Source: https://www.rp.pl/Rzecz-o-prawie/312049990-Adwokat-o-rozstrzyganiu-watpliwosci-na-korzysc-podatnika-Zaskoczenie-Nie-dla-mnie.html
Timestamp: 2019-09-15 07:32:45
Legal References Found: in dubio
in dubio
in dubio
 art. 2
 art. 84
 art. 217
 art. 2
in dubio

Document Content:
Adwokat o rozstrzyganiu wątpliwości na korzyść podatnika: Zaskoczenie? Nie dla mnie - Rzecz o prawie - rp.pl
Aktualizacja: 04.12.2016, 16:06
Adwokat o rozstrzyganiu wątpliwości na korzyść podatnika: Zaskoczenie? Nie dla mnie
Czytam ostatnio o propozycjach przepisów hucznie zwanych konstytucją biznesu, formalnie autorstwa Wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Owa konstytucja ma określać relacje biznesu z administracją i pomóc przedsiębiorcom. Pakiet ustaw przewiduje zasady odnoszące się do nich.
„Hasłem przewodnim pakietu jest wolność, a sercem ustawa – Prawo przedsiębiorców, która zastąpi ustawę o swobodzie działalności gospodarczej z 2004 r." – oznajmił Wicepremier.
Ma być: wolność działalności gospodarczej, „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone", domniemanie uczciwości przedsiębiorcy, przyjazna interpretacja przepisów, (in dubio pro libertate) rozstrzyganie wątpliwości faktycznych na korzyść przedsiębiorcy, wysokiej jakości obsługi urzędowe, proporcjonalność, a także bezstronności i równe traktowanie. (za „Rzeczpospolitą" z 18 listopada 2016).
Ja to określam pakietem pobożnych życzeń. I znów setki stron dodatkowych przepisów. Za żadne skarby zrozumieć nie mogę, dlaczego te same hasła, które ktoś proponował 28 lat temu, Pan Wicepremier proponuje po raz kolejny. Przypomnę, że w 1988 r. istniała tzw. ustawa Wilczka. Była to ustawa o działalności gospodarczej, która zakładała bardzo liberalny system w myśl zasady, „co nie zostało zabronione, jest dozwolone". Pogratulować Panu Premierowi pamięci. Czy pamięta, dlaczego ustawa się nie sprawdziła?
Znów ktoś sobie, bo wątpię, by był to Wicepremier, wymyślił chwytne hasło – in dubio pro libertate, czyli rozstrzyganie wątpliwości na korzyść przedsiębiorcy. Tłumaczenie niezbyt zresztą dokładne i adekwatne, bo odnosi się do wzajemnego zaufania stron oraz, w myśl zasady, że w razie wątpliwości należy interpretować na rzecz większej swobody – rozszerzająco... Zaufanie przedsiębiorców do biurokracji i odwrotnie! Doskonały dowcip! A na poważnie, radzę zostawić termin „konstytucja" dla tej, która dotyczy RP i zastanowić się nad tym, co robić by była przestrzegana, a do przedsiębiorczości używać mniej wzniosłych określeń.
W 2015 r. z fanfarami ogłoszono „nowość", w interpretacji rozstrzygania wątpliwych spraw podatkowych na korzyść podatników. Też łacińska nazwa „in dubio pro tributario" – w razie wątpliwości na korzyść podatnika. Źródła tej zasady wynikają z art. 2, art. 84 i art. 217 Konstytucji RP, i na ten temat pozytywnie wypowiadał się wcześniej TK, tak orzekały sądy administracyjne, nie mówiąc o bogatej literaturze zasadzie tej poświęconej. I nagle uznano wprowadzenie jej do ustawy za zmianę prawie rewolucyjną! Pan Prezydent Duda ustawę podpisał i od 1 stycznia 2016 r. obowiązuje jako art. 2a ordynacji podatkowej: „Niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego rozstrzyga się na korzyść podatnika".
I co? Jakie skutki wywarło wprowadzenie tej zasady do ustawy po prawie roku stosowania? Jak wynika z raportu firmy doradczej Grant Thornton, fiskus w ogóle jej nie stosuje. Ani razu od stycznia. Dlaczego nie stosuje? Po prostu skarbówka nigdy, ale przenigdy nie ma wątpliwości! („Rz" „Skarbówka ani razu nie rozstrzygnęła wątpliwości na korzyść podatników" 23 sierpnia 2016). Eksperci Grant Thornton obliczyli, że w pierwszym półroczu obowiązywania klauzuli fiskus wydał ponad 17,5 tys. indywidualnych interpretacji. W 192 wnioskach podatnicy powoływali się na klauzulę in dubio pro tributario, a skarbówka ani razu jej nie zastosowała. Zaskoczenie? Nie dla mnie.
Pisząc felietony, bardzo często się hamuję, żeby po raz kolejny nie zaatakować urzędników wydających decyzje na wszystkich szczeblach postępowania, w najprzeróżniejszych organach do ministra włącznie. Zamiast pisać rozprawę naukową na temat interpretacji przepisów podatkowych, których rocznie rozpatruje się ponad 40 tys., dam swoją ocenę na przykładzie. Dostaje urzędnik sprawę do załatwienia. Jest młody i niedoświadczony i nie ma starych przyzwyczajeń według których w razie wątpliwości sprawę załatwiało się na „nie". Myśli, myśli i stosuje zasadę na korzyść podatnika. Idzie z projektem decyzji do szefa, który po przeczytaniu sztywnieje i mówi, że według niego nie ma żadnych wątpliwości w interpretacji. Dodaje, że Bardzo Ważny Urzędnik na ostatnim szkoleniu na Florydzie, w kuluarach mówił, że finanse państwowe są w bardzo złym stanie i wymaga się – również od naszego urzędu, żeby dochody podwyższać. Więc, żeby młody się nauczył, idą do Pani lub Pana Radcy prawnego, który, nauczony doświadczeniem, też nie widzi wątpliwości i na wszelki wypadek podtrzymuje opinię przełożonego. Decyzja negatywna jest, wątpliwości nie ma, a te, co były, wynikały po prostu z niedokształcenia pracownika niższego szczebla. Tenże u szefa ma chwilowo przechlapane i w najlepszym wypadku dostanie opieprz lub instrukcję, żeby na przyszłość miał na względzie dobro państwa ludowego - tfu, przepraszam, demokratycznego i się nie wychylał.
Na łamach „Rzeczpospolitej" publikuje się dyskursy o różnych interpretacjach tych samych przepisów często przez te same urzędy i w imieniu ministra. A tu nie trzeba tytułów naukowych, żeby wiedzieć, jak to w praktyce wygląda. Tyle że nikt decydentów o tym nigdy nie uczył. Psychologia szeregowca jest inna niż pułkownika, a chronienie własnego stołka jest kwestią egzystencji lub nędzy. Jest ona decydentom mało znana, bo siedzą w fotelach i nikt im nie mówi, że jak mu się nie podoba, to na jego miejsce czeka dwuszereg bezrobotnych.
Więc Panie Wicepremierze, ludziom można oczy zamydlać łaciną, ale jeśli Pan myśli, że przedsiębiorcy się na to nabiorą po raz kolejny... No cóż, ja mieszkam w Kanadzie to mogę się mylić, ale uważam, że zostali już tyle razy oszukani przez biurokrację, że po raz kolejny tej łaciny – martwego w końcu języka – nie kupią. Najwyżej mogą sprzedać z dużym upustem biurokratom...
Wiara, wolność, własność… czy konstytucja?
Firmy wygrywają w sądzie, fiskus nie ustępuje