Source: http://czytelniapolska.blogspot.com/2010/09/
Timestamp: 2019-06-16 17:22:21
Legal References Found: art. 26
 art. 56
 art. 69
 art. 69
 art. 87

Art. 1

Art. 2

Art. 3

Art. 4

Art. 5

Art. 6

Art. 7

Art. 8

Art. 19

Art. 23

Art. 24

Art. 28

Art. 36

Art. 37

Art. 38

Art. 54

Art. 56

Art. 57
 art. 1
 art. 5

Document Content:
CZYTELNIA. Jezyk polski.: Setembro 2010
DO PARANY
Przewodnik dla podróżujących i wychodźców.
przez Kazimierza Warchałowskiego
Nakład przez Autora
Wobec stałych, a zwiększających się z rokiem każdym stosunków z koloniami polskiemi, położonemi w południowych stanach Rrazylii, wydało mi się niezbędnem podać do użytku podróżujących w tamte strony trochę wiadomości o kraju, rady i wskazówki co do samego przejazdu, jako też krótki słowni­czek z rozmówkami z polskiego na portugalski. Brak ajentur w kraju, ogłoszeń w pismach, przyczynia się nieraz do tego, że tak podróżnicy, jak i wychodźcy nasi, obierają nieodpowie­dnią drogę, albo nie korzystają z udogodnień, które kompanie przewozowe stosują tylko do tych, co je reklamują. Rady te stosują się tylko do obecnej chwili, i nie mogę brać na siebie odpowiedzialności za możliwe zmiany w przyszłości.
W słowniczku zebrane zostały najkonieczniejsze wyrazy i zapytania; chodziło mi o to, żeby polski podróżnik, nie posia­dający języka, mógł się rozmówić tak w podróży, jak i w mia­stach Brazylii, nim się do kolonii polskich dostanie. Nie prze­ciążałem z rozmysłem słowniczka zbytecznymi wyrazami, a to, żeby ułatwić oryentowanie się w książeczce i zrobić ją wygo­dniejszą dla użytku. Z doświadczenia przekonałem się, że taki zapas słów wystarczy dla początkowego porozumienia się z miej­scową ludnością. Dalsza nauka języka pójdzie już sama; szcze­gólnie łatwo to idzie dla posiadających którykolwiek z romań­skich języków. Trzecia szpalta słowniczka zawiera wymowę; nasuwały się tu poważne trudności, które pokonać, przystosowując nasze brzmienia,
okazało się nie łatwem; tymczasem wymowa w języku portugalskim gra wielką rolę. Gramatyka portugalska jest zawiła i trudna; gramatyki w języku polskim niema; życzącym możemy polecić francuską: Grammaire portugaise - par Paulino de Soura (Paris - Garnier freres). Słowni­ków polsko-portugalskich niema: z obcych polecić mogę fran­cuski: Dieeionario Francez-Portugeus et Portugeuz-Franez: Soura Pinto (Paris - Garnier freres).
Kto może jechać i czego spodziewać się może.
Wychodźtwo z ziem polskich jest dziś stałym objawem. Nie wchodzimy w rozpatrywanie kwestyi z punktu zasadniczego t.j. czy jest wywołane potrzeba, czy ludność nasza wychodzi, ulegając tylko prawom ekonomicznej lub socyalnej natury, czy też przyczyny trzeba szukać w pewnej demoralizacyi, polegającej na zwolnieniu więzów, łączących w normalnych warun­kach naród z krajem rodzinnym.
Zwracamy się tu do tych, którzy z tej lub owej przyczyny zamierzyli kraj opuścić. Ciężką musi być dola, nieznośne warunki życia tego, co na krok taki się zdobywa; musi pamiętać, że nic łatwo mu przyjdzie kraj ojczysty zapomnieć; tam, za oceanem dopiero cenić wszystko co rzucił się nauczy, nieraz nawet biedy swojej żałować będzie. To też nierozważnie postąpi każdy, kto się już z warunkami, jeśli dla wątpliwego nieraz losu, zdobytą wzglądną chociażby niezalezność w kraju porzuca. Myśleć o wychodźtwie może ten, komu ciężko na miejscu, komu bieda dokucza, kto obarczony rodziną nie wstanie na jej utrzymanie i kształcenie zarobić, zresztą ten jeszcze, komu stosunki miej­scowe zbrzydły do tego stopnia, że wyrwać się z nich jest dla niego kwestyą życia. Tak jedni, jak drudzy, jeżli nie będą rościć pretensyi do czegoś nadzwyczajnego, jeśli im byt skromny w pracy, ale byt niezależny wystarczy, mogą rachować na lepszą przyszłość. Tacy nie zlękną się pracy w nowych warunkach,
nie ulegną zwątpieniu, jeśli im z. samego początku ku ciężko iść będzie. Pamiętać należy, że te fortuny, które wielu w Ameryce zdobyło, nie są udziałem wszystkich; jest to los który rzeba wygrać, wybranych, jak zawsze, jest niewielu. Tymczasem udziałem każdego, kto tylko pracować rzetelnie pragnie, jest zupełny dobrobyt, zupelna niezależność. Stajemy teraz wobec kwestyji, która wszystkich obchodzić powinna, tak tylko co idą po nowe pole dla pracy, jak i tych co pozostają: jest kwestya – dokąd iść?Rozpraszaliśmy się dotąd po świecie, próbowaliśmy szczęścias w północnej i południowej Ameryce, Australii, Azyji. Afryce, may rodaków nawet na wyspach Oceanu Spokojnego. Zamiast iść za przykładem innych nardów, tworzyć skupiska większe na jednej kuli zieskiej, szliśmy bez planu, ot tak nieraz na złamanie karku, często kierując się radą przygodnych dobrodziei, lub wręcz niesumiennych, a działających na czyjąś korzyść ajentów. Szliśmy zresztą po omacku, nie znaliśmy ani kraju obranego, ani warunków osiedlenia się, ani własnej siły odporności, nie wiedzieliśmy zresztą, ilu nas idzie. Dziś te wiadomości posiadamy, kraj gdzie nasze osadnictwo się rozwija, pozostały zbadane, porachowaliśmy się i mamy wyrobione zdanie co do przyszłości pojedyńczych skupień naszych. Dziś twierdzić można, że jedynem krajem, który kolonizować możemy jest Brazylia. Tu mamy najważniejszy dla nas warunek - możność możność uzyskania narodowości. Przychodzimy do kraju o niższej kulturze, do kraju słabo zaludnionego, ze słabym stopniem oświaty, gdzie nasz wychodzca wnosi, prócz rąk zdolnych do pracy, prócz wytrwałości, jeszcze znaczne urobienie społeczne, przywiązanie do ziemi, do kościoła, głęboką religijność; są to tu warunki na których przyszłość budować możem. Zatem komu miła jest wiara przodków, kto kocha język ojczysty, kto nie chciałby lub chociażby wnuków swoich widzieć mówiącymi językiem obcym, bez wiary w Boga, bez przywiązania do religii ten obierze zawsze Brazylię.Nie możemy tu twierdzi, że w Ame­ryce północnej, w Stanach Zjednoczonych jest żle, że tam wychodźcy nasi nie mają szans dojścia do dobrobytu; owszem,
dochodzili tam prędzej niż gdziekolwiek, ale kosztem tego wszy­stkiego, co nie daje pieniędzy, co nieraz zmusza do ciężkiej walki, ale co jest jedynie w człowieku świętem, co każe go szanować nawet obcym: kosztem języka, kosztem narodowości. Muszę tu zwrócić uwagę czytelników, że stosunki w St. Zj. z każdym dniem stają się mniej korzystne dla naszych emi­grantów, ludność ogromnie wzrasta, coraz tam trudniej o pracę. Wobec trustów, czyli olbrzymich syndykatów przemysłowych, które wyłączają wszelką konkurencyę, płaca robotnika powoli się zmniejsza, jednocześnie koszta utrzymania wzrastają. Tym­czasem nasi wychodźcy właśnie we fabrykach i kopalniach muszą szukać zajęcia; idąc tam wielkiemi masami, stwarzają sami nadmiar podaży rąk roboczych, a tem samem i płacę obniżają.
Ziemia jest tam droga, mało co tańsza od ziemi w kraju, to też niewielu może na roli osiadać, albo osiada dopiero po dorobieniu się pieniędzy we fabrykach, przytem rozprasza się pojedynczo między żywioły obce i ostatecznie skazuje się na wy­narodowienie. W Brazylii ziemia przeciwnie jest bardzo tania, gleba urodzajna, w południowych stanach klimat lepszy zna­cznie, niż w Stanach Zjednoczonych, ludności mało; jest to kraj, który się rozwija dopiero; fabryk i zakładów przemysłowych prawie tam niema; wychodźca nasz, nie już z pociągu natu­ralnego, ale z konieczności osiada na roli, sam ją uprawia, na­bywa jej znaczne obszary i staje się rzeczywistym obywatelem, posiadaczem kraju; nie zależy od żadnych trustów, czy bo­gatych fabrykantów. Pieniędzy w dzisiejszych warunkach do­robić mu się nie łatwo, ale zdobywa kawał ziemi dla siebie i swojej rodziny, zdobywa byt spokpjny, zdrowy, nie dziczeje moralnie w walce o byt z bliźnim, a co najważniejsze, pozostaje sobą, może pielęgnować swoje obyczaje, kształcić umysł w swoim języku, chwalić Boga w polskim kościele. Rzemieślnik nasz ma tam także pole przed sobą: brak wielkich fabryk, utrudnione środki komunikacyjne, dają mu możność drogo swój towar spie­niężać, konkurencyi fabrycznej nie potrzebuje się lękać, docho­dzi też szybko do dobrobytu.
Mówiąc o Brazylii, mamy na myśli południową jej część, mianowicie Stany Parana i Rio Grande do Sul. Stan S-ta Ca-tarina, leżący pomiędzy pierwszymi, jest dziś już obsadzony Niemcami, że wątpimy, czy nasze kolonie jakąkolwiek przyszłość tu mieć będą. Stan Sao Paulo, w którym osiadło sporo naszych wychodźców, należy, jak i reszta Bmzylii, do okolic o klimacie gorącym, podzwrotnikowym, i bezwarunkowo nie nadaje się do kolonizacyi na szerszą skalę.
Polacy dotychczas najwięcej osiadali w St. Parana, jest ich tem dzisiaj około 70 tysięcy, i nie ulega wątpliwości, że stan ten musimy uznać za główny teren kolonizacyjny żywiołu pol­skiego. Wychodźca polski, przychodząc tu, może sobie poradzić bez znajomości języka obcego, znajduje osady czysto polskie, rzemieślników i drobny handel polski, wreszcie kościół i księdza polskiego.
Stan Rio Grande do Sul ma również wszelkie dane dla rozwoju naszej kolonizacyi, ale ma dotychczas zaledwie 15.000 Polaków, nie może więc w tej chwili stanowił jądra dla powa­żnego skupienia naszego wychodźtwa.
Nie kwestyonując jego znaczenia dla nas w przyszłości, dziś musimy kolonizacyi w tym stanie zaniechać i główne siły skierować do Parany.
Stan Parana leży między 22 st. 55 m. i 27 st. 50m. południowej szerokości; od północy graniczy z St. Sao Paulo i Matto Grosso, granicę naturalną tworzy tu rzeka Paranapanema; od wschodu - ocean Atlantycki; od południa Parana graniczy ze Stanem St. Catharina i Rio Grande do Sul, granicę naturalną tworzą góry Serra do Mar i rzeka Uruguaj; od zachodu Parana graniczy z Argentyną i Paraguajem, naturalną granicę tworzą rzeki Pipiryguassu, Iguassu i Parana, aż do miejsca, gdzie wpada do niej Paranapanema. Powierzchnia Parany wynosi 240.000 kilom, kwadratowych, jest więc dwa razy większą od Królestwa Polskiego.
Na tej przestrzeni mieszka około 320.000 ludności, z której około 70 tysięcy stanowią Polacy, 40 tysięcy rozmaite narodowości i 210 tysięcy żywioł miejscowy, złożony z białych, mieszańców, oraz czystej krwi Indyan i Negrów.
Pod względem klimatu Parana dzieli się na dwie nierówne części Pas nadmorski, między oceanem i górami Serra do Mar, nie przenoszący 60 kilometrów szerokości, posiada klimat go­rący, temperatura waha się między +10, +35 st. Reaumura.
Płaskowyż dochodzi bliżej morza wysokości 1000 metrów, stopniowo zniża się ku zachodowi i północy, temperatura tu waha się między 0, - 32 st. R.; w miarę zbliżania się do do­liny rzek Parany i Paranapanemy klimat staje się gorętszym.
W danej chwili kolonizacya polska rozwija się na obsza rze wyniesionym 600-1000 m. nad poziom morza. Klimat jest tu umiarkowany, zdrowy i łagodny.
Parana posiada obfitą faunę. Ze zwierząt ssących zasłu­gują na uwagę: tapir, dwa gatunki mrówkojadów, parę gatun­ków małp, wydry, capivara (świnka wodna); z drapieżnych - kilka gatunków dzikich kotów, jaguar zwykły i jaguar czarny, czer­wony wilk, lis, wreszcie dwa gatunki dzików. Musimy tu za­znaczyć, że drapieżne zwierzęta, w miarę posuwania się kolonii w lasach, uchodzą dalej w puszczę, człowieka się lękają tylko w obronie własnego życia mogą być niebezpieczne; w bliższych okolicach kolonii rzadko się pokazują, wyrządzają szkody cza­sami w dobytku lub w polu u kolonisty.
Między ptakami pospolite są: czaple, gęsi, kaczki, dwa ga­tunki kuropatw, jacutinga (rodzaj naszych głuszców), tukany, gołębie, kolibry, wreszcie papugi; większych drapieżnych pta­ków w rodzaju jastrzębi mało się tu spotyka; pospolitym jest gatunek sępa urabu, który tu nazywają corwo, bo, według
mniemania mieszkańców, kruka przypomina; mniejszych dra­pieżników jest tu niezliczona ilość gatunków.
Węży jest tu kilka gatunków; najjadowitszymi są: jararaca, sukuriu i rodzaj grzechotnika; dochodzą one długości me­tra, rzadko są długie na 1½, m. Jest tu sporo okazów i niejadowitych węży, ale te wobec tego, że są rozmiarów stosunkowo niewielkich, niebezpiecznymi nie są. Zresztą, tak jedne, jak i drugie, unikają człowieka i za jego pojawieniem się szybko uciekają. W miastach i na koloniach z lasów i zarośli oczy­szczonych węży mało się spotyka, najwięcej jest ich zwykle na świeżych trzebierach, szczególnie koło rzek albo mokradeł. Wypada zwrócić uwagę, że wszystkie baśnie o zjadliwosci żmij, owadów, obfitości wszelkiego robactwa, są wytworem bujnej imaginacyi ludzi, którzy nigdy Parany nie widzieli: ukąszenia węży jadowitych mogą być naturalnie śmiertelne, o ile się nie przedsięweźmie w porę środków zaradczych, ale są tak rzadkie, że się o nich na koloniach słyszy jako o niezwykłych wy­padkach.
Zatoki oceanu i rzeki obfitują w ryby mniej luli więcej znane; w niektórych rzekach mnożą się cenne gatunki, przy­pominające smakiem nasze łososie i sterlety: są to surubi i mancuruji (naukowa nazwa niezinana).
Najbogaciej przedstawiają się tu owady: obok motyli i chrząszczy w niezliczonych odmianach o najciemniejszych barwach, posiada Parana parę gatunków pszczół i jedwabników.
W lasach Parany spotykamy przeróżne gatunki drzew użytecznych. Najpospolitszy jest tak zwany pinjor (Araucarja brasiliensis), jedyny tutaj przedstawiciel iglastych. Bogactwo kraju stanowi tu herwa mate - ilex paraguensis. Budulca i drzewa stolarskiego dostarczają imbuia (bignonia paranesis), cedr (cedrela brasiliensis), jacaranda (palisander), carwalho (uwa żany tu za dąb, choć go w niczem nie przypomina), sassalras, guawiroba, canela, quebracho, lauro, jpć; gatunków drzewa jest tu ilość nieskończona, wymieniłem tu najpospolitsze i najbardziej używane w gospodarstwie i przemyśle. Z drzew owoco­wych pospolite są: pomarańcze, cytryny, brzoskwinie, fiigi,
caju, guajawy, cerese, ameiehe (znane u nas pod nazwą nefli). Krze­wów, paproci, kaktusów jest mnóstwo gatunków, niemniej jak traw; spotykamy tu trawy bardzo zbliżone do naszych np. ro­dzaj perzu, również niektóre gatunki naszych chwastów.
Łagodny klimat, urodzajna gleba, równomierne opady atmo­sferyczne w Paranie sprzyjały rozwojowi rolnictwa i hodowli bydła; już dzisiaj jest to obok oksploatacyi herwy mate, najpo­ważniejsza gałąź produkcyi miejscowej. Warunki przyrodzone nie zostały jednak dostatecznie wyzyskane, to też rolnictwo tutaj ma obszerne pole przed sobą. Uprawiają tu wszelkie rośliny możliwe, począwszy od tropikalnych, kończąc zbożami Europy środkowej. W pasie nadmorskim i w okolicach Paranapanemy uprawiają wino, trzcinę cukrową, manjok, ryż, kukurydzę, kawę, banany, tytoń. Na płaskowyżu hodują wino, manjok, kukurydzę, fasolę, kartofle, żyto: w mniejszych ilościach: jęczmień, pszenicę, owies, len, trawy pastewne, tytoń etc. Dzisiaj wobec braku rąk roboczych rośliny te są hodowane na małą skalę, głównie im potrzeby miejscowe, nie są jeszcze przedmiotem wywozu, przeciwnie, kawa, mąka pszenna, słód jęczmienny, tytoń, i zarazem kukurydza, są przywożone z innych okolic Brazylii, a nawet z Europy. Ma więc rolnik, powtarzam, szerokie pole dla pracy, a praca ta jest tu o wiele wdzięczniejsza, niż w Europie. Ziemia jest dobra, wilgoci poddostatkiem; te dwa warunki przy słońcu podzwrotnikowem cudów dokazują; takich okazów zboża, szczególnie owsa, traw pastewnych, kukurydzy gdzieindziej trudno spotkać. Dowodem bujności ziemi i siły wegetacyi jest ilość po­trzebnego ziarna na hektar; wysiewają tu kukurydzy grubo­ziarnistej około puda (16 kilo), żyta trochę więcej jak pud 17-18 kilo, czyli na mórg żyta okoto 10 kilo.
W Paranie dotychczas nikt naukowych doświadczeń na roli nie przeprowadzał, to też dziwić się nie można, że panują tu najsprzeczniejsze poglądy co do wartości gleby, gatunków zboża, czasu siewu itp. Gleba nie jest tu jednolita, miejscami czarna (czarnoziem, próchnica), miejscami czerwona (glina), fio­letowa, żółta, zależnie od soli mineralnych, jakiemi została za­barwiona. Otóż co do wartości poszczególnych gatunków gleby, zdania są podzielone. Większość dotychczas skłonna jest uważać glinę czerwoną za najurodzajniejszą; zdanie to pochodzi zdaje się od miejscowych kabokli (caboklos), brazylijskich mieszkańców lasu, którzy uprawiali wyłącznie manjok i trochę kukurydzy. Zaprzeczyć się nie da, że przy prymitywnej kulturze, przy użyciu ognia, jako głównego czynnika uprawy, osiąga się lepsze rezultaty na ziemi czerwonej, niż na czarnoziemiu; tymczasem widziałem znakomite wyniki i na owym czarnoziemiu, co przy­pisać muszę tylko odpowiedniej kulturze. Czas posiewu jest tu prawie zupełnie zależny od woli rolnika, kierują nim w tym wypadku względy dogodności w rozłożeniu pracy. Wiadomo, że zima miejscowa jest dostatecznie chłodna, aby przytępić wegetacyę, to też wielu rolników czeka wiosny, sierpnia np., żeby posiewy zboża uskutecznić, inni znów sieją poczynając od marca; wczesne zboże dochodzi w listopadzie, późniejsze w grudniu; rezultaty są różne, i pod tym względem tylko umiejętnie prze­prowadzone doświadczenie mogłoby sprawę rozstrzygnąć. To też nowoprzybyły nie potrzebuje się krępować zdaniem i uprzedzeniami dawniejszych kolonistów. Należy z ostrożnością przyj­mować uwagi co do wartości danej gleby, lub co do tej lub owej kultury. Mamy w tym względzie trochę ogólnego doświad­czenia, tak np. na południu Rossyi stepy były uważane przez długi czas na ziemię nie odpowiednią dla uprawy zboża; kiedy przekonanie to już obalonem zostało, gospodarze miejscowi, po­wołując się na wieloletnie doświadczenie, twierdzili, że można tam li tylko zboża jare uprawiać, tymczasem powoli zaaklima­tyzowało się żyto ozime, trochę później pszenica. Dziś już nikt nie wątpi, że zboże ozime jest pewniejsze i że urodzaj jego pół­tora razy średnio przewyższa jare.
Rachować się również na leży z pochodzeniem i gatunkiem zboża. Warunki rolne tak gleby jak i klimatu w Paranie różne są od polskich, tymcza­sem koloniści nasi bezwiednie dążą do wprowadzenia europej­skiej kultury i kierowania się tu nabytem w kraju doświadcze­niem; stąd rozczarowania, omyłki, no i nieraz zawody, za które bynajmniej odpowiedzialną nie może być Parana. Tak naprzykład rzuca się w oczy dążenie przeniesienia uprawy tych sa­mych roślin co w kraju; wspaniałe warunki klimatyczne po­zwalają na te eksperymenta, nawet dotychczas osiągnięte re­zultaty są dobre, ale nie jest to zupełnie racyonalna droga. Na miejscu mamy rośliny, których kultura może wydawać lepsze i pewniejsze rezultaty, i przyzwyczajać się do uprawy miejsco­wych roślin należy, tak np. wspomniany wyżej maniok ma w dzisiejszych warunkach zbyt zapewniony, zapotrzebowanie ogromne, tymczasem nasi koloniści stronią od jego uprawy; to samo dotyczy tytoniu, który może stać się poważnym artyku­łem wywozu. Musimy tu zwrócić uwagę i na rozpowszechniony dzisiaj zwyczaj palenia lasu, wypalania ross, jak mówią. Uprawa dzisiaj polega na tem, że kolonista wycina początkowo drobne drzewka, trzcinę (takuarę), liany, wogóle całe podszycie lasu, następnie spuszcza drzewa, daje całej masie trochę podeschnąć i podpala. Naturalnie, że nawet przy szczęśliwych okoliczno­ściach, względnej suszy, przy umiejętnem podłożeniu ognia, spała się nie wszystko, a tylko drobne drzewa, trzcina; wielkie drzewa opalają się zgruba zaledwie; opalone olbrzymy zostają na polu i kolonista między nimi skopuje ziemię najczęściej przy pomocy motyki, koloni robi wgłębienia i sadzi kukurydzę lub fasolę czarną (fiżon), po zbiorze sieje żyto, czasem powtórnie kukury­dze; po dwóch, trzech latach, pole się zapuszcza pod tak zwaną kaperę (capoera), porasta drzewami (zwykle innych gatunków niż pierwotny las), niektóre drzewa odrastają z korzenia, prócz tego wyrastają drzewiaste (wassoura) chwasty; po paru latach ka­perę znów się wycina i pali, opalają się znowu częściowo le­żące pnie drzew; trwa to dopóty, póki drzewa się nie spalą lub nie spróchnieją ostatecznie. Zakorzeniło się tu przekonanie, że pozostawienie tych pni kolosalnych jest nieomal warunkiem urodzajności pola;
podają racye, że tak popiół z tych drzew, jak i próchno ziemię użyźnia. Otóż to jest jedno z przekonań, które na niczem oparte nie są i stanowią tylko przesąd, przyjęty od miejscowych kabokli. Naszemu koloniście wydaje się takie go­spodarstwo praktycznem. Rozumuje mniej więcej w ten sposób: potrzebuję mieć pola jak na jwięcej; wytnę więc możliwie więcej lasu, tembardziej mogę to uczynić, że lasu mi nie zabraknie; na wyrąbanej przestrzeni leżą zwalone kłody, uprzątnąć je sił mi nie starczy, na pocięcie czasu dużo potrzeba, tymczasem kłody te przy wypaleniu capoery powoli znikną, dadzą sporo popiołu i próchna, co ziemię użyźni. Na oko zdaje się, że mają racyę, ale wniknąwszy w całą gospodarkę, przyjść trzeba do innego zdania. Jeśli sił nie starczy, trzeba mniej lasu wycinać, ma się mniej pola, ale pole to łatwiej po wypaleniu pierwszem uprzątnąć, mniejsze drzewa i gałęzie przenieść lub przeciągnąć całkowicie, większe trzeba pociąć i zwieść w jedno miejsce; na uprawę pola będzie miał gospodarz tyle samo, bo chociaż za­miast morga, dajmy na to, wyrąbał połowę, to jednak zważywszy, że nie jest zajęta leżącemi drzewami, przestrzeń na czysto dla uprawy będzie ta sama; tym sposobem i pracy na ogół będzie nie więcej, bo chociaż przenoszenie i przewożenie drzewa zaj­mie parę tygodni, ale za to mniejszy szmat ziemi o połowę trzeba było fojsować (wycinać podszycie) i mniej drzew spuszczać wypadło, i co najważniejsza, zachowa się las, który nawet i w Pa­ranie cenić należy; z czasem będą za niego płacić wielkie pie­niądze i tutaj, tak jak się to dzieje w Europie i w Ameryce północnej. U nas w Polsce mórg lasu dochodzi często do 1000 rs. za drzewo tylko, a jednak i u nas kiedyś lasu nie ceniono, także mówiono, że wystarczy go dla wszystkich i na za wsze; nie należy więc tej samej omyłki popełniać w Paranie. Druga korzyść - to pole względnie równe i czyste, na którem i uprawę łatwiej prowadzić i zbiór to jest o wiele łatwiejszy; nie trzeba co chwila przełazić lub przesuwać się pomiędzy konarami; co czasa przytem się straci, co odzieży zniszczy, to najlepiej wie­dzą koloniści; następnie trzeba pamiętać, że na czystem polu łatwiej się ustrzedz od mrówek, które tu są istną plagą rolnika,
tymczasem zwały gnijących drzew, przedstawiają dla mrówek najlepsze schronienie, uniemożliwiają przytem wynajdywanie mrówek ziemnych (tak zwanych złodziejek, które najwięcej szkody przynoszą). Drzewo zebrane na kupy i odpowiednio uło­żone nie będzie gnić i marnować się, będzie i opał gotowy i materyał suchy w razie potrzeby; tymczasem dzisiaj często ten sam kolonista, który dla zaoszczędzenia sobie czasu pozwala gnić kłodom najprzedniejszego drzewa na roli, musi dla poprawy domu czy ogrodzenia, dla nowej jakiej budowy, iść po drzewo do lasu. Co się tyczy karczowania, to w dzisiejszych warun­kach, szczególnie dla rolnika z dalszych okolic, który prawie wyłącznie na swoje potrzeby ziemię uprawia, nie jest ono koniecznem; tu można pracę zaoszczędzić, pozostawić to czasowi, wilgoci i ogniu. Co do użyźniającego znaczenia popiołu i próchna, to jest ono więcej niż wątpliwe; jako nawóz organiczny, próchno żadnej wartości nie przedstawia, również jak popiół, zwraca ziemi tylko części mineralne, które zawiera; szkodliwem natu­ralnie to nie jest, ale nie może być jeszcze dzisiaj nieodzownym warunkiem urodzaju; w każdym razie, korzyści z podobnego na­wozu są wielokrotnie mniejsze od strat, które uprawa taka ko­loniście przynosi. Zdaje się, że miejscowi rolnicy biorą w tym wypadku skutek za przyczynę. Popiół powstaje skutkiem ognia, nie popiół jednak skutki dodatnie przynosi, ale ogień, który oczyszcza ziemię z zarośli, z chwastów, z robactwa, wstrzymuje na pewien czas porost drzew i tem samem daje możność rol­nikowi wyzyskać nową trzebież dla siebie. W tym zwyczaju wypalania gruntu pod żarów trzeba widzieć wyjaśnienie ta­kiego zjawiska, jak gorsze rezultaty na próchnicowych ziemiach niż na glinach. Pochodzi to stąd, że ogień na glinach prócz po­wierzchownego oczyszczenia prawie nie wpływa na zmianę składowych części gleby, do tego popiół po przekopaniu w roli przyczynia się do poprawienia jej mechanicznej budowy - robi ją mniej spoistą; na czarnoziemiach zaś ogień, prócz dodatnich stron, ma swoje ujemne w tem, że niszczy próchnicę, rozkłada kwasy próchnicowe, zmienia chemiczny skład gleby, pozbawiając ją najcenniejszych pierwiastków, wyjałowuje ją jednem słowem.
W Paranie rozpowszechnione jest przekonanie, że okolice stepowe nie nadają się dla rolnictwa, stronią też nasi od stepu; tymczasem próby, które zapoczątkowali niektórzy więksi wła­ściciele przy pomocy osadzonych na stepie naszych wychodź­ców dały wcale dodatnie rezultaty; trzeba pamiętać, że to są początki, pierwsze kroki zaledwie, i przesądzać na przyszłość rezultatów nie należy. Zwracamy uwagę, że i u nas dawniej panowało przekonanie, że najlepszą jest do uprawy ziemia z pod lasu; sprzedawano więc las za byle co, żeby sobie tej nowiny, tego karczunku przysporzyć; dziś przekonano się trochę za późno, że i ziemia stepowa, bezleśna stanowi niemniej bogaty warsztat dla pracy; strata lasu pozostaje jednak niepowetowaną, wywo­łując do tego niepożądane zmiany klimatyczne, których skutki dziś rolnik ponosi. W wielu okolicach wzięto się teraz do zale­siania, co wymaga czasu, pracy i pieniędzy bez liku; nauczeni więc doświadczeniem, lepiej zrobimy, jeśli las w Paranie oszczę­dzać będziemy.
Żyto w Paranie najbardziej się rozpowszechnia; przyczy­nia się do tego przyzwyczajenie osadników naszych do chleba żytniego, jak i znaczny popyt na słomę; sieczka z tej słomy jest bardzo poszukiwaną: zużywają jej znaczne ilości sami ko­loniści, prócz tego znajduje łatwy zbyt w miastach, gdzie zwy­czaj trzymania mułów i koni dla własnego użytku jest rozpo­wszechniony; wojsko, tramwaje, furmani spotrzebowują jej zna­czne ilości. Ceny sieczki nieraz równają się cenie kukurydzy. Żyto jest tu jare, chociaż wyglądem nasze ozime przypomina. W 1901 roku sprowadzono niewątpliwie ozime żyto z Europy; posiane w kłos, iść nie chciało, rozkładało się jak do uruna i za­mierało; takie objawy w kilku wypadkach oglądałem. Czas po siewu jest nieograniczony: zaczynają go nieraz w marcu, kończą w sierpniu, nawet we wrześniu; w sierpniu widziałem kłosujące łany obok zaledwie widocznych wschodów. Żyto ogromnie się roikrzewia, wysiewają go na. hektar około 18 kilo (30 - 35 ździebel w krzaku nie jest wcale rzadkością). W miejscowościach pod­miejskich po zbiorze żyta sieją na tem samem miejscu po raz drugi żyto na siano, które ma niezły odbyt; czasem pierwszy
posiew skaszają na siano, odrasta zazwyczaj i daje jeszcze do­bry plon ziarna. Gatunek mają tu jeden: nasi osadnicy zastali go tu na miejscu, urodzaje daje dobre: w 1900 r. żyto dawało średnio do 140 pud. z hektara (ok. 2300 klg.;. Kukurydza uży­wana jest tu na pokarm dla ludzi w postaci farinji specyalnie przyrządzana mąka), również na karm dla zwierząt. Kukury­dza jest w dwóch odmianach: prawie biała i żółta: obydwie odmiany grubo ziarniste, dają ogromne kaczany, dochodzące nieraz 50 - 40 centymetrów (¾ łokcia) długości; czas posiewu trwa od września do grudnia, zbiór mniej więcej w marcu i pó­źniej. Gatunki drobnoziarniste, szybko dojrzewające, jak cinquantino włoskie lub czekler węgierski, niewątpliwie dadzą tu dwa urodzaje. Kukurydzę sieją tu albo oddzielnie bez między-plonu, trzymając się pewnej, mniej więcej dwie stopy wynoszą­cej odległości między dołkami, po parę ziarn w dołek, lub z międzyplonem; na koloniach dalszych spotkać tu można dynie pa­stewne, pod miastem częściej fasolę czarną, fiżon (feijao) bardzo racyonalną uprawę spotykałem pod Kurytybą, wprowadzili ją wychodźcy z Galicyi, mianowicie: wyrównane pole znaczy się bruzdkami na metr oddalonemi, na krzyż; w każde przecięcie bruzdy sadzą po 5 - 6 ziaren kukurydzy, przykrywając nawo- zem; pomiędzy kukurydzą, ale tylko w jednym kierunku, sadzą fasolę, tak, że konna graca chodzi między rzędami w tymże kierunku swobodnie: kiedy kukurydza i fasola trochę podrosną, gracować przestają, na rzędzikach porasta trawa innego zupeł­nie gatunku niż pierwotna, jest drobna i miękka, daje znako­mite pachnące siano, płacone do 75 kop. za pud w Kurytybie; siano koszą po zebraniu fasoli, ale między kukurydzą, która dłużej stać musi. Ta zmiana gatunku trawy pod działaniem uprawy, jest objawem powszechnie znanym: pewien stan war­stwy rodzajnej, jej budowa mechaniczna nadaje się dla pewnych roślin więcej; na stwardniałym gruncie stepu ostra trawa kampowa ma widocznie więcej szans przeżycia, dusi więc inne trawy: przy poruszeniu ziemi, gdy się do tego silnie korzenie roślinności pierwotnej nadwyręży, ustępuje ona miejsca innej, więcej przystosowanej odmianie; ta właściwość powinna
być z czasem na stepach parańskich wyzyskana dla hodowli, tem bardziej, że istniejąca trawa zupełnie na siano się nie nadaje, a i w wieku cokolwiek starszym, chociaż jeszcze zielona, nie­chętnie bywa spożywaną przez bydło. Urodzaje kukurydzy bywają ogromne: w roku 1900, który powszechnie za zły był uważany, dała średnio do 175 pud. (ok. 2800 klg.) z hektara.
Pszenica, owies, jęczmień zaledwo zasługują na wzmiankę, ponieważ w większych ilościach nie są tu uprawiane; rząd sprowadza nasiona i rozdaje dla wypróbowania osadnikom; ogólne zdanie jest, że zboża te dadzą się uprawiać z korzyścią, pomimo że próby nieraz zawodzą; kładę to na karb nieodpowiednich gatunków nasienia; należałoby np. wypróbować jarą pszenicę, tymczasem dziś robią próby tylko z ozimą, która w klimacie tutejszym zawsze będzie zawodna. Ogólną plagą jest okoliczność, że zboża idą zanadto w słomę, wylęgają na­wet; jest to objaw naturalny, jeśli zważymy, że ziemia jest dziewicza, a wilgoci nawet za wiele; kiedy lasy się przerzedzą, ilość opadów się zmniejszy, ziemia wyjałowieje, możliwe, że otrzymamy rezultaty lepsze; dziś mamy jedyne wyjście: zanie­chać uprawy mniej pewnych i przeto mniej opłacających się roślin i wziąć się do innych, więcej odpowiednich i do klimatu przystosowanych; wyzyskać należy warunki przyrodzone, a nie walczyć z nimi. Ze zbóż jedna hreczka nie zawodzi tu prawie nigdy, stale daje dwa urodzaje, a przy szczęśliwych okoliczno­ściach trzy; plony nie są jednak duże.
Z okopowych uprawiają z powodzeniem kartofle, zwane tu angielskimi (batata inglese), bataty (batuta doce), mandjok, taje. Kartofle, we wrześniu posadzone, dochodzą w grudniu; sa­dzą je powtórnie, przyczem otrzymują nieraz lepszy urodzaj od pierwszego; kartofle zresztą sadzić można cały rok, wymie­nione terminy są tylko według miejscowego zdania odpowie­dniejsze; kartofle rodzą nieźle, głąbie są średniej miary, zazwy­czaj niema wcale drobnych; tają (rodzaj bulwy), daje lepsze urodzaje niż kartofle, ale jest mniej poszukiwana jako produkt krajowy i jest w mniejszej cenie, używają jej również dla ho­dowli inwentarza; mandjok jest to roślina, która w stanie
świeżym na trujące własności, szczególnie jeśli jest starsza; jest to roślina o szerokich liściach i korzeniu przypominającym georginie; korzeń ten, właściwie bulwa, dochodzi długości łokcia i więcej; odpowiednio spreparowany, daje mąkę grubą, ziarnistą, powszechnie tu używaną zamiast chleba, lub jako przyprawa do rozmaitych potraw.
Miejscowa, dawniej osiadła ludność, nietylko w Paranie, ale w całej Brazylii, uważa tę mąkę (farinha) za podstawowy artykuł spożywczy. Uprawę tej rośliny należy naszym osadni­kom zalecić; prócz zbytu na potrzeby miejscowe, będzie w za­potrzebowaniu jako artykuł eksportu. Urodzaje tej rośliny są ogromne, łatwo się rozmnaża z sadzonek i z kawałków bulwia­stego korzenia; raz posadzona, trwa pięć lat do sześciu, dając w 3 - 4 roku coraz lepsze rezultaty, odznacza się bujną roślin­nością, która głuszy chwasty, nie potrzebuje więc kosztownej uprawy. Druga cenna roślina w miejscowych warunkach, to ba­taty (batata doce - dosłownie kartofle słodkie), jest to roślina w rodzaju bulwy naszej; raz zasadzone rozmnażają się i trwają już stale, nie dając się nawet, wyplenić; dają bulwy spore, do­chodzące 4 funtów wagi; używają je jako jarzynę i na karm dla inwentarza.
Zrzadka spotkać tu można posiew lnu; nasienie przywie­ziono tu z kraju daje niezłe rezultaty, przędzę długą i trwałą, nie daje się tylko zwyczajnymi środkami tak wybielić jak w kraju; w niektórych miejscowościach spotkać się można z przekonaniem, że len jest tu zupełnie na przędzę nie zdatny, pochodzi to stąd, że wychodźcy nie zawsze własne nasienie po­siadali, wielu nabyło je już w Paranie; len ten sprowadzono z Hamburga, jak to łatwo sprawdził-, był to len sycylijski, który odznacza się dorodnem ziarnem, ale rośnie krzaczasto, na przędzę użyć się prawie nie daje; osadnicy nasi przypisali tę własność glebie tutejszej. Mamy jeszcze jeden dowód, jak ostrożnie przyjmować należy poglądy miejscowe.
Bardzo rozpowszechniona jest tu fasola czarna - fiżon (feijao); rodzi dobrze, w handlu jest poszukiwana, w użyciu ma tę zaletę, że nie przejada się tak prędko jak fasola biała;
ziarno ma mniejsze od naszej, zawiera sporo oleju; ma jedną wadę - mianowicie bardzo powoli się gotuje (do trzech godzin). Fasola ta zdobyła tu sobie powszechne uznanie; na równi z farinją mandjokową jest podstawą kuchni brazylijskiej: czy to zwy­czajnie odgotowana, czy w formie polewki (feijoada), czy jako rewirado t.j. z mięsem i farinją - jest podawana przy każdem jedzeniu i na każdym stole, tak dobrze u kabokla leśnego, jak i u prezydenta stanu. Rośnie na piechotę, posadzona koło ku­kurydzy, wije się chętnie; w polu sadzą fasolę poczynając od sierpnia, po zbiorze w grudniu sadzą powtórnie; dochodzi w marcu. W ogrodach obok kartofli, fasoli, grochu, spotykamy wszel­kie warzywa możliwe; rodzą tu doskonale, sadzą je nie krępu­jąc się żadnym terminem, w miarę potrzeby: osadnik może nie zaprzątać sobie głowy robieniem zapasów; kilka grządek koło domu na kolonii lub w mieście wystarcza, by mieć rok cały świeżą kapustę, kartofle, groch, wszelką włoszczyznę, kwiaty. Tej właściwości szczęśliwej wielu nie wyzyskuje, jedni przez niezaradność, inni z powodu, że produkując w celach handlowych większe ilości, muszą czekać z zapasami już to na ceny odpowiednie, już to na zapotrzebowanie: słyszy się też często narzekania, że kartofle w dołach rosną i gniją, warzywa więdną i zasychają, zboże psują wołki. Co do pierwszych, to winni sami osadnicy; przyszli tu i uznali, że loch będzie zbyt­kiem niepotrzebnym; w kraju używali go przecie wyłącznie dla ochrony od zimna, w Paranie przy budowie obejścia był więc pominięty. Tymczasem tu chronić się trzeba od ciepła tak dobrze, jak w kraju od zimna; loch odpowiednio opatrzony i głęboki, dla utrzymania temperatury obojętnej, jest tu więc niemniej potrzebnym. Co do wołków, to w budynkach, w któ­rych one się zagnieździły, wytępić je nadzwyczaj trudno, jedyny środek, to dokładne zmycie i to po kilka razy ługiem lub wa­pnem niegaszonem, podłóg, ścian i sufitów: radykalnym środkiem będzie nowy budynek i zmiana kompletna nasion; jeśli tego zrobić nie można, to pozostaje jeszcze opryskiwanie zboża chlor­kiem. Plaga ta w wielu miejscowościach, szczególnie u kabokli, nie jest znana; jest wielkie prawdopodobieństwo,
że wołki zostały przyniesione w sakwach z nasionami przez wychodźców z kraju.
Jak dotychczas, osadnicy nasi nie brali się jeszcze do uprawy bananów i trzciny cukrowej; rośliny te rosną w cie­plejszych okolicach na pomorzu i nizinach północy i zachodu; nasze osadnictwo prawie wyłącznie rozwija się na płaskowyżu, który dla uprawy tych roślin z powodu umiarkowanej temperatury nie nadaje się. Z czasem, kiedy osadnictwo nasze roz­szerzy się i na okolice gorętsze, przyjdzie do tej uprawy nie­wątpliwie. Rośliny te wymagają względnie niewielkiego nakładu pracy, raz zasadzone trwają przez czas dłuższy, dalsza praca prawie wyłącznie polega na zbiorze. Z trzciny cukrowej wy­rabiają cukier i pędzą wódkę, z bananów również pędza wódkę, obok tego są one używane w stanie świeżym jako owoce. Parana wywozi dziś banany na południe do Uruguaju i Argentyny.
Tytoniu sieją tu mało i w złym gatunku, mimo, że wa­runki nadają się znakomicie dla jego uprawy; przytem obeho dzą się nieumiejętnie z rośliną w gruncie, psują liść przez złe suszenie i fermentaeyę; mimo to tytoń znajduje chętnych odbiorców i niezłe ceny. Roślina ta ma tu dużą pzryszłość przed sobą. Ogromne obszary stepowe nadają się tu znakomicie do hodowli bydła. Step tutejszy (campos) to równina przerzynana jarami, często, czasem skalistemi, czasem ze stokami łagodnymi: grunt falisty, tworzy wzgórza niewielkie. Doliny rozległe: niziny naj­częściej porosłe są lasem, często las spotkać można i na płaszczyźnie, już to w postaci niewielkich gai, już to większych lasków po kilka i kilkanaście kilometrów obwodu. Laski takie kryją zazwyczaj źródła, które wody do jarów toczą: źródeł i wody jest tu wogóle obfitość, gdzieniegdzie źródła spotkać można na wzniesieniach bez żadnej osłony, to też chów bydła ma tu warunki znakomite; trawa stepowa jest zdatna na paszę tylko w stanie świeżym i póki jest młoda; kiedy podrośnie, staje się ostra, twarda, wyrzuca przytem kity wzrostu człowieka, które nadają jej pozór trzciny.
Hodowcy dzielą zazwyczaj swoje obszary na kilka pól i w miarę starzenia sio i usychania trawy podpalają je; na spalenisku porasta nowa trawa, którą tak by­dło, jak i konie wybornie się napasają.
Dziś najlepiej stoi hodowla na równinach Palmas, hodują tam przeważnie konie; od paru lat rozpoczęto tu próby krzy­żowania z poprawniejszemi rasami. Konie rasy krajowej są średniej miary, niezłych kształtów, ale nerwowo i słabe z po wodu nieracyonalnego utrzymania i bardzo nieumiejętnej tre­sury; tak zwane ujeżdżanie konia prowadzi tu najczęściej do kalectwa. To też tylko niska cena koni utrzymuje ich jeszcze w użyciu; sympatye ludności posiadł bezwzględnie muł, który wymaga daleko mniejszej opieki, jest silniejszy, wytrzymalszy, zadawalnia się przytem znacznie gorszą paszą. W Paranie ho­dowla mułów mało jest rozwiniętą, do dziś sprowadzają je głó­wnie z Rio Grande do Sul, ceny też na nie są wygórowane.
Bydło parańskie nie stanowi oddzielnej rasy, jest to pro­dukt krzyżowania kilku ras, które dziś już trudno określić; z pierwszego rzutu oka jednak stwierdzić można, że w krzyżowaniu niepoślednią rolę gra byk hiszpański; rozwinięty kark, postawa rogów silnie za tem przemawia. Dziś bydło jest hodowanem głównie na rzeź, do pociągu używają go mało, mlecznem nie jest. Budowa, wzrost kształtność form pozwala przypuszczać, że krzyżowanie z poprawnemi rasami da jak najlepsze rezultaty, można będzie nie krępować się w zrostem i ciężarem obranej dla krzyżowania rasy. W warunkach miej­scowych, mojem zdaniem, należałoby dążyć do specyalizacyi hodowli t.j. do prowadzenia np. wyłącznie mięsnego lub wy­łącznie mlecznego bydła. Okolice więcej zaludnione są lepszemi środkami komunikacyi musiałyby rozwinąć hodowlę w kierunku mlecznym, odpadki mlecznego gospodarstwa można byłoby zużytkowywać przy dodatkowej hodowli chlewni; w tym wy­padku najodpowiedniejszą do krzyżowania byłaby rasa holen­derska. W dalszych okolicach, na stepach rozległych, racyonalniejszą byłaby hodowla rasy mięsnej; w tym celu należałoby użyć szorthorny albo herefordy.
W chwili obecnej w Paranie nic się nie robi w kierunku poprawienia rasy, pomimo iż hodowcy spodziewają się wielkich rezultatów od krzyżowania, widzimy natomiast zgubne i z góry na fiasko osądzone próby krzyżowania z zebu: w tym eksperymencie niema nawet zdro­wego sensu; hodowcę pociągnęła oryginalność wyglądu tej azyatyckiej rasy.
Rozlegle obszary stepowe naprowadzają na myśl, że mo­głaby tu rozwinąć się hodowla owiec. Do niedawna przyszłość tej ostatniej hodowli była silnie zakwestionowaną. Dziś jednak nie uleg.i wątpliwości, że bawełna nigdy wełny nie zastąpi i chociaż produkcya bawełniana zwiększa się rok rocznie, nie­mniej i pokup na wełnę stale wzrasta. Cena ziemi, zmniejszenie pastwisk wobec rozwinięcia innych, zyskowniejszych form produkcyi rolnej, wyrugowały w wielu miejscowościach hodowlę owiec, to też Parana przy swoich przyrodzonych warunkach i taniości ziemi ma niezaprzeczenie wielkie szansę hodowlę tę korzystnie rozwinąć: przez wiele lat będzie to jeden z zyskowniejszych środków eksploataeyi tych obszarów.
Hodowla nierogaoizny jest zupełnie w zaniedbaniu, co jest tembardziej dziwno, że ceny na mięso wieprzowe, słoninę i sadło są wygórowane; dziś znaczne ilości tych produktów przychodzą z Santa Catharina i Rio Grande do Sul. Tymczasem koszta utrzymania chlewni są tu nieznaczne, zboże, kukurydza np. ko­sztuje mało co drożej jak w Europie, lasy obfitują w rośliny i korzenie chętnie spożywane przez chlewnię, prócz tego araukarye (pinjory) dostarczają olbrzymich szyszek o ziarnach wiel­kości orzecha amerykańskiego, któremi chlewnia znakomicie się tuczy.
Ptactwo wszelkiego rodzaju szczególnie kury, doskonale się tu rozmnażają, brak tylko rasowych odmian, które w tutejszym klimacie mogłyby z powodzeniem zastąpić istniejące, liche i zdegenerowane gatunki.
Mówiąc o rolnictwie, nie można pominąć kilku gałęzi produkcyi, dość ściśle z niemi związanych, t.j. pszczelnictwa, ogrodnictwa i jedwabnictwa.
Nigdzie może na świecie pszczelnictwo nie ma tak szczę­śliwych, sprzyjających warunków, jak w Paranie.
Łagodny klimat, bogata i różnorodna roślinność sprawiają, że pszczoły pracują tu bez przerwy rok caty; wyjątkowo chłodniejsza zima, deszcze dłużej trwające wstrzymują czasem na parę tygodni robotę w ulu, ale do rzeczywistego zimowego stanu spokoju nie dochodzi. Pszczoły nie potrzebują tu wielkiego zachodu, cała uwaga powinna być skierowana na wstrzymanie rojenia się, inaczej nie ma ono końca; 12-16 rojeń do roku nie dziwi tu nikogo. Niestety, pomimo świetnych warunków i dodatnich rezultatów, jakie i teraz niektórzy osadnicy otrzymują, pszczelnictwo nie jest dostatecznie rozwiniętem; w wielu wypadkach na przeszkodzie stoi brak znajomości rzeczy, brak tu zupełnie fachowców, to też ta gałąź produkcyi jest uprawiana od nie­chcenia, więcej jako zabawa.
Ogrodnictwo nie lepiej stoi, chociaż również ma pole obszerne przed sobą Prócz wszelkich drzew owocowych pochodzenia miejscowego, spotykamy tu pomarańcze, cytryny, brzoskwinie; rodzą tu dobrze, rosną szybko i bez wielkich zachodów. Nasze drzewa owocowe są tu prawie nieznane, kilku amatorów robi próby, dotąd bez dodatnich rezultatów; rzecz to jeszcze przy­szłości; przesądzać powodzenie bez doświadczeń przeprowadzo­nych ściśle i ze znajomością rzeczy niepodobna. Hodowla wi­nogron jest tu dziś rozpowszechniona dzięki Włochom, którzy zamiłowanie do tej rośliny z kraju przynieśli; gatunki, które tu rozmnażają, nie należą jednak do najlepszych. Towarzystwo Rolnicze w Kurytybie prowadzi w tym kierunku doświadczenia na szeroką skalę; próby dokonane wykazały, że wszelkie od­miany rodzą tu znakomicie; dzisiaj kwestyą do rozstrzygnięcia, jest, jakie odmiany najlepsze wino tu dadzą.
Nasi osadnicy dotąd wina nie hodują: obca to dla nich roślina i nie wzbudza widocznie zaufania; wina robić nie umieją, a owoc mają czem zastąpić.
Jedwabnictwo nie weszło tu nawet na tory prób powa­żniejszych. Drzewa morwowe rosną tu znakomicie. Istnienie miejscowych gatunków jedwabników i wogóle bogactwo skrzy­dlatej fauny tego działu służy poważną wskazówką, że hodowla ta ma przyszłość zapewnioną.
Przemysł w Paranie w chwili dzisiejszej przedstawia się dość słabo. Jest tu parę rafineryi cukru, gorzelni, browarów, garbarnia, kilka tartaków i młynów, parę warsztatów mecha­nicznych i stolarskich, jedna wielka fabryka zapałek i kilka młynów dla przemielania i sortowania nerwy matć: prócz osta­tnich tj. fabryki zapałek i młynów herwowych reszta według pojęć naszych zaledwie że zasługuje na miano zakładów prze­mysłowych, niektóre z nich zatrudniają zaledwie 2 robotników.
W kraju o tak nizkim stanie zaludnienia, niepodobna było nawet stworzyć większego przemysłu; jest to naturalnie kwe­stya czasu, względnie zwiększenia immigracyi. Dzisiejszy przemysł nie wystarcza jednak na miejscowe potrzeby, i nawet w dzisiejszych warunkach jest tu pole dla przedsiębiorczego kapitału. Tak naprzykhul, w całej Paranie nie ma porządnego browaru, tymczasem konsumcya piwa jest ogromna tak w miastach, jak i na koloniach. Piwo miejscowe jest w najgirszym gatunku, mało co zresztą piwo przypomina, piją go z braku lepszego; kogo jednak tylko stać, pije piwo sprowadzane Sao Paulo i Rio Janejro, płacąc za butelkę około 1 rubla. Powodem takiej ceny wygórowanej jest podobno brak słodu naturalnego i konieczność sprowadzania słodu aż z Europy, ponieważ na miejscu mało jęczmienia sieją: tymczasem przewóz tonny słodu z Europy do Parany, jeśli zastosować najwyższą taryfę, wyniesie 45 marek za tonnę, około 30-35 kop. pud; takie nieznaczne zwiększenie
ceny surowego produktu nie może powodować podrożenia piwa prawie o dziesięć razy w stosunku do cen europejskich.
W tym samym mniej więcej stosunku cen do wartości rzeczywistej produktu stoją i inne przedsiębiorstwa. Koszta przed­siębiorstw w Paranie naturalnie są znaczne: robotnik jest drogi, fachowych ludzi mało, eta na maszyny i środki chemiczne są wysokie; ale i ela ochronne na wszelkie fabrykaty europejskie również są znaczne.
Niektóre fabrykacye nie mają tu nawet wcale przedsta­wicieli: niema papierni, fabryki narzędzi rolniczych, huty że­laznej. Teraz powstaje dopiero mała huta szklarnia. Tymcza­sem nie brak tu taniego opału, drzewa, słomy, rudy żelaznej i to w wyborowym gatunku.
Przemysł drzewny jest tu słabo rozwinięty, mimo że lasów jest obfitość, drzewo tak meblowe jak budulcowe w najlepszym gatunku, do tego najbliższe porty Brazylii otrzymują dziś jeszcze masami budulec z Norwegii i Finlandyi: o rynek zbytu nie byłoby więc trudno. Wprawdzie frachty kolejowe są wysokie i tamują rozwój przedsiębiorstw, ale wobec słabego zapotrzebowania, obniżyć się nie mają powodu; zmiana warunków przewozu, to kwestya umowy z towarzystwem kolejowem i zwiększenia przedsiębiorstwa.
Do przemysłu leśnego Parany należy zaliczyć i eksploatacyę herwy matę, rośliny używanej tu w ogromnych ilościach zamiast herbaty. Zbiór i przeróbka herwy daje zatrudnienie większej części ludności miejscowej: kabokle leśni prawie wy­łącznie z tego przemysłu żyją, nasi osadnicy wzięli się również z powodzeniem do eksploatacyi tej rośliny. Zapotrzebowanie na herwę wzrasta i eksport jej zwiększa się z każdym rokiem. Herwa mate rośnie po lasach; w miejscach gdzie znajduje się ona w większych ilościach wycinają wszelkie inne drzewa, żeby rozrostowi matę nie przeszkadzały; takie zagajniki nazy­wają się herwale. Na takich herwalach niejeden dorobił się tu dużego majątku. Herwa mate, jest to prawie jedyny produkt, który na gotówkę spieniężyć nawet na dalszych koloniach można; właściciel herwalu może więc i za robotę gotówką płacić, znaj­duje więc łatwo robotnika, robota jest najczęściej akordowa,
płacą od wagi lub miary gotowej herwy: zdolny i pracowity robotnik zarabia do 5-6 milrejsów (2.50 - 3 rs.) dziennie, nie licząc utrzymania. Eksploatacya poleca na tem, że robotnik obcina wszystkie gałęzie z drzewa, składa je na kupy, następnie rozpala ognisko i przeciąga przez ogień gałęzie dość szybko, żeby liścia nie osmalić, ale tylko zważyć. Po tej operacyi ga­łęzie układają pękami na rusztowaniach pod dachem; pod ru­sztowaniem rozkładają ognisko tak, aby dym gorący przeciągał przez warstwę herwy; po wysuszeniu herwę młócą cepami. Liście i drobne gałązki pobite cepami, z ucruba przesiane, sta­nowią pierwszy produkt, który skupowują wendyści: herwę wiozą następnie do młynów, które je na handlowy produkt przerabiają.
Przesądzać rentowności wszelkich przedsiębiorstw fabry­cznych i przemysłowych w Paranie naturalnie niepodobna, sprawa w każdym poszczególnym wypadku potrzebuje studyów na miejscu, zbadania warunków: niemniej nie mogę tu nie zwró­cić uwagi na wprost przyrodzone szczęśliwe warunki, które po­siada kraj: obfitość siły wodnej, lasów, co za tem idzie opału, taniość ziemi, względnie owego lasu, równy, łagodny klimat, bliskość oceanu, a z drugiej strony rzeki Parany, która jako traki międzynarodowy stanowi szczególnie cenną drogę dla handlu Parany, ma łatwe wyjście do morza i sama przez bogate, rolnicze głównie państwa przepływa.
Wywóz Parany przenosi 15,000.000 franków, z czego 12,000.000 stanowi herva matę idąca do Argentyny, Uruguaju, i Chili; dalej idą skóry, rogi, drzewa meblowei budulcowe zapałki, miód, wosk itp. Produkty rolne zaledwie i to nie w całości zaspakajają potrzeby kraju; jedynie fasola czarna i kukurydza bywa w niewielkich ilościach eksportowaną na północ Brazylii. W równej prawie wywozowi sumie, wwóz składa się z narzędzi, odzieży, maszyn, towarów kolonialnych, maki, cukru itd.
Duży handel w Paranie jest dziś prawie wyłącznie w ręku Niemców i Portugalczyków. Popierani przez odnośne rządy, są oni jedynymi poważnymi pośrednikami w stosunkach między­narodowych.
Udział Polaków w handlu detalicznym jest dość znaczny; na koloniach polskich polowa sklepów (vend) jest w ręku Po­laków; w miastach natomiast stosunek i jakościowo i ilościowo gorzej się przedstawia. Handel na koloniach wobec braku go­tówki i wprost znaków pieniężnych, dotychczas jest przeważnie zamienny; dla kupców przedstawia to pewne dogodności, są oni jedynymi odbiorcami wszelkich produktów rolnych, dyktują więc na nie ceny, tak, że tranzakcye zawsze na niekorzyść kolonisty wypadają, przytem, o ile kolonista kupuje coś w sklepie, może na kredyt rachować, gdy sprzedaje, zmuszony bywa zwy­kle należność towarem wybrać, przyczem wódka niepoślednią rolę odgrywa.
Wszystkie niedogodności takiego handlu ponoszą w pier­wszym rzędzie nasi osadnicy, bo dziś są oni prawie jedyną siłą produkcyjną kraju.
Naturalnym wynikiem tego braku gotówki było rozwinięcie kredytu. Wobec niemożności opłacenia każdej drobnostki in na­tura, przyjęte są rachunki bieżące, a konto: należność bywa wypłacaną raz, dwa razy do roku, po zbiorach; to nastręcza ogromne pole do nadużyć i wyzysku ze strony wendustów; z drugiej strony, wobec zupełnego braku ewikcyi, która na osobistem zaufaniu tylko polega, pociąga to z konieczności podno­szenie cen na wszelkie towary. W dalszym ciągu system ten zmusza hurtowników do udzielania obszernego i długotermino­wego kredytu wendystom, co również odbija się niekorzystnie na cenach. To też dziwić się nie można, że ceny na wszelkie towary 3 - 4 razy przenoszą normalne. Prowadzi to do przy­musowej oszczędności, do obchodzenia się prawie wyłącznie tem, co u siebie wyrobić się daje. Obroty w sklepach są małe; mimo więc szalonych procentów, jakie kupcy na towary nakładają, handel odpowiednio dużych zysków nie daje.
Bezpośrednim skutkiem tego systemu jest także ograniczenie produkcyi. Nie mając zbytu uregulowanego, gotówki za­pewnionej, osadnicy w większości wypadków produkują tylko dla siebie, sprzedając nadwyżkę; wpływa to demoralizująco na
osadnika, obniża intensywność pracy, zostawia dużo czasu wol­nego, który na hazardzie, kłótniach i pijaństwie schodzi.
Wzrost ludności, ulepszenie komunikacyi, koleje, postępy rolnictwa i hodowli, rozwój przedsiębiorstw przemysłowych, powstawanie nowych gałęzi produkcyi, stopniowo ożywia rynek, ściąga kapitały, normuje kredyt. Handel powoli, lecz stale wy­zwala się z form przejściowych, jakie mu prymitywne warunki bytu narzuciły.
Poważną przeszkodą dla rozwoju handlu i wszelkiej przed­siębiorczości jest polityka rządu, który dąży do wyzyskania wszelkiego ruchu na polu ekonomieznem na swoją korzyść, źle zresztą zrozumianą. Podatki kupieckie i przemysłowe są tu
duże, cła przywozowe federalne ogromne; ponadto Stan pobiera pewien procent dla siebie. Cła te nie noszą charakteru pro­tekcyjnych, większość bowiem towarów nie jest wcale produ­kowaną w kraju; jest to raczej podatek konsumpcyjny. Źe tu
o protekcyonizm nie chodzi i że w całej polityce celnej niema
poważniejszej myśli przewodniej, nieraz zdrowego sensu, dowo­dzą niższe, ale niemniej dla ludności uciążliwe cła wywozowe; opłaca je prawie każdy artykuł wywożony z kraju, nie wyłą­czając wytworów przemysłu. Charakterystycznym przykładem
lekceważenia najżywotniejszych interesów kraju i ludności jest podniesienie (w 1902 roku) cła wywozowego od przemielonej, na produkt handlowy przerobionej herwy mate, gdy tymczasem cło od surowego produktu pozostało minimalnem.Zabija to turalnie młyny herwowe, nie przynosząc naturalnie korzyści wytwórcom.
Dzisiejszy stan rzeczy ma swe źródło w okoliczności, że szersze masy ludności obojętnie traktują prawa polityczne, jakie im konstytucya nadaje. Większość wytwórców, żywioły, które główny udział w życiu ekonomicznem kraju biorą, nie biorą żadnego udziału w życiu politycznem kraju, nie mają też swoich przedstawicieli nietylko w zarządzie, ale i w kon­gresie stanowym.
Na koloniach, kapitał, praca, ceny.
Stosunki na koloniach kształtują się i urabiają powoli. Ko­lonie są jeszcze w tym okresie, kiedy myśl o zdobyciu i utrzy­maniu kawałka ziemi przeważa nad wszystkiem.
Interes osadnika skupia się koło najbliższej rodziny i tego dziedzictwa, które dzieciom zostawi; zresztą nic to więcej nie obchodzi; w życiu publicznem udziału nie bierze. Jeden kościół skupia tu ludzi; brak wszelkiej opieki i pomocy ze strony, zmu­sza do organizowania się i pracy wspólnej przy budowie i utrzy­maniu świątyni.
Towarzystwa, których tu jest sporo, nie wiele mają człon­ków i zwolenników; istnieją one najczęściej kosztem prezesów i sekretarzy, których ambicya zmusza utrzymać się przy tytu­łach. Same nazwy tych towarzystw: tow. im. Pułaskiego, Kościuszki itp., wskazują, że maja one charakter polityczny, tymczasem nie odpowiada to zupełnie ani stanowi wykształcenia i uspołecznienia, ani potrzebom osadników. Towarzystwa o podstawie ekonomicznej byłyby tu prędzej zrozumiane i oce­nione, dotąd nie znalazły jednak rzeczników i organizatorów odpowiednich. Dodatnią działalnością niektórych istniejących towarzystw jest zakładanie i utrzymywanie szkółek, niewiele jednak towarzystw może się tem poszczycić
Po za towarzystwami szkoła pozostawiona jest samej sobie; zwykle jest to przedsiębiorstwo prywatne nauczycieli liniowych, którzy tu ściągnęli, rachując na inny, lżejszy chleb; zawiedzeni
i rozczarowani biorą się do nauczycielstwa, byle kawałek chleba sobie zapewnić. Nauczyciel w takich warunkach nie wzbudza zaufania i szacunku ludności, to też stosunki w tej sferze pa­nują nadzwyczaj przykre.
Zawody i rozczarowania nie są udziałem nauczycieli tylko; wogóle między wychodźcami panują najdziwaczniejsze poglądy na przyszłość, która ich na lądzie amerykańskim czeka. W umy­śle wychodźcy powstają obrazy fantastyczne jakiegoś kraju rajskiego, marzenia o szczęściu i rozkoszach, zdaje mu się, że przybywszy na ląd amerykański jest już u kresu, tymczasem to pierwszy krok do nowego życia i walki. Zupełny brak informacyi ścisłych o kraju jest tego główną przyczyną. Przebu­dzenie jest ciężkiem, rzeczywistość gorszą się wydaje, gnębi to przybysza, czasem zniechęca zupełnie do pracy. Dawni osadnicy, szczególnie na koloniach, najczęściej starają się tylko wzmocnić to zniechęcenie.
Wielu robi to bez myśli, mści się jakby na tej ziemi, za swoją niedolę niedawną, za swoją pracę, wylewa w tej formie żal, że jest gdzieś daleko, za morzami, nie w kraju; wielu je­ dnak robi to w celu ostreczenia prawdopodobnie konkurenta
na ziemię: wytworzył się tu egoizm swego rodzaju, który sprawia, że przybysza wogółe niechętnem witają okiem.
Dawny osadnik patrzy na nowego z pewnym rodzajem pogarą; pamięta, jak ciężkie chwile przechodził, ocenia, ile pracy, wytrwałości, energii musiał zużyć, żeby dojść do dzisiejszego stanu, pamięta, że musiał naturę swoją przerobić, żeby stać się tem czem jest dzisiaj, wolnym obywatelem brazylijskim, prze­szedł jakby chrzest jakiś, zdobył sobie jakąś wyższość, jakby szlachectwo to sprawia, że niechętnem okiem spoziera na przybysza nieobeznanego z warunkami, nieumiejącego sobie ra­dzie, trwożliwie w przyszłość wpatrzonego; dla niego to jakaś niższa istota, którą on chyba poprowadzić będzie musiał, po­kierować, żeby w warunkach dla niej nowych nie postawiła fałszywego i zgubnego kroku. Stąd pewna niewiara w jego siły i wytrwałość. Dla dawnego osadnika, nowy nie przedstawia materyału do walki z dziewiczą przyrodą, z trudnemi warunkami
bytu; bierze więc za miarę przypuszczalne jego siły i według tej miary przedstawia mu pracę przyszłą, trudności do poko­nania, jednem słowem, życie osadnika; zdawałoby się, że na to potrzeba tytanów - tymczasem sam osadnik informator jest najlepszym dowodem, że tu zachodzi jakieś nieporozumienie; gdy mu się zwróci uwagę, odpowiada z pewną duma: no - my - to co innego, inni jesteśmy ludzie: tak, on widzi siebie takiego, jakim jest, zapomniał, jakim był; ciężkie chwile nieda­lekiej przeszłości przypisuje ciężkim warunkom, a nie swojej dawnej niezaradności, brakowi odwagi, inicyatywy. To też puszczać należy mimo uszu wszelkie skargi i narzekania, a starać się samemu sąd o istotnym stanie rzeczy wy tworzyć. Charaktery stycznem jest, że ten sam kolonista, który niestworzone rzeczy o swojej biedzie i nieszczęściu opowiadać- będzie, zapewniać, że gdyby miał na drogę tylko, to o proszonym chlebie gotów do kraju powrócić, na propozycyę sprzedaży swego szakru czyli posiadłości, odpowie milczeniem, albo zażąda ceny tak znacznej, że odrazu każe zwątpić o prawdzie słów poprzednich.
Jeżeli stosunek dawnego osadnika do nowego pozostawia coś do życzenia, to i w odwrotnym stosunku nie lepiej się dzieje. Zwykle nowy przybysz ryczałtom potępia cala gospodarkę, zwyczaje i porządki które zastaje. Nie licząc się z warunkami których niezna, przeceniając swoje zdolności i siły, szczególnie jeśli posiada jaki kapitalik, nowy osadnik zabiera się, zaraz do walki, do wprowadzania zmian w urządzeniach, w gospodar­stwie. Zaczyna jednem słowem rządzić się według swojego wi­dzimisię, czasem według obmyślanego planu. Niestety energia sama nie wystarcza, potrzebne są znajomość kraju, zwyczajów, praw, stosunków miejscowych; wszystko to przychodzi, ale za późno najczęściej, kiedy energia i siły wyezerpals się, a z kapitału nic nie zostało. Wydaje się to dziwnem, a jednak jest prawdą, że zamożniejsi przybysze gorzej nieraz stoją, niżej co nic nie mieli; wbrew wszelkim utartym poglądom, kapitał najczęściej złą oddaje przysługę swemu właścicielowi - oddala chwilę ustalenia bytu, rentownej pracy.
Naturalnie, że wina w tem nie kapitału; powód leży w tej pewności siebie, jaką kapitalista posiada, głównie, w lekceważeniu pracy. Tymczasem w Brazylii wobec braku rąk roboczych praca jest w wysokiej cenie. To sprawia, że wiele przedsię­biorstw, które dobrze w kraju prosperowały, bo opierały się na taniości robotnika, tu zawodzą zupełnie. Przed laty rentowność wszelkich przedsiębiorstw tak w Brazylii, jak i w innych kra jach podzwrotnikowych opierała się na niewolnictwie; z obale­niem tegoż, widzimy szereg bankructw i upadek krajów dawniej kwitnących: przykładem najlepszym służy sama Brazylia, gdzie lat 12 temu kursowało złoto, kurs papierów był al. pari, gdy dzisiaj złota wcale w obiegu niema, a kurs spadł prawie do trzeciej części.
Dzisiaj osadnik, bez względu na to, czy posiada jaki fun­dusz czy nie, jeśli tylko jest pracowity, oszczędny i zapobiegliwy, dochodzi łatwo do dobrobytu. Pieniądze w odpowiedni sposób użyte mogą mu bez zaprzeczenia dojście do dobrobytu ułatwić, chodzi tylko o to, żeby były użyte odpowiednio i w swoim czasie.
Ceny pracy stosownie do uzdolnienia wahają się od 3 mil-reisów dziennie dla wyrobnika do 8 mili, dla ślusarza, kowala itp. Na koloniach ceny są niższe, nie zwykle wkluczane bywa i pożywienie. Miesięcznie wyrobnik pobiera 60 milr. i utrzymanie, uzdolniony - więcej. Podaż rąk roboczych jesi niewielka. Dorywcza tylko ale, ale i popyt na nie mały.
Ceny zawsze w Paranie zależne są od położenia. Bliżej Kurytyby są one wyższe, pod miastem dochodzą do 500 milrejsów za alkier, czyli po 200 milrejsów za hektar; a kilka kiiometrów dalej można kupić alkier 100 - 60 milrejsów. Na koloniach
dalszych rząd, o ile ma na sprzedaż nowe loty, bierze po 250 do 370 milrejsów za lot, czyli za 25 hektarów, wypada więc za chektar po 10 - 15 milrejsów. Takie same loty od kolonisty nabyć można za 300 do 600 milrejsów, naturalnie wtedy, jeśli ani domu nie ma,, ani ross niema gotowych. Ustalić cenę za ziemię, chociażby w przybliżeniu, szczególnie dla niniejszych kawałków, niepodobna; w każdym poszczególnym wypadku cena może być inna.
Większe przestrzenie w pobliżu kolei na bywać można po 15-30 milrejsów za alkier, (po 6-12 mil. za hektar); w dalszych okolicach, pozbawionych komunikacyi, można dostać ziemie i po 3 milrejsy za hektar. Las teraz jeszcze zu­pełnie się nie ceni; przeciwnie, za ziemie bez lasu w dalszych okolicach, pozbawionych komunikacyi, często drożej żądają.
Cena konia średniego, zaledwie podjeżdżonego, 70-80 mil­rejsów; dobry koń roboczy 120 milrejsów, do zaprzęgu 150 mil­rejsów, pod wierzch 200 milrejsów i wyżej.
Cena muła jucznego lub do zaprzęgu 150 milrejsów i wyżej, pod siodło 200-300 milrejsów i wyżej.
Cena wolu roboczego 50 milrejsów i wyżej, krowy 60-100 milrejsów, zależnie od mleczności.
Ceny produktów rolnych są zmienne, na koloniach zresztą nie zawsze kalkulują się na gotówkę; podaję tu więc ceny tar­gowe w Kurytybie z dnia 6 marca 1993 roku.
Harva mate arroba
2.500 reis, czyli kilo 165 reis
Pud.ros. 1,30 kop. (1)
Szarka (mieso suszone)
8.000 reis, czyli kilo 530 reis
3,26 kop
15-20000 reis czyli za kilo 1-1330
8.20-10.66 kop.
4.000 reis, czyli za kilo 265 reis
2,13 kop.
Kukurydza kargier
10.000 reis,czyli za kilo 85-100 reis
65-80kop.
Fiżon (fasola czarna)
9.000 reis, czyli za kilo 75-90 reis
60-71 ko.
Mąka pszenna – worek 45 kilo
12.000 reis, czyli za kilo 266 reis
2.15 kop.
Mąka żytnia arroba
2.500 reis, czyli za kilo 165 reis
1,3 kop.
Kartofle alkier
2.500-3.000 reis, czyli za kilo 85-100 reis
70-82 kop.
Cukier biały (60 mkilo)
38.0000 reis, czyli za kilo 633 reis
5,10 kop.
Cukier ciemny (60 kilo)
20.000 reis, czyli za kilo 333 reis
2,72 kop.
Masło kilo
2.000 reis,
24.00 kop.
Ser, kilo
2.000 reis
16,40 kop.
Słonina, kilo
8,20 kop.
Szmalec, kilo
1.200 reis
9.8 kop.
Wolowina, kilo
0.600 reis
4.9 kop
Kura - sztuka
1.500 reis
0.75 kop.
Jaja, tuzin
0.500 reis
0,25 kop
Kaszasa (wódka), pipa (480 litrów)
120.000 reis, czyli za litr 250 reis
Wiadro 1.53 kop.
¹) licząc milrejs = 50 kop.
Ceny za kilo w drugiej rubryce podane są dla łatwiejszego oryentowania się. W rzeczywistości większość produktów przy kupnie na kilogramy wypadnie drożej, chociażby dla tego, że w obiegu prawie niema drobnej monety, przekupnie więc chę­tnie zaokrąglają sumę do 100 - 200 reis, naturalnie na swoją korzyść.
Konstytucya, prawo hypoteczne.
Rzeczpospolita Zjednoczonych Stanów Brazylii (mv., nazwa Republica dos Estados Unidos do Brazil) zajmuje 8,361.350 kilom. kwadr., liczy mieszkańców około 16 milionów, czyli około 19 na kilometrze kw., składa się z 20 Stanów (państw): Amazonas, Para, Maranhao, Pianhy, Ceara, Rio Grande do Norte, Parahiha, Pernambuco, Alagoas, Sergipe, Bahia, Espirito santo, Rio de Ja­neiro, Sao Paulo, Parana, St. Catharina, Rio Grande do Sul, Minas Geraes, Goyaz, Matto Grosso i Munieipe neutre de Rio de Janeiro.
Stolicą Brazylii jest miasto Rio de Janeiro, liczące mie­szkańców 800 tysięcy z górą.
Językiem państwowym jest portugalski.
Federacya brazylijska posiada konstytucyę, wzorowanią na konstytucyi Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, to znaczy nadzwyczaj obszerny samorząd i decentralizacyę.
Władza narodowa według konstytucyi brazylijskiej dzieli się na: prawodawczą, wykonawczą i sądowniczą (art. 15 konst.).
Władza prawodawcza jest sprawowaną przez Kongres Narodowy, z sankcyą prezydenta Rzeczypospolitej (art. 12 konst.).
Kongres Narodowy składa się z Izby deputowanych i Senatu.
Warunki wybieralności do Kongresu Narodowego są na­stępujące: 1.być w posiadaniu praw obywatelstwa brazylij­skiego i być wpisanym w liczbę wyborców; 2. do Izby - mieć więcej niż cztery lata obywatelstwa brazylijskiego, do Senatu zaś więcej niż sześć lat (art. 26 konst.).
Izba deputowanych składa się z przedstawicieli ludu wybranych przez stany i przez okręg federalny, przez głosowanie bezpośrednie, z zapewnieniem przedstawicielstwa mniejszości.
Liczba deputowanych ma być w stosunku nie przewyż­szającym jednego deputowanego na siedemdziesiąt tysięcy mie­szkańców, z tem wszakże, iż liczba ta nie może być niższa, jak czterech dla jednego stanu (art 28 konst.).
Senat składa się z obywateli wybieralnych zgodnie z art. 26 i mających więcej niż 35 lat wieku, w liczbie trzech sena­torów na każdy stan (art. 30).
Władza wykonawcza sprawowana jest przez prezydenta Rzeczypospolitej; zastępuje prezydenta, w razie potrzeby, jedno­cześnie z nim wybrany wiceprezydent. Prezydentem może być tylko urodzony brazylianin (art. 41)
Prezydent sprawuje urząd przez lat cztery (art. 43). Pre­zydent i wiceprezydent są wybierani przez bezpośrednie głoso­wanie narodu, absolutną większością głosów (art. 47).
Prezydent Rzeczypospolitej korzysta z pomocy ministrów stanu, agentów jego zaufania, którzy podpisują jego akty; każdy z nich przewodniczy jednemu z ministerstw, na które podzie­loną jest administracya federalna (art. 49).
Organami władzy sądowniczej Unii mają być: Najwyższy Trybunał federalny, oraz tylu sędziów i tyle trybunałów fede­ralnych, rozmieszczonych po kraju, ile ich kongres utworzy (art. 55). Najwyższy Trybunał federalny ma się składać z 15 sę­dziów, mianowanych przez prezydenta Rzeczypospolitej z po­śród obywateli wybieralnych do senatu; są oni dożywotni art. 56 i 57).
Najwyższy Trybunał jest instancyą apelacyjną i kasa­cyjną (art. 59).
Każdy stan ma się rządzić według konstytucyi oraz we­dług praw, które sobie ustanowi, zgodnych z zasadami konstytucyjnemi Unii (art. 63).
Stany mają się organizować w sposób zapewniający auto­nomię municypiom, we wszystkiem, co dotyczy ich interesów szczególnych (art. 68).
Obywatelami brazylijskimi są: urodzeni w Brazylii, nawet z ojca cudzoziemca, o ile ten nie przebywa tu w służbie swego narodu (§ 1 art 69).
Cudzoziemcy, posiadający własność nieruchomą w Brazylii i ożenieni z Brazyliankami, o ile przebywają w Brazylii, z wy­jątkiem, jeżeli oświadczą zamiar nie zmieniania narodowości (§ 5 art. 69).
Cudzoziemcy naturalizowani na innej drodze (§ 6 art. 69).
Wyborcami są obywatele brazylijscy, mający więcej nad 21 lat wieku, którzy się zaciągną w spisy zgodnie z ustawą. Wyborcami nie mogą być: żebracy, analfabeci, wojskowi niż szych stopni, duchowni, należący do zakonów lub kongregacyi (art. 70).
Konstytucya zapewnia Brazylianom oraz cudzoziemcom, zamieszkującym w kraju, wolność i bezpieczeństwo osobiste i własności. Rzeczpospolita nie dopuszcza przywileju z urodze­nia, znosi ordery i rangi cywilne.
Wszelkie jednostki i wszelkie wyznania mogą uprawiać publicznie i swobodnie swój kult, stowarzyszając się dla tego celu i nabywając własność.
Rzeczpospolita uznaje jedynie małżeństwo cywilne.
Wszystkim wolno stowarzyszać sit; i zgromadzać swobo­dnie (bez broni). W czasie pokoju każdemu wolno wstępować na terytoryum narodowe lub opuszczać je wraz ze swym ma­jątkiem niezależnie od paszportu.
Dom jest nietykalnym przytułkiem jednostki: nikt nie może wchodzić do niego nocą bez pozwolenia mieszkańca, chyba w celu przyjścia z pomocą ofiarom zbrodni lub nieszczęścia, dniem zaś tylko w wypadkach i w sposób, przepisany w ustawie.
W każdym przedmiocie wolne jest wygłaszanie myśli drogą drukowanego słowa lub z trybuny, bez zależności od cenzury. Publikacye anonimowe są niedozwolone.
Ma być dane habeus corpus zawsze, gdy jednostka doświad­cza lub znajduje się w doraźnem niebezpieczeństwie doświad­czenia gwałtu lub przymusu, skutkiem bezprawia lub nadużycia władzy (art. 72).
Każdy Brazylianin jest obowiązany do służby wojennej w obronie ojczyzny i konstytucji na warunkach przepisanych ustawami federalnemi (art. 86).
Znosi się przymusowy pobór do wojska (§ 3 art. 87).
Izba deputowanych składa się dziś z 212 członków wy­bieranych na 3 lata. Parana wysyła 4 deputowanych. Senat składa się z 03 członków, po 3-ch od każdego stanu. Senatoro­wie i deputowani pobierają dyety po 75 milrejsów za dzień sesyi.
Parana prócz obowiązującej ją konstytucyi związkowej posiada konstytucyę własną. Niżej podane są ważniejsze arty­kuły konstytucyi Parany.
Organizacya Stanu.
Art. 1. Stan Parana jako część nierozdzielna Rzeczypospo­litej Stanów Zjednoczonych Brazylii w istniejących granicach, organizuje się (constitue se) w państwo republikańskie, związkowe, konstytucyjne i reprezentacyjne.
Art. 2. Stan Parana wykonuje swoje władztwo według praw ustanowionych konstytucya związkowa, bezpośrednio przez wyborców i pośrednio przez władze: prawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, które są niezależne od siebie, niemniej działają w porozumieniu.
Art. 3. Stolicą Stanu będzie i nadal miasto Kurytyba, do­póki przeciwne nie będzie ustanowione przez Zgromadzenie Przedstawicieli.
Art. 4. Wydatki rządu i administracji będą czynione przez skarb Stanu ze środków pochodzących z poboru dochodów, opłat i podatków prawnie ustanowionych.
Art. 5. Wyborcami są obywatele brazylijscy, urodzeni lub naturalizowani, mający więcej niż 21 lat wieku, wpisani na listę wyborców według prawa.
Art. 6. Nie mogą być wyborcami: 1) żebracy, 2) analfa­beci, 3) wojskowi niższych stopni, 4) duchowni, należący do ja­kiegokolwiek zakonu, obowiązani składać przysięgę posłuszeń­stwa, tem samem zrzekający się swobody osobistej.
O władzy prawodawczej.
Art. 7. Władza prawodawcza będzie wykonywana przez Izbę zwaną Zgromadzeniem Prawodawczem Stanu Parana (Assemblea Legislativa do Estado do Parana), z sankcyą Prezy­denta Stanu.
Art. 8. Zgromadzenie będzie złożone z przedstawicieli (de­putowanych), wybranych przez bezpośrednie głosowanie na 3 lata, w stosunku jednego przedstawiciela na dziesięć tysięcy tnie szkańców, z tem jednakże, że przedstawicieli nie może być mniej niż 24-ch1).
Art. 19. Prawo wybieralności do Zgromadzenia Stanu po­siadają obywatele brazylijscy, posiadający prawa wyborcy, urodzeni w Stanie, lub mieszkający w Stanie więcej niż 1 rok dla osób pochodzenia brazylijskiego i 5 lat dla naturalizowanych (prawo N. 131, 27 Gr. 1894 r.), którzy nie zostali pozba­wieni prawa na zasadzie ustaw.
O władzy wykonawczej.
Art. 23. Władzę wykonawczą sprawuje prezydent Stanu.
§ 1. Zastępują prezydenta w potrzebie i następują po nim w razie jego śmierci pierwszy i drugi wiceprezydenci. § 4. Prezydentem i wiceprezydentem mogą być obrani obywatele bra­zylijscy, nie pozbawieni praw politycznych, mający więcej niż 35 lat wieku, urodzeni w Stanie, lub mieszkający w Stanie wię­cej niż lat dziesięć.
Art. 24. Prezydent2) jest wybierany na lat 4: nie może być wybranym ponownie na okres idący bezpośrednio po czteroleciu, w którem władzę sprawował.
Art. 28. Prezydent i wiceprezydent są wybierani przez głosowanie bezpośrednie jednocześnie w całym Stanie, w czasie oznaczonym przez ustawę, która określi formę wyborów.
') Zgromadzenie czyli Kongres składa się z 3O deputowanych.
2) Prezydent nosi dziś nazwę Governador.
Do atrybutów prezydenta należą między innymi: obrona interesów Stanu, naznaczanie i zwalnianie z urzędu sekretarzy Stanu*) i naczelnika policyi, rozporządzanie silą zbrojną, przed stawianie Stanu w stosunkach z Rządem Związku (Unii) i z in­nymi Stanami, naznaczanie członków trybunału apelacyjnego (art. 31).
O władzy sądowniczej.
Art. 36. Władza sądownicza wykonuje własne zadania (funceoes), odmienne od należących do innych władz Stanu, jest niezależna i posiada władzę zupełną w granicach swoich wy­roków (decisoes).
Art. 37. Władza sądownicza obejmuje juryzdykeye 1-ej i 2-ej instancyi.
§ 1. Organami władzy pierwszej instancyi są:
1. Sędziowie dystryktowi, municypalni i sędziowie prawa, (dosłownie juizes districtaes, municipaes e de direito), stosownie
do kompetencyi i spraw, które im zostały przekazane prawem.
2. Sąd przysięgłych i sądy poprawcze według przepisów
ustanowionych przez prawo.
§ 2. Drugiej instancyi:
1. Sędziowie de direito we wszystkich sprawach, które pod­legają sędziom dystryktowym i municypalnym.
2. Trybunał apelacyjny we wszystkich sprawach, które podlegają sądom pierwszej instancyi i sądowi przysięghch.
Art. 38. Trybunał apelacyjny wspólnie z sędziami de di­reito będzie rozpatrywał w pierwszej instancyi sprawy itabeaa rorjius i wyjątkowo w jedynej instancyi sprawy kryminalne co do których kompetencya jego będzie ustanowiona przez tę kon-stytucyę i przez prawo, zgodnie z zasadami konstytucji związ­kowej.
1 Sekretariatów jest tzw: Spraw Wewnętrznych, Sprawiedliwości i Oświaty: Interior, Justyn e Instiuccao Publica: Robót Publicznych i Koloniizacyi: Obraz Publicas e Colonisacao; Finansów, Handlu i Przemysłu: Finausas, Commercio e Industiias.
Art 39. Sędziowie i trybunały sprawują władzę:
§ 1. Sędziowie dystryktowi w dystryktach, w sprawach cywilnych i handlowych.
§ 2. Sędziowie municypalni w obwodach (termos), w spra­wach cywilnych, handlowych i kryminalnych.
§ 3. Sędziowie de direito w okręgach (comarcas) w spra­wach cywilnych, handlowych i kryminalnych.
§ 4. Sąd przysięgłych i sądy poprawcze w obwodach (ter­mos), w sprawach kryminalnych.
§ 5. Trybunał apelacyjny, w całym Stanie w sprawach cywilnych, handlowych i kryminalnych.
Sędziowie są naznaczeni przez prezydenta stanu, prócz, sędziów dystryktowych, którzy są wybierani na okres cztero­letni w odpowiednich dystryktach przez głosowanie bezpośrednie (art. 46).
Organizacya municypalna.
Art. 54. Terrytoryum stanu zostanie podzielone na municypia, mające każde radę municypalną, której organizacya i prawa będą opierać się na następujących zasadach:
§ 1. Municypalność (municipalidade) będzie miała zupełną autonomię co do spraw własnych, o ile się to nie będzie sprze­ciwiało prawom stanu, związku i interesom drugiego municypiuni.
§ 2. Rada municypalna będzie obierana na 4 lata przez wyborców municypium bezpośrednio.
§ 3. Rada decyduje tylko o sprawach (dosl. spełniać'' bę­dzie funkcye doradcze, postanowienia).
§ 4. Decyzye Rady będą wykonywane przez jednego lub więcej urzędników, mianowanych przez nią, stosownie do wska­zówek prawa.
Art 55. Do zupełnej kompetencyi Rady należy: kierowanie za pomocą odpowiednich rozporządzeń wszystkiemi sprawami jej podleglemi, załatwianie z innemi Radami porozumień i umów (convencoes) w sprawach municypalnych i organizowanie obrony bezpieczeństwa municypalnej (guarda civica).
Art. 56. Rady municypalne mogą być reprezentowane w zgromadzeniu, w razie proźby (podania) o zwykłe zarządzenia prawodawcze, lub o zmianę konstytucyi.
§ 1. Do wyłącznej kompetencyi municypium należy pobór własnych podatków.
Art. 57. Stan uznaje i przyjmuje w granicach zasad swego prawa publicznego urządzenia odpowiadające prawom i gwaran-cyom uznanym i utrzymywanym przez konstytucyę Związkową, w jej Deklaracyi praw.
Pierwotna konstytucya z dnia 4 lipca 1891 roku, której artykuły główne są przytoczone, uległa z czasem zmianom na­stępującym:
Nazwę Assamblea Legislatiwa zamieniono na Congresso Legislativo; Izbę Apelacyjną — Tribunal de appellaęfio za­mieniono Najwyższym Trybunałem Sprawiedliwości — Superior Tribunal de Justica. Sędziowie municypalni zostali skasowani. Conselho Municipal zamieniono na Camara Municipal; władza wykonawcza w Municypium należy do prefekta — Prefeito, obieranego jednocześnie z członkami Camara (reforma da Con-stituicao 14 paźdz. 1893 r.).
Pod względem sądowym i policyjnym Parana dzieli się na Okręgi - Comarcas, Obwody - Termos i Dystrykty - Districtos.
Comarcas jest 11, składają się one z następujących municypiów:
Comarca Curityba skł. z mun.: Curityba, Tamandare, Colombo, Campina Grande, Arraial Queimado, Araucaria, Votuverava, Assunguy, Serro Azul, Campo Largo.
Comarca Paranagua z mun.: Paranagua, Guaratuba, Guarakessava.
Comarca Antonina z mun.: Antonina, Morretes, Porto de Cima.
Comarca S. Jose Dos Pinhaes, z mun.: S. Jose dos Pinhaes, Piraquara.
Comarca Lapa, z mun.: Lapa, Rio Negro.
Comarca Palmeira, z mun.: Palmeira, 8. Joao do Triumpho.
Comarca Ponta Grossa, z mun.: Ponta Grossa, Conchas, Ipiranga, Imbituva, S. Joao do Capanema, Entre Rios.
Comarca Castro, z mun.: Castro, Pirahy, Tibagy.
Comarca S. Jose de Boa Vista, z mun.: S. Jose de Boa Vista, Jaguariahyva, Thomasina.
Comarca Guarapuava, z mun. Guarapuava. Comarca Palmas, z mun.: Palmas, Boa Vista, Uniao da Victoria.
Własność nieruchoma w Brazylii podlega względnie do położenia nieruchomości i niektórych innych warunków dwo­jakim prawom: albo normuje się ona starem prawem ogólnem, albo podpada pod zasady systematu Torrensa, wyrażonego w pra­wach: dekret Nr. 451 B. z dnia 31 maja 1890 r. i regulamin, wprowadzony w życie d. 5 listopada 1890 r.
Systematowi Torrensa podlegają wszelkiego rodzaju nieruchomości, znajdujące się w obrębie dystryktu federalnego a także ziemie stanowiące własność rządową, jeśli takowe sprze­dawane zostają osobom prywatnym; oprócz tego wszelka nie­ruchomość z woli jej prawego właściciela może być zapisaną w księgi ziemskie według systematu Torrensa. Należy zauważyć, że gdyby właściciel kupionej urzędu ziemi, z mocy art. 1 podle gającej systematowi Torrensa, sprzedał takową, lub wogóle prze­lał jej własność na inną osobę nie według systematu Torrensa, to akt taki prawo uznaje za niebyły, ziemia zaś wraca do rządu, który zwraca cenę przez siebie pobraną, za potrące- niem na swoją korzyść 25%. Takim sposobem wszelkie kolonie przez rząd federalny lub stanowy po dzień 31 maja 1890 r. założone, a w koloniach założonych przedtem, ziemie kolonistów po tymże dniu sprzedane, podpadają pod działanie wzmianko wanych praw.
Ponieważ większość naszych kolonistów do Brazylii przybyła po 1890 r. i ziemie w większości wypadków nabyli oni od rządu, przeto prawie ogólnie kolonie nasze systematowi Torrensa podlegają.
Systemat Torrensa wziął swój początek w Australii: ma on za cel uruchomienie własności ziemskiej przez łatwość kredytu
na ziemię i prostotę w przechodzeniu jej z rąk do rąk, a z drugiej strony pewność i jawność właściciela.
W każdej Comarca (okręg) znajduje się rejestr nierucho­mości według systematu Torrensa; ma go w swojem zawiadowaniu urzędnik głównego registru hypotecznego pod nadzorem sędziego.
Każdy dokument, wydany i podpisany przez wzmianko­wanego urzędnika, ma mieć zupełną moc prawną i powinien być przyjęty jako dowód niezawodny, chyba że dokument ten przez sąd kryminalny uznany zostanie za fałszywy co do osoby lub nieruchomości, a w takim razie będzie dokument ten zni­szczony wyrokiem sądu cywilnego za powództwem strony (art. 3, 18, 70 i 75 Dekr.)
Należy do kompetencyi wzmiankowanego urzędnika wy­magać tytułów własności od osób, chcących otrzymać doku menta na zasadzie systematu Torrensa, w razie nieprzedstawie nia takowych lub przedstawienia niedostatecznych odmawiać zaregistrowania nieruchomości, w zależności od postanowienia sędziego poprawiać omyłki w rejestrze i wstrzymywać zapis do rejestru nieruchomości, któreby się okazały należąeemi do państwa lub osób, do czynności prawnych niezdolnych (art. 4. Deki.)
Proźba o zarejestrowanie nieruchomości podaje się sędziemu przez właściciela lub przez wszystkich współwłaścicieli (w wy­padku condomudum - art. 5 Dekr.); jeśli nieruchomość obciążona jest hypoteką lub jeśli ciąży na niej prawo rzeczowe osoby trzeciej (omus real) to na zapisanie takiej nieruchomości do re­jestru musi wyrazić swą zgodę wierzyciel lub osoba trzecia (§ 3. Dekr.).
Do proźby powinny być dołączone dowody własności, wszelkie akta co do nieruchomości stanowiącej przedmiot zapisu, a także winno być wskazane miejsce zamieszkania osób interesowanych, i jeśli nieruchomość jest wiejską (cural), a plan jej sporządzony przez rządowego inżyniera, winny być przedsta­wione polowe notatki, które mają slużyc za fundament do osza­cowania, które ma uskutecznić dwóch ludzi: jeden mianowany przez sędziego, drugi z wyboru właścicielu:
zresztą sędzia poprzestać może na deklaracyi szacunkowej inżyniera, w tym wypadku nowej nie potrzeba (art. 7 Dekr.).
Plany zrobione przedtem mogą być również przez sędziego przyjęte.
W razie jeśli przedstawione dowody uznane będą za dosta­teczne, prośba ogłasza się raz w Diario Official i trzy razy w dzienniku głównej miejscowości (Comarca), przyczem nazna­cza się termin matrykulacyi od 50 dni do 4-ch miesięcy. Po upływie tego terminu, jeśli nikt protestu nie założy, sędzia za­wiadomi o mającej się uskutecznić matrykulacyi czyli zapisie osoby w proźbie wskazane, o ezem powinno być w aktach zaświadczenie, wykluczające wszelkie późniejsze ze strony tych osób spory i pretensye (art. 8 Dekr.).
Zapis każdej nieruchomości uskutecznia się w urzędzie do księgi głównej Matriz (art. 10 Dekr., 14 Reg.), gdzie wskazane być mają i wszelkie obciążenia tej nieruchomości; duplikat tego zapisu wręcza się właścicielowi; w razie condominium każdy z współwłaścicieli otrzymuje tytuł osobny (art. 11, 14 Dekr.).
W razie zatracenia tytułu wydaje się drugi takowego egzem­plarz, o czem robi się ogłoszenie przez dni 30 w gazecie i po­daje się do wiadomości sędziego. Ten nowy tytuł ma jednakową wartość z pierwszym (art. 21 Dekr.).
W razie sprzedaży w całości lub w części nieruchomości matrykulowanej lub ustanowienia na nieruchomość jakiego ob­ciążenia (unus reaes), akt o tem sporządzony i podpisany przez strony, dwóch świadków (i rejenta, dla uniknięcia zwłoki, jeśli podpisy osób w akcie uczestniczących nieznane są sędziemu), wraz z tytułem przedstawia się urzędnikowi od rejestru, i ten zapisuje w księdze co należy i oddaje tytuł stary z należytym napisem, lub jeśli chodzi o sprzedaż, wręcza nowy koniu na­leży, — żadnych ograniczeń co do przejścia nieruchomości we dług systematu Torrensa niema.
Przytem zauważyć należy, iż wszelki akt co do nierucho mości jest ważny i niewzruszony dopiero po zapisaniu go w re jestrze (art. 25-21 Dekr., 58-74 Reg.). Stosuje się to i do aktów hypotecznych (art 39-43 Dekr. 83-87 Reg.).
Akt więc ustanawiający hypotekę musi być po sporządze­niu na piśmie, podpisany przez strony, dwóch świadków i re­jenta i przedstawiony do zaregestrowania wraz z tytułem wła­sności. Aktu tego warunki zapisują się w księdze głównej, ozna cza się dzień i godzina przedstawienia jego, poezem to samo wypisuje się na tytule własności - i hypoteka ustanowiona. W razie niewypełnienia jakiegokolwiek z warunków umowy hypotecznej, wierzyciel napomina o wypełnienie i po trzydziestu dniach od daty napomnienia może prosić o sprzedaż obciążonej jego wierzytelnością nieruchomości lub o oddanie mu jej w sekwestr; w razie niepłacenia procentów, z ceny sprzedażnej po krywają się koszta, a następnie dług hypoteczny. Dług zaliy-potekowany na nieruchomości i każdy onus mil mogą być odstą­pione przez napis na tytule lub akt odstąpienia (32 - 38 Dekr., 72-82 Reg.).
W razie gdyby po uczynionej publikacji o mającej się matrykulować nieruchomości, kro bądź założył protest i ta kowy przez sędziego przyjętym został, co wymaga aby był oparty na pewnych danych i dowodach i przedstawiony w for mie przez Dekret Nr. 359 z 26 kwietnia 1890 r. wskazanej, to protest taki zatrzymuje raatrykulacyę aż do czasu zdecy­dowania go przez ostateczny wyrok sądu 'art. 43-53 Dekr. 90 -102 Reg.).
Z opłat 2 od tysiąca i 1 od tysiąca wartości nieruchomo­ści, ustanowionych przy pierwotnem zamatrykulowaniu i pó żniejszych przejściach nieruchomości, tworzy się tak zwany fmdusz gwarancyjny, z którego (gdyby go nie wystarczyło to, to ze skarbu narodowego) mają być wypłacone szkody i straty, które osoby trzecie wskutek nieprawidłowego zarejestrowania nieruchomości wedle systematu Torrensa poniosą, jeśli straty te nastąpią wskutek winy urzędników przez rząd mianowanych (60-62 Dekr. 109-111 Reg.).
Każdy właściciel ma prawo otrzymać specyalny wypis z księgi głównej, który ma służyć jako dowód zupełny prawa własności: za jego pomocą może on uskuteczniać wszelkie operacye ze swoją nieruchomością: sprzedawać, zastawiać, obciążać
wszelkiemi zobowiązaniami, etc. Póki dowód ten nie wróci do urzędu, żadna operacya w urzędzie nie może być z tą nieruchomością dokonana. Wszelkie akta na wypisie tym do­konane mają siłę równą z wpisanemi do księgi i cieszą się pierwszeństwem przed zapisanemi w księdze głównej po dniu wydania wypisu (art. 63-69 Dekr., 112-118 Reg.).
Każdemu, kto tylko zażąda, powinny być wydane poświad­czenia bez prośby pisemnej; strony interesowane mają prawo osobiście przeglądać księgil).
1) Kal. Zdan. Porto Allegre.
Pieniądze, miary i wagi.
Moneta brazylijska milreis zawiera 1.000 reisów; nomi­nalna wartość milreisa 3,5 franka (1 rs. 80 kop;, kurs jest zmienny; od pewnego czasu kurs waha sit; między 40-50 kop. (100-120 halerzy, 90-100 fenigów). Złota dzisiaj w Brazylii w obiegu niema, srebro zdarza się rzadko i ceni się; według wartości rzeczywistej. W obiegu są <l/.iś wyłączni1) papiery państwowe wartości od 500 reis począwszy. Papiery są różnych emisyi i często są wycofywane z obiegu, należy więc ostrożnie przyjmowac takowe; numera i lata emisyi kursujących trzeba sprawdzać w jakim urzędzie lub banku i stosować się ilu tego następnie. Zdawkową monetą służy niklowa po 100 i 200 reis i miedziana po 10, 20 (wintyn), 40 reis; miedzianej monety jest bardzo mało.
Wobec zmienności kursu, przy tranzakeyach zagranicznych, przy zmianie pieniędzy, należy uważać na notowania giełdowe i stosować się do nich; notowania te wyrażane s;i zwykle jedną liczbą, czasem z ułamkiem, np. 11, 11½, l1⅞ itp.: liczba ta oznacza ilość płaconych penny angielskich za milreis.
Dla łatwiejszego oryentowania się podaję tu niżej tabelę kursów. W rubryce »kurs« liczby oznaczają ilość penny, które płacą za milreis, w następnych, ile reisów dać trzeha za jedną z monet wymienionych. Jeśli się więc przeczyta w notowaniu giełdowem w gazetach w rubryce cambio (kambio - zmiana) dajmy na to liczbę 12⅛ - trzeba szukać tej liczby w rubryce pierwszej — kurs: liczby odpowiednie w rubrykach dalszych iięda oznaczały, ile trzeba dać czy dostać za odpowiednią monetę
w tym wypadku za markę 969 reis, za frank 785, za funt szterling 19 $ 792 reis; znak $ znaczy tyle co milreis. Rachunek przy zmianie pieniędzy przeprowadzić łatwo: jeśli mamy np. zmienić 100 marek, przy powyższym kursie musimy za nie dostać 96 $ 900, czyli 96 milreisów 900 reisów. Jeśli, odwrotnie, mamy zmienić przy tymże kursie 100 milreisów na marki, to otrzymamy tyle marek, ile 969 mieści się w stu: trzeba 100 milreisów (100.000 reisów) rozdzielić na 969 - otrzy­mana liczba będzie oznaczać ilość marek i fenigów, które sie nam należą w tym wypadku: około 103 marek i 20 fenigów.
Przy zmianie pieniędzy należy przyjąć za zasadę, żeby zmianę na monetę odpowiednią uskuteczniać w kraju, gdzie ona kursuje, a więc ruble mieniąc na marki w Niemczech, na franki we Francyi itd. Osoby, wyjeżdżające z Niemiec, posiadanych marek mieniąc nie potrzebują; wyjeżdżający z Austryi i Rosy i pieniądze posiadane muszą zmienić na złoto, franki, marki lub funty szterlingi, zależnie od tego, z jakiego portu mają wyje­żdżać. Jeśli posiadana suma jest niewielka, to najlepiej zmieni ją jeszcze w kraju; przy małej sumie różnica na kursie będzie stosunkowo nieznaczną, natomiast zyska się pewność, że zmiana załatwioną została prawidłowo. Dla osób posiadających języki, obytych ze zmianą pieniędzy, jest to naturalnie obojętne, tacy wszędzie sobie radę dadzą, ale dla człowieka, który w obcem mieście musi zmianę załatwić, jeśli nie zna do tego języka, nastręcza się konieczność interwencyi osoby trzeciej; ci pośrednicy, przeróżni ajenci, komisyonerzy, są plagą naszego wychodźtwa: oszustwa, pospolite kradzieże powtarzają się w takich wypad­kach stale.
Przy zmianie pieniędzy najlepiej udawać się do dużych banków, a przynajmniej do pierwszorzędnych kantorów bankier­skich; należy żądać wystawienia rachunku, to ułatwi i oblicze­nie i reklamacye, jeśliby zaszła jaka nieprawidłowość.
Stanowczo unikać należy wszelkich zmian u osób prywatnych i handlarzy zmieniających pieniądze na dworcach i w portach.
Przed wyjazdem z portu dobrze jest zmienić trochę pie­niędzy na brazylijskie, żeby mieć na pierwsze potrzeby.
Przy tej zmianie należy być jeszcze ostrożniejszym, niepewna firma może nietylko na kursie oszukać, ale dać papiery wycofane z obiegu; żaden poważny interes tego nie zrobi.
Jeśli statek zachodzi po drodze do Rio de Janeiro lub Santos, albo zatrzymujemy się tu z konieczności dla zmiany statku, należy w tych miastach zmianę reszty pieniędzy uskutecznić; w Kurytybie bowiem wypadnie za zmianę bezwarunkowo dro­żej zapłacić.
Kursa monet europejskich.
Niżej podaję kursa monet europejskich: kurs jest zmienny, podany więc jest w przybliżeniu.
Za 100 rubli płacą 216 marek: 253 korony; 10 funtów szterlingów 12 szylingów 9 pensów; 266 franków 60 ceutimów.
Za 100 koron - 39 rubli 50 kop.; 85 mar. 50 feuig.; 4 funt. 4 szyl.; 104 fr. 75 cent.
Za 100 marek - 46 rub. 30 kop.; 117 koron: 4 funt. 18 szyl.: 123 franki.
1 frank = 37½, kopiejkom = 95 halerzom = 81 fenigom.
1 funt szterling = 9 rs. 40 kóp. = 24 koronom = 20 mar. 40 fenig.
(1 funt ma 20 szylingów, szyling ma 12 pensów — penny).
Miary i wagi brazylijskie.
1 legoa = 3.000 bracas 6.600 metrów.
1 milha = 1.000 bracas 2.200 metrów.
1 cuadra = 60 bracas = 132 metry.
1 braca = 2 varas - - 2,2 metra.
1 vara = 5 palmos = 1,1 metra.
1 palmo = 9 cali braz. = 0,22 metra.
1 sesmaria do campo = 3 leguas kwadr. = 13,068 hektarów.
1 sesmaria do matto = 2,250.000 braicas kw. = 1.089 hekt.
1 alqueire = 2,5 hektara.
Ilość gruntu liczy sie zwykle na alqueiry, tak jak u nas na morgi; alqueire równa się 4½ naszego morga.
Miary płynów.
Tonel = 2 pipas = 960 litrów.
Pipa = 180 canadas = 480 litrów.
Almudo = 12 canadas = 31,94 litra.
Canada lub medida = 4 cuartilhos = 2'06 litra.
Cuartilho lub garafa = 0,66 litra.
Miary ciał sypkich.
Alqueire = 36'27 litra.
Cuarta = 9`07 litra.
Tonellada = 54 arrobas = 793.238 kilogramów.
Ouintal (centnar) = 4 arrobas = 58.753 kilogramów.
Arroba = 32 funty braz. = 14.689 kilogramów.
Funt (libra) = 16 uncji = 459`05 grama.
Uncya = 28'69 grama.
Pospolicie używaną jednostką wagi jest cargueira czyli dosłownie ciężar wkładany na jucznego muła; przyjęto liczyć, że cargueira ma 8 arrob, niemniej waga jej rzeczywista w uży­ciu waha się między 100-120 kilogramami
Miary i wagi przyjęte w kraju w przekładzie na system metryczny.
Sążeń polski = 3 łokciom = 1-728 metra.
Łokieć = 0,576 metra.
Pręt = 4,32 metra.
Pręt kwadratowy = 18'66 metr. kw.
Mórg = 300 prętów kw. = 5.598 metr. kw.
Korzec = 32 garncom = 1.28 hektolitra.
Garniec = 4 kwartom = 4 litrom.
Kwarta = 1 litrowi.
Sążeń ros. = 7 stop = 3 arszyny = 2.1335 metra.
Stopa (ang.) = 12 calom = 0,3047 metra.
Arszyn = 16 werszków = 28 calom = 0,7112 metra.
Werszek = 1,75 cala = 4,4449 centym.
Wiorsta = 500 sążni = 1,066.781 metrom
Diesiatyna = 2400 sążni kwadr. = 10925 metr. kwadr.
Wiadro = 12,29 litrom.
Beczka = 40 wiadrom - 492litrom.
1 funt = 32 litom = 96 zolotnikom - 409-52 gramom.
1 pud = 40 funtom - 16,38 kilogr.
1 metr = 0,4686; sażnia = 1,406 arszyna – 22,49 werszkom = 3,28 stopom; 39,37 colom.
1 kilogram = 244 funtom.
Mila angielska = 1760 jardów = 1609 metrów.
Acre ang. = 4840 jardów = 4046 metrów kw.
Buschel ang. = 8 galonów – 30,34 litra.
Kilometr = 1.OOO metrom: hektar 10.000 metr. kw.; mila morska (włoska. 1.855 metrom.
Peso Urug.
1$059
26$667
5$673
5$296
1$044
1$030
25$946
5$520
1$017
25$600
5$446
5$085
1$003
5$018
24$935
4$952
24$615
5$068
4$889
24$304
5$004
4$941
4$767
23$704
4$880
5$043
4$708
4$820
4$981
4$650
4$762
4$921
4$594
22$857
4$706
4$863
4$540
4$486
1$095
4$596
4$749
4$434
1$082
22$069
4$543
4$695
1$070
21$818
4$612
1$054
21$573
4$448
1$042
1$031
21$099
20$869
1$009
20$645
4$256
4$057
4$014
3$972
19$794
4$073
3$931
19$592
4$031
3$891
3$990
3$852
3$952
4$085
3$813
19$010
3$912
4$045
3$776
18$823
3$873
4$005
3$836
3$966
3$698
3$800
3$928
3$663
3$764
3$628
3$729
3$854
3$594
17$944
3$694
3$818
3$560
17$778
3$660
3$782
3$527
17$615
3$621
3$748
17$454
3$714
3$463
3$680
3$432
3$529
3$647
3$401
16$991
3$498
3$615
16$842
3$467
16$696
3$552
16$552
3$407
3$522
16$410
3$491
3$322
Kilkanaście towarzystw okrętowych trudni się przewozem pasażerów z Europy do Ameryki. Niżej podane są główne wa­runki przewozu i ceny więcej znanych towarzystw. Terinina odejścia statków są zmienne i dlatego każdy wyjeżdżający po­winien po obraniu odpowiedniej linii zażądać od biura towa­rzystwa, według wskazanego adresu, rozkładu jazdy; marki na odpowiedź załączać nie należy.
Bilety na przejazd można albo zamówić zawczasu, albo nabyć w porcie, lub w przejeździe w kaźdem większem mieście europejskiem. Dla pasażerów 3-ciej klasy jest to zazwyczaj obo-jętnem; pasażerowie 1-szej i 2 giej klasy mają te szansę, że mogą sobie dowolnie numera kabin i łóżek wybrać. Radzę tak zwane zewnętrzne kajuty, które mają okna w boku okrętu, wychodzące na morze; jest w nich o wiele przyjemniej, powie­trze jest zawsze czyste; w kajutach o kilku łóżkach najlepsze miejsce jest pod oknem, bo niema łóżka drugiego nad sobą, jest się panem swego miejsca, no i okna.
Zwykle na statkach tylko luksusowe kajuty są urządzone na dwa łóżka i ustępowane jednemu pasażerowi, o ile nie ma sam towarzysza podróży. Reszta kabin ma po 3 – 4 - 5 łóżek. Jeśli nie wszystkie kabiny są zajęte, to komisarz, albo kapitan statku na prośbę pasażera może go umieścić w oddzielnej ka­jucie, decyzja nastąpić może tylko po odpłynięciu z Lizbony, bo już nowych pasażerów nie przybędzie.
Na statkach angielskich w pierwszej klasie kajuty mają zazwyczaj tylko 2 łóżka, i pojedynczy pasażer zawsze może rachować na oddzielną kabinę, tylko w wypadkach nadzwy­czajnego przepełnienia statku mogą mu umieścić drugiego pa­sażera. W 2 klasie na statkach angielskich jest zawsze parę kajut na dwie osoby, które udzielają małżeństwom, ale trzeba sobie wprzód taką kabinę zamówić. Opłaciwszy według taksy całą kabinę, można ją mieć na wszystkich statkach wyłącznie dla siebie.
W trzeciej klasie prawie zawsze urządzone są przedziały dla kobiet i mężczyzn, rodziny mają najczęściej osobne prze­działy na parę rodzin razem. Za niewielką opłatą można sobie urządzić prowizoryczny przedział, zrobią go już w drodze za pomocą lekkiego szalowania, albo kawałka płótna żaglowego.
Pomieszczenia dla 3-ciej klasy najczęściej znajdują się po­niżej kajut 1-ej i 2-ej klasy, w głębi okrętu; wentylacya tych pomieszczeń pozostawia zazwyczaj wiele do życzenia, na wszy­stkich jednak okrętach, z wyjątkiem włoskich, wolno jest prze­bywać i noc na pokładzie. Ponieważ noce w strefach, o któ­rych mowa, (tj. południe Europy - Brazylia) nic są zbyt chłodne, pasażerowie mogą sobie na nocleg na odkrytem powietrzu pozwolić; nad głową mają zawsze tent tj. rozciągnięte płótno żaglowe. Dobrze jest zatem zaopatrzyć się w poduszki i mate­rac, powinien on być jednak jak najmniejszy. W każdym porcie przed wyjazdem można się zaopatrzyć w składane krzesła, specyalnie wyrabiane dla podróży morskich; trzeba wybierać takie, żeby po rozłożeniu można się było położyć; w dzień takie krzesło sluży do siedzenia, w nocy całkowicie rozsunięte do spania: krzesła takie są wprost niezbędne na statku. Na niektórych statkach kompanie dostarczają same takich krzeseł, ale wy­łącznie dla użytku pasażerów l-ej klasy. Ceny krzeseł są przystępne, można mieć od 3 marek (5 franków). Na płótnie tak z jednej, jak z drugiej strony, trzeba kazać wymalować po­czątkowe litery nazwiska, albo samemu to zrobić, chociażby atramentem; na poręczu należy wyraźnie nazwisko swoje wy­pisać; tym sposobem uniknie się przykrych nieporozumień
z załogą i pasażerami, bo zamienianie, a nawet pożyczanie krzeseł - to zwykła rzecz, czasem zaś przy wielkiej ilości pasażerów, trudno swoje krzesło odszukać, jeśli nie będzie miało wyraźnych odznak.
Statki zaoceanowe włączają zawsze w cenę biletu i utrzy­manie. Angielskie prowadzą kuchnię swoją specyalną, która nie każdemu może przypaść do gustu, prócz tego składają się na nią wyłącznie konserw, które umiejętnie podane i opatrzone przystawkami, w 1-ej klasie są znośne, w 2 ej dają się we znaki. Najlepiej karmią na statkach francuskich i włoskich, niemieckie znane są z oszczędności w porcyach.
Trzecia klasa otrzymuje wogóle nieciekawe pożywienie; z rana dają kawę z bułeczkami, w południe obiad z dwóch dań, jedno mięsne; na kolacyę jedno danie. Na okrętach włoskich makaron gra rolę główną; na niemieckich groch, soczewica, kartofle; na angielskich karmią najgorzej, na francuskich naj­lepiej. Dzieci otrzymują mleko konserwowane, trzeba jednak upomnieć się o to w bufecie lub kuchni: czasem w tej sprawie trzeba się udawać do interwencyi komisarza statku, speeyal nego oficera, który prowadzi gospodarstwo na statku i do któ­rego należy bezpośredni dozór nad usługą i kuchniami.
Ostatnią instancyą na statku jest zawsze kapitan, to też w wypadkach większej wagi, czy to niegrzecznośei służby, czy widocznego nadużycia, najlepiej udawać się ze skargą wprost do niego; drobnych nieporozumień unikać należy i pamiętać, że z tym tylko rachować się będą, kto potrafi się odpowiednio postawić i powagę zachować; nie trzeba, jak to mówią, dawać sobie pluć w kaszę.
Jadącym trzecią klasą radzę zabierać ze sobą trochę pro­duktów spożywczych, a więc galet, sucharów, konserwów, jako to: wędzonych śledzi, sardynek, kiełbasy, nie zawadzi herbata i cu­kier, trzeba tylko mieć odpowiedni imbryk; strawa może łatwo nie przypaść do smaku, a na wszystkich prawie statkach, prócz włoskich, kupić nic nie można; zaopatrywać się w zapasy naj­lepiej w porcie, w każdym razie nie w kraju, bo na granicy na produkta spożywcze duże cło nakładają.
Dobrze jest zabrać owoców i cytryn trochę, będzie to ogromną ulgą w wypadku choroby morskiej; dużo nie radzę zabierać, bo w południowych portach Europy, gdzie statki zachodzą, można nabyć owoców lepszych i taniej. Najlepiej służą i przechowują się pomarańcze, następnie ananasy; orzechów kokosowych i bananów nie radzę upować, bo są mdle, ostatnie do tego prędko się psują. Na wyspach czy to Kanaryjskich, czy Zielonego Przylądka, gdzie statki zwykle się zatrzymują przed przejściem przez Atlantyk, można dostać za markę lub szylinga (45 kop.) ze 30 pomarańcz, zasem więcej, ananasów od 4 do 6; targować się trzeba do upadłego; owoce podwożą zazwyczaj na łodziach do okrętu. Przestrzegam przed kupowaniem korali, muszel i różnych drobiazgów; wszystko to jest nic warte, przekupnie zdzierają w trójnasób, a tak umieją być dokuczliwi, że i najmniej przy­gotowany daje się nieraz do kupna nakłonić - są to wyrzu­cone pieniądze.
W portach, do których zachodzą okręty, jeśli niema kwa­rantanny, wolno udawać się na brzeg. W tym celu najlepiej jest dobrać sobie towarzystwo i razem łódź wynająć. Ceny są zależne od chwili; jeśli dużo osób się wybiera, a łodzi mało przybędzie, trzeba bajeczne sumy płacić. Zwykle przewoźnicy żądają zapłaty w monecie swego kraju; jeśli się jej nie posiada, to przy umowie trzeba to wyraźnie zaznaczyć, ile się będzie płaciło i jakiemi pieniędzmi. Najchętniej przyjmują złoto, wzglę­dnie srebro angielskie; marki i franki, pomijając porty, gdzie jest to moneta kursująca, mniej chętnie są przyjmowane i nie­raz zaplata niemi drożej wypadnie. Umawiać trzeba zawsze z powrotem i nigdy nie płacić na brzegu, a zawsze na statku po powrocie. Ceny przejazdu mniej więcej 2 szylingi od osoby; przy umiejętnem złożeniu kompanii i odpowiednim targu, można za jeden szyling od osoby dostać przewoźnika. Przed opuszczę niem statku należy się dowiedzieć, kiedy odchodzi; jest zwyczaj, że u wejścia do pierwszej klasy wywieszają ogłoszenie o ter­minie odejścia statku, ogłoszenie to najczęściej zjawia się dość późno, kiedy chwila odjazdu zupełnie się wyklaruje;
kto nie chce czekać, może zasięgnąć wiadomości u komisarza lub ka­pitana statku, służbie nigdy nie należy dowierzać.
Kompanie okrętowe nie przewożą pasażerów na ląd, na­wet w portach końcowych; tylko w wypadkach kwarantanny lub fali silnej, jeśli niema przewoźników, pasażera może zabrać ajent towarzystwa na swój parowczyk, na którym zwykle do okrętu przybywa. Jeśli ostatecznie wysiadać mamy, najdogo-dniej jest umawiać się z przewoźnikiem, włączając i przewie­zienie rzeczy do hotelu, czy dworca kolejowego: nie zawsze się to uda, ule próbować warto, uniknie się powtórnego targu na brzegu. Ceny są rozmaite: w Rio Janejro trzeba dać od osoby z pakunkiem niewielkim (3 pudy, 50 kilo) 2-3 szylingi (2-3 milrejsy), z odstawą do hotelu drugie tyle; i tu również trzeba łączyć się w kompanie; umawiać się powinien jeden za wszy­stkich; wypaść może znacznie taniej. W Paranagua ceny są trochę niższe, nie o wiele jednak, bo statek staje daleko od lądu i przejazd jest dłuższy.
Rzeczy mniejsze, które ma się przy sobie w kajutach, trzeba poddać rewizyi zaraz na statku i zabrać ze sobą. Większe bagaże kompania sarna odstawia na komorę, gdzie trzebił się zgłosić i rewizyi przypilnować; warto przypilnować- wydobycia swoich rzeczy z pod pokładu, bo zdarza się często, że je zamieniają, albo wprost zapomną; reklamacye mogą być bardzo skuteczne, ale będzie się narażonym na okropną mitręgę. Dla­tego też wszystkie swoje rzeczy trzeba zaopatrzyć w jak naj­większe i najczytelniejsze napisy z wyszczególnieniem nazwiska swego i portu wylądowania; ajentury, sprzedające bilety, dają bezpłatnie duże kartki do nalepiania na pakunki; wypisać na nich również należy swoje nazwisko i nazwę portu, do jakiego się dojeżdża.
Kufry, skrzynki, tlomoki powinny być mocne: jeśli się obstalowuje nowe, dobrze jest robić je według wymiaru metrycz­nego, np. ¼ metra sześciennego objętości: ułatwia to pomiary na statkach, gdzie według objętości bagaże przyjmują: rachu­nek będzie prosty i łatwy do skontrolowania. Pamiętać należy, że wszelkie metalowe przedmioty rdzewieją ogromnie na morzu,
należy je dokładnie wysmarować tłuszczem i owinąć jak najszczelniej. Wogóle wszystko musi być jak najdokładniej upako­wane, nie trzeba rozwijać na morzu bez potrzeby przedmiotów zapakowanych i o ile możliwe nie otwierać nawet kufrów, rze­czy potrzebne na statku powinny być zapakowane oddzielnie w podręcznym tłomoku czy kufrze.
W razie koniecznej potrzeby, pasażerowie pierwszej i dru­giej klasy mają prawo w podróży zażądać dobycia kufra z ba­gażu; zwykle dla takiej operacyi są dnie naznaczone; trzeba zawczasu, na dzień lub dwa lepiej, uprzedzić komisarza, albo specyalnego oficera, który towarem i bagażami zawiaduje; zwy­kle wystarcza jednak powiedzieć o tem numerowemu, który już sam wystara się o wydobycie bagażu. Kufry, które ma się za­chować przy sobie w kajucie, nie powinny przenosić następu­jących rozmiarów: 90 x 60 x 35 cent; jest to typ tak zw. kabin, rozmiary te stosują się do wysokości i szerokości łóżek w ka­jucie; na niektórych okrętach łóżka są wyższe i szersze; podaję tu minimum. Jeśli się już posiada tlomoki lub kufry, nie należy się ich dla tej racyi pozbywać, ale przy kupnie nowych opłaci się stosować do podanych rozmiarów. Przedmioty niewielkie, miękkie, nie bojące się stłuczenia można zaszywać w worki, które najlepiej zrobić z płótna nieprzemakalnego.
Na statkach przyjmują do zmiany wszelkie pieniądze, we­dług taksy, które towarzystwo okrętowe zatwierdza, taksa ta jest jednak dość wysoka i lepiej jest zaopatrzeć się w porcie w odpowiednią sumę zmienionych pieniędzy tego kraju, skąd okręt pochodzi.
Na statkach zawsze dostać można wszelkie spirytualia po cenie bardzo umiarkowanej, natomiast napoje chłodzące, piwo są w wysokiej stosunkowo cenie, stąd wiele osób zaopatruje się w odpowiednie butelki do wyrabiania samym, przy pomocy proszków, wód gazowych, zabiera cytryny dla robienia lemoniady itp. Są to na oko mało znaczące rzeczy, jednak w podroży parotygodniowej nieraz poważną ulgę przynieść mogą, zwłaszcza ludziom cierpiącym na chorobę morską.
Wszelkie specyalne lekarstwa na tę ostatnią są blagą skończoną: trzeba pamiętać, że znaczna większość ludzi chorobie morskiej nie podlega wcale, a bardzo niewiele osób cierpi w ciągu całej po­dróży; zwyczajnie po 2-3 dniach ludzie się przyzwyczajają do kołysania statku i to tem lepiej, im początkowo morze było więcej wzburzone; choroba morska jest to naturalnie rzecz przy­kra, ale śmiertelną, ani niebezpieczną nawet nie jest, przeciwnie nieraz wywiera dodatnie skutki przy cierpieniach chronicznych żołądka i kiszek, jest nawet rozpowszechniona opinia, że leczy zadawnione katary.
Większe statki mają na swym pokładzie fryzyera i pralnię, piorą jednak źle i drogo. Fryzyer posiada zawsze zapasy towa­rów, jak to: galanteryę, kapelusze, obuwie, bieliznę.
Niżej podaję warunki towarzystw okrętowych, z których 2 niemieckie odchodzą z Niemiec, jedno francuskie i jedno an­gielskie z Francyi, jedno włoskie z Włoch. Jeśli przeważają względy oszczędnościowe, to osoby jadące z Królestwa, Cesar­stwa, Poznańskiego i Prus powinny obierać okręta niemieckie, bo przejazd do portu taniej będzie kosztować; z Glalicyi i Szląska prócz niemieckich, można korzystać jeszcze i z włoskich okrętów, zależnie od woli i wyrachowania. Jeśli chodzi o szyb­kość i dogodność podróży, koszta zaś są na drugim planie, to można wybierać między włoskimi, francuskimi i angielskimi, przytem osoby, które chcą uniknąć długiego pobytu na morzu, mogą za punkt wyjazdu obierać Lizbonę, dokąd angielskie i francu skie statki zawsze zachodzą. Koszt naturalnie zwiększy się, bo różnica w cenie przejazdu statkiem nie pokryje wydatku na kolej do Lizbony; trzeba będzie przybyć conajmniej o dzień wcześniej, co pociągnie koszta utrzymania w Lizbonie, gdzie życie jest drogie; wypadnie też opłacie specyalny podatek za prawo wyjazdu, który pobiorą przy wizowaniu paszportu.
Dla wyjazdu najlepiej obierać miesiące od kwietnia do października, reszta roku odznacza się niespokojnym stanem morza przy brzegach Europy. Od Lizbony do Paranagua cały rok przejazd jest bezpieczny, morze względnie spokojne, burze bardzo rzadko się zdarzają i nie dosięgają nigdy tej siły, jak gdzieindziej;
ta część oceanu od niedawna na mapach hiszpańskich nosiła nazwę mare de las damas, czyli morze dam, przez wzgląd na swój znany stan spokojny.
Koszt przejazdu w okrągłych cyfrach koleją z Warszawy do Hamburga przez Alexandrowo, Berlin, drugą klasą - 23 rs., trzecią - 15 rs. 50 kop.; do Bremy przez Alexandrowo, Berlin, Hanower, drugą klasą - 26 rs., trzecia - 18 rs.; do Cherbourg'a przez Alexandrowo, Berlin, Kolonie, Paryż, drugą - 55 rs., trze­cią - 38 rs.; do Lizbony przez Alexandrowo, Berlin, Kolonię, Paryż, Bordeaux, drugą - 101 rs., trzecią 67 rs.; do Bor­deaux przez Alexandrowo, Berlin, Kolonię, Paryż, drugą 61 rs., trzecią 41 rs.; do Genui przez Granicę, Wiedeń, Pontebę, Udine, Medyolan, drugą - 38 rs., trzecią 23 rs.
Ceny i warunki przejazdu.
Towarzystwo francuskie. Compagnie des messageries maritimes. Adres: 1 rue Vignon, Paris. lub: 20 allees d'Orleans, Bordeaux.
Statki pocztowe odchodzą z Bordeaux co dwa tygodnie, zachodzą do Korunii (Coruna), Lizbony, Dakaru, (Senegal w Afryce, Rio de Janeiro (dalej Montewideo, Bueneos Ayres); podroż trwa 16 dni, z Lizbony 13, lub do Marin, Vigo, Lizbony, Dakaru, Pernambuco, Bania. Rio de Janeiro (d. Montewideo, Buenos Ayres); podróż trwa 17 dni, z Lizbony 14..
Statek towarowopasażerski (3 klasa odchodzi raz na mie­siąc (9 każdego miesiąca, zachodzi do Korunii, Vigo, Leixoos, Santos, (d. Montewideo, Buenos Ayres); czas trwania podroży nie jest ściśle określony.
Najlepsze statki, które radzimy obierać dla przejazdu są: Atlantique, Chili, Cordiliere, Bresil, Plata: druga klasa znajduje się tylko na dwóch pierwszych.
Dzieci do lat 3 nic nie płacą, (jedno dziecko na rodzinę, reszta w tyra wieku płaci ¼ biletu). Dzieci od : 3 do 8 - ¼ biletu,
od 8 do 12 - ½ biletu: starsze płacą cały bilet Ona biletu 1 klasy tzw. pierwszej kategoryi:
z Bordeaux z Lizbony
do Rio de Janeiro . . . ……. 850 franków 750 franków
z powrotem..................... ……..1280 »
1 klasy drugiej kategoryi 600 » 500
z powrotem ...... 965
2 klasy............................ ….. 350 350
3 klasy........................... ….. 250 » 250
Rodzina płacąca nie mniej jak za cztery pcine bilety otrzymuje w 1-szej klasie 15% rabatu, w drugiej 10%
Każdy bilet daje prawo do przewiezienia bezpłatnie w 1-szej klasie 200 kilo (12 pudów;, w 2-giej i 3-ciej klasie 100 kilo (6 pudów), dziecinne bilety stosownie do wysokości opłaty. Nad­wyżki wagi opłaca się po 50 franków za 100 kilo i 6 pudów.
Towarzystwo angielskie. Royal Mail Steam Packet Compain.
Adres: 18 Moorgate street, E. C. London
lub: George Dunlop et Co. 38. Avenue de 1'Opera, Paris
lub: P. Cottel Cherbourg, France.
Statki wychudzą z Southampton co dwa tygodnie, zacho­dzą do Cherbonrg'a na brzegu francuskim, skąd też najdogndniej wyjeżdżać: jadąc z Paryża, trzeba wyjeżdżać w dzień odejścia statku o 7 g.55 m. z dworca Saint Lazare.
Statki zachodzą do Vigo, Lizbony, Saint Yincent, Pernambuco, Bahia, Rio de Janeiro (d. Montevideo, Buenos Ayres), lub do Korunii, Leixoes Lizbony itd.
Podroż trwa 16 dni, z Lizbony 13.
Najlepsze statki: Danube, Nile, Hyde, Thames, Magdalena.
Cena biletu 1 klasy pierwszej kategoryi: z Cherbourg'a do Rio de Janeiro 860 franków; z Lizbony do Rio de Janeiro 759 franków. Z powrotem 1290 i 1139
1 klasy drugiej kategori
734 franków 633 franków
1101 frankow 949 franków
456 franków 380 franków
798 franków 665 franków
203 franki
Dzieci do 3 lat nic nie płacą (jedno dziecko na rodzinę, reszta w tym wieku płaci ¼ biletuj, od 3 do 8 lat płaca ¼ biletu, od 8 - 12 lat płacą ½ biletu, w 3 klasie dzieci do 2 lat nic nie płacą, od 2 – 6 lat ¼ biletu, od 6 - 12 lat ½ biletu, starsze płacą cały bilet.
Rodzina, płacąca nie mniej jak za cztery pełne bilety, otrzymuje rabatu 1/6 ceny ogólnej. Każdy bilet dziecinnny w sto­sunku do biletu), daje prawo przewiezienia bezpłatnie w 1 klasie 200 kilo (12 pudów), w 2 klasie 100 kilo, (6 pudów), w 3 klasie 50 kilo (3 pudów). Nadwyżka wagi opłaca się po 30 franków za 100 kilo.
Towarzystwo włoskie. La Veloce Navigationa Italiana a vapore. Adres: Via Garibaldi 2, Genova, Italia. Statki odchodzące z Genuy co dwa tygndnie, zachodzą do Barcelony, Saint Vincent, Rio de Janejro, Santos, dalej Monte­video, Buenos Ayres).
Podróż trwa 18 dni do Rio, 19 do Santos. Cena biletu do Rio czy Santos z Genuy w 1 klasie pierwszej kategoryi 1000 lirów
z powrotem ………………….. 1600 lirów
drugiej kategoryi …………… 750 lirów
z powrotem………………….. 1200 lirów
w 2 klasie…………………… 550 lirów
z powrotem………………….. 780 lirów
w 3 klasie……………………… 160 lirów
Dzieci do roku nic nie płacą, (zasada, że jedno tylko dzie­cko w odpowiednim wieku bywa uwolnione od opłaty, obowią­zuje na wszystkich statkach), od roku do 4 lat !,< biletu, od 4 do 10 lat ¼ biletu, starsze opłacają cały bilet.
Rodzina opłacająca nie mniej jak cztery pełne bilety otrzy­muje rabatu 1O%.
Każdy bilet (dziecinny w stosunku do biletu), daje prawo przewiezienia bezpłatnie, w 1 i 2 klasie sześciu dziesiątych metra sześciennego, w 3 klasie 100 kilo (6 pudów), jednak nie prze­noszących rozmiarami ½ metra sześciennego. Za nadwyżkę płaci się w stosunku 5 lirów za jedną dziesiątą metra sze­ściennego
Towarzystwo niemieckie. Norddeutscher Lloyd.
Adres: Bremen, Deutschland.
Statki wychodzą z Bremy co 2 tygodnie, zachodzą do An­twerpii, Oporto, Lizbony, Madery, Pernambuco lub Bahia, Rio de Janejro, Santos.
Są to statki towarowo-pasażerskie, czas trwania podróży nie jest ściśle określony, (około 24 dni). Cena biletu do Rio lub Santos z Bremy z Lizbony
1 klasa (trochę lepsza od drugiej
na ang. i włosk.)................................... 400 marek 375 marek
z powrotem ..................................... 700 » 657 marek
3 klasa................................................. 150 150 marek
Dzieci do 2 lat nic nie płacą, od 2 do 6 lat ¼ biletu, od 6 -12 lat ½ biletu.
Rodzina ma 10% rabatu. Bilet daje prawo przewiezienia ½ metra sześciennego bezpłatnie. Za nadwyżkę płaci się 50 ma­rek za metr sześcienny.
Towarzystwo niemieckie.
Hamburg Südanierikanische Dampfschiffahrts Gesellschaft. Adres: Hamburg - Deutschland.
Statki towarowo - pasażerskie (podróż trwa około 24 dni) zachodzą: jedna linia do Hawru, Lizbony, Cabedello, Maceio, Paranagua, Sao Francisco, Desterro Rio Grande do Sul, druga do Antwerpii, Cherbourg'a, Lizbony, Pernambuco, Bahia, Rio Janejro, Santos.
Cena biletu do Rio Santos Paranagua
1 klasy....................... 500 marek, 550 marek, 500 marek,
2 klasy....................... 400 » 450 > 500
3 klasy....................... 150 > 150 » 220
Dzieci do lat 2 nic nie płacą, od 2 - 6 lat ¼ biletu, od 6 - 12 lat ½ biletu. Rodzina ma 10% rabatu. Bilet daje prawu przewiezienia ½ metra sześciennego bezpłatnie, za nadwyżką płaci się 40 marek za metr sześcienny.
0 ile się nie jedzie statkiem Towarzystwa Hamburuskiego i to takim, który zachodzi do Paranagua, jest się zmuszonym przesiadać na statek brazylijski w Rio Janejro lub Santos.
Ze względów oszczędnościowych lepiej w tym razie ubie­rać towarzystwo, którego statki do Santos zachodzą, ponieważ koszt przejazdu do Rio lub Santos bywa jednakowy, a podróż z Santos do Paranagua będzie znacznie mniej kosztować. W czasie pory gorącej lepiej tego nie czynić, bo można łatwo w San-tosie narazić się na żółtą febrę; podczas zimy (czyli naszego lata) jest względnie bezpieczniej.
Towarzystw brazylijskich jest dwa: Lloyd Brasileiro i Compania da Nawegacao Costeira. Pierwsze towarzystwo posiada większe statki (najlepsze Santos i Porto Allegro;. Statki odcho­dzą parę razy w tygodniu, ale nieregularnie.
Jeśli chodzi o to, żeby nie tracić daremnie czasu i pie­niędzy, to należy zaraz po wylądowaniu tuż na brzegu dowie­dzieć się, czy statek nie odchodzi tegoż dnia na południe. Ogło­szenia są prawie w każdej gazecie, obowiązkowo jednak w -Jor­nal do Commercio, która, na każdym kroku nabyć można: tem-bardziej należy to uczynić, że nie można przewidzieć, kiedy następny statek odchodzi; wypadnie nieraz 5 dni czekać, co może za drogo wypaść w miastach takich, jak Rio lub Santos.
Cena biletu do Paranagua z Rio z Santos
1 klasy............................... …..63 milrejsów 40 milrejsów
2 klasy (równa się 3 klasie) 25 2.5
prócz tego doliczają podatek rządowy :3 - 5 milrejsów.
Dzieci do 2 lat w 1 klasie nic nie płacą, od 2 - 3 lat ¼ biletu, od 3 10 lat ½ biletu, w 3 klasie do 2 lat nic nie płacą, reszta cały bilet.
Bilet daje prawo przewozu w 1 klasie 300 decymetrów sześciennych, mniej więcej 150 kilo (czyli 9 pudów), w 2 klasie 150 dec. sześć. (75 kilo, 4½ pudów), nadwyżka wagi opłaca się w stosunku 30 kilo lub 60 decymetrów sześciennych, z Rio 3 milrejsy, z Santos 2½ milrejsy.
Po przybyciu do Paranagua umawiać trzeba przewoźnika z tem, żeby rzeczy dostawił na dworzec kolejowy. Jeśli statek przyjdzie przed południem (najczęściej tak bywa) tegoż dnia można do Kurytyby wyjechać, pociąg bowiem odchodzi o pier­wszej. Dworzec kolejowy w Paranagua jest bardzo niedaleko od brzegu. Po wylądowaniu, jeśli czas pozwoli, opłaci się zajść do któregokolwiek hoteliku na śniadanie, jest ich kilka na wy­brzeżu; ani na dworcu, ani na dalszych stacyach nic nie bę­dzie można dostać do zjedzenia. Kolej ma w Paranie 2 klasy, koszt biletu w 1 klasie około 12, w drugiej około 8 milrejsów.
Muszę słów kilka poświęcić jeszcze ubraniu do podróży. Patentowane ubrania podróżne, korkowe kaski, flanelowa bielizna są to bardzo dobre rzeczy, ale dla ludzi, którzy maja dużo pie­niędzy do stracenia; stanowczo jest to balast niepotrzebny dla ludzi zdrowych, nie przypuszczam bowiem, że chorzy będą tę podróż odbywać Ubranie powinno być takie, do jakiegośmy się już przyzwyczaili; naturalnie, że jasne kolory na upał będą przyjemniejsze, nie trzeba jednak zapominać, że na oceanie bę­dzie się uczuwało nieraz dotkliwe zimno: nawet na równiku cieplejsza odzież nie zawadzi; futra brać nie potrzeba, ale kożuszek jeśli jest, serdak np. i w Paranie się przyda: buty mogą być wszelkich gatunków, jasne obuwie jest najodpowiedniejsze, ale na deszcz i zimno trzeba mieć i zwyczajne czarne; nie za­wadzi zabrać kalosze, szczególnie jeśli kto do nich przyzwy­czajony, tembardziej, że ceny na kalosze w Brazylii, ojczyźnie kauczuku, są bajeczne: angielska czapeczka podróżna jest nie­odzowna na statku, filcowy jasny kapelusz musi być w zapasie dla miasta.
Osoby jadące pierwszą klasą statkami angielskimi, lub francuskimi, dobrze zrobią, jeśli frak lub smoking zabiorą, pa­nuje bowiem zwyczaj, że się na wieczór do obiadu stroi, nie jest to obowiązkiem, ale kto nie chce od reszty towarzystwa odbijać i czuć się jak okradziony, musi do zwyczaju się zasto­sować. Okrycie może być jakiekolwiek, można kupić płaszcz gumowy od deszczu, uprzedzam jednak, że po za deszczem jest to ubiór bardzo niepraktyczny: jak słońce zaświeci, płaszcz taki parzy nieznośnie, przy tem guma na gorącu topnieje, rozłazi się i w bardzo krótkim czasie płaszcz przestaje być nieprzemakal­nym. Bardzo praktycznem okryciem jest burka kaukazka, wy­robu ręcznego, średnio włochata, dobra jest i na deszcz i na zimno; jeśli jest rzeczywiście z wielbłądziej sierści zrobiona ma jeszcze tę zaletę, że odorem swym odstręcza wszelkie robactwo; w Indyach oficerowie angielscy używać je zaczęli, bo podobno nawet żmija od odoru ucieka, odór zaś nic jest znowu tak zna­czny i tak przykry, żeby człowiekowi zawadzał.
W Rio Janejro trzeba pamiętać, że dorożek, szczególnie parokonnych, używać nie można: ceny są ogromnie wysokie, za kurs każą sobie płacić po 3 i 4 ruble; najlepiej posługiwać się tramwajami, dochodzą wszędzie; łatwo się w ich ruchach zoryentować, jeśli kupić plan miasta; tramwaje noszą nazwę tych dzielnic, do których dążą, na planie te dzielnice będą wyraźnie naznaczone. Kto musi się oszczędzać, najlepiej zrobi, jeśli w Rio wcale nie będzie się zatrzymywać, bo miasto jest drogie; wyna­lezienie sobie taniego pomieszczenia i jadła jest rzeczą wprawy i umiejętności w podróżowaniu. W śródmieściu ceny w hotelach są niższe, ale hotele są liche, i źle karmią: wynajmowanie oddzielnie pokoju bez utrzymania zwykle drożej wypadnie; w Brazylii jest zwyczaj, że hotel przyjmuje gości z calem utrzymaniem. Ceny niniejszych hotelików w stosunku do pomieszczenia i utrzymania mało czem różnią się od cen hoteli pierwszorzę­dnych: 8 - 10 milrejsów (4 - 5 rs.) dziennie, to cena przeciętna Mieszkanie w śródmieściu dla osób nowoprzybyłych nie jest zbyt bezpieczne: powietrze tu okropne, ludność, ogromnie sku piona, i w czasie upałów, szczególnie jeśli grasuje żółta febra,
łatwo jej uledz. Najrozsądniej będzie zamieszkać na przedmie­ściu, w kierunku gór na Larangejras, lub Tijuca, lub nad mo­rzem, na Botatogo np. Najlepiej położony, wygodny, czysty ho­tel jest hotel dos Estrangeiros na praca Alencar na Cattete; cena od osoby 12 milrejsów (około 6 rs.); koło hotelu przecho­dzi tramwaj elektryczny, za 300 rejsów, mniej więcej 15 kop. można dojechać do miasta; bliżej miasta możliwe do zamieszka­nia dzielnice są: Lapa i Gloria, jest tam sporo hoteli i pen­sy ona to w.
Musze zaznaczyć, że przedmieścia, a szczególnie Botafogo, droga do niego, i dalsza w kierunku ogrodu Botanicznego, są to najpiękniejsze dzielnice: toną w ogrodzach, ulice wysadzano są drzewami, palmami; fabryk, zakładów przemysłowych, nawet handli prawie tu niema, cisza panuje i spokój.
W miastach, gdzie żółta febra panuje, trzeba wystrzegać się spocenia, zmęczenia zbytniego; wody o ile możliwe unikać, pić najlepiej kawę, herbatę, ze spirytualiów jedynie piwo i tu jak najmniej, wystrzegać się należy owoców nieobieranych, naj­bezpieczniejsze są pomarańcze, w śródmieściu przebywać trzeba jak najmniej, wieczory najlepiej spędzać w domu, najłatwiej się bowiem wtedy zaziębić; wieczory są tu chłodne, temperatura zmienna, naraz powieje np. od lądu, przez miasto przejdzie jak fala gorącego powietrza, za chwilę wiatr się raptownie zmieni od oceanu i chłód przenikliwy przyniesie.
W Paranie ceny utrzymania w hotelach są o wicie niższe, na koloniach, w pomniejszych miastach płaci się zwykle 5 mil­rejsów od osoby za całe utrzymanie, w Kurytybie tj do 7 mil­rejsów, utrzymanie wszędzie zupełnie dobre. W Kurytybie mogę polecić hotel Dolskiego na ulicy Becco Marumhy.
Na zakończenie zwracam uwagę osób udających się na czas dłuższy do Brazylii, że wobec wysokich cen w tym kraju na wszystko, prócz produktów spożywczych, opłaci się zabierać prawie wszystkie ruchomości, prócz mebli. Odzienie, bieliznę, obuwie, chociażby znoszone, byle cale, należy ze sobą zabierać, warto zabrać trochę nowego na zapas. Książki stare i nowe również należy zabrać, dobrze jest zaopatrzeć je w stempel,
ponieważ książki dla własnego użytku nie opłacają cla, albo przy­najmniej w swój podpis. Zabierać należy posiadane narzędzia i instrumenty wszelkiego rodzaju, prócz trudno przenośnych i ciężkich. Broń dobrą także należy zabrać, zlej nie warto, le­piej kupić. Rewolwery i karabiny dostać można w Rio de Ja-nejro po cenach umiarkowanych, nie drożej jak w Europie, ten więc zakup można śmiało w tem mieście uskutecznić, natomiast broń myśliwska jest tu droga i w złym gatunku. Jeśli się jedzie wprost do Paranagua, to broń należy kupić w któremkolwiek mieście europejskiein. Rewolwer może być systemu Smitha i Wes-sona kal. 32-38, ponieważ do niego najłatwiej będzie znaleźć na miejscu naboje, lub najlepszy dziś Browninga, wypadnie je­dnak naboi zabrać na zapas. Karabin uajpraktyczniej wy­brać Winehestra lub Marlina, tak zwany mousqueton tj. krótki kal. 32-44.
Pod clo w Brazylii podpadają wszelkie towary zagrani­cznego pochodzenia; nie opłacają cła: a) próby bezwartościowe lub których wartość nie przenosi 500 reis za sztukę, b) modele maszyn, instrumentów, c) narzędzia rolnicze, oraz sztuk i rze­miosł, potrzebne do wykonania danej profesyi, z warunkiem, by nie przewyższały ilości potrzebnej do użytku ich właścicieli, d) instrumenta, książki uczonych, eksploratorów, mechaników itp., którzy przybyli do Brazyli w celach studyów, e) suknie, ubranie itd. dla własnego użytku, f) książki handlowe uży­wane, oraz inne do własnego użytku, po jednym egzemplarzu, szkice, rysunki artystów etc, g) zwierzęta domowe i bydło ra­sowe, h) jedna strzelba dla każdego dorosłego mężczyzny.
Samogłoski O i E na końcu słowa zwykle się wymawia jak U i I, w wielu wyrazach E wcale na końcu się nie wy­mawia, np. liberdade wym. liberdad.
Postado por CZYTELNIA. Jezyk polski. às 17:34 Nenhum comentário: