Source: https://klubjagiellonski.pl/2017/05/08/litewskie-wladze-nie-lubia-polakow/
Timestamp: 2018-08-20 22:40:02
Legal References Found: art. 21
 art. 6
 art. 11
 art. 25
 art. 19
 art. 27

Document Content:
Litewskie władze nie lubią Polaków? — Klub Jagielloński
Tomasz Turejko 8 maja 2017
Litewskie władze nie lubią Polaków?
Spieramy się już ponad 25 lat, a końca wciąż nie widać. Pomimo tego, że temat jest obecny w debacie publicznej przez tak długi czas, to wiedza na temat rzeczywistej sytuacji Polaków na Litwie jest nad Wisłą wciąż stosunkowo niewielka. Co więcej, pewnych zjawisk zdają się nie zauważać również nasi politycy, którzy szczególnie ostatnimi czasy wstrzymują się od jakichkolwiek stanowczych działań wobec aktów dyskryminacji naszych rodaków na Litwie. Nie oznacza to jednak, że problem nie istnieje.
Na początku warto rozeznać, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Państwo litewskie pomimo licznych zastrzeżeń w mniejszym lub większym stopniu realizuje wiele najbardziej podstawowych praw mniejszości narodowych, w tym prawa do własnego życia kulturalnego, wyznania i praktykowania własnej religii, posługiwania się własnym językiem (częściowo), prawo do stowarzyszania się i zgromadzeń, swobodę wypowiedzi, myśli, przekonań oraz możliwość zakładania partii politycznych, a wiele dzieci należących do mniejszości posiada (mniej lub bardziej ograniczone) możliwości pobierania nauki w języku ojczystym.
Ponadto w litewskim parlamencie procedowane są obecnie dwa projekty ustaw, które pozwalałyby zrealizować jeden z głównych postulatów polskiej mniejszości na Litwie, którym jest zgoda na pisanie w polskiej transkrypcji (obok litewskiej) imienia i nazwiska w dokumentach urzędowych. Czy zatem rzeczywiście sytuacja Polaków na Litwie jest tak poważna?
Mniejszość polska jest najliczniejszą społecznością mniejszościową na Litwie i stanowi ok. 6,6% ogółu mieszkańców tego państwa (z czego nieco ponad 2/3 uznaje język polski za język ojczysty). Największymi skupiskami ludności polskiej na Litwie są rejon solecznicki (80%), rejon wileński (64%), trocki (33%) i święciański (28%). W samym Wilnie liczba mieszkańców narodowości polskiej szacowana jest na ok. 17%. W sumie, zgodnie ze spisem ludności z 2011 roku, na Litwie mieszka ok. 200 tysięcy Polaków. Pomimo że Polacy na Litwie stanowią tak dużą w skali całego kraju społeczność, to przez 25 lat mniejszość polska na Litwie zarzucała władzom w Wilnie, że ta konsekwentnie uniemożliwia realizację niektórych podstawowych praw mniejszościowych, przede wszystkim w zakresie szkolnictwa, prawa wyborczego i używania języka ojczystego zarówno w sferze publicznej, jak i częściowo w prywatnej. O co więc dokładnie chodzi Polakom na Litwie?
Nowomowa po litewsku
Język ojczysty jest jednym z głównych elementów tożsamości, która pozwala członkom mniejszości narodowych na zachowanie pewnej odrębności społecznej i kulturowej. Odgrywa on podstawową rolę w konsolidacji przedstawicieli mniejszości, dlatego ograniczenie najbardziej podstawowych praw językowych jest działaniem wymierzonym bezpośrednio w tożsamość narodową i stanowi próbę jej całkowitego lub częściowego zatarcia.
Punktem wyjścia do omawianego problemu jest orzeczenie litewskiego Sądu Konstytucyjnego z 21 października 1999 roku, w którym stwierdzono, że język litewski ma status wartości konstytucyjnej i wszystkie nazwiska w dokumentach urzędowych powinny być sporządzane wyłącznie w języku państwowym. Zgodnie z treścią orzeczenia poczynienie wyjątku na rzecz mniejszości narodowych byłoby sprzeczne z konstytucyjną zasadą równości.
Oznacza to, że władze państwa litewskiego stosowanie przez mniejszość narodową własnego języka ojczystego uznają za szczególnego rodzaju „przywilej”, który jest sprzeczny z „zasadą równości” wszystkich obywateli wobec prawa (czyt. wszyscy powinni posługiwać się językiem litewskim jako językiem państwowym).
Drugim problemem jest fakt, że 1 stycznia 2010 roku na Litwie wygasła ustawa o mniejszościach narodowych z 1989 roku, co w połączeniu z konstytucyjną doktryną ochrony języka litewskiego i specyficzną wykładnią prawa stosowaną przez Sąd Konstytucyjny Republiki Litewskiej i Litewski Naczelny Sąd Administracyjny praktycznie pozbawiło mniejszości narodowe na Litwie wielu praw do posługiwania się językiem ojczystym w sferze publicznej i częściowo również w prywatnej.
Oryginalny zapis imienia i nazwiska w dokumentach oficjalnych jest dozwolony w większości państw europejskich, wyjątek stanowią państwa bałtyckie, w tym Litwa. Imiona i nazwiska osób należących do mniejszości narodowych, zgodnie z obowiązującym prawem, są pisane na Litwie z użyciem znaków diakrytycznych alfabetu litewskiego. Co za tym idzie obywatel Litwy narodowości polskiej nie może w oficjalnych dokumentach nazywać się „Adam Mickiewicz”, tylko „Adomas Mickevičius”, nawet jeśli on sam, ani jego rodzina nigdy takie transkrypcji nie używali. Do kuriozalnej sytuacji doszło w 2008 roku, kiedy Litewski Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że nadanie polskiej szkole imienia Emilii Plater jest sprzeczne z ustawą o języku państwowym. W opinii sądu szkoła powinna nosić imię w jego brzmieniu litewskim czyli… Emilijos Platerytes.
Co ciekawe, sądy litewskie za sprzeczne z konstytucją uznawały również m.in. stosowanie literki „w”, której nie ma w alfabecie języka litewskiego. W związku z tym władze na Litwie odmawiały oryginalnej pisowni nazwisk w języku polskim, w których występowała literka „w” zastępując ją litewskim „V”. Nie przeszkadzało to jednak władzom litewskim przy wpisywaniu w dowody rejestracyjne oryginalnej pisowni nazwy niemieckiej marki samochodów BMW. Problemu nie stanowiło również stosowanie oryginalnej pisowni Swedbanku – największego banku na Litwie. Tutaj używanie liter niewystępujących w konstytucyjnie chronionym języku litewskim było w pełni dopuszczalne. Pozostaje zatem pytanie, czy w prawie litewskim marki samochodów nie posiadały większych praw niż ich właśni obywatele. Sprawa budzi wiele kontrowersji tym bardziej, że imię i nazwisko, w przeciwieństwie do marki, jest elementem tożsamości i życia prywatnego każdego człowieka. Jest także jego dobrem osobistym, które powinno być (zwłaszcza w demokratycznym państwie prawnym) bezwzględnie chronione.
W tej sprawie litewscy Polacy podjęli dwie większe próby dochodzenia swoich praw przed sądami międzynarodowymi. Pierwszą z nich była sprawa Michała Kleczkowskiego, który dochodził swoich praw przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Trybunał odmówił rozpatrzenia sprawy uznając, że polskiej wersji pisowni imienia i nazwiska pozbawiły go nie władze litewskie, lecz władze ZSRS (nazwiska w wersji zmienionej zaczęto pisać po II wojnie światowej). Kleczkowski nie poddał się i skierował sprawę do Komitetu Praw Człowieka ONZ, który uznał skargę za niedopuszczalną w związku z niezachowaniem wymagań proceduralnych. Również niekorzystne dla polskiej mniejszości było orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie pisowni nazwiska Małgorzaty Runiewicz-Wardyn (Malgozaty Runievic-Vardyn) – obywatelki Litwy narodowości polskiej, której urząd stanu cywilnego odmówił zmiany pisowni imienia i nazwiska w transkrypcji polskiej po zawarciu małżeństwa z obywatelem polskim – Łukaszem Wardynem. Sąd litewski zwrócił się w tej sprawie do TSUE z zapytaniem prawnym o zgodności litewskich przepisów z art. 21 TFUE. W orzeczeniu Trybunał Sprawiedliwości UE nie doszukał się żadnych nieprawidłowości.
Czy oznacza to, że przepisy dyskryminujące mniejszości narodowe w pisowni ich własnego imienia i nazwiska są zgodne z prawem unijnym?
Nie do końca. Należy zauważyć, że w wyroku TSUE nie odniósł się do innych przepisów prawa unijnego, które nie były przedmiotem zapytania prawnego litewskiego sądu, a których uwzględnienie mogło diametralnie zmienić wynik orzeczenia unijnego trybunału. Dla przykładu, Europejski Trybunał Praw Człowieka w orzeczeniu Guzel Erdagoz przeciwko Turcji uznał, iż imię, jako środek identyfikacji osobowej, jest ważnym elementem tożsamości, dlatego władze państwowe, odmawiając oryginalnej pisowni imienia i nazwiska, łamią prawo do poszanowania życia prywatnego oraz rodzinnego. Prawa te wynikają z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, która jest w pełni wiążąca dla prawa unijnego na mocy art. 6 TUE, do którego Trybunał Sprawiedliwości UE w swoim orzeczeniu się nie odniósł, chociaż powinien był to uczynić.
Do pewnego przełomu w tej sprawie doszło w kwietniu 2016 roku, kiedy Wileński Sąd Dzielnicowy zobowiązał Urząd Stanu Cywilnego do zapisu w metryce urodzenia nazwiska Małgorzaty Runiewicz-Wardyn (Malgozaty Runievic-Vardyn) z użyciem litery „w”. Należy jednak pamiętać, że korzystny dla polskiej mniejszości wyrok Wileńskiego Sądu Dzielnicowego łatwo może zostać podważony orzeczeniem Litewskiego Sądu Konstytucyjnego, przynajmniej do czasu, kiedy państwo litewskie nie ureguluje ustawowo praw mniejszości narodowych.
Język lepszy i język gorszy
Ten sam problem dotyczy kwestii pisowni nazw miejscowości, ulic i innych oznakowań topograficznych. Z racji, że język litewski jest według Sądu Konstytucyjnego Republiki Litewskiej wartością konstytucyjną, wszystkie napisy publiczne mogą być pisane wyłącznie w języku państwowym. Warto przypomnieć w tym miejscu konflikt z 2003 roku wywołany w miejscowości Suderwa, gdzie mieszkańcy zamieścili polskie nazwy ulic (obok litewskich). Sąd administracyjny orzekł w omawianej sprawie, że umieszczenie tablic polskich było sprzeczne z konstytucją, wedle której język litewski jest językiem państwowym. Kiedy polska strona słusznie powoływała się, że działania te są sprzeczne z art. 11 ust. 3 Konwencji Ramowej o ochronie mniejszości narodowych, której Litwa jest stroną, w odpowiedzi sąd litewski stwierdził, że ratyfikowana przez Litwę Konwencja ma wyłącznie charakter rekomendacyjny, co z punktu widzenia obowiązywania norm prawa międzynarodowego i hierarchii norm w porządku prawnym państwa litewskiego było zwyczajnie nieprawdą.
Litwa poszła jednak o krok dalej i zabroniła pod groźbą odpowiedzialności karnej wieszania tablic z polskimi nazwami ulic (obok urzędowych nazw litewskich) nawet na prywatnej posesji.
Tabliczki te nie miały charakteru publicznego, ponieważ nie były wieszane przez władze państwowe czy samorządowe. Należy więc ten problem rozpatrywać w kontekście wolności wyrażania swoich przekonań oraz prawa do używania języka ojczystego w sferze prywatnej. Wbrew postanowieniom art. 25 litewskiej konstytucji, art. 19 i art. 27 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, którego Litwa jest stroną, władze w Wilnie poszły w zaparte i stanowczo zabroniły wieszania takich tabliczek na prywatnej posesji, a wileński sąd okręgowy orzeczeniem z 2013 roku nałożył na samorządy kary finansowe za każdy dzień zwłoki z usunięciem tablic w języku polskim.
Doprowadziło to do obywatelskiego nieposłuszeństwa na Wileńszczyźnie, a Zarząd Związku Polaków na Litwie wydał oświadczenia, w którym poparł Polaków w działaniach upowszechniających język ojczysty „zgodnie z duchem europejskim, dokumentami bilateralnymi i międzynarodowymi”. Podano także numer konta, na który wpłacano pieniądze, z których pomagano pokryć nakładane przez władze litewskie kary finansowe. Co ciekawe, przedstawiciele litewskich władz, chociaż nie pozwalają na wieszanie dwujęzycznych tabliczek na prywatnej posesji w rejonie w 80% zamieszkałym przez Polaków, nie widzą najmniejszego problemu w tym, by w Wilnie dla celów turystycznych nazwy ulic były pisane w języku litewskim i angielskim. W tym wypadku pisownia nazw topograficznych w języku innym niż litewski nie jest sprzeczna ze „świętą” zasadą konstytucyjnej ochrony języka państwowego. To kolejny przykład, który nakazuje postawić pytanie o stasowanie nad Wilią podwójnych standardów. Obecnie od roku 2016 spór dotyczący tabliczek na prywatnej posesji ucichł. Polacy ponownie zaczynają wieszać na ścianach swoich prywatnych domów informacje w języku polskim, ale wobec braku odpowiednich regulacji prawnych istnieje poważne ryzyko, że ten spór w każdej chwili może powrócić na nowo.
Polska społeczność nie może również liczyć na dwujęzyczne karty do głosowania w rejonach o dużych skupiskach mniejszości narodowych. Oznacza to, że obywatele litewscy, którzy z racji swojej przynależności narodowej nie znają w wystarczającym stopniu języka litewskiego, nie mają rzeczywistej możliwości wyegzekwowania swoich praw wyborczych.
Są de facto pozbawieni czynnego prawa wyborczego. W podobnym tonie wypowiedział się Sąd Konstytucyjny Republiki Litewskiej, który w orzeczeniu z dnia 10 maja 2006 roku stwierdził, że „obywatele nieposługujący się językiem państwowym w stopniu niewystarczającym do wzięcia udziału w głosowaniu […] nie są w pełni członkami społeczeństwa obywatelskiego, zatem nie mogą podejmować decyzji o znaczeniu państwowym”. Takie stanowisko musi budzić poważne zastrzeżenia co do funkcjonowania w Republice Litewskiej podstawowych zasad demokratycznego państwa prawnego. Co ciekawe i w tym wypadku władze litewskie nie odstąpiły od stosowania podwójnych standardów. Zmiana przepisów ustawy z 2003 roku zezwalała na używanie w miejscowościach zwarcie zamieszkałych przez mniejszość narodową kart do głosowania w tłumaczeniu na język mniejszości. Powód dla którego władze litewskie zdecydowały się na taki krok jest bardzo prosty – chodziło o uzyskanie odpowiedniej frekwencji w referendum w sprawie członkostwa Litwy w Unii Europejskiej. Po tym, jak referendum zakończyło się dla władz litewskich pomyślenie, wskazanym wcześniej orzeczeniem Sądu Konstytucyjnego z 2006 roku uznano ten przepis za niekonstytucyjny. Oczywiście wyniki referendum, które odbyło się na podstawie tych „niekonstytucyjnych” przepisów, nie straciły na ważności.
Małymi kroczkami do likwidacji polskiego szkolnictwa
Ostatnim ważnym problemem jest kwestia oświaty i szkolnictwa. Między 2004 a 2014 rokiem liczba szkół z polskim językiem nauczania (zarówno szkół polskich, jak i mieszanych) zmniejszyła się z 94 do 74. Taki skok w ciągu 10 lat musi budzić słuszne obawy. Należy jednak wziąć pod uwagę, że ogólna liczba szkół na Litwie uległa zmniejszeniu w związku z niżem demograficznym i migracją ludności do Europy Zachodniej po przystąpieniu tego kraju do UE w 2004 roku. Niemniej jednak swoje duże piętno odcisnęła również polityka oświatowa państwa litewskiego, która z czasem doprowadziła do likwidacji wielu polskich szkół, szczególnie w mniejszych miejscowościach.
Większość problemów polskiego szkolnictwa (jak i każdej mniejszości narodowej na Litwie) wynika z głębokiego niedofinansowania placówek oświatowych. Problemem jest wypłacenie pensji kadrze pedagogicznej, a wyposażenie szkół często nie uległo zmianie jeszcze od czasów sowieckich. Jednocześnie na szkoły nałożono obowiązek informatyzacji i odpowiedniego profilowania klas, nie uwzględniając przy tym specyfiki szkół mniejszości narodowych, których klasy są mniej liczne od szkół dla ludności litewskiej.
Kolejnym problemem jest konieczność tłumaczenia podręczników na język mniejszości. Władze litewskie podejmują się tego wyłącznie w przypadku dużych zamówień (powyżej 2 tys. egzemplarzy), przez co mniejsze placówki oświatowe są zmuszone samodzielnie ponosić dodatkowe obciążenia finansowe, lub korzystać z pomocy Stowarzyszenia „Wspólna Polska”, działającego pod patronatem Senatu RP.
Ponadto krytykowana jest decyzja władz litewskich o wykreśleniu języka polskiego z listy obowiązkowych egzaminów maturalnych oraz decyzja o nietłumaczeniu zadań testowych na maturze na język ojczysty. Próg minimalny 15 uczniów dla utworzenia klasy jest dla części polskich szkół niemożliwy do zrealizowania. Wobec tego dzieci pochodzące z małych skupisk ludności polskiej zmuszone są uczęszczać do szkół litewskich, gdzie osiągniecie takiego progu nie stanowi większego problemu. W roku szkolnym 2011-2012 na Litwie było prawie 13 tysięcy uczniów z językiem nauczania polskim, co stanowiło ok. 3,3% wszystkich uczących się. Zgodnie ze spisem ludności z roku 2011, Polacy stanowią 5,2% ogółu ludności Litwy w wieku 0-9 lat oraz 5,6% w wieku 10-19 lat. Jak nie trudno zatem policzyć, ok. 40% Polaków w wieku szkolnym nie otrzymuje nauki w języku polskim. Na uwagę zasługuje również fakt, że przy rażącym niedofinansowaniu polskich placówek oświatowych, władze litewskie utworzyły program, w ramach którego w rejonach zamieszkanych przez mniejszości narodowe budowane są podległe rządowi szkoły litewskie, nowoczesne i bardzo dobrze wyposażone. Mniejszości skarżą się, że ma to zniechęcić rodziców do posyłania dzieci do niedofinansowanych szkół mniejszości narodowych podległych samorządom, na rzecz nowoczesnych, dobrze wyposażonych szkół litewskich z programu rządowego. Cel, jaki przyświeca władzom z Wilna w związku z realizacją tego programu, jest aż nadto widoczny.
Duże kontrowersje wśród mniejszości narodowych wywołała reforma oświaty na Litwie z 2011 r. Dotyczyła ona m.in. zmian w programie nauczania w szkołach mniejszości narodowych, takich jak nauczanie w języku litewskim przedmiotów związanych z historią i geografią Litwy oraz wprowadzenie od 2013 r. ujednoliconego egzaminu maturalnego z języka litewskiego bez uprzedniego ujednolicenia programów nauczania w szkołach litewskich i szkołach mniejszości. W odpowiedzi na masowe protesty polskiej mniejszości władze w Wilnie zgodziły się na wprowadzenie tymczasowych ułatwień, z których mogli korzystać uczniowie szkół mniejszości (m.in. większy limit błędów, korzystanie ze słowników etc.). Jednak w czerwcu 2013 r. Litewski Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że wprowadzone ułatwienia dla uczniów szkół mniejszości są sprzeczne z… konstytucyjną zasadą równości. Wobec tego polskie dzieci były praktycznie pozbawione możliwości nadrobienia różnic programowych.
Rezultat takich działań nie był trudny do przewidzenia. Uczniowie ze szkół mniejszości narodowych znacznie gorzej napisali egzamin maturalny, a co za tym idzie – znacząco zmalał odsetek uczniów tych szkół, którym udało dostać się na państwowe uczelnie wyższe. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że wprowadzone zmiany są niesprawiedliwe i krzywdzące dla dzieci mniejszości narodowych, co stanowi aż nadto widoczny przykład dyskryminacji ze względu na narodowość. Swoje zastrzeżenie w tym zakresie zgłosił również Komitet Doradczy Rady Europy, który w trzeciej opinii zobowiązał Litwę do odpowiedniego przygotowania wszystkich szkół mniejszości narodowych do planowanej reformy edukacji wraz z przeprowadzeniem konsultacji wśród nauczycieli, kierownictwa szkół i organizacji rodzicielskich. Pozostałe dwie opinie Komitetu Doradczego Rady Europy dotyczące wprowadzenia Konwencji Ramowej o ochronie mniejszości narodowych na Litwie nie zmieniły diametralnie polityki Wilna w tym zakresie. Wręcz przeciwnie, z roku na rok można zauważyć coraz większe akty dyskryminujące polską mniejszość na Litwie na wielu różnych płaszczyznach
Jak Polacy mogą pomóc Polakom
W działania dyskryminujące mniejszości na Litwie przez lata zaangażowane były w różnym stopniu wszystkie trzy władze, które konsekwentnie od wielu lat dążą do osłabienia więzi narodowych łączących mniejszości na Litwie.
By się temu przeciwstawić, Polacy na Litwie potrzebują realnego wsparcia znad Wisły, i to na wielu różnych płaszczyznach. Od finansowego wsparcia na rzecz polskich organizacji społecznych i placówek oświatowych począwszy, po twarde, nieraz bezkompromisowe stanowiska polityczne i dyplomatyczne zarówno w relacjach bezpośrednich pomiędzy Polską a Litwą, jak i na forum międzynarodowym (szczególnie europejskim).
Oczywiście, ostatnimi czasy można zauważyć pewne pozytywne działania państwa litewskiego dotyczące ochrony praw mniejszości narodowych. Na uwagę zasługują wspomniane wcześniej procedowane w parlamencie projekty ustaw dotyczące pisowni nazwisk w języku mniejszości. Zgodnie z treścią pierwszego projektu, nazwisko to mogłoby być zapisywane na pierwszej stronie dokumentu, obok napisu w języku państwowym. Ta propozycja jest też wspierana przez środowiska mniejszościowe. Według drugiej propozycji (krytykowanej przez Związek Polaków na Litwie), taka możliwość istniałaby, ale tylko na dalszych stronach paszportu, co oznacza, że de facto nie miałaby ona wiążącej mocy prawnej.
Należy jednak zdecydowanie pozytywnie ocenić samą próbę podjęcia przez władze litewskie rozwiązania tego problemu, mając jednocześnie na uwadze fakt, że podobne propozycje pojawiały się wcześniej i pomimo usilnych starań Akcji Wyborczej Polaków na Litwie (która przez pewien okres była nawet w koalicji rządzącej) nie udało się ich przyjąć. Miejmy nadzieje, że proponowane zmiany są rzeczywistą próbą zrealizowania postulatów polskiej społeczności na Litwie, a nie jedynie zasłoną dymną wobec organizacji mniejszościowych i instytucji międzynarodowych, które co jakiś czas domagają się uregulowania praw mniejszości na Litwie na poziomie ustawowym.
Ostatnią rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę jest fakt, że społeczności międzynarodowej w znacznej mierze nie zależy na realnej egzekucji wielu praw, które przysługują (lub powinny przysługiwać) mniejszościom narodowym. Wiele państw widzi w środowiskach mniejszościowych zagrożenie dla integralności terytorialnej. Dzieje się to nawet wówczas, gdy organizacje mniejszościowe w oczywisty sposób nie wykazują najmniejszych tendencji separatystycznych. Praktyka ta została urzeczywistniona m.in. w końcowym reporcie skierowanym do Komitetu Ministrów Rady Europy, w którym zawarto restrykcyjną interpretację praw i wolności wynikających z EKPCz, uznając narodową i terytorialną integralność za „wyższy interes”. Dlatego też międzynarodowe normy dotyczące ochrony interesów i praw mniejszości narodowych są pisane w bardzo ogólny sposób, tym samym dając dużą swobodę regulacyjną krajowym porządkom prawnym. Historia walki polskiej mniejszości o swoje prawa pokazuje jednak, że rozwiązanie tego problemu leży przede wszystkim na Litwie. Bez dobrej woli miejscowych władz trudno jest bowiem oczekiwać przestrzegania praw wynikających z międzynarodowych umów i zobowiązań.
Paweł Musiałek: Premier Morawiecki w Parlamencie Europejskim. Zmarnowana szansa na poważną rozmowę	Paweł Topór: Plemiona po amerykańsku. Jak Trump przywrócił godność „radykalnym średniakom”?	Jacek Sokołowski: Spór o sądy w 16 punktach