Source: https://czasopismo.legeartis.org/2020/03/ogloszenie-stanu-epidemii.html
Timestamp: 2020-04-03 16:39:32
Legal References Found: art. 3
 art. 92
 art. 417
 art. 417
 Art. 228
 art. 116

Document Content:
Ogłoszenie stanu epidemii w związku ze zwalczaniem koronawirusa
by Olgierd Rudak • 20 marca 2020 • 21 komentarzy
Krótko i na temat: dziś o godzinie 19:56 w Dzienniku Ustaw opublikowano rozporządzenie wprowadzające w Polsce stan epidemii (rozporządzenie Ministra Zdrowia z 20 marca 2020 r. w sprawie ogłoszenia na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej stanu epidemii, Dz.U. z 2020 r. poz. 491).
Z dniem 20 marca 2020 r. w Polsce nastąpiło ogłoszenie stanu epidemii (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)
Dla jasności: od 20 marca 2020 r. do odwołania na całym obszarze Polski został ogłoszony stan epidemii w związku z zakażeniami wirusem SARS-CoV-2 — równocześnie odwołano stan zagrożenia epidemicznego (Dz.U. z 2020 r. poz. 490). Ogłoszenie stanu epidemii zasadniczo utrzymuje dotychczasowe obostrzenia, z tym, że:
zakaz handlu w centrach handlowych powyżej 2 tys. metrów rozszerzono o wszystkie sklepy z wyjątkiem prowadzących sprzedaż: żywności, kosmetyków, artykułów toaletowych i środków czystości, produktów leczniczych w aptekach, wyrobów medycznych, gazet, artykułów budowlanych i remontowych, artykułów dla zwierząt domowych i paliw, a także wszystkie punkty usługowe z wyjątkiem: świadczących usługi medyczne, bankowe, ubezpieczeniowe, pocztowe, pralnicze lub gastronomiczne (ale tylko te, których działalność podlega na przygotowywaniu i dostarczaniu żywności);
właściciele nieruchomości, lokali i terenów (przewidzianych w wojewódzkim planie działania na wypadek wystąpienia epidemii) mogą mieć obowiązek ich udostępnienia, na żądanie wojewody, na potrzeby zwalczania epidemii koronawirusa;
co ciekawe z listy rodzajów działalności, których nie wolno prowadzić, zniknęło prowadzenie „obiektów noclegowych turystycznych i miejsc krótkotrwałego zakwaterowania” (proszę porównać listę w par. 5 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia w/s stanu zagrożenia epidemicznego i par. 6 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia w/s ogłoszenia stanu epidemii);
utrzymano zakaz organizowania zgromadzeń, jeśli liczba uczestników przekracza 50 osób (dotyczy to także sprawowania kultu religijnego); dla rozwiania wątpliwości: nie, minister zdrowia nie może zamknąć parlamentu, sejmików, rad powiatowych i gminnych — zakaz dotyczy „zgromadzeń w rozumieniu art. 3 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. — Prawo o zgromadzeniach”, zaś obrady legislatywy i organów samorządowych nie podlegają pod przepisy o zgromadzeniach.
Zamiast komentarza: pójście tylko „ząbek wyżej” zapewne rozczarowało zwolenników wprowadzenia któregoś ze stanów nadzwyczajnych, jednak spieszę zapewnić, że jeśli komuś będzie mało, minister nadal może dołożyć nakaz dostarczenia środków transportu (chyba dlatego ostatnio znów mamy w internetach wysyp tekstów z cyklu „wojsko może zarekwirować twoją terenówkę lub pikapa”).
Warto jednak pamiętać, że spec-ustawa w/s koronawirusa dodała do obowiązującego już wcześniej katalogu środków — jeśli charakter i w rozmiary epidemii przekraczą możliwości działania organów państwa — uprawnienie do wyznaczenia (w odrębnym rozporządzeniu Rady Ministrów) strefy zero, strefy buforowej lub strefy zagrożenia, w których można np.:
racjonować zaopatrzenie w określone artykuły;
ograniczyć korzystanie z lokali lub terenów, włącznie z obowiązkiem ewakuacji;
jak też nakaz lub zakaz przebywania w określonych miejscach lub obiektach;
a także zakaz opuszczania strefy zero (jest to „obszar, na którym wystąpił stan epidemii, znajdujący się bezpośrednio wokół ogniska wirusa”) przez osoby chore i podejrzane o zachorowanie.
Więc jeśli komuś nadal mało i marzy mu się sprawdzenie swoich prepperskich możliwości, to zawsze można liczyć na to, że rząd zdecyduje się objąć jego miejsce zamieszkania strefą zero — i wówczas naprawdę żaden stan wyjątkowy nie będzie potrzebny.
PS widzę, że media fantazjują, że ogłoszenie stanu epidemii „umożliwia wprowadzenie stref zero” — to jest akurat nieprawda, ponieważ ogłoszenie strefy zero (ale też pozostałych stref) mogło nastąpić już w związku z wystąpieniem stanu zagrożenia epidemicznego — pod warunkiem jednak, że mowa o zjawiskach o „charakterze i w rozmiarach przekraczających możliwości działania właściwych organów administracji rządowej i organów jednostek samorządu terytorialnego” (art. 46a ustawy o zapobieganiu i zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, dodany ustawą w/s zwalczania koronawirusa, Dz.U. z 2020 r. poz. 374). Wprowadzenie strefy zero wymaga jednak wydania odrębnego rozporządzenia (przez całą Radę Ministrów), jednak nie wystarczy do tego — podobnie jak do wprowadzenia ograniczeń (art. 46b ustawy) samo w sobie ogłoszenie stanu epidemii.
Tags: art. 92 kp Dziennik Ustaw granica koronawirus zdrowie
← Namawianie do przeniesienia numeru do innego operatora to czyn nieuczciwej konkurencji
Potrącenie rowerzysty na skrzyżowaniu →
O 19:56? Ładnie. O 18:48 dostałem maila potwierdzającego anulowanie rezerwacji pobytu nad morzem na początku kwietnia.
Dokładnie 19:56:29.
To jest w ogóle ciekawe, bo zgodnie z rozporządzeniem stan epidemii mamy od rana — zerowe vacatio legis prowadzi do takich absurdów.
Gdzie widać tę godzinę?
Można opublikować wysoką karę za niestosowanie się do kwarantanny o 23:59:59, a potem ścigać tych co przez cały dzień się nie zastosowali.
W PDF-ie, prawy górny róg.
Podpisanie pliku to jest to samo co publikacja?
Nie mam pojęcia, być może plik jest podpisywany troszkę wcześniej niż akt pojawia się w serwisie.
Ukazała się aktualizacja rozporządzenia. Plik ma podany czas o ok. 10 minut wcześniejszy niż stał się dostępny na stronie. Ciekawe było to, że rozporządzenia najpierw pojawiło się na liście, a sam plik dopiero po paru minutach – wcześniej zwracał błąd 404.
Zauważyłem tę zależność wczoraj czy przedwczoraj przy jakimś tam akcie — rzeczywiście publikacja następuje na raty.
Ciekawe czy świadomie zrezygnowali z zakazu prowadzenia obiektów noclegowych, czy tylko ktoś zapomniał wpisać?
Zaliczam się do „zwolenników wprowadzenia któregoś ze stanów nadzwyczajnych”, dlatego muszę wyjaśnić nieporozumienie. Osoby które podzielają moje stanowisko nie chcą „pójść o ząbek wyżej” w kwestii faktycznych obostrzeń. Nie jest nam za mało. Uważamy że stan epidemii wprowadza te same ograniczenia dla obywateli, które wprowadziłby stan klęski żywiołowej, tyle że z pominięciem ograniczeń dla władzy. Dlatego postrzegamy stan epidemii jako obejście konstytucji. Gdyby w rozporządzeniu o stanie klęski żywiołowej rada ministrów wprowadziła podobne paragrafy jak w powyższym rozporządzeniu ministra zdrowia to realne ograniczenia wolności nie byłyby przez to znacząco większe. Konstytucja w tej materii opiera się na założeniu dobrej woli… Czytaj więcej »
Ale czy można nazwać epidemią sytuację, w której choruje 0,1% populacji — to by było 38 tys. Polaków? Definicyjnie być może tak („wystąpienie na danym obszarze zakażeń lub zachorowań na chorobę zakaźną w liczbie wyraźnie większej niż we wcześniejszym okresie albo wystąpienie zakażeń lub chorób zakaźnych dotychczas niewystępujących”), ale nawet jeśli — dlaczego mamy korzystać ze środka silniejszego, skoro wystarczający jest słabszy?
Władze mają wprowadzić stan nadzwyczajny tylko w celu odroczenia wyborów?
Odpowiedzialność Skarbu Państwa, mimo braku takiej regulacji, można wywieść albo z art. 417(1) par. 1 kc, albo z art. 417(2) kc — rzeczywiście taka indywidualna ścieżka jest dłuższa i trudniejsza, ale niewykluczona.
Dla klarowności: uważam za bardzo niebezpieczny precedens zanoszenie do władzy próśb o jeszcze większe zaostrzenie nastrojów i wprowadzenie de facto represyjnych rozwiązań prawnych, tylko po to, by odsunąć w czasie wybory. Trawestując Marksa — taki stan nadzwyczajny będzie wprowadzony „za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa”.
Wprowadzenie ostrzejszych sposobów próby zahamowania rozlewnia się epidemii, ma na celu prewencję. Nawet jeśli jest to koszt czasowego ograniczenia przemieszczania się.
Włoska historia kontra Chiny (mocno poniewczasie), Tajwanu, Korei walki z tym wirusem dość jasno pokazuje, że albo godzimy się na parę tygodni ograniczyć nasze możliwości lokomocji za cenę pokonania rozprzestrzeniania się wirusa albo będzie tylko gorzej.
W przypadku naszego kraju wziąć też trzeba zdolność i wydolność naszej służby zdrowia.
Wiem, że to bardzo wygodne hasło do silnego naruszania wolności, ale trupowi wolność już wisi.
Ależ ja to rozumiem i się nawet stosują (kina i tak pozamykane, a innych potrzeb do wybierania się do centrum i tak od dawna nie miałem) — jednak uważam, że do osiągnięcia tego skutku nie jest niezbędne wprowadzenie stanu wyjątkowego lub nawet klęski żywiołowej.
Zauważam też pewien paradoks: MZ straszy rozprzestrzenianiem się, Prezes RM mu wtóruje — ale poza tym raczej słyszy się, że „nic się nie stało”. I ten rozdźwięk jest irytujący.
Nie wiem, co mówi prezes, poza tym, że przeczytał Lege Artis i nie znajduje podstaw do przesunięcia terminu wyborów.
(Inna sprawa, że poza aktywem partyjnym, to pewnie nie wielu innych się zgłosi do komisji wyborczych).
Siedzę w domu, choć brakuje mi kilometrów, ale słyszę od znajomych od współpracowników via teams, że ludzie mają to gdzieś: parki, polanki, wały nadodrzańskie, place zabaw pełne ludzi. Madki z bombelkami, piękni dwudziestoletni.
Bo medycy mówią, że należy się ruszać na świeżym powietrzu także teraz — nie włazić na siebie, zachować dystans, ale odporność nadal wymaga podobnych zachowań jak wcześniej.
Przecież u licha nawet jeśli przejdę kilka minut w miejscu, gdzie wcześniej szedł chory, nie złapię wirusa!
Oczywiście, vigantoletten nie zapewni wit. D w odpowiedniej dawce. Ale choćby zdjęcia z przełęczy Tąpadła z minionego łikendu pokazują jak bezmyślnie się to odbywa.
Jeśli widzi się zdjęcia, słyszy o piknikach, grillach, to pytanie o to czy synapsy, połączenia między partiami mózgu działają jest zasadne.
W bezwietrzny dzień to może nie do końca zadziałać.
Poniżej badanie ile wirus utrzymuje się na różnych powierzchniach, w powietrzu.
https://www.nejm.org/doi/10.1056/NEJMc2004973?fbclid=IwAR19MAv0hdIlFM-AoMleWIFnDum2mnk66mxQGO_qAheajSK2tdkF7cOfAZA
Nie w powietrzu, lecz w „aerozolach (…) podobnych do obserwowanych w próbkach uzyskanych z górnych i dolnych dróg oddechowych u ludzi”.
Czyli kichu, smarku, kaszlu wydalone idzie w czarną dziurę.
Bez szaleństwa, ale z mózgiem.
Argument deprecjonujący zagrożenie odnosi się tak samo do stanu nadzwyczajnego, jak i do stanu epidemii. Zatem może nie należało ogłaszać stanu epidemii, a wcześniej stanu zagrożenia epidemicznego. Z tym mógłbym się nawet zgodzić, bo ani ze mnie wirusolog, ani epidemiolog. Czuję się mocny w ocenie skutków gospodarczych, a te moim zdaniem zbliżają nas do katastrofy. Można powiedzieć, że jestem zwolennikiem zastąpienia stanu epidemii stanem klęski żywiołowej lub alternatywnie zniesienia stanu epidemii bez zastępowania go czymkolwiek. Wóz albo przewóz. Art. 228 ust. 5 Konstytucji Działania podjęte w wyniku wprowadzenia stanu nadzwyczajnego muszą odpowiadać stopniowi zagrożenia i powinny zmierzać do jak najszybszego… Czytaj więcej »
Jeszcze na marginesie: premier straszy, że kara za nieprzestrzeganie kwarantanny „wzrosła” do 30 tys. złotych. Kocham takie bajki — bo przecież art. 116 par. 1 kw nadal mówi tak: Kto, wiedząc o tym, że: 1) jest chory na gruźlicę, chorobę weneryczną lub inną chorobę zakaźną albo podejrzany o tę chorobę, 2) styka się z chorym na chorobę określoną w punkcie 1 lub z podejrzanym o to, że jest chory na gruźlicę lub inną chorobę zakaźną, 3) jest nosicielem zarazków choroby określonej w punkcie 1 lub podejrzanym o nosicielstwo, nie przestrzega nakazów lub zakazów zawartych w przepisach o zapobieganiu tym chorobom… Czytaj więcej »