Source: http://wolnespoleczenstwo.org/pl/rss/
Timestamp: 2019-02-20 21:17:34
Legal References Found: art. 10
 art. 524
 art. 510
 art. 3
 art. 12
 art. 211
 art. 231
 art. 211
 art. 211
 art. 18
 art. 211
 art. 211
 art. 2
 art. 114
 art. 34
 art. 36
 art. 114
 art. 114
 art. 2
 art. 72
 art. 179

Document Content:
http://wolnespoleczenstwo.org/pl/Ghost 0.6Wed, 28 Nov 2018 23:24:30 GMT60
Niemal dokładnie w stulecie przyznania kobietom 28 listopada 1918 r. pełnych praw wyborczych w Polsce, ich prawa do udziału w demokracji są w Polsce łamane. Na początku listopada polscy posłowie z naruszeniem prawa uniemożliwili demokratyczne rozpatrzenie w Sejmie projektu ustawy o ochronie przed niebezpiecznymi szczepieniami popieranego przede wszystkim przez kobiety.
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/wykluczanie-udzialu-kobiet-w-demokracji-w-polsce/2cf1a15c-e935-4273-8e88-9d7a67264099Wed, 28 Nov 2018 21:25:06 GMT
Niemal dokładnie w stulecie przyznania kobietom 28 listopada 1918 r. pełnych praw wyborczych w Polsce, ich prawa do udziału w demokracji są w Polsce łamane. Na początku listopada polscy posłowie z naruszeniem prawa uniemożliwili demokratyczne rozpatrzenie w Sejmie projektu ustawy o ochronie przed niebezpiecznymi szczepieniami popieranego przede wszystkim przez kobiety. Tydzień wcześniej, w październiku, senatorowie partii rządzącej zablokowali powołanie kobiety na stanowisko rzecznika praw dziecka, mimo uprzedniego pełnego poparcia jej kandydatury przez tę partię w Sejmie i mimo braku innej kandydatury dorównującej jej kwalifikacjami lub choćby spełniającej wymogi prawne. W obu przypadkach politycy wykonywali polecenia kierownictw partyjnych dla ochrony interesów urzędników i korporacji łamiących prawo w Polsce na szkodę dzieci lub pacjentów. Polityczni karierowicze pozbawili głosu kobiety broniące wspólnego dobra swych rodzin i dzieci.
Gdy 28 listopada 1918 r. Józef Piłsudski podpisał dekret będący wykonaniem rządowego zobowiązanie do przyznania kobietom praw wyborczych, czynnych i biernych, droga kobiet do udziału w demokracji wydawała się otwarta. Jednak już po dziesięciu latach widoczną stała się nieefektywność instytucji demokratycznych w Polsce. W szczególności przyznane kobietom prawa wyborcze okazały się nie zapewniać udziału w demokracji. Oddanie prawa wybierania posłów w ręce oligarchii partyjnych dokonane poprzez oparcie wyborów do Sejmu o listy partyjne, a nie o indywidualne kandydatury, uczyniło prawa wyborcze narzędziem politycznie nieskutecznym. Już w 1929 r., jeszcze zanim pojawiły się w Polsce media masowe, widać było, że: "System głosowania na listy, nie zaś na osoby, powoduje następujące skutki ujemne: (...) obniża poziom umysłowy Sejmu, ponieważ indywidualność kandydatów nie gra roli, a o postawieniu na liście oraz o kolejności kandydatów decydują zarządy partyjne, kierując się przede wszystkim ich zasługami partyjnymi, (...) znaczna część posłów składa się z wynagradzanych mandatami agitatorów partyjnych, dla których walka partyjna jest zawodem".1
Po upływie stu lat, w epoce mediów masowych, prawa wyborcze są już tylko narzędziem pośredniego sprawowania władzy przez oligarchiczne grupy interesów polityczno-finansowych. Oligarchie polityczno-finansowe i urzędnicze decydują o dopuszczaniu kandydatów do wyborów poprzez układanie list wyborczych i poprzez przydzielanie kandydatom dostępu do mediów. Przeciętni wyborcy głosują pod wpływem dezinformacji i manipulacji dokonywanych za pomocą mediów masowego przekazu. Przeciętni wyborcy korzystają także z medium niemasowego, jakim jest Internet, tak samo jak z mediów masowych, biernie śledząc publikacje najwyżej paru serwisów.
Kobiety są w Polsce faktycznie wykluczone z udziału w polityce, ponieważ poprzez konsekwentne niszczenie organizacji społecznych i blokowanie udziału tych organizacji w procedurze podejmowania decyzji politycznych, polityka w Polsce jest obecnie jedynie dziedziną współzawodnictwa i gry o stanowiska oraz o dochody związane z nimi, legalnie lub nielegalnie, i o pozycje społeczne i polityczne, a także, głównie dla gospodarczych i politycznych podmiotów zagranicznych, jest dziedziną negocjowania wpływów i uprawnień na terytorium Polski, która wskutek korupcji swej klasy politycznej jest państwem niesuwerennym. Cechujące większość kobiet zainteresowanie polityką pojmowaną jako porządkowanie sfery publicznej i rozwiązywanie wspólnych problemów w interesie publicznym, sprawia, że nie widzą one dla siebie miejsca wśród owych "agitatorów partyjnych, dla których walka partyjna jest zawodem". Fałszywe inicjatywy przyznawania kobietom gwarancji stałego udziału wśród kandydatów na stanowiska polityczne nie mają dla kobiet rzeczywistej wartości, ponieważ nie dają im wpływu na politykę w interesującym je zakresie, a jedynie mogą służyć indywidualnym karierom osób łatwych do skorumpowania.
Politycy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Wiedzą, że prawdziwy udział kobiet w polityce jest możliwy tylko w warunkach demokracji wspólnotowej, opartej o gwarantowane prawnie uczestnictwo organizacji społecznych w procedurach demokratycznych, a nie w warunkach rządów partyjnych opartych o walkę o stanowiska polityczne, agitację i medialne manipulacje. W przeciwieństwie do partii politycznych organizacje społeczne skupiają wiele kobiet, często uzyskujących w nich przewagę liczebną nad mężczyznami. Były polityk a zarazem politolog, opisujący w swych publikacjach sytuację polityczną w Polsce w oparciu o metodykę naukową i jednocześnie ze sporą dozą ironii, być może nazbyt pesymistycznie podkreśla nieodwracalność upadku polskiej demokracji w obecnych ramach ustrojowych, ale trafnie wskazuje głębię jej rozkładu: "Politycy wiedzą, że demos stracił zdolność do racjonalnej oceny rzeczywistości i zadowala się perkalikami. Dlatego często peregrynują do niego z wizytami, chętnie się z nim spotykają, fotografują, obściskają. Wiedzą, że on niczego więcej nie potrzebuje, że nie jest w stanie sensownie ocenić ich pracy i przeprowadzić bilansu ich dokonań, że nie potrafi zrozumieć procesów politycznych oraz racjonalnie zestawić dobrych i złych posunięć. (...) I rządzący bardzo szybko wyciągnęli z tego słuszne wnioski - zamiast uprawiania polityki, wzięli się za produkcję spektaklu, w którym zresztą występują w głównych rolach. Wiedząc, że dla demos nie liczy się ich praktyczna działalność, zaczęli zabawiać go sobą i swoim życiem. (...) Demos jest dziś ślepy. Wszystko, co wie, podpowiadane jest mu przez tych, którzy chcą zdobyć nad nim władzę. Niczego nie jest w stanie samodzielnie przeanalizować, niczego na własny użytek zrozumieć. W starciu z klasą polityczną jest wielkim, choć całkowicie bezbronnym zwierzęciem. Ci, którzy na niego wsiedli i założyli mu lejce, nie mają zamiaru z niego zsiadać. Potrzebują jego mocy. Ale jest on całkowicie kontrolowany przez nich - w każdym ruchu musi być im powolny. Nie ma możliwości samodzielnego biegu, autonomicznego wyboru drogi. Jeźdźcy mocno trzymają się w siodle. Z dnia na dzień coraz mocniej. I coraz większą mają wprawę w tym, co robią. Ich przewaga jest już bezwarunkowa. Kiedyś musieli liczyć się ze zrzuceniem. Dziś ich władza jest już nieodwoływalna. Zwłaszcza, że demos nie ma zamiaru kwestionować ich przywództwa. Co więcej, domaga się tego od nich. Chce ich przywództwa, ponieważ oni wiedzą o demos więcej niż on sam o sobie. Tę unikalną wiedzę posiedli za jego pieniądze i wykorzystują ją do sprawowania nad nim podzielnej (bo dzielą się nią między sobą) władzy".2
Rzeczywisty udział kobiet w demokracji i los demokracji są obecnie ze sobą ściśle splecione. Demokracja potrzebuje środków organizacyjnych, które zarazem zapewnić mogą demokratyczną i polityczną aktywność kobiet i ich pełny udział w demokracji. Środkami tymi są przede wszystkim gwarancje uczestnictwa organizacji społecznych w procesie stanowienia prawa i nadzorowaniu rządów. W politologii zwracano już uwagę, że uczestnictwo organizacji społecznych może być dla demokracji ważniejsze niż wybory do organów ustawodawczych. Politycy w Polsce zdają sobie sprawę z tych demokratycznych potrzeb i ewentualnych, niekorzystnych dla nich, skutków ich zaspokojenia. Dlatego są gotowi za wszelką cenę powstrzymywać każdą poważną i zorganizowaną inicjatywę społeczną.
Symbolicznie w stulecie przyznania kobietom praw wyborczych politycy bezprawnie zaatakowali inicjatywy kobiece i kobiecą kandydaturę na stanowisko ważne dla polskich kobiet i rodzin. Uczynili to świadomie, mimo wskazania w czasie posiedzenia Sejmu, że niszczą demokrację, "stosując wobec ruchu społecznego opartego o nowe media zasady walki politycznej".3
Listopadowa dyskusja o złożonym w Sejmie przez obywateli projekcie ustawy chroniącej przed bezprawnym wymuszaniem szczepień i przed powikłaniami poszczepiennymi została uniemożliwiona przez Sejm poprzez zwołanie posiedzenia komisji sejmowych w sprawie projektu bez wymaganego prawnie powiadomienia posłów i przedstawicielstwa wnioskodawców, jak również poprzez chuligańskie przeszkadzanie w wypowiedziach przedstawicielkom wnioskodawców, a następnie poprzez przedstawienie komisyjnego wniosku o odrzucenie projektu Sejmowi do rozpatrzenia bez zachowania prawnie wymaganego terminu szęściu dni na zapoznanie się z wnioskiem. Pośpieszne działania służyły tylko unikaniu dyskusji, która powinna była objąć także opublikowanych parę dni wcześniej wyniki badań naukowych wskazujących, że kwestionowane przez długi czas podejrzenie związku między chorobami neurologicznymi, określanymi zbiorowo jako "autyzm", a szczepieniem dzieci, znajduje właśnie częściowe naukowe potwierdzenie. Decyzję o postępowaniu z naruszeniem Regulaminu Sejmu podjęto wkrótce po publikacji ustaleń badawczych zespołu, który zespół stwierdził, że: "bakterie jelitowe mogą wpływać na funkcjonowanie i zachowanie mózgu".4 Wcześniejsze badania naukowe pozwalają twierdzić, że szczepienie może doprowadzić do zniszczenia bakterii normalnie obecnych w mózgu człowieka, i poprzez tę zmianę nieodwracalnie zaburzyć jego działanie, a także otworzyć drogę do zasiedlenia mózgu przez inne bakterie, zdolne następnie zniszczyć sam mózg, spowodować kalectwo, a nawet śmierć. Wykluczenie demokratycznej dyskusji politycy usprawiedliwiali twierdzeniem, jakoby dyskusja już się odbyła, gdzieś poza parlamentem, wśród publikacji internetowych, według niewiadomych zasad.
Zablokowanie w październiku przez Senat kandydatury na stanowisko Rzecznika Praw Dziecka wybitnej badaczki polskiego parlamentaryzmu, specjalistki w zakresie politologii i socjologi, nabrało satyrycznego niemal wymiaru z uwagi na spóźnioną reakcję kierownictwa partii rządzącej Prawo i Sprawiedliwość na informacje o działalności badawczej i społecznej kandydatki. Autorka znakomitego opracowania polskiej praktyki parlamentarnej, "System zamknięty"5, nigdy nie ukrywała, że w jej ocenie polska praktyka ustrojowa nie ma wiele wspólnego z demokracją. W szczególności wskazywała brak parlamentarnej kontroli nad rządem, czyli niespełnienie podstawowej przesłanki uznania ustroju za demokratyczny. Podsumowując wyniki swych badań, pisała: "Obserwacje te każą zakwestionować empiryczny sens zapisanej w art. 10 Konstytucji RP zasady monteskiuszowskiego trójpodziału władzy, nie potwierdzają bowiem sprawowania przez parlament funkcji kontrolnej wobec rządu". Jej kandydatura na stanowisko rzecznika praw dziecka mogła przynajmniej w niewielkim zakresie tę kontrolną funkcję parlamentu urzeczywistnić. W odpowiedzi na zapytanie Fundacji Wolne Społeczeństwo, zajmującej się normami ochrony rodzin, kandydatka wyraziła gotowość zajęcia się zarzutami udziału urzędników rządowych i polityków w faktycznym handlu dziećmi i ich dostarczaniu zagranicznym pedofilom. Ze względu na późne zgłoszenie kandydatury, kierownictwo partii PiS nie mogło przed udzieleniem jej poparcia w Sejmie dowiedzieć się o gotowości swej kandydatki do współdziałania z organizacjami społecznymi. Na lekturę prac naukowych zapewne też nie było czasu. Zablokowanie kandydatury, która okazała się niebezpieczna dla przestępców u władzy, było możliwe dopiero w ostatniej chwili, za cenę ujawnienia marionetkowości Senatu oraz za cenę złamania prawa. Nowy kandydat, urzędnik rządowy, nie spełniał ustawowego wymogu doświadczenia w działaniu na rzecz dzieci. Marionetkowość senatorów usiłowano zamaskować żartobliwym twierdzeniem, jakoby partia "nie potrafiła" poprzeć swej własnej kandydatki z powodu "bałaganu".
Politycy ignorują zarzuty przestępstw przeciwko demokracji w przekonaniu, że podporządkowana rządowi prokuratura mająca monopol na oskarżanie o przestępstwa urzędowe w Polsce, zablokuje postępowanie karne przeciwko posłom. Oczywiście mają rację; prokuratura nie wystąpi przeciw swym mocodawcom. Ich bezkarne działania narażają bezpośrednio demokratyczne państwo na rozkład. Nawet w przypadku poparcia takich działań przez większość wyborców, każde niszczenie środków gromadzenia większości w demokracji naraża ją na upadek. Wielokrotnie wyjaśniano ten problem filozofii polityki. Uznano, że: "większość zrzeka się swego legalnego roszczenia do posłuszeństwa mniejszości, kiedy prowadzi ono do zniszczenia ((norm)) rządów większości"; "wola większości powinna zostać zaakceptowana jako największe możliwe zbliżenie się do woli wspólnoty w ramach ograniczeń nałożonych przez pewne inne zasady, których naruszenie przeszkodziłoby w swobodnym zbieraniu większości, i które przyjmowane jest za oczywiste przez samą zasadę większościową"; podjęta przez 51 procent próba zrzeczenia się swojej wolności nie zobowiązuje pozostałych 49 procent do postąpienia w ten sam sposób.6 Kwestia praw większości straciła już jednak aktualność. Politycy w Polsce tak skutecznie zniszczyli środki służące zbieraniu większości, że sami tej większości już nie zbierają. Partia rządząca zebrała w czasie ostatnich wyborów w 2015 r. 37,58 procent głosów przy frekwencji 50,92 procent uprawnionych wyborców, co oznacza poparcie 19,13 procent uprawnionych wyborców. Żadna filozofia polityki nie zobowiązuje 80 procent wyborców do podporządkowania się woli niecałych 20 procent wyborców pozbywających się swej wolności. W szczególności żadna taka filozofia nie zobowiązuje do tego kobiet w Polsce, które w praktyce w ogóle nie mają parlamentarnej reprezentacji swych żywotnych interesów.
Antoni Peretiatkowicz, Cezaryzm demokratyczny. Wybór pism, Kraków 2017 (Antoni Peretiatkowicz, Reforma Konstytucji polskiej, Poznań 1929).↩
Marek Migalski, Koniec demokracji, Warszawa 2015, s. 47, 51, 59-60.↩
Poseł Robert Winnicki, Sprawozdanie Stenograficzne z 71 posiedzenia Sejmu w dniu 9 listopada 2018 r., s. 289.↩
R. C. ROBERTS, C. B. FARMER, C. K. WALKER; Psychiatry and Behavioral Neurobio., Univ. of Alabama, Birmingham, Birmingham, AL. The human brain microbiome; there are bacteria in our brains!. Program No. 594.08. 2018 Neuroscience Meeting Planner. San Diego, CA: Society for Neuroscience, 2018. Online.↩
Agnieszka Dudzińska, System zamknięty. Socjologiczna analiza procesu legislacyjnego, Warszawa 2015; http://scholar.com.pl/sklep.php?md=products&id_c=1&id_p=2500, https://www.inbook.pl/system-zamkniety-agnieszka-dudzinska-pdf, http://www.zinamon.pl/artykul/Agnieszka-Dudzinska/System-zamkniety%2c9E56F8B1EB.↩
Wilmoore Kendall, Od agory do Kapitolu, Warszawa 2011, s. 150, 141, 149; Herbert McClosky, The Fallacy of Absolute Majority Rule, "The Journal of Politics", t. XI, nr. 4, listopad 1949, s. 637-654.↩
Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar oraz Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak pozostają od początku 2018 r. bezczynni w sprawie sfałszowanego we Wrocławiu postępowania rzekomej "adopcji" oraz porwania z Polski do Włoch i przetrzymywania na Sardynii Adama Krupińskiego, ur. w 2006 r. Organizacje społeczne wzywają rzeczników do osobistego wyjaśnienia
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/pozbawianie-dzieci-ochrony-sadowej-z-pomoca-rzecznikow-praw/2ba43e2e-f3f5-4ebf-866d-813773bc8375Wed, 03 Oct 2018 13:05:45 GMT
Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar oraz Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak pozostają od początku 2018 r. bezczynni w sprawie sfałszowanego we Wrocławiu postępowania rzekomej "adopcji" oraz porwania z Polski do Włoch i przetrzymywania na Sardynii Adama Krupińskiego, ur. w 2006 r. Organizacje społeczne wzywają rzeczników do osobistego wyjaśnienia ich wielomiesięcznej bezczynności.
W sprawie Adama Krupińskiego Fundacja Wolne Społeczeństwo stwierdza oczywiste złamanie prawa do wznowienia postępowania. Podstawą wznowienia jest art. 524 kodeksu postępowania cywilnego, wobec wykluczenia w postępowaniu udziału babci Adama, która nim się opiekowała zanim zmuszona była podjąć szpitalne leczenie kardiologiczne, wobec pozbawienia Adama opiekuna prawnego na czas postępowania, a także wobec wadliwego powołania sędziów. Do interwencji kasacyjnej w sprawie Adama wzywany jest też Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro.
Postępowanie karne obejmujące zarzut sędziowskiego pomocnictwa w porwaniu Adama zablokował prezes wrocławskiego sądu1 będący mężem sędzi2 pomagającej w porwaniu Adama. Małżeństwo sędziów pomagających porywaczom jest poważnie zadłużone3. Tymczasem włoski rząd rozdaje rocznie 20 milionów euro dotacji do pozyskiwania dzieci z zagranicy.
"Rzecznicy"-pozoranci mogą obecnie korzystać z politycznej ochrony, która powstrzymuje dziennikarzy wielu mediów od zadawania pytań o ich bezczynność. Jednak rosnąca liczba dzieci porywanych bez żadnego wyjaśnienia z Polski, z ich rodzin naturalnych i zastępczych zawodowych, zaalarmowała liczne osoby postronne. Procederu nie da się już ukryć. Poplecznictwo i pomocnictwo w handlu dziećmi, porwaniach i wykorzystywaniu dzieci zarzucane rzecznikom obejmuje współudział w zbrodniach określanych w prawie międzynarodowym jako "wymuszone zaginięcia osób". Obaj rzecznicy w sprawach adopcji idą w ślady Rzecznika Praw Ofiar, Krzysztofa Orszagha, urzędnika rządowego, który osobiście organizował handel dziećmi i nielegalne "adopcje". W dwudziestym pierwszym wieku polski rząd i sędziowie nawiązują do epoki średniowiecza, w której rządzący powszechnie handlowali ludźmi. Rządowy Rzecznik Praw Ofiar uniknął poważnej kary, i bez skrępowania przedstawiał swój proceder:
Z ustaleń wynika, że kobiety przez ostatnie miesiące ciąży aż do porodu mieszkały w podwarszawskim domu Orszagha. Miały zapewnioną opiekę lekarską, ubrania ciążowe, witaminy i inne potrzebne rzeczy. Orszagh za zwrot kosztów „opieki”, obsługę prawną i pośrednictwo brał nawet 50 tys. zł. W rozmowie z dziennikarzami „Superwizjera” były rzecznik praw ofiar bez zażenowania mówi, że nie żałuje tego, co zrobił. – Z punktu widzenia moralnego i etycznego nie żałuję, z punktu widzenia prawnego tak – zapewniał przed kamerą Orszagh. – Pomagałem dzieciom, bo w ten sposób chroniłem je przed na przykład dorastaniem w patologicznej rodzinie – motywował swoje działania. Bez oporów przyznawał, że w sprawie nielegalnych adopcji chodziło także o pieniądze. Wydaje się, że przede wszystkim chodziło o pieniądze, bo – jak ustalili reporterzy – Orszagh ma obciążoną hipotekę przez komornika, ZUS i urząd skarbowy, ma sądowe tytuły wykonawcze, długi w bankach, firmach i u prywatnych wierzycieli. W sumie jest winien ponad milion złotych. Pytany o czerpanie korzyści z nielegalnych adopcji, mówi z rozbrajającą szczerością: – Kiedy prowadzi się jakąkolwiek działalność, kiedy zarabia się pieniądze, to wiadomo, że chodzi o pieniądze, to jest naturalne. Każdy, kto pracuje gdziekolwiek, pracuje nie tylko dlatego, że lubi daną pracę, lecz także dlatego, by zarobić określone pieniądze, i to jest rzecz zupełnie naturalna.4
Dzieci wydawane z pomocą "rzeczników" za granicę są narażone na straszny los. Mimo długich wahań także polskie media ujawniają koszmar adopcyjnych oszustw i wykorzystywania dzieci przez ludzi udających dobroczyńców:
Handel dziećmi, nielegalne adopcje, stręczycielstwo. "To epidemia" 12.08 | Tylko dzisiaj zarobią 88 milionów dolarów. W skali roku - ponad 30 miliardów. Kto? Ci, którzy handlują żywym towarem. Ich działalność ma wiele odsłon: nielegalne adopcje, sutenerstwo i handel dziećmi w celach seksualnych. To światowy problem, a w Stanach Zjednoczonych - jak mówi FBI - "to epidemia". Ci, którzy z nią walczą, mają pełne ręce roboty. ("Fakty z Zagranicy").
Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Rzecznik Praw Dziecka milczą. Rzecznicy wciąż wzywani są do wyjaśnienia swej bezczynności umożliwiającej handel dziećmi. Organizacje społeczne wskazują, że uprawnienie polityków do wybierania rzeczników skutkuje powoływaniem na te stanowiska osób nieuczciwych i dyspozycyjnych. Na odpowiedzi czekają bliscy oraz przyjaciele, koledzy i koleżanki porwanych dzieci. Dzieci wywiezione z Polski znikają bez śladu.
19 września 2018 r. rzecznik Adam Bodnar dekorował rzecznika Marka Michalaka medalem za zasługi lub osiągnięcia. W tym czasie we Wrocławiu sędzia Izabela Krupa popierana przez prezesa i sędziego Marcina Myczkowskiego, broniącego własnej żony winnej poplecznictwa w porwaniu Adama, znęcała się nad babcią Adama Krupińskiego, usiłującą go bronić, i bezprawnie groziła przedstawicielowi Stowarzyszenia Wolne Społeczeństwo.
Inicjatywa "Żądamy wyjaśnienia losu dzieci" obejmuje zapytywanie5 Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Rzecznika Praw Dziecka i innych organów państwa zobowiązanych do ochrony rodzin i dzieci oraz obywateli za granicą o działania albo bezczynność w sprawach porywania i wykorzystywania dzieci z Polski, w szczególności Adama Krupińskiego, Michała Wąsika, dziewczynki wydanej gwałcicielom do USA.6
Prezes i zarazem sędzia Marcin Myczkowski zablokował postępowanie karne w sprawie przestępstwa sędziowskiego zmierzające do postawienia zarzutów jego żonie, sędzi Kamili Myczkowskiej.↩
Sędzia Kamila Myczkowska pomogła porwać i uwięzić Adama Krupińskiego.↩
http://wolnespoleczenstwo.org/dokumenty/2018/10/myczk/.↩
https://www.wprost.pl/tygodnik/399388/Etyka-przegrywa-z-mamona.html.↩
Kontakt w sprawie wystąpień wobec rzeczników w Warszawie: Fundacja im. Dobrego Pasterza, tel.: 515 751 077.↩
http://wolnespoleczenstwo.org/pl/miedzynarodowy-system-wykorzystywania-polskich-dzieci/.↩
Wyrodne państwo to państwo, które zachowuje się wobec swoich obywateli jak podstępny gracz, oszust, a w skrajnych wypadkach – jak rzezimieszek. Wyrodne państwo i niby-państwo uzupełniają się wzajemnie. Niby-państwo nie działa tam, gdzie państwo działać powinno, a wyrodne państwo owszem działa, ale przeciwko własnym obywatelom. Niby-państwo jest słabe, spuchnięte i bezsilne
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/wyrodne-panstwo/52fb19a8-a91f-4e8f-87ad-73b5c9343e89Thu, 30 Aug 2018 18:37:30 GMT
Wyrodne państwo to państwo, które zachowuje się wobec swoich obywateli jak podstępny gracz, oszust, a w skrajnych wypadkach – jak rzezimieszek. Wyrodne państwo i niby-państwo uzupełniają się wzajemnie. Niby-państwo nie działa tam, gdzie państwo działać powinno, a wyrodne państwo owszem działa, ale przeciwko własnym obywatelom. Niby-państwo jest słabe, spuchnięte i bezsilne wobec silnych, a wyrodne państwo jest agresywne wobec słabych. Co więcej, jest ono silne wobec słabych właśnie dlatego, że jest słabe wobec silnych. Musi tworzyć pozory działania, musi poprawiać statystyki. Robi to więc tam, gdzie o to najłatwiej, a nie tam, gdzie to jest potrzebne.
Fragment książki "21 polskich grzechów głównych", wyd. BELLONA.
Wyrodne państwo często zachowuje się tak, jakby chciało nam aktywnie zaszkodzić. Nie chodzi w tym jednak o jakiś spisek, układ czy ciemną siłę, która szuka osobistej wendety. Jest znacznie gorzej. To nie jest spisek, to jest logika systemu.
Tak jak promień światła biegnie po linii najkrótszego czasu, a „woda ma to do siebie, że spływa do Bałtyku”, tak instytucje państwowe kierują się zasadą minimalizacji pracy. To nie jest niczyja wina, tak po prostu jest. Wszyscy robimy tak, żeby się nie narobić. Urzędnikom łatwiej będzie zainterweniować tam, gdzie jest łatwo zainterweniować, choć nie ma to sensu, niż tam, gdzie interwencja jest trudniejsza, ale potrzebna. I to przekłada się na fatalny obraz wyrodnego państwa. (...)
Okazuje się, że policjanci przyszli sprawdzić, czy żona też piła i czy nie mają dzieci pod opieką... bo gdyby mieli, to policjanci mieliby szansę na podwójny „sukces”. Nie dość, że złapaliby pijanego rowerzystę, to jeszcze znaleźliby „zaniedbane” dzieci
Mamy tutaj nie tylko szariat drogowy, czyli ściganie relatywnie niegroźnych zachowań, takich jak jazda na rowerze po osiedlu pod lekkim wpływem alkoholu, ale też coś znacznie gorszego. (...)
Pomyślmy. Gdyby dzieci tej pary były akurat w domu, Rzeczpospolita Polska miałaby podstawy do wszczęcia jakiegoś straszliwego postępowania. W wersji maksimum mogłoby się ono oprzeć na odebraniu czy ograniczeniu praw rodzicielskich, a wersja minimum, jakakolwiek by była, i tak byłaby straszna. Nawet jeśli to postępowanie nie okazałoby się skuteczne, to i tak jakiś smutny urzędnik mógłby potencjalnie przyjechać po dzieci i zabrać je do domu opieki do czasu wyjaśnienia sprawy. Sprawy, która mogłaby trwać tygodnie, jeśli nie miesiące. Mówiąc krótko, byliśmy o krok od tragedii. Byłaby to tragedia, której policjanci nie tylko by nie zapobiegli, ale którą sami by sprowokowali swoją zaskakującą jak na polskie warunki gorliwością. Zachowanie tego ojca, nawet jeśli sprzeczne z prawem, nie było specjalnie groźne, a z całą pewnością nie było groźne dla dzieci. Kto jednak miałby za całą sytuację zapłacić? Jak zwykle w wyrodnym państwie zapłaciliby najsłabsi, a więc dzieci tej pary, które mogłyby dostać od państwa polskiego prezent w postaci rozłąki z rodzicami, domu dziecka i traumy na całe życie. (...)
Streszczając, polskie instytucje pomocowe nie są w stanie pomóc tam, gdzie pomoc by się przydała, natomiast tam, „gdzie nadzór kuratora, to [są] zmarnowane publiczne pieniądze, [tam] rozkręca się nowe afery, by móc uruchomić całą machinę”. A nawet więcej, specjalnie tworzy się problemy, żeby mieć po co puścić ten mechanizm w ruch. I to jest właśnie wyrodne państwo w pełnej krasie. (...)
Państwo, które stara się odebrać dzieci rodzicom tam, gdzie to jest niepotrzebne, żeby powetować sobie, że nie umie pomóc dzieciom naprawdę potrzebującym. (...)
Póki co wyrodne państwo nie tylko nie spełnia swojej funkcji minimalnej, czyli nie chroni jednych obywateli przed egoizmem drugich, ale też lubi ułatwiać silnym atakowanie słabych albo wręcz samo ich atakować. W wyrodnym państwie wszyscy żyjemy prawem wilka, bo wyrodne państwo udziela legitymacji prawu silniejszego. Tym silniejszym może być bardziej uprzywilejowany czy po prostu bogatszy obywatel albo, niestety, jakaś instytucja samego państwa. Tak przecież zachowuje się policja, która ściga tego ojca i idzie za nim do domu, żeby sprawdzić, czy czasem nie dałoby się dołożyć mu jeszcze sprawy o niedopełnienie obowiązków rodzicielskich. Tak zachowuje się MOPS, który nie udziela pomocy tam, gdzie jest ona potrzebna, a włazi z butami tam, gdzie dopiero jego interwencja jest problemem.1
https://ksiegarnia.bellona.pl/?c=ksiazka&bid=9341
Tytuł: 21 polskich grzechów głównych
Miejsce i rok wyd.: Warszawa 2018
ISBN: 9788311153455
Piotr Stankiewicz, "21 polskich grzechów głównych", Warszawa 2018, str. 129 - 137. ↩
Sędziowie i prokuratorzy z Lublina i z Opola Lubelskiego potrzebują już tylko chwili spokoju, by rozprawić się z obroną Michałka Wąsika, dziecka, które pozwolili porwać z Polski. Po długim oczekiwaniu na przeminięcie publicznego zainteresowania losem dziecka, przystąpili do ofensywy. Sędziowie oświadczyli, że ostatnia organizacja pozarządowa broniąca dziecka, którego los wciąż
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/lubelscy-sedziowie-i-prokuratorzy-pomagaja-porywac-dzieci-z-polski/9e72d4b4-dbdd-466a-aff7-92cbed434a6fWed, 22 Aug 2018 16:32:57 GMT
Sędziowie i prokuratorzy z Lublina i z Opola Lubelskiego potrzebują już tylko chwili spokoju, by rozprawić się z obroną Michałka Wąsika, dziecka, które pozwolili porwać z Polski. Po długim oczekiwaniu na przeminięcie publicznego zainteresowania losem dziecka, przystąpili do ofensywy. Sędziowie oświadczyli, że ostatnia organizacja pozarządowa broniąca dziecka, którego los wciąż jest nieznany, została rzekomą "decyzją" usunięta z postępowania. Prokuratorzy fałszywie przypisali Sądowi Najwyższemu absurdalne twierdzenie, że jakoby każda osoba, której pozwolono choćby tylko na osobisty przedadopcyjny kontakt (styczność) z dzieckiem, staje się opiekunem tego dziecka, jego "rodzicem adopcyjnym", i może je wywieźć za granicę, nie czekając na prawomocne orzeczenie o adopcji.
Kuriozalne bezprawie sądowe w Lublinie nie budzi zainteresowania polskich "organów ochrony prawnej" ani dziennikarzy. Dnia 8 czerwca 2018 r. podczas rozprawy przed Sądem Okręgowym w Lublinie w postępowaniu (sygn. akt: III Ca 256/16) o przysposobienie Michałka Wąsika porwanego bezkarnie z Polski przed dwoma laty, prawdopodobnie w marcu 2016 r., przez obywateli Belgii, nie pojawił się ani przedstawiciel Rzecznika Praw Obywatelskich ani przedstawiciel Rzecznika Praw Dziecka. Obecna była natomiast przedstawicielka rządu belgijskiego, popierającego porywaczy.
Nieobecność Rzecznika Praw Dziecka, Marka Michalaka jest, rzec można, naturalna dla niego. W czasie swego dobiegającego końca urzędowania osobiście, mimo oczywistego konfliktu interesów, potrafił on bez skrępowania współdziałać z czynnym prawnikiem zarabiającym na sprawach rodzinnych, i popierać organizowanie dochodowych zagranicznych uprowadzeń polskich dzieci skrywanych w drodze fałszowanych "adopcji". Wzajemnie poczynione przysługi mogą okazać się dlań cenne już wkrótce po zakończeniu urzędowania.
W sprawie Michałka Rzecznik Praw Dziecka pozorował i pozoruje swój udział. Formalnie przystąpił do postępowania, lecz pozostaje w zupełnej bezczynności. Nie podjął żadnych działań w celu ustalenia losu Michałka. Na rozprawę 8 maja 2018 r. przedstawiciel Rzecznika nie przybył, ale jego nazwisko znalazło się na liście uczestników zgłoszonych do udziału w rozprawie. Dzięki temu osoba1 pełniąca funkcję Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego w Apelacji Lubelskiej mogła w odpowiedzi na skargę Fundacji Wolne Społeczeństwo przekonująco dla dziennikarzy i innych przygodnych obserwatorów poświadczać nieprawdę, twierdząc, że: "w postępowaniu uczestniczy Prokurator oraz Rzecznik Praw Dziecka, co niewątpliwie zabezpiecza prawa stron oraz interes społeczny w tej sprawie" (2018-08-07, sygn. K-1181-20/18).
Godną uwagi jest bezczynność Rzecznika Praw Obywatelskich. Dnia 16 lutego 2018 r. opiekunka Michałka Wąsika zwróciła się do Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara o pomoc w sprowadzeniu Michałka do Polski, mówiąc: "Ja do najodważniejszych nie należę... Ja współpracuję z sądem. Ja wychowuję oprócz Michała inne dzieci. Ja muszę współpracować, muszę chronić te dzieci, które mam. Gdyby nie to, już bym dawno była w Belgii. Wzięłabym Michała za rękę i przywiozła bym".
Wobec działań opiekunki Belgowie zatrudnili warszawskiego radcę prawnego Jacka Wiercińskiego, będącego na Uniwersytecie Warszawskim, w radzie Wydziału Prawa2 kolegą obecnego Rzecznika Praw Obywatelskich. Wyższy stopniem naukowym doktor habilitowany Jacek Wierciński mógłby wpłynąć na karierę naukową doktora Adama Bodnara, gdyby handel dzieckiem napotkał trudności, albo wręcz przeciwnie, może wpłynąć, gdy transakcja powiedzie się w pełni. W naukowym (pół)światku tajne głosowania i zależność są na porządku dziennym. Obecnie doktor habilitowany ogranicza się do zastraszania opiekunki dziecka, która nie jest prawnikiem. Wbrew prawu grozi jej, że będzie musiała płacić za postępowanie, które wszczęła w Belgii w obronie Michałka.
Doktor (zwykły) Adam Bodnar jako Rzecznik Praw Obywatelskich nie podjął żadnych działań w sprawie Michałka, mimo próśb jego opiekunki oraz przedstawicieli Stowarzyszenia Wolne Społeczeństwo.
Podobnie organizacje "społeczne" polskich prawników, które początkowo chwaliły się obroną praw Michałka: Fundacja Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris oraz Fundacja Instytut na rzecz Państwa Prawa (The Rule of Law Institute), nie tylko zniknęły z postępowania bez śladu, lecz nawet wzbraniają się przed publicznym wypowiedzeniem choćby słowa krytyki pod adresem sędziów i prokuratorów pomagających popełniać czyn uznawany w prawie międzynarodowym za zbrodnię zwaną "wymuszonym zaginięciem osoby", która w przypadku systematyczności jest w ramach tego prawa klasyfikowana jako zbrodnia przeciwko ludzkości.
Bezczynność obu rzeczników stanowi rażące naruszenia prawa. Rzecznicy winni są pomocnictwa co najmniej w przetrzymywaniu dziecka za granicą, izolowaniu go od rodziny, znęcaniu się nad nim, pozbawianiu go nauki i przyszłości. Co najmniej, ponieważ nie wiadomo, czy Michałek żyje, w jakim jest stanie, co mu zrobiono. Polska, dotychczas znana z ideałów Solidarności, może teraz pochwalić się rzecznikami praw winnymi pomocnictwa w zbrodni na dziecku.
Po bezprawnym wykluczeniu udziału w rozprawie przedstawiciela Fundacji Wolne Społeczeństwo, jedynej organizacji pozarządowej, która zastępując zwalczane przez urzędników rządowych Stowarzyszenie Wolne Społeczeństwo, obecnie w postępowaniu domaga się ochrony praw dziecka, sędziowie3 pozwolili porywaczom na przedstawianie niepopartych jakimkolwiek dowodem twierdzeń o sytuacji dziecka. Opiekunce Michałka sędziowie nie pozwolili nawet na żądanie dowodu życia dziecka. Następnie sędziowie po opuszczeniu sali przez opiekunkę pozostali za zamkniętymi drzwiami sami w towarzystwie belgijskich porywaczy i przedstawicielki rządu belgijskiego.
Zgodnie z prawem, art. 510 kodeksu postępowania cywilnego, wykluczenie udziału w rozprawie przedstawiciela organizacji społecznej dopuszczalne było tylko w drodze wydania zaskarżalnego postanowienia, i tylko w przypadku stwierdzenia, że organizacja nie ma interesu prawnego w obronie praw dziecka, że brakuje jej wśród jej celów statutowych zadania ochrony praw człowieka lub praw dziecka.
Sędziowie jednak wprost łamią prawo. Dopuszczenie do postępowania tylko przedstawicielki rządu belgijskiego wspierającego porywaczy, i jednoczesne niedopuszczenie polskiej organizacji społecznej stanowi bezpośrednie złamanie prawa dziecka do bezstronnego sądu, w szczególności wobec umyślnego ignorowania sprawy przez Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Dziecka.
Do postępowania nie zaproszono belgijskiego prokuratora, który w przeciwieństwie do belgijskiego rządu znanego ze wspierania i tuszowania pedofilii oraz wykorzystywania dzieci, jednoznacznie domagał się powrotu dziecka do Polski. Belgijski prokurator napisał: "Małoletni Michał został samowolnie zatrzymany w Belgii od 5 kwietnia 2016 r. przez pana Boelaerta i wpisany do ewidencji ludności, z naruszeniem prawa do opieki, które ze względu na polskie ustawodawstwo musi być wykonywana przez opiekuna. Małoletni miał miejsce zwykłego pobytu w Polsce do czasu rejestracji w belgijskich rejestrach ludności. Nie ma w tym zakresie sporu. Nie jest również kwestionowane, że opiekun faktycznie sprawował opiekę nad dzieckiem w momencie zatrzymania małoletniego. Oczywiście nie jest dozwolonym zatrzymywanie w Belgii małoletniego Michała w rozumieniu art. 3 Konwencji haskiej, bez zgody obecnego opiekuna, a także skarżącej, pani Bartoszewskiej, która nadal jest dysponentem prawa do opieki i nigdy nie dała swego zezwolenia pozwanym na przeprowadzkę do Belgii z osobą nieletnią i na jej zamieszkiwanie w Belgii. Zgodnie z art. 12 konwencji haskiej wnosi się niniejszym o nakazanie natychmiastowego powrotu do Polski małoletniego Michała".4
Dnia 12 lipca 2018 r. w sprawie Michałka objętej postępowaniem Prokuratury Rejonowej w Opolu Lubelskim (sygn.: PR Ds. 1658.2017) popis bezprawia dali prokuratorzy gorliwie zastępujący Belgom ich adwokatów i broniący ich przed odpowiedzialnością karną przed sądem Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie (sygn. akt IX Kp 279/18).
Orzecznictwo i komentarze nie dawały Belgom szans na legalizację porwania. Uprowadzili dziecko z Polski nie będąc powołanymi do opieki nad nim: "Osobą powołaną do sprawowania opieki jest rodzic, któremu przysługuje władza rodzicielska, przysposabiający, opiekun lub kurator, a także osoba sprawująca tzw. pieczę zastępczą. Przepis art. 211 k.k. nie mówi o osobie sprawującej opiekę, lecz o osobie powołanej do opieki. Osobą powołaną do opieki jest zatem osoba, która legalnie sprawuje opiekę nad osobą poniżej lat 15 lub osobą nieporadną, ale również ta, która jest powołana (uprawniona) do opieki nad taką osobą, ale faktycznie tej opieki z różnych powodów nie wykonuje." (Violetta Konarska-Wrzosek (red.), Kodeks karny. Komentarz, Warszawa 2016). Pomoc prokuratorów była niezbędna.
Jak wynika z wypowiedzi świadków, pracowników Prokuratury Rejonowej w Opolu Lubelskim i Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie, dnia 12 lipca 2018 r. prokuratorzy Prokuratury Rejonowej w Opolu Lubelskim, Marcin Pytka i Marzena Czopek, oraz sędzia Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie Łukasz Czapski, dopuścili się na szkodę dziecka przestępstw z art. 231 oraz art. 211 i art. 211a w zw. z art. 18 kodeksu karnego (kk), poświadczenia nieprawdy (w istocie oszustwa sądowego) oraz uniemożliwienia postępowania karnego, fałszywie twierdząc i przekonując zarazem opiekuna prawnego Michałka Wąsika, że jakoby Sąd Najwyższy orzekł, iż samo zapoznawcze, przedadopcyjne ustanowienie okresu osobistej styczności z dzieckiem jest powierzeniem opieki nad dzieckiem. Sąd Najwyższy nigdy tak nie twierdził. Twierdzenie takie nie ma żadnego poparcia w orzecznictwie i doktrynie5.
Sąd Najwyższy nie przeprowadził wykładni prawniczego pojęcia określonego słowami "osoba powołana do opieki" w art. 211 kodeksu karnego. Sąd Najwyższy nie stwierdził, że przepis ten pozwala za osobę powołaną do opieki uznać kogokolwiek innego niż osoba będąca opiekunem formalnie ustanowionym lub uznanym według obowiązującego przepisu prawa. Uwagi dotyczące innych przepisów zawarte w orzecznictwie Sądu Najwyższego nie mogą być traktowane jako wykładnia art. 211 kk. Uzasadnienia sądowe pisane są w celu wyjaśnienia rozumowania prawnego osobom nie posługującym się językiem prawniczym, dlatego pojawiają się w nich jednocześnie pojęcia prawnicze i nieprawnicze oznaczane tymi samymi słowami, dlatego też poprzez wyrywanie z kontekstu fragmentów uzasadnienia, w których stosuje się jednocześnie pojęcie prawne i pojęcie języka naturalnego, można niemal dowolnie fałszować sens i znaczenie uzasadnienia orzeczenia sądowego. Z tego powodu uzasadnienia orzeczeń sądowych nie mają jakiejkolwiek mocy prawnej.
Obecnie, wskutek bezprawnego współdziałania sędziego Łukasza Czapskiego z prokuratorami, mimo gotowości pracowników biurowych do pomocy w obronie praw dziecka poprzez przekazanie dokumentacji, Sąd Rejonowy Lublin-Zachód w Lublinie nie odpowiada na wniosek Fundacji Wolne Społeczeństwo o wykonanie sądowego doręczenia postanowienia z dnia 12 lipca 2018 r.
Fundacja Wolne Społeczeństwo wciąż oczekuje wycofania odmowy dopuszczenia jej do postępowania przed Sądem Okręgowym w Lublinie albo doręczenia jej zaskarżalnego postanowienia o odmowie dopuszczenia.
Fundacja podejmuje kolejne działania w obronie praw dziecka, jednak jawne łamanie prawa przez sędziów uniemożliwia jej działania prawne.
W dniu 20 sierpnia 2018 r. do Kancelarii Głównej Biura Krajowej Rady Sądownictwa wpłynął wniosek skierowany do Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych (sygn.: RDSP 715-202/18) dotyczący sędziowskiego bezprawia.
Lubelskie bezprawie sądowe znajduje poparcie najwyższych funkcjonariuszy państwowych. Czy dopuszczenie choćby jednej niezależnej organizacji pozarządowej do akt postępowań adopcyjnych grozi ujawnieniem zbrodni na dzieciach popełnianych za wiedzą lub przyzwoleniem rządzących? Czy państwo chroni "prywatność" porwanych dzieci, czy raczej zagranicznych pedofilów, w których imieniu dostaw dzieci domagają się od Polski zachodni politycy potrafiący pomagać w karierze poprzez brukselskie kontakty? Czy panowie Marek Michalak i Adam Bodnar zechcą zabrać głos?
Sędzia sądu apelacyjnego Walentyna Łukomska-Drzymała.↩
http://strony.wpia.uw.edu.pl/radawydzialu/deutsch-sklad1/.↩
Jolanta Popik-Ognik, Beata Gontarz, Bartosz Krotkiewicz↩
"De minderjarige Michal wordt vanaf 5 april 2016 door de heer Boelaert eenzijdig in Belgie achtergehouden en er ingeschreven in de bevolkingsregisters, zonder bijgevolg genomen met miskenning van het ouderlijk gezag, dat gelet op de Poolse wetgeving, door de voogd dient uitgeoefend te worden. De minderjarige had, tot op het moment van inschrijving in de Belgische bevolkingsregisters zijn gewone verblijfplaats in Polen. Hierover bestaat geen betwisting. Evenmin betwist is dat de voogd haar gezagsrecht daadwerkelijk uitoefende op het ogenblik van de achterhouding van de minderjarige. In deze is er dan ook manifest sprake van een ongeoorloofde achterhouding in Belgie van de minderjarige Michał in de zin van artikel 3 van het Verdrag van 's Gravenhage, nu de voogd en tevens verzoekster, mevrouw Bartoszewska, die nog steeds titularis is van het ouderlijk gezak, nooit haar toestemming heeft gegeven aan verweerers om met de minderjarige naar Belgie te verhuizen en zich daar vestigen. In toepassing van artikel 12 van het Verdrag van 's Gravenhage wordt heden dan ook verzocht om de onmiddellijke terugkeer naar Polen te gelasten van de minderjarige Michal".↩
W fałszywie wskazanym przez prokuratorów i sędziego postanowieniu z dnia 18 listopada 2014 r. pod sygn. akt: II UK 52/14, Sąd Najwyższy wyjaśniał pojęcie określone przezeń jako "faktyczne sprawowanie opieki" na potrzeby wykładni przepisów prawa ubezpieczeń społecznych i prawa pracy, czyniąc to ewidentnie za pomocą nieprawniczych wyrażeń naturalnego języka polskiego: "stałe sprawowanie pieczy na dzieckiem, polegające na opiece nad nim, przekazywaniu mu wiedzy, zapewnieniu rozwoju fizycznego i psychicznego oraz doprowadzeniu do samodzielności", a nie za pomocą pojęć prawnych "opieki" i "pieczy". W języku prawniczym prawne pojęcia "opieki" i "pieczy" mają rożne odniesienia, w szczególności prawnicze pojęcie sprawowania "pieczy" nie obejmuje odniesienia prawniczego pojęcia sprawowania "opieki". W nieprawniczym języku polskim słowo "opieka" obejmuje natomiast czynności określane prawnym pojęciem "pieczy" i tylko część czynności objętych prawnym pojęciem "opieki", tych mianowicie, które dotyczą bezpośrednio podopiecznego.↩
Opinia publiczna w RPA poruszona jest tajemniczą śmiercią byłego policjanta Marka Minnie'ego, która nastąpiła zaledwie tydzień po ujawnieniu przezeń przerażających szczegółów w sprawie kręgu pedofilskiego w budzącym niegdyś strach rządzie białej mniejszości przedstawiającym się jako złożony z pobożnych chrześcijan.
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/smierc-policjanta-ujawniajacego-pedofilski-krag-w-rzadzie-rpa/c0943314-9e8a-425e-9d2a-6c7c7c348ee7Thu, 16 Aug 2018 06:51:31 GMT
https://www.timeslive.co.za/news/south-africa/2018-08-15-the-death-of-mark-minnie-what-we-know-so-far/
https://en.wikipedia.org/wiki/The_Lost_Boys_of_Bird_Island
Tails to dystrybucja systemu Linux oparta na Debianie, bardzo obszernej i starannie rozwijanej dystrybucji tego systemu. Głównym celem, dla którego został stworzony Tails, jest zapewnienie użytkownikom jak największej anonimowości, prywatności i bezpieczeństwa w sieci. Jest to trudne do osiąg­nięcia, gdyż praktycznie cały ruch w Internecie jest rejestrowany. Dlatego Tails
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/tails-linux-w-obronie-prywatnosci/fa66882b-254c-453e-b88d-c41b61f906cfWed, 08 Aug 2018 14:38:00 GMT
Tails to dystrybucja systemu Linux oparta na Debianie, bardzo obszernej i starannie rozwijanej dystrybucji tego systemu. Głównym celem, dla którego został stworzony Tails, jest zapewnienie użytkownikom jak największej anonimowości, prywatności i bezpieczeństwa w sieci. Jest to trudne do osiąg­nięcia, gdyż praktycznie cały ruch w Internecie jest rejestrowany. Dlatego Tails wymusza wszystkie połączenia z WWW przez wirtualną sieć Tor dostępną dla wielu rodzajów urządzeń1. Jeśli jakiś program chce uzyskać niechroniony dostęp, jest blokowany. Oprócz tego w Tailsie jest wiele narzędzi, które zwiększają bezpieczeństwo, na przykład specjalne wtyczki do przeglądarki wymuszające szyfrowane połączenia. "Komputer Świat", 5/2017 (408), kwiecień 2017 (opis uruchamiania Tails z płyty DVD, 2017 r.: tails-zostan-anonimowy, 2018 r.: system-tails-calkowita-anonimowosc).
"OpenPGP Applet"
Korzystanie z Tails: "OpenPGP Applet" ... program "Seahorse" ("Zarządzanie kluczami", "Manage keys", Akcesoria -> "Hasła i klucze", "Passwords and keys" itp.) mogący importować klucz publiczny w postaci tekstu poprzez schowek (clipboard) systemu operacyjnego, po skopiowaniu i "wklejeniu" (Ctrl-V) tekstu klucza (wraz z liniami "BEGIN" i "END") do okna tego programu ... OpenPGP public-key cryptography ... Manage Passwords, Encryption Keys, and More with Seahorse ... Using GNOME’s GUI frontend: Seahorse ... GnuPG ... szyfrowanie-otr-wiadomosci (w komunikatorze Pidgin) ... cyfrowe-podpisywanie-i-szyfrowanie-wiadomosci. Alternatywa dla Tails w obsłudze systemu PGP, np.: gpg4usb lub WinGPG, bezpośrednio GnuPG, może Gpg4win.
Oprogramowanie Tails: tails-amd64-3.8.iso (obraz DVD do zapisania na płycie dla powszechnie używanych 64-bitowych komputerów typu PC stacjonarnych i przenośnych); tails-i386-2.12.iso (obraz DVD do zapisania na płycie, wersja 2.12 z dnia 19 kwietnia 2017 r., bez I2P, ostatnia wersja Tails dla starszych komputerów 32-bitowych); Tails_2_11_20170306.iso (obraz DVD, I2P i może mniej błędów niż w w. 2.12).
"Since making Onion Browser free in early December, Tigas says the number of downloads has jumped from around 3,000 paid downloads per month to thousands per day. He is at peace with his decision, though, convinced he has done the right thing, but worries about the loss of income.", https://arstechnica.com/information-technology/2017/01/tor-onion-browser-ios-vpn/. ↩
Jonathan Freedland ostrzega, że dziejowa lekcja koszmaru dwudziestowiecznych totalitaryzmów może pójść w zapomnienie zanim jeszcze odejdą ludzie, którzy ich bezpośrednio doświadczyli. Wskazuje, że usuwanie tych koszmarów poza margines naszej rzeczywistości sprowadzić może na nas podobne koszmary.
"The Guardian Weekly", 29.06.2018
Prezydent USA odrywa dzieci od rodzin,
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/rozdzielanie-rodzin-przypomina-niemcy-lat-trzydziestych/0f9c7aa9-7d1f-4ff6-a776-16d851beb1baTue, 03 Jul 2018 06:22:15 GMT
Prezydent USA odrywa dzieci od rodzin, a w Europie jego naśladowcy odczłowieczają migrantów. Wiemy, dokąd taka nienawiść prowadzi.
Pamiętają Państwo zapewne prawo Godwina, zgodnie z którym, im dłużej trwa debata internetowa, tym prawdopodobniejszym jest, że ktoś wspomni Hitlera lub nazistów. To była kpiarska uwaga, a zarazem miała użyteczny cel, chroniąc przed hiperbolą i głupimi porównaniami. Jednakże w sierpniu 2017 r., gdy amerykańska skrajna prawica zorganizowała marsz z pochodniami w Charlottesville, Mike Godwin zawiesił swe własne prawo. "Porównujcie tych głupców do nazistów pod każdym względem", napisał w serwisie Twitter.com. "Czyńcie to wielokrotnie. Jestem w tym z wami".
Mimo tego rozgrzeszenia byłem skłonny przestrzegać mojej własnej wersji prawa Godwina. Staram się unikać porównań do nazistów, głównie dlatego, że prawie zawsze są niesłuszne i służą trywializowaniu tych, którzy wymordowali miliony osób w latach czterdziestych dwudziestego wieku. Jednakże takie samoograniczanie się wiąże się z pewnym kosztem. Ponieważ umieszcza się epokę nazizmu poza marginesem, postrzega ją jako tak odległą od dziedziny naszego zwykłego ludzkiego doświadczenia, że mogła była równie dobrze zdarzyć się na odległej planecie - planecie Auschwitz - to wywołuje się ryzyko utraty lekcji, którą ona stanowiła. Byłoby to zaprzepaszczeniem kluczowej korzyści, którą daje badanie Trzeciej Rzeszy: systemu wczesnego ostrzegania.
Zatem dokonam tego porównania: gdy Trump nakazał funkcjonariuszom rządu USA na południowej granicy rozdzielać dzieci migrantów od ich rodziców, wyrywać płaczące niemowlęta rodzicom, nawet odrywać niemowlę od piersi, otwierał on ponownie drogę ku Holokaustowi. Nie nakazywał wymordowania całego narodu ani wysyłania milionów osób na śmierć. Jednak było w tym przypomnienie, którego nie wolno przemilczeć.
Na pierwszym planie jest sam podstawowy akt rozdzielenia. Gdy słucha się ocalałych z Holokaustu, nawet tych, którzy przyzwyczaili się opisywać zdarzenia najokrutniejsze, i którzy potrafią to czynić, nie roniąc łzy, dostrzega się u nich wewnętrzną walkę, gdy wspominają chwilę swego rozdzielenia od rodzica. Ta chwila koszmaru przeżytego w dzieciństwie nigdy ich nie opuszcza.
Rodzice oderwani na granicy meksykańskiej od tych 2300 dzieci nie byli prowadzeni na śmierć. Ale są podstawy, by przypuszczać, że mogą oni nigdy nie zobaczyć swoich synów i córek, z których część wysłano do miejsc odległych o tysiące mil. Nie ma systemu łączenia dzieci z rodzicami. Dzieci nie były odpowiednio rejestrowane. Jak może dwulatka, która nie mówi po angielsku, wyjaśnić, kim jest? Może za osiemdziesiąt lat starzy mężczyźni i kobiety będą łkali, przypominając sobie, jak byli zabierani przez umundurowanych funkcjonariuszy rządu USA, żeby nigdy więcej nie zobaczyć swej matki.
Jednak podobieństwa tu się nie kończą. Druciane klatki. Strażnicy mówiący zapłakanym dzieciom, że nie wolno im obejmować się nawzajem. I jeszcze ten przejmujący szczegół przekazany przez "Texas Monthly". Ujawniono, że strażnicy graniczni USA nie zawsze mówią rodzicom, że zabierają im dzieci. "Zamiast tego urzędnicy mówią: »Zamierzam zabrać twoje dziecko do kąpieli«. Dziecko jest zabierane, a po pół godzinie, po dwudziestu minutach, rodzic dopytuje: »Gdzie jest mój pięciolatek?«, »Gdzie jest mój siedmiolatek?«, »To długa kąpiel«. Oraz ((odpowiedź urzędnika)): »Nigdy więcej nie zobaczysz swego dziecka«". To nie to samo co mówienie Żydom mającym umrzeć, że powinni tylko wziąć kąpiel, ale w posłużeniu się oszustwem podobieństwo jest uderzające.
I jeśli w technice wykonania to przedsięwzięcie porusza znajomą nutę, to tak samo podobnie brzmi retoryka i propaganda stosowane przez sprawców i przez ich popleczników. Nie trzeba cofać się do lat trzydziestych dwudziestego wieku, by zdać sobie sprawę, że pierwszym krokiem ku katastrofie jest odczłowieczenie lżonej grupy osób. Tak działo się to w Ruandzie i na Bałkanach w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, i tak dzieje się to dziś w Stanach Zjednoczonych. "To nie są ludzie, to zwierzęta", powiedział prezydent USA w ubiegłym miesiącu. Oni chcą "zalać nas i stać się plagą w naszym kraju", pisał w serwisie Twitter.com w bieżącym tygodniu. "Plaga" jest słowem zarezerwowanym dla owadów i szczurów. To język służący zduszeniu ludzkiego współczucia poprzez sugerowanie, że cierpiący nie są nawet ludźmi.
Obrońcy Trumpa wzmacniają jego przesłanie. Przerażającym było obserwować Steve'a Hiltona, kiedyś występującego jako chodzący bez butów guru Davida Camerona na Downing Street, obecnie wynalezionego ponownie do roli gospodarza "Fox News", gdy uśmiechał się, słuchając specjalistki Ann Coulter nazywającej płaczące niemowlęta "aktorami dziecięcymi". Jej opinia była powtarzana w "Fox" przez Nigela Farage'a, który podobnie nalegał, by Trump nie cofał się wobec "wrzasków dobiegających z liberalnych mediów" i "pozostał twardym".
Mówiąc o uchodźcach, nowy włoski minister spraw wewnętrznych, Matteo Salvini, wzywał do oczyszczenia, albo może czystek, swego kraju, "dzielnica po dzielnicy, ulica po ulicy". Jego planem jest stworzenie rejestru Cyganów mieszkających we Włoszech. Tych z włoskim obywatelstwem "będziemy musieli niestety zostawić u nas", powiedział.
Znaki są widoczne dla każdego, kto nie boi się patrzeć. Coś dzieje się z naszym światem. Inni zauważyli, jak powojenny ład państwowy zaczyna kruszeć, gdy Trump podkopuje zachodni sojusz na korzyść autorytarnych tyranii. Jednak powojenny porządek jest demontowany także w inny, bardziej podstępny sposób.
Mówiąc zdecydowanie: normy i hamulce ustanowione po globalnym doświadczeniu Holokaustu, znikają przed naszymi oczami. Jakby granice wytyczone po 1945 r., określające akceptowalne zachowania ludzkie, były tylko liniami na piasku - a teraz nadchodzi przypływ.
To nie dzieje się w przeciągu jednej nocy. To dzieje się stopniowo, słowo po słowie, a każdy krok sprowadza nas coraz niżej. Dlatego każdy z nas musi teraz walczyć z dzisiejszymi koszmarami. Ponieważ jeśli tego nie zrobimy, kto przewidzi czekające na nas koszmary?
"The Guardian Weekly", 29.06.2018:
Wobec nawrotu ideologii władzy bezgranicznej, gdy obywatelstwo Unii Europejskiej lub Stanów Zjednoczonych może pozbawiać wolności tak samo jak pozbawiało jej obywatelstwo niemieckie, ortodoksyjny rabin Daniel Lapin w zmyślonej pośmiertnej korespondecji niemieckich przywódców wskazuje tożsamość społecznych wartości chrześcijaństwa i judaizmu. Wskazuje wspólnotę wartości, której rozbijanie służy zniewoleniu. Czy obywatel musi żyć
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/kazdy-niemiecki-obywatel-musi-zyc-dla-panstwa/2251cedb-9131-40f7-a3ae-3f2850380e6fMon, 02 Jul 2018 21:28:30 GMT
Wobec nawrotu ideologii władzy bezgranicznej, gdy obywatelstwo Unii Europejskiej lub Stanów Zjednoczonych może pozbawiać wolności tak samo jak pozbawiało jej obywatelstwo niemieckie, ortodoksyjny rabin Daniel Lapin w zmyślonej pośmiertnej korespondecji niemieckich przywódców wskazuje tożsamość społecznych wartości chrześcijaństwa i judaizmu. Wskazuje wspólnotę wartości, której rozbijanie służy zniewoleniu. Czy obywatel musi żyć dla państwa? Czy raczej państwo winno służyć obywatelowi?
Adolf Hitler (fikcyjna korespondencja pośmiertna)
Autor: Daniel Lapin
Rabin Daniel Lapin jest ortodoksyjnym rabinem, osobowością radiową i autorem "America's Real War". Jest prezydentem organizacji "Toward Tradition", www.towardtradition.org.
Niniejszy esej został uprzednio opublikowany w "The American Enterprise" z listopada i grudnia 1999 r. w języku angielskim, a później jednokrotnie przedrukowany za zgodą autora (2002 r., http://www.aapsonline.org/brochures/lapin.htm).
Nie jest moim zamiarem wyjaśnianie, jak wszedłem w posiadanie korespondencji, którą teraz przedstawiam publiczności. Są dwa przeciwne rodzaje błędów, które rodzaj ludzki może popełnić w ocenie diabłów. Jednym jest niewiara w ich istnienie. Drugim jest wiara i poczucie nadmiernego i niezdrowego zainteresowania nimi.
Przedmowa do "The Screwtape Letters" autorstwa C. S. Lewisa.
Mój Drogi Juliuszu!*
* Przypis wydawcy: Juliusz Streicher był nazistowskim przywódcą powieszonym po procesie norymberskim.
Więzienie landsbergskie, do którego trafiłem 1 kwietnia 1924 r., i gdzie napisałem "Mein Kampf", było dziwnie podobne do tego miejsca, w którym znalazłem się po zastrzeleniu się 30 kwietnia 1945 r. W obu miejscach znalazłem się wbrew mojej woli, jednak oba zapewniły mi spokój, a zarazem szeroką perspektywę.
Jak się to czyni w bezczasowej wieczności naszego tutejszego bytu, często rozważam mój pojedynczy najbardziej godny pożałowania błąd - niedocenianie Ameryki. Dokładnie rok po ataku Japończyków na Pearl Harbor powiedziałem Ci w naszej berlińskiej siedzibie, że Ameryka jest w stanie rozkładu. Moje uczucia wobec amerykanizmu były uczuciami pogardy i głębokiej odrazy. Wszystkie cechy zachowania amerykańskiego społeczeństwa ujawniają, że jest w jednej połowie zjudaizowane, a w drugie znegroizowane. Jak można oczekiwać, że takie państwo będzie się trzymało jako całość? Cóż, Ameryka jakoś utrzymała się jako całość i zabrała nam zwycięstwo. Jednakże, i to jest ważne mój przyjacielu, przyjęła ona w końcu wiele spośród żywotnych idei naszego ruchu. Czyż nie może to być uznane za ostateczny rewanż tych wartości, dla których żyliśmy i umieraliśmy? Być może jest to nawet zwycięstwo w pewnym sensie.
Pozwól, że wyjaśnię. Po pierwsze i przede wszystkim byliśmy socjalistami. Jako narodowi socjaliści, czyli naziści, zakładaliśmy, że rząd i lud są sobie nawzajem wrogami. Dlatego uznawaliśmy, że starej niemieckiej tradycji posiadania broni przez obywateli należy położyć kres. W dniu 18 marca 1938 r. wprowadziliśmy w życie prawo o broni, i zarządziliśmy, że tylko funkcjonariusze rządu mogą posiadać broń palną. Możesz sobie wyobrazić moją aprobatę, gdy obserwowałem przygotowywanie przez senatora Thomasa Dodda amerykańskiej ustawy o kontroli broni z 1968 r. oparte o dokonanie przez urzędnika Biblioteki Kongresowej tłumaczenie dla niego naszej ustawy z 1938 r. Mój Drogi Juliuszu, możemy być dumni z podobieństwa obu ustaw. Te starania o kontrolę nad bronią są naiwne i dobroduszne, ale ich skutki będą przypominały skutki naszych działań. Powiedzieliśmy niemieckiemu ludowi, że przepisy o kontroli broni są potrzebne do ograniczenia działalności gangów i utrzymania demokracji, lecz w rzeczywistości przepisy te posłużyły nam do osiągnięcia przewagi.
My naziści rozumieliśmy, że każdy niemiecki obywatel musi żyć dla państwa. Tak samo jak mądrzy farmerzy przyjmują odpowiedzialność za swe stada, my użyliśmy władzy rządowej, by utrzymać nasze ludzkie gromady w zdrowiu. Niesmakiem przepełniał nas widok uzależniającej siły papierosów, ponieważ zarówno umysł, jak i ciało powinny należeć do Führera. Niemal odnieśliśmy sukces w uczynieniu przestępstwem czynu palenia papierosów.
Nasze ministerstwo nauki i edukacji nakazało omawianie szkodliwości tytoniu w szkołach podstawowych. Finansowane przez państwo imprezy kulturalne i edukacyjne były ogłaszane jako imprezy dla niepalących. W późnych latach trzydziestych wzywaliśmy do podniesienia podatków na papierosy, a później wprowadziliśmy zakaz reklamy papierosów. Najbardziej dumny jestem z naszego ustawodawstwa zakazującego sprzedaży papierosów nieletnim. Ustanowiliśmy ośrodki doradztwa i pomocy psychologicznej dla palaczy, i ustanowiliśmy restauracje z zakazami palenia.
W niedługim czasie zdołaliśmy zakazać palenia w Luftwaffe, a potem zakazaliśmy palenia na pocztach, w budynkach rządowych i wielu miejscach pracy. W 1940 r. przywódca SS Heinrich Himmler ogłosił zakaz palenia dla wszystkich policjantów i oficerów SS na służbie. Nasz towarzysz Herman Goering zadekretował, że żołnierze nie mogą palić publicznie, a większość miast zakazało palenia w pojazdach transportu publicznego, aby chronić pasażerów przez wdychaniem dymu. Doprawdy, możemy być dumni, że dzisiejsza Ameryka również pojęła ważność przejmowania przez rząd centralny inicjatywy w regulowaniu tego, czego ludzie nie potrafią robić dobrowolnie, kierując się własnym rozsądkiem.
Czy pamiętasz niezręczną sytuację końca 1940 r.? Amerykański konsulat w Lipsku raportował o naszej polityce prowadzenia eutanazji pacjentów szpitala psychiatrycznego w Grafeneck motywowanej współczuciem. Jakież oburzenie podniosło się w Ameryce! Jednak dziś jedna z czołowych amerykańskich instytucji, Uniwersytet Princeton, mianował profesorem bioetyki niejakiego Petera Singera, który otwarcie popiera uśmiercanie osób upośledzonych umysłowo, śmiertelnie chorych, a nawet poważnie niepełnosprawnych niemowląt. Jest on gotowy uprawnić rodziców i lekarzy do faktycznego zabijania (nie do powstrzymywania leczenia) noworodków obciążonych na przykład takimi chorobami jak rozszczep kręgosłupa czy hemofilia. Singer nalega na uznanie, że noworodek nie ma większego prawa do życia niż świnie, krowy i psy. Zatem dziwaczny pomysł, że wszelkie ludzkie życie jest święte, został wreszcie zaatakowany w Ameryce. Urzędujący obecnie prezydent został wybrany na drugą kadencję po potwierdzeniu zgodności z prawem uśmiercania noworodków podczas porodu, a lekarze w tamtejszym stanie Oregon zaczęli to robić z osobami starszymi i słabymi. Tak, Ameryka z pewnością nawraca się na nasz sposób postrzegania rzeczy.
W końcu, Drogi Juliuszu, pamiętasz zapewne, co często mówiłem i pisałem w "Mein Kampf": "Państwo musi ogłosić dziecko najcenniejszym skarbem ludu"1. Wyjaśniałem, że tak długo, jak długo rząd jest postrzegany jako pracujący dla dobra dzieci, lud będzie w pogodzie ducha znosił niemal każde ograniczanie swobód i niemal wszelkie wywłaszczanie. Naprawdę serce rośnie, gdy patrzy się, jak lekcję tę odrobił amerykański rząd. W imię dobra dziecka dokonuje się takiej inwazji na życie prywatne Amerykanów, którą my naziści podziwialibyśmy z otwartymi ustami. Czy ma jakiekolwiek znaczenie, że nasze ciała sczezły, gdy duch nasz wciąż triumfuje?
Wiem, że masz pytanie do mnie, mój przyjacielu. Co z Żydami? Jakżeż w ostateczności mogę mówić, że Ameryka przyjmuje nasze poglądy, skoro Żydzi maja wciąż tak nieproporcjonalnie wielki wpływ na tej kraj? Pojmij geniusz Twego Führera. Widzisz, Drogi Juliuszu, z dobroduszną powagą większość amerykańskich Żydów zdecydowanie popiera idee, które opisywałem. W błędnym przekonaniu, że czynią Amerykę bezpieczniejszą dla mniejszości, amerykańscy Żydzi przyłączyli się do tych, którzy popierają centralny rząd coraz większy i coraz potężniejszy. Tym, co w rzeczywistości czynią, jest budowanie Ameryki coraz bardziej gościnnej dla narodowego socjalizmu. Gdy on w końcu nadejdzie, dostrzegą także oni prawdziwe niebezpieczeństwo, ale wówczas będzie już za późno. Dziś dostrzegają oni tylko zagrożenie w niepiśmiennych zbirach o ogolonych głowach. Amerykańscy Żydzi boją się garstki ludzi tego rodzaju, których rutynowo skazywaliśmy, zamiast obawiać się zinstytucjonalizowanego zagrożenia, które sami pomagają tworzyć - rządu o bezgranicznej władzy, który pewnego dnia może stać się narzędziem tyranii.
My nie tylko zabijaliśmy Żydów - my mieliśmy dotyczącą ich obsesję. Znaliśmy i rozumieliśmy moc, którą Bóg im powierzył. Zwyciężyć miała albo ich licząca trzy tysiąclecia wizja świętości albo nasze idee postępu. Pamiętasz tego Izraelskiego zbira, Issera Harela, który założył ich przeklęty Mossad, i złapał naszego brata Eichmanna w Buenos Aires w 1960 r.? Harel był zdumiony, gdy Eichmann, zdawszy sobie sprawę, że został pojmany przez Żydów, zaintonował hebrajską modlitwę "Shema Yisrael", "Posłuchaj Izraelu, Pan jest naszym Bogiem, Pan jest jeden". Eichmann rozumiał. Ty Juliuszu też rozumiałeś. Wstąpiłeś na szubienicę w Norymberdze i Twymi ostatnimi słowy były: "Heil Hitler!" (za co Ci dziękuję), a następnie "Purim Fest 1946". Wiedziałeś, że gdy alianci wieszali moich dziesięciu przyjaciół, odgrywali współczesną wersję biblijnej księgi Estery, w której wrogowie Żydów byli wieszani podczas święta Purim.
Nie chodziło tylko o Żydów. Józef Goebbels ujął to całkiem trafnie: "Führer jest głęboko religijny, chociaż całkowicie antychrześcijański. Postrzega chrześcijaństwo jako symptom rozkładu. Słusznie, to odgałęzienie rasy żydowskiej".
Możemy być pewni, że Ameryka zachowa i rozwinie nasze nazistowskie idee możliwości naukowego doskonalenia człowieka, a to z powodu tego przebłysku geniuszu, któremu podziwu nie może odmówić nawet minister propagandy Rzeszy, Goebbels: Ci którzy popierają socjalizm w Ameryce, czy to świadomie, czy mimowolnie, odnieśli sukces w przemienianiu wyrażenia "nazistowski" w obelgę, którą można używać tylko przeciwko tym po prawicy, takim jak chrześcijańscy konserwatyści. Nigdy wyrażenia tego nie używa się przeciwko tym po lewicy, którzy pośród Amerykanów są tymi właśnie, którzy czynią najwięcej dla wdrożenia naszego programu. Zwyciężamy, Juliuszu, zwyciężamy. Heil Hitler.
Pamflet nr 1088, marzec 2002
"Was auf diesem Gebiete heute von allen Seiten versäumt wird, hat der völkische Staat nachzuholen. Er hat die Rasse in den Mittelpunkt des allgemeinen Lebens zu setzen. Er hat für ihre Reinerhaltung zu sorgen. Er hat das Kind zum kostbarsten Gut eines Volkes zu erklären."; A. Hitler, Mein Kampf, München 1943, Verlag Franz Eher Nachf., s. 446. ↩
Działaczka społeczna z ogromnym zaangażowaniem i oddaniem, całkowicie na własny koszt, pozoruje "społeczne" działania parlamentarnego ugrupowania politycznego. Jest przy tym poniżana przez kierownictwo tego ugrupowania, a nawet przez jego pracowników biurowych. Mimo to wciąż na własny koszt stara się bezinteresownie podejmować działania korzystne społecznie i udawać zarazem, że to praca
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/polska-polityka-jako-syndrom-sztokholmski/656229cf-a4ee-405b-aa74-29c358c0581cMon, 25 Jun 2018 04:53:36 GMT
Działaczka społeczna z ogromnym zaangażowaniem i oddaniem, całkowicie na własny koszt, pozoruje "społeczne" działania parlamentarnego ugrupowania politycznego. Jest przy tym poniżana przez kierownictwo tego ugrupowania, a nawet przez jego pracowników biurowych. Mimo to wciąż na własny koszt stara się bezinteresownie podejmować działania korzystne społecznie i udawać zarazem, że to praca ugrupowania politycznego.
Ugrupowanie polityczne, któremu służy poniżana działaczka, nie wykonuje żadnego ze swych zobowiązań wyborczych. Działa ono jak typowa partia polityczna zarządzana przez wąskie kierownictwo. Jego kierownictwo korzysta z bezinteresownej pomocy społeczników, a gdy ci zwracają się o wsparcie, są ignorowani albo odsyłani bez skrępowania do innego ugrupowania politycznego.
W Polsce w wyborach do parlamentu wciąż wybiera się oszustów i złodziei. Być może wyjaśnienia trzeba szukać w psychologii, a nie w politologii.
psycholog-pisze.pl (14 maja 2017)
Jest to reakcja obronna stosowana przez osobę o słabszej pozycji w takiej relacji toksycznej. Nie dopuszcza ona do siebie faktów o niepożądanych zachowaniach ze strony osoby dominującej, a jej obraz tuszuje poprzez uwypuklanie jej zalet. Dzięki temu czuje się bezpieczniej, nie czuje się zobowiązana do żadnych decyzji czy też konfrontacji z partnerem. (...) Współcześni psychologowie dostrzegają wspólne mianowniki pomiędzy reakcją osoby w opisanej traumie i ofiar przemocy fizycznej bądź psychicznej zdarzających się w wielu współczesnych domach bądź firmach.
pressmania.pl (16 czerwca 2018)
― Najczęściej prosiłam o współdziałanie Pawła Kukiza, którego byłam asystentką społeczną. Długo żyłam w przeświadczeniu, że nie miał on czasu zająć się prośbami i petycjami, jakie składałam do niego na piśmie, aż do dnia, gdy zadzwonił do mnie jeden z posłów, pytając czy te wszystkie moje dokumenty są już "załatwione", ponieważ właśnie znaleźli je w szufladzie biurka zaufanego współpracownika Pawła, który został przesunięty z biura w sejmie do biura na Piękną. (...) W czasie rozmowy z Dariuszem Pitasiem, prawą ręką Pawła, usłyszałam, że nie da on rady się tym zająć i żebym poszła z tym do Kornela Morawieckiego. Wtedy było to dla mnie dziwne bo marszałek senior nie należał już do klubu K ’15, a samo rozstanie nie było miłe, i ja osobiście nigdy nie zaakceptowałam tamtej sytuacji z głosowaniem na 2 ręce, ale okazało się, że pan Pitaś doskonale mnie skierował. Marszałek senior natychmiast zajął się sprawą i zorganizowano to spotkanie bez problemu. To nie był jedyny raz, gdy z biura K ’15 odesłano mnie do biura WiSu, stąd moja znajomość tego biura. (...)
― Przepraszam... chyba źle zrozumiałam. Pani rodzimy klub, gdy przychodziła Pani z prośbami wyborców, którzy prosili was o pomoc, odsyłał ich do ― należy powiedzieć ― politycznej konkurencji? Przecież to polityczne samobójstwo na własne życzenie.
― Takie były wtedy decyzje i musiałam się im podporządkować. A ponieważ uzyskałam dla tych ludzi pomoc u Kornela Morawieckiego to uważam, że sprawa została załatwiona pozytywnie. Dziś zbieram za to baty, bo niektórzy nie znając kulis zarzucają mi bratanie się z klubem Wolnych i Solidarnych. (...) Zorganizowaliśmy transport, zakupiliśmy głównie wodę mineralną i paliwo do pił spalinowych, bo to była podstawowa potrzeba oraz środki czystości i pojechałam tam.
― To była taka standardowa "kukizowa" akcja? Wiele takich robicie?
― Nie, to była nasza prywatna inicjatywa.
― Ale na zdjęciu ma Pani koszulkę "Potrafisz Polsko", a nie prywatną.
― Tak, zawsze w każdej akcji, w jakiej brałam udział albo organizowałam, zakładałam kukizowe koszulki. Nawet jak jadę na jakiś festyn w okolicy biorę zawsze ze sobą ulotki Kukiz ’15 i zakładam koszulkę. (...) Trudno mi wypowiadać się o Samorządach z Kukizem w skali całego kraju, mój okręg, czyli okręg marszałka Stanisława Tyszki, uczestniczy bardzo aktywnie, odbywamy spotkania dotyczące kandydatów i list, jak wspomniałam wcześniej dość intensywnie agitujemy. Na płocie mojego domu niedawno wisiało ok. 10 plakatów reklamujących wybory samorządowe z K ’15 (śmiech). Staram się wykorzystywać każdą możliwość i nie patrzę na koszty, sama płacę za np. ogłoszenia w prasie czy na własny koszt organizuję spotkania otwarte. (...) I pamiętam to uczucie, gdy przyjechałam tam z banerem trzymetrowej długości, czekam..., i okazało się, że jestem sama (śmiech). Ale nie dałam za wygraną, chciałam żeby ludzie zobaczyli, że Stowarzyszenie na Rzecz Nowej Konstytucji również piętnuje tego typu praktyki w mediach społecznościowych. Chciałam, żeby poseł Marek Jakubiak czuł, że ma od nas mocne wsparcie. Baner został rozwinięty i trzymałam go z innym uczestnikiem marszu. (...) Chcieliśmy zrobić naszym posłom niespodziankę przed Wigilią. To było jeszcze w czasie, gdy my wszyscy byliśmy bardzo w naszych wszystkich posłach zakochani. Chciałam im zrobić prezent, że by poczuli, że są dla nas naprawdę ważni, i że cały czas ich wspieramy. Wtedy klub jeszcze był kompletny. Ufundowałam 50 przepięknych, dużych patriotycznych kalendarzy i zawiozłam je z kolegą do Sejmu. Położyłam je w pokoju, które użytkuje nasz klub, gdzie są tylko krzesła i stół. Stałam tam i czekałam na kolegę, który gdzieś wyszedł. Nagle weszła do tego pokoju jedna z pracownic biura Kukiz ’15 i poprosiła mnie o opuszczenie pokoju, bo ― jak powiedziała ― są tu kalendarze, i nie chciałaby żeby coś zginęło... Byłam tak zszokowana, że wyszłam bez słowa. Potem, gdy rozdawałam kalendarze posłom i gdy z nimi rozmawiałam, podeszła ta pani i poprosiła o kalendarz dla siebie.
― Przeprosiła Panią za tę sytuację?
Siedem przedszkolanek katolickiego przedszkola w Kolonii w Niemczech znęcało się nad dziećmi. Urządziły w przedszkolu ciemnicę, w której wielokrotnie zamykały małe dzieci. Dzieci były tak zastraszone, że nic nie mówiły rodzicom. Znęcanie się ujawniono, gdy rodzice zauważyli długotrwałe zmiany w zachowaniu dzieci. Niemiecka telewizja państwowa w przeciwieństwie do użytkowników Internetu
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/ciemnica-w-niemieckim-przedszkolu/31381b19-2eb5-4fc2-900f-6d1944c82cccSun, 24 Jun 2018 02:43:00 GMT
Siedem przedszkolanek katolickiego przedszkola w Kolonii w Niemczech znęcało się nad dziećmi. Urządziły w przedszkolu ciemnicę, w której wielokrotnie zamykały małe dzieci. Dzieci były tak zastraszone, że nic nie mówiły rodzicom. Znęcanie się ujawniono, gdy rodzice zauważyli długotrwałe zmiany w zachowaniu dzieci. Niemiecka telewizja państwowa w przeciwieństwie do użytkowników Internetu nie pyta o brak niezależnego nadzoru nad przedszkolem. Telewizja przekonuje, że należy czekać i nie martwić się. W żadnym wypadku nie stawiać zarzutów urzędnikom, bo za to można w warunkach powracającego totalitaryzmu w Niemczech stracić dziecko. (English version)
HD (większy obraz)
Rządowi urzędnicy, którzy kradną setki milionów złotych za przyzwoleniem każdej kolejnej partii rządzącej, mają dość pieniędzy do dyspozycji, żeby skorumpować jednocześnie wszystkich posłów.
Nie muszą tego jednak czynić, bo większość posłów to statyści (polityczne zera) wykonujący polecenia partyjnych kierownictw lub innych mocodawców dających im poselskie mandaty poprzez przyznawanie miejsc na
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/polska-kraina-taniej-korupcji/78747237-5162-4c7a-9240-1cc97d89254eWed, 20 Jun 2018 16:17:46 GMT
Nie muszą tego jednak czynić, bo większość posłów to statyści (polityczne zera) wykonujący polecenia partyjnych kierownictw lub innych mocodawców dających im poselskie mandaty poprzez przyznawanie miejsc na listach wyborczych. Wskutek fikcji poselskiej kontroli władzy wykonawczej, którą obiecywała konstytucja z 1997 r., koszty korupcji w Polsce są wyjątkowo niskie.
Za drobną korupcyjną prowizją można w Polsce "utylizować" bezużyteczny sprzęt i farmaceutyczne odpadki. Można na tym doskonale zarabiać, a przy okazji tworzyć zapotrzebowania na usługi leczenia osób chorych wskutek podania im szkodliwego farmaceutyku, stanowiące kolejne okazje do korupcji i zarobku. Oto Polska, kraina korupcyjnych marzeń1, w której zamiast parlamentu władzę "kontroluje" niewielka grupa osób układających listy wyborcze lub zawiadujących telewizją.
Jak zwykle w Polsce, "demokratycznym państwie prawnym", do informacji o urzędniczym i politycznym bezprawiu należy "docierać":
radiozet.pl (14.06.2018 09:23)
Ministerstwo Zdrowia ustawiło pod konkretnego oferenta przetarg warty 24 miliony złotych – wynika z najnowszego raportu Najwyższej Izby Kontroli, do którego dotarło Radio ZET. (...)
„Ministerstwo zażyczyło sobie, aby dentobusy miały elektrycznie podgrzewaną szybę przednią. Nie stanowi ona standardowego wyposażenia tego typu pojazdów” – czytamy w raporcie NIK. Dodatkowo niezwykle krótki termin wykonania zamówienia, 17 dni, powodował, że nie mogły być brane pod uwagę pojazdy wykonywane na specjalnie zamówienie. Jakby tego było mało, resort za samochody przepłacił. Szacunkową wartość – zamówienia 24 miliony złotych – ustalono na podstawie doniesień prasowych sprzed 3 i 5 lat, a nie rozeznania rynku. „Jeden z producentów pojazdów poinformował, że był w stanie wyprodukować takie pojazdy za jedną trzecią ceny, to jest 8 milionów złotych” – napisali kontrolerzy. (...)
Raport NIK krytykuje też zakup przez Ministerstwo Zdrowia szczepionek bez wzięcia pod uwagę, czy są one potrzebne. W 2017 roku wydano 70 milionów złotych na 900.000 dawek szczepionek PCV10 przeciw pneumokokom dla dzieci i młodzieży. W tym czasie od grudnia 2016 roku w magazynach leżało już 1,2 miliona tego typu szczepionek. (...) Istnieje zagrożenie, że na śmietnik trafi 250 tysięcy dawek szczepionki o wartości 21 milionów złotych. Resort próbuje jednak ratować sytuację. „Minister Zdrowia podjął decyzję o możliwości skorzystania z bezpłatnego szczepienia (PCV10) także przez dzieci urodzone w latach 2013-2016, które do końca 2016 r. nie podlegały obowiązkowi szczepień i nie były zaszczepione” – można przeczytać w raporcie.
Zdaniem bezkarnych urzędników Ministerstwa Zdrowia skrócenie terminu składania ofert, które pozwalało pozbyć się niepożądanych oferentów, było uzasadnione prowadzeniem postępowania w "trybie pilnym", czyli w trybie skrócenego terminu składania ofert. Krótko mówiąc: skrócenie było uzasadnione skróceniem.
gov.pl (14.06.2018 14:05)
Postępowanie to było przeprowadzane w trybie pilnym, co uzasadnia zastosowanie skróconego terminu składania ofert. Z tego względu nie zdecydowaliśmy się też na organizowanie i przeprowadzenie dialogu technicznego, który znacząco wydłużyłby procedurę postępowania.
"Beata Szydło zabiera głos w sprawie faktury za wizaż na 49 tys. zł". Szczególną uwagę kontrolerzy zwrócili na fakturę na kwotę 49 tys. zł z 13 grudnia 2017 r., kiedy premierem był już Mateusz Morawiecki. Stwierdzili, że została rozliczona "nierzetelnie". (...) - Prawo nie zostało złamane, Najwyższa Izba Kontroli nie zgłosiła zastrzeżeń - stwierdziła była szefowa rządu. Dziennikarka zwróciła jednak uwagę wicepremier, że według NIK usługa za 49 tys. zł powinna była kosztować ok. tysiąca złotych. - To są decyzje, które jeszcze pewnie w jakiś sposób trzeba będzie uporządkować - odpowiedziała Szydło. gazeta.pl (21.06.2018 10:22). ↩
Przed sądem administracyjnym w Kolonii rozpoczyna się 21 czerwca 2018 r. o godz. 12.45 ogłoszenie rozstrzygnięcia w jednym z ostatnich procesów o odszkodowanie za zbrodnie wojenne popełnione przez Niemcy. Konferencja prasowa o godz. 11.00.
(Association Stolen Children – Forgotten Victims)
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/ofiary-nazistowskich-porwan-adopcyjnych-pozywaja-niemcy/f6b6c8f0-727e-40ee-9148-671e82ae7eedWed, 20 Jun 2018 05:25:11 GMT
info@geraubte.de
Ofiary nazistowskich porwań adopcyjnych pozywają Niemcy
Pod koniec czerwca ofiary niemieckiej polityki rasowej, które zostały porwane jako dzieci w nazistowskiej Rzeszy, będą oczekiwać na orzeczenie w postępowaniu przeciwko Republice Federalnej Niemiec. Berlin od lat nie przyjmuje odpowiedzialności odszkodowawczej za uprowadzenia dzieci z Polski, Rosji, Słowenii, Czechosłowacji i Norwegii.
Według ostrożnych szacunków hitlerowskie siły okupacyjne porwały kilkadziesiąt tysięcy dzieci z okupowanych krajów, ponieważ wyglądały na germańskie i miały zostać ponownie włączone do rasy aryjskiej. Otrzymały one nowe nazwiska i tożsamości, zostały poddane reedukacji w zakładach, a następnie przymusowej adopcji. Celem tego terrorystycznego rasizmu było wzmocnienie fikcyjnej rasy germańskiej "krwią" tych "zgermanizowanych" dzieci. Te skradzione dzieci miały zostać ojcami i matkami nowych niemieckich "aryjczyków".
Tysiące tych dzieci, które teraz są w podeszłym wieku, nie znają swoich prawdziwych rodziców. Osoby te zmuszone były prowadzić życie pod fałszywymi nazwiskami, używając obcych tożsamości. Niemieckie powojenne władze administracyjne utrudniły prowadzenie badań. Niemiecki rząd nadal odmawia płacenia odszkodowań za to, co te ofiary musiały znosić.
"Los dziecka uprowadzonego celem »przymusowej germanizacji« nie spełnia jako taki żadnego z kryteriów specjalnego rozporządzenia w sprawie odszkodowań, co jest związane wyłącznie z porwaniem, jako takim..." (Wolfgang Schäuble, były niemiecki minister finansów).
Hermann Lüdeking jako jedno z porwanych dzieci wniósł pozew przeciwko Niemcom w imieniu wielu innych. Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w koferencji prasowe dotyczącej ogłoszenia orzeczenia sądu:
w czwartek, 21 czerwca 2018 r.
przed Centrum Dokumentacji NS w Kolonii (NS-Dokumentationszentrum der Stadt Köln, Centrum Dokumentacji Nazizmu miasta Kolonia)
Do udziału w konferencji zaoprosiliśmy pana Jana Sobczaka, Konsula Generalnego RP w Kolonii.
Hermann Lüdeking i Alexander Orolow (skradzione dzieci) będą uczestniczyli konferencji prasowej (od 11:00 do 11:30).
0049 152 33 71 47 67
Lubelski sąd okręgowy odmówił 8 czerwca 2018 r. zarządzenia powrotu do Polski Michałka Wąsika porwanego za granicę przed dwoma laty przez belgijskich obywateli, Lievena Boelaerta i Barbarę Wellens. Wcześniej sąd ten uchylił postanowienie sądu rejonowego nakazujące doprowadzenie do powrotu dziecka.1 Sądową odmowę ochrony dziecka poprzedziło wydanie przez Prokuraturę postanowienia
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/dutroux-boelaert-belgijscy-porywacze-dzieci-pod-rzadowa-ochrona/1e1ab6c3-86de-46ec-b273-0bf13965abb4Mon, 11 Jun 2018 20:01:04 GMT
Lubelski sąd okręgowy odmówił 8 czerwca 2018 r. zarządzenia powrotu do Polski Michałka Wąsika porwanego za granicę przed dwoma laty przez belgijskich obywateli, Lievena Boelaerta i Barbarę Wellens. Wcześniej sąd ten uchylił postanowienie sądu rejonowego nakazujące doprowadzenie do powrotu dziecka.1 Sądową odmowę ochrony dziecka poprzedziło wydanie przez Prokuraturę postanowienia o umorzeniu postępowania w sprawie porwania Michałka przed dwoma laty2, opatrzone twierdzeniem o rzekomym "braku znamion czynu zabronionego" w wywiezieniu dziecka z Polski wskazanym jako porwanie Prokuraturze także przez wiceministra sprawiedliwości w 2016 r.3
(PDF, do druku)
Na uzasadnienie umorzenia postępowania w sprawie porwania Michałka prokurator przedstawił rażąco nieprawdziwe twierdzenie, jakoby przekazanie dziecka Belgom pod tymczasową pieczę na okres zapoznawczy stanowiło zarazem czynność ustanowienia dla tego dziecka nowego opiekuna prawnego i uprawniało do wywiezienia dziecka z Polski.4 Wskazanie takiej podstawy umorzenia potwierdziła niezależnie asystentka poseł Barbary Chrobak. Stanowisko zajęte przez Prokuraturę oznacza, że polskie dziecko wysłane przez rodziców na kolonie lub obóz wakacyjny, można dowolnie wywieźć za granicę i "adoptować".
Skład sądu okręgowego był 8 czerwca 2018 r. niezgodny z prawem wskutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który od dnia 5 grudnia 2007 r. pozbawił mocy obowiązującej przepis art. 2 ust. 2 pkt 2 ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa.5
Belgijscy porywacze przybyli do sądu okręgowego bez Michałka, którego los wciąż pozostaje nieznany jego opiekunce. Przybyli bez jakiejkolwiek niezależnej opinii o sytuacji dziecka lub świadectwa niewyrządzenia mu krzywdy. Nie przedstawili dowodu starania o niezależną opinię o sytuacji dziecka, ani o opinię ze strony instytucji państwowej lub społecznej. Sąd okręgowy, który ma obowiązek ustalić zarówno sytuację dziecka, jak i poznać jego zdanie, nie zamierzał nawet sprawdzać, czy dziecko porwane przed dwoma laty jeszcze żyje.
Opiekunka Michałka Wąsika zwróciła się 16 lutego 2018 r. do Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara o pomoc w sprowadzeniu Michałka do Polski, mówiąc: "Ja do najodważniejszych nie należę... Ja współpracuję z sądem. Wychowuję oprócz Michała inne dzieci. Muszę współpracować, muszę chronić te dzieci, które mam. Gdyby nie to, już bym dawno była w Belgii. Wzięłabym Michała za rękę i przywiozła bym". Rzecznik nie podjął żadnych działań.
Porywacze Michałka z pomocą polskich sędziów i prokuratorów wciąż, przez ponad 2 lata, prowadzą w Polsce postępowanie o przysposobienie porwanego dziecka, mimo że postępowanie adopcyjne jest wykluczone w przypadku porwania dziecka za granicę przed zakończeniem okresu zapoznawczego, który zgodnie z ustawą musi odbywać się w Polsce i musi zakończyć się w określonym czasie, by stanowić podstawę oceny kandydatów na rodzinę adopcyjną. Postępowanie, które należało niezwłocznie umorzyć, jest wciąż, latami przewlekane, by opinia publiczna zapomniała o sprawie, a opiekunka straciła wszelką zdolność obrony dziecka. Kolejne skargi na przewlekłość postępowania są odrzucane przez Sąd Apelacyjny w Lublinie.
Sąd Okręgowy w Lublinie, działając 8 czerwca 2018 r. w składzie obejmującym osoby, które nie zostały zgodnie z prawem powołane na stanowiska sędziów, zażądał opuszczenia sali rozpraw przez dziennikarzy i przedstawiciela Fundacji Wolne Społeczeństwo. Fundacja Wolne Społeczeństwo 23 kwietnia 2018 r. wniosła o wyznaczenie kuratora dla Michałka celem wsparcia jego opiekunki w czynnościach sądowych i ochrony dziecka przed skutkami zastraszania i szantażowania opiekunki. Wniosek nie został rozpatrzony do czasu rozprawy 8 czerwca 2018 r.
Inne organizacje, Fundacja Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris oraz Fundacja Instytut na rzecz Państwa Prawa, których przedstawiciele początkowo występowali w sprawie Michałka, dyskretnie porzuciły tę sprawę, zauważając najwyraźniej dzięki doświadczeniu tworzących je prawników, że sędziowie lub sponsorzy nie życzą sobie dłuższego przeszkadzania w handlu żywym towarem z Polski.
Podczas rozprawy sędziowie zignorowali zarzut zastraszania i szantażowania opiekunki dzieci. Nie potrafili wyjaśnić, co zrobili w sprawie wniosku fundacji o kuratora. Gubili się w tłumaczeniach. Twierdzili, że odmówili dopuszczenia fundacji do postępowania, i że postanowieniem oddalili zażalenie na odmowę dopuszczenia. Następnie twierdzili, że odrzucili zażalenie bez rozpatrzenia. Żadnego z postanowień dotyczących wystąpień fundacji nie okazali mimo żądań fundacji. Obiecywali późniejsze doręczenie przynajmniej jednego z tych postanowień. Gdy przedstawiciel fundacji wskazał, że fundacja nie otrzymała postanowienia o odmowie dopuszczenia, więc nie było podstawy nie tylko do rozpatrzenia zażalenia, ale nawet do jego wniesienia, zażądali ponownie opuszczenia sali przez przedstawiciela, uniemożliwiając niezależną kontrolę postępowania.
Pozbycie się z sali sądowej przedstawicielstwa organizacji społecznej było istotne dla umożliwienia pełnomocnikom i pomocnikom porywaczy, adwokat Annie Marii Błońskiej z Opacza i adwokatowi Jackowi Wiercińskiemu, pracownikowi Uniwersytetu Warszawskiego, bezkarnego atakowania opiekunki Michałka oraz pozorowania znajomości prawa. Adwokat Jacek Wierciński objęty jest zarzutem usiłowania zastraszenia opiekunki poprzez grożenie jej obciążeniem jej kosztami zagranicznego postępowania opartego o Konwencję haską dotyczącą cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka za granicę, w którym została ona prostacko oszukana przez belgijski sąd odmawiający poza swą kompetencją uznania orzeczenia sądu polskiego o ustanowieniu jej opiekunką Michałka. Konwencja zakazuje obciążania wnioskodawców takimi kosztami, ale wobec osoby nieprzygotowanej kauzyperda może sobie na wiele pozwolić. Adwokatura "polska" odgrywa we współdziałaniu z sędziami istotną rolę w szkodzeniu polskim rodzinom. Politycy wiedzą o tym od dawna, i nic nie robią.6
Porywacze Michałka, Barbara Wellens i Lieven Boealaert, przybyli do sądu w towarzystwie przedstawicielki rządu belgijskiego, która udzielała im poparcia, mimo że belgijska prokuratura uznała, że dopuścili się oni porwania Michałka, i że powinni przekazać go opiekunce w Polsce.
Postępowanie "adopcyjne" w sprawie Michałka jest częścią procederu organizowanych przez funkcjonariuszy polskiego państwa uprowadzeń dzieci za granicę. Ukrywany po pozorem "adopcji" proceder ten oczywiście narusza prawo polskie i międzynarodowe.
Zgodnie z polskim prawem, przepisem art. 114^2 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (Krio) dopuszcza się przysposobienie (adopcję) ze zmianą miejsca zamieszkania na miejsce zamieszkania w innym państwie, gdy dziecku nie można zapewnić zastępczego środowiska rodzinnego w Polsce (możliwość zapewnienia dziecku rodziny zastępczej wyklucza adopcję zagraniczną), jednakże bez zmiany lub narzucenia przy tym dziecku obcego obywatelstwa lub ograniczenia mu prawa do korzystania z polskiego obywatelstwa. Przepisy art. 34 i art. 36 Konstytucji nie pozwalają na pozbawianie dziecka obywatelstwa polskiego lub możności korzystania zeń w pełnym zakresie. Przepis art. 114^2 Krio nie może w zgodzie z Konstytucją pozwalać na pozbawianie dziecka ochrony w systemie prawa polskiego.
Instytucja przysposobienia jest instytucją prawa polskiego, która poza systemem prawa polskiego nie ma treści i nie może być definiowana w zgodzie z Konstytucją, ponieważ jej treść jest określana konstytucyjnymi, procesowymi i materialnymi gwarancjami prawa polskiego i stanowi wraz z nimi nierozłączną całość prawną. Przepis art. 114^2 Krio powinien służyć co najwyżej dopuszczaniu zamieszkiwania za granicą obywateli polskich z adoptowanym dzieckiem, a nie służyć wydawaniu dzieci obywatelom obcym.
Żaden przepis prawa międzynarodowego nie pozwala na uchylanie konstytucyjnej ochrony praw dziecka do obywatelstwa polskiego, do pobytu w Polsce i do ochrony ze strony Rzeczypospolitej w Polsce i za granicą.
Wskazane przepisy wykluczały przysposobienie Michałka Wąsika przez jego belgijskich porywaczy. Jednak gwarantowana w Polsce bezkarność "sędziów" sprawia, że żaden przepis prawa nie ochroni ofiary bezprawia organizowanego z wykorzystaniem sądu.
Po zakończeniu rozprawy i opuszczeniu sali przez innych uczestników postępowania belgijscy porywacze i ich rządowa pomocnica, pozostali w sali rozpraw sami z sędziami.
Belgijska urzędniczka po opuszczeniu sali rozpraw była tak zaniepokojona możliwością ujawnienia jej powiązania z porywaczami przy okazji dokumentowania na potrzeby fundacji obrazów wnętrz sądowych i sądowych ogłoszeń o postępowaniu (wokandy), że nie tylko żądała zapewnienia jej, że jej wizerunek nie pojawi się w towarzystwie fotografii Lievena Boealaerta, ale chciała też oglądać każdą fotografię w aparacie fotograficznym, by przekonać się, że nie widać jej na zdjęciu przeznaczonym do rozpowszechniania. Nie miało to żadnego uzasadnienia jakąkolwiek publikacją w sprawie Michałka lub w podobnej sprawie. Lieven Boealaert sam upowszechnił swój wizerunek. Fotografie jego zrujnowanego gospodarstwa są publikowane po raz pierwszy pod niniejszym tekstem celem ukazania i uzmysłowienia odbiorcom miejsc, w które wysyłane są polskie dzieci rzekomo dla "dobra dziecka".
Nieobecność porwanego Michałka, brak niezależnego zapewnienia o jego sytuacji, ukrywanie jego losu, pozostawanie obcokrajowców z sędziami w sali sądowej bez świadków, po usunięciu przedstawicielstwa polskiej organizacji społecznej z tej sali, a także zachowanie przedstawicielki belgijskiego rządu poza salą sądową uzasadniają najwyższą obawę o Michałka.
Zachowanie urzędniczki jest zrozumiałe wobec podobieństwa zachowania polskich i belgijskich urzędników rządowych oraz sędziów i prokuratorów w sprawie porwania Michałka do zachowania belgijskich funkcjonariuszy państwowych w koszmarnej sprawie mordercy dzieci Marca Dutroux. Zarówno w sprawie Marca Dutroux i jego partnerki, jak i w sprawie Lievena Boealaerta i jego partnerki, funkcjonariusze państwowi podejmują bezprawne działania celem całkowitego uniemożliwiania wyjaśnienia losu dziecka. Trudno o chętnych do pokazywania się w takim towarzystwie.
Zważywszy ujawniane powiązania Marca Dutroux z Polską, nie można wykluczyć, że pomoc udzielana Lievenowi Boealaertowi ma na celu ukrycie poważnej, zorganizowanej działalności przestępczej przeciwko dzieciom, w której udział biorą lub brali polscy funkcjonariusze państwowi w powiązaniu z belgijskimi: "(...) Dutroux bywał na wschodzie Europy. Budował przez to kontakty w krajach dawnego bloku socjalistycznego".7 "Zbrodnie dokonane przez Marca Dutroux i późniejsze nieudolne śledztwo, wywołały protesty społeczne i ujawniły rażące wady belgijskiego wymiaru sprawiedliwości".8 "Uzupełniał swe dochody napadami na ludzi, handlem narkotykami, kradzieżami samochodów, które były przemycane do Europy Wschodniej i sprzedawane na Słowacji, w Polsce i na Węgrzech. (...) Policja wiedziała o jego działalności.", "He supplemented his income with mugging people, dealing drugs, and stealing cars that were smuggled into eastern Europe and sold in Slovakia, Poland and Hungary. (...) The police knew of his activities".9 "Dowody wskazują, że niektóre z dziewcząt zostały sprzedane do zarobkowego wykorzystywania seksualnego w Polsce, ale wykopano wiele ciał pogrzebanych w ogrodzie za jego domem. (...) W najlepszym wypadku policja okazała niewiarygodną niekompetencję, w najgorszym --- zmowę, ponieważ podniesiono zarzuty uwikłania wysokich urzędników w departamencie policji w stworzony przez Dutroux krąg pornografii dziecięcej.", "The evidence indicates that some of the girls were sold into the sex trade in Poland, but several bodies were dug up---buried in the backyard of his house. (...) At best, police showed incredible incompetence, at worst collusion, because there were allegations that high officials in the police department were involved in Dutroux's child pornography ring".10
Bez śladu znikają kolejne dzieci wywożone z Polski pod pozorem "adopcji zagranicznych". Minister spraw wewnętrznych i Policja nawzajem sobie zaprzeczają w sprawie wywiezienia Adasia Krupińskiego z Polski w konwoju policyjnym po ujawnieniu, że wolał on się zabić niż wyjechać. W USA urząd koronera potwierdził otrucie adoptowanego dziecka i pobranie jego narządów do przeszczepów.11 W Belgii podnoszone są zarzuty udziału polityków i wymiaru sprawiedliwości w wykorzystywaniu i mordowaniu dzieci. Z zagranicy do adopcji dostarczane są tam białe dzieci tylko z Polski. Inne "kanały" dostaw, jak mówią o tym urzędnicy, to Kenia, Gwinea i Uganda. Tak wykorzystywane są dzieci zabierane polskim rodzicom, choć w Polsce jest wiele rodzin zastępczych gotowych przyjąć dzieci.
Polska odmawia ratyfikacji ogólnoświatowej konwencji ONZ o ochronie wszelkich osób przed wymuszonymi zaginięciami, ponieważ nie zamierza dostosowywać prawa adopcyjnego do wymogów konwencji zakazującej porywania dzieci i ukrywania ich losu. Konwencja przewiduje uznawanie czynów doprowadzenia do wymuszonego zaginięcia za czyny zbrodni przeciwko ludzkości. Polska odmawia też ratyfikowania dodatkowego protokołu do Konwencji o prawach dziecka, które jest niezbędne do objęcia polskich dzieci ochroną utworzonego przez ONZ międzynarodowego Komitetu Praw Dziecka.
Wskutek odmów ratyfikowania umów służących ochronie dzieci, w Polsce nie obowiązuje w Praktyce Konwencja o prawach dziecka, a urzędnicy mogą bezkarnie porywać dzieci z polskich rodzin i dostarczać je zagranicznym klientom.
Ponieważ w ocenie Fundacji Wolne Społeczeństwo polscy sędziowie i urzędnicy są chronieni przez Prokuraturę mającą monopol na oskarżanie, co powoduje, że porywanie dzieci polskim rodzicom jest bezkarne, fundacja wniosła prywatny akt oskarżenie przeciwko sędziom: Jolancie Popik-Ognik, Beacie Gontarz, Bartoszowi Krotkiewiczowi, o pomocnictwo w naruszaniu nietykalności cielesnej Michała podczas porwania i przetrzymywania za granicą, celem zademonstrowania rozmiarów bezprawia. Inne zarzuty w tej sprawie może podnieść tylko prokurator.
Ponad dwuletnie bezkarność i buta skorumpowanych polskich sędziów i prokuratorów w bezprawnym działaniu uzasadnia przekonanie, że Michałek to tylko jedno z wielu dzieci, które wskutek ich przestępczych działań spotkać mógł okrutny los.
Dopuszczanie, by grupa skorumpowanych sędziów i prokuratorów oraz adwokatów swobodnie kończyła transakcję sprzedaży dziecka osobom, o których polscy urzędnicy jawnie mówili: "państwo już zapłacili", którym wcześniej, w Belgii, zarzucono zakup dziecka w Kazachstanie, jest wynikiem bezczynności lub poplecznictwa osób pełniących kluczowe funkcje w państwie. Rzecznik Praw Obywatelskich był bezskutecznie wzywany przez Stowarzyszenie Wolne Społeczeństwo do udziału w postępowaniu, tak samo jak Rzecznik Praw Dziecka, który formalnie nawet został uczestnikiem postępowania. Przed sądem w Lublinie 8 czerwca 2018 r. nie pojawił się żaden z rzeczników lub ich przedstawicieli. O sprawie Michałka wielokrotnie informowano Ministra Sprawiedliwości, premiera i Prezydenta. Bez skutku.
Obecnie pytanie o zdolność osób pełniących kluczowe funkcje w państwie do udzielenia pomocy, poparcia i ochrony opiekunce porwanego dziecka w udaniu się do Belgii w miejsce jego rzekomego pobytu, do ruiny gospodarstwa w Gooik w Belgii, i przywiezieniu go do Polski w przypadku odnalezienia, co jako opiekunka może ona zgodnie z prawem zrobić bez pomocy skorumpowanego sądu, jest pytaniem o naturę państwa: czy mamy do czynienia z państwem, czy z przestępczą koalicją, która poprzez osoby takie jak Marc Dutroux czy Lieven Boelaert, chronione przez sędziów i prokuratorów, zaopatruje w ofiary swych możnych zagranicznych klientów?
ul. Święty Marcin 29/8, 61-806 Poznań (Poland)
e-mail: sws@wolspo.org, fax.: 0048 61 666 1059
Fot. domu rodziny zastępczej z reportażu "Sprawa dla Reportera" TVP
Powyżej: dom stworzony w Polsce przez rodzinę zastępczą dla Michałka i innych dzieci.
Powyżej: zrujnowane gospodarstwo w Gooik, gdzie jakoby mieszka Michałek w Belgii.
Zrujnowane gospodarstwo w Gooik, gdzie jakoby mieszka Michałek w Belgii.
Sygn. akt: III Ca 256/16.↩
Michałka uprowadzono za granicę prawdopodobnie 5 kwietnia 2016 r. albo wcześniej.↩
Michała Wójcika.↩
Prok. Rej. w Opolu Lubelskim, sygn. akt: PR Ds. 1658.2017.↩
Uprawnienie Krajowej Rady Sądownictwa do określania kryteriów ocen kandydatów na stanowiska sędziowskie, przeprowadzanych przez prezesów sądów okręgowych i apelacyjnych, zostało uznane przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodne z Konstytucją. Wyrokiem z dnia 29 listopada 2007 r. (SK 43/06 Dz. U. z 2007 r. Nr 227, poz. 1680) Trybunał Konstytucyjny od dnia 5 grudnia 2007 r. pozbawił mocy obowiązującej przepis art. 2 ust. 2 pkt 2 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o Krajowej Radzie Sądownictwa. Powołania pani Beaty Gontarz i pana Bartosza Krotkiewicza, wyznaczonych do orzekania w sprawie Michałka, nastąpiły wbrew prawu, z naruszeniem wyroku Trybunału.↩
Jak opowiada Jarosław Kaczyński: "Konkretny przykład: kobieta, bardzo nieporadna życiowo, wniosła do majątku małżeńskiego mieszkanie. Po rozwodzie została przez byłego męża na podstawie wyroku sądu pozbawiona tego mieszkania bez najmniejszych podstaw ku temu. W całym kilkusettysięcznym mieście nie ma adwokata, który by się ośmielił napisać odwołanie od tej decyzji. Każdy adwokat bowiem wie, że takie odwołania byłoby że takie odwołanie byłoby w istocie powiadomieniem o popełnieniu przestępstwa przez sędziego. Adwokat, żeby załatwiać sprawy w sądach, musi mieć dobre układy z sędziami (...)"; J. Kaczyński w: A. Nowak, Intelektualna historia III RP, Warszawa 2013, str. 317.↩
"Podczas aresztowania w domu Dutroux znaleziono ogromne ilości kaset wideo z pornografią dziecięcą. Pedofil twierdzi, że jest jedynie małą rybką w dużej sieci. Do tej pory nie ma odpowiedzi na pytanie, czy za czynami Marca Dutroux stał ktoś jeszcze. Skandaliczne zaniedbania podczas śledztw, tajemnicze śmierci świadków. Wnioski nasuwają się same, ale komisje śledcze zaprzeczają. Winny jest wyłącznie Dutroux i trójka jego wspólników. Być może dziewczynki musiały umrzeć, by nikt nie dowiedział się prawdy. (...) Po ostatecznym aresztowaniu Dutroux kalendarz wydarzeń zaczął się zapełniać. Dawne ofiary zgłaszały się na policję. Niektóre z nich próbowały wcześniej składać zeznania. Z jakiegoś powodu funkcjonariusze ignorowali niepokojące doniesienia o wyczynach gwałciciela. Przez charakter >>pracy<< Dutroux bywał na wschodzie Europy. Budował przez to kontakty w krajach dawnego bloku socjalistycznego. (...) Rodzice Julie i Melissy mieli wystarczająco dużo determinacji, żeby nagłośnić sprawę. W poszukiwania włączyła się duża część społeczności, nie tylko lokalnej. Jednak policja popełniła szereg karygodnych zaniedbań. Otrzymała list od matki Dutroux, w którym kobieta pisała, że syn może ponownie porywać i gwałcić dziewczynki, a także podała adres, pod którym prawdopodobnie ukrywa ofiary. Dodatkowo zeznania złożył mężczyzna, który pomagał przebudować piwnicę w domu Dutroux. Policja nie reagowała na te informacje. Tym bardziej jest to niezrozumiałe, że miała przecież do czynienia z człowiekiem skazanym już za podobne czyny. (...) W czasie 106 dni nieobecności Marca policja dwukrotnie przeszukiwała dom w Marcinelle. Ślusarz, który jej towarzyszył, zgłaszał, że słyszy głosy dzieci. Funkcjonariusz jednak zbył go, twierdząc, że prawdopodobnie to odgłosy z ulicy. Gdy mężczyzna upierał się, że dźwięki dochodzą z wnętrza domu, policjant nerwowo uciął rozmowę. Po latach twierdzi, że nie może sobie wybaczyć tamtego zaniedbania. Trudno jednak uwierzyć, że brak kompetencji sięga aż tak daleko. Przecież zaginięcia dzieci były już bardzo głośne, a Dutroux znajdował się na szczycie listy podejrzanych i miał już za sobą wyrok za porwania i gwałty. Drugie przeszukanie w domu pedofila też nie przyniosło rezultatów. Później tłumaczono, że wejście do lochu było dobrze ukryte i nie pomyślano o zabraniu psów tropiących. W domu znaleziono wiele kaset wideo, ale ich nie obejrzano, ponieważ na komisariacie nie było magnetowidu. Zbagatelizowano nawet zeznania informatora, według którego zboczeniec oferował od 3 do 5 tys. dolarów za porwanie młodych dziewcząt. Mówił też, że Dutroux zbudował loch, by trzymać w nim porwane dzieci. (...) Od momentu przyznania się do winy Dutroux zaczął mówić o zorganizowanej, międzynarodowej siatce pedofilów. Mieli w niej uczestniczyć politycy, policja, biznesmeni i wielu wpływowych ludzi. Opowiadał o orgiach z udziałem dzieci. Takie ujęcie problemu zmieniało spojrzenie na przebieg śledztwa. Przedefiniowało nieudolność w celowe działania w celu zatuszowania pedofilii i morderstw. Jednocześnie w niewyjaśnionych okolicznościach zginęło 20 świadków, którzy mieli zeznawać w sprawie domniemanej siatki pedofilskiej. Pierwszy z nich został otruty, drugi poćwiartowany, inni zginęli w wypadkach samochodowych lub po prostu zniknęli. Poginęły też kluczowe dla śledztwa dowody, np. testy DNA. 14 października 1996 r. odsunięto od sprawy cieszącego się dobrą opinią i zaufaniem społecznym sędziego śledczego Jeana-Marca Connerotte’a."; http://www.rp.pl/Historia/180519414-Marc-Dutroux-Potwor-z-Charleroi.html.↩
https://www.magazyndetektyw.pl/zbrodnie-potwora-z-charleroi-czytaj-w-detektywie-12018/.↩
Nigel Cawthorne, Against Their Will: Sadistic Kidnappers and the Courageous Stories of Their Innocent Victims, Ulysses Press, 2012, str. 154.↩
Joycelyn Pollock, Ethical Dilemmas and Decisions in Criminal Justice, Cengage Learning, 2006, str. 260.↩
http://wolnespoleczenstwo.org/pl/narzady-do-adopcji/.↩
Marc Dutroux - the beast from Belgium (Crime / serial killer documentary); https://www.youtube.com/watch?v=S6eBpZAhf3w.
Polska matka i jej dziecko są poniewierani w Niemczech i są ofiarami samowoli niemieckiego sądownictwa rodzinnego, ponieważ matka powiadomiła niemiecki urząd meldunkowy, że jej dziecko przeniosło się z nią z Niemiec do Polski.
Matka została bezprawnie zaatakowana
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/pod-kolami-niemieckiego-sadownictwa-rodzinnego/fac92240-1f14-4963-b21a-d7a136a8587dMon, 04 Jun 2018 09:39:17 GMT
Matka została bezprawnie zaatakowana przez niemieckich funkcjonariuszy państwowych. Porwali jej dziecko i przekazali je jego niemieckiemu ojcu, przeszukali jej mieszkanie bez nakazu sądowego, gdy tylko przyjechała do Niemiec, aby zakończyć najem mieszkania oczekującego remontu i usunięcia szkód spowodowanych zalaniem.
Od tego czasu w Niemczech łamane są prawa polskiej matki. Przewidziana prawem pomoc prawna jest jej odmawiana.
Nadzorca spotkań, pan Benjamin Michael, zaatakował i pobił matkę w sierpniu 2015 r. w obecności jej dziecka podczas jej spotkania z dzieckiem, pracując na polecenie niemieckiego sądu na koszt podatnika.
Niemiecki prokurator ignorował skargę matki do czasu, gdy sprawę pokazała w listopadzie 2017 r. polska telewizja państwowa.
W 2018 r. niemiecki prokurator nadal odmawia postępowania w sprawie!
Niemiecki prokurator twierdzi, że zapis dźwiękowy napaści pana Benjamina Michaela na matkę nie może być wykorzystany jako dowód przed sądem, ponieważ rzekomo takie wykorzystanie naruszałoby prawo sprawcy do prywatności.
Pan Benjamin Michael jest reprezentowany w sprawie karnej przez wszystkich prawników bońskiej kancelarii Klassen + Partner GbR.
Wśród nich jest pan Hans-Michael Veith, były wiceprezydent niemieckiego ministerialnego urzędu sprawiedliwości w Bonn.
Dlaczego tak wielu wysoko wykwalifikowanych niemieckich prawników przeciwko jednej polskiej matce? Matka ma obciążające dowody na to, że Niemcy stale naruszają międzynarodowe prawo rodzinne.
Pani Stefanie Deckner z Drezna, tu na bicyklu, jest jednym z prawników bońskiej kancelarii pracującej dla sprawcy brutalnego pobicia matki.
Adwokat Stefanie Deckner z Drezna pełni od 2014 r. decyzjami sędziego Klausa Ehrnspergera także rolę sądowej przedstawicielki procesowej dla dziecka matki pobitej przez klienta tej adwokat. Oczywiście występuje tu konflikt interesów. Dzięki rządowemu powiązaniu klika prawników korzysta z okazji łatwego zarobku na szkodę podatników.
W sądownictwie rodzinnym i ośrodkach adopcyjnych zostały ujawnione nieformalne sieci nielegalnego wpływu i władzy. Służą one różnym formom wykorzystywania dzieci, także dostarczaniu dzieci za granicę pod pozorem "adopcji" legalizowanych wbrew prawu przez polskie sądy, oraz wydawaniu dzieci za granicę na podstawie umowy międzynarodowej zwanej konwencją haską. Szajki i
]]>http://wolnespoleczenstwo.org/pl/sedzia-adwokat-handlarz-dziecmi/11a5ba55-abc2-475f-a681-86de313e83dbWed, 30 May 2018 09:03:26 GMT
W sądownictwie rodzinnym i ośrodkach adopcyjnych zostały ujawnione nieformalne sieci nielegalnego wpływu i władzy. Służą one różnym formom wykorzystywania dzieci, także dostarczaniu dzieci za granicę pod pozorem "adopcji" legalizowanych wbrew prawu przez polskie sądy, oraz wydawaniu dzieci za granicę na podstawie umowy międzynarodowej zwanej konwencją haską. Szajki i kliki w administracji, gospodarce oraz wymiarze sprawiedliwości są od wielu lat badane w Polsce przez socjologów i antropologów polskich i zagranicznych, wskazujących patologiczne powiązania instytucjonalne powstające, gdy pojedyncze osoby przenoszą się między różnymi funkcjami oraz instytucjami, budując sobie przy tym więzi znajomości i zaufania.
Socjolodzy przez wiele lat opisywali sieci społeczne powstające w rozpadających się państwach komunistycznych. Ujawnili dwa charakterystyczne w obszarze postkomunistycznym sposoby "częściowego zawłaszczania państwa": sieciowe współdziałanie klik oraz scentralizowany układ klanowy. Współdziałanie klik jest charakterystyczne dla Polski. Układ klanowy to system władzy w Rosji. W Polsce publicznie przedstawiano polskie przemiany ustrojowe jako przeciwieństwo rosyjskich. Tymczasem socjolodzy obie drogi przemian traktowali jako procesy patologii państwowej i społecznej.
Obecnie sieci te są tak silne i ustosunkowane, że pozwalają porywać dziecko z Polski nawet przed zakończeniem postępowania adopcyjnego, gdy jego polska rodzina wciąż podejmują rozpaczliwe próby ratowania go. Dzieci są porywane z Polski przemocą, podstępem, z pomocą sędziów, adwokatów, radców prawnych działających w klikach współtworzonych przez urzędników ministerstwa sprawiedliwości i ministerstwa rodziny, z pomocą licznych prokuratorów i policjantów. Wobec tej zorganizowanej przestępczości bezradnymi okazują się instytucje państwowe, do których przenikają członkowie klik nazywani przez badaczy "nomadami instytucjonalnymi"1.
Wbrew uznanej w całym demokratycznym świecie zasadzie rozdziału władz wykonawczej i sądowniczej, w Polsce w organie władzy wykonawczej, w rządzie, zatrudnia się sędziów. Głównym specjalistą zatrudnionym w ministerstwie sprawiedliwości do międzynarodowych spraw rodzinnych jest prawnik2 występujący zarazem jako sędzia sądu rejonowego3. Jego zatrudnienie w ministerstwie przedłużono mimo ogłoszenia przez sejmową Komisję Łączności z Polakami za Granicą potrzeby audytu postępowań, które prowadził. Uczyniono to w drodze ogłoszenia konkursu, którego warunki ściśle dopasowano do tego jednego prawnika. Określono czas i sposób zatrudnienia odpowiednie do jego życiorysu i ustanowiono warunki płacowe z uwzględnieniem jego statusu sędziego, zniechęcające dla innych potencjalnych kandydatów.
Wbrew uznanej w całym demokratycznym świecie zasadzie rozdziału władz wykonawczej i ustawodawczej, w Polsce posłanką została pracownica prokuratury4, będąca także wiceprezesem związku zawodowego prokuratorów i pracowników Prokuratury. Gdy w 2016 r. rodziny pokrzywdzone bezprawiem w sądach rodzinnych i organizacje społeczne doprowadziły do krytyki poselskiej działań rządowych w sprawach ochrony rodzin, w szczególności pracy głównego specjalisty ministerstwie sprawiedliwości do międzynarodowych spraw rodzinnych5, posłanka ta z pomocą posłów, którzy nie mieli żadnych doświadczeń w prawie rodzinnym, powołała "zespół parlamentarny" pod ironiczną nazwą "Dobro dziecka jako cel najwyższy", który zajął się wychwalaniem głównego specjalisty w ministerstwie i jego pomocników objętych zarzutami. Do prac zespołu nie dopuszczono organizacji pozarządowych, które podnosiły zarzuty. Zespół ignorował apele Stowarzyszenia Wolne Społeczeństwo o ochronę dzieci wydanych do USA. Z winy zespołu "Dobro dziecka jako cel najwyższy" nie udało się w połowie 2016 r. zapobiec gwałtowi na jednej z dwóch siostrzyczek bezprawnie wydanych z Polski do USA do rzekomej "adopcji". Dziecko przekazano zaraz po przylocie do USA na lotnisku w ręce pedofili i gwałcicieli. Członkowie zespołu skutecznie zajęli się poplecznictwem w polskiej państwowej przestępczości przeciwko dzieciom. Wraz z urzędnikami rządowymi uniemożliwiają oni obronę prawną dzieci i dochodzenie odszkodowań.
Wbrew uznanej w całym demokratycznym świecie zasadzie niezależności i niezawisłości sądu, w Polsce w sądach przekazuje się orzekanie osobom uzależnionym od polityków i funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości, które wskutek możliwości wpływania urzędników, także sędziów, zatrudnionych w ministerstwie sprawiedliwości na ich awanse i delegowania do sądów wyższej rangi, są w istocie zwykłymi urzędnikami wykonującymi polecenia przełożonych. Sędziów można nawet powoływać do załatwienia konkretnej sprawy, jak to uczyniono w przypadku poznańskiej sędzi, byłej pomocnicy komorniczej. W jednej ze spraw rodzinnych urzędnicy ministerstwa sprawiedliwości zwracali się pisemnie do sądu w Poznaniu z zapytaniem, co sąd może uczynić, by ochronić przed postępowaniem karnym obywateli belgijskich aresztowanych w Poznaniu za napad na polską matkę i jej dzieci w celu porwania dzieci. Postępowanie w tej sprawie rodzinnej powierzono sędzi powołanej na stanowisko już w czasie tego postępowania6. Belgów uwolniono za groszowymi kaucjami. Nie podniesiono przeciwko nim jakiegokolwiek oskarżenia. Wiceminister sprawiedliwości7, kolejny sędzia w ministerstwie, nazwał "samopomocą" napad dokonany na dzieci i polską matkę przez belgijskiego ojca z wynajętymi pomocnikami8. Sędzia powołana na stanowisko sędziowskie w czasie postępowania zdecydowała bezprawnie o rozpatrywaniu wniosku o wydanie dzieci do Belgii, choć wniosek nie zawierał kluczowych treści wymaganych prawem międzynarodowym. Nakazała matce wydanie dzieci na spotkanie z ojcem po jego próbie ich porwania, a przed zakończeniem postępowania. Wbrew prawu uznała, że o wydaniu dzieci za granice może orzekać na wniosek nie spełniający kluczowych wymogów prawnych. Wiedziała, że wypełnienie tych wymogów zdyskwalifikowałoby wniosek, ujawniając i dokumentując brak jego podstaw na gruncie międzynarodowej konwencji haskiej. Obciążyła matkę grzywnami liczonymi w dziesiątkach tysięcy złotych za odmowę przekazania dzieci ojcu przed zakończeniem postępowania. Wykonała czynności przewidziane przez Stowarzyszenie Wolne Społeczeństwo, które publicznie powiadomiło wiceministra sprawiedliwości9 o podejrzeniu jej powołania na stanowisko sędziowskie w zamian za jej gotowość spełnienia oczekiwań kliki urzędników ministerstwa sprawiedliwości.
Socjolodzy wskazują, że działające w Polsce przestępcze kliki, szajki funkcjonariuszy państwowych, nie tracą wpływów z biegiem czasu, lecz rozwijają się, reprodukują się i wzmacniają, zmieniając nawet prawo i przekształcając opanowane przez siebie instytucje w narzędzia powiększania swych wpływów. Instytucje sądownicze oraz instytucje ochrony prawnej, Prokuratura, Rzecznik Praw Dziecka, Rzecznik Praw Obywatelskich, stały się albo stają się narzędziami pozorowania praworządności. Grozi to osłabieniem państwa podobnym temu, które spowodowało przedrozbiorowy upadek Polski.
Przypadki wykorzystywania stanowiski sędziowskich do popełniania przestępstw są rzadko ujawniane, a sędziowie nie ponoszą niemal żadnej odpowidzialności za swe przestępstwa:
((Sędzia Dariusz)) Czajka był w składzie ((sądu)), który ogłaszał upadłość fabryki odzieżowej Leda. Potem, jako sędzia komisarz pozwolił syndykowi, którego znał z wcześniejszych upadłości (miał też kupić od tego syndyka działkę na Mazurach - PAP), sprzedać bez przetargu budynki po bankrucie na stołecznej Pradze-Północ. Budynki te natomiast kupiła za 600 tys. zł ((spółka)) CIPF, którą Czajka pomagał zakładać koledze ze studiów. Potem Czajka reprezentował tę spółkę jako pełnomocnik. Udziały w tej spółce miało warszawskie Zrzeszenie Prawników Polskich, którego szefem był kilka lat temu sędzia Czajka. Wyremontowane budynki wynajęła od spółki Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji, którą sędzia ((Dariusz Czajka) zakładał, a do dziś jest w niej honorowym kanclerzem. W CIPF pracują zaś jego powinowaci. "Słowo »honorowy« było jednak tylko ozdobnikiem, do stworzenia pozorów. W rzeczywistości pan Czajka był faktycznym i jedynym kanclerzem szkoły. To mogło osłabić zaufanie do urzędu sędziego" - uznał w czwartek Sąd Najwyższy. https://www.pb.pl/byly-sedzia-dariusz-czajka-ukarany-dyscyplinarnie-254773
Były sędzia jest obecnie adwokatem. Chętnie dzieli się doświadczeniem:
Wyjątkowe szkolenie! Liczba miejsc ograniczona! Egzekucja z nieruchomości w praktyce. Adw. dr DARIUSZ CZAJKA- prof. nadzw. EWSPA. Sędzia z ponad 20 letnim doświadczeniem w tym 10 lat jako sędzia-komisarz i przewodniczący Wydziału XVII upadłościowo-układowego Sądu Rejonowego w Warszawie. Pomysłodawca i Rektor Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Warszawie. Wybitny specjalista i praktyk prawa upadłościowego. Termin: 1 czerwca 2018 r., godzina: 18.00, czas szkolenia: 45 minut. Po zakończeniu szkolenia przez 30 minut będzie można porozmawiać z prowadzącym przez telefon w indywidualnej sprawie. Numer telefonu zostanie podany w trakcie webinarium. Szczegóły i zapisy: http://mcbrie.pl/upadlosc-konsumencka-w-praktyce/. Organizator: Zrzeszenie Prawników Polskich o/Warszawa. https://www.facebook.com/deregulacja/?_rdc=1&_rdr
Skazanie sędziego orzeczone "w zawieszeniu" oznacza, że skazania się nie wykonuje, że sędzia pozostaje bezkarny:
Afera wybuchła w 2005 roku, całkowicie przypadkowo. Policja chciała złapać Jana P. ps. "Tygrys", gangsterskiego "króla" ze Stogów. Dziwnym trafem popularny w niektórych kręgach pan Jasiu permanentnie unikał sprawiedliwości, więc policjanci byli przekonani, że ma układy w gdańskim sądzie. Pod obserwację wzięty został jego adwokat, Piotr P. (...) Najwięcej załatwiał przez swoją znajomą, sędzię Magdalenę P., z którą łączył go intymny związek. Sędzia po ujawnieniu skandalu przyznała, że po prostu zakochała się w adwokacie, dlatego też spełniała jego żądania. Nie otrzymywała jednak za to gratyfikacji finansowych. Szczegóły opisaliśmy w artykule "S jak skorumpowany sąd". Trwający od czterech lat proces szajki właśnie zakończył się w Koszalinie. Adwokat Piotr P. został skazany na pięć lat więzienia oraz 18 tys. zł grzywny za płatną protekcję. Udowodniono mu, że przyjął kilkadziesiąt tysięcy złotych. Pomagająca mu sędzia Magdalena P. z Sądu Rejonowego w Gdańsku została skazana na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat, a prokurator z Pruszcza Gdańskiego, Bogusław J., na 1,5 roku w zawieszeniu na cztery lata. Trzy inne osoby dostały kary więzienia w zawieszeniu za pomocnictwo w płatnej protekcji. https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Gdanski-adwokat-i-sedzia-skazani-n65101.html
Najokrutniejsze spośród klik prawniczych w Polsce bezwzględnie niszczą polskie rodziny, by dla obcokrajowców pozyskiwać dzieci traktowane jako towar. Sędziowie i urzędnicy rządowi potrafią świadomie wydać dzieci kurierom przedstawianym w Polsce, jako "rodzice adopcyjni", by ci już na lotnisku w kraju docelowym przekazali dzieci jak towar właściwym nabywcom, pedofilom lub osobom, które mogą potrzebować dzieci do celów medycznych.
Mimo apeli Stowarzyszenia Wolne Społeczeństwo nie udało się w połowie 2016 r. zapobiec gwałtowi na jednej z dwóch siostrzyczek wydanych do USA, rozdzielonych na lotnisku. Mimo apeli stowarzyszenia, a także apeli nielicznych posłów, nie udało się na początku tego samego roku zapobiec uprowadzeniu Michałka Wąsika z Polski, ani Adasia Krupińskiego rok później. W Polsce urzędnicy rządowi, posłowie i sędziowie zapewnili przestępcom, porywaczom dzieci, pełną ochronę. Wciąż zapewniają tę ochronę, uniemożliwiając dochodzenie sprawiedliwości w sprawach tych dzieci.
Modelowym przykładem uprowadzania dziecka przez klikę handlarzy dziećmi jest sprawa synka pani Niny, zabranego matce i odizolowanego od niej wbrew opiniom biegłych, celem wydania go do adopcji. W tej sprawie istotny jest wątek polityczny. To przykład działania szajki prawniczej przenikającej z wykorzystaniem nomadyzmu instytucjonalnego do tych instytucje państwa, które miały chronić rodziny i dzieci, a obecnie wskutek tego przenikania działają odwrotnie.
VIDEO: http://wolnespoleczenstwo.org/dokumenty/posts/2018-05-27-jak-matce-zabiera-sie-dziecko/
HD (większy obraz: 1080p)
(...) Złożyła wniosek o przywrócenie praw rodzicielskich. Prosząc jednak sąd, by dopuścił opinię niezależnych ekspertów z warszawskiego Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego z ulicy Siennej. Już wtedy zauważyła, że w Łodzi jej losy zależą od ludzi o kilku powtarzających się nazwiskach. Opinia psychiatry i dwóch psychologów okazała się dla Niny korzystna i odmienna od łódzkiej.
"Matka dziecka ma codzienny kontakt z synem. Jest dla niego osobą znaczącą. Widoczna jest więź emocjonalna małoletniego z matką, chęć przebywania z nią, czułości i bliskości. Dziecko czuje się bezpiecznie w jej obecności. Kiedy udaje się w nieznane rejony, sprawdza, czy matka idzie za nim i przywołuje ją. Matka zapewnia mu poczucie bezpieczeństwa" – czytam w dokumencie.
Eksperci uznali co prawda, że ówczesne środki finansowe nie wystarczyłyby Ninie do zaspokojenia potrzeb jej i dziecka, ale warunki mieszkaniowe uznali za dobre. (...)
Potem sprawy potoczyły się szybko. Sąd nie wziął pod uwagę dobrej opinii sądowo-psychiatrycznej. Po dwóch latach postępowania oddalił apelację Niny. Dziecko przeznaczył do adopcji. (...)
5 czerwca ((2018 r.)) w Łódzkim Sądzie Okręgowym odbędzie się ostatnia rozprawa (godz. 14.30, sala nr 14, XII Wydział Cywilny Rodzinny, 90-921 Łódz, plac Dąbrowskiego 5). Pełnomocnik Niny jest dobrej myśli:
– Po pierwsze: dowody przeprowadzone w tej sprawie nie potwierdzają, że Nina (...) jest niezdolna do opieki nad dzieckiem. Po drugie: nikt rzetelnie nie zbadał, jak cała sytuacja przekłada się na dobro dziecka i w jaki sposób dobro to miałoby być zagrożone. W obu kwestiach dokumentacja sądowa zawiera same ogólniki. Tymczasem tak ważna sprawa wymaga przecież konkretnego uzasadnienia – przekonuje mec. Szulborska.
Jej zdaniem sąd popełnił szereg uchybień, które kwalifikują tę sprawę do ponownego rozpoznania. – Bez przeprowadzenia rzetelnych badań, zarówno matki, jak i dziecka, nie można wyciągać wniosków tak daleko ingerujących we władze rodzicielską – uważa.
Łódzki adwokat Niny przyznany z urzędu mec. Anna Owczarek-Poddębska odmawia mi informacji, powołując się na tajemnicę adwokacką i niejawność postępowania.
Na wniosek opiekuna prawnego dziecka, mec. Marcina Białeckiego rozprawy odbywają się za zamkniętymi drzwiami. Wypraszane są osoby zaufania, organizacje społeczne monitorujące pracę sądu takie jak "Courtwatch".
Ninie odmówiono kolejnego badania poza Łodzią, mimo kilkunastu złożonych przez nią wniosków. W sprawie od lat orzekają te same osoby, chociaż Nina wielokrotnie starała się o zmianę składu sędziowskiego. Sędzia Joanna Kępińska procedowała przez trzy lata. W tym czasie wpłynęły dwa wnioski z prośbą o jej wyłączenie. Dwa razy Nina domagała się też wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego.
Pytam o zdanie doświadczonego łódzkiego adwokata: – To jedna ze spraw, które źle prowadzone na początku ciągną się latami, wciąż kulejąc. A kolejni sędziowie z automatu przyklepują istniejący stan rzeczy, bo przedmiot sprawy jest skomplikowany, a analiza czasochłonna i wymagająca wysiłku – mówi. – Wytrwałość tej kobiety dowodzi, że wieź macierzyńska sięga daleko ponad stanowione prawa rodzicielskie. I że rodzina jest związkiem naturalnym, pierwotnym dla państwa i prawa. W obawie przed dyscyplinarką powiem to jednak tylko incognito – zastrzega. (...)
("Od siedmiu lat walczy z sądową machiną, by odzyskać dziecko. Prawnicy mówią o sprawie: »Paragraf 22«", piątek, "Tygodnik TVP", 1 czerwca 2018.)
Synek pani Niny został jej zabrany, gdy potrzebowała ona pomocy po poważnych komplikacjach porodowych i po porzuceniu jej przez ojca jej dziecka. Chłopca umieszczono w domu dziecka, a następnie, gdy okazał się dzieckiem zdrowym i nie sprawiającym kłopotów, zaczęto go pozbawiać kontaktu z matką. Matkę pozbawiono władzy rodzicielskiej bez wykazania jakiegokolwiek zagrożenia dla dziecka lub szkodliwego działania z jej strony. Nie udzielono jej i dziecku żadnej pomocy w celu powrotu dziecka pod opiekę matki lub chociażby utrzymania jej obecności w życiu dziecka, choć tę potrzebę obecności potwierdzili biegli.
Pani Nina wskazała, że nie starano się izolować od rodziców dzieci niepełnosprawnych, dzieci rodziców obciążonych alkoholizmem lub pobytem w więzieniu i skłonnych do przemocy. Dzieci zdrowe szybko natomiast wyrywano rodzicom zdolnym do objęcia ich opieką po otrzymaniu wsparcia socjalnego.
Synka pani Niny wydano w ręce handlarzy psami działających w Katowicach, prawdopodobnie także lekarzy10, którzy utracili klientelę z powodu znęcania się nad psami, i rozpoczęli działalność w sprawach adopcji dzieci, podając się za "wolontariuszy". Złożyli oni w sądzie w Katowicach wniosek o wydanie im dziecka pani Niny do adopcji. Nigdy nie wyjaśnili ani powodu swego zainteresowania dzieckiem pani Niny, ani powodu, dla którego izolują dziecko od matki.
Gdy do sprawy włączyło się Stowarzyszenie Wolne Społeczeństwo, żądając ochrony praw dziecka, osoby wnioskujące o adopcję uzyskały wsparcie polityczne oraz dodatkową pomoc ze strony prokuratury. W sprawie pojawiły się osoby o rozległych powiązaniach: posłanka będąca pracownicą Prokuratury, jej asystentka, a także były sędzia działający jako adwokat i jako "wolontariusz" adopcyjny oraz jednocześnie jako opiekun dziecka oferowanego do adopcji.
Doświadczona emerytowana pracownica opieki11, zdobyła zaufanie pani Niny, obiecując jej, że przekona kandydatów do adopcji i ich pełnomocników do pozwolenia dziecku na spotkania z matką. Nie uczyniła tego.
Emerytowana pracownica opieki jest asystentką posłanki12, pracownicy prokuratury, tej samej posłanki, która założyła "zespół parlamentarny" pod nazwą "Dobro dziecka jako cel najwyższy", zajmujący się wychwalaniem urzędników objętych zarzutami naruszania prawa i zajmujący się poplecznictwem w wykorzystywaniu dzieci, uniemożliwianiem ochrony dzieci przed pedofilami i gwałcicielami.
Po dokładnym wypytaniu matki o jej sprawy osobiste, emerytowana pracownica opieki i poselska asystentka powiadomiła osoby chcące pomagać pani Ninie w remoncie mieszkania celem stworzenia warunków dla dziecka, że jakoby ich pomoc jest już niepotrzebna. Następnie jako przedstawicielka fikcyjnej fundacji zwróciła się do łódzkiego sądu w postępowaniu dotyczącym opieki nad synkiem pani Niny z prośbą o jak najszybsze umożliwienie adopcji. Ostentacyjnie osobiście przybyła do sądu jak osoba zaufania ówczesnej opiekunki prawnej synka pani Niny. Opiekunka ta, pracownica domu dziecka, popierała wniosek o adopcję. Emerytowana pracownica opieki swą obecnością po oszukaniu matki starała się wyprowadzić ją z równowagi nie tylko w sądzie, ale i podczas badania psychologicznego matki, które nie odbyło się wskutek konfrontacji poselskiej asystentki z matką tuż przed jego planowanym rozpoczęciem.
Pani Nina domagała się przeprowadzenia rzetelnego badania psychologicznego. Badanie mogłoby skutkować wskazaniem przynajmniej możliwości jej udziału w opiece nad dzieckiem. Mimo wniosków matki i jej adwokata łódzki sąd postanowił nie dopuścić do rzetelnego badania psychologicznego matki. Opinię psychologiczną w sprawie dziecka pani Niny sędziowie postanowili zastąpić niekorzystnymi dla matki, niepopartymi jakimkolwiek dowodem opiniami i zarzutami wyrażanymi przez młodego łódzkiego prawnika13, poprzez powołanie go do roli opiekuna dziecka.
Łódzcy sędziowie bez skrępowania pozbawili dziecko prawa do rzetelnego sądu i do reprezentacji przed sądem. Pozbawili dziecko dotychczasowego opiekuna prawnego, choć osoba ta popierała adopcję. Była jednak zbyt ostrożna. Nie była gotowa poświadczać nieprawdy przed sądem. Jako nowego opiekuna prawnego dla synka pani Niny powołano modelowego nomadę instytucjonalnego: byłego sędziego i adwokata oraz "wolontariusza" adopcyjnego i prawnego opiekuna dziecka w jednej osobie. Nowy "opiekun" łączy swą osobą i swym osobistym doświadczeniem najważniejsze instytucje i grupy osób związane z postępowaniem adopcyjnym: sąd, ośrodek adopcyjny, adwokaturę, sędziów, pośredników adopcyjnych, prawników. Wynikające z tego połączenia konflikty interesów ani jemu ani sędziom nie przeszkadzają. Los dziecka jest już od dawna postanowiony.
Wobec rażącego sądowego bezprawia wystąpiła Fundacja Wolne Społeczeństwo. Zwracając uwagę na rażące poświadczanie nieprawdy przez nowego prawnego "opiekuna"14 dziecka pani Niny, zażądała od prowadzącego postępowanie adopcyjne Sądu Rejonowego Katowice -- Zachód w Katowicach dostępu do akt postępowania pod sygnaturą: V Nsm 4/18, poprzez przesłanie zapisów wszelkich wypowiedzi opiekuna, w szczególności o rzekomym "nieistnieniu" i "zdelegalizowaniu" Stowarzyszenia Wolne Społeczeństwo przed dniem 6 kwietnia 2018 r. lub tego dnia. Wobec poświadczania nieprawdy przez opiekuna na szkodę dziecka fundacja wniosła o zawieszenie postępowania o sygn. akt: V Nsm 4/18, i o powołanie kuratora dla dziecka do tego postępowania.
Fundacja Wolne Społeczeństwo uznaje za zasadne podejrzenie przedstawione przez Stowarzyszenie Wolne Społeczeństwo, że były sędzia, obecnie adwokat15, pełni w porozumieniu z pracownikami Prokuratury i członkami związku zawodowego prokuratorów i pracowników Prokuratury oraz politykami i sędziami rolę oszusta sądowego i zaufanego pośrednika ("nomady instytucjonalnego") celem ukrywania pod pozorem "adopcji" faktycznego handlu dziećmi.
Bezpośrednią przyczyną wniosków Fundacji Wolne Społeczeństwo jest konieczność ustalenia podstaw prawnych i faktycznych odpowiedzialności byłego sędziego za jego wypowiedzi o rzekomym "nieistnieniu" i "zdelegalizowaniu" przed dniem 6 kwietnia 2018 r. lub tego dnia Stowarzyszenia Wolne Społeczeństwo, występującego o ochronę dziecka i kontrolę postępowania. Te wypowiedzi byłego sędziego mogły faktycznie wprowadzić sąd i uczestników postępowania w błąd. Zrazem stanowią one w związku z wykorzystaniem przez byłego sędziego rządowej telewizji TVP do ich propagowania, a także w związku z działaniami grupy łódzkich sędziów pozbawiających matkę nie tylko wsparcia organizacji pozarządowej, ale nawet konstytucyjnie i ustawowo zagwarantowanej obecności osób zaufania podczas rozprawy, poważne bezprawne wystąpienie przeciwko praworządności i demokracji, przeciwko działalności społecznej niezbędnej w demokratycznym państwie prawnym celem równoważenia i kontrolowania sprawowania władzy przez funkcjonariuszy państwowych.
Stowarzyszenie w czasie wskazanym przez nowego opiekuna prawnego, przed dniem 6 kwietnia 2018 r., a także później, działało w pełni zgodnie z prawem w całym zakresie swych zadań. Nie zostało ono "zdelegalizowane". Właściwy sąd nie orzekł o jego rozwiązaniu (art. 58 Konstytucji).
W postępowaniu pod sygn. akt: V Nsm 4/18, zadania stowarzyszenia zostały przejęte przez Fundacji Wolne Społeczeństwo. W zakresie spraw obejmujących potrzeby finansowe stowarzyszenie systematycznie przekazywało swe zadania podmiotowe Fundacji Wolne Społeczeństwo i innym osobom prawnym, gdyż jako stowarzyszenie zwykłe z założenia nie działało w ramach osobowości prawnej, a nadto zgodnie ze swym regulaminem z założenia nie miało podejmować żadnych czynności finansowych. Członkowie stowarzyszenia zgodnie z prawem odrzucili (podstępną w istocie) ustawową ofertę przyjęcia uprawnień do otrzymywania przez stowarzyszenie środków finansowych w zamian za przyjęcie przez jego członków nieograniczonej odpowiedzialności majątkowej za zobowiązania stowarzyszenia, i przekazali zadania stowarzyszenia w tym zakresie fundacji działającej zgodnie z akceptowalnymi zasadami.
W zakresie, w jakim stowarzyszenie zakończyło działalność, działa obecnie fundacja.
Wszystkie działania stowarzyszenia i fundacji były zawsze zgodne z prawem, także w sprawach, w których organizacje te stwierdzały niezgodność przepisów prawa z Konstytucją.
W przedstawionej sytuacji wynurzenia byłego sędziego16 są całkowicie bezzasadne i są rażącymi pomówieniami. Zostały one poczynione w postępowaniu sądowym niejawnie. Sąd nie zadbał o ich sprawdzenie.
Powiadomione o sądowych pomówieniach Stowarzyszenie Wolne Społeczeństwo wskazało, że: "właściwym w sądzie miejscem dla oszusta sądowego i handlarza dziećmi jest ława oskarżonych, a nie miejsce opiekuna dziecka". Sąd winien niezwłocznie zbadać zasadność tej oceny prawnej.
Fundacja żąda na podstawie art. 72 ust. 1 zd. 2 Konstytucji zbadania zarzutów stowarzyszenia, w szczególności ze względu na bezbronność dziecka i prawne nieprzygotowanie matki dziecka, będącego ofiarą przestępnej działalności opiekuna, do obrony praw dziecka. Postępowanie adopcyjne, w czasie którego powołano byłego sędziego17 do roli opiekuna dziecka porywanego matce przez bezprawnie działających sędziów, jest modelowym przykładem postępowania, w którym z zasady powinna brać udział niezależna organizacja społeczna. Fundacja wskazuje, że nie wolno zostawić bez pomocy i społecznego nadzoru bezbronnego dziecka, zagrożonego narzuceniem mu obcego obywatelstwa i utratą ochrony wynikającej z polskiego obywatelstwa, w szczególności wobec możliwości udziału osób, które uprowadziły dziecko, w faktycznym handlu dziećmi.
Fundacja za zasadne uznaje wskazanie przez Stowarzyszenie Wolne Społeczeństwo możliwości wynikania desperacji byłego sędziego w zaprzeczaniu istnienia stowarzyszania, z jego zawinionego udziału jako adwokata i "wolontariusza" w ośrodku adopcyjnym, w badanym przez stowarzyszenie procederze wysyłania dzieci do USA celem ich wykorzystania, także medycznego, także w sposób opisany w publikacji "Narządy do adopcji" serwisu www.WolneSpoleczenstwo.org18.
W ocenie fundacji lekarze19 przetrzymujący i izolujący dziecko porwane matce, oraz były sędzia, którzy współdziałają z asystentką posłanki będącej pracownicą prokuratury, mogą brać bezpośrednio lub jako pomocnicy udział w organizowaniu dostaw dzieci zamawianych celem wykorzystania. Zdaniem fundacji należy pilnie dokonać szczegółowych wyjaśnień w sprawie dziecka pani Niny.
Należy wyjaśnić, czy osoby zaangażowane w sprawę dziecka faktycznie są "wolontariuszami" w ośrodku adopcyjnym, i jaka jest ich rola w adopcyjnym pośrednictwie, a także wyjaśnić motywy, dla których Prokuratura nie przeprowadziła w Katowicach postępowania dowodowego w sprawie zachowań powszechnie uznawanych za działania seksualne wobec obcego dziecka, dopuszczanych, podejmowanych lub pozostawianych bez wyjaśnienia przez te osoby wobec dziecka powierzonego ich pieczy lub opiece. Poparcie ze strony politycznej i prokuratorskiej, a nawet ze strony telewizji rządowej (TVP), jakie osoby te wciąż otrzymują, uzasadnia obawę, że w sprawę zaangażowane są wpływowe osoby i znaczne środki finansowe. Stanowi ono uzasadnienie uznania statutowo określonego interesu prawnego organizacji społecznej, Fundacji Wolne Społeczeństwo, za przesłankę jej przystąpienia do postępowania prowadzonego z wniosku o przysposobienie uprowadzonego dziecka, który złożyły osoby mogące wykorzystywać swe pośrednie wpływy w Prokuraturze i wpływy polityczne do pośpiesznego wyrwania dziecka matce w nieujawnionym celu, mogące z wykorzystaniem Prokuratury zastraszać pracowników publicznego polskiego podmiotu zajmującego się opieką nad dziećmi, czyniąc to poprzez nakłonienie prokuratora do wszczęcia postępowania w sprawie rzekomego działania na ich szkodę administratora danych osobowych, aby w ten sposób zakomunikować szeregowym urzędnikom, że powinni milczeć.
Należy ustalić, jakie naruszenia prawa na szkodę dziecka mogą wnioskodawcy adopcyjni ukrywać szantażem i prokuratorskimi groźbami z politycznym wsparciem. Przerażona matka, straszona wywiezieniem dziecka za granicę przez Rosjanina20 występującego z wnioskiem o adopcję jej dziecka, boi się wystąpić przeciwko przestępcom i ich politycznym poplecznikom.
Sędziowie rażąco łamią podstawowe zasady postępowania, byle tylko ukryć działania bezprawne działania przeciwko dziecku i matce. Nie dopuszczają do postępowań nawet osób zaufania matki, nawet dyrektora biura poselskiego w Łodzi, ani organizacji społecznej, której w dodatku wmawiano nieistnienie. Organizacja ta, stowarzyszenie, wskazuje potrzebę rozważenia pytań o podstawowe zasady współżycia społecznego: Jak długo można bezczynnie przyglądać się szubrawcom pastwiącym się nad dzieckiem i matką? Jak długo można czekać na cudze działanie? Kto ma ochronić dziecko i matkę? Czy można oczekiwać tego po asystentce posłanki będącej pracownicą prokuratury oddelegowaną do Sejmu, skoro to właśnie Prokuratura od lat kryje się za porwaniami polskich dzieci, mając do dyspozycji kuriozalne i sprzeczne z Konstytucją środki blokowania każdego oskarżenia przeciwko urzędowym przestępcom? Czy wolno biernie czekać zamiast przyjść do sądu i towarzyszyć poniewieranej matce, by pohamować samowolę politycznych nominatów udających sędziów?
Pojęcie "nomady instytucjonalnego" pojawiło się w pracach polskich socjologów już u początku przemian ustrojowych w Polsce. W 1992 r. socjolodzy Joanna Kurczewska i Antoni Z. Kamiński opublikowali felieton o "wędrujących elitach" i "nomadyzmie instytucjonalnym". Swe koncepcje rozwinęli w 1994 r., publikując artykuł o przemianach politycznych w Polsce. Pojecie "nomady instytucjonalnego" utworzono przez skojarzenie ze sposobem życia nomadów, którzy przenoszą się z miejsca na miejsce, pozostawiając po sobie "jałowy teren": "Nomadzi instytucjonalni przejmują instytucje, łupią je, a gdy doprowadzą je do stanu kryzysu, przenoszą się gdzie indziej, nie ponosząc odpowiedzialności za poczynione szkody. Używają instrumentów władzy, nie inwestując w ich umocnienie i rozwój. Jest to rabunkowe korzystanie z zasobów publicznych: zasoby publiczne ulegają w ten sposób sprywatyzowaniu przez kręgi elity władzy. (...) Kiedy nie liczą się kwalifikacje formalne, doświadczenie i osiągnięcia zawodowe, miejsce obiektywnych ocen zajmują zasługi polityczne i powiązania nieformalne --- związki patron -- klient." A. Z. Krzemiński, Instytucje polityczne wobec układów nieformalnych: nomadzi instytucjonalni i flexianie, w: Instytucje: konflikty i dysfunkcje, red. M. Jarosz, Warszawa 2012, ISP PAN, str. 18-19.↩
Leszek Kuziak pracuje w ministerstwie sprawiedliwości i występuje jednocześnie jako sędzia sądu rejonowego.↩
Na stanowisko sędziego sądu rejonowego Leszek Kuziak nie został powołany przez Prezydenta, a tylko powołanie przez Prezydenta zgodnie z art. 179 Konstytucji pozwala zajmować stanowisko sędziego.↩
Poseł Barbara Chrobak uzyskała mandat poselski po umieszczeniu jej nazwiska na pierwszej pozycji okręgowej listy kandydatów komitetu wyborczego Kukiz '15.↩
Leszek Kuziak ponosi odpowiedzialność za większość naruszeń prawa, które miał objąć żądany przez posłów audyt w ministerstwie sprawiedliwości.↩
Anna Lewandowska, była pomocnica komornicza, została powołana na stanowisko sędziego, gdy urzędnicy polskiego ministerstwa sprawiedliwości na życzenie urzędników belgijskiego ministerstwa sprawiedliwości starali się uzyskać orzeczenie zgodne z życzeniem Belgów.↩
Wiceminister Łukasz Piebiak nazwał "samopomocą" brutalny napad na matkę i dzieci w Polsce.↩
Wiceminister Łukasz Piebiak powiedział: "Ministerstwo Sprawiedliwości w tej części, która jest prokuraturą krajową i prokuratorami niżej ma pełną wiedzę na temat tego postępowania, czynności są prowadzone intensywnie, ale to są sprawy wynikające jakby z tego samego pnia, ale jednak rozbieżne. Czym innym jest ściganie tych ludzi, którzy przyjechali i chcieli po prostu dokonać samopomocy, odebrać to dziecko, porwać je z powrotem, a czym innym jest sąd rodzinny. Przecież poznański sąd rodzinny nie zdecyduje o ukaraniu tychże czterech bodajże mężczyzn, którzy przyjechali i chcieli dziecko odebrać siłą i zawieźć do Belgii."; Komisja Łączności z Polakami za Granicą, nr 24, Zapis przebiegu posiedzenia komisji, 19-05-2016; http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/biuletyn.xsp?documentId=76886DA8C79E7BEFC1257FBD00452ED4.↩
Wiceminister Michał Wójcik został powiadomiony o podejrzeniu powołania sędziego w zamian za załatwienie przezeń sprawy zgodnie z oczekiwaniami urzędników ministerstwa sprawiedliwości.↩
Dziecko pani Niny trafiło w ręce Aleksandry i Andrieja Komarowów.↩
Emerytowana pracownica opieki Grażyna Starzyńska jest asystentką poseł Barbary Chrobak.↩
Poseł Barbara Chrobak powołała Grażynę Starzyńską do roli swej asystentki.↩
Marcin Białecki, "wolontariusz" w ośrodku adopcyjnym został na czas postępowania adopcyjnego powołany do roli opiekuna dziecka oferowanego do adopcji.↩
Marcin Białecki poświadcza nieprawdę przed sądem na szkodę dziecka.↩
Marcin Białecki, występujący także jako "Martin.White.1978".↩
Adwokat Marcin Białecki pomówił przed sądem organizację pozarządową.↩
Marcina Białeckiego, adwokata i "wolontariusza" adopcyjnego, powołano do roli opiekuna dziecka oferowanego do adopcji.↩
Aleksandra i Andriej Komarowowie przetrzymują dziecko pani Niny. Podają się za lekarzy.↩
Andriej Komarow występuje o wydanie mu wbrew prawu do wymuszonej adopcji polskiego dziecka brutalnie zabranego matce.↩