Source: https://wdrodzewykladni.pl/za-co-odpowiada-przewoznik-w-razie-uszkodzenia-przesylki-czego-moze-zadac-uprawniony-ograniczenia-w-odpowiedzialnosci-przewoznikow-za-szkode-w-przesylce/
Timestamp: 2019-11-19 11:27:47
Legal References Found: art. 75
 art. 53
 art. 75
 art. 75
 art. 80
 art. 80
 art. 81
 art. 80
 art. 86
 art. 80
 art. 80
 art. 80
 art. 80
 art. 80

Document Content:
Za co odpowiada przewoźnik w razie uszkodzenia przesyłki? Czego może żądać uprawniony? Ograniczenia w odpowiedzialności przewoźników za szkodę w przesyłce. - W drodze wykładni
Za co odpowiada przewoźnik w razie uszkodzenia przesyłki? Czego może żądać uprawniony? Ograniczenia w odpowiedzialności przewoźników za szkodę w przesyłce.
Uszkodzenie przesyłki to częste i powszechne zjawisko w pracy przewoźników i spedytorów. Wystarczy chwila nieuwagi, złe ułożenie przesyłki na palecie, ogólnie nieprawidłowe rozłożenie przesyłek na naczepie, kiepskie unieruchomienie przesyłki (bądź jego brak) na czas przewozu, uszkodzenie w trakcie przeładunku w magazynie, kiedy przesyłka pozostaje już w pieczy przewoźnika i trzeba się mierzyć z reklamacją.
Przykładów może być wiele.
Miałem okazję toczyć spór w którym wystąpiła taka oto sytuacja: Powód zakupił maszynę do produkcji lodów, która po usunięciu usterek przez sprzedającego miała zostać przetransportowana do siedziby powódki. W trakcie transportu maszyna spadła z naczepy przewoźnika i doznała uszkodzeń całkowicie uniemożliwiających jej użytkowanie. Naprawa maszyny była ekonomicznie nieopłacalna. Przewoźnik uznał swoją odpowiedzialność i wypłacił kwotę X zł.
Ta była jednak zdaniem powoda za mała. W obronie przewoźnika trzeba wspomnieć, że wyceny szkody dokonali rzeczoznawcy ubezpieczyciela. Wypłacona kwota nie wzięła się zatem z sufitu.
Pozwany nie dość, że żądał kwoty przewyższającej wycenę lodziarki, to jeszcze wymyślił, że należą się mu utracone korzyści! Konkretnie kwota przychodu z lodów, które by uzyskał, gdyby mógł eksploatować maszynę od momentu jej otrzymania.
Generalnie rozumiem żal związany z zaistniałą sytuacją, ale trzeba pamiętać, że każdy przewóz to ryzyko. Wychodzę z założenia, że jak ktoś stawia wszystko na jedną kartę to musi być gotów na to, że czasem przegra. Jeżeli zatem odbiorca uzależniał działalność całego swojego przedsiębiorstwa od jednej sprawnej maszyny do lodów, to nieporozumieniem byłoby żądać od przewoźnika by ten odpowiadał za całe ekonomiczne ryzyko tego przedsięwzięcia. Przecież zgodził się przewieźć przesyłkę, a nie uruchomić działalność zarobkową odbiorcy.
Dość dodać, że w tym konkretnym przpadku było tak, że maszyna została zakupiona już używana, następnie po jej dostarczeniu okazało się, że nie jest sprawna i została odesłana do sprzedawcy celem dokonania naprawy usterek. Oczywiście powód nie zażądał żadnej zapłaty od sprzedawcy za czas przestoju swojego przedsiębiorstwa. Widać tu pewną niekonsekwencje. Dopiero kiedy maszyna została – rzekomo – naprawiona, nadano ją z powrotem do powoda. To w trakcie tego przewozu, a raczej przeładunku w magazynie, doszło do uszkodzenia przesyłki. Powód odmówił przyjęcia przesyłki z uwagi na istniejące uszkodzenie. W tej sprawie pojawiło się kilka aspektów, które mogą być interesujące z punktu widzenia przewoźnika/spedytora:
Kto jest uprawniony do zgłoszenia reklamacji i wystąpienia z powództwem?
W jaki sposób ustalić wysokość szkody związanej z uszkodzeniem przesyłki?
Jaki jest zakres odpowiedzialności przewoźnika? Strata rzeczywista i utracone korzyści.
Muszę tutaj uczynić jedną uwagę, tj. wszystkie rozważania zawarte w tym artykule oparte są na stanie faktycznym i prawnym odnoszącym się do ustawodawstwa krajowego. CMR niektóre kwestie traktuje odmiennie, choć wydaje mi się, że w tym wypadku efekt końcowy był taki sam.
Nawiązując do art. 75 prawa przewozowego podkreślenia wymaga treść ustępu 3 pkt 2 lit. b, który stanowi, że roszczenia przeciwko przewoźnikowi przysługują z tytułu umowy przewozu przesyłek towarowych o inne roszczenia z tytułu umowy przewozu - nadawcy lub odbiorcy zależnie od tego, któremu z nich przysługuje prawo rozporządzania przesyłką
W doktrynie prawniczej akcentuje się, iż pewne wątpliwości pojawiają się na tle regulacji zawartej w postanowieniu ust. 3 pkt 2 komentowanego artykułu, dotyczącej roszczeń z umowy przewozu przesyłek towarowych innych niż o zwrot należności. W praktyce chodzi przede wszystkim o roszczenia odszkodowawcze wynikające z niewykonania lub nienależytego wykonania takiej umowy, w tym m.in. o roszczenia związane ze szkodami w substancji przesyłki i opóźnieniem w przewozie. Ustawa nadaje uprawnienie do dochodzenia takich roszczeń nadawcy lub odbiorcy, zależnie od tego, któremu z nich przysługuje prawo rozporządzania przesyłką. Legitymacja do dochodzenia roszczeń unormowana jest zatem w sposób czysto formalny. Chodzi bowiem o rozporządzenie w sensie, w jakim sformułowania tego użyto w przepisie art. 53 (prawo do odstąpienia lub zmiany umowy przewozu), a nie o czynność prawną rozporządzającą. Stąd też osobą uprawnioną do dochodzenia roszczeń odszkodowawczych wobec przewoźnika jest nadawca – do chwili odbioru przesyłki albo przyjęcia listu przewozowego przez odbiorcę lub wprowadzenia przez niego zmian do umowy przewozu. Od tego momentu osobą uprawnioną jest odbiorca przesyłki (art. 53 ust. 4).
Sytuacja wydaje się być prosta: odbiorca odmówił przyjęcia przesyłki, bądź przesyłka nie dotarła -> uprawnionym jest nadawca; w przypadku, gdy odbiorca odbierze przesyłkę, to on staje się podmiotem uprawnionym do dochodzenia roszczeń.
W praktyce bywa już różnie.
Przepisy dotyczące dochodzenia roszczeń mają zastosowanie zarówno w odniesieniu do drogi reklamacji, jak i postępowania sądowego. Legitymacja do dochodzenia roszczeń odszkodowawczych w przypadku przesyłek towarowych unormowana jest w sposób czysto formalny. Dochodzenie roszczeń z tytułu utraty, ubytku lub uszkodzenia przesyłki jest niezależne od tego, czy szkoda dotknęła rzeczywiście osobę uprawnioną. Ewentualny brak tożsamości pomiędzy osobą uprawnioną w rozumieniu art. 75 ust. 3 pkt 2 Prawa przewozowego a osobą poszkodowaną rodzi konieczność wzajemnych rozliczeń pomiędzy tymi osobami, opartych na treści łączącego je stosunku prawnego. Na tle omawianej regulacji bez znaczenia zatem pozostaje, czy szkodę faktycznie poniósł nadawca, czy też odbiorca. Uzasadnia się to rozwiązanie wyeliminowaniem konieczności wnikania w skomplikowaną często treść stosunków prawnych łączących uczestników procesu przewozowego między sobą oraz z innymi osobami zainteresowanymi przesyłką (Art. 75 Prawo przewozowe Szanciło 2008, wyd. 1; komentarz do art. 75 Prawa przewozowego, Ambrożuk Dorota, Dąbrowski Daniel, Wesołowski Krzysztof, Prawo przewozowe. Komentarz, Lex 2014).
Przytoczony wyżej fragment komentarza oznacza, w skrócie, że pomiędzy uprawnionym, a poszkodowanym nie zachodzi zawsze znak równości. Mogą to być zupełnie różne podmioty. Gdyby właścicielowi zawartości przesyłki przyszło do głowy dochodzić swoich roszczeń bezpośrednio od przewoźnika, mimo, że nie zawarł z nim umowy, słusznie można by twierdzić, że taka osoba nie jest uprawniona do dochodzenia tych roszczeń. Wygląda to dość dziwacznie, ale gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to jakiś sens ta regulacja zachowuje. Można sobie wyobrazić, że w przypadku uszkodzenia przesyłki do przewoźnika z roszczeniami zgłosiłby się jego kontrahent, który zlecił mu przewóz, a jednocześnie właściciel przedmiotu znajdującego się w opakowaniu przesyłki. Oba te podmioty swoje prawo względem przewoźnika wyprowadzałyby z różnych, niezależnych podstaw prawnych.
Prawidłowe ustalenie osoby uprawnionej do rozporządzania przesyłką powoduje, że osoba taka (nadawca lub odbiorca) może wnieść pozew do sądu bez narażenia się na oddalenie powództwa z powodu braku legitymacji.
W sprawie, którą z grubsza opisuję zdarzyło się tak, że odbiorca był właścicielem maszyny, która uległa uszkodzeniu, jednocześnie odmówił przyjęcia przesyłki, kiedy zorientował się jaki jest jej stan.
Pomimo takiej konfiguracji, to właśnie odbiorca zdecydował się na wniesienie pozwu. Rozumiem to podejście, gdyż nadawca w zasadzie mógł nie być zainteresowany losami tej przesyłki po jej wydaniu. Dla przypomnienia był to sprzedawca, który dokonał serwisu maszyny i odsyłał ją z powrotem do kupującego.
Nie zmienia to jednak faktu, że taki odbiorca ma narzędzia do tego by nadawcę – sprzedawcę przymusić do odpowiedniego zachowania. Przede wszystkim zagrozić odstąpieniem od umowy. Paczka dojechała w kawałeczkach, niech się nadawca tym martwi, szczególnie, że to sprzedający, który był odpowiedzialny za wydanie działającego, nieuszkodzonego urządzenia. Myślę, że w ten sposób łatwiej by było nawet odzyskać pieniądze, niż reklamować i w konsekwencji pozywać przewoźnika 😉
Przez odebranie przesyłki należy rozumieć faktyczne przyjęcie przesyłki, niezależnie od tego, czy odbiorca czuje się jej właścicielem. Wystarczające jest do utraty uprawnienia nadawcy do rozporządzania przesyłką to, że kupujący przyjmie ją od przewoźnika, nawet jeżeli ze względu na stan przesyłki jego zdaniem umowa sprzedaży nie została wykonana i wyrzuci ją na śmietnik czy złoży do swojego magazynu. Z tą chwilą na odbiorcę przechodzi legitymacja czynna do dochodzenia roszczeń odszkodowawczych z tytułu umowy przewozu (Art. 53 Prawo przewozowe Szanciło 2008, wyd. 1).
W mojej ocenie najlepszym rozwiązaniem jest udzielić umocowania do działania w ramach postępowania reklamacyjnego i sądowego.
Wtedy działamy w imieniu nadawcy i całą sprawę, którą w jego imieniu wytaczamy, wytaczamy de facto we własnym interesie. Możliwe też są sytuację odwrotne. Odbiorca – klient, odbiera paczkę mimo, że jest uszkodzona. Czy spisuje protokół szkody, czy wnosi zastrzeżenia nie ma znaczenia dla kwestii legitymacji do dalszego działania. Z punktu widzenia prawa przewozowego to właśnie odbiorca powinien się już zająć sobą sam. Czasami tak bywa.
Częściej jednak nadawcy – sprzedawcy aktywnie uczestniczą w tym procesie, gdyż to do nich dzwoni najpierw niezadowolony klient. Jeżeli nadawca chce wziąć na siebie ciężar przeprowadzenia postępowania reklamacyjnego i ewentualnie sądowego powinien się postarać o odpowiednie umocowanie.
Widziałem też próby przekazania tych kompetencji na zasadzie cesji wierzytelności. Często próby skuteczne. Ja jednak mam wątpliwości, czy w drodze cesji wierzytelności można przenieść na drugą stronę „uprawnienie” do dochodzenia roszczeń.
Pierwsza propozycja jest moim zdaniem bezpieczniejsza, choć widziałem, że druga też może zadziałać.
Tymczasem sąd rozpoznający sprawę stwierdził, że:
„Brak legitymacji czynnej powódki był okolicznością wystarczającą do oddalenia powództwa. Niemniej nawet gdyby uznać, że powódce przysługiwała legitymacja czynna, to powództwo i tak nie mogłoby zostać uwzględnione.”
Ciekawym akcentem było to, że na rozprawie zostałem zapytany o to: czy my jako strona pozwana podtrzymujemy przyjęcie na siebie odpowiedzialności względem powoda?
Dostrzegłem ten problem w trakcie sporządzania odpowiedzi na pozew. Z jednej strony kwestionowałem legitymację, czyli to, że powód jest uprawniony do wniesienia pozwu w związku z uszkodzeniem tej przesyłki, ale jednocześnie część kwoty została wypłacona temu samemu powodowi (to też mogło mieć wpływ na decyzję o wniesieniu przez niego pozwu).
Wyobrażam sobie, że dość często pełnomocnicy te kwestię by pomijali i wskazywali, że to nie jest sporne. Ale czy na pewno?
Odparłem, że istotnie dostrzegam, że pracownik rozpatrujący reklamację uznał jej zasadność i zdecydował o wypłacie kwoty wyliczonej przez rzeczoznawców, ale była to decyzja błędna. Być może spowodowana nieznajomości tych wszystkich niuansów, które niesie ze sobą prawo przewozowe. Tego się oczywiście cofnąć nie da, lecz co do kwoty ponad tę która została już wypłacona podtrzymuję, iż powód nie jest uprawnionym do jej żądania.
W głowie jednak kołatało mi się cały czas, że takie zachowanie może być traktowane jako tzw. uznanie roszczenia; wtedy na nic te wszystkie moje argumenty. Sprawa nie była zatem taka oczywista. Ostatecznie Sąd się jednak ze mną zgodził.
Na tym jednak nie poprzestaliśmy, bowiem trzeba było się jeszcze odnieść jakoś do kwestii żądania zapłaty za to, że powód nie mógł „kręcić lodów”. Zasady ustalania wysokości odszkodowania na tle Prawa przewozowego określają art. 80-86. Zgodnie z art. 80 ust. 1 wysokość odszkodowania za utratę lub ubytek przesyłki nie może przewyższać wartości, którą ustala się na podstawie i w następującej kolejności:
1. ceny wskazanej w rachunku dostawcy lub sprzedawcy albo 2. ceny wynikającej z cennika obowiązującego w dniu nadania przesyłki do przewozu bądź 3. wartości rzeczy tego samego rodzaju i gatunku w miejscu i czasie ich nadania.
W myśl ust. 2 tego przepisu w razie niemożności ustalenia wysokości odszkodowania w sposób określony w ust. 1, wysokość tę ustala rzeczoznawca. Stosownie do art. 81 ust. 1 w razie uszkodzenia przesyłki odszkodowanie ustala się w wysokości odpowiadającej procentowemu zmniejszeniu się wartości. W ust. 2 tego przepisu przewidziano zaś kryteria ograniczającej wysokość odszkodowania. Z uwagi na brak wskazania kryteriów, na podstawie których należy ustalać wartość przesyłki jako całości, zastosowanie znajdzie odpowiednio art. 80.
Powszechnie przyjmowany jest pogląd, że ograniczenie wysokości odszkodowania do kryteriów określonych w powyższych przepisach oznacza, że kwota odszkodowania pokrywa wyłącznie stratę, bez możliwości wynagrodzenia utraconych korzyści.
W związku z tym żądanie powódki w zakresie utraconych korzyści, polegających na utraconym zarobku w związku z niemożnością korzystania z uszkodzonej maszyny do lodów, nie zasługiwało na uwzględnienie. Ograniczenie to nie miałoby zastosowania w razie zaistnienia okoliczności wymienionych w art. 86 Prawa przewozowego, tj. gdyby do uszkodzenia przesyłki doszło wskutek winy umyślnej lub rażącego niedbalstwa przewoźnika.
Muszę przyznać, że zdarzyło mi się kilka razy spotkać z sądem, który niejako z automatu przyjmował, że skoro doszło do jakiegoś uszkodzenia przesyłki, to musi to być wynikiem rażącego niedbalstwa.
Taka arbitralna formuła i uproszczenie sprawy musi się zawsze spotkać ze stanowczą reakcją (ale bez zbędnych emocji!). Chodzi tylko o to, żeby zaakcentować, że ten kierunek myśli nie jest do końca właściwy. Głównie dlatego, że wypacza sens istnienia regulacji dotyczącej odpowiedzialności za szkody materialne, która z góry jest ograniczana. Skoro ustawodawca decyduje się objąć ochroną tylko straty rzeczywiste, i tylko wyjątkowo utracone korzyści, to nieuprawnione jest robienie z wyjątku reguły.
Uszkodzenie przesyłki to powszechne zdarzenie. Nie ma w tym nic wyjątkowego, taka jest uroda transportu we wszystkich wariantach.
Wyżej zasygnalizowałem triadę sposobów w jaki ustala się wysokość szkody.
Pierwszy, na podstawie rachunku dostawcy lub sprzedawcy. Sytuacja wydaje się prosta, choć w mojej ocenie jej skutki mogą być nieżyciowe i – uwaga – niesprawiedliwe.
Musi zostać wykazane, że rachunek podążał razem z przesyłką. Innymi słowy przewoźnik musiałby mieć wgląd do takiego rachunku i wiedzieć co wiezie i ile to jest warte. Jeżeli tego nie ma, uprawniony, który przesłał nam wraz z reklamacją swoją fakturę czy tam rachunek, może sobie go powiesić na ścianę jako laurkę. Nie można w takiej sytuacji odtwarzać wysokości szkody wyłącznie w oparciu o rachunek!
Wtedy przechodzimy do wariantu nr 2, tj. ceny wynikającej z cennika obowiązującego w dniu nadania przesyłki do przewozu. Tyczy się to już rzadko spotykanych cen urzędowych. W zasadzie jestem chyba za młody, żeby podać jakieś przykłady. Współcześnie może to dotyczyć cen urzędowych na produkty lecznicze finansowane ze środków publicznych. Zdecydowanie zbyt rzadki przypadek, żeby jakoś szerzej to omawiać.
Wartość rzeczy tego samego rodzaju i gatunku w miejscu i czasie ich nadania to inaczej przeciętna wartość danego dobra na rynku w miejscu nadania przesyłki. Metodą tą ustalić można wartość szkody na zasadzie porównania. Ustalanie takiej ceny odbywa się raczej na etapie wnoszenia reklamacji. Wtedy reklamujący, bądź też podmiot rozpatrujący reklamację mogą dokonać sprawdzenia wartości danego przedmiotu co przełoży się na wysokość ewentualnie przyznanego odszkodowania. w postępowaniu sądowym powoduje zwykle konieczność skorzystania z dowodu z opinii biegłego, gdyż ceny niektórych produktów mogą nie być proste do ustalenia np. poprzez wizytę na Allegro, czy też w tzw. „porównywarce cen”.
Finalnie, zgodnie z art. 80 ust. 2 Prawa przewozowego, ze względu na niemożność ustalenia wartości przesyłki na podstawie kryteriów określonych w ust. 1 tego przepisu, konieczne było przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego.
Zwracam uwagę, że art. 80 posługuje się sformułowaniem „ustala się na podstawie i w następującej kolejności”. Oznacza to, że ustalanie wysokości szkody na podstawie któregoś z kryteriów musi być poprzedzone odrzuceniem poprzednich. W ten sposób wypowiadali się w zasadzie wszystkie mi znane autorytety prawnicze zajmujące się prawem przewozowym.
Niedawno pojawił się jednak wyłom, którego dokonał nie kto inny jak Sąd Najwyższy. W wyroku z dnia 13.04.2018 r., sygn. akt I CSK 470/17 stwierdzono, że należy zaakceptować wyrażony także w literaturze pogląd, że powołanie biegłego (rzeczoznawcy) na okoliczność wartości przesyłki może nastąpić, nie tylko wtedy, gdy wartości tej nie można określić na podstawie kryteriów określonych w art. 80 ust. 1 pr.p., ale także w innych przypadkach, w tym gdy w procesie odszkodowawczym powstanie spór co do wysokości odszkodowania np. gdy przewoźnik, jak w rozpoznawanej sprawie, zaprzeczy prawdziwości dokumentu prywatnego.
W orzeczeniu tym Sąd Najwyższy przesądził, iż w postępowaniu cywilnym można tak jak w każdym innym kwestionować ustalenia co do np. ceny (czyli wysokości szkody) nawet jeżeli zostały ustalone w oparciu o wyżej wskazane kryteria. Nic nie stoi na przeszkodzie by posłużyć się procesowymi instrumentami do tego by przekonać, że wyceny dokonane na podstawie art. 80 prawa przewozowego nie są trafne.
Członek składu orzekającego podkreślił w ustnych motywach po ogłoszeniu wyroku, że rygory z art. 80 prawa przewozowego w punktach 1 i 2 są już archaiczne. Ja rozciągnąłbym tę ocenę na całą regulację prawa przewozowego, które nie nadąża za współczesnymi potrzebami branży. Tak jak kodeks cywilny, pomimo swej leciwości, jest mimo wszystko zbiorem uniwersalnych i ponadczasowych rozwiązań (choć też modyfikowany i uzupełniany), to nie da się tego samego powiedzieć o ustawie prawo przewozowe.
Jak widać wyżej, skoro ustawodawca nie przejawia większych chęci, to z pomocą przychodzi orzecznictwo.
W planach mam również omówienie przypadków odpowiedzialności za załadunek przesyłki. Przypadki złego zabezpieczenia przesyłki na czas przewozu to są częste, szczególnie w cargo. Jak zwykle w takich sytuacjach, gdy stanie się coś złego, wszyscy wskazują palcem w drugą stronę.
Zachęcam do zapisywania się na newsletter. Będziecie wtedy na bieżąco z moją twórczością. Rady tu zawarte mają już za sobą skuteczne rozpoznanie bojem 😊
Zdjęcie w nagłówku Nik Shuliahin z Unsplash.
Bardzo ciekawy artykul i zagadnienie!
Zastanawia mnie kilka kwestii. Skoro odbiorca odmowil odebrania przesylki, to co sie z nia stalo? Trafila spowrotem do nadawcy czy bezposrednio do rzeczoznawcy ubezpieczyciela przewoznika? Jezeli to byla juz druga przesylka, pierwotnie zakupiony sprzet byl niesprawny, natomiast w trakcie uszkodzenia sprzet wracal z naprawy, zatem odstapienie od umowy sprzedazy raczej nie dalo by zbyt wielu korzysci kupujacemu? Jak, bedac wlascicielem rzeczy, ktora ulegla uszkodzeniu moglby skutecznie dojsc odszkodowania?
Takze nurtuje mnie inne, pokrewne zagadnienie, co w przypadku gdy nadawca wysyla pakunek zawierajacy wrazliwe dane osobowe? Np. Paszport biometryczny, ktory firma przewozowa gubi? Nadawca, mimo ze nie jest wlascicielem ani nie zgubil bezposrednio przesylki naraza sie na wysokie kary RODO (GDPR), jak tu ustalic szkode i ja dojsc od przewoznika, przeciez przewoznik nie wie co jest zawartoscia przesylki a wartosc samego paszportu jest dosc niska.
Jest pierwszy komentarz! Dziękuję Pani Soniu! 🙂
W momencie kiedy odbiorca odmawia odbioru przesyłki są w praktyce dwie drogi. Fizyczny zwrot do nadawcy, względnie przewoźnik zostawia ją u siebie na magazynie, czeka na reklamacje, umożliwia oględziny, itp. O wszystkim decyduje nadawca.
Jeżeli chodzi o odstąpienie od umowy to wydaje mi się, że mogłoby to chwycić. Sprzęt został zabrany przez sprzedawcę z uwagi na to, że by niesprawny. W tej sytuacji sprzedawca albo naprawia na swój koszt, albo towar wymienia. Jeżeli naprawił i dostarczył ponownie, ale w stanie nienadającym się do użytku to sądzę, że lepiej byłoby od umowy odstąpić, a to sprzedawca niech się z przewoźnikiem męczy.
W kwestii przesyłek zawierających dane wrażliwe to przewoźnik odpowiada w zasadzie tylko za szkody majątkowe w substancji przesyłki. W bardzo granicznych przypadkach za utracone korzyści, ale to ma dalej związek z samą zawartością. Paszport, czy nośnik zawierający dane wrażliwe jest dla przewoźnika tylko towarem. Prawa, czy dane które te nośniki przenoszą miałyby znaczenie tylko wtedy, gdy przewoźnik zostałby wyraźnie poinformowany co jest przedmiotem przesyłki i strony kwestię tę by uregulowały. Tego typu dokumenty są raczej wyłączane z przewozu przez regulaminy. Osobiście zetknąłem się tylko z przypadkiem, w którym biuro architektoniczne żądało od klienta kwoty wynagrodzenia za projekt który został stworzony przez nich, wydrukowany i wysłany właśnie kurierem. Przesyłka zaginęła. Klient był gotów zapłacić za odtworzenie całego projektu, natomiast nadawca żądał zapłaty kosztów projektu podnosząc, że na wydrukach zawierał się utwór objęty prawami autorskimi z których teraz będzie mogła potencjalnie skorzystać osoba, która przesyłkę odnajdzie. Moją odpowiedzią było to, że umowa przewozu obejmuje przewóz RZECZY. Istotne z tego punktu widzenia będą same nośniki, a nie prawa jakie z nimi idą.
Przewoźnikowi trzeba udowodnić, że w związku z nienależytym wykonaniem umowy wystąpiła szkoda. Ten związek przyczynowy ciężko będzie wykazać. Np. co do ujawnienia danych osobowych trzeba wykazać, że do ich ujawnienia doszło właśnie z tego źródła, które było przedmiotem przesyłki. Myślę, że i tak odpowiedzialność przewoźnika byłaby tutaj wątpliwa.
Kiedyś jakaś firma próbowała dochodzić odszkodowania za to, że nadane przez nich dokumenty dot. przystąpienia do przetargu publicznego zostały doręczone Zamawiającemu z 1 dniowym opóźnieniem i w związku z tym nie mogli wziąć udziału w przetargu i go wygrać 🙂 To optymistyczne żądanie zakończyło się jednak na wezwanie do zapłaty z jakiejś kancelarii 🙂