszkę później :)
Marek Kaczmarczyk 19.11.04 22:36
przegięłeś (albo... pzregiąłeś)
konstrukcja logiczna jakiej użyłes spowodować moze w Narządzie G(ł)ównym stan katatonii ciężkiej, z której wyjść się nie da i wszelkie okołostatutowe próby podejścia mogą sięskończyć fiaskiem ze względu na "okoliczność" łągodzącą. Daj chłopakom szansę na ripostę. Przy ich IQ wiadomo, że sami się podłożą...