Source: http://www.e-mszczonow.info.pl/gazeta/2017/XVII/ograniczenia_wolnosci_prasy.html
Timestamp: 2017-05-27 17:22:29
Legal References Found: art. 212
 art. 216
 art. 81
 art. 81
 art. 81
 art. 14
 art. 14
 art. 14
 art. 14
 art. 14
 art. 14
 art. 14
 art. 14

Document Content:
Echo Mszczonowa – Ograniczenia wolności prasy
Ograniczenia wolności prasy W naszej gazecie dużo miejsca poświęcamy zagadnieniom wolności prasy i dostępu do informacji. Przyjrzyjmy się zatem także i ograniczeniom tej wolności i omówmy najbardziej palące problemy, które utrudniają nam naszą działalność.Zgodnie z ogólną normą przewidzianą przez prawo prasa korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej (art. 1 ustawy – Prawo prasowe), zaś Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu (art. 14 Konstytucji RP). Wolności te nie są jednak nieograniczone.Do oczywistych ograniczeń wolności prasy, czy szerzej – ogólnej swobody wypowiedzi – zalicza się ochrona dóbr osobistych (art. 23 kodeksu cywilnego), z których dla prasy największe znaczenie ma ochrona wizerunku, dobrego imienia i prywatności. Naruszenie tych dóbr chronionych skutkuje odpowiedzialnością cywilną, a czasem też i karną (przestępstwa zniesławienia i znieważenia – odpowiednio art. 212 i art. 216 kodeksu karnego).Wszystkie powyższe ograniczenia nie utrudniają nam jednak zasadniczo działalności, dopóki nie przyjdzie nam do głowy bawić się w paparazzich i przesiadywać na drzewach przed prywatną posesją naszych gminnych „celebrytów” w oczekiwaniu na poznanie co bardziej pikantnych szczegółów ich życia intymnego. Albo wymyślać o nich niestworzone historie, tak jak swego czasu czynił to pewien internetowy portal. Takich planów jednak nie mamy i doskonale rozumiemy zasadność prawnych ograniczeń w tym zakresie. Tym bardziej, że jako prasa mamy też wprost wytyczne co do naszych praw i obowiązków. Mamy chronić prywatność (art. 14 ust. 6 Prawa prasowego), tajemnice zawodowe naszych rozmówców, gdy to zastrzegą (art. 14 ust. 5), nie wypowiadać opinii co do rozstrzygnięcia w toczących się sprawach sądowych przed wydaniem wyroku w pierwszej instancji (art. 13 ust. 1 – chodzi o to, by prasa nie „skazywała” człowieka, zanim sprawy nie rozpatrzy sąd), chronić wizerunek i dane oskarżonych (art. 13 ust. 2 – znowu chodzi o nieskazywanie człowieka w prasie).Ochrona wizerunku osób publicznychNatomiast w zakresie wizerunku tzw. „osób publicznych” obowiązuje nas art. 81 ust. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:
1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych; 2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza. Gwoli wyjaśnienia – punkt 2) powyższego przepisu umożliwia nam m.in. filmowanie imprez zbiorowych, zaś punkt 1) na przykład filmowanie burmistrza w czasie pełnienia przez niego obowiązków (a ściślej – nie tyle samo filmowanie, co publikację takiego filmu).W zakresie powyższego przepisu pojawia się jednak pewien problem interpretacyjny, a mianowicie nie bardzo wiadomo, kto to jest „osoba powszechnie znana”.W przypadku burmistrza Kurka nie mamy tu w zasadzie wątpliwości – znany jest on nie tylko lokalnie, ale można by dowodzić, że i na szerszym forum: jest najdłużej urzędującym burmistrzem w Polsce, udziela wywiadów w ogólnokrajowych mediach, przez pewien czas zasiadał w Narodowej Radzie Rozwoju przy Prezydencie RP, a formalnie rzecz biorąc przez kilka tygodni był także posłem na Sejm (od ogłoszenia wyników wyborów w 2015 do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu z powodu niezłożenia ślubowania).W przypadku radnych także – mimo wątpliwości – ryzykowaliśmy objęcie ich tym przepisem, czyniąc tak przez analogię do innych polityków, i podpierając się dodatkowo przepisem o możliwości filmowania wydarzeń i zgromadzeń (wspomniany wyżej punkt 2)), bo nasi radni w zasadzie tylko w takich okolicznościach pojawiają się publicznie.Czy możemy filmować wszystkich gminnych urzędników?Co jednak z innymi osobami pełniącymi funkcje publiczne w naszej gminie – urzędnikami ratusza czy innych jednostek organizacyjnych gminy? W Internecie pełno jest pseudonaukowych wywodów, z których można by wywnioskować, że wolno nam rozpowszechniać wizerunek każdej takiej osoby w zakresie pełnienia przez nią jej obowiązków. Tymczasem – wbrew temu, co nam powie YouTube – sprawa nie jest wcale oczywista. Przepis mówi bowiem wyraźnie o osobach powszechnie znanych, a nie każdym funkcjonariuszu. Tym samym nie mamy w Polsce aż tak daleko posuniętej wolności prasy, jak na przykład na Słowacji, gdzie wolno rozpowszechniać wizerunek każdego funkcjonariusza publicznego, z czego skwapliwie korzysta zresztą tamtejszy kontrowersyjny portal prasowy GINN. Dlatego do niedawna byliśmy zdania, że wizerunek gminnych urzędników podlega zasadniczo ochronie nawet w miejscu pracy i nie jest możliwe publikowanie nagrań z ich udziałem bez ich zgody (poza szczególnym przypadkiem sesji Rady Miejskiej, co jednak wynika z innych przepisów).Dotarliśmy jednak do świeżego orzeczenia Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 30 grudnia 2016 r., w którym sąd stwierdził, że na podstawie przytoczonego wyżej art. 81 ust. 2 prawa autorskiego możliwe jest upublicznianie w Internecie nagrań z udziałem strażników miejskich w czasie pełnienia przez nich obowiązków służbowych:Z obszernego uzasadnienia wynika między innymi, że sąd uznał takie działanie za dopuszczalne, ponieważ strażnicy miejscy znani są lokalnie, ich nazwiska są publicznie dostępne na stronie internetowej gminy, a ich funkcja nierozerwalnie łączy się z kontaktem ze społeczeństwem, w związku z czym nie są to osoby anonimowe.Z powyższego wynikałoby, że – wbrew naszym wcześniejszym przypuszczeniom – moglibyśmy tworzyć i umieszczać w Internecie nagrania z udziałem przynajmniej niektórych gminnych urzędników. Potwierdza to też nasze wcześniejsze „intuicyjne” przypuszczenie o możliwości filmowania radnych w czasie pełnienia przez nich funkcji. Znamienne jest jednak, że wspomniany wyrok zapadł dopiero w drugiej instancji, co ilustruje problemy interpretacyjne przepisu. Niemniej wyrok ten jest dla nas istotny. Z drugiej jednak strony – chcąc działać w pełni legalnie – zdajemy sobie również sprawę, że do tematu filmowania urzędników należy podchodzić ostrożnie.Problem autoryzacjiWszystkie te problemy interpretacyjne są jednak tylko drobnym mankamentem obowiązujących nas przepisów w porównaniu z poniższymi przepisami prawa prasowego:Art. 14. 1. Publikowanie lub rozpowszechnianie w inny sposób informacji utrwalonych za pomocą zapisów fonicznych i wizualnych wymaga zgody osób udzielających informacji.2. Dziennikarz nie może odmówić osobie udzielającej informacji autoryzacji dosłownie cytowanej wypowiedzi, o ile nie była uprzednio publikowana. Przepis ust. 2 bylibyśmy jeszcze w stanie zaakceptować – jest to klasyczna autoryzacja, bowiem ustęp ten nakazuje dziennikarzowi uzgodnić treść wypowiedzi osoby udzielającej mu informacji, gdy osoba ta tego od niego zażąda. W tym wypadku to osoba udzielająca informacji musi wyraźnie zgłosić chęć otrzymania tekstu do autoryzacji, przy czym autoryzacją obejmuje się wówczas wyłącznie wypowiedź dosłownie cytowaną. Wystarczy więc przekształcić tekst artykułu prasowego i zamiast dosłownie cytować, można napisać „burmistrz powiedział, że…” i już nie mamy obowiązku autoryzować wypowiedzi, choćby nawet burmistrz zgłosił takie żądanie (jeśli nie zgłosi – to możemy bez przeszkód cytować). Z naszego punktu widzenia jest to zatem przepis nie tyle utrudniający nam działalność, co po prostu bezsensowny.Działalność utrudnia nam natomiast przepis ustępu 1, nakazujący nam – nawet mimo omawianych wyżej gwarancji art. 81 ust. 2 prawa autorskiego – uzyskanie zgody osoby udzielającej nam informacji na publikację nagrania z wypowiedzią tej osoby. Wydaje się, że dotyczy to jednak wyłącznie sytuacji udzielania informacji bezpośrednio dziennikarzowi, a już nie na przykład wyrażania opinii czy nawet samej informacji, ale szerszemu gronu słuchaczy w czasie wydarzenia, na którym prasa jest jedynie obecna (por. zdanie odrębne sędziego Andrzeja Rzeplińskiego do wyroku Trybunału Konstytucyjnego, sygn. akt SK 52/05). Z tego też względu zgodne z prawem jest publikowanie przez nas relacji ze spotkań burmistrza z mieszkańcami, czy też dostarczanych nam do redakcji nagrań rozmów telefonicznych z udziałem burmistrza.
Za naruszenie przepisów art. 14 ust. 1 i 2 Prawa autorskiego dziennikarzowi grozi odpowiedzialność karna (art. 49 ustawy) – jest to jedno z tzw. przestępstw prasowych. Nic więc dziwnego, że sprawa stała się w końcu przedmiotem skargi konstytucyjnej, w której zarzucono przepisom tym niezgodność z gwarancjami wolności prasy i swobody wypowiedzi. Mimo stanowisk Rzecznika Praw Obywatelskich, Prokuratora Generalnego i Marszałka Sejmu, którzy opowiadali się za uznaniem tych przepisów za niekonstytucyjne, Trybunał uznał we wrześniu 2008 roku, we wspomnianej wyżej sprawie SK 52/05, że przepisy te są zgodne z Konstytucją, ponieważ chronią przed nadużyciami ze strony prasy.Zdanie odrębne zgłosił wówczas sędzia Andrzej Rzepliński, który wskazał między innymi na pierwotny cel tej regulacji. Otóż prawo prasowe powstało jeszcze w czasach minionego ustroju i ustawodawcy chodziło o to, żeby funkcjonariusz albo prominent państwowy mógł zablokować publikację, gdyby zdarzyło mu się powiedzieć prasie za dużo. Jak słusznie zauważa sędzia Rzepliński, świadczy o tym zwłaszcza wspominany przez nas wyżej art. 14 ust. 5 o tajemnicach zawodowych:Dziennikarz nie może opublikować informacji, jeżeli osoba udzielająca jej zastrzegła to ze względu na tajemnicę zawodową.Stąd też taki a nie inny zakres tej regulacji (dotyczy ona wyłącznie „udzielania informacji”).W naszej ocenie wspomniana regulacja jest już dzisiaj zupełnie niepotrzebna, zwłaszcza że istnieje szereg innych przepisów chroniących przed nierzetelnością prasy, których nie było w 1984 r., gdy uchwalono prawo prasowe. Niemniej Trybunał Konstytucyjny orzekający w tej sprawie okazał się negatywnie nastawiony do prasy, upatrując w niej potencjalnego manipulatora, w związku z czym przepisy pozostały w porządku prawnym i potencjalnie mogą odstraszać dziennikarzy od podejmowania niektórych interwencji prasowych.
Wyrok Europejskiego Trybunału Praw CzłowiekaI to właśnie stało się przyczyną zakwestionowania w 2011 r. przepisu art. 14 ust. 2 polskiego Prawa prasowego przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie Bogusław Wizerkaniuk przeciwko Polsce (skarga nr 18990/05). Trybunał uznał ten przepis za niezgodny z gwarancjami wolności wyrażania opinii w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka m.in. ze względu na nieproporcjonalność sankcji karnej grożącej dziennikarzowi. Tym bardziej, że zdaniem Trybunału skarżący Polskę dziennikarz skazany został za publikację materiału bez wymaganej autoryzacji, mimo iż dołożył „niekwestionowanej staranności w celu zapewnienia, żeby opublikowany tekst odpowiadał rzeczywistym wypowiedziom.”
Prace legislacyjne w Ministerstwie KulturyPolska podjęła działania w celu wdrożenia powyższego wyroku Trybunału Praw Człowieka i wyeliminowania wadliwej regulacji ustawy dopiero w 2017 roku. Zgodnie z procedowanym aktualnie projektem resortu kultury publikacja materiału prasowego bez autoryzacji (naruszenie art. 14 ust. 2 Prawa prasowego) ma być odtąd jedynie wykroczeniem. Minister Kultury wyraźnie idzie tu po linii najmniejszego oporu i proponuje zmienić ustawę tylko w takim zakresie, jaki wprost wynika z orzeczenia strasburskiego Trybunału. I czyni to zupełnie bezrefleksyjnie albo też nie jest zainteresowany poszerzaniem wolności prasy. Jeżeli bowiem Minister uznaje w ślad za wyrokiem Trybunału, że nie może być przestępstwem publikacja materiału w sytuacji dołożenia przez dziennikarza należytej staranności, to czemu pozostawia karną odpowiedzialność za publikację nagrania (nie postuluje zmiany art. 14 ust. 1)? Przecież nagranie jest znacznie mniej podatne na przekłamania niż cytat w tekście pisanym.Składamy zgłoszenie lobbingoweW tej sytuacji postanowiliśmy zwrócić Ministrowi uwagę na ten fakt. Z pomocą przychodzi nam tu ustawa o działalności lobbingowej, zgodnie z którą każdy może włączyć się w proces stanowienia prawa i zgłosić uwagi do projektu.Naszym zdaniem prawo prasowe zawiera tak wiele zapisów nieprzystających do dzisiejszej rzeczywistości, że właściwie należałoby napisać je od nowa. Niemniej prace legislacyjne dotyczą tylko dostosowania ustawy do wyroku Trybunału w Starsburgu, w związku z czym zgłosiliśmy tylko dwa postulaty – pierwszy to zrównanie odpowiedzialności dziennikarza za naruszenie przepisu art. 14 ust. 1 i przepisu art. 14 ust. 2 Prawa prasowego. Drugi – przerzucenie ciężaru inicjowania działań na osobę udzielającą informacji publikowanej w formie nagrania, tak aby to nie dziennikarz musiał uzyskiwać zgodę na publikację, tylko osobie udzielającej informacji służyło prawo zgłoszenia sprzeciwu (analogicznie jak w przypadku autoryzacji z art. 14 ust. 2). Nie znajdujemy bowiem uzasadnienia dla odmiennego traktowania wypowiedzi dosłownie cytowanej w tekście pisanym od tej samej wypowiedzi publikowanej w formie nagrania. Poniżej publikujemy nasze zgłoszenie lobbingowe: Redakcja i wydawca: Radosław Botev (redaktor naczelny), ul. Szkolna 49, 96–323 Lutkówka. Miejsce wydania: Lutkówka.