Source: http://ibikekrakow.com/2011/08/04/art-3-zreinterpretowany-czyli-o-granicach-absurdu/
Timestamp: 2019-09-22 22:46:09
Legal References Found: Art. 3
 Art. 3
 Art. 3
 Art. 3
 Art. 3
 Art. 3
 Art. 3

Art. 3

Art. 3
 Art. 4
 Art. 4
 Art. 3
 Art. 3
 Art. 3

Document Content:
Art. 3 PoRD zreinterpretowany! czyli o granicach absurdu … | I bike Kraków
Redakcja ibikekrakow dotarła do planów zreinterpretowania Art. 3 Prawa o Ruchu Drogowym. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy Ministerstwo ds. Walki ze Zdrowym Rozsądkiem i Wojewódzka Rada Bezradności Ruchu Drogowego przygotowała instrukcję wprowadzającą nowy sposób interpretacji nadużywanego od kilku tygodni Art. 3 PoRD.
Zmiany nastąpiły na skutek zdefiniowana na nowo sformułowania „zrównoważony transport”. W transporcie zrównoważonym w wersji europejskiej chodzi o minimalizację użycia środków transportu szkodliwych dla ludzi i środowiska. Chodzi też o zmniejszenie skali niszczenia przestrzeni (szczególnie miejskiej) wskutek dominacji indywidualnego transportu samochodowego. Jeden z ekspertów z Wojewódzkiej Rady Bezradności Ruchu Drogowego zdecydowanie odrzuca europejskie znaczenie tego określenia i wprowadza własne: „zrównoważony” znaczy każdemu po równo, a skoro rowerzyści doczekali się idiotycznej interpretacji Art. 3 to zgodnie z nową zasadą „zrównoważonego transportu” powinni się też jej doczekać także kierowcy.
Do niedawna kierowcom poruszającym się po ciągach z pierwszeństwem przejazdu wydawało się, że mają pierwszeństwo i że wystarczy, by zachowali tylko szczególną ostrożność. Nowa interpretacja Art. 3 nakazuje im zatrzymać się przed skrzyżowaniem z drogą podporządkowaną, oraz rozejrzeć się i sprawdzić, czy z drogi podporządkowanej nie wyjeżdża czasem jakiś rozpędzony pojazd. W przypadku, gdy dojdzie do zdarzenia, to w związku z wjechaniem pod pojazd nadjeżdżającym z podporządkowanej, kierowcy mający pierwszeństwo zostaną skazani z Art. 3, nawet gdy mieli pierwszeństwo i nie mieli szans odpowiednio szybko zareagować.
Podobna kara spotka też tych kierowców, którzy nie zatrzymają się i wjadą tuż pod pojazd rowerzysty pędzącego po przejściu dla pieszych. Kara będzie podwójna jeśli rowerzysta okaże się być pijanym i bez oświetlenia, w końcu tym bardziej kierowca powinien zaniechać, nawet jeśli nie miał na to wystarczająco dużo czasu.
Argumenty przeciwników nowej interpretacji powołujących się na to, że w ten sposób ograniczamy pierwszeństwo do granic absurdu i uniemożliwiamy normalne poruszanie się po mieście, ucinane są krótko: „to dla Waszego bezpieczeństwa”. Okazuje się, że wystarczy zakazać wypadku i pozbędziemy się ich raz na zawsze.
Nowatorstwo autora nowej interpretacji Art. 3 porównywane jest do samego Trofima Łysenko.
Są też plany masowego zastosowania nowego typu oznakowania „zatrzymać się przed skrzyżowaniem z drogą podporządkowaną” omówionego już na łamach naszego portalu.
Znaki takie pojawią się po równo dla kierowców i rowerzystów zgodnie z nową zasadą „zrównoważonego transportu”. Planowane jest też wprowadzenie nowego znaku ograniczenia prędkości tzw. „Dwuznaku Dworaka”:
Nowy znak ma uchronić społeczeństwo przed hordami rowerzystów pędzących 50 km/h, co wobec znikomej masy roweru jest kilkakrotnie bardziej niebezpiecznie niż identyczna prędkość samochodu. Potwierdzają to zresztą dane SEWiK, z których wynika, że w ciągu 3 lat (2006-2008) w wypadkach z winy rowerzystów zginęły aż 4 osoby inne niż sprawca, co jest wartością skandalicznie dużą przy kilku tysiącach osób jakie zginęły z winy kierowców.
Co prawda rowerzystów jadących 50 km/h nie widziano, ale znak wprowadza się na wszelki wypadek.
UWAGA: KONIEC HUMORU i ŻARTÓW
Represje zamiast bezpieczeństwa
Polskie przepisy mające na celu zakazanie, czy to wjazdu, czy wejścia pod nadjeżdżający pojazd na przejściu dla pieszych/przejeździe rowerowym są/były absurdem na tle Europy. W żadnym cywilizowanym kraju nie znajdziemy takich przepisów i o dziwo mimo „tak niebezpiecznych przepisów” bezpieczeństwo pieszych i rowerzystów jest w całej Europie zdecydowanie wyższe niż w Polsce. Teoretycznie polskie przepisy mają na celu zwiększenie bezpieczeństwa niechronionych uczestników ruchu, ale w praktyce służą jako alibi i usprawiedliwienie dla wymuszających swoje pierwszeństwo kierowców. Przepisy te jeszcze bardziej zmniejszyły bezpieczeństwo niechronionych uczestników ruchu drogowego, bo kierowcy znając ewentualne usprawiedliwienie zachowywali się jeszcze bardziej ryzykowanie i niebezpiecznie w stosunku do niechronionych uczestników ruchu drogowego. Artykuł 33.4 PoRD zamiast zwiększać bezpieczeństwo polskich rowerzystów stał się aparatem represji wobec nich. Szczęśliwie okazał się on niezgodny z Konwencją Wiedeńską o Ruchu Drogowym i skreślony w praktyce na zawsze, bo droga legislacyjna do jego przywrócenia to science-fiction. Nasi specjaliści od BRD nadal jednak chcą mieć w ręku jakieś narzędzie do represji, wobec czego dorobili sobie ideologię do Art. 3 PoRD.
Art. 3, a instynkt życia rowerzysty
Przekonanie, że do nie wjeżdżania pod nadjeżdżający pojazd potrzebne jest prawo, a nie zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy jest zwyczajnie oderwane od psychologii, fizyki, a ogólnie mówiąc od rzeczywistości.
Czy potrzebujemy artykułu nakazującego nam oddychanie? Czy potrzebujemy artykułu zakazującego utopienia się, czy odpadnięcia od ścianki wspinaczkowej?
Art. 3 jest w rzeczywistości najbardziej potrzebny dla kierowców, bowiem oni chronieni tonowym pancerzem w postaci karoserii i pasami bezpieczeństwa w dużo mniejszym stopniu posiadają instynkt chroniący ich przed ryzykowanymi zachowaniami. Biorąc pod uwagę instynkt samozachowawczy rowerzystów, należy zauważyć, że jeśli rowerzysta mógłby zaniechać, to by zaniechał, ale widocznie spodziewał się poprawnego zachowania kierowcy – zgodnie z Art. 4 PoRD:
”Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze mają prawo liczyć, że inni uczestnicy tego ruchu przestrzegają przepisów ruchu drogowego, chyba że okoliczności wskazują na możliwość odmiennego ich zachowania.”
Jeżeli rowerzysta w jakikolwiek sposób przewidzi to, że zaraz w niego wjedzie ponad tonowy pocisk, to zrobi wszystko by uniknąć tej kolizji – to jest instynkt samozachowawczy! Próba udowadniania, że jest inaczej to w rzeczywistości oskarżenie o czerpanie satysfakcji z zadawania sobie bólu – bardzo karkołomna sprawa.
Ułamki sekundy
Przy wypadach na przejazdach rowerzysta jest zazwyczaj do końca pewny, że kierowca go widzi i zatrzyma się. Moment, w którym stwierdza, że jednak go nie widzi jest zazwyczaj tak późno, że do wypadku brakuje tylko ułamków sekundy. W tej sytuacji nie sposób skutecznie zaniechać.
Na przejeździe rowerowym biegnącym wzdłuż drogi z pierwszeństwem przejazdu trudno też stwierdzić, że kierowca nie chce nam ustąpić pierwszeństwa, bowiem w większości przypadków i tak zwalnia, czy to z powodu zakrętu, czy też na skutek dojeżdżania do jezdni dla aut z pierwszeństwem przejazdu. Jak też wspominałem zgodnie z Art. 4 PoRD rowerzysta ma wtedy prawo spodziewać się, że kierowcy Ci zwalniają, bo ustępują mu pierwszeństwa.
Brak tu odpowiednio dużego interwału czasowego między błędnym zachowaniem kierowcy, a wjechaniem rowerzysty na przejazd, bo dzieje się to właściwie w tym samym momencie.
By rowerzysta mógł przewidzieć nieprawidłowe zachowanie innego uczestnika ruchu, to ten inny uczestnik musiałby wykazywać jakieś oznaki tego, że chce przekroczyć przepisy (np. jechać zygzakiem etc). Jeśli jednak brak jest tych wyraźnych oznak, to nie mamy możliwości przewidzieć złego zachowania. Cała ta sprawa najwyraźniej próba zmiany zasady ograniczonego zaufania w nieistniejącą w PoRD zasadę całkowitego braku zaufania, ale tylko w określeniu do jednej grupy uczestników ruchu drogowego, co być może jest przejawem zwykłego szowinizmu transportowego. Sytuacje, w których rowerzysta z odpowiednim wyprzedzeniem widzi złe zachowanie innego uczestnika ruchu drogowego (i jest w stanie zareagować) są rzadkie. Jest to np. sytuacja w której pojazd wjeżdżający z drogi poprzecznej na drogę z pierwszeństwem przejazdu stanie na przejeździe rowerowym. Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji w której rowerzysta taranowałby taki samochód stojący na przejeździe z okrzykiem „To ja mam pierwszeństwo!” – nie potrzeba tutaj żadnego Art. 3 PoRD, bo jest instynkt samozachowawczy! Art. 3 oczywiście obowiązuje rowerzystę, ale zachowawcze i asekuracyjne zachowania rowerzystów wynikają raczej w małym stopniu z jakichkolwiek przepisów.
Na podstawie SEWiK można stwierdzić, że najwięcej wypadków na przejazdach dla rowerów powodują sami kierowcy, więc to do nich powinna być nakierowana kampania edukacyjna. Kampania skierowana do rowerzystów to przekaz dla ofiar, a nie dla sprawców wypadków na przejazdach. Rowerzystom zaś wystarczyłoby powiedzieć:
„Na przejazdach rowerowych wzdłuż dróg z pierwszeństwem przejazdu macie bezwzględne pierwszeństwo, ale mandat, czy kara więzienia dla kierowcy w żaden sposób nie zrekompensuje Wam straconego zdrowia, czy życia. Dlatego jeśli widzicie, że kierowca (łamiąc przepisy) wymusi na Was pierwszeństwo to warto odpuścić”.
Pod takim apelem sam bym się podpisał, a zarzut, że środowiska rowerowe propagują egzekwowanie własnego pierwszeństwa za wszelką cenę i wjeżdżanie na przejazd z prędkością 50 km/h jest wyssany z palca. Natomiast zupełnie żenujące jest, że w kwestii edukowania kierowców co do nowych przepisów PoRD dotyczących przejazdów rowerowych rowerzyści są zupełnie osamotnieni: Na finansowanym przez KRBRD happeningu „Nowe prawo – rowerzysta z prawej” nie było żadnych przedstawicieli WRBRD (ta jednostka nie podlega KRBRD, ale Marszałkowi Województwa), a ze strony Policji pojawili się przypadkowi funkcjonariusze, którzy nawet nie do końca znali nowe prawo …
Na koniec przypomnienie treści Art. 3 PoRD:
bezpieczeństwobrdDworakpierwszeństwopolicjaPORDprawoprzejazdprzejazd rowerowywypadkizrównoważony transport
Nie lepiej napisać cały PoRD od nowa?
Albo jeszcze lepiej przetłumaczyć niemiecką ustawę i zastosować w Polsce?
I byłby ORDNUND!!!!
Problem w tym, że w przepisach odnośnie rowerzystów mamy już zapisy jak w Niemczech, ale nasi bezpieczniacy ciągle próbują znaleźć jakieś wytrychy by było po staremu
Ale sam polski PoRD jest niespójny, nielogiczny i generalnie zły w wielu kwestiach, nie tylko rowerowych.
Nie ma słowa w nim o rondach, o zamku błyskawicznym i o wielu innych sprawach, dodatkowo ciągle zmieniany, słabo znany przez wszystkie grupy użytkujące drogi publiczne.
A teraz dochodzi spór rowerowo-urzędniczy, w ten sposób do niczego się nie dojdzie
Moje podstawowe pytanie brzmi: dlaczego w Polsce jest obowiązek jazdy droga rowerową gdy taka istnieje w zgodnym z naszym kierunkiem jazdy, a na Zachodzie jest to tylko możliwość??? (przypominam że w Polsce mamy najczęściej, może poza dużymi miastami, zaserwowane „rowerowe twory ścieżkopodobne”)
Bo, jak powszechnie wiadomo, rowerzyści w Polsce to mordercze terrorystyczne stwory bez znajomości przepisów, a na Zachodzie cywilizowani uczestnicy ruchu ;-)
Czy ktoś wreszcie coś zrobi z Panem Markiem Dworakiem. Przecież ten Pan po wielu atakach na niego za „wrogość” wobec rowerzystów, przemyślał wszystko i pojawiła się u niego refleksja; TERAZ WYTOCZĘ CIĘŻKIE DZIAŁA I ZNISZCZĘ ROWERZYSTÓW. Wystarczy obejrzeć ostatnie dwa programy „Jedź bezpiecznie” gdzie w sposób wręcz niesmaczny sugeruje, że wrogiem publicznym nr 1 jest rowerzysta. A jaką satysfakcję Pan Marek miał, że znalazł przykład potrącenia kobiety przez rowerzystkę… Długo by pisać. Przeszło to najśmielsze wyobrażenia w możliwośći ‚promowania’ nienawiści do cyklistów. Smutne, że zamiast promować zdrowy i czysty rodzaj transportu i skupić się na promowaniu kultury między kierowcami a rowerzystami, Pan Marek Dworak robi dokładnie odwrotnie. Przykre, że człowiek o tak dużej wiedzy i możliwościach wpływania na „równoważenie” transportu – pogniewał się na cyklistów i doszedł do wniosku że najważniejsze to mieć za wszelką cenę rację. Podpisał; Kierowca i Rowerzysta
A jest jeszcze jakiś nowy program? Ja widziałem tylko ten o „grzechach rowerzystów” z 25.07, ale podobno jest kolejny z 02.08, ale nie ma go na stronie www TVP Kraków
No, smutne jak się patrzy na tę metamorfozę. Z poczwarki zamiast w motyla przeistoczył się w gremlina ;) Szkoda, że pan sekretarz nie przybył na happening organizowany przez KRBRD i Miasta dla Rowerów. Ba! nie odpowiedział nawet na zaproszenie, nie wykręcił się, nie wykpił, nie przeprosił, czy nie podziękował. Zero odpowiedzi.
Na zaproszenia z GDDKiA na szkolenia dotyczące bezpieczeństwa rowerzystów, czy organizacji zrównoważonego transportu w miastach też nie raczy odpowiadać. No ale co się dziwić, jak się jest alfą i omegą, istnym początkiem i końcem to można olewać takie szkolenia. Strata czasu. I jeszcze co? Na rowerze miałby na nie pojechać żeby go ktoś samochodem zabił??!! O nie nie nie, nigdy nigdy nigdy!