Source: http://nospam-pl.net/sppnn.php
Timestamp: 2017-08-22 07:10:11
Legal References Found: art. 19
 art. 9
 art. 90
 art. 8
 art. 88
 art. 88
 art. 88
 art. 90
 art. 5
 art. 91
 art. 8
 art. 8

Document Content:
Nospam-PL.NET : Czy SPPNN działa słusznie wysyłając spam?
Tekst z dn. 13.I.2004 z poprawkami z 27.I.2004
Uzupełnienie z dn. 20.III.2004
Odpowiedź na pomówienia dr Sandauera
Czy SPPNN działa słusznie wysyłając spam?
Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie mam zamiaru w najmniejszym stopniu krytykować samej idei przyświecającej Stowarzyszeniu Pacjentów Primum Non Nocere - SPPNN i działającemu przy Stowarzyszeniu Komitetowi Inicjatywy Ustawodawczej na rzecz ustawy o Rzeczniku Pacjenta, bowiem ochrona pacjentów przed błędami lekarzy czy przed krzywdzącym ustawodawstwem jest w Polsce z pewnością potrzebna. Nie mogę się natomiast zgodzić z tezą, jakoby cel uświęcał środki, oraz że można o ochronę tych praw walczyć naruszając jednocześnie wolność oraz prawa prywatności i własności prywatnej osób i firm.
W oświadczeniu Internet własnością publiczną czy administratorów sieci lokalnych i firm sprzedających komputery?[1.] , jakie reprezentowany przez dr Adama Sandauera Komitet umieścił na zagranicznym serwerze możemy przeczytać o straszliwych konsekwencjach jakie mogą spaść na osoby, które nie życzą sobie otrzymywania materiałów Komitetu do swoich skrzynek pocztowych, a w szczególności na administratorów sieci, którzy w tym "niecnym" postępowaniu pomagają. Autor tego oświadczenia najwyraźniej uważa, że Internet jest własnością publiczną.
Jest to jednak (w sensie generalnym) nieprawda. Prawidłowa odpowiedź na pytanie zawarte w tytule wspomnianego oświadczenia jest następująca:
Internet nie jest własnością publiczną
Internet, jak sama nazwa wskazuje, to "sieć połączonych sieci". Każda z sieci tworzących Internet ma swojego właściciela. Sieć w prywatnym domu czy firmie ma właściciela. Łącza internetowe należą np. do TP S.A. albo GTS, różnych uczelni czy innych operatorów infrastruktury. Routery i serwery pocztowe należą do firm świadczących usługi internetowe. Niektóre z tych fragmentów sieci są rzeczywiście finansowane z pieniędzy publicznych (np. sieci należące do uczelni albo do urzędów). Internet nie przypomina jednak sieci drogowej opłacanej z podatków, bo jedynie niektóre z tworzących go mniejszych sieci są własnością publiczną. Większość Internetu jest własnością prywatną.
Właściciele poszczególnych sieci tworzących Internet są zobowiązani wobec swoich firm czy udziałowców do utrzymywania przepustowości i płynnego przekazywania informacji. Ten fakt sprawia, że właściciele takich podsystemów i sieci mają prawo decydować o tym, jaki ruch będzie przez ich sieć przepuszczany. Administratorzy w imieniu właścicieli poszczególnych sieci Internetu nadzorują ich prawidłowe funkcjonowanie. Ruch internetowy przechodzi z jednej sieci do drugiej dzięki umowie o wymianie ruchu, na mocy której każda z 2 sieci przesyła ruch należący do drugiej z nich. Umowa taka jest najczęściej dorozumiana, a nie zawarta na piśmie. Jednak w najmniejszym stopniu nie umniejsza to jej wagi, jako że większość zasad pozwalających na sprawne funkcjonowanie Internetu jest dorozumiana. Im większy jest dany system i im więcej ruchu on generuje, tym większa na nim spoczywa odpowiedzialność i wyższe są wobec niego wymagania. Niezbędne jest, aby każdy z tych węzłów i wszystkich systemów do nich przyłączonych działał w sposób odpowiedzialny, nie dopuszczając do zbędnego przeciążania innych systemów oraz działając w sposób określony przez dokumenty RFC. RFC są to normy internetowe, pozwalające na wzajemną komunikację między sieciami i z tego względu powszechnie oczekuje się ich przestrzegania. Ponadto, zupełnie inaczej niż w wypadku telefonu, skrzynka e-mailowa jest potrzebna do odebrania wiadomości, a nie do jej wysłania. Pan Sandauer rozsyłając swoje listy ze sfałszowanych adresów sam to ostatnie zresztą wykazał. To właściciel skrzynki e-mailowej ponosi koszty jej utrzymania, a ponadto dopłaca do kosztu przesłania każdej wiadomości. Nie tak jak w wypadku listu czy paczki pocztowej, gdzie nadawca ponosi całkowity koszt doręczenia przesyłki. Ten fakt daje właścicielowi skrzynki (którym jest często zakład pracy) pełne prawo decydowania o tym, jakie przesyłki zostaną przez niego zaakceptowane. Na to, co się dzieje z nadaną przesyłką e-mailową nie ma żadnego wpływu ani nadawca, ani jego dostawca usług internetowych. Może ona zostać zablokowana (zwrócona nadawcy, a czasem wręcz skasowana) przez każdy serwer pośredniczący w przekazywaniu jej do odbiorcy, o ile właściciel tego serwera uzna, że nie chce z jakiegoś powodu przekazywać dalej tej przesyłki - np. dlatego, że "poprzedni" węzeł sieci nie spełnia zasad umowy o wymianie ruchu. Jednym z najczęstszych typów naruszania tej umowy jest dopuszczanie do rozsyłania spamu przez użytkowników danego systemu. W takich wypadkach systemy z nim podłączone mają pełne prawo zastosować sankcje polegającą na odmowie wywiązywania się z złamanej już przez ten system umowy.
Traktując ten przypadek od strony prawnej też można moim skromnym zdaniem mieć wiele do zarzucenia nadawcom nieproszonych wiadomości reklamujących projekt ustawy. Nie jestem wprawdzie prawnikiem, więc na tematy prawne wolę sie wypowiadać z dużą ostrożnością, ale chciałbym zwrócić uwagę na kilka kwestii.
W swojej argumentacji Komitet powołuje sie na art. 19 ustawy o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli (*.pdf ) (dalej nazywana 'uwiupo') "Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem przeszkadza w wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli albo przez nadużycie stosunku zależności wywiera wpływ na jej wykonywanie - podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5." Tymczasem mamy do czynienia z następującą sytuacją: Komitet chce wedrzeć się ze swoją kampanią do sieci, których właściciele sobie tego nie życzą, zatem wykonując swoje prawo do ochrony własności prywatnej (dostawców usług internetowych) oraz prawo do ochrony prywatności (usługobiorców, czyli adresatów przesyłek e-mailowych) blokują otrzymywanie dalszych materiałów od Komitetu. Taka blokada jest pasywną ochroną, podczas gdy to Komitet właśnie aktywnie stara się ominąć te przeszkody uciekając się do podstępu, polegającego na wysyłaniu swoich materiałów ze sfałszowanych adresów e-mailowych. W tej sytuacji powoływanie się przez komitet na przepis dotyczący przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu jest chyba jednak nie na miejscu... Nie mówiąc już o tym, że jeśli SPPNN nie ma racji w swojej argumentacji, to znaczy ża sam posługuje się groźbą bezprawną, grożąc procesem osobom broniącym się przed zalewem rozsyłanych przez Komitet materiałów.
Natomiast artykuł 10 p 1. ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (*.pdf ) "Zakazane jest przesyłanie niezamówionej informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w szczególności poczty elektronicznej" zwyczajnie nie ma tu zastosowania, bowiem z tego, że artykuł ten nie zakazuje wysyłania niezamawianych informacji politycznych nie można wywodzić wniosku, że wysyłanie takich informacji jest dozwolone.
Z drugiej zaś strony przepisy uwiupo na które powołuje się dr Sandauer we wspomnianym oświadczeniu żaden sposób nie wymieniają dozwolonych sposobów korzystania z sieci teleinformatycznych, jednak zawierają kilka przepisów o charakterze ogólnym. Wydaje się, że należy do nich art. 9 p. 1 i 2 tej ustawy, które stwierdzają, że "W miejscu zbierania podpisów obywateli musi być wyłożony do wglądu projekt ustawy" oraz "Obywatel udziela poparcia projektowi ustawy, składając na wykazie, obok swojego imienia (imion) i nazwiska, adresu zamieszkania oraz numeru ewidencyjnego PESEL, własnoręczny podpis. (...)". Ustawa ta dotyczy zatem zbierania podpisów w określonym miejscu, czy lokalu i nie przewiduje możliwości zbierania podpisów "na odległość", a w szczególności z wykorzystaniem Internetu.
Ponadto wątpliwości może budzić przestrzeganie przez Komitet art. 90 p. 4 ustawy Ordynacja wyborcza do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej (*.pdf ), dalej zwana 'Ordynacją', która jest przywołana w art. 8 p. 3 uwiupo. "Przy ustawianiu własnych urządzeń ogłoszeniowych dla celów prowadzenia kampanii wyborczej należy stosować obowiązujące przepisy porządkowe." O ile e-mail może być urządzeniem ogłoszeniowym, a tak chyba uważa pełnomocnik Komitetu, dr Sandauer, używając go do celów swojej kampanii, to w Internecie przepisy porządkowe obejmuje Netykieta (RFC 1885 oraz RFC 2635 - dokument szczegółowy dotyczący właśnie spamu). A zatem, prowadząc kampanię w Internecie, nie wolno łamać Netykiety.
Być może ponadto zastosowanie powinien mieć art. 88 p. 1 Ordynacji: "Zabronione jest prowadzenie kampanii wyborczej na terenie zakładów pracy lub instytucji publicznych w sposób i w formach zakłócających ich normalne funkcjonowanie." Odbieranie spamu, zwłaszcza w dużych ilościach, zakłóca normalne funkcjonowanie zakładów pracy. By o tym się przekonać wystarczy sięgnąć do statystyk - wg badań Radicati Group, koszty spamu dla światowej gospodarki w roku 2003 wyniosły 20.5 mld (sic!) USD, a w roku 2004 przewiduje się, że osiągną 41.6 mld USD. W roku 2003 w przeliczeniu na jednego pracownika w Wielkiej Brytanii koszty wyniosły 470 GBP (w USA 750 USD). Ponieważ wg statystyk brytyjskiej firmy Brightmail odsetek spamu w poczcie w Wielkiej Brytanii w grudniu 2003 wyniósł 58%, a wg statystyk portalu Onet.pl odsetek ten wynosił w Polsce niewiele mniej, bo 51% - różnica w kosztach może być spowodowana głównie różnica w poziomie zarobków i kosztów utrzymania firmy, jaka występuje między warunkami polskimi a brytyjskimi.
Można się też chyba zupełnie poważnie zastanawiać nad zastosowaniem art. 88 p. Ordynacji "Zabronione są jakiekolwiek formy agitacji na terenie szkół podstawowych i gimnazjów wobec uczniów nieposiadających prawa wybierania." - o ile wśród odbiorców podpisanego przez dr Sandauera spamu znalazły się dzieci. Jestem bardzo ciekaw czy może to sprawdzić, bowiem nadawca spamu zazwyczaj nie ma pojęcia do kogo należą adresy na które kierowana jest wysyłka, zaś odsetek dzieci korzystających z Internetu dzięki szkolnym pracowniom jest coraz większy - więc taki przypadek jest wielce prawdopodobny. Ponadto, jak wyżej wspomniano, pewne sieci tworzące fragmenty Internetu są finansowane z pieniędzy publicznych. Otóż, okazuje się, że możliwości prowadzenia kampanii politycznej właśnie w niektórych z tych sieci jest zakazana przez ustawę - wspomniany art. 88 wymienia instytucje publiczne i szkoły, zaś art. 90 p. 2 mówi dodatkowo "Zabronione jest umieszczanie plakatów i haseł wyborczych na zewnątrz i wewnątrz budynków administracji rządowej i samorządowej oraz sądów, a także na terenie jednostek wojskowych i oddziałów obrony cywilnej oraz skoszarowanych jednostek podległych ministrowi właściwemu do spraw wewnętrznych." - a wszakże spam odebrany przez pracownika jednej z wyżej wspomnianych instytucji znajdzie się przecież wewnątrz takiego budynku...
Trzeba też wyraźnie zaznaczyć, że zarzut popełnienia przestępstwa przez firmy czy osoby które wpisały adresy z których pochodziła wysyłka spamu jest całkowicie absurdalny, bo administrator każdej sieci blokującej spam sam, lub w porozumieniu z użytkownikami podejmuje decyzję o blokowaniu niechcianych przesyłek i wykorzystuje do tego celu takie środki jakie uznaje za właściwe i skuteczne. Może takim środkiem być np. RBL prowadzony przez innego administratora. Zaś w polskim prawie karnym lub cywilnym nie żadnego artykułu, który zakazywałby dopisywania adresów IP do jakichkolwiek "czarnych list".
Poza tym, nawet gdyby wszystkie poprzednie zarzuty nie były słuszne to, jak to już zauważył Piotr Waglowski w prowadzonym przez siebie serwisie VaGla.pl Prawo i Internet , Pełnomocnik Komitetu powinien mieć jeszcze wzgląd na art. 5 kodeksu cywilnego: "Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społecznogospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony."
Na zakończenie dodam jeszcze, ze jestem w posiadaniu korespondencji pomiędzy dr Sandauerem a jedną z osób wymienionych na stronie SPPNN. Z korespondencji tej wynika, ze Pełnomocnik Komitetu załączył w przedstawionych u siebie fragmentach korespondencji informacje o opinii odbiorców na temat jego przesyłek, ale usunął deklaracje pomocy w prowadzeniu kampanii w sposób etyczny i zgodny z internetowymi standardami.
Paradoksalne pogróżki polskiego spamera - artykuł Anny Meller w Internet Standard , a także komentarze do tego artykułu.
Spam to spam - choćby w "społeczniej sprawie" - polemika Rafała Ciska w magazynie Nowe Media
Polski spamer wygraża... - notatka w Nospam-PL.net
Odpowiedź na powyższe artykuły, rozesłana przez dr Sandauera jako spam (!) do różnych odbiorców, w tym... na spamtrapy.
Artykuł Mariusza Gawrychowskiego w Życiu Warszawy Mail od premiera. SPAM polityczny .
Spam a prawo - próba wskazania kierunków badawczych - publikacja Piotra Waglowskiego, który odbywa aktualnie studia doktoranckie prowadzone w ramach Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, gdzie przygotowuje rozprawę doktorską na temat "Niezamówiona informacja przesyłana drogą elektroniczną (spam) jako naruszenie dobra osobistego".
Cisza! Internet nie śpi - felieton tegoż Piotra Waglowskiego na temat domniemanych orzeczeń sądu, wydanych w uproszczonym trybie przedwyborczym, w związku z publikacją w Internecie. Felieton napisany 16.XII.2004, a więc zaledwie kilka tygodni przed skierowaniem przez SPPNN sprawy do sądu - właśnie w uproszczonym trybie przedwyborczym...
[1.] Wygląda na to, że dr. Sandauer przyjął do wiadomości część argumentów wymienionych w tym felietonie, bowiem treść jego oświadczenia została nieco zmieniona. Zmieniony został między innymi tytuł, który aktualnie (27.I.2004) brzmi "Internet w interesie i pod nadzorem publicznym czy wedle prawa stanowionego przez administratorów sieci lokalnych i firm sprzedających komputery?"
Podsumowanie działań SPPNN przeciwko autorowi tej witryny, do dn. 20.III.2004
Dr Adam Sandauer wniósł do Sądu wniosek o zakazanie mi publikowania moich opinii oraz rzekomo nieprawdziwych informacji na temat działań, jakie podejmował on jako pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej na rzecz ustawy o Rzeczniku Pacjenta (działającego przy tym Stowarzyszeniu Pacjentów Primum Non Nocere - SPPNN), oraz nakazanie mi przeproszenia go za wygłoszone opinie. Wniosek ten został złożony w trybie art. 91 ust. 1 ustawy z dn. 12.VI.2001 Ordynacja Wyborca (...) (Dz.U. nr 46 późn. 499 z późn. zmianami).
Na posiedzeniu dn. 9.II.2004, z moim udziałem w charakterze uczestnika, Sąd Okręgowy w Warszawie postanowił oddalić ten wniosek . Sąd uznał, że w danym wypadku nie mają zastosowania przepisy Ordynacji Wyborczej, podkreślając w uzasadnieniu, że Adam Sandauer, działając jako pełnomocnik Komitetu do bliżej nieokreślonej liczby adresatów kierował za pośrednictwem sieci zawiadomienia o tej inicjatywie, czyniąc to zarówno jeszcze przed przyjęciem zawiadomienia o utworzeniu komitetu, jak i po tym terminie. Wyrażone przeze mnie wątpliwości co do prawidłowości zastosowania w tych działaniach właściwego trybu kampanii, tj. uzyskiwania dostępu do serwerów innych użytkowników sieci, nie mogą być - zdaniem Sądu - uznane za "materiał wyborczy". Ponadto Sąd stwierdził jak następuje":
«(...) Nazwanie (...) wnioskodawcy "spamerem" w okolicznościach niniejszej sprawy może być zaś usprawiedliwione. Jak słusznie podkreśla uczestnik [tj. ja] , brak jest obecnie definicji ustawowej "spamu" zaś w środowisku internautów mianem tym określany jest nie tylko nadawca niepożądanych informacji handlowych, ale wszelkich informacji niezamawianych i niepożądanych przez adresata. Taką zaś informacją dla uczestnika były kierowane do niego za pośrednictwem "sieci" materiały kampanii promocyjnej wnioskodawcy.».
Sąd nakazał też Komitetowi zwrot na moją rzecz kosztów postępowania (w kwocie najniższych stawek wg art 520 par. 2 kpc) (pełen tekst decyzji dostępny pod wyżej wskazanym odnośnikiem).
W związku z powyższą decyzją dr Adam Sandauer, jako pełnomocnik Komitetu, wniósł zażalenie do Sądu Apelacyjnego.
Sad Apelacyjny w Warszawie na posiedzeniu niejawnym dnia 13.II.2004 postanowił oddalić zażalenie Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej na rzecz ustawy O Rzeczniku Pacjenta. W uzasadnieniu przeczytać można:
«Jak wynika z odpisu wypowiedzi uczestnika (...) w powiązaniu z zeznaniami pełnomocnika Komitetu zawiera ona [tj. moja notatka] informacje prawdziwe. Niesporne jest bowiem, ze Komitet informacje o inicjatywie ustawodawczej rozsyłał przed rejestracją jak i dokonaniem ogłoszeń w prasie. Prawdziwa jest również informacja o tym, ze Komitet składał skargi w Prokuraturze. (...) Wypowiedź uczestnika nie ma żadnego związku z kampanią promocyjną w rozumieniu art. 8 ust. z dn. 24.VI.1999 o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli (Dz.U. 99, 62, 688) (...) Wypowiedź uczestnika nie odnosi się w żadnym elemencie do projektu ustawy.(...) Ponadto stwierdzić należy, ze zgodnie z art. 8 ust. 2 cyt. wyżej ustawy kampania promocyjna na rzecz projektu ustawy oraz zbieranie podpisów obywateli popierających projekt ustawy może rozpocząć się dopiero po ogłoszeniu w dzienniku o zasięgu ogólnopolskim, faktu nabycia osobowości prawnej, (...). Ogłoszenie takie miało zaś miejsce dopiero 18.XI.2003 a wypowiedź uczestnika dotyczy zdarzeń wcześniejszych.».
Sąd ponadto zasądził od Komitetu na moją rzecz zwrot kosztów postępowania zażaleniowego (pełen tekst decyzji dostępny pod wyżej wskazanym odnośnikiem).
W tej sytuacji dr Adam Sandauer wniósł protest wyborczy do Sądu Najwyższego, a także umieścił na stronie SPPNN pod adresem www.sppnn.org.pl/index1a.html oskarżenie, jakoby osoby (w tym ja) protestujące przeciwko wykorzystywaniu cudzych skrzynek pocztowych do kampanii promocyjnej, wbrew woli właścicieli tych skrzynek - o to bowiem w istocie chodzi osobom protestującym przeciwko działaniom Komitetu - oblewały pomyjami Stowarzyszenie, Komitet i osobę dr Sandauera, potępiały go i ścigały na wzór władz PRL - oto zrzut fragmentu tej strony z dn. 20.III.2004.
Ocenę powyżej przedstawionych faktów pozostawiam decyzji Szanownego Czytelnika niniejszego tekstu.
W jakiś czas po decyzji Sądu Apelacyjnego, na witrynie SPPNN pojawiły się zawoalowane sugestie, jakobym w sposób niezgodny z prawem zbierał pieniądze, być może na opłacenie łapówki dla Sądu:
«Sąd, który powinien działać w trybie 48 godzinnego postępowania, opisanego w przepisach ustawy Ordynacja Wyborcza, prawie miesiąc zwlekał, chyba licząc na to iż minie okres inicjatywy ustawodawczej z wydaniem prawomocnego postanowienia w sprawie Łukasza K z Gdańska, który twierdził informacje jakoby Komitet rozsyłał reklamy, a doniesienie o popełnieniu przestępstwa nazywał pogróżkami. W tym czasie administratorzy organizowali w sieci publiczne zbiórki pieniędzy na "obsługę tego przypadku". Watpię czy uzyskali wcześniej wymagane prawem zezwolenie ministra spraw wewnętrznych i administracji, na publiczne prowadzenie zbiórek pieniędzy.
Wobec licznych pytań, czy myślę iż postanowienia sądu, opisywane tu zostały kupione, odpowiadam. ».
Dodać trzeba, że na pytanie o korupcję zadane wprost, dr. Adam Sandauer odpowiada tyleż przecząco, co dwuznacznie .
W związku z powyższym oświadczam, że zarówno zarzuty postawione wprost pod moim adresem jak i te zasugerowane, są pomówieniem. Pieniądze o których mowa zostały zebrane w sposób zgodny z prawem i w sposób zgodny z prawem wykorzystane do pokrycia kosztów na jakie naraziły mnie oskarżenia wysunięte przez dr. Sandauera. W dodatku, jak wskazują decyzje sądów 2 instancji, były to oskarżenia niezasadne, a koszta niezawinione.
Nie podjąłem jeszcze decyzji, czy będę w tej sprawie podejmował kroki prawne przeciwko sprawcy wspomnianych pomówień.
Data ostatniej modyfikacji: 03 VIII 2004