Source: https://ksi.btx.pl/index.php/aktualnosci/1309-uzasadnienie-oddalenia-apelacji-pana-krzysztofa-z-wroclawia
Timestamp: 2020-08-04 08:43:21
Legal References Found: art. 256
 art. 256
 art. 31
 art. 256
 art. 256
 art. 2
 art. 256
 art. 6
 art. 256
 art. 256
 art. 256
 art. 256
 art. 256
 art. 256
 art. 256
 art. 256
 art. 256
 art. 12
 art. 12
 art. 256
 art. 12
 art. 7
 art. 636
 art. 8
 art. 3
 art. 256
 art. 12

Document Content:
Kresowy Serwis Informacyjny - Uzasadnienie oddalenia apelacji Pana Krzysztofa z Wrocławia
czwartek, 23 lipiec 2020 09:05
1 lipca 2020r informowaliśmy naszych czytelników o odrzuceniu przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia- Śródmieście apelacji Pana Krzysztofa Madeja. Pan Krzysztof to jeden z kilkudziesięciu ofiar prześladowanych i ściganych przez prokuraturę w Polsce za swoje antybanderowskie postawy. Mowę apelacyjną publikowaliśmy publikowalismy w całości a dzisiaj w całości publikujemy uzasadnienie do odrzucenia przez wrocławski sad odrzuconej apelacji.
IV Ka 1277/19
Wyrok Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia, V Wydział Karny, z dnia 12 czerwca 2019 roku, wydany w sprawie o sygn. akt V K 20/19 przeciwko Krzysztofowi Madej
☐ oskarżyciel publiczny albo prokurator w sprawie o wydanie wyroku łącznego
Błąd w ustaleniach faktycznych, mający wpływ na treść zapadłego rozstrzygnięcia, a polegający na wadliwym przyjęciu przez Sąd I instancji, że oskarżony nawoływał do nienawiści narodu Ukraińskiego, podczas gdy z okoliczności sprawy wynika, że oskarżony nie był inicjatorem forum, na którym padły sformułowania podlegające ocenie w niniejszym postępowaniu, rola oskarżonego sprowadzała się do odpowiadania na pytania stawiane przez dziennikarzy, zaś jego wypowiedzi stanowiły ustosunkowanie się do stanowiska procesowego oraz komentarz do motywów wyroku zapadłego w postępowaniu odwoławczym i w związku z tym jedynym celem działania oskarżonego było zdystansowanie się do przedmiotu procesu toczącego się pod sygnaturą II K 457/17 i IV Ka 1540/17, zaś jego wypowiedzi zostały sformułowane w ramach prawa do obrony.
Powyższy zarzut jest bezzasadny. Sąd I instancji sprawnie przeprowadził postępowanie dowodowe, dokonał dokładnej analizy dowodów i prawidłowo ustalił stan faktyczny. Nie można w tym względzie rozumowaniu Sądu Rejonowego nic zarzucić. Sąd meriti uzasadnił wyjątkowo wnikliwie motywy zaskarżonego wyroku, dokładnie omawiając okoliczności mające istotny wpływ na ocenę zarówno strony podmiotowej, jak i przedmiotowej działania oskarżonego i przeprowadzając jednocześnie bardzo pogłębioną wykładnię art. 256 k.k. w tej części, która dotyczy „nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych”.
Rację ma apelujący, że oskarżony nie był inicjatorem forum, na którym padły słowa, będące przedmiotem niniejszego postępowania, lecz nie może to w żaden sposób go usprawiedliwiać. Zgodził się on bowiem na udzielenie wypowiedzi pod własnym nazwiskiem, a nawet na publikację wizerunku, co oczywiście samo w sobie nie może być podstawą do żadnego zarzutu. Rzecz jednakże w tym, iż nie jest tak, jak chce obrońca, że sformułowania użyte przez oskarżonego są li tylko ustosunkowaniem się do stanowiska procesowego oraz stanowią komentarz do zapadłego orzeczenia. Chodzi o to, że udzielane odpowiedzi daleko wykraczały poza zakres stawianych pytań, a dotyczących przecież podstawowych zagadnień, jak: czy oskarżony czuje się winny, czy stwierdzeń oczywistych wynikających z toczącego się wówczas procesu, iż sędzia orzekająca w drugiej instancji przyjęła, że to wcześniejsze zachowanie miało charakter incydentalny i więcej się nie powtórzy, a w końcu, czy oskarżony wie, że w samym Wrocławiu mieszka około 100 000 Ukraińców, i jednocześnie wyczerpywały znamiona przestępstwa z art. 256 kk. Oczywiście sam fakt chęci udzielenia odpowiedzi na pytania dziennikarzy nie jest niczym nagannym, czy niespotykanym.. Jednakże nie można jednocześnie takimi wypowiedziami dopuszczać się przestępstwa. Oskarżony jest dojrzałym mężczyzną, o szerokiej wiedzy historycznej. Zatem doskonale wie, że każdy punkt widzenia, każde stanowisko, nawet mało popularne można przedstawić w taki sposób, który nie godzi w dobro, prawa drugiego człowieka. Skoro nie godził się z wyrokiem, polityką historyczną państwa, czy nawet programem nauczania historii w kraju, mógł to wyrazić słowami właśnie takimi, które nie urażają nikogo. Z tej szansy nie skorzystał, ponownie przecież używając takich, a nie innych słów i nadając im sens taki, jaki dokładnie chciał, uderzając po raz kolejny w cały naród ukraiński i wskazując na wyższość narodu polskiego nad tamtym.
Obrońca w czasie rozprawy odwoławczej podnosił, że oskarżony wypowiadając się w dniach objętych zarzutem, korzystał z wolności słowa, gwarantowanej każdemu Konstytucją. Otóż przypomnieć należy podstawową zasadę, sformułowaną już przez francuskiego myśliciela politycznego. Alexisa de Tocqeville'a,"wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka". A to oznacza, że wolność wypowiedzi nie jest prawem absolutnym. Co zresztą ujęte jest w Konstytucji RP. Wskazać należy, że przepis art. 31 ust 3 Konstytucji RP formułuje kumulatywnie ujęte, przesłanki dopuszczające ograniczenie w korzystani z wolności wypowiedzi. Sąd one następujące: a) ustawowa forma ograniczenia, b) funkcjonalny związek ograniczenia z realizacją wskazanych w tym przepisie wartości, tj. bezpieczeństwa państwa, porządek publiczny, ochrona środowiska, zdrowia i moralności publicznej, wolności i praw innych osób. Przykładem ograniczenia wolności wypowiedzi jest właśnie unormowanie przepisu art. 256 kk . Przestępstwo to mieści się w obszarze określonym jako mowa nienawiści. Przepis ten jest realizacją postanowień artykułu 20 ust 2 Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych ONZ, wymagających się od jego sygnatariuszy, aby popieranie nienawiści narodowej, rasowej albo wyznaniowej, stanowiące podżeganie do dyskryminacji, wrogości lub gwałtu było ustawowo zakazane pod groźbą kary. Na gruncie polskiego prawa karnego realizacją tego zobowiązania międzynarodowego jest właśnie art. 256 kk.
Dobrem zaś chronionym we wspomnianym artykule są wartości konstytucyjne określające ustrój państwa, a w szczególności zasada demokratycznego państwa prawa ( art. 2 Konstytucji RP) oraz prawo do równego korzystania z prawa i wolności przez wszystkie osoby niezależnie od dzielących je różnic. Bliższym zaś przedmiotem ochrony w drugiej części przepisu są konkretne grupy narodowościowe, rasowe, wyznaniowe lub bezwyznaniowe. Przez pojęcie natomiast " nawoływanie do nienawiści", do czego zresztą szczegółowo odniósł się Sąd Rejonowy, z powodów wymienionych w art. 256 kk rozumie się " tego typu wypowiedzi, które wzbudzają uczucie silnej niechęci, złości, braku akceptacji, wręcz wrogości do poszczególnych osób lub całych grup społecznych, czy wyznaniowych bądź też z uwagi na formę wypowiedzi podtrzymują i nasilają takie negatywne nastawienie i podkreślają tym samym uprzywilejowanie, wyższość określonego narodu, grupy etnicznej, rasy, czy wyznania".( postanowienie SN z 5.02.2007r. , IV KK 406/06, OSN w SK 2007/1, poz. 36).
Obrońca natomiast w apelacji, podobnie jak oskarżony w toku procesu, podnosił, że oskarżony wypowiadając się w daniach objętych przedmiotem niniejszego postępowania, nie mógł się dopuścić zarzucanego mu przestępstwa, ponieważ działał w granicach swojego prawa do obrony, a nadto w swoich wypowiedziach nie odnosił się do całego narodu ukraińskiego, ale do tej grupy, odpowiedzialnej za zbrodnię na Wołyniu.
Godzi się zatem jeszcze raz zauważyć, iż popełnienie czynu kwalifikowanego powoływanym przepisem uderza w fundamentalne zasady ustroju demokratycznego i wartości konstytucyjne. Jest to o tyle bardziej poważne, że jego dokonanie ma miejsce w sferze publicznej, co może prowadzić do demoralizacji dużego grona odbiorców w sytuacji, gdy wypowiedzi oskarżonego znajdują miejsce w środkach masowego przekazu. Ciężko uznać, by wypowiedzi oskarżonego odnosiły się do jego stanowiska w prowadzonym wówczas postępowaniu lub by stanowiły element jego linii obrony. Ponownie przypomnieć należy, co zresztą uczynił już Sąd Rejonowy, że fakt rzezi na Wołyniu, zbrodni popełnionych przez UPA nie jest kwestionowany i nikt też, w toku procesu nie czynił oskarżonemu zarzutu, że fakty te przypomina. To są fakty historyczne, zbadane i potwierdzone. Chodzi to jednakże, iż posiadanie dużej wiedzy historycznej, kwestionowanie polityki prowadzonej przez Ukrainę, czy Polskę, nie może stanowić usprawiedliwienia dla słów, które oskarżony w przestrzeni publicznej wypowiedział. Zważyć bowiem trzeba na to, iż poszczególne wypowiedzi oskarżonego nie są tylko referowaniem stanowiska w sprawie, ale znacznie poza nie wykraczają. Krzysztof Madej wypowiada określone sądy i przedstawia swoje poglądy. Nie dotyczy to tylko kwestii historycznych oraz polityki historycznej Ukrainy, ale znacznie wykracza poza te ramy. Wbrew temu, co podnosił oskarżony, z określeń użytych przez niego jednoznacznie wynika, że nie dokonuje on żadnego rozróżniania między zbrodniarzami ukraińskimi, którzy dopuścili się zbrodni na Wołyniu, a narodem ukraińskim. Przy czym, co zapewne oskarżonemu jest znane, wśród Ukraińców na Wołyniu byli nie tylko ci, którzy dokonywali zbrodni, ale również i tacy, którzy pomagali Polakom, płacąc za to życiem własnym lub swoich rodzin. Oskarżony natomiast nie dokonuje żadnej dywersyfikacji całości narodu ukraińskiego od poszczególnych ludzi czy organizacji odpowiedzialnych za mordy. Przeciwnie jego wypowiedzi ujęte są w czasie teraźniejszym, odnoszą się do współczesności i narodu ukraińskiego w ogólności. Pogląd ten jest zasadny mimo wskazań oskarżonego, że nie ma nic przeciwko Ukraińcom. Skoro oskarżony mówi o potrzebie cywilizowania całego narodu i twierdzi, że „Ukraińcy są większymi rasistami i ich ideologia od tego co proponował Hitler”, to takie jego zapewnienia nie są wiarygodne. Ciężko również uznać, by Krzysztof Madej odpowiadał na pytania zadane przez dziennikarzy, skoro na zagadnienie, czy ma świadomość, że we Wrocławiu mieszka 100.000 Ukraińców odpowiada, iż "dlatego trzeba mówić, żeby się oni ucywilizowali, to jest nasza myśl przewodnia – każdego Polaka od wieków. Ucywilizowaliśmy Litwinów, muszą się nauczyć bycia ludźmi. To nie jest cywilizacja i musimy ich tego nauczyć". Również aktualne symbole Ukrainy- flagę, jak i godło przyrównał do symboli zbydlęcenia i zezwierzęcenia. Trudno zatem, już choćby w świetle tych przytoczonych wypowiedzi, przyjąć za logiczne twierdzenie oskarżonego, jakoby użycie w tych wypowiedziach słowa Ukraińcy stanowiło jedynie jego skrót myślowy, bo w istocie miał na myśli grupy odpowiedzialne za zbrodnię na Wołyniu. Z drugiej strony wskazać należy, że dla przeciętnego odbiorcy jego wypowiedzi były w swej treści jednoznaczne i nie pozostawiające żadnych wątpliwości, a nade wszystko nie pozostawiające miejsca na doszukiwanie się "skrótu myślowego", którego rzekomo oskarżony w ten sposób miał użyć. Na zakończenie jedynie marginalnie należy dodać, że temu, iż rzekomo te właśnie wypowiedzi miały stanowić swoiście pojmowany przez oskarżonego "skrót myślowy", przeczy również pisemne oświadczenie złożone przez niego na rozprawie odwoławczej. Znamiennym bowiem i bardzo wymownym w swoim przesłaniu był fakt, że w tymże piśmie oskarżony odwołując się do różnych narodowości, jak Polak, czy Rosjanin, jedynie Ukrainiec pisze z małej litery. Użycie zaś takiego zabiegu ortograficznego w każdym przypadku w powołanym piśmie wyklucza przypadkowość, a celowe działalnie.
Jeżeli zaś chodzi o prawo do obrony to nie sposób uznać, by oskarżony realizował je takimi, a nie innymi wypowiedziami dla prasy. Choć bowiem należy je rozumieć bardzo szeroko, to nie jest ono absolutne i nie rozciąga się na wszystkie możliwe do wyobrażenia sytuacje. Prawo to przysługuje bowiem każdemu od chwili wszczęcia przeciwko niemu postepowania karnego, aż do wydania prawomocnego wyroku, rozciąga się także na etap postępowania wykonawczego. W k.p.k. prawo do obrony reguluje art. 6. Zauważyć należy, iż zasada ta występuje w dwóch aspektach: materialnym – prawo do bronienia się przed oskarżeniem oraz formalnym – prawo do korzystania z pomocy obrońcy. Odnośnie obu tych aspektów przepisy procesowe regulują zasady udziału obrońcy i korzystania z jego pomocy oraz dokonywania czynności procesowych przez oskarżonego. W żadnym razie udzielanie wywiadów poza salą rozpraw nie może być uznane za prawo do obrony. Nie są to bowiem wypowiedzi udzielane na sali rozpraw, czy w toczącym się postepowaniu stanowiące stanowisko oskarżonego przy rozpatrywaniu sprawy. Inne rozumienie prawa do obrony prowadziłoby do nieakceptowalnych wniosków, iż o to praktycznie każdą wypowiedź oskarżonego należy poczytywać, jako stanowisko w sprawie, nawet taką, która ewidentnie świadczy o wypełnieniu znamion czynu zabronionego.
Stwierdzić także należy, że działanie oskarżonego było wręcz ukierunkowane na przekazanie komunikatu określonej treści, a to nawołującej do nienawiści na tle różnic narodowościowych w stosunku do narodu ukraińskiego. Już przecież uprzednio toczące się postepowanie uświadamiało oskarżonemu naganność jego zachowania. Mimo to udzielał wypowiedzi o takiej a nie innej treści, której przecież granice, sens i treść nadał sam. Zatem oskarżony w tych wypowiedziach zawarł dokładnie to, co chciał przekazać szerokiej publiczności.
Zmiana zaskarżonego wyroku poprzez uniewinnienie oskarżonego Krzysztofa Madeja od zarzucanego mu czynu.
Wskutek nieuwzględnienia zarzutu wniosek obrońcy uznać należało za bezzasadny.
Błąd w ustaleniach faktycznych, mający wpływ na treść zapadłego rozstrzygnięcia, a polegający na bezzasadnym przyjęciu przez Sąd I instancji, że oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim popełnienia przestępstwa z art. 256 k.k. tj. w okresie od 10.04.2018 do 24.04.2018 nawoływał do nienawiści narodu Ukraińskiego, podczas gdy z okoliczności i sposobu działania oskarżonego wynika, że jedyną intencją oskarżonego było zdystansowanie się do przedmiotu procesu w sprawie II K 457/17 i IV Ka 1540/17, a zatem jego wypowiedzi dotyczyły faktów historycznoprocesowych, przyjętej linii obrony oraz motywów wyroku sądu okręgowego, z którymi oskarżony się nie zgadzał i tym samym brak było zamiaru popełnienia przestępstwa.
Zarzut nie zasługuje na uwzględnienie. Podkreślić trzeba, iż przedmiotem ochrony art. 256 k.k. jest prawidłowe, zgodne z zasadami demokratycznymi funkcjonowanie państwa oraz pokój społeczny. Nawoływanie do nienawiści z powodów wymienionych w art. 256 § 1 k.k. sprowadza się do tego typu wypowiedzi, które wzbudzają uczucia silnej niechęci, złości, braku akceptacji, wręcz wrogości do poszczególnych osób lub całych grup społecznych czy wyznaniowych bądź też z uwagi na formę wypowiedzi podtrzymują i nasilają takie negatywne nastawienia i podkreślają tym samym uprzywilejowanie, wyższość określonego narodu, grupy etnicznej, rasy lub wyznania (vide: postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 5 lutego 2007 r., sygn. akt IV KK 406/06, OSNwSK 2007/1/367). Przestępstwo z art. 256 k.k. ma charakter umyślny i może zostać popełnione tylko w zamiarze bezpośrednim, o szczególnym zabarwieniu, a więc w konkretnej intencji (dolus directus coloratus). Użycie słowa „nawołuje” przesądza bowiem o intencjonalnym zamiarze sprawcy, z jego bowiem istoty wyraźnie wynika chęć sprawcy.
Nie ulega wątpliwości, że w przedmiotowej sprawie, wbrew argumentom obrońcy, oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim kierunkowym. Sam opis czynu sprawcy i treść udzielonych przez niego wypowiedzi dla prasy wskazuje wyraźnie na jego zamiar. Oskarżony miał bowiem świadomość użytych słów, w dodatku po opuszczeniu sali rozpraw, a części z nich po ogłoszeniu prawomocnego wyroku. Wiedział, że jego zachowanie jest nie tyle nawet niepoprawne, ale wręcz bezprawne. Jest również Krzysztof Madej osobą dojrzałą, i doskonale zdawał sobie sprawę ze znaczenia wypowiedzianych słów. I dokładnie wypowiedział takie słowa i z taką intencją, jakie chciał. Nie można uznać, by jego intencją było jedynie zdystansowanie się do przedmiotu procesu w sprawie II K 457/17 i IV Ka 1540/17. Oczywistym jest, że odpowiadał oskarżony na pytania prasy, ale nietrudno zauważyć, iż jego odpowiedzi znacznie wykraczały poza ich zakres, jak już zauważył Sąd Odwoławczy przy okazji rozpoznania poprzedniego zarzutu i to on w pełni świadomie kreował treść i sens swoich wypowiedzi. Nawet nie pytany o poszczególne okoliczności dodawał on wiele od siebie. Zatem nie sposób przyznać, by słowa oskarżonego były jedynie ustosunkowaniem się na temat zapadłego wyroku. Użycie określonych słów, czy wyrażeń w stosunku do narodu ukraińskiego temu zdecydowanie przeczy. Oskarżony miał bowiem możliwość polemiki z wyrokiem, tego mu nikt nie odmówił, ale nie można w ten sposób przyzwalać na popełnienie nowego przestępstwa. Prawo do obrony, jak już była o tym mowa, jest rozumiane w sposób szeroki, ale nie absolutny. Nie rozciąga się natomiast na wypowiedzi podejmowane poza czynnościami procesowymi czy tokiem postępowania. Oskarżony użył więc zarzucanych określeń nie tyle w sposób świadomy, ale z pełną premedytacją, a jego wypowiedź skierowana była na przekazanie takich a nie innych słów, nawołujących do nienawiści w stosunku do narodu ukraińskiego i ukazujących ten naród, jako niższy kulturowo niż naród polski.
Błąd w ustaleniach faktycznych, mający wpływ na treść zapadłego rozstrzygnięcia, a polegający na przyjęciu, że sformułowanie oskarżonego „Ukraińców należy ucywilizować” oznacza, że uważa on, iż istnieje stosunek nadrzędności między obywatelami Rzeczpospolitej Polskiej a obywatelami Ukrainy, tymczasem zdanie to zostało zinterpretowane pozakontekstowo, bowiem oskarżony kilka zdań dalej podkreśla, że „nie ma nic do Ukraińców”, powszechnie zaś wiadomo, że na Ukrainie istnieje cenzura informacji oraz polityka historyczna, która w poważnym stopniu uniemożliwia zapoznanie się z okolicznościami masowych mordów dokonanych przez UPA na podstawie dowolnych i obiektywnych źródeł lub badań naukowych, w związku z czym intencją oskarżonego było w ramach referowania stanowiska procesowego zwrócenie uwagi na doniosłość masowych mordów dokonanych przez UPA na obywatelach polskich, a także podkreślenie skrajnie odmiennej oceny owych zdarzeń, dokonanej przez IPN oraz Parlament RP w opozycji do stanowiska rządu Ukraińskiego oraz konieczności rozpoczęcia dialogu ze stroną ukraińską, począwszy od obywateli Ukrainy zamieszkujących na terytorium RP.
Nie można zgodzić się ze skarżącym, że stanowisko prezentowane przez oskarżonego w wypowiedzianych udzielanych mediom było ukierunkowane na zwrócenie uwagi na doniosłość masowych mordów dokonanych przez Ukraińską Armię Powstańczą na obywatelach polskich oraz aktualną politykę historyczną państwa ukraińskiego. Oczywiście w pismach procesowych oskarżonego, w jego wyjaśnieniach i w słowach dla prasy znajdziemy takie okoliczności, jednakże w kontekście całości ciężko zrozumieć, o co w istocie chodzi Krzysztofowi Madejowi. Fakty historyczne, aktualna polityka historyczna Ukrainy i stanowisko wobec niej państwa polskiego przenikają się tutaj, tworząc jedność. Nie chodzi jednak o to, jaki stosunek prezentuje oskarżony wobec spojrzenia na politykę historyczną władz ukraińskich, czy o jakich faktach historycznych mówi. Rzecz w tym, iż oskarżony użył słów nawołujących do nienawiści wobec całego narodu ukraińskiego, czego w żaden sposób usprawiedliwiać nie może stosunek do historii. Bardzo negatywne skojarzenia budzi, bowiem nazwanie całej współczesnej grupy narodowościowej i „ideologii” „rasistami większymi od tego, co proponował Hitler”, „nauczanie bycia ludźmi”, czy porównywanie państwowych symboli ukraińskich do symboli zezwierzęcenia czy zbydlęcenia i równanie ich z emblematami charakteryzującymi państwa o ustroju totalitarnym. Bezsprzecznie też oskarżony postawił się wyżej – jako Polak i człowiek – od całego narodu ukraińskiego wypowiadając frazę o tym, że „Ukraińców należy cywilizować, nauczyć bycia ludźmi i jest to myśl przewodnia każdego Polaka. Dokonał niedopuszczalnej generalizacji mówiąc, iż „Ukraińcy są większymi rasistami i ich ideologia od tego, co propagował Hitler”. Użyte w wypowiedzi zaprzeczenie, że „nie ma nic do Ukraińców” niczego w gruncie rzeczy nie zmienia. Dalej bowiem, po tej wypowiedzi, twierdził, że „trzeba ich nauczyć bycia ludźmi”. Nie można tego usprawiedliwiać wydarzeniami historycznymi, czy aktualną polityką historyczną Ukrainy. Oskarżony nie użył tych określeń właśnie w taki sposób, odnosząc je do przeszłości, ale przenosząc je na grunt współczesny i obarczając cały naród ukraiński za zbrodnie dokonywane przez UPA. Określanie tak zaś całego narodu stygmatyzuje i nawołuje do nienawiści. Rzeczą oczywistą jest bowiem, że mordów, choćby na Wołyniu, nie dokonywał cały naród ukraiński, ale zbrodniarze z UPA. W większości zaś przypadków współcześni Ukraińcy nie mają nic wspólnego z wydarzeniami z przeszłości. Wskazane wyżej słowa wyraźnie wskazują, że oskarżony chciał wzbudzić nie tyle niechęć co wręcz wrogość do całego narodu. Tymczasem takie uogólnienia i stygmatyzacja są szkodliwe i mogą powodować niepotrzebne animozje i wzmagać uprzedzenia. Określona wiedza historyczna nie może powodować jej przeniesienia na wszystkich członków danego społeczeństwa. Jasny jest dla Sądu stosunek oskarżonego do kwestii zbrodni popełnianych przez UPA, nie polemizuje także organ orzekający z faktami historycznymi. Istotą sprawy jest bowiem to, że jeśli oskarżony powoływał się na nie, to sposób wypowiedzi, całościowe jej ujęcie niezbicie świadczy o tym, że faktycznie nawoływał do nienawiści na tle różnic narodowościowych. Mógł oskarżony, gdyby rzeczywiście chciał mówić o historii i polityce historycznej, użyć innych słów i miałby do tego pełne prawo. Wolał jednak odnieść się do niedopuszczalnych uogólnień i przedstawienia narodu ukraińskiego, jako „większych rasistów od Hitlera” i ludzi niecywilizowanych. To samo odnieść można do porównań symboli narodowych Ukrainy użytych przez oskarżonego. Są to zaś symbole legalnie używane przez państwo ukraińskie i niekwestionowane. Flaga używana przez UPA miała inną kolorystykę, podobnie jak używany przez tę organizację tryzub. Użycie słów: „zezwięrzęcenie” i „zbydlęcenie” wywołuje negatywne skojarzenia nie tyle, co do symboli państwa, ale także do całego narodu, jako położonego niżej cywilizacyjnie i używającego niedozwolonych symboli, co przecież prawdą nie jest.
W ocenie Sądu Odwoławczego użycie w wypowiedzi publicznej wobec osób narodowości ukraińskiej cytowanych wcześniej określeń, nie daje się pogodzić z przeświadczeniem skarżącego i oskarżonego, że słowo „Ukraińcy” to jedynie skrót myślowy, a całość stanowi jedynie wyraz komentarza tak do prowadzonej wówczas sprawy, jak do wydarzeń historycznych i aktualnych. Bez wątpienia użycie takich słów przez oskarżonego stanowi wyraz silnej niechęci, wrogości do innych osób, braku akceptacji dla nich oraz podtrzymywania negatywnego odbioru i nastawienia do osób narodowości ukraińskiej. Zwykły obywatel, nie interesujący się historią lub tylko pobieżnie ją znający, czytając słowa oskarżonego utożsami je z wrogością i potęgowaniem atmosfery niechęci do narodu ukraińskiego. Postawa Krzysztofa Madeja wypełnia zatem znamiona przestępstwa z art. 256 § 1 k.k., narusza podstawowe wartości konstytucyjne istotne w demokratycznym państwie prawa i winna spotkać się ze zdecydowaną reakcją i napiętnowaniem.
Obraza prawa materialnego, a to art. art. 256 § 1 k.k. poprzez błędną wykładnię znamienia czasownikowego „nawoływać” i przyjęcie, że wszelkie wypowiedzi w stosunku do obywateli narodu ukraińskiego stanowią realizację znamienia „nawoływać” – opisującego typ przestępstwa z art. 256 § 1 k.k., podczas gdy prawidłowa wykładnia językowa i funkcjonalna tego przepisu nie obejmuje jako karalnych zachowań, które mimo swej dosadności, nie zostały wypowiedziane w celu wywołania stosunku wrogości, lecz w innym, indyferentnym z punktu widzenia prawa karnego celu, w szczególności w ramach ustosunkowania się do linii obrony oraz motywów wyroku, z którymi oskarżony się nie zgadzał, odnosząc się przy okazji do oceny polityki historycznej prowadzonej przez państwo Ukraińskie, sprzecznej ze stanowiskiem Parlamentu RP, stanowiskiem Instytutu Pamięci Narodowej oraz dowodami naukowymi.
Zarzut skarżącego pozostaje chybiony. Nawoływanie do nienawiści na gruncie art. 256 § 1 k.k. oznacza takie zachowanie sprawcy, którym chce wywołać u innych osób nienawiść, a więc uczucie silnej niechęci, wrogości do innych osób z uwagi na ich przynależność do określonych grup narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych czy bezwyznaniowych. Przez nawoływanie należy pojmować oddziaływanie przez sprawcę na emocję i psychikę innych osób we wszelkiej postaci, zarówno słownej, pisemnej, jak i w formie gestu. Oddziaływanie to jest związane z chęcią wzbudzenia u odbiorców najsilniejszej negatywnej emocji – zbliżonej do wrogości – do określonej narodowości, grupy etnicznej czy rasy (vide: postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 1 września 2011 r., sygn. akt V KK 98/11, LEX nr 950444). Wypowiedzi nawołujące do nienawiści mogą także podkreślać podległość, niższość, zależność, bycie gorszym określonej grupy. Pojęcie nawoływania do nienawiści na tle różnic określonych w przepisie traktować należy jako publiczne wzywanie innych osób do odczuwania i utrwalenia negatywnych emocji, niechęci oraz wrogości wobec przedstawicieli odmiennej narodowości, przy czym dla realizacji występku nie jest konieczny skutek w postaci przekonania przez sprawcę innych odbiorców, do prezentowanych przez siebie poglądów, chociaż tym motywowane winno być jego zachowanie w inkryminowanym miejscu i czasie (vide: wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 24 września 2013 r., sygn. akt II AKa 301/13, LEX nr 1422288).Czyn z art. 256 § 1 k.k. musi być dokonany publicznie, a więc wtedy, gdy działanie sprawcy może być dostrzeżone przez nieoznaczoną liczbę osób albo przez oznaczoną, ale większą liczbę osób.
Rację oczywiście ma obrońca, co było już akcentowane, w sprawie tego, że oskarżony wypowiadając poszczególne frazy czynił to na pytania dziennikarzy, zainteresowanych przebiegiem uprzedniej sprawy dotyczącej Krzysztofa Madeja. Nie można jednakże twierdzić, o czym również rozwodził się już Sąd Okręgowy, że słowa oskarżonego były li tylko komentarzem do sprawy, ustosunkowaniem się do linii obrony i odniesieniem się do oceny polityki historycznej Ukrainy czy wydarzeń historycznych. Nie ma potrzeby powtarzania owych rozważań. Wystarczy tylko stwierdzić, że prawo do obrony nie rozciąga się na wszystkie czynności wykonywane przez oskarżonego, a jedynie te, które dotyczą i mają bezpośredni związek z toczącym się postepowaniem, zatem niejako na jego potrzeby. Zauważyć również należy, że oskarżony nie odpowiadał jedynie na pytania zadane przez dziennikarzy, ale znacznie poszerzał ramy swojej wypowiedzi. Przykładowo na pytanie o to, czy czuje się winny opowiada o „ideologii ukraińskiej”, a na pytanie o to, czy wie, że we Wrocławiu mieszka 100.000 Ukraińców przekonuje o potrzebie ich ucywilizowania. Odniesienia do polityki historycznej i faktów historycznych były w słowach oskarżonego widoczne, ale na ich podstawie dokonał on świadomej generalizacji, przypisując winy ukraińskiej organizacji całości narodu ukraińskiego. Użyte przez oskarżonego słowa i cały kontekst sytuacyjny, a więc wypowiedź dla mediów, gdzie oskarżony miał świadomość publikacji jego poglądów, wskazują, że chciał on wzbudzić wrogość do całego narodu ukraińskiego i poniżyć go. Powoływane już frazy czy to, że symbole państwowości ukraińskiej są symbolami „zezwierzęcenia” czy „zbydlęcenia” i inne, użyte w dodatku w powiązaniu ze zbrodnią na Wołyniu oraz aktualną polityką historyczną Ukrainy, jednoznacznie wskazują na cel, jaki chciał osiągnąć Krzysztof Madej, a więc wzbudzenie wrogości w odbiorcach jego przekazu, zachęcania do takiego postrzegania narodu ukraińskiego. Oskarżony nie dał bowiem jedynie wyrazu swoim osobistym poglądom, lecz swoim zachowaniem naruszył obowiązujące prawo. Jego działanie, skierowane poprzez prasę, do bliżej nieokreślonej grupy osób, było motywowane chęcią wzbudzenia w niej wrogości na tle różnic narodowościowych. Przekazywane przez oskarżonego komunikaty można bez cienia wątpliwości uznać za takie, które wzbudzają w odbiorcach negatywne emocje. Wypada powtórzyć, iż zwykły obywatel, nie interesujący się historią lub tylko pobieżnie ją znający, czytając słowa oskarżonego utożsami je z wrogością i potęgowaniem atmosfery niechęci do narodu ukraińskiego.
Wobec nieuwzględnienia zarzutu wniosek uznać należało za bezzasadny.
Zmiana wyroku Sądu Rejonowego wynikała nie z uznania argumentacji apelacji obrońcy oskarżonego, ale z naruszenia przepisów prawa materialnego przez Sąd Rejonowy przy dokonanej kwalifikacji prawnej czynu. Sąd ten bowiem przyjął przy wyrokowaniu, stan prawny obowiązujący w dacie orzekania. Zgodnie z nim natomiast aktualne redakcja przepisu art. 12 kk, zawiera podział na §1i2 I to art. 12§1 kk oddaje ustalenia faktyczne dokonane w tej sprawie. Z tych też powodów Sąd Okręgowy zmienił jedynie w tym zakresie zaskarżony wyrok, kwalifikując czyn oskarżonego z art. 256§1 kk w zw. z art. 12§1 kk.
Z powodów wskazanych powyżej, doszło do zmiany zaskarżonego wyroku w zakresie kwalifikacji prawnej czynu przypisanego oskarżonemu.
W punkcie II, Sąd Odwoławczy w pozostałej części zaskarżony wyrok utrzymał w mocy, a więc w zakresie sprawstwa i winy oskarżonego, oraz pozostałych rozstrzygnięć. Ponieważ ustalenia faktyczne poczynione przez Sąd I instancji są prawidłowe, a ocena dowodów została dokonana zgodnie z treścią art. 7 k.p.k. Ocena zeznań świadków oraz całokształtu materiału dowodowego doprowadziła Sąd Rejonowy do trafnego przekonania o sprawstwie i winie oskarżonego.Zaś wymierzona oskarżonemu kara grzywny jest współmierna do stopnia społecznej szkodliwości jego czynu i winy z jednej strony, z drugiej też uwzględnia możliwości finansowych oskarżonego. Nie nosi więc cech rażącej niewspółmierności.
Orzeczenie zawarte w punkcie II wyroku Sądu Okręgowego oparto na przepisie art. 636 § 1 k.p.k. i art. 8 w zw. z art. 3 ust. 1 ustawy z dnia 23 czerwca 1973 r. o opłatach w sprawach karnych (Dz.U. z 1983 r., Nr 49, poz.223 z późn. zm.).
Sędzia Joanna Żelazny
ZAŁĄCZNIK NR 1 DO FORMULARZA UZASADNIENIA WYROKU SĄDU ODWOŁAWCZEGO
Przypisanie oskarżonemu Krzysztofowi Madejowi sprawstwa i winy w zakresie popełnienia czynu z art. 256 § 1 k.k w zw. z art. 12 kk