Source: http://www.aferyprawa.eu/Sady/SAD-PRAWDA-O-POLSKIM-SADOWNICTWIE-Przeciwpatologiczne-antidotum-Narodowy-System-Kontroli-Panstwa-nad-korporacjami-prawniczymi-1150
Timestamp: 2019-12-13 06:44:46
Legal References Found: Art. 2
 Art. 4
 Art. 45
 Art. 79
 Art. 58
 Art. 231

Document Content:
Aferyprawa - SĄD - PRAWDA O POLSKIM SĄDOWNICTWIE - Przeciwpatologiczne antidotum - Narodowy System Kontroli Państwa nad korporacjami prawniczymi!
Aferyprawa.com Sądy SĄD - PRAWDA O POLSKIM SĄDOWNICTWIE - Przeciwpatologiczne antidotum - Narodowy System Kontroli
AFERY A PRAWO PRAWDA O POLSKIM SĄDOWNICTWIE NARODOWY SYSTEM KONTROLI PAŃSTWA NA KORPORACJAMI PRAWNICZYMI AFERA W SĄDZIE SĄD - PRAWDA O POLSKIM SĄDOWNICTWIE - Przeciwpatologiczne antidotum - Narodowy System Kontroli Państwa nad korporacjami prawniczymi!
WKRACZAMY W ŚWIAT PATOLOGII
* Improwizacja TVP i chora propaganda korporacji...
* Niezawisłości w Polsce nigdy nie było!
* Sędziowskie organizacje są bezprawne!
* Prawnik - bezkarny, fałszywy tłumacz prawa!
* Jak pozbyć się zła?
Proszę wyobrazić sobie takiego nowoczesnego kontrolera systemu, który z pozycji nieznanej osoby cywilnej - co jest oczywiście, niezwykle istotne dla wartości wyników - miałby dzięki temu miarodajnie sprawdzić, jak radzi sobie zamknięty sam w sobie i egzystujący tak od lat, np. sądowy świat. Kandydat miałby za sobą wieloletnie urzędowe doświadczenie - zdobyte naturalnie również z pozycji szarego interesanta - oraz dla niepoznaki byłby pod kątem prawnym przygotowany w sposób indywidualny. Na domiar tego, jego specjalne predyspozycje wsparte byłyby wielozakresową wiedzą w różnorodnych dziedzinach... Czy bylibyśmy ciekawi, co przyniosłaby taka kontrola, która nie będąc uwarunkowaną żadnymi zależnościami, wreszcie mogłaby zmierzać w kierunku czystego interesu obywateli? Jeśli tak, to właśnie mamy okazję poznać jej wyniki, bo takowa stała się już faktem. A takim - choć niestety na razie, raczej mimowolnym - kontrolerem stał się autor witryny...
I co? Ano to właśnie, że wówczas bez kamer i rozgłosu w zaciszu sądowym, wychodzi na wierzch prawdziwe oblicze, pozostawionego bez nadzoru i właściwego przygotowania, polskiego wymiaru - jak się okazuje - niesprawiedliwości... W sumie dokonane odkrycia i analizy - których efekty mogą nierzadko wręcz zdumiewać - dyskwalifikują cały urzędowy świat, a wśród rodzynków jest nie tylko system sądownictwa, ale także takie fałszywe twory, jak np. dotychczasowy urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, co nie omieszkam stopniowo przedstawić, nie tylko na tej stronie. Te przekazy nie będą oczywiście stanowić tylko wyniku kontaktu autora z tym zjawiskiem. To doświadczenie pozwoli precyzyjniej i czytelniej wyodrębnić źródła, przyczyny i przeciwwagi, ale wnioskową wykładnię będzie stanowił ogół odnotowanych dostępnie przypadków, które stale objawiają się światłu dziennemu, tworząc bank informacji, precyzyjnie okazujący parametry problemu. A w ten sposób, samoistnie wykreował się ogólnokrajowy - szczególnie miarodajny - proces kontrolny...
Sądy mają stać na straży sprawiedliwości społecznej, a nie jeszcze występować przeciwko niej, bezczeszcząc Art. 2 Konstytucji RP, czyli najbardziej fundamentalny przepis dotyczący istoty funkcjonowania państwa...
To my stanowimy społeczeństwo i to w nas został wymierzony - jak się okazuje - zbiorowy cios. Jednak my tworzymy również Naród, do którego rzekomo w Rzeczpospolitej Polskiej - na podstawie Art. 4 Konstytucji - należy władza zwierzchnia.
Czas więc zadbać, aby Ci, którzy mieli nam służyć, robili to, a nie jeszcze działali na naszą i Polski szkodę. Dziś nareszcie stworzyły się warunki, aby móc myśleć o skutecznym zajęciu się tym. I widać, że wspólnymi siłami rzeczywiście mamy szansę położyć kres tej nadpatologii. Tym bardziej, że proces spajania się tych sił został już dawno rozpoczęty. Jednak na pewno nie będzie to znów też takie proste. Tym niemniej strategia została już też opracowana, ale o tym trochę dalej... Zdecydowanie nie ma tu już jednak miejsca na sentymenty i przepychanki, jakie np. okazują - niczym nieusprawiedliwieni - przeciwnicy naprawy państwa. W zaistniałej sytuacji, aby Polska mogła choć wejść na drogę do stworzenia państwa prawa i rzeczywistej demokracji - a nie tylko tej telewizyjno-papierowej - potrzeba na najbliższy czas, w polityce: albo odpowiednio silnej wspólnej inicjatywy (poparcia), albo uczciwej dyktatury, a w społeczeństwie: solidaryzacji. Jednak problem pogłębia przede wszystkim niewiedza, która odczuwalnie tworzy przeciwników przeciwko samym sobie i to właśnie trzeba precyzyjnie najpierw wyjaśnić. Aby problem rozumieli nie tylko ci bezpośrednio oszukani, ale również pozostała część społeczeństwa, która nie ma możliwości dostrzec prawdziwych źródeł swoich i naszych wspólnych kłopotów, tylko dlatego, że są utajnione i nie ma komu ich obnażyć...
TELEWIZYJNA IMPROWIZACJA
W tym miejscu od razu wyrażę - sygnalizowaną zresztą nie pierwszy raz - dezaprobatę wobec działań przede wszystkim telewizji publicznej, która wciąż jakby nie chciała dostrzec skandalicznego stanu w jakim się znajdujemy. Pojedyncze, zdawkowe informacje, od dawna nie są adekwatne do sytuacji, bo tu chodzi o ogół problemu. Chwalenie się, że przy pomocy mediów, można było czasem komuś pomóc, też nie jest już na czasie, bo teraz takie efekty działają w drugą stronę, mogąc tylko utwierdzać sprawców w jeszcze większym przekonaniu o ich bezkarności. Problem bowiem przybrał tak przerażających rozmiarów, że wymaga bardziej radykalnych przeciwdziałań... zdecydowanych i drastycznych. Kiedy w jakimś środowisku pojawiają się czarne owce, to się je wyszukuje i usuwa, kiedy jednak jest ono, bez mała całe zgnite, to należy je wymienić. Publiczne okazywanie swojej bezradności, przy jednoczesnym stałym utrwalaniu różnorodnych mitów roznoszonych przez zainteresowanych, w niczym nie tylko nie może pomóc, ale - jak wiadomo - wręcz przeciwnie...
Oczywiście autor materiału nie żądał tu od telewizji, jakiegoś wybitnie zaawansowanego zrozumienia problemu, gdyż to najbardziej skrajne stadium degeneracji sądownictwa, może osobiście np. nie dosięgać akurat dziennikarzy ze znaczących mediów, jednak wiedza, która to obwieszcza jest już dostępna wokoło. Tak więc, wypadałoby ją uzupełnić i zarejestrować, zaglądając choćby do internetu i przy wsparciu tych wszystkich listów, jakie otrzymują specjalizowane tematycznie programy, np. właśnie telewizji publicznej, wyciągnąć wreszcie jakieś dalej idące wnioski, a nie przenosić na społeczeństwo wirtualną rzeczywistość niezmiennie bazującą na zakorzenionych stereotypach. Bowiem w ten sposób, te pojedyncze informacje o problemach szarych obywateli naszego kraju czy przyłapaniu jakiegoś członka sądowej korporacji na niegodnym postępowaniu, nikną gdzieś w gąszczu innych i ogólnie Sądy wciąż mają bajkową renomę, stanowiąc rzekomą niezawisłą władzę, której niby wyroków się nie komentuje. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie, a ten najbardziej zdemoralizowany - a jednocześnie najistotniejszy organ państwa - powinien natychmiast zakończyć działalność w takiej formie... a to my najwięcej za to płacimy... Osobnej, zdecydowanej krytyki podlegają też różne publiczne, chore wypowiedzi, samych ludzi korporacji, którzy na bezczelnego wszystkim w koło przez ostatni czas okazują, że nie liczy się dla nich żadna sprawiedliwość, lecz własny interes, a mimo tego nie spotyka się to z odpowiednim napiętnowaniem...
DLA KOGO NIEZAWISŁOŚĆ?
I dlatego autor witryny postara się najpierw odrobić zaległości i wyjaśnić to wszystko, co jest istotne w całym problemie, ale wciąż pozostaje w utajnieniu... I tak, w niniejszym tekście postaram się okazać, co konkretnie znajdzie się na tej stronie, a przy okazji już zarysowo odsłaniając, niektóre najistotniejsze problemy... Oczywiście, na początek przewiduję szereg materiałów okazujących właśnie, to prawdziwe oblicze polskiego sądownictwa, a będą to przede wszystkim analityczne opracowania, które w założeniu w najbardziej jednoznaczny i czytelny sposób - na bazie prawnej i faktycznej - będą starały się okazać tę bulwersującą rzeczywistość. Na pierwszy ogień w tej odsłonie, planuję obnażenie chyba najbardziej skandalicznego i szokującego odkrycia, a więc faktu, że...
We współczesnej Polsce nigdy nie było niezawisłości sędziowskiej!!!
Chodzi oczywiście o prawdziwą niezawisłość, a ta nie ma chronić przestępczych działań sędziego, lecz służyć ochronie naszej. I taki podstawowy priorytet musiał obowiązkowo przyświecać jej ustanowieniu. Tymczasem mamy tu do czynienia z niezwykłej wagi oszustwem społecznym. Wychodzi bowiem na to, że wstawiono to tylko sobie do Konstytucji i w kółko powtarzano, że mamy niezawisłe sądy (sędziów), ale nie tylko, że nic nie zrobiono w tym kierunku, to nawet wręcz przeciwnie. A w ten sposób okopane immunitetami i innymi - niesprzyjającymi społecznie - przepisami, w swojej bezkarności z czasem doprowadziły się do skrajnego zdemoralizowania. A właśnie ludzie mediów - za pomocą ślepego naśladownictwa, przyzwyczajeń i własnego interesu - jak gdyby nic, do dzisiaj notorycznie głoszą i utrwalają tę niezwykle zakaźną propagandę okraszoną zresztą innymi podpierającymi mitami.
Wyjaśniając w skrócie chodzi o to, że sama tzw. "niezawisłość administracyjna" - nawet jakby działała, a tak niestety też nie jest i co również wykażę - jest mało istotna w tym problemie! Dla szarego człowieka niewiele bowiem znaczy, gdyż dla jego bezpieczeństwa potrzebna jest niezawisłość absolutna, czyli taka jaką oferuje nam Konstytucja RP!
Po prostu, sędzia ma podlegać tylko Konstytucji i ustawom, a ma być niezawisły od wszystkiego (!!!), a nie tylko np. od administracji. Trzeba bowiem tu dostrzec m. in., że...
Największym wrogiem każdej niezawisłości w systemie jest... ZNAJOMOŚĆ,
bo to ona tworzy niepożądane ścieżki łączące ludzi, organizacje i struktury.
A najbardziej niebezpiecznymi są znajomości z własnym środowiskiem, a już szczególnie z adwokatami, którzy mają najbardziej rozwinięte łącza ze światem zewnętrznym, a klienci płacą i wymagają... Powstaje więc pytanie, co zrobiono aby uniemożliwić nawiązywanie takich i tym podobnych niepożądanych kontaktów? Otóż proszę sobie wyobrazić, że zrobiono dokładnie odwrotnie niżby wynikało to z zapotrzebowania. Już we wcześniejszym swoim materiale - który został opublikowany w innym miejscu (powinien być tu: materiał na stronie www.aferyprawa.com) - ze zdumieniem informowałem, jak to sędziowie organizują sobie zupełnie "legalnie" (ogłaszają się sami oficjalnie w internecie), wspólne wycieczki zagraniczne z innymi reprezentantami zawodów prawniczych oraz uczestniczą w porozumieniach międzyorganizacyjnych. A wiadomo przecież, że mają też własne stowarzyszenia. Jeśli do tego przypomnimy sobie o rozpowszechnionej w tym środowisku strukturze rodzinnej (to też efekt zbyt długiego egzystowania takiej formy) oraz skorzystamy z dopowiedzi PiS-u, który w swoim programie 2005 informuje, jak to sędziowie i prokuratorzy biesiadują sobie ze standardowymi... przestępcami... Może dla czytelności zacytuję ten fragment...
"... Sędziowie i prokuratorzy "grillujący" czy biesiadujący w najlepsze z przestępcami nie wzbudzają powszechnego potępienia. Taka utrata zmysłu etycznego u przedstawicieli tych zawodów musi przerażać. Praca prokuratury i sądów wymaga zatem tak usprawnienia, jak i zwiększonego nadzoru..."
... To w powiązaniu z pozostałymi upośledzeniami korporacji, uzyskujemy obraz niezwykłej "niezawisłości", dzięki której to w rezultacie...
Polski sędzia jest niezawisły od... prawa, szarego człowieka i od wszystkiego, co mogłoby ten stan zmienić...
SĘDZIOWIE I ORGANIZACJE
Ta niezwykle szkodliwa mistyfikacja, która od lat niszczy sprawiedliwość społeczną i wypacza rzeczywistość, jest przede wszystkim szczególnie bezczelną pogardą dla Narodu... Jak wspominałem, w tej chwili tylko sygnalizuję problem - gdyż całość przedstawię za jakiś czas, a ten materiał jest w przygotowaniu - jednak warto już teraz zwrócić uwagę na pewien ważny fakt. Otóż, przy okazji badania tego problemu, ujawniła się też taka bulwersująca prawda, że - przepisy bezpośrednio zapobiegające wskazanym wynaturzeniom istnieją też z osobna, a więc - sędziowie łamią tu, np. taki oto - przecież bardzo jasny - przepis Konstytucji RP...
Po tym można dostrzec, skąd wzięło się to całe oszustwo? No bo, kto miał tu zainterweniować, jeśli są to przepisy, które działają dla nas, a my przecież na prawie... nie mamy prawa się znać. Środowisko sądowo-prawnicze zamknęło się same w sobie, robiąc z siebie jedynych rzekomych fachowców (można było usłyszeć nawet o ich negującej opinii skierowanej w stronę teoretyków prawa), więc celowość tworzenia własnych organizacji mogli śmiało podpisać pod takie fałszywe preteksty, jak np. dbałość o etykę czy pogłębianie wiedzy prawnej. Wobec tego, że media dały sobie wmówić niezawisłość wspartą tę całą bajkową otoczką, więc notorycznie robiły im jeszcze alibi. A tymczasem dziś już wiemy, że...
Kodeksy etyczne są drwiną z ludzi, prawdziwe prawo stanowi tylko pretekst do działania przeciwko wytypowanej ofierze i nie jest stosowane na własną niekorzyść, a największą szkodę wyrządza sam fakt branżowych kontaktów, gdyż w ten sposób na wszelkie sposoby rozpowszechnia się dostęp do sędziów oraz współdziałanie pomiędzy nimi samymi.
I tak, niezawisłość zamienia w zawisłość czyli skorumpowanie. Powstał świat, w którym wszyscy z wszystkimi się znają i są od siebie zależni, więc jednen drugiemu krzywdy nie zrobi, a najbardziej odczuwa to szary, uczciwy człowiek, który nawet jakby miał za co, nie zamierza przecież kupować sprawiedliwości. A w ten sposób pojęcie niezawisłości, nie tylko go nie chroni, lecz jeszcze działa przeciwko niemu, bo wówczas...
Oficjalna forma fikcyjnej, nieistniejącej niezawisłości,
chroni przed demaskacją jej nieoficjalne łamanie,
stanowiące potwierdzenie, że jej nie ma...
BEZPRAWNA "IUSTITIA"
Tak właśnie zostaliśmy oszukani... W ten sposób odkryliśmy np., że "słynne" Stowarzyszenie Sędziów Polskich "IUSTITIA", czy też Porozumienie Samorządów Zawodów Prawniczych i Organizacji Prawniczych, istnieją bezprawnie i szkodzą nam wszystkim. Jak to się ma tylko nawet do samych wspólnych wycieczek organizowanych właśnie przez sędziów z "IUSTITIA", nie trzeba chyba dodawać. Działalność tego stowarzyszenia wymaga z pewnością bliższego przyjrzenia się. I tu od razu na początek rzucają się w oczy, szokujące przewrotne cele jakimi podparło sobie tę działalność. Otóż okazuje się, że przede wszystkim ma ona rzekomo urzeczywistniać zasady demokratycznego państwa prawnego, a także - tu uwaga!!! - umacniać niezależność sądów i niezawisłość sędziów!!! To jest dopiero tupet. No cóż, wskazany przepis konstytucyjny trzeba było jakoś udobruchać, a brak rzeczywistych i skutecznych ciał kontrolnych i świadomość bezkarności, dopełniły resztę. Co gorsza, jak się okazuje, już od prawie, zgroza (!) 16-tu lat, stowarzyszenie to (rok założenia: 1990), próbuje pod taką zasłoną - i poprzez działania, które są przeciwstawne celom - ukrywać i rozwijać sądowe wynaturzenia. Zresztą szydło wychodzi z worka tym czytelniej, że wśród celów, jakie sobie postawiło, widnieją też punkty dotyczące tych prawdziwych bolączek, a więc mówiące o trosce o autorytet i o kształtowaniu opinii publicznej. No cóż, mamy tu do czynienia ze szczególnie perfidną metodą, która co gorsza okazuje przesłanki mogące zachęcać do rozwinięcia mody. Ostatnio nawet zaczęło docierać do nas z mediów, że pomysł sztucznej zmiany wizerunku, chcą upowszechniać również lekarze. Pierwsze narzucające się komentarze zapytywały jednak, czy nie lepiej by było, aby np. po prostu... przestali brać? Sędziowie długo uchowali się, budując sobie fikcyjny image pod różnorodnymi szyldami, ale wszystko też ma swój kres...
KORPORACYJNE DOGRUPOWANIA
Jeśli chodzi o teoretyczną ideę powstania Porozumienia Samorządów Zawodów Prawniczych i Organizacji Prawniczych, to jest tu raczej jeszcze gorzej, bo skład uczestników tego tworu oraz wartości do jakich się odwołuje, niechybnie przypominają minioną epokę. No cóż, "Niech żyje patologia!" - tak można skwitować to, co przeczytałem na stronie Krajowej Rady Notarialnej, która jest jednym z założycieli porozumienia. To naturalnie, podpowiada potrzebę głębszego przyjrzenia się, nie tylko oczywiście takim organizacjom. Pomysł związany z faktem założenia stowarzyszenia, aby pod przewrotnym szyldem chronić patologię i rozwijać własne interesy, jest bardzo niebezpieczny i zapewne nieodosobniony w innych dziedzinach, a to zawsze działa przeciwko nam. Trzeba jednak też wiedzieć, że w takim systemie nawet organizacje, które w zamyśle mają działać w dobrej wierze, z czasem doprowadzają się do patologii i zahamowania dziedziny, ale właśnie przyczyn należy szukać też w sądach, bo to głównie one miały służyć do przeciwdziałań w takich kierunkach...
Wskazane jest więc zapamiętać na zawsze, że wszelkie - a szczególnie branżowe - kontakty sędziów z kimkolwiek, w jakimkolwiek celu i pod jakimkolwiek pretekstem, to uszczuplanie niezawisłości sędziowskiej i działanie na naszą szkodę. Spotkania służbowe - na rozprawach i poza nimi - powinny także odbywać się na bazie konsekwentnego realizowania adekwatnych, rygorystycznych kryteriów, bo w innym przypadku nigdy nie doczekamy się prawdziwej sprawiedliwości...
SZKOLNICTWO A SZKODNICTWO
Natomiast, jeśli jeszcze do tego dodamy, że taką samą lipą jest szkolenie sędziów, którzy bynajmniej ogólnie nie okazują - również tych najbardziej - pożądanych cech i umiejętności, to zaczyna brakować już określeń. W tym materiale, nie będę jeszcze wnikał w tak istotne elementy, jak np. budowa bezwzględnego obiektywizmu (neutralności) myślowego, wsparta umiejętnościami stosownej analizy. Zresztą w sytuacji, kiedy ludzie ci nie dorośli nawet do najbardziej oczywistych zasad współżycia społecznego, trudno jest nawet kojarzyć ich z takimi sferami. Do tego nawiążę w dalszych materiałach. Jeśli więc - co za tym idzie - trudno dopatrzyć się tu jakiś klasztornych zasad, które znamionowałyby samokontrolę i odpowiedzialność, to wespół z tym, co wynika z dłuższego przebywania w takim rozpuszczonym środowisku, mamy takie właśnie efekty, jakie mamy. Wszystko nakłada się na siebie i tworzy skutki odwrotne do zapotrzebowań...
Tymczasem, aby w takich realiach sędziowie przynosili właściwy pożytek, nie wystarczy mydlić oczu szkoleniami i aplikacjami, wspartymi - szczególnie kpiącymi z ludzi - bajkowymi kodeksami etycznymi, bo nawet jakby to wszystko było do przyjęcia, nie będzie działało dla nas, jeśli nie zostaną spełnione te najistotniejsze warunki. Trzeba tu wreszcie dostrzec, że najważniejszym kryterium dla sędziego jest uczciwość, natomiast wszelka potrzebna wiedza jest w internecie. I tyle. Tak więc, standardowy człowiek z laptopem w osobnej siedzibie sądu, dobrany i ekspresowo przeszkolony, wyłącznie przez środowisko cywilne, byłby bardziej na miejscu, niż zepsuty sędzia układowiec, którego wartość jest odwrotnie proporcjonalna do stażu pracy. Selekcja predyspozycyjna i inne potrzeby (nawet doświadczenie życiowe), to też jeszcze nie ta liga problemu, gdyż autor wskazuje tu, tę najprostszą formę środka zastępczego, ale - jak widać, już z samego założenia - i tak nieporównywalnie efektywniejszego i zdecydowanie tańszego. Zresztą predyspozycje selekcjonują się same, lecz dzisiaj jeszcze się z tego jakoś nie korzysta... Przecież w obecnej sytuacji mamy do czynienia w ogóle z odwrotnymi do potrzeb realiami, nawet włącznie z takim elementem, jak np. bazowanie na wydaniach drukowanych (książki i inne publikacje prawne), co w obecnej epoce odbiera czas i wyklucza profesjonalizm...
Swoją drogą, świeżo upieczony, klasyczny sędzia, też znacznie lepiej wypełniałby swoje zadanie - względem tego co dzisiaj mamy - ale w zupełnie nowym środowisku. Jeśli natomiast już wiemy, że nabywanie doświadczeń w takich warunkach jest wręcz niewskazane, to wypadałoby choć wyrazić też współczucie właśnie młodym sędziom, a szczególnie oczywiście tym, którzy naiwnie wierzyli, że będą wymierzać prawdziwą sprawiedliwość, a dostawszy się w ten wir zostają pozostawieni wyborowi, albo się przystosują, albo wypadają z gry. Zresztą ostatnio, jakby na podparcie tego - przed jakimi wyborami staje młody sędzia - niespodziankę przyniosła nam telewizja publiczna, która pewnego dnia w "Wiadomościach" zaserwowała nam taką oto informację...
2005 - TVP1 - Wiadomości - 8 grudnia - mp3 - czas: 2 min. 11 s
PRAWNA ZAWISŁOŚĆ OD PRZEŁOŻONYCH
Co do gdańskiego Sądu, autor też miałby tu swoje do powiedzenia, ale na wszystko przyjdzie czas. A tu właśnie mieliśmy przykład łamania niezawisłości sędziowskiej. Należy więc od razu zauważyć, że przewodniczący wydziału czy prezes, mogą łamać ją "legalnie" za pomocą Art. 45 Prawa o Ustroju Sądów Powszechnych poprzez wymianę sędziego (a może nim być nawet sam przewodniczący, który jest zresztą wyznaczany przez prezesa), albo bezpośrednio przy pomocy Art. 79 tej samej ustawy, pod pretekstem - zresztą tak samo jak i w pierwszym przypadku - wieloznacznej "sprawności postępowania". I to jeszcze pod odpowiedzialnością dyscyplinarną, która normalnie jest fikcją, ale w takich przypadkach może stanowić przekonywujące narzędzie pokory. Cała ta konstrukcja tak właśnie działa, czyli odwrotnie do zapisanych i głoszonych celów i przeciwko nam. Jeśli sędzia wykręci numer ponadprawny, to korporacja go ochroni, ale jak się jej przeciwstawi, to zginie. Wiedząc więc, że Sądy i tak nie przestrzegają prawa, to takie przepisowe prezenty, jak gdyby automatycznie pieczętują dowolność ingerencji w niezawisłość sędziowską przez przełożonych czyli na bazie wewnątrzsądowej administracji, która - jak wspomniałem - i tak jest tylko drobnym elementem problemu, bowiem każda znajomość sędziego, to zwiastun tego samego, lecz w zestawieniu ogólnym, w znacznie, znacznie większym wymiarze.
NADPATOLOGIA
Jak przeogromna jest skala tego problemu, można się zorientować, kiedy w jakiś naszych sądowych sprawach - które wydawać by się mogło, że w skali kraju są błahostkami - obnaża się aż taka nadgorliwość w łamaniu przeciwko nam prawa i to jeszcze przez aż tak pokaźną w sumie ilość uczestniczących na przestrzeni sprawy sędziów, pochodzących z sądów mieszczących się w innych miejscowościach. Taka łatwość niecnego postępowania podpowiada nam także, że aby zyskać sądową przychylność w sytuacji, kiedy dany układ (znajomość) jest odpowiednio rozwinięty, nie trzeba nawet jakiś dużych środków. Jednak to, co nie tak dawno przekazano nam w mediach, pokazało że degeneracja tego środowiska jest chyba bardziej zaawansowana niż możliwości dobrze rozwiniętej wyobraźni. Oto jedna z tych informacji...
2005 - TVP1 - Wiadomości nocne - 20 września - mp3 - czas: 32 s
Należy się oczywiście spodziewać, że sędziów stać na nie jeden słoik miodu, a to tylko przede wszystkim rutynowe efekty krańcowego rozluźnienia obyczajów przy postępowaniu i wydawaniu orzeczeń. Proszę zrozumieć, że sędzia nie odpowiada za nic. Może więc ogłosić sobie wyrok, jaki mu się podoba. Może go uzasadnić, tym co mu przyjdzie do głowy. Jeśli oczywiście doprosimy się tego uzasadnienia, bo i tu może stosować do woli różne wybiegi. W sposób bezczelny i perfidny, bo mu nic nie grozi. On to dostrzegł i stopniowo coraz śmielej zaczął sobie poczynać, aż do obecnego stanu, gdzie przekręt dla niego, to - jak widać - chleb powszedni. Natomiast sama jakość postępowania najwyraźniej zaczęła coraz bardziej zależeć od ważności ofiary i nagłośnienia medialnego. W takim układowym świecie zadomawiają się na dobre akty solidarnościowe i zwyczaje odwzajemniania (wymienności) usług, które chyba najbardziej pogłębiają tę systemową patologię... Możliwości apelacyjne stanowią też tylko złudzenie, gdyż działają tu podobne mechanizmy, jak w standardowej administracji. Nadzór administracyjny - który, jak już wiemy, nie przedziela żadna bariera względem ingerencji w sprawę - nad sądami niższej instancji w swojej strefie, ma Prezes Sądu nadrzędnego, który może więc wszystko. A nie w jego interesie jest np. podważać fachowość czy etykę, nie tylko zresztą podwładnych, ale także przecież jednocześnie członków korporacji i kolegów, przynajmniej po fachu. Szczególnie właśnie w sytuacji, kiedy ofiara nie ma w kraju żadnych skutecznych środków obronnych... ani defensywnych, ani ofensywnych. Reszta wynika sama z siebie...
(Nie)DOBRZY ADWOKACI
W zademonstrowanym fragmencie wskazano ponadto pewien istotny szczegół, który jak się spodziewam mógł zostać przez Państwo niedoceniony. Mianowicie użyto w nim zwrotu "znany suwalski adwokat". Jest to jakby kolejny dowód na poparcie mojej tezy, którą wskazywałem w innym swoim materiale. Z analizy okoliczności tego wszystkiego wynika bowiem, że...
W świecie takich układów nie ma możliwości, aby adwokat przy pomocy nawet najwyższych umiejętności zawodowych, mógł wygrywać regularnie sprawy... i to sprawy z natury wygrane, bo te umiejętności w takim otoczeniu, nie mają możliwości przełożenia się na skuteczność. A to właśnie z drugiej strony oznacza, że adwokat, który osiąga takie rezultaty, robi to z układowym wspomaganiem.
Tak więc niestety trudno, aby egzystując w skorumpowanym środowisku, można było - w ramach poruszanej sfery - zostać znanym adwokatem bez takiej pomocy. Dlatego należy też zapamiętać, że określenie "dobry adwokat", w łagodnym brzmieniu znaczy "układowy adwokat". I dlatego właśnie "dobry adwokat" kosztuje. I na tym przede wszystkim polega owiana mitami, tajemnica jego "fachowości"...
Wyjątkowym nieszczęściem pozostaje okoliczność, że osoby szczególnego zaufania społecznego, które to zaufanie nadużywają, jeśli nie zostają w porę zatrzymane, czy chociaż odsunięte od swoich funkcji, będą jeszcze zyskiwać na renomie. Mogą więc stale piąć się do góry, a w ten sposób coraz bardziej utajniać i ochraniać swoje niecne postępowania i coraz bardziej oddalać widmo poniesienia odpowiedzialności. Np. tego rodzaju adwokaci, wymądrzają się później w mediach, udzielają się w szkoleniach, itd. I to jest szczególne zło, które trzeba zatrzymać. Tak więc, jeśli zobaczą Państwo, gdzieś w mediach, zbyt często pojawiające się nazwisko, a szczególnie w podejrzanych okolicznościach, a może nawet jakąś listę spektakularnych adwokackich zwycięstw, należy to sobie właściwe przetłumaczyć. No cóż, to nie wina autora, że tak to sobie zorganizowali, że teraz przy posiadaniu pewnej wiedzy, jakby sami wystawiali się na tacy. Inną podpowiedzią mogą być np. treści otrzymanego pozwu, ale do tego i innych podobnych wskaźników, postaram się nawiązać w późniejszym czasie...
W tej chwili najistotniejszym będzie zwrócić uwagę na fakt maskujący prowadzenie takiego procederu. Należy tu bowiem dostrzec, że adwokaci wśród swoich spraw mają również takie, które służyły teoretycznemu dobru, co może właśnie zaciemniać obraz i wspomagać kontynuowaniu przestępczej działalności. Np. normalnie klient by sobie nie poradził, ale dzięki układom adwokata, "sprawiedliwości staje się zadość"... Ta wiedza jest ważna, abyśmy na drodze do zlikwidowania tej patologii, nie dorobili się właśnie przeciwników, którzy będą walczyli przeciwko samym sobie, tylko dlatego, że doczekali się nieświadomie kupionej sprawiedliwości lub/i np. wspomogły ich media... To nie jest sprawiedliwość...
Ze sprawiedliwością będziemy mieli do czynienia dopiero wtedy,
kiedy dotyczyć będzie ogółu, a nie jednostek,
bo to właśnie "sprawiedliwość dla wybranych",
tworzy stan społecznej niesprawiedliwości.
CZY PRAWO POTRZEBUJE TŁUMACZY?
Ze sferą prawniczą związany jest także pewien, niezwykle istotny problem, okraszony kolejnymi rozpowszechnionymi mitami. W dużej mierze wynika on z nie obcowania społeczeństwa z przepisami prawa. Nie od dziś staram się nawoływać, aby do szkół - i to już od wczesnych klas podstawówek - wprowadzono prawo, bo dopiero wtedy stworzy się szansa, na stanie się rzeczywistym prawnym państwem. W innym przypadku, społeczeństwo zawsze będzie oszukiwane przez tych, którzy niby tylko się na tym znają. I tu należy właśnie pamiętać i wszystkim - komu jest sposobność - zwracać uwagę, że środowisko prawnicze doprowadziło tę dziedzinę do szczególnego zdegenerowania. Zamknięci w swoim gronie, przy zupełnej niekompetencji, zaczęli tak je sobie interpretować, że doprowadzili się aż do sfer absurdu. A za sprawą korporacyjnej siły narzucającej ich nieuniknioną przydatność i monopolistyczną fachowość, przy notorycznym, bezmyślnym wspomaganiu mediów, interpretacyjny mit - umożliwiający dowolne dopasowywanie znaczeń przepisów do potrzeb sytuacyjnych - został utrwalony jako wartość bezwzględna. Tymczasem wiedząc już, że...
Naruszanie, interpretowanie czy omijanie prawa, to... łamanie prawa.
... Należy odpowiedzieć sobie też na pytanie...
Po co cywilizowanemu światu, są potrzebni bezkarni, fałszywi tłumacze prawa?
Po raz kolejny chciałem więc, zaapelować do wszystkich, aby dostrzegli, że prawo stanowi jedną z najprostszych dziedzin życia. Prawo jest zapisane - i to w sposób uszeregowany - więc prawo się czyta i wykonuje, a nie interpretuje. Liczy się po prostu, intencja ustawodawcy i najoczywistsze zasady współżycia społecznego. Nie mają znaczenia niedoprecyzowania językowe czy jakieś nieprzewidywalności. Jeśli jeden adwokat odczytuje prawo tak, a drugi inaczej, to znaczy, że przynajmniej jeden z nich powinien ponieść konsekwencje, jeśli chce w ten sposób odnosić korzyści lub siać publiczną propagandę. Media i inne urzędy (ochoczo) dały sobie wmówić mit i same zaczęły go rozpowszechniać, a doszło już nawet do tego, że dziś mówi się, nie tylko o niejasnym prawie i jego kruczkach, ale nawet już o tysiącach interpretacji... Jest to zupełna bzdura, z którą pora skończyć. Poprzez taką interpretację można z białego zrobić czarne i odwrotnie, ale to jest oszukiwanie samego siebie. Świat na odpowiednim poziomie cywilizacyjnym zrozumie sens każdego przepisu, bo ogólnie ustawodawcy się o to starają, lecz muszą czytać je inteligentni ludzie. Inna sprawa, że Ci coraz rzadziej trafiają do tych zawodów (o tym za chwilę), ale takie są realia... Oczywiście, że trudności zawsze mogą się zdarzyć, a prawo nie jest też przecież idealne, ale to jest zupełnie inna skala problemu. Autor mówi tu przede wszystkim o zwykłym, "bezkarnym debilizmie", który wymaga eliminacji... Wskazanym jest tu więc, efektywnie zapamiętać, że...
Jedynym prawnym autorytetem jest... PRAWO.
CZAS NA PRAWNĄ ODNOWĘ!
Starajcie się więc - przynajmniej na razie, na miarę aktualnych możliwości - eliminować ze swojego otocznia przedmiotowe kontakty z takimi ludźmi, bo ich "prawo", które tworzy zło, jest skuteczne tylko w systemie z układami. W normalnych realiach byliby zagubieni, bo tradycje pokoleniowe oraz rozluźnienie obyczajów, a więc bezkarność i łatwość dostępu do gotówki, nie tylko obniżyły poziom cywilizacyjny ludzi z całego środowiska sądowego, ale też ogólny poziom predyspozycyjny. Postępująca w złym kierunku rutyna zapewne też dalece wypaczyła im techniki uczciwego myślenia, co w pewnym wieku po wieloletnim utrwaleniu jest w zasadzie nienaprawialne. Nie powinno więc chyba teraz dziwić, dlaczego ten świat tak bardzo broni się przed niedopuszczeniem do zawodu ludzi z zewnątrz i nachalnie udaje, że tylko on dysponuje fachowcami...? Oczywiście, autor nie dyskwalifikuje tych osób z branży, którzy zagorzale temu się przeciwstawiają, choć należy się spodziewać, że tacy też zbyt długo miejsca tam nie zagrzewają... Tak czy inaczej, jeśli już musicie korzystać z pomocy "państwowych ludzi" - tu przede wszystkim zwracam się do mediów, autorów innych stron, itp. działalności - to korzystajcie z typowych teoretyków prawa lub osób nie pracujących w zawodzie... Czas stopniowo wyrównać poziom cywilizacyjny, aby system dostosował się do życia cywilnego, a sens prawa powrócił na właściwe miejsce. Dzisiejsze systemowe działania, nagminnie mijają się np. z zasadami współżycia społecznego, a tymczasem...
Zasady współżycia społecznego określa życie cywilne,
a nie wykreowane patologie życia urzędniczego.
Zasady współżycia społecznego też mają moc prawną, a dziś są często bezczeszczone wykreowanymi patologicznymi zwyczajami. Ta definicja jest istotna w wielu aspektach systemowych postępowań i warto ją zapamiętać. Warto, też znać - myślę, że najbardziej łamany przez "systemowców" i pozostający bez konsekwencji - taki oto, niejednokrotnie już przeze mnie wskazywany, wysoki (nadrzędny) przepis Kodeksu Cywilnego...
Ponadto każda czynność prawna niezgodna z zasadami współżycia społecznego jest nieważna na podstawie Art. 58 § 2 Kodeksu Cywilnego. Tak więc nie ma wymówek, że jakiś urząd rzekomo wykonuje prawo, a jego działania jednocześnie niweczą jakiś uczciwy byt ludzki. Z pewnością nie widziałem wszystkich tematycznych programów TV, ale dotąd nie słyszałem, aby publicznie jakiś prawnik-branżowiec wreszcie raczył to wskazać odpowiednim poszkodowanym. Zapewne w wielu przypadkach będzie się to łączyło, np. z konsekwencjami dla funkcjonariuszy publicznych z Art. 231 Kodeksu Karnego, ale tymczasem niezasłużone, różnorodne konsekwencje ponosi zawsze tylko druga strona... Musimy sami o tym przypominać i wprowadzać do życia, bo...
Wyraźnie urzędnicy wyeliminowali sobie z użytku te przepisy prawa,
które nas chronią, pomagają lub w inny sposób działają na naszą korzyść, a często zarazem skutkują przeciwko nim.
Nie może być też tak właśnie, że nie możemy sądownie, efektywnie dochodzić swoich roszczeń, bo dane przepisy i okoliczności, nie należą do patologicznej mody czy interesu korporacji... Póki co - jeśli tylko zdążę się obrobić - będę starał się wyjść również temu naprzeciw, przynajmniej okazując Państwu, w jaki sposób samemu korzystać (posługiwać się) z prawa...
Powracając do głównego wątku, muszę podkreślić, że to jednak jeszcze nie wszystkie elementy składające się na niezawisłość, ale o tym także w odpowiednim czasie. Wówczas oprócz zasygnalizowanej istoty materiału, okażę Państwu także jak powinna wyglądać taka konstrukcja, aby niezawisłość mogła zadziałać, a w tym, jak powinno przebiegać szkolenie sędziów, co - poprzez wynikły kontrast - jeszcze wyraźniej obnaży wagę problemu dzisiejszej rzeczywistości. Tym bardziej, że postaram się okazać także schematy działania skorumpowanego sądu... A już dziś proponuję, choć teoretycznie zauważyć, że przy obecnym braku zachowania odpowiednich rygorów, zawsze może znaleźć się adwokat, który np. będzie zbyt dobrze znał sędziego, który zostanie Prezesem Sądu, a co to znaczy, lepiej nie mówić, lecz samemu już teraz, po prostu się przyjrzeć...
W przygotowanych materiałach będę też chciał okazać konkretne, patologiczne metody i techniki stosowane przez sądy oraz wyodrębnione przez autora zasady przeciwstawiające się. W pewnych przypadkach może to nawet w przyszłości zaowocować setkami skarg, np. do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. To efekty bezkarności, która stopniowo łamiąc bariery, wykreowała i doprowadziła sądowe postępowania do szczególnych perfidii, a wskazane przez autora proste i przejrzyste środki obronne, czytelnie obnażą bezprawność takich działań...
Jako podsumowującą ciekawostkę tej części wprowadzenia w świat patologii i dla jeszcze lepszego oswojenia się ze stopniem sądowej demoralizacji, niech za przykład posłuży materiał, jaki przedstawiła TVP3 za przyczyną działań Sądu, który swoją decyzją, jak się okazuje w rzeczywistości ukarał - ni mniej, ni więcej, "tylko" - dziecko. Samo dotarcie matactw nawet do spraw rodzinnych, właśnie jakby stemplowało to, co cały czas staram się okazać. Oto krótki fragment tego programu z częścią podsumowującą dokonaną przez przedstawiciela Centralnego Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca i Dziecka...
2005 - TVP3 - Telekurier - 15 września - mp3 - czas: 1 min. 8 s
Dla naszych potrzeb, najbardziej istotną jest tu informacja, z której wynika, że w sądownictwie rodzinnym przekręty też zadomowiły się na dobre, a co związane jest właśnie z naruszaniem niezawisłości poprzez znajomości. A przecież gdzie jak gdzie, ale chyba do tej strefy, najbardziej można było liczyć, że ta patologia nie dotrze? A to właśnie dobitnie potwierdza dotychczasowe wyobrażenie o skali tego problemu. Informacja na pewno tym cenniejsza, że przekazana przez częstego uczestnika rozpraw z organizacji pozarządowej, a na tym polega właśnie ta idea, aby m. in. poprzez takie osoby zdobywać cenne informacje, które wespół najbardziej obrazowo przedstawią sytuację wewnątrzsystemową... A, że ta - jak się okazuje - jest alarmująco skandaliczna, pora położyć temu kres, póki są ku temu stosowne warunki. Istotne realia zasygnalizowałem już w poprzednim, wstępnym materiale oraz na początku bieżącego, jednak dla czytelności zbierzmy to teraz razem, aby klarowniej zorientować się w sytuacji...
Otóż, jeszcze do nie dawna ofiary przekrętów sądowych nie mogły się bronić z prostych powodów. Z jednej strony, media dezinformowały opinię publiczną, opowiadając ustami różnych osób, np. jak to rzekomo mamy niezawisłe sądy i jak to niby wyroków się nie komentuje (itd.)... a z drugiej, ofiary stanowiły porozrzucane po całym kraju - coraz liczniejsze, ale osamotnione - jednostki, które w takiej sytuacji nie posiadały wiarygodnego głosu. A, że jednocześnie ludzie systemu, dzięki swojej sytuacyjnej przewadze, wykreowali sobie ogólnokrajowy mechanizm zabezpieczający ich przed indywidualnymi interwencjami, to pojedynczy obywatel był zupełnie stracony. W ten sposób bezkarność urzędnicza zbierała - z coraz większą swobodą - kolejne plony, ale jednocześnie zmieniały się też czasy. Rozwijał się internet, który nie tylko mógł połączyć wielu ludzi o wspólnych problemach, ale także zmieniły się realia w dostępie do prawa i swobody wyszukiwania konkretnych przepisów. A w ten sposób prawnicy stracili jedyny w zasadzie atut, zawarty dotychczas w stercie książek i dzienników ustaw. Najwyraźniej zaczęło to zachęcać pojedyncze osoby do indywidualnych prób na drogach sądowych, a tu właśnie natrafili na niespodziewany opór, doświadczany zresztą nie tylko w tym konkretnym urzędzie. Ku zdziwieniu zaczęli dostrzegać, że prawo zupełnie nie działa. Jednocześnie - nie bezpodstawnie, najmocniej utwierdzony w swojej bezkarności - zdemoralizowany sądowy świat, pogubił się zupełnie, nie próbując nawet utrzymać fasonu, lecz okazywał coraz okazalej swoje prawdziwe oblicze. Tym bardziej zapewne widoczne, że oszukiwanie ofiar na rzekomej bazie prawnej przestało działać, więc coraz bardziej odchodzono od procedur, etyki, moralności, zasad współżycia społecznego... Nie trzeba było więc nawet wielu spraw sądowych, aby ofiara mogła się już zorientować, że cały krajowy system sądowy jest zwykłym oszustwem, wymagającym natychmiastowej wymiany. Stopniowo, coraz intensywniej zaczęły odzywać się więc, sfrustrowane głosy... Kiedy jednak te doznania zaczęły się sumować, kiedy ofiary zaczęły wreszcie wchodzić w kontakt, to ten ogół różnorodnych systemowych doświadczeń złożył się na przerażającą rzeczywistość... Tu na pewno istotną rolę odegrał p. Zdzisław Raczkowski i jego internetowe pismo (przypominam, że obecnie powinno znajdować się pod adresem... /), który też zapewne sporo przypłacił, okazując te problemy, kiedy jeszcze nie były tak znane, ale ważne, że nie poszło to chociaż na marne. Spore znaczenie miały z pewnością również niektóre programy telewizyjne, choć względem możliwości akurat takich środków przekazu, można było oczekiwać dużo więcej... Pojawiały się też inne głosy, czarne listy, różnorodne publikacje... I tak w końcu dzisiaj wiemy już, że...
Skutek postępu systemowej choroby nie nadaje się już do leczenia,
lecz wymaga jak najszybszej... amputacji...
NARODOWY SYSTEM KONTROLI PAŃSTWA
Autor witryny, postanowił więc temu problemowi przyjrzeć się dogłębnie. Na bazie swoich doświadczeń oraz zespołu innych - dostępnych informacyjnie - zdarzeń i aspektów, przeanalizował to wszystko, również pod kątem prawnym. W ten sposób poznał nie tylko różnorodne skutki, ale także wyodrębnił źródła i przyczyny zła... Finałową ideą było wykreowanie z tego optymalnego mechanizmu opartego na możliwie dostępnej prostocie i funkcjonalności, za pomocą którego można by, nie tylko zlikwidować zło, ale także na stałe uniemożliwić mu powrót. W wyniku m. in. powstał wstępny projekt swoistego aparatu monitorującego, który kompleksowo, roboczo nazwałem "Narodowym Systemem Kontroli Państwa". Za jego pomocą cały systemowy świat mógłby funkcjonować pod stałym, nadzorem...
Musimy tu dostrzec, że do pozbycia się korupcyjnej plagi z udziałem sędziów, lekarzy, adwokatów, prokuratorów i całej reszty, nie wystarczą np. fizyczne akcje dla złapania pojedynczych złoczyńców na gorących uczynkach. To nie jest decydujący sposób na zlikwidowanie tak szeroko rozwiniętej patologii, a szczególnie, kiedy płatnością często jest sam układ. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można bowiem szacować, że każdego dnia w różnorodnych dziedzinach, sferach i miejscach w kraju, jest zawierane tysiące bezprawnych transakcji, które podlegają ukróceniu. Takowe zawsze przynoszą poszkodowanych, a my przecież nie chcemy nimi zostać...
I dlatego właśnie, aby to udaremnić trzeba innego podejścia. Sformułowany system oparty jest na naturalnej, w zasadzie narzucającej się już bazie - którą właściwie okazałem już za pośrednictwem tej strony - natomiast sama realizacja stara się wykorzystać najprostsze i najefektywniejsze obecnie środki. Realia skuteczności dotychczasowych znanych metod, w stosunku do założeń nowego systemu, są nieporównywalne, ale takie są sytuacyjne wymogi. Trzeba tu przecież wyeliminować również samą niemoc szarego człowieka, którego bezbronność w sytuacjach urzędniczych matactw, jest dzisiaj odzwierciedlana nie tylko w stratach bezcennego czasu, ale także w uszczerbkach moralnych, psychicznych i materialnych. Rujnowanie żyć ludzkich i inne powstałe negatywne skutki, a także wypaczanie różnorodnych wartości i ogólnej rzeczywistości, mogłoby zostać ukrócone i naprostowane do możliwych granic. Mało tego, role w państwie mogłyby wreszcie zostać przypisane właściwemu porządkowi. Najwyższy bowiem czas, aby wprowadzić do życia prawdziwe założenia istoty systemu państwowego. To interesant ma być Panem a urzędnik sługą, i nie inaczej...
W tym materiale celowo unikam konkretów, gdyż dokładniejsze realia systemu nowej generacji, przedstawię stopniowo dopiero za jakiś czas. Wymaga on bowiem odpowiedniego przygotowania i dokładniejszego ustalenia na czym stoimy. Główny moduł - który w założeniu, wniósłby już drastyczne zmiany - proporcjonalnie nie jest zbyt wymagający, ale pełna wersja opiera się na dalej idących założeniach. Trzeba także brać pod uwagę, że sprawę utrudniają też problemy, jakie towarzyszą przecież zarówno autorowi, jak i wielu z nas, właśnie przede wszystkim za przyczyną tej sądowej paranoi... Po tym, zamierzam zwrócić się do wszystkich, a więc do tych, którzy już zaoferowali chęć współdziałania lub zrobią to w międzyczasie oraz do całego polskiego społeczeństwa, które może naturalnie, "od zawsze" zgłaszać swój akces. Liczy się poparcie każdego obywatela naszego kraju, nie tylko nawet dla finalnego wdrożenia tej inicjatywy, ale także aby już na wstępie wyeliminować dotychczasową jednostkową bezbronność, choćby poprzez samo okazanie wspólnej siły... Muszą skończyć się czasy naszej bezradności, na wszelkich urzędowych liniach. Nikt nie zadba o to lepiej od nas samych. Bez względu na inne podziały, wszystkich nas łączy taki właśnie wspólny mianownik, więc pora bardziej klarownie i licznie zespolić się. Dopiero, po dostatecznym przygotowaniu całościowego gruntu, planuję wespół zwrócić się oficjalnie, m. in. do rządu...
Tak w zarysie wyglądają te podstawowe okoliczności - w moim spojrzeniu - od naszej strony. Czy uda zrealizować się te zamysły? No cóż, takiej pewności, w tak źle zorganizowanym świecie, nigdy do końca nie można przecież mieć, ale jeżeli nie wykorzystamy nastałych, sprzyjających warunków, to następnej tak dużej szansy, może długo nie być... Jeśli chodzi o warunki zewnętrzne to na drodze do realizacji zamierzeń, mamy tu dwa podstawowe, swego rodzaju nurty, z których jeden jest pozytywny, a drugi negatywny. Na pewno, tą sprzyjającą okolicznością jest fakt, że do władzy doszedł PiS, który konsekwentnie okazuje swoje uczulenie na te patologiczne zjawiska. Wprawdzie, gdy piszę te słowa, nie widać jeszcze na razie dla nas jakiś bezpośrednich efektów (może z pewnymi wyjątkami, których rezultaty nie mogą jednak jeszcze podlegać ocenie), to jednak najważniejszy jest tu sam fakt. O interes zwykłego człowieka, najlepiej zwykli zadbać jego typowi reprezentanci, lecz właśnie muszą mieć ku temu warunki. Zbieżny interes rządu i społeczeństwa w tej - tak istotnej dla nas, a jakby dotychczas nie dość popularnej politycznie - strefie, może w obecnej sytuacji, nie tylko optymistycznie rokować w zakresie wdrożenia potrzebnych zamysłów, ale także okazać decydującą siłę, która skutecznie przeciwstawi się wrogowi...
Natomiast negatywem są skutki wynikłe z wieloletniego działania zdemoralizowanych sądów, co m. in. ma przełożenie na inne dziedziny życia, a w tym na media. Jest to bardzo poważna sprawa, jednak wobec tego, że wyjaśnienie tych problemów wymagałoby dość szerokich opisów, więc przeniosę to na inny raz. To samo dotyczy tematu różnych przeciwników, którzy zawsze znajdują się do wszystkiego. Tu chodzi przede wszystkim o ludzi, którzy mają w tym interes, aby dotychczasowy stan patologii pozostał na swoim miejscu oraz o tych, którzy nie są wystarczająco świadomi problemu. No cóż, wypada też dodać, że są i przeciwnicy powstali z... głupoty... Tak czy inaczej, tym właśnie problemom musimy przede wszystkim stawić czoła...
Strona PRAWDY o polskim sądownictwieAutor artykułu: Adam Szczygieł
(treść materiału powstawała w okresie: 12.2005-02.2006)Kontakt z autorem: adamszczygiel@wp.pl.
www.bezprawie.dl.pl
Niestety, autor nie ma bezpośredniego dostępu do internetu, wobec czego proszę o wyrozumiałość, gdyby ważny kontakt z Państwa strony spotkał się z dłuższą ciszą. Oczywiście, otrzymanym uwagom i informacjom nie przeszkodzi to, w uczestnictwie wynikowym.
Uwaga! Niniejszy tekst wprowadzający nie został zaplanowany jako konstrukcja ostateczna. Nie poruszyłem w nim bowiem jeszcze wielu ważnych kwestii, ale w tym podejściu nie chciałem też Państwa zanudzić, rezygnując np. w ostatniej chwili z części przekazu, który - moim zdaniem - mógł zaburzyć konstrukcję artykułu. Tym niemniej tekst ten w założeniu będę chciał stopniowo rozbudować oraz uściślić... To oczywiście, nie jedyna przyczyna. Podobna taktyka odnosi się do całej witryny, a wymusza ją zespół czynników. Priorytetem jest zamysł jak najbardziej precyzyjnego i miarodajnego oddania problemu, jednak szeroki zakres wiedzy potrzebnej do przekazania, naglący czas i inne problemy, narzucają po prostu, dostosowywanie się do sytuacji. Nie wykluczam więc również, rozwinięcia pozostałych kwestii już w osobnych materiałach.
14-05-2016 / 10:48
24-12-2014 / 11:43
There are no words to describe how boucoiads" rel="nofollow">pxkjfaam.com">boucoiads this is.
20-12-2014 / 18:43