Source: http://olgierd.bblog.pl/tag,korespondencja,23263.html
Timestamp: 2017-11-23 07:33:47
Legal References Found: art. 23
 art. 23
 art. 23
 art. 23
 art. 82
 art. 82
 art. 23
 art. 23
 art. 24
 art. 448

Document Content:
korespondencja > lista wpisów > Lege Artis
Tajemnica korespondencji a publikacja otrzymanego listu
Będąc wywołanym do odpowiedzi w komentarzach pod jakimś rantem, że ktoś tam rozpowszechnił czyjś tam listel w jakimś tam serwisie społecznościowym -- w komentarzach linkuje się do błędnych poglądów opartych bądź na pominięciu ważkich elementów stanu faktycznego, bądź na nietrafnej wykładni norm ;-) -- muszę chyba po raz ostatni napisać o tym, że to adresat jest "właścicielem" otrzymanej korespondencji, zatem to zasadniczo od jego woli zależy jej ewentualna publikacja.
art. 23 kc Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.(Nie moja) teza brzmi następująco: ponieważ art. 23 kodeksu cywilnego wśród podlegających ochronie dóbr osobistych wymienia "tajemnicę korespondencji", to z pewnością rozpowszechnienie treści takiej korespondencji będzie naruszało dobra osobiste jej uczestników.
To błędny i oparty na sam już nie wiem czym pogląd. Załóżmy jednak (przez chwilę), że powyższe zdanie jest prawdziwe. No dobrze, ale w myśl art. 23 kc chronione są także inne dobra, jak na przykład: twórczość naukowa i artystyczna czy wizerunek. Oznaczać to zatem musi, że -- skoro w tak prosty sposób ustanowiliśmy bezwzględny zakaz drukowania otrzymanego listu -- nie będzie także wolno nam, równie bezwzględnie i pod żadnym pozorem, opublikować cudzej twórczości albo zdjęcia.
Czy to zdanie jest prawdziwe? Nie, jest nieprawdziwe, a to dlatego, że publikacja (i inne korzystanie) z cudzej twórczości lub rozpowszechnianie wizerunku może mieć miejsce, i to nie tylko za zgodą zainteresowanej osoby. Podobnie jak: naruszenie nietykalności mieszkania, korzystanie z wynalazków, naruszenie wolności, etc. etc.
Sęk w tym, że do tak kardynalnie niepoprawnych wniosków może dojść ten chyba tylko, kto zapomina, że mamy w Polsce system norm prawnych, nie zaś luźną federację przepisów. Stąd też niepozorne słówko "bezprawność" (art. 24 par. 1 kc) sprawia, że mogą się zdarzyć sytuacje, w których działania takie będą zgodne z prawem, a więc -- mimo pozornego naruszenia dóbr wyliczonych w art. 23 kc -- ich pogwałcenie nie będzie mieć miejsca: tylko i aż tylko dlatego, że jest sobie gdzieś jakiś inny ukryty przepis, który sprawia, że w takiej konkretnej sytuacji dane działanie jest dopuszczalne.
I tak skoro art. 82 prawa autorskiego mówi o tym, że przez pierwsze 20 lat po śmierci adresata decyzję o rozpowszechnieniu podejmuje rodzina, która pozostała na łez tym padole, to nie można na tej podstawie wnioskować o rozszerzeniu owego "zakazu". Proszę Państwa, tam nie ma nic o tym co się dzieje po upływie owych 20 lat, nie ma słowa o sytuacji po śmierci nadawcy listu (teoretycznie można stosować per analogiam art. 82 pr.aut. -- ale dlaczego w sumie?).
Nieprawdą będzie zatem, że na rozpowszechnienie treści korespondencji powinien zgodzić się także jej autor, a już na pewno nietrafnym jest budowanie takiego poglądu na treści art. 23 kodeksu cywilnego: są sytuacje, kiedy prawo mówi, że może o tym zadecydować jedna osoba i sytuacją tą jest następujący model: jestem odbiorcą korespondencji i nadal żyję. Kropka.
Co by było gdyby było inaczej? Doskonały przykład padł w komentarzach pod tamtym rantem: jakbym dostał jakiś spam (np. od sklepu April.pl), bo by mi ten spamer głowę urwał -- a jednak jakoś mogę i niczego się nie boję. Mało tego: adresaci różnych dziwnych pogróżek i połajanek byliby praktycznie bezbronni wobec swoich męczycieli, i to bez znaczenia czy byłyby to różne "wezwania", czy też coś na obraz i podobieństwo "jesteś szurniętym głąbem i rozsmaruję twoją gębę na betonie. W tym miejscu przypominam, że jest tajemnica otrzymanej korespondencji, a jak ją naruszysz to nie dość, że będziesz ćwokiem, ale i rozsmaruję twoją gębę na betonie". Po prostu łobuz piszący takie rzeczy byłby całkowicie kryty -- czy tak??!
Oczywiście nie oznacza to, że adresat może rozpowszechnić treść swojego własnego (otrzymanego) listu zawsze i wszędzie. Niewątpliwie trzy razy warto się zastanowić zanim zdecydujemy się wyciągnąć na światło dzienne słowa, które mogą naruszać dobra osobiste (prywatność, dobre imię, etc.) autora lub osoby trzeciej. To, że nadawca zdecydował się napisać nam o swoich bardzo intymnych przeżyciach nie oznacza, że możemy to od ręki przeklejać na blogaska. Podobnie jak niekoniecznie dobrze skończy się ujawnianie niewybrednych cudzych opinii na temat innych osób.
Generalnie jednak warto raz na zawsze zapamiętać: owszem, kodeks cywilny w art. 23 wprost zalicza do dóbr osobistych tajemnicę korespondencji -- podobnie jak np. twórczość, wizerunek -- ale nie oznacza to jednak, że nie warto poszukać innej normy, która może jednak czynić nasze działanie w ściśle określonych warunkach uprawnionym. Będzie to m.in.: krytyka (nawet ostra) działań osób publicznych, krytyka literacka i innej opublikowanej twórczości, korzystanie z cudzych utworów w ramach dozwolonego użytku, rozpowszechnianie wizerunku osób publicznie znanych bądź takich, które otrzymały wynagrodzenie za rozpowszechnianie (art. 81 pr.aut.).
Natomiast wszelkie działania nie wynikające z uprawnienia ustawowego -- rozpowszechnianie wizerunku osoby publicznie znanej w reklamie, jumanie, wypisywanie wulgarnych głupot nawet o polityku -- może skończyć się zastosowaniem art. 24 i art. 448 kc.
Tagi prywatność,	prawo,	dobra osobiste,	wolność,	tajemnica,	korespondencja
Jak pozbyć się ministra... 7 z tygodnia (XV)