Source: http://docplayer.pl/1466296-Forum-penitencjarne-sad-i-sedzia-temat-miesiaca-zanim-zapytasz-prezentacje-z-kraju-www-sw-gov-pl.html
Timestamp: 2018-04-21 04:34:02
Legal References Found: art. 32
 art. 1
 art. 2
 art. 42
 art. 42
 art. 42
 art. 7
 art. 6
 art. 42

Document Content:
Forum. penitencjarne. Sąd i sędzia. temat miesiąca. zanim zapytasz. prezentacje. z kraju. - PDF
Forum. penitencjarne. Sąd i sędzia. temat miesiąca. zanim zapytasz. prezentacje. z kraju.
Download "Forum. penitencjarne. Sąd i sędzia. temat miesiąca. zanim zapytasz. prezentacje. z kraju. www.sw.gov.pl"
1 01 styczeń 2012 nr 164, rok XV ISSN cena 3,50 zł Forum penitencjarne 6 temat miesiąca Sąd i sędzia zanim zapytasz prezentacje z kraju Rozmowa ze Stanisławem OISW Koszalin Samiec alfa penitencjarny Chmielewskim nie bije
2 rys. Dariusz Waśko Z nowym rokiem P oczątek roku to czas przemyśleń. Podsumowań i planów. Już podzieliłem kartkę na pół, już zacząłem wypisywać plusy i minusy, ale... To zestawienie nie bardzo mi wychodzi, a przecież optymizm mnie nie opuszcza. Co więc przeszkadza? Jakiś niepokój. Może to ci Majowie? Koniec ich kalendarza i koniec świata. Nie, to nie to. Nasz świat trwa. Trwa i oby trwał jak najdłużej, ale i jak najlepiej. A może to te flagi protestu NSZZFiPW? To też chyba nie, bo i tutaj jestem optymistą. Wierzę, że uda się osiągnąć kompromis. Jesteśmy przecież służbą nie gorszą od policji i wojska. A może nawet lepszą. Pamiętam człowieka, który o Służbie Więziennej wypowiedział się tak: To służba, którą można porównać do służby wojskowej w stanie wojny. Był to prof. Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego. Nas nie można lekceważyć, pomijać. To również najlepiej wykształcona służba ze wszystkich służb mundurowych. Co więc nie pozwala mi na pozytywne podsumowanie roku? Przecież nie emerytury? Na razie się nie wybieram, chociaż właściwie mógłbym. Rysunek nad tekstem, który Państwo czytacie, to tylko satyra. Tutaj też jestem optymistą, chociaż wizja 25 lat służby do 55. roku życia, bez określenia podstawy naliczania i procentów za kolejne lata służby ponad te 25, nie jest moją wizją. Ale mój optymizm jest wielki i sądzę, że i tu porozumienie zostanie zawarte. Tak że większość będzie zadowolona. W miarę. Czyli to też nie? A może ten optymizm mnie opuścił? Chyba nie. Dostarczony do Państwa pierwszy w 2012 r. numer Forum Penitencjarnego, poszerzony o 12 stron, cały w kolorze, z zawartością, która może zadowolić większość, bo nie wszystkich (taki się jeszcze nie urodził, który by ) to już nie jest gazeta stricte branżowa. To miesięcznik społeczno-branżowy, który pozwala na poznanie problemów, zadań, działań służby również osobom spoza służby, którym z racji zainteresowań temat ten jest bliski (studenci, naukowcy, kuratorzy, sędziowie penitencjarni itp.). Ale też tzw. zwykłemu obywatelowi, który o Służbie Więziennej wie tyle co nic, a może nawet jeszcze mniej. Bo obecnie jednym z najważniejszych zadań jest budowa naszego wizerunku. I już wiem, co mi nie pozwala na pełne podsumowanie roku. Nie można przecież podsumować, jak też i planować, czegoś, czego nie ma. A nas po prostu nie ma. W społecznej percepcji pojawiamy się wyłącznie wtedy, kiedy coś (czytaj: wypadek nadzwyczajny) dzieje się za murami więzienia. Lub też przed murami albo na nich (patrz: protest). I tylko wtedy. Udało się nam zdobyć pięć minut uwagi po powodzi, śnieżycach, z racji pomocy w schroniskach dla zwierząt lub udziału w innych incydentalnych akcjach. To dobrze. Ale na szczęście powodzi nie ma, a nawet wręcz przeciwnie, śnieżyce raczej też nam nie grożą. Na co dzień są realizowane programy. Wiem, że widać nas w miejscowościach, gdzie są więzienia. Widać nas dobrze, dobrze o nas mówią i piszą. Jesteśmy częścią lokalnych społeczności. Tym większą, im więcej wspólnych inicjatyw, kontaktów z miejscowymi mediami, pokazywania naszej pracy. Chylę czoło (właściwie salutuję) przed dyrektorami, którzy sprzedają naszą ciężką pracę, przed rzecznikami prasowymi, wychowawcami, ale też przed wieloma ochroniarzami, którzy na zewnątrz pokazują naszą twarz. Twarz bez agresji, choć czasem w kominiarce. Wizerunek ludzi, którzy codziennie idą na pierwszą linię frontu parafrazując słowa prof. Rzeplińskiego. Ludzi, którzy (chociaż o tym się nie mówi) codziennie przez wiele godzin stykają się z brutalnością, demoralizacją, czasem z agresją, chamstwem, brudem, itp. Bo anioły za murami nie siedzą. Jakim trzeba być człowiekiem, jak silną trzeba mieć psychikę, aby to wszystko wytrzymać, czasem nie wybuchnąć, nie przenieść do domu. O tym się nie mówi. A trzeba. Niby wszystko jest OK. Niby. Bo znowu jest cisza. Oby nie przed burzą. A miało być optymistycznie Naczelny 2
3 01 penitencjarne styczeń 2012 nr 164, rok XV ISSN cena 3,50 zł spis treści Forum 6 Sąd i sędzia penitencjarny 12 Kara śmierci debata 13 Rozmowa ze Stanisławem Chmielewskim 20 Prezentacje OISW Koszalin 40 Pamięć musi trwać fot. Grzegorz Korwin-Szymanowski fot. Piotr Kochański fot. Piotr Kochański fot. Piotr Kochański fot. Piotr Kochański Styczeń 2012 r. OKŁADKA: fot. Piotr Kochański SĄD I SĘDZIA PENITENCJARNY temat miesiąca 6 Nie tylko nadzór 7 Uniwersytecka Klinika 8 Sądy penitencjarne uginają się od spraw BE... Z PUDŁA 4 Nieznany świat Pigmejów 4 Armwrestling w Radomiu 4 Skazany Wolontariuszem Roku 5 Uhonorowano opolska Służbę Więzienną 5 Mikołajkowy turniej piłki nożnej 5 Szlachetna paczka 5 Aplauz dla więziennych muzyków Z KRAJU 10 Zadośćuczynienie jest sztuką 12 Kara śmierci dlaczego przeciw 12 Kara śmierci z perspektywy biblijnej 15 Trudny egzamin z chrześcijańskiej miłości 16 Refleksja etyczno-teologiczna 17 W obliczu samobójstwa 18 Funkcjonariusz potrzebuje wsparcia 19 Na szali życia 26 Samiec alfa nie bije 28 Każdy zmienia się na swoją miarę 29 To nie ja, to ona Damski bokser 34 Podniebna pasja i ostry rock 36 Bieganie: pozytywna szajba ZANIM ZAPYTASZ 13 Zmiany są nieuchronne rozmowa 14 Czy studia z zarządzania spełniają wymagania? PREZENTACJE: OISW Koszalin 20 Trójstyk penitencjarny, czyli Czarneński kombinat 22 Koszalin. W areszcie: dobra atmosfera to podstawa 22 Koszalin. W zakładzie: programy i akcje 23 W Szczecinku: funkcjonariusze oceniają 24 Słupsk: wyrazy uznania 24 W Wierzchowie: najlepsza załoga na świecie 25 Złotów: z Rodłem w tle 25 Stare Borne: ekologicznie 25 Posejdon : szkolenia i wypoczynek NIEZBĘDNIK PRAWNY 31 Czy istnieje potrzeba uchwalenia nowego Kkw? ZE ŚWIATA 33 Bastoy wyspa skazanych AKTUALNOŚCI 38 Gratulacje dla kompanii 38 Delegacja PTP w TK 38 Zwyczajny bohater 38 Inauguracja w COSSW Kalisz 39 Kobiety mają głos HISTORIA 40 Pamięć musi trwać 41 Nie tylko o marginesie BEZ KOMENTARZA 42 Inwentaryzacja jest najważniejsza MOIM ZDANIEM 43 Oddziały bez znieczulenia 3
4 be...z pudła Nieznany świat Pigmejów Za murami Zakładu Karnego w Tarnowie Mościcach gościła Anna Warchoł, pielęgniarka misjonarka, która kilkanaście miesięcy spędziła jako wolontariuszka w afrykańskim szpitalu w Bagandou, utrzymywanym przez diecezję tarnowską. Dwa lata temu skazani z Mościc zorganizowali na rzecz tego szpitala dobroczynną aukcję swych prac plastycznych Dar serca dla Afryki. W trakcie spotkania, na które przybyło kilkudziesięciu osadzonych, zaprezentowano blisko sto barwnych fotografii ukazujących nieznany świat Pigmejów, ich warunki życia, pracy, wnętrza chat, codzienne zajęcia. Autorka zdjęć szczególnie chętnie fotografowała murzyńskie dzieci, stąd tytuł wystawy Amolenge Aka, czyli dzieci Pigmejów. Prelegentka opowiadała o swojej pracy w afrykańskiej placówce medycznej, sposobach leczenia, w tym o miejscowych szamanach stanowiących dla wielu z tubylców najważniejszy autorytet medyczny, a także o afrykańskich zwyczajach i życiu codziennym. Podkreśliła też znaczenie pomocy, nawet tej najmniejszej, jaka płynie do Bagandou od dobroczyńców, uświadamiając osadzonym, że ofiarowując swe prace na rzecz misji istotnie wspomogli życie ludzi na innym kontynencie. Prelekcji towarzyszyła prezentacja multimedialna. Anna Warchoł przywiozła też do zakładu karnego kilkanaście pamiątek z Afryki, wykonanych przez jej podopiecznych pacjentów i ludzi, z którymi w czasie pobytu w Republice Środkowoafrykańskiej miała kontakt. Wystawa przez kilka dni eksponowana była w świetlicy mościckiego więzienia. tekst i zdjęcie Jacek Matrejek 4 Armwrestling w Radomiu Najlepsi armwrestlerzy, ok. 100 zawodników z całej Europy, zjechali do Radomia. W czasie zawodów rozegrano 300 pojedynków o I Puchar Radomia w siłowaniu się na rękę. W ramach pucharu rozegrano także ogólnopolskie zawody służb mundurowych w siłowaniu na rękę w kategorii mężczyzn i kobiet. Uczestniczyło w nich 20 najsilniejszych czynnych funkcjonariuszy, reprezentujących Służbę Więzienną, Policję, Straż Graniczną, Straż Miejską i Siły Powietrzne RP. Wśród nich byli funkcjonariusze z Aresztu Śledczego w Radomiu. Zwycięstwo w kategorii open odniosła st. kpr. Agnieszka Tkaczyk, starszy strażnik działu ochrony, a trzecie miejsce zajął kpr. Jacek Włudarczyk, starszy strażnik działu ochrony. Atrakcję dla widzów stanowiła też obecność Jassona Corricka, posiadacza tytułów Mister Universe i Mister World Armwrestling cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Największa tego typu impreza Nemiroff World Cup Puchar Świata w siłowaniu na rękę odbyła się u nas 12 października 2011 r. Joanna Karpeta Krzysztof Linowski fot. Piotr Kochański Skazany Wolontariuszem Roku Włocławek, czwartek, 1 grudnia 2011 r. Wypełniona po brzegi reprezentacyjna sala Pałacu Bursztynowego, siedziby Fundacji Samotna Mama. Wśród publiczności zastępca prezydenta Wanda Muszalik, radni, ludzie kultury, nauki i bohaterowie wieczoru wolontariusze. Wśród nich niepozorny, zakłopotany, jakby zagubiony Mariusz Dybizbański, skazany z Zakładu Karnego we Włocławku wybrany przez internautów 1719 głosami Wolontariuszem Roku Ale po kolei. 11 organizacji wystawiło 12 przedstawicieli do wyścigu o tytuł włocławskiego Wolontariusza Roku O tym, że Fundacja Europejskie Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych jako swojego kandydata zaproponowała Mariusza Dybizbańskiego dowiedziałem się telefonicznie od Mariusza Sieraczkiewicza z Projektu Włocławek. Przez moment myślałem, że to żart. Owszem, Dybiz wykonał jako wolontariusz ogrom pracy, szczególnie w ramach pięciu edycji akcji Pokoloruj Świat, ale jakie ma szanse z wolontariuszami z wolności? Pomyślałem wtedy, że sama nominacja to już zaszczyt i co by nie mówić uznanie dla zakładu we Włocławku za współudział w projektach wolontariackich. Późniejsze wydarzenia, szybkie objęcie prowadzenia w głosowaniu i zwycięstwo z dużą przewagą zaskoczyły nie tylko mnie. Profesjonalnie prowadzoną Galę Wolontariatu uświetniły występy zespołów muzycznych z włocławskich szkół, wystąpienia oficjalne i prezentacja multimedialna. Najbardziej wzruszające były występy niepełnosprawnych dzieci. Fantastyczni, pełni zapału i uroku młodzi artyści oczarowali publiczność. W finale na scenę wyszło dwunastu wspaniałych. Każdy został uhonorowany dyplomem i nagrodami rzeczowymi, a Mariusz dodatkowo otrzymał koszulkę z rąk Wolontariuszki Roku Za rok to on będzie wręczał podobną Wolontariuszowi Roku We wzruszających słowach laureat podziękował wszystkim, dzięki którym może uczestniczyć w niesieniu pomocy i radości innym: Zakładowi Karnemu we Włocławku, Fundacji Europejskie Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych, Projektowi Włocławek. Podły też nazwiska: Joanna Nowicka, Roman Bączkowski i inne. Wiele osób obecnych na Gali Wolontariatu, np. radni Krzysztof Kukucki i Jan Stocki, Mariusz Sieraczkiewicz (Projekt Włocławek), Izabela Trojanowska (Włocławskie Centrum Kultury) było w zakładzie we Włocławku na spotkaniach ze osadzonymi. Może dlatego wybranie skazanego Wolontariuszem Roku nikogo nie zdziwiło i nie spowodowało negatywnych reakcji. Decyzją prezydenta Włocławka Mariusz Dybizbański został powołany w skład jury organizowanego przez niego konkursu. Zostałem też poproszony do podpisania uroczystego listu intencyjnego w sprawie poparcia dla akcji wolontariackich. tekst i zdjęcie Ryszard Seroczyński
5 Uhonorowano opolską Służbę Więzienną Podczas Międzynarodowej Konferencji Szkoła Praca Dom godne życie osoby z autyzmem opolska Służba Więzienna została wyróżniona statuetką Razem w Europie za działania na rzecz osób z autyzmem. Dzięki wsparciu i zaangażowaniu osoby z autyzmem w naszym regionie czują się potrzebne. Uczą się i pracują w godnych warunkach napisano w certyfikacie przyznającym zaszczytne wyróżnienie. Konferencję na terenie Elektrowni Opole zorganizowało Stowarzyszenie na Rzecz Autyzmu Uczymy się żyć razem placówka w Kup. Spotkanie odbyło się pod honorowym patronatem wojewody opolskiego Ryszarda Wilczyńskiego, marszałka województwa Józefa Sebesty i prezydenta Opola Ryszarda Zembaczyńskiego. Służbę Więzienną reprezentowali dyrektorzy aresztów śledczych i zakładów karnych okręgu opolskiego. Ze środowiska naukowego obecni byli m.in. dr n. med. Anna Rozetti- -Szymańska, dyrektor Navicula Centrum Kliniki Zaburzeń Rozwoju w Łodzi, prof. dr hab. Zenon Jasiński, dyrektor Instytutu Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Opolskiego, prof. Franciszek Marek, dziekan Wydziału Pedagogiki Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Opolu. Przybyli też goście zagraniczni przedstawiciele Leczniczego Centrum Pedagogiczno-Terapeutycznego z Neuwied w Niemczech. Opolska Służba Więzienna zaangażowana jest w pomoc podopiecznym Stowarzyszenia. W 2011 r. podpisane zostało porozumienie między dyrektorem okręgowym ppłk Iloną Pietrasz a prezes Stowarzyszenia Elżbietą Sobolewską, na podstawie którego skazani wykonują nieodpłatnie prace remontowe i budowlane na terenie placówki Stowarzyszenia. Barbara Ilona Pietrasz Mikołajkowy turniej piłki nożnej Szlachetna paczka Więziennicy z Zakładu Karnego w Szczecinku po raz pierwszy wzięli udział w akcji Szlachetna paczka. Sukces to uczestnictwo w niej ok. 90 proc. załogi. Pomoc zaoferowano dwóm rodzinom ze Szczecinka. Ogólnopolska akcja be...z pudła Hala Sportowa przy Szkole Podstawowej im. Bohaterów Łużyckiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza w Gryfowie Śląskim gościła drużyny piłkarskie. Po raz trzeci rozegrano Mikołajkowy Turniej Piłki Nożnej Drużyn Niezrzeszonych o puchar Burmistrza Gminy i Miasta Gryfów Śląski. Do zawodów przystąpiło osiem zespołów, z których pięć reprezentowało Gryfów Śląski, a trzy Zarębę drużyna funkcjonariuszy i dwie drużyny skazanych z Zakładu Karnego w Zarębie. Zespoły zostały podzielone na dwie grupy, po cztery drużyny. Po meczach grupowych dwie pierwsze drużyny przeszły do dalszych rozgrywek. W jednym półfinale spotkały się drużyny Funkcjonariuszy i Chłopaki z paki (pierwszy zespół skazanych). Po zaciętej, ale prowadzonej fair play grze, skazani musieli uznać wyższość swoich przełożonych. W drugim pojedynku półfinałowym spotkały się Fantastyczna szóstka i zespół Old boy, który okazał się lepszy od swoich dużo młodszych przeciwników. W meczu o trzecie miejsce po zaciętej walce zwyciężyli Chłopaki z paki. Drużyna funkcjonariuszy wygrała swój finałowy pojedynek z drużyną Old boyów. Drugi zespół skazanych po przegranej w rzutach karnych ostatecznie zajął ósme miejsce. Pierwsze miejsce przypadło zawodnikom ZK w Zarębie. Z rąk burmistrza Olgierda Poniźnika, który zgodnie z nazwą turnieju wystąpił w stroju św. Mikołaja, otrzymali okazały puchar. Najlepszym strzelcem turnieju został Piotr Borowiecki, funkcjonariusz jednostki w Zarębie, a najlepszym bramkarzem zawodnik z drużyny skazanych, również z Zręby. Wszyscy uczestnicy otrzymali okolicznościowe dyplomy. Burmistrz zaprosił wszystkich na podobny turniej za rok. tekst i zdjęcie Ryszard Leszczyński świątecznej pomocy jest realizowana przez Stowarzyszenie Wiosna. Prywatni darczyńcy odpowiadając na potrzeby ubogich mieszkańców ze swojego miasta lub okolicy wybierają konkretną rodzinę i przygotowują dla niej paczkę. Informacje o potrzebujących są umieszczane przez wolontariuszy w anonimowej bazie internetowej. Za okazane serce i pomoc tym, którzy jej potrzebują, wszystkim darczyńcom należą się podziękowania. Jarosław Horniatko Aplauz dla więziennych muzyków Niecodzienna inicjatywa więzienników z Zakładu Karnego we Włodawie spotkała się z dużym odzewem skazanych. W ramach akcji charytatywnej na rzecz leczenia trzymiesięcznej Ali Steć zmagającej się z chorobą nowotworową wątroby odbył się koncert Jesienne wspomnienia... w wykonaniu Piotra i Grzegorza, więźniów włodawskiej jednostki oraz uczestników Powiatowego Ośrodka Wsparcia Przystań we Włodawie. Impreza integracyjna spotkała się z dużym zainteresowaniem środowiska lokalnego i nie tylko. Na koncert przybili: Wiesław Holaczuk, starosta powiatu włodawskiego, Andrzej Lis, dyrektor Domu Pomocy Społecznej Senior w Różance, ks. Jerzy Ignaciuk, kapelan Więziennictwa Prawosławnego, Dorota Ostrowska, kierownik Powiatowego Ośrodka Wsparcia Przystań we Włodawie, mjr Andrzej Rabczewski, dyrektor Aresztu Śledczego w Krasnymstawie oraz mjr Ryszard Wojarnik, dyrektor zakładu we Włodawie wraz z funkcjonariuszami. W akcję włączyli się wolontariusze z włodawskiej Bajkolandii i przedszkola niepublicznego Mała Akademia, którzy czuwali nad zbieraniem datków. Przez owacje na stojąco publiczność dała wyraz sympatii, ze szczególnym uznaniem dla zaangażowania więziennych bardów. tekst i zdjęcie Dariusz Demczuk 5
6 temat miesiąca: sąd i sędzia penitencjarny Sędzia penitencjarny uchyla sprzeczną z prawem decyzję dyrektora zakładu karnego, aresztu śledczego, dyrektora okręgowego i dyrektora generalnego Służby Więziennej lub osoby kierującej innym zakładem przewidzianym w przepisach prawa karnego wykonawczego oraz komisji penitencjarnej, sądowego kuratora zawodowego. Do uchylenia konkretnej decyzji niezbędne jest, by dotyczyła ona osoby pozbawionej wolności. Na decyzję sędziego skazanemu, a także organom wskazanym powyżej, przysługuje prawo wniesienia skargi do sądu penitencjarnego, w którego okręgu wydano decyzje. Nadzór penitencjarny polega na kontroli i ocenie, a w szczególności: legalności wykonywania orzeczonej kary i przebywania skazanych w zakładach karnych oraz ich zwalniania; prawidłowości zaliczenia skazanych do odpowiednich grup i podgrup klasyfikacyjnych, kierowania do właściwych zakładów karnych, rozmieszczania wewnątrz tych zakładów, jak również dokonywania zmian w tym zakresie; kwalifikowania skazanych do właściwych systemów wykonywania kary, ustalania indywidualnych programów oddziaływania oraz sposobu ich realizacji; kwalifikowania skazanych jako niebezpiecznych; Nie tylko nadzór Mocno skomplikowany pod względem prawnym charakter wykonywania kary pozbawienia wolności skłania do poszukiwania sprawnych mechanizmów nadzoru. Pełnią go sędziowie penitencjarni oraz sądy penitencjarne. N adzór penitencjarny, zgodnie z art. 32 kkw polegać ma na pieczy nad legalnością oraz prawidłowością wykonywania kar pozbawienia wolności, kary aresztu, tymczasowego aresztowania, zatrzymania oraz środków zapobiegawczych związanych z umieszczeniem w zakładzie zamkniętym, a także kar porządkowych i środków przymusu skutkujących pozbawieniem wolności. Jest sprawowany w zakładzie karnym przez sędziego sądu okręgowego zwanego dalej sędzią penitencjarnym. Sędzia na straży Zgodnie z art. 1 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości W sprawie sposobu, zakresu trybu sprawowania nadzoru penitencjarnego z 26 sierpnia 2003 r., nadzór ten sprawuje sędzia penitencjarny sądu okręgowego, w którego okręgu wykonywane są konkretne kary lub środki. Wydaje on zarządzenia w kwestiach niewymagających postanowienia sądu penitencjarnego (art. 18 par. 3 kkw) oraz wykonuje czynności z zakresu nadzoru penitencjarnego (art kkw). Wizytuje też zakłady karne, areszty śledcze oraz inne miejsca, w których przebywają osoby pozbawione wolności. Ma prawo wstępu w każdym czasie, bez ograniczeń do zakładów i aresztów oraz poruszania się po ich terenie, przeglądania dokumentów i żądania wyjaśnień od administracji tych jednostek. Może bez obecności innych osób przeprowadzać rozmowy z osadzonymi oraz badać ich wnioski, skargi i prośby. wykonywania zadań penitencjarnych i działalności resocjalizacyjnej zakładu karnego oraz przebiegu procesu resocjalizacji skazanych, zwłaszcza przestrzegania praw i obowiązków skazanych oraz zasadności i skuteczności stosowanych metod i środków oddziaływania penitencjarnego, prawidłowości i terminowości dokonywania okresowych ocen postępów w resocjalizacji i opiniowania skazanych; wykorzystywania pracy jako środka oddziaływania penitencjarnego, przestrzegania przepisów dotyczących czasu, bezpieczeństwa i higieny pracy oraz prawidłowości ustalania należności za pracę; kierowania skazanych do nauczania ogólnego i zawodowego; organizowania czasu wolnego skazanych, m.in. zajęć k.o. i sportowych; prawidłowości przyznawania nagród, zezwoleń na czasowe opuszczenie zakładu karnego oraz wymierzania kar dyscyplinarnych; prawidłowości i terminowości załatwiania próśb, skarg i wniosków skazanych, przestrzegania praw skazanych w zakresie korzystania z praktyk religijnych, udziału w działalności charytatywnej i społecznej związku wyznaniowego; warunków bytowych skazanych, stanu opieki medycznej i stanu sanitarnego; współdziałania ze społeczeństwem, zwłaszcza z zakładami pracy zatrudniającymi skazanych, placówkami oświatowo-wychowawczymi i rodzinami skazanych oraz pozyskiwania ich do udziału w procesie wychowawczym; przestrzegania przepisów o bezpieczeństwie w zakładzie karnym, w tym przepisów dotyczących użycia broni, siły fizycznej i środków przymusu bezpośredniego; prawidłowości postępowania administracji zakładu karnego w razie ujawnienia popełnienia przestępstwa, a także w wypadkach buntów, samouszkodzeń i zgonów; 6
7 zakresu, terminowości i trafności podejmowanych czynności mających na celu przygotowanie skazanego do życia po zwolnieniu z zakładu karnego; udzielania pomocy postpenitencjarnej, zwłaszcza w zakresie uzyskania przez skazanego dokumentów tożsamości, znalezienia pracy i zakwaterowania po zwolnieniu z zakładu karnego, a także pomocy w ustaleniu niezdolności do pracy i prawa do renty z tytułu tej niezdolności. Właściwości sądów penitencjarnych Sąd penitencjarny jest właściwym w stosunku do osoby skazanej na bezwzględną karę pozbawienia wolności od chwili jej osadzenia w jednostce penitencjarnej. Bada z urzędu swą właściwość, a w razie stwierdzenia jej braku, przekazuje sprawę odpowiedniemu sądowi lub innemu organowi. Takie rozwiązanie powoduje, że nawet błędne skierowanie sprawy co do zasady nie spowoduje jej odrzucenia. Prof. Zbigniew Hołda w komentarzu do kodeksu karnego wykonawczego przedstawił listę spraw wyraźnie przekazanych przez ustawę do właściwości sądów penitencjarnych, które dotyczą skazanych na karę pozbawienia wolności. Zdaniem profesora do właściwości sądów penitencjarnych należą m.in. następujące sprawy: rozpoznawanie skarg na decyzje organów (wymienionych w art. 2 pkt 3-6 i 10 kkw), takich jak sędzia penitencjarny, prezes sądu, dyrektor zakładu karnego, zawodowy kurator sądowy składanych przez skazanych odbywających karę pozbawienia wolności, karę aresztu, kary porządkowe i środki przymusu skutkujące pozbawienia wolności, a także przez tymczasowo aresztowanych; zmiana określonego w wyroku rodzaju i typu zakładu karnego, a także orzeczonego systemu terapeutycznego wykonywania kary; orzekanie o objęciu skazanego uzależnionego od alkoholu albo środków odurzających lub psychotropowych leczeniem i rehabilitacją; orzekanie o dokonaniu koniecznego zabiegu lekarskiego w przypadku sprzeciwu skazanego; orzekanie w przedmiocie udzielenia przerwy w wykonaniu kary pozbawienia wolności i w innych kwestiach z tym związanych, w tym o odwołaniu przerwy w wykonywaniu kary; orzekanie w kwestiach związanych z warunkowym przedterminowym zwolnieniem, wykonywaniem orzeczenia w tym przedmiocie i odwołaniem warunkowego zwolnienia; wyznaczanie okresu niezbędnego na przygotowanie skazanego do życia po zwolnieniu z zakładu karnego; oddanie skazanego zwolnionego z zakładu karnego pod dozór kuratora oraz orzekanie o jego zaniechaniu. Dyrektor nadal decyduje W samym nadzorze nie chodzi o doprowadzenie do sytuacji, w której kierownictwo zakładów karnych zostanie oddane w ręce sędziów. Celem jest zapewnienie większej kontroli nad coraz bardziej dynamicznym i podlegającym czasem nawet zasadniczym zmianom procesem odbywania kary. Funkcjonujący w naszym systemie penitencjarnym nadzór realizowany przez sędziego polega głównie na sprawdzaniu, poprawianiu, w tym uchylaniu i zmianie aktów prawnych jednostki nadzorowanej. Realizowany jest w ściśle określonej dziedzinie i wypływając z kompetencji szczególnej, zwiększa szansę na prawidłowe wykonywanie kary pozbawienia wolności. Administracja zakładów karnych nie może być ograniczona w spełnianiu swoich podstawowych obowiązków i uprawnień. Dlatego przepisy regulujące nadzór penitencjarny muszą wyznaczać bardzo precyzyjne granice, poza które nie powinna sięgać ingerencja decyzyjna sędziego. Czasem jego rola w obszarze objętym działalnością nadzorczą musi ograniczać się do zasygnalizowania spostrzeżeń i ewentualnych obaw odpowiednim podmiotom, uprawnionym do decydowania w danej kwestii. W okresie międzywojennym nadzór penitencjarny sprawował prokurator, a od 1957 r. również sędzia, co normował Kodeks karny wykonawczy z 1969 r. Postulowane zniesienie nadzoru prokuratorskiego zrealizowano w kkw z 1997 r. Obecnie w Polsce istnieje prawie 50 sądów penitencjarnych (wydziałów penitencjarnych w sądach okręgowych), orzeka w nich 146 sędziów penitencjarnych. Grzegorz Korwin-Szymanowski zdjęcie Piotr Kochański temat miesiąca: sąd i sędzia penitencjarny Uniwersytecka Klinika Przy Katedrze Kryminologii i Polityki Kryminalnej Uniwersytetu Warszawskiego od 2008 r. działa Klinika art. 42 kkw. Jej misją jest ochrona praw skazanych na karę pozbawienia wolności, celem zaś promowanie ich praw, zapewnienie dostępu do pomocy prawnej i społecznej oraz wsparcie w realizacji uprawnień i obowiązków. linika działa w imieniu i na rzecz więźniów oraz w in- publicznym. Swoje cele realizuje w oparciu o dia- Kteresie log z władzami publicznymi, zawierając porozumienia, m.in. ze Służbą Więzienną (dotychczas były trzy takie umowy). Stwarza to studentom możliwość uczestnictwa w zajęciach prowadzonych przez praktyków funkcjonariuszy SW, a następnie praktycznego stosowania nabytej wiedzy w kontakcie ze skazanymi i personelem więziennym. Na zajęcia są też zapraszani sędziowie penitencjarni, pracownicy Krajowego Mechanizmu Prewencji, obrońcy praw człowieka, członkowie międzynarodowych organów kontrolnych oraz liderzy organizacji pozarządowych. Działania Kliniki koncentrują się na badaniu spraw konkretnych skazanych, którzy wyrazili na to zgodę (przez ustanowienie przedstawiciela na podstawie art. 42 kkw). Dopiero po zbadaniu udokumentowanej sprawy i uwiarygodnieniu faktów, podejmuje się decyzję o zasadności i zakresie pomocy, w tym reprezentowaniu skazanego przez przedstawiciela Kliniki lub opracowaniu tzw. opinii przyjaciela sądu (amicus curie*). Jest to uznawana przez sądy praktyka polegającą na wyrażaniu opinii przez bezstronne podmioty w postępowaniach sądowych. Pomaga to sądowi w rozpoznaniu problematycznej sprawy, z uwzględnieniem argumentów oraz poglądów, jakie niekoniecznie mogą być przedstawione bezpośrednio przez osoby, których problem dotyczy. Klinika opracowuje opinie także dla organów administracji więziennej. W trakcie 5-letniej działalności studenci napotykali pewne przeszkody, takie jak podejrzliwość i wątpliwości ze strony władz i personelu więziennego, wyrażające się np. niezapewnieniem warunków poufności rozmowy z więźniem, odmowie przeglądania akt penitencjarnych. Klinika starała się postrzegać tego typu problemy z perspektywy SW. Jednocześnie przekonywała, że jej obecność w więzieniu jest korzystna dla służby. Zapewnia bowiem bezstronną perspektywę niezależnego podmiotu, która może być przydatna zważywszy na rutynę pracy w więzieniu. Jeśli zaś postępowanie SW w stosunku do skazanych jest słuszne, służba otrzymuje aprobatę dla przyjętych praktyk i rozwiązań. Trudności związane z postępowaniem przedstawiciela skazanego przed sądami penitencjarnymi polegały na tym, że: amicus curie nie były zaliczane do materiału sprawy (art. 22 kkw) ani brane pod uwagę, w uzasadnieniach decyzji sądy nie odnosiły się do faktów ustalonych i udowodnionych przez Klinikę ani do jej argumentów; zdarzało się, że sędziowie z lekceważeniem traktowali studentów działających w charakterze przedstawiciela, ograniczali ich wypowiedzi bądź nie dopuszczali do głosu; prokurator, administracja więzienna ani sąd nie odnosili się do wystąpienia przedstawiciela. Działania Kliniki przyczyniają się do wzmocnienia ochrony prawnej więźniów, a więc wywiązywania się Polski z zobowiązań międzynarodowych i obowiązków przyzwoitego państwa prawa. dr Maria Niełaczna opiekun Kliniki art. 42 kkw *Amicus curiae lub amicus curie prawniczy termin rzymski, dosłownie przyjaciel sądu, określający najczęściej w anglosaskiej praktyce prawnej osobę lub organizację, nie będącą stroną w postępowaniu sądowym i dobrowolnie, z własnej inicjatywy, oferującą sądowi opinię prawną lub inną dotyczącą przedmiotu postępowania. 7
8 temat miesiąca: sąd i sędzia penitencjarny Sądy penitencjarne uginają się od spraw O sędziach penitencjarnych słychać w mediach tylko wtedy, kiedy przebywając na warunkowym przedterminowym zwolnieniu skazany popełnia kolejne przestępstwo. Daje to fałszywy obraz ich pracy. prof. dr hab. Andrzej Rzepliński prof. dr hab. Stefan Lelental dr Paweł Moczydłowski dr Teodor Bulenda O rzekanie w wydziale penitencjarnym wymaga od sędziego rzemieślniczej biegłości z dozą wrażliwości twierdzi Piotr Hajduk, przewodniczący wydziału penitencjarnego Sądu Okręgowego w Poznaniu. Przyglądam się młodym sędziom, którzy przychodzą z sądów I instancji, i widzę, jak bardzo trudno im zrozumieć filozofię udzielania warunkowych zwolnień, które przecież nie są darowaniem kary, ale dalszą resocjalizacją na wolności. Dopiero po pewnym czasie to trafia do sędziów, czasami lata muszą upłynąć. Potem, kiedy już przekonają się do tej instytucji, istnieje niebezpieczeństwo, że, tak jak ma to miejsce w niektórych zakładach karnych, warunkowe zwolnienia udzielane są w 100 proc. przypadków, co też nie jest właściwe, bo nie powinny być na przykład sposobem na rozluźnienie więzienia. Zdarzają się też rozstrzygnięcia na podstawie błędnych kryteriów. Sędzia jest człowiekiem, może mieć wewnętrzny konflikt z własnym poczuciem sprawiedliwości, jeśli jego przekonania są takie, żeby nie udzielać warunkowego przedterminowego zwolnienia (wpz). Przykładem mogą być sędziowie, którzy zastanawiają się co zrobić z mordercą ks. Jerzego Popiełuszki, czy udzielić warunkowego zwolnienia, bo ten nabył już uprawnienia do ubiegania się o nie, czy też przestępca powinien pozostać w więzieniu do końca kary. Garstka obsługuje Polskę W Polsce jest tylko 146 sędziów penitencjarnych mówi Mariusz Pankowiec, przewodniczący wydziału penitencjarnego Sądu Okręgowego w Białymstoku. W pierwszej połowie 2011 r. do sądów penitencjarnych wpłynęło 60 tys. wniosków od dyrektorów więzień o udzielenie osadzonym warunkowego przedterminowego zwolnienia. To o połowę więcej niż w całym 2010 r. A trzeba pamiętać, że najwięcej wniosków składają sami skazani, dopiero potem dyrektorzy więzień. Najmniej jest ich ze strony prokuratorów, kuratorów oraz sądów z urzędu. Sędzia penitencjarny ma czasem, dzień po dniu, po kilkanaście, a zdarza się, że i po kilkadziesiąt spraw. Do każdej musi napisać uzasadnienie. Praca sędziego penitencjarnego nie kończy się na udzielaniu warunkowych przedterminowych zwolnień. Zajmuje się on również m.in. rozpatrywaniem skarg więźniów, wydawaniem orzeczeń o przerwach w karze pozbawienia wolności i postanowień o skierowanie do odbycie kary w systemie dozoru elektronicznego (SDE), który od 1 stycznia 2012 r. objął cały kraj. Zdaniem sędziego Hajduka wprowadzenie SDE rozłożyło wydziały penitencjarne. Praca jest bardzo trudna i jest jej więcej, szczególnie pod względem administracyjnym. A sądy nie zostały wzmocnione nowymi etatami. Aktywny czy pasywny Rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 26 sierpnia 2003 r. przedstawia rolę sędziego penitencjarnego inaczej, niż ma to miejsce w praktyce. Akcentuje aktywność sędziów, którzy powinni identyfikować się z rzeczywistością zakładów karnych oraz wywierać wpływ na jej ulepszanie. Tymczasem mamy do czynienia z odtrąceniem aktywnej roli sędziego penitencjarnego w polityce penitencjarnej. Sędziowie udzielają, lub nie, wpz, co stanowi rolę raczej pasywną. Jako aktywny podmiot sędzia powinien posiadać intelektualną mapę sytuacji w konkretnym zakładzie karnym. W skargach osadzonych zawarte są treści o rzeczywistości więziennej, którą należałoby zbadać. Sędzia penitencjarny powołany jest po to, żeby zająć się więzieniem twierdzi dr Paweł Moczydłowski, doradca dyrektora generalnego SW. Podobnie uważa dr Teodor Bulenda, kryminolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Zamiast orzekać w sprawach, możemy wykonywać obowiązki z rozporządzenia o nadzorze penitencjarnym, ale jak znaleźć na to czas tłumaczy sędzia Pankowiec z Białegostoku. Oprócz sprawowania funkcji administracyjnych orzekamy w wydziale odwoławczym i w swoim. Rocznie jest kilka tysięcy spraw, do tego dochodzi nadzór sędziowski u nas osiem jednostek wizytowanych w ciągu roku. Skargi Jeśli chodzi o wpz, jesteśmy na dobrej drodze, szczególnie w kwestiach szybkości postępowań i uwzględnionych wniosków. Gorzej z nadzorem penitencjarnym sprawowanym przez sąd, który chroni przed niesprawiedliwym traktowaniem przestępców, po to istnieje m.in. prawo skazanego do skarg wyjaśnia Piotr Hajduk. W praktyce dziesiątki czy może setki irracjonalnych skarg trafiają do sądu, skarg wynikających ze złośliwości, podłości, ze słabości. Istnieje obawa, aby nie zgubić tej zasadniczej, aby nie została pominięta informacja, że dyrektor w jakimś zakładzie karnym biega z nożem po jednostce penitencjarnej. Sędzia Mariusz Pankowiec podkreśla, że mamy dwa rodzaje skarg, które są ze sobą często mylone. Pierwsza, skarga procesowa (w trybie art. 7 kkw), gdzie sędzia ma siedem dni ustawowych na podjęcie decyzji. Drugi rodzaj, to skarga skazanego na życie w więzieniu niezgodne, według opinii penitenta, z prawami człowieka (na służbę zdrowie, złe traktowanie itp), skuteczna w trybie art. 6 par. 2 kkw tutaj sędzia nie ma terminu na jej rozpatrzenie. Liczba tego rodzaju skarg w ostatnim czasie jest bardzo wysoka ocenia Pankowiec. Jak je badamy? W różny sposób, jeździmy również do więzień i rozmawiamy ze skazanymi. Osobowość sędziów penitencjarnych jest inna, nietypowa. To nie czarny sędzia, który siedzi za stołem. Musimy aktywnie interweniować formalnie lub mniej formalnie. Ale spraw i obowiązków jest zbyt wiele, aby móc w pełni nadzorować areszty i zakłady karne. Sędzia jako aktywny podmiot kształtuje również politykę kryminalną. W Poznaniu jesteśmy przodownikami w zastępowaniu kar z warunkowym zawieszeniem karami wolnościowymi. Mamy w naszym okręgu największą liczbę kar ograniczenia wolności twierdzi sędzia Hajduk. W walce z przeludnieniem? Słyszy się głosy, że w warunkach permanentnego przeludnienia więzień oczekuje się specjalnej mobilizacji sędziów penitencjarnych. Dr Moczydłowski: Nie jest to rolą sędziego, ale może on wpływać 8
9 temat miesiąca: sąd i sędzia penitencjarny na rzeczywistość przeludnienia więzień, które zabija pracę resocjalizacyjną, czyni ją trudną i ograniczoną. Zdaniem Piotra Hajduka nie powinniśmy iść w tym kierunku. Tak samo twierdzi prof. Stefan Lelental z Uniwersytetu Łódzkiego: Jestem przeciwnikiem tego, aby inspirować sądy do udzielania wpz ze względu na przeludnienie. Żeby zmniejszyć liczbę więźniów postuluję, by sądy I instancji nie orzekały kary pozbawienia wolności w stosunku do sprawców drobnych przestępstw. Dziś mamy w więzieniach ok. 40 tys. kryminalnego drobiazgu. I należy ogłosić amnestię w stosunków do tych, którzy do obycia wyroku już prawdopodobnie się nie zgłoszą. Dr Moczydłowski też szuka rozwiązania, i zastanawia się, co zrobić z osobami mającymi prawomocne wyroki, które nie są wykonywane: Należy zwrócić się do prezesów sędziów o rozpatrzenie wyroków zalegających, np. aby je zawieszać. Nadzór sędziowski W 2010 r. sądy penitencjarne przeprowadziły 550 wizytacji i lustracji różnych miejsc zatrzymań: zakładów karnych, aresztów śledczych, szpitali psychiatrycznych i policyjnych izb zatrzymań. Dzięki tym wizytacjom placówki te stają się coraz bliższe ideału, m.in. poprzez przeprowadzane remonty twierdzi Tomasz Nowiński z Departament Wykonania Orzeczeń i Probacji. Zdaniem prof. Andrzeja Rzeplińskiego zdarzają się przekłamania w sprawozdaniach powizytacyjnych, np. napisano, że trwała dwa dni, a w rzeczywistości jeden dzień, ponadto są one szablonowe. Wizytacje są zbyt krótkie twierdzi prof. Rzepliński. Co sędzia może zobaczyć w ciągu jednego dnia, kiedy jednostka penitencjarna mieści tysiąc więźniów, a wizytacje są rzadkie. Nie zdarza się, żeby sędzia poszedł do celi ze skazanym sprawdzić jego sytuację, co mogłoby mieć istotny wpływ na udzielenie warunkowego zwolnienia. 30 wniosków w ciągu dwóch godzin potrafi sędzia niekiedy załatwić. Na szczęście istnieje coraz większa kontrola społeczna nad wykonywaniem kary pozbawienia wolności, do czego przyczynia się krajowy mechanizm prewencji. Udział czynnika społecznego w nadzorze rośnie, czego przykładem jest działalność Uniwersyteckiej Kliniki art. 42 kkw (piszemy o tym na str. 7). Niezawisłość jak karawana Zdaniem prof. Lelentala liczba orzeczeń wydanych przez sądy penitencjarne jest właściwie nieznana. Sądy penitencjarne, moim zdaniem, wydają ok. 100 tys. orzeczeń rocznie, 50 tys. dotyczy warunkowych zwolnień. To, co interesuje Służbę Więzienną, to orzecznictwo dotyczące wpz, jednak, my naukowcy, znamy tylko niewielką liczbę spraw, tych opublikowanych m.in. w krakowskich zeszytach sądowniczych, i wyciągamy z nich opinię. Kto decyduje o tym, które są publikowane? Kto ma wpływ na orzecznictwo sądowe? Czy sądy chcą być niezawisłe? zastanawia się prof. Lelental. Kiedy w mediach krzyczą, że sędzia zwolnił warunkowo przestępcę, który na wolności popełnił kolejną zbrodnię, konsekwencją jest, że sądy wydają mniej warunkowych zwolnień. A przecież sąd tylko prognozuje, nie jest jasnowidzem i konsekwentnie odwołuje wpz, jak trzeba. Sądy powinny być jak karawana, niech wokół szczekają, a my jedziemy dalej. Natomiast warunkowe przedterminowe zwolnienia udzielane na podstawie dyrektyw i obowiązującego prawa, przesłanek i okoliczności popełnionego przestępstwa. Orzecznictwo sądu penitencjarnego nie powinno być wrażliwe na wpływy polityczne. Sędzia Pankowiec wypowiadając się w sprawie orzeczeń sądów apelacyjnych stwierdza, że są one zmorą orzecznictwa. Sądy orzekają odmiennie w takich samych przypadkach. Zgadza się z nim Piotr Hajduk: Istnieje brak praktyki penitencjarnej sędziów sądu apelacyjnego. Dlatego jest potrzeba kształtowania tych sądów, aby mogły wejść w istotę wpz. Istnieje tzw. turystyka skazanych, którzy chcą z pewnych okręgów więziennych wyjeżdżać a do pewnych przebyć w celu uzyskania warunkowego zwolnienia. Służba Więzienna jest tutaj w trudnej sytuacji, bo uwzględniając prośby więźniów organizuje dla nich transporty, których jest rocznie kilka tysięcy. Poza tym dyrektor więzienia jest w niekomfortowej sytuacji, jeśli chodzi o warunkowe zwolnienia, bo nie może pozostać obojętny w tych sprawach. Albo jest za (wtedy występuje z wnioskiem o wpz) albo przeciw, to wtedy gdy z wnioskiem nie występuje. A przecież zdarzają się sytuacje, kiedy dyrektor chciałby zachować niezależność, pomimo tego, że skazany w więzieniu zachowuje się poprawnie. Niepoważnie w poważnych sprawach Widziałem posiedzenie sądu penitencjarnego opowiada dr Teodor Bulenda. Gmachy sądowe zwykle są piękne, okazałe, a posiedzenie sądu penitencjarnego odbywa się gdzieś w prymitywnych warunkach w świetlicy, w ubogo wyposażonym pomieszczeniu. W rogu stoi skazany i jest odpytywany, stawiany w kącie w swojej własnej sprawie. Sędzia bez togi (nie ma wymogu prawnego ubierania się w togę przez sędziów penitencjarnych na rozprawach poza gmachem sądu). Orzeka. Natomiast na rozprawie przed sądem I instancji sprawca czynu widzi togi, łańcuchy i otrzymuje karę miesiąca pozbawienia wolności. W opinii prof. Stefana Lelentala, w sądach penitencjarnych, w składzie jednoosobowym, na krótkim posiedzeniu sędzia orzeka w sprawach, jakie decydują o pięciu, dziesięciu latach życia człowieka, który spędzi je w zakładzie karnym lub w domu. Czy w poważniejszych sprawach nie powinno się orzekać w składzie kilkuosobowym? pyta. Jaki stosunek będzie miał skazany do sędziego, kiedy traktowany jest przy orzekaniu w sposób lekceważący? W tak ważnej dla niego sprawie, czy ma iść do domy czy zostać w więzieniu, posiedzenie trwa 4-5 minut. Tak krótko dlatego, że sędzia ma po kilkanaście spraw dziennie i do każdej trzeba napisać uzasadnienie. Samo ogłoszenie postanowienia bywa byle jakie, skazany jest wysłuchiwany lub nie, i do widzenia. Poza tym pozostaje kwestia niejawności posiedzeń. Istnieje konieczność ich transmitowania i organizowania minikonferencji. Dopiero takie rozwiązanie spowoduje ich lepszą jakość. Również istotny jest udział adwokatów skazanych podczas rozpraw mówi sędzia Hajduk. Na szczęście coraz częściej to się zdarza, przynajmniej u nas, w okręgu poznańskim. Okiem więźniów Do rzecznika praw obywatelskich wpływają wnioski więźniów o nieprawidłowościach działania sądów i sędziów penitencjarnych. Skazani skarżą się m.in. na brak możliwości wypowiedzenia się przed sądem (sędzia zadał krótkie jedno, dwa pytania, skazany czuł się niewysłuchany). Sąd, odmawiając udzielenia warunkowego zwolnienia, zarzucał skazanemu, że był kilkakrotnie karany dyscyplinarnie, ale nie podano ile razy, a dyrektor faktycznie go nie ukarał. Uzasadnienia są lakoniczne, typu: wyrok jest odległy, negatywna prognoza kryminologiczna, groźny rodzaj przestępstwa. Zbyt często odmawia się temu samemu skazanemu, a on przecież nabył prawo do ubiegania się o wpz. Są skargi na dyrektorów więzień, że nie dotrzymują obietnic wystąpienia z wnioskiem o wpz w zamian za poprawne zachowanie. A również na opinie, które leżą u podstaw podejmowania decyzji, m.in. były narzekania na brak aktualnych wywiadów środowiskowych lub na ich nierzetelność. * * * Dyskusja na temat roli i znaczenia sędziów penitencjarnych odbyła się podczas konferencji Sądownictwo penitencjarne w siedzibie Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji UW w Warszawie. Agata Pilarska-Jakubczak zdjęcia Piotr Kochański SSO Piotr Hajduk SSO Mariusz Pankowiec SSO Tomasz Nowiński dr Maria Niełaczna 9
10 z kraju: rozmowa Zadośćuczynienie jest sztuką Z prof. dr. hab. Robertem Piłatem z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk rozmawia Agata Pilarska-Jakubczak Czy kara wymierzona przestępcy może stać się narzędziem prawdziwego lub częściowego aktu zadośćuczynienia? To jest skomplikowany problem. Różne są koncepcje kary, szczególnie dwa podejścia pozostają ze sobą w sporze. Pierwsze można nazwać retrybutywizmem, drugie podejściem utylitarnym. Retrybutywizm to teza, że karze się przestępcę, ponieważ na to zasłużył, ma odpłacić za wyrządzone zło, proporcjonalnie do swojego czynu i winy. Utylitaryzm powiada, że karę wymierza się, nie dlatego, że ktoś na nią zasłużył, lecz dlatego, że jest pożyteczna, przynosi korzyści społeczeństwu, poprzez to, że odstrasza od popełniania przestępstw i separuje sprawcę od innych ludzi, zwiększając ich poczucie bezpieczeństwa. Która szkoła jest lepsza przy zadośćuczynieniu? Utylitaryzm niewiele wnosi w kwestii usuwania skutków krzywdy, dlatego że karzącego w ogóle nie interesuje ten temat, on dąży do dóbr społecznych, ochrony. Jest to polityka penitencjarna, która powiada, że przestępcę trzeba traktować jak chorego, leczyć i resocjalizować. To działanie na rzecz zmiany krzywdziciela, a przy okazji na rzecz ochrony społeczeństwa. Jednak los ofiary i w szczególności radzenie sobie z materialnymi, moralnymi i psychicznymi skutkami krzywdy nie leży tu w centrum zainteresowania. Pod tym względem retrybutywizm jest lepszy w tym sensie, że daje ofierze poczucie sprawiedliwości. Czyni to jednak za pomocą moralnej konstrukcji, która może być bardzo zwodnicza. Kara w oczach retrybutywity przynosi sprawiedliwość przez swego rodzaju wyrównanie rachunku. Lecz jaki jest ten rachunek krzywd? Co stoi po obu stronach równania? Ktoś potrafi to porachować? Robimy wszystko, co możliwe, żeby karę wymierzyć sprawiedliwie. To jest bardzo trudne i nie zawsze się udaje, a w razie porażki przeradza się w samonakręcającą się spiralę krzywd. Niewłaściwy, w odczuciu krzywdzącego, rozmiar kary powoduje, że po wyroku to on czuje się skrzywdzony i mamy następny problem, w jaki sposób mu tę krzywdę wynagrodzić i kto teraz powinien zostać ukarany. Jednak powiedział pan, że retrybutywizm choć częściowo pomaga osiągnąć sprawiedliwość naprawczą. Wyjaśnia nam, dlaczego karzemy i jakie kara może mieć skutki. Tak. Wielu poważnych autorów, na przykład filozof Immanuel Kant czy pisarz Clive Staples Lewis, autor m.in. znanych Opowieści z Narnii, broniło retrybutywistycznej teorii, twierdząc, że chroni ona godność przestępcy. Krzywdziciel zostaje tu potraktowany jako odpowiedzialny i wolny człowiek, który za swoje czyny musi odpowiedzieć, a nie jak szkodliwy przedmiot, który trzeba usunąć albo przemienić. Popełnił zło i musi doznać kary. To jest jego ludzki atrybut, prawo, żeby doznać kary. Myślę, że to silny argument, lecz łatwo zauważyć, że kwestia zadośćuczynienia i losu ofiary również w tej optyce pozostaje na boku. Kara nie wyrównuje i nie usuwa skutków krzywdy. Poza tym jej działanie jest zawodne z powodu braku obiektywnej miary (uznanego powszechnie ilościowego związku pomiędzy rozmiarem czynu i rozmiarem kary) oraz ze względu na bardzo tajemniczy związek pomiędzy ukaraniem a moralną odnową krzywdziciela. Mówiąc ogólnie, nie sądzę, żeby w przyszłości kara zniknęła z ludzkich społeczeństw, lecz zawsze chyba będziemy mieli problemy z jej legitymizacją z moralnego i filozoficznego punktu widzenia. Kiedy mówimy o krzywdzie, powinna nas interesować głównie ofiara. 10
11 z kraju: rozmowa Bardzo wiele jest obecnie nurtów i rozważań dotyczących prawa i moralności, także publicystyki, głoszącej, że za dużo interesujemy się krzywdzicielami, przestępcami, a za mało osobami skrzywdzonymi. Zgadzam się z tym spostrzeżeniem. Nie lekceważę problemów związanych z karaniem, o których mówiliśmy przed chwilą, lecz sądzę, że w centrum społecznych strategii powinna stać ofiara i zadośćuczynienie w szerokim sensie, jako ogół działań naprawiających wyrządzone zło. Dlaczego częściej zajmujemy się naprawianiem przestępców? Świadczy też o tym duża liczba fundacji działająca na rzecz więźniów. To właśnie wynika z utylitaryzmu. Chcemy zająć się przestępcami, uleczyć ich, naprawić, bo chcemy być bezpieczniejsi w przyszłości. Kiedy oni przestaną być przestępcami, wyjdą z więzienia lepsi i wrócą do społeczeństwa, to nie będą już krzywdzić innych, czyli nas. Tak naprawdę działamy tutaj w swojej własnej sprawie, o czym już mówiłem. Natomiast ofiary w tym całym procesie pozostają na boku. Lecz do tej krytycznej uwagi dodałbym pewną poprawkę, nie chcąc z kolei głosić równie fałszywego poglądu, że nie należy się troszczyć o przestępców. Oczywiście należy, lecz nie z powodu prostego utylitaryzmu, lecz dlatego, że jako istoty ludzkie też są ofiarami wyrządzonego zła, nawet jeśli są jego wyłącznymi sprawcami. Co możemy uczynić dla ofiary? Po pierwsze, to co najprostsze wyrównać szkody. W codziennym życiu często do tego nie dochodzi, bo przestępca idzie do więzienia a ofiara pozostaje ze swoimi krzywdami, zarówno materialnymi jak niematerialnymi. Co znaczy wyrównać szkody? Jest to pojęcie nieostre, elastyczne. I znowu brakuje nam ścisłej miary. Wiadomo, że kiedy są roszczenia na gruncie kodeksu cywilnego, to właściwie można zgłosić dowolne roszczenie. Można domagać się wyrównania wielu różnych szkód, w tym wyimaginowanych. A sąd musi podjąć decyzję, jaki rodzaj roszczeń respektować. Co jest prawdziwą szkodą, co tylko implikowaną, domniemaną, albo nawet wymyśloną. Na gruncie kodeksu karnego istnieje z kolei interesujące pojęcie nawiązki. Żeby wyrównać szkodę, karze się kogoś i sąd ma prawo zarządzić nawiązkę, która ma bliżej nieokreślone funkcje przywracania sprawiedliwości. Ale znów dochodzimy tu do problematycznej kwestii obliczenia nawiązki, nie ma żadnego algorytmu, który by temu służył, to decyzja sądu, która musi być oparta na wglądzie w każdą sytuację z osobna. Działanie na rzecz zadośćuczynienia jest zawsze swego rodzaju sztuką. Bardzo mało pracujemy na rzecz ofiar. Co zrobić, aby działać w tym kierunku? Kluczowym założeniem dla mnie jest pomagać ofiarom przestać być ofiarami. Bo one doznały krzywdy, ale nie muszą być ofiarami przez całe życie, czy przez długi czas. Zrobić coś takiego, aby przestały się jako ofiary definiować i żeby inni nie definiowali ich jako ofiary. To jest trochę tak, jak z osobami niepełnosprawnymi. Mamy ich traktować nie naiwnie, ale w taki sposób, żeby kalectwo w żaden ważny sposób nie dotykało istotnej sfery relacji, czyli ich relacji społecznych z ludźmi. Innymi słowy, zapewnić godne traktowanie, czyli równe szanse na rynku pracy, dostęp do służb społecznych, do aktywności politycznej, np. kandydowania na urzędy. Tego słusznie domagamy się w stosunku do osób niepełnosprawnych. Istnieje tu jakaś analogia z ofiarami zła. To, co można zrobić, to w swoim postępowaniu wobec takiej osoby nie brać jej bycia ofiarą za przesłankę swoich działań. Wierzyć, i dowodzić tego czynem, że osoba skrzywdzona ma pełny zasób atrybutów potencjalności, które normalnie każdy z nas posiada. Zakładać to i inwestować w to. Przestępcy przebywając w więzieniu nie mają styczności z ofiarą. Jak mogą zadośćuczynić? Czasami bardzo dobrze, że nie maja styczności, aby nie zachodził dalszy proces jątrzenia ran. I niekiedy najlepsze, co można zrobić, szczególnie przy wielkich krzywdach, jest odseparowanie się, uwolnienie ofiary od swojego widoku. Kluczowym założeniem jest pomagać ofiarom przestać być ofiarami Zdarza się też, że jest dokładnie odwrotnie, inicjatywa krzywdziciela przynosi dobre skutki. Nie sądzę, by istniała tu ogólna reguła. Mógłbym tylko powtórzyć to, co powiedziałem o sędziach decydujących o wyrównaniu szkód: działanie na rzecz zadośćuczynienia jest sztuką. Ogólnie biorąc dalsze czyny przestępcy powinny być nastawione na dobro ofiary. Niestety, nie ma tutaj dużego repertuaru działań, jest to kwestia wyboru pomiędzy aktywnością a pasywnością, obecnością a ukryciem się, zabieganiem o wybaczenie lub uwolnienie osoby skrzywdzonej od powracania myślami do sytuacji krzywdy. Krzywdziciel może tu zapewnić pewne warunki początkowe, lecz niestety główny ciężar parania się z doznanym złem tak czy owak spoczywa na ofierze. To ona sama musi dokonać przedefiniowania swojego statusu przestać być ofiarą. W jaki sposób? Z wiekiem nawarstwia się doświadczenie życiowe człowieka a wraz z nim rośnie bagaż krzywd, zarówno wyrządzonych, jak i poniesionych. Czasami nie są one dramatyczne, niemniej jednak zaczynają ciążyć. Są często nieodwracalne i bardzo rzadko dochodzi do ich całkowitego usunięcia z pola widzenia krzywdzonych i krzywdzących. Nie da się usunąć ich skutków czy wymyślić właściwy sposób zadośćuczynienia czy skutecznego przebaczenia. Krzywdy dokładają się jedne do drugich i tworzą ciężar, z którym nie bardzo wiadomo, co zrobić. Zaczyna to coraz bardziej określać człowieka. W eseju Krzywda i zadośćuczynienie napisał pan, że efektem krzywdy jest żądło, który tkwi trwale w skrzywdzonym. Co może zrobić ofiara, aby pozbyć się żądła? Jednym ze sposobów radzenia sobie z krzywdą jest zapomnienie, na zasadzie czas leczy rany. Podczas zapominania ofiary nie interesuje krzywdziciel, chce ona odseparować się od niego i dajemy jej do tego prawo. Zapomnienie jest jednak kruche, bo najdotkliwsze krzywdy mają zdolność przypominania o sobie, nawet po dziesiątkach lat. Innym sposobem jest zemsta. W wielu kulturach jest akceptowana, ponieważ przynosi ludziom poczucie ładu, prowadzi jednak często do niekończącego się odwetu zemsta rodzi zemstę. Jest jeszcze racjonalizacja. Ofiara stara się wyjaśnić, dlaczego doszło do krzywdy może przestępca był chory psychicznie, zdeprawowany, przyczyny jego postępowania mogły leżeć poza nim, mógł sam być pod wpływem jakiegoś przymusu... Jest wiele możliwości, które mogą racjonalnie wyjaśnić, dlaczego do tego doszło. Warto starać się zrozumieć, lecz nie należy sądzić, że wyjaśni to wszystkie problemy. Czasem racjonalizacja staje się swoistą wewnętrzną zemstą odebraniem krzywdzicielowi atrybutów ludzkiego sprawcy. Te trzy sposoby, które wymieniłem, przynoszą drobną skuteczność, ulgę w krzywdzie. Ale do końca nie usuną żądła. Najważniejsze jest przebaczenie, typowane jako najbardziej istotna i skuteczna odpowiedź na krzywdę. Co to znaczy wybaczyć? Lista warunków, które trzeba spełnić, aby przebaczyć, jest skomplikowana i długa. Przebaczenie powinno być trwałe i całkowite, nie rodzić skutków psychicznych, takich jak poczucie zgorzknienia, czarnego obrazu rzeczywistości. Człowiek, który przebaczy, powinien umieć usunąć z siebie myśl, że świat jest zły a ludzie wstrętni. To jest nie tylko wyzbycie się złych myśli, ale również pragnienia zemsty, wyzbycie się samookreślenie siebie jako skrzywdzonego. Sama pani widzi, ile warunków trzeba spełnić, żeby przestać siebie widzieć jako ofiarę, krzywdziciela jako wroga a świat jako zepsuty. Trzeba mieć wewnętrzną pewność, że ten akt przebaczenia jutro też będzie aktem przebaczenia. Czyli, jeżeli dziś to mówię, muszę wierzyć, że jutro i zawsze będę czuł tak samo. Przebaczenie jest jedną z najbardziej tajemniczych zdolności człowieka, jak miłość, poczucie piękna czy zdolność obiecywania. Kiedy uświadomimy sobie wszystkie trudności wydaje się, że przebaczenia nie powinno być, a przecież spotykamy ludzi, którzy przebaczają. zdjęcie Agata Pilarska-Jakubczak 11
12 z kraju: dyskusja Kara śmierci dlaczego przeciw Co pewien czas w wielkich aglomeracjach, ale i w małych wioskach dochodzi do tragedii, jaką jest łamanie prawa. Im przestępstwo okazuje się drastyczniejsze i okrutniejsze dla danej społecznej grupy, tym głośniejsza jest na nie reakcja i wola orzeczenia nawet nieprzewidywanej przez polskie prawodawstwo kary. Podnoszenie kwestii przywrócenia kary śmierci jest dla mnie czymś nie do zrozumienia, wywołuje zawsze niepokój i przerażenie, zwłaszcza gdy uświadamiam sobie fakt, że żyję w kraju, który tak mocną wagę przywiązuje do wartości chrześcijańskich. fot. Piotr Kochański Nasze media, publiczne i prywatne, wyemitowały i publikowały w ostatnim czasie szereg programów i artykułów związanych z tematyką kary śmierci. Przedstawiały one, rzecz jasna, różne na ten temat poglądy, refleksje i spostrzeżenia. Do toczonej w szerszym czy też węższym gronie dyskusji zdecydowałem się zaprosić mego Nauczyciela i mych Przyjaciół, teologów ewangelicko-luterańskich. Mam nadzieję, że zamieszczone poniżej teksty staną się przyczynkiem do tego, by głosom za przywróceniem kary śmierci w naszym kraju powiedzieć zdecydowane NIE. ks. Piotr Janik, naczelny kapelan więziennictwa kościoła ewangelicko-augsburskiego Kara śmierci z perspektywy biblijnej Gdy pod adresem teologii pada pytanie o biblijne uzasadnienie bądź zaprzeczenie kary śmierci, oczekuje się, że jednym z najważniejszych argumentów będą słowa Dekalogu: Nie zabijaj. Tymczasem tak z genezy Dekalogu, jak i znaczenia tego konkretnego wezwania, jakiegokolwiek argumentu za bądź przeciw sformułować nie sposób. ekalog nie jest bowiem ko- prawnym, ale zbio- Ddeksem rem Bożych Słów, mających pomóc Izraelowi żyć w odzyskanej wolności, zaś samo Nie zabijaj nie odnosi się do funkcjonowania instytucji społecznych i prawnych. Nie zabijaj jest ostrzeżeniem i wezwaniem, podobnym poprzedniemu, żeby mianowicie człowiek czcił swoich rodziców, z czego nikt nie odważyłby się czynić normy prawnej. Słowo racah, użyte w hebrajskim oryginale, nie odnosi się ani do zabijania podczas działań wojennych, ani do zabijania zwierząt, ani również do stosowania kary śmierci. To pojęcie oznacza uśmiercanie egoistyczne, osobiste, najczęściej zaplanowane i będące wyrazem zemsty, co oznacza, że w języku polskim jego odpowiednikiem jest czasownik mordować, a nie zabijać, tym bardziej, że kontekst znaczeniowy tego pierwszego podkreśla znamię grzeszności i moralnego zła. Najwłaściwszy przekład interesującego nas słowa Dekalogu powinien więc brzmieć: Nie morduj. Trzeba przyznać, że argumenty przeciw karze śmierci trudno jest wywieść z ksiąg Starego Testamentu. Z kolei argumentów za karą śmierci można znaleźć wiele, a przede wszystkim we fragmentach, będących świadectwem prawodawstwa funkcjonującego w starożytnym Izraelu. I tak śmierć miała być karą 12 przede wszystkim za zawinione zabójstwo. Koronnym argumentem jest tutaj fragment z Księgi Rodzaju: Kto przelewa krew człowieka, tego krew przez człowieka będzie przelana, bo na obraz Boży uczynił człowieka (Rdz 9,6). Jednak karę śmierci przewidziano także za bałwochwalstwo (Kpł 24,15n), zoofilię (Wj 22,18; Kpł 18,23: Pwt 27,21), homoseksualizm (Kpł 18,22; 20,13), kazirodztwo (Kpł 18,29; 20,11.14), cudzołóstwo (Kpł 20,10: Pwt 22,22), zabicie rodziców i złorzeczenie im (Wj 21,15.17; Kpł 20,9). Można przyjąć, że w kodeksie karnym Izraela śmierć była oczywistą sankcją za przestępstwa w różnych sferach ludzkiej aktywności, którą ogół traktował jako moralnie dopuszczalną. W późnym judaizmie, choć nakazy karne nie zostały uchylone, pojawiły się wezwania do przebaczenia winowajcom, a samą karę śmierci stosowano już z większą powściągliwością. Zdecydowanie inaczej ma się sprawa kary śmierci w perspektywie Nowego Testamentu. Od czasów Jezusa Chrystusa moralność starotestamentalna uległa bowiem transformacji, a chrześcijanie w ślad ze swoim Mistrzem zaczęli podkreślać ideały miłości bliźniego, przebaczenia i cierpliwego znoszenia zła. Co prawda Dekalog zachował swoją aktualność i ponadczasowość, jednak fot. archiwum autora Jezus z Galilei dokonał jego reinterpretacji, w tym wezwania: Nie zabijaj. Słyszeliście, iż powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd. A ja wam powiadam, że każdy, kto się gniewa na brata swego, pójdzie pod sąd, a kto by rzekł bratu swemu: Racha, stanie przed radą Najwyższą, a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny (Mt 5, 21n). Nauczyciel z Galilei poszerzył znaczenie wezwania, zwracając uwagę na wewnętrzne aspekty ludzkich decyzji i relacji, takie jak gniew czy nienawiść, które często bywają przyczyną morderstwa, z czego autor 1. Listu Jana wyciągnął następujący wniosek: Każdy, kto nienawidzi brata swego, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie ma w sobie życia wiecznego (1 J 3, 15). W ewangeliach nie ma fragmentów, w których Jezus Chrystus odniósłby się do problemu kary śmierci w sposób bezpośredni. Można natomiast wskazać na wypowiedzi, które pobocznie odnoszą się do interesującego nas problemu. I tak Jezus karci uczniów, pragnących sprowadzić ogień z nieba na Samarytan, za okazaną niegościnność (Łk 9,55), w Getsemane zaś upomina apostołów, aby nie stawiali oporu podczas aresztowania (Mt 26,52). Przypowieść o pszenicy i kąkolu bywa interpretowana jako życzenie Jezusa, aby ani zła, ani złych ludzi nie usuwać ze świata pochopnie (Mt 13, 30). Jednak najczęściej przytaczanym fragmentem jest opowiadanie o uratowaniu cudzołożnicy przed karą śmierci, przede wszystkim ze względu na zapisane tam słowa Jezusa: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamieniem (J 8,7). Przytoczone i podobne wypowiedzi nie stanowią jeszcze wyraźnego argumentu przeciw stosowaniu kary śmierci. Także w opowiadaniu o uratowaniu cudzołożnicy trudno doszukać się jednoznacznie negatywnego nastawienia Jezusa do kary śmierci jako takiej. Da się natomiast zauważyć wyraźną dezaprobatę tej kary jako nieproporcjonalnej do winy oskarżonej kobiety. ciąg dalszy na str. 15
13 Zanim zapytasz Zmiany są nieuchronne Burzę wywołała obietnica podwyżek po ok. 300 zł (brutto) od lipca 2012 r. dla każdego policjanta i żołnierza, którą premier Donald Tusk złożył podczas wygłaszania expose. Dlaczego pominięto funkcjonariuszy innych służb mundurowych, w tym Służby Więziennej? Sytuacja budżetu państwa jest trudna i podwyżek w tej sferze, co do zasady, w tym roku nie ma. Działania związane z oceną analizą sposobu finansowania więziennictwa muszą być prowadzone w sposób odpowiedzialny z uwagi na ważkość problemu i muszą się toczyć równolegle w kilku zakresach. Przygotowywany jest projekt ustawy nowelizujący system emerytalny służb mundurowych. W mojej ocenie wstępne informacje o wykonaniu budżetu w 2011 r. dają podstawę do stwierdzenia, że podwyżki wynagrodzeń to jeden z trudnych tematów. Konieczne jest także analizowanie na bieżąco wykonywania budżetu w 2012 r. fot. Piotr Kochański Podwyżki obiecane tylko policjantom i żołnierzom zostały odebrane jako próba skłócenia służb mundurowych. Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Globalna sytuacja, a dotyczy to także Europy, skłania wszystkie kraje do zaciskania pasa. Wszyscy musimy o tym pamiętać, tym bardziej, że nie możemy dziś myśleć tylko o sobie, ale też o przyszłych pokoleniach Polaków. Z wiceministrem sprawiedliwości Stanisławem Chmielewskim o proteście służb mundurowych, podwyżkach i zmianach emerytalnych rozmawia Agata Pilarska-Jakubczak Mamy gorący czas, Federacja Związków Zawodowych Służb Mundurowych powołała 19 grudnia komitet strajkowy Nie strajkowy lecz protestacyjny. Istotnym elementem w funkcjonowaniu służb mundurowych, w tym Służby Więziennej, jest brak prawa do strajku. Dobre warunki służby oraz dostosowanie funkcjonowania zakładów karnych i aresztów śledczych do wymagań Rady Europy to strategiczny cel ministra sprawiedliwości To już kolejny program reformujący więziennictwo, które w zasadzie modernizowane jest od wielu lat. Jakich zmian możemy się spodziewać tym razem? Dobre warunki służby funkcjonariuszy i pracy cywilnych pracowników oraz dostosowanie funkcjonowania zakładów karnych i aresztów śledczych do zaakceptowanych przez Polskę wymagań Rady Europy to strategiczny cel ministra sprawiedliwości. Potrzeb jest dużo więcej niż pieniędzy w budżecie. Służba Więzienna w Polsce jest w innym miejscu niż tego rodzaju służby w krajach Europy Zachodniej czy Północnej. Mamy w większości historyczne więzienia, które wymagają dziś nakładów finansowych, jeśli chcemy utrzymać i modernizować istniejącą strukturę, ulepszając warunki osadzania skazanych oraz w konsekwencji warunki służby i pracy. W jakiej fazie prac znajduje się aktualny projekt modernizacyjny? Projekt powstawał staraniem Służby Więziennej w 2011 r. i został przedstawiony do wiadomości pana premiera. Jednak jego ewentualne przyjęcie i realizację musimy oceniać w kontekście sytuacji ekonomicznej w Polsce. 13
14 Trwają prace nad zmianą systemu emerytalnego służb mundurowych, to jeden z priorytetów rządu. Kogo obejmą nowe zasady emerytalne? Przed wyborami w ubiegłym roku ustaliliśmy, że zreformowany system emerytalny służb mundurowych obejmie funkcjonariuszy przyjętych do służby po 1 stycznia 2013 r. Prace nad projektem ustawy trwają i zgodnie z harmonogramem, w styczniu 2012 r. projekt powinien przybrać konkretny kształt. Kwestia emerytur to dobry przykład, który daje możliwość solidarnego przyjrzenia się całemu systemowi oraz ustaleniu sprawiedliwych zasad na przyszłość. Pracując nad zmianami należy jednak pamiętać o zasadzie solidarności społecznej, na której oparty jest powszechny system emerytalny. Konieczna jest więc likwidacja przywilejów, bo każdy Polak ma takie samo prawo do uzyskania godziwej emerytury. Reforma systemu emerytalnego ma przeciwdziałać zagrożeniom, jakie system stwarza w obecnym kształcie oraz zapewnić wypłacalność budżetu państwa w związku z tym, że wydłużył się okres życia Polaków. Między innymi dlatego musi nastąpić podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat dla kobiet i mężczyzn w systemie powszechnym oraz konieczne jest wprowadzenie nowych zasady emerytalnych dla funkcjonariuszy służb mundurowych i żołnierzy zawodowych. Związkowcy akceptują tylko jedną propozycję rządu: przechodzenie na emeryturę po 25 latach służby, czyli zgadzają się na pracę o 10 lat dłużej. Dziś okres 15 lat pracy, po którym funkcjonariusz może przejść na emeryturę, jest negatywnie oceniany przez większość Polaków oraz polityków i związkowców. Dla dobra służby i Polski warto pracować dłużej, przy założeniu, że żaden funkcjonariusz nie podejmuje służby tylko dla uzyskania emerytury po 15 latach. Przez pierwsze lata funkcjonariusz uczy się i zdobywa doświadczenie, które później powinien przekazywać młodszym kolegom. Po to są te propozycje rządu wydłużenie służby o kolejnych 10 lat, a w mojej ocenie nawet o 15 czy 20 lat. A co z wiekiem emerytalnym? W kwestii wieku emerytalnego nie doszło jeszcze do uzgodnienia ostatecznego stanowiska. Chcę zaznaczyć jeszcze raz, że rząd zamierza wydłużyć czas pracy Polaków do 67. roku życia, natomiast dla funkcjonariuszy służb mundurowych proponuje 55 lat. W mojej ocenie to jest rozwiązanie konieczne. Zgodnie z oczekiwaniami społecznymi, prawo do emerytury w Polsce musi wynikać z minimalnego czasu służby/pracy oraz określonego przepisami wieku. fot. Piotr Kochański Są też rozbieżności co do podstawy wyliczania przyszłej emerytury. Domagano się średniej z 12 miesięcy. Stanowisko rządu jest tutaj jasne. Podstawą ma być średnie uposażenie z trzech kolejnych lat wybranych przez funkcjonariusza. I nie słyszałem w tej sprawie sprzeciwu. Myślę, że doszliśmy w tej kwestii do porozumienia. Po 25 latach służby funkcjonariusz osiągnie emeryturę odpowiadającą ok. 60 proc. wynagrodzenia i będzie to kwota z możliwością wzrostu maksymalnie do 75 proc., o ile funkcjonariusz pozostanie w służbie co najmniej przez kolejne 5 lat. Dziś pełną emeryturę uzyskuje się po ok. 28 latach służby. Emerytura każdego funkcjonariusza, w porównaniu do emerytury Polaka z powszechnego systemu emerytalnego, będzie w dalszym ciągu bardzo korzystna. Przed wyborami w ubiegłym roku ustaliliśmy, że zreformowany system emerytalny służb mundurowych obejmie funkcjonariuszy przyjętych do służby po 1 stycznia 2013 r. Czyli zachowujemy przywileje? Nie rozpatrywałbym tego w kategoriach przywilejów, raczej pewnych plusów z racji pełnienia służby, która wymaga ciągłej gotowości. Dochodzi tutaj jeszcze jedna korzyść pewność wypłaty wynagrodzeń i emerytur, gdyż Służba Więzienna pozostaje nadal w systemie zaopatrzeniowym. Źródłem finansowania płac i emerytur jest i dalej będzie budżet państwa. Projekt ustawy emerytalnej będzie wypełnieniem deklaracji pana premiera i ministrów złożonej w 2011 r. Kiedy ustawa trafi na biurko prezydenta RP? W pierwszej połowie 2012 r. Zakładamy, że projekt ustawy trafi do Sejmu w lutym br. Czy studia z zarządzania spełniają wymagania? Na adres redakcji nadeszło pytanie: Czy ukończenie studiów wyższych II stopnia na kierunku zarządzanie i marketing można traktować jako spełnienie wymagania szkolenie specjalistyczne z zakresu zarządzania wymienionego w załączniku do rozporządzenia ministra sprawiedliwości z 11 lutego 2011 r. w sprawie stanowisk służbowych oraz stopni funkcjonariuszy SW? O odpowiedź poprosiliśmy specjalistów z Biura Kadr i Szkolenia oraz Biura Prawnego CZSW: W istocie cytowane rozporządzenie nie określa precyzyjnie, o jakiego rodzaju kurs, szkolenie bądź inną formę kształcenia z zakresu zarządzania chodzi. Jednak zarówno praktyka zawodowa, jak i specyfika służby powoduje, że takie kryteria wyraźnie zostały określone i są one zawarte w programie specjalistycznych szkoleń z zakresu zarządzania realizowanych przez Służbę Więzienną. Dlatego podstawą zaliczenia omawianego wymagania jest weryfikacja programu studiów, kursu bądź szkolenia zrealizowanego poza służbą z programem szkolenia specjalistycznego z zakresu zarządzania realizowanego przez Służbę Więzienną. Weryfikacja taka powinna być przeprowadzona przez Biuro Kadr i Szkolenia CZSW. kk 14
15 z kraju: dyskusja ciąg dalszy ze str. 12 Uczciwość każe przypomnieć jeszcze wypowiedzi Jezusa z Galilei, w których co prawda nie aprobuje kary śmierci, ale mimo wszystko nie odmawia w nich prawa do ostatecznego usunięcia złych ludzi ze społeczeństwa. Co więcej, można odnaleźć wypowiedzi świadczące o pozytywnym odniesieniu się Jezusa do najsurowszej kary. W rozmowie z faryzeuszami Nauczyciel z Galilei zacytował surowe: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech poniesie śmierć (Mt 15,4). Gdy Piłat zwrócił uwagę, że ma prawo do ukrzyżowania Jezusa, Ten mu odpowiedział: Nie miałbyś żadnej władzy nade mną, gdyby ci to nie było dane z góry; (J 19,11), przez co pośrednio potwierdził pochodzenie władzy z Bożego ustanowienia i być może także jej prawo do wymierzania kary śmierci. Wisząc na krzyżu, Jezus pochwalił też jednego z umierających wraz z Nim, który przyznał, że cierpi sprawiedliwą karę za swoje czyny. Od Chrystusa otrzymał wówczas zapewnienie o zbawieniu (Łk 23, 39-43). Wydaje się, że apostołowie nie mieli nic przeciwko karze śmierci. Ciekawym świadectwem jest opowiadanie o grzechu Ananiasza i Szafiry (Dz 5, 1-11). Bez wątpienia ap. Piotr potwierdził uprawnienia władzy państwowej do karania przestępców, jednak w jego wypowiedzi nie ma mowy o karze śmierci: Bądźcie poddani wszelkiemu ludzkiemu porządkowi ze względu na Pana, czy to królowi jako najwyższemu władcy, czy to namiestnikom, jako przezeń wysyłanym dla karania złoczyńców, a udzielania pochwały tym, którzy dobrze czynią (1 P 2,13n). Z kolei ap. Paweł chrześcijanom z Koryntu polecił, aby grzesznika wydali: szatanowi na zatracenia ciała, aby duch był zbawiony w dzień Pański (1 Kor 5,5). Jednak inny tekst, mianowicie o Himeneuszu i Aleksandrze, w którym została użyta podobna metafora, świadczy o tym, że pod wydaniem grzesznika szatanowi Apostoł Narodów nie rozumiał kary śmierci: których oddałem szatanowi, aby zostali pouczeni, że nie wolno bluźnić (1 Tm 1,20). Niektórzy bibliści i etycy, zajmujący się etyką teologiczną, są przekonani, że koronnym argumentem za karą śmierci jest fragment z Listu do Rzymian: Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim; bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione. Przeto kto się przeciwstawia władzy, przeciwstawia się Bożemu postanowieniu; a ci, którzy się przeciwstawiają, sami na siebie potępienie ściągają. Rządzący bowiem nie są postrachem dla tych, którzy pełnia dobre uczynki, lecz dla tych, którzy pełnią złe. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę; jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu. Ale jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżno miecz nosi, wszak jest sługą Boga, który odpłaca w gniewie temu, co czyni źle (Rz 13,1-4). Również z tego fragmentu, w którym ap. Paweł przyznaje władzy prawo do noszenia miecza, nie wynika, że powinna go używać do wykonywania kary śmierci. Ostatecznie trzeba uznać, że nowotestamentowe teksty ani nie pozwalają na sformułowanie jednoznacznego argumentu za karą śmierci, ani przeciw. Jednak brak dowodu z biblijnych pism, który w jakimkolwiek z nich byłby zapisany expresis verbis, nie przesądza o ostatecznej ocenie świadectwa Nowego Testamentu. Ze względu na starochrześcijańską tradycję, rozwijaną potem przez kolejne pokolenia teologów, zwłaszcza czasu Reformacji, utrzymującą, że ostateczną i koronną metodą hermeneutyczną, umożliwiającą zinterpretowanie problemów teologicznych i etycznych, którymi nie zajmowali się biblijni autorzy, jest postać Jezusa Chrystusa, szczególnie postać Ukrzyżowanego, biorąc też pod uwagę przytoczone wyżej wypowiedzi Jezusa i apostołów, ostatecznie można sprzeciwić się karze śmierci, jako sprzecznej z duchem Nowego Testamentu. To, że Jezus Chrystus umarł na krzyżu jako jedyny sprawiedliwy pomiędzy niesprawiedliwymi, oznacza bowiem, że kara śmierci, którą powinien ponieść każdy człowiek, została wykonana w sposób absolutny i ostateczny. Kara śmierci za ludzki grzech nie została odroczona i zawieszona, ale w swoim Synu przyjął ją na siebie Bóg, kochający każdego człowieka i pragnący zbawienia wszystkich ludzi. Ponieważ w swej istocie każda kara powinna m.in. utrzymywać społeczną, duchową i religijną równowagę we wszechświecie, śmierć Jezusa z Galilei jest karą, dosięgającą w Nim każdego człowieka. Tym samym, jak przez śmierć Chrystusa człowiek zostaje uwolniony spod panowania prawa i staje się wolnym dzieckiem Boga, tak też ustaje kult ofiarniczy, a przez wykonanie kary śmierci na Jezusie Chrystusie zostaje ostatecznie zniesiona forma kary, którą dla zbawienia ludzkości poniósł Bóg w swoim Synu. Niektóre słowa i czyny Jezusa z Galilei przekonują, że przed swoją śmiercią mógł zinterpretować czekającą Go karę śmierci, podobnie jak zinterpretował ofiarę oraz prawo. Ks. prof. Marek Jerzy Uglorz Trudny egzamin z chrześcijańskiej miłości Zaakceptowanie kary śmierci z perspektywy duszpasterstwa oznaczałoby wyznaczenie granic służbie, którą powinna cechować otwartość. Duszpasterstwo ma rację bytu tak długo, jak długo Bóg kocha ludzkość. fot. archiwum autora iezwykle dosad- ujął to Nnie ewangelicki teolog XX w. Karol Barth, w kontekście nauki o usprawiedliwieniu: Człowiek może upaść, jeśli sprzeciwia się Bogu, a mianowicie upaść na podłoże bez dna. Ale w tym upadku na podłoże bez dna nie może wypaść z objęć Bożego panowania, a zatem także prawa, by Bóg nad nim i dla niego panował. Człowiek nawet w najbrudniejszych myślach, słowach i czynach, w najokropniejszym zapieraniu się Boga i przeinaczaniu swojej natury, także w utracie swego prawa człowieczeństwa i swej człowieczej godności, przebywając na najniższym pokładzie piekła niezależnie od tego, co by to miało dla niego oznaczać pozostaje przez Boga wybrany i stworzony, i jako taki znajduje się w Bożej dłoni, nie ograniczając Bożego prawa do niego, ale jest w zupełności podporządkowany Bożej sprawiedliwości. Wyznaczanie kary śmierci jest zatem wkraczaniem w Boże kompetencje. Czy mamy do tego prawo? Nadto ludzki sąd bywa fałszywy lub krzywy. Pojawiają się dramatyczne pomyłki, które ujawniane są po latach. Duszpasterskie towarzyszenie stanowi natomiast szansę dla każdego człowieka, wychodzi bowiem z założenia, że kondycja człowieka nacechowana jest potknięciami, popełnianymi błędami, uchybieniami, porywczością, gwałtownością, skłonnością do złego i wymaga Chrystusowej korekty. Chrystusowa korekta osadza się na orędziu przebaczenia, jakie głosił Jezus oraz na Jego wstawienniczej śmierci, która jest podstawą szukania, jak i uzyskania przebaczenia. W swych błogosławieństwach z kazania na górze Jezus zachęca do miłowania nieprzyjaciół i oczekuje kreatywnego, a zarazem innowacyjnego rozsadzenia skamieniałej logiki zadośćuczynienia. Zachęta do miłości wroga znajduje swe uzasadnienie w stosunku Boga do człowieka. Bóg nie postępuje według prawa odwetu, dlatego też ci, którzy mają nadzieję być nazwani jego synami, winni wkraczać w Jego ślady. Nakaz miłości, aż po miłość wroga, jest sumą Jezusowego posłannictwa o przebaczeniu, a zarazem centrum kazania na górze. Człowiek w konfrontacji z Bogiem zawsze jest grzesznikiem, winowajcą, zdanym na Boże przebaczenie, jakie uwalnia go i uzdatnia do przebaczania innym. Duszpasterstwo, które powyższe traktuje na poważnie, będzie charakteryzowało się gotowością wyciągnięcia dłoni w stronę raniącego sprawcy i to niezależnie od jego gotowości przyznania się do popełnionych czynów i przeżywania 15
16 z kraju: dyskusja za nie żalu. Motywacją do takiej postawy będzie wiara w transformacyjną siłę przebaczenia, które jest niezwykle istotną kategorią duszpasterskiego oddziaływania. Bez kreatywnego aktu przebaczenia nie ma mowy o kresie spirali gwałtu i zakłóceń w międzyludzkich relacjach, co stanowi szansę na pojednanie, a zatem umożliwia przeżywanie zmartwychwstania. Powyższe nie ma nic wspólnego z pobłażaniem sprawcy, ze zbagatelizowaniem dokonanych czynów, z przedawnieniem czy niepoważnym traktowaniem, a nawet ignorowaniem ofiary i w konsekwencji, choć wydawać się to może paradoksalne, z ignorowaniem samego sprawcy. W duszpasterstwie niezwykle istotne jest konsekwentne i adekwatne nazwanie uczynionej krzywdy, gdyż tylko tak rodzi się skrucha i żal, a zarazem szansa na zaistnienie przebaczenia i odnowę relacji. Wierzyć w Boże przebaczenie można jednak jedynie wtedy, gdy się doświadcza go na płaszczyźnie międzyludzkich kontaktów. Z tego wynika, że chrześcijańskie społeczeństwa, Kościoły, niosą na swych barkach ogromną odpowiedzialność. Jeśli chrześcijanie nie tworzą społeczności, w której rzeczą samo przez się zrozumiałą jest przebaczanie sobie nawzajem, wówczas posłannictwo o Bożym darze pozostaje abstrakcyjne i dalekie od życia. Pozostawia niewiele śladów, gdyż jest zbyt mało zauważalne. Tylko społeczeństwa, Kościoły, w których dochodzi do przebaczenia, mogą przekonująco proklamować treści z nim związane. Naśladowanie Chrystusa zakłada wzajemne przebaczanie jak i my odpuszczamy naszym winowajcom, będące nieustającym zadaniem chrześcijańskich społeczeństw, jak i Kościołów wszech czasów. Nie tyle chodzi o opowiadanie o Bogu, co pełne miłości zbliżenie się do drugiego człowieka, do jego nieubarwionej rzeczywistości życia, prawdy o jego egzystencji, by fasady i maski zostały usunięte, a otwarta została przestrzeń przyjęcia prawdy o winie, nędzy i lęku. Tym samym duszpasterz powinien proponować uwolnienie z matni, wydobycie z mrocznego zaułka winy. Oczywiście kara śmierci znacznie ułatwiałaby umykanie przed konfrontacją z niezwykle trudnymi zadaniami towarzyszenia oprawcom, stanowiłaby swego rodzaju pójście na łatwiznę. Nie ulega wątpliwości, że duszpasterskie towarzyszenie zbrodniarzowi należy do jednych z najtrudniejszych wyzwań duszpasterskich. Jest pełnym wymogów, niezwykle ważnym egzaminem z chrześcijańskiej miłości. Czy go zdamy? Ks. dr Adrian Korczago Refleksja etyczno-teologiczna Nie istnieje społeczeństwo, w którym nie zdarzają się przestępstwa i dlatego nie zachodzi w nim potrzeba karania kogokolwiek. Badania wykazują, że nawet w najbardziej pierwotnych społeczeństwach istniała już świadomość zależności między winą a karą. raz z rozwojem społecznym Wświadomość ta umacniała się i pogłębiała, dlatego nieustannie podnoszony jest problem winy i kary. Prawo karne zakazuje niektórych czynów, jak kradzieży, gwałtów i zabójstw. W zorganizowanym społeczeństwie w kodeksie karnym przewidziane są odpowiednie kary za popełnione niegodziwe czyny. Prawodawca zakłada więc związek między czynem a karą. Założenie to ma związek z przyjętą i ogólnie zaakceptowaną teorią wartości. Każde ludzkie działanie podlega etycznej ocenie, niezależnie od tego, jaką przyjmuje się skalę moralnego wartościowania. Nawoływanie do przywrócenia kary śmierci za najbardziej okrutne zbrodnie, jest nie tylko problemem prawnym, ale przede wszystkim etycznym. Gdyby to był jedynie problem prawny, wówczas można by było go rozstrzygnąć np. przez zarządzenie przeprowadzenia odpowiedniego plebiscytu. Jeśli mamy do czynienia z dylematem natury etycznej, wówczas ta droga nie jest odpowiednia i nie jest wskazana. Kwestie dotyczące ludzkiego sumienia nie można rozwiązywać przez rozporządzenia i głosowanie. Zanim dojdzie do zainicjowania jakiejkolwiek ścieżki legislacyjnej, prawnego usankcjonowania kary śmierci, w nowoczesnym, współczesnym społeczeństwie powinno się rozważyć wszystkie aspekty jej stosowania, konsekwencje, przede wszystkim uprawnienie i zasadność, w tym także w aspekcie teologicznym, etycznym, duszpasterskim i wychowawczym. W europejskiej myśli filozoficznej z biegiem czasu dostrzec można coraz ostrzejsze rozróżnienie między sprawiedliwością w sensie prawnym, a etyką. Sprawiedliwość stawała się w niej coraz bardziej autonomiczna, co nie ozna- fot. archiwum autora cza, że pytania etyczne nie muszą być wzięte pod uwagę. 1. Za głosem domagającym się przywrócenia kary śmierci zdaje się znajdować retrybutywny aspekt sprawiedliwości (sprawiedliwość wyrównująca). Jeśli jednak kryje się za nim osiągnięcie jakiegoś doraźnego, politycznego celu, wówczas sam fakt podniesienia kwestii kary śmierci za zbrodnie jest niemoralny. Retrybucja w teorii sprawiedliwości oznacza, że powinna być stosowana odpłata zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym proporcjonalna, co nie oznacza, że w wypadku konieczności zastosowania kary, musi ona być w pełni brana pod uwagę. Stare prawo odwetu (ius talionis) z powodów teologicznych nie obowiązuje, a z etycznych jest wysoce kontrowersyjne. W teorii sprawiedliwości retrybutywnej (wyrównującej), w sensie negatywnym nie bierze się pod uwagę, czy np. człowiek zły pozbawił mienia człowieka dobrego, czy też dobry złego. Retrybutywna sprawiedliwość nie bierze pod uwagę nierówności osób, lecz wielkość poniesionych strat. Wszystkie osoby traktuje się jako równe i wymierza sprawiedliwość nie patrząc na osoby, lecz na popełniony czyn i doznane krzywdy lub szkody. Oznacza to, że zapłatą za zbrodnię powinna być kara śmierci, ale nie musi, może nią być np. kara dożywotniego więzienia. 2. Dla ewangelickiej etyki teologicznej problem kary, a więc odpłaty za popełniony czyn, jest zagadnieniem z zakresu etyki i wiary, prawa i ewangelii. Jeśli Bóg w Jezusie Chrystusie przebaczył nam wszystkie winy, a więc mówiąc słowami Autora Listu do Kolosan do krzyża został przybity obciążający nas list dłużny (Kol 2, 14), to zasadne jest pytanie: Czy pomiędzy poszkodowanym, czy też poszkodowanymi nie powinno dojść do aktu pojednania? Tak powinno być w społeczeństwie, w którym wszyscy są przejęci ideą Królestwa Bożego. Ale chociaż przyjście Chrystusa było inauguracją Królestwa Bożego między ludźmi, to jednak nie jest ono jeszcze w pełni obecne. Jego eschatologiczne dopełnienie jest przed nami. Zresztą w społeczności, w której wszyscy są głęboko przejęci ideami Królestwa Bożego, nie może dojść do świadomego zabójstwa. Problem winy i kary ciągle jest aktualny. Ewangelicka etyka zdecydowanie odrzuca stosowanie klasycznego prawa odwetu, jednakże postuluje konieczność ochrony społeczeństwa przed złem, groźnymi przestępcami, chociaż wiemy, że kara nie zawsze odstrasza przestępcę. 3. Kara śmierci to kara pozbawienia życia winowajcy. W rozumieniu teologiczno-etycznym, a także biologicznym, życie jest najwyższą wartością, która jest dana tylko raz. Nigdy też nie wiemy, jaką wartość dla konkretnej osoby ma jego życie. Największym więc skarbem, jaki posiada człowiek jest jego życie. Wszystko, co posiada człowiek, odda za swoje życie (Hi 2, 4). Dla człowieka wartość posiada nie tylko życie biologiczne. Człowiek to więcej niż ciało, czyli mieszanina związków chemicznych. O godności i wartości ludzkiego życia decyduje jego stworzoność i jego sytuacja przed Bogiem po przyjściu Chrystusa. Bóg stworzył człowieka na swój wzór i podobieństwo. Człowiek jest obrazem Boga. W Chrystusie, w Jego śmierci, Bóg okazał człowiekowi swoją miłość. Życie człowieka jest w oczach Bożych nieograniczenie więcej warte aniżeli życie jakiejkolwiek istoty pozaludzkiej (por. Mt 10, 29-31). Osoba zaś jest istotą pod względem duchowym i cielesnym (genetycznym) niepowtarzalną. Jeśli człowiekowi odbiera się życie na mocy wyroku sądowego, chociaż ten człowiek skazany na śmierć odebrał życie innemu człowiekowi, to odbiera się mu to, co ma największą wartość. Jeśli zabójstwo jest kategorycznie zakazane, to zakaz ten obowiązuje również prawodawcę. Ponadto odbiera się mu prawo do skruchy, przynajmniej częściowej naprawy krzywdy, przede wszystkim możliwości poprawy swojego życia. Ewangelicka etyka teologiczna mówi wyraźnie: karze śmierci Nie. Według niej nie może być stosowana kara śmierci pod żadnym pozorem i w żadnym wypadku. Ks. prof. dr hab. Manfred Uglorz 16
17 z kraju W obliczu samobójstwa fot. Piotr Kochański Jak sobie radzę odkąd na mojej służbie powiesił się osadzony? Oddziałowy idzie ze mną korytarzem. Najpierw dziwi się, skąd to wiem, potem milknie i przyspiesza kroku. Spuszcza wzrok. Ech, wie pani, jestem w służbie od 20 lat i w tym czasie miałem aż trzy takie zdarzenia. Otwiera kratę, a ręka drży mu coraz mocniej. Nie, nie mogę o tym mówić, nie chcę, nie będę powtarza. Nerwowo przekręca klucz w zamku i znika za pierwszym zakrętem. W pewnym sensie już mi odpowiedział. Właśnie zobaczyłam, jak sobie z dawno przeżytą traumą nie radzi. W ub.r. w naszych więzieniach odebrało sobie życie 16 osadzonych (stan z 19 grudnia 2011 r.). To zdecydowanie mniej niż w poprzednich pięciu latach, gdy ta liczba wahała się od 31 do 41. Polska ma też jeden z najniższych w Europie wskaźników samobójstw wśród więźniów (powyżej 3 na 10 tys. osadzonych). W 2008 r. np. we Włoszech, Szwecji czy Francji wskaźnik ten wynosił odpowiednio: 8,5; 12,5; 16,1, u nas wówczas 4,7. Dane, w których zamyka się konkretna liczba ludzkich śmierci, mówią nam też o tym, że z każdą z nich musiał się zmierzyć funkcjonariusz lub pracownik Służby Więziennej. Co czuł, kiedy odcinał powieszonego na prześcieradle człowieka (w taki sposób więźniowie najczęściej dokonują aktów samobójczych), co odczuwał potem, kiedy nie powiodła się reanimacja? Na co mógł liczyć ze strony przełożonych i służby, której każdego dnia udowadnia, że ona może liczyć na niego? Pytań jest dużo więcej, ale oni nie bardzo chcą mówić. Już samo wspomnienie tamtych zdarzeń jest dla nich przeważnie związane z dotąd niezaleczoną traumą. Paweł, starszy oddziałowy Dwa tygodnie przed tamtym feralnym dniem miał w swoim oddziale próbę samobójczą. Zanim wyszło, że była to bardziej demonstracja, niż rzeczywista chęć odebrania sobie życia przez osadzonego, Paweł trafił do innego oddziału. Tam, w czteroosobowej celi numer 5 jeden z więźniów przejawiał zamiary samobójcze. W piątce była więc wzmożona kontrola. Mimo to osadzeni z tej właśnie celi zaalarmowali, że ich kolega się powiesił. Paweł natychmiast pobiegł na miejsce, zobaczył, jak współwięźniowie odcinają sznurówkę zaciągniętą na szyi kolegi. Razem z dowódcą zmiany zaczął długą reanimację. Przez kilka następnych tygodni właśnie te sceny wracają do Pawła pod postacią nocnych koszmarów. Nie udało się odratować człowieka. Paweł nawet go nie znał. Okazało się, że samobójcą z celi nr 5 nie był więzień podejrzewany o to, że może targnąć się na swoje życie, ale recydywista, nigdy wcześniej nie przejawiający takich skłonności. Nikt się takiego kroku po nim nie spodziewał. Po tym zdarzeniu przeżyłem szok mówi Paweł. Poszedłem do domu, bo nie byłem w stanie pracować. Bałem się, że może czegoś zaniedbałem, zastanawiałem czy na pewno wszystko zrobiłem dobrze. Później okazało się, że działał wzorowo, z zachowaniem wszelkich procedur. Już następnego dnia po tym zdarzeniu Paweł chciał wrócić do pracy, ale podczas wizyty u psychiatry usłyszał, że skoro w ciągu dwóch tygodni przytrafiły mu się dwie tak traumatyczne sytuacje, musi iść na zwolnienie. To był dobry pomysł mówi. W domu zająłem się majsterkowaniem, oderwałem od więzienia. Ale jak po trzech tygodniach wróciłem do pracy, najgorsza była dla mnie pierwsza nocna służba. Siedziałem na stołku jak na szpilkach, obawiałem się, czy coś podobnego znowu się nie stanie. Z czasem to minęło. Byłem u psychologa, potem u fajnego psychiatry. Rozmowa z nim bardzo mi pomogła. Jednak sadzę, że dużo by mi dało przegadanie tego wszystkiego z kolegami i gdyby przełożeni bardziej się mną zainteresowali, tak żebym czuł z ich strony wsparcie, nie zostawał z myślami o tym, co się stało, zupełnie sam. Mariusz, oddziałowy Dzisiaj jest już na emeryturze, ale nie chce rozmawiać o tamtym październikowym samobójstwie. Minęły dopiero trzy miesiące. Chcę to zostawić poza sobą i nie wracać do tego mówi stanowczo. Nie odkłada jednak słuchawki i odpowiada na kilka pytań. Tak, muszę przyznać, że po tym, jak podczas mojej służby powiesił się osadzony, dostałem wsparcie. Przełożeni wyznaczyli mi konkretne terminy wizyt u psychologa, a potem u psychiatry. Do dzisiaj jestem jego pacjentem, biorę leki. Jak wykazały wszelkie kontrole, w czasie tamtej służby Mariusz nie popełnił żadnych uchybień. Działał zgodnie z procedurami. Czasem po prostu nie ma takiej siły, żeby człowieka powstrzymać przed tym, co chce sobie zrobić, nawet jakby się bardzo o to starać i niczego nie zaniedbać mówi. I kiedy on to jednak mimo wszystko zrobi, funkcjonariusz boi się, bo zaraz myśli, że podczas wyjaśniania okoliczności takiego zdarzenia okaże się, iż mógł o czymś zapomnieć, czegoś zaniechać. Nawet jeśli niczego nie przeoczył i służbę pełnił wzorowo, to taka myśl się pojawia i człowieka ogarnia strach. Marek, oddziałowy W grudniu, dwa lata temu, do celi izolacyjnej w jego oddziale trafił skazany, który wcześniej nie przejawiał żadnych zachowań autodestrukcyjnych. Tamtego dnia od początku służby Marka nie upłynęła nawet godzina, kiedy ten więzień się powiesił. Zorientowaliśmy się, że coś z nim nie tak, przy apelu. Reanimowaliśmy go z kolegami do czasu przyjazdu pogotowia, ale bez skutku. wspomina. Przez kolejne dwa tygodnie, kiedy przychodziłem do pracy odczuwałem niepokój, byłem jakby bardziej wyczulony na wszystko, co się wokół działo. 17
18 z kraju Potem niepokój znikł. Marek nie potrzebował odpocząć od służby, nie poszedł na urlop ani na zwolnienie lekarskie. Podkreśla, że ma mocną psychikę i nie bierze wszystkiego do siebie. Zresztą kiedy podejmowałem decyzję o wstąpieniu do SW, liczyłem się z pewnym ryzykiem, i z tym, że ta praca nie jest ani łatwa, ani przyjemna. Dzisiaj, po latach służby uważam, że osadzony, który naprawdę zamierza popełnić samobójstw, pilnuje nas, funkcjonariuszy, i mimo wszelkich starań nie jesteśmy w stanie go upilnować. Nawet jeśli niczego podczas służby nie zaniedbamy. Marek zapewnia, że nie przemknęła mu przez głowę myśl, że podczas tamtej służby zrobił coś nieregulaminowo czy czegoś nie dopatrzył. Rzeczywiście, kiedy sprawa została dokładnie zbadana, nie było żadnych zastrzeżeń pod jego adresem. Bezpośrednio po tym samobójstwie przyjechał kierownik i zaproponował mi pomoc psychologa. Pytał, czy chcę zejść ze służby, mówił, że załatwi zastępstwo. Nie skorzystałem. Nad ranem wezwał mnie dyrektor, on też ze mną rozmawiał, chciał wiedzieć czy potrzebuję wsparcia. Czułem niekłamane zainteresowanie ze strony przełożonych i jestem przekonany, że nie robili tego z obowiązku czy z grzeczności, ale z troski. Nie pytali mnie od razu o szczegóły zdarzenia, tylko o to czy ze mną wszystko w porządku. To było z ich strony takie ludzkie. Ewa, wychowawczyni 11 lat temu, dokładnie w trzecim dniu po przyjęciu do służby, razem z oddziałowym wizytowali cele. W jednej z nich zobaczyłam osadzonego, który wyglądał zwyczajnie, stał do nas tyłem. Zaniepokoiła mnie tylko kałuża moczu na podłodze pod nim opowiada Ewa. Oddziałowy natychmiast zorientował się w sytuacji, wezwał pomoc. Ja byłam w szoku, nie wiedziałam tak naprawdę co się dzieje, albo raczej nie chciałam w to uwierzyć. Reanimacja trwała ponad pół godziny. Nic nie dała. Ewa nadal była w takim szoku, że nie do końca przyjmowała do wiadomości, że ten człowiek się powiesił. Nie znałam go mówi bo jako pracownik z zaledwie kilkudniowym stażem mało kogo zdążyłam poznać. Zaraz potem rozmawiałam z dyrektorem i z kolegami z pracy o tym, co się stało. A kierownik zapytał mnie, czy chciałabym pójść do domu, odpocząć. Odpowiedziałam, że nie. Dopiero później po wielu godzinach zaczęło do mnie docierać, co się właściwie wydarzyło. Pomocą służyli mi wtedy koledzy z pracy, dużo ze mną rozmawiali. Przegadaliśmy ten problem. Teraz, kiedy o tym opowiadam, mam przed oczami tego człowieka, ale nie stojącego, tylko reanimowanego. Dokładnie pamiętam całą akcję ratowania mu życia. Jeszcze jakiś czas Ewa miała opory przed wizytacjami w oddziale. Przez pierwsze dni wchodząc do celi bała się, że zobaczy w niej samobójcę. Ale przyznaje, że dość szybko okrzepła. Wtedy nikt z przełożonych nie zaproponował mi pomocy psychologa, ale nawet gdyby to zrobił, nie skorzystałabym, bo uważam, że większe znaczenie ma bliskość kolegów, w sensie ich wsparcia i życzliwości, aniżeli rozmowa z psychologiem. Elżbieta Szlęzak-Kawa Na prośbę rozmówców ich imiona zostały zmienione 18 Funkcjonariusz potrzebuje wsparcia Z dr Marią Gordon, psycholog w oddziale psychiatrii sądowej szpitala Aresztu Śledczego w Warszawie Mokotowie o tym, co może czuć funkcjonariuszach wobec samobójczej śmierci osadzonego rozmawia Elżbieta Szlęzak-Kawa W 2009 r. dokonała pani analizy samobójstw osadzonych w polskich więzieniach. Okazało się, że przyczyny tkwią przede wszystkim poza murami jednostek penitencjarnych, a samobójcy w sposób autodestrukcyjny reagują na brak możliwości wpływania na sytuacje i ważne dla nich sprawy, które dzieją się na wolności. Mają problem na zewnątrz, ostatecznie rozwiązują go wewnątrz więzienia. Co może czuć funkcjonariusz stykając się bezpośrednio z samobójstwem osadzonego? Na pewno jest to zdarzenie wywołujące silne negatywne emocje, zwłaszcza strach, przerażenie, poczucie bezsilności. To naturalna reakcja na śmierć człowieka, zwłaszcza nagłą, tragiczną. Potem zapewne pojawia się pytanie: Co ze mną będzie? i związany z tym niepokój. Personel więzienny odpowiada za bezpieczeństwo więźniów, a więc obawy: Czy czegoś nie zaniedbałem? są oczywiste. Czy to naturalne, czy tak powinno być, że funkcjonariusz odczuwa strach przed konsekwencjami związanymi z tym, że czegoś zaniedbał, nawet jeśli zrobił wszystko, co było w jego mocy, aby nie dopuścić do samobójstwa? Nie powinno tak być, bo nie można zakładać, że funkcjonariusz celowo czegoś zaniechał, bądź zaniedbał, czy też w jakikolwiek sposób przyczynił się do tego zdarzenia. Jeżeli jest tak, że funkcjonariusze boją się, że mogą zostać ukarani, czyli oczekują przykrych dla siebie konsekwencji, to znaczy, że jest w służbie sprzyjająca takiemu myśleniu atmosfera. Tylko nieliczne, spośród analizowanych przeze mnie ponad 80 postępowań wyjaśniających samobójstwa więźniów, zawierały informacje o zaniedbaniach funkcjonariuszy. Więc ten ich lęk o swój dalszy los jest nieuzasadniony. Wiemy od zawsze, że samobójstwa zdarzają się we wszystkich środowiskach, a więzienie jest miejscem szczególnym, które już z samej swej istoty sprzyja autodestrukcyjnym zachowaniom. Przykłady spektakularnego zwalniania, odwoływania osób ze stanowisk, gdy dochodziło do samobójstwa osadzonych w zakładach karnych, które obserwowaliśmy kilka lat temu, nie sprzyjają poczuciu bezpieczeństwa. Czy można założyć, że jeśli osadzony jest zdeterminowany do targnięcia się na własne życie, to i tak to zrobi? Trzeba się liczyć z taką sytuacją, ponieważ osoby, które podejmują decyzje o odebraniu sobie życia, często zachowują się tak, by nie wzbudzić żadnych podejrzeń, starają się uśpić czujność otoczenia. Dotyczy to także więźniów. Część z nich przed popełnieniem samobójstwa manifestuje poprawę funkcjonowania, dobre samopoczucie, aktywność w dbaniu o własne potrzeby, a więc czynności, które prawdopodobnie miały na celu odwrócenie od nich uwagi otoczenia. Sygnały te jednak dopiero po śmierci więźnia zostały przez personel ocenione jako zachowania związane z decyzją pozbawienia się życia. Są więc sytuacje trudne, a nawet niemożliwe do przewidzenia. Czasem osadzeni działają impulsywnie, jak przewidzieć impuls? Z dokonanej przeze mnie analizy wynika, że 71 proc. samobójców zadało sobie śmierć w pierwszym roku pobytu w izolacji, w tym 38 proc. w ciągu pierwszych trzech miesięcy, a aż 15,5 proc. zrobiło to w pierwszym dniu po aresztowaniu. Jest to wynik potwierdzający tezę o nasileniu trudności adaptacyjnych w początkowym okresie pobytu w warunkach izolacji więziennej. fot. Piotr Kochański
19 z kraju Samobójstwa dokonane tuż po aresztowaniu lub w pierwszej dobie po nim z pewnością nie były poprzedzone przemyśleniami nad sensem życia. Osoby te po prostu nagle znalazły się w sytuacji, w której nie były w stanie sobie poradzić. Tak się czasem dzieje w przypadku sprawców zabójstwa popełnionego z motywów emocjonalnych, w wyniku pozostawania w przewlekłej sytuacji konfliktowej z ofiarą, gdy po czynie pojawia się refleksja, że złamali ważne dla nich normy moralne i potępiają siebie samych. Oczywiście, trzeba zrobić wszystko co możliwe, żeby zapobiegać takim zdarzeniom, jednak niewiele wiemy o człowieku, który dopiero przekroczył bramę więzienia. Istotne jest to, że spadła liczba samobójstw wśród tymczasowo aresztowanych, choć stale ta grupa osadzonych najczęściej podejmuje próby samobójcze. Z pewnością jest to rezultat prowadzonych działań profilaktycznych, szczególnego zajmowania się więźniami tuż po ich aresztowaniu. Problemem wielkiej wagi jest życie każdego człowieka i nikt nie może uznać, że jest inaczej, ale trzeba przyjąć, że mogą zdarzyć się sytuacje, na które nie mamy wpływu. Trzeba zatem zadbać o to, żeby nie było atmosfery lęku wśród funkcjonariuszy. Co można zrobić dla funkcjonariusza, żeby go wspomóc? Powinien jak najszybciej, jeszcze wtedy, gdy jest pod wpływem silnych, negatywnych emocji otrzymać informację, że zdarzenie będzie rzetelnie wyjaśnione i nikt z góry nie zakłada zaniedbania obowiązków. Powinien także otrzymać wsparcie i pomoc psychologiczną, co zresztą już się dzieje, by nie obrał drogi ucieczki od problemu, np. poprzez zwolnienie lekarskie, aby umiał racjonalnie spojrzeć na to, co się wydarzyło i mógł nabrać odpowiedniego dystansu. Sytuacje stresowe są oczywiście wpisane w pracę każdego funkcjonariusza, więc jest to problem uczenia umiejętności konstruktywnego radzenia sobie ze stresem. Niekoniecznie należy to robić dopiero po traumatycznym zdarzeniu, ale wcześniej, w ramach profilaktyki. Przełożeni, kierownicy działów powinni obserwować swoich podwładnych, zwracać uwagę na ich zachowanie, pomóc, jeśli zauważą coś niepokojącego. Bo zawsze jest grupa ludzi, którzy nie poproszą o pomoc, mają z tym kłopot. Może to wynikać z obawy przed okazywaniem własnej słabości. Funkcjonariuszom często trudno wrócić do równowagi psychicznej po samobójstwie osadzonego, bo to nie są błahe zdarzenia. Jeśli nawet po latach poruszenie tego tematu przywołuje żywe emocje, to znaczy, że to był dla funkcjonariusza bardzo silny psychiczny uraz. Jak pomóc? Tak jak powiedziałam, życzliwym wsparciem i rzetelną oceną sytuacji, gdy dojdzie do nieszczęśliwego zdarzenia. Potrzebna jest pomoc psychologiczna, czasem zapewne też psychiatryczna. To ważne, bo nierozwiązany problem może rzutować na dalszą pracę funkcjonariusza, a także na inne sfery jego życia. Taka pomoc pozwoli na racjonalną ocenę sytuacji i własnego zachowania. Funkcjonariusz powinien mieć pewność, że nie pozostanie sam z problemem, że może liczyć na życzliwość przełożonych. To pomoże zachować poczucie bezpieczeństwa. Na szali życia O tym, co może być przyczyną znacznego zmniejszenia się w ostatnich dwóch latach liczby samobójstw osadzonych w polskich więzieniach mówi Tomasz Głowik, st. specjalista w Biurze Penitencjarnym CZSW fot. Piotr Kochański Elżbieta Szlęzak-Kawa: Z analizy samobójstw wśród osadzonych w latach , przygotowanej przez pana wspólnie z Andrzejem Matybą z Biura Ochrony CZSW wynika, że nie stwierdzono, aby któryś skazany targnął się na swoje życie w wyniku złego traktowania przez personel więzienny. A jak często pełniąc służbę funkcjonariusze czegoś zaniedbali i w związku z tym osadzony zdołał odebrać sobie życie? Tomasz Głowik: Najczęstsze znane nam powody samobójstw to załamanie psychiczne oraz sytuacja rodzinna osadzonych. W wielu przypadkach nie wiemy jakie są ostateczne powody, chociaż na pewno nie są one związane ze złym traktowaniem osadzonych przez funkcjonariuszy bądź pracowników SW. W zdecydowanej większości przypadków wszyscy funkcjonariusze należycie wywiązywali się ze swoich obowiązków i nie można im zarzucić żadnych zaniedbań w tej kwestii. Zdarzają się oczywiście sytuacje, że w wyniku postępowania wyjaśniającego stwierdzono drobne nieprawidłowości, ale nie można powiedzieć, aby miały one wpływ na popełnienie samobójstwa przez osadzonego. Według mojej wiedzy, w ostatnich latach zarzuty prokuratorskie za rażące niedopełnienie obowiązków, usłyszał jeden lub dwóch funkcjonariuszy. A z czego wynika tak znaczny w ostatnich dwóch latach spadek liczby samobójstw w naszych więzieniach? Wszyscy się bardziej uwrażliwiliśmy na samobójstwa, jesteśmy ostrożniejsi, zwłaszcza po nagłaśnianych w mediach zdarzeniach, które miały miejsce kilka lat temu. Ukazała się nowa instrukcja, porządkująca różne sprawy związane z zapobieganiem samobójstwom. Okazała się bardzo pomocna w przeciwdziałaniu takim zdarzeniom. Podobnie jak to, że w zakładach penitencjarnych prowadzi się więcej różnego rodzaju szkoleń i programów związanych z autoagresją. Czy według pana osadzony, który naprawdę chce się zabić, zrobi to bez względu na wszystko? Jeżeli jest bardzo mocno zdeterminowany i podjął już decyzję, to zakład karny mu w tym nie przeszkodzi. Natomiast jeśli osadzony trwa w ambiwalencji, jest w trakcie podejmowania decyzji, bo zawsze waży w swojej głowie czy warto to zrobić, czy nie warto, to częsty kontakt z funkcjonariuszem może mu pomóc przechylić szalę na stronę życia. Ta nieświadoma pomoc wynika z zasad profilaktyki pierwszorzędowej i ma związek z pełnym szacunku traktowaniem każdego człowieka. To mogą być czasami bardzo drobne rzeczy, o których my, funkcjonariusze nie wiemy. Trochę więcej czasu poświęconego na rozmowę, gdy widzimy, że osadzony chce porozmawiać, nie musi wynikać z naszej wiedzy o jego myślach suicydalnych, których nikomu nie ujawnia, ale może mieć decydujące znaczenie. Ale czasem na samobójstwo osadzony decyduje się bardzo szybko. Wystarczy 10 minut. Tak, są badania pokazujące, że niektórym osobom podjęcie decyzji o samobójstwie zajmuje kilkanaście minut. W takim przypadku zapobieżenie temu będzie bardzo trudne albo czasami wręcz niemożliwe. Nie znam kraju w Europie, który nie miałby przypadków samobójstw w jednostkach penitencjarnych. Co sprawia, że nasze więziennictwo pod względem liczby samobójstw osadzonych ma jeden z najniższych współczynników w Europie? To, że mamy dobrych funkcjonariuszy i pracowników SW. Ludzi, którzy pracują ze skazanymi w bezpośrednim kontakcie i to, co robią traktują serio. Mamy też bardzo dużą ofertę programową adresowaną do osadzonych. Co zrobić, żeby funkcjonariusze, na których służbie osadzony się powiesił, nie myśleli ze strachem, że czegoś zaniedbali, że zaraz będą wyciągane wobec nich konsekwencje dyscyplinarne? Jak ten ich lęk złagodzić? Nie wiem. To jest z wielu powodów bardzo traumatyczne zdarzenie, które w każdym z nas wywołuje lęk, bo nie mamy kontroli nad czymś, nad czym jak nam się wydaje powinniśmy panować. Dodatkowo, życie ludzkie jest ogromną wartością, chroni je prawo. Stąd postępowanie wyjaśniające i prokuratorskie. Człowiek się zastanawia czy jest za tę śmierć współodpowiedzialny, czy nie. I to jest naturalne. Takie myśli mogą się pojawić u każdego. Szczególnie u tego, kto jest świadkiem samobójstwa i np. odcina powieszonego więźnia, próbuje go reanimować. Dlatego będziemy się obawiali czy na pewno wszystko zrobiliśmy jak trzeba, żeby to się nie wydarzyło. Rolą medycyny pracy jest, żeby funkcjonariusz czy inny pracownik nie czuł się współodpowiedzialny za to, że skazany popełnił samobójstwo, jeśli nie lekceważył wyraźnych sygnałów od niego płynących. Interwencja medycyny pracy, propozycja pomocy psychologa, są bardzo ważne, żeby pomóc funkcjonariuszowi lub pracownikowi uporać się z tak trudnym doświadczeniem. 19
20 prezentacje oisw koszalin Trójstyk penitencjarny, czyli okręg na trzech województwach Choć na mapie Polski łatwo nas odnaleźć, bo każdy przynajmniej raz na jakiś czas przyjeżdża nad Bałtyk, to trzeba pamiętać, że zakłady karne i areszty śledcze Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Koszalinie rozrzucone są na obszarze trzech województw: zachodniopomorskiego, pomorskiego i wielkopolskiego. W jednostkach okręgu karę może odbywać osadzonych, w tym 59 osób w szpitalach. Dyrektorowi okręgowemu płk Krzysztofowi Olkowiczowi podlega 1459 funkcjonariuszy i ponad 100 pracowników cywilnych. Okręg koszaliński, to trzy areszty śledcze: w Koszalinie, Słupsku i Złotowie, pięć zakładów karnych: w Czarnem, Koszalinie, Starem Bornem, Szczecinku i Wierzchowie, trzy oddziały zewnętrzne: w Dobrowie, Ustce i Opatówku oraz Ośrodek Doskonalenia Kadr w Ustce. W jednostkach okręgu przebywają osadzeni wszystkich kategorii, począwszy od młodocianych, odbywających karę po raz pierwszy, po recydywistów penitencjarnych; są tu kobiety i mężczyźni. W trzech jednostkach funkcjonują oddziały terapeutyczne: w Czarnem dla skazanych z niepsychotycznymi zaburzeniami psychicznymi lub upośledzonych umysłowo, w Koszalinie dla uzależnionych od alkoholu, w Wierzchowie dla uzależnionych od środków odurzających lub substancji psychotropowych. W Czarnem znajduje się również szpital z dwoma oddziałami, z których jeden przeznaczony jest dla przewlekle chorych. Podkreślić należy, że jest to jedyny taki oddział w kraju. Warto też wspomnieć, że w 2012 r. na terenie zakładu w Czarnem ruszy budowa nowego szpitala. W Areszcie Śledczym w Koszalinie funkcjonuje ośrodek diagnostyczny, w którym badania psychologiczne przechodzi rocznie 150 skazanych. Koszaliński okręg znany jest fot. Piotr Kochański z wielokierunkowych działań na rzecz przygotowania osadzonych do powrotu do społeczeństwa. Odbywa się to poprzez terapię, naukę, szeroką gamę programów korekcyjnych, readaptacyjnych i edukacyjnych. Kursy przyuczające do zawodu oraz zajęcia aktywizacyjne gromadzą liczną grupę osadzonych. Duży nacisk kładzie się też na systematyczne i ukierunkowane zatrudnianie skazanych, które kształtuje się na poziomie 34 proc. Ze względu na specyficzne, terytorialnie niesymetryczne położenie okręgu, szczególnie ważna i akcentowana we wszystkich jednostkach jest współpraca z lokalnymi instytucjami samorządowymi. Jej poziom często wyznacza rytm funkcjonowania jednostek, ponieważ łączy się z zatrudnieniem skazanych, ich współdziałaniem z lokalnymi społecznościami na niwie kulturalno-oświatowej, budzeniem w osadzonych aktywności obywatelskiej i społecznej. Na rzecz lokalnych społeczności w ostatnim czasie pracowało 195 osób. Okręg koszaliński to również innowacyjność zmierzająca do przeobrażeń w zakresie działalności i funkcjonowania jednostek. Realizowane rozwiązania mają głównie na celu oszczędności bieżących wydatków jednostek. W Zakładzie Karnym w Starem Bornem sposobem na zmniejszenie kosztów ogrzewania, ale również ochronę środowiska, przede wszystkim zaś na dodatkowe zajęcie dla skazanych, jest powrót do źródeł, czyli uprawa ziemi. Jednostka to krajowy pionier w przecieraniu szlaków na drodze do wprowadzania nowych technologii ekologicznych za więzienne mury. Więziennicy ze Starego Bornego jako pierwsi w służbie zdecydowali się na zainwestowanie w biomasę. Starą węglową kotłownię zastąpili nową, ekologiczną, opalaną biomasą. Wiązało się to z pozyskaniem od Agencji Nieruchomości Rolnych 130 ha ziemi pod uprawę wierzby energetycznej, czym zajmują się więźniowie. W efekcie ponad dwukrotnie niższy jest obecnie koszt wytworzenia ciepła. Niemal o połowę spadły też roczne wydatki na utrzymanie kotłowni, podobnie jak opłaty za emisję zanieczyszczeń do atmosfery. Stare Borne na tym nie poprzestało, zamontowano tu 58 kolektorów słonecznych, które od kwietnia do października wspomagają system ogrzewania wody. Założenie jest takie, by solary w 80 proc. zapewniały zapotrzebowanie na ciepłą wodę. Nie można tu nie wspomnieć o modernizacji kotłowni w podległym Staremu Bornemu Oddziale Zewnętrznym w Opatówku oraz o nowej kotłowni w Oddziale Zewnętrznym koszalińskiego aresztu w Dobrowie, która została oddana do użytku w lipcu 2011 r. Nową inwestycją, która wpisuje się we współczesny sposób myślenia o ochronie i zabezpieczeniu jednostek, jest zmiana systemu ochrony Zakładu Karnego w Czarnem. Wykonane zostanie ogrodzenie wewnętrzne z instalacją elektronicznego systemu ochrony ścisłego terenu zakładu. Koszt inwestycji wynosi zł. Janusz Sterzel i Izabela Wojtalik Trójstyk punkt styku granic trzech równorzędnych jednostek terytorialnych 20