Source: https://wdrodzewykladni.pl/nie-rozmawiaj-z-policja/
Timestamp: 2020-08-14 02:19:19
Legal References Found: art. 55
 art. 55
 art. 56
 art. 58
 art. 59
 art. 71

Document Content:
Nie rozmawiaj z Policją - W drodze wykładni
Zetknięcie się w swoim życiu z funkcjonariuszami reprezentującymi tzw. organy ścigania bywa przeżyciem stresującym samym w sobie. Nie chcę generalizować i jestem pewien, że większość policjantów to przemili ludzie, to jednak ich praca jest naznaczona pewnym celem – wykrywaniem przestępstw.
Na wstępie zaznaczę, że mam świadomość, iż tytuł tego wpisu brzmi kontrowersyjnie. Nie jest jednak moim zamiarem szkalowanie Policji jako takiej, gdyż formacja ta jest więcej niż pozytywna i robi wiele dobrego dla społeczeństwa. Czasami zdarzają się jednak wpadki...
Będąc poddanym tak długotrwałym oddziaływaniu presji na wyniki ujawnia się pewna tendencyjność w prowadzeniu przez organy ścigania swoich czynności. Podobnie zresztą jest z adwokatami, którzy mocno wczuwają się w sytuację swojego klienta, ale nie o tym nie o tym…
Zdarzyło mi się brać udział w procesach sądowych w których za oskarżonymi wlekły się jak cień zeznania złożone przy pierwszej czynności. Powiedzmy spontaniczne.
Gdy sprawy się mają na gorąco, atmosfera nagonki i presji udziela się wszystkim. Również funkcjonariuszom Policji, którzy moment ten wykorzystują do zamknięcia sprawy. To w pewnym sensie zrozumiałe. Nic tak nie działa motywująco na przyznanie albo złożenie obciążających zeznań, jak zwalająca się na głowę machina państwa. Zwykle towarzyszy temu poczucie osamotnienia, beznadziei i przede wszystkim bezradności.
Nawet jeżeli atmosfera wokół sprawy nie jest zbyt napięta, to osoba pozostająca w kręgu zainteresowania Policji może nie czuć się komfortowo.
Jaką odmianą zatem będzie, kiedy prowadzący sprawę funkcjonariusz okaże się empatyczną osobą, nastawioną na prowadzenie dialogu, a nie uzbrojonym po zęby komandosem.
Nie chce uciekać się do przesadnego generalizowania, zastrzegam więc, że opisuję własne obserwacje i doświadczenia, które mogą okazać się przydatne w niektórych sytuacjach.
Parę lat temu zwrócił się do mnie o pomoc klient przy którym znaleziono niewielką ilość marihuany. Sytuacja dość prozaiczna. Panowie siedzieli sobie w parku i zostali poddani rutynowej kontroli przez patrol Policji. Znalezienie najmniejszej ilości środków odurzających przy Tobie może skończyć się zatrzymaniem na tzw. 48 godzin. W tym czasie prowadzone będą różnorakie czynności sprawdzające i operacyjne na wypadek, gdyby zatrzymany został - przypadkowo - współczesny odpowiednik Pablo Escobara.
Zazwyczaj jednak skończy się to postawieniem prostych zarzutów i przesłuchaniem podejrzanego.
Wracając na kanwę wspomnianej wcześniej sprawy zestresowany klient został przesłuchany przez dobrotliwego policjanta – „dobrego glinę”. Nowy znajomy wyjaśnił, że lepiej będzie się przyznać i generalnie wyjaśnić jak było, a wszystko dobrze się skończy. Oczywiście klient został uprzedzony o prawie do odmowy składania wyjaśnień, ale kwestia ta dosłownie mignęła w trakcie tej towarzyskiej pogawędki i Panowie przeszli do czynności sporządzenia protokołu. W trakcie tego przesłuchania wyszło, że klient susz konopi indyjskich nabył w trakcie koncertu, który odbywał się na terenie Czech, gdzie podejście do tego typu substancji jest zdecydowanie bardziej liberalne niż w Polsce. Po powrocie z koncertu Panowie zatrzymali się jeszcze na dzień w jednym z większych polskich miast, gdzie właśnie zostali zatrzymani. Na tym protokół zakończono. W bardzo przyjaznej atmosferze zresztą.
Później już tak miło nie było. Zarzut został uzupełniony. Obok klasycznego posiadania drugi sformułowany zarzut to: art. 55 ust. 1 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 852). Z jego treści wynika, że:
Kto, wbrew przepisom ustawy, dokonuje przywozu, wywozu, przewozu, wewnątrzwspólnotowego nabycia lub wewnątrzwspólnotowej dostawy środków odurzających, substancji psychotropowych, nowych substancji psychoaktywnych lub słomy makowej, podlega grzywnie i karze pozbawienia wolności do lat 5.
Oczywiście prowadzący postępowanie nie zechciał doczytać dalej, gdzie w ust. 2 cytowanego przepisu wskazano, że:
W tej sytuacji z przypadkiem mniejszej wagi mieliśmy do czynienia, gdyż ilość suszu była niewielka.
Już tylko ubocznie zasygnalizuje, że błędne było postanowienie jednocześnie zarzutów dotyczących posiadania i przewozu. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem sądów:
Posiadanie środków odurzających lub substancji psychotropowych, które łączy się z przestępstwami określonymi w art. 55 (przywóz, wywóz, nabycie, przewóz) oraz art. 56 (nielegalny obrót), art. 58 (udzielanie środka, nakłanianie), art. 59 komentowanej ustawy (udzielanie środka, nakłanianie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej), nie podlega odrębnemu ukaraniu (pozorny zbieg przestępstw) i stanowi czyn współukarany, jeżeli zachowana jest więź czasowa i sytuacyjna z przestępstwem głównym (por. wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z 1.03.2013 r., II AKa 43/13, LEX nr 1299048).
Co by się stało gdyby klient już na samym początku przyznał się do posiadania i skończył swoją wypowiedź. Zapewne do sądu nie trafiłby akt oskarżenia, tylko do jego skrzynki pocztowej postanowienie o umorzeniu postępowania.
Miła pogawędka przerodziła się w uzupełnienie zarzutów na niekorzyść. I to mocno.
Zgodnie z zasadą mniej znaczy więcej (less is more) powściągliwe podejście i zrobienie wszystkiego co trzeba, ale nie więcej, dałoby najbardziej pożądany z punktu widzenia podejrzanego rezultat. Zamiast tego klient sam się obciążał podczas niepozornej rozmowy.
Idealnie byłoby mieć w takiej sytuacji adwokata, ale niekiedy nawet nie ma warunków, żeby się z nim skontaktować. Być może niektóre sprawy wydają się na tyle błahe, że komuś zwyczajnie szkoda fatygi. Opisywany przeze mnie przykład dowodzi jednak jak złudne może być nasze rzekome rozeznanie w sytuacji.
Oczywiście większość osób jest w stanie poradzić sobie sama, muszą być jednak świadome co tak naprawdę wynika z ich praw.
Nawet w mojej obecności zdarzało się niektórym funkcjonariuszom przekonywać mojego klienta, że lepiej będzie jeżeli złoży wyjaśnienia. Zachętą ma być np. to, że zostanie szybciej zwolniony do domu. W sprawach niewielkiej wagi należy z góry założyć, że dłuższe zatrzymanie nie będzie miało miejsca, więc żadnych korzyści się nie odniesie, natomiast przy występkach cięższego kalibru czy zbrodniach należy się z kolei spodziewać wniosków o tymczasowe aresztowanie.
Innymi słowy, jeżeli są podstawy to tymczasowego aresztowania to i tak organ o nie będzie wnioskował, nawet jeżeli wyłożymy wszystko w protokole i odpowiemy na każde pytanie. Kontekst sprawy też jest bardzo ważny i nie ma utartych reguł. W mojej ocenie, jeżeli nie wiesz co zrobić i nie masz pewności czy nie narażasz się na jakieś konsekwencje, to lepiej jest pomilczeć.
Jest niesamowicie ciężko zaprzeczyć swoim własnym zeznaniom, które złożyliśmy na początku postępowania. Wiadomo, do sądu można już przyjść przygotowanym i mając obrońcę, wtedy jest komfortowo. Trudno jednak będzie przekonać Sąd, że poprzednio złożone zeznania nie odzwierciedlają rzeczywistości. Już wtedy tracimy na wiarygodności, gdyż stajemy się niekonsekwentni.
Zdarzają się również przypadku siłowego wymuszania zeznań i jasno je trzeba określić mianem patologii. Wtedy też trzeba użyć wszystkich swoich sił, żeby dowieźć takich zdarzeń. To też jest trudne. Po czasie ciężko o jakieś namacalne dowody przeciwko funkcjonariuszom, którzy cieszą się sporym kredytem zaufania sądów. Z drugiej strony, zarzuty takie są nadużywane celem zdyskredytowania niekorzystnej części materiału dowodowego, co nie uszło uwadze praktyków oraz sędziów. Lepiej jest jednak wytrzymać nawałnice presji i zapewnień, że „to będzie dla Ciebie korzystne”. Nie będzie. Co zostanie w protokole utrwalone, zostanie w aktach sprawy do końca postępowania. Lepiej jest wytrzymać te 48 godzin zatrzymania niż później próbować odczarować karty protokołu.
Historia klienta skończyła się w miarę szczęśliwie, gdyż Sąd do którego trafił akt oskarżenia był skłonny uwzględnić wniosek o warunkowe umorzenie postępowania. Szkoda jednak czasu, poniesionych kosztów i przede wszystkim nerwów.
Na tym tle mam w zanadrzu jeszcze inną historię zawodową. Zgłosił się do nas klient, który został zatrzymany za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości. Stężenie dość wysokie.
O dziwo, po zatrzymaniu został zwolniony do domu. Na odchodne wręczono mu kwitek z wezwaniem na przesłuchanie w charakterze podejrzanego na następny dzień. Był zatem czas na namysł i refleksję. Pan Piotr (imię zmienione) postanowił nie igrać z losem, intuicja mu podpowiadała, żeby zasięgnąć porady. W ten sposób trafił do nas (dzięki Google!).
Tego dnia w kancelarii obecny był tylko mój wspólnik, więc z klientem, po uprzednim zreferowaniu sprawy przez telefon, umówiliśmy się pod komisariatem następnego dnia rano.
Jedna rzecz w tej sprawie jest bardzo istotna i wymaga zaakcentowania. Skazanie klienta nawet na bardzo niską grzywnę wiązało się z tym, że tracił pracę. Celowo posługuję się tu kolokwialnym ujęciem tego zagadnienia, ale konsekwencje powinny być jasne.
Ustaliliśmy, że przyznajemy się do winy, bo snucie jakichś opowieści o zjedzonych jabłkach byłoby niepoważne. Nic więcej. W tym miejscu mała dygresja. Adwokat to nie jest osoba do której się idzie wyłącznie w sytuacji kiedy nastawiamy się na walkę „do samego końca” i jesteśmy niewinni. Pomóc też można w sytuacji gdzie wina jest ewidentna. Rodzaj i wysokość wymierzonej kary, środki karne, czas ich trwania to są kwestie przy których można mocno popracować zamiast zadowalać się tym, co nam się podsuwa.
Wracając do sedna, po wejściu do pokoju, w którym odbywało się przesłuchanie przywitały nas serdecznie dwie funkcjonariuszki. Jedna zajmowała się swoimi sprawami, druga zajmowała się sprawą Pana Piotra.
Zasygnalizowałem, że to będzie krótkie przesłuchanie. Zaczęliśmy od dopełnienia formalności. Klient się przyznał i odmówił składania wyjaśnień. Ja poprosiłem o wpisanie mojego oświadczenia, że naszą wolą jest przedyskutowanie z prokuratorem nadzorującym sprawę kwestii ewentualnego wniosku o warunkowe umorzenie (swoją drogą bardzo lubię tę instytucję).
To obudziło pierwszą funkcjonariuszkę. „Jak to warunkowe umorzenie?” (sądziłem, że chodzi jej o to, że to spora brawura biorąc pod uwagę warunki sprawy). Kontynuowała: „Przecież to trzeba coś powiedzieć więcej na warunkowe umorzenie, U NAS JEST TAKA PRAKTYKA. Np. że się było na imprezie, że coś Pana zdenerwowało, czuł się Pan wzburzony i wsiadł do samochodu.”
Super przykład okoliczności łagodzących. Pojechałem na imprezę samochodem i piłem.
Klient milczał jak grób, gdyż ostrzegłem go wcześniej, że będą takie próby urabiania.
Powiedziałem Pani oficer, że nie podzielam jej oceny co do okoliczności łagodzących które podała jako przykład. Wspomniałem, że gdyby było coś ciekawego do dodania z naszej strony zrobilibyśmy to, ale jest jak jest.
Na tym zakończyliśmy naszą wizytę. Na odchodne słyszeliśmy tylko głosy powątpiewania.
Po tygodniu skontaktował się ze mną prokurator nadzorujący sprawę. Nie musiałem się szczególnie wysilać przy tej rozmowie, gdyż na wstępie oświadczył mi, że wie o co chodzi. Ustaliliśmy warunki wniosku o warunkowe umorzenie postępowania, które byłyby dla niego do zaakceptowania. Na ich podstawie sporządziłem wniosek do sądu. Najdotkliwsza konsekwencja dla mojego klienta, co do utraty zatrudnienia, okazała się być jego tarczą przed skazaniem. Inną sprawą jest, że konsekwencje warunkowego umorzenia mogą przypominać w swych dolegliwościach samo skazanie.
Uznałem sprawę za zamkniętą, a posiedzenie w tej sprawie wyznaczone przez Sąd jako formalność. Jakże się myliłem przekonał się na własnej skórze mój wspólnik, który mnie w tym dniu zastąpił z uwagi na kolizję terminów. Sąd miał wątpliwości. Ostatecznie jednak dał się przekonać (albo przekonał się sam), że skoro prokurator się zgodził, to należy temu osądowi zaufać.
Sądzę, że ta historia nie skończyłaby się tak samo, gdyby klient, podążając za sugestią funkcjonariuszki Policji, opowiedział historię swojego wzburzenia. Milczenie jest złotem.
Odmowa złożenia wyjaśnień, czy uchylenie się od odpowiedzi na poszczególne pytania nie może powodować negatywnych konsekwencji dla podejrzanego czy oskarżonego.
Oskarżony ma prawo składać wyjaśnienia; może jednak bez podania powodów odmówić odpowiedzi na poszczególne pytania lub odmówić składania wyjaśnień. O prawie tym należy go pouczyć. (Dla dociekliwych: jeżeli kodeks postępowania karnego używa w znaczeniu ogólnym określenia "oskarżony", odpowiednie przepisy mają zastosowanie także do podejrzanego – art. 71 § 3 k.p.k.)
Nie bez swojego adwokata
Potrącenie (kompensata) jak miecz obosieczny – czy Ty i Twoja księgowość wiecie na co się piszecie?
Uszkodzona przesyłka. Kiedy przewoźnik jest zwolniony z odpowiedzialności.