Source: http://www.bobrowniki.tv/aktualnosci-z-regionu/rok-2013/marzec/wolnosc-slowa-a-tolerancja-na-krytyke-publiczna-felieton
Timestamp: 2019-03-24 13:33:51
Legal References Found: art. 13
 art. 169
 art. 212
 art. 216
 art.256
 art. 257
 art. 10
 art. 10
 art. 10

Document Content:
Wolność słowa a tolerancja na krytykę publiczną - felieton - Bobrowniki.tv
Znajdujesz się w:bobrowniki.tv»Aktualności z regionu»Rok 2013»Marzec»Wolność słowa a tolerancja na krytykę publiczną - felieton
6 Marca 2013Wolność słowa a tolerancja na krytykę publiczną - felieton
Co to jest wolność słowa ? Definicja mówi, że jest to „prawo do publicznego wyrażania własnego zdania oraz poglądów, a także jego poszanowania przez innych” ( definicja za pl.wikipedia.org ). Regułą jest łączenie pojęcia wolności słowa z prawem do informacji. Jest to jedno z praw człowieka i współcześnie jest uznawana za standard norm cywilizacyjnych, jednak często w porządkach prawnych różnych krajów są na to prawo nakładane różne ograniczenia. W Polsce ograniczenia wolności słowa występują w ustawie zasadniczej, czyli Konstytucji ( art. 13, Dz.U. z 1997 r. Nr 78, poz 483 ), a dotyczą ograniczenia wolności słowa w zakresie obrazy uczuć religijnych, nienawiści rasowej oraz głoszenia poglądów totalitarnych, nazistowskich, faszystowskich czy komunistycznych. Również w Kodeksie Karnym istnieją przepisy ograniczające wolność słowa, szczególnie w zakresie znieważenia, pomówienia czy zniesławienia ( art. 169, art. 212 par 1, art. 216 par 1, art.256, art. 257, Dz.U. z 1997 r. Nr 88, poz 553 z późń zm.)
We wszystkich tych dokumentach stwierdza się zgodnie, że każda jednostka ma niezbywalne prawo do wolności poglądów i wypowiedzi, prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz nieskrępowaną swobodę poszukiwania i rozpowszechniania informacji oraz idei, bez względu na granice państwowe, w formie ustnej, pisemnej bądź za pomocą druku, w postaci artystycznej bądź z wykorzystaniem każdego innego środka przekazu. W ślad za tymi regulacjami międzynarodowymi również nasza Konstytucja RP uznaje, że każdemu obywatelowi zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz podkreśla się, że wszelka cenzura środków masowego przekazu jest zakazana.
Wolność jednostki do zabierania głosu w sprawach publicznych oraz do krytyki organów władzy to jeden z fundamentów każdego demokratycznego państwa i tą fundamentalną wolność trzeba chronić w każdym przypadku. Jednocześnie wolność słowa nie jest wartością absolutną i trzeba ją zawsze podporządkować innej wartości, która stoi w hierarchii wyżej – czyli godności człowieka. Rozstrzygnięcie, która z tych wartości została naruszona i która jest w danym przypadku ważniejsza jest to problem nie tylko prawny, który musi zostać w każdym konkretnym przypadku rozwiązany na podstawie obiektywnej oceny faktów i okoliczności.
Zarówno nasza Konstytucja jak i akty prawa międzynarodowego zauważają ten problem konfliktu wartości. W art. 10 Konwencji o Ochronie Podstawowych Praw i Wolności Człowieka zawarte jest prawo do wolności wypowiedzi, ale też stwierdza się, że wolność tą można ograniczyć, jeżeli wymaga tego dobro publiczne. W podobnym tonie mówią przepisy Konstytucji RP oraz Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych.
Konflikt wartości występuje szczególnie ostro w przypadku krytyki osób publicznych, oraz problemu ochrony ich dobrego imienia i prywatności. Z całą pewnością osoba publiczna musi w koszty swej działalności wliczyć to, że wystawia się na krytykę, że również jej życie prywatne (które w przypadku innych osób jest chronione) może zostać poddane ocenie publicznej. Również w orzecznictwie osoby publiczne są raczej postrzegane, jako te, które powinny być przygotowane na większy zakres krytyki niż w przypadku zwykłego obywatela. Inaczej mówiąc przyjęto zasadę, że jak ktoś się wziął za ten fach polityczny, to powinien mieć grubą skórę. W USA w 1964 r. wysoki funkcjonariusz policji L.B. Sullivan poskarżył się, że prasa go zniesławiła i przegrał głośny spór z dziennikiem „New York Times”. Sąd Najwyższy USA uznał, że konstytucja wspiera wolność słowa w publicznej debacie nawet wtedy, kiedy dziennikarze dopuszczają się „zawziętych, zgryźliwych i nieprzyjemnie ostrych ataków na rząd i funkcjonariuszy publicznych”. Funkcjonariusz, jeśli czuje się zniesławiony, musi przed sądem udowodnić, że dziennikarz napadał go w złej wierze, to znaczy wiedział, że rozgłasza informacje fałszywe, albo że nie zadał sobie żadnego trudu, by sprawdzić zarzuty. Podobne stanowisko można zauważyć w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Również nasz Sąd Najwyższy w jednym ze swoich orzeczeń stwierdził że : „(…)inaczej należy traktować wolność słowa w sferze prywatnej, inaczej zaś w sferze życia publicznego. W tej ostatniej zakres wolności słowa musi być szerszy, a osoby uczestniczące w życiu publicznym muszą liczyć się z krytyką, gdyż świadomie i w sposób nieunikniony wystawiają swe słowa i działania na reakcje społeczeństwa. Krytyka jako wkład w formę debaty publicznej, a zarazem kontrola osób sprawujących stanowiska publiczne jest niezbędna w demokratycznym państwie prawa.” (wyrok Sądu Najwyższego – Izba Karna z 28 sierpnia 2003 r., sygn. akt III KK 246/2003).
Widać, że problem zrównoważenia znaczenie wolności wypowiedzi publicznej każdego człowieka z zachowaniem dobrego imienia krytykowanej osoby jest bardzo złożony. I o ile w przypadku zwykłego człowieka raczej wyżej się stawia jego prywatność i ochronę dobrego imienia, o tyle w przypadku osób publicznych ta granica jest przesunięta w inne miejsce i pozwala na ostrzejszą krytykę takiej osoby i bardziej wyrazistą ocenę jego działania – szczególnie w sferze publicznej.
W tym miejscu chciałbym omówić dwa wyroki Europejskiego Trybunału w Strasburgu dotyczące omawianych powyżej kwestii.
Pierwszym jest wyrok wydany w 2010 roku w sprawie jednego w radnych gminy Kleczew Czesława Kubaszewskiego. Pan Kubaszewski w 2000 roku podczas posiedzenia Rady Gminy w swoim wystąpieniu zakwestionował politykę finansowa ówczesnych władz gminy. Ponadto udzielił wywiadu lokalnej gazecie „Expres Powiatowy”, który został opublikowany z podtytułem, że „radny miasta Kleczew oskarża zarząd gminy o pranie pieniędzy”. W reakcji na artykuł i wypowiedzi radnego zarząd gminy złożył pozew o ochronę dóbr osobistych, w którym domagał się od radnego Kubaszewskiego oficjalnych przeprosin. W 2002 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu a potem także Sąd Apelacyjny uznały pana Kubaszewskiego winnym przekroczenia granic dopuszczalnej krytyki. Kasacja wniesiona do Sądu Najwyższego nie została przyjęta. Została więc wniesiona sprawa do Trybunału w Strasburgu gdzie pan Kubaszewski domagał się oddalenia zarzutów oraz odszkodowania. Trybunał po rozpatrzeniu sprawy uznał, że nie została zachowana w orzeczeniach polskich sądów równowaga pomiędzy dążeniem do zachowania praw polityków a prawem do wolności wypowiedzi w obronie interesu publicznego. Zdaniem Trybunału polskie sądy nie wzięły w ogóle pod uwagę, że Kubaszewski działał w interesie publicznym, a dopuszczalne granice krytyki osób publicznych są zdecydowanie szersze niż osób prywatnych. Ponadto Trybunał wskazał, iż Rada Gminy była odpowiednim momentem aby poruszyć kwestię gospodarowania pieniędzmi w gminie. Również zadawanie pytań przez radnego i poddawanie krytyce zarządu gminy jest jedną z funkcji radnych, a wręcz nawet jego obowiązkiem jako wybrańca społeczeństwa. Tym samym Trybunał przyznał rację skarżącemu uznając, że został naruszony art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i podstawowych Wolności.
Drugim orzeczeniem Trybunału jest wyrok wydany w 2009 roku w sprawie „Długołęcki przeciwko Polsce”. Skarżącym był pan Długołęcki, lokalny dziennikach prowadzący bezpłatną gazetą „Kołudzkie ABC”. W jednym z numerów opublikował on artykuł, w którym opisał lokalnego polityka, byłego burmistrza ubiegającego się o mandat radnego w wyborach samorządowych. Głównym tematem artykułu był brak zdaniem dziennikarza kompetencji opisywanej osoby do sprawowania mandatu radnego. Opisywany polityk wniósł do sadu prywatny akt oskarżenia o zniesławienie i znieważenie. Sąd po rozpatrzeniu sprawy uznał Długołęckiego winnym znieważenia i obciążył kosztami procesu praz nawiązką na cele społeczne. W związku z tym pan Długołęcki wniósł sprawę do Trybunału w Strasburgu, a którym poskarżył się na nieproporcjonalność zastosowanych środków oraz podniósł, że jego artykuł nie miał na celu znieważenia, ale wyrażał negatywną ocenę dotychczasowej działalności i kompetencji osoby ubiegającej się o publiczne stanowisko. W wyroku Trybunał uznał, że w tym przypadku także doszło do naruszenia art. 10 Konwencji Praw Człowieka. W wyroku stwierdzono, że krytyka osób publicznych ze względu na publiczny charakter zawodu polityka, powinna być powszechnie tolerowana. Trybunał uznał, że twierdzenia dziennikarza były opinią, która mieściła się w granicach akceptowalnej krytyki. Uznano, że istnienie podawanego przez dziennikarza faktu musi zostać zbadane przez opublikowaniem, natomiast opinie nie podlegają ocenie. Słowa dziennikarza dotyczyły wyłącznie publicznej sfery działalności polityka i nie miały związku z jego życiem prywatnym. Trybunał uznał, że pomimo relatywnie słabych środków zastosowanych przez sądy krajowe, jednak dziennikarz został wpisany do rejestru przestępców w związku z przeprowadzonym postępowaniem, co mogło spowodować w jego życiu prywatnym i zawodowym negatywne skutki. Dodatkowo jeden z sędziów Trybunału złożył zdanie odrębne, w którym wprost stwierdził, że dziennikarze nie powinni być poddawani żadnej formie odpowiedzialności karnej w związku z dokonywana przez nich krytyka osób publicznych.
Podsumowując można jednoznacznie stwierdzić, że ograniczanie wolności wypowiedzi w związku z ochroną dóbr osobistych nie powinno mieć miejsca w przypadku, jeżeli krytyce publicznej jest poddawana osoba, która pełni zawód polityka lub sprawuje funkcje publiczne – szczególnie, jeżeli pełnienie tych funkcji pochodzi z wyboru społecznego. Każdą opinię na temat osoby publicznej można wpisać w zakres dopuszczalnej debaty publicznej a szczególnie jeżeli opinie takie wygłaszane są przez osoby mające do tego mandat udzielony przez społeczeństwo, czyli np. radni lub dziennikarze. Szczególne znaczenie ma to w przypadku lokalnych społeczności, gdzie nie docierają dziennikarze wielkich telewizji czy gazet.
( dane autora do wiadomosci Redakcji Bobrowniki.TV )
2013-03-06 21:15:06 zdziwionyPrzepraszam a dlaczego teraz ?? zawsze mieli taką mozliwość bo te regulacje prawne nie pojawiły się wczoraj ale ładnych kilkanaście a nawet kilkadziesiąt lat temu. To że radni siedzą cicho i nie zadają trudnych pytań można zlożyć na karb roznych powodów - mam nadzieję że głównym była nieznajomośc obowiązującego prawa i orzecznictwa a nie cheć posiadania "świetego spokoju"
2013-03-06 20:49:13 wyborcaKochani Radni - macie teraz możliwość swobodnej wypowiedzi
2013-03-06 13:26:18 oloNiestety, być może jest to niewygodne, ale bycie osobą publiczną , reprezentowanie instytucji czy grupy osób ma swoje uwarunkowania. Jeśli publicznie wypowiadamy swój osąd lub podejmujemy decyzje musimy się zgodzić z tym, że mogą one być krytykowane. W przeciwnym razie byłaby to dyktatura.