Source: http://sosnowiec.online/category/glosy-politykow/page/3/
Timestamp: 2019-06-26 22:53:04
Legal References Found: ustawy 447
 art. 183
 art. 180
 art. 2
 art. 39
 art. 180
 art. 183

Document Content:
Ignorancja i chaos
Redaktor Naczelny Comments sobota, 11 Sierpień 2018
Na jednym filarów gmachu Sądu Najwyższego w Warszawie umieszczone są napisy: IGNORANTIA LEGIS NON EXCUSAT IGNORANTIA IURIS NOCET, co znaczy: nieznajomość prawa nie usprawiedliwia i nieznajomość prawa szkodzi. W praktycznym stosowania prawa oznacza to, że nie można powoływać się na nieznajomość przepisów prawa i dotyczy to każdego.
W niniejszym artykule stwierdzam, że w Polsce bardzo wielu Polaków chce się wykazać znajomością nie tylko przepisów prawa, ale również prawidłową ich wykładnią, a nikt nie chce się przyznać do nieznajomości przepisów w tym sędziowie Sądu Najwyższego. Chociaż ta nieznajomość prawa sędziów może być udawana po to, aby zastosować przepis nieadekwatny do sytuacji, ale korzystny dla sędziego(interesowność). Przy takim stosowaniu przepisów sędziowie liczą na ignorancję prawną ogółu Polaków i różną interpretację profesorów prawa, co ułatwia uzasadnienie zastosowania niewłaściwego przepisu prawa.
Obecnie jesteśmy na drugim etapie „reformy sądownictwa”, a tak naprawdę jest to powtórka z rozrywki z jej pierwszego etapu, gdzie to PO pierwsza złamało prawo dając pretekst PiS, aby mógł zrobić to samo. Tylko tym razem to Prezydent Andrzej Duda w imieniu partii rządzącej pierwszy złamał prawo ignorując podstawowe zasady prawa tj. że prawo nie może działać wstecz i konstytucyjną zasadę ochrony nabytych praw. Sama nowelizacja Ustawy o Sądzie Najwyższym jest zgodna z prawem, natomiast jest zła jej wykładnia i złe stosowanie (list Prezydenta RP) powoduje złamanie ww. zasad, jak również podważa niezawisłość sędziów Sądu Najwyższego.
Po to sędziowie uznali (niezgodnie z prawem) za skuteczny list Prezydenta informujący o przeniesieniu ich kolegów w stan spoczynku, bo liczą na ignorancję prawną Polaków i mogli jednocześnie zastosować adwokacki kruczek prawny i pod pretekstem prawidłowego procedowania sprawy dotyczącej ZUS wnieść zapytanie do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu o interpretacje sytuacji, czy dwóch sędziów orzekających w tej sprawie jest w stanie spoczynku czy nie, ponieważ gdyby byli w stanie spoczynku, to nie mogliby być w tym składzie sędziowskim i orzekać. Na dokładkę przekraczając swoje kompetencje zawiesili wykonywanie części znowelizowanej ustawy. Jest to obliczone na spowodowanie politycznej wrzawy i granie na czas. Tak więc sędziowie działając w opozycji do Sejmu i Prezydenta chcą go przechytrzyć, a jednocześnie sami złamali prawo. Mianowicie w uzasadnieniu do swego postępowania i orzekania opierali się na kodeksie postępowania cywilnego jednocześnie łamiąc jego 94 artykuł, który nakazuje wyłączenie się sędziego z prowadzenia sprawy z mocy ustawy, jeśli zachodzą przesłanki stronniczości tego sędziego (Index inhabilis).
Poza tym w stosowaniu prawa istnieje żelazna zasada, że nikt nie może być sędzią w własnej sprawie, (Nemo index in causa sua) a tak właśnie się stało. Mamy więc do czynienia z bezwzględną walką polityczną o władzę sadowniczą, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone, a chaos jest czyniony celowo przez obie strony, by zaciemnić istotę rzeczy i uzyskać jak największe poparcie społeczne i tym samym szalę zwycięstwa przechylić na swoją stronę. Łatwość czynienia tego chaosu wynika przede wszystkim z tego, że w polskim sądownictwie w wykładni przepisów prawa rzadko stosuje się jego zasady. Panuje całkowity woluntaryzm w stosowaniu tych zasad – co profesor prawa, to inna wykładnia.
Tak więc w sytuacji uchwalenia nawet dobrego przepisu prawa, jego interpretacji może być wiele, ponieważ interpretatorów jest wielu i każdy uważa, że jest to tego upoważniony, mimo, że nie stosuje się do żelaznych kanonów prawa. Zastosowanie jednej obowiązującej wszystkich sędziów wykładni prawa z podstawowymi zasadami prawa rzymskiego oraz ocena sędziów jego stosowania przez niezależne gremium, na pewno poprawiłoby sytuacji w sądownictwie. Wydaje mi się również, że wizerunkowi sądów dobrze zrobiłaby zmiana jego nazwy z systemu wymiaru sprawiedliwości na system praworządności.
Jeżeli ten temat Czytelników zaciekawił, to bardziej szczegółowo o wykładni i stosowaniu prawa napisałem w artykule ”Wykładnia i stosowanie prawa w Polsce, a Konstytucja” z 12 lutego 2016 roku , który można znaleźć na stronie internetowej www.zielonyringprzemszy.pl w zakładce Aktualności „Unia dla Sosnowca”.
Zachęcam do dyskusji, bo temat jest kluczowy dla polskiego państwa, a poza tym, znajomość prawa każdemu się przyda!
„Zielony Ring Przemszy”
Redaktor Naczelny Comments czwartek, 9 Sierpień 2018
Nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej w dniu 6 sierpnia była zadziwiająca z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, ze względu na termin. Zwyczajowo między połową lipca, a połową sierpnia nie ma sesji i nie odbywają się posiedzenia komisji RM. Nie znaczy to, że radni w tym okresie nic nie robią – trwają np. prace zespołów kontrolnych Komisji Rewizyjnej oraz rozpatrywane są skargi na działalność Prezydenta i kierowników miejskich jednostek organizacyjnych. Ale sesja w tym terminie to ewenement. Po drugie, dlatego że o wynikach głosowania nad dwoma najbardziej kontrowersyjnymi punktami przesądził jeden głos.
Być może nie byłoby potrzeby zwoływania nadzwyczajnej sesji RM, gdyby Prezydent Arkadiusz Chęciński wcześniej zdecydował się poddać pod konsultacje społeczne projekty uchwał dotyczące maksymalnej ilości punktów sprzedaży alkoholu oraz ograniczeń w nocnej sprzedaży tych napojów. Nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi obowiązuje już od kilku miesięcy i można było je przeprowadzić jeszcze przed wakacjami. Zwłaszcza, że zgodnie z ustawą musiały w nich wziąć udział rady dzielnic. Tyle, że kadencja dwóch z sześciu istniejących w naszym mieście (Juliusza i Ostrów Górniczych) właśnie wygasła, a wybory nowych z niezrozumiałych powodów odbędą się dopiero we wrześniu, chociaż mogły dwa miesiące temu. Jeżeli Pan Prezydent liczył, że okres wakacyjny pozwoli po cichu wprowadzić nowe rozwiązania, to mocno się przeliczył. Nie docenił radnego Tomasza Niedzieli.
Zgłaszając projekt zakazujący „sprzedaży napojów alkoholowych w miejscach przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży” między godz. 24.00. a 6.00. i zwołując w tej sprawie nadzwyczajną sesję RM, Pan Prezydent robił wszystko, żeby nie przyznać się do autorstwa tego rozwiązania. Odmówił nawet odpowiedzi na pytanie czy popiera zgłoszoną przez siebie propozycję. Sprawa wzbudza oczywiście sprzeciwy, zwłaszcza wśród osób w średnim wieku i młodszych, a przedwyborczy okres nie sprzyja racjonalnej wymianie argumentów. Ale sprawowanie władzy polega na tym, że czasami trzeba wyważać rację różnych stron i podejmować decyzje, które nie spodobają się wszystkim wyborcom. Nawet, jeżeli może się to odbić na wyborczych notowaniach.
Krytycy wprowadzonych ograniczeń (nie jest to całkowity zakaz, ponieważ w dalszym ciągu będzie można przez całą noc kupować i spożywać alkohol w lokalach gastronomicznych), zwykle nie zwracają uwagi na opinie tych osób, które nie są zainteresowane kupowaniem alkoholu w godzinach nocnych, a które muszą ponosić tego skutki mieszkając w pobliżu sprzedających je sklepów nocnych. Będąc mimowolnymi świadkami pijackich burd, przeżywają niejednokrotnie prawdziwą gehennę. Niestety, ani obowiązujące przepisy prawne, ani działania służb porządkowych nie zawsze okazują się skuteczne. Nie jesteśmy w stanie postawić przed każdym sklepem nocnym patrolu policji czy straży miejskiej. Jeżeli mam do wyboru między prawem jednych do nieograniczonego zakupu alkoholu, a prawem innych do wypoczynku i spokojnego snu, to zawsze stanę po stronie tych drugich. I dlatego poparłem zgłoszoną propozycję.
Drugim kontrowersyjnym tematem nadzwyczajnej sesji RM okazała się petycja Okręgu Sosnowieckiego Partii Razem „w sprawie zwiększenia odsetek kobiet jako patronek sosnowieckich ulic, rond, placów i skwerów w roku 2018 i w latach następnych”. Przypomniała mi ona stary dowcip, w którym głęboko wierzący człowiek miał ogromne pretensje do Pana Boga, że mimo usilnych modlitw nigdy nie wygrał w totolotka. Problem polegał na tym, że nigdy nie grał. Dokładnie tak samo jest w przypadku autorów wspomnianej petycji oraz popierających ich radnych Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Nadawanie nazw ulicom, rondom, placom i skwerom najczęściej odbywa się na wniosek mieszkańców lub organizacji społecznych (wyjątkiem były zmiany nazw wynikające z ustawy dekomunizacyjnej, gdy propozycje nowych patronów zostały przedstawione przez władze Sosnowca). Nie zdarzyło się w ostatnich latach, żeby jakikolwiek wniosek w tej sprawie został zgłoszony przez działaczy partii Razem czy radnych SLD. Za to dzięki inicjatywom innych organizacji mamy skwer im. Danuty Siedzikówny „Inki” – działaczki podziemia zamordowanej przez komunistów oraz rondo im. Michaliny Koniecznej – sosnowiczanki, członkini Organizacji Orła Białego i ZWZ-AK, zamordowanej przez Niemców w 1942 roku. Z inicjatywy władz miasta pojawiła się w Kazimierzu Górniczym ulica Anki Kowalskiej – pisarki i członkini Komitetu Obrony Robotników. Za to gdy zgłoszona została propozycja zastąpienia Leona Kruczkowskiego Jadwigą Maziarską – znaną malarką urodzoną w naszym mieście i zmarłą przed kilkoma laty – radni SLD byli przeciw i doprowadzili do zablokowania tej zmiany. W efekcie nowym patronem ulicy decyzją Wojewody Śląskiego został rtm. Witold Pilecki. Pozytywne rozpatrzenie petycji nie zwiększy ani o ułamek odsetka kobiecych patronów w Sosnowcu. Do tego potrzebny jest konkretny wniosek z propozycją konkretnej patronki dla konkretnego miejsca.
Sprawa wykracza jednak poza, nie po raz pierwszy zresztą okazywaną, hipokryzję sosnowieckiej lewicy – wystarczy przypomnieć chociażby zablokowanie przez nich zlikwidowania podziału Klimontowa na trzy okręgi wyborcze, gdy okazało się, że stoi to w sprzeczności z ich wyborczymi kalkulacjami. To kwestia postrzegania świata. Jeżeli dobór patronów ulic czy osób na kierownicze stanowiska będzie się odbywał na podstawie płci, narodowości, pochodzenia społecznego czy innych równie „merytorycznych” kryteriów, to świat nie będzie lepszy, a ilość bezsensownych sporów ulegnie zwiększeniu. Każdego człowieka należy oceniać biorąc pod uwagę jego kompetencje, doświadczenie i osiągnięcia. Inne kryteria, a zwłaszcza płeć, nie powinny być w ogóle brane pod uwagę. A jeżeli Sojusz Lewicy Demokratycznej uważa inaczej, to niech wystawi w najbliższych wyborach samorządowych jako kandydata na Prezydenta Sosnowca nie Tomasza Niedzielę, a np. radną Halinę Sobańską. Tomku, trzeba być konsekwentnym.
Co jest najważniejsze dla narodu polskiego? Tożsamość i geopolityka
Redaktor Naczelny Comments czwartek, 26 Lipiec 2018
W natłoku różnych wydarzeń i różnych informacji oraz dezinformacji, często umykają sprawy bardzo ważne związane z bezpieczeństwem Polski i z naszą świadomością bycia Polakiem. Aktualnie w Polsce opozycja rządowa toczy walkę o praworządność i wolność.
Unia Europejska odwołuje się do wolności i równości, a jednocześnie pragnie nas pozbawić tożsamości i historii podobnie jak kiedyś to robił Związek Radziecki, a pisze o tym w artykule „The EU-the nev Sowiet?” słynny rosyjski dysydent Włodzimierz Bukowski i to jest obecnie jeden z najważniejszych naszych problemów do którego między innymi pragnę się odnieść w niniejszym artykule.
Nie tylko zakamuflowani w UE lewacy niszczą naszą chrześcijańską cywilizację, nasze sprawdzone przez wieki wartości poprzez gender i inne nowinki, ale również naszą i europejską historię i tak na przykład. w muzeum europejskim „Dom Europy” w Brukseli nie ma tam nic na temat uratowania chrześcijańskiej Europy od podboju tureckiego przez króla Jana Sobieskiego, jak również nic nie ma na temat obronienia zachodu Europy od komunizmu w 1920 roku przez naród polski.
Naszą cywilizację chrześcijańską i naszą tożsamość niszczą przede wszystkim banksterzy, którzy poczuli się nadludźmi, gdy zdobyli ogromne pieniądze i bogactwa po II Wojnie Światowej – szczególnie w USA. Banksterzy mający decydujący wpływ na massmedia poprzez ich finansowanie atakują wszystkich, którzy myślą samodzielnie i krytycznie odnoszą się do akceptowanych przez nich wzorców.
Promowanie wzorców z kolei umożliwiają im uniwersytety i różne think tanki , które są przez nich finansowane lub współfinansowane. Mając ogromne pieniądze często wpływają na losy państw i kontynentów i marzą o decydującym wpływie na losy świata np. multimiliarder Soros. Przykładem na wpływanie na losy świata przez światowe korporacje jest nie do końca udana próba narzucenia światu dogmatu globalnego ocieplenia spowodowanego dwutlenkiem węgla i przy tym zarobienia ogromnych pieniędzy. Dogmat ten został obalony przez autentycznych naukowców, którzy udowodnili, że Ziemia przechodzi liczne cykle ocieplania i oziębiania związane z aktywnością Słońca i obecny cykl ocieplania nie jest niczym nadzwyczajnym.
Następnym ważnym i jednocześnie bardzo trudnym do rozwiązania problemem dla Polaków jest uzyskanie prawdziwej niepodległości i związane z nią bezpieczeństwo narodowe. Państwo Polskie posiada terytorium usytuowane pomiędzy państwami, których odwieczna polityka była nakierowana na podbicie polskiego terytorium albo na objęciu go swoją sferą wpływów i co najgorsze niewiele pod tym względem się zmieniło.
Po II Wojnie Światowej byliśmy objęci bratnią kuratelą rosyjską. Po 1989 r. byliśmy objęci gospodarczą kuratelą niemiecką, która z biegiem lat rozszerzyła swoje wpływy dzięki agentom wpływu. Obecnie rozgrywa się walka o wpływy w Polsce pomiędzy stronnictwami: niemieckim a amerykańsko-żydowskim, co jest przez nasz rząd zagłuszane licznymi komunikatami o sukcesach w sferze społecznej, a jest grobowa cisza na temat ustawy 447 uchwalonej przez senat USA i podpisanej przez prezydenta Trumpa, zobowiązującej rząd amerykański do pomocy lobby żydowskiemu w uzyskiwaniu odszkodowań przede wszystkim od państwa polskiego dla organizacji żydowskich za mienie obywateli polskich żydowskiego pochodzenia, którzy nie żyją i nie mają spadkobierców. Kwota tego odszkodowania wstępnie oszacowana na kilkaset miliardów dolarów amerykańskich. Dla każdego jest jasne, że rząd USA ma skuteczne narzędzia nacisku na rząd polski, aby te kwoty w ratach wyegzekwować i może to skończyć się to dla Polski katastrofą gospodarczą. Można tylko powtórzyć za klasykiem Stefanem Kisielewskim, „Teraz jesteśmy w du..e. Najgorsze, że zaczynamy się w niej urządzać”.
Tak więc sytuacja Polski jest bardzo trudna, żeby nie powiedzieć beznadziejna i niech nas nie zwiedzie obecna propaganda sukcesu, którą starsi Polacy a miedzy innymi i ja w czasach panowania I sekretarz PZPR Edwarda Gierka przeżyli. Ta trudna sytuacja może się jeszcze pogorszyć gdy dojdzie do paktu amerykańsko-rosyjskiego, który ma za zadanie zbalansować potencjał wojskowy komunistycznych Chin oraz zmniejszyć ich tempo rozwoju gospodarczego. Wstępne rozmowy na ten temat w Helsinkach już się odbyły, a następne na pewno niebawem się odbędą.
Czy jest jakiś sposób, jakieś remedium na to, abyśmy wybili się na niepodległość i nie byli wykorzystywani jak jakiś bantustan? Sytuacja geograficzna, geopolityczna oraz wewnątrz krajowa, (gdzie walczą dwa polskie plemiona z taką nienawiścią jak Tutsi i Hutu w Afryce) jest beznadziejna, ale wydaje się, że jest szansa, że uda nam się przetrwać jako naród i w obliczu klęski zjednoczymy się i wybierając demokratycznie władzę ustawodawczą wybieraną w udoskonalonej ordynacji wyborczej bez klucza partyjnego, które dogłębnie zreformują system rządzenia państwem poprzez likwidację starego systemu państwa i jednocześnie wprowadzając system republikański z silną władzą prezydenta odwołującą się w ważnych sprawach dla państwa do obywateli w referendum (program Kukiz”15).
Dzięki niezawisłej władzy powinno nam się udać zorganizować „Międzymorze” i stworzyć silną gospodarkę i nowoczesną armię, a gdy w wyważony sposób postawimy się najsilniejszym, to mamy szansę uzyskać uczciwsze traktowanie w sferze gospodarczej i społecznej. A może za kilka lat sytuacja geopolityczna zmieni się na naszą korzyść i rozpadnie się Federacja Rosyjska, co jest możliwe, tak jak możliwy stał się rozpad ZSRR – a wydawał się niemożliwy.
W artykule są pewne skróty myślowe celowo zastosowane, tak aby w krótkiej formie zmieścić istotę rzeczy w sposób jasny i klarowny. Tak więc proszę wybaczenie, ale przynajmniej udało mi się w krótkim artykule zmieścić dużo istotnych treści i to w przeciwieństwie do polskich polityków, którzy dużo piszą, dużo mówią, ale tylko po to, by nic nie powiedzieć. Byłbym szczęśliwym, gdyby ten artykuł spowodował rozszerzenie kręgu Polaków myślących o swojej ojczyźnie w dłuższej perspektywie czasu, a nie tylko myślących o tym która partia jutro wygra.
Redaktor Naczelny Comments poniedziałek, 16 Lipiec 2018
Włodzimierz Lenin zwykł mawiać, że „najważniejsze są kadry”. Ojciec bolszewickiej rewolucji w wielu sprawach się mylił. W tej jednak miał wiele racji. Można się było o tym przekonać obserwując ubiegłotygodniowe obrady Komisji Gospodarki Komunalnej i Komunikacji RM Sosnowca poświęcone problemom odorów, które zatruwają życie mieszkańcom Milowic.
Sprawa ta wielokrotnie była już przedmiotem obrad naszej komisji. Tym razem jednak na posiedzeniu pojawili się nie tylko mieszkańcy Sosnowca, ale także katowickiej Dąbrówki, którzy od pewnego czasu również są narażeni na skutki działalności znajdującej się na terenie ich miasta kompostowni (Zakład Odzysku i Unieszkodliwiania Odpadów wchodzący w skład Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Katowicach). Paradoksalnie, stwarza to nadzieję na zainteresowanie problemem właściciela zakładu czyli władz Katowic, które do tej pory nie wykazywały woli zaangażowania się w jego rozwiązanie.
Rzecznikiem części milowiczan od pewnego czasu jest radny SLD Wojciech Nitwinko. I tym razem część obecnych na sali mieszkańców tej dzielnicy była z nim wyraźnie związana, w czym zresztą nie ma nic złego. Taka jest przecież rola radnego. Zadziwiające było jednak to, że obecne na posiedzeniu władze Sosnowca reprezentowane przez Panią wiceprezydent Annę Jedynak okazały się całkowicie nieprzygotowane do dyskusji i zaskoczone wydarzeniami, które miały miejsce na sali obrad. Biorąc pod uwagę, że problem nie jest nowy, a temat posiedzenia komisji znany był od dawna, trudno to zrozumieć.
Trzeba przyznać, że radni Wojciech Nitwinko i Tomasz Niedziela dobrze przygotowali się do posiedzenia komisji i politycznie świetnie rozegrali całą sprawę. Pierwszy przedstawił analizę sytuacji, drugi zaproponował konkretne rozwiązania (m.in. przeanalizowanie możliwości wniesienia pozwu zbiorowego przez mieszkańców, „bombardowanie” facebooka Prezydenta Krupy wpisami dotyczącymi uciążliwej kompostowni). Odbywało się to przy całkowicie biernej postawie zarówno Pani wiceprezydent, jak i radnych klubów popierających obecnego Prezydenta Miasta, którzy nie mieli nic do zaoferowania zdenerwowanym mieszkańcom. Nawet moja propozycja, aby przeanalizować możliwość wytoczenia powództwa cywilnego Katowicom również przez nasze miasto (z powodu spadku wartości nieruchomości w Milowicach w wyniku oddziaływania kompostowni), która została poparta przez radnych SLD, nie doprowadziła do jakiejkolwiek reakcji ze strony współpracowników Arkadiusza Chęcińskiego. Co więcej, gdy jedna z mieszkanek Dąbrówki poprosiła o wskazanie osoby, z którą mogłaby się kontaktować w sprawie dalszym działań, zapadła cisza. Skorzystał z tego Tomasz Niedziela, który wskazał na osobę … Wojciecha Nitwinki. Jedyne na co było stać Panią Jedynak, to bezsensowna pyskówka z jednym z mieszkańców i mało przekonującą obrona kompetencji radców prawnych naszego urzędu. A wystarczyło zapowiedzieć, że zgłoszone propozycje zostaną wnikliwie przeanalizowane, wskazać osobę z urzędu, która będzie koordynowała dalsze działania i zakończyć dyskusję.
Gdyby posiedzenie komisji obserwowała osoba całkowicie niezorientowana w sprawie, bez wątpienia doszłaby do wniosku, że problem pojawił się w roku 2015 i odpowiedzialność za brak jakichkolwiek działań ponosi wyłącznie Prezydent Chęciński. Tymczasem trwa on już trzydzieści lat, a od pewnego czasu uległ jedynie nasileniu po rozbudowie katowickiej kompostowni. Skargi od mieszkańców Milowic napływały z mniejszym i większym nasileniem przez cały ten okres. Prawdą jest, że przez ostatnie trzy lata Arkadiusz Chęciński nie był w stanie rozwiązać problemu, a być może nawet wydał pozytywną opinię w sprawie rozbudowy kompostowni – tak przynajmniej wynikało z dość sugestywnego pytania Tomasza Niedzieli, na które Pani wiceprezydent Jedynak oczywiście nie była w stanie odpowiedzieć. Ale prawdą też jest, że bezradni okazali się również poprzednicy obecnego Prezydenta. A przecież to lewica przez lata niepodzielnie rządziła w Sosnowcu. Tego jednak stronnicy obecnego Prezydenta radnym SLD nie wypomnieli, oddając im całkowicie inicjatywę i pozwalając spijać całą polityczną śmietankę niezadowolenia mieszkańców tej dawnej górniczej dzielnicy naszego miasta.
Problem odorów zatruwających życie mieszkańców Milowic jest szczególnie trudny do rozwiązania ze względu na zewnętrzne źródło ich wytwarzania. Ale od lat z podobnymi niedogodnościami borykają się mieszkańcy Juliusza i części Klimontowa. W tym przypadku źródłem smrodu jest Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Odpadami czyli spółka, w której 100% udziałów ma Sosnowiec. Problem w ostatnich latach również uległ nasileniu, a władze spółki i Prezydent Miasta jak na razie okazali się całkowicie bezradni. Nie ma nawet pewności, która z instalacji sosnowieckiego MPGO generuje te uciążliwe zapachy. Może gdyby któryś z sosnowieckich decydentów mieszkał w jednej z tych dzielnic, bardziej zainteresowałby rozwiązaniem tej śmierdzącej sprawy. Niestety, mieszkają w innych dzielnicach (a niektórzy nawet w innych miastach) i problemu nie „czują”. Jak widać i w tym przypadku kadry zawodzą. Ale tu Arkadiusz Chęciński może mieć pretensje wyłącznie do siebie.
Redaktor Naczelny Comments czwartek, 12 Lipiec 2018
W lipcu 2017 roku znaczna część polskiego społeczeństwa żyła sprawą ustaw sądowych uchwalanych wówczas przez polski parlament. Ekspresowy tryb procedowania ostatniej z nich – o Sądzie Najwyższym – zwielokrotnił intensywność protestów, które wówczas odbywały się przed budynkami sądów w całej Polsce. Bez wątpienia miały one znaczący, o ile nie decydujący, wpływ na ostateczną decyzję Andrzeja Dudy, który zawetował dwie spośród trzech ustaw (weta Prezydenta nie zostały i nie zostaną już rozpatrzone przez Sejm, co samo w sobie jest dziwną praktyką). Kilka miesięcy później przy o wiele mniejszych emocjach ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym w trochę zmienionym kształcie zostały uchwalone. Wejście w życie ustawy o KRS nie wzbudziło poważniejszych protestów społecznych. Inaczej jednak ma się sprawa z ustawą o Sądzie Najwyższym, która stała się częścią polskiego porządku prawnego kilka dni temu. Głównie z powodu osoby Pierwszej Prezes SN Małgorzaty Gersdorf, której sześcioletnia kadencja została na mocy tej ustawy przerwana. Niekoniecznie wbrew obowiązującej Konstytucji. Ale z pewnością wbrew podstawowym zasadom prawa – nieretroaktywności i praw słusznie nabytych.
Obrona prezes Gersdorf opiera się na art. 183, ust. 3 Konstytucji zgodnie z którym Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego powoływany jest przez Prezydenta RP na sześcioletnią kadencję. Druga strona, nie kwestionując tego zapisu, powołuje się na art. 180, ust. 4 Konstytucji, który mówi że to „ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku”. A ponieważ nie można być Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego nie będąc czynnym sędzią, przejście w stan spoczynku automatycznie przerywa trwającą kadencję. I trudno temu rozumowaniu odmówić logiki. Problem leży zupełnie gdzie indziej – zmiana wieku przejścia w stan spoczynku wprowadzona nowelizacją ustawy o Sądzie Najwyższym nie jest zgodna podstawowymi zasadami prawa, które jednak tylko pośrednio znajdują swoje odzwierciedlenie w art. 2 Konstytucji, który stanowi, że: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”.
Do czasu wejścia w życie nowej ustawy sędziowie Sądu Najwyższego orzekali do osiągnięcia 70 roku życia. Mogli jednak z własnej woli przejść w stan spoczynku po ukończeniu 67 lat, a jeżeli byli sędziami SN od dziewięciu lat, to nawet po ukończeniu 60 roku życia. Ci, którzy chcieli orzekać dłużej mogli przedłużyć swój czynny stan o dwa lata (do 72 roku życia) po przedstawieniu zaświadczenia lekarskiego. W każdym przypadku były to decyzje samych sędziów niewymagające zgody żadnego innego organu. Nowelizacja ustawy skróciła tą granicę wieku do 65 roku życia (kobiety mogą przejść w stan spoczynku po ukończeniu 60 lat), a ewentualne dalsze orzekanie uzależnione jest nie tylko od przedstawienia zaświadczenia lekarskiego, ale też od zgody Prezydenta, który wydaje je (lub nie) po uzyskaniu opinii Krajowej Rady Sądownictwa. Co ciekawe, nie do końca wiadomo, czy przy wydawaniu decyzji Prezydent kierować się ma jedynie opinią lekarską, czy też mogą być brane pod uwagę inne względy. Gdyby przyjąć tą drugą interpretację (a tak zapowiedział prezydencki minister Andrzej Dera), to zasada nieusuwalności sędziego, będąca fundamentem niezawisłości sędziowskiej, zostałaby poważnie naruszona.
Sama zmiana wieku przejścia w stan spoczynku nie jest niezgodna z Konstytucją. Problemem jest skuteczność tej zmiany w stosunku do już orzekających sędziów Sądu Najwyższego. Jeżeli ktoś został powołany do tego organu, gdy obowiązywały inne przepisy dotyczące wieku przejścia w stan spoczynku, to te właśnie przepisy powinny być wobec niego stosowane, a jedynie jego osobista decyzja powinna mu umożliwić skorzystanie z tych uregulowań, które w późniejszym okresie weszły w życie. Tym samym to od woli samych zainteresowanych powinno zależeć, czy mając ukończony 65 rok życia przejdą w stan spoczynku. W przeciwnym razie nieusuwalność sędziego, a tym samym niezawisłość, staje się fikcją. Zawsze przecież można uchwalić takie przepisy – niekoniecznie dotyczące wieku przejścia w stan spoczynku – które doprowadzą do usunięcia sędziów, którzy nie podobają się aktualnej władzy. I trudno nie odnieść wrażenia, że o to właśnie chodziło autorom nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. Bo przecież uzasadnienie mówiące o walce z pozostałościami systemu komunistycznego w polskim wymiarze sprawiedliwości, które zaprezentował premier Morawiecki na posiedzeniu Parlamentu Europejskiego, w sytuacji gdy Sądu Najwyższego broni prześladowany przez komunistów Adam Strzembosz, a jednym z autorów nowych przepisów jest pełniący w okresie stanu wojennego funkcję prokuratora Stanisław Piotrowicz, nie brzmi wiarygodnie.
Zadziwiające w całym sporze jest stanowisko sędziów Sądu Najwyższego, którzy uznali za skuteczne listy Prezydenta informujące o przeniesieniu ich kolegów w stan spoczynku. List, a postanowienie (o którym mówi art. 39 znowelizowanej ustawy o SN) wymagające kontrasygnaty premiera, to dwie różne sprawy. Na dodatek jeżeli sędziowie uznają, że ta decyzja jest skuteczna wobec nich, to jest także skuteczna wobec sędzi Gersdorf. A przecież sędzia w stanie spoczynku nie może pełnić funkcji Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Poza tym opieranie linii obrony wyłącznie na Pani Prezes jest też dość ryzykowne z innego powodu. Małgorzata Gersdorf nie raz zachowywała się koniunkturalnie i nie ma żadnej pewności, że tym razem nie ulegnie naciskom. A gdyby jednak zdecydowała się na rezygnację ze stanowiska, trudno byłoby w dalszym ciągu mówić o złamaniu Konstytucji przez obecne władze.
Podstawą takiego stanowiska sędziów jest zasada domniemania konstytucyjności ustawy do czasu odmiennej decyzji Trybunału Konstytucyjnego. Tyle, że ta zasada działa też w przypadku kontrowersji co do wspomnianych wcześniej dwóch kolidujących ze sobą przepisów Konstytucji – art. 180, ust. 4 i art. 183, ust. 3). Na dodatek w praktyce oznacza to, że można uchwalić dowolny przepis – nawet rażąco sprzeczny z zapisami Konstytucji – i powoływać się na jego domniemaną konstytucyjność. Ewentualny wyrok Trybunału Konstytucyjnego (wydany zapewne najwcześniej po kilku miesiącach, a może i latach) zgodnie z prawem i tak nie będzie działał z mocą wsteczną. Zakładane skutki i tak zostaną osiągnięte, nawet gdy potem ustawę trzeba będzie zmienić. A jeżeli jeszcze uda się wcześniej obsadzić TK swoimi sędziami, którzy potwierdzą konstytucyjność wszystkiego na czym władzy zależy, to Konstytucja stanie się świstkiem papieru jakim była w okresie PRL-u.
W całej sprawie ciekawe są jeszcze dwie sprawy. Po pierwsze Pierwszą Prezes na skutek decyzji Prezydenta zastępuje sędzia Iwulski, który jest od niej starszy i do oświadczenia wysłanego do Prezydenta informującego o woli dalszego orzekania nie dołączył zaświadczenia lekarskiego, co w sposób automatyczny na mocy obowiązującej ustawy powinno oznaczać jego przejście w stan spoczynku. Co więcej, stanowczo twierdzi, że Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego w dalszym ciągu jest Małgorzata Gersdorf. A jednak Pan Prezydent tych ewidentnych faktów „nie zauważył”. Pokazuje to całkowite zagubienie Andrzeja Dudy i jego współpracowników, którzy w kluczowych dniach co chwilę wydawali całkowicie sprzeczne ze sobą komunikaty. Po drugie otwartą pozostaje kwestia czy Pani Prezes będzie w najbliższych miesiącach pobierała wynagrodzenie za pracę czy też uposażenie z racji przebywania w stanie spoczynku. Nie zdziwiłbym się, gdyby przez następne tygodnie dostawała środki z obydwu źródeł. W naszym kraju wszystko jest możliwe, a działania podejmowane w ostatnich latach pogłębiają jedynie chaos prawny. A to dopiero początek zamieszania, które będzie skutkiem chaotycznych i nieprzemyślanych zmian, których jesteśmy świadkami (a wkrótce zapewne ofiarami) od ponad dwóch lat.
Redaktor Naczelny Comments poniedziałek, 9 Lipiec 2018
Słuchając Prezydenta Arkadiusza, czy też czytając przygotowane przez jego pijarowców przekazy prasowe, można odnieść wrażenie, że żyjemy w rozkwitającym mieście, a nieomylne władze natychmiastowo rozwiązują wszystkie pojawiające się problemy. Trudno się temu dziwić – nikt przecież nie lubi mówić o swoich niepowodzeniach. Zdziwienie jednak budzą nerwowe i niewiele mającego wspólnego z kulturą osobistą reakcje Prezydenta Chęcińskiego na fakty przedstawiane przez opozycję, które nie pasują do wyidealizowanego obrazu Sosnowca. A że jest też ciemniejsza strona sosnowieckiej rzeczywistości, widać na każdym kroku. I nie zawsze są to skutki okoliczności, na które władze miasta nie mogły mieć wpływu.
Na ostatniej sesji RM okazało się, że trzeba pilnie przeznaczyć 0,5 mln zł. na zabezpieczenie wiaduktu w ciągu ulicy Wojska Polskiego, co jest konsekwencją decyzji nadzoru budowlanego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że był to efekt interwencji dwóch mieszkańców naszego miasta, którzy w czasie spaceru zaniepokoili się stanem tego obiektu i zawiadomili Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Gdyby nie ich czujność, do dzisiaj nikt w mieście nie wiedziałby, że obiekt wymaga pilnej interwencji. Dopiero teraz zlecono też specjalistycznej firmie wykonanie badań kilku innych obiektów mostowych w Sosnowcu. A jeszcze kilka miesięcy temu na zadane przeze mnie na komisji pytanie w tej sprawie padła uspokajająco odpowiedź. Podobnie potraktowano wcześniejsze interwencje radnego Jana Bosaka. Nadzoru budowlanego zlekceważyć już nie można było.
Dwa miesiące temu radna Wanda Olko zgłosiła na komisji zdrowia, rodziny i opieki społecznej problem braku holterów (urządzenia monitorujące prace serca) w Szpitalu Miejskim, co w znaczącym stopniu wydłuża czas oczekiwania na poradę kardiologiczną. Koszt ich zakupu to około 50 tys. zł. – kwota stosunkowo niewielka w skali całego budżetu miasta. Niewielka też w skali budżetu Szpitala Miejskiego (mniej niż promil całorocznego budżetu). Problem ze sfinalizowaniem zakupu tych urządzeń ze środków własnych naszego szpitala pokazuje nieciekawą sytuację finansową tej placówki. Komisja w pełni poparła wniosek radnej wnioskując do Prezydenta o wyasygnowanie stosownej kwoty. Wydawało się, że sprawa zostanie szybko i skutecznie załatwiona – w grę wchodziło przecież zdrowie, a nawet życie naszych mieszkańców. Nic bardziej mylnego.
Na następnej komisji okazało się, że łatwiej jest składać kuriozalne donosy do CBA niż rozwiązać prosty problem. Pani wiceprezydent Jedynak przysłała standardową odpowiedź: „po zakończeniu I półrocza br. zostanie przeprowadzona szczegółowa analiza budżetu pod kątem możliwości zabezpieczenia środków finansowych na przedmiotowe zadanie”. Co ciekawe, w tym samym czasie dokonywaliśmy na wniosek Prezydenta wielomilionowych zmian w budżecie miasta. Ale 50 tys. zł. na zakup holterów nie było.
Mimo ostrej dyskusji na komisji nic nie wskazywało, że stanowisko Prezydenta ulegnie zmianie. W tej sytuacji zgłosiłem wniosek o dokonanie zmiany w projekcie nowelizacji budżetu, która umożliwiłaby przekazanie szpitalowi środków na zakup holterów. Dopiero w tym momencie Prezydent Chęciński zrozumiał, że dalszy opór będzie kompromitujący. Jeszcze na komisji zapowiedział, że środki zostaną przekazane szpitalowi przez Wydział Zdrowia. Nie był jednak w stanie odpowiedzieć z jakiego wcześniej planowanego zdania zostanie ta kwota zabrana. Nie wziął też pod uwagę, że taka operacja jest po prostu niezgodna z prawem. Szpital Miejski jest spółką prawa handlowego. Pieniądze z budżetu miasta można przekazać tylko na podwyższenie kapitału spółki (taki sposób proponowałem w moim wniosku) albo na realizację programów zdrowotnych, co jednak wymaga przeprowadzenia długotrwałej procedury przetargowej. Ostatecznie z informacji przekazanej przez pierwszego zastępcę Prezydenta Miasta wynika, że szpital kupi holtery z własnych środków.
Obydwie sprawy zakończyły się szczęśliwie. Jednak sposób w jaki to się stało, świadczy o kilku niepokojących faktach. Po pierwsze, stan budżetu miasta daleki jest optymistycznych zapewnień Prezydenta, skoro bez środków zewnętrznych nie jesteśmy w stanie wyremontować wiaduktu – stać nas tylko na jego doraźne zabezpieczenie. Po drugie, sytuacja finansowa naszego szpitala jest zła, skoro problemem okazało się wydatkowanie 50 tys. zł. na tak ważny zakup. Po trzecie, władze Sosnowca nie wiedzą co się dzieje w mieście i w najważniejszej miejskiej placówce zdrowotnej. Po czwarte, wnioski radnych, nawet z klubów „prezydenckich” są traktowane lekceważąco. Po piąte, reakcje na sytuacje kryzysowe są nerwowe, a Prezydent nie jest w stanie przyznać się do popełnionych błędów. Zwłaszcza ta ostatnia sprawa może budzić zaniepokojenie. Przekonanie o własnej nieomylności źle wróży na przyszłość.
Arkadiusz Chęciński – człowiek bez programu
Redaktor Naczelny Comments wtorek, 26 Czerwiec 2018
Każde ugrupowanie polityczne – zarówno partie jak i organizacje społeczne, które angażują się w działalność polityczną – mają swój program. Także stowarzyszenie „Sosnowiczanie” założone przeze mnie kilka miesięcy temu wraz z grupą lokalnych społeczników w pierwszej kolejności skupiło się na tworzeniu propozycji działań, które naszym zdaniem należy podjąć w Sosnowcu. Zostały one przedstawione na naszej stronie internetowej www.sosnowiczanie.pl, z prośbą o zgłaszanie uwag i nowych pomysłów. Wydawało mi się, że każdy kto chce funkcjonować nawet w lokalnej polityce, taki program musi posiadać. Okazało się, że bardzo się myliłem.
Kilka dni temu odbyła się konwencja wyborcza Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej i grupy radnych, którzy wkrótce po wyborach samorządowych w 2014 roku postanowili stanąć po „właściwej” stronie – czyli przy nowej władzy. Co prawda data tegorocznych wyborów nie została jeszcze ogłoszona i prowadzenie kampanii wyborczej zdaniem Państwowej Komisji Wyborczej jest niezgodne z obowiązującymi przepisami, ale nasze partie polityczne takimi „szczegółami” się nie przejmują. Na tejże konwencji, Arkadiusz Chęciński występujący jednocześnie jako przewodniczący sosnowieckiej PO i lider stowarzyszenia, które sam założył (i które jako Prezydent Miasta na prawach powiatu sam nadzoruje), zapowiedział, że programu nie ma i mieć nie będzie. To zadziwiające stwierdzenie, po głębszej analizie, jest jednak całkowicie zrozumiałe.
Już na grudniowej sesji, w trakcie której uchwalany był budżet miasta okazało się, że w wieloletniej prognozie finansowej po roku 2018 nie ma przewidzianych żadnych nowych inwestycji. Kilka pozycji, które tam się znalazły, to dokończenie rozpoczętych już przedsięwzięć, co zresztą Prezydent Chęciński potwierdził w swoim wyborczym wystąpieniu. Dlaczego nie ma tam żadnych nowych propozycji? Odpowiedź jest prosta. Wszystkie ważniejsze inwestycje w naszym mieście realizowane są dzięki środkom zewnętrznym, które szerokim strumieniem płyną do Sosnowca z Urzędu Marszałkowskiego. Jednocześnie w przypadku środków przyznawanych przez ministerstwo i wojewodę panuje posucha (jedynie budowa skrzyżowania przy Makro ma być współfinansowana ze środków dzielonych w ministerialnym konkursie). Dlaczego tak się dzieje? W ministerstwach i Urzędzie Wojewódzkim rządzi PiS. W Urzędzie Marszałkowskim PO. Za rok odbędą się wybory parlamentarne, ale na razie niewiele wskazuje, że może zmienić się w Polsce układ trzymający władzę. Tymczasem wybory samorządowe będą miały miejsce już za kilka miesięcy i ich wynik w naszym województwie pozostaje wielką niewiadomą. Źródełko może wyschnąć.
Można oczywiście finansować inwestycje wykorzystując środki własne. Dzięki bardzo dobrej koniunkturze w polskiej gospodarce, co bezpośrednio przekłada się na stan finansów samorządów terytorialnych, tzw. nadwyżka operacyjna w budżecie miasta w ostatnich trzech latach oscyluje na poziomie 65-70 mln zł. To trochę więcej niż w latach poprzednich, ale i tak z trudnością starcza na pokrycie wkładu własnego koniecznego do wykorzystania środków unijnych. Pozostają oczywiście kredyty. Ale tu przeszkodą są ustawowe ograniczenia, które uniemożliwiają zadłużanie się bez ograniczeń. W ostatnich latach dług naszego budżetu malał. Ale 120-milinowy kredyt (a w zasadzie linia kredytowa), który od ubiegłego roku jest stopniowo wykorzystywany, zgodnie z zapisami tegorocznego budżetu i wieloletniej prognozy finansowej powiększy nasze zadłużenie do ponad 210 mln zł. Do tego dochodzi ponad 40 mln zł. kredytu, który został zaciągnięty na budowę bloku operacyjnego (corocznie przez dziesięć lat przekazywać będziemy szpitalowi 4,5 mln zł., z których to środków wypłacane będzie wynagrodzenie dla realizatora tej inwestycji). To sprytny sposób ukrycia rzeczywistego zadłużenia miasta, który najprawdopodobniej zostanie wykorzystany przy budowie Zagłębiowskiego Parku Sportowego. Tyle, że ta inwestycja będzie nas kosztowało znacznie, znacznie więcej – około 300 mln zł.
Dyskusja na temat zadłużenia miasta była jednym z wątków dyskusji nad absolutorium dla Prezydenta Miasta w trakcie czwartkowej sesji. Podana przeze mnie kwota 210 mln zł. została uznana przez Arkadiusza Chęcińskiego za kłamstwo. Biorąc pod uwagę, że znajduje się ona w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej, a więc dokumentach uchwalonych przez Radę Miasta, a zaproponowanych wcześniej przez Prezydenta Miasta, zabrzmiało to dość zaskakująco. Prezydent tłumaczył to przewidywanym niepełnym wykorzystaniem linii kredytowej w stosunku do założeń, co miało miejsce już w roku 2017. To prawda, choć wynikało to po prostu z wielomiesięcznych opóźnień w zakończeniu wielu realizowanych projektów. Nie przeszkodziło to również Panu Prezydentowi zaliczyć do swoich sukcesów pełnej wartości planowanych na ten rok zadań, chociaż już wiadomo, że podobnie jak w roku ubiegłym nie wszystkie zostaną ukończone w terminie.
Równie kuriozalnie zabrzmiały jego oskarżenia o kłamstwo skierowane pod moim adresem w trakcie dyskusji o sytuacji demograficznej Sosnowca. Powołałem się w niej na dane z Wydziału Spraw Obywatelskich przekazane radnym w materiałach na posiedzenia dwóch majowych komisji. Wynika z nich, że tylko w ciągu dwóch ostatnich lat liczba mieszkańców Sosnowca zmniejszyła się o 8144 osoby. Szczególnie drastyczny spadek w roku 2017 nastąpił jeżeli chodzi dzieci do 1 roku życia zameldowane na pobyt stały. O ile jeszcze w roku 2016 takich maluchów było w naszym mieście 1491, to rok później ich liczba zmalała do 1118 czyli o 25%. Dane z Głównego Urzędu Statystycznego, chociaż też niekorzystne, nie są aż tak katastrofalne, o czym zresztą mówiłem w swoim wystąpieniu. Prezydent Chęciński całkowicie jednak zignorował dane pochodzące z urzędu, którym kieruje i nawet nie próbował wyjaśnić tej zadziwiającej różnicy w danych. Czyżby GUS dysponował bardziej wiarygodnymi danymi niż podwładni Arkadiusza Chęcińskiego?
Najciekawiej zabrzmiały jednak przeprosiny Pana Prezydenta. Oskarżając opozycję o szkalowanie Sosnowca, przeprosił za swój udział w kampanii Jarosława Pięty sprzed ośmiu lat, która wskazując na mankamenty funkcjonowania miasta pokazywała jak bardzo sytuacja w Sosnowcu odbiega od oczekiwań jego mieszkańców. Arkadiusz Chęciński był wówczas szefem sztabu i jednym z najzagorzalszych krytyków Kazimierza Górskiego. Nie przeszkodziło mu to kilka miesięcy później zawiązać z nim koalicję i zostać jego pierwszym zastępcą. Kilka lat później wytykając mu błędy i zaniedbania (nie wspominając oczywiście o kilkuletniej koalicji i związanej z tym współodpowiedzialności), pokonał go w wyborach prezydenckich. Teraz Arkadiusz Chęciński zarzeka się, że nigdy już nie będzie brał udziału w kampanii, która będzie przedstawiała negatywny obraz Sosnowca i Polski. Pan Prezydent chyba zapomniał, że jest prominentnym politykiem Platformy Obywatelskiej, która nie ustaje w krytykowaniu obecnej władzy, a przez wielu oskarżana jest o donoszenie na własny kraj. Co w takim razie Arkadiusz Chęciński robi w partii, której zachowanie jest tak fundamentalnie sprzeczne z jego przekonaniami? Czyżby osobiste korzyści polityczne były jednak dla niego ważniejsze? A może wkrótce będziemy świadkami politycznego coming out`u i kolejnych „szczerych” przeprosin naszego Prezydenta. Przecież jak zapewniał na sesji on „nigdy nie kłamie”
W ostatnią niedzielę Arkadiusz Chęciński jako Prezydent Miasta uroczyście żegnał odchodzącego na emeryturę proboszcza jednej z sosnowieckich parafii. To swoisty przykład praktycznej realizacji głoszonej przez PO i Nowoczesną zasady rozdziału Kościoła od Państwa.
Redaktor Naczelny Comments sobota, 23 Czerwiec 2018
Jeśli chcesz poznać prawdziwy charakter człowieka daj mu władzę – powiedział A. Lincoln. W końcu października tego roku, czyli już niedługo odbędą się wybory samorządowe, pójdziemy do urn wyborczych i będziemy wybierać władze naszego miasta. Prezydenta miasta. Postawmy sobie pytanie jaki powinien być prezydent naszego miasta? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć przedstawiając najważniejsze cechy jakie powinien posiadać kandydat na prezydenta miasta, jaki on ma być i jak wypełniać swoje obowiązki.
To żaden wstyd przyznać się, że nie zna się odpowiedzi na wszystkie pytania. To żadna ujma pokazać, że popełnia się błędy. Głupotą jest udawać, że wie się wszystko. Bo jak się wie wszystko, to przecież wiemy wszyscy, że nie wie się nic. A tego nie jestem w stanie zaakceptować i myślę z pełnym przekonaniem, że nie tylko ja, ale również i wielu z Państwa.
Poprzez moje liczne doświadczenia życiowe, które nabywa się z wiekiem, ale również z wykształceniem wyćwiczyłem się w rozpoznawaniu licznych karierowiczów i krzykaczy. Krzykacz-karierowicz nie ma argumentów i tylko koncentruje się na deprecjonowaniu przeciwnika. Używa do tego mniej lub bardziej zakamuflowanego kłamstwa, insynuacji, pomówienia i tym podobnych argumentów. Szermuje populistycznymi hasłami i zachowaniami. Szowinizmem i ksenofobią. A puste przechwałki okrasza pogardą dla innych. Człowiek, który chce być prezydentem musi przedstawić realny program. Kłamstwem i populizmem można niekiedy zajść daleko, ale nie można niestety wrócić, a ludzie zawsze są zaskoczeni, kiedy zaczynasz postępować z nimi tak, jak oni z tobą.
Według mnie ten kto ma odwagę mówić to, co myśli zasługuje na zaufanie. Być może czasem wyrazi się niezręcznie lub niegrzecznie, ale nigdy nie będzie oszukiwał. I do tego pokora, wiarygodność i bezinteresowność. Mądry nie potrafi i nie potrzebuje traktować ludzi źle i chamsko, by czuć się ważnym. Ważnym jest, by pokazać jakim się jest naprawdę człowiekiem.
Dzisiaj i zawsze, prezydent powinien być osobą posiadającą odpowiednie kompetencje, doświadczenie i wykształcenie. Powinien posiadać umiejętność kreatywnego korzystania ze zdobytej wiedzy i stosowania jej podczas podejmowania decyzji. Mieć zasady i być odpowiedzialnym. Mieć swoje poglądy i swoje zdanie. Musi to być człowiek stanowczy, umiejący mądrze reprezentować interesy miasta, jednocześnie otwarty i bezstronny, z umiejętnością dialogu. Niezbędna jest przy tym umiejętność prowadzenia negocjacji, co wymaga dyplomacji oraz wysokiej kultury osobistej. Być rzetelnym, uczciwym i prawdziwym gospodarzem, tzn. powinien mieć wiedzę na temat problemów własnego miasta oraz możliwość ich rozwiązywania. Być sprawnie zarządzającym managerem. Powinien być człowiekiem mającym dystans do siebie, posiadać umiejętność słuchania i czerpania z rad fachowców. Powinien zdawać sobie sprawę z wagi swoich słów i poczynań. Bardzo ważnym elementem jest również tzw. dress code (określenie z angielskiego, które pojawiło się w Polsce na początku lat 90), czyli zbiór zasad, zestaw reguł i wskazówek dotyczących odpowiedniego zachowania, jak również dopasowania ubioru do okazji. Ma podkreślać profesjonalizm przynależny wykonywaniu zawodu, czy też zajmowanemu stanowisku. Traktować urząd jak służbę, a nie jak interes życia.
Taką osobą w moim odczuciu jest właśnie Karol Winiarski z którym znam się prawie 30 lat. Z którym współtworzyłem ramy nie tylko sosnowieckiej polityki. K.Winiarski jest osobą wykształconą, doświadczoną i odpowiedzialną. Jest osobą z wizją, może i upartą, ale z zasadami. Osobą o czystych rękach, nieprzekupną i niesprzedajną. To najlepszy, najbardziej merytoryczny radny nie tylko tej kadencji.
Na pewno – jestem o tym przekonany – nie będzie narażał się na śmieszność dysponując tak ogromną wiedzą i doświadczeniem. Skończył przecież Wydział Prawa na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Nie pojedzie na osiołku, żyrafie, słoniu, wielbłądzie, czy też koniu, tylko dla czystego populizmu. Ponieważ ma zasady. Nie będzie bez żadnego celu słał listów do prezydentów, premierów czy też ministrów. Ponieważ jest doświadczonym samorządowcem. Nie będzie w zakresie finansów miasta składał pomysłów bez pokrycia i pogłębionej analizy finansowej skutków podjętych działań. Ponieważ doskonale zna się na finansach miasta. Nie będzie tak otwarty, aby z jednej strony być za żołnierzami wyklętymi, a z drugiej strony bronić E. Gierka. Jest w końcu absolwentem historii po Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Wie za to, co to jest przyjaźń i lojalność. Nie posługuje się kłamstwem, oszustwem czy zdradą i to nie tylko w polityce.
Dziś w polityce stosowany jest przez wielu pewien „nowoczesny uniwersalizm” docierania do wyborców w sposób nie do zaakceptowania przez ludzi z mojego pokolenia. Ludzi odważnych wtedy, gdy to słowo miało swoją wartość, wychowanych na wzorcach i autorytetach z różnych stron sceny politycznej, gospodarczej, etycznej czy naukowej z którymi miałem możliwość nie tylko się znać, ale i spotykać. Dziś u wielu dominuje odwaga prezentowania postaw i wiedzy, pomimo braku szerokiej wiedzy oraz odwoływania się do ludzi i postaw innych, niż jego własny świat. Dlatego w życiu ważne jest, aby mieć zasady i się nimi kierować. Warto trzymać się wartości i mieć autorytety. Zawsze bowiem będą ludzie, którzy dążą po trupach do celu. Zawsze będą tacy, którzy potrafią „ustawić” się w życiu. Będą też tacy, którzy myślą tylko i wyłącznie o sobie. Być może ktoś nas oszuka, skrzywdzi, zdradzi. Tylko czy warto brać przykład z takich ludzi?
Prawda jest taka, że nikt nas nie oszuka, jeśli sobie na to nie pozwolimy. Nie trzeba ślepo podążać za tłumem, żeby wyznaczyć granicę tolerancji. Warto zostać sobą i trzymać się swoich wartości. Nawet jeśli przez to trudniej będzie coś osiągnąć w życiu, warto pomyśleć o tym, jaką satysfakcję odczujemy, kiedy faktycznie coś nam się uda. Nikt z nas nie może zmienić świata, ale możemy zadbać o to kim jesteśmy. Ja głęboko wierzę w to, że dobro zawsze do nas wraca. Dlatego żyjmy tak, aby po naszej śmierci nawet grabarz po nas płakał.
Na przyjęciu pewien człowiek w milczeniu siedział w kącie. Był największym uczonym naszych czasów. Jego wynalazki znała cała ludzkość. – Na środku sali ktoś się wydzierał, opowiadał dowcipy, błyszczał. – Wszyscy otoczyli go kołem. – Kto to? – pytano – To jakiś artysta – mówiono. – A jak się nazywa?- Nie wiem, ale musi być wielki, skoro tak głośno się zachowuje.
PRAWDZIWA WIELKOŚĆ JEST SKROMNA.
Tę opowieść zaserwował kiedyś znakomity satyryk, poseł Tadeusz Ross, którego przy okazji gorąco pozdrawiam . Trudno się z nią nie zgodzić.