Source: http://jacekbezeg.pl/2014/12/09/trzecia-wladza-czyli-kto/
Timestamp: 2019-06-26 16:09:00
Legal References Found: art. 4
 art. 178
 art. 4
 art. 178
 art. 60
 art. 4

Art. 4

Document Content:
Trzecia władza – czyli kto? | Jacek Bezeg – Moim zdaniem
Trzecia władza – czyli kto?
za: http://3obieg.pl/trzecia-wladza-czyli-nadzorca!
Przez wieki sprawa była mniej więcej jasna. Władza pochodziła od Boga, więc sprawujący ją władca legitymizowany był przez Najwyższego. Bunt wobec władcy oznaczał więc bunt przeciw Bogu, a zbrodnia królobójstwa czy też tylko crimen laesae miestatis (zbrodnia obrazy majestatu) były najcięższymi, jakich mógł dopuścić się ówczesny obywatel, pardon, poddany.
Jednak nowoczesne społeczeństwa powróciły do zapomnianych, jak się wydawało, rozwiązań greckich, i w miejsce monarchii przywrócono republikę. Nagle okazało się, że wszelka władza pochodzi od Ludu.
Konstytucja z 1997 r. w art. 4 statuuje naczelną zasadę Państwa:
Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego zasada suwerenności Narodu to “uznanie woli Narodu jako jedynego źródła władzy i sposobu legitymowania sprawowania władzy. Oznacza to, że źródłem władzy w Rzeczypospolitej Polskiej nie może być jednostka, grupa społeczna ani organizacja” (wyr. TK z 31.5.2004 r., K 15/04, OTK-A 2004, Nr 5, poz. 47).
<Konstytucja, formułując zasadę suwerenności Narodu, przewiduje, że władzę Naród sprawuje przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio. Oznacza to, że Naród za pośrednictwem swoich przedstawicieli lub bezpośrednio decyduje w swoich sprawach oraz jest twórcą prawa i organów państwowych, legitymizując ich działalność. Sprawuje on władzę także wtedy, gdy w jej stosowaniu, realizacji posługuje się organami państwowymi (parlamentem, sądami, rządem). Obowiązuje wobec niego przy tym domniemanie kompetencji. Z teoretycznego punktu widzenia najlepiej jest, gdy sam suweren sprawuje władzę. Problem jednak w tym, że nie jest to wykonalne w przypadku zbiorowego podmiotu suwerenności – Narodu – liczącego kilkadziesiąt milionów członków i zajmującego duży obszar. Z faktu wymienienia przez Konstytucję jako pierwszej przedstawicielskiej formy sprawowania władzy przez Naród wynika, że jest ona formą główną. Na tym samym stanowisku stoi TK, uznając, że “sprawowanie władzy przedstawicieli jest na tle obowiązującego systemu konstytucyjnego zasadą, a bezpośrednie sprawowanie władzy przez suwerena (referendum, inicjatywa ustawodawcza) – wyjątkiem” (wyr. z 3.11.2006 r., K 31/06, OTK-A 2006, Nr 10, poz. 147).
Trybunał Konstytucyjny dość szeroko pojmuje pojęcie przedstawicieli Narodu i uznaje, że są to “przede wszystkim posłowie i senatorowie“, ale “w szerokim znaczeniu przedstawicielami Narodu są również inne osoby wchodzące w skład organów władzy publicznej, które nie pochodzą z wyborów, jeżeli organy te zostały powołane przez Konstytucję do realizacji woli Narodu, a ich działalność – poddana w sposób mniej lub bardziej bezpośredni kontroli społeczeństwa. Również samorząd terytorialny jest uważany za jedną z form szeroko rozumianej demokracji przedstawicielskiej” (wyr. z 26.5.1998 r., K 17/98, OTK 1998, Nr 4, poz. 48). >
Zaraz, zaraz… zatrzymajmy się chwilę nad słowami TK, cytowanym przez prof. Banaszaka:
Trybunał Konstytucyjny dość szeroko pojmuje pojęcie przedstawicieli Narodu i uznaje, że są to “przede wszystkim posłowie i senatorowie”, ale “w szerokim znaczeniu przedstawicielami Narodu są również inne osoby wchodzące w skład organów władzy publicznej, które nie pochodzą z wyborów, jeżeli organy te zostały powołane przez Konstytucję do realizacji woli Narodu, a ich działalność – poddana w sposób mniej lub bardziej bezpośredni kontroli społeczeństwa. Również samorząd terytorialny jest uważany za jedną z form szeroko rozumianej demokracji przedstawicielskiej”.
Tymczasem klasyczny trójpodział władzy prócz „przede wszystkim” pochodzących z wyboru członków władzy ustawodawczej, często również obieralnych członków egzekutywy (władza wykonawcza) zakłada istnienie trzeciej władzy, jaką jest władza sądownicza.
Jak zatem wygląda mniej lub bardziej bezpośrednia kontrola sędziego przez społeczeństwo?
Odpowiedź zawiera Konstytucja w art. 178:
TK: “zasada niezawisłości sędziowskiej ma tak istotne znaczenie, że nie można jej ograniczać tylko do strony formalno-dogmatycznej, ale ważną rolę odgrywa tutaj konieczność zapewnienia przekonania o jej przestrzeganiu. Dlatego z ostrożnością należy podchodzić do wszelkich regulacji, które modyfikują standardy niezawisłości, i zwracać uwagę, czy nie prowadzą one do zmian w społecznej ocenie sądu jako instytucji niezawisłej” (orz. z 24.10.2007 r., SK 7/06, OTK-A, 2007, Nr 9, poz. 108).
Zatem w sprawowaniu swojego urzędu sędziowie nie podlegają jakiejkolwiek kontroli suwerena (Narodu) nawet w najbardziej znikomym stopniu.
Poza tym sędziowie są nieusuwalni (art. 180 Konstytucji), ponadto do rangi konstytucyjnej został podniesiony ich immunitet(art. 181):
„Konstytucja nie określa, czy immunitet sędziowski dotyczy działań lub zaniechań wiążących się ze sprawowaniem urzędu, z działalnością jurysdykcyjną sędziego. Należy więc przyjąć, że jego zakres jest szeroki i obejmuje on wszelkie działania lub zaniechania, bez względu na to, kiedy i w jakich okolicznościach zostały popełnione.”
Na chwilę pozostawmy w spokoju „trzecią władzę”. Niewątpliwie posłowie i senatorowie są przedstawicielami suwerena, czyli Narodu, zgodnie z art. 4. Wydaje się więc, że przedstawiciele ci w sposób nieograniczony w zasadzie mogliby kontrolować dowolne fragmenty Państwa. Nic bardziej mylnego!
Otóż poza kontrolą sejmową pozostaje spora część administracji, czego dowodem jest choćby wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 14 kwietnia 1999 r.: “Działalność komisji śledczej musi bowiem być zgodna z zasadami konstytucyjnymi wyznaczającymi granice kontroli parlamentarnej. Sprawa stanowiąca przedmiot badania komisji musi mieścić się w zakresie przedmiotowym i podmiotowym kontroli sejmowej określonym w Konstytucji oraz w ustawach. Komisje śledcze mogą zatem badać wyłącznie działalność organów i instytucji publicznych wyraźnie objętych kontrolą Sejmu przez konstytucję oraz ustawy. Poza zakresem działania komisji śledczej pozostaje natomiast działalność wszelkich podmiotów nieobjętych zakresem kontroli sejmowej (…)” (wyr. K 8/99, OTK-A 1999, Nr 3, poz. 41; por. także wyr. U 4/06). A nieco później:
“Artykuł 95 ust. 2 poddaje pod kontrolę Sejmu działalność Rady Ministrów, a także podległych jej organów administracji publicznej. (…) Konstytucja nie wyklucza przyznania Sejmowi w drodze ustawy uprawnień umożliwiających pozyskiwanie informacji dotyczących działalności innych organów i instytucji publicznych, wyraźnie wskazanych w ustanowionych przepisach, pod warunkiem, że ustawodawca nie narusza norm konstytucyjnych” (wyr. z 10.10.2000 r., P 8/99, OTK-A 2000, Nr 6, poz. 190).
A czym w ogóle jest kontrola?
W ujęciu węższym jest to przeprowadzenie analizy faktycznych działań władzy wykonawczej oraz dokonanie oceny ich efektywności i legalności. Szerzej – chodzi o wysuwanie pod adresem jednostek kontrolowanych postulatów mogących korygować ich działania w przyszłości.
Bez względu jednak na stosowany zakres odpowiedź na pytanie, czy Naród sprawuje kontrolę nad władzą sądowniczą, jest negatywna.
Pewną namiastką kontroli nad stanem sędziowskim jest art. 178 Konstytucji. Zgodnie z nim na urząd sędziego powołuje Prezydent.
Powołanie jednak możliwie jest wyłącznie spośród kandydatów zgłoszonych przez Krajową Radę Sądownictwa, czyli przez samych sędziów.
Na dodatek kryteria, jakie stosuje KRS dokonując selekcji są niejasne!
“Kryteria oceny kandydatów na sędziów stanowią materię o szczególnym znaczeniu z punktu widzenia realizacji konstytucyjnego prawa dostępu do służby publicznej. Z tego względu podstawowe kryteria selekcji kandydatów powinny być określone w samej ustawie. (…) Prawo o ustroju sądów powszechnych przewiduje ocenę kandydatów na stanowisko sędziego, a jednocześnie nie określa bliżej kryteriów tej oceny, co budzi zasadnicze wątpliwości z punktu widzenia art. 60 Konstytucji” (wyr. z 29.11.2007 r., SK 43/06, OTK-A 2007, Nr 10, poz. 130).
Wbrew tezom, jakie podnosi środowisko sędziowskie, nominowanie na urząd jest w gruncie rzeczy bardziej aktem formalnym – świadczy o tym sporadyczność odmowy „namaszczenia” kandydata przez aktualnego Prezydenta.
Jednak „namaszczenie” oznacza, że sędzia zostaje umieszczony w swoistym szklanym słoju, widoczny dla innych, jednak niedostępny nie tylko dla innych władz, ale dla suwerena, jakim jest Naród.
Z tego słoja może go wyjąć tylko inny sędzia.
Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej naprawdę należy do Narodu?
Oddziaływanie poszczególnych władz na siebie ma zapewnić ich wzajemną równowagę, co z kolei – już zdaniem Monteskiusza – gwarantowało wolność tym, którzy są władzy poddani. Połączenie choćby dwóch władz w jednym organie zanadto go wzmacnia, a tym samym stanowi zagrożenie nie tylko dla podziału władz, ale i dla wolności obywateli. Wszystkie trzy władze powinny być więc zrównoważone i wyposażone w kompetencje pozwalające im kontrolować i powściągać działalność każdej z pozostałych. Podział władz nie ma znaczenia czysto technicznego i chodzi tu o wzajemne hamowanie się władz i kontrolę poprzez odpowiedni rozdział kompetencji pomiędzy nie. Trafnie ujął to TK, wskazując, że z zasady podziału władz wynika, że: „władze ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza muszą być rozdzielone, a nadto, że musi panować między nimi równowaga oraz że muszą one ze sobą współpracować” (orz. Z 9.11.1993 r., K 11/93, OTK 1993, Nr 2, poz. 37, s. 358). Mogą jednak występować różnice pomiędzy władzami. Jak zauważył TK: „Tylko jednak wobec władzy sądowniczej „rozdzielenie” oznacza zarazem „separację”, gdyż do istoty wymiaru sprawiedliwości należy, by sprawowany on był wyłącznie przez sądy, a pozostałe władze nie mogły ingerować w te działania czy w nich uczestniczyć. (…) Obraz stosunków między władzą ustawodawczą a wykonawczą jest natomiast odmienny. (…) Zjawiskiem typowym (…) jest (…) pewne przecinanie się czy nakładanie kompetencji” (orz. Z 21.11.1994 r., K 6/94, OTK 1994, Nr 2, poz. 39, s. 91).
Zapis art. 4 Konstytucji nie oddaje więc rzeczywistości. Suweren nie ma wpływu na trzecią władzę, która rzekomo wywodzi się z jego woli.
O tym, kto zostanie sędzią, decydują bowiem sami sędziowie.
O tym, kto nim przestanie być, decydują również.
Na dodatek sędziowie są wyposażenie w instrumenty pozwalające im kontrolować pozostałe władze, w tym suwerena – społeczeństwo.
Wszak każdy akt prawny uchwalony przez teoretycznie równorzędną władzę może być uchylony przez Trybunał Konstytucyjny.
Nawet najbardziej bzdurny wyrok sądowy nie może być uchylony bez woli sędziego.
Teoretycznie model „sędziokracji” powinien się sprawdzać.
Bo przecież obywatel powinien mieć możliwość przeciwstawienia się władzy wykonawczej.
Ale w praktyce widzimy, że teoria coraz bardziej rozmija się z praktyką.
Konstytucja zakazuje cenzury prewencyjnej?
Ale sąd może zakazać wypowiadania się określonej osobie na temat innej określonej osoby czy instytucji na przyszłość, bo to przecież nie jest cenzura, tylko ochrona dóbr osobistych.
A efekt przecież ten sam.
Konstytucja gwarantuje prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd (art. 45 Konstytucji)?
Ale istniejące przepisy postępowania cywilnego wyżej cenią „prawdę sądową”.
Przeraża, że teoretycy prawa są zdania, że wprowadzone postępowaniu cywilnym rozwiązania ograniczają prawo do sądu!
Pomijam już szereg jednostkowych przykładów, z których wynika oderwanie się wyroków już nie tylko od prawa, ale od podstawowych zasad logicznego myślenia.
Media powoli stają się przepełnione informacjami potwierdzającymi powyższe.
I dalej nic z tego nie wynika!
Znamienne jest, że polscy konstytucjonaliści najczęściej omijają problem trzeciej władzy, rozwodząc się za to szeroko o pozostałych.
Podobnie czyni zresztą Trybunał Konstytucyjny zupełnie nie bacząc, że i jego władza wynika z woli Narodu.
I w ostateczności tenże Naród posiada niczym nie skrępowaną możliwość dokonania zmiany również i w tym zakresie.
W połowie lat 1990-tych we Francji pojawił się termin „demokracja półbezpośrednia”.
Termin ten oznacza koegzystencję organów przedstawicielskich z metodami bezpośredniego zabierania głosu przez naród po to, aby rozszerzyć udział rządzonych (wyborców) we władzy” (A. Barilari, M. J. Guédon, Institutions politiques, Paris 1994, s. 67).
To w związku z referendami, których próżno szukać w historii najnowszej RP poza związanymi z wprowadzeniem Konstytucji z 1997 i wejściem do UE.
Generalnie rzecz biorąc, ustrojodawca nie poświęcił wiele uwagi instytucjom demokracji bezpośredniej, co – jak słusznie podkreślają niektórzy autorzy – wpływa na praktykę ich stosowania oraz oddziałuje negatywnie na proces kształtowania się społeczeństwa obywatelskiego (por. M. Rachwał, Demokracja bezpośrednia w procesie kształtowania się społeczeństwa obywatelskiego, Warszawa 2010, s. 304 i n.).
Społeczeństwo obywatelskie, społeczeństwo świadome nie tylko swoich obowiązków, ale przede wszystkim praw, jakie są przyrodzone każdej jednostce ludzkiej od chwili poczęcia (bądź urodzenia) jest wrogiem każdej nawet najbardziej aksamitnej dyktatury.
Wydaje się, że żyjemy w czasach, w których powinniśmy zacząć dyskusję o fundamentach Rzeczpospolitej.
Bo przecież nie jest tak, że zawodzi „czynnik ludzki”, jak próbuje nam się wmówić oficjalnie.
Zbyt przypominają one hasło, które pojawiło się na murach prawie 35 lat temu:
Socjalizm TAK!, wypaczenia NIE!
Po latach dojrzeliśmy, że system, jaki miał być dla nas czymś różniącym się dodatnio od systemu tzw. Polski Ludowej przyniósł… pogorszenie sytuacji przeciętnego obywatela.
I zniewolenie.
Zniewolenie gorsze, bo ekonomiczne; jednocześnie upadły wielkie organizmy gospodarcze, w których od dziesiątków lat najpierw tliło się, a potem wybuchało niezadowolenie społeczne, przynoszące zmiany.
Tymczasem wygląda to tak, że nagle zniknęło państwo.
Zniknął ten, który faktycznie odpowiada za status quo.
Mamy system, w którym trzecia władza tak naprawdę wysunęła się na prowadzenie, jednocześnie uniezależniając się od suwerena.
Sama bowiem decyduje o swoich prerogatywach, dowolnie kształtując nawet swoją odpowiedzialność.
W poprzednim systemie „klasa robotnicza miast i wsi” również była suwerenem.
Teoretycznie, rzecz jasna, bo przecież „dyktatura proletariatu” w istocie oznaczała sprawowanie władzy przez stosunkowo wąską grupę.
Dzisiejszy system z kolei za suwerena uznaje cały Naród, jednocześnie oddając kontrolę nad Nim nieusuwalnej warstwie sędziowskiej, na funkcjonowanie której suweren nie ma żadnego wpływu.
Jakiż więc to suweren, skoro jest poddany kontroli?
Czy warstwa sędziów czuwać ma nad zachowaniem status quo?
Art. 4 Konstytucji jest mylący.
Pełnia władzy w kraju nie należy do Narodu; władza sądownicza jest bowiem „odseparowana” i nie podlega kontroli społeczeństwa nawet w najmniejszym stopniu. Zgodnie z cytowanym wyżej orzeczeniem TK z 1998 r. (K 17/98) przedstawicielami Narodu są również inne osoby wchodzące w skład organów władzy publicznej, które nie pochodzą z wyborów, jeżeli organy te zostały powołane przez Konstytucję do realizacji woli Narodu, a ich działalność – poddana w sposób mniej lub bardziej bezpośredni kontroli społeczeństwa.
Sędziowie (sądy) nie są przedstawicielami Narodu.
W czyim imieniu sprawują więc kontrolę?
Wpis opublikowany w Aktualności, Przedruki i otagowany kontrola wymiaru sprawiedliwości, nadrzędność trzeciej władzy, sądy, sędziokracja, sędziowie 9 grudnia 2014 przez Jacek.
← Dostałem taki list Kieżun nie, Zacharski tak? →