Source: https://proceskarny.blogspot.com/2017/
Timestamp: 2019-04-22 04:14:32
Legal References Found: art. 263
 art. 190
 art. 248
 art. 219
 art. 6
 art. 5
 art. 10
 art. 173
 art. 175
 art. 7
 art. 433
 art. 457
 art. 42
 art. 6
 art. 7
 art. 449
 art. 518
 art. 536
 art. 30
 art. 95
 art. 108
 art. 439
 art. 249
 art. 249
 art. 249
 art. 231
 art. 231
 art. 271
 art. 277

Document Content:
prawdziwy romans: 2017
Gazetowa wojna
Wisła i Cracovia nie całują się. Wisła i Cracovia walczą, malują napisy, gonią się i giną w starciach. Inspirują wrażliwych artystów: poeta Pułka w tomie „HWDP jako miejsce na ziemi” zamieścił utwór „Siwy. Łysy (cover)”, poeta Świetlicki popełnił wiersz „Papierosy”, a śpiewak Maleńczuk opiewał krew na butach.
Zbigniew Ziobro i krakowscy sędziowie nie całują się. Dzisiaj w Gazecie Wyborczej ogłoszono, że to jest wojna. Czy ich starcie stanie się przyczynkiem do jakiejkolwiek twórczości artystycznej? Wszak nie wygląda jak walka palących z niepalącymi, nie jest konfrontacją totalną. To tylko deklaracje, wywiady, uchwały, ruchy kadrowe ministra uzasadnione miałkimi argumentami.
My obywatele, nie chcemy, by uczestnicy tej wojny byli jak Rocco Siffredi wracający do domu, celem pławienia się w monogamii. Nie interesują nas gazetowe wojny. Chcemy, by sędziowie konsekwentnie walczyli z ministrem Zbigniewem Ziobro jak Wisła z Cracovią i by poza uchwałami czy wywiadami, stwarzali napięcie w relacji z władzą wykonawczą w codziennym orzecznictwie. Odważnym jest bowiem coś uchwalić, a nawet pozwać ministra Zbigniewa Ziobro, jeśli kłamie. Prawdziwe męstwo to jednak stosowanie art. 263 par. 2 kpk zgodnie z jego brzmieniem, albo nieuwzględnienie wniosku o stosowanie tymczasowego aresztowania w sprawie o przestępstwo z art. 190 par. 1 k.k. albo rozpoznanie sprawy lekarzy oskarżonych o błędy w leczeniu ojca ministra.
Autor: Maciej Burda o 11:08 8 komentarzy:
Zwierza domieszka
Jest w każdym człowieku pierwiastek szaleństwa, jakaś zwierza domieszka, co czasem, z rzadka wyłazi i łypie. Pół biedy, gdy łypie, gorzej, gdy uderza. Na przykład w dach samochodu co wcześniej podjechał z impetem pod nogi na przejściu pieszemu, gdy pieszy przechodził jak mu Bóg przykazuje. I gdy tak łypnie, to drugi odejrzy, ten pierwszy uderzy, a ten po Policję.
Policja tygodniami bada, ogląda, pisze i czyta. W któryś dzień tygodnia przychodzi o szóstej rano i zawija, przechowuje, przetrzymuje. Przyjeżdża obrońca, patrzy, słucha, mówi, uśmiecha, nie wierzy. Dach zniszczony na dwa koła, zgłaszający - wniosek o ściganie, policjant mruga, że pewnie będzie na umorzenie, i czy pan – aha – nie przyznaje, odmawia. No dobrze.
Wychodzi. Otrzepuje ubranie. Idziemy nie wierząc. Człowiek ze stopniem w naukach niełatwych, w latach posunięty niechłystek, poważny niekonflikt, tylko łypnął, odejrzał, uderzył. Konstruujemy taktykę obrony – przychodzi ukochany zwany Szefem – śmieje. Pijemy kawę. Jemy bułeczki. Tymczasowo usypiamy zwierza.
Autor: Unknown o 15:42 Brak komentarzy:
Jest jesień. Kobieta i mężczyzna jedzą narkotyki. Robią to w swoim domu (bo dom już mają), w mieście, w którym toczy się święta wojna, spoczywa Adam Mickiewicz, Lech Kaczyński, Wisława Szymborska, a doktor rebeliant Dominik Zając walczy o demokrację. To w tym mieście żyje i tworzy dwóch z trzech poetów o imieniu Marcin, którzy w kultowym, magicznym utworze doszli do przekonania, że „za oknem ni chuja idei”.
Ta historia wydarzyła się bardzo niedawno, ta jesień wciąż trwa, wciąż fruwają listopadowe motyle. Wydarzyła się tak bardzo niedawno, że nie można jej jeszcze opowiadać prawie wcale. Wszystko co najważniejsze trzeba pominąć aż do momentu, w którym w mieszkaniu jest mężczyzna i są policjanci. On nie może dzwonić, wychodzić, oni szukają, szperają, sprowadzają psa służbowego. Czas płynie, pies węszy. Kilka godzin.
Kolejna scena rozgrywa się na komisariacie. Utrudzony policjant wypełnia protokół zatrzymania. Patrzy na zegarek.
Potem jesteśmy już my. Prowadzimy ponure obliczenia. Mówimy, że jeśli zrezygnować z fikcji powstałej w wyniku spojrzenia policjanta, to upłynęło 48 godzin, tych godzin wspomnianych w art. 248 kpk. Nieskutecznie domagamy się zwolnienia mężczyzny.
W tym mieście mieszkają również sędziowie. Niektórzy z nich są odważni, znacznie bardziej odważni od sędziów Sądu Najwyższego. Niedawno wychodzili na ulicę, głosili idee niezawisłości, niezależności władzy sądowniczej od wykonawczej. To na pewno nie podobało się ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobro, który potrafi zrobić groźną minę do aparatu reportera Gazety Wyborczej. To na pewno wymagało odwagi.
Jeden z tych odważnych sędziów mówi nam, że jeśli chcemy zakwestionować zapis policjanta w protokole zatrzymania, to trzeba złożyć zawiadomienie o przestępstwie. Mówi, że nie może przyjąć inaczej niż w dokumencie. My martwimy się, że władza wykonawcza dominuje, zwycięża, że nie ma nad nią żadnej kontroli sądowej, że nie ma żadnej siły w tej władzy sądowniczej.
Na salach rozpraw, jak niegdyś za oknem.
Autor: Maciej Burda o 20:32 Brak komentarzy:
To Bóg uczynił womitorium z sali rozpraw
Niegdyś miasto wojewódzkie. Posiedzenie w przedmiocie zastosowania tymczasowego aresztowania. Sędzia wyraźnie źle się czuje. Nie zarządza jednak przerwy.
Ma duszności, to widać, jeśli jednak nie zarządza przerwy, to trzeba mówić, chociażby miała umrzeć.
Naprawdę jest z nią kiepsko, chciałaby go szybko zamknąć i iść do domu. Poncjusz Piłat, pomimo bólu głowy, przynajmniej próbował przesłuchiwać tego wędrownego kaznodzieję. Ona nie zadaje sobie trudu. Na pojmanego sprzedawcę ze sklepu z cząstkami boga nie patrzy.
W przerwie na naradę wymiotuje. To słychać. Wzywają serwis sprzątający. Wzywają przewodniczącą wydziału. Protokolantka przynosi wodę w kubku (woda zupełnie do kubka nie pasuje).
Wraz z pojmanym nie mamy złudzeń. Ona nie ma czasu na zapoznanie z materiałem dowodowym, na prawnokarne jego wartościowanie. Ona nie dostrzega, że mocą Boskiej Interwencji doznaje właśnie rozstroju zdrowia i być może zaraz umrze, jeśli nie zacznie myśleć. Bóg zstępuje i czyni womitorium z sali rozpraw skalanej jej złym zamiarem uwięzienia niewinnego. Pokazuje zarazem, że lekarstwem jest lektura dwóch protokołów przesłuchania i kilku przepisów kodeksu karnego oraz ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Trochę jak w tej historii z jabłkiem ale tym razem zaniechanie zamyka drogę do raju. Wszystko w jej rękach. Może otworzyć akta. Może otworzyć kodeks. Może zapewnić sobie życie wieczne. Może jeszcze wyzdrowieć.
Wybiera chorobę.
Autor: Maciej Burda o 19:21 9 komentarzy:
Grubas z farbowaną grzywką
Niedawno opowiedziała mi o artykule prasowym. Pewna para z Wielkiej Brytanii stała się lokalnie popularna wskutek kontrowersyjnego stylu wychowania dziecka – nienarzucania mu płci. Taką filozofię owa para obudowała wieloma niecodziennymi ideami. Występowali w mediach budząc sensację, pracując na rozpoznawalność i obwołując się bojownikami o wolność wyboru.
- Był tam jeszcze komentarz, tam pod artykułem ze zdjęciami – mówiła dalej, rozbawiona – zwrócił moją uwagę, śmieszny i celny. Komentator internetowy, niczym dziecko, wołające, że król jest nagi, napisał, że gdyby nie groteskowe, medialne występy malowniczych mecenasów wolności wyboru płci przez każde dziecko, buntownik byłby po prostu tym, czym jest – grubasem z farbowaną grzywką.
Uwielbiam ją nie od dziś za takie uwagi. Można nimi łatać dni jak dzisiejszy.
Powiedzmy to wprost – szkolenia zawodowe, konferencje, kongresy, seminaria, wdzięcznie łączone z integracją, coctail parties, balami, rekreacją i rozrywką śródśrodowiskową – nie mają niestety rozległego waloru naukowego dla większości ich uczestników. Zazwyczaj nie są interesujące poznawczo, nie porywają nowymi nurtami naukowymi, nie oferują wysokich lotów intelektualnych.
I dobrze – nie muszą. Każdy może oddawać się konsumpcji legalnie dostępnych środków odurzających, przypadkowym kontaktom towarzyskim, radościom i oczekiwaniu towarzyszącym wieczornej imprezie.
Ten jednak, kto nazywa to szkoleniem, pokrywając drżące kolano kosztowną rajtuzą, niech pamięta, że jest tylko grubasem z farbowaną grzywką.
Autor: Unknown o 21:55 1 komentarz:
Fatalna kolaboracja
Nigdy nie zrozumiem wielkich adwokatów. Być może tam, na parnasie, nie mają bibliotek i nie wiedzą co Jeszua powiedział Jeźdźcowi Złotej Włóczni o władzy. Być może na parnasie nie mają radioodbiorników i obcy jest im zgiełk punkowych składów, rymy blokowisk i K4 Świetlickiego. Być może parnasiści uważają, że służba władzy jest w dobrym tonie i nie kłóci się z istotą wykonywania zawodu adwokata. Niech historia prof. Michała Królikowskiego sprowadzi ich na ziemię, na nasze ulice, na nasze pola i łąki.
Kolaboracja adwokata z Prezydentem RP to zdrada i nie ma znaczenia jakie jest polityczne zaplecze osoby aktualnie sprawującej ten urząd. Adwokat ma bronić ludzi przed aparatem państwa i każdy kolaborant traci wiarygodność tylko dlatego, że wchodzi w porozumienie z przeciwnikiem. Jeśli ktoś chce wspierać państwo powinien rzucić zawód, założyć fabrykę konserw i aprowizować żołnierza polskiego (nie mogę się powstrzymać od pisania o fabrykach konserw).
Kolaboracja z Prezydentem RP zawsze będzie się wiązała z uwikłaniem w rozgrywki polityczne. Można z nich wyjść obronną ręką tylko wówczas gdy w ramach praktyki zawodowej zachowuje się postawę pozwalającą pozostać poza wszelkimi podejrzeniami. Znam może dwie osoby, którym się to udaje, ale czy takie wykonywanie zawodu ma jednak jakikolwiek sens? Ile jest ekscytacji w nocnych spotkaniach na stacjach benzynowych, lotach na kawę do odległych, zagranicznych miejscowości, pokątnych ustaleniach wersji niemalże bliskich prawdzie! Ile beztroskiej radości gdy kieszenie wypełniane są – jak mawiał S.I. Witkiewicz – flotą! Kolaborant, który z tego wszystkiego nie zrezygnował na tyle dawno, by wszyscy zapomnieli o jego konszachtach, sprowadza problemy na siebie i Prezydenta.
Zamieszanie związane z współpraca prof. Michała
Królikowskiego z Prezydentem uczy również, że adwokat nie może być syty. Wszelkie pozyskane środki należy natychmiast przejadać, oczyszczać konta bankowe i zaciągać zobowiązania. Nie tylko zachowuje się zaciekłość i głód klienta, ale – co ważniejsze – unika powierzenia i przechowywania środków wątpliwego pochodzenia.
Autor: Maciej Burda o 18:39 1 komentarz:
Pismo poetyczne
Zapewne czuła się jak podmiot liryczny w wierszu Charlesa Bukowskiego „problemy ze spainem”. W przekładzie Piotra Madeja utwór ten zaczyna się wspomnieniem zeszłej środy, kiedy to podmiot liryczny wszedł pod prysznic i sparzył część ciała znajdującą się z przodu. Może po prostu to zacytujmy:
„w zeszłą środę
wszedłem pod prysznic
i sparzyłem sobie jaja”
W dalszej części wiersza omówiona została trudna sytuacja jednostki walczącej, wrażliwej, pełnej ideałów, która znalazła się na przyjęciu towarzyskim pośród osób jej nieprzychylnych, gardzących poświęceniem i autentycznością postawy życiowej.
Musiała odczuwać to samo. Czy samotna i wyobcowana zatopiła się w rozmyślaniach? Czy rozważała kim jest, dokąd zmierza i jaka jest jej rola? Czy przeraziła ją myśl, że Sąd Najwyższy to rezerwuar sprawnych argumentacyjnie prawników, którzy poza tą sprawnością nie mają niczego więcej do zaoferowania? Czy zastanawiała się jak przeprosić palących świeczki za tchórzostwo przy rozpoznawaniu sprawy pana Mariusza Kamińskiego?
Jej wizyta została skomentowana przez rzecznika prasowego Sądu Najwyższego Michała Laskowskiego w sposób następujący: ​"Wobec licznych komentarzy związanych z obecnością Pierwszego Prezesa SN na uroczystości wręczenia przez Pana Prezydenta nominacji Panu Justynowi Piskorskiemu, w imieniu Pani Profesor Małgorzaty Gersdorf proszę o przyjęcie zapewnienia, że w trudnym okresie stresów i przepracowania, każdemu z nas zdarzają się kroki podjęte bezrefleksyjnie, z przeoczeniem specyficznych uwarunkowań, które powinny być brane pod uwagę w działalności publicznej Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego"
Wobec takiego oświadczenia warto przypomnieć ostatnie, zgrabne strofy „problemów ze spainem” Charlesa Bukowskiego. Otóż podmiot liryczny informuje w nich, że zeszłej środy nie tylko poparzył sobie pod tym prysznicem część ciała znajdującą się z przodu, ale kiedy obrócił się, by wyskoczyć spod tej gorącej wody, sparzył i tę część która znajduje się z tyłu.
Dokładnie brzmi to tak:
„nie tylko poparzyłem sobie jaja pod tym prysznicem
zeszłej środy, ale kiedy obróciłem się oby wyskoczyć spod
tej gorącej wody, sparzyłem sobie też
dupę.”
Autor: Maciej Burda o 11:45 2 komentarze:
Zjadają Murzyna
Jest bezpiecznie. Jest spokojnie. Jedziemy samochodem w stronę sklepu wielkopowierzchniowego. Napotykany satanista niespiesznie pedałuje ulicą Zdrową. Ma znak na odzieży. Otwieram okno: przepraszam, czy to jest znak Szatana? Kobieta śmieje się. Dziecko śmieje się. Niemowlę nie śmieje się. Satanista przyjaźnie potwierdza. Jest bezpiecznie.
Profesor Ewa Łętowska o sprawie pisaczy wyroków w TK: "To co było niewątpliwie nieprawidłowe i nieszczęśliwe w tej sprawie, to sformułowanie zlecenia w formie umowy o dzieło, spowodowane zapewne względami podatkowymi, zusowskimi". Oszukiwanie urzędu skarbowego i ZUSu co do charakteru zawartej umowy nie jest zatem złem. Cytowaną wypowiedź należy uzupełnić apelem do obywateli, by zapomnieli o art. 219 k.k. czy też przeróżnych przepisach kks. Pani profesor, pracownikom i sędziom TK udało się to bezbłędnie. Jest bezpiecznie. Satanista uśmiecha się. Zmienia przerzutkę zręcznie.
Profesor Stanisław Biernat: "(...) przedmiotem umów, o których mowa, jest świadczenie pomocy dla sędziów, która występuje powszechnie w innych sądach konstytucyjnych czy sądach europejskich. Profesor Andrzej Rzepliński: „ Chodziło o przyspieszenie kilku spraw w okresie przeciążenia TK”. Jest bezpiecznie.
Wasze ulice, nasze sale rozpraw. Pisze więc: „to zażalenie jest zatem w pierwszej kolejności realizacją interesu klienta, ale jest również przejawem walki piszącego te słowa, o to samo czego domagali się w ostatnich tygodniach demonstranci palący świeczki pod sądami w całej Polsce. Otóż nikt nie zapewni sędziom wolności, niezawisłości, prawa do orzekania na podstawie ustaw, jeśli sędziowie nie zadbają o to sami w codziennym sprawowaniu władzy sądowniczej. Ani prokurator, ani też obrońca nie są przyjaciółmi sądu. Są stronami, a żadnej z nich nie można faworyzować, przymykając oko na nieporadność ich procesowych starań. Pobłażliwości dla wniosku Prokuratora nigdy nie może też uzasadniać pozycja społeczna podejrzanego, a w konsekwencji ogólne przekonanie, że np. uczestnictwo w podkulturze kibiców uzasadnia mniej wnikliwą weryfikację podstaw tymczasowego aresztowania, bo zapewne i tak w dalszym toku postępowania, uda się pozyskać dowody jakiś bliżej nieokreślonych przestępstw. Taka pobłażliwość jest przejawem uległości i przyczynia się do tworzenia kultury prawnej, w której dominującą rolę odgrywa aparat ścigania, nielimitowany w żaden sposób przez władzę sądowniczą (ta bowiem ma charakter zaledwie służebny wobec władzy wykonawczej reprezentowanej przez urząd prokuratorski). (...) W państwie, w którym obowiązuje art. 6 ust. 3 i art. 5 EKPCZ, art. art. 10 ust. 1, art. 173 ust. 1, art. 175 Konstytucji rolą sądu jest bezwzględne wyegzekwowanie od prokuratora, by wniosek o pozbawienie kogokolwiek wolności został poprzedzony rzetelnym uprawdopodobnieniem, że podejrzany dopuścił się zarzuconych czynów. Jakikolwiek kredyt zaufania dla prokuratora jest naruszeniem zasady trójpodziału władzy, gdyż w takim wypadku sąd przestaje sprawować wymiar sprawiedliwości, a redukuje swą rolę do podmiotu wspierającego aparat ścigania. Walka o wolne i niezawisłe sądy nie rozgrywa się więc na ulicznych wiecach (których piszący te słowa jest przeciwnikiem, z uwagi na polityczne zabarwienie owych wydarzeń), a na salach rozpraw”.
Sąd Odwoławczy pomija ten fragment. Nie musi się odnosić. Rozumiem to. Dzięki temu jest bezpiecznie. Jest spokojnie.
Szewc zabija szewca. Zjadają murzyna.
Autor: Maciej Burda o 14:24 9 komentarzy:
Poradnik dla leniwych ale ambitnych sędziów wydziałów karnych w sądach odwoławczych
uwaga: tekst powstał na podstawie obserwacji własnych, nie zaś lektury komentarzy
Państwo tak chodzą po zabrudzonych woskiem trotuarach. Państwo się czują jak atomowe odpady, uchodźcy z Prypeci, których toksyczność wyznaczana jest najnowszym modelem licznika Geigera, o handlowej nazwie Zbigniew-2. Nikt was nie lubi, nikt nie kocha, niektórzy wykorzystują do walki o elektorat. To przygnębia.
Chciałbym Państwu pomóc, szczególnie tym leniem podszytym, a zarazem ambitnym, którzy nie lubią gdy ciężka ich praca idzie na marne, bo Sąd Najwyższy uchyla wyrok. Takim przykrym zdarzeniom łatwo można zapobiec postępując w sposób następujący:
W przypadku złożenia wniosku o uzasadnienie orzeczenia swój obowiązek należy zrealizować możliwe kiepsko, z ewidentnymi brakami, koniecznie pomijając omówienie najistotniejszych zarzutów podniesionych w zwykłym środku zaskarżenia.
Najlepiej całkowicie pominąć ustosunkowanie się w uzasadnieniu wyroku do zarzutów innych niż naruszenia art. 7 kpk.
Realizacja zaleceń z pkt. 1 i 2 wykluczy postawienie w kasacji "merytorycznych" zarzutów kwestionujących prawidłowość kontroli instancyjnej. Strony nie będą miały innego wyjścia – muszą zarzucić naruszenie art. 433 par. 2 kpk w zw. z art. 457 par. 3 kpk (niektórzy dodadzą w zw. z ar. 6 kpk, art. 42 ust. 2 Konstytucji RP, art. 6 ust. 3 EKPCZ) bo nie mogą domyślać się motywów rozstrzygnięcia, zresztą będzie je do tego zachęcała lektura niegdysiejszych orzeczeń SN. Nie należy się natomiast obawiać prób kwestionowania w kasacji sposobu kontroli stosowania art. 7 kpk przez sąd pierwszej instancji. Zazwyczaj skazane są one na porażkę, stąd zalecenie z pkt. 2 powyżej (coś w tym uzasadnieniu trzeba jednak napisać, skoro straszą postępowaniami dyscyplinarnymi).
Po przekazaniu kasacji do SN, ten niechybnie skorzysta z art. 449a kpk w zw. z art. 518 kpk, gdyż czyni to ochoczo. Wówczas należy napisać skrótowe uzasadnienie w pominiętym wcześniej zakresie.
Wykonanie czynności z pkt. 4 zdezaktualizuje zarzuty kasacji, a strona nie będzie mogła wywieść nowych, z uwagi na treść art. 536 kpk. Jej kasacja stanie się oczywiście bezzasadna.
Wyrok będzie utrzymany w mocy.
Realizacja tych zaleceń nie przyniesie oczekiwanych rezultatów jeśli w Sądzie Najwyższym przytrafi się sędzia, który uzna, że horyzont prawa do obrony nie jest limitowany ekstatycznym momentem publikacji orzeczenia, a sięga również chwili, w której formułowany jest zarzut kasacji. Prawdopodobieństwo nie jest jednak znaczne.
Autor: Maciej Burda o 22:06 Brak komentarzy:
Zapisek ze współczesności (z okazji zawieszenia postępowania przez SN w sprawie pana Mariusza Kamińskiego)
Żyliśmy w czasach, w których w Sądzie Najwyższym, w Izbie Karnej, orzekali tchórze. Przedkładając Bukowskiego nad Herberta, Peję nad Taco Hemingwaya, Podgórnik nad Poświatowską nie cierpieliśmy wcale. Otwierało to nawet pewne możliwości.
Na przykład korciło nas, by zaczerpnąć z rezerwuaru kultury i tradycji śródziemnomorskiej, zdobyć się na gest Kaliguli i uczynić obowiązkowym członkiem każdego składu orzekającego Sądu Najwyższego konia. Konia albo kota. Nieprzychylne komentarze maruderów szybko stłumiłoby się groźbą zwolnień, a o entuzjazm rzecznika prasowego nie trzeba by się martwić. Wszak sam przyznał: „od zawsze jestem sędzią, nie umiem niczego innego. Nie wiem czy będę umiał zachować się heroicznie(...)”. Gdybyśmy mu więc kazali, naradzałby się z kotem, okazując mu należny szacunek, podobnie jak uczynił to w przypadku osób orzekających obecnie w Trybunale Konstytucyjnym („Nie wiem jakie będzie orzeczenie TK, tam orzekają także niezawiśli sędziowie”). Wprawdzie mógłby pojawić się problem z sędzią Włodzimierzem Wróblem, ale po prostu byśmy go relegowali, zapewniając mu wieczną chwałę i woskowe pomniki wznoszone przez niedawnych demonstrantów.
Jeśli coś nas uwierało to pogarda jaką sędziowie Sądu Najwyższego Izby Karnej okazali swoim obrońcom. Uwierało to nas, chociaż też uważaliśmy, że latanie ze świeczkami na posyłki polityków to kiepski pomysł na spędzenie wieczoru. Przecież Wielkie Imperium Rozrywki (jakże usłużnie wspierane linią orzeczniczą SN, zgodnie z którą ususzenie jednego krzewu marihuany to zbrodnia, co zapewnia rzetelny bilon w kieszeniach profesjonalnych hodowców) oferowało rozliczne atrakcje i środki ułatwiające przetrwanie. Każda noc mogła być lśniąca. Jeśli jednak ktoś już o te „wolne sądy” walczył, dał się zwieść i parzył sobie ręce nie zważając na dżdżystą nieraz aurę, to nie wolno go było krzywdzić jaskrawym przejawem zniewolenia i służalczości wobec polityków. Byliśmy przeciwnikami demonstracji, zwolennikami wzmożonego atakowania sędziów, wierzyliśmy w nieoczywiste posłannictwo Zbigniewa Ziobry, ale tych biednych obrońców zwyczajnie nam było szkoda.
Przez chwilę mieliśmy nadzieję, że wściekła tłuszcza wywiezie Izbę Karną z Sądu Najwyższego na taczkach. Za zdradę, za zawiedzione nadzieje, za niewdzięczność i sprzedajność wobec władzy wykonawczej. Tak się jednak nie stało, a paraliż wykorzystanych był chyba najbardziej przygnębiający.
Byliśmy już bardzo starzy. Nie mieliśmy kiedy spać. I za długo robiliśmy w tym biznesie.
Autor: Maciej Burda o 01:45 31 komentarzy:
Autor: Unknown o 00:31 6 komentarzy:
Niewygłoszone, aczkolwiek możliwe, przemówienie dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej (czytelnika poezji dwudziestowiecznej) z okazji ślubowania aplikantów.
Są wśród Państwa prawnicy wybitni, średniacy, miernoty i kompletni idioci. W każdej z tych grup są tacy, którzy zrobią wielkie kariery i poniosą zawodową klęskę.
To właśnie jest w zawodzie adwokata najpiękniejsze. Sukces w niewielkim stopniu zależy od kompetencji intelektualnych i wiedzy prawniczej, a wszystko czego Państwo potrzebują, to szczęście.
Proszę więc głowę nosić nisko. Mieć stale wolne obie ręce. Pielęgnować mięśnie nóg.
Autor: Maciej Burda o 09:22 16 komentarzy:
Pająk z gatunku Eratigena artica przebiega przez salę rozpraw albo samotność prawników
Nie wiemy czy na terenie Sądu Apelacyjnego w Krakowie działała zorganizowana grupa przestępcza. Nie ma to dla nas większego znaczenia, kiedy w czerwcowy dzień, w samo południe, w sali numer 3, biega pająk. Jest z gatunku Eratigena artica, a jakkolwiek ruchliwy, to jego powierzchowność wskazuje, że nie stronił ostatnio od posiłków obfitych i regularnych (okoliczność ta nie powinna ujść uwadze funkcjonariuszy CBA, bo skoro nawet pająk w sądzie syty...).
Pająk nie może się zdecydować czy stanąć po stronie oskarżycieli czy oskarżonych. Propozycja, by sąd wydał stosowne zarządzenie w przedmiocie ulokowania stawonoga nie zostaje uwzględniona. Nieświadomy reguł procesu karnego i konieczności zajęcia miejsca wynikającego z roli przydzielonej przez los, rozgorączkowany, w rozterce, przebiega z jednej strony na drugą.
Chcemy pająka po stronie oskarżonych. Ta historia z Arachne i wynikające z niej poczucie winny powinny zapewnić przychylność bogów. Poza tym powiadają, że pająk przędzie iluzję materialnego świata. Niech robi to zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Jest też symbolem kosmicznego ładu. Chcemy kosmicznego ładu. O Księdze Hioba nie pamiętamy ale i nie pamiętają oskarżyciele, bo spoglądają równie łapczywie. Każdemu przydałby się taki sojusznik, taki argument w sporze, taki pewny, stuprocentowy argument, o wiele wspanialszy, z dalece większymi możliwościami, niż cytat z komentarza krakowskiej szkoły prawa karnego.
Po przerwie nie ma już pająka. Pozostaje czternaście osób pozostawionych na pastwę samych siebie. Bez nadziei na kosmiczną interwencję.
Autor: Maciej Burda o 12:27 2 komentarze:
Być jak Miguel de Unamuno
Za czasów reżimu Platformy Obywatelskiej rządowa telewizja zrobiła materiał o naszym blogu i wyemitowała w głównym wydaniu wiadomości. Z faktu tego wyciągnęliśmy stosowne wnioski. Przede wszystkim taki, że profesor Piotr Kruszyński zasłużył na emeryturę i powinien unikać kontaktu z przedstawicielami środków masowego przekazu. Przekonaliśmy się też jak bardzo jesteśmy źli, występni i jak mało prawa moralnego w nas (chociaż w niebo gwieździste tak chętnie spoglądamy).
Za czasów reżimu Prawa i Sprawiedliwości rządowa telewizja wykorzystała materiał zrobiony przez reżimową telewizję Platformy Obywatelskiej. Dla ukazania pełni naszego moralnego upadku prowadząca program nałożyła sukienkę w kolorze żółtym, a włosy ufarbowane miała na blond.
Mamy nadzieję, że gdy nastanie reżim jakiejś partii lewicowej, to blog nadal będzie pokazywany w publicznej telewizji. Wszak materiał okazał się uniwersalny.
Naszym wzorem pozostaje Miguel de Unamuno, rektor uniwersytetu w Salamance, wieczny esprit de contradiction, którego z urzędu wyrzucał król, dyktator Primo de Rivera, komuniści, a w końcu faszyści (jak podaje korespondent wojenny Roman Fajans). My chcielibyśmy na zawsze pozostać czarnymi owcami adwokatury polskiej.
Martwi nas tylko, że ludzie przestali oglądać telewizję. Za poprzedniej władzy emisja skutkowała nadciągnięciem hordy kilkunastu tysięcy barbarzyńców w ciągu godziny (a na co dzień czyta kilkadziesiąt osób). Ten sam materiał wyemitowany w sobotę 20 maja 2017 spowodował zainteresowanie zaledwie 33 osób. Być może wina tkwi w prezenterach.
Autor: Maciej Burda o 22:58 10 komentarzy:
W tej sprawie kilka osób już w areszcie. Jedna wyszła cudem (przez Pana Maćka Burdę) wskutek zażalenia. Można było spodziewać się wszystkiego, ale nie tego.
Nieodurzony zatrzymany uśmiechem od ucha do ucha, ciesząc się ze spotkania w korytarzu prokuratury, powitał swojego obrońcę. Zadowoleni, uśmiechnięci policjanci też. Wszyscy zastani konwersowali niczym bohaterowie sitcomów z lat 90’ – brakowało tylko salw śmiechu zza kadru, ale w tym dzielnie pomagał policjantom zatrzymany, a gdy on żartował, to oni szczerze śmiali. Na przesłuchaniu nie przyznał się, odmówił wyjaśnień, spojrzał parę razy jak kot ze Shreka (to cytat z funkcjonariusza). Tylko na obrońcy pytania powiedział, że jest zorganizowany i poważny, uczesany i przezorny (to cytat wiadomo skąd). Przesłuchujący robił wysoką kulturę procesową.
Podejrzany wyszedł na dozorze i poręczeniu.
Obrońca zapytała policjantów nieufnie, co to wszystko oznacza – dlaczego oni mili tacy i kciuki wręcz trzymają, a zatrzymany nieobity, mimo że im nieznany i nieprzychylny procesowo ani informacyjnie. Funkcjonariusz na to – żartem: przecież my się nie znęcamy nad zatrzymanymi!
Już niezatrzymany czekał pod gołym niebem na dwa zdania. Ptaki śpiewały mu w języku zrozumiałym tylko dla mieszkańców tej krakowskiej dzielnicy, która miała być numerem jeden, ale nie wytrzymała konkurencji.
Jeśli to się dzisiaj faktycznie wydarzyło, to sława Posłańcowi.
Niech będą rozstrzelani
Miasto na południu Polski. Niewielka sala rozpraw w Sądzie Okręgowym. Mężczyzna ubrany w togę siedzi za stołem sędziowskim. Jest to toga z żabotem koloru fioletowego. Na miejscach dla publiczności grupa kobiet i mężczyzn. Bez szczególnych cech ubioru.
Protokolant wywołuje posiedzenie. Na salę wchodzi kobieta ubrana w togę. Jest to toga z żabotem koloru zielonego. Mężczyzna za stołem sędziowskim prowadzi posiedzenie. Dyktuje protokół. Dyskutuje z przybyłą kobietą. Sygnalizuje co jego zdaniem jest ważne, a co nie ma znaczenia. Mężczyzna zamyka posiedzenie i zarządza naradę nad postanowieniem. Kobieta w todze z żabotem koloru zielonego wychodzi. Grupa kobiet i mężczyzn na ławach dla publiczności pozostaje.
Protokolant wywołuje ogłoszenie postanowienia. Kobieta w todze z żabotem koloru zielonego wchodzi na salę rozpraw. Mężczyzna w todze z żabotem koloru fioletowego nadal siedzi za stołem sędziowskim. Odzywa się jedna z kobiet siedzących na ławach dla publiczności. Czyta postanowienie. Uzasadnia rozstrzygnięcie. Patrzy oczami Temidy.
Z odpisu postanowienia wynika, że sprawę rozpoznawała kobieta. Nie wiadomo czy ta, która się odezwała, uzasadniła, patrzyła. Grupa kobiet i mężczyzn z ław dla publiczności może być grupą sędziów. Mężczyzna ubrany w togę z żabotem koloru fioletowego może być sędzią.
Działo się to w roku 2017. Obowiązywał wówczas kodeks postępowania karnego (szczególnie art. 30 par. 1, art. 95b, art. 108, art. 439 par 1 pkt 1 i 2 – kodeks ten nie przewidywał duetów, a poza tym sędzia-widz musiałby być uznany za sędziego nieobecnego). Obowiązywał też regulamin urzędowania sądów powszechnych (szczególnie par. 85 ust. 1, par. 95 par. 1), Konstytucja RP (art. 45), Europejska Konwencja Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (art. 6 ust. 3).
Niech będą rozstrzelani przeciwnicy pana Zbigniewa Ziobry.
Autor: Maciej Burda o 00:50 5 komentarzy:
Walcie w wibrafony
Przytrafiło się to za panowania Cesarza Haile Selassie I, Zwycięskiego Lwa Plemienia Judy, Wybrańca Bożego. Mulatu Astatke nie zwoływał kongresów, nie jednoczył się, nie rozdzierał odzieży. Mulatu Astatke robił swoje. Walił w wibrafon.
Mulatu Astatke wiedział jaki jest świat. Trenował w Londynie, Nowym Yorku, Bostonie i zrobił z jazzem to, co Jorubowie z Jezusem na Kubie. Jezus kocha Jorubów i Mulatu Astatke.
Jezus niedawno płakał. Przytrafiło się to podczas posiedzenia w przedmiocie zastosowania tymczasowego aresztowania. Sąd doszedł do przekonania, że z przyczyn technicznych nie jest możliwe udostępnienie materiałów stanowiących podstawę wniosku prokuratora. Wywiódł przy tym dwie tezy: że art. 249 par. 3 kpk stanowi podstawę zwolnienia z obowiązku udostępnienia akt podejrzanemu i obrońcy, oraz, że materiał „jawny” o którym mowa w art. 249a par. 1 kpk, wcale nie oznacza „udostępniony”. Zapłakali policjanci kibicujący podejrzanemu. Niczym na Białorusi był jednak porządek – podejrzany został zamknięty.
Bałem się iść na posiedzenie w przedmiocie zażalenia. Sąd Okręgowy znał jednak świat: „niemożność zapoznania się z aktami sprawy wielokrotnie już została przez Europejski Trybunał Praw Człowieka uznana za ograniczenie prawa do obrony naruszające zasadę równości stron (...)”. Złe postanowienie zmienił. Proszę wypatrywać w bazie orzeczeń postanowienia w sprawie IV Kz 303/17. I skupić się na pracy.
Autor: Maciej Burda o 00:35 5 komentarzy:
Poeta Władimir Majakowski pisze wiersz dedykowany panu Zbigniewowi Ziobro
орут о родине Перу.
О рае Перу орут перуанцы,
где птицы, танцы, бабы
и где над венцами цветов померанца
были до небес баобабы.
Банан, ананасы! Радостей груда!
Вино в запечатанной посуде...
Но вот неизвестно зачем и откуда
на Перу наперли судьи!
под глаз его строгий, как пост,-
великолепный хвост!
А возле Перу летали по прерии
птички такие-колибри;
И нет ни в одной долине ныне
В бедном Перу стихи мои даже
в запрете под страхом пыток.
Судья сказал: "Те, что в продаже,
тоже спиртной напиток".
живут унылые судьи.
Autor: Maciej Burda o 10:00 2 komentarze:
Tekst dla Niki
Mieli dostęp do całych akt i byli wyspani. Mieli komendantów, naczelników, aspirantów. Niezmierzone zastępy funkcjonariuszy operacyjnych, istnych kapitanów sprawiedliwości. Przez 48 godzin decydowali o miejscu pobytu, trasach przejazdu i sposobie spędzania czasu. To im dawało zdecydowaną przewagę. To jednocześnie ich usypiało, niebezpiecznie rozleniwiało w strefie komfortu. Ta dwójka mogła jednak z nami wygrać. Bez większego wysiłku.
Miałem ją. Która patrzyła niedawno w porcelanowe ptactwo, martwe natury, śpiącą Wenus, M82, nietrzeźwego Herkulesa. Która czytała stare romanse i słuchała zbyt wiele muzyki nieskomplikowanej, głośnej. Wykonując zawód była niczym Floyd Mayweather Jr dokonujący ringowej recepcji stylu pijanego człowieka. W czasie rozmów o tej sprawie Bruce Lee odwracał się na plakacie i szyszką uczył aportować puszczonego luzem jamnika pana Śmietko.
Wykonałem te wszystkie techniczne czynności (czytanie akt w zakresie stanowiącym podstawę wniosku o tymczasowe aresztowanie, zadawanie pytań, wnioski o uwzględnienie okoliczności na podstawie art. 249a par. 2 kpk, pierwsze dwa stanowiska końcowe). Mogła poprzestać na odegraniu roli pierwiastka metafizycznego, wszak i tak najczęściej źródłem satysfakcji jest wyłącznie dobra ocena walorów artystycznych. Relacja obrońca – sędzia jest relacją Gałkiewicz – nauczyciel języka polskiego.
Zaatakowała jednak merytorycznie. Tym razem to zadecydowało. Treść wyjaśnień, zadawane pytania (zaskakujący przepływ energii z tymi trzema i trafne, nieuzgodnione odpowiedzi), inicjatywa dowodowa, dekonstrukcja przesłanki ogólnej na płaszczyźnie kwalifikacji prawnej, krytyka lapidarności wniosku, głosy stron, a w końcu i to, że ci trzej uwierzyli w Wielkie Imperium Wymiaru Sprawiedliwości i dali namówić się na dobrowolne zgłoszenie (Adwokaci! Doprowadzajcie poszukiwanych na policję).
Wyszliśmy wśród krzyków. Padał deszcz.
w 49 godzinie akcji
Autor: Maciej Burda o 08:02 7 komentarzy:
Żart Posłańca
Kiedy Pan posłał Jezusa nie wszystko poszło zgodnie z planem. Posłaniec długo ociągał się, zwlekał, a młodość strawił na bliżej nieznane aktywności. Głoszenie Dobrej Nowiny nie stało się więc udziałem dzikiego młodzieńca (i jest to faktem bardzo smutnym), a starca po trzydziestce. Co gorsze, gdy w końcu przystąpił do realizacji planów Ojca, to zdarzało mu się popadać w tanie efekciarstwo (tworzenie środków odurzających, wskrzeszanie zmarłych, ostentacyjne przyjaźnie z kobietami wątpliwej prowieniencji, itp.)
Kiedy posyłaliśmy do rządu naszego człowieka Pana Ministra i Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro, to też wiedzieliśmy, że nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Nie chcemy jednak popełniać błędów Boga, który uczynki Syna pozostawił bez komentarza, wystawiając jego historię na pastwę tych wszystkich znawców Biblii (Orygenes do dzisiaj smaży się w piekle za pomysł, że Barabasz i Jezus to jedna osoba).
Śpieszymy zatem wyjaśnić, że Pan Minister i Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro żartobliwie sugerował ostatnio, że jeden z sędziów mógł popełnić przestępstwo z art. 231 par. 1 k.k. nie uwzględniając wniosku prokuratora o zastosowanie tymczasowego aresztowania (i przekraczając 24 godzinny termin do rozpoznania sprawy). Takiego przestępstwa, nie popełniłby nawet sam Szatan, skoro ustawodawca nie nakłada obowiązku uwzględnienia wniosku o zastosowanie najsurowszego środka zapobiegawczego, a nawet do ogłoszenia orzeczenia w ciągu tych 24 godzin. Ustawodawca zakłada, że termin ten może być przekroczony i przewiduje stosowne konsekwencje takiego zdarzenia (art. 248 kpk). O żartobliwym charakterze tej sugestii przekona się każdy, kto przewertuje komentarz do art. 231 par. 1 k.k., jednak czynności tej zaniechali zapewne członkowie KRS, bowiem zarzucają naszemu człowiekowi „wywieranie wpływu na niezawisłość sędziowską” i „zagrożenie dla niezależności i niezawisłości sędziów” (można o tym przeczytać tutaj http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103085,21358228,krs-krytykuje-ziobre-za-interwencje-ws-hossa-nielegalny.html#MTstream)
Stanowisko KRS jest śmiechu warte. Znamy tylko kilkoro sędziów, którzy niezależnie i niezawiśle rozstrzygali wnioski o zastosowanie tymczasowego aresztowania (czasem ich nieuwzgędniając). Cała reszta to Bezmyślni Uwzględniający, tłum niewolników, bezrefleksyjne tryby Wielkiego Imperium Wymiaru Sprawiedliwości. To oni przyzwyczaili naszego człowieka w rządzie do posłuszeństwa i uległości. To przez nich nasz człowiek musi żartować. Nie ma żadnego, najmniejszego nawet zagrożenia dla niezawisłości sędziów, bo ci którzy byli niezawiśli i niezależni tacy pozostaną. Resztę należy wyeliminować, szczególnie tych, którzy nie znają się na żartach. I po to właśnie posłaliśmy naszego człowieka do rządu.
Jeśli nasz człowiek w rządzie mówił o wszczęciu postępowania w związku z niedopełnieniem obowiązku zwolnienia podejrzanego po upływie 24 godzin, to nie żartował. W tym zakresie postępowanie jest oczywiście potrzebne. Niestety bazujemy jedynie na histerycznym przekazie omawiającym stanowisko KRS.
Autor: Maciej Burda o 16:43 2 komentarze:
Marzyłeś o tym, by zasypiać syty i w cieple, ale uważałeś, że grzebanie w papierach, to zajęcie dla lizusów i mądrali? Słowo „księgowość” kojarzyło ci się z kobietą, która pierwsze uniesienia ma już za sobą i dawno przekroczyła limit najwyższej kategorii wagowej? Wystawianie faktur to dla ciebie działalność pokrewna prenumeracie Wiadomości wędkarskich? Przygotuj się na poważne zmiany w twoim życiu! Nowy, lepszy kodeks karny, sprawi, że oszustwa podatkowe staną się przyjemne i łatwe jak nigdy dotąd!
Autorzy nowelizacji uchwalonej przez Sejm w dniu 26 stycznia 2017 tylko żartobliwie twierdzą, że ich celem była skuteczna walka z wyłudzeniami VATu. W istocie chodziło o pomoc Wielkiemu Międzynarodowemu Imperium Występku. Wszak przepisy stosowane w przypadku sprawcy, który naraził na uszczuplenie należność podatkową, czy wyłudził zwrot VATu (art. 56 kks, 286 kk) nie zostały znowelizowane, a kara pozostaje jak dotychczas. Wcale nie zmieniono sankcji za złożenie nierzetelnej deklaracji podatkowej, a ta właśnie aktywność godzi w interesy fiskalne Skarbu Państwa. Wprowadzono jedynie surową odpowiedzialność za fałszowanie faktur oraz wystawianie tych dokumentów w sposób nierzetelny, czego jedynym efektem będą zapewne masowe oświadczenia o zagubieniu i kradzieży dokumentacji w przypadku pojawienia się kontrolerów skarbowych.
Przekaz pomysłodawców i ustawodawcy jest czytelny: odpowiedzialność karna za oszustwa podatkowe pozostaje bez zmian, natomiast bezcelowym jest podejmowanie aktywności w postaci wystawiania, przechowywania, czy też posługiwania się nieodpowiadającymi prawdzie dokumentami księgowymi. Koniec z nużącym drukowaniem faktur, koniec ze stosami segregatorów! Zwyczaj tworzenia fikcyjnej dokumentacji finansowej firm służących celem przestępczym był absolutnie niezrozumiały i zbędny, stąd też obecne intencje ustawodawcy są jak najbardziej racjonalne. Niech oszukują jak dotychczas składając nieprawdziwe deklaracje podatkowe, ale niech nie tworzą papierowej fikcji! Przyzwoity i rozsądny sprawca nie będzie realizował znamion nowych przestępstw z art. 271a par. 1 k.k. szczególnie w zw. z art. 277a par. 1 k.k. bo do oszukiwania wcale nie jest to potrzebne. I nigdy nie było.
Autor: Maciej Burda o 23:18 15 komentarzy:
Jeśli prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie jest ofiarą, to przyczyniła się do tego praktyka orzecznicza kierowanej przez niego placówki. Na przestrzeni ostatnich 4 lat Sąd Apelacyjny w Krakowie wielokrotnie miał okazję zajmować stanowisko w sprawie, której nadano ogromny rozgłos i nie ukrywano, że chodzi między innymi o zapobieżenie zmianom w ustawie o ABW. Ta jawna próba wpłynięcia na proces legislacyjny poprzez medialne wykorzystanie prowadzonego postępowania nigdy nie została potępiona, a nawet skomentowana w wielu zapadających w tej sprawie orzeczeniach. Nie chodzi o to, że za każdym razem przegrywaliśmy, a kolejne postanowienia były nam nie w smak. Taki nasz los, nie jesteśmy w stanie ocenić obiektywnie czy areszt był i jest konieczny. Chodzi jednak o pokazanie prokuraturom, a w konsekwencji rządzącym, że tak można, że przez wiele lat pozostaje to bezkarne, bez żadnego sprzeciwu wyrażonego chociażby w jednym zdaniu uzasadnienia orzeczenia (kwestionującym zasadność niektórych praktyk śledztwa i medialnej oprawy, którą nadano tej sprawie). Ta uległość musiała skutkować konsekwencjami.
Warto odnotować propagandowe pokrewieństwo niektórych wypowiedzi sprzed lat z obecnym stanowiskiem Ministerstwa Sprawiedliwości. Prokurator Artur Wrona (niegdysiejszy szef niegdysiejszej Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie) mówił:
„Dlaczego tak szeroko podkreślam tutaj pracę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i funkcjonariuszy. Dlatego właśnie, że uważam, że funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego powinni mieć uprawnienia, które posiadają również w chwili obecnej. Pamiętacie państwo po niesławnej aferze Amber Gold, pojawiły się głosy o reorganizacji służb i również Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Mam taki apel do osób odpowiedzialnych za tworzenie prawa, aby pewne działania ustawowe gruntownie przemyśleć w tym zakresie, gdyż po prostu pozostaje poza moją wyobraźnią kwestia prowadzenia tego rodzaju śledztwa bez udziału funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i funkcjonariuszy, którzy są uprawnieni również do działań o charakterze procesowym.” (zapis na stronie http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/mezczyzna-ktory-pomagal-brunonowi-k-zostal-zatrzymany-dzisiaj-rano,289709.html)
W ostatnich dniach w Rzeczpospolitej relacje z wypowiedzi Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry dotyczących planowanych zmian w ustawie o ustroju sądów powszechnych (http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/301209934-Szydlo-i-Ziobro-o-reformie-sadownictwa-i-innych-planach-ministerstwa-sprawiedliwosci-w-2017.html#ap-1):
"Prezesi sądów muszą zajmować się profesjonalnie sferą zarządzenia sądów. Oni będą powoływani przez ministra sprawiedliwości. Będą odpowiadać przed ministrem sprawiedliwości w dużo większym stopniu niż ma to miejsce teraz" - powiedział w piątek Ziobro.
Nawiązał do sprawy toczącego się w rzeszowskiej prokuraturze regionalnej śledztwa ws. nieprawidłowości w wydatkowaniu pieniędzy Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Zarzuty w tym śledztwie usłyszał m.in. dyrektor sądu. Według Ziobry, zarzuty mogą zostać postawione także prezesowi SA w Krakowie.
I jeszcze tekst ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości:
„W związku z ustaleniami Prokuratora Regionalnego w Rzeszowie i Centralnego Biura Antykorupcyjnego, z których wynika, że Prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie Pan Krzysztof Sobierajski mógł dokonać czynów przestępczych godzących w powagę sądu i istotne interesy służby oraz podważających społeczne zaufanie do całego wymiaru sprawiedliwości, Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro 16 grudnia 2016 r. zarządził natychmiastowe odsunięcie Prezesa Krzysztofa Sobierajskiego od czynności służbowych.
Minister wystąpił także do Krajowej Rady Sądownictwa o pilną zgodę – jeszcze w dniu dzisiejszym - na odwołanie Pana Krzysztofa Sobierajskiego z funkcji prezesa.”
Autor: Maciej Burda o 11:17 5 komentarzy:
Poradnik dla leniwych ale ambitnych sędziów wydzia...
Zapisek ze współczesności (z okazji zawieszenia po...
Niewygłoszone, aczkolwiek możliwe, przemówienie dz...
Pająk z gatunku Eratigena artica przebiega przez s...
Poeta Władimir Majakowski pisze wiersz dedykowany ...