Source: https://odzyskaj.info/forum/watek/pobicie-w-pracy-207047/
Timestamp: 2020-01-22 21:32:13
Legal References Found: art. 158
 art. 233
 art. 157
 art. 3
 art. 415
 art. 442
 art. 283
 art. 442
 art. 145
 art. 442
 art. 442
 art. 442
 art. 4421
 art. 296
 art. 405
 art. 296
 art. 322
 art. 322
 art. 247
 art. 156
 art. 11
 art. 247
 art. 231
 art. 11
 art. 247
 art. 11
 art. 69
 art. 70
 art. 71
 art. 41
 art. 158
 art. 158
 art. 158
 art. 128
 art. 81
 art. 189
 art. 43
 art. 14
 art. 14

Document Content:
pobicie w pracy | Forum Odzyskaj.info
Odszkodowania » Wypadek przy pracy » pobicie w pracy
Pobil mnie kolega z pracy w miejscu pracy i godzinach .mam pekniety nos i kilka siniakow byl pijany moj szef mowil zebym nie dzwonil na policje bo beda problemy minal juz 1 dzien ale mam zdiecia jak wegladalem po pobiciu i papiery ze szpitala ale mowilem ze to byl wypadek w pracy i nic wiecej i jeszcze mam 2 swiadkow ale widzieli mnie tylko po pobiciu bo tamten wyszedl z pracy zaraz po prosze o rade .co robic bo z szefem niemoge sie dogadac.
dziekuje wyglupialismy sie jak zawsze ale mu cos odbilo
2012-03-18 19:07:07
denzel79 pisze:
Proszę nie dublować tematów w różnych działach forum. Udzielono odpowiedzi w temacie do którego link poniżej:
http://www.odzyskaj.info/viewtopic.php?id=8758
2012-03-18 19:46:43
Pobil mnie kolega z pracy w miejscu pracy i godzinach ...
wyglupialismy sie jak zawsze ale mu cos odbilo
Skoro wygłupialiście się bijąc jeden drugiego, to nie można mówic o wypadku przy pracy. Obaj powinniście być za takie wyczyny ukarani.
Są orzeczenia sądu w jakich sytuacjach pobicie jest wypadkiem przy pracy, wygłupianie się takim przypadkiem nie jest
2012-03-18 20:41:01
Wszystko zależy od dokładnych okoliczności zdarzenia- czy faktycznie było wzajemne atakowanie się. Samo tzw. "wygłupianie" się nie upoważnia to tego aby pracownik pobił w tak dotkliwy sposób drugiego pracownika. Wobec tego proszę dokładnie opisać co Pan miał na myśli pisząc o wygłupianiu się. Ponadto w rozumieniu k.k. w przypadku zaatakowania przez jednego napastnika o pobiciu mowy być nie może. Pobicie z art. 158 k.k. (159 k.k.) ma miejsce gdy przynajmniej dwie osoby atakują inne. Natomiast w bójka charakteryzuje się atakowaniem się wzajemnie co najmniej 3 osób. W tym przypadku może być mowa o uszkodzeniu narządów ciała przez czynną napaść. Skoro nie było świadków to o rzekomych atakowaniu napastnika lepiej nie mówić. Ewentualnie w formie odpierania bezprawnego zamachu na Pana czyli miał Pan prawo bronić się bezpośrednio przez zamachem. Raz, że w postępowaniu powypadkowym przed komisją powypadkową brak ustawowego upoważnienia do odbierania zeznań, oświadczeń pod rygorem odpowiedzialności karnej. Przykładem gdzie sporem było zeznanie w postępowaniu powypadkowym zgodnie z postanowieniem S.N. z dn. 2 lutego 2004 r. V KK 168/03 "Zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy przez świadka w postępowaniu innym niż sądowe, wypełnia znamię czynności sprawczej przestępstwa określonego w at. 233 § 1 k.k. wtedy, gdy toczy się ono na podstawie ustawy, której przepisy stanowią, że zeznanie świadka służy za dowód w tym postępowaniu, i uprawniają zarazem przyjmującego zeznanie do uprzedzenia świadka o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznanie". Innym przykładem postępowania administracyjnego stanowi wyrok S.N. z dn. 18 maja 2009 r. IV KK 459/08 "1. Upoważnienie do uprzedzenia o odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia, o którym mowa w art. 233 § 6 k.k., musi wynikać z ustawy, na podstawie której prowadzone jest postępowanie, zatem takiego upoważnienia nie może kreować akt rangi podustawowej, jakim jest rozporządzenie ministra. 2. Artykuł 75 § 2 k.p.a. ma zastosowanie – to jest stwarza uprawnienie dla organu administracji państwowej do uprzedzenia o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznanie (oświadczenie) – wtedy, gdy strona dąży do tego, aby jej zeznanie (oświadczenie) zastąpiło zaświadczenie organu".
Dwa- zgodnie ze spójną linią orzeczniczą S.N. każdy ma prawo nawet umyślnie zatajać prawdę i zeznawać nieprawdę z obawy przed odpowiedzialnością karną, gdyż prawo do odmowy odpowiedzi na konkretne pytania ma znikome znacznie praktyczne. Uchwała SN z dnia 20 września 2007., sygn. I KZP 26/07 "Nie popełnia przestępstwa fałszywych zeznań (art. 233 § 1 k.k.), kto umyślnie składa nieprawdziwe zeznania dotyczące okoliczności mających znaczenie dla realizacji jego prawa do obrony (art. 6 k.p.k.)".
2012-03-18 22:20:52
Wygłupianie się nie ma związku z pracą, myślę że dlatego nie może się pan dogadać z szefem. Poza tym szef dopuszcza nietrzeźwego pracownika do pracy - dziwne to trochę.
Jeśli pobicie byłoby na tle wykonywania obowiązków pracowniczych, to takie zdarzenie można by uznać za wypadek przy pracy.
Oczywiscie należy zbadać dokładnie okoliczności i przyczyny i jeśli było to faktycznie tylko wygłupianie się osobicie nie uznałabym tego jako wypadku przy pracy.
2012-03-19 06:22:14
Jestem więcej niż pewny, że problemy dogadania się z szefem nie wynikają z tego, że to były rzekomo "wygłupy" etc.. Akurat okoliczności i przyczyny zdarzenia ma ustalić powołana przez pracodawcę komisja powypadkowa. Zresztą z tego co napisał użytkownik- pytający- to szef obawia się problemów.
Pobil mnie kolega z pracy mam pekniety nos i troche siniakow zrobil to w miejscu pracy byl pijany moj szef mi mowil zebym nie zdzwonil na polije bo beda problemy co mam robic
Ponadto abstrahując już od tego rzekomego "wygłupiania się" to przecież na gruncie prawa karnego nie zmienia to odpowiedzialności za uszkodzenia ciała dokonane nawet nieumyślnie. W myśl art. 157 § 3 k.k. jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 lub 2 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Wobec tego to cy było tzw. "wygłupianie się" czy nie nie ma tutaj żadnego znaczenia, gdyż na to są przepisy dotyczące nieumyślności. Tak samo odpowiada się za nieumyślne ciężkie uszkodzenie ciała (art. 156 § 2 k.k.) czy też nieumyślne spowodowanie śmierci (art. 155 k.k.). W mojej ocenie są bardzo duże szanse na uznanie tego zdarzenia za wypadek przy pracy. Natomiast ryzyko ukarania Pana nawet na gruncie prawa pracy jest znikome. Co więcej atakujący Pana pracownik był nietrzeźwy co stawia go jako bardzo mało wiarygodnego. Skoro pracodawca dopuścił do pracy nietrzeźwego pracownika to ponosi winę za zdarzenie i jest szansa na domaganie się uzupełniających świadczeń od pracodawcy na podstawie przepisów k.c.. Oczywiście szkoda jest nieznaczna i za pewne nie warto toczyć takich sporów z pracodawcą. Pracodawca odpowiada za zapewnienie zatrudnionym pracownikom bezpiecznych warunków wykonywania powinności pracowniczych bez narażania swojego zdrowia lub życia. Powyższe prowadzi do wniosku, że za zaniechanie zapewnienia pracownikom warunków bezpiecznej pracy zatrudniające go przedsiębiorstwo lub zakład odpowiada na zasadzie winy własnej, w tym zawinionego zaniedbania innych pracowników, lub winy wynikającej z braku sprawowania należytego nadzoru nad wykonywaną pracą przez pracowników, którzy nieodpowiedzialnymi działaniami na terenie przedsiębiorstwa lub zakładu wyrządzają szkodę innemu pracownikowi.
2012-03-19 16:27:44
Szef obawia się problemów i wcale się nie dziwię, dopuścił do pracy pracownika w stanie nietrzeźwym a poza tym bójka na terenie zakładu.
Oczywiście nie komisja powypadkowa, lecz zespół powypadkowy powołany przez pracodawcę zbada okoliczności i przyczyny pobicia. Na pewno duże znaczenie w dokonaniu przez zespól powypadkowy prawnej kwalifikacji wypadku będzie miało właśnie to wygłupiania się, które w efekcie doprowadziło do pobicia. Przez to wygłupianie się nastąpiło zerwanie związku z pracą ( wygłupianie się pracowników nie jest chyba ich zakresem obowiązków, ani nie należy do działania na rzecz pracodawcy), a to niestety dyskwalifikuje zdarzenie, jako wypadek przy pracy.
2012-03-19 17:56:01
O wyglupianie chodzilo mi o zarty i nie bylo zwiazane z bujka szarpaniem czy etc to bylo w pewny sposo odzywanie sie do siebie mialo to harakter glupich odzywek ale pracowalem z nim ponaf rok i zawsze bylo to samo. Puzniej dowiedzialem sie ze ma jakies problemy .ale to nie znaczy ze mial mnie tak potraktowac .nerwy zostawia sie w domu przynajmniej ja tak uwazam .a prace w pracy. ale tez od rana szukal zaczepki mi tak powiedzieli
A jezeli chodzi o pobicie to byly najpierw od tylu a potem nie miale szans juz sie bronic .
2012-03-19 20:21:56
Wydaje się, że w pierwszym rzędzie i kluczowym dowodem będzie nietrzeźwości pracownika, a rzekome wygłupianie się jest na dalszym planie. Ponadto jest to sformułowanie nieostre i rzekome "wygłupianie się" może przejawiać wiele form mniejszej lub większej wagi. Skoro była to napaść nietrzeźwego pracownika to ów bezsporny fakt powinien przesądzić o uznaniu zdarzenia za wypadek przy pracy. Co do zerwania związku z pracą to mało wiarygodne jest aby owi pracownicy np. zostali poza godzinami pracy aby spożywać alkohol i wygłupiać się, gdzie w konsekwencji jeden pracownik napadł drugiego i uszkodził mu narządy ciała. Owe wyjaśnienia nietrzeźwego pracownika w praktyce będę mało wiarygodne. Natomiast nietrzeźwość i obdukcja lekarska przesądzać o winie owego pracownika (oraz pracodawcy, który dopuścił takiego pracownika do pracy). Wobec tego stan nietrzeźwości może wpierw prowadzić do ustalenia, że ów stan mógł doprowadzić do zerwania związku zdarzenia z pracą. Zgodnie z wyrokiem S.N. z dnia 7 marca 2006 r. I UK 127/05 świadczenie pracy w rozumieniu ustawy wypadkowej nie może być rozumiane jako samo przebywanie w zakładzie pracy ale pozostawanie pracownika w dyspozycji pracodawcy, gotowość pracownika do pracy tj. subiektywny zamiar wykonywania pracy i obiektywna możliwość jej świadczenia. Zgodnie z wyrokiem S.N. z 7 marca 2006 r., sygn. akt I UK 127/05 (LEX nr 299138) „samo fizyczne stawienie się w miejscu pracy nie wyczerpuje treści obowiązku świadczenia pracy, jeżeli pracownik nie jest gotowy do jej wykonywania. Świadczenie pracy w rozumieniu ustawy wypadkowej nie może być rozumiane jako samo przebywanie w zakładzie pracy, fizyczna tam obecność pracownika, ale pozostawanie pracownika w dyspozycji pracodawcy. Warunkiem pozostawania w dyspozycji pracodawcy jest gotowość pracownika do pracy - subiektywny zamiar wykonywania pracy i obiektywna możliwość jej świadczenia. Podkreślono, że nietrzeźwość pracownika wyłącza z istoty rzeczy jego gotowość do pracy”. Jednak stan nietrzeźwości nie przesądza o tym, że doszło do zerwania związku zdarzenia z pracą (np. uzasadnienie wyroku z dnia 5 marca 2003 r., II UK 194/02, OSNP 2004 nr 8, poz. 143, wyrok Sądu Najwyższego z 27 października 2007 r., sygn. akt I UK 127/07, OSNP 2008 nr 23-24, poz. 365, wyrok Sądu Najwyższego z 6 listopada 2009 r., sygn. akt III UK 43/09, LEX nr 560873, wyrok Sądu Najwyższego z 25 czerwca 2010 r., sygn. akt II UK 75/10 M.P.Pr 2010/11/604). Taki też pogląd wyrażany był w dawniejszym orzecznictwie (wyrok Sądu Najwyższego z 29 września 1978 r., sygn. akt III PRN 31/78, LEX nr 14465, wyrok Sądu Najwyższego z 27 marca 1979 r., sygn. akt III PR 16/79, LexPolonica nr 321579, wyrok z dnia 27 marca 1979 r., III PR 16/97, Lex nr 14490, wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 31 grudnia 1992 r., sygn. akt III Apr 51/92, OSA 1993/8/32, wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 30 stycznia 2002 r., sygn. akt III AUa 2312/00, OSA 2003/6/24, uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego z 5 marca 2003 r., sygn. akt II UK 194/02, OSNP 2004 r. nr 8, poz. 143). W judykaturze trafnie wskazuje się, że zrywa związek z pracą pracownik, który po zakończeniu czynności wynikających z umowy o pracę, pozostaje na terenie zakładu pracy jedynie w celu picia alkoholu. W konsekwencji droga, jaką po opuszczeniu zakładu pracy przebywał w stanie nietrzeźwości i podczas której poniósł śmierć, nie jest drogą z pracy do domu (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 23 maja 2000 r., II UKN 551/99, OSNAPiUS 2001 nr 22, poz. 672). Zgodnie z tezą wyroku S.N. z dnia 23 maja 2000 r. II UKN 551/99 „Zrywa związek z pracą pracownik, który po zakończeniu czynności wynikających z umowy o pracę, pozostaje na terenie zakładu pracy jedynie w celu picia alkoholu. W konsekwencji droga jaką po opuszczeniu zakładu pracy przebywa w stanie nietrzeźwym i podczas której poniósł śmierć nie jest drogą z pracy do domu, gdyż na terenie zakładu pracy zerwał on związek z pracą (§ 14 rozporządzenia Ministra Pracy, Płac i Spraw Socjalnych oraz Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z dnia 17 października 1975 r. w sprawie zasad i trybu orzekania o uszczerbku na zdrowiu oraz wypłacania świadczeń z tytułu wypadku przy pracy, w drodze do pracy i z pracy oraz z tytułu chorób zawodowych, Dz.U. Nr 36, poz. 199)”. Natomiast istotnie kontrowersyjne stanowisko zajął Sąd Najwyższy w uzasadnieniu wyroku z dnia 1 grudnia 1998 r., II UKN 355/98 (OSNAPiUS 2000 nr 2, poz. 69), przyjmując, iż nietrzeźwość pracownika wyłącza jakoby „z istoty rzeczy” gotowość pracownika do pracy, a „picie alkoholu w zakładzie pracy w czasie przeznaczonym na wykonywanie obowiązków pracowniczych powoduje zerwanie związku wypadku z pracą”. Zgodnie z tezą wyroku S.N. z dnia 1 grudnia 1998 r. II UKN 355/98 „Wypadek, któremu uległ pracownik w drodze do domu po wyjściu z zakładu pracy, gdzie wprowadził się w stan nietrzeźwości, nie jest wypadkiem w drodze z pracy do domu w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 12 czerwca 1975 r. o świadczeniach z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych (jednolity tekst: Dz.U. z 1983 r. Nr 30, poz. 144 ze zm.)”. Tymczasem taki związek normatywny nie występuje tylko wówczas, gdy pracownik spożywa alkohol zamiast wykonywania obowiązków pracowniczych, bądź zamiast pokonywania najkrótszej i nieprzerwanej drogi z domu do pracy lub z pracy do domu, o czym istotnie mogą decydować okoliczności konkretnej sprawy (np. pracownik ulega wypadkowi w czasie i miejscu pracy, której w ogóle nie świadczy, uchylając się od jej wykonywania lub bezczynnie przebywając w miejscu pracy tylko w celu spożywania alkoholu, bądź po odsunięciu go od świadczenia pracy ze względu na stan nietrzeźwości). Zgodnie z tezą wyroku S.N. z dnia 24 października 2007 r. I UK 127/07 „Wprawienie się pracownika w stan nietrzeźwości w czasie odbywania drogi z miejsca wykonywania obowiązków wynikających ze stosunku pracy do siedziby pracodawcy środkiem lokomocji należącym do pracodawcy i kierowanym przez innego pracownika nie wyłącza pozostawania pracownika w dyspozycji pracodawcy w rozumieniu art. 3 ust. 1 pkt 3 ustawy z dnia 30 października 2002 r. o ubezpieczeniu społecznym z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych (Dz.U. Nr 199, poz. 1673 ze zm.). Trybunał Ubezpieczeń Społecznych w wyroku z dnia 9 lipca 1968 r. (III TR 916/69) uznał za wypadek przy pracy zdarzenia, w którym na polecenie przełożonego pracownik udał się z nim w podróż służbową na jego i przez niego prowadzonym motorze, mimo iż kierujący motocyklem, jak i pracownik, znajdowali się pod wpływem alkoholu, przyjmując, że siedzący z tyłu pracownik nie mógł mieć żadnego wpływu na zajście wypadku, a więc jego stan nietrzeźwości nie spowodował zerwania związku wypadku z pracą. Chodzi o ustalenie czy pracownik spożywał alkohol w pracy i był w stanie nietrzeźwości zamiast wykonywać swoje pracownicze obowiązki, powinności, bezpodstawnie uchylając się od ich wykonywania, czy też po odsunięciu go przez przełożonego od wykonywania pracy. Ocena konkretnego stanu faktycznego powinna odbywać się w sposób zindywidualizowany do konkretnego pracownika i zdarzeń. O tym, czy spożywanie alkoholu w czasie i miejscu świadczenia pracy, bądź w drodze z pracy do domu, prowadzi do zerwania normatywnego związku z pracą lub z odbywaniem drogi z pracy do domu, decydują okoliczności konkretnej sprawy. Wobec tego wpierw należy oceniać czy doszło przez to do zerwania związku zdarzenia z pracą, a dopiero następnie czy ów stan nietrzeźwości lub pod wpływem środków odurzających lub substancji psychotropowych przyczyniło się w znacznym stopniu do zaistnienia wypadku. Co do nie raz błędnie podnoszonej przez prawników braku odpowiedzialności banku za ich pracowników kiedy odpisują, "że dokonywanie przestępstwa nie leżało w zakresie obowiązków pracownika i ów pracownik nie otrzymywał takich poleceń służbowych" to takie tezy były już wielokrotnie obalane w sądzie. Niestety ale pracownik odpowiedzialny jest za funkcjonowanie zakładu, banku oraz ponosi winę za szkodę wyrządzoną przez czyny własne oraz czyny swoich pracowników co bardzo często wynika z braku właściwego nadzoru. Tak samo jak pracodawca odpowiada za bezpieczne i higieniczne warunki pracy pracowników to tak samo odpowiada za zachowanie w miejscu pracy odpowiednich procedur, które np. mają uniemożliwiać pracownikom dokonania czynów zabronionych. Do takiego stanowiska skłaniają się też sądy powszechne i Sąd Najwyższy. S.N. w uzasadnieniu wyroku z dnia 19 listopada 2009 r., IV CSK 257/09 napisał: „Zagarnięcie należących do powoda sum pieniężnych przez pracowników Banku obsługujących rachunek inwestycyjny powoda było możliwe ze względu na nieprzestrzeganie przez pozwany Bank odpowiednich, wewnętrznych procedur bankowych. Wprawdzie wyrządzenie powodowi szkody nastąpiło przy wykonywaniu czynności pracowniczych pracowników bankowych, nie przesądza to jednak kontraktowej odpowiedzialności Banku wobec powoda (art. 471 k.c.). Tolerowanie przez Bank działalności nielegalnej (przestępczej) własnych pracowników stanowi czyn niedozwolony instytucji bankowej uzasadniający odpowiedzialność deliktową tej instytucji na podstawie art. 415 k.c.(...)”. Dalej wywodzi: „W razie powstania odpowiedzialności deliktowej kilku podmiotów za tę samą szkodę (art. 441 § 1 k.c.) pojawiła się zarówno tendencja do przyjmowania takiego samego (dłuższego) terminu przedawnienia roszczeń skierowanych wobec tych podmiotów, jak i tendencja zmierzająca do eksponowania dłuższego terminu przedawnienia tylko wobec osoby popełniającej przestępstwo. W wyroku Sądu Najwyższego z dnia 27 października 2005 r., III CK 171/05 (nie publ.) przyjęto, że art. 442 § 2 k.c. może mieć zastosowanie również wobec osoby prawnej”. Dalej wywodzi: „W wyroku Sądu Najwyższego z dnia 29 października 1962 r., 2 CR 1064/61 (OSNCP 1963, nr 9, poz. 211) wyjaśniono, że z dyspozycji art. 283 § 4 k.z. (odpowiednika art. 442 § 2 k.c.) wynika, iż istotne jest tylko to, czy szkoda była wynikiem zbrodni lub występku, a nie to, czy dopuścił się jej bezpośrednio pozwany. Z uzasadnienia tego wyroku wynika, że pozwany odpowiadał za swojego pracownika na podstawie art. 145 k.z., a pracownik ten dopuścił się występku. W uzasadnieniu uchwały Sądu Najwyższego z dnia 21 listopada 1967 r., III PZP 34/67 (OSNCP 1968, nr 6, poz. 94) przyjęto, że dziesięcioletni termin przedawnienia roszczenia odszkodowawczego odnosi się nie tylko do sprawcy szkody, ale także wobec osoby obowiązanej do naprawienia szkody wyrządzonej cudzym czynem niedozwolonym, przepis art. 442 § 2 k.c. bowiem nie zawiera zróżnicowania terminu przedawnienia wobec tych osób. Fakt popełnienia przestępstwa przy rozważaniu terminu przedawnienia roszczenia odszkodowawczego przeciwko bankowi został zaakcentowany w wyroku Sądu Najwyższego z dnia 16 stycznia 2008 r., IV CSK 380/07 (nie publ.), wydanym w podobnych okolicznościach faktycznych. Stwierdzono w nim, że skoro strona powodowa poniosła szkodę w wyniku zagarnięcia środków pieniężnych z jej rachunku bankowego przez pracownika pozwanego banku ma zastosowanie art. 442 § 2 k.c., który wiąże wydłużenie terminu przedawnienia roszczenia odszkodowawczego z samym faktem wystąpienia szkody wynikłej z przestępstwa (...). W konsekwencji stwierdza: „Konieczność różnicowania terminów przedawnienia roszczeń odszkodowawczych, kierowanych wobec sprawcy przestępstwa i innych osób współodpowiedzialnych za szkodę, przyjęto w wyroku Sądu Najwyższego z dnia 11 lutego 2003 r., V CKN 1664/00 (OSNC 2004, nr 5, poz. 75). Powołując się na uzasadnienie uchwały z dnia 21 listopada 1967 r., III PZP 34/67, Sąd Najwyższy stwierdził, że jeżeli kierujący pojazdem mechanicznym spowodował szkodę czynem niedozwolonym będącym przestępstwem, to roszczenie o naprawienie szkody ulega przedawnieniu z upływem dziesięciu lat, licząc od dnia popełnienia przestępstwa, przy czym ten okres przedawnienia nie dotyczy posiadacza pojazdu ponoszącego z kierowcą odpowiedzialność solidarną, gdy odpowiada on za delikt własny, a nie za cudzy czyn. Podobną interpretację przyjęto w wyroku Sądu Najwyższego z dnia 18 maja 2004 r., IV CK 340/03 (nie publ.). (...) Przy interpretacji art. 442 § 2 k.c. (obecnie art. 4421 § 2) należy mieć na względzie przede wszystkim ogólną konstrukcję roszczenia o naprawienie szkody. Roszczenie to obejmuje żądanie naprawienia szkody, wyrządzonej czynem niedozwolonym, w tym – przestępstwem i zawsze jest skierowane wobec zindywidualizowanej osoby odpowiadającej za tę samą szkodę, także wówczas, gdy ex delicto odpowiada jednocześnie kilka osób (art. 441 § 1 k.c.). Źródłem powstania szkody i tym samym roszczeń odszkodowawczych wobec kilku osób mogą być różne czyny tych osób lub różne zdarzenia prawne usprawiedliwiające ich odpowiedzialność deliktową. Taka odmienność zdarzeń prawnych może pojawić się także wówczas, gdy jedna z osób dopuszcza się przestępstwa, a inne tylko – „zwykłego” deliktu prawa cywilnego. Wyrządzenie szkody w wyniku przestępstwa nie musi oznaczać zatem tożsamości czynu uzasadniającego odpowiedzialność kilku osób na podstawie przepisów o czynach niedozwolonych”. Wyrok z dnia 24 października 2007 r., IV CSK 203/07 „1. Bezpodstawne uzyskanie korzyści, których mowa w art. 296 ust. 1 ustawy z dnia 30 czerwca 2000 r. – Prawo własności przemysłowej (jedn. tekst: Dz.U. z 2003 r. Nr 119, poz. 1117 ze zm.) nie stanowi bezpodstawnego wzbogacenia w rozumieniu art. 405 i nast. k.c. 2. Do roszczenia przewidzianego w art. 296 ust. 1 ustawy z dnia 30 czerwca 2000 r. – Prawo własności przemysłowej (jedn. tekst: Dz.U. z 2003 r. Nr 119, poz. 1117 ze zm.) o zwrot bezpodstawnie uzyskanych korzyści może mieć zastosowanie w drodze analogii art. 322 k.p.c.”. Zgodnie z utrwalonym kierunkiem orzecznictwa (wyroki Sądu Najwyższego z dnia 19 marca 2004 r., IV CK 157/03 OSNC 2005, nr 3, poz. 53, z dnia 17 lutego 2005 r., I CK 626/04, OSP 2005, nr 12, poz. 148 oraz z dnia 10 sierpnia 2006 r., V CSK 237/06, nie publ.), do skutków naruszenia po dniu 22 sierpnia 2001 r. prawa z rejestracji znaku towarowego stosuje się przepisy Prawa własności przemysłowej również wówczas, gdy prawo z rejestracji istniało w dniu wejścia w życie tego Prawa. Naruszyciel bezprawnie używający cudzego znaku towarowego wzbogaca się o wartość tego używania, nie ponosząc wydatku w postaci opłaty licencyjnej, która byłaby należna w razie używania tego znaku na podstawie umowy licencyjnej i której nie uzyskuje uprawniony z rejestracji znaku towarowego (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 sierpnia 2006 r., V CSK 237/06, "Biuletyn SN" 2006, nr 11, poz. 17). Zgodnie z art. 322 § 1 k.c. roszczenie zastawcy przeciwko zastawnikowi o naprawienie szkody z powodu pogorszenia rzeczy, jak również roszczenie zastawnika przeciwko zastawcy o zwrot nakładów na rzecz przedawniają się z upływem roku od dnia zwrotu rzeczy. Wobec tego wiele może zależeć od wyjaśnień owego pobitego pracownika. Wystarczy aby skorzystał z dobrego prawnika- nie musiał być bardzo dobry- aby w konkretnej sytuacji nie uwypuklać- a marginalnie- traktował owe rzekome "wygłupianie się. Należało uwypuklać nietrzeźwość pracownika, który go napadł i naruszył prawidłowe czynności narządów ciała podczas wykonywania obowiązków służbowych lub działania na rzecz pracodawcy. Istnieje bardzo bogate orzecznictwo S.N. gdzie widać, że nawet spożywanie alkoholu i nietrzeźwość nie musi prowadzić do zerwanie stosunku pracy. Natomiast w niektórych sytuacjach uchylanie się od odpowiedzialności za szkodę pracodawcy np. banku jest bardzo płytkie i bardzo łatwo jest obalane w sądzie.
2012-03-19 20:42:17
Tak też myślałem, że o takie czynności, słowa Panu chodziło piszą o "wygłupianiu się", a nie o wzajemnym atakowaniu się. Według mojej oceny owe zdarzenie powinno być potraktowane przez zespół powypadkowy jako wypadek przy pracy. Natomiast trzeba uważać na wyjaśnienie, gdyż np. ubliżenie innemu pracownikowi może powodować uznanie tego za ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych, a już w szczególności jeśli chodzi o zachowanie pracownika na stanowisku kierowniczym. Zgodnie z tezą wyroku S.N. z dnia 29 czerwca 2005 r. I PK 290/04 "Zachowanie pracownika na stanowisku kierowniczym polegające na ubliżaniu współpracownikom może być zakwalifikowane jako ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych (art. 52 § 1 pkt 1 k.p.)".
2012-03-19 20:44:50
Wobec tego była to bardzo brutalna napaść na Pana osobę i faktycznie jeśli wówczas wykonywał Pan pracę to powinno to być uznane jako wypadek przy pracy. Nietrzeźwość owego pracownika, brutalna napaść od tyłu, rozległe uszkodzenia ciała to dowody bezsporne. Natomiast jeśli chodzi o Pana tzw. "wygłupy" to należy je pomijać, a co najmniej wyłagodzić, a podkreślać, uwypuklać nietrzeźwość owego pracownika, bardzo brutalne zachowanie, rozległe obrażenia oraz motywy owego pracownika tj. problemy psychiczne owego pracownika np. na tle nerwowym, problemy rodzinne etc.. Nie ulega wątpliwości, że atakowanie od tyłu innego człowieka, a już tym bardziej współpracownika w tak brutalny sposób jest godne szczególnego potępienia. Uzasadnienie wyroku S.N. z dn. 8 listopada 2006 r. IV KK 299/06 "W sprawie ośmiu oskarżonych – Sebastian B. i Grzegorz G. stanęli pod zarzutem, że „w dniu 30 stycznia 2003 r. w N. w związku z pełnieniem funkcji policjantów działając wspólnie i w porozumieniu znęcali się fizycznie oraz psychicznie nad zatrzymanym Jakubem L. w pomieszczeniach miejscowej Komendy Powiatowej Policji w ten sposób, że używali pod jego adresem
słów obraźliwych, kilkakrotnie kopali go po brzuchu oraz podbrzuszu, bili go pięściami po głowie, w wyniku czego wymieniony pokrzywdzony doznał obrażeń w postaci stłuczenia powłok brzucha, prącia i moszny z podbiegnięciem krwawym powłok brzucha okolicy łonowej, rozległego krwiaka moszny i jądra lewego, skutkującego jego martwicą i koniecznością amputacji oraz krwiaka skóry prącia, wstrząśnienia mózgu, stłuczenia głowy oraz żeber po lewej stronie stanowiących ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci innego ciężkiego kalectwa”, to jest dokonania czynu wypełniającego
dyspozycję art. 247 § 1 k.k. i art. 156 § 1 pkt 2 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k.. Sąd Rejonowy w N., wyrokiem z dnia 21 lipca 2005 r., uznał oskarżonych za winnych tego, że „w dniu 30 stycznia 2003 r. w N. w pomieszczeniach miejscowej Komendy Powiatowej Policji w związku z pełnieniem funkcji policjantów przekraczając przysługujące im uprawnienia znęcali się fizycznie nad zatrzymanym Jakubem L. w ten sposób, że kopali go po brzuchu oraz podbrzuszu, bili go pięściami po głowie, w wyniku czego wymieniony pokrzywdzony doznał obrażeń w postaci stłuczenia powłok brzucha,
prącia i moszny z podbiegnięciem krwawym powłok brzucha okolicy łonowej, rozległego krwiaka moszny i jądra lewego, skutkującego jego martwicą i koniecznością amputacji oraz krwiaka skóry prącia, stłuczenia głowy oraz żeber po lewej stronie stanowiących ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci innego ciężkiego kalectwa, czym działali na szkodę interesu pokrzywdzonego i społecznego, a nadto Sebastiana B. za winnego tego, że znęcał się psychicznie nad zatrzymanym Jakubem L. poprzez używanie pod jego adresem słów wulgarnych, tj. za winnych przestępstwa z art. 247 § 1 k.k. i art. 231 § 1 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k.”, i za to na podstawie art. 247 § 1 k.k. w zw. z art. 11 § 3 k.k. wymierzył kary pozbawienia wolności: Sebastianowi B. – 2 lat i 6 miesięcy, a Grzegorzowi G. – roku i 8 miesięcy, któremu na podstawie art. 69 § 1 i 2 k.k. i art. 70 § 1 pkt 1 k.k. wykonanie tej kary warunkowo zawiesił na okres próby 5 lat, zaś na podstawie art. 71 § 1 k.k. wymierzył temu oskarżonemu 70 stawek grzywny, po 20 zł za stawkę. Sąd nadto na podstawie art. 41 § 1 k.k. orzekł wobec obu oskarżonych środek karny zakazu pełnienia stanowisk w instytucjach zajmujących się ochroną osób i mienia na okres 5 lat". Uzasadnienie postanowienia S.N. z dn. 23 września 2009 r. sygn. akt I KZP 18/09 "W skierowanym do Sądu Wojewódzkiego w W. w dniu 29 marca 1993 r. nowym akcie oskarżenia zarzucono m.in. Ireneuszowi Dariuszowi K. i Arkadiuszowi Andrzejowi D., że: „w dniu 12 maja 1983 r. w W., na terenie XVIII Komisariatu MO, działając wspólnie i w porozumieniu z dwoma bliżej nieustalonymi funkcjonariuszami MO, wzięli udział w pobiciu Grzegorza P., polegającym głównie na zadawaniu mu silnych uderzeń łokciami w okolicę brzucha, przy czym A. A. D. nawoływał pozostałych funkcjonariuszy do bicia w sposób nie pozostawiający śladów, w wyniku czego G. P. doznał ciężkich i rozległych obrażeń jamy brzusznej, co doprowadziło do rozlanego zapalenia otrzewnej ze wstrząsem urazowym i septycznym, a w konsekwencji, mimo leczenia przeciwstrząsowego i operacyjnego, do jego śmierci”, tj. popełnienie przestępstwa z art. 158 § 3 k.k. z 1969 r. Wyrokiem z dnia 4 sierpnia 1997 r., sygn. akt VIII K 102/93, Sąd Wojewódzki w W. uniewinnił oskarżonego Ireneusza K., a Arkadiusza D. uznał za winnego przestępstwa z art. 158 § 2 k.k. z 1969 r. i wymierzył mu karę 4 lat pozbawienia wolności, którą złagodził o połowę na mocy amnestii. Po rozpoznaniu wniesionych środków odwoławczych Sąd Apelacyjny w W. wyrokiem z dnia 22 maja 1998 r., sygn. akt II AKa 102/98, zmienił zaskarżone orzeczenie wobec Arkadiusza D. w ten sposób, że uznał go za winnego popełnienia przestępstwa z art. 158 § 3 k.k., przyjmując, że wziął on udział w pobiciu Grzegorza P. wspólnie i w porozumieniu z innymi funkcjonariuszami MO, natomiast w odniesieniu do Ireneusza K. wyrok uchylił i sprawę przekazał Sądowi Wojewódzkiemu w W. do ponownego rozpoznania".
2012-03-19 21:05:34
Oczywiście, że w związku z tym, iż zdarzenie miało miejsce na terenie zakładu pracy powinno być rozpatrywane w kategorii wypadku przy pacy. Jednak czy będzie to wypadek przy pracy czy nie ustali zespół powypadkowy.
Żarty, wygłupianie się - czy takie zachowanie powinno mieć miejsce w pracy? Nie ma świadków zdarzenia, więc nie wiadomo jak dalece obaj panowie posunęli się w tych słownych utarczkach. Bardzo dokładnie przeanalizowałabym kwestię zerwania związku z pracą – wygłupiając się, obaj panowie nie pracowali – nie zajmowali się pracą lecz prowadzeniem słownych utarczek, które w efekcie doprowadziły do pobicia. ( a jak naprawdę było wiedzą tylko oni sami).
Mówienie, że drugi pracownik był nietrzeźwy, na nic się zda jeśli nie będzie na to niezbitych dowodów,. Nie wezwano policji, pytanie czy rzekomo nietrzeźwy pracownik był poddany jakiemukolwiek badaniu, czy jest na tę okoliczność choćby notatka z czynności ustalających naruszenie przez pracownika obowiązku trzeźwości na terenie zakładu pracy ?
Moim zdaniem można zastanawiać się nad zerwaniem związku z pracą , bo obaj pracownicy w czasie przeznaczonym na pracę zachowali się w taki sposób, który nie wynika z zatrudnienia a wręcz ich zachowanie celom zatrudnienia jest przeciwne. Słowne utarczki, żarty w czasie przeznaczonym na pracę,bójka nie są celem zatrudnienia.
Gdyby pobity pracownik nie brał udziału w słownych utarczkach , (być może powiedział coś co dla tego drugiego pracownika mogło być prowokacją do takiego a nie innego zachowania) lecz grzecznie wykonywał swoje obowiązki służbowe i z zaskoczenia bez powodu został pobity to bez wątpienia byłby to wypadek przy pracy.
W opisanej przez pytającego sytuacji , tym bardziej, że nie wiemy co ma do powiedzenia drugi pracownik, byłabym bardzo ostrożna w formułowaniu jednoznacznych wniosków.
2012-03-20 07:40:18
Przyznam, że trudno będzie udowodnić teraz jednemu z pracowników, że był pod wpływem alkoholu. Użyła Pani słusznej argumentacji, (zacytuję) : nie wezwano Policji, czy rzekomo nietrzeźwy pracownik był poddany badaniu (…). Chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewien poziom kolokwializmu, używając słowa nietrzeźwość. Nietrzeźwym jest osoba, u której zawartość alkoholu w organizmie wynosi lub prowadzi do:
1)	Stężenia we krwi powyżej 0,5% alkoholu;
Zatem nie można utożsamiać przebywania pod wpływem alkoholu ze stanem nietrzeźwości.
Natomiast, jeżeli chodzi o fakt czy obaj Panowie świadczyli pracę, w moim odczuciu wygląda ten problem następująco: przypomnę może, czym jest w ogóle czas pracy – w rozumieniu art. 128 KP, czasem pracy jest czas, w którym pracodawca może rozporządzać pracownikiem w zamian za wynagrodzenie. Należy podkreślić, że rozporządzanie w języku polskim oznacza możliwość posłużenia się kimś. W przypadku stosunku pracy możliwość posłużenia się pracownikiem przez pracodawcę zachodzi wówczas, gdy pracodawca ma sposobność wydania pracownikowi polecenia wykonania czynności związanych ze świadczeniem pracy uzgodnionej w umowie o pracę. Zatem czasem pracy jest czas, w którym pracownik świadczy pracę oraz pozostaje w gotowości do jej wykonywania w miejscu pracy określonym w umowie o pracę lub w innym miejscu wskazanym przez pracodawcę(). Podkreślam, że ów stosunek pracy będzie się opierał na swoistej współpracy pracownika i pracodawcy, więc czas pracy, jako kluczowe pojęcie prawne stosunku pracy będzie podstawą do wykorzystania przez pracodawcę umiejętności zawodowych pracownika z jednoczesną gotowością pracownika do podejmowania zadań wynikających z rodzaju pracy określonej w umowie o pracę. Proszę łaskawie zauważyć, że Kodeks pracy nie definiuje pojęcia gotowości do świadczenia pracy, art. 81 KP gwarantuje pracownikowi prawo do wynagrodzenia za czas niewykonywania pracy, jeżeli był gotów do jej wykonywania. Odstępstwami od tej zasady są następujące sytuacje: niezdolność do pracy wskutek choroby, konieczność załatwienia spraw osobistych, zatem nie można uznać pracownika za gotowego do wykonywania pracy, gdy doznał przejściowej przeszkody w podjęciu pracy. Nie można również uznać za gotowego do wykonywania pracy pracownika, który wprawdzie stawił się w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, lecz nie ma woli podjęcia pracy (strajk), lub z przyczyn niezależnych (choroba) oraz zależnych (stan nietrzeźwości). Podsumowując, o gotowości pracownika do świadczenia pracy zdecydują predyspozycje psychofizyczne pracownika, który stawił się do pracy w miejscu i w porze wyznaczonej w umowie o pracę, które pozwoliły pracownikowi na rozpoczęcie pracy i jej kontynuowanie w czasie określonym przez pracodawcę. Tym samym, nie mogę się zgodzić z Pani argumentacją, że mogło na wskutek tzw utarczki słownej dojść do (zacytuję) zerwania związku z pracą. W przypadku poszkodowanego nie wystąpiła przeszkoda uniemożliwiająca świadczenie pracy.
2012-03-20 09:45:10
Pytający napisał, że jego współpracownik był pijany. Czy był nietrzeźwy, czy pod wpływem alkoholu w sytuacji kiedy nie jest to potwierdzone żadnym dokumentem nie ma znaczenia - nikt w tej sytuacji nie udowodni tego. Faktem jest, że obaj pracownicy zamiast pracować żartowali, wygłupiali się, docinali sobie wzajemnie a więc nie zajmowali się zadaniami powierzonymi przez pracodawcę. Nie sądzę aby takie zachowanie pracowników leżalo w ich zakresie czynności.
Już wcześniej pisałam, że zerwanie związku z pracą może mieć miejsce np.wtedy kiedy poszkodowany w czasie przeznaczonym na pracę zachował się w taki sposób lub przedsięwziął takie czynności, które nie wynikały z zatrudnienia.
Moim zdaniem zachowanie obu pracowników takie własnie było.
2012-03-20 11:18:29
konrad157 pisze:
Tym samym, nie mogę się zgodzić z Pani argumentacją, że mogło na wskutek tzw utarczki słownej dojść do (zacytuję) zerwania związku z pracą. W przypadku poszkodowanego nie wystąpiła przeszkoda uniemożliwiająca świadczenie pracy.
Zgadzam się z Panem w całości. Umiejętnie ważny Pan siłę dowodu i ocenia je podobną miarą. Natomiast rozumienie innych, że poprzez jakieś rzekome żarty pracowników nastąpiło zerwanie związku z pracą jest po prostu bardzo powierzchowne, płytkie. Przecież można sobie wyobrazić sytuację w której pracownicy pracują i to często na produkcji- bardzo wydajnie- i sobie wzajemnie żartują i dogadują. Tak właśnie najczęściej wyglądają utarczki słowne współpracowników. Ponadto skoro ktoś twierdzi, że nie sposób udowodnić stanu nietrzeźwości czy pod wpływem alkoholu, a zarazem twierdzi, że udowodni utarczki słowne, a tym bardziej zerwanie stosunku z pracą to jest to mało rozsądne twierdzenie. Nie wiem skąd też takie tezy, że pracownicy zamiast pracować docinali sobie, w sytuacji gdy zwykle dzieje się to podczas wytężonej pracy. Nikt nie będzie w stanie udowodnić zerwania związku z pracą i tzw. "wygłupiania się". Wobec tego pozostaje to całkowicie obojętne w kontekście brutalnego zaatakowania od tyłu drugiego pracownika. Behapowiec nie jest w stanie udowodnić zerwania stosunku z pracę owego bardzo brutalnie pobitego pracownika. Ponadto jeśliby behapowiec nie dał wiary stanu nietrzeźwości atakującego pracownika to tym bardziej nie jest w stanie udowodnić zerwania stosunku z pracę poszkodowanego pracownika. Jedynie pracownik który tak brutalnie zaatakował drugiego pracownika i spożywał alkohol mógł zerwać związek z pracą. Tym samym trzeba ważyć dowody tą samą miarą. Natomiast stosowanie innej miary do stanu nietrzeźwości, a innego do tzw. "wygłupiania się" jest nielogiczne sprzeczne z zasadami logiki, prawidłowego rozumowania i doświadczenia zawodowego. Nie można z góry negować stanu nietrzeźwości, spożywania alkoholu w miejscu pracy tylko z tego powodu, że nie ma dokumentacji z badania stosownymi urządzeniami, a brać za pewnik tzw. "wygłupianie" się skoro na to też nie ma żadnego dowodu w postaci dokumentu. Co więcej kuriozalne jest już w sposób oczywisty traktowanie owego "wygłupianie się", że na pewno nastąpiło przez to zerwanie stosunku z pracą, w sytuacji gdy w praktyce zwykle takie sytuację występują podczas pracy i to na produkcji- często nawet pracy na akord. Co więcej istnieje bardzo bogate orzecznictwo S.N., że spożywanie alkoholu w miejscu pracy, a nawet nietrzeźwość nie zawsze powoduje zerwanie stosunku z pracą jeśli ów pracownika m.in. jest w stanie nadal świadczyć pracę. Co gorsze to nie sposób udowodnić nawet już tzw. "wygłupianie się", a co dopiero udowodnić aby to spowodowało zerwanie stosunku z pracę. Natomiast urazy brutalnie pobitego pracownika oraz świadkowie, którzy widzieli pobitego pracownika- leżącego- stanowi twardy, bezsporny dowód którym sądy zwykle zawsze dają wiarę. Pracodawca za takiego behapowca musiałby bardzo wstydzić się w sądzie, gdy ów wytoczy powództwo z art. 189 k.c. o ustalenia i zmianę treści protokołu powypadkowego. Dlatego też właśnie jak kiedyś dyskutowaliśmy wiążącą decyzję co do treści protokołu powypadkowego powinny podejmować osoby z wykształceniem prawniczym, a nie technicznym. Osoba techniczna może jedynie wydać opinię na którą prawnik (np. prokurator, sąd) wyda decyzję, orzeczenie. Na marginesie zaznaczę, że istnieją prawomocne orzeczenia skazujące za np. prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości ustalane jedynie na podstawie zeznań świadków (bez badania stosownymi urządzeniami). Co więcej już samo spożywanie alkoholu w miejscu pracy jest wykroczeniem, a nie sam już stan po spożyciu alkoholu lub nietrzeźwości. Zgodnie z art. 43[1] ust. 1 ustawy z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (tekst. jedn. Dz. U. z 2007 r. Nr 70, poz. 473 ze zm.) kto spożywa napoje alkoholowe wbrew zakazom określonym w art. 14 ust. 1 i 2a–6 albo nabywa lub spożywa napoje alkoholowe w miejscach nielegalnej sprzedaży, albo spożywa napoje alkoholowe przyniesione przez siebie lub inną osobę w miejscach wyznaczonych do ich sprzedaży lub podawania, podlega karze grzywny. Zgodnie z art. 14 ust; 1 przedmiotowej ustawy zabrania się sprzedaży, podawania i spożywania napojów alkoholowych m.in. na terenie zakładów pracy oraz miejsc zbiorowego żywienia pracowników. Reasumując stawiając za fakt "wygłupianie się", a co gorsze zerwania związku z pracę, a negowanie faktu spożywanie alkoholu i nietrzeźwości i brutalnego pobicia- zaatakowania od tyłu- jest sprzeczne z wszelkimi prawidłami logiki, rozumowania i doświadczenia życiowego. Skoro ktoś stawia tezę, że nie sposób udowodnić stanu po spożyciu alkoholu czy nietrzeźwości- chociaż istnieje szereg takich prawomocnych wyroków skazujących tylko na podstawie zeznań świadków- to logicznym jest, że nikt nie jest w stanie udowodnić tzw. "wygłupiania się", które miałoby prowadzić do zerwania związku z pracą. Zresztą hipotetycznie przyjmując możność udowodnienia takich okoliczności to zwykle w praktyce nie powoduje to zerwania związku z pracą, gdzie praca podczas utarczek słownych jest podczas wykonywania obowiązków służbowych, fizycznie wykonywanej pracy. Mnie osobiście kojarzy się takie kuriozalne rozumowanie z takim, gdzie w sytuacji gdy ktoś komuś słownie dokuczy to można go brutalnie pobić, a nawet pozbawić życia. Takim zachowaniom trzeba mówić głośno "NIE", a takie osoby, które reagują na słowa taką brutalnością, użyciem siły, przemocy fizycznej surowo karać. Żaden pracodawca, behapowiec nie może pobłażać takim brutalnym pobiciom w miejscu pracy oraz twierdzić, że nie sposób udowodnić faktu spożywania alkoholu w miejscu pacy. Sąd Najwyższy w tezie I wyroku z dnia 12 listopada 2003 r. I PK 625/02 wyraził pogląd tu cytuję: „1. Odmowa wszczęcia postępowania karnego przez uprawnionego oskarżyciela publicznego z powodu braku dostatecznych przesłanek podejrzenia o popełnienie przestępstwa nie wyklucza uznania zasadności niezwłocznego rozwiązania stosunku pracy z powodu dopuszczenia się oczywistego przestępstwa (art. 52 § 1 pkt 2 k.p.)” (podobnie uchwała S.N. z dnia 30 marca 1994 r. I PZP 9/94).
Natomiast rozumienie innych, że poprzez jakieś rzekome żarty pracowników nastąpiło zerwanie związku z pracą jest po prostu bardzo powierzchowne, płytkie. Przecież można sobie wyobrazić sytuację w której pracownicy pracują i to często na produkcji- bardzo wydajnie- i sobie wzajemnie żartują i dogadują
Od razu widać, że żaden z panów nigdy nie był na produkcji....
Ponadto skoro ktoś twierdzi, że nie sposób udowodnić stanu nietrzeźwości czy pod wpływem alkoholu, a zarazem twierdzi, że udowodni utarczki słowne, a tym bardziej zerwanie stosunku z pracą to jest to mało rozsądne twierdzenie
W którym miejscu tak twierdziłam panie szkoda.? Z łatwością przekręca pan czyjeś slowa, a może to sprawia panu przyjemność...hmm.
Nie ma świadków zdarzenia, więc nie wiadomo jak dalece obaj panowie posunęli się w tych słownych utarczkach. Bardzo dokładnie przeanalizowałabym kwestię zerwania związku z pracą – wygłupiając się, obaj panowie nie pracowali – nie zajmowali się pracą lecz prowadzeniem słownych utarczek, które w efekcie doprowadziły do pobicia. ( a jak naprawdę było wiedzą tylko oni sami).
Wobec tego pozostaje to całkowicie obojętne w kontekście brutalnego zaatakowania od tyłu drugiego pracownika. Behapowiec nie jest w stanie udowodnić zerwania stosunku z pracę owego bardzo brutalnie pobitego pracownika. Ponadto jeśliby behapowiec nie dał wiary stanu nietrzeźwości atakującego pracownika to tym bardziej nie jest w stanie udowodnić zerwania stosunku z pracę poszkodowanego pracownika. Jedynie pracownik który tak brutalnie zaatakował drugiego pracownika i spożywał alkohol mógł zerwać związek z pracą.
Badanie okoliczności i przyczyn wypadków przy pracy opiera się na faktach a nie na przypuszczeniach. To, że poszkodowany twierdzi iż jego wspólpracownik był pijany, wcale nie musi oznaczać, że tak włośnie było, tym bardziej, że na tę okoliczność nie ma żadnych dowodów oprócz slowa poszkodowanego..Słowa przeciwko słowom, bo zapewne sprawca będzie twierdził inaczej.
Nie wiemy też co w kwestii bójki ma do powiedzenia sprawca, może przecież wskazać poszkodwanego jako inicjatora bójki. Zespól powypadkowy jest od tego aby dokadnie zbadać okoliczności i przyczyny tego zajścia i to zapewne zrobi.
2012-03-20 17:28:01
Takie obrazy chyba wypadałoby pozostawić bez komentarza tym bardziej, że już wielokrotnie zaznaczałem, że pracowałem w wielu największych zakładach w kraju zatrudniających kilka tysięcy osób i znam bardzo dobrze największe instalacje w kraju i pracę w takich miejscach. Natomiast twierdzenia, że na produkcji nie dochodzi do utarczek słownych jest co najmniej kuriozalne. Zwykle tam najczęściej występuję konflikty, wśród pracowników szeregowych co może wynikać m.in. dużym nakładem pracy. Natomiast z praktyki stwierdziłem, że im więcej pracy i cięższa to tym bardziej więcej utarczek słownych, wyzwisk, złośliwości. Ostatnio nawet zajmowałem się z sprawę, gdzie pracownica na produkcji wykorzystała inną współpracownicą i traktowało ją słownie bardzo brutalnie tj. epitety, wyzwiska i zmuszała przemocą psychiczną do pracy ponad siły. Owa pracownica wskutek znęcania się psychicznego przez inną pracownicę straciła przytomność. Z uwagi na ów incydent doszło do zwolnienia dyscyplinarnego czyli ze skutkiem natychmiastowym. To tylko jedne z bardzo licznych przykładów utarczek słownych na produkcji. Natomiast w praktyce nie spotykam się ze sprawami aby np. pracownicy z biur np. wychodzili na korytarz i wzajemnie się atakowali czy aby jeden drugiego kiedykolwiek zaatakował od tyłu w tak brutalny sposób. Tym bardziej, że na "stołkach" są ludzie raczej inteligentni (nie umniejszając pracownikom na produkcji, którzy mają często nawet wyższe wykształcenie). Jednak osobom piastującym stanowiska kierownicze, umysłowe którzy są odpowiedzialni za pracę innych podległych pracowników nie wypada się tak zachowywać. Oczywiście mogą istnieć skrajne przypadku ale wmawianie osobom na forum, społeczeństwu, że na produkcji jest spokój, nie ma wygłupów, żartów a jest ich więcej na stanowiskach umysłowych, kierowniczych, dyrektorskich budzi po prostu politowanie. Ponadto pracę na produkcji nie należy utożsamiać wyłącznie z taśmą chociaż pewnie to jest wówczas typowa produkcja. Bardzo często stanowiska na produkcji związane są w znacznej mierze z wysiłkiem intelektualnym, monotonią, nadzorem parametrów produkcji. Wobec tego nie zawsze mamy do czynienia z używaniem wyłącznie ludzkich mięśni. Jak widać wyszło kto faktycznie nigdy nie był nigdy na produkcji. Akurat ja mogę zapewnić, że znam od podszewki pracę na produkcji jak i umysłową, kierowniczą i dyrektorską w największych zakładach w kraju.
W którym miejscu tak twierdziłam panie szkoda.?
1) Chodzi mi o stwierdzenie faktu "wygłupienia się" i zerwania związku z pracą w sytuacji gdy nie ma na to dowodów, a z drugiej strony odrzucenie faktu spożywania alkoholu i stanu nietrzeźwości (po spożyciu alkoholu) w sytuacji gdyż też nie ma na to dowodów (chociaż to znacznie łatwiej udowodnić widząc stan pracownika nawet po wypadku, tak samo jak urazy po brutalnym ataku). Trzeba umiejętnie ustalać stan faktyczny- nie można mierzyć różne tezy różnymi miarami tj. odrzucać tak poważną tezę spożywania alkoholu i nietrzeźwości w zakładzie pracy tłumacząc to brakiem dostatecznych dowodów, a przyjmować z góry za pewnik utarczki słowne, które znacznie trudniej udowodnić. Ponadto właśnie stan nietrzeźwości mógł doprowadzić współpracownika to tak desperackiego, brutalnego ataku na współpracownika.
Z łatwością przekręca pan czyjeś slowa, a może to sprawia panu przyjemność...hmm.
Z takimi tekstami proszę nie zaczynać na nowo, gdyż ostatnio administrator za nie skarcił i postanowił usunąć z forum, gdyż m.in. przynosiły ujmę poziomowi tegoż forum. Oczywiście dysponuje nimi- podobnie jak innymi tego podobnymi zachowaniami innych użytkowników. Ponadto tak jak zaznaczyłem na pewne slogany ma awersję.
Badanie okoliczności i przyczyn wypadków przy pracy opiera się na faktach a nie na przypuszczeniach. To, że poszkodowany twierdzi iż jego wspólpracownik był pijany, wcale nie musi oznaczać, że tak włośnie było, tym bardziej, że na tę okoliczność nie ma żadnych dowodów oprócz slowa poszkodowanego..Słowa przeciwko słowom, bo zapewne sprawca będzie twierdził inaczej. Nie wiemy też co w kwestii bójki ma do powiedzenia sprawca, może przecież wskazać poszkodwanego jako inicjatora bójki. Zespól powypadkowy jest od tego aby dokadnie zbadać okoliczności i przyczyny tego zajścia i to zapewne zrobi.
Kuriozalne stwierdzenia o czym pisałem powyżej. Kwestionowanie spożywania alkoholu w miejscu pracy, stanu nietrzeźwości, a brak kwestionowania utarczek słownych i stawia tego za pewnik. Taka wybiórcza i dowolna ocena dowodów legnie w gruzach w każdym sądzie- wystarczy dobry prawnika- nie musi być nawet bardzo dobry. Tym bardziej utarczki słowne to dowód słowo przeciwko słowu- nic więcej, gdyż jak napisał poszkodowany świadkowie pojawiali się dopiero po pobiciu i widzieli leżącego na podłożu pobitego pracownika. Takie dowody w postaci opinii biegłego sądowego o urazach, świadkowie, którzy widzieli pobitego leżącego pracownika w zupełności wystarczą do prawomocnego skazania pracownika który tak brutalnie zaatakował pracownika. To nie jest już słowo przeciwko słowu, a konkretne dowody, które w praktyce sądowej sądów powszechnych wystarczają- chociażby częściowo poszlakowo- do skazania. Natomiast rzekome utarczki słowne będę tutaj mieć znikome znaczenie praktycznie jeśli w ogóle zostaną udowodnione. Nie ma to żadnego znaczenia na winę atakującego pracownika. Żadne słowo nie upoważnia to takich patologicznych zachowań. Po prostu taka jest praktyka orzecznicza i warto nabyć umiejętność godzenia się z bezspornymi faktami. Proszę brać przykład z mojej osoby, która umiejętnie analizuje sprawy i stanowi autorytet we wszystkich dziedzinach prawa co zostało potwierdzone przez wiele niezależnych osób fizycznych i osób prawnych.
2012-03-20 20:37:22
Witam. Pracuję w firmie budowlanej w biurze. Ostatnio właściciel firmy zwolnił chłopaka, który pił alkohol w trakcie pracy. Właśnie wchodziłam po schodach na piętro gdzie jest moje biuro oraz biuro właściciela (na dole jest wejście do budynku i magazyn sprzętu i materiałów budowlanych), a ten chłopak wychodząc od szefa zaczął na mnie wrzeszczeć, pytać czemu się na niego gapię i popchnął mnie. Niestety nie spodziewałam się tego więc spadłam ze schodów. Szef wezwał karetkę i policję. Mam złamaną rękę. Wiem, że mogę pozwać tego chłopaka (ale z tego co wiem, to raczej jest niewypłacalny), ale czy mam jakąś możliwość uzyskania odszkodowania z innego źródła? Z ZUSu albo z OC pracodawcy? Będę wdzięczna za wskazówki
2019-09-16 11:51:31
w opisanym przez Ciebie zdarzeniu nie ma winy pracodawcy, ponieważ inny pracownik umyślnie Cię popchnął. Nie ma więc możliwości uzyskania odszkodowania z OC pracodawcy. Jednak do zdarzenia doszło w pracy i zdarzenie to wyczerpuje definicję wypadku do pracy. Pracodawca powinien sporządzić protokół wypadkowy. Po zakończeniu leczenia możesz zgłosić szkodę w ZUSie z prośbą o wypłatę jednorazowego odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu. Polecam Ci przeczytanie artykułu w tym temacie - https://odzyskaj.info/poradnik-odszkodowania/odszkodowanie-za-wypadek-przy-pracy-z-zus/
Dodatkowo osoba, która Cię popchnęła popełniła przestępstwo więc możesz od tego chłopaka uzyskać odszkodowanie. Jeżeli jednak jest tak jak wskazałaś, czyli że jest niewypłacalny, bo nie wykazuje dochodów, to uzyskanie od niego pieniędzy nawet na drodze sądowej byłoby utrudnione. Jeśli Twój uszczerbek na zdrowiu będzie duży, to mimo wszystko radziłabym Ci spróbować. Polecam przeczytać artykuł o uzyskaniu odszkodowania za pobicie: https://odzyskaj.info/poradnik-odszkodowania/czy-za-pobicie-mozna-dostac-odszkodowanie/ .
W razie dalszych pytań jestem do Twojej dyspozycji.
2019-09-17 15:59:21