Source: http://latkowski.home.pl/blog/2011/1-6/
Timestamp: 2018-06-21 08:12:55
Legal References Found: art. 159
 art. 159
 art. 159
 art. 49
 art. 8
 art. 8
 art. 49
 art. 8
 art. 19
 art. 9
 art. 36
 art. 31
 art. 27
 art. 17
 art. 31
 art. 20
 art. 180
 art. 180
 art. 159
 art. 161
 art. 179
 art. 20
 art. 20
 art. 2
 art. 2
 art. 228
 art. 5
 art. 5
 art. 2
 art. 2
 art. 115
 art. 5
 art. 5
 art. 180
 art. 180
 art. 180
 art. 180
 art. 28
 art. 18
 art. 32
 art. 30
 art. 36
 art. 180
 art. 180
 art. 180
 art. 180
 Art. 20
 art. 30
 art. 36
 Art. 36
 art. 28
 art. 32
 art. 18
 art. 180
 art. 180
 art. 180
 art. 180
 art. 49
 art. 8
 art. 49
 art. 8
 art. 8
 art. 49
 art. 8
 art. 180
 art. 180
 art. 49
 art. 49
 art. 49
 art. 49
 art. 20
 art. 36
 art. 30
 art. 28
 art. 18
 art. 32
 art. 49
 art. 49
 art. 8
 art. 8
 art. 49
 art. 31
 art. 31
 art. 31
 art. 31
 art. 19
 art. 9
 art. 36
 art. 31
 art. 27
 art. 17
 art. 31
 art. 180
 art. 180
 art. 49
 art. 49
 art. 31
 art. 20
 art. 36
 art. 30
 art. 28
 art. 18
 art. 32
 art. 180
 art. 180
 art. 45
 art. 77
 art. 77
 art. 49
 art. 45
 art. 77
 art. 77
 art. 45
 art. 45
 art. 31
 art. 77
 art. 180
 art. 180
 art. 45
 art. 77
 art. 28
 art. 32
 art. 18
 art. 180
 art. 180
 art. 36
 art. 51
 art. 51
 art. 180
 art. 180
 art. 16

Document Content:
Zamknęli operatora? 27-06-2011 15:55
Godz. 14.10. wykręcam numer centrali Komendy Wojewódzkiej w Kilecach i słyszę automat: "Dzień dobry, Komenda Wojewódzka POlicji w Kielcach, proszę czekać na zgłoszenie się operatora". I tak przez siedem minut, wkoło to samo." Oczywiście operator się nie zgłosił. Próbuję po piętnastej, także bez efektu. Jak wakacje, to wakacje.
Minęło 13 lat... (Zabić Papałę. Początek filmu) 25-06-2011 19:11
Będzie przełom? 25-06-2011 15:32
Ostatnia Wieczerza na Festiwalu Dwa Brzegi 25-06-2011 12:20
Aneta zrobiła plakaty do trzech moich pierwszych filmów... (video) 24-06-2011 01:11
To nie Bejrut, to plaża w Wilanowie 23-06-2011 20:10
Zmęczona Polska 23-06-2011 13:08
50-groszowy protest 19-06-2011 23:31
Wróciłem z miejsca w Polsce (Skierniewice), gdzie jeden z księży z abony skrytykował czytanie Gazety Wyborczej i oglądanie TVN, zachęcał do lektury Naszego Dziennika i włączania TV Trwam. Od tamtej niedzieli, w ramach protestu, kilka osób rzuca na tacę tylko 50 groszy.
My tu o prezydencji, XXI wieku, a w Polsce po staremu 15-06-2011 15:21
Dzwonię do prokuratury rejonowej w Skarżysku Kamiennej, proszę o podanie adresu e-mail. Pani nie zna. Łączy mnie z sekretariatem, po chwili wraca do mnie i mówi, że niestety kierowniczki nie ma.
- Prokurator rejonowy nie ma e-maila? – jestem zdziwiony.
- Prokuratura ma tylko jeden adres, ale zna go tylko pani kierowniczka – słyszę wyjaśnienie.
Do Igora Janke 13-06-2011 22:42
Igor, masz dużo racji w tekście , który napisałeś "Cafe "Gazeta", czyli wszystkie zbrodnie Marka Pasionka”. Ale w jednej kwestii błądzisz, kiedy usprawiedliwiasz z kontaktów prokuratora z politykami ( jeden z b. szefów ABW nim się stał). Pamiętasz Starachowice? O co wtedy szło? Chciałbym żyć w kraju, w którym prokurator trzyma się z dala od polityków i robił swoje, a nie na kawę i polowania się z nimi umawia.
Edek 08-06-2011 13:47
Przeczytałem reportaż „Pokoleniowy”… Zabrakło mi w nim tego demona, który już u szczytu sławy go gniótł, wyniszczał, i nie była to wódka. Kieliszki i szklanki zawsze mu towarzyszyły. Ale to już sprawa Edka. Warto przeczytać tekst Marcina Kołodziejczyka opublikowany w aktualnej „Polityce”.
Głucha noc 06-06-2011 00:46
Nie da się zmilczeć. W Świecie Książki nadal na liście bestsellerów 02-06-2011 20:55
Centrum miasta gdzieś w Polsce (w którym spędzam ostatnio trochę czasu) 31-05-2011 23:19
Nikt z prokuratorów nie poniósł konsekwencji. Przeciwnie, większość z nich robiła i nadal robi karierę w prokuraturze. 31-05-2011 12:10
Wazelina 28-05-2011 21:48
Najlepszym komentarzem do ostatnich dwu dni w Polsce jest jedno słowo – WAZELINA.
Wybrańcy narodu 27-05-2011 01:09
- Tego nie znam – mówi wicemarszałek Stefan Niesiołowski, patrząc na zdjęcie pokazane przez dziennikarkę TVN 24 (Czarno na białym).
- To wasz poseł! - informuje.
- W takim razie źle wyszedł na zdjęciu - odpiera Niesiołowski.
Dzisiaj rozpoczęła się sądowa konfrontacja Olewnika z Rutkowskim, a tak wyglądała w 2006 roku... 26-05-2011 21:24
Wnioski z obrad komisji do spraw służb specjalnych w sprawie Jarosława Ziętary 26-05-2011 21:13
W dniu dzisiejszym odbyły się obrady komisji do spraw służb specjalnych, na których wiceszef ABW i przedstawiciele Komendanta Głównego Policji przedstawili informację dotycząca sprawy zaginięcia poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary”.
Jakie wnioski z dzisiejszej komisji? Śledztwo było źle prowadzone, cała lista nieprawidłowości zawarta jest w policyjnej analizie kryminalnej, która niestety nie została zaprezentowana komisji. Miejmy nadzieję, że stanie się to wkrótce.
Jakie związki miał Jarosław Ziętara ze służbami? Te pytanie zadają sobie dziennikarze. Wiceszef ABW zaprzeczył, że był ich agentem i chcieli go zwerbować (wówczas UOP). To sam dziennikarz miał starać się podjąć współpracę (pracę?) ze służbami. Tropy prowadzą do Agencji Wywiadu. I tutaj przewiduję problem, Agencja Wywiadu nie przedstawi nigdy stanu faktycznego, nawet komisji do spraw służb specjalnych.
Kolejne obrady komisji do spraw służb specjalnych za dwa tygodnie.
Ksywa 24-05-2011 00:36
Broda wczesniej posługiwał się ksywą Kapusta.
Czy prokuratura była konsekwentna? Nie zapominajmy o niej, koncentrując się na ABW 22-05-2011 22:32
http://patrz.pl/zdjecia/worms-4-cel-kaczynski
Amnezja? PiS: ABW powinna ścigać...wpisy w internecie 22-05-2011 21:39
Beata Kempa: Internetowe wpisy powinny zostać poddane szczegółowym badaniom.Trzeba przeanalizować wpisy przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu, a także pozostałym politykom PiS. Zadaniem ABW jest ścigać tych, którzy takie opinie, oceny formułują.
Ułaskawienie dla Jerzego Jachowicza 21-05-2011 13:23
Miejmy nadzieję, że prezydent ułaskawi Jerzego Jachowicza.
Warto zauważyć to co Piotr Pytlakowski, na profilu Facebook „Dziennikarze kryminalni”, napisał:
„Rzecz dotyczy komentarza, a nie newsa, czy reportażu. W komentarzu autor ma prawo do wyrażania opinii i snucia własnych domysłów. Nie można ludzi skazywać za głoszenie poglądów, nawet jeśli kogoś one urażają. Nie można natomiast kłamać, to jest karalne. Rozumiem jednak, że sąd nie skazał JJ za nieprawdę.”
To kolejny wpis w tej sprawie, i tym razem już ostateczny. Skorygowany. Zresztą, wkrótce powinniśmy poznać uzasadnienie wyroku, co jednak nie zmienia mojego poglądu, że należy wspierać apele o ułaskawienie Jerzego Jachowicza (nawet, jesli w jakimś aspekcie się pomylił). Sprawa zabójstwa generała Marka Papały to dla dziennikarza chodzenie po polu minowym.
Szósta rano 21-05-2011 10:33
Ewa Siedlecka w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” w komentarzu napisała: „Władza, która boi się słów krytyki, jest śmieszna. Ale jeśli do obrony przed nimi angażuje organy ścigania – przestaje to być śmieszne.”
To najlepszy komentarz do posłania o 6 rano funkcjonariuszy ABW do właściciela strony internetowej „Antykomor.pl”.
Inną sprawą jest to co było na tej stronie, co nie miało nic wspólnego z satyrą, szerzenie nienawiści i nawoływanie do czynów karalnych ( w sieci są już skany części zawartości tej internetowej strony). Niestety w Polsce interenet, nie wiadomo dlaczego, uważany jest za medium, w którym do wszystkiego ma się prawo, z wolnością bez granic. Wolnością, która nazbyt często sprowadza się do plucia, wyzwisk i innych podłości, dokonywanych anonimowo. I chyba czas pomyśleć o walce z tym plugastwem, choćby przez moderowanie tej""wolności" (zamieniającej się w bezkarność), przez właścicieli stron, portali. No, tak… ale zaraz usłyszę - cenzura!
Nielegal 20-05-2011 22:35
Odczepcie się od Możdżera 20-05-2011 10:38
Leszkowi Możdżerowi zachciało się ratować klub Sfinks, zrobić porządną scenę muzyczną w Sopocie. Włożył już sporo własnych pieniędzy w ten projekt, a w zamian ma polskie piekiełko.
Niedawno PIS-owski radny wymusił na nim oświadczenie, że nie jest złodziejem, a teraz po anonimowym donosie, Możdżera ściga CBA.
Powód? Bo poparł w wyborach nie tego prezydenta, co powinien. Może eurodeputowany Jacek Kurski tym razem zrobi protest pod Sfinksem, w proteście szykanowania Leszka Możdżera, i tym samym uspokoi swoich lokalnych partyjnych działaczy.
Sprawa Zientary 19-05-2011 20:42
Mam nadzieję, że 26 maja (czwartek) w godz. 11-12.30 pod salą posiedzeń 233/bud. K będą dziennikarze. Odbędą się obrady Komisji do Spraw Służb Specjalnych, na których „Informacja Szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Komendanta Głównego Policji dotycząca sprawy zaginięcia poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary”.
Ku przemyśleniu, że każdy kibol jest neandertalczykiem i wywodzi się z marginesu społecznego 18-05-2011 22:52
Piotr Pytlakowski ujawnił dzisiaj w tygodniku "Polityka", że Piotr Staruchowicz (dla niektórych kibol numer 1) jest synem nauczycielki i ojca dziennikarza. Dodam, po krótkim przeglądzie internetu, że jego ojciec ma w CV pracę w Gazetecie Wyborczej, Rzeczpospolitej, Press i Pulsie Biznesu.To tak ku przemyśleniu i uogólnianiu, że każdy kibol jest neandertalczykiem i wywodzi się z marginesu społecznego.
Gorący temat (zapis programu) 17-05-2011 18:35
http://www.tvp.pl/publicystyka/polityka/goracy-temat/wideo/sylwester-latkowski-17052011/4412797
Na marginesie "Eugeniki" Brauna 16-05-2011 22:26
Magdalena Gawin, Oświadczenie w sprawie filmu „Eugenika – w imię postępu”
14 maja br w TVP program 2 wyemitowano film na temat amerykańskiej eugeniki: „Eugenika – w imię postępu” w reżyserii Grzegorza Brauna, w którym wykorzystano mój wizerunek i wypowiedzi bez mojej wiedzy i zgody.
Moje wypowiedzi pochodzą z wywiadu, jakiego udzieliłam 3 lata temu Maciejowi Gawlikowskiemu do filmu dokumentalnego na temat związku eugeniki z psychiatrią. Kilka tygodni po nagraniu otrzymałam informację, że realizacja filmu została zawieszona. Na tym jak mi się wydawało sprawa skończyła się. Nie skończyła się i przybrała zaskakujący epilog. Powstał inny film, o innej tematyce nakręcony przez innego reżysera, do którego wmontowano moje wypowiedzi. Film nie przeszedł żadnej redakcji naukowej, padające w nim sformułowania budzą zastrzeżenia merytoryczne i nie służą poważnej refleksji na temat eugeniki.
Za treść i wymowę filmu, który powstał z naruszeniem praw autorskich i dobrych obyczajów, nie odpowiadam, jak również za ekscesy, których dopuszcza się Grzegorz Braun.
Magdalena Gawin, adiunkt w IH PAN, autorka: „Rasa i Nowoczesność. Historia polskiego ruchu eugenicznego 1880-1953”, pomysłodawczyni i kuratorka wystawy „Eugenika. Walka ze Zwyrodnieniem Rasy” prezentowanej w sali wystawowej w Bibliotece Uniwersyteckiej w kwietniu 2008, redaktor (razem z Kamilą Uzarczyk) i współautorka pracy zbiorowej „Eugenika -Modernizacja -Państwo. Z historii rasizmu i ruchów eugenicznych w Europie I poł. XX w.” , która ukaże się niebawem.
Maciej Gawlikowski ( na Facebook): Magdę Gawin nagrywałem do swojego filmu, który miał być na temat historii polskiej eugeniki i konsekwencji tego ruchu dla polskiej psychiatrii i szerzej - nauki.
Mimo zatwierdzenia przez TVP mojego scenariusza i skierowania go do produkcji, nastąpiło rozejście się naszych dróg z producentem filmu - Robertem Kaczmarkiem. Było to po ukończeniu przeze mnie filmu o KPN-ie i po związanych z nim ogromnych naciskach środowiska związanego z Antonim Macierewiczem.
Producent, mając prawa zbywalne do materiałów, jakie zdążyłem do filmu o eugenice zrealizować, zdecydował się pokazać je w innym kontekście, w innym filmie, realizowanym pod tym samym tytułem przez Grzegorza Brauna. Nie poinformował o tym nawet Magdy Gawin, nie mówiąc o uzyskaniu zgody. O wszystkim dowiedziałem się po fakcie.
Rozmowa Rymanowskiego (zapis programu) 13-05-2011 11:07
http://www.tvn24.pl/13783,1,rozmowa.html
Mafia w Polsce: układy na dole sięgające góry 12-05-2011 23:00
Ku przemyśleniu, jeden z komentarzy na Facebook 12-05-2011 13:16
Jakie były związki Franiewskiego z tymi policjantami? 11-05-2011 23:12
W sieci (obejrzyj) 11-05-2011 21:19
Akta Krzysztofa Olewnika 11-05-2011 16:38
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9577269,Akta_sprawy_Olewnika_w_sieci__m_in__ostatni_list_Franiewskiego.html
Rebranding Arłukowicza 10-05-2011 20:26
Rebranding Arłukowicza jest niesmaczny. Ale taka jest polityka.
Arłukowicz, jak każdy polityk potrafi rzucać słowa na wiatr 10-05-2011 15:19
Bartosz Arłukowicz kilkanaście miesięcy wcześniej o Platformie Obywatelskiej powiedział:
"Jezus Maria, jest tak plastikowa, że aż mnie to boli. Nie rozumiem, dlaczego ten plastik tak strasznie podoba się ludziom.
Arłukowicz o stylu rządów Tuska:
"Doda przynajmniej prowokuje. Nie potrafię znaleźć u Tuska niczego prowokującego. Jestem pediatrą i wiem, że on się zachowuje jak dziecko, które zasłania oczy i wchodzi pod stół. Dzieci wtedy myślą, że świata nie ma".
Dziennikarz: Wtedy byłby Pan całkiem fajny. Arłukowicz:
"I będę pasował nawet do Platformy. Tylko jeszcze ładniejszy krawat sobie kupię. Właśnie ta plastikowość PO strasznie mnie wkurza. Nie znoszę jej".
Fragmenty wywiadu Bartosza Arłukowicza dla "Polska the Times" z 13 grudnia 2009 roku.
Na żywo 10-05-2011 14:17
Na ekranie telewizora po lewej stronie uśmiechnięty, wesoły premier Donald Tusk prezentujący logo polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, a po prawej dramat pożaru w Wólce Kosowskiej. Na szczęscie dla premiera tylko w TVN24:)
Ścigać pismaków 10-05-2011 13:04
Służby i policja, by pozyskać bilingi logują się do systemów telekomunikacyjnych za pomocą systemów o nazwie „Finezja”, „Poezja” czy „Pismak”. Zwłaszcza wymowna jest ta ostatnia nazwa, na co zwraca uwagę Bogdan Wróblewski w Gazecie Wyborczej.
"Ostatnia Wieczerza" zadebiutuje na Dwóch Brzegach 09-05-2011 16:30
Prapremiera najnowszego film dokumentalnego Sylwestra Latkowskiego "Ostatnia Wieczerza" odbędzie się 3 sierpnia br. na Festiwalu Filmu i Sztuki DWA BRZEGI w Kazimierzu Dolnym. Miejsce pierwszego publicznego pokazu nie wybrano przypadkowo. W 2002 roku film Sylwestra Latkowskiego "PUB 700" uznano najlepszym polskim filmem dokumentalnym Festiwalu Filmowego w Kazimierzu. Bohaterem filmu był Leszek Możdżer, który jest obecnie autorem muzyki do filmu "Ostatnia Wieczerza". Obaj twórcy (Sylwester Latkowski, Leszek Możdżer) oraz bohaterzy (Maciej Świeszewski, Paweł Huelle i ks. Krzysztof Niedałtowski) będą gośćmi festiwalu, spotkają się po projekcji z widownią.
Krótko o filmie: Punktem wyjścia filmowej opowieści jest historia powstania obrazu Macieja Świeszewskiego "Ostatnia Wieczerza". Jednak Sylwestra Latkowskiego nie same dzieło zainteresowało, a człowiek, który je stworzył. Filmowa "Ostatnia Wieczerza" to dziennik artysty, malarza Macieja Świeszewskiego. Kamera od kilku lat towarzyszy Świeszewskiemu, zapisując jego zmagania nie tylko z materią sztuki, ale światem codziennym. Pierwsze zdjęcia odbyły się jesienią 2008 roku w Warszawie. Autorem zdjęć do filmu jest Piotr Piesiak, montażem zajął się Rafał Samborski, dźwiękiem Michał Leśniewski. Film powstał dzięki wsparciu mecenasów filmu Energa S.A. i NDI S.A.. Producentami są Film Skafander i ArtNet przy współfinansowaniu Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej.
http://www.filmweb.pl/news/%22Ostatnia%20wieczerza%22%20zadebiutuje%20na%20Dw%C3%B3ch%20Brzegach-73341
Wir hit the polish leute in the ass czy jakoś tak... 08-05-2011 14:11
Polacy w Niemczech są skłóceni, w przeciwieństwie do innych narodowości tam zamieszkałych nie są w stanie się zjednoczyć i wybrać jednej siły ich reprezentującej. Więcej, Polak wstydzi się tam, że jest Polakiem. Ale słowa redaktora naczelnego Super Expressu Sławomira Jastrzębowskiego w komentarzu „Jak Niemiec Polakowi” są warte przytoczenia i zastanowienia się nad naszymi relacjami:
„W Niemczech żyje na stałe ponad 2 miliony Polaków. Czy wiedzą Państwo, ile Niemcy w ramach dobrych stosunków i przestrzegania traktatu dają Polakom mieszkającym w ich kraju na naukę języka polskiego i utrzymanie różnych organizacji? ZERO EURO, ZERO.
Polacy mieszkający w Niemczech nie mają nawet statusu mniejszości narodowej. Związek Polaków w Niemczech "Rodło" bezskutecznie domaga się zwrotu majątku należącego przed wojną do tej organizacji i zagrabionego przez Hitlera.
Jak mi powiedział wczoraj szef "Rodła" Marek Wójcicki, chodzi o zwrot 350-400 mln euro. I co? I nic. I mamy podobno bardzo dobre stosunki z Niemcami. Takie stosunki to - proszę mi wybaczyć - ale nazwałbym jednak inaczej...”
http://www.se.pl/wydarzenia/opinie/slawomir-jastrzebowski-jak-niemiec-polakowi_183696.htmlW
Zaślepieni krótkowzrocznością i głupotą Politycznie Poprawnych 08-05-2011 10:45
Kiedy czytam, że co najmniej 8 osób poniosło w sobotę śmierć a ponad 100 zostało rannych w Kairze, po tym jak muzułmanie zaatakowali, a potem podpalili kościół Saint-Mina należący do chrześcijan obrządku koptyjskiego… Dziennikarz agencji AFP widział muzułmanów obrzucających chrześcijan koktajlami Mołotowa… Kiedy czytam o tym, przypominają mi się słowa Oriany Fallaci z książki „Wściekłość i duma”. Książki, którą przerwała swoje dziesięcioletnie milczenie. Zamilkła 11 września. Fallaci ze wściekłością mówiła: „Zaślepieni krótkowzrocznością i głupotą Politycznie Poprawnych, nie zdajecie sobie sprawy lub nie chcecie zdać sobie sprawy, ze toczy się już wojna religijna.”
Czytam także, że piątkowy wiec salafistów w Kairze przerodził się w manifestację poparcia dla Osamy bin Ladena, zabitego przez amerykańskich komandosów przywódcy Al-Kaidy. Cieszyli się 11 września, a teraz się burzą… Czemu ich wtedy nie ogarniał gniew?
Co jak co, ale "parcie na szkło" , to on miał... 07-05-2011 21:37
Bohater i antybohater w jednym 06-05-2011 17:03
Tadeusz Kensy ( na Facebook Dziennikarze kryminalni): "U nas w Rzeszowie nie można się nudzić! Niedawno; z okazji 30. rocznicy chłopskiego strajku jeden z jego uczestników Józek P. równocześnie: 1. dostał Krzyż Kawalerski, 2. został dwukrotnie przez IPN zacytowany w okolicznościowym wydawnictwie jako bohater strajku i porozumienia, 3. w tym samym wydawnictwie został "zdemaskowany" jako TW. SB ps. "Julian"."
Polska mafia. Rozdział 23 - Lechia 05-05-2011 20:08
Ponad milion wyświetleń filmów na kanale YouTube 05-05-2011 14:24
Ostatnia Wieczerza: Kompozycja chińska 05-05-2011 13:40
Po premierze filmu do Multikina na Ursynowie w Warszawie wjechali kibole Legii. Policja miała zdjęcia z monitoringu, ale do dzisiaj nic nie zrobiła. Minęło osiem lat. Pozdrawiam Komendę Stołeczną Policji. Za was sprawę załatwił ktoś inny 04-05-2011 21:05
Bez komentarza 04-05-2011 20:22
Policja na zabezpieczenie finału Pucharu Polski wydała 938 tys. złotych. Nikogo jednak nie zatrzymała.
A czas płynie... 04-05-2011 17:25
Krzysztof M. Kaźmierczak na profilu facebook "Dziennikarze kryminalni" przypomina, że dzisiaj mija 30 dni odkąd kancelarai premiera i Prokuratura Generalna otrzymały apele uczestników konferencji w Centrum Monitoringu Wolności Prasy w sprawie Jarosława Ziętary, czyli odpoiwedzi powinny zostać najpóźniej dziś wysłane...
Uważam Że... 02-05-2011 15:43
Okładka tygodnika Newsweek (”Tupolew na krzyżu i 'herezja smoleńska”.) zniechęciła mnie do zakupu. Zresztą Cezary Michalski niczego odkrywczego nie napisze. Więcej, wiadomo, co właściwie napisze. Kupiłem, jak zwykle, tygodnik „Uważam Rze”, choć okładka także zniechęcała: „Ziemkiewicz kontra kłamstwa”, „Nagonka na opozycję”. Propagandówka. Okładka zamieniła się w sztandar walki opozycji z rządem i „obcymi” mediami. Po lekturze tygodnika konstatacja: po raz pierwszy rozjechał się redakcyjnie. Woda sodowa od sukcesu uderzyła w zmysł zdrowego rozsądku? Czy po prostu słaby tydzień?(ostatnio także słabe tygodnie zallicza "Polityka"). Największym rozczarowaniem jest Waldemar Łysiak, który nie potrafi między oczy wyłożyć swoją "łysą prawdę". Monotonny, co trudno mi zaakceptować. Abym nie stracił tytułu, który jak dotąd jest do czytania.
Chłopi w wilanowskim apartamencie 30-04-2011 13:49
Czemu mnie to nie dziwi? 28-04-2011 10:59
Wczorajszy „Dziennik” w artykule Roberta Zielińskiego opisał nieprawidłowości w KGP opisane przez NIK. Te nieprawidłowości obciążają biuro logistyki KGP. Czemu nie jestem zdziwiony? Bo od dawno wiadomo, co się tam dzieje. Oto bohater jednego z artykułów, napisanego wspólnie z Piotrem Pytlakowskim dla „Polityki”, który za karę został zastępcą Mazowieckiego Komendanta Wojewódzkiego Policji do spraw logistyki. A my z Piotrem Pytlakowskim staliśmy się wrogami publicznymi KGP.
http://www.polityka.pl/kraj/300515,1,jak-policja-zarabia-na-mieszkaniach.read
Ot, taka sobie mafijna znajomość Kiszczaka z Herszmanem 26-04-2011 21:51
W 1981 roku ukazała się krótka notatka w „Żołnierzu Wolności”:
Uważajcie, bracia Polacy zajmujący wysokie stanowiska, albowiem w Warszawie pojawił się znowu hochsztapler o nazwisku Herszman. Jego miejscem postoju jest Szwecja, ale Polskę lubi odwiedzać. W celach, powiedzieć można, zarobkowych. Był on tym, który wykantował Polskę przy budowie hotelu w Mrągowie. Do swych osiągnięć zalicza także okradzenie Zjednoczonych Przedsiębiorstw Cyrkowych na milion koron.
W swoim apartamencie miał rządówkę
– Miałem piętnaście lat zakazu wyjazdu za granicę – wspomina Marek Minchberg, pseudonim „Gruby Marek”. – Herszman chwycił za telefon, w swoim apartamencie miał rządówkę, zadzwonił do Kiszczaka i na drugi dzień dostałem telegram, że się mam zgłosić po paszport.
Fragment książki Sylwestra Latkowskiego "Polska mafia"
Dzisiaj mija rocznica... 25-04-2011 21:59
Owoc zatrutego drzewa, czyli pełny tekst orzeczenia sędziego europejskiego 2011 roku Dariusza Czajkowskiego 25-04-2011 17:28
Wielu prokuratorów, funkcjonariuszy policji i służb nie zgadza się z tym, ma wewnętrzny opór, gdy nie uznaje się dowodów z tzw. „zatrutego drzewa”. Uznają, że dozowlone jest wszystko, co nie jest prawem zabronione. Na przykład podsłuch z innej sprawy powinien być automatycznie wykorzystany w drugiej. Pozbyliby się najchętniej takiej przeszkody w ściganiu przestępców jak idea nie uznawania "owoców z zatrutego drzewa." Warto, by uważnie zapoznali się z wyrokiem sędziego Dariusza Czajkowskiego z Sądu Apelacyjnego w Białymstoku, który otrzymał tytuł "sędziego europejskiego 2011 roku.
W uzasadnieniu nagrodzonego orzeczenia sędzia Dariusz Czajkowski napisał m.in., że posługiwanie się w procesie dowodami, które stanowią tzw. owoc zatrutego drzewa jest niedopuszczalne: nie spełnia ono podstawowych wymogów konstytucyjnych, narusza prawa obywatelskie i stoi w kolizji z postanowieniami konwencji międzynarodowych, których Polska jest stroną.
Zwrócił także uwagę, że dając możliwość wykorzystywania w sposób nieograniczony rezultatów działań operacyjnych, również tych nielegalnych, "włączając je okrężną drogą w materiał procesowy", legalizowałoby się de facto bezprawne działania organów państwa w imię walki z przestępczością.
- Obrazując dosadniej – otwierałoby ścieżkę do stosowania podsłuchów totalnych, gromadzenia w ten sposób wszystkich możliwych informacji o obywatelach, by następnie – pod pozorem legalności – przekształcać tę wiedzę na materiał procesowy, służący do walki z przestępczością. Takie działanie nie miałoby nic wspólnego ze standardami cywilizowanego państwa, stanowiąc niebywałe pole do nadużyć, charakteryzujących systemy totalitarne - głosi nagrodzone uzasadnienie.
Tutaj pełna treść nagrodzonego orzeczenia sędziego Dariusza Czajkowskiego:
http://www.facebook.com/note.php?created&&note_id=145559105512859&id=315615305721
Katastrofa Smoleńska 22-04-2011 16:43
Katastrofa Smoleńska przeistacza się w mit, czyli naczynie, które byle kretyn może napełnić mitami.
Polska mafia. Rozdział "Strzały w Las Vegas" 22-04-2011 11:18
W połowie lat osiemdziesiątych, gdy zaczął się złoty czas dla złodziei samochodów, „Nikoś” przeniósł się do Niemiec. W 1986 roku uszedł z życiem ze strzelaniny, ranny trafi a do hamburskiego szpitala. Wkrótce został zatrzymany w kradzionym samochodzie w Berlinie Zachodnim. Trafi ł do więzienia, z którego uciekł. Podczas widzenia z bratem zamienił się z nim ubraniem i uciekł z więzienia.
Do Polski wrócił na początku lat dziewięćdziesiątych. Był ścigany listem gończym. Wymykał się zasadzkom policyjnym, zbiegł z konwoju policyjnego. W 1996 roku gdańska prokuratura zarzuciła mu zorganizowanie kradzieży i sprzedaży około trzydziestu samochodów. Proces nigdy się jednak nie rozpoczął.
Dzięki działaniom generała Adama Rapackiego niemiecka prokuratura przekazała materiały pięciu spraw karnych, tak by w Polsce można było wytoczyć Skotarczakowi sprawę karną. Tymczasem policja niemiecka zarzuciła stu pięciu współpracownikom Skotarczaka dokonanie stu czternastu przestępstw i odzyskała pięćdziesiąt dwa samochody. Hamburska prokuratura oskarżyła „Nikosia” o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która w latach 1982–1988 ukradła w Niemczech dwadzieścia siedem luksusowych aut. Pięciu jego wspólników w 1996 roku trafi ło przed sąd. Według policji niemieckiej dla „Nikosia” pracowało ponad dwustu złodziei, kurierów samochodów i fałszerzy dokumentów. Jedna z list osób należących do siatki trafi ła już w latach siedemdziesiątych do MSW, o czym będzie mowa w dalszej części książki. Zlekceważono ją.
– Akta były przez półtora roku tłumaczone, a potem zaginęły w prokuraturze gdańskiej – wyjawia z goryczą Adam Rapacki i rzuca: – „Nikosia” chroniły służby.
Nad Nikodemem ciążyło fatum
W piątek 24 kwietnia 1998 roku w południe, w agencji towarzyskiej Las Vegas w Gdyni Nikodem Skotarczak rozmawiał ze swym przyjacielem i wspólnikiem Wojciechem Kurowskim, pseudonim „Kura”, kilka lat wcześniej zatrzymanym przez niemiecką policję w kradzionym samochodzie przypisywanym siatce „Nikosia”, jednym z założycieli towarzystwa ubezpieczeniowego Hestia. Wojciech Kurowski dzień wcześniej obchodził imieniny. Do lokalu wpadło dwóch zabójców. Padły strzały. Nikodem Skotarczak zginął, Wojciech Kurowski został ranny. O godzinie 12.24 policja zarejestrowała zgłoszenie o strzelaninie w lokalu. Nikodem otrzymał sześć śmiertelnych strzałów z „tetetki”, jego wspólnik tylko postrzał w nogi.
– Nad Nikodemem ciążyło fatum – mówi Wojciech Kurowski. – Pierwsza żona powiesiła się w kuchni, jego brat i matka zginęli w wypadku samochodowym.
Wielokrotnie w ciągu dwóch lat odwiedzam Trójmiasto, szukając przyjaciół i znajomych Nikodema Skotarczaka. Docieram do policjantów, którzy go inwigilowali, a także do oficera służb, który prowadził Skotarczaka.
– Kim był Skotarczak?
– Był najlepszym paserem, jeśli chodzi o sprzedaż kradzionych samochodów, i gdyby dalej się tym zajmował, do dzisiejszego dnia by żył. Ale on wdał się w gangsterkę z „Zacharem”, „Lelkiem”, wojnę z „Caringtonem”, w porwanie syna kafelkarza z Opoczna. Dlatego stało się tak, jak się stało.
– „Masa” go jednak uprzedzał, że wydano zlecenie na niego?
– My także. Miał propozycję, którą mógł przyjąć, bo był cenny dla służb. Miało być tak, że się miał poddać. Schować w więzieniu. Odkładał to. Wcześniej miał propozycję zawodowej ochrony, też się nie zgodził.
– Bo nie wierzył, że to jest możliwe. Zabić go miał Pasza, Ukrainiec. Ale już nie żyje. Wystawił go ktoś z najbliższego towarzystwa. „Glinka” (Ryszard Glinkowski, pseudonim „Tata” – od aut.) na kilka dni przed tym, jak go zabił Siergiej Sienkiw, opowiadał, że wkrótce powie, kto sprzątnął „Nikosia”. Nie zdążył.
– Komu mówił?
– Majamiemu (były policjant z Trójmiasta – od aut.).
Pytam o ustalenia śledczych, o zeznania Artura Zirajewskiego, pseudonim „Iwan” (w styczniu 2010 roku zmarł nagłą śmiercią w gdańskim areszcie). „Iwan” opowiedział, że na początku 1998 roku spotkał się z Nikodemem Skotarczakiem, który pytał go, czy zna kogoś, kto mógłby zabić „grubego psa z Warszawy”. Wykonawca miał dostać 40 tysięcy dolarów.
Wkrótce doszło do kolejnego spotkania w restauracji hotelu Marina, gdzie mieli być także „Słowik” (jeden z liderów gangu pruszkowskiego) i Edward Mazur. Wówczas to pokazano zdjęcie „psa”, który miał zginąć – była to fotografi a generała Marka Papały, wyrwana z jakiejś gazety.
– „Nikoś” nie dopuszczał „Iwana” do stołu. Zirajewski mógł widzieć, że takie spotkanie się odbyło, bo był w Maksie, w Marinie. Kręcił się w tym czasie koło „Zachara”. Ale to, co powiedział, to mógł sobie tylko dopowiedzieć. Coś może podsłuchał.
– Hedberga jednak znał. Spotykał się z nim.
– Spotkał się z „Kartoflem” na krótko przedtem, zanim go zabili. „Nikoś” ukradł mu kontener kradzionych dresów i nie chciał go oddać.
Nikodem Skotarczak współpracował ze służbami PRL-u, milicją, a potem z policją. Jednym z ofi cerów prowadzących go w okresie PRL-u i w latach dziewięćdziesiątych miał być Edward M . Spotykam się z nim.
– Nie mogę mówić o tych sprawach, niech mnie pan zrozumie – słyszę.
Z Nikodemem Skotarczakiem jako agentem miał się także spotykać generał Adam Rapacki. Ten jednak zaprzecza, że widywał się z nim jako współpracownikiem służb, wspomina tylko o kilku wizytach w areszcie, w którym Skotarczak siedział. Nie pamięta, czy było to w Sochaczewie, czy w Skarżysku.
Z uzyskanych informacji wynika, że Nikodem Skotarczak współpracował z policją, między innymi wskazał jednego ze sprawców morderstwa w Szczecinie.
– Gdyby doszło do takiej rozmowy w Marinie, to służby lub policja by o tym wiedziały – twierdzi rozmówca z trójmiejskiej policji. – „Zachar” doniósłby, gdyby rozmawiano o zabójstwie policjanta, tak jak donosił o innych sprawach. „Nikoś” także by powiedział, zwłaszcza że miał na karku wyrok od „Pruszkowa”.
Drugi policjant dodaje:
– „Nikoś” sprzedawał swoich kolegów. Wystawił „Pepsiego” (zwanego też „Pepsi-Cola), swojego byłego wspólnika, z przemytem szamponu Zielone Jabłuszko. Jak pruszkowscy przyjeżdżali do Trójmiasta, to go gonili od stołu, bo uważali za konfi denta. Jak „Nikoś” wiedział, że „Pruszków” jest w Trójmieście, to pomagał ich tropić. Była taka słynna akcja w Sopocie, zatrzymanie pruszkowskich, gdzie znaleźliśmy broń. To „Nikoś” nam pomagał. I miałby spotkać się z nimi i rozmawiać o zabójstwie komendanta policji?
A już na pewno doniósłby taki rasowy agent jak Hedberg. W pracy operacyjnej jest kontrola źródła. Zakłada się podsłuch, prowadzi operacje. Na pewno by coś wyszło. Nie sądzę, że agent pozyskany dla służb nie powiedziałby o planowanym zabójstwie policjanta.
– Chyba że to ktoś ze służb, jego dawni mocodawcy stali za tym zleceniem – wtrącam.
– Tak, wtedy może by milczeli. Ale wszyscy agenci by się zmówili? Oni prowadziliby wszystkich? Poza tym my zajmowaliśmy się sprawą „Nikosia”, on był inwigilowany. Miał obserwację, były werbowane pod nim źródła. Nikt z nas nie wyłapał informacji o jakimś spotkaniu w Marinie z Mazurem, Hedbergiem, Haronem. Coś byśmy wiedzieli.
W sierpniu 2009 roku spotykam się w Sopocie z jednym z prawników, którego znajomy towarzyszył przy sekcji zwłok Nikodema Skotarczaka.
Znał też obrażenia Wojciecha Kurowskiego.
– „Kury” nawet nie chciano zabić, strzał oddano tak, jakby miał go otrzymać, ale aby nic mu się nie stało – opowiada. – Po co ta maskarada?
Wszystko świadczy o tym, że Nikodema wystawiono na śmierć. „Nikoś” świętował imieniny „Kury” poprzedniego dnia w restauracji Marco Polo. Byli z żonami. Pozostawili je i i rano przyjechali do Las Vegas. W klubie było kilka prostytutek, „Cwejk”, sprzątaczka i barman. Do Vegas przyjechali ochroniarze „Nikosia”, ale zniknęli tuż przed egzekucją. Lokal opuścił
także barman.
– „Zachar” twierdził, że „Nikosia” zabito w zemście za porwanie syna „Caringtona”.
– Najbardziej wiarygodna wydaje się wersja „Krakowiaka”, który miałby zlecić zabójstwo. „Nikoś” w latach dziewięćdziesiątych wszedł mocno w narkotyki. Chciano się go pozbyć ze „Śląska”. Ale ostatnio on miał tak wielu wrogów, że wyrok mógł wydać ktoś nawet nietypowany. Niech pan pamięta, on był konfidentem, wysoko ulokowanym. To mogło go zgubić, a nie narkotyki. Ktoś mógł chcieć się pozbyć niewygodnego świadka, jakim był „Nikoś”. Wspomina się o jednym ze znanych gdyńskich biznesmenów, który, co daje do myślenia, zawsze nienaturalnie interesował się tym zabójstwem.
Jakby czegoś się obawiał.
Fragment ksiażki Sylwestra Latkowskiego "Polska mafia"
Dwa ważne teksty 21-04-2011 10:42
Dwa ważne teksty w dzisiejszej prasie. Artykuł o sprawie zaginionego dziennikarza Jarosława Zientary w Rzeczpospolitej i wywiad z prokuratorem Zbigniewem Niemczykiem o sprawie porwania Krzysztofa Olewnika w Gazecie Wyborczej.
Po pierwszych zdjęciach 19-04-2011 22:01
Wywiad w radiu Wnet (posłuchaj) 18-04-2011 18:46
Jak wejść szefowi ABW w 4 litery? 12-04-2011 00:16
Przeczytałem właśnie laurkę szefa ABW Krzysztofa Bondaryka. Autor (osobiście go lubię i wspierałem) nie ma zielonego pojęcia o Bondaryku i w ogóle służbach. Pozostaje pytanie, co motywowało kogoś, by nakazać mu napisać taki wchodzący w 4 litery szefowi ABW tekst? Artykuł, który najwyżej powinien ukazać się w biuletynie sygnowanym przez agencję z Rakowieckiej.
Litewska 10-04-2011 23:51
Wróciłem z Lublina i pół dnia spędziłem z dzieckiem w szpitalu na Litewskiej. Kiedy wchodziłem od czasu do czasu w net... Wszystko można zbrukać...
Ostatnia Wieczerza: 10 kwietnia 2010 08-04-2011 21:29
Dziennikarstwo to upadła kobieta ( wywiad dla prawica.net) 08-04-2011 11:26
Sylwester Latkowski: Zresztą dziennikarstwo to upadła kobieta. Dość tania do kupienia. Nie dorobiliśmy się silnych niezależnych mediów w Polsce. Dziennikarze stają się tego ofiarami, jedyne co czasami mogą zrobić to na Facebooku, Twitter, na blogu, a tak naprawdę w knajpie przy wódce wywalić całą prawdę. Ta w mediach jest podawana autocenzurze przez decydentów medialnych, którzy w czterech literach mają dziennikarzy i prawdę, którą mają do przekazania.
całość wywywiadu na http://prawica.net/opinie/25380
Drugi obieg nie powstał po Smoleńsku, istnieje od lat 07-04-2011 11:09
Wybiórczość rulez! 06-04-2011 22:23
Zabawne jak dzisiaj ci, którzy powoływali się wczoraj na niezależną prokuraturę w sprawie kolejnego umorzenia w sprawie Barbary Blidy, chcą ją rozliczać z umorzenia w sprawie hazardowej. Jak tak wierzycie prokuratorskim werdyktom, to o co wam teraz chodzi ?
O Możdżerze i… o tym, że nie boję się przyjechać do Trójmiasta 06-04-2011 16:09
Czytając i nie wierzyłem własnym oczom, a jednak: „W poniedziałek w czasie debaty sopockich radnych na temat wyposażenia klubu Sfinks w sprzęt muzyczny padły ostre słowa. Według portalu Trójmiasto.pl jeden z radnych PiS stwierdził, że Leszek Możdżer, szef klubu nie jest godny zaufania. Zdaniem radnego zakupiony sprzęt mógłby wywieźć za granicę.
W efekcie radni PiS i klubu Kocham Sopot odrzucili projekt. Sfinks700 nie dostanie sprzętu a Leszek Możdżer nie będzie mógł go ukraść.
Oburzony Możdżer wydał oświadczenie w tej sprawie: - Nazywam się Leszek Możdżer, jestem synem Józefa i Lubomiry. Skończyłem Akademię Muzyczną w Gdańsku i od lat dziewięćdziesiątych prowadzę aktywną działalność jako artysta muzyk, między innymi w Sopocie. Nie jestem zainteresowany kradzieżami sprzętu ani działalnością kryminalną w ogóle.”
Dzwonię do kilku polityków z Trójmiasta i pytam ich, co się u nich wyrabia? Ot, zwykła zemsta polityków PiS za to, że Możdżer poparł w wyborach na prezydenta Jacka Karnowskiego. Zacietrzewienie polityczne odebrało im umysł. Jackowi Kurskiemu wysyłam smsa, który zmilcza.
Rozmawiam z Leszkiem Możdżerem. Na szczęście ma dystans, śmiejemy się nawet z zaistniałej sytuacji. Choć znając go wiem, że przeżywa takie sytuacje. Mnie krew zalała.
Przy okazji, jeden z trójmiejskich polityków, świeżo po lekturze książki „Polska mafia”, zdziwiony pyta: - „Czy Ty się nie ukrywasz?” Odparłem, że zamierzam wkrótce przyjechać do Trójmiasta.
Kolejne umorzenie w sprawie Barbary Blidy 04-04-2011 15:49
Na pytanie o kolejne umorzenie w sprawie Barbary Blidy odpowiadam, że mam o tym takie same zdanie, jak Zbigniew Ziobro o umorzeniu w sprawie przeciekowej.
Łukasz Kurtz: Geneza polskiej nafii wg Latkowskiego 02-04-2011 11:26
Nie tak łatwo znaleźć książkę o mechanizmach mafijnych, której autor nie uległby pokusie „pływania po temacie” jako wszystkowiedzący pseudoekspert. U Latkowskiego jest inaczej.
Wreszcie znalazłem czas na lekturę „Polskiej mafii” Sylwestra Latkowskiego... i teraz trochę żałuję tej zwłoki... Zamiast potoku felietonistyki śledczej opartej na tzw. anonimowych informatorach, w „Polskiej mafii” znajdziemy przede wszystkim dokumenty byłego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, archiwalne zeznania świadków i opisy własnych prób sprawdzenia, jak było naprawdę.
Latkowski nie unika też odniesień do ustaleń innych dziennikarzy. Autor, gdy porusza wątki wcześniej już opisane, wbrew powszechnej praktyce i marketingowym recepturom, nie wmawia czytelnikom "odkrycia Ameryki". Dzięki temu, zapraszając czytelnika do wspólnego układania puzzli, narrator sprawia, że jego towarzystwo nie męczy, wręcz przeciwnie - pokazuje, przytacza, cytuje, ale bez pretensji do własnej nieomylności.
Obraz polskiej mafii, szczególnie w okresie jej ekspansji od drugiej połowy lat 90., niby z grubsza jest znany, ale jej geneza sięga lat 70. Wiedza o niej stanowi instrukcję składania obecnej mozaiki. Próba jej odtworzenia dokonana przez Latkowskiego jest tym bardziej istotna, że autor, na podstawie konkretnych przypadków wykazuje powtarzający się mechanizm, który zagwarantował sukces późniejszym bossom polskich grup przestępczych. Nie stali by się nimi, bez zaangażowania kluczowych ludzi służb specjalnych PRL, którzy penetrując środowiska przestępcze, podjęli z nimi współpracę a następnie przyczynili się do ugruntowania ich pozycji w III Rzeczpospolitej.
http://www.lukaszkurtz.com/2011/04/geneza-polskiej-mafii-wg-latkowskiego.html
Rozmowa Rymanowskiego (zapis programu) 01-04-2011 12:22
Skąd się wzięła polska mafia? (wideo) 01-04-2011 11:40
Polska mafia - filmowy zwiastun książki 31-03-2011 20:00
W Czarno na Białym i Rozmowa Rymanowskiego 31-03-2011 17:46
Dziś w programie Tomasza Sekielskiego „Czarno na Białym” (godz.20.23, TVN24) o narodzinach polskiej mafii i jej związkach z SB. Punkt wyjścia to książka”Polska mafia”. Wg. gen. Kiszczaka za jego czasów mafii nie było. Co innego wynika z dokumentów…
Kontynuacja tematu w programie „Rozmowa Rymanowskiego” (godz.21.00, TVN24), gośćmi będą Marek Biernacki, Andrzej Dera i Sylwester Latkowski.
Wpis gorzki 29-03-2011 18:42
Na pytanie, gdzie jest książka, nie chce mi się odpowiadać. W Polsce dystrybucja książek to gra w rosyjską ruletkę. W wydawnictwie uspokajają, w ubiegłym tygodniu była na 6 miejscu listy sprzedaży tytułów „Świata Książki”, przy zerowej promocji.
Wczoraj stawiłem się na zorganizowanej w Warszawie konferencji prasowej, gdzie dziennikarze podpisywali petycję do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta i premiera Donalda Tuska w sprawie wznowienia śledztwa dotyczącego śmierci poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary.
TVP nie zająknęła się nawet o sprawie. Inne media odhaczyły.W większości materiałów które pojawiły się po konferencji widac było nawet problemy z wykorzystaniem gotowca - informacji prasowej z konferencji.
Anna Marszałek w komentarzu u mnie na Facebook gorzko napisała: „My jako dziennikarze zaniedbaliśmy kiedyś tę sprawę. Ale poczuwamy się do winy. Prokuratura takich rozterek nie ma. Po 20 latach sprawcy nie są wykryci, motyw nie jest ustalony, zleceniodawcy nie są znani, do tego przeciek. Prokuratura nic nie robi i nie zamierza. Polityków to nie obchodzi. A poza tym PO sobie ustaliła, że prokuratura jest niezależna. No więc jest. Nawet od swoich obowiązków. I kto ją z tego rozliczy? Dziennikarze?”
Leszek Możdżer zadzwonił z Bułgarii, pogadaliśmy o muzyce, którą przesłał do „Ostatniej Wieczerzy”. Po powrocie ponownie się nią zajmie.
Czym się zajmuję obecnie? Też o to jestem pytany. Zdzieram podeszwy trampek za kilkoma projektami.
Wszystko na sprzedaż 27-03-2011 23:35
Irytująca jest bezmyślność władz Służewca i Adidasa. Młodym nawet kawałka muru nie zostawią, bo wszystko jest na sprzedaż.
Polska mafia. Wstęp i wprowadzenie 22-03-2011 18:26
Zawarte w książce wypowiedzi oraz rozmowy oparte są na dokonanych przeze mnie nagraniach lub protokołach przesłuchań policyjnych, prokuratorskich i sądowych. Wykorzystałem także akta spraw operacyjnego rozpoznania oraz teczki tajnych współpracowników ! osobowe i paszportowe, udostępnione przez Instytut Pamięci Narodowej. Dotarłem do kilku analiz kryminalnych głośnych współczesnych spraw.
Przywołałem artykuły prasowe, których autorzy (między innymi Paweł Biedziak, Witold Gadowski, Bogusław Gomzar, Marek Henzler, Grzegorz Indulski, Jarosław Jakimczyk, Dorota Kania, Rafał Kasprów, Bertold Kittel, Michał Kopiński, Leszek Kraskowski, Anna Marszałek, Bianka Mikołaj ewska, Leszek Misiak, Jerzy Morawski, Piotr Nisztor, Ewa Ornacka, Piotr Pytlakowski, Paweł Reszka, Marcin Rybak, Wojciech Sumliński) dokonali weryfikacji informacji, zanim ujrzały one światło dzienne na łamach: „Dziennika”, „Dziennika Bałtyckiego”, „Dziennika Polskiego”, „Gazety Polskiej”, „Gazety Wyborczej”, „Nie”, „Polityki”, „Rzeczpospolitej”, „Super Expressu”, „Wprost”, „Życia Warszawy”.
Wielu rozmówców godziło się na rozmowę pod warunkiem zachowania anonimowości. Występujący w książce jako R.Sz. wysoki funkcjonariusz służb, który zna je od podszewki, swoją zawodową karierę zaczynał w czasach PRL!u, a na jej szczyt wspiął się po roku 1990. To między innymi dzięki jego wiedzy udało mi się natrafić w IPN!ie na ślady interesujących śledztw (wiedział, pod jakim hasłem powinienem szukać, o jakie akta zabiegać) i we właściwy sposób odczytać akta operacyjne.
Niektórzy rozmówcy nie autoryzowali swoich wypowiedzi, pozostały jednak taśmy, które wiernie oddają ich treść. Uznałem, że słowa, które wówczas padły, są na tyle istotne dla pokazania prawdy o mechanizmach przestępczego świata, aby zamieścić je w książce.
Czytelnik tej książki po raz pierwszy zapozna się z wieloma dokumentami, które przede mną znali tylko funkcjonariusze policji, służb i prokuratury. Stało się to możliwe dzięki poparciu mojej pracy przez tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Janusza Kurtykę.
Przytaczam obszernie ustalenia zawarte w książce i filmie Zabić Papałę (książkę wydało wydawnictwo Rosner & Wspólnicy). Dzięki nowym faktom zostały one pogłębione i uzyskały kolejne, wiarygodne potwierdzenia. Akta sprawy zabójstwa generała Marka Papały to historia polskiej przestępczości kryminalnej i gospodarczej minionych trzydziestu lat.
Starałem się potwierdzać usłyszane od rozmówców i przeczytane w dokumentach informacje. Zamieszczałem je dopiero po uzyskaniu potwierdzenia. Nigdy jednak nie można mieć całkowitej pewności co do wiarygodności ostatecznego obrazu. Należy pamiętać, że świat przestępczy to niezawierane na piśmie umowy, zobowiązania, groźby i plany. Zazwyczaj opis wydarzeń opiera się na ustnych, a zatem ułomnych i nie zawsze motywowanych szczerymi intencjami, relacjach świadków opowiadających o nich prokuratorom lub dziennikarzom. Czytelnik powinien więc zachować ostrożność w wyciąganiu prostych wniosków. Podaję źródła i kontekst i to powinno pozwolić ocenić wiarygodność, wskazać, w co wierzyć, a w co nie.
Jestem wdzięczny przede wszystkim tragicznie zmarłemu prezesowi IPN!u Januszowi Kurtyce, który otworzył przede mną archiwa Instytutu najszerzej, jak mógł ze względów prawnych, oddelegowując wielu pracowników, by służyli mi pomocą. Nie wszystkich poznałem osobiście, ale wszystkim dziękuję.
Dziękuję Piotrowi Pytlakowskiemu, ponieważ możliwość opisania tak wielu faktów była wynikiem naszej wspólnej reporterskiej pracy.
Sylwester Latkowski Warszawa, 26 września 2010 roku
19 listopada 1987 roku w gazecie wiedeńskiej „Neue Kronen Zeitung” ukazał się artykuł pt. Przemyt heroiny wartości ponad 100 milionów szylingów.
800 tysięcy szylingów rocznego zarobku nie wystarczało byłemu mistrzowi CSRS w
hokeju Jifiemu Bubli (38), dlatego został handlarzem narkotyków [...] Na ślad siatki
handlarzy narkotyków z siedzibą w Vancouver (Kanada) wpadli żandarmi z
Wydziału Kryminalnego w Wiedniu. Po zgonie 28!letniego mieszkańca Neustadt,
który przedawkował heroinę, ślad zaprowadził policjantów do Polaka mieszkającego
w Wiedniu. Jego zeznania były szokujące. Nikt inny jak Jifi Bubla, przez 10 lat
gwiazda narodowej reprezentacji CSRS w hokeju, uczestnik mistrzostw świata w
1977 roku w Wiedniu i następnie działacz kanadyjskiej NHL, był hurtowym
dostawcą trucizny. On przemycał heroinę do Wiednia, on skłonił działaczkę opieki
społecznej w Wiedniu do składowania trucizny i on porcjował heroinę o wadze 33
kilogramów i wartości 100 milionów szylingów. Mieszał ją z mlekiem w proszku i
pakował w pudełka po papierosach Marlboro i bombonierkach Ildefonso.
Kim był Polak, dzięki któremu austriacka policja dopadła mistrza hokeja Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej Jifiego Bublę? To urodzony w 1939 roku w Warszawie Wojciech Bohdan Papina. O ludziach takich jak on nigdy nie mówiło się w Polsce jako o ludziach mafii. Do dzisiaj niewiele osób ma pojęcie, że oni istnieli. Skąd się w ogóle wzięli ?
W mediach mafię przez wiele lat sprowadzano do gangsterów z Pruszkowa i Wołomina. Szefowie służb i policji twierdzili i nadal twierdzą, że w Polsce mafii nie ma.
- Od miesięcy konsekwentnie namawiam do umiaru w ocenach, jeśli idzie o zjawisko mafijności. Mówię cały czas, że obserwujemy zaczątki pewnych procesów mafijnych, zaś o tej klasycznej, czy zbliżonej do klasycznej, mafii jeszcze mowy być nie może. Nawołując do umiaru, absolutnie nie podejmowałem żadnych poczynań, których celem byłoby rozdmuchiwanie tego zagadnienia - stwierdził w Sejmie minister spraw wewnętrznych Andrzej Milczanowski (31 sierpnia 1995 roku). Milczanowski wypowiedział Milczanowski wypowiedział te słowa w momencie, kiedy struktury przestępcze, jak nigdy dotąd w Polsce, mieszały się z biznesem i polityką. Kiedy to olbrzymia liczba ludzi ze Służby Bezpieczeństwa, Milicji Obywatelskiej i służb wojskowych zasiliła prywatny biznes, przenosząc do niego, jako zasadę, konspirację, operowanie strachem, szantażem, groźbą, pobiciem czy zabójstwem. Wnosząc ze sobą nabyte umiejętności szpiegowania, analizy i znajomość agentury, zarówno tej zwykłej (przemysłowej, partyjnej, rządowej), jak i kryminalnej.
- To był błąd w myśleniu, że Polska jest krajem wolnym od procesów dziejących się w Europie, zwłaszcza Wschodniej, którą dotknęły wszystkie kryminalne plagi związane z transformacją. W Rosji byli oligarchowie, u nas było o nich cicho. Postanowiliśmy zająć się sprawdzeniem doniesień o powiązaniach znanych biznesmenów z szarą strefą. Wojtek Walendziak miał stworzyć listę biznesmenów z całej Polski i zająć się sprawdzeniem, co jest prawdą, a co zwykłą plotką o ich przestępczej działalności - mówi Marek Biernacki, który od 7 października 1999 do 19 października 2001 roku pełnił funkcję ministra spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Jerzego Buźka. W tym czasie stał się jednym z autorów wniosku o wznowie nie śledztwa w sprawie tzw. moskiewskiej pożyczki. W okresie jego urzędowania utworzono Centralne Biuro Śledcze. Wojciech Walendziak -wiceszef CBŚ w latach 2002!2003. Nadzorował min. instytucję świadka koronnego.
Zapytany o „listę biznesmenów”, były wiceszef CBS, Wojciech Walendziak, mówi o niej niechętnie, potwierdza jednak, że rozpoczęto wówczas rozpracowywanie niektórych biznesmenów. Jego niechęć jest zrozumiała, bo właśnie podjęcie działań wobec nich było przyczyną ataku na niego.
- Postanowiono złamać człowieka i zrobić z niego defraudanta ! wyjaśnia Marek Biernacki.
W mediach pojawiła się informacja o defraudacji w CBŚ około czterech milionów złotych przeznaczonych na program ochrony świadka koronnego. Podejrzanym miał być Wojciech Walendziak, który nadzorował instytucję świadka koronnego. Trwało właśnie wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Nieważne było, że dotyczyło ono tylko nieprawidłowości w wewnętrznym obiegu dokumentów, a nie defraudacji - Walendziak musiał odejść z policji. Obecnie żyje w ciszy, pracując w prywatnym biznesie. W 2009 roku jego nazwisko ponownie pojawiło się publicznie. Na zlecenie komisji śledczej przeanalizował policyjne materiały ze sprawy porwania i zabójstwa syna biznesmena spod Płocka, Krzysztofa Olewnika.
- Czy na liście było nazwisko XXXXXXX ? - pytam Wojciecha Wałendziaka. XXXXXXX to znany biznesmen z północy Polski, który pojawi się w dalszej części książki. Będę nazywał go „Biznesmenem z Północy”. To człowiek, który wspiął się na sam szczyt polskiego biznesu. Jak nikt inny zawsze był blisko świata biznesu, rządu i przestępców. Jak nikt inny zapracował sobie na status polskiego oligarchy, bo dzięki koneksjom politycznym zbudował swoje imperium. To dzięki nim uzyskiwał kolejne kontrakty z państwowych firm i instytucji.
Walendziak przytakuje. Ale nie chce o nim mówić. Pytam, czy wie, że akta ze sprawy rozpracowania „Biznesmena z Północy” trafiły do jego rąk. Sprzedał mu je jeden z funkcjonariuszy CBŚ z Gdańska.
Walendziak przytakuje. Ale nie chce o nim mówić. Pytam, czy wie, że akta ze sprawy
rozpracowania „Biznesmena z Północy” trafiły do jego rąk. Sprzedał mu je jeden z
funkcjonariuszy CBŚ z Gdańska.
Nie jest zdziwiony.
- Mogę teraz zrozumieć, dlaczego spotkało mnie to, co spotkało, a Marek Biernacki przez lata był marginalizowany - odpiera.
Mijają lata i nadal można usłyszeć w mediach uspokajające słowa.
Dariusz Janas, były szef Wydziału Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji, stwierdził, że w Polsce nie ma mafii. Według niego grupy przestępcze w naszym kraju nie stworzyły jednolitej, stabilnej struktury, jak choćby te we Włoszech. Poza tym powiązania polskich gangsterów z politykami, prokuraturą i policją nie były zbyt mocne, skoro udało się ich aresztować. (RMF, 18 września 2002 roku).
Jakie to aresztowania miał na myśli szef największego i najważniejszego wydziału kryminalnego policji w Polsce (bo to w stolicy znajduje się epicentrum łączenia się świata przestępczego z biznesem i rządem) ? Czy zapuszkowanie Aleksandra Gawronika, byłego senatora, i kilku gangsterów z Pruszkowa zakończyło, według niego, problem powiązań świata przestępczego ze światem polityki?
Dopiero po zabójstwie ministra sportu Jacka Dębskiego (12 kwietnia 2001 roku) zaczęły się pojawiać w świadomości opinii publicznej takie postacie jak Jeremiasz Barański, pseudonim „Baranina", czy Ricardo Fanchini. A to właśnie między innymi tacy ludzie jak „Baranina", Fanchini i Papina tworzyli zręby prawdziwej mafii w Polsce.
Dlaczego przez wiele lat było o nich cicho, chociaż, co wynika z akt dawnego MSW, Służby Bezpieczeństwa (obejmujących lata osiemdziesiąte), do których dotarłem, byli już dobrze znanymi postaciami w świecie przestępczym? W latach dziewięćdziesiątych byli nadal bezkarni. Niektórzy pozostali bezkarni do dzisiaj. Czy Andrzej Milczanowski, zaprzeczając istnieniu mafii, nie wiedział o ich istnieniu? Kłamał czyjego okłamywano? Dlaczego znane ludziom służb osoby nadal mogą spokojnie prowadzić działalność i napychać swoje sejfy i kieszenie, nie przebierając w środkach, od przemytu po zlecenie zabójstwa? Powoli na światło dzienne wychodzą dokumenty, zaczynają mówić świadkowie, obnażając niewygodną prawdę ! stały i stoją za nimi służby specjalne: od cywilnych po wojskowe, policja kryminalna lub byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej. Można powiedzieć, że największych łajdaków w świecie przestępczym stworzyli ci, którzy mieli ich ścigać i łapać. ! Oni zawsze gotowi są kłamać, by chronić swoją reputację – mówi R Sz., który w wydziałach operacyjnych SB, potem UOP-u i ABW dosłużył się wysokiego stopnia, kilku „medalików”, jak nazywa państwowe i resortowe odznaczenia, marskości wątroby i zgorzknienia o smaku podłego wytrawnego wina bułgarskiego, którym mnie poczęstował w czasie spotkania - Podarunek od „przyjaciół stamtąd” - zapewnia.
Spotkał się ze mną po długich namowach jego znajomych. Ostatecznie drzwi jego domu otworzyła mi moja książka i film Zabić Popalę. Opisałem tam negatywnie kogoś, kto zaszedł mu za skórę, jego śmiertelnego wroga, byłego kolegę ze służb. Nie ukrywał rozgoryczenia działaniem instytucji, której poświęcił całe swoje życie.
- Tajne operacje, agentura, pomieszanie z poplątaniem intryg i spisków. Przekonani są o konieczności stosowania pozaprawnych, czasami wręcz bezprawnych metod. Jak nie można dojść do prawdy, można ją przecież sfabrykować... Posiadanie takich figurantów jak „Łysy" (ksywa Wojciecha Papiny) daje poczucie władzy, przekonanie, że wszystko się kontroluje. Rządzi się światem, który tak naprawdę jest nieznany. Oni nigdy się do tego nie przyznają, ukryją prawdę, by nie wyszło na jaw, że są ślepi.
Marek Minchberg, zwany „Grubym Markiem", o którym będzie mowa w dalszej części książki, dobry znajomy Wojciecha Papiny, mówi:
- Papinę znałem, zanim wyjechał do Wiednia. To był krętacz i oszust, a do tego konfident. Ile razy siedział, tyle razy kapował.
Polska mafia. Spis treści 21-03-2011 16:03
Czy książka Sylwestra Latkowskiego "Polska mafia" zostanie zamilczana? - pyta na Facebook Anna Marszałek. 20-03-2011 19:07
"Pokaż majtki wiosną!" i odechciewa się lektury poważnej gazety 19-03-2011 18:54
Sobota. Kawa. Człowiek bierze do ręki gazetę, ale nie tabloid, coś co wydaje mu się poważnym tytułem. Z obowiązku musiałem przeczytać list Donalda Tuska (jako jeden z tych czterech według Palikota piszących książkę o premierze. Znam autorów drugiej Michała Majewskiego i Pawła Reszkę, pozostałych nie, choć podejrzewam, że w rozmnożeniu nas odegrała swoją rolę wyobraźnia pana Janusza). A tu na okładce dodatku Gazety Wyborczej "Wysokie obcasy" bije w oczy najważniejszy tytuł, wielkimi literami: "POKAŻ MAJTKI WIOSNĄ". I po lekturze. Nie będę psuł sobie smaku kawy.
Czas zakończyć ten cyrk 16-03-2011 14:35
Wczoraj w programie Tomasza Sekielskiego „Czarno na białym” przewodniczący komisji naciskowej Andrzej Czuma zdyskredytował swoją komisję.Jak stwierdził: "Nadużyć za dużo nie było, one się mieszczą w normalnych granicach." Więc po co nadal wzywa na przesłuchania przed komisję, którą sam nazwał komisją do spraw „prózniactwa CBA”? Może czas zakończyć ten cyrk? Nie marnować swojego czasu i innych? O pieniądzach publicznych nie wspomnę.
Ostatnia Wieczerza krok do przodu 14-03-2011 18:17
Pierwszy próbny wydruk plakatu do "Ostatniej Wieczerzy" autorstwa Iwony Murawskiej. Rafał Samborski zamyka kolejną montażową wersję filmu. Do Wrocławia, do Leszka Możdżera wysłano materiały by mógł zacząć pracować nad muzyką. Pozostało jeszcze tylko wyżebranie kolejnych pieniędzy, aby zamknąć projekt. Premiera na pewno w tym roku.
Białe kołnierzyki umyły ręce 14-03-2011 15:43
Trzy lata po światowym kryzysie wywołanym masowymi oszustwami ani jeden menedżer nie siedzi za kratkami. To błąd – mówi autor oscarowego dokument „Inside Job” Charles Ferguson (Za Gazetą Wyborczą) i dodaje: Zadzwoniłem do Goldman Sachs. Nie odpowiedzieli na moje pytania, ale słyszałem, że śmieją się tam, po drugiej stronie.
OL 10-03-2011 22:00
Wczoraj długa wieczorna rozmowa z OL. Dzisiaj lektura jej książki. Kolejny telefon. Zobaczymy, do czego to doprowadzi.
O samotności 07-03-2011 14:44
Wczoraj niedziela w zaciemnionym studio i długa rozmowa o książce "Polska mafia". Kamery nagrały naszą blisko dwugodzinną rozmowę. Na końcu refleksja, że najpewniej książkę będą chcieli zmilczeć. Mój rozmówca tego nie zrobi. Zapewnia.
Dzisiaj rozmowa z dziennikarzem, który myśląc to samo, mówi, że zgłosi temat szefom. Dzięki temu nie mam poczucia samotności, uczucia, jakie towarzyszyło przy publikacji książki „Zabić Papałę".
Szkoda tych ludzi na ten kraj 02-03-2011 00:09
Dzięcioł wie, co myśli naród 01-03-2011 20:18
Poseł Janusz Dzięcioł (PO) stwierdził, że spełniono oczekiwania społeczne, przyznając nowe uprawnienia straży miejskiej. Zrobił sondę w domu Wielkiego Brata?
Ostatnia Wieczerza. Zdjęcia robocze: ASP Gdańsk cz. 1 28-02-2011 00:11
Umył ręce i jest czysty 26-02-2011 20:22
Były minister sprawiedliwości tworzy nowy rząd tymczasowy z siedzibą w Bengazi. - Libia jest jednością, jej stolicą jest Trypolis - mówi. - Kaddafi sam odpowiada za zbrodnie w kraju - mówi polityk.Minister do tej pory zawijał sreberka w rządzie Kadafiego.
O sporcie 25-02-2011 21:49
Jan Krzysztof Bielecki do mnie: "Po panu widać, że nie uprawia pan żadnego sportu"
Zdjęcia do filmu Ostatnia Wieczerza (ASP w Gdańsku, 23.02.2011r.) 24-02-2011 22:06
Świętokradztwo i Ostatnia Wieczerza 22-02-2011 21:57
Na zdjęicach: Sylwester Latkowski, Michał Leśniewski, Michał Misiuro i Maciej Świeszewski
Sitwa w sprawie Olewnika 21-02-2011 22:47
Poniżej fragment artykułu napisanego we wrześniu 2009 roku z Piotrem Pytlakowskim. Artykuł ostatecznie się nie ukazał. I nie chodziło o cenzurę. Po prostu, uznaliśmy,że damy czas prokuraturze. Co wynikło? Jutro Gazeta Wyborcza publikuje artykuł oparty m.in o rozmowę ze świadkiem Piotrem D.
Sprzysiężenie esbecko-policyjne
Gdańska prokuratura sprawdza kolejną hipotezę, o spisku zawiązanym przez grupę wywodzącą się z dawnej SB i MO, a potem ulokowaną w policji i innych służbach III RP. Opowiada o tym pewien starający się o status świadka koronnego płocki biznesmen. Za wielomilionowe oszustwa na podatku VAT skazano go na więzienie. Ukrywa się, ale z prokuraturą chce współpracować.
W latach 90. jego interesy szły świetnie, ale kiedyś został zatrzymany na granicy. Jako powód podano podejrzenie, że przemyca narkotyki. Narkotyków nie znaleziono, został zwolniony, a już niedługo zaprosił go na rozmowę komendant wojewódzki policji w Płocku Maciej Książkiewicz. Był przyjacielski, współczujący. Zaproponował przedsiębiorcy bliższą znajomość. Zaczęli spotykać się na gruncie prywatnym. Wkrótce biznesmen dopuścił komendanta do swojej spółki. To miała być dla niego gwarancja bezpieczeństwa. Tym bardziej, że Książkiewicz powoływał się na swoje mocne wejścia w Warszawie, opowiadał o przyjaźni z Romanem K., szarą eminencją w MSWiA. Skończyło się aferą. Kontrola skarbowa wykryła wielomilionowe wyłudzenia. Tę wersję potwierdzają wpisy do KRS. W zarządzie założonej przez biznesmena spółki wciąż zasiadają dwie osoby prawdopodobnie z rodziny byłego komendanta, noszą to samo nazwisko.
Według śledczych w podobny sposób próbowano podejść Włodzimierza Olewnika. Proponowano mu przejęcie upadających zakładów mięsnych na Służewcu. Oficjalnie właścicielem miał być podstawiony figurant, jakaś firma-słup. Nieoficjalnie zaś cichymi udziałowcami byliby Olewnik i Książkiewicz. Ten drugi miał dać know-how, a ten pierwszy pieniądze. Niewielkie, w sumie ok. 700 tys. zł. Sam Olewnik pytany o propozycje rzekomo składane przez Książkiewicza, odpowiada mgliście, że owszem, ten coś proponował, ale on, czyli Olewnik, udawał jedynie zainteresowanie, przeciągał rozmowy, nie ufał rozmówcy. Przed komisją śledczą dopowiedział, że Książkiewicz zaprosił go kiedyś do loży dla VIP-ów na wyścigi konne na Służewcu, miał tam być Waldemar Pawlak. Ale nie poszedł, bo nie interesował go biznes proponowany przez komendanta. „Nie lubię spółek” – oświadczył.
Maciej Książkiewicz do 1999 r. był płockim komendantem, a po reformie administracyjnej, został wiceszefem Mazowieckiej Komendy Policji w Radomiu. Swego czasu lansowano jego kandydaturę na stołek komendanta głównego. Nie wszyscy pamiętają, że popierali go wówczas ludowcy z PSL. We wrześniu 2003 r. w wieku 57 lat nagle zmarł we własnym domu. Według jednej wersji przyczyną był atak serca, według innej chorował na raka. Do dzisiaj niektórzy całkiem poważnie podejrzewają, że śmierć i pogrzeb byłego komendanta były jedynie mistyfikacją, rzekomo zmarły żyje i się ukrywa. Echa tej nieprawdopodobnej hipotezy pobrzmiewały też podczas obrad sejmowej komisji śledczej. Posłowie dopytywali świadków, czy byli uczestnikami pogrzebu Książkiewicza i czy było tam coś, co zwróciło ich uwagę.
Nie będzie przełomu 21-02-2011 22:00
W druku. Planowana premiera 23 marca 19-02-2011 09:49
Moraliści z Hollywood 19-02-2011 08:54
Banksy nakręcił dokument„Wyjście przez sklep z pamiątkami, ktory jest nominowany do Oscara. Banksy ukrywa swój wizerunek, więc pojawiłs Najbardziej zakłamana, zdeprawowana, cyniczna i pozbawiona zasad branża filmowa, nie w puści na scenę Kodak Theatre zakapturzonego artysty, bo uwłaczałoby to powadze imprezy.
Refleksja po konferencji polskich prokuratorów 18-02-2011 13:18
Jazda pociągiem polskich prokuratorów do Moskwy metaforycznie pokazuje jak w naszym prokuratorskim śledztwie smoleńskim jego tempo jest ważne.
Według rozkładu jazdy podróż z Warszawy do Moskwy trwa 18 godzin i 5 minut. Odprawa po stronie rosyjskiej trwa minimum 2 godziny.
Po co być medialną tubą? 17-02-2011 11:19
Sesja fotograficzna do plakatu filmu „Ostatnia Wieczerza”. Zdjęcia Krzysztof Górski. – „Światło było żmudnie ustawiane w taki sposób, by było identyczne, z tym na obrazie Ostatnia Wieczerza” – mówi autorka plakatu Iwona Murawska. 16-02-2011 19:19
Po lekturze książki Romana Graczyka 14-02-2011 17:01
Po lekturze książki Romana Graczyka „CENA PRZETRWANIA? SB a „Tygodnik Powszechny”. Jeden z akapitów (s.10) właściwie dobrze podsumowuje tezę książki. Tak, tezę, bo autor ją miał pisząc. Któż jej zresztą z autorów nie ma? Słuszna teza? Dla mnie nazbyt zero-jedynkowa. Graczyk pisze: „Także 20-letni (1956/1957 – 1976) okres oficjalnego uczestnictwa środowiska w systemie politycznym nie może być lekceważony. Nie da się na poważnie bronić poglądu, że mimo wieloletniego partycypowania w instytucjach PRL-u środowisko cały czas prowadziło wojnę z systemem. Trzeba powiedzieć, że był to, specyficzny i powściągliwy, ale jednak udział w tym systemie. W sumie więc widać jasno, że nie lukrowany, lecz prawdziwy obraz środowiska nie jest aż tak krzepiący, jak chcą Żakowski, Jarocki czy Kraśko, choć pozostaje on ciągle krzepiący na ogólniejszym tle stosunków społecznych w PRL-u.”
Raport w sprawie Krzysztofa Olewnika wyciekł do Internetu 12-02-2011 10:31
Tak zwany wyciek 09-02-2011 19:20
TVN 24 ogłosił sukces, bo dziennikarze tej stacji dotarli do wstępnej wersji raportu komisji śledczej ds. śmierci Krzysztofa Olewnika i wyciągnęli daleko idące wnioski. Obwieścili mianowicie, że jeden z porywaczy Sławomir Kościsk prawdopodobnie wcale nie popełnił samobójstwa. Tak ma wynikać z opisu lekarza badającego zwłoki. Wiadomość podano w formie sensacji. News polega na tym, że lekarz stwierdził u denata obtarcia na przedramionach i uszkodzone żebra, co niechybnie wskazuje, że Kościuk został zamordowany. Ponoć nikt tego dotychczas nie ujawnił.
Otóż, wiadomość o urazach znalezionych na ciele samobójcy nie jest nowa. W wydanej w 2009 r. książce „Śmierć za 300 tysięcy” niżej podpisani przytoczyli opis uszkodzeń ciała, jakie stwierdzono u Kościuka. Miał dziwne ślady na przedramionach. Miał złamane żebra. więcej>>>
Remake 08-02-2011 16:23
Pamiętacie? Pod kanapą w salonie domu Krzysztofa Olewnika po upływie ośmiu lat odnaleziono krew. W innym miejscu drugi ślad krwi. Jedna z nich miała być krwią ukraińskiej prostytutki, a okazało się, że była to krew Włodzimierz Olewnika (Druga krew też nie należy do kobiety, a do niezidentyfikowanego mężczyzny). To tak na podsumowanie dzisiejszego medialnego zamieszania, czyli „remake” znanych wcześniej informacji w sprawie Olewnika.
Zabili Kościuka (rozdział z opublikowanej w 2009r. książki) 08-02-2011 11:57
Idioci radni z Poronina 05-02-2011 20:31
Po wczorajszym dniu spotkań, tradycyjnej już co tygodniowej wątróbce z jabłkami z…. w restauracji nowego hotelu poselskiego, dzisiaj zamiast planowanego pisania książki o premierze Donaldzie Tusku (który zamienia się dla mnie w goniącego białego króliczka), zasiadłem przed ekranem i obejrzałem filmy dokumentalne. Koreański film "Złom z całego świata" w reżyserii Bong-Nam Park. W Chittagong, portowym mieście w Bangladeszu prawie połowa statków świata rozbierana jest tam na części. W tak zwanych stoczniach dwadzieścia tysięcy ludzi ( w tym dzieci) pracuje w skrajnych warunkach. Po nim francuski „Dom” (reż. Yann Arthus-Bertrand). Piękne zdjęcia, ale już mniej to co wyrażają. Oba filmy przygnębiające.
Postanowiłem przerwać ten seans filmowy i zanurzyć się w książce Geralda Martina „Gabriel Garcia Marquez. Życie” . Marquez niczym Kapuściński budował swój życiorys na mieszaniu prawdy i fikcji. „Chyba żadne dzieło współczesnego pisarza nie ukazuje tak jak książki Garcii Marqueza urzekająco, wręcz tajemniczo, relacji między prawdą, fikcją, pozorami rzeczywistości i szczerością”
Paweł Szwed na Facebook, tak słusznie skomentował powrót Lenina do Poronina: "Trudno dać wiarę, że taki kretynizm może się publicznie akurat w Polsce ujawniać. Kończę "Rosję bolszewikow" Pipesa. Polecam tę lekturę zidiociałym radnym Poronina."
A wystarczyło poczytać informacje na Facebook i Twitter 30-01-2011 20:10
Jeszcze w piątek i sobotę nasze telewizje uspokajały i przekonywały, że w kurortach w Egipcie jest bezpiecznie. Nie będzie tam protestów. Przecież to strefy pilnie strzeżone. A to, że pracują tam Egipcjanie wydawało się im bez znaczenia. Każdy kto tam był ostatnio odczuwał mniejszą lub większą niechęć do obcych. Jedyne na co było stać telewizje, to radzenie wybierającym się tam Polakom by unikali chodzenia w krótkich spodenkach, bo to może ich sprowokować. Do czego? Do demonstracji przeciw Mubarakowi? Tego nie wyjaśniono. Można lecieć na wakacje, zapewniali prezenterzy i bezmyślnie robili PR biurom turystycznym, aby sprzedaż wycieczek trwała. Wtórował im w tym oczywiście nasz MSZ. Wiadomo, mamy dobrze poinformowaną służbę dyplomatyczną i wywiad. A dzisiaj zdziwienie. Jednak w kurortach protestują. Nagle biura wstrzymują wyloty, zaczynają ewakuować. Godzinę temu MSZ otrzeźwiało i stanowczo odradza wyjazdów do Egiptu. Kto z wydawców i prowadzących programy przeprosi tych, którzy wylecieli, bo ich posłuchali i teraz się muszą pakować lub zakupili wycieczkę? Oczywiście, teraz media będą odkręcać kota ogonem i uderzą w dzwon – nasi zagrożeni, ratujmy ich! A wystarczyło poczytać informacje na Facebook i Twitter, żeby nie opowiadać ludziom bzdur.
Od trzech dni oglądam tylko ALJAZEERA 29-01-2011 16:35
Facebook i Twitter jako pierwsze w Polsce zauważyły to, co dzieje się w Afryce Północnej i jakie to ma znaczenie dla reszty świata, w tym naszego kraju. Dojście do władzy ortodoksyjnych islamistów oznacza przewrót geopolityczny. Tradycyjne polskie media pogubione, żyją w innym świecie. Ponizej kilka komentarzy dotyczących tej sytuacji, opublikowanych na Facebook.
‎22 stycznia Piotr Niemczyk napisał: „W Algierii i Jaordanii masowe demonstracje. W Egipcie kolejne samospalenia. Sudan i Liban na pograniczu wojny domowej. A w dzisiejszych Faktach TVN obok katastrofy smoleńskiej dwa najważniejsze tematy to: płatne towarzystwo na studniówkę i wielka kariera "nie masz cwaniaka nad warszawiaka".
Tomasz Butkiewicz: „Świetnie koresponduje z tym komentarz Naszkowskiej na wyborcza.pl o tytule: co tam świat, my mamy katastrofę! gdzie pomstuje na media, że na zajmują się rewoltami w Arabii. Obok na czołówce tekst o Kaczyńskim.”
Maria Mania Bnińska: „Ale Wyborcza - papierowa - tez się nie pokusiła o jakąkolwiek analizę sytuacji w Egipcie czy w Północnej Afryce. Tylko zestawienie wydarzeń. A wystarczyło oglądać wczoraj Al Jazeere i już gotowa analiza :) Ech, ręce opadają.”
Ja: Dzisiaj Wprost.pl podawał:"Kilkuset demonstrantów chce ustąpienia Mubaraka". Tymczasem jest ich ok 50 tys.. Wystarczy włączyć ALJAZEERA i widać na własne oczy, że więcej jest demonstrujących.
Ja: Zapraszanie do studia telewizyjnego archeologa, który mówi, że nie wolno teraz chodzić tam w krótkich spodenkach nie objaśnia tego co się teraz dzieje w Egipcie.
Malgorzata Machowska: "Perełka sprzed 2 dni: PR pr.3, serwis wieczorny. Gdy na ulicach Kairu lała się krew pierwsza wiadomość brzmiała - ' Ponad 60% Polaków cierpi na nadwagę"
Elżbieta Wiśniewska: "Tak naprawdę to w tym co obserwujemy nie ma nic zaskakującego. Nasze media sa skupiione na naszych polskich sprawach a wrecz na plotkach. Tak jest łatwiej i wygodniej. Juz kilka razy w róznych sytuacjach porównywałam czołowki prasy angielsko i francuskojęzycznej zestaw nagłowków i kolejnośc tematów u nich podobana w Polsce zupełnie inna. Gdy wydarza sie cos w odległych krajach to zaczynamu ich szukać na mapie. To co dzieje sie w Egipcie może przeorac scene polityczna swiata a my o tym czy można nurkowac bezpiecznie. Więcej uwagi poswięcono rekinom w Sharm."
Fragment korespondencji z Piotrem Niemczykiem, który doskonale podsumowuje problem:” Obawiam się, że nadawcy mają badania, z których wynika, że "przeciętnego Polaka" nie obchodzi nic oprócz wewnętrznych sporów, albo bzdur w rodzaju "nie masz cwaniaka nad warszawiaka". Tyle że jak ma to kogokolwiek interesować, jeżeli serwisy informacyjne w ogóle o tym nie mówią.”
Wśród dziennikarzy są oficerowie pod przykryciem 27-01-2011 19:08
Fragment książki "Agent Tomasz i inni. Przykrywkowcy." Bogdna Święczkowski, powiedział nam:
– Agent w miarę możliwości powinien byćł okablowany, jego rozmowy należy nagrywać, powinien mieć GPS, żeby było wiadomo, gdzie się porusza. Należy wykorzystywać inne osoby, agentów, którzy nie wiedząc, że to też jest agent pod przykryciem, będą sprawdzać, co robi, czym się zajmuje i jak. W ABW jest inna sytuacja niż na przykład w policji. Wielu funkcjonariuszy pracuje pod przykryciem w jakichś firmach, w instytucjach. Ich kontrolujemy innymi metodami.
http://www.nexto.pl/ebooki/agent_tomasz_i_inni__przykrywkowcy_p13573.xml
Karnowski ściga Możdżera (bo ten zatroszczył się o palaczy) :) 27-01-2011 08:13
O sondzie 26-01-2011 11:22
Słyszę o uczestniczeniu w sensie nienawiści. Dlaczego nie można odpowiedzieć na pytanie: Jak skończy Kaczyński? Czy mam odpowiadać za wypowiedzi innych osób, z którymi się nie zgadzam? Nie mam prawa wypowiadać się dla tygodnika „NIE”? Po tym co ostatnio stało się w mediach, są tytuły i redaktorzy (w tym prawicowi, a raczej proPiS-owscy, bo mają gdzieś konserwatywne idee), którzy zeszli poniżej poziomu tygodnika „NIE” i jakoś medialny establishment tego nie zauważa. Przypomnę także hipokrytom, że poza „Urbanową aberracją” tygodnik NIE czasami jeszcze zamieszcza artykuły śledcze, których gdzie indziej coraz mniej. Oto moja odpowiedź jakiej udzieliłem w sondzie dla tygodnika „NIE”:
Świeszewski. Dlaczego maluje? 23-01-2011 12:43
A gdzie realizacja obietnicy wycofania z Afganistanu? 22-01-2011 23:13
Tak widzi świat wydawca 22-01-2011 21:45
Piotr Niemczyk na Facebook: W Algierii i Jaordanii masowe demonstracje. W Egipcie kolejne zamospalenia. Sudan i Liban na pograniczu wojny domowej. A w dzisiejszych Faktach TVN obok katatsrofy smoleńskiej dwa najważniejsze tematy to: płatne towarzystwo na studniówkę i wielka kariera "nie masz cwaniaka nad warszawiaka".
Kilimandżaro (Huelle o sztuce współczesnej) 22-01-2011 18:11
Idiota z TVP Kultura 21-01-2011 20:17
Huelle: Dla awangardystów Ostatnia Wieczerza to skandal! 20-01-2011 22:02
Stenogram ze 138. posiedzenia sejmowej komisji śledczej ds nacisków 20-01-2011 20:30
https://docs.google.com/viewer?url=http://orka2.sejm.gov.pl/KomSled6.nsf/0/FDC7D7E9BB1A2A29C125781B002F9513/$file/138_stenogram.pdf
Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Prezesa Rady Ministrów w sprawie pozyskiwania przez służby specjalne informacji objętych tajemnicą telekomunikacyjną 20-01-2011 20:11
W związku z pojawiającymi się w środkach masowego przekazu informacjami dotyczącymi pozyskiwania przez poszczególne służby informacji objętych tajemnicą komunikowania się w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich został zbadany stan prawny obowiązujący w tym zakresie. Analiza tego stanu prawnego prowadzi do konkluzji, iż jest on niezgodny z Konstytucją RP oraz z Europejską Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.
Na wstępie należy wskazać, iż w myśl art. 159 ust. 1 ustawy z dnia 16 lipca 2004 r. - Prawo telekomunikacyjne (Dz. U. Nr 171, poz. 1800 ze zm.) tajemnica komunikowania się w sieciach telekomunikacyjnych, zwana dalej „tajemnicą telekomunikacyjną", obejmuje:
5) dane o próbach uzyskania połączenia pomiędzy zakończeniami sieci, w tym dane o nieudanych próbach połączeń, oznaczających połączenia między telekomunikacyjnymi urządzeniami końcowymi lub zakończeniami sieci, które zostały zestawione i nie zostały odebrane przez użytkownika końcowego lub nastąpiło przerwanie zestawianych połączeń.
W świetle powyższego tajemnica komunikowania się obejmuje nie tylko samą treść przekazu (komunikatu, rozmowy), lecz obejmuje ona również takie elementy jak dane dotyczące użytkowników, dane lokalizacyjne urządzenia końcowego czy też dane o próbach uzyskania połączeń. Z art. 159 ust. 2 pkt 4 Prawa telekomunikacyjnego wynika natomiast, iż zakazane jest zapoznawanie się, utrwalanie, przechowywanie, przekazywanie lub inne wykorzystywanie treści lub danych objętych tajemnicą telekomunikacyjną przez osoby inne niż nadawca i odbiorca komunikatu, chyba, że będzie to konieczne z innych powodów niż wskazane w art. 159 ust. 2 pkt 1-3, przewidzianych ustawą lub przepisami odrębnymi. Ponadto z wyjątkiem przypadków określonych ustawą, ujawnianie lub przetwarzanie treści albo danych objętych tajemnicą telekomunikacyjną narusza obowiązek zachowania tajemnicy telekomunikacyjnej (art. 159 ust. 3 Prawa telekomunikacyjnego).
W związku z powyższym wkroczenie w sferę tajemnicy komunikacyjnej jest możliwe co do zasady jedynie w przypadkach ściśle określonych ustawą. Zawarte w tym zakresie w Prawie telekomunikacyjnym rozwiązania korespondują z treścią art. 49 Konstytucji RP. Stanowi on, iż zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony. Z art. 8 ust. 1 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności wynika zaś, że każdy ma prawo do poszanowania swojej korespondencji. Prawo to w rezultacie obejmuje bezpośrednie komunikowanie się z konkretnie oznaczonymi osobami. Korespondencja obejmuje przy tym wszelkie techniczne formy przekazywania wiadomości. Zgodnie z art. 8 ust. 2 Europejskiej Konwencji niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w korzystanie z prawa do poszanowania korespondencji, z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę i koniecznych w demokratycznym społeczeństwie z uwagi na bezpieczeństwo państwowe, bezpieczeństwo publiczne lub dobrobyt gospodarczy kraju, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób.
Rozwiązania zawarte w Prawie telekomunikacyjnym nie budzą wątpliwości z punktu widzenia spełnienia standardu formalnego gwarantowanego przez art. 49 Konstytucji RP i art. 8 ust. 2 Europejskiej Konwencji. Ograniczenia w zakresie dotyczącym tajemnicy telekomunikacyjnej zostały bowiem wprowadzone ustawą. Poważne wątpliwości natomiast dotyczą innych aspektów wiążących się z gwarancjami ochrony tajemnicy telekomunikacyjnej.
W tym kontekście należy zwrócić uwagę na regulacje prawne dotyczące pokrewnej materii. Otóż obowiązujące przepisy prawa przewidują możliwość zarządzenia kontroli operacyjnej. Kontrola taka jest niejawna i polega m. in. na stosowaniu środków technicznych umożliwiających uzyskiwanie w sposób niejawny informacji i dowodów oraz ich utrwalanie, a w szczególności treści rozmów telefonicznych i innych informacji przekazywanych za pomocą sieci telekomunikacyjnych. Jednakże kontrola operacyjna jest zarządzana przez sąd, ma ona charakter subsydiarny (jest więc zarządzana, gdy inne środki okazały się bezskuteczne albo zachodzi wysokie prawdopodobieństwo ich nieskuteczności), a ponadto dotyczy ona co do zasady ściśle określonych czynów zabronionych, zaś materiały uzyskane w wyniku kontroli operacyjnej podlegają zniszczeniu, jeśli okazały się nieprzydatne z punktu widzenia prowadzonego postępowania (por. art. 19 ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji - Dz. U. z 2007 r. Nr 43, poz. 277 ze zm.; art. 9e ustawy z dnia 12 października 1990 r. o Straży Granicznej - Dz. U. z 2005 r. Nr 234, poz. 1997 ze zm.; art. 36c ustawy z dnia 28 września 1991 r. o kontroli skarbowej - Dz. U. z 2004 r. Nr 8, poz. 65 ze zm.; art. 31 ustawy z dnia 24 sierpnia 2001 r. o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych - Dz. U. Nr 123, poz. 1353 ze zm.; art. 27 ustawy z dnia 24 maja 2002 r. o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu - Dz. U. z 2010 r. Nr 29, poz. 154; art. 17 ustawy z dnia 9 czerwca 2006 r. o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym - Dz. U. Nr 104, poz. 708 ze zm.; art. 31 ustawy z dnia 9 czerwca 2006 r. o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego - Dz. U. Nr 104, poz. 709 ze zm.).
Powołane powyżej przepisy, z uwagi na to, że kontrola operacyjna z natury rzeczy ma charakter niejawny, mają charakter gwarancyjny. Ich celem jest przede wszystkim wykluczenie arbitralności działań podejmowanych w tym zakresie przez organy władzy publicznej.
Jednakże wymienione służby oprócz kontroli operacyjnej prowadzonej na podstawie wskazanych powyżej przepisów zostały wyposażone także w inne uprawnienia, których istota sprowadza się do ingerencji w tajemnicę komunikowania się. I tak w myśl art. 20c ust. 1 ustawy o Policji w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw Policja może mieć udostępnione dane, o których mowa w art. 180c i 180d ustawy Prawo telekomunikacyjne, zwane dalej „danymi telekomunikacyjnymi", oraz może je przetwarzać. Są to więc dane niezbędne do ustalenia zakończenia sieci, telekomunikacyjnego urządzenia końcowego, użytkownika końcowego (inicjującego połączenie, do którego kierowane jest połączenie), a także dane niezbędne do określenia daty i godziny połączenia oraz czasu jego trwania, rodzaju połączenia oraz lokalizacji telekomunikacyjnego urządzenia końcowego (art. 180c ust. 1 Prawa telekomunikacyjnego). Ponadto odwołanie się do art. 180d Prawa telekomunikacyjnego wskazuje, że w omawianym trybie Policja może pozyskiwać dane, o których w art. 159 ust. 1 pkt 1 i pkt 3-5, w art. 161 oraz w art. 179 ust. 9 Prawa telekomunikacyjnego. W grę wchodzi więc pozyskiwanie takich danych jak: dane dotyczące użytkownika; dane transmisyjne, które oznaczają dane przetwarzane dla celów przekazywania komunikatów w sieciach telekomunikacyjnych lub naliczania opłat za usługi telekomunikacyjne, w tym dane lokalizacyjne, które oznaczają wszelkie dane przetwarzane w sieci telekomunikacyjnej wskazujące położenie geograficzne urządzenia końcowego użytkownika publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych; dane o lokalizacji, które oznaczają dane lokalizacyjne wykraczające poza dane niezbędne do transmisji komunikatu lub wystawienia rachunku; dane o próbach uzyskania połączenia między zakończeniami sieci, w tym dane o nieudanych próbach połączeń, oznaczających połączenia między telekomunikacyjnymi urządzeniami końcowymi lub zakończeniami sieci, które zostały zestawione i nie zostały odebrane przez użytkownika końcowego lub nastąpiło przerwanie zestawianych połączeń (art. 159 ust. 1 pkt 1 i 3-5 Prawa telekomunikacyjnego). W ramach pozyskiwania danych dotyczących użytkownika będącego osobą fizyczną Policja w tym trybie może również pozyskać takie dane jak: nazwisko i imię; imiona rodziców; miejsce i data urodzenia; adres miejsca zameldowania na pobyt stały; numer ewidencyjny PESEL - w przypadku obywatela Rzeczypospolitej Polskiej; nazwę, serię i numer dokumentu potwierdzającego tożsamość, a w przypadku cudzoziemca, który nie jest obywatelem państwa członkowskiego albo Konfederacji Szwajcarskiej - numer paszportu lub karty pobytu; zawarte w dokumentach potwierdzające możliwość wykonania zobowiązania wobec dostawcy publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych wynikające z umowy o świadczenie usług telekomunikacyjnych (art. 161 ust. 2 Prawa telekomunikacyjnego). Policja może ponadto pozyskać także inne dane użytkownika, jeśli pozostają one tylko w dyspozycji dostawcy publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych takie jak: numer identyfikacji podatkowej NIP; numer konta bankowego lub karty płatniczej; adres korespondencyjny użytkownika, jeżeli jest on inny niż adres miejsca zameldowania użytkownika, a także adres poczty elektronicznej oraz numery telefonów kontaktowych (art. 161 ust. 3 Prawa telekomunikacyjnego).
Wreszcie w trybie określonym w art. 20c ust. 1 ustawy o Policji funkcjonariusze Policji mogą pozyskać prowadzony przez przedsiębiorcę telekomunikacyjnego elektroniczny wykaz abonentów, użytkowników lub zakończeń sieci, uwzględniający dane uzyskane przy zawarciu umowy (art. 179 ust. 9 Prawa telekomunikacyjnego).
W związku z powyższym nie ulega wątpliwości, że regulacja zawarta w art. 20c ust. 1 ustawy o Policji zapewnia funkcjonariuszom Policji szeroki dostęp do danych, które są objęte tajemnicą komunikowania się. Analogiczny dostęp do wymienionych danych został zapewniony Straży Granicznej (art. lOb ust. 1 ustawy o Straży Granicznej), wywiadowi skarbowemu (art. 36b ust. 1 pkt 1 ustawy o kontroli skarbowej), Żandarmerii Wojskowej (art. 30 ust. 1 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych), Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (art. 28 ust. 1 pkt 1 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu), Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu (art. 18 ust. 1 pkt 1 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym), Służbie Kontrwywiadu Wojskowego (art. 32 ust. 1 pkt 1 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego).
Omawiane dane objęte tajemnicą komunikowania się są udostępniane: „w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw" (art. 20c ust. 1 ustawy o Policji); „w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw" (art. lOb ust. 1 ustawy o Straży Granicznej); „w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw skarbowych lub przestępstw, o których mowa w art. 2 ust. 1 pkt 14b, oraz naruszeń przepisów, o których mowa w art. 2 ust. 1 pkt 12", tj. także w celu zapobiegania i ujawniania przestępstw, o których mowa w art. 228-231 k. k., popełnianych przez osoby zatrudnione lub pełniące służbę w jednostkach organizacyjnych podległych ministrowi właściwemu do spraw finansów publicznych oraz w celu zapobiegania i wykrywania naruszeń krajowych przepisów celnych oraz ścigania naruszeń krajowych lub wspólnotowych przepisów celnych (art. 36b ust. 1 pkt 1 ustawy o kontroli skarbowej); „w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw, w tym skarbowych" (art. 30 ust. 1 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych); w celu „realizacji przez AB W zadań, o których mowa w art. 5 ust. 1", tj. rozpoznawania, zapobiegania i zwalczania zagrożeń godzących w bezpieczeństwo wewnętrzne państwa oraz jego porządek konstytucyjny, rozpoznawania, zapobiegania i wykrywania przestępstw określonych w art. 5 ust. 1 pkt 2; realizowania, w granicach swojej właściwości, zadań związanych z ochroną informacji niejawnych oraz wykonywania funkcji krajowej władzy bezpieczeństwa w zakresie ochrony informacji niejawnych w stosunkach międzynarodowych; uzyskiwania, analizowania, przetwarzania i przekazywania właściwym organom informacji mogących mieć istotne znaczenie dla ochrony bezpieczeństwa wewnętrznego państwa i jego porządku konstytucyjnego, podejmowania innych działań określonych w odrębnych ustawach i umowach międzynarodowych (art. 28 ust. 1 pkt 1 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu); w celu „realizacji przez CBA zadań określonych w art. 2", tj. w celu 1) rozpoznawania, zapobiegania i wykrywania przestępstw wymienionych w art. 2 ust. 1 pkt 1, oraz ścigania ich sprawców, 2) ujawniania i przeciwdziałania przypadkom nieprzestrzegania przepisów ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne, 3) dokumentowania podstaw i inicjowania realizacji przepisów ustawy z dnia 21 czerwca 1990 r. o zwrocie korzyści uzyskanych niesłusznie kosztem Skarbu Państwa lub innych państwowych osób prawnych (Dz. U. Nr 44, poz. 255 ze zm.), 4) ujawniania przypadków nieprzestrzegania określonymi przepisami prawa procedur podejmowania i realizacji decyzji w przedmiocie: prywatyzacji i komercjalizacji, wsparcia finansowego, udzielenia zamówień publicznych, rozporządzenia mieniem jednostek lub przedsiębiorców oraz przyznawania koncesji, zwolnień, zwolnień podmiotowych i przedmiotowych, ulg, preferencji, kontyngentów, plafonów, poręczeń i gwarancji kredytowych, 5) kontroli prawidłowości i prawdziwości oświadczeń majątkowych lub oświadczeń o prowadzeniu działalności gospodarczej osób pełniących funkcje publiczne, o których mowa w art. 115 § 19 k. k., 6) prowadzenia działalności analitycznej dotyczącej zjawisk występujących w obszarze właściwości CBA oraz przedstawiania w tym zakresie informacji Prezesowi Rady Ministrów, Prezydentowi RP, Sejmowi oraz Senatowi, 7) podejmowania innych działań określonych w odrębnych ustawach i umowach międzynarodowych (art. 18 ust. 1 pkt 1 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym); w celu „realizacji przez SKW zadań określonych w art. 5", tj. 1) rozpoznawania, zapobiegania oraz wykrywania popełnionych przez żołnierzy, funkcjonariuszy SKW i SWW oraz pracowników SZ RP i innych jednostek organizacyjnych MON, przestępstw wymienionych w art. 5 ust. 1 pkt 1, 2) realizowania, w granicach swojej właściwości, zadań określonych w przepisach ustawy z dnia 5 sierpnia 2010 r. o ochronie informacji niejawnych (Dz. U. Nr 182, poz.1228), 3) uzyskiwania, gromadzenia, analizowania, przetwarzania i przekazywania właściwym organom informacji mogących mieć znaczenie dla obronności państwa, bezpieczeństwa lub zdolności bojowej Sił Zbrojnych oraz podejmowania działań w celu eliminowania ustalonych zagrożeń, 4) prowadzenia kontrwywiadu radioelektronicznego oraz przedsięwzięć z zakresu ochrony kryptograficznej i kryptoanalizy, 5) uczestniczenia w planowaniu i przeprowadzaniu kontroli realizacji umów międzynarodowych dotyczących rozbrojenia, 6) ochrony bezpieczeństwa jednostek wojskowych i innych jednostek organizacyjnych MON, 7) ochrony bezpieczeństwa badań naukowych i prac rozwojowych, 9) podejmowania innych działań przewidzianych dla Służby Kontrwywiadu Wojskowego (art. 32 ust. 1 pkt 1 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego). Z powyższego wyliczenia wynika, że omawiane dane objęte tajemnicą komunikowania się są udostępniane Policji, Straży Granicznej oraz Żandarmerii Wojskowej w celu zapobiegania lub wykrywania wszelkich czynów stanowiących przestępstwo. Nie ma więc w tym przypadku znaczenia charakter czynu zabronionego.
Natomiast funkcjonariuszom Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego są udostępniane dane objęte tajemnicą komunikowania się w celu realizacji ich wszystkich, bez wyjątku, ustawowych zadań. W przypadku pozyskiwania danych przez organy kontroli skarbowej ustawodawca odwołał się w zasadzie do ogólnej kategorii przestępstw skarbowych decydując o udostępnieniu organom kontroli skarbowej danych objętych tajemnicą komunikowania się. Ponadto ustawodawca odwołał się w zakresie ingerencji w tajemnicę komunikowania się do tak ogólnej kategorii jak zapobieganie i wykrywanie wszelkich naruszeń przepisów celnych (art. 2 ust. 1 pkt 12 ustawy o kontroli skarbowej).
Ustawodawca nie wyłączył również żadnej kategorii użytkowników z kręgu podmiotów, których dane mogą być pozyskiwane w tym trybie, chociaż dane te mogą być objęte tajemnicą notarialną, adwokacką, radcy prawnego, lekarską lub dziennikarską (art. 180 § 2 k. p. k.), której zniesienie jest możliwe wyłącznie, gdy jest to niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a dana okoliczność nie może być ustalona na podstawie innego dowodu.
Zwraca uwagę także i to, że omawiane przepisy dotyczące udostępnienia danych, o których mowa w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego nie wprowadzają zasady subsydiarności. Obowiązek udostępnienia danych aktualizuje się po stronie podmiotu wykonującego działalność telekomunikacyjną w każdym przypadku, gdy zwrócą się o to odpowiednie służby, a nie tylko wówczas, gdy inne środki podejmowane w celu realizacji ustawowego celu okazały się bezskuteczne.
Przepisy dotyczące udostępniania odpowiednim służbom danych, o których mowa w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego nie przewidują ponadto potrzeby ubiegania się przez te służby o zgodę sądu na wkroczenie w sferę tajemnicy komunikowania się. Z art. 28 ust. 1 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu, art. 18 ust. 1 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym oraz art. 32 ust. 1 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego wynika wprost, iż taka zgoda nie jest wymagana. Należy jednak przyjąć, że taka zgoda nie jest jednak wymagana także w pozostałych przypadkach, skoro podmiot prowadzący działalność telekomunikacyjną zobowiązany jest udostępnić dane objęte tajemnicą komunikowania się na pisemny wniosek szefa danej służby lub na ustne żądanie funkcjonariusza posiadającego pisemne upoważnienie (art. 20c ust. 2 ustawy o Policji, art. lOb ust. 2 ustawy o Straży Granicznej, art. 30 ust. 2 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych, art. 36b ust. 2 ustawy o kontroli skarbowej).
Natomiast w ramach prowadzonego postępowania karnego (zarówno w fazie in rem, jak i w fazie in personam) podmioty prowadzące działalność telekomunikacyjną obowiązane są wydać sądowi lub prokuratorowi, na żądanie zawarte w postanowieniu, dane, o których mowa w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego, jeżeli dane te mają znaczenie dla toczącego się postępowania (art. 218 § 1 k. p. k.). Postanowienie dotyczące tej materii doręcza się abonentowi telefonu lub nadawcy, którego wykaz połączeń lub innych przekazów informacji został wydany. Doręczenie postanowienia może być odroczone na czas oznaczony, niezbędny ze względu na dobro sprawy, lecz nie później niż do czasu prawomocnego zakończenia postępowania (art. 218 § 2 k. p. k.). Na postanowienie prokuratora przysługuje zażalenie do sądu właściwego do rozpoznania sprawy (art. 465 § 2 k. p. k.).
W świetle powyższego, w ramach prowadzonego postępowania karnego wkroczenie w sferę tajemnicy komunikowania się podlega kontroli sądowej. Taka kontrola jest natomiast wyłączona wtedy, gdy ingerencja w ową sferę ma miejsce poza ramami postępowania karnego. Kolejnym elementem, na który należy zwrócić uwagę jest usuwanie przez poszczególne służby zgromadzonych danych, o których mowa w art. 180c i art. 180d
Prawa telekomunikacyjnego. Art. 20c ust. 7 ustawy o Policji, art. lOb ust. 6 ustawy o Straży Granicznej, art. 30 ust. 6 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych przewidują, iż dane te, jeśli nie zawierają informacji mających znaczenie dla postępowania karnego, podlegają niezwłocznemu komisyjnemu i protokolarnemu zniszczeniu.
Z kolei w myśl art. 36b ust. 5 ustawy o kontroli skarbowej minister właściwy do spraw finansów publicznych nakazuje niezwłoczne, komisyjne i protokolarne zniszczenie danych uzyskanych od podmiotu prowadzącego działalność telekomunikacyjną, w przypadku, gdy uzna wystąpienie z wnioskiem o te dane za nieuzasadnione. Art. 36b ust. 5 ustawy o kontroli skarbowej nie przewiduje więc w istocie zniszczenia danych, jeśli nie zawierają one informacji mających znaczenie dla prowadzonego przez organy skarbowe postępowania, lecz tylko wtedy, gdy sam wniosek o ich udostępnienie okazał się niezasadny. W związku z tym ustawodawca w tym przypadku w istocie dopuszcza taką sytuację, kiedy sam wniosek o udostępnienie danych był uzasadniony, zaś zgromadzone w wyniku jego realizacji dane nie zostaną zniszczone, pomimo że nie mają one znaczenia z punktu widzenia prowadzonego postępowania.
Natomiast przepisy art. 28 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu, art. 32 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, a także art. 18 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym w ogóle nie przewidują możliwości usunięcia zgromadzonych przez te służby danych, o których mowa w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego.
Przeprowadzona analiza przepisów regulujących materię dostępu poszczególnych służb do danych objętych tajemnicą komunikowania się wskazanych w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego pozwala na sformułowanie wniosków natury ogólnej. Po pierwsze, omawiane przepisy nie regulują w sposób precyzyjny celu gromadzenia danych, gdyż odwołują się jedynie do zakresu zadań poszczególnych służb bądź ogólnego stwierdzenia, iż dane te są pozyskiwanie w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw. Po drugie, przepisy te nie wskazują kategorii osób, w stosunku do których niezbędne jest respektowanie ich tajemnicy zawodowej. Po trzecie, warunkiem uzyskania dostępu do tych danych nie jest wyczerpanie innych, mniej ingerujących w sferę praw lub wolności obywatelskich, możliwości pozyskania niezbędnych informacji. Po czwarte, dziedzina dotycząca pozyskiwania w tym trybie danych nie podlega żadnej zewnętrznej formie kontroli (a w szczególności nie podlega kontroli sądowej). Po piąte, istotna część danych gromadzonych przez służby nie podlega zniszczeniu także wtedy, gdy dane te okazały się nieprzydatne z punktu widzenia realizowanych zadań.
W związku z powyższym przyjęte przez ustawodawcę rozwiązania w interesującym zakresie powinny zostać ocenione na tle przewidzianych w Konstytucji RP i Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności standardów dotyczących tajemnicy komunikowania się. W literaturze przyjmuje się (por. S. Hoc, glosa do uchwały Sądu Najwyższego z dnia 22 stycznia 2003 r., sygn. akt I KZP 45/02, Przegląd Sądowy z 2003 r., Nr 11-12, s. 203; J. Misztal-Konecka, J. Konecki „Biling, jako dowód w postępowaniu w sprawach o wykroczenia", Państwo i Prawo z 2010 r., Nr 7, s. 84), że informacje zawarte w bilingu telefonicznym podlegają ochronie na podstawie art. 49 Konstytucji RP oraz na podstawie art. 8 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Według A. Bojańczyka (por. „Karnoprawne aspekty ochrony praw pracownika do tajemnicy komunikowania się", cz. I, Palestra z 2003 r., Nr 1-2, 49) „(...) prawo do tajemnicy komunikowania się obejmuje również i prawo do zachowania w tajemnicy przed innymi podmiotami faktu, że do komunikacji pomiędzy danymi podmiotami w ogóle doszło. Uznanie, że sam fakt komunikacji pomiędzy podmiotami nie jest objęty ochroną konstytucyjną z art. 49, w praktyce byłoby tożsame ze znaczącym faktycznym ograniczeniem tego prawa. Ustawa zasadnicza gwarantuje bowiem nie tylko tajemnicę przekazywanej informacji, lecz całego procesu komunikowania się - a więc i tego, że pomiędzy podmiotami doszło do komunikacji.
Prawo to nie może być więc rozumiane wyłącznie wąsko (znaczenie podstawowe), lecz konieczna jest jego pełna interpretacja, tak, aby obejmowało cały proces komunikowania się."Europejski Trybunał Praw Człowieka w wyroku z dnia 2 sierpnia 1984 r. (sprawa Malone przeciwko Zjednoczonemu Królestwu, skarga nr 8691/79, lex nr 80974) stwierdził zaś, że z samej swej natury biling musi być rozróżniany od podsłuchu, który jest zjawiskiem niepożądanym i bezprawnym w społeczeństwie demokratycznym, chyba, że istnieją ku niemu uzasadnione powody. Jednak użycie danych wynikających z bilingu może, w niektórych okolicznościach, stanowić naruszenie art. 8. Dane bilingowe zawierają informacje szczególnie o wybieranych numerach, które stanowią integralny składnik komunikacji telefonicznej. W efekcie, ujawnienie tej informacji policji, bez zgody abonenta, może również stanowić ingerencję w prawa zagwarantowane art. 8. W rezultacie trzeba przyjąć, że art. 49 Konstytucji RP oraz art. 8 Europejskiej Konwencji i Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności stanowią właściwy punkt odniesienia do oceny przepisów dotyczących wkraczania w interesującym zakresie przez służby w sferę tajemnicy komunikowania się.
Przede wszystkim - co już zostało wykazane powyżej - przepisy regulujące materię dostępu poszczególnych służb do danych objętych tajemnicą komunikowania się wskazanych w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego nie regulują w sposób konkretny, kiedy możliwe jest wkroczenie w wolność komunikowania się. Przepisy te bowiem odwołują się wyłącznie do zakresu zadań poszczególnych służb bądź też do ogólnego stwierdzenia, że dane te są pozyskiwane przez służby w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw. Tymczasem z art. 49 Konstytucji RP wynika, że ograniczenie wolności i ochrony tajemnicy komunikowania się może nastąpić „jedynie w przypadkach określonych w ustawie". Nie wystarczy więc, że ustawodawca regulując kwestie związane z wolnością komunikowania się i jej ochroną odwoła się do klauzul ogólnych czy też ogólnych kompetencji organów uprawnionych do zbierania danych. Z punktu widzenia realizacji wolności określonej w art. 49 Konstytucji RP przepisy muszą być na tyle precyzyjne, aby mogły dostarczyć obywatelom wystarczających wskazówek, w jakiej sytuacji służby uzyskują prawo wkroczenia w sferę objętą zakresem tajemnicy. Nie jest więc w tym przypadku wcale wystarczające odwołanie się do tak ogólnych celów zbierania danych jak „zapobieganie lub wykrywanie przestępstw" czy też „realizacja zadań" określonych w przepisach prawa dla poszczególnych służb. Regulacja taka nie odpowiada bowiem precyzji wymaganej przez art. 49 Konstytucji RP i w istocie pozwala w sposób dowolny ingerować w tajemnicę komunikowania się.
Przedstawione stanowisko znajduje potwierdzenie w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego. W wyroku z dnia 12 grudnia 2005 r. (sygn. akt K 32/04, OTK z 2005 r., Nr 11/A, poz. 132) Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że „(...) w zakresie art. 49 Konstytucji (wolność komunikowania się) dopuszcza się ograniczenie tej wolności w przypadkach określonych w ustawodawstwie zwykłym. Oznacza to, że - po pierwsze - ustawodawca zwykły może decydować o zakresie wolności komunikowania się, jeśli - po drugie - uczyni to w akcie rangi ustawy, wskazującym - po trzecie - „określone przypadki" i „sposób ograniczenia" (wymóg konkretności, wyłączenie użycia w tych zakresach otwartych klauzul generalnych)". Otóż zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich przepisy art. 20c ust. 1 ustawy o Policji, art. lOb ust. 1 ustawy o Straży Granicznej, art. 36b ust. 1 ustawy o kontroli skarbowej, art. 30 ust. 1 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych, art. 28 ust. 1 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu, art. 18 ust. 1 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym oraz art. 32 ust. 1 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego nie spełniają kryterium konkretności wymaganego przez art. 49 Konstytucji RP. Brak owej konkretności powoduje zaś, że wymienione służby w istocie w dowolnym i tylko przez siebie ustalonym przypadku, a nie przypadku określonym ustawą, mogą sięgać po dane objęte tajemnicą komunikowania się. Stąd też wymienione przepisy pozostają w kolizji z art. 49 Konstytucji RP.
Ze względu na brak konkretności przepisy te są także niezgodne z art. 8 ust. 2 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Przewiduje on, iż niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w korzystanie z prawa do korespondencji, z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę. Jak zaś wskazał Europejski Trybunał Praw Człowieka (sprawa Malone) sformułowanie użyte w art. 8 ust. 2 Konwencji „przewidzianych przez ustawę" nie jest tożsame z prostym odwołaniem się do prawa krajowego, ale odnosi się także do jakości tego prawa. Oznacza to, że prawo krajowe musi być w tym zakresie wystarczająco precyzyjne i musi wskazywać obywatelom adekwatne okoliczności oraz warunki, w jakich władze są uprawnione stosować niejawne techniki zdobywania informacji. W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich przepisy te są również niezgodne z art. 49 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP. Z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP wynika, iż ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób.
Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Przesłanka „konieczności" ograniczenia, o której mowa w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP jest merytorycznie tożsama z zasadą proporcjonalności. „Konieczność" zastosowania ograniczenia, do której odwołuje się art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oznacza zaś w świetle orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego (por. wyrok z dnia 26 kwietnia 1999 r., sygn. akt K 33/98, OTK z 1999 r., Nr 4, poz. 71; wyrok z dnia 11 maja 1999 r., sygn. akt K 13/98, OTK z 1999 r., Nr 4, poz. 74) obowiązek ustawodawcy wyboru najmniej uciążliwego środka. Jeśli więc ten sam cel jest możliwy do osiągnięcia przy
zastosowaniu innego środka, nakładającego mniejsze ograniczenia na prawa i wolności jednostki, to zastosowanie przez ustawodawcę środka bardziej uciążliwego wykracza poza ramy tego, co jest konieczne.
W przypadku kontroli operacyjnej, będącej formą ingerencji w tajemnicę komunikowania się, regulowanej przepisami art. 19 ustawy o Policji, art. 9e ustawy o Straży Granicznej, art. 36c ustawy o kontroli skarbowej, art. 31 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych, art. 27 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu, art. 17 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, art. 31 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego ustawodawca dotrzymał warunków wynikających z zasady proporcjonalności. Ingerencja w tajemnicę komunikowania się jest możliwa jedynie wówczas, gdy „inne środki okazały się bezskuteczne albo zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że będą nieskuteczne lub nieprzydatne." Warunek ten nie został jednak dochowany w zakresie pozyskiwania danych, o których mowa w art. 180 c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego. Służby mogą bowiem wkraczać w sferę objętą konstytucyjną ochroną z mocy art. 49 Konstytucji RP w dowolnym momencie, a nie tylko wówczas, gdy jest to konieczne i niezbędne, a więc wówczas, gdy owych danych nie można było pozyskać w inny sposób. W rezultacie to komfort (wygoda) działania służb, a nie względy konieczności decydują o ingerencji w konstytucyjną wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Tymczasem - na co zwracał uwagę Trybunał Konstytucyjny (por. wyrok z dnia 12 grudnia 2005 r., sygn. akt K 32/04, OTK z 2005 r., Nr 1 l/A, poz. 132) - „(...) nie wystarczy, aby stosowane środki sprzyjały zamierzonym celom, ułatwiały ich osiągnięcie albo były wygodne dla władzy, która ma je wykorzystać do osiągnięcia tych celów. (...) Minimalnym wymogiem konstytucyjnym jest to, aby przeszły one test „konieczności w demokratycznym państwie prawnym".
Nie wystarczy zatem sama celowość, pożyteczność, taniość czy łatwość posługiwania się przez władzę - w odniesieniu do użytego środka. Bez znaczenia jest też argument porównawczy, że podobne środki w ogóle bywają stosowane w innych państwach.
Tylko bowiem odwołanie się geograficznie i historycznie do środków koniecznych w demokratycznym państwie prawnym może mieć wartość perswazyjną. Chodzi zatem o zastosowanie środków niezbędnych (koniecznych) w tym sensie, że będą one chronić określone wartości w sposób, bądź w stopniu, który nie mógłby być osiągnięty przy zastosowaniu innych środków, a jednocześnie winny to być środki jak najmniej uciążliwe dla podmiotów, których prawo bądź wolność ulegają ograniczeniu (...)"•
Tak więc kwestionowane przepisy są również niezgodne z art. 49 w zw. z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP przez to, że pozwalają na pozyskiwanie danych objętych tajemnicą komunikowania się także wówczas, gdy nie jest to konieczne w demokratycznym państwie prawnym. Przepisy art. 20c ust. 2 ustawy o Policji, art. lOb ust. 1 ustawy o Straży Granicznej, art. 36b ust. 2 ustawy o kontroli skarbowej, art. 30 ust. 2 ustawy o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych, art. 28 ust. 1 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu, art. 18 ust. 1 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, a także przepisy art. 32 ust. 1 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego powinny zostać ocenione także z punktu widzenia konstytucyjnego standardu prawa do sądu. Dochowanie tego standardu ma szczególne znaczenie w sytuacji, gdy dane o jednostce są pozyskiwane przez organy władzy publicznej bez jej wiedzy i zgody. Wówczas w sposób bezwzględny musi istnieć procedura zewnętrznej kontroli legalności działań podejmowanych przez organy władzy publicznej. Nie może bowiem być tak, że jedyną władzą oceniającą zasadności pozyskiwania danych objętych treścią art. 180c i art. 180 d Prawa telekomunikacyjnego są same służby. W wyroku z dnia 4 maja 2000 r. (Rotaru przeciwko Rumunii, skarga nr 28341/95) Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdził, że systemy niejawnej inwigilacji musza zawierać gwarancje procesowe stosowane do kontroli działań służb. Kontrola ta powinna być prowadzona przynajmniej przez organy zewnętrzne wobec służb dokonujących czynności operacyjnych. Pożądane zaś jest, aby w normalnych warunkach, kontrolę prowadziły organy sądowe. Kontrola sądowa zapewnia bowiem gwarancję niezależności, bezstronności oraz gwarancję stosowania właściwej procedury. Kontrola niesądowa, sprawowana przez inne organy zewnętrzne wobec kontrolowanych, o odpowiednio reprezentatywnym składzie - nie uchybia jednak Konwencji. Alternatywą wobec poddania czynności operacyjnych-rozpoznawczych kontroli sądu może być poddanie tych czynności kontroli sprawowanej przez specjalny organ, którego usytuowanie i skład powinien zapewniać niezależność od władzy wykonawczej.
W polskiej rzeczywistości konstytucyjnej ramy kontroli zewnętrznej wyznacza przede wszystkim art. 45 ust. 1 i art. 77 ust. 2 Konstytucji RP. Treść art. 77 ust. 2 Konstytucji RP przesądza w zasadzie o tym, że w sprawach dotyczących konstytucyjnych wolności i praw (a więc także w sprawie objętej zakresem art. 49 Konstytucji RP) takim zewnętrznym organem kontroli powinien być sąd. Jeśli bowiem - w świetle wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 10 maja 2000 r. (sygn. akt K 21/99, OTK z 2000 r., Nr 4, poz. 109) - „(...) art. 45 ust. 1 konstytucji dotyczy dochodzenia przed sądem wszelkich praw (także ustanowionych w innych aktach normatywnych niż konstytucja), to art. 77 ust. 2 konstytucji obejmuje swym zakresem jedynie prawa i wolności gwarantowane konstytucyjnie. W tym znaczeniu art. 77 ust. 2, stanowiąc uzupełnienie i rozwinięcie ogólniejszego ujęcia z art. 45 ust. 1, zawiera zarazem swoistą regulację szczególną w stosunku do art. 45 ust. 1 konstytucji. Płynie stąd istotny wniosek, co do zakresu dopuszczalnych ograniczeń praw do sądu.
Ograniczenia prawa do sądu ustanawiane normą ustawową, stosownie do art. 31 ust. 3 konstytucji, muszą uwzględniać kategoryczny zakaz zamykania drogi do sądu zawarty w art. 77 ust. 2 w zakresie dochodzenia konstytucyjnych wolności i praw (...)". Tymczasem powołane powyżej przepisy w sposób wyraźny bądź w sposób wynikający z ich kontekstu normatywnego (udostępnianie danych na pisemny wniosek szefa danej służby, ustne żądanie funkcjonariusza) wyłączają zarówno uprzednią jak też następczą zgodę sądu na ingerencję w konstytucyjną wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Sfera ta nie podlega więc żadnej kontroli zewnętrznej, w tym przypadku kontroli sądowej. Dzieje się tak, chociaż pozyskiwanie danych, o których mowa w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego jest wyłączone zarówno spod kontroli samego zainteresowanego (nie jest on powiadamiany o gromadzeniu dotyczących go danych) jak też jest wyłączone spod jakiejkolwiek kontroli społecznej.
Stąd też trzeba uznać, że omawiane przepisy są niezgodne z art. 45 ust. 1 i art. 77 ust. 2 Konstytucji RP. Wreszcie wskazać trzeba, iż przepisy art. 28 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu, art. 32 ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, a także art. 18 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym w ogólne nie przewidują możliwości usunięcia
zgromadzonych przez te służby danych, o których mowa w art. 180c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego, także wówczas, gdy dane te są nieprzydatne z punktu widzenia realizacji celu, dla którego zostały zebrane. Z kolei - na co już zwrócono uwagę - art. 36b ust. 5 ustawy o kontroli skarbowej przewiduje zniszczenie danych tylko wtedy, gdy minister właściwy do spraw finansów publicznych uzna wystąpienie o te dane za nieuzasadnione. W tym więc przypadku ustawodawca dopuszcza sytuację, gdy sam wniosek o udostępnienie danych był uzasadniony. Nie zostaną one jednak zniszczone, jeżeli następnie okaże się, iż nie są przydatne z punktu widzenia prowadzonego postępowania. W świetle powyższych regulacji prawnych należy uznać, iż w istocie w tym zakresie ustawodawca zezwala na gromadzenie i bezterminowe przechowywanie danych, które nie są niezbędne z punktu widzenia realizacji celów, dla których zostały zebrane. Dzieje się tak, chociaż z art. 51 ust. 2 Konstytucji RP wynika zakaz gromadzenia danych innych niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.
Skoro gromadzenie danych nie spełnia w tym zakresie warunku niezbędności, to trzeba uznać, że wymienione przepisy są niezgodne z art. 51 ust. 2 Konstytucji RP przez to, że nie przewidują zniszczenia danych, o których mowa w art. 180 c i art. 180d Prawa telekomunikacyjnego w sytuacji, gdy nie zawierają informacji mających znaczenie z punktu widzenia realizacji ustawowych zadań przez poszczególne służby.
Mając na względzie powyższe uwagi, zwracam się do Pana Premiera stosownie do art. 16 ust. 2 pkt 1 ustawy z dnia 15 lipca 1987 r. o Rzeczniku Praw Obywatelskich (Dz. U. z 2001 r. Nr 14, poz. 147 ze zm.) o podjęcie działań w celu zmiany obowiązującego w interesującym zakresie stanu prawnego i jego dostosowanie do standardów konstytucyjnych. Będę wdzięczna za stanowisko Pana Premiera w tej sprawie.
- Wystąpienie RPO do Prezesa Rady Ministrów w sprawie pozyskiwania przez służby specjalne informacji objętych tajemnicą telekomunikacyjną - 17 stycznia 2011 r.
Demarczyk 17-01-2011 23:09
Ciężarówka z żółtym dromaderem
Powoli widownia Teatru Morskiego w Gdyni zapełnia się publicznością. Pośród elegancko ubranych ludzi w średnim wieku i starszych widać trochę studentów, jest garstka nastolatków. Gwar rozmów wzbija się w górę wraz z bukietem światowej sławy zapachów. W loży obok mnie jakiś obcokrajowiec opowiada po angielsku swojej towarzyszce, że w Warszawie najbardziej podobał mu się "Toilet Park". Instrumenty milczą, stojąc samotnie na czarnej scenie. Nagle zapada ciemność i cisza, po chwili na scenę spada jasny krąg światła. W jego środku, w błyszczącym chałacie, z rękoma wyciągniętymi wzdłuż ciała, prosta jak struna, stoi Ewa Demarczyk.
Ni brzydka, ni ładna, tajemnicza, ubrana w czerń pieśniarka, która w latach 60. wzbudzała zachwyt śpiewając wiersze znanych i mniej znanych poetów. To dzięki niej poezja Rilkego, Baczyńskiego, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Micińskiego , Leśmiana, Tuwima i wielu innych trafiała do polskich domów. Z pieśniarki występującej w krakowskiej "Piwnicy Pod Baranami" artystka szybko stała się pierwszą damą piosenki poetyckiej w Polsce, nagradzaną na krajowych i międzynarodowych festiwalach. Jej sztuka wywarła duży wpływ na ludzi mego pokolenia, kochających śpiewaną poezję Okudżawy, Dylana, Cohena.
Sylwetka tylko bardziej ciężka, ale ta sama fryzura, ten sam makijaż z silnie podkreślonymi oczami. Stoi nieruchomo. Zaczyna śpiewać "Jam - nie Osjan..." i wtedy okazuje się, ze śpiew też jest ten sam. Publiczność zamiera, jakby zahipnotyzowana jej niezwykłym, ciągle pełnym ekspresyjnej dynamiki głosem, który, choć nie zawsze wystarcza go w najwyższych partiach, chwilami wybucha jak gejzer paraliżując siłą i ekspresją. Prawie nie zmieniona jest interpretacja wykonywanych utworów, tylko jakby dojrzalsza, przepełniona jeszcze prawdziwszym bólem niespełnienia. Znany repertuar, do którego doszły dwie lub trzy mniej znane rzeczy. Publiczność najgłośniej oklaskuje pamiętne: "Tomaszów", "Pocałunki", "Grande Valse Brillante" czy tekst Galla Anonima o narodzinach Bolesława Krzywoustego. Te mniej znane, jak Piosenka o nocnym Krakowie czy "Nie mogę się rozstać z mamą" jakoś mniej przemawiają do słuchaczy, którzy identyfikują się z bohaterami wykonywanych przez Ewę Demarczyk piosenek, nieszczęśliwych z miłości, niespełnienia, samotności, tęsknoty i śmierci. Taki jest właśnie ton koncertu, który kończy się dwoma utworami o tematyce wojennej.
Z żalem patrzę na gasnące światła i zastanawiam się, jak dostać się do garderoby pani Demarczyk. Podobno obrażona na media artystka nie udziela wywiadów, ale łudzę się, ze uda mi się zamienić z nią parę słów. Gdy widownia pustoszeje, wbiegam za kulisy. W końcu długiego korytarza widzę grupkę ludzi. Wśród nich parę osób trzymających mikrofony ze znakami stacji radiowych, gotowych do akcji; zza uchylonych drzwi dochodzi męski glos: pani Demarczyk nie udziela wywiadów!
Niepostrzeżenie dopycham się do drzwi, zaglądam do środka. Jakaś dziewczyna ubrana w żółtą kurtkę Radia Plus próbuje nakłonić panią Demarczyk do powiedzenia "paru słów do fanów".
- Jakich fanów?! - denerwuje się artystka. - Proszę pani, jest pani bardzo młoda, ale powinna pani wiedzieć, ze ja nie śpiewam dla fanów, tylko dla publiczności. I dziś wszystko, co miałam do powiedzenia swej publiczności, powiedziałam podczas koncertu.
- Pani Demarczyk nie udziela wywiadów - powtarza młody człowiek słusznego wzrostu, z długimi jasnymi włosami związanymi nad karkiem w ogon.
- Jeśli nie udziela wywiadów, to może zechciałaby porozmawiać bez mikrofonu? - zaskoczona słyszę swój własny głos.
- Porozmawiać mogę - zgadza się niespodziewanie gwiazda. - Pani wejdzie - wskazuje mi krzesło.
Garderoba to zwykły pokój z lustrem i meblami, jak w stołówce. Przebrana już po koncercie artystka, w grubych spodniach i kurtce narciarskiej, opatulona wełnianym szalem, trzęsąc się z zimna rozdaje autografy i dziękuje za ciepłe słowa. Po wyjściu ostatniego wielbiciela wchodzą jeszcze dwaj panowie z ogromnym koszem róż.
- Pani Ewo, to od sponsorów koncertu, bardzo pani dziękujemy - obaj młodzi ludzie kłaniają się w pas, całując rękę artystki.
- A ja panom nie mam za co dziękować - mówi pani Demarczyk - I panowie dobrze wiedzą dlaczego. Żegnam panów.
Na moment zrobiło się tak cicho, ze słychać było tylko mruczenie elektrycznego czajnika. Panowie sponsorzy wychodzą, a pan Paweł, kierownik grupy Ewy Demarczyk, który z bliska wcale już nie wydaje się być młodzieniaszkiem, z foliowej reklamówki, z której uprzednio wyciągnął czajnik, wyciąga słoik neski i szklane filiżanki. Przy okazji na podłogę rozwija się rolka papieru toaletowego. Po chwili pijemy gorąca kawę, palimy papierosy i gawędzimy, nie zwracając uwagi na szpetne wnętrze.
- Widzi pani, jak dziś podróżuję? - patrzy świdrując mnie na wylot brązowymi oczami. - Niech pani napisze, że Ewa Demarczyk podróżuje po Polsce ciężarówką, a ściślej mówiąc, TIR-em, w którym przechowuje cały swój estradowy sprzęt.
Zaprasza, bym została do jej wyjazdu i zobaczyła to na własne oczy. Odpala papierosa od papierosa - nic dziwnego, że chwilami głosu jej nie starcza. Czas nie jest dla niej zbyt łaskawy. Dobrze o tym wie i nie pozwala się fotografować. Ale to jeszcze ciągle ta sama twarz o wyrazie głębokiej melancholii, którą pamiętam z okładek płyt, choć z odrobiną agresji, której kiedyś chyba nie było w jej oczach.
- Proszę pani, oni zabrali mi teatr! - wybucha.
Trzęsę się, sama nie wiem czy z emocji, czy z chłodu, przysłuchując się gwałtownej opowieści o utracie teatru.
- W tej piosence o Krakowie miałam ochotę zamiast "kochany Kraków", zaśpiewać "okropny Kraków". Nienawidzę tego miasta rządzonego przez kler i...
W tym miejscu zaczyna się historia Teatru Ewy Demarczyk, który jakoś nie ma szczęścia do lokali. Początkowo miał siedzibę w Krakowie przy ulicy Floriańskiej. Jednak księża, którzy odziedziczyli całą kamienicę po jakiejś swojej parafiance, po wygaśnięciu umowy wynajęli lokal nowemu najemcy, którym okazał się... McDonald's.
W ramach rekompensaty pani Ewa dostała od miasta Krakowa budynek na Kazimierzu, w stanie nadającym się do rozbiórki. Gdy go wyremontowała, znalazł się właściciel byłej rudery. Odmawiała płacenia mu czynszu, gdyż remont budynku został przeprowadzony na koszt miasta, a nie właściciela. Wiosną 1999 roku prasę polską obiegła wiadomość, ze Teatr Ewy Demarczyk został wyeksmitowany z zajmowanej siedziby. Nigdzie jednak nie było wzmianki o tym, jak wyglądała eksmisja. Otóż któregoś poranka pani Demarczyk znalazła swój teatr na bruku, czyli sprzęt elektroniczny wartości kilkudziesięciu tysięcy dolarów po prostu zwalony na chodnik. Coś trzeba było z tym zrobić, więc wynajęła wielką ciężarówkę z wielbłądem na plandece i do niej załadowała sprzęt. Odtąd ciężarówka służąca jako magazyn jest także
ej środkiem lokomocji i domem z daleka od domu.
Słychać pukanie, do pokoju wsuwa się nieśmiało dziewczyna. Spod nastroszonej grzywki widać pełną niepewności twarz.
- Partycja! - wykrzykuje Ewa Demarczyk. Uściski. Radość powitania. Krótkie zdania o czasie minionym. Co się okazuje? Partycja to wielbicielka pieśniarki, która w czasach, gdy była nastolatką, nie tylko starała się wyglądać jak Demarczyk, ale jeszcze jeździła z Wybrzeża na każdy koncert. Dziś ma dwadzieścia dwa lata i robi magisterium z biologii; prowadzi doświadczenia na myszach, do czego przyznaje się ze skruchą. Nie ma więc niestety czasu, by jeździć na każdy koncert, no i pani Ewa nieczęsto obecnie występuje. Po chwili nasza rozmowa toczy się dalej, to znaczy głównie mówi pani Ewa. W swoim monologu dzieli się z nami opiniami na temat nowej Polski, którą jest rozczarowana, tak jak wielu do niej podobnych ludzi.
Nie lubi tego, co się dzieje z językiem polskim, który ulega zubożeniu tak samo jak polska kultura zdana na łaskę i niełaskę niewybrednych sponsorów.
- Czy pani zwróciła uwagę, jak się dziś w Polsce mówi? Dawniej wszyscy się nabijali z tego, jak mówi Wałęsa. Sama liczyłam kiedyś, ile razy mówił "przyszłem". Ale czy pani słyszy, jak mówią dzisiejsi politycy? I to już wcale nie zakrawa na dowcip. Marketing, ranking, konsulting, listing? Wie pani, nie zniszczyli polskiego języka i kultury ani zaborcy, ani okupanci, a teraz w wolnej Polsce sami siebie zaprzepaszczamy, hołdując obcej mowie i wartościom. Jak zniszczymy to co nasze, przestaniemy być narodem - w jej glosie słychać głęboka powagę - a staniemy się nacją. Tymczasem dzieje się tak, że Polacy nie chcą tego, co polskie, nie chcą promować rodzimych artystów, ani ich twórczości. Dlaczego? Bo są mało dochodowi. Ale czy ktoś kiedyś słyszał, aby prawdziwa sztuka była dochodowa!? Wie pani, było to na festiwalu piosenki aktorskiej we Wrocławiu. Zagadnął mnie Wojciech Młynarski, domagając się podziwu za to, ze wystawił w Warszawie jakiś angielski musical. Podobno lepiej niż Anglicy. A ja się pytam, co tu podziwiać? A dlaczego nie wystawił jakiegoś polskiego musicalu? To byłby dopiero powód do pochwał, gdyby zrobił to lepiej od Anglików!
Ewa Demarczyk mówi dalej o swojej niechęci do nowego systemu, mało sprzyjającemu twórcom. Tak jak ona, wielu artystów wzbraniających się przed pop-kulturą żyje obecnie znacznie skromniej niż kiedyś.
Tu przypomina mi się historia, którą usłyszałam niedawno od znajomego, mieszkającego w Warszawie w pobliżu Opery Kameralnej. Widuje ze swego okna, jak wieczorami pod rzęsiście oświetlony teatr kosztowne auta i limuzyny przywożą wytworną publiczność na koncert grany przez muzyków wystrojonych w czarne fraki. Po dwóch godzinach ekskluzywna publiczność
wraca w swój ekskluzywny świat, a muzycy w dżinsach i paltocikach podszytych wiatrem biegną na najbliższy przystanek, by złapać ostatni tramwaj do swojego M3.
Ludzie nie uznający kompromisów, tacy jak Ewa Demarczyk czy wspomniani muzycy, rozczarowani są nowymi polskimi realiami i dlatego, zamiast rzucić się w wir robienia pieniędzy, odizolowują się od świata i klepią biedę. Właśnie takie życie obecnie wiedzie pieśniarka.
- Wie pani, nie nadaję się do mieszkania w Krakowie, nie nadaję się do mieszkania w Polsce. Parę lat temu byłam w Ameryce, miałam tam podpisać kilka kontraktów na koncerty, ale było to zbyt trudne, gdyż Stany Zjednoczone nie są dla mnie. Tam nie wytrzymałabym nawet paru miesięcy. Zdecydowałam się wiec wrócić do kraju, ale już będąc na pokładzie samolotu wiedziałam, ze popełniłam błąd. Uświadomiłam to sobie czytając polskie gazety, z którymi przez parę tygodni nie miałam styczności. Tak wiec należę do ludzi, którzy nie potrafią już żyć ani tu, ani tam. Może powinnam była zamieszkać w Japonii?
- Gdyby mieszkała pani za granicą, to nie mogłaby pani śpiewać po polsku polskiej poezji...
- Ależ proszę pani! Przecież miłość, ból, śmierć odczuwa się tak samo w każdym języku. Właśnie uświadomiłam to sobie w Tokio, gdy po koncercie cała publiczność klaskała przez piętnaście minut i na koniec wstała, co jest podobno zupełnie niespotykanym w Japonii zjawiskiem. Śpiewałam po polsku, w większości, a jednak coś z tego do nich dotarło, coś, co ma znaczenie bardziej uniwersalne niż język, bo przecież wszyscy jesteśmy zdolni do tych samych emocji. No tak, ale nie zostałam w Japonii. Zamiast osiąść w Los Angeles albo Tokio, przeniosłam się do Wieliczki - śmieje się, zapalając kolejnego papierosa.
W Wieliczce mieszka sama w domu otoczonym ogrodem. Nie przyjmuje nie zapowiedzianych gości. Nie reaguje na pukanie do drzwi. Bywają tu tylko nieliczni, najbliżsi przyjaciele. Dużo czasu pochłania jej codzienna praca, zaś latem - jeśli nie ćwiczy - spędza czas w ogrodzie.
- Rośliny są bardziej oddane niż ludzie - mówi z cieniem goryczy. - Gdy jakaś roślina słabo rośnie, to do niej przemawiam łagodnie, ale zapowiadam, ze jak się nie poprawi, to ją wyrzucę z mojego ogrodu. Gdy dalej nic się nie zmienia, wykopuję uparciucha z ziemi i na jego miejsce wsadzam lepszy, grzeczniejszy kwiatek.
Ciekawe, czy z ludźmi Ewa Demarczyk postępuje podobnie? - pomyślałam. Może dlatego żyje samotnie, z dala od wielkomiejskich spraw, oddana ogrodowi, literaturze i pracy? Gdy dokucza jej chandra, sięga po kryminały. Ma ich pełna półkę. Czyta po kolei od pierwszego do ostatniego, aby kiedyś w przyszłości znowu powtórzyć te rundę.
Można by tak jeszcze siedzieć i słuchać, gdyby nie pan Paweł, który przerywa rozmowę oznajmiając, ze wszystko jest już spakowane i pora ruszyć w powrotną drogę. Artystka włożyła na siebie jeszcze kilka warstw cieplej odzieży i wspólnie opuściliśmy budynek Teatru Morskiego w Gdyni. Na parkingu Ewa Demarczyk wsiada do szoferki wielkiego TIR-a z żółtym dromaderem na plandece. Dla niej czasy limuzyn i splendoru należą do przeszłości.
["Przegląd Polski" 24 III 2000]
http://www.ewa-demarczyk.republika.pl/Artykuly/korzeniowska.htm
Sposób na życie (Nabaq) 15-01-2011 22:52
Nabaq (Old Market) 14-01-2011 19:23
Dobrze, że ten dzień się kończy. 13-01-2011 21:33
Powrót 11-01-2011 21:14
Powrót do Polski, do zabłoconej i zimnej Warszawy. Oczywiście nic się nie zmieniło. Stan bez zmian. Śmiesznie i straszno.
Kierunek Afryka 04-01-2011 10:03
Święta i Nowy Rok upłynął na montażu filmu „Ostatnia Wieczerza”. Teraz reset. Kierunek Afryka.