Source: http://www.aferyprawa.eu/index2.php?p=teksty/show&dzial=urzednicy&id=2304
Timestamp: 2020-08-07 12:22:25
Legal References Found: art. 226
 art. 208
 art. 229

Art. 229

Art. 271
 art. 178
 art. 58
 art. 17
 art. 226

Document Content:
Aferyprawa - Afera S.M. „Służew nad Dolinką” w Warszawie Cz. II. „Mafia mokotowska” w akcji. dr Janusz B. Kępka
Aferyprawa.com Urzędnicy Afera S.M. „Służew nad Dolinką” w Warszawie Cz. II. „Mafia mokotowska”
AFERY PRAWA OSZUSTWA W SĄDACH WARSZAWSKICH
Afera S.M. „Służew nad Dolinką” w Warszawie
Cz. II. „Mafia mokotowska” w akcji.
Poprzednio wskazaliśmy (Cz. I. Jak sędziowie III R.P. „mianują” prezesów spółdzielni.), że pan Stanisław Baranowski, który wcześniej sam złożył rezygnację z funkcji prezesa a także został zwolniony przez Radę Nadzorczą, to jednak został… prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej „Służew nad Dolinką” w Warszawie z mianowania przez niektórych sędziów sądów gospodarczych w Warszawie.
To umożliwiło „panu prezesowi” St. Baranowskiemu uprawianie działalności przestępczej, między innymi, jak niżej.
I. W tym czasie obowiązywał następujący stan prawny.
Ustawa o spółdzielczości mieszkaniowej ((Dz.U. Nr 54, poz. 288, z dnia 26 maja 1995 r.):
art. 226 § 1. Obowiązki przewidziane w art. 208 § 1 członek wykonuje przez wniesienie wkładu budowlanego na zasadach określonych w statucie, w wysokości odpowiadającej całości kosztów budowy przypadających na jego lokal oraz przez uiszczenie opłat związanych z używaniem lokali .
Uwaga: koszty budowy były, są i będą zawsze mniejsze od ceny rynkowej! Ponadto, bez względu na to, czy członek danej spółdzielni miał lokatorskie czy własnościowe prawo do lokalu, to właścicielem mieszkania była (i jest!) dana spółdzielnia mieszkaniowa.
Często było i jest tak, że dany członek spółdzielni otrzymywał mieszkanie, które wcześniej było zamieszkiwane przez innego członka spółdzielni. W takim przypadku, członek otrzymujący przydział lokalu mieszkalnego ponownie zasiedlanego obowiązany był wpłacić równowartość własnościowego prawa do lokalu.
W Uchwale z dnia 7 maja 1987 r., III CZP 21/87, Sąd Najwyższy wskazuje: „Równowartość wygasłego własnościowego prawa do lokalu nie jest wartością rynkową, lecz równowartością obliczoną przy uwzględnieniu przesłanek przewidzianych w art. 229 § 1 pr. spółdz., które bezpośrednio określają zasady jej obliczania”, koniec cytatu.
A prawo spółdzielcze wskazywało:
Art. 229 § 1. Równowartość ustala się przyjmując za podstawę wkład budowlany, z uwzględnieniem:
1) zwyżki lub zniżki kosztów budowy,
2) przypadającej na dany lokal wartości zużycia budynku,
3) zniszczenia lokalu przekraczające normalne zużycie,
4) innych okoliczności mających wpływ na obniżenie lub podwyższenie wartości użytkowej lokalu.
Ponadto, obowiązujący wówczas w S.M. „Służew nad Dolinką” Statut stanowił, że:
§ 35. 1. Do rozliczenia z członkami zwalniającymi i otrzymującymi mieszkania przyjmuje się uaktualnione wartości wkładów mieszkaniowych i budowlanych według wysokości ustalonych przez Radę Nadzorczą.
Koszty budowy 1 m2 powierzchni użytkowej budynku podawał Minister Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa. I tak np.: 860 zł/m2 w I kw. 1995 r. (M.P. nr 40 z 17.08.1995); 1170 zł/m w IV kw. 1996 r. (M.P. nr 16 z 17.03.1997 r.).
Było to wykorzystywane na przykład do naliczania t.zw. premii gwarancyjnej w książeczkach mieszkaniowych.
W 1997 r. ustalona przez Radę Nadzorczą S.M. „Służew nad Dolinką” wysokość uaktualnionego wkładu budowlanego wynosiła 1170 zł/m2, a co na początku roku 1997 było wskazywane w bardzo wielu pismach do członków tej Spółdzielni, a także do różnych instytucji.
II. Przestępcze przekręty „pana prezesa” Stanisława Baranowskiego.
Jednak „pan prezes” St. Baranowski prowadził podwójną grę i korespondencję.
Rozpoczął handel mieszkaniami spółdzielczymi po cenach rynkowych (!) ustalanych przez podstawionego przez siebie rzeczoznawcę. Na przykład:
Operat szacunkowy nieruchomości wystawiony w dniu 20 września 1996 r. przez inż. Tadeusz Toński zam. Warszawa, ul. Kaukaska 5 m 23.
Dla: Lokal Nr 114/2PK (48,1 m2) w budynku przy ul. Łukowej 3
Biegły ten podaje: Ustalona wartość rynkowa spółdzielczego lokalu mieszkalnego (wolnego) wynosi: (na dzień 20 września 1996 r.) 77.633 PLN.
A na str. 4 swego operatu podaje: Przy szacowaniu wartości nieruchomości uwzględniono:
- ceny nieruchomości występujące na rynku lokalnym w III kwartale 1996 roku, uzyskane z biur obrotu nieruchomościami (Polanowscy, Strzelczykowie, UNIKAT).
Rzeczoznawca ten ustalał cenę rynkową (!) danego mieszkania spółdzielczego.
Z kolei, na piśmie (z dnia 13.12.1996 r., l.dz. 839/96) „pan prezes” przedstawia propozycję członkowi tej Spółdzielni, panu Januszowi B. Kępka – cytujemy:
„… proponujemy Panu lokal kat. M-3 o p.u. 48,1 m2, nr 114 przy ul. Łukowej 3, wyceniony na kwotę – 77.633,0.”, koniec cytatu.
Z kolei, „pan prezes” poświadczał na piśmie do Banku PKO (pismo z dnia 12.02.1997 r., l.dz. 49/97), że jest to wymagany prawem spółdzielczym wkład budowlany.
W powyższym, „pan prezes” Stanisław Baranowski dopuścił się kilku oszustw.
1o w piśmie do Banku PKO, „pan prezes” Stanisław Baranowski przedstawia: „W dniu 20.12.96 r. Pan/i Janusz B. Kepka wystąpił/a z podaniem o kupno lokalu nr 114 przy ul. Łukowej na co otrzymał/a zgodę.”, koniec cytatu.
Otóż, Pan/i Janusz B. Kępka (członek S.M. „Służew nad Dolinką” od daty jej powstania) nigdy nie występował o kupno jakiegokolwiek lokalu, i dlatego nigdy nie mógł i nie otrzymał zgody (w domyśle: na kupno). A to dlatego, że spółdzielnie mieszkaniowe nie sprzedawały mieszkań!
2o p. Janusz B. Kępka otrzymał przydział mieszkania, które poprzednio było zamieszkiwane przez wiele lat przez innego członka S.M. „Służew nad Dolinką”.
Z tego względu, p. Janusz B. Kępka obowiązany był wpłacić t.zw. równowartość własnościowego prawa do lokalu.
Dokładnie według prawa spółdzielczego oraz wskazania Sądu Najwyższego (patrz wyżej).
W dacie (luty 1997 r.) przydziału (a nie kupna-sprzedaży!) p. Januszowi B. Kępka mieszkania spółdzielczego, ustalona przez Radę Nadzorczą S.M. „Służew nad Dolinką” wysokość uaktualnionego wkładu budowlanego wynosiła 1170 zł/m2 (art. 229 § 1 pkt 1 prawa spółdz.).
Mamy więc: 48,1 m2 x 1170 zł = 56.277,00 zł. Tyle wynosił uaktualniony wkład budowlany.
Jednak, uwzględniając, że było to mieszkanie ponownie zasiedlane, należało uwzględnić t.zw „wartość zużycia budynku” (art. 229 § 1 pkt 2 prawa spółdz.). W latach 1996/97 w setkach (!) zaświadczeń do członków Spółdzielni, Zarząd wskazuje: „współczynnik zużycia w zaokrągleniu 23% (1996 r.)
Mamy więc, że równowartość własnościowego prawa do lokalu wynosi:
56.277 – (57.277 x 23%) = 43.333 zł.
I tyle powinien wpłacić p. Janusz B. Kępka.
Natomiast „pan prezes” St. Baranowski zażądał kwotę 77.633 zł wcześniej ustaloną przez biegłego (patrz wyżej) jako cena rynkowa tego mieszkania.
Ktoś może powiedzieć, że „pan prezes” nie zagarniał dla siebie różnicy (ponad 30 tys. zł) między ceną rynkową a wymaganą prawem równowartość własnościowego prawa do lokalu, lecz jest to zysk danej spółdzielni mieszkaniowej, czyli S.M. „Służew nad Dolinką”.
Nieprawda. Rożnicę między ceną rynkową a równowartością własnościowego prawa do lokalu traktowano jako… „zysk nadzwyczajny”, który w postaci premii był wypłacany… zarządowi, czyli „panu prezesowi”. Jest to dosyć oryginalny rodzaj… wymuszanej (i branej!) łapówki!
Z powyższego wprost wynika, „pan prezes” Stanisław Baranowski wielokrotnie dopuszczał się czynu opisanego w kodeksie karnym:
Art. 271 § 1. Funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawiania dokumentu, która poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mających znaczenie prawne, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
III. Utrata świadomości i analfabetyzm słownikowy „pana prezesa” St. Baranowskiego.
Powiadamiana o powyższym Prokuratura Rejonowa Warszawa Mokotów, na czele z jej kierownikiem Zbigniewem Żelaźnickim, systematycznie umarzała dochodzenia.
Zgodnie z ustawą, jeżeli pokrzywdzony upiera się przy swoim, a prokurator odmawia wszczęcia postępowania, akta sprawy kierowane są do sądu.
Z kolei, w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotowa III Wydział Karny, asesor Piotr Bojarczuk (dosłownie!) pogroził palcem (pardon! paluszkiem) p. Januszowi B. Kępka, i wskazał, że nie wypada skarżyć się na „pana prezesa”, i następnie wydał Postanowienie, w którym nie negował, że „pan prezes” Stanisław Baranowski wystawiał dokumenty o fałszywych treściach. Ale ASR Piotr Bojarczuk tłumaczył „pana prezesa” następująco:
„Tymczasem z zebranego w sprawie materiału dowodowego wynika, że czyny osób wymienionych w zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa nie wypełniają znamion czynu zabronionego. Odmienna interpretacja przepisów szeroko pojętego prawa cywilnego nie może stanowić podstawy do przyjęcia, że osoby uprawnione do wystawiania dokumentu, które takiej interpretacji dokonują poświadczają w dokumencie nieprawdę. Jednocześnie z zebranych w sprawie dokumentów nie wynika, iż osoby te miały świadomość, że wyliczenia przez nie dokonane są w całkowitej niezgodności z rzeczywistym stanem rzeczy” (sygn. akt: III Ko1 163/03 z 22 lipca 2003).
Łatwo widać, że asesor Piotr Bojarczuk dopuścił się z zamiarem bezpośrednim (w zmowie przestępczej?) zuchwałego przestępstwa poprzez poświadczanie na piśmie (postanowienie sądu), że wskazane wyżej oszustwa „pana prezesa” to – cytuję: „…odmienna interpretacja przepisów szeroko pojętego prawa cywilnego…”.
Ale, przecież każde przestępstwo jest odmienną interpretacją szeroko pojętego prawa!
Za wskazane wyżej oszustwa, asesor Piotr Bojarczuk został awansowany na sędziego.
„Każdy oszust i przestępca tak by chciał!”.
Z kolei, w tymże samym Sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotowa, asesor płci odmiennej, czyli asesor Anna Janas, orzekła (też w sprawie wskazanych wyżej oszustw „pana prezesa” Stanisława Baranowskiego):
„W żadnej mierze nie można uznać, iż wystawiając taki dokument popełniono przestępstwo. Do popełnienia przestępstwa oprócz strony przedmiotowej koniecznym jest wypełnienie strony podmiotowej, a sprawca musi mieć zamiar poświadczania nieprawdy. Nie dochodzi zaś do popełnienia przestępstwa, gdy osoba wystawiająca dokument nie potrafi się posługiwać słownictwem prawniczym. Jedynie bowiem o takiej sytuacji można w tej sprawie powiedzieć” (sygn. akt: III Ko1 216/03 z dnia 11 sierpnia 2003 r.).
A skąd (a może: za ile?) asesorka Anna Janas wiedziała, że „pan prezes” St. Baranowski „nie miał zamiaru poświadczania nieprawdy”? Przecież „pan prezes” nie tłumaczył się w sądzie, ani też w prokuraturze, ponieważ nie był tam wzywany!
A ponadto, asesorka Anna Janas kłamie bezczelnie i zuchwale twierdząc, że „pan prezes St. Baranowski – cytuję: „…nie potrafi się posługiwać słownictwem prawniczym.”
Potrafi, ponieważ – podobnie jak asesorka Anna Janas – „pan prezes” St. Baranowski z wykształcenia jest… prawnikiem!
A to wprost dowodzi, że asesorka Anna Janas wyjątkowo zuchwale dopuściła się czynów przestępczych: ukrywania przestępstw (art. 239 § 1 k.k.), poświadczania nieprawdy (art. 271 § 1 k.k.), działania na szkodę interesu publicznego i prywatnego (art. 231 § 1 k.k.).
Warto tu zaznaczyć, że wskazane i cytowane Postanowienia Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa III Wydział Karny są z mocy prawa prawomocne i nie podlegają zaskarżeniu. Tym samym, są obowiązujące dla orzecznictwa tego i innych sądów.
Za co więc sędziowie Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa III Wydział Karny wsadzili i wsadzają do więzienia i zakładów psychiatrycznych wszystkich innych (tylko z wyjątkiem „pana prezesa” St. Baranowskiego, oczywiście), którzy:
– „…nie potrafili (i nie potrafią) się posługiwać słownictwem prawniczym.”
– „odmiennie interpretują przepisy szeroko pojętego prawa…”;
– nie miały(i nie mają) świadomości, że wyliczenia przez nie dokonane są w całkowitej niezgodności z rzeczywistym stanem rzeczy. („pomroczność jasna”?).
IV. Psychuszka w (Najjaśniejszej, oczywiście) Rzeczypospolitej Polskiej.
Ponieważ Prokuratura Rejonowa dla Warszawy Mokotowa wielokrotnie i bezzasadnie odmawiała wszczęcia śledztwa lub umarzała dochodzenie w sprawie przestępstw „pana prezesa” St. Baranowskiego (prawdopodobnie w ramach znanej „mafii mokotowskiej”), to p. Janusz B. Kępka wskazał, że taka działalnośc prokuratorów tej prokuratury ma charakter przestępczy.
W odpowiedzi, szef tej prokuratury Zbigniew Żelaźnicki, prawdopodobnie w zmowie z „panem prezesem” St. Baranowskim, dwukrotnie nasłali na p. Janusza B. Kępka zbirów z pogróżkami, że „załatwią” jego (p. Janusza B. Kępka, oczywiście), a nawet jego wnuczkę, wówczas uczęszczającą do szkoły podstawowej.
Gdy o powyższym p. Janusz B. Kępka zawiadomił Prokuraturę Rejonową Warszawa Mokotów, to zaproponowano mu by… złożył zawiadomienie(!).
Następnie, prokurator tej Prokuratury (Rejonowej dla Warszawy Mokotowa, oczywiście): Artur Jurczak (Prokuratura Rejonowa Warszawa Żoliborz, akt oskarżenia z 16.03.1998 r. znak: 4 Ds. 2163/97; sygn. akt: III K 591/98), – wniósł akt oskarżenia, zarzucając Januszowi B. Kępka:
– „… podnoszenie nieprawdziwych zarzutów o prokuratorze Arturowi Jurczak, w celu poniżenia go w opinii publicznej i narażenia na utratę zaufania potrzebnego dla działalności prokuratorskiej; tj. czyn z art. 178 § 2kk w zw. z art. 58 kk.”.
Warto tu zaznaczyć, że 15 (piętnaścioro) sędziów Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa III Wydział Karny, na piśmie wyłączyło się z udziału w rozpoznaniu sprawy III K 591/98 przeciwko Januszowi B. Kępka.
Ale nie wyłączyła się SSR Monika Dominiak, która postanowiła (Postanowienie z dnia 26 lutego 2001 r., sygn. akt: III K 591/98):
„Z treści opinii pisemnej złożonej do akt sprawy przez biegłych lekarzy psychiatrów wynika, że ze względu na konieczność przeprowadzenia kompleksowej diagnostyki psychiatrycznej i psychologicznej w celu postawienia ostatecznego rozpoznania, konieczne jest umieszczenie oskarżonego Janusza Kępki na obserwacji sądowo-psychiatrycznej w warunkach szpitalnych. Opinie te i wnioski w niej zawarte biegłe potwierdziły na posiedzeniu Sądu w dniu 7 grudnia 2000 r. twierdząc, że nie postawiły żadnego rozpoznania i dlatego skierowały oskarżonego na obserwację.”
1) umieścić oskarżonego Janusza Kępkę w Szpitalu Psychiatrycznym w Pruszkowie na obserwację;
2) termin obserwacji określić na okres nie dłuższy niż 6 tygodni.
Ale SSR Monika Dominiak uważała za słuszne nie podać uzasadnienia „konieczności przeprowadzenia kompleksowej…”!
Słuchając powyższego, oskarżony Januz B. Kępka chciał zawnioskować skierowanie na „kompleksową diagnostykę psychiatryczną i psychologiczną i umieszczenie na obserwacji sądowo‑psychiatrycznej w warunkach szpitalnych” … sędzię Sądu Rejonowego Monikę Dominiak, ponieważ także w jej przypadku biegłe (dwie psychopatki: Bożena Januszkiewicz oraz Grażyna Gawrońska-Golubska ze szpitala psychiatrycznego przy ul. Nowowiejskiej w Warszawie) „…nie postawiły żadnego rozpoznania…”. Stąd istnieje konieczność…
W ostatniej chwili, obrońca z urzędu adw. Teresa Rossa powstrzymała oskarżonego…
Uwaga: p. Janusz B. Kępka jest magistrem fizyki, doktorem nauk technicznych, autorem lub współautorem kilkunastu patentów z bardzo różnych dziedzin, autorem książek z zakresu fizyki, matematyki, astronomii, kilku skryptów dla prac laboratoryjnych w wyższych uczelniach technicznych. Autor artykułów naukowych, np. w Physical Review, a przez International Biographical Centre Cambridge, England, nominowany International Scientist of the Year for 2004.
Powyższe wprost dowodzi z dokumentu(!), że oskarżony Janusz B. Kępka to psychol, którego bezwzględnie należy zamknąć na obserwację w psychuszce.
Jednak Postanowieniem z dnia 17 maja 2001 r. Sąd Okręgowy w Warszawie X Wydział Karny uchylił powyższe Postanowienie SSR Moniki Dominiak (sygn. akt: X Kz 797/01).
Ale, SSR Monika Dominiak nie rezygnuje (ale zawzięty babsztyl!), i wydaje Postanowienie z dnia 12.072001 r., ponownie kierując Janusza B. Kępka na… badania psychiatryczne.
Jednak kolejne badania psychiatryczne (tak jak i poprzednie!) nie wskazywały „…konieczności umieszczenia Janusza Kępki na obserwacji sądowo - psychiatrycznej w warunkach szpitalnych.”
Ale, niedoszły psychol Janusz B. Kępka zaczął się skarżyć na dolegliwości sercowe, a biegli kardiolodzy (w tym także z Instytutu Kardiologii w Aninie) stwierdzali kolejno, że „straszliwy terrorysta” (ujawniający przestępstwa prokuratorów i sędziów, tak!) – niestety, nie może brać udziału w rozprawach sądowych.
Jednak, po prawie sześciu latach psychicznego znęcania się i w efekcie odebrania zdrowia p. Januszowi B. Kępka (dolegliwości sercowe), w dniu 11 grudnia 2003 r. sprawę umorzono (przedawnienie).
Wobec tego, do akcji wkracza… SSR Piotr Bojarczuk. Tak, tak! Ten sam, który jako asesor bronił „pana prezesa” St. Baranowskiego – twierdząc, że „pan prezes” tylko interpretuje szeroko pojęte prawo oraz nie ma świadomości, i dlatego nie jest przestępcą (patrz wyżej).
Otóż, zaraz po złożeniu oskarżenia przez prokuratora Artura Jurczak, inni prokuratorzy wskazanej Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów: Renata Mazur, Zbigniew Żelaźnicki, (ponownie!) Artur Jurczak, Katarzyna Bojarska (Prokuratura Rejonowa Warszawa Ochota, akt oskarżenia z 14.12.1999 r. znak 5 Ds. 4/99/III; sygn. akt: III K 1817/89.), – także wnieśli akt oskarżenia do Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa, – stawiając podobne zarzuty jak wcześniej prokurator Artur Jurczak.
Wycwaniony przestępczo (patrz wyżej jego dywagacje o „panu prezesie”) i dlatego awansowany na sędziego sądu rejonowego Piotr Bojarczuk „… wzywa (Janusza B. Kępka, oczywiście) na badanie kardiologiczne w dniu 31.08.2006r godz 11:00 pokój 35 w Sądzie Okręgowym w Warszawie, Ale Solidarności 127”, koniec cytatu.
W dniu 29 września 2006 r. osk. Janusz B. Kępka złożył Skargę-zażalenie na postępowanie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa III Wydział Karny – przedstawiając:
– został przyjęty w jednym z pokoi w sądzie przez biegłego lekarza Michała Hałaja;
– biegły ten oświadczył, że jako biegły sądowy nie przeprowadza badań specjalistycznych;
– wcześniejsze badania specjalistyczne w szpitalach, w tym w Instytucie Kardiologii w Aninie, nie mają dla niego żadnego znaczenia;
– nie skieruje na badania specjalistyczne;
– dał tygodniowy termin na przeprowadzenie badań specjalistycznych, a jeżeli ich w tym czasie nie otrzyma, to wystawi opinię, że osk. Janusz B. Kępka jest całkowicie zdrowy.
No to,… znów „skierowanko” na „badania”… I znów… I znów… A może… padnie po drodze?
Wreszcie, Postanowieniem z dnia 28 kwietnia 2008 r. SSR Janusz Zalewski umorzył postępowanie na podstawie art. 17 § 1 pkt 6 k.p.k., – wywodząc, że nastąpiło przedawnienie karalności oraz – cytuję: „Zdaniem Sądu, czyny zarzucane oskarżonemu Januszowi Kępce nie wyczerpują również znamion przestępstwa z art. 226 § 1 k.k. Odpowiedzialności karnej z tego artykułu podlega ten, kto znieważa funkcjonariusza publicznego albo osobę do pomocy mu przybraną podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych”.
I dalej: „Mając na uwadze wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 11 października 2006 r. oraz poglądy wyrażone w jego uzasadnieniu, w świetle obowiązujących przepisów kodeksu karnego, niedopuszczalne było więc ściganie Janusza Kępki z tytułu zniewagi prokuratorów dokonanej wyłącznie w związku z pełnieniem przez nich czynności służbowych”.
Na tym kończę opis prawie dziesięcioletniego znęcania się nad fałszywie (!) oskarżonym Januszem B. Kępka przez przestępców - bańdziorów w togach sędziowskich i prokuratorskich, a wskazanych wyżej z imienia i nazwiska.
Ale za co to wieloletnie znęcanie się? A no za to, że nie chciał dać łapówki „panu prezesowi” Stanisławowi Baranowskiemu!
Pamiętam czasy Adolfa Hitlera, także Józefa Stalina.
Tak więc, na podstawie własnego doświadczenia, – stwierdzam: najbardziej kurewskie czasy i rządzący to ci w III Rzeczypospolitej Polskiej z jej sędziami i prokuratorami na czele.
A przeklęte niech będzie imię…
„I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi”.
I od wskazanych wyżej bańdziorów w togach sędziowskich i prokuratorskich – też?
(odpowiedź aniołka) Możliwe, ale raczej przy pomocy… Feliksa Dzierżyńskiego. Amen.
Uwaga: wielu naiwniaczków sądzi, że tzw.. mafie (np. pruszkowska, mokotowska) działają poza tzw.. wymiarem sprawiedliwości, a członkowie mafii drżą ze strachu przed prokuratorem i sędzią. Nic bardziej błędnego. Cechą charakterystyczną mafii jest to, że tworzone są i chronione przez funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości, właśnie! Jedną z metod osłaniania mafii jest. np. ogłoszenie, że np. „mafia mokotowska” została zlikwidowana. Ergo: nie ma mafii – nie ma problemu. Stąd z kolei nie ma żadnych działań przeciwko mafii, ponieważ jej nie ma! Jest to znana „metoda” ministra sprawiedliwości - prokuratora generalnego Zbigniewa Ćwiąkalskiego.
Dziwny jest ten świat - Czyje prawo? - Janusz B. Kępka