Source: http://bez-pardonu.pl/nowa_strona_3.htm
Timestamp: 2019-06-15 21:45:58
Legal References Found: Art. 25

Art. 26

Art. 162

Art. 243
 art. 23

Art. 343

Art. 423

Art. 441

Art. 444

Art. 445

Art. 446

Art. 446

Art. 426

Art. 427

Art. 142

Art. 363

Art. 415

Art. 363

Document Content:
Teoretycznie prawo w naszym kraju gwarantuje bezpieczeństwo każdemu obywatelowi. Jest to jednak teoria tak samo prawdziwa, jak przepis na placek: jednemu wychodzi wyśmienite danie, a innemu zakalec. Tak też jest z naszym prawem. Innymi słowy przepis jest dobry, ale kucharz do kituL prawo mamy jedno z lepszych w Europie, ale jego stosowanie jest bez sensu.
Na tej stronie przedstawiamy spory zasób podstawowych przepisów, których znajomość może się przydać na co dzień, zwłaszcza osobom trenującym różne szkoły walki i zainteresowanych samoobroną. Niektóre z tych przepisów są celowo powtórzone - te, które powinny lepiej utrwalić się w pamięci.
Art. 25§1. Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem.
§3. Sąd odstępuje od wymierzenia kary, jeżeli przekroczenie granic obrony koniecznej było wynikiem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu.
Art. 26.§1. Nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu uchylenia niebezpieczeństwa grożącego jakiemukolwiek dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone przedstawia wartość niższą od dobra ratowanego.
§2. Nie popełnia przestępstwa także ten, kto, ratując dobro chronione prawem w warunkach określonych w § 1 , poświęca dobro, które nie przedstawia wartości wyższej od dobra ratowanego.
§4. Przepisu §2 nie stosuje się, jeżeli sprawca poświęca dobro, które ma szczególny obowiązek chronić nawet z narażeniem się na niebezpieczeństwo osobiste.
§5. Przepisy §1-3 stosuje się odpowiednio w wypadku, gdy z ciążących na sprawcy obowiązków tylko jeden może być spełniony.
Art. 162. §1. Kto człowiekowi znajdującemu się położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności di alt 3.
§2. Nie popełnia pomocy, kto nie udziela pomocy , do której konieczne jest poddania się zabiegowi lekarskiemu albo w warunkach, w których możliwa jest niezwłoczna pomoc ze strony instytucji albo osoby do tego powołanej.
Wyciąg z Kodeksu Postępowania Karnego.
Art. 243. §1. Każdy ma prawo ująć osobę na gorącym uczynku przestępstwa lub w pościgu podjętym bezpośrednio po popełnieniu przestępstwa, jeżeli zachodzi obawa ukrycia się tej osoby lub nie można ustalić jej tożsamości.
§2. Osobę ujętą należy niezwłocznie oddać w ręce policji.
Spośród innych przepisów prawnych warto wziąć pod uwagę jeszcze art. 23 Kodeksu Karnego, który reguluje kwestię tak zwanego stanu wyższej konieczności. Zgodnie z tym przepisem, wyłącza się przestępczość czynu polegającą na poświęceniu jakiegoś dobra, jeżeli było to konieczne do uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru społecznemu lub dobru jednostki, o ile tego niebezpieczeństwa nie można było uniknąć inaczej niż przez poświęcenie tego dobra. Warunkiem koniecznym jest też to, że dobro poświęcone nie może stanowić dobra wyższego niż dobro ratowane.
Bardzo często zdarza się, że przepisy o stanie wyższej konieczności w praktyce ulicznej mają znacznie szersze zastosowanie, niż przepisy o obronie koniecznej. Dzieje się tak dlatego, że z obroną konieczną mamy do czynienia tylko wtedy, gdy odpieramy bezpośredni zamach na jakieś dobro, a ze stanem wyższej konieczności już wtedy, gdy mamy do czynienia z niebezpieczeństwem. Te dwa pojęcia często są mylone nawet przez wytrawnych prawników. Różnica jest bardzo prosta i sprowadza się to tego, zkażdy zamach jest niebezpieczeństwem dla danego dobra, ale nie odwrotnie.
Kodeks Cywilny również reguluje te dziedziny następującymi artykułami.
Art. 343. Obrona konieczna, samopomoc. § 1. Posiadacz może zastosować obronę konieczną, ażeby odeprzeć samowolne naruszenie posiadania. § 2. Posiadacz nieruchomości może niezwłocznie po samowolnym naruszeniu posiadania przywrócić własnym działaniem stan poprzedni; nie wolno mu jednak stosować przemocy względem osób. Posiadacz rzeczy ruchomej, jeśli grozi mu niebezpieczeństwo niepowetowanej szkody, może natychmiast po samowolnym pozbawieniu go posiadania zastosować niezbędną samopomoc w celu przywrócenia stanu poprzedniego.
Art. 423. Działanie w obronie koniecznej. Kto działa w obronie koniecznej, odpierając bezpośredni i bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro własne lub innej osoby, ten nie jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną napastnikowi.
Art. 441. Odpowiedzialność solidarna. § 1. Jeżeli kilka osób ponosi odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną czynem niedozwolonym, ich odpowiedzialność jest solidarna.
§ 2. Jeżeli szkoda byłą wynikiem działanie lub zaniechania kilku osób, ten, kto szkodę naprawił, może żądać do pozostałych zwrotu odpowiedniej części zależnie od okoliczności, a zwłaszcza od winy danej osoby oraz stopnia, w jakim przyczyniła się do powstania szkody.
§ 3. Ten, kto naprawił szkodę, za którą jest odpowiedzialny mimo braku winy, ma zwrotne roszczenie do sprawcy, jeżeli szkoda powstałą z winy sprawcy.
Art. 444. Szkoda na osobie.
Art. 445. Zadośćuczynienie pieniężne.§ 1. W wypadkach przewidzianych w artykule poprzedzającym, sąd może przyznać poszkodowanemu odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.
§ 2. Przepis powyższy stosuje się również w wypadku pozbawienia wolności oraz w wypadku skłonienia za pomocą podstępu, gwałtu lub nadużycia stosunku do poddania się czynowi nierządnemu.
Art. 446. Śmierć poszkodowanego. § 1. Jeżeli wskutek uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia nastąpiła śmierć poszkodowanego, zobowiązany do naprawienia szkody powinien zwrócić koszty leczenia i pogrzebu temu, kto je poniósł.
§ 2. Osoba. Względem której ciążył na zmarłym ustawowy obowiązek alimentacyjny, może żądać do zobowiązanego do naprawienia szkody renty obliczonej stosownie do potrzeb poszkodowanego oraz do możliwości zarobkowych i majątkowych zmarłego przez czas prawdopodobnego trwania obowiązku alimentacyjnego. Takiej samej renty mogą żądać inne osoby bliskie, którym zmarły dobrowolnie i stale dostarczał środków utrzymania, jeżeli z okoliczności wynika, że wymagają tego zasady współżycia społecznego.
§ 3. Sąd może ponadto przyznać najbliższym członkom rodziny zmarłego stosowne odszkodowanie, jeżeli wskutek jego śmierci nastąpiło znaczne pogorszenie sytuacji życiowej.
Art. 446. Roszczenia prenatalne. Z chwilą urodzenia, dziecko może żądać naprawienia szkód doznanych przed urodzeniem.
Art. 426. Małoletni. Małoletni, który nie ukończył lat trzynastu, nie ponosi odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę.
Art. 427. Wina w nadzorze. Kto z mocy ustawy lub umowy jest zobowiązany do nadzoru nad osobą, której z powodu wieku albo stanu psychicznego lub cielesnego winy poczytać nie można, ten obowiązany jest do naprawienia szkody wyrządzonej przez tą osobę, chyba że uczynił zadość obowiązkowi nadzoru albo że szkoda byłaby powstała także przy starannym wykonywaniu nadzoru. [...]
Art. 142. Użycie bez zgody właściciela.
§ 1. Właściciel nie może się sprzeciwić użyciu a nawet uszkodzeniu lub zniszczeniu rzeczy przez inną osobę, jeżeli jest to konieczne do odwrócenia niebezpieczeństwa grożącego bezpośrednio dobrom osobistym tej osoby lub osoby trzeciej. Może jednak żądać naprawienia wynikłej stąd szkody.
§ 2. Przepis powyższy stosuje się także w razie niebezpieczeństwa grożącego dobrom majątkowym, chyba, że grożąca szkoda jest oczywiście i niewspółmiernie mniejsza aniżeli uszczerbek, którym mógłby ponieść właściciel wskutek użycia, uszkodzenia lub zniszczenia rzeczy.
Art. 363. Naprawienie szkody. § 1 . Naprawienie szkody powinno nastąpić, według wyboru poszkodowanego, bądź przez przywrócenie stanu poprzedniego, bądź przez zapłatę odpowiedniej sumy pieniężnej. Jednakże gdyby przywrócenie stanu poprzedniego było niemożliwe alby gdyby pociągała za sobą dla zobowiązanego nadmierne trudności i koszty, roszczenie poszkodowanego ogranicza się do świadczenia w pieniądzu.
Art. 415. Wina sprawcy. Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.
Prawo - przynajmniej w tej dziedzinie - mamy dobre. Gorzej, gdy te przepisy ustaw zaczynając interpretować prawnicy, w tym osoby, które często stosują prawo tylko w teorii, nie mając pojęcia o praktycznej stronie stosowania prawa. Innym zagadnieniem jest też możliwość dochodzenia swoich praw, która z reguły jest kosztowna i pracochłonna, a ponadto trwa wiele miesięcy, a często nawet wiele lat.
Każdy człowiek ma prawo bronić się w razie napaści na siebie, a gdy widzi taką napaść na innych, także ich może bronić.
Poniżej podaję kilka przykładów, które warto sobie przemyśleć.
Z obroną konieczną mamy jednak do czynienia tylko wówczas, gdy trwa atak. Tak interpretują przepisy nasze sądy i tak zwani specjaliści od interpretacji prawa. I taka interpretacja przepisów jest przyczyną tego, że wiele osób trafia do więzień z powodu przekroczenia granic obrony koniecznej.
Termin samoobrona błędnie jest często rozumiany jako zbiór skutecznych technik służących do powalenia przeciwnika. Samo słowo samoobrona może być zresztą różnie interpretowane. W niniejszej publikacji pisząc o samoobronie mam na myśli pewną partię wiedzy z zakresu różnych dziedzin nauki, połączoną ze znajomością skutecznych technik samoobrony.
Zawarty na tej stronie pakiet wiadomości jest tak skonstruowany, by był łatwy do opanowania dla każdego, w możliwie krótkim okresie czasu. Z badań przeprowadzonych w kilku klubach wynika, że do nauki samoobrony w zakresie przedstawionym w niniejsze publikacji wystarczy 32 do 46 godzin zegarowych, co odpowiada w przybliżeniu 3 miesięcznym zajęciom.
Pisząc o samoobronie dobrałem materiał w taki sposób, by mogły go opanować wszyscy ludzie, bez względu na wiek i poziom sprawności fizycznej.
Adresatem kursów samoobrony są zazwyczaj kobiety, dlatego też materiał techniczny został dobrany tak, by każda kobieta bez ciężkiego treningu i własnych wyrzeczeń mogła go opanować w ciągu kilku zajęć. Prezentowane tu techniki stanowią część systemu TSUNAMI, niezwykle skutecznego w walce systemu walki powstałego w Polsce.
Osoby, które dotychczas miały do czynienia z samoobroną, czy to w postaci kursów organizowanych w klubach, czy też przez policję, z pewnością znajdą duże różnice techniczne pomiędzy tym, czego się uczyły, a tym, co prezentuje ta publikacja. Proszę jednak o chwile uwagi. Na powyższych kursach nauczają głownie instruktorzy sportu, a nie sztuki walki, a ci nie mają odpowiedniej wiedzy na temat samoobrony i walki realnej, chyba, ze przeszli w tym kierunku specjalne przeszkolenie, (co się rzadko zdarza). Stąd na kursach samoobrony nauczają uwalniania się z uchwytów poprzez wykręcenie rąk (cha, cha, już widzę, jak 53 kilogramowa kobieta wykręca rękę ulicznemu osiłkowi ważącemu ponad 100 kg), albo przewrotów, (które służyć mają zapewne w walce do rozśmieszania przeciwnika). Trzeba tez pamiętać, że instruktor, uczący na kursie może być ekspertem od judo, karate itp., Ale może nie mieć zielonego pojęcia o nauczaniu samoobrony. Może dobrze szkolić zawodników, ale samoobrona to zupełnie inna dziedzina wiedzy i umiejętności. Tym różni się od walk wschodnich, że na jej opanowanie musi wystarczyć kilkadziesiąt godzin, tymczasem by zostać mistrzem np. karate czy kung-fu, potrzeba lat.
Nie jest prawdą twierdzenie, że nie można nauczyć się skutecznie bronić w tak krótkim czasie. Samoobrona to tylko w niewielkim stopniu technika walki. By móc w krótkim czasie nauczyć się bronić, potrzebny jest przede wszystkim trening psychiki i przyswojenie sobie pewnych zasad nieszablonowego myślenia.
Aby skutecznie się bronić nie trzeba być mistrzem walk wschodu, ani spędzać lat ćwiczeń na sali. Wystarczy mieć poczucie własnej wartości.
Widziałem wielu posiadaczy czarnych pasów, którzy dostawali na ulicy, znam też przypadki osób, które broniły się przed napastnikiem nie mając wcześniej żadnego doświadczenia w tym zakresie.
Walka realna rozgrywa się przede wszystkim w sferze psychicznej, i to psychika decyduje, kto z walki wyjdzie zwycięsko.
Pisząc o samoobronie muszę także wykazać różnice pomiędzy samoobroną a sztukami walki, które często są przez wiele osób ze sobą utożsamiane. Te są wyraźne, choć przez wielu niedostrzegane. Samoobrona nie jest żadną odmienną sztuką walki, lecz jedynie programem treningowym, mającym uświadomić uczestnikom pewne zagrożenia, jakie mogą wystąpić w życiu codziennym, jak do tych zagrożeń dochodzi, jak ich uniknąć, i jak ewentualnie odeprzeć atak przeciwnika.
Wbrew temu, co niektórzy sądzą, i – co gorsza, – co niektórzy myślą, celem takiego kursu nie jest nauczenie obrony przed napastnikiem, choć może to być efektem szkolenia.
Samoobrona jest szeroko zakrojoną dziedziną wiedzy, na którą składa się wiele dziedzin nauki:
Ø Psychologii (zachowanie się sprawcy, reakcja napadniętego na atak).
Ø Wiktymologii (nauka o ofiarach przestępstw i ich związkach z przestępstwami).
Ø Prawa (Znajomość zasad prawnych; w jakich sytuacjach można się bronić i jakich technik użyć).
Dopiero poznanie tych zasad w połączeniu z nauką technik walki może przyczynić się do tego, że w razie napadu będziemy mogli się obronić.
W samoobronie przez profilaktykę rozumiemy takie postępowanie, które umożliwia nam uniknięcie napadu lub wyjście z opresji bez podejmowania walki. Istnieje wiele sposobów na to, by uniknąć napadu. Oczywiście bez względu na to, w jakim stopniu będziemy się stosować od zawartych tu porad, nie można zagwarantować, że nigdy nie staniemy się ofiarą napadu. Prawdopodobieństwo tego jednakże maleje.
Chcąc uniknąć napadu spróbuj stosować się do poniższych porad:
1. Unikaj niebezpiecznych miejsc, gzie można spodziewać się napadu. Każde miasto posiada takie miejsca, gdzie częstotliwość popełnianych przestępstw jest większa niż gdzie indziej.
2. Nigdy nie afiszuj się posiadanym bogactwem. Idąc ulicą, nie powinno się nosić na zewnątrz pierścionków, drogich łańcuszków itp.
3. Zawsze bądź pewny siebie, ale nie zbyt dumny. W ten sposób może ci się udać nie stać ofiarą napadu, bowiem napastnicy z reguły atakują osoby słabe lub wyglądające na słabe bądź uległe.
Aby nie walczyć, trzeba przede wszystkim unikać takich sytuacji, w których moglibyśmy stać się obiektem napadu. Teoretycy tematu utrzymują, że osoba napadnięta bardzo często sama robi z siebie ofiarę, prowokując napastnika.
Można wyodrębnić pewne cechy, które decydują o tym, że napastnik jako ofiarę wybiera właśnie tę, a nie inną osobę. Są to zarówno cechy wewnętrzne, jak i pewne sposoby zachowania. Do cech tych możemy zaliczyć zarówno roztargnienie i apatię, jak i przeciwieństwa tych cech: zbyt duża pewność siebie, nadmierne opanowanie i euforia. Człowiek roztargniony czy zagniewany wydaje się łatwym celem ataku. Podobnie jest, gdy ktoś jest zbyt pewny siebie. Taka postawa może wzbudzić w przestępcy złość (co mi się mnie tu ku... nie boi...). Z kolei osoba roześmiana i wesoła wydaje się często naiwna.
Niezwykle często obiektem napadów stają się osoby demonstrujące swoją zamożność.
Należy także pamiętać, że nie ma stu procentowej recepty na to, by uniknąć walki w każdej sytuacji. Często ktoś może dostać za to, że coś zrobił, a inny, że tego nie zrobił. Ponieważ są różne typy ludzi, są też różne typy zachowań. Dlatego też nie można mówić o jednym, uniwersalnym sposobie na to, co zrobić, by zyskać poczucie bezpieczeństwa, i nie stać się ofiarą napadu.
Z codziennej praktyki policyjnej wynika, że około 30 % przestępstw to tzw. przestępstwa okazjonalne, będące smutnym następstwem braku wyobraźni, roztargnienia, lekkomyślności, chęci zaimponowania innym itp.
Pisząc o walce pamiętać należy, że unikanie walki nie zawsze jest przejawem tchórzostwa, a często jest przejawem rozsądku. Pamiętać należy, ze podejmując walkę narażamy się na utratę zdrowi a i mienia, w przypadku jej przegrania, na ewentualną odpowiedzialność karną, w przypadku mocnego pobicia przeciwnika i wreszcie na zwykłą zemstę.
Techniki walki i metody obrony są tak stare jak historia ludzkości. Już od zarania dziejów ludzie napadali na siebie. Używali także technik walki do obrony przed dzikimi zwierzętami. W ostatnich latach nastąpił znaczny rozwój cywilizacyjny i postęp techniczny, ale pomimo to człowiek nadal nie czuje się bezpieczny. Osiadły tryb życia, powstanie dużych skupisk ludzkich, normy prawne, zakazy i nakazy moralne powodują uzależnienie się ludzi od siebie.
Z roku na rok powiększa się liczba napadów, rozbojów i włamań. Statystyki policyjne, które są powszechnie dostępne, kryją jedynie wierzchołek góry lodowej.
Codziennie prasa, radio i telewizja bombardują nas informacjami o nowych przestępstwach. Niektórzy zastanawiają się, jak im przeciwdziałać. Policja, ze względu na braki finansowe i kadrowe po części, a ze względu na możliwości prawne i organizacyjne po części, coraz częściej jest bezsilna wobec szybko narastającego zjawiska przestępczości.
Dziś, aby nie stać się ofiarą napadu, swojego bezpieczeństwa musimy strzec sami.
Zastosowanie określonej techniki w walce uzależnione jest od sytuacji, w jakiej znajduje się zagrożony. Pragnę tu jeszcze raz podkreślić, że zgodnie z prawem obrona winna być proporcjonalna do stopnia zagrożenia.
Pozostawiając prawo na boku muszę tu dodać od siebie, że napadnięty sam powinien decydować w danej chwili, jaką technikę ma zastosować, aby „pozbyć się” przeciwnika. Legendarny Bruce Lee mawiał, że gdy dochodzi do walki realnej, trzeba się martwić przede wszystkim o własne zdrowie i życie, a o przeciwnika dopiero w drugiej kolejności.
Kilka lat temu przeczytałem w „Atlecie” artykuł opisujący bandytyzm, jaki panował na przełomie lat 50-tych i 60-tych w Polsce. Autor mówi w nim o wieloosobowych gangach, walczących wówczas w stolicy. Twierdzi jednak, że gdy np. ktoś szedł z dziewczyną, nigdy nie narażał się na pobicie, a gdy ktoś leżał pobity na ziemi, nie kopano go i nie dobijano. Wystarczyło podanie ręki i stwierdzenie: przegrałem, jestem słabszy.
Gdy porównuję owe czasy do obecnych wydaje mi się, że nie były to bandyckie walki, lecz szlachetne pojedynki. Dziś –niestety – mamy sytuację znacznie gorszą.
Aby jak najmniej narazić się na niebezpieczeństwo ataku, należy codziennie trzymać się pewnych, ściśle określonych reguł.
Po pierwsze – w sytuacjach zagrożenia należy przede wszystkim liczyć na siebie. Spora część społeczeństwa ogarnięta jest bowiem znieczulicą i na czyjąś krzywdę wzrusza jedynie rękami.
Swego czasu w telewizyjnym programie „997” zaaranżowano w łodzi następującą scenkę: trzech aktorów „biło” czwartego w biały dzień na ruchliwej ulicy. Scenka ta była filmowana ukrytą kamerą. Mimo dużego ruchu nikt nie zainteresował się pokrzywdzonym. Interweniował dopiero przechodzący oficer marynarki.
W następnym programie z tego cyklu pokazano kolejną zainicjowaną scenkę: w bramie jednego z domów, również w biały dzień i przy ruchliwej ulicy, stal facet w więziennym stroju skuty kajdankami. Od czasu do czasu prosił kogoś z przechodzących o pomoc w ich zdjęciu. Wielu mu pomagało, próbując je otworzyć. Policję powiadomiono dopiero po kilkudziesięciu minutach...
Te dwa przykłady dają wiele do myślenia; wnioski pozostawiam czytelnikom.
Po drugie – napadu należy się spodziewać zarówno w dzień, jak i w nocy, zarówno w tłumie, jak i na odludziu. W dzień zdarzają się napady głównie rabunkowe, zaś w nocy napady przybierają charakter bardziej bandycki i często zmierzają do gwałtów, pobić, a nawet morderstw.
1. Zawsze unikaj miejsc i sytuacji, w których mógłbyś zostać napadnięty.
2. Jeżeli znalazłeś się w sytuacji, która zmusza Cię do przejścia nocą przez nieoświetloną ulicę lub park (gdzie można spodziewać się napadu) nigdy nie chodź w pobliżu drzew, krzewów, bram, płotów i domów. Są to bowiem miejsca, gdzie można spodziewać się ukrytego napastnika. W takim przypadku najlepiej jest iść np. środkiem jezdni, gdyż uniemożliwi to ewentualnemu napastnikowi atak z zaskoczenia. Z kolei osobie napadniętej pozwala to zyskać na czasie i przygotować się do obrony.
3. Jeżeli zostałeś napadnięty, musisz szybko ocenić istniejącą sytuację i do niej dostosować swą obronę. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na takie szczegóły, jak wzrost i waga przeciwnika, posiadaną przez niego broń, ewentualnie ilość przeciwników.
4. Nigdy nie należy zaczynać walki, jeżeli można jej uniknąć. Jeśli natomiast do walki dochodzi, należy działać błyskawicznie, dążąc do jak najszybszego obezwładnienia przeciwnika.
5. Jeżeli przeciwnik jest uzbrojony, agresywny itp. Nigdy nie należy podchodzić do niego na odległość mniejszą niż odległość wyciągniętej nogi. Jest to bezpieczna odległość, gdyż przeciwnik, by zaatakować, będzie musiał dojść do nas, na co zawsze można zareagować odskokiem w tył lub bok.
6. W przypadku dwóch lub większej liczby przeciwników należy się tak ustawić, by napastnicy nie mogli nas otoczyć, oraz abyś – jako napadnięty - mógł widzieć wszystkich napastników przed sobą.
7. Jeżeli napadnięty posiada jakiekolwiek umiejętności walki, powinien skrzętnie je ukrywać do momentu zaatakowania przez napastnika. Daje mu to dodatkową przewagę, gdyż wykorzystuje element zaskoczenia.
8. Nigdy nie należy stawać tyłem do przeciwnika lub pomiędzy dwoma przeciwnikami.
9. Należy pamiętać, że w czasie napadu przeciwnik może celowo dążyć do zapędzenia napastowanego w dogodne dla siebie miejsce, np. zaułek bez wyjścia lasek z dala od domów, by w ten sposób utrudnić mu obronę i skutecznie go obezwładnić.
10. Jeżeli przeciwnik ma pistolet, może celowo dążyć do utrzymania napadniętego w szachu. W takiej sytuacji nie należy ulegać panice, lecz chłodno ocenić sytuację i skutecznie wyeliminować przeciwnika.
Jeżeli ktoś został zaatakowany przez jednego, a w dodatku nieuzbrojonego przeciwnika, to można powiedzieć, że miał szczęście. Sytuacja taka jest stosunkowo mało niebezpieczna i łatwo się z niej „wywinąć”. Gorzej, gdy przeciwnik ma broń lub, gdy jest ich wielu.
Najtrudniejszą do obrony – a zarazem najniebezpieczniejszą – jest broń ostra i palna. Jeżeli przeciwnik trzyma w ręce nóż czy żyletkę, należy przede wszystkim dążyć do uchwycenia tej ręki, a następnie wykonania jednego uderzenia kończącego walkę.
Wiele osób nie docenia niebezpieczeństwa, jakie wiąże ze sobą używanie takich błahych z pozoru narzędzi. Pamiętajmy jednak, że jeden cios lub jedno pchnięcie może okazać się śmiertelne. W walce nie lekceważmy, więc nawet zwykłego scyzoryka.
Broń palna jest wysoce skuteczną bronią; stąd trudności w walce z przeciwnikiem w nią uzbrojonym. Istnieją dwa sposoby obrony przed nią. Pierwszy – łatwiejszy – polega na zbliżeniu się do przeciwnika (lub poczekaniu, aż sam się zbliży), a następnie wykonaniu konkretnej techniki. Drugi, dostępny tylko dla wysoko zaawansowanych, polega na uchwyceniu momentu, w którym przeciwnik opiera palec n spuście i wykonaniu w tym momencie obrotu tułowia lub zeskoku w bok.
Wielu osobom powyższe zadanie może wydawać się niedorzecznością, czymś graniczącym z fantazją, ale faktem jest jednak, że taką umiejętność demonstrowało wielu mistrzów m.in. twórca Aikido Morihei Uyeshiba.
W przypadku, gdy przeciwników jest wielu, walka jest bardzo utrudniona. Wielu mistrzów uważa, że można walczyć z 1-4 przeciwników. Człowiek ma bowiem cztery kończyny, więc na jednego przeciwnika przypada jedna kończyna. Im przeciwników jest więcej, tym bardziej utrudniona jest obrona. Jest to jednak przesada. Wszystko zależy bowiem od tego, kim są ci napastnicy. Jeśli są zaprawieni w walkach, wygrana z tyloma napastnikami jest mało prawdopodobna.
Walcząc z wieloma przeciwnikami należy pamiętać, aby:
Nie dać się im okrążyć.
Nigdy nie stawać pomiędzy dwoma przeciwnikami.
Starać się tak ustawić, aby widzieć wszystkich napastników.
Warto także nadmienić, że napastnicy dążą niekiedy do unieruchomienia ofiary, poprzez np. uchwycenie za ręce, obalenie na ziemię z przytrzymaniem itp. aby potem łatwiej ją pobić. Najlepsza taktyka, jaką można przyjąć w walce z wieloma przeciwnikami polega na tym, aby poprzez odpowiednią pracę stóp ustawić się tak, by walczyć z przeciwnikami po kolei, a nie razem. Pamiętajmy, że sceny walk zbiorowych , które pięknie wyglądają w filmie, w realnej walce mogą skończyć się tragicznie.
Zarówno w czasie walki, jak i przed nią i po niej, zachodzą pomiędzy napastnikiem i ofiarą określone reakcje psychologiczne. Takie reakcje zachodzą nie tylko pomiędzy nimi, lecz również w ich organizmach. Chcąc umieć się bronić w czasie napadu, należy sobie zdawać sprawę z tych zależności, oraz odpowiednio im przeciwdziałać.
W okresie, gdy do Polski trafia z Zachodu wraz z kapitalizmo-feudalizmem powszechny bandytyzm, warto chyba byłoby przedstawić kilka sposobów obrony w sytuacjach zagrożenia, tym bardziej, że nie tylko laicy ale i praktycy sztuk walki często nie potrafią odpowiednio i skutecznie się bronić. Na wstępie tego rozdziału chciałbym napisać o czymś, co dotyka każdego człowieka w sytuacji krytycznej. Tym czymś jest strach. Można o nim przeczytać w każdej książce poświęconej samoobronie. Niestety, wiele osób ignoruje jego znaczenie. Niektórzy nie przyznają się do tego, że go odczuwają. Nie ma w tym nic dziwnego. Strach jest zjawiskiem nieprzyjemnym i przygnębiającym. Jego objawy mogą być różne: drżenie rąk, a niekiedy nawet całego ciała, przyśpieszone bicie serca, mdłości, niekontrolowane oddawanie moczu itp. Nic więc dziwnego, że wiele osób, które znalazły się w takich sytuacjach, zbywa swoje uczucia milczeniem.
Aby dodać niektórym otuchy, innych zaś wyczulić na znaczenie strachu, chciałbym przybliżyć czytelnikom ten problem w odniesieniu do żołnierzy, znajdujących się na froncie.
Wg. badań amerykańskich, 56% żołnierzy walczących na Pacyfiku przyznało, że w toku walk oblewali się krwawym potem !!! Co trzeci przynajmniej raz zwymiotował ze strachu w czasie walki, a co piąty zrobił ze strachu w spodnie!!!
Wg badań angielskich 70% żołnierzy na froncie znajduje się pod takim stresem, że strzelają do siebie na oślep lub robią inne niekontrolowane rzeczy. Wykrzykują do siebie całkiem niedorzeczne informacje, czasem próbują telegrafować, gdy od dawna połączenie nie działa. Podobno w Wietnamie zachowywało się w ten sposób 80% Amerykanów.
W czasie wyprawy wojennej Izraela Przeciwko Libanowi w 1982 roku Liczba chorych psychicznie przekraczała liczbę zabitych. Regułą w nowoczesnej wojnie jest to, że około 40% „ubytków” - ma podłoże psychiczne. Specjaliści od spraw wojskowości wyciągnęli ogólny wniosek: „ Załamanie psychiczne w obliczu okrucieństwa powoduje, że z armii odpada wysoki procent żołnierzy”.
Natomiast w czasie II wojny światowej w niektórych jednostkach armii amerykańskiej dokonywano rocznie na 1000 żołnierzy 1600 wymian – w wyniku takich właśnie strat psychicznych. Doszło nawet do tego, że na skutek obrażeń psychicznych tracono więcej żołnierzy, niż można było zaciągnąć.
Powyżej pisałem jedynie o strachu. Jest on nierozerwalnie związany z każdym zagrożeniem. Powyższe przykłady wskazują, że jest on uczuciem powszechnym; odczuwa go większość osób. W walce (samoobronie) mamy także do czynienia z innymi uczuciami, takimi jak: przygnębienie, gniew i radość.
W praktyce zdarza się często (a u tych, którzy ćwiczą w sposób właściwy – zawsze), że po wielu latach ćwiczeń adept sztuk walk może panować bardziej niż inni nad swoim strachem: może nawet czuć nad przeciwnikiem wyraźną przewagę psychofizyczną. W takiej sytuacji często mamy do czynienia z gniewem. Dobrze wyszkolony wojownik może odczuwać niekiedy odczuwać strach nie tyle przed przeciwnikiem, co przed skutkami swej sztuki w walce (wyrzuty sumienia, odpowiedzialność karna itp.). Przykład: widzimy, że jakaś osoba napastowana jest przez kilku rabusiów, którzy – powiedzmy – chcą zabrać jej torebkę. W takim wypadku wiadome jest, że gdy rozpoczniemy walkę, może się ona skończyć dla przeciwników tragicznie.
W tym miejscu pragnę nadmienić, że udzielenie pomocy osobie napadniętej jest prawnym obowiązkiem każdego obywatela. Zgodnie z obowiązującym prawem każdy obywatel ma ponadto prawo aresztować (zatrzymać) przestępcę złapanego na gorącym uczynku i doprowadzić go na policję. Nie udzielenie pomocy czy ucieczka z miejsca przestępstwa może zostać surowo ukarane (zawiadomienie policji o napadzie jest traktowane jako udzielenie pomocy poszkodowanemu).
Artykuł 22 kodeksu karnego mówi, że każdy obywatel działając w obronie koniecznej ma prawo odeprzeć bezprawny atak na każde dobro prywatne, społeczne, a także w przypadku naruszenia obowiązujących norm moralnych. W tym miejscu muszę nadmienić, że działając w obronie koniecznej (odpierając atak) należy stosować środki walki proporcjonalne do stopnia zagrożenia. I tak na przykład w przypadku, gdy jakiś pijany człowiek zaczepia innego, nie można wyjąć noża i uderzyć go. Pijany przeciwnik nie stanowi na ogół dużego zagrożenia (szczególnie, jeśli nie posiada broni).
W trakcie napadu u osoby napadniętej mogą występować następujące rodzaje reakcji psychicznych:
Ø Strach,
Strach jest zjawiskiem niemiłym i przygnębiającym, dlatego ludzie nie lubią o nim mówić i przyznawać się, że go odczuwają. Ludzie wolą – przynajmniej w marzeniach – być odważnymi. Niestety, odwaga polega nie tyle na nie odczuwaniu strachu, co na jego przełamywaniu.
W walce strach towarzyszy zagrożeniu, a gniew ograniczeniu lub niemożliwości wykonania czegoś. Często występują w połączeniu ze sobą.
Strach jest zjawiskiem zarówno pozytywnym, jak i negatywnym. Wielu ludzi uczy, że jest to coś złego, ale w rzeczywistości tak nie jest. Aby to zrozumieć, trzeba zagłębić się bliżej w mechanizm, według którego działa ludzki organizm. Wspomniałem już, że strach towarzyszy zagrożeniu. W ten sposób, czyli poprzez odczuwanie strachu, organizm ostrzega nas przed niebezpieczeństwem. Podobnie jak ból ostrzega nas przed chorobą. W sytuacji zagrożenia tylko głupiec nie odczuwa strachu,. Różni ludzie w różny sposób reagują na niego.
Psychologia walki mówi nie tylko o zależnościach psychologicznych pomiędzy ofiarą i przestępcą. Zagłębia się też dalej w relacje napastnik – napadnięty.
W walce gniew jest zjawiskiem jak najbardziej pożytecznym, bowiem potęguje nam siły. Nawet w dawnych czasach rycerze przed walką go odczuwali, choć trudno byłoby ich posądzić o brak odwagi. W „Krzyżakach” mamy taki opis poprzedzający bitwę:
„- A gniew szalony zaczął podnosić włosy pod hełmami, a ręce drżały im ku mieczom..”
W każdej walce psychika decyduje o zwycięstwie lub porażce. Człowiek, który w walce spali się psychicznie, nie ma żadnych szans. Nawet jeśli na co dzień nosi czarny pas.
Ale psychika to nie tylko odporność na stres. To także znajomość pewnych zasad i reguł postępowania w sytuacji kryzysowej na ulicy. Znajomość typowych sytuacji ataku na ulicy w wielu wypadkach pozwala ustrzec się przed nim, lub przynajmniej zmniejszyć jego skutki.
Na początku każdego ataku jest możliwość wyboru. Pamiętaj więc, że po przekroczeniu pewnej granicy nie możesz już się wycofać.
W niemal każdej sytuacji wyróżniamy trzy fazy ataku:
Faza I – poszukiwanie. Napastnik szuka łatwej ofiary. One często daje mu zaproszenie. Głos, zachowanie, oddech, ruchy, trzymanie osobistych przedmiotów, to wszystko może stać się zachętą dla napastnika. Tu dygresja z mego życia. Nigdy jeszcze nie zostałem napadnięty, gdy szedłem przez ulicę ubrany w wojskowy strój lub podobne moro. Wręcz przeciwnie. Wielu schodziło mi z drogi. Ba, otrzymałem nawet kilka propozycji uczestniczenia w zadymach od zupełnie nieznanych mi osób. Inaczej było, gdy wielokrotnie wracałem w dresie i podkoszulce do domu po biegu. Niemal zawsze byłem zaczepiany.
Faza II. Chwycenie w sidła. Napastnik stara się np. słowami lub poprzez atak dać nam do zrozumienia, że jesteśmy ofiarą, a on napastnikiem. Jeżeli udowodnimy mu, że nie damy się, z reguły rezygnuje.
Faza III atak. W tym momencie mamy do czynienia z fizycznym atakiem na naszą osobę.
Wyuczony człowiek powinien rozpoznać atak w I lub II fazie.,
Powyższe porady odnoszą się do większości typowych sytuacji ataku. Ale w walce na ulicy często możemy się też spotkać w sytuacjami nietypowymi. A do tych sytuacji zaliczamy wszystkie te, w których nie mamy możliwości wyboru. Te, w których przeciwnik i tak nas zaatakuje. Są bowiem i takie sytuacje, a w statystykach stanowią one znaczną część przestępstw.
W walce strach powoduje z reguły przyspieszone bicie serca, a często towarzyszy mu uczucie tzw. miękkich nóg. Jest to zjawisko jak najbardziej normalne, i nie należy go się wstydzić.
Pamiętać jednak należy, że napastnicy są z reguły także zdenerwowani i przerażeni. Dawka adrenaliny w ich organizmach nie jest mniejsza niż w naszych.
Ofiary przestępstw okazują lęk, frustracje, strach, gniew, brak poczucia bezpieczeństwa, wymagają opieki ze strony innych ludzi, kogoś, kto ich wysłucha itp. tu trzeba powiedzieć, że taką samą ofiarą przestępstwa jest osoba, która w walce obroniła się przed atakiem, a przekroczywszy granice obrony koniecznej pobiła lub zabiła napastnika. Osoba taka bardzo często przeżywa wewnętrznie ów dramat, a ewentualne oskarżenie jej o przekroczenie granic obrony koniecznej tylko ten dramat pogłębia.
PRAWNE ASPEKTY SAMOOBRONY
Według obowiązującego w naszym kraju prawa każdy człowiek ma prawo odeprzeć bezprawny zamach nie tylko na siebie, ale też na jakiekolwiek dobro innej osoby, a nawet dobro będące własnością publiczną. Co na ten temat mówi prawo, można wywnioskować czytając poniżej podane przepisy.
W tym miejscu pragnę nadmienić, że udzielenie pomocy osobie napadniętej jest prawnym obowiązkiem każdego obywatela. Zgodnie z obowiązującym prawem każdy obywatel ma ponadto prawo aresztować (zatrzymać) przestępcę złapanego na gorącym uczynku i doprowadzić go na policję. Nieudzielanie pomocy czy ucieczka z miejsca przestępstwa może zostać surowo ukarane (zawiadomienie policji o napadzie jest traktowane jako udzielenie pomocy poszkodowanemu).
Artykuł 25 kodeksu karnego mówi, że każdy obywatel działając w obronie koniecznej ma prawo odeprzeć bezprawny atak na każde dobro prywatne, społeczne, a także w przypadku naruszenia obowiązujących norm moralnych. W tym miejscu muszę nadmienić, że działając w obronie koniecznej (odpierając atak) należy stosować środki walki proporcjonalne do stopnia zagrożenia. I tak na przykład w przypadku, gdy jakiś pijany człowiek zaczepia innego, nie można wyjąć noża i uderzyć go. Pijany przeciwnik nie stanowi na ogół dużego zagrożenia (szczególnie, jeśli nie posiada broni). Zastosowanie jakiejkolwiek techniki, która pozbawiłaby go życia lub spowodowała utratę zdrowia, również nie może mieć miejsca w takiej sytuacji.
Natomiast w przypadku, gdy zachodzi podejrzenie, że atak może być (jest) wymierzony bezpośrednio w czyjeś zdrowie lub życie, zastosować można dowolną metodę obrony – walcząc bez skrupułów.
Takie przypadki mogą występować wówczas, gdy przeciwnik atakuje z bronią, np. nożem, żyletką, bagnetem itp. lub gdy walczymy z wieloma przeciwnikami. Kodeks karny przewiduje, że napad z udziałem powyżej dwóch osób jest szczególnie niebezpiecznym występkiem, chuligańskim (napad taki pociąga w konsekwencji zaostrzenie kary). Nic dziwnego. Gdy zostajemy bowiem przez taką dużą liczbę przeciwników napadnięci, musimy założyć, że w grę wchodzi tu nie tylko ewentualna przegrana, lecz nawet utratę życia.
„Wieczorem szedł ulicą Jagiellońską starszy człowiek – policjant w cywilu ze swym psem. Przechodziła obok niego grupa kilku młodych, podpitych chłopaków. Jeden z nich kopnął psa. Właściciel obejrzał się, spytał, o co chodzi... W odpowiedzi usłyszał stek wyzwisk, grupa zaczęła go atakować. Gdy zepchnęli go do muru, rozpiął palto i wyciągnął broń. Nie zatrzymało to napastników, a wręcz wzmogło agresję. Padły strzały. Oględziny miejsca zajścia ujawniły ślady strzałów oddanych w ziemię. Jedna z kul ugodziła jednak jednego z napastników – być może był to nawet rykoszet. Dochodzenie wykazało jednak, że działanie napadniętego miało charakter proporcjonalny do natężenia ataku i mimo, że użyto broni palnej, działanie mieściło się w granicach obrony koniecznej”.
„Do mieszkania kobiety przyszedł mężczyzna, dobry jej znajomy. Zastał tam libację. Pozostał na niej, pomimo, że nie był tam mile widziany ani przez gospodynię, ani przez jej towarzyszy. Zaczęły się docinki pod jego adresem, potem obelgi. Żądano, by wyszedł. W końcu zaczęto go wypychać z mieszkania. Doszło do bójki. Napastnicy atakowali ostro, gość bronił się cofając. Przyparty do drzwi wyciągnął nożyczki krawieckie i zadał cios, który okazał się śmiertelny. Prokurator uznał, że zostały przekroczone granice obrony koniecznej. Sąd wojewódzki uniewinnił go tłumacząc, że działał w obronie koniecznej, broniąc się przed atakiem kilku mężczyzn, pozostających pod wpływem alkoholu. Zarzut, że był gościem nieproszonym i niepożądanym, a więc można było atak uznać za działanie w imieniu pani domu, nie znalazł uznania w oczach sądu. Gospodynię łączyły z krawcem bliższe więzy, a goście nie mieli legitymacji, by działać w jej imieniu. Poza tym sąd stanął na stanowisku, że ich agresja wynikała przede wszystkim z nietrzeźwości. Widać więc, że ocena prawa do obrony koniecznej ma w sobie niewiele z rutyny”.
§2. Nie popełnia przestępstwa, kto nie udziela pomocy, do której konieczne jest poddania się zabiegowi lekarskiemu albo w warunkach, w których możliwa jest niezwłoczna pomoc ze strony instytucji albo osoby do tego powołanej.
Bardzo często zdarza się, że przepisy o stanie wyższej konieczności w praktyce ulicznej mają znacznie szersze zastosowanie, niż przepisy o obronie koniecznej. Dzieje się tak dlatego, że z obroną konieczną mamy do czynienia tylko wtedy, gdy odpieramy bezpośredni zamach na jakieś dobro, a ze stanem wyższej konieczności już wtedy, gdy mamy do czynienia z niebezpieczeństwem. Te dwa pojęcia często są mylone nawet przez wytrawnych prawników. Różnica jest bardzo prosta i sprowadza się to tego, ze każdy zamach jest niebezpieczeństwem dla danego dobra, ale nie odwrotnie.
§ 2. Jeżeli szkoda byłą wynikiem działanie lub zaniechania kilku osób, ten, kto szkodę naprawił, może żądać od pozostałych zwrotu odpowiedniej części zależnie od okoliczności, a zwłaszcza od winy danej osoby oraz stopnia, w jakim przyczyniła się do powstania szkody.
RT. 142. Użycie bez zgody właściciela.
Art. 363. Naprawienie szkody. § 1 . Naprawienie szkody powinno nastąpi, według wyboru poszkodowanego, bądź przez przywrócenie stanu poprzedniego, bądź przez zapłatę odpowiedniej sumy pieniężnej. Jednakże gdyby przywrócenie stanu poprzedniego było niemożliwe alby gdyby pociągała za sobą dla zobowiązanego nadmierne trudności i koszty, roszczenie poszkodowanego ogranicza się do świadczenia w pieniądzu.
No, Afrykańczyk, przeczytawszy powyższe przepisy, powiedziałby: żyjecie w bardzo mądrym i sprawiedliwym kraju. Każdy poszkodowany ma zapewnione zadośćuczynienie! Jak to fajnie, no to chyba nie narzekacie na takie piękne prawo. Jak jednak jest w praktyce, wie każdy Polak.
I problem nie polega na złym prawie, ale na złej jego interpretacji.
BRONIE NATURALNE I PUNKTY WITALNE
W czasie napadu z reguły nie jesteśmy specjalnie przygotowani do obrony. Dlatego też należy wykorzystywać w walce taką broń, jaką obdarzyła nas natura.
W walce wykorzystać można także każdy przedmiot, jaki mamy w zasięgu ręki. Może to być kamień, kij, torebka, a nawet książka. Nauczycielka, która właśnie zrobiła dzieciom klasówkę, nie musi wracać do domu ze smutną miną – „znowu tyle zeszytów; ale one ciężkie...”, ponieważ ma to swoje dobre strony, mianowicie posiada w rękach świetną broń – dwie reklamówki pełne zeszytów. Potencjalny napastnik może nie wiedzieć, co znajduje się w reklamówkach i w przypadku ataku na nauczycielkę, może nieźle oberwać po głowie. I tego uczy się kobiety. One mają wiedzieć, że każdy przedmiot, który wydawać by się mogło, jest zwykłą ozdobą, może okazać skuteczną bronią. Uświadomienie sobie własnych możliwości obrony przed atakującym daje, w szczególności kobietom, bardzo duże i realne szanse pokonania przeciwnika.
Trzeba więc pamiętać, że nie tylko ważne jest to co ma się w rękach, czy w nogach – czyli siłę, ale również to co ma się w głowie – czyli mądre i rozważne rozpatrzenie sytuacji.
Ktoś powie – „... ale przecież w trakcie napadu nie mamy czasu zastanowić się co zrobić, jak się bronić...”. Właśnie takich szybkich, podświadomych decyzji, które w trakcie napadu staną się naszą rutyną, możemy nauczyć się na kursach samoobrony. Poza tym ważne jest również to, aby znać mocne i słabe strony przeciwnika – mowa tu o punktach witalnych. Przede wszystkim należy znać mapę swojego ciała, i w ogóle ciała człowieka. Niewielu ludzi wie o takich punktach, w których miejscach się znajdują itp.
Mało kto osób zdaje sobie sprawę z tego, w jaką naturalną broń wyposażyła nas natura. Ręce, nogi, głowa, a nawet biodra mogą służyć do wykonywania skutecznych technik uderzeniowych.
Pamiętać należy o tym, że w walce można, a nawet należy, wykorzystywać każdy przedmiot, jaki mamy w zasięgu ręki. Może to być kamień, kij, torebka, a nawet książka. Większość osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że zwykłym długopisem możemy zadać przeciwnikowi dużo ciężkich ran.
Na kursach samoobrony ćwiczący uczą się wykorzystywać w walce wiele takich przedmiotów, które dostępne są na co dzień, a których nikt nie podejrzewa o to, że mogą być wykorzystane w charakterze groźnej broni.
Punkty witalne to takie punkty na ciele człowieka, w które uderzenia powodują ból, obezwładnienie lub śmierć. Punkty te są u każdego człowieka jednakowo wrażliwe. Pisząc o punktach witalnych wymieniam tylko te, które mogą mieć zastosowanie do obezwładnienia przeciwnika na ulicy, a nie wszystkie istniejące. Omawianie kilkudziesięciu punktów w pozycji o samoobronie mijałoby się bowiem z celem.
Poniżej przedstawiam dwanaście punktów witalnych i sposoby ich atakowania, a także skutki ataku na dany punkt.
1. Punkt między oczami – omdlenie lub natychmiastowa śmierć.
2. Oczy – wybicie oczu.
3. Nos – złamanie nosa, chwilowe zamroczenie przeciwnika.
4. Szczęka – złamanie szczęki.
5. Usta – rozbicie warg, wybicie zębów.
6. Przód szyi – śmierć, o ile nastąpi zniszczenie tchawicy.
7. Tył szyi i głowy – śmierć lub obezwładnienie.
8. Splot słoneczny – chwilowe obezwładnienie przeciwnika, a w przypadku wyjątkowo mocnego uderzenia krwotok wewnętrzny lub śmierć.
9. Krocze – ból powodujący obezwładnienie przeciwnika, wyjątkowo mocne uderzenie może spowodować śmierć.
10. Kolana – złamanie kolana.
11. Stopy – ostry ból, w przypadku mocnego kopnięcia złamanie nogi.
12. Uszy – obezwładnienie (ogłuszenie) przeciwnika, wyjątkowo mocne uderzenie może spowodować śmierć.
Nie bez powodu podaję tylko 12 miejsc wrażliwych. Nie wierze by kobieta broniąca się przed atakiem ulicznego oprycha ogarniętego furia była w stanie wykorzystać więcej punktów do celu ataku. Ponadto należy wziąć pod uwagę to, że w wielu sytuacjach napadu napastnik jest grubo ubrany (zimowe ubranie, kurtka, itp.), co uniemożliwia kobiecie skuteczne atakowanie gołymi rękami wielu punktów witalnych.
Organizm człowieka jest tak zbudowany, że nie łatwo jest jednym uderzeniem go zabić, a nawet obezwładnić. Oznacza to, że jeśli ktoś chce daną osobę obezwładnić, musi w to włożyć dużo siły. Dotyczy to zarówno napadniętego, jak i napadającego. Ponadto uderzenie w to samo miejsce może spowodować różne skutki w zależności od tego, z jako siłą przeciwnik zostanie trafiony. Podam tu przykład ze swojego życia. W czasie moich walk wielokrotnie kopałem przeciwników w krocze, ale nigdy nikogo nie zabiłem. Z reguły musiałem nawet kończyć walkę innymi technikami, bowiem przeciwnicy bardzo szybko do siebie dochodzili.
Gwoli ścisłości pragnę przypomnieć, że zastosowana obrona powinna być adekwatna do zagrożenia, jakie niesie ze sobą przeciwnik. Jest to kolejny kuriozalny przepis prawny, bowiem nie sposób poprawnie ocenić, jakie zagrożenie niesie ze sobą atak. W dzisiejszych czasach łatwo dojść do wniosku, że praktycznie każdy atak może skończyć się śmiercią napadniętego. Każdy, kto wie, jak przebiegają współczesne bójki, dojdzie do takiego samego wniosku.
BROŃ W SAMOOBRONIE
Pisząc o samoobronie muszę też wspomnieć o broni, jaką można wykorzystać w sytuacjach obrony. Poniższe wiadomości dotyczą jedynie tej broni, jaka jest dostępna bez zezwolenia policji. Jest to garść wiadomości, które powinien posiadać każdy uczestnik kursu samoobrony. Niestety, większość takich kursów jest obecnie organizowana przez policję, a ta nie przywiązuje do powyższego tematu żadnej wagi.
Pistolety hukowe – stanowią zazwyczaj repliki prawdziwej broni. Często reklamuje się je jako broń przydatną w samoobronie (huk ma rzekomo odstraszyć napastników). Jest to naiwne twierdzenie, a broń ta nie ma w samoobronie żadnego zastosowania (z wyjątkiem przypadków, w których użylibyśmy jej do uderzania napastnika).
Paralizatory – są to urządzenia obronne, które generują impulsy elektryczne o wysokim napięciu i małym natężeniu. W zetknięciu z ciałem powodują one skurcze, zwiodczenia i bóle mięśniowe, paraliżując układ mięśniowy napastnika. Pewnym minusem paralizatorów jest to, że w walce należy go przyłożyć do ciała napastnika. Paralizatory obezwładniają z reguły na okres 10 – 15 minut. Istnieją także paralizatory zaopatrzone w specjalne sondy, które można wystrzelić w kierunku napastnika na odległość do 5 metrów.
Pałki elektryczne – to kolejny rodzaj paralizatora, ale tym razem w kształcie pałki. Zasada działania jest u taka sama, jak w przypadku paralizatorów. Dużym plusem pałek elektrycznych jest ich większy zasięg, gdyż stanowią on przedłużenie ręki.
Gazy obronne – to płyny, które są rozpylane w powietrzu w postaci aerozolu, podobnie jak np. dezodorant. Bez zezwolenia policja dozwolone są tylko gazy wykonane na bazie pieprzu lub papryki. Jest to dość skuteczna broń, zwłaszcza dla kobiet. Mają zasięg ok. 3 – 5 metrów.
Pistolety gazowe - na niektóre wymagane jest pozwolenie, inne są dostępne bez pozwolenia. Zasada działania pistoletu gazowego polega na wystrzeleniu wiązki gazu w kierunku napastnika. Skuteczny zasięg broni gazowej nie przekracza 6 metrów, ale z reguły skutecznie można go stosować na odległość 2- 4 metrów.
Używając jakiejkolwiek broni gazowej musimy pamiętać, że skutecznie można jej używać tylko na otwartym terenie, przy dość dobrych warunkach pogodowych. Bez względu na to, co pisze producent lub mówi sprzedawca, skuteczność tego typu broni obniża się w czasie deszczu i przy wietrze. Z kolei w pomieszczeniach zamkniętych skuteczność każdej broni gazowej jest bardzo duża (gaz rozchodzi się wolniej, ponieważ wolniejsza jest wymiana powietrza). Pamiętać jednak należy, że w pomieszczeniach zamkniętych gazem porazić się może także osoba broniąca się.
Z pośród opisanej broni na uwagę zasługują jedynie pistolety gazowe, gazy obronne i pałki elektryczne. Te ostatnie, ze względu na swe rozmiary, raczej nie nadają się do codziennego noszenia.
Opisana broń ma jednak tą wadę, że posiada dość krótki zasięg. Przeciwnik, który chce zaatakować swą ofiarę, może ze znacznie większej odległości razić ją np. kamieniami itp.
Używając broni należy pamiętać o tym, by nie dać sobie jej odebrać, w takim bowiem przypadku przeciwnik może wykorzystać ją przeciwko tej osobie.
Bez względu na to, co mówią instrukcje, używając broni myśl przede wszystkim o sobie, a dopiero w drugiej kolejności o napastniku!
Kurs samoobrony prowadzony jest w naszych sekcvjach w oparciu o system samoobrony tsunami, który dość znacznie różni się od znanych powszechnie kursów.
Sam trening np. struktura zajęć, metodyka nauczania, zostały opracowane specjalnie na potrzeby kobiet, które z kolei zostały uznane za głównych uczestników kursu. Podobnie jak każdy trening składa się on z rozgrzewki, części kondycyjnej, głównej i ogólnorozwojowej.
W czasie rozgrzewki przygotowujemy organizm do dużego wysiłku, który następuje później. Z kolei część kondycyjna ma na celu polepszenie kondycji. Wpływa ona na cały organizm, usprawniając także układ krwionośny i oddechowy.
Część główna treningu poświęcona jest na naukę techniki walki. W części tej naucza się techniki walki przystosowanej specjalnie dla kobiet.
Ogólnie tą część możemy podzielić na kilka mniejszych:
(a) powtarzanie pojedynczych technik
(b) powtarzanie technik połączonych w kombinacje
(c) nauka chwytów samoobrony w parach
(d) nauka walki w parach
Końcową część treningu stanowią ćwiczenia ogólnorozwojowe, których celem jest kształtowanie sylwetki.
Na kursach samoobrony (obok klasycznych technik walki) naucza się też zestawu technik opracowanych specjalnie z myślą o kobietach. To właśnie one stanowią kwintesencję kursu, ponieważ kobiety z racji budowy ciała i szeregu innych ograniczeń (np. długie paznokcie uniemożliwiają prawidłowe zaciskanie pięści, opięte ubranie uniemożliwia swobodę ruchów a buty na wysokim obcasie – poruszanie (nie są w stanie wykonać wielu klasycznych technik sztuk walki).
Nie możemy wymagać od nich aby stały się mniej kobiece tylko dlatego, by móc się lepiej bronić podczas ewentualnego ataku.
Z tego właśnie powodu opracowano da kobiet specjalny zestaw technik, takich technik, które mogą być wykonywane skutecznie pomimo powyższych ograniczeń. Techniki te różnią się zasadniczo od tych, które są nauczane na treningach karate oraz tych, których naucza się mężczyzn. Nie znaczy to, że są mniej skuteczne. Wręcz przeciwnie. Kobieta świadoma broni, w jakie wyposażyła je natura, może skutecznie obronić się w większości krytycznych sytuacji napadu na ulicy.
Techniki samoobrony a techniki karate
Techniki uczone na kursie samoobrony różnią się dość znacznie od technik nauczanych na treningach karate i innych sztuk walki. Podstawowym kryterium doboru technik do kursu samoobrony jest ich prostota. Techniki te musi umieć wykonać każdy człowiek: mężczyzna i kobieta, słaby i silny, niski i wysoki, gruby i chudy, sprawny fizycznie i niedołężny.
Techniki te musi wreszcie wykonywać każdy, bez żmudnego przygotowania. Należy przy tym założyć, że będą one wykonywane w takim ubraniu, w jakim przeciętny człowiek porusza się na co dzień. Dlatego m.in. nie piszę nic o powierzchniach uderzających, o których dość dużo mówi się w treningu karate. W walce, jeśli np. mamy na nogach buty, to musimy je maksymalnie wykorzystać. Jeżeli mamy twardą podeszwę, możemy kopać podeszwą. Jeśli natomiast mamy twardego czuba, możemy kopać czubem.
Pośród wymienionych technik nie ma w ogóle technik z użyciem pięści. Dzieje się tak dlatego, ponieważ kursy samoobrony kierowane są głównie do kobiet, a te często noszą długie paznokcie, uniemożliwiające prawidłowe zaciskanie pięści.
SENS KURSÓW SAMOOBRONY
Pora wyjaśnić istotę kursów samoobrony i sens ich organizowania.
Wielu ludziom wydawać się może, że organizowanie tego typu kilkumiesięcznych kursów nie ma większego sensu. Tak jednak nie jest. Do podstawowych celów, jakie powinny być zrealizowane w toku trwania kursów samoobrony, zaliczamy:
a) Zapoznanie uczestników kursu z różnymi technikami ataku i sposobami obrony przed w.w. atakiem
b) Zapoznanie uczestników z szeregiem wiadomości teoretycznych, o tematyce pokrewnej z kursem
c) Uświadomienie ćwiczącym o możliwościach tkwiących w ich organizmach.
Podkreślić należy, że celem kursów samoobrony nie jest nabycie umiejętności walki, bo po kilku miesiącach zajęć żadna kobieta nie zostanie Gołotą! Jeśli jednak wyżej podane cele zostaną zrealizowane, uczestnik kursu powinien poradzić sobie w walce z jednym przeciwnikiem. Po takim kursie idąc ulicą nie będziesz się czuła jak słaba kobietka.
Kurs samoobrony daje też solidną wiedzę o przyczynach i skutkach napadu, dzięki czemu łatwiej się ich ustrzec.
Jednakże najlepsze rezultaty dają kursy samoobrony wtedy, kiedy są systematycznie powtarzane. W przypadku kursów organizowanych sporadycznie – jak to robi np. w Polsce policja, szkolenie jej bezsensowne, bo osoby odchodzą z treningów po pierwsze niewiele potrafiąc, po drugie brak ciągłości zajęć powoduje niemożność oceny, czy nauczane na kursie techniki są na tyle skuteczne, by sprawdziły się na ulicy.
Tu chwila dygresji. Kursy samoobrony po raz pierwszy w naszym kraju zostały wprowadzone w klubach tsunami. Był także tylko jeden kurs instruktorów takiej samoobrony: Kazimierz Dolny w 1995 roku. Tam to instruktorzy karate, prawnicy, policjanci, żołnierze i pracownicy służb więziennictwa, kierując się swymi doświadczeniami, stworzyli jedyny w swoim rodzaju program, jaki może być realizowany na kursach samoobrony. Później kursy te zostały skopiowane, a gdy po nieudolnym skopiowaniu nie cieszyły się już popularnością, powstały inne programy np. Kobieta bezpieczna, mające na celu wyciągnięcie z budżetu pieniędzy, ale nie nauczenie tego, jak się obronić w walce.
W naszym kraju istnieje wiele osób uczących samoobrony, ale większość z nich nie ma zielonego pojęcia o tym, czego uczy. Myli także pojęcie obrony. W jednym z programów telewizyjnych taki instruktor opowiadał, jak to jedna z jego uczennic obroniła się, uciekając przed napastnikiem! Tu jedna mała uwaga: ucieczka to nie obrona. To, że taka osoba w sytuacji zagrożenia uciekła, nie świadczy bynajmniej o tym, że umie się obronić, ani że czegoś nauczyła się na takim kursie. (No, chyba że wcześniej umiała latać, a na kursie nauczyła się uciekać po ziemi).
SAMOOBRONA NA CO DZIEŃ
Jednakże samoobrona to nie tylko sposób postępowania w razie napadu na ulicy. Także inne działania bandytów mogą pociągnąć za sobą przykre dla nas konsekwencje. Dlatego też myśląc o samoobronie myśl także, co zrobić, by ustrzec się włamania, ucz swoje dzieci, by na ulicy nie ufały znajomym, staraj się zabezpieczyć swój samochód przed kradzieżą itp.
Samoobrona może być Ci przydatna w każdej godzinie Twego życia. Dlatego też staraj się rozwijać w sobie takie cechy, jak: pewność siebie, opanowanie, zdecydowanie, silną wolę, odwagę, szybkość podejmowania trafnych decyzji, zdolności przywódcze. Dysponując takimi cechami będziesz pewny, że w każdej sytuacji życiowej, także w sytuacjach nietypowych i nieopisanych tu, będziesz mógł reagować we właściwy sposób.
Pamiętaj także, by właściwie reagować na jakiekolwiek sposoby łamania prawa. Nawet niewinne – teoretycznie – przechodzenie na czerwonym świetle może innym dać sygnał (zwłaszcza dzieciom), że prawa nie należy szanować.
Zwracaj uwagę na to, gdy ktoś pije wódkę w niedozwolonym miejscu, gdy ktoś dewastuje mienie. Nie musisz sam reagować, jeśli się boisz lub masz inne powody, by tego nie robić. Ale zadzwoń na policję lub do straży miejskiej.
Chcąc żyć bezpiecznie musisz zwrócić uwagę na trzy typy bezpieczeństwa:
v bezpieczeństwo na ulicy,
v bezpieczeństwo w domu,
v bezpieczeństwo w rodzinie.
Każdy z nas może po trosze przyczynić się do tego, by żyło się nam bezpieczniej.
Pamiętaj, że dziś przestępczość panoszy się nie dlatego, że są ludzie, którzy robią źle, ale dlatego, że spotyka się to z biernością ze strony ludzi porządnych. Pamiętaj też, że osoby tzw. porządne lub z tzw. dobrych domów często nie są takie porządne, na jakie wyglądają, a jedynie dobrze się maskują i nie piorą publicznie swoich brudów.
Jest takie stare przysłowie, które mówi, że jest przepis na placek, a wychodzi zakalec. Dokładnie to samo można powiedzieć o polskim prawie. Choć krytykując nasze prawo musimy pamiętać, że prawo w naszym kraju jest o wiele lepsze, niż w wielu innych krajach, lepsze nawet, niż w USA. Dużo kontrowersji budzą już same przepisy prawne, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby egzekwowano obowiązujące prawo, byłoby ono wystarczająco dobre do utrzymania porządku w kraju. Tak więc na nasze bezpieczeństwo ma wpływ nie tylko sam kształt przepisów prawnych, ale także to, czy będą one przestrzegane i czy ich naruszenie będzie karane.
Pamiętać też należy, że ani prokuratura, ani policja, ani nawet sąd, nie mają nic wspólnego z elementarną ludzką sprawiedliwością. Nie mówiąc – a raczej pisząc – o przysłowiowej mądrości i sprawiedliwości salomonowej.
Bardzo często zdarza się, że różne sądy w podobnych procesach wydają zupełnie inne, niepodobne do siebie wyroki. Często sądy wydają opinię pod wpływem opinii publicznej.
Najlepszą obroną jest atak. Wiele osób, usłyszawszy, że najlepszą obroną jest atak, zaczyna filozofować, twierdząc: „a co zrobisz, jeśli przeciwnik będzie atakował lepiej od ciebie?” Odpowiedź jest prosta: przegram. Tu trzeba dodać, że umiejętności obrony są bardzo ważne, ale łatwiej jest się nauczyć atakować, niż bronić. Z tego względu jeżeli ktoś nie będzie umiał atakować na tyle dobrze, by pokonać przeciwnika, nie będzie też prawdopodobnie umiał bronić się tak, by obronić się przed atakiem. Rozmaitym fachowcom-filozofom przedstawiam wojskową definicję obrony:
„Obrona jest podstawowym, zamierzonym lub wymuszonym, rodzajem walki polegającym na udaremnieniu lub odparciu uderzeń wojsk przeciwnika, zadania mu maksymalnych strat, utrzymaniu zajmowanego rejonu (punktu oporu) oraz stworzeniu warunków do działań zaczepnych. Istotą obrony jest bezpośrednie fizyczne, w tym głównie ogniowe, oddziaływanie na przeciwnika, zorganizowane w oparciu o teren i znajdujące się na nim obiekty - zsynchronizowane w czasie z oddziaływaniem sąsiadów oraz sił i środków przełożonego wspierających walkę obronną pododdziału.” Warto zwrócić, że definicja ta zupełnie odbiega od tego, co zwykle nazywa się obroną.
Jeżeli uczysz się samoobrony nie tylko słuchaj tego, co mówi do ciebie instruktor, ale też zawsze staraj się przemyśleć jego słowa i skonfrontować je z własnym zdaniem. Pamiętaj, że ucząc się samoobrony lub sztuki walki uczy cię prawdopodobnie człowiek, który sam nigdy nie walczył na ulicy. Takich doświadczeń nie ma ponad 95 % instruktorów! Prawdopodobnie naucza cię więc człowiek, który nie jest praktykiem, lecz teoretykiem.
SAMOOBRONA DZIAŁANIA ALTERNATYWNE
Badania statystyczne dowodzą, że ponad 70% Polaków nie czuje się bezpiecznie. Coraz częściej słyszy się z różnych środowisk głosy o konieczności zorganizowania aktywnych społecznie ludzi do walki z powszechnym chuligaństwem. Mogłoby to mieć różne formy: grup samoobrony, straży sąsiedzkiej itp. W ich skład wchodziliby ludzie, których zadaniem byłoby patrolowanie różnych określonych rejonów osiedli lub dzielnic i dbanie o utrzymywanie tam porządku.
Próby powstawania takich grup w Polsce mamy już za sobą i wiadomo, że skutecznie potrafią poradzić sobie w wielu sytuacjach, m.in. z chuliganami, wobec których często nieskuteczne są działania policji.
Tego typu grupy od lat istnieją w wielu państwach na zachodzie i działają bardzo skutecznie. Z pewnością nie są w stanie wyeliminować całkowicie zjawiska przestępczości, ale potrafią je skutecznie ograniczyć do minimum. Inicjatorem powstania jednej z takich grup w U.S.A. jest Polak z pochodzenia, Curtis Śliwa. Poniższy tekst cytuję za czasopismem Budo 1/6 1988.
Anielska gwardia
Łączące się w bandy narkomani, wszelkiego rodzaju mutanci psychiczni, stali się postrachem amerykańskich miast. Coraz liczniejsze brutalne napaści potwierdzały niemoc policji. Wtedy do akcji ruszyli "Aniołowie"...
Zbliżało się właśnie południe, kiedy czterech członków faszystowskiego gangu "Tomahawks" wpadło do małego sklepiku w Brooklynie z okrzykami: "Heil" i "Zaraz spalimy twoją budę". Kilkunastu młodych, eleganckich ludzi jedzących lunch w okolicznych restauracjach spuściło głowy, zostawiając przerażonych właścicieli na pastwę "Thomahawków". Wkrótce ciszę przerwało odgłosy rozbijanych półek, rozrzucanych puszek, przeplatane dzikimi wrzaskami napastników. Kiedy do sklepu wszedł Śliwa, otrzymał potworny cios okutą metalem "pięścią". Widok własnej krwi rozwścieczył go. Pierwszy, który nawinął mu się pod rękę, wyleciał przez okno wystawy. Rozbita szyba, niczym gilotyna, spadła na plecy gangstera. Jego kompani, widząc tryskającą krew, rzucili się do ucieczki. Dwóch, roztrącając gapiów., zniknęło w okolicznych uliczkach. Ostatni, szarpiący się ze Śliwą, został obezwładniony. Kiedy w końcu pojawiła się policja, po krótkim rozpoznaniu zdecydowano aresztować... Śliwę. Właściciele sklepiku oraz świadkowie bali się przedstawić prawdziwy przebieg bójki. Milcząc przyglądali się, jak ich wybawiciel oddala się w kajdankach.
Curtis Śliwa urodził się w 1954 roku w polsko-włoskiej rodzinie na przedmieściach Brookllynu. Życie w żydowsko-włoskiej dzielnicy nauczyło go szacunku do rodziny i konieczności dbania o własne interesy. Później ta podwójna filozofia wielokrotnie sprawdziła się. Kiedy miał 10 lat, ojciec zaprowadził go na trening judo. Wspólnie z senseiem przekonali małego chłopca, że znajomość sztuki samoobrony zawsze będzie go obligowała do niesienia pomocy wszystkim potrzebującym. Właśnie według tej zasady postąpił podczas incydentu z "Thomahawkami". I chociaż policja dała mu do zrozumienia, że nie lubi takich, którzy dostarczają jej dodatkowej "papierkowej pracy", nigdy nie żałował swojego wyczynu. Zresztą nie był pierwszy. Rok wcześniej, będąc 16 letnim roznosicielem gazet, wyratował z płonącego domu siedem osób. "Całe szczęście, że techniki nożne nie były wtedy moją najsilniejszą stroną - wspomina Curtis - bo zamiast efektownego rozbicia drzwi jednym kopnięciem pokonałem je dopiero po wielokrotnych próbach, które skończyły się wypadnięciem drzwi i ... eksplozją nagromadzonych za nimi gazów. Umiejętność padania uchroniła mnie przed poważnymi obrażeniami, a znajomość chwytów pozwoliła obezwładnić i wyprowadzić z płonącego domu staruszka, który pod wpływem strachu nie chciał opuścić tej płonącej pułapki, bo... był nie ubrany.
To zdarzenie przysporzyło Śliwie wiele sławy, a gratulacje składał mu sam prezydent Nixon.
Curtis Śliwa ćwiczył wiele różnych sportów walki. Mocne podstawy judo były ważne o tyle, że walka realna rozgrywała się z reguły w małym dystansie lub w zwarciu. W tłumie lub metrze często brak miejsca na rozwinięcie ataku techniką nożną. Jednak zbliżanie się do przeciwnika też bywa niebezpieczne. Stąd konieczność rozwijania wszechstronności, a nie przywiązywania się do jednego stylu karate czy kung-fu. Umiejętności Śliwy były wielokrotnie weryfikowane przez ulicę. Mieszkając w dzielnicy Żydów husyckich często był świadkiem napaści młodocianych gangsterów na ludzi noszących tradycyjne futrzane czapki. Potem przerabiane na futra. Chociaż Śliwa kilkakrotnie próbował przeszkodzić w napadach, najczęściej był pokonywany przez przeważających liczebnie napastników. Pewnego razu był jednak świadkiem wydarzenia, które zaważyło na jego dalszej działalności. Gangi uliczne lubiły pastwić się nad husytami. Ich synagogi notorycznie okradano, dzieciaki i kobiety bito. Z natury cisi, niechętnie zwracający się o pomoc do bezsilnej policji, postanowili się zorganizować. Pewnego dnia na ich szyldach pojawiły się małe gwizdki, które, jak się później okazało, stały się bardzo skuteczną „bronią” przed bandytami. Któregoś razu, idąc jak zwykle znajomymi ulicami Śliwa zauważył trzech „Księciów” (nazwa jednego z hiszpańskich gangów), bijących czterech husyckich studentów. Nagle jeden z nich sięgnął po gwizdek. Na jego dźwięk wszyscy mieszkańcy wylegli na ulicę, aby nieść pomoc napadniętym. Kiedy pojawiła się policja, zabrała do wozu trzech poturbowanych Hiszpanów. Na ich twarzach widoczne były ślady podeszew. Husyci nie potrafili walczyć, ale ich bronią była organizacja.
Od momentu zajścia w dzielnicy husytów Curtisa nie opuszczała myśl o zorganizowaniu grupy osób o podobnych jak on umiejętnościach i pragnących tak jak on użyć ich do ochrony bezbronnych. Po stanowił zaangażować młodych ludzi wszystkich ras i zmienić ich z potencjalnych „gwałcicieli prawa” w „Stróżów porządku publicznego”. Początkowo zebrał 12 przyjaciół, którzy zgłosili się do ochrony najniebezpieczniejszej linii nowojorskiego metra. Stworzona w ten sposób w lutym 1979 roku „Wspaniała 13” wydała otwartą wojnę przestępcom.
Różne były pomysły jak zrealizować podjęte zadanie. Część grupy przeciwna była wszelkiej przemocy. Na przykład syn pastora, złapawszy na gorącym uczynku bandę złodziejaszków okradających kościół, wyciągnął pistolet, a następnie... kopniakami w tyłek zmusił ich do zwrócenia skradzionych rzeczy i przegonił z terenu parafii. Oczywiście wszyscy członkowie „Trzynastki” zdawali sobie sprawę z wyjątkowości tego zdarzenia. Z założenia odrzucili bowiem noszenie jakiejkolwiek broni. Ten „niedostatek” nadrabiali doskonaleniem technik samoobrony.
Działalność „Wspaniałej 13” nie ograniczała się tylko do jednej linii metra. Byli często proszeni o ochronę barów Mc Donalda, które czynne całą noc były siedliskiem wszelkiego rodzaju narkomanów, pijaków, degeneratów i złodziei. Proszono ich też, aby w nocy patrolowali ulice w najbardziej niebezpiecznych rejonach miasta. Za swoja działalność, całkowicie bezpłatną i dobrowolną, byli wyśmiewani przez policję, kontrolowani przez władze miasta i oczywiście zwalczani przez gangi uliczne. Wiedzieli jednak, że tysiące ludzi są im wdzięczni za sam fakt ich działalności, żartobliwy przydomek „Robin Hoodów” związany był więc nie z „odbieraniem bogatym, by dać biednym”, ale z faktem występowania, często bezsilnych i skorumpowanych stróżów porządku (patrz – szeryf z Nottingham).
Wkrótce ich działalność stała się znana w całym mieście. Oczywista stałą się konieczność poszerzenia szeregów tych dobrowolnych obrońców. Bardzo szybko do Curtisa zaczęły zgłaszać się setki młodych ludzi, pragnących wstąpić do jego grupy. Aby ich wyróżnić ustalono jednakowy ubiór (białe koszulki, czerwone berety), nadano ramy organizacyjne, zachowany z dzieciństwa obraz aniołów stróżów przeprowadzających bezpiecznie dzieci przez mosty nad wzburzoną wodą zadecydował o nazwie „Aniołowie Stróże”.
Organizacja taka jak „Aniołowie stróże” wydała się stworzona dla Lisy. Jej historia zbliżona jest do losów głównego bohatera filmu „Krokodyl Dundee”, który gościł na ekranach naszych kin. ZX ą różnicą, że Lisa dotarła do Nowego Jorku nie z australijskiego buszu, ale z przedmieść Illinois. Przywykła do ciszy przydomowego ogródka, czuła się w ogromnym mieście jak ryba bez wody. „Odpowiednie” sąsiedztwo z Manhatanu i solidna praca sprawiły, że trudno dziś uwierzyć, że nie urodziła się w Nowym Jorku. I chociaż Lisa kocha to miasto, to przyznaje, ze jedną z pierwszych rzeczy, jakiej musiała się nauczyć była sztuka samoobrony. Opowiadając swoja historię często mówi: „Musiałam nauczyć się walczyć, bo... bardzo kiepsko biegam”.
Największym szczęściem określa Lida fakt, ze jej pierwszy nauczyciel karat zwracał zawsze uwagę nie na efektowność, ale na efektywność nauczanych technik. Jej treningi nie polegały na cyzelowaniu całymi miesiącami pięknych obrotowych technik nożnych z wyskoku, które w prawdziwej walce ulicznej stawały się bezużyteczne. Zamiast tego, poznawała to, co mogło rzeczywiście wyratować ją z opałów. Jej nauczyciel, wbrew pozorom, nie prowadził szkoły dla ulicznych zabijaków. Wprost przeciwnie, darmowe lekcje niedzielne oraz treningi parę razy w tygodniu przeznaczone były dla kobiet, które paraliżowane strachem przebiegało od stacji metra do domu, a wieczorem, na wszelki wypadek nigdzie nie wychodziły z domu.
Sensei pozbawił Lisę strachu przed walką z mężczyzną. W 99 przypadkach na sto to mężczyzna napada na kobietę. Jego atak jest całkowicie inny niż kobiety. Przyzwyczajenie do kobiecych zachowań powodowało, że napadnięta z góry była skazana na przegraną. I chociaż Lisa wychowała się z trzema rosłymi braćmi, dopiero sparring podczas treningów, kiedy naprawdę odczuwa się zadawane i przyjmowane ciosy nauczył ją, ze na kobiecy płacz jest czas dopiero po walce.
Większość kobiet rezygnuje ze sportów walki, kiedy dochodzi do praktycznego stosowania technik „na parterze”. Mówią wtedy: „Och nie, ja nie mogłabym kogoś skrzywdzić”, A właśnie pewność siebie, wiarę w umiejętności obrony przed napastnikiem trzeba posiąść na samym początku. Bez tego, nawet najwymyślniejsze techniki Bruce Lee, są nieprzydatne. Jest to zresztą podstawowa zasada dla wszystkich uprawiających sporty walki, nie tylko dl a kobiet. Zbyt często bowiem słyszy się historie doskonałych technicznie karateków, nawet zwycięzców wielu turniejów, którzy w obliczu niebezpieczeństwa na ulicy stawali się bezbronni.
Również Lisa hołdowała zasadzie „jeśli nabyłeś umiejętności samoobrony, czemu nie użyć ich szerzej, nie tylko dla samego siebie”. Dzięki treningom z zawodowymi zapaśnikami nabyła siłę i umiejętności obrony przed najbardziej natrętnymi wielbicielami. A miała ich wielu. Lisa jest bowiem bardzo piękną kobietą, zawodową modelką. Na całym świecie jest to wystarczający dowód uznania dla kobiecej urody. „Piękna i bestia” w jednej osobie – tak określali ją złośliwi. Ale tak naprawdę to cały zapał wkładany w doskonalenie swoich umiejętności poświęcała dla ratowania kobiet i słabych ludzi, żyjących w nieustannym strachu przed gangsterami. Każdy swój występ w telewizji, pokaz mody, zawodową walkę zapaśniczą, czy prowadzony przez siebie kurs walki wykorzystuje także do zachęcania do odwagi i nauki samoobrony.
Lisa jest autorką bardzo poczytnej książki o samoobronie dla kobiet. Obok najbardziej skutecznych technik uczy ona czytelniczki wiary w możliwość pokonania przeciwnika mężczyzny. Przecież nie zawsze wygrywa większy i silniejszy, często szybszy i mądrzejszy.
Przyłączenie się do „Aniołów” nie było dla Lisy łatwe. Curtis Śliwa uznał, że dla jej własnego bezpieczeństwa musi przekonać się o umiejętnościach. Dopiero kiedy Lisa wygrała kilka pojedynków z członkami grupy wzięła udział w nocnych patrolach. Wreszcie mogła naprawdę się sprawdzić. Nie było tu senseia krzyczącego „jame”. Lisa pomagała „Aniołom” nie tylko w walce na ulicy. Poświęciła im także wiedzę i pieniądze. To ona prowadzi całe biuro organizacji ( w tej chwili liczy ona już ponad 5000 członków w ponad 60 miastach Stanów zjednoczonych), Wspomaga fundusze organizacji zarobkami ze zdjęć i pracy w telewizji. Służbowo jest związana z „Aniołami” poprzez funkcję sekretarza ogólnokrajowego, zaś prywatnie przez małżeństwo z ich założycielem, Curtisem.
Życie i „wyczyny” Lisy i Curtisa Śliwy są tak atrakcyjne, że w Hollywood powstaje film oparty na autentycznej historii ich życia. A ich plany są coraz śmielsze. Powstały już pierwsze grupy „Aniołów” w Kanadzie i Ameryce Południowej. Wkrótce pewnie zjawią się też w Europie.
Ich atrakcyjność jest tym większa, że wspomagają ich znani mistrzowie sztuk walki. Między innymi słynny zawodnik kick-boxingu, aktor, Billy Walance. Po kilkugodzinnym kursie dla „Aniołów” pojechał z nimi także w rutynowy patrol w Palm Beach na Florydzie. Domy narkomanów i kilkakrotne ataki na grupę ulicznych gangów pokazały Wallancowi sens istnienia takiej organizacji. Bill przyłączył się do „Aniołów” i rozpoczął serie bezpłatnych kursów!. Jak zwykle jego seminaria przyciągają tłumy i wielu młodych ludzi zamiast skór z nitami i łańcuchami przywdzieje koszulki z sympatycznym znakiem „Aniołów Stróżów”.
Opracował: Marek Frysz
Do instytucji propagujących ten typ obrony dołączyła ostatnio także policja.
Powyższe można potraktować jako zapowiedź korzystnych zmian w relacji policja – społeczeństwo, tym bardziej, że do niedawna instytucja ta zdecydowanie przeciwstawiała się tego typu inicjatywom ze strony licznych grup społecznych. Być może zaowocuje to nowy dialog i bliższą współpracę tej instytucji ze społeczeństwem.
SPOŁECZEŃSTWO A BEZPIECZEŃSTWO
Stan bezpieczeństwa publicznego w dużej mierze uzależniony jest od społeczeństwa. To, że dziś istnieje wiele osób zachowujących się w sposób patologiczny wynika tylko i wyłącznie z tego, że w przeszłości dorośli odpuścili sobie konieczność wpojenia młodemu pokoleniu pewnych zasad. Gdyby ludzie zadbali o to, na ulicach byłoby bezpiecznie.
Gdy byłem mały, każdy przejaw nieodpowiedniego zachowania, głośne krzyki, przekleństwa, złe zachowanie, były natychmiast przez dorosłych piętnowane. Człowiek wstydził się, gdy ktoś obcy zwróci mu uwagę na nieodpowiednie zachowanie. Dziś jest odwrotnie. Ludzie boją się komuś zwrócić uwagę na chamskie zachowanie, nie licząc przypadków, gdy ktoś popełnia wykroczenie lub przestępstwo.
Myślę, że jeśli chodzi o społeczeństwo, to największą winę za jego bierność ponoszą kobiety. Z kolei o tym, jaki wpływ na społeczeństwo mają kobiety, pisać chyba nie muszę.
Fizyczne zabezpieczenie i samoobrona powinny być ostatnimi, a nie pierwszymi liniami samoobrony .
Wbrew temu, co próbują nam wmówić różne gremia (zwłaszcza te wywodzące się spośród polityków) w Polsce mamy bardzo dobre prawo. Nie doskonałe, ale na przyzwoitym poziomie. Kłopot powstaje wtedy, kiedy przepisy tego prawa ma interpretować sąd. A ten, robi to często w sposób kuriozalny, ponadto system prawny jest tak zorganizowany, że rozmaite sprawy sądowe ciągną się latami, co jest wręcz niedopuszczalne.
Największą głupotą, z jaką boryka się polski system wymiaru tzw. sprawiedliwości jest brak (przynajmniej teoretyczny) odpowiedzialności sędziów i ich również teoretyczna niezależność.
Na początku lat dziewięćdziesiątych XX-go wieku, w Polsce przeforsowano ustawę, wg. której sędziowie są niezależni. Ustawodawcy chodziło oczywiście o niezależność polityczną. Tymczasem, korzystając z tej ustawy, sądy i sędziowie stają się niezależni głównie od prawa i rozumu. Czy są też niezależni od np. łapówkarzy, którzy starają się przekupić sędziów? Historia pokazuje, że nie.
Tu trzeba nadmienić, że sama idea niezależności i niezawisłości sędziów jest z pewnością ideą bardzo piękną i czystą, ale wiele takich z pozoru wspaniałych idei doprowadziło do wielkich ludzkich tragedii (choćby idea socjalizmu). U podstaw wyjścia do tej ustawy leżało być może założenie, że wszyscy sędziowie będą mądrze i sprawiedliwie sądzić. Niestety, nikt jeszcze nie wymyślił testu badającego mądrość i sprawiedliwość. Dlatego też sędziowie są tacy, jak każdy z nas, normalni, popełniający błędy, ułomni jak każdy człowiek, posiadający swoje wady i zalety.
Na zakończenie należy się mała dygresja. Czy aby nie jest tak, że komuś zależy, by przestępczość rosła i kwitła, by ludzie bali się nawet upominać o własne prawa? Żyjemy w czasach, w których ci, którzy decydują o naszym systemie prawnym i o tym, jak żyjemy sami – w wielu wypadkach – są zwykłymi bandytami. Iluż to polityków z pierwszych stron gazet zasiało oskarżonych i skazanych. A znane są też przypadki, kiedy to komendanci policji byli szefami gangów. A fe! Czy taki policjant będzie ścigał przestępców? Osobiście w to wątpię.
POLICJA A BEZPIECZEŃSTWO
Pomimo wielu słów krytyki, jakie padają pod adresem policji uważam, że z trzech grup zawodowych, odpowiedzialnych za ściganie przestępstw (policja, sąd, prokuratura), ta pierwsza działa najlepiej. Oczywiście – tak jak w każde grupie zawodowej – także i tu mamy do czynienia z ludźmi wykonującymi swoje obowiązki lepiej lub gorzej.
Podstawową rolą, jaką odgrywa policja w walce z przestępczością, jest odstraszanie. Kilka lat temu na zgrupowaniu karate wybito nam szybę w oknie sali. Wezwaliśmy policję. Przyjechał bardzo przytomny policjant, który zaraz po tym zdarzeniu wjechał radiowozem na osiedle i wylegitymował „ileś tam” osób. Gdy po kilku tygodniach znów ktoś rzucił nam kamieniem w okno, ktoś inny głośno zawołał: uciekajmy, bo oni wzywają policję. Podobnych zdarzeń miałem w życiu kilka.
Pamiętać jednak należy, że policja przyjeżdża z reguły po kilkunastu minutach. A przez ten czas wiele może się wydarzyć. W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia w 2000 roku ktoś rzucił w okno mego domu pigułą. Na szczęście tylko jedna trafiła w okno, bo na ścianie zostało jeszcze kilka śladów po śniegu. Pierwszy z domu wyskoczył mój brat, a ja, chwyciwszy bokken, za nim. Napastnicy, których było kilkunastu, zbiegli z głównej ulicy, ale tuż za płotem zatrzymali się, rzuciwszy się na mego brata. Nie przeraził ich nawet bokken w mojej ręce. Dopiero, gdy krzyknąłem do żony, by wezwała policję, uciekli. Udało nam się jednak zatrzymać jednego z nich. Ten utrzymywał, że to nie byli jego koledzy, że ich nie zna. Zanim przybył radiowóz, trzema samochodami podjechali inni znajomi napastników, a oni sami również wrócili, przechadzając się po drugiej stronie ulicy. Ów zatrzymany przez nas chłopak, tak niewinny w chwili, gdy był przez nas trzymany, po wejściu do radiowozu powiedział, że został przeze mnie uderzony kijem w głowę. Mam szczęście, że przybyły na miejsce policjant po kilku zdaniach zorientował się, kto mówi prawdę.
Na podstawie tych i innych moich doświadczeń jeszcze raz pragnę podkreślić, że przybycie na miejsce policji dość często zapobiega przed powtarzaniem się ataków i przed zemstą napastników.
Policjanci dobrze orientują się, że potrzebne jest im poparcie społeczne. Zwłaszcza ci na dole, którzy nie mają zaplecza politycznego. Stąd liczne apele policji wydawane czy to w formie różnych publikacji, czy na stronach internetowych do społeczeństwa z prośbami o wsparcie policji. W publikacji „Policja i każdy z nas” wydanej przez Wydział Prewencji Komendy Wojewódzkiej w Kielcach czytamy: „potrzebujemy twojego poparcie i współdziałania”.
Policja doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że sama nie zdoła skutecznie walczyć z przestępczością. Potrzebne jest jej wsparcie społeczne. Wsparcie takie mogłyby także udzielić policji media. Te ostatnie krytykują ją bowiem zarówno wtedy, gdy działa nieskutecznie, jak i wówczas, gdy działa skutecznie.
Policja bardzo skutecznie potrafi zniechęcić potencjalnych bandytów i chuliganów przed łamaniem prawa. Mam w tym względzie pewne doświadczenia, więc wiem, co mówię. Inna sprawa, że wielu policjantów zachowuje się tak, jakby pracowała nie w komendzie, a w dowcipach o policji.
W wielu krajach zachodnich z związku z wzrastającą falą przestępczości przeciwko życiu i zdrowiu oraz mieniu, z inicjatywy mieszkańców osiedli, dzielnic, czy też domków jednorodzinnych powstały tzw. straże sąsiedzkie. Także i na terenie naszego kraju oraz województwa zrodziły się takie inicjatywy. Obecnie funkcjonuje już kilkadziesiąt spontanicznie tworzonych grup, które systematycznie lub doraźnie, w różnych porach dnia i nocy patrolują w zespołach 2-4 osobowych miejsca najbardziej zagrożone przestępczością na terenie własnego osiedla. Do patrolowanie grupy te wykorzystują własne samochody wyposażone w telefony komórkowe, CB – RADIO lub też poruszają się pieszo, dysponując przenośnymi radiotelefonami CB, zakupionymi ze składek grupy a pracującymi na kanale ratunkowym.
Podstawowe cele i sposoby działania „straży sąsiedzkiej”:
q Stworzenie 2-4 osobowych patroli,
q Patrolowanie miejsc szczególnie zagrożonych przestępstwami, wykroczeniami, aktami chuligaństwa, wandalizmu itp.
Tylko wspólna walka ze złem może doprowadzić do tego, że to nie ty, a przestępca będzie się bał, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto powiadomi o jego czynie policję.
Niestety, w naszym kraju, mimo odpowiednich rozwiązań prawnych, powstające tego typu straże nie cieszą się sympatią policji, a bez współpracy z tą instytucją działanie takich straży jest mocno utrudnione.
Miejsce na informacje o autorze.
Poprawione: 05-11-17.