Source: http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2014/06/czy-bedzie-atwiej-z-awansami-naukowymi.html
Timestamp: 2017-10-22 22:40:18
Legal References Found: art. 11
 art. 11
 art. 20
 art. 27
 art. 28
 art. 29
 art. 29
 art. 28
 art. 27
 art. 27
 art. 26

Document Content:
pedagog: Czy będzie "łatwiej" z awansami naukowymi po nowelizacji ustawy o stopniach i tytule naukowym?
Czy będzie "łatwiej" z awansami naukowymi po nowelizacji ustawy o stopniach i tytule naukowym?
Nadal nie wiemy, które poprawki, sugestie, uwagi ekspertów zostaną zaakceptowane przez Sejm i Senat. Zawsze zmiany strukturalne, a taką była nowelizacja w 2011 r. naruszają fundamenty prawne, przyzwyczajenia, tradycje, także z całym bagażem ich słabości czy zalet. Kiedy są konfrontowane z nowymi regulacjami prawnymi wywołują opinie zarówno zadowolonych z nich apologetów, jak i sfrustrowanych antagonistów. Nikomu się nie dogodzi. Zawsze ktoś będzie z tego powodu szczęśliwy, albo rozgoryczony. Obojętni są wobec zmian tylko ci, których one w żadnej mierze nie dotyczą.
Generalnie panuje opinia, że nowy tryb uzyskiwania habilitacji jest zdecydowanie łatwiejszy od poprzedniego. Nie ma już kolokwium i wykładu habilitacyjnego. O nadaniu stopnia doktora habilitowanego rozstrzyga ocena ekspercka zarówno 3 recenzentów, jak i pozostałych czterech członków Komisji. Wszystko jest transparentne, gdyż recenzje i treść uchwały są opublikowana na stronie internetowej jednostki, w której jest prowadzone postępowanie awansowe. Każdy sam wybiera sobie jednostkę i nie musi o to pytać dziekana czy dyrektora instytutu, tak własnego, jak i obcego. Nie trzeba być zatrudnionym w uczelni czy instytucie naukowym, by ubiegać się o habilitację czy tytuł naukowy. Wszystko zatem, a w każdym razie bardzo dużo jest w rękach tej osoby, która wnioskuje o nadane jej stopnia czy tytułu naukowego.
Co proponowali eksperci Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów? Przede wszystkim zwracali uwagę m.in. na to, że proponowane zmiany rządowe zmierzają w dobrym kierunku, gdyż sprzyjają wyeliminowaniu wielu problemów i nieporozumień, jakie już pojawiły się w okresie niemalże 3 lat praktycznego stosowania aktualnie obowiązujących przepisów ustawowych. W szczególności, Centralna Komisja poparła takie propozycje, jak:
- urealnienie wymogów stawianych kandydatom do tytułu naukowego profesora (art.26 ust. 1 ustawy o stopniach naukowych w nowym brzmieniu), gdyż powszechnie zgłaszane były przez kandydatów zbyt wysokie kryteria, które nie uwzględniają polskich realiów;
- bardziej precyzyjne określenie zasad i wymagań stawianych kandydatom do stopnia doktora (przede wszystkim art. 11 ust. 2 ustawy w nowym brzmieniu), który wywołuje wątpliwości dotyczące spełnienia do otwarcia przewodu doktorskiego wymogu przedłożenia np. książki. Nie chodzi przecież o to, by otwierając przewód kandydat przedłożył książkę jako gotową już dysertację, skoro miałaby ona stanowić warunek do otwarcia przewodu pod kierunkiem promotora. Wystarczyłoby zatem dookreślenie w art. 11 ust. 2, przed wyrazami „publikacji naukowej w formie książki” wyrazów „niebędącej rozprawą doktorską”;
- stworzenie wyraźnych podstaw do przeprowadzania – co jest szczególnie ważne w sytuacji, z jednej strony, mnożenia u nas dyscyplin naukowych, przy, z drugiej strony, ogólnemu postępowi interdyscyplinarności a nawet już post- czy transdyscyplinarności – interdyscyplinarnych przewodów doktorskich (art. 14 a ustawy w nowym brzmieniu i nowe przepisy art. 20 ust. 4a i 4 b);
- sprecyzowanie formalnych aspektów postępowania w sprawie nadania tytułu profesora (nowy art. 27 ust. 6);
- podjęcie rozwiązania – wielokrotnie podnoszonego przez Centralną Komisję - problemu osób, które uzyskały tytuł profesora z naruszeniem prawa lub dobrych obyczajów w nauce albo sztuce (nowe przepisy art. 28 ust. 3a i 3b oraz art. 29 b ustawy). Przepis art. 29b nie obejmuje całości dyspozycji art. 28 ust. 3b, mimo, że powinien być z nim w pełni skorelowany.
Środowisko naukowe zwracało też uwagę na to, że nie została zapewniona spójność prawa, w wyniku czego pojawia się problem publikowania recenzji z przewodów/postępowań, których treść jest niespójna z ustawą o ochronie danych osobowych. Niekorzystnie też zadziałała zmiana związana z obniżeniem wymagań dotyczących tzw. minimum kadrowego (art. 6 ustawy), stawianych jednostkom uprawnionym (i ubiegającym się o przyznanie uprawnienia do nadawania stopni doktora i doktora habilitowanego). Spowodowało to wyraźne obniżenie jakości prowadzonych przez jednostki uprawnione postępowań awansowych, co skutkowało m.in. do końca września 2013 r. lawiną niespełniających kryteriów naukowych wniosków o otwarcie przewodów habilitacyjnych w starym jeszcze trybie.
W ustawie jest też wiele terminów, które są niedookreślone, jak np. „uznana renoma naukowa, w tym międzynarodowa” (art. 18a ust. 5 w postępowaniu habilitacyjnym, a za to tylko „renoma międzynarodowa” w postępowaniu w sprawie tytułu – art. 27 ust. 4)czy powinność „kierowania samodzielnie zespołami badawczymi” (art. 21a ust. 1 i art. 27 ust. 5 – przy czym w art. 26 ust. 1 wobec kandydatów do tytułu jest mowa, trafniej, o „doświadczeniu w kierowaniu zespołami badawczymi”) itp.
ala 4 czerwca 2014 07:28
czy jest usprawiedliwienie dla takich postępowań:
http://www.ck.gov.pl/index.php/postepowania-awansowe/postepowania-habilitacyjne/dziedzina-nauk-ekonomicznych/1382-bizon-gorecka-jadwiga
nowy tryb, 3 pozytywne recenzje, pozytywna opinia komisji habilitacyjnej, odmowa nadania stopnia przez RW
czy jest to oczywista podstawa do odwołania?
Bogusław Śliwerski 4 czerwca 2014 23:41
Odwołanie przysługuje Wnioskodawcy, w tym przypadku jak najbardziej. Trzeba jednak pamiętać o tym, że komisja przeprowadza postępowanie, ale uchwałę o nadaniu stopnia, podejmuje jednostka, która ma takie uprawnienia. Nie wiemy, co było przedmiotem dyskusji a zarazem uzasadnieniem dla decyzji.
słowacka docentka 4 czerwca 2014 15:22
Paradoksalnie to co najbardziej powinno być poprawione - część dotycząca habilitacji - będzie nieruszone.
Powinni zdefiniować czym jest międzynarodowa renoma.
Wprowadzić kilka zmian uniemożliwiających habilitowanie się na podstawie nieistniejących publikacji. Teraz jest to stan taki, że nie wiadomo, czy którykolwiek z posiadaczy dr hab. robionego w Polsce, w ogóle miał jakiekolwiek publikacje po doktoracie - mógł je wszystkie wymyślić sekundę przed wpisaniem do autoreferatu. Brak procedury gwarantującej istnienie prac wchodzących w skład osiągnięcia.
Bogusław Śliwerski 4 czerwca 2014 23:43
Nie ma słowacka docenta racji. W Polsce - w odróżnieniu od Słowacji - do postępowania komisja musi mieć wgląd w publikacje, ba, nawet w pracę doktorską (nieopublikowaną). Nie ma zatem możliwości ubiegania się o habilitację na podstawie wyimaginowanych publikacji.
słowacka docentka 5 czerwca 2014 02:12
W Polsce jest możliwe aby habilitant zgłosił nieistniejącą publikację, Tak to w Polsce się nadzwyczaj często zdarza, że habilitanci maja wszczynane procedury habilitacyjne i nawet nadawane stopnie naukowe na podstawie nieistniejących publikacji.
http://forumakademickie.pl/fa/2014/05/nieistniejace-publikacje-habilitanta/
Jak pisze Marek Wroński:
[[ Fakt, że habilitant podaje nieistniejący dorobek, opisywany jest w ciągu ostatniego roku na łamach „Z Archiwum Nieuczciwości Naukowej” po raz drugi (patrz: sprawa dr hab. Ewy Kulińskiej z Wydziału Ekonomii i Zarządzania Politechniki Opolskiej, opisana w artykule Podwójny przewód doktorski , we fragmencie zatytułowanym Zaginione prace , FA 5/2013). Niestety w tym ostatnim wypadku do dzisiaj sprawa nie została oficjalnie wyjaśniona przez Centralną Komisję, mimo że przewodniczącym Komisji Habilitacyjnej był prof. dr hab. Bogdan Nogalski z Uniwersytetu Gdańskiego, który jest przewodniczącym Sekcji Nauk Ekonomicznych CK, zaś recenzentem był wiceprzewodniczący sekcji, prof. dr hab. Krzysztof Jajuga. ]]
za: http://forumakademickie.pl/fa/2014/05/nieistniejace-publikacje-habilitanta/
Na Słowacji taka sytuacja jest niemożliwa. Bibliotekarz musi mieć fizycznie dostęp do pracy aby nadać jej kategorię EPC oraz indywidualny numer, następnie publikacja wprowadzana jest do centralnego rejestru, a habilitant w dokumentacji musi podać konkretne dane przy każdej publikacji.W drodze wyjątku możliwe jest, że habilitant nie ma zarejestrowanych prac i wtedy na pierwsze posiedzenie komisji habilitacyjnej dostarcza fizycznie i w oryginale wszystkie swoje publikacje przedstawione w postępowaniu i wszystkie prace cytujące go. Z powodu uciążliwości - "wyjątkowa ścieżka" jest niepraktyczna i dziekan niechętnie się na nią zgadza gdyż łatwiej jest habilitanta z tymi wszystkimi publikacjami wysłać do biblioteki aby biblioteka wprowadziła je do centralnego rejestru, przypisała Kategorie EPC oraz numery identyfikacyjne.﻿
W Polsce niestety habilitanci próbują i ilu z obecnych polskich dr hab. ma stopnie nadane na podstawie nieistniejących prac?
Anonimowy 5 czerwca 2014 11:07
Co to za uogólniające pomówienia! Przypadki nieuczciwości zdarzają się i są ujawniane - tak w kraju, jak i i za granicą. Nie wiem, jak mogło dojść do sytuacji opisanych w linkowanych tekstach. Moim zdaniem nie powinny się zdarzyć, to zwykłe kłamstwo w dokumentacji, wymaga osądzenia, ale nie stanowi na Boga podstaw habilitacji. Czy docentce słowackiej chodzi o dyskredytację krajowych habiitacji? Albo jej ktoś zrobił wodę z mózgu, albo nawet nie zapoznała się z krajowymi procedurami. Cały dorobek podlegający ocenie w polskich habilitacjach przedstawiany jest w postaci fizycznej właśnie - zresztą innaczej sobie nie wyobrażam. To habilitant typuje ile i które publikacje przedstawia do oceny, ale jeśli je wskazuje - musi dostarczyć je komisji. Dlatego recenzent może przeczytać, co habilitant napisał, a nie tylko zapoznać się z numerkami wystawionymi przez bibliotekarza. W Polsce ocena dorobku ma charakter merytoryczny, a nie inwentaryzacyjny. Argument z "uciążliwością" niepraktycznej "wyjątkowej ścieżki" jest po prostu śmieszny! Owszem, widziałam kilka wielokilogramowych paczek przygotowanych do wysłania wraz z polskim wnioskiem habilitacyjnym. Faktycznie, uciążliwe, ale jedyne uczciwe. Co zamiast tego poddać ocenie - listę nieznanych tytułów z pieczątką bibilioteki? Niech docenta nie kopromituje już bardziej swojej docentury! Lista z numerkami i nie opublikowana (nie ogłoszona publicznie) praca habilitacyjna - to mają być merytoryczne kryteria??? To absurd i żenada. Ja nie mam nic do osób, które wybierają drogę zagranicznych habilitacji. Ich wybór, ich droga. Ale udowadnianie, że białe jest czarne i odwrotnie - to już przesada. Chęć ratowania na siłę reputacji słowackich habilitacji powoduje, że docentka próbuje jako atut przedstawiać to, co jest jedną z ich słabości. Nie tędy droga do oczekiwania uznania ich wartości.
Anonimowy 5 czerwca 2014 13:00
Dokładnie. Docentka słowacka nie ma pojęcia o polskich procedurach, które są wysoce rygorystyczne. A już nieporównywalnie wysokie w stosunku do tego, co ma miejsce na Słowacji. To właśnie w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberoku było możliwe przedłożenie przez Polkę fałszywych danych o rzekomo własnych publikacjach, na podstawie których usiłowała wyłudzić docenturę. Słowacka profesura nie czyta, bo i w większości nie rozumie polskich rozpraw, natomiast nadaje stopnie docenta na podstawie streszczeń i oświadczeń, bez rzetelnej weryfikacji. Recenzje polskich profesorów, które się zdarzają, są kolesiowskie, nieadekwatne do ich rzeczywistych kompetencji i wykształcenia. Wystarczy zajrzeć na stronę przewodów habilitacyjnych i zamieszczonych na niej treści recenzji, by zobaczyć z jakim matactwem mamy tam do czynienia. Sprawa, którą przywołuje z FA nie jest jej znana, więc powoływanie się na publicystykę nie najlepiej świadczy o znajomości obowiązującego w naszym kraju prawa..
Anonimowy 5 czerwca 2014 13:37
http://www.pf.ku.sk/component/comprofiler/userprofile/slawomir_mazur.html
W komisji do docentury słowackiej pani dr Barbary Kiereś z KUL będzie wojskowy. Nie ma żadnych danych o jego dorobku naukowym, publikacjach itp.
Może docentka słowacka coś wie o tym recenzencie, który będzie oceniał dorobek naukowy pani doktor z KUL-u dotyczący katechetyki?
Bogusław Śliwerski 5 czerwca 2014 13:51
Nie ma sensu prowadzenie tu jakiejś "wojny słowacko-polskiej", gdyż są przewody na docenturę w KU, w których dorobek kandydata jest rzetelnie oceniony w recenzji z Polski, a i recenzent jest b.kompetentny np. http://www.ku.sk/images/stories/habilitacne_a_inauguracne_konania/Lipinski.pdf
Nie zgadzam się jednak z tezą "docentki" jakoby w Polsce można było dopuścić kogokolwiek do kolokwium habilitacyjnego bez uprzedniego przestudiowania przez 4 recenzentów kompletu jego publikacji. Niektórzy Polacy uciekają na Słowację, bo w kraju nikt by ich nie dopuścił ze względu właśnie na ich nienaukowy poziom. O patologiach w tym zakresie pisałem wielokrotnie, w także w książce "Klinika akademickiej pedagogiki".
słowacka docentka 5 czerwca 2014 16:28
Jakich 4 recenzentów?
W Polsce w przewodzie habilitacyjnym JEST 3 recenzentów. Już dobre 3 lata - od 2011 roku jest 3 recenzentów.
Przy składaniu do CK wysyła się wniosek, autoreferat i trochę innych dokumentów - żadnych pudełek. Na stronach CK "wiszą" recenzje w których recenzenci skarżą się, że nie otrzymali publikacji i sami musieli je wynajdywać.
Oba przypadki opisane przez Wrońskiego nie są jedyne. Habilitant otrzymał stopień naukowy mimo, że nie istnieje to co napisał.
Habilitant drugi otrzymał 3 pozytywne recenzje za nieistniejące prace.
W Polsce. I nic się z tym nie robi jak utyskuje Marek Wroński w felietonie. Pisma jego w tej sprawie są zbywane a przecież ten człowiek wie gdzie napisać i co napisać aby zobowiązać do działania.
Wpis Pana Profesora jest na temat polskiego nowego trybu. I podzielam zdanie Pana Profesora, że nowa procedura w Polsce jest błędem.
Zresztą Trybunał Konstytucyjny obok sprawy nielegalności odpłatności na studia wypowiedział się na temat trybu legislacji (ministry Barbary Kudryckiej ):
http://trybunal.gov.pl/rozprawy/wyroki/art/6890-odplatnosc-za-studia-w-uczelniach-publicznych/
A to na tym trybie legislacji oparta jest obecna polska habilitacja.
Moja procedura była normalna, miałam obhajobe (kolokwium habilitacyjne) i wykład, dwugodzinny magiel sprawdzający samodzielność habilitanta w realu, a nie, czy stać go by wynając dobrego prawnika i dobrego tłumacza, którzy dobrze przygotują mu dokumentację, jak w Polsce.
Zaoczna procedura jest zła zarówno dla kandydatów (jakby motyla pozbawić możliwości "męczarni w kokonie" - nie będzie latał i nie będzie piękny) jak i dla środowiska, gdyż oszustwa nie są niemożliwe.
Bogusław Śliwerski 5 czerwca 2014 21:58
Anonimowy tak się wypowiada, jakby znał dokumentację całego postępowania. Ja w ogóle nie rozpatruję tego przypadku, bo go nie znam. Nie reprezentuję nauk ekonomicznych czy nauk o zarządzaniu . Natomiast nie jest prawdą, że ocenia się czyjś dorobek na podstawie czyjegoś zeznania, wykazu, bo wystarczy przeczytać odpowiedni komuni8kat na stronie CK, żeby wiedzieć o zobowiązaniu do przedłożenia przez Wnioskodawcę po otwarciu przewodu habilitacyjnego wszystkich publikacji, które mają być przedmiotem oceny. W sekcji I, którą kieruję, jest to oczywiste i egzekwowane w 100% więc nie zgodzę się na taką ocenę.
Procedura na Słowacji jest podporządkowana kierunkom kształcenia a nie dyscyplinom naukowym. Właśnie dlatego muszą tam kandydaci na docentów bronić swoich prac, jak u nas ma to miejsce w przypadku doktoratów. Nie oceniam i nie podważam pańskiego dorobku , bo go nie znam, ani też tytułu docenta, ale mam dziesiątki przykładów matactw i wyłudzeń przez Polaków, których nagminnym już przykładem jest przedkładanie na Słowacji wydanej w Polsce rozprawy doktorskiej jako samodzielnej monografii. Proszę więc nie eksponować kryteriów z tego kraju, bo mają się nijak do jakości i poziomu naukowego, który wciąż jeszcze obowiązuje w Polsce. Pisałem o 4 recenzentach. bowiem nadal trwają przewody habilitacyjne, które były otwierane do 30 września 2013 r. w starej procedurze. Tych w nowej było mało, więc trudno jest tu mówić o patologiach, gdyż jeszcze żadne postępowanie w tym trybie nie podlegało kontroli i ocenie organów nadrzędnych. A kiedyś to nastąpi i wówczas jednostka, w której do tego doszło utraci uprawnienia dla kolejnych pokoleń, blokując im rozwój. Na Słowacji plagiaty są nagminne, nawet dziekana Wydziału Pedagogicznego , ale ich się nie ściga, bo nie ma stosownych regulacji prawnych. A w Polsce są. Gdyby pan wydał jako habilitację swój doktorat, by uzyskać na podstawie zmienionego tytułu, układu treści, ale tej samej zawartości, to utraci pan w Polsce stopień naukowy nawet po latach, bo to przestępstwo nie ulega przedawnieniu.
Anonimowy 5 czerwca 2014 22:18
Do słowackiej docentki,
Proszę nie stosować porównań ścieżki kariery akademickiej w Polsce i na Słowacji, gdyż stopień naukowy doktora habilitowanego, w naszym kraju jest zdecydowanie trudniej uzyskać niż na Słowacji.Procedury prawne są rygorystyczne i klarowne.Swoją drogą:dlaczego anonimowy wybrał Słowację?
Anonimowy 5 czerwca 2014 23:37
Wiadomo, żeby było łatwiej...
Anonimowy 7 czerwca 2014 13:01
Wyraźnie jednak słowacka docentka dąży do dyskredytacji polskich habilitacji, choć nikt tu nie atakuje ani jej wyboru, ani jej - anonimowego tutaj przecież - dorobku. Po co więc te uparte konfrontacje? A ja potwierdzam: widziałam przygotowane do wysyłki wielokilogramowe pudła (nie pudełka!) z dorobkiem, obejmujące kilka-kilkanaście książek, kserokopie kilkudziesięciu artykułów + pozostałe wymagane dokumenty. Ale widocznie mamy kontakt z innymi kandydatami na habilitowanych, co jest dla mnie satysfakcją samą w sobie, bez konieczności dalszego udowaniania sfrustrowanej docentce, że drogą do podnoszenia własnej wartości nie jest deprecjonowanie innych. Nawet Autor blogu, tropiący nieprawidłowości w słowackich uczelnach (także w polskich, ale teraz o słowackich tu mowa), potrafi przyznać, że są - a nawet wskazać imiennie - wartościowe przewody i recenzje. A docentka uparcie, choć niezasadnie kąsa i nic jej widać nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe.
bartlomiej 11 czerwca 2014 22:16
Znajomy otrzymał uchwałę o odmowie nadania stopnia (w nowym trybie). Ścięło go to z nóg. Odpuścił sobie ale po ponad 3-4 miesiącach wróciła mu chęć do walki i chce zaskarżyć / odwołać się / cokolwiek.
Uchwała nie zawiera informacji o możliwości odwołania się ani nie informuje o drodze odwołania.
Czy ta uchwała istnieje?
A jeśli istnieje - to czy fakt tego braku umożliwia coś - mimo upłynięcia terminów?
Bo jeśli uchwała nie istnieje - to przepisy ustawy dopiero wyznaczają termin od uchwały - a tej nie ma. To co wtedy - może gdzieś się poskarżyć na opieszałość rady? Mimo, że poleconym dostał kartkę udającą uchwałę...