Source: https://czasopismo.legeartis.org/2015/07/wlasnosc-znalezionego-psa.html
Timestamp: 2018-10-22 03:06:33
Legal References Found: art. 183
 art. 2
 art. 187

art. 187

art. 181
 art. 11
 art. 187
 art. 180

Document Content:
Własność znalezionego psa
ochrona zwierząt, prawo cywilne
A więc skoro los uszczęśliwił mnie psiakiem ze schroniska, warto poświęcić dwa akapity staremu problematowi — kto jest właścicielem znalezionego psa? czy mam pewność, że nikt mi nie odbierze przygarniętego zwierzaka ze schroniska?
Bo i owszem, nawet tak wydawać by się mogło banalne zagadnienie można rozpatrywać analizując przepisy prawa. (Disklajmer: w tekście piszę pies, ale proszę czytać także kot, chomik — a jeśli komuś pasuje to choćby i papuga.)
Piesek ze schroniska, ponoć znajda, hasając na łące odnajduje się świetnie (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)
Do niedawna rzeczy te regulował art. 183 par. 2 kodeksu cywilnego, który w chwili wejścia w życie ustawy o rzeczach znalezionych został uchylony — tylko po to, by zostać powtórzonym w jej art. 2:
Ustawa ma parę prostych konsekwencji, które warto zawsze pamiętać:
jeśli znaleźliśmy cudzego pieska i wiemy czyj on jest — powinniśmy zawiadomić właściciela (art. 4 ust. 1 UoRR); stąd jest bardzo istotne, żeby psiak miał adresówkę zawsze przy obroży;
jeśli właściciela psa nie znamy lub nie znamy jego miejsca pobytu — niezwłocznie zawiadamiamy właściwego starostę;
Pies i właściciel, właściciel i pies (fot. M. Rudak, CC-BY-SA 3.0)
nie wiem skąd ten starosta w ustawie o rzeczach znalezionych: zapewnienie opieki bezdomnym zwierzętom należy do zadań własnych gmin (art. 11 ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt) — w sumie może to chyba prowadzić do pewnej niekompatybilności informacyjnej;
szczęśliwy właściciel odnalezionego psa powinien zwrócić znalazcy poniesione wydatki związane z jego prawidłowym przechowaniem (art. 9 ust. 1 UoRR);
czy znalazca może stać się pełnoprawnym właścicielem znajdy? — wszystko zależy od tego czy pies jest zagubiony czy też porzucony, a jeśli to pierwsze — jakie kroki podjął uczciwy znalazca;
w tym pierwszym przypadku reguły gry określa art. 187 par. 1 kodeksu cywilnego (tzw. przemilczenie, nie mylić z zasiedzeniem), którego brzmienie uległo zmianie wraz z wejściem w życie ustawy o rzeczach znalezionych:
art. 187 § 1 kc:
Rzecz znaleziona, która nie zostanie przez osobę uprawnioną odebrana w ciągu roku od dnia doręczenia jej wezwania do odbioru, a w przypadku niemożności wezwania — w ciągu dwóch lat od dnia jej znalezienia, staje się własnością znalazcy, jeżeli uczynił on zadość swoim obowiązkom. Jeżeli jednak rzecz została oddana staroście, znalazca staje się jej właścicielem, jeżeli rzecz odebrał w wyznaczonym przez starostę terminie.
czyli: znalazca może stać się właścicielem pieska już po roku, jeśli wezwał właściciela do odbioru rzeczy, a po dwóch, jeśli tego nie mógł uczynić;
jeśli jednak piesek trafił (po linii ustawy) do starosty — który może do tego wyznaczyć odpowiednie schronisko dla zwierząt (pamiętać, że prowadzi je gmina) — to znalazca może stać się jego właścicielem w określonym przez organ terminie (tu, bo nigdzie indziej, widzę podstawę do określania „14 dni” jako daty „karencji” dla psów ze schroniska);
inaczej mają się jednak sprawy z psami porzuconymi przez poprzednich właścicieli — w takim przypadku z jednej strony dochodzi do wyzbycia się własności psiaka (art. 180 kc), z drugiej zaś do nabycia własności poprzez objęcie przez znalazcę;
art. 181 kc:
znaczy się: jeśli porzuconemu psu kupię smycz, miskę i dam nowe imię (niestety tak to najczęściej wygląda — sam nie wiem czy Kuata nie była wcześniej Tolą czy inną Lolą) i uznam się za jego pana — to staję się jego właścicielem. Kropka.
Tags: art. 11 UOZ art. 187 kc pies prawo cywilne rzeczy znalezione własność zwierzęta
← Sportowiec może być przedsiębiorcą (uchwała NSA II FPS 1/15)
Ogłoszenie o znalezieniu psa to obowiązek znalazcy (pod rygorem 500 złotych grzywny) →
39 comments for “Własność przygarniętego psa — czy nikt mi nie odbierze znajdy?”
3 lipca 2015 at 10:31
Nie wiem, czy nie lepszym tytułem byłoby „własność przygarniętego psa”, a tak poza tym, to w sam raz na sensacyjno-klikalnościowy temat ;-)
3 lipca 2015 at 10:41
Tytuł poprawiony wg zamówienia :)
Problemat przewija się niekiedy przez psie internety, wierzę, że parę osób tutaj trafi. Ot cały mój mały marketing :)
3 lipca 2015 at 11:14
Nie tyle zamówienie co sugestia, bo trochę mnie gryzło to „znalezienie”; znaleźć można portfel, książkę, ale psiak, kot czy inna szynszyla to stworzonka, którym dajemy opiekę i dostajemy ich zaufanie a razem sobie towarzyszymy.
3 lipca 2015 at 11:06
ja nie uważam by pies (czy inne zwierzę) było rzeczą, dwa nie uważam się za właściciela (durne prawo mamy) raczej za opiekuna psa i po trzecie to z jakie racji ktoś sobie rości prawo własności do czegokolwiek a zwłaszcza do zwierząt!
W ujęciu ściśle cywilistycznym nie ma (na razie, może kiedyś coś się zmieni) innej możliwości — albo podmiot praw, albo przedmiot. Jeśli podmiot, to będziemy musieli rozstrzygnąć kwestie tożsamościowe (osobowość, oświadczenia woli). Dopiero od tego momentu pies będzie mógł się swobodnie wypowiedzieć kto jest jego panem (albo i nie panem).
PS osobiście używam najczęściej wyrazu „przewodnik psa”.
3 lipca 2015 at 12:44
Z tej nięszczęsnej nominalnej własności, zwykle wynikają dla zwierzaków tylko nieszczęścia.
Myślę, że nie tylko — nieszczęść jest na szczęście mniejszość — ale przypadki są tragiczne a więc i głośne…
3 lipca 2015 at 14:57
Życie życiem, prawo prawem. Jeszcze gorzej jest z kotami bo jak powszechnie wiadomo to koty są właścicielami ludzi. Ale prawo nie zajmuje się kwestiami tożsamości międzygatunkowych (póki co) więc dla uproszczenia przyjęto, że człowiek jest właścicielem.
4 lipca 2015 at 01:05
to nie jest uproszczenie, to jest sposób na zawłaszczanie – „zapytaj się Putina” co on sądzi o własności Krymu i w jaki sposób zdobywa się tą tak zwaną własność, eee można mnożyć przykładów, moim zdaniem jest tylko jedno prawo prawo silniejszego, reszta to pochodne od tego pierwszego.
Psy przez długi czas były przydatne człowiekowi więc je trzymał koło siebie, teraz jak już nie są taką „wartością” to tworzy się prawo by jak najwięcej ograniczyć jego swobody.
To robi człowiek współczesny, który sam zawłaszcza coraz większe obszary dla siebie wywłaszczając zwierzęta z ich naturalnych obszarów, jak te zwierzęta zapuszczają się na obszary zawłaszczone przez ludzi to człowiek zabija je (np.dziki) twierdząc, że tu one nie mogą być bo to nie ich miejsce. Kim jest ten człowiek (homo coś tam) – zwykły hipokryta!!!
Własność a co to takiego – w niektórych kulturach wkładano do grobów przedmioty należące do grzebanych zmarłych, teraz te przedmioty można znaleźć w muzeach.. he he i czyja jest to własność itd. itd.
4 lipca 2015 at 02:43
Gdybyś powiedział farmerowi czy innemu rolnikowi, że jego trzoda chlewna
nie jest jego własnością, to by Cię wyśmiał. Niewinne i bezbronne
świnie są mordowane przez ludzi, którzy mogą to robić zgodnie z prawem
tylko dlatego, że są ich właścicielami. Z kurczakami i krówkami to samo –
idą na rzeź, a zarabiają na tym ich właściciele, bo przecież nie
przypadkowi ludzie. Ba, jak ja kupuję w sklepie kotlet wieprzowy lub
stek wołowy to też staję się właścicielem martwego zwierzęcia.
do tego, że w naszej kulturze ludzie mają do psów emocjonalny stosunek,
ale jednocześnie nie maja takiego stosunku do wielu innych zwierząt.
Gdyby prawo traktowało psy inaczej niż świnie, to byłaby to hipokryzja,
na dodatek wynikająca z emocjonalnych a nie racjonalnych przesłanek.
Termin „zawłaszczenie” nie oznacza nic złego, w odróżnieniu od „przywłaszczenia”, które jest przestępstwem. Analogia do Krymu
nietrafiona, bo po pierwsze Krym nie został zajęty
zgodnie z prawem, a po drugie jedni ludzie odebrali Krym innym ludziom.
Zwierzęta nikomu nie są odbierane.
Rzeczy w muzeum są własnością
muzeum, państwa lub kogokolwiek innego kto zgodnie z prawem powierzył je
muzeum. Jeżeli rzecz jest niczyja, bo została porzucona przez
właściciela, to znalazca ma do niej prawo.
4 lipca 2015 at 12:44
> w naszej kulturze ludzie mają do psów emocjonalny stosunek,
Pamiętam historię sprzed paru lat, proces faceta, który wyłapywał psy i robił z nich smalec czy inną maść. Dostał jakieś tam zarzuty, ale sąd go uniewinnił — bodajże dlatego, że wyszedł z założenia, że skoro uśmiercał je w sposób humanitarny, to nie naruszył prawa. No i że właściwie nie ma przepisu, że nie wolno sobie zjadać psów.
Nie analizowałem tematu, być może takie jest to prawo, ale… coś tu nie gra (pomijając, że mógł wyłapywać psy będące cudzą własnością).
5 lipca 2015 at 00:17
Tak mi się teraz skojarzyło:
https://youtu.be/Uc8DkO8CDf8
4 lipca 2015 at 13:26
Nie ma czegoś takiego jak własność (chyba że mówimy o cechach), termin własność to wymysł ludzi, tych którzy bali się o „swoje” rzeczy np o bydło itp. i byli na tyle silni by narzucić swoje prawa innym.
Nie mogą się zgodzić z Twoją wypowiedzią – emocjonalny stosunek ok, ja również mam emocjonalny stosunek do psów, kotów, ślimaków (które często depczę nie widząc ich na łące), kleszczy które się do mnie próbują wbić i ssać moja krew (staram się ich nie zabijać bez potrzeby), tylko to nie o psy w tym wypadku mi chodziło a o całość przyrody i to że nie dostrzega się, że można coś użytkować ale właścicielem się nie jest. Nawet jak jesteś twórcą rzeczy to ta twórczość nie jest oderwana od pozostałej materii czy idei. Wszystko jest pochodną wszystkiego i tak to prawdopodobnie będzie w tym świecie do końca.
Nie namawiam do oddania swoich dóbr innym, tylko zwracam uwagę na fakty. To że jesteśmy egoistyczni wynika z praw rządzących przyrodą, a to że mamy mózgi które są na tyle sprawne by rozwijać (?) się szybciej niż pozostałe zwierzęta powinno nam dać do zrozumienia, że trzeba szanować całą przyrodę i nie traktować jej jak coś co do nas należy. My do niej należymy ale ona nie należy do nas!
5 lipca 2015 at 00:14
Prawo własności nie jest prawem silniejszego, wręcz przeciwnie – chroni ono słabych przed silnymi. Własność jest pojęciem, na którym opiera się cała nasza cywilizacja. Nasza cywilizacja opiera się też na hodowli zwierząt. Hodowla i własność są nierozerwalne i dzięki temu ludzkość dobrze prosperuje.
8 lipca 2015 at 11:20
Nie mogę zgodzić się z Twoim twierdzeniem. Czy w dalekiej przeszłości biedak miał coś do powiedzenie – nic nie miał. Rządzili królowie itp. to „oni” tworzyli prawo takie jaki im odpowiadało – a prawo, które stanowi człowiek to nie prawo uniwersalne tylko wymysł człowieka.
Mam pytanie. Przybłąkał się do mnie pies – bez obroży, żadnych danych. Poszedł za mną do domu. Nakarmiłam, pani weterynarz namówiła – przygarnęłam. Po dwóch miesiącach spotkaliśmy na ulicy właścicielkę. Wyrwała mi psa siłą – ciągnąc bez litości, naprawdę mocno, wyzywając mnie od złodziejek. Pies biegał zawsze luzem. Byłam kilkakrotnie w miejscu znalezienia zwierzaka – nie spotkałam nikogo, kto by go rozpoznał (to niewielkie miasteczko). Piesek jest rzeczywiście pani, świadkowie potwierdzili (dopiero teraz, pech). Niemniej był zaniedbany w momencie znalezienia (Pani weterynarz i Pani fryzjerka – również działająca w Animalsach, poświadczają to) pani go zostawiła idąc na herbatę – taki pies, co sam sobie biega, gdzie chce. Nie miał do tej pory książeczki, żadnych szczepień. Pani nie rozumiała, że powinna go trzymać na smyczy i nie widziała tu żadnego swojego zaniedbania. Nasz błąd – myśmy nie zgłosili tego na papierze, pytaliśmy się ludzi na ulicy, czy go kojarzą. Zadzwoniłam po policję – policja dała mi 3 wyjścia: 1. oddam psa pani (ugoda), 2. sąd (pies do schrona, ja ponoszę koszty), 3. jak spiszemy protokół i skargę wniosę, może się okazać, że jestem złodziejką i odpowiem za to. Jestem nauczycielką i wyrok to dla mnie utrata pracy, nie mogłam więc wybrać opcji trzeciej, na opcję sądową mnie nie stać. Byłam zmuszona oddać. Co w takim razie z tą opcją, że zakładając mu smycz i dając mu nowe imię – nabyłam go? Gdybym oddawała psa w dobre ręce właściciela, naprawdę nie byłoby sprawy. W momencie jednak kiepskiego traktowania pieska – serce mi się kraje. Co mogę zrobić? Czy jest sens podejmować działania? Policjanci stwierdzili, że zaniedbaanie nie ma tu nic wspólnego z własnością i muszę go oddać. Skądinąd pan spod 112, pod które dzwoniłam kiedy pani się ze mną szarpała, twierdził, że jak mam dokumenty, pies jest prawnie mój. Proszę o radę. Z góry dziękuję.
30 października 2015 at 13:18
Zaczynając od końca: nie ma sensu. Skoro pani uważa, że pies jest jej, to nawet jeśli został jakoś tam zaniedbany, to jest jej (stąd właśnie ta karencja w schronisku plus obowiązek „dania znać”, że pies szuka domu).
A co do tego, że piesek biega samopas — cóż, dla wielu osób pies to pies i ma sobie żyć jak sarenka czy inne stworzenie. To nawet niekoniecznie oznacza, że taki przewodnik nie interesuje się psem; interesuje się ale raczej po swojemu.
A tak w ogóle to co pies na widok tej pani? Może nie personifikuję zwierząt (nie jestem Lafontainem ;-) ale dobrze byłoby dać się wypowiedzieć psiakowi. Pies lubi tę kobietę?
30 października 2015 at 13:05
Czy zostawianie zwierzaka bez smyczy, żeby się błąkał samopas jest porzuceniem?
Jeśli ma sobie piesek pobiegać i wrócić — to nie.
1 lutego 2016 at 17:58
Witam. Kilka tygodni temu uciekł nam pies z posesji. Zdarzyło się to drugi raz. Za pierwszym razem znaleźliśmy naszą zgubę. Za drugim razem szukaliśmy psa dając ogłoszenie w internecie. Okazało się, że piesek został znaleziony przez pewną rodzinę. Rodzina ta założyła mu książeczkę i zaszczepiła. My jako właściciele naszej zguby nie założyliśmy mu książeczki. Mieliśmy go od małego. ‚Nowi właściciele’ nie skontaktowali się z nami bezpośrednio tylko poprzez osoby trzecie( siostra nowych właścicieli). Z rozmowy dało się wyczuć, że nie chcą nam oddać psa i że już w niego zainwestowali(czyt. książeczka, szczepienia). Jeżeli poszlibyśmy na policję to istnieje szansa na odzyskanie psa bez jakichkolwiek oddania kosztów czy musielibyśmy zwrócić im koszty jeżeli takowe są udokumentowane? Czy w ogóle istnieje szansa na odzyskanie psa? Mamy świadków, że ten pies jest nasz.
Szanse są, ale koszty bezwarunkowo wypadałoby zwrócić.
17 października 2016 at 07:59
Znalazłem wczoraj psiaka, który mnie polubił i już się troszkę przywiązał. Dałem ogłoszenie na fb, dowiedizałem się, że prawdopodobnie ten pies od miesiąca włóczył się po mieście. Znalazłem dziś ogłoszenie z WCZORAJ o zaginięciu tego psa. Nienormalne dla mnie jest, że ktoś po miesiącu zgłasza zaginięcie psiaka. Jeśli go oddam, poczuję że robię mu krzywdę. Miesiąc? Gdyby zaginął mi, tego samego dnia wieczorem wszędzie online byłyby ogłoszenia… Prawnie pewnie nic z tym zrobić nie mogę? Co jeśli pies będzie się bał tego właściciela? Dałem mu już info, że psa znalazłem.
17 października 2016 at 08:40
Jest możliwość, że ta osoba próbowała gdzieś się ogłaszać, ale to nie do każdego dotarło (np. osoby starsze niekoniecznie wrzucą coś na Fejsbóka).
Jeśli jednak masz pewność, że ten ktoś się nie interesował psem przez miesiące… zaryzykowałbym, że jednak porzucił zwierzę z zamiarem wyzbycia się własności (Właściciel może wyzbyć się własności rzeczy ruchomej przez to, że w tym zamiarze rzecz porzuci art. 180 kc).
PS po jednym dniu pies raczej się do Ciebie aż tak nie przywiązał. Zobaczysz jego reakcję na widok właściciela, ocenisz jak to jest :)
17 października 2016 at 08:50
Mieszkam w niedużym mieście, coś ponad 20 000 ludzi. 60 osób od wczoraj udostępniło mój post, więc zasięgiem powinno pokrywać praktycznie całe miasto (jeżeli ktoś poza właścicielem o zaginięciu psa wie, choćby sąsiedzi). Dwie osoby mówią że chyba pieska kojarzą, ale miał tę czerwoną obrożę, nikt nie kojarzył innego zgłoszenia niż to wczorajsze. Kobieta, która pisała wiadomość o zaginięciu psa nie wygląda, jakby internet był dla niej czymś obcym. Wcześniejszych postów w tej sprawie na miejskim forum nie ma. Pies podobno cały wrzesień łaził po jednym osiedlu, więc to jest grubo ponad miesiąc. Jeśli będzie się cieszył na widok właściciela, oddam go, chociaż nie rozumiem, jak można mieć psa gdzieś tyle czasu. Co jednak, jeśli będzie nieufny co do właściciela, albo będzie się bał?
Może przywiązał to złe słowo, ale zaczyna mi ufać. Widzę, że właśnie pierwszy raz śpi z opuszczonymi uszami.
17 października 2016 at 09:07
Możesz próbować się zapierać, że pies został porzucony z zamiarem wyzbycia się, a obecna reakcja właściciela jest tylko obawą przed karą za porzucenie:
https://czasopismo.legeartis.org/2015/07/porzucony-pies.html
Niemniej sprawa nie jest jednoznaczna, chociaż z czysto ludzko-psiego punktu widzenia brak wcześniejszej reakcji wydaje się niepodważalny i znaczący.
11 kwietnia 2017 at 18:39
A co mi powiecie? Pani X znalazła psa, po dwóch tygodniach postanowiła go oddać państwu Y ponieważ zamieścili oni ogłoszenie, że chętnie psa przygarną (jakiegokolwiek). Po kilku miesiącach zjawia się pierwszy właściciel psa w asyście policji w domu państwa Y, pies zostaje im odebrany a państwo Y są posądzeni o przywłaszczenie. Policja nie berze pod uwagę udziału państwa X.
11 kwietnia 2017 at 18:51
„Udział” to chyba za mocne słowo ;-) aczkolwiek pewnie ważne jest czy policja wie o roli X (bo żeby brać pod uwagę musi wiedzieć), no i istotne jest to co X-ińska powiedziała Y-grekowskim.
Natomiast przywłaszczenie to raczej przegięcie, bo skoro „dostali” psa od innej osoby, to nawet jeśli nie dali ogłoszenia o znalezieniu (bo nie znaleźli go), to raczej też nie mogli przywłaszczyć.
Ale zapewne i tak diabeł tkwi w szczegółach :)
Pani X mówiła, że psa znalazła w rowie, że porzucony. I że nie może go zatrzymać, bo wyjeżdża. Posterunkowy o Państwu X wiedział w momencie kiedy psa zabierał z domu Y praktycznie siłą, ale nie wziął tego pod uwagę. Wszedł do mieszkania bez zgody właścicieli a potem szukał paragrafu żeby to usprawiedliwić. Uznał, że przywłaszczyli psa, a pierwszej właścicielce poradził psa (kundla) wycenić na kwotę 300zł. Sprawa trafiła do prokuratury.
Edit: Pani X kupiła psu miskę, obrożę, smycz i legowisko. I te rzeczy wraz z psem przekazała państwu Y. Pies dostał od niej nowe imię, opiekowała się nim 15 dni zanim przekazała go państwu Y, a oni nie pytali skąd pies ani czy pani X dopełniła formalności – założyli, że skoro oddaje psa, to jest on jej własnością
No to policja zdecydowanie przereagowała: uważam, że Y działali w dobrej wierze, zatem w ogóle nie można mówić o żadnym naruszeniu żadnego przepisu. Zresztą chyba nawet tego co zrobiła X nie można tak kwalifikować — wydaje mi się, że brak informacji o znalezionym psie nie oznacza, że osoba sobie przywłaszcza to zwierzę.
12 kwietnia 2017 at 09:32
Policja zabezpieczyła psa jako dowód w sprawie i oddała pierwszej właścicielce w trakcie interwencji, po miesiącu państwo Y dostali pismo z prokuratury o zatwierdzeniu zatrzymania, w którym wskazano art 217 , 4,5 kpk oraz 228 kpk. Następnie po dwóch miesiącach wezwanie na przesłuchanie w charakterze osób podejrzanych o popełnienie wykroczenia z art 119,p. 1kw. Co ciekawe w owym wezwaniu źle wskazano daty rzekomego popełnienia wykroczenia (ale to już można pominąć). Państwo Y mają jako dowód wydrukowane rozmowy z panią X oraz ogłoszenie, które dali gdy chcieli przygarnąć pieska z odpowiedzią pani X, że ma psa, którego musi oddać i że go znalazła, ale zatrzymać nie może bo wyjeżdża. Pani X przez cały okres pobytu psa u państwa Y była nim żywo zainteresowana, wymieniali się zdjęciami i widać było, że naprawdę traktowała psa jak własnego i za nim tęskniła, z państwem Y dogadywała się bardzo dobrze i we wspólnym porozumieniu dbali o zwierzaka, wymieniali się radami itd.
Któregoś wieczoru do domu państwa Y zapukało kilka osób, po otwarciu drzwi pani Y usłyszała, że jest złodziejką i ma oddawać psa, obcy ludzie zrobili ogromne zamieszanie na klatce i pani Y poczuła się zagrożona – zamknęła więc drzwi i przysłowiowo „nie negocjowała z terrorystami”. Następnego dnia wydarzyła się przygoda z policją.
No cóż, w najgorszym przypadku skończy się uniewinnieniem w sądzie, aczkolwiek trzeba pilnować listów, bo sąd może wydać wyrok nakazowy, który po prostu będzie trzeba zaskarżyć (w przeciwnym razie się uprawomocni i pobite gary).
Daty popełnienia wykroczenia nie są pomijalne, mają wpływ i na przedawnienie, i na samą kwalifikację czynu. Sprawcę oskarża (obwinia) się o określony czyn, jeśli w konkretnej dacie czyn nie miał miejsca — sprawa upada (oczywiście w postępowaniu sądowym można to skorygować, ale oskarżenie lub sąd musi to zrobić).
Jezeli bedzie sie toczylo postepowanie w sądzie to panstwo Y moga wyjechac za granice na dlugo wczesniej planowany urlop zwiazany z zawarciem zwiazku malzenskiego ? Czy postepowanie w zwiazku z tym jak widac nieslusznym oskarzeniem moze im pokrzyzowac plany rodzinne?
12 kwietnia 2017 at 15:32
Wykroczeniówka na pewno niczego nie pokrzyżuje, wyjechać można — najwyżej sprawa będzie przegrana. Nie tragedia.
17 kwietnia 2017 at 21:15
Na jednym z forów prawniczych dość ostro stwierdzono, że może być postawiony zarzut paserstwa. Ile w tym prawdy?
Od zera do stu % :) Zarzuty bywają różne, natomiast oczywiście nie każdy się potwierdza.
Aczkolwiek wydaje mi się, że w przypadku oddania psa za darmo przez osobę, która psa znalazła — niezależnie od tego czy „obdarowany” wiedział czy nie wiedział, że pies był znaleziony i nieposzukiwany — to byłby lepszy absurd.
Generalnie jeśli ktoś może mieć problem to wyłącznie pierwotna znalazczyni.
No właśnie jest po przesłuchaniu. Liczyli, że Igrekowscy przyznają się do winy. Nie przyznali się, spisano obszerne wyjaśnienia, wzięto dowody i ogólnie policjantka prowadząca dochodzenie była w szoku, że taka sytuacja. Sama podobno jest ciekawa jak to się skończy.
18 kwietnia 2017 at 12:52
Tak się skończy jak pokieruje :) W sprawach o wykroczenia „gospodarzem” postępowania jest policja, a to by oznaczało, że kwalifikuje się do umorzenia.
Warto też pamiętać, że wszelkie wątpliwości zalicza się na korzyść obwinionego, zatem jeśli jest prawie jasność, że nie wiedzieli, że pies jest cudzy, tj. mieli informację, że należy do darczyńcy, że darczyńca im go dał, to nie mogli mieć przeczucia, że jest inaczej. A zatem jest dobra wiara, a zatem tę okoliczność policja musiałaby podważyć — w sposób wiarygodny, jakimś dowodem — przed sądem.
Ba, nawet jeśli chcieliby robić sprawę o przywłaszczenie „nieuczciwej znalazczyni” (co akurat jest możliwe), to i tak najsamprzód uważam, że do rozkminki jest ten temat:
https://czasopismo.legeartis.org/2015/07/ogloszenie-znaleziony-pies.html
Po wielu miesiącach sprawa potoczyła się tak: Igrekowscy dostali wyrok nakazowy i grzywnę po 100 zł, złożyli sprzeciw, a po dwóch miesiącach przyszło zawiadomienie o posiedzeniu w przedmiocie umorzenia postępowania (jeszcze przed nimi). Do sądu z wnioskiem o ukaranie trafiły wyłącznie zeznania świadków – policjanta i rzekomo pokrzywdzonej niby-właścicielki czworonoga. Zeznań Igrekowskich i dowodów na ich korzyść dziwnym trafem w aktach zabrakło.
Jeśli papiery giną z akt, to niepokojące.
Niemniej jeśli rzeczywiście jest zapowiedź umorzenia (?) to znak, że nie wszyscy kompletnie oszaleli, a to dobry znak.