Source: https://zarabiajnapasji.com/wrocimy-z-policja-jak-zaiks-zpav-stoart-kontroluja-przedsiebiorcow-w-klubach/
Timestamp: 2020-04-03 17:59:54
Legal References Found: Art. 6

Art. 48

Art. 116

Art. 119

Art. 119
 art. 47
 art. 47

Art. 47
 art. 119
 art. 47
 art. 116
 art. 119
 art. 47

Document Content:
Wrócimy z Policją? Jak ZAIKS, ZPAV, STOART kontrolują przedsiębiorców w klubach? - ZarabiajNaPasji.com
Jesteś tutaj: Home1 / Blog2 / Dział Prawny3 / Wrócimy z Policją? Jak ZAIKS, ZPAV, STOART kontrolują przedsiębiorców w kl...
W poprzednim wpisie zobaczyli Państwo jakie konsekwencje mogą czekać na właściciela klubu, który podpisze umowę z ZAIKS, ZPAV, STOART itp. Opisano również jakie zapisy mogą sprawić, że sami ukręcicie na siebie przysłowiowy bat, zgadzając się na warunki, które niekoniecznie są dla Was korzystne, a co więcej zgadzacie się na korzystanie z usługi, która nie jest Wam potrzebna – sami bowiem stwierdzacie w umowach, że zarabiacie na muzyce, a w większości przypadków tak nie jest, co jasno stwierdza ustawa, a potwierdzają poszczególne wyroki i opinie sędziów.
“WRÓCIMY Z POLICJĄ” – ale czy aby na pewno?
Dziś na tapetę weźmiemy temat “kontolerów” i tego jakie (i czy w ogóle) mają uprawnienia do nachodzenia Was w miejscu pracy, przerywania realizacji zawodowych obowiązków i żądania jakichkolwiek dokumentów.
Przez lata wykształciła się masa legend miejskich, mylnych przekonań i pozornych sugestii, które finalnie spowodowały, że większość z nas dostawało paraliżu, gdy w progu pojawiał się niezapowiedziany osobnik oświadczający, że przyszedł z kontrolą dodając, że jest ona celowo niezapowiedziana i ma on do tego pełne prawo.
Do tej sugestii dodajmy fakt, że chwilę później, ów osobnik wyciągał protokół, który jak wiecie z poprzedniego wpisu jest specyficznie skonstruowany i wraz z zastosowaną czcionką i edycją do złudzenia przypomina urzędowe pisma z Urzędu Skarbowego. Na koniec jegomość pokazuje decyzję Ministra, napisaną w taki sposób, by zwykły Kowalski niczego z niej nie zrozumiał, a to wszystko okraszone sugestiami o złamaniu prawa, powołując się nawet na kary ograniczenia wolności. Podczas próby oporu ze strony właścicieli pojawiają się nawet groźby oświadczające, że kolejne kontrole będą prowadzone z policją.
PODOBNE SYTUACJE MAJĄ MIEJSCE W CAŁEJ POLSCE
To nie film kryminalny – to opis kontroli u pewnej właścicielki studia, która czuła się tak wystraszona groźbami, że mało brakowało, podpisałaby się i pod sprzedażą ulubionego Passata w turbodieslu, gdyby tylko jej to podsunięto. Historia nie skończyła się jednak tragicznie, ponieważ wspomniana właścicielka kilka tygodni wcześniej była na jednej z naszych Konferencji Edukacyjnych. Gdy stojący w holu Pan, w jej ocenie kompletnie nie przypominał kogoś, kto mógłby reprezentować jakieś stowarzyszenie działające w interesie społecznym, a ona sama była niemal skłonna ulec groźbom i sugestiom jegomościa – przypomniała sobie jeden z naszych bloków edukacyjnych, kiedy wspominaliśmy o prawie autorskim. Odkopała numer telefonu i zadzwoniła do nas.
W ostatniej chwili udało się uratować sytuację. Jak wynika z zeznań właścicielki, ów kontroler przerywał jej w zajęciach, zmuszając ją do wyjścia z treningu z dziećmi. Pod koniec tej sytuacji w holu zgromadzili się nawet rodzice dzieci, którzy sami ocenili sytuację jako niebezpieczną, a wygląd “kontrolera” porównali do przypadkowej osoby, która niczym nie wzbudzała zaufania. Oto zdjęcie zrobione przez jednego z rodziców:
Gdy odebrałem telefon, a właścicielka podzieliła się oceną zdarzeń, od razu wyciągnąłem dyktafon i postanowiłem zrobić “kontrolerowi” podającemu się za pracownika ZPAV mały test ze znajomości ustawy o prawie autorskim. Całe nagrania rozmów oraz opinię jego przełożonych znajdziecie tutaj:
Można by pomyśleć, że to jednorazowe nadużycie i że po prostu pracownika ZPAV poniosło. Tak też myśleliśmy w pierwszej chwili. Zadzwoniliśmy do kierownictwa pytając jak powinny przebiegać takie kontrole. Pani Dyrektor nie wiedząc, że byliśmy świadkami takiego zachowania, spokojnie opowiedziała jak to powinno wyglądać (widać to na filmie).
Skonfrontowaliśmy to stanowisko, z tym czego sami doświadczyliśmy, a następnie wysłaliśmy do ZPAV plik audio, by sami wyrobili sobie zdanie o tym w jaki sposób ich pracownik się zachował. Wystosowaliśmy szereg pism do kierownictwa ZPAV z prośbą o ustosunkowanie się do zarejestrowanych materiałów wraz ze wstępną analizą wcześniejszych wypowiedzi kierownictwa, gdy nie wiedzieli jeszcze, że pytam o konkretną sprawę.
NIE WIDZIMY PODSTAW BY UZNAĆ, ŻE PRACOWNIK WPROWADZIŁ W BŁĄD
Jak widzicie na filmie, mimo wstępnych nadziei, że był to jednostkowy przypadek, okazało się, że kierownictwo nie tylko stoi murem za pracownikiem, który ewidentnie naruszył swoje uprawnienia (jest to prywatne stowarzyszenie, więc tych uprawnień jest niewiele), to wręcz nie zauważa się w jego zachowaniu niczego niezgodnego z normami przyjętymi w tym stowarzyszeniu, twierdząc, że w ich pracownik zachował się poprawnie.
I tak dochodzimy do sedna, byście zrozumieli, drodzy czytelnicy, do czego zmierzam – skoro nasz dział prawny Fundacji, po kilku tygodniach interwencji, znajomości prawa, rozumienia zapisów ustawy, mając zaplecze i wiedzę nie był w stanie się przebić i uzyskać jakiekolwiek potwierdzenia, że może jednak pracownika poniosło – to co dopiero zwykły Kowalski, który zna się na prowadzeniu klubu, ćwiczeniach, treningach, a nie na prawie?
Jak widzicie na filmie, w trakcie rozmowy pada wiele sugestii i stwierdzeń, które mają zbić z tropu przedsiębiorcę, który nie musi być biegły w zależnościach prawnych. Pada błędne stwierdzenie, że “miejsce prowadzenia działalności to co do zasady miejsce publiczne” i tego stwierdzenia usilnie broni Pani Dyrektor. Pojawia się również absurdalna sytuacja, gdy Pani Dyrektor ewidentnie zaprzecza, że pojawiła się groźba wezwania Policji, co jasno wynika z nagrania, Pani Dyrektor stwierdza, że “nie ma tego na nagraniu” – normalny człowiek przecież w tym momencie załamuje ręce.
Do tego sugestia o nielegalnym nagraniu rozmowy, która znów jest błędną oceną jakoby polskie prawo zakazywało rejestrowania rozmów przez telefon. Jak wiecie z poprzedniego wpisu, papier przyjmie wszystko, a tego co powiedziane można się zawsze wyprzeć – w jak miernej bylibyśmy sytuacji, gdybym wtedy nie wyciągnął dyktafonu. Kontroler mówiłby, że nigdy nie wspomniał o Policji, a ja bym usilnie przedstawiał odmienny pogląd.
DLACZEGO DAJEMY SIĘ NABIERAĆ NA TAK PROSTE SZTUCZKI?
Zastanówmy się od początku, skąd u nas takie przekonania. Czy niezapowiedziana kontrola nie kojarzy nam się z niezapowiedzianymi kartkówkami na lekcjach w dzieciństwie, mająca na celu obnażyć nasze braki, a sugestia, że ktoś kto ma dokument z ministerstwa i może wszystko, to nie scheda po mentalności rodziców, którzy żyli w ustroju opartym na przemocy i dominacji?
Czy w dobie internetu i wszechobecnej wiedzy, nie jest logicznym, że skoro organ Państwowy jakim jest Urząd Skarbowy, czy ZUS muszą się zapowiedzieć z kontrolą to zwykłe stowarzyszenie tym bardziej musiałoby przynajmniej mieć równorzędne procedury? Co więcej, kontrola podmiotów takich jak US czy ZUS jest to szczegółowo uregulowana w Ustawie Prawo Przedsiębiorców, łącznie z opisem terminu w jakim trzeba się zapowiedzieć i zakresem ponad który nie można wyjść kontrolującym, z konkretnym powodem kontroli itp. Czy nie dziwi nas, że ZWYKŁE, prywatne stowarzyszenie ma większe przywileje, gdy mówi, że “nie muszą zapowiadać kontroli?”. Tutaj od razu, drogi przedsiębiorco powinna zaświecić się lampka!
A MOŻE SZKOPUŁ W TYM, ŻE NIE MOGĄ PRZEPROWADZAĆ KONTROLI?
I tu dochodzimy do sedna, a może właśnie w tym rzecz, że nie muszą zapowiadać, ponieważ nie jest to kontrola, a jegomość, który stoi przed nami z protokołem, to nie “kontroler”, a jedynie najemny agent lub pełnomocnik stowarzyszenia, działający na zlecenie i na prowizji?
Więc może o to chodziło w grze słownej, że nie muszą zapowiadać się, ponieważ nie mają uprawnień, więc po prostu przychodzą i “tylko pytają”, a że przy okazji każda niemal sugestia bazuje na starych wzorcach powodujących, iż odczytujemy tę wizytę z niemal równą wagą co wizytę urzędnika ze Skarbówki, to już problem Kowalskiego, a nie stowarzyszenia.
Jak wiecie z poprzedniego tekstu, OZZ to zwykłe, prywatne stowarzyszenia, które wg celów statutowych reprezentują artystów i mówiąc kolokwialnie, chodzą po firmach i “tylko informują”, że publiczne odtwarzanie, z którym wiąże się osiąganie korzyści majątkowych narusza ustawę, po czym pytają, czy dany przedsiębiorca tę ustawę narusza. Jeśli narusza, to pobierają opłaty od tego przedsiębiorcy, a następnie mogą jedynie przekazać tę kwotę artyście, którego prawa naruszył potrącając jedynie kwotę jako koszt obsługi tego przekazania.
I TYLKO NA TO MAJĄ POZWOLENIE MINISTRA – NIE NA KONTROLE!
Jak widzicie po decyzji Ministra, jasno jest tutaj napisane, że:
“Związkowi Producentów Audio-Video z siedzibą w Warszawie udzielam zezwolenia na zbiorowe zarządzanie prawami pokrewnymi do fonogramów i wideogramów, w tym do pobierania wynagrodzenia, na następujących polach eksploatacji:
1 ) zwielokrotnianie określoną techniką
3) najem oraz użyczenie egzemplarzy,
4) odtwarzanie,
5) nadawanie.
6) reemitowanie,
7) publiczne udostępnianie fonogramu lub wideogramu w taki sposób. aby każdy mógł mieć
do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym”
Zarówno w całej ustawie o prawie autorskim, jak i ustawie o OZZ, jak i w samym zezwoleniu Ministra, nie znajdziecie słowa o kontrolach – tak jak już pisałem w poprzednim wpisie, ponieważ takiego prawa, jako narzędzia administracyjnego OZZ nie posiadają.
Co więcej, w powyższej pozycji pojawia się “odtwarzanie”, które może wydawać się mylące i wielu przedsiębiorcom sugerować, że samo odtwarzanie bez zgody OZZ już narusza prawo. Sięgnijmy zatem do samej ustawy:
Art. 6.9 “odtworzeniem utworu jest jego publiczne udostępnienie przy pomocy nośników dźwięku, obrazu lub dźwięku i obrazu, na których utwór został zapisany, albo urządzeń służących do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego, w którym utwór jest nadawany, albo urządzeń umożliwiających korzystanie z utworu publicznie udostępnionego w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i czasie przez siebie wybranym;” – szerzej rozwinę wprowadzającą w błąd kwestie “publicznego odtwarzania” w kolejnym wpisie.
JAKIE STRASZAKI MOŻNA ZNALEŹĆ W PROTOKOLE KONTROLI?
W protokole “kontroli” jednak znajdziecie takie pozycje jak:
Art. 48. (ustawa o OZZ) “W zakresie swojej działalności organizacja zbiorowego zarządzania może się domagać udzielenia informacji oraz udostępnienia dokumentów niezbędnych do określenia wysokości dochodzonych przez nią wynagrodzeń i opłat”
– który odnosi się do “zakresu swojej działalności”, czyli musi zachodzić związek pomiędzy np. Klubem a OZZ, czyli podpisana umowa, do tego czasu (lub prawomocnego wyroku) OZZ może sobie jedynie domniemać, pytać, wysyłać pisma, ale nie ma żadnej podstawy do wydawania osądów, w przypadku oporu ze strony przedsiębiorcy. Może (jak każdy Kowalski) skierować sprawę na drogę sądową, ale musiałby mieć jakieś znaczące dowody, by Sąd w ogóle zajął się tą sprawą.
Art. 116.1 “Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej (…) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”
– znów musimy wrócić do definicji z ustawy:
“utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie”
Zatem znów zapis brzmi groźnie, ale nie dotyczy wskazanego przypadku, jest natomiast genialną sugestią, która służy do tego, by “przekonać” przedsiębiorcę do “współpracy”.
Art. 119. “Kto uniemożliwia lub utrudnia wykonywanie prawa do kontroli podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”
– Problem w tym, że oryginalnie ten artykuł jest dłuższy, niż przytoczony w protokole i brzmi następująco:
Art. 119. “Kto uniemożliwia lub utrudnia wykonywanie prawa do kontroli korzystania z utworu, artystycznego wykonania, fonogramu lub wideogramu albo odmawia udzielenia informacji przewidzianych w art. 47, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.
– Dlaczego na rękę było skrócenie tego zapisu? To proste, art. 47. mówi:
Art. 47. “Jeżeli wynagrodzenie twórcy zależy od wysokości wpływów z korzystania z utworu, twórca ma prawo do otrzymania informacji i wglądu w niezbędnym zakresie do dokumentacji mającej istotne znaczenie dla określenia wysokości tego wynagrodzenia”
– Czyli już naprowadza na 2 rzeczy. Po pierwsze musi występować analogia do wynagrodzenia dla twórcy powiązana z wpływem z korzystania z utworu, a po drugie pokazuje, że zarówno art. 119, jak i art. 47 mówią bardziej o sytuacji, gdy wydawca, manager czy producent, któremu powierzyliśmy swoje dzieła, w zamian za % czy konkretną marżę od płyty zaczną sprzedawać te płyty nie rozliczając się z nami. My mamy wtedy prawo do “kontroli”, która jest synonimem słowa “sprawdzam”, a nie narzędziem administracyjnym. Mamy również możliwość oskarżenia tej osoby o naruszenie art. 116 jak i art. 119, wskazując, że:
– ktoś zarobił na naszej twórczości i się nie rozliczył (art. 116)
– ktoś nie dopuścił mnie do dokumentacji, albo po prostu magazynu, bym sprawdził, że wyprodukowano np. 100 płyt, powiedziano mi, że sprzedało się 50, a na magazynie powinno być drugie 50 (art. 47)
– ktoś odmawia mi prawa do “kontroli” przewidzianej w art. 47 i może grozić mu nawet więzienie (art. 119)
Jak sami widzicie, wiele zapisów jest opartych na prostych mechanizmach, które biorąc pod uwagę wcześniej wypunktowane uprzedzenia kulturowe sprawiają wrażenie, iż przedsiębiorca odwiedzany przez reprezentantów tego typu stowarzyszeń czuje, że popełnił ciężkie przestępstwo, gdzie grozić może mu nawet pozbawienie wolności. Co robi zatem uczciwy przedsiębiorca, który i tak ma już dosyć dużo problemów na głowie? Chce jak najszybciej zapłacić i nie szarpać się w sprawie, której nie rozumie i nie orientuje się za dobrze.
Wtedy też podsuwa się mu umowę, gdzie oświadcza, że “zarabia na muzyce” oraz, że używa utworów do “publicznego odtwarzania” w ramach prowadzonej działalności. I jak wiecie z poprzedniego wpisu, tutaj sami na siebie ukręciliśmy bat.
Ci oporni, jak mogliście zaobserwować na video są straszeni Policją, zapytaliśmy więc o stanowisko Komendę Stołeczną, która jasno stwierdziła:
AGENT BAŁ SIĘ O WŁASNE ŻYCIE I WEZWAŁ POLICJĘ?
Jak widzicie, wzywać Policję mogą jedynie w trybie “jak zwykły Kowalski”. Jeśli mają dowody na łamanie prawa, mogą je złożyć do Prokuratury (jak każdy Kowalski). Taki “kontroler” w naszej ocenie licząc na wywarcie presji (jak w przykładzie z video), sugeruje, że wezwie Policję. We wszystkich sytuacjach, w których pomagaliśmy właścicielom klubów sugerowaliśmy im poparcie tego pomysłu i oczekiwanie na Policję. Kończyło się to przyjazdem patrolu, spisaniem danych i opisem kontrolera, dotyczącym oporu ze strony właściciela klubu. Następnie instruowany przez nas właściciel jasno, wg naszych wytycznych, zgodnych z obowiązującym prawem odpowiadał przy asyście Policji na te zarzuty.
Finalnie kończyło się to opuszczeniem przez Policje terenu klubu, która stwierdzała, że “kontroler” (a w rzeczywistości agent stowarzyszenia) wezwał funkcjonariuszy bezpodstawnie. Na jednym z nagrań z takiej interwencji poprosiliśmy, by ktoś odpowiedział nam na jakiej podstawie “agent” wezwał Policję, w odpowiedzi dowiedzieliśmy się jedynie, że zrobił to bo: “bał się o własne życie”. Sami możecie się domyślić, jaką minę miał patrol Policji. Wspomniany “agent” nigdy więcej się nie pojawił w klubie. Tak musiał się przestraszyć dwudziestokilkuletniej właścicielki klubu, która była o dwie głowy niższa od niego.
Dorzućmy do tego jeszcze stanowisko Ministra, który w wyroku ze stycznia 2019 jasno potępił “niezapowiedziane kontrole” stwierdzając, że takie zachowanie tylko obniża społeczne zaufanie do instytucji:
PROTOKÓŁ TO JEDYNIE BRUDNOPIS?
No i na koniec polecam kolejne dwa filmy, w których dyrekcja ZAiKS jasno stwierdza, że protokół wypisywany przez “agentów” to jedynie notatka służbowa i nie ma mocy administracyjnej. Dodając tym samym, że są jedynie “prywatnym stowarzyszeniem”.
To wszystko, gdy zgłosiliśmy sprawę Pani Grażyny, która stwierdziła, że “jak tak chcemy załatwiać sprawę to ona może wypisać protokół i wytoczyć nas sprawę karną” – sprawdziliśmy to zatem i Pani Grażyna musiała mocno się zdziwić oglądając na Youtube podsumowanie swojej wieloletniej kariery, jak sama stwierdziła “za długo tutaj pracuje, by jej mówić jak ma pracować”.
– OZZ, nie ma prawa nachodzić Cię niezapowiedziany, Minister mocno skrytykował etykę takich zachowań,
– OZZ, gdy nie masz z nimi umowy, może Cię jedynie informować o obowiązku posiadania umowy, jeśli odtwarzasz publicznie i zarabiasz na tym, nie może jednak niczego stwierdzać arbitralnie. Jeśli uznają, że łamiesz prawo, powinni zebrać dowody i pozostawić je do oceny sądu, jak w każdej sprawie.
– OZZ nie może straszyć tym, że wróci z Policją, nie mają ku temu żadnych narzędzi. Policja nie współpracuje z OZZ i nie reaguje na wezwania inaczej niż zaregowałaby na wezwanie zwykłego Kowalskiego.
– OZZ nie ma prawa wystawić Ci kary wstecz, może, że taką karę przyjmiesz, wtedy domniema się, że wyraziłeś na to zgodę.
– OZZ nie ma prawa do kontroli (tak jak rozumiemy kontrolę skarbową), słowo kontrola to jedynie synonim słowa “sprawdzam” co oznacza, że mogą chodzić (jak każde inne stowarzyszenie) i jedynie pytać lub informować, nie mają jednak żadnych realnych narzędzi.
Jeśli jednak masz wątpliwości i chciałbyś skorzystać z bezpłatnej konsultacji w ramach Fundacji Zarabiaj Na Pasji, to wejdź na stronę www.ZarabiajNaPasji.com i zgłoś się do naszego działu prawnego – pomożemy!
Odtwarzanie muzyki w klubie fitness – kiedy i czy w ogóle klub powinien uiszczać opłaty?12 lutego 2020 - 17:08
10 najczęstszych błędów prawnych, które kosztują klub majątek, cz. 1/10 – RODO1 lutego 2020 - 18:10
10 najczęstszych błędów prawnych, które kosztują klub majątek, cz. 2/10 – zapisy online1 lutego 2020 - 18:07
Jak płacić niskie podatki i zabezpieczyć biznes w branży fitness?1 lutego 2020 - 17:30
Właściciele klubów kapitulują i płacą – jakie są konsekwencje za... Muzyka w klubie fitness – LEGALNA, CZY NIE? Opłacać, czy nie? –...