Source: https://ebos.pl/zdaniem-sedziego/2853-opinia-wojta-przy-podziale-nieruchomosci.html
Timestamp: 2019-05-22 03:09:09
Legal References Found: art. 96
 art. 31
 art. 96
 art. 12
 art. 95
 art. 94

Art. 622

Art. 211
 art. 1
 art. 15
 art. 1
 art. 1
 art. 15
 art. 1
in fine
 art. 93
 art. 211

Document Content:
tombialka napisał w dniu 11.11.2009 o godzinie 12:19:22 :
Czy stosujecie art. 96 ust. 2 ustawy z dnia z dnia 21 VIII 1997r. o gospodarce nieruchomościami (Dz.U. z 2004r. Nr 261 poz. 2603 ze zm.) i zwracacie się o opinie do wójta, burmistrza, prezydenta przy zniesieniu współwłasności? Czy Waszym zdaniem opinia ta jest wiążąca?
Zaczęliśmy się zwracać od pewnego czasu o te opinie (wcześniej przepis się nie przyjmował, a i planów nie było za dużo). Zdarzają się coraz częściej opinie negatywne. Po wczytaniu się w przepisy ustawy doszedłem do wniosku, że jeżeli wójt negatywnie opiniuje podział z uwagi na jego niezgodność z planem podziału, to sąd nie może dokonać takiego podziału. Plan zagospodarowania jest w końcu prawem miejscowym i obowiązuje też sąd. Szczególnie niewygodne jest to jednak przy zgodnym zniesieniu współwłasności, bo wypada tylko powiedzieć ludziom, że tak jak chcą to raczej nie przejdzie i jak nie zmienią (lub nie cofną wniosku) dzielić po swojemu.
procontra napisał w dniu 11.11.2009 o godzinie 17:47:44 :
O opinię zwrócić się trzeba - bez dwóch zdań.
sąd nie jest tą opinią związany, bo to nie uzgodnioenie z ugn i nie procedura administracyjna. Ale sąd nie ma prawa dokonać podziału niezgodnego z prawem - w tym wypadku prawem miejscowym, który jest powszechnie obowiązującym przepisem prawa. Wszelkie dyskusje, czy to nie jest naruszenie formalnej przesłanki zasady proporcjonalności zawartej w art. 31 ust 3 Konstytucji są stanowczo sztuką dla sztuki, bo poza dość odosobnionymi głosami pewnego sędziego WSA z Krakowa lub Rzeszowa wszyscy, w tym TK, konstytucyjność taką akceptują.
Jeżeli sąd byłby w stanie uznać,że negatywna opinia narusza zasady wykładni planu - to proszę, niech dokonuje podziału, tylko musi uzasadnić dlaczego inną wykłądnię przyjął.
Trzeba jednak pamiętać o mozliwości podziałów wbrew ustaleniom mpzp - niestety w ugn małymi kroczkami na zasadzie "lub czsopism" katalog takich sytuacji się poszerza.
Pisałam to już kiedyś: panuje powszechna opinia (sama czytałam takie porady na forum Muratora), że sądy cywilne nie stosują u.g.n. i jak się chce ominąć mpzp ( w tym np. strefy ochrony konserwatorskiej) to np budujemy dom na współwłasność o potem do sądu. A on dzieli zgodnie z wnioskiem.
Była jakieś pół roku temu dyskusja na ten temat, ale chyba przy okazji innego tematu, może ktoś znajdzie.
Joasia napisał w dniu 11.11.2009 o godzinie 20:22:31 :
To ja generalnie jak Procontra. Czyli: o opnię sąd się zwrócić musi, bo tak przepis mówi; opinia ta nie jest dla sądu wiążąca (co wynika raczej z generalnych zasad niż z przepisów; ale na każdym szkoleniu z ugn np. S. Bieniek stanowczo podkreślał ten brak związania).
A czy się do tej opinii stosować? Wspomniany S. Bieniek na szkoleniach zaraz po zdaniu, że nas nie wiąże - dodawał: ale raczej sie do niej stosujmy, tzn. chcijmy się stosować.
M.zd. to jest tak: ani opinia, ani nawet plan zagospodarowania sądu nie wiąże w tym sensie, że wedle przepisów ograniczenia wielkościowe działek nie mają zastosowania przy podziale nieruchomości zabudowanej w wyniku zniesienia współwłasności. Czyli np. minimalna działka na danym terenie ma mieć wg planu zagosp. 1000 m, a my mamy do podziału bliźniak na działce 1200 m - to dzielimy to zgodnie z prawem na dwie działki po 600 m; i taki podział - jeśli zgodny - jest do zrobienia też w gminie, nie trzeba do sądu.
Natomiast co innego opinia konserwatora zabytków i obszar chroniony (np. strefa uzdrowiskowa). Tam wymogi minimalnej powierzchni działek wynikają ze względów zdrowotno - klimatycznych i zabytkowych. W takiej sytuacji nigdy w życiu nie podzieliłam działki na mniejsze niż minimalne (no, przepraszam, raz podzieliłam, ale dlatego, że do minimalnej powierzchni brakowało tylko 8 m.kw.).
Szczególnie dużo takich problemów było w Konstancinie k. Warszawy, gdzie strefa A - ściśle chroniona, zabytkowa, uzdrowiskowa. Minimalna powierzchnia: 2 tys. m (przed wojną było 6, potem 5 tys. m kw.), plus bardzo nikły procent dopuszczalnej zabudowy. I co? Z jednej strony bogacze, którzy koniecznie chcą pałac większy niż dopuszczalny procent zabudowy, albo jeszcze lepiej dwa pałace; z drugiej strony uwłaszczeni na kwaterunkowych willach byli lokatorzy, którzy koniecznie chcą podzielić działki pomiędzy siebie - tak np. jedną 3 tys. podzielić pomiedzy 7-miu współwłaścicieli. Na spłatę oczywiście żadnego z nich nie stać.
Nasze stanowisko w wydziale (gdy tam sądziłam): nie ma przymusu mieszkania w Konstancinie. jak kogoś na to nie stać (albo stać na za małą działkę, jak na jego aspiracje pałacowe0, to może to sprzedać i kupić sobie działkę gdzieś, gdzie nie ma takich ograniczeń. My - sąd - chronimy krajobraz, zabytki, uzdrowisko - i już. Próbowali nawet się dzielić przy pomocy sądów polubownych ad hoc w osobach swoich sąsiadów , ale to też u nas przepadało (klauzula porządku publicznego ).
Nie wiem jak jest tam teraz, ale wtedy przez parę lat ludzie się jakoś przyzwyczaili, i raczej dochodzili do porozumienia (zgodna sprzedaż, podzielenie się pieniędzmi; dokupienie sąsiedniej działki itp.).
TDK napisał w dniu 12.11.2009 o godzinie 10:17:45 :
Cytując za dość obszerną posiadaną w tej kwestii literaturą i znanym mi orzecznictwem:
Obowiązkiem sądu jest uzyskanie opinii wymienionych w art. 96, ust. 2 ugn - to chyba nie ulega wątpliwości - przepis ustawowy.
Sąd nie jest związany opinią wójta - ocenia jak każdą inna opinię (Bieniek - "Nieruchomości" Sąd może dokonać podziału w przypadku negatywnej opinii wójta, jeżeli sam uzasadni, że podział jest zgodny z ustaleniami planu. Orzeczenie cytowane w jednej z książek - nie mam teraz do nich dostępu.
Temat podziałów nieruchomości dokonywanych przez sądy to temat rzeka ….. - bardzo mętna rzeka.
Od kiedy jestem biegłym z zakresu geodezji, gdy dostaję zlecenie w rodzaju "określenie możliwości podziału nieruchomości" w przypadku istnienia planu zawsze występuję o opinię o zgodności z planem - bo bez niej nie mogę definitywnie powiedzieć, że proponowany przeze mnie sposób podziału będzie możliwy do zrealizowania.
Jak strony proponują jakiś bzdurny sposób podziału i bardzo się przy nim upierają (przez swoich profesjonalnych pełnomocników) to też posyłam ich projekt - i nie muszę udowadniać, że "nie jestem wielbłądem”. Ostatnio Prezydent i wójtowie się zbuntowali i żądają aby to sąd osobiście do nich występował lub wprost nakazał mi do wystąpienia do nich.
Na początku było wielkie zdziwienie, co ja wyczyniam - teraz po kilku ładnych latach – niektórzy się nie dziwią. Jednak jak widzę większość jednak „klepie” podziały jak klepało. Bez ładu o składu – jak im „biegły” kreskę narysuje na kawałku papieru – tak jak strony „kcą” – co tam jakiś plan, działka budowlana niezbędna do prawidłowego korzystania z budynków, dostęp do drogi publicznej.
wcześniej przepis się nie przyjmował
................powiem................ PIĘKNE ................. zwłaszcza w ustach sędziego
RogerMortimer napisał w dniu 13.11.2009 o godzinie 11:41:24 :
chciałoby się mieć takiego biegłego geodetę w moim rejonie do dyspozycji. niestety w każdym zawodzie jest różnie... w zawodzie geodety też :neutral:
tombialka napisał w dniu 13.11.2009 o godzinie 11:56:57 :
Jaki przepis takie przyjmowanie
TDK napisał w dniu 13.11.2009 o godzinie 21:08:04 :
................powiem................ PIĘKNE .................
Nie przyjmował się, bo słabo podlewacie.
Przecież nie śmiem podejrzewać, że gleba jałowa.
Obowiązek uzyskania przez sąd opinii (art. 96, ust. 2 ugn) istnieje od początku ustawy - 1.01.1998r.
Co więcej w jej poprzedniczce, ustawie o gospodarce gruntami i wywłaszczaniu nieruchomości, od samego początku 1.08.1985 istniał analogiczny przepis art. 12 ust 4.
Toż to od pokoleń uświęcona tradycja .... tępienia chwastów ..... Anatewka, Anatewka ...
tombialka napisał w dniu 13.11.2009 o godzinie 22:04:00 :
Nieważne od kiedy obowiązuje skoro się nie przyjmował. Poza tym planów nie było. Nie jeden to pewnie przepis co się nie przyjmował. Podjerzewm, że w każdym Sądzie coś takiego się znajdzie. Na przykład w wielu w postępowaniu egzekucyjnym z nieruchomości nie odbierano od dłużników sprawujących zarząd zajętą nieruchomością sprawozdań. Ale to inny temat ...
TDK napisał w dniu 13.11.2009 o godzinie 22:47:35 :
Nieważne od kiedy obowiązuje skoro się nie przyjmował.
Jak widzę człowiek całe życie się uczy.
Słyszałem, że jest:
prawo powszechnie obowiązujące,
a teraz się dowiaduję, że jest jeszcze "rawo nieprzyjętę"
Poza tym planów nie było.
Plany miejscowe były uchwalane prawie "od wojny" - na początku na podstawie dekretu - kiedyś do jakiejś zamierzchłej wyceny sprawdzałem - teraz nie chce mi się szukać.
Do końca 2003 roku planami pokryta była przeważajaca część kraju - większość terenów nierolnych.
Z końcem 2003 roku plany uchwalone przed 1995 rokiem wygasły z mocy ustawy.
Znaczna ich ilość jednak dalej obowiązywała (z wyjątkiem Krakowa - gdzie im nie chciało sie uchwalać nowych planów).
Więc nie mów , że planów nie było.
Dopiero od 2004 roku pojawiła sie luka w planach.
A obowiązek uzyskania opinii był jeszcze "za komuny".
Niestety prawników znających sią na nieruchomościach jest niewielu.
Jakby było inaczej, to kilka uchyłek, pomogłoby "nieprzyjętemu prawu" się szybko zakorzenić.
procontra napisał w dniu 14.11.2009 o godzinie 08:27:58 :
TDK, a jakie jest Twoje, jako biegłego geodety, zdanie w temacie, czy czasem sąd oprócz Waszej opinii nie powinien, przy dużych podziałach (kilkanaście działek plus działka pod drogę - zdarza się) zasięgać również opinii biegłego planisty? Czasem podział prowadzi do całkowitego rozbicia struktur funkcjonalnych. Ponieważ sąd nie jest związany sposobem podziału, uważam że jest tu dość duże pole dla naszej decyzyjności - i kusi mnie żeby zacząć, choć to podział, stosować normy niedookreślone dotyczące wartości w planowaniu przestrzennym. Sąd przy takich dużych podziałach w istocie staje się organem planistycznym.
Zastanawiam się czy tego nie zacząć robić, choć jeszcze z czasów sądów pracy pamiętam, że u nas w okręgu (wówczas jeden warszawski) biegłych z zakresu planowania przestrzennego było 2, w tym jeden 80 letni, którzy żył jeszcze ustawą z 1984 r. o planowaniu przestrzennym
TDK napisał w dniu 14.11.2009 o godzinie 18:12:07 :
TDK, a jakie jest Twoje, jako biegłego geodety, zdanie w temacie, czy czasem sąd oprócz Waszej opinii nie powinien, przy dużych podziałach (kilkanaście działek plus działka pod drogę - zdarza się) zasięgać również opinii biegłego planisty? Czasem podział prowadzi do całkowitego rozbicia struktur funkcjonalnych.
Nie widzę potrzeby aby zasięgać opinii biegłego planisty. (Chociaż czasami życie bywa bogatsze niż możemy sobie wyobrazić.)
Przy podziałach na terenach objętych planem miejscowym, plan określa sposób podziału (lub częściowo tylko zasady podziału). Posiadam wystarczającą wiedzę i doświadczenie, aby taki podział zaprojektować. W ostatnich latach robiłem kilka podziałów, w których wydzielałem po kilkadziesiąt działek.
Zawsze i tak wstępny projekt podziału posyłam do zaopiniowania przez wójta.
Ponieważ sąd nie jest związany sposobem podziału, uważam że jest tu dość duże pole dla naszej decyzyjności - i kusi mnie żeby zacząć, choć to podział, stosować normy niedookreślone dotyczące wartości w planowaniu przestrzennym.
Sąd działa w granicach prawa, do którego zalicza się również akty prawa miejscowego.
Ustalenia planu określające sposób podziału są dla sądu obowiązujące.
Natomiast sąd nie jest związany negatywną opinią wójta - dokonując swobodnej oceny dowodów może ją odrzucić, ale wtedy musi sam uzasadnić, że dokonywany przez sąd podział jest zgodny z ustaleniami planu.
Prawdą jest też, że sąd może odmówić stosowania aktów podustawowych jeśli uzna je za niezgodne z Konstytucją - ale to zupełnie inna bajka - i nie zajmujmy się nią tutaj.
Podziały nieruchomości można podzielić na 3 kategorie:
1)zgodnie z ustaleniami planu,
2)niezależnie od ustaleń planu – w przypadkach enumeratywnie wymienionych w art. 95 ugn.
3)w przypadku braku planu.
W przypadku pierwszej kategorii sąd obligatoryjnie zasięga opinii wójta i konserwatora – w przypadku, gdy nieruchomość wpisana jest do rejestru zabytków. Do tych postanowień nie stosuje się formy postanowienia – aby strony nie mogły się od niego odwoływać.
W drugim przypadku niezależnie od ustaleń planu – podziału takiego się nie opiniuje – najczęściej jest to pkt.1 zniesienia współwłasności nieruchomości zabudowanej dwoma budynkami mieszkalnymi lub pkt. 7 wydzielania działki budowlanej. Także realizacji różnych roszczeń do nieruchomości.
Trzeci przypadek jest najbardziej skomplikowany. Podzielmy go na 2
a)jest wydana decyzja o warunkach zabudowy – wówczas dzielimy zgodnie z jej ustaleniami – sąd zasięga opinii o zgodności projektu podziału z ustaleniami decyzji.
b)nie ma wydanej decyzji wówczas decydują zapisy ewidencji gruntów art. 94 i 92 ugn
Tutaj dopiero zaczyna być wesoło.
Jak koś będzie zainteresowany to napiszę innym razem.
Taki sposób postępowania jest obligatoryjny dla sądu – zapisany wprost w ustawie.
Wiem, że w wielu sądach się „nie przyjął”
procontra napisał w dniu 14.11.2009 o godzinie 18:20:32 :
Oj, TDK, czytaj Ty posty uważniej z uwzględnieniem autora To że mpzp to prawo miejscowe itd...jest w poście nr 2 czyi moim. A Ty mi to klarujesz ponownie . Ja się przecież z tym zgadzam.
Natomiast w praktyce widzę inny problem - kształtowania ładu przestrzennego. W ugn przy podziałach nie stosujemy przepisów upzp. Pytanie, czy nie nalezy zastanowić się czy sądy nie powinny pójść "krok dalej". Nie ma na to wprost przepisu, ale de facto nasze podziały często prowadzą do powstania potworków - sama widziałam jak geodeta pociachał las na trójkąciki jak przy pokrojonym torcie. I tego praktycznego aspektu dotyczyło moje pytanie.
TDK napisał w dniu 14.11.2009 o godzinie 19:08:59 :
Rzeczywiście Sorry - coś mi się omskło.
Myślę, że to co napisałem się nie zmarnuje - według mojego doświadczenia Twoje poglądy są w stanowczej mniejszości.
Moim zdaniem większym problemem są potworki powstające pomimo istniejących planów miejscowych. Jak to słyszałem u innych biegłych - "dla sądów dzielisz jak chcesz". A potem sądy klepią taki podział.
(Biegłego, który kroi w trókąciki trzeba pogonić -tylko kto potem będzie robił podziały dla sądu ).
Pierwszymi ograniczeniami mającymi zabezpieczyć przed potworkami są plany miejscowe - są tam zasady podziału - a przynajmniej powinny być.
Niestety w wielu miejscach brakuje planów.
W przypadku braku planu istotnym ograniczeniem powierzchniowym dla gruntów rolnych i leśnych jest 0,3000ha.
Drugim znacznie istotniejszym ograniczeniem jest swobodna ocena dowodów przez sąd.
Art. 622 § 2 kpc, daje dużo możliwości - projekt podziału nie może sprzeciwiać się prawu.
Art. 211 kc podział nie może być sprzeczny z przepisami ustawy, społeczno gospodarczym przeznaczeniem rzeczy (piękny worek bez dna - do swobodnej oceny) pociągał by za sobą istotną zmianę rzeczy (też dużo swobody).
Mamy upzp - gdzie jest zapisane zachowanie ładu przestrzennego.
Nie rozumiem dlaczego piszesz, że "W ugn przy podziałach nie stosujemy przepisów upzp. "
procontra napisał w dniu 14.11.2009 o godzinie 19:47:11 :
TDK, ja się chyba do Wrocławia przeprowadzę .
Właśnie o ten katalog z art. 1 upzp mi chodzi - ład przestrzenny i zrównoważony rozwój z par. 1 i katalog wartości wysoko cenionych z par. 2. Wiem,że jest dyskusja czy są to przepisy stanowiące samoistną podstawę normatywną czy odsyłające, ale większość doktryny (i ja też) uważa że to pierwsze. Podział jest w pewien sposób materią planowania przestrzennego - skoro warunki i zasady podziału nieruchomości są wskazane jako przedmiot mpzp z art. 15 upzp. Czy dałoby się do podziałów tak zgodnych z planem, jak i wbrew planowi i gdy planu nie ma stosować art. 1 upzp jako podstawę wykładni funkcjonalnej? uczciwie mówię, że nie znajduję podstaw, ale głęboko czuję, że w tym kierunku trzeba połozyć nacisk.
TDK napisał w dniu 15.11.2009 o godzinie 18:53:35 :
To zapraszam - piękne miasto z klimatem.
(Tylko trzeba sobie kupić terenówkę (lub opla) do jeżdżenia po naszych ulicach). :sad:
Właśnie o ten katalog z art. 1 upzp mi chodzi - ład przestrzenny i zrównoważony rozwój z par. 1 i katalog wartości wysoko cenionych z par. 2. Wiem, że jest dyskusja czy są to przepisy stanowiące samoistną podstawę normatywną czy odsyłające, ale większość doktryny (i ja też) uważa że to pierwsze. Podział jest w pewien sposób materią planowania przestrzennego - skoro warunki i zasady podziału nieruchomości są wskazane jako przedmiot mpzp z art. 15 upzp. Czy dałoby się do podziałów tak zgodnych z planem, jak i wbrew planowi i gdy planu nie ma stosować art. 1 upzp jako podstawę wykładni funkcjonalnej? .
Dalej nie widzę kiedy przy podziałach chciałabyś stosować upzp – może podaj jakiś bardziej konkretny przykład.
Myślę, że przy podziałach zgodnie z ustaleniami planu nie powstają koszmarki.
Przy podziałach niezależnie od ustaleń planów w większości przypadków jest to realizacja roszczeń czy nabytych praw – nie ma wiec dyskusji.
Pozostaje jedynie pkt. 1, który może służyć do obejścia ustaleń planu określającego minimalną powierzchnię działki. Lecz najpierw trzeba uzyskać drugie pozwolenie na budowę i wybudować dom. Czasami nie jest to łatwe – dobre plany określają też intensywność zabudowy czy procent grunty niezabudowanego.
Zawsze pozostaje też warunek zawarty w pkt 5 in fine -„wraz z działkami niezbędnymi do prawidłowego korzystania z tych budynków” a więc odpowiedni dostęp do drogi publicznej, dojazd do budynków, przepisy p-poż. zawsze można coś wymyślić, żeby nie wydzielić koszmarka.
Pozostają podziały, kiedy nie ma planu.
Tutaj jest temat złożony – trzeba każdy rozpatrywać indywidualnie.
Ponadto duże powierzchniowo działki niezabudowane pow. 1 ha podpadają pod gospodarstwo rolne.
Jakoś nie widzę stosowania upzp. ??:
Chociaż raz mi się zdarzyło użyć jako jednego z argumentów „że podział będzie zaburzał ład przestrzenny” jak wydzielona działka nie spełniała warunku powierzchniowego z planu i wnioskodawca sobie wymyślił, ze w takim razie do wydzielanej dla niego działki trzeba dodać jeszcze „wąski ogonek” za drugą działką aby uzyskać minimalną powierzchnię.
Po zażaleniu wnioskodawcy SO podtrzymał postanowienie, powołując się też na ład przestrzenny.
Jak pisałem na wstępie nie bardzo sobie wyobrażam w jakich przypadkach chciałabyś stosować upzp.
procontra napisał w dniu 15.11.2009 o godzinie 19:11:40 :
No na przykład powołać się na ten ład przestrzenny, możesz mi coś więcej (o ile pamiętasz postanowienia sadów) przesłać na priv?
TDK napisał w dniu 15.11.2009 o godzinie 22:56:05 :
Sprawa toczyła sie, jak sprawdziłem, w latach 2005-2007. Przedmiotem współwłasnosci była nieruchomość o pow. 1800 zabudowana "lepianką" ale zamieszkałą przez współwłaścicileli. Drugą 1/2 kupił sąsiad, bo działka była duża i chciał ją podzielić i wybudować tam dom. Niestety uchwalono plan gdzie minimalna działka dla większości dopuszczalnych funkcji wynosiła 1500 m2, a 1200 dla zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej.
Wnioskodawca chciał okroić istniejacy dom dookoła i wydzielić sobie działkę 900m, która łączyłaby się wąskim przesmykiem z jego drugą jego działką położoną z tyłu po przekątnej. Uznałem taki podział za niemożliwy do zrealizaowania gdyż naruszałby art. 93, ust 2 ugn jak i art. 211 kc.
"Propozycja połączenia wydzielonej działki niezabudowanej, poprzez wąski przesmyk, z działką nr xxx będącą własnością wnioskodawców ma na celu obejście przepisów prawa. Powstała w ten sposób nieruchomość będzie miała nieregularny kształt, wydłużony kształt, o granicach wytyczonych linią złożoną linią łamaną. Proponowany sposób podziału narusza zasady ochrony i kształtowania ładu przestrzennego. "
Nie posłałem wiec tego projektu do opiniowania. Tylko zaproponowałem inne rozwiązanie - bo uporczywie pełnomocnik pisał pisma do sądu.
Po jakimś czasie znowu akta trafiły do mnie, gdzie było postanowienie SO, w którym oddalono zarzuty, że nie posłałem ich projektu do opiniowania bo: i tu cytowano moje argumenty , również naruszenie ładu przestrzennego. I uznano, że w takim przypadku stwierdzenia oczywistego naruszenia prawa (art. 211kc) nie było konieczne opiniowanie.
Nie jestem sobie w stanie obecnie przypomnieć czy skarżone było postanowienie wstępne czy końcowe. Postanowienia pewnie nie mam.
Fragmenty opinii posyłam na PW.
[ Dodano: Pon Lis 16, 2009 5:57 pm ]
Jak sobie teraz przypomniałem robiłem też inny podział do zniesienia współwłasności - udziały współwłaścicieli były 2/3 i 1/3 czy coś koło tego.
Była to duża działka chyba trochę ponad 2000m2. Położona pomiędzy dwoma równoległymi drogami. Od strony jednej ulicy zabudowana budynkiem mieszkalnym, a od strony drugiej rozpadającymi sie budynkami gopodarczo-warsztatowymi.
Wszystkie sąsiednie działki (kilkanaście) podzielone były równo w połowie. Wnioskodawca wnosił żeby podzielić je zgodnie z udziałami.
W opinii podnosiłem, że taki sposób podziału narusza zasady ochrony i kształtowania ładu przestrzennego . Wskazałem prawidłowy sposób podziału "o połowie".
Niestety ......... Sąd był odmiennego zdania .....
pioter napisał w dniu 06.09.2011 o godzinie 12:46:42 :
Podobny, jeśli nie identyczny temat już był tu : http://sedziowie.kei.pl/phpBB2/viewtopic.php?t=4224