Source: http://aferyprawa.eu/Prawo/Zasady-procesowe
Timestamp: 2019-12-16 00:05:48
Legal References Found: art.2
 art. 7
in dubio
 art. 5
 art. 2
 art. 410
 art. 410
 art. 7
 art. 168
 art. 393
in dubio
 art. 5
in dubio

Document Content:
Aferyprawa - Zasady procesowe - nierzetelna, swobodna niekontrolowana ocena dowodów przez sędziów - z cyklu mity i hity III władzy...
Aferyprawa.com Prawo Zasady procesowe - nierzetelna, swobodna niekontrolowana ocena dowodów przez sędziów - z cyklu
Rozpoczęłam mój cykl MITY I HITY III WŁADZY od omówienia konstytucyjnych gwarancji rzetelnego wymiaru sprawiedliwości pt. Niezawisłość sędziowska - teoria a praktyka - oraz cz. II zawisłość sędziowska...
W tym i następnych odcinkach zajmę się zasadami procesowymi, które w teorii gwarantują rzetelne postępowanie sądowe i zawarte są w ustawie Kodeks Postępowania Karnego i innych ustawach. Fundamentalne zasady procesowe (chociaż nie wszystkie) zawarte są w Rozdziale I k.p.k. , zatytułowanym „Przepisy wstępne“.
Na pierwszym miejscu w art.2 k.p.k. zawarto zasadę prawdy. Jest to zasada procesowa dotycząca postępowania dowodowego i tymi zajmę się w pierwszym rzędzie. A więc również zasadami
- koncentracji materiału dowodowego
- swobodnej oceny dowodów – art. 7 k.p.k.
- rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego (in dubio pro reo) art. 5 & 2 k.p.k
- badania oraz uwzględniania okoliczności przemawiających zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego (art. 4 k.p.k.)
Zanim przejdę do omówienia tych zasad, podkreślić muszę, iż sama ocena dowodów i ustalenie stanu faktycznego podczas procesu w sądzie jest zadaniem nie wymagającym posiadania jakiejś tajemnej i niedostępnej zwykłym śmiertelnikom wiedzy czy też wykształcenia prawniczego. Twierdzenie, iż „..sędziowie, czyli osoby specyficznie wykształcone, wyselekcjonowane i doświadczone…” [1] mogą tylko podołać temu zadaniu jest kolejnym mitem.
Jeżeli udowadniany fakt uznaje się za udowodniony wtedy, kiedy każdy normalny, przeciętnie inteligentny, doświadczony człowiek, zostanie przekonany ponad wszelkie rozsądne wątpliwości, że ten fakt jest zgodny z rzeczywistością, to oznacza to również, że ten człowiek jest w stanie ocenić ten fakt zgodnie z logiką, wiedzą i doświadczeniem życiowym no i zdrowym rozsądkiem i nie musi być sędzią specyficznie wykształconym i wyselekcjonowanym.
Wiele skomplikowanych czynników, jak organizacja państwa, potrzeba organizacji i unifikacji wymiaru sprawiedliwości i uwarunkowania historyczne zdeterminowały jaki system prawny obowiązuje w Polsce, a co za tym idzie, również to, że dowody są przeprowadzane i oceniane przez sędziów podczas rozprawy.
W krajach byłego imperium brytyjskiego, co oznacza połowę populacji na świecie, obowiązuje system prawny, gdzie dowody przeprowadzają strony, a sędzia pilnuje, aby strony przestrzegały zasad dowodzenia. Natomiast ocenia dowody ława przysięgłych, czyli zwykli zjadacze chleba. Pryncypia samego dowodzenia i oceny dowodów w obu systemach są takie same.
Zasada prawdy - nakazuje sędziom, aby wszystkie ich decyzje, były ustaleniami faktycznymi zgodnymi z rzeczywistym stanem rzeczy. Taka prawda nazwana jest prawdą materialna.
Przeciwieństwem prawdy materialnej jest prawda formalna lub inaczej prawda sądowa, kiedy za prawdę uznaje sędzia ustalenia dokonane na podstawie domniemań, fikcji prawnych lub naukowych, co nie pozostaje w zgodzie z rzeczywistym stanem rzeczy.
Zasada prawdy ma w procesie karnym charakter nadrzędny, bowiem celem procesu jest wydanie orzeczenia zgodnego z prawdą.
Taka też jest dyrektywa art. 2 § 2 k.p.k. - podstawę wszelkich rozstrzygnięć powinny stanowić prawdziwe ustalenia faktyczne. Sędziowie mają obowiązek badać oraz uwzględniać okoliczności przemawiające zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego (art. 4 k.p.k.), a nie dające się usunąć wątpliwości rozstrzygać na korzyść oskarżonego (art. 5 § 2 k.p.k.).
Nie jest możliwe zrealizowanie zasady prawdy bez zachowania wszystkich zasad dowodzenia.
Pierwsze dwie zasady: bezpośredniości i koncentracji materiału dowodowego nie są w polskim prawie skodyfikowane. Być może z tego powodu w czasie procesu karnego niewielką wagę przywiązuje się do nich w ogóle. Tych zasad ortodoksyjnie przestrzega się w systemie brytyjskim.
Bezpośredniość oznacza, że sędziowie ustalają stan faktyczny opierając się na dowodach, które sami przeprowadzili na rozprawie, bez dopuszczania odczytania na rozprawie protokołów z przesłuchania oskarżonego, świadka lub biegłego, które zostały sporządzone w postępowaniu przygotowawczym albo na rozprawie, a jeżeli już to tylko w wyjątkowych sytuacjach uregulowanych przepisami kpk.
Teoretycy doszukują się w art. 410 k.p.k. - podstawę wyroku może stanowić tylko całokształt okoliczności ujawnionych w toku rozprawy głównej. Moim zdaniem, wręcz przeciwnie, art. 410 k.p.k. dopuszcza brak bezpośredniości bez żadnych ograniczeń, nakazując tylko ujawnienie całokształtu wszystkich okoliczności, na rozprawie. Ujawnienie nie oznacza dowodzenia przed sądem. Oznacza że sąd ma obowiązek wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności, a nie że ma przeprowadzić wszystkie dowody. Teoretycznie więc sąd nie naruszy zasad procesowych, jeżeli na rozprawie głównej ograniczy swoją rolę do ujawnienia całokształtu okoliczności sprawy ustalonych przez prokuraturę w postępowaniu przygotowawczym, nie stosując zasady bezpośredniości w ogóle!
I tak wygląda niestety praktyka. Przyzwyczajenia sędziów, tendencja do ułatwiania sobie życia i „chodzenie na skróty“, uprawnienia prokuratury i ukształtowanie procedury powodują, że rozstrzygnięcie sądu jest w większości uzależnione od uzyskanych dowodów w śledztwie czy dochodzeniu. Sąd na rozprawie ogranicza większość postępowania dowodowego do ujawniania protokołów z postępowania przygotowawczego. Często – jak przedstawię na przykładach - nie weryfikuje nawet zeznań przepytując na rozprawie świadków i oskarżonych, a podstawą ustaleń faktycznych są ustalenia prokuratura. Co więcej najczęściej wynik postępowania przygotowawczego nie tylko kształtuje całkowicie podstawę orzekania, ale przesądza o winie oskarżonego.
A przecież sąd powinien korzystać z dowodów nie tylko przeprowadzonych bezpośrednio przed sądem, ale powinien korzystać z dowodów pierwotnych, bowiem tylko takowe pozwalają na poznanie prawdy bez niebezpieczeństwa zniekształceń - np. nie powinien dopuszczać dowodów z „drugiej ręki“ – plotek, zasłyszeń etc, co jest powszechną praktyką.
Wspomnę tylko o zasadzie koncentracji materiału dowodowego. Zgodnie z tą zasadą - proces powinien stanowić zwarty ciąg czynności, które dokonywane są bez zbędnej zwłoki.
W polskim porządku prawnym realizuje się tę zasadę poprzez dyskrecjonalną władzę sędziego, co umożliwia sądowi uwzględnianie faktów i dowodów powoływanych przez strony w dalszym etapie procesu, pomimo możliwości ich powołania na początku tegoż. Nieustannie zadziwia praktyka planowania rozpraw w procesie, gdzie powiedzmy 20 rozpraw odbywa się często po kilka miesięcznie, z przerwami wielotygodniowymi i taki proces trwa pół roku do roku, zamiast miesiąc – gdyby stanowił zwarty ciąg czynności.
Ilość spraw na przewlekłość postępowania wygranych przez obywateli polskich w ETPC mówi sama za siebie - jak w ich przypadkach zwarty ciąg czynności był dokonywany bez zbędnej zwłoki.
Warto wspomnieć, iż k.p.k. z 1928r. przewidywał prekluzję w przytaczaniu faktów i dowodów. Strony były zobowiązane do przytaczania od razu wszystkich znanych przez nią faktów i dowodów pod rygorem utraty prawa do ich przytaczania w dalszym etapie procesu.
- swobodnej oceny dowodów (art. 7 k.p.k.)
- rozstrzyganie na korzyść oskarżonego niedających się usunąć wątpliwości (5 § 2 k.p.k.)
zawierają określone dyrektywy dotyczące przeprowadzania i oceny dowodów skierowane do prokuratorów podczas postępowania przygotowawczego i sędziów podczas postępowania sądowego.
Przypomnę, iż osiągnięcie prawdy materialnej możliwe jest tylko wtedy, kiedy ustalenia faktyczne zostaną udowodnione, a to z kolei ma miejsce, gdy jednocześnie spełnione są dwa warunki:
- warunek obiektywny – przeprowadzone dowody muszą u każdego normalnego, średnio inteligentnego i zdrowo myślącego człowieka rodzić przekonanie, iż ustalenia faktyczne są zgodne z prawdą;
- warunek subiektywny – sędziowie powinni być przekonani, iż dokonane przez nich ustalenia stanu faktycznego, są zgodne z rzeczywistym stanem rzeczy.
Zgodnie z art. 7 k.p.k. ocena dowodów oparta jest na zasadzie swobodnej, czyli dowody nie mają z góry określonej mocy i wagi, a sama ocena zależy od przekonania sądu. Przekonanie to winno być kształtowanego na podstawie doświadczenia życiowego, wiedzy o rzeczywistości, zasad logicznego myślenia, zwykłego zdrowego rozsądku oraz wszystkich pozostałych dowodów. W teorii sędzia stosując powyższe kryteria oceny dowodów nie może ocenić ich dowolnie. Sędzia ma też ustawowy obowiązek uzasadnienia swoich ocen. Oceny te w teorii podlegają kontroli wyższej instancji. Taki rodzaj swobodnej oceny dowodów nazwano - kontrolowaną.
W innych systemach prawnych występuje też – swobodna niekontrolowana ocena dowodów i wtedy sąd nie ma obowiązku uzasadniania swoich orzeczeń, a dokonana przez niego ocena dowodów nie podlega kontroli instancyjnej. W anglo-saskim systemie prawa ława przysięgłych korzysta ze swobodnej niekontrolowanej oceny dowodów, nie muszą uzasadniać swoich ocen, a sam werdykt ławy przysięgłych nie podlega kontroli instancyjnej.
Następne dwie zasady nie wymagają wyjaśnień, obowiązki sędziego wynikające z nakazów tych zasad są jasne i proste. Wrócę do nich w części omawiającej praktyczne stosowanie.
Ustalenie winy oskarżonego zależy od prawidłowo przeprowadzonych dowodów i prawidłowego ustalenia stanu faktycznego zgodnego z rzeczywistością. Nie dysponujemy żadnymi danymi statystycznymi, które przybliżyłyby skalę problemu o ilości faktycznie niewinnych, skazanych na podstawie „błędów“ w ustaleniach faktycznych sądów. Pod eufemizmem „błędy“, kryją się nie tylko faktyczne i nieuświadomione błędy sędziów, ale, co trzeba podkreślić, w większości przypadków są to świadome manipulacje dowodami, świadome pomijanie części dowodów i świadome fałszowanie dowodów przez sędziów.
Sądy rejonowe i okręgowe rozpatrują rocznie około 450 tys. spraw karnych. „ ... Ministerstwo Sprawiedliwości stwierdziło, że w Polsce jest niesłusznie skazanych co roku od 70 do 100 tysięcy osób. To są tylko te udowodnione przypadki, w których osoby poszkodowane dochodziły swoich roszczeń i dostały odszkodowanie od skarbu państwa ...”[2]
Jeżeli „oficjalnie“ co 5 skazany jest niewinny, jaka jest nieoficjalna rzeczywistość?
Bezmiar bezprawia i łajdactwa sędziów w ustalaniu stanu faktycznego i udowadnianiu winy znam w detalach w sprawie, z której wzięłam moje przykłady. Jest to sprawa o zabójstwo sygnatura SO K 65/2002 Sądu Okręgowego w Suwałkach - rozpatrzona przez sędziów Jacka Sowula i Waldemara Malca.
Okoliczności sprawy – w jeziorze w miejscowości P. pod Olsztynem znaleziono część rozkawałkowanych zwłok. Jeden z oskarżonych Jacek W. był kolegą też oskarżonego w tej sprawie – Wiesława S i często bywał w P. W Suwałkach zaginął w kwietniu 1999r Tomasz S. – znajomy oskarżonych. Wiesław S. i Jacek W. razem z kilkoma innymi osobami zostali oskarżeni o zamordowanie Tomasza S – szczątki odkryte w jeziorze były wg prokuratury szczątkami Tomasza S.
Jednym z najważniejszych świadków oskarżenia był Jerzy B. – ojczym Wiesława S. Elementy jego zeznań były jedynym źródłem wiedzy sędziów, niepotwierdzonym żadnymi innymi dowodami podczas dowodzenia fundamentalnych faktów i okoliczności zarzucanego zabójstwa.
Nie znaleziono świadków – wśród sąsiadów Jerzego B., czy mieszkańców P. i okolic, którzy potwierdziliby zeznania tego świadka. Dodać trzeba, iż prokuratura, policja i CBŚ przeszukiwała okolice P. i przesłuchiwała mieszkańców P. 10 miesięcy po odkryciu szczątków, a sam Jerzy B. został po raz pierwszy przesłuchany ponad półtora roku po odkryciu szczątków, kiedy wszyscy oskarżeni siedzieli w areszcie z zarzutem zabójstwa.
Jedynym świadkiem w P., który miał coś do „zeznania“ i mogłyby te zeznania mieć związek ze sprawą - był Norbert D. – dozorca plaży w P. W czerwcu 1999r widział zaparkowany samochód z suwalskimi numerami i obcych mężczyzn na plaży.
Sędziowie dysponowali dwoma dowodami rzeczowymi, które według ich oceny potwierdzały elementy zeznań tego świadka. Były to – 8 prętów metalowych i piła spalinowa.
Wybrałam ten przykład, ze względu na ograniczony materiał dowodowy - co ułatwia przedstawienie dokładnie i z detalami dochodzenie sędziów do prawdy.
Zeznania Jerzego B. w śledztwie: najważniejsze fragmenty. Zeznanie złożone 29.01.2001 .
„...Wiem, że mój pasierb jest aresztowany – sprawa zabójstwa T.S. Wiosną 1999r przyjeżdżał do nas do domu mężczyzna. Nie znam go. W tym miejscu okazano tablicę poglądową nr.5. Po zapoznaniu się z tablicą, świadek pokazuje na zdjęcie nr.2 – to jest ten mężczyzna o którym mówię. Odczytano z legendy zdjęcia nr 2 Romuald W . W tym miejscu okazano tablicę nr.6 . Po zapoznaniu się z tablicą, świadek pokazuje na zdjęcie nr.1- na tym zdjęciu widnieje drugi mężczyzna który wiosną przyjeżdżał do W. Odczytano z legendy Jacek W. Przyjeżdżał jeszcze jeden mężczyzna z Suwałk, nie jestem w stanie rozpoznać go, Wiem tylko ze on kulał widocznie na nogę. Mężczyzna ten miał gdzieś ze 40 lat. Najwięcej takich wizyt było od marca do czerwca 1999r.... (przyjeżdżali) osobowymi samochodami koloru czarnego bordowego. Przyjeżdżali także takimi busami dostawczymi. Takich wizyt było co najmniej trzy...
....Przypominam sobie, że do Wieśka były przywożone takie jakieś paczki z metalowymi prętami ze stali zbrojeniowej, ale co to było to nie wiem bo wszystko wnosili na strych a ja jeżdżę na wózku inwalidzkim i nie mogłem tego sprawdzić. Nie wiem po co ci mężczyźni przyjeżdżali do Wieśka.... nieczytelne...
…Wizyty te skończyły się gdy w radiu podali że znaleziono głowę w jeziorze...
...O okolicznościach zabójstwa tego człowieka z jeziora – teraz wiem że nazywał się S. nic nie wiem.
Na pewno słyszałem strzały od kwietnia do czerwca 1999r. Strzały dobiegały z kierunku lasu gdzie jest pusta czerpalnia wody. Było to w dzień po południu około 17. Myślałem ze to leśniczy strzelał, ale kto strzelał nie wiem. Nie pytałem leśniczego strzałów było dwa raz za razem. Nie potrafię powiedzieć, kto wtedy był u nas. Jacyś mężczyźni byli u nas w tym okresie ale jacy nie pamiętam. Wiesiek w tym momencie był w lesie bo poszedł do lasu powiedział że idzie po drzewo. Trochę tego drzewa przywiózł ale niewiele. Wtedy też jak Wiesiek wrócił do domu umył piłę dokładnie rozbierając ją na części przy użyciu benzyny. W lesie był ze dwie godziny dziwiło mnie to bo w domu i przy domu było dużo drzewa. Przypomniałem sobie, że z Wieśkiem był mężczyzna którego wskazałem to znaczy Romuald W, bo mu Wiesiek dawał później drzewo które włożyli do bagażnika....“
Na rozprawie na sesji wyjazdowej sądu w miejscu zamieszkania Jerzego B., którą prowadził sędzia W.Malec, świadek powtórzył powyższe zeznania. Nowym elementem było stwierdzenie, że w czasie, kiedy słyszał strzały, na podwórku posesji odbywała się libacja. Przypomniał sobie, że pręty metalowe były zapakowane w szary papier i związane sznurkiem.
Jerzy B. przepytywany przez jednego z obrońców, powiedział, że przed złożeniem zeznań w śledztwie kilka razy ( pomiędzy lipcem a grudniem 2000r) odwiedził go funkcjonariusz CBŚ z Białegostoku, a podczas tych wizyt nie składał zeznań, tak sobie rozmawiali.
Zeznania świadka Jerzego B. były podstawą następujących ustaleń faktycznych sędziów J.Sowula i W.Malca:
- Tomasza S przywieziono w okolice P. w kwietniu 1999r.
- w okolice P. przewieziono klatkę zespawaną w Suwałkach i Tomasza S. przetrzymywano w tej klatce, usytuowanej gdzieś w lesie, w niedostępnym miejscu w okolicach P.
- Jacek W, pasierb świadka Wiesław S. i co najmniej 3 innych mężczyzn torturowali Tomasza S. w miejscu przetrzymywania przez około 8 tygodni.
- zabójstwa dokonano oddając dwa strzały do ofiary – od marca do czerwca, w dniu kiedy świadek Jerzy B. dwa słyszał strzały
- w dniu zabójstwa Jacek W. był w P.
- po zabójstwie ciało rozkawałkowano piłą, którą Wiesław S. zabrał do lasu i zapakowano w worki, które wrzucono do jeziora i w inne nieznane miejsca. W tych działaniach brali udział Wiesław S., Jacek W. i Damian D.
- Jacek W. był na miejscu zbrodni ponieważ miał chęć zatarcia śladów.
- Ślady przetrzymywani ofiary w klatce w okolicach P. przez około 8 tygodni i ślady zabójstwa bardzo dokładnie usunięto. Tak dokładnie , iż rok później CBŚ nie znalazło jednego śladu tych wydarzeń i nie ustaliło miejsca przetrzymywania i zabójstwa.
- fakt, że śladów przetrzymywania, torturowania i zabójstwa nie znaleziono wskazuje, że Jacek W. był obecny przy zbrodni.
Fragmenty uzasadnienia wyroku skazującego Jacka W. na karę dożywotniego więzienia za przetrzymywanie, torturowanie i zabójstwo Tomasza S.
„...Bezsprzecznie Tomasz S. został zamordowany w okolicach posesji Wiesława S, w dniu w którym Jerzy B. słyszał strzały szybko następujące po sobie z pomieszczeń które zajmował...
...Jerzy B. rozpoznał Jacka W. jako przyjeżdżającego na posesję...
...Jacek W był obecny podczas oddawania strzałów w głowę Tomasza S, które spowodowały jego zgon....
....zeznanie Jerzego B., według którego słyszał on dwa strzały następujące bezpośrednio po sobie, a następnie z lasu powrócił Wiesław S. i Romuald Wiśniewski. Świadek ten nie wymienił osoby Jacka W., jako powracającego z lasu – jednakże co znamienne – świadek ten stwierdził, że na posesji Wiesława S. było wiele osób i samochody były parkowane w sposób uniemożliwiający obserwację świadka....
...Świadek nie może wykluczyć, że poza tymi osobami do lasu przed oddaniem strzałów poszły i inne osoby, gdyż samochody były parkowane za budynkiem, tak, że ich nie było widać...
...Podczas wykonywania egzekucji był obecny Jacek W, Wiesław S. a także inna osoba (Damian D, uznany wyrokiem innego sądu za niepoczytalnego - w związku z tym nie odpowiadał za zabójstwo – przypisek autorki). Obecność Jacka W. przy egzekucji wynikała między innymi z chęci dopilnowania zatarcia śladów, co uniemożliwiło odnalezienie konkretnego miejsca przetrzymywania i pozbawienia życia Tomasza S...
...Bezpośrednio po uzyskaniu informacji ( o znalezieniu głowy w jeziorze 24 sierpnia 1999r – przypisek autorki) w miejscu zamieszkania Wiesława S. pojawił się szereg osób, które dokonały zatarcia śladów działalności przestępczej. Zostały wyniesione ze strychu posesji elementy metalowe, które służyły do skonstruowania klatki w której przetrzymywany był Tomasz S...“
Co do zeznań Norberta D. w uzasadnieniu wyroku czytamy;
„...Zeznania tego świadka są o tyle istotne, iż wśród mężczyzn z Suwałk przebywających na terenie plaży nie rozpoznał on ani Jacka W, ani Krzysztofa A ( inny oskarżony – przypisek autorki) oskarżonych o pozbawienie życia Tomasza S, natomiast rozpoznał Adama S. i Marka J...“
Interesujący jest fakt, iż prokurator Tomasz Kamiński z prokuratury białostockiej po odebraniu zeznań od Jerzego B. nie aresztował Romualda W., jak również nigdy nie przepytał go co robił i czego był świadkiem – kiedy poszedł do lasu z Wiesławem S.?
Sędziowie również przesłuchując Romualda W. jako świadka nie pytali co robił w lesie podczas - jak sami ustalili zabójstwa, rozkawałkowania, pakowania i ukrycia szczątków, a także usuwania śladów.
Próba jakiejkolwiek normalnej analizy zeznań Jerzego B. jest praktycznie niemożliwa. Zeznania te nie zostały poparte żadnymi innymi dowodami i niemożliwe jest ich zweryfikowanie. Ich lakoniczność i nieprecyzyjność praktycznie nie może być podstawą jakichkolwiek ustaleń faktycznych. Sędzia W.Malec podczas sesji wyjazdowej sądu w miejscu zamieszkania Jerzego B. nie próbował ani uszczegółowić tych zeznań, ani też wyjaśnić naturalnie nasuwających się wątpliwości.
Praktyka – postępowanie dowodowe cz.II
- Czy fakt znalezienia szczątków w jeziorze w okolicach P. i udowodnienie (więcej niż wątpliwe), iż są to szczątki Tomasza S. jest wystarcząjący do uznania, że był on przetrzymywany i zamordowany w okolicach P. ?
Sędziowie stwierdzili w uzasadnieniu, iż zeznania Jerzego B. i funkcjonariusza policji dowodzą tego.
Jerzy B. zeznał, że widział u pasierba dużą ilość pieniędzy. Było to podczas interwencji pogotowia ratunkowego 15 sierpnia 1999r. Sędziowie ustalili, iż ta duża ilość pieniędzy to była zapłata Jacka W. za „udostępnienie miejsca przetrzymywania Tomasza S.“ przez Wiesława S. Potwierdzać to ustalenie miał fakt z zeznań oficera operacyjnego, który podsłuchał rozmowę, w której była mowa o żądaniu Wiesława S. zapłaty “za coś“ od Jacka W.
Sędziowie nie przepytali podsłuchanych rozmówców, ani też Jacka W. i Wiesława S., żeby ustalić o jakich zobowiązaniach finansowych rozmawiano. Uznali arbitralnie i dowolnie, iż rozmowa dotyczyła zapłaty za „udostępnienie miejsca przetrzymywania“, a pieniądze z zapłaty widział Jerzy B. u pasierba. Nie wzięli też pod rozwagę faktu, iż w okolicy P. lasy są publiczne, jak więc Wiesław S. mógł „udostępniać miejsce przetrzymywania„ w publicznym lesie?. Ponadto sędziowie ustalili też, iż był jednym z aktywnych uczestników zbrodniczych działań, a nie osobą, której zaangażowanie ograniczone było do udostępniania czegokolwiek za wynagrodzeniem.
Powyższe „błędy i pominięcia“ to pikuś w porównaniu z faktem, iż podsłuchana rozmowa telefoniczna, w której omawiano zamiar i potrzebę uregulowania zobowiązań Jacka W. w stosunku do Wiesława S. odbyła się 12 września 1999r., a więc prawie miesiąc po tym, jak Jerzy B. widział tę zapłatę u Wiesława S.
Fakt, że Tomasza S. przewieziono do P. i tam przetrzymywano tygodniami w klatce, torturowano i zamordowano - ma też potwierdzać zeznanie Jarosława R. Ten świadek relacjonował podsłuchaną rozmowę pomiędzy oskarżonymi Jackiem W. i Krzysztofem A. Podczas rozprawy odwołał te zeznanie i twierdził, że „zredagował je i zawarł fakty, których nie podawał“ – prokurator. Za obietnicę uchylenia aresztu, zgodził się je podpisać, Zeznanie złożył 21 grudnia 2000r, a na Święta Bożego Narodzenia był już w domu.
Sędziowie uznali, że zeznania na rozprawie są absurdalne, bo przecież takie działania prokuratora są niemożliwe i oceniali tylko zeznanie z 21.12.2000r. Miało ono potwierdzać zeznania Jerzego B. i ustalenia faktyczne jak przedstawione powyżej.
Nie wzięli sędziowie pod uwagę w tych rozważaniach i ocenach faktu fundamentalnego dla tej oceny - rozmowę tę Jarosław R. miał podsłuchać – jak wynika z zeznania – 2-3 dni po zarzucanym porwaniu Tomasza S. a więc najpóźniej 20 kwietnia 1999r.
Jak więc te zeznania mogą potwierdzać 8 tygodni „działań“ oskarżonych w okolicach P. – przetrzymywanie w klatce, torturowanie i zabójstwo – 9 czerwca 1999r, jeżeli Tomasz S. nie żył – zgodnie z tym zeznaniem - już 19 kwietnia?
Następne bardzo istotne zeznanie, które dotyczyło miejsca zabójstwa i kto brał udział w zabójstwie, to relacja świadka incognito nr 2, który relacjonował rozmowę z Markiem J. ( skazanym za porwanie Tomasza S,)
„...J. powiedział... że z Damianem D. pojechali po Tomasza S. Nie mówił jakim samochodem... zawieźli ( Tomasza S.) do domu Adama S. Tam znajduje się również klub nocny....Słyszałem na mieście... że Sadowski nie przeżył tortur u Adama S. w domu...”
Sędziowie doszli do swobodnego wniosku, iż wszystkie fakty podane przez świadka są OK, oprócz miejsca gdzie przewieziono i zamordowano Tomasza S. Tutaj sędziowie doszli do wniosku, że żadne inne dowody nie potwierdzają faktu przewiezienia Tomasza S. do domu Adama S. i nie mogą uznać tej części zeznania za prawdziwe.
Fakt, że takie same argumenty -- żadne dowody ( oprócz dowodu z wykorzystaniem teorii bezwzględności omówionego powyżej) nie potwierdzały, iż Tomasza S. był w ogóle przewieziony i zamordowany w P. jakoś nie przeszkadzał sędziom.
Jest też oczywistym, że świadek nie posiadał żadnej bezpośredniej wiedzy ani na temat porwania , ani też zabójstwa. Co więcej wiedzę swoją czerpał nie tylko z rozmowy z Markiem J., ale z plotek na mieście. Jest oczywistym, że sędziowie nie mogli zweryfikować tych zeznań i nie powinny one być podstawą ustaleń faktycznych.
Ciekawostka - Sąd w Olsztynie przeprowadził w tej kwestii również dowody w sprawie jednego z zabójców Tomasza S. – Damiana D. (rozpatrywanej oddzielnie) i doszedł - stosując te same przepisy procesowe i oceniając te same zeznania i okoliczności do diametralnie różnych ustaleń faktycznych “… (Tomasz S.) został przewieziony na teren posesji…mieszkańca Suwałk, Adama S … potem w inne nieustalone miejsce, najprawdopodobniej do zabudowań rodziny Krzysztofa A. … bądź nieruchomości Marka P. … W wyniku przetrzymywania …został pozbawiony życia … a jego zwłoki rozkawałkowano, przewieziono w okolice Olsztyna i zatopiono w jeziorze…”
- Sam fakt, że świadek słyszał dwa strzały może, ale nie musi mieć związek przyczynowo - skutkowy z faktem znalezienia szczątków w jeziorze.
Sędziowie nie wyeliminowali innych możliwych przyczyn słyszanych przez świadka strzałów. Miejscowość P. otoczona jest tysiącami hektarów lasu. W lasach tych od zawsze był problem z kłusownikami używającymi również nielegalnie broni palnej, działały tam też koła łowieckie, wreszcie używali broni pracownicy okolicznych leśnictwa i nadleśnictwa. Dlaczego sędziowie a priori wyeliminowali wszystkie powyższe ewentualne i dużo bardziej prawdopodobne źródła strzałów, a przyjęli najmniej prawdopodobne – zabójstwo – nie poparte literalnie żadnym dowodem? Jest też oczywistym, że taką weryfikację tym bardziej byli zobowiązani ustawowo przeprowadzić w sytuacji, kiedy nikt w P. nie tych słyszał strzałów poza Jerzym B. Sędziowie nie zaoferowali żadnego logicznego, zgodnego ze zdrowym rozsądkiem, wiedzą i doświadczeniem życiowym dowodu, który potwierdził, iż strzały słyszane przez Jerzego B, były strzałami, które spowodowały śmierć osoby, której szczątki znaleziono w jeziorze. Prokuratura nie znalazła świadka, który widział lub miał wiedzę, że Jacek W. miał czy dysponował bronią palną.
- Czy na podstawie faktu, że nie znaleziono żadnych śladów przetrzymywania, można ustalić, że Jacek W. usunął te ślady?
Zastanówmy się najpierw - czym w praktyce były te ślady?
Dorosły człowiek eliminuje dziennie przeciętnie około 2 -3 litrów moczu i około 800g – 1500g kału. W nieodnalezionym miejscu przetrzymywania i zabójstwa przez około 8 tygodni w miejscu gdzie stała klatka – na powierzchni 2 metrów kwadratowych - w ziemię wsiąkło ( przyjmując za podstawę obliczeń minimalne ilości) 110 l moczu i rozkładało się wsiąkając częściowo w ziemię ponad 50 kg kału. Do tego trzeba dodać krew i drobne kawałki kości i tkanki miękkiej pozostałe po zabójstwie i rozkawałkowaniu. W polskim klimacie, rozkład takiej ilości odchodów przez bakterie ciepłolubne może nastąpić, tylko wtedy kiedy ludzkie odchody będą trzymane w kompostowniku przez co najmniej rok, przesypywane materią organiczną i napowietrzane.
W ustalonych przez sędziów realiach – „przetrzymywanie w klatce w niedostępnym miejscu“ przemiana chemiczna tych odchodów była bardzo powolna, ze względu na skondensowanie fekali na małej powierzchni i brak napowietrzenia. Wysychanie było też niemożliwe z tych samych powodów – mała powierzchnia i codzienne systematyczne „dodawanie“ szczególnie moczu. Obrazowo była to cuchnąca wydzielanym m.in amoniakiem i siarkowodorem maź, utrudniająca lub wręcz uniemożliwiająca oddychanie. Ta maź była co najmniej 20-30cm głęboka, a na tej mazi żerowały miliony much, larw i innych insektów.
Wg ustalenia sędziów ofiara była torturowana, (zarzuty oskarżenia dotyczyły zabójstwa kwalifikowanego). Jak odbywało się praktycznie torturowanie w takich warunkach?
Zasadnym jest też pytanie - czy ofiara mogła w ogóle przeżyć w takich warunkach 8 tygodni?
Równie zasadnym jest pytanie jak zabójcy - bez masek gazowych i odpowiedniego zabezpieczenia przed patogenami i ekstrementami w okolicy klatki i w samej klatce dokonali samego zabójstwa i poćwiartowania ofiary? Można domniemywać z dużą dozą prawdopodobieństwa, iż samo skondensowanie wydzielającego się amoniaku i siarkowodoru w miejscu gdzie stała klatka i wokół niej było wystarczające, by prowadzić do zawrotów głowy czy omdlenia z braku tlenu. Jerzy B. nie widział , aby Wiesław B. wziął ze sobą jakieś inne przedmioty poza piłą.
Czy zważywszy na powyższej rozważane okoliczności i fakty – dwie godziny (tyle czasu spędzili w lesie Wiesław S. i Romuald W. ) były wystarczające aby zabić ofiarę, poćwiartować ciało, zapakować w plastykowe worki, część z tych worków wrzucić do jeziora, a resztę ukryć w nieznanym miejscu. Następnie zmienić ubranie i dokładnie wyszorować się, umyć włosy, tak aby pozbyć się skutecznie fetoru, którym musieli przesiąknąć podczas tych działań.
Jerzy B. nie zauważył, aby Wiesław S. czy Romuald W. mieli mokre włosy.
Sędziowie ustalili, że zabójcy byli pozbawieni jakichkolwiek skrupułów, ponieważ z zimną krwią poćwiartowali ciało. Każdy rozsądny człowiek zgodzi się z taką oceną. Ale, czy brak skrupułów był wystarczający, żeby zabezpieczyć zabójców przed naturalnymi reakcjami organizmu na fetor, widok i dotyk takiej ilości ekskrementów?
To były te “ślady“ i „warunki“ w jakich Jacek W. je usuwał. Jak, gdzie i czym wywiózł czy wyniósł te „ślady“ – jeżeli miejsce przetrzymywania wg ustalenia sędziów znajdowało się w „niedostępnym miejscu“. Czy to dowodzenie jest zgodne z zasadami logicznego myślenia, a rozsądny i posiadający doświadczenie życiowe, przeciętnie inteligentny człowiek może być przekonany ponad wszelkie rozsądne wątpliwości, że możliwe było usunięcie powyżej opisanych śladów, tak że fachowcy CBŚ nie znaleźli śladu po tych „śladach“?
Sędziowie nie rozstrzygnęli czy Jacek W. „usuwał ślady“ – czy też „dopilnował zatarcia śladów“ – i naprzemiennie używają obydwu wykluczających się ustaleń w uzasadnieniu wyroku. Świadczy to o beztrosce sędziów w ustalaniu stanu faktycznego w sprawie o zabójstwo, abstrahując od łamania zasad procesowych dowodzenia.
Na poparcie swojego ustalenia, iż Jacek W. usunął ślady, sędziowie przedstawiają w uzasadnieniu wyroku część zeznań Jerzego B., w którym zeznał on, że po podaniu w mediach wiadomości o znalezieniu głowy w jeziorze, na posesję w P. przyjechało wielu nieznanych mu mężczyzn, a o obecności Jacka W. na posesji tego dnia świadczył fakt, ze świadek słyszał kilka razy „wymawiane imię Jacek“.
Powyższe ustalenie, iż ślady usuwano prawie trzy miesiące po zabójstwie (zabójstwa dokonano wg ustaleń sędziów najpóźniej 9 czerwca 1999r, a głowę znaleziono w jeziorze 24 sierpnia 1999r.) zgodnie z zasadami logicznego myślenia i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, eliminuje ustalenie:
- „.. Obecność Jacka W. przy egzekucji wynikała między innymi z chęci dopilnowania zatarcia śladów...“
bowiem bezpośrednią przyczyną usuwania śladów zgodnie z tym ustaleniem było odkrycie szczątków w jeziorze, a nie „chęci“ Jacka W. Stąd nie jest zgodne z logiką ustalenie, iż „był obecny przy egzekucji“, jeżeli nie spełniony został warunek tej obecności - „chęć dopilnowania zatarcia śladów“.
- Czy z faktu, że świadek Jerzy B. nie widział Jacka W. w dniu w którym słyszał strzały, można ustalić, że był obecny czy też brał udział w zabójstwie, rozkawałkowaniu i ukryciu zwłok?
Stwierdzenie „...Świadek ten nie wymienił osoby Jacka W., jako powracającego z lasu..“ jest nieuprawnioną manipulacją, bowiem sugeruje, iż świadek widzial Jacka W. udającego się do lasu, a takie domniemanie nie znajduje potwierdzenia w zeznaniu świadka – jedynym źródle wiedzy sędziów w tej kwesti. Dalszą część ustalenia faktycznego sędziów „...jednakże co znamienne – świadek ten stwierdził, ze na posesji Wiesława S. było wiele osób i samochody były parkowane w sposób uniemożliwiający obserwację swiadka...“ jest wynikiem związku przyczynowo - skutkowego jaki znaleźli sędziowie w stwierdzeniu Jerzego B. „... Nie potrafię powiedzieć, kto wtedy był u nas. Jacyś mężczyźni byli u nas w tym okresie, ale jacy nie pamiętam...“ i w innym miejscu „...jakieś samochody były zaparkowane...ĺ z faktem, że świadek nie widział Jacka W. w P. tego dnia.
Żeby udowodnić taki związek sędziowie winni wyjaśnić – przepytując świadka – czy ci mężczyźni byli „u świadka“ tego dnia, w którym świadek słyszał strzały? Bo cóż oznacza samo określenie „ ten okres“? Czy jest to przedział czasu „ od kwietnia do czerwca“ kiedy świadek słyszał strzały? Czy też oznacza konkretny dzień, w którym świadek słyszał strzały? Czy jest to okres „od marca do czerwca“ kiedy przyjeżdżali na posesję rożni mężczyźni – a świadek rozpoznał wśród nich Romualda W. i Jacka W.? Czy wreszcie świadek miał na myśli okres od wiosny 1999r. do momentu podania w radio wiadomości o znalezieniu głowy w jeziorze w P – co miało miejsce 24 sierpnia 1999r i po tym wizyty ustały? Po ustaleniu precyzyjnie, kiedy ci nieznani mężczyźni przebywali u świadka, sędziowie mieli ustawowy obowiązek ustalić – iloma samochodami i czy w ogóle samochodami - mężczyźni przyjechali do P? Z zeznania nie wynika jasno, aby jakieś samochody w ogóle były zaparkowane w dniu zabójstwa.
Przy tych rozważaniach sędzia W. Malec winien podzielić się z sędzią J.Sowulem swoimi obserwacjami z pobytu w domu Wiesława S. A mianowicie, że droga do lasu jest niewidoczna z podwórka posesji, gdzie jest wejście/wyjście z budynku, ponieważ znajduje się ona po przeciwnej stronie tego budynku, czyli jest równoległa do podwórka. Samochody były parkowane z boku budynku i nie mogły zasłaniać drogi do lasu, ponieważ była ona prostopadła do usytuowania parkingu, a bok budynku od miejsca gdzie parkowano samochody oddziela droga wewnętrzna na posesji i pasy trawy po obu stronach drogi wewnętrznej, w sumie około kilkudziesięciu metrów wolnej przestrzeni pomiędzy bokiem budynku i miejscem parkowania. Innymi słowy świadek Jerzy B. żeby obserwować drogę do lasu musiał przejechać wózkiem po podwórku do rogu budynku, minąć ten róg i dopiero wtedy widział drogę do lasu. Samochody zaparkowane z boku budynku pod płotem posesji nie zasłaniały więc praktycznie drogi do lasu i fakt czy byly tam zaparkowane, czy tez nie - był bez znaczenia.
Znamienny jest fakt, jak sędziowie sami zaprzeczyli temu ustaleniu: „...Świadek nie może wykluczyć, że poza tymi osobami do lasu przed oddaniem strzałów poszły i inne osoby, gdyż samochody były parkowane za budynkiem, tak, że ich nie było widać...“ To ustalenie miało hurtowo wyjaśnić, dlaczego świadek nie widział w tym dniu ani Jacka W. ani Damiana D.
Jest oczywistym, że albo parkujące samochody zasłaniały widoczność świadkowi i dlatego nie widział Jacka W. i innych, albo nie widział zaparkowanych samochodów „za budynkiem“, a wtedy całe to dowodzenie sędziów jest fałszywe. Bowiem nie mogły samochody, których - jak ustalili sędziowie – świadek nie widział – uniemożliwiać równocześnie temu świadkowi obserwowanie powrotu Jacka W. z lasu.
Na marginesie dodam, że świadek znał i Jacka W. i Romualda W. ponieważ od lat przyjeżdżali do jego pasierba Wiesława S. z pobliskiego Olsztyna, co potwierdzają zeznania wielu świadków, a co sędziowie pominęli w swoich ustaleniach i nie wyjaśnili, dlaczego świadek twierdził w zeznaniach, że ich nie znał.
- Czy ciało rozkawałkowano piłą, którą Wiesław S. wziął do lasu tego dnia, kiedy Jerzy B. słyszał strzały?
Podczas rozprawy biegły zeznał, że ciało rozkawałkowano piłą mechaniczną.
Trzy lata wcześniej w dwóch protokołach oględzin i dwóch protokołach autopsji opisał swoje obserwacje szczątków i stwierdził w nich, że cialo rozkawałkowano siekierą lub toporem. Prokurator brał udział w czynnościach oględzin ciała 24.08 i 2.09. 1999r i potwierdził swoim podpisem fakty i obserwacje z oględzin. Przy ustaleniu jakim narzędziem rozkawałkowano zwłoki, sędziowie mieli ustawowy obowiązek wziąć pod uwagę:
§ zawartość protokołów oględzin i autopsji, albowiem są to tzw. fakty znane z urzędu, czyli domniemanie prawne, które uważa się za udowodnione mimo, że do udowodnienia nie doszło ( art. 168 k.p.k.) Wynika to z zaufania jakim sąd obdarza biegłego medyka sądowego co do jego wiedzy i bezstronności. Dlatego też art. 393 § 1 dopuszcza ujawnienie protokołów autopsji i oględzin na rozprawie, a biegły medyk sądowy nie musi składać żadnych wyjaśnień na rozprawie.
§ Stąd też wynika jedyny logiczny wniosek, iż obserwacje medyka sądowego udokumentowane w protokołach nie mogą być zmienione, bez dokonania ponownie tych czynności. Ponadto zakładając, że biegły był rzeczywiście godny zaufania sądu, jest oczywistym, iż biegły nawet jeżeli popełnił pomyłkę – cztery razy – to nie mógł o niej wiedzieć, bez ponownego obejrzenia kości.
§ Samo zdeterminowanie do jakiej grupy narzędzi należało narzędzie użyte do rozkawałkowania zwłok jest stosunkowo proste, szczególnie kiedy dotyczy to różnicy śladów na kościach pozostawionych przez siekierę czy topór, a tych pozostawionych przez piłę mechaniczną.
§ Po zabezpieczeniu i zatrzymaniu piły przez CBŚ i po odebraniu zeznań od Jerzego B.- w dwa lata po znalezieniu szczątków - biegły wezwany przez prokuratora do złożenia „dodatkowych“ wyjaśnień, stwierdził między innymi, że ciało rozkawałkowano piłą.
Ustalenie przez sędziów, iż ciało rozkawałkowano piłą, jest oburzającym przykładem, jak nie dochodzenie prawdy, a ukrywanie fałszywego zeznania biegłego i udowodnienie fałszywych tez zawartych w oskarżeniu prokuratury było jedynym celem tego procesu. A wszystkie zasady procesowe zawarte w przepisach k.p.k, logika, wiedza i doświadczenie życiowe, zdrowy rozsądek, moralność, etyka zawodowa czy zwykła przyzwoitość, którymi winni kierować się sędziowei to bajka i fikcja.
- Czy fakt, że Jerzy B. widział przywiezione do P. pręty metalowe, jak również znalazł za pomieszczeniem gospodarczym 8 prętów dowodzi, iż do P. przywieziono zespawaną w Suwałkach klatkę?
Świadek zeznał„....Przypominam sobie, że do Wieśka były przywożone takie jakieś paczki z metalowymi prętami ze stali zbrojeniowej, ale co to było to nie wiem bo wszystko wnosili na strych a ja jeżdżę na wózku inwalidzkim i nie mogłem tego sprawdzić...“ a na rozprawie świadek dodał, że pręty były zapakowane w szary papier i zawiązane sznurkami.
Sędziowie dysponowali również dowodem rzeczowym – świadek znalazł za starą wersalką 8 prętów metalowych i powiązali fakty podane w zeznaniach świadka ze znalezionymi przez niego prętami. Ustalili. iż fakt przywiezienia i wniesienia na strych prętów metalowych dowodzi, że klatka zespawana w Suwałkach została przewieziona do P. a więc Tomasz S. był przetrzymywany w klatce zespawanej w Suwałkach.
Żeby jednak dojść do takiego wniosku, najpierw sędziowie winni wyjaśnić jak klatka zespawana w Suwałkach (przez fachowca ) „rozspawała“ się w drodze do P. i na posesji Wiesława S. jego ojczym Jerzy B. widział pręty metalowe wnoszone na strych. Następnie wyjaśnienia wymagało jak zabójcy znieśli te pręty ze strychu i Jerzy B. przebywający non stop w domu lub na podwórku nie zauważył tego. Dalej wyjaśnienia wymagało jak te pręty ponownie „złożono” w funkcjonalną klatkę, z której nie wydostał się zdrowy, młody Tomasz S. Przy tym wyjaśnieniu, pod rozwagę powinni wziąć sędziowie domniemanie, iż zabójcy zamówili zespawaną klatkę, ponieważ prawdopodobnie nie umieli spawać i/lub nie mieli spawarki.
Odpowiedzi, wymagało też pytanie – jaki był sens i racjonalne powody w ogóle zamawiania zespawanej klatki, ponoszenie kosztów jej wykonania, aby w drodze do P. jakoś ją „rozspawać“ (co nie jest takim łatwym zadaniem w podróży), a nawet popakować tę klatkę w szary papier i zawiązać sznurkiem? Czy nie prościej byłoby kupić po prostu pręty?
Po zabójstwie wg ustaleń sędziów ponownie w postaci prętów, umieszczono klatkę na strychu i tego wnoszenia też nie zauważył świadek. Umieszczenie na strychu prętów oznacza, że klatka ponownie została „rozspawana“ czy w jakiś inny sposób „rozłożona“ na pręty. Podstawą tego ustalenia faktycznego, są zeznania Jerzego B. iż pod koniec sierpnia 1999r. (po znalezieniu głowy) zabójcy przyjechali do P. i ze strychu znosili „różne rzeczy“. Te „różne rzeczy“ dla sędziów to były pręty metalowe/ elementy metalowe – bo takie zamienne określenia znajdujemy w uzasadnieniu wyroku.
Jedyny wniosek, który nasuwa się przy analizowaniu tych absurdalnych ustaleń – ile potrzeba arogancji, bezczelności i poczucia absolutnej bezkarności, a także braku elementarnego poczucia zwykłej ludzkiej przyzwoitości, aby udowadniać z taka determinacją i udowodnić, że zespawana klatka, to to samo co zawinięte w szary papier metalowe pręty, podczas gdy jedyną wspólną cechą tych dwóch „bytów“ jest to, ze i klatka to metal i pręty też! Przy powyższym - różne rzeczy z zeznania, zamienione na potrzeby ustalenia faktycznego w pręty metalowe/elementy metalowe już nawet szokują jako metoda dochodzenia prawdy.
Interesujące są okoliczności w jakich Jerzy B. znalazł pręty schowane za wersalką. Otóż wg zeznań świadka na wiosnę 2001 roku (dawno po przeczesaniu posesji przez fachowców CBŚ w lipcu 2000r i jeszcze raz we wrześniu 2000r) – na posesję W P. przyjechało samochodem 2 młodych nieznanych świadkowi mężczyzn. ( nie był to żaden z 9 podejrzanych, ponieważ w tym czasie wszyscy siedzieli już w areszcie). Mężczyźni ci nie zwracając uwagi na świadka weszli na strych i „czegoś szukali“ a później kontynuowali poszukiwania w pomieszczeniach gospodarczych i na terenie posesji. Nic nie znaleźli i odjechali. Jerzy B. zaintrygowany pojechał wózkiem na tyły pomieszczenia gospodarczego i tam za starą wersalką odkrył 8 prętów metalowych. Zadzwonił natychmiast na policje, ale nie do lokalnego posterunkowego, a bezpośrednio do znajomego funkcjonariusza CBŚ w odległym Białymstoku, tego samego co to przyjeżdżał do niego towarzysko i który prowadził śledztwo w tej sprawie. Podkomendant przyjechał następnego dnia – 19 kwietnia 2001roku i odebrał zeznanie Jerzego B. Natomiast 30 kwietnia „zatrzymano rzeczy od Jerzego B.“ na podstawie postanowienia prokuratora „o zatwierdzeniu przeszukania, zatrzymania rzeczy“, które prokurator wydał 23 kwietnia 2001r. - po rozpatrzeniu wniosku KGP CBŚ.
I w procedurze tej nie byłoby nic wyjątkowego, gdyby nie fakt, że sam wniosek KGP CBŚ o zatwierdzenie zatrzymania rzeczy od Jerzego B. nosił datę 15 STYCZNIA 2001r. Równe dwa tygodnie przed PIERWSZYM przesłuchaniem Jerzego B. Skąd podkomendant CBŚ, wiedział, że w ogóle będzie potrzeba zatrzymania jakichkolwiek rzeczy, jeżeli CBŚ już prawie pól roku wcześniej przeszukało posesję Wiesława B dwukrotnie i zatrzymało cały szereg potencjalnych dowodów rzeczowych? Czy pogawędki ze świadkiem dawały podkomendantowi prawo do takiego przypuszczenia?
Jeżeli tak, to ten wniosek był gotowy na czas - przed pierwszym przesłuchaniem świadka przez prokuratora Tomasza Kamińskiego 29.01.2001r. Niestety w tym zeznaniu nie było żadnej podstawy do przeszukania i zatrzymania rzeczy. Czy to było powodem tej wizyty młodych mężczyzn i poszukiwań „czegoś“ na posesji w kwietniu 2001r.? I dlaczego świadek po ich odjeździe pojechał prosto za zabudowanie gospodarcze i szukał za starą wersalką?
Praktyka – postępowanie dowodowe cz. III
- Czy fakt, świadek rozpoznał Jacka W., Romualda W. na zdjęciach, jako osoby, które bywały w P. jest dowodem, aby uznać, że Jacek W. torturował i był zabójcą Tomasza S.?
Wspomniałam wcześniej, że obydwaj rozpoznani przez świadka bywali u Wiesława S. od lat i Jerzy B. znał ich. Świadek nie wspomniał nic o tym w swoich zeznaniach, albo spisujący protokół zeznania pominął ten fakt. W dniu zabójstwa rozpoznał tylko jedną osobę Romualda W, nie wspomina o Jacku W. czy Damianie D. Co więcej nie wspomina, że Jacek W. czy Damian D. byli w P., kiedy przywieziono pręty, które zamieniły się w klatkę, a podczas usuwania śladów pod koniec sierpnia 1999r „słyszał imię Jacek“ ale też nie widział ani Jacka W., ani Damiana D.
O jedynym zeznaniu innego świadka, relacjonującym wizytę obcych mężczyzn w P. w czerwcu 1999r. - Norberta D. sami sędziowie w uzasadnieniu wyroku stwierdzili,
„...Zeznania tego świadka są o tyle istotne, iż wśród mężczyzn z Suwałk przebywających na terenie plaży nie rozpoznał on ani Jacka W, ani Krzysztofa A. oskarżonych o pozbawienie życia Tomasza S, natomiast rozpoznał Adama S. i Marka J...“
Na zdrowy chłopski rozum, istota tego zeznania polega na tym, że nie potwierdza zeznań Jerzego B. Dlaczego podczas rozprawy sędziowie nie przepytali ani Adama S, ani Marka J. co robili w P.? Dlaczego nie wzięli pod uwagę tego zeznania w swoich rozważaniach? Ponadto Jacek W. nie był mężczyzną z Suwałk, jak sugerują sędziowie, mieszkał w Olsztynie i jego samochód miał olsztyńskie numery.
- Czy podane przez sędziów w uzasadnieniu wyroku dowody mające potwierdzać ustalenia poczynione z zeznań Jerzego B. o uczestnictwie Jacka W., Wieława S. i Damiana D. z torturowaniu i zabójstwie Tomasza S. rzeczywiście je potwierdzają?
1. zeznania świadka incognito nr.1 „...o zabójstwie wiedzą Anucha, Czarny, Jacek, Siwy i były to osoby, które znały okoliczności zabójstwa, ale nie wiem czy brały w nim udział…” a to zdanie jest przesądzające w uznaniu, że Jacek W. brał udział w zabójstwie Tomasza S.
2. zeznania świadka incognito nr.2, który podczas śledztwa twierdził, że słyszał na mieście, że Tomasza S. torturował Damian D. ( w domu Adama S.) i Tomasz S. nie przeżył tych tortur. W trzy lata później na rozprawie przypomniał sobie, że w torturował Jacek W. ( też w domu Adama S.), a ofiara nie przeżyła tortur. Gdzie słyszał tę wersję nie powiedział, a sędziowie nie byli zainteresowani.
3. zeznanie Jarosława R. (odwołane na rozprawie). Swiadek zeznał w śledztwie, że po znalezieniu głowy w jeziorze Jacek W. mówił, że to niemożliwe, że jest to głowa Tomasza S. Sędziowie orzekli, iż świadczy to o dokładnej wiedzy Jacka W. na temat zabójstwa i rozkawałkowania zwłok.
Powyżej przedstawione „metody“ dowodzenia winy, a także inne takie przypadki znane z mainstream mediów i ze stron internetowych wałczących z bezprawiem sądów uprawniają twierdzenie, że sędzia polski może orzec, że ziemia jest płaska i ten krażek leży na plecach trzech słoni czy żólwi i to orzeczenie uzasadnić, a przy odwołaniu się od tego orzeczenia, prawdopodobieństwo, że sąd odwoławczy nie uzna tego orzeczenie za zgodne z zasadami logiki, wiedzy i doświadczenia życiowego, a także zdrowego rozsądku jest mniejsze niż prawdopodobieństwo wygrania na loterii. Ewentualna kasacja w SN ma takie same szanse.
Twierdzenie, iż “…sędzia wydając wyrok musi (w przeciwieństwie do przysięgłego) przygotować jego uzasadnienie… sędzia, choć przekonany (np. niedopuszczalnym dowodem) o winie oskarżonego, wyda wyrok uniewinniający ze względu na brak argumentów, których mógłby użyć w uzasadnieniu decyzji odwrotnej..”.[1] i ten obowiązek uzasadniania ma nas chronić przed arbitralną, absurdalną czy bezprawną oceną dowodów jest taką samą bajką jak wszystkie inne gwarancje konstytucyjne i procesowe rzetelnego procesu.
Jak wykazałam powyżej, każdy absurd da się udowodnić i uzasadnić w polskim sądzie.
Kontrola apelacyjna swobodnej oceny dowodów jest zwykłą fikcją – vide fragment uzasadnienia SA w tej sprawie.
“(...zarzuty) sprowadzają się do obrazy przepisów prawa procesowego, także błędu w ustaleniach faktycznych, w istocie zmierzają do podważenia wiarygodności zeznań głównych świadków, które stały się podstawą ustaleń faktycznych sądu meriti. W ocenie zaś Sądu Apelacyjnego dokonana przez sąd I instancji analiza i ocena przeprowadzonych dowodów… zasługuje na aprobatę(...)”
Spektakularny przykład tej fikcji - zastosowanie zasady rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego (in dubio pro reo) na przykładzie orzeczenia w tej samej sprawie - Sądu Apelacyjnego w Białymstoku przez sędziów Tamarę Grygoruk, Andrzeja Czapkę, Jacka Dunikowskiego i Nadzieję Surowiec, przy udziale prokuratora PA w Białymstoku. Małgorzaty Gasińskiej-Werpachowskiej – sygnatura akt II aKA 333/03
Sędziowie poddali ocenie fragmenty zeznania świadka anonimowego, relacjonujący rozmowę z Damianem D., która miała miejsce w szpitalu aresztu śledczego. Damian D. czekał na przeniesienie do szpitala psychiatrycznego na obserwację. Podczas tej obserwacji biegli stwierdzili, iż jest on chory psychicznie i nie może odpowiadać za zabójstwo Tomasza S.
Świadek anonimowy zeznał w czasie śledztwa:
„...mówił, że wcześniej u tego co urwało mu nogę pracował w ogrodzie... Uważał go za bliskiego kolegę, przyjaciela, ale zabójstwa podjął się nie z przyjaźni, ale dla pieniędzy, bo mu ich brakowało. Opowiadał, że załatwił sobie wcześniej papiery psychiatryczne, symulując chorobę... Ten, kto zlecił zabójstwo chciał się zemścić za utratę nogi... D. mówił, że o zabójstwie wiedzą Anucha, Czarny, Jacek, Siwy i były to osoby, które znały okoliczności zabójstwa, ale nie wie czy brały w nim udział. Wymieniał też osobę o ps. Student, o imieniu Marek, że to jego wspólnik... Przypominam sobie, że zwłoki przewieźli w jakieś odległe miejsce... zlecił zabójstwo, razem z tym mężczyzną bez nogi innej osobie, ale z jakichś powodów to nie wyszło i zabójstwa dokonał sam”
Świadek podał również, że w domu mężczyzny bez nogi był lombard, a siostra żony Damiana D, była konkubiną tego mężczyzny.
Sędziowie SA doszli do wniosku, iż sędziowie J.Sowul i W.Malec popełnili błąd oceniając te zeznania i ustalili, iż Krzysztof A. zlecił zabójstwo Tomasza S., jak również uznali, że dowód z tego zeznania jest przesądzający, aby uznać, że Jacek W. brał udział w zabójstwie.
Uzasadnienie: „...stwierdzenie świadka ... na polecenie mężczyzny, któremu bomba urwała nogę… są zbyt ogólne, a nadto sprzeczne z innymi dowodami. Oparcie zaś w swoim rozstrzygnięciu na tego rodzaju pośrednim dowodzie byłoby więc sprzeczne także z zasadą określoną w art. 5 & 2 tj. tłumaczenia wątpliwości na korzyść oskarżonego...”
Gdyby powyższe ustalenie sędziów SA było prawdziwe, to prawdziwe byłoby równocześnie twierdzenie, iż w Suwałkach była tak duża ilość mężczyzn, którym nie tylko bomba urwała nogę, ale również:
§ w ich domach mieszczą się lombardy,
§ Damian D. pracował u nich w ogrodzie,
§ a ich konkubiną była szwagierka Damiana D
że sędziowie SA, nie mieli wyjścia i musieli uznać, że powyższe cechy identyfikacyjne są tak ogólne, że nie mogą stwierdzić o kim mówił świadek.
W świetle tak daleko posuniętej ostrożności sędziów SA w ocenie cech identyfikacyjnych i uznanie podanych cech za „zbyt ogólne“, niezrozumiałe jest dlaczego oceniając ustalenia dotyczące identyfikacji Jacka W. i Marka J. uznali, że wspomniany przez świadka jeden raz „Jacek“ i wspomniany dwa razy „Marek“ nie jest określeniem ani troszkę „zbyt ogólnym“. Z tego wnioskuję, iż w Suwałkach nie było ani jednego osobnika o imieniu „Jacek“, oprócz Jacka W., (który nawet nie mieszkał w Suwałkach, a w Olsztynie.) i ani jednego osobnika o imieniu „Marek“ oprócz Marka J.
Co więcej, sędziowie ci uznali, iż część zeznania „...o zabójstwie wiedzą Anucha, Czarny, Jacek, Siwy i były to osoby, które znały okoliczności zabójstwa, ale nie wiem czy brały w nim udział…” jest (jak słusznie ustalili sędziowie sądu I instancji)- przesądzająca w uznaniu, że Jacek W. brał udział w zabójstwie Tomasza S. Dlaczego akurat tylko „Jacek“, a nie inni wymienieni przez świadka? Tego sędziowie nie wyjaśnili w uzasadnieniu.
Ustalenia sędziów SA w tej kwestii są nie tylko przeprowadzone z pomięciem zasad logicznego myślenia, wiedzy i doświadczenia życiowego i zdrowego rozsądku, ale również rażąco naruszają inne zasady procesowe.
Ocena zeznań świadka icognito miała cechy zasady ogólnej, co oznaczało, iż sędziowie mieli obowiązek zastosować ją do wszystkich oskarżonych, oceniając ten dowód w tym samym zakresie – możliwości identyfikacji osób, na podstawie informacji w zeznaniu.
Nie mogli więc sędziowie uznać cech identyfikacyjnych oskarżonego Krzysztofa A. za niewiarygodne, przy równoczesnym uznaniu ich wiarygodności w tym samym procesie, wobec Jacka W. i Marka J. przy identycznych przesłankach faktycznych i prawnych.
Samo decyzja zastosowania zasady in dubio pro reo przy ocenie zeznań świadka anonimowego przez sędziów SA była nieprawidłowa. Zasada ta ma zastosowanie dopiero wówczas, gdy zostały wyczerpane wszystkie możliwości poznania stanu faktycznego.
Analizując ocenę zeznań świadka anonimowego przez sędziów sądu meriti, błędy tej oceny sa diametralnie różne od tych jakie „zauważyli“ sędziowie SA.
Zeznanie to nie powinno być w ogóle dowodem w tej sprawie, ponieważ:
§ Damian D. wkrótce po tej rozmowie ze świadkiem został uznany za psychicznie chorego i nie odpowiadał za zabójstwo Tomasza S.
§ Jeżeli po rozmowie ze świadkiem Damian D. był uznany za chorego psychicznie, był też uznany za chorego psychicznie przed rozmową ze świadkiem, podczas zabójstwa Tomasza S. to jest oczywistym, iz był też chory psychicznie podczas tej rozmowy. K.p.k. wyklucza uznanie za dowód zeznań osób chorych psychicznie, a więc również zeznań relacjonujących rozmowę z osobą chorą psychicznie.
§ sędziowie SO nie przesłuchali świadka incognito na rozprawie i swoje ustalenia oparli na ujawnionych na rozprawie zeznaniach świadka ze śledztwa, a więc nie zastosowali zasady bezpośredniości.
§ zeznania świadka nie były dowodem pierwotnym, świadek relacjonował rozmowę z Damianem D. Nie miał żadnej niezależnej wiedzy na temat zabójstwa Tomasza S. i osób z tym zabójstwem związanych, ponad to co twierdził, że usłyszał od Damiana D.
Nawet uznając wbrew przepisom prawa procesowego to zeznanie za pełnowartościowy dowód :
§ Nie mogli też sędziowie SO ustalić, iż Krzysztof A. zlecił zabójstwo, bowiem żadne inne dowody nie potwierdzały zeznań świadka icognito. Przepytanie na tę okoliczność świadka było niemożliwe, ponieważ nie stawił się na rozprawę.
§ Nie mogli sędziowie SO ustalić z tego zeznania, że wspomniany w nim raz „Jacek“ to Jacek W. bez potwierdzenia w innych dowodach. Przepytanie na tę okoliczność świadka było niemożliwe, ponieważ nie stawił się na rozprawę.
§ Tym bardziej nie było zgodne ze stanem faktycznym ustalenie sędziów sądu meriti, iż „Jacek“ brał udział w zabójstwie, ponieważ świadek nic takiego nie zeznał.
§ W tym kontekście absurdem jest ustalenie, że to zeznanie jest przesądzającym o udziale Jacka W. w zabójstwie.
Przedstawione w ostatnich trzech odcinkach mity i hity III władzy dotyczące zasad procesowych dowodzenia, unaoczniają z porażającą jasnością, jak rażąco łamią prawo sędziowie. Każdy kto narusza prawo jest przestępcą. Czym więc różnią się sędziowie od tych, których osądzają? Nie moralnością, nie zasadami etycznymi i nie przyzwoitością, bo przecież opisane powyżej metody dowodzenia winy oskarżonych nie są ani moralne, ani etyczne, ani nie świadczą nawet o zwykłej ludzkiej przyzwoitości sędziów. Różnica polega na tym, że przestępstwa sędziów włącznie ze zbrodniami sądowymi są popełniane w imieniu Rzeczpospolitej, przy użyciu i wykorzystywaniu autorytetu wymiaru sprawiedliwości i immunitetu sędziowskiego. Pospolici przestępcy odpowiadają za swoje przestępstwa, a często i za te, które sędziowie fałszywie im udowodnią, natomiast przestępcy w togach są bezkarni absolutnie.
Niestety tragedią jest, iż całe środowisko prawnicze, robi wszystko, aby problem zbagatelizować, zamieść pod dywan, czy zgrabnie odkręcić kota ogonem. Już sam fakt, ze nikt nie nazywa rzeczy po imieniu, uciekając się do żałosnych eufemizmów, jest jednoznaczny. Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski w wywiadzie dla „Przeglądu“ powiedział miedzy innymi o błędach prokuratorów i sędziów:
“…To prawda, pytanie tylko, czy zrobił wszystko, aby się nie pomylić, czy może prowadził postępowanie na zasadzie „byle odwalić”. Za pomyłki należy ponosić odpowiedzialność, a prawo do błędu nie jest nieograniczone. Trudno sobie wyobrazić, by kierowca czy pilot, który spowodował ciężki wypadek, zasłaniał się tym, że miał prawo do błędu. Podobnie traktuję sędziego i prokuratora. To są zawody zaufania publicznego i wielkiej odpowiedzialności. Uważam, że to wstyd, iż Polska należy do liderów pod względem spraw przegrywanych w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. W końcu płacą za to podatnicy. Takie przykłady jak historia Janusza Lewandowskiego, obecnego unijnego komisarza do spraw budżetu, który 14 lat był podejrzanym i oskarżonym, są żenujące…”
Dobrze powiedziane! Ale, ale…następne pytanie:
- Czym są spowodowane błędy i nieprawidłowe działania ludzi mających strzec praworządności?
„Przyczyny są różne, nie wszystkie obciążają prokuraturę i sądy. Jeśli świadek kłamie, ktoś tworzy fałszywe dowody wyglądające jak prawdziwe, do oceny których z całą powagą podchodzą prokuratorzy i sędziowie, nie można mówić o ich błędach. Świadek, który z premedytacją kłamie, może doprowadzić do skazania osoby niewinnej – i trudno w każdej sytuacji winić za to sąd.”[2]
Tutaj wymiękłam! Panie profesorze prawa, po cóż nam więc w ogóle sądy i procesy sądowe? Po co ta mitręga przeprowadzania postępowania dowodowego? Czy nie jest faktem, iż prawo procesowe nie dopuszcza skazania kogokolwiek na podstawie zeznania jednego świadka, bez przeprowadzenia postępowania dowodowego? Żeby przeprowadzić takie postępowanie trzeba mieć jakieś dowody, które potwierdzą lub zaprzeczą zeznaniom świadka, a rzetelne postępowanie dowodowe prokuratora i sędziów ujawni kłamstwa świadka. Chyba, że jak sam profesor powiedział, nie zrobili wszytkiego (jak wyżej), żeby się „nie pomylić“!
Co do tego „kogoś“ co to może „tworzyć fałszywe dowody wyglądające jak prawdziwe“ to nie tylko zdrowy chłopski rozum mi podpowiada, ale też z autopsji wiem, że poza właśnie prokuratorami i sędziami, lub przy ich pomocy – takich możliwości nie ma nikt. Praktycznie niemożliwym jest, aby prokurator czy sędzia podchodząc „z całą powagą do oceny dowodów“ i stosując wszystkie zasady dowodzenia, dał się nabrać na „stworzony przez kogoś falszywy dowód“. Opisałam ten mechanizm w detalach w tej serii.
No i ten kawałek
“ W sprawach karnych tak się zdarza. …Być może więc i wątek zamordowania generała przez złodzieja samochodu okaże się tym właściwym... Ta wersja jest zdecydowanie bardziej wiarygodna od wcześniejszych...” (sic!)
W tym samym numerze “Przeglądu“ na pytanie: „Czy można zmniejszyć liczbę pomyłek sądowych i prokuratorskich?“, były szef MSWiA Janusz Kaczmarek powiedział:
„To trudne pytanie. Każdy chciałby, aby nie było żadnych pomyłek, jednak statystyka pokazuje, że 8% uniewinnień bierze się ze złego przygotowania materiału dowodowego...“
Nie wiem skąd p. Kaczmarek wziął te statystyki, mam natomiast pytanie – te pozostałe 92% uniewinnień jaką miały podstawę? Bo jakoś niewiele jest innych możliwości !
1 . http://biolawgy.files.wordpress.com/2011/03/efekt-niedopuszczalnych-dowodc3b3w_b_kucharzyk.pdf
2. http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/nadgorliwi-niesprawiedliwi-rozmowa-prof-zbigniewem-cwiakalskim
3. http://biolawgy.files.wordpress.com/2011/03/efekt-niedopuszczalnych-dowodc3b3w_b_kucharzyk.pdf
4. SKAZANI ZA NIC - MAŁGORZATA ŚWIĘCHOWICZ,WWW.PRZEKROJ.PL (2010-09-28 00:00:00) przekroj.pl/wydarzenia_kraj_artykul,7580.html
~marewk777
14-07-2012 / 09:59
do jakel & miki. trafne spostrzeżenia o **sędziowsko - prokuratorskim SAMOGWAŁCIE** w Koszalinie 17-04-2012r i 27-04-2012r II Kp. 787/11/AW. Pani "AW" to SSR Anna Walenciak żona SSR Piotra WALENCIAK. Razem tworzą duet egzotyczno toksykologiczny. Wspólny mianownik dla tej pary - jak używa ~czesłąw45 - "GOTT mit uns". Z Bogiem to ONI niewiele wspólnego mają. Brakuje IM logiki rozumowania. Ale specjalistami to ONI są od robienia bałaganu byle ich było na wierzchu. Bałagan to polska specjalność - ***mętna woda i złota ryba*** Tak wygląda dochodzenie i dowodzenie prawdy w Koszalinie. KLIENT NASZ PAN. Pani "AW" do spółki z asesorem Monika Wilczopolska za sprawą II Kp.252/12/AW Postanowiły – patrz BEŁKOT uzasadnienia z dnia 26-05-2012r, że okradanie, zastraszanie, terroryzowanie, wprowadzanie w błąd, wykorzystanie tego błędu i osiąganie z tego obłędu korzyści (pospolite oszustwo) - NIE stanowi czynu zabronionego chociaż Kodeks Karny stanowi inaczej. Wygląda na to, że "AW" NIE ma zielonego pojęcia o znamionach ustawowych przestępstwa. Bo o instalacjach TV i kuglarskich sztuczkach ślizgaczy z CYFRA + to już wogóle. Chyba , że MA udziały w CYFRA + ? Można również zrozumieć "AW", że dba o swój warsztat i NIE chce zostać bezrobotną. Więc "mąci wodę na swój młyn". Zasadne jest pytanie - po co to robi ? Powszechnie jest wiadome, że prokuratorzy i sędziowie to najwięksi ślizgacze i picerzy. Dowód : studiuj ***www.aferyprawa.eu. i I N N E W moim przypadku (od ponad 12 LAT Usiłują zrobić ze mnie DURNIA za to, że w 2000 roku podjąłem się spełniać Konstytucyjny Obywatelski Obowiązek Udzielania Obowiązku Pomocy OFIAROM Przemocy w Rodzinie. Udaremniłem, co najmniej dwukrotnie zamordowanie OFIAR PRZEMOCY. Sprawca Przemocy ** kryminalista od 1964r, nałogowy alkoholik [ALK. 16/96 SR Koszalin] z objawami schizofrenii maniakalnej, seksualny dewiant [zoo i pedofil]. Miałem pecha. Ta ludzka kanalia posiada Rodzinę pracującą w Sądzie Rejonowym w Koszalinie – Bożena i Małgorzata Bartulewicz. Cały stan osobowy dziczy magistrów prawa z Immunitetami prokuratorów i sędziów – patrz wykaz Nazistowskich ZBRODNIARZY : Council of Europe & www.aferyprawa.eu.- zaangażował się solidarnością zawodową sitwy by ze mnie zrobić bandytę, złodzieja, szubrawca, psychicznie chorego człowieka. Wszystko na pomówieniach B i M. Bartulewicz oraz konkubiny bandyty Elżbieta Bartkowska później vel Bylicka. Jerzego Bylickiego zrobili ciężko chorym. Amputację kutasa ukryli w naukowy sposób pod zator płucny zafundowany przez dr n. med. E. ZINKA. Kanalia J. BYLICKI mimo, że „rzekomo ciężko chory” napadał w ciągłości dalej na swoje OFIARY. Toczyły się postępowania procesowe z POMÓWIENIA. Bez dowodów. Moje postępowania p-ko awanturnikom były mataczone i umarzane. Natomiast p-ko mojej osobie były wdrażane i wyrokowane przez ponad 12LAT. Postępowania toczyły się od 3 do 4lat. Rozmydlone do granic wytrzymałości. NIC NIE wnosiły bo wszystko było naciągane insynuacją urojeń własnych przez prokuratorów i sędziów po NAZISTOWSKU. Byle tylko mnie zastraszyć. Moje dowody niszczyli, ukrywali. Nawet prosto ze stołu chirurgicznego HOŁOTA zdobyła się by mnie wsadzić do pierdla. Potrafili od 27-08-2008r do 01-09-2008r trzymać mnie w PIERDLU bez dokumentów ** BEZPRAWNIE. Na co liczyła i LICZY ? prokuratorsko – sędziowska HOŁOTA z Koszalina, Białogardu, Szczecinka, Kołobrzegu, Wałcza, Sławna i I N N I, że emerytowany oficer policji państwowej strzeli sobie w łeb ?! To ja trzymałem pod kluczem : Geremków, Niesiołowskich itd. Przez Peru, Meksyk, Nikaraguę i Portugalię wróciłem żywy o własnych siłach. KONFUBULANTKA "AW" doznała krzywd od komunistów" ? - patrz treści wywiadu udzielonego przez Jarosława Kaczyńskiego - dz."FAKT" str. 2-3 Nr 208/11 - sędziowie Sądu Najwyższego uchwalili: "pełny legalizm niszczenia komunizmu" - Pytanie więc kolejne : KTO widział lub chociażby dotknął tego komunizmu ? Wygląda na to, że jest to forma stracha na wróble dająca pretekst dla funkcjonowania SUPER OSZUSTWA. Wynik jest zaskakujący "AW" do spółki z asesorem Wilczopolska to wspólnicy oszustwa. Za sprawą II Kp. 252/12/AW KONFUBULANTKI Postanowiły z 84-letniej emerytki zrobić DURNIA. CURIOZALNYM jest to, że asesor NIE ma uprawnień do samodzielnych czynności procesowych. W Koszalinie jednak panuje egzotyczno – toksykologiczna forma awanturnictwa procesowego wg NAZISTOWSKIEJ doktryny którą rozpowszechnia się i publikuje do OFIAR prokuratorsko – sędziowskiej PRZEMOCY * Promotor SSR Małgorzata Wiśniewski – aktualny Prezes Sądu Rejonowego w Koszalinie : cit. „…kurator, prokurator, sędzia może robić, mówić i pisać co chce …” E U R E K A !!! SSR M. Wiśniewska jest pierwszym sędzią i prezesem, który mówi prawdę. W Koszalinie faktycznie tak się dzieje. Przypadek o którym podaje ~ czesłąw45 faktycznie zaistniał. Tak. Robili jak chcieli i co chcieli, aż zamordowali kobietę. Maczali w tym palce prokuratorzy z Prokuratury Rejonowej i Okręgowej w Koszalinie solidarnością zawodową sitwy, by zrobić przysługę kolesiowi PPO Andrzej SIUCHTA. Jeszcze Polska NIE zginęła …