Source: http://retropress.pl/wiadomosci/polska-przerobka-konstytucji-stalinowskiej/
Timestamp: 2017-10-21 12:01:39
Legal References Found: Art. 25
 art. 46
 art. 12
 art. 12
 art. 101
 Art. 10

Document Content:
"Polska przeróbka konstytucji stalinowskiej" - Wiadomości, 1952 rok
Rok 7, Nr 19 (319)
ZYGMUNT LILIENTHAL
27 stycznia b.r. reżym komunistyczny w Polsce ogłosił projekt nowej konstytucji „Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”. Ciężki był to poród. Pięć lat trwały przygotowania. Pierwotnie miał tę konstytucję przygotować i uchwalić sejm warszawski, lecz widocznie uznano że nie dorósł do takiego zadania, skoro pozostawiono mu tylko „uchwalenie” konstytucji, ułożonej przez specjalną komisję konstytucyjną i oficjalnie zaakceptowanej przez komitet centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
Projekt konstytucji PRL z naniesionymi poprawkami Józefa Stalina (źródło: Wikipedia)
Niezwłocznie po ogłoszeniu projektu rozpoczęła się wrzaskliwa propaganda według znanych wzorów. Na pierwszej stronicy „Trybuny Ludu” zamieszczono pod portretem Bieruta odbitkę fragmentu pierwszej karty konstytucji trzeciego maja a obok tytułową kartę konstytucji stalinowskiej; dalej podobizny Kołłataja, Kościuszki i Mickiewicza a obok podobizny Dzierżyńskiego, Buczka i Nowotki. Zaledwie projekt ogłoszono, a już prasa notowała pełne frazesów wypowiedzi, wychwalające „Wielką Kartę zwycięskich osiągnięć i utrwalonych na zawsze zdobyczy społecznych polskiego ludu pracującego”. Rozpętano t.zw. „ogólnonarodową dyskusję”, w której nie ma ani słowa krytyki a są tylko entuzjastyczne pochwały i słowa zachwytu nad osiągnięciami „demokracji ludowej”.
Reżym wszczął tę szaloną propagandę w nadziei, że w ten sposób potrafi wmówić w społeczeństwo iż nadchodzi nowa epoka. Faktycznie atoli narobiono wiele hałasu o nic, a nawet mniej niż o nic; społeczeństwo, nauczone doświadczeniami siedmiu lat rządów komunistycznych, dobrze zdaje sobie z tego sprawę.
Nowa konstytucja nie daje obywatelom żadnych nowych uprawnień a jedynie wylicza te reformy ustrojowe, jakie reżym już przeprowadził. Wolności obywatelskich nie powiększono w niej ani o odrobinę, a okowy niewoli zacieśniono. Jedynie w strukturze aparatu rządzącego przeprowadzono zmiany, które mają istniejący dotąd formalnie system rządów parlamentarnych ostatecznie zlikwidować i zastąpić systemem odpowiadającym politycznemu ustrojowi sowieckiemu.
Artykuły konstytucji zredagowano niedbale i nieściśle, przepisy się powtarzają, i roi się ona od propagandowych frazesów i niedomówień, nie wiadomo, czy celowych, czy też będących wynikiem niestarannej redakcji. Wypada stwierdzić, że konstytucja „Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej” stoi, jeśli chodzi o styl i redakcję, o wiele niżej od swego pierwowzoru: konstytucji stalinowskiej.
Wstęp do konstytucji przypomina swoją frazeologią manifest lubelski z 22 lipca 1944. Głosi on, że Polska Rzeczpospolita Ludowa jest „republiką ludu pracującego”, czyli innymi słowami powtarza art 1 konstytucji mówiący, że Polska Rzeczpospolita Ludowa jest „państwem demokracji ludowej”. Oba te frazesy miałyby atoli znaczenie praktyczne, gdyby konstytucja istotnie wprowadzała system rządów demokratycznych. W istniejącym jednak stanie rzeczy są to tylko propagandowe frazesy bez treści. Oczywiście czytamy w tym wstępie że „historyczne zwycięstwo Z.S.R.R. nad faszyzmem… stworzyło warunki narodowego odrodzenia Polski w nowych, sprawiedliwych granicach”, boć przecie zagrabienie przez Rosję znacznej części Polski nazywają komuniści wytyczeniem „sprawiedliwej” granicy. Jest też we wstępie mowa o przyjaźni i współpracy z narodami miłującymi pokój oraz o uniemożliwieniu agresji i utrwaleniu pokoju światowego. Słowem, zlepek utartych frazesów, które reżymy komunistyczne powtarzają przy każdej okazji.
BEZSILNY SEJM
Konstytucja utrzymuje formalnie sejm i nawet nazywa gro „najwyższym organem władzy państwowej” oraz „najwyższym wyrazicielem woli ludu pracującego miast i wsi, który urzeczywistnia suwerenne prawa narodu”, lecz frazesy te zawierają mało treści. Kompetencje bowiem sejmu zostały bardzo ograniczone w porównaniu z konstytucjami r. 1921 i r. 1947. Odebrano sejmowi prawo uchwalania poboru rekruta, poruczone obecnie radzie ministrów, oraz prawo ratyfikowania i wypowiadania umów międzynarodowych. Sankcjonowano, a nawet rozszerzono, przyznane już ustawą z 20 lipca 1950 radzie państwa prawo ustalania powszechnie obowiązującej wykładni ustaw, co oczywiście stanowi znaczne ograniczenie władzy ustawodawczej, ale też i niezawisłości sądów.
Rada państwa obowiązana jest zwoływać sejm na sesje co najmniej dwa razy do roku, brak jednak postanowienia, jak długo mają one trwać, wobec czego rada państwa może sejm natychmiast odroczyć, a wtedy z mocy samego prawa, więc bez potrzeby specjalnych pełnomocnictw, rada państwa może wydawać dekrety z mocą ustawy. Konstytucja nie przewiduje w tym względzie żadnych ograniczeń, czyli w okresach między sesjami pełnia władzy ustawodawczej należy do rady państwa. Godzi się więc przypomnieć, że nawet konstytucja r. 1947 postanawiała, że rząd może w okresach, gdy sejm nie obraduje, wydawać dekrety z mocą ustawy tylko na podstawie specjalnego pełnomocnictwa, uchwalonego przez sejm, i że spod dekretowania wyłączone były sprawy konstytucji, ordynacji wyborczej, kontroli państwowej, odpowiedzialności prezydenta i ministrów, budżetu, narodowego planu gospodarczego, zmiany systemu monetarnego, poboru rekruta, ustroju samorządowego i ratyfikacji umów międzynarodowych. Nowa konstytucja nie zna tego rodzaju ograniczeń i nie zawiera też żadnego postanowienia na wypadek gdy sejm nie zatwierdzi dekretu, wydanego przez radę państwa. Luka ta ma jednak oczywiście tylko znaczenie teoretyczne, gdyż w ustroju komunistycznym parlament posłusznie wykonywa polecenia partii komunistycznej.
NIEUSUWALNA RADA PAŃSTWA
Rada państwa jest tworem, wzorowanym na sowieckim „prezydium najwyższego sowietu” i posiada takie same, jak ono, kompetencje. Radę państwa wybiera sejm na pierwszym swoim posiedzeniu. Po upływie kadencji sejmu działa ona aż do wyboru nowej rady państwa przez następny sejm.
Art. 25 przewiduje, że rada państwa „podlega” w całej swej działalności sejmowi, lecz jest to przepis bez treści: sejm nie może nawet uchwalić votum nieufności radzie państwa, która jest nieusuwalna przez czas trwania jej mandatu.
Rada państwa składa się z przewodniczącego, dwóch zastępców przewodniczącego, sekretarza i jedenastu członków. Konstytucja nie zawiera żadnego postanowienia, jakie kwalifikacje mają posiadać członkowie rady państwa. Według brzmienia projektu konstytucji nic nie stoi na przeszkodzie, by nawet cudzoziemiec, a więc np. obywatel sowiecki, został członkiem rady państwa. Trudno zaś dać na podstawie brzmienia projektu odpowiedź na pytanie, czy posłowie sejmowi, poza marszałkiem i wicemarszałkami, mogą wchodzić w skład rady państwa.
Rada państwa działa na zasadzie kolegialności, a reprezentuje ją przewodniczący lub jego zastępca. Bierut więc nie będzie już prezydentem, lecz tylko przewodniczącym rady państwa.
Administracja państwowa sprawowana jest przez terenowe (gminne, miejskie, dzielnicowe, powiatowe i wojewódzkie) rady narodowe, oraz przez radę ministrów, jako naczelny organ administracji państwowej. Rady narodowe – jak powiada prof. Jaroszyński – zostały „wypróbowane w długoletnim doświadczeniu Związku Radzieckiego”, są „teoretycznie opracowane w nauce Lenina i Stalina” i „powszechnie przyjętą formą sprawowania władzy państwowej w terenie przez lud pracujący we wszystkich państwach dyktatury proletariatu”. Projekt konstytucji nie wprowadza w tym względzie żadnej istotnej zmiany w istniejącym już stanie rzeczy, gdyż sprawę rad narodowych, które są odpowiednikiem sowietów delegatów ludu pracującego, uregulowano już zgodnie z wzorem sowieckim w ustawie z 20 marca 1950 o terenowych organach jednolitej władzy państwowej.
SKROMNE UPRAWNIENIA RADY MINISTRÓW
W skład rady ministrów, która jest naczelnym wykonawczym i zarządzającym organem władzy państwowej, wchodzi prezes rady ministrów, wiceprezesi, ministrowie, oraz przewodniczący niektórych komisji i komitetów, sprawujących funkcje naczelnych organów administracji państwowej. Projekt konstytucji postanawia, że sejm powołuje i odwołuje rząd, t.j. radę ministrów lub poszczególnych jej członków, które to uprawnienie przysługuje w okresie między sesjami sejmu radzie państwa. Tego rodzaju rada ministrów w niczym nie przypomina gabinetów ministerialnych w krajach, w których panuje system rządów parlamentarnych.
Rada ministrów „odpowiada i zdaje sprawę” ze swej działalności przed sejmem, a gdy sejm nie obraduje – przed radą państwa. I ten przepis jest pozbawiony treści i nie może być uważany za surogat przepisów o konstytucyjnej odpowiedzialności ministrów. W ustroju komunistycznym inna jest procedura pociągania do odpowiedzialności dygnitarza: – areszt i proces przed sądem wojskowym.
Wszystkie te zmiany w ustroju naczelnych organów władzy i administracji państwowej oznaczają, że obecnie punkt ciężkości władzy zostaje przesunięty na radę państwa, która faktycznie jest od nikogo niezależna, a tylko odpowiada wobec kompartii, która rozporządza dostatecznymi środkami, by odpowiednio pokierować pracami rady państwa. Mimo to główny referent komisji konstytucyjnej, prof. Rozmaryn, wywodzi w „Trybunie Ludu”, że według projektu konstytucji „żaden inny organ w państwie nie ma takich uprawnień i takich zadań, jak sejm”! W świetle przepisów konstytucji nie ulega atoli najmniejszej wątpliwości, że jest to tylko frazes. W ustroju takim, jak ustrój komunistyczny, sejm w ogóle nie może odegrać większej roli. Okazało się to w Polsce w latach ubiegłych, gdzie sejm miał jeszcze teoretycznie dość duże uprawnienia, faktycznie atoli posiedzenia sejmowe zeszły do roli meetingów, na których wygłaszano przemówienia, wychwalające rządowe projekty ustaw, i następnie projekty te zawsze jednomyślnie, bez słowa sprzeciwu lub najmniejszej krytyki, uchwalano. Uchwały sejmowe były więc tylko dekoracją i formalnością. Wobec tego oczywiście także powszechnie przyjęty system trzech czytań projektów ustawodawczych został już regulaminem obrad sejmowych z 26 lutego 1951 zniesiony, tak że każdy projekt jest tylko raz dyskutowany i raz poddany pod głosowanie.
„WYBORY” I „WYBORCY”
Posłowie na sejm oraz członkowie rad narodowych są wybierani w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich i tajnych. Wybory nie będą proporcjonalne, bo proporcjonalność jest w systemie, który uznaje tylko jedną listę kandydatów, zbyteczna i bezcelowa. Kandydatów na posłów i członków rad narodowych zgłaszają „organizacje polityczne i społecze, zrzeszające obywateli w miastach i wsiach”. Sposób tej procedury określi dopiero ordynacja wyborcza. Wzorem będą niewątpliwie wybory, które przeprowadzono w jesieni 1939 na wschodnich ziemiach polskich. Czynne prawo wyborcze ma każdy obywatel, który ukończył 18 lat, bierne zaś prawo wyborcze do rady narodowej ma każdy, kto ukończył 18 lat, a do sejmu – 21 lat (w Rosji sowieckiej 23 lata). Przez ustanowienie tak niskiej granicy wieku komuniści spodziewają się że będą rozporządzali większą ilością oddanych sobie wyborców i radnych czy też posłów. Czynne i bierne prawo wyborcze przysługuje kobietom na równi z mężczyznami, a wojskowym na równi z osobami cywilnymi. Nie jest warunkiem czynnego prawa wyborczego zamieszkanie w okręgu wyborczym od jakiegoś określonego czasu. Istotną zaś nowością jest odwołalność mandatów poselskich; według komunistów jest to najistotniejsza cecha, odróżniająca socjalistyczny system organów reprezentacyjnych od systemu burżuazyjnego. W istocie rzeczy chodzi tu o klapę bezpieczeństwa, by móc w uproszczony sposób usuwać takich wybrańców ludu, którzy by dopuścili się jakiegoś „odchylenia” lub niesubordynacji. Dotąd tacy posłowie, o ile ich nie aresztowano, zrzekali się „dobrowolnie” mandatu.
W zakresie sądownictwa projekt konstytucji utrzymuje sądy ławnicze i wprowadzoną już w r. 1950 instytucję generalnego prokuratora według wzoru sowieckiego. Nowością jest przepis postanawiający że „sędziowie i ławnicy ludowi są wybierani”. Według głosów propagandy komunistycznej ta wybieralność sędziów i ławników ma stanowić gwarancję niezawisłości sądów. O ile jednak chodzi o sąd najwyższy, następny ustęp tego samego artykułu czyni wyłom w powyższej zasadzie. Wprawdzie bowiem stanowi on że sąd najwyższy lub poszczególnych jego członków „wybiera” rada państwa na okres lat pięciu, lecz ten „wybór” nie różni się niczym od mianowania przez radę państwa, której służy przecież prawo obsadzania stanowisk cywilnych i wojskowych, przewidzianych ustawami. „Wybór” członków sądu najwyższego przez radę państwa jest więc znowu tylko frazesem propagandowym. Ważniejsze jest że sędziowie sądu najwyższego są mianowani tylko na pięć lat, a więc nie są nieusuwalni, a przedłużenie mandatu na dalsze pięciolecie będzie niewątpliwie zależało od „dobrego” sprawowania się. Jak będą wyglądały wybory innych sędziów i jakie będą od nich wymagane kwalifikacje, o tym dowiemy się dopiero z ustaw, jakie konstytucja zapowiada. W Rosji sowieckiej sąd najwyższy wybierany jest przez najwyższy sowiet Z.S.R.S., a inni sędziowie – przez sowiety delegatów ludu pracującego, odpowiadające radom narodowym.
Charakterystyczny jest przepis § 2 art. 46, projektu konstytucji, który postanawia, że sądy szczególne mogą być tworzone tylko na podstawie ustawy. Przepis ten, przełożony na zwykły język, znaczy że na polecenie kompartii sejm lub rada państwa każdocześnie powoła sądy szczególne. W ten sposób także osławiona komisja specjalna będzie mogła zostać zalegalizowana.
Przepisy projektu konstytucji o prawach obywatelskich odznaczają się tym że wielu wolności obywatelskich projekt nie wymienia, a więc ich nie uznaje, o ile zaś chodzi o wymienione w konstytucji prawa obywatelskie, giną one w treści nic nie znaczących frazesów, i brak jakiejkolwiek realnej gwarancji, która by zapewniała ich trwałość i ochronę. Projekt nie zna wolności wyboru miejsca zamieszkania, przesiedlania się i wychodztwa, nie zna wolności wyboru zajęcia i zarobku, wolności przenoszenia swej własności, prawa koalicji i strajku, prawa nauczania i zakładania szkół.
WŁASNOŚĆ „OSOBISTA”
Nie zna też projekt konstytucji zasady poręczenia obywatelom ochrony ich majątku. O własności prywatnej mowa jest w rozdziale traktującym o ustroju społeczno-gospodarczym. Zawiera on zapewnienie, że państwo otacza opieką indywidualne gospodarstwa rolne pracujących chłopów, a „szczególnego” poparcia i „wszechstronnej” pomocy udziela powstającym na zasadzie dobrowolności spółdzielniom produkcyjnym. Nowe zasady prawa własności określone są w art. 12 i 13 w następujący sposób: 1) uznaje się i chroni na podstawie obowiązujących ustaw indywidualną własność i prawo dziedziczenia chłopów, rzemieślników i chałupników co do ziemi, budynków i innych środków produkcji, a prócz tego 2) poręcza się całkowitą ochronę oraz prawo dziedziczenia własności osobistej obywateli. Projekt konstytucji nie określa jednak pojęcia tej własności „osobistej”, którego to pojęcia nie zna dotychczasowe prawo polskie. W prawie sowieckim, z którego pojęcie to pochodzi, przez własność „osobistą” rozumie się własność przedmiotów spożycia i osobistego użytku. W tym stanie rzeczy liczyć się więc należy z dalszym wywłaszczaniem wszystkich przedmiotów, które nie są wymienione w art. 12 i 13, a więc domów czynszowych, hoteli i pensjonatów, parcel budowlanych i t.p. Poza zmianą struktury władz państwowych, cytowane przepisy stanowią drugą nowość w stosunku do istniejącego stanu rzeczy, lecz tylko pod względem formalnym, bo faktycznie reżym stale przeprowadza wywłaszczenia własności prywatnej na podstawie rozmaitych ad hoc wprowadzanych i dowolnie stosowanych przepisów.
Wśród wymienionych przez konstytucję praw obywatelskich prawo do pracy jest najbardziej reklamowane. Jego gwarancją ma być upaństwowienie zakładów pracy, co w istocie rzeczy równa się temu że wszechpotężne państwo jest równocześnie pracodawcą, prawodawcą i sędzią, a człowiek pracy jest niewolnikiem, który pod żadnym warunkiem nie może upomnieć się o poprawę warunków, a może tylko zobowiązywać się do zwiększenia wydajności swej pracy. Przestrzeganie dyscypliny pracy, współzawodnictwo pracy i wyróżnianie t.zw. przodowników pracy, to hasła, zawarte w projekcie konstytucji. Szumnie reklamowane przez komunistów prawo do pracy, które w wolnym społeczeństwie byłoby dobrodziejstwem dla ludzkości, stało się w systemie komunistycznym równoznaczne z koszmarną niewolą ciała i ducha.
Prawo do wypoczynku oraz prawo do ochrony zdrowia i do pomocy w razie choroby lub niezdolności do pracy są również wymienione w projekcie konstytucji. Należy jednak przypomnieć że już w przedwojennej Polsce ustawodawstwo społeczne było wysoko rozwinięte, a opierało się na silniejszych podstawach prawnych, gdyż w obecnym systemie wszystkie ustawy, a więc i ustawy o urlopach, ubezpieczeniu społecznym i t.p., mogą być na każde skinienie partii zmienione. Sam zaś przydział t.zw. „wczasów” jest zawsze w ręku partii, i bez poparcia partii ten, kto nie należy do partii, niewiele otrzyma.
WOLNOŚĆ TYLKO DLA KOMPARTII
Projekt konstytucji mówi też o wolności słowa, druku, zgromadzeń i wieców, pochodów i manifestacji. Gwarancją tej wolności jest według projektu „oddanie do użytku ludu pracującego i jego organizacji drukarni, zasobów papieru, gmachów publicznych i sal, środków łączności, radia, oraz innych środków materialnych”. A więc to, że drukarnie upaństwowiono i oddano do użytku partii, że przydział papieru należy do państwa (czyli kompartii), że radio jest zmonopolizowane w ręku państwa, że przedsiębiorstwa filmowe upaństwowiono, słowem, to że rząd czyli kompartia ma kontrolę nad każdym objawem myśli ludzkiej, że żadne słowo nie może być wydrukowane bez aprobaty kompartii, komuniści nazywają wolnością słowa i druku. W oczach ludzi, żyjących w świecie wolnym, zakrawa to na kpiny, ale p. Leon Kruczkowski jest innego zdania, bo entuzjazmując się powyższym przepisem o wolności słowa, druku, zgromadzeń publicznych i t.d., powiada w „Trybunie Ludu”, że „ujęcie takie nie ma, oczywiście, nic wspólnego z obłudą klasową i cynizmem konstytucji burżuazyjnych, które deklarując formalnie wolności obywatelskie w dziedzinie publicznego rozpowszechnienia myśli, idei i informacji, tylko naigrawają się z tych pojęć”.
Wolność zgromadzeń, wieców, pochodów i manifestacji jest oczywistym kłamstwem, bo nawet uczestniczenie w masówkach, meetingach, pochodach i t.p., które kompartia organizuje z różnych okazji, nie zależy od wolnej woli obywatela, lecz z reguły następuje pod przymusem, z obawy przed represjami.
Wolność sumienia i wyznania uregulowana jest w projekcie konstytucji w nawiązaniu do dekretu z 5 sierpnia 1949 o ochronie wolności sumienia i wyznania, którego niektóre przepisy są w konstytucji wprost powtórzone. Chodzi tu więc raczej o walkę z religią, niż zagwarantowanie wolności religii i sumienia. Wymowne jest przeniesienie do ustawy konstytucyjnej przepisów, których właściwe miejsce jest w ustawie karnej. Na dobro jednak polskich komunistów godzi się zapisać że na razie nie sankcjonują jeszcze w konstytucji wolności propagandy bezbożnictwa w przeciwieństwie do konstytucji stalinowskiej.
Konstytucja przewiduje prawo zrzeszania się, lecz równocześnie postanawia, że zakazane jest tworzenie zrzeszeń i udział w zrzeszeniach, których cel lub działalność godzą w ustrój polityczny i społeczny, lub w porządek prawny „Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”. Takie zastrzeżenie czyni całą tę wolność złudną, bo faktycznie wolno się zrzeszać, lecz tylko dla popierania polityki rządu, sławienia przywódców partii oraz wszelkich osiągnięć sowieckich, prawdziwych i nieprawdziwych. – „Trybuna Ludu”, komentując prawo do zrzeszania się według projektu konstytucji, powiada, że „w Polsce ludowej zrzeszenia obywateli stały się naprawdę zrzeszeniami powszechnymi mas pracujących, służącymi sprawom szerokich mas”, podczas gdy „w Polsce burżuazyjnej były fikcją prawa robotników do zrzeszania się”. Jako przykład takich zrzeszeń nowego typu przytacza „Trybuna Ludu” związki zawodowe, nazywając je „szkołą socjalistycznego myślenia”, podczas gdy faktycznie związki zawodowe w ustroju komunistycznym są agenturą reżymu, mającą na celu podniesienie wydajności pracy robotników a nie ochronę ich praw. Dalszym przykładem jest też oczywiście „Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej”, które według „Trybuny Ludu” w najszerszych masach pogłębia znajomość Z.S.R.R. i uczucia braterstwa i przyjaźni dla narodów Kraju Rad”. Takie zrzeszenia są dozwolone i popierane, ale – jak czytamy dalej w „Trybunie Ludu” – „nie ma i nie będzie w Polsce Ludowej prawa zrzeszania się dla niedobitków obszarnictwa i kapitału, rozmaitych zdradzieckich agentur wroga”.
Nietykalność osobista, nienaruszalność mieszkań i tajemnica korespondencji też są wymienione w projekcie konstytucji jako podstawowe prawa obywatelskie. Podobnie konstytucja stalinowska nadała obywatelom Z.S.R.S. wiele praw obywatelskich, ale tylko na papierze, a rządy komunistów w Polsce uczą nas, jaki walor mają wszelkie ich oświadczenia i zapewnienia.
Co do wolności wychodztwa, którą gwarantował art. 101 konstytucji z r. 1921, aktywiści partyjni powiadają że w obecnym ustroju nie ma potrzeby pozbawiać obywateli ojczyzny. Pod takim zakłamanym hasłem komuniści zamykają jeszcze szczelniej to wielkie więzienie, jakim jest rządzony przed nich Kraj. Zauważyć przy tym należy, że przed wejściem w życie ustawy o obywatelstwie z 8 stycznia 1951, kobieta mogła przez poślubienie cudzoziemca uzyskać obce obywatelstwo i na tej zasadzie prawo opuszczenia Polski, obecnie jednak zawarcie małżeństwa nie powoduje zmian w obywatelstwie małżonków. Więc nawet ta furtka, którą tu i ówdzie jakaś kobieta, poślubiając cudzoziemca, mogła się wydostać za granicę, została również zamknięta.
Projekt konstytucji wymienia też obowiązki obywatelskie. Należy do nich oczywiście (dwukrotnie wymieniony) obowiązek przestrzegania dyscypliny pracy. Specjalną zaś wymowę posiadają te przepisy projektu konstytucji, które nadają powagę ustawy konstytucyjnej niektórym przestępstwom, jak „sabotaż i dywersja gospodarcza”, naruszenie tajemnicy państwowej, zdrada kraju, szpiegostwo. Kwalifikacja czynów karalnych należy do kodeksu karnego, komuniści pragną jednak widocznie nadać pewnym przestępstwom charakter specjalny i dlatego wymieniają je w swoich konstytucjach. Projekt naśladuje i w tym względzie konstytucję stalinowską.
We wspomnianym już wyżej rozdziale, traktującym o ustroju społeczno-gospodarczym, potwierdza projekt konstytucji istniejące już i obowiązujące zasady gospodarki planowej, jak również, także już istniejący, państwowy monopol handlu zagranicznego. W rozdziale tym jest mowa o poparciu, jakiego państwo udziela t.zw. własności spółdzielczej. Spółdzielczość jednak typu komunistycznego jest tylko odmianą gospodarki państwowej, i dlatego spółdzielnie, istniejące w Rosji sowieckiej i w krajach satelickich, nie są przez świat wolny uznawane jako rzeczywiste spółdzielnie. Art. 10 projektu kładzie specjalny nacisk na t.zw. „rolnicze spółdzielnie produkcyjne”, czyli kołchozy, i wylicza rzekome korzyści, jakie ma przynosić ta forma gospodarki rolnej.
Rozdział projektu konstytucji, poświęcony ustrojowi społeczno-gospodarczemu, ma swój odpowiednik w konstytucji stalinowskiej, lecz przepisy, objęte tym rozdziałem, wykazują największe różnice w porównaniu z konstytucją stalinowską. Wynika to stąd że polskim komunistom nie udało się dotąd zlikwidować w całości gospodarki kapitalistycznej i że przede wszystkim rolnictwo jest jeszcze zawsze w przeważającym stopniu oparte na indywidualnej gospodarce chłopskiej. Projekt więc nie mógł jeszcze ogłosić za swoim wzorem sowieckim że ziemia „jest własnością państwową, t.zn. należy do całego ludu”.
We wstępie do właściwej konstytucji nazwano konstytucję ustawą zasadniczą. Stalin zamieścił takie określenie w samym tytule swojej konstytucji. Ani jednak konstytucja stalinowska, ani jej polskie naśladownictwo, nie regulują stosunku konstytucji do zwykłych ustaw, nie przewidują kolizji między konstytucją a zwykłymi ustawami i wobec tego też nie zajmują się pytaniem, czy i jaki organ byłby powołany do rozstrzygania w razie powstania takiej kolizji. Sprawa to niemałej wagi, gdyż od jej unormowania zależy skuteczność konstytucji. Komunistom to jednak nie jest widocznie potrzebne. Tak samo projekt konstytucji nie zna instytucji Najwyższej Izby Kontroli, która zachowała się jeszcze nawet pod rządem konstytucji z r. 1947. Komuniści tłumaczą to tym, że w ich ustroju nie ma już sprzecznych interesów klasowych, więc t.zw. gwarancje konstytucyjne są zbyteczne. Istota rzeczy tkwi jednak nie w rzekomej bezklasowości społeczeństwa, lecz w tym że w ustroju totalnym, jakim jest ustrój komunistyczny, nie decyduje nigdy litera ustawy, zwykłej czy zasadniczej, lecz wyłącznie wola kierownictwa partii komunistycznej.
ETAP NA DRODZE DO CAŁKOWITEJ SOWIETYZACJI
Tak wygląda w streszczeniu projekt konstytucji, jaką reżym komunistyczny postanowił narzucić Polsce. Konstytucję tę nazwałem w tytule niniejszego artykułu „przeróbką” konstytucji Z.S.R.S. z r. 1936, czyli t.zw. konstytucji stalinowskiej, przewodnie bowiem przepisy projektu zostały z niej zaczerpnięte i nawet tytuły rozdziałów zostały zachowane. Podobnie konstytucje innych krajów satelickich które w promulgacji swoich konstytucji wyprzedziły Polskę, są równie oparte na wzorze sowieckim, żadna z nich jednak nie jest kopią pierwowzoru. Kominform widocznie nie uważa, by kraje satelickie dojrzały już w obecnym stadium swego rozwoju do tego by mogły mieć konstytucje całkiem identyczne z konstytucją stalinowską. Stwierdza to wyraźnie wicepremier rządu Jędrychowski, w „Trybunie Ludu”. „Rzecz jasna – pisze on – że konstytucja Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej nie może zapewnić niektórych praw obywatelskich w sposób tak pełny i powszechny, jak konstytucja stalinowska, konstytucja państwa zwycięskiego socjalizmu… Dlatego też projekt konstytucji ujmuje niektóre prawa obywatelskie z punktu widzenia ich stopniowego i systematycznego rozwoju w miarę postępów budownictwa socjalistycznego”. Jędrychowski mówi o „prawach obywatelskich”, lecz to samo dotyczy całej treści obecnego projektu. Niewątpliwie nie jest on jeszcze ostatnim słowem komunistów.
W niedługim czasie projekt konstytucji zostanie przedstawiony do uchwalenia sejmowi, który teoretycznie będzie mógł jeszcze to lub owo poprawić, ale jest to za mało prawdopodobne, skoro komisji konstytucyjnej przewodniczył sam Bierut, a kompartia ogłosiła 25 stycznia b.r., że projekt „odpowiada wytycznym partii”. Możliwe jest natomiast że komisja konstytucyjna w „wyniku ogólnonarodowej dyskusji” sama jeszcze jakieś zmiany przeprowadzi. Stalin też przeprowadził niektóre zmiany w ogłoszonym projekcie, zanim nastąpiło jego formalne przyjęcie.
Jakiekolwiek by jednak były jeszcze poprawki w projekcie, ogłoszonym przez reżym, nowa konstytucja nie wróży społeczeństwu polskiemu niczego dobrego.
Zygmunt Lilienthal.
23 marca 1952.
Szary człowiek z ulicy o ustroju państwa (ł) W ciągu ostatniego pół roku zaszły w Polsce przełomowe wprost zmiany ustrojowe. Są to wydarzenia, które w najbliższym czasie gruntownie zmienią oblicze wewnętrzno-polityczne państwa. Nowa konstytucja, nowa...
Filozofom francuskim XVIII-go wieku zdawało się, iż kraj może być szczęśliwy dopiero gdy ma dobrą konstytucję. Dyskutowali zażarcie o prawach i ustrojach, pomijając zupełnie kwestję ludzi. Nierozumieli, że istotą rzeczy jest kto rządzi a nie...
Słowa kluczowekomunizmkonstytucja PRL 1952 rokuPRLstalinizm w Polsce