Source: http://cieluszecki.pl/
Timestamp: 2019-01-19 00:31:05
Legal References Found: art. 200
 art. 193
 art. 193
 art. 286
 art. 294
 art. 286
 art. 294
 art.33
 art. 286
 art. 294
 art. 286
 art. 294
 art. 182
 art. 393
 art. 393
 art. 393
 art. 182
 art. 393
 art. 286
 art. 585
 art. 585
 art. 7
 art. 585
 art. 585
 art. 278
 art. 294
 art. 12
 art. 278
 art. 294
 art. 12
 art. 278
 art. 294
 art. 33

Document Content:
Sprawa Mirosława Ciełuszeckiego składa się w istocie z dwóch elementów. Pierwszy z nich, to bezpodstawne oskarżenie właściciela firmy Farm Agro Planta S.A. (FAP) w Bielsku Podlaskum, a następnie faktyczne wywłaszczenie Ciełuszeckiego i zniszczenie jego firmy. Drugi element to próba skompromitowania i usunięcia ze stanowiska twórcy i dyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich Marka Karpa przez ekipę SLD, która doszła do władzy w 2001 roku.
W dniu 6 lipca 2018 roku, po ponad 16 latach procesu zostanie wydany przez Sąd Okregowy w Białymstoku wyrok pierwszej instancji.
25 czerwca 2018 odbyła się ostatnia rozprawa, w której wygłosili mowy końcowe oskażyciel oraz obrońcy Mirosława Ciełuszeckiego i pozostałych oskarzonych.
Poniżej zamieszczamy ich obszerne fragmenty.
Mowa końcowa Mirosława Ciełuszeckiego
Wysoki Sądzie bardzo dziękuję za udzielenie głosu.
To o czym opowiem na koniec tego procesu
to historia pewnego kłamstwa.
Dla uniknięcia niepotrzebnych nieporozumień pozwolę sobie wyjaśnić moje rozumienie słowa. kłamstwo.
Słowo kłamstwo nie pełni w moim języku funkcji epitetu. Słowo to oznacza po prostu przeciwieństwo prawdy.
Prawdy, którą pojmuję jako zgodność wypowiadanego sądu z rzeczywistością.
Kłamstwo w moim rozumieniu nie jest błędem.
Jest intencjonalnym działaniem, którego celem jest zaprzeczenie faktom lub odmowa przyjęcia faktów do wiadomości.
Jest świadomym działaniem;
jest czynnym zaprzeczeniem rzeczywistości dla realizacji jakiegoś zamiaru.
Wracając do głównego wątku mojego wywodu - to o czym opowiem to historia jednego, ale za to ważnego kłamstwa.
Kłamstwa, które nazywam "założycielskim", bo inicjującym całość zdarzeń, które w rezultacie doprowadziły do miejsca, w którym jesteśmy dzisiaj.
Kłamstwa tym ważniejszego, że ustanawiającego i reprodukującego reguły całego procesu, który uruchomiło.
Kłamstwa spreparowanego i wpuszczonego w przestrzeń publiczną blisko 17 lat temu przez ludzi reprezentujących organy państwa.
Kłamstwa, które odebrało mi wszystko co z takim trudem budowałem.
Kłamstwa, które zniszczyło życie mojej rodziny, moich współpracowników oraz przyjaciół.
Nie mogę w tym miejscu powstrzymać się, by nie wspomnieć śp. Marka Karpa, któremu tak wiele zawdzięczam, a który zapłacił tak niewspółmiernie wielką ceną między innymi za pomoc w rozwijaniu mojej firmy.
Kłamstwa, którego ofiarami, są najczęściej wszyscy jego uczestnicy.
Tak oskarżeni. jak skarżący i sądzący.
Kłamstwo ma bowiem taką naturę, że niszczy nie tylko jego ofiary, ale chyba w jeszcze większym stopniu tych, którzy - bez względu na to jak szacowną instytucję reprezentują- nie przeciwstawiając się mu, pozwalają na nie.
Czyni zatem z ludzi uczciwych wspólnikami zła. Niestety często są to ludzie mający obowiązek, a przede wszystkim honor stać na straży bezpieczeństwa, prawa oraz sprawiedliwości nas wszystkich, obywateli polskiego państwa.
Jak działa owo wspólnictwo w złu mogliśmy wszyscy zobaczyć niedawno w związku z Tomaszem Komendą, skazanym wbrew oczywistym faktom za zbrodnie, które nie popełnił.
W jego przypadku kłamstwo zwyciężyło na wiele lat. Okazało się dla licznych osób po stronie aparatu sprawiedliwości wygodniejsze, bezpieczniejsze, nie naruszające dobrego samopoczucia, relacji zawodowych i towarzyskich.
I jeszcze jeden spektakularny przykład z ostatnich miesięcy- praca Komisji Reprywatyzacyjnej obnażająca mechanizmy kłamstwa, które swymi tragicznymi konsekwencjami dotknęło wiele tysięcy ludzi tracących dach nad głową. Zawsze wbrew oczywistym, łatwo dostępnym faktom; zawsze w imię prawa.
Mija dzisiaj równo 16 lat i 2 miesiące od dnia, który trwale zmienił moje życie.
25 kwietnia 2002 roku, wczesnym rankiem zostałem wyprowadzony z własnego domu przez funkcjonariuszy UOP w czarnych kominiarkach. Operacja odbyła się w formule, którą znamy z głośnego filmu Układ zamknięty. Przeprowadzono ją na oczach mojej kilkuletniej, przerażonej córeczki.
Już następnego dnia rano, 26 kwietnia, wszyscy, dosłownie wszyscy, z którymi współpracowałem i prowadziłem interesy dowiedzieli się z mediów o moim zatrzymaniu, a przede wszystkim o jego rzekomych, za to jakże bulwersujących powodach. Wszyscy. za wyjątkiem mnie.
Wpierw czytelnicy gazet, a za chwilę również słuchacze radia i widzowie telewizji dowiedzieli się dlaczego zostałem wyprowadzony z domu w kajdanach, dlaczego osadzono mnie w areszcie. Mnie poinformowano o zarzutach dopiero w południe, wiele godzin po tym jak poznała je opinia publiczna.
W ten sposób znalazłem się w areszcie śledczym w którym spędziłem blisko 6 miesięcy.
Ważnym uzupełnieniem wiedzy na temat okoliczności mojego zatrzymania jest fakt, że przed feralnym dla mnie 25 kwietnia 2002 roku, ani jako Mirosław Ciełuszecki- osoba prywatna, ani jako Mirosław Ciełuszecki- właściciel FAP, ani jako Mirosław Ciełuszecki - prezes FAP nie byłem poinformowany o toczącym się śledztwie "w sprawie", lub "przeciwko mnie" w związku z rzekomymi nieprawidłowościami. Tym samym nie byłem nigdy, nigdzie wzywany celem złożenia wyjaśnień czy to w roli świadka, czy tym bardziej podejrzanego.
Brutalne zatrzymanie o świcie; ponad doba w celi przy całkowitym braku informacji o powodach zatrzymania; równoczesne wprowadzenie do obiegu publicznego informacji dyskredytujących moralnie mnie jako osobę oraz podważających wiarygodność z takim trudem budowanej firmy- to składowe tej kompleksowo, bardzo precyzyjnie przeprowadzonej operacji.
26 kwietnia rano, równo dobę po moim zatrzymaniu ukazuje się w 'Kurierze Porannym', popularnym lokalnym białostockim dzienniku artykuł pt. "Koniec kariery?"
To ważny dokument tamtego czasu. Jeden jedyny raz zaprezentowali się w jednym miejscu wszyscy główni uczestnicy tej operacji. Służby, prokuratura, media. Od tamtej chwili do dziś dnia ustalenia zaprezentowane w tamtym miejscu są obowiązującą wykładnia procesową.
Opinia publiczna dowiaduje się ze wzmiankowanej publikacji z 26 kwietnia 2002 co następuje:
"Śledztwo w sprawie działalności Mirosława C. zostało wszczęte na wniosek Urzędu Ochrony Państwa. (...) Zarzuty, jakie przedstawi mu białostocka prokuratura, są bardzo poważne: miał on w ciągu półtora roku (od września 1999 do marca 2001) oszukać własną firmę, w której był udziałowcem i prezesem, na 7 687 511 złotych. (...)
- Mirosław C. miał wprowadzić w błąd firmę co do wartości sprzedanych jej nieruchomości - mówi Sławomir Luks, zastępca prokuratora okręgowego w Białymstoku. - spółce, w której był prezesem, sprzedał działki leżące pod Hajnówką za 7,6 miliona złotych, podczas gdy w rzeczywistości były one warte 78,5 tys. zł. Tym samym nie tylko popełnił przestępstwo, ale jeszcze swoim działaniem wyrządził szkodę majątkową w wielkich rozmiarach. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, od strony formalno-prawnej wszystko jest w porządku. Prokuratura jednak jest przekonana, że zostało popełnione przestępstwo." ( " Kurier Poranny" 26.04.2002 )
Komentarz redaktora "Kuriera Porannego"
"Kierowana przez Mirosława C. firma, zajmująca się produkcją oraz importem nawozów sztucznych zza wschodniej granicy, po kupnie działek pod Hajnówką popadła w poważne tarapaty finansowe. (...) Wygląda na to, ze Mirosław C. wykorzystał ostatni moment prosperity kierowanego przez siebie zakładu, żeby zarobić - bagatela - 7,6 miliona złotych." ( cytat j.w.)
Mniej więcej 7 godzin po czytelnikach gazet , trzydzieści kilka godzin po zatrzymaniu w okolicach południa 26 kwietnia 2002 roku stanąłem wreszcie przed obliczem prokuratora Andrzeja Bury, który odczytał mi zarzuty. Wyrażone w suchej mowie prokuratorskiej były tożsame z oskarżeniami prokuratora Sławomira Luksa sformułowanymi na łamach "Kuriera Porannego".
Natychmiast po wysłuchaniu zarzutów odniosłem się do nich szeroko w swoich wyjaśnieniach. Podważyłem ich zasadność. Zarówno od tak zwanej "strony formalno-prawnej" , jak i finansowej. Zażądałem umożliwienia służbom finansowym mojej Spółki natychmiastowego dostarczenia do Prokuratury dowodów, że kwota zapłacona mi za nieruchomość przez FAP w całości została przeze mnie wykorzystana na podniesienie kapitału Spółki (6 milionów zł) oraz na spłatę zobowiązania FAP (w kwocie przewyższającej 2mln złotych) wobec jej wierzyciela, kluczowego dostawcy surowca do produkcji naszych nawozów.
To o co prosiłem było całkowicie wykonalne w ciągu jednej godziny. Powtarzam - jednej godziny.
Prokurator Andrzej Bura nie był jednak zainteresowany otrzymaniem i weryfikacją dokumentów poświadczających bezzasadność postawionych zarzutów. Przecież to by była kompromitacja kolegów z UOP i samej Prokuratury.
Zostałem odprowadzony bez słowa do aresztu w prokuraturze.
Luks locuta, causa finita.
Następne godziny do wieczora spędziłem w jakiejś metalowej klatce pełniącej funkcję aresztu.
Okazało się, że czekam na rozpatrzenie przez Sąd Rejonowy wniosku Prokuratury o areszt tymczasowy. Dobiegał końca dozwolony prawem czas zatrzymania (48 godzin) i trzeba było natychmiast przeprowadzić procedurę aresztowania. I oto chodziło.
Rozpoczęło się posiedzenie Sądu. Ponownie zwróciłem się z prośbą o umożliwienie służbom finansowym FAP natychmiastowego doręczenia do Sądu dokumentów poświadczających, że nie oszukałem swojej własnej Firmy. Bez skutku.
Było późno. Sprawa o przestępstwo gospodarcze. Decyzja mogła być jedna.
Sąd wydaje postanowienie o aresztowaniu mnie na 3 miesiące.
Tak miało być. Jak mówi popularne przysłowie: jest człowiek, znajdzie się paragraf.
Jak przypomniałem przed momentem mija dziś 16 lat i dwa miesiące od tamtej chwili. To co 26 kwietnia 2002 roku było do wyjaśnienia w ciągu jednej godziny trwa siedemnasty rok.
Moja opowieść to - jak powiedziałem we wstępie- historia kłamstwa założycielskiego ustanawiającego modus operandi dla całości tzw. sprawy Ciełuszeckiego, Rembisza i innych.
Służy ona dekonstrukcji wzorca działania, który jest po dziś dzień mechanicznie powielany.
Jego zdekodowanie pozwala łatwiej zrozumieć wszystkie inne zarzuty stawiane tak mi jak i pozostałym oskarżonym.
Szczegółowo odnieśli się do nich moi adwokaci.
Sam skupię się na zarzutach, które zaprowadziły mnie do aresztu 25 kwietnia 2002 roku.
Brzmiały one w ustach prokuratora Sławomira Luksa rzeczywiście przekonująco.
Pozwolę sobie je jeszcze raz zacytować za Kurierem Porannym:
"Śledztwo w sprawie działalności Mirosława C. zostało wszczęte na wniosek Urzędu Ochrony Państwa. (...) Zarzuty, jakie przedstawi mu białostocka prokuratura, są bardzo poważne: miał on w ciągu półtora roku ( od września 1999 do marca 2001 ) oszukać własną firmę, w której był udziałowcem i prezesem, na 7 687 511 złotych. Drugi zarzut dotyczy działania na szkodę spółki.
Tak jak powiedziałem przed chwilą zarzuty prokuratora Luksa brzmiały przekonująco.
Cóż, kiedy nie miały żadnego, ale to żadnego związku z rzeczywistością.
To prawda - pomiędzy wrześniem 1999 roku, a marcem 2001 skupiłem 30 h nieruchomości przylegających do terminala w Plancie.
To prawda - 6 marca 2001 roku -po prawidłowym przeprowadzeniu trwającej wiele miesięcy procedury wymaganej Kodeksem Handlowym - podpisałem umowę sprzedaży tychże nieruchomości za cenę ok. 7,7 mln złotych, tj. za cenę wynikająca z operatu szacunkowego.
To prawda - pomiędzy majem, a czerwcem 2001 roku FAP zapłacił- w kilku kolejnych transzach- na moje konto całą kwotę.
To wszystko prawda, ale prawda połowiczna.
A oto druga połowa prawdy w związku z rzekomym oszustwem na szkodę FAP.
1. W 2000 roku- a więc w trakcie trwania procedury wymaganej Kodeksem Handlowym, prowadzącej do zawarcia 6 marca 2001 umowy sprzedaży nieruchomości- zawarłem jako Mirosław Ciełuszecki- osoba prywatna umowę z Belurs Handel GMBH przejmując zobowiązanie FAP na kwotę ponad 2 mln zł za dostarczony Spółce surowiec do produkcji nawozu.
2. W kwietniu 2001 roku zwołałem WZ FAP celem podjęcia uchwały o podniesieniu kapitału Spółki.
3. Po uzyskaniu w kilku transzach ceny za sprzedaną Spółce ziemię - co jak wspomniałem wyżej nastąpiło pomiędzy majem, a czerwcem 2001 roku- uzyskane środki przeznaczyłem na:
--podniesienie kapitału o 6 mln złotych;
--spłatę zobowiązania FAP w kwocie 2.095.604,62 złotych.
Przypomnę daty dzienne moich wpłat na konto FAP celem podniesienia kapitału mojej Spółki:
- 28.06.2001 - 985.000,00 zł;
- 06.07. 2001- 1.000.000,00 zł;
- 27.07.2001- 1.200.000,00 zł;
- 30.07. 2001- 1315.000,00 zł;
- 30.07.2001- 1.500.000,00 zł.
w sumie 6.000.000,00 zł.
A teraz podaję daty dzienne wpłat na konto Belorus Handel GMBH:
- 27 lipca 2001 - 1.295.840,00 zł;
- 31 lipca 2001 - 799.764,62 zł;
w sumie 2.095.604,62 złotych.
Suma środków finansowych przeznaczona przeze mnie na dokapitalizowanie FAP oraz spłatę zobowiązań FAP wyniosła 8.095.604,62, złotych, tak więc przekroczyła o 395.604,62 złotych kwotę uzyskaną ze sprzedaży nieruchomości. Dodatkowym moim kosztem osobistym było uregulowanie podatku.
Tak, więc pomiędzy majem a czerwcem 2001 roku FAP zapłacił mi 7,7 mln złotych, a ja pomiędzy czerwcem i sierpniem tegoż samego roku "zapłaciłem" FAP 6 mln zł dokapitalizując Spółkę plus uregulowałem zobowiązanie FAP na 2,1 mln złotych oraz zapłaciłem należne podatki.
W związku z operacją zakupu nieruchomości spółka FAP uzyskała:
a/ 30 h działek graniczących z bazą przeładunkową w Plancie, umożliwiającą realizację strategii rozwoju firmy zaakceptowaną przez Radę Nadzorczą;
b/ dokapitalizowanie spółki o 6.000.000,00 złotych;
c/ obniżenie zobowiązań FAP o 2.095.604,62 złotych.
Zachowała się wycenę wartości FAP przygotowana przez Krakowski Dom Maklerski S.A. na dzień 22 czerwca 2001 roku. Zacytuję ten dokument:
"Wartość rynkowa kapitału, po jej podniesieniu o 6 mln PLN daje w efekcie wartość 153,2 PLN na 1 akcję" (Farm Agro Planta SA, Wycena wartości firmy. Przygotowana przez Krakowski Dom Maklerski SA)
Przypomnę - przed podniesieniem kapitału wartość nominalna akcji FAP wynosiła 100 zł za jedną akcję; po podniesieniu kapitału i uregulowaniu zobowiązania FAP na ponad 2 mln zł - wzrosła do 153,2 zł za jedną akcję.
Przychodzi moment w którym nie sposób zadać pytania na czym ma polegać wyrządzona FAP szkoda majątkowa?
Na czym polegało osobiste wzbogacenie się przeze mnie kosztem FAP?
Prokuratora nie ma dziś 25 czerwca 2017, tak jak zresztą nie miała w dniu 26 kwietnia 2002, dobrej - oczywiście z jej punktu widzenia - odpowiedzi na to pytanie.
Modus operandi przyjęty przez Prokuraturę polega na klasycznym pójściu w zaparte. Tak jak wtedy tak i dziś podstawowym zachowaniem jest pomijanie, ignorowanie dowodów poświadczających niewinność mnie jako oskarżonego.
26 kwietnia 2002 roku prokurator Andrzej Bura mógł otrzymać w godzinę po postawieniu zarzutów wyciągi bankowe FAP i Mirosława Ciełuszeckiego poświadczające:
- że nie doszło do działania na szkodę Spółki.
- że pieniądze za nieruchomość tuż po ich wpłynięciu na moje prywatne konto wróciły na konto Spółki tytułem podniesienia kapitału;
- że za pozostałą część wpłaconej kwoty plus moje prywatne pieniądze pokryłem zobowiązanie Spółki, a nie swoje;
- że zanim otrzymałem pierwszą wpłatę za sprzedaną Spółce nieruchomość uchwaliłem jako WZ podniesienie kapitału, a jeszcze wcześniej podpisałem umowę w oparciu o którą przejąłem zobowiązanie Spółki. Tym samym nie da się mi przypisać choćby zamiaru oszustwa.
W ramach nie przyjmowania przez Prokuraturę rzeczywistości do wiadomości odbywa się spór o wartość nieruchomości sprzedanej FAP.
Operat szacunkowy przygotowany na moje zlecenie wyceniał nieruchomość na 7,7 mln złotych.
Kwestionując wartość spornych nieruchomości prokurator Luks mówił o 78,5 tys. złotych jako ich rzeczywistej wartości, a potem kolejni biegli sądowi dokonywali rozpaczliwych prób dopasowania się do tej nazwijmy ją "spontanicznej wyceny prokuratorskiej".
Problem z chodzeniem w zaparte polega na tym, że na koniec i tak rzeczywistość upomni się się o swoje prawa. Tak też stało się w tej sprawie.
Zlecający kolejne ekspertyzy widocznie zapomnieli, że sporne nieruchomości zostały sprzedane dwa razy.
Pierwszy raz to była moja sprzedaż do FAP w 2001 roku.
Drugi raz to sprzedaż dokonana przez Syndyka w ramach upadłości likwidacyjnej FAP.
Otóż nowy właściciel (firma komercyjna, która kupiła cały terminal) zapłacił latem 2003 roku za sporną nieruchomość (30 h) -w ramach ceny (wynoszącej ok. 10 mln zł) za całość terminala- 3 mln 200 tys. złotych, tj. czterdzieści razy drożej niż był łaskaw oszacować jej wartość prokurator Luks w swojej enuncjacji prasowej z dnia 26 kwietnia 2002 roku.
W tym miejscu nie mogę podarować sobie pytania do przedstawicieli Prokuratury - czy w związku z "drugą sprzedażą" Zarząd oraz nowi właściciele Firmy, która nabyła sporną nieruchomość mają już postawione zarzuty za działanie na szkodę spółki i wyrządzenie jej i pracownikom szkody wielkiej wartości? Przecież przepłacili zakup czterdziestokrotnie.
Wiem, że to pytanie brzmi w Pana uszach Panie Prokuratorze jak złośliwość .
Trudno. Z prawdziwym męstwem zniosę cierpienie Pana Prokuratora.
Mam do tego prawo borykając się 16 lat z tym absurdalnym zarzutem.
Tak, czy owak w transakcji z 2003 roku to rynek (jedyny bezwzględny sprawdzian wartości aktywa) potwierdził wartość spornych nieruchomości z operatu przygotowanego na moje zlecenie pod transakcję sprzedaży z marca 2001 roku.
Praktyka rynkowa mówi bowiem, iż w sytuacji sprzedaży wymuszonej, ze sprzedaży nieruchomości uzyskuje się maksymalnie do 40% jej rzeczywistej wartości. Najczęściej jest to nie więcej niż 25%.
Tymczasem uzyskana przez syndyka cena za sporną nieruchomość w trybie sprzedaży wymuszonej wynosi ok. 43% wartości z pierwszej transakcji sprzedaży z marca 2001 (7,7 mln zł).
Od pewnego czasu terminal w Plancie jest przygotowany do sprzedaży przez Firmę, która nabyła go w 2003 roku. Od jednego z interesariuszy sondujących możliwość zakupu terminala udało mi się uzyskać prospekt w języku angielskim, przygotowany przez aktualnego właściciela z tej okazji.
Proponowana przez nowego właściciela cena za terminal w Plancie wynosi 75 mln złotych. W ramach tej ceny sporne nieruchomości (30 h) wycenione zostały na 60 mln złotych. Argumentacja przedstawiona w prospekcie uzasadniająca powyższą cenę sprowadza się do wskazania strategicznego dla prowadzenia handlu ze wschodem położenia terminalu w Plancie.
Dla porządku dodam, że od czasu ostatnich inwestycji przeprowadzonych jeszcze przez FAP w 2001 roku jest on w niezmienionym kształcie. Od 2001 roku nie były prowadzone na jego terenie żadne inwestycje.
Tak, więc po jednej stronie mamy dokumenty bankowe potwierdzające zasilenie Spółki; potwierdzających- co muszę podkreślić- w sposób nie rodzący wątpliwości, że FAP został dokapitalizowany, a nie ograbiony.
Dodatkowo mamy profesjonalne wyceny Spółki akceptowane przez uczestników gry rynkowej pokazujące, że wartość akcji Spółki wzrosła.
Po drugiej stronie widzimy Prokuratorów podtrzymujących siedemnasty rok zarzut wyrządzenia Spółce szkody wielkiej wartości.
Nie da się uniknąć w świetle przedstawionych tu informacji, że prawdziwym powodem odmowy przyjęcia faktów do wiadomości jest świadomość, iż upadnie automatycznie zarzut zawyżenia wartości sprzedanej przeze mnie nieruchomości do FAP, po to by wyłudzić kosztem Spółki ponad siedem milionów złotych.
Podany powyżej przykład gigantycznej rozbieżności pomiędzy rzeczywistą wartością nieruchomości, rzeczywistą tzn. zweryfikowaną przez rynek,
a kolejnymi operatami szacunkowymi przygotowywanymi przez biegłych sądowych to wstęp do generalniejszej kwestii jaką jest sprawa nieuczciwości, niekompetencji lub tylko nierzetelności biegłych sądowych.
W tym miejscu raz jeden odstąpię od złożonej na początku deklaracji, że zajmę się jedynie kłamstwem założycielskim fundującym cały ten proces,
czyli zarzutami, które stały się formalnie przyczyną mojego aresztowania 26 kwietnia 2002 roku.
Jednakże odstępstwo to jest niezbędne dla pełniejszej dekonstrukcji wzorca działania z pierwszego procesu zakończonego w 2006 roku, który być może jest po dziś dzień reprodukowany.
Śpiesznie przechodzę do rzeczy.
Jak wiadomo Wysokiemu Sądowi moje aresztowanie w 2002 roku nie było jedynym aresztowaniem. Było i drugie. Bazowało ono na ustaleniach biegłego sądowego Janusza Maksymiuka.
Przypomnę okoliczności tego zdarzenia. Działo się to w roku 2006 . Otóż bezpośrednio po otrzymaniu od Janusza Maksymiuka sporządzonej przez niego "opinii" ,
jeszcze tego samego dnia prokurator Anatol Pawluczuk uzbrojony w dokument autorstwa Maksymiuka doprowadził do aresztowania mnie na schodach Sądu Rejonowego kiedy wychodziłem po zakończeniu rozprawy w tym procesie (jego pierwszej odsłonie). Tym razem w areszcie spędziłem 2,5 miesiąca.
Najdelikatniej powiedziawszy skrajnie niska jakość merytoryczna "Opinii" Janusza Maksymiuka,
na co składały się rażące błędy w ustalaniu faktów, nielogiczność wywodu, wybiórczość w posługiwaniu się dokumentami, a przede wszystkim pomijanie istotnych informacji mogących podważyć tezę pod którą tworzony był ten dokument
sugerowało, że mamy do czynienia z kolejną "wersją tego samego' w wykonaniu Prokuratury.
Podejrzenie okazało się rzeczywistością.
Biegły Janusz Maksymiuk, który swoją "opinią" dostarczył uzasadnienia do ponownego mojego aresztowania , okazał się oszustem. podszywającym się pod status biegłego sądowego.
W czasie kiedy opracowywał dokument stanowiący podstawę do postawienia mi tyleż dotkliwych, co nieprawdziwych zarzutów był osobą pozbawioną przez sąd w Olsztynie uprawnień biegłego sądowego. Powód- nierzetelność.
Co ważniejsze już w Sądzie w trakcie mojego procesu potwierdził nieprawdę odnośnie swojego statusu biegłego sądowego. To nie wszystko.
Niby biegły Janusz Maksymiuk utracił (zniszczył?, ukradł?, zgubił?- nie wiadomo) dokumentację, która była jedyną kompletną bazą źródłową umożliwiającą innym biegłym sformułowanie własnych, samodzielnych wniosków w oparciu o przeprowadzone osobiście czynności i spostrzeżenia.
Przy tym nie mówię tu o jakimś jednym nieszczęśliwie utraconym dokumencie, ale o
o bilansach spółek za lata 2001-2003, zestawieniach obrotów i sald, a także komputerze wraz z serwerem zawierającym program księgowy z zapisem wszelkich operacji finansowych oraz dysków z dokumentacja finansową.
Na moją prośbę - po dramatycznych doświadczeniach z (niby)biegłym Januszem Maksymiukiem obrona zwróciła się do Wysokiego Sądu z wnioskiem o wybranie biegłego z grona kilku najbardziej renomowanych międzynarodowych firm audytorskich, dysponujących działem audytu śledczego.
Chodziło o przygotowania wiarygodnej, profesjonalnej opinii na rzecz ponownego procesu.
Wartość utraconej przeze mnie firmy w rezultacie wydarzeń zapoczątkowanych zatrzymaniem mnie 25 kwietnia 2002 roku,
skomplikowanie materii sprawy,
skala kompromitujących błędów w pierwszym procesie, który skończył się uchyleniem wyroku w całości,
uprawniały mnie do sformułowania takiej prośby.
Wysoki Sąd nie uwzględnił wniosku obrony i wyznaczył firmę lokalną pod mylącą nazwą Międzynarodowe Centrum Szkolenia i Doradztwa Sp. z o.o..
Prawdę powiedziawszy dopiero post factum, zapoznając się z treścią nowej opinii sporządzonej przez Międzynarodowego Centrum, zmuszonej odnosić się w swoich ustaleniach do (niby) Opinii sporządzonej przez "biegłego Janusza Maksymiuka" (to cytat z ich Opinii !), uzmysłowiłem sobie, że moja prośba była niemożliwa do spełnienia.
Czy bowiem szanująca się firma posiadająca międzynarodową renomą zgodziłaby się podjąć tak odpowiedzialnego zadania przy braku dostępu do niezbędnej dokumentacji dla sporządzenia ekspertyzy?
Przecież nie ulega wątpliwości, że zaginione dowody rzeczowe były niezbędne do wydania opinii w tej sprawie.
Gdyby było inaczej, to Janusz Maksymiuk dokumentów tych by po prostu nie potrzebował.
Rodzi się zatem pytanie czy po utraceniu przez Janusza Maksymiuka dokumentacji niezbędnej do sporządzenia opinii jest do spełnienia wymóg postawiony w punkcie 5 § 2 art. 200 k.p.k., to jest: osobistego przeprowadzenia przez biegłego czynności i spostrzeżeń, w oparciu o które biegły mógłby sformułować własne, samodzielne wnioski.
Chyba, że tym wnioskiem miałoby okazać się stwierdzenie, że na bazie przypadkowych, niekompletnych, nieoryginalnych dokumentów umieszczonych w (niby)"Opinii"
(niby) biegłego Janusza Maksymiuka nie da się przygotować niezależnej, wiarygodnej, a więc rzetelnej opinii.
A być może, pojawiłaby się supozycja, że nie da się wykluczyć, że utracenie komputera, serwer itd. sprawia wrażenie działania celowego nakierowanego na uniemożliwienie przez obronę weryfikacji wniosków z (niby) Opinii (niby) biegłego Janusza Maksymiuka?
Taka weryfikacja jest w tej sprawie po prostu konieczna, skoro wiadomo,
że każde podejrzenie nierzetelności w wykonywaniu obowiązków powoduje naruszenie wizerunku biegłego jako osoby godnej zaufania.
Jest bowiem najzupełniej oczywiste, że biegły nie może być dotknięty żadną skazą, która podważałaby zaufanie do niego.
W każdej innej sytuacji musi się zrodzić pytanie czy nie idziemy w kierunku wskazanym przez biegłych a'la Tomasz Komenda.
Smaczku całej sprawie nadaje reakcja Prokuratury Okręgowej w Białymstoku na zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Janusza Maksymiuka. Cóż, Janusz Maksymiuk podszył się pod biegłego sądowego, utracił dokumentację, kłamał przed sądem a na koniec wyłudził nienależne pieniądze,
a Prokuratura uznała, że nie ma sprawy. Dosłownie. Odmówiła wszczęcia postępowania.
Wysoki Sądzie- to się dzieje naprawdę.
Obiektywnie mamy zatem taką sytuację:
1/ zniknęła większość dokumentacji, która była niezbędna do przygotowania przez biegłego działającego na rzecz oskarżenia;
2/ biegły wskazany przez prokuraturę okazał się oszustem;
3/ przygotowane przez niego pismo nie jest opinią.
Niestety to nie wszystko odnośnie biegłych sądowych w moim procesie.
W tym, toczącym się na nowo, postępowaniu Wysoki Sąd - postanowieniem z dnia 14 maja 2010 roku - zwrócił się do instytucji specjalistycznej (czyli do Międzynarodowego Centrum Szkolenia i Doradztwa spółka z o.o. w Warszawie) o sporządzenie opinii przez Janinę Bielak i Kazimierza Chojnowskiego.
Tymczasem ani Janina Bielak, ani tym bardziej Kazimierz Chojnowski nie stanowili kadry tej Spółki. Co więcej Kazimierz Chojnowski, w piśmie z dnia 22 marca 2010 roku, jako dyrektor firmy Atest Wycena Nieruchomości i Przedsiębiorstw dr inż. Kazimierz Chojnowski zaoferował Sądowi usługi biegłego w tej sprawie.
Tak też wiadomo, że Międzynarodowe Centrum Szkolenia i Doradztwa spółka z o.o. w Warszawie nie posiadało własnej wyspecjalizowanej kadry o potwierdzonych przez organy państwowe kompetencjach w postaci odpowiedniego stopnia lub tytułu naukowego, uprawnień zawodowych itp. do wydania opinii w tej sprawie. A jest to warunek konieczny do uznania instytucji za "instytucję specjalistyczną" w rozumieniu art. 193 § 2 k.p.k., czyli taką, w której profilu działalności mieści się wykonywanie ekspertyz, co zostałoby potwierdzone przez właściwe organy państwowe i byłoby przez nie na bieżąco nadzorowane.
Spółka Międzynarodowe Centrum Szkolenia i Doradztwa, w celu wydania opinii niejako "przekazała dalej" wydanie opinii przez osoby spoza instytucji powołanej w postanowieniu sądu. Jest najzupełniej oczywiste, że w takim przypadku dostarczone pismo nie pochodzi od biegłych i nie jest opinią w rozumieniu art. 193 § 2 k.p.k. Pogląd ten jest tym bardziej uzasadniony, kiedy dostrzec, że Janina Bielak i Kazimierz Chojnowski sporządzili opinię nie w oparciu o kompletne dokumenty źródłowe, bo te przecież zostały przez Janusza Maksymiuka zgubione, ale w istotnym stopniu na podstawie ustaleń zawartych w jego "opinii". Przypominam opinii sporządzonej przez oszusta i niemożliwej do zweryfikowania skutkiem tego, że Janusz Maksymiuk utracił zestawienia obrotów i sald, a także komputer wraz z serwerem zawierającym program księgowy z zapisem wszelkich operacji finansowych oraz dyski z dokumentacja finansową!
Na koniec nie mogę nie wspomnieć o wyroku na biegłym Kazimierzu Chojnowskim z 04 września 2001 roku wydanym przez Sąd Rejonowy VII Wydział Karny w Warszawie uznającego go winnym składania fałszywych zeznań (potwierdzenia nieprawdy) w związku z pełnionymi obowiązkami rzeczoznawcy.
Tu rodzi się ponownie pytanie czy po raz kolejny nie zachodzi okoliczność naruszenia wizerunku biegłego jako osoby godnej zaufania.
Na koniec mojej mowy chciałbym zająć się instytucją, której działanie prawdopodobnie inspirowało ciąg zdarzeń, które doprowadziły mnie i pozostałe osoby na ławę oskarżonych. Ostatni raz zacytuję "Kurier Poranny":
"Śledztwo w sprawie działalności Mirosława C. zostało wszczęte na wniosek Urzędu Ochrony Państwa."
Udział UOP w kontekście FAP jest nieprzypadkowy. Moja Firma zdecydowała się zimą 2001 roku wziąć udział w przetargu na zakup ZAK. W wyniku trwającej kilka miesięcy procedury, niespodziewanie dla potężnych graczy z branży chemicznej i nawozowej, dotarliśmy do finału i w rezultacie znaleźliśmy się na tzw. krótkiej liście wraz z CIECH.
Po otwarciu ofert okazało się, że propozycja FAP jest najlepsza.
Zaproponowaliśmy najwyższą cenę zakupu, przedstawiliśmy najlepsza strategię rozwoju ZAK, a przede wszystkim pewne źródło sfinansowaniania zakupu i rozwoju przedsiębiorstwa.
W dokumentacji przetargowej w MSP znajdują się między innymi pisma zarządów PKO SA i Enterprise Investors mówiące, że jeśli zostanie zawarta umowa zakupu 85% akcji ZAK, to uruchomią one finansowanie FAP w łącznej wysokości przekraczającej 100 mln złotych.
I tu po raz pierwszy pojawia się UOP w kontekście FAP.
Otóż na biurku kompetentnego urzędnika MSP została dostarczona tajna notatka, informująca, że w ramach standardowych czynności sprawdzających FAP jako potencjalnego nabywcy ZAK , UOP nabrał podejrzenia, że FAP jest powiązany z mafią wschodnią, a być może wręcz jest przez nią finansowany.
Oczywiście profesjonalne działania kontrolne prowadzone przez kompetentne organa państwa nie potwierdziły tych insynuacji. Ale przecież nie oto chodziło.
FAP miał być wyelminowany z przetargu. i został wyelminowany.
Ponieważ jak to się mówi "kwity" miał w porządku, trzeba było poprosić kolegów z Białegostoku o drobną przysługę towarzyską. Nie mogło być przecież tak, żeby jakiś prostak z prowincji wyprzedził CIECH w staraniach o tak łakomy kąsek jakim bez wątpienia był zakup ZAK.
Niespodziewanym skutkiem akcji UOP przeciwko FAP była decyzja MSP o nierozstrzyganiu przetargu, a nie tak jak sadzono umożliwienie zakupu ZAK drugiej na liście firmie czyli CIECHowi. Czy to wtedy zapadła decyzja ukarania mnie i mojej firmy? Nie wiem.
Faktem jest, że to właśnie wtedy rozpoczął się dla mnie i mojej Firmy prawdziwy armagedon. Nieustające kontrole UKS, domiary, a wreszcie na wniosek UOP wszczęcie śledztwa, którego skutkiem było aresztowanie mnie 26 kwietnia 2002 roku pod zarzutami działania na szkodę spółki i wyrządzenie FAP szkody wielkiej wartości.
I tak wróciliśmy do punktu wyjścia mojej opowieści.
Proszę Wysoki Sąd o uniewinnienie z wszystkich postawionych mi zarzutów.
Mowa końcowa Mirosława Ciełuszeckiego - Pobierz plik
Najważniejsze informacje i dokumenty pokazujące sposób prowadzenia sprawy przeciwko Mirosławowi Ciełuszeckiemu , Markowi Karpowi i pozostałym oskarżonym w sprawie.
ZARZUT I - Działanie przez Mirosława Ciełuszeckiego na niekorzyść własnej firmy FAP S.A.
DZIAŁANIA PROKURATURY I SĄDU I ICH UZASADNIENIA
25 kwietnia 2002 został zatrzymany we własnym domu Mirosław Ciełuszecki - właściciel firmy FAP.
Bezpośredni powód zatrzymania Mirosława Ciełuszeckiego wg . UOP, prokuratury i głównego medium lokalnego
26 kwietnia, dzień po zatrzymaniu ukazuje się w lokalnym 'Kurierze Porannym' artykuł "Koniec kariery?"
"Śledztwo w sprawie działalności Mirosława C. zostało wszczęte na wniosek Urzędu Ochrony Państwa. (...) Zarzuty, jakie przedstawi mu białostocka prokuratura, są bardzo poważne: miał on w ciągu półtora roku ( od września 1999 do marca 2001 ) oszukać własną firmę, w której był udziałowcem i prezesem, na 7 687 511 złotych. Drugi zarzut dotyczy dzialania na szkodę spółki.
Postanowienie o aresztowaniu Ciełuszeckiego
Sygn. akt III Kol 556/02
Postanowienie o tymczasowym aresztowaniu w postępowaniu przygotowawczym z dnia 26 kwietnia 2002 roku.
WYROK SĄDU I JEGO UZASADNIENIE
Wyrok Sądu Rejonowego w Bielsku Podlaskim z dnia 3 października 2006 roku
Mirosław Ciełuszecki "w okresie od 30 września 1999r do 6 marca 2001r w Hajnówce, Bielsku Podlaskim, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, wykorzystując dominująca pozycję w spółce wynikającą z pełnienia funkcji Prezesa Zarządu i akcjonariusza, wprowadził w błąd pracowników Farm Agro Planta S.A. w Bielsku Podlaskim co do rzeczywistej wartości sprzedanych nieruchomości, przez co doprowadził ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem spółki o znacznej wartości tj. w kwocie 7.546.538 zł (...) tj. o czyn z art. 286 paragraf 1 kk w zw. z art. 294 paragraf 1 kk ."
"za czyn przypisany (...) na mocy art. 286 paragraf 1 kk w zw. z art. 294 paragraf 1 kk w zw. z art.33 paragraf 2 kk skazuje go na karę 3 (trzech) lat pozbawienia wolności oraz 300 (trzysta stawek dziennych grzywny), przyjmując wysokość jednej stawki za równoważna kwocie 200 ( dwieście ) złotych,"
UOP, prokuratura rejonowa, lokalne media oskarżyły, a sąd podtrzymał oskarżenie i wydał wyrok skazujący Mirosława Ciełuszeckiego na trzy lata więzienia za oszustwo wyłudzenia na własną korzyść 7.546.538 złotych od spółki FAP. Miało to być działanie na szkodę spółki.
1. DZIAŁANIA FINANSOWE MIROSŁAWA CIEŁUSZECKIEGO JAKO WŁAŚCICIELA FAP S.A.
W rzeczywistości Mirosław Ciełuszecki tytułem sprzedaży nieruchomości otrzymał od FAP w kilku ratach kwotę 7.700.000,00 złotych, którą przeznaczył:
I/ na podniesienie kapitału spółki FAP wpłacając na jej konto:
Czynności powyższe odbyły się zgodnie ze statutem spółki i umową wspólników. Ponadto nikt ze Wspólników, członków Rady Nadzorczej i Zarządu nie zgłosił sprzeciwu, wstrzymał się z głosowaniem.
II/ na spłatę zobowiązania spółki FAP wobec firmy Belurs Handel GMBH /firma handlowa kopalni w Soligorsku na Białorusi / powstałą z tytułu zakupu soli granulowanej na rzecz FAP wpłacając na konto wierzyciela FAP na łączną kwotę 2.095.604,62 złotych:
Wyciąg bankowy 1
Wyciąg bankowy 2
(Istotną informacją - uniemożliwiającą ewentualne snucie swobodnych rozważań na temat powodów spłaty przez Mirosława Ciełuszeckiego z prywatnych środków zobowiązania należącego do spółki FAP - stanowi oświadczenie Mirosława Ciełuszecki, że nie prowadził na własny rachunek i we własnym imieniu jakiejkolwiek działalności gospodarczej polegającej na sprowadzaniu surowca / soli granulowanych/ z Białorusi, którym handlowała FAP.)
III/ opłacił na bieżąco należny podatek wobec skarbu państwa powstały z tytułu operacji sprzedaży ziemi w wysokości ponad 200.000,00 zł.
Suma środków finansowych przeznaczona przez Mirosława Ciełuszeckiego na dokapitalizowanie FAP oraz spłatę zobowiązań FAP wyniosła 8.095.604,62, złotych, tak więc przekroczyła o 395.604,62 złotych kwotę uzyskaną ze sprzedaży nieruchomości. Dodatkowym kosztem osobistym Mirosław Ciełuszeckiego było uregulowanie podatku.
W oparciu o powyższe fakty można stwierdzić, że Mirosław Ciełuszecki został uznany przez prokuraturę i sąd za oszusta działającego na niekorzyść swojej własnej firmy, w oparciu o jego działania, których rzeczywistą konsekwencją było nie zubożenie własnej spółki, ale jej dokapitalizowanie oraz regulacja jej zobowiązań finansowych. Ciełuszecki nie tylko nie okradł własnej firmy, ale środki przekazane przez niego na korzyść spółki FAP przekraczają o 395.604,62 złotych "nielegalną korzyść", jaką zdaniem prokuratury i sądu miał uzyskać. Dodatkowego podkreślenia wymaga to, że Mirosław Ciełuszecki z niezwykłą konsekwencją reguluje zobowiązania podatkowe spółki, a wszystkie podjęte przez niego działania były prowadzone w całkowitej zgodności ze statutem spółki i umową wspólników.
Z tytułu popełnienia przestępstwa, które w oparciu o przedstawione tu fakty nie miało miejsca, Mirosław Ciełuszecki spędził 5 miesięcy w areszcie oraz został skazany wyrokiem sądu pierwszej instancji na karę 3 lat więzienia bez zawieszenia.
2. DZIAŁANIA BIZNESOWE MIROSŁAWA CIEŁUSZECKIEGO JAKO WŁAŚCICIELA FAP S.A.
3. KONTEKST PRAWNY DZIAŁAŃ MIROSŁAWA CIEŁUSZECKIEGO JAKO WŁAŚCICIELA FAP S.A.
Wszystkie czynności związane z operacją zakupu nieruchomości odbyły się z dopełnieniem należytej staranności. Sprzedający ( Mirosław Ciełuszecki) przedstawił operat szacunkowy przygotowany przez rzeczoznawcę posiadającego stosowne uprawnienia.
Zarząd spółki przedstawił uzasadnienie dla transakcji w postaci strategii rozwoju spółki z wykorzystaniem pozyskanych gruntów.
Rada Nadzorcza zamówiła ekspertyzy weryfikujące zasadność zakupu gruntów przez spółkę.
Działania Sądu posiadały wszelkie znamiona przemocy sądowej. Sąd - skądinąd całkowicie opacznie - skoncentrował się na próbie podważenia wyceny wartości nieruchomości oferowanej przez Ciełuszeckiego w oderwaniu od rzeczywistego kontekstu finansowo-biznesowego operacji, a przede wszystkim w oderwaniu od postawionego Mirosławowi Ciełuszeckiemu zarzutu. Mimo skandalicznych błędów, czy wręcz kompromitującej nierzetelności powołanego przez siebie biegłego wykazanych wielokrotnie podczas przewodu sądowego, sędzia Półkośnik nie zgodził się na powołanie innego rzeczoznawcy, o co wnosili oskarżeni (Patrz: apelacje adwokatów Zdasiuka i Lacha ).
Oczywistym dowodem stronniczości Sądu - powtórzmy, całkowicie opacznie koncentrującego się na podważeniu wyceny - było odrzucenie najsilniejszego dowodu, a mianowicie dowodu rynkowego. Przypomnijmy, że biegły sądowy wycenił wartość nieruchomości na ok. 300.000,00 złotych. Otóż wyceniona na taką kwotę przez biegłego sądowego sporna nieruchomość została sprzedana przez syndyka FAP latem 2003 za ponad 3.200.000,00 złotych czyli jedenastokrotnie drożej niż wycena biegłego sądowego. Sędzia mimo, że był poinformowany o tym fakcie całkowicie go pominął.
Praktyka rynkowa ( np. bankowa) powszechnie akceptowana i praktykowana mówi, iż w sytuacji wymuszonej sprzedaży wynikającej z niewypłacalności klienta, instytucji finansowa ze sprzedaży nieruchomości bankruta uzyskuje od 40 do 60% kwoty wyceny z operatu szacunkowego. Uzyskana przez syndyka kwota to ok. 43% wartości zakupu przez FAP w oparciu o operat szacunkowy przedstawiony przez Mirosława Ciełuszeckiego.
Oskarżono, zniesławiono publicznie, aresztowano i przetrzymano w areszcie śledczym, a wreszcie skazano za opisany powyżej czyn właściciela spółki i jej prezesa Mirosława Ciełuszyckiego pomimo tego, że wbrew treści oskarżenia ani spółka, ani wierzyciele spółki, ani mniejszościowi udziałowcy nie ponieśli straty.
Zarzut II - Dotyczy prof. Rembisza i jego firmy Anre Serwis oraz Kazimierza Pazdana reprezentującej firmę Agro Serwis
TREŚĆ OSKARŻENIA PROKURATURY
postanowienia o uzupełnieniu postanowienia o przedstawienia zarzutów Mirosławowi Ciełuszeckiemu
W dniu 20.06.2002r. Mirosławowi Ciełuszeckiemu uzupełniono postanowienie o przedstawieniu zarzutów z dnia 26.04.2002r. o zarzut następującej treści: w okresie od 30 marca 1999r. do 22 grudnia 2000r. w Bielsku Podlaskim, Włocławku i Rychwale " działając wspólnie i w porozumieniu z Krzysztofem Polanowskim, Wojciechem Godlewskim, Włodzimierzem Rembiszem i Violettą Jakubczak oraz Kazimierzem Kalikstem Pazdanem w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadził do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości w kwocie 2 299 460 zł Farm Agro Planta S.A. z siedzibą w Bielsku Podlaskim wprowadzając pracowników tej spółki w błąd w ten sposób, że:
a/-przedstawili do rozliczenia fakturę VAT o nr 1/5/99/F wystawioną w dniu 7.05.1999 r. przez Wojciecha Godlewskiego prowadzącego działalność gospodarczą pod nazwą Agro Serwis z siedzibą w Rychwale opiewającą na kwotę 1 220 000 zł za usługi "które nie zostały w rzeczywistości wykonane i które na podstawie tej faktury zostały opłacone przez Farm Agro Planta S.A. z jednoczesną kompensatą zobowiązania Włodzimierza Rembisza wobec Farm Agro Planta S.A. w kwocie 97 614 zł, które powstało wskutek wykupu przez Farm Agro Planta S.A weksli na kwotę 600 000 zł stanowiących poręczenie kredytu udzielonego Włodzimierzowi Rembiszowi,
b/-przedstawili do rozliczenia dwie faktury o nr 22/2000 i 23/2000 wystawione w dniu 22.1 2.2000r. przez Violettę Jakubczak i Krzysztofa Polanowskiego w imieniu "Anre Seryjce" Sp. Z O. o. z siedzibą we Włocławku opiewające na łączną kwotę 479 460 zł za usługi, które nie zostały w rzeczywistości wykonane i które na podstawie tych faktur zostały opłacone przez Farm Agro Planta S.A. z jednoczesną kompensatą zobowiązania Włodzimierza Rembisza w kwocie 357 386 zł wobec Farm Agro Planta S.A. wynikającej z poręczenia powyższego kredytu udzielonego Włodzimierzowi Rembiszowi, tj. o czyn z art. 286§ 1 kk. w zw. z art. 294§ 1 kk.
Powyższy zarzut został przedstawiony Mirosławowi Ciełuszeckiemu na podstawie całokształtu materiału dowodowego zgromadzonego w toku śledztwa V Ds 25/02/s, a w szczególności w oparciu o materiały i ustalenia postępowania kontrolnego przeprowadzonego przez Urząd Kontroli Skarbowej w Białymstoku w Farm Agro Planta S.A. w Bielsku Podlaskim oraz postępowania kontrolne przeprowadzone przez właściwe Urzędy Kontroli Skarbowej w firmach Agro Serwis oraz Anre Service sp. z o.o. Powyższe czynności doprowadziły do ustalenia, iż usługi, których dotyczyły faktury wskazane w zarzucie w rzeczywistości nie zostały wykonane, a Farm Agro Planta S.A. opłaciła w części ich wykonanie . Pozostałą część należności skompensowano z należnością Włodzimierza Rembisza wobec Farm Agro Planta S.A. z tytułu wykupu weksli stanowiących zabezpieczenie kredytu, który zaciągnął W. Rembisz. Ponadto podstawę do przedstawienia Mirosławowi Ciełuszeckiemu niniejszego zarzutu stanowiły wyjaśnienia innych podejrzanych w sprawie oraz zeznania pracowników Farm Agro Planta S.A. i zabezpieczone dokumenty tej spółki.
Oskarżenie i wyrok sądu Sygn. akt II K 15/03
1. DZIAŁANIA SĄDU
Skazanie za czyny z zacytowanego powyżej aktu oskarżenia wymagało niemałej determinacji i inwencji interpretacyjnej ze strony Sądu. Wypada wręcz mówić o nowej wykładni prawa, autorstwa przewodniczącego składu orzekającego sędziego Półkośnika, zastosowanej nie tylko wobec Mirosława Ciełuszeckiego, prof. Włodzimierza Rembisza i Kazimierza Pazdana, ale również wobec Marka Karpa, o czym później.
Według sędziego Półkośnika o uznaniu wykonaniu pracy na rzecz Zleceniodawcy nie przesądzają rezultaty wykonanej pracy, sam fakt wykonania pracy i/lub świadkowie poświadczający jej wykonywania. Także wola Zleceniodawcy oraz jego dobrze pojęty interes są bez znaczenia. Decyduje o tym wyłącznie literalna zgodność zapisów umownych z wykonaną pracą, zapisów, dodajmy, interpretowanych przez sąd w sposób skrajnie wąski, ograniczony i niezgodny z faktyczną praktyką biznesową. Zdaniem Sądu, jeśli zachodzi jakakolwiek rozbieżność w tymże zakresie, to praca nie została wykonana.
To właśnie w oparciu o przedstawione rozumowanie Sądu Ciełuszecki i Rembisz zostali skazani na kilka lat więzienia. Marek Karp oraz Kazimierz Pazdan uniknęli skazania tylko z jednego powodu, że zmarli przed wydaniem wyroku w tej sprawie. Żadnemu z oskarżonych i skazanych nie pomogło wskazanie rozlicznych dowodów, że ich usługi świadczone na rzecz FAP umożliwiły lub przyśpieszyły rozwój spółki, przynosząc wymierne, często wielomilionowe korzyści. Niestaranność lub co najwyżej drobne uchybienie formalne przy zawieraniu umowy stało się pretekstem do zastosowania przez Prokuraturę kilkumiesięcznego aresztu, drakońskich wyroków więzienia i publicznego napiętnowania Mirosława Ciełuszeckiego oraz prof. Włodzimierza Rembisza.
Tymczasem gdyby Sądowi rzeczywiście zależało na sprawiedliwym osądzeniu oskarżonych, zadałby sobie trud sprawdzenia czy - w sytuacjach, w których wykazana zostaje niezgodność co do treści umowy i faktycznie wykonanej pracy na rzecz zleceniodawcy- powodem zaistnienia owej niezgodności jest trudna do uniknięcia przy tego typu umowach biznesowych szerokość sformułowań, niestaranność w zawieraniu umów, uchybienie czy też celowe działanie w celu uniknięcia podatków należnych skarbowi państwa, a więc przestępstwo karno-skarbowe (w tym ostatnim wypadku ustawodawcy i autorom kodeksu karnego z całą jasnością chodzi wyłącznie o przypadki, w których niezgodność zawartej umowy w zakresie jej przedmiotu z realnie wykonaną pracą może znamionować świadomą wolę uniknięcia zapłacenia podatku.)
2. FAKTYCZNY ZAKRES USŁUG ŚWIADCZONYCH PRZEZ OSKARŻONYCH NA RZECZ FAP
Odnośnie punktu I b/- rozliczenie przez Anre Serwis faktur 22/2000 i 23/2000
Prof. Włodzimierz Rembisz , właściciel firmy Anre Serwis, profesor ekonomii, doradca międzynarodowy, specjalista w zakresie inżynierii finansowej oraz zarządzania ryzykiem cenowym i kursowym.- W latach 1997-2001 doradzał FAP w zakresie strategii rozwoju biznesu, inżynierii finansowej oraz inżynierii kontraktów zbożowych.
Faktury 22/2000 i 23/2000 dla Anre Serwis rozliczają wkład prof. Rembisza w rozwój FAP w zakresie:
1. doradztwa strategicznego oraz inżynierii finansowej , tj.:
a/ wypracowanie i uruchomienie na rzecz FAP / osobiście lobbując w interesie FAP w instytucjach finansowych na rzecz wdrożenia wypracowanego przez siebie modelu finansowego oraz wspierając Mirosława Ciełuszeckiego w negocjacjach z bankami / programu emisji bonów komercyjnych (inaczej nazywanych wekslami dłużnymi) . Doradztwo prof. Rembisza pozwoliło spółce pozyskać w latach 1997 i 1998 finansowanie dłużne - przy najostrożniejszych szacunkach - na kwotę nie mniejszą niż 50.000.000,00 zł. Dzięki pozyskaniu finansowania, niezbędnego do zakupu importowanego surowca do produkcji nawozów mineralnych, przychody FAP ze sprzedaży nawozów w roku obrotowym 1997 przekroczyły 50.000.000,00 zł, zaś w roku następnym przekroczyły 70.000.000,00 złotych. W programie uruchomionym w oparciu o doradztwo i know-how Rembisza wzięły udział następujące banki: PBR, BRE, BISE, BWE.
Udział kapitałów własnych spółki w program emisji bonów komercyjnych wyniósł w całym tym okresie 0,00 złotych.
/50.000.000,00 zł x 1,5% = 750.000,00 zł
50.000.000,00 zł x3% = 1.500.000 zł/
2/ doradztwo w zakresie inżynierii kontraktów zbożowych / zarówno na poziomie koncepcji jak wsparcia realizacji kontraktu przez FAP /.
Wielkość kontraktu zrealizowanego w 2000 roku, w oparciu o know-how prof. Rembisza, tzn. zarządzanie ryzykiem cenowym i kursowym - 17.980.000, 00 zł. Zysk z kontraktu , dzięki zastosowaniu opcji wykupu po z góry ustalonej cenie od dostawcy zagranicznego oraz ubezpieczeniu ryzyka kursowego - 2.477.000, 00 zł ( po odliczeniu wszystkich kosztów, w tym wynikających z faktur wystawionych przez Anre Serwis oraz premii dla Prezesa FAP). Udział kapitałów własnych spółki w kontrakt zbożowy spółki wyniósł 0,00 złotych.
/17.980.000,00 zł x 3% = 539.400,00 zł
17.980.000,00 zł x 5% = 899.000,00 zł/
Wystarczyło zwrócić się do kilku różnych doradców finansowego z Warszawy, by odpowiedzieli na pytanie, jaką rynkowo wartość miało doradztwo prof. Włodzimierza Rembisza dla FAP w latach 1997 - 2000, by nie mieć wątpliwości, że istniała faktyczna podstawa do wystawienia, w celu rozliczenia efektów dotychczasowej współpracy, wzmiankowanych faktur na rzecz firmy Rembisza , Anre Serwis.
Odnośnie zarzutu I a/ w sprawie faktury na rzecz Agro Serwis
W latach 1998 - 2000 spółka FAP, decyzją Prezesa Mirosława Ciełuszeckiego zdecydowała się zaangażować w operacje na rynku kapitałowym, wykorzystując program emisji bonów komercyjnych do pozyskiwania finansowania przeznaczonego na inwestycji w papiery dłużne. FAP w okresie 01.05.1998, a 30.04.2000 roku uzyskał z tytułu zaangażowania na rynku kapitałowym ( czyli poza podstawową działalnością ) 97.725.000 złotych przychodu oraz wypracował zysk w wysokości 5.356.948 złotych ( po potrąceniu wszystkich kosztów prowadzonych operacji, w tym kwestionowanych przez Sąd: premii Prezesa z tytułu zysku z operacji kapitałowych oraz wynagrodzenia dla Anre Serwis i Agro Serwis ). Udział kapitałów własnych spółki w operacje na runku kapitałowym wyniósł w całym tym okresie 0,00 złotych.
Kazimierz Pazdan w imieniu firmy Agro Serwis doradzał Prezesowi Ciełuszeckiemu w zakresie konkretnych inwestycji w obligacje komunalne i korporacyjne. To właśnie Kazimierz Pazdan wskazał podmiot ( MPEC ), którego obligacje FAP objął. Bazą do decyzji inwestycyjnej Mirosława Ciełuszeckiego były informacje Pazdana o realnym stanie ekonomicznym spółki-emitenta obligacji. Trzeba wiedzieć ( a Sąd tego nie wiedział, lub nie przyjmował do wiadomości), że zgodnie z obowiązującym prawem właściwym dla tej części rynku kapitałowego, emitent nie jest związany regułami kapitałowego rynku publicznego. Tak więc prospekt emisyjny emitenta powinien, ale wcale nie musiał zawierać, wszystkie istotne informacje o spółce. Oczywistym jest, że posiadanie lub brak takowych informacji przesądza o trafności inwestycji w papiery dłużne emitenta. Poza wszystkim z informacji zawartych w prospekcie emitenta nie dostaniemy kluczowej wiedzy, przesądzająca o rentowności inwestycji, a mianowicie wiedza o zainteresowaniu innych poważnych inwestorów papierami dłużnymi emitenta. Taką informację Pazdan posiadł i udostępnił spółce Ciełuszeckiego dzięki czemu FAP wyszedł z inwestycji w najlepszym dla siebie momencie, tzn. maksymalizując swój zysk.
Rozliczenie usług doradczych w zakresie omówionym powyżej ( inwestycji w obligacje MPEC ) odbyło się w oparciu o Umowę o dzieło zawartą 25.02.1999 zobowiązującą Agro Serwis do wykonania analizy rynku kapitałowego. (Analiza została wykonana. Inspektor kontroli skarbowej zapoznał się z opracowaniem dostarczonym przez Kazimierza Pazdana, o czym mówił podczas rozprawy.) Mirosławowi Ciełuszeckiemu , kierującego się interesem FAP, zależało na uzyskaniu dodatkowej korzyści ze współpracy z Witoldem Pazdanem i Agro Serwis w postaci uporządkowanej wiedzy umożliwiającej samodzielne działanie Spółki w obszarze rynku obligacji komunalnych i korporacyjnych. Warunkiem realizacji faktury 1/5/99/F było dostarczenie wzmiankowanej analizy. . I to był jedyny rzeczywisty powód podpisania umowy o dzieło, a nie zwyczajnej umowy na doradztwo inwestycyjne odnośnie MPEC. Tak, więc Ciełuszecki podejmując współpracę z p. Pazdanem z Agro Serwis zapewnił swojej spółce nie tylko zysk w wysokości 2.135.000,00 zł na pojedynczej transakcji, ale co nie mniej ważne otworzył przed FAP perspektywę prowadzenia niezależnej działalności inwestycyjnej na dotychczas zupełnie nowym i obcym mu obszarze.
Ewentualna próba dyskusja o wysokości wynagrodzenia dla Agro Serwis jest całkowicie bezzasadna, gdyż prezes Mirosław Ciełuszecki został postawiony przed decyzją : przyjąć propozycję Pazdana lub ją odrzucić jako zbyt wygórowaną. W momencie ustalania warunków współpracy z p. Pazdanem wiedział tylko tyle, że FAP w oparciu o wiedzę Kazimierza Pazdana może w terminie około sześciu miesięcy zarobić na czysto pokaźną kwotę, liczoną w milionach. Nie wiedział natomiast o obligacje jakiego podmiotu komunalnego chodzi i dlaczego właśnie tego. Reasumując: w wyniku przyjęcia propozycji Kazimierza Pazdana spółka zarobiła na czysto w ciągu niespełna 7 miesięcy ponad 2.000.000,00 miliony złotych, a dodatkowo pozyskała sporo użytecznej wiedzy o rynku obligacji komunalnych i korporacyjnych.
3. Odnośnie pkt.b/ w części dotyczącej poręczenia przez FAP weksla Agro Serwis na kwotę 600.000,00 zł oraz kompensaty zobowiązania Włodzimierza Rembisza wobec FAP na kwotę 97.614,00 złotych.
a/ Włodzimierz Rembisz nie posiadał nigdy żadnego zobowiązania wobec FAP, tak więc FAP nie mogło kompensować nie istniejącego zobowiązania Rembisza. Prokurator błędnie ustalił stan faktyczne ponieważ nie rozróżnia należności od zobowiązań.
b/ Weksel Agro Serwisu został poręczony nie tylko przez FAP, ale również przez Włodzimierza Rembisza.
c/ Weksel Agro Serwis został rzeczywiście w pierwszym kroku spłacony przez FAP. Jednakże w drugim kroku Włodzimierz Rembisz i będąca jego własnością firma Anre Serwis pokryli w całości kwotę zrealizowanego przez FAP poręczenia na rzecz wierzyciela Agro Serwis. Uczynili to w następujących trzech etapach:
Włodzimierz Rembisz przelewając na konto FAP 145.000,00 zł w dwóch ratach: 70.000,00 zł i 75.000,00 zł;
Agro Serwis pomniejszając (za zgodą Anre Serwis) zobowiązanie FAP wobec Agro Serwis z tytułu faktury 1/5/99 o kwotę 97.614,00 zł , która stanowiła należność Anre Serwis od Agro Serwis powstałą w wyniku wzajemnych relacji handlowych obydwu firm;
Serwis powstałą w wyniku wzajemnych relacji handlowych obydwu firm;
Anre Serwis potrącając z faktur 22/2000 i 23/2000 (wystawionych w celu realizacji zobowiązania FAP wobec Anre Serwis szeroko omówionych powyżej) kwotę 357383,00 zł stanowiących różnicę pomiędzy kwotą zrealizowanego przez FAP poręczenia na kwotę 600.000,00 zł, a dokonanymi przez Włodzimierza Rembisza spłatami gotówkowymi na łączną kwotę 145.000,00 zł oraz kwotę 97.614,00 zł potrąconą ze zobowiązania FAP wobec Agro Serwis ( kompensata należności Anre Serwis od Agro Serwis).
Konkludując należy stwierdzić, że w wymiarze czysto finansowym FAP nie poniósł żadnej straty w wyniku poręczenia udzielonego Agro Serwis. Konsekwencje udzielonego przez FAP poręczenia zostały w całości skompensowane przez Włodzimierza Rembisza i firmę będącą jego własnością (Anre Serwis) w rezultacie opisanych powyżej operacji finansowych. Już tylko w oparciu o powyższe ustalenia dotyczącego stanu faktycznego, wypada stwierdzić, że zarzut "niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości w kwocie 2 299 460 zł Farm Agro Planta S.A." jest błędny ponieważ kwotę 2.299.460,00 zł należy pomniejszyć przynajmniej o 600.000,00 złotych. Tak, więc sąd oskarżył i skazał Ciełuszeckiego w oparciu o błędne ustalenia stanu faktycznego również w zakresie wysokości rzekomej szkody spółki FAP. Tym razem pomylił się, o 600.000,00 złotych na niekorzyść oskarżonych.
2. FAKTYCZNA SYTUACJA BIZNESOWA
Opisane w punktach 1 i 2 wzajemne relacje biznesowe pomiędzy prezesem Mirosławem Ciełuszeckim, a prof. Włodzimierzem Rembiszem i jego Anre Serwis oraz Kazimierzem Pazdanem i Agro Serwis mogły by posłużyć za wystarczające uzasadnienie dla decyzji Ciełuszeckiego o udzielenie poręczenia dla Agro Serwis. Jak wynika z przytoczonych powyżej faktów, spektakularny rozwój FAP ufundowany został w ogromnym stopniu na wiedzy ,doświadczeniu , odpowiedzialności i zaangażowaniu we współpracę prof. Włodzimierza Rembisza oraz Kazimierza Pazdana. Pierwszy z nich, otworzył przed firmą Ciełuszeckiego możliwość uzyskania finansowania bez, którego FAP rozwijając się organicznie, przez wiele lat nie byłby w stanie osiągnąć tego co uzyskał w pierwszych kilkunastu miesiącach swojej działalności.
Mirosław Ciełuszecki przed podjęciem współpracy z prof. Rembiszem nie prowadził samodzielnie operacji na rynku finansowym, a bez pozyskiwania w ten sposób finansowania FAP nie miałby szansy na dynamiczny rozwój. Wcześniej, w latach 1997 i 1998 FAP miał szanse jednynie na kredyt bankowy za wyjątkiem udzielonego pod zastaw prywatnego majątku Mirosława Ciełuszeckiego. Pieniądze pozyskiwane z rynku finasowego były w znaczący sposób tańsze niż kredyt. Korzyści FAP uzyskane z tytułu wsparcia/ konsultingu, doradztwa/ prof. Rembisza można więc wyliczyć z samej już tylko różnicy wysokości oprocentowania. Jednak ani prokuratura, ani sąd nie podjęły jakichkolwiek działań, które bardzo łatwo stwierdziłyby fikcyjność zarzutów sformułowanych przeciwko Mirosławowi Ciełuszeckiemu, Włodzimierzowi Rembiszowi i Kazimierzowi Pazdanowi.
Sformułowanie zarzutu działania na szkodę spółki w związku z umową z Anre Serwis i Agro Serwis w celu osiągnięcia osobistej korzyści jest jawnym skandalem w świetle przedstawionych faktów pokazujących skutki finansowe i sens biznesowy współpracy spółki FAP z prof. Rembiszem i Anre Serwis oraz Kazimierzem Pazdanem i Agro Serwis. Osobną kwestią jest zarzucanie prezesowi Ciełuszeckiemu, że ukrytym jego zamiarem było wyprowadzenie pieniędzy z firmy na podstawie lipnych umów w celu ich przejęcia. Sąd niestety nie pokusił się o zadanie pytania, po co Mirosław Ciełuszecki miał wykonywać tak skomplikowane operacje, skoro mógł w każdym momencie - wykorzystując dominującą pozycję w spółce - po prostu uchwalić wypłatę dywidendy, podnieść sobie wynagrodzenie, wypłacić premie, nagrody, czyli uzyskać dodatkowy dochód osobisty poprzez działania calkowicie legalne.
Jeśli zdaniem sądu Ciełuszeckim powodowałaby niepohamowana rządza maksymalizacji osobistego zysku, to dla jej zaspokojenia mógłby po prostu uchwalić w czerwcu 1999 roku, działając jako zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, wypłatę dywidendy (zysk netto spółki FAP wynosił 783.000,00 złotych), tylko przeznaczył całą kwotę zysku na kapitał zapasowy. Ciełuszecki jako de facto jedyny zaangażowany w rozwój firmy - a zarazem większościowy - akcjonariusz mógł przecież w terminie 14 dni ( zwołania NWZA lub RN ) uchwalić wszystko co było potrzebne, by legalnie zrealizować swoje najbardziej wygórowane oczekiwania finansowe. Nigdy tego nie uczynił. Co więcej, o jego zaangażowaniu - zupełnie naturalnym - w rozwój własnej firmy świadczą następujące działania:
Mirosław Ciełuszecki jako jedyny z udziałowców FAP w 1997 roku - poręczył całym własnym majątkiem zaciągnięty przez spółkę w BIG kredyt obrotowy w wysokości 2.000.000,00 zł; w 1998 roku poręczył całym własnym majątkiem zaciągnięty przez spółkę w LG Petrobank kredyt obrotowy w wysokości 2.000.000,00 $; w 2001 roku (czerwiec) - wziął 2.000.000,00 zł kredytu w Banku Wschodnim (zastawiając cały swój majątek prywatny), który w całości przeznaczył na podniesienie kapitału spółki (w chwili obejmowania emisji posiadał bezpośrednio lub pośrednio 99,4% kapitału spółki) w związku z udziałem w przetargu na ZAK; w 2001 roku (lipiec) - przeznaczył 6.000.000,00 zł uzyskanych ze sprzedaży FAP z dużym zyskiem nieruchomości wokół bazy w Plancie na podniesienie kapitału spółki; w 2001 roku ( 27 i 31 lipca) - zrealizował z prywatnych środków zobowiązanie spółki FAP wobec Belurs Handel GMBH na kwotę 2.095.604,62 złotych.
W świetle powyższych faktów kolejny zarzut działania przez Mirosława Ciełuszeckiego na szkodę własnej spółki okazuje się bezpodstawny.
Należy podkreślić, że wszystkie operacje ( a zwłaszcza te z 2001 ) były prowadzone przez Mirosława Ciełuszyckiego w świadomości wszelkich trudności i ryzyk biznesowych tamtego czasu. Działając od samego początku FAP pod presją świadomości, że porażka biznesowa oznacza zrujnowanie rodziny, nie podejmuje się łatwo decyzji "dawania pieniędzy za darmo ", co imputują oskarżyciele.
Wydaje się mało prawdopodobne, aby sprawcą przestępstw polegających na nieszczeniu własnej spółki, poprzez wyprowadzanie z niej pod fałszywymi pretekstami pieniędzy, była osoba, która tak jak to uczynił Mirosław Ciełuszecki:
1.poręczyła całym swoim majątkiem prywatnym (nie przeprowadzając nawet rozdzielności majątkowej) zobowiązania spółki, tzn. przenosząc wszystkie ryzyka biznesowe nie tylko na siebie, ale na swoją rodzinę w całym okresie działalności FAP;
2. wzięła ogromny kredyt na siebie ( tzn. na barki swojej rodziny), by poprawić sytuację spółki i zwiększyć jej możliwości inwestycyjne i rozwojowe;
3. przejęła kilkumilionowe zobowiązanie FAP, by poprawić sytuację spółki;
4. w całym okresie działalności spółki nie wypłaciła sobie dywidendy, lecz przeznaczyła wypracowany kilkomilionowy zysk operacyjny na inwestycje;
5. pobierała premie przeznaczając je w całości na rozwój biznesu w trybie rozliczania zaliczek, ponosząc dodatkowo - już jako osoba fizyczna - ciężary podatkowe (40% osobisty podatek dochodowy).
Zarzut III/ - Dotyczy współpracy Mirosława Ciełuszeckiego z Markiem Karpem. Konsekwencją jego postawienia miało być skompromitowanie Marka Karpa i usunięcie go ze stanowiska dyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich
"II. w okresie od 1 września 2000r do 9 marca 2001r w Warszawie i Bielsku Podlaskim, działając wspólnie i w porozumieniu z Markiem Jerzym Karpem, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, za pomocą wprowadzenia w błąd pracowników Farm Agro Planta S.A. w Bielsku Podlaskim, przy czym Mirosław Ciełuszecki wykorzystywał dominującą pozycję w spółce wynikającą z pełnienia funkcji Prezesa Zarządu i akcjonariusza, doprowadzili ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem firmy o znacznej wartości tj. w kwocie 166.300 zł w ten sposób, że w dniu 1 września 2000r zawarli umowę o dzieło dotyczącą wykonania usług na rzecz Farm Agro Planta S.A., których Marek Jerzy Karp w rzeczywistości nie wykonał i które zostały opłacone przez Farm Agro Planta SA. w łącznej kwocie 110.000 zł oraz skompensowane w pozostałej części wynagrodzenia za powyższe usługi ze zobowiązaniem Marka Jerzego Karpa wobec Farm Agro Planta S.A.
tj. o czyn z art. 286 § l kk. w zw. z art. 294 §1 kk."
1. PRZEBIEG POSTĘPOWANIA SĄDOWEGO
Z faktu, że Marek Karp oświadczył w trakcie składania zeznań przed `prokuratorem Luksem , iż pracując na rzecz FAP zajmował się lobbyingiem, a nie doradztwem i szkoleniami ( na co została zawarta umowa z FAP) Sąd wywiódł, że nie wykonał zleconych przez spółkę prac. Tym samym nie miał prawa do wynagrodzenia, które wypłacił mu Mirosław Ciełuszecki. Zostawiając na boku kwestię bardzo niejasnych granic pomiędzy jedną , a drugą działalnością (w zakresie działań lobbingowym mamy do czynienia z doradztwem i na odwrót - w zakresie działań doradczych występują działania lobbyingowe) trzeba przypomnieć, że w Polskiej Kwalifikacji Towarów i Usług w latach 2000 i 20001 brak usługi o nazwie lobbing. Tak więc brakowało prawnej kwalifikacji dla takiej działalności jak lobbing. Znaczy to, że Ciełuszecki prawidłowo określił zakres świadczonych usług intuicyjnie wskazując doradztwo jako najbliższe lobbyingowi. Zresztą od 2005 roku, tzn. od momentu kiedy lobbing zaczął figurować w polskiej Kwalifikacji Towarów i Usług, został on umieszczony w dziale 74 usług doradczych. To pokazujen dobitnie, że zarzut sprzeczności w zeznaniach Karpa i Ciełuszeckiego odnośnie przedmiotu świadczonych usług został przez prokuraturę postawiony świadomie z złej wierze. Karp twierdził, że przede wszystkim lobbuje, zaś Ciełuszecki, że doradza i szkoli. Bez względu na to czego było więcej w pracy Karpa na rzecz FAP, jedno wydawało się być pewne - praca na rzecz spółki FAP została przez Marka Karpa faktycznie wykonana, a wynagrodzenie za nią zostało przekazane legalnie, w oparciu o poprawnie wystawioną i dostarczoną organom skarbowym fakturę. Sąd posługując się dokładnie tą samą interpretacją prawna zdarzeń jak w wypadku usług świadczonych przez Rembisza i Pazdana zakwestionował fakt wykonania pracy przez Karpa na rzecz FAP, a tym samym podstawę do wystawienia i uregulowania faktury na rzecz Karpa. I tym razem zdaniem Sądu dla uznania czyjejś pracy za wykonaną ( i idącego za tym uznania wynagrodzenia jako należnego) bez znaczenia jest sama okoliczność wykonania pracy zgodnie z wolą i interesem zamawiającego. Jedynym kryterium przesądzającym o wykonaniu lub nie wykonaniu pracy jest literalna zgodność sformułowanego w umowie przedmiotu usługi z zakresem wykonanej pracy, nawet jeśli Zleceniodawca po podpisaniu umowy ze Zleceniobiorca zmodyfikował / rozszerzając lub zawężając go/ faktyczny zakres świadczonej pracy na jego rzecz. Do jakich absurdów zaprowadziła interpretacja Sądu najlepiej pokaże "goły" zapis fragmentów rozprawy dotyczący współpracy Marka Karpa z FAP reprezentowaną przez Mirosława Ciełuszeckiego. Ujawnia on także prawdziwe motywy prowadzonego procesu.
I/ Zeznania żony Marka Karpa
" - Przewodniczący zarządził przesłuchanie obecnego świadka.
Mąż jak wykonywał komuś swoją pracę zawodowa to był bardzo obowiązkowy, ta praca była dla niego najważniejsza, bo było to spełnienie jego marzeń. Mówiąc, że ta sprawa była kierowana przez służby bezpieczeństwa w Łodzi, miałam na myśli to, że mąż mówił, że jest o tym przekonany, że wszystkie drogi prowadzą do Łodzi. Mąż wykluczył, że było to spowodowane działaniem innych służb, np. rosyjskich czy zemstą, bo nie było takiego powodu W moim rozumieniu mąż interpretował fakty, że jest szukany na niego "hak". Była również prognoza żeby podłączyć Ośrodek do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale mąż temu się przeciwstawił i tego rodzaju sytuacje.
Przewodniczący zarządził przerwę dla odpoczynku oraz celem przesłuchania świadka Jana Citko do godz. 13.00."
II/ Zeznania z dnia 15 marca 2006 roku przed Sadem rejonowym w Bielsku Podlaskim
" Przewodniczący zarządził przesłuchanie obecnych świadków.
Świadków wezwano na salę rozpraw. Przewodniczący uprzedził świadków o odpowiedzialności za złożenie fałszywych. zeznań oraz pouczył ich o treści art. 182, 183, 185 kpk. Zapytani o imiona, nazwiska, wiek, zajęcie, miejsce zamieszkania, karalność za fałszywe zeznania oraz stosunek do stron świadkowie podali:
1. Andrzej Komorowski, lat 66, emeryt, wykładowca na wyższej uczelni, zam. Kraków, nie karany, obcy;
2. Stanisław Ciosek, lat 66, emeryt, zam. Warszawa, nie karany, obcy,
3. Sławomir Popowski, lat 58, publicysta "Rzeczpospolitej", zam. Warszawa, nie karany, obcy.
Świadków wobec braku sprzeciwu obecnych stron Sąd postanowił przesłuchać bez przyrzeczenia.
Świadków usunięto do osobnego pokoju, a następnie każdego świadka wezwano na salę osobno i przesłuchiwano w nieobecność tych świadków, którzy jeszcze nie zeznawali. Świadkowie zeznali:
Świadek Andrzej Komorowski zeznaje:
Wiadomym mi jest związek z tą sprawą nieżyjącego Marka Karpia. Marek Karp był moim wieloletnim znajomym, przyjacielem. Łączyły nas zainteresowania historyczne i polityczne związane z terenami wschodnimi. Drugim motywem naszej znajomości był fakt prowadzenia przez Marka Karpia działalności rolniczej, a dokładnie działalności hodowlanej. Jestem lekarzem weterynarii z zawodu i wykonywałem ten zawód przez ponad 40 lat. Był to dobry punkt do rozmów dotyczących prowadzenia gospodarstwa rolnego.
W tym miejscu stawił się adw. Witold Powichrowski.
Świadek Andrzej Komorowski zeznaje dalej:
W pewnym okresie mego życia pełniłem funkcję głównego lekarza weterynarii w kraju. Moja wiedza mogła być w dużym stopniu przydatna i rolnikom i Markowi Karpiowi. Polska znalazła się w sytuacji zagrożenia dwóch chorób zakaźnych dotyczących bydła. Pierwszą była pryszczyca, drugą natomiast gąbczasta encefalopatia bydła, powszechnie znana jako BSE - "choroba szalonych krów". Ryzyko wystąpienia tych chorób było tak duże, że groziło rolnikom likwidacją działalności gospodarczej. Stąd też Marek Karp był zainteresowany by znać na bieżąco poziom tego ryzyka. Wówczas występowałem w mediach przedstawiając poziom zagrożenia i ryzyka przenoszenia tych chorób, świadczyłem te informacje dla całego społeczeństwa. Nasze bliskie kontakty towarzyskie upoważniały Marka Karpia do tego, aby pytać mnie o dodatkowe szczegóły. Ja ich udzielałem. Było takie zdarzenie, które ma znaczenie w tej sprawie. Rzecz miała miejsce w dniu 22 listopada 2000 roku, wówczas wraz z ówczesnym Ministrem Rolnictwa Arturem Balazsem, i panem J. Warakomskim ówczesnym dyrektorem generalnym w Ministerstwie Rolnictwa spotkałem się w gospodarstwie Marka Karpia. Były co najmniej trzy cele tego spotkania. Cel pierwszy dla mnie najistotniejszy, abym przekonał się w jakim stopniu gospodarstwo było objęte ochroną przeciwkopryszczycową, chodzi o gospodarstwo Marka Karpa, które było jednym z większych w Polsce Wschodniej. Znałem to zabezpieczenie, chciałem przekonać ministra rolnictwa, A Balazsa, że to zabezpieczenie jest rzeczywiste, ten cel został osiągnięty. Cel drugi to był cel ministra rolnictwa a mianowicie wizytując wiele terenów w Polsce spotykał się ze środowiskami ludzi zajmujących się oświatą rolniczą. Minister złożył wizytę w Zespole Szkół Rolniczych w Ludwinowie. Cel trzeci, o nim była mowa przy stole w domu Marka Karpia. Marek Karp miał zamiar przedstawić ministrowi rolnictwa pewne przedsięwzięcie w zakresie importu nawozów mineralnych do Polski, chodziło o sole potasowe. Import tych nawozów zarówno z punktu widzenia strategii krótko, jaki i długo terminowej był istotny. Przy stole siedzieli A. Balazs z żona, J. Warakomski, Marek Karp, być może i jego żona i ja. W pojęciu krótkoterminowym tą strategię można opisać tak, że źródła tych soli znajdujące się na Białorusi były konkurencyjne wobec złóż w Niemczech. Były wyłącznie dwie kopalnie tych soli znajdujące się na terenie Europy, więc niezmiernie ważne było zlokalizowanie tej kopalni w pobliżu Polski. Z rozmowy wynikało, że istnieje polski interes w imporcie tych soli jak i interes długoterminowy polegający na tym, że po wstąpieniu do UE Polska dalej mogłaby korzystać z dostępnego źródła na Białorusi w Soligorsku. Przebieg rozmowy wskazywał na to, iż było dla Polski rzeczą wielce atrakcyjną zapewnienie sobie stałych dostaw tych soli potasowych. Istniała także pewna struktura dająca nadzieję na te dostawy. Miała ona formę przedsiębiorstwa o nazwie Farm Agro Planta. Z właścicielem tego przedsiębiorstwa miało dojść do spotkania w czasie wizyty u Marka Karpia. Mój osobisty udział w tej sprawie był żaden. Nie byłem związany z tym przedsięwzięciem. Ten trzeci punkt wizyty nie udał się. Z przyczyn, których teraz nie pamiętam nie doszło do spotkania z właścicielem FAP. Rozmowa w tym przedmiocie była prowadzona między ministrem Balazsem i dyrektorem Warakomskim, ja tylko się przysłuchiwałem. Było pewne rozczarowanie, że trzeci punkt wizyty nie został zrealizowany, panowie wymienili opinię, że ten punkt zostanie zrealizowany w późniejszym czasie bez bliższego określenia terminu spotkania. Na temat firmy wiem tyle ile mogłem wyczytać w gazetach. Było to przedsięwzięcie zainicjowane przez pana Ciełuszeckiego. Polegało na dotarciu do Soligorska i zainicjowaniu kontaktów handlowych, na dystrybucji tych soli potasowych, które pochodziły z Białorusi.
Przewodniczący na podstawie art. 393 § 3 kpk odczytał treść oświadczenia świadka z k. 3903 (tom XX) od słów "przeciągające się rozmowy" do słów "po przystąpieniu Polski do UE".
Potwierdzam treść tego oświadczenia. Zapomniałem obecnie o eksporcie kombajnów górniczych.
O eksporcie polskich kombajnów do Białorusi również była mowa podczas opisanej przeze mnie rozmowy Myślę, że handel potasami i kombajnami miał być barterowy, a więc towar za towar, a nie za gotówkę. Słyszałem o firmie pana Ciełuszeckiego od Marka Karpia wcześniej niż podczas wspomnianej rozmowy. Myślę, że to mogło być około 6 miesięcy przed spotkaniem w Ludwinowie. Dowiedziałem się wtedy, że Marek Karp poznał młodego polskiego biznesmena, który przyjechał do Polski z USA z pieniędzmi zarobionymi w Stanach Zjednoczonych, nie wiem w jakiej branży pracował. Słyszałem bardzo dobrą opinię o człowieku z otwartą głową, z myśleniem perspektywicznym. Marek Karp przedstawił mi rys historyczny, że z tych terenów jest bardzo wielu ludzi, którzy w nowej rzeczywistości potrafią podejmować biznesowe wyzwania. Więcej już nie przypominam sobie.
Obaj panowie Balazs i Warakomski byli zainteresowani bytnością Marka Karpia z dwóch powodów. Po pierwsze z powodów zawodowych chodziło o ryzyko przeniesienia pryszczycy, a drugi powód to taki, iż perspektywa otworzenia rynku na sól potasową dla polskiego rolnictwa była wysoce atrakcyjna. Byli zainteresowani tym fragmentem rozmowy, który toczył się przy tym stole. Moja wiedza nie służyła do tego, by ogarnąć pokłady kompetencji pana Marka Karpia, ale w mojej ocenie pan Marek był człowiekiem posiadającym wiedzę jak na tamten czas nieomal unikalną. Na pogrzebie Marka Karpia wypowiadali się wybitni ludzie polityki i gospodarki, podkreślali oni jego cechy, wybitną wiedzę i wybitne umiejętności z zakresu polityki, gospodarki, kultury i historii, jaką posiadał pan Marek Karp w odniesieniu do szeroko pojętych terenów wschodnich. Zdecydowanie tak, Marek Karp posiadał największą wiedzę na temat krajów wschodnich w okresie lat 70- 80. Uważam, że po jego śmierci nie pojawił się nikt, kto miałby jego wiedzę.
Świadek Stanisław Ciosek zeznaje:
Pan Marek Karp, swego czasu strasznie męczył mnie pewnym pomysłem na uniknięcie wysokich cen nawozów sztucznych dla polskich rolników, bowiem groziło po wejściu do UE zamknięcie granic dla obecnie wytwarzanych nawozów z komponentów pochodzących z Białorusi. Przychodził z tym wielokrotnie doprowadzając do tego, że jako doradca prezydenta RP złożyłem wizytę w towarzystwie Marka Karpa w jednym takim zakładzie, w firmie FAP u pana Ciełuszeckiego. W pisemnym oświadczeniu napisałem, że było to w grudniu, ale chyba się pomyliłem, bo byłem wtedy w Białymstoku, więc to mogło być 24 listopada 2000 roku. To wynika z moich zapisków w prywatnym kalendarzu. Byłem tam, pamiętam to bardzo dobrze, zakład zrobił bardzo dobre wrażenie. Marek Karp zorganizował ten wyjazd. Przyjechałem tam z Markiem Karpiem. Zakład był nowoczesny, pokazywano mi te komponenty przywożone z Białorusi, które przetwarzane dawały w efekcie nawóz sztuczny. Z rozmowy wynikało, że jeśli zamkniemy granice po wejściu do UE dla tych towarów, to nawozy mogą być droższe o połowę dla polskich rolników. To mnie przekonywało. To miał być rodzaj barteru, Białorusinom płaciłoby się kombajnami produkowanymi w Polsce. Zaproponowałem Panu Ciełuszeckiemu, aby sporządził notatkę w tej sprawie, aby uruchomić procedurę. Myślałem, aby wprowadzić ten temat o wyjątkach, które były dyskutowane z UE w procesie rozmów akcesyjnych. Walczyliśmy o wyłączenia w różnych dziedzinach. Chodziło, aby nie zamykać wschodniej granicy na możliwość sprowadzenia różnych komponentów z Białorusi. Ostatecznie wspomnianej notatki nie otrzymałem. Nic więcej w tym zakresie nie zdziałałem. Nie wiem czy w rozmowach akcesyjnych z UE był ten temat poruszany, ja takich rozmów nie prowadziłem. Żałuję, bo do tej pory myślę, że to było bardzo sensowne. Nie jestem specjalistą w tym obszarze, ale myślę, że straciliśmy jakąś szansę.
Przewodniczący na podstawie art. 393 § 3 kpk odczytał treść oświadczenia świadka z k. 3901 - 3902 (tom XX) w całości.
Świadek Stanisław Ciosek zeznaje dalej:
Potwierdzam treść tego oświadczenia za wyjątkiem daty spotkania w Ludwinowie 21 grudnia 2000, którą dzisiaj sprostowałem, winno być 24 listopada 2000r.
Zanim doszło do wyjazdu do Firmy Agro Planta, Marek Karp wielokrotnie naciskał na to spotkanie, wielokrotnie opowiadał mi o tej firmie. Opowiadał mi o całym interesie, o zagrożeniach dla polskiego rolnictwa. Nie wiem skąd miały pochodzić kombajny górnicze eksportowane do Białorusi, lecz na pewno z Polski, ale nie wiem z jakiej fabryki i z jakiej miejscowości. Marek Karp wiózł mnie na spotkanie z panem Ciełuszeckim, było to przy bocznicy kolejowej. Był to teren zalesiony. Obiad był zorganizowany tam na miejscu, nie pamiętam jaka była to miejscowość, bo zostałem tam zawieziony. Marek Karp wspominał, że o imporcie potasu i eksporcie kombajnów opowiadał w Ministerstwie Rolnictwa, premierowi Steinhoffowi, odniosłem wrażenie, że "poruszył pół Warszawy". Nie pamiętam pozostałych nazwisk. O Zakładach Azotowych w Kędzierzynie Koźlu wiem tyle, co przeciętny człowiek. Marek Karp o tych zakładach mi nie opowiadał. Spojrzałem tylko na te tereny gdzie mnie przywiózł Marek Karp, dokładnie nie przyglądałem się tylko tak ogólnie rzuciłem okiem. Na tym się nie znam. Podawano mi cenę nawozów sztucznych, cenę komponentów i to była prosta kalkulacja. To był rachunek natury bardziej politycznej niż technicznej. Nie wiem gdzie zaopatrują się zakłady azotowe w Kędzierzynie Koźlu ani w Puławach, bo tego tematu nie badałem.
Po spotkaniu w listopadzie 2000 roku ja naciskałem Marka Karpia o otrzymanie notatki. Ze strony pana Marka karpia była obietnica nacisku na sporządzenie takiej notatki. Marek Karp już więcej później nie wspominał o tym temacie. Ja uznałem, że wszystko zostało powiedziane tylko oczekiwałem na notatkę. Gdy prowadziłem rozmowy z panem Markiem Karpiem to nie wiedziałem, że miał on zawartą umowę z FAP. Nie mówił, że robi to w ramach umowy, a potem już mówił. Powiedział, gdy wybuchłą sprawa prokuratorsko -sądowa. Powiedział, że łączyła go z firmą umowa. Powiedział, że pomysł, który tak forsował był realizacją zawartej umowy miedzy firmą a nim. Nie uważam, aby było moralnie naganne zachowanie Marka Karpia, że jako szef Ośrodka Studiów Wschodnich doradzał prywatnej firmie. Wykonywał konkretną umowę. Pan Marek Karp prowadził działalność gospodarczą, o czym wszyscy jego przełożeni wiedzieli, to było powszechnie znane. Hodował krowy, byki, miał obory. Wszyscy to tolerowali, ta działalność gospodarcza nie była "dorabianiem". Marek Karp skarżył mi się, że ma kłopoty finansowe. Narzekał, że musi brać jedne pożyczki, aby z nich spłacać drugie. Było to "narzekanie jak osoby prowadzącej działalność gospodarczej, która zazwyczaj wychodzi na swoje. Marek Karp nic mi nie mówił o innych firmach. On mi się uskarżał, że wziął w kredycie nawozu sztuczne, które były niezbędne dla ziemi, która dawała jedzenie jego krowom. Nie mógł spłacić tego kredytu i powiedział mi, że spłacił go swoim intelektem. Powiedziałem mu, że go rozumiem.
Uważam, że Marek Karp może być uznany za jednego z niewielu wybitnych specjalistów tematyki wschodniej ostatnich 20 lat. On nie tylko rozumiał ten temat, on go czuł samym sobą.
Na pytanie adw. W. Powichrowskiego:
Mówił mi Marek Karp, że przed upadkiem firmy Farm Agro Planta pan Ciełuszecki był aresztowany. Mówił mi z wielkim wzburzeniem, że był podejrzewany o to, że umowa między nim a panem Ciełuszeckim była fikcyjna i on jej nie wykonał. On ją wykonywał z wielkim zaangażowaniem. Mówił, że jakoby miał otrzymać zapłatę za to, po czym te pieniądze miał jakoby zwrócić z powrotem. On szukał moralnego usprawiedliwienia u znajomych. Miał teczkę, w której były zamieszczone faktury, druki przelewów, z których wynikało, że pokrywał należności swoim odbiorcom. Marek Karp pokazywał mi, że otrzymał te pieniądze z banku, ale ja się w to nie zagłębiałem, nie chciałem tego oglądać. Marek Karp powiedział, że przez aresztowanie pana Ciełuszeckiego rozwali się jego idea. Będąc na spotkaniu w Plancie widziałem bocznicę, tory, hałdy komponentów. Była mowa coś o szerokich torach, ale kiedy i gdzie to nie przypominam sobie.
Świadek Sławomir Popowski zeznaje:
Szczegółów tej sprawy nie znam. Rozmawiałem z Markiem Karpiem na początku lat 2000-2001 . Nasze kontakty wtedy były dość ograniczone, bo byłem wówczas korespondentem Rzeczpospolitej w Moskwie. Za każdym razem jak byłem w Warszawie kontaktowałem się z Ośrodkiem Studiów Wschodnich i Markiem Karpiem. Marek mówił mi o sprawach związanych z możliwością importu z Białorusi soli potasowych. Mówił, że trzeba się spieszyć, bo są rokowania przedakcesyjne z UE i koniecznie trzeba zapewnić sobie rozwiązania korzystne dla Polski. W przypadku gdyby to nie zostało dostrzeżone skazani zostalibyśmy na import soli potasowych z zachodu, co byłoby znacznie droższe. W połowie 2003 roku wróciłem na stałe do Polski i wiem, że wtedy Marek miał kłopoty, w takim sensie, że grozi mu sprawa karna. Było to dla mnie strasznie dziwne i zaskakujące, znałem Marka od 1990 rokuj znałem go jako człowieka, który nigdy nie zrobiłby nic, co byłoby sprzeczne z prawem i interesem państwa. Mógł się pomylić, ale nic świadomie by nie zrobił. Ja go określam, że był człowiekiem państwowcem w dobrym tego słowa znaczeniu. Marek Karp opowiadał mi, że z Soligorska z Białorusi miał być sprowadzany potas. Mówił mi, że można bardzo łatwo połączyć torowisko z Siemianówką a Soligorskiem. To co mówił było dla mnie ważne o tyle, że zajmuję się problemami polityki wschodniej. To był sposób na uregulowanie stosunków z Białorusią. Nie wiem, czy wcześniej, po 1989 roku jakaś firma w Polsce sprowadzała z Soligorska nawozy potasowe. W przeszłości przed 1989 rokiem musiało to istnieć. Moja wiedza jest bardzo ograniczona. Dlatego do Siemianówki, bo dochodziły tam szerokie tory. Do Małaszewicz dochodzą szerokie tory. Nie jestem w stanie powiedzieć, ale myślę, że w Siemianówce nie jest to takiej wielkości port przeładunkowy jak w Małaszewiczach.
Przewodniczący na podstawie art. 393 3 kpk odczytał oświadczenie świadka z k. 3886 (tom XX) w całości.
Świadek Sławomir Popowski zeznaje dalej:
Potwierdzam treść tego oświadczenia.
Nie jestem w stanie powiedzieć gdzie konkretnie potas był importowany do Polski, przez którą stację przeładunkową. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy w Siemianówce była możliwość dokonania przeładunku takich towarów. Nie jestem specjalistą, żeby mówić o konkretnych rozwiązaniach biznesowych. Uważam, że jeżeli można było stworzyć warunki do korzystnego importu soli do Polski to należało takie stworzyć. Marek Karp wspominał mi coś o FAP, że taka firma jest. Pamiętam to jak przez mgłę, nie bardzo dokładnie. Nie zajmowałem się wówczas tym od strony biznesowej. Marek Karp zajmując się lobbingiem mógł się kontaktować poprzez struktury rządowe, poprzez kancelarię prezydencką i szukać sojuszników dla tego. pomysłu gdzie jest to możliwe. Pod pojęciem lobbingu rozumiem pozytywne działanie, rozumiem to słowo w sposób pozytywny. Nie jestem w stanie powiedzieć czy Marek Karp kontaktował się ze wspomnianymi instytucjami.
Marek Karp nigdy nie prosił mnie o to abym podejmował jakieś działania, żebym napisał o tym pomyśle, niczego takiego zresztą nie zrobiłem. Z Markiem kontaktowałem się na tej zasadzie, że wymienialiśmy nawzajem poglądy o polityce wschodniej. Marek był znakomitym specjalistą, był świetnym ekspertem od spraw litewskich i białoruskich, ja natomiast od spraw rosyjskich. Zawsze go ceniłem.
Przewodniczący zarządził przerwę dla odpoczynku oraz celem przesłuchania pozostałych świadków do godz. 11.30.
Stawili się jak dotychczas, a nadto świadek Janusz Steinhoff - osobiście.
Przewodniczący zarządził przesłuchanie świadka Janusza Steinhoffa.
Świadka wezwano na salę rozpraw. Przewodniczący uprzedził świadka o odpowiedzialności za złożenie fałszywych zeznań oraz pouczył go o treści art. 182, 183, 185 kpk. Zapytany o imię, nazwisko, wiek, zajęcie, miejsce zamieszkania, karalność za fałszywe zeznania oraz stosunek do stron świadek podał:
Janusz Steinhoff, lat 60, inżynier, pracuje w Banku Śląskim jako Prezes spółki zależnej, zam. Gliwice, nie karany, obcy;
Świadek Janusz Steinhoff zeznaje:
Nic mi nie wiadomo w tej sprawie. Byłem zwierzchnikiem i przyjacielem Marka Karpia przez wiele lat. Napisałem stosowne oświadczenie w jego sprawie, które oddawało stan faktyczny.
Przewodniczący na podstawie art. 393 § 3 kpk odczytał oświadczenie świadka z k. 3904 (T. XX).
Świadek Janusz Steinhoff zeznaje dalej:
Potwierdzam treść tego oświadczenia. Nie przypominam dokładnej daty kiedy uzyskałem tę inicjatywę od Marka Karpia. Moje kontakty z nim były bardzo częste. Było to na pewno kilka rozmów. Marek Karp towarzyszył mi w delegacjach państwowych za granicę zarówno politycznych, jak i gospodarczych. Był on wybitnym specjalistą, szczególnie w sprawach dotyczących polityki krajów wschodnich, Ośrodek Studiów Wschodnich jest jednym z najlepszych ośrodków na świecie. Nie zajmowałem się szczegółami projektu Marka Karpia oceniłem go pozytywnie, uznałem że mieści się on w szeroko rozumianych polskich interesach gospodarczych. Mamy problem w Polsce ze zbytem maszyn urabiających, a więc ich eksportem. Te maszyny są produkowane w kilku fabrykach między innymi na Śląsku. Nie jestem specjalistą w dziedzinie produkcji maszyn. Myślę, że chodzi o Zabrze, Katowice, czy też firmę "Piona" w Piotrkowie Trybunalskim. Marek Karp sugerował mi, że prowadzi rozmowy z przedstawicielami podmiotów gospodarczych zagranicznych, tak to rozumiałem. Zakreślił mi ten projekt jako możliwy do realizacji. Nie wymieniał z imienia i nazwiska przedstawicieli tych podmiotów. Nie opisywał mi w bliższy sposób stacji przeładunkowej w Plancie koło Siemianówki, mówił jedynie, że jest tam duży potencjał. Nie byłem w Plancie. Marek Karp nie prosił mnie o przyjazd na tę stację przeładunkową. Marek Karp wspominał mi, że starał się zainteresować tym projektem inne osoby, nie wymieniał nazwisk. Marek miał bardzo szerokie znajomości w administracji państwowej z racji swoich czynności zawodowych, co otwierało mu drzwi do różnych gabinetów. Nie opowiadał mi innych szczegółów w związku z tym projektem. Marek Karp mówił, że ten projekt jest bardzo ważny, jeśli chodzi o przyszłe interesy Polski w UE. Mogliśmy pozyskać te towary po niższej cenie. Wówczas nie można było rozwiązać tego problemu, toczyły się rozmowy akcesyjne z UE. Wchodząc do UE Polska staje się częścią wspólnego obszaru celnego. W grę wchodziło zaangażowanie strony polskiej w przyjęcie środków ochronnych polskiego i unijnego rynku. Jest kilka narzędzi ochrony rynku np. kontyngenty, plafony czy też cła. Wchodząc do UE byliśmy zainteresowani utrzymaniem niektórych ceł na poziomie racjonalnym z punktu widzenia polskiej gospodarki. Nie pamiętam jaka była wysokość tych ceł. Na pewno cła polskie były niższe od ceł obowiązujących w UE. Myślę, chociaż pewności nie mam, że Marek Karp rozmawiał z departamentem Integracji Europejskiej w Ministerstwie Gospodarki o utrzymaniu ceł w dotychczasowej wysokości po wejściu Polski do UE. Były to rozwiązania racjonalne z punktu widzenia naszej gospodarki. Nie wiem jak się to skończyło, ten obszar negocjacji został zamknięty przez naszych następców politycznych."
III/ Oświadczenia potwierdzające zaangażowanie Marka Karpa w doradztwo na rzecz FAP
Oświadczenie - Stanisław Ciosek
Oświadczenie - Jerzy Buzek
Oświadczenie- Jerzy Steinhoff
Oświadczenie - Janusz Warakomski
Oświadczenie - Andrzej Komorowski
Oświadczenie - Krzysztof Kozłowski
Oświadczenie - Sławomir Popowski
Z uwagi na długą znajomość z Markiem Jerzym Karpiem uzyskiwał od niego informacje o zagrożeniach, jakie mogą występować w perspektywie wieloletnich kontraktów nawozowych. Wskazując na szeroką wiedzę Marka Karpia o tematach wschodnich podkreślił, że wskazał mu możliwość zamówienia i realizacji kruszyw granitowych na rynek polski. Było to związane z organizowaniem współpracy z francuskim koncernem Lafarge, który w połowie 1999r wspólnie z FAP utworzyli spółkę Lafarge-FAP w zakresie produkcji kruszyw granitowych pod budowę dróg, autostrad i linii kolejowych. Podał, że konsultował z Markiem Karpiem temat cementu, bo zakładał w perspektywie uruchomienie jego dostaw z Białorusi do Polski. Opisał także wspólne rozmowy i zawarcie poufnej umowy o współpracy z francuskim koncernem Rulle. podkreślił, iż firma ta domagała się długoterminowych dostaw w dużych ilościach. Mając obawy o prawidłową realizację takich kontraktów ze strony Białorusi skąd importowano nawozy azotowe zwrócił się do Marka Karpia o pomoc w rozwiązaniu tej kwestii. On też przedstawił mu pomysł realizacji tego projektu. Polegał on na powiązaniu zakupu surowców z Soligorska z dostawami maszyn i urządzeń górniczych z polskich zakładów ze śląska. Realizacja tego programu polegała na pozyskaniu soli potasowej w zamian za dostawę maszyn i urządzeń. Podkreślił, że miał możliwość przedyskutować ten projekt z ekspertami m.in. z ambasadorem Cioskiem, wicepremierem Steinhoffem, ministrem Warakomskim oraz szefem Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Wskazał, że problem soli potasowej nie ograniczał się tylko do zabezpieczenia wieloletnich zakupów, lecz istniała obawa, że po I maja 2004r tj. po wejściu Polski do UE zostanie zastosowana unijna stawka celna w wysokości 35% na sól potasową co czyniłoby całą inwestycję nieopłacalną. Był przekonany, że zagadnienie wysokości cła na sól potasową było przedmiotem rozmów Polski podczas negocjacji z UE. W Unii Europejskiej stawki celne za nawozy były wyższe niż w Polsce. Wyjaśnił, że po wstąpieniu Polski do UE stawka celna na sól potasową nie wzrosła i lobbing okazał się skuteczny. Cena projektu Marka Karpia go satysfakcjonowała. Projekt i rozpracowywanie wymagało zaangażowania czasowego, jak również kompetentnych osób mogących wesprzeć ten projekt Wyjaśniając w tej kwestii w toku śledztwa podał, że Marek Jerzy Karp w ramach zleconej usługi wykonał takie czynności, jak szkolenia kierownictwa FAP na jakie zagrożenia trzeba zwracać uwagę przy współpracy gospodarczej i realizacji kontraktów z państwami Europy Centralnej i Wschodniej. Podał, że współpraca z Markiem Karpiem dotyczyła generalnie szkoleń i miała charakter sformalizowany. Umowa ta została zrealizowana ustnie w formie szkoleń. W szkoleniach prowadzonych przez arka Karpia uczestniczył sam osobiście, jak też inne osoby, ale nie pamiętał jakie. W toku postępowania sądowego wskazał, że osobami uczestniczącymi w tego rodzaju szkoleniach byli Krzysztof Szymkowicz, pracownicy działu administracyjnego, działu handlowego. Zorganizowano także szkolenie dla pracowników administracyjnych zakładu przeładunkowego w Plancie, które odbyło się w biurze firmy w Plancie. Wskazał, że Marek Karp informował go o potencjalnych nowych dostawcach i odbiorcach, jednak nie pamiętał ich nazw.
IV/ Argumentacja prawna Mec. Macieja Lacha obrońcy Mirosława Ciełuszeckiego i Marka Karpa
Zaprezentowana przez Sąd I instancji interpretacja zeznań złożonych przez św. A. Karp, stanowi przejaw sprzeczności istotnych ustaleń Sądu ze zgromadzonym w sprawie materiałem dowodowym. Kontekst, a także pełna treść zeznań Anny Karp, wbrew twierdzeniom Sądu I instancji nie przemawia za stwierdzeniem, że okoliczność że M. Karp nie zawierał tego typu umów z nikim innymi niż osk. M. Ciełuszecki, można ocenić jako okoliczność przemawiającą za fikcyjnym zawarciem tejże umowy. Przeciwnie, wzajemne relacje osobiste M. Ciełuszeckiego i M. Karpa, a zwłaszcza zaufanie jakim M. Karp darzył M. Ciełuszeckiego przemawia za stwierdzeniem że zawarta pomiędzy nimi umowa była wykonywana. Efekty tejże urnowy należy oceniać przez pryzmat sprawowanych przez M. Kapra funkcji, a także związanych z tym możliwościami a nie brakiem kwestii importu nawozów przedmiocie rokowań przedakcesyjnych Polski z UE. należy podkreślić, że Sąd I Instancji nie wskazał, jakie czynności w ocenie Sadu nie zostały przez M. Karpa wykonane ograniczając się do stwierdzenia "Zdaniem Sądu czynności wskazane w tej umowie nie zostały w rzeczywistości wykonane."
Dla stwierdzenia popełnienia przestępstwa opisanego w art. 286 § 1 KK istotne jest przypisanie jego sprawcy zamiaru w chwili jego popełnienia. W uzasadnieniu zaskarżanego orzeczenia, brak jest stwierdzenia czy osk. M. Ciełuszecki w chwili zawierania umów czy też przestawiania faktur VAT do rozliczenia, miał świadomość i zamiar popełnienia oszustwa. Sąd I instancji nie podjął nawet próby wyjaśnienia jaki byłby hipotetyczny motyw osk. Ciełuszeckiego w przedłożeniu do rozliczenia faktur VAT i na czym lub w czym miałaby się przejawiać nielegalna korzyść osiągnięta bądź spodziewana przez osk. Ciełuszeckiego
Z faktu, że Marek Karp oświadczył w trakcie składania zeznań przed prokuratorem Luksem, iż pracując na rzecz FAP zajmował się na co dzień bardziej tym co dzisiaj nazywamy lobbingiem, a nie doradztwem i szkoleniami ( na co została zawarta umowa z FAP ) Sąd wywiódł, że nie wykonał zleconych przez spółkę prac. Tym samym nie miał prawa do wynagrodzenia, które pobrał. Obszernie przedstawione zeznania świadków po raz kolejny unaoczniają dobitnie Pomijając kwestię bardzo niejasnych granic pomiędzy jedną , a drugą działalnością ( w zakresie działań lobbingowym mamy do czynienia z doradztwem i na odwrót - w zakresie działań doradczych występują działania lobbingowe) trzeba przypomnieć, że w do roku 2005 nie figurowała usługa lobbingu. To znaczy, że Ciełuszecki prawidłowo określił zakres świadczonych usług intuicyjnie wskazując doradztwo jako najbliższe lobbingowi. Stad pozorna sprzeczność w zeznaniach Karpa i Ciełuszeckiego odnośnie przedmiotu świadczonych usług. Karp uważał, że przede wszystkim lobbuje, zaś Ciełuszecki, że doradza i szkoli. Bez względu na to czego było więcej w pracy Karpa na rzecz FAP, jedno wydawało się być pewne - praca została wykonana przez Karpa. Nie dla Sądu...
Sąd bowiem zakwestionował fakt wykonania pracy przez Karpa na rzecz FAP, a tym samym podstawę do wystawienia i uregulowania faktury na rzecz Karpa. Zdaniem Sądu dla uznania czyjejś pracy za wykonaną ( i idącego za tym uznania wynagrodzenia jako należnego) bez znaczenia jest sama okoliczność wykonania pracy zgodnie z wola i interesem zamawiającego. Jedynym kryterium przesądzającym o wykonaniu lub nie wykonaniu pracy jest ..literalna zgodność sformułowanego w umowie przedmiotu usługi z wykonaną pracy, nawet jeśli Zleceniodawca po podpisaniu umowy ze Zleceniobiorca zmodyfikował / rozszerzając lub zawężając go/ faktyczny zakres świadczonej pracy na jego rzecz.
Można wręcz mówić o nowej normie prawnej autorstwa sędziego Półkośnika twórczo zastosowanej nie tylko wobec Marka Karpa, ale również wobec prof. Włodzimierza Rembisza i Kazimierza Pazdana . Brzmi ona: o uznaniu wykonania pracy na rzecz Zleceniodawcy nie przesadzają rezultaty wykonanej pracy, sam fakt wykonania pracy i/lub świadkowie poświadczający jej wykonywania. Także wola Zleceniodawcy oraz jego interes są bez znaczenia. Decyduje literalna zgodność zapisów umownych z wykonana pracą. Na podstawie takiego właśnie rozumowania Karp, Rembisz oraz Pazdan ( zleceniobiorcy) i Ciełuszecki ( zleceniodawca) zostali oskarżeni o przestępstwa oszustwa. Z tego grona Ciełuszecki, Rembisz zostali skazani na więzienie . Marek Karp i Kazimierz Pazdan uniknęli wyroku więzienia i idącej za tym infamii tylko z tego powodu, że zmarli przed jego wydaniem.
Jest to podejście całkowicie błędne i powodujące, że Sąd konsekwentnie brnie w kwestionowanie najbardziej oczywistych faktów podważających jego rozumowanie. Gdyby Sądowi chodziło o sprawiedliwe osądzenie oskarżonych zadałby sobie trud sprawdzenia czy mamy do czynienia ze zwyczajną niestarannością, uchybieniem lub w najgorszym wypadku celowym działaniu w celu uniknięcia podatków należnych skarbowi państwa, czyli ewentualnie przestępstwem karno-skarbowym. (W przypadku gdy niezgodność zawartej umowy w zakresie jej przedmiotu z realnie wykonaną pracą może znamionować świadomą wolę uniknięcia płacenia podatku.)
Za cały komentarz mogły by posłużyć dwa cytaty z lokalnej " Gazety Współczesnej" z tekstu Długie ręce nagonki:
"Postępowanie Prokuratury Rejonowej w Białymstoku w sprawie FAP przebiegało bardzo szybko. Po dwóch dniach od złożenia zawiadomienia o przestępstwie, w lipcu 2002 r., przez Urząd Ochrony Państwa, akta sprawy liczyły już 360 stron!
- Do zawiadomienia UOP-u były od razu dołączone dokumenty, które pozwoliły nam na opracowanie zarzutów - wyjaśnia prokurator Andrzej Bura. - A że szybko? To była standardowa procedura."
"Jedno jest pewne: Karp miał wielu świadków gotowych poświadczyć jego pracę na rzecz FAP, i to takich, których trudno zlekceważyć. (...) Oskarżony chciał je jak najszybciej przedstawić w sądzie, ale rozpoczęcie sprawy się przeciągało. Dyrektor OSW nie mógł więc oczyścić się z zarzutów . Dzięki temu lewicy udało się odsunąć Karpa ze stanowiska szefa ośrodka. Środowisko z ówczesnym rządem osiągnęło swój cel. Czy postępowanie prowadzone przez białostocką prokuraturę tylko przez przypadek wpisało się w polityczną nagonkę na Karpa, czy też było jej częścią.
- Nie było żadnych nacisków na mnie jako na prowadzącego śledztwo - podkreśla Andrzej Bura. - Była to po prostu jedna z wielu spraw. Dla Marka Karpa raczej nie. Ta sprawa zaważyła na jego życiu."
Zarzut IV - udzielenie poręczenia kredytu
Oskarżenie i wyrok Sądu
"VIII. w dniu 26 czerwca 2001r w Bielsku Podlaskim jako Prezes Zarządu Farm Agro Planta S.A. w Bielsku Podlaskim działał na szkodę tej spółki w ten sposób, że wziął udział w podjęciu uchwały zarządu o nr 6/2001 w której udzielił w imieniu spółki poręczenia wekslowego w kwocie 2.000.000 zł oraz poręczenia w postaci ustanowienia hipoteki na kwotę 2.000.000 zł na nieruchomości położonej we wsi Mikłaszewo gmina Narewka oznaczonej numerami geodezyjnymi 236, 237 i 238 jako zabezpieczeń kredytu w kwocie 2.000.000 zł udzielonego mu przez Bank Wschodni S.A. w Białymstoku na podstawie umowy kredytowej PK1062/2001, bezpodstawnie powiększając w ten sposób obciążenia majątku spółki
tj. o czyn z art. 585 § 1 ksh"
Sąd skazał Ciełuszeckiego za opisane powyżej czyny na 8 miesięcy więzienia.
W uzasadnieniu wyroku czytamy. " Zdaniem Sądu oskarżeni M.Ciełuszecki i M.Misiejuk działali umyślnie z zamiarem bezpośrednim. Swoja wolą obejmowali chęć działania na szkodę spółki w powiązaniu z pełnioną przez nich funkcją. Obejmowali swoją świadomością konsekwencje wynikające z podjętej uchwały w postaci co najmniej możliwość wyrządzenia przez to zachowanie spółce szkody, czym wypełnili znamiona przestępstwa z art. 585Par.1 ksh. ". / sądowe uzasadnienie wyroku, s.85 /
1. ASPEKT BIZNESOWY
Powodem udzielenia przez Zarząd spółki FAP poręczenia kredytu Mirosława Ciełuszeckiego było jego przeznacznie. W całości został on przeznaczony na dokapitalizowanie FAP.
1. Zabezpieczeniem udzielonym przez spółkę w związku kredytem Ciełuszeckiego było ustanowienie hipoteki na nieruchomości należącej do FAP położonej we wsi Mikłaszewo gmina Narewka oznaczonej numerami geodezyjnymi 236, 237 i 238. Stanowią one część ( jedną trzecią) nieruchomości zakupionych przez FAP od Ciełuszeckiego. Są to te same działki, za których sprzedaż Ciełuszecki został skazany. Według aktu oskarżenia oraz wyroku Sądu są one warte w całości (tzn. 30 hektarów ) ok. 300.000,00 zł, a więc jedna trzecia ich obszaru ( 10 hektarów) powinna być warta ok. 100.000,00 zł. Tym samym, raz Mirosław Ciełuszecki jest skazany za to, że popełnił oszustwo zawyżając cenę za działek o ok. 7.500.000,00 zł ponieważ zdaniem Sądu prawdziwa wartość działek - jak udowodniliśmy wcześniej, na podstawie całkowicie błędnych ustaleń Sądu, nie mających nic wspólnego z ich faktyczną wartością rynkową - wynosi ok. 300.000.00 zł (patrz: Zarzut nr IV i wyrok - 3 lata więzienia). Drugim razem ten sam Sąd uznaje pełną wartość zabezpieczenia udzielonego bankowi w postaci jednej trzeciej obszaru spornych działek ustalonej przez strony umowy kredytowej na 2.000.000,00 zł i skazuje Ciełuszeckiego za narażenie spółki na potencjalną ( sic!) możliwość poniesienia straty w wysokości 2000.000,00( omawiany w tym miejscu Zarzut nr VIII i wyrok- 8 miesiecy więzienia) . a nie 100.000,00 zł.
Tak, więc w zależności od stawianego zarzutu, te same części składowe spornej nieruchomości warte są zdaniem Sądu albo 2.000.000,00 zł, albo 100.000,00 zł. Jeśli jednak są warte 2.000.000,00 zł, to Sąd sam obalił własny zarzut oszustwa polegającego na zawyżeniu sprzedawanej ziemi. Jeśli są warte 100.000,00 zł to Sąd obalił zarzut dotyczący potencjalnej możliwości narażenia spółki na straty wielkiej wartości. Albo jedno, albo drugie. A raczej ani jedno, ani drugie. Co potwierdzają poniższe ustalenia:
2. W czerwcu 2001 roku zgodnie z wyceną spółki sporządzoną przez renomowany Krakowski Dom Maklerski ( na dzień 30 kwietnia 2001 ) uwzględniającej wszystkie mające znaczenie dla wyceny spółki zdarzenia ekonomiczne , wartość FAP wynosiła 67.000.000, zł ( w załączeniu: Wycena Wartości Firmy FAP SA ). Na podstawie Wyceny wartości Firmy FAP oraz własnych badań sytuacji spółki następujące podmioty zadeklarowały w czerwcu chęć inwestowania w FAP:
- European Renaissance Capital II oraz ABN AMRO;
- Krakowski Dom Maklerski;
- Bank Wschodni.
Tak, więc wbrew opinii Sądu trudno sytuację spółki w momencie podejmowania decyzji o podwyższeniu kapitału o 2.000.000,00 zł w dniu 26 czerwca 2001 uznać za trudną. Powody prawdziwych trudności spółki miały charakter poza biznesowy i zewnętrzny wobec zdarzeń biznesowych w samej spółce.
3. Dokapitalizowanie spółki o 2.000.000,00 zł przez Ciełuszeckiego poprawiało, a nie pogarszało sytuację FAP. Mirosław Ciełuszecki, wziął bowiem przeznaczyny na ten cel kredyt w wysokości 2000.000,00 złotych "na siebie", zabezpieczając go całym swoim majątkiem, a następnie regularnie spłacał kredyt z dochodów osobistych. Kredyt ten Ciełuszecki przeznaczył na dokapitalizowanie spółki poprzez objęcie emisji akcji nowej serii, przy czym nowa emisja nie służyła zwiększeniu pozycji Ciełuszeckiego w spółce ponieważ bezpośrednio i pośrednio posiadał on ponad 99 procent ( konkretnie 99,4%) głosów na walnym zgromadzeniu wspólników. Istotnym uzupełnieniem wiedzy na temat okoliczności i motywów podjętych działań oskarżonego jest fakt , iż małżeństwo Ciełuszeckich nie posiadało rozdzielności majątkowej toteż poręczenie obejmowało zarówno majątek osobisty Mirosława Ciełuszeckiego oraz majątek rodziny Ciełuszeckich
Tak, więc ryzyko biznesowe wziął na siebie Mirosław Ciełuszecki poręczając kredyt całym rodzinnym majątkiem oraz swoimi ( zarówno nowo objętymi jak i wcześniej posiadanymi ) akcjami.
4. Jak widać z przytoczonych faktów, zwłaszcza w pkt.2, trudno mówić o nadmiernym ryzyku w działaniu Ciełuszeckiego i całego Zarządu FAP skoro w momencie podejmowania uchwały będącej podstawą oskarżenia, gdyż inni doświadczeni i renomowani inwestorzy, po zbadaniu sytuacji spółki, gotowi byli do znacznego dokapitalizowania FAP.
5. Stanowisko mec. Macieja Lacha, obrońcy Mirosława Ciełuszeckiego
"Sąd I instancji uznając osk. M. Ciełuszeckiego winnego za czyn opisany w pkt VII zarzutów dopuścił się obrazy przepisów postępowania, mającej wpływ na teść orzeczenia, tj. art. 7 KPK na skutek czego doszło do sprzeczności ustaleń przyjętych za podstawę orzeczenia i mających wpływ na jego treść, ze zgromadzonym sprawie materiałem dowodowym, a nadto obrazy przepisów prawa materialnego, tj. art. 585 § 1 KSH wyrażającą się w uznaniu że ustalone w toku postępowania, czynności wykonywane przez oskarżonego Mirosława Ciełuszeckiego ujęte zawartym pkt VIII zarzutów zaskarżanego wyroku, opisem czynu, wyczerpują znamiona przestępstwa opisanego w art. 585 § 1 KSH. Celem osk. M. Ciełuszeckiego przy dokonywaniu przedmiotowej czynności, było uzyskanie środków na dofinansowanie PAP, poprzez zakup nowowydanej emisji akcji. W tym stanie rzeczy trudno uznać za zasadny, pogląd Sądu I instancji jakoby osk. M. Ciełuszecki działał na szkodę spółki FAP skoro rzeczywistym celem jego działań było dokapitalizowanie spółki. Kredyt bankowy został zaciągnięty w celu zakupu akcji FAP przez osk. M. Ciełuszeckiego, w drodze kierowanej do niego subskrypcji zamkniętej. Umowę kredytu została jedynie poręczona przez FAP."
e) przez błędne ustalenie, że działania osk. M. Ciełuszeckiego opisane w pkt. I zask. wyroku ( zarzut VIII aktu oskarżenia) przyniosło szkodę spółce bezpodstawnie powiększając obciążenie majątku spółki, na skutek tego, że Zarząd Spółki podjął Uchwałę nr 6 /2001 z dnia 26 czerwca 2001 r. o udzieleniu w imieniu spółki poręczenia wekslowego w kwocie 2000.000 zł. i poręczenia w postaci ustanowienia hipoteki na kwotę 2.000.000 zł. na nieruchomościach spółki jako zabezpieczenie kredytu w kwocie 2.000.000 zł. udzielonego przez Bank Wschodni SA w Białymstoku osobie fizycznej osk. M. Ciełuszeckiemu ---- podczas gdy prawidłowa ocena zebranego materiału dowodowego winna prowadzić do nieodpartego wniosku, że Zarząd spółki podejmując w imieniu spółki przedmiotową Uchwałę nr 6/200 1 z dnia 26 czerwca 2001 r. nie działał na szkodę tej spólki co więcej powinnością i uczciwością Zarządu Spółki było podjęcie takiej Uchwały skoro osk. M. Ciełuszecki otrzymany kredyt w kwocie 2.000.000 zł w całości przekazał spółce na jej dokapitalizowanie tym samym na zwiększenie jej majątku.
Zatem z punktu widzenia prokuratury i sądu także przekazanie przez osk. M. Ciełuszeckiego na rzecz spółki "żywej" gotówki w kwocie 2.000.000 zł. staje się działaniem na szkodę tej spółki."
Zarzut V- przyjęcie premii
"V. w okresie od 2 kwietnia 1999r do 31 maja 2000r w Bielsku Podlaskim, wykorzystując dominującą pozycję w spółce wynikającą z pełnienia funkcji Prezesa Zarządu i akcjonariusza, działając w krótkich odstępach czasu i w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, zabrał w celu przywłaszczenia pieniądze w łącznej kwocie 2.220.000 zł, co stanowi mienie znacznej wartości na szkodę Farm Agro Planta S.A. w Bielsku Podlaskim, a mianowicie:
tj. o czyn z art. 278 § 1 kk. w zw. z art. 294 § 1 zw. z art. 12 kk."
"-za czyn opisany w pkt V na mocy art. 278 § 1 kk. w zw. z art. 294 § 1 kk. w zw. z art. 12 kk. skazuje, zaś na mocy art. 278 § 1 kk. w zw. z art. 294 § 1 kk. w zw. z art. 33 § 2 kk. wymierza mu karę 2 (dwóch) lat pozbawienia wolności oraz 200 (dwieście) stawek dziennych grzywny, przyjmując wysokość jednej stawki za równoważną kwocie 200 (dwieście) złotych,"
1. Kontekst biznesowy i prawny przyznania premii Mirosławowi Ciełuszeckiemu
1. Sytuacja rynkowa FAP całkowicie upoważniała do podjęcia przez uprawniony organ spółki decyzji przyznania premii dla prezesa Mirosława Ciełuszeckiego. Spółka w latach 1998/1999 oraz 1999/2000, a więc w okresie w którym zostały przyznane premie, wypracowała zarówno znaczny zysk operacyjny jak i zysk netto.
2. Sąd nie kwestionuje uzasadnienia merytorycznego ( biznesowego) do wypłacenia premii. Spółka odniosła rzeczywiste korzyści z podjętych przez Prezesa M. Ciełuszeckiego operacji biznesowych. Wszystkie premie zostały wypłacone po rozliczeniu przeprowadzonych przez Ciełuszeckiego transakcji. Premie stanowiły fragment wypracowanego zysku.
3. Istotną okolicznością uzupełniającą wiedzę o powodach przyjęciu przez Ciełuszeckiego premii na niebagatelna kwotę 2.200.000,00 zł jest fakt, iż posłużyły one do rozliczenia zaliczek pobranych przez Prezesa FAP w latach 1997-2000 w związku z jego działaniami zabezpieczającymi płynną obsługę transportów sprowadzanych surowców na terenie Białorusi. Tak, więc pobrane premie tylko formalnie stanowiły korzyść osobistą Ciełuszeckiego.
4. Sąd twierdzi natomiast, że został popełniony błąd proceduralny. Wypłacenie premii zdaniem Sądu wymagało uprzedniej uchwały całej Rady Nadzorczej, a nie tylko jednoosobowej decyzji Przewodniczącego Rady Nadzorczej. Popełnienie rzekomego błędu proceduralnego stało się podstawą do sformułowania zarzutu oszustwa na szkodę Spółki.
Protokół z Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy z dnia 5 marca 1999 roku.
Uchwała Rady Nadzorczej z dnia 11 grudnia 2001 roku.
Po raz kolejny musimy zadać to samo pytanie: po co Mirosław Ciełuszecki, główny i zarazem większościowy akcjonariusz Spółki, miał dopuszczać się czynności niezgodnych z prawem? Ciełuszecki w każdej chwili mógł zwołać Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy lub wydać stosowne dyspozycje swoim reprezentantom w Radzie Nadzorczej, by uzyskać oczekiwane przez siebie rozstrzygnięcie w zakresie wysokości wynagrodzenia, premii, nagród dla siebie. Przecież Ciełuszecki był nie tylko, i nie przede wszystkim, pracownikiem spółki. On był jej rzeczywistym właścicielem.
Również po raz kolejny nie możemy nie zadać sobie pytania, dlaczego Sąd dopatrując się rzekomego uchybienia orzeka nieproporcjonalną karę. Trudno pozbyć się wrażenia, że Sąd podjął się nie tyle osądzenia sprawy, ale skazania Mirosława Ciełuszeckiego wykorzystując dowolny pretekst. Tym bardziej, że podobnie tak jak przy poprzednich zarzutach nie wykazuje najmniejszego zainteresowania przedstawionymi przez obron dowodami i argumentami prawnymi. Spektakularnym przykładem metod stosowanych przez sędziego Półkośnika jest nie zapoznanie się z dostarczoną przez obronę ekspertyzą prawną jednego z najwybitniejszych specjalistów w zakresie kodeksu handlowego profesora Popiołka odnoszącą się do omawianej w tym miejscu kwestii.
Opinia w sprawie niektórych zagadnień reprezentacji spółki kapitałowej w stosunkach z członkami zarządu.