Source: http://styczynski.blogspot.com/2018/02/do-trzech-razy-sztuka-apel-o-podjecie.html
Timestamp: 2018-05-25 20:13:26
Legal References Found: art.76
 art.20
 art.2
 art.133
 art.70
 art.355
 art.70
 art.75

Document Content:
Do trzech razy sztuka - apel o podjęcie działań! ~ styczynski
Opublikowane 2/04/2018 przez ryszard.styczynski ; Comments
Po kilkunastu miesiącach zajmowania się problemem umów kredytowych z lat 2005-2008 mam wrażenie, że wszyscy zaczynają sobie już zdawać sprawę z ogromu tragedii w wielu płaszczyznach oraz niezmiernie trudnego wyjścia z tego impasu. Poniższy tekst prezentuje, ufam że rozsądną, propozycję zakończenia tej tragicznej sytuacji. Ufam, że spotka się ze zrozumieniem i zainteresowaniem decydentów. Jest to oczywiście szkic, wymagający obróbki. 4500 słów.
Lud walczyć musi o system prawa jak o mury miasta!
Heraklit z Efezu (540 p.n.e.–480 p.n.e.)
Banki na kolanach
Rozwój sytuacji wokół kryzysu kredytowego rzucił banki na kolana. Wielką wygraną Państwa Polskiego jest doprowadzenie do uległości w ramach tzw. trwałego nośnika, który jest wierzchołkiem góry lodowej, prezentowanej przez przedstawicieli sektora bankowego pogardy dla systemu prawa. Dla porządku przypomnę, że banki nieskutecznie ogłaszały regulaminy (tzw. wzorce umowy), poprzez publikacje w swoich systemach transakcyjnych. Powodowało to, że mogły je dowolnie modyfikować już po publikacji. Czy to robiły nie wiem. Nie jest to istotne. Ważne że mogły i że nadając sobie ten przywilej łamały prawo. Ciekawym jest, że nie złamały jakiejś wielkiej dyrektywy czy ustawy o trwałym nośniku, tylko sprzeniewierzyły się jednemu zdaniu przepisów. Mogę jednym tchem wymienić dziesięć innych przepisów zignorowanych przez sektor bankowy.
Bankierzy mając w ostatnich trzech dekadach immunitet II etapu reformy gospodarczej ten czas zmarnowali. Pewni swej nietykalności postępowali w interesie swoim i swoich mocodawców, zupełnie ignorując system prawa, mając swoich klientów za nic, a także prowadząc nieuczciwą walką konkurencyjną. Lata 90. Były okresem ignorowania przejrzystości umów w zakresie zasad ustalania zmiennego oprocentowania, co zakończyło się Uchwałą Siedmiu Sędziów SN. W kolejnej dekadzie banki nie tylko zignorowały uchwaloną zasadę prawa, ale ponownie zrobiły to samo w tak prozaicznym obszarze jak ustalanie kursu walut. Do tego w ramach akcji kredytowej lat 2005-2008 złamały szereg podstawowych zasad prawa, w szczególności zasadę nominalizmu, walutowości, waloryzmu, określoności świadczenia, swobody kontraktowej, a nawet przepis o ubezpieczeniu, czy też sprzedaży, który w rozumieniu banków nie musi doprowadzać do przeniesienia własności. Do tego dla porządku dodam ignorowanie prawa ochrony konsumenta, który wydaje się bankom być co najmniej partnerem o ile nie ekspertem w wielu dziedzinach związanych z bankowością. Zupełnie groteskową sytuacją jest fakt, że część banków nie rozumie jak działa przepis regulujący podstawę ich działania – umowę kredytu. Ilość zaniedbań, naruszeń i złamania prawa jest tak wielki, że bez podjęcia rokowań banki nie wstaną z kolan przez kolejne dekady.
Tworząc produkty bankowe, kierowały się swoimi pragnieniami, a nie systemem prawa. Pragnienia wdrażane w życie stawały się powoli swoistym zwyczajem operującym na granicy (praeter legem) lub poza prawem (contra legem). Przedstawiciele banków stworzyli swego rodzaju równoległy system prawa. System który aktualnie zostaje poddany weryfikacji i gruntownemu przeglądowi.
Z uwagi na swoją arogancję, banki skierowały przeciwko sobie uwagę setek o ile nie tysięcy prawników w całym kraju, którzy rozpoczęli analizę słabych punktów umów kredytowych a także pozostałych zachowań banków. Rozpoczynając od kwestii naruszenia zasad współżycia społecznego, prawnicy powoli zaczęli dochodzić do coraz bardziej podstawowych elementów systemu prawa, w pewnym momencie zauważając, że mogą na edukacji banków, zupełnie dobrze prosperować. Czując pieniądz stali się drapieżcami, którzy nie odpuszczą dopóki ofiara nie padnie. Ten proces się już rozpoczął. Banki będą krwawić przez kolejne dekady, kąsane przez coraz bardziej wyspecjalizowanych łowców.
Aby ten nieunikniony proces zatrzymać, musi wkroczyć ustawodawca, który poda bankom ratującą dłoń. Tak się stało już w przypadku trwałego nośnika, gdy izba gospodarcza sektora bankowego wystąpiła o pomoc do komitetu stabilności finansowej. Prosząc o pomoc, banki pokazują że są już na kolanach.
Wsparcie poniżonego agresywnego olbrzyma nie może być i nie będzie jednak bezwarunkowe. Agresywny system bankowy musi zostać okiełznany i poddany dodatkowej kontroli, aby nie popełnił w przyszłości tych samych przestępstw. Popełni zapewne inne, za które ponownie zostanie ukarany, ale nie może zrobić tego samego.
Przedstawiano do tej pory wiele koncepcji – każda z nich była na swój sposób prawidłowa, łącznie z ostatnią propozycją Kancelarii Prezydenta, zawierającą koncepcję utworzenia funduszu pomocowego. Nie była to oferta adresująca problem łamania prawa, jednak jest to ważny głos w ogólnej dyskusji na temat relacji bank – kredytobiorca. Niniejszy projekt zawiera elementy wszystkich dotychczas przedstawianych propozycji. Ufam, że każdy łącznie z bankierami znajdzie w nim głos rozsądku oraz możliwość zakończenia nieuniknionego już procesu ukarania systemu bankowego. Pytaniem jest tylko jak długo to będzie trwało i jak wielkie straty poniesie Polska, głównie w zakresie destrukcji sytemu prawa. I jak wiele ludzkich tragedii będzie ten proces kosztować.
Rozbój a nie konkurencja
Walka konkurencyjna banków sprzed 10 lat doprowadziła do niespotykanego dotąd w Polsce kryzysu kredytowego, w trakcie którego sektor bankowy utracił status instytucji zaufania społecznego, stając się raczej miejscem prowadzenia pokątnych interesów, nie stroniącym od oszukiwania swoich klientów. W wyniku bezpardonowego zachowania przedstawicieli sektora bankowego, Polska rzeczywistość została zatruta przez ponad 700.000 ryzykownych umów dłużnych, których wartość uzależniona jest od wartości walut obcych. Związanie z walutami obcymi powoduje, że chwilowa wartość realna długu waha się pomiędzy 140 mld a 300 mld złotych. Jest to tykająca bomba, której nikt nie kontroluje. Bomba, której siła rażenia godzi w polskie rodziny, bezpośrednio dotycząc 2 mln obywatelek i obywateli, co stanowi 5% społeczeństwa. Bomba, która przy dowolnym grymasie spekulantów operujących na rynkach walut, może doprowadzić do kryzysu w Polsce, powodując zryw, może nawet i 2 mln obywateli. Co ciekawe nastrojem tłumów może zarządzać dowolny międzynarodowy spekulant posiadający wystarczający kapitał aby zaburzyć kurs waluty polskiej. Przypomnę, że jest to całkowicie możliwe, gdyż w latach 90. taki przypadek przytrafił się Bankowi Centralnemu Zjednoczonego Królestwa.
Aktualne zaognienie kryzysu, znajdującego się w fazie chwilowego spokoju, po dwóch skokowych zmianach wartości kontraktów, prowadzi do sytuacji w której dotarliśmy na granicę upadku klasycznego społeczeństwa; sytuację w której przodujące gałęzie gospodarki to bankowość oraz windykacja, a motywy ludzkich działań to strach i chciwość. W sytuacji w której klienci banków, stali się ich produktami, a same banki zarabiają nie na uczciwych kontraktach, ale na działaniu na granicy (praeter legem) lub też poza prawem (contra legem).
Aby wyjść z tego niespotykanego w skali nowoczesnego świata kryzysu społecznego, muszą zostać podjęte decyzje które pozwolą zatrzymać fale psucia stosunków społecznych, degeneracji moralności, upadku systemu prawa oraz zaniku etosu bankowości. Rozwiązanie tej przedziwnej sytuacji musi zostać oparte na zasadach słuszności kontraktowej, jednocześnie winni kryzysu muszą zostać obarczeni kosztem operacji wyjścia z sytuacji do której doprowadzili.
Przestępcy muszą zostać ukarani w ramach dostępnych środków, także w ramach przepisów o zorganizowanych grupach przestępczych a także o destabilizacji Państwa. Fakt notorycznego ignorowania prawa prywatnego, publicznego bankowego, publicznego giełdowego a także prawa ochrony konsumenta powinno być przez prokuraturę traktowane z najwyższą surowością. Wszystkie osoby zaangażowane w mataczenie, publiczne kłamstwa, zmuszanie pracowników do kłamstw, wywierania nacisku na polityków, muszą zostać osądzone, a skutkiem procesu powinny być realne kary takie jak zakaz wykonywania zawodu, konfiskata majątku, a także kara więzienia.
Aby zatrzymać falę tego obłędu, należy zagwarantować wszystkim kredytobiorcom bezpieczeństwo, co wypełni zobowiązanie Państwa zapisane w art.76 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, a także wypełni wymogi art.20 Dyrektywy 2008/48/WE, w ramach konieczności nadzoru nad działalnością̨ kredytodawców przez instytucję lub organ niezależny od instytucji finansowych.
Wypełniając zobowiązania zarówno wobec suwerena jak i ustawodawcy europejskiego, Sejm powoła Urząd Nadzoru nad Kredytodawcami i Pożyczkodawcami (UNKiP), której aktualny brak łamie prawo EU. Urząd może być zasilany z pieniędzy z kar, które będą 10 krotnie większe od tych które aktualnie może nakładać UOKiK. Dlaczego? Dlatego, że przepisy UOKiK dotyczą statystycznego przedsiębiorcy, a banki są instytucjami specjalizowanymi operującymi w ramach specjalnych przywilejów. Łamiąc prawo działają bezpośrednio i z premedytacją przeciw porządkowi publicznemu.
Wypełniając zobowiązania za równo wobec suwerena jak i ustawodawcy europejskiego, Sejm nada UNKiP uprawnienie do finansowania organizacji konsumenckich wspierających urząd w obszarze kontroli kredytodawców. Aktualny kryzys pokazał, że tylko organizacje społeczne są rzeczywiście niezależne. Organizacje konsumenckie staną się silnymi ciałami nadzorującymi sektor produkujący dług pieniężny pochodzący z umów kredytowych oraz pożyczek pieniężnych.
Trzecim filarem kontroli kredytodawcy będzie edukacja. Każdy z banków (każdy) będzie łożył na rozwój nauki o pieniądzu, kredycie i długu pieniężnym. Pieniądze będą dystrybuowane do katedr prawa, ekonomii, filozofii, socjologii na podstawie konkursów dot. planów badawczych.
Ofiary aktualnej fali bezprawia
Środkiem do osiągnięcia tego celu, powinno być także takie ukształtowanie umów kredytowych z mocy wzorca umowy tj. umowy, lub regulaminu albo ustawy, aby w momencie spłaty długu w terminie lub też przed terminem, każda umowa została zwaloryzowana do wartości odpowiadającej jej umowy złotowej, pomniejszonej o wszelkie nielegalnie pobrane opłaty typu "ubezpieczenie" niskiego wkładu własnego.
System prawa oferuje niezbędne ku temu mechanizmy, o czym w dalszej części apelu. Rozwiązanie takie jest także zgodne z zasadami księgowości MSR-39, poprzez rozłożenie w czasie operacji zmiany księgowej wartości długu do wartości rzeczywistej.
Należy uporządkować kwestię działania odsetek karnych, dostosowując ich poziom do poziomu racjonalnego, minimalnego, lub wręcz zerowego. Kwestia odsetek związana jest w nierozerwalny sposób z problemem restrukturyzacji umowy kredytu. Jest oczywistym, że nikt nie jest w stanie spłacić długu planowanego na 30 lat w ciągu kilku tygodni, nie jest więc w żaden sposób umotywowane prawo banku do naliczania odsetek karnych. Rozważając ten problem należy pamiętać, że w większości przypadków nawet sprzedaż nieruchomości (co jest dla większości nierealną sytuacją) nie umożliwi spłaty długu, który przewyższa (wbrew prawu i logice) wartość mieszkań.
Jest także oczywiste, że od takiego długu nie można naliczać ustawowych odsetek karnych wysokości w wielokrotności stopy lombardowej NBP tj. aktualnie 10% przy koszcie pieniądza, wynikającego z depozytów na poziomie 1%. Jak widać aktualny układ zachęca banki do doprowadzania swoich klientów do bankructwa, przez co banki mogą tzw. "hodować" odsetki, aby następnie sprzedać tak powiększony dług na rynku handlu wierzytelnościami. Z dostępnych informacji wynika, że jest to całkowicie normalna procedura stosowana w sektorze bankowym.
Restrukturyzacja musi dotyczyć także umów już wypowiedzianych, także tych które zostały sprzedane na rynku handlu wierzytelnościami.
Jestem przekonany, że rozliczenie umowy w momencie jest zakończenia jest rozwiązaniem w którym nie ma przegranych. Co więcej, zgodnie z zasadami prawa, bank ponosi sankcję polegającą na ograniczeniu jego zysku, a państwo zachowuje swój majestat i normalizuje stosunki społeczne. Dodatkowo dotrzymana jest zasada Pacta sunt servanda dzięki czemu konsumenci mogą spłacać kontrakty do końca w/g stawek umówionych w kontrakcie.
W ramach restrukturyzacji umów powinny powstać wzorce normatywne wypracowane przez przedstawicieli Państwa, doktryny prawa, związku branżowego banków oraz strony społecznej, gwarantujące, że nie znajdą się w nich żadne dodatkowe klauzule obniżające interes czy też bezpieczeństwo klientów. Wzorce te powinny zostać zastosowane przez każdy z banków. Rozwiązaniem alternatywnym jest uchwalenie ustawy, gwarantującej ściśle określone prawa i obowiązki stron w przypadku rozwiązania umowy z dowolnej przyczyny, także z powodu zerwania umowy przez bank.
Czy Państwo może ingerować?
Banki miały czas na autonomiczna działanie, jednak z danego im czasu nie skorzystały, zasłaniając się arogancją, a nawet posuwając się do szantażu. W tej sytuacji koncepcja wzorca normatywnego lub też ustawy wydaje się odpowiednią. Państwo polskie ma dostateczną siłę aby sobie z tym poradzić. Według mojej znajomości kontraktów BIT nie godzi to także w interes inwestorów, którzy dopuścili się de facto masowemu łamania prawa krajowego i wspólnotowego. Państwo musi także ingerować w sytuacji gdy banki osiągają ponad 10% zyski przy depozycie wartym 1%, które to zyski w dużej części transferowane są za granicę kraju.
Wzorce normatywne oraz nadmierna interwencja ustawodawcza wydaje się nie najlepszym pomysłem wprost przypominając art.2 oraz art 384 Kodeksu cywilnego z okresu PRL. Aby zapobiec błędnej próbie rozwiązania problemu, należy rozważyć ścieżkę oparta na wolności kontraktowej, oraz kontroli Sądowej, wraz z niespotykanymi do tej pory karami za łamanie prawa. Problemem niestety jest postawa Sądów, które do tej pory wykazywały się skrzywieniem w kierunku ochrony sektora bankowego. Chcąc uniknąć nadmiernej interwencji ustawodawcy, należy udrożnić system egzekwowania kar. W tym obszarze można czerpać z wzorców dostępnych np. w USA, który będąc krajem wolności gospodarczej, raz na jakiś czas zaskakuje nakładaniem wielomiliardowych kar na nieuczciwych przedsiębiorców.
Sankcja dla głupców
Sankcją za nieprzystąpienie banków do tego modelu powinno być zastosowanie wszystkich dostępnych narzędzi wynikających z prawa włącznie z karami finansowymi nakładanymi na członków zarządu. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta powinien zastosować wszystkie dostępne w ramach prawa przepisy z największą ich mocą. Rzecznik finansowy powinien otrzymać uprawnienie do nakładania wielomilionowych kar, przez co nie byłby więcej przez banki ignorowany. Podobne uprawnienie musi mieć nowo powały urząd nadzoru nad kredytodawcami. KNF powinien uruchomić wszelkie swoje możliwości, włącznie z tymi przepisami, które od wielu miesięcy ignoruje art.133 ust.1 pkt. 2) Prawa bankowego tj. kontrolę zgodności działania banków z ustawą, który to przepis jakiś czas temu utracił dookreślenie "niniejszej", co oznacza, że KNF ma prawo i obowiązek kontrolować zgodność działania banków ze wszystkimi dotyczącymi banków przepisami prawa, także Kodeksem cywilnym. A w przypadku złamania ustawy, może nałożyć kary.
Każdy z urzędów może działać niezależnie nakładając niezależnie od siebie kary.
Wielomilionowe kary w sądach
Docelowo konsumenci, którzy zostaną zmuszeni do prowadzenia procesów sądowych powinni otrzymać uprawnienie do żądania od banków wielomilionowych odszkodowań płatnych na rzecz organizacji konsumenckich, co pozwoli na dodatkowe finansowanie pozarządowych organizacji zajmujących się prawodawstwem kredytowym oraz ochroną konsumenta. Doprawdy nie ma żadnych powodów aby Sądy były zalewane tysiącami spraw dotyczących tak oczywistych kwestii jak klauzule niedozwolone identyczne z tymi, które znajdują się w rejestrze klauzul niedozwolonych prowadzonymi przez UOKiK.
Zrywanie umów musi także zostać ucywilizowane. Zerwanie umowy nie może oznaczać dla kredytobiorcy momentu w którym jest on ograbiony z całego majątku.
Bank posiada wielkie możliwości intelektualne i wiedzę na temat zarządzania ryzykiem. Należy zaznaczyć, że na podstawie art.70 Prawa bankowego, bank zobowiązany jest do oceny zdolności kredytowej tj. możliwości spłaty długu i to nie w hipotetycznym momencie zawierania, ale w całym okresie trwania umowy. Bank będąc bardzo bogatą instytucją mającą dostęp do najlepszych specjalistów z wszelkich dziedzin, stosując statystykę i wiedzę socjologiczną powinien przewidzieć, okresowe problemy życiowe klienta, możliwość choroby, utraty pracy, ale także wzrost płac, inflację etc.
Racjonalny bank pozwoli się zadłużyć klientowi na około 20% przychodów, co jest zgodne z należytą starannością dłużnika wynikającą z art.355 Kodeksu cywilnego oraz kodeksu etyki bankowej, mającym moc na podstawie ustawy o izbach gospodarczych (1989). Należy tutaj dodać, że należytą staranność dłużnika w zakresie prowadzonej przez niego działalności gospodarczej określa się przy uwzględnieniu zawodowego charakteru tej działalności, jak stanowi Kodeks cywilny. Bank który pozwolił się zadłużyć na 70% jawnie złamał prawo w obszarze art.70 Prawa bankowego. Nie jest możliwe, aby w ciągu 30 lat tego typu obciążenie było realne do utrzymania. Można powiedzieć z 95% pewnością, że bank doskonale wie, że tak zadłużony klient upadnie. Niestety takie działanie banku jest zbieżne z rozwojem przedsiębiorstw windykacyjnych w Polsce. Ten wzajemny układ, wygląda na zmowę handlową zbudowaną na doskonale opracowanej optymalizacji podatkowej. Niestety jest to aktualnie zupełnie ignorowane, także przez UOKiK i KNF, które otwarcie twierdzą, że nie widzą w tym żadnego problemu, oraz nie dostrzegają działania w zmowie przez firmy ze styku bank - windykacja.
Bank na podstawie art.75c Prawa bankowego, dodatkowo zobowiązany jest do restrukturyzacji długu. Przepis stanowi że bank powinien, na wniosek kredytobiorcy, umożliwić restrukturyzację zadłużenia poprzez zmianę określonych w umowie warunków lub terminów spłaty kredytu. Ważny jest zapis "zmianę określonych w umowie warunków", na podstawie którego można przeprowadzić waloryzację długu do poziomu umowy złotowej, a także ustalić odsetki karne na zerowym poziomie. Proszę zauważyć, że bank naliczając odsetki o 1% większe niż oprocentowanie długu, będzie skutecznie chronił depozyty. Bank nie musi zarabiać 10% na tragedii swego klienta. Podkreślę, że jesteśmy klientami banku, a nie jego ofiarami. Żyjemy w cywilizowanej rzeczywistości, a nie tej ze scenariusza filmu K.Krauzego Dług (1999).
Zastanówmy się nad powodem dla którego wystąpił bunt społeczny związany ze zmianą kursu walut obcych.
W okresie ostatnich 10 lat wystąpiły dwie fale deprecjacji złotego względem franka szwajcarskiego - waluty, którą upatrzyły sobie banki do spekulacyjnego wyznaczania wartości długu swoich klientów. Po raz pierwszy w 2008 roku nastąpił spadek wartości złotego o 30%, drugi wstrząs wystąpił w styczniu 2015 w wyniku wzrostu wartości franka szwajcarskiego z powodu zerwania przez Szwajcarski Bank Narodowy związania wartości franka z euro. O ile za pierwszym razem świat polityki w przedziwny sposób zareagował zasadniczo natychmiast na kryzys, o tyle w roku 2015 polityka już nie była zbytnio zainteresowana dbałością o przestrzeganie prawa. Dlaczego tak się stało? Nie potrafię powiedzieć.
Dwie fale kryzysu
W roku 2008 skoncentrowano się na tzw. "spreadach" i doprowadzono do sytuacji w których klienci banków które nigdy nie miały i nie przekazały nikomu żadnych franków szwajcarskich, zaczęły nagle lawinowo otrzymywać twardą walutę. Nagle w bankach zaczęły znajdować się prawdziwe dewizy.
Na walce ze spreadami, zyskali odrobinę kredytobiorcy - pewnie z 50 zł miesięcznie (3% wartości raty kredytowej). W roku 2008, czyli na początku spłaty długu jeszcze nikt nie spoglądał na saldo zadłużenia, nie zdając sobie sprawy z rychłego uwidocznienia tego problemu.
Należy podkreślić, że głównym beneficjentem ustaw antyspreadowych był polski system bankowy, który z dnia na dzień zaczął otrzymywać strumień franków szwajcarskich - mniej więcej 60 mln miesięcznie (300.000 umów z aneksami po średnio 200 franków miesięcznie). Należy także przypomnieć, że niejako przy okazji banki w nieuczciwy sposób umieszczały w tzw. aneksach zezwalających na spłatę długu w walucie obcej, klauzule godzące w interes swoich klientów. Albo było to podwyższenie marży (tak: mBank), albo też uznanie długu w walucie obcej.
Robiąc to banki albo wyrównały sobie straty za utratę zysku z przeliczeń walut (oczywiście nielegalnego z uwagi na brak rozliczeń dewizowych), albo też przygotowały się na przyszłą nieuniknioną obronę w sporach prawnych. Tak czy inaczej, kryzys roku 2008 zakończył się uspokojeniem nastrojów społecznych i uśpieniem społecznej czujności. Dodam jeszcze, że groteskowość tej sytuacji widoczna była poprzez osoby które zajmowały się lobbowaniem za wprowadzeniem ustaw antyspreadowych. W mojej pamięci mam polityków PSL. Przez umieszczenie aktorów z partii ludowej, sprawa wygląda na wcześniej wyreżyserowaną. Mam wrażenie, że PSL powinien zająć się problemami polskiej wsi, a nie kłopotami młodych wykształconych z dużych miast. Możemy to nazwać fenomenem polskiego rolnika - w wyniku lobbingu PSL, banki nagle zaczęły otrzymywać twardą walutę. Z Polskiej ziemi zaczęły wyrastać prawdziwe dewizy!
Rok 2015 był zupełnie odmienny. Kwestia spreadów była co prawda ponownie podnoszona, ale nie był to już główny element sporu. Kredytobiorcy ku swojemu zdziwieniu dowiedzieli się, że po 10 latach spłaty zobowiązań ich dług wyrażony w złotym polskim z dnia na dzień powiększył się o 30% i zaczął przewyższać sumę długu z dnia zawarcia umowy. Po 10 latach dług zamiast spadać, wzrastał.
Próby rozwiązania problemu podjęte przez parlamentarzystów, a także Kancelarię Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej nie wydają się odpowiednie. Z jednej strony politycy wnioskowali o surrealistycznie zgodne z prawem rozwiązanie problemu, które doprowadziłoby do załamania systemu bankowego, z drugiej Kancelaria Prezydenta zaoferowała równie nieodpowiedni system, który tylko i wyłącznie przedłużyć miał agonię dłużnika, dając mu "ostatnią szansę" - zezwolenie na ponowne zadłużenie przez okres dwóch lat. Jest to inicjatywa właściwa i powinna zostać wdrożona w życie na zasadzie funduszu podobnego do BFG, gwarantując kredytobiorcom możliwość otrzymania wsparcia w sytuacjach kryzysowych, jednak nijak ma się do problemu sztucznie nadmuchanego długu - problemu dotyczącego 700.000 polskich rodzin.
W przypadku umów odnoszonych do walut obcych sprawa wzrastającego długu nie była tylko czysto hipotetyczna, ponieważ naiwnie możemy twierdzić, że ważny jest miesięczny koszt obsługi, a nie saldo długu. Okazało się jednak, że jest inaczej - sztucznie nadmuchane saldo bezpośrednio wpływa na życie klientów banków.
Po pierwsze niemożliwe stało się zwolnienie z długu poprzez sprzedanie mieszkania. W normalnej sytuacji powinno być to wykonalne. W sytuacji gdy dług odnoszony został do waluty obcej stało się to niemożliwym, ponieważ wartość mieszkania była dużo mniejsza niż saldo zadłużenia. Problem ten zamknął ludzi w swoich mieszkaniach. W XXI w. wystąpiła sytuacja znana z okresu feudalizmu, gdy chłopi byli przypisania do ziemi. Teraz stało się podobnie; nowocześni chłopi - pracownicy w białych kołnierzykach, zostali przypisani do swoich mieszkań. Wielu z nich kupiło 30 metrów kwadratowych na start. Start z którego już przez długi czas się nie wyplączą. Szczęśliwy ten, który kupił większy metraż, i jest w stanie obsługiwać dług. Mając mieszkanie na tyle duże, aby założyć w nim rodzinę - 60-80 metrów kwadratowych - nie musi martwić się o niemożność zmiany mieszkania na większe. Może wejść w związek małżeński, posiadać dzieci. W ramach ogniska domowego wzrośnie zdolność kredytowa i pewność miesięcznej obsługi długu. Pomimo pozornie komfortowej sytuacji, ludzie ci jednak narażeni są na znaczące ryzyko wzrostu kosztu obsługi długu. Czy dadzą radę spłacać 5.000 zł miesięcznie w ramach obsługi zadłużenia? Mając dobrą pracę tak, jednak w przypadku utraty płynności popadają już w tragedię życiową. Stawiam hipotezę, że nawet wynajmując mieszkanie i przenosząc się do rodzinnego domu lub hotelu robotniczego, nie starczy na zapłacenie czynszu i obsługę kosztów kredytu. Brzmi to raczej jak koszmarna sytuacja.
Po drugie, Zakładając, że w wyniku zmian socjologicznych, znaczna ilość kredytobiorców pracuje aktualnie w ramach wysoko płatnych zawodów będąc na kontraktach, co pozwala im minimalizować obciążenia podatkowe, ludzie ci są w stanie obsłużyć dług. Przyjmując jednak ten model za komfortowy, popadamy w skrajną nieuczciwość. Pracując w ten sposób kredytobiorcy powinni odkładać 30% przychodu na emeryturę, ponieważ z uwagi na ucieczkę z systemu ZUS, czeka ich emerytura o minimalnej wysokości. Czy bank ma prawo żerować na tego typu klientach, odbierając im możliwość oszczędzania na jesień życia? Czy inwestycja w mieszkanie pozwoli im zapewnić sobie godne życie po okresie aktywności zawodowej? Stanowczo nie. Nikt nie dba o przyszłość tych ludzi.
Po trzecie lawinowy wzrost długu stał się prawdziwym dramatem dla ludzi, którzy z różnych powodów wpadli w życiowe tarapaty, co doprowadziło do zerwania umów. W takim przypadku, z dnia na dzień klienci banków stawali się rzeczywistymi bankrutami. Z długu 300.000 zł, zrobi się nagle 600.000 zł od którego bank zaczął naliczać odsetki karne. Jest to absolutnie i bezdyskusyjnie nieuczciwa sytuacja.
Jest to jednak dla banków sytuacja wyśmienita. Sztucznie napompowany dług dodatkowo powiększony o odsetki karne, zostaje po kilku latach sprzedany do firmy windykacyjnej za przykładowo 30% wartości. Problem polega na tym, że przez kilka lat z 600.000 robi się już 1.000.000 złotych. Bank sprzedając tę wierzytelność za 300.000 zł odzyskuje realny dług, a jednocześnie wpisuje sobie 700.000 zł straty księgowej, w ramach tzw. Non Performing Loan (NPL), przez co wykazuje w sprawozdaniach finansowych mniejsze zyski, co zmniejsza jego obciążenia podatkowe. Klient banku stał się jego produktem, sprzedawanym w ręce komorników.
Żerowisko rekinów
Zastanawiam się w jakim celu ci wszyscy bankierzy odebrali edukację? Po to żeby okradać polskie rodziny? Otaczająca nas sytuacja wygląda raczej jak operowanie okupantów w skolonizowanym kraju. Rozumiejąc co się wokół nas dzieje, czuję się jak Mark Baum (film The Big Short, 2015) w rozmowie z finansistą sprzedającym CDO (to takie amerykańskie "kredyty frankowe"), który był tak głupi że nie zauważał potęgi swej nieuczciwości. Podobnie jak bohaterowi filmu - Markowi Baum'owi, mi także robi się niedobrze. Myśląc o poziomie moralności, edukacji oraz wyobraźni polskich bankierów zbiera mi się na torsje.
Ochłapy dla płotek
Sytuacja 2015 r. spowodowała także dodatkowe perturbacje. Ponieważ kryzys rozwijał się w przeddzień wyborów, politycy zaczęli obiecywać rozwiązanie problemu, przez co zyskiwali wyborców. Kwestie nielegalności umów dostrzegli prawnicy, którzy poczuwszy możliwość zarobku, zaczęli oferować klientom możliwość odparcia egzekucji banku, w przypadku wypowiedzenia umowy, ale także obietnice zmniejszenia długu. Ludzie jak to ludzie widząc, że można zarobić, skusili się na sądową batalię. Urzędnicy odpowiedzialni za sektor bankowy, alarmowali że system w dużej mierze oparty na nieuczciwości, załamie się jeżeli Państwo Polskie zechce wprowadzić w życie bezwarunkowe przestrzeganie prawa. Bankierzy zaczęli brylować w mediach, udając że nic się nie stało, a umowy są zgodne z prawem. Wynajęli także agencje Public Relations, które w mediach społecznościach zaczęły uprawiać tzw. “czarny PR" czyniąc z Internetu raczej kloakę, niż miejsce prowadzenia dyskusji i rozwoju wiedzy. Generalnie kryzys roku 2015 doprowadził do obnażenia najniższych ludzkich instynktów - głównie wszechobecnej chciwości ze wszystkich stron, ale także ogólnej pogardy dla drugiej strony sporu. Do tego należy dodać działania lobbystycznych prawników, którzy zarówno na salach sądowych, ale także w aulach uniwersytetów jak i w mediach zaczęli uprawiać festiwal kłamstw i matactw w celu ochrony interesów sektora bankowego.
Państwo polskie w tej sytuacji zawiodło. Pierwszą klęską jest utrata bardzo ważnego elementu systemu ochrony konsumenta tj. rejestru klauzul niedozwolonych, w którym znajdował się katalog nieuczciwych zapisów kontraktowych. Utrata tego rejestru została wsparta działaniami zarówno Sądów jak i przedstawicieli doktryny, który nie rozumieli najwyraźniej jak ważne jest ograniczanie samowoli wielkiego biznesu, który ze swojej natury jest agresywny operując na granicy prawa i wypełni każdą lukę do jakiej dopuści system państwowy. Jest to wielka strata dla rozwoju społeczeństwa Polskiego. Ważne jest, ze rejestr pozostaje jeszcze w mocy przez 10 lat. Wciąż możemy korzystać z jego mocy, jednak tylko do 2025 roku, gdy ostatecznie utraci swą moc.
Niestety okazało się, ze po odzyskaniu niepodległości ponownie obywatel nic nie znaczy dla elit tego kraju. Kiedyś był pyłkiem przed majestatem ludowego państwa, teraz jest nikim przed cielskiem przedsiębiorstw, których jedynym bożkiem jest mamona. Nie tędy droga! Nie po to jest nauka ekonomii oraz organizacja gospodarki aby rabować polskie rodziny. Jak daleko dojdziemy okradając Polaków z ich dorobku? Jaki jest cel akumulacji kapitału w rękach firm windykacyjnych? Nie potrafię tego zrozumieć. W taki sposób postępował Frank Hess w Generalnej Guberni sprytnie zarządzając wysokością inflacji, co było formą kontrybucji wojennej nałożonej na polską społeczność. Czy Rząd Rzeczypospolitej prowadzi podobną politykę, zmierzającą do eksterminacji ekonomicznej polskich rodzin? Niestety należy zaalarmować, że tak to wygląda. Albo z krótkowzroczności i braku wyobraźni albo z wyrachowania, którego jednak nie sposób mi przyjąć do wiadomości. Mówimy o losie 2 mln obywateli - 5% społeczeństwa.
Państwo polskie w sytuacji kryzysu kredytowego zwiodło także z powodu pozostawienia ludzi samym sobie. Przede wszystkim tych, których kontrakty zostały przez bank zerwane. Państwo Polskie schowało głowę w piasek, udając, że windykacja długu powiększonego o odniesienie do walut obcych w sytuacji względnej utraty wartości przez złoty polski do franka szwajcarskiego o ponad 100% jest jak najbardziej zgodna z prawem. Nie jest! Drodzy politycy i szanowni technokraci! Nie jest!
Głupi się cieszy
Co gorsza Państwo Polskie, NBP i KNF najwyraźniej cieszy się, że sektor bankowy w ostatniej dekadzie urósł jak na drożdżach. Szkoda tylko, że w księgach umieszczone zostały wirtualne zyski, a prawdziwe pieniądze co roku wyprowadzane są za granicę... Nie wygląda to dobrze. Wygląda to raczej jak sukces lat 70. niesławnej ery Gierka, kiedy to stratedzy PRL wpadli w zachwyt nam korzyściami jakie daje zaciągnięcie długu. Jak wiemy zakończyło się to przejęciem władzy w Polsce przez wojsko i dwiema próbami przeprowadzenia reform gospodarczych, które wspominamy jako "stan wojenny" oraz "okrągły stół". Oba te wydarzenia były zewnętrznymi znamionami reform gospodarczych PRL.
Aktualnie nadmuchane zadłużenie, może zostać spłacone z sukcesem, ale równie dobrze może doprowadzić do katastrofy. Finalnego stanu nikt aktualnie nie potrafi przewidzieć. Jeżeli w ciągu 20 lat utrzyma się niski poziom ceny CHF/PLN, a także niskie stopy LIBOR to będzie wspaniale. Oczywiście wiemy, że jest to mało prawdopodobnie. Prawdę mówiąc prawdopodobieństwo wystąpienia takiej możliwości wynosi 0 (słownie: zero) chyba że wypowiemy Szwajcarii wojnę i damy się podbić, tak aby obszary ekonomiczne obu krajów uległy całkowitej synchronizacji, a wartość nieruchomości w Polsce była wyceniania w CHF. Bez tego elementu przez kolejne 20 lat polski system bankowy oraz setki tysięcy polskich rodzin będą siedziały na beczce prochu.
Mądry pracuje
Aktualna sytuacja, włączając decyzje polityczne, doprowadziła do eksplozji ilość spraw sądowych. Nielegalne działania 5 a może 10 banków oferujących kontrakty odnoszone do walut obcych, zajmuje aktualnie czas setek sędziów w Polsce, pomimo że są to sprawy identyczne, ponieważ każdy z banków posługiwał się szablonowymi produktami bankowymi. Na rynku znajduje się prawdopodobnie około 25-50 typów wzorców umowy, zakładając że każdy z banków kilkakrotnie zmieniał wzorzec umowy będący podstawą oferowanego produktu dłużnego.
Analiza tych umów przez setki Sędziów w Polsce prowadzi oczywiście do rozwoju wiedzy, ale jest stratą czasu, pieniędzy oraz energii życiowej kredytobiorców, którzy zamiast zająć się swoim życiem oraz sprawami rodzinnymi zajmują się sporami z bankami w których udowadniają tak urągające logice sprawy jak np. że umowy nie były indywidualnie negocjowane.
Do tego należy dodać pragmatykę procesową pełnomocników, którzy patrzą na sukces w sporze sądowym a nie dbałość o wykładnię prawa. Dla porządku przytoczę, że część prawników odnajduje w umowach denominowanych klauzule waloryzacyjne, a samą waloryzację postrzega jako wehikuł do zmiany waluty długu.
Najogólniej mówiąc, urąga to rozwojowi intelektualnemu Narodu polskiego. Efektem ubocznym tej sytuacji jest upośledzenie rozwoju nauk prawa w zakresie pieniądza, oraz zablokowanie sądownictwa, które zajmuje się tymi sprawami, zamiast wspierać ludzi znajdujących się w unikalnych sytuacjach prawnych, do rozwiązania których rzeczywiście potrzebna jest interwencja Sądu.
Do wykazania, że kontrakty te nie są umowami kredytowymi, waloryzacja nie służy spekulacji, indeksacja to nie zmiana waluty długu, a wszystkie umowy są kontraktami adhezyjnymi, nie jest potrzebny czas niezawisłego Sądu, tylko w miarę rozgarnięty student prawa.
Społeczne piekło
Zajmując się problematyką umów kredytowych, staram się być obiektywny i dostrzegać racje każdej ze stron. Boli mnie jednak, że każda ze stron zamiast stawać się lepszą, staje się gorszą w wyniku trwania w tym jątrzącym się sporze. Bankierzy stawiają się ponad prawem, prawnicy kłamią mając za nic prawo i traktując je jak przedmiot do osiągnięcia celu. Sądy fantazjują nie mając wystarczającej wiedzy, jednak starając się działać "sprawiedliwie" w swoim pojmowaniu, kredytobiorcy boją się o przyszłość, a część z nich ma rozbudzone najniższe ludzkie instynkty wynikające z możliwości uniknięcia spłaty znacznej części długu, złotówkowicze są naszczuci na frankowiczów, nie widząc że ich także dotyczy problem nieuczciwości sektora bankowego, o czym dowiedzą się już za chwilę gdy wzrośnie stawka WIBOR.
Tak wygląda społeczne piekło. To co mnie najbardziej boli to niejasna i ryzykowna przyszłość.
Stare polskie przysłowie mówi: "Do trzech razy sztuka". Próbowaliśmy już dwa razy. Trzeciego możemy nie przeżyć.