Source: http://www.prawoprzewozowe.pl/blog/horror-kadego-prawnika
Timestamp: 2019-02-18 04:45:28
Legal References Found: art. 544
 art. 13
 art. 12
 art. 13
 art. 36
 art. 36

Document Content:
Horror każdego prawnika - Prawo przewozowe
Horror każdego prawnika
Są sprawy, które mogą przyprawić o ból głowy nie z powodu skomplikowanego stanu faktycznego czy konieczności dokonania drobiazgowych rozliczeń, ale z banalnej wydawałoby się przyczyny – ustalenia, kto może pozwać kogo. W prawie przewozowym o taką pułapkę łatwiej niż w jakiejkolwiek innej dziedzinie prawa.
Jako że Konwencja CMR jest do bólu lakoniczna i skrótowa, paradoksalnie nie pozostaje nic innego jak sięgnąć po przepisy prawa przewozowego krajowego. Akurat na szczęście przepisy Konwencji w kwestiach nieuregulowanych odsyłają do prawa krajowego, więc jest to rozwiązanie dopuszczalne – jeden problem mniej :)
Problem pojawia się w typowej sytuacji – nadawca nadał przesyłkę, przewoźnik zleca transport innemu przewoźnikowi, ten kolejnemu, aż ostatni dostarcza przesyłkę. Tyle że uszkodzoną. Wbrew równie powszechnemu, co błędnemu przekonaniu, to nie nadawca jest uprawniony do odszkodowania, ale odbiorca. Pomijając na razie zawiłości prawa przewozowego, jest to dosyć logiczne. Nadawca wywiązał się z umowy, na podstawie której wysłał towar odbiorcy – on już jest wolny od jakichkolwiek zobowiązań. Chyba że szkoda nie powstała w transporcie, a przesyłka została już nadana jako uszkodzona. I tak się zdarza, choć wówczas w ogóle nie ma zastosowania prawo przewozowe. Bo i po co?
Z tego względu przepisy stanowią, że uprawnionym do odszkodowania jest ten, kto ma prawo rozporządzania przesyłką. Zaś prawo to jest związane z tym, czy przesyłkę odebrano. Z tego względu ważne jest też zachowanie "kierunku" dochodzenia szkody. Jako że nadawca ma kontakt jedynie z pierwszym przewoźnikiem (ba! nierzadko nawet nie wie, że był jakiś inny), a odbiorca – wyłącznie z ostatnim (tym, który fizycznie realizował doręczenie), to nie będzie chyba wielkim zaskoczeniem, jeśli powiem, że w dużym uproszczeniu mamy do czynienia z dwiema sytuacjami. Albo nadawca pozywa przewoźnika, któremu powierzył przesyłkę, albo odbiorca pozywa przewoźnika, który przesyłkę doręczył. O tym "kierunku" decyduje zaś to, czy przesyłkę odebrano.
Te przepisy naprawdę są logiczne, co nie znaczy że proste. Przesądza bowiem kwestia formalna – nie zawsze prawo do odszkodowania na podstawie przepisów prawa przewozowego będzie się pokrywać z "intuicyjnym" prawem do odszkodowania na podstawie prawa cywilnego. Ale to nie jest błąd czy niedopatrzenie – to po prostu kwestia specyfiki transportu, nawet mniej w wymiarze prawnym, a biznesowym. Jak by nie patrzeć, każdy biznes "rzeczowy" (np. handel w przeciwieństwie do usług) polega w zasadzie na dostarczaniu rzeczy kolejnym odbiorcom – w coraz mniejszych ilościach, ale po coraz wyższej cenie jednostkowej :)
Dla prawnika to wiedza o tyle ważna, że chyba nie ma gorszej sytuacji niż przegrać sprawę, pozywając "niewłaściwy" podmiot. Chyba tylko przedawnienie może konkurować o tę niechlubną palmę pierwszeństwa.
4/6/2013 06:56:49 am
Świetny wpis :) Praktyka pokazuje, że z kwestią legitymacji do dochodzenia problem mają nie tylko sami poszkodowani, ale i profesjonalni pełnomocnicy. Podniesienie wobec nich takiego zarzutu zwykle jednak wcale ich nie zraża :)
4/6/2013 07:22:46 am
Zdarza się, że i sąd się nie zraża (ale rymuję). Można czasem wygrać zupełnie niezasłużenie. Cóż, historię piszą zwycięzcy :)
Joanna Jarosz Zugaj | Adwokat w Transporcie link
5/6/2013 12:20:13 am
Świetny wpis Panie Pawle:-)
Niestety, kwestia regulacji prawa przewozowego, a Konwencji CMR to już w ogóle, bywa przedmiotem zainteresowania szerokiego grona profesjonalnych pełnomocników. Często zdarza mi się, że druga strona otwiera szeroko oczy, gdy przytaczam jej jakiś przepis z szeroko pojętej dziedziny prawa transportowego:-)
Lech link
5/6/2013 12:29:27 am
Ano, wpis ciekawy, jestem w połowie, smyram po ekranie, aby czytać dalej, a tu już koniec. Czegoś mi brakuje. Może dlatego, że jestem laikiem, ale:
- co logicznego jest w tym, że nadawca nie może żądać odszkodowania? W końcu to on nadaje, płaci, ma umowę z przewoźnikiem i zna jej warunki. On odpowiada za wybór przewoźnika, i musi odpowiednio zapakować towar. W interesie odbiorcy jest tylko otrzymanie przesyłki. Jeśli dojdzie uszkodzona, to poza spisaniem protokołu szkody, logicznym jest (nie rozmawiamy o stanie prawnym), że żądanie dostarczenia tego co powinienem dostać kieruję do nadawcy.
I na czym ta "specyfika transportu" polega?
A perełka "w coraz mniejszych ilościach, ale po coraz wyższej cenie jednostkowej" to już jakbym jakiegoś podwładnego pana H. Minca słuchał ;) A co to ma do transportu?
Panie Pawle, nie tylko transportowcy to czytają :)
5/6/2013 01:41:53 am
Specyfika transportu polega na tym, że po pierwsze, co do zasady odpowiedzialność opiera się na ryzyku. Mówiąc w dużym uproszczeniu - jest szkoda, jest odpowiedzialność. Wina może tylko przewoźnika pogrążyć, a brak winy nie ma znaczenia. Druga kwestia - co do zasady przewoźnik może powierzyć przewóz kolejnemu przewoźnikowi, ten kolejnemu itd. Te dwie kwestie są ze sobą ściśle powiązane - ta druga właśnie jest przyczyną pierwszej.
Tyle od strony prawnej. Od strony biznesowej to przecież transport jest tą dziedziną, która "nie produkuje", ale wyłącznie dystrybuuje. Jakie znaczenie ma transport w biznesie, widać po prawdziwym pieniądzu, jakim jest złoto. Nie dlatego złoto jest najlepszym pieniądzem, bo się świeci (wiele rzeczy się świeci). I nawet nie dlatego że jest łatwe w obróbce. Otóż chodzi o ciężar właściwy - koszt transportu złota jest bardzo niski. Za uncję złota możesz kupić 45 koszul po 100zł. Transport uncji złota nie kosztuje nic, transport 45 koszul wymaga jakiegoś pojazdu. Pójdźmy dalej - kilogram złota to ok. 160 tys. zł, czyli 1600 koszul po 100zł. Transport kilograma złota (tabliczka wielkości karty kredytowej) nie kosztuje nic, transport 160 koszul wymaga wynajęcia furgonetki. Transport to najważniejszy koszt dostępu do dóbr.
Im dalej od źródła pochodzenia towaru, tym droższy jest transport, czyli zwiększa się cena towaru. Z kolei wraz z oddalaniem się od źródła pochodzenia wzrasta liczba osób zainteresowanych towarem, choć w coraz mniejszych ilościach. To dlatego rzeczy w produkcji kosztują 25-30% ceny konsumenckiej. Ale wyprawa zakupowa (czy to towaru do konsumenta, czy konsumenta po towar) też kosztuje.
Transport jest częścią ontologii wszechświata, bo tak naprawdę wszystko polega na przemieszczaniu się. Pisząc te słowa, znalazłem się w innym miejscu, podróżując wraz z Ziemią wokół Słońca.
Dlatego transport to specyficzna dziedzina. Mam nadzieję, że ten wywód spełnił oczekiwania nawet najbardziej wybrednych czytelników :)
5/6/2013 04:19:07 am
To się chyba nadaje na osobny wpis ;) Dzięki.
5/6/2013 04:28:06 am
Z tymi koszulami to może być ciekawie. Bo co to znaczy "koszula za 100zł"? 100zł to może ona kosztować na samie w sklepie. Na samym początku transportu kosztuje zapewne ze złoty pięćdziesiąt :) Z tego wniosek, że z każdym przejechanym kilometrem wartość koszuli zwiększa się. To nawet lepiej niż ze złotem :)
5/6/2013 12:43:51 am
Lechu, specyfika jest, a regulacja jest jak najbardziej logiczna.
Po pierwsze przewoźnik wykonuje transport przesyłki, która w wielu wypadkach nie jest własnością nadawcy, a często jest przedmiotem skomplikowanych transakcji. W każdym wypadku trzeba by więc rozstrzygać, kto jest faktycznie poszkodowany - w wielu wypadkach nie byłby to nadawca, więc trudno byłoby mu dochodzić szkody, której nie poniósł. Tyle o specyfice.
Po drugie pomijasz zupełnie istnienie art. 544 i 548 k.c. W większości wypadków rola odbiorca sprowadzi się nie tylko do spisania protokołu szkodowego ale do walki o odszkodowanie, bo to na nim spoczywa ryzyko uszkodzenia. Jeśli zaś strony inaczej sobie rozłożą ryzyko w umowie, to już w ich interesie jest takie ułożenie stosunków, żeby ten, który ryzykuje mógł dochodzić roszczeń od przewoźnika. Ponieważ jednak strony najczęściej nie mają pojęcia o takiej regulacji, sprawę zostawiają odłogiem, co później mści się w procesie.
5/6/2013 12:43:59 am
5/6/2013 04:22:20 am
Mój punkt widzenia jest bardziej prywatno-konsumencki niż biznesowy. Nie wdając się w dywagacje, czy otrzymany przeze mnie od przewoźnika towar jest mój, czy nie mój, oczekuję, że będzie taki, na jaki się umawiałem z nadawcą, a właściwie ze sprzedawcą. I to z nim chciałbym drzeć koty o złą dostawę, przewoźnika traktuję jak "zawodowe ramię", podwykonawcę, sprzedawcy.
5/6/2013 04:33:49 am
Tyle, że najwyraźniej zapominasz, że jak się umawiasz ze sprzedawcą, że Ci wyśle rzecz, to - jeśli się nie umówisz inaczej - na Ciebie przejdzie ryzyko uszkodzenia tej rzeczy w transporcie z chwilą przekazania rzeczy przewoźnikowi. Dlatego najzupełniej naturalne jest, że to odbiorcy przysługują roszczenia z tytułu uszkodzeń w przewozie, a nie nadawcy. Kupujący nie ma bowiem wtedy już żadnych roszczeń do sprzedawcy.
5/6/2013 04:37:17 am
@Paweł Judek: zapominam, bo właśnie to jest dla mnie "nienaturalne". Ale dobrze wiedzieć - na przyszłość :) Zresztą jest tu chyba jakiś wyjątek dla przewoźnika-poczty polskiej? Kiedyś na ten temat dyskutowaliśmy w pewnej sprawie.
5/6/2013 04:41:18 am
Może nienaturalne ale powszechnie stosowane :) W Konwencji wiedeńskiej o umowie międzynarodowej sprzedaży towarów jest bardzo zbliżona regulacja do tej w kodeksie cywilnym.
Za jakiś czas jednak z konsumentami będzie spory problem, bo przepisy prawa przewozowego się rozjadą z przepisami o umowie sprzedaży. Najnowsza dyrektywa o sprzedaży konsumenckiej wyraźnie bowiem wskazuje, iż ryzyko uszkodzenia w transporcie spoczywa na sprzedawcy.
5/6/2013 06:34:08 am
To tak nie działa, drogi panie :)
Załóżmy, że ja mieszkam w Gdańsku, Ty w Krakowie, a spotykamy się na targach koszul w Warszawie. Ty masz 1600 koszul, a ja uncję złota, za którą kupuję 45 sztuk, z którymi wracam do domu. Ty sprzedałeś pozostałych 1555 koszul za łączną cenę kilograma złota.
Czy mój koszt powrotu z 45 koszulami będzie taki sam jak koszt przyjazdu tylko z uncją złota?
A co z Twoim kosztem powrotu do domu z kilogramem złota i bez 1600 koszul?
31/10/2013 02:07:36 am
Panowie, nie do końca rozumiem. Czy to oznacza, że odbiorca powinien zgłosić roszczenia z tytułu uszkodzenia przesyłki do przewoźnika faktycznego, którego pieczątkę ma wbitą w list przewozowy? Czy w związku z tym należy uznać, że przewoźnik umowny nie ponosi tu odpowiedzialności?
31/10/2013 02:14:08 am
Odbiorca ma roszczenie do tego, kto mu dostarczył towar. Przecież przewoźnik, który się rozładował, może być piątym z kolei przewoźnikiem wynajętym przez firmę spedycyjną, której nadawca towaru (niekoniecznie kontrahent odbiorcy) zlecił zorganizowanie przewozu. Ostatni przewoźnik to jedyne znane "ogniwo" :)
3/11/2013 11:12:03 pm
@ Paweł Budrewicz
Dziękuję za odpowiedź, nie można jej odmówić logiki, ale... nadal "nie leży" mi ta konstrukcja. Co w sytuacji, gdy zlecający przewóz jest jednocześnie odbiorcą towaru, a zakontraktowany przez niego przewoźnik zleci przewóz podwykonawcy. Wobec kogo może wówczas wysunąć roszczenie? Jeśli tylko wobec faktycznego (piątego z rzędu) przewoźnika, to jaki jest sens wyboru przewoźnika o dobrej renomie i wysokim OC, skoro nie mamy wpływu na to, kto ostatecznie przywiezie towar (i wobec kogo będziemy rościć).
Wynikałoby z tego, że roszczenia wobec przewoźnika umownego mogłyby być podnoszone jedynie przez nadawcę w przypadku utraty towaru (w przewozie krajowym).
Jednakże nie bardzo potrafię umiejscowić przedstawioną przez Pana konstrukcję w obliczu art. 13 ust. 1 Konwencji CMR. Mowa jest tam o uprawnieniu odbiorcy do dochodzenia roszczeń w przypadku zaginięcia towaru, ale ustawodawca nie zawraca sobie głowy tym, skąd odbiorca ma wiedzieć kto do niego ten towar wiózł...
Jakkolwiek, czy stosował Pan tę konstrukcję w praktyce sądowej lub przy "likwidacji szkody" przez ubezpieczyciela przewoźnika? Dobrze byłoby tu móc podeprzeć się przepisem, lub chociaż orzeczeniem, bo likwidatorzy szkód niekoniecznie hańbią się interpretacją przepisów w oparciu o logikę :)
Pozdrawiam! Wszelkie sugestie mile widziane!
3/11/2013 11:17:41 pm
3/11/2013 11:27:50 pm
Wybór przewoźnika to - z punktu widzenia odpowiedzialności cywilnej - problem spedytora (jeśli przewóz organizował spedytor).
Prawo nadawcy/odbiorcy do dochodzenia roszczeń związane jest z faktyczną rolą w przewozie. W Konwencji CMR nie jest to może wyłożone tak wprost jak w prawie przewozowym, ale jako wniosek z art. 12 i 20 Konwencji CMR.
Wszystkie te kwestie stosowałem i stosuję w praktyce :)
4/11/2013 02:05:04 am
Panie Mecenasie, odnoszę wrażenie, że się nie zrozumieliśmy... Nie odniósł się Pan do mojego zarzutu dot. art. 13 ust.1. Moim zdaniem przeczy on Pańskim twierdzeniom.
Na pewno Pana konstrukcja sprawdziłaby się przy przewoźnikach sukcesywnych, ale przy podwykonawcach - mam wątpliwości.
Dlatego byłoby świetnie, gdyby mógł Pan poprzeć swoje twierdzenia jakimś przykładem z praktyki sądowej.
4/11/2013 03:22:42 am
To i ja wtrącę swoje trzy grosze. Po pierwsze nie uważam, żeby - w sytuacji gdy nie ma przewozu sukcesywnego - odbiorca miał jakiekolwiek roszczenia wobec przewoźnika faktycznego. Odbiorca nie wchodzi w ogóle w relację z przewoźnikiem faktycznym i nie ma między nimi żadnego stosunku prawnego. Przewoźnik faktyczny ma zawartą umowę wyłącznie ze swoim zleceniodawcą. Odbiorca przystępuje zatem tylko do pierwszej umowy przewozu, która jest zawarta na jego rzecz. W praktyce zatem ma roszczenia wyłącznie w stosunku do przewoźnika głównego, choć oczywiście czasami problematyczne będzie jego ustalenie. Najczęściej jednak dla odbiorcy nie będzie to problem, gdyż albo on sam tego przewoźnika zatrudniał, albo uzyska jego dane od kontrahenta, od którego nabył towar. W wielu wypadkach trudniejsze byłoby ustalenie przewoźnika faktycznego, jeśli nie jest on wpisany do listu przewozowego (a wielokrotnie tak się dzieje).
Oczywiście ten pogląd nie jest jedyny. Krzysztof Wesołowski w najnowszej książce jest zdania, że odbiorca ma roszczenia w stosunku do wszystkich przewoźników, również w sytuacji gdy nie byli to przewoźnicy sukcesywni, ale osobiście mnie ta koncepcja nie przekonuje, gdyż prowadzi do sporych problemów w relacjach przewoźnik główny - podwykonawca.
Przyznam natomiast, że do tej pory nigdzie w orzecznictwie i komentarzach nie spotkałem poglądu zaprezentowanego przez autora bloga, że odbiorca ma roszczenia tylko do przewoźnika faktycznego. Koncepcja ta nie sprawdza się moim zdaniem nawet przy przewozach sukcesywnych, gdyż albo - jak w polskim prawie przewozowym - przepisy wprost stanowią, że wszyscy przewoźnicy odpowiadają solidarnie, albo - jak w Konwencji CMR - odpowiada pierwszy przewoźnik, ostatni przewoźnik oraz ten, który odpowiada za powstanie szkody.
13/11/2013 02:31:39 am
No tak, bo pomyliłem z art. 36 Konwencji CMR (ostatni-pierwszy-"szkodliwy"). Ale napisałem inaczej, więc zostałem upomniany :(
Niestety, Paweł Judek jest lepszym prawnikiem ode mnie, co stwierdzam z pewną mieszaniną goryczy (wiadomo), ale i radości (bo jak się uczyć, to od lepszego, jak jest okazja).
PS. Coś było nie tak z dodawaniem komentarzy, ale już działa.
15/11/2013 05:38:17 pm
Paweł, przesadna skromność :) Nie podejmuję się oceniać, zwłaszcza że w porównaniu z Twoimi sukcesami publicystycznymi i oratorskimi nie mam nic do powiedzenia :)
15/11/2013 06:19:55 pm
Po prostu pomyliłem kwestie prawne - zrobiłem błąd. A że jestem świadomy moich wad i zalet, to stać mnie na szczerość.
Mniejsza z tym - może uda mi się jeszcze w weekend napisać posta, bo mam ciekawą sprawę właśnie z art. 36 Konwencji CMR. Przynajmniej wcześniej nigdy w praktyce takiej sprawy nie prowadziłem. Choć może dla Ciebie to będzie bułka z masłem :)
15/11/2013 06:41:00 pm
Przewóz sukcesywny to nigdy nie jest bułka z masłem, zwłaszcza że w Polsce ta instytucja się zupełnie nie przyjęła :)
4/10/2017 03:15:34 am
Prawo transportowe rzeczywiście bywa zawiłe do tego kłopotliwe, nie dziwie się więc, skąd tyle problemów z tym związanych, a potem tylko kwestia dojścia kto, co dlaczego i tak dalej. Tu na pewno przydałoby się wdrożenie sensownych zmian.