Source: https://www.prawo-cywilne.info/ciagle-obserwowanie-przez-sasiadke-i-pomowienia-669-c.html
Timestamp: 2019-08-19 05:58:23
Legal References Found: art. 109
 art. 140
 art. 8
 art. 23
 art. 6
 art. 232

Document Content:
Ciągłe obserwowanie przez sąsiadkę i pomówienia
Janusz Polanowski • Opublikowane: 2019-07-19
Moja sąsiadka z parteru, osoba niepracująca, przez cały czas obserwuje, co się dzieje wokół bloku. Za każdym razem, kiedy idę do pracy, wracam z pracy, idę do sklepu, wracam ze sklepu, idę wyrzucić śmieci, wracam ze śmietnika, idę z psem, wracam z psem jestem stale obserwowana. Ta osoba żyje w oknie. Czuję się inwigilowana i pozbawiona swobody obywatelskiej. Ponadto zostałam pomówiona przez tę osobę wśród lokatorów bloku. Co mogę zrobić, aby swobodnie żyć w wolnym kraju? Chętnie wynajmę prawnika i spotkam się z tą panią w sądzie. Czy mam jako obywatel RP prawo do wolności i intymności, czy jestem skazana na takich bezrobotnych, węszących sensacji ludzi?
Zasadą jest, że także wolności i prawa (rozumiane jako zespoły uprawnień) mają swe ograniczenia. Wydaje się to oczywiste dla każdego rzeczywiście dorosłego człowieka. Podajmy wybrane przykłady: Ktoś mógłby woleć być wyłącznym użytkownikiem chodnika (osiedlowego albo przy ulicy), ale ma on obowiązek znosić obecność innych osób, które także są uprawnione korzystać z tego samego chodnika. Jeśli mam wolę jeżdżenia ulicami jednokierunkowymi, to wolno mi wybierać wyłącznie takie ulice (przez co ograniczam zakres swego wyboru) – jednakże nie mam prawa żądać, by jednokierunkowymi stały się wszystkie ulice (przynajmniej te, którymi chciałbym się poruszać). Jeśli jakiemuś mężczyźnie podobają się kobiety z włosami określonego koloru, to żadna kobieta nie ma prawa żądać od niego zmiany upodobań, ale również taki mężczyzna nie jest uprawniony żądać, by wszystkie kobiety miały preferowany przez niego kolor włosów. Jeśli chcę zjeść włoską pizzę, to mogę zrezygnować z lokalu, gdzie takich potraw nie serwują, ale nie mam prawa żądać, by „na każdym rogu ulicy” funkcjonowała „włoska pizzeria”.
Podobnie rzecz przedstawia się z używaniem lokali (np. mieszkalnych) oraz z części wspólnych budynków. Skoro się mieszka w budynku, w którym jest kilka, kilkanaście mieszkań (a zdarzają się nawet „pekiny”), to trzeba: albo znosić obecność innych ludzi (również z ich określonymi dziwactwami), albo zmienić swój „adres”, np. na jakieś odludzie (NB: zdarza się, że okoliczni mieszkańcy mają poważne problemy z administracją pobliskich parków narodowych). Można również kogoś przekonać (w stosowny sposób) do zmiany swych zachowań lub do zmiany miejsca zamieszkania (ale w takich sytuacjach trzeba liczyć się z wydatkami). Innego legalnego wyjścia nie ma.
Każdy z mieszkańców jest uprawniony korzystać ze swego mieszkania – zwłaszcza takiego, do którego przysługuje mu tytuł prawny (np. własność albo status najemcy) – w sposób przez siebie wybrany. To dotyczy między innymi Pani oraz owej sąsiadki.
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej deklaruje wolność jako jedną z zasad ustrojowych – zwłaszcza w swym rozdziale drugim. Wolność człowieka oznacza, między innymi, że wolno jest mu się przemieszczać, ale też wolno pozostawać w jakimś miejscu (zwłaszcza takim, do którego przysługuje mu tytuł prawny). Artykuł 31 Konstytucji RP brzmi:
Pani napisała (między innymi) – cytuję: „Czuję się inwigilowana i pozbawiona swobody obywatelskiej.” Skoro Pani ma możliwość korzystania z części wspólnych danego budynku mieszkalnego, to trudno mówić o pozbawieniu wolności lub o naruszeniu Pani uprawnień do korzystania z nieruchomości wspólnej (także gruntowej). Prawo oraz jego stosowanie powinno bazować na prawdzie i być (w możliwie dużym zakresie) wolne od podporządkowania subiektywnym odczuciom lub poglądom. Pani jest uprawniona mieć swe zdanie o innych ludziach (w tym o swojej sąsiadce) – tak samo ona jest uprawniona mieć własne zdanie na temat innych osób (w tym na Pani temat). Skoro człowiek ma oczy, to wolno mu patrzeć na świat – inaczej panowałby totalitaryzm lub barbarzyństwo. Pani wolno patrzeć na świat i innym ludziom wolno. Ładnie takie oczywiste sprawy oddaje stara mądrość („ludowa”), według której, „każdy człowiek chodzi po Bożym świecie, a nie po świecie drugiego człowieka”. Represjonowanie człowieka za „złe spojrzenie” bywa cechą barbarzyńskich systemów rządzenia lub przejawem zachowań dewiacyjnych (zwłaszcza w socjologicznym i kryminologicznym ujęciu rzeczownika „dewiacja”) – typowym przykładem czegoś takiego jest pobicie kogoś „za złe spojrzenie”.
Każdemu wolno (jako wolnemu człowiekowi) pozwać innego, również w relacjach sąsiedzkich. Trzeba się liczyć z konsekwencjami przegrania sprawy, w tym z obowiązkiem pokrycia kosztów sądowych (wraz ze zwrotem kosztów stronie wygrywającej) – art. 109 i następne Kodeksu postępowania cywilnego (K.p.c.). Prawdopodobnie bez trudu znajdzie się prawnik, który napisałby pozew „o zakazanie patrzenia w okno” przez kogoś – w końcu regułą w Polsce jest wynagradzanie prawników usługowych za wkład pracy, a nie za wynik postępowania. Natomiast zwolennikiem barbarzyństwa lub oczywistym prostakiem okazałby się sędzia, który uznałby takie powództwo – o ile w ogóle sprawa trafiłaby na wokandę (trafiające do sądów sprawy są sprawdzane pod względem formalnym). Dodatkową sankcją społeczną byłoby ośmieszenie się przez sędziego, który – zwłaszcza w przypadku dopuszczenia się rażącego pogwałcenia ludzkiej wolności – powinien liczyć się z pozbawieniem urzędu sędziowskiego („wyrzuceniem z zawodu”).
Pani napisała także – cytuję: „Czy mam jako obywatel RP prawo do wolności i intymności, czy jestem skazana na takich bezrobotnych węszących sensacji ludzi?” Oczywiście, Pani jest wolna, ale wolna jest także tamta kobieta – żadna z Pań nie jest wolna (w rozumieniu prawa) ani „bardziej”, ani „mniej”. Pani wolno wyglądać przez okno (zwłaszcza własnego mieszkania), ale również owej sąsiadce takie samo uprawnienie przysługuje. Skoro Pani ją widzi (i to w oknie jej mieszkania), to ktoś mógłby opracować – w swej istocie szaleńcze – roszczenie zakazania Pani „patrzenia na cudze okna”. Pani, oczywiście, wolno się tam nie patrzeć, ale nikt (będący przy zdrowych zmysłach) nie powinien „wyskakiwać” z takim żądaniem pod Pani adresem. Słowa o bezrobociu tamtej kobiety świadczą o tym, że również Pani ma jakąś wiedzę na jej temat – wolno Pani, ale również jej wolno zauważać Pani istnienie oraz przebywanie w określonych miejscach. Wykluczone byłoby dyskryminowanie kogokolwiek za brak pracy.
Proszę zauważyć, że (nie tylko dawniej) – zwłaszcza na wsiach – odbywa się „ceremoniał” gapienia się (z okien, z ławeczki…); znane są z tego całe dzielnice (np. warszawska Praga lub dzielnice miast na Śląsku lub w Zagłębiu). Jeśli komuś takie okoliczności bardzo przeszkadzają, to zmienia miejsce swego zamieszkania – swego a nie „monitorujących świat” ludzi; np. nikt nie przesiedli połowy mieszkańców dzielnicy, ponieważ kogoś uwiera ich wścibstwo, a zwłaszcza sama obecność.
Proszę zwrócić uwagę na przepisy Kodeksu cywilnego (K.c.) oraz z Kodeksu karnego (K.k.): wśród nich jest art. 140 K.c., czyli ustawowe określenie własności. W jego świetle nie trzeba nawet sięgać do Konstytucji RP (która, na podstawie swego art. 8 ustęp 1, może być bezpośrednio stosowana), by wykazać brak szans na prawne uregulowanie, gdzie ktoś ma się znajdować w swym mieszkaniu. Proszę zwrócić szczególną uwagę na określenie z wyłączeniem innych osób. W odniesieniu do tamtego mieszkania, oznacza to (między innymi), z wyłączeniem Pani – tak samo inne osoby są wyłączone od decydowania o tym, co do Pani należy. Próba żądania, by ktoś odszedł od własnego okna, bo ktoś inny akurat znajduje się w pobliżu, oznaczałoby odejście od zasady wolności i równości. Zdarzają się takie sytuacje ze względów bezpieczeństwa – np. przejazdy głów państw przez dzielnice mieszkalne, ale (nawet ze względów propagandowych) odstępuje się od takich zakazów. Jedną z najważniejszych zasad prawa prywatnego (w tym cywilnego) jest zasada równości.
Proszę mnie dobrze zrozumieć: Pozwanie kogoś o to, „by nie patrzył w okno” mogłoby skutkować zainteresowaniem prasy taką sprawą – a zasadą jest jawność rozpraw (poza częścią rodzajów spraw). Nadal funkcjonują sprawozdawcy sądowi (zwłaszcza zatrudniani przez redakcje prasowe). Jeżeli zależy Pani na unikaniu sensacji, to proszę się dobrze zastanowić przed ewentualnym wytoczeniem powództwa, ponieważ informowanie o nim (zwłaszcza bez złośliwych komentarzy) nie byłoby naruszeniem prawa, a działaniem w ramach prawa do informacji.
Realne szanse dochodzenia na drodze prawnej mogą wiązać się z tym, co Pani przedstawiła słowami – cytuję: „Ponadto zostałam pomówiona przez tę osobę wśród lokatorów bloku.” Pomówienie oznacza mówienie nieprawdy (czyli kłamanie na czyjś temat) – tradycyjnie używa się określenia „oszczerstwo”. Dokuczliwe potrafią być także przejawy obmowy – czyli wyjawiania okoliczności prawdziwych, ale niewygodnych dla kogoś (np. określonych faktów z przeszłości).
W różnych przypadkach mogą mieć zastosowanie przepisy o prawnej ochronie dóbr osobistych (zwłaszcza art. 23 K.c.). Jeżeli naruszono Pani dobra osobiste (np. cześć), to można by rozważyć wytoczenie powództwa; jednym z potencjalnych roszczeń (przewidzianych artykułem 24 K.c.) mogłoby być żądanie zadośćuczynienia pieniężnego. Niekiedy naruszenie dóbr osobistych skutkuje szkodą; wtedy można skorzystać (także) z przepisów o odpowiedzialności za delikty cywilne (art. 415 i następne K.c.) – szczególne reguły dotyczą szkody na osobie (art. 444 i następne K.c).
Zwłaszcza w bardzo poważnych sytuacjach zasadne bywa wytoczenie prywatnego aktu oskarżenia – taki tryb oskarżania przewidziano w części przepisów K.k., zwłaszcza w dotyczących pomówienia (art. 212 i następne K.k.) oraz zniewagi (art. 216 K.k.). Oskarżyciel prywatny jest uprawniony korzystać z pomocy prawnej – także w zakresie wykonywania funkcji oskarżyciela prywatnego. W określonym zakresie organa ścigania mogą udzielać pomocy (potencjalnym) oskarżycielom prywatnym – np. w ustalaniu danych osobowych sprawcy (co dość często wiąże się z używaniem pseudonimów przez uczestników dyskusji internetowych).
Jeżeli Pani zdecyduje się wystąpić na drogę prawną, to proszę pamiętać o bardzo dużym znaczeniu dowodów. Na ogół „zauważa się” je w związku ze sprawami karnymi lub sprawami o wykroczenia. Niemniej jednak warto mieć na uwadze również „cywilny obowiązek dowodowy”, to jest prawny obowiązek udowodnienia faktów (okoliczności), z których wywodzi się skutki prawne – art. 6 K.c. oraz art. 232 K.p.c. Zlekceważenie tego obowiązku – podobnie jak bierność (art. 230 K.p.c.) – może skutkować przegraniem sprawy cywilnej (przynajmniej częściową przegraną). Proszę rozważyć szanse udowodnienia, że naruszono Pani prawa (wielu ludzi niechętnie zeznaje).
Pani użyła słowa „intymność”, więc również warto nad nim „się pochylić”. Niekiedy w miejscach przeznaczonych do użytku różnych osób (zwłaszcza bez ściślejszych więzi międzyludzkich) mają miejsce okoliczności prywatne (np. rozmowa na prywatne tematy), a nawet okoliczności osobiste (np. jakiś pocałunek lub inny przejaw głębszej zażyłości). Jednakże (przynajmniej w naszym kręgu kulturowym) większość ludzi (zwłaszcza rzeczywiście wstydliwych) rzeczywiście unika zachowań intymnych w miejscach, w których mógłby znaleźć się ktoś postronny (nawet na własnym terenie). Jeśli ktoś taki się znajdzie, to trudno mieć do niego pretensje – na ogół (poza przejawami śledzenia, np. przez paparazzi). Zwracam na to uwagę, ponieważ precyzja słowna jest bardzo potrzebna – nie tylko w załatwianiu spraw prawnych. Po co narażać się na jakieś uszczypliwości przez nieostrożne wypowiadanie się o intymności?
Podsumowując: Jakieś szanse powodzenia może mieć dochodzenie roszczeń w związku z niewłaściwym wypowiadaniem się na Pani temat. Praktycznie bez szans na wygranie sprawy byłoby powództwo o zobowiązanie owej sąsiadki do „odsunięcia się od okna”.
▸ Naruszenie godności i nietykalności osobistej
▸ Jakie kroki podjąć w przypadku słownego atakowania przez sąsiadkę?
▸ Konfliktowy klient grozi sprawą o zniesławienie
▸ Czy można publicznie użyć danych osobowych bez zgody?