Source: http://komentarze.xp.pl/swiat/miedzynarodowe-konfabulacje-w-sprawie-koronawirusa/cio4wfn
Timestamp: 2020-08-04 19:36:54
Legal References Found: art. 13
 art. 14
 art. 14
 Art. 13
 art. 10
 art. 31
 art. 31
 Art. 11
 art. 2
 art. 10
 art. 31
 art. 57
 art. 57
 art. 31
 art. 36
 art. 34
 art. 22
 art. 495
 art. 491

Document Content:
Międzynarodowe konfabulacje w sprawie koronawirusa
Od kilku tygodni mass media zalewają nas informacjami na temat nowej formy "koronawirusa" zwanej SARS-CoV-2 albo Covid-19. Okoliczności tej sprawy wskazują na skoordynowany spisek prawdopodobnie inspirowany przez centralę w Watykanie.
Jakkolwiek nikt nie poddaje raczej w wątpliwość samego istnienia nowego koronawirusa czy nawet tego, że może on być śmiertelny – aczkolwiek mogą być wątpliwości, czy jego autorem jest "matka Natura", czy po prostu człowiek, laboratorium – tym niemniej akcja medialna, jaka się w związku z nim rozpętała, wraz z błyskawicznymi reakcjami rządów i szpitali na całym świecie jest w mojej opinii wyjątkowo podejrzana.
Dziwne jasnowidzenie od pierwszych chwil, co do wagi problemu, współdzielone przez wszystkie polskie ośrodki medialne
Już na sam ten "wybuch afery" patrząc można nabrać sporych podejrzeń. Przede wszystkim nowe warianty koronawirusa pojawiały się już w przeszłości, w tym w 2003 r. (SARS-CoV), 2004 r. (HCoV NL63), 2005 r. (HKU1), potem w 2012 r. (MERS-CoV), jak podaje angielska Wikipedia (https://en.wikipedia.org/wiki/Coronavirus). Nikt jednak wtedy z powodu pojedynczych "odkryć" w odległym kraju, w rodzaju Chin, nie bił na alarm w kraju o pół globu od niego odległym, takim, jak Polska. Ta globalna koordynacja jest typowa w przypadku zarówno działalności Kościoła katolickiego, jak i, obecnie, także w przypadku spisków amerykańskich na tle podsłuchowym.
A przecież wykrycie nowego wirusa nie musi oznaczać problemu na całym świecie. Jak dotąd nic takiego z tego nie wynikało. Nie było globalnego problemu, nie było "setek ofiar", nawet "tysięcy" ofiar, nie było specustaw itd.
Nie tylko to idealne trafienie w to, że "zaraz coś się rozkręci", "to jest temat przyszłościowy i nas też dotyczy" budzi zasadnicze wątpliwości. Równie dziwaczne jest to, jak szybko szpitale na całym świecie dostosowały się do, w teorii, zupełnie niespodziewanego "ataku" mediów skupiającego nagle uwagę wszystkich na takim temacie. Niemalże pojedyncze dni wystarczyły, by w licznych szpitalach wiedziano, jak się zachowywać, ba, nawet dysponowano testami na obecność nowego wirusa, dzięki czemu zaraz można było ogłaszać wykryte przypadki za granicą. Taka wiedza i umiejętności powinny przyjść, a właściwie nieśmiało zacząć przychodzić, najwcześniej po kilku tygodniach od ogłoszenia nowego odkrycia, bo bez względu na wszelką presję mediów niektóre rzeczy niestety po prostu muszą trochę potrwać (jak np. międzynarodowy transport różnych rzeczy, nawiązywanie kontaktów i omawianie sprawy itd.). Obawiam się, że w normalnych warunkach, bez uprzedniej wiedzy o tym, że "ma być duża afera", nie mielibyśmy do czynienia z takim spektaklem.
Znamienne statystyki międzynarodowe
Idąc dalej, w prawdziwe zakłopotanie obrońców wiary w "realny gigantyczny problem międzynarodowy z nowym koronawirusem" powinna wprawić analiza informacji, jakie ok. tydzień czy dwa tygodnie od wybuchu "afery" (rzędu 10 dni temu) ogłoszono w Polsat News. Informowano wtedy o stanie międzynarodowych wykryć co do obecności wirusa. I tak, wedle tych informacji,
w Kanadzie odnotowano 13 przypadków,
na Białorusi odnotowano 1 przypadek, u człowieka z Iranu,
na Litwie odnotowano 1 przypadek, u osoby powracającej z... Włoch (oczywiste skojarzenie: centrala w Rzymie). Włochy zresztą do dziś są jednym z istotnych ośrodków postulowanej obecności koronawirusa, a w zainteresowanie tematem włączył się sam Kościół katolicki (gdzieniegdzie przestano odprawiać msze, przebadał się też na obecność koronawirusa sam papież). Można wręcz domyślać się, że Covid-19 powstał (czy też został odkryty) w prowincji Wuhan, ponieważ jej nazwa czytana po polsku najbardziej kojarzy się z Włochami. "Kolebką koncepcji Covid-19 są Włochy i Wuhan, a Polska miejscem jej upadku".
Komentując teraz te informacje – a właściwie pierwsze dwie, bo trzecia już jest dostatecznie skomentowana i wymowna – można wskazać, że po pierwsze Kanada (ang. Canada) kojarzy się m. in. z podobnie brzmiącymi słowami ang. can do – "da się wykonać", tłumacząc na polski – czyli można ją zestawić z tzw. studium wykonalności określonego projektu. Jeśli zaś takim projektem miałby być teraz, przyjmujący na siebie rolę co nieco dekonspiratora przekrętów, portal xp.pl, a uwagę skupiono by na temacie podsłuchu i tortury przypisywanych Telewizji Polskiej, to zestawienie tego z 13-ką wydaje się absolutnie nieprzypadkowe, gdyż nieraz ten czy ów twierdzi, że "temat podsłuchu w Telewizji objęty jest tajemnicą państwową, jakąś klauzulą". I że w związku z tym "tej mafii rozpracować się publicznie nie da". Odpowiedzią na takie stawianie sprawy był nasz artykuł komentarzowy pt. "xp.pl ostrzega przed fałszywymi teoriami o prawnym zakazie mówienia", w którym akcentowano zwłaszcza bardzo pomocną w tym temacie rolę art. 13 Konstytucji RP (a ściślej: jego końcówki), zapewne zresztą nieprzypadkowo ściśle poprzedzającego art. 14 o wolności prasy. Są poszlaki na to, że art. 14 jako przepis o wolności prasy planowano już w 1984 r., gdy uchwalano Prawo prasowe, gdyż można to wyczytać z zestawienia daty ustawy z datą urodzin Piotra Niżyńskiego (tu plus 1 dzień, tam plus 4 miesiące – dodać w poszczególnych polach daty), zaś co do 13-ki to ogólnie wiadomo przecież, że jest pechowa, a wynika to ze specyfiki numerologii związanej z planami co do daty śmierci polskiego papieża (bardzo stara sprawa, sięgająca prawdopodobnie renesansu, patrz np. niedawny artykuł "Zmarł L. Stomma, prawdopodobnie kolejne zabójstwo globalnej mafii w Polsce").
Krótko mówiąc, teoria o "13-tu ofiarach w Kanadzie" jawić się musi jako podejrzana. "Can-do? Art. 13", tak to można w skrócie objaśnić. Można by ten "zbieg okoliczności" oczywiście próbować tłumaczyć złośliwością mediów, które statystyki podały akurat w momencie, gdy liczba ofiar wirusa doszła tam właśnie do 13, tym niemniej pozostałe równocześnie z tym podane dane także budzą wątpliwości.
Również przecież wiązanie koronawirusa u naszych sąsiadów już to z Iranem (i, co za tym idzie, kojarzącym się z nim w ostatnich tygodniach nazwiskiem Sulejmani, przy czym wybór tej postaci można uznać za pewną aluzję do postaci Piotra Niżyńskiego, jak wyjaśniono w ww. artykule "Zmarł L. Stomma, prawdopodobnie kolejne zabójstwo globalnej mafii w Polsce"), już to z Włochami i, dlatego, Rzymem, sprawia wrażenie swoistego spektaklu. Scenki, szopki polegającej na tym, że służba zdrowia w różnych krajach zaczyna produkować fałszywe wyniki, aby wszystko ładnie wyglądało: "jest globalna epidemia, ludzie, bójcie się tego i trzymajcie się blisko swych lekarzy i w razie czego bez wahania po nich dzwońcie".
Dodatkową godną uwagi sprawą jest to, że choć w Chinach, które jakoby "zaraziły cały świat" w niekontrolowanej fali zarazy, umrzeć miało "z powodu koronawirusa" jakoby 3300 osób (tylko tyle w kraju liczącym 1,4 mln. ludzi), to przykładowo wedle statystyk z Hiszpanii (gdzie jakoby "zmarło" 10% "zakażonych") umarło w Hiszpanii z tego powodu jakoby 15 tys. osób (dane z początku kwietnia 2020 r.), czyli więcej niż w Chinach i Stanach Zjednoczonych (kraj mający jedną trzecią miliarda ludzi) razem wziętych. W sumie zaś w Europie, przecież 3 razy mniej ludnej niż Chiny, zginęło (od tego DNA w otoczce lipidowej, nie wiedzieć czemu by nie likwidowanego przez stosowne do wymiarów wirusa przeciwciała) wg statystyk rządowych "55 tys. osób" (dane pozyskane przez Polsat News dn. 8.04.2020 r.), tj. ponad 16 razy więcej ludzi niż w chińskiej kolebce; odsetek takich wirusowych zgonów (w stosunku do liczebności populacji) musiałby zatem być – zupełnie nie wiedzieć czemu – 50 razy większy w, kojarzonej z wpływami chrześcijaństwa, Europie niż w Chinach, jeśli się chce ufać tym rewelacjom rządowym. Ktoś mógłby oczywiście rozpaczliwie próbować ratować wiarę w prawdziwość tych statystyk, tym niemniej symptomy spisku gdzie indziej dostrzegalne wydają się beznadziejne dla sprawy, nazbyt już kompromitujące.
Kolejne ewenementy z Kanady i ze świata
Już po opublikowaniu niniejszego artykułu ogłoszono, że w Kanadzie dziwnym trafem żona premiera jest nosicielką koronawirusa. Brzmi to jak potwierdzenie podejrzenia o przekrętach, gdyż zdarzenie się czegoś takiego jest oczywiście skrajnie nieprawdopodobne (nawet wtedy, gdy losuje się tyle razy, ile jest państw świata, lub nawet kilkakrotnie więcej razy, aby uwzględnić z osobna poszczególnych ludzi: możliwe osoby najbliższe z rodzin głównych polityków).
Dla porównania, w Wielkiej Brytanii jakoby "zaraziła się" koronawirusem wiceminister zdrowia (Nadine Dorries), w Hiszpanii – żona premiera (Pedro Sáncheza), w Monako – książę (głowa państwa), a także premier. Zauważmy, że wyróżniające się w tej sprawie kraje – Włochy (oczywiście z powodu Watykanu, od którego może tylko teoretycznie są oddzielone polityczne), Hiszpania, Wielka Brytania – są znane jako czołowe europejskie monarchie. Ponadto również w Polsce członek rządu rzekomo jest zarażony koronawirusem, a mianowicie minister Woś. Jego nazwisko sprawia wrażenie od dawna dobranego – jest to nazwisko takie samo, jak pewnego zmarłego podobno na raka (a może zamordowanego przez służbę zdrowia?) księdza o specyficznym, kojarzącym się z przeszłością nazwisku Łos (patrz wzmianka w artykule "Zmarł szef OPZZ Jan Guz. Prawdopodobnie kolejna ofiara afery pawulonowej" w akapicie poprzedzającym nagłówek "W takich przypadkach w tle jest coś więcej niż tylko informacja o złym stanie zdrowia"); akurat była chwilowo pewna "fala" polegająca na tym, że w krótkim czasie zmarło kilku duchownych najprawdopodobniej wskutek morderstwa, choć pozorowano to na samobójstwa (lub zgony medyczne). Może to jakiś sposób upamiętnienia: "ten umarł od »koronawirusa« – od ważnego monarchy"?...
Dodajmy, że wspomniana Kanada to ten kraj, do którego, jak niedawno ogłoszono, wybiera się książę Harry z księżną Meghan, rezygnujący z roli członków rodziny królewskiej (sprawa ogłoszona 8 stycznia br., patrz Wikipedia). Sprawa ta pasuje do życiorysu Harry'ego (syna księżnej Diany), ponieważ jego matka zmarła w roku +13 względem roku jego urodzin, zaś dla porównania ww. wydarzenie (tzw. Megxit) miało miejsce zaledwie 8 dni po pierwszych doniesieniach chińskiego rządu na temat nowego wirusa (31 grudnia). Zważywszy na ww. konstytucyjny kontekst 13-ki, można to przyrównać do śmierci Jana Pawła II w 8-mą rocznicę uchwalenia obecnej Konstytucji – łatwo więc skojarzyć, skąd wspomniane "8 dni po".
Zarażony miałby być rzekomo także główny negocjator UE ds. brexitu (a od 2019 r. szef negocjacji handlowych Unii z Wielką Brytanią), Michel Barnier. Ponadto 30 kwietnia podano do wiadomości, że jakoby zakażony jest też premier Rosji o nazwisku zbliżonym do słowa "oszustwo" (Miszustin).
Kwietniowe statystyki z Polski i Brazylii
3.4.2020 r. (data kojarzy się nieco z powiedzeniem "3... 4... ha ha ha!") Polsat News opublikował, m. in. na ekranach w wagonach metra warszawskiego, najnowsze dzienne statystyki, głównie z Polski i Brazylii (może też jeszcze z 1 czy 2 krajów). W Polsce podobno w ciągu doby zachorowały na COVID-19 wg rządu 392 osoby (dane z 2 kwietnia, czyli rocznicy śmierci Jana Pawła II), a w Brazylii w sumie jak dotąd – 4256.
Widać tu wyraźnie efekt przypominający steganografię numerologiczną, tak powszechną przecież w "grupie watykańskiej" (tzw. steganografia to sztuka ukrywania informacji w danych pozornie przypadkowych względem nich, np. kamuflowania ich w obrazkach GIF czy JPG czy, właśnie, w nagłówkach i wstępach artykułów prasowych, tj. na zasadzie aluzji dziennikarskiej). Mianowicie:
4256 można objaśnić słowami "czwórka dla informatyka" (gdyż 256 to jeden z fundamentalnych matematycznych symboli informatyki – tyle różnych wartości może przybierać 1 bajt informacji; co do wykorzystywania tej liczby w takiej roli patrz np. nasz artykuł o fałszerstwach wyborczych, a także informacje z raportu www.bandycituska.pl/ponazwisku.html, które można tam odnaleźć poprzez wciśnięcie kombinacji klawiszy Ctrl-F w przeglądarce internetowej i wpisanie tych cyfr w polu, które się wyświetli – przejrzyjmy wszystkie wystąpienia tej liczby...);
392 (patrz np. https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1951284,1,dzis-392-nowe-zakazenia-i-14-zgonow-koalicja-rzadowa-wisi-na-wlosku.read) pasuje na symbol "odkryłeś Amerykę" (porównaj: kolejny tutaj nagłówek artykułu, poniższy), ale trzeba tu jeszcze na początku dodać dwie jedynki. 392 + 1 dodane do pierwszej cyfry + 1 na początku = 1492, rok "odkrycia Ameryki przez Kolumba". Jedynka zaś stosowana jest w grupie watykańskiej typowo jako symbol "pierwszego", jakiegoś pierwszeństwa, czyli zwłaszcza jakiegoś ważnego polityka; tak też przykładowo dwie jedynki idące w parze zdają się symbolizować jakieś dwie czołowe postaci polityczne mówiące wspólnym głosem. Liczne przypadki wykorzystywania jedynki w takim charakterze można znaleźć w raporcie http://bandycituska.pl/ofiary.html (o morderstwach tej mafii politycznej) przy postaciach Czesław Miłosz (2004), Anna Politkowska (2006), Leszek Kołakowski (2009), Włodzimierz Ławniczak (2011; akurat zaproponowano tam alternatywne objaśnienie cyfry, bo szkolne, ale też pasuje polityczne), Stanisław Maślanka (ten zmarły w 2015 r., nie ten z 1990 r.), ks. Jacques Hamel (2016), 2 ofiary wypadku pod Świeckiem (2017), zresztą sam "fundamentalny" artykuł Kodeksu postępowania karnego o umorzeniach dziwnym trafem ma numer 17 – jak jakaś aluzja do słów "pierwszy-Bóg" ("premier może wszystko").
A zatem znowu symptomy spisku. Charakterystyczne przy tym jest, że mimo rażącego każdego demokratę naruszania zasady trójpodziału władzy i składania hołdów lennych rządowi i rządom w dziedzinie koronawirusa (choć przecież nie urządzono żadnego publicznego śledztwa co do wszystkich tych przypadków, żadnej komisji śledczej, czyli Sejm zamienił się w przybudówkę rządu, a nie organ od kierowania polityką państwa i nadzorowania, czy rząd dobrze pracuje), media rozlubowują się (zapewne pod wpływem strachu przed skarbówką, bo przecież Kościoła i papieża tak w sposób naprawdę dotkliwy kompromitować nie wolno) w pisaniu o epidemii jako czymś istniejącym, a o statystykach rządowych – jak o faktach. Zamiast więc, zgodnie z prawdą, napisać, że "według rządowych danych sytuacja szpitali jest coraz bardziej dramatyczna", dziennikarze, udając sytuację, że sami to sprawdzili, piszą po prostu "sytuacja szpitali jest coraz bardziej dramatyczna". Analogicznie też uporczywie pisze się o koronawirusie jak o fakcie już należycie udowodnionym.
Dane zaledwie o tydzień późniejsze (tj. prawdopodobnie z przedednia, czyli 9 kwietnia) podano w mediach 10 kwietnia. Wg twierdzeń Szumowskiego i jego resortu w Polsce jest jakoby 5742 zakażonych (patrz np. https://dorzeczy.pl/kraj/135987/koronawirus-w-polsce-5742-zakazenia-i-175-zgonow.html, zresztą te statystyki łatwo wyszukać w Google). Tyle tylko, że liczba ta – jeśli, znowu, dodać tutaj dwie jedynki (nawiązuje to do tradycyjnej watykańskiej metody przekształceń liczb: "dodać dwójkę"), tym razem na samym końcu, a nie na początku – jest przekształconą liczbą 5 753, w której piątka nadaje się na symbol oceny "bardzo dobrze", a 753 jest to rok założenia Rzymu (p.n.e.). A zatem objaśnić tę sytuację – w kontekście pytania, na które chce uzyskać odpowiedź czytelnik sięgający po takie statystyki – można następującymi słowami: "Jak się rozprzestrzenia?" – "Bardzo dobrze – założenie Rzymu". Skojarzenia z wpływami centrali watykańskiej jak widać są, bo też o czym innym mogłyby być słowa o wspomnianych "założeniach" najwyraźniej politycznych?... Wspomnianą liczbę 5-753 można też objaśnić nieco inaczej, słowami: "piątka w szkole – założenie Rzymu", które wówczas nabierają charakteru ogólniejszego niż ten, jaki dotyczy samej tylko epidemii (choć można i tutaj dopatrywać się drwiny: np. gdy chodzi o rzekomy wyjątkowo duży współczynnik przenoszenia się na inne osoby). Przykładowo, na ironię zakłada taka wypowiedź także wtedy, gdy idzie o stan sądownictwa i ogólnie postępowań prawnych (obejmuje to także postawę adwokatów względem Niżyńskiego przychodzącego do nich z problemem prawnym, jak również potencjalnie względem innych politycznie represjonowanych osób). Zgodnie z panującą polityką często w sprawach dotyczących w istocie polityki (choć to zwykle nie jest takie oczywiste) łamane są standardy dobrze znane z doktryny (np. poszanowanie dokumentów urzędowych w postępowaniu cywilnym, czyli tzw. domniemanie autentyczności i zgodności z prawdą); lekceważone bywa orzecznictwo Sądu Najwyższego, mimo że jak głosi Trybunał Konstytucyjny sędziowie nie są w tej dziedzinie niezawiśli i nie mają prawa go lekceważyć; łamane nawet w sposób rażący są przepisy, w tym także te fundamentalne-konstytucyjne (czy np. przepisy o konstrukcji aktów oskarżenia, o elementach wymaganych, jakie musi opracować prokuratura), jak również zwykłe zasady prawidłowego rozumowania. Do najwyższych zaś organów sądowniczych wstępu bronią prawnicy, odmawiający reprezentacji (wzmiankowane w artykule komentarzowym "Dlaczego Piotrowi Niżyńskiemu pod rząd odmówiło 15 adwokatów? Analiza nagrań"); zresztą im wyżej, tym większe upolitycznienie (członków TK wybierają posłowie, a jeszcze wyższego organu: Europejskiego Trybunału Praw Człowieka – wręcz nawet same rządy: i tam zawsze czeka na Niżyńskiego i jego firmy odrzucenie skargi na najwcześniejszym możliwym etapie, nawet bez powiadamiania kraju pozwanego). Wreszcie, słowa "piątka w szkole – założenie Rzymu" można też odnieść, najogólniej, do religii, do oczekiwań i przekonań, jakie ma spora większość wyznawców katolicyzmu: że nie istnieje żaden rozdźwięk pomiędzy nauką a religią i że nie ma w szczególności sytuacji, że jedna z tych dziedzin zwraca się przeciwko drugiej. Tak czy inaczej jest to w każdym razie wedle intencji autora tego steganograficznego przesłania jedynie pozór, ironia, drwina (ach tak: "dobrze się uczy, pieczołowicie zbiera dane – jest tutaj rzetelna »szkoła«"...), zwłaszcza w obliczu statystyk najwyraźniej ewidentnie fałszowanych.
Bardzo znamienne, że w Polsce w kwietniu już po raz drugi z rzędu do rozszyfrowania sprawy prowadzi dodanie jedynek po jednej ze stron liczby.
Z kolei 15 kwietnia Ministerstwo Zdrowia podało na Twitterze liczbę nowych zarażonych zdającą się nawiązywać do liczby znanej z pewnego tematu eksponowanego na forum bloga Piotra Niżyńskiego (linki do niego można znaleźć np. w niektórych artykułach xp.pl, zresztą politycy mogliby słyszeć o tej sprawie – specyficznego, nastawionego na uwiecznianie pewnych zapewne z papieżami powiązanych spisków, nazewnictwa ulic czy numeracji autobusów – nawet i bez tego wpisu na forum, po prostu z uwagi na swe kontakty); liczba ta – mowa tu o liczbie 174 – najwyraźniej symbolizuje, jak pokazano w ww. tekście (patrz trzeci od góry duży punkt), ideę "Pierwszy atakuje twoje miejsce zamieszkania". Jest to to podstawowe, dobrze już ustalone w tradycji skojarzenie z tą liczbą. Jakie ma znaczenie taki problem "Pierwszy atakuje twoje miejsce zamieszkania" w kontekście sprawy COVID-19 – a niewątpliwie swoje znaczenie ma i może tu chodzić o problem całkiem realny, namacalny, dotkliwy (patrz np. deklaracja bezdomności zamieszczona w piśmie Niżyńskiego zaprezentowanym w tym oto artykule xp.pl jako ilustracja nr 2) – wyjaśniono poniżej pod nagłówkiem "Szykany w rytm czytań niedzielnych. Prawdopodobnie od papieża". Sama zresztą specustawa dotycząca COVID-19 zdaje się nawiązywać do tej ukrytej symboliki liczby 74, gdyż w Dzienniku Ustaw ma ona nr 374, co można objaśnić słowami "wystarczy mieszkanie" ("i nie ma problemu"; 3 pasuje tutaj na symbol oceny w szkole: "dostateczny"). Od razu widać, o kim w szczególności tutaj myślano i o jakiej sprawie podsłuchowej.
Symbolikę zawartą w liczbie 174 można też objaśnić na kilka innych sposobów, oderwanych od ww. tradycji, choć również nawiązujących do znanych memów:
"Pierwszy to Bóg? to dobrze" (przy zapisie np. 17?4) – nawiązanie do dobrze znanej symboliki siódemki jako znaku boskości, obficie wykorzystywanej w "grupie watykańskiej", wypowiedź zaś budzi skojarzenia z nadużyciami władzy, co jest tutaj podejrzeniem jak najbardziej na miejscu;
"Dobry papież", "Papież jest OK" (dosł. "dobry pierwszy boski [zastępca]");
"pierwszy Bóg dobry", co można też przetłumaczyć (odwołując się do koncepcji Boga "wszystkowida", wszystko widzącego, rozumiejąc to przenośnie jako personifikację podsłuchów) tak oto:
"pierwsze (prymitywne) podsłuchy są OK" (nawiązanie do jakichś może wymagań rządu amerykańskiego stawianych krajom korzystającym z ich technologii).
Z kolei dzień później: 16 kwietnia podano w telewizji dane ministerstwa, z których wynika, że łączna liczba osób, które się zaraziły, to 7771 – wynik oparty na cyfrach 7 ("boskość, Bóg") i 1 ("pierwszy, premier"), typowych w symbolice i steganografii liczbowej, jakie stosuje się w "grupie watykańskiej".
26 kwietnia wg MZ (zapewne komunikat na Twitterze, patrz też artykuł Gazeta.pl, po którym powtarzamy) liczba nowych "zarażonych" (bo oczywiście ciągle musi być świeża dostawa, ciągle jacyś nowi w każdym województwie...) miała wynieść 222 – jest to znowu liczba jedna z bardzo bardzo niewielu tak wyjątkowych, bo z ważną ukrytą symboliką religijną. Przykładowo, datę śmierci (praktycznie na pewno spektakularnego samobójstwa) Jana Pawła II wyznaczono dawno temu, najpewniej już w renesansie, tak, że jest to data o 2 lata i 2 miesiące późniejsza od daty 2.2.2003 (dwa zera można potraktować jak znak mnożenia × złożony z dwóch stykających się jednym punktem półkoli, w których tutaj jeszcze dociągnięto kreski do pełnych zamkniętych kół – wówczas ujawnia się inspiracja, jaką jest liczba 222×3, czyli 666, jako swoisty praojciec daty Konstytucji 3 maja – stąd też właśnie pasuje zwiększanie o 2, jak gdyby 2 pokolenia – natomiast ojcem daty konstytucji 3 maja wydaje się być właśnie sama ta planowana data śmierci papieża ustalona na 2 kwietnia, jako wcześniejsza tym razem o 1 miesiąc i 1 dzień, krótko mówiąc: dwie tym razem jedynki). Potem data 22.2 zapisała się jeszcze w historii – zapewne za sprawą kontynuowania tej samej zakulisowej idei przez kolejnych papieży – jako data urodzin ateistycznego prochrześcijańskiego filozofa Schopenhauera, jak również wpisana też została następnie przez polski Kościół jako data urodzin Chopina (choć rodzina głosiła, że był to 1 marca).
Krótko mówiąc – najprawdopodobniej znowu zmyślenie. Oto kolejne jeszcze najpewniej zmyślone dane statystyczne, to znaczy dobrane "ludzką ręką" pod odpowiedni efekt psychologiczny (z początków maja):
13693: rozpisując na 3 kolejne liczby-symbole: 13-6-93, mamy tu (odwołując się jeszcze przy tym do spraw znanych z zakulisowych przekrętów papieży) "[ale] pech, że źle po pedofilii!" (wyjaśnione w naszym artykule omawiającym m. in. sprawę pedofilii przeciwko Niżyńskiemu i podnoszącym tezę, że mógłby być w to zamieszany nawet sam papież i że tak to wygląda, iż na to właśnie się zanosi; pedofilski akt podprogowy ponoć przypadł na rok 1992, a równo miesiąc przed nim Jan Paweł II swą oficjalną czynnością jak gdyby wyglądał już myślami w stronę tego, co później, już po niej, w życiu tego człowieka). Rzekomo tyle łącznie Polaków doznało zakażenia, wedle statystyk Ministerstwa z 3 maja, z czego zmarło... 678 (ułożone po kolei cyferki, co do rzędu wielkości zapewne mające się zgadzać z jakimiś tam fundamentalnymi założeniami; w każdym razie aż 2 liczby wyraźnie dobrane prawie na pewno pod efekt psychologiczny w jednej i tej samej publikacji na Twitterze). Źródła: np. "Rzeczpospolita", Onet.pl ("Medonet"), ponadto statystyki ministerstwa regularnie lansuje Polsat News osobom korzystającym z metra warszawskiego (ekrany z propagandą porozmieszczane w większości kursujących wagonów).
2553: tutaj można dostrzec z kolei 2 liczby-symbole: 255-3, przy czym 255 jest to największa z liczb naturalnych (w zbiorze z zerem) dających się zapisać w jednym bajcie w ramach najpowszechniejszej reprezentacji ("kolejne liczby całkowite nieujemne"), swoiste apogeum i maksimum. Liczbę tę zapisuje się (8-bitowo) jako 11111111 – a zatem "same jedynki". Trójka zaś, w kontekście szkolnictwa, to symbol tego, co dostateczne (ocena "dostateczny"). Stąd też, summa summarum, wynik ten ma konotacje jak w nazistowskich opowieściach o Polakach-parobkach, nie wymagających dokładnej edukacji: "wystarczą same pały". Rzekomo tyle łącznie osób "zaraziło się koronawirusem" w województwie mazowieckim, najbardziej podobno dotkniętym. Dane, zapewne za dzień 4 maja (czyli kolejny względem tego z poprzedniego punktu-pokazuje to, jak często takie "wpadki" zdarzają się rządowi), podały rano 5 maja liczne media, w tym ww. ekrany metra, patrz np. https://tech.wp.pl/koronawirus-w-polsce-juz-700-ofiar-smiertelnych-ponad-250-tys-zgonow-na-swiecie-mapa-6507154853611137a.
14242: to z kolei jak gdyby nawiązanie do niniejszego artykułu (jeszcze zanim uzupełniono go w tym miejscu o te statystyki), a ściślej: do następującego teraz (czyż nie kluczowego?) nagłówka – wynik ten można rozczytać jako 3 liczby-symbole (liczby zdolne wywoływać dosyć powszechnie odpowiedni efekt psychologiczny, odpowiednie skojarzenia): 1-42-42. Czyli jak gdyby, wchodząc znowu (co znamienne) na tematy religijne i filozoficzne, "na początku dwa przypadki". Liczba 42 dlatego może być tak rozszyfrowana, ponieważ jej cyfry 4 i 2 wymawia się po angielsku "for", "tu", czyli razem: "fortu" – i tu aż ciśnie się na usta końcowa litera N, wówczas powstaje angielskie słowo fortune oznaczające łut szczęścia, przypadek. Wikipedia cytuje też, w przypisach swego artykułu o liczbie 42, stronę internetową informującą też o innych ciekawych właściwościach tej liczby. Najbardziej jednak chyba znane z nią skojarzenie pochodzi z książki Douglasa Adamsa "Autostopem przez Galaktykę", w której fabule można znaleźć podszyty sprawami religijno-filozoficznymi temat tego, jak to superkomputer Deep Thought poproszono o znalezienie (w domyśle: jakiejś mądrej, głębokiej) odpowiedzi na "Wielkie pytanie o życie, wszechświat i wszystko". Odnośny fragment cytuje m. in. strona internetowa 42.pl. (Cytat nie obejmuje tego, że maszyna podobno jeszcze wskazywała na iloczyn liczb 6 i 9, co z kolei zdaje się nawiązywać do bardzo starych nawet i następnie zrealizowanych spisków papieskich dotyczących przodków Piotra Niżyńskiego, ich nazwisk rodowych, dat urodzin i śmierci, a ponadto też np. sprawy zamordowania – zapewne otrucia – renesansowego malarza Rafaello, od którego sprawy zdaje się nawet pochodzić nazwa tej epoki. Urodził się w Wielki Piątek, zmarł też w Wielki Piątek – i to nie byle jaki, a taki, że przypadło to na 96-ty dzień roku, "do końca roku pozostało 269 dni": "drugie 69".) Liczba ta, 14242, to wg ministerstwa jakoby łączna liczba tych, co się w Polsce wspomnianym wirusem zarazili (patrz np. artykuł Super Expressu), podana równocześnie z zacytowanym punkt wyżej "wynikiem" cząstkowym.
4608: wynik jakoby z województwa śląskiego z dn. 14.5.2020 r., godz. 10:00 – "aktualna liczba zarażonych". W rzeczywistości wynik ten był najprawdopodobniej zmyślony i zainspirowany tematem, który u spikerów tortury dźwiękowej pojawiał się raz po raz już od ok. 2 tygodni i który został w końcu też dopisany we właściwe dla niego miejsce, tj. na stronie http://forum.bandycituska.pl/viewtopic.php?f=9&t=7754. Chodzi tu mianowicie o adres wzmiankowanego tam swoistego "głównego" (najbardziej wyeksponowanego) "centrum prostytucji warszawskiej", jak to odbiera autor ww. wątku na forum i autor bloga Piotr Niżyński (wiszące tam reklamy informują m. in. o usługach "spotkań erotycznych na żywo", kabin wideo oraz masaży, zaś generalnie teren jest zajęty przez sex shopy; ponadto na forum internetowym Garsoniera można było znaleźć pojedynczą relację podobno od klienta prostytutki z tamtego adresu) – a mianowicie miejsca przy skrzyżowaniu al. Solidarności z al. Jana Pawła II. Jak się okazuje (i jak zwrócili uwagę ci spikerzy) adres ten to "al. Jana Pawła II 46/48", co jest dziwnie zbieżne z adresem Sejmu: Wiejska 4/6/8. Wspomniane zaś "główne centrum" kojarzy się z... Lwówkiem Śląskim, swoistym symbolem przez nikogo nie odkrytej wielkiej ważności i potęgi. To tam miał być sprzedany oferowany przez Allegro egzemplarz notebooka z procesorem 486, po który swego czasu wybrał się w drogę Piotr Niżyński, stąd ów Lwówek Śląski u podsłuchowych spikerów telewizyjnych stał się nawet swoistym symbolem. A zatem w każdym razie numer 4608 można rozczytać jako "czterdzieści sześć, zero, osiem", co łatwo skojarzyć z "czterdzieści sześć przez osiem" z ww. adresu, przypominającego swoisty "Lwówek Śląski" w dziedzinie sexkomercji.
6333: 7 maja tyle podobno było wypożyczeń rowerów Nextbike w Warszawie, jak poinformowała firma dnia 11 maja (źródło: https://wawalove.wp.pl/koronawirus-w-warszawie-na-sciezkach-tlumy-rowerzystow-6509284716214401a), natomiast 22 maja (podwojony numer dnia) wg ministerstwa zdrowia tyle było zarażonych w całym województwie śląskim (patrz np. tech.wp.pl). Liczba ta ma przy tym konotacje religijne – może nie aż tak oczywiste, jak 666, czego pewnie się nieco wystrzegano, ale i tak bardzo łatwo ją z 666 skojarzyć.
404: 21 maja, czyli nazajutrz po awarii bloga Piotra Niżyńskiego (występował problem z jedną z domen uniemożliwiający otwarcie się bloga, obecnie już zażegnany), ministerstwo ogłosiło "404 nowe zakażenia koronawirusem". Tzw. błąd 404 to dobrze znany wielu internautom błąd (kod awarii) przewidziany protokołem HTTP oznaczający "strona nie odnaleziona" i wyświetlający się przy próbie wejścia na stronę o nieistniejącym adresie (w ramach istniejącej domeny i działającego serwera www).
972: tego samego dnia o tej samej porze ministerstwo podało też liczbę osób, które "zmarły na koronawirusa". 972. Jest to data bitwy pod Cedynią, pierwszego wielkiego starcia polsko-niemieckiego w czasach historycznych. Charakterystyczne, ponieważ ww. blog Niżyńskiego znajduje się na serwerach w Niemczech.
236,6: "dwa trzydzieści sześć i sześć" to dwuliczbowy wynik ogłoszony przez ministerstwo dn. 26 maja 2020 r., czyli w tegoroczny Dzień Matki. Z uwagi na znaną zdrową temperaturę ciała 36,6 stopni łatwo o drwinę z tego wyniku: "dwie zdrowe liczby" ("tu by trzeba podać, że w kwestii koronawirusa kraj był i jest kompletnie zdrowy i że nikt od niego nie umarł"?... tak, najwyraźniej o to m. in. chodzi w tym humorze). Wynik nawiązuje też do naszego czysto rozumowego argumentu, podanego w artykule "Poczta Polska fałszuje daty listu sądowego. »Pomoc mordercom«" pod nagłówkiem "Fikcyjna schizofrenia" i opartego o rachunek prawdopodobieństwa (tj. o skrajne nieprawdopodobieństwo takiej opcji), przeciwko teorii o chorobie psychicznej matki Niżyńskiego (bardzo duży zbieg okoliczności, bo dziwnym trafem chorobę udowodniono dopiero kilka lat temu, a nie np. już w czasach studenckich, wtedy to wręcz przeciwnie: trudno byłoby to przewidzieć, zaś z drugiej strony mąż dziwnym trafem ma nazwisko słynnego rzekomego "schizofrenika" Wacława Niżyńskiego). W tej sprawie jest zresztą duży dramat: o niemożliwość ociera się wyciągnięcie ww. osoby z państwowych placówek w rodzaju szpital czy dom pomocy społecznej, a tymczasem sytuacja z jej datą urodzenia w porównaniu z datami jej matki, jak również liczne spiski na tle ewentualnej "daty śmierci" 6 kwietnia, sprawia wrażenie, że grozi jej morderstwo podobne, jak w przypadku kilku innych osób z rodziny Niżyńskiego, które niemal na pewno zginęły z rąk służby zdrowia.
Wynik zacytowało m. in. Radio Lublin (patrz odnośnik) oraz Polsat News, codziennie nagłaśniający nowe dane z ministerstwa i wmawiający widzom, w swych komunikatach, poprzez sposób ich zredagowania, iż "pandemia koronawirusa" (nie np. rządowe restrykcje) to realna, ciągle w jakiś sposób działająca i przejawiająca się, przyczyna sprawcza, to krótko mówiąc fakt, coś rzeczywistego. Ciekawe tylko, w jaki sposób i na ile dogłębnie przeprowadzano w tym temacie postępowanie dowodowe. Nam, zwykłym widzom w każdym razie nie dane było oglądać żadnych dowodów w tym temacie – widzimy samo tylko głoszenie i ogłaszanie.
576: choć już od wielu dni typowe wyniki dzienne lansowane przez ministerstwo były poniżej 200 nowych zakażeń (czyli mniej niż 1% tej liczby, co grypa), nagle 6 czerwca podobno zaraziło się "576 osób". Data ta jest też zbieżna z datą nowelizacji rozporządzenia przewidującej "4-ty etap odmrażania gospodarki" (6.6 br.): otwarcie tzw. salonów masażu (często też zajmujących się prostytucją, zwłaszcza w pewnych miejscach kraju, i reklamujących się z użyciem słowa SPA na końcu, jak np. w sformułowaniu "masaż i spa"), a także salonów tatuażu. Tymczasem 576 to początek numeru telefonu komórkowego (zapisanego ze spacjami co 3 cyfry) pewnej firmy z Legionowa działającej pod marką "Dotyk Piękna. SALON KOSMETYCZNY Legionowo. Manicure. Pedicure. Depilacja woskiem, Henna brwi/rzęs", często widzianej przez szybę autobusu podczas przejeżdżania przez to miasto przez prezesa xp.pl Piotra Niżyńskiego. Nie chcąc tutaj automatycznie wiązać jej z praktykami prostytucyjnymi, może wcale tam nieobecnymi, trzeba tu wszakże odnotować, że w Legionowie branża taka wydaje się szczególnie silna, jest (chyba za sprawą którejś z ekip rządowych) dużo firm najwyraźniej właśnie m. in. prostytucją się zajmujących pod przykrywką takich salonów – np. w okolicach centrum miasta przy ul. Piłsudskiego chyba ze 4, można też natrafić na kojarzące się z tym plakaty bilbordowe (inne charakterystyczne dla tej branży zjawiska to np. skracanie nazwiska do jednej litery, jak w przypadku podejrzanych czy nawet świadków w sprawach karnych oraz ogłaszanie się w serwisie Moment.pl, stworzonym przez firmę o tyle kojarzącą się z tematem "spa", że z siedzibą w... Bielsku-Białej). Jedna z tamtejszych legionowskich firm z tej budzącej wątpliwości branży, która nota bene aż w dwójnasób w swej nazwie nawiązuje do tematyki seksualnej, również (jak się zdaje) wykorzystuje ukrywanie informacji w numerze telefonu i stosowanie aluzji o to opartych – mianowicie, w środkowej (oddzielonej odstępami) trójce cyfr numeru komórkowego jest od lat 998, czyli słynny numer do Straży Pożarnej (SPA), widocznie z tym chce się ona kojarzyć (aluzyjne wykorzystywanie numerów w reklamach salonów masażu napotykamy też, w kontekście z kolei nru 997 symbolizującego jakąś kryminalizację, w samym śródmieściu Warszawy: na al. Jerozolimskich przy Kruczej i na Krakowskim Przedmieściu, zaś potencjalnie jak się zdaje występującą prostytucję propagowano też np. bodajże na ulicy z Policją, Wilczej, w nawiązującej swą nazwą do sprawy papieża i Asi Bibi firmie) – przy czym to, że pojawił się bodajże ten pomysł aluzyjnego nawiązania do straży pożarnej, właśnie tam: w centrum Legionowa, blisko dworca, jest kolejną wskazówką na udział rządu w swoistym centralnym planowaniu tamtejszej gospodarki (zapewne przez dawne urzędy kontroli skarbowej narzucanym). Straż Pożarna pojawia się też bowiem w sprawie podsłuchu na Niżyńskiego w kontekście miejsca (miejscowości) planowanej jako jego przyszłe siedlisko (lokalizacja nieruchomości, którą ma kupić ofiara), a to za sprawą takich wsi, jak Krubin (siedziba straży pożarnej już w I poł. XX w.; KRU-BIN, "król binarny", jak o zawodzie Niżyńskiego: informatyk; obecnie stacjonująca tam straż pożarna organizuje doroczne uczty z darmowym jedzeniem dla mieszkańców gminy, w Święto Niepodległości) czy Skrzeszew (por.: "skrzy się", "skry lecą"); chodzi tu mianowicie o gminę Wieliszew i wieś Łajski. Wspominaliśmy o tym w kilku artykułach, np. tym omawiającym też zabójstwo Blidy; liczne ślady tych planów widać też w:
literaturze (np. Ziemia obiecana, podobnie też idea "szklanych domów" – raz, że kojarzy się z podsłuchiwaniem i podglądaniem wszystkiego, bez żadnych barier, a dwa, że XIX-wieczny właściciel wsi Łajski miał też hutę szkła, patrz Wikipedia),
historii rodziny Niżyńskiego (tu jest też jeden z najstarszych śladów tego istniejącego chyba w głowie papieskiej planu: dziwnym trafem w czasach, gdy rynku nieruchomości jeszcze w ogóle nie było i transakcje sprzedaży lub nabycia ziemi były bardzo rzadkie, pradziadek Piotra Niżyńskiego kupił ziemię w miejscowości Rypin, czyli z nazwą pasującą do szablonu ...R...PIN, podobnie jak Krupin/Krubin – o którym to Krubinie była mowa powyżej),
datach urodzin i zgonów opartych o datę urodzin Niżyńskiego (np. data ustawy o straży pożarnej, przekształcona tradycyjną metodą "plus 1 miesiąc i 1 dzień" względem udowodnionej tutaj daty urodzin Niżyńskiego; podobnie też narodziny i zgon krubińskiego pracownika tej służby Ignacego Leonarda Kałęckiego, który ma w tamtejszym ośrodku nawet swój portret z krótką informacją, zaś prawdopodobnie, jak teraz się okazuje z uwagi na zbieżne daty, został bardzo dawno temu zamordowany) – co do tego, że była to data już dużo wcześniej wyznaczona i zaplanowana jak się zdaje w ośrodku watykańskim, patrz np. artykuł "Nowy atak prokuratury z Policją na Niżyńskiego. Ślepo do celu wbrew faktom" pod nagłówkiem "Piotr Niżyński jako postać bardzo istotna w polityce najwyższego szczebla" (datę narodzin dziecka da się wywołać, gdy podsłuchowi przeciwko rodzicom towarzyszy też możliwość emitowania dźwięku w ich pomieszczeniach, w czasie połogu oraz wcześniej z uwagi na potrzebę wywołania zapłodnienia, czyli krótko mówiąc: gdy ośrodek śledzący ma możliwość stosowania szeptanego tzw. przekazu podprogowego),
urbanistyce Warszawy, tradycyjnie już zresztą aluzyjnej (sąsiednie przystanki: Pożarowa koło Budowlanej, gdzie zresztą jest wygodny węzeł przesiadkowy dla jadących autobusem ze stacji PKP Warszawa-Płudy; ulica Wieliszewska prostopadła do Pożarowej; nadto ul. Krobińska koło Chłopickiego, a na Chłopickiego przecież swój dom, w 2012 r. wynajęty Niżyńskiemu, co potem skończyło się znanym naszym czytelnikom nakazem zapłaty, ma człowiek o personaliach brzmiących jak "Piotr kradnie", zapewne o papieżu... itd.), więcej na ten temat jest na http://forum.bandycituska.pl/viewtopic.php?f=9&t=7754,
polityce amerykańskiej (Patrick Shanahan, co brzmi jak "Piotr-Kanaan", czyli jak nawiązanie do biblijnej ziemi obiecanej, na czele Pentagonu, w dodatku urodzony 2 dni przed imieninami Piotra, zaś przecież dodawanie dwójki to typowa metoda transformowania daty w "grupie watykańskiej"),
zarządzaniu Kościołem (np. to, że znana politykom bardzo powszechna w "grupie watykańskiej" metoda doboru ludzi po nazwisku do czegoś złego, wg więc kryterium nomen omen, z uwagi na to końcowe słowo omen oraz realia pracy księży może kojarzyć się w myślach z Onanem i grzechem onanizmu, wyznawanym na spowiedziach, a tymczasem przecież na humorystyczne skwitowanie tego "gigantycznego poważnego problemu" pasują nazwy własne Wieliszew? Łajski; kolejne przykłady: powołanie arcybiskupstwa warszawsko-praskiego, właściwego dla tych okolic, miesiąc przed, jak się zdaje, datą pedofilii przeciwko Niżyńskiemu, patrz odnośny artykuł xp.pl, jak również fakt, że w Choszczówce, czyli w lesie na granicy Warszawy z Jabłonną w kierunku Legionowa, gdzie jest też graniczna stacja PKP: Warszawa-Choszczówka, miał swą jakąś rezydencję prymas Wyszyński – nazwisko to zresztą będące przerobieniem nazwiska Niżyński poprzez podstawienie rosyjskiego odpowiednika słowa "wyżej", czyli "wysze", w miejsce "niżej", czyli "niże").
Można tu na marginesie dodać, że sekwencja stacji PKP na trasie dojazdowej do Legionowa (miasta, gdzie miało miejsce sporo niepotwierdzonych jak dotąd przez państwo skrytobójstw zapewne medycznych, o których dokładnie pisaliśmy w dziale Kryminalne) i do nieopodal położonej działki xp.pl, wyraźnie jak gdyby nawiązuje do spraw religijnych ("Choszczówka" brzmi trochę jak "chrześcijaństwo", a "Płudy" – tj. Warszawa-Płudy – jak nawiązanie do "obrony życia", a to w postaci bardzo nagłaśnianej przez Kościół kwestii obrony płodów ludzkich przed aborcjami). Otóż w miejscu tym, co ciekawe, na tej trasie kolejowej, a mianowicie tuż przy położonej nieomal w lesie wśród nielicznych domków i licznych drzew stacji PKP Warszawa-Choszczówka, jest coś, co można odebrać jako swoisty sygnał i wskazówkę co do zamierzonego celu fałszerstwa na temat koronawirusa. Usytuowano tam mianowicie – bardzo oryginalnie na tle całokształtu – aż dwie firmy. Tuż przy sobie, jedna przy drugiej, w jednym budynku i obie z neonowym logotypem przy dachu; można zatem wyobrazić sobie, że prowadzą ze sobą swoisty dialog. Jedna, w kolorze czerwonym, to Antar (zapisana tak, że najważniejsza jest tu litera T, jak gdyby wielki krzyż nad tym wszystkim): łatwo ją w myślach, poprzez zmianę kolejności sylab czy nawet po prostu ciągłe powtarzanie w kółko, rozszyfrować jako słowo "taran". To, powtórzmy, w kolorze czerwonym: symbolizuje on, jak wiadomo, gorącą wodę, czyli ludzi "w gorącej wodzie kąpanych". "Z taranem na rząd" ("fizyczne usunięcie PiS-u z rządów", jak to bodajże niedawno proponował Wałęsa, nawołując do rozruchów antyrządowych). Odpowiedź? Już dawno gotowa – niebieski logotyp z nazwą... FarMedica. W wolnym tłumaczeniu z angielskiego (z uwagi na to, że far oznacza "daleko", "daleki") można tę odpowiedź przetłumaczyć słowami "służba zdrowia bardzo daleko posunięta".
To, powtórzmy, w znanym jako "zimny" (symbol zimnej wody) kolorze niebieskim.
Może to zresztą dotyczyć nie tylko służby zdrowia oszalałej w temacie koronawirusa – a ściślej: zakazu demonstracji, zakazu zgromadzeń – ale też sytuacji, że państwowe placówki więżą od lat matkę Niżyńskiego (której wydaje się zagrażać starodawny plan co do możliwej daty zgonu, pod którą spiskiem ustawiono jej własną datę urodzin: w podobny sposób jak jej matce, czyli babci Niżyńskiego, której mafijny wyrok śmierci nawet zrealizowano, matce Niżyńskiego pasuje data 6.04.2021 r., zresztą przygotowano liczne poszlaki na to, że plan jest aktualny, w tym np. to, że Ustawa o Policji jest z 6 kwietnia, jak też to, że dobrane pod tę datę zdają się też daty graniczne rozmów Okrągłego Stołu w 1989 r., nadto inicjały obecnego pisowskiego premiera: MM, ponadto także zamordowanie osoby o inicjałach MM metodą medyczną w 2018 r., jako pierwszej z serii zabójstw osiedlowych i jak gdyby "przez własne działania Niżyńskiego" – bo nawiązując do daty jego negatywnej wypowiedzi na blogu o skorumpowanej podobno w sądzie osoby dziwnym trafem o nazwisku identycznym, która wtedy, tj. 1 rok i 1 miesiąc wcześniej, orzekła w jego sprawie niekorzystnie czy niesprawiedliwie, wreszcie też przecież znany jest problem krytego przez lata kościelnego zboczeńca Marciala Maciela... 6.04.2017 z kolei w Tworkach, gdzie wtedy więziono matkę Niżyńskiego (w związku z losem postępowań sądowych i nieprzychylnymi opiniami biegłych; jedna z nich to Anna Nawarra, z nazwiskiem jak słynny przypapieski lekarz i dziennikarz), znaleziono kobietę utopioną w stawie, data ta jest wreszcie też datą zgonu słynnego renesansowego artysty znanego jako Rafaello, w Wielki Piątek, urodzonego zresztą też w Wielki Piątek, choć innego dnia; 6 kwietnia to 96. dzień roku, w którym do końca roku pozostało 269 dni; 500-lecie śmierci tego artysty obchodzono w roku 2020, zaś zawód artystyczny dziwnym trafem do wspomnianej tu matki Niżyńskiego pasuje, gdyż pracowała jako pianistka).
Obecnie, przykładowo, dom pomocy społecznej w Górze Kalwarii daleko od Warszawy, do którego dziwnym trafem matka Niżyńskiego trafiła ("Kalwaria" to łaciński odpowiednik nazwy Golgota, czyli góry, gdzie z przyczyn polityczno-religijnych ukrzyżowano Jezusa), jest od miesięcy objęty nielegalnym (naruszającym, bez podstawy ustawowej, prawo do ochrony życia rodzinnego) zakazem odwiedzin oraz zakazem wydawania przepustek. Dyskryminuje to orzebywające tam osoby (nie sami to tylko staruszkowie po 80-ce, gdyż takich raczej należałoby trzymać w innych oddziałach niż kobietę 65-letnią), jest przejawem nierównego traktowania ich przez państwo, gdyż przecież zwykli ludzie, choć na co dzień przebywają w pracy w otoczeniu nawet wielu innych osób, mogą widywać się z rodziną, a tutaj akurat im się to uniemożliwia.
Są i inne poszlaki na to, że to rząd planował i propagował legionowski proceder prostytucji, gdyż elementem centralnego planowania wydaje się też poniekąd układ nazw nawet zwykłych tamtejszych lokali, niezwiązanych z tą branżą, przy ul. Piłsudskiego, w tym jakiś "babski świat" (z napisem "Kobieto, ciesz się z nami, że jesteśmy babami"), jakiś bra fitting ze zdjęciem pani przykucniętej i jak gdyby na kolanach, jakiś salon lodów o nazwie... "Bosko" (czy to nie aby ten wpływ papieża, do którego zdaje się pić słynne pro-prostytucyjne warszawskie skrzyżowanie: al. Jana Pawła II z al. Solidarności?...), ... Po prostu trudno sobie wyobrazić, by to wszystko samo z siebie tak przypadkowo czy nawet oddolnie się wykreowało. Czas jednak zakończyć tę dygresję, do której sprowokowały wspomniane dane i kontekst czasowy.
A zatem, podsumowując, numer 576 to najprawdopodobniej nawiązanie do pierwszych cyfr numeru telefonu często mijanego przez Niżyńskiego lokalu przyulicznego na trasie dojazdowej do działki xp.pl sp. z o. o. (ul. Sobieskiego w Legionowie), a mianowicie lokalu "Dotyk piękna" z branży "kosmetyka, pielęgnacja ciała i masaże". Ponadto na trasie tej, tuż obok właściwego miejsca wysiadki z autobusów L-9, L-10, L-11, znajduje się plakat reklamujący firemkę "Elewacje: docieplenia, wykończenia" z liczbą 576 z kolei w środku numeru telefonu (lokalizacja: Kościelna przy skrzyżowaniu z Nowodworską). Pozwala to upewnić się w przekonaniu, że o to właśnie chodziło prawdopodobnym zakulisowym pomysłodawcom od centralnego planowania gospodarki: o zaakcentowanie liczby 576. Łatwo bowiem skojarzyć te 2 rzeczy: "docieplanie" i "wykańczanie" ze znanym sloganem z ww. branży, dającym się też objaśnić jako aluzja do uprawianej prostytucji, tj. sloganem "masaż i spa".
Co znamienne, kolejnego dnia (7.06.2020) podano ponadto wynik dokładnie o 1 mniejszy niż w dniu wyżej omawianym: "575 zarażonych".
Ww. dane z 6 i 7 czerwca można znaleźć w Internecie np. powtórzone przez Polsat News: https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2020-06-07/koronawirus-w-polsce-od-rana-575-nowych-zakazen/.
Można by tak kontynuować powyższe zestawienie, dodając tu co rusz, wraz z niemal każdym ogłoszeniem ministerstwa, kolejny punkt ujawniający ukryty sens, myśl tkwiącą w publikowanych danych, ale nie mieści się to już w ramach niniejszego artykułu i byłoby to jedynie swoistym zanudzaniem czytelnika, przypominającym telewizyjny show w rodzaju Śmiechu warte (a przy tym samo w sobie przecież nie dowodzi to jeszcze, że żadnego zagrożenia nie ma).
Po co ktoś miałby tak ostentacyjnie fałszować statystyki? No cóż, skoro mass mediom to nie przeszkadza, skoro temat jest przemilczany, to mała to strata. I tak widocznie go z wszystkimi uzgodniono. Natomiast pomaga to, być może, wedle prawdopodobnego zamierzenia, w tym, by do xp.pl nie zgłaszali się świadkowie jakichś haniebnych podżegań w postaci lekarzy. "I tak przecież już niemal wszystko jasne"...
Można tu wreszcie też dodać, "na dobicie" teorii o rzetelności tych danych i w ogóle głoszenia totalitarnej wręcz wiary w koronawirusa, że wspomniane liczby 13693 i 2553 można też znaleźć wyszukiwarkach internetowych w 2 arkuszach statystycznych (patrz np. wyniki Google już na pierwszej stronie, a przecież generalnie nie ma tego tak dużo). Są to, dziwnym trafem, "raport o oddziaływaniu przedsięwzięcia na środowisko" (może to tak przenośnie o torturze dźwiękowej dla Niżyńskiego? i scentralizowanym fałszowaniu wyników wyborów?...), jak również... statystyka wypadków drogowych (co budzi skojarzenia z haniebnym skazaniem Niżyńskiego w takiej sprawie, gdy w istocie winny był najwyraźniej – i wedle słów jedynego przesłuchanego świadka kolizji, zresztą obcego względem Niżyńskiego – sam pojazd i odbieranie przezeń, przez jego chipy elektroniczne, rozkazów falowych, przy czym Policja nie udowodniła nawet, kto kierował w czasie wypadku, nie mówiąc już o kwestii prawem tu wymaganej szkody na zdrowiu: widać na filmie z aktami dostępnym w Internecie kompletny brak dokumentacji medycznej; nagrano też potwierdzenia od pracowników sądu, że tej dokumentacji naprawdę nie ma wcale, a nie tylko np. jest ukrywana przed oskarżonym.)
"Wybuch chińskiej epidemii" jako temat planowany już ok. 3 lata wcześniej. Wspólnie z prezydentem Dudą?
Jak się okazuje nagłaśniano nawet swego czasu temat, który zdawał się zapowiadać nadejście wirusowego tematu z Chin. Mowa tu o wystawie "Świat chińskiego uczonego. Życie wśród piękna", której oryginalny tytuł i temat dziwnie pasuje do losu chińskiego lekarza klinicznego (tj. lekarza-badacza), który podobno "wykrył", wyodrębnił i opisał Covid-19. Ironią w takim razie byłyby słowa "Życie wśród piękna" – zważywszy na to, że lekarz ten (prawdopodobnie po prostu twórca nowej wersji wirusa, gdyż trudno w jego "odkryciu" akurat w Wuhan upatrywać przypadku) jakoby sam "zmarł od koronawirusa" niedługo po wykryciu go 31 grudnia 2019 r. (najwyżej 1-2 miesiące później).
O ekspozycji można poczytać np. na stronie internetowej Radia Dla Ciebie: https://www.rdc.pl/informacje/zycie-wsrod-piekna-swiat-chinskiego-uczonego-niezwykla-wystawa-w-muzeum-narodowym-posluchaj/. Dziwnym trafem wystawa ta była objęta "honorowym patronatem" Andrzeja Dudy, prezydenta Polski, czyli – w naszych realiach ustrojowych i z punktu widzenia ewentualnie mogących wchodzić w grę w takich sprawach prerogatyw – "człowieka od łaski" (czyt.: od darowania kar, przyzwolenia na łamanie prawa). Wystawę reklamowano m. in. na głównych stacjach warszawskiego metra. Czas jej ogłoszenia, podobnie jak teraz czas wybuchu epidemii Covid, był z punktu widzenia spraw Piotra Niżyńskiego istotny, jako nawiązujący do tematu także komputerowej wirusologii (patrz kolejny nagłówek).
Jak gdyby dla potwierdzenia tej ścieżki skojarzeniowej, na krótko przed pojawieniem się tematu nowego wirusa z końcem roku 2019, kiedy to Chiny ogłosiły światu "odkrycie autorstwa swego lekarza" (tj. rzędu 1-2 miesiące wcześniej, czyli mniej więcej w czasie II połowa listopada 2019 r., gdy Niżyński próbował uzyskać pomoc jakiegoś lekarza w związku z problemem tortury dźwiękowej: dzięki czemu reklama ta dodatkowo miała zjadliwy, ironiczny charakter; tego rodzaju przytyki na bilbordach do życia prywatnego ww. osoby znanej jako ofiara podsłuchu telewizyjnego zintensyfikowały się w 2011 r. wraz z wybuchem fali stalkingu ulicznego), rozlepiono w Warszawie – i to w nie lada miejscach! np. w przejściu pod Dworcem Centralnym, na stacjach metra... – bardzo dużo plakatów z wielkim tekstem "Blistry po lekach wyrzuć do zmieszanych". Przykład takiego plakatu bilbordowego można obejrzeć na http://www.um.warszawa.pl/sites/default/files/imagecache/Lightbox_o_max_szerokosci_980px/ilustracje/aktualnosci/blistry_po_lekach_-_segregujna5.jpg (źródło: https://www.um.warszawa.pl/aktualnosci/segregujna5-z-wyszukiwark; co ciekawe, podczas ustawionego "spotkania z mieszkańcami Ursynowa", specjalnie pozbieranymi i przyuczonymi, by wziąć jakieś numerki nie wiadomo skąd i po co, tematy śmieciowe były sprawą praktycznie najważniejszą, "na topie", salonowo rzecz biorąc: głównym tematem). Aby teraz objaśnić spodziewane drugie dno tego plakatu, zauważmy, jak nietypowym, na co dzień niestosowanym słowem jest słowo "blister". Kojarzy się ono przede wszystkim z dużo częściej używanym "minister", stąd też powstaje w ogólności skojarzenie tego reklamowanego hasła z hasłem "Ministry od leków wyrzuć do zmieszanych" (czy: "Ministrów od leków [...]"). Oczywiście zaś zajmowanie się ogólnopolską listą leków refundowanych to, wedle prawa, istotne zadanie Ministra Zdrowia (dla porównania, nie powinien on zajmować się sprawami konkretnych pojedynczych szpitali; to leży w kompetencjach wojewodów, czyli administracji rządowej zespolonej geograficznie w rękach tak się nazywających kierowników, oraz m. in. samorządów miejskich, zależnie od tego, czyj jest dany szpital, jak również, ale tylko od strony finansowej, leży w kompetencji Narodowego Funduszu Zdrowia, którego prezesa powołuje Minister Zdrowia). Widać więc nawet w tym haśle pewną głębię, niemałą przenikliwość w dziedzinie prawa wyrażającą się w obejściu dookoła takiego niby to dużo bardziej kluczowego tematu. Co zaś oznacza hasło "Ministra od leków wyrzuć do zmieszanych"? Ot po prostu nawiązanie do od dawna pojawiających się głosów, że oto taki-to-a-taki-polityk może lepiej niech będzie sądzony przez zwykłe sądy, a nie Trybunał Stanu (oskarżenie kogoś przed TS jest zawsze opcjonalne, Sejm ma w tej dziedzinie swobodę wyboru). Różnica jest tu taka, że zwykłe sądy po pierwsze dają dłuższą ścieżkę odwoławczą, bo jest dostępny Sąd Najwyższy, na który trudno poradzić, po drugie są trudniej naprawialne i dostosowywalne do sytuacji (Trybunał Stanu natomiast nowy Sejm może powoływać wedle nowych zasad i poumieszczać tam zupełnie nowych ludzi) i po trzecie, co najważniejsze, od wyroków Trybunału Stanu nie ma łaski prezydenta.
W ten więc sposób nasuwający się na myśl temat "wyrzucania ludzi do zbiorniczka wspólnego dla większości" (a później jeszcze m. st. Warszawa w kilku kolejnych plakatach z tego cyklu pouczała właśnie o stosowaniu zbiorniczka "zmieszane") w istocie zamyka pewną klamrę historyczną i prowadzi do sprawy ekspozycji pod honorowym patronatem prezydenta, ekspozycji "Świat chińskiego uczonego. Życie wśród piękna".
Kolejnym jeszcze potwierdzeniem marketingowo-medialnym z cyklu tych w stylu grupy watykańskiej (czyli swoistych celowo dopuszczanych "przecieków" polegających na ezoterycznym lub praktycznie zawsze przeoczanym przekazie w ramach informacji publicznie dostępnej) może być tegoroczny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (swoją drogą instytucji o bodajże telewizyjno-papiesko-aferalskiej genezie, patrz w szczególności odpowiedni fragment artykułu xp.pl informującego o pedofilskim ataku na Piotra Niżyńskiego w dzieciństwie w ramach prowadzenia państwowego podsłuchu). Jak się okazuje, tym razem jednym z występujących na koncercie Owsiaka z 12.01.2020 r. był Jazz Band z nazwiskiem Masecki w nazwie. Program występów na pl. Bankowym w Warszawie był zaś już znany wczesnym styczniem: np. 12.01.2020 opublikował go serwis internetowy Radia Eska (patrz też kopia w web.archive.org), zresztą adres strony z artykułem, w teorii kończący się dosyć losowymi literami i cyframi, w tym przypadku dziwnym trafem miał w tym polu litery V...Z, V...uZ kojarzące się z angielskim słowem virus. Przygotowany był pewnie jeszcze wcześniej. W tym czasie nie było jeszcze w Polsce żadnych restrykcji w związku z COVID-19, żadnych rozporządzeń ani wypowiedzi polityków, a sam temat był w kompletnych powijakach i może nawet jeszcze nie wychwycony w polskich mediach (a w każdym razie nie powinny one były go zauważyć, bo w sumie co w tym dziwnego, że po raz kolejny w historii ostatnich dziesięcioleci wykrywa się jakieś nowe źródło chorób, w dodatku: na drugim końcu świata). Rzecz tutaj w tym, że koncert ten prawdopodobnie był już od kilku miesięcy zaplanowany i dlatego przygotowywany. Pamiętajmy zaś, jakie było kalendarium dot. wirusa (źródło: strona internetowa WHO):
31.12.2019 – Chiny zgłaszają do WHO "zapalenie płuc o nieznanej przyczynie",
4.01.2020 – WHO odpowiada Chinom (ale to w "prywatnej" przecież korespondencji między tymi stronami, a nie przez media...), że będzie pracować na swych 3 poziomach (krajowym, regionalnym i w siedzibie głównej) w sprawie monitorowania tej sytuacji,
5.01.2020 (niedziela) – w WHO (prawdopodobnie na stronie internetowej) opublikowano notatkę o ryzyku, na razie oczywiście niezbyt przykuwającą uwagę kogokolwiek – 3 dni robocze dzielą tę datę od przytoczonego poniżej przykładowego artykułu w mediach dowodzącego znajomości programu finału WOŚP (prawdopodobnie już wiele dni wcześniej ustalonego),
10.01.2020 – WHO publikuje u siebie pierwsze wskazówki, po raz pierwszy padają też słowa o "nowym koronawirusie",
11-12.01.2020 – przekazano genom koronawirusa celem jego wykrywania,
13.01.2020 – rzekomo wykryto pierwszy przypadek COVID-19 poza Chinami.
Jak wynika z tych danych, zdecydowanie za mało czasu dzieliło najstarsze podejrzane zdarzenia od występu ww. Jazz Bandu na finale WOŚP, by wierzyć, że to tylko w tym czasie, a nie wcześniej, nie tylko przygotowywano się do koncertu, ale też znalazł się odpowiedni zespół. Bo to przecież praktycznie na pewno żaden przypadek, że grały nam akurat "maseczki". Wyczucie "najważniejszego tematu w nadchodzącym roku" iście jasnowidzące. Co ciekawe, artykuł zapowiadający program WOŚP był w Radiu Eska nawet już wcześniej – 9 stycznia, czyli w rocznicę bardzo nieprzychylnego i nielegalnego (co potwierdziła Prokuratura Okręgowa w Warszawie w swym stanowisku) orzeczenia Sądu Okręgowego w Warszawie przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu, w sprawie rzekomego spowodowania wypadku i zakazu prowadzenia pojazdów. Ww. artykuł na razie nie został przez to radio usunięty i pozostaje pod adresem https://www.eska.pl/warszawa/wosp-2020-w-warszawie-kto-wystapi-i-kiedy-odbedzie-sie-final-program-informator-harmonogram-aa-MnYK-ey9Z-C7de.html. Z kolei na stronie internetowej TeleMagazyn.pl dotyczącej dodatku "Tele Magazyn" dodawanego do gazet koncernu Polska Press (zalicza się tu znany dziennik "Polska") informacja o programie koncertu obejmującym też występ grupy z "maseczkami" w nazwie była opublikowana... już 19.12.2019, czyli nazajutrz po 7-ej rocznicy ww. drobnej kolizji drogowej ze słupkiem ulicznym (spowodowanej wedle relacji świadków najprawdopodobniej elektromagnetycznym atakiem na przystosowaną do hackingu elektronikę samochodu powszechna sprawa w branży). Artykuł ten można oglądać na https://www.telemagazyn.pl/artykuly/wosp-2020-28-final-wielkiej-orkiestry-swiatecznej-pomocy-w-tvn-i-ttv-gdzie-ogladac-wosp-transmisja-tv-harmonogram-78052.html (patrz też kopia archiwalna). Przypomnijmy tu na marginesie, że siódemka jest często stosowana w symbolice ukrytych informacji (czyli w ezoterycznej steganografii) w "grupie watykańskiej" jako symbol Boga i boskości (dodatkowe informacje o tym można wyszukać np. przez dział Kryminalne serwisu wiadomości.xp.pl), przy czym korzenie sprawy tego symbolu tkwią w judaizmie (podczas gdy, z kolei, "żydostwo" i Żydów grupa nieraz wykorzystywała jako swoisty symbol właśnie wtedy, gdy trafne wydawały się skojarzenia z chciwością i gromadzeniem majątków – jak gdyby w ramach antysemickiego stereotypu "Żyd = ktoś chciwy i skorumpowany"). Plakaty zapowiadające WOŚP po dziś dzień wiszą w warszawskim metrze, np. na peronie stacji Dworzec Gdański.
Po co komu taki spisek?
Jeżeli czytelnik pozwoli sobie, w ramach prawa do własnej opinii, skontrolować tu nieco rząd i mieć własne zdanie, i dojdzie do wniosku, że teorie o totalnej światowej epidemii są pokłosiem spisku politycznego, są grubo przesadzone, to pozostaje jeszcze pytanie "po co?". "Po co komu »światowy, totalny koronawirus«?" Odpowiedzi można tu zaproponować 3.
Po pierwsze: Watykan chce odwrócić od siebie uwagę, jako winny najgorszym spiskom, i nakierować ją na rolę Ameryki (USA) w polityce światowej. Jest to tam stały temat, jak gdyby rodzaj odpowiedzi na wyzwanie stawiane przez sposób myślenia popularyzowany w xp.pl. Gdy więc przykładowo opisywaliśmy liczne następujące po sobie zabójstwa, np. takie tylko w Polsce, obficie wspominając o "grupie watykańskiej" (ostrzega przed czymś takim także informacja o cookies pojawiająca się przy pierwszym wyświetleniu strony portalu), miały miejsce – zorganizowane najprawdopodobniej przez tamtejszy rząd – zamachy w Sri Lance. Innym z kolei razem kieruje się uwagę na międzynarodowe macki tej całej grupy przestępczej robiąc zamachy np. na księży w Afryce, np. w Burkina Faso. Ktoś może odnieść wrażenie, że to nie przez wpływy papieża, bo ten jest na to jakoby "za słaby", a tylko przez USA. Podobnie jak powszechność problemu podsłuchowego remontowania nieruchomości (w celu umożliwienia odtwarzania przez nie radia podsłuchowego, typowo grającego albo nic, albo – w obecności Niżyńskiego – torturę dźwiękową lub dawniej tylko niedostrzegalny przekaz podprogowy) czy kryminalnej sprawy podsłuchowej w zakładach pracy, jest to kolejna sprawa zorganizowana na całym świecie praktycznie bez wyjątku, jak potwierdza doświadczenie Niżyńskiego. Czy aby nie przez USA? Prawidłowa odpowiedź brzmi najprawdopodobniej: tak, USA miały tu istotną rolę (wydaje się, że grozi się krajom, które nie chcą uczestniczyć w ww. spiskach politycznych, odcięciem ich od systemu radarowego-radiolokacyjnego szpiegowania całej nawet kuli ziemskiej, tj. od systemu podsłuchowego znanego też jako "Echelon", choć przecieki na jego temat są bardzo zanieczyszczone koncepcjami sprowadzającymi na manowce; ponadto podobno stosuje się argument obrony antyatomowej poprzez jakieś kosmiczne arsenały – wspominaliśmy o obu tych sprawach już w artykule "Zamachy w Sri Lance. Najpewniej wyczyn tej samej globalnej mafii, co zwykle", przy czym jak gdyby w ramach potwierdzenia tego tropu myślowego dziwnym trafem, czyli może za sprawą rządu i skarbówek, pojawiły się na rynku dwie firmy o podobnych nazwach: Flying Tiger Copenhagen – "latający tygrys fizyki" – oraz Flying Atom, kojarzący się z elektroniczną tzw. kryptowalutą Bitcoin, czyli nowo wynalezionym sposobem płatności internetowych, i także z płaceniem za przekręty, gdyż łatwo w Bitcoinie ukryć tożsamość części osób obracających pieniędzmi).
Papiestwo od wieków wydaje się prowadzić politykę zmierzającą do swoistego "odnowienia cesarstwa rzymskiego", innymi słowy: zaprowadzenia supremacji jednego podmiotu politycznego, rządzonego najlepiej przez pojedynczą osobę czy dynastię. Wydaje się to zapewne, z tamtejszego punktu widzenia, dobrze zabezpieczać rolę papieży (jako liderów duchowych – papież przecież nie ma żony, całe życie poświęca religii, reprezentuje też jej pewną przydatną niezależność itd.), jak również zabezpieczać religię przed wrogą propagandą (np. propagowaniem argumentów ateistycznych w książkach, zwłaszcza tych najcięższych, a nie jakichś eufemizmów i tematów zastępczych w rodzaju samej tylko wolnej woli). Politykę tę, proabsolutystyczną i prouniwersalistyczną, widać przez całe dzieje papiestwa. W II tysiącleciu w średniowieczu i później przychylność papieża mieli na naszych niegermańskich terenach przede wszystkim Krzyżacy, jako przecież najzupełniej mu podlegający zakon (zakony cechują się tym, że ich kierownictwo podlega bezpośrednio papieżowi, a nie np. jakimś lokalnym biskupom, arcybiskupom czy legatom), którzy pod względem politycznym byli dla Polski i polskich władców głównymi rywalami. Później też, już po sekularyzacji Zakonu w XVI w., jak się zdaje papiestwo ukradkowo prowadziło kalkulacje i plany antypolskie, czego przypieczętowaniem była sprawa rozbiorów Polski, wsparta przez ówczesnego papieża zarówno półoficjalnie w brewe, jak i zgoła nieoficjalnie, ale w sposób pozostawiający wyraźne ślady (np. dobór daty II rozbioru Polski – dziwnym trafem to ta sama data, co data urodzin Piotra Niżyńskiego, i oparta na memie pechowej 13-ki sięgającym, wedle pozostawionych poszlak historycznych, najprawdopodobniej czasów renesansu i planów co do polskiego papieża i jego ściśle dobranej daty śmierci). Obecnie więc faworytem papiestwa, po przegranych wojnach światowych na kontynencie (co do których są zresztą dobre poszlaki, by wierzyć, że w ich wywołaniu papiestwo miało istotną rolę, patrz np. www.bandycituska.pl/ofiary.html na dole – odpowiednie dane co do I wojny światowej można też znaleźć np. w artykule "Nowy atak prokuratury z Policją na Niżyńskiego. Ślepo do celu wbrew faktom" pod nagłówkiem "Piotr Niżyński jako postać bardzo istotna w polityce najwyższego szczebla" – i www.bandycituska.pl/ponazwisku.html przy punkcie Himmler i Hitler), są Stany Zjednoczone, którym zapewne sami papieże doradzali m. in. podbój Kosmosu czy inwestowanie jak największych funduszy w rozwój "maszyn cyfrowych". Poszlaką na bieżącą rolę USA, dotyczącą m. in. radarów podsłuchowych czy broni atomowej w Kosmosie, może być wspomniana w przytoczonym tu wcześniej artykule "Zamachy w Sri Lance. Najpewniej wyczyn tej samej globalnej mafii, co zwykle" postać Patricka Shanahana (wymowa: "Patrik Szanaan", zupełnie jak "Piotrek-Kanaan"), pełniącego rolę szefa Pentagonu (to jak gdyby sygnał w stronę osób zainteresowanych sprawą podsłuchową: "to przez nas ten Piotr Niżyński nie znajdzie sobie »ziemi obiecanej«, swego »Kanaanu«"; dodatkowo, poprzez skojarzenie z tymi 2 słowami, pasuje to na jakieś potwierdzenie genezy sformułowania "system binarny" jako wywodzącego się z nazwy miejscowości Krubin, na terenach zaplanowanych jako przyszłe "miejsce łaski" dla Niżyńskiego, miejsce kupionego przez niego w przyszłości domu: o tej genezie informuje np. tekst www.bandycituska.pl/ponazwisku.html w punkcie o Hitlerze i Himmlerze, w odpowiednim swym dłuższym fragmencie, zaś w literaturze polskiej, naznaczonej też takimi politycznymi wpływami, jak np. nobel dla Reymonta, kojarzącego się z remontami, już w dawnych czasach rzędu 100 lat temu i więcej zdarzały się nawiązania do sprawy "przyszłej ziemi obiecanej" i podsłuchów, jak np. w postaci koncepcji "szklanych domów" – dziwnym trafem właściciel wsi Łajski położonej na ww. terenie, hr. Potocki miał też hutę szkła – czy właśnie "Ziemi obiecanej" kończącej się spektakularnym spłonięciem fabryki, a przecież Krubin to miejscowość ze strażą pożarną; brakuje tu miejsca na relacjonowanie różnych miażdżących poszlak wskazujących na starość jak się zdaje właśnie watykańskiego spisku dotyczącego Niżyńskiego, a wcześniej też jego przodków przez kilka pokoleń, aczkolwiek niektóre dane i odnośniki można znaleźć w II akapicie artykułu "Nowa śmierć w stylu »grupy watykańskiej«: kardynał z Włoch. Trafia w aktualny kontekst" pod nagłówkiem "Dodatkowy komentarz co do sprawy pedofilii"). Obecnie największym zagrożeniem na przyszłość jest wizja zupełnej hegemonii atomowej USA i dyktatu stąd się wywodzącego, której symbolem może być amerykański miliarder jak gdyby właśnie dziwnym trafem po nazwisku dobrany: Elon Musk. Planuje on rozlokować dookoła globu tysiące nowych satelitów amerykańskich (pierwsze zostały już wystrzelone), co grozi wyposażeniem ich w broń nuklearną i dyktatem politycznym ze strony Stanów Zjednoczonych (podobnym do sytuacji nagłośnionej przez film Gwiezdne Wojny). Można spodziewać się, że całej akcji patronuje rząd, który naciskał miliardera przy pomocy argumentów karnoskarbowych.
USA więc najprawdopodobniej miały i nadal mają istotną rolę w koordynowaniu świata wokół różnych przestępstw, ale przypisywanie temu krajowi już teraz roli światowego dyktatora jest prymitywizmem i urąga dobremu imieniu różnych państw. Przecież odebranie dostępu do technologii podsłuchowych globalnych po pierwsze nie oznacza, że kraj sobie sam nie poradzi (nie róbmyż z polityki światowej spektaklu nieuctwa, a z USA "prometeuszów" i "cudotwórców"; to, że takie podsłuchujące radary można i potrafi się konstruować, stwierdza już amerykańska książka z lat 80-tych Principles of Modern Radar, czyli podręcznik z tej dziedziny, a ponadto już całe dziesięciolecia wcześniej to samo, tj. podsłuchiwać dowolne rzeczy bez montowania w nich czegokolwiek, potrafiły różne inne technologie, w tym tzw. mikrofony laserowe czy "maserowe" oraz radziecki system Buran, by wymienić tu tylko najbardziej znane przykłady). Wikipedia wprowadza tutaj w błąd, gdy wywołuje wrażenie, że "radary radiolokacyjne" (tzn. szumowe lub pasywne) "są tak właściwie to w fazie badań i jeszcze nie tak do końca wiadomo, jak to konstruować". Jest to po prostu nieprawda, temat jest zbadany, aczkolwiek wielkie postępy po cichu poczyniła też nauka nieoficjalna, państwowa, służąca np. wojsku. Żałosne są więc koncepcje, że świat, który ma ponad 7 miliardów ludzi, do dziś nie potrafi produkować radarów pokazujących obiekty i umożliwiających ich podsłuchiwanie i że to w zasadzie przez nieuctwo wszyscy są skazani na czołobitność. Idąc dalej tym tropem, takie odebranie wsparcia technologicznego jest, po drugie, bronią obosieczną. Można za to samemu na różne sposoby "oberwać", m. in. kraj przestaje współpracować w sprawie podsłuchu na Piotra Niżyńskiego (nie ma żadnej pomocy ze strony Policji, ze strony personelu okamerowanych firm itd., wskutek czego ofiara może po prostu uciec, np. z wykorzystaniem metra), co więcej, może zacząć bardzo głośno rozpowiadać wszystkie szczegóły na temat amerykańskiego systemu podsłuchowego i tego, czego Stany Zjednoczone chcą w zamian (jak również może wspomnieć o sprawie Piotra Niżyńskiego). Byłoby to oczywiście nader kompromitujące i mogłoby zaszkodzić. Toteż można podejrzewać, że sytuacja w rozmowach z USA nie jest taka bardzo przesądzona na korzyść Ameryki, że można tu żądać dowolnego dyktatu. Państwa mogłyby też stworzyć własne systemy podsłuchowe o zasięgu lokalnym, w rodzaju radarów szumowych opartych o technologię opisaną na http://bandycituska.pl/jak.html (podstrona bloga Piotra Niżyńskiego) – przecież już w latach 40-tych XX w. radziecki system Buran miał zasięg nawet kilkuset metrów i mógł podsłuchiwać lokale bez montowania w nich czegokolwiek – jak również porozumieć się ze sobą i dążyć do nagłośnienia w ONZ problemu "kraju, który zabiera nam wszystkim częstotliwości, bardzo dużo częstotliwości, i próbuje odgrywać rolę hegemona i decydenta światowego, pozbawiając nas suwerenności i narzucając przestępstwa". To jest niewątpliwie temat bardzo poważny, a lekceważenie go w takim razie przez ONZ tylko kompromitowałoby tę instytucję i prowokowało rozmowy o zmianach.
A zatem nie przesadzajmy z rolą Stanów Zjednoczonych (jest to też opinia telewizyjnych "spikerów" podsłuchowych: że koniec końców we wszystkim chodzi o religię; również pewne nagłówki watykańskich mediów i słowa papieskie, towarzyszące ważnym sprawom czy też poprzedzające np. o 1 dzień [i ewentualnie 1 rok] morderstwa, zdają się to potwierdzać), choć wielu chciałoby właśnie zwalić wszystko na jeden kraj. W szczególności wydaje się, że istotną rolę we wstępnym przygotowaniu międzynarodowego procederu podsłuchowego i remontowego, skierowanego przeciw Niżyńskiemu, miały oprócz USA także europejskie monarchie. Jak wiadomo państwa dzielą się na monarchie i republiki, przy czym w Europie stosunek ilości jednych do drugich nie jest taki, by dawał jakąś miażdżącą przewagę republikom – przeciwnie, Europa jest usiana monarchiami, a polityk, który przez lata się nie zmienia, tylko dożywotnio sprawuje swą funkcję, to niewątpliwie postać ważna i praktycznie konieczna do pozyskania. W razie więc dogadania się papieża z głowami tych państw, z którymi może utrzymuje normalne bezpośrednie stosunki dyplomatyczne ("bezpośrednie" w sensie: nie za pośrednictwem rządów), powstałaby w Europie przychylna sytuacja międzynarodowa i jakąś rolę odgrywałyby też stosunki międzynarodowe. Byłaby już niezła baza, by organizować przekręty. Zauważmy przy tym, że w Europie panuje zasada swobodnego przepływu kapitału i dlatego inwestorzy z różnych krajów mają wpływ także i na polską gospodarkę. Niektóre przypadki spodziewanych dziwnych sojuszy między papiestwem a monarchami, sytuacje zapewne swego rodzaju przytakiwania i zgody na bezkarność (np. w przypadku Wielkiej Brytanii sięga to bodajże lat 50-tych XX w.), przytoczyliśmy w artykule "Kolejne zbrodnie w stylu globalnej siatki przestępczej i kościelnej. Zamieszani monarchowie?". Ponadto w górnej części bloga www.bandycituska.pl pokazano, jak – jakimś "dziwnym trafem" – abdykacja Benedykta XVI zbiegła się w czasie z abdykacjami licznych innych monarchów, nawet spoza Europy: mowa tu o linku "Fala abdykacji na tronach europejskich (...). Papież i inni". Odnośnik ten znajduje się w jednej z pierwszych linijek przyciemnionego bloku tekstu poprzedzającego wpisy datowane.
Podsumowując, po prostu organizuje się spektakl z myślą o lansowaniu prostej, dlatego przekonującej, teorii dla ludu na temat jego sprawcy: "jest to USA". (Dzięki temu w Watykanie już będą zacierać ręce myśląc o kanonizacji, z kolei, Benedykta XVI.) A sprawa ta jest tego typu, że praktycznie każdy o niej usłyszy; może też kiedyś, np. za 10-15 lat, jak to niektórzy kalkulują, w tych różnych krajach zacznie wyciekać informacja, że cała sprawa była chyba swego rodzaju spektaklem. Wobec tego do ludu dotrze też pogłoska, iż "papież ma w tym rolę drugorzędną", może wręcz "sam jest ofiarą", "sam uwierzył w Covid-19"; "oni tam w Watykanie raczej tylko przemilczeli różne morderstwa, a nie je spowodowali, tak samo podsłuch przeciwko Niżyńskiemu" itd. Autorytet urzędu nauczycielskiego Kościoła, w tym co do kultu świętych, wspierać będzie takie poglądy i tworzyć silną presję w kierunku ich przyjęcia. Oczywiście nijak to się ma do wniosków z historii, jakie pokazuje np. artykuł "Nowy atak prokuratury z Policją na Niżyńskiego. Ślepo do celu wbrew faktom" pod nagłówkiem "Piotr Niżyński jako postać bardzo istotna w polityce najwyższego szczebla", gdzie wykazano dowodami, jak stare (i to papieskie) korzenie ma sprawa Niżyńskiego; wtedy jeszcze w ogóle nie było powodu, by USA były traktowane jak jakiś szczególny kraj, natomiast powiązano sprawę Niżyńskiego (poprzez trafnie dobrane lata, daty, także nazwiska w rodzinie, czyli trafnie wywołane małżeństwa) m. in. ze sprawą filozofa Nietzschego. Dodatkowe takie dowody, z dziedziny zarządzania Kościołem, widać na blogu www.bandycituska.pl po rozwinięciu w nim pierwszego obecnie wpisu, tego z 2019 r. wspominającego w tytule postać Kaczyńskiego (np. specjalnie budowane kościoły). Widać więc – ale tylko, gdy ktoś się temu dobrze przyjrzy i ma dane, i wie, na co spoglądać – że głównym obmyślającym sprawę był papież. I to chce się ukryć. Idea, że będzie próbowało się stworzyć wrażenie, że wszystko przez USA, jest stara, widać ją było już wielokrotnie w nagłówkach Radia Watykańskiego w przeddzień różnych zbrodni. W szczególności potwierdzeniem jej istnienia zdaje się być bardzo charakterystyczne zabójstwo z cyklu tych dających się przypisać "grupie watykańskiej" (patrz www.bandycituska.pl/ofiary.html), mianowicie zamordowanie Cezara Manrique w 1992 r. w urodziny Piotra Niżyńskiego. Jego imię kojarzy się ze znanym z historii rywalem papieży w polityce (obecnie chodzi też o sprawę propagandy, sprawę mass mediów, zresztą zawsze ważne były sympatie ludności), a imię – z Ameryką, tylko że z przestawioną kolejnością dwóch pierwszych liter. "Nie Amrique, tylko Marique", innymi słowy: "papież nie w tle, jako drugi, tylko jako pierwszy, jako inicjator" – to jest wrogiem, to trzeba zabić. Tylko że zgoła niesłusznie, nielegalnie, gdyż jak mnóstwo poszlak potwierdza, w tym konsekwentne asystowanie przez prasę watykańską zabójstwom w przeddzień (patrz ww. odnośnik do strony z listą ofiar, są tam opisane te przypadki w latach 2008-2016), Watykan jest w sprawę bardzo poważnie zamieszany.
Po drugie: tego pokroju spisek międzynarodowy jest, paradoksalnie, na rękę Piotrowi Niżyńskiemu i może być przejawem pewnej przychylności dla niego we wspomnianych kręgach geopolitycznych. Bez niego, opowiadając o swej historii i o byciu torturowanym, naraziłby się on albo na branie go za głupca, albo na bagatelizowanie jego cierpień i niewiarę w nie, gdyż łatwo ciśnie się na usta taka oto odpowiedź: "Przecież gdyby było tak źle, wyjechałby za granicę". I dalej: "nie wierzę, że wszędzie jest tak źle". Sprawa COVID-19 pozwala więc nieco otworzyć oczy ludności na to, jak źle obecnie z polityką i jak łatwo o spiski nawet na skalę globalną.
Po trzecie sprawa totalnej "pandemii" służy politykom na szczeblach krajowych. Pomaga im przyzwyczajać ludność do ograniczania jej praw, zupełnie bez wiarygodnego powodu, gdyż wyłącznie w oparciu o dyktat ze strony rządu (ale media zajmują postawę "nic tu nie widzimy nadzwyczajnego", "tak się robi"...) – zupełnie bez nadzoru ze strony Sejmu i publicznych śledztw, publicznej komisji śledczej, której, jak widać, władze wystrzegają się jak ognia, mimo ogromnego znaczenia tej sprawy dla naszego życia i mimo art. 10 Konstytucji o tym, że musi być w Polsce władza podzielona na 3 gałęzie, a nie jednolita i zupełnie skupiona wokół jednej z gałęzi – pozbawia się ludność jej najbardziej podstawowych praw, groźnych dla polityków, jak np. obecnie prawa do demonstracji. Rozporządzenie Ministra Zdrowia wg swej litery pozbawia Polaków prawa do zgromadzeń (z wyjątkiem jakiejś jego śmiesznej namiastki w postaci "zgromadzeń" o wielkości nie większej niż 50 ludzi). Jest to prawo pozostające w bezpośredniej sprzeczności do Konstytucji (bez względu na ewentualne upolitycznienie w TK zamykające mu na to oczy), jak pokazano w jednym z dalszych nagłówków. Zakaz demonstracji to ogromna i bardzo ważna sprawa, istnieje przy tym ryzyko, że nieprędko widmo takie zniknie lub że nawet jeśli taki stan rzeczy zostanie odwołany, i tak politycy będą do tych rozwiązań powracać w przyszłości.
Po czwarte wreszcie spodziewany spisek koronawirusowy służy doraźnym celom politycznym. Zalicza się tu m. in. to, by "trochę ludzi pozabijać", jak gdyby dla sportu (omawiamy regularnie takie przypadki w dziale Kryminalne, wydaje się, że służą one tworzeniu swoistej armii zdanej na łaskę i niełaskę mediów i koniec końców papieża, któremu w przeciwieństwie do innych mediów nie grozi sprawa karnoskarbowa i może mieć bardzo oddanych księży, nawet gotowych pójść do więzienia, ale głosić prawdę; ponadto w moich oczach papież jak gdyby chciał pozostawiać wskazówki, że np. nie wierzy w piekło i że nawet on jest w głębi duszy "po przeciwnej stronie" wiary), oraz to, by pomóc polskim politykom, a zaszkodzić Niżyńskiemu. Co do tej pierwszej sprawy to trzeba oczywiście rozróżnić zgony rzeczywiste od ogłaszanych statystyk, bo te mogą być znacznie zawyżane. Tym niemniej niewątpliwie istnienie takiej sprawy, jak gigantyczny temat koronawirusa, daje mnóstwo okazji, by kogoś zamordować w szpitalu czy w karetce, a mnóstwo takich przypadków już wcześniej relacjonowaliśmy. Z punktu widzenia doraźnego celu w postaci pomocy politykom polskim tuszowanie tych niedawnych zbrodni staje się ponadto ułatwione dzięki takiemu tematowi. Wreszcie, jak pokazałem poniżej pod nagłówkiem "Szykany w rytm czytań niedzielnych. Prawdopodobnie od papieża", sprawa godzi też bezpośrednio w samego Piotra Niżyńskiego poważnie utrudniając mu codzienne życie.
Powiązania z wątkiem podsłuchowo-telewizyjnym: wirusy w życiu ofiary podsłuchu
Już sama nazwa nowego wirusa (Covid-19) budzi skojarzenia z przytaczaną nieraz w xp.pl sprawą podsłuchową, w której pokrzywdzony jest Niżyński (i którą prokuratura kompletnie lekceważy odmawiając śledztwa), a to z uwagi na to, że istotnym elementem całego tego systemu podsłuchów przeciwko ww. osobie jest podglądanie ekranu komputera (z wykorzystaniem odbiorników promieniowania elektromagnetycznego) i internetowe transmitowanie jego wyglądu na żywo przez komunikator. Tymczasem zaś słowo "co-vid" można by w wolnym tłumaczeniu oddać właśnie jako "współ-widzenie" (wspólne oglądanie tego samego). A zatem jest tu jak gdyby nawiązanie do tego, że jeden i ten sam ekran komputera ogląda nie tylko osoba przed nim siedząca, ale i ktoś odległy, niewidoczny obok, za to posługujący się (bodajże) odbiornikiem Rohde & Schwarz i przyrządem pozwalającym na wprowadzenie jego wyjścia do komputera jako odpowiednika kamerki internetowej (webcamu).
Ponadto można tu nadmienić, że przytaczanie kwestii Piotra Niżyńskiego (głównego pokrzywdzonego w skandalu z, jak się uważa, kryminalizacją TVP) to nie tylko zwrócenie uwagi na sprawę zakulisowych spisków, kojarzących się też z papiestwem, ale że nawet było to trafne i ściśle w tym czasie, gdy wybuchała afera, były powody, by taki właśnie temat "wyprodukować". W szczególności, przejawem praktycznego zastosowania tzw. marketingu wirusowego – tj. metody reklamy, w której uczestnicy pewnego programu zarabiania starają się "zarazić" zaufaniem do niego i uczestnictwem w nim także kolejne osoby – było, na razie nieoficjalne, otwarcie w tych dniach nowego programu partnerskiego 100mln.pl, w czym uczestniczyła ww. osoba.
Ponadto już wcześniej, a mianowicie w 2013 r., wyniknął konflikt między Piotrem Niżyńskim i jego spółką inwestycyjną a Naukową i Akademicką Siecią Komputerową (państwowym tzw. instytutem badawczym, który prowadzi oficjalny centralny rejestr domen .pl); konflikt zapoczątkowało przejęcie przez NASK, bez ostrzeżenia ze strony tej instytucji, kilkudziesięciu domen posiadanych przez ww. spółkę inwestycyjną i wpisanie jako ich abonenta samego NASK-u. Sprawę wyjaśniono zdawkowo "zagrożeniem ze strony botnetu Virut" (miał podobno wykorzystywać m. in. usługi udostępniane za pośrednictwem domen spółki), przy czym okazuje się, że chodzi tu o wirusa komputerowego, zaś w Internecie można znaleźć pomówienia wiążące m. in. Piotra Niżyńskiego ze sprawą tego software'u. Obecnie sprawa tego sporu jest zarejestrowana w sądzie gospodarczym (Sąd Okręgowy w Warszawie, sygn. akt XVI GC 492/16), gdyż zdaniem powodowej spółki regulamin utrzymywania domen przez NASK nie przewidywał stosownej podstawy do rozwiązania umów o domeny, które, jak głosi pozew, były wynajmowane na rzecz podmiotu trzeciego w zamian za spore pieniądze, zaś samo pojęcie oprogramowania "złośliwego" (tj. "robiącego nie to, czego chce użytkownik", jak gdyby istniała jedna jedyna wola użytkownika i zakres tego, co akceptowalne, obowiązująca wszystkich) jest niewyraźna i w polskim prawie nieusankcjonowana. Jako że ww. sprawa sądowa jest na krawędzi ostatecznego zakończenia z powodu bardzo wysokich kosztów sądowych i niezwolnienia z nich przez sąd – i właśnie w tych miesiącach ważą się jej losy – również i z tego powodu nagłe pojawienie się tematu "koronawirusa" można uznać za trafne.
Odnośnie wiązania postaci Piotra Niżyńskiego z hipotetycznym projektem co do wprowadzenia monarchii w Polsce patrz np. informacje przytoczone ostatnio w artykule "Zmarł P. Królikowski, S. Kania i 3 inne osoby, prawdopodobnie kolejne państwowo-mafijne egzekucje" pod nagłówkiem "Symptomy zabójstwa: zachowanie prasy w przededniu" w punkcie o Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Dodatkowo, w ciągu ostatnich miesięcy (już w 2019 r.) nieraz zdarzało się Niżyńskiemu pobierać pieniądze w miejscu, gdzie naprzeciwko widać biurowiec z logotypem firmy "devire" na szczycie, a tymczasem nazwę tę można w wolnym tłumaczeniu oddać jako "odwirusowanie".
Nowości z Iranu
Już po opublikowaniu tego artykułu w Iranie (kraj, o którym była tu już mowa) 16 marca również ogłoszono bardzo ciekawe statystyki. Podano, iż na koronawirusa zmarły tam jakoby dokładnie 853 osoby (753, jak rok oznaczany hasłem "założenie [z] Rzymu" – patrz: Wikipedia – z dodaną na początku jedynką, mogącą tu symbolizować pierwszego, początek, osoby z władzą polityczną itd.; wykorzystywanie symboliki cyfry 1, podobnie jak również cyfry 7, wielokrotnie już stosowano przy zabójstwach mafijnych wyliczanych na www.bandycituska.pl/ofiary.html).
Można nawet pokazać, skąd wzięto ("pożyczono") jedynkę w ww. przekształceniu. W tym samym ogłoszeniu statystycznym Iran podał, że w ciągu ostatniej doby zmarło tam 129 ludzi z powodu koronawirusa (źródło: patrz np. https://economictimes.indiatimes.com/news/international/world-news/iran-reports-129-new-virus-deaths-taking-total-to-853/articleshow/74660705.cms). Tymczasem zaś 129 to dla informatyków niemalże bardzo okrągła liczba – okrągłą jest 128 (zapisywana w systemie binarnym 10000000), natomiast 129 to taka okrągła liczba zwiększona o 1 (zapis: 10000001 – z uwagi na to, że mamy tu coś na początku i coś na końcu, kojarzy się to z "alfą i omegą" i wskazuje przez to, pośrednio, na postać papieża – ponieważ oczywiście przy takich spiskach, przy których jak można się spodziewać dochodzi też do zabijania, w naturalny sposób człowiek zadaje sobie też pytanie, co stało się z jakimiś resztkami religijności u organizatorów takiego procederu). Podobnie więc, jak powyżej do 753 dodano na początku jedynkę, tak i tutaj do okrągłej liczby dodano 1. Co więcej, odpowiada to statystykom polskim, gdyż, jak dzisiaj podano (zapewne to Polska się dostosowała do Iranu, a nie odwrotnie), "Covid-19 zabił już w Polsce 156 ludzi". Jest to "najokrąglejsza" z liczb w informatyce, 256 (tyle różnych wartości może przybrać 1 bajt informacji), z odjętą na początku jedynką. Pod tym znakiem dokonano też fałszerstw w obecnych wyborach do Sejmu (ustawiono zmyślone wyniki w oparciu o tę liczbę, jak można przypuszczać – w samym PKW, wśród pobłażliwości lokalnych komisji wyborczych i niechęci do weryfikowania wpisanych przez PKW danych z komisji), patrz dział Wybory w serwisie wiadomości.xp.pl.
Co więcej – umrzeć od wspomnianej zarazy miał w Iranie jakoby, jak tego dnia również ogłoszono, wysoki rangą urzędnik państwowy: ajatollah Haszem Bathaje. Przypomina to sprawę Kasema Sulejmana, gdyż również bardzo łatwo powiązać te personalia z życiem i problemami Piotra Niżyńskiego. Przykładowo, wspomnieliśmy powyżej, że niedawno otwarty został program partnerski 100mln.pl. Jak się można dowiedzieć z sekcji "Zasady" na tej stronie www, "Zgodnie z obecną polityką numery kart są bezpowrotnie usuwane (zastępowane tzw. funkcją skrótu, co oznacza nieodwracalną utratę numeru) po upływie 3 miesięcy od momentu próby obciążenia karty". W angielskiej wersji tej strony www "funkcja skrótu" to "hash function" (i takie też pojęcie, "funkcja haszująca", stosuje się w żargonie informatyków). W związku z tym personalia, dające się zapisać słowami "haszem bata je", "haszem je (...)" (i tutaj jakieś słowo w rodzaju mieli, przemaglowuje itp. – sformułowania typu "on bata", "batać coś" kojarzą się oczywiście z jakimiś batami, ciosami, zamachami), bardzo łatwo powiązać z tym, o czym mowa w tym artykule. To wręcz jak gdyby zwrócenie uwagi na niego jako na źródło, w każdym razie, "głębszej prawdy" i "drugiego dna".
Powiązania ze skandalem w Kościele: "zarażanie koroną" zamiast rzetelnego konklawe
Kluczowy problem, jaki się może kojarzyć z międzynarodową "aferą" w sprawie koronawirusa, jest jednak dużo istotniejszy i przywodzi na myśl przede wszystkim sytuację w samym Watykanie, który przecież całkiem nawet oficjalnie jest monarchią absolutną (czy wręcz despotyczną). Jak się zdaje co najmniej od czasu wyboru Piusa XII na papieża nie przeprowadzono tam, po dziś dzień, żadnego rzetelnego konklawe. Zamiast tego występowała najprawdopodobniej sytuacja "nieważne, jak ludzie głosują, ważne, kto liczy głosy" (pojedynczy urzędnik – kardynał kamerling; można to też skojarzyć z kwestią "aresztowania kamerdynera" oraz zamówieniem przez Watykan, do wykorzystania przy konklawe z 2013 r., zagłuszaczy sygnałów radiowych o gigantycznej mocy, w celu uniemożliwienia osobom z zewnątrz podsłuchania tego, co się dzieje na konklawe). Krótko mówiąc: w mojej opinii poprzednik wybiera kolejnego papieża, reszta nie ma na to wpływu.
Za najlepszy przykład może tu służyć pontyfikat Jana Pawła II, gdyż data jego wyboru na papieża była poniekąd zafiksowana na dzień 16 października 1978 r. – a to dlatego, żeby w praktyce możliwe było (i następnie urzeczywistnione), a nie skrajnie nieprawdopodobne, to, że zmarł on nie tylko w ściśle dobranym dniu, co do wyglądu daty kalendarzowej, ale też w 9666-ym dniu swego pontyfikatu (por.: rok chrztu Polski – 966, a także symbol satanizmu, liczba 666), co istotnie później miało miejsce. Szczegółowe informacje na temat cech daty śmierci polskiego papieża (wszystko wskazuje na to, że ustawiono ją już w renesansie) są zaprezentowane na stronie http://forum.bandycituska.pl/viewtopic.php?f=9&t=3205 (zob. też http://www.bandycituska.pl/dowody-wtc.html co do kolejnej, obok uchwalenia polskiej Konstytucji, "przepowiedni" co do daty śmierci: mianowicie w dacie zamachów na WTC i Pentagon); tu pozostaje jedynie zwrócić uwagę czytelnika na to, że to właśnie za Piusa XII miał miejsce pierwszy (i oczywiście za sprawą Watykanu zrealizowany, jak to w każdym przypadku bywa) awans ks. Karola Wojtyły w Kościele, mianowicie mianowanie go biskupem – prawdopodobnie wskutek spisku ateistycznego polegającego na szukaniu nowego "Karola Wielkiego", "cesarza" roku tym razem nie 800, a 2000 (którego można też będzie skojarzyć z "wielkim przywódcą politycznym Polaków", Józefem Piłsudskim II; porównaj też: notka na "jego" temat w tzw. przepowiedni Malachiasza, czyli liście przyszłych papieży, brzmiąca De labore solis – "Z pracy Słońca" – co można w wolnym tłumaczeniu objaśnić słowami "jasne, jak Słońce, że polityk": gdyż za młodu, przed rozpoczęciem posługi kapłańskiej, Wojtyła był zapisany do Stronnictwa Pracy, chyba nawet celowo z myślą o takim rezultacie utworzonego, a w każdym razie znanego z inspirowania się odpowiednią encykliką papieską, potrzebą sprawiedliwości dla robotników oraz z tego, że był tam też zapisany pewien ksiądz, mianowicie ks. Kaczyński, imię Zdzisław).
Skoro Jan Paweł II był od dawna planowany na papieża, ba, za Piusa XII przepowiedział mu to, jak wiadomo, ojciec Pio, u którego (w następnym roku po rozmowie z prymasem Hlondem, która miała miejsce wkrótce po prymicji, czyli rozpoczęciu kapłaństwa) Karol Wojtyła w 1948 r. się spowiadał. Gdy wybierano go na papieża, wiadomo już zapewne było, że "to jest człowiek, który wywiąże się z zadania i rzeczywiście skończy życie w od dawna planowanej dacie" – po cóż inaczej tak pieczołowicie szykowano by wszystko, by było do tego gotowe? Szczegóły co do ustawionych dat są na wspomnianej stronie http://forum.bandycituska.pl/viewtopic.php?f=9&t=3205, tutaj można jeszcze zwrócić uwagę na polski film "Wielki Szu" (nie "Szul" czy "Szuler", tylko "Szu", tak, iż pasowało to też dziwnym trafem do słowa "oszust" bez początkowej litery), który miał swą premierę dziwnym trafem kilka lat po konklawe z 1978 r. I z różnymi grami opartymi na liczbach łatwo dawał się skojarzyć. Aktor grający tam główną rolę dziwnym trafem ma inicjały pewnej osoby znanej z dystansu do wiary i Kościoła z rodziny Piotra Niżyńskiego.
Można teraz zauważyć, że taki plan co do "Józefa Piłsudskiego II" przecież się długo zapowiadał, gdyż tuż przed nim byli tacy papieże, dokładnie w takiej sekwencji: papież Jan, papież Paweł, papież Jan Paweł I. To zapewne nie przypadek, a przecież osoba, która właśnie dowiedziała się z konklawe, że ją wybrano, nie ma jeszcze okazji przeglądać żadnych notatek i zapoznawać się z żadnymi spiskami. Najprawdopodobniej więc tak trafne ustawienie tych imion kolejnych papieży, następujących po Piusie XII, było możliwe wskutek uzgodnień z góry poczynionych z tymi osobami jeszcze przed konklawe. Następnie kardynał kamerling biorąc się za liczenie głosów prawdopodobnie dokonywał fałszerstwa – tak można tę sytuację, od strony rachunku prawdopodobieństwa, najbardziej wiarygodnie wyjaśnić.
To samo można powiedzieć o karierze Benedykta XVI, który dziwnym trafem sprawia wrażenie, jak gdyby był dobrany po ładnie brzmiącym nazwisku już wiele wiele lat wcześniej (mianowicie nazwisko Ratzinger pozwala stworzyć zbitkę Papa-Razzi kojarzącą się z wścibskimi dziennikarzami, np. właśnie z podsłuchem w telewizji i jego najgorszymi ekscesami, w tym np. pojawieniem się tortury dźwiękowej czy agresywnym intensywnym stosowaniem przekazu podprogowego na każdym kroku). Na najwyższe po papieżu stanowisko w Kościele, mianowicie głównego doktrynera co do doktryny katolickiej, trafił już w roku 1981. Jest to zresztą jeden z publicznie dostępnych przykładów (bynajmniej nie jedyny) przejawów tego, że sprawa podsłuchu przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu rzeczywiście jest bardzo stara i że obecny jej rozrost od dawna był, najwyraźniej, planowany.
Co ciekawe, w przypadku Benedykta XVI planowano chyba nawet także jego rezygnację z kierowania Kościołem (wydaje się to zrozumiałe, skoro miałby istnieć też projekt co do papieża Bergoglio, a ludzie przecież nie żyją całe wieki), a w każdym razie "prześwity" co do tego można znaleźć w komunikatach prasowych przytaczanych na stronie http://www.bandycituska.pl/dowody-wtc.html.
Najlepszych zaś poszlak na to, że zaplanowano zarówno postać papieża niemieckiego, jak i później Franciszka, dostarczają informacje przytoczone przez nas w artykule "Producenci procesorów są w zmowie z politykami i papieżem? Skandal z włamaniami w tle" pod nagłówkiem "Parę faktów z historii firmy Intel". W przypadku Franciszka można do tego jeszcze dodać bardzo oryginalną i sprawiającą wrażenie upolitycznionej ścieżkę kariery, która obejmowała m. in. rezygnację z życia zakonnego na rzecz stania się biskupem – i to dziwnym trafem w roku (czy w roku bezpośrednio z nim sąsiadującym), w którym polski muzyk Holocausto zaczął występować pod nowym pseudonimem "Nergal". Następnie w roku poprzedzającym wybór Franciszka na papieża (tj. w roku 2012), kiedy to konklawe już i tak swoją drogą się zapowiadało (p. np. informacje z artykułu "»Od dawna wszystkie zbrodnie polityczne w Polsce pochodzą z KAI«" pod nagłówkiem "Przykłady twórczości dziennikarskiej KAI"), w Polsce maglowany w mediach był temat... Nergala i jego słynnego gestu "podpalenia Biblii" wykonanego na pewnym koncercie, a to w związku z trwającym procesem sądowym, w którym swój udział miał nawet Sąd Najwyższy. Zauważmy zresztą, jak podobne są 2 nazwy własne: nazwisko obecnego papieża (Bergoglio, czyt. Bergolio) i pseudonim słynnego muzyka (Nergal) – obie opierają się na literach E-R-G-L.
Wszystkie te zbiegi okoliczności, zarówno te przytoczone tu wprost, jak i te tylko przez odwołanie do artykułów kiedy indziej opublikowanych, nie byłyby możliwe, gdyby nie dochodziło do matactw przy konklawe. Zauważmy zaś, że generalnie zmowy kardynałów nie są na konklawe legalne, lecz każdy uczestnik powinien we własnym sumieniu rozważać sprawę, a nie w drodze układu. Dodatkowo, bardzo trudne byłoby – zwłaszcza w przypadku od setek lat wyglądanych spraw, takich, jak najwyraźniej sprawa polskiego papieża i jego daty śmierci – zapewnienie, że większość w określony sposób zagłosuje, a w każdym razie próby zorganizowania tego w ten sposób obarczone są wysokim ryzykiem porażki. Tymczasem dużo prościej i znacznie skuteczniej ten sam efekt można uzyskać w inny sposób, mianowicie poprzez "ustawienie" pojedynczej osoby, toteż należy spodziewać się, że to właśnie tą drogą poszło papiestwo.
Byłby to oczywiście duży skandal na skalę międzynarodową w sytuacji, gdyby dodatkowo media, oprócz dostrzeżenia tego problemu (dającego się też powiązać z jakimś spodziewanym spiskiem ateistycznym), zajęły się też problemem co rusz pojawiających się poszlak na udział Watykanu czy wręcz samych papieży w różnych zupełnie ohydnych zbrodniach, np. w zabijaniu przypadkowych (po nazwisku na przykład dobranych) ludzi. Jedno w połączeniu z drugim ma moc wybuchową zdolną podważyć konkordaty w wielu krajach świata – jest to zapewne dostateczny środek nacisku, by wymóc jakieś zmiany, gdyż papiestwo straciłoby rzeczywistą władzę w parafiach i kuriach – gdyby tylko problem ten nie był najzupełniej pomijany przez mass media i lekceważony (bo "sprawy idą w bardzo dobrym kierunku", "problemu tu nie ma").
Na koniec dodajmy tu, że nie jest błędem kojarzenie sprawy koronawirusa z tematyką religijną. Skojarzenia takie łatwo przychodzą do głowy zważywszy na aktualne kierunku debaty teizm-ateizm podnoszone w książkach (w szczególności, wyodrębnienie się "ateizmu memetycznego" z jego koncepcją memów – "wirusów umysłu", czyli umysłowych jednostek analogicznych do, znanych z biologicznej ewolucji, genów). Samą religię uznaje się tam (np. w pracach Susan Blackmore) za "wirusa umysłu", a ponieważ dąży ona do tego, by mieć dominujący głos we wszystkich podstawowych dla życia jednostek i społeczeństw sprawach, nie dziwiłoby nazwanie jej swoistym wirusem "koronnym". Choć takie spoglądanie na tę sprawę może w naszym kraju wydaje się obecnie bardzo obce, to z uwagi na zakorzenienie w sporej ilości książek filozoficznych można to uznać za swego rodzaju klasykę polemiki, a zatem skojarzenia religijne w przypadku tematu "koronawirusa", jakkolwiek odbiegają od właściwej tutaj dziedziny biologii, można uznać za jak najbardziej zrozumiałe i naturalne.
Koronawirus jako sprawa kryminalna (zakulisowo uzgadniana, podobna do telewizyjnego spisku w sprawie podsłuchu)
Powróćmy jeszcze na chwilę do ogłaszanych przez media statystyk co do zarażeń.
Nie bez znaczenia były tu, rozpowszechniane przez Polsat News, rewelacje o wykryciu koronawirusa w... Policach. Nazwa miejscowości "Police" oczywiście kojarzy się ze służbą państwową – Policją (a zauważmy, że dobór np. po nazwisku czy po nazwie miejscowości to typowa sprawa w grupie zakulisowych wpływów Watykanu, w każdym razie wedle raportu o zebranych danych na ten temat, który można przejrzeć na stronie www.bandycituska.pl/ponazwisku.html jest na to mnóstwo przykładów, takie dobieranie "wedle znaczenia nazwy własnej" jest swoistą plagą w polityce) – i dlatego, za pośrednictwem Policji, ta nazwa miejscowości kojarzy się z różnymi aferami przez ludzi spowodowanymi (problemy kryminalne). W dodatku osobą podejrzaną o zakażenie okazał się tam... strażak – to zaś dodatkowo wiąże ten temat z wątkiem Piotra Niżyńskiego z uwagi na to, że w ostatnich miesiącach w ramach tortury dźwiękowej wielokrotnie podkreślano nazwę miejscowości Krubin (wieś w okolicach podwarszawskich będących projektowaną "ziemią obiecaną" dla Piotra Niżyńskiego, od dawna też siedziba lokalnej straży pożarnej) i spisku z tym związanego (jest to kwestia m. in. genezy pojęcia "system binarny" w informatyce – jak się okazuje, niemalże na pewno związanej właśnie ze sprawą tego konkretnego starego, sięgającego XIX w. spisku podsłuchowego, najprawdopodobniej w Watykanie obmyślonego). Czytelnik może z łatwością przejrzeć kilka najnowszych (z punktu widzenia daty publikacji niniejszego) artykułów w dziale Wiadomości, by przekonać się, że nawet kilkakrotnie ostatnio padała tam ta nazwa miejscowości (aby wyszukać tekst na stronie internetowej stosuje się kombinację klawiszy Ctrl-F, po czym wpisuje się, w wyświetlającym się polu, pierwsze litery szukanego tekstu).
Z tych względów patrząc na całokształt serwowanych informacji można spodziewać się, że wrażenie zagrożenia jest w sporej mierze fabrykowane często bez żadnych podstaw w rzeczywistości, podobnie jak stosowna dokumentacja medyczna i komunikaty.
Spodziewany motyw: Sejm chce uniemożliwić Niżyńskiemu wejście do budynku, politycy unikają demokratycznej debaty
Portal xp.pl, obecnie funkcjonujący w formule środka społecznego przekazu (jak np. fora internetowe), ale nie prasy, może mieć trudności z zaprezentowaniem w Sejmie faktu przestępstw budowlanych (tj. istnienia nielegalnych poukrywanych w konstrukcji budynku instalacji elektrycznych z dołączonymi smartfonami) skutkujących odtwarzaniem się tortur dźwiękowych w otoczeniu Piotra Niżyńskiego (jest to swoiste "radio" podsłuchowe, używane do dręczenia oraz manipulacji podprogowych; w różnych miejscach można – centralnie nadając rozkazy przez fale prawdopodobnie amerykańskich rządowych satelitów GPS – włączać różne radia).
Niektóre przykłady dowodów potwierdzających istnienie problemu budowlanego można znaleźć w artykule xp.pl z działu Nieruchomości: "Trybunał Konstytucyjny znowu osobliwie zlekceważył prawo" pod nagłówkiem "Dźwięki tortury w Trybunale. Kolejny ośrodek prześladowania jednostki". Ponadto znamienne wydaje się i to, że data urodzenia Piotra Niżyńskiego: 25 września (notabene najwyraźniej planowana od bardzo dawna, patrz artykuł "Nowy atak prokuratury z Policją na Niżyńskiego. Ślepo do celu wbrew faktom" pod nagłówkiem "Piotr Niżyński jako postać bardzo istotna w polityce najwyższego szczebla") stała się też datą tzw. "dnia budowlańca" (święta tej grupy zawodowej) obchodzonego przez związek zawodowy pracowników budowlanych. Chyba na cześć dodatkowej koniunktury gospodarczej związanej z remontami.
Ten centralny problem całej sprawy podsłuchowej związanej z Niżyńskim można by łatwo zaprezentować posłom konfrontując ich samych z nim bezpośrednio, na miejscu w Sejmie, i dając im możliwość wypowiedzenia się (można spodziewać się, że jest to sprawa bardzo szeroko popierana wśród posłów, gdyż rządziły już różne ugrupowania, a Polskę z inicjatywy władz samorządowych i administracji rządowej remontowano, szerzono pomocnictwo przy podsłuchu w zakładach pracy itd.); tym niemniej posłowie zapewne chętnie prezentowaliby się w roli tych, którzy o tej przestępczości godzącej też w prawa człowieka i w elementarne wartości, jak np. wolność samego myślenia, nic nie słyszeli.
Zauważmy, że już w okolicach inauguracji obecnego Sejmu i jego pierwszego posiedzenia na początku jesieni 2019 r. przed kancelarią Sejmu (wejście do budynku na Wiejskiej, obejmującego też sale samego Sejmu, od strony zamkniętego ze wszystkich stron placu przy poczcie przy ul. Górnośląskiej) stała stale karetka pogotowia, co jest czymś wyjątkowym i jednocześnie znamiennym – dawniej nic takiego nie było. Ponadto od kilku miesięcy na ekranie Piotra Niżyńskiego w liście zadań do zrobienia przechowywanej w programie pocztowym raz po raz wyświetlała się pozycja "uzyskać przepustkę do Sejmu" (aczkolwiek doraźne potrzeby życiowe w rodzaju zarobkowanie spychały ten temat na dalszy plan, przesuwały go w przyszłość).
Ponieważ taka konfrontacja posłów z tematem tortury dźwiękowej – która niechybnie by się tam włączyła, gdyż z perspektywy ofiary od lat nie było ani minuty przerwy w jej odtwarzaniu się (na żywo, radiowym) – mogłaby wpłynąć na politykę lub, alternatywnie, przedstawiać posłów (już i tak mało popularnych: złe oceny pracy Sejmu, posuwanie się przez władzę do fałszerstw itd.) w już zdecydowanie bardzo złym świetle (lekceważenie sprawy) – bez możliwości zrzucenia tego na sekretarki, na obsługę biur poselskich, na władze niższego szczebla itp. – to w sukurs im pospieszyli sojusznicy międzynarodowi, tacy, jak np. papiestwo. I właśnie tego efektem może być obecny "problem koronawirusa". Może być to działanie ściśle z myślą o Polsce.
Spikerzy tortury dźwiękowej, czyli zapewne operatorzy podsłuchu (te same osoby), raz po raz już od lat rzucali Niżyńskiemu teksty, jak gdyby trochę o nim, trochę też o sytuacji posłów, którzy by ewentualnie odstawali od innych w kwestiach podsłuchowych: "ty do Sejmu się nie dostaniesz". Oczywiście brak możliwości udziału w polityce związany z brakiem nagłośnienia jest w przypadku Niżyńskiego oczywisty, w związku z tym sformułowanie aż prosi się o inną interpretację, np. taką właśnie, że chodzi tu o możliwość wejścia do budynku w charakterze gościa. I istotnie nieraz, w późniejszym okresie (ale przed nastaniem roku 2020), tak też później te wypowiedzi objaśniano.
Przypadek Kanady jest tutaj znamienny, daje on do myślenia (podobnie jak przypadek Włoch): "chodzi o taki jeden kraj, bardzo charakterystyczny". Pamiętajmy o wspomnianym can-do, czyli o kwestii wykonalności czegoś...
W konsekwencji – można spodziewać się, że jeszcze długo media nam będą nim zawracać głowę, zaś rząd wykorzystał już okazję, by zgodnie z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP podważyć konstytucyjne prawo obywateli do obecności na posiedzeniach Sejmu i innych kolegialnych organów władzy pochodzących z wyborów – przez wzgląd na "konieczność prawną" podyktowaną ochroną zdrowia. Uchwalono w szczególności odpowiednią specustawę, można zawsze ją jeszcze znowelizować, jest to standard, że koronawirus zasługuje na ustawę (tymczasem art. 31 ust. 3 Konstytucji wymaga, by wszelkie ograniczenia praw ludności były wprowadzane za pośrednictwem ustaw) – efektem tych przygotowań będzie zapewne odmowa udzielenia przepustki.
Kolejną okazją do wykorzystania rzekomej "gigantycznej plagi koronawirusa" jest cykl spotkań prezydenta Warszawy z mieszkańcami dzielnic. Mógłby on być okazją do skonfrontowania prezydenta stolicy z problemem dźwięków i do uzyskania oficjalnego stanowiska – tak się kalkuluje tę sprawę, jak gdyby dla pokazania niewiarygodności xp.pl i osoby Piotra Niżyńskiego, jak gdyby dla stworzenia obiegowego wrażenia, że jego problem ma charakter chyba fikcyjny, a w każdym razie: że sam sobie jest winny, bo nie podejmuje właściwych działań – tym niemniej wiele się robi, by było to niemożliwe. Przykładowo spotkanie na Ursynowie w hali ośrodka sportu i rekreacji przy ul. Dereniowej zorganizowano zgoła nieuczciwie: wchodzili ludzie i od razu wyciągali jakieś numerki, jeszcze przed rozpoczęciem spotkania, tak, iż gdy się ono rozpoczęło, to (jak się później okazało) część ludzi miała jakieś tablice z numerami, co (jak się jeszcze później okazało) było podstawą do mówienia w określonej kolejności. (W odpowiedzi na protest z naszej strony i wątpliwości co do tego rozwiązania uzyskaliśmy pismo z gabinetu prezydenta, w którym fakt istnienia numerków został potwierdzony.) Tym niemniej przed rozpoczęciem spotkania nigdzie nie były ani wywieszone, ani reklamowane żadne informacje uprzedzające mieszkańców o potrzebie pozyskania takiego numerka. Gdy zaś spotkanie się rozpoczęło i prowadzący mówił do mikrofonu, rozdano już 21 numerków, co wystarczyło, by zająć 85% czasu spotkania, po czym zaraz później w ogóle nie było już szansy uzyskania numerka praktycznie skutkującego możliwością mówienia, tak, iż nawet odradzano to zachęcając do uczestnictwa raczej "w swobodnym mówieniu" po tym, jak wypowiedzą się osoby z numerkami, lub do składania wniosków z działu VIII k.p.a. na piśmie. Brak jest w ogóle dowodu czy choćby jakiegokolwiek śladu, że ludzie otrzymywali numerki po przyjściu do budynku i w dniu spotkania, a nie dużo wcześniej; w szczególności, osoba z numerem 1 miała twarz bardzo podobną do Donalda Trumpa (którego nazwisko kojarzy się nieco z propagandą, a nieco z tematem tortury dźwiękowej, gdyż po polsku oznacza "trąbka" albo "dźwięk trąby", "trąbienie") – nawet sam prezydent w pewnym momencie swych wypowiedzi powiedział "jest to może temat, który powinienem poruszyć na samym początku" (oczywiście o czym innym, bo tematu dźwięków nikt jakoś nie chciał podchwycić, zamiast tego mówili np. przedstawiciele zarządów spółdzielni mieszkaniowych albo jacyś aktywiści lokalnej polityki znani z petycji) – przy czym wywieszona wysoko w sali etykieta miała napisany tekst Miasto Stołeczne Warszawa z każdym słowem w osobnej linijce, tak, iż rzucał się w oczy inicjał: MSW. Istotnie, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (i Administracji) może mieć takie możliwości, by wyszukać człowieka o bardzo konkretnym wyglądzie (Policja również, podobnie jak Interpol), tym niemniej bardzo to dziwne, że w organizację takiej imprezy miałby być zaangażowany sam rząd. Grunt do dobra prasa i przemilczanie tematu "także u naszych braci mniejszych"? Może to taka właśnie postawa.
Zdjęcie z meetingu "Spotkajmy się na Ursynowie" – w 3. rzędzie po lewej widać człowieka z żółtym kartonikiem-numerkiem (zdjęcie pochodzi z artykułu w oficjalnym serwisie Urzędu m. st. Warszawy: http://www.um.warszawa.pl/aktualnosci/spotkali-my-si-w-ursynowie)
Powstaje teraz zagrożenie, że kolejne spotkanie może być przerwane lub bardzo zakłócone sprawą "plagi koronawirusa" lub interwencjami służb medycznych. Mogłoby to spowodować nieprzewidziane zakłócenia w jego przebiegu i uniemożliwić mówienie nawet osobie, której wskutek wielkich trudów i nadzwyczajnych zabiegań uda się dociec, że w ogóle potrzebny jest numerek, jak go pozyskać i której by nawet udało się uzyskać odpowiednio wczesny taki numerek. Po prostu np. przerwanie spotkania lub nieprzewidziane specjalne wymogi, jak np. jakieś zaświadczenia medyczne (gdzie rząd mógłby przyłożyć się do fałszerstw), mogłyby uniemożliwić rzetelny demokratyzm na takim spotkaniu i sprawić, że pozostaje rozmową ludzi z zamkniętego grona ("mówią tylko ci wybrani i poinformowani").
Szykany w rytm czytań niedzielnych. Prawdopodobnie od papieża
Tak, jak już wcześniej w przypadku kilku spisków (wymierzonych w Piotra Niżyńskiego, główną ofiarę podsłuchu telewizyjnego) mocno się kojarzących z "grupą watykańską", z prześladowaniami politycznymi, tak i teraz dziwnym trafem w przeddzień bardzo specyficznej niedzieli – niedzieli, gdy w kościołach czytano czytania na temat niedoboru wody, czyli problemu z zaspokojeniem podstawowych potrzeb – ogłoszono nam wielką akcję zamykania przez premiera restauracji, klubów i galerii handlowych.
O odpowiednim rozporządzeniu Polsat News informował w sobotę 14.3.2020 r., podczas gdy 15.3.2020 można było wysłuchać na mszy czytań m. in. o Żydach pytających Mojżesza "Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia?" (Wj 17, 3-7) i o Jezusie proszącym Samarytankę "Daj Mi pić!" (J 4, 5-42), a pomiędzy tymi czytaniami była jeszcze śpiewana aklamacja "Panie, Ty jesteś prawdziwie Zbawicielem świata; daj nam wody żywej, abyśmy nie pragnęli". Sytuację tę widać pod adresem https://niezbednik.niedziela.pl/liturgia/2020-03-15/.
Wyjaśnienie tej sytuacji: Piotr Niżyński, główna ofiara podsłuchu w telewizji, od dłuższego czasu pozostaje bez stałego miejsca zamieszkania z prawdziwego zdarzenia (zamiast tego nocując np. w hostelach, jeśli uda się je zarezerwować), a całe dnie spędza raczej na mieście, z uwagi na potrzebę załatwiania pewnych spraw. Obecnie zaś, z racji terminów, stoi przed nim pilnie napisanie apelacji do pewnej haniebnej dla państwa sprawy sądowej (przeciwko Skarbowi Państwa), w której sąd I instancji wydał wyrok najwyraźniej polityczny. Na xp.pl będzie wkrótce informacja na temat skandalicznych błędów sądownictwa w tej sprawie poczynionych. Możliwość napisania tej apelacji w spokoju, w takich warunkach, jest jednak bardzo podkopana atakami na miejsca publiczne: restauracje, galerie handlowe, stacje benzynowe itd. Mogą stąd też wyniknąć drastyczne wręcz i trudne do pokonania utrudnienia w pobieraniu pieniędzy z kont kryptowalutowych, gdyż systemy zasilające posiadanych przezeń komputerów przenośnych są albo zgoła wadliwe, albo podatne na ataki falowe (omówione w artykule xp.pl pt. "Producenci procesorów są w zmowie z politykami i papieżem? Skandal z włamaniami w tle"). Do 27 marca br. zamknięto wszystkie urzędy skarbowe. Oznacza to kolejne opóźnienia w sprawie podatkowej, w której Niżyński spodziewa się sporego zwrotu podatku. Cały ten atak personalny, oparty na gigantycznej manipulacji otoczeniem gospodarczym, jest tym poważniejszy i bardziej ambitny, że analogiczną sytuację zorganizowano też w krajach sąsiednich. Tym trudniej więc się przed nim ochronić.
Tymczasem na zajmowanie się apelacją z pierwotnego dwutygodniowego czasu pozostał jeszcze zaledwie tydzień, od 16 marca do 22 marca. Bardzo dużo zarzutów (29) wymaga sporządzenia omówienia, co niewątpliwie trwa i co trudno jest w zaistniałych warunkach załatwiać na mieście. A przecież nie można zaniechać np. odbierania poczty czy jeżdżenia pod adres skrytki pocztowej, czy załatwiania tanich wydruków dużej przecież liczby stron w punkcie xero albo wnoszenia zawiadomień do prokuratury, nie mówiąc już o zdobywaniu jedzenia czy organizowaniu pieniędzy w kieszeni. W efekcie sytuacja ta (tych nowych ograniczeń gospodarczych) sprawia wrażenie celowych szykan właśnie w tę sprawę wymierzonych i własnie w osobę Niżyńskiego (jak zresztą ogólnie cała sprawa koronawirusa jako swego rodzaju zasłona dymna dla polityków), a to z uwagi na to, że były już wcześniejsze tego rodzaju spiski godzące w Piotra Niżyńskiego – np. pomówienia policyjne inspirujące postępowanie karne w 2018 r. czy, podobnie, "wypadek" spowodowany 18.12.2012 r., który spowodował niesłuszne prowadzenie postępowania karnego, obecnie na etapie kasacji (szczegóły tych procesów politycznych – patrz artykuł "Strzeżmy się partii, które mordują" pod odpowiednim nagłówkiem) – w przypadku których to ataków był właśnie taki sam efekt: że datę zdarzenia dobrano koniec końców pod odpowiednie czytania w kościele.
Dla porównania pod koniec roku 2018, gdy wnoszone była zażalenie w sprawie sądowej, o której mowa w artykułach "Kolejny skandal w SN. 2 błędy prawne ws. Niżyńskiego", "Kompromitacja w Strasburgu, kolejna zlekceważona skarga Niżyńskiego" i "Zbliża się inspirowane telewizyjnie niesprawiedliwe orzeczenie z SN" – a właściwie to w czasie jego opracowywania (i w czasie, gdy spikerzy tortury dźwiękowej raz po raz rozwodzili się na tematy "braku skargi" i tego, że sprawie karnej grozi dosyć kompromitująca sytuacja "brak skargi uprawnionego oskarżyciela", co zresztą nasuwa na myśl wystąpienie sekretarki prokuratury informujące, że prokurator jest przestępcą i że "cała prokuratura zamieszała się w podsłuch na Piotra Niżyńskiego": patrz blog www.bandycituska.pl, wpis "Prokuratura przyznaje..." z 2015 r.) – z ust samego papieża padały słowa w rodzaju "To dla nas wszystkich trudny czas, ponieważ wielki oskarżyciel atakuje Matkę, a Matki nie wolno ruszać" (podkreślona tu wielką literą Matka może też oznaczać w języku prawniczym tzw. "skargę", czyli pismo wszczynające postępowanie sądowe, np. akt oskarżenia lub wniosek o ukaranie). Można o nich poczytać, poznając ich datę, np. na stronie https://www.vaticannews.va/pl/papiez/news/2018-10/synod-mlodzi-2018-franciszek-ostatnia-sesja-franciszek.html i https://wiadomosci.onet.pl/religia/aktualnosci/papiez-franciszek-trudny-moment-dla-kosciola/d7g8327, natomiast stan akt sprawy prokuratorsko-sądowej w tamtym czasie można przejrzeć na stronie http://forum.bandycituska.pl/viewtopic.php?f=12&t=7406. Był to czas, w tym przypadku, tuż po orzeczeniu I instancji (4 dni po nim: postanowienie II K 514/18 zapadło 23 października 2018 r., artykuł zaś pochodzi z 27 października), w którym sprawę głoszonego przez spikerów "braku skargi" zupełnie zlekceważono, podobnie zresztą jak mnóstwo ważnych zarzutów obronnych, które można by podsumować słowami w rodzaju "gołosłowne lansowanie tez oskarżycielskich, bez żadnego dowodu lub choćby poszlaki" czy np. "istniejące cały czas braki formalne aktu oskarżenia". Można sobie wyobrazić, czym Piotr Niżyński był zajęty w czasie, gdy papież publikował ten artykuł: różnymi tego typu sprawami. Zapewne prezentując się w ten sposób, w momentach, które łatwo mogą utkwić w pamięci, papież mógł tu mieć na celu popieranie po cichu wersji o tym, jakoby jedynym i fundamentalnym problemem podsłuchowym istniejącym "u ludu" było organizowanie internetowego podglądania monitora komputera należącego do Piotra Niżyńskiego (sporo ludzi pokłada nadzieje w takiej wersji, ustalonej wstępnie w ramach spisku podsłuchowego i nakłaniania świadków do fałszywych zeznań) – ale jeśli tak, to z góry trzeba zaznaczyć, że papież nie wyszukał tego tematu w żadnym Gadu-Gadu, nie obejrzał ekranu na żadnej wideokonferencji, tym bardziej, że wówczas ekran Piotra Niżyńskiego był akurat dobrze zabezpieczony przed takim podglądaniem.
Obecnie dziwnym trafem, jak widać, władze Polski – jak gdyby w tym samym trybie ("trudny moment, bo on atakuje w sądzie, broni się") – "podłączyły się" pod bieżący temat kościelny. (I dziwnym trafem – też właśnie 4 dni po początku biegu terminu do wniesienia środka odwoławczego, który to termin zaczął biec w poniedziałek 9.3.2020 r. wraz z odebraniem przez Piotra Niżyńskiego wyroku I instancji w sprawie XXIV C 1068/16 Sądu Okręgowego w Warszawie. Odnośne rozporządzenie Ministra Zdrowia wydano bowiem z datą 13.3.2020 r.) Czy aby nie z inspiracji watykańskiej?... I czy to aby nie zapowiedź, jak to w ww. przypadku było, znowu przegranej słusznej sprawy mimo najlepszych nawet argumentów?... Przynajmniej to pierwsze wydaje się potwierdzone, a na drugie się jak gdyby zanosiło z racji nazwiska, gdyż w piątek 13.3 (gdy rząd zawieszał lub psuł działalność kolejnych podmiotów gospodarczych) przemówił rezydujący w Watykanie polski kardynał o znamiennym nazwisku Krajewski (być może pośrednik między papieżem a Polską i autor przestępczych depeszy KAI-u, o których mówiono w artykule xp.pl "»Od dawna wszystkie zbrodnie polityczne w Polsce pochodzą z KAI«"): już pierwszy cytat z tego kardynała, jaki prezentuje artykuł https://www.vaticannews.va/pl/watykan/news/2020-03/kard-krajewski-otwiera-swoj-kosciol.html, kończy się znamiennymi w świetle powyższego słowami "w tym szczególnie trudnym momencie".
Krajewski to nazwisko przeciwnika Piotra Niżyńskiego z procesu cywilnego, w którym Niżyński padł ofiarą skandalicznie złego stanu sądownictwa i do dziś nie może odzyskać ani nawet podważyć podstawy prawnej utraty prawie ćwierć miliona zł (wliczając tu różne oboczne koszty prawne z tą sprawą związane) mimo braku jakiegokolwiek procesu, jak również mimo tego, że nigdy nie wyrażał zgody na takie koszty ani na pominięcie jego udziału w procesie. O sprawie tej informuje kilka aż artykułów xp.pl, z których najnowszy nosi tytuł "»Zażalenie przegra, setki tysięcy stracone«. »Przez łapówkę«".
Zauważmy też wreszcie, że dziwnym trafem wydzielone strefy dla osób chcących popracować na mieście, jakie od jakiegoś czasu (zapewne w ramach skoordynowanej akcji rządu i, potencjalnie, urzędów skarbowych) zaczęły pojawiać się w bankach (obok innego jeszcze miłego dodatku, mianowicie automatów z kawą, które jednakże zaczęły być niezdrowe, tj. wywoływać gazy i silną potrzebę wypróżnienia się, odkąd Niżyński zaczął często z nich korzystać – zapewne to celowy efekt, a spowodowany złymi dostawami wody od producenta lub z bloku, zdarzają się obie możliwości), nazywają się "strefami coworkingu". W przypadku niektórych banków coworking, czyli w języku angielskim "wspólne pracowanie", zaczął nawet rzędu 4-5 miesięcy temu być reklamowany na plakatach (w tym także w okolicy Niżyńskiego przy rondzie ONZ). Wszystko to już na wiele wiele miesięcy, a w skrajnych przypadkach (Idea Bank) nawet na lata, przed wybuchem afery "Covid" – w której nazwa wirusa kojarzy się, powtórzmy, z "wspólnym widzeniem".
Totalitaryzacja państwa, skupianie władzy w rękach premiera, możliwość poniżania i niszczenia przeciwników politycznych
Tutaj jeszcze ciekawostka na temat nowych uprawnień premiera. Art. 11 Ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych.
2. Prezes Rady Ministrów, na wniosek wojewody [czyli swojego podwładnego – przyp. red.] po poinformowaniu ministra właściwego do spraw gospodarki może, w związku z przeciwdziałaniem COVID-19, wydawać polecenia obowiązujące inne, niż wymienione w ust. 1, osoby prawne i jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej oraz przedsiębiorców. Polecenia są wydawane w drodze decyzji administracyjnej, podlegają one natychmiastowemu wykonaniu z chwilą ich doręczenia lub ogłoszenia oraz nie wymagają uzasadnienia.
7. Polecenia, o których mowa w ust. 1 i 2, mogą być wydawane także ustnie, telefonicznie, za pomocą środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu art. 2 pkt 5 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz.U. z 2020 r. poz. 344) lub za pomocą innych środków łączności. (...)
Trudno zatem nie dostrzec w tym robienia z premiera swoistego boga ustrojowego (por. też symbolika cyfry 7, tutaj użytej jako nr ustępu, stosowana nieraz w "grupie watykańskiej", o czym pisaliśmy w kilku poprzednich artykułach, zwłaszcza we wstępie do "Kostecki, Mąkowski, Bukowski... Kolejni giną od mafii w państwie", ale też w "Emerytka Wyszyńska prawdopodobnie kolejną ofiarą grupy kojarzonej z kryciem w PAP" tuż przed nagłówkiem "Przecieki prasowe") – oczywiście pod płaszczykiem zagrożenia, ale w istocie wiara w to zagrożenie jest obecnie z prawnego punktu widzenia bardzo kwestionowalna, bardzo wątpliwie legalna jako rzecz państwowa (ponieważ zagrożenie nie zostało wykazane w sposób należyty, lecz jednostronny, tj. tylko ze strony rządów, rządowych ośrodków, i ponieważ nie zachowano zasady trójpodziału władzy z art. 10 Konstytucji: Sejm tutaj w zasadzie ma rolę jakąś fasadową, jako przybudówka do rządu, zamiast w związku z gigantycznymi utrudnieniami w życiu ludności powołać komisję śledczą celem zbadania wszystkich przypadków Covid i publicznego przesłuchiwania dyrektorów szpitali, czy aby nie było nacisków i czy rzeczywiście te statystyki od nich pochodzą; przecież to leżenie plackiem przed rządem, w ramach ufania jemu i rządom zagranicznym, to istny antydemokratyzm – przypomina to sytuację dającą się podsumować słowami "Już sobie wszystko po cichu zakulisowo udowodniliśmy, w naszym kameralnym oligarchicznym gronie, to teraz można ograniczać i likwidować swobody demokratyczne": otóż, wobec takiego stanu rzeczy i takiego podejścia, właściwą formą protestu inteligentnego człowieka przeciwko czemuś takiemu jest po prostu nie wierzyć w epidemię). Ktoś tam na górze może uważa, że komisje śledcze to się powołuje tylko w tych mniej ważnych sprawach, natomiast te kluczowe dla demokracji muszą być wyjaśniane tylko zakulisowo i bez gruntownej weryfikacji...
Przypomina to nieco niemiecką ustawę o pełnomocnictwach (niem. Ermächtigungsgesetz), którą wyposażono świeżo powołanego kanclerza Adolfa Hitlera w prawo wydawania dekretów z mocą ustawy, w tym także z naruszeniem niemieckiej konstytucji (dekrety-odpowiedniki ustaw konstytucyjnych). W dzisiejszych czasach oczywiście można to robić tylko "pod przykrywką", a nie jawnie, tylko na zasadzie nadużyciowej, tym niemniej furtka do tego jest już gotowa i ogłaszana jako "prawo Rzeczypospolitej Polskiej". Co ciekawe, hitlerowska ustawa z 1939 r. miała następującą pełną nazwę: "Ustawa o usunięciu zagrożenia narodu i państwa". Dzień tej ustawy (24 marca, czyli tuż przed nowelizacją rozporządzenia Ministra Zdrowia, o której za chwilę) stał się nota bene dniem urodzin brata Piotra Niżyńskiego. Te dosyć jasne nawiązania są zapewne nie bez przyczyny wprowadzane – próbuje się kreować i popularyzować temat rzekomo wielkiej żądzy władzy polityków. Ta tzw. "żądza władzy" (trzeba by to raczej inaczej nazwać, może np. jakimś umiłowaniem władzy) wprawdzie istnieje, ale nie sama z siebie, lecz podsycana przez globalnego inspiratora i przez pomoc ze strony innych ustawionych antydemokratycznie i prozagrożeniowo (szerzących wiarę w COVID-19) polityków międzynarodowych. Są to zresztą poniekąd normalne konsekwencje dokonywanej wcześniej przez wiele wiele lat kryminalizacji życia gospodarczego i politycznego. Walka o większą władzę to w istocie może okazać się walka o to, by nie trafić do więzienia na, przykładowo, jakieś dożywocie. To wnioski z artykułów xp.pl "Kolejne trupy: ofiary (szpitali/Policji) jak z "grupy watykańskiej". Premier jakby wiedział z góry. Zleca?" i "W Zurychu zmarł Andrzej Godlewski, kolejna ofiara afery w szpitalach. Premier w temacie", jak również z tolerowania torturowania Piotra Niżyńskiego, które to lekceważenie problemu mimo licznych skarg miało miejsce za premier Szydło (gdy Morawiecki był ministrem finansów, czyli szefem kluczowego resortu korumpującego i koordynującego w ramach tej korupcyjnej nagonki firmy) i które to lekceważenie (będące, jak się zdaje, w istocie przyzwalaniem na zbrodnię przeciwko ludzkości) najwyraźniej nadal się utrzymuje.
Niezależnie zaś od tego rząd może próbować wykorzystywać sytuację do popełniania nadużyć po to, by przez nie eksponować rolę Trybunału Konstytucyjnego. Nie jest to zresztą jedyny niekonstytucyjny nowy przepis – przykładowo §11 Rozporządzenia Ministra Zdrowia z 20 marca 2020 r. przewiduje bezterminowy zakaz zgromadzeń, "do odwołania" (§1; obecnie to znowelizowano i jest tam wprost napisane "do odwołania", patrz http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20200000522), co z uwagi na swe bezwarunkowe prawnie brzmienie narusza istotę prawa do demonstracji i manifestacji, czyli narusza art. 31 ust. 3 w zw. z art. 57 Konstytucji. Po prostu z prawa do zgromadzeń w takiej sytuacji nic nie zostaje. Zapisano wprawdzie w rozporządzeniu, jak gdyby w odpowiedzi na tę kwestię, że zgromadzenia mające nie więcej niż 50 osób pozostają dozwolone, tym niemniej wydaje się to raczej kpiną z doniosłej roli art. 57 Konstytucji (jego sensu, wyznaczonego wykładnią celowościową; chodzi tu o to, że demonstracje mają istotną rolę w zapewnianiu demokratyzmu życia publicznego oraz praworządności) niż rzeczywistym usunięciem ww. problemu. Dlatego też nie jest tutaj żadnym zbłądzeniem przeciwko prawdzie powyższe sformułowanie, że "z prawa do zgromadzeń w takiej sytuacji nic nie zostaje". (Wyjaśnienie: ustawodawca konstytucyjny przyjął zasadę, że każde z przyznanych tam ludności praw ma swoje "jądro", czyli istotę, oraz otoczkę, która może podlegać uchyleniu w ustawach, jeżeli jest to konieczne prawnie dla ochrony jednej z wartości wskazanych w art. 31 ust. 3, również podlegających konstytucyjnej ochronie. "Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty praw", jak podano w ww. przepisie.)
Wróćmy jednak do tematu nowej specustawy i zastanówmy się, jakie skutki mają przytoczone przepisy. Przykładowo, premier wyposażony w te nowe "uprawnienia" mógłby zapewne z powodzeniem blokować dostęp do Internetu redakcji portalu xp.pl (żądając tego od operatora internetowego) wskutek uznania tego portalu za konkurencyjny względem siebie ośrodek informacyjny dotyczący tematu podobno "epidemii". Bez uzasadnienia, "w związku z przeciwdziałaniem COVID-19", na żądanie przysłane e-mailem i potwierdzone telefonicznie. Zupełny zatem dyktat w tych tematach – wystarczy powołać się na zagrożenie. Tak to istotna prerogatywa ustrojowa, a tymczasem wcale nie udowodniona w sposób prawnie satysfakcjonujący, tj. z zachowaniem separacji władzy ustawodawczej od wykonawczej. Kompletne podporządkowanie tej pierwszej rządowi, bezkrytyczna ślepa wiara w rząd – zamiast uruchomienia mechanizmów kontrolnych, już choćby z szacunku dla ludności i dla trudności, jakie się jej stwarza (mechanizmów, które powinny sprowadzać się do powołania specjalnej komisji śledczej i przesłuchiwania ludzi ze wszystkich szpitali, w których wykrywano COVID, publicznie) – kompromituje tę "fundamentalną ustrojowo" rolę państwowej wiary w COVID (rolę tak teraz ważną, że aż wywracającą ten ustrój do góry nogami, tj. do postaci antydemokratycznego niewolniczego podporządkowania się premierowi).
Dodatkowo, od 25 marca (dzień po rocznicy wspomnianego Ermächtigungsgesetz) został wprowadzony – uwaga – zakaz przemieszczania się ludzi na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej (do 11 kwietnia; patrz tekst nowelizacji odnośnego Rozporządzenia w Dzienniku Ustaw). Z wyjątkiem spraw niezbędnych w codziennym życiu. Oznacza to, że mogą występować utrudnienia w korzystaniu z Internetu także na dworcach (podczas gdy w innych miejscach już i tak postarano się o to, by było to bardzo zwalczane – prawdopodobnie zastosowano korupcyjno-skarbowe uzgodnienia w rodzaju "nikt nie ma tu przesiadywać, niech ani 1 osoba tu nie siada itd.", zważywszy na ogólną postawę ochroniarzy centrów handlowych czy bibliotek uczelnianych). Mogłyby w szczególności, zwłaszcza na tle korupcyjnym (dowodzonym przez rządową administrację podatkową), zdarzać się przypadki niewpuszczania na dworzec czy do pojazdu bez dokładnego wytłumaczenia się z celu podróży itd.
Rząd planuje długi czas życia zagrożenia COVID-19 – specustawa przewiduje wygasanie pewnych jej przepisów po 180 dniach, a innych po 365 dniach. (Źródło: http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20200000374/T/D20200374L.pdf, art. 36.) Oznacza to, że uznano, iż jest całkiem prawdopodobne, że ustawa nawet nie zostanie uchylona do tego czasu.
Osobno jeszcze, opublikowana dziwnym trafem pod pozycją 234 (jak gdyby reprezentującą coraz większe zaognianie sytuacji, dodawanie nowych "uprawnień" rządowi), Ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi w jej art. 34 ust. 1 przewiduje możliwość "obowiązkowej hospitalizacji" osób chorych na chorobę zakaźną albo osób podejrzanych o zachorowanie na chorobę zakaźną. Piotrowi Niżyńskiemu raz już bezpodstawnie grożono czymś takim ("jutro wezwiemy w Pana sprawie Sanepid") – chyba w dniu 22.03.2020, czyli w 27-mą rocznicę premiery procesora Pentium i 30-tą rocznicę zamordowania polityka nomen omen kolumbijskiego, Bernardo Jaramillo Ossa, patrz www.bandycituska.pl/ofiary.html – co zmusiło go do korzystania ze środków lokomocji w sposób omijający dworzec i przebywanie na nim.
Zwróćmy uwagę na datę ww. ustawy – przeddzień mikołajek. A zatem – idąc tropem tego, co zakulisowe, czyli zwłaszcza spraw politycznych związanych z Piotrem Niżyńskim – jak gdyby zawarto tu przesłanie "uprzedzamy już z góry sytuację w razie pomocy dla Niżyńskiego ze strony mediów", jego własnych lub cudzych (m. in. zakazane stają się wszystkie demonstracje, a spotkania polityków z ludnością nie są przeprowadzane).
Akcja dezinformacyjna na temat rzekomo powszechnej wiary w poważne zagrożenie i powszechnego sporego przejęcia nim
Oprócz tego, że w sprawę sporego przejmowania się koronawirusem zaangażowali się hierarchowie kościelni, w tym sam papież i media watykańskie (w Polsce arcybiskupi zachęcali do nieuczestniczenia w mszy, zupełnie jak uprzednio np. w Sri Lance przez kilka tygodni po tamtejszych prawdopodobnie rządowych zamachach, patrz odnośny artykuł xp.pl), jakoś tak się dziwnie złożyło i "skoordynowało się", że przedsiębiorcy i kierownicy instytucji państwowych masowo zaczęli popadać w popłoch przed Covidem-19. Dotyczy to w dodatku – dziwnym trafem – zwłaszcza tych organizacji, którym się powszechnie ufa, jak np. banki, urzędy miast i gmin, urzędy pocztowe, sądy, apteki, centra handlowe itd. Zakres przejęcia istniejącą wg rządowych informacji "epidemią" znacznie przerasta to, co jest obowiązkowe i egzekwowane poprzez kary w nowej specustawie.
W bankach (tylko dziwnym trafem tych prywatnych, a np. w państwowym Banku Ochrony Środowiska przy al. Jana Pawła II jeszcze dn. 19-20 marca nic takiego nie było) witają nas pracownicy w maseczkach, każą wchodzić pojedynczo, psikają ręce substancją odkażającą. W sądach (np. od niedawna Sądzie Okręgowym w Warszawie) rozdawane bywają, zarządzeniem prezesa i dyrektora, maseczki na twarz, rękawiczki, a wszyscy wchodzący poddawani są badaniu temperatury jakimś zdalnym miernikiem błyskawicznym, prawdopodobnie wykrywającym promieniowanie podczerwone. Na pocztach skraca się czas pracy, a wchodzących odkaża się płynem antyseptycznym i poddaje badaniu temperatury w analogiczny sposób. Przedsiębiorcy zamykają swe lokale sklepowe, choć teoretycznie wcale nie muszą (różne małe sklepiki, w tym te na dworcach czy na parterach bloków mających część komercyjną z oddzielnymi wejściami od ulicy). Zamyka się strefy coworkingowe. W bankach (w rodzaju bank ING) odmawia się podania kawy, tłumacząc to "stanem zagrożenia epidemicznego" (zupełny nonsens, tym bardziej, że w tym banku sami tylko pracownicy obsługują automat także dla klientów). Wszystkie te działania są teoretycznie od strony prawnej niekonieczne – nie ma kar za nieprzejmowanie się tematem i nie podejmowanie ich. Mimo to, sprawa jest powszechna, zwłaszcza w sektorze prywatnym.
Wydaje się, że ma to na celu przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze jest to swego rodzaju propaganda sukcesu mająca wszystkim pokazać, że wierzy się w informacje pochodzące przecież tylko z jednej gałęzi władzy, z władzy wykonawczej i podległych jej instytucji (w Polsce i na świecie). Wierzy się w te doniesienia w pełni (tymczasem sondaż przeprowadzony wśród ludności pokazał co innego – podejrzenie machinacji politycznych), ba, ludzie (np. przedsiębiorcy) jakoby "sami z siebie" bardzo się nimi przejmują i wprowadzają jakieś zmiany. Po drugie, patrząc głębiej, sprawa ma pokazać, że rzekomo wystarczy, by tuby propagandowe w postaci mass mediów ciągle maglowały jakiś temat, by już był on dla wszystkich faktem. Chodzi tu o pokazanie rzekomego "zrośnięcia" się ludzi z mass mediami, tego, jak bardzo ludzkie i naturalne jest życie tym, co w mediach, i tylko tym, co w mediach. Politycy mogliby się w przyszłości próbować na to powoływać, udając, że jakoś "umknął im" problem tortury dźwiękowej dręczącej Piotra Niżyńskiego (problem budowlany, problem nieruchomości wyremontowanych tak, by mogły odtwarzać radia podsłuchowe, a to poprzez odpowiednie wmontowane tam smartfony ze specjalnym oprogramowaniem).
Sytuacja w rzeczywistości najprawdopodobniej narzucana jest przedsiębiorcom na zasadzie hierarchii biznesu w gospodarce, a ostatecznym (często niewidocznym) ośrodkiem forsującym tę sytuację jest rząd (bynajmniej jednak nie poprzez oficjalne rozporządzenia; te dotyczą tylko części problemu). Mniejsi przedsiębiorcy muszą chylić czoła przed większymi, od których ich byt zależy, o co tym łatwiej, gdy sprawa zdaje się mieścić "w granicach tego, co przyzwoite". Wszystko wskazuje na to, że w szczególności najemcom lokali ich właściciele (np. spółdzielnie, dworce, galerie handlowe) narzucają zamykanie lokali i wywieszanie na nich kartek informujących, że to "przez koronawirusa" (co oznacza konfrontowanie, w każdym pojedynczym przypadku konkretnego lokalu, osoby to czytającej z pozorem, że dany przedsiębiorca bardzo jest przekonany o istnieniu takiego koronawirusa w Polsce). Zamyka się, jak się rzekło, nawet drobne sklepiki, w których nie zmieści się nawet więcej niż 1 osoba – zupełnie zbytecznie. Postawa właścicieli nieruchomości komercyjnych (w tym spółdzielni mieszkaniowych, zresztą i tak w sporym stopniu prawdopodobnie zamieszanych w sprawę remontową, a także sprawę podsłuchową dotyczącą Piotra Niżyńskiego i śledzenia go kamerami oraz sprzętem odbierającym promieniowanie, a także podsłuchiwania z wykorzystaniem odpowiedniego radia), jak również postawa mass mediów, wydaje się być narzucona odgórnie przez rząd, Ministerstwo Finansów, a to za pośrednictwem urzędów skarbowych. Niestety bowiem w naszym kraju (i podobna sytuacja też rozpanoszyła się po świecie) powszechne jest podejście do biznesu takie, że leży się poniekąd plackiem przed rządem i jest się zdanym na jego łaskę – jako że teoretycznie mógłby on wytoczyć nawet sprawę o przestępstwo skarbowe (zaś przepisy o tzw. czynnym żalu podatkowym uprawniające do zniweczenia takich planów zawczasu, poprzez wyjawienie sytuacji urzędowi i spłacenie należności, mogłyby, w ramach złośliwości rządowej, zniknąć); a w każdym razie to od łaski rządu zależy, czy dalej będzie możliwe niepłacenie podatków za część pracowników (tych mianowicie, którzy wspomagają podsłuch przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu) oraz, analogicznie, niepłacenie PIT-u przez wielkich inwestorów, wspólników spółek (od dochodów osobistych), czy też zaczną się w tych tematach kontrole. Pozwolono na taką niewolniczą podległość, przedsiębiorstw względem rządu, toteż raz po raz rząd z tego korzysta. Tak też pokazuje doświadczenie Piotra Niżyńskiego, założyciela xp.pl, który na każdym roku spotyka się z patologicznymi sytuacjami, jak np. co rusz zdarzające się przypadki jeżdżenia za nim pojazdów firmowych, a to wskutek komunikowania się z "telewizyjnym" ponoć centrum podsłuchu i inwigilacji tej osoby, szykany w adwokaturze i u radców prawnych, szykany także w innych firmach z najróżniejszych branż (np. w 2016-2017 r. były poważne nawet szykany w firmach montujących anteny satelitarne w związku z chwilowym tematem starań podejmowanych przez Piotra Niżyńskiego), u notariuszy itd.
Nacisk stosowany następnie przez tak ustawionych właścicieli nieruchomości (oficjalnym wytłumaczeniem dla ich działań mógłby być art. 22 ust. 1 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, ale działania te przekroczyły – nieraz nawet znacznie – wymagania stawiane przez ministerstwo w rozporządzeniach) może oczywiście polegać na groźbie nieprzedłużenia umowy. Być może przydałoby się tu stosowne rozwiązanie prawne, np. rozszerzenie zawartej w Kodeksie karnym definicji groźby bezprawnej o groźbę popełnienia innego czynu, który jest zabroniony przez prawo, w tym także groźbę dyskryminacyjnych decyzji co do dalszego wynajmowania lub niewynajmowania lokalu.
Reprezentatywnym nawet przykładem tego, że to rzeczywiście od właścicieli nieruchomości pochodzi polityka zamykania lokali, może być przejście podziemne pod Rondem Dmowskiego w Warszawie (skrzyżowanie al. Jerozolimskich z ul. Marszałkowską). Oczywiście większość czy nawet wszystkie lokale są pozamykane, zgoła niepotrzebnie, wiszą na nich kartki przestrzegające przed Covidem, tym niemniej jeden szczegół zdradza prawdę o istnieniu koordynującego ośrodka, którym bynajmniej nie są mass media i kreowane przez nie jakieś "przekonania". Mianowicie obecny tam kantor Redar wywiesił karteczkę, w której poinformował, że działalność ma zawieszoną, z powodu zagrożenia epidemicznego, tym niemniej zaprasza do... odległego o 50 metrów innego punktu, naziemnego, czyli położonego poza tym przejściem podziemnym. Ten jak najbardziej funkcjonuje (mimo, że też tam przechodzi mnóstwo ludzi). Skąd ta różnica? Trudno ją inaczej wytłumaczyć niż polityką właściciela terenu.
Rząd przy tym ostatnio, jak gdyby dla wzmacniania tej dezinformacji ("wszyscy w to wierzą, wszyscy się tym przejmują") i propagandy sukcesu, zaczął lansować w mediach absurdalne teorie o pomocy przedsiębiorcom dotkniętym kryzysem wirusowym w ten sposób, że chce im zwracać kwotę czynszu dotyczącą miesięcy, przez które lokal nie funkcjonował. A przecież skoro jest to decyzja właściciela terenu, to czynsz się i tak nie należy. Zgodnie z art. 495 §1 Kodeksu cywilnego
"Jeżeli jedno ze świadczeń wzajemnych stało się niemożliwe wskutek okoliczności, za które żadna ze stron odpowiedzialności nie ponosi, strona, która miała to świadczenie spełnić, nie może żądać świadczenia wzajemnego, a w wypadku, gdy je już otrzymała, obowiązana jest do zwrotu według przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu".
Samo prawo narzuca brak konieczności płacenia za lokal. Jest to jednak prawda tylko o tyle, o ile to sam właściciel narzuca, że ma on być zamknięty. (Sąd mógłby ewentualnie, ale to chyba w innym kraju, uznać, że właściciel żądał tego bezpodstawnie, a w takim przypadku zasądza się przedsiębiorcy jego spodziewany dochód, który by osiągnął, gdyby lokal nie był zamknięty. Podstawa prawna: art. 491 §1 zdanie 2 KC.) Rząd zatem, proponując rekompensaty, stwarza fałszywe wrażenie istnienia jakichś "serdecznych stosunków" oraz tego, że różni przedsiębiorcy sami z siebie, po prostu na podstawie własnych najgłębszych przekonań, głoszą wiarę w koronawirusa.
Mity na temat właściwości koronawirusa
Odgórnie wykreowanym mitem, a nie właściwością naukowo wykazaną, wydają się głoszone powszechnie przez GIS i rząd komunikaty, że COVID powoduje "duszności" oraz "problemy z oddychaniem". Przyjrzyjmy się teraz bliżej objawom koronawirusa. Generalnie ma on objawy podobne do grypy, jednakże z 2 ww. wyjątkami. Już sama duszność jest przypadłością bardzo rzadką i można zaryzykować twierdzenie, że jej częste pojawianie się jest tak rzadkie, że znakomita większość ludzi ani nie doświadczyła takiego utrzymującego się przez istotny czas problemu ani też nie ma żadnego znajomego, który by czegoś takiego doświadczył. Duszność natomiast, która łączy się aż z "trudnościami z oddychaniem", to w ogóle rzecz niespotykana. Musiałyby chyba (w istotnej części) przestać funkcjonować pęcherzyki płucne albo musiałby zatrzymać się krwiobieg, by coś takiego miało miejsce; innymi słowy – "pęcherzyki powszechnie leżą plackiem przed koronawirusem". Nie ma to jednak żadnego sensu, brak uzasadnienia, by coś takiego występowało – koronawirus nie wytwarza translacyjnie żadnych enzymów czy innych substancji, które by punktowo działały akurat na płuca lub ewentualnie: akurat na mięśnie oddechowe (jak np. paraliżujący je zastrzyk pawulonu), co by również mogło być wytłumaczeniem. Nie opublikowano ani jednej publikacji naukowej opisującej taką sytuację.
Natomiast można jak najbardziej wywołać taki efekt, aż w tej jego skrajnej postaci "z trudnościami z oddychaniem", poprzez przekaz podprogowy – doświadczył tego nawet nie raz pokrzywdzony Piotr Niżyński. Często był to zresztą tylko jeden z kilku równolegle stosowanych efektów, w ramach przedstawienia "nagła zapaść zdrowotna" (przypadki ataków tego typu na Niżyńskiego datują się na lata 2007 wielokrotnie, 2010 raz, 2011 niejednokrotnie na zajęciach przy innych studentach lub tuż przed/po zajęciach i 2013 raz). Uzasadnione wydaje się zatem podejrzenie, że to właśnie tą spośród dostępnych podprogowych metod wywoływano u ofiar zabójstw osiedlowych (przeciwko nieznanym szerzej ludziom), o których mowa w dziale Kryminalne wiadomości xp.pl, panikę prowadzącą do wezwania pogotowia. Jest to przy tym także wskazówka co do sprawstwa tych zbrodni ("telewizja" jako współsprawca). Toteż można podejrzewać, że lansowanie przez rządy takich informacji o koronawirusie służy jak gdyby maskowaniu skandalu polegającego na tym, że zabijano w służbie zdrowia i u głównego krajowego informatora o skandalach "Bogu ducha winnych" starszych ludzi – maskowanie poprzez tworzenie wrażenia jakiegoś typowego "ataku koronawirusa". Jest to zarazem argument kiepski, ponieważ odnośne zgony nie tylko zaczęły się przed epidemią, a nawet "odkryciem", wirusa SARS-CoV-2 (zapewne w ogóle niewiele różnego od innych ze swojej rodziny, o których w ogóle nie usłyszeliśmy), a nawet na długo przed nim (np. zamordowanie Mieczysława Motasa, podobno zmarłego w szpitalu, miało miejsce w styczniu 2018 r., patrz zawiadomienie), ale też były to zgony osób o dobrze dobranych nazwiskach (patrz np. artykuł "Kostecki, Mąkowski, Bukowski... Kolejni giną od mafii w państwie") oraz z towarzyszącą im tuż w przeddzień śmierci szeroką milczącą (acz zdecydowanie dostrzegalną dla wtajemniczego w temat) asystą praktycznie całej branży prasowej. A przecież o takim "asystowaniu" nie uczy się na uczelniach ewentualnie kształcących dziennikarzy, a w każdym razie jeszcze kilka lat temu tak nie było; a i dziś pewnie nikt poza nami sobie nie pozwala mówić głośno (tj. publicznie) o tej haniebnej przypadłości branży, zapewne z papiestwa do nas przybyłej.
(n/n, zmieniony: 23 cze 2020 20:21)