Source: http://wiadomosci.xp.pl/irracjonalne-wewnetrznie-sprzeczne-orzeczenie-so-w-warszawie/8cuykxs?commentAdd
Timestamp: 2019-05-22 09:09:10
Legal References Found: art. 13
 art. 2
 art. 77
 art. 77
 art. 324
 art. 354
 art. 7
 art. 92
 art. 7
 art. 7
 art. 7

Document Content:
Mniejszego znaczenia na tym tle nabiera nawet fakt, że być może orzekają jako sędziowie przestępcy sądowi w dziedzinie podsłuchowej, tj. że być może osoby zaangażowane w grupę podsłuchową, w spodziewane obsługiwanie programu Screen Capture (co do którego odpowiedzi w rodzaju "tej pogłoski nie da się legalnie zdementować na piśmie" udzielił Sąd Apelacyjny w Warszawie), to również sędziowie; i że mimo faktu, że Piotr Niżyński jest pokrzywdzonym przez nich, przez co w oczywisty sposób może zależeć im na tym, by skończył jak najgorzej, to i tak te osoby w jego sprawach orzekają.
Natomiast być może faktycznie to dopiero łapówkami można wyjaśnić bezpośrednią, frontalną obrazę prawa, do jakiej dochodzi instancja po instancji, co rusz, w kolejnych sprawach przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu. Jest w tym może wola terroryzmu, wola zastraszania narodu, na zasadzie pokazywania, że w sądach jest bardzo źle i by bali się zmyślonej sprzecznej m. in. z art. 13 Konstytucji RP, także art. 2, rzekomej "klauzuli" (zupełnie nielegalnej czy wręcz fikcyjnej, jak sugerował też aluzyjnie najwyraźniej sam Jan Paweł II), tym niemniej bezpośrednią inspirującą do naruszeń prawa dających się potencjalnie zakwalifikować jako przestępstwo przekroczenia uprawnień przyczyną może być właśnie od dawna ustawiony sposób pracy. Spodziewany fakt (jak na razie plotka), że do pensji dodawany jest jakiś "dodatek motywacyjny" motywujący do "orzekania w zgodności z tak zwaną telewizją", z prześladowcami z programu Screen Capture – skoro to jest uzgodnione, to sędziowie w zgodzie z tym orzekają nielegalnie, bo chcą tych dodatkowych pieniędzy. Może kiedyś przyjdzie im kryć się gdzieś, bez pracy, to dobrze mieć zapasy: być może w ten sposób ktoś tu kalkuluje. Tylko, że w takim przypadku ten układ oczywiście wymaga bardzo poważnej analizy pod lupą przez prokuraturę.
W sprawie VI S 310/18 Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł – wbrew wytykanemu mu wielokrotnie przychylnemu orzecznictwu Sądu Najwyższego oraz wbrew samemu prawu, stosując zaś zamiast tego jakąś nielegalną niesłuszną i sprzeczną z art. 77 ust. 2 Konstytucji RP wykładnię przepisów o powadze rzeczy osądzonej – że uprzednia przegrana w skardze o wznowienie sprawy zakończonej orzeczeniem prawomocnym (odrzucenie skargi) ostatecznie zamknęła drogę sądową dochodzenia naruszonego prawa do sądu. Nie ma już możliwości powołać się na nowe dowody. Tak wg "rozumowania" podanego w uzasadnieniu orzeczenia, tj. wg zaprezentowanego przebiegu argumentacji. Tymczasem zgodnie z art. 77 ust. 2 Konstytucji RP zamknięta droga sądowa dochodzenia naruszonych wolności i praw jest niezgodna z prawem. A zatem już choćby stąd widać, bez potrzeby sięgania po orzecznictwo Sądu Najwyższego (również przychylne w tych tematach; zresztą w sprawie IV CNP 25/13 Sąd Najwyższy także i po 4 latach od nadania klauzuli wykonalności, bez różnicy, chętnie stwierdził, że orzeczenie jest jednak nieprawomocne), widać po prostu, iż sędziowie Sądu Apelacyjnego napisali orzeczenie o treści urągającej godności ich urzędu. Sprawa toczy się o 214589 zł 6 gr plus odsetki za kilka lat. Piotr Niżyński przy pomocy licznych dokumentów urzędowych, w tym na temat swego zameldowania oraz przy pomocy dokumentów urzędowych Policji (dowodzących, gdzie konkretnie mieszkał, bo Policja to sprawdzała), wykazał już ponad rok temu z najwyższym prawdopodobieństwem, że nie mieszkał od wielu miesięcy tam, gdzie dokonywano doręczenia nakazu zapłaty w wakacje 2014 r. Tym niemniej krnąbrne sądy upierają się, by złodziejstwo wspierać, by w tej sprawie poprzestano na samym tylko przejęciu pieniędzy, bez rzetelnego procesu. Czyżby bały się dodatkowych pieniędzy w rękach Niżyńskiego? W takim razie zważcie, potencjalni akcjonariusze, z jak kompletną degrengoladą polityki mamy najwyraźniej do czynienia!
W sprawie X Kz 97/19 Sąd Okręgowy zaaprobował wadliwie skonstruowany akt oskarżenia, który nie opisywał dokładnie czynu. A taki jest obowiązek (art. 332 par. 1 pkt 2 k.p.k.). Co to jest "dokładny opis czynu" omawiają podręczniki, Piotr Niżyński przywołał ekspertów prawa karnego w swym zażaleniu, ale z zupełnie urojonych nieprawnych przyczyn temat ten zlekceważono, stwierdzono, że "to, że akt oskarżenia jest wybrakowany, jest zarzutem nie na temat" (sic, coś takiego krótko jednym zdaniem napisano, generalnie bardzo krótko załatwiono się z tym zażalenie), "bo" postanowienie było o zwrocie sprawy prokuraturze celem uzupełnienia dowodów. Należałoby więc odpowiedzieć, co zresztą sugerowano już w zażaleniu (gdyż napisano, że to orzeczenie nie powinno mieć miejsca), iż takie postanowienia wydaje sędzia wtedy, gdy zakończona jest już wstępna kontrola aktu oskarżenia (jej wyniki można przy tym następnie już przy najbliższej okazji zaskarżać do wyższej instancji, w drodze zażaleń od postanowień i apelacji od wyroków, jak dowodzi postanowienie SN nr III KK 158/13). Gdy jest sytuacja, że akt oskarżenia nie powinien przejść wstępnej kontroli, to i orzeczenia takiego, jak zwrot sprawy prokuraturze do uzupełnienia dowodów nie ma prawa być, czyli występuje naruszenie prawa procesowego mającego wpływ na treść orzeczenia. Bo treści tej w ogóle nie powinno być. Takie naruszenie prawa procesowego zobowiązuje sąd do uchylenia orzeczenia.
W sprawie II K 514/18 Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia, a potem pod sygnaturą X Kz 1566/18 Sąd Okręgowy w Warszawie, zaaprobowali orzekanie na posiedzeniu w sprawie z art. 324 Kodeksu postępowania karnego, które jest przecież co do zasady, zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego, niedopuszczalne wtedy, gdy nie ma na sali oskarżonego (por. art. 354 pkt 2 Kodeksu postępowania karnego co do sytuacji, jakie posiedzenie może zastąpić rozprawę). Było to więc niezgodne z konkretnym orzecznictwem SN (mianowicie II KK 139/05, cytat: "Kategoryczny zapis »rozpoznanie sprawy na posiedzeniu z udziałem prokuratora, obrońcy i podejrzanego« wyklucza możliwość rozpoznania sprawy w tym trybie pod nieobecność któregokolwiek z wymienionych podmiotów"). Sądy złamały też prawo człowieka do samodzielnego przesłuchiwania świadków lub spowodowania ich przesłuchania (art. 6 ust. 3 lit. d Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności), co było im kilkakrotnie wytykane, ale sędziowie jakoś nie fatygują się odpisywać na takie rzeczy w uzasadnieniach orzeczeń. Co ich to obchodzi, że orzeczenie ma wady, że podnosi się poważne problemy. Ponadto zupełnie bez żadnego dowodu przyjęły, że Piotr Niżyński spowodował złamanie obu nóg jakiejś osoby (a przyjmowanie faktów, bynajmniej nie "powszechnie znanych", bez żadnego dowodu narusza konkretne przepisy prawa, czyli może stanowić podstawę pociągnięcia sędziego do odpowiedzialności za przestępstwo przekroczenia uprawnień, choćby nieumyślnego: naruszane są w takim przypadku art. 7 k.p.k., jak również art. 92 k.p.k.). Nie ma na ten temat, że złamano obie nogi jakiejś dziewczynie, ani jednego dowodu w aktach, tym niemniej sędziowie to poświadczali. (Sfilmowane akta można oglądać w Internecie, podobnie jak pytania do obsługi sądu, czy aby nie ma jakichś dodatków do akt, jakiejś dokumentacji medycznej: nagranie wideo 1, nagranie wideo 2, nagranie wideo 3, wszystkie pokazują, jak można tu łatwo się przekonać, sąd i jego czytelnię akt; dokładnie się co do tego upewniano, że nie ma żadnych dowodów.) Jedyne, co jest w aktach na ten temat, to orzeczenia tych państwowych prawników: mianowicie postanowienie o przedstawieniu zarzutów, postanowienie skazujące sądu I instancji, postanowienie skazujące sądu II instancji. Najwyraźniej uznano, że nie istnieje potrzeba dowodzenia przez oskarżyciela swoich tez. Prokuratorem prowadzącym (i kierującym do sądu wniosek) była Hanna Lawinson z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście (II Wydział Dochodzeniowo-Śledczy, czyli tzw. 2 Ds), a sędzią z I instancji: Małgorzata Drewin (to najwyraźniej nawiązanie do pani M. Drewniak dawniej zatrudnionej w warszawskiej telewizji regionalnej, która zgodziła się na Facebooku być znajomą Piotra Niżyńskiego: patrz https://www.facebook.com/piotr.k.nizynski/friends; skoro można tak było dobrać losowego sędziego, o statystycznych przecież cechach, za to, najwyraźniej, o dobrze dobranym nazwisku, to znaczy, że "statystyczny", przeciętny sędzia jest chętny do takich przekrętów, czyli sporo jest sędziów gotowych w ten sposób nielegalnie orzekać – pokazuje to, że istnieje prawdopodobnie instytucjonalny problem łapownictwa w sądach, każdego zresztą chyba szczebla, o czym mówił sędzia TK Lech Morawski i co do czego, jak twierdził, dowody są na wyciągnięcie ręki; gdyby nie to, że sprawa jest najwyraźniej instytucjonalnie zorganizowana w sądach, tzn. odgórnie, od kierowników poczynając, to dziwne by było, że w ogóle o takim problemie masowej korupcji słyszał...). Również i w tej sprawie II K 514/18 (sygnatura w Sądzie Okręgowym w Warszawie: X Kz 1566/18, sędzia prowadzący: Piotr Chmielewski) sprawa toczyła się z wybrakowanego aktu oskarżenia (brak uzasadnienia spełniającego rygory ustawowe). Zostało to, podobnie jak kilka wniosków w tej sprawie, by to uzupełnić, całkowicie zlekceważone przez sądy, podobnie jak pozostawiono bez ustosunkowania się liczne szczegółowe zastrzeżenia, iż brakuje dowodu na określony fakt. Akta tej przykładowej sprawy oraz komentarze można przeglądać na forum Piotra Niżyńskiego: http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=7406.
W jeszcze innej sprawie zupełnie nielegalnie orzekający postanowieniem (o przedstawieniu zarzutów) prokurator podwójnie naliczył ten sam podatek: raz jako ogólnie nienależnie – tj. rzekomo nienależnie, wg decyzji opartej na domniemaniu zerowych kosztów, sprzecznym z domniemaniem niewinności – naliczony podatek dochodowy, drugi raz następnie ten sam brakujący jego zdaniem (choć to nieudowodnione, a jedynie domniemane) podatek dochodowy jako kwota, która w związku z tym w deklaracji wyszła "do zwrotu". Źle interpretując uzasadnienie decyzji administracyjnej prokurator wywnioskował, że Piotr Niżyński powinien urzędowi w chwili składania deklaracji wykazać niedopłatę ponad 7000 zł, a wykazał nadpłatę ok. 7000 zł, podczas gdy Urząd Kontroli Skarbowej stwierdził jedynie, że wykazano za mało podatku należnego – o kwotę ok. 7000 zł. (Tylko takie ustalenie mieści się w jego kompetencjach. Urząd Kontroli Skarbowej bada jedynie poprawność podanego podatku należnego. Nie wie nawet, ile pieniędzy na koncie miał urząd skarbowy i czy była nadpłata, czy niedopłata.) Tymczasem źle interpretując słowa decyzji prokurator wywnioskował, że potrzebna była nawet dopłata ponad 7000 zł (tak zrozumiał pojęcie "zaległość podatkowa", czyli stwierdzony brak w dziedzinie kwoty podatku należnego), a nie zwrot ok. 7000. Ten sam podatek prokurator policzył wobec tego dwa razy, biorąc jego dwukrotność jako "kwotę podatku narażonego na uszczuplenie", co jest fałszerstwem: raz wliczył ten podatek z uwagi na to, że inna jest kwota podatku należnego, czyli opierając się na innym rezultacie teoretycznym, a później jeszcze dodatkowo naliczył go z uwagi na to, że w związku z "za niską" zdaniem kontroli skarbowej kwotą podatku należnego "zwrot był niepotrzebny". Mimo kilkakrotnie podnoszonych uwag pan prokurator nie chce zauważyć, że liczy tę samą kwotę 2 razy (gdyby policzył 1 raz, sprawa byłaby wykroczeniem lub prawie na pewno wykroczeniem, ewentualnie można by minimalnie uzupełnić dowody w sposób wskazany w piśmie i wyszłoby, że jest to wykroczenie, bo pojawiłyby się koszty uzyskania przychodu i wobec tego kwota podatku narażonego na uszczuplenie spadłaby poniżej progu przestępstwa skarbowego). Wykroczenia skarbowe zaś przedawniają się na tyle szybko, że sprawa w ogóle nie nadawałaby się obecnie do prowadzenia. Tego rodzaju haniebne ataki oczywiście nieprzypadkowo kierowane są właśnie przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu, podczas gdy powinny być kierowane przeciwko różnym rekinom biznesu, np. mass mediów. To forma wyżywania się administracji rządowej i prokuratury jej i Ministrowi Sprawiedliwości podległej.
Również w sprawach z oskarżenia prywatnego Piotra Niżyńskiego, np. o wykroczenie dyskryminacji w świadczeniu usług, sędziowie są bardzo stronniczy i wymigują się od postępowania dowodowego wbrew własnemu orzecznictwu, podobno jakże "ugruntowanemu" w Sądzie Okręgowym w Warszawie (a mającemu też, jak się okazuje, oparcie w orzecznictwie Sądu Najwyższego). Brak rozprawy, umorzenie na posiedzeniu – "z braku znamion czynu zabronionego". Choć sytuacja jest sporna. Tak się zdecydowanie nie robi (p. np. znana teza na temat art. 7 Kodeksu postępowania karnego, czyli art. 7 k.p.k., podana w postanowieniu SN nr IV KK 149/08 znanym ze zbiorów orzecznictwa i z podręczników objaśniających art. 7 k.p.k.; istnieje też odpowiednie orzecznictwo SO w Warszawie o takich przypadkach umorzenia sprawy na posiedzeniu "z braku znamion czynu zabronionego" oparte na tych samych, gdyż obowiązujących też w sprawach o przestępstwo, tak samo jak we wspomnianej sprawie o wykroczenie, przepisach procedury karnej).
Do tych orzeczeń być może wkrótce dojdzie postanowienie Sądu Najwyższego w sprawie kasacji wniesionej dla Piotra Niżyńskiego w sprawie III. Sprawa jest oparta na gotowym orzecznictwie, pozwalającym korzystnie wyłożyć przepisy prawa i wygrać. Będziemy Państwa o jej wynikach informować.
(n/n, zmieniony: dzisiaj 01:14)