Source: https://bogatyzwyboru.pl/co-zrobic-gdy-zleceniodawca-nie-placi-w-terminie/
Timestamp: 2020-08-14 06:10:48
Legal References Found: Art. 60

Art. 6
 art. 9

Art. 7

Art. 7

Art. 4

Art. 10
 art. 11

Art. 11

Art. 11
 art. 10
 art. 10

Art. 10

Art. 98

Document Content:
Co zrobić, gdy zleceniodawca nie płaci w terminie? Poradnik i wzór pisma | BogatyzWyboru.pl
PracaDługi
przez Rafał Walaszek 22 czerwca 2020
napisany przez Rafał Walaszek 22 czerwca 2020 18 komentarzy
Czekanie na przelew dla niektórych stało się tak oczywistym stanem, jak schabowy w niedzielę i jesteś szalona na weselu. Tak nie powinno być. To znaczy schabowy ok, ale z tymi Boysami to się szanujmy ok? Szanujmy też swoją pracę i wymagajmy za nią terminowej zapłaty.
Jesteś freelancerem, dostałeś zlecenie. Prosta sprawa – Ty wykonujesz zadanie i wystawiasz fakturę, a zleceniodawca wysyła przelew. Co może pójść nie tak? Jak się okazuje, całkiem sporo.
Na końcu tego tekstu znajdziesz wzór wezwania do zapłaty (do pobrania).
DUPOCHRON: Oczywiście wszystkie przepisy podawane w tekście są aktualne na moment publikacji. Zanim zaczniesz kozaczyć, sprawdź, czy coś się nie zmieniło.
Niepłacący zleceniodawcy uwielbiają wymówki
Faktura prawdopodobnie nie doszła, a jeśli już, to na zbyt grubym papierze i takiego księgowa nie przyjmie, bo będzie miała zbyt wypchany segregator. A tak w ogóle, to księgowa jest na urlopie, albo wyczyściła firmowe konta i uciekła do Czechosłowacji. Generalnie cyrk, a w cyrku są klauni, którzy nikogo nie śmieszą, czyli dokładnie tak, jak ta sytuacja.
Częstym argumentem jest też „nie płacę, bo mi jeszcze nie zapłacili”. Wytłumaczenie, na którego dźwięk mam ochotę zapytać, czy kupić Ci lizaczka i gdzie jest Twoja mamusia? Z kim ja mam umowę? Z Twoją firmą, czy nieznanym nikomu kontrahentem? Mam umowę z Tobą, Ty płacisz, bo do tego się zobowiązałeś. Naprawdę proste.
Pół biedy, gdyby to była realna przyczyna. Jednak znacznie częściej wynika to z postawy „nas terminy nie obowiązują”. Termin płatności nie jest wyryty w kamieniu, to bardziej taka wskazówka, luźna sugestia, maksymalnie ciekawostka. Bo czymże jest te kilkaset złotych? Kto by się tym przejmował? To ledwie kolacja z ważniejszym klientem. Tak się składa, że dla przeciętnego freelancera te parę stów to wszystkie kolacje w miesiącu. Prawdopodobnie również obiady i śniadania. Podobno Pawłow napisał pracę naukową o freelancerach, którzy na słowo faktura potrafią burczeć brzuchem.
Co gorsze, nie dotyczy to tylko firm zakładanych przez rekiny biznesu spod znaku sandała ze skarpetą, ale również wielkich spółek i korporacji. Tych, które budują swój wizerunek w oparciu o klasyczne wartości jak uczciwość, szacunek i profesjonalizm. No jasne… Niestety burgundowy kolor w logo tych firm częściej sugeruje buractwo niż ekskluzywność.
Typowa rozmowa z niepłacącym zleceniodawcą.
Czy brak umowy oznacza brak wynagrodzenia?
Im bardziej wchodzimy w świadczenie usług w sieci, tym rzadziej spotykamy się z papierowymi umowami do podpisu. Większość szczegółów jest dogadywana w oparciu o maile. Zlecenie jest wykonywane przez freelancera, a klient nie płaci. Dlaczego?
Otóż chytry jak baba z Radomia zleceniodawca myśli, że oszukał system i nie musi robić przelewu. Skoro nie ma umowy, to nie ma mowy o zapłacie. Jak mi to udowodni ten chłystek? Bardzo prosto. Umowa na piśmie bardzo ułatwia sprawę, ale nie jest wymagana.
Dochodzić swoich praw można nie tylko w oparciu o kartkę z napisem „umowa” na górze. Można to również zrobić dzięki korespondencji, takiej jak maile czy rozmowa na komunikatorze (np. Messenger). Wystarczy, że da się ustalić strony umowy, opis zlecenia i jego zakres, a także termin i wynagrodzenie.
Przykład czatu, który jest dowodem:
– Zleceniodawca: Potrzebuję na za tydzień tekst na stronę firmową.
– Freelancer: O czym?
– Zleceniodawca: Będzie nowy produkt w sklepie, takie naczynie, masz tu fotkę.
– Freelancer: Może być „po czym poznać, że masz do czynienia z prawdziwym dzbanem”?
– Zleceniodawca: Może być, jak zawsze 10 akapitów. Dostaniesz 50 zł, ale 30 dni po publikacji.
Zleceniodawca w tym momencie myśli, że jest geniuszem zła co najmniej na poziomie czarnego charakteru z Bonda. Nabrał kolejnego frajera na brak umowy, „dostanie lekcje życia i biznesu w jednym”, pomyślał, wydając z siebie rubaszne „hehe”. No niestety Janusz, bliżej Ci do gangu Olsena.
Ważne są także umowy ustne, co jednak trudniej udowodnić, dlatego sugeruję Ci używanie chociaż gadu-gadu.
Art. 60. (26) Z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny, w tym również przez ujawnienie tej woli w postaci elektronicznej (oświadczenie woli).
Przed zawarciem umowy, dobrze choć w podstawowy sposób prześwietlić zleceniodawcę. W większości przypadków wystarczy poszukać o nim informacji i opinii. Jeśli jest nierzetelny i słynie z gubienia faktur, to robisz to dla własnej masochistycznej przyjemności.
Ile czasu muszę czekać na przelew za zlecenie?
No dobra mleko się rozlało, nie sprawdziłeś albo miałeś to gdzieś i wziąłeś zlecenie. Robota wykonana, faktura wystawiona. Przypomniałeś się już 5 razy, a zamiast przelewu dostajesz korpo-suchara: „w naszej firmie terminy płatności to 90 dni”. Co powinieneś odpisać?
Art. 6. Jeżeli strony transakcji handlowej nie przewidziały w umowie terminu zapłaty, wierzycielowi, bez wezwania, przysługują odsetki ustawowe za opóźnienie w transakcjach handlowych, po upływie 30 dni liczonych od dnia spełnienia przez niego świadczenia, do dnia zapłaty. W przypadku, o którym mowa w art. 9 ust. 1, upływ 30 dni liczony jest od dnia zakończenia badania.
Czyli zleceniodawca może Ci nawijać, że u nich faktury mają 3 miesięczną wycieczkę po całej firmie, ale w sumie kogo to obchodzi? Skoro chce być hardy, bo czuje, że stoi na wyższej pozycji i jest tzw. big money, to będzie płacił. Więcej niż się umawialiście.
Art. 7. 2. Termin zapłaty określony w umowie nie może przekraczać 60 dni, liczonych od dnia doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku, potwierdzających dostawę towaru lub wykonanie usługi, chyba że strony w umowie wyraźnie ustalą inaczej i pod warunkiem, że ustalenie to nie jest rażąco nieuczciwe wobec wierzyciela, z wyłączeniem ust. 2a.
Art. 7. 2a. Termin zapłaty określony w umowie nie może przekraczać 60 dni, liczonych od dnia doręczenia dłużnikowi faktury lub rachunku, potwierdzających dostawę towaru lub wykonanie usługi, jeżeli dłużnikiem zobowiązanym do zapłaty za towary lub usługi jest duży przedsiębiorca, a wierzycielem jest mikroprzedsiębiorca, mały przedsiębiorca albo średni przedsiębiorca. W przypadku gdy strony ustalą harmonogram spełnienia świadczenia pieniężnego w częściach, termin ten stosuje się do zapłaty każdej części świadczenia pieniężnego.
Art. 4. 3. odsetki ustawowe za opóźnienie w transakcjach handlowych:
b) w przypadku transakcji handlowych, w których dłużnikiem nie jest podmiot publiczny będący podmiotem leczniczym – odsetki w wysokości równej sumie stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego i dziesięciu punktów procentowych.
(stopa referencyjna NBP + 10%)
Obecnie stopa referencyjna NBP wynosi 0,1%, co daje:
0,1% + 10% = 10,1%
Obecnie najlepsza lokata lub konto oszczędnościowe to 3%, więc lepiej mieć dłużnika, niż wypłatę na koncie. Nie dość, że nie wydasz na głupoty, to jeszcze sobie zarobisz na nieprzeciętnym oprocentowaniu.
Pewnie myślisz sobie, że odsetki od małych kwot to grosze, i masz rację. Niby nie opłaca się walczyć o dodatkowe 5 złotych odsetek. No to teraz usiądź, bo powiem Ci coś, o czym nie pamięta większość freelancerów i wszyscy zleceniodawcy (często celowo).
Jak zarobić na zleceniu 3 razy więcej? Dodatkowa rekompensata
Masz to swoje zlecenie za 100 zł, nie chcesz wychylać się po piątaka, masz zamiar zrezygnować. A co jeśli oprócz piątaka możesz wyrwać jeszcze 170 zł? Bo możesz.
1) 40 euro – gdy wartość świadczenia pieniężnego nie przekracza 5.000 złotych;
2) 70 euro – gdy wartość świadczenia pieniężnego jest wyższa niż 5.000 złotych, ale niższa niż 50.000 złotych;
3) 100 euro – gdy wartość świadczenia pieniężnego jest równa lub wyższa od 50.000 złotych.
Oczywiście Twój zleceniodawca o takim przepisie nie wie, zapłacić nie zamierza, a najpewniej zechce brzmieć jak prawdziwy kozak, dlatego odpisze „skonsultujemy sprawę z naszym działem prawnym”. Będzie też grał na zwłokę, bo uważa, że dla niego termin płynie dopiero od konsultacji z działem prawnym. Jeśli to duża firma, to może i taki ma. Jeżeli mała, to „działem prawnym” jest księgowa Krystyna. Ona uważa, że nie ma opcji i nie zapłacą. A tak w ogóle, to przypominam, że księgowa jest na urlopie!
Ciebie to akurat nie interesuje, bo kasa się należy i żaden dział firmy nie ma tu nic do gadania. A jeżeli zlecenie przekroczyło 5.000 zł, ale umówiliście się na np. 5 faktur po 1.000 zł każda, to przysługuje Ci 200 euro rekompensaty (5*40 euro). Więc do zlecenia za 5.001 zł doliczasz sobie jeszcze około 880 zł (przy kursie 4,40). To dodatkowe 17,6%! Przypominam, że rekompensata przysługuje bez wezwania, ale jak nie wie, to mu przypomnij.
Nie wymyśliłem tego, żeby grać cwaniaczka i kombinować, jak naciągnąć zleceniodawcę na granicy prawa. Jest to dokładnie określone w przepisach (Art 11. 2.).
Art. 10. 3. Uprawnienie do kwoty, o której mowa w ust. 1, przysługuje od transakcji handlowej, z zastrzeżeniem art. 11 ust. 2 pkt 2.
Art. 11. 1. Strony transakcji handlowej mogą ustalić w umowie harmonogram spełnienia świadczenia pieniężnego w częściach, pod warunkiem, że ustalenie takie nie jest rażąco nieuczciwe wobec wierzyciela.
Art. 11. 2. Jeżeli strony transakcji handlowej ustaliły w umowie, że świadczenie pieniężne będzie spełniane w częściach, uprawnienie do:
2) kwoty, o której mowa w art. 10 ust. 1, oraz zwrotu poniesionych kosztów odzyskiwania należności, o których mowa w art. 10 ust. 2 – przysługuje w stosunku do każdej niezapłaconej części.
*Dział prawny poci się z nerwów*
Wymyślają więc, że na pewno nie będzie Ci się chciało bawić w sąd i walczyć z „poważną” firmą. To przecież strata czasu i kasy, pozew kosztuje. I wtedy wchodzisz cały na biało i rzucasz Uno reverse card:
Art. 10. 2. Oprócz kwoty, o której mowa w ust. 1, wierzycielowi przysługuje również zwrot, w uzasadnionej wysokości, poniesionych kosztów odzyskiwania należności przewyższających tę kwotę.
Anna Maria Wesołowska bije brawo, podczas gdy Magda M. jest w szoku. JanuszexPOL składa wniosek o upadłość… Jesteś zwycięzcą!
Co zrobić, kiedy zleceniodawca nie opłaca faktury?
Po pierwsze, nie dać się nabrać na sztuczkę o biednym zleceniodawcy. Nie zapłacili bidulkowi, co my go jeszcze będziemy cisnąć? Tak, dokładnie to trzeba robić. Wiele osób ma z tym problem. Czują, że nękanie mailami lub telefonami jest niegrzeczne. Wiesz co jest niegrzeczne? Nie przepuszczanie w drzwiach i niepłacenie komuś za jego pracę.
Wieczne upominanie się o zaległe pieniądze nie zmniejsza Twojej szansy na odzyskanie ich. Przeciwnie, zwiększa. To nie jest tak, że ktoś nie odda Ci ich po złości. Raczej zrobi to, żeby mieć Cię już z głowy. Olewać lub bajerować będzie tych nieśmiałych. Skoro się nie upominają, to najwidoczniej nie mają z tym problemu.
Priorytetem w spłacie zawsze jest ten, kto robi najwięcej problemów. Ty masz ich sprawiać tyle, co dziecko z farbami na białym dywanie. Co nie znaczy, że masz do kogoś dzwonić o 3 nad ranem i faktycznie go dręczyć. Podchodzisz twardo do problemu, ale miękko do człowieka. Nie groź i nie bądź chamem.
I pamiętaj, to nie tak, że chcesz zabrać komuś jego pieniądze. To są TWOJE pieniądze, które Ci się należą. Przypominaj się do skutku i nie czuj wyrzutów sumienia. Musisz być przy tym precyzyjny. Nie możesz wysyłać wiadomości „kiedy mogę oczekiwać pieniążków”? Nie pisz maila, na który dostaniesz odpowiedź „niestety nie wiemy o jakie wynagrodzenie chodzi”. Podajesz jasno o jaką fakturę i kwotę chodzi oraz ile dni minęło od terminu płatności.
Może się jednak zdarzyć tak, że zostaniesz potraktowany jak przypomnienie o zapłacie za licencję WinRara. Niby można to zrobić, ale po co? Przecież jak nie zapłacę, to nic się nie stanie…
Wyślij pisma niesądowe
Czasem grzeczność nie da efektu i trzeba kogoś potraktować jak stek medium-rare. Niby przechodzisz do rzeczy, choć jeszcze nie przypalasz dłużnika żywym ogniem. Ale faktura wystawiona, kasy nie masz, a podatek trzeba zapłacić. Przejdźmy do czegoś mocniejszego.
Wyślij oficjalne wezwanie do zapłaty. Pokażesz, że nie żartujesz i to nie dlatego, że nie znasz żadnych dowcipów. Firmy też nie chcą marnować czasu i zasobów na sądy, więc często miękną na widok poleconego. Najlepiej wyślij za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. Będziesz miał dowód, że list dotarł, a dłużnik nie będzie mógł się wyprzeć.
Jeśli kwota jest większa, to warto skorzystać z zewnętrznej pomocy. Pismo z pieczątką kancelarii jest czwartą najstraszniejszą rzeczą według ankietowanych z Familiady. Pierwsze miejsce zajmują wystąpienia publiczne, drugie śmierć, a trzecie odkryte podczas snu stopy, które mogą złapać potwory spod łóżka.
Dlaczego pismo z pomocą prawnika jest tak skuteczne? Większość zleceniodawców wie, że taką sprawę przegra. Ci, którzy jeszcze nie wiedzą, najwidoczniej mają ochotę się dowiedzieć. Poza tym, dajesz jasny sygnał, że nie pierdolisz się w tańcu i lepiej Ci zapłacić, zamiast robić sobie kłopoty. Nie daj Boże jeszcze nagłośnisz sprawę w social mediach.
Typowe wyparcie.
Nie ma opcji załatwienia sprawy po dobroci? Trudno, idziemy na wojnę. Przepisy już widziałeś, wiesz czego możesz się spodziewać. Dołóż do tego sporo cierpliwości, bo sądy są zapchane i trochę sobie poczekasz.
Żeby złożyć sprawę w sądzie potrzebujesz dowodów i historii. Historię przestawiasz krótko, w załączniku dodajesz podstawę do uznania zaległości w płatnościach, czyli fakturę. Jeżeli nie masz pojęcia o co chodzi, to weź sobie kogoś do pomocy, żebyś niczego nie sknocił, jak przy wyborze zleceniodawcy.
Czekają Cię też koszty. Za prawnika oraz opłata od pozwu. W przypadku wygranej sprawy, zostanie to doliczone do należnej kwoty. Tylko sobie nie myśl, że dostaniesz zwrot za prawnika z najwyższej półki. Tutaj obowiązują widełki, które z rynkiem pokrywają się raczej średnio.
Art. 98. §3. Do niezbędnych kosztów procesu strony reprezentowanej przez adwokata zalicza się wynagrodzenie, jednak nie wyższe niż stawki opłat określone w odrębnych przepisach i wydatki jednego adwokata, koszty sądowe oraz koszty nakazanego przez sąd osobistego stawiennictwa strony.
Oczywiście nie ma obowiązku posiadania prawnika, więc jeśli dobrze się przygotujesz, to sporo oszczędzisz.
Wygrałeś w sądzie? Super, ale to niestety nie koniec. Są 2 opcje:
Krnąbrny zleceniodawca w końcu kapituluje i płaci.
Wciąż jest mendą i nie ma zamiaru zapłacić dobrowolnie.
W drugim przypadku, należy zdobyć do wyroku klauzulę wykonalności. Gdy już ją masz, idziesz do komornika i on zajmuje się resztą. Możesz mu oczywiście szepnąć słówko o ulubionym motocyklu swojego dłużnika. Może akurat odbierze mu zabawkę?
W razie problemów z płatnością i koniecznością podjęcia kroków prawnych, to na osobie występującej do sądu (zleceniobiorcy) ciąży obowiązek przedstawienia ustaleń z drugą stroną (zleceniodawcą).
Przygotuj się i zbierz:
Wiadomości na komunikatorach
Korespondencję papierową
Dowód wykonania zlecenia
Wszystko, co może się przydać. Zrób to, zanim zaczniesz pchać sprawy na poważne tory. Nie chcesz przekładania rozprawy z powodu braku dowodów. No chyba, że masz wolne pół roku i coś w lodówce.
Boję się, że upominając się o pieniądze, nie dostanę więcej zleceń
Czyli czego? Boisz się, że znów wykonasz pracę, za którą nie dostaniesz zapłaty? Cierpisz na syndrom bitej żony, czy o co Ci chodzi? Przestań żyć w przekonaniu, że jak się nie podoba to wynocha, mam za bramą 20 na Twoje miejsce.
Tak, prawdopodobnie stracisz tego zleceniodawcę, choć strata to dużo powiedziane. Znajdziesz kolejnego. Takiego, który płaci za wykonaną pracę. Nawet nie wiesz ile osób męczy się z dużym kontrahentem, bo mimo opóźnień to ich „żyła złota”. Jak się okazuje, 1 kiepskiego klienta można zastąpić 5 mniejszymi, za to bezproblemowymi.
Praca powinna być dla Ciebie źródłem utrzymania, a nie frustracji. Zamiast przeznaczać czas na użeranie się z dłużnikami, poświęć go na swój rozwój i wyrobienie renomy, dużo na tym zyskasz.
Wzór wezwania do zapłatyPobierz
długipraca
Partyzantka 22 czerwca 2020 - 14:48
Czekałam na ten tekst, bardzo Ci za niego dziękuję!
„Termin płatności nie jest wyryty w kamieniu, to bardziej taka wskazówka, luźna sugestia, maksymalnie ciekawostka.” – no uwielbiam. 😀
Rafał Walaszek 22 czerwca 2020 - 15:26
Proszę bardzo 😉 Jak chcesz jakiś temat, to zawsze dawaj znać, pomyślę nad tym.
Ania 22 czerwca 2020 - 17:31
Dziękuję za przydatne informacje. Ja na przykład, w ramach konsultacji, zawsze biorę z góry. Na ogol klienci rozumieją i nie jest to dla nich problemem. Pozdrawiam serdecznie!
Agata 22 czerwca 2020 - 17:42
Super, bardzo fajnie ze taki artykul napisales, na pewno pomoze wielu osobom!
Angelika 22 czerwca 2020 - 20:51
O super, dobrze coś takiego wiedzieć na wszelki wypadek
blogierka 23 czerwca 2020 - 01:07
Cenne rady dla każdego feelancera.
Psyche Tee 23 czerwca 2020 - 01:21
Myślę, że poruszyłeś w tekście bardzo istotną tematykę. Nie masz jednak wrażenia, że w PL umowy ustne w ogóle nie są respektowane, nawet w przypadku spraw w sądzie?
Ania 23 czerwca 2020 - 10:45
Wiesz jak to jest z tymi zleceniodawcami – łobuz kocha najbardziej 😉 A po co pozywać jakiegoś giganta? Cóż, takie pozwy czasem robią rewolucję i zmiany w przepisach nawet 🙂 Mało tego, odnoszę wrażenie, że im większa/bogatsza firma, tym ma bardziej luźny stosunek do faktur, choć mogę się oczywiście mylić 🙂 Znam jednak osobę, która pracowała jako nauczycielka. Po godzinach dorabiała sobie w pobliskim spożywczaku, bo jaka jest pensja nauczycieli wiadomo (tym bardziej, jeśli uczą plastyki). Niestety właściciel spożywczaka zalegał z pensją (jak widać nauczycieli chce wyruchać nie tylko Ministerstwo Edukacji, sejm i senat z błogosławieństwem od prezydenta). Całkiem przypadkiem koleżanka też nie miała umowy (pewnie ta formalność gdzieś się zawieruszyła w ferworze walki o w miarę godne życie). Mimo wszystko dziewucha się nie dała wyrolować, wystosowała przedsądowe wezwanie do zapłaty. Zadziałało błyskawicznie.
Irek 25 czerwca 2020 - 19:38
Za chwilę nasza gospodarka dostanie zatwardzenia od zatorów płatniczych, wtedy ta wiedza sie przyda
koza domowa 25 czerwca 2020 - 20:23
Dużo konkretnej wiedzy! Dzięki!
Aneta 26 czerwca 2020 - 07:29
Musi to być stresujące, gdy firma nie płaci.
Annastylefashion 26 czerwca 2020 - 20:51
Bardzo ważny temat wpisu, który może się przydać. 🙂
Aleksandra 1 lipca 2020 - 00:51
Myślę, że Twój artykuł przydałby się całkiem niemałej rzeszy twórców internetowych. Wszak ciągle słyszymy o jakichś nieuregulowanych płatnościach i kłopotach z uzyskaniem należności za wykonaną pracę. Ot, życie vs prawo. Niby proste do wyegzekwowania, a jednak trzeba się z tym czasem „pobujać”.
Rafał Walaszek 1 lipca 2020 - 04:33
Życie rozjeżdża się z prawem, bo sami przez lata wyhodowaliśmy sobie w kraju mentalność, że akceptuje się opóźnienia w płatnościach. Upominanie się o swoje urasta do co najmniej nietaktu. Im szybciej będziemy potępiać takie zachowania, tym szybciej doczekamy się zmian.
Ula 6 lipca 2020 - 19:50
Niestety w Polsce jest wielu kontrahentów którzy uważają ze to oni robią łaskę że coś od ciebie kupują. A bardzo niewielu takich, którzy sami zadzwonia że maja chwilowy problem i zapłacą za 3 dni. Na tych pierwszych działa tylko ciągle nękanie telefonami albo… chęć dokonania kolejnego zakupu. Szkoda ze to u nas prawie norma. O ile bylibyśmy mniej norwoqi, gdyby tych trudnych klientów było mniej….
Tomek 23 lipca 2020 - 16:19
Dobrze wiedzieć takie informacje na przyszłość. Dzięki za wpis
Janka 5 sierpnia 2020 - 13:28
Niestety, ale dalsza część „sądowa” nijak ma się do rzeczywistości. W sądzie można wygrać wszystkie rozprawy, tymczasem spółka niewypłacalna- tzn. majątek ma, ale jest on własnością podspółki, która jest własnością spółki, która jest częścią spółki zagranicznej itp. No ok, zostaje pociągnięcie do odpowiedzialności prezesa po ok 6 latach procesu 🙂 A tu zonk- prezes nic nie ma wszystko, ma za to żona. (skarga pauliańska- haha już dawno po terminie, a poza tym trzeba było mieć wcześniej wiedzę, co prezes posiada. Wiedza ta jest możliwa do zdobycia dopiero z prawomocnym wyrokiem) Także po sądach można się nachodzić, wpędzić się w dodatkowe koszta i stracić czas. Jeśli jakaś firma jest dobrze zabezpieczona prawnie, to szansę na odzyskanie należności są bliskie zeru Pozostaje satysfakcja moralna :)- wszystkie sprawy wygrane włącznie z tymi apelacyjnymi i sądem najwyższym. Powodzenia zatem.
Rafał Walaszek 6 sierpnia 2020 - 15:59
Nie wrzucałbym wszystkich do jednego wora. Nie każdy jest cwaniakiem zabezpieczonym na 10 sposobów przed egzekucją zadłużenia (także z majątku prywatnego). Takie osoby to margines, o którym jest głośno. Część przypadków, to zwykłe Janusze biznesu, które przeciągają ile mogą, ale zapłacą. Ewentualnie ściągnie to z nich komornik.
I oczywiście, nie w każdym przypadku walka się opłaca. Ale to nie jest wpis o ściąganiu długów 😉