Source: http://www.nowemedia.org.pl/joomla/index.php/publikacje/itemlist/category/26-e-commerce
Timestamp: 2018-04-26 19:13:07
Legal References Found: art. 81
 Art. 43
 art. 22
 art. 6
 art.16
 art.60
 art.66
 art.66
 art. 66
 art. 66
 art.66
 art.71
 art. 66
 art.66
 art.9
 art. 66
 art.11
 art.9
 art.9
 Art.78
 art. 7
 art. 12
 art. 13

Document Content:
Nowe Media/Publikacje/e-Commerce / Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną (UŚUDE)
e-Commerce / Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną (UŚUDE) (10)
Redaktor:	Rafał Cisek sobota, 11 stycznia 2014 09:35
Redaktor:	Rafał Cisek piątek, 30 sierpnia 2013 14:41
Redaktor:	Rafał Cisek czwartek, 05 lipca 2012 05:41
Linki - czego nam nie wolno?
Redaktor:	Krzysztof Gienas piątek, 31 października 2003 02:36
Odsyłając do innej strony WWW musimy liczyć się z odpowiedzialnością prawną. Takie twierdzenie wydaje się śmieszne, jednak w praktyce bywa zupełnie inaczej. Nawet początkujący internauta zetknął się choć raz z linkami. O ich funkcjonalności nie trzeba nikogo przekonywać. Ogólną regułą jest możliwość stosowania linków bez zgody dysponenta witryny do której odsyłamy. Jak trudne byłoby w praktyce uzyskanie zezwolenia na link od każdej z witryn , która pojawia się jako wynik poszukiwań wyszukiwarki internetowej [1].
Redaktor:	Rafał Cisek sobota, 07 maja 2011 14:56
Redaktor:	Rafał Cisek niedziela, 02 listopada 2008 10:43
Prawo do komercyjnego wizerunku w Internecie w świetle prawa Stanów Zjednoczonych
Redaktor:	Rafał Cisek sobota, 30 grudnia 1899 00:00
Mgr Justyna Balcarczyk-MyczkowskarnrnUNIWERSYTET WROCŁAWSKIrnWydział Prawa, Administracji i EkonomiirnPrawo do komercyjnego wizerunku w Internecie w świetle prawa Stanów Zjednoczonych
Na początku niniejszego artykułu, będącego jedyniernszkicem, próbą naświetlenia rozległej i wciąż poszerzanej problematyki prawa dornkomercyjnego wizerunku, chciałabym przedstawić genezę wyodrębnienia owegornprawa, jego stopniowy rozwój oraz przedmiotowy zakres ochrony. Po tym pobieżnymrnwprowadzeniu, zajmę się problematyką związaną z możliwościami naruszeniarn"right of publicity" (oba te terminy, tj. "prawo dornkomercyjnego wizerunku" oraz "right of publicity" wrnniniejszym opracowaniu będą używane zamiennie) w internecie, zestawiając je zrnprawem do wolności słowa. Następnie przedstawię kwestię stron www stworzonychrnprzez fanów osób znanych, list dyskusyjnych zawierających informacje z ichrnżycia prywatnego, witryn zawierających biografie on- line, trivia games, arntakże komputerowych symulacji zawierających animowane postacie o fizjonomiirnpodobnej do osób publicznych.
Prawo do komercyjnego wizerunku swój początek czerpiernz doktryny oraz orzecznictwa Stanów Zjednoczonych. Zaznaczyć jednak należy, iżrnobecnie zasięg "right of publicity" obejmuje coraz to szerszy krągrnkultur prawnych, będąc powoli, acz konsekwentnie rozpoznawanym także i przezrninne ustawodawstwa.
Jako, iż zagadnienie dotyczące samego prawa dornkomercyjnego wizerunku jest bardzo szerokie oraz jest przedmiotem odrębnegornprzeze mnie omówienia, ograniczę się jedynie do przedstawienia zagadnieńrnkluczowych, które pozwolą na stworzenie jego ogólnego zarysu, aby następnie mócrnskupić uwagę na przedmiocie niniejszego artykule, czyli na naruszeniachrn"right of publicity" w internecie.
Pierwotnie "right of publicity" wywodzonernbyło z prawa do prywatności. Sytuacja ta miała miejsca aż do roku 1953, kiedyrnto prawo do komercyjnego wizerunku zostało po raz pierwszy literalniernwyodrębnione; stworzenie samego terminu przypisywane jest sędziemu JeromernFrank, który to w sprawie Haelan Laboratories, Inc. V. Topps Chewing Gum, Inc.rnw uzasadnieniu wyroku zawarł następujące stwierdzenie: "dodatkowo dornoraz niezależnie od prawa do prywatności (...), osoba ma prawo do reklamowejrnwartości swojej fotografii, itp. oraz prawo do przyznania wyłącznegornuprawnienia podmiotowi trzeciemu do publikowania tego wizerunku... To prawornmoże być zwane "right of publicity"To, co zostało wyraźnie przyznane przez orzecznictwornszybko znalazło swoją podbudowę teoretyczną- w znamienitym dla problematykirn"right of publicity" artykuleTrzecim kluczowym momentem, przesądzającym już definitywnierno uznaniu prawnego bytu "right of publicity", było wydanie wyrokurnprzez Sąd Najwyższy w sprawie Zacchini v. Scripps- Howard Broadcasting CoSąd nie przychylił się tym samym do zarzutówrnpodnoszonych przez stronę pozwaną, która wywodząc je z I oraz XIV poprawki dornKonstytucji Stanów Zjednoczonych podnosiła, iż wyemitowanej wiadomości orntwórczości powoda przysługiwała ochrona jako informacji pozostającej w zakresierninteresu publicznego, której rozpowszechnianie jest wyrazem wolności słowa. SądrnNajwyższy przyznał, iż faktycznie byłoby tak, gdyby transmisja telewizyjnarndotyczyła jedynie części akrobacji Zacchiniego, nie pozbawiając tym samym jegornwystępu jakiejkolwiek późniejszej wartości dla publiczności, która zamiastrnoglądnąć to w cyrku, całość zobaczyła na ekranie telewizyjnym. Tym samym,rnpomimo tego, iż emitowana wiadomość miała charakter informacyjny, stronarnpozwana dokonując emisji całości programu artystycznego, przekroczyła granicernprzesłanki informacyjnej, naruszając tym samym prawo powoda do objęcia kontroląrnkomercyjnej wartości dokonania artystycznego, utożsamianego w świadomościrnspołecznej jedynie z nim.
W świetle powyższego wywodu warto zwrócić uwagę narncałkowicie odmienne od rodzimego podejście do katalogu sytuacji, w którychrnrozpowszechnianie czyjegoś wizerunku jest dozwolone. W świetle prawarnamerykańskiego nie stanowi naruszenia "right of publicity"rnzamieszczenie zdjęcia (bądź utrwalonego w inny sposób wizerunku) wówczas, gdyrnprzekaz ten ma charakter informacyjny. W prawie amerykańskim nie ma więc koniecznościrntworzenia jakiegokolwiek katalogu sytuacji, zaistnienie których wyłączałobyrnbezprawność (jak ma to miejsce w prawie polskim na tle normy art. 81 ust. 2rnUstawy z dnia 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych), lecz zarnkażdym razem ocenia się charakter publikacji jako takiej. Co więcej- ów zakresrnprzesłanki "informacyjnego charakteru" pojmowany jest nad wyrazrnszeroko, w jego granicach mieszczą się zarówno informacje sensu stricto,rnjak i plotki oraz komentarze, a także rozrywka. "Przesłankę tą wypełniająrnwszelkie kwestie zainteresowania publicznego, które nie są ograniczone jedynierndo rozpowszechnianych informacji w znaczeniu aktualnych wydarzeń, lecz obejmująrntakże wszelkie rodzaje danych związanych ze zdarzeniami historycznymi,rnedukacyjnymi oraz faktograficznymi, nie wyłączając z tego katalogu rozrywki.rnWszystkie te informacje dotyczą bowiem interesujących faz ludzkiejrnaktywności"
W świetle powyższych uwag, nie sposób nie podkreślićrnodmiennego od rodzimego pojmowania wizerunku. Otóż nie ogranicza się on jedynierndo zewnętrznych cech wyróżniających daną osobę, lecz rozciąga się także i narnjej głos, ogólny zarys sylwetki, nazwisko, pseudonim lub nawetrncharakterystyczne zestawienia imion, a także i przedmioty materialne lubrndokonania (vide: wyrok Zacchini v. Scripps- Howard Broadcasting Co.)rnnieomylnie z nią kojarzone w świadomości społecznej. Podstawowym kryteriumrnprzesądzającym o stwierdzeniu naruszenia "right of publicity", arntym samym i decydującym o udzieleniu powodowi ochrony prawnej jestrnrozpoznawalność jego osoby w rozpowszechnionym wizerunku. Wówczas, gdy mamy dornczynienia z publikacją przedstawiającą osobę powszechnie znaną wprawdziernznajdującą się w tłumie, lecz z charakterystycznym dla niej nakryciem głowy,rnmającą obrazować w zestawieniu z reklamą ekskluzywnych kosmetyków ślubnychrnwymarzoną ceremonię weselną
Jak już wspomniano, mimo, iż prawo do prywatności, zrnktórego przecież wyodrębniono "right of publicity", jest prawemrnosobistym, prawo do komercyjnego wizerunku jest postrzegane jako prawo orncharakterze majątkowym i własnościowym. Ów substrat majątkowy doktryna wywodzirnzazwyczaj z teorii nakładu pracy, propagowanej głównie przez Melville Nimmer-a
Reasumując: doktryna amerykańska stosunkowo szerokornokreśla zakres informacji, pozostających w orbicie zainteresowania publicznego.rnTym samym- rozpowszechnianie tych wiadomości wraz z towarzyszącymi im dlarnzobrazowania opisywanego wydarzenia lub osoby wizerunkami (utrwalonymi zrndowolny sposób), będąc wyrazem wolności prasy, pozostaje w zakresie ochrony I irnXIV poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Z kolei publikacja wszelkichrninformacji nie mieszczących się w wyżej zakreślonym obrębie "newsworthness" stanowi naruszenie prawa osoby opisywanej.
Natomiast, gdy wiadomości towarzyszy wizerunek,rnrozumiany, jak wskazano wcześniej, także jako i nazwisko, i pseudonim, irnpozostałe cechy charakterystyczne dla danej osoby, który nie pozostaje wrnzwiązku z publikowaną informacją, bądź też wizerunek ten rozpowszechniany jestrnsamodzielnie, w oderwaniu od przekazu (zazwyczaj ma to miejsce w przypadkurnpublikacji reklamowych, lecz nie jest jedynie do nich ograniczone)- naruszonernzostaje prawo osoby sportretowanej do jej komercyjnego wizerunku. Tym samym-rnpublikacja nastąpiła bez wymaganej umowy, która byłaby równoznaczna zrnkoniecznością uiszczenia osobie sportretowanej określonej sumy za jej wyrażonąrnzgodę na publikację.
Obecnie "right of publicity", zarnnajznamienitszym przedstawicielem doktryny w tej dziedzinie- Thomasem McCarthy,rndefiniowane jest jako: "prawo każdej osoby fizycznej do obejmowaniarnkontrolą oraz czerpania zysków z komercyjnej wartości, jaka przysługuje jej/rnjego nazwisku, wizerunkowi, wyglądowi zewnętrznemu oraz pozostałym wyznacznikomrntożsamości
Po przedstawieniu ogólnych zarysów, jakie przybrałornoraz nadal przybiera "right of publicity" należy poddać analiziernkwestię kluczową dla niniejszego opracowania, a mianowicie problemy, jakie mogąrnpojawić się na tle upowszechniania wizerunku za pośrednictwem nowego środkarnprzekazu, jakim jest Internet. Z pozoru wydawać by się mogło, że wystarczającymrnbędzie dokonanie prostego przełożenia wyżej opisanych reguł rządzących "rightrnof publicity" w przypadku dokonania jego naruszenia przez prasę lubrntelewizję, jednak specyficzne podejście doktryny amerykańskiej do interneturnoraz władających nim reguł zamyka tą drogę.
Komentatorzy prawa powszechnie zgadzają się, iżrninternet jest wyrazem najlepszej i najpełniejszej realizacji założeń pierwszejrnpoprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, a mianowicie wolności słowa. Jestrnon bowiem zbliżony do forum idealnej wymiany myśli i poglądów, na którym każdyrnjest jednocześnie i mówcą, i słuchaczem. Naturalną cechą tego środka przekazurnjest także jego dostępność dla każdego. To wszystko sprawiło, iż internet jestrnzdecentralizowanym i demokratycznym środkiem przekazu, w zakresie któregornrządowa cenzura jest bardzie utrudniona, niż gdziekolwiek dotychczas.1.rnStrony fanów
Większość z osób powszechnie znanych sama zabiega ornstworzenie stron www, których przedmiotem byłaby ich kariera, osiągnięcia orazrnwybrane fakty biograficzne. Mają one bowiem świadomość, iż nie istnienie wrnsieci w najbliższej przyszłości będzie równoznaczne z nie istnieniem wrnświadomości społecznej, co dla artysty, którego kariera opiera się na wyrazachrnuznania przez swoją publiczność, byłoby równoznaczne z zakończeniem pracyrnzawodowej. Z tego powodu osoby publiczne same zakładają swoje oficjalne strony,rnbądź też dokonują tego za pośrednictwem popularnych magazynów plotkarskich,rnktóre poprzez swoją witrynę umożliwiają połączenie się z administrowaną przezrnsiebie stroną "gwiazd".
Często strony te są tworzone przez samych fanów,rnktórzy na ich łamach mogą podzielić się zebranymi przez siebie wiadomościamirnbiograficznymi na temat swoich idoli, umieścić ich wideoklipy, zdjęcia orazrnaktualne informacje.
Nierzadko osoby publiczne czerpią bezpośredniernkorzyści z owoców pracy swoich sieciowych fanów. Najlepszym przykładem może byćrnkariera wokalna Tori Amos, która posiada ponad 70 nieoficjalnych stron internetowychrnadministrowanych przez jej wielbicieli; jej kariera nabrała prawdziwegorn"wiatru w żagle" dopiero wtedy, gdy dorobek piosenkarki stał sięrndostępny w internecie.Częstokroć wysiłki fanów owocują stworzeniem przezrnnich, opartej na ich własnych badaniach, biografii osób publicznych. Na tym tlerndoszło do najgłośniejszego jak do tej pory procesu, w którym to stronarnpowodowa- Curtis Management Group (dalej: CMG)- przedsiębiorstwornzajmujące się zarządzaniem spuścizną artystyczną m.in. Jamesa Dean’arntwierdziła, iż strona pozwana- American Legend, publikując na swojej witrynierninternetowej wśród wielu innych informacji o gwiazdach także i biografięrn"buntownika bez powodu", opartą o poczynione przez siebie badania,rnnaruszyła jego prawo do reklamowego wizerunku (jak już wskazano- jest to praworndziedziczne)
Dodatkowo, odnośnie biografii osób znanych, zauważyćrnnależy, iż fakty biograficzne, jako charakteryzujące się wartościąrninformacyjną, znajdują się pod ochroną I poprawki do Konstytucji. Kwestia tarnbyła przedmiotem analizy w sprawie Rosemont Enterprises, Inc. v. Random HousernInc.
Wracając do stron fanów jednoznacznie należyrnstwierdzić, iż umieszczone na nich informacje wraz z towarzyszącymi imrnwizerunkami (oczywiście pod warunkiem, iż ma on związek z publikowaną treścią)rnznajdują się pod ochroną pierwszej poprawki. Wyjątek może mieć miejsce wówczas,rngdy pod domeną posługującą się rozpoznawalnym nazwiskiem, bądź pseudonimemrn(który także jest przedmiotem ochrony w ramach "right ofrnpublicity") znajdują się informacje zupełnie nie związane z osobą,rnfirmującą swoimi danymi ową witrynę, bądź produkty oferowane do sprzedażyCzęstokroć strony fanów zawierają także i pliki zrnkrótkimi filmami wideo. W zależności od ich zawartości, możemy mieć dornczynienia z sytuacjami dwojakiego rodzaju: gdy bowiem przekaz zawierał będziernjedynie skrótowe obrazy z bieżącego życia osoby publicznej (w tym także i z jejrnaktualnych prac nad nowymi osiągnięciami artystycznymi), wówczas film taki,rnjako należący do kategorii informacyjnej lub dokumentalnej, nie będzie stanowiłrnnaruszenia prawa osoby uwiecznionej do jej komercyjnego wizerunku. Odmienniernbędzie natomiast wówczas, gdy ów przekaz filmowy będzie obejmował całernwykonanie artystyczne, pozbawiając je tym samym późniejszej wartości rynkowej (vide:rnwyrok Zacchini v. Scripps- Howard Broadcasting Co).
2.rn Alt.fan grupy dyskusyjne orazrnlistservsGwiazdy często starają się zbliżyć do swoich fanów zarnpomocą stworzonych pod swoim nazwiskiem grup dyskusyjnych, których tematem jestrnkariera tejże osoby. Na tym publicznym forum ludzie porozumiewają się za pomocąrnsłów, obrazów oraz dźwięków. Jest to znacznie bogatsza rozmowa, niż ma tornmiejsce off- line, a co najistotniejsze- wymieniane informacje niernodchodzą w niebyt, lecz są umieszczane w archiwum uporządkowanym tematycznieCzęsto zdarzają się także publiczne wystąpieniarngwiazd, nadawane on- line, będące częścią zaplanowanych internetowychrn"cyber- show". Podczas jednego z nich, zorganizowanego przez AOL zernsławną modelką- Bridgette Hall, zaprosiła ona swojego fana, będącego autoremrnjednej z wiadomości skierowanej do niej podczas spotkania, na przyjęcierncharytatywne organizowane przez siebie w Nowym Jorku. Nie można byłoby wymyślićrnlepszej reklamy dla providera tego serwisu, gdyż stworzyło ono wrażenie, iż zarnpośrednictwem tejże witryny można rzeczywiście ziścić swoje marzenie ornspotkaniu z gwiazdąW istocie zarówno grupy dyskusyjne, jak i listserv niernsą niczym innym, niż publicznym forum umożliwiającym ich uczestnikom wymianęrninformacji, obserwacji oraz wyrażenia swoich uwag na temat osoby, będącej ichrnwspólnym idolem. Oprócz tego, iż wszystkie przedstawione tam sądy sąrnumieszczane w archiwum, oba te przejawy kultu jednostki niewiele różnią się odrnongiś popularnych fan- klubów, obecnie czerpiących jedynie z najnowszychrnzdobyczy techniki. I nie ma żadnego znaczenia fakt, iż niektóre z opinii mogąrnnie korelować z linią, jaką obrała osoba publiczna w celu budowy swojegornscenicznego image.
Zwane też częstornencyklopedią, są zbiorem informacji złożonym z pytań i odpowiedzi na temat konkretnejrnosobie, programie bądź zagadnieniu, ułożonym bądź przedmiotowo, bądźrnchronologicznie, tworzące tym samym zbiór danych, dostępny on- lineKwestia objęcia boardrngames ochroną I poprawki była przedmiotem rozważań sądu w sprawie Palmer v.rnSchonhorn Enterprises Inc.
Pogląd ten spotkał się zrnkrytyką części przedstawicieli doktrynyPrzedstawione stanowiskornnie wydaje się jednak uzasadnione, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt czerpaniarnkorzyści majątkowych związanych z bezprawnym posłużeniem się czyimśrnwizerunkiem, co w powyższych opiniach nie zostało wzięte pod uwagę. Z tego teżrnwzględu nie sposób zaprzeczyć, że skonstruowanie postaci fikcyjnej, wizualnierntożsamej z osobą publicznie znaną oraz jej późniejsze wykorzystanie w grzernkomputerowej jest naruszeniem "right of publicity" postacirnutożsamiającej wizerunek, którym się bezprawnie posłużomo.
Na tle powyższych uwagrnwarto wspomnieć także i o zjawisku tworzenia komputerowo generowanych postaci,rnktóre na stałe zamieszkają w społecznej świadomości. Przykładem tego może byćrnjapońska gwiazda muzyki pop- Kyoko, która obecnie w kraju kwitnącej wiśnirnświęci swoje triumfy muzyczne
4. Audiografy
Kolejnym, jeszcze prawniernnie zdefiniowanym sposobem czynienia użytku z wizerunku osób publicznych jestrntworzenie audiografów, czy też komputerowo generowanych powitań lub wiadomościrnnagrywanych następnie w telefonach komórkowych lub stacjonarnych, w którychrnwykorzystano ogólnie rozpoznawany głos. Podobna sytuacja na miejsce w przypadkurnrozpowszechnianych drogą elektroniczną kart z życzeniami, w którychrnwykorzystano audionagrania zarówno postaci telewizyjnych, jak i gwiazdrnfilmowychW przypadkach wskazanychrnpowyżej, mimo istnienia jedynie szczątkowej literatury na ten temat, kwestiarnnaruszenia "right of publicity" nie budzi wątpliwości. Stwierdzeniernto może zostać sformułowane w sposób tak kategoryczny po pierwsze z uwagi narnfakt, iż głos utożsamiany z konkretną osobą, stanowiąc składnik jej tożsamościrnznajduje się pod ochroną prawa do komercyjnego wizerunku, a po wtóre- poprzezrnzaistniałe wykorzystanie składnika wizerunku osoby publicznej, pozbawiono jąrnmożliwości kontroli jego komercyjnej eksploatacji. Ponad to bezsprzecznym jestrni to, iż takie uczynienie użytku ze składnika czyjejś tożsamości nie zawierającrnw sobie substratu informacyjnego, nie znajduje ochrony w ramach I poprawki dornKonstytucji Stanów Zjednoczonych.
Na tle po #REF! eBiuletyn Nr 1|2004
Zawieranie przez konsumentów umów przez Internet
Mgr Daria PopłonykrnrnUNIWERSYTET WROCŁAWSKIrnWydział Prawa, Administracji i EkonomiirnPopłonyk - Zawieranie przez konsumentów umów przez Internetrnrn Popłonyk - Zawieranie przez konsumentów umów przez Internetrnrn
Posługiwanie się w obrocie gospodarczym Internetemrnjest rozwijającą się formą poszukiwania kontrahentów. Bywa, że przedsiębiorcyrnorganizują swoją działalność wyłącznie w taki sposób, co pozwala im narnograniczenie kosztów związanych z tradycyjnymi formami wychodzenia dornkonsumenta. Nie muszą już ponosić kosztów utrzymania placówek handlowych, biur,rnprzedstawicielstw, zatrudniania licznego personelu (internetowa bankowość,rninternetowe sklepy). Jednocześnie zawieranie umów na odległość stwarza dlarnkonsumenta szczególne zagrożenie płynące z braku jednoczesnej obecności oburnstron w procesie kontraktowania. W oparciu o rozwiązania przyjęte w dyrektywiernParlamentu Europejskiego i Rady nr 97/7/WE z dnia 20.09.1997r. o ochroniernkonsumentów w umowach zawieranych na odległość została uchwalona ustawa z dniarn2 marca 2000r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz odpowiedzialności zarnszkodzę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (w dalszym tekście "ustawa")Zakres zastosowania ustawy
Ustawa ma zastosowanie do umówrnkonsumenckich, to jest takich gdzie jedną stroną jest przedsiębiorca a jegornkontrahentem - konsument.
Ustawa nie definiuje ani pojęcia przedsiębiorcy anirnteż pojęcia konsumenta. Dlatego też odwołać się tu należy do regulacjirnzawartych w kodeksie cywilnym. Art. 43¹ kc. definiuje przedsiębiorcę jakornosobę fizyczną, prawną i jednostkę organizacyjną prowadząca we własnym imieniurndziałalność gospodarczą lub zawodową.W dalszej kolejności konsumenta definiujerncel czynności prawnej. Cel ten nie może być związany bezpośrednio zrndziałalnością gospodarczą lub zawodową konsumenta. Wskazanie, iż cel nie marnmieć bezpośredniego związku z działalnością gospodarczą lub zawodową umożliwiarnszerszą interpretację art. 22¹ k.c. Za transakcje konsumenckie będziernmożna uznać transakcje o charakterze mieszanym, kiedy to nabywane jest dobrornmogące służyć zarówno do użytku prywatnego jak i gospodarczego. Ochroniernpodlegać będzie również osoba, która dokonuje transakcji nie dla zaspokojeniarnpotrzeb osobistych, rodzinnych, ale będą tu wchodzić w rachubę również pewnerninwestycje typowo gospodarcze. Chodzi tu na przykład o takie transakcje jakrnlokowanie kapitałów w bankach lub zakup jednostek uczestnictwa funduszyrninwestycyjnych. Przyjmuje się również, że konsumentem będzie przedsiębiorcarn(osoba fizyczna), który wprawdzie zawiera umowę z drugim przedsiębiorcą, alernprzedmiotem umowy jest dobro, usługa nie związana bezpośrednio z zakresemrnprowadzonej przez nabywcę działalności gospodarczej. W takim przypadku potrzebarnochrony przedsiębiorcy wynika z jego braku wiedzy i doświadczenia w nabywaniurnnietypowych dla jego działalności gospodarczej dóbr. W takim przypadkurntransakcje tego typu mają charakter obustronnie profesjonalny jedynie na pozór.rnBrak doświadczenia i wiedzy właściwej profesjonaliście naraża przedsiębiorcę narnryzyko transakcji, wobec czego stawia go na równi z nieprofesjonalistąOkreślenie czy umowa ma charakterrnkonsumencki wynika z jej treści albo z okoliczności dostrzegalnych przezrnprzedsiębiorcę. O uznaniu kontrahenta przedsiębiorcy za konsumenta decyduje niernstan obiektywny, ale stan zauważalny przez przedsiębiorcęUstawa ma zastosowanie do umów zawartychrnna odległość. Umową zawartą na odległość jest umowa zawierana przy brakurnjednoczesnej obecności stron. Pojęcie to odnosi się do sytuacji gdy obajrnkontrahenci składają oferty bądź zaproszenie do rokowań pod nieobecność drugiejrnstrony. Wystarczy, że sama umowa jest zawarta w ten sposób: faza negocjacjirnprzedkontraktowych może odbywać się zarówno przy braku obecności stron, jak irnbezpośrednio.Ustawa w art. 6 ust.1 wylicza środkirnsłużące zawieraniu umów na odległość. Nie jest to katalog zamknięty ze względurnna rozwój tego typu form prowadzenia działalności gospodarczej. Ustawa wśródrnśrodków zawierania umów na odległość wymienia: elektroniczny formularzrnzamówienia niezaadresowany lub zaadresowany, elektroniczny list seryjny,rnreklamę w postaci elektronicznej, pocztę elektroniczną i inne środkirnkomunikacji elektronicznej w rozumieniu ustawy z dnia 18.07.2002r. ornświadczeniu usług drogą elektronicznąNie wszystkie umowy zawierane na odległośćrnpodlegają regulacji ustawy. W myśl art.16 ust.1 ustawy spod jej regulacjirnwyłączone są umowy:
-z wykorzystaniem automatów sprzedających lub innychrnautomatów umieszczonych w miejscach prowadzenia handlu (bankomaty, parkometryrnitp.),
-dotyczących inwestycji kapitałowych, umówrnubezpieczenia, czynności bankowych,
-zawartych z operatorami telekomunikacji przyrnwykorzystaniu publicznych automatów telefonicznych,
-dotyczących nieruchomości z wyjątkiem najmu,
-sprzedaży na licytacji.
Internet jako środek zawierania umów na odległość
Umowami zawieranym na odległość są bezrnwątpienia umowy zawierane przez Internet. Internet jest informatyczną sieciąrnpubliczną, która łączy ze sobą komputery i może być wykorzystywana w sposóbrnbardzo różnorodny. Internet umożliwia bowiem komunikację w sposóbrnzautomatyzowany i nie zautomatyzowany, w sposób bezpośredni (on line) przezrndostęp do stron WWW, korzystanie z systemu EDI lub też pośrednio, w sposóbrnpodobny do takich tradycyjnych metod jak poczta, faks, za pośrednictwem pocztyrnelektronicznej (off line).
Środki elektronicznego porozumiewania sięrnzrodziły pytania dotyczące charakteru prawnego treści przekazywanych tą drogą.rnPo pierwsze rozstrzygnięcia wymagała kwestia czy elektroniczne środkirnkomunikacji mogą być środkami komunikowania oświadczeń woli. Otóż art.60 k.c. wrnbrzmieniu nadanym mu przez ustawę z dnia 18.09.2001r. o podpisie elektronicznymrnrnrnrn
Ze składaniem oświadczeń woli drogąrnelektroniczną wiążą się dwa problemy:
-kwestia możliwości przypisania oświadczenia wolirnkonkretnej osobie,
-zapewnienie integralności treści oświadczenia.
Ustawa o podpisie elektronicznym rozróżniarn"zwykły" podpis elektroniczny i bezpieczny podpis elektroniczny.rnBezpieczny podpis elektroniczny to taki, który przyporządkowany jest wyłącznierndo osoby składającej ten podpis, jest sporządzony za pomocą podlegającychrnwyłącznej kontroli podpisującego bezpiecznych urządzeń służących do składaniarnpodpisu elektronicznego i danych służących do składania podpisu elektronicznegorna nadto jest powiązany z danymi, do których został dołączony w taki sposób, żernjakakolwiek późniejsza zmiana tych danych jest rozpoznawana. W przypadku bezpiecznegornpodpisu elektronicznego istnieją mechanizmy służące sprawdzaniu jegornautentyczności oraz zapewnieniu integralności dołączonych do niego danych.rnArt.6 ust.1 ustawy o podpisie elektronicznym ustanawia domniemaniernautentyczności bezpiecznego podpisu elektronicznego, co odpowiada treścirnart.245 k.p.c. odnośnie dokumentu prywatnegoInternet do zawierania umów może byćrnwykorzystywany w dwojaki sposób. Oświadczenia woli mogą pochodzić bezpośredniornod osoby, która wykorzystuje internet jako środek komunikacji taki jak każdyrninny środek porozumiewania się na odległość (poczta, faks). Oświadczenia wolirnmogą być też składane w sposób zautomatyzowany bez bezpośredniego udziałurnczłowieka. Ten drugi sposób polega na tym, że funkcjonuje w przedsiębiorstwiernsystem informatyczny generujący samodzielnie oświadczenia woli w postacirnzłożenia oferty bądź przyjęcia oferty. W tym ostatnim przypadku jeżeli ofertarnzamawiającego zgodna jest z założonymi warunkami (np. w magazynie dostępny jestrndany towar, może być dostarczony w zamówionej ilości i w oznaczonej cenie itp.)rnnastępuje automatyczne przyjęcie oferty. Za konkretnym oświadczeniem woli niernstoi człowiek, lecz pośrednio jest on ich nadawcą programując system wrnokreślony sposób.Kodeks cywilny określa w art.66¹§2 szczególnernreguły kontraktowania z użyciem internetu. Przedsiębiorca składający ofertę,rnzapraszający do rokowań lub do składania ofert czy też zawarcia umowy w innyrnsposób zobowiązany jest jeszcze przed zawarciem umowy poinformować drugą stronęrno:
-czynnościach technicznych składających się narnprocedurę zawarcia umowy,
-skutkach prawnych potwierdzenia przez drugą stronęrnotrzymania oferty,
-zasadach i sposobach utrwalania, zabezpieczania irnudostępniania przez przedsiębiorcę treści zawartej umowy,
-metodach i środkach technicznych służącychrnwykrywaniu i korygowaniu błędów we wprowadzanych danych,
-językach w których umowa może być zawarta,
-kodeksach etycznych które stosuje i ich dostępności wrnpostaci elektronicznej.
Obowiązki informacyjne wyżej wymienionernnie ciążą na przedsiębiorcy, który posługuje się indywidualnymi środkamirnporozumiewania się na odległość jak np. poczta elektroniczna (art.66¹ §.4rnk.c.). Nadto w myśl art.66¹ §1 oferta złożona w postaci elektronicznejrnwiąże składającego gdy druga strona potwierdzi niezwłocznie jej otrzymanie.rnPrzepis ten nie budzi wątpliwości gdy rozważamy sytuację złożenia przezrnkonsumenta oferty z wykorzystaniem np. elektronicznego formularza zamówienia. Wrntakim przypadku potwierdzenia otrzymania oferty powinien dokonaćrnprzedsiębiorca, a potwierdzenie ma na celu upewnienie oferenta co do tego, żernjest swoją ofertą związany. Jednakże zakres zastosowania art. 66¹§1 k.c.rnnie jest do końca jasny. Z treści §4 tego artykułu wynika, że obowiązekrnpotwierdzenia otrzymania oferty dotyczy jedynie przypadku porozumiewania się onrnline. Oczywistym jest art. 66¹§1 k.c.dotyczy sytuacji gdy konsument złożyrnofertę przedsiębiorcy bazując na informacji handlowej zamieszczonej na stroniernWWW. Natomiast rozważenia wymaga czy to przedsiębiorca może na stronie WWWrnzłożyć ofertę i czy w takim przypadku miałoby dojść do potwierdzenia otrzymaniarnoferty przedsiębiorcy przez konsumenta.
Odpowiedź na pytanie czy na stronie WWWrnmożliwe jest zamieszczenie oferty zasadza się wokół kwestii czym jest oferta, arnkonkretnie czy ofertą może być oświadczenie złożone ad incertas personam.rnKwestia ta należy do spornych. Przeciwnicy uznania oświadczenia złożonego adrnincertas personam za ofertę opierają się na brzmieniu art.66 §1 k.c.Zwolennicy szerokiego rozumienia oferty przywołująrnkilka argumentów. Po pierwsze wskazują również na postanowienia art.71 k.c.,rnlecz odczytują go zupełnie inaczej. Przepis ten zawiera normę interpretacyjną,rnktóra karze przypisywać tego typu oświadczeniom charakter zaproszenia dornrokowań w przypadku pojawienia się wątpliwości co do treści takiegornoświadczenia. Przeto gdy wątpliwości co do intencji nadawcy oświadczenia nie marni oświadczenie zawiera istotne postanowienia umowy, brak podstaw odmawiania murncharakteru oferty. Za szerokim rozumieniem oferty przemawia również treśćrnart.543 k.c. Mianem oferty określa się w nim wystawienie w miejscu sprzedażyrnrzeczy na widok publiczny z oznaczeniem ceny. Z całą pewnością mamy tu dornczynienia z ofertą skierowaną ad incetas personam.
Nadto sam art. 66¹§2 k.c. mówi ornprzedsiębiorcy składającym ofertę, a bez wątpienia w świetle § 4 tegoż artykułurnnie jest to oferta złożona wobec konkretnego adresata. Konkludując, informacjernhandlowe zamieszczone na stronie internetowej zawierające wszystkie dane co dornoferowanego towaru lub usługi mogą być uznane za ofertę.
Wróćmy jednak do zagadnienia związania oferenta ofertąrnzłożoną w postaci elektronicznej. Zarówno oferta złożona przez konsumentarnprzedsiębiorcy jak i przez przedsiębiorcę ad incertas personam nie wiążernoferenta dopóki nie zostanie poinformowany przez oblata o jej otrzymaniu. Wrnpraktyce częste są przypadki gdy konsument wypełnia zamieszczony na stroniernelektroniczny formularz zamówienia i przesyła go przedsiębiorcy co należyrnuważać za złożenie oferty. Następnie konsument otrzymuje potwierdzeniernprzyjęcia zamówienia. Natomiast trudno sobie wyobrazić sytuację, że konsumentrnmiałby potwierdzać fakt zapoznania się z treścią strony internetowej, gdyrnoferentem jest przedsiębiorca. W rzeczywistości najczęściej, o ile propozycjarnprzedsiębiorcy odpowiada konsumentowi ten przyjmuje ją i w ten sposób momentrnpotwierdzenia zapoznania się z ofertą i jej przyjęcia stapiają się. Konstrukcjarnwyprzedzającego potwierdzania otrzymania oferty mogłaby mieć ewentualniernzastosowanie w przypadku gdy konsument nie chce jeszcze umowy zawierać arnpragnie przedsiębiorcę ofertą związać i pozostawić sobie do namysłu czas wrnjakim ma się opowiedzieć w kwestii przyjęcia oferty.
Ochrona konsumenta zawierającego umowę narnodległość
A. Ochronarnprywatności konsumenta
W przypadku umów zawieranych na odległość z zasady tornprzedsiębiorca jest inicjatorem kontaktu. Dla konsumenta od początku kontaktówrnz przedsiębiorcą muszą być jasne intencje przedsiębiorcy. W pierwszym rzędziernprzedsiębiorca musi uprzednio uzyskać zgodę konsumenta na posłużenie się wrnkontraktowaniu środkiem porozumiewania na odległość. Konieczność uzyskaniarnzgody wynika z tego, że posłużenie się przez przedsiębiorcę środkiemrnporozumiewania na odległość powoduje wkroczenie w sferę prywatności konsumenta.rnZwrócić należy jednak uwagę na to, gdy chodzi o komunikację za pośrednictwemrninternetu, że przedsiębiorca będzie inicjatorem w przypadku posłużenia sięrnpocztą elektroniczną. Przeto w takim przypadku uzyskiwanie zgody konsumentarnbędzie celowe. W innych przypadkach posługiwania się internetem to konsumentrnbędzie stroną aktywną jako podmiot przyjmujący lub składający ofertę. W takim przypadkurnnie ma mowy o naruszeniu prywatności konsumenta i nie zachodzi koniecznośćrnuzyskania zgody konsumenta na posłużenie się przez przedsiębiorcę środkiemrnporozumiewania na odległość.
Jednak niezależnie od użytego przez przedsiębiorcę środka porozumiewaniarnsię na odległość dla konsumenta musi być jasnym przyświecający przedsiębiorcyrnzamiar zawarcia umowy. Propozycja zawarcia umowy, w jakiejkolwiek postaci tj.rnoferty, zaproszenia do rokowań, lub zaproszenia do składania ofert musi być dlarnkonsumenta zrozumiałym sygnałem, że zmierza do zawarcia umowy. Informacjarnkierowana przez przedsiębiorcę do konsumenta winna być jednoznaczna irnzrozumiała, a kryteria te odnosić należy do poziomu rozumienia przeciętnego alernwyedukowanego konsumentaW przypadku gdy przedsiębiorca złoży propozycję zawarcia umowy, arnniekiedy nawet tej oferty nie składając i nie czekając na wypowiedzenie sięrndrugiej strony spełni świadczenie, czyni to na własne ryzyko. W takim przypadkurnkonsument nie jest zobowiązany do podejmowania jakichkolwiek działań i dornponoszenia jakichkolwiek kosztów (art.15 ustawy). Przepis ten w sposób niernbudzący wątpliwości uregulował kwestię przesyłania konsumentom niezamówionychrntowarów. Częstokroć przedsiębiorca przesyłał rzecz z jednoczesnymrnzastrzeżeniem, że o ile konsument nie odeśle tej rzeczy w przeciągu oznaczonegornczasu zobowiązany jest za nią zapłacić.B. Obowiązki informacyjne
Szczególnernuregulowanie umów zawieranych na odległość wynika z konieczności ochronyrnkonsumenta kontraktującego w niekomfortowych dla siebie warunkach. Brakrnobecności stron stwarza zagrożenie dla równej pozycji stron w procesiernzawierania umowy. Zagrożenie to wynika z tego, że konsument nie ma możliwościrnzapoznania się z przedmiotem świadczenia bezpośrednio, ma też utrudniona drogęrndochodzenia roszczeń, składania reklamacji.
Niedostatki wynikające z brakurnbezpośredniości w kontaktach między stronami mają być wyrównywane nałożonymi narnprzedsiębiorcę licznymi obowiązkami informacyjnymi. Oprócz informacji, ornktórych mowa w art.66¹§2 k.c. ustawa nakłada obowiązki informacyjnernwymienione w art.9 ust.1 ustawy. Obowiązki te odnoszą się do:
-przedsiębiorcy: przedsiębiorca zobowiązany jest podaćrnswoje imię nazwisko, nazwę, miejsce zamieszkania, siedzibę, cechy organurnktórych zarejestrował działalność gospodarczą przedsiębiorcy, numer pod którymrnzostał zarejestrowany;
-świadczenia: istotne właściwości świadczenia i jegornprzedmiotu, termin i sposób dostawy;
-kosztów ponoszonych przez konsumenta: podanie cenyrnlub wynagrodzenia obejmuje wszystkie cła i podatki, zasady zapłaty ceny lubrnwynagrodzenia (forma gotówkowa lub bezgotówkowa, natomiast niedopuszczalne jestrnnakładanie na konsumenta obowiązku zapłaty ceny lub wynagrodzenia przedrnotrzymaniem świadczenia), koszty dostawy, koszty wynikające z korzystania zernśrodków porozumiewania się na odległość, gdy koszty te są skalkulowane inaczejrnniż według taryfy powszechnie stosowanej;
-termin w jakim oferent będzie związany swoją ofertą (rnw świetle brzmienia art. 66¹§1 k.c.oferta złożona w postaci elektronicznejrnon line wiąże składającego gdy druga strona potwierdzi jej otrzymanie);
-minimalny okres, na jaki ma być zawarta umowa ornświadczenie ciągłe lub okresowe;
-miejsce i sposób składania reklamacji: w myśl art.11rnust.2 ustawy miejsce i sposób składania reklamacji musi być określone tak abyrnnie powodować nadmiernych trudności lub kosztów po stronie konsumenta;
-informacja o prawie wypowiedzenia umowy zawartej na czasrnnieokreślony;
-informacja o prawie do odstąpienia od umowy w ciągurn10 dni i o wskazanie ustawowych wyłączeń tego prawa.
Informacje powyższe powinny byćrnudostępnione konsumentowi jeszcze w fazie przedkontraktowej, najpóźniej wrnchwili złożenia propozycji zawarcia umowy i powinny być sformułowane w sposóbrnjednoznaczny, zrozumiały i łatwy do odczytania. Wymóg jednoznaczności irnzrozumiałości jest spełniony gdy przedsiębiorca posłużył się zwrotamirnzrozumiałymi dla przeciętnego, wyedukowanego, konsumenta.W nowoczesnym obrocie gospodarczym, przyrnjego masowości i dążności do uniformizacji, powszechne jest posługiwanie sięrnprzez przedsiębiorców regulaminami, wzorcami umów. W tradycyjnym tokurnkontraktowania przedsiębiorca zobowiązany jest doręczyć konsumentowi regulaminrnprzy zawarciu umowy. Doręczenie regulaminu drugiej stronie skutkujerninkorporowaniem wzorca do treści stosunku prawnego i związanie kontrahenta jegornpostanowieniami. Nieco inaczej kodeks cywilny reguluje wymogi udostępnianiarnwzorca w postaci elektronicznej. W takim przypadku przedsiębiorca zobowiązanyrnjest udostępnić regulamin drugiej stronie przed zawarciem umowy i to w takirnsposób aby konsument mógł go odtwarzać i przechowywać w zwykłym toku czynności.Wymóg przedkontraktowego informowania konsumenta niernobejmuje sprzedaży artykułów żywnościowych dostarczanych okresowo do mieszkaniarnlub miejsca pracy konsumenta oraz świadczenia usług w ściśle oznaczonym okresiernw zakresie zakwaterowania, transportu, rozrywek, gastronomii (art.16 ust.2rnustawy). Wyłączenie dotyczy jedynie informacji wskazanych w art.9 ust.1 ustawy.
Udostępnienie wyżej wymienionychrninformacji następuje przy użyciu środków porozumiewania się na odległość.rnInformacje o których mowa w art.9 ust.1 ustawy powinny być następniernpotwierdzone konsumentowi na piśmie najpóźniej w momencie rozpoczęciarnspełniania świadczenia. Obowiązek potwierdzania na piśmie uprzednio podanychrninformacji wynika z niemożności utrwalenia informacji przekazanych za pomocąrnśrodka porozumiewania się na odległość, w tym nietrwałości środkówrnelektronicznej komunikacji.
W związku z tym co powiedziano wcześniejrnna temat wartości dowodowej dokumentu elektronicznego podpisanegorn"zwykłym" podpisem elektronicznym, należy stwierdzić że wykluczonernjest potwierdzanie informacji udzielonej wcześniej konsumentowi w takiejrnformie. Natomiast rozważenia wymaga, czy potwierdzenie w dokumencie podpisanymrnbezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanym za pomocą ważnegornkwalifikowanego certyfikatu spełnia wymóg pisemności. Wokół dokumentu w postacirnelektronicznej podpisanych bezpiecznym podpisem elektronicznym weryfikowanymrnkwalifikowanym certyfikatem toczy się spór dotyczący tego czy jest on odmianąrnformy pisemnej czy też nową formą czynności prawnych. Art.78 §2 k.c. stanowi,rnże oświadczenie woli złożone w postaci elektronicznej opatrzone bezpiecznymrnpodpisem elektronicznym weryfikowanym przy pomocy ważnego kwalifikowanegorncertyfikatu jest równoważne z oświadczeniem woli złożonym w formie pisemnej.
Za uznaniem takiego dokumenturnelektronicznego za nową formę czynności prawnej przemawia fakt braku związkurnpodpisu elektronicznego z osobą podpis składającą. Nie ulega bowiemrnwątpliwości, że podpis odręczny jest związany z osobowością człowieka, zaśrnpodpis elektroniczny nie jest z osobowością człowieka związany. W dalszejrnkolejności istotne jest to, że do złożenia podpisu własnoręcznego nie sąrnkonieczne szczególne certyfikaty mające za zadanie identyfikację składającegornpodpis. Nadto forma pisemna zakłada istnienie materialnego nośnika treści; orntakim nośniku nie można mówić w przypadku nośników elektronicznych.
Cegła w Sieci nie straszna?
Redaktor:	Rafał Cisek środa, 23 kwietnia 2003 08:14
#REF! Wstęp
Do niedawna zakupy w Internecie kojarzyły się z kupowaniem przysłowiowego kota w worku. Nie były rzadkością przypadki, kiedy zamiast wybranego przez nas w Sieci towaru przychodziła do naszego domu kurierem… cegła. Inną sprawą były sytuacje, gdy towar co prawda ładnie wyglądał, ale… tylko „na obrazku”. Wtedy sprzedawca na pretensje odpowiadał: „widziały gały co brały - przecież w Internecie nie da się pokazać każdego detalu oferowanego produktu”. Typowe dla sieciowych rekinów, polujących na rozgorączkowanych internautów-zakupowiczów, były też klasyczne metody podebrane akwizytorom – eksponowanie na sklepowej witrynie WWW tylko cech pożądanych i atrakcyjnych przy równoczesnym ukrywaniu parametrów, które plasują towar gorzej w porównaniu z innymi ofertami czy też działanie bezpośrednio na emocje poprzez „gorące” hasła – „kliknij, tylko teraz taka okazja”.
Konsument pochopny?
Cały mechanizm polowania na klienta w ten sposób jest dosyć prosty: działanie na wyobraźnie, emocje, „nastrój chwili”. Chodzi więc o stworzenie presji na konsumenta, aby ten podjął szybką, choć nie zawsze przemyślaną decyzję o zakupie: przecież wystarczy „kliknąć” i już! Niestety oferowanego w Internecie towaru nie możemy dotknąć i wypróbować. Nie martwimy się jednak o to zbytnio, wobec kuszącej łatwości samego zakupu dokonywanego w domowych pieleszach. Nie martwimy się również, że nie mamy akurat w kieszeni gotówki: rachunek i tak przyjdzie potem – dopiero z dostarczonym towarem. Kierujemy się więc głównie sugestywnym opisem i miniaturowym zdjęciem reklamowym, które pokazuje tylko tyle, ile ma pokazać - z wiadomą jakością. Do tego dochodzi wspomniana łatwość i szybkość zamanifestowania decyzji (nie zawsze dobrej) – znów: wystarczy kliknąć…
Myślenie przychodzi potem, po rozpakowaniu towaru – razem z rachunkiem dołączonym do przesłanego pocztą kurierską towaru. Co więcej, często przy samym „klikaniu” zwracamy uwagę tylko na atrakcyjną cenę samego towaru, podczas gdy może okazać się, że tak naprawdę niewiele niższa od „zwykłej sklepowej” cena przestanie być atrakcyjna po doliczeniu dodatkowych kosztów przesyłki – o których z samej strony WWW dowiemy się (jeżeli w ogóle) dopiero po dokładniejszym zagłębieniu się w „warunki ogólne sprzedaży” (a kto je czyta?)
Na szczęście od pewnego czasu „konsument pochopny” jest chroniony (taki jest ogólny tręd w tzw. społeczeństwach cywilizowanych). I to na wielu płaszczyznach – nie tylko w Sieci. Mam tu na myśli długo oczekiwaną w Polsce ustawę z dnia 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny, która powstała na wzór dużo starszych istniejących rozwiązań zachodnich
Wspomniana ustawa dotyczy w szczególności ochrony praw konsumentów przy umowach zawieranych poza siedzibą przedsiębiorstwa lub na odległość. Chodzić więc będzie zarówno o sytuację, gdy przyjdzie do naszego domu akwizytor i wciśnie nam super-odkurzacz za „jedyne” 3.000 złotych (w „korzystnych” ratach), jak i o zakupy on-line, kiedy umowa jest zawierana „na odległość”. Zauważmy, że w obydwu przypadkach istnieje dość duże niebezpieczeństwo, że konsument będzie działał pochopnie, a równocześnie strona sprzedająca ma większe możliwości manipulacji klientem i jest silniejsza ekonomicznie. Dlatego ustawodawca próbuje chronić konsumenta w określonych sytuacjach - jako podmiot generalnie słabszy w umowie.
Zgodnie z ustawą o ochronie niektórych praw konsumentów, propozycja zawarcia umowy wyrażona za pomocą „środka porozumiewania się na odległość” (takim jak np. Internet) powinna jednoznacznie i w sposób zrozumiały informować o zamiarze zawarcia umowy przez tego, kto ją składa - przy czym posłużenie się wspomnianym środkiem może nastąpić wyłącznie za uprzednią zgodą konsumenta. Na sklepowej witrynie WWW musi być więc wyraźnie „wydzielony” moment złożenia przez konsumenta internetowego zamówienia. Niedopuszczalne jest stosowanie wszelkich sztuczek doprowadzających do tego, iż klient „klika” na ofertę nie będąc w pełni świadomy, że właśnie dokonuje zamówienia (a nie jakiejś innej czynności). Ponadto na sklepowej witrynie WWW powinny znaleźć się informacje między innymi o:
istotnych właściwościach zamawianego towaru (lub usługi),
zasadach zapłaty ceny lub wynagrodzenia, kosztach oraz terminie i sposobie dostawy,
kosztach wynikających z korzystania ze środków porozumiewania się na odległość, jeżeli są one skalkulowane inaczej niż wedle normalnej taryfy (chodzi np. o stosowanie tzw. dialerów – kiedy łącząc się z witryną sklepową stosowana jest inna – wyższa – stawka za połączenie, która stanowi dodatkowy zarobek sprzedawcy),
Co ważne, zgodnie z ustawą, powyższe informacje powinny być sformułowane jednoznacznie, w sposób zrozumiały i łatwy do odczytania. Wszystko to powinno zostać dodatkowo potwierdzone na papierze – wraz z dostarczonym towarem.
Najpierw towar potem kasa
Dodatkowym zabezpieczeniem dla kupującego w Sieci, jest zasada, że umowa nie może nakładać na niego obowiązku zapłaty ceny przed otrzymaniem towaru. Umowa powinna określać miejsce i sposób składania reklamacji, nie powodujące nadmiernych trudności lub kosztów po stronie konsumenta. Dodatkowo, jeżeli sprzedawca nie podał terminu dostawy, powinna ona zostać zrealizowana najpóźniej w terminie trzydziestu dni od złożenia zamówienia przez Internet (czyli w praktyce „kliknięcia na towar”)
Po „odejściu od kasy…”
… reklamacje będą uwzględnione. Zgodnie bowiem z art. 7 ustawy wspomnianej wcześniej ustawy - konsument, który zawarł umowę na odległość, może od niej odstąpić bez podania przyczyn, składając stosowne oświadczenie na piśmie, w terminie dziesięciu dni od otrzymania towaru. Co ważne, informacja o możliwości takiego bezwarunkowego odstąpienia (czyli w praktyce zwrotu towaru bez podania przyczyn) powinna zostać umieszczona na stronie WWW, jak i na dostarczonym towarze. Nie jest przy tym dopuszczalne zastrzeżenie, że konsumentowi wolno odstąpić od umowy za zapłatą oznaczonej sumy (odstępne).
Za brak rzetelnej informacji – zarówno co do osoby (firmy) sprzedawcy, jak i co do właściwości oferowanego towaru, szczegółowych warunków jego dostawy oraz za nieumieszczenie informacji o możliwości bezwarunkowego, bezpłatnego zwrotu towaru sprzedawcy, wprowadzono dodatkową sankcję wydłużając możliwy termin zwrotu z 10 dni od otrzymania towaru do 3 miesięcy. Jeżeli jednak sprzedawca w czasie trwania dłuższego terminu dośle wszelkie wymagane informacje, przedłużony termin się skraca do 10 dni od otrzymania potwierdzenia brakujących informacji.
Kartą bezpiecznie
Konsument może żądać unieważnienia, na koszt sprzedawcy, zapłaty dokonanej kartą płatniczą w razie niewłaściwego wykorzystania tej karty w wykonaniu umowy zawartej przez Internet. Ponadto gdy odstępuje od zakupu, który wiązał się z udzieleniem rat, odstąpienie obejmuje również udzielony (przez sprzedawcę lub w porozumieniu z nim Bank) kredyt.
Ograniczenie odpowiedzialności osób świadczących usługi drogą elektroniczną
Redaktor:	Rafał Cisek środa, 23 kwietnia 2003 07:47
PUBLIKACJE: Cegła w Sieci nie straszna?
Polskie Akty Prawne: Ustawa z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną
Świadczenie usług drogą elektroniczną, wbrew powszechnej świadomości, może wiązać się nie tylko z zagrożeniami dla samych konsumentów tych usług (np. w związku z zawieraniem umów na odległość) lub osób trzecich, których dobra mogą zostać naruszone przez świadczącego usługi (np. naruszenie praw autorskich). Przedsiębiorca oferujący usługi drogą elektroniczną jest bowiem często narażony na odpowiedzialność prawną w związku ze swoją działalnością, mimo iż za pewne działania trudno przypisać mu winę. Stanowi to zagrożenie dla rozwoju e-commerce. W szczególności dostawca (provider) usług internetowych (Internet Sernice Provider), odpłatnie udostępniający miejsce na własnym serwerze osobom trzecim (np. na strony WWW), może w świetle obowiązujących obecnie w Polsce przepisów odpowiadać za to, iż jego kontrahent umieści nielegalne treści na utrzymywanej przez providera stronie WWW. W szczególności dotyczyć to będzie na przykład kwestii naruszenia dóbr osobistych.
Warto bowiem zauważyć, iż w przypadku ich naruszenia, istotny jest sam fakt jego dokonania i bezprawność, natomiast nieistotna jest wina. A zatem, jeżeli ktoś umieści na stronach WWW obraźliwe informacje o danej osobie, właściciel serwera na którym zniesławiający lub powijający tekst został umieszczony, formalnie może podlegać odpowiedzialności (cywilnej, a nawet karnej). Podobna sytuacja będzie jeżeli chodzi o nielegalne rozpowszechnianie na takich witrynach własności intelektualnej – np. z naruszeniem ustawy z 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych lub ustawy z dnia 27 lipca 2001 roku o ochronie baz danych. Może się okazać, iż oprócz podmiotu bezpośrednio odpowiedzialnego za dobra osoby uprawnionej, odpowiadać będzie – niejako automatycznie, niezależnie od winy i wiedzy – właściciel serwera.
Zauważmy ponadto, iż wymienione przykłady zagrożeń dla przedsiębiorców prowadzących działalność w Internecie nie są wyczerpujące. W szczególności na kanwie obecnie obowiązującego prawa, można również rozważać kwestie ich odpowiedzialności związanej z czysto technicznymi aspektami utrzymywania infrastruktury sieci i incydentalnego przekazywania w jej ramach danych, w tym dóbr informacyjnych, takich jak przedmioty prawa autorskiego (np. muzyka mp3 lub filmy divx przesyłane przez użytkowników sieci za pośrednictwem serwerów). W szczególności chodzi o punkty węzłowe sieci, pośredniczące w przesyle danych, jak również tzw. proxy serwery, które buforują informację w celu usprawnienia (przyspieszenia) transmisji i dostępu do danych. Operacje te mają zazwyczaj wyłącznie techniczny charakter, jednakże obecnie mogą one się wiązać z próbą przypisania odpowiedzialności za przesyłane w ten sposób treści, właścicielom infrastruktury techniczno-informatycznej. Niewątpliwie stan taki jest bardzo niekorzystny dla rozwoju rynku usług informacyjnych i rozwoju społeczeństwa informacyjnego w ogóle.
Na szczęście sytuacja prawna wkrótce się zmieni. Już bowiem 10 marca bieżącego roku wejdzie w życie ustawa z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. z 2002 roku, Nr 144, poz. 1204). Jest ona wzorowana na Dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 8 czerwca 2000 roku o niektórych aspektach prawnych usług w społeczeństwie informacyjnym, w szczególności handlu elektronicznego, zwanej popularnie Dyrektywą o e-commerce (DIRECTIVE 2000/31/EC
Wspomniane ustawa w szczególności określa – obok obowiązków usługodawcy związanych ze świadczeniem usług droga elektroniczną (w tym zakresie stanowi ona pewne rozwinięcie ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów i odpowiedzialności za produkt niebezpieczny) oraz zasad ochrony danych osobowych osób fizycznych korzystających z usług świadczonych drogą elektroniczną (co z kolei jest uzupełnieniem regulacji zawartych w ustawie o ochronie danych osobowych) – zasady wyłączania odpowiedzialności usługodawcy z tytułu świadczenia usług drogą elektroniczną (art. 1 pkt 2 ustawy).
Te długo oczekiwane (szczególnie przez wszelkiego rodzaju podmioty typu internet access providers, internet service providers, content providers, itp.) kwestie normuje rozdział 3 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną. W szczególności chodzi o odpowiedzialność właścicieli serwerów za transmitowane lub przechowywane incydentalnie i krótkotrwale dane (np. w postaci transmitowanych przez Internet pakietów).
Zgodnie z art. 12 omawianej ustawy, nie ponosi odpowiedzialności za przekazywane dane ten, kto transmitując dane:
nie jest inicjatorem transmisji;
Powyższe przesłanki wyłączenia odpowiedzialności należy traktować łącznie. Ponadto wyłączenie obejmuje także automatyczne i krótkotrwałe pośrednie przechowywanie danych, jeżeli działanie to ma wyłącznie na celu przeprowadzenie transmisji, a dane nie są przechowywane dłużej, niż jest to w zwykłych warunkach konieczne dla zrealizowania transmisji. Regulacje te zatem dotyczą takiego przekazywania danych, które ma charakter czysto techniczny, „przelotowy”, przy czym operator transmisji (np. właściciel serwera) nie ma w zasadzie wpływu na jej treść ani na fakt jej inicjacji lub podmiot, do którego dane mają dotrzeć. Nie ingeruje też w dane i nie ma wpływu na ich treść.
Ustawa wyłącza również odpowiedzialność za przechowywane dane, o ile ten, kto transmitując dane oraz zapewniając automatyczne i krótkotrwałe pośrednie przechowywanie tego typu danych w celu przyspieszenia ponownego dostępu do nich na żądanie innego podmiotu
nie zakłóca posługiwania się technikami informatycznymi uznanymi i stosowanymi zwykle w tego rodzaju działalności w zakresie zbierania informacji o korzystaniu ze zgromadzonych danych (art. 13 ust. 1).
Dotyczyć to więc będzie znów wszelkich działań o charakterze przede wszystkim technicznym, związanych tym razem z szeroko rozumianym buforowaniem danych i krótkotrwałą ich archiwizacją, w celu usprawnienia przesyłu danych oraz dostępu do nich i aktualizacji – zgodnie z przyjętymi w tym zakresie standardami (tzw. cache i automatyczne operacje, które wykonują tzw. proxy servers).
Równocześnie, z ustępu 2 art. 13 wynika – a contrario – dodatkowy warunek, niezbędny dla ograniczenia odpowiedzialności. W wspomnianych sytuacjach odpowiedzialność za przechowywanie danych będzie bowiem wyłączona tyko o ile usługodawca niezwłocznie usunie dane albo uniemożliwi dostęp do przechowywanych danych, gdy uzyska wiadomość, że dane zostały usunięte z początkowego źródła transmisji lub dostęp do nich został uniemożliwiony, albo gdy sąd lub właściwy organ nakazał usunięcie danych lub uniemożliwienie do nich dostępu.
Jeżeli chodzi o wszelkie usługi związane z udostępnianiem zasobów systemów teleinformatycznych w celu przechowywania danych przez usługobiorcę (np. miejsc na serwerach na strony WWW, usługi FTP, konta e-mailowe i inne), odpowiedzialność usługodawcy za przechowywane u niego dane jest wyłączona, o ile nie wie on o bezprawnym charakterze tych danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych (art. 14 ust. 1).
Równocześnie wyłączona jest z kolei ewentualna odpowiedzialność usługodawcy wobec usługobiorcy za uniemożliwienie dostępu do bezprawnych danych przechowywanych przez usługobiorcę w wypadku urzędowego zawiadomienia. Jeżeli decyzja o blokadzie została podjęta nie w wyniku urzędowego zawiadomienia o bezprawnym charakterze przechowywanych przez usługobiorcę danych, a w wyniku samodzielnego uzyskania wiarygodnej o tym informacji przez usługodawcę, ten ostatni nie odpowiada odszkodowawczo wobec usługobiorcy, jeżeli niezwłocznie zawiadomił go o zamiarze uniemożliwienia dostępu do danych.