Source: http://www.lawblog.pl/2012/05/27/skutki-naruszenia-przepisow-dyspozytywnych-przez-uchwale-zgromadzenia-udzialowcow-spolki-kapitalowej/
Timestamp: 2019-02-23 06:21:59
Legal References Found: art. 249
 art. 58
 art. 58
 art. 1
 art. 58
 art. 58
 art. 60
 art. 56
 art. 3531
 art. 56
 art. 1
 art. 3531
 art. 56
 art. 56
 art. 58
 art. 252
 art. 58
 art. 252
 art. 58
 art. 252
 art. 425
 art. 58
 art. 252
 art. 58
 art. 58
 art. 240
 art. 252
 art. 425
 art. 58
 art. 240
 art. 189
 art. 58
 art. 425
 art. 58
 art. 252
 art. 252
 art. 249
 art. 249
 art. 422

Document Content:
Skutki naruszenia przepisów dyspozytywnych przez uchwałę zgromadzenia udziałowców spółki kapitałowej | LawBlog.pl
Kolejno postaram się omówić poszczególne zagadnienia na tle przedstawionych koncepcji, aby na koniec odnieść się do problemu węzłowego: czy naruszenie normy dyspozytywnej przez uchwałę udziałowców spółki kapitałowej powinno być zaskarżone w trybie powództwa z art. 249 § 1 (art. 422 § 1) czy 252 § 1 (art. 425 § 1) KSH?
Czynność prawna sprzeczna z ustawą albo mająca na celu obejście ustawy jest nieważna, chyba że właściwy przepis przewiduje inny skutek – stanowi art. 58 § 1 KC. Uznaje się powszechnie, że sprzeczność z ustawą dotyczy naruszenia wyłącznie norm kogentywnych, czyli takich, które zawierają nakazy bądź zakazy postępowania. W ten sposób wykłada ten przepis większość komentatorów. Pogląd ten z racji tego, że wydaje się naturalny i oczywisty, w oczywisty również sposób jest uzasadniony.
M. Safjan komentuje następująco:
sankcję nieważności wywołują jedynie czynności sprzeczne z przepisami ustawy bezwzględnie obowiązującymi (iuris cogentis). Należy do nich zaliczyć te regulacje ustawowe, które w przeciwieństwie do przepisów dyspozytywnych nie pozostawiają stronom swobody odmiennego uregulowania treści stosunku prawnego (komentarz do art. 58 k.c. [w:] Kodeks cywilny. Komentarz do art. 1-44910. Tom I, K. Pietrzykowski (red.), wyd. C.H. Beck 2011).
Kategorycznie sprawę przesądza S. Rudnicki, pisząc, że:
Czynność prawna jest sprzeczna z ustawą, gdy jej treść jest formalnie i materialnie niezgodna z bezwzględnie obowiązującym przepisem prawa (komentarz do art. 58 [w:] S. Rudnicki, S. Dmowski, Komentarz do kodeksu cywilnego. Księga pierwsza. Część ogólna, wyd. LexisNexis 2006).
Podobnie twierdzi Z. Radwański:
Konfrontując normę prawną z czynnością prawną, należy mieć na względzie, że funkcja art. 58 k.c. polega na tym, aby zapobiegać powstawaniu stosunków prawnych przez system prawny zakazanych. Tylko więc normy bezwzględnie wiążące (imperatywne, iuris cogentis) oraz semiimperatywne mogą tu wchodzić w rachubę. Natomiast normy względnie wiążące (dyspozytywne) nie zabraniają kształtowania treści stosunków prawnych w sposób z nimi niezgodny.
Z. Radwański dodaje jednak do tego twierdzenia następujące zdanie:
Dyrektywy postępowania w nich [normach dyspozytywnych – uzup. PK] zawarte znajdują zastosowanie dopiero wtedy, gdy strony same nie uregulowały jakiegoś fragmentu ich stosunku prawnego (Treść czynności prawnej [w:] System Prawa Prywatnego, tom 2. Prawo cywilne – część ogólna, Z. Radwański (red.), wyd. C.H. Beck 2008).
Na tym Z. Radwański kończy omawianie zakresu naruszeń.
Naruszenie norm dyspozytywnych a nieważność czynności prawnej
Moim zdaniem, żaden z komentatorów nie uzasadnia w sposób wyczerpujący, dlaczego i czy w każdej sytuacji skutkiem naruszenia normy ius dispositivum nie może być bezwzględna nieważność czynności prawnej.
Wątpliwości wywołuje, między innymi, stwierdzenie Z. Radwańskiego, że dyrektywa postępowania wyrażona w normie dyspozytywnej znajduje zastosowanie dopiero wtedy, gdy strony nie uregulowały inaczej fragmentu stosunku prawnego. W tym miejscu komentarza brakuje zakończenia – przesądzenia – co dzieje się w sytuacji podjęcia czynności prawnej sprzecznej z dyrektywą normy dyspozytywnej?
Odpowiedzi na tak zadane pytanie udziela M. Romanowski.
Wskazuje, iż przepis względnie wiążący jest jedynie propozycją ustawodawcy wobec jego adresatów. Jedynie od autonomii woli stron stosunku prawnego zależy, czy skorzystają oni z wzorca ustawowego, czy tez z niego zrezygnują. Autor zwraca uwagę, że brak regulacji odmiennej od normy dyspozytywnej jest również wyrazem autonomii woli stron. Ich wolą, zdaniem M. Romanowskiego, jest skorzystanie z modelu ustawowego.
Uzasadnienia dla takiego stanowiska autor poszukuje w treści art. 60 KC, stosownie do którego wola osoby dokonującej czynności prawnej może być wyrażona przez każde zachowanie się tej osoby, które ujawnia jej wolę w sposób dostateczny. W tym upatruje prymatu autonomii woli stron nad propozycją ustawodawcy. W konsekwencji, M. Romanowski stawia tezę, iż zdarzenie prawne sprzeczne z normą dyspozytywną nie narusza porządku prawnego, gdyż nie sprzeciwia się woli ustawodawcy (por. M. Romanowski, Czy uchwała zgromadzenia udziałowców…, op. cit.).
Z takim stanowiskiem polemizuje S. Sołtysiński, wskazując, że dla obowiązywania normy dyspozytywnej nie trzeba odwoływać się do rzeczywistej, bądź wyinterpretowanej woli stron, ponieważ obowiązuje ona niezależnie od niej na podstawie art. 56 KC. Normy względnie wiążące obowiązują z mocy ustawy, a nie na podstawie woli jej adresatów. Zdaniem autora cechą norm dyspozytywnych jest ich zastosowanie w razie nieskorzystania przez strony stosunku prawnego z przyznanej im kompetencji do odmiennego uregulowania łączącego ich stosunku (por. S. Sołtysiński, Skutki naruszenia norm…, op. cit.).
W sposób bardziej zdecydowany wypowiada się A. Szlęzak, który podnosi, iż każda norma prawna jest normą postępowania nakazującą bądź zakazującą określonego zachowania w ściśle oznaczonych okolicznościach (por. A. Szlęzak, Sprzeczność z normą dyspozytywną to mimo wszystko…, op. cit.).
Normy dyspozytywne w ujęciu M. Gutowskiego
Najbardziej kompleksowe ujęcie normy dyspozytywnej przedstawia M. Gutowski.
Autor ten rozwija niejako teorię S. Sołtysińskiego, odwołującą się do rozumienia normy dyspozytywnej jako kompetencji do uchylenia się podmiotu spod jej związania. M. Gutowski nie podważa stanowiska doktryny, że sprzeczność z ustawą oznacza sprzeczność z normą ius cogens. Akceptuje ten pogląd, lecz zastrzega, że odnosi się on li tylko do norm merytorycznych, czyli takich, które nakazują lub zakazują określonego zachowania. Poza normami merytorycznymi istnieją, zdaniem autora, normy kompetencyjne, które niczego nie nakazują, ani nie zakazują, ale udzielają kompetencji do dokonania określonej czynności. Wyróżnienie normy kompetencyjnej wymyka się z tradycyjnego podziału na normy imperatywne, semiimperatywne i dyspozytywne.
M. Gutowski stara się wykazać, że normy dyspozytywne zbudowane są w oparciu o normy kompetencyjne.
W mojej ocenie autor postrzega normę dyspozytywną jako taką, która skupia w sobie dwa elementy: właściwą normę kompetencyjną do dokonania określonej czynności (np. kompetencja do podjęcia uchwały przez określoną większość, kompetencja do jednostronnego wypowiedzenia umowy najmu) oraz normę kompetencyjną do uchylenia wiązania tej normy w ramach stosunku prawnego.
Autor dopowiada, że zamiast tej pierwszej normy kompetencyjnej mogą wystąpić również normy merytoryczne precyzujące warunki skorzystania z kompetencji. Norma kompetencyjna nakazuje adresatowi poruszanie się w granicach kompetencji przez nią wyznaczonych. Jeżeli adresat nie skorzysta z uprawnienia do uchylenia wiązania normy dyspozytywnej, będzie nią związany. Dokonanie skutecznego uchylenia się spod wiązania normą dyspozytywną powinno przybrać formę odpowiedniej czynności konwencjonalnej. Sprzeczność czynności prawnej z ustawą będzie w takiej sytuacji polegała na zachowaniu niezgodnym z kompetencją.
Nie chodzi zatem o sprzeczność z nakazem normy dyspozytywnej w rozumieniu normy merytorycznej, lecz sprzeczność z regułami wyznaczonymi przez normę kompetencyjną – określającą warunki do dokonania prawidłowej czynności prawnej (reguły konstytutywne czynności konwencjonalnej). Czynność konwencjonalna zmierzająca do uchylenia wiązania normy dyspozytywnej musi mieścić się w granicach kompetencji, posiadać odpowiednią treść i formę. Ogólna kompetencja płynie z art. 3531 KC, lecz doprecyzowuje ją każda poszczególna norma dyspozytywna. Norma dyspozytywna sama definiuje granice własnej dyspozytywności. M. Gutowski stawia wreszcie tezę, że
norma dyspozytywna wiąże zatem niejako »wewnątrz« stosunku prawnego, określając granice swojej dyspozytywności w odniesieniu do stron tego stosunku. Poza tymi granicami norma ta wiąże jak każda norma prawna (por. M. Gutowski, O konsekwencjach…, op. cit. oraz M. Gutowski, Nieważność czynności prawnej, wyd. C.H. Beck 2008, s. 257).
Czynność prawna a czynność konwencjonalna
Dla wyjaśnienia powyższej koncepcji należy sięgnąć po fundamentalne pojęcia wypracowane na gruncie teorii prawa cywilnego – czynności prawnej oraz czynności konwencjonalnej.
Czynność prawna definiowana jest w polskim piśmiennictwie na dwa sposoby.
Pierwsza definicja odwołuje się do teorii czynności konwencjonalnych. Konwencja przy wyjaśnianiu istoty czynności prawnych polega na określeniu reguł, jakim odpowiadać ma zachowanie człowieka dla uznania go za czynność prawną. Jeżeli reguły te nie będą przestrzegane, zachowanie podmiotu prawa nie będzie rozpoznawane jako czynność prawna. Teoria ta zakłada istnienie reguł konstrukcyjnych czynności prawnej dotyczących sposobu dokonania czynności oraz reguł konsekwencyjnych, które określają skutki czynności prawnej. Jest to więc skutkowe ujęcie czynu.
Wskazuje się również na domniemanie pełnej skuteczności prawnej oświadczeń woli konstytuujących czynność prawną – ograniczenia zaś wynikają z norm prawnych (por. Z. Radwański, Sankcje wadliwej czynności prawnej [w:] System Prawa Prywatnego…, op. cit.).
Teoria ta podlega różnym modyfikacjom. Podnosi się na przykład, że reguły konsekwencyjne nie mają znaczenia dla budowy czynności prawnej. Skutki nie mogą być zaliczane do elementów czynności prawnej, ponieważ nie zawsze są w jej treść wpisane. Wynikać wszak mogą z ustawy, zasad współżycia społecznego i zwyczajów (art. 56 KC).
Niejako w opozycji do tej teorii budowane jest pojęcie czynności prawnej w ujęciu tradycyjnym.
Zwolennicy teorii tradycyjnej negują metodę czynności konwencjonalnej polegającą na ocenie zachowania się podmiotu prawa przy zastosowaniu kryteriów obiektywnych, odmawiając uznania za czynność prawną zachowania niespełniającego określonych reguł (por. E. Skowrońska-Bocian, Prawo cywilne. Część ogólna. Zarys wykładu, wyd. LexisNexis 2005, s. 169). Czynność prawna – piszą przedstawiciele tej teorii w nauce polskiej – to stan faktyczny, w którym występuje przynajmniej jedno oświadczenie woli, z którym to stanem faktycznym ustawa wiąże określone skutki prawne (za A. Wolterem – E. Skowrońska-Bocian, Prawo cywilne…, op. cit., s. 169).
Istotą czynności prawnej w tym ujęciu jest zobiektywizowana wola podmiotu i zamiar wywołania skutków prawnych. Brak oświadczenia woli jest na tyle poważną wadą, że może prowadzić do stwierdzenia nieistnienia czynności prawnej. W rozumieniu tej teorii skutki czynności prawnej nie są utożsamiane z treścią oświadczenia woli, ponieważ wynikają z ustawy, z zasad współżycia społecznego oraz ustalonych zwyczajów (por. M. Safjan, komentarz do art. 56 [w:] Kodeks cywilny. Komentarz do art. 1-44910. Tom I…, op. cit.).
Szczegółowe przedstawienie tych koncepcji, z uwzględnieniem także ich rozlicznych wariantów, przekracza ramy niniejszego opracowania, lecz należy zwrócić uwagę na pewną zbieżność obu. Nie zagłębiając się w uzasadnienie filozoficzno-prawne jednej, jak i drugiej koncepcji, zauważam występowanie zbieżnych elementów przy innym sposobie ich nazywania.
Podczas gdy w teorii czynności konwencjonalnej mowa jest o zachowaniu, któremu reguły sensu nadają „prawny” charakter, to w teorii tradycyjnej dla określenia istotnego z punktu widzenia prawa zdarzenia używa się zwrotu „stan faktyczny”, z którym normy prawne wiążą skutek. Stan faktyczny rozumiany jako określone zachowanie też będzie rozpoznany przez normy prawne jako zdarzenie prawnie relewantne, z którym związane są pewne skutki.
Obie teorie rozkładają jednak inaczej akcenty. O ile bowiem czynność prawna w ujęciu konwencjonalnym będzie wieloelementowym zachowaniem, któremu reguły sensu nadają znaczenie, o tyle czynność prawna w ujęciu tradycyjnym będzie przede wszystkim (a niekiedy wyłącznie) oświadczeniem woli zainteresowanego wywołaniem skutków prawnych podmiotu.
O tym, że obie teorie oddziałują na siebie i mieszają się, niech świadczy definicja czynności prawnej zaproponowana przez M. Gutowskiego, w myśl ktorej:
czynność prawna to oparta na oświadczeniu woli czynność konwencjonalna, za pomocą której podmioty cywilnoprawne, w sposób i przy spełnieniu przesłanek prawem przewidzianych, wywołują skutki w sferze prawa cywilnego (por. M. Gutowski, Nieważność…, op. cit., s. 19).
Powyższe wyjaśnienie było, w mojej ocenie, niezbędne dla prawidłowego zrozumienia metody definiowania normy dyspozytywnej przez M. Gutowskiego. Pozostaje ona w związku z teorią czynności konwencjonalnych, w której podmiot dla osiągnięcia pożądanego skutku musi zachować się w sposób konwencjonalny, zgodny z określonym schematem postępowania. Teoria M. Gutowskiego jest o tyle interesująca, że już w samej normie dyspozytywnej upatruje normy kompetencyjnej, podczas gdy inni autorzy normę kompetencyjną widzą raczej w przepisach ogólnych, mających walor zasad, takich jak na przykład art. 3531 KC (patrz: M. Piotrowski, Normy prawne imperatywne i dyspozytywne, Warszawa 1990, s. 24).
Zanim jednak przejdę do oceny koncepcji M. Gutowskiego, której znaczny stopień skomplikowania nie pozwala na jednopłaszczyznowe ujęcie, należy najpierw omówić zagadnienie treści stosunku prawnego.
Zgodnie z art. 56 KC czynność prawna wywołuje nie tylko skutki w niej wyrażone, lecz również te, które wynikają z ustawy, zasad współżycia społecznego i ustalonych zwyczajów. Przepis ten daje podstawę do uzupełnienia treści stosunku prawnego łączącego strony o skutki wyrażone w ustawie, w zasadach współżycia społecznego i w ustalonych zwyczajach. Jest to uzupełnienie treści stosunku prawnego, nie zaś samej czynności prawnej. Ma to duże znaczenie z punktu widzenia oceny czynności prawnej pod względem jej zgodności z ustawą (art. 58 § 1 KC).
Na tle tego przepisu wywiązał się spór między M. Romanowskim a S. Sołtysińskim oraz A. Szlęzakiem dotyczący kwestii włączenia normy dyspozytywnej do treści stosunku prawnego.
M. Romanowski stwierdził, iż źródłem związania dyrektywami normy dyspozytywnej nie jest ustawa, lecz jedynie wola adresata normy. Według niego związanie normą dyspozytywną jest konsekwencją skorzystania przez strony stosunku prawnego z przyznanej im kompetencji do zastosowania normy względnie wiążącej, czyli, innymi słowy, jest wyrazem woli adresata normy (por. M. Romanowski, Jeszcze w sprawie skutków…, op. cit.).
S. Sołtysiński stoi na stanowisku, że skutki przewidziane w normie dyspozytywnej wzbogacają treść czynności prawnej z mocy ustawy bez względu na wolę i zamiar adresatów (por. S. Sołtysiński, O funkcjach i skutkach…, op. cit.). Podobnie argumentuje A. Szlęzak, wskazując, że norma dyspozytywna wiąże z woli ustawodawcy podmioty, do których jest skierowana, to znaczy te, które nie wyłączyły się spod jej związania (por. A. Szlęzak, Sprzeczność z normą dyspozytywną to jednak…, op. cit.).
Należy przychylić się do opinii S. Sołtysińskiego.
Norma dyspozytywna nie uzupełnia czynności prawnej, a jedynie (lub aż) wzbogaca treść stosunku prawnego. Oznacza to, że norma względnie wiążąca odniesie skutki w sferze stosunku prawnego łączącego strony bez względu na ich świadomość i zamiar, o ile, rzecz jasna, strony same nie uregulują tego fragmentu stosunku prawnego inaczej. W razie uzupełnienia treści stosunku prawnego przez normę dyspozytywną każda czynność prawna podjęta w sprzeczności z tą ostatnią będzie sprzecznością z prawem. Skoro strony nie skorzystały z kompetencji do uregulowania wzajemnych praw i obowiązków odmiennie, dlatego znajdą zastosowanie przepisy ustawy (przepisy iuris dispositivi).
Podkreślenia wymaga fakt, że kompetencja wyrażona w przepisie dyspozytywnym dotyczy wyłącznie możliwości uchylenia jego obowiązywania w stosunkach inter partes. Normy dyspozytywne nie zawierają kompetencji do „włączenia” ich obowiązywania. Przeciwnie, obowiązują zawsze z mocy ustawy, chyba że strony stosunku prawnego postanowią inaczej. Dają zatem możliwość wyłączenia się przy braku konieczności wyrażenia woli na ich zastosowanie.
W tym kontekście nietrafna zdaje się konstatacja M. Romanowskiego, że:
źródłem związania adresata normy względnie wiążącej nie jest ustawa, ale przyznana mu przez ustawę kompetencja co do zastosowania tej normy (zob. M. Romanowski, Jeszcze w sprawie skutków…, op. cit.).
Moim zdaniem jednak, parafrazując twierdzenie M. Romanowskiego, źródłem niezwiązania adresata normy względnie wiążącej jest przyznane mu prawo do niezastosowania tej normy.
Dla wywiedzenia powyższych wniosków nie wydaje się konieczne odwoływanie do teorii normy kompetencyjnej, która zakłada, że czynność prawna sprzeczna jest nie tyle z nakazem/zakazem (normą merytoryczną) wyrażonym w normie dyspozytywnej, co z normą kompetencyjną stanowiącą konstytutywny element normy dyspozytywnej. Takie postawienie sprawy jest niepotrzebne, a niekiedy nawet może budzić wątpliwości.
Zaczynając od wątpliwości, chciałbym jeszcze raz poddać analizie stwierdzenie M. Gutowskiego, że norma dyspozytywna wiąże wewnątrz stosunku prawnego, określając granice własnej dyspozytywności, zaś poza tymi granicami wiąże jak każda inna norma. Spostrzeżenie jest jak najbardziej słuszne i interesujące, niemniej zbliża tym samym normę dyspozytywną do postanowienia umownego. Skoro norma dyspozytywna wiąże tylko wewnątrz stosunku prawnego, to tak jakby poza nim nie wiązała. Dlatego autor pisze dalej, że sprzeczność czynności prawnej niezgodnej z normą dyspozytywną jest sprzecznością z prawem, o ile normę dyspozytywną będziemy rozumieć jako normę kompetencyjną.
Wydaje mi się, że taki sposób rozumienia sankcji naruszeń norm dyspozytywnych jest oderwany od konkretnych stosunków prawnych. Należy zauważyć, że sprzeczności z normą dyspozytywną nie można rozważać abstrakcyjnie. Trzeba pamiętać, iż norma dyspozytywna znajdzie zastosowanie zawsze na gruncie ukształtowanego stosunku prawnego.
Weźmy na przykład przepisy dyspozytywne o wypowiadaniu umów w stosunkach najmu. Stosunek prawny najmu powstaje między stronami w wyniku zawarcia umowy najmu. Umowa zaś wywołuje skutki nie tylko w niej wyrażone, ale również te wynikające z ustawy, zasad współżycia społecznego i zwyczajów. Jak wyżej pisano skutki wynikające z ustawy nie wchodzą w skład czynności prawnej (umowy). Nie są to elementy składowe czynności prawnej, lecz stosunku prawnego. Oznacza to, że nie straciły one swojego „waloru” ustawowego. Jeśli mamy zatem do czynienia ze stosunkiem prawnym, w którym znalazły się elementy ustawowe, to czynność jednostronna wypowiedzenia będzie zawsze weryfikowana w oparciu o ten stosunek prawny. W zakresie, w jakim wypowiedzenie nie będzie odpowiadało elementom stosunku prawnego, które pojawiły się na skutek działania ustawy, będzie sprzeczne z ustawą.
W tym znaczeniu uznaję stanowisko M. Gutowskiego za uprawnione. Słusznie autor ten dostrzega, że norma dyspozytywna funkcjonuje w ramach stosunku prawnego. Wręcz można uznać, że norma dyspozytywna zbliża się do regulacji umownej. Niemniej, nie traci swojego ustawowego charakteru. Dlatego sprzeczność z tym fragmentem stosunku prawnego będzie sprzecznością z prawem. Zachowanie niezgodne z normą dyspozytywną będzie również w pewnym sensie sprzeczne z kompetencją – np. zasadą swobodnego kształtowania treści stosunków prawnych. W moim jednak przekonaniu zgodność czynności prawnej z zasadą swobody umów została zweryfikowana na etapie konstruowania treści łączącego strony stosunku prawnego. Jest to etap wcześniejszy, który pozwolił właśnie na związanie lub też nie stron normą dyspozytywną.
Sankcje wadliwych uchwał
Poczynione powyżej uwagi na tle wykładni przepisów art. 56 i 58 KC należy teraz odnieść do zagadnienia szczegółowego, tj. sprzeczności uchwały udziałowców z normą dyspozytywną.
Aby tego dokonać trzeba jednak najpierw rozważyć, czy nie powinno się, abstrahując od rozumienia sankcji nieważności czynności prawnej z prawem na podstawie art. 58 § 1 KC, zdefiniować na nowo nieważności uchwały z prawem na gruncie KSH? Wszak odnotować należy stanowisko, zgodnie z którym:
przepisy art. 252, 425 k.s.h. określają skutki prawne czynności prawnej niezgodnej z ustawą i stanowią lex specialis w stosunku do przepisów Kodeksu Cywilnego (…) [wobec czego – P.K.] brak jest podstaw do powoływania art. 58 k.c. do oceny stwierdzenia tego, czy mamy do czynienia z nieważnością uchwały” (zob. wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 3 lipca 2008 r., sygn. akt V ACa 227/08).
Analogiczne zapatrywanie prezentuje A. Koch (zob. A. Koch, Charakter sankcji wobec sprzecznych z prawem uchwał spółek kapitałowych, PPH 2/2007). Autor ten wskazuje na swoistość sankcji nieważności przewidzianej w art. 252 § 1 KSH. Podnosi, iż dla stwierdzenia nieważności uchwały na gruncie KSH niezbędne jest wydanie prawomocnego wyroku w postępowaniu, którego inicjatorami będą ściśle określone osoby. Według A. Kocha to szczegółowe rozwiązanie powoduje, że nieważność uchwały nie jest nieważnością, o której mowa w art. 58 § 1 KC (podobnie: M.S. Tofel, Nieważność uchwał na gruncie art. 252 § 1 k.s.h. i art. 425 § 1 k.s.h., PPH 8/2006).
Odmiennego zdania jest natomiast S. Sołtysiński (zob. S. Sołtysiński, Nieważne i wzruszalne uchwały zgromadzeń spółek kapitałowych, PPH 1/2006). Podkreśla on, że przypisywanie sankcji bezwzględnej nieważności cech „sztywnych” m.in. w postaci nieograniczonej w czasie możliwości zaskarżenia czynności prawnych dotkniętych tą wadą oraz nieograniczony krąg podmiotów legitymowanych do zaskarżenia nie znajduje uzasadnienia w przepisie art. 58 § 1 KC. S. Sołtysiński konstruuje uniwersalną definicję nieważności bezwzględnej, stwierdzając, iż opiera się ona kilku istotnych właściwościach, do których należą: wywołanie skutku nieważności z mocy samego prawa oraz nieskuteczność czynności prawnej od początku jej podjęcia. Konkludując, S. Sołtysiński zauważa, że uchwała sprzeczna z ustawą w świetle art. 252 § 1 KSH jest czynnością prawną dotkniętą sankcją bezwzględnej nieważności na gruncie art. 58 § 1 KC.
Stanowisko S. Sołtysińskiego wydaje się bardziej poprawne.
Sankcja bezwzględnej nieważności uchwały jest bezwzględną nieważnością w rozumieniu art. 58 § 1 KC. Dla zachowania kompletności wywodu należy odwołać się również do wykładni historycznej. Na gruncie kodeksu handlowego nie przewidziano takiej wadliwości uchwał, która wywoływałaby skutki z mocy prawa. Ówczesny art. 240 § 1 KH przewidywał jedynie zaskarżalność uchwał niezgodnych z prawem lub postanowieniami umowy. Obecnie obowiązujące w oparciu o przepisy art. 252 § 1 KSH i art. 425 § 1 KSH rozwiązania mówią o sprzeczności uchwał z prawem. Konsekwencją tej niezgodności jest stwierdzenie nieważności uchwały wyrokiem sądowym. Oznacza to, w mojej ocenie, że uchwała od samego początku jest dotknięta wadą i nie wywołuje skutków prawnych. Tak ukształtowana sankcja na gruncie KSH. spełnia warunki bezwzględnej nieważności z art. 58 § 1 KC.
Na marginesie zaznaczyć wypada, że stosowanie art. 240 § 1 KH powodowało trudności. Z uwagi na wprowadzenie jedynie sankcji wzruszalności uchwał wykształciła się praktyka stwierdzania nieistnienia uchwał. Problem wstępowania uchwał nieistniejących dyskutowany jest również pod rządami KSH. Opowiedzieć się jednak należy za poglądem wyłączającym możliwość wytoczenia powództwa o stwierdzenie nieistnienia uchwały na gruncie KSH, jednak nie tyle z powodu braku uzasadnienia dla wyodrębnienia „czynności nieistniejących”, lecz z uwagi na wyłączenie przez KSH stosowania art. 189 KPC, który dotyczy nie tyle stwierdzenia nieistnienia czynności, lecz stosunku prawnego. Obejmuje on zatem zarówno przypadki nieistnienia stosunku prawnego ze względu na nieważność czynności prawnej, jak i ze względu na nieistnienie tejże (por. S. Sołtysiński, Czy „istnieją” uchwały „nieistniejące” zgromadzeń spółek kapitałowych i spółdzielni, PPH 2/2006; M.S. Tofel, Uchwały nieistniejące na gruncie kodeksu spółek kapitałowych, Państwo i Prawo 4/2007; M. Gutowski, Nieważność…, op. cit., s. 66-72).
W obliczu powyższych argumentów trzeba stwierdzić, że zarówno w kodeksie cywilnym, jak i kodeksie spółek handlowych, nieważna jest czynność prawna podjęta z naruszeniem ustawy. W zakresie wykładni sformułowania „sprzeczności z ustawą” można zatem, moim zdaniem, posiłkować się wykładnią art. 58 KC.
W tym miejscu przywołać należy opinię K. Bilewskiej, uczestniczki dyskusji na łamach PPH, która przy generalnej aprobacie tezy M. Romanowskiego, podniosła, że przepis art. 425 KSH odnosi się do sprzeczności z prawem, nie różnicując przy tym objętych jego hipotezą norm na względnie i bezwzględnie wiążące. W tym samym artykule K. Bilewska opowiedziała się na gruncie art. 58 KC za zawężeniem jego stosowania wyłącznie do norm bezwzględnie obowiązujących. Pogląd ten koresponduje z przytoczoną tezą wyroku Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Autorka wyróżnia więc sprzeczność z ustawą na tle przepisów KSH oraz KC. Uważam mimo wszystko, iż z uwagi na takie samo ujęcie przesłanki „sprzeczności z ustawą” w KSH i KC należy przyjąć wykładnię zaproponowaną przez autorkę za niejasną wobec braku szerszego uzasadnienia (por. K. Bilewska, Sankcja sprzeczności…, op. cit.).
Za niewyjaśnione uznać należy również stanowisko A. Kidyby wyrażone w komentarzu do art. 252 KSH (zob. A. Kidyba, komentarz do art. 252 k.s.h. [w:] A. Kidyba, Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Komentarz, wyd. C.H. Beck 2009). Odnosząc się do sprzeczności uchwały z prawem, autor ten podniósł, że musi ona naruszać bezwzględnie obowiązujące przepisy prawa materialnego i procesowego. Dalej, A. Kidyba wskazał, że nieważność uchwały z powodu naruszenia przepisów prawa zachodzi również w sytuacji, gdy przepisy ustawy zostaną powtórzone w umowie lub statucie spółki. Choć autor ten nie wyjaśnia, czy chodzi mu jedynie o normy kogentywne, czy również o normy dyspozytywne, to w kolejnym zdaniu zastrzega, że jeżeli uchwała narusza przepis względnie obowiązujący, a umowa nadała mu charakter bezwzględnie obowiązujący, to podstawą wytoczenia powództwa jest art. 249 KSH. Tak zarysowane stanowisko mogłoby wskazywać, iż sprzeczność z przepisami prawa, w ocenie tego autora, zachodzi jedynie w razie naruszenia norm iuris cogentis. Z drugiej jednak strony, na tle takiego ujęcia problemu, powstaje pytanie, czy naruszenie norm iuris dispositivi, gdy nie są one wpisane do umowy, powinno być zaskarżone jako sprzeczność z ustawą, czy z umową (statutem) spółki? Na tak zadane pytanie A. Kidyba nie odpowiada, a z zaprezentowanego wywodu, wydaje się wynikać teza, że powinno zostać wytoczone powództwo o uchylenie uchwały.
Zgodzić należy się z K. Bilewską, która rozszerzając problem, uznaje, że niespójna i nielogiczna jest regulacja, w której zaskarżenie uchwały niezgodnej z bardziej rygorystycznymi niż przepis ius dispositivum postanowieniami umowy (statutu) znajdzie oparcie w powództwie z art. 249 KSH, natomiast zaskarżenie uchwały niezgodnej wyłącznie z dyrektywą normy dyspozytywnej będzie następowało w drodze stwierdzenia jej nieważności, czyli sankcji dalej idącej (por. K. Bilewska, Sankcja nieważności…, op. cit.).
Takie postrzeganie zagadnienia, w mojej ocenie, nie pozwala mimo wszystko na rozszerzającą wykładnię przepisów. Zauważa to również K. Bilewska, pisząc:
»rozciąganie« hipotezy art. 422 k.s.h. na sprzeczność z normami względnie wiążącymi, w sposób oczywisty nie mieści się w literalnej wykładni tego przepisu sankcjonującego i stanowi – jak się wydaje – niedopuszczalny przykład wykładni rozszerzającej, a nawet kreującej.
Zagadnienie naruszenia norm względnie obowiązujących w kontekście sprzeczności czynności prawnych z prawem zasługuje na jednolite i wyczerpujące opracowanie. Jak się okazuje zagadnienie to wzbudza zainteresowanie czołowych przedstawicieli polskiej cywilistyki. Wypowiedzi jej uczestników wskazują na zarysowanie linii podziału: między tymi, którzy związanie normą dyspozytywną upatrują wyłącznie w woli adresata i tymi, którzy wolę adresata normy ograniczają do kompetencji wyłączenia się spod działania dyrektyw normy względnie wiążącej. Oczywiście jest to skrótowe, jeśli nawet nie powierzchowne, ujęcie problemu. Spór ma głębsze podłoże o charakterze teoretycznym. Nie może on jednak prowadzić do niejednolitej wykładni przepisów prawa, które mają fundamentalne znaczenie dla funkcjonowania podmiotów prawa, w tym spółek handlowych. Orzecznictwo w tym obszarze powinno pozostawać, dla zapewnienia pewności obrotu, spójne.
Z zaprezentowanego wywodu zdaje się mimo wszystko wynikać szeroko akceptowana teza, iż naruszenie przepisów o charakterze względnie wiążącym skutkuje nieważnością uchwały z mocy samego prawa. Taką wykładnię podziela większość z cytowanych tutaj autorów (poza M. Romanowskim i A. Kidybą). Najbardziej obszerne, a zarazem najbardziej kompletne uzasadnienie takiego poglądu przedstawił M. Gutowski. Zaproponowana przez niego koncepcja opiera się na istnieniu szczególnych norm kompetencyjnych, które pozawalają na dokonywanie czynności konwencjonalnych w oparciu o reguły sensu. Należy z aprobatą przyjąć próbę uzasadnienia tezy o nieważności bezwzględnej czynności podjętych z naruszeniem norm dyspozytywnych. W swojej pracy starałem się, przy wykorzystaniu koncepcji M. Gutowskiego, poszukać innego, choć nie przeciwstawnego, sposobu udowodnienia tej tezy.
Nie byłoby jednak sensu odnosić się do teorii cywilistycznych, gdyby miało się okazać, że nie mają one zastosowania na gruncie prawa spółek. Twierdzenie, że KSH traktuje problematykę nieważności uchwał autonomicznie, należy mimo wszystko odrzucić. Nie znajduję podstaw w przepisach prawa, by sprzeczność uchwał udziałowców z prawem kwalifikować inaczej niż jako sprzeczność czynności prawnych z ustawą. Istotnie, KSH łagodzi sankcję bezwzględnej nieważności, wprowadzając dodatkowe przesłanki zaskarżenia uchwał, lecz z całą pewnością nie konstruuje nowej sankcji wadliwości uchwał. Słusznie pisał o tym S. Sołtysiński, podnosząc, iż bezwzględna nieważność czynności prawnej nie niesie zawsze za sobą identycznych konsekwencji.
Należy opowiedzieć się zatem za takim rozumieniem sprzeczności uchwał udziałowców z prawem, w którym naruszenie normy dyspozytywnej uznawane jest za sprzeczność z ustawą.
W mojej ocenie, interesujące uwagi M. Romanowskiego nie przekonują, jak i nie wytrzymują krytyki. M. Romanowski zdaje się argumentować, że obowiązywanie norm dyspozytywnych jest konsekwencją zasady autonomii woli stron. Wola stron – w jego ujęciu – decyduje, czy dana norma obowiązuje w danym stosunku prawnym. Takie postrzeganie funkcji norm dyspozytywnych prowadzi do niesłusznego wniosku, że większość przepisów prawa cywilnego i prawa spółek to jedynie nieobowiązująca propozycja. Obowiązywać zaczyna w chwili, gdy sięgną po nie podmioty prawa cywilnego. Podjęta próba polemiki z autorem prowadzi do wniosku, że założenia jego tezy (czy hipotezy) są wadliwe. Przepis dyspozytywny należy do obowiązujących źródeł prawa, wiąże zaś z mocy ustawy każdą ze stron stosunku prawnego, o ile nie uchylą się one spod jego wiązania. Naruszenie przepisu dyspozytywnego, który zaczął wiązać strony w ramach ukształtowanego stosunku prawnego, powinno prowadzić zarówno na gruncie KC i KSH do stwierdzenia takiej czynności za niezgodną z prawem.