Source: http://emeswatch.blogspot.com/2013_04_01_archive.html
Timestamp: 2017-02-21 16:43:59
Legal References Found: art. 30
 art. 47
 art. 78
 art. 106
 art. 78
 art. 106
 art. 20
 art. 7

Document Content:
eMeS.watch: kwietnia 2013
Od jakiegoś czasu dochodziły mnie słuchy, że jest problem z udostępnieniem informacji publicznej w postaci projektu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Przyznam, że z wypiekami na twarzy czekałam jaki będzie finał tej przepychanki zwłaszcza w kontekście wypowiadanych publicznie słów przez Prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Już w jakiś czas temu słyszałam, że spraw w Trybunale jest za dużo, a ponadto, wielokrotnie pojawiały się problemy z „odpowiednim stosowaniem przepisów” k.p.c. Dlatego czekałam czy komuś się uda w końcu ową informację pozyskać, zwłaszcza, że jak się okazuje od czerwca zeszłego roku projekt ustawy jest u Prezydenta, jest konsultowany z partiami politycznymi, a jakoś opinii publicznej nie udostępniono. Z radością więc przyjęłam fakt, że w końcu można zapoznać się z tym projektem, choć po przeczytaniu zarówno okoliczności jego „ujawnienia”, jak i treści mina mi zbrzydła. Okazało się bowiem, że zdaniem Prezesa Trybunału Konstytucyjnego projekt ustawy jest… dokumentem wewnętrznym… (o perypetiach można przeczytać tutaj: http://informacjapubliczna.org.pl/11,855,czy_projekt_ustawy_o_trybunale_konstytucyjnym_moze_byc_mitycznym_dokumentem_wewnetrznym.html oraz tutaj http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/699472,tk_chce_orzekac_we_wlasnej_sprawie_jednak_ukrywa_ten_fakt_przed_opinia_publiczna.html). Pierwsze słyszę, bo tym sposobem można by „utajnić” wszystkie projekty ustaw i aż strach się bać czy w Ministerstwie Sprawiedliwości nie podchwycą tej myśli… nie wspomnę o pseudoposelskich projektach rodem z Ministerstwa Sprawiedliwości. Na szczęście Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich (pozdrawiam gorąco) drążyło do bólu i projekt ten wydobyło… z Kancelarii Prezydenta (tutaj: http://informacjapubliczna.org.pl/wwwdane/files/sprawy_vavn/tk_rzwp/20130322111027097_qyzn.pdf). Tylko im bardziej się czyta ten projekt, tym bardziej włos na głowie się unosi, żeby nie powiedzieć, że wypada. Okazuje się bowiem, że twórcy projektu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym zamarzyli sobie o ciepłej posadce z pełnymi przywilejami rodem elit z PRL. I tak mamy art. 30 w naszym projekcie, który stanowi:
No chyba komuś na rozum padło… Nie dość, że sędziemu Trybunału Konstytucyjnego przysługuje i nadal ma przysługiwać wynagrodzenie zasadnicze z zastosowaniem mnożnika 5,0 z coroczną waloryzacją uzależnioną od wysokości wynagrodzenia ogłoszonego przez Prezesa GUS, czyli na dzisiaj około 17,5 tysiąca złotych co miesiąc, to jeszcze darmowe mieszkanie i dodatek za rozłąkę?? A karocy i służących nie chcą? Może jeszcze darmowe jedzenie, przy czym poniżej kawioru nie schodzimy? Co się tak ograniczać?? W końcu dla kogo kryzys dla tego kryzys, co widać w wyrokach TK, ale i ostatniej wypowiedzi Prezesa TK na corocznym Zgromadzeniu Sędziów TK… Dla sędziów TK najwidoczniej nie!!! Oczywiście sędziów TK nie będzie obejmowała waloryzacja jaką Państwo serwuje emerytom, czyli jak ostatnio doszliśmy dzięki wyrokowi właśnie TK do waloryzacji kwotowej, ale cały czas ta sama… jaką mieli podczas sprawowania urzędu. A wszystko za co? Ano za ograniczenie dostępu podmiotom wymienionym w Konstytucji do Trybunału Konstytucyjnego. Okazuje się bowiem, że w przepisach o postępowaniu przed nim nie idzie się doszukać możliwości wniesienia zażalenia… np. na odmowę nadania biegu. Zniknęło. Jednak jak dla mnie największym szokiem jest uprawnienie jakie sobie wpisał Trybunał Konstytucyjny w przepisach art. 47 ust. 2, art. 78 ust. 3 oraz art. 106 ust. 3 tego projektu…
Chyba się komuś pomyliło coś, albo nie zauważył, że Trybunał Konstytucyjny w pierwszej kolejności zajmuje się zgodnością przepisów z Konstytucją, co wynika z Konstytucji… I to te kwestie powinny decydować o „wadze problemu”, nie zaś wydatki nieprzewidziane w ustawie budżetowej!!! Jeżeli Państwo serwuje obywatelom złe prawo to oczywistą konsekwencją jest jego odpowiedzialność względem obywatela. Ale nie może to być czynnik decydujący. Trybunał nie jest bowiem strażnikiem budżetu, a praw i wolności obywateli zagwarantowanych w Konstytucji!!! Niech w końcu ktoś wytłumaczy Prezesowi Trybunału Konstytucyjnego do czego został powołany TK!!! A jak się nie da myślę, że nadszedł czas przejścia w stan spoczynku… Kolejny projektowany przepis w zestawieniu z powyższym stawia pod znakiem zapytania działalność TK jeszcze bardziej… W art. 78 ust. 3 pkt 3 wpisano bowiem, że:
Jednym słowem na posiedzeniu niejawnym niewygodne skargi i wnioski będzie można sobie wyeliminować ot tak pisząc postanowienie o odmowie nadania dalszego biegu stwierdzając, że są one bezzasadne… Oczywiście zażalenia nie przewidziano… BRAWO!!! Demokracja aż świszczy, a prawa obywatela tylko na papierze. I na koniec art. 106 ust. 1 pkt 4 projektu:
Przepraszam, że co? „Istotne zagadnienie prawne” to po pierwsze kompetencja Sądu Najwyższego. Wyroki interpretacyjne Trybunału wprowadziły spór pomiędzy TK a SN… a teraz jeszcze Trybunał ma decydować o tym czy jego zdaniem jest zagadnienie prawne, oraz czy jest ono istotne?? Jeżeli ktoś decyduje się na akt desperacji i sięga po ostatnią deskę ratunku, czyli skierowanie wniosku w celu kontroli z wzorcami konstytucyjnymi przepisu, to Trybunał może mu powiedzieć, a to „mało istotne, bo my tu nie takimi sprawami się zajmujemy”?? Czy może „dla nas to nie jest zagadnienie prawne, bo my wiemy, ale nie powiemy”?? Oczywiście znowu nie ma środka zaskarżenia. Takich kwiatków jest więcej w tym projekcie. Np. pełen skład TK to minimum 9 sędziów?! (sic!). Zatem wybierzmy sobie tych co mają np. nominację z PO i sprawa załatwiona… Jak na razie zatem dzięki projektowi autorstwa sędziów TK będą oni dostawać wysokie wynagrodzenie, mieszkać na koszt podatnika, dostawać dodatki za rozłąkę za to, aby niewygodne skargi i wnioski dla Rządu i zagrażające ustawie budżetowej uwalić w taki czy inny sposób. Jednocześnie handel jaki się odbywa, czyli uzgadnianie z partiami politycznymi coby zapewne poparły ten projekt napawa mnie niechęcią… niechęcią do życia w tym kraju. Bo czasem lepiej żyć w ułudzie, niż zostać sprowadzonym tak brutalnie na ziemię. Ja od TK w zasadzie nie oczekuję już niczego dobrego, bo ten projekt pokazał cały obraz tego co do tej pory można było zaobserwować śledząc wyroki TK. . I tak sobie myślę, że bardzo żałuję, że ten projekt nie pozostał dokumentem wewnętrznym, czyli, że nie trafił do szuflady lub okrągłego segregatora, gdzie jego miejsce.
Okazuje się Drodzy Czytelnicy, że mój mały blog jest w stanie zachwiać, żeby nie powiedzieć, że powalić w gruzy czyjąś renomę. Muszę powiedzieć, że nie sądziłam, że jestem tak wpływową osobą. Wydawało mi się też, że fakty o jakich piszę na moim blogu świadczą same za siebie wyraźnie wskazując, że o renomie czasem trudno mówić. Otóż w dniu wczorajszym przyszedł mejl z „Sekretariatu KSSiP” zatytułowany „pismo Dyrektora KSSiP”… Trochę to dziwne, bo adresat owego pisma nie zamawiał nic z KSSiP i można by uznać, że doszło do spam-u. I w istocie tak został potraktowany ów mejl, bo w środku znajduje się plik PDF, który za dokument uznany być nie może. Z przykrością informuję bowiem, że ustawodawca polski nie przewiduje takiej formy do składania oświadczeń woli, a już tym bardziej przez organ. Trochę martwi, że kto jak kto, ale Dyrektor KSSiP tego nie wie. Można by rzec najciemniej pod latarnią… Co więcej ów plik PDF ma być „wezwaniem do zaprzestania naruszenia dóbr osobistych oraz usunięcia skutków ich naruszenia” firmowanym przez cyt. „Dyrektor Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury – Leszek Pietraszko Sędzia Sądu Apelacyjnego”. Podpis jak widać też dziwi, bo co prawda Pan Sędzia mimo pełnienia funkcji Dyrektora KSSiP sędzią pozostał z uwagi na „stałą delegację” do KSSiP, jednak akurat w tym wypadku występuje jako Dyrektor KSSiP a nie „sędzia”. Tu chciałabym zwrócić nieśmiało uwagę, że nawet Pan Minister Hajduk jak się podpisuje pod czymś to nie używa w podpisie słowa „sędzia” z oczywistych względów. Oto treść pisma (za zgodą adresata):
I zapadła we mnie konsternacja… Okazuje się bowiem, że KSSiP ma renomę i dobre imię, które autor niniejszego bloga naruszył… Z tego co ja wiem to renoma oznacza bardzo dobrą opinię, świetną reputację – co można wyczytać np. tutaj: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=5873 . A zatem pojęcie „dobre imię” mieści się w zakresie pojęcia „renoma”. Po drugie z przykrością stwierdzam, że sam fakt istnienia jakiejkolwiek instytucji nie oznacza, że nabiera ona renomy. Renoma jest bowiem wynikową działań podejmowanych i rezultatów, które są oceniane jako „świetne”, czyli wybitne. Jak dla mnie renomą mogą się poszczycić np. Uniwersytet Jagielloński czy Uniwersytet Warszawski. Wystarczy sprawdzić rankingi. Jakoś nie zauważyłam jak do tej pory żadnego rankingu, w którym można by dostrzec KSSiP, no ale trudno się dziwić jak mamy monopolistę na rynku i to monopolistę totalnego. Oczywiście przy okazji nie omieszkam wskazać, że jak do tej pory KSSiP może się poszczycić przede wszystkim negatywnymi opiniami wyrażanymi nawet przez przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości. W dniu wczorajszym na posiedzeniu Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji Senatu Minister Hajduk wyraźnie powiedział, że „aplikacja ogólna nie spełnia swojej funkcji”, a przecież to właśnie KSSiP ją organizuje. Nie wspomnę, że w raporcie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dot. asystentów sędziów i urzędników sądowych wskazano, że KSSiP jakoś nie bardzo może się też poszczycić organizacją szkoleń dla asystentów sędziów. To nie ma jak widać znaczenia, że do chwili obecnej KSSiP nie wykonała wszystkich wyroków NSA nakazujących przyjęcie określonych osób na aplikację sądową, na skutek zmian jakie zaszły na I roku funkcjonowania tej instytucji, zaś w jednym przypadku kiedy jednak wpisano jedną osobę to znowu zaliczono wyrok sądu administracyjnego na skutek niedostosowania programu szkolenia indywidualnie dla tej osoby i skreślono ją tylko dlatego, ze przywrócono ją w toku aplikacji sądowej, a zatem osoba ta już na starcie miała nieobecność uzasadniającą jej skreślenie. Jeżeli zatem na tej podstawie możemy mówić o renomie to … (dopiszcie sobie Drodzy Czytelnicy sami). Odnosząc się do zarzutów stawianych autorowi niniejszego bloga pragnę wskazać, że powyższe argumenty wskazują, że z tym stosowaniem prawa przez KSSiP to trochę kulawo. Kulawo jest również dlatego, że choć rzeczywiście ostatnie zamówienia publiczne na alkohol mieszczą się w normach prawnych ustawy o wychowaniu w trzeźwości, to chyba KSSiP zapomina że wcześniejsze przetargi jakie organizowała na alkohol obejmowały pozycje z zawartością alkoholu powyżej 18% i to dopiero na skutek publikacji w Gazecie Prawnej artykułu „Firmowe szkolenie bez integracji”, która ujawniła ten fakt, zaprzestano tego procederu, mimo, że ustawa o wychowaniu w trzeźwości wówczas obowiązywała (tutaj: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/619017,firmowe_szkolenie_bez_integracji.html) . Jednak przy okazji tej kwestii mam pytanie, a w zasadzie dwa: Jakie jest przeznaczenie tego alkoholu poniżej 18%? Jeżeli na odsprzedaż, to czy KSSiP jest wpisana jako przedsiębiorca do KRS i posiada zezwolenie na obrót alkoholem do 18%?? Ze Statutu KSSiP wynika, że tylko wyodrębnione jednostki w ramach KSSiP mogą prowadzić działalność gospodarczą, a zatem to te wyodrębnione jednostki winny dokonywać zakupów tegoż alkoholu, nie zaś KSSiP, w celu jego odsprzedaży… Jak widać zatem coś znowu nie do końca z tym działaniem w granicach prawa.
Czy ktoś zatem widzi słowo JEDYNIE? No nie… jest napisane „GŁÓWNIE NA” co oznacza, że były jeszcze inne szkolenia… Przy czym bez wątpienia to szkolenie jest największe. Nie wiem co prawda co ono ma wspólnego ze szkoleniami ustawicznymi… widocznie MA. Jak widać sztuka czytania ze zrozumieniem pozostaje sztuką. I na koniec, bo się ubawiłam czytając, że niezastosowanie się do tego czegoś zdaniem Dyrektora KSSiP „będzie oznaczało, że moja wolą jest rozstrzygnięcie przedmiotowej sprawy przed sądem, co narazi mnie na koszty postępowania sądowego”. Z przykrością informuję, że przypisywanie komuś woli jest co najmniej zaskakujące. A sztuczka ze wskazywaniem, że zapłacę koszty postępowania sądowego co najmniej niefortunna i nie znajdująca oparcia w przepisach prawa, bo z tego co ja się orientuję, to w kpc jest wyraźnie napisane, że to wynik sprawy decyduje o obciążeniu kosztami procesu. Chyba, że Dyrektor KSSiP już zna i sąd i treść wyroku jaki może zapaść… a to już może tylko martwić. Jednocześnie wskazuję, iż moją wolą jest, by KSSiP nie zaśmiecała skrzynek mejlowych czymś co nie mieści się w pojęciu dokumentu, oraz nie przetwarzała danych osobowych w sposób sprzeczny z przepisami prawa. Nie wspomną oczywiście o tym, że może warto zapoznać się z podstawami przepisów prawa i faktami zanim się coś napisze i „wyśle”. I na koniec. Bez wątpienia kuszącą jest propozycja zrobienia reklamy mojemu blogowi w sądzie, bo sprawę nagłośnię jeżeli do niej dojdzie. Przy okazji będę mogła się dowiedzieć na jakiej podstawie Dyrektor KSSiP uznał, że właściwym adresatem jest osoba wskazana w piśmie oraz jakimż to sposobem ustalono adres e-mail, który nie jest adresem podpiętym pod bloga i tym samym jest adresem nie do końca właściwym do kierowania czegokolwiek. Na razie pozostaję z poważaniem.
Z pewnym zdumieniem i niesmakiem przeczytałam na łamach Rzepy zapowiedź wywiadu z Jarosławem Gowinem. Ów niesmak wynikał z dwóch kwestii. Po pierwsze zapowiedź tego wywiadu ukazuje się pod tytułem mało adekwatnym do treści. Pani Redaktor zdecydowała się bowiem na tytuł „Sądy mają służyć nie sędziom tylko normalnym obywatelom” mimo, iż wywiad dotyczy działań Pana Ministra w ogóle. Zacytowanie zatem jednego zdania z wywiadu powoduje u czytelnika pewien automatyzm, który zakorzenia się w głowie, a mianowicie zestawienie tych słów z tym konkretnym Panem Ministrem kreuje obraz jakoby on kierował się tym dobrem, mimo, że jest to obraz nierzeczywisty i daleki od prawdy. O tym, że tak jest świadczy fakt, że Jarosław Gowin w wywiadzie tym wyraźnie wskazuje, że swoje przeświadczenia o rzeczywistości opiera o… film jaki się ukazał właśnie na ekranach kin, a który to film ni mniej ni więcej mimo, że oparty o zdarzenia autentyczne pozostaje filmem. Ja śpieszę jeszcze sprecyzować, że owe zdarzenia autentyczne miały miejsce w czasach PRL. Może on myśli, że żyje w tych czasach.... i niestety tu może mieć rację. A zatem Jarosław Gowin – Minister Sprawiedliwości opiera swoje działania nie o konkretne dane jakie podległe mu ministerstwo powinno posiadać. Nie opiera ich również o fakty rzeczywiste, mimo, że Pan Minister wpisując sobie uprawnienie do żądania akt mógłby się zapoznać z aktami sprawy zarówno z postępowania przygotowawczego, sądowego, jak i karty odbywania kary pozbawienia wolności i innych potrzebnych dokumentów. On po prostu idzie do kina i na tej podstawie podejmuje decyzje. Po drugie z tej zapowiedzi wywiadu, a zatem urywka tego co ma się ukazać w poniedziałek, wyziera FAŁSZ I OBŁUDA I LEKCEWAŻENIE Pana Ministra. Mówi on bowiem, że był tak zajęty, że zapomniał o sprawie w Trybunale Konstytucyjnym i przypomniał sobie na dzień przed. W demokratycznym państwie prawa minister, nie ważne jaki, byłby przejęty tym, że Trybunał Konstytucyjny zajmuje się przepisem zawierającym uprawnienie dla tegoż ministra do działania. Prace przygotowawcze do tak ważnej rozprawy trwały by dłuższy czas, a minister koordynowałby i sprawdzał stopień przygotowania osób oddelegowanych do reprezentowania organu. Chyba, że… no właśnie chyba, że z niewidomych dla zwykłego obywatela przyczyn byłby tak spokojny i przeświadczony o sentencji wyroku, że nie musiałby się tym przejmować… Tylko, że to poddaje pod wątpliwość zasady na jakich oparte jest rozstrzyganie przez Trybunał Konstytucyjny przekazanych mu do rozpoznania przepisów. I jakoś nie wiem dlaczego cały czas brzmią mi w uszach słowa jednego z sędziów Trybunału Konstytucyjnego, który zgłosił zdanie odrębne do pkt I wyroku TK w sprawie art. 20 pkt 1 usp, który powiedział, że argumentacja jaka została przytoczona jako uzasadniająca uznanie o zgodności z Konstytucją tego przepisu, została wykreowana na potrzeby tego wyroku. A to już w całości ze słowami Pana Jarosława Gowina w tym wywiadzie pokazuje, że należałoby się zastanowić i to poważnie, czy PRL to naprawdę taka odległa historia i czy to aby na pewno historia.
Jest jeszcze jeden aspekt, który mnie zdumiewa i razi… Pan Minister jest nadal przeświadczony, że to był wyrok, który „ukonstytuował” jego działanie w związku z likwidacją 79 sądów rejonowych. Tymczasem wszyscy wiemy, że TK nie oceniał jego reformy, a jedynie przepis, który daje uprawnienie do wydania rozporządzeń… A zatem tylko to czy mógł wydać rozporządzenie, czy nie. Dopiero bowiem poddanie pod rozstrzygnięcie TK przepisów bezpośrednio związanych z tą „reformą” da odpowiedź o konstytucyjności działania Pana Ministra. Nie trafiają do mnie przy tym słowa Pana Ministra o trosce dla autorytetu wymiaru sprawiedliwości, choćby z przytoczonych powyżej przyczyn. Nie wspomnę, że przez cały rok ubiegły sam prowadził kampanię przeciwko temu autorytetowi i niestety z sukcesem. I na koniec. Celowo użyłam słowa „przepisów”, a nie „rozporządzeń”, bo to nie tylko rozporządzenia „lub Lubań” dopełniały całość działań związanych z likwidacją 79 sądów rejonowych. Ale tym mam nadzieje zajmie się Sąd Najwyższy, choćby miał zadać pytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego. Bo ja na chwilę obecną stanowczo śmiem twierdzić, że diabeł tkwi w szczegółach, które jeszcze do tej pory nie zostały ocenione pod względem prawnym.
A co do wywiadu… Nie wiem, czy go przeczytam w całości, bo sam zwiastun pokazuje, że nic mądrego nie wyczytam poza papką polityczną kreującą wizerunek Jarosława Gowina jako Ministra Sprawiedliwości, ale również i osoby, która ma aspiracje bycia Premierem, ale i Prezydentem. Bo ja mogę tylko powiedzieć: uchowaj nas Boże przed takim politykiem jak on na tak ważnych stanowiskach. o
RETUSZ CZY OPINIA Dzisiaj podczas prasówki porannej przeczytałam artykuł w Gazecie Prawnej „Projekt wzmacniający nadzór ministra nad sądami mógł powstać w zaciszu ministerialnych gabinetów” autorstwa red. Ewy Grączewskiej-Ivanowej (tutaj: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/696955,projekt_wzmacniajacy_nadzor_ministra_nad_sadami_mogl_powstac_w_zaciszu_ministerialnych_gabinetow.html). I zamarłam, nie dlatego, że ujawnione przez Czytelnika mojego bloga, a przeze mnie doprecyzowane, informację znalazły się w prasie, ale… z powodu odkrycia nowej techniki legislacyjnej… nieznanej nikomu…
W artykule tym poseł reprezentujący Wnioskodawców, czyli tych co wysłali mejlem projekt i złożyli w wersji papierowej w Sejmie (mam nadzieję), znany skąd inąd Poseł Jerzy Kozdroń powiedział, że nie posiada wiedzy, czy Ministerstwo Sprawiedliwości ów wyczyn myśli legislacyjnej „nie podretuszowało”… Na szczęście został dopytany co ma znaczyć owo „podretuszowanie” i się okazało, że naniesienie poprawek… I rónież na szczęście dla nas, ale nie szczęście Ministra Sprawiedliwości w jego imieniu zabrała głos nasza Gołębica, która powiedziała, że Ministerstwo tylko OPINIOWAŁO.
I tu muszę powiedzieć zamarałam. Okazuje się bowiem, że mamy dwa sprzeczne ze sobą stwierdzenia, które wzajemnie się wykluczając powodują, że twierdzenie o powstaniu owego dzieła legislacyjnego o konotacjach z czasów PRL w Ministerstwie Sprawiedliwości jest jednak prawdziwe. Po pierwsze Opinia Ministerstwa Sprawiedliwości w sprawie projektu musi bowiem przybrać charakter dokumentu. I nie dokumentu do edycji, który się przesyła gdzie się podoba, ale dokumentu opatrzonego podpisem skierowanego do konkretnego adresata. Jest to bowiem stanowisko organu względem prac posłów. Nie da się na nim cokolwiek zmienić, bo jak idzie w wersji nawet mejlowej… to powinno być w PDF i opatrzone bezpiecznym podpisem elektronicznym. Zdarza się wysyłanie bez podpisu elektronicznego, ale wtedy zawsze jest to PDF (wiem to z praktyki). Jeżeli jednak praktyką jest, że Ministerstwo Sprawiedliwości wysyła sobie swoje opinie czy inne dokumenty na prawo i lewo bez zabezpieczeń, to to oznacza, że bezpieczeństwo państwa jest zagrożone. Po drugie jeżeli organ wykonawczy dokonuje poprawek w projekcie poselskim w swoich zaciszach pokoi to staje się de facto włodarzem tego projektu. Przejmuje zatem go na siebie i to on powinien procesować ten projekt zgodnie z zasadami właściwymi dla ścieżki rządowej aktów prawnych. Tymczasem nasza Gołebica na łamach prasy poszła jeszcze dalej. Otóż powiedziała, że ten plik to tak naprawdę inny plik opracowany przez naszego autora z MS, jaki się znalazł w posiadaniu posłów w niewiadomo jakich okolicznościach, zawierający inną nowelizację ustawy o ustroju sądów powszechnych, a ponieważ wysłano go jako plik edytowalny, to posłowie dokonali fałszerstwa poprzez pracę na tym pliku i przerobieniu go… na inny. Ja na miejscu grupy posłów pozwałabym Panią Patrycję Loose, bo przekroczyła wszelkie granice… Choć chyba nie do końca skłamała przyznając jednocześnie, że to w MS powstał plik, bo powiedziała tak: „Powszechną praktyką jest wykorzystywanie plików tekstowych, które zawierają treści nadające się do wykorzystania w nowym dokumencie przez inne osoby niż autor pierwotnego pliku”. Proszę zwrócić uwagę na sformułowanie: „treści nadające się do wykorzystania w nowym dokumencie”. To ja się chciałabym zapytać jakąż to treść nadającą się do wykorzystania w projekcie o nadzorze i to tak ścisłym mógł mieś ów „inny projekt nowelizacji ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych”?? Może mi ktoś to wytłumaczy??
Pikanterii dodaje fakt, że ujawniając złożenia tego projektu w lasce marszałkowskiej nie załączono strony obligatoryjnej, a zatem oficjalnego wystąpienia grupy posłów o przyjęcie projektu przez Marszałka Sejmu. Brak ten wskazuje, że projekt wniesiono, a teraz mamy łapankę tych, którzy się ujawnią jako Wnioskodawcy. Po ujawnieniu tego przekrętu mogą się nie znaleźć… Bo wyjdzie, że pracują w MS i odbierze się im diety poselskie i pieniądze na biura poselskie, a to jednak inny pieniądz niż ten któryby dostawali jako służący w Ministerstwie. Pozostaje mi popatrzeć co się będzie dalej działo, ale bez wątpienia to pierwsza sprawa, w której można udowodnić, że projekt poselski dotyczący wymiaru sprawiedliwości jest w istocie projektem rządowym. Żywię też nadzieję, że może tym tematem zajmie się Rzecznik Praw Obywatelskich, bo tak jaskrawego naruszenia zasad demokratycznego państwa prawa w procesie legislacyjnym dawno nie było. o
Po jednym z wpisów na moim blogu pojawił się komentarz, że po jednej z kampanii wyborczych firma produkująca kajaki zamieściła reklamę o treści „On wygrał wybory, do Szwecji jest 174 mile morskie” z podobizną kandydata oczywiście. Padła też propozycja, że może warto wobec tego co się dzieje w sądownictwie rozważyć zakup tego środka poruszania się po wodzie celem emigracji. Wtedy stwierdziłam, że nie skorzystam, ale zaczynam coraz bardziej zastanawiać się nad tą propozycją… Ale zaczynam zmieniać zdanie…
Okazało się bowiem, że do sejmu trafił kolejny projekt „poselski” oczywiście posłów PO rodem z Ministerstwa Sprawiedliwości (tutaj: http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/Projekty/7-020-615-2013/$file/7-020-615-2013.pdf). Nie mam wątpliwości, że projekt ten jest wytworem umysłów Specjalistów z Ministerstwa Sprawiedliwości . Chodzi o projekt zmiany ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych w zakresie nadzoru zewnętrznego, czyli nic innego jak przyznanie Ministrowi Sprawiedliwości uprawnień jakich wcześniej nie miał, w tym słynne uprawnienie do żądania akt spraw sądowych, bez ograniczeń w każdym czasie. Przypomniało mi się, jak na łamach prasy jeden z podsekretarzy stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości zastrzegła, że „nie, nie, nie to chodzi o akta spraw zakończonych, bo żądanie akt spraw sądowych w ich toku stanowić będzie naruszenie zasady niezawisłości”… Czas pokazał, że to nie była prawda przy okazji wywołania sprawy Państwa B., a ponieważ Krajowa Rada Sądownictwa, która obecnie obraduje ma się zająć zaskarżeniem tego uprawnienia z rozporządzenia, to coś trzeba zrobić… Jest więc nasz projekcik „poselski”.
Jednak nasze orły i sokoły nie poprzestały tylko na tej jednej zmianie… Okazuje się bowiem, że Ministrowi dopisano uprawnienie również do… „analizy i oceny stosowania prawa przez sądy”. Krew we mnie zamarła. Że co? Nie znajduje tłumaczenia to co napisano w uzasadnieniu projektu, że Trybunał Konstytucyjny w wyroku K 45/07 wskazał, że nadzór może dotyczyć analizy orzecznictwa. Bo to mijanie się z prawdą. W wyroku tym, który znam na pamięć prawie już napisano, że: „Kwestia sprawowania samego nadzoru judykacyjnego nie jest przedmiotem rozważań Trybunału Konstytucyjnego w niniejszej sprawie. Trybunał pragnie w tym momencie jedynie przypomnieć, powołując się na swoje orzecznictwo, że kontrola rozstrzygnięć sądowych i dążenie do ich ujednolicania muszą być ściśle związane z przestrzeganiem zasady niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Realizacja tych zadań następuje w wewnątrzsądowych postępowaniach instancyjnych, w ramach ściśle rozumianej władzy sądowniczej (por. wyrok o sygn. K 40/07)”.
„Natomiast przez administrację sądową w znaczeniu szerokim Trybunał Konstytucyjny rozumie działalność administrowania (administrowanie) oraz nadzór administracyjny (służbowy) wynikający z podległości służbowej, polegający na kontrolowaniu należytego biegu urzędowania, sprawdzaniu stosowania zarządzeń i instrukcji przez organy administracji sądowej, czuwaniu nad przestrzeganiem obowiązków przez sędziów i innych pracowników sądu oraz na analizie orzecznictwa sądowego. 2.2.4. Trybunał Konstytucyjny stoi na stanowisku, że pojęcie nadzoru używane w u.s.p. daje się wyłożyć w zgodzie z przywoływanymi przez wnioskodawcę wzorcami kontroli. Działalność administracji sądowej jest uregulowana w rozdziale 5 u.s.p. Przepisy te dotyczą przede wszystkim badania toku i sprawności postępowania sądowego. Powinny się zatem mieścić w ramach kontroli sprawowanej pod kątem czynności o charakterze czysto formalnym i porządkowym (zmierzających do usunięcia istniejących usterek oraz zewnętrznego badania orzecznictwa dla wyciągnięcia wniosków w zakresie potrzeb kadrowych)”. Jak zatem widać Trybunał Konstytucyjny nie pozwolił na to co wpisano do tego projektu zakreślając wyraźnie granicę w jakiej ewentualna analiza w ramach administracji sądowej, którą Ministerstwo Sprawiedliwości nie jest, dokonywania analiz orzecznictwa – czyli POTRZEB KADROWYCH i nic więcej!!! Więc jakie uprawnienie Ministra do analizowania i oceniania stosowania prawa przez sądy? To materia zastrzeżona dla Sądu Najwyższego nota bene w samym usp. i jej art. 7. Ale to nie koniec, albowiem pomimo pozornie nic nie znaczących zmian okazuje, się, że władztwo Ministra Sprawiedliwości zaczyna osiągać niewyobrażalne rozmiary… Okazuje się bowiem, że Minister Sprawiedliwości będzie kontrolował wszystkich prezesów… a nie prezesów sądów apelacyjnych, przy czym jak stwierdzi u prezesa jakiegoś sądu rejonowego „uchybienia” to wyda polecenie… prezesowi sądu apelacyjnego. Ciekawa ścieżka… Wisienką na torcie projektu jest za to ostatnie uprawnienie… Otóż Minister Sprawiedliwości jeżeli się stwierdzi z protokołów własnych wizytatorów, lub uzna, że z innych okoliczności wynika prawdopodobieństwo dopuszczenia się przez sędziego przewinienia dyscyplinarnego, będzie mógł zarządzić zbadanie akt spraw w takim zakresie, w jakim jest to konieczne dla wyjaśnienia sprawy, przez sędziego wchodzącego w skład służby nadzoru w Ministerstwie Sprawiedliwości. Wydawało mi się, że z postępowania dyscyplinarnego uregulowanego w usp. wynika, że w takim wypadku ma obowiązek zawiadomić Rzecznika Dyscyplinarnego i to Rzecznik Dyscyplinarny podejmuje kroki by sprawdzić czy zawiadomienie jest słuszne… Nagle jednak okazuje się, że Rzecznikiem Dyscyplinarnym zostaje… Minister Sprawiedliwości. Jednym słowem… jak sobie Minister Sprawiedliwości zażąda konkretnych akt, dokona analizy stosowania prawa przez sędziego i mu się nie spodoba… to zażąda wszystkich akt sędziego i dokona oceny jego pracy i powie temu panu/pani już dziękujemy. Oto lista co będzie mógł Minister Sprawiedliwości w pigułce:
wpisanie uprawnienia do wglądu do akt sprawy sądowej w każdym czasie
analizę i ocenę stosowania prawa przez sądy wykonywanie czynności niezbędnych dla przeciwdziałania uchybieniom w działalności administracyjnej sądów lub w związku z ich wystąpieniem – ciekawe na czym to ma polegać… bezpośrednią kontrolę wszystkich prezesów sądów, podczas gdy do tej pory mógł kontrolować jedynie prezesów sądów apelacyjnych;
może zarządzić zbadanie sprawności postępowania w poszczególnych sprawach, (sic!), w tym przez urzędników ministerialnych (sędziów wchodzących w skład służb nadzoru w MS)
każdorazowo przedstawia się protokoły nadzorów MS (jak sobie zarządził np., zbadanie sprawności postępowania w poszczególnych sprawach, albo zażądał akt sprawy sądowej)
a jeżeli się stwierdzi z tych protokołów, lub wychodzi, że z innych okoliczności wynika prawdopodobieństwo dopuszczenia się przez sędziego przewinienia dyscyplinarnego, Minister Sprawiedliwości może zarządzić zbadanie akt spraw w takim zakresie, w jakim jest to konieczne dla wyjaśnienia sprawy, przez sędziego wchodzącego w skład służby nadzoru w Ministerstwie Sprawiedliwości
Sędziowie delegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości powinni się zastanowić nad sobą… również z tego powodu, że z tego projektu wyraźnie widać, że są służbą… względem Ministra Sprawiedliwości.
A ja popatrzę jednak jakie są oferty na kajaki, bo jak ten projekt przepchną w takiej formie, to ja jednak wyemigruję, bo w PRL to ja nie chcę żyć. i dzięki uprzejmości Czytelnika wskazuję, że po otwarciu pliku, najechaniu na niego kursorem, kliknięciu prawym przyciskiem myszy po wybraniu właścowiści projetu ukazuje się taki autor projektu z MS:
"Barański Stanisław (DL-P)" a zatem Pan z Departamentu Legislacyjno-prawnego MS (tutaj mały wyciąg z zarządzenia już nie obowiązującego:
§ 4. 1. W skład Ministerstwa Sprawiedliwości wchodzą: Gabinet Polityczny Ministra oraz departamenty i biura wymienione w statucie Ministerstwa Sprawiedliwości.
2. Poszczególne komórki organizacyjne Ministerstwa Sprawiedliwości oznacza się następującymi symbolami literowymi:
(...) 4) Departament Legislacyjno-Prawny – „DL-P”)
brawo dla Państwa posłów!!! kolejni służący dla MS... zachowałam Scan tego co można otworzyć dla potomności o
Proszę zatem przyjąć do wiadomości, że NIE MOŻE ANI PAN, ANI ŻADEN INNY MINISTER SPRAWIEDLIWOŚCI znieść wszystkich sądów rejonowych. Myślę sobie, że wczorajsza wypowiedź powinna zastanowić zarówno sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy orzekali o zgodności z konstytucją tego przepisu, jak i Panie i Panów posłów, senatorów, a także Prezydenta, a o Premierze nie wspomnę, z jakim problemem mamy do czynienia.