Source: https://pomylkalekarza.pl/nfz-a-blad-lekarski/
Timestamp: 2020-07-13 01:01:53
Legal References Found: art. 4

art. 18

art. 11

art. 4

art. 3
 art. 6
 art. 448
 art. 448
 art. 4

Document Content:
NFZ a błąd lekarski - Błąd lekarza
Jolanta Budzowska14 września 20174 komentarze
Czy jeśli pacjent wymagał pilnej konsultacji ze specjalistą, ale ten specjalista bywa w szpitalu raz na tydzień, co środę, więc pacjent czekał – przyjmijmy – 5 dni, bo miał pecha i potrzeba konsultacji powstała w sobotę, a w międzyczasie doszło do pogorszenia się jego stanu zdrowia, to czy pacjent może twierdzić, że jego leczenie było nieprawidłowe?
Co, jeśli pacjent został zakwalifikowany do operacji w trybie pilnym (czyli powinna się odbyć w ciągu 6 godzin od podjęcia decyzji przez operatora), ale zespół zebrał się dopiero po 8 godzinach, bo jedyny dyżurny anestezjolog był zajęty przy innych zabiegach, i zapalenie otrzewnej się pogłębiało albo pacjent stracił zbyt dużo krwi? Czy to był błąd medyczny?
Szpital odpowie, nie. Nie odpowiadamy za pogorszenie się stanu zdrowia pacjenta. Nie można mówić o błędnym leczeniu. Tak mamy zakontraktowanych specjalistów, tyle przewiduje umowa szpitala z NFZ, nic więcej nie mogliśmy zrobić. Nie mamy środków w budżecie, by zwiększyć zatrudnienie, a w ogóle to lekarzy jest za mało i nikt nie chce u nas się zatrudnić.
Ja odpowiem: tak. To błąd w leczeniu, za który odpowiada szpital. Jeśli leczenie było obiektywnie opóźnione, a stan zdrowia pacjenta przez to się pogorszył, to mówimy o błędzie medycznym, o braku staranności w leczeniu, czyli o leczeniu niezgodnym z aktualną wiedzą medyczną. A pacjent ma wtedy prawo do odszkodowania od szpitala. I kropka.
NFZ, a w szczególności treść umowy Funduszu ze szpitalem, nie wyznacza poziomu aktualnej wiedzy medycznej!
Co więcej, nawet lekarze czasem skarżą się, że Narodowy Fundusz Zdrowia zmusza ich do złej praktyki klinicznej, bo na przykład nie finansuje leczenia, o którym wiadomo, że jest skuteczniejsze, niż zakontraktowane przez Fundusz. Cóż, to lekarze muszą zadbać, żeby ten problem rozwiązać, a nie pacjenci.
Bo problem niewątpliwie z punktu widzenia lekarzy istnieje.
Zgodnie z art. 4 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty lekarz ma obowiązek wykonywać zawód:
b) dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania i leczenia chorób,
c) zgodnie z zasadami etyki zawodowej
Także zasady etyki zawodowej – których przestrzeganie jest obowiązkiem prawnym lekarza– przewidują, że powinnością lekarza jest kierowanie się dobrem chorego, a mechanizmy rynkowe, naciski społeczne i wymagania administracyjne nie zwalniają go z respektowania tej powinności.
Równocześnie jednak obowiązuje szereg przepisów prawa, które stwarzają dla świadczeniodawców – lekarzy (bądź jednostek zatrudniających lekarzy) takie ramy działania i nakładają takie obowiązki administracyjne, które wcale nie premiują kierowania się dobrem pacjenta. Przeciwnie. Na pierwszym miejscu stawiają przede wszystkim efektywność ekonomiczną, czyli oszczędności i jeszcze raz oszczędności.
Kodeks Etyki Lekarskiej przewiduje jednak, że lekarz winien zabiegać o wykonywanie swego zawodu w warunkach, które zapewniają odpowiednią jakość opieki nad pacjentem – a więc sam winien dbać między innymi o to, aby wymogi administracyjne nie ograniczały go w udzielaniu adekwatnej, zgodnej z jego wiedzą, pomocy medycznej.
Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (art. 19) przewiduje, że świadczenia w stanach nagłych mają być udzielane i są refundowane ponad limit, a podmiot leczniczy, który z przyczyn organizacyjnych nie ma możliwości zapewnienia odpowiedniego leczenia, ma obowiązek skierowania pacjenta do innego podmiotu, gdzie takie świadczenia są dostępne (art. 19 ust. 3 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych).
Podmioty lecznicze mają zatem możliwości, żeby leczyć, a nie szkodzić pacjentowi, zasłaniając się ograniczeniami finansowymi.
Z punktu widzenia pacjenta, obowiązek wykonywania zawodu (leczenia) zgodnie z aktualną wiedzą medyczną pozostaje więc nadrzędną zasadą. Mówi o niej nie tylko wspomniany wyżej artykuł 4 ustawy o zawodzie lekarza, ale również, między innymi:
art. 18 ustawy o zawodach pielęgniarki i położnej: Pielęgniarka, położna wykonuje zawód zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, dostępnymi jej metodami i środkami, zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz ze szczególną starannością.;
art. 11 ust. 2 ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym: Ratownik medyczny postępuje zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej oraz z należytą starannością.;
art. 4 ust. 1 ustawy o zawodzie fizjoterapeuty: Fizjoterapeuta wykonuje zawód z należytą starannością, zgodnie z zasadami etyki zawodowej, poszanowaniem praw pacjenta, dbałością o jego bezpieczeństwo i wykorzystując wskazania aktualnej wiedzy medycznej;
art. 3 ust. 3 Rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych
z zakresu leczenia szpitalnego: Świadczenia gwarantowane są udzielane zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, z wykorzystaniem metod diagnostyczno-terapeutycznych innych niż stosowane w medycynie niekonwencjonalnej, ludowej lub orientalne.
I koronny przepis, art. 6. Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta: Pacjent ma prawo do świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom aktualnej wiedzy medycznej.
“Standardy NFZ”, czyli uwarunkowania administracyjne, nie mają więc przewagi nad aktualną wiedzą medyczną.
Gdy leczenie jest niezgodne z aktualną wiedzą medyczną, możemy mówić o błędzie medycznym, a pacjent ma prawo do odszkodowania.
Chyba, że sądy przypomną sobie o przysłowiu: “tak krawiec kraje, jak mu materiału staje”… Oby nie, bo chronienie finansowych interesów szpitali i lekarzy kosztem pacjentów na pewno nie poprawi jakości leczenia:-(
LU 14 września, 2017 o 13:01
Dziekuje pieknie za kilka bardzo waznych dla mnie paragrafow, pozdrawiam, LU
Jolanta Budzowska 14 września, 2017 o 13:18
Bardzo dziękuję za komentarz, cieszę się, że moje wpisy się przydają. Choć na ogół unikam cytowania paragrafów, bo paragrafy są śmiertelnie – nomen omen – nudne, to czasem się od nich nie da uciec;) Jolanta Budzowska
Anna 11 listopada, 2017 o 23:28
Kolejny bardzo interesujący i przystępnie napisany artykuł! Wspaniale wyjaśnia Pani zawiłości medycznego ustawodawstwa.
Mam pytanie: czy pacjentowi należy się jakiekolwiek zadośćuczynienie w przypadku ewidentnego błędu lekarza (np. przypisanie błędnego leku), który jednak nie poskutkował uszczerbkiem, albo nawet jakimś cudem poprawił kondycję chorego? Czy takie sytuacje się zdarzają i czy tak “na chłopski rozum” należy rozpoczynać jakieś kroki? Albo sytuacja, gdzie chory nie otrzymał szybko potrzebnej pomocy, ale ostatecznie jego zdrowie nie ucierpiało, ale mogło? Byłabym wdzięczna, gdyby opisała Pani co można lub należy zrobić w takich hipotetycznych sytuacjach.
Jolanta Budzowska 13 listopada, 2017 o 08:22
Co do zadośćuczynienia, to w Rzeczpospolitej ukazał się właśnie bardzo “skondensowany” artykuł mec. Arkadiusz Turczyna na temat zadośćuczynienia, z przytoczeniem orzecznictwa.
Autor pisze m.in. tak: “Zadośćuczynienie za krzywdę wyrządzoną czynem niedozwolonym jest przyznawane jednorazowo, ma charakter całościowy i powinno stanowić rekompensatę za wszystkie cierpienia fizyczne i psychiczne, zarówno te, których poszkodowany już doznał, jak i te, które zapewne w związku z doznanym uszkodzeniem ciała lub rozstrojem zdrowia wystąpią u niego w przyszłości, jako możliwe do przewidzenia następstwa czynu niedozwolonego (wyroki SN: z 14 października 2015 r., V CSK 730/14, oraz z 6 lipca 2012 r., V CSK 332/11).
To oczywiście dotyczy zadośćuczynienia z 445 k.c. i pośrednio odpowiada na Pani pytanie. Jeśli pacjent nie ucierpiał fizycznie ani psychicznie na skutek błędu medycznego, to można rozważać jedynie zadośćuczynienie na podstawie art. 448 k.c. (naruszenie dóbr osobistych) i art. 448 k.c. w zw. z art. 4 Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.
W obu tych przypadkach nie jest konieczne wystąpienie szkody (w szczególności na zdrowiu), wystarczy na przykład, że pacjent udowodni, że leczenie było niezgodne z aktualną wiedzą medyczną albo że dokumentację prowadzono niezgodnie z obowiązującymi przepisami.
Niestety jednak w takich przypadkach kwoty zasądzanego zadośćuczynienia są znacznie niższe, niż w sytuacji, kiedy pacjent doznaje szkody na zdrowiu. Najwyższe uzyskane przeze mnie zadośćuczynienia za samo naruszenie prawa pacjenta – prawa do leczenia zgodnie z aktualną wiedzą medyczną sięgają 50-60 tys. zł.
Poprzedni wpis: Zasiłek opiekuńczy, świadczenie pielęgnacyjne czy renta na opiekę za błąd medyczny?
Następny wpis: Lekarz na wokandzie, czyli jak nie przegrać (z pacjentem)