Source: http://polskapartiaprzyjaciolpiwa.pl/
Timestamp: 2019-12-14 19:01:38
Legal References Found: art. 3
 art. 5
 art. 5
 art. 2
 art. 1
 art. 1

Document Content:
polskapartiaprzyjaciolpiwa.pl
Wszytko o piwie
Piwo pija się na całym świecie. Chętnie sięgają po nie artyści, gwiazdy kina i estrady, politycy a nawet głowy państw – także te koronowane. Obok najbardziej popularnego w Polsce piwa jasnego istnieje całe bogactwo jego odmian i gatunków, które pija się w różnych zakątkach świata. W wielu krajach z zamawianiem i piciem piwa wiążą się niezwykłe rytuały, a piwna tradycja pełna jest mitów i legend.
WSZYSTKICH STRON POLSKI PIWOSZE ŁĄCZMY SIĘ BARDZO PROSZĘ !
Pomysł reaktywowania PPPP zrodził się wśród byłych jej aktywnych członków. Z chwilą zaprzestania działalności w 1993 roku, byli to ludzie b. młodzi. Dzisiaj średniego wieku, ale z grupą dwudziestoparolatków. Wszyscy są zniesmaczeni stylem polityki kolejnych partii parlamentarnych. W zasadzie to obojętne kto rządzi, a i tak musimy patrzeć na to samo.
A przecież w bogatej polskiej historii mamy jedyną na świecie oryginalną sarmacką kulturę z jej biesiadną i satyryczną częścią. Wystarczy sięgnąć do toastów I Rzeczypospolitej, do wybitnych piór tamtych czasów, np.: Reja, Kochanowskiego, bp. Krasickiego, a natychmiast dostrzeżemy, jak komentować i dzisiejszą naszą rzeczywistość. Humor i satyra będą w naszym wykonaniu antidotum na zalew głupoty, prostactwa i ciągłe epatowanie się naszych Rodaków skandalami i złymi wiadomościami dominującymi w czołówkach mediów. Piwo – napój o wielu walorach smakowych i odżywczych będziemy traktować, jako czynnik integracyjny. Od wieków, spożywaniu chmielowego napoju towarzyszyły obrzędy rytualne i artystyczne. Z lekkim przymrużeniem oka można napisać, iż odegrało ono niejedną ważną rolę w historii. Lansowanie piwnego sposobu życia rozumiemy jako pozytywne kształtowanie postaw wzajemnej życzliwości, otwartości, integracji poprzez wesołą i kulturalną rozrywkę połączoną z działalnością artystyczną, a nie źródło społecznej zarazy.
APEL DO WŁAŚCICIELI LOKALI GASTRONOMICZNYCH, PUBÓW, RESTAURACJI, KAWIARNI, BARÓW itd.
Najlepszym rozwiązaniem organizacyjnym jest powołanie do życia „Ławy Lokalnej PPPP”, a następnie i wyższych ich szczebli w lokalu gastronomicznym. Może to zrobić zarówno właściciel, jak i za jego wiedzą i zgodą, grupa osób, najlepiej stałych gości lokalu.
Wiadomo, że takich lokali różnie prosperujących są w Polsce tysiące. Powstanie w nich „Ław PPPP”, powinno przyczynić się także do ożywienia działalności lokalu i jego lepszego prosperowania. Działalność PPPP nie może bowiem sprowdzać się tylko do picia piwa i konsumpcji dań z karty, ale i szeroko pojętej działalności kulturalno-rozrywkowej. Ta natomiast będzie zależała nie tylko od wytycznych Biura Krajowego, ale przede wszystkim od pomysłowości na spędzanie czasu lokalnych działaczy!
Prawdziwa Historia Polskiej Partii Przyjaciół Piwa
Uznałem, że warto przybliżyć działalność prawdziwej już legendy politycznej, jaką była w początkach III RP Polska Partia Przyjaciół Piwa.
To część mojego politycznego życiorysu, gdy jako kompletny nowicjusz, stawiałem w niej swoje pierwsze kroki i niespodziewanie dość szybko wpadłem „na głęboką wodę” ucząc się jej w kontaktach z największymi ówczesnymi nazwiskami. A był to Sejm I kadencji z 29 partiami, więc działo się naprawdę dużo. Ta kadencja trwała od 27 października 1991 do 28 maja 1993 r., gdy prezydent Wałęsa rozwiązał parlament i ogłosił wcześniejsze wybory.
W ROLACH GŁÓWNYCH JANUSZ REWIŃSKI
I LESZEK BUBEL
Rok 1990 to czas dynamicznych politycznych i gospodarczych przemian. To także szok dla sporej części społeczeństwa, gdy przejmująca władzę Solidarność, dzieląc się na różne partie, wszczęła pomiędzy sobą tzw. „pierwszą wojnę na górze”. Doszło do bezpardonowej walki o nowe pole władzy, pomiędzy braćmi Kaczyńskimi a Lechem Wałęsą i powstającą Unią Demokratyczną z pokonanym w wyborach Tadeuszem Mazowieckim na czele. Nie tego społeczeństwo oczekiwało po latach walki ze znienawidzonym PRL-owskim systemem. W krótkim czasie powstało kilkadziesiąt partii, a do końca 1991 roku ponad 200! Ponadto w różnych środowiskach rodziły się pomysły na nową Polskę, a stary postkomunistyczny układ walczył o przetrwanie, tworząc przyczółki z myślą o powrocie do władzy. Powstał więc istny tygiel polityczny. Nic więc dziwnego, że w głowach kilku znanych wówczas dziennikarzy, narodził się pomysł zrobienia żartu i zakpienia z poważnych tzw. styropianowych polityków, którzy zamiast wspólnie pracować w interesie powstającej III RP, złapali się za łby z powodu własnych ambicji. A jako, że byli już wytrawnymi smakoszami piwa, (którzy w PRL-u byli niedoceniani, a nawet prześladowani różnymi oszczerczymi kampaniami), to pomysł na partię „piwoszy” mógł się zrodzić tylko podczas spożywania tego złocistego trunku. I stało się to późnym latem 1990 roku w ogródku piwnym nad Wisłą. Ówczesny redaktor naczelny dużego miesięcznika „PAN”, Andrzej Kołodziejski, ze swoim redakcyjnym kolegą Jemiołkowskim, postanowili wykorzystać popularny tytuł do nagłośnienia swojego pomysłu.
POLITYCZNE PIWKO
Zamieścili w owym miesięczniku kilka zdań oraz deklarację członkowską. Jakież było ich zdziwienie, gdy po ukazaniu się pisma, zaczęło do redakcji napływać setki wypełnionych deklaracji. Była to już jesień 1990 r. i wiadome było, że trwający tzw. kontraktowy parlament ma mieć krótki żywot. Zanosiło się więc na nowe wybory i to już w pełni demokratyczne. Wśród zaskoczonych popularnością PPPP pomysłodawców zaczęła kiełkować myśl o jej rejestracji sądowej. Do tego, wg ówczesnej ustawy o partiach politycznych potrzeba było minimum 15 osób. A do redakcji cały czas napływały nowe wypełnione deklaracje. Było ich już kilka tysięcy. I właśnie w tym czasie do akcji włączył się współpracujący z miesięcznikiem „PAN”, znany dziennikarz muzyczny Adam Halber. Jako erudyta opracował krótki dziesięciopunktowy program, powstała grupa inicjatywna i wspólnie złożyła dokumenty do sądu, który zarejestrował PPPP. Redakcja użyczyła nowopowstającej partii maleńkiego pokoiku, jako jej siedziby, w którym zaczął urzędować Adam Winnicki starający się ogarnąć sprawy administracyjne. Na podstawie napływających deklaracji i opłat członkowskich w kwocie 65 zł, zaczął on wystawiać legitymacje. W całej Polsce jak grzyby po deszczu, powstawały partyjne struktury zwane „ławami piwnymi”. Tym bardziej, że mająca oparcie w znanych dziennikarzach partia, miała stałe nagłośnienie w mediach.
Trzeba było wszystko to jakoś uporządkować, bowiem zanosiło się na realny ruch polityczny, który może osiągnąć sukces. Należało także wybrać lidera i władze partii. Od samego początku, widząc swoją szansę do funkcji prezydenta PPPP, pretendował do niej Adam Halber. Jednak nie bardzo swoją osobowością i wyglądem pasował do roli animatora wyborczego happeningu. Trwały więc poszukiwania kogoś bardziej odpowiedniego, który da twarz PPPP. I przypomniano sobie, że kilka lat wcześniej był telewizyjny program pt. „Skauci piwni” z Januszem Rewińskim w roli głównej. Znany satyryk, kabareciarz zgodził się, jak to później mawiał, „dać gębę” PPPP. Konkurentem prącym do szefowania partii był nadal Adam Halber. Rywalizację obu rozstrzygnął I Kongres PPPP w kwietniu 1991 r. zorganizowany w Sali Kongresowej w Warszawie. Wśród kilku tysięcy rubasznych uczestników w starciu z Januszem Rewińskim, Adam Halber nie miał szans. Na pocieszenie dostał nieformalną, poza startową, funkcję wiceprezydenta PPPP. Ten powstały wówczas antagonizm pomiędzy obu panami, zaowocował późniejszym rozłamem, gdy partia dostała się do Sejmu i podzieliła się na tzw. „Duże Piwo” liczące 13 posłów (m.in. Janusz Rewiński) i „Małe Piwo” z trzema posłami (m.in. Adam Halber).
I Kongres PPPP został pokazany w czołówkach wszystkich mediów. Miał znakomitą oprawę z udziałem kilku browarów, a nawet górniczej orkiestry dętej ze Śląska. Zrodził się więc klimat, który towarzyszył setkom pomniejszych imprez w całej Polsce. Ponadto o powstaniu PPPP dowiedziały się miliony naszych Rodaków, którzy zniesmaczeni trwającą „wojną na górze”, widzieli sens powstania jajcarskiej partii z poważno–luzackim programem i to z utalentowanym satyrykiem na czele. Pomysł walki satyrą z głupotą, zaprzaństwem i chamstwem, znalazł wielu zwolenników, było to wręcz antidotum na dokonania „poważnych” polityków, notorycznie obrzucających się błotem. Tak więc w wyniku rozgłosu partia
Leszek Bubel prezentujący piwo „PRESIDENT” ze słynnym zdjęciem Janusza Rewińskiego na nalepce, na której znalazł się także hymn PPPP.
„Wypij jedno, drugie, trzecie piwo
pójdziesz może trochę krzywo
a po gorzale nie pójdziesz wcale
więc piwa do kufla nalej”.
Niestety, ale PPPP ze sprzedaży tego piwa nie dostała nawet przysłowiowego grosza. Sam Janusz Rewiński nigdy nie ujawnił treści kontraktu zawartego z browarem.
zyskiwała na popularności. Do Biura Krajowego codziennie napływały dziesiątki nowych deklaracji członkowskich. Powstał problem z nadążaniem wystawiania legitymacji! Ponadto rodziły się, jak grzyby po deszczu, struktury terenowe w całej Polsce, zwane „ławami piwnymi”.
AKCJA KAJECIK
No i zrodził się zasadniczy problem. Skoro partia ma już tak duży potencjał „ludzki”, to jak zabrać się do udziału w wyborach parlamentarnych ogłoszonych na 27 października 1991 roku. Wówczas Janusz Rewiński wyjął swój „kajecik” z telefonami do znajomych. Pierwsze kroki pokierował do kilku biznesmenów z propozycją wsparcia finansowego partii w zbliżających się wyborach. Jakież było ich zdumienie, gdy otrzymywali także propozycję kandydowania! Pomysł chwycił Zbigniew Eysmont (późniejszy minister z PPPP/PPG) z tego właśnie światka, otworzył swój kalendarzyk z telefonami i dzwoniąc do kolegów biznesmenów pytał na dzień dobry, prosząc, aby znajomy dobrze najpierw usiadł na krześle „Czy chcesz zostać posłem z ramienia partii piwoszy?”. Konsternacja i osłupienie, jak relacjonował to później, była powszechna! Jednak w większości przypadków przeważyła siła jego argumentów, iż jest to już masowy ruch polityczny z popularnym Januszem Rewińskim i przy wsparciu biznesu może się dostać do Sejmu.
To wówczas zrodził się pomysł uzupełnienia dotychczasowego programu PPPP o problematykę gospodarczą, tak ważną w procesie transformacji, czego zażartym przeciwnikiem był Adam Halber. Ponoć jego twórcami był m.in. Zbigniew Zarazka i Jan Wejhert (zmarły niedawno współwłaściciel koncernu medialnego ITI, właściciela m.in. stacji TVN). Tak więc informacja o możliwości zdobycia mandatów poselskich szeroko rozlała się w biznesowym światku. Efektem tego był start wielu znanych osób biznesu z list PPPP, m.in. Zbigniewa Jakubasa w Lublinie, czy byłego boksera Jerzego Kuleja w Częstochowie. Inni, m.in.. Piotr Büchner wystawili na listach swoich pracowników, np. Cezarego Urbaniaka w Poznaniu.
POMYSŁ + KASA = SUKCES
Oczywiście zdominowanie PPPP przez czołowych polskich biznesmenów zaowocowało wpłatami na konto partii, wystarczającymi na kampanię wyborczą. Uzupełniono także wizerunek partii widoczny w jej jednym z wyborczych spotów z Andrzejem Czarneckim w roli głównej (został wybrany na posła z katowickiego okręgu). Muzykę i krótką piosenkę do spotów skomponował Seweryn Krajewski. Posłami zostali także biznesmeni Tomasz Holc z Gdyni, prezes Polskiego Związku Żeglarskiego i olimpijczyk Tomasz Bańkowski z okręgu gliwickiego czy znany perkusista jazzowy i były prezes Polskiego Związku Jazzowego Jan Zylber z okręgu szczecińskiego (ojciec znanego obecnie reżysera) oraz Leszek Bubel, właściciel największej wówczas w Europie firmy jubilerskiej zatrudniającej ponad 400 osób, posiadający ponad 100 własnych sklepów i tytuł prasowy, który zapewnił mu mandat poselski z okręgu wałbrzyskiego. Był to ewenement na krajową skalę, ponieważ posłem został wybrany z drugiego miejsca na liście, pokonując wielu znanych polityków. Wśród wybranych 16 posłów znalazł się znany policjant, antyterrorysta major Jerzy Dziewulski, wybrany z okręgu suwalskiego. Wśród znanych postaci stawkę uzupełnili wybrani z listy krajowej Adam Halber i Krzysztof Ibisz, aktor, obecnie prezenter telewizyjny. Pozostałymi posłami zostali Andrzej Zakrzewski, dziennikarz z Olsztyna, lekarz Sławomir Chabiński z Dąbrowy Górniczej, biznesmen Sławomir Brach z okręgu jeleniogórskiego, Adam Piechowicz z Łodzi i oczywiście Zbigniew Eysmont z Warszawy, jako późniejszy minister d/s promocji przedsiębiorczości. Szesnastkę uzupełniał Marek Kłoczko, ówczesny i obecny dyrektor Krajowej Izby Gospodarki. Jest to znany i wybitny ekspert od spraw gospodarczych z Warszawy, choć mandat zdobył z okręgu leszczyńsko–kaliskiego. Tak więc sejmowa reprezentacja PPPP nie składała się z jakichś obszczymurków, jak głosili złośliwcy, tylko z osób poważnych mających już duży życiowy dorobek, choć z aktorem i kabareciarzem w swoim składzie.
Sala plenarna Sejmu RP po pierwszych w pełni demokratycznych wyborach 27 października 1991 r. W drugim sektorze od lewej w dwóch górnych rzędach posłowie PPPP. W pierwszym rzędzie od góry Jan Zylber, Zbigniew Eysmond, Andrzej Czarnecki, Tomasz Bańkowski, Tomasz Holc, Marek Kłoczko. W drugim od góry Janusz Rewiński, Leszek Bubel i Cezary Urbaniak. Krążył wówczas dowcip, iż posłowie PPPP zajęli miejsca na samej górze blisko drzwi wyjściowych z sali, aby było im bliżej do… toalety.
Janusz Rewiński w towarzystwie kandydatów na posłów. Wszyscy z kuflami piwa, oczywiście z logiem PPPP.
PPPP już wówczas miała całą masę piwnych gadżetów, a dodatkowo rozprowadzany był, słynny na całą Polskę, plakat ze zdjęciem Janusza Rewińskiego. Plakat wiszący w tle, robił prawdziwą furorę. Rozprowadzono go dziesiątki tysięcy. Autorem zdjęcia był znany szczeciński fotograf.
Toast kandydatów na posłów po otwarciu pubu w Kłodzku – przepiękne miasto, prawdziwa lokalna metropolia, stolica Ziemi Kłodzkiej. Był to pierwszy pub w Polsce (wrzesień 1991 r.), który otworzył Janusz Rewiński. W sumie otworzył ich kilkadziesiąt, co znakomicie przyczyniło się do popularyzacji PPPP.
Jednak wśród 16 posłów zabrakło miejsca dla pierwszych działaczy utożsamiających się ze „spolegliwym” programem Adama Halbera. Był on zresztą krytykiem dokonań Janusza Rewińskiego, który swoimi decyzjami oddał partię biznesmenom. Tłumaczył to tym, że nie było innego wyjścia, bo na samym oddolnym pospolitym ruszeniu, bez kasy i znanych twarzy nie da się osiągnąć wyborczego sukcesu. Często z upodobaniem mawiał, że „i tak wszyscy wjechali do Sejmu na jego gębie”. Co zresztą było bliskie prawdzie, bo partia była utożsamiana wówczas tylko z nim. Wiadomo, bowiem, że sukces może zapewnić przede wszystkim wyrazisty i popularny wizerunek lidera. Potwierdziły to zresztą same wybory, w których prawie wszyscy rejestrujący się na listach zdobyli poselskie mandaty.
Można śmiało powiedzieć, że w wyniku wyborów parlamentarnych PPPP zmieniła swój początkowy image. Przestała być partią tylko „piwoszy”, a stała się partią biznesu
PIERWSZA WOJNA „KUFLOWA”. GĘBA REWINY
Z w/w powodów już na pierwszym spotkaniu powstał konflikt pomiędzy 16 wybranymi posłami i to jeszcze przed ich ślubowaniem. Po raz pierwszy wszyscy razem spotkali się w sali konferencyjnej Krajowej Izby Gospodarczej. Rewiński oficjalnie powitał zebranych i przekazał prowadzenie spotkania Bańkowskiemu jako liderowi grupy biznesmenów, jasno sugerując, kto ma być przewodniczącym Klubu Parlamentarnego PPPP. Obok nich zasiadło 9 posłów. Po przeciwnej stronie znaleźli się Halber, Ibisz i Piechowicz, jako „piwna” frakcja w łonie partii. Natomiast pomiędzy przeciwległymi stołami, na środku sali, zajęli miejsca Bubel i Dziewulski demonstrując tym potrzebę jedności wszystkich zebranych. W burzliwej dyskusji dwóch pozostałych frakcji, to oni właśnie przeważyli, iż nie doszło jeszcze do rozłamu i postanowiono założyć wspólny szesnastoosobowy Klub Parlamentarny Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Kilkanaście dni później władze klubu nie zostały wyłonione w trakcie głosowania, tylko w formie dyskusji i uzgodnień. Przewodniczącym został Tomasz Bańkowski, wiceprzewodniczącym Leszek Bubel i Zbigniew Eysmont, a sekretarzem Jan Zylber. Te cztery osoby stanowiły także Prezydium klubu. Lider PPPP Janusz Rewiński nie pretendował nawet do tego grona, twierdząc, że nie czuje się na siłach brać nowych obowiązków i to w sprawach, na których się nie zna. Do władz klubu nie wszedł pretendujący do tego Adam Halber, co było zapowiedzią oficjalnego rozłamu w ciągu najbliższych tygodni, który dokonał się na tzw. „Małe” i „Duże Piwo”, jak to określiły media.
W gronie samego „Dużego Piwa” rozgorzał spór o nazwę klubu, gdy Tomasz Bańkowski zgłosił do Marszałka Sejmu jego powstanie pod nazwą Polski Program Gospodarczy (PPG). Otóż w trakcie kolejnych burzliwych dyskusji okazało się, iż siedmiu posłów popiera zgłoszoną nazwę a czterech – z Leszkiem Bublem na czele – domaga się partyjnego szyldu PPPP. Zanosiło się bowiem na gigantyczny skandal, jako że setki tysięcy wyborców, w tym kilkanaście tysięcy członków PPPP głosowało na partię, która z chwilą wejścia do Sejmu nagle zmienia nazwę i nie chce się utożsamiać z dotychczasową. Jednak, aby nie dopuścić do kolejnego podziału wypracowano kompromis, że do PPG dodane zostanie PPPP. Za czym optował również Janusz Rewiński, bojący się reakcji terenowych struktur. Zresztą przy każdej okazji, gdy koncertował po całej Polsce, spotykający się także z członkami partii, musiał się tłumaczyć ze zniknięcia szyldu PPPP z Sejmu. Okazało się bowiem, iż przewodniczący Tomasz Bańkowski blokował zgłoszenie do Marszałka Sejmu jego uzupełnienie o PPPP. Tak więc PPPP zaczęła działać w Sejmie pod szyldem PPG. Z tego powodu trwało wzburzenie setek terenowych struktur domagających się przywrócenia nazwy partii w Sejmie.
„DUŻE” I „MAŁE PIWO”
W tym czasie już oficjalnie odłączyło się trzech posłów Halber, Ibisz i Piechowicz tworząc własne koło pod nazwą „Spolegliwość” z emeryckim, a nie biznesowym czy też „piwnym” profilem działalności. Przy tej okazji wyszło na jaw, iż „piwna” postawa Halbera była pozerstwem w walce o przywództwo w PPPP. Rozłam stał się faktem. Pomimo tego „okręgowe ławy piwne” nadal się dynamicznie rozwijały i systematycznie organizowały spotkania, na które zapraszały swoich posłów.
W całej Polsce w każdym tygodniu pod szyldem PPPP organizowane były imprezy rozrywkowe. (zobacz galerię) Wśród członków partii, było wielu właścicieli lokali gastronomicznych od zwykłych piwiarni po eleganckie duże lokale. Było się więc, gdzie spotykać i integrować. Czasami pojawiał się na nich Janusz Rewiński, wówczas jeszcze bożyszcze członków i sympatyków PPPP. Leszek Bubel jako wiceszef PPG cyklicznie dwa razy w miesiącu rozsyłał w teren sprawozdanie z działalności posłów w Sejmie oraz inne ciekawe, głównie sejmowe materiały. Sam często odwiedzał także terenowe struktury, wśród których nadal jednak wrzało z powodu zniknięcia szyldu partii z Sejmu. Głosy wzburzenia docierały także do pozostałych posłów wybranych z list PPPP.
DRUGA WOJNA „KUFLOWA”
Słynne nocne spotkanie posłów PPG w jednej z sejmowych sal, która później przebudowana została na sejmową kaplicę. Całonocna dyskusja zakończyła się kompromisem, czyli dodaniem do PPG (Polski Program Gospodarczy) PPPP (Polskiej Partii Przyjaciół Piwa). Razem PPG/PPPP. Jednogłośnie przyjęto uchwałę zalecającą ustanowienie Janusza Rewińskiego honorowym prezydentem a Leszka Bubla urzędującym. Został on także wiceprzewodniczącym koła PPG/PPPP do spraw partii. Po lewej Leszek Bubel, po prawej Jan Zylber, Tomasz Brach, Andrzej Czarnecki i Janusz Rewiński.
Posłowie Donald Tusk i Leszek Bubel podczas kuluarowego spotkania w Sejmie w lecie 1992 r.
W kole PPG w jednej z sejmowych sal doszło do całonocnej, burzliwej dyskusji. Trwała ona od ok. godz. 19 do 5 rano! Chodziło o podjęcie ostatecznej decyzji czy PPG definitywnie odcina się od PPPP i jej terenowych struktur, czy też uda się to zintegrować. Za integracją optowało czterech posłów Bubel, Brach, Urbaniak i Zakrzewski. Pozostała siódemka chciała utrzymać dotychczasową sytuację i to z Januszem Rewińskim jako prezydentem PPPP. Wówczas Jerzy Dziewulski rzucił przyjętą przez wszystkich zebranych posłów propozycję, aby powołać Kongres i wybrać na honorowego prezydenta Janusza Rewińskiego a Leszka Bubla jako urzędującego. Partii potrzebny był dotychczasowy wizerunek, który odniósł sukces, a do tego idealnie nadawał się Rewiński. Natomiast pilnie potrzebny był sprawny organizator, menager potrafiący zadbać o sprawy programowe i teren. Zorganizować biuro partii z prawdziwego zdarzenia, ponieważ nadal mieściło się ono w kilkumetrowym pokoiku pozostawionym samemu sobie. Do tego idealnie nadawał się Leszek Bubel, mający jako jedyny stały kontakt z terenowymi strukturami. Aby powyższe problemy zacząć rozwiązywać od zaraz, nie czekając do Kongresu Leszkowi Bublowi powierzono ponownie funkcję wiceprzewodniczącego koła PPG, ale już z dodanym d/s PPPP. Tak więc zdobyto się na kolejny kompromis. W Sejmie RP zaczęło działać bez większych wewnętrznych zakłóceń koło PPG, mające wewnątrz wiceprzewodniczącego d/s PPPP.
DRUGI DYNAMICZNY ROZWÓJ
Uspokoiło to na trochę sytuację w całej partii, tym bardziej, że w ciągu najbliższych miesięcy Leszek Bubel zorganizował i urządził reprezentacyjną siedzibę partii. Dwustumetrowy kilkupokojowy lokal z dużą salą konferencyjną, został wyposażony nie tylko w sprzęt biurowy z kasą pancerną, komputerami, faksami czy kserokopiarką, ale i barkiem, w którym były nawet dania gorące. Biuro mieściło się w samym centrum stolicy na jedenastym piętrze w wieżowcu „Bumaru”. Zatrudniona została sekretarka i dwie asystentki oraz dotychczasowy jednoosobowy pracownik partii Adam Winnicki zajmujący się nadal sprawami członkowskimi. Na kilku konferencjach prasowych pojawił się nawet Janusz Rewiński, gdy część posłów PPG stroniła od wizyt w biurze partii. Pomimo tego wydawało się, iż wszystko idzie w dobrą stronę, gdy już obaj liderzy PPPP zaczęli ze sobą współpracować. Biuro zaczęły odwiedzać tłumy. Stale panował w nim niesamowity ruch, a i członkowie poczuli się dowartościowani, gdy powstało największe i najładniejsze biuro wśród wszystkich partii.
„PePe” KUP URBAN TRUP!
Jacek Janczarski (twórca słynnego „Kocham Pana, Panie Sułku”) redaktor naczelny dwutygodnika „PePe” z Januszem Rewińskim podczas ustalania profilu gazety. Janusz był twarzą pisma, którego ukazało się tylko kilka numerów.
Jenusz Rewiński z jedną z kandydatek na Miss. Było wesoło, bo wszystkie chciały i zrobiły sobie z nim zdjęcie.
Leszek Bubel ze znanym satyrykiem Stefanem Friedmanem jako wydawca książki napisanej przez niego wspólnie z Jonaszem Koftą „Dialogi na cztery nogi”.
Na spotkaniach PPPP pojawił się znany francuski dziennikarz Bernard Margerite – korespondent francuskich gazet mieszkający od lat w Polsce.
Redaktor Sasin (z małżonką) z olsztyńskiej Ławy oraz Janusz Laskowski po występie na jednej z imprez PPPP w Mierkach k/Olsztyna.
Podczas otwarcia pubu znalazła się lokalna „śmietanka towarzyska” oraz uczestniczki konkursu na Miss Ziemi Wałbrzyskiej. Z lewej prawnik Krzysztof Adamek – jeden z późniejszych liderów PPPP. Po prawej reżyser Wowo Bielicki. W środku Janusz Rewiński i Leszek Bubel.
Spotkanie Janusza Rewińskiego w domu Leszka Bubla (w środku) z dziennikarzami „Trybuny Wałbrzyskiej”: Zbigniewem Zalewskim i Bogdanem Skibą. Przez wiele godzin nagrywane były jego wypowiedzi, które miały być wydane w formie wywiadu rzeki w książce, pt. „Od kabaretu do Sejmu”. W wyniku późniejszych konfliktów Janusz Rewiński wydał książkę przez inne wydawnictwo.
Poseł Leszek Bubel podczas przerwy w obradach sejmowych.
Obaj liderzy częściej zaczęli się także pojawiać w terenie i to czasami wspólnie. Na przemian otwierali nowe puby, targi piwa, jak np. w Łodzi czy nawet jak Leszek Bubel nowy browar w Braniewie! W wielu miastach, jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać lokale pod szyldem PPPP, jak np. siedmiusetmetrowy w Szczecinie pod Urzędem Miejskim, w którym co tydzień organizowane były imprezy kulturalne, prowadzone m.in. przez Annę Jurksztowicz czy Jacka Cygana. W tym lokalu, jak w wielu innych miały także siedziby „Okręgowe Ławy Piwne”. Wszystko to działo się od wiosny do wczesnej jesieni 1992 r.
We wrześniu Leszek Bubel zrealizował pomysł Janusza Rewińskiego i zaczął wydawać ogólnopolski dwutygodnik satyryczny pt. „PePe”. Udostępnił swoje kontakty do czołowych satyryków, którzy zgodzili się współpracować z pismem. W wynajętym przez Leszka Bubla lokalu i pod szyldem jego firmy przez trzy miesiące pracował nad koncepcją pisma kilkunastoosobowy zespół z najbardziej znanymi polskimi satyrykami z Jackiem Janczarskim jako redaktorem naczelnym (ostatnim red. naczelnym „Szpilek”, autorem m.in. słuchowiska radiowego pt. „Kocham Pana, Panie Sułku”). Pierwszy numer pisma miał profesjonalne nagłośnienie. Zbiegł się z emisją kilku spotów reklamowych przed wiadomościami w TVP. Pokazując „PePe” Janusz Rewiński dowcipnie mówił „PePe” kup Urban trup!”. Oburzony Urban, drętwy i siermiężny jak komuna, wdał się z Rewińskim w polemiczne publikacje, w których Janusz, swoją mistrzowską satyrą, rozkładał go na łopatki.
Ukazanie się pierwszego numeru „PePe” wsparł duży koncert czołowych satyryków w Sali Kongresowej, który sfinansował Leszek Bubel. Były nie tylko gazety, ale i plakaty, na których Janusz Rewiński składał swoje autografy oblegany przez tłum fanów. Można śmiało napisać, iż było to apogeum popularności PPPP, gdy w tych kilku miesiącach w samej tylko Warszawie niemalże co tydzień odbywały się m.in. karczmy piwne z udziałem kabareciarzy, znanych szantowych zespołów z „partyjnym” „EKT GDYNIA” na czele. Na karczmach piwnych w Hybrydach, Stodole czy na Torwarze, organizowanych przez Leszka Bubla, zaczęli pojawiać się znani sportowcy, a nawet rektorzy wyższych uczelni. Istotne, że z każdej z takich imprez, pojawiały się relacje w „TELEEXPRESIE” i innych programach. Szeroko pisała o nich prasa. Tak więc i „piwny” elektorat stale się powiększał.
Nie wszystko kręciło się tylko wokół piwa i rozrywki. Do PPPP zaczęło garnąć się wielu specjalistów z innych dziedzin, świetnie wykształconych, z życiowym dorobkiem. Pojawili się ekolodzy szukający swojego miejsca na politycznej scenie. Przy Biurze Krajowym powstało więc wiele zespołów problemowych, opracowujących także nowy program na zapowiadany Kongres. „Piwo” miało pozostać, ale tylko jako czynnik integrujący podczas spotkań, jako rubaszny dodatek przywracający kulturę obyczajów. PPPP rosła w siłę na wielu frontach.
SPISEK W SEJMIE
Niestety, ale w tym samym czasie w Sejmie działo się o wiele gorzej. Upadł rząd Jana Olszewskiego. Na nowego premiera prezydent Lech Wałęsa desygnował Waldemara Pawlaka. Przez 33 dni nie udało mu się jednak zorganizować większościowej koalicji sejmowej. W tym samym czasie liderzy Unii Demokratycznej i Kongresu Liberalno-Demokratycznego zaczęli montować swoją koalicję. Do zdobycia większości potrzebne im był tylko kilkunastu posłów. Wybór więc padł na PPG i stało się to wręcz w spiskowych okolicznościach. Rozmowy z UD (m.in. Geremek, Kuroń, Mazowiecki, Kuczyński, Rokita) i KLD (m.in. Tusk, Bielecki, Lewandowski) prowadzili z ramienia PPG tylko Bańkowski i Eysmont. Trudno dzisiaj dociec, którzy pozostali posłowie o tym wiedzieli, ponieważ na ich wspólnych cotygodniowych spotkaniach koła PPG dwaj ww. czyli przewodniczący i drugi wiceprzewodniczący o koalicyjnych rozmowach nie informowali. Pewne jest tylko, że brał w nich udział także Janusz Rewiński. Natomiast Leszek Bubel oprócz wywiązywania się ze swoich sejmowych obowiązków (pracy w komisjach, oraz obowiązkowych posiedzeniach plenarnych Sejmu, w tym głosowaniach) zaabsorbowany sprawami PPPP, nie miał o nich żadnej wiedzy. Sprawa wyszła na jaw, gdy na spotkaniu koła Zbigniew Eysmont wypalił „Zawarłem wstępną koalicję z UD/KLD. Wynegocjowałem dwa ministerialne stanowiska. Pierwsze to minister d/s przedsiębiorczości, którym zostanę ja, a drugie to minister gospodarki. Dla was. Kto chce być ministrem gospodarki? Chyba nieźle co? Chyba mnie teraz nie ubijecie? Ha, ha”. Zaległa długa cisza, którą przerwał Bańkowski argumentacją za słusznością takiej decyzji. Chodziło mu o integrację środowisk biznesowych. Zrobienie politycznej czapy PPG nad nimi jakby zapominając, że jest w nim wiele sprzecznych wzajemnie interesów, co też potwierdziła późniejsza ministerialna działalność Eysmonta, dla którego stworzono nowy resort. Eysmont to załatwił dla siebie. Gremialnie olewały go wszystkie środowiska biznesu, gdy w obstawie BOR-u jeździł kilkoma samochodami po całej Polsce. Był to kompletny niewypał, ministerstwo – mieszczące się w trzech pokojach i zatrudniające kilka osób – zniknęło wraz z upadkiem rządu Hanny Suchockiej.
NIE BYŁO CHĘTNYCH NA MINISTRA!
Wśród posłów PPG na tym spotkaniu chętnych do zostania ministrem gospodarki nie było. Najbardziej do tego stanowiska nadawałby się Marek Kłoczko czy Andrzej Czarnecki, ale jak pozostali, oprócz poselskich obowiązków, mieli jeszcze wiele innych spraw, z których nikt nie chciał lub nie mógł zrezygnować. Może i szkoda, bo resort gospodarki objął wyjątkowy głupol i cep, którego radosna działalność skończyła się w… kryminale. Tak więc, postawieni przed faktem dokonanym, pozostali posłowie PPG zmuszeni zostali do zaakceptowania koalicji. I nie ma co kryć, że większość z nich, jak nie wszyscy, nie mając politycznego doświadczenia w konfrontacji ze starymi styropianowymi politykami, łatwo uległa mamiona mirażami bycia u władzy. Mieli jednak świadomość, iż są w powstałym układzie tylko przysłowiowym „kwiatkiem do kożuszka”, potrzebnym do głosowań w Sejmie, w którym zasiedli przedstawiciele aż 29 partii! Adekwatnie powstałą sytuację nazwał Leszek Bubel mówiąc, że „zdobywamy dopiero doświadczenie, uczymy się”. Zresztą jako jedyny z PPG miał z polityką bliższy kontakt, gdy został internowany w stanie wojennym za sfinansowanie kilku podziemnych drukarni i produkcji biżuterii patriotycznej. Zresztą po czasie trochę żałował, iż nie zgodził się zostać ministrem gospodarki, obserwując wyczyny ministra Wacława Niewiarowskiego. W końcu jego pomysł na otoczenie się ekspertami, kompetentnymi doradcami i dopiero na podstawie ich opinii podejmowanie mądrych decyzji, dałby lepsze rezultaty. Mogłoby też wzmocnić PPPP i dodać jej prestiżu. Jako, że zawsze uparcie podkreślał, iż jest posłem tej właśnie partii pracując nad jej dalszym rozwojem. Tak więc udział PPG w koalicyjnym rządzie był niewykorzystaną szansą zaistnienia PPPP w innym niż dotychczas społecznym odbiorze jej działalności. W końcu sympatyczną nazwę partii należało połączyć z poważną sejmowo-rządową działalnością, ale przecież to nie nazwa stanowi o profilu działalności, tylko konkretne działania.
Były jednak i plusy bycia w koalicji, czyli zdobywania praktycznej, a nie tylko teoretycznej wiedzy. Na narady powstałej rządowej „małej” koalicji UD/KLD/PPG chodził nie tylko Tomasz Bańkowski, czy Zbigniew Eysmont, ale jako wiceprzewodniczący także i Leszek Bubel. Z wielu jego opublikowanych relacji wiadomo, iż był takimi naradami zniesmaczony, a początkowo nawet zszokowany. Mówiono na nich tylko o zdobywaniu nowych pól władzy, komu jeszcze i za co dać wysokie stanowisko, kogo i jak wykończyć, jak do tego zaangażować media i prokuratury. Po czym po takiej naradzie „małej koalicji” wychodził do tłumu oczekujących dziennikarzy, np. Tadeusz Mazowiecki i mówił tylko o trosce o Polskę, itp. propagandowe pustosłowie. Leszek Bubel poznał więc liberalizm od samego środka i jak wielokrotnie o tym pisał, przestał wierzyć w jakąkolwiek jego cywilizowaną formę. A w tym, z czym się zderzył brakowało patriotyzmu i troski o polskie narodowe interesy. Szalała złodziejska prywatyzacja. Sytuacja na linii PPG/PPPP zaczęła się więc radykalnie komplikować.
TRZECIA „WOJNA KUFLOWA”
Otóż zbliżał się listopadowy Kongres PPPP. Zespoły problemowe Biura Krajowego opracowały nowy statut i program do przegłosowania. Zamierzano przedyskutować i głosować wiele uchwał dotyczących formalnego powołania licznie powstałych i pracujących eksperckich zespołów tematycznych. Jako delegatów zaproszono wszystkich 16 posłów, chcąc nakłonić ich do połączenia się w Sejmie pod szyldem PPPP. W tym zgodne były wszystkie terenowe struktury. Jednak szybko okazało się, iż na Kongres przybędzie tylko pięciu posłów, tj. Janusz Rewiński jako prezydent PPPP, Leszek Bubel, Tomasz Brach, Sławomir Chabiński i Adam Halber. Co też się stało. Pozostali posłowie wybrani z listy PPG odmówili uczestnictwa i poinformowali, że nie byli, nie są i nie zamierzają być członkiem PPPP.
Na Kongres przybyło ponad 400 delegatów. Wybrano przewodniczącego obrad, uchwalono ich porządek, a napiętą atmosferę próbowała rozładować szantowa kapela PPPP „EKT GDYNIA”. W końcu doszło do wyłonienia nowych władz partii, Prezydium Ławy Głównej, Komisji Rewizyjnej i prezydenta. Z sali padły kandydatury Janusza Rewińskiego, Leszka Bubla i Adama Halbera, który nie zgodził się kandydować. W wyniku tajnego głosowania Janusz Rewiński kilkoma głosami wygrał z Leszkiem Bublem. Co było dla niego sporym zaskoczeniem, jednak obaj uścisnęli sobie ręce. Leszek Bubel został miażdżącą przewagą głosów wybrany na przewodniczącego kilkunastoosobowej Komisji Rewizyjnej PPPP, zwaną formalnie Najwyższą Ławą Rewizyjną PPPP z dużymi uprawnieniami, co zaowocowało wydarzeniami w najbliższych tygodniach.Otóż już w czasie trwania Kongresu wyszło na jaw, że, dosłownie na kilka dni przed nim, zniknęło z Sejmu jedenastoosobowe koło poselskie PPG. Wywołany tym faktem niejako do tablicy i kandydujący na prezydenta Leszek Bubel i Janusz Rewiński, przy rechocie Adama Halbera, zabierali kolejno głos tłumacząc się z powstałej sytuacji. I tak Leszek Bubel okazał sejmowy biuletyn z krótką informacją, że kilka dni temu powstał w Sejmie nowy klub, do którego weszli wszyscy posłowie PPG, KLD i kilku z Porozumienia Centrum. Pod nową zupełnie nazwą i wybrali Prezydium, w którym z ramienia PPG znalazł się Tomasz Bańkowski i Janusz Rewiński. Dodał, że dowiedział się o tym wręcz przypadkowo, przeglądając sejmowy biuletyn, a będąc zaabsorbowany organizacją Kongresu nie miał nawet czasu sprawdzić tej informacji. Zdumiony był także tym, że jako wiceprzewodniczący koła PPG d/s PPPP o niczym nie wiedział, ponieważ tę sprawę skrzętnie przed nim ukrywano. Mało tego, bez swojej wiedzy i zgody stał się członkiem zupełnie nowego klubu. Na sali powstała wrzawa. Delegaci gremialnie domagali się wyjaśnień. Dwóch obecnych posłów Brach i Chabiński także powiedzieli, że nic nie wiedzieli o powstaniu nowego klubu, w którym także znaleźli się jako członkowie bez swojej zgody. Głos zabrał wreszcie kandydat na prezydenta Janusz Rewiński. Zapewnił wszystkich, że to nieprawda i nic mu nie wiadomo o likwidacji koła PPG, a tym bardziej o wejściu jego posłów, w tym jego samego, do nowego klubu. A to, co jest w biuletynie sejmowym, to jakieś niesprawdzone bzdury. Taka deklaracja uspokoiła salę, doszło do tajnego głosowania. Wygrał paroma głosami na 400 – Rewiński.
KŁAMSTWO REWIŃSKIEGO
Większość delegatów uwierzyła w jego deklaracje. Przez wszystkie media, będące na sali obrad, gruchnęła informacja, że Janusz Rewiński wybrany został ponownie prezydentem PPPP. Posłowie spiskowcy już z byłego PPG będący w nowym liberalnym klubie uspokoili się. Oto wprowadzając do Prezydium nowego klubu Janusza Rewińskiego, mając go także jako szefa partii, przejęli nad nią całkowitą kontrolę. I nie po to, aby do niej wstępować, tylko „gębą” Rewińskiego przeciągnąć duży elektorat PPPP w spodziewanych przyspieszonych wyborach. Co też się stało kilka miesięcy później, bo Sejm był niestabilny i skłócony. Dosłownie na tacy miał zostać przejęty co najmniej kilkuprocentowy wyborczy gotowiec.
PPPP przez niemalże cały 1992 rok okrzepła, ukształtowała struktury terenowe, miała duże profesjonalnie pracujące Biuro Krajowe, stałe nagłaśnienie w mediach, mająca w dyspozycji dużą ogólnopolską gazetę satyryczną „PePe”. Miał się, więc czym pochwalić Janusz Rewiński nie swoją pracą na konferencji prasowej zorganizowanej w Biurze Krajowym. Uczestniczył w niej także Leszek Bubel. Pytany przez dziennikarzy, co sądzi o likwidacji koła PPG i powstaniu nowego klubu, powiedział, że są to dla niego zaskakujące informacje i, jeżeli się tylko potwierdzą, to jako przewodniczący Komisji Rewizyjnej wyciągnie z nich statutowe konsekwencje. W takich okolicznościach dwaj liderzy chłodno się pożegnali i jak się później okazało było to ich ostatnie spotkanie.
Część kongresowych delegatów nie dała wiary w deklarację Rewińskiego. Z informacji medialnych wynikało, że Rewiński kłamał. Kilku wybrało się nawet do Sejmu, aby to sprawdzić. Tak więc sprawą w krótkim czasie musiała się również zająć Komisja Rewizyjna (wszystkie jej sprawozdania są dostępne w biuletynie PPPP nr 2).
Rosło wzburzenie w szeregach PPPP. I nic dziwnego, że Rewiński zaczął być „be”. Powoli wyciągnięto mu różne podejrzane geszefty, np. masowe zbieranie składek partyjnych, które trafiały do jego kieszeni, itd., itp. To wszystko jednak uchodziło, jak to mówiono, uwielbianemu Januszkowi, na sucho. No, ale Januszek sukcesywnie sobie grabił, gdy np. tylko za kasę z kabaretowego występu raczył jako prezydent PPPP odwiedzić którąkolwiek terenową Ławę. Członkowie partii musieli słono płacić, za to, że ich wódz raczył ich odwiedzić choćby pod pretekstem kabaretowego występu. I trzeba było tylko odpowiedniej sytuacji, aby okazało się, iż to była jego stała praktyka. Taką okazją był Kongres, gdy wszyscy wreszcie mogli się poznać i wymienić informacje, dotyczące także wyczynów wodza. Ale najbardziej na Kongresie bolało jego kłamstwo, gdy patrząc ludziom w oczy, dał popis ich lekceważenia. Rewiński stracił wiarygodność.
KONIEC REWIŃSKIEGO
Ulubiona mina Rewińskiego znana z jego plakatu. No, ale tym nie dało się w Sejmie długo podziałać. Wielokrotnie komentując na żywo zachowanie i wypowiedzi posłów podczas obrad, wzbudzał taką wesołość na sali, że Marszałek przez długie minuty nie mógł prowadzić obrad. W końcu zaprzestał kpić i wówczas skończył się jako gwiazda Sejmu. Szkoda.
Od lewej: Stanisław Podlewski wiceprezydent PPPP, Konrad Póżmirowski szef Ławy w Sochaczewie, Janusz Gołębiowski prawnik i dziennikarz z Biura Krajowego akademicki mistrz Europy w judo, poseł Leszek Bubel prezydent PPPP, Zbigniew Cieślak z Biura Krajowego oraz Stefan Mizieliński prawnik i dziennikarz sportowy, przez wiele lat prezes prestiżowego klubu kulturystycznego w Warszawie „HERKULES”. Wszyscy z medalami „Zasłużony działacz sportu”.
Oto członkowie Prezydium Ławy Najwyższej z nowowybranym prezydentem PPPP Leszkiem Bublem w dniu 28. lutego 1993 r.
Poselska działalność Leszka Bubla zaowocowała ścisłymi kontaktami ze sportowcami. Na zdjęciu znany kolarz Dariusz Baranowski, któremu Leszek Bubel wręcza puchar i składa gratulacje za wygranie wyścigu.
Kazimierz Górski regularnie zaszczycał swoją obecnością imprezy organizowane przez PPPP. Wielokrotnie jeździł z nami w teren otwierając organizowane przez nas np. turnieje piłkarskie. Na zdjęciu z Leszkiem Bublem podczas słynnego, z powodu bicia rekordu Guinessa, I Ogólnopolskiego Święta Piwa zorganizowanego w klubie „STODOŁA” w Warszawie.
Pan Kazimierz był fanem mocnych piw typu PORTER. Często proszony zabierał głos, z wielkim talentem i humorem snuł wspomnienia ze swej kariery. Do dziś znane są jego opowiadania, często przytaczane jak: „wygrywa ta drużyna, która strzeli o jedną bramkę więcej” lub „piłka jest okrągła a bramki są dwie”.
Pan Kazimierz zgodził się także kandydować do Sejmu z ramienia PPPP w 1993 r. Swoim autorytetem ściągnął do PPPP całą plejadę najwybitniejszych sportowców. Zapytany przez dziennikarzy, dlaczego wybrał właśnie PPPP, odpowiedział w swoim rubasznym stylu: „zaprosili to przyszedłem”.
Leszek Bubel jako organizator kolejnej wielkiej imprezy PPPP. Tym razem na 5 tysięcy osób na warszawskim Torwarze. Były koncerty kilku znanych zespołów, kiermasz, birofilska wystawa, konkursy a nawet przeloty balonem.
Konferencja prasowa w 1993 r. Od lewej: Andrzej Lepper, Leszek Bubel i gen. Stanisław Skalski.
Po kilku tygodniach Komisja Rewizyjna (NŁR) powołała na koniec lutego 1993 r. Nadzwyczajny Kongres PPPP. Atmosfera listopadowego Kongresu nie pozwoliła zrealizować planu ustanowienia dwóch prezydentów, co byłoby najlepszym rozwiązaniem dla PPPP. Leszek Bubel nie dawał gwarancji pójścia partii do wyborów z liberałami, a wręcz przeciwnie, optował za samodzielnym startem „piwoszy”. To z kolei pozbawiłoby pierwszych miejsc na listach gwarantujących reelekcję liberałom z PPG. Na czołowe miejsca nie mogli bowiem liczyć z KLD czy UD, co też się potwierdziło kilka miesięcy później w trakcie nowych wyborów parlamentarnych. Zakulisowo, więc agitowali wielu delegatów na Kongres, aby wygrał Rewiński.
Nie przewidzieli jednak, że Kongres będzie w stanie uchwalić nowy całkowicie demokratyczny statut i powoła niezależną od władz partii Komisję Rewizyjną i to z Leszkiem Bublem jako jej przewodniczącym. Ponadto w całej Polsce w strukturach partii wyłonili się sprawnie działający członkowie, regionalni liderzy poświęcający nie tylko swój czas, ale i pieniądze. Nieżyczący sobie w swoich okręgach wyborczych jakiś spadochroniarzy przysyłanych z Warszawy. Tak było bowiem w poprzednich wyborach. Tak więc rosło w szeregach poparcie dla Leszka Bubla, jawiącego się jako gwaranta działalności partii. Wielu przestały już bawić miny i dowcipy Rewińskiego, gdyż oprócz radosnych imprez oczekiwali poważnego zajęcia się problemami Polski będącej w trakcie transformacji. Realizowany plan Balcerowicza zrodził tysiące nowych problemów nad którymi należało się pochylić. Rząd Suchockiej stale się kompromitował. A Januszek nadawał się tylko do baletów i to za dużą kasę. W takiej atmosferze zbliżający się kolejny Kongres mógł być tylko gwoździem do trumny dla Rewińskiego. I tak się stało. Wiedząc, co go czeka, nawet się na nim nie pokazał. Został usunięty z PPPP, co stało się głośnym wydarzeniem medialnym.
Na Kongresie oprócz Leszka Bubla pojawili się jeszcze dwaj inni posłowie Brach i Chabiński. Dopisała frekwencja. Ponad 300 delegatów wybrało Leszka Bubla na nowego prezydenta, który przytłaczającą większością głosów wygrał ze Stefanem Mizielińskim znanym i cenionym działaczem sportowym i dziennikarzem. Oczywiście Leszek Bubel złożył wcześniej pismo do Marszałka Sejmu, iż nigdy nie zgłaszał zmiany klubu, a tym bardziej akcesu do nowego, liberalnego, więc jest posłem nie zrzeszonym.
TRZECI DYNAMICZNY ROZWÓJ
Tym samym 28 lutego 1993 r. zakończył się pierwszy burzliwy etap PPPP. Jednak w wyniku usunięcia Rewińskiego partia straciła ok. 30 proc. swoich terenowych struktur, które nie zaakceptowały zmian. Stało się to głównie z namowy liberalnych posłów mających swoje poselskie biura we Wrocławiu, Szczecinie, Gdańsku, Poznaniu czy na Śląsku. Pomimo tytanicznej pracy Biura Krajowego nad wypełnieniem tych luk, zabrakło na to czasu. 28 maja 1993 r. prezydent Lech Wałęsa rozwiązał parlament, ogłaszając równocześnie wybory na 13 września 1993 r. I trzeba uczciwie przyznać, że nowemu prezydentowi partii niewiele zabrakło, aby osiągnąć ponowny sukces wyborczy PPPP. Zawiodła spora grupa terenowych działaczy, którzy zamiast natychmiast zabrać się za zbieranie podpisów niezbędnych do rejestracji okręgowych list z kandydatami, to najpierw wybrali się na zaplanowane wcześniej urlopy. Był to bowiem lipiec, a według kalendarza wyborczego, to decydujący czas na zbieranie podpisów. Zabrakło dyscypliny i doświadczenia. Skończyło się na 17 okręgach, gdy potrzeba było minimum 21, aby móc zarejestrować się w pozostałych 20 bez podpisów poparcia. W dalszej części powrócę jeszcze do tego kluczowego wręcz wątku.
Ze środków własnych Leszek Bubel od marca do lipca wydał trzy numery biuletynu PPPP w łącznym nakładzie 88 tys. egz. To właśnie w tym czasie partia była cyklicznie notowana w sondażach, np. zamieszczanych w dzienniku „Rzeczpospolita” z 7-8 procentowym poparciem. Miała więc gwarancję przekroczenia obowiązującego już w tych wyborach pięcioprocentowego progu. Pomimo powstania kilku luk w dużych miastach po usunięciu Rewińskiego trzymiesięczny czas przygotowań do spodziewanych wyborów nie został stracony. PPPP staraniami Stefana Mizielińskiego i Leszka Bubla pozyskała kilkudziesięciu znanych sportowców, trenerów i działaczy sportowych na czele z Kazimierzem Górskim, Jerzym Kulejem, Władkiem Komarem, Arkadiuszem Skrzypszakiem (dwukrotnym mistrzem olimpijskim w pięcioboju nowoczesnym), Andrzejem Supronem, Michałem Listkiewiczem czy Mirosławem Palińskim z Ciechanowa, mistrzem olimpijskim z Rzymu w podnoszeniu ciężarów. Stawkę uzupełnili znani regionalnie trenerzy, jak mistrz Polski w koszykówce z Wałbrzycha czy piłki ręcznej z Kielc. Swojego wsparcia, choć bez kandydowania zgodzili się użyczyć Lesław Ćmikiewicz, Jacek Wszoła czy Wojciech Fortuna. Zostały więc pod szyldem partii zebrane prawdziwe perły polskiego sportu. Szybko uzupełniony został program partii, głoszący m.in. konieczność wychowania młodego pokolenia poprzez sport kwalifikowany i wyczynowy. Mówił on o wprowadzeniu ulg podatkowych dla lokalnych przedsiębiorców, którzy będą dofinansowywać kluby sportowe na swoim terenie lub fundować stypendia sportowe. Przyznawaniu emerytur medalistom olimpijskim, mistrzom Świata i Europy. Podniesienie Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu do rangi ministerstwa, aby jego szef, z prawem głosu, mógł zasiadać w Radzie Ministrów i skutecznie walczyć o sprawy związane ze sportem. Były to więc wówczas absolutnie nowatorskie pomysły, z których większość nie doczekała się realizacji do chwili obecnej. Ogłoszenie powyższego i pokazanie na kilku konferencjach prasowych całej plejady „ludzi sportu” wywołała konsternację wśród liderów innych partii. Sam Kwaśniewski publicznie wypalił, że „Bubel to ma głowę, że też ja nie wpadłem na tak genialny pomysł”. Skutek był natychmiastowy, bo w sondażach poparcie dla PPPP wzrosło do 10 proc! Pozyskanie na taką skalę „sportowców” mogło skutecznie uzupełnić z nawiązką wszystkie regionalne luki do obsadzenia okręgowych list wyborczych.
PIWOSZE TO LENIUCHY
Było jednak za późno, aby zebrać podpisy w kilku brakujących okręgach, dlatego prezydent Leszek Bubel, podjął rozmowy koalicyjne z Samoobroną Andrzeja Leppera. Jej biuro mieściło się w maleńkim pokoju w tym samym biurowcu. Pomimo tego, że nie mieli nawet faksu, kserokopiarki czy komputerów to działało ono sprawnie. Lepper był wówczas „na fali”. Stale z powodu swoich wyczynów obecny był w mediach. Przed biurem zawsze kłębiło się dużo osób. Widać było mobilizację i szansę na zebranie odpowiedniej ilości podpisów i rejestrację wszystkich okręgów. Brakowało mu jednak znanych ludzi, którzy mogliby pociągnąć całą partię, aby weszła do Sejmu. Chętnie więc zgodził się na propozycję Leszka Bubla, co do przeniesienia wszystkich kandydatów PPPP na listy Samoobrony w tym na połowę pierwszych miejsc. I tak w okręgu, w którym na pierwszym miejscu był kandydat PPPP, to na drugim Samoobrony. Trzeci znowu PPPP a czwarty z Samoobrony, itd. Podobnie, gdy na pierwszym miejscu był kandydat Samoobrony, to na drugim na liście był z PPPP, itd. Poparcie w sondażach dla Samoobrony oscylowało w granicach 2-3 proc., a PPPP 10 proc. Był to więc korzystny układ koalicyjny dla obu stron, który mówił także, że gdy dostaną się do Sejmu, to obie partie utworzą osobne kluby pod swoimi szyldami. W takim koalicyjnym rozdaniu zdecydowanie większość mandatów mogli zdobyć kandydaci z PPPP. Mogło to być ok. 40 mandatów poselskich dla PPPP oraz ok. 15 dla Samoobrony. Lepper dobrze o tym wiedział, ale nie miał lepszego wyjścia.
DYMISJA LESZKA BUBLA
Leszek Bubel, nie chcąc jednoosobowo podejmować tak ważnej decyzji w sposób wodzowski, zwołał do Warszawy Prezydium Ławy Najwyższej liczącej prawie dwudziestu terenowych liderów. Podczas całonocnej burzliwej dyskusji wyłoniła się większość przeciwna jakiejkolwiek koalicji z Samoobroną. Na nic zdały się perswazje mniejszości, że możemy mieć maksymalnie 17 własnych okręgów na 41, a to nie daje prawa emisji bezpłatnych telewizyjnych i radiowych spotów. Dodatkowo, aby wejść do Parlamentu trzeba by zdobyć znacznie więcej głosów, niż mamy poparcia w sondażach. Ponadto PPPP mogła sporo w nich stracić, gdy ze swoimi kompaniami ruszą duże partie z kasą na dodatkowe płatne spoty i tysiące bilbordów, itd. Słabo jeszcze doświadczeni politycznie przeciwnicy koalicji z Samoobroną argumentowali, iż ma ona zły wizerunek z powodu różnych kontrowersyjnych wyczynów Leppera. A oscylująca w narodową stronę PPPP tylko na takiej koalicji straci swój dotychczasowy popularny wizerunek. W powstałej sytuacji, gdy Leszek Bubel nie był w stanie pozyskać zgody większości członków Prezydium, po krótkiej przerwie złożył rezygnację z funkcji prezydenta PPPP. Powierzając równocześnie swoje obowiązki wiceprezydentowi Stanisławowi Podlewskiemu z Ustki, przeciwnikowi zawarcia koalicji z Samoobroną (zresztą po kilku latach jej radnego). Wyszedł z sali i pojechał już nad ranem do domu powracając jednak do obradujących, bowiem jego rezygnacja nie została przez Prezydium przyjęta!
W tak ważnym wyborczym czasie w łonie PPPP powstał rozłam. Około połowa terenowych struktur zdecydowała o pójściu do wyborów pod szyldem PPPP już tylko z kilkoma okręgami, a pozostali w tym ok. 13 „sportowców” pod szyldem Samoobrony widząc w tym większą szansę wejścia do Sejmu. Kilku mniej znanych zdecydowało o kandydowaniu z PPPP, a większość w ogóle zrezygnowała z udziału w wyborach. Pozbawiona emisji spotów wyborczych, zaledwie z kilkoma zarejestrowanymi okręgami PPPP, wewnętrznie skłócona, bez żadnej kampanii wyborczej, uzyskała słabiutki wynik wyborczy. Z tego upadku partia już się nie podniosła. Tym bardziej, że w tym czasie upadła także firma Leszka Bubla finansująca PPPP. Zajmując się polityką, zaniedbał własne sprawy. Po trzech miesiącach z braku środków finansowych zlikwidowane zostało Krajowe Biuro. Wkrótce partia została wyrejestrowana przez sąd z racji zaprzestania działalności. Samoobrona także nie weszła do parlamentu zdobywając ok. 2,5 proc. głosów.
KLĘSKA WIĘKSZYCH OD PPPP
Wybory 13 września 1993 roku były także klęską KLD, PC, ZChN i Solidarności, które nie przekroczyły pięcioprocentowego progu. Ogromny sukces odniosło SLD i PSL, które utworzyły koalicję i rządziły czteroletnią kadencję.
Próby reaktywowania PPPP nie powiodły się, zbyt duża była gorycz porażki. Leszek Bubel starał się powrócić do polityki pod nowym partyjnym szyldem „FORUM WALKI Z BEZPRAWIEM”. I znowu zorganizował świetnie wyposażone biuro w centrum stolicy. Zaczął wydawać dwie duże ogólnopolskie gazety: miesięcznik „BEZPRAWIE” w nakładzie 120 tys. egz. i dwutygodnik „ODSIECZ PRAWO A FAKTY” w nakładzie 80 tys. egz. W biurze partii codziennie udzielali bezpłatnych porad emerytowani sędziowie, ale i czynni adwokaci jak np. Henryk Dzido, późniejszy senator Samoobrony. Partia w firmowanych przez siebie tytułach prasowych demaskowała m.in. korupcję i złodziejstwo w trwających procesach prywatyzacyjnych. Zajmowała się także sprawami zwykłych ludzi pokrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości. Miała jednak słabe i nieliczne terenowe struktury dlatego, aby jej działalność nagłośnić Leszek Bubel zdecydował się z jej ramienia kandydować w wyborach prezydenckich 1995 roku. Okazało się jednak, że walka z bezprawiem to kiepski polityczny towar wyborczy. Skończyło się więc śladowym poparciem jego kandydatury. Wycofał się z czynnego uprawiania polityki na prawie 10 kolejnych lat.
Tak obszerna relacja z działalności Polskiej Partii Przyjaciół Piwa ma na celu podanie prawdziwych okoliczności wielu wydarzeń. W Internecie bowiem jest sporo artykułów je wypaczających, tendencyjnie i wręcz nieuczciwie napisanych. Jako bezpośredni uczestnik i obserwator większości ówczesnych wydarzeń starałem się je wiernie odtworzyć. PPPP jest bowiem legendą, politycznym ewenementem na światową skalę. Jej śladami starało się pójść wiele innych partii o dziwnych nazwach, żadnej jednak nie udało się nawet zbliżyć do potencjału i wyników PPPP. I nie zapominajmy, że ówcześni liderzy tej partii działali w trudnych warunkach transformacji politycznej i gospodarczej. Nie mieli jeszcze niezbędnego doświadczenia. Dlatego ocena ich działalności pomimo wielu kontrowersyjnych poczynań nie powinna być zbyt krytyczna. Kilku byłych posłów PPPP kontynuowało posłowanie w innych partiach.
Obserwując obecną scenę polityczną uważam, że PPPP powinna być reaktywowana z jasnym, z góry ustalonym programem, aby wstępujący członkowie nie byli zaskakiwani dezintegrującymi pomysłami. Mamy w końcu w naszej historii tkwiącą w nas nadal sarmacką kulturę, przez wieki towarzyszącą nam satyrę, która służyła jako oręż walki z głupotą i zaprzaństwem i dzisiaj jest nadal potrzebna. Mamy setki działających kabaretów często pokazywanych w mediach, bojących się jednak pójść na całość. Nie ma w Polsce pisma satyrycznego, choć nawet za PRL-u było ich kilka, a w czasach II RP setki! Internet zaśmiecony jest prymitywnymi stronami, kopiującymi wzajemnie radosną twórczość! Dlatego wołam PPPP wróć!!!!
O co apeluje zagorzały smakosz z piwną postawą
Wykaz posłów PPPP:
Małe Piwo skupiło 3 posłów (Adam Halber, Krzysztof Ibisz i Adam Piechowicz)
Duże Piwo obejmowało 13 posłów (Tomasz Bańkowski, Tomasz Brach, Leszek Bubel, Sławomir Chabiński, Andrzej Czernecki, Jerzy Dziewulski, Zbigniew Eysmont, Tomasz Holc, Marek Kłoczko, Janusz Rewiński, Cezary Urbaniak, Jan Zylber i Andrzej Zakrzewski)
1. Wśród 16 posłów PPPP trzech miało(ma) żydowskie pochodzenie: Tomasz Holc, Adam Halber i nieżyjący już Jan Zylber. Holc i Zylber byli na słynnej liście Macierewicza, jako TW SB. Pamiętam jak podczas rozróby z tą listą Janusz Rewiński chodził po Sejmie i ruszając palcami dłoni pod brodą, mówił: „u nas tylko dwóch, ale jakich”. Sam Rewiński, wg dotychczasowej mojej wiedzy, nie jest Żydem, choć ponoć jego żona jest Żydówką i dała jednemu z dzieci imię Dawid. Występowała ona w Kabarecie Olgi Lipińskiej znanej antypolskiej Żydówki.
2. Byłem na Sali Plenarnej w Sejmie i głosowałem za uchwałą, której konsekwencją było ujawnianie listy Macierewicza.
3. W swoim poselskim dorobku miałem jedno wystąpienie podczas obrad, kilka interpelacji oraz dwie ustawy „o wychowaniu w trzeźwości” uchwalona przez Sejm i „o ochronie rynku konsumenckiego” odrzucona przez Sejm. Ponadto w trakcje prac w komisjach była ustawa „o transporcie prywatnym”, którą wprowadziłem do laski marszałkowskiej przy poparciu kilkudziesięciu posłów. Sejm został rozwiązany, więc ustawa nie została uchwalona. Ponadto w wyniku kilkumiesięcznych starań, wielu spotkań w Ministerstwie Finansów, a także w Sejmie przy wsparciu ekspertów i środowisk ekologicznych, udało mi się przeforsować niższą cenę na benzynę bezołowiową wśród pozostałych paliw. I tak jest do dzisiaj. W 1992 roku byłem pod szyldem PPPP pierwszym organizatorem „Święta Ziemi”, czyli m.in. sprzątania śmieci jak wówczas w lasku na warszawskim Kole. Wzięło w nim udział kilkaset osób, które przychodziły całymi rodzinami, z kilkoma posłami i burmistrzem warszawskiej Woli Andrukiem na czele. Inicjatywa miała duże nagłośnienie medialne i dała początek już corocznym „Świętom Ziemi” w Polsce.
W tamtych latach dynamicznie rozwijała się piłka halowa. Miałem okazję razem z Kazimierzem Górskim i Michałem Listkiewiczem otwierać wiele turniejów halowych jak, np. w Słupsku, Wałbrzychu czy Warszawie na AWF-ie. Doprowadziłem do podpisania wówczas głośnej medialnie umowy sponsorskiej pomiędzy PZPN-em z prezesem Kazimierzem Górskim, a przemysłem piwowarskim zapewniającej finansowanie reprezentacji narodowej w piłce halowej. W Mistrzostwach Świata w Hongkongu zajęła ona 4 miejsce. Na bazie tej drużyny powstała reprezentacja PPPP, w której także miałem okazję grywać w turniejach, a także w rozgrywkach Warszawskiej Ligi Piłki Halowej. Zawsze wygrywaliśmy dwucyfrowymi wynikami! Miara się przebrała, gdy ograliśmy drużynę „Gazety Wyborczej” 21:0, a drużynę „Życia Warszawy” z red. Tomaszem Wołkiem na czele 17:0!!! Obsmarowali nas, że u nas zawodowcy, a u nich amatorzy, którzy po paru minutach nie mieli siły już biegać, a co dopiero strzelać goli! Tak więc i w tym przypadku mogę napisać, iż byłem prekursorem nie tylko sponsorowania przez wielki biznes sportu, ale i gry polityków w piłkę i to nie od czasu do czasu, jak to jest obecnie robione – na pokaz, tylko cyklicznie w turniejach lub lidze.
4. W samym Sejmie pracowałem, zapisałem się do kilku komisji m.in. „przekształceń własnościowych”, „handlu i usług”, „ds. Polaków za granicą”, podkomisji „ds. ustawy o wychowaniu w trzeźwości” oraz komisji nadzwyczajnej „ds. nowej ordynacji wyborczej”. Praca tej ostatniej przez 8-10 godzin dziennie średnio 2-3 razy w tygodniu trwała 9 miesięcy. Wśród członków komisji byli pierwszoplanowi politycy największych kilkunastu ówczesnych klubów i kół m.in. z SLD Włodzimierz Cimoszewicz. To była bardzo ważna komisja, która zapoznając się z większością systemów wyborczych w Europie w końcu opracowała projekt uchwalony przez Sejm, a obowiązujący z niewieloma zmianami do chwili obecnej. Zdobyta wiedza przydała mi się później w kilku kampaniach wyborczych. W sumie w Sejmie I Kadencji byłem członkiem aż sześciu stałych komisji, choć jednocześnie 2-3, chciałem bowiem zdobyć jak największą wiedzę, jako początkujący polityk, zrozumieć trwającą transformację ustrojową i gospodarczą, poznać jej mechanizmy i kulisy. Często zdarzało się jednak, że pokrywały się terminy prac komisji, których byłem członkiem i w krótkim czasie dorobiłem się rekordów nieobecności! Ponadto miałem dużo obowiązków związanych z PPPP – o czym pisałem wcześniej. Dla mnie osobiście bycie posłem, i choć tylko niespełna dwuletnim, było wielką nauką i szkołą życia, zdobycia kontaktów i poznania prawie wszystkich znanych z czołówek mediów ludzi. A w końcu rewizji części wcześniejszych poglądów i ukształtowania w sobie narodowych idei, pełnego ich zrozumienia, pomimo tego iż były one obecne w moim rodzinnym domu i złotniczym, rzemieślniczym środowisku, w którym dojrzewałem.
5. Tak więc PPPP, to co się w niej i wokół niej działo, w czym uczestniczyła, nie była wbrew nazwie li tylko jakąś zabawą w politykę, kpiną z niej iluś tam obszczymurków, jak czasem drwią złośliwi głupole. Wpisała się bowiem znakomicie z naszą sarmacką kulturę i tradycję, gdy walka satyrą z głupotą i zaprzaństwem była udziałem od Jana Kochanowskiego, Mikołaja Reja, po biskupa Ignacego Krasickiego. Jak wiadomo, byli oni wybitnymi Polakami i patriotami. Ich dorobek twórczy jest nadal aktualny i wpisuje się w nasze życie publiczne. Przez ostatnie 20 lat PRL-u, pomimo wszechobecnej cenzury, satyra polityczna kwitła. Zdechła na początku lat 90. ub. wieku razem z upadkiem PPPP. Dlatego codziennie w polityce widać tylko chamstwo, prostactwo, kłamstwo i dwulicowość wśród „poważnych” polityków. A może już czas najwyższy na „mniej poważnych”, ale szczerze zatroskanych losami Ojczyzny.
były poseł i prezydent PPPP
Adam Halber (ur. 7 listopada 1948 r. w Bydgoszczy) – polityk, dziennikarz, poseł na Sejm I i II kadencji.
Należał do tzw. frakcji „Małe Piwo”, przekształconej w 1992 w Koło Poselskie „Spolegliwość”, następnie przeszedł do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Z ramienia tego ugrupowania sprawował mandat posła II kadencji, wybranego w okręgu Warszawa. Od 1997 do 2003 był członkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
W czasie obrad Komisji śledczej w sprawie afery Rywina Jan Rokita odczytał SMS z 28 maja 2003 skierowany przez Adama Halbera do Roberta Kwiatkowskiego. Miał on wskazywać na istnienie „nagannego koleżeństwa” między nimi. SMS miał następującą treść:
Może byś wrócił do Piotrka Urbankowskiego. To jest świetny koleś – pracowity i lojalny, lubię go i cenię. Precz z siepactwem. Chwała nam i naszym kolegom. Ch… precz!
Krzysztof Ibisz (ur. 25 lutego 1965 r. w Warszawie) – prezenter telewizyjny i aktor, właściciel firmy producenckiej.
Należał do tzw. frakcji „Małe Piwo”, przekształconej w Koło Poselskie „Spolegliwość”, następnie zasiadał w Kole Poselskim Partii Emerytów i Rencistów „Nadzieja”.
Pracował w Telewizji Polskiej, TV Wisła, TVN; od 2000 r. związany z Polsatem. Głównie prowadził teleturnieje. Wystąpił również w kilkunastu filmach, grał w sztukach teatralnych.
Adam Piechowicz (ur. 8 marca 1963 r. w Warszawie) – polityk, działacz organizacji pozarządowych. Pracował jako prywatny przedsiębiorca. Należał do tzw. frakcji „Małe Piwo”, przekształconej w Koło Poselskie „Spolegliwość”, następnie zasiadał w KP Partii Emerytów i Rencistów „Nadzieja”. W 2004 wstąpił do Socjaldemokracji Polskiej, był dyrektorem biura zarządu krajowego tej partii.
Tomasz Bańkowski (ur. 2 grudnia 1947 r. w Łodzi) – polityk i przedsiębiorca. Po rozłamie w PPPP należał do koła poselskiego Polski Program Gospodarczy (tzw. „Duże Piwo”), który 6 listopada 1992 wraz z posłami KLD współtworzył klub Polski Program Liberalny.
Od 1996 pełni kierownicze stanowiska w biznesie. Był prezesem zarządu Przymierza – Towarzystwa Funduszy Powierniczych S.A. W 2000 został prezesem zarządu Pekao Pioneer Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego S.A. W 2002 kierował Izbą Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych.
Działał w Unii Wolności, z której przeszedł w 2001 do Platformy Obywatelskiej. Był także radnym sejmiku mazowieckiego I kadencji.
Tomasz Brach (ur. 5 stycznia 1959 r. w Warszawie) – polityk. Został wybrany w okręgu Jelenia Góra. Później w Sejmie należał do frakcji „Duże Piwo” i koła Polski Program Gospodarczy, a na końcu kadencji do klubu Polski Program Liberalny. Zasiadał w Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz w Podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektu ustawy o łowiectwie.
Zajmuje się nawiązywaniem współpracy handlowej w zakresie importu i eksportu towarów oraz ich dystrybucji i sprzedaży. Prowadzi firmę handlowo-usługową „Elita” w Nowym Sączu.
Sławomir Chabiński (ur. 26 czerwca 1957 r. w Dąbrowie Górniczej) – lekarz. Wybrany z w okręgu sosnowieckim. Zasiadał m.in. w Komisji Zdrowia oraz Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektu ustawy o ochronie prawnej dziecka poczętego. Po rozłamie należał do klubu poselskiego Polski Program Gospodarczy (tzw. „Duże Piwo”), który 6 listopada 1992 wraz z posłami KLD współtworzył klub Polski Program Liberalny. W 1993 bez powodzenia kandydował do parlamentu z ramienia BBWR, później wycofał się z polityki.
Kieruje niepublicznym zakładem opieki zdrowotnej w Dąbrowie Górniczej. Działa w lokalnych organizacjach pracodawców.
Andrzej Czernecki (ur. 21 maja 1939 r. w Kielcach) – przedsiębiorca, poseł na Sejm I i II kadencji. Został posłem z okręgu Katowice. W trakcie kadencji przeszedł do klubu Unii Demokratycznej, z ramienia której dostał się do Sejmu II kadencji. W czerwcu 1996 zrzekł się mandatu i całkowicie wycofał się z bieżącej polityki. Andrzej Czernecki znalazł się na 51. miejscu listy „100 Najbogatszych Polaków” (edycja 2007) opublikowanej przez tygodnik „Wprost”.
Jerzy Dziewulski (ur. 15 grudnia 1943 r. w Warszawie) – polityk, milicjant i antyterrorysta, poseł na Sejm I, II, III i IV kadencji. Pracę zawodową w Milicji Obywatelskiej rozpoczął w wydziale kryminalnym na Żoliborzu. Pracował w Komendzie Stołecznej (Pałac Mostowskich), pełniąc m.in. funkcję dowódcy jednostki antyterrorystycznej na lotnisku Okęcie w Warszawie. Odbył szkolenie w siłach specjalnych Izraela. Był ze strony polskiej dowódcą jednej z największych operacji (o kryptonimie MOST) przerzutu osób pochodzenia żydowskiego z krajów byłego ZSRR do Izraela. Jako konsultant brał też udział w kręceniu odcinków serialu „07 zgłoś się”. Wystąpił w nim jako komandos i szef brygady antyterrorystycznej w czterech odcinkach 18–21 z 1987.
W czasie kampanii prezydenckiej w 1995 był szefem ochrony osobistej Aleksandra Kwaśniewskiego, następnie od grudnia 1995 do maja 1996 nieetatowym sekretarzem osobistym Prezydenta RP, a później do 1997 roku jego doradcą ds. bezpieczeństwa.
W 1993 i 1997 był ponownie wybierany do Sejmu z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W 2001 po raz czwarty uzyskał mandat poselski z listy SLD-UP w okręgu olsztyńskim. Zasiadał m.in. w Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych i Komisji Łączności z Polakami za Granicą.
Zbigniew Antoni Eysmont (ur. 4 grudnia 1949 r. w Warszawie) – polityk, artysta plastyk, restaurator, poseł na Sejm I i III kadencji, były minister. Pieczętuje się herbem Korab.
W 1992 przystąpił do Polskiego Programu Liberalnego. W rządzie Hanny Suchockiej pełnił funkcję ministra – członka Rady Ministrów ds. przedsiębiorczości.
W wyborach w 1993 bezskutecznie kandydował do Sejmu z listy BBWR. W latach 1998–2002 pełnił mandat radnego sejmiku mazowieckiego I kadencji. W 2000 ponownie uzyskał mandat poselski na Sejm III kadencji z listy Akcji Wyborczej Solidarność, zastępując zmarłego w trakcie kadencji ministra Andrzeja Zakrzewskiego. Należał do Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego. W wyborach w 2001 bez powodzenia ubiegał się o reelekcję z ramienia Platformy Obywatelskiej. W 2002 został członkiem władz krajowych SKL-RNP. Wkrótce wycofał się z polityki. Prowadzi własną działalność gospodarczą.
Tomasz Holc (ur. 6 czerwca 1947 r. w Warszawie) – polityk, działacz gospodarczy, żeglarz (olimpijczyk) i działacz żeglarski. Dwukrotnie startował w igrzyskach olimpijskich. W 1972 w Kilonii zajął 12. miejsce w klasie Tempest, a w 1980 w Moskwie był również 12. Wybrany na posła w Gdańsku. W trakcie kadencji przystąpił do Klubu Polskiego Programu Liberalnego.
Jest międzynarodowym działaczem żeglarskim. Był wiceprezesem Polskiego Związku Żeglarskiego w latach 1995–2004. W listopadzie 2008 został wybranym na wiceprezesa Międzynarodowej Federacji Żeglarskiej.
Marek Kłoczko (ur. 3 grudnia 1951 r. w Augustowie) – polityk, p rzedsiębiorca i menedżer. Pod koniec lat 80. był dyrektorem Warszawskich Zakładów Telewizyjnych. Od 1991 związany z Krajową Izbą Gospodarczą. Początkowo pełnił funkcję dyrektora generalnego, od 1993 nieprzerwanie zajmuje stanowisko sekretarza generalnego KIG. Był także komisarzem generalnym polskiej sekcji Expo 2005. Występował jako ekspert gospodarczy w programie „Plus Minus”.
Wybrany w okręgu zielonogórskim. Po rozłamie należał do klubu poselskiego Polski Program Gospodarczy („Duże Piwo”), który 6 listopada 1992 wraz z posłami KLD współtworzył klub Polski Program Liberalny. W 1993 jako niezależny bez powodzenia kandydował do Senatu, później wycofał się z polityki. Nagrodzony Orderem Zasługi dla Republiki Węgierskiej.
Janusz Rewiński (ur. 16 września 1949 r. w Żarach) – aktor, satyryk i polityk. Popularność przyniosły mu występy w Kabarecie Olgi Lipińskiej, w którym wcielił się w rolę gruboskórnego prezesa Miśka. Wystąpił w licznych rolach filmowych, m.in. w „Podróżach Pana Kleksa”, „Kilerze” (jako Siara) i w serialach „Zmiennicy”, „Tygrysy Europy”. Grywał zwykle ludzi wpływowych, lecz nieokrzesanych.
Na początku lat 90. znalazł się wśród założycieli programu telewizyjnego i stowarzyszenia „Skauci Piwni”, przekształconego później w Polską Partię Przyjaciół Piwa. W wyborach parlamentarnych w 1991 z listy tego ugrupowania został wybrany posłem I kadencji. W Sejmie przewodził jednej z frakcji PPPP, zwanej jako „Duże Piwo”, przekształconej w Polski Program Gospodarczy, której większość posłów w 1992 wraz z posłami KLD współtworzyła Polski Program Liberalny. W tym samym roku został usunięty ze stanowiska prezydenta PPPP przez stronników Leszka Bubla. W 1993 bez powodzenia ubiegał się o reelekcję z listy liberałów, w związku z czym wycofał się z działalności politycznej.
W 1993 po dwuletniej przerwie na okres sprawowania mandatu posła wrócił do Kabaretu Olgi Lipińskiej. W latach 1998–2004 występował wraz z Krzysztofem Piaseckim w programie kabaretowym „Ale plama” w TVN (krótko program ukazywał się również w TVP). Również z Krzysztofem Piaseckim tworzył program „Szkoda gadać” w TVP1.
Cezary Urbaniak (ur. 19 lutego 1954 r. w Wieluniu) – ekonomista i polityk, poseł na Sejm RP I kadencji. Został wybrany w okręgu Poznań (później w Sejmie należał do frakcji „Duże Piwo” i koła Polski Program Gospodarczy, a na końcu kadencji do klubu Polski Program Liberalny). Zasiadał w Komisji Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, Komisji do zbadania wykonania uchwały Sejmu RP z dnia 14 lutego 1992 roku w sprawie przeciwdziałania patologicznym zjawiskom niegospodarności, nadużyć i korupcji w gospodarce oraz Komisji do Spraw Układu Europejskiego.
Jan Zylber (ur. 14 kwietnia 1936 r. w Kaliszu, zm. 23 kwietnia 1997 w Warszawie) – przedsiębiorca, muzyk jazzowy, animator kultury, menedżer muzyczny. W trakcie kadencji wstąpił do klubu Polski Program Liberalny
Pochodził z rodziny neofickiej, która w XIX wieku przeszła z wiary żydowskiej na chrześcijaństwo. Na przełomie lat 50. i 60. był perkusistą w Sekstecie Komedy i Jazz Believers (zespołach Krzysztofa Komedy i Jana Ptaszyna Wróblewskiego). Po zakończeniu kariery muzycznej pracował w Polskiej Agencji Artystycznej „Pagart”. Był menedżerem Ewy Demarczyk, duetu Marek i Wacek, kabaretu Silna Grupa pod Wezwaniem. W latach 80. założył jedną z pierwszych tzw. firm polonijnych.
Andrzej Janusz Zakrzewski z domu Wawrzon (ur. 12 maja 1950 r. w Bydgoszczy, zm. 1 listopada 1996 r. w Olsztynie) – polityk. Wybrany w okręgu Olsztyn, podczas kadencji Sejmu należał do frakcji „Duże Piwo” i koła Polski Program Gospodarczy, a pod koniec kadencji do klubu Polski Program Liberalny. Zasiadał w Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich, Komisji Samorządu Terytorialnego oraz Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Nie ubiegał się o reelekcję w wyborach w 1993.
Informacje własne oraz z Wikipedii
1 kadencja, 16 posiedzenie, 1 dzień (28.05.1992)
Wystąpienie posła Leszka Bubla
Sprawozdanie Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich oraz Komisji Ustawodawczej:
1) o poselskim projekcie ustawy w sprawie obowiązku składania deklaracji o stanie majątkowym przez posłów i senatorów oraz urzędników administracji rządowej i samorządowej,
2) o rządowym projekcie ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne (druki nr 43, 92 i 236).
Poseł Leszek Bubel:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Polski Program Gospodarczy Klub Poselski Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, którego stanowisko mam zaszczyt prezentować, z uznaniem powitał inicjatywy ustawodawcze zmierzające do ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne. Podzielamy bowiem akcentowany w uzasadnieniu, zarówno poselskiego, jak i rządowego, projektu ustawy pogląd, że sprawowanie ważnych funkcji publicznych musi być rozdzielone od prowadzenia tego rodzaju działalności gospodarczej, która podważałaby autorytet organów państwowych, uniemożliwiała ich prawidłowe funkcjonowanie oraz sprzyjała korupcji i nadużyciom. W przekonaniu mojego klubu poselskiego istnieje również inny ważny cel, cel takiego normowania ustawowego.
Bezsporne jest, że piastowanie ważnych stanowisk państwowych i związany z tym faktem dostęp do informacji, tajemnic handlowych, w sytuacji łączenia takiego stanowiska z wykonywaniem kierowniczych funkcji, w niektórych podmiotach gospodarczych prowadzi do nierówności szans w wykonywaniu działalności gospodarczej. O przewadze niektórych podmiotów gospodarczych decyduje wówczas nie inwencja i przedsiębiorczość menedżerów, ale fakt łączenia i nadużywania przez określone osoby ważnych stanowisk państwowych w prowadzeniu działalności gospodarczej.
Wysoka Izbo! Dzisiaj musimy rozstrzygnąć, czy i w jakim stopniu przedłożony nam do rozpatrzenia projekt ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne służy realizacji zamierzonych celów, które pozwoliłem sobie przytoczyć. Zaprezentowany nam przez wysokie komisje projekt ustawy łączy rozwiązania projektu rządowego z rozwiązaniami projektu poselskiego. Niestety, należy stwierdzić, iż łączy nie tylko ich zalety, ale i wady. Omawiany dzisiaj projekt ustawy jest unormowaniem niepełnym, nadmiernie restrykcyjnym, zawierającym wiele luk i wątpliwości interpretacyjnych. Jest unormowaniem niepełnym, bo brakuje w nim, jak się wydaje, najbardziej racjonalnego rozwiązania, jakim byłoby powołanie do życia instytucji powierniczej, której osoby pełniące ważne funkcje państwowe mogłyby przekazywać posiadane udziały i akcje na okres sprawowania funkcji publicznych.
Tego rodzaju inicjatywa powiernicza faktycznie pozbawiałaby posła, senatora oraz inne osoby pełniące funkcje publiczne zarządzania majątkiem, wglądu w prowadzone operacje inwestycyjne w okresie piastowania wysokich stanowisk państwowych. Jako rozwiązanie modelowe mógłby tu służyć tzw. ślepy fundusz powierniczy (blind trust), instytucja funkcjonująca w Stanach Zjednoczonych, z której usług korzystają nie tylko kongresmeni, ale także prezydent.
Brak analogicznego rozwiązania w przedstawionym nam projekcie ustawy przy wprowadzeniu restrykcyjnych zakazów może, Wysoki Sejmie, doprowadzić tylko do jednego, że osoby posiadające doświadczenie w działalności gospodarczej, praktycy, nie będą się angażowali w pełnienie funkcji publicznych ze szkodą dla funkcjonowania ogniw władzy i administracji państwowej. Z całą pewnością zabraknie takich osób wśród posłów i senatorów następnych kadencji. Zauważmy bowiem, że omawiany przez nas projekt ustawy reguluje jedynie sytuację posłów i senatorów bieżącej kadencji Sejmu i Senatu. Wszystkie terminy określone w art. 3 projektu odnoszą się do dnia wejścia w życie ustawy, a zatem przyszli posłowie i senatorowie już podejmując decyzje o kandydowaniu na posła i senatora muszą zrezygnować z udziału we władzach spółek handlowych oraz z posiadania kontrolnych udziałów i pakietów akcji. Kto się na to zdecyduje w sytuacji braku gwarancji, że rzeczywiście zostanie wybrany posłem czy senatorem? Aż się prosi, by projekt uzupełnić o przepis, który zobowiązywałby posłów i senatorów do usunięcia przyczyn niedopuszczalnego połączenia funkcji w określonym, krótkim terminie liczonym od dnia stwierdzenia ważności mandatu.
Istotnym brakiem jest nieokreślenie w projekcie, czemu ma służyć obowiązek składania przez posłów i senatorów oświadczeń o stanie majątkowym. W wersji projektu, w myśl art. 5 i 6, byłby to obowiązek czysto formalny, albowiem nie określono bliżej, kto i w jakim trybie sprawdzałby dane podane w takim oświadczeniu i czy oraz kiedy byłyby one sprawdzane na przykład z deklaracjami podatkowymi.
Omawiając kwestie związane z zakazami i obowiązkami dotyczącymi posłów oraz senatorów, warto wskazać na niedoskonałość przyjętych w projekcie rozwiązań legislacyjnych. Wydaje się, że regulacje odnoszące się do posłów i senatorów (a już z całą pewnością art. 5 i 6) stanowią materiał ustawy o obowiązkach i prawach posłów i senatorów, w związku z czym unormowania te powinny być zawarte w nowelizacji tej właśnie ustawy, która w założeniu swoim ma w sposób całościowy i pełny regulować stanowisko prawne posła i senatora Rzeczypospolitej Polskiej.
Projekt ustawy zawiera zresztą więcej niedoskonałości natury formalnoprawnej. Należy do nich zaliczyć już samo brzmienie tytułu ustawy, w którym mówi się o osobach pełniących funkcje publiczne. Jak wynika z treści art. 2, do osób tych zalicza się osoby zajmujące kierownicze stanowiska w przedsiębiorstwach państwowych, bankach państwowych i jednoosobowych spółkach Skarbu Państwa. Tymczasem osoby te pełnią funkcje kierownicze w podmiotach gospodarczych (tak zresztą definiowane w innych ustawach, np. w ustawie o przedsiębiorstwach państwowych), natomiast w dobie komercjalizacji wyszczególnionych podmiotów gospodarczych nie sposób twierdzić, iż wymienione osoby pełnią funkcje publiczne. Nieprecyzyjność określenia kręgu podmiotów, w stosunku do których mają obowiązywać określone w projekcie zakazy, widoczna jest również w brzmieniu art. 1 ust. 1, w którym odsyła się do ustawy z 31 lipca 1981 r. o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe.
Wątpliwości interpretacyjne budzi także zawarte w art. 1 ust. 2 projektu ustawy określenie dla niektórych osób zakazu podejmowania działalności gospodarczej, jeżeli pozostawałoby to w sprzeczności z obowiązkami tych osób. Wydaje się, że konkretyzacja sytuacji, w jakich taka sprzeczność występuje, jest niezbędna, jeżeli nie poprzez enumeratywne, to przynajmniej przykładowe wyszczególnienie takich przypadków.
Na zakończenie chciałbym ustosunkować się do jednego ze zgłoszonych do projektu wniosków mniejszości, a mianowicie trzeciego w kolejności.
W proponowanym brzmieniu wniosek ten zupełnie rozmija się z uregulowaniami Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który w zakresie stosunków majątkowych pomiędzy małżonkami wprowadza dwa reżimy wspólnoty majątkowej oraz rozdzielności majątkowej. W sytuacji gdy pomiędzy małżonkami ustanowiony został reżim rozdzielności majątkowej, czyli intercyzy, żądanie złożenia oświadczenia o stanie majątkowym współmałżonka osoby objętej zakazem stanowiłby przykład naruszenia regulacji związanych z Kartą Praw Człowieka.
Szanowne Panie Posłanki i Panowie Posłowie! Chciałbym być przez Wysoką Izbę dobrze zrozumiany. Uznajemy za konieczne przyjęcie zasady oddzielenia prac dla kraju od wszelkich zajęć merkantylnych, ale w tak ważnej sprawie naganny jest wszelki pośpiech mający znamiona wyścigu politycznego. Akt legislacyjny o tym traktujący powinien być bez skazy, a ustawa, którą otrzymaliśmy do uchwalenia, taką nie jest. Uchwalając ją, dyskwalifikujemy również samą ideę czystości i uczciwości, która – jako będąca celem – jest rzeczą nadrzędną. Dlatego, biorąc pod uwagę wszystkie przedstawione tu zastrzeżenia, wnosimy o skierowanie projektu ponownie do komisji.
Hymn Parti
https://www.youtube.com/watch?v=msTytvFvSZM
https://www.youtube.com/watch?v=dkp5ZVFpppE
Powróćmy jak za dawnych lat… Wybory 1991
https://www.youtube.com/watch?v=l9rD-dLUVFU