Source: http://pomocfrankowiczom.pl/?p=498
Timestamp: 2017-10-23 04:19:15
Legal References Found: Art. 2
 art. 69

Art. 6
 art. 9
 art. 3
 art. 9
 art. 8
 art. 6
 art. 6
 art. 8
 art. 8
 art. 6
 art. 6
 art.6
 art. 3

Document Content:
cyt. „19. Dodatkowo, należy umożliwić zmianę kredytu na kredyt złotowy, z uwzględnieniem rozliczeń dotychczasowych spłat, zgodnie z projektem SBB…” – jestem za, ale nie za zgodą banku (bo ten nigdy na to zgody nie wyrazi) a na wniosek kredytobiorcy.
– niezależnie od tego czy kredytobiorcą był konsument czy przedsiębiorca. Co więcej, umowy przygotowane przez banki są sprzeczne z polskich prawem, ale także z unijnymi dyrektywami. Przykłady opisałem w prezentacji „Kredyt czyli umowa swobodnie nazwana”, dostępnej pod tym adresem https://goo.gl/IfmJW6
„strony unieważniają umowę kredytu, której postanowienia SĄ SPRZECZNE z zasadami współżycia społecznego lub NARUSZAJĄ / OMIJAJĄ przepisy obowiązujące w dniu jej podpisania (KC, prawo dewizowe, prawo bankowe) „
Ogólnie, co jest chyba dobre w tej propozycji, to że nie ma 70/30. Ale za to wprowadzono jakiś koszmarny „kurs wyliczenia”.
Art. 2. 2) kredyt jest udzielony w walucie obcej albo denominowany lub indeksowany do waluty obcej (nie podoba mi się słowo „ALBO”, bo sens nie jest niezgodny z art. 69 PB)
Art. 6. 2. strony umowy kredytu mogą w terminie 2 miesięcy od dnia złożenia wniosku przez konsumenta dokonać restrukturyzacji (co to znaczy „mogą”?)
Mała, ale bardzo ważna uwaga: TRANSZE. Wiadomo, że jeśli pozostawi się lukę w ustawie gdzie można wcisnąć paznokieć to banksterka wsadzi paznokieć, potem spocony paluch … na koniec rozepchnie kolanem i ustawa albo będzie niestosowalna dla osób biorących kredyt w transzach albo bardzo niekorzystna, bo oczywiście bankserka wybierze kurs do przeliczenia ten bardziej korzystny dla niej. Proponuje zapis mający mniej więcej taki sens „kurs bardziej korzystny dla kredytobiorcy” lub „kurs średni ważony”. Aha … no i dziękuje za zauważenie kredytów mających w nazwie „waloryzowane” bo jak wiadomo… jest luka na paznokieć to … itd.
Uwaga druga: liczy się tylko 90 dni od wyborów, a ten okres nam przeleci jak „prace potrwają kilka tygodni”. Od tych 90 dni trzeba jeszcze policzyć procedowanie w sejmie/senacie. Powiadam Wam, że to granie na czas. Już minął miesiąc, zostały maksymalnie dwa, ale czym dalej – tym będzie większe prawdopodobieństwo, że będą nici z ustawy. Scenariusz mój jest taki, że jeśli w ciągu 2 tygodni ustawa nie opuści Kancelarii Prezydenta i nie trafi do sejmu to potem będzie akcja taka: ustawa w treści bardzo dobra idzie do sejmu, ten puszcza do senatu, senat wstawia poprawkę która zupełnie wypacza treść ustawy albo ogranicza jej zasięg do max 5% pseudo-krypto-frankowców.
A dlaczego to jest możliwe? Dlaczego obaj Panowie macie rację? Bo w Polsce termin „kredyt denominowany” rozumie się obecnie zupełnie inaczej niż na całym świecie. I to inne rozumienie zatwierdziła nowelizacja PB – tzw. ustawa anty-spreadowa z 2011.
Ale dla odmiany – Prawo Dewizowe i Rozporządzenie Min Fin odnosi się do „klasycznego” rozumienia kredytu walutowego, który musi być sfinansowany rzeczywistą pożyczką międzybankową (a nie tak jak w Polsce- swapem).
„kredytów walutowych tj. kredytów w których kredyt jest uruchamiany przez bank i spłacany bezpośrednio w walucie obcej”
„bank udostępnił określoną kwotę dewiz, którą następnie zgodnie z wolą stron wypłacił w innej walucie” – takie rozliczenie (zamiana) to jednak obrót wartościami dewozywymi, który na podstawie art. 9 pkt 15 prawa dewozwego był ZABRONIONY. Od 21.04.2007r. obowiazywał zmieniony art. 3 ust 3, który już nie wyłączał banku spod art. 9 jeżeli ten dokonywał operacji na rachunek i ryzyko osoby trzeciej nieposiadającej zezwolenia.
„Prawo dewizowe, a zwłaszcza Rozporządzenie Ministra Finansów w sprawie ogólnego zezwolenia dewizowego zezwalało bankom na udzielanie kredytów dewizowych” – tam chyba nastąpiła jakaś zmiana 20 kwietnia 2007 roku?
„bo bank udostępnił określoną kwotę dewiz” – banki nie dysponowały jednak taką ilością dewiz (franków na pewno), żeby je udostępnić na pokrycie całej akcji kredytowej, było więc to działanie pozorowane, bo wiedziały, ze intencją kredytobiorców zgodnie z wnioskami kredytowymi, umowami przedwstępnymi (często notarialnymi) nie było pozyskanie walut, tylko PLN
ależ cały ambaras jest dokładnie w tym, że bank wcale nie udostępnił mi dewiz… a jeśliby nawet pozyskał dla mnie te dewizy (wariant A), powiedzmy od banku matki, to jak długo one były „moje”? skoro, jak to bankier zeznał na rozprawie Pana Sadlika: „Jeżeli mamy kredyt (w sensie bank ma taki kredyt! przypis) i jeżeli mamy klienta który chciałby podpisać umowę kredytu walutowego, denominowanego do franka szwajcarskiego, a uruchomić kredyt w złotych polskich, to po podpisaniu umowy kredytowej uruchamiając kredyt KLIENT SPRZEDAJE BANKOWI, CZYLI BANK KUPUJE OD KLIENTA FRANKI SZWAJCARSKIE po kursie KUPNA danego dnia, NASTĘPNIE TE FRANKI SZWAJCARSKIE (bank- przypis) SPRZEDAJE NA RYNKU MIĘDZYBANKOWYM (!!!) OTRZYMUJĄC ZA TO POLSKIE ZŁOTE, TE ZŁOTÓWKI PRZEKAZUJE KLIENTOWI.” zatem, w sytuacji gdy bank pozyskuje franki, ale mi ich nie daje, tylko je upłynnia na rynku międzybankowym, i mi daje złotówki, to czemu ja mam oddawać jeszcze raz franki, które bank właśnie od mnie odkupił? przecież ja „już” ich nie mam – bank je przejął, więc to jego ryzyko walutowe. Ja powinna oddać tyle PLN, ile kosztował mnie zakup tych franków w dniu transakcji „kupuje franki i od razu odsprzedaje bankowi”. Bank teraz chce, żeby mu teraz oddała te same FRANKI, które ode mnie przecież już odkupił, tyle że mam je oddać po kursie SPRZEDAŻY. To ostatnie może i nawet byłoby po pewnego stopnia zrozumiałe, bo w pewnym sensie wyszło na to, że wzięłam pożyczkę złotówkową na 2milisekundowy zakup franków których nawet nie widziałam, zatem kurs sprzedaży nie jest znowu taki dziwny, gdyby nie fakt, że bank co miesiąc UAKTUALNIA kurs sprzedaży o bieżący kurs franka, co jest o tyle niedorzeczne, że transakcja wymiany franków na złotówki odbyła się JEDNORAZOWO, w dniu podpisania umowy. I po kursie sprzedaży, obowiązującym w dniu tej dziwacznej transakcji, powinnam spłacać raty. Bo właśnie tego dnia zrealizowałam swoje ryzyko kursowe, kiedy pożyczyłam franki po kursie sprzedaży i odsprzedałam bankowi (czyli bank odkupił je ode mnie) te franki po kursie kupna. Na dzień dobry jestem w plecy o wartość spreadu. A franki już dawno pływają w bezkresnym elektronicznym morzu finansowym. Spłacanie rat po aktualnym kursie CHF sugeruje, że na nowo co miesiąc oddaję franki, których się przecież pozbyłam w dniu podpisania umowy.
Nie pożyczył żadnych CHF, ani w Szwajcarii ani „elsewhere”(raport narodowego banku szwajcarii) bo jechał na SWAPach, co mnie tym bardziej nie powinno obchodzić – ja SWAPAa nie podpisałam. Tylko zastanówmy się po co bankom zagranicznym, które są partnerem w transakcji SWAP(druga noga SWAPa), te tony złotówek które im dostarczamy za CHF? to zostało bardzo przejrzyście pokazał przez Pana Tomasza Nowala „A po co bankowi zagranicznemu czasowy dostęp do złotówek? Bo może zupełnie bez ryzyka zainwestować np. w obligacje polskiego rządu – dużo lepiej oprocentowane niż papiery wartościowe w jego własnym kraju”. Obligacje, czyli papiery dłużne, czyli po prostu pożyczki jakich udzielają naszemu Państwu zagraniczne banki (przecież kupienie papierów dłużnych to nic innego jak pożyczenie naszemu Państwu kasy na spory procent, z gwarancją, że Państwo odda). Wystarczy sprawdzić wrzucając w googla, które banki mają status DSPW (Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych) – jeśli te same banki są drugą nogą SWAPa, to chyba jednak zależy im na spadku PLN, żeby mogły się w złotówkach taplać i pożyczyć je na wysoki procent naszemu Państwu (tzn kupić papiery tzw wartościowe, czyli po prostu dłużne), co zaczyna pachnieć Grecją…﻿
Poza tym skoro kredyt jest udzielany zgodnie z Prawem Bankowym „z przeznaczeniem na ustalony cel”, to czy oferowany kredyt nie powinien być zgodny z tym ustalonym celem (określonym we wniosku kredytowym na dana kwotę w PLN w oparciu o umowę przedwstępną (często juz notarialna) i czy na tej podstawie nie powinniśmy określać, czy mamy do czynienia z kredytem walutowym, tzn. gdyby kredytobiorca faktycznie potrzebował CHF, bank faktycznie musiałby je dla niego pozyskać (z taka sytuacja mielibyśmy jednak do czynienia jedynie w przypadku zakupu nieruchomości w Szwajcarii, bo tylko tam rozliczenia następują w CHF).
W przypadku kredytów zwanych (choć blednie jak zauważył TN) denominowanymi warto również pamiętać o tym, ze zostały one „uruchomione”/ przeliczone na PLN również w zdecydowanej większości wg jednostronnie ustalonych tabel banku, gdzie spready czasem rosły z 5 do 10% z dnia na dzień i najczęściej pod koniec miesiąca. Ponadto były przecież tez kredyty wypłacane w transzach odległych od dnia podpisania umowy niejednokrotnie o kilka/kilkanaście miesięcy. W sumie nawet wyplata kredytu w CHF nie bylaby jednoznaczna z kredytem walutowym, bo kredytobiorca mogl w ten sposob chciec ominac zawyzone i nienalezne spready banku i pozniej to CHF i tak zamienil na PLN, bo wiadamo, ze na zakup nieruchomosci w Polsce nikt CHF nie potrzebowal*, bo nikt nieruchomosci w Polsce za CHF nie sprzedawal.
Należy dodać, ze ani intencją banku udzielającego „kredytu” (który poprzez druga nogę swapa (ze spółką matką?) zamienił LIBOR na WIBOR, a wiec dążył do uzyskania w swoim portfelu kredytu stricte złotówkowego opartego o WIBOR tzn. LIBOR od kredytobiorcy plus (WIBOR minus LIBOR z drugiej nogi swapa) = WIBOR) ani kredytobiorcy (pozyskanie PLN) nie bylo udzielenie/uzyskanie kredytu walutowego, a intencje stron mają moc nadrzędną w stosunku do konkretnych zapisów umowy.
KC 358-1 par2. wcale nie nakazuje stosować oprocentowania LIBOR, gdy „waloryzujemy” kursem CHFPLN. Należy waloryzować sprawiedliwie – a nie korygowac jeszcze togo oprocentowaniem. Tak przynajmniej uważam, jak laik.
Panie Jacku, pozorność umowy indeksowanej jest bardzo prawdopodobna. A zastosowanie LIBOR-u wcale temu nie przeczy, bo bank to profesjonalista w dziedzinie bankowej, który musi umieć i zarządzać ryzykiem stopy procentowej, ryzykiem walutowym itp. Jeśli bank chciał udzielić kredytu w PLN i zastosować oprocentowanie na bazie LIBOR – to mógł to zrobić, odpowiednio zarządzając ryzykiem stopy procentowej, np. w sposób opisany przez P.A. Powiedzmy sobie klienta, który przychodzi do banku w celu uzyskania X PLN na zakup mieszkania, nie pyta o „bankową kuchnię”?
pkt 2) termin „rozliczenie” należy rozumieć jako przepływy pieniężne – a nie np. przesłanie kredytobiorcy tabelki z saldem w CHF.
pkt 3) termin „oddanie do dyspozycji” oznacza faktyczne umożliwienie korzystania ze środków pieniężnych”, a nie np. otworzenie rachunku w CHF, do którego kredytobiorca miał teoretycznie pełny dostęp, ale na skutek zadziałania klauzul walutowych (bo sam je sobie dał wpisać do umowy) nastąpiła „wymiana walut” z CHF na PLN.
Indeksowanie czy denominacja (które sa oczywiście tutaj dodatkowym instrumentem finansowym, bo przecież nie sa waloryzacja) kapitału kursem CHFPLN było oparte na założeniu, ze jest to „stabilny” indeksator/denominator. To było od początku i jak sie szybko potwierdzilo kompletna bzdura (niezależnie od tego, ze kompletnie nieadekwatnym do przeznaczenia kredytu), wiec nadzwyczajna zmiana stosunku (cala ta akcja kredytowa była oparta na stabilności indeksatora/denominatora, który okazał sie jednak kompletnie niestabilny) również nie powinna budzić jakichkolwiek wątpliwości.
„Kurs przeliczeniowy nie może też być niższy niż kurs z dnia postawienia kredytu do dyspozycji kredytobiorcy. To ograniczenie nie ma żadnego uzasadnienia i dyskryminuje kredytobiorców w porównaniu do kredytobiorcy analogicznego kredytu złotówkowego.”
Pełna zgoda. Dodam tylko, że przepisy dyspozytywne (aczkolwiek takie nie istniały w momencie zawierania umów) mogłyby być zastosowane tylko wówczas, gdyby było to korzystniejsze dla konsumenta. Dlatego kompletnie nie rozumiem dlaczego nie ograniczyć się tylko do ustawowego stwierdzenia abuzywności klauzul przeliczeniowych. I tyle. Jak mówi moja córeczka „KONIEC KROPKA PEEL”.
Zgodnie z art. 8 projektu ustawy, umożenie raty ma się równać różnicy między kursem w dniu płatności raty a kursem wynikającym z procedury restrukturyzacji kredytu przedstawionej w art. 6. – nazwijmy go „kursem po restrukturyzacji”.
Wyliczenia dotyczące restrukturyzacji przedstawia bank. Gdy kredytobiorca się z tymi bankowymi wyliczeniami nie zgadza, nie ma „kusu po restrukturyzacji”, zatem wyznaczenia różnicy między kursami (1. aktualnym i 2. „po restrukturyzacji”) nie jest możliwe. Wielkość umożenia nie jest zatem znana.
Zapewne można się na pdst. art. 6 ust. 6 odwołać do KNF, ale szczegóły „sprawowania kontroli nad [restrukturyzacją]” nie są w propozycji ustawy określone.
Mnie się nie podoba droga z art. 8. Ograniczenie ryzyka kursowego „zadziała” dopiero od momentu wejścia ustawy, a wszystkie dotychczasowe wpłaty nie będą w żaden sposób rozliczone.
W art. 8 ust. 2 „Każda rata kredytu, zapłacona w złotych polskich po dniu wejścia w życie ustawy, podlega umorzeniu ze skutkiem zwolnienia konsumenta z długu, w części odpowiadającej dodatniej różnicy między kursem średnim wymiany waluty obcej na walutę polską ogłoszonym przez Narodowy Bank Polski na dzień terminu zapłaty raty a kursem, o którym mowa w art. 6 ust. 3,.”
a co z kredytami bez ustalonej marży? tzn oprocentowanie „prezesowskie” – jaka będzie marża?
„wysokość marży odstetkowej przyjmuje się w wysokości dotychczas ustalonej w umowie kredytu, nie wyższej jednak niż średnia marża kredytu hipotecznego na cele mieszkaniowe oferowana w miesiącu postawienia kredytu do dyspozycji konsumenta obliczona na podstawie marż stosowanych w tym okresie przez trzy banki o najwyższej sumie bilansowej wynikającej ze sprawozdania finansowego za 2014 r”
a jak ktoś nie miał marży (oprocentowanie „prezesowskie”), a potem po 2 latach podpisał niekorzystny dla siebie anex z marżą 2.9%? to przy przeliczeniu na PLN umowa będzie traktowana jak kredyt bez marży czy wezmą tą podłą marżę?
jeśli bank się nie zgodzi na pierwszą drogę, a ja nie będę chciała iść drugą drogą i zostanie mi tylko 3 droga do wyboru? co z moją nadpłatą, którą już mam względem analogicznego kredytu w PLN? i to sporą mam nadpłatę, bo mam kredyt na krókti okres, jestem za połową, więc b. dużo franków spłaciłam po niekorzystym kursie…. Czy to zostanie jakoś rozliczone, czy pójdzie w „koszty”? być może niektórzy mają niedopłatę, inny wyszli „pi x drzwi” tak samo jak na kredycie złotówkowym – czy to nie powinno być jakoś zrównane skoro ustawa tyle mówi o równości?
Panie Mecenasie, czy w przypadku umów „starego portfela” (oprocentowanie zmieniane decyzją zarządu) w sprawie oprocentowania obowiązywał będzie zapis z Art 6 p. 2b) ? I jak w praktyce można określić to oprocentowanie ? Czy da się to jakoś zweryfikować a to sprawdzanie z 2014 roku jest gdzieś opublikowane ? Czy nie prościej by było oprocentowanie z dnia zawarcie umowy – LIBOR 3M z tego dnia ?
„Kredyt nie został spłacony do dnia 1 stycznia 2015 r.” – a co z tym zapisem ze szkicu projektu sprzed 2 tygodni, np. jeśli kredyt został nadpłacony w stosunku do harmonogramu rat kapitałowych (gdy ktoś np. spłacił więcej kapitału jednorazowo)?
Załącznik w ust.1. pkt 3 mówi o kwocie wyrażonej w złotych polskich rzeczywiście postawionej do dyspozycji konsumenta. Ust. 2. załącznika się na to powoduje: „W pierwszym miesiącu spłaty saldo zadłużenia powinna być równa wartości, o której mowa w pkt.3 informacji wymaganej na podstawie art. 6 ust. 1.”.
Ale art.6.ust.4., który służy do obliczenia hipotetycznego kredytu w złotych, stanowi: „kredyt, który byłby postawiony do dyspozycji konsumenta w dniu postawienia do jego dyspozycji kredytu udzielonego w walucie obcej, na ten sam okres, na tę samą wartość kapitału przeliczoną na walutę polską z zastosowaniem kursu średniego wymiany waluty obcej na polską ogłoszonego przez Narodowy Bank Polski na dzień postawienia kredytu do dyspozycji konsumenta”.
Gdy w kontekście tego tematu pojawi sie znów gdzieś błędnie użyte słowo „pomoc” w stosunku do kredytobiorców należy przypomnieć o faktycznej pomocy jaka NBP udzielił bankom w Polsce w latach 2008-2010, gdy miały problemy z rolowaniem FX swapow na CHFPLN (instrumentu, które same sobie do tych kredytów dobrały) i NBP musiał interweniować/pomagac bankom we współpracy z SNB.
„Innymi słowy, wielu obecnych kredytobiorców w ogóle nie wzięłoby kredytu, gdyby miało go wziąć na warunkach kredytu złotowego lub wzięłoby go w mniejszej wysokości. Dlatego porównywanie ich sytuacji do kredytobiorcy złotowego jest problematyczne”
– dokładnie tak, stworzenie przez banki złudzenia tylko pozornie tańszego kredytu zmieniło zupełnie decyzje finansowe wielu osób, których w przeciwnym razie by nie podjęły, czasem nawet w ogóle nie zdecydowałyby sie na jakikolwiek kredyt (bo na ten „kredyt” na pewno nie)
!!! w pkt. 2 należy zastąpić słowo „upoważniają” na upoważniającą i wtedy jego brzmienie będzie jasne i logiczne !
Zasada równości wobec prawa oznacza równe taktowanie w takiej samej sytuacji. Sytuacja tych osób, które już kredyt walutowy spłaciły zgodnie z umową, nie różni się od sytuacji tych, którzy jeszcze go spłacają (a za chwilę też mogą już być „sprawą z przeszłości”) i mieliby dostać od banku przymusowy prezent, czy to w postaci przewalutowania po ustawowym kursie czy też „zamrożenia kursu”, czy jakiejkolwiek innej, która istotnie zmniejszy wysokość ich zobowiązania kosztem drugiej strony umowy. Ci natomiast, którzy już spłacili kredyt, nie mieli takiej możliwości.
Oczywiście, ze banki są beneficjentem wzrostu kursu CHFPLN. CHF, którego w Polsce nikt nie potrzebował, musiała dostarczać spółka matka (czy to przez kredyt czy przez druga nogę swapa). Musiał nastąpić rekonesans rynku, ze beda możliwości do stworzenia takiego produktu na dużą skale (musieli być chętni na zajecie odwrotnej do kredytobiorcy pozycji na rynku walutowym). Te CHF, które wracają do spółki matki po wygaśnięciu swapa są warte coraz więcej PLN (EUR swoja droga również). Jeśli oddział w Polsce udzielający tego kredytu” nie miał zagranicznej spółki matki (jest to jednak mniejszość), to oddział w Polsce, uzyskuje z drugiej nogi spawa WIBOR minus LIBOR CHF , który razem z LIBOR CHF od kredytobiorcy daje WIBOR, wiec dokładnie to samo, co na kredycie stricte złotówkowym. Wtedy bank zarabia na kredytach pseudowalutowych WIBOR, ale nie jest beneficjentem wzrostu CHFPLN (ale mógł być, gdyby inaczej skonstruował szablon umowy (przypominam, ze to bank stworzył i skonstruował w taki a nie inny sposób ten produkt od początku do końca, a nie kredytobiorca), np. ze kwota PLN, o która wnioskował kredytobiorca będzie przeliczona na CHF po kursie nie niższym niz ten z dnia wypłacenia kredytu, wtedy zyski ze wzrostu CHFPLN zostawały w tym banku w Polsce udzielającym „kredytu” (który nie ma spółki matki dostarczającej CHF) i nie musiałby zaciągać żadnych dodatkowych zobowiązać w CHF. Ten bank wolał jednak WIBOR mimo ze jest on wynikiem kredytu zwanego „walutowym”).
A np. „chwilówki” w Providencie czy gdzie indziej nie są „toksyczne”? A dlaczego np. Państwo nie weźmie, poprzez uchwalenie stosownej ustawy, odpowiedzialności za „toksyczną” ofertę akcji JSW dla indywidualnych inwestorów, które zachwalało jako „pewny zysk”, a na których ludzie potracili 90%?
Ktoś wyżej napisał (chyba nawet niejedna osoba), w związku z propozycją doprowadzenia, na wniosek „Frankowicza”, do sytuacji, w jakich byłby, gdyby od początku wziął kredyt złotowy, że mu to nie odpowiada, bowiem „wiele osób gdyby miało brać kredyt na takich warunkach [tj. złotowy], to nigdy by go nie wzięło albo wzięło niższy”. No właśnie… Tyko, że jest argument przeciwko nim. Potwierdza bowiem, że doskonale wiedzieli, co robią: że uzyskują dużo tańszy (na dzień zaciągnięcia) kredyt kosztem przyjęcia na siebie ryzyka kursowego na wiele lat. Teraz żądają, aby ustawowo nakazać drugiej stronie umowy pokryć im stratę wynikłą z ich nietrafnych założeń ekonomicznych i decyzji. Ewentualna opinia wyrażona przez pracownika banku co do przyszłego kształtowania się kursów walut nie ma tu żadnego znaczenia. „Frankowicze” to na ogół osoby względnie zamożne i wykształcone. Nawet jednak dla osoba słabo wykształcona wie, że kursy walut w Polsce są wolnorynkowe, a zatem ich wahania nieograniczone.
zgoda banku też jest pozorna, skoro i tak musi wybrać między opcjami, z których ani jedna mu się nie spodoba. To że mają „wybór” wcale nie wyklucza tego, że banki mogą się czuć przymuszone (bo coś muszą wybrać), więc nadal mogą nas pozywać przed arbitrażem międzynarodowym.
W przypadku „kredytów denominowanych”, te pseudokredyty również zostały wypłacone wg swego rodzaju klauzuli przeliczeniowej, która są odniesienia do tabeli banku w umowach (nieznanej na moment podpisania umowy), według których te „kredyty” zostały „uruchomione”. Warto tu wspomnieć, ze banki stosowały dla kredytów mieszkaniowych dedykowane tabele o wyższych spreadach niż do faktycznych transakcji walutowych i podnosiły dodatkowo te spready pod koniec miesiąca (co jest udokumentowane w historycznych tabelach). Dodatkowo w 2009 te spready stały sie dwa razy wyższe niż w 2008, gdy zakończono te akcje „kredytowa” (co również jest udo komentowane w historycznych tabelach banków i co ma szczególne znaczenie dla pseudokredytow wypłacanych w transzach). Warto również wspomnieć, ze nawet, jeśli kredytobiorca w umowie zadał uruchomienia kredytu „pseudowalutowego” bezpośrednio w CHF (mimo ze CHF wcale nie potrzebowal, ale aby nie płacić nienależnych i zawyżonych dodatkowo w tabeli dla „kredytów” mieszkaniowych spreadach, np. w przypadku refinansowania wkładu własnego), bank i tak wypłacał go w PLN (sposobem wyżej opisanym).
Panie mecenasie,po)dpisane aneksy do splaty po srednim kursie nbp do umowy kredytu indeksacyjnego chf (2008 r)w ktorych dokonano wpisu „kredyt walutowy chf” – beda objete ustawa?
Kwestia zwrotu spreadów jest bardzo ważna. Banki dowolnie podnoszą spread i zarabiają dzięki temu coraz więcej ponieważ rośnie podstawa do naliczania spreadu czyli kurs. Ich wysokość nie jest regulowana umową. Poniżej dane z BZWBK, gdzie spread wzrósł z 4,00% w 2008 roku, kiedy brałem kredyt do 7,00% – wybrałem wyłącznie 11 stycznia kolejnych lat. Owszem obniżyli go od stycznia 2015 do 2%, ale ta „promocja” kończy się 31.12.2015 roku i zapowiadają powrót do 7%. Przejście na spłaty bezpośrednio we franku pozbawia możliwość dochodzenia zwrotu spreadu.
W art. 3 ust. 1 pkt 1) jest mowa o „w przypadku, gdy strony umówiły się na stosowanie zmiennej stopy procentowej, upoważniają kredytodawcę do jej zmiany bez względu na zmianę stopy referencyjnej lub indeksu albo nieproporcjonalnie do zmian takiej stopy referencyjnej lub indeksu.”
W umowach z mBankiem z tzw. starego portfela (ponad 20 tys. umów) oprocentowanie mogło być zmieniane deyzją zarządu banku – cyt. „Zmiana wysokości oprocentowania Kredytu może nastąpić w przypadku zmiany stopy referencyjnej określonej dla danej waluty oraz zmiany parametrów finansowych rynku pieniężnego i kapitałowego lraju (lub krajów zrzeszonych w Uni Eurpoejskiej), którego waluta jest podstawą waloryzacji”
Wydaje mi się, że kalendarz działań jest taki, że najpierw sprawy związane ze „sferą władzy” a potem spełnianie obietnic. Nie ma co się łudzić i niezależnie od pogladów, ale widać, że lobby bankowe przez wpływy na obecny NBP, TK etc. nie odpuści. W głębi duszy wydaje mi się, że obietnice jednak będą spełnione, tylko że będzie to wiosna-lato. Warto też zwrócić uwagę, że jest pewna gradiacja obietnic: emerytury, 500+. Frankowicze to jednak mniej masowa sprawa, a dużo bardziej waląca w banki.
Panie Jacku Czemu Rzad i PreZydent nie współdziałają Z NAMI PRZECIERZ GDY PRZEWALUTUJĄ TE INDEKSOWANE KREDYTY TO MASE KASY BĘDZIE WPŁYWAC DO BUDŻETU Z TYTUŁU DOCHODU BANKÓW Z ODSETEK OD KREDYTÓW A BANKI POSZŁY NA TO ZE PRZY INDEKSOWANYCH PSEUDO KREDYTACH STOSOWAŁY OPROCENTOWANIE „SZWAJCARII’ A ZYSKI ZAPLANOWAŁY SOBIE ODBIĆ NA KAPITALE TO POWINIEN ZBADAC PROKURATOR Z URZĘDU TO JEST OSZUSTWO SKARBOWE
Niezależnie od zapisów tej ustawy może warto byłoby w polskim prawodawstwie nazwać „kredyt walutowy” w powyższy sposób, aby nie było możliwości sprzedawania pod łatką kredytu walutowego spekulacji walutowej (takiej jak ta, czyli kredyt + swap), gdy kredytobiorca zgłasza sie do banku po PLN (zgodnie z wnioskiem kredytowym lub/i zapisami aktów notarialnych (na tym etapie często jest juz umowa przedwstępna sprzedaży poświadczona notarialnie, czy tez umowa z deweloperem określająca za ile i w jakiej walucie kredytobiorca zakupuje nieruchomość).
W kwestii niedopasowania przedmiotu kredytowania z waluta kredytu wciąż panuje paranoja również w rekomendacjach KNF – KNF od pewnego czasu rekomenduje, żeby nie udzielać kredytów hipotecznych „w walucie” osobom, które w tej walucie nie zarabiają, tylko że w przypadku kredytu HIPOTECZNEGO, waluta w której zarabia kredytobiorca jest kwestią daleko drugorzędną skoro przedmiot kredytowania i zabezpieczenia ma wartość określoną w PLN, jeśli nieruchomość jest zlokalizowana w Polsce, gdzie walutą jest PLN.
Zwłaszcza, ze cały obecny problem z tymi „kredytami” jest przecież wynikiem niedopasowania waluty (którą w mniemaniu banków była waluta obca) „kredytu” do przedmiotu kredytowania, produktu spekulacyjnego stworzonego i sprzedawanego przez banki pod nazwa „kredytu walutowego”
Panie Jacku . Po zapoznaniu się z trescią poprawek złożonych w dniu 13 grudnia 2015r przez stronę społeczną do projektu przedstawionego przez Kancelarię Prezydenta moje zastrzeżenia budzi art6 ust2 pkt 3b który brzmi: „wysokość marży przyjmuje się w wysokości ustalonej w umowie kredytowej, a jeżeli w umowie kredytowej marża nie została sprecyzowana,przyjmuje się marżę w wysokości 1%” Wielu kredytobiorców tak jak ja brało kredyt w 2009 r i w tym okresie marże dla kredytów frankowych wachały się w granicach 2,5 – 3 pkt procentowe , a marże dla kredytów złotowych były niższe ( mój kredyt jest z marżą 2,6 , a w tym samym czasie mogłem otrzymać kredyt złotowy z marżą 1,3) W związku z powyższym zapis z w/w punktu projektu ustawy uważam za krzywdzący dla osób będących w sytuacji podobnej do mojej. Moim zdaniem zapis z wersji z dnia 24 .11.2015 r był dużo lepszy . Proszę o rozważenie możliwości zmiany tego punktu ustawy