Source: https://walkaofranka.pl/tagi/kredyty-walutowe/
Timestamp: 2020-06-05 03:56:34
Legal References Found: art. 3851
 art. 3851
 art. 4
 art. 405
 Art. 405
 art. 405
 art. 405
 art. 405
 art. 359
 art. 6
 art. 6
 art. 118
 art. 118
 art. 455
 art. 118

Document Content:
kredyty walutowe Archives - Walka o Franka - pomoc prawna dla frankowiczów
Czym w istocie jest kredyt indeksowany i denominowany? Czy w ogóle można traktować te kredyty jako kredyty walutowe?
„Walutowe” kredyty hipoteczne w Polsce w latach 2005-2013 były udzielane przede wszystkim jako kredyty indeksowane lub denominowane do waluty obcej. Łatwy dostęp do kredytu, stosunkowo niskie oprocentowanie, niski kurs waluty a także prezentowanie tego produktu przez banki jako najkorzystniejszego rozwiązania, spowodowało, że kredytobiorcy chcąc uzyskać dostęp do kapitału podpisywali umowy. Niestety wielu z nich nie zwróciło uwagi, bądź nie zostało należycie poinformowanych, że w perspektywie długiego okresu spłaty, są to kredyty objęte wysokim ryzykiem walutowym.
Jest to kredyt, który jest udzielony, wypłacony i spłacany w walucie obcej. W żadnym momencie nie jest on przeliczany do waluty krajowej. W przypadku udzielanych powszechnie tzw. „kredytów frankowych” nie mówimy o kredytach walutowych a o kredytach waloryzowanych do wskazanej w umowie waluty obcej.
Kredyt indeksowany(waloryzowany) do waluty CHF?
Jest to kredyt, gdzie bank zobowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy kwotę wyrażoną w złotówkach. Następnie po wypłaceniu kwoty kredytu w złotówkach, bank przelicza kwotę długu po kursie kupna franka szwajcarskiego (indeksowanie) i od tego momentu dług konsumenta jest wyrażony w CHF. Rata kredytu jest wstępnie wyliczana we franku szwajcarskim, po czym w dniu płacenia raty następuje przeliczenie raty do PLN na podstawie kursu sprzedaży z tabeli kursowej banku. Gdy przychodzi do spłaty, kredytobiorca spłaca kredyt w złotych polskich, ale każda jego wpłata jest po raz kolejny przeliczana przez bank na franki szwajcarskie po kursie sprzedaży CHF obowiązującym w danym banku w dniu spłaty raty. W takim układzie o wysokości każdej raty decyduje wyłącznie bank, gdyż wysokość raty ustalana jest w odniesieniu do wewnętrznej tabeli kursowej banku.
Istotne poglądy wobec sformułowanych w ten sposób zapisów umownych wydane zostały przez prezesa UOKiK i dotyczyły spraw o sygn. akt: I C 1673/16, II C 747/16, XXV C 2022/15 – sporów konsumentów z Bank Millennium, ING Bank Śląski oraz Getin Noble Bank. Prezes UOKiK uznał jednoznacznie, że postanowienia zawarte w umowach pozwalają bankom na jednostronne ustalanie w tabelach kursów kupna i sprzedaży franka szwajcarskiego, po których przeliczana jest kwota kredytu i rat kapitałowo-odsetkowych a konsumenci nie są informowani na jakiej podstawie określają je banki. Jest to wykorzystanie uprzywilejowanej pozycji jaką mają banki jako profesjonaliści oraz silniejsze strony w umowach z kredytobiorcami wobec czego należy uznać tego rodzaju zapisy za niedozwolone i sprzeczne z dobrymi obyczajami.
Nad kwestią tak ukształtowanych zapisów umownych pochylił się Sąd Najwyższy w orzeczeniu z dnia 4 kwietnia 2019 r. (sygn. akt III CSK 159/17) i jednoznacznie stwierdził, że analizowane postanowienia umowy i regulaminu nie określały precyzyjnie rzeczywistej wysokości świadczenia banku, jak też świadczeń kredytobiorców, w sposób możliwy do ustalenia bez decyzji banku. Brak było bowiem wskazania, na podstawie jakich kryteriów bank ustala kurs wymiany waluty obcej zarówno w momencie uruchomienia kredytu, jaki spłaty poszczególnych rat. Prowadzi to do wniosku, że w niniejszej sprawie postanowienie umowne określające główne świadczenie stron w postaci obowiązku zwrotu kredytu i uiszczenia odsetek nie było jednoznacznie określone w rozumieniu art. 3851 1 k.c. (było bowiem dotknięte brakiem przejrzystości warunków umownych). W ocenie Sądu Najwyższego opisany mechanizm ustalania przez bank kursów waluty, pozostawiający bankowi swobodę, jest w sposób oczywisty sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco narusza interesy konsumenta, zaś klauzula, która nie zawiera jednoznacznej treści i przez to pozwala na pełną swobodę decyzyjną przedsiębiorcy w kwestii bardzo istotnej dla konsumenta, dotyczącej kosztów kredytu, jest klauzulą niedozwoloną stosownie do art. 3851§ 1 k.c. i art. 4 ust. 2 dyrektywy 93/13 z 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich.
Umowa kredytu indeksowanego wskazuje kwotę udzielonego kredytu w polskich złotych. W przeciwieństwie do kredytu denominowanego, który wskazuje kwotę kredytu w walucie obcej.
Poniżej przykłady niedozwolonych klauzul indeksacyjnych zastosowanych w bankowych wzorcach umownych:
2 ust. 2: “Kredyt jest indeksowany do CHF, po przeliczeniu wypłaconej kwoty zgodnie z kursem kupna CHF według Tabeli Kursów Walut Obcych obowiązującej w Banku Millenium w dniu uruchomienia kredytu lub transzy.”
7 ust. 1: “Kredytobiorca zobowiązuje się spłacić kwotę kredytu w CHF, ustaloną zgodnie z § 2 w złotych polskich, z zastosowaniem kursu sprzedaży CHF obowiązującego w dniu płatności raty kredytu, zgodnie z Tabelą Kursów Walut Obcych Banku Millenium S.A.”
2 ust. 2: „W dniu wypłaty Kredytu lub każdej transzy kredytu, kwota wypłaconych środków będzie przeliczana na walutę, do której indeksowany jest kredyt według kursu kupna walut określonego w „Bankowej tabeli kursów walut dla kredytów dewizowych oraz indeksowanych kursem waluty obcej” – obowiązującego w dniu uruchomienia środków.
4 ust. 2: „Wysokość zobowiązania będzie ustalana jako równowartość wymaganej spłaty wyrażonej w walucie indeksacyjnej – po jej przeliczeniu według kursu sprzedaży walut określonego w „Bankowej tabeli kursów walut dla kredytów dewizowych oraz indeksowanych kursem waluty obcej” do waluty wyrażonej w umowie – obowiązującego w dniu spłaty.”
7 ust. 1: „Kwota Kredytu wyrażona w CHF walucie jest określona na podstawie kursu kupna waluty CHF z tabeli kursowej BRE Banku S.A. z dnia i godziny uruchomienia Kredytu”
11 ust. 4: „Raty kapitałowo-odsetkowe spłacane są w złotych po uprzednim ich przeliczeniu wg kursu sprzedaży CHF z tabeli kursowej BRE Banku S.A., obowiązującego na dzień spłaty z godziny 14:50”
Umowa kredytu denominowanego wskazuje jednoznacznie kwotę udzielonego kredytu w walucie obcej. W przeciwieństwie do umowy kredytu indeksowanego, gdzie kwota kredyt wskazana jest w polskich złotych
Kredyt denominowany do waluty CHF?
Jest to kredyt, gdzie wnioskowana kwota kredytu jest wyrażona od początku w walucie obcej. Zgodnie z postanowieniami umowy lub regulaminem kwota we frankach szwajcarskich wskazana w umowie, jest przeliczana na złotówki według kursu kupna danego banku obowiązującego w dniu wypłaty kredytu lub jego poszczególnych transz. W związku z powyższym kredytobiorca w momencie zawierania umowy z bankiem nie wie jaką kwotę w złotówkach ostatecznie otrzyma.
Ten rodzaju postanowienia umowne zostały jednoznacznie skrytykowane przez Rzecznika Finansowego w jego raporcie z 2016 r.:
„…sposób ustalania kursu danej waluty wpływa bezpośrednio na wysokość zobowiązania konsumentów, zaś bank – konstruując umowę – przyznaje sobie prawo do jednostronnego regulowania wysokości rat kredytu denominowanego w danej walucie (…), poprzez samodzielne ustalanie kursu kupna lub sprzedaży tej waluty, to w ocenie Rzecznika Finansowego takie postanowienia mają charakter niedozwolony.”
Abuzywność tego rodzaju rozwiązań została również potwierdzona w wyroku Sądu Okręgowego Warszawa-Praga z dnia 2 grudnia 2016 r. sygn. akt III C 75/16. Sąd stwierdził, że zgodnie z zapisami umowy – wobec odniesienia się w niej do nieznanego stronom w chwili jej zawarcia kursu kupna CHF ustalanego dopiero w dniu wypłaty transz kredytu – strony nie określiły w niej w sposób pewny kwoty, jaka miała zostać oddana kredytobiorcom do dyspozycji w walucie, w jakiej kredyt został udzielony, a więc w złotówkach. Powoduje to, że faktyczna kwota zaciąganego kredytu jest nieznana do momentu jego wypłaty i może zostać dowolnie ustalona przez bank za pomocą wewnętrznych cen kupna i sprzedaży waluty.
W przypadku umowy indeksowanej jak i denominowanej do waluty franka szwajcarskiego konsument w momencie podpisywania umowy kredytowej, z powodu zapisów dających bankowi swobodę w ustalaniu wewnętrznego kursu sprzedaży i kupna waluty, nie wiedział i nie mógł przewidzieć jakie konsekwencje przyniosą wahania kursu CHF. Tego rodzaju regulacje zawarte w umowach doprowadziły do uzasadnionego poczucia wśród frankowiczów, że zostali oni skrzywdzeni przez instytucje zaufania publicznego jaką jest Bank i powinni wejść ze swoimi roszczeniami na drogę sądową. Jest to obecnie o tyle prostsze, że w ich obronie wypowiedział się Trybunał Sprawiedliwości UE, UOKiK oraz Rzecznik Finansowy. W przeważającej liczbie stają też z nimi sądy, które uznają umowy za nieważne bądź zasadzają zwrot dokonanych nadpłat.
Nie czekaj, skorzystaj z przycisku poniżej i wyślij nam umowę do bezpłatnej i niezobowiązującej analizy.
Na gruncie tzw. procesów frankowych, wykształciła się nieznana dotąd i niestosowana teoria salda, o której wiele się mówi w ostatnim czasie
Stwierdzenie nieważności umowy przez sąd wiąże się z pewnymi konsekwencjami, o których każdy kredytobiorca powinien wiedzieć. Unieważnienie umowy wywołuje skutek w postaci obowiązku wzajemnego rozliczenia stron umowy. Mówiąc najogólniej, strony stają się wówczas zobowiązane do zwrotu sobie nawzajem świadczeń, które dotychczas spełniły w wykonaniu nieważnej umowy. A zatem bank zwraca kredytobiorcy wszystkie wpłaty dokonane na jego rzecz tytułem spłaty kredytu, a kredytobiorca zwraca bankowi równowartość kwoty kredytu którą otrzymał od banku. W praktyce orzeczniczej ukształtowały się dwa sposoby „rozliczenia” takiej nieważnej umowy.
Kluczową teorią wiodącą prym na gruncie przepisów postępowania cywilnego jest tzw. teoria dwóch kondykcji (poniżej wyjaśnimy główne założenia), niemniej na gruncie procesów tzw. „frankowych” wykształca się teoria zupełnie przeciwstawna, nieznana dotąd polskiemu porządkowi prawnemu.
TEORIA SALDA:
Jednym ze sposobów rozliczenia jest tzw. teoria salda, która zakłada, że w przypadku świadczeń wzajemnych istnieje tylko roszczenie wobec tego podmiotu, który uzyskał korzyść o większej wartości. Teoria ta zakłada, że w przypadku bezpodstawnego wzbogacenia powstaje jeden stosunek prawny dwustronnie zobowiązujący do zwrotu wzajemnych świadczeń. Obrazujemy to w poniższych przykładach:
Suma spłat niższa niż wartość udzielonego kredytu:
jeżeli kredytobiorca zaciągnął kredyt w wysokości 350 tys. zł i na dzień unieważnienia umowy wyrokiem sądu dokonał spłaty kredytu w wysokości 200 tys. zł, to teoretycznie w dalszym ciągu zobowiązany jest wobec banku do zapłaty kwoty 150 tys. zł. Teoria salda w tym przypadku znajduje swoje odzwierciedlenie w wyroku sądu, który co prawda unieważnia umowę kredytu, ale jednak nie zasądza na rzecz kredytobiorcy jakichkolwiek kwot, uznając że jest on w dalszym ciągu dłużnikiem banku, co do kwoty pozostałych do spłaty 150 tys. zł.
Suma spłat wyższa niż wartość udzielonego kredytu:
Oczywiście może się zdarzyć tak, że do chwili wyrokowania kredytobiorca wpłacił bankowi kwotę przewyższającą wartość nominalną kredytu i taka sytuacja coraz częściej ma miejsce. Wówczas, zgodnie z teorią salda sąd zasądziłby na rzecz kredytobiorcy kwotę stanowiącą różnicę pomiędzy kwotami wpłaconymi na rzecz banku, a wartością nominalną kredytu. W analizowanym przypadku, gdyby kredytobiorca teoretycznie wpłacił bankowi 370 tys. zł przy kredycie zaciągniętym na kwotę 350 tys. zł, to wówczas sąd zasądziłby na rzecz kredytobiorcy równe 20 tys. zł.
Teoria salda zakłada, że w przypadku bezpodstawnego wzbogacenia powstaje jeden stosunek prawny dwustronnie zobowiązujący do zwrotu wzajemnych świadczeń.
Warto w tym miejscu dodać, iż kwestią problematyczną jest rozlicznie salda zadłużenia kredytobiorcy w przypadku, gdy ten przez jakiś czas dokonywał spłaty kredytu bezpośrednio w walucie obcej – CHF (możliwość spłaty kredytu bezpośrednio w walucie umożliwiła tzw. ustawa antyspreadowa z 2011 r.). Praktyka wskazuje, że w takiej sytuacji sądy zazwyczaj dokonują wzajemnego rozliczenia świadczeń do wysokości spłat w walucie polskiej (PLN), jednocześnie odstępując od zastosowania teorii salda w odniesieniu do spłat w walucie obcej (CHF). Decyzja sądu jest podyktowana trudnością w ustaleniu wartości nabycia waluty przez kredytobiorcę, który zazwyczaj nie jest w stanie wykazać, po jakiej cenie kupował walutę na przestrzeni ostatnich lat spłaty kredytu.
Zgodnie z teorią dwóch kondykcji sąd powinien zasądzić na rzecz kredytobiorcy żądaną przez niego kwotę, która odpowiada równowartości dotychczas dokonanych spłat na rzecz banku.
TEORIA DWÓCH KONDYKCJI:
Drugim ze sposobów jest tzw. teoria dwóch kondykcji, którą wyprowadzić można wprost z przepisu i która w naszej ocenie powinna znaleźć zastosowanie do wszystkich spraw kredytów frankowych w przypadku unieważnienia umowy kredytowej. Zgodnie z art. 405 k.c. „Kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść majątkową kosztem innej osoby, obowiązany jest do wydania korzyści w naturze, a gdyby to nie było możliwe, do zwrotu jej wartości”. Art. 405 k.c. nie pozostawia więc wątpliwości, że jeżeli dochodzi do bezpodstawnego wzbogacenia, to powstaje zawsze tyle odrębnych stosunków jednostronnie zobowiązujących, ile było stron nieważnej umowy, które na jej podstawie otrzymały jakiekolwiek świadczenie. Przepis ten nakłada na każdego kto uzyskał korzyść majątkową obowiązek zwrotu, („ten kto… obowiązany jest…”), co jest źródłem stosunku prawnego jednostronnie zobowiązującego. W szczególności przepis ten nie zawiera zapisu o tym, że podmiot obowiązany powinien zwrócić korzyść z rozliczeniem tego, co sam uzyskał od podmiotu uprawnionego.
Zgodnie z teorią dwóch kondykcji, jeżeli na podstawie jednej nieważnej umowy dwa podmioty uzyskały korzyść majątkową to powstają dwa stosunki prawne jednostronnie zobowiązujące, które są źródłem dwóch odrębnych kondykcji. Na gruncie spraw kredytów frankowych powstają dwa odrębne stosunki prawne: pierwszy stosunek prawny pomiędzy kredytobiorcą a bankiem, w którym kredytobiorca jako podmiot zobowiązany na gruncie art. 405 k.c. ma obowiązek zwrotu kapitału uzyskanego kosztem banku jako podmiotu uprawnionego oraz drugi stosunek prawny pomiędzy kredytobiorcą a bankiem, w którym bank jako podmiot zobowiązany na gruncie art. 405 k.c. ma obowiązek zwrotu zapłaconych rat kosztem kredytobiorcy jako podmiotu uprawnionego.
Zgodnie z teorią dwóch kondykcji sąd powinien zasądzić na rzecz kredytobiorcy żądaną przez niego kwotę, która odpowiada równowartości dotychczas dokonanych spłat na rzecz banku. W takim wypadu sąd nie powinien dokonywać pomniejszenia kwoty roszczenia kredytobiorcy o wartość nominalną kredytu i w ogóle nie powinien zajmować się roszczeniem banku, gdyż ono nie jest przedmiotem postępowania. Oczywiście bank będzie mógł wystąpić przeciwko kredytobiorcy w procesie o zapłatę wartości nominalnej kredytu, jednak byłoby to dla banku dość ryzykowne posunięcie, gdyż naraziłby się z pewnością na zarzut przedawnienia roszczenia i przez to przegrania procesu. O przedawnieniu roszczeń banku pisaliśmy tutaj. A zatem, dla przykładu, jeżeli kredytobiorca zaciągnął kredyt w wysokości 350 tys. zł i na dzień unieważnienia umowy wyrokiem sądu dokonał spłaty kredytu w wysokości 200 tys. zł, to zgodnie z teorią dwóch kondykcji sąd powinien zasądzić na jego rzecz równowartość dotychczasowych wpłat, tj. 200 tys. zł.
W praktyce orzeczniczej spotykamy się zarówno z teorią salda jak i z teorią dwóch kondykcji. Prawnicy przerzucają się argumentami za zasadnością zastosowanie jednej bądź drugiej teorii. Być może w niedługim czasie te rozbieżności orzecznicze uda się ujednolicić, a to dzięki pytaniom prawnym do Sądu Najwyższego jakie w jednej ze spraw frankowych zadał Sąd Okręgowy w Warszawie. Również Sąd Okręgowy w Gdańsku skierował pytania prejudycjalne w tej kwestii do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Należy jednak zdać sobie sprawę z tego, że przedstawione do rozstrzygnięcia kwestie nie są zupełnym novum i różne sądy na różnym szczeblu wielokrotnie wypowiadały się na ten temat, na czele z Sądem Najwyższym.
Bardzo ważne orzeczenie w tej kwestii wydał Sąd Najwyższy wyrokiem z dn. 11 grudnia 2019 r. w sprawie V CSK 382/18, wprost opowiadając się za zasadą dwóch kondykcji. Gówna teza wspomnianego wyroku sprowadza się do stwierdzenia, że świadczenie spełnione (nadpłacone) przez kredytobiorcę na podstawie postanowienia abuzywnego jest świadczeniem nienależnym i podlega ono zwrotowi, choćby kredytobiorca był równolegle dłużnikiem banku. Więcej pisaliśmy o tym tutaj.
W ocenie kancelarii specjalizującej się w kredytach frankowych – walkaofranka.pl – banki nie mają podstawy prawnej do żądania od frankowiczów wynagrodzenia za korzystanie z kapitału kredytu
Niejednokrotnie nasi klienci zadają nam pytanie czy w związku z doniesieniami prasowy mi faktycznie w przypadku unieważnienia kredytu „frankowego” będą zobowiązani do zapłaty na rzecz banku wynagrodzenia za korzystanie kapitału. Wyjaśniamy zatem, iż konsekwencją unieważnienia przez Sąd umowy kredytu frankowego, indeksowanego czy denominowanego, jest zwrot wzajemnie wypłaconych przez strony świadczeń. Oznacza to tyle, że klient będzie zobowiązany zwrócić bankowi otrzymany kapitał kredytu, a Bank będzie musiał zwrócić klientowi wszystkie wpłacone przez niego kwoty wynikające z realizacji umowy. Wszystkie wpłacone kwoty po stronie konsumenta należy rozumieć jako kapitał wraz z odsetkami, prowizją oraz kosztami ubezpieczenia. Już na pierwszy rzut oka takie rozwiązanie jest niezwykle korzystne dla konsumenta co w oczywisty sposób sprawia, że Banki są niechętne tego rodzaju rozliczeniom.
Korzystny dla „frankowiczów” wyrok TSUE z 3.10.2019r. (C-260/18) miał ośmielić ich w walce z bankami. Niestety, tuż po ogłoszeniu wyroku TSUE Prezes Związku Banków Polskich sugerował w mediach, że jeśli jakiś sąd zdecyduje o unieważnieniu umowy walutowego kredytu hipotecznego, banki mogą występować przeciwko kredytobiorcom na drogę sądową, domagając się wynagrodzenia za bezprawne wykorzystanie kapitału. Krótko mówiąc Banki, ustami Prezesa Związku Banków Polskich jak i indywidualnie zaczęły straszyć swoich klientów wysokimi żądaniami, jakich w przyszłości będą dochodzić od kredytobiorców w przypadku unieważnienia umowy przez Sąd.
Należy jednak podkreślić, że Bank nie ma żadnej podstawy prawnej do dochodzenia tego rodzaju roszczeń. Zgodnie z art. 405 k.c. każdy, kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść majątkową kosztem innej osoby, obowiązany jest do wydania korzyści w naturze, a gdyby to nie było możliwe, do zwrotu jej wartości. Jak widać w regulacji kodeksowej o bezpodstawnym wzbogaceniu brak jest tytułu do domagania się przez bank jakichkolwiek odsetek. W tej sytuacji Banki powołują się na art. 359 k.c., zgodnie z którym odsetki od sumy pieniężnej należą się tylko wtedy, gdy to wynika z czynności prawnej, ustawy, orzeczenia sądu lub z decyzji innego właściwego organu. Jednakże w przypadku stwierdzenia nieważności umowy kredytu, żadna z tych przesłanek nie występuje ponieważ czynność prawna (umowa kredytu) jest nieważna a przyczyną takiego orzeczenia jest stosowanie przez bank klauzul niedozwolonych, co narusza dobre obyczaje i interesy konsumentów. Bank w tej sytuacji nie ma możliwości domagać się jakiegokolwiek „wynagrodzenia” z tytułu użyczenia kapitału. Rozumowanie Banków sprowadziłoby nas do sytuacji w której tylko klienci instytucji finansowych ponoszą konsekwencje, a bank nie ponosi żadnych, co więcej, wręcz czerpie korzyści, mimo że stosował postanowienia abuzywne.
Zasądzone wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału, w przypadku unieważnienia umowy z powodu zawartych w niej klauzul abuzywnych, byłoby także sprzeczne z art. 6 Dyrektywy Rady 93/13/EWG.
Zasądzone wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału, w przypadku unieważnienia umowy z powodu zawartych w niej klauzul abuzywnych, byłoby także sprzeczne z art. 6 Dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich który brzmi :
Negatywne stanowisko w kwestii podstaw dla roszczenia Banków z tytułu wynagrodzenia za korzystanie z kapitału na skutek unieważnienia umowy zajął również Prezes UOKIK
Negatywne stanowisko w kwestii podstaw dla roszczenia Banków z tytułu wynagrodzenia za korzystanie z kapitału na skutek unieważnienia umowy zajął również Prezes UOKIK w wydanym 16 grudnia 2019 r. stanowisku w sprawie skutków wyroku TSUE z 3 października 2019 r. w sprawie Państwa Dziubaków (C 260-18);
W obronie konsumentów stanął także Rzecznik Finansowy, czego wyraz możemy znaleźć w jego stanowisku, które przedstawił 23 grudnia 2019 r. stwierdził on, że;
“Skutkiem ewentualnego uwzględnienia takiego żądania byłoby wytworzenie sytuacji prawnej i ekonomicznej, w której przedsiębiorca stosujący niedozwolone postanowienia umowne nie tylko nie odniósłby negatywnych skutków związanych z ich stosowaniem, ale uzyskałby nawet większą korzyść niż z wykonania umowy zawierającej postanowienia niedozwolone”.
Co ważne „frankowicze” dysponują już orzeczeniem rozstrzygającym kwestię bezumownego korzystania z kapitału na który powołują się Banki. Sąd Apelacyjny w Białymstoku w dniu 20.02.2020r.,sygn. akt: I ACa 635/19, w sprawie dotyczącej żądania przez bank wynagrodzenia za korzystanie z kapitału w związku z wcześniejszym unieważnieniem umowy kredytu frankowego potwierdził, że na gruncie przepisów polskiego prawa cywilnego nie ma przepisów przewidujących uprawnienie banku do żądania wynagrodzenia za korzystanie przez konsumenta z kapitału banku na podstawie nieważnej umowy kredytowej. Ponadto stwierdził, że uwzględnienie roszczenia banku doprowadziłoby do reaktywacji nieważnej umowy kredytowej w zakresie oprocentowania co „pozostawałoby w sprzeczności z koniecznością zaniechania stosowania nieuczciwego warunku, który skutkował taką sankcją oraz zapobieżenia uzyskania przez kredytodawcę z tego tytułu korzyści.” Sąd w uzasadnieniu potwierdził także, iż zobowiązania zwrotu świadczeń obu stron powstają i stają się wymagalne z momentem orzeczenia o nieważności umowy oraz, że termin przedawnienia roszczenia banku o zwrot udostępnionego kredytobiorcy w wykonaniu nieważnej umowy kapitału, jako związany z prowadzoną przez bank działalnością gospodarczą i wynosi 3 lata zgodnie z art. 118 kc.
Warto również, rozwiać wątpliwości dotyczące wyroku Sądu Najwyższego z 11 grudnia 2019 roku w sprawie o kredyt frankowy (sygn. V CSK 382/18) w którym odniósł się on do kwestii wynagrodzenia za korzystanie z kapitału przy nieważnej umowie. Na koniec ponad czterdziestostronnicowego uzasadnienia wyroku SN uznał, że dotychczasowe orzecznictwo TSUE jednoznacznie nie wyklucza ubiegania się o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału. Tyle i tylko tyle. Co wydaje się kluczowe Sąd Najwyższy w przywołanym wyroku w żaden sposób nie przesądził o zasadności roszczeń banku po unieważnieniu umowy oraz nie wskazał na podstawie jakich przepisów krajowych Bank mógłby domagać się wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału. Warto również zaznaczyć, że to zagadnienie nie było głównym w toczącym się przed SN postępowaniu a konstatacja na ten temat pojawia się dopiero na ostatnich stronach wyroku jako pewnego rodzaju wtrącenie a nie rozbudowana, wiążąca wykładnia tego rodzaju zagadnienia. Nasza kancelaria w tej kwestii wypowiadała się na łamach portalu w tym miejscu
Kredytobiorcy frankowi, w dobie pandemii oraz dobie nieumiejętnie prowadzonych przez sądy procesów, mogą rozważyć przerzucenie ciężaru procesu na banki!
Kryzys związany z pandemią koronawirusa zagląda do kieszeni większości Polaków i często rujnuje ich budżety domowe. Trudna sytuacja dotyka również – a może przede wszystkim – kredytobiorców frankowych, którzy dodatkowo zmagają się z wysokim kursem waluty. Większość kredytobiorców zdecydowała się na skorzystanie z tzw. wakacji kredytowych, zawieszając płatności rat kredytu. W przestrzeni publicznej pojawiają się informacje na temat tego, jakoby obowiązek płatności rat kredytu miał być zawieszony ustawowo i obejmować wszystkich kredytobiorców, niezależnie od ich sytuacji finansowej. Prace na tego typu rozwiązaniem podobno trwają, jednak wielu komentatorów daje małe szanse powodzenia dla wejścia ich w życie. Wakacje kredytowe to jednak rozwiązanie tymczasowe, gdyż jak wszyscy wiemy „wakacje” prędzej czy później się skończą, a my będziemy musieli zmierzyć się z problemem na nowo, pomimo iż wiele gospodarstw domowych może powrócić do swojej sytuacji finansowej sprzed pandemii wirusa znacznie później niż po 3 miesiącach. Co więcej, wakacje kredytowe w obecnie dostępnej formie, umożliwiają zawieszenie płatności tylko tzw. części kapitałowej raty kredytu, pomimo iż niektórzy kredytobiorcy mogą być w fazie spłaty kredytu, w której część odsetkowa stanowi 80% a czasem i więcej ogólnej kwoty bieżącej raty kredytu.
Dziś warto zastanowić się nad tym, jakie konsekwencje może powodować zaprzestanie płatności rat kredytu w przypadku nie skorzystania przez kredytobiorcę z wakacji kredytowych, lub zaniechania płatności po upływie okresu wakacji kredytowych. Zaprzestanie płatności rat kredytu może być pewnym rozwiązaniem dla kredytobiorców frankowych, którzy noszą się z zamiarem wytoczenia powództwa przeciwko bankowi, ale wstrzymują się z decyzją gdyż nie mają dostatecznych środków na założenie sprawy lub w obawie o swoją przyszłość i nie chcą angażować środków i wolą poczekać do czasu ustania stanu epidemii. Kredytobiorca zaprzestając spłaty kredytu musi liczyć się z tym, że w niedługim czasie bank wypowie jego umowę i zapewne skieruje sprawę do sądu. Tym samym to bank, jako inicjujący postępowanie sądowe, będzie zobowiązany do poniesienia wszelkich bieżących kosztów sądowych, jakie wiążą się z wytoczeniem powództwa. Kredytobiorca zaś, może podjąć skuteczną obronę swojego interesu z pozycji pozwanego. Należy zakładać – biorąc pod uwagę przewlekłość postępowań sądowych, dodatkowo potęgowaną przez stan epidemii – że kredytobiorca, który dziś zaprzestanie spłaty swojego kredytu, może się spodziewać doręczenia odpisu pozwu nie wcześniej niż za kilka miesięcy. Jest to czas, który jednak należy dobrze wykorzystać. Abyśmy mogli być dobrze przygotowani na walkę z bankiem, należy zgromadzić niezbędne informacje dotyczące naszego kredytu, w tym w szczególności odnoszące się do historii kredytowej. Warto w tym czasie postarać się o wydanie zaświadczenia przez bank o historii spłaty naszego kredytu za cały okres kredytowy, gdyż będzie nam ono niezbędne do prawidłowego sformułowania wartości przedmiotu sporu w ewentualnym powództwie wzajemnym. Z doświadczenia wiemy, że tego typu zaświadczenia są wydawane przez banki nawet po kilkumiesięcznym okresie oczekiwania. W ten sposób banki niejednokrotnie celowo wydłużają procedury wydawania zaświadczeń, aby możliwie jak najbardziej utrudnić kredytobiorcy prowadzenie sporu. Niewątpliwie czas oczekiwania na powództwo z banku należy wykorzystać również na poszukiwanie odpowiedniej kancelarii prawnej, która zajmie się prowadzeniem sprawy w naszym imieniu.
Zdecydowanie odradzamy kredytobiorcom frankowym prowadzenie sprawy we własnym zakresie i nie skorzystanie z pomocy fachowej obsługi prawnej, z uwagi na zbyt skomplikowany charakter sprawy.
Zdecydowanie odradzamy kredytobiorcom frankowym prowadzenie sprawy we własnym zakresie i nie skorzystanie z pomocy fachowej obsługi prawnej, z uwagi na zbyt skomplikowany charakter sprawy. Musimy mieć również na uwadze, że banki jako potężne instytucje finansowe korzystają z obsługi prawnej renomowanych kancelarii prawnych, których prawnicy nie zawahają się wykorzystać przeciwko nam najmniejszego nawet potknięcia, a każdy kto choć raz miał do czynienia z wymiarem sprawiedliwości powinien wiedzieć, że każde potknięcie, nawet to z pozoru najmniejsze, może przesądzić sprawę lub istotnie wpłynąć na rozstrzygnięcie sądu.
zwracamy uwagę, na fakt, iż biorąc pod uwagę przewlekłość postępowań sądowych, dodatkowo potęgowaną przez stan epidemii – kredytobiorca, który dziś zaprzestanie spłaty swojego kredytu, może się spodziewać doręczenia odpisu pozwu nie wcześniej niż za kilka miesięcy.
Podsumowując, zaprzestanie płatności rat kredytu jest pewnym rozwiązaniem tymczasowym, gdyż pozwala nam na uniknięcie spłat gdy brakuje nam środków na ten cel, a jednocześnie daje nam czas na poczynienie przygotowań do skutecznego prowadzenia procesu sądowego, przerzucając tymczasowo koszty związane z wytoczeniem powództwa na bank. Niech to jednak nie uśpi naszej czujności, gdyż wcześniej czy później dojdzie do konfrontacji z bankiem w sądzie. Takie rozwiązanie może być szczególnie korzystne dla kredytobiorców, których suma spłat przewyższa wartość nominalną kredytu, a takich kredytobiorców wbrew pozorom jest bardzo dużo. Biorąc bowiem pod uwagę kierunek orzecznictwa prowadzący do unieważnienia umowy, jest bardzo prawdopodobne, że za jakiś czas, przy wydawaniu wyroku okaże się, że – nawet przy przyjęciu mniej korzystnej dla kredytobiorcy tzw. teorii salda do wzajemnych rozliczeń stron umowy – kredyt został już dawno spłacony.
Jako Kancelaria, zachęcamy kredytobiorców zainteresowanych powyżej przedstawionym modelem zainicjowania sporu z bankiem do indywidualnych konsultacji. Z doświadczenia wiemy, że sytuacje kredytobiorców są bardzo różne tak samo jak i oczekiwania, dlatego każdorazowo wymagają opracowania indywidualnej strategii.
Po wyroku TSUE z dn. 3.10.2019 r. (C-260/18 – Dziubak) oraz lawinie sprzecznych komentarzy dotyczących jego oceny pod kątem potencjalnych skutków dla posiadaczy kredytów „frankowych”, kredytobiorcy mogą czuć się nieco zdezorientowani. Wśród licznych opinii pojawiają się i takie, z których wynika, że wyrok ten otwiera bankom drzwi do podważania abuzywności zapisów umownych. Zwolennicy tej teorii nie mają jednak racji. Prawdopodobnie albo w ogóle nie przeczytali uzasadnienia do wyroku TSUE, albo przeczytali je nie dość dokładnie, albo celowo wprowadzają do obiegu opinie, które mają zniechęcić kredytobiorców do występowania na drogę sądową przeciwko bankom.
De facto TSUE nie koncentruje swojej uwagi na temat abuzywności (niedozwolonego charakteru) kwestionowanych zapisów umownych, ale skupia się na odpowiedzi na zadane przez Sąd wnioskujący pytania o konsekwencje i skutki zastosowania abuzywnych klauzul w umowach z konsumentami. A zatem, Wyrok TSUE nie zmienia nic w kontekście samej oceny klauzul przeliczeniowych, a ta ocena jest jednoznaczna. Sądy w całej Polsce od jakiegoś czasu zgodnie opowiadają się za abuzywnością klauzul przeliczeniowych.
W ślad za dotychczasową praktyką orzeczniczą należy stwierdzić, że „abuzywne jest takie postanowienie w umowie o kredyt hipoteczny, z którego wynika, że uprawnienie banku do określania wysokości kursu sprzedaży franka szwajcarskiego nie doznaje żadnych formalnie uregulowanych ograniczeń. Poprzez wprowadzenie do umowy klauzul przeliczeniowych, bankowi pozostawiono dowolność w zakresie wyboru kryteriów ustalania kursu CHF w swoich tabelach kursowych, a przez to kształtowania wysokości zobowiązań klientów, których kredyty waloryzowane są kursem CHF” (wyrok SOKiK z dnia 27 grudnia 2010 r. sygn. akt: XVII AmC 1531/09).
Dotychczas sądy zazwyczaj upatrywały podstaw do oddalania powództw „frankowych” w błędnej ocenie skutków istnienia klauzul w umowach. Większość dotychczasowych rozstrzygnięć niekorzystnych dla konsumentów sprowadzało się do zapełniania luk powstałych po wyeliminowaniu z umowy niedozwolonej klauzuli, innymi miernikami wartości waluty (głównie kursem średnim NBP). Metoda ta była jednak mocno kontrowersyjna, gdyż brak jest wyraźnych podstaw prawnych do jej zastosowania. Wątpliwości w tym zakresie rozwiał jednak TSUE w wyroku z 3.10.2019 r., który dał bardzo jasne wytyczne, jak należy postępować z umowami zawierającymi omawiane klauzule.
W Wyroku, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) uznał, że można unieważnić całą umowę, jeśli zawarto w niej nieuczciwe klauzule, a głównym wskazaniem dla podjęcia przez sąd takiej decyzji ma być interes kredytobiorcy. TSUE wskazał jednoznacznie, że w sytuacji, gdy usunięcie „nieuczciwych warunków umowy zmienia charakter i główny przedmiot tych umów może ulec zmianie (…) prawo Unii nie stoi na przeszkodzie unieważnieniu tych umów. Co więcej, TSUE stwierdził również, że polskie przepisy nie pozwalają na uzupełnieniu luk w umowie po wykreśleniu z niej nielegalnych klauzul oraz że polskie sądy mogą unieważniać umowy, gdyby okazało się, że koniecznym byłoby stosowanie stopy LIBOR dla kwoty złotowej po usunięciu klauzuli indeksacyjnej. Zgodnie zatem z ww. orzeczeniem TSUE z dn. 3 października 2019 r., w zawartych umowach kredytu indeksowanego/denominowanego, nieuczciwe warunki umowy dotyczące różnic kursowych nie mogą być zastąpione przepisami ogólnymi polskiego prawa cywilnego.
Reasumując, rozstrzygnięcie TSUE jest wyłącznie korzystne dla kredytobiorców „frankowych” i nic tego nie zmieni, nawet opinia uznanych i wysoko postawionych przedstawicieli sektora bankowego. Należy jednak pamiętać, że nie wszystkie umowy są jednakowe, niektóre zawierają więcej a inne mniej niedozwolonych zapisów, a także mogły zostać zawarte w innym stanie prawnym. Dlatego przygotowując się do sporu z bankiem, zalecamy dokonanie dokładnej analizy konkretnej umowy, a nie posługiwanie się schematami ogólnodostępnymi w środkach masowego przekazu.
Przedstawiciele sektora bankowego oraz frankowicze licytują się na argumenty przekonując do swoich racji. Jednym z zagadnień, które przy tej okazji wymaga omówienia jest kwestia przedawnienia roszczeń. Przedawnienie to zagadnienie, które przez bank podnoszone jest niemal w każdej sprawie sądowej mającej za przedmiot roszczenia z umów kredytów frankowych, dlatego już teraz warto się z tym zagadnieniem zmierzyć.
Banki niejednokrotnie przekonują, że roszczenia objęte żądaniami frankowiczów (tak co do zwrotu nadpłat, jak i zwrotu poszczególnych wpłaconych rat – z uwagi na nieważność umowy) są świadczeniami okresowymi i w związku z tym przedawniają się z upływem lat trzech od daty wymagalności, jednocześnie wskazując, iż datą wymagalności poszczególnych rat jest dzień dokonania ich spłaty. W praktyce oznaczałoby to, że kredytobiorca mógłby żądać zapłaty wyłącznie za okres 3 lat wstecz od daty złożenia pozwu.
Twierdzenia banków w tym zakresie nie zasługują jednak na aprobatę. Należy wskazać, że sam fakt tego, że umowa stron przewiduje obowiązek zwrotu kapitału w określonych odstępach czasu nie przemawia za potraktowaniem świadczenia kredytowego jako świadczenia okresowego. Podobnie jak zapłata ceny przy sprzedaży na raty jest świadczeniem jednorazowym, nie ze względu na typ umowy, ale dlatego, że świadczenie wyczerpuje się po zapłacie konkretnej kwoty stanowiącej cenę, tak też świadczenie kredytobiorcy przy umowie kredytu wyczerpuje się nie z chwilą zapłaty poszczególnych rat, ale z chwilą spłaty całości kredytu.
Podstawą prawną zarówno roszczenia o zwrot nadpłat jak i roszczenia o zwrot świadczeń spełnionych w ramach nieważnej umowy, jest instytucja nienależnego świadczenia. Do roszczeń konsumenta o zwrot takich świadczeń znajdzie zastosowanie właściwy dla tej instytucji podstawowy okres przedawnienia z art. 118 k.c., (w przypadku kredytów zaciągniętych przed nowelizacją k.c. w 2018 r., tj. przed 9 lipca 2018 r.) który wynosi co do zasady 10 lat. I nie ma tutaj znaczenia, że część raty kredytowej stanowiła odsetki (świadczenie stricte okresowe) od kapitału udostępnionego przez bank, albowiem uznając umowę za nieważną, traktujemy ją tak, jakby nigdy nie została zawarta. Skoro zaś umowa nie istnieje, to świadczenie spełnione przez kredytobiorcę na rzecz banku de facto nie stanowi spłaty kapitału i odsetek, ale jest traktowane jako nienależne świadczenie na rzecz banku.
Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Sądu Najwyższego, tego typu roszczenie (z nienależnego świadczenia) ma charakter bezterminowy, co oznacza, że termin spełnienia takiego świadczenia musi być wyznaczony zgodnie z art. 455 k.c., a więc niezwłocznie po wezwaniu skierowanym przez zubożonego (Wyrok SN z dn. 28.04.2004 r., sygn. akt V CK 461/03). Możliwość dochodzenia zwrotu takiego świadczenia uzależniona jest zatem od uprzedniego wezwania dłużnika do zapłaty. Przyjmuje się w orzecznictwie, że nie tyle chodzi o moment, kiedy wezwanie do zapłaty zostało rzeczywiście skierowane do dłużnika, lecz o moment, kiedy mogło to najwcześniej nastąpić. Moment ten zaś ma miejsce w chwili spełnienia świadczenia nienależnego (zob. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 22 marca 2001 r., sygn. akt V CKN 769/00).
Co prawda w dn. 9 lipca 2018 r. weszły w życie przepisy, które znacząco skróciły podstawowe okresy przedawnienia roszczeń (z 10 na 6 lat), to jednak nowe okresy przedawnienia nie znajdą zastosowania do większości spraw tzw. kredytów frankowych.
Od reguły stosowania nowych przepisów do roszczeń istniejących i nieprzedawnionych ustawodawca wprowadził kilka wyjątków. Jeden z nich dotyczy roszczeń przysługujących konsumentom przeciwko przedsiębiorcom. Jeśli roszczenia takie powstały przed 9 lipca 2018 r. i do tego dnia się nie przedawniły, zastosowanie znajdą dotychczasowe reguły przedawnienia roszczeń (art. 5 ust. 3 ustawy nowelizującej). Oznacza to, że w przypadku roszczeń konsumentów, których termin przedawnienia określa się zgodnie z art. 118 k.c. lub 125 par. 1 k.c., termin przedawnienia będzie wciąż wynosił 10 lat. Tym samym za przedawnione uznać należy tylko te spłacone raty kredytu, które zostały dokonane powyżej 10-u lat wstecz od chwili złożenia pozwu (zakładając, że bieg terminu przedawnienia nie został przerwany, np. zawezwaniem banku do próby ugodowej). Oznacza to, że po upływie 10 lat od zapłaty pierwszej raty zaczną przedawniać się roszczenia kredytobiorcy względem banku o zwrot poszczególnych rat, zapłaconych przed upływem tego 10-letniego okresu.
Podsumowując, umowy zawarte ponad 10 lat temu mogą być przedmiotem postępowania przed sądem, jednakże w takim przypadku należy liczyć się z możliwością przedawnienia części roszczeń. Dla tych, którzy zaciągnęli kredyt ponad 10 lat temu, każdy miesiąc zwłoki ze złożeniem pozwu, oznaczać będzie przedawnienie części roszczeń.
Dlatego też już teraz warto dokonać analizy umowy kredytowej i oszacować wartość swoich roszczeń.
Nie milkną echa Wyroku TSUE z dn. 3 października 2019 r. w sprawie C-260/18 (Dziubak), pomimo iż od jego wydania mija już prawie dwa miesiące. Wyrok ten wciąż jest szeroko komentowany. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że lektura wyroku prowadzi do formułowania skrajnie przeciwstawnych tez. Z jednej strony przedstawiciele sektora bankowego twierdzą, że wyrok TSUE ich nie dotyczy lub też że jest dla nich korzystny, z drugiej strony znaczna część prawników uważa, że wyrok jest korzystny dla kredytobiorców i daje im „zielone światło” dla skutecznej walki w sądzie. W gąszczu sprzecznych informacji oraz agresywnej kampanii medialnej, należy zachować zdrowy umiar. Racjonalnym w tej sytuacji będzie z pewnością sięgnięcie do źródła, tj. do treści wyroku i jego uzasadnienia. Po wnikliwym zapoznaniu się z wyrokiem, wnioski nasuwają się same.
Głównym przesłaniem Trybunału jest stwierdzenie, że nie ma przeszkód, aby sąd krajowy, po stwierdzeniu nieuczciwego charakteru niektórych warunków umowy kredytu, przyjął, zgodnie z prawem krajowym, że ta umowa nie może nadal obowiązywać bez takich warunków z tego powodu, że ich usunięcie spowodowałoby zmianę charakteru głównego przedmiotu umowy.
TSUE wskazał jednoznacznie, że w sytuacji gdy usunięcie „nieuczciwych warunków umowy zmienia charakter i główny przedmiot tych umów może ulec zmianie (…) prawo Unii nie stoi na przeszkodzie unieważnieniu tych umów. Co więcej, TSUE stwierdził również, że polskie przepisy nie pozwalają na uzupełnieniu luk w umowie po wykreśleniu z niej nielegalnych klauzul oraz że polskie sądy mogą unieważniać umowy, gdyby okazało się, że koniecznym byłoby stosowanie stopy LIBOR dla kwoty złotowej po usunięciu klauzuli abuzywnej. Zgodnie zatem z ww. orzeczeniem TSUE z dn. 3.10.2019 r., w tzw. umowach frankowych, nieuczciwe warunki umowy dotyczące różnic kursowych nie mogą być zastąpione przepisami ogólnymi polskiego prawa cywilnego. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał, że można unieważnić całą umowę, jeśli zawarto w niej nieuczciwe klauzule, a głównym wskazaniem dla podjęcia przez sąd takiej decyzji ma być interes i wola kredytobiorcy.
A zatem, uznanie pewnych postanowień za nieuczciwe warunki umowne uniemożliwia ustalenie obowiązującego strony kursu walut i co do zasady powinno skutkować stwierdzeniem nieważności całej umowy. Bez możliwości ustalenia kursu przeliczania waluty, przy jednoczesnym braku przepisów dyspozytywnych, dalsze istnienie umowy nie jest uzasadnione, gdyż radykalnie zmienia jej konstrukcję i obarcza poważną niepewnością stosunek prawny stron co do sposobu wyznaczenia wysokości rat spłat
Przekaz płynący z orzeczenia TSUE jest zatem jasny i jednoznacznie korzystny dla konsumenta. Wszelkie pojawiające się przeciwne komentarze nie znajdują uzasadnienia w treści rozstrzygnięcia, a jedynie zmierzają w naszej ocenie do zniechęcenia kredytobiorców do występowania na drogę postępowania sądowego. Dalsze podważanie abuzywności postanowień w umowach frankowych, przy tej linii orzeczniczej TSUE, jest zaprzeczaniem rzeczywistości. Warto zauważyć, że przedstawiciele banków prowadzą intensywną kampanię na szeroką skalę w mediach, nie mniej jednak ostatnimi czasy słyszymy i o tym – co wcześniej absolutnie nie miało miejsca – że podejmują próby kontaktu z pojedynczymi kredytobiorcami proponując rozmowy ugodowe (w ramach tych propozycji oferują zmianę kursu waluty na średni kurs NBP – co z punktu widzenia ugruntowującej się praktyki orzeczniczej również jest niekorzystne dla konsumenta), a zatem coraz bardziej zdają sobie sprawę z zagrożenia, jakie dla ich funkcjonowania może wywołać lawina pozwów frankowych.