Source: http://olgierd.bblog.pl/tag,ustawy,8930.html
Timestamp: 2017-11-23 07:23:23
Legal References Found: art. 131

art. 34
 art. 34
de lege lata
de lege ferenda
 art. 34

Document Content:
ustawy > lista wpisów > Lege Artis
2010-07-09 11:43
Kto decyduje jakie mamy w Polsce prawo?
Na marginesie sporu o to czy po wyborze Marszałka Izby Poselskiej (będę od dziś tak pisał w nadziei, że skoro mówi się o kolejnych nowelizacjach konstytucji, to może przypomną sobie także tradycyjną nazwę naszej legislatywy; przypominam, że tradycyjnie to Sejm dzieli się na Izbę Poselską i Senat, a nie Nie-Wiadomo-Co na Sejm i Senat!) na prezydenta następcy JE Bronisława Komorowskiego mogą wykonywać obowiązki prezydenta RP -- literalnie: nie mogą, ponieważ rzeczywiście art. 131 ust. 2 ustawy zasadniczej przydaje to uprawnienie "do czasu wyboru nowego Prezydenta Rzeczypospolitej" -- warto chyba poświęcić więcej uwagi problemowi, który osobiście uważam za znacznie istotniejszy.
Znacznie ważniejszą kwestią jest odpowiedź na pytanie: kto w Polsce decyduje o tym jakie mamy prawo?
Część co bardziej rozpolitykowanych Czytelników pomyśli, że znów będę jechał po lobbingu oraz umysłowości naszych deputowanych. Niektórzy mogą pomyśleć, że znów będę narzekał na Trybunał Konstytucyjny, który puszcza rzeczy dziwne, a nie przepuszcza -- oczywistych.
A ja mam na myśli zasady wykonywania inicjatywy ustawodawczej, którą -- poczytajcie ciekawy tekst o 89 projektach ustaw spoczywających w marszałkowskiej "zamrażarce" -- konstytucja opisuje w dość klarowny sposób, zaś ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora nawet dopowiada, że uczestnictwo w podejmowaniu inicjatywy jest prawem parlamentarzysty -- ale w praktyce wychodzi na to, że i tak będzie jak marszałek chce.
z Konstytucji Rzeczypospolitej:
art. 34 regulaminu Sejmu:
1. Projekty ustaw i uchwał składa się w formie pisemnej na ręce Marszałka Sejmu (...).
1) wyjaśniać potrzebę i cel wydania ustawy,
2) przedstawiać rzeczywisty stan w dziedzinie, która ma być unormowana,
3) wykazywać różnicę pomiędzy dotychczasowym a projektowanym stanem prawnym,
4) przedstawiać przewidywane skutki społeczne, gospodarcze, finansowe i prawne,
5) wskazywać źródła finansowania, jeżeli projekt ustawy pociąga za sobą obciążenie budżetu państwa lub budżetów jednostek samorządu terytorialnego,
6) przedstawiać założenia projektów podstawowych aktów wykonawczych,
3. Uzasadnienie powinno przedstawiać również wyniki przeprowadzanych konsultacji oraz informować o przedstawionych wariantach i opiniach, w szczególności jeżeli obowiązek zasięgania takich opinii wynika z przepisów ustawy.
(...)Wszystko przez to, że konstytucyjne warunki stanowienia prawa zostały ograniczone -- o przepraszam, "doprecyzowane" -- w regulaminie Sejmu, który czyni marszałka Izby Poselskiej odpowiedzialnym m.in. za nadawanie biegu inicjatywom ustawodawczym (art. 10 ust. 1 pkt 8).
W ramach tego obowiązku -- oraz w ramach wykonywania uprawnień poselskich -- art. 34 regulaminu nakazuje wnosić projekty ustaw do laski marszałkowskiej wraz z uzasadnieniem, w którym projektodawca ma obowiązek rozpisać się m.in. na temat celu i potrzeby wydania ustawy, wykazać różnicę między stanem de lege lata i de lege ferenda, wskazać przewidywane skutki wejścia nowego prawa, a także wskazać źródła finansowania i przedstawić oświadczenie co do zgodności projektu z prawem EU.
Marszałek ma zaś uprawnienie ("Marszałek może") do kontroli jakości projektu -- nie tyle samego prawa, lecz na tego, w jaki sposób projektodawca odniósł się do obowiązków zakreślonych w art. 34 ust. 2-3 regulaminu Sejmu -- i w ramach tego uprawnienia marszałek może zwrócić wnioskodawcy projekt ustawy, jeśli jego uzasadnienie nie odpowiada regulaminowym wytycznym.
Jak się okazuje zdarza się -- i to wcale nie rzadko -- że marszałek korzysta ze swoich uprawnień w sposób dość wybiórczy i nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Mógł zatem marszałek Dorn (zaiste, polecam zdjęcie kryjące się pod linkiem!) w poprzedniej kadencji wstrzymywać niewygodne projekty, mógł to samo robić marszałek Komorowski -- podobnie jak może teraz marszałek Schetyna wyciągnąć to wszystko z owej "zamrażarki" i puścić w obieg legislacyjny.
Nad jakością -- a także ilością -- tworzonego prawa ubolewam dłużej nawet, niż piszę tego blogaska. Jest dla mnie oczywiste, że Polska cierpi z powodu przerostu mocy i chęci prawodawczych (w ramach nowelizacji konstytucji proponuję, oprócz dodania wiceprezydenta (proszę bardzo, Nabieralski odważył się głośno powiedzieć o tym, o co ja nawet nie chciałem pytać...) ukrócenie tej radosnej twórczości: dłuższe vacatio legis, sesyjność obrad parlamentu, etc.). Zgadzam się też z tym, że posłowie powinni sami w sobie dbać o to, co można przeczytać w dziennikach ustaw. Ba, być może nawet faktycznie to marszałek izby powinien ponosić odpowiedzialność -- tak, ponosić odpowiedzialność, a nie tylko "móc" -- za jakość tej radosnej produkcji legislacyjnej.
Fajnie byłoby jednak, gdyby takie sprawy załatwiono jednak na innym poziomie, niż regulaminy izb parlamentarnych. Tak, wiem, że autonomia parlamentu rzecz święta -- sęk w tym, że wszakże zasady tworzenia prawa, w tym wykonywania inicjatywy ustawodawczej co do zasady określa konstytucja, zatem nie powinien akt niższego rzędu (no dobra, wiem, że regulamin nie jest niższy, lecz "boczny" -- por. postanowienie TK z 9 lipca 2002 r., K 1/02) aż tak silnie ingerować w owe zasady ustrojowe.
Tagi polityka,	sejm,	prawo,	prezydent,	konstytucja,	ustawy,	ustrój,	legislatywa
Jak liczyć przedawnienie... Zakaz słuchania muzyki