Source: http://salamandra.org.pl/magazyn/am.html?start=1170
Timestamp: 2020-05-28 06:29:51
Legal References Found: art. 5
 art. 3
 art. 2
 art. 66
 art. 97
 art. 6
 art. 6

Document Content:
Nowelizacja ustawy o ochronie przyrody, która weszła w życie 15 listopada 2008 r., w art. 5 wprowadziła między innymi definicję „integralności obszaru Natura 2000”. Ma ona oznaczać „spójność czynników strukturalnych i funkcjonalnych warunkujących zrównoważone trwanie populacji gatunków i siedlisk przyrodniczych, dla ochrony których zaprojektowano lub wyznaczono obszar Natura 2000”. Skąd wzięło się to pojęcie, skoro w polskim tekście Dyrektywy Siedliskowej próżno go szukać?
Jeśli celem ochrony są m.in. chrząszcze żyjące pod korą, nawet okorowanie powalonych przez wiatr drzew może być istotnym „pogorszeniem integralności obszaru Natura 2000”
W dalszej części znowelizowanej ustawy pojawia się ono jako jedna z kluczowych cech/wartości, które należy brać pod uwagę przy planowaniu lub realizacji ochrony obszaru.
W przypadku planowania ochrony obszaru (art. 29 ust. 8 pkt 3), owe kluczowe wartości to:
- właściwy stan ochrony przedmiotów ochrony obszaru Natura 2000;
- zachowanie integralności obszaru Natura 2000;
- spójność sieci obszarów Natura 2000.
Aby zapewnić skuteczność ochrony na obszarach Natura 2000, wprowadzono zakazy (art. 33 ust. 1):
- pogarszania stanu siedlisk przyrodniczych, siedlisk gatunków roślin i zwierząt oraz wpływania negatywnie na gatunki, dla których ochrony wyznaczono obszar Natura 2000;
- pogarszania integralności obszaru Natura 2000;
- pogarszania powiązania tego obszaru Natura 2000 z innymi obszarami.
To ostatnie zestawienie wartości jest także powtórzone w art. 3 pkt 17 ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko, jako lista warunków „znaczącego negatywnego oddziaływania na obszar Natura 2000”.
W tej drugiej ustawie pojęcie „integralność obszaru” pojawia się także kilkukrotnie – w art. 2 ust. 2 pkt 2 i 3 oraz art. 66 w zestawieniu z „celami i przedmiotami ochrony obszaru Natura 2000” oraz w art. 97 w zestawieniu ze „spójnością obszarów Natura 2000” – jako cechami odrębnymi od owej integralności.
Nieobecność określenia „integralność obszaru Natura 2000” w tekście Dyrektywy jest cechą jedynie jej polskojęzycznej wersji i wynika z pewnej nonszalancji tłumaczenia aktów prawa wspólnotowego. W art. 6 ust. 3 tekstu angielskiego czytamy m.in.: „...the competent national authorities shall agree to the plan or project only after having ascertained that it will not adversely affect the integrity of the site concerned...”. W oficjalnym polskojęzycznym tłumaczeniu zostało to zapisane jako: „właściwe władze krajowe wyrażają zgodę na ten plan lub przedsięwzięcie dopiero po upewnieniu się, że nie wpłynie on niekorzystnie na dany teren”. Trzeba jednak przyznać, że jeśli pominąć fakt, iż zamiast wyrazu „teren” powinien być „obszar” (Natura 2000), tłumaczenie to lepiej oddaje sens przepisu Dyrektywy niż definicja zawarta w ustawie. A jaki jest ten sens?
Dyrektywa nie zawiera definicji „integralności obszaru”. Do jego zrozumienia konieczne jest więc zastosowanie wykładni celowościowej oraz wsparcie się wytycznymi Komisji Europejskiej oraz orzeczeniami i opiniami Europejskiego Trybunału Spra wiedliwości. Na szczęście orzecznictwo ETS dotyczące stosowania art. 6 ust. 3 Dyrektywy Siedliskowej jest dość bogate (np. C-355/90, C-127/02, C-209/02, C-209/04). Wskazuje ono jednoznacznie, że pojęcie „integrity of the site” (integralność obszaru) należy interpretować bardzo szeroko. Dotyczy ono kompletu cech, czynników i procesów związanych z danym obszarem, które mogą mieć wpływ na cele jego ochrony. W szczególności są to:
- powierzchnia obszaru,
- obecność istotnych gatunków i siedlisk przyrodniczych (zarówno chronionych, jak i mających dla tych chronionych znaczenie) oraz stan ich zachowania i ochrony,
- obecność i dostępność istotnych elementów siedlisk przyrodniczych i siedlisk gatunków, np. żerowisk, schronień, tras wędrówek,
- warunki ekologiczne, w tym parametry fizyczne i chemiczne (np. stosunki wodne),
- wszelkie funkcjonalne połączenia i związki istniejące na danym obszarze i ich dynamika,
- wszelkie procesy zachodzące lub przewidywane na tym obszarze,
- stopień jednolitości (braku fragmentacji) siedlisk,
- obecność i natężenie czynników i oddziaływań szkodliwych (np. powodujących niepokojenie zwierząt), z uwzględnieniem podatności celów ochrony na te zagrożenia.
Nie dotyczy to więc jedynie „spójności” tych czynników, ale i ich obecności, natężenia, współoddziaływania itp., pod warunkiem, że mają wpływ na cele ochrony. Nową definicję ustawową oparto o nie do końca trafną definicję brytyjską z roku 1994.
Zgodnie z wytycznymi Komisji odnośnie ochrony sieci Natura 2000, ocena tego, czy integralność obszaru podlega negatywnemu oddziaływaniu, powinna ograniczyć się do celów ochrony obszaru i koncentrować się na tym konkretnie obszarze.
Pewne kłopoty interpretacyjne mogą wynikać z tego, że angielski wyraz „integrity” może być na język polski tłumaczony także jako „spójność”. Należy jednak tego unikać. Pojęcie „spójność” jest już w tekście Dyrektywy i w powiązanych z nią aktach prawa wspólnotowego wielokrotnie wykorzystywane jako odpowiednik angielskiego wyrazu „coherence”. Wykorzystywane jest w odniesieniu do ogólnej (ekologicznej) spójności całej sieci Natura 2000, rozumianej jako komplet cech, które mają wpływ na to, że sieć ta gwarantuje na terenie Wspólnoty zachowanie lub odtworzenie występowania we właściwym stanie ochrony wszystkich chronionych w jej ramach gatunków i siedlisk przyrodniczych w całym ich naturalnym zasięgu. W odniesieniu do poszczególnych obszarów, oceniając wpływ na spójność sieci Natura 2000, bierze się pod uwagę znaczenie, jakie ma dany obszar dla zachowania spójności sieci w stosunku do gatunków i siedlisk, które są na nim chronione.
Dodatkowe informacje dotyczące pojęcia „integralność obszaru” oraz „spójność sieci Natura 2000” można znaleźć w opracowaniach Komisji Europejskiej:
- Zarządzanie obszarami Natura 2000. Postanowienia artykułu 6 dyrektywy siedliskowej 92/43/EWG;
- Ocena planów i przedsięwzięć znacząco oddziałujących na obszary Natura 2000. Wytyczne metodyczne dotyczące przepisów Artykułu 6(3) i (4) Dyrektywy Siedliskowej 92/43/EWG.
Siedzę na szczycie Świątyni IV w Tikál, gigantycznej, oczyszczonej z roślinności piramidy, wznoszącej się wysoko ponad okap tropikalnego lasu północnej Gwatemali. Jest czwarta rano, wciąż ciemno, ale zaczyna się przejaśniać. Widok zasłaniają mi trochę metalowe rusztowania, bowiem cała budowla jest w stanie zaawansowanego remontu. W bladym jeszcze świetle, tłumionym przez skłębione nad lasem obłoki, zaczynają się rysować sylwetki innych świątyń. Puszcza zaczyna się budzić, zalewając nas fontanną dźwięków, wśród których dominują ryki wielkich czarnych małp – wyjców gwatemalskich (Alouatta pigra). Wreszcie do fonii zaczyna dołączać wizja. Nad selwą1 przeleciały z wrzaskiem żółto-zielone papugi – amazonki skromne (Amazonia farinosa). Wkrótce pojawiły się brązowowronki (Cyanocorax morio), hałaśliwe i towarzyskie ptaki krukowate, które okazały się najczęściej spotykanymi pierzastymi mieszkańcami Tikál i prawdziwą zmorą podczas wycieczek po selwie – ostrzegały wszystkie żywe stworzenia, zanim spoczął na nich obiektyw aparatu lub spojrzenie uzbrojonego w lornetkę obserwatora. Ich śladem przeleciały dwa jaskrawo ubarwione tukany tęczodziobe (Ramphastos sulphuratus) – symbol neotropikalnej fauny. Miasto Tikál i otaczający je park narodowy o tej samej nazwie powitały kolejny dzień pory deszczowej...
Piramidy Tikal ponad okapem tropikalnego lasu
U szczytu swojej potęgi Tikál był jednym z dwóch-trzech najpotężniejszych miast cywilizacji Majów okresu klasycznego2. Najstarsza data wykuta na kamiennej steli pismem hieroglificznym wskazuje, że ludzie upamiętniali tu swoją obecność już w 292 roku n.e. Miasto nosiło wówczas nazwę Mutul – niewielu zwiedzających zdaje sobie sprawę z tego, że Tikál to nazwa wymyślona przez współczesnych archeologów. Między V a VIII wiekiem na wapiennej równinie stanęła większość monumentalnych piramid, na szczycie których kapłani odprawiali swoje rytuały. W szczytowym okresie rozwoju mieszkało tu od 45 000 do 90 000 osób, a w centralnej części obszaru (około 15 km2) zinwentaryzowano 3000 różnych struktur lub ich pozostałości – od potężnych kamiennych świątyń i pałaców, po gliniane chaty kryte palmowymi liśćmi. Oczywiście wokół budynków nie szumiał las deszczowy, ale rozciągały się uprawne pola. Tikál był potęgą polityczną i militarną. Stał na czele koalicji miast południowej części krainy Majów, tocząc ze zmiennym szczęściem permanentne wojny przeciwko swojemu największemu rywalowi – miastu Calakmul, którego ruiny znajdują się w dzisiejszym Meksyku. Miasto wyzwoliło się spod dominacji północnego konkurenta, kiedy w 695 roku król Jasaw Chan K’awiil I, zwany Ah Cacaw (Pan Czekolady) pokonał armię władcy Calakmul o równie egzotycznym imieniu Yich’aak K’ahk’. Nic nie wskazywało, że do 900 r. n.e., jak większość miast Majów epoki klasycznej, Tikál zostanie porzucony przez ludność, a jego niebotyczne piramidy – zapewne zdające się gościom czymś równie przytłaczającym, co dziś wieżowce Manhattanu – zostaną całkowicie porośnięte przez wysokie drzewa, liany, gęste zarośla, wspaniałe bromelie i storczyki.
Małpy, indyki, jelenie...
Chociaż dzioby tukanów tęczodziobych prezentują się bardzo okazale są stosunkowo lekkie dzięki specjalnej budowie
Do Tikál warto wybrać się nie tylko dla ruin. Jest to jedno z najlepszych miejsc do obserwacji fauny w całej krainie Majów – tak w Meksyku, jak i Gwatemali. Ponieważ ruiny odwiedzają codziennie rzesze turystów, zaś otaczający miasto park narodowy jest skutecznie chroniony przed kłusownikami, wiele tutejszych zwierząt niezbyt obawia się ludzi, przechadzając się po ścieżkach łączących piramidy. Ma to swoje ujemne strony – przyrodnik czuje się tu trochę jak w zoo, choć brak jest krat i ogrodzeń, a zwierząt nikt świadomie nie oswajał. Oczywiście nie znaczy to, że od razu spotkamy się twarzą w twarz z jaguarem (Pantera onca) czy tapirem panamskim (Tapirus bairdii). Te zwierzęta – choć Las Majów jest również ich ostoją – umknęły przed zgiełkiem w jeszcze gęstsze ostępy niż te, które pochłonęły kamienne miasto. Ale reszta czeka na obserwatora, który zwykle w ciągu kilku dni wypełni swój notatnik dziesiątkami łacińskich nazw...
Indyk pawi to ornitologiczna wizytówka Lasu Majów
Oto nad ścieżką, w koronie wysokiego mahoniowca, siedzi czepiak Geoffreya (Ateles geoffroyi yucatanensis), druga z występujących tu małp szerokonosych, znacznie szczuplejsza i zgrabniejsza od wyjców. (Później okazało się, że czepiaki można dostrzec codziennie w wielu zakątkach lasu i przy co bardziej odludnych ruinach.) Po ścieżce dumnie przechadza się grupa indyków pawich (Meleagris ocellata). Wielkiemu samcowi z niebieską, łysą głową i pomarańczowymi koralami, towarzyszy grupa może skromniejszych, ale również pyszniących się zielononiebieskimi, iryzującymi piórami, samic. Niewiele jest miejsc, gdzie można je oglądać na wolności, ponieważ indyki te występują jedynie w południowej części meksykańskiego półwyspu Jukatan oraz w sąsiednim Belize i północnej Gwatemali. Wśród gęstego podszytu siedzi mały czarny ptaszek z jaskrawoczerwoną czapeczką – to z kolei gorzyk czerwonogłowy (Pipra mentalis). Próba zrobienia mu ostrego zdjęcia w lesie pełnym tysięcy jaskrawych odblasków, kontrastujących z obszarami kompletnego mroku, kończy się oczywiście fiaskiem. W tym samym momencie, na ścieżkę dziesięć metrów przede mną, wchodzi mazama ruda (Mazama americana), uroczy mały jelonek, sięgający europejskiemu turyście w najlepszym razie do pasa (ma wszak 75 cm wysokości w kłębie), o kasztanowej sierści i drobnym, ledwo widocznym porożu. Oczywiście znika w gąszczu, zanim udaje mi się skierować na niego obiektyw aparatu.
Ewolucyjna kserokopiarka
„Obserwowanie ptaków w tropikach może dostarczać wiele satysfakcji, ale może być również nieco frustrujące dla początkującego” – pisze amerykański ornitolog Randell A. Beavers w swej książce o ptakach Tikál i gwatemalskiej prowincji Petén. Bogactwo fauny Krainy Neotropikalnej (w której granicach znajduje się również cały Las Majów) może oszołomić na tle tego co znamy z Europy, ale podstawową obsesją przyrodnika jest przecież rozpoznanie i nazwanie tego, co już udało mu się wypatrzyć w gęstwinie deszczowego lasu. Realizację tej obsesji może utrudnić mu występowanie grup gatunków, składających się z dziesiątków bardzo podobnych (dla laika – niemal identycznych!) gatunków, należących nieraz nawet do... różnych rodzajów. Po spotkaniu niewielkiego ptaka wróblowego o „bardzo charakterystycznym” ubarwieniu, z pewnością odwołamy się do noszonego pod ręką przewodnika terenowego, by przekonać się, że identyczne ptaki zajmują w nim dwie kolejne strony, po 10–20 gatunków każda, i że różnią się one szerokością i odcieniem paska na skrzydle – cechą, na którą akurat nie zwróciliśmy uwagi, zwłaszcza że kontakt wzrokowy trwał kilkanaście sekund. Te same kłopoty napotkamy również w przypadku kolibrów, papug czy dzięciołów. Wśród owocożernych i nektarożernych nietoperzy z rodziny liścionosów (Phyllostomidae) zdarzają się rodzaje, a nawet grupy rodzajów, których przedstawiciele różnią się między sobą... proporcjami długości goleni i przedramion, proporcjami jasnych i ciemnych części ich trójbarwnych włosów na grzbiecie, lub też kształtem i rozmieszczeniem brodawek na języku. Niektóre z tutejszych serii bliźniaczych gatunków ptaków łudząco przypominają przedstawicieli fauny europejskiej i prowadzą bardzo podobny tryb życia, ale też nie są bynajmniej ich bliskimi krewnymi. I tak rolę naszych pełzaczy (Certhiidae) pełnią tu tęgostery (Dendrocolaptidae), zaś ekologiczną niszę muchołówek (Muscicapidae), wyjątkowo obficie reprezentowaną w tropikalnym lesie, zajmują wyspecjalizowane tyranki (Tyrannidae). Podobieństwo to utrwaliło się w języku angielskim, który takie gatunki tyranek określa nazwą „flycatcher”, czyli właśnie „muchołówka”. Inna, powszechna w neotropikach rodzina – kacyki (Icteridae) – zajęła nisze obsadzone w naszych warunkach przedstawicielami wielu różnych rodzin ptaków wróblowych. Są wśród nich gatunki przypominające swoim wyglądem i rozmiarami krukowate, wilgi, drozdy, kosy, a nawet skowronki.
Pluskwiak Fulgora laternaria kryje fałszywe oczy na swoich tylnych skrzydłach
W selwie warto zwracać uwagę nie tylko na ptaki i ssaki, ale również na bezkręgowce, zwłaszcza że kilka z nich stało się ikonami tutejszego lasu deszczowego, w nie mniejszym stopniu niż tukany i wyjce – o mrówkach-grzybiarkach wspominałem już w pierwszej części reportażu. Nad ścieżkami unoszą się wielkie motyle z rodzaju Morpho, których grzbietowa strona skrzydeł iryzuje jaskrawym, niebieskim kolorem. Spodnia strona skrzydeł tych motylich olbrzymów odstrasza z kolei potencjalne drapieżniki wzorem fałszywych „oczu” na brązowym tle – niczym głowa sowy. Na pniu siedzi osobliwy pluskwiak różnoskrzydły – Fulgora laternaria, o wielkiej głowie przypominającej kształtem... orzeszka ziemnego. Również on odstrasza swoich wrogów fałszywymi oczami, których jaskrawy wzór nosi pod pokrywami, na tylnej parze skrzydeł. Wśród miejscowej ludności krąży legenda o tym, że w przypadku ukąszenia przez dziwacznego pluskwiaka, należy w ciągu 24 godzin... odbyć stosunek płciowy, w przeciwnym razie się umrze. W rzeczywistości owad ten jest zupełnie nieszkodliwy i nikogo nie gryzie.
Truciciele i oszuści
Ten pięknie ubarwiony wąż koralowy to jeden z najbardziej jadowitych węży świata
Jadowite węże koralowe z rodzajów Micrurus, Micruroides i Leptomicrurus (rodzina zdradnicowate Elapidae) określane są wspólnym mianem węży koralowych, reprezentowanych przez ponad 65 gatunków zasiedlających tereny od USA po Boliwię i Brazylię. Charakteryzują się wzorem naprzemiennych czerwonych, żółtych i czarnych pasków, pełniących funkcję ostrzegawczą – mają informować inne zwierzęta, że właściciel tej kolorowej skóry jest wyposażony w śmiertelnie niebezpieczną broń i lepiej zostawić go w spokoju. Wśród występujących na tych samych terenach niejadowitych węży z rodziny połozowatych (Colubridae) wyewoluowały gatunki korzystające z identycznej metody odstraszania, tj. noszące na skórze jaskrawy wzór z czerwonych oraz żółtych lub białych czy czarnych pasków. Imitacja bywa różnej jakości – na przykład spotkany przeze mnie w Meksyku wąż Scaphiodontophis annulatus posiada takie ubarwienie wyłącznie w przedniej części ciała, ale i tak wiele drapieżników daje się na nie nabrać. Tym bardziej czują one respekt przed mistyfikacjami niemal doskonałymi, czego przykładem może być lancetogłów mleczny (Lampropeltis triangulum). Zjawisko upodabniania się zwierząt niejadowitych do jadowitych nosi nazwę mimikry batezjańskiej (na cześć XIX-wiecznego angielskiego przyrodnika Henry’ego Waltera Batesa, który opisał je po raz pierwszy). Również w Polsce można obserwować zupełnie niegroźne muchówki bzygowate (Syrphidae) i motyle przezierniki (Sesiidae), do złudzenia przypominające uzbrojone w jadowe żądła osy i szerszenie.
Zielono, cicho i... nudno?
Chruścielak szaroszyi to bliski krewniak naszego rodzimego wodnika (Rallus aquaticus)
Wbrew potocznemu wyobrażeniu, wędrówki po najbardziej odludnych, leśnych ścieżkach w Tikál, mogą okazać się... najnudniejsze podczas całego pobytu w zaginionym mieście, choć każdy, kto nie widział wcześniej tropikalnego lasu deszczowego, powinien taką wycieczkę odbyć. Prawdopodobnie osoby nastawione na zaobserwowanie jak największej liczby gatunków ptaków i ssaków, wrócą z selwy z poczuciem wielkiego rozczarowania. Poza okresem porannych i wieczornych koncertów, w lesie tym panuje na ogół dojmująca cisza, rozdzierana jedynie przez niepokojące, monotonne dźwięki owadów. Nic się nie rusza, nic nie szeleści... Tak upływa pół godziny marszu, czasem godzina. Wtem las wypełnia chór ptasich głosów i przez wszystkie jego warstwy zaczyna się przemieszczać stado drobnych ptaków, liczących dziesiątki osobników i należących zwykle do co najmniej kilku gatunków. Jakieś tanagry (Thraupidae), kacyki, czasem dzięcioł... Szybko, zanim zdążymy rozpoznać choć część tworzących je gatunków, stadko oddala się poza zasięg lornetki. Na kolejną godzinę zapada cisza i nuda, chyba że uda się nam kątem oka dostrzec pełzającego po pniu tęgostera lub żerującego na dnie lasu małego gołąbka – błyskotka rdzawego (Geotrygon montana). Wiele ptaków żyjących w dolnych piętrach lasu i wchodzących w skład owych włóczących się stad, jest upierzona dość skromnie – w rdzawych, brązowych, szarych lub oliwkowych tonacjach. To, co w neotropikalnej faunie przyciąga tysiące obserwatorów z całego świata – wielobarwne papugi czy pysznie upierzone trogony (Trogonidae) – przemieszcza się niewielkimi stadkami w koronach drzew i jest możliwe do wypatrzenia tylko w miejscach, gdzie okap lasu uległ rozrzedzeniu lub przerwaniu.
Motyle z rodziny Morphidae określane są mianem skrzydlatego piękna tropików
Spacerując wąskimi, wyciętymi maczetą ścieżkami, warto jednak trzymać się kilku prostych reguł. I nie chodzi tu tylko o niechodzenie w klapkach czy noszenie długich spodni i koszul z długimi rękawami, co ma chronić przed rojami moskitów. Zanim podniesiemy wzrok ku sklepieniu selwy, żeby wypatrzyć siedzącego na gałęzi ptaka, spójrzmy najpierw przed siebie, żeby nie wpaść twarzą w wielką pajęczynę, utkaną z mocnych, złocistych nici, które są dziełem kolorowego, dużego i boleśnie kąsającego pająka, noszącego łacińską nazwę Nephila clavipes. Pajęczyny takie spotyka się czasem co kilkanaście kroków. Dobrze jest też spojrzeć wcześniej pod nogi. W cieniu, wśród ściółki, rzuca się w oczy długi, jaskrawo ubarwiony kształt. Naprzemiennie ułożone, czerwone, żółte i czarne pierścienie nie pozostawiają wątpliwości – zwierzę, które mamy przed sobą, to piękny wąż koralowy (Micrurus diastema sapperi), którego jad jest śmiertelną dla człowieka neurotoksyną, i który znalazł na obszarze swojego występowania licznych naśladowców, kopiujących jego ostrzegawczy wzór.
Las wychodzi na trawnik
Wystarczy jednak pojawić się w miejscu, gdzie dojrzały tropikalny las styka się z kawałkiem otwartej przestrzeni, aby na nowe, interesujące obserwacje nie trzeba było czekać godzinami. Wstępując na jedną z dziesiątków niebotycznych piramid, dostrzegam sępniki czarne (Coragyps atratus), siedzące przy wejściu do klaustrofobicznej świątyni na jej szczycie. Wielkie czarne ptaszyska, z groteskowymi łysymi głowami, dumnie prezentują swoje szerokie skrzydła, zakończone białymi lotkami. Są głównie padlinożercami, ale dziś spędzają więcej czasu wokół zabudowań, przetrząsając stosy śmieci i odpadków. Wysoko nad lasem krąży ich znacznie rzadszy krewniak – kondor królewski (Sarcoramphus papa), niczym negatyw sępnika czarnego, upierzony śnieżnobiało, ale o czarnych lotkach. Życie bujnie rozwija się nawet na tratowanym przez tłumy turystów głównym placu Tikál. Drzewa obwieszone są dziwacznymi gniazdami kacykowców azteckich (Psarocolius montezuma), przypominającymi ni to skarpety, ni to pończochy, ni to długie, uplecione z roślin worki. Stada tych hałaśliwych ptaków – niczym naszych gawronów – zlatują co wieczór na drzewa, pełniące rolę ich noclegowisk.
Wszędobylskie sępniki czarne są bliskimi krewnymi kondorów
Prawdziwe bogactwo fauny czeka jednak na przyrodnika w najbardziej przekształconym przez człowieka zakątku Tikál – w otoczeniu centrum dla zwiedzających, muzeum, pola namiotowego, kilku restauracji, hotelików, tanich jadłodajni... Chwilami wydaje się, że pół selwy wychodzi codziennie na trawniki w poszukiwaniu czegoś smacznego, a może dla rozrywki? W pierwszej kolejności warto udać się nad jeden z dwóch stawów, Aguada Tikál, kilkadziesiąt metrów od głównego parkingu. Po trawniku nad brzegiem spaceruje sobie długoszpon żółtoczelny (Jacana spinosa), osobliwy ptak siewkowy, przypominający raczej naszą łyskę lub kokoszkę, tyle że o palcach tak długich, iż umożliwiają chodzenie po pływających liściach roślin wodnych. Ta umiejętność „chodzenia po wodzie” stała się przyczyną, dla której długoszpon na karaibskiej Jamajce nazywany jest „ptakiem Jezusa”. Obok kręci się inny miłośnik zarośniętych, leśnych bajorek – chruścielak szaroszyi (Aramides cajanea), krewniak naszego wodnika. W pobliżu siedzi, znieruchomiały niczym posąg, bazyliszek pręgowany (Basiliscus vittatus) – znana naszym terrarystom okazała jaszczurka, nosząca na głowie rogowy hełm. Na pniach niskich drzew żerują też dzięcioły; ich wypatrzenie i rozpoznanie w leśnej gęstwinie byłoby nie lada wyzwaniem, tutaj zaś korzysta się z ich niewielkiej płochliwości. W oczy rzuca się zwłaszcza dzięcioł czerwonoczuby (Dryocopus lineatus), jak sama nazwa wskazuje, ozdobiony groteskowym, jaskrawoczerwonym czubkiem na głowie. Nawet poranna herbata pod parasolem przed jedną z tutejszych restauracji musi zakończyć się zaliczeniem kolejnego gatunku. Z krzaków wychodzi na trawnik grupa oliwkowo-brązowych kuraków z nagimi, czerwonymi podgardlami. To czakalaki północne (Orlais vetula), podobno ptaki głównie nadrzewne. Nie spiesząc się, przemaszerowują przez środek trawnika, po czym znikają w krzakach po drugiej stronie. Kawałek dalej spaceruje, z podniesionym dumnie, pręgowanym ogonem, ostronos meksykański (Nasua narica), wszędobylski (i wszystkożerny) ssak z rodziny szopowatych (Procyonidae). Czasem mija, nie wzbudzając żadnych reakcji, przechadzające się grupy rodzinne indyków pawich. Los znajdujących się na ziemi indyczych gniazd jest jednak niewesoły, gdy ten miłośnik jajecznicy wywęszy je w gęstym podszycie.
Bazyliszek pręgowany, tak jak inne bazyliszki, potrafi przez pewien czas biec po powierzchni wody, stąd jego potoczna nazwa – jaszczurka Jezusa
Ruch w otoczeniu obiektów turystycznych wzmaga się pod wieczór. Na campingowe drzewa przylatują brązowowronki, kacykowce i papugi. Skrajem pola namiotowego przebiegają aguti brunatne (Dasyprocta punctata), wielkie leśne gryzonie, przypominające przerośniętą świnkę morską na długich nogach. Gdy zapadną nocne ciemności, nie warto od razu kłaść się do przykrytego moskitierą hamaka. Spacer z latarką po kempingu pozwoli uzupełnić kolekcję obserwowanych stworzeń o kilka interesujących pozycji. Już pierwszego wieczoru zobaczyłem siedzącego na murawie ptaka o jarzących się czerwono wielkich oczach. Lelkowiec białoszyi (Nyctidromus albicollis), bliski krewny naszego lelka, pozwalał podejść do siebie na odległość 2–3 metrów, zrobić sobie zdjęcie z lampą, po czym odlatywał na drugi koniec trawnika i siadał tam, czekając zapewne na lepsze ujęcie. Kolejna niespodzianka czekała przy drodze obsadzonej niskimi akacjami. Tym razem światło czołówki ujawniło, świecące białoniebiesko, oczy jakiegoś maszerującego ssaka.
Lelkowiec białoszyi spokrewniony jest z naszym lelkiem (Caprimulgus europaeus)
Kilka kroków w jego kierunku, i na kilka sekund ukazała się sylwetka lisa wirginijskiego (Urocyon cinereoargentatus), ponoć pospolitego tu drapieżnika i zapewne bywalca przydomowych śmietników. Czy na pewno? Oświetlone zwierzę obróciło się na pięcie i... wbiegło na pobliskie drzewo, kryjąc się w jego gęstej koronie. Zapewne przywidzenie... Przecież, jak powszechnie wiadomo, lisy po drzewach nie chodzą... Dopiero następnego dnia, uważna lektura książki o ssakach Ameryki Środkowej ujawniła, że właśnie lisy wirginijskie, w przeciwieństwie do pozostałych psowatych, są mistrzami w nadrzewnej wspinaczce. Kilka dni w tym pochłoniętym przez tropikalną puszczę majańskim mieście pozwoliło mi zebrać więcej obserwacji neotropikalnej fauny niż wcześniejsze dwa tygodnie w różnych zakątkach sąsiedniego Meksyku. Teraz nie mogę już mówić, że Las Majów opuszczam z pustymi rękami...
W Ameryce Łacińskiej nazwą tą określa się zwykle tropikalne lasy deszczowe.
O cywilizacji Majów i jej tajemniczym upadku można przeczytać na marginesie pierwszej części Lasu Majów - SALAMANDRA 2/2008.
Pięć lat temu poznańscy ornitolodzy reaktywowali akcję zimowego liczenia ptaków wodnych i szponiastych w Wielkopolsce. Wcześniej, od lat 70. XX wieku, z przerwami do 1995 roku, liczenia takie odbywały się w naszym regionie w ramach akcji ogólnopolskich. Obecnie, dzięki pomocy wielu ochotników, wiemy coraz więcej o tym, jakie gatunki ptaków zimują w Wielkopolsce.
Ptaki liczy się od pierwszego do drugiego weekendu stycznia na całej długości Warty w Wielkopolsce (od Uniejowa do ujścia Noteci do Warty, w sumie 400 kilometrów) oraz na wybranych 20–30 jeziorach, najważniejszych dla gatunków migrujących i zimowych. Dzięki zebranym danym można porównać liczby ptaków z poszczególnych gatunków w kolejnych latach oraz analizować wpływ różnych czynników na zmiany ich liczebności.
Krzyżówka (na zdjęciu samiec) to najliczniejszy ptak podczas liczeń zimowych, łyska (po prawej) ostatnio mocno zmniejszyła swoją liczebność
Śmieszki w zimowej szacie spoczynkowej nie mają czekoladowo ubarwionego kaptura
Zdecydowanie najliczniejszym ptakiem zimującym zarówno na Warcie, jak i na jeziorach wielkopolskich, jest kaczka krzyżówka (Anas platyrhynchos) – każdego roku udaje się naliczyć około 20 tysięcy osobników tego gatunku. Dość częstymi zimowymi gośćmi są nurogęsi (Mergus merganser), gągoły (Bucephala clangula), czernice (Aythya fuligula) oraz znane wszystkim doskonale łabędzie nieme (Cygnus olor). Dzięki corocznym liczeniom możemy sprawdzić, czy liczba zimujących ptaków z poszczególnych gatunków zmienia się (rośnie, maleje, waha się), czy pozostaje taka sama. Na przykład okazuje się, że z roku na rok zimuje u nas coraz więcej kormoranów (Phalacrocorax carbo), a liczba łabędzi niemych na Warcie jest mniej więcej taka sama. Niektóre gatunki zdecydowanie nie lubią rzek. Dobrym tego przykładem są łyski (Fulica atra) i perkozy dwuczube (Podiceps cristatus), które trudno jest spotkać zimą na Warcie, za to ich liczba na jeziorach potrafi przekroczyć kilkaset osobników (perkoz) lub nawet 10 tysięcy (łyska). Zdarza się, że spotkamy zimą gatunki, których nie powinno być u nas aż do wiosny, a z jakiegoś powodu nie odleciały i zimują w Wielkopolsce. W przypadku naszych dotychczasowych liczeń były to na przykład pojedyncze skowronki (Alauda arvensis), żurawie (Grus grus), świergotki łąkowe (Anthus pratensis) oraz czajki (Vanellus vanellus). Zdarzają sie też rzadcy zimowi goście, jakimi są na przykład morskie kaczki: uhle (Melanitta fusca), lodówki (Clangula hyemalis), ogorzałki (Aythya marila) oraz perkoz rogaty (Podiceps auritus) czy nur rdzawoszyi (Gavia stellata). Z roku na rok pojawia się też coraz więcej czapli białych (Casmerodius albus), których zimowanie do niedawna było bardzo rzadko stwierdzane, a podczas liczeń w 2008 roku zanotowano aż 18 osobników tego pięknego gatunku.
Nasza akcja to dobry sposób na aktywne spędzenie czasu w kontakcie z przyrodą. W liczeniu może wziąć udział każdy, kto potrafi bez problemu rozpoznawać gatunki ptaków. Dla osób, które nie czują się na siłach liczyć samodzielnie, Poznańska Grupa Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków organizuje każdego roku wycieczki wzdłuż Warty i nad Jezioro Kierskie w Poznaniu. Można w ten sposób przyjemnie spędzić czas w pięknej zimowej scenerii i miłym towarzystwie, by w kolejnym roku dołączyć do rzeszy ponad 100 wolontariuszy, którzy przyczyniają się do zdobywania cennych informacji o gatunkach ptaków zimujących w naszym regionie.
Więcej informacji na temat zimowych liczeń można uzyskać na stronach:
- Zakładu Biologii i Ekologii Ptaków UAM, w zakładce „Regiony”: zbiep.amu.edu.pl/styczen.html
- pod adresem e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..
Już czwarty sezon można, za pośrednictwem Internetu, podglądać rodzinne życie bocianiej pary z wielkopolskiej wsi Przygodzice w Dolinie Baryczy. Ta pouczająca rozrywka wciągnęła już kilka milionów internautów z ponad 100 krajów.
Projekt „Blisko bocianów”...
Projekt edukacyjno-badawczy „Blisko bocianów”, oparty na internetowej obserwacji bocianów białych (Ciconia ciconia), prowadzi Południowowielkopolska Grupa Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków przy współpracy Gminy Przygodzice, Telekomunikacji Kolejowej S.A., Przedsiębiorstwa „Promax” z Ostrowa Wielkopolskiego i Grupy iTTv™ z Lublina. Celem projektu jest przybliżenie miłośnikom przyrody szczegółów życia w gnieździe bociana białego – najbardziej polskiego gatunku ptaka. Warto bowiem pamiętać, że nasza krajowa populacja, licząca ok. 40 tys. par lęgowych (co jednak oznacza spadek z najwyższego poziomu ok. 50 tys. par, zanotowanego w 2004 r.), jest największą na świecie i stanowi około 1/4 liczebności światowej.
Nazwa projektu oddaje nie tylko techniczne możliwości stałego oglądania bocianów dziko żyjących, ale i bliski związek emocjonalny z nimi rzeszy internautów, którzy, w wyniku konkursu, nadali im imiona Przygoda i Dziedzic (gniazdo znajduje się tuż przy dawnym majątku ziemskim, należącym m.in. do książąt Radziwiłłów). Projekt rozpoczął się wiosną 2006 r. – 24 marca zainstalowano kamerę, którą 1 kwietnia 2008 r. zastąpiła jedna z pierwszych w Europie kamer sieciowych Progressive Scan CCD, z 18-krotnym zoomem optycznym i obrazem jakości cyfrowej telewizji wysokiej rozdzielczości.
Dorosłe bociany na gnieździe w Przygodzicach (siedzący w trakcie wysiadywania jaj)
Monitorowane gniazdo położone jest w Południowej Wielkopolsce: w gminnej wsi Przygodzice, w powiecie ostrowskim. Ptaki żerują w pobliżu, w dolinie rzeki Barycz, w części największego w Polsce Parku Krajobrazowego „Dolina Baryczy”, który jest zarazem Obszarem Specjalnej Ochrony Ptaków europejskiej sieci ekologicznej Natura 2000. Gniazdo od 1991 r. zlokalizowane jest na nieużywanym kominie przy Urzędzie Gminy, koło parkingu przy drodze krajowej nr 11 – łatwo więc je odwiedzić nie tylko wirtualnie. Ze względu na bezpieczeństwo bocianów, kamera jest umieszczona na specjalnie skonstruowanym ramieniu – odchylonym w bok, by ptaki mogły bezpiecznie i bez problemów lądować na gnieździe. Kamera nie zakłóca więc normalnego toku życia bocianów; jest przez nie traktowana jako stały element otoczenia gniazda, o czym może się przekonać każdy obserwator obrazu.
Koordynatorem projektu jest niżej podpisany, a doradcą naukowym – prof. dr hab. Piotr Tryjanowski z Zakładu Ekologii Behawioralnej UAM w Poznaniu, główny redaktor wydanej w marcu 2007 r. pierwszej anglojęzycznej monografii o bocianie białym w Polsce, pt. „The White Stork in Poland”. W monografii tej znalazł się m.in. artykuł o roli, jaką odgrywa ten i podobne projekty, w poznawaniu nieznanych aspektów bocianiego życia. Co ciekawe, na miejsce uroczystej premiery tej książki wybrano właśnie Przygodzice, podkreślając rolę krajobrazu rolniczego dla bocianów, a tej właśnie wsi dla ich popularyzacji i badań. W 2008 r. na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu powstała pierwsza praca magisterska na temat biologii okresu pisklęcego bocianów, na podstawie nagrań z kamery w roku 2007, autorstwa Marii Foterek.
... i jego bohaterowie
Młode bociany na gnieździe w Przygodzicach – widoczny mikrofon sprzężony z kamerą
Choć przyloty bocianów uzależnione są od pogody, do monitorowanego gniazda przylatują one wyjątkowo regularnie. Pierwsze boćki, zapewne samce, zanotowano w sezonach 2006–2009: 28, 27, 28 i 28 marca, a pary na gnieździe odpowiednio: 8 kwietnia, 1 kwietnia, 31 marca i 8 kwietnia. Choć ptaki te nie są oznakowane, dzięki analizie szczegółów upierzenia, przeprowadzonej przez Světlanę Vránovą z Czech, wiemy, że samcem we wszystkich czterech sezonach był Dziedzic. Nawet jeśli samica się zmieniała, to często już w dniu jej przylotu para uprawiała bociani seks (np. 31 marca 2008 r., między godz. 10.52 a 13.00 aż 12 razy!), wymagający od samca wręcz akrobatycznych umiejętności.
Wybór gniazda do projektu okazał się trafny: zajmująca je para we wszystkich czterech sezonach zniosła aż po pięć jaj (średnia dla bocianów to niewiele powyżej czterech). W latach 2006–2008 wykluło się z nich kolejno: pięć, trzy i pięć piskląt; a zdolność lotu osiągnęły: trzy (nazwane przez internautów: Przydzio, Dodzio i Adzia), dwa (Kajtek i Kaśka) i cztery (Antek, Dolina, Tosia i Wojtek).
Możliwości odbioru obrazu
Najpopularniejszą transmisją jest przekaz ciągły (tzw. streaming) dla komputerów i telefonów komórkowych na stronach www.bociany.ittv.pl i wap.bocianyonline.pl (25 i 20 klatek/sek.), dostępny na otwartych światowych platformach internetowych telewizji P2P, live broadcasting oraz mobiTV iTTv. Odświeżane co 7 sekund zdjęcia można oglądać pod adresem www.bociany.ec.pl oraz wap.ittv.pl. Na stronach tych można też posłuchać głosów bocianów: oprócz dobrze znanego wszystkim klekotania dorosłych w czasie godów i na przywitanie, także zupełnie niezwykłych, piszcząco-charczących głosów piskląt proszących rodziców o pokarm.
Dla bardziej zainteresowanych tematem bocianim działa też forum dyskusyjne (www.bocianyzprzygodzic.pun.pl), gdzie można wymienić się swoimi obserwacjami – nie tylko z Przygodzic, dowiedzieć się czegoś od bardziej doświadczonych bocianiarzy, znaleźć namiary na inne kamery gniazdowe, ciekawe strony i publikacje. Liczne artykuły o bocianach i informacje z gniazda dostępne są na stronie www.pwg.otop.skygroup.pl.
W kolejnych latach transmisję z Przygodzic obejrzało odpowiednio ok. 2, 3 i 5 milionów rozsianych po całym świecie internautów. Nasze bociany są więc prawdziwymi „wirtualnymi ambasadorami Polski”. Największa liczba obserwatorów w Europie pochodzi: z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Hiszpanii, Włoch i Holandii; na świecie: z USA, Chin, Japonii, Kanady i Tajlandii. Ale są i użytkownicy z krajów bardziej egzotycznych, jak: Barbados, Belize, Boliwia, Laos, Nowa Kaledonia, Oman, Panama, Papua-Nowa Gwinea, Zambia czy Zimbabwe.
Kiedy ten numer SALAMANDRY się ukaże, bociania para, która zajęła gniazdo 8 kwietnia, będzie już w trakcie wysiadywania jaj – zapraszamy do towarzyszenia jej. Dla najbardziej wytrwałych obserwatorów WorldCam i Grupa iTTv przygotowały atrakcyjne nagrody.
Zapraszamy także na IV Ogólnopolski Zlot „Blisko bocianów” pod gniazdem w Przygodzicach, który odbędzie się 25 i 26 lipca 2009 r.
Warsztaty fotografii przyrodniczej z Markiem Kosińskim
www.fotografiaprzyrody.pl
fotografowanie pejzaży, roślin i zwierząt (z czatowni),
pod okiem doświadczonych fotografów przyrody
Ciepłe, wiosenne promienie słońca docierające do wilgotnej i żyznej gleby powodują masowe zakwitanie ziarnopłonu wiosennego (Ficaria verna). Ta bulwiasta, tworząca zwarte płaty roślina występuje powszechnie w lasach liściastych, zwłaszcza łęgowych, oraz zaroślach i parkach. Należy do rodziny jaskrowatych (Ranunculaceae) i jest rozpowszechniona w całej Europie, gdzie dociera do rejonów arktycznych oraz na Bliski Wschód.
Soczyście żółte kwiaty ziarnopłonów są jednym z pierwszych zwiastunów wiosny
Liście ziarnopłonu są mięsiste, osadzone na długich ogonkach, a ich karbowana blaszka ma kształt serca. W świetle dnia intensywnie błyszczą, sprawiając wrażenie polakierowanych. Kwiaty pojedyncze, zwykle o średnicy 2–3 cm, są intensywnie złotożółte. Składają się z 8–12 błyszczących, wąskich płatków. U nasady zaopatrzone są w duże, pojedyncze miodniki. Roślina ta, podobnie jak inni przedstawiciele jaskrowatych, ma bardzo dużo słupków i pręcików. W deszczowe dni oraz w nocy kwiaty ziarnopłonu zwisają do dołu i stulają swoje płatki, chroniąc pyłek i miodniki przed wilgocią. Zapylanie następuje za pośrednictwem owadów, głównie pszczół. W jego wyniku powstają owoce – owłosione niełupki, w których znajdują się nasiona zaopatrzone w elajosomy, tzw. ciałka mrówcze. Stanowią one bogate w tłuszcze, skrobię i cukry źródło pokarmu dla mrówek. Owady te, zjadając owe smakołyki, przyczyniają się do rozsiewania nasion. Ziarnopłon, jak większość geofitów*, podczas lata gromadzi w bulwkach korzeniowych substancje zapasowe, które na wiosnę przyszłego roku dadzą początek nowej roślinie. Gatunek ten, na wypadek gdyby owady zawiodły, ma zdolność rozmnażania wegetatywnego za pomocą niewielkich, jajowatych, zaopatrzonych w skrobię bulwek wytwarzanych w kątach dolnych liści. Nazywa się je rozmnóżkami.
Ciemnozielone liście ziarnopłonu mają wczesną wiosną charakterystyczny połysk
Nazwa łacińska Ficaria verna jest pochodną słów ficus = figa (od charakterystycznych bulwek) oraz ver = wiosna (vernus = wiosenny, zakwitający wiosną).
Ziarnopłon jest rośliną trującą, zawierającą protoanemoninę, saponiny oraz liczne kwasy organiczne, w tym kwas askorbinowy, czyli witaminę C. Dawniej jadano młode liście (w tym stadium rozwoju nie są jeszcze toksyczne) jako warzywo. Stosowano je również w medycynie jako Herba Ficariae lecząc hemoroidy (hamowanie krwawienia) i krzywicę. Sok z ziela łagodzi skutki ukąszeń owadów.
*) Geofity – rośliny, których zimujące pąki ukryte są pod powierzchnią gleby. W naszej florze rośliny o podziemnych kłączach, bulwach i cebulach.