Source: http://aferyprawa.eu/index2.php?p=teksty/show&dzial=interwencje&id=1204
Timestamp: 2019-10-13 22:49:42
Legal References Found: Art. 179

Art. 180
 art. 37
 art. 32

Art. 14

Art. 6

Art. 7

Art. 147
 art. 216
 art. 207
 art. 207
 art. 365
 art. 222
 Art. 42

Art. 42

Art. 265

Art. 263
 art. 263
 art. 4
 art. 105

Document Content:
Aferyprawa - MAFIA W TOGACH - PROCEDURA KARNA PO POLSKU - wspomnienia z pobytu w więzieniu Andrzeja Kursa. Jak zostaje się sędzią w Polsce, biegli i inne psy sądowe, prawda o więzieniach i aresztantach.
Aferyprawa.com Interwencje MAFIA W TOGACH - PROCEDURA KARNA PO POLSKU - wspomnienia z pobytu w więzieniu Andrzeja Kursa. Jak
AFERY PRAWA POLSKA MAFIA W TOGACH JAK OSĄDZAJĄ KRAKOWSCY SĘDZIOWIE, JAK OSZUKUJĄ BIEGLI PSYCHIATRZY ŻYCIE W WIĘZIENIU ANDRZEJ KURSA
Polska mafia w togach AD’ 2006
„Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw wymiarowi sprawiedliwości w Polsce, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza sądowa odrąbie, w interesie klasy niezawisłych sędziów, w interesie walki o podniesienie poczucia nieomylności i szacunku dla polskich sędziów, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia, w interesie dobra wymiaru sprawiedliwości, które to jest dobrem najwyższym naszej Ojczyzny”.
mgr inż. Andrzej Kursa Kraków, 16.09.2006
„Polityka” 19.09.2006
Wróg sądowy w Polsce 2006 to nie tylko kułak, nie tylko inteligent, dorobkiewicz, burżuj, nie tylko agent imperialistyczny, ale to jest zgniłek drobnomieszczański, narcystyczny, paranoiczny i psychopatyczny, który nie rozumie konieczności związanych z budowaniem dobra wymiaru sprawiedliwości, który żyje frazesami i chce te frazesy zaszczepić masom.
Art. 179 ust. 1 : Sędziowie są niezawiśli.
Art. 180 ust. 1 : Sędziowie są nieusuwalni.
ust. 2 : Złożenie sędziego z urzędu … wbrew jego woli może nastąpić jedynie na mocy orzeczenia sądu.
Multimedialna Encyklopedia Powszechna:
Mafia … współcześnie wielka … organizacja przestępcza oparta na bezwzględnie przestrzeganych zakazach, nakazach (nakazach milczenia, zachowania tajemnicy, posłuszeństwa i lojalności wobec szefa). Nieodzowną cechą działania jest pozyskanie na swoją stronę łapówką, szantażem lub terrorem przedstawicieli policji, sądownictwa, administracji państwowej i samorządowej i polityków.
Mafia może powstać gdy istnieje społeczne poparcie, tak szerokie, że zwykli ludzie wiążą z mafią swój los. … ojciec chrzestny pomagał w uzyskaniu mieszkania czy pracy, udzielał kredytów; odpowiada na masowe potrzeby ludności - w USA rozwinęła się w okresie prohibicji, gdy ludzie nie mogli żyć bez alkoholu. Wzmacnia ją odrębność etniczna (mafia włoska w USA) …
A teraz proszę zastąpić w definicji mafii słowo „zwykli ludzie” na „sędziowie” i będziemy mieli dzisiejszy mechanizm działania polskiego wymiaru „sprawiedliwości”.
Zawsze działa stara reguła: „Władza absolutna demoralizuje się absolutnie”. Na tej zasadzie skonstruowane były wszystkie systemy totalitarne, z hitlerowskimi Niemcami i Związkiem Sowieckim na czele. Nieograniczona władza + gwarancja bezkarności (po polsku à immunitet) zawsze demoralizuje. Meritum systemu totalitarnego polega na tym, że jednostka nie ma żadnych realnych praw w przypadku jakiegokolwiek zetknięcia się z władzą realną. Władza totalitarna ustanawia prawa, które jej samej (elity) nie dotyczą. Ludzie są równi. Ale sędziowie są równiejsi. I zawsze istnieje jakaś szczytna filozofia, stawiająca jakieś utopijne dobro jako „wartość najwyższą”. Jako parawan do wszelkiego łamania prawa i czynienia zła innym ludziom.
Historia przypomina nam, jak rabowano i mordowano Indian pod pięknym hasłem krzewienia religii, jak rabowano domy i ziemie, i mordowano Żydów w hitlerowskich Niemczech pod hasłem czystości rasy, wreszcie jak realizowano „dobro socjalizmu”, czy też „dobro partii”, które to były „dobrem najwyższym” tego komunistycznego raju, jakim jeszcze niedawno była Polska. Te puste slogany skutecznie powodowały, że dobro jednostki – nie istniało.
Dzisiaj w Polsce XXI wieku – w kraju należącym do Unii Europejskiej – dobrem najwyższym w polskim sądach jest „dobro wymiaru sprawiedliwości” (vide np. art. 37 k.p.k.). W polskim sądownictwie PRL nadal żyje i ma się doskonale. Tylko zmieniły się transparenty i dekoracje na ścianach sal sądowych. Na salach sądowych, na ścianach nie wiszą już portrety Marksa, Lenina czy Stalina. Ale bolszewicka ideologia tych wybitnych legislatorów nadal żyje w mózgach wielu sędziów.
Jednostka nie ma żadnej szansy na dochodzenie swoich elementarnych praw w praktycznie mafijnej strukturze polskich sądów. W taki sposób całkowicie dysfunkcyjne (po polsku mówiąc – beznadziejne) polskie sądy powodują totalny chaos, a w dalszej konsekwencji zamiast porządku i spokoju społecznego powstają tragedie, jak ta, która zrujnowała życie także i mojej rodziny.
Jeżeli zachodzi obawa o naruszenie „dobra wymiaru sprawiedliwości” – np. poprzez ujawnienie, że konkretna sędzia sprzedała wyrok, a w dalszej konsekwencji tego jej nieprawdopodobnego wyroku dochodzi do tragicznych wydarzeń, które jak w moim przypadku doprowadziły do strzelaniny i śmierci 3 osób, to „sąd” (krakowski) w parodii „procesu” uniemożliwił mi na jakąkolwiek obronę – robiąc ze mnie medialnego mordercę i skazując mnie na dożywotnie pozbawienie wolności, za de facto przekroczenie granic obrony koniecznej i chwilową utratę poczytalności na skutek ekstremalnego stresu i skrajnej paniki.
Faktyczny sprawca, który doprowadził do tragedii – sędzia Hanna Błasiak (dzisiaj Hanna Nowińska) – jest nadal bezkarnym mordercą w todze. Dzisiaj jest ona już nominowana do krakowskiego Sądu Apelacyjnego – czyli jest w samej elicie mafii sądowej.
Polskie prawo jest w teorii oparte na wzorcach europejskich (prawa rzymskiego). Prawo karne i procedura jest napisana spójnie, logicznie i uczciwie.
Jednak jego sprecyzowania i wykładni dokonali już polscy prawnicy – profesorowie wychowani na bolszewickich wzorach myślenia i tacy sami sędziowie, dla których prawo pisane, to tylko zbiór pobożnych życzeń. Formalnie nie mamy dzisiaj już PRL-u.
W rzeczywistości polscy sędziowie są dzisiaj bądź to reliktami dawnego systemu totalitarnego (nikt nie przeprowadził dekomunizacji wśród starszych sędziów), bądź też mamy w sądach nową kadrą, ale wykształconą przez starych – bolszewickich profesorów prawa i stare, ale nadal aktualne z czasów PRL-u wzorce działania sądów.
Wielu dzisiejszych najważniejszych sędziów było w PZPR. Należy ich zapytać, czy byli komunistami dlatego, że wierzyli w bolszewicki system prawny (czyli, że byli głupi), czy byli w partii, bo dawało im to konkretne korzyści (czyli sprzedajni). Uważam, że każdy powód bycia członkiem PZPR-u przez sędziego, czyli głupota lub sprzedajność, powinna dyskwalifikować takiego człowieka z pracy współczesnego wymiaru sprawiedliwości. Niestety PRL nadal żyje w polskich sądach.
Znam niestety z autopsji ten mechanizm działania polskiego sądownictwa, jak mało kto. Moja rodzina – dziadek, wujkowie, teściowie, kuzyni, żona – byli bądź są sędziami lub adwokatami. Z racji pracy żony, sędziego w krakowskim sądzie, całe moje środowisko znajomych do dnia tragicznych wydarzeń, to byli krakowscy sędziowie.
Jak polskie sądownictwo doprowadza do totalnego chaosu i tragicznych konfliktów?
W dniu 27.09.2001 miała miejsce tragedia wywołana wieloletnią dysfunkcją krakowskiego sądu oraz – bezpośrednio – szokującym wyrokiem sprzedajnej sędzi Hanny Błasiak (dzisiaj Hanna Nowińska). Zaszczuty i bezradny, w konsekwencji straciłem chwilowo kontakt ze światem i z legalnie posiadanego pistoletu zastrzeliłem swojego wieloletniego prześladowcę – mojego sąsiada, 33 letniego filozofa z U.J. – Artura R. (+ dwie inne osoby z jego rodziny).
Do tragedii doszło na skutek wieloletniej całkowitej nieudolności krakowskiego sądu w rozwiązaniu pozornie banalnej sprawy. To krakowski sąd wyhodował ekstremalny konflikt, zakończony totalnym zrujnowaniem życia 2 rodzin (w tym mojej z dwojgiem malutkich dzieci).
Opiszę w skrócie mój tragiczny przypadek.
17 lat temu w swoim rodzinnym domu kupiłem od reszty rodziny prawo do wybudowania dodatkowej kondygnacji. W 1990 roku uzyskałem wszelkie wymagane prawem pozwolenia i wybudowałem całą dodatkową kondygnację (całe II piętro), zawierające 5 pokojowe mieszkanie dla mojej rodziny. Cztery lata po wybudowaniu mojego własnego mieszkania na II piętrze w 1994 roku jedno mieszkanie na parterze odkupiło od mojej kuzynki małżeństwo Artura i Agnieszki R. – 27 letniego asystenta filozofii i 24 letniej studentki 1 roku filologii szwedzkiej. I tak zaczęło się piekło w moim rodzinnym domu.
27 letni filozof wymyślił sobie, że skoro moje nadbudowane 4 lata przed jego przybyciem do Krakowa mieszkanie na 2 piętrze w dniu zakupu przez niego mieszkania na parterze jeszcze nie było formalnie wpisane w księgi wieczyste, to „ma do niego prawo”! Oczywiście wpis do księgi wieczystej lub jego brak nie czyni stanu faktycznego, a jest tylko formalnością[1]. Każda budowa trwa dłuższy czas i dopiero po ukończeniu budowy, po dokonaniu wszystkich czasochłonnych odbiorów (od gazowni po kominiarza) można wpisać formalnie wybudowane mieszkanie do ksiąg wieczystych.
Gdy okazało się, że 27 letni filozof przez dwa lata rozmów (1996-1997) nie chce się zgodzić na wpisanie mojego własnego mieszkania na moją rzecz, a nawet gdy oświadczył, że postara się „mnie wykończyć” i po tym przejąć moje własne mieszkanie wniosłem sprawę do Sądu Rejonowego w Krakowie – Śródmieście, aby ten z urzędu stwierdził, że moje własne legalnie wybudowane w 1990 roku mieszkanie z moich własnych pieniędzy jest moje i wówczas mógłbym wpisać moją własność do ksiąg wieczystych.
Przez kilka lat w sprawie co chwilę zmieniali się sędziowie. Sam filozof zaczął zgłaszać jakieś abstrakcyjne - gigantyczne roszczenia pod moim adresem. Żądał ode mnie opłaty 98.202,- zł za ich „zgodę” na wpisanie mojego mieszkania na moją rzecz, za „zmniejszenie wartości ich mieszkań na parterze przez wykonaną moją nadbudowę 2 piętra o pow. 140 m2 w 1990 roku”, chociaż za dwa swoje własne mieszkania na parterze (o identycznej powierzchni 140 m2) zapłacili w 1994 roku łącznie 87.000,- zł, a kupili je z wykonaną już od kilku lat nadbudową całego piętra !
Inaczej mówiąc filozof domagał się, abym jemu zwrócił całą kwotę, za którą on kupił 2 mieszkania w moim domu (cały parter) + dodał mu 11.202,- zł !!!
W 1998 roku dokonałem wymiany przeciekającego dachu, po pisemnych wcześniejszych ustaleniach z sąsiadami i ich deklaracjami, że pokryją ich część kosztów remontu dachu (podczas nadbudowy kondygnacji istniejący dach z 1939 roku był tylko podniesiony). Po wykonaniu tego remontu z moich pieniędzy filozof nie tylko odmówił zapłacenia (jak zawsze przez 7 lat) chociażby 1 złotówki za wspólny remont, ale dodatkowo wnieśli do: sądów, policji i nadzoru budowlanego żądania, abym został zmuszony do … przywrócenia stanu poprzedniego dachu, ponieważ nie mają dostępu do strychu - tak jakby kiedykolwiek mieli.!!!
Lata mijały, beznadziejny krakowski sąd powoływał kolejnych zupełnie niepotrzebnych „biegłych” na kolejne chore żądania filozofa (oczywiście za wszystko ja musiałem zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych opłat – haraczu dla sądu i jego „biegłych”) i sprawa stawała się z roku na rok bardziej odległa od finału. W międzyczasie filozof utwierdzał się w swoim przekonaniu, że „ma prawo do mojego mieszkania[2]” i ten konflikt zaczął w ciągu 7 lat eskalować w sposób niewyobrażalny.
Latem 2000 roku filozof sprowadził do Krakowa do swojego drugiego mieszkania na parterze swoich rodziców z Rzepina (oboje wykształcenie podstawowe – niepełne) i konflikt o moje własne mieszkanie nabrał takich rozmiarów, że już dochodziło do fizycznych ataków na mnie. Nie można mi było nawet wejść do mojego własnego domu – bez spotkania wybiegających z awanturą ze swoich mieszkań na parterze kogoś z rodziny filozofa. Wszystko przeszkadzało tym sąsiadom z piekła rodem.
Dysfunkcyjność krakowskiego sądu – formalny brak wpisu do ksiąg wieczystych mojego własnego mieszkania - uniemożliwiał mi nawet na sprzedaż i wyprowadzenie się z tego piekła, które mi zrobił filozof z mojego rodzinnego domu. Nie dało się już ani normalnie żyć, ani nawet uciec od tej gehenny. Dodając nieprawdopodobną chłopską zaciętość filozofa w dążeniu do zabrania mi mojego całego majątku, ich chorą chciwość, cwaniactwo, zachłanność i zawiść pod moim adresem + „prawa filozoficzne do mojego mieszkania”, którym „no przecież coś się (od Kursy) należało, bo byli znaną w Krakowie rodziną” (to cytat z wypowiedzi w sądzie w 2003 roku teścia – Mariana S, oficera Milicji Obywatelskiej z lat 1966 – 1985) – to tragedia była nieunikniona[3]. Pytaniem było tylko, kiedy i co się wydarzy. Jadwiga R. zeznała, że w tragicznym dniu ma odgłos sygnału pogotowia „pobiegła do domu pocieszona myślą, że sąsiad dostał zawału”. Niestety nie padłem na serce.
Podczas farsy mojego „procesu” jeden ze świadków powołanych przez rodzinę filozofa zeznał, że wiedziały o tym, że posiadam w domu legalnie broń ostrą. Nawet to ich jednak nie powstrzymało przed skrajną agresją ma moje mienie (a nawet już przed agresją fizyczną na mnie w ostatnim roku przed tragedią). Niestety zawsze tylko uciekałem od prześladowców, na wszystkie oszustwa codziennie wmawiając sobie, że przecież w końcu krakowski sąd wpisze moje mieszkanie na moją rzecz i będę mógł się wyprowadzić z piekła.
Nigdy w życiu nikogo nie uderzyłem. To prawdopodobnie wzmagało poczucie siły u filozofa. Cóż, każda istota żywa, nawet najłagodniejsze zwierzę, gdy zostaną zaszczute i pozbawione drogi ucieczki w końcu mogą zareagować w swojej obronie agresją obronną.
Tak samo może zareagować nieprzewidywalnie każdy człowiek. Z obcego terytorium można uciec. Ale z własnego domu, to już nie jest to takie łatwe, bo już nie ma dokąd. Ze strachu ludzie często reagują w sposób nieprzewidywalny i odruchowy. Gdy wroga armia Wehrmachtu zaatakowała Warszawę w 1939 roku, to nawet najwięksi pacyfiści chwycili za broń w obronie swoich domów. Tak nasze mózgi wykształciło 50.ooo lat ewolucji gatunku ludzkiego. W sytuacjach ekstremalnych negatywnych emocji + zaskakującego i nagłego urazu psychicznego myślenie rozumne automatycznie zastępowane jest instynktownymi nieświadomymi reakcjami emocjonalnymi. Ludzka wolna wola ma swoje biologiczne ograniczenia. Niestety czasami ludzka chciwość i pazerność na cudze powoduje, że wyobraźnia co do możliwych konsekwencji terroryzowania i szykanowania drugiego człowieka staje się zbyt płytka. Jak wiadomo – płytka wyobraźnia to kalectwo. Niestety Rojszczaki były zbytnio zaślepione możliwością zabrania mi mojego całego dorobku życia - mojego mieszkania. Czasami od bycia wieloletnim oprawcą, a później ofiarą, dzieli nas bardzo cienka granica lub jeden tragiczny przypadek.
To nieprawdopodobne dziadostwo w polskich sądach, głupota sędziów, którzy latami nie potrafią prawnie rozstrzygnąć (i zakończyć) najprostszego konfliktu, powoduje, że ludzie uwikłani w polskie beznadziejne sądownictwo, w wieloletnie „procesy”, o miedzę, czy o swoje własne mieszkanie trafiają w końcu do jakiegoś totalnego konfliktu, zakończonego w finale katastrofą. Polacy – zawistni i pazerni na cudze mienie jak żaden inny naród w Europie, dzięki brakowi skutecznie działającego systemu prawnego zaczynają wierzyć, że „mają prawo do cudzego”. A sądy są zawsze „niezawisłe” i z immunitetem od draństwa. W Polsce istnieje chora reguła, że nie wolno komentować wyroków sądowych. Tak, jak dawniej tabu była jakakolwiek krytyka partii i jej kierownictwa.
Przeanalizujmy, czy polskie sądownictwo spełnia te kryteria, jakie podaje definicja encyklopedyczna mafii.
1. Czy jest to wielka organizacja ?
Dziesiątki tysięcy prawników wspomagane przez skrajnie dyspozycyjnych dla sądów i prokuratur rzeczoznawców, ekspertów, biegłych sądowych, wydających opinie wzięte z sufitu (a dokładniej mówiąc – z portfela).
2. Czy jest to organizacja przestępcza ?
Niestety TAK! Ten jest przestępcą, kto łamie prawo. Osoba łamiąca prawo jest przestępcą bez względu na to, czy ma sędziowską togę, czy też jej nie ma. Śledztwa prokuratorskie, procesy sądowe toczą się z całkowitym lekceważeniem przepisów zapisanych w ustawach. Jeżeli zwykły człowiek złamie prawo, to jest przestępcą. Ale jeżeli w sposób skrajnie bezczelny łamie prawo - ustawy (np. kodeks postępowania karnego) prokurator, czy też sędzia, to „wszystko jest w porządku”. Wszystkie skargi są zawsze wtedy „bezzasadne”. Jak w PRL-u.
Zawsze Rzecznikiem Dyscyplinarnym sądu jest jakiś Steve Wonder[4].
W Polsce tymczasowe aresztowanie jest w praktyce stosowane do wymuszania zeznań – takich, jakie oczekuje równie „niezawisła” prokuratura. Tak, jak w innej mafii pozbawia się ludzi wolności do wymuszenia okupu. Co raz nazywa się haraczem i okupem, a drugi raz „środkiem zapobiegającym”. Z mojej obserwacji: jeżeli jest się majętną osobą, to istnieje szansa „dogadania się” w „śledztwie” z prokuratorem, aby on wypuścił tymczasowo aresztowanego. Np. rodzina przekazuje kwotę 30.000 zł adwokatowi, który zna prokuratora prowadzącego nieszczęśnika i po podziale okupu, i kilku miesiącach rujnowania życia opuszcza się areszt.
Inny wariant. Po wpłaceniu okupu 30.000 zł prokurator powołuje „biegłego” lekarza, który wystawia lipną opinię, że aresztowany nie może przebywać w więzieniu. Tylko wtedy do podziału 30.000 zł okupu mamy trzy osoby – prokuratora, biegłego i adwokata.
Nie ma praktycznie żadnej kontroli, żadnej odpowiedzialności prawnej sędziów, prokuratorów, za to, jak oni realizują wymogi kodeksowe. „Kontrolą” jest sam sąd, czyli jakiś wujek lub ciocia sędziego, albo jego koleżanka. W praktyce, to jak pijany sędzia nie wjedzie samochodem w przechodnia, to nigdy żadnemu sędziemu nie spadnie włos z głowy za jakiekolwiek draństwa popełnione „w imieniu Rzeczpospolitej”.
3. Czy w polskich sądach są przestrzegane nakazy milczenia, zachowania tajemnicy za sądowe draństwa, lojalności ważniejszej niż uczciwość i sumienie? Niestety TAK !
Wszystkie sądowe patologie są skrzętnie zamiatane pod dywan. W sądzie mojej żony – Sąd rejonowy dla Krakowa Nowej Huty tajemnicą poliszynela były szaleństwa kilku sędziów np. Mieczysława Borka, czy też Wojciecha Maczugi. Jako sądową „ciekawostkę” opowiadała mi moja żona, że zakompleksiony Borek, czy też Maczuga – na imprezach sądowych siedzą cicho w kącie, za to na sali sądowej przeistaczają się w szaleńców, krzyczących na strony, awanturujących się, poniżających ludzi, a swoją głupotę kompensują skrajną surowością wyroków. Jak taka „ciekawostka” w praktyce funkcjonuje – mogłem się samemu przekonać, gdy moją sprawę o zastrzelenie 2 osób i postrzelenie trzeciej dostał … Wojciech Maczuga (delegowany sędzia rejonowy)! W nagrodę za skrajną surowość swoich wyroków – w ciągu 3 lat sędzia rejonowy Maczuga awansował do Sądu Apelacyjnego! Nie tylko działa w polskich sądach zasada, że zawsze g…. wypłynie na wierzch. Tak szybki awans nie jest możliwy bez wyjątkowego wsparcia oszołoma w sądzie przez wysokiego rangą innego sędziego – jakiegoś wujka Maczugi. Nie tylko wieloletnią tajemnicą sądową jest np. to, że sędzia Janusz Makowski jest głuchy, a pomimo tego nadal pracuje jako sędzia. Makowski był formalnie w trzy osobowym składzie sędziowskim z Błasiakową i sędzią Jamrogiem przy tym wyroku w dniu 27.09.2001, który był bezpośrednim wyzwalaczem tragicznych zajść, niestety nawet w dniu ogłaszania tego wyroku przez Błasiakową – ani Makowskiego, ani Jamroga („przewodniczącego składu”) nie było. Tak w praktyce wyglądają kilkuosobowe „składy” sędziowskie. W praktyce decyduje o wszystkim jeden sędzia (referent). Tak samo, jak czystą fikcją jest udział ławników w sądzie. Żona tłumaczyła mi, że nie ma praktycznie żadnej możliwości, aby 2 ławnicy „przegłosowali” 1 sędziego, bo wtedy to ławnicy musieliby napisać uzasadnienie wyroku, co jest praktycznie niemożliwe. Jedyną umiejętnością wymaganą od polskich ławników jest zdolność do snu z otwartymi oczami. Ławnik, który byłby na tyle głupi, aby włączyć się aktywnie do rozprawy, nie zostanie powołany więcej do „sądzenia”.
Inną tajemnicę sądową stanowi fakt, że jedna sędzia orzekająca w Sądzie Rejonowym dla Krakowa Nowej Huty sześć lat temu przyniosła zaświadczenie, że od kilku lat jest chora psychicznie i przechodzi w stan spoczynku. Kolegium sądu okręgowego w Krakowie pod przewodnictwem Prezesa Tadeusza Wołka postanowiło utajnić ten fakt. Jeżeli już ktoś zostaje w polskich realiach sędzią, to jest to zawsze osoba powiązana rodzinnie lub towarzysko z resztą sądu. Tak, jak członkiem sycylijskiej mafii mógł zostać tylko rodowity sycylijczyk. A swoich trzeba zawsze chronić. A kwestia wydawania przez kilka lat setek wyroków skazujących ludzi na więzienia przez osobę chorą psychicznie jest dla sądowej mafii równie ważna, jak dla rzeźnika los kilkuset baranów, które błędnie trafiły na taśmę w ubojni. Najważniejsze jest przecież dobro wymiaru sprawiedliwości.
4. „Nieodzowne jest pozyskanie w mafii przedstawicieli policji, sądownictwa…”. Co jest już spełnione z samej definicji.
5. „istnieje społeczne poparcie, tak szerokie, że zwykli ludzie wiążą z mafią swój los”. W praktyce nikt spoza układu nie dostaje się do sądownictwa. Albo się jest w tej sądowej mafii, albo nigdy się nie dostanie obcy prawnik do tej elity niezawisłej inaczej. Oficjalnie nabór na aplikacje i asesury sędziowskie odbywa się poprzez egzaminy. Ale egzaminy prowadzi sąd, co opisałem poniżej.
6. „odrębność etniczna”. Środowisko prawnicze jest niezwykle hermeneutyczne. Będąc mężem sędziego wakacje, wspólne imprezy, życie towarzyskie toczyło się w zamkniętym kręgu prawników.
Po tragedii w dniu 27.09.2001 zostałem całkowicie sam. Od pierwszego dnia moja żona sędzia w Krakowie, która była ze mną 11 lat, którą 11 lat nosiłem na rękach, z którą mieliśmy dwie małe córeczki, a także wszyscy znajomi z Krakowa – również sędziowie w Krakowie zapomnieli całkowicie o mnie. Nikt nie rozumiał w więzieniu z moich współwięźniów, jak to jest możliwe, aby tak od pierwszego dnia odrzucić totalnie człowieka, który jest w tak skrajnym nieszczęściu. Odpowiedz jest niestety prosta. Moja żona - sędzia to taki dzisiejszy odpowiednik Pawlika Morozowa ze wsi Gierasimowa z 1932 roku. W mafii albo jest się całkowicie po jej stronie, albo jest się jej wrogiem. A skoro w mojej tragedii jeżeliby ujawniono, że faktycznym sprawcą tragedii jest beznadziejne funkcjonowanie krakowskiego sądu, a impuls do tragedii spowodowała sprzedajna sędzia Hanna Błasiakowa (dzisiaj Nowińska), to okazałoby się, że zagrożone jest to „najwyższe dobro”, jakim jest dobro wymiaru sprawiedliwości. Mafia niszczy bez skrupułów swoich przeciwników. A wiernych nagradza. Mafia krakowskiego sądu uniemożliwiła mi na jakąkolwiek obronę w farsie mojego procesu.
Jaki jest motor tego chorego środowiska prawniczego, które przekształciło się w Polsce w regularną mafię? Pieniądze + władza. Oraz immunitet, zapewniający gwarancję od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Sądy są niezawisłe, a sędziowie są nieusuwalni.
Sędzia, prokurator ma praktycznie immunitet od wszelkiego łamania prawa. Np. nie odpowiada za jakiekolwiek wykroczenia jako kierowca. Co to ma do wykonywania zawodu sędziego? Kompletnie nic. Moja krewna jest starszą sędzią w Bawarii. Jej nie mieści się w głowie, że polski sędzia może bezkarnie łamać np. prawo drogowe. W Niemczech sędzia, prokurator zawsze płaci mandaty, a gdy popełni poważniejsze wykroczenie drogowe, to jest maksymalnie wysoko karany. Bo w jego przypadku łamanie prawa jest szczególnie naganne. Ale my jesteśmy w Polsce. Najważniejsze jest przecież dobro wymiaru sprawiedliwości. Tej polskiej rodziny mafijnej z immunitetem od wszelkiej odpowiedzialności za draństwo, bezprawie i skazywanie niewinnych ludzi.
Tak samo, jak zostaje się członkiem mafii sycylijskiej. Najpierw trzeba się urodzić na Sycylii. A w Polsce trzeba się urodzić w rodzinie prawniczej.Oczywiście, aby zostać polskim sędzią trzeba spełnić kryteria. Tak to w praktyce wygląda:
1. Najpierw mamy egzamin pisemny. Przystępujący do egzaminu przyszli sędziowie przygotowują gotowce i ściągi. Praktycznie taki pisemny egzamin niczym się nie różni od pisemnej matury, na której każdy ściąga, jak tylko można. Gdy moja żona zdawała egzamin pisemny na sędziego w krakowskim sądzie, to większość jej koleżanek miała powszywane w ubrania ściągi, a w pomieszczeniu obok toalety w sądzie znajdowały się przygotowane gotowce. Egzamin pisemny jest taki sam, jak późniejsze sądzenie ludzi. Korzysta się z gotowców – tych samych standartowych pustych ogólników, jako późniejszych „uzasadnień” swoich wyroków.
2. Następnie jest egzamin ustny. Prowadzą go sędziowie z danego sądu. Pytania też są przecież różne. Można zapytać: „Ile kolorów na polska flaga. Można się pomylić o jeden”. Albo inne pytanie: „Ile metrów wysokości ma wulkan Kilimandżaro. Można się pomylić o jeden”. Gdy zadawała ustny egzamin moja żona, to czekałem na wyniki przed salą, gdzie odbywał się egzamin. Przed żoną zdawała jej koleżanka. Gdy naiwnie zapytałem się mojej żony, jak zdała jej koleżanka, to w odpowiedzi usłyszałem, że ta dziewczyna jest córką sędzi Sądu Najwyższego. Oczywiście tylko ktoś zupełnie naiwny nie wiedziałby, jaką jedyną możliwą ocenę mogła ta osoba otrzymać.
3. Po zdaniu egzaminów dopiero zaczyna się faktyczne obsadzanie etatów sędziowskich. Decyduje o tym tzw. Kolegium Sądu Okręgowego, czyli przede wszystkim prezes sądu okręgowego (gdy żona otrzymywała etat, to był nim sędzia Tadeusz Wołek[5], późniejszy wiceminister sprawiedliwości) oraz kilku wybranych do tego kolegium ważniejszych sędziów. W zależności od poziomu układów w sądzie z prezesem lub członkiem tego kolegium są obsadzane etaty. Z reguły w kolejności od ważności w sądzie mamusi lub wujka kandydata na sędziego. Oczywiście zdarzają się nieliczne wyjątki. Np. gdy atrakcyjna fizycznie kandydatka na sędziego zdoła podczas aplikacji zaciągnąć do łóżka ważniejszego sędziego. Czasami jest w końcu warto się trochę poświęcić dla zostania pełnoprawnym członkiem mafii.
W Polsce przebywa aktualnie 87.000 więźniów, a skazanych i oczekujących na wolne miejsce w zatłoczonych powyżej jakichkolwiek granic przyzwoitości więzieniach jest dodatkowo prawie 30.000. Czyli skazanych na bezwzględne więzienie jest w Polsce prawie 120.000 osób. Na 38 milionów mieszkańców Polski.
W Niemczech przebywa aktualnie ok. 40.000 więźniów. Na 82 miliony mieszkańców.
Na 100.000 mieszkańców w Polsce skazuje się na bezwzględne więzienie ponad 6 razy więcej ludzi. Powinno być w Polsce 6 razy bezpieczniej i uczciwiej, niż w Niemczech. A jest dokładnie odwrotnie !!! Mieszkałem ostatnie 10 lat na wolności zarówno dużym mieście w Bawarii, jak i w Krakowie. Znam z autopsji poziom bezpieczeństwa i uczciwości w obydwóch krajach. Nie ma nawet najmniejszego porównania. Przy polskich realiach żyje się w Niemczech, jak w oazie spokoju i praworządności.
Nie można tego paradoksu wytłumaczyć idealnym charakterem Niemców. Przecież ten naród był w stanie wywołać obydwie wojny światowe. Nie są to więc genetyczne anioły. Dodatkowo mieszka w Niemczech wiele obcych grup etnicznych (np. Turcy), kraj nie jest tak homogeniczny religijnie, jak Polska.
Najnowsza psychologia (nieznana polskim „biegłym”) wyjaśnia, że „ludzie są w gruncie rzeczy podobni do siebie, tylko sytuacja bywa inna”[6].
Gdzie należy szukać przyczyn, że polski skrajnie restrykcyjny wymiar sprawiedliwości skazuje 6 krotnie więcej ludzi na więzienia, a jest w Polsce absurdalnie 6 razy gorzej z praworządnością, niż w Niemczech ? Odpowiedz jest pozornie paradoksalna. Właśnie ten skrajnie restrykcyjny system sądownictwa polskiego, bazujący na bolszewickich wzorach Wielkiego Ustawodawcy Stalina, który uważał, że lepiej jest skazać (rozstrzelać) 100 niewinnych, niż jednego winnego wypuścić do domu, powoduje, że w Polsce więzienia są przepełnione, a nadal panuje anarchia i bezprawie.
Ludzie w Polsce są faktycznie wyjątkowo nieuczciwi, roszczeniowi i skrajnie zawistni. Przez wiele lat pracowałem jako pilot wycieczek zagranicznych. Jeździłem z polskimi wycieczkami po świecie, jeździłem z obcokrajowcami po Polsce. Kilkanaście lat żyłem za granicą i równolegle w Polsce. I dzisiaj wiem, że Polska pasuje do Unii Europejskiej, jak grzybica do zdrowej nogi.
W Niemczech zasadą życia jest uczciwość, dotrzymywanie swoich zobowiązań i poszanowanie cudzej własności.
W Polsce prawie wszyscy uważają nieuczciwy tryb życia za coś nie nagannego, ale wręcz pozytywnego, swoisty spryt ( nazwałbym to raczej cwaniactwem ). Jednocześnie wszyscy domagają się obłudnie surowego karania przestępców w sądach, bo wszędzie widzą zło. Czemuż tak jest ? Może dlatego, że codziennie siebie samych widzą w lustrze, a surowe skazywanie INNYCH stwarza im złudzenia, że sami nie są jeszcze najgorsi, że inni też kradną, biorą łapówki, oszukują, to IM też wolno ?
Skrajnie wysokie kary za przestępstwa, a także eksponowanie w mediach wszelkich spraw sądowych, jakby był to najważniejszy temat polskich reportaży powoduje, że ludzie wierzą, iż żyją w kraju, w którym zło i przestępczość to norma.
Gdy widzą, że INNI są skazywani na skrajnie wysokie kary więzienia w pokazowych procesach, a ONI są na wolności, to znaczy, że inni nieuczciwi ludzie są jeszcze gorsi od ich samych. Dodatkowo ludzie zawsze wierzą, że IM nigdy nic się złego nie stanie. Jeżdżą po pijanemu samochodem, ale INNI powodują w tym stanie wypadki. Oni sami płacą i biorą łapówki, ale INNYCH trzeba za to samo przykładnie karać. ONI chodzą do kościołów, ale dla INNYCH to najlepiej byłoby przywrócić karę śmierci (co rzekomo popierał Jan Paweł II – w prymitywnej propagandzie polskich faszystów, nazywających się Ligą Polskich Rodzin)[7].
Poza główną cechą Polaków, jaką jest zawiść, obserwujemy dzisiaj wyjątkową hipokryzję. Polacy jadą do Iraku budować autostrady, a w Polsce za cały rok 2007 planowanych jest wybudowanie 6 (słownie sześć) kilometrów autostrad. Zamiast 100 polskich żołnierzy w Afganistanie teraz 1.000 Polaków będzie wprowadzało porządek w tym obcym kraju, który jakoś nie tęskni do obcych wojsk i obcej kultury. Polska żyje z miliardowych dotacji Unii Europejskiej, ale kupuje nikomu nie potrzebną eskadrę samolotów F-16 u konkurencji, czyli w USA. Polska krytykuje Białoruś Łukaszenki, jego sądownictwo, ale nikt nie powinien krytykować tego polskiego szamba, jakim są polskie sądy. Brakuje pieniędzy na polskich lekarzy i w efekcie w kraju zostają tylko ci, którzy zdołali zająć stanowiska z dostępem do łapówek. Ale nikt nie liczy kosztów, jakie pochłaniają więzienia w Polsce.
Policzmy. Średnio jeden więzień kosztuje skarb państwa 1.650,- zł / miesięcznie.
Rocznie każdy jeden więzień kosztuje więc 12 x 1.650,- zł = ok. 20.000 zł
Mnożąc to przez 87.000 więźniów otrzymujemy zawrotną kwotę 1,7 miliarda zł rocznie.
Ale widocznie Polskę na to stać. Tak samo nikt nie liczy, ile dodatkowych miliardów traci Polska z powodu pozbawiania wolności ludzi 6 razy częściej, niż to jest potrzebne.
Polska krytykuje bandycki system stalinowskiego wymiaru „sprawiedliwości”, ale dzisiaj ta sama ideologia Stalina jest w praktyce realizowana w sądach.
Polskie sądy albo skazują niewinnych ludzi, albo wydają absurdalnie wysokie wyroki. Dlatego mamy 6 krotnie więcej więźniów, niż średnia w dzisiejszej Europie. Oznacza to, że na jednego słusznie osadzonego w więzieniu siedzi z nim pięciu niewinnych ludzi !!! Tak samo, jak na 1 przestępcę siedziało w sowieckich łagrach 5 niewinnych ludzi.
Żeby podać realne kwoty, to w Polsce powinno przebywać ok. 20.000 więźniów (per analogiam do np. Niemiec), gdybyśmy mieli uczciwe sądownictwo. Innymi słowy ok. 67.000 więźniów + ok. 30.000 oczekujących na miejsce skazanych to ludzie, którzy nie powinni trafić w normalnym kraju do więzienia !!!
100.000 osób niesłusznie skazanych na więzienie w Polsce AD 2006 !!! Ileż to tragedii, dramatów i zrujnowanych rodzin w Polsce !!! 100.000 ludzi niesłusznie pozbawianych wolności + ich rodziny, małe dzieci wychowywane bez rodzica, powoduje nieprawdopodobne straty, których nie da się przeliczyć na żadne pieniądze !!!
Szósty rok jestem już w polskich więzieniach – urągających jakimkolwiek minimalnym wymogom humanitaryzmu. Zwiedziłem już 9 polskich więzień i poznałem setki więźniów, którzy niewinnie zostali skazani za polską plagę à pomówienia. A „sądy” przyjmują bezkrytycznie te pomówienia za „dowody” i uzasadniają wyrok „całokształtem[8]” – czyli wszystkim i niczym.
Statystyka jest nieubłagana i prawdziwa. Jeżeli w Polsce w wypadkach drogowych ginie rocznie około 6.000 osób, to jest ta kwota praktycznie niezmienna od lat. Bo zależy ona nie tyle od czystego przypadku, tylko od stanu polskich dróg, od umiejętności i kultury polskich kierowców i od ilości użytkowników dróg. Są to parametry praktycznie niezmienne i dlatego ta ilość wypadków śmiertelnych (rannych, pijanych kierowców, etc.) jest praktycznie stała.
W Niemczech statystycznie na 10.000 samochodów w wypadkach ginie dziesięciokrotnie mniej osób, niż w Polsce. Dlaczego? Bo Niemcy mają lepsze drogi i lepsze samochody. A w Polsce mamy beznadziejne drogi. Tak samo jest z polskimi sądami. Mamy równie beznadziejne sądy i sędziów, jak polskie drogi.
Statystyka jest zawsze nieubłagana. I zawsze jest bardzo prawdziwa.
PROCEDURA KARNA – PO POLSKU.
Trochę teorii ogólnej: art. 32, ust. 1 Konstytucji RP: „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”
Art. 14 ust. 3 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: „każda osoba oskarżona o popełnienie przestępstwa ma prawo na zasadach pełnej równości do następujących GWARANCJI: …
b) dysponowania odpowiednim czasem i możliwościami w celu przygotowania obrony…
d) obecności na rozprawie, bronienia się osobiście…
e) przesłuchania świadków oskarżenia i zapewnienia obecności i przesłuchania świadków obrony na tych samych warunkach, co świadków oskarżenia
Art. 6 ust. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka: - to samo, co powyżej w MPPOiP
Art. 7 § 2 ustawy o ustroju sądów powszechnych: „postępowanie przed sądami powszechnymi toczy się na zasadzie równości stron, z zapewnieniem stronom prawa do obrony…”
Ale już przepisy szczegółowe dokonują trochę innej wykładni „równości stron”:
Art. 147 § 3 kpk: Jeżeli czynność procesową utrwala się za pomocą urządzenia rejestrującego obraz lub dźwięk, protokół można ograniczyć do zapisu najbardziej istotnych oświadczeń… Zapis obrazu lub dźwięku… staje się załącznikiem do protokołu.
§ 4: Strona ma prawo otrzymać … jedną kopię zapisu dźwięku lub obrazu.
I jest to zrozumiałe, bo żyjemy w XXI w. w Europie.
W art. 216 § 1 k.k.w. ustalono, że: „Tymczasowo aresztowany nie może posiadać środków łączności, urządzeń technicznych służących do rejestrowania i odtwarzania informacji, sprzętu komputerowego.”
I to jest także zrozumiałe, bo w polskim wymiarze sprawiedliwości i w polskich aresztach oraz więzieniach żyjemy w epoce głębokiego PRL - u.
Żeby było jeszcze śmieszniej, to art. 207 k.k.w. wyjaśnia nam, że „tymczasowe aresztowanie służy w szczególności zabezpieczeniu prawidłowego toku postępowania karnego”, a art. 207 a k.k.w. nakazuje, że: „sposób wykonywania tymczasowego aresztowania nie może naruszać uprawnień procesowych tymczasowo aresztowanego”.
W Polsce przez wiele lat Rzecznikiem Praw Obywatelskich był Andrzej Zoll. Jest on profesorem prawa karnego na U.J. i autorem licznych komentarzy. Niemniej nawet takiego człowieka nie dziwi realizacja „równości stron” w polskich sądach. Wszyscy widocznie przyzwyczaili się do smrodu tego polskiego sądowego szamba.
Jak widać wyjątkowo trafne były spostrzeżenia George Orwella, który chyba wizjonersko opierał się na polskim wymiarze „sprawiedliwości’ 2006 pisząc swoją książkę „Rok 1984”. A przewidując proroczo „równiejszość” i niezawisłość polskich sędziów AD 2006 napisał „Folwark zwierzęcy”. Oczywiście dzisiaj bez dostępu to komputera, na którym znajduje się orzecznictwo SN i S.A. (ponad 6 GB na dysku komputera !), bez dostępu do pełnych protokołów z rozpraw, mając dostęp do kartki i ołówka nie ma żadnej możliwości prowadzenia skutecznej obrony przed zarzutami.
Tak samo słowo „powinno” z procedury karnej ma dwa diametralnie różne znaczenia.
Jeżeli dotyczy ono praw więźnia, to słowo „powinno” oznacza bezwzględny przymus. Np. gdy kodeks stwierdza, że apelacja lub kasacja od wyroku powinna być sporządzona przez adwokata. To nazywa się „przymus adwokacki”.
Dla odmiany słowo „powinno” dotyczące czynności sędziego oznacza tylko pobożne życzenia. Mało tego. Są uregulowania kodeksowe, które nakazują konkretne postępowanie. Np. art. 365 kpk: „ Rozprawa odbywa się ustnie”. W moim przypadku sąd I jak i II instancji żądali ode mnie zadania pytań biegłym na piśmie !!! W efekcie uniemożliwiono mi na jakąkolwiek weryfikację tych skrajnie fałszywych opiniopodobnych bredni psychiatrów.
Jak w praktyce wyglądała realizacja mojej „gwarancji na zasadach pełnej równości” do prowadzenia mojej własnej obrony w mafijno – bolszewickim sądzie krakowskim?
Nie pozwolono mi na złożenie moich własnych zeznań, nie pozwolono na przesłuchanie nawet jednego świadka, o których wnosiłem, oddalono wszystkie moje wnioski dowodowe, z wnioskiem o dokonanie wizji lokalnej (czyli 400 m od budynku sądu). Uniemożliwiono mi na zadanie pytań „świadkom” – czyli tylko wybranym przez prokuratora osobom, bo gdy przychodziła kolej na moje pytania (jako oskarżonego) – czyli na końcu, to po kilku moich pytaniach, jakie sąd uchylał („nieistotne”) czas rozprawy „się kończył”, a na następnej rozprawie byli już inni świadkowie. Podczas zeznań najważniejszych świadków (a dokładniej przed ich zeznaniami) wyrzucano mnie z sali sądowej. Gdy prosiłem adwokata o interwencję przy takim bezprawiu adwokat (Andrzej Patela) mówił mi, że „on nic nie może zrobić, ale żebym ja sam protestował”. Więc protestowałem i domagałem się prowadzenia procesu zgodnie z prawem. Wtedy „odbierano mi głos” i karano mnie karą więziennego karceru – w najwyższym możliwym wymiarze (nawet ze złamaniem terminów gwarancyjnych, po których nie wolno wymierzać takiej kary, a jeden raz – ponad 2 razy dłuższym, niż dopuszcza to prawo polskie – art. 222 § 2 pkt. 5 k.k.w. – tak zna polskie prawo „sędzia” Maczuga – skrajny głupek.)
Całość „materiału dowodowego” – nawet wbrew ewidentnym i najprostszym do wykazania dowodom – stanowiły jakieś nieprawdopodobne wymysły ojca Agnieszki Rojszczak – Mariana Szczygła, esbeka i oficera Milicji Obywatelskiej w latach 1966 – 1985. To takie same skrajne kłamstwa, jakie cytowała w wyroku lustracyjnym prof. Zyty Gilowskiej sędzia Mojkowska. Godzinna litania esbeckich wymysłów w każdym innym sądzie by wystarczyła na 10 – krotne skazanie takiej pani Gilowskiej w procesie karnym. Niestety nie każdy jest prof. Gilowską i nie każdej sprawie towarzyszą kamery dziennikarzy. Na mojej tragicznej parodii rozprawy, a raczej pokazowi średniowiecznej inkwizycji nie było nikogo na sali sądowej. Sąd łamał prawo, jak tylko chciał. Spotkałem setki więźniów, którzy zostali skazani wyłącznie na podstawie paskudnych pomówień, którzy cały czas w więzieniu nie potrafią zrozumieć tego nieprawdopodobnego draństwa. Ci ludzie nienawidzą tej przeklętej – zdegenerowanej Polski, w „imieniu której” zostali skazani. Trudno im się dziwić, bo są to w większości prości ludzie, skoro nawet profesor Gilowska nie potrafi sama zrozumieć, jak dzisiaj stek kłamstw potrafi stanowić dla sądu substytut dowodów. Szkoda tylko, że prof. Gilowska dostrzegła to nieprawdopodobne bezprawie, gdy sama wpadła do tego bolszewickiego sądowego szamba.
Niestety w moim „procesie” wymysły bolszewickiego oficera Milicji Obywatelskiej z Gorzowa Wielkopolskiego (z lat 1966-1985) – esbeka Mariana S. – ojca rannej Agnieszki R, który w pierwszym dniu roboczym po tragedii pobiegł do prokuratury aby natychmiast zajmować cały mój majątek „na poczet roszczeń finansowych”. „Informujemy równocześnie, że aktualnie w godzinach wieczornych odbywa się wynoszenie z mieszkań Andrzeja Kursy różnego rodzaju składników majątkowych” (!!!) – nawet w dniu tragedii moje meble uważali za swoją własność.
Filozofki w załobie wnieśli natychmiast pozew o gigantyczne odszkodowanie do sądu cywilnego w Krakowie. „Rozprawa” odszkodowawcza toczyła się pod moją nieobecność (!!!), chociaż domagałem się umożliwienia mi na uczestnictwo w niej. Adwokat z urzędu powiedział mi, że „jest taki zwyczaj, że osoby aresztowane nie sprowadza się do sądu cywilnego”. Takie są „zwyczaje” w tej zdegenerowanej Polsce. Podawały, że 30 letnia studentka filologii „mogła zarabiać 11.000 zł miesięcznie, a po przystąpieniu do Unii Europejskiej – kilkakrotnie więcej”, a 33 letni asystent filozofii „zarabiał ponad 100.000 zł rocznie netto” i zdegenerowany „sąd” okręgowy, a później „sąd” apelacyjny w Krakowie – czyli sędzia Paweł Rygiel przyjmuje te brednie.
Pół roku temu, jeszcze przed wyrokiem karnym, z notatki prasowej w „Dzienniku Polskim” dowiedziałem się, że krakowski „sąd” wydał prawomocne postanowienie o 700.000 zł odszkodowania. Ponieważ Agnieszka R. nie żyje od roku, to te pieniądze zabierze jej esbecki ojciec Marian S. Po 07.02.1985 – gdy skazano kolegów S. z jego pracy za zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszki, Marian S. uciekł z Milicji Obywatelskiej na „wcześniejszą emeryturę”. Po 15 latach esbeckiej emerytury – w okresie 2000 – 2002 S. pracował jako komornik w Urzędzie Skarbowym w Gorzowie Wlkp. Do dzisiaj nie dostałem wyroku autorstwa Rygla.
Pamiętam natomiast tego sędziego z jego błyskawicznej kariery w sądach. Zawsze był znany z dyspozycyjności (szczególnie wobec prezesa Tadeusza Wołka). Jak widać to nie jest prawda, że w Polsce mało się zarabia, skoro sędzia apelacyjny Rygiel przyjmuje, że 30 letnia studentka filologii „traci dochody” „11.000 zł miesięcznie”, a 33-letni asystent filozofii „zarabiał na U.J. ponad 100.000 zł rocznie” - a to nawet idiota jest przeciez w stanie sprawdzić.
Ja wszystko straciłem przez ten przeklęty – zdegenerowany mafijny krakowski sąd. Całe moje życie. A na dodatek okazało się, że chore z pazerności ma moje mieszkanie filozofowie i tak osiągną swój cel. Zabranie mi mojego mieszkania – całego mojego dorobku 41 lat uczciwego życia. Przeklinam tą całą Polskę i jej zdegenerowane „sąd” wydające wyroki w jej imieniu. Mam nadzieję, że te pieniądze, które po trupach zabrali nie przyniosą tym bolszewikom szczęścia. Nagłe wzbogacenie się i to cudzym kosztem, z reguły nie przynosi szczęścia. A wręcz odwrotnie. Ludzie wygrywający na loteriach duże kwoty stają się po upływie pewnego czasu mniej szczęśliwi, niż byli przed nagłym wzbogaceniem się. Mam nadzieję, że te ukradzione mi „w imieniu Rzeczypospolitej” pieniądze, ten mój cały majątek – zawsze będą śmierdziały trupem - kradzione nie tuczy.
Biegli - ŻOŁNIERZE MAFII SĄDOWEJ.
W polskich sądach czasami nie wystarczają do skazania ludzi same pomówienia i łamanie praw ludzi do obrony. Mafia zatrudnia tzw. „żołnierzy”, którzy wykonują dla niej brudną robotę, a w zamian są sowicie opłacani i zapewnia im się wszelką ochronę.
Tak widzi polskich „biegłych” sądowych społeczeństwo („Wprost” 17.09.2006, str. 10):
Takimi pomocnikami diabła są w sądach BIEGLI, rzeczoznawcy, różnej maści eksperci. W praktyce sądy przerzucają często odpowiedzialność na biegłych, a ci stają się takimi specyficznymi „sędziami”, którzy zawsze wykonują swoją brudną robotę tak, aby dogodzić oczekiwaniom ich zleceniodawców – płatników. To prokurator zatrudnia biegłego i on podpisuje rachunki biegłym, płacone z kieszeni skarbu państwa. Później tymi astronomicznymi kwotami, wziętymi z realiów finansowych chyba Kuwejtu lub Szwajcarii niezawisłe „sądy” obciążają oskarżonych.
Opinie „biegłych” psychiatrów lub psychologów kosztują 8.ooo – 13.ooo zł (u mnie). Czterokrotnie powoływano w moim „procesie” biegłych. Ostatniej „opinii” biegłych sąd apelacyjny w Krakowie nie pozwolił mi zweryfikować, uniemożliwiając zadanie biegłym przeze mnie pytań (m.in. o konkretne kryteria ich „diagnozy”). Poprzednie trzy opinie biegłych sąd uznał po mojej krytyce za „niepełne, niejasne, nielogiczne i niczego nie wyjaśniające”. Ale i tak na koniec zostałem obciążony kosztami wykonania tych wszystkich opinii !!!
Jakie są te polskie opinie biegłych inaczej ? - Otóż wszystkie są takie same !!!
Czytając dziesiątki opinii psychiatrycznych, analizując opublikowane statystyki tych opinii, prawie wszystkie „diagnozują” „nieprawidłową osobowość”. Ich „odmiany”, to „osobowość dyssocjalna”, „osobowość przestępcza”, „psychopatia”.
Zaburzenia osobowości to „jedne z najbardziej spornych dzisiejszych diagnoz, brak jest jednoznacznych kryteriów[9]”, a opinie psychiatryczne to bezwartościowy szmelc[10].
Są oczywiście nowoczesne metody badawcze, są także konkretne kryteria diagnostyczne, które dzisiaj OBOWIĄZUJĄ. Takimi konkretnymi kryteriami jest wprowadzona przez WHO[11] à ICD – 10 „Badawcze kryteria diagnostyczne”. Ona tak samo obowiązuje w psychiatrii, jak kodeks karny w polskim prawie karnym. W teorii.
W sumie jest 12 typów rozpoznawanych dzisiaj zaburzeń osobowości (F60.0 – F60.9 oraz F61.0 – F61.1). Aby takie zaburzenie rozpoznać, trzeba spełnić tzw. ogólne kryteria (F60) oraz konkretne kryteria specyficzne dla danego zaburzenia.
Dla przykładu: zaburzenie oznaczone jako F 60.2 >> osobowość dyssocjalna << obejmuje psychopatię (to jest archaiczna nazwa, ale ładnie brzmi w sądach). Aby jednak można było takie zaburzenie rozpoznać, koniecznym jest (oczywiście wg tego podręcznika, a nie „biegłych”) rozpoznanie co najmniej trzech z sześciu podanych cech zachowania osoby. Ogólne kryteria, które także oczywiście musi się spełnić przy rzetelnej diagnozie wymagają spełnienia 6 kryteriów (G 1 – G 6). Dla przykładu pozycja G 4 wymaga, aby dana cecha z kryteriów specyficznych „wykazywała stabilność i długi czas trwania, z początkiem w okresie późnego dzieciństwa lub w wieku młodzieńczym”. A kryterium G 2 wyklucza z diagnozy „jednorazowe zachowania, przy jednym wyzwalającym bodźcu lub sytuacji”.
Jest to oczywiste, bo osobowość człowieka z definicji jest trwała. Każdy człowiek może w specyficznej sytuacji zareagować strachem, płaczem, śmiechem, agresją.
Niestety polscy „biegli” psychiatrzy i psychologowie nigdy nie podają konkretnych kryteriów i konkretnych dowodów na ich diagnozy.
Jako „diagnozy” stosują testy psychologiczne – pochodzące z okresu II wojny światowej, a „wynik” tych swoich „testów” po prostu przepisują z książek, karmiąc sędziów samymi ogólnikami.
Dzisiaj większość wykształconych ludzi doskonale wie, że testy to taka sama fikcja, jak kiedyś procesy czarownic w średniowieczu. Żeby nie być gołosłownym podam przykład z mojej „diagnozy” ostatnich biegłych, której sąd nie pozwolił mi w żaden sposób zweryfikować:
Kazano mi narysować szkic drzewka.
Tak je narysowałem (to jedyny wykonywany mój „test”, który mi pokazano):
A taki opis urodzili „biegli” m.in. prof. Józef K. Gierowski z U.J. (kolega patrona zastrzelonego Rojszczaka – prof. Jana Woleńskiego także z U.J.) oraz doc. Janusz Heitzman (także z U.J.):
„Wyniki projekcyjnego testu „Drzewo” Kocha potwierdzają nadwrażliwość emocjonalną badanego, pobudliwość, dużą reaktywność (gałęzie z subtelnymi rozgałęzieniami skierowanymi do góry). Ponadto wskazują na przeżywanie stałego napięcia emocjonalnego, okresowo napadów gniewu. Linia podłoża umieszczona powyżej podstawy pnia jest charakterystyczna dla człowieka odizolowanego od rzeczywistości (w tym przypadku przebywającego w więzieniu) i świadczy o bierności, i tęsknocie do odosobnienia. Silnie zaznaczone korzenie wskazują na przewagę instynktów, popędów nad rozumem, poszukiwanie oparcia.”
Takie nieprawdopodobne brednie wypisywane są do „opinii” psychiatrycznych. Pytałem się jedną z moich „biegłych”, w jaki sposób uzyskała ona ten genialny opis. W odpowiedzi usłyszałem, że „przepisałam z książki” !!!!!!!
W ogóle jeżeli już cokolwiek biegli „uzasadniają”, to są tylko jakieś bezwartościowe ogólniki. Na tej samej stronie (s.112) „opinii”, co ten „wynik” testu drzewka Kocha czytamy z innego „testu”: „opiniowany może przejawiać nastawienie zarówno rywalizacyjne, jak i kooperatywne. W obliczu konfliktów z ludźmi jest w równym stopniu skłonny przyjmować postawę agresywną oraz podporządkowaną.” Cała moja opinia to same puste ogólniki i brak jakichkolwiek konkretów. Jak wszystkie polskie opinie „biegłych” psychiatrów. Główny autor tej mojej ostatniej opinii – 59 letni prof. z U.J. Józef K. Gierowski[12] jest kolegą prof. Jana Woleńskiego z U.J., patrona zastrzelonego filozofa Rojszczaka. Także z U.J.
Takie same śmieci pisane są w większości „opinii” psychiatrycznych. A dokładniej mówiąc – we wszystkich „opiniach”, jakie miałem przyjemność analizować.
Jak łatwo zostaje się „samodzielnym biegłym sądowym” – decydującym o życiu ludzi ? Trzeba wziąć udział w „szkoleniu”. Trwa ono 3 x 5 dni (w tym 3 weekendy) !!! I to wszystko ! Ja sam, aby w pełni zrozumieć najnowszą wiedzę o działaniu ludzkiego mózgu potrzebowałem 2 lat intensywnej nauki, po 16 godzin na dobę i to codziennie (to jedyna pozytywna cecha więzienia, bo poza snem, to kompletnie nic nie ma do roboty w więzieniu. Nawet nie wychodzi się z zamkniętej przez całą dobę celi po posiłek.)
Porównywałem podręczniki do psychiatrii i psychologii współczesne i napisane 10 lat temu lub dawniej. Dzisiejsza wiedza o działaniu ludzkiego mózgu w ostatniej dekadzie zrobiła gigantyczny postęp, o wiele większy, niż rozwój komputerów. Psychiatra lub psycholog, wykształcony na starociach wierzy w „testy”, jak moi „biegli”. Dlatego w żadnej z dziesiątków przestudiowanych „opinii” polskich biegłych sądowych nigdy nie spotkałem aktualnie obowiązujących kryteriów lub nowych metod badawczych. Oni po prostu nie mają pojęcia o aktualnym stanie neurologii, a „biegli” jak doc. Heitzman lub prof. Gierowski przepisują w swoich książkach plagiaty ze światowej literatury, natomiast nie potrafią tej wiedzy zastosować w praktyce !!!
W swojej (?) książce[13] napisał Heitzman: „krytyka psychiatrów sądowych, tkwią z uporem w przestarzałych pojęciach”, a w opinii „rozpoznaje” Heitzman u mnie „psychopatię” (archaiczne i nie używane dzisiaj pojęcie, do którego nie ma żadnych współczesnych kryteriów), natomiast jego „kryteria” to jakaś książka z 1968 roku[14] !!! Równie aktualne są książki z tamtego okresu o budowie komputerów.
A teraz wystarczy, aby „psycholog” z praktycznie zerowym pojęciem i wykształcony na „testach” z okresu II wojny światowej poświęcił 3 weekendy na „szkolenie”.
No i jeszcze jest rzecz najważniejsza !!! Trzeba zapłacić za szkolenie (Gierowskiemu, Heitzmanowi i innym „specjalistom”) 2.300 zł (1-rata 850 zł).
Żeby nie być gołosłownym, pozwolę sobie przedstawić materiały reklamowe „biegłych” sądowych.
Najważniejsza informacja: „nasze Stowarzyszenie (pisane z dużej litery) ma poważne problemy finansowe !!!” Po prostu potrzebne są pilnie „opłaty licencyjne”.
Natomiast nigdzie nie ma słowa o tym, że poziom biegłych sądowych, to dno, o czym podobno wiedzą nawet sądy (np. Sąd Apelacyjny w Krakowie à Krakowskie Zeszyty Sądowe 2002 lipiec - sierpień, poz. 53 notka: „Jeszcze raz sygnalizujemy kryzys ekspertyz sądowych i wyrażamy przekonanie, że trzeba pilnie naprawić tę pomocniczą dziedzinę sądową”).
Ale Stowarzyszenie do „rekomendowania” biegłych (J. K. Gierowski jest posiadaczem „legitymacji nr 1” tego Stowarzyszenia”) widzi „kryzys”, ale tylko w swoim portfelu!
Pierwszy „zespół biegłych” – z którego na oczy nie widziałem jednego z 2 podpisanych biegłych ( Antoniego Ferenca) to 34 przepisane strony z akt + 2 banalne zdania „pseudoanalizy” na końcu – typu „nie był niepoczytalny, bo był poczytalny”. Za tą „opinię” otrzymał Adamczyk i Ferenc 8.250 zł (dokładna kwota jest w aktach). To znaczy, że za bezmyślne przepisanie i poprzekręcanie przypadkowych fragmentów z akt, podanie ewidentnie nieprawdziwych faktów (co stanowi przestępstwo) i podbicie tego opiniopodobnego bełkotu pieczątką „biegłego”, którą dzisiaj może dostać praktycznie każdy ci „specjaliści” dostali prawie 250 zł za każdą stronę!
Jakie wyjątkowe kryteria trzeba spełnić, aby zostać np. „biegłym psychologiem sądowym”. Praktycznie żadne. Wystarczy wpłacić 2.300 złotych i przejść 15 dniowe szkolenie (w tym 3 weekendy – realnie kilka godzin „wykładów” swoich kolegów). I już można decydować o ludzkim życiu. Dodatkowo stajemy się członkami innej mafii – mafii biegłych sądowych. Jest to bardziej elitarna (mniej liczna) mafia, niż sędziowska. Wszyscy biegli zawsze się ślepo popierają. Dlatego mogą pisać dowolne brednie i brać łapówki, prawie tak samo bezkarnie, jak sędziowie.
Po uznaniu przez sąd pierwszej „opinii” Adamczaka i Ferenca z Jarosławia za bezużyteczny szmelc, trafiłem na drugi zespół „biegłych”, Birecką i Juskowiak z aresztu we Wrocławiu. Sędzia rejonowy Maczuga, prowadzący mój „proces” napisał dosłownie do Bireckiej: „A jakie cechy osobowości należałoby u oskarżonego rozpoznać, aby u niego można było stwierdzić wyraźnie nieprawidłową osobowość?” !!! Odmówiłem badania, a pomimo tego Birecka wydała „opinię”. Jako „wnioski” z badania przepisała ona dosłowny plagiat ze strony 117 podręcznika diagnostycznego ICD-10 (1997). I od tego czasu już „mam” „nieprawidłową osobowość”. Nie pozwolono mi już w sądzie Maczugi zweryfikować „opinii” Bireckiej i Maczuga skazał mnie na dożywocie.
Sąd Apelacyjny, po mojej krytyce wyroku sądu I instancji i opinii „biegłych” (liczącego 234 strony maszynopisu) przyznał mi rację i powołał kolejnych biegłych. Tym razem „dobierano” mi potrzebny skład biegłych przez ponad pół roku. W końcu po ostatniej wymianie pojawił się prof. J. K. Gierowski – kolega prof. Jana Woleńskiego, który szósty rok z rzędu prowadzi intensywną nagonkę na mnie.
Prof. Jan Woleński z U.J. pomagał swojemu pupilowi Rojszczakowi w jego wysiłkach w odebraniu mi mojego mieszkania. Oczerniając mnie i szkalując publicznie – Woleński chroni własną skórę. A pomógł mu w tym jego wieloletni kolega z tego samego Instytutu – Gierowski.
Praktycznie „skazał” mnie Gierowski. Podawał on same ogólniki, powoływał się na jakieś testy z okresu II wojny światowej, ale krakowski Sąd Apelacyjny nie pozwolił mi na dostęp do tych „bezcennych” „testów”. Gierowski powiedział, że on się „nie zgadza”, bo to stwarza możliwość „handlowania” testami. W efekcie zostałem „skazany” na podstawie „dowodów”, których nie tylko nie pozwolono mi zweryfikować, ale nawet nie zezwolono na mój dostęp do nich !!!
W ostatnich latach stale w mediach były podawane przykłady handlowania, ale opiniami „biegłych” psychiatrów, którzy za łapówki pisali wszystko. Nawet nieważne jest, że skazano mnie ostatecznie na dożywocie, a krakowski Sąd Apelacyjny sam opublikował kilka lat temu w innym procesie[15] swój własny wyrok, że obrona „ma prawo kontrolować testy”, ale jak widać mafijny sąd krakowski publikuje wzorce prawne dla sądów, które jednak samego S.A. w Krakowie nie obowiązują. Kali publikuje zasady, ale Kalego te zasady nie obowiązują.
W podręcznikach od psychiatrii na pierwszej stronie rozdziału o psychiatrii sądowej zawsze czytamy, że „wymaga od lekarza dodatkowego specjalistycznego przygotowania i znajomości przynajmniej podstawowych zasad prawnych”. To zdanie napisał Gierowski i Heitzman w „Psychiatrii” U & P 2003, tom 3, s. 429. To ma na celu zniechęcić innych psychiatrów od wtrącania się do ich ogródka. W rzeczywistości Gierowski i Heitzman mają zerowe pojęcie o prawie karnym. No może nie do końca. Bo doskonale wiedzą, jakie „opinie” od nich oczekują sądy i jakie ogólniki powiedzieć w sądzie, aby ich opinia wydawała się fachowa. I jaki maksymalny rachunek wystawić za „fachową” opinię, aby sąd im ten rachunek zapłacił. U mnie za 150 stron bełkotu, w którym „biegli” przepisali najpierw część materiału z akt, a później wszystko tłumaczyli moją „głęboko zaburzoną osobowością”, powtórzoną 1.000 razy i ubarwioną jakimiś ogólnikami przepisanymi z różnych książek w stylu: „ludzie zachowują się tak lub inaczej” i za to otrzymali ponad 13.000 zł. (trzynaście tysięcy !!!).
Czytamy np. w ww. Psychiatrii tom 3 (powtórzmy – autor Gierowski i Heitzman) na str. 432, że są dwa możliwe kryteria utraty poczytalności. Mówiąc w uproszczeniu – można być niepoczytalnym z powodu np. choroby psychicznej, albo jako reakcję na skutek ostrego lub przewlekłego stresu. Gdy mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem, to oznacza wówczas, że osoba całkowicie zdrowa psychicznie musi zostać uniewinniona, a nie można jej zamknąć w szpitalu, bo nie jest chora psychicznie. W efekcie podanie takiej prawdy byłoby nie do przyjęcia przez polskie „sądy”, całkowicie zależne żądnej krwi, igrzysk i wódki ulicy.
Analizowałem książkę Heitzman „Stres w etiologii przestępstw agresywnych” U.J. 2002. W rozdziale XI „omówienie wyników” możemy przeczytać jakie „wyniki” diagnoz psychiatrycznych ma Heitzman. Otóż NIGDY nie stwierdził on niepoczytalności na skutek stresu, co w konsekwencji spowodowałoby odzyskanie wolności przez sprawcę. Niepoczytalność stwierdził Heitzman tylko w jednym przypadku (ibidem s. 203) i jednocześnie zalecił tą jedną osobę zamknąć w szpitalu psychiatrycznym.
W prawie wszystkich pozostałych przypadkach Heitzman „zdiagnozował” znacznie ograniczoną poczytalność („91,4 % miało znacznie ograniczoną poczytalność” Heitzman, 2002 s. 196), co w praktyce dla sądu kompletnie nic nie znaczy. U mnie także „zdiagnozował” Heitzman i Gierowski to samo (pozostałe 3 biegłe były takimi samymi figurantami, jakimi są ławnicy w sądach: 80 letnia staruszka i dwie młode dziewczyny, które żyją ze zlecania im „udziału” w badaniach, a dokładniej w udziale z sypiących się pieniędzy za „opinie”). Jak widać nawet przy „diagnozie” znacznie ograniczonej poczytalności można było mi dać dożywocie. Kolejnym standardem „opinii” Heitzmana jest „diagnoza” „nieprawidłowej osobowości”. A we wszystkich „opiniach” Heitzmana brał udział J. K. Gierowski (ibidem, s.176). Praktycznie u każdego badanego „diagnozował” Heitzman te „zaburzenia osobowości”. Co ciekawe, to w książce prof. Ackermana „Podstawy psychologii sądowej” GWP 2005 (recenzja J. K. Gierowski – s. 4) możemy przeczytać, że „trafienie do więzienia: gniew, lęk, depresja, ogromny stres tworzy mieszankę skutkującą prawie w 100% zaburzeniami zachowania” (s.123), ale jak widać potrzeba wydać ponad 13.000 zł, aby dowiedzieć się od Heitzmana i Gierowskiego, że ludzie zamknięci w więzieniach zachowują się inaczej („nieprawidłowo”), niż na wolności. Można w opiniach też stwierdzać, że ryby wyrzucone z morza na piasek zachowują się „nieprawidłowo”. Za kolejne 13.000,- zł.
Jakie są powody, dla których Heitzmanowi nigdy nie udało się zdiagnozować przypadku, że ktoś zdrowy psychicznie na skutek ekstremalnego stresu popełnił czyn zabroniony, ale z powodu chwilowej niepoczytalności powinien zostać uniewinniony i pójść do domu ?
a.) nie ma takiego przypadku w rzeczywistości (istnieje tylko w zagranicznych podręcznikach, z których Heitzman i Gierowski przepisują swoje plagiaty),
b.) są takie przypadki, ale zleceniodawcy Heitzmana (sądy i prokuratury) nie życzą sobie takich opinii.
Nigdy nie spotkałem się z opinią psychiatryczną, w której byłaby rzetelna analiza osoby, a nie zabawa w „sądzenie” przez „biegłych” oskarżonego. Nigdy nie ma podanych konkretnych kryteriów i konkretnych DOWODÓW na wyniki ich „opinii”. A te opinie bazują na jakichś zupełnie archaicznych „testach” i na ich „doświadczeniu”. Chciałem zapytać w sądzie, jakie KONKRETNE kryteria „spełniam” do zdiagnozowania u mnie tych wszystkich „zaburzeń osobowości”, jakie są na te kryteria konkretne dowody, ale usłyszałem, że „dowodem” jest posiadanie przez Gierowskiego „legitymacji nr 1 jakiegoś towarzystwa” oraz „doświadczenie” Heitzmana. W ten sam sposób nie byłbym w stanie udowodnić, że równie trafna „diagnoza” moich biegłych z U.J., że np. zdiagnozowali, że jestem wielbłądem – też nie miałaby żadnych szans na podważenie.
Gierowski oświadczył w sądzie, że to, iż nauczyłem się najnowszej psychiatrii, neurologii i prawa w więzieniu, stanowi „utrudnienie” w diagnozowaniu mnie. Zawsze uważałem, że solidna wiedza jest konstruktywna i pożyteczny. Gdy przeczytałem w 2003 roku wyrok SN 2000.11.06 IV KKN 477/99 LEX nr 51136 : „Całkowita dyskwalifikacja dowodów z opinii biegłych wymaga uprzedniego wykazania, że były one oparte na błędnych przesłankach, nie odpowiadają aktualnemu stanowi wiedzy w danej dziedzinie lub są sprzeczne z zasadami logicznego rozumowania. … realna możliwość zakwestionowania należytego poziomu tych wiadomości specjalnych również wymaga odpowiedniego zasobu wiedzy specjalistycznej.”, to postanowiłem tą wiedzę samemu zdobyć. Ale dla biegłych i sądu jest to „dowód” na moją „psychopatię”.
Pierwszą książkę otrzymałem w dniu: 14.05.2004. Była to „Osobowość a ekstremalny stres ” Strelau Jan, GWP 2004 . Z załączonego do tej książki katalogu wydawnictwa GWP.PL sukcesywnie nabywałem kolejne podręczniki. Gierowski stwierdził, że dzięki tej wiedzy uzyskanej z książek „naginam” fakty. Jest to niemożliwe, bo wszystkie swoje analizy opieram wyłącznie na protokołach zeznań uzyskanych w dniu tragedii - 27.09.2001 (policjanci, świadkowie, lekarze, moje zeznania) lub w najbliższych dniach po tragedii. Absurdem jest stwierdzenie Gierowskiego, że wiedza uzyskana z książek (wydanych w większości dopiero w latach 2003 – 2005), które otrzymałem do więzienia dopiero po zezwoleniu sądu z maja 2004 roku (!!!) mogła mieć wpływ na jakiekolwiek zeznania złożone zaraz po tragedii. To nie ja „wymyśliłem sobie” zaburzenia stresowe, tylko o tym przeczytałem w moich aktach wiosną 2003 roku (gdy dostałem do nich dostęp pierwszy raz w więzieniu). Diagnoza „ostra reakcja na stres” pierwszego lekarza psychiatrii, który miał ze mną kontakt po tragedii nic mi nie mówiła do maja 2004 roku !
Co ciekawe, to Gierowski powiedział, że „jestem osobą wyjątkowo inteligentną”, a tym samym niebezpieczną i do końca życia powinienem przebywać w więzieniu. (oczywiście jest to odciążenie sędziego apelacyjnego Dziubana i jego pozostałych 4 kolegów z mojego składu od odpowiedzialności za niesprawiedliwy wyrok, bo skoro „biegły” coś „stwierdził”, to już można mnie skazać na dożywocie).
Otóż myślę, że jest to przesada z tą moją „niebezpiecznością” dla sędziów i biegłych. Choćby niewiadomo jak inteligentny człowiek się pojawił w Polsce i wykazał to, co jest faktem, że te całe opiniowania psychiatryczne to jedna wielka lipa, a polskie sądy to mafia w Orwellowskim stylu, to i tak w tym kraju nic się nigdy nie zmieni. W grudniu 2005 roku trzech biegłych psychiatrów publicznie oświadczyło, że większość opinii psychiatrycznych to totalna lipa. W efekcie jeden z nich przestał być dyrektorem szpitala psychiatrycznego, a mafia pozostałych „biegłych” sądowych zareagowała tak skutecznie, że ci uczciwi ludzie do dzisiaj żałują swojej prawości. Witamy w Polsce.
Jestem pewien, że gdyby nawet sam Jezus Chrystus zstąpił dzisiaj do Polski, to nie byłby w stanie oczyścić tego szamba, jakim jest polski wymiar „sprawiedliwości”.
Jest jeszcze jedna ciekawa kwestia. J. K. Gierowski – profesor z U.J. stwierdził, że jestem „niebezpieczny”, bo jestem inteligentny i nauczyłem się psychiatrii. Nie jest to novum, bo np. w dniu 06.11.1939 roku hitlerowcy wywieźli 183 profesorów do obozów koncentracyjnych (vide: Sonderaktion Krakau). Zawsze intelekt i wiedza stanowi zagrożenie. Szczególnie, gdy oszustom grozi zdemaskowanie.
Gierowski stwierdził, że skoro uważam się za poszkodowanego całą tragedią, to „mógłbym się zemścić”. Jest to także znany sposób myślenia. Z tego samego powodu 67 lat temu ludzie myślący tak samo, jak dzisiaj Gierowski „usunęli” „możliwość zemsty” w Katyniu, Ostaszkowie i Starobielsku. Jeżeli ktoś wbije nam nóż w plecy i do tego zdaje sobie z tego sprawę, to w pojęciu wielu ludzi (oficerowie NKWD, esbecki oficer Szczygieł, Gierowski, krakowscy sędziowie, etc.) „może być niebezpiecznym”.
„Biegli” wyręczyli sąd w ocenie, czy faktycznie zostałem skrzywdzony przez filozofa i sędzię Błasiakową, gdy po 7 latach agresji i usiłowania odebrania mi całego mojego dorobku życia – mojego mieszkania, gdy po wyroku sądu I instancji, który stwierdził, że moje mieszkanie jest moje (i w końcu będę mógł się wyprowadzić z tego piekła) przyszedłem do sądu 27.09.2001, aby formalnie zakończyć tą chorą sprawę o MOJE WŁASNE MIESZANIE.
Biegły specjalista od psychologii, posiadacz „legitymacji nr 1 towarzystwa biegłych psychologów sądowych” - prof. Gierowski w dniu 04.07.2006 w sądzie wyjaśnił: „Biegli nie tak samo traktują przeżywaną krzywdę jak oskarżony. Nie intensyfikują tej krzywdy jak czyni to subiektywnie oskarżony”.
To też nie jest jakieś nowe spostrzeżenie. 70 lat temu jakiś NKWD-dysta Josif Gierowskij też „nie intensyfikował subiektywnej krzywdy”, gdy zabierał kułakowi i burżujowi cały jego majątek. W NKWD też „nie tak samo przeżywali krzywdę”, jak ich ofiary.
Albo gdy 60 lat jakiś Johann Heitzman zabierał Żydowi jego mieszkanie w Berlinie. Taki Heitzman też „nie tak samo przeżywał krzywdę” i „nie intensyfikował subiektywnej krzywdy” jakiegoś Żyda, któremu zabierano w bandycki sposób wszystko, co posiadał w życiu i wysyłano do Oświęcimia.
Być może jednak słusznie Sąd Apelacyjny zapłacił (z moich pieniędzy, które mi i tak wcześniej w całości zabrano) za tak mądrą i trafną opinię Gierowskiego i Heitzmana.
W dniu 13.01.2006 podwładna doc. Heitzmana – dr Małgorzata Opio powiedziała mi, że Heitzman potrzebuje oparcia wśród innych psychiatrów, bo niedawno został kierownikiem Kliniki Psychiatrii Sądowej w Warszawskim IPiN. Teraz to Klinika Heitzmana zajmuje 6 pokoi w parterowym baraku. Ale Heitzman oczekuje, że zostanie niedługo profesorem i Instytut wybuduje mu się „prawdziwą klinikę – na co najmniej 2.000 m2, z własnymi lekarzami, oddziałami do obserwacji, z oddziałami detencji (czyli bezterminowego umieszczenia pacjentów)”. Analizując statystykę swoich „diagnoz” Heitzman w swojej książce podał, że tylko jeden raz stwierdził niepoczytalność i zalecił detencję. Zapewne gdy wybuduje się tą klinikę Heitzmanowi „na co najmniej 2.000 m2”, to Heitzman będzie częściej „rozpoznawał” niepoczytalność i zlecał detencję. Puste ZOO nie jest tak atrakcyjne, jak ZOO wypełnione człekopodobnymi zwierzętami.
Straszny kraj, ta cała Polska. Tutaj istnieje tylko jedna możliwość uniknięcia tego całego szamba. Trzeba wyjechać na zawsze z Polski i nigdy nie powrócić do tego przeklętego kraju sprzedajnych, pazernych i zawistnych kundli. Tutaj nic się nie zmieniło po upadku komunizmu. PRL nadal żyje w zdegenerowanych mózgach sędziów niezawisłych inaczej, lekarzy sądowych biegłych inaczej. I nigdy nic się nie zmieni.
Biegli sądowi w Polsce to dyspozycyjne kundle, którzy wydają fałszywe i pseudofachowe opinie, byle takie, które oczekują od nich ich zleceniodawcy, czyli sądy lub prokuratury. Za sowite wynagrodzenia sądy dostają merytorycznie identyczne i bezwartościowe gotowce od „biegłych”. Wszystkie „opinie” to taki sam bezwartościowy szmelc o „nieprawidłowej osobowości” i „znacznie ograniczonej poczytalności”. A to kompletnie nic nie znaczy dla sądów. Jest tylko „podkładką” do skazywania. Za to sądy czują się zwolnione z jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje wyroki. Dzięki „biegłym” i „immunitetowi” od wszelkiego draństwa umywają ręce. Jak 2.000 lat temu Piłat[16].
POLSKIE ARESZTY
Postaram się przedstawić, jak wyglądają te miejsca, gdzie całymi latami stosuje się „środki zabezpieczające” „prawidłowy” proces, czyli polskie areszty śledcze.
Teoria jest piękna.
Konstytucja RP: Art. 42 ust. 2: Każdy, przeciw komu prowadzone jest postępowanie karne, ma prawo do obrony we wszystkich stadiach postępowania.
Art. 42 ust. 3: Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.
A w praktyce dzisiaj to wyglądają te gwarancje konstytucyjne, jak „prawo” obywateli dawnej NRD do swobodnego wyjazdu do RFN.
Przez pięć lat, do dnia 12.07.2006 (wyrok prawomocny) byłem osobą, która realnie została pozbawiona nie tylko wolności, ale też i jakiejkolwiek możliwości obrony. Trafienie do tymczasowego aresztu jest w praktyce zamknięciem człowieka w trumnie. Gdy nie ma się poza murem więzienia osób, które będą się starały pomóc człowiekowi, to jest się z góry skazanym na wyrok.
W pierwszym okresie decydentem ludzkiego życia staje się prokurator. Nie ma kompletnie żadnej kontroli nad tym, co taka osoba wyprawia z człowiekiem. Na życzenie filozofek przekazano moje śledztwo prokuratorowi z Przemyśla – Marcie Pętkowskiej. Byłem przetrzymywany cały rok w więzieniu w Przemyślu, kompletnie odizolowany od świata. Prokurator Pętkowska jest osobą znaną w przemyskim więzieniu bardzo dobrze. Przemyśl to w końcu małe miasto. Pani prokurator okręgowa Marta Pętkowska prowadzi z bratem Bogdanem Pętkowskim (znanym w Przemyślu, jako „Łysy”) „Night Club” w Przemyśli przy ul. Kazimierza Wielkiego (stan na 2002 rok). Dzięki ochronie Pętkowskiej, Night Club zatrudnia ukraińskie prostytutki. W pierwszym tygodniu czerwca 2002 roku Pętkowscy kupili (od Pawła Stadnika „Buhaj” i Artura Sienkiewicza „Gadżet”) ok. 17 letnią Ukrainkę za 2.500,- zł. Gdy Ukrainka zorientowała się, że nie tylko ma wykonywać striptiz, to uciekła od Pętkowskich. Wtedy prokurator Pętkowska poprosiła dostawców o zwrot tych 2.500,- zł. Jak państwo myślicie ? Oddali pieniądze Pętkowskiej, czy też nie ?
Czasami na samym dole, w więzieniu można zobaczyć wiele faktów, nie do zauważenia na wolności. Że pijana prokurator Marta Pętkowska ok. 06.07.2002 wjechała w barierki na skrzyżowaniu ul. Smolki i Dworskiego w Przemyślu, że pod koniec 2001 roku pijana prok. Pętkowska spowodowała wypadek z rannymi, o czym nawet pisały gazety. Że Night Club Pętkowskich w Przemyślu nie podlega kontroli, a posiada 8 automatów do hazardu – formalnie u Pętkowskich gra się na żetony, a te „po wygraniu” są wymieniane na pieniądze przy bufecie (lato 2002 roku), że żaden policjant nie skontroluje handlu narkotykami w lokalu będącym współwłasnością prokuratora okręgowego w Przemyślu. Prokuratorzy to ta sama mafia sądowa. Też mają pełny immunitet[17] od wszelkiego (swojego) draństwa.
A jak prowadzi swoje śledztwa Pani prok. Pętkowska ? Jak INNYM wymierza sprawiedliwość ? Opiszę moje śledztwo Pętkowskiej.
Pomimo diagnozy lekarza pogotowia, którego wezwali do mnie policjanci w dniu tragedii tj. 27.09.2001, że jestem w szoku, po ciężkim stresie, pomimo opinii sędziego (Jarosław Gaberle), który wystawiając mi postanowienie tymczasowego aresztowania w dniu 28.09.2001 napisał że nie kontroluję swojego zachowania, pomimo diagnozy ordynatora psychiatrii dr S. Teleśnickiego z dnia 30.09.2001 – „ostra reakcja na stres”, pomimo próby samobójczej z dnia 01.10.2001 – prokurator Pętkowska skierowała mnie do opiniowania psychiatrycznego po … roku od tragedii !!! Równie sensownie można badać u kierowcy krew na zawartość alkoholu rok po wypadku.
Prokurator Pętkowska przesłuchiwała mnie dwa razy. Pierwszy raz w Areszcie Śledczym w Krakowie 4 miesiące po zdarzeniu, gdy byłem jeszcze w szoku. Nie chciałem zeznawać pod nieobecność adwokata, ale zaszantażowała mnie Pętkowska, że nikomu nie wyda zgody na odwiedzenie mnie w więzieniu. Więc zgodziłem się. Prosiłem o przesłuchanie kilku świadków, ale Pętkowska powiedziała, że żadnego mojego świadka nie dopuści. I tak faktycznie było do samego „wyroku” po 5 latach. Nie przesłuchano żadnego świadka obrony.
Drugi raz przesłuchiwała mnie Pętkowska podczas „obserwacji” w Jarosławiu latem 2002 roku. Zadała mi pytanie: „Dlaczego ja zatruwałem życie filozofowi?”, a gdy odpowiedziałem, że to nie ja im utrudniałem życie, tylko oni mnie, to wówczas Pętkowska powiedziała: „No to miałeś powód do zemsty. Zostaniesz oskarżony o zabójstwo z zemsty”. I to było całe „śledztwo”.
Gdy na drugiej rozprawie w sądzie I instancji ( 20.03.2003) wniosłem o przesłuchanie moich świadków i przeprowadzenie zawnioskowanych przeze mnie dowodów, to sędzia rejonowy Maczuga je wszystkie oddalił, bo … „wszystko już zostało ustalone w śledztwie[18]” !!! Więc cały „proces” był zbyteczny.
Praktycznie tymczasowe aresztowanie uniemożliwia jakąkolwiek realną obronę. Prokurator robi, co tylko chce. Jak za dawnych dobrych czasów w Feliksa Dzierżyńskiego.
Żeby pokazać, jak przeprowadzono moje „śledztwo” i „proces”, posłużę się przykładem. W dniu 27.09.2001 roku zastrzeliłem 3 osoby. To jest fakt. W 1945 roku alianccy lotnicy dokonali nalotu dywanowego na Drezno, podczas którego zginęło ok. 135 tys. ludzi, w tym dziesiątki tysięcy małych dzieci i kobiet oraz zniszczone zostało 80 % zabudowań miejskich. I to też jest fakt. A teraz proszę sobie wyobrazić, taką sytuację, że lotnik uczestniczący w tym nalocie zostaje aresztowany w kraju, w którym nikt nie wie o II wojnie światowej.
Przez cały czas jego aresztowania, a później „śledztwa” trwa w mediach potężna nagonka, że jest mordercą tysięcy niewinnych dzieci w Dreźnie.
Przychodzi do niego do więzienia prokurator Pętkowska i pyta się go, dlaczego atakował Niemców. A on odpowiada, że to było dokładnie odwrotnie, bo to Niemcy zaatakowali aliantów. Wtedy prokurator odpowiada: „to znaczy, że miałeś powód do zemsty. Będziesz oskarżony o morderstwo drezdeńskich dzieci w 1945 roku z zemsty.” Przez cały „proces” pokazywane są w mediach zdjęcia kalekich dzieci z Drezna i wypowiadają się wyłącznie poszkodowani mieszkańcy Drezna (ich najbliżsi), którzy opowiadają, że jacyś bandyci przylecieli nagle samolotami i zbombardowali Drezno. I to wszystko jest przecież prawdą – faktem. Jacyś świadkowie z Drezna opowiadają, że „mieli przecież prawo do Gdańska, do Warszawy, do Londynu”, „bo w księgach wieczystych w Berlinie nikt nie wpisał, że Warszawa to własność Polski, a nie Niemców”. A ten oskarżony lotnik nie może powołać żadnego światka, uniemożliwia mu się nawet złożenie jego własnych zeznań. Trafia ten człowiek do opiniowania do jakiegoś psychiatry z Drezna, dr Heitzmana, który stwierdza, że całe tragiczne bombardowanie Drezna, jest spowodowane „nieprawidłową osobowością” tego lotnika. A „dowody” na tą „diagnozę”? Jakiś świadek podał, że ten lotnik rok przed zbombardowaniem Drezna „zestrzelił” bogu ducha winnego lotnika niemieckiego, który akurat przypadkiem latał swoim meserszmitem nad Londynem. A okoliczność, że do agresji Niemców ten lotnik aliancki przez całe swoje 41 letnie nigdy nikogo w życiu nie uderzył, żył spokojnie i uczciwie – to jest nieważne. Ważne jest tylko jedno. Zbombardowane Drezno.
Oczywiście nie da się zafałszować całkowicie genezy II wojny światowej i kto do niej doprowadził. W sytuacji, gdy perfidne filozofki wykańczały tylko mnie, gdy oni nie chcieli zająć całego Krakowa, a „tylko” mieli „prawo” do mojego mieszkania, gdy z sali wykładowej U.J. grzmi prof. Jan Woleński o aniołach Rojszczakach, gdy w mediach wypowiada się chory z pazerności na moje mienie – Marian S., esbek i oficer Milicji Obywatelskiej w latach 1966-1985 „po studiach prawa na wyższej szkole przy KC PZPR” (jak to sam zeznał w sądzie w 2003 r.), to „wszystko” jest jasne.
Tak samo uczciwym jest „proces” odszkodowawczy, w którym zasądza się cały majątek tego lotnika, jako odszkodowanie za zbombardowanie Drezna.
Niemożliwe ? W przypadku wielkiej skali tragedii – na pewno TAK. Ale w moim przypadku tak się właśnie stało !!! W polskich zdegenerowanych sądach wszystko jest możliwe. Każde draństwo, każde kłamstwo, każde świństwo.
Ze świetnej książki „Przemoc, uraz psychiczny i powrót do równowagi” profesor psychiatrii z Harvardu Herman Judith Lewis, GWP 2004 (ISBN 83-87957-92-5), dowiadujemy się, jak taki „mały” domowy terror działa:
Str.12 - mały tajny obóz koncentracyjny à domowy despota
s. 44 - uraz psychiczny jest przypadłością bezsilnych
s. 45 - uraz psychiczny gdy: zaskoczenie, brak możliwości ucieczki àb ezradność i przerażenie, uraz gdy nie ma szans oporu lub ucieczki, następuje przeciążenie całego systemu nerwowego
s. 48 - trauma – przerasta cały system nerwowy
s. 53 - zupełna bezsilność à ucieczka od stresu à system samoobrony się całkowicie załamuje
s. 68 - gdy druzgocące wypadki à osobowość nie ma znaczenia, nie ma osoby odpornej na wstrząs, gdy zdarzenia przekroczą granice
s. 85 - domowa niewola à trudniej zauważalna i niewidzialna
s. 86 - psychikę więźnia dominuje jego KAT à POZORNIE NORMALNY ! TYRANI SIĘ ŚWIETNIE KAMUFLUJĄ à NIEWIELE OSÓB WIERZY W ICH TYRANIĘ s. 126 - ludzie nie rozumieją traumy à bezwzględny osąd , - ludzie nie zdają sobie sprawy ze skuteczności terroru
s. 127 - zwykły zdrowy człowiek może wpaść w PUŁAPKĘ SYTUACJI
s. 154 – terapeuta (lekarz) à w warunkach skrajnego stresu „ON TAKIE MÓGŁBY MORDOWAĆ”
Praktycznie tymczasowe aresztowanie przez sędziego jest tylko formalnością, gdy prokurator złoży stosowny wniosek. Bardzo wielu ludzi pokazywało mi postanowienia o aresztowaniu. „Wszystko” uzasadnia ten rzekomo „wyjątkowy” środek. Np. „zagrożenie wysoką karą”. Co to oznacza w praktyce ?
Jeden współwięzień kupił (na wolności) telewizor wartości 1.000,- zł. Kupując wziął na niego kredyt (podając swój własny dowód osobisty). Gdy nie spłacał kredytu bank zgłosił „oszustwo”. Za pieniędzmi prywatnego banku (włoskiego) rusza cały aparat ścigania. Na koszt skarbu państwa (ewentualnie później obciążając „przestępcę”). Oszustwo jest zagrożone karą od 6 miesięcy do 8 lat. Samo „zagrożenie” karą (jej górną granicą) 8 lat lub więcej powoduje tzw. „samoistną przesłankę” do zamknięcia człowieka w więzieniu. A w polskim skrajnie restrykcyjnym kodeksie karnym praktycznie wszystkie przestępstwa są zagrożone karami, których górna granica wynosi co najmniej 8 lat. Wystarczy jakiekolwiek pomówienie ze strony życzliwego sąsiada, że ktoś został oszukany i prokurator zamyka człowieka do więzienia.
Jak sądy „uzasadniają” areszt, to pozwolę sobie przytoczyć kilka z tych przypadków, które sam na własne oczy czytałem. Przedstawiam przykłady sędziowskiej schizofrenii.
„Aresztowanie jest zasadne, bo podejrzany jest osobą majętną i może uciec za granicę, bo go na to stać.”
„Aresztowanie jest zasadne, bo podejrzany nie posiada żadnego majątku i może uciec za granicę, bo nic go w Polsce nie trzyma.”
„Podejrzany przyznał się do zarzucanego czynu, więc areszt jest zasadny, bo może mu zostać wymierzona wysoka kara.”
„Podejrzany nie przyznał się do winy, więc areszt jest zasadny, bo może mataczyć, aby uniknąć kary.”
Albo przykład z uzasadnienia wieloletniego aresztowania mojego znajomego J.M., który pisał mój sędzia Maczuga: „Posiadanie małych dzieci przez oskarżonego nie jest żadną przeszkodą, bo można przecież oddać dzieci do domu dziecka lub do rodziny zastępczej”. Na marginesie: J.M. został skazany przez Maczugę na 9 lat więzienia za narkotyki, których nie posiadał !!! Jedynym „dowodem” były pomówienia. Niestety mało kto jest sądową Zytą Gilowską.
Przebywałem w celi wspólnie z jednym „baronem” paliwowym ze szczecińskiej spółki BGM. Po 2 latach więzienia i 2 latach „śledztwa”, które prowadził prokurator Marek Wełna ten 44 letni mgr inż. J.B. był w takim stanie psychicznym, że na wszystkie pytania prok. Wełny odpowiadał „tak”, zanim usłyszał treść pytania. Cały dzień ten człowiek wymiotował z nerwów i praktycznie był krok od tego, aby się powiesić. Prokurator Wełna szantażował go ujawnianiem jego rodzinie całkowicie prywatnych jego spraw, jeżeli nie będzie zeznawał. Gdy tydzień trzyma się pozbawionego wolności w jakiejś piwnicy syna biznesmena i żąda się okupu za wypuszczenie człowieka, to jest to przestępstwo zagrożone wysoką karą pozbawienia wolności.
Jeżeli prokurator Wełna dwa lata trzyma człowieka w polskim więzieniu – w nieludzkich warunkach, aby szantażem wymusić zeznania, to wszystko jest w porządku. Witamy w Polsce.
Po wymuszonych zeznaniach przez prok. Wełnę – dosłownie na 2 dzień telewizja TVN wyemitowała program, w którym prok. Wełna podawał „rewelacje” o jakichś kontach w Szwajcarii prezydenta Kwaśniewskiego, jako „wynik” śledztwa w sprawie mafii paliwowej. Zapytałem się więc mojego współwięźnia, kiedy i gdzie widział te rzekome konta i przede wszystkim po czym poznał, że mają one związek z prezydentem. J.B. odpowiedział mi, że żadnych „kont” prezydenta na oczy nie widział, jak i nawet nigdy w życiu nie spotkał Kwaśniewskiego. Ale już więcej nie wytrzyma w więzieniu, a prok. Wełna obiecał mu odzyskanie wolności za zeznania, jakie on oczekuje. I faktycznie po tych „rewelacjach”, po 2 latach pobytu w więzieniu, po tym jak zaczął odpowiadać na wszystkie możliwe pytania prokuratora „tak”, J.B. odzyskał wolność.[19]
Teoretycznie kodeks postępowania karnego nakazuje szczególny pośpiech w śledztwie, gdy człowieka pozbawi się wolności.
W praktyce wszystkie śledztwa stają w miejscu, gdy tylko prokurator zamknie w więzieniu podejrzanego. Więzienie w Polsce to podstawowy środek wymuszania zeznań przez prokuratorów i sądy, a nie żaden „środek zapobiegawczy”. Co najwyżej jest to „środek zapobiegawczy” ale przed jakąkolwiek realną obroną człowieka.
Art. 265 kpk : Okres tymczasowego aresztowania liczy się od dnia zatrzymania.
Art. 263 § 1 kpk : W postępowaniu przygotowawczym sąd, stosując tymczasowe aresztowanie, oznacza jego termin na okres nie dłuższy niż 3 miesiące. (dotyczy to pierwszego aresztowania, które można przedłużać).
Aresztowanie liczy się w całych dniach. Oznacza to, że jeżeli osoba zostanie zatrzymana przez policję np. w dniu 07.09.2006 o godz. 23.oo, to dzień 07.09.2006 jest pierwszym dniem faktycznego pozbawienia wolności. Zgodnie z prawem pierwszy areszt 3 miesięczny kończy się w takim przypadku w dniu 06.09.2006 (najpóźniej o godz. 24.oo), a nie w dniu 07.09.2006 !!!
Jeżeli kupujemy tygodniowy program TV (7 dniowy), to jest on od np. piątku włącznie, do następnego czwartku włącznie (a nie do następnego piątku włącznie, bo wtedy taki program zawierałby 8 dni).
Jeżeli ktoś ma przebywać w więzieniu np. 7 dni i pierwszym dniem pozbawienia wolności jest poniedziałek (włącznie), to powinien opuścić więzienie najpóźniej w niedzielę.
A jak w praktyce sądy stosują tymczasowe aresztowanie na okres „nie dłuższy, niż 3 miesiące” ?
Tak to wygląda w 9 na 10 przypadków: Osoba jest zatrzymywana przez policję np.w dniu 07.09.2006 i trafia do policyjnej izby zatrzymań. Na drugi dzień – 08.09.2006 trafia do sądu i sąd wydaje postanowienie o tymczasowym aresztowaniu – najczęściej do 08.12.2006 (!!!). A okres 3 miesięcy upływa w dniu 06.12.2006 !!! Oznacza to, że prawie we wszystkich przypadkach sędzia przekracza dopuszczalny areszt o 1 lub 2 dni.
Zgłaszałem ten błąd do Sądu Apelacyjnego w Krakowie, gdy sędzia Maczuga przedłużył mój areszt powyżej dopuszczalnego limitu i Sąd Apelacyjny w Krakowie przyznał mi rację (30.07.2003, II AKz 303/03), dokonując korekty zbyt długiego (wg art. 263 kpk) tymczasowego aresztowania Maczugi. Ale nikt o tym nie wie. Sędziowie nadal wydają postanowienia o tymczasowym aresztowaniu niezgodnie z prawem. Zbyt długo ! Najważniejsze jest tylko „dobro wymiaru sprawiedliwości”.
Gdyby zwykły człowiek pozbawił bezprawnie innego człowieka wolności na 1 lub 2 dni, to podlega karze pozbawienia wolności do lat 5. Gdy sędzia wydaje postanowienie o pozbawieniu człowieka wolności 1 lub 2 dni (dłużej) wbrew ustawie, to wszystko jest w porządku. „Wszyscy są wobec prawa równi” (art. 32 ust. 1 Konstytucji RP). Witamy w Polsce.
Polskie więzienia są infrastrukturalnie przygotowane na ok. 20.000 więźniów (zgodnie z minimalnymi standardami europejskimi). A przebywa w nich prawie 90.000 osób.
Polska „norma” przewiduje „nie mniej niż 3 m2 powierzchni mieszkalnej na 1 więźnia” (art. 110 § 1 k.k.w.). Więzienna prycza ma wymiary 1,90 x 0,80 m, co daje powierzchnię 1,5 m2. Prycze są umieszczone dwu lub trzypiętrowo. Powierzchni w celach jest tak mało, że nie da się nawet rozłożyć na całej powierzchni celi prycz na podłodze, bez ich piętrowego rozmieszczenia. W efekcie realna powierzchnia mieszkalna to może wynosi te 1,5 m2 na 1 osadzonego lub jeszcze mniej. W celi, gdzie aktualnie przebywam, po odliczeniu powierzchni zajmowanej przez prycze, stolik i taborety na 1 więźnia pozostaje ok. 1 m2 wolnej podłogi (słownie – jeden metr kwadratowy). I w takich nieludzkich warunkach trzyma się ludzi zamkniętych 23 godziny na dobę.
Pobyt więźniów reguluje kodeks karny wykonawczy. Ale w praktyce to od poziomu intelektualnego oraz chwilowego kaprysu dyrektora więzienia zależy, jak stosuje się ten kodeks. W więzieniu w Pińczowie głównym dyrektorem jest od roku kapitan Krzysztof Drop. Ten człowiek rozumie kodeks w ten sposób, że prawa więźniów zapisane w ustawach to „nagrody”, a ludzie przebywający w więzieniach powinni mieć takie same warunki do życia, jak małpy w ZOO. Kodeks stanowi, że posiadanie w więzieniu telewizorów i radioodbiorników to „prawo” więźnia. Ale nie dla dyrektora Dropa. Radia nikt nie może posiadać, a posiadanie własnego telewizora to jest „nagroda”. Kodeksowo wolno posiadać środki higieny osobistej. W każdym dotychczasowym więzieniu posiadałem swoją elektryczną golarkę. Ale w Pińczowie dyr. Drop nie zezwala na to. Poziom higieny ustala dyr. Drop. Jedyną wykonywaną funkcją dyrektora pińczowskiego więzienia Krzysztofa Dropa jest karanie i poniżanie więźniów. Wszelkie „wnioski” karne są zawsze w ciemno akceptowane. Za to wszelkie obowiązki ustawowe dotyczące dyr. Dropa – nie istnieją. Nie istnieją dla Dropa ani ogólne przepisy – jak np. art. 4 kkw, zakazujący poniżającego traktowania skazanych. To, jak dyr. Drop „realizuje” ten zakaz poniżania ludzi w praktyce trudno nazwać nawet „poniżaniem” więźniów. Jest to bardziej zakres oceny psychiatrycznej tego człowieka. Niestety w więzieniu nie mamy tej możliwości technicznej, jaką posiada posłanka Samoobrony Renata Beger lub Adam Michnik, aby nagrać zachowanie tego człowieka i wysłać nagranie do mediów. Nakazy szczegółowe także nie dotyczą tego dyrektora.
Dla przykładu, rozporządzenie M.S. z 25.08.2003 (Dz.U.03.152.1493) w § 3 ust. 2 nakazuje wizytowanie cel przez dyrektora „co najmniej raz w miesiącu”. Jestem już 7 miesiąc w pińczowskim # i nigdy nie widziałem dyrektora Dropa wizytującego cele. Tak samo, jak więzienny lekarz okulista pół roku temu wypisał mi receptę na nowe okulary (tracę wzrok). Do dzisiaj ta recepta „czeka” na decyzję Dropa. Ale do karania więźniów to Drop zawsze przybiega natychmiast.
W więzieniu jest się całkowicie bezradnym. Wszelkie skargi do dyrekcji więziennictwa są zawsze „bezzasadne”, a ich „uzasadnienia” są zawsze tego samego typu, że „brakuje ziemniaków, ale winni są amerykanie, którzy zrzucili z samolotów stonkę na polskie kartofle”. Co prawda dotychczas więzienie w Pińczowie było jednym z normalniejszych w Polsce, ale przykład Dropa na pewno wyda swoje trujące owoce. Zgodnie z zasadą, że ryba psuje się od głowy. PRL żyje nadal i na się doskonale także w polskich więzieniach.
Kodeks karny wykonawczy zezwala n posiadanie przez więźniów komputerów. Niestety – „za zgodą” dyrektora więzienia. Więc dyr. Drop nikomu nie wydał nigdy zgody na posiadanie komputera[20]. W końcu kodeks kodeksem, ale zwierzęta, jakimi dla niego są więźniowie – nie potrzebują przecież nic więcej, niż legowiska i miski jedzenia. Kodeks zakazuje poniżającego traktowania więźniów (art. 4 k.k.w.). Niestety wszelkie skargi do nadzoru więziennictwa są zawsze „bezzasadne”. Dlatego dyr. Drop poniża więźniów, jak tylko potrafi. Więc dyr. Drop traktuje więźniów, jak właściciel plantacji bawełny traktuje swoje stado Murzynów w 18-wiecznej Ameryce. Dotychczas więzienie w Pińczowie było stosunkowo nowoczesne i strażnicy oraz dyrekcja więzienia traktowała więźniów w sposób humanitarny. Niestety ryba psuje się od głowy i za kilka lat rządów dyr. Dropa pińczowskie więzienie stanie się więzieniem o dzisiejszym standardzie białoruskim.
W efekcie ludzie wychodzą o wiele gorsi z polskich więzień, niż do tych więzień trafili. Zamiast w więzieniach np. studiować (wielu by chciało), do czego dzisiaj np. konieczny jest dostęp do Internetu (teoretycznie art. 105 § 1 kkw dopuszcza „inne środki łączności”, ale za „zgodą dyrektora” – czyli nigdy), ale w praktyce to tylko można się nauczyć, jak lepiej kraść, czy jak wytwarzać narkotyki.
Takie osoby, jak dyrektor Drop – bezkarne w łamaniu prawa i poniżaniu więźniów „uczą”, że na wolności można traktować tak samo innych ludzi, byle mieć poczucie przewagi, władzy i braku konsekwencji prawnych swoich czynów. Polska zamierza wysłać do Afganistanu 1.000 żołnierzy. Najlepiej by było, aby dyrektora Dropa – osobę o mentalności dyrektora sowieckiego kołchozu, uważającego, że komputery i Internet to wymysł szatana à wysłać do Afganistanu i tam zrobić go dyrektorem więzienia dla brodatych Talibów. Tam jego wrzaski, groźby „skopania” więźnia, zakaz posiadania elektrycznej golarki do brody byłyby całkowicie na miejscu. Dlaczego znowu Polacy mają robić „porządek” w jakimś Afganistanie, a do więzienia w Pińczowie nie przyjedzie pies z kulawą nogą sprawdzić, co tutaj wyprawia wszechwładny dyrektor Drop, a w praktyce chory psychicznie sadysta z nieograniczoną władzą nad ludźmi ?
Polskie sądownictwo to straszne, nieprawe szambo, rujnujące skutecznie porządek społeczny w Polsce. Sądy to żywy relikt bolszewickiego systemu niesprawiedliwości społecznej. Jest tylko jedna jedyna możliwość, aby polskie sądy nie zrujnowały ludzkiego życia. Ten sposób to wyjazd z Polski. Dopóki normalne państwa Unii Europejskiej nie zamknęły jeszcze swoich granic przed uciekającymi milionami Polaków z tego Polskiego niezawisłego i praworządnego raju.
Na zakończenie chcę powiedzieć uczciwym sędziom, uczciwym prokuratorom i uczciwym biegłym sądowym, że na pewno są w Polsce uczciwi ludzie. Postanowiłem wymienić imiennie tych łamiących prawo degeneratów z polskiego wymiaru sprawiedliwości, z którymi miałem styczność.
MAFIJNI SĘDZIOWIE I ICH PSY
1. Hanna Nowicka (dawniej Błasiakowa) – sędzia Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Bezkarny i sprzedajny morderca w todze. Jej wyrok był zapalnikiem do dalszej tragedii, w wyniku której 3 osoby poniosły śmierć, a dwie rodziny z 3 małych dzieci zostały totalnie zrujnowane.
2. Sędzia Wojciech Maczuga. Zakompleksiony oszołom, skazujący ludzi na skrajnie wysokie wyroki, przy równoczesnym całkowitym lekceważeniu prawa. Prawdopodobne dzisiaj jest już w S.A. w Krakowie
3. Sędzia Grzegorz Kiełbasa. S.R. Kraków – Śródmieście. Taki sam człowiek, jak Maczuga.
4. Sędzia Małgorzata Rzeszut – z Sądu Okręgowego w Krakowie. Była przewodniczącą mojego „sądu” I instancji. Dopuściła do zrobienia z mojego „procesu” pokazu średniowiecznej inkwizycji, a szczytem bezprawia było pozbawienie mnie jakiegokolwiek prawa do obrony.
5. Sędziowie z S.A. w Krakowie: Krzysztof Marcinkowski, Wojciech Dziuban (spr.), Beata Barylak – Pietrzkowska, Ryszard Kałwa, Andrzej Solarz – to koledzy Błasiakowej / Nowickiej. Dopuścili do zrobienia takiej samej farsy z polskiej procedury karnej, jak to zrobił „sąd” Maczugi. Uniemożliwili mi na jakąkolwiek realną obronę.
6. Prokurator z Przemyśla – Marta Pętkowska. Z góry przyjęła, że jestem winny, że motywem czynu była „zemsta” i nie przeprowadziła jakichkolwiek czynności przemawiających za inną wersją czynu.
7. „Biegli” sądowi, wszyscy piszący pseudonaukowe „opinie” pod „życzenia” sądów:
7.1. Janusz Adamczyk z Jarosławia. Chciał „motywacji”. Nic nie dostał (ode mnie), to i nic nie stwierdził.
7.2. Antoni Ferenc z Jarosławia. Podpisał się pod opinią Adamczyka nie mając ze mną kontaktu podczas 3 miesięcznej „obserwacji”
7.3. Joanna Birecka z więzienia we Wrocławiu. Jako wnioski z „badań” (odmówiłem udziału w jej „badaniach”) przepisała dosłowny plagiat ze str. 117 z podręcznika ICD-10 (1997)
7.4. Anna Juskowiak z więzienia we Wrocławiu. Koleżanka Bireckiej od 1982 roku. Podpisała się pod plagiatem Bireckiej
7.5. prof. Józef K. Gierowski. Psycholog, kolega patrona Rojszczaka prof. Jana Woleńskiego. To on praktycznie wydał na mnie „wyrok” dożywocia, wpisując jako „opinię” puste ogólniki i „diagnozujący” u mnie „nieprawidłową osobowość”, która „wszystko wyjaśnia”. Zamiast obowiązujących kryteriów diagnostycznych – podał wyssane z sufitu ogólniki. Równie dobrze mógł „zdiagnozować”, że jestem wielbłądem. I miałbym takie same możliwości „dowodzenia” w sądzie, że to nie jest prawda, że nie jestem wielbłądem, jak i czegokolwiek innego.
7.6. doc. Janusz Heitzman. Ambitny nowy kierownik Kliniki Psychiatrii Sądowej w IPiN w Warszawie. Wychowanek Gierowskiego. Przez ponad pół roku Heitzman „dobierał” i wymieniał biegłych, aby uzyskać „prawidłowy” skład.
7.7. Małgorzata Opio i Anna Pilszyk – figurantki, całkowicie zależne od zleceń Heitzmana przy otrzymywaniu udziału w intratnych opiniach.
7.8. Danuta Hajdukiewicz – 80 letnia emerytka, jw.
Jest jeszcze wiele osób, które można by wymienić z nazwiska i dla których ta mafia sądowa jest „najwyższym dobrem”. I jest jeszcze wiele, bardzo wiele patologii w polski „wymiarze sprawiedliwości”. Ale wtedy musiałbym napisać grubą książkę, a nie tych kilka kartek. Zresztą i tak nie wierzę, że cokolwiek się może zmienić.
W dniu dzisiejszym (02.10.2006) przeczytałem trafny artykuł red. Ludwika Stommy („Polityka” 30.09.2006 „Niech gniją”). Redaktor także zauważa to, o czym piszę już prawie od roku, że polskie sądy nie mają kompletnie nic wspólnego z elementarną sprawiedliwością, czy równością ludzi wobec prawa, a jedynie wyrażają „najniższe instynkty zawiści i upodlenia”. I realizacji igrzysk dla polskiej tłuszczy pasożytującej pod budką z piwem. Ale zawsze sprawdza się zasada, że „co za dużo, to niezdrowo”. Skrajna przesada w karaniu (czyli niesprawiedliwe sądownictwo) ma taki sam efekt tworzący patologie, jak zbyt silne naciśnięcie pedału gazu w samochodzie. Zamiast pojechać szybciej, zalewamy silnik benzyną i silnik gaśnie. Tak samo przesada w pobieraniu podatków (ceł na importowane samochody, etc). Gdy haracz jest zbyt wysoki, to zamiast wzrostu pobieranych podatków, mamy paradoksalnie odwrotny efekt. Tak samo z „prawami” więźniów do warunkowego zwolnienia. Zależą one wyłącznie od arbitralnej decyzji jednego sędziego penitencjarnego. Red. Stomma na pewno pamięta PRL i system totalnego deficytu. Gdy jednak brakowało benzyny, pracownicy CPN-u byli bardzo dobrze sytuowaną grupą pracowniczą. Tak samo, jak dawniej benzyny, dzisiaj brakuje przedterminowych warunkowych zwolnień. Dla informacji Pana red. Stommy podaję, że co prawda sędziowie corocznie składają oświadczenia majątkowe, ale są one tajne. I kontrola ich jest równie realna, co polskich wyroków. Zamiast zastanawiać się nad „sprawiedliwością” absurdalnego pobytu Rywina w więzieniu, proponuję panu Ludwikowi porównać pensje sędziów do ich samochodów lub do ich domów.
PRL nadal żyje w polskim wymiarze „sprawiedliwości”, szanowny Panie Ludwiku i ma się doskonale.
W Polsce realnym ideałem jest pijak, utracjusz, zawistnik i roszczeniowiec. Największą moją „winą” w oczach moich sąsiadów z piekła rodem Rojszczaków było to, że byłem „drastycznie bogatszy”, a tym samym ich chore „należy się”, „mamy prawo do mieszkania Andrzeja Kursy” było „sprawiedliwością”. Nie szkodzi, że małżeństwo 33 letniego filozofa i 30 letniej wiecznej studentki z jednym dzieckiem kupili w moim rodzinnym domu cały 140 m2 parter (5 pokoi, 2 kuchnie, 2 łazienki), ale jeszcze „należało się im” moje własne mieszkanie, czyli identyczna 140 m2 II kondygnacja. Mieli identyczne mieszkanie, co ja, co do jednego metra kwadratowego, ale ja „byłem drastycznie bogatszy”. I „sądy” w Krakowie – Maczugi, Dziubana i reszty bolszewickich ogłupiałych kundli w sędziowskich togach uważały, że „nie było żadnej agresji na moje mienie”. Że to było coś normalnego – 7 lat roszczeń FILOZOFA do mojego własnego mieszkania ??? 7 lat usiłowania zabrania mi mojego całego dorobku i wykańczania mnie ??? To nie są żadne sądy, tylko jakieś nieprawdopodobne szambo !!!
Skoro patron filozofa – prof. Jan Woleński ma tak długie łapy na U.J., że był w stanie zrobić „świętego” z tej perfidnej kanalii, która nawet chodziła za życia do dzielnicowego i oczerniała mnie, że ją „uderzyłem z otwartej ręki w twarz przy jakiejś pani z nadzoru budowlanego”, aby tylko mi zepsuć opinię, która potrafiła mnie fizycznie zaatakować, gdy sprzątałem swoje nowo kupione Audi A 6, że skoro Woleński był w stanie przeforsować jakąś nagrodę im Artura Rojszczaka na U.J. cytat z jej regulaminu[21]: „niezwykłego człowieka: dobrego serca, wielkiej prawości i uczciwości, pełnego pogody ducha i szlachetnych uczuć”, to chyba tylko zupełny naiwniak nie rozumie, jak filozof kupił wyrok sprzedajnej sędzi Hanny Nowińskiej, czy też dlaczego kolega Woleńskiego – Gierowski wydał na mnie wyrok w swojej „opinii”, z której równie zasadnie mogło wynikać, że jestem wielbłądem. Albo dlaczego „niezawisły” Sąd Apelacyjny w Krakowie skazał mnie na dożywocie, chociaż przyjęto, że byłem w stanie „znacznie ograniczonej poczytalności”.
Polskie sądy, to straszne bezprawie i jedno wielkie szambo, szanowny Panie Ludwiku.
I tego szamba nic nigdy nie oczyści. Jest tylko jedna jedyna możliwość uniknąć utopienia się w tym polskim sądowym szambie. Wyjechać z tej przeklętej Polski i nigdy tutaj nie powrócić.
Podsumowując chciałem wyjaśnić, dlaczego zdecydowałem się napisać tą historię. Po kolejnej farsie procesu, tym razem w Sądzie Apelacyjnym Błasiakowej (Nowińskiej) i zrobieniu ze mnie medialnego mordercy, a z zaszczutej wieloletnią pazernością i agresją, zrobiono ze mnie psychopatę i agresora, to zamierzałem się po prostu poddać i już niczego nie pisać. Nawet nie wnosić kasacji do tego zdegenerowanego polskiego sądownictwa. W szambie nie znajdziemy pereł. Traktowałem już ten cały polski wymiar „sprawiedliwości” jak raka, z którym początkowo trzeba walczyć (o prawdę), ale jak to bywa z rakiem – czasami trzeba się pogodzić z nieuchronnymi faktami, że nas taki rak ostatecznie zniszczy.
W więzieniach także maksymalnie utrudniają obronę. Np. poprzez wydawanie istotnych pism więźniom z dużym opóźnieniem. Jeden dzień po wyroku (!!!) wydano mi w więzieniu w Pińczowie przetrzymany przez kilka dni list do mojego obrońcy, zawierający protokoły z ostatnich rozpraw. Tak, że nawet nie mogłem się przygotować i ustosunkować w mowie końcowej do tego steku bredni Gierowskiego i jego kundli.
Dopiero po wyroku mogłem przeczytać, wypowiedz „biegłego” Gierowskiego, który powiedział 04.07.2006 w Sądzie Apelacyjnym, że jako człowiek „bardzo inteligentny” jestem „niebezpieczny” i … „to dotyczy wszystkich uczestników procesu”. Gierowski podaje się za psychologa, więc postanowiłem, aby zadziała zasada tzw. samospełniającej się przepowiedni.
Całą nieprawdopodobną tragedię wyhodował krakowski beznadziejny sąd, który stworzył podłoże do tego, aby chory z pazerności i zawiści 33 letni filozof uwierzył, że może mi ukraść moje własne mieszkanie – mój cały dorobek 41 lat uczciwego życia.
Przeklinam tą całą Polskę, w „imieniu której” wydaje wyroki bezkarna mafia w togach.
Dzisiaj, 02.10.2006 po południu, media podały, że w województwie śląskim zatrzymano gang handlujący wyrokami i postępowaniami sądowymi. W gangu jest co najmniej 10 sędziów i wielu prokuratorów. Szefem gangu jest sędzia z sądu w Bielsku-Białej. Myślę, że dlatego zdołano zatrzymać ten gang, bo całkowita bezkarność sędziów w łamaniu prawa spowodowała, że akurat kilku z nich straciło czujność.
Zapewne w przyszłości „okaże się”, że to był „wyjątek” i tych kilku sędziów zostanie przykładnie ukaranych, przez swoich „uczciwych” kolegów, którzy będą bardziej uważać w przyszłości. I znowu wszystko będzie, jak dotychczas. Mafia sądowa – to nieprawdopodobne szambo dalej będzie „niezawisłe”. Witamy w Polsce.
Gdyby którakolwiek z opisanych przeze mnie osób uważała, że podałem nieprawdę i zamierzała wnieść przeciwko mnie oskarżenie do sądu, to podaję swoje personalia wraz z aktualnym adresem:
mgr inż. Andrzej Kursa, Zakład Karny,
ul. 3 Maja 34, 28-400 Pińczów
[1] w Polsce wpis do księgi wieczystej ma charakter deklaratywny, a nie konstytutywny, co znaczy, że taki wpis nie tworzy stanu prawnego. Stan prawny, to jest stan rzeczywisty, a nie czasami nieaktualne przecież wpisy do ksiąg wieczystych
[2] Agnieszka Rojszczak – na wózku inwalidzkim w 2003 roku w sądzie zeznała: „Mieliśmy prawo do nabudowanego (mojego !!!) mieszkania”. Filozofia „prawa” do cudzej własności i dążenie „po trupach” do realizacji tego „prawa” to geneza większości konfliktów z większością wojen na czele.
[3] Gdy Hitler też uwierzył, że ma „prawo do Gdańska”, gdy Hitler uwierzył, w swoją siłę i wyjątkowość, to także tragedia była nieunikniona. Geneza II wojny światowej i mojej tragedii była taka sama. „Prawo” do cudzej własności + poczucie siły agresora. W moim przypadku poczucie siły Rojszczakowi stworzył beznadziejny krakowski sąd + pomocnicy Rojszczaka w urealnianiu jego planów zabrania mi mojego własnego mieszkania w sposób „zgodny” z prawem – czyli przez decyzję sądu. Tymi pomocnikami diabła byli: patron Rojszczaka – prof. Jan Woleński z U.J. (niewierzący krakowski filozof prawa Jan Woleński, były członek PZPR) i „polecani” przez Woleńskiego do pomocy Rojszczakowi prawnicy – w tym adwokat Jan Mastej, kolega sędzi Hanny Błasiakowej (dzisiaj Hanny Nowińskiej sędziego w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie), przez którego Rojszczaki kupiły szokujący wyrok Błasiakowej.
[4] W Krakowie w Sądzie Apelacyjnym tą „kontrolę” sprawuje sędzia Andrzej Seremet, który kilkakrotnie odpisywał mi, że „on kompletnie nic nie widzi”.
[5] Sędzia Tadeusz Wołek zaczynał pracę w sądzie jako właściciel małego fiata. Jako prezes sądu miał już mercedesa, piękną willę w Krakowie na Woli Justowskiej. Ma 2 synów i drogie hobby – polowanie A mówi się, że w budżetówce mało płacą.
[6] „Psychologia i życie” prof. Philips Zimbardo, PWN 2004, str. 615
[7] „Czemu więc patrzysz na słomkę w oku twego brata, a nie bierzesz pod uwagę belki we własnym oku” – Mateusz, 7:3
[8] Procedura karna wymaga rozważenia „całokształtu” okoliczności. Ale to nie ma nic wspólnego z uzasadnianiem winy „całokształtem” okoliczności. Za całokształt (np. twórczości) można dostać Nagrodę Nobla lub filmowego Oskara, ale skazywanie ludzi na podstawie „całokształtu” to jakieś nieprawdopodobne pomylenie zasad uczciwego procesu. Winę człowieka można tylko wykazać i udowodnić na podstawie konkretnego przestępstwa, udokumentowanego konkretnymi FAKTAMI, a nie jakimś enigmatycznym „całokształtem”, bo jest to nic nie znaczący ogólnik.
[9] „Diagnoza stanu psychicznego sprawcy” Habzda-Siwek Ewa, IES - Kraków, s.122.
[10] Ibidem s. 143
[11] Word Heath Organization w 1993 roku à International Classification of Diseases and Related Health Problems –Tenth Revision
[12] Jak Józef K. Gierowski (ur. w 1947 trafił na U.J.) ? Tak samo, jak dzieci sędziów trafiają do sądu. Józef Andrzej Gierowski (ur. 1922) od 1965 roku pracował na U.J. jako historyk. W latach 1981-1987 prof. Józef Andrzej Gierowski był rektorem na U.J. Na prawo, na psychologię dostawali się wtedy nieliczni. Ale nie z rodziny rektora U.J. Oczywiście nadal sprawnie działają stare, dobre i sprawdzone powiązania profesorskie na uczelniach wyższych. Tam też nie było rozliczenia za okres komunizmu. Też nikt nie zapytał tych wszystkich Woleńskich czy Gierowskich z jakiej motywacji byli w PZPR. Czy z powodów ideologicznych (czyli z głupoty), czy dla konkretnych korzyści (sprzedajność).
[13] Heitzman J. „Stres w etiologii przestępstw agresywnych” UJ, 2002, s. 138
[14] „Psychiatria w procesie karnym” Spett, Szymusik, Mowbray, Łuniewski, Gruhle i inni, 1968 – tą książkę znaleziono mi w antykwariacie i jej ksero wniosłem do sądu.
[15] 1997.10.09 wyrok sąd apelacyjny w Krakowie II AKa 189/97 KZS 1997/9-10/44 :
Obrońca oskarżonego ma prawo kontrolować nie tylko treść opinii biegłych psychiatrów (wniosków, konkluzji, sprawozdania z wywiadu i innych badań), ale i przebieg badań pomocniczych aż po zapisy w arkuszach testów psychologicznych, którym poddano oskarżonego
[16] „Ekspertyza sądowa” Wójcikiewicz Józef - s. 566: „ankieta => wynik druzgoczący: krakowscy sędziowie zrzucają brzemię odpowiedzialności na biegłych”. Praktycznie to taki sprzedajny bolszewicki kundel z U.J. – „profesor” Gierowski, kolega innego komunisty „profesora” Jana Woleńskiego wydał na mnie wyrok.
[17] Vide: „Newsweek” z 01.10.2006 – s. 28 „Proces w Żywcu jaku u Kafki” – o prokuratorze mafijnym. To Polska norma.
[18] 1998.11.12 wyrok s.apel. w Krakowie II AKa 199/98 KZS 1998/12/34 :
nie można uznać sądu za bezstronny, gdy zachowania sędziów (wypowiedzi czy inne przejawy ich stosunku do sprawy lub stron postępowania), poprzedzające wyrokowanie, świadczą o ukształtowaniu sobie poglądów przed rozpoznaniem sprawy. w takiej sytuacji uczestnicy postępowania mogą zasadnie obawiać się bezcelowości swych starań o przekonanie sędziów, zatem nie mogą obdarzać sędziów zaufaniem niezbędnym dla rzetelnego przebiegu procesu.
[19] W ten sam sposób szantażem pozyskuje się świadków koronnych. Obiecując łagodne traktowanie bandyty oczekuje się, że powie on wszystko. Wszystko, co potrzebuje prokurator. Analizowałem bardzo dokładnie 450 stron odtajnionych protokołów z zeznań świadka koronnego ps. „Loczek”. On zeznawał w procesie Krakowiaka. Z protokołów wynika jednak, że ten świadek „koronny” nawet nie potrafił rozpoznać na zdjęciach Krakowiaka i zostało dosłownie zaprotokołowane, że prokurator przesłuchujący Loczka sam wskazywał palcem na zdjęcie, na którym miał później zostać rozpoznany Krakowiak. Z protokołu wynika, że nawet wtedy Loczek nie poznawał Krakowiaka. I to są „normalne” metody. Ale tylko w Polsce. Mafia z Pruszkowa, Wołomina, Ośmiornica z Łodzi, to biedronki, przy prawdziwej mafii, jaką jest polski wymiar „sprawiedliwości”.
[20] U mnie również dyr. Drop nie wyraził zgody na użytkowanie mojego laptopa w celu prowadzenia obrony. Dopiero po kilku miesiącach nadludzkich starań sąd w Kielcach nakazał wydanie mi mojego laptopa, na którym piszę to pismo. Niestety rozwścieczony Drop zatruwa mi życie, jak tylko może. A może faktycznie dużo (złego).
[21] REGULAMIN Nagrody im. Artura Rojszczaka
Zakład Karny ul. 3 - Maja 34 /704 28-400 Pińczów
tak żyłem 41 lat. - przed aresztowaniem, rok dzięki polskiemu
Foto 2001 rok
moja 2 córeczka + prezydent i ja)
a tak wegetuję dzisiaj,
6 rok dzięki polskiemu wymiarowi „sprawiedliwości”,
foto Newsweek)
19-03-2017 / 20:16
Andrzej po 10 latach wracam jeszcze na dwa lata do tego samego!!! Też Gaberle mnie oprawił bez dowodów na mnie, ale za to z dowodami w aktach, że dokumentów e ręce nigdy nie miałem, ale nimi według krakowskiej Mafii w Togach handlowałem.
~john nancy
19-11-2016 / 10:26
02-10-2016 / 16:27
Uwaga, Zastosuj na szybki i wygodny kredyt na rozpoczęcie chce opłacać rachunki, kredyty świąteczne, kredyt hipoteczny, kredyt konsolidacyjny, a nowy biznes lub refinansowania swoich projektów po preferencyjnej stopie procentowej wynoszącej 3%. Skontaktuj się z nami: ELIZABETH.LOANFIRM112@GMAIL.COM z kwoty kredytu wymagane. Posiadamy certyfikat, zarejestrowane i uzasadnione pożyczkodawcy. Dziś możemy się skontaktować, jeśli jesteś zainteresowany w uzyskaniu kredytu, skontaktuj się z nami, aby uzyskać więcej informacji na temat procesu kredytowego, procesu, jak przekazać pożyczkę na warunkach i jak pożyczki dla ciebie. Musimy swoje pilną odpowiedź, jeśli jesteś zainteresowany. Odzyskiwanie danych z trzeba będzie: Pełna nazwa: ............ Kraj:…………... Stan / Prowincja: ............... Telefon: ............ Trwanie: ............ Kwota kredytu wymagane: ......... .. Adres domowy / miasto: .......... Zawód: ............ Miesięczny przychód:………. Stan cywilny:……….. Płeć Wiek: ............ .. Pożyczka Cel: ............ .. Czy kiedykolwiek ubiegał się o kredyt? (Tak lub nie):............ Uwaga: Wszystkie odpowiedzi należy przesyłać na adres: ELIZABETH.LOANFIRM112@GMAIL.COM Dziękuję Ci bardzo. CEO / Elizabeth Johnson.
02-04-2016 / 10:33
Czy potrzebujesz pilnie pożyczki? Dajemy działalności kredytowej,osobisty Pożyczki, kredyty studenckie, samochód Kredyty E.t.c, Jeśli jesteś zainteresowany skontaktuj się z nami poprzez: info.financialloanhome@gmail.com Skontaktuj się z nami o pilną pożyczkę. Kontakt: info.financialloanhome@gmail.com
~bakırköy baymak servisi
14-04-2015 / 16:59
Ben bu benim için çok önemli bilgiler arasında olduğunu düşünüyorum. Ve makale okuyanlara sevindim. Ancak birkaç temel konularda açıklamada istiyorum, web sitesi makaleleri gerçekten mükemmel, ideal, Mükemmel bir iş, alkış www.baymakbakirkoyservisi.net
30-03-2015 / 01:49
mam nadzieje ze ci pseudo sedziowie gaberlla i mazur!!!!! zostana usunieci!!! bardzo maja zle opinie w krakowie bardzo wiele ludzi zostalo przez nich niewinnie osadzonych!!!!
LOL You're too much Neil?! You've kept us going for a long time! But then you knew we'd stay right here with you! Tomorrow it is! There's nothing like your music. I'm liookng forward to the ABC gigs in December. I've got my tickets in hand! Can't wait!big HUGS!Janine
27-02-2010 / 00:00
Czy komuś udało się przeczytać to w całości? Ja przeczytałem. Ale ciągle nie znalazłem odpowiedzi na pytanie: kto w końcu jest winien śmierci 3 osób? Może sami zabici? Może sąd, jakikolwiek by nie był? A może ten, który zabił? Kto powinien ponieść karę? Sądzę, że na takie pytanie 100% odpowiedzi będzie, że zabójca. Dlatego zabójca powinien siedzieć w więzieniu i odbywać karę (nie ma prawa do uśmiercania skazanych). A próby wybielania siebie? No cóż, każdy ma do tego prawo. Ale większość z nich kłamie. Kursa do nich należy