Source: http://www.europarl.europa.eu/sides/getDoc.do?type=CRE&reference=20090506&secondRef=ITEM-015&language=PL&ring=A6-2009-0133
Timestamp: 2014-08-20 08:58:50
Legal References Found: art. 11
 art. 12
 art. 43
 art. 222
 Art. 43
 art. 265

Document Content:
Debaty - Środa, 6 maja 2009 r. - Nowa rola i obowiązki Parlamentu przy wdrażaniu traktatu lizbońskiego – Wpływ traktatu lizbońskiego na rozwój równowagi instytucjonalnej w Unii Europejskiej – Stosunki pomiędzy Parlamentem Europejskim a parlamentami krajowymi w kontekście postanowień traktatu z Lizbony - Aspekty finansowe traktatu lizbońskiego – Wdrażanie inicjatywy obywatelskiej (debata)
15. Nowa rola i obowiązki Parlamentu przy wdrażaniu traktatu lizbońskiego – Wpływ traktatu lizbońskiego na rozwój równowagi instytucjonalnej w Unii Europejskiej – Stosunki pomiędzy Parlamentem Europejskim a parlamentami krajowymi w kontekście postanowień traktatu z Lizbony - Aspekty finansowe traktatu lizbońskiego – Wdrażanie inicjatywy obywatelskiej (debata)zapis wideo wystąpieńPV
Przewodniczący. − Wznawiamy posiedzenie i mamy teraz bardzo ważny temat: wspólną debatę nad traktatem lizbońskim, która obejmuje następujące sprawozdania:
-	sprawozdanie (A6-0145/2009) pana posła Leinena, w imieniu Komisji Spraw Konstytucyjnych, w sprawie nowej roli i obowiązków przy wdrażaniu traktatu lizbońskiego (2008/2063(INI)),
-	sprawozdanie (A6-0142/2009) pana posła Dehaene, w imieniu Komisji Spraw Konstytucyjnych, w sprawie wpływu traktatu lizbońskiego na rozwój równowagi instytucjonalnej w Unii Europejskiej (2008/2073(INI)),
-	sprawozdanie (A6-0133/2009) pana posła Broka, w imieniu Komisji Spraw Konstytucyjnych, w sprawie rozwoju stosunków pomiędzy Parlamentem Europejskim a parlamentami krajowymi w kontekście postanowień traktatu z Lizbony (2008/2120(INI)),
-	sprawozdanie (A6-0183/2009) pani poseł Guy-Quint, w imieniu Komisji Budżetowej, w sprawie aspektów finansowych traktatu lizbońskiego(2008/2054(INI)) oraz
-	sprawozdanie (A6-0043/2009) pani poseł Kaufmann, w imieniu Komisji Spraw Konstytucyjnych, wzywające Komisję do przedłożenia wniosku w sprawie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie realizacji inicjatywy obywatelskiej(2008/2169(INI)).
Jak państwo widzą jest to pięć niezwykle ważnych sprawozdań dotyczących bardzo aktualnego zagadnienia, powinniśmy również pamiętać o tym, że – jak państwu wiadomo – senat Republiki Czeskiej zatwierdził ratyfikację traktatu wymaganą większością głosów. Jo Leinen, sprawozdawca. − (DE) Panie przewodniczący, pani wiceprzewodnicząca, panie i panowie! Ostatnie wieczorne posiedzenie w tej kadencji jest poświęcone debacie nad traktatem lizbońskim. Wiemy, że poprzedziło je wiele innych posiedzeń wieczornych, które odbyliśmy dążąc do wprowadzenia w życie traktatu reformującego i jego ratyfikacji w 26 parlamentach państw członkowskich.
Chciałbym pogratulować i podziękować czeskim senatorom, którzy dziś poparli ten traktat wyraźną większością głosów. Chciałbym również podziękować wszystkim, którzy pomogli w usunięciu tej przeszkody.
Tak, podziękujmy oklaskami w Strasburgu czeskiemu senatowi w Pradze. Bardzo się cieszymy z takiego wyniku.
Wierzę, że będziemy mogli zakończyć proces ratyfikacji do końca roku. Nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca, ale wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli 27 ratyfikacji. Optymizm Komisji Spraw Konstytucyjnych był więc uzasadniony. Rada Europejska, Komisja i Parlament Europejski muszą się przygotować na wejście w życie traktatu. Jestem bardzo zadowolony, że Wysoka Izba przyjęła cztery niezwykle interesujące i ważne sprawozdania – nie, pięć sprawozdań bo pani poseł Guy-Quint również przedstawiła sprawozdanie w sprawie aspektów finansowych traktatu lizbońskiego – stanowiące niejako akt końcowy bieżącej kadencji.
Wiem, że Wysoka Izba nawet w trudnych czasach nigdy nie dała za wygraną jeśli chodzi o traktat reformujący. Nie każdy jednak tak uważa. Nie mogę zrozumieć, dlaczego w Parlamencie było tak wiele wahania i dlaczego wyrażano tak wiele wątpliwości, czy w ogóle powinniśmy dalej debatować nad traktatem lizbońskim. Debatę tę wręcz ukrywano na posiedzeniach wieczornych, choć z powodzeniem mogłaby się odbywać w dzień. Przekładanie takiej debaty na posiedzenia wieczorne jest poniżej godności Wysokiej Izby. Wiemy, dlaczego tak się stało. Nie chciano, aby Parlament potwierdził przed szerokim audytorium swoje przekonanie, że ten traktat jest nam potrzebny, że chcemy go i że wierzymy w niego. Sceptyków można było znaleźć na najwyższych stanowiskach w Parlamencie, co dla mnie jest czymś zupełnie niepojętym i całkowicie niedopuszczalnym.
Podjąłem się przygotowania sprawozdania w sprawie roli Parlamentu przy wdrażaniu traktatu lizbońskiego i mogę powiedzieć, że Parlament będzie wśród tych, którzy skorzystają na traktacie reformującym. Robimy milowy krok w dziedzinie kontroli demokratycznej, czy to w kontekście prawodawstwa, kontroli budżetowej i podejmowania decyzji, czy też nadzoru, a nawet wybierania organów wykonawczych, Komisji, zatwierdzania umów międzynarodowych, a także w zakresie nowych praw inicjatywy, które nam przyznano, czego najlepszym przykładem jest prawo Parlamentu Europejskiego do zgłaszania poprawek do traktatu – przywilej ten poprzednio był zastrzeżony dla państw członkowskich i ich rządów. Współdecyzja jako standard stawia nas na równi z Radą Ministrów: polityka rolna, polityka rybołówstwa, problematyka badań naukowych, regulacje strukturalne – teraz wspólna odpowiedzialność i uprawnienia Parlamentu w zakresie współdecyzji będą obejmować wiele zagadnień. Mamy nowe uprawnienia nadzorcze, nowe prawa do informacji i nowe prawo inicjatywy.
Pani wiceprzewodnicząca! Dziękuję, że pani zawsze nas popiera. Dziś mieliśmy dobry dzień i czterema sprawozdaniami, stanowiącymi niejako akt końcowy, kończymy okres pełen zaangażowania w reformę Unii Europejskiej. Mam nadzieję, że akt końcowy zostanie wykorzystany przez nowy Parlament i że możemy wejść w nową kadencję na nowych, mocniejszych fundamentach.
(Oklaski) Jean-Luc Dehaene, sprawozdawca. − (NL) Panie przewodniczący, pani wiceprzewodnicząca, panie i panowie! Przyjęcie traktatu lizbońskiego przez czeski senat to kolejny krok ku ratyfikacji traktatu. Dobrze więc, że dzisiejszego wieczoru Parlament Europejski przyjmuje kilka sprawozdań wyrażających stanowisko Parlamentu w odniesieniu do wdrożenia traktatu. Przecież zanim Parlament przystąpi do rozmów i negocjacji z innymi instytucjami w sprawie wdrożenia i stosowania traktatu, musi być do nich równie dobrze przygotowany, jak te instytucje.
Jest to tym ważniejsze dla Parlamentu, że na mocy przedmiotowego traktatu jego uprawnienia zostaną znacznie rozszerzone. W interesie Parlamentu jest zatem zadbać, aby a) był dobrze przygotowany, by w pełni wykonać nowe zadania, wskazane w sprawozdaniach pana posła Leinena i pani poseł Guy-Quint oraz aby b) przyjął jasne stanowisko dotyczące stosunków z innymi instytucjami, co jest przedmiotem mojego sprawozdania.
Traktat lizboński wzmacnia i klaruje równowagę instytucjonalną w Unii. Traktat o Unii Europejskiej, który mamy nadzieję zostanie przyjęty, formalnie znosi strukturę filarów. Ponadto Unia Europejska zyska osobowość prawną, instytucje wspólnotowe staną się instytucjami Unii, a na mocy traktatu role i uprawnienia każdej z instytucji zostaną jasno określone. Traktat wyznacza także koniec podwójnej funkcji Rady Europejskiej czyniąc ją autonomiczną instytucją Unii.
Mimo iż procedura współdecyzji nadal podlega zbyt wielu wyłączeniom, stanie się ona zwykłą procedurą legislacyjną, w tym także w zakresie zatwierdzania budżetu, a jej stosowanie zapewni Parlamentowi bardzo ważną rolę. Uprawnienia Rady i Parlamentu sformułowano w traktacie właściwe identycznie. Traktat wzmacnia zatem metodę „wspólnotową” i przekształca ją w „metodę Unii”. Ponadto metoda ta zostanie rozszerzona na dawny filar sprawiedliwości i spraw wewnętrznych.
W moim sprawozdaniu podkreśliłem fakt, że jeśli instytucje mają działać skutecznie, konieczna jest stabilna koordynacja prac legislacyjnych i budżetowych. Sprawozdanie wzywa do programowania prac legislacyjnych, w tym wieloletniej perspektywy budżetowej. Funkcja Rady do Spraw Ogólnych w Radzie Ministrów będzie bardzo ważna w tym znaczeniu, że dla prezydencji Rady musi się ona stać narzędziem dialogu z Parlamentem. Oczywiście podtrzymano także funkcję Komisji jako organu podejmującego inicjatywę, niestety plan przewiduje ograniczenie liczby komisarzy dla zachowania kolegialnego charakteru Komisji. Jeżeli Komisja ma działać kolegialnie, konieczne jest wzmocnienie jej organizacji wewnętrznej.
Jednym z istotnych nowych aspektów jest to, że podwójna funkcja wysokiego przedstawiciela i wiceprzewodniczącego Komisji będzie miała kluczowe znaczenie dla spraw zagranicznych, stosunków zewnętrznych i bezpieczeństwa. W moim sprawozdaniu podkreśliłem, że ścisła współpraca z Komisją byłaby w najlepiej pojętym interesie wysokiego przedstawiciela/wiceprzewodniczącego Komisji, aby można było zmobilizować wszystkie zasoby polityki zagranicznej Unii.
Chciałbym zakończyć stwierdzeniem, że po wyborach czeka nas bardzo trudny okres przejściowy, a także trudne przejście od traktatu nicejskiego, który należy zastosować jako pierwszy, do traktatu lizbońskiego, który, miejmy nadzieję, zostanie przyjęty do końca roku. Wzywam Parlament i Radę, aby raz jeszcze wspólnie rozważyły, jak możemy wykorzystać ten okres i nie rozumiem, dlaczego jeszcze tego nie zrobiono. W przeciwnym wypadku grozi nam, że po wyborach nie będziemy wiedzieli, co dokładnie powinno się dziać. Ponieważ nikt z nas nie chciałby się znaleźć w takiej sytuacji, uzgodnijmy jasne stanowisko w tej sprawie. Elmar Brok, sprawozdawca. − (DE) Panie przewodniczący, pani wiceprzewodnicząca, przedstawiciele prezydencji czeskiej, panie i panowie! Jak powiedzieli moi przedmówcy jest to wielka chwila, jednak nie dlatego, że omawiane są nasze sprawozdania, ale dlatego, że dziś stwierdzono, iż parlamenty 26 państw ratyfikowały traktat lizboński oraz że obiecane referendum musi się odbyć jeszcze tylko w jednym państwie.
Fakt, że parlamenty 26 państw ratyfikowały traktat lizboński pokazuje, iż jest to traktat parlamentarny. Na drodze do zjednoczenia Unii Europejskiej dokonał się duży postęp, ale nigdy jeszcze nie było takiego traktatu, jak traktat lizboński, w którym parlamenty – zarówno Parlament Europejski, jak i parlamenty krajowe – zostałyby wzmocnione, który umacniałby demokrację, wprowadzał inicjatywę obywatelską oraz pod względem politycznym i prawnym umacniał zasadę pomocniczości poprzez wzmacnianie parlamentów krajowych.
Zdumiewa zatem, że ci, którzy uważają się za ojców demokracji sprzeciwiają się temu traktatowi. Sprzeciwiają się traktatowi lizbońskiemu, ponieważ nie chcą przyznać procesowi integracji europejskiej legitymacji demokratycznej. Czują odrazę do integracji europejskiej i obawiają się, że taka Europa mogłaby zyskać na popularności z powodu większej demokracji i przejrzystości, a także lepszych możliwości podejmowania decyzji, pozwalających sprostać przyszłym wyzwaniom. Dlatego też mówią takie kłamstwa, jakie mówią.
W tym miejscu chciałbym wyrazić moje podziękowanie prezydencji czeskiej, a w szczególności premierowi Topolánkowi. Premier, będąc w trudnej dla siebie sytuacji, za którą nie był odpowiedzialny, ostatniego dnia swego urzędowania walczył o uzyskanie wystarczającej większości w czeskim senacie.
I nie była to mizerna większość, było to 54:20. Oznacza to przytłaczającą przewagę tych, którzy powiedzieli „tak” traktatowi lizbońskiemu. Mam nadzieję, że po podjęciu decyzji przez 26 zgromadzeń pochodzących z wyboru przedstawiciele administracji nie będą wstrzymywać procesu demokratycznego odmawiając złożenia podpisu. Jestem przekonany, że dotrzymają złożonych obietnic i traktat ten zostanie podpisany.
Z debat w trakcie tej kampanii wyborczej wynika, że kryzys finansowy udowodnił, iż każde państwo, które w tym porządku globalnym działa samodzielnie, przegrywa. Dlatego też tak istotne jest, że zrozumiano to w Irlandii oraz że – jeśli wierzyć sondażom – obywatele Irlandii zmienili swoje stanowisko, aby zabezpieczyć interesy Irlandii. Jestem pewien, iż dzięki klauzuli społecznej, dzięki zaangażowaniu w gospodarkę socjalną a nie drapieżny kapitalizm, innymi słowy dzięki zaangażowaniu w sensie socjalnym, jest to również traktat dla zwykłych obywateli. W ten sposób możemy razem bronić naszych interesów w tym świecie.
Aby faktycznie kontrolować biurokrację administracyjną, rządy krajowe, organy Komisji czy Rady tutaj w Brukseli i w Strasburgu, musimy nawiązać ścisłą współpracę między Parlamentem Europejskim a parlamentami krajowymi.
Jest wiele wspólnych zadań w dziedzinie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, polityki prawnej i spraw wewnętrznych, w zakresie nadzoru nad Europolem. Przed parlamentami krajowymi otwiera się wiele możliwości dzięki przyznanemu im prawu zgłaszania sprzeciwu. Za pomocą procedur „żółtej kartki” i „pomarańczowej kartki” oraz prawa do podejmowania działania mogą one sprawować kontrolę nad pomocniczością, a także, jako członkowie Rady, mogą sprawować większą kontrolę nad swoimi rządami. W ten sposób zyskują podwójną legitymację demokratyczną. Oto dlaczego Parlament Europejski i parlamenty krajowe w tym procesie nie są przeciwnikami, ale sojusznikami dążącymi do wspólnej, demokratycznej kontroli nad Europą, prowadzącymi ją w przyszłość i niepozwalającymi, by uległa degeneracji i przekształciła się w Europę kontrolowaną przez aparatczyków. Traktat lizboński jest zatem słuszny i właściwy, a parlamenty krajowe i Parlament Europejski nie będą uchylać się od obowiązków. Catherine Guy-Quint, sprawozdawczyni. – (FR) Panie przewodniczący, pani komisarz, panie i panowie! Ogromnie się cieszę mogąc dzisiejszego wieczoru przedstawić sprawozdanie w sprawie aspektów finansowych traktatu lizbońskiego, które Komisja Budżetowa przygotowała już jakiś czas temu. Będzie to ostatnie sprawozdanie budżetowe w tej kadencji parlamentarnej i moje ostatnie sprawozdanie parlamentarne.
Przede wszystkim bardzo się cieszę widząc, że Parlament miał odwagę przedstawić nasze sprawozdania w pakiecie „lizbońskim”, dotrzymując złożonej obywatelom obietnicy dotyczącej informowania ich o następstwach tego traktatu. Obywatel lepiej poinformowany to obywatel, który głosuje mając pełną świadomość tego co robi. Mówienie w tej Izbie o traktacie lizbońskim nie jest zaprzeczaniem demokracji, wręcz odwrotnie. Jego wdrożenie będzie miało ogromny wpływ na uprawnienia budżetowe instytucji i konsekwencje finansowe.
Reforma jest dla Parlamentu naprawdę ważna. Należy pamiętać, że jeśli pominąć wprowadzenie wieloletnich ram finansowych, to procedura budżetowa pozostawała praktycznie niezmienna od 1975 r. Nadrzędnym celem Komisji Budżetowej było zatem przeanalizowanie tych zmian i sprawdzenie, czy istnieją warunki niezbędne do utrzymania, a nawet wzmocnienia roli naszej instytucji jako władzy budżetowej. Oto sedno tego sprawozdania: uproszczenie i wyjaśnienie wyzwań budżetowych wynikających z przedmiotowego traktatu.
Moim głównym pragnieniem była obrona prerogatyw instytucji parlamentarnej. Nie możemy pozbawiać przyszłych posłów uprawnień dotyczących przyszłych procedur budżetowych i przyszłych negocjacji w sprawie wieloletnich ram finansowych.
Mamy trzy rodzaje zmian merytorycznych. Przede wszystkim zmiany w podstawowych aktach prawnych. Nowa procedura budżetowa oznacza dla Parlamentu rzeczywiste korzyści i nowe wyzwania, poczynając od zniesienia klasyfikacji wydatków na obowiązkowe i nieobowiązkowe. Następnie mamy jedno czytanie w przypadku procedury budżetowej, z wprowadzeniem mechanizmu pojednania na wypadek, gdyby Rada odrzuciła wspólne stanowisko, powołanie komitetu pojednawczego odpowiedzialnego za przygotowanie wspólnego stanowiska oraz ścisły harmonogram prac komitetu pojednawczego. Poza tym do nowych wieloletnich ram finansowych wprowadzono zmiany, które wzmacniają rolę Parlamentu. Ramy te stają się restrykcyjne. W celu ich przyjęcia konieczna jest jednogłośna decyzja Rady i zgoda Parlamentu Europejskiego. Dodam jeszcze, iż ich przyjęcie jest wynikiem zupełnie nowej i specjalnej procedury.
Jeżeli chodzi o nowe perspektywy finansowe chcemy, aby obejmowały one pięć lat i były zsynchronizowane z kadencją Parlamentu i Komisji Europejskiej. Komisarze będą zatem bardziej odpowiedzialni za podejmowane decyzje budżetowe. Współdecyzję rozszerza się na przyjęcie rozporządzenia finansowego i metody jego stosowania. Niestety jednak decyzja w sprawie środków własnych pozostaje w gestii Rady. Parlament uczestniczy jedynie w konsultacjach, wyjątkiem stanowią tutaj jedynie metody wykorzystania środków własnych.
Dyscyplina budżetowa po części powraca zatem do Parlamentu, który może odrzucić wieloletnie ramy finansowe. Jest to prawdziwy postęp. Przyszły Parlament ma przed sobą wyzwanie: musi wiedzieć, co będzie negocjowane w ramach nowej procedury dotyczącej rozporządzenia finansowego, za co Parlament odpowiada oraz co wejdzie w zakres przepisów nowego rozporządzenia w sprawie porozumienia międzyinstytucjonalnego, które Parlament ma prawo jedynie odrzucić lub przyjąć.
I na koniec nowe uprawnienia Unii stworzą nowe wymogi dotyczące finansowania. Po pierwsze, przewiduje się pakiet działań zewnętrznych obejmujących w szczególności utworzenie Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych oraz stanowiska wysokiego przedstawiciela, wiceprzewodniczącego Komisji, a następnie sformułowanie nowych polityk w zakresie: energii, przestrzeni i turystyki, problematyki badań naukowych, obrony cywilnej, współpracy administracyjnej i sportu.
Panie i panowie! Mogli się państwo przekonać, że zmiany wynikające z traktatu lizbońskiego są ważne. Sylvia-Yvonne Kaufmann, sprawozdawczyni. − (DE) Panie przewodniczący, panie i panowie! To moje ostatnie wystąpienie na posiedzeniu plenarnym Parlamentu Europejskiego i cieszę się, że mogę zabrać głos jako sprawozdawczyni zajmująca się europejską inicjatywą obywatelską. Mam nadzieję, że jutro, podczas ostatniego posiedzenia w tej kadencji, Parlament wyśle polityczny sygnał, iż będzie dążył do zbliżenia Europy do obywateli oraz że dokona kroku naprzód jeśli chodzi projekt, który jest bliski memu sercu od wielu lat.
Chciałabym zacząć od kilku uwag. Z przykrością zauważam, że ani moja grupa, ani moja partia – a w tej kwestii starannie dobieram słowa – nie były w stanie poprzeć inicjatywy obywatelskiej. Z jednej strony nie zmarnowano żadnej okazji, by ponarzekać na deficyt demokratyczny w UE, z drugiej natomiast obserwuje się ogólną niechęć do podejmowania poważnych kroków, by uczynić projekt europejski bardziej demokratycznym. Takie zachowanie ani nie budzi zaufania, ani nie jest przyszłościowe. Blokuje ono postęp w Europie, na którym obywatelom od tak dawna zależy. Nie mogę i nie chcę tego zaakceptować.
Przed wygaśnięciem mojego mandatu chciałabym podziękować wszystkim kolegom posłom z Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci) oraz Europejskim Demokratom, Grupie Przymierza Liberałów i Demokratów na rzecz Europy i Grupie Zielonych/Wolnemu Przymierzu Europejskiemu, którzy wspierali mnie podczas przygotowywania mojego sprawozdania. Chciałabym podziękować panu posłowi Jo Leinenowi, przewodniczącemu Komisji Spraw Konstytucyjnych, a zwłaszcza wszystkim koordynatorom i kontrsprawozdawcom tych czterech grup. Dziękuję państwu za tak dobrą współpracę ponad podziałami partyjnymi i granicami państw i za to, że byliśmy w stanie wspólnie pchnąć naprzód projekt integracji europejskiej.
Pani wiceprzewodnicząca! Zawarty w traktacie lizbońskim przepis dotyczący inicjatywy obywatelskiej to bez wątpienia kamień milowy w procesie integracji europejskiej. Prawda jest taka, że w Unii Europejskiej nie chcemy jednoczyć państw, ale ludzi. Problem ten zostanie potraktowany w zupełnie nowy sposób, o ile – jak po raz pierwszy ustanowiono w artykule 11 ust. 4 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE, nowa wersja n.b.), obywatele będą bezpośrednio zaangażowani w europejski proces prawodawczy. Milion obywateli Unii otrzyma takie samo prawo do wezwania Komisji do przedłożenia wniosku dotyczącego aktu prawnego, jakie od 1957 r. przysługuje Radzie, a od 1993 r. Parlamentowi Europejskiemu.
W moim sprawozdaniu Parlament przedstawił główne punkty i wytyczne dotyczące przyszłego rozporządzenia w sprawie warunków i procedur dotyczących europejskiej inicjatywy obywatelskiej. Pani wiceprzewodnicząca! W przypadku wejścia w życie traktatu lizbońskiego oczekuję, że Komisja nie tylko jak najszybciej przedstawi wniosek, ale także, o ile to w ogóle możliwe, będzie przestrzegać wytycznych zawartych w moim sprawozdaniu. Komisja powinna w szczególności podzielić stanowisko Parlamentu, które odzwierciedla pogląd dotyczący znacznej liczby państw członkowskich w rozumieniu art. 11 ust. 4 TUE (n.w.). W moim sprawozdaniu proponuję liczbę siedem. Najważniejsze, by nie ustanawiać żadnej liczby arbitralnej, bo po pierwsze, liczba ta musi uzasadniać odnośne ograniczenie prawa obywateli UE do równego udziału w inicjatywie obywatelskiej, bez względu na ich narodowość, a po drugie, musi być ukierunkowana na właściwy cel. Oznacza to, że ustanowienie minimalnej liczby państw członkowskich musi gwarantować, że punktem wyjściowym europejskiego procesu prawodawczego nie będzie konkretny interes pojedynczego państwa członkowskiego, lecz ogólny interes europejski.
Ponadto proszę o zwrócenie szczególnej uwagi na strukturę procedury, zwłaszcza na kwestię dopuszczalności inicjatywy obywatelskiej. Kryteria przyjazności dla obywateli i ochrony prawnej muszą stanowić najwyższy priorytet. Skoro obywatele UE współtworzą europejski proces prawodawczy przyzwoitość nakazuje, by właściwe organy UE jak najszybciej i w sposób wiążący ustaliły, czy zgłoszona inicjatywa spełnia wymogi prawne traktatu. Jest absolutnie konieczne, by nastąpiło to przed zebraniem głosów poparcia, ponieważ państwa członkowskie zapewniające niezbędne zasoby potrzebują pewności prawnej.
Na koniec pragnę przypomnieć Wysokiej Izbie, że przepisy dotyczące inicjatywy obywatelskiej nie wzięły się znikąd. Znalazły się już one w traktacie konstytucyjnym, ponieważ zostały opracowane przez konwent konstytucyjny – było tam kilkoro kolegów i koleżanek – w ścisłej współpracy z organizacjami pozarządowymi. Uwzględnienie tych przepisów w projekcie konstytucji przedstawionym przez konwent nie było ani impulsem, ani dziełem przypadku. Są one wynikiem wzmożonych konsultacji między członkami konwentu a organizacjami pozarządowymi zaangażowanymi w politykę demokratyczną. Dziś wiemy, że koncepcja ta została odłożona na sześć lat. Najwyższy czas, by przywrócić ją do życia po tak długim czasie. Nadszedł czas na bezpośrednią demokrację w zjednoczonej Europie.
(Oklaski) Margot Wallström, wiceprzewodnicząca Komisji. − Panie przewodniczący! Po pierwsze, proszę pozwolić mi złożyć szczególne podziękowania wszystkim sprawozdawcom. Bardzo podziwiam państwa zaangażowanie i, jeśli mogę tak powiedzieć, wytrwałość. Może dlatego, że w państwa naleganiach na rozwiązanie tych problemów przez tę Izbę – czym ja również jestem bardzo zainteresowana i co pozwoliło nawiązać doskonałą współpracę ze wszystkimi państwem – dostrzegam coś, co mój mąż nazwałby uporem.
Szczególne podziękowania składam tym z państwa, którzy odchodzą. Byli państwo nie tylko bardzo dobrymi współpracownikami i partnerami w całym tym procesie, ale także dobrymi przyjaciółmi i równymi gośćmi. Dziękuję państwu bardzo. Pani poseł Kaufmann, uważam, iż może być pani dumna, że pomogła pani stworzyć coś, co nazywam nawiązywaniem i uruchamianiem połączeń między obywatelami a instytucjami europejskimi – ustanawianiem i uruchamianiem nowych łączy. Sądzę, że jest się czym chwalić.
Oczywiście cieszą się bardzo mogąc brać udział w tej wieczornej debacie w dniu, w którym Republika Czeska zakończyła parlamentarną ratyfikację traktatu lizbońskiego. Dzięki dzisiejszemu głosowaniu liczba państw, których parlamenty poparły traktat zwiększyła się do 26. Myślę, że ta debata to dobra okazja, aby przypomnieć obywatelom Europy o roli traktatu lizbońskiego w tworzeniu bardziej demokratycznej i spójnej Unii Europejskiej.
W czasach kryzysu gospodarczego istnienie dobrze funkcjonującej Europy, dysponującej właściwymi systemami gwarantującymi demokrację jest ważniejsze niż kiedykolwiek przedtem. Traktat dałby demokratycznym instytucjom UE, przede wszystkim Parlamentowi, uprawnienia, których instytucje te potrzebują. Pomógłby UE bardziej jednolicie i spójnie działać na arenie światowej. Pozwoliłby Europie skuteczniej stawiać czoła kluczowym wyzwaniom, z jakimi mamy dziś do czynienia w takich dziedzinach, jak zmiany klimatyczne i bezpieczeństwo energetyczne.
Sprawozdania, nad którymi dziś wieczorem debatujemy pomogą nam również zagwarantować, że po przyjęciu traktatu jego wdrożenie będzie szybsze i łagodniejsze.
Dobra współpraca pomiędzy instytucjami będzie miała zasadnicze znaczenie dla zagwarantowania maksymalnych korzyści z traktatu, a Komisja zobowiązuje się współpracować z Parlamentem i pozostałymi instytucjami, by tak się stało.
Referendum w Irlandii było wyraźnym sygnałem przypominającym o potrzebie włączenia kwestii europejskich do debaty krajowej. Obawy merytoryczne leżące u podstaw głosowania zasługują na poważne potraktowanie – i dokładnie tak się stało w Radzie Europejskiej w grudniu ubiegłego roku. Gwarancje prawne i decyzja w sprawie wielkości Komisji udowadniają, że europejscy przywódcy polityczni z szacunkiem odnieśli się do wyniku w Irlandii i chcieli zrozumieć, dlaczego obywatele tego kraju powiedzieli „nie”, a także chcieli rozwiać ich obawy. Ale udowodniły one również, że są oni nadal przekonani, iż traktat ten jest dla Europy właściwy.
Także dlatego od czasu głosowania osiem kolejnych państw członkowskich zakończyło swoje prace parlamentarne kolejnymi ośmioma „tak”.
Sprawozdania Parlamentu stanowią element kompleksowej analizy podstawowych aspektów traktatu. Podejście leżące u jego podstaw to ambitne dążenie do tego, co UE może uzyskać przy pomocy traktatu –podejście to Komisja w pełni podziela.
Sprawozdania są szczególnie cenne dla pogłębienia naszego myślenia o tym, jak traktat powinien funkcjonować w praktyce. Wszystkie pięć sprawozdań w różny sposób pokazuje silny, świadomy Parlament poszukujący sposobów maksymalnego wykorzystania potencjału traktatu w celu poprawienia skuteczności, wydajności i rzetelności działań UE dla dobra wyborców i obywateli.
W sprawozdani pana posła Dehaene znalazło się wiele istotnych szczegółów, a Komisja bardzo szeroko podziela przedstawioną w nim interpretację traktatu. Ogromnym atutem sprawozdania jest klarowność, z jaką pokazuje ono, iż wdrożenie traktatu nie oznacza wzmocnienia jednej instytucji kosztem innej – Unia Europejska może spełnić oczekiwania obywateli tylko wtedy, gdy wszystkie instytucje są silne i skutecznie współpracują.
W sprawozdaniu zwrócono szczególną uwagę na problem okresu przejściowego, a wejście w życie traktatu przed tegorocznymi zmianami instytucjonalnymi przyniosłoby wiele korzyści. Niestety, nie jest to możliwe. Potrzebne jest zatem pragmatyczne i elastyczne podejście, znalezienie rozsądnego rozwiązania na przyszłość, które uwzględniałoby konieczność uniknięcia w tym roku jakiejkolwiek próżni instytucjonalnej; znaczenie zapewnienia, że następna Komisja będzie korzystała z pełni władzy przyznanej na mocy demokratycznego mandatu oraz konieczność poszanowania roli Parlamentu. W sprawozdaniu pana posła Dehaene został ustanowiony model, który pomoże nam znaleźć drogę ku przyszłości.
Sprawozdanie pana posła Dehaene zawiera wezwanie do wzięcia pod uwagę przy okazji nominacji na najważniejsze stanowiska polityczne w UE nie tylko równowagi geograficznej i demograficznej, ale także równowagi politycznej i równowagi płci. Kobiety nadal nie są odpowiednio reprezentowane na arenie politycznej, choć w dzisiejszej Europie stanowią ponad 50%. Jak państwu wiadomo w tej Komisji jest największa liczba kobiet komisarzy w historii. To jednak nadal za mało. Poprawa równowagi płci powinna być celem podczas mianowania nowej Komisji: celem, który można osiągnąć przy silnym poparciu ze strony Parlamentu następnej kadencji.
Mam również nadzieję, że będzie więcej kobiet w Parlamencie Europejskim i na najważniejszych politycznych stanowiskach w UE. Jeśli ich tam nie będzie, nikt z nas nie skorzysta z ich wiedzy, doświadczenia i pomysłów.
W sprawozdaniu pani poseł Guy-Quint został poruszony inny ważny problem: jak zorganizować cykl planowania finansowego Unii, by jak najlepiej wykorzystać budżet UE kierując zasoby finansowe tam, gdzie mamy do czynienia z priorytetami politycznymi. W czasach intensywnych nacisków na finanse publiczne musimy wprowadzić właściwe procedury gwarantujące jak największe efekty w stosunku do zainwestowanych środków. Równowaga między stabilnością a dostosowaniem do potrzeb w planowaniu budżetu ma podstawowe znaczenie dla skutecznego planowania w UE i Komisja powróci do tego w przeglądzie budżetu.
W sprawozdaniu pana posła Leinena pokazano, w jaki sposób traktat wpłynie na prace Parlamentu i bardzo dogłębnie omówiono wpływ nowych obszarów polityki, nowych uprawnień i nowych procedur na Parlament. W sprawozdaniu podkreślono na przykład znaczenie zagwarantowania właściwego nadzoru nad działaniami zewnętrznymi Unii, a my zdecydowanie jesteśmy otwarci na ustalenie odpowiednich metod w tym zakresie. Metody te można jednak uzgodnić wyłącznie z chwilą rozpoczęcia urzędowania przez wiceprzewodniczącego i wysokiego przedstawiciela.
W tym względzie, podobnie jak w odniesieniu do wielu innych poruszonych problemów – w tym komitologii i procedury delegowania – oczekujemy na bardziej szczegółową wymianę poglądów z Parlamentem w sprawie wdrożenia wszystkich zgłoszonych zagadnień.
Chciałabym teraz przejść do sprawozdania pani poseł Kaufmann, w którym jasno wytłumaczono, w jaki sposób inicjatywa obywatelska może nadać nowy wymiar demokracji w Unii. Obywatele będą mogli wezwać Komisję do przedłożenia nowych inicjatyw politycznych. Jest to jedna z tych dziedzin, w których, gdy tylko traktat wejdzie w życie, Komisja zamierza podjąć szybkie działania – także w oparciu o konsultacje – w celu zrozumienia oczekiwań zainteresowanych stron i obywateli. Sposób myślenia Komisji jest w bardzo dużej mierze zgodny z zaleceniami pani poseł Kaufmann.
Jest jednak kilka dziedzin, które wymagają dalszego omówienia. Chcemy, aby zaistniała należyta równowaga między procedurą zrozumiałą dla obywateli a taką, która oznacza, że inicjatywy będą uprawnione i będą miały znaczenie.
Na przykład, jeśli chodzi o minimalną liczbę państw członkowskich, to powinniśmy także w większym stopniu odzwierciedlić typ procedury przewidzianej w traktacie.
I na koniec sprawozdanie pana posła Broka. Przedstawiono w nim dziedzinę, w której zarówno Parlament, jak i Komisja dokonały w ostatnich latach ważnych kroków naprzód: stosunki z parlamentami krajowymi. Parlament tej kadencji jest pionierem w zakresie wykorzystywania konferencji międzyparlamentarnych i wypracował kilka bardzo praktycznych metod budowania prawdziwej sieci parlamentarnej.
Jak państwu wiadomo Komisja ustanowiła zupełnie nowy mechanizm dialogu z parlamentami krajowymi i jest to dziedzina, w której dokonano znacznego postępu. Od 2006 r. Komisja przekazuje parlamentom nie tylko dokumenty konsultacyjne, ale także wnioski legislacyjne, prosząc je o uwagi. Jak dotąd otrzymaliśmy i skomentowaliśmy około 400 opinii, a odkąd Komisja rozpoczęła urzędowanie ogromnie zwiększyliśmy również liczbę kontaktów bezpośrednich, odbywając ponad 500 posiedzeń z udziałem komisarzy i krajowych organów parlamentarnych. A zatem, zgodnie z przewidywaniami zawartymi w sprawozdaniu, nowe postanowienia traktatu w sprawie parlamentów krajowych będą w pełni dostosowane do tendencji istniejących w ostatnich latach i myślę, że jeszcze bardziej wzmocnią europejską rodzinę parlamentarną.
We wszystkich przedmiotowych sprawozdaniach pokazano, jak traktat lizboński pogłębiłby demokrację europejską i jakie rezultaty przyniósłby obywatelom Europy. Jest to dla nas wspaniałe przesłanie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, a także doskonały punkt wyjścia, aby przygotować się do wdrożenia samego traktatu. Przewodniczący. − Zanim oddam głos mówcom, pozwolę sobie skorzystać z przywileju, który moim zdaniem może przysługiwać osobie przewodniczącej posiedzeniu na tym etapie naszej kadencji i o tej porze dnia, ponieważ prawdą jest, że te późne, wieczorne posiedzenia mają swoje zalety.
Chciałbym powiedzieć państwu, że zamierzam niezwłocznie skierować do przewodniczącego Parlamentu i Prezydium wniosek o przygotowanie dokumentu obejmującego traktat lizboński, pięć sprawozdań i stosowne rezolucje wraz z uwagami wstępnymi zgłoszonymi przez sprawozdawców i panią komisarz.
Jestem przekonany, że tego rodzaju dokument, przetłumaczony na 23 języki urzędowe UE i przekazany obywatelom 27 państw członkowskich byłby dokumentem niezwykle ważnym w kontekście zrozumienia znaczenia traktatu lizbońskiego, a także zrozumienia wysiłków i działań podjętych przez Parlament. Byłby to również zasłużony hołd dla pięciu sprawozdawców, zwłaszcza dla pani poseł Guy-Quint i pani poseł Kaufmann, które poinformowały nas, że opuszczają Parlament ale które zawsze będą obecne w naszej pamięci i którym zawsze będziemy okazywać naszą wdzięczność. Michael Gahler, sprawozdawca komisji opiniodawczej Komisji Spraw Zagranicznych. − (DE) Panie przewodniczący! By uczcić to wydarzenie, jak państwo widzą, świadomie zająłem miejsce pana posła Zahradila.
W imieniu Komisji Spraw Zagranicznych chciałbym podkreślić, że będziemy uważać przyszłego wiceprzewodniczącego Komisji i wysokiego przedstawiciela za w pełni odpowiedzialnego przed Parlamentem, z tego prostego powodu, że podobnie jak wszyscy komisarze musi się on cieszyć zaufaniem Parlamentu, by moc rozpocząć urzędowanie. W ramach podwójnej funkcji sprawowanej przez jedną osobę należy utrzymać aktualną praktykę systematycznego dialogu na posiedzeniach plenarnych i w Komisji Spraw Zagranicznych.
Ponieważ zdecydowana większość z nas chce bardziej jednolitego i uważnego podejścia Unii Europejskiej do polityki zagranicznej, przyszłe obowiązki związane z tym stanowiskiem będą obejmowały także zainteresowanie uzyskaniem poparcia Parlamentu Europejskiego dla podejmowanych działań. Plany polityczne i stanowiska naszej władzy wykonawczej można również systematycznie omawiać na posiedzeniach Komisji Spraw Zagranicznych, na których przyszły przewodniczący Komitetu Stałych Przedstawicieli zaprezentuje informacje na temat zagadnień omawianych przez ten komitet. Jeżeli będzie to konieczne, praktykę tę należy zastosować także w odniesieniu do specjalnych przedstawicieli.
W przyszłości decyzje dotyczące nominacji w dziedzinie polityki bezpieczeństwa i obronności należy również omawiać w Parlamencie, aby nadać działaniom podejmowanym w państwach trzecich większą legitymację demokratyczną.
Jeżeli chodzi o europejską służbę działań zewnętrznych to jesteśmy zdania, że Parlament Europejski musi być w pełni zaangażowany w działania przygotowawcze. Potwierdzamy, że dla celów administracyjnych służba ta powinna być przypisana do Komisji.
Pragniemy również zapewnić, by w przyszłości szef delegacji UE w państwie trzecim stawał przed Komisją Spraw Zagranicznych przed ostatecznym zatwierdzeniem nominacji. Uważam, że jeśli ktoś nie zrobi dobrego wrażenia na posłach do PE, to powinien mieć niewielkie szanse na oddelegowanie zagranicę.
Wnosimy także o to, by cała polityka zagraniczna Unii Europejskiej, w tym wspólna polityka bezpieczeństwa i obrony, była w przyszłości finansowana z budżetu wspólnotowego. Jednak chcielibyśmy, aby w przypadku kolejnego traktatu po traktacie lizbońskim w budżecie pojawiły się wspólne wydatki na cele wojskowe. Andrew Duff, sprawozdawca komisji opiniodawczej Komisji Spraw Zagranicznych. − Panie przewodniczący! Jak powiedzieli moi przedmówcy, rozwój wspólnej polityki zagranicznej, bezpieczeństwa i obrony jest jedną z największych nagród, jakie znajdują się w naszym zasięgu w wyniku traktatu. W związku z tym nadchodzące zmiany będą miały ogromny wpływ na parlamenty krajowe.
Oczywiście parlamenty te zachowają kompetencje krajowe w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego, ale powinny także odgrywać wiodącą rolę w ścisłej i systematycznej współpracy z Parlamentem Europejskim w zakresie kontrolowania i dążenia do sformułowania wspólnej polityki europejskiej, krytykowania i rozliczania swoich ministrów z działalności w Radzie, jak również w przekazywaniu prasie i opinii publicznej informacji na temat nowej sytuacji, w której najlepsza polityka zagraniczna powstaje w wyniku wyszukiwania, znajdowania i prognozowania wspólnych interesów europejskich. Thijs Berman, sprawozdawca komisji opiniodawczej Komisji Rozwoju. − (NL) Panie przewodniczący! Dziś czeski senat przyjął traktat lizboński. Można powiedzieć, że została już tylko Irlandia, a potem będziemy mieć traktat, który zagwarantuje także mojej Komisji Rozwoju większe możliwości formułowania lepszej polityki.
Jednak wywieranie teraz nacisków na Irlandię byłoby ogromnym błędem. Nasza Unia jest unią niezależnych państw i Irlandczycy mogą swobodnie podejmować własne decyzje. Wszelkie naciski zewnętrzne zwiększyłyby ryzyko eksplozji całej UE, ponieważ pomimo wszystkich pięknych i pełnych samozadowolenia słów, które wypowiedziano dziś na tej sali, Unia Europejska przechodzi głęboki kryzys zaufania. Tego rodzaju kryzys można pokonać tylko dzięki wynikom, polityce społecznej, inwestycjom i odbudowie gospodarki, zapewnieniu czystej energii naszemu środowisku, ochronie praw społecznych tutaj i wszędzie indziej na świecie, ale dążąc do osiągnięcia tego wszystkiego musimy szanować prawo każdego państwa członkowskiego do samodzielnego znajdowania skutecznych rozwiązań.
Konieczna jest współpraca i na pewno jest to prawda w czasach obecnego kryzysu, ale musimy mieć również odwagę, by pozostać wiernymi samym sobie. Wywieranie nacisków na Irlandię nie byłoby więc dobre ani dla Irlandczyków, ani dla reszty Europy. Niech Europa zachowa umiar, to wielkie ambicje przyniosą korzyści. Danutė Budreikaitė, sprawozdawczyni komisji opiniodawczej Komisji Rozwoju. – (LT) Panie przewodniczący, panie i panowie! Chciałabym podkreślić, że traktat lizboński da Unii Europejskiej większe możliwości podejmowania inicjatywy w dziedzinie kształtowania polityki na rzecz koordynacji rozwoju, zwiększenia skuteczności pomocy, przydzielania zadań i bardziej skutecznego zapewniania pomocy. Oznacza to jednak także, iż instytucje UE, w tym Parlament, będą musiały wziąć na siebie większą odpowiedzialność.
Najważniejsze dla owocnego wdrożenia polityki w dziedzinie współpracy na rzecz rozwoju jest ustanowienie właściwej struktury administracyjnej umożliwiającej usunięcie istniejących rozbieżności struktur i kompetencji dyrekcji generalnych Komisji w zakresie pewnych aspektów polityki i budżetu oraz powierzenie wyłącznych kompetencji Dyrekcji Generalnej ds. Współpracy na Rzecz Rozwoju.
Ponieważ polityka w dziedzinie współpracy na rzecz rozwoju będzie stosowana zgodnie ze zwykłą procedurą, najistotniejsze jest bardzo precyzyjnie określenie kompetencji Komisji Współpracy na Rzecz Rozwoju Parlamentu Europejskiego. Traktat lizboński umożliwi lepsze wdrożenie celów polityki w dziedzinie współpracy na rzecz rozwoju polegających na ograniczeniu, a następnie wyeliminowaniu światowego ubóstwa. Georgios Papastamkos, sprawozdawca komisji opiniodawczej Komisji Handlu Międzynarodowego. − (EL) Panie przewodniczący! Jako sprawozdawca komisji opiniodawczej Komisji Handlu Międzynarodowego chciałbym zauważyć, że zmiany wprowadzone przez traktat lizboński w dziedzinie wspólnej polityki handlowej generalnie przyczyniają się do zwiększenia demokratycznej legitymacji, przejrzystości i skuteczności działań zewnętrznych Unii. Chciałbym zwłaszcza podkreślić zmianę definicji równowagi instytucjonalnej w Unii i podniesienie Parlamentu Europejskiego do roli współlegislatora dla celów określenia ram stosowania wspólnej polityki handlowej. Zgoda Parlamentu będzie również wymagana przy zawieraniu wszystkich porozumień handlowych.
Chciałbym jednak zwrócić uwagę na brak równowagi między wewnętrznymi i zewnętrznymi kompetencjami Parlamentu, in foro interno i in foro externo, w związku ze wspólną polityką handlową, zważywszy że traktat lizboński nie przyznaje Parlamentowi prawa do zatwierdzania mandatu Komisji do negocjowania porozumienia handlowego. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę, że Parlament jest uprawniony do określania warunków wstępnych dla zatwierdzenia przez Komisję unijnych porozumień handlowych, uważam za niezbędne rozszerzenie porozumienia ramowego między Parlamentem a Komisją Europejską.
Wreszcie chciałbym podkreślić konieczność nawiązania bardziej intensywnego dialogu pomiędzy Parlamentem Europejskim a parlamentami krajowymi, zważywszy że wszystkie sprawy objęte wspólną polityką handlową będą podlegały wyłącznej jurysdykcji Unii. Wszystkie porozumienia handlowe będą porozumieniami zawartymi z Unią i nie będzie już porozumień mieszanych zawieranych zarówno przez Unię, jak i przez państwa członkowskie. Evelyne Gebhardt, sprawozdawczyni komisji opiniodawczej Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów. − (DE) Panie przewodniczący! W Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów również dostrzegamy ogromne korzyści związane z traktatem lizbońskim, których nie chcielibyśmy stracić, zwłaszcza w dziedzinie ochrony konsumentów. Warto zauważyć, że w traktacie lizbońskim ochrona konsumentów jest zadaniem ponadsektorowym, co naturalnie bardzo wzmacnia tę dziedzinę. Obszar ten jest szczególnie ważny dla obywateli Unii Europejskiej, ponieważ możemy pokazać im w codziennym życiu, co Unia Europejska dla nich robi. Obywatele ciągłe pytają, co Unia Europejska dla nich robi. Teraz zagadnienie to ujęto w art. 12, a nie w artykule sto którymś i jest to również ważne, ponieważ oznacza, że znacznie zwiększono wartość ochrony konsumentów.
Uważam, że to dobrze, że będziemy mieli traktat lizboński. Bardzo się cieszę, że senat w Pradze również ratyfikował traktat. Jest to wyraźna informacja, że jesteśmy za tą Europą, Europą społeczną, Europą obywateli, którą chcemy wyposażyć na przyszłość. Dziękuję państwu za możliwość pokazania tego także dziś. Szczególne podziękowania składam pani, pani poseł Kaufmann, za bardzo dobrą pracę w Konwencie. Osiągnęła pani tam coś bardzo ważnego. Oldřich Vlasák, sprawozdawca komisji opiniodawczej Komisji Rozwoju Regionalnego. – (CS) Panie przewodniczący, panie i panowie! W imieniu Komisji Rozwoju Regionalnego chciałbym wprowadzić do debaty nad traktatem lizbońskim wymiar terytorialny. To prawda, że poszczególne samorządy lokalne, gminy i regiony muszą sobie radzić w coraz większym stopniu z oddziaływaniem prawa i polityki europejskiej. Ankieta przeprowadzona na ten temat przez Uniwersytet w Utrechcie wykazała, że organy wspólnotowe przyjmują rocznie ponad 100 uregulowań prawnych mających bezpośredni wpływ na samorządy terytorialne. Siedemdziesiąt procent przepisów prawnych i środków, które przygotowujemy musi zostać wdrożone w regionach, miastach i społecznościach lokalnych.
Oto dlaczego kontrowersyjny traktat lizboński może być postrzegany pozytywnie z perspektywy władz lokalnych. Tak naprawdę traktat lizboński zawiera protokół w sprawie pomocniczości, czyli innymi słowy protokół, na mocy którego przyjęcie normy prawnej na wyższym szczeblu, w tym wypadku na szczeblu europejskim, można uzasadnić wyłącznie wtedy, gdy dany środek jest wyraźnie bardziej skuteczny i bardziej konieczny. Na mocy traktatu wymagane są bardziej skuteczne konsultacje z władzami lokalnymi i regionalnymi. Innym przepisem, który zostałby wprowadzony jest zobowiązanie Komisji Europejskiej do zminimalizowania obciążenia finansowego i administracyjnego związanego z każdym nowym rozporządzeniem. Środki te powinny zapewnić, że Bruksela będzie bardziej uwrażliwiona na rzeczywiste problemy, z którymi zmagają się burmistrzowie, i lepiej przygotowana do ich rozwiązania. Chciałbym również podkreślić, że zdecydowanie nie jest to ostatnia zmiana w prawie pierwotnym, która będzie omawiana. Dlatego też powinniśmy zacząć uważnie myśleć o zmianach, które należy poczynić, aby podstawy prawne UE były zrozumiałe, solidne i korzystne dla wszystkich obywateli.
Panie i panowie! Nie chcę tutaj osądzać pozytywnych i negatywnych aspektów traktatu lizbońskiego. Wszyscy państwo wiedzą, że pogląd Republiki Czeskiej jest krytyczny, ale i realistyczny. Został on potwierdzony podczas dzisiejszej debaty w Senacie Republiki Czeskiej, który następnie, w dalszej części dnia przyjął traktat. Johannes Voggenhuber, sprawozdawca komisji opiniodawczej Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych. − (DE) Panie przewodniczący! Przemawiam w imieniu Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych. Jestem trochę zirytowany, ponieważ chciałbym poznać także stanowisko Komisji Rozwoju, ale pan poseł Berman wykorzystał swoje wystąpienie, aby ostrzec nas przed wywieraniem nacisku na obywateli Irlandii.
Taka mentalność jest oczywiście jednym z powodów, dlaczego debatujemy dziś wieczorem. Zastanawiam się, czy Parlament nadal ma prawo rozmawiać z obywatelami, wymieniać argumenty, bronić wyników dziesięcioletniej pracy nad procesem konstytucyjnym, czy też taki dialog zostanie uznany za wywieranie nacisków i szantaż. Dziwny jest ten świat.
Chciałbym, aby Parlament bronił tego traktatu dużo donośniej, agresywniej i w sposób o wiele bardziej otwarty na obywateli Unii Europejskiej, a nie pozostawiał wszystkiego rządom, które zbyt często mają ambiwalentny stosunek do postępu przewidzianego w traktacie.
Panie przewodniczący! Wielu eurosceptyków twierdzi, że postęp demokratyczny przewidziany w tym traktacie jest nieznaczny i że tak naprawdę stanowi parawan, za którym czai się ponura i złowroga Europa. Wierzę, że nawet jedno spojrzenie na obszar bezpieczeństwa wewnętrznego, sprawiedliwości i policji, jego uwspólnotowienie, prawo Parlamentu do współdecydowania, stosowanie Karty, zadaje kłam tym twierdzeniom i obnaża ich zwodniczy, propagandowy i ignorancki charakter.
Dla mnie obszar ten jest nadal być może najbardziej irytującym przejawem deficytu demokracji w Unii Europejskiej. Nigdy nie byłem osobą, który uznaje rozdzielenie uprawnień za zasadę historyczno-filozoficzną, jest to dla mnie raczej podstawowa zasada demokracji. W tym obszarze traktat lizboński ustanowił niezwykle zdecydowaną, perspektywiczną odpowiedź. Jest to jeden z najbardziej wrażliwych obszarów w konstytucji. Tak naprawdę w tym obszarze ministrowie odpowiedzialni za policję podejmowali decyzje w sprawie przepisów dotyczących policji – za zamkniętymi drzwiami – bez nadzoru ze strony sądów czy Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i nie stosując obszernego kodeksu podstawowych praw i swobód. To się jednak zmienia i jest to ogromny krok naprzód w kierunku demokracji europejskiej. Co więcej, panie pośle Berman, dyskutowanie o tym z obywatelami, bronienie tego jest naszym obowiązkiem, a nie wywieraniem nacisku.
(Oklaski) Przewodniczący. − Mam przyjemność oddać głos mojemu rodakowi, panu posłowi Carnero Gonzálezowi. To kolejny poseł, którego nie będzie z nami w kolejnej kadencji i chciałbym mu publicznie podziękować za ogromne wysiłki i wyjątkowo godną pochwały pracę, jaką wykonał w tym szczególnym obszarze i w sprawie, którą się tu zajmujemy. Carlos Carnero González, sprawozdawca komisji opiniodawczej Komisji Petycji. − (ES) Dziękuję panu, panie przewodniczący i drogi przyjacielu, za tak miłe słowa, które z oczywistych względów wzruszają w chwili, gdy jestem w Parlamencie po raz ostatni w tej kadencji, aby podziękować za współpracę wszystkim, z którymi miałem zaszczyt współpracować, a także prosić o wybaczenie za wszelkie błędy, które popełniłem. Próbowałem zrobić wszystko co w mojej mocy dla obywateli mojego państwa i wszystkich Europejczyków, a w pracy tej były naprawdę szczególne chwile, takie jak Konwent.
Mówimy dziś o obywatelstwie, a ja występuję w imieniu Komisji Petycji. Jaka komisja w naszym Parlamencie jest bliżej obywateli niż Komisja Petycji? Stoi ona na straży jednego z najważniejszych praw, z którego korzystają obywatele Europy, to znaczy prawa składania petycji.
Fakty są takie: Parlament Europejski jest znany w wielu państwach właśnie ze względu na prawo składania petycji. Zdają sobie z tego sprawę członkowie Komisji Petycji i faktycznie wie o tym cały Parlament. Traktat lizboński, który czyni Unię Europejską bardziej demokratyczną i bardziej skuteczną, przynosi nowe elementy, takie jak Karta Praw Podstawowych i nowe instrumenty, takie jak inicjatywa obywatelska.
Chodzi o to, aby nie mylić prawa składania petycji i prawa inicjatywy obywatelskiej. Chciałbym zwrócić uwagę, że obywatele mogą na przykład zażądać w petycji, by Parlament zwrócił się do Komisji o wystąpienie z inicjatywą legislacyjną, a przyszłości będziemy mieli europejską inicjatywę obywatelską wzywającą Komisję do wszczęcia procedury legislacyjnej oraz petycję, wynikającą z prawa do składania petycji, skierowaną do właściwej komisji w Parlamencie, z żądaniem, aby Wysoka Izba zwróciła się do Komisji w danej sprawie. Musimy unikać takich sprzeczności i dążyć do synergii, wzmacniającej obie drogi, które sprawią, że UE będzie bliższa obywatelom.
Niewątpliwie Komisja Petycji chciałaby uczestniczyć w zarządzaniu przedmiotowym prawem inicjatywy obywatelskiej. Bez wątpienia chciałyby tego wszystkie komisje, ale prosiłbym, by to prawo zaczęło obowiązywać na jak najlepszych zasadach. Sądzę również, że stanowiłoby to także uczczenie takiego dnia jak dzisiejszy, tak niezwykle ważnego: senat Republiki Czeskiej ratyfikował traktat lizboński, a zatem tylko jeden krok dzieli nas od chwili, gdy ten traktat stanie się rzeczywistością i gdy ten traktat, będący następcą Konstytucji Europejskiej, najlepszego tekstu przygotowanego do chwili obecnej przez UE, wejdzie w życie.
Jeżeli to się uda, to oznacza, że my wszyscy tu obecni – poczynając od wszystkich członków Konwentu, którzy są tu dzisiaj – okazaliśmy się niezwykle przydatni jako posłowie do Parlamentu Europejskiego. Maria da Assunção Esteves, w imieniu grupy PPE-DE. – Panie przewodniczący! To moje ostatnie przemówienie na posiedzeniu plenarnym, a zatem będzie nieco inne niż zwykle.
Nadejdzie dzień, w którym parlamenty federalne i kosmopolityczne połączą się, by rządzić światem. Marzenie o ludzkości bez granic rodzi się w tym zgromadzeniu przedstawicielskim, które umacnia wolność i rozszerza demokrację. Wizjonerska oświeceniowa koncepcja unii ludów stawia pierwsze kroki w naszych salach i w naszych debatach. W takiej unii słabnie wpływ Machiavellego, ponieważ byliśmy w stanie zastąpić suwerenność władzy suwerennością ludzi. Paradygmat kosmopolityzmu zadomawia się w naszych instytucjach oraz naszych decyzjach i obecnie wyznacza wspólnotę działania.
Jawi się nowa, antropocentryczna wizja prawa i polityki, a na ulicach Europy powstaje tożsamość postnarodowa. Zasadą, która łączy dziś prawo krajowe i międzynarodowe jest godność człowieka. Jest to podstawowa zasada naszej pierwotnej koordynacji. Unia Europejska i jej Parlament reprezentują pogląd moralny bez precedensu w historii ludzkości – wspólny pogląd moralny, który stał się częścią strategii państw europejskich i podstawą ich zjednoczenia.
Wzajemne zaangażowanie mieszkańców Europy stanowi wyraz ich wspólnego człowieczeństwa. W istocie izolacja i egoizm upadły w dniu ratyfikacji traktatu rzymskiego. Dziś sprawiedliwość wyrasta właśnie na gruncie polityki, niczym most łączący Kanta i Arystotelesa, wolność i szczęście. Mieszkańcy Europy wiedzą, że słuszne jest to, co wynika z praw człowieka oraz że władzę mogą sprawować ci, którzy je szanują. Wiedzą, że uwolnić się od historii można tylko dzięki przedsięwzięciu polegającemu na wspólnym udziale w polityce i na globalnej sprawiedliwości.
Nadejdzie dzień, gdy ludy Azji, obu Ameryk i Afryki połączą się. Godność człowieka przeniknie wszystkie kultury, od Goethego do Pessoa, od Bacha do Czajkowskiego, od Mahometa do Buddy. Prawa człowieka będą prawem powszechnym, wspólną zasadą ponad wszelkimi różnicami, aby zaś Europa mogła stać się przykładem, potrzebuje więcej konstytucji, większej decentralizacji, więcej polityki, więcej ekspansji.
W chwili pożegnania chcę państwu powiedzieć, że bardzo jestem dumna, iż razem z państwem wzięłam udział w tej przygodzie.
(Oklaski) Przewodniczący. − Dziękuję pani, pani poseł Esteves, za to wystąpienie, dziękuję za pani pracę w latach ubiegłych oraz życzę powodzenia i szczęścia w przyszłości. Jo Leinen, w imieniu grupy PSE. – (DE) Panie przewodniczący! Powiedział pan, że zaproponuje pan Konferencji Przewodniczących i Prezydium, aby streścić pięć sprawozdań i podstawowe uwagi w broszurze. Jest to doskonały pomysł i mogę go jedynie poprzeć. Proponowałbym, abyśmy włączyli do niej także sprawozdanie posłów Corbetta/Méndez de Vigo, które było stanowiło podstawę naszej pracy nad traktatem lizbońskim. W owym czasie uzyskaliśmy 500 głosów za, co było rekordowym wynikiem. To część procesu. To był punkt wyjścia dla podjęcia próby wdrożenia, po traktacie konstytucyjnym, traktatu reformującego. Sądzę, że to bardzo dobry pomysł. Mają państwo moje pełne poparcie.
Podziękowali już państwo kilkorgu posłom, którzy niestety nie będą już dłużej z nami. Mogę śmiało powiedzieć, że wszyscy członkowie Komisji Spraw Zagranicznych dobrze współpracowali. Zawsze byliśmy aktywną komisją. W tych okolicznościach raz jeszcze dziękuję tym, którzy są dziś obecni na tej sali. Po pierwsze, dziękuję panu posłowi Johannesowi Voggenhuberowi, który stanowi prawdziwe oparcie w naszej pracy na rzecz demokracji i praw obywatelskich. Pani poseł Sylvia Kaufmann, którą już wspomniano przy kilku okazjach, wykazała się szczególną skutecznością w wyrażaniu opinii spotykających się ze znacznym oporem w jej środowisku politycznym. Pan poseł Carlos Carnero González zawsze był z nami. Walczył o konstytucję, a także o referendum w Hiszpanii. Pani poseł Assunção Esteves zawsze była bardzo aktywna. Pan poseł Alain Lamassoure osiągnął ogromnie dużo, także w dziedzinie konstytucji. Nie wolno też zapomnieć – choć nie jest ona członkinią komisji – o pani poseł Catherine Guy-Quint. Wykonała ogromną pracę w Komisji Budżetowej i zawsze wspierała koncepcję, by Parlamentowi przydzielić więcej obowiązków i przyznać więcej praw. Dziękuję wszystkim państwu. Wymieniłem tych, którzy są dziś obecni, a których następnym razem już z nami nie będzie. Obiecujemy kontynuować ich pracę.
Jako rzecznik Grupy Socjalistycznej w Parlamencie Europejskim chcę wygłosić jeszcze dwie uwagi dotyczące sprawozdań. Jeżeli chodzi o sprawozdanie pani poseł Kaufmann, to zawsze twierdziliśmy, że inicjatywa obywatelska to nie nagroda pocieszenia ani wykręt, ale prawdziwy instrument konstytucyjny, dzięki któremu obywatele mogą wprowadzać konkretne zagadnienia do porządku obrad w Brukseli. Wierzę, że z chwilą wdrożenia inicjatywy obywatelskiej zadbamy, aby tak pozostało. Komisja powinna skorzystać z przysługującego jej prawa inicjatywy i przygotować projekt dokumentu niezwłocznie po reorganizacji.
Jeżeli chodzi o sprawozdanie pana posła Dehaene, chciałbym raz jeszcze wspomnieć o okresie przejściowym. Chcemy, by duch Lizbony był obecny podczas konsultacji dotyczących wniosku Rady w sprawie nowego przewodniczącego Komisji. Jednak całe kolegium komisarzy, w tym przewodniczący, zostanie zatwierdzone dopiero po wejściu traktatu w życie. W rzeczywistości będziemy dwa razy głosować nad przewodniczącym Komisji. Trzeba o tym pamiętać. Okres przejściowy po prostu się z tym wiąże. Uważam, że pan poseł Dehaene przygotował bardzo dobry program na nową kadencję. Punktem wyjścia jest głosowanie obywateli w wyborach europejskich, po którym zostaną podjęte wszystkie decyzje dotyczące obsadzenia stanowisk, programów politycznych i budżetowych. Punktem wyjścia jest głosowanie suwerennych państw, obywateli w Unii Europejskiej. Uważam, że to naprawdę dobrze. Dziękuję panu, panie pośle Dehaene. Andrew Duff, w imieniu grupy ALDE. – Panie przewodniczący! Winston Churchill powiedział: „nigdy nie marnuj kryzysu.
No cóż, dziś mamy kryzys gospodarczy, klimatyczny, braku stabilności międzynarodowej i jest dla nas jasne, przynajmniej w naszej grupie, że kryzysy te w znacznym stopniu wspierają argumentację za przyznaniem UE większej zdolności do globalnego działania.
Traktat stanowi logiczną reakcję na te wyzwania. To najlepszy traktat, jaki można było uzgodnić w takich czasach. To dobry traktat; pod względem historycznym stoi oczywiście na równi z traktatem z Maastricht. Umacnia demokrację i sprawia, że ład administracyjno-regulacyjny w UE staje się bardziej reprezentatywny, skuteczny i efektywny.
Jest to także traktat reformatorski. Koryguje większość problemów, którymi obarczony jest obecny traktat nicejski. Aby to dostrzec nie trzeba być – tak jak ja – wojującym federalistą, ale trzeba być dobrym demokratą, aby zrozumieć, że, po pierwsze, potrzebujemy zjednoczonej Europy, aby sformułować naszą odpowiedź na globalizację, a po drugie, ponadnarodowa demokracja nie jest zastępuje historycznej demokracji krajowej, ale ją uzupełnia.
Konserwatywni i nacjonalistyczni przeciwnicy traktatu powinni nam powiedzieć, dlaczego wolą trzymać się obecnej, nieskutecznej i nieporadnej Unii oraz dlaczego dążą do podtrzymania pretensji państwa narodowego do suwerenności narodowej, podczas gdy naprawdę liczy się sprawnie funkcjonująca współzależność państw i obywateli – współzależność, która została objaśniona i wzmocniona w przedmiotowym traktacie.
Traktat ten stanowi dla Europy wielki, konstytucyjny krok naprzód i jestem dumny, że uczestniczyłem w jego przygotowaniu. Będę walczył do końca, aby dopilnować jego wprowadzenia w życie oraz szybkiej i skutecznej realizacji. Johannes Voggenhuber, w imieniu grupy Verts/ALE. – (DE) Panie przewodniczący, pani wiceprzewodnicząca! Gdy rozglądam się po tej sali mam niejakie wrażenie, że mieszkańcy konstytucyjnej wieży z kości słoniowej zostali zaproszeni do kontynuowania dyskusji na posiedzeniu plenarnym w tej Izbie. Nie tak się umawialiśmy. Zgodziliśmy się na poważną debatę Parlamentu Europejskiego w sprawie następstw traktatu lizbońskiego.
Czy nie byłoby dobrze, gdyby Wysoka Izba debatowała nad traktatem dziś rano, w tym samym czasie, co czeski senat, i uzmysłowiła obywatelom Europy, że traktat był dziełem Parlamentu Europejskiego, począwszy od Konwentu aż do dziś, że ta reforma nie została narzucona przez elity UE, ale powstała w wyniku wspólnych wysiłków?
Z mojego piętnastoletniego doświadczenia wynika, że gdy coś się nie udaje, za niepowodzenie odpowiada zazwyczaj rząd, a nie parlament. Dziś wszyscy jesteśmy pokryci bliznami i odznaczeniami. Po 15 latach wygłaszam moje ostatnie przemówienie. Przebyliśmy długą drogę. To wielki zaszczyt. Ja także – wraz z panem posłem Duffem – zostałem zaproszony do pełnienia funkcji sprawozdawcy, zarówno w sprawie Karty praw podstawowych, jak i konstytucji.
Mam obowiązek powiedzieć – i myślę, że wypowiadam się również w imieniu pozostałych członków Konwentu – iż zawsze czuliśmy wsparcie i aprobatę Parlamentu Europejskiego. Nadstawialiśmy karku walcząc o wizję, która prowokowała kiwanie głowami, opór ze strony rządów, wiele sprzeciwów, doprowadziła niemal do rozpadu Konwentu. Ale nie można zaprzeczyć, że siłą napędową, siłą wizjonerską w tym procesie były parlamenty. Było to również zwycięstwo obywateli Unii Europejskiej.
Niech mi będzie wolno spróbować spojrzeć w przyszłość. Wiemy, co wszyscy myślimy o postępie dokonanym przez ten traktat. Gdy konferencja międzyrządowa zaatakowała wyniki Konwentu, zniosła Radę Ustawodawczą, ponownie wprowadziła przepisy przygotowane przez Radę i dodała trzecią część – a wszystko to bardzo nas dziś martwi – miałem wizję pierwszej poprawki do konstytucji gdzieś w odległej przyszłości.
Jednym z naprawdę istotnych elementów tego traktatu jest prawo inicjatywy Parlamentu Europejskiego, prawo do formułowania wniosków dotyczących utworzenia konwentu mogącego zmieniać konstytucję. I to jeszcze nie koniec drogi. Gdy walczyliśmy o nasze wizje, często mówiono nam w Konwencie: „Ach te wasze porównania do konwencji filadelfijskiej! Europa potrzebuje poważnego kryzysu. Bez poważnego kryzysu nigdy nie zdołacie zbudować prawdziwej demokracji europejskiej, prawdziwej wspólnoty politycznej. Naprawdę potrzebny jest poważny kryzys”. Oczywiście myśleli o następnym stuleciu. Ale oto jest. Jest kryzys. I nagle, dziś, obywatele pytają, dlaczego nie istnieje ład gospodarczy. Pytają, dlaczego nie ma minimalnego, wspólnego, europejskiego prawa gospodarczego, przynajmniej jeśli chodzi o podstawowe aspekty polityki budżetowej, podatek dochodowy od osób prawnych i podatek od transakcji. Ludzie pytają także o Europę socjalną. Nie, nie zeszliśmy z barykad, to rządy po prostu powiedziały „niet”. Dziś cała Europa pyta, gdzie są uprawnienia Unii Europejskiej do obrony gospodarki społecznej, sprawiedliwej dystrybucji? W międzyczasie miliardy euro zostaną wydane w kolejnych latach. I nie mamy władzy demokratycznej, nie mamy podstaw prawnych do zbudowania Europy socjalnej.
Codziennie słyszę pytania o sytuację w zakresie działań wojskowych podejmowanych w imieniu Europy. Parę państw narodowych podejmuje działania wojskowe w warunkach polityki gabinetowej uprawianej w stylu XIX wieku. Czy nie powinniśmy zastanowić nad tym, że Parlament musi wyrazić zgodę na działania wojskowe podejmowane w imieniu Europy zanim do nich dojdzie? A inicjatywa obywatelska? W tym przypadku też wykluczono zmiany konstytucji. Dlaczego? Dlaczego nie może być inicjatywy obywatelskiej wzywającej do zmiany traktatu i do dalszego rozwoju konstytucji europejskiej?
Myślę, że mamy jeszcze do przebycia długą drogę. Bojaźliwość i nieśmiałość Parlamentu wobec Rady jest ogromną przeszkodą.
(Sprzeciw)
Uważam, że powinniśmy być bardziej waleczni. Mam nadzieję, że Parlament naprawdę będzie się domagać praw, które mu przysługują na mocy traktatu lizbońskiego, ze zdecydowaniem i lojalnością wobec obywateli Unii Europejskiej, będzie tych praw bronić, a następnie zastanowi się, jak to wszystko lepiej wykorzystać i rozwinąć dla dobra demokracji europejskiej i ładu społecznego. Panie przewodniczący! Nie zrezygnuję z mojego marzenia.
Nie zrezygnuję z mojego marzenia, by moje dzieci, i dzieci moich dzieci mogły zakrzyknąć przynajmniej: „Vive la République d'Europe!”
(Oklaski) Tobias Pflüger, w imieniu grupy GUE/NGL. – (DE) Panie przewodniczący! Wystąpienia pokazują, że traktat lizboński jest niewątpliwie traktowany emocjonalnie, a nie racjonalnie. Dlaczego nie możemy poczekać do następnej kadencji i pozwolić nowemu Parlamentowi zająć się tym zagadnieniem, po prostu poczekać i zobaczyć, czy traktat lizboński rzeczywiście stanie się rzeczywistością? Nie możemy, ponieważ jest tu kilka osób, które mają zupełną obsesję na punkcie tego traktatu i chcą bez końca wyjaśniać, jakie to rzekome korzyści on ze sobą niesie.
Burkhard Hirsch, niepohamowany moralista, tak pięknie powiedział, że Irlandczyków nie należy postrzegać jako przemokniętych do szpiku kości pasterzy i jako jedynych Europejczyków niezdolnych do zrozumienia dobrodziejstw traktatu lizbońskiego. Referenda dałyby negatywny wynik także w innych krajach, ponieważ nie można ani nie należy oczekiwać, że wyborcy poprą traktat, którego nigdy nie zrozumie nawet najbardziej wyrozumiały czytelnik.
Traktat lizboński nie tylko reguluje stosunki między instytucjami UE; nie, traktat lizboński ustanawia politykę. A to jest istotne. Na przykład, art. 43 ust. 1 traktatu lizbońskiego określa zadania sił zbrojnych Unii. Klauzula solidarności zawarta w art. 222 ust. 1a stanowi, że należy zmobilizować wszystkie dostępne środki w celu zapobiegania zagrożeniu terrorystycznemu na terytorium państw członkowskich. Unia Europejska stanie się zatem sojuszem wojskowym i istnieje nawet możliwość prowadzenia działań wojskowych na terytorium Unii Europejskiej. Art. 43 ust. 1 mówi o udzielaniu państwom trzecim pomocy w celu zwalczania terroryzmu na ich terytorium.
Istnieje wiele uregulowań prawnych w tym obszarze. Mamy „stałą współpracę strukturalną” umożliwiającą stworzenie wojskowego „jądra Europy”. W tym traktacie jest miejsce dla NATO, a „państwa członkowskie zobowiązują się do stopniowej poprawy swoich zdolności wojskowych”. W przyszłości, jeżeli traktat zostanie ratyfikowany – a mam nadzieję, że nie – ustanowiony zostanie fundusz początkowy (art. 41): budżet UE mógłby zostać wykorzystany również na cele wojskowe w dziedzinie polityki zagranicznej i polityki militarnej.
Jeśli chodzi o politykę gospodarczą, to logika gospodarcza traktatu lizbońskiego jest dokładnie tą samą logiką gospodarczą, która doprowadziła do kryzysu gospodarczego: „otwartej gospodarki rynkowej ze swobodą konkurencji”. Tyle, że dziś nikt nigdy by jej tak nie nazwał.
Mam wrażenie, że ci, którzy chcą tego traktatu, zwłaszcza członkowie elit UE, tak naprawdę żyją przeszłością. Sytuacja uległa zasadniczej zmianie. Potrzebny jest nam nowy traktat dla nowej ery. Irlandia podjęła decyzję. Decyzja w referendum była jasna. Głosowano przeciwko traktatowi, a zatem jest on martwy. Nagle okazuje się, że będzie drugie głosowanie. Kto we Francji po wyborze prezydenta Sarkozy’ego powiedziałby, że należy głosować jeszcze raz, bo ktoś go nie lubi? Chcę dokładnie wyjaśnić jedną rzecz: istnieją uzasadnione, całkowicie racjonalne powody, dla których nie należy ratyfikować tego traktatu. To, co powiedziano w Irlandii powinno zostać utrzymane; innymi słowy: „nie” znaczy „nie”. Oznacza to, że traktat lizboński jest martwy i nie rozumiem, dlaczego w tej sytuacji dziś nad nim debatujemy.
W traktacie przewiduje się przesunięcie uprawnień w kierunku dużych państw członkowskich. Nie będę z tego robić problemu: jako internacjonaliści bronimy koncepcji europejskiej przed tymi, którzy chcą uczynić z UE potęgę wojskową i sojusz czysto gospodarczy. Potrzebujemy traktatu alternatywnego dla traktatu lizbońskiego, a to oznacza traktat ukierunkowany na pokój, a nie traktat, który tak naprawdę jest traktatem wojskowym. Dziękuję. Nils Lundgren, w imieniu grupy IND/DEM. – Panie przewodniczący! Zakładam, że wszyscy mamy prawo przemawiać tak długo, jak chcemy. Być może będę potrzebował dodatkowo minuty lub dwóch i chętnie skorzystam z takiej możliwości. (SV) Przejdę teraz na mój język ojczysty. Sposób, w jaki europejski establishment polityczny odnosi się do traktatu lizbońskiego przejdzie do historii jako kompromitacja w dwóch dziedzinach: po pierwsze, jeśli chodzi o proces polityczny dotyczący jego forsowania, a po drugie, jeśli chodzi o rzeczywisty celu traktatu i jego treści. Jeśli sięgniemy pamięcią wstecz do posiedzenia Rady w Laeken w 2000 r., to przypomnimy sobie, że wtedy powiedziano, iż należy przygotować propozycję rozwiązania konstytucjonalnego. Dzięki temu miała powstać bardziej zwarta Europa i obywatele wykazujący się zaangażowaniem, ponieważ martwiliśmy się, że w praktyce obywatele mają złe zdanie o UE. Konwent pod przewodnictwem Valérego Giscard d’Estainga przygotował coś zupełnie innego. Obywatele Europy tego nie chcieli, a obywatele Francji i Holandii powiedzieli „nie”. Wszyscy wiemy, że obywatele Wielkiej Brytanii, Danii i wielu innych państw głosowaliby na „nie”, gdyby mieli taką możliwość. Próbowano znaleźć sposób, aby to obejść – pojawił się nowy traktat, taki sam, ale gdy jest to wygodne twierdzi się, że nie taki sam, i tego przekonania się trzymamy. Fakty są takie, że obywatele Irlandii powiedzieli „nie” temu, co dziś nazywamy traktatem lizbońskim, a my mamy czelność badać powody, dla których obywatele Irlandii głosowali niewłaściwie. To niewiarygodne, ale na ten temat nie było żadnych dyskusji. Wszyscy poklepujemy się po plecach i zachwycamy się, że ten traktat jest taki dobry, a przecież wszyscy wiemy, że to kompromitacja.
Mój drugi zarzut jest następujący: traktat konstytucyjny, konstytucja, nie jest po to, by przyspieszać podejmowanie decyzji politycznych. Jest dokładnie odwrotnie – istnieje po to, by utrudniać podejmowanie decyzji politycznych. Konstytucje mają zagwarantować, że ci, których właśnie teraz wybrano nie będą mogli podejmować wszelkich decyzji, na jakie mają ochotę. Podejmowanie decyzji powinno być skomplikowane. Taka jest konstytucja amerykańska. To francuska tradycja biurokratyczna zapewnia, iż władza może szybko podejmować decyzje dotyczące każdej rzeczy pod słońcem i nie musi się martwić o ich wpływ na społeczeństwo. To bulwersujące i kompromitujące dla UE. Przewodniczący. − Panie pośle Lundgren! Jestem pewien, że zauważył pan, iż koledzy posłowie wysłuchali pana z szacunkiem, w ciszy i nie rozmawiali tak jak pan to czynił podczas przemówień innych posłów, no ale różni ludzie różnie pojmują demokrację. Roger Helmer (NI). - Panie przewodniczący! Miałem nadzieję, że pan poseł Pöttering będzie przewodniczył dzisiejszemu posiedzeniu, ponieważ chciałem mu publicznie podziękować za umożliwienie mi kilka lat temu odejścia z grupy PPE. Cieszę się, że moi konserwatywni koledzy wkrótce opuszczą grupę PPE – pracowałem na to przez 10 lat.
Zebraliśmy się tu, by debatować nad traktatem lizbońskim, chciałbym zatem przypomnieć panu posłowi Pötteringowi, że jego własny kraj, Niemcy, jeszcze go nie ratyfikował. W UE uważamy się za Unię wartości, opartą na demokracji i zasadach państwa prawa, ale ignorujemy demokrację. Lekceważymy życzenia wyborców. Odrzuciliśmy wyniki referendów w Danii w sprawie traktatu z Maastricht, w Irlandii w sprawie traktatu nicejskiego, we Francji i Holandii w sprawie konstytucji, a teraz z kolei w Irlandii w sprawie traktatu lizbońskiego. Traktujemy aspiracje czterech elektoratów z wyjątkową pogardą. Taka to demokracja!
Wcale nie lepiej traktujemy kwestię państwa prawa. Wdrażamy plany i budżet oparty na traktacie lizbońskim przed jego ratyfikacją. To niemal bezkrwawy zamach stanu. Pan poseł Pöttering twierdzi, że milion irlandzkich wyborców nie może stać na drodze 450 milionom Europejczyków. Ma rację. Niech więc 450 milionów zagłosuje w sprawie traktatu. Wielka Brytania będzie głosować na „nie”. Wszystko wskazuje na to, że Francja i Niemcy będą głosować na „nie”, ale nie pozwalacie ludziom głosować nad traktatem, bo już znacie ich odpowiedź. W Wielkiej Brytanii zaledwie ośmiu spośród 646 posłów do parlamentu nie wybrano na podstawie zobowiązania do przeprowadzenia referendum, ale laburzystowski rząd skandalicznie pogwałcił tę obietnicę.
Chciałbym uprzedzić moich kolegów. Nasza brytyjska Partia Konserwatywna uczyni z referendum w sprawie traktatu lizbońskiego podstawowy element naszej platformy wyborczej w wyborach do PE. Doprowadzimy do referendum i wykończymy ten nieszczęsny i haniebny traktat. Alain Lamassoure (PPE-DE). – (FR) Panie przewodniczący, panie i panowie! Integracja europejska podsuwa nam czasem symbole, które poruszają takich anonimowych aktorów jak my. Ostatnie głosowanie w tej kadencji będzie zatem dotyczyło ostatniej poprawki przygotowanej wspólnie przez posłów Parlamentu Europejskiego i posłów do parlamentów krajowych przed Konwentem Europejskim: wprowadzenia inicjatywy obywatelskiej na szczeblu Unii Europejskiej.
Nie umniejszajmy jej znaczenia. Traktat lizboński przyznaje obywatelom, zwykłym obywatelom, to samo prawo inicjatywy obywatelskiej w Unii Europejskiej, które przysługuje naszemu Parlamentowi. Nasze sprawozdania z inicjatywy własnej umożliwiają nam wezwanie Komisji do działania, proponowanie podstaw prawnych, które umożliwią nam wprowadzenie nowej polityki, czy dostosowania już obowiązującej. Obywatele będą teraz mogli robić to samo, o ile zbierze się ich wystarczająca liczba i jeśli będą pochodzić z odpowiednio dużej liczby państw członkowskich.
Gratuluję pani poseł Kaufmann pracy, jaką wykonała, by doprowadzić do konsensu, który był bez wątpienia potrzebny w takiej sprawie, jak ta. Przedstawione przez nią wyjaśnienia dotyczące traktatu i gwarancji proceduralnych są uzasadnione. Ustalenie wymaganej liczby na jedną czwartą państw członkowskich jest spójne z rozwiązaniem przyjętym dla rządów w ramach obszaru wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości.
Jak dotąd to nowe prawo przyznane obywatelom Europy nie obowiązuje w tej formie w żadnym z naszych państw. Unia zagwarantuje zatem, że podjęte zostaną kroki zmierzające ku bezpośredniej demokracji. Tak daleko nie posunęliśmy się nawet, na przykład, we Francji. W ubiegłym roku zreformowaliśmy naszą konstytucję narodową, ale ograniczyliśmy prawo do zgłaszania zbiorowych petycji tylko do szczebla lokalnego.
Miejmy nadzieję, że nasze partie polityczne będą z wyobraźnią walczyć o jak najlepsze wykorzystanie tego nowego prawa, miejmy też nadzieję, że oprócz partii wykorzysta je też społeczeństwo obywatelskie: związki, organizacje pozarządowe, studenci – zwłaszcza ci, którym przyznano dotacje z programu Erasmus – pracownicy transgraniczni, wszyscy obywatele Europy mieszkający poza granicami swojego państwa, którzy wierzą, że akty prawne, które tu przyjmujemy są niestety niewłaściwie wykonywane w życiu codziennym.
W Unii opartej na swobodzie przepływu jedyne bariery to bariery naszej debaty politycznej. Niestety także i w tym przypadku nie rozpoczęto europejskiej kampanii wyborczej, ale 27 kampanii krajowych odbywających się pod pretekstem kampanii europejskiej.
Mamy obszar gospodarczy, mamy wspólną walutę, mamy wspólną przestrzeń powietrzną, ale jednolity obszar polityczny należy dopiero stworzyć. Jest to prawdziwe wyzwanie dla traktatu lizbońskiego i jest to bez wątpienia jedno z tych postanowień, które pozwolą najlepiej sprostać temu wyzwaniu. Adrian Severin (PSE). - Panie przewodniczący! Dzisiejszego wieczora nadzieję wzbudzoną ratyfikacją traktatu lizbońskiego przez Czechy przesłania quasi-konspiracyjna atmosfera tego posiedzenia.
Niektórzy obawiali się, że przygotowanie właściwego wdrożenia tak bardzo potrzebnego traktatu mogłoby obrazić niektórych obywateli Unii. Jestem przekonany, że jest wręcz odwrotnie – obrażamy obywateli ukrywając prawdę o tym, jaka Europa jest i jaka mogłaby być, oraz odmawiając uczciwego i racjonalnego dialogu z nimi.
Ponadto okazywanie szacunku dla opinii mniejszości, a ignorowanie decyzji większości jest obraźliwe zarówno dla danej większości, jak i powszechnych zasad demokracji, które jakoby wszyscy wysoko cenimy.
Sam tekst traktatu nie wystarczy. Musimy zapewnić mu interpretację, która rzuci odpowiednie światło na jego ducha, jednocześnie umożliwiając jak najlepsze jego wdrożenie. Tak właśnie się stało w przypadku dzisiejszych sprawozdań. Mówi się w nich: po pierwsze, o parlamentaryzacji Unii; po drugie, o uwspólnotowieniu instytucji europejskich; po trzecie, o ustanowieniu równowagi międzyinstytucjonalnej jako gwarancji dla ponadnarodowego systemu kontroli i równowagi; po czwarte, o zapewnieniu logiki i spójności legislacyjnej na szczeblu Unii Europejskiej poprzez europeizację parlamentów krajowych, a nie nacjonalizację Parlamentu Europejskiego; po piąte, o koncentracji instrumentów i polityki dla dobra skuteczności instytucjonalnej oraz po szóste, o udoskonaleniu reprezentacji, przejrzystości i udziału na szczeblu Unii Europejskiej.
W podobny sposób będziemy mogli obserwować powstawanie demokracji, która wypełni treścią obecny szkielet procedur europejskich i sprawi, że staną się one istotne dla obywateli.
Pozostaje nam teraz tylko znaleźć rozwiązanie umożliwiające połączenie wyborów do nowego Parlamentu z wejściem w życie traktatu lizbońskiego. Mam nadzieję, że poczucie odpowiedzialności i solidarności naszych irlandzkich kolegów pomoże nam to osiągnąć i dostosować się do naszego pierwotnego harmonogramu. PRZEWODNICZY: Gérard ONESTA Wiceprzewodniczący Andrzej Wielowieyski (ALDE). – (FR) Panie przewodniczący, pani komisarz! Uważam, że sprawozdanie pana posła Dehaene, które jest bardzo ważne i bardzo cenne, należy uzupełnić jeśli chodzi o działania, a przede wszystkim obowiązki Rady Europejskiej. Ten ważny organ zostanie podniesiony do rangi instytucji, a w sferze politycznej jest siłą napędową.
Należy zatem zwrócić nań szczególną uwagę. Działania Rady Europejskiej będą podlegały jurysdykcji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości tak samo, jak działania Europejskiego Banku Centralnego. W imieniu mojej grupy proponuję zatem zmianę, która odzwierciedla tę dodatkową odpowiedzialność. Ponieważ funkcje legislacyjne Rady Europejskiej są ograniczone, odpowiedzialność ta zasadniczo mieści się w zakresie przepisów art. 265 w sprawie niepodejmowania działań. Uważam, że z uwagi na brak szczegółowych postanowień w traktacie obowiązki Rady Europejskiej będzie trzeba zapisać w porozumieniu międzyinstytucjonalnym.
Sprawozdanie pani poseł Kaufmann jest bardzo ważne, ponieważ stanowi rzeczywiste otwarcie się na obywateli. Największym błędem, jaki moglibyśmy popełnić stojąc przed wyzwaniem związanym z przyszłością Unii, byłoby wytworzenie próżni, dystansu między Unią a obywatelami. Dla nich Unia jest odległa i nieznana, mimo iż sądzą, że jest im potrzebna. Moja grupa, Grupa Przymierza Liberałów i Demokratów na rzecz Europy uważa, że tę próżnię można skutecznie wypełnić jedynie poprzez systematyczne, szeroko zakrojone konsultacje z obywatelami.
Nie mieliśmy czasu zakończyć ani naszych prac, ani naszej debaty na tym zagadnieniem. Niemniej jednak, jak zauważył już pan poseł Lamassoure, inicjatywa obywatelska może, zgodnie z traktatem, być podstawowym instrumentem tworzenia publicznej przestrzeni europejskiej, której tak bardzo potrzebujemy. W końcu zachęciłaby ona do publicznej debaty obywateli i Unię, a to z kolei obudziłoby świadomość społeczną, która jest dla nas najważniejsza.
Jednak mimo to zarządzanie nią jest głównym wyzwaniem dla instytucji europejskich, zwłaszcza dla Komisji w kontekście wiarygodności tego nowego instrumentu, dla państw członkowskich, które muszą przyjąć nową praktykę i zapewnić infrastrukturę oraz oczywiście dla obywateli, którzy muszą wykorzystać ten nowy instrument dla dobra demokracji bezpośredniej. Milan Horáček (Verts/ALE). - (DE) Panie przewodniczący, pani wiceprzewodnicząca! Prezydent Klaus zareagował na dzisiejszą decyzję czeskiego senatu, z której się szczerze cieszymy i za którą z całego serca dziękuję, mówiąc między innymi, że traktat lizboński umarł, bo został odrzucony w irlandzkim referendum.
Prezydent Klaus to polityczny zombie, przypuszczający atak na większościowe decyzje własnego parlamentu i senatu i potwierdzający swój niefortunny i doktrynerski stosunek także do innych dziedzin polityki. Po pozytywnych, na szczęście, głosowaniach, tylko się ośmiesza. My, Zieloni, mamy pozytywny i konstruktywny stosunek do procesu integracji europejskiej, oczywiście z krytycznymi uwagami tam gdzie trzeba.
Raz jeszcze moje najgorętsze podziękowania dla czeskiego senatu, czeskiego parlamentu i czeskiego rządu. Bastiaan Belder (IND/DEM). - (NL) Panie przewodniczący! Sprawozdanie pana posła Dehaene budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony cieszę się, że czasem ma on potrzebę rzetelnego analizowania problemów, a myślę tu o ust. 14 i 26, gdzie mówi on o dominacji Rady Europejskiej i problemach związanych z nowym systemem prezydencji w Radzie.
Z drugiej strony, jestem rozczarowany tym sprawozdaniem, ponieważ analiza sprawozdawcy nie jest jednolicie dokładna. Myślę zwłaszcza o ostatnich dwunastu ustępach, w których omawia on politykę zewnętrzną. Wszystkie niejasności instytucjonalne zostały tam rozmyte, chociaż konsekwencje instytucjonalne tej podwójnej roli nie są dokładnie znane. Nie mogę więc zrozumieć, jak poseł sprawozdawca doszedł do ogólnego wniosku, iż nowy system spowoduje większą równowagę instytucjonalną w Unii.
Przyznaję, że traktat lizboński oznacza poprawę w niektórych obszarach. Jednak nie umniejsza to faktu, że to właśnie nieznane konsekwencje tego traktatu stanowią piętę achillesową Lizbony w kontekście równowagi instytucjonalnej Unii, o czym pan poseł sprawozdawca zapomniał wspomnieć. Jana Bobošíková (NI). – (CS) Panie i panowie! Na tej sesji robimy coś, co w moim kraju określa się powiedzeniem „szarogęsić się pod nieobecność gospodarza”. Będziemy głosować nad stosunkami między instytucjami Unii Europejskiej, jej państwami członkowskimi i ich parlamentami, jakby traktat lizboński już wszedł w życie. Chciałabym przypomnieć, że do ratyfikacji traktatu lizbońskiego jest jeszcze daleko. Posłowie do Parlamentu Europejskiego powinni być tego świadomi i nie mogą tego ukrywać przed obywatelami. Każda demokratycznie myśląca osoba musi zdawać sobie sprawę, że nawet najbardziej agresywne ataki na polityków, którzy nie podpisali traktatu lizbońskiego niczego nie zmienią.
Na koniec chciałabym powiedzieć panu posłowi Cohn-Benditowi, że jego niestosowne stwierdzenie, iż prezydent Czech, Vaclav Klaus, zamierza przekupić czeskich senatorów to zniewaga nie tylko dla prezydenta Klausa, ale również dla obywateli Republiki Czeskiej. Takie oskarżenia to zniewaga dla zasad przyjaznych stosunków międzynarodowych i dla zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Dlatego proszę pana posła Cohn-Bendita, by udowodnił swoje oskarżenia o korupcję albo też publicznie przeprosił prezydenta Klausa. Richard Corbett (PSE). - Panie przewodniczący! Przedmiotowy pakiet sprawozdań pokazuje, że jeśli traktat lizboński wejdzie w życie – oczywiście bez uszczerbku dla decyzji obywateli Irlandii – to będziemy mieli Unię, która oferuje większe możliwości udziału, większą odpowiedzialność, więcej demokracji oraz system lepszej kontroli i równowagi. Jest to główne przesłanie, które możemy dziś przekazać, niezależnie od tego, czy odwołamy się do sprawozdania pana posła Leinena, w którym wskazano na większą rolę Parlamentu Europejskiego w systemie instytucjonalnym, do sprawozdania pana posła Broka, w którym omówiono nowe możliwości udziału parlamentów krajowych, do sprawozdania pana posła Dehaene, które rzuca światło na dodatkową odpowiedzialność instytucji wykonawczych oraz na sposób zorganizowania okresu przejściowego, do sprawozdania pani poseł Guy-Quint, w którym udowadnia się, że nie będzie już elementów budżetowych pozostających poza kontrolą parlamentarną; czy też wreszcie do sprawozdania pani poseł Kaufmann w sprawie inicjatywy obywatelskiej.
Moja grupa poprze wszystkie te rezolucje. Powiedziałbym, że jesteśmy dumni mogąc to zrobić, ale z jednym zastrzeżeniem, a dotyczy ono sprawozdania pani poseł Kaufmann, które postrzegamy jako pierwszy krok: chodzi o wstępne przemyślenie sposobu działania na przyszłość. Trzeba jednak uważać - i zgadzam się z tym, co pani komisarz powiedziała wcześniej – by nie ustanowić systemu zbyt uciążliwego dla obywateli, lub też obarczonego zbyt wieloma biurokratycznymi przeszkodami dla wykonywania tego prawa. Ale mamy mnóstwo czasu, by do tego wrócić jeśli traktat rzeczywiście wejdzie w życie.
Debatujemy w dniu, w którym uzyskaliśmy dwudziestą szóstą ratyfikację parlamentarną. Wiem, że konserwatyści brytyjscy nie są tym zainteresowani. Bez wątpienia szepczą o czymś zupełnie innym, ale to ważna sprawa.
Dwadzieścia sześć ratyfikacji w wyniku procedur parlamentarnych: dwadzieścia sześć razy „tak” dla traktatu; jedno „nie”. Powiedziałbym, że w sytuacji, w której mamy 26 odpowiedzi „tak” i jedną „nie” przyglądanie się wynikowi i pytanie jednego państwa, które powiedziało „nie” o to, czy nie zechciałoby ponownie rozważyć swojej decyzji w świetle pozostałych ratyfikacji nie jest, jak niektórzy sądzą przejawem braku demokracji. Obywatele tego państwa mają prawo to zrobić lub nie. Ale myślę, że to dobrze, iż Irlandczycy doszli do wniosku, że mogą ponownie rozważyć tę sprawę, o ile spełnione zostaną pewne warunki. I naszym obowiązkiem jest zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby rozwiać wątpliwości wyrażone w głosowaniu na „nie”. Musi to być nierozłącznie związane z odpowiedzią, a poza tym właśnie na to Unia wyraziła zgodę.
Wszystkie pozostałe państwa członkowskie – bo w proces ten zaangażowane są państwa członkowskie, a nie tylko instytucje europejskie – zgodziły się spróbować rozwiać te obawy, by umożliwić uzyskanie dwudziestej siódmej ratyfikacji.
Musimy wyciągnąć z tego głębsze wnioski. Nasz zbiór zasad podstawowych w Unii Europejskiej, traktaty podpisane i ratyfikowane przez państwa członkowskie można zmienić w przypadku jednomyślnej zgody wszystkich państw członkowskich. To poważna przeszkoda do pokonania. Pokazuje, że ci, którzy twierdzą, iż nie liczymy się z demokratyczną odpowiedzialnością i ignorujemy poglądy obywateli całkowicie się mylą. Łatwo jest blokować każdy krok naprzód, każdą reformę europejskich wytycznych. Eurosceptykom po tamtej stronie wystarczy jedno zwycięstwo na dwadzieścia siedem. Szala przechyla się na ich stronę, nie na korzyść tych, którzy tak, jak pan poseł Duff, życzyliby sobie o wiele szybszej integracji. Tak to już jest.
Powołują się też na referenda, które przyniosły wynik na „nie”. Widzę, że powołują się wyłącznie na referenda z wynikiem na „nie”. Jakoś nigdy nie wspominają o referendum hiszpańskim, referendum luksemburskim. Myślę, że w historii integracji europejskiej mieliśmy trzydzieści dwa (o ile dobrze pamiętam) referenda w państwach członkowskich, z czego 26 lub 27 dało wynik na „tak”, a jedynie garstka na „nie”. Ale ilekroć mieliśmy do czynienia z wynikiem na „nie”, nie dało się nad nim przejść do porządku dziennego, trzeba było wracać do tematu i rozwiewać wyrażone obawy oraz pytać, czy państwa te nie zechciałyby ponownie przemyśleć swojej decyzji; czy nie zechciałyby zmienić zdania.
Nie widzę w tym nic złego w kategoriach demokratycznych, nie widzę niczego złego w stopniowym budowaniu, krok po kroku, powoli, poprzez konsens wszystkich państw członkowskich, tej Unii, którą tworzyliśmy przez ponad pół wieku, tej Unii, z której powinniśmy być dumni, wziąwszy pod uwagę, że mamy 27 państw współpracujących na kontynencie, który jak wynika z naszej historii, zbyt często rozdzierała nacjonalistyczna żarliwość, do której odrodzenia niektórzy dążą. Anne E. Jensen (ALDE). - (DA) Panie przewodniczący! Udział w debacie dzisiejszego wieczoru to szczególne doświadczenie. Przez pięć lat blisko współpracowałam z panią poseł Catherine Guy-Quint. Obie byłyśmy koordynatorami budżetu z ramienia naszych grup politycznych. Na przestrzeni tych lat zdarzały nam się starcia, ale przez większość tego czasu walczyłyśmy wspólnie w duchu współpracy, który przyświeca działaniom Komisji Budżetowej.
Catherine, odchodzisz z Parlamentu, a ja chciałabym skorzystać z tej okazji i bardziej oficjalnie podziękować Ci za czas, który spędziłyśmy razem. Wiele się nauczyłam! Mój francuski się poprawił i wiele też się nauczyłam obserwując twój styl pracy, który szanuję. Jesteś o wiele bardziej konkretna niż ja, ale czasem to konieczne!
Dziś wieczorem ten odchodzący Parlament oddaje pole nowemu Parlamentowi, który zostanie wybrany w dniach 4 – 7 czerwca. Jeżeli wyborcy z Irlandii zagłosują w październiku na „tak” i traktat lizboński wejdzie w życie do końca tego roku, będziemy musieli działać szybko z uwagi na poważne konsekwencje dla pracy Parlamentu; nie tylko w obszarze budżetowym. Zostało to dobrze i jasno powiedziane w sprawozdaniu pani poseł Guy-Quint. Pani poseł! Wykonała pani doskonałą pracę, z której skorzystają nowi posłowie do Parlamentu Europejskiego.
Parlament będzie formalnie uczestniczył w ustanowieniu wieloletnich ram finansowych, ale nadal nie udało nam się zapewnić zmiany przejściowego terminu obowiązywania tych ram, z siedmiu do pięciu lat odpowiadających okresowi kadencji Komisji i Parlamentu. To w każdym razie pozwoliłoby nam na pomóc w kształtowaniu tych ram. Parlament miałby pełny wpływ na cały budżet, w tym na budżet rolnictwa. Myślę, że dla rolników i obywateli UE byłoby dobrze, gdyby debaty dotyczące polityki rolnej zostały w całości rozpoczęte i gdyby ostre i trudne targi za zamkniętymi drzwiami zostały zastąpione otwartą, demokratyczną debatą. Nikt nie może z wyprzedzeniem wiedzieć, jaki byłby ich wpływ na poziom wydatków na rolnictwo, ale bez wątpienia zapobiegłoby to podtrzymaniu i przygotowaniu planów bez jasnego i logicznego wyjaśnienia ich naszym obywatelom.
Zmieniono roczną procedurę budżetową, a w ubiegłym roku wypróbowaliśmy nowe wymogi wypracowane w parlamentarnej Komisji Budżetowej. Tylko jedno czytanie, a następnie negocjacje prowadzące do osiągnięcia porozumienia zmuszają nas do wcześniejszego i o wiele bardziej dokładnego przygotowania. Właściwie nie jest to taki zły pomysł. Uważam, że ubiegłoroczna próba generalna nowej dyscypliny budżetowej dała dobre wyniki.
Traktat lizboński daje Parlamentowi nowe uprawnienia budżetowe i nowe metody pracy, a sprawozdanie pani poseł Guy-Quint daje przyszłemu Parlamentowi doskonałą podstawę dla jego działań. Mam nadzieję i jestem przekonana, że uda nam się przyjąć traktat lizboński i tym samym zagwarantować, że praca UE stanie się bardziej otwarta i skuteczna. Michael Henry Nattrass (IND/DEM). - Panie przewodniczący! Już w latach 70-tych brytyjscy politycy zarzekali się, że w UE nie chodzi o polityczną dominację czy utratę suwerenności, jednak przewodniczący UE twierdzą, że połączyliśmy naszą suwerenność i stworzyliśmy europejskie imperium, które ustanawia 75% naszych przepisów prawnych.
Ten traktat pozbawia nas zdolności do stanowienia o samych sobie, a przecież z sondażu BBC wynika, że 84% Brytyjczyków nie chce większego ograniczenia władzy. Brytyjczyków utrzymuje się w niewiedzy i karmi pozbawioną treści papką. Konserwatyści, za pośrednictwem grupy PPE, przeznaczyli środki na irlandzką kampanię na „tak” składając potem złudne obietnice zorganizowania referendum – ale tylko wtedy, gdyby Irlandia znów zagłosowała na „nie”. Za plecami Brytyjczyków i bez upoważnienia partie z Westminsteru sprzedały swój kraj, podczas gdy sondaże pokazują, że 55% obywateli chce odejść z UE. Nigdy wcześniej w historii polityki społecznej tak niewielu nie oszukało tak wielu. Roberto Fiore (NI). – (IT) Panie przewodniczący, panie i panowie! Miliony Europejczyków, Brytyjczyków, Włochów i Francuzów nie chcą Europy opartej na poprawności politycznej, na leseferyzmie i na antyspołecznym światopoglądzie, którą nakreślono w projekcie dyrektywy Bolkesteina, na totalitarnym i jakobińskim centralizmie, czy na laickim, masońskim i pseudomarksistowskim światopoglądzie.
Jestem przekonany, że Europejczycy są bardzo zainteresowani prawdziwymi swobodami społecznymi, tymi, które dają rodzinom, społecznościom i instytucjom społecznym możliwość osiągnięcia rzeczywistego postępu oraz są zainteresowani Europą opartą na zasadzie pomocniczości, a ściślej mówiąc na instytucjach społecznych i głęboko zakorzenionym podejściu do historii opartym na wartościach chrześcijańskich i rzymskich. To jest Europa całkowicie odmienna od Europy z traktatu lizbońskiego, do której dąży silna władza, do której dążą grupy lobbystów, którzy skutecznie zmierzają do radykalnej centralizacji.
Wierzymy, że Europejczycy wreszcie zagłosują i wyrzucą ten traktat do kosza. Paul Rübig (PPE-DE). - (DE) Panie przewodniczący, pani komisarz Wallström, panie i panowie! Uważam, że ta debata jest bardzo ważna, bo od różnych frakcji w tej Izbie słyszeliśmy, że uprawnienia mają zostać przyznane Europie. Z punktu widzenia państw narodowych to prawda, ale prawda jest też taka, że także państwom narodowym dana ma być możliwość zagwarantowania, by takie same prawa i regulacje były stosowane w pozostałych 26 państwach członkowskich. Ten projekt racjonalizacji europejskiej, mający zapewnić, byśmy nie mieli w 27 państwach członkowskich zupełnie różnych systemów prawnych oraz byśmy dążyli do stworzenia jednolitych ram regulacyjnych, to zasadniczy krok naprzód przyznający nie tylko naszym ministrom, ale także posłom do Parlamentu Europejskiego o wiele więcej praw i możliwości wspierania interesów obywateli Unii Europejskiej.
Choć często w na forum tej Izby wyrażam niezadowolenie, kiedy teraz rozglądam się i widzę, że ławy przeciwników są puste i że znakomita ich większość nie bierze udziału w tej debacie, chcę jasno powiedzieć, że my także krytykujemy instytucje i chcemy poprawy. Chodzi właśnie o te usprawnienia, które były przedmiotem intensywnej debaty przez ostatnie osiem lat. Chcemy po prostu zagwarantować, że stosunki pomiędzy instytucjami a obywatelami ulegną poprawie. Nie możemy dziś tak po prostu stać i mówić, że proces reform zapoczątkowany osiem lat temu należy zakończyć bez zaproponowania rozwiązań alternatywnych – to prawdziwy skandal w czasie tej debaty.
Musimy pilnie skupić się na tym, czego dotyczy przedmiotowy traktat. Traktat ten stawia przed nami nowe cele. Wreszcie mamy reprezentatywną i uczestniczącą demokrację z inicjatywą obywatelską. Zyskujemy nowe uprawnienia w zakresie ochrony środowiska i zmian klimatycznych. Jakby jedno państwo narodowe mogło rozwiązać te problemy samodzielnie! Nie jest to po prostu możliwe, zwłaszcza w dziedzinie powietrza i wody, ale także i w innych dziedzinach. Razem musimy też zadbać o wolność, bezpieczeństwo i pełne zatrudnienie. W obliczu kryzysu szczególnie ważne jest, by przyznać Unii Europejskiej te uprawnienia.
Ważne są jednak także nowe podstawy prawne. W obliczu krytycznej sytuacji w sektorze energii, potrzebujemy podstaw prawnych dla polityki energetycznej. Także gdy rozpatrujemy problematykę handlu międzynarodowego widzimy, jak bardzo potrzebujemy dobrego rozwiązania dla obywateli Europy w dziedzinie polityki handlowej, że już nie wspomnę o podróżach kosmicznych i własności intelektualnej. A dla naszych przeciwników klauzula zwolnienia z odpowiedzialności może być równie ważna. Jestem przekonany, że nowe uprawnienia nadzorcze i procedury wzmocnią Parlament. Jestem za tym, by ta debata była znacznie bardziej intensywna, ponieważ wielu z nas nadal nie dostrzega, jakie możliwości oferuje ta nowa Europa. Libor Rouček (PSE). – (CS) Panie i panowie! Jako poseł z Republiki Czeskiej cieszę się, że dziś, gdy debatujemy nad wpływem traktatu lizbońskiego, czeski senat zatwierdził traktat lizboński ogromną większością 54 do 20 głosów. Tym samym wyraził wolę obywateli Czech, by wdrożyć traktat lizboński. To konkretne życzenie zostało już wypowiedziane przez izbę deputowanych, niższą izbę czeskiego parlamentu. Jednocześnie jednak prezydent republiki kwestionuje wolę narodu, stanowisko jasno wypowiedziane przez izbę deputowanych i senat.
Václav Klaus, prezydent Czech, powiedział: „Muszę wyrazić rozczarowanie z powodu zachowania niektórych senatorów, którzy poddali się bezprecedensowej presji politycznej oraz naciskowi mediów krajowych i zagranicznych i zagłosowali wbrew swoim wcześniej publicznie głoszonym przekonaniom – tym samym rezygnując z rzetelności politycznej i społecznej – i wyrazili zgodę na traktat lizboński. Zlekceważyli długofalowe interesy Czech, które podporządkowali swoim interesem i doraźnym interesom polityków dzisiejszej doby. To niezwykle przygnębiający dowód na kolejną porażkę dużej części naszych elit politycznych. Chcę się przekonać, czy grupa senatorów – których część już ogłosiła, że zamierza to uczynić – zwróci się do Trybunału Konstytucyjnego o ponowne sprawdzenie zgodności traktatu z czeską konstytucją. Jeżeli tak się stanie, nie podejmę decyzji o ratyfikacji traktatu lizbońskiego dopóki Trybunał Konstytucyjny nie wyda orzeczenia w tej sprawie”.
Jesteśmy tu, by mówić o wpływie traktatu lizbońskiego na rozwój równowagi instytucjonalnej Unii Europejskiej. Myślę jednak, że powinniśmy tu również omówić – i powinni to zrobić także posłowie i senatorowie z Czech – równowagę instytucjonalną w Czechach. Republika Czeska jest demokracją parlamentarną. Mimo to Republika Czeska ma prezydenta, który nie szanuje woli izby deputowanych, który nie szanuje woli senatu i, którzy zachowuje się jak monarcha absolutny czy dyktator z kraju, który tak bardzo krytykuje i do którego tak często się odwołuje, to znaczy Związku Radzieckiego. Możemy wiele powiedzieć naszym eurosceptykom o stanie demokracji w Europie, o stanie demokracji w naszym państwie i o zachowaniu prezydenta, które tak bardzo podziwiacie. Kyösti Virrankoski (ALDE). - (FI) Panie przewodniczący! Traktat lizboński radykalnie zreformuje procedurę budżetową Unii Europejskiej. Wieloletnie ramy finansowe staną się obowiązkowe, nastąpi klasyfikacja wydatków na obowiązkowe i nieobowiązkowe, a debaty budżetowe będą krótsze.
Popieram pięcioletnie ramy finansowe zbiegające się z długością kadencji Parlamentu Europejskiego i Komisji. Zaowocuje to bardziej skutecznymi pracami i pozwoli instytucjom na ustanowienie własnych strategii politycznych.
Przygotowanie projektu budżetu staje trudnym procesem. Zastanawiam się, kto mógł opracować tak skomplikowany system. Do tej pory było jasne, która instytucja decyduje o ostatecznych kwotach ujętych w budżecie. Teraz konieczny będzie konsens w odniesieniu do każdego szczegółu, co może oznaczać bardzo intensywne negocjacje w Komitecie Pojednawczym.
Od Parlamentu nowa procedura będzie wymagała wzmocnienia dostępnych zasobów kadrowych. W przeciwnym razie nie będzie on w stanie wykonywać swoich ogólnych uprawnień w zakresie przygotowywania projektu budżetu, czy szczególnych w zakresie administrowania UE.
Na koniec chcę podziękować sprawozdawcom, a zwłaszcza pani poseł Catherine Guy-Quint, za ich doskonałe sprawozdania, a bardziej ogólnie, za doskonały poziom współpracy przez te wszystkie lata. Elmar Brok, sprawozdawca. − (DE) Panie przewodniczący! Dziękuję za możliwość wygłoszenia kilku uwag nieco wcześniej niż przewidywałem.
Debata ta pokazała jak silne są przekonania w perspektywie politycznej i krajowej. Pokazała też siłę naszego zaangażowania w poprowadzenie Europy ku przyszłości. Gdy słucham bardzo krytycznych wypowiedzi niektórych mówców z krajów anglosaskich przypominam sobie, że w ostatnich kilku miesiącach dokładnie te same kraje wyjątkowo głośno wzywały do wspólnego pokonania kryzysu finansowego. Jestem pewien, że ci panowie zdadzą sobie sprawę także z tego, że reprezentują opinie wywodzące się z 60-letniej spuścizny po Winstonie Churchillu.
Wchodzimy teraz w fazę decydującą. Po naszych decyzjach, które udało nam się podjęć dzięki tak szerokiemu konsensowi w Parlamencie Europejskim i które tak przekonały Pragę, nie powinniśmy popadać w nastrój tryumfalizmu. Ważnym zadaniem będzie dla nas danie obywatelom Irlandii, przy zachowaniu pełnego umiaru, szansy na podjęcie własnej decyzji w duchu suwerenności i wolności – decyzji, którą Irlandia musi podjąć suwerennie, nieobarczona odpowiedzialnością za cały kontynent. Uważam, że powinniśmy także przyczynić się do zapewnienia, że to możliwe. Mam nadzieję, że do końca czerwca Rada Europejska stworzy warunki niezbędne do zakończenia tego ostatniego etapu oraz że Irlandczykom zostaną stworzone warunki potrzebne do rozstrzygnięcia tego problemu. Proinsias De Rossa (PSE). - Panie przewodniczący! Cieszę się z tej debaty. Przez chwilę wydawało się, że może do niej nie dojść. Jestem zadowolony, że się odbywa, a odbywa się dzięki uporowi moich kolegów. Dobrze, że Wysoka Izba odpowiedzialnie i rozważnie podchodzi do sprawy przejścia do prawdopodobnej ratyfikacji – wreszcie – traktatu lizbońskiego. Bylibyśmy głupcami, gdybyśmy tego nie zrobili. Będę ciężko pracował w drugiej połowie tego roku, by zagwarantować głos na „tak” – obojętnie, czy zostanę wybrany do Parlamentu Europejskiego, czy nie – i żałuję, że kilkorga moich przyjaciół tu nie będzie, będzie mi ich brakowało.
Dzisiejszego wieczora chcę jednak przede wszystkim pogratulować Republice Czeskiej głosu na „tak”, ponieważ dziś zagłosowała za przyszłością. Myślę, że to niezwykle ważne, że przekazujemy to przesłanie: zjednoczenie Europy i budowanie zjednoczonej Europy dotyczy przyszłości obywateli Europy.
Nigdzie indziej na świecie, poza Europą, nie mamy 27 suwerennych państw członkowskich wspólnie podejmujących decyzje ponad granicami, we wspólnym interesie swoich obywateli. Nigdzie indziej niezależne państwa nie przedkładają wspólnych decyzji do zatwierdzenia i poprawek, wielonarodowemu parlamentowi wybieranemu w wyborach bezpośrednich. Nasza Unia jest wyjątkowa. To unikalny demokratyczny eksperyment. Ma swoje wady. Wymaga reformy i rzeczywiście, reformy przewidziane w traktacie lizbońskim to reformy, na które w tym momencie możemy się zgodzić. Nie ma wątpliwości, że Parlament Europejski przyszłych kadencji – a także Rada przyszłych kadencji – ustali i wyrazi zgodę na dalsze reformy.
Europa także potrzebuje nowego kierunku. Musi potwierdzić swoje zaangażowanie w socjalny dobrobyt naszych obywateli i przywrócić równowagę po niemal obsesyjnej wizji liberalizacji rynku, którą mieliśmy w ubiegłym dziesięcioleciu. Należy pamiętać, że polityczne i społeczne oraz gospodarcze ukierunkowanie Unii zależy od decyzji podejmowanych przez elektorat –w wyborach powszechnych, w wyborach europejskich, oraz przez komisje, które wspólnie wybieramy i mianujemy. Unia Europejska jest miejscem, w którym rozstrzygamy spory, jakie młodzi ludzie wcześniej rozwiązywali zabijając się wzajemnie w okopach. To dla mnie wielki zaszczyt być posłem do tego Parlamentu, w którym zastąpiliśmy argumenty siły siłą argumentów.
Nie możemy pozwolić, by eurosceptycy cofnęli czas. To, że decyzja jednego państwa członkowskiego, reprezentującego mniej niż 1% ludności Unii mogłaby Unię powstrzymać jest oznaką tego, jaką delikatną jesteśmy konstrukcją. Ale jest to także przejaw siły Unii, że możemy przetrwać i pozwolić mieszkańcom Europy niezależnie podejmować decyzje. Uważam, że musimy spróbować ponownie zaszczepić wśród naszych obywateli marzenie o Europie. Nie możemy pozwolić dać się wciągnąć w dyskusję rozsierdzonym starcom zasiadającymi w szeregach posłów skrajnej prawicy, którzy pokrzykują na nas mówiąc, jak bardzo jesteśmy niedemokratyczni, podczas gdy jest to Parlament wybrany przez obywateli Europy do podejmowania decyzji w imieniu obywateli Europy. Costas Botopoulos (PSE). – (FR) Panie przewodniczący! To rzeczywiście zupełnie wyjątkowy dzień: pakiet lizboński – jak się go nazywa – wreszcie trafił do Parlamentu, czeski senat dał promyk nadziei, wielu posłów zabiera głos po raz ostatni, emocje są wyczuwalne, kończy się bieżąca kadencja parlamentarna i wielu z nas jest dość podekscytowanych. Na tym odbywającym się późnym wieczorem posiedzeniu parlamentu panuje prawdziwie historyczna atmosfera.
Jako poseł niejako o dwóch obliczach – po części konstytucjonalista, a po części budżetowiec – chciałbym dziś nieco bardziej szczegółowo odnieść się do sprawozdania pani poseł Guy-Quint w sprawie nowego systemu budżetowego i wpływu, jaki traktat lizboński wywrze na ten nowy system. Jak już powiedziano jest to przede wszystkim bardziej demokratyczny system. Odtąd wszystkie wydatki – cały budżet – będą uzgadniane na mocy procedury współdecyzji pomiędzy Radą i Parlamentem.
Jest to także, co ważniejsze, bardziej polityczny budżet, ponieważ mamy – jak nazywa to pani poseł Guy-Quint – międzyinstytucjonalne programowanie strategiczne, innymi słowy wszystkie organy Unii Europejskiej zatwierdzają budżet. Jednak jest to system, który nadal ma elementy powodujące brak pewności.
Czy na przykład Parlament rzeczywiście będzie odgrywał teoretycznie wzmocnioną rolę? Czy będzie korzystał z tej nowej władzy zważywszy, że są także problemy? Mamy mniej czasu; przewidziano tylko jedno czytanie. Zatem od Parlamentu zależy – a jest to wyzwanie samo w sobie – czy wykorzysta tę szansę. Czy pięcioletnia kadencja budżetowa zbiegnie się z kadencją parlamentarną lub też czy zostanie przez nią zaakcentowana? To nic pewnego. Także w tej sprawie musimy podjąć działania.
Są również stracone szanse. Straciliśmy szansę na zapewnienie sobie większych zasobów, straciliśmy szansę – proszę dać mi jeszcze 10 sekund, skoro już debatujemy na formalnym, choć późnym posiedzeniu – na wdrożenie nowej filozofii budżetowej.
Na zakończenie chciałbym podkreślić, że mamy przed sobą wyzwania: wyzwanie dotyczące transformacji – nie łatwo od razu przejść na nowy system – i wyzwanie dotyczące elastyczności – jeżeli mamy pokonać kryzys, potrzebujemy większej elastyczności.
Zakończę życzeniem, by wszystko to stało się faktem wraz z wdrożeniem traktatu lizbońskiego. Przewodniczący. – Jako, że sam jestem „posłem o dwóch obliczach”, członkiem tych samych komisji, co pan, panie pośle Botopoulos, nie pozostało mi nic innego, jak tylko dać panu te 40 sekund. Justas Vincas Paleckis (PSE). – (LT) Myślę, że wszyscy, którzy biorą udział w tym nocnym posiedzeniu na długo je zapamiętają i będą mieli co opowiadać swoim dzieciom i wnukom. Nawet tego wieczoru wszyscy możemy poczuć, jak europejskim okrętem miotają fale kryzysu finansowego. To jasne, że silnik tego okrętu, mechanizm traktatu, jest zbyt słaby i wymaga natychmiastowej wymiany.
Traktat lizboński to mocniejszy silnik, którego potrzebujemy, aby pokonać kryzys. Zgadzam się zatem ze sprawozdaniami, nad którymi debatujemy i zgadzam się z moimi kolegami posłami, którzy podkreślają, że nie jest to zbyt demokratyczne, jeśli skała jednego referendum może zniszczyć cały europejski okręt, jeśli przywódca jednego państwa może sobie wyobrażać, że jest jedynym maszerującym w szeregu, a zdanie pozostałych 26 państw nie ma znaczenia. Myślę, że wyborcy z Irlandii wyciągną własne wnioski z tego, co się dzieje w Europie i na całym świecie. Avril Doyle (PPE-DE). - Panie przewodniczący! To mnie dziś wieczorem przypadło w udziale ostatnie miejsce wśród mówców przemawiających z ramienia Europejskiej Partii Ludowej/Europejskich Demokratów i myślę, że coś w tym jest, w końcu jestem posłanką do Parlamentu Europejskiego z Irlandii.
Niech mi będzie wolno najpierw podziękować wszystkim autorom pięciu sprawozdań. Cieszę się, że mamy możliwość debatowania nad nimi i tak jak pozostali koledzy z Irlandii prosiłam, za pośrednictwem mojej grupy politycznej, abyśmy doprowadzili do sytuacji, którą mamy dzisiaj, że możemy debatować nad pięcioma najważniejszymi sprawozdaniami.
Na początek chciałabym wyjaśnić, że wszystko, co powiem podczas tej debaty będzie miało swoje uzasadnienie w tym oto zdaniu. Nie byłoby to właściwe, nie można też próbować przewidzieć, ani przyjmować za pewnik decyzji obywateli Irlandii w nadchodzącym drugim referendum w sprawie traktatu lizbońskiego, o którym nasz premier, Brian Cowan, poinformował dopiero na początku tego tygodnia.
Konkluzje Rady Europejskiej z grudnia ubiegłego roku obejmują pakiet środków, które wyrosły na gruncie badań przeprowadzonych po naszym referendum w czerwcu ubiegłego roku: są to środki mające stanowić odpowiedź na obawy irlandzkich wyborców głosujących na „nie”, przedstawione przez premiera Irlandii na posiedzeniu Rady, które odbyło się w grudniu ubiegłego roku, wraz z mapą drogową umożliwiającą wejście traktatu w życie do końca 2009 r.
Przedmiotowy pakiet obejmuje: utrzymanie zasady jeden komisarz na państwo członkowskie, potwierdzenie wagi, jaką Unia przywiązuje do praw pracowniczych i innych zagadnień społecznych oraz szereg gwarancji prawnych w sprawie neutralności opodatkowania i przepisów konstytucji irlandzkiej w zakresie prawa do życia, edukacji i rodziny.
Na wiosennym posiedzeniu Rady Europejskiej nasz premier poinformował partnerów, że zgodnie z harmonogramem uzgodnionym w grudniu obecnie prowadzi się szczegółowe prace mające na celu urzeczywistnienie tych zobowiązań i że powinny one zostać zakończone w połowie 2009 r.
Premier zgodził się, że jeżeli nasz rząd będzie w pełni zadowolony z wyniku, to on sam będzie dążyć do ratyfikacji traktatu do końca kadencji obecnej Komisji, której kadencja, jak rozumiem, kończy się z końcem października. Mam szczerą nadzieję, że obietnica wczesnojesiennego referendum będzie oznaczała najpóźniej początek października.
Biorąc pod uwagę zwiększenie uprawnień Parlamentu Europejskiego przewidziane w traktacie lizbońskim zrozumiałe jest, że posłowie do Parlamentu powinni rozważyć instytucjonalne i proceduralne konsekwencje traktatu, stąd też dzisiejsza debata nad pięcioma sprawozdaniami.
Parlament Europejski analizuje te zagadnienia w czasie, gdy uwzględnione w moim dzisiejszym programie cztery państwa członkowskie – Irlandia, Czechy, Niemcy i Polska – muszą jeszcze zakończyć proces ratyfikacji. Z technicznego punktu widzenia to prawda, ale dziś wieczorem gratuluję Republice Czeskiej – zwłaszcza czeskiemu senatowi – pełnej zgody parlamentu na umożliwienie prezydentowi Czech ratyfikacji traktatu w imieniu obywateli tego kraju. Ufam, że prezydent Czech zaakceptuje wolę czeskiego parlamentu. Rozumiem, że sprawa ta została skierowana do analizy prawnej. Mam nadzieję, że jest to tylko techniczne opóźnienie.
Aby traktat wszedł w życie, wszystkie państwa muszą go ratyfikować i można powiedzieć, że 26 parlamentów europejskich – parlamenty 26 państw członkowskich – powiedziało „tak”, jak dotąd tylko Irlandczycy jeszcze tego nie zrobili.
W pełni rozumiem, że Parlament chciałby przeanalizować zagadnienia poruszone w przedmiotowych dokumentach i sprawozdaniach w możliwie najszerszym zakresie, nie zakłócając ani nie kwestionując dalszej procedury ratyfikacji.
Pozwolę sobie powiedzieć, że sprzeciwiam się oportunistycznym lamentom kilku eurosceptycznych dinozaurów zasiadających w tylnych ławach, a to co mówią trzeba traktować dosłownie. Moje przesłanie adresowane do nich jest jasne: odczepcie się od suwerennej, irlandzkiej decyzji, bo nikt nie będzie mówił irlandzkim wyborcom, co mają robić.
Ponieważ jest to moje ostatnie wystąpienie w Parlamencie chciałabym podziękować wszystkim państwu, całemu prezydium Parlamentu, Komisji, prezydencji czeskiej i wszystkim kolegom za te 10 lat niezwykle satysfakcjonujące dla mnie jako posłanki do Parlamentu Europejskiego. Oczekuję głosu na „tak” ze strony irlandzkich obywateli w naszym drugim referendum w październiku. Mairead McGuinness (PPE-DE). - Panie przewodniczący! W dzisiejszych czasach to miło być pierwszą na czyjejkolwiek liście. Niech mi będzie wolno, skoro Avril zakończyła swoje wystąpienie, życzyć jej wszystkiego dobrego po odejściu z Parlamentu Europejskiego. Muszę oddać jej sprawiedliwość, naprawdę dała porządną nauczkę dinozaurom po głosowaniu traktatu lizbońskiego w Irlandii i jej znakomite riposty będą pamiętane. Avril, publicznie życzę ci wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że z chwilą odejścia z Parlamentu zaangażujesz się w kampanię na rzecz „tak” dla Lizbony.
To była bardzo interesująca debata. Moje ciało i umysł chciały iść do domu i wyspać się, ale ta debata jest zbyt dobra i zbyt ważna – przecież jestem Irlandką – aby z niej zrezygnować. Pozwólcie mi to powiedzieć – i mówię to do wyborców: stery są w waszych rękach. Macie wybór. Możecie głosować za poglądami kilku wściekłych starców – i mówię to o kobietach i mężczyznach, ale głównie o mężczyznach – reprezentujących skrajne ugrupowania w naszym Parlamencie i skrajne ugrupowania w Unii Europejskiej, na prawicy i na lewicy, i zrobicie wokół siebie wiele szumu i będziecie mieć wiele okazji do zrobienia sobie kolorowych fotek i zaistnienia na pierwszych stronach gazet, ale ta Izba nie będzie miała nic do roboty. Albo możecie głosować, zarówno w wyborach do Parlamentu, jak i w sprawie Lizbony, za dobrymi ludźmi, którzy ciężko pracują, którzy nie trafią na pierwsze strony gazet ale, którzy są tu, żeby zrobić coś ważnego.
Wierzę, że obywatele Irlandii wiedzą, że sytuacja jest teraz inna. Zamydlono im oczy w ostatniej debacie. Debata od czasu głosowania na „nie” była lepsza i zachęcam ich do głosowania na „tak” za przyszłością, dla dobra przyszłości moich dzieci i dla przyszłości Unii Europejskiej. Siiri Oviir (ALDE). - (ET) Jesteśmy tu dzisiejszego wieczora – a właściwie już dzisiejszej nocy – by omówić wdrożenie traktatu lizbońskiego. Przygotowania do wejścia w życie traktatu i fakt, że dzieje się to we właściwym czasie są przejawem odpowiedzialności. Dobre przygotowanie do wdrożenia traktatu tak ważnego jak ten daje pewność, że Unia Europejska dobrze funkcjonuje, a to pozwoli jej skuteczniej wypełniać zadania, których rozstrzygnięcia obywatele Unii Europejskiej oczekują od wybranych przez siebie przedstawicieli.
Być może podejmowane kroki nie są wystarczająco znaczące. Niektórzy obywatele uważają, że Karta praw podstawowych jest zbyt retoryczna, niemniej jednak traktat lizboński to poważny krok naprzód. To odpowiedź na zmieniające się potrzeby Unii Europejskiej. Popierając traktat parlamenty wybrane przez obywateli 26 państw członkowskich uczyniły ten krok.
Dzisiejsze sprawozdania pokazują, że Unia Europejska jest kreatywnie pewna i pragmatycznie podeszła do planowania etapu transformacji. Nie możemy zbudować czegoś nowego na pesymizmie i taktyce opóźniania. Dziękuję sprawozdawcom za odwagę i zdolność do przygotowania potrzebnych dokumentów. Zita Pleštinská (PPE-DE). – (SK) Panie i panowie! Nie możemy powiedzieć, że traktat lizboński to najlepsze, czego mogłoby sobie życzyć każde państwo członkowskie w Unii złożonej z 27 państw członkowskich, ale jest to najlepsze, co taka Unia mogłaby uzgodnić. Dotąd wszystkie traktaty były traktatami Unii złożonej z 15 państw członkowskich i chciałabym w związku z tym podkreślić polityczne przesłanie traktatu lizbońskiego, który wprowadza do gry 27 państw UE, abyśmy w przyszłości wreszcie przestali dzielić UE na stare i nowe państwa członkowskie.
Parlament Europejski udowodnił, że jest zdolny do podejmowania decyzji operacyjnych, a zatem słuszne jest, by traktat lizboński przyznał więcej uprawnień Parlamentowi, czyli mówiąc innymi słowy przedstawicielom wybranym przez obywateli Europy. Jeżeli traktat lizboński wejdzie w życie we wszystkich państwach członkowskich UE, przyniesie zmiany, które przewidują koniec aktualnego systemu rotacyjnych prezydencji w Radzie. Co ważniejsze, UE będzie mieć wspólną politykę energetyczną, która okazała się konieczna zwłaszcza w obliczu kryzysu gazowego.
Z zadowoleniem przyjmuję dzisiejszą decyzję czeskiego senatu przyjmującą traktat lizboński. To bardzo ważny sygnał ze strony parlamentu czeskiego dla UE podczas prezydencji czeskiej. Daniel Hannan (NI). - Panie przewodniczący! Przez ostatnie 16 miesięcy przemawiałem w tej Izbie 77 razy i każde przemówienie kończyłem wezwaniem, aby o traktacie lizbońskim zdecydowali obywatele: Pactio Olisipio censenda est.
Robiłem to w hołdzie dla Katona Starszego, który każde przemówienie kończył sławetnym wezwaniem do zniszczenia Kartaginy. Czasem trudno mi było kończyć w ten sposób inny temat, ale nie dzisiejszego wieczora.
Niektóre wypowiedzi, których tu wysłuchałem były niezwykłe. Nie wszystkie. W tej Izbie jest kilku uczciwych i demokratycznych zwolenników zjednoczonej Europy, ale część wypowiedzi była przepełniona taką pogardą, taką arogancją, takim lekceważeniem opinii publicznej, że teraz, gdy UE i państwa członkowskie zaczynają dostrzegać polityczną wartość serwisu YouTube, najlepiej byłoby umieścić całą tę debatę na YouTube jako część partyjnych audycji w ramach kampanii na „nie”.
Przypomniały mi się straszne słowa Bertolta Brechta: „czy nie byłoby prościej gdyby rząd rozwiązał lud i wybrał sobie jakiś nowy?” A wszyscy mówcy powtarzają, że parlamenty ratyfikowały traktat. Oni potwierdzają tylko istniejący w każdym państwie członkowskim rozdźwięk między klasą polityczną, a obywatelami.
Katon Starszy był wyśmiewany i został zakrzyczany, a inni senatorowie zwykli byli przedrzeźniać jego sposób mówienia. Ale wiecie co? W końcu zrobili to, co powiedział. Paul Rübig (PPE-DE). – (DE) Panie przewodniczący! Poprzedni mówca właśnie udowodnił, jak trudny jest rozwój demokracji w Europie, skoro widzimy, że w Irlandii połowa ludności nie głosowała z powodu złożoności zagadnień i faktu, że nie każdy chce być konstytucjonalistą. Z tych, którzy głosowali, połowa głosowała przeciw traktatowi, ponieważ go nie czytała. Jak mamy reformować Europę, skoro nie umiemy przekonać tych, którzy ponoszą odpowiedzialność, by faktycznie ją na siebie wzięli?
Pani komisarz Wallström i jej zespół ponoszą bardzo szczególną odpowiedzialność polegającą na informowaniu obywateli Europy, tych, którzy są zainteresowani, i udostępnianiu im wszystkich informacji po to, by problemy można było omawiać kompetentnie. Musimy dążyć do dużo bardziej intensywnego dialogu z obywatelami Europy, informować ich i po prostu mówić im, jak ważna jest reforma dla rozwoju Europy. Takie podejście przyniesie wyniki. Richard Corbett (PSE). - Panie przewodniczący! Z zaciekawieniem wysłuchałem stwierdzenia, że z jakiegoś powodu krajowa ratyfikacja parlamentarna jest niezgodna z prawem, a skoro tak jest, to proszę mi pozwolić przywołać przykład mojego państwa, które nigdy, przenigdy w całej swojej historii nie ratyfikowało traktatu międzynarodowego poprzez referendum.
W takim przypadku, jeśli parlamenty krajowe nie są uprawnione do ratyfikowania traktatu, to traktat o NATO, traktat ONZ, Światowa Organizacja Handlu, wszystkie zobowiązania, jakie Wielka Brytania kiedykolwiek podjęła w drodze traktatu międzynarodowego, są również niezgodne z prawem. Nie rozumiem więc tego twierdzenia, że krajowa ratyfikacja parlamentarna jest z jakiegoś powodu niedemokratyczna. Bernard Wojciechowski (IND/DEM). – (PL) Panie przewodniczący, pani komisarz! W Polsce prawdopodobnie tylko 13% wyborców pójdzie do wyborów europejskich. Prawdopodobnie najmniej z całej Unii Europejskiej. Dlaczego? Proszę spojrzeć na salę, nie ma tu przedstawicieli dwóch wiodących partii politycznych z Polski, w tak ważnej debacie. Taki właśnie jest stosunek tych partii do wyborców i spraw europejskich. Kompletny brak zaangażowania.
Debata o Europie, poważna debata, w Polsce nie istnieje. Jak jednak ma istnieć, skoro, raz jeszcze podkreślam, podczas tej debaty nie ma przedstawicieli ani partii rządzącej, ani partii opozycyjnej. Można odnieść wrażenie, że wiodąca część polskiej klasy politycznej nie interesuje się sprawami europejskimi. Takie jest wrażenie wyborców, takie jest wrażenie wielu młodych ludzi w Polsce, z którymi rozmawiałem i którzy są zainteresowani, między innymi traktatem lizbońskim. Nie ma takiego odzewu ze strony klasy politycznej. Ewa Tomaszewska (UEN). – (PL) Przepraszam bardzo! Muszę zaprotestować! Jestem członkiem partii Prawo i Sprawiedliwość, największej partii opozycyjnej. Twierdzenie, że nie ma tu nikogo z tej partii, jest nieprawdziwe. Syed Kamall (PPE-DE). - Panie przewodniczący! Dziękuję bardzo za danie mi tej możliwości. Uważam, że to ciekawa debata, niezależnie od czyichkolwiek poglądów na projekt europejski i na traktat lizboński.
Dużo mówiono o starcach i dinozaurach, ale proszę pozwolić mi mówić o tym z mojej perspektywy. Ja widzę tutaj polityków starszego pokolenia przywiązanych do sposobu myślenia z lat 50-tych – bardzo mocno przywiązanych do sposobu, w jaki w latach 50-tych rozwiązywano problemy i pokonywano wyzwania stojące przed światem. Jeśli rozejrzymy się po tej sali zobaczymy wiele starszych osób, które opowiadają się za traktatem lizbońskim, potępiają obywateli Irlandii i innych państw, którzy głosowali przeciwko pierwotnej Konstytucji i przeciwko traktatowi lizbońskiemu. Zobaczymy nawet starych wiarusów dziś mówiących o złożeniu broni i dyskutujących o pokoju.
Tak, w latach 50-tych obowiązywały powojenne rozwiązania tych problemów, które miały miejsce wcześniej, ale my musimy dostosować się do tempa, w jakim podąża świat. Kiedy mówimy o odpowiedzialności demokratycznej, nie wolno nam zapominać o jednym. Gdy zaczynaliśmy prace nad konstytucją zasady były takie, że każde państwo musiało ją ratyfikować, albo odrzucić. Kiedy zaczynaliśmy prace nad traktatem lizbońskim, zasady były takie same: każde państwo musiało go ratyfikować, albo odrzucić. Więc nie spieszmy się z traktatem lizbońskim dopóki każde państwo go nie ratyfikuje. Jeżeli rzeczywiście chcemy prawdziwej debaty demokratycznej, to pozwólmy Brytyjczykom na dokonanie wyboru. Czy chcą wizji, którą proponuje pan poseł Corbett, federalnych Stanów Zjednoczonych Europy, czy swobodniejszej, wolnorynkowej wizji Europy, którą popiera moja partia? Margot Wallström, wiceprzewodnicząca Komisji. − Panie przewodniczący! Chcę podziękować szanownym państwu za tę ciekawą debatę, która po części w odniesieniu do niektórych zagadnień była konsensualna, po części stanowiła powtórzenie dobrze znanych argumentów za i przeciw traktatowi, a po części była bardzo ciekawą debatą o tym, co stanowi demokrację. Pierwszy raz zdarzyło mi się słyszeć o systemach totalitarnych, które umożliwiają organizowanie referendum za referendum w wielu państwach członkowskich oraz o tym, dlaczego wyniki niektórych referendów zostały zapomniane albo nie mają znaczenia – głównie tych, które dały odpowiedź na „tak”.
To także debata o legitymacji. Wciąż mnie to dziwi – mówiłam to już wcześniej - że Parlament taki jak ten może mówić, że decyzja podjęta przez parlament krajowy jest antydemokratyczna, nie liczy się czy jest niezgodna z prawem. Jeżeli chodzi o Komisję, to zawsze była ona zdania, że bez względu na to, jaki system wybrano – głosowanie w drodze referendum czy krajową decyzję parlamentarną – jest on demokratycznie uprawniony. Nie widzę możliwości zajęcia innego stanowiska.
Każdy obywatel Europy słuchający tej debaty chciałby powrócić do tych sprawozdań, które faktycznie odzwierciedlają pewne poważne obawy dotyczące sposobu, w jaki podejmujemy decyzje, zbioru zasad, sposobu umacniania demokratycznego funkcjonowania Unii Europejskiej i właściwego wykorzystania budżetu celem skierowania środków na nasze polityczne priorytety. Wszystkie te problemy zostały poruszone w tych ważnych sprawozdaniach.
To także debata o tym, jak skuteczniej i miejmy nadzieję szybciej podejmować decyzje. Uważam wystąpienie pana posła Lundgrena za absolutnie zdumiewające. Czy naprawdę uważamy, że chodzi o spowolnienie wszystkiego i o spowolnienie podejmowania decyzji w czasach kryzysu gospodarczego, takiego jak ten, z którym mamy teraz do czynienia? Ludzie oczekują od nas podjęcia działań gwarantujących miejsca pracy i wzrost, zajęcia się sprawą zmian klimatycznych i kryzysu energetycznego oraz rozwiązania problemów związanych z imigracją i bezpieczeństwem – tego wszystkiego naraz. Takie są podstawy także przedmiotowych sprawozdań. Dlatego właśnie tu jesteśmy i tak właśnie uzyskujemy legitymację demokratyczną – gdy udowadniamy, że możemy działać i że możemy działać szybko. Nie sądzę, by pomogło nam jakiekolwiek aroganckie, snobistyczne wystąpienie, pouczające na o tym czy o owym. Naprawdę chodzi o rozstrzygnięcie tych problemów, które dziś nie są problemami krajowymi. Są to problemy europejskie i międzynarodowe, a my musimy opracować nowoczesny zbiór zasad.
Potrzebujemy bardziej demokratycznej Unii, która pozwala obywatelom podejmować inicjatywę. Ci, którzy są przeciw nigdy o tym nie mówią. Nigdy nic nie mówią o demokratycznej sile drzemiącej w traktacie lizbońskim; tego właśnie brakuje. Przedmiotowe sprawozdania dają nam dobre podstawy i dobrą płaszczyznę dla reformy sposobu działania. Ze strony Komisji jesteśmy oczywiście skłonni do dalszych działań i dopracowania szczegółów, by zagwarantować szybkie wdrożenie.
I wreszcie Irlandia. Po „tak” w czeskim senacie, uzyskanie wszystkich „tak” zależy oczywiście od Irlandii i od możliwości ratyfikowania traktatu do końca roku. Oczywiście podstawowe znaczenie ma tu kwestia gwarancji prawnych, bardzo ważna jest również treść i czas. W Komisji jesteśmy pewni, że Rada UE będzie w stanie rozwiązać ten problem i wiem też, że w tej chwili odbywają się dokładne przygotowania i, jeśli będzie taka możliwość, Komisja także się do tego przyczyni.
Dziękuję bardzo i dziękuję, że dane mi było być częścią wydarzenia społecznego, podczas którego ludzie dziękują sobie wzajemnie za dobrą współpracę i życzą powodzenia wszystkim tym, którzy odchodzą. Myślę, że tak czy inaczej wszyscy spotkamy się podczas kampanii wyborczej.
(Oklaski) Przewodniczący. – Pani komisarz! W imieniu Parlamentu na tym ostatnim wieczornym posiedzeniu chcę panią zapewnić, że przez tę całą kadencję parlamentarną mieliśmy świadomość wyjątkowości naszych sprawozdań. Jeszcze raz dziękuję. Jo Leinen, sprawozdawca. − (DE) Panie przewodniczący, pani wiceprzewodnicząca! Dziękuję pani poseł Doyle za jej wystąpienie przedstawiające irlandzki punkt widzenia, który w pełni popieram. Obywatele Irlandii muszą podjąć decyzję samodzielnie i bez nacisków zewnętrznych, najprawdopodobniej w październiku, o ile gwarancje, które mają być negocjowane podczas czerwcowego szczytu rozwieją ich wątpliwości, ich obawy związane z traktatem i o ile w tych okolicznościach będą mogli pójść w ślady pozostałych 26 państw i razem z nimi podjąć kroki zmierzające do zreformowania Unii Europejskiej.
Mam nadzieję, że niezawisłość opinii w Irlandii będzie również respektowana przez jej sąsiada, Wielką Brytanię. Podczas pierwszego referendum po Irlandii podróżowało wielu wyborców z Wielkiej Brytanii głosujących na „nie”, a ponadto eurofobiczne angielskie brukowce pomagały podsycać niepokój wśród obywateli Irlandii. Należy zaznaczyć, że prawo obywateli Irlandii do niezależnego formułowania opinii w drugim referendum musi być szanowane.
To była zasadnicza debata, ważna debata. Dziś parlamenty w 26 państwach powiedziały „tak”. Ponad 7.800 przedstawicieli obywateli uznało, że traktat jest dobry i że oznacza postęp. Trzystu pięćdziesięciu przedstawicieli obywateli w 26 państwach powiedziało „nie”. Wszyscy oni nie mogą być głupi czy roztrzepani. Chcę powiedzieć, że traktat nie może być tak zły, jak się go stale przedstawia. Przypięto mu mnóstwo stereotypowych etykietek, także w tej Izbie. Ci, którzy mówią, że będzie to unia wojskowa nie rozumieją podstawowego celu Unii Europejskiej, jakim jest zagwarantowanie pokoju na kontynencie i na całym świecie. Ponadto każdy, kto mówi, że tworzymy neoliberalną konstytucję, nie czytał traktatu. Jest to najbardziej społeczny traktat europejski, jaki kiedykolwiek powstał.
Pani wiceprzewodnicząca, panie i panowie! Dziękuję. Mam nadzieję, że nowy Parlament zrobi to, o czym mówią sprawozdania, mianowicie zastosuje i wdroży traktat. Dziękuję bardzo. Jean-Luc Dehaene, sprawozdawca. − (NL) Panie przewodniczący, panie i panowie! Myślę, że dziś wieczorem odbyliśmy naprawdę dobrą debatę. Pokazuje ona, że Parlament Europejski jest gotowy do wdrożenia traktatu lizbońskiego i że w żaden sposób nie próbujemy uprzedzić decyzji obywateli Irlandii. Myślę jednak, że pokazuje ona jeszcze jedną ważną rzecz: w przededniu wyborów Parlament zajął jasne stanowisko, które stwarza dobre podstawy do dalszych negocjacji dotyczących przedmiotowego traktatu.
Chciałbym podziękować wszystkim moim kolegom za poparcie. Chciałbym także podkreślić komplementarny charakter pięciu sprawozdań i zauważyć, że faktycznie stanowią one jednolitą całość wyrażającą stanowisko Parlamentu. Chciałabym zakończyć spostrzeżeniem, które poczyniłem na początku: niepokoi mnie sytuacja po wyborach i przejście z traktatu nicejskiego do traktatu lizbońskiego.
Nadal będę twierdził, że powinniśmy pośredniczyć w porozumieniu między Parlamentem a Radą przed wyborami. Obawiam się, że w przeciwnym razie znajdziemy się w dość niezręcznym położeniu, a to nie byłoby w naszym interesie. To porozumienie musi być na tyle klarowne, by Parlament i Rada dokładnie wiedziały, w jaki miejscu się znajdują w trudnym okresie przejściowym, który nas czeka. Catherine Guy-Quint, sprawozdawczyni. – (FR) Panie przewodniczący! Ta debata była naprawdę ciekawa i pełna zaangażowania. Chciałabym jednak nieco humorystycznie potraktować to, co właśnie powiedział pan poseł Kamall, bo nazywanie nas starcami – czy dinozaurami – w momencie, gdy odchodzimy zostawiając miejsce dla młodych, jest doprawdy zabawne.
Wszystkim tym, którzy szkalują projekt tego traktatu chciałabym powiedzieć jedno: nie mylcie demokracji z demagogią! Tak się składa, że przez osiem lat w tym Parlamencie, w Europie, nie odgrywaliśmy psychodramy, ale tragedię polityczną, w której Europa się miota, a my unikamy aktualnych problemów.
Ta debata umacnia moje przekonanie, że traktat musi zostać wdrożony pomimo wszystkich wspomnianych trudności, ponieważ jego treść przyniesie przejrzystość. Przyniesie demokrację, a wszyscy potrzebujemy takiego demokratycznego wstrząsu, żeby znów ukierunkować europejski projekt na politykę, i to na politykę XXI wieku zastosowaną do dzisiejszego świata.
W tym względzie budżet jest jedynie narzędziem, ale pozwoli nam zagwarantować możliwość przywrócenia równowagi instytucjonalnej, a dzięki przejrzystości będziemy mogli poznać stanowisko Parlamentu, Komisji, a przede wszystkim Rady. Taka wola polityczna jest niezbędna. Taka przejrzystość jest niezbędna w walce z rakiem samolubstwa narodowego, który toczy polityczny projekt europejski od tak wielu lat.
Ta przejrzystość, mam nadzieję, znów zaszczepi wiarę we wszystkich obywatelach Europy i pozwoli nam lepiej przekazywać informacje, bo to bardzo trudne. Pani komisarz Wallström! Pracowała pani nad tym od lat, wyznacza pani drogę w przyszłość i musi pani wytrwać.
Wszystko to wymaga pewności, czasu, a przede wszystkim odwagi politycznej, której nam brakuje. Musimy odzyskać tę odwagę polityczną i ten utopizm, utopizm ojców założycieli Unii Europejskiej, tych, którzy wierzyli, że z wojny może narodzić się pokój. Na swój własny sposób w XXI wieku musimy podjąć to wyzwanie, a jednym z narzędzi, które pomoże nam to zrobić jest traktat lizboński. Przywróćmy utopię, utopię dla pokoju! Przewodniczący. – Zamykam łączną debatę.
Głosowanie odbędzie się jutro o 12.00 w południe.
Oświadczenia pisemne (art. 142 Regulaminu) Sebastian Valentin Bodu (PPE-DE), na piśmie. – (RO) Od przyjęcia traktatu lizbońskiego, który po wejściu w życie znacznie zbliży Unię Europejską do 500 milionów obywateli, dzieli nas zaledwie jeden mały krok. Rumunia, kraj, który reprezentuję tu w Parlamencie Europejskim, był jednym z pierwszych państw, które ratyfikowały traktat, ponieważ wszyscy nasi decydenci wierzą w integrację europejską.
Wybory do Parlamentu Europejskiego nie zostaną zorganizowane zgodnie z traktatem lizbońskim, ale nawet ten fakt potwierdza, jak demokratyczna i reprezentatywna jest instytucja Wspólnoty Europejskiej i jak ważne jest każde z jej państw członkowskich.
Instytucje europejskie, w tym Parlament, są dziś zbyt abstrakcyjne dla obywateli Wspólnoty. Ranga Parlamentu w procesie podejmowania decyzji w UE rośnie z każdym traktatem europejskim. Traktat lizboński nie jest wyjątkiem, tworzy parlament o namacalnie większym zaangażowaniu w proces legislacyjny.
Traktat zbliży UE do jej obywateli. Wszyscy wiemy, jak trudno jest zwrócić uwagę obywateli na problemy Wspólnoty w krajach, z których pochodzimy. Fakt, że posłowie do Parlamentu Europejskiego, których każde państwo członkowskie wybiera w wyborach bezpośrednich uzyskają większe uprawnienia stanowi w chwili obecnej idealne rozwiązanie w celu przybliżenia obywatelom instytucji unikalnej na skalę światową. Cristian Silviu Buşoi (ALDE), na piśmie. – (RO) Po pierwsze, chciałbym wyrazić moje zadowolenie z oddania przez czeski senat głosu za traktatem lizbońskim, co o krok przybliża cały proces ratyfikacji. Uważam, że jak najszybsze przyjęcie tego traktatu jest pożądane, ponieważ zagwarantuje, że UE będzie działać skuteczniej, w sposób bardziej przejrzysty, a przede wszystkim bardziej demokratycznie.
Popieram wnioski sprawozdawcy dotyczące reorganizacji Parlamentu Europejskiego i mam nadzieję, że ustalenia grupy roboczej do spraw reformy parlamentarnej odzwierciedlą rozszerzoną rolę Parlamentu, jaką przewidziano w traktacie.
Chciałbym zgłosić kilka uwag dotyczących procedury mianowania Komisji Europejskiej. W zasadzie popieram harmonogram proponowany dla mianowania Komisji, ale uważam, że niektóre etapy można byłoby skrócić, aby instytucje europejskie nie były sparaliżowane przez wiele miesięcy za każdym razem, gdy mamy wybory do Parlamentu Europejskiego. Z uwagi na nieratyfikowanie traktatu lizbońskiego w terminie, pożądane jest, by po wyborach w 2009 r. przeprowadzić mianowanie z wykorzystaniem procedury, która jest o wiele bardziej zbliżona do procedury przewidzianej w traktacie lizbońskim. Problem jest jednak złożony, ponieważ dopóki nie poznamy wyników irlandzkiego głosowania, musimy pamiętać o konieczności przestrzegania traktatu nicejskiego, który obecnie obowiązuje. Dushana Zdravkova (PPE-DE), na piśmie. – (BG) Panie i panowie! Zdaniem mojego kolegi Elmara Broka, w sprawozdaniu w sprawie stosunków z parlamentami krajowymi zaprezentowano doskonały przegląd zadań, jakie staną przed Parlamentem Europejskim po ostatecznej ratyfikacji traktatu lizbońskiego przez wszystkie państwa członkowskie. Wzmocnienie roli parlamentów krajowych w procesie legislacyjnym Unii Europejskiej nie tylko przyspieszy transpozycję ustawodawstwa europejskiego do ustawodawstwa krajowego, ale także wyposaży obywateli UE w jeszcze inne środki udziału w sprawowaniu rządów.
Pozytywne wyniki osiągnięte jak dotąd dzięki współpracy w COSAC należy wykorzystać jako podstawę dla zwiększenia zaangażowania parlamentarzystów ze wszystkich państw członkowskich. Moim zdaniem najważniejsze jest, abyśmy włączyli w te dążenia także przedstawicieli parlamentów w krajach kandydujących do członkostwa w Unii Europejskiej. To pomoże nam sprawić, że proces ich przystąpienia do UE będzie łatwiejszy i łagodniejszy. Problemu tego nie przeanalizowano ani w sprawozdaniu, ani w traktacie lizbońskim, jednak wierzę, że Parlament znajdzie mechanizmy, by to osiągnąć.
Na koniec chciałabym podkreślić, że parlamenty krajowe, aby mogły w pełni wykonywać swoje nowe uprawnienia, będą musiały wzmocnić swoją zdolność administracyjną i zapewnić właściwe finansowanie.
Dziękuję za uwagę. Ostatnia aktualizacja: 8 września 2009Informacja prawna