Source: http://katarzynaformela.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?1836140
Timestamp: 2017-05-26 18:48:10
Legal References Found: art. 18
 art. 18
 Art. 18
 art. 18
 art. 18
 art. 18
 art. 18

Document Content:
moje teksty - AAAAAA WŁAŚNIE, ŻE RÓWNOŚĆ!!!!!!!!!!!!!!
Kobieca twarz Pomorza i finał muzycznego konkursu radiowego	﻿
Katarzyna Formela, Gdańsk Gdańszczanka od urodzenia, żona swojej żony. KOD-erka, członkini Trójmiejskiej Akcji Kobiet, jak również Chóru TAK (Trójmiejskiej Akcji Kobiet). Kobieta, która nigdy nie odpuszcza w słusznych sprawach. :)
SMS pod nr 72355 o treści KT.148 [głosowanie do końca marca] ﻿﻿
MIEJSCE 4 - DZIĘKUJĘ ZA WASZE GŁOSY!!! :) ---
﻿Polecane filmy: serial "Feud" (cz. 2)
- "Najbardziej znienawidzona kobieta Ameryki"
22:48, katarzynaformela ,
Link Dodaj komentarz » niedziela, 18 stycznia 2015
Akt małżeństwa w końcu w naszych rękach!!!	Nareszcie mamy w naszych rękach nasz akt cywilnego małżeństwa!!! Tak, jak zawarcie przez nas wcześniej - z braku możliwości zawarcia małżeństwa wtedy - cywilnego związku partnerskiego w Szkocji w 2010 roku, tak i teraz (w tym samym urzędzie) 16 stycznia 2015 roku podpisałyśmy naszą wolę bycia małżeństwem cywilnym (konwersji z CZP do małżeństwa cywilnego). Akt naszego małżeństwa ma datę - bycia małżeństwem - 16 sierpnia 2010 roku (datę zawarcia przez nas CZP).
Skomplikowane to wszystko (w tych czasach przełomu w jakich żyjemy), najważniejsze jednak, że wszystko w tym dobrym - pożądanym przez nas! - kierunku zmierza. Ostatecznie pełnię praw uzyskamy dopiero, gdy polskie państwo - nasza ojczyzna! - uzna zawarte przez nas małżeństwo cywilne. Jest zatem w tym wszystkim ogromna łycha dziegciu (póki co), lecz i zarazem dowód naszego zdeterminowania by w naszym życiu prywatnym, rodzinnym, realizować naszą własną wolę, kreować je zgodnie z naszą wolą, a nie przyjmować w życiu tego, co system opresyjny nam narzuca.
Konwersja z CZP do małżeństwa cywilnego jest niezmiernie prosta - jeśli chodzi o formalności, których trzeba dopełnić. Trzeba umówić - np. telefonicznie - w USC danego kraju (jak w naszym wypadku: w Szkocji) termin przekształcenia swojego cywilnego związku partnerskiego w małżeństwo cywilne (zaznaczyć czy będzie to samo dopełnienie formalności, czy też pełna ceremonia ślubna) i w umówionym terminie stawić się razem osobiście w urzędzie (w Danii z kolei nie jest wymagane nawet stawiennictwo w urzędzie - akt małżeństwa jest przysyłany na wskazany adres domowy). Tym razem nie trzeba już mieć świadków (byli oni podczas zawarcia CZP), jak również nie trzeba prosić wcześniej o tłumacza(-kę) przysięgłego z urzędu (jeśli jest taka potrzeba - językowa - może z parą przyjść do urzędu zaprzyjaźniona osoba dobrze znająca język kraju, w którym zawiera się małżeństwo; nie tłumacz przysięgły). Para przedstawia urzędnikowi USC swój dokument(-y) ze zdjęciem, oraz certyfikat zawartego wcześniej CZP. Urzędnik pyta czy dane, które znajdują się w certyfikacie, nie zmieniły się (w razie potrzeby nanosi zmiany do systemu komputerowego). Następnie wypełnia się i podpisuje formularz, w którym znajduje się stwierdzenie, że wolą / decyzją pary jest przekształcenie ich cywilnego związku partnerskiego w małżeństwo cywilne. Urzędnik również podpisuje ten formularz nadając mu mocy prawnej. Po czym sporządzany jest elektroniczny akt małżeństwa i drukowany jego odpis / odpisy. Za każdy z odpisów uiszcza się na miejscu opłatę w wysokości 10 funtów. W tym wypadku - konwersji - zarówno certyfikat wcześniej zawartego CZP, jak i akt małżeństwa stanowią jedność: należy je przechowywać razem. Ta doniosła bardzo, mająca dla nas bardzo duże znaczenie uroczystość: akt zawarcia przez nas małżeństwa cywilnego była jednocześnie okolicznością, która spowodowała, że po kilku latach spotkałyśmy się z dwiema zaprzyjaźnionymi z nami parami: panów oraz małżeństwem pań, które już od kilku lat mieszkają w Szkocji. Bardzo nas te spotkania uradowały, były okazją do wspólnego świętowania, wielogodzinnych rozmów, nadrabiania tak długiego czasu nie widzenia się wzajem. Jesteśmy wdzięczne im za gościnę w Szkocji, a w sposób szczególny za pomoc - ponownie! - Robertowi, bez którego to przedsięwzięcie nie udało by się tak pięknie. Dziękujemy Robercie drogi!
Po powrocie do domu świętowałyśmy dzisiaj dalej z rodziną, z osobami nam bliskimi. Po czterech bardzo intensywnych dniach, odczuwamy duże zmęczenie, lecz przede wszystkim ogromne szczęście! Po 10 latach wspólnego życia mogłyśmy w końcu zawrzeć z sobą małżeństwo - po 10 dopiero latach... oczekiwania, działań, byśmy mogły zrobić to, co każda chętna para różnopłciowa może zrobić z dnia na dzień: zawrzeć z sobą małżeństwo.*
*Wszelkie prawa zastrzeżone – kopiowanie, publikowanie, rozpowszechnianie i inne wykorzystanie zdjęć bez zgody autorki bloga zabronione pod odpowiedzialnością karną. ﻿
Tagi: moje teksty
23:36, katarzynaformela ,
Link Komentarze (2) » poniedziałek, 30 czerwca 2014
Czas na czynną równość, czyli jak to z małżeństwami w Polsce jest (cz. III)	Jesteśmy społeczeństwem, które, jak wszystkie inne, w zmieniającym się świecie staje w obliczu dramatycznych wyzwań wynikających z tradycji, dotyczących różnych stylów życia. Jesteśmy społeczeństwem nawykłym do konformizmu, bo konformizm narzucono nam siłą po II wojnie światowej. Dlatego posłuch znajdują obecne wśród nas siły, które chciałyby innego konformizmu. Jesteśmy społeczeństwem, które ciągle jeszcze musi się uczyć publicznie debatować o trudnych problemach zwłaszcza moralnych, obyczajowych. Ci, którzy nie chcą ani zmian, ani dyskusji chętnie powołują się na konstytucję w nieuprawniony sposób ją przekłamując, przekręcając. Dla każdego konstytucjonalisty, dla kogoś kto zajmował się konstytucjami, a ja miałem nawet jakiś udział w tworzeniu obecnej konstytucji RP, to instrumentalne używanie konstytucji jest rażące.﻿ (Za: prof. Wiktor Osiatyński o sejmowej „debacie” nad projektami ustaw o związkach partnerskich﻿).
Prof. Wojciech Sadurski z kolei tak oto pisze o "ochronie" małżeństwa (art. 18 Konstytucji): Konstytucyjne ustanowienie „ochrony” małżeństwa oznacza, że ustawodawca nie może przestać chronić małżeństwa, zdefiniowanego konstytucyjnie. I oznacza, że musi zapewniać małżeństwu prawną ochronę. Tylko tyle i aż tyle. Ale nie mówi, że ustawodawca, opierając się na argumentach typowych dla legislacji a nie konstytucji, nie może uznać, że jakieś inne związki mogą korzystać z podobnego lub nawet równego statusu, co konstytucyjnie chronione małżeństwa. Jedyna różnica miedzy konstytucyjnie chronionymi małżeństwami a ustawowo chronionymi innymi związkami polega na tym, że te pierwsze, dla zniesienia „ochrony” wymagają trybu poprawki konstytucyjnej, a te drugie – zmiany ustawowej.﻿
Ochrona i opieka konstytucyjnie gwarantowana małżeństwom różnopłciowym przez państwo nie oznacza preferowania / faworyzowania tej właśnie formy związków w państwie - czy to w sferze ekonomicznej, czy symbolicznej (ani w żadnej innej) - nad innymi związkami. Wręcz odwrotnie. Rozciągnięcie tejże ochrony i opieki państwa było by ograniczaniem pola nierównego traktowania (za: M. Wyrzykowski, Publiczne a prywatne...). Migawka z życia
Szpital publiczny, Polska północna, Izba Przyjęć. Pielęgniarka: - Stan cywilny? Pacjentka: - Żonata.
Pielęgniarka: - Osoba do kontaktu ze szpitalem, to...? Pacjentka: - Moja żona.﻿
Informacje zostały przekazane, wprowadzone do systemu, służba medyczna i system dane "przetrawiły", usługa medyczna (zabieg) została wykonana, pieniądze za usługę wraz z pobytem w szpitalu (prawie tysiąc złotych) pobrano. Pacjentka musiała ją opłacić z racji braku ubezpieczenia zdrowotnego - od dwóch lat prowadzi sprawę przeciwko NFZ o ubezpieczenie zdrowotne (jako członek rodziny) z ubezpieczenia swojej żony. Zdrowie zostało podreperowane. Portfel stał się chudszy. Życie toczy się dalej.
Polska wciąż nie honoruje małżeństw osób tej samej płci zawartych za granicą, ani nie umożliwia ich zawarcia w naszym kraju. Jak długo jeszcze? ﻿
16:24, katarzynaformela ,
Link Dodaj komentarz » Czas na czynną równość, czyli jak to z małżeństwami w Polsce jest (cz. II)	Podobnie, jak w Polsce, również w kilku (dokładnie 13-stu) innych państwach, w konstytucjach tych krajów zamieszczono zapisy ograniczające dostęp do instytucji małżeństwa przez pary osób tej samej płci (państwa te to: Azerbejdżan, Armenia, Białoruś, Bułgaria, Chorwacja, Czarnogóra, Litwa, Łotwa, Mołdawia, Słowacja, Serbia, Ukraina i Węgry). W Polsce, dodatkowo, w roku 2011 próbowano także wprowadzić do prawa prywatnego międzynarodowego zapis mający na celu zablokowanie prób dochodzenia przez pary będące po ślubie za granicą uznania ich formalnie zawartych związków w innych krajach. Poprawka ta jednak nie została przyjęta. 6 państw natomiast - mimo, że nie ma u siebie równości małżeństw - uznaje małżeństwa zawarte przez pary jednopłciowe za granicą. Przyjmując w 1997 r. Konstytucję RP zakładano, że jej - kompromisowe z Kościołem Rzymsko-katolickim - zapisy zostaną ocenione / zweryfikowane po 10 latach jej obowiązywania. Do dzisiaj tego nie zrobiono. Stąd też, m.in., profesor Ewa Łętowska (czytaj: Dyskusja o związkach partnerskich jest zakłamana) zauważa: - Zrozumiałe jest pytanie, czy wobec tego, że od uchwalenia konstytucji minęło lat prawie dwadzieścia, to czy jest czas na rewizję kompromisu konstytucyjnego. Dodaje też (tym razem w wywiadzie dla Polityki Krytycznej), że: Obserwatorzy naszego życia publicznego, media, komentatorzy nie będący prawnikami, a nawet prawnicy trochę mniej przygotowani zawodowo nie dostrzegają, że prawo często występuje - tak jak w tym przypadku - w roli maczugi, czy parawanu. /.../ nasza demokracja nie jest czysto większościowa, ale liberalna i funkcjonuje w granicach państwa prawa. Zatem nie tylko dopuszcza, ale wymaga obrony praw mniejszości. Przypomina również - dla Kultury Liberalnej - w jakich warunkach kompromis konstytucyjny z 1997 r. został zawarty i mówi co z niego dla nas dzisiaj wynika. Obecnie podnoszone jest np. to, że art. 18 Konstytucji - w brzmieniu przyjętym pod naciskiem środowisk związanych z KRK - nie jest ani definicją małżeństwa, ani nie powinien być podnoszony jako argument przeciwko prawom (w tym do małżeństwa właśnie) związków osób tej samej płci, przeciwko rodzinom, które poprzez swoje związki ze sobą tworzą. Nie powinien stanowić narzędzia do dyskryminacji kogokolwiek w Polsce. Kolejną organizacją pozarządową, która - w 2014 roku - w ramach Trójmiejskiej Manify - podniosła postulat równości małżeństw w Polsce było Stowarzyszenie Tolerado.
Prof. Tadeusz Bartoś, teolog zaznacza, że dzięki skutecznym działaniom hierarchów i świeckich katolików tkwimy w kuriozalnej sytuacji wymyślania jak bardzo prawne uporządkowanie jednego typu związków monogamicznych może zaszkodzić innemu typowi związków monogamicznych. Postuluje, że należy podnieść w Polsce sprawę legalizacji małżeństw osób tej samej płci.
Dr Adam Bodnar, w wywiadzie dla liberte.pl (Czas na małżeństwa) wypowiedział się następująco: Nie widzę powodów, aby osoby, które mają tak z natury, że kochają osoby tej samej płci były z góry skazane na społeczne i prawne wykluczenie. Ich prawa mają umocowanie w Konstytucji, a rolą demokratycznego państwa jest brać pod uwagę i uwzględniać ich interesy - w celu zapewnienia im szczęścia jako równoprawnym obywatelom. W wywiadzie tym Adam Bodnar przedstawia wnikliwie jak wyglądała / wygląda droga do pełnej równości małżeństw w USA i odnosi się (w tym kontekście) do sytuacji w Polsce. Wskazuje, że - z uwagi na art. 18 polskiej Konstytucji - forma małżeństwa kobiety z mężczyzną ma ochronę konstytucyjną, natomiast inne formy małżeństwa (niż K+M) mają ochronę ustawową (więc słabszą). Nie unikniemy za kilka lat dyskusji na temat możliwości zawierania małżeństw przez osoby tej samej płci. Prof. Monika Płatek, w tekście Art. 18 Konstytucji RP - krok po kroku - wykłada znaczenie normy konstytucyjnej zawartej w powyższym artykule polskiej Konstytucji. [Ustawodawca] nakazał właśnie w art. 18 Konstytucji RP takie uregulowanie sytuacji par bez względu na płeć, by nie były w stworzonej rodzinie, w macierzyństwie i rodzicielstwie dyskryminowane. /.../ Nie przez przypadek tekst art. 18 się cenzuruje i przekręca ucinając to wszystko co ujawnia próbę dyskryminacji pod tytułem, że zmusza nas do tego konstytucja.
Dr Dorota Pudzianowska szczególny nacisk kładzie właśnie na niedyskryminację żadnej rodziny (czytaj: Rodzina ponad wszystko, liberte.pl): Jeśli ochrona tradycyjnego małżeństwa wymaga zdaniem większości posłów i posłanek, by nie instytucjonalizować związków w innej formie, to trzeba, żeby sobie uzmysłowili, że ta ochrona odbywa się kosztem ochrony rodziny, również takiej, w której wychowują się dzieci.
Aktualnie, np. Helsińska Fundacja Paw Człowieka w ramach Programu Spraw Precedensowych (ale także i Kampania Przeciw Homofobii i inne podmioty) prowadzi sprawy sądowe m.in. właśnie z zakresu dyskryminacji ze względu na orientację psychoseksualną - osób nieheteroseksualnych i rodzin tworzonych przez pary osób tej samej płci - wykazując w poszczególnych sprawach, że państwo polskie dopuszcza się dyskryminacji wobec rodzin. Kilka z tych spraw zostało już skierowanych - jako skarga na Polskę - do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, oraz do Parlamentu Europejskiego. Czekamy na jej przyjęcie i rozpatrzenie. Część I - TUTAJ
12:38, katarzynaformela ,
Link Dodaj komentarz » niedziela, 29 czerwca 2014
Czas na czynną równość, czyli jak to z małżeństwami w Polsce jest	Dopiero w XX wieku - w 1946 r. - po II WŚ wprowadzono w Polsce instytucję cywilnych związków małżeńskich. Przez następne lata można było spotkać jeszcze - szczególnie w Polsce wschodniej - pary, które zawarły (zwłaszcza przed ww. zmianą) jedynie małżeństwa kościelne. Państwo polskie nie honorowało małżeństw o takim - jedynie religijnym - statusie. Były one przez instytucje traktowane jak wszystkie inne konkubinaty damsko-męskie. Kto chciał korzystać z pełni praw wynikających z prawa cywilnego, rodzinnego, musiał udać się do Urzędu Stanu Cywilnego i tam zawrzeć małżeństwo cywilne, co - po złożeniu przysięgi małżeńskiej i jednego podpisu przez obie osoby wstępujące w związek małżeński - skutkuje automatycznym uzyskaniem całego pakietu praw (a zarazem obowiązków) z zawarciem małżeństwa cywilnego związanego. Ten pakiet praw i obowiązków - jako bardzo przydatny w tej nowej ekscytującej, pełnej przygód podróży, bagaż - z którym nowożeńcy wychodzą z USC, wielokrotnie ogromnie im się przydaje by znacznie mniej problemowo (niż w wypadku związków nieformalnych) mogli pokonywać kolejne lata wspólnego życia: tak na jego prostych, jasnych ścieżkach (kiedy nawet nie uświadamiają sobie, że korzystają właśnie z praw nadanym im przez państwo z racji zawartego małżeństwa), jak i pokonując przeróżne meandry życiowej drogi. Rodzina, którą założyli, z którą łączą ich od tej pory więzi pokrewieństwa i powinowactwa wspiera trwałość ich małżeństwa by - powiększona o kolejne małżeństwo - była coraz to silniejsza, a państwo nie może zrzec się ochrony i opieki nad nimi, bo są małżeństwem, bo to właśnie (ochronę i opiekę) zapewnia im Konstytucja RP (co naświetlę poniżej). Pół wieku później - od wprowadzenia w Polsce instytucji cywilnych związków małżeńskich - (w latach 1990-1997) trwały prace nad obecnie obowiązującą w naszym kraju Konstytucją RP - związane m.in. z materią regulacji rodzin i małżeństw właśnie. Ostatecznie 2 kwietnia 1997 r. przyjęto aktualnie obowiązujące normy konstytucyjne (jako kompromis z Kościołem Rzymsko-Katolickim) - Konstytucję RP, w ramach której (zgodnie z jej art. 18 - o treści przywołanej poniżej) formalnie zawarte małżeństwa różnopłciowe pozostają pod ochroną i opieką państwa polskiego:
Brzmienie powyższe (art. 18 Konstytucji RP) miało - w zamyśle Episkopatu i wspierających go środowisk - uniemożliwić formalizację małżeństw w Polsce przez pary osób tej samej płci. Więcej na temat historii prac nad Konstytucją RP z 1997 r. znaleźć można w pracy prof. Mirosława Wyrzykowskiego: "Publiczne a prywatne w wykładni konstytucyjnej na przykładzie art. 18 Konstytucji RP". Działo się to w czasie, gdy - wokół Polski - zaczęto wprowadzać zmiany w poszczególnych państwach będące wynikiem emancypacji społeczności osób LGBT; będące owocem walki kobiet i mężczyzn bi-, homoseksualnych i transpłciowych etc. o równość. W 1989 r. w Danii (która była pod tym względem pierwszym krajem) wprowadzono nową instytucję formalizacji związków par jednopłciowych: cywilne związki partnerskie. Po kolejnych 12 latach, w roku 2001 Holandia - jako pierwsza - wprowadziła u siebie równość małżeństw: otworzyła instytucję małżeństw cywilnych dla par osób tej samej płci. Przy czym, już w latach 70-tych XX wieku (i następnych) poszczególne osoby nieheteroseksualne i pary osób tej samej płci wnosiły do sądów sprawy o poszczególne swoje prawa. Obecnie (anno domino 2014) cywilne związki partnerskie można zawierać w około 30 państwach na całym świecie (w 20 kolejnych trwają prace nad adekwatnymi projektami), a małżeństwa zawierane są przez pary osób tej samej płci już w 20 krajach całego świata (w kolejnych ok. 20-stu trwają debaty nad równością małżeństw; w 6 następnych uznawane są skutki małżeństw zawartych za granicą). Wracając do Polski. 7 lat po przyjęciu Konstytucji RP (z 1997 roku) - w 2004 r. - po raz pierwszy przedstawiono (w Senacie) projekt autorstwa prof. Marii Szyszkowskiej dot. związków partnerskich. Został on - dwukrotnie - przyjęty przez Senat, lecz nie wniesiono go pod obrady Sejmu (przeciągając sprawę do końca kadencji Parlamentu). Drugie podejście w tej samej sprawie podjęto w 2011 roku, trzecie w 2013 r. Obecnie w Sejmie znajdują się dwa projekty dot. związków partnerskich (SLD i TR), którym nadano numery druków sejmowych (czyli nadano im bieg legislacyjny) - jest to zatem już 4 podejście do tej sprawy w polskim Parlamencie. Jako, że za rok (jeśli nie wcześniej) odbędą się nowe wybory parlamentarne w Polsce, istnieje uzasadniona obawa, że ww. projekty ustaw nie zostaną do końca rozpatrzone w obecnej kadencji przez Sejm i Senat. W ramach debaty parlamentarnej, której towarzyszyła też debata medialna nad ww. projektami, w 2013 roku (poza haniebnymi wystąpieniami - także w polskim Sejmie! - pełnymi uwłaczających słów wobec osób nieheteroseksualnych i związków par jednopłciowych) pojawiły się też merytoryczne głosy uznanych prawników i przedstawicieli innych środowisk, które odnosiły się zarówno do podnoszonej kwestii (nie-)konstytucyjności projektów dot. związków partnerskich, jak i dotykały konieczności / możliwości wprowadzenia w Polsce równości małżeństw (jak wspomniana już praca prof. Mirosława Wyrzykowskiego i inne). Pierwszym NGO-sem, organizacją pozarządową, która wystąpiła w przestrzeni publicznej (w 2013 roku) z postulatem wprowadzenia w Polsce małżeństw dla wszystkich było Stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza. Część II - TUTAJ
14:09, katarzynaformela ,
Link Dodaj komentarz » piątek, 13 lipca 2012
Porozmawiajmy o związkach partnerskich	wyborcza.pl
Dziś chcę Was wciągnąć w rozmowę o związkach partnerskich. W parlamencie jest nareszcie (a może nie nareszcie?) projekt, zgodnie z którym umowę związku partnerskiego będą mogły zawrzeć dwie osoby pełnoletnie, które złożą zgodne oświadczenie, iż chcą pozostawać ze sobą w "stałym pożyciu". Stałe pożycie definiowane jest jako związek oparty na więzi "gospodarczej i emocjonalnej". Uważacie, że to poważna zmiana? Bo obserwując dyskusję temu towarzyszącą, można odnieść wrażenie, że zmiana jest rewolucyjna. Piszcie do nas nazywo@agora.pl
Nie sądzę, aby udało się zalegalizować związki partnerskie za tej kadencji. A już na pewno nie w takiej formie, jaka proponowana jest przez RP i SLD. Niestety. Mimo, że jestem zwolenniczką takich rozwiązań i dotyczą mnie one bezpośrednio, patrząc realnie, nie wiem jak musiałyby działać wszelkie akcje oraz organizacje pozarządowe, aby "zmusić" PO i ich prezydenta (taka prawda), aby byli łaskawi zauważyć coś więcej niż czubek własnego nosa. Bo tak na prawdę - czy te regulacje wejdą w życie, czy nie - pary homoseksualne będą sobie żyły w Polsce i na świecie, będą miały dzieci, wspólne mieszkania. Utrudnienie im (nam) życia nie sprawi, że znikniemy. A chyba tego oczekują politycy. /.../
Politycy muszą zrozumieć, że związki partnerskie to naturalna kolej rzeczy. Że dotyczy to nie tylko par homoseksualnych, ale również heteroseksualnych (dobry przykład Francji). Jeśli nic z tym nie zrobią, ludzie poradzą sobie inaczej - zmienią kraj... Już dzisiaj borykamy się z emigracjami ekonomicznymi, ale już milimetry dzielą nas od "emigracji politycznych". Nikt osobom homoseksualnym nie wmówi jak mają żyć... Jeśli nie tu, to można gdzie indziej. Szczególnie że same związki nie rozwiązują sprawy. Jest jeszcze mentalność i mnóstwo innych czynników, które sprawiają że Polska jest złym krajem, a ponieważ człowiek woli łatwiejsze rozwiązanie, postawa kraju zmusza do wyjazdu w bardziej cywilizowane części świata. /.../
Ludzie powinni mieć takie same prawa
Chciałabym opisać, jak ta sprawa wygląda u nas: w codziennym naszym życiu.
Przed wielu laty, moja starsza siostra rodziła swoje kolejne - nieślubne - dziecko. Była w związku nieformalnym, nie pracowała zajmując się dwójką wcześniej przez siebie urodzonych małych dzieci.
Szpital wystawił jej rachunek za poród (szczególnie trudny, z 'cesarskim" cięciem', a zatem bardziej kosztowny). Zamiast cieszyć się z syna, wraz ze swoim partnerem, rwali włosy z głowy z czego teraz zapłacą ten rachunek. Cała rodzina to bardzo przeżywała. To było trzecie już dziecko, zatem każdego dnia mieli wystarczająco dużo wydatków, by każdą złotówkę przed jej wydaniem oglądać z każdej strony.
Byli załamani tą sytuacją, długo starali się by szpital wydał zgodę na spłatę rachunku w ratach, a przecież jej partner był ubezpieczony! Dzieci były ubezpieczone z jego ubezpieczenia, lecz jego partnerka - moja siostra - już nie.
Ja nigdy w swoim życiu nie miałam takiego pomysłu na swoje życie, by żyć w związku nieformalnym. Jak mam z kimś dzielić życie, to wszystko - tworząc rodzinę - do końca swoich dni i w pełnej łączności: łoża i portfela. Po ślubie!
Dwadzieścia lat byłam w związku małżeńskim z mężczyzną - zgodnie z filozofią, którą w tej sferze się kieruję. Podpisując akt ślubu, jednym podpisem nabyłam pełnię praw ze ślubem związanych, zostałam objęta przez państwo pełną ochroną, jako osoba tworząca rodzinę: nabywając wysoce społecznie szanowany status osoby tworzącej rodzinę właśnie. Cała rodzina (niezależnie od sytuacji indywidualnej poszczególnych jej członków) uzyskała ochronę prawa, państwa.
Nie miałam dzieci, co ważne jest w tych rozważaniach o tyle, iż są osoby, które próbują przekonywać, że małżeństwa mają pełnię praw ze względu na wychowywanie dzieci właśnie. Wszystkie prawa ludzie uzyskują ze względu na decyzję o ślubie (jej realizację), a nie z powodu urodzenia i wychowywania dziecka. Jest wiele par nieformalnych z dziecmi, będacych rodziną, którym odmawia się praw jakie przecież mają bezdzietne małżeństwa. Ta nierówność jest okrutną niesprawiedliwością! Ludzie powinny mieć takie same prawa, gdy decydują się na życie rodzinne, niezależnie od tego czy zawierają małżeństwo, czy nie. Prawa związane z urodzeniem i wychowaniem dzieci winny być ściśle związane wyłącznie (!) z tym faktem i w żaden sposób nie wiązać się ze statusem samego związku (małżeński / niemałżeński). Dlatego potrzebna w Polsce jest instytucja związków partnerskich dla wszystkich niezależnie od płci osób związek tworzących oraz otwarcie instytucji małżenstwa dla par jednopłciowych.
Ludzie winni mieć pełne prawo wyboru charakteru związku, w jakich chcą żyć, a państwo obowiązek pełnej ochrony każdej rodziny, niezależnie od jej modelu.
Od 8 już lat jestem w małżeństwie z moją żoną. Jako pierwsze w Polsce zawarłyśmy małżeństwo humanistyczne (wtedy w Polsce - dla związków osób tej samej płci - dla nas jedynie dostępne), w tym samym też dniu był nasz ślub kościelny (krótka uwaga wydaje się w tym miejscu bardzo potrzebna: nie tylko kościół rzymsko-katolicki jest na świecie i w Polsce).
Po dwóch kolejnych latach - zagranicą - był też nasz ślub cywilny.
Czyli, mimo ogromnych przeszkód, robiłyśmy wszystko zgodnie z filozofią życia - opisaną przeze mnie powyżej - którą razem podzielamy. Czynimy wszelkie starania, aby zrealizować swoją wolę życia w formalnym związku, tworzenia wspólnie rodziny.
Ponieważ nie ma w Polsce ustawodawstwa dla związków osób tej samej płci w naszej ojczyźnie jesteśmy traktowane jako obce (!) sobie osoby. Nie są respektowane przez państwo polskie nasze prawa nabyte na mocy naszego ślubu.
Jakie są tego konsekwencję? Wielorakie.
Niski status społeczny (nieposzanowanie naszej godności: osób tworzących rodzinę), nieszanowanie naszej woli traktowania nas jako związku formalnego (np. wymaganie składania fałszywych oświadczeń (!), że jesteśmy związkiem nieformalnym - jak w wypadku mojej próby objęcia mojej żony ubezpieczeniem NNW w pracy).
Z polskim USC toczymy sprawę sądową o umieszczenie w naszych (!) polskich aktach stanu cywilnego informacji, że jesteśmy po ślubie zagranicą. Brak tej informacji powoduje, iż nasze polskie akta USC zawierają fałszywe informacje o naszym stanie cywilnym!, a przecież akta stanu cywilnego powinny ściśle odzwierciedlać rzeczywisty stan cywilny każdej osoby. Poza wymiarem osobistym, taka praktyka jest ogromnie niebezpieczna, ponieważ może powodować, że państwo polskie sprzyja bigamii: mając niezgodne z rzeczywistością dane w aktach stanu cywilnego, USC mogą wydawać zgodę na zawarcie małżeństwa zagranicą osobom, które wcześniej małżeństwo zawarły z kim innym w innym kraju.
W szpitalach, każdorazowo, gdy jedna z nas znajduje się tam w charakterze pacjentki - mimo, wpisania odpowiednich informacji w karcie przyjęcia o relacji z wpisaną osobą do decydowania o zdrowiu i udzielania informacji o zdrowiu chorej - lekarze i pielęgniarki wielokrotnie wypytują nas dodatkowo o nasze wzajemne relacje, a i tak jesteśmy później tytułowane, a to 'siostrą', a to 'matką' (dowolnie). Staramy się nie myśleć (a tragiczne przykłady z życia innych znamy), co będzie, gdy któraś - nieprzytomna - trafi do szpitala (czyli nie mogąc wskazać drugiej w karcie przyjęcia) i będzie potrzeba podejmowania ogromnie ważnych decyzji o życiu i zdrowiu (choć odpowiednie pełnomocnictwo notarialne oczywiście mamy, lecz przeciez nie jest on noszone w kieszeni)... Znamy też przypadki, gdy owdowiałym osobom - tej samej płci - odmawiano wydania zwłok (!) i możliwości podjęcia dezycji o pochówku ukochanej, zmarłej, osoby!
Płacimy - jak wszyscy - obowiązkowe podatki, składki na ubezpieczenie społeczne, lecz kiedy dochodzi do konieczności skorzystania z nich okazuje się, że nie mamy do tego prawa (!). Tak było gdy ja zachorowałam i wymagałam całodobowej opieki. Moja żona wzięła zwolnienie lekarskie na mnie (14 dni, na członka rodziny). Urlopu w pracy nie miała, więc zwolnienie lekarskie było jedyna możliwością. ZUS odmówił mojej żonie wypłaty świadczenia za czas korzystania ze zwolnienia lekarskiego na chorego członka rodziny. Straciłyśmy pół miesiąca utraconych dochodów, a przecież płacimy tak samo składki zdrowotne i dodatkowo same o siebie się troszczymy, bo to oczywiste, prawda? Kto miałby się opiekować chorą osobą, jak nie partnerka / partner życiowy? Po to płacimy składki społeczne (podatki) by w takich wypadkach móc z nich skorzystać. W Polsce jednak są równi i równiejsi nawet w tak ciężkich sytuacjach życiowych.
Uważamy, że gdy para jest w związku rodzinnym, dzieli z sobą całe życie, prowadzi wspólne gospodarstwo domowe powinna mieć możliwość wspólnego rozliczania się z podatków niezależnie czy jest małżeństwem czy nie - na tych samych zasadach. Nie jest sprawiedliwe, że płacąc tak samo podatki nie mamy również tej możliwości. Sprawiedliwą byłaby sytuacja - alternatywnie - gdyby żadna para wspólnie nie mogła się rozliczać. Tak, jak jest dziś, sprawieliwe nie jest.
Kiedy przekazując na siebie wzajem darowiznę wystąpiłyśmy o zwolnienie z podatku od darowizny - potraktowanie nas jako osoby z I grupy podatkowej - zobowiązano nas do zapłacenia podatku od darowanych rzeczy zgodnie z zasadami określonymi dla III grupy podatkowej (osób sobie obcych!): od majątku, od którego przecież, wspólnie kupując rzeczy już raz podatek państwu zapłaciłyśmy z naszych wspólnych dochodów!
Zatem my płacimy podwójne podatki razem prowadząc gospodarstwo domowe, dzieląc z sobą życie. Czujemy się wykorzystywane przez państwo, przez te osoby, które nieraz krzyczą, że nie będą 'na nas płacić, bo dlaczego', tymczasem jest to klasyczne odwrócenie faktów: to my płacimy za innych i nie mamy możliwości skorzystania z płaconych przez siebie (!) podatków.
Przez stulecia wykorzystywano okrutnie osoby ciemnoskóre, kobiety (wielokrotnie nadal to trwa), innowierców itd. Dziś wykorzystywane są pary osób tej samej płci wedle zasady: płaćcie i płaczcie (jakby co i tak pokażemy wam środkowy palec).
Takich sytuacji (które można by tu, jako przykłady jeszcze przywoływać) są dziesiątki.
Kiedy w Polsce będzie w końcu dla nas wszystkich normalniej?
Z pewnością szybciej będzie normalniej jeśli przestaniemy milczeć, zaczniemy razem domagać się większej sprawiedliwości społecznej w naszej wspólnej ojczyźnie, czego sobie i nam wszystkich serdecznie jak naszybciej obie życzymy.
Od lat z moją żoną toczymy spory przed polskimi sądami o uznanie naszych praw. Wspieramy kampanię na rzecz związków partnerkich w Polsce: Miłość Nie Wyklucza. Razem możemy dokonać więcej.
W najbliższym czasie kierujemy jedną ze spraw sądowych - jakie toczymy - do Trybunału Europejskiego.
Koniec z proszeniem
10:21, katarzynaformela ,
Link Dodaj komentarz » środa, 11 lipca 2012
We wtorek pod Sejmem	W W-wie byłam przed 6 rano. Największy problem? Zamknięte toalety. Okazało się, że to problem dla wielu (co w stolicy zwłaszcza, wydawać by się mogło, miejsca mieć nie powinno). O tej samej porze stanął pod Sejmem (również drugi dzień z rzędu) założyciel firmy Malma głodujący w sprawie traktowania firmy i jej pracowników. Nocuje w samochodzie i potwierdził, że - zwłaszcza w nocy - brak toalety przy Sejmie jest dużym kłopotem. O 11.00 został zaproszony na konferencję do Sejmu, którą bardzo sobie potem chwalił. Był na niej 2 godziny, a potem udzielał kilku wywiadów mediom). Widząc moją koszulkę z logo Miłość Nie Wyklucza przywitał się ze mną od razu po moim przyjściu, rozmawialiśmy, pomagaliśmy sobie, powiedział, że jest całym sercem z naszymi postulatami. Rozeznałam gdzie popołudniu mam autobus powrotny i szukałam toalety. Przy drugim podejściu - spacerze po okolicy - czekając na rozpoczęcie protestu MNW - znalazłam wc na Al. Ujazdowskich, dwie przecznice po lewej od Sejmu (otwarte 9-17) i tuż obok (po lewej od tego skrzyżowania) toy-toy otwarty całą dobę. Przy pierwszym skrzyżowaniu, w parku, jest nowowybudowana za duże pieniądze, nowoczesna toaleta samoobsługowa, lecz jest niestety częściej nieczynna niż czynna. Ani w biurze przepustek Sejmu, ani np. w umiejscowionej w pobliżu siedzibie stowarzyszenia kombatantów, z łazienki nikt 'z ulicy' skorzystać nie może. Pamiętacie wygraną sprawę sądową obywatela, który pozwał w podobnej sytuacji jeden z banków?
Po zadbaniu o własne - pilne - potrzeby mogłam spokojnie zacząć z innymi protest. Zanim wróciłam o 9.00 pod Sejm przyszedł tam już na nasz protest w sprawie związków partnerskich młody chłopak, a po nim zaraz Uschi. Miałyśmy w końcu okazję się poznać osobiście. Niedługo podjechały z banerem MNW Gosia z Ewą i Krzysztof, a potem przyszły również inne osoby. Do 13.00, kiedy ja skierowałam się do autobusu, pod Sejmem protestowało do 12 osób. Ludzie się zatrzymywali, czytali baner, kierowcy machali do nas z samochodów, wchodzący i wychodzący parlamentarzyści_stki również interesowali się naszym protestem, lecz zwykle (poza kilkoma osobami) nie podchodzili, jakby udawali, że nie widzą nas. Media dziś również dopisywały. Przychodzili dziennikarze z gazet i z radia, robili zdjęcia, przeprowadzali wywiady, prosili o wyjaśnienie naszego protestu, o to, czego się domagamy i dlaczego.
Po dwóch godzinach dowiedzieliśmy się, że Prezydium Sejmu zbierze się dopiero jutro. Atmosfera pod Sejmem podczas protestu jest nie do opowiedzenia, to przeżycie jedyne w swoim rodzaju. To trzeba przeżyć osobiście. Ten protest jest pierwszym doświadczeniem społeczności LGBT w Polsce tego typu. To takie mini tęczowe miasteczko.
O 12.30 kilka z protestujących osób: wśród nich Gosia z Ewą i rzecznik kampanii MNW, poszli do Sejmu na konferencję. Wręczyli marszałkini Kopacz petycję organizacji pozarządowych o nadanie biegu projektom o ZP oraz petycję MNW podpisaną przez 7 tyś. osób w tej samej sprawie. Jutro MNW będzie kolejny dzieć pod Sejmem. Będziemy czekać na decyzję prezydium Sejmu. Przychodźcie pod Sejm do piątku włącznie, od 9.00 do 19.00.
Ja do domu wróciłam po 20.00, po 16 godzinach w drodze, stąd teraz zamieszczam dopiero przegląd z dzisiejszego dnia.
Koniecznie obejrzyjcie czwartkowy program w TVP2 "Pytanie na śniadanie". Para pań z dzieckiem - z okładki ostatniego Newsweeka będzie tam omawiać sytuację wszystkich tęczowych rodzin w Polsce. "Są nas setki tysięcy i mamy dość ukrywania się, chcemy zmian i będziemy walczyć o należne nam prawa!"
PROJEKTY IDĄ POD OBRADY SEJMU! W sprawie homofobii Google dobrze rozeznał sytuację w PolsceApel o dalsze prace nad projektami o związkach partnerskich Dyżurują na Wiejskiej, chcą związków partnerskichRodzina, ach rodzina!Legalise love!Jak robiła to EuropaKonferencja LGBT 18 lipca
Ten protest zostanie pod Sejmem na dłużej
Krytyka Polityczna ma nowy lokal przy Foksal 1
02:28, katarzynaformela ,
Link Dodaj komentarz » piątek, 30 września 2011
Różności	KULINARNIE: Polecam na jesienne pogodne dni śledzie w śmietanie z jabłkiem i ogórkami kiszonymi (najlepiej podawać z ziemniakami).
Solone matiasy odmaczam w wodzie i kroję w kostkę, jabłko również kroję w kostkę; w kostkę też kroję 6-9 ogórków kiszonych; (wcześniej je ukisiłam - jak co tydzień kolejną porcję, aż do późnej jesieni - 4 kilo ogórków gruntowych wkładam do glinianego gara na liście chrzanu - z kawałkiem chrzanu - dodaję obrane ząbki [całą główkę] czosnku, na wierzch kładę koper do kiszenia; całość zalewam dużym garnkiem wody ciepłej - z kranu - rozpuszczając w niej 5 łyżek soli; wychodzą świetne, najlepsze po tygodniu)
- całość zalewam - pół na pół śmietaną i jogurtem - i do smaku doprawiam pieprzem. PYSZNE! :)
Polecam również - ze śledzi solonych - sałatkę: śledzie pod pierzynką (z buraczków z naszej działki; ja dodaję do niej - poza ziemniakami i ogórkami kiszonymi - również fasolę z puszki: czerwoną, lub białą). Można też - raz tak, raz tak - zamiast buraczków dać marchewkę (też mamy na działce). Przepis można znaleźć np. tutaj. POLITYCZNIE: Jutro o 14.00 we Wrocławiu rusza Marsz Równości. Nie obędzie się bez obecności - w kontrmanifestacji - NOP-u. Kiedy uda się w Polsce rozłączyć te dwa zdarzenia? Może, gdy wreszcie zostaną w naszym kraju wprowadzone w końcu systemowe regulacje prawne dla par osób tej samej płci (oby jak najszybciej!!!).
Wczoraj - w ramach kampanii wyborczej - odbył się pseudoślub / brefing prasowy dwóch kandydatów do Sejmu; obcych sobie ludzi (!). Szkoda słów na szersze komentowanie - poza wyrażeniem oburzenia (!) wobec wykorzystywania powagi ślubu dla celów politycznych w formie żenującej zabawy / happeningu.
Z ŻYCIA: Przed tygodniem obroniłam się! Wielka radość. :)) W ciągu 7 lat - po intensywnej nauce - mam trzy zawody (dyplomy). Moja praca licencjacka została ogromnie wysoko oceniona. Bardzo mnie to ucieszyło. W przyszłym tygodniu spodziewam się zobaczyć swoje nazwisko na listach osób przyjętych na studia magisterskie! Trzymajcie kciuki. :}
Wczoraj dowiadywałam się o zasady przyznawania stypendium. Powiedziano mi na uczelni, że 'zgodnie z polskim prawem nie jesteśmy' - z moją żoną - 'rodziną' i że mam przedstawić - by wykazać dochody na osobę w rodzinie dochody mojej matki (!!!), która prowadzi całkowicie odrębne - od naszego - gospodarstwo domowe. Bez komentarza (nie mam już siły). Z ubiegania się o stypendium zrezygnowałam.
Z LEKTUR: Właśnie dotarła do mnie - kurierem - polecana przeze mnie kilka dni temu, książka Filipa Hartwicha Związki partnerskie. Aspekty prawne. Spodziewajcie się zatem niedługo jej omówienia tutaj. :)
14:11, katarzynaformela ,
Link Dodaj komentarz » piątek, 09 września 2011
Analiza polskiego dyskursu medialnego dotyczącego LGB (cz. XI i ostatnia)	Tak, jak zostało to podkreślone w przykładzie wywiadu z „polską lesbijką”: związki, nawiązywane przez osoby różnopłciowe, traktowane są jako „oczywista oczywistość”. Nie wymagają uzasadnienia. Nieprawomocnym, w tym kontekście, jest zadawanie kobiecie pytania: dlaczego związała się z mężczyzną. Ta „oczywistość” rozciągana jest na każdą osobę, mimo, iż pewien procent osób, to osoby nieheteroseksuane. One również w Polsce podlegają tej „oczywistości’ – regule niekwestionowanej heteroseksualności. Dla badania dyskursu medialnego reguła ta ma ogromne znaczenie, ponieważ wyznacza scenę, granicę, w ramach których toczy się dyskurs i jest jego niewypowiedzianym zapleczem (w odróżnieniu od „świadomie” eksponowanych norm.
„Oczywistość” heteroseksualności jest dla „każdego” tak „jasna”, jak oddychanie przez człowieka powietrzem”. Różnica jednak w różnym podejściu do tej reguły w relacjach społecznych jest widoczna pomiędzy osobami o konserwatywnych poglądach, a liberałami - pierwsi regułę tą sankcjonują w systemie norm, tworząc „heteronormę” przenikającą cały system społeczny. Kinga Dunin w 1997 roku sprawdzała poprzez analizę dyskursu programu telewizyjnego „tok szoł” (Polsat) z lesbijkami, czy regułę niekwestionowanej heteroseksualności można odnaleźć w konkretnej empirycznej sytuacji, programu telewizyjnego. Kinga Dunin we wnioskach w swojej analizie postawiła otwarte pytanie: czy w kontekście ww. reguły, głosy lesbijek pozostaną ciekawostką, czy też staną się zalążkiem dyskursu „neoliberalnego”, czy reguła będzie przez nie jedynie łamana, czy dzięki dyskursowi poszerzone zostaną granice uniwersalnego spektrum. Również, postawiła pytanie: czy w przyszłości kwestia praw osób nieheteroseksualnych będzie przedstawiana jako sprawa polityczna, stając się sprawą ważną, niebagatelizowaną, wymagająco wnikliwego, merytorycznego podejścia do niej przez polityków.
Dziś, dzięki niniejszej analizie dyskursu możemy – dodatkowo – przyjrzeć się ponownie pytaniom Kingi Dunin i ponownie na nie odpowiedzieć z perspektywy kontekstu społecznego Anno domino 2011 (czyli czternaście lat później). Yga Kostrzewa na pytanie, czy wkurza ją, że nie może mówić do swojej partnerski „żona” – odpowiada, że denerwuje ją to, podnosi aspekty, iż jest to sprawa polityczna, że nie może prawnie „zalegalizować” swego związku. Wymienia jakich praw nie ma ze swoją partnerką. W innym miejscu odwołuje się do faktów z historii emancypacji ruchu LGBT. W końcu korzysta z okazji by łamać stereotypy, gdy pojawiają się one w stawianych pytaniach. Stereotypów tych jest niestety również dużo – podobnie jak 14 lat temu we wspominanym wywiadzie analizowanym przez Kingę Dunin.
Gdzie w wywiadzie z Y. Kostrzewą można dostrzec „regułę”? Dziennikarki pytają: jak rozpoznała, że jest lesbijką. Nie spytałyby kobiety heteroseksualnej – jak rozpoznała, że jest heteroseksualna. Gdy z kolei stwierdzają, że kiedy dwie kobiety decydują się na dziecko (bez mężczyzny) to egoizm (zakładając, że każde dziecko musi mieć rodziców heteroseksualnych; że jest jeden „wzorcowy” model rodziny) ich rozmówczyni stanowczo protestuje: Dlaczego zakładasz, że najodpowiedniejszym środowiskiem dla dziecka jest para heteroseksualna? Nie uważam, żeby wychowywanie dziecka przez parę „homo” było egoistyczne. /…/ Czy w innych tekstach empirycznych poddanych analizie znaleźć można również „regułę niekwestionowania heteroseksualności”? W materiale badawczym nie odnotowano innych sytuacji ujawniania się „reguły niekwestionowania heteroseksualności”. Większość z analizowanych tekstów pokazywała natomiast bardzo mocne osadzenie w systemie normatywnym, w którego centrum – jako obowiązujący („do stosowania”) – model została postawiona „rodzina heteroseksualna” (którą nazywa się krótko: „rodzina”).
Badana „reguła niekwestionowania heteroseksualności” oparta jest na ciągu poznawczych stereotypów, które jako całość można by przedstawić, jako łańcuch zbudowany z ogniw znaczeń poszczególnych pojęć na tyle ściśle z sobą powiązanych, iż ich wzajemna relacja tworzy jedno „ciało” rządzone (zbudowane, podtrzymywane, chronione) przez „regułę”. Poszczególne ogniwa łańcucha połączone tożsamością (równością) poprzedniego z następujących po nim, to: ślub = małżeństwo = kobieta z mężczyzną = rodzina / dziecko (dzieci)… - dołączanie kolejnych ogniw, powtarzających się, tych samych elementów, utrzymuje tak stworzoną strukturę przez następne pokolenia: kobieta z mężczyzną = ślub = małżeństwo = rodzina / dziecko (dzieci)… Rodzina stawiana jest w tym systemie w centralnym miejscu, a wszystkie pozostałe ogniwa mają się do niej odnosić. Ceremoniał ślubny ma podtrzymywać atrakcyjność systemu – rodziny. „Reguła” – oczywista oczywistość – niekwestionowana przez większość podtrzymuje władzę dominującej grupy, podtrzymuje trwanie dominującej ideologii. Jest „niewidzialnym” narzędziem kontroli – sprawowania władzy. Naruszanie poszczególnych ogniw łańcucha narusza system. Próby jego zrywania, uruchamiają automatycznie mechanizmy odzyskiwania kontroli nad nim, tak aby odbudować łańcuch na tych samych zasadach, bądź ewentualnie poszerzyć granice uniwersum, w którym można się przemieszczać bez burzenia systemu.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Jakiekolwiek wykorzystanie tekstu bez zgody Autorki: kopiowanie, powielanie, wykorzystanie fragmentów, zamieszczanie w Internecie zabronione pod odpowiedzialnością karną.
00:32, katarzynaformela ,
Analiza polskiego dyskursu medialnego dotyczącego LGB (cz. X)	Ostatnim - dłuższym - przykładem będzie głos kobiety homoseksualnej, Ygi Kostrzewy, która udzieliła wywiadu prasowego, mówiąc w nim o swoich prywatnych sprawach [Wirtualna Polska]: /…/ Twoi rodzice są wierzący? - Obchodzą święta religijne. Na początku ignorowali temat homoseksualizmu. Mieli nadzieję, że kiedy spotkam "właściwego" mężczyznę to mi przejdzie. [Stereotypy; „każda” kobieta „potrzebuje mężczyzny”, kiedy spotka ‘odpowiedniego’, to jej „przejdzie”; homoseksualność to moda]. A dziadkowie? Jakie mieli podejście? - Mieli zakodowane w głowie, że „homoseksualiści to ludzie nieszczęśliwi”, ale, „z czasem, obserwując mnie z ukochaną - zakochane i zadowolone z życia, gdy wokół rozpadały się heteroseksualne związki - zweryfikowali swoje przekonania”. Zdarza się, że łatwiej dziadkom jest zaakceptować homoseksualną wnuczkę niż rodzicom własne dziecko. [stereotyp; mentalny obraz zbiorowego wizerunku LGBT]. „Twoja partnerka uczestniczy we wszystkich rodzinnych spotkaniach”? - Tak, choć wiem, że mam wielkie szczęście, bo na ogół nie wygląda to tak różowo. „Nierzadko osoby homoseksualne wolą zachowywać pozory wobec otoczenia, np. na wesele gej idzie z koleżanką, czasami wchodzą w białe małżeństwa”. Znam nawet przypadek dziewczyn, które na wakacje wyjeżdżają z kolegami-gejami, robią sobie "heteryckie" zdjęcia, które potem pokazują w pracy. Sama „nie potrafiłabym prowadzić podwójnego życia, zupełnie nie potrafiłabym się w tym odnaleźć”. [Funkcjonowanie w codziennym życiu; „ukrywanie” się; fikcyjne małżeństwa; pozory wobec otoczenia]. Jak więc rozpoznałaś, że jesteś lesbijką? Po prostu podobały mi się dziewczyny, a na facetów nie zwracałam uwagi. Testowałaś siebie? - Owszem. Człowiek ma naturę refleksyjną i zadaje sobie takie pytania, zwłaszcza kiedy wokół słyszy, że „homoseksualizm to dewiacja, choroba”, wtedy próbuje się przed tym bronić. Jednak kobiety wzbudzały we mnie tak silne emocje, wręcz obłędne, że te wątpliwości zniknęły. Wiem, że „niektóre dziewczyny, żeby się "sprawdzić" chodziły do łóżka z facetami”. Ja nie miałam takich doświadczeń. [Osoby, która nie ujawnia się, że jest nieheteroseksualna – zakładając oczywistość jej / jego heteroseksualnej orientacji – nie pyta się : „jak rozpoznałeś_aś, że jesteś heteroseksualna_y?”]. Jak długo jesteście razem? - Szesnaście lat. [Zaprzeczenie potocznego przekonania o nietrwałości związków jednopłciowych]. Jak się zwracasz do swojej partnerki? - Często zdarza mi się mówić pieszczotliwie: "dziubku", "kotku". Wkurza cię, że nie możesz mówić do swojej partnerki "żono"? - Mówić mogę i nawet czasem to robię, tyle że nie mogę prawnie zalegalizować związku i to mnie denerwuje. Bo jeśli moja ukochana umrze, to nie będę miała nawet prawa do pochówku, nie dostanę na to pieniędzy z ZUS, będę musiała zapłacić 20-procentowy podatek od nieruchomości... Takich rzeczy jest cała masa. [Artykulacja istotnych potrzeb przez samą osobę z badanej społeczności; frustracji w związku z dyskryminacją i brakiem poczucia bezpieczeństwa]. Czy jedna z was jest w domu bardziej "facetem", a druga "kobietą"? - Takie postrzeganie lesbijskiego związku to „stereotyp”. Dzielimy się pracą. Ja na przykład nie znoszę prasować, więc Anka to robi. Za to częściej piorę, sprzątam i gotuję. Jak trzeba coś przywiercić to, to zrobię, nie mam z tym problemu. [Demaskacja stereotypu; codzienne funkcjonowanie]. Masz dzieci? - Nie, nie mam. A planujesz mieć? - Ze wszystkich par lesbijskich, które znam, zaledwie kilka ma dzieci. To bardzo niewiele. To dzieci z poprzednich, heteroseksualnych związków czy sztucznego zapłodnienia lub in vitro? – „Różnie to bywa”. Faktycznie, Najczęściej są to dzieci z poprzednich związków z mężczyzną, ale dużo jest też dzieci poczętych metodą sztucznego zapłodnienia lub in vitro. W Internecie działa nawet specjalne forum, na którym geje zamieszczają ogłoszenia, że chcą oddać spermę dla par lesbijskich najczęściej są to dzieci z poprzednich związków z mężczyzną, ale dużo jest też dzieci poczętych metodą sztucznego zapłodnienia lub in vitro. W Internecie działa nawet specjalne forum, na którym geje zamieszczają ogłoszenia, że chcą oddać spermę dla par lesbijskich. Zdarza się, że lesbijki umawiają się z kolegami gejami czy heterykami, że będą mieli razem dziecko. Niektórzy mężczyźni od razu zastrzegają, że nie chcą brać udziału w wychowaniu dziecka, inni wręcz przeciwnie - to jest sprawa bardzo indywidualna. Czy nie sądzisz, że działacie wbrew dobru dziecka, które do prawidłowego rozwoju potrzebuje dwóch wzorców: kobiety i mężczyzny? - Nie zgadzam się z tym, przecież „w Polsce funkcjonują bardzo róże modele rodziny”, np. rośnie liczba samotnych matek. Czy w związku z tym, że nie mają partnera, źle wychowają dziecko? [Kolejny stereotyp; Y. Kostrzewa demaskuje go]. Lesbijka, która będąc w związku z kobietą decyduje się na sztuczne zapłodnienie lub in vitro z gejem, który nie chce wychowywać dziecka - niejako z góry projektuje sytuację, w której dziecko nie będzie miało ojca. To egoizm. - Dlaczego zakładasz, że najodpowiedniejszym środowiskiem dla dziecka jest para heteroseksualna? Nie uważam, żeby wychowywanie dziecka przez parę "homo" było egoistyczne. W ogóle „posiadanie dziecka jest skrajnie nieegoistyczne”. „To naturalna potrzeba człowieka, a nie kaprys”. „W opiekę nad nim i wychowanie trzeba przecież włożyć masę wysiłku”. „Lesbijki i geje troszczą się o dziecko tak samo jak pary heteroseksualne”. [Demaskowanie „oczywistości”, że każda rodzina składa się z kobiety, mężczyzny i dziecka. Podkreślenie, że w rzeczywistości rodziny są „różne”; podkreślanie wspólnoty ze wszystkimi – różnopłciowymi - rodzinami].[1]
Na tym przykładzie kończymy prezentację wizerunki mentalnego rodzin jednopłciowych w polskich mediach i przechodzimy do prezentacji odpowiedzi na pytanie badawcze: czy w polskich tekstach prasowych można odnaleźć „regułę niekwestionowanej heteroseksualności” w odniesieniu do rodzin jednopłciowych.
[1] A. Kalocińska, J. Stanisławska, Wyznania polskiej lesbijki: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Wyznania-polskiej-lesbijki,wid,13490719,komentarz.html?ticaid=1cd91&_ticrsn=3, odczyt z dnia 15.08.2011
17:32, katarzynaformela ,
Link Dodaj komentarz » Analiza polskiego dyskursu medialnego dotyczącego LGB (cz. IX)	Obszerniejszy obraz pary jednopłciowej przedstawia list „Ola” [Wyborcza], którego duży fragment znajduje się poniżej: „Mam 27 lat. Jestem kobietą. Jestem lesbijką. Żyję w związku partnerskim” (tu powinnam napisać: więcej grzechów nie pamiętam; przecież w czterech zdaniach „przyznałam się do popełnienia trzech "zbrodni" społecznych: kobieta, lesbijka, w związku partnerskim”). „Podobno jestem przedstawicielką patologicznej części społeczeństwa”.Patologicznej, „bo kocham kobietę”. Nie liczy się fakt, że, podobnie jak moja partnerka, „skończyłam dobre studia, żyję w zgodzie z samą sobą, nie wyrządzam nikomu krzywdy, nie biję partnerki, nie alkoholizuję się i uczciwie zarabiam na życie”. Patologicznej, bo „chcę z moją partnerką tworzyć rodzinę”.
Pracuję dla rządu. Dla rządu, znaczy dla państwa. Państwa, które „powinno mnie chronić jak każdego innego obywatela, traktować na równi z innymi, zarówno pod względem nakładanych na mnie obowiązków, jak i dawanych mi przywilejów”.
„Obowiązki mam takie same, jak ci "normalni" - płacę podatki, pracuję, grzecznie spłacam kredyty, dbam o środowisko, odkładam 1 proc. podatku dla potrzebujących, głosuję, angażuję się społecznie”. Tak, „pod względem wypełniania obowiązków mogę służyć za wzór. Pod tym względem jestem "normalna"”. „Moja normalność kończy się, kiedy chcę odebrać list adresowany do mojej partnerki”. Kończy się, „kiedy decydujemy się na kupno wspólnego mieszkania, samochodu, psa”. Kończy się, „kiedy musimy rozliczać PITy, zakładać konto w banku”. Kończy się, „kiedy chcemy zarezerwować jeden pokój w hotelu”. Kończy się „w pracy, kiedy jako przedstawicielka mojego państwa nie mogę się przyznać do tego, kim naprawdę jestem”. Kończy się, „kiedy chcemy po prostu się przytulić na ulicy”. „Skończy się, kiedy niedługo będziemy razem chodzić na USG, żeby posłuchać bicia serca ‘NASZEGO wspólnego dziecka’”, „kiedy będziemy chciały zarejestrować jego narodziny, ochrzcić, posłać do szkoły”. Skończy się, „kiedy któraś z nas zachowuje, kiedy jedna z nas umrze”. „Niektórym ciężko to sobie wyobrazić”, ale „my naprawdę chcemy po prostu spokojnie żyć”. Spokojnie, znaczy „bez takich problemów, z którymi pary heteroseksualne nie muszą się mierzyć”. „To nie są wygórowane żądania”, to „nie są wymysły jakiegoś "lobby"’, tylko „potrzeby zwykłych ludzi”. „Zwykłych, bo zarówno ja, jak i moja partnerka, żyjemy obok Was”. „Kupujemy w tym samym sklepie, chodzimy do tego samego kina, teatru, czy do tego samego parku na spacer”. „Nasze dziecko będzie kiedyś chodzić do przedszkola z Waszymi dziećmi”. „Zaprzeczanie, że istniejemy, nie ma sensu”. Bo „jesteśmy, czy sobie tego posłowie życzą, czy też nie”.
Marek Beylin przygląda się rodzinom w Polsce – z perspektywy „społecznie cenionych wartości” – [Wyborcza]: „Geje i lesbijki mącą, podważają i naruszają”. I jeszcze „są niewdzięczni”.” Nie zadowala ich łaskawość heteroseksualnej większości, która pozwala im legalnie współżyć”. „Domagają się dla swoich związków ‘dodatkowych’ praw, takich, jakie mają rodziny heretyckie”. A „jeśli jeszcze się nie domagają, to zaraz będą”. Bo to „ludzie nieustępliwi i straszni”. „Takie treści płyną” ostatnio „z pism” i forów internetowych „uważających się za ostoję konserwatyzmu” w Polsce. Ale „co właściwie homoseksualiści naruszają i podważają”? Łatwo zauważyć, że „co innego niż jeszcze kilka lat temu”. „Niegdyś ich roszczenia zagrażały narodowi. Ściślej, narodowi rozumianemu jako schronienie Polaka przed nowoczesnym, zmieniającym się światem”. W tych przekazach „był to naród zjednoczony, jednolity i władczy: niechętny mniejszościom i skory do wykluczania tych, którzy nie mieścili się w wąskiej formule jedności”. Oczywiście, „taki naród nigdy nie istniał, stanowił jedynie ideologiczne wyobrażenie tego, jak powinna wyglądać Polska”. „Publiczna obecność gejów i lesbijek to wyobrażenie naruszała”.
Jednak „nie było to najpoważniejsze z naruszeń”. Ta konstrukcja jednolitego narodu już wcześniej straciła moc mobilizacyjną i pocieszycielską, zniweczyło ją zwykłe pluralizujące się społeczeństwo. Taki naród stał się - jak to określa Jürgen Habermas - "kategorią zombi". Nie daje nikomu schronienia ani wsparcia, lecz może nieźle nastraszyć. Coraz mniej z niego pożytku dla ideologów i polityków. Toteż „dziś już nie naród jest w niebezpieczeństwie, lecz rodzina” – „ostatni filar anachronicznego polskiego konserwatyzmu”. I to „rodzina nie byle jaka”, tylko „skonstruowana na wzór jednolitego narodu”. Złożona „z figur Ojca i Matki” „ma stanowić zaporę przed złym, rozchwianym światem”. „Musi być więc tradycjonalna, konserwatywna i hierarchiczna”. „Taka rodzina jest nie tyle sposobem życia jednostek, co manifestacją odwiecznych wartości”. „Nawet jeśli życie w takiej rodzinie przysparza cierpień, jest ona i tak bardziej słuszna niż związki partnerskie”, „zwłaszcza homoseksualne”. W tej konstrukcji „los jednostek, ich satysfakcja nie mają znaczenia”. Oczywiście, „w Polsce taki wzór rodziny powoli wymiera”, „nie da się go utrzymać w coraz bardziej zindywidualizowanym społeczeństwie”. „To już nie opoka, to tylko zmora”.[1]
Piotr Pacewicz wskazał na prawny aspekt pojęcia rodziny, przywołując orzeczenie Trybunału w Strasburgu, w którym Trybunał określił więzi między osobami tej samej płci będącymi parą, jako „więzi o charakterze rodzinnym” [Wyborcza]: Niedawno pisarka Izabela Filipiak załatwiła kartę pobytu swej amerykańskiej partnerce na mocy ustawy o cudzoziemcach, która „zezwala na zamieszkanie na czas oznaczony cudzoziemcowi, który ze względu na ‘więzi o charakterze rodzinnym’ zamierza dołączyć do obywatela polskiego”. Jaś Kapela, z Krytyki Politycznej, podejmuje temat - który najczęściej jest określany mianem „najbardziej kontrowersyjnego” – rodzicielstwa osób nieheteroseksualnych. Wskazuje tym samym, że osoby homo- i biseksualne są płodne w takim samym stopniu, jak osoby heteroseksualne, który to fakt jest najczęściej jakby „wymazywany” ze zbiorowej świadomości społecznej. J. Kapela zadaje pytanie o rodzicielstwo osób o „różnych orientacjach” psychoseksualnych podając następujący przykład: /…/ „małżonkowie, którzy mają dziecko”, rozwodzą się. Powodem jest „decyzja podjęta przez jednego z partnerów, aby żyć zgodnie ze swoją orientacją homoseksualną”. W sądzie drugi małżonek postuluje, aby zakazać lub w znaczący sposób „ograniczyć kontakty dziecka z rodzicem”, który podjął decyzję o rozstaniu. „Czy ojcostwo kogoś takiego jest mniej wartościowe od czasu, gdy matka dziecka dowiedziała się o rzeczywistych preferencjach seksualnych ojca?” „Czy macierzyństwo takiej matki, która zdecydowała się na odejście od mężczyzny do innej kobiety, jest od tej chwili mniej „macierzyńskie”?” W związkach lesbijskich kobiety mogą mieć dzieci, chociażby poprzez zapłodnienie metodą in vitro. [tu: kolejny głos zauważający płodność osób nieheteroseksualnych] „Od problemu dzieci w takich związkach, więc nie uciekniemy”. A „nie można nikomu zabronić ich posiadania”. Przeciwnicy twierdzą, że „dziecko w takiej ‘nietypowej rodzinie’ nie ma właściwego wzoru rodziny, że taka rodzina jest mniej wydolna wychowawczo”. Ta dyskusja przypomina kłótnie o antykoncepcję: czy utrudniając dostęp do środków antykoncepcyjnych, ograniczymy liczbę aborcji i niechcianych ciąż? „Mówmy o rzeczywistości”, a jest ona taka, że „znaczący procent dzieci (są klasy szkolne, gdzie jest ich ponad połowa) nie wychowuje się w owych zgodnych, cudownych, modelowych rodzinach, lecz w rodzinach zdekomponowanych, tylko z jednym z rodziców”. A „czy rodziny, w których panuje przemoc i alkohol, są takimi prawidłowymi wzorami”? Chyba więc „nie tu jest problem”? Innym zagadnieniem jest „adopcja dzieci obcych”. Gdy w związku jest dziecko będące biologicznym potomkiem jednego z partnerów, pojawia się pytanie, czy „stworzyć relacje prawne z drugim partnerem”? Moim zdaniem, „takie rozwiązanie leży w interesie dziecka”. „Gdyby biologicznej mamie albo tacie stało się coś złego, dziecko mogłoby być nadal wychowywane przez partnera rodzica, z którym przebywało przecież na co dzień, z którym zbudowało już więzi emocjonalne. Nie musiałoby ono trafić do placówki opiekuńczo-wychowawczej albo do rodziny, która na przykład w ogóle dotychczas nie interesowała się ani tym dzieckiem, ani jego rodzicem”. Mariusz Zawadzki, od strony danych statystycznych przedstawia, jak się ma obecna kondycja rodzin: [Wyborcza]W 2009 r. „19 proc. par homoseksualnych w USA miało przynajmniej jedno adoptowane dziecko” - wynika z badań University of California w Los Angeles. „Dziewięć lat wcześniej adopcję przeprowadziło tylko 8 proc. takich par”. W liczbach bezwzględnych „nie jest to jeszcze bardzo dużo - dla ok. 65 tys. amerykańskich dzieci rodzicami są albo dwaj geje, albo dwie lesbijki (lub przekładając na procenty: dwoje rodziców jednej płci ma 4 proc. wszystkich adoptowanych dzieci w USA)”. Ale „liczba homoseksualnych rodzin z dziećmi będzie rosła coraz szybciej, ponieważ amerykańskie społeczeństwo jest coraz bardziej tolerancyjne, a na adopcję czeka ok. 115 tys. niechcianych lub osieroconych dzieci”. Dziennik "New York Times" opisuje przypadek dwóch białych gejów z Ohio, Matta i Ray'a, którzy „nie mogą wziąć ślubu, ponieważ ich stan tego zabrania”, ale „mają już ośmioro czarnych dzieci”. Adoptowali je osobno - Matt piątkę, a Ray trójkę. „Sąsiedzi podobno początkowo dziwili się, widząc dwóch białych mężczyzn pakujących do wielkiego mercedesa ósemkę malutkich Afroamerykanów, ale już się przyzwyczaili”. /…/ - „Model amerykańskiej rodziny” „zmienił się w ostatnich 30 latach”, ale „system prawny jeszcze się do tego nie dostosował” - uważa Adam Pertman, dyrektor Evan B. Donaldson Adoption Institute, w rozmowie z "New York Times".[2]
[1] M. Beylin, Zmiana” To straszne: http://wyborcza.pl/1,97783,9764417,Zmiana__To_straszne.html. Odczyt z dnia 15.08.2011[2] M. Zawadzki, Coraz więcej par homoseksualnych w USA adoptuje dzieci: http://wyborcza.pl/1,75477,9779995,Coraz_wiecej_par_homoseksualnych_w_USA_adoptuje_dzieci.html, odczyt z dnia 15.08.2011
09:29, katarzynaformela ,
Link Dodaj komentarz » Analiza polskiego dyskursu medialnego dotyczącego LGB (cz. VIII)	Wizerunek rodzin oraz „reguła niekwestionowania heteroseksualności”
Przedstawimy - na początek - jaki obraz mentalnego wizerunku rodzin par osób tej samej płci (w zbiorowej świadomości społecznej) wyłania się z materiału poddanemu krytycznej analizie dyskursu. W jaki sposób uczestniczące w dyskursie osoby „jawnie” przedstawiają rodziny jednopłciowe, jak je definiują, opisują, - jak robią to osoby heteroseksualne wobec rodzin jednopłciowych - jaki zaś obraz (w następstwie analizy) wyłania się z głębszej warstwy przedmiotu badań. Posłużymy się podobnie jak miało to miejsce w poprzednich częściach przykładowymi fragmentami poszczególnych teksów prasowych.
W sferze otwartego definiowania, widzimy, iż politycy o światopoglądzie konserwatywnym nie zaliczają do pojęcia rodziny związków osób tej samej płci i tak np. Ryszard Czarnecki (PiS) deklaruje: Nie uważam za stosowne, aby „związki inne niż rodzina” miały być pod szczególną opieką państwa i były szczególnie uprzywilejowane. Żądania takie mają charakter „naprawdę czysto ideologiczny”. Filip Kaczmarek (PO) pyta: Na czym polegałaby bowiem ochrona rodziny, gdyby „inne inne związki” cieszyły się „takimi samymi przywilejami”? Konrad Szymański (PiS) stwierdza: Państwo nie powinno udzielać „takim parom” „żadnych przywilejów” prawnych „jakimi cieszy się rodzina”.[1] Tytuł nadany tekstowi przez publicystę Frondy.pl wpisuje się w powyższe rozumienie pojęcia „rodziny”. [T. Terlikowski]: SLD „chce niszczyć rodzinę” - nie zaliczając do rodzin par jednopłciowych (bo to one właśnie ponoć „niszczą rodzinę”). Posłanka PO, A. Kozłowska-Rajewicz, dostrzega natomiast „kruchą postać rodziny” gdy chodzi o „pary jednopłciowe z dzieckiem / dziećmi”: [Wyborcza] - Państwo powinno wspierać rodzinę, nawet w jej najbardziej kruchej formie, jak lesbijki czy geje z dzieckiem. Krystyna (heteroseksualna), uznaje, że rodziny jednopłciowe wzbudzają kontrowersje i są społecznie nieakceptowane – dlatego jest przeciwna adopcji przez osoby tej samej płci dzieci: [Wyborcza] Jestem „przeciwna jedynie adopcji sierot i dzieci z domów dziecka”, ponieważ „te dzieci zostały pokrzywdzone przez życie i biologiczne rodziny”, i z uwagi na brak miłości ze strony biologicznych rodziców i całego bagażu złych doświadczeń, „powinny trafiać do rodzin, które nie wzbudzają kontrowersji i są społecznie akceptowane”, by mogły nauczyć się wyrażać siebie w dorosłym życiu. Pani Krystyna zatem nie uważa by osoby tej samej płci były w stanie zapewnić te wszystkie potrzeby dziecka.
Z głosu osoby ze społeczności LGBT wyłania się rozróżnienie na „związki nierodzinne” oraz na „rodziny par jednopłciowych”: [M. Pietras] Dla „par”, a „zwłaszcza rodzin” już żyjących z realnymi problemami i barierami, ostateczny kształt tak szeroko konsultowanego projektu okazuje się więcej niż rozczarowujący. To jednak, iż sama_e osoby LGBT uważają, że tworzą z osobą tej samej płci rodziny jeszcze samo w sobie nie ‘legitymizuje’ takiego „obrazu rzeczywistości. Można to „wyczytać” z oburzenia innej osoby (LGBT), która tak opisuje, jak ją i ogólnie ludzi ze społeczności LGBT spostrzegają osoby heteroseksualne: [F.] /…/ geje są nie tylko „wyuzdani’, „chorzy”, zboczeni”, ‘wewnętrznie nieuporządkowani’ /…/.
Tak, M. Domagalik [Wprost] widzi związki par jednopłciowych przez pryzmat stereotypów: /…/ związki osób tej samej płci „charakteryzują się” „większa dynamiką relacji i napięć”, co przekłada się na „większy procent rozpadu”. E. Piłat – w ogóle – uważa, że nie ma „o kim” mówić, dyskutować (co pokazuje swoim komentarzem): [Dziennik] „Mitologizowane” związki homoseksualne „w naszych realiach naprawdę są rzadkością”.[2]
Czytelnik Wyborczej (wiarus1948), widzi w osobach nieheteroseksualnych „manifestujących odmienność seksualną”: „Manifestowanie odmienności seksualnej” „jest tylko i wyłącznie pewnego rodzaju dewiacją”. Pod takim apelem nigdy się nie podpiszę i „normalnych ludzi proszę o to samo”. Ten czytelnik Gazety nie uważa „nienormalnych” ludzi z pewnością za „rodzinę”.
K. Legierski (gej) pyta – i odpowiada - co zrobić by to spostrzeganie poprzez zbiorową świadomość społeczną osób LGBT było inne, niż powyżej opisane: to „jest strasznie ważne”. – Bo jak ci Polacy mają poznać gejów i lesbijki, jak sobie mają wyrobić zdanie na temat tego, że „oni są normalni”, że tworzą normalne związki, skoro „ich nie widać”. Nie może być ciągle pięciu czy sześciu etatowych gejów i lesbijek, którzy „występują w mediach” i „wyrabiają opinię”, „to muszą być jacyś ludzie, których znasz osobiście”. O to „mam pretensję zwłaszcza do tych, którzy mogliby to zrobić w komfortowych warunkach, gdyby wykazali minimum woli i odwagi cywilnej”.[3] Jedną z - takich „odważnych” – osób jest pani 75-letnia, która podaje przykłady z własnego życia, jak funkcjonują pary jednopłciowe w Polsce. [Wyborcza] - Jesteśmy „takimi samymi ludźmi jak wszyscy”, tylko „chcemy żyć po swojemu”, „chcemy kochać po swojemu”, „posiadać wspólny majątek” i wreszcie „mieć możliwość wspólnego pochówku”. Bo „teraz jest tak”, że „gdy jedna z osób umiera, druga nie może być pochowana do tego samego grobu”. /…/ - „49 lat przeżyłam w wielkiej przyjaźni z moją partnerką, ciesząc się z każdej radości wspólnie, każdy smutek dzieląc na pół” . W styczniu „pochowałam swoją towarzyszkę życia, na wszystko musiałam mieć zaświadczenia od notariusza”, „wdzierałam się do szpitali, prosiłam o informacje o jej stanie zdrowia, o postępach choroby”,” czasami trafiłam na lekarza, który mówił mi jak jest, inny nie chciał rozmawiać”, „nawet nie mogłam odebrać ciała z kostnicy”, „a przecież ona nikogo poza mną nie miała”! R. Biedroń, na apel posłanki A. Kozłowskiej-Rajewicz (podczas debaty w siedzibie Gazety Wyborczej) o „cierpliwość”, odpowiada: - „Potrzebna nam jest cierpliwość”? „Wyobraża sobie pani”, „żeby ktoś przyszedł i powiedział pani poseł , cierpliwości, proszę schować swojego męża, partnera do szafy na kilka lat i proszę poczekać na ślub”? „Cierpliwości, odłóżcie swoją miłość i poczekajcie, wyobraża sobie to pani”? „Jestem ze swoim partnerem 8 lat” i” moja cierpliwość dawno się skończyła”.
[1] Wszystkie cytaty za: Europosłowie o związkach partnerskich: http://ekai.pl/wydarzenia/komentarze/x42875/europoslowie-o-zwiazkach-partnerskich/, odczyt z dnia 15.08.2011[2] E. Piłat, „Małżeństwo” z półrocznym wypowiedzeniem: http://www.dziennik.krakow.pl/pl/aktualnosci/kraj/1150164-malzenstwo-z-polrocznym-wypowiedzeniem.html, odczyt z dnia 15.08.2011[3] Legierski: związki partnerskie? Byłem zachwycony!: http://www.wprost.pl/ar/247582/Legierski-zwiazki-partnerskie-Bylem-zachwycony/, odczyt z dnia 15.08.2011
00:13, katarzynaformela ,
Analiza polskiego dyskursu medialnego dotyczącego LGB (cz. VII)	Przechodzimy do prezentacji kolejnych strategii: a) argumentacji b) reprezentacji dyskursywnej. W pierwszej sprawdzamy przy pomocy jakich argumentów i schematów rozumowania poszczególne osoby czy grupy społeczne usiłują usprawiedliwić lub uprawomocnić wykluczanie, dyskryminację – za pomocą zabiegów takich, jak uzasadnianie, przyłączanie / wykluczanie. W drugiej – z jakiej perspektywy jest to robione, poprzez opisywanie / cytowanie / przywoływanie wypowiedzi o charakterze dyskryminującym / przyłączającym.
Tym razem, dla prezentacji tych strategii posłużymy się kilkunastoma przykładami ich użycia, w dwóch blokach: argumentacja „za” przyjęciem proponowanych zmian, oraz „przeciwko” ich przyjęciu.
Przykłady „przeciwko” zmianom: [T. Terlikowski – argument uzasadniania dyskryminacji, wykluczania oraz odczłowieczanie, wyszydzanie, odwrócenie relacji „dyskryminujący – doznający dyskryminacji”; opisywanie] /…/ w Polsce związki partnerskie, również osób tej samej płci „są legalne”. „Każdy może mieszkać z każdym”. Kobieta z kobietą, mężczyzna z mężczyzną czy „mężczyzna z ukochanym żółwiem”. „Można sobie nawet wyobrazić” „związek partnerski kobiety z kaktusem”; [oni] nie chcą legalizacji, a „przyznania uprawnień” „żyjącym na kocią łapę” (czy „w wolnych związkach”). Problem tylko polega na tym, że „uprawnienia te” związane są z pewnymi obowiązkami. /…/ ze względu na potomstwo, którego zrodzenie i wychowanie jest jego celem. Para homoseksualna, czy „pani z kaktusem”, „choćby nie wiem jak się wysilali dzieci mieć nie będą” (przynajmniej z sobą). „To zaś oznacza”, że „przyznanie im uprawnień małżeńskich byłoby dyskryminacją tych ostatnich”. Jedni otrzymaliby „przywileje za obowiązki”, a drudzy „na krzywy ryj”, żeby „zadowolić homo-lobby”; /…/ „albo” ktoś bowiem chce żyć „w stałym, monogamicznym związku, który obiecuje sobie wierność i oddanie, „albo” chce żyć w „wolnym związku”, czyli „zwyczajnie na kocią łapę”. „Jego wybór”. /…/ „Albo – albo”; /…/ polska lewica /…/ „zajmuje się promocją zabijania i niszczeniem rodziny”; Dwie osoby fizyczne już teraz mogą zawierać między sobą różne umowy określające swoje zobowiązania o charakterze majątkowym lub osobistym. „Nie potrzebna jest więc do tego nowa ustawa”; [cytowanie] /…/ w Brazylii, gdzie sędziowie Sądu Najwyższego „za podmiot rodziny” uznali ‘ciągłe i trwałe związki osób tej samej płci’. /…/ wypowiedź ks. Lodi da Cruz, który ostrzega, że jedną z bezpośrednich konsekwencji takiego kroku będzie legalizacja homoseksualnych małżeństw; [S. Niesiołowski – uzasadnianie dyskryminowania] Projekt jest „antyrodzinny”. To jest, „tylnym wejściem” „próba uznania małżeństw homoseksualnych”; [A. Talaga – uzasadnianie dyskryminacji] „Wydaje mi się” to jednak „chybionym pomysłem”, bo „ci ludzie” „wcale niekonieczne chcą” ochrony swych praw. „To jest ich wybór”, tzn. że „chcą funkcjonować w obecnym systemie”. „Nie słychać”, żeby powstawały „grupy nacisku”, które by dążyły do zmiany prawa, żeby sytuację poprawić; Te rozwiązania prawne świadomie tworzą pewne luki [np. prostytucja]. „Chodzi o to”, żeby nie wrzucać na agendę społeczną zjawisk, które „są drażliwe społecznie”, ale które zawsze będą występowały (i „normalne państwo będzie je tolerować”). To działa na zasadzie”: ”’Nie mówmy o tym’, ale ‘niech sobie funkcjonuje „normalnie”’; [Bronisław Komorowski – argument utrzymywania dyskryminacji] Jako prezydent „stoję na straży” konstytucji i „zmiana jej wydaje mi się mało prawdopodobna”. Odnośnie zaś kwestii adopcji i wspólnego opodatkowania „powtarzam” to, „co pokazują badania opinii publicznej”, iż „większość społeczeństwa nie wyraża przyzwolenia” na adopcję dzieci przez osoby homoseksualne i „nie aprobuje” pomysłu wspólnego opodatkowania;.[1] [B. Kempa – argument podtrzymywania dyskryminacji, odwrócenie ról: sprawca – pokrzywdzona, obrona dominacji] /…/ dlaczego „my” mamy iść w stronę „umniejszania roli rodziny”? „Za chwilę dzieci nie będą miały mamy i taty”. „Zaniknie model ‘prawdziwej’ rodziny”, „nie chcemy do tego dopuścić”. Przykłady „za” wprowadzeniem projektowanych zmian: [K. Piekarska – argument przyłączania, opowiedzenie się] „Nadszedł czas” na to, aby „uregulować” te „niezwykle istotne kwestie”/…/ „Nie chodzi o przywileje”, ale „o standardy”, które w innych krajach „są faktem”; „Trudno” określić ten projekt jako kontrowersyjny. Reguluje to co państwo – „będące członkiem Unii Europejskiej – „dawno już powinno było uregulować”; [argument opisywania]ustawodawca „nie może ignorować faktu”, że „20 proc. dzieci” przychodzi na świat „w związkach pozamałżeńskich”; „Nie zmieniamy” „definicji małżeństwa”; „nie ma słowa o adopcji dzieci”; [Yga Kostrzewa – argument przyłączania] Nie domagamy się „szczególnych praw”, ale „zrównania” tych praw, które mają małżeństwa; [Marek Siwiec – uzasadnianie przyłączania] (projekt) „nie godzi w kogokolwiek. – „To nie jest” projekt, który „komuś coś zabiera”. To jest tylko projekt, który „tworzy wartość dodaną”. A gdzie tworzy tę wartość dodaną? „W sferze przyzwoitości”; [K. Zakrzewski – argument za przyłączaniem, przywoływanie] /…/ „powinni zrozumieć”, że bycie w gronie państw kultury europejskiej „zobowiązuje” do zachowania pewnych: standardów”. Chodzi /…/ o przyznanie tym parom „katalogu praw, z których korzystają osoby będące w związkach małżeńskich; [G. Napieralski – argument za przyłączaniem] /…/ jest ustawą „wielkiej sprawiedliwości”. „Nie chodzi tutaj o żadną walkę obyczajową, czy nawet rewolucję obyczajową”. To jest ustawa, która dzisiaj w Polsce jest potrzebna; [Piotr Pacewicz – argument za przyłączaniem; opisywanie] Polscy politycy „zostają z tyłu” za euro kolegami takimi jak brytyjski premier David Cameron, który był świadkiem na gejowskim ślubie swego kumpla konserwatysty, czy euro koleżankami jak premierka Islandii Johanna Sigurdardottir, lesbijka. „Pierścień tolerancji” coraz bardziej ściślej Polskę otacza. Od północy – Skandynawia, od Zachodu – Niemcy, od południa Czechy i Węgry. Z dużych krajów UE tylko Włochy nie mają ustawy o związkach; „Gazeta” opisywała nieszczęście Przemysława Manasterskiego z Krakowa. Którego partner zginął w wypadku. Opowiadał o wizycie na pogotowiu: „Pani dyrektor proszę mnie potraktować po ludzku, chcę się dowiedzieć, jak umarł, ‘nikomu to nie zaszkodzi’. Ja go kochałem – „błagałem”. „Była jak skała”; [Polityka - argument za przyłączaniem] /…/ Nawet gdy testament jest, „może go podważyć rodzina” (w polskich sądach spora szansa na sukces). Poza tym partner homoseksualny jest przez prawo traktowany jako „osoba obca” i „płaci najwyższy podatek” spadkowy.; /…/ „praktyka wygląda tak”, że „szpitale najczęściej odmawiają partnerom wydania zwłok”. [W. Szot – argument za przyłączaniem; w „walce” „o miejsce w społeczeństwie”; ironia, sarkazm] Dlaczego ustawodawcy uznali, że pary tej samej płci nie powinny pojawiać się „w Urzędzie Stanu Cywilnego” i tam - w uroczystej formie – „zakładać nową rodzinę”? Bo lewicowy ustawodawca mimo, że „uznaje, że takie pary tworzą rodzinę” – boi się konsekwencji. Jakby to „wyglądało” gdyby w Urzędzie mijały się młode pary z… młodymi parami”. /…/ „rytuał określa symboliczne miejsca w społeczeństwie”. „Mój miejsce i mojego partnera nie może być inne” od miejsca, na którym zasiadają „małżeństwa”. Choćby „w tej uroczystej chwili chciałbym, żeby państwo nie traktowało mnie – ‘prawie – równo’”; /…/ „temat przysposobienia dziecka partnera / partnerki”. To „faktycznie” najtrudniejsze zagadnienie. KPH /…/ organizuje co roku „Festiwal Tęczowych Rodzin”. Tęczowe Rodziny są chwytliwym tematem dla niektórych grantobiorców i – również niektórych – mediów. Nie są „chwytliwe” dla polityków. W opisie ostatniego z takich festiwali znajduje się stwierdzenie: ‘Takie rodziny żyją wśród nas – także w Polsce. Warto je poznać. Są bowiem integralną częścią naszego społeczeństwa’. „Poznać warto”, ale żeby „wspomnieć o nich” w ustawie, już „nie warto”. Na koniec prezentacji tej strategii, cały blok argumentacyjny - dłuższa argumentacja opisowa - za przyłączaniem: K. Bem, J. Makowski [Jezus rodziny nigdy nie założył] - Dziś „kategoria rodziny, rozumianej jako związek mężczyzny i kobiety”, „jest używana w bojach politycznych jako pałka dyskryminacyjna wobec innych form ludzkich związków”. A przecież „chrześcijanie”, mówiąc o świeckim małżeństwie, w świeckim państwie, „nie powinni mieć” żadnego problemu, by powoływać się na argumenty stricte liberalne. Tak jak „państwo nie może mówić ludziom, w co i jak mają wierzyć, tak samo nie może mówić ludziom kogo mają kochać, czy z kim się wiązać lub zamieszkać”.
Zapytajmy samych siebie, „czy jako rodzice wyobrażamy sobie sytuację, że zmuszamy swoją córkę lub syna, by wiązał się ze wskazaną przez nas osobą? Chcemy przede wszystkim, żeby związek naszego dziecka opierał się na miłości i trwałości”.” Podobnie musi działać państwo: gwarantować autonomię obywateli w wyborze partnerów życiowych i wspierać trwałość ludzkich związków”.
Dobre prawo w tym względzie „musi zatem odzwierciedlać dwie podstawowe zasady: równości i niedyskryminacji”. „W świeckim małżeństwie ważna jest troska o drugą osobę, wierność, miłość i trwałość związku”. W Polsce „małżeństwa mogą zawrzeć osoby starsze, bezpłodne i osoby, które nie planują w ogóle mieć dzieci. Posiadanie potomstwa, wbrew temu, co ciągle powtarza się w dyskusjach na temat małżeństwa, nie jest w naszym kraju warunkiem jego istnienia. Nie może więc to być argument przeciwko związkom tej samej płci, które w ‘naturalny’ sposób nie mogą mieć dzieci”. „Taki rodzaj hipokryzji i dyskryminacji należy zatem odrzucić”.
Ponadto konserwatyści „głoszą”, że związki partnerskie, w tym związki osób tej samej płci, „są zagrożeniem dla świętości i nienaruszalności małżeństwa”. Postawmy sprawę na ostrzu nożna: „dopóki przeciwnicy legalizacji związków jednopłciowych nie wykażą empirycznie i przekonująco, że związek partnerski Eltona Johna ma przełożenie na rozkład tradycyjnych małżeństw, a związek ministra Guido Westerwellego spowodował radykalne obniżenie dzietności niemieckich rodzin, dopóty nie ma żadnych powodów i żadnego usprawiedliwienia dla tego, by polskie prawo wyłączało pewną grupę społeczną z zasady niedyskryminacji i równego traktowania”. „Historyczność instytucji takiej jak małżeństwo musi ustąpić wobec godności człowieka i zasady równego traktowania: obowiązuje nas tutaj ta sama logika jak wtedy, gdy przyznaliśmy kobietom prawa wyborcze czy znieśliśmy niewolnictwo”.
Dlaczego więc „chrześcijanie powinni bronić liberalnych wartości jak niepodległości”? „Liberalne państwo zostawia każdemu człowiekowi prawo do wyznawania religii pod warunkiem, że nie chce jej narzucać siłą innym”. Wielu twórców amerykańskiej konstytucji, choć prywatnie było osobami religijnymi (np. John Adams) uznawało ścisłe rozdzielenie Kościoła od państwa „murem separacji”, jak to ujął Thomas Jefferson, za korzystne nie tylko dla państwa, ale przede wszystkim dla samej religii. Mając też w pamięci prawdę, że nikt nie może być królem czy władcą ludzkich sumień, liberalizm uważa, że państwo nie tylko nie powinno, ale i nie może mieszać się w sprawy religijne. Argumenty religijne nie mogą zatem mieć rangi asów w świeckiej debacie publicznej.
Czy to nam się podoba, czy nie, polskie prawo będzie zmuszone uregulować prawa i obowiązki związków nieformalnych i jednopłciowych. Już teraz taki obowiązek wynika z orzecznictwa trybunału w Strasburgu. Polskie prawo, jak na razie, tę kwestię ignoruje. Ale czas dla takiej postawy dobiega powoli końca – może go jeszcze skrócić jedna dobrze napisana skarga do Strasburga. By tego uniknąć, potrzebna jest nam spokojna, sumienna i racjonalna debata na temat skali ochrony prawnej tego typu związków, które proponujemy określić mianem „partnerstwa domowego”.
Przestańmy zatem odwoływać się do często fikcyjnej „tradycji” (jak to czyni prawica) albo zgłaszać projekt ustawy o „związkach partnerskich” w ostatniej chwili przed rozwiązaniem parlamentu, wiedząc, że nie ma on szans na uchwalenie (jak to zrobiło ostatnio SLD). Zamiast tego wybierzmy liberalne rozwiązania dla tego problemu.
Demokratyczne i świeckie państwo prawa, szanując autonomię Kościołów w kształtowaniu nauczania moralnego ich wiernych, musi jednak analogicznie szanować autonomię swoich obywateli w wyborze życiowego partnera. Oznacza to, że „musi zapewnić im faktyczną równości wobec prawa i ochronę przed dyskryminacją”. Trudno sobie wyobrazić, by chrześcijanie mogli się z takim podejściem nie zgodzić.
[1] G. Rzeczkowski, P. Stasiak, Prezydent Bronisław Komorowski dla Polityka.pl: http://www.polityka.pl/kraj/wywiady/1516116,1,wywiad-spolecznosciowy-z-prezydentem.read, odczyt z dnia 16.08.2011
15:46, katarzynaformela ,
Link Dodaj komentarz » Analiza polskiego dyskursu medialnego dotyczącego LGB (cz. VI)	Strategie dyskursywne
Poniżej zostaną przedstawione strategie dyskursywne - użyte w badanych tekstach wchodzących w skład analizowanego dyskursu medialnego – służące budowaniu przez uczestników dyskursu: pozytywnego obrazu własnego („naszych / swoich) i negatywnego wizerunku „obcych / innych / onych” (kategorii: „my – oni”).
Pierwszą ze strategii jest strategia „denotacji i nazywania”. W strategii tej używane są środki językowe służące nazywaniu i odnoszeniu się do ludzi takie jak: kategoryzacja, odczłowieczanie, biologiczne metafory.
Następną strategią jest strategia „orzekania i określania” dla pozytywnego lub negatywnego określania uczestników działań społecznych. Dla osiągnięcia tej strategii używane jest wartościowanie, stereotypy, przypisywanie cech całym grupom osób, sugerowanie i wyrażanie wprost, różnicujący dobór słów.
Teraz, pokażemy łącznie dwie powyższe strategie na przykładach z analizowanych tekstów. Zobaczmy, jak autorzy w analizowanym materiale używali tych strategii. Dla jasnego zaznaczania kluczowych dla strategii słów, zwrotów, określeń słownych, zostaną one wyróżnione wzięciem w „cudzysłów”. Dla artykułów, które we wcześniejszej prezentacji nie były do tej pory przywoływane, zostaną wskazane w przypisach linki do nich.
I tak, J. Kaczyński (PiS) - oceniając propozycje zawarte w projekcie SLD – powiedział o nich: „zupełnie sztuczne” dla polskiej kultury. Dodał: domaganie się legalizacji związków partnerskich to „afirmacja homoseksualizmu”. - Nie ma żadnych społecznych przesłanek, żeby „tego rodzaju orientacje” były „afirmowane” przez państwo. Gdzieindziej wyraził się, że: /…/ w Polsce „nie ma szans na zmiany "ala Zapatero’”. Elżbieta Jakubiak (PJN) wartościując związki różno- i jednopłciowe, mówiąc o projekcie oceniła: - To jest otwarcie się na coś, co „nie powinno mieć miejsca”, czyli na „zrównanie związków homoseksualnych z heteroseksualnymi”. Myślę, że jest to otwarcie drogi do żądań traktowania na tym samym poziomie związków partnerskich i małżeństw. Nie zgadzam się z tym. W podobnym tonie wypowiadał się Tomasz Tomczykiewicz (PO): /…/ „nie należy zrównywać praw”, które w tym zakresie mają małżonkowie, z prawami osób, żyjących w związkach partnerskich. (Inny tekst) [Posłanka Kempa] Zaniknie model „prawdziwej” rodziny. Bagatelizuje: To temat „zastępczy”. Wartościowanie odnajdziemy także w pytaniu, w innym artykule: I powstanie pigułka, którą kobieta w ciąży będzie mogła zażyć, żeby „zyskać pewność urodzenia dziecka hetero”? Bo mimo naszego liberalizmu i zrozumienia, że w końcu co to za różnica, co dorośli i wolni ludzie robią ze sobą w sypialni, nie da się ukryć, że „większość rodziców ciągle wolałaby, żeby ich dziecko nie okazało się gejem albo lesbijką”. Także poseł Gowin dokonuje wartościowania gdy mówi: Od czasów starożytnych filozofowie mówią o czymś takim jak „prawo natury”, pewien „naturalny” (co nie znaczy, że tylko biologiczny, także duchowy) „porządek moralny”. Dzieci należy wychowywać „w przekonaniu”, że zgodny z tym, „porządkiem moralnym" jest „związek kobiety i mężczyzny” , a nie „dwu kobiet” czy „dwu mężczyzn”. [Nie jest istotna - w tym rozumowaniu -rzeczywistość zastana, lecz „wychowywanie w przekonaniu”]. Różnicowania wartościującego dokonała również Fronda pisząc o oświadczeniu biskupów Brazylii, wystosowanym przez hierarchów do wiernych oraz wszystkich ludzi dobrej woli: Wyjaśniała w nim „różnicę” zachodzącą między związkiem mężczyzny i kobiety a związkiem osób tej samej płci. /…/ Według biskupów stawianie „na równi” „związków osób tej samej płci i rodziny niewłaściwie charakteryzuje tożsamość tej ostatniej i zagraża jej stabilności”. Ten sam publikator wieszczy: Widmo krąży po świecie – „widmo homoseksualnej ideologii” – i dalej, po wcześniejszym przyrównaniu komunizmu do opium intelektualistów: dzisiaj taką atrakcją wydaje się być „ideologia homoseksualna”, która jest blisko „spokrewniona z filozoficznymi założeniami marksizmu”. Jeszcze mocniejszego języka używa Nasz Dziennik, pisząc: państwo najbardziej, chroni tych, którzy /…/ „opierają swe związki na popędzie i seksualności, a nie na miłości”.[1] Dziennik.pl przytacza wypowiedź, której autorka posłużyła się zabiegiem odczłowieczenia, deprecjonowania par jednopłciowych by dosadnie uzasadnić swój sprzeciw dla zmian: deputowana UMP, Brigitte Bareges, porównała w toku debaty śluby homoseksualistów „do związków między zwierzętami”.[2] Natomiast Ewa Siedlecka (Wyborcza) nazywa „po imieniu” działania i słowa osób uprzedzonych wobec LGBT: [o poprawce do projektu ustawy „o pieczy zastępczej”] jest nie tylko „absurdalna” i niezgodna z prawem, ale też „homofobiczna i poniżająca”. Tak samo – wprost – poprawkę tą ocenia Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: - To chyba pierwszy przypadek przepisu wprost wykluczającego z korzystania z ustawowych praw osoby ze względu na orientację seksualną. I oczywiście dyskryminacja.[3] Również posłanka Katarzyna Piekarska – „po imieniu” - odczłowieczaniem nazywa (w związku z brakiem systemowych regulacji w postaci instytucji „związków partnerskich” w Polsce) dyskusję, w której: „kompletnie pomija się rzecz najistotniejszą, najbardziej ludzką – więź uczuciową łączącą partnerów”. Zostaje ona „całkowicie zlekceważona, zignorowana”, choć „zasługuje na najwyższy szacunek”, „tak samo” jak więź łącząca pary będące w „tradycyjnych” związkach. Jest to „odhumanizowane” spojrzenie na sprawy „głęboko ludzkie”.[4] Ideę równości wszystkich rodzin postuluje otwarcie Irena E. Kotowska: Czy „rodzina oparta na małżeństwie” jest „lepsza” niż „rodzina oparta na konkubinacie”? „Jakość związku nie zależy od kontraktu między partnerami”. /…/ Dlaczego „pary homoseksualne” nie mają być traktowane „tak samo” jak inne związki? /…/ „nie zagrażają” one rodzinie. Yga Kostrzewa (LGBT), używa kategorii „My” mówiąc o osobach żyjących w związkach nieformalnych – bez różnicowania na różno- i jednopłciowe: wiele osób, „zarówno” hetero- jak i homoseksualnych, żyje w związkach i nie mają żadnych praw, a są one potrzebne na co dzień. – „Nie domagamy” się szczególnych praw, ale „zrównania” tych praw, które mają małżeństwa. W tym samym artykule mamy odwołanie się do „natury” i poniżanie par jednopłciowych - czytamy: Przeciwnicy uregulowania praw związków partnerskich sprzeciwiają się temu twierdząc, że dotyczy on jedynie par homoseksualnych, które „nie są naturalne” i powinno się je „leczyć”, a nie przyznawać prawa. W innym artykule zwraca uwagę na funkcjonowanie w zbiorowej świadomości ludzi stereotypów dotyczących par osób tej samej płci: - W naszych założeniach była także adopcja, ale w toku negocjacji ustaliliśmy, iż byłby to najbardziej „kontrowersyjny” zapis. To, niestety, „efekt społecznych stereotypów i niedoinformowania”. „Mylenia homoseksualizmu z pedofilią”, „uznania go za chorobę psychiczną”, chociaż WHO 20 lat temu skreśliła go z listy chorób. A także „nieświadomości, że lesbijki i geje mają własne dzieci” i nie muszą ich brać z domów dziecka. W kolejnym, stereotyp przejawia się w pytaniu: Czyli „brak ojca nie grozi gejostwem”? Odpowiada na to antropolog, Tomasz Ulanowski: - Despotyczna matka, brak tatusia - to "wyjaśnienia" homoseksualizmu kiedyś proponowane przez nauki społeczne i, mam wrażenie, „ciągle przez niektórych psychologów i część opinii publicznej uznawane” za najważniejsze. Gdzie indziej znajdujemy stwierdzenie: Każde dziecko „'chce' mieć mamę i tatę”. Na mit, że „osoby homoseksualne nie wychowują dzieci” zwraca uwagę K. Piekarska: Otóż kilka tysięcy dzieci w Polsce, niektórzy mówią, że między pięć a piętnaście tysięcy, wychowuje się z osobami tej samej płci. Szczególnie w dużych ośrodkach nierzadko dzieci są wychowywane przez dwie kobiety, które mieszkają ze sobą. Na ogół nikt się tym nie interesuje, to jest problemem głównie w małych społecznościach.
Konstrukcję opisywanej tu strategii, typu „my – wy” w dyskursach mamy w wypowiedzi członków GI, gdy piszą: Na dictum „was nie ma”, możemy tylko zaprzeczyć: Owszem „jesteśmy”. Piotr Pacewicz w tekście Polski, ty hetero! Odsłania brak tolerancji w Polsce na przykładzie wypowiedzi byłego Prezydenta RP L. Kaczyńskiego: Ja im nie zabraniam demonstracji, „jeśli będą je robić jako obywatele, a nie jako homoseksualiści". Czyli: tolerujemy was, o ile „was nie będzie widać”. Mamy tu jednocześnie do czynienia z opozycją „my – wy”. Pacewicz wskazuje także na stosowanie „moralnego potępienia”. [J. Gowin, PO] Staram się koncentrować na „sprawach ważnych”. Marsz Równości uważam za „przejaw przejściowej mody”. Uważam go także za „zjawisko negatywne”, ale „skala szkód moralnych, jakie czynicie”, nie wywołuje mojej trwogi. Wolę je „bagatelizować”, niż zwalczać. W kolejnym artykule, dziennikarz Jan Wróbel, wskazuje na stygmatyzację związków niemałżeńskich i zarzuca ją autorom projektu, którzy nie włączyli w nim regulacji dotyczących dzieci w związkach nieformalnych: wydaje mi się, że to niedobrze, że wycofujecie się państwo z tej idei. To jednak rodzaj małego stygmatyzowania: 'Niech ludzie żyją ze sobą, skoro chcą, ale jednak dzieci nie, bo wiadomo jak to z nimi jest, że „oni są tacy nie bardzo”’. Mamy tu jednocześnie przykład relacji „my – oni”. Zarzut ten – konkretnie do osób z grupy GI - podnosi również Wojciech Szot: Sytuacja, w której stawia osoby LGBT projekt ustawy o umowie związku partnerskiego /…/ [bez: zawierania związku uroczyście w Urzędzie Stanu Cywilnego, przysposobienia dziecka partnera / partnerki oraz… obowiązków – wierności, wzajemnej pomocy, wspólnego pożycia] to sytuacja nadal wykluczającej i stygmatyzowanej mniejszości. Rękę do tego przykładają działacze społeczni, co nie przynosi im chluby /…/ w dniu naszego największego święta [17 maja, Światowy Dzień Walki z Homofobią] zostaliśmy widowiskowo upokorzeni. Inny artykuł pokazuje, jak S. Niesiołowski (PO) bagatelizuje kwestię systemowych regulacji prawnych dla par jednopłciowych i umniejsza omawianą sprawę: to jest projekt „niepotrzebny” /…/, „dziwaczny” /…/, co za „nonsensy” /…/, żadnych „przywilejów”. Autor innego artykułu, Krystian Zakrzewski, demaskuje umniejszanie sprawy przez przeciwników projektu: „Zaniżanie poziomu debaty publicznej” nad nowym projektem ustawy o związkach partnerskich do słów: ‘”SLD jest partią środowisk homoseksualnych" jest „uwłaczające i nieuczciwe”, gdyż sam projekt odnosi się również do związków osób heteroseksualnych, które nie chcą być połączone sakramentem małżeństwa’.[5] Andrzej Talaga, z Dziennika Gazety Prawnej, pisząc o parach niemałżeńskich używa określenia: „ci ludzie”. K. Zakrzewski, wspominając stanowisko Kongregacji kościoła rzymsko-katolickiego z 1992 r. przywołuje, iż znajduje się w nim zgoda na dyskryminację „takich” osób. W dokumencie zaś – jak pisze – z 2003 r. formalizacja związków jednopłciowych jest określana, jako „legalizacja zła”. Wojciech Łączkowski, dla Kai.pl mówi: Projekt ustawy jest niezgodny z Konstytucją, ponieważ utożsamia „taki” związek z małżeństwem. Demaskacja opisanej wyżej strategii znajduje swój wyraz w słowach samych osób LGBT (GI): „Bagatelizowanie”, „temat zastępczy”, „niepotrzebne upolitycznianie”, „są ważniejsze sprawy”, „nie ma pospiechu”. Słyszymy to już od lat. Kiedy osoby homoseksualne przestaną być „tematem zastępczym”, a ich problemy sprawami „mnie ważnymi”? Mamy dość czekania. Ten czas właśnie nadszedł. [1] M. Drzewiecki, Związki partnerskie czy związek premiera z „GW”: http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110602&typ=wi&id=wi13.txt, odczyt z dnia 15.08.2011[2] Pierwsza debata parlamentu nad małżeństwami homoseksualnymi: http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/340193,pierwsza-debata-parlamentu-nad-malzenstwami-homoseksualnymi.html, odczyt z dnia 15 sierpnia 2011[3] E. Siedlecka, Platforma homoniechętna: http://wyborcza.pl/1,75478,9702957,Platforma_homoniechetna.html, odczyt z dnia 15.08.2011[4] J. Kapela, Piekarska: Wierzę, że PO da się przekonać do ustawy o związkach partnerskich: http://www.krytykapolityczna.pl/Wywiady/PiekarskaWierzezePOdasieprzekonacdoustawyozwiazkachpartnerskich/menuid-77.html, odczyt dnia 15.08.2011[5] K. Zakrzewski, Afirmacja związków homoseksualnych(?): http://interia360.pl/artykul/afirmacja-zwiazkow-homoseksualnych,45626 , odczyt z dnia 14.08.2011
08:18, katarzynaformela ,
Link Dodaj komentarz » wtorek, 06 września 2011
Analiza polskiego dyskursu medialnego dotyczącego LGB (cz. V)	W debacie w Polsce, Dość Czekania mówią osoby z Grupy Inicjatywnej (GI), której swoje łamy tymczasem oddała Wyborcza.[1] Wyborcza zorganizowała również debatę z wokół projektu z politykami w swojej siedzibie – w jej trakcie – Robert Biedroń mówił, iż jego cierpliwość dawno się skończyła i opowiadał o życiu ze swoim partnerem od ośmiu lat.[2] Wyborcza relacjonowała przez następne dni przebieg debaty. Aleksandra Szyłło z Wyborczej wytknęła po debacie politykom: To budujące, że na debatę o ustawie o związkach partnerskich przyszli do "Gazety" politycy. Tyle, że to niezupełnie była rozmowa, raczej mijające się monologi.[3] Na słowa posła Niesiołowskiego, m.in. o tym, iż „nie dopuści do debaty”, reagowali uczestnicy debaty: Zareagował Krzysztof Łoś, który od dziewięciu lat żyje z partnerem. Stwierdził, że nie czuje się bezpiecznie w Polsce, bo choć ma ze swoim partnerem spisany testament, to nie będzie go stać na zapłacenie m.in. podatku spadkowego. Na słowa Niesiołowskiego zareagował też konstytucjonalista prof. Wiktor Osiatyński. - Niedopuszczanie do debaty może wynikać tylko ze strachu - mówił[4].
Gazeta Wyborcza dalej prowadziła otwartą debatę umieszczając na swoich łamach listy od czytelników i czytelniczek: czy tak naprawdę te wszystkie trudności pojawiające się w dyskusji nad legalizacją związków partnerskich to nie przejaw braku empatii Polaków? Empatii, która należy chyba do typowo ludzkich uczuć. Bo wystarczy chyba właśnie trochę empatii, by wczuć się w sytuację osób homoseksualnych. Wczuć się i zwyczajnie pomóc, popierając projekt ustawy ułatwiającej życie ludziom mojej orientacji. W końcu to ja i tysiące innych homoseksualistów siedzimy z Tobą w ławce w szkole, pracujemy razem w jednym pomieszczeniu, stoimy koło siebie w autobusie... Jesteśmy tak blisko siebie, szkoda, że wciąż nie mentalnie. Radek[5]
Widać jak bardzo nie jesteśmy przygotowani jako społeczeństwo do transformacji kulturowej. Wracając do Europy parę lat temu, powinniśmy zdawać sobie sprawę, że przyjdzie nam się zetknąć ze wszelkimi objawami innego życia. W naszym kraju do tej pory osoba innej rasy budzi zainteresowanie a związki niezalegalizowane są piętnowane. Rozumiem osobiste poglądy Pana Posła, ale będąc osobą publiczną powinien dwa razy się zastanowić, zanim coś powie. W dobie tak olbrzymiej nienawiści padającej z ust polityków uważam, że oni mają najmniejsze prawo mówić, co jest moralne a co nie.[6] /…/ związek partnerski to związek dwojga ludzi. Nie musi on być związkiem homoseksualnym. Partnerzy to także osoby heteroseksualne, dla których forma małżeństwa z różnych, bardzo różnych przyczyn ma prawo być formą nieakceptowalną. Również z powodów wyznaniowych. Bo mogą to być ludzie głęboko wierzący, ale z różnych kultur i wiary. Także odmiennej od wiary posłów Gowina i Jurka. Bo inne wiary tak jak i inne skłonności seksualne istnieją na tym Świecie. /…/ Niech Polska przestanie być zaściankowa. Niech również w tej kwestii dołączy do ZACHODNIEJ Europy, do której tak bardzo chce być wpisana razem z tymi panami.[7] Osoby ze społeczności LGBT, takie jak Rober Biedroń, Marta Konarzewska, publikowały w czerwcu swoje teksty popierające wprowadzenie projektu SLD w życie w Gazecie Wyborczej, w Rzeczpospolitej. Krystian Legierski, Yga Kostrzewa, Adam Ostolski udzielali wywiadów dla Wprost, Polskiego Radia, Wirtualnej Polski. Partia Demokratyczna przyłączyła się do apelu do Marszałka Schetyny o pierwsze czytanie ustawy w Sejmie odnosząc się dodatkowo do słów Marszałka Niesiołowskiego, iż do debaty nie dopuści – Adam Jarecki: /…/ miejscem dyskusji o sprawie ważnej dla kilku milionów obywateli jest forum Sejmu, nie ulice. Jej narzędziem winno być słowo i wyrażane nim poglądy - nie kamienie, petardy i kilofy /…/. Naruszany jest fundament demokracji - prawo do dyskusji i wymiany poglądów na forum parlamentu. Przewodnicząca PD Brygida Kuźniak przychyliła się do naszego stanowiska i w efekcie partia, której prekursorki tworzyły demokrację w Polsce - nagle, po 20 latach musi z powrotem jej bronić. Mnie to trochę przeraża.[8]
Polityka, w której ukazał się kolejny artykuł z cyklu o związkach partnerskich, pokazując na konkretnym przykładzie – na modelu francuskim PASC, na którym wzorowany był projekt SLD – jak w kraju nad Loarą funkcjonują pakty „solidarności”, podała dane statystyczne: Tylko w ubiegłym roku zawarto 195 tys. nowych PACS, o 13 proc. więcej niż w 2009 r. Dla porównania liczba nowych małżeństw wyniosła 249 tys. i było to o 1 proc. mniej niż rok wcześniej. Przy obecnej dynamice Francuzi będą niebawem zawierać więcej partnerstw niż małżeństw. Gwałtowny wzrost liczby PACS to zasługa par heteroseksualnych – liczba związków partnerskich między kobietami a mężczyznami wystrzeliła z 13 tys. w 1999 r. do 183 tys. w roku ubiegłym. – PACS na dobre zagościł we francuskich obyczajach – mówi Pascale Breuil, dyrektor wydziału badań demograficznych i społecznych w INSEE, francuskim odpowiedniku GUS.
Ekai.pl natomiast przypomniał oficjalny dokument z 2003 r. będący stanowiskiem kościoła rzymsko-katolickiego „o związków homoseksualnych”.[9]
Przegląd (prezentacja) - jak ukazywały się po sobie w massmediach poszczególne teksty wpisujące się w debatę, jak rozwijał się dyskurs, jakie zdarzenia chronologicznie na niego wpływały, które media brały w dyskursie udział, jakie osoby w niego się angażowały, jak były widoczne w nim osoby ze społeczności LGBT – kończy tekst 16 czerwca (czyli z datą wyznaczoną jako graniczna dla analizy materiałów prasowych zakwalifikowanych do niej), tekst autorstwa Tomasza Piątka z Krytyki Politycznej. Autor tekstu wskazuje w nim, w jakich warunkach walka o prawa LGBT jest najskuteczniejsza: Walka o prawa gejów tam jest najskuteczniejsza, gdzie kwitnie walka o prawa pracownicze, o socjal, o państwo dobrobytu. Słynny przywódca gejów z San Francisco, Harvey Milk, poszedł do robotników fabrycznych poprowadzić ich do walki o sprawiedliwe pensje i gwarancje pracy. Panie i panowie! Wyjdźcie do robotnic i robotników (na przykład Boscha) pracujących za 900 złotych miesięcznie! Wyjdźcie do nich z ofertą solidarności. Oddajcie swoje umiejętności i kontakty na rzecz walki o ich pensje. Zobaczycie, że wasze stroje i łóżkowe obyczaje szybko przestaną im przeszkadzać. Nie pogardzajcie wystraszonym, agresywnym „chamem“. Odpłaćcie po chrześcijańsku miłością za agresję – ale miłością aktywną i sensowną, czyli pomocą w walce. Walczcie z homofobią, ale także z chamofobią. Nagroda, jaką uzyskacie, może przekraczać wasze najśmielsze oczekiwania: nie tylko tolerancja, nie tylko akceptacja, ale też – prawdziwa miłość bliźniego[10].
Po powyższym przeglądzie, w dalszej części pokażemy strategie dyskursywne jakie były stosowane przez autorów poddanych analizie materiałów.
[1] Związki partnerski. Dość czekania: http://wyborcza.pl/1,75475,9729959,Zwiazki_partnerskie__Dosc_czekania.html, odczyt z dnia 14.08.2011[2] Jestem ze swoim partnerem 8 lat. Moja cierpliwość dawno się skończyła: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,9744581,__Jestem_ze_swoim_partnerem_8_lat__Moja_cierpliwosc.html, odczyt z dnia 14.08.2011[3] A. Szyłło, Monologii o związkach: http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105405,9744261,Monologi_o_zwiazkach.html, odczyt z dnia 14.08.2011[4] R. Grochal, Niesiołowski: Nie chcę związków partnerskich: http://wyborcza.pl/1,75478,9744159,Niesiolowski__Nie_chce_zwiazkow_partnerskich.html, odczyt z dnia 14.08.2011[5] Prawo dla związków (ludzkich) – listy: http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105709,9748746,Prawo_dla_zwiazkow__ludzkich____listy.html, odczyt z dnia 14.08.2011[6] Magda, Do posła Gowina – list od typowej patologicznej rodziny: http://wyborcza.pl/1,95892,9749873,Do_posla_Gowina___list_od_typowej_patologicznej_rodziny.html, odczyt dnia 14.08.2011[7] J. Rogut, Gowin niech poczyta konstytucję - list: http://wyborcza.pl/1,95892,9749966,Gowin_niech_poczyta_Konstytucje___list.html, odczyt z dnia 14.08.2011[8] Dyskusja w Sejmie jest kwintesencją demokracji i nie wolno jej powstrzymywać: http://www.innastrona.pl/newsy/4939/demokraci-na-rzecz-zwiazkow-w-apelu-do-marszalka/, odczyt z dnia 14.08.2011[9] Kościół o związkach homoseksualnych: http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x43029/kosciol-o-zwiazkach-homoseksualnych/, odczyt z dnia 14.08.2011[10] T. Piątek, Homofobia i chamofobia: http://www.krytykapolityczna.pl/TomaszPiatek/Homofobiaichamofobia/menuid-215.html, odczyt z dnia 14.08.2011
08:04, katarzynaformela ,