Source: http://polonus.forumoteka.pl/viewtopic.php?t=178
Timestamp: 2017-02-20 01:43:54
Legal References Found: art. 41
 art. 77
 art. 8
 art. 8
 art. 48
 art. 31

Document Content:
SPRAWY BIEŻĄCE :: Historia Adama Słomki
polonus.forumoteka.plArchiwum b. forum POLONUS (2008-2013). Kontynuacją forum POLONUS jest forum www.konfederat.pl FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Rejestracja Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zaloguj Historia Adama Słomki
Wysłany: Czw Sie 07, 2008 9:48 am Temat postu: Historia Adama Słomki
Cytat:	Słomka do bicia
Dziś wszystko wydaje się inne niż ćwierć wieku temu. Nawet się nie wydaje. Jest inne. Tylko Adam Słomka ten sam. I taki sam. Prawie się nie zmienił. Te same równo przystrzyżone wąsy, okulary z grubymi szkłami, pstrokaty krawat, czarna, niemodna marynarka ze znaczkiem Konfederacji Polski Niepodległej w klapie. Trochę więcej siwych włosów niż siedem lat temu, gdy kończył trwającą dekadę parlamentarną karierę.
Do Warszawy wpadł tylko na trzy dni. Spotkania z senatorami Andrzejewskim i Romaszewskim, z posłem Czumą. Spróbuje ich przekonać, że jest niewinny, że wszystko, co zdarzyło się w ostatnich siedmiu latach, to jedynie próba zdyskredytowania go jako polityka. Od 2001 roku Adam Słomka kursuje między prokuraturą a salą sądową: procesy o nielegalne wiece, manifestacje, o poświadczenie nieprawdy w dokumentach. Do tego podejrzenie fałszerstwa wyborczego w kampanii prezydenckiej 2005 roku, jedno zatrzymanie na 24 godziny i jedno aresztowanie na trzy tygodnie. Według Słomki każdy kolejny zarzut potwierdza, że wymiar sprawiedliwości wykonuje czyjeś polecenia.
- Oni myślą, że nas w ten sposób zastraszą - mówi Słomka.
- Oni, czyli kto?
- Służby, władze, szeroko rozumiana władza.
- Was, czyli kogo?
- Środowiska niepodległościowe, kontestujące demokrację w jej polskim wydaniu, trzeciej i czwartej RP.
- To znaczy, że jest jakiś centralny mózg, jakiś układ, który tym kieruje i chce pana zniszczyć?
- Tak, z pewnością jest jakiś centralny ośrodek, którego zadaniem jest walka z polityczną konkurencją.
Słomka ma dowód. To znaczy, wydaje mu się, że ma. Na ostatnią, z początku lipca, rozprawę w Sądzie Rejonowym w Katowicach policja nie wpuściła jego żony Beaty. Kobieta kilka godzin stała przed budynkiem. Jeszcze tego samego dnia napisała list do prezesa katowickiego sądu, do ministra sprawiedliwości, Rzecznika Praw Obywatelskich i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. "Nie wpuszczono mnie, członka opozycji demokratycznej, praworządnego obywatela i podatnika III RP do budynku sądu w godzinach pracy - pisała Beata Słomka - oraz nadto uniemożliwiono mi udział w jawnej rozprawie karnej mojego męża Adama Słomki, lidera KPN represjonowanego i więzionego nielegalnie przez wiele lat. Nawet w ponurych latach totalitarnego PRL, począwszy od roku 1956, rodziny nie miały problemu z wejściem na sale rozpraw, gdzie sądziliście naszych najbliższych w analogicznych procesach politycznych". Nie czekając na odpowiedź, Adam Słomka zjechał na trzy dni do Warszawy odwiedzić dawnych przyjaciół i poprosić o wsparcie.
Był za młody, żeby strajkować w sierpniu 1980 roku. 16 lat, druga klasa IX LO w Katowicach. Jedyne, co mógł wtedy robić, to roznosić ulotki. - Mieszkałem z rodzicami w bloku należącym do uniwersytetu - opowiada Słomka. - Ojciec był pracownikiem naukowym. Blok na peryferiach Katowic. Niezwykły dom. Sami młodzi wykładowcy. Przywozili z Zachodu wiedzę o tym, jak się żyje w normalnych krajach. Dzięki nim pierwszy raz mogłem przeczytać paryską "Kulturę". W naszym bloku już w 1979 roku działała komórka Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO) i KPN. Kiedy przeczytałem dwie książki wydane przez KPN - pierwszą o genezie PRL, drugą o wojnie z bolszewikami 1920 roku - pomyślałem, że KPN jest dokładnie tym, na co czekałem. Zacząłem działać w jej młodzieżowych strukturach. Razem ze Sławomirem Skrzypkiem, dziś prezesem NBP, tuż przed stanem wojennym organizują podziemną drukarnię młodzieżówki KPN. Powielacze dostają z Zarządu Regionu Solidarności. Drukarnia wpada dopiero w sierpniu 1982 roku. Słomka i Skrzypek zostają internowani. Mają wtedy po niecałe 18 lat. Wychodzą pod koniec roku. Trzy lata później Służba Bezpieczeństwa aresztuje większość działaczy KPN. Do więzienia trafiają szefowie, między innymi Leszek Moczulski, ale też najmłodsi. Słomka wychodzi po dwóch latach.
Kolejne trzy lata względnego spokoju i znów do aresztu. Na trzy miesiące, za organizowanie strajków w kopalniach w sierpniu 1988 roku. Opuszcza areszt przed Okrągłym Stołem. - Adam nie był na początku lat 80. jakimś szczególnie radykalnym działaczem, nie wyróżniał się spośród reszty - wspomina jeden z przyjaciół Słomki z podziemnej młodzieżówki KPN. - Jedyne, co go od nas różniło, to taki przedwojenny sznyt, jeśli chodzi o maniery. Skombinował gdzieś oficerki i paradował w nich po mieście. Można to było zrozumieć, bo dziadek służył w armii Andersa, a wujek w przedwojennym kontrwywiadzie. Dopiero po tragedii, jaka spotkała jego rodzinę, dało się zauważyć zmianę charakteru Adama. Spoważniał, stał się bezkompromisowy, komunistów zaczął traktować jak osobistych wrogów, wydając im walkę na śmierć i życie.
Latem 1986 roku matka Słomki wysiadała z samochodu w centrum Katowic. Potrącona przez nadjeżdżające auto zginęła na miejscu. Autem kierował Zygmunt Zygadło, wiceszef Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej, odpowiadający za śląską SB. W więzieniu spędził tylko trzy miesiące. Wyszedł ze względu na zły stan zdrowia. Zmarł kilka lat temu.
Za młody, żeby strajkować w 1980 r., za młody, by po 1989 odgrywać kluczową rolę w działającej już legalnie KPN. Choć w roku 1991 dostaje się do Sejmu z jej listy, to jednak 27-letni wtedy Słomka ciągle pozostaje w cieniu Moczulskiego. Jest szefem Obszaru Śląskiego partii, przewodniczącym Rady Politycznej KPN. To za mało, by zagrozić pozycji lidera. Dopiero po kolejnych wyborach w 1993 r. kongres mianuje go wiceszefem KPN. Stąd już krok do przywództwa.
Przełom następuje trzy lata później. W 1996 r. Słomka bierze ślub. Moczulski daje mu prezent - szablę kupioną w Desie, znanym jeszcze z czasów PRL sklepie z antykami. Zgromadzeni na weselu goście, w większości działacze partyjni, odczytują to jednoznacznie: komendant namaszcza wodza. Mylą się. Moczulski nie ma zamiaru oddawać władzy. Przynajmniej nie teraz. Ale Słomka poczuł już swoją szansę. Na kongresach trwa przepychanka, kto powinien kierować KPN. Ostatecznie Moczulski zostaje przy władzy, a Słomka zakłada nową partię - KPN Obóz Patriotyczny. KPN OP w wyborach 1997 roku startuje z list Akcji Wyborczej Solidarność i wchodzi do Sejmu. KPN Moczulskiego tworzy komitet Porozumienie Prawicy Polskiej, ale tuż przed wyborami rezygnuje ze startu. Słomka triumfuje. Trzeci raz zostaje posłem. A po wyborach nawet zastępcą Mariana Krzaklewskiego. - Politycznie Słomka osiągnął wtedy szczyt swoich możliwości, ale powiedzmy szczerze, był trochę przypadkowym bohaterem. Nigdy go nie uważałem za poważnego gracza - wspomina Marian Piłka, wtedy szef Zjednoczenia hrześcijańsko-Narodowego i poseł AWS.
Chwilowy sukces był początkiem końca sejmowej działalności Słomki. Przed wyborami 2001 r. jego KPN OP wchodzi w coraz to nowe sojusze, ale ostatecznie nie dostaje się do Sejmu i zaprzestaje działalności. KPN Moczulskiego tym razem startuje z listy AWS i też ponosi klęskę. Porażka dwóch odłamów Konfederacji oznacza koniec całej KPN. W 2003 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wykreśla KPN Moczulskiego z listy partii. Powód: nieterminowe złożenie sprawozdania finansowego. Partia zamiera. Rok później Moczulski rozwiązuje KPN, a Słomka przygotowuje się do jej... powołania. W 2005 r. bierze udział w wyborach prezydenckich i zdobywa 0,06 proc. głosów, najmniej ze wszystkich. W 2006 kilka ugrupowań związanych z nieistniejącą już KPN reaktywuje partię. Rok temu ponownie zostaje ona wpisana do ewidencji. Na czele staje wreszcie Słomka. Ma tysiąc opłacających składki członków. 10 razy mniej niż na początku lat 90. Ale Słomka ma już wtedy większe zmartwienia niż słabe kadry. Ma problemy z wymiarem sprawiedliwości.
O 6 rano, 13 grudnia 2005 r., w 24. rocznicę stanu wojennego, ktoś zapukał do drzwi Słomków. - Wciągnąłem coś na siebie, stanąłem przy drzwiach i słucham - wspomina Słomka. - Znów pukanie, ale bardziej natarczywe. Pytam: "Kto tam?". I słyszę: "Policja, otwierać". Myślę sobie: do tego mieszkania już nieraz o tej porze pukano, ale to była milicja i 20 lat temu, więc robię naradę z żoną. Zadajemy sobie hamletowskie pytanie: otwierać czy nie otwierać? Żona legalistka mówi, że trzeba otworzyć. Otwieram.
Funkcjonariusze byli bardzo młodzi. Nie musieli znać Słomki ani wiedzieć, że ćwierć wieku temu z tego samego mieszkania zabierano go do aresztu. Zgodnie z regulaminem założyli kajdanki. Żona przygotowała pastę, szczoteczkę. W komendzie przy ulicy Grażyńskiego kazali usiąść. "Pan siądzie i poczeka" - mówili. Właściwie nic nowego. W latach 80. na Grażyńskiego przywozili go kilkanaście razy. Już znał te korytarze, krzesła, te same od dwudziestu paru lat. Rewizja. Jak zwykle. Wreszcie wyjazd do prokuratury. Zarzut: poświadczenie nieprawdy. Miał podpisać się na wniosku potwierdzającym zatrudnienie jednego z wolontariuszy Ruchu Obrony Bezrobotnych, organizacji, którą założył w 2002 roku. Mężczyzna dzięki zaświadczeniu zawarł umowę z jednym z operatorów komórkowych. Abonamentu jednak nie płacił, choć telefon za złotówkę zatrzymał. Operator złożył doniesienie do prokuratury.
Po kilkunastu rozprawach i czterech ekspertyzach grafologicznych, z których trzy wykazały, że podpis Słomki został sfałszowany, prokurator wniósł o odstąpienie od oskarżenia. To było na ostatniej rozprawie, właśnie tej, której nie mogła zobaczyć żona. Ale to nie koniec kłopotów Słomki. Prokuratura zarzuca mu także kierowanie grupą przestępczą, gdy trzy lata temu kandydował w wyborach prezydenckich. - Prowadzimy postępowanie przeciwko Słomce i innym działaczom jego sztabu wyborczego - mówi Michał Szulczyński, rzecznik gliwickiej prokuratury. - Ruch Obrony Bezrobotnych, wspierający Słomkę w wyborach, wydawał żywność w zamian za podpis pod jego kandydaturą. Ludzie nie zdawali sobie sprawy, że podpisując na kartce odbiór paczki z jedzeniem, w istocie rzeczy wspierają kandydata na prezydenta. Słomka po trzech dniach rozmów z politykami i wizycie u rzecznika praw obywatelskich wyjechał ze stolicy. Niczego nie załatwił. Kilka spotkań, uściski rąk. Żadnych konkretów. Żonę uprzedził, że wróci w piątek późnym wieczorem. Wrócił w sobotę koło południa. Po 11 godzinach jazdy do Katowic. Samochód zepsuł się po drodze. Nawaliła chłodnica. Dlatego jechał powoli. Właściwie dłużej stał na poboczu, niż jechał.
Ostatnio w ogóle coraz częściej stoi na poboczu. - Wie pan, dla niektórych najważniejsza jest sama władza - mówi Słomka.
- Dla mnie władza nie ma znaczenia. Chcę, żeby Polacy się czegoś dowiedzieli.
- Że demokracja w polskim wydaniu oznacza władzę elit Okrągłego Stołu. Taką demokrację bez demokracji.
- A pan walczy przeciwko elitom?
- Tak. Przeciw elitom postkomunistycznym i postmodernistycznym.
- Dla zasady. Zawsze walczyłem. Liczy się naród, nie takie elity. One najczęściej mają interesy sprzeczne z interesem całego państwa, z interesem narodu.
- To znaczy, o co panu właściwie chodzi?
- No o zasady właśnie!
Dariusz Wilczak	Newsweek nr 30/08 http://www.newsweek.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=28033
http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=93
http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=114
http://www.polonus.mojeforum.net/viewtopic.php?t=148Ostatnio zmieniony przez Administrator dnia Pią Sty 28, 2011 4:14 pm, w całości zmieniany 2 razy
Wysłany: Czw Sie 07, 2008 10:14 am Temat postu: Cytat:	B. interesujący tekst o Adamie Słomce. Wreszcie ktoś wyjaśnil w miarę jasno, o co wlaściwie chodzi w tych sprawach sądowych Slomki.. Czy go lubimy, czy nie - wygląda że naszego kolegę czolgają po sądach i aresztach za niewinność. To, że jest uciążliwy dla władzy - demonstruje, warczy na "elity", - to nie powod, że by w podobno demokratycznym kraju przesśladować człowieka. A to przecież powszechnie znany polityk i dziennikarz. - i czolganie tego czlowieka skutkować musi utrwalaniem sie przekonania, że nie wolno w Polsce okazywać niezależność myśli i sądów. Bo jeśli tak znana postać jak A. Slomka jest karany za niepokorność - to szary obywatel myśli sobie, że lepiej siedzieć cicho. i nie podskakiwac mocnym tego świata.
R. Bocian Powrót do góry
Wysłany: Sro Gru 03, 2008 7:40 am Temat postu: Cytat:	Cieszyn, dnia 11.XI. 2008 r.
[ także jako list otwarty ] Przede wszystkim w oparciu o art. 41 ust. 5 Konstytucji oraz art. 77 ust. 1 Konstytucji RP, w związku z art. 8 ust. 2 Konstytucji RP oraz na podstawie art. 8 Ustawy Sejmu z 23 lutego 1991 ”o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego” (Dzienniku Ustaw Nr 34, poz.149 ze zmianami), oraz związku z nowelą ustawową z dnia 19 września 2007 r. (Dz. U. Nr 191. poz.1372)
Oświadczam, że nigdy nie byłem pracownikiem ani współpracownikiem: PZPR, UB, WSI, SB-MO, ZOMO, ORMO itp. formacji totalitarnych PRL i innych państw komunistycznych. Nie byłem także tajnym współpracownikiem służb specjalnych, co potwierdził Sad Lustracyjny w Warszawie podczas ostatniej kampanii wyborczej na urząd Prezydenta RP.
Następnie zostałem pozbawiony wolności decyzją administracyjną (jawnie bezprawną) Komendanta Wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej płk. J. Gruby na podstawie art. 48 dekretu WRON o stanie wojennym cyt.: „gdyż pozostawienie na wolności A. Słomki zagrażałoby bezpieczeństwu państwa”. Zostałem bodaj najmłodszym internowanym w PRL – w tym zakresie składam także osobny wniosek do Sądu.
Następnie po długotrwałym śledztwie zostałem aresztowany przez prokuratora wojskowego z Gliwic. Niemniej trzeba zauważyć, iż pierwszy wniosek SB o aresztowanie został przez prokuratora odrzucony! Aresztowanie nastąpiło na podstawie dekretu o stanie wojennym pod pretekstem kierowania „nielegalną” organizacją młodzieżową KPN. Działaniami SB kierował szczególnie cyniczny kpt. Opitek. Przebywałem przez kilka tygodni w podziemnej celi aresztu Komendy Wojewódzkiej w Katowicach. Bez jakiegokolwiek kontaktu ze światem, bez widzeń, bez prawa do korespondencji, w fatalnych warunkach bytowych, szczególnie żywnościowych, bez światła dziennego, bez okularów itd. Nie wyprowadzano nas nawet na spacery, o kodeksowych uprawnieniach dla więźniów młodocianych nie wspomnę. Po kilku tygodniach (około trzech) zostałem osadzony w areszcie śledczym w Katowicach przy ul. Mikołowskiej. Warunki bytowe były tam jeszcze gorsze niż na komendzie MO, funkcjonariusze Słuzby Więziennej zachowywali się szczególnie agresywnie, cele były przeludnione, zadymione i strasznie brudne. Karano mnie m.in. umieszczając w tzw. ”celi śmierci” ze znanym z prasy seryjnym mordercą Joachimem K. Władze więzienne z wielkimi oporami, po protestach ( m.in. Eugeniusz Rydelin z KPN Sosnowiec) zaczęły respektować częściowo status więźnia politycznego – tzw. „niekryminalnego”. Złagodzono niektóre represje, wyprowadzano nas na spacer, pozwolono wysyłać listy i otrzymywać paczki. Funkcjonariusze SB przewieźli mnie także przymusowo na badania psychiatryczne, lecz zdecydowana i godna postawa zespołu lekarzy pod kierunkiem dr. H.Kochelta uniemożliwiła wykorzystanie psychiatrii do celów represji politycznych - jak w ZSRR gdzie stworzono specjalną chorobę „schizofrenię bezobjawową” dla wrogów systemu.
Wobec zdecydowanej odmowy zaprzestania działalności opozycyjnej rozpoczęły się regularne represje: rewizje SB w domu oraz np. skazywanie przez kolegia ds. wykroczeń za np. ulotkowanie pod pretekstem „zaśmiecania miasta” itp. Prewencyjne zatrzymania podejmowane były setki razy, szczególnie przed ważnymi wydarzeniami i rocznicami (1-3 maja, 31 sierpnia, 11 listopada, 13-16 grudnia itp.) oraz obecnością dygnitarzy w regionie, na przykład podczas wizyty Raisy Gorbaczow. Często byłem wzywany także na „rozmowy ostrzegawcze” przez SB-MO.
Zostałem porwany przez tajniaków z SB z terenu klasztoru jasnogórskiego
w Częstochowie podczas mszy św. z udziałem papieża Jana Pawła II (za ochronę transparentu KPN, który był celem brutalnej akcji SB). Zostałem osadzony na 48 godzin w celi aresztu WUSW w Częstochowie wraz z ... niedoszłym zamachowcem na Ojca Świętego. W marcu 1985 roku zostałem aresztowany w Warszawie przez brygadę antyterrorystyczną MSW (tow. Dziewulskiego) podczas posiedzenia władz KPN. Widowiskowo wysadzono drzwi i okna mieszkania gdzie odbywała się narada Rady Politycznej Konfederacji Polski Niepodległej (Leszek Moczulski, Andrzej Szomański, Krzysztof Król, Dariusz Wójcik, Zygmunt. Łenyk). Przystawiono mi pistolet do głowy itd. Zostaliśmy przewiezieni do siedziby MSW na ul. Rakowiecką. Tam chciano nas aresztować, ale nieoczekiwanie właśnie zmarł I sekretarz KC KPZR... Następnego dnia przyszła zgoda z Moskwy i zostaliśmy umieszczeni w centralnym areszcie na ul. Rakowieckiej w Warszawie. Formalną decyzję o aresztowaniu wystawił prok. Artur Kassyk (nadal w kierownictwie prokuratury III RP - pomimo śledztwa IPN). Areszt przedłużał m.in. dyspozycyjny sędzia Andrzej Kryże (niedawno pierwszy wiceminister sprawiedliwości III RP - pomimo śledztwa prokuratury IPN).
Warunki w areszcie były ciężkie (poniżanie, pobicie przez służbę więzienną, braki żywnościowe, wybite szyby w łaźni, liczne kary: karceru czy odbieranie prawa do paczek i korespondencji). Zostałem skazany przez Sąd Wojewódzki w Warszawie na 2.5 roku więzienia jako „recydywista” za kierowanie „nielegalną” działalnością antykomunistyczną. Ten bezprawny wyrok utrzymał w całej rozciągłości także Sad Najwyższy. Na szczęście materiały sądowe tego jednego z największych procesów politycznych PRL zachowały się. Warto się z nimi zapoznać szczególnie w kontekście ówczesnych realiów „wymiaru niesprawiedliwości” oraz wyjaśnienia legalnego charakteru działalności Konfederacji (wobec uchylenia przez PPR ustawy o partiach politycznych).
Jaruzelski zwolnił nas jako ostatnich więźniów politycznych PRL dopiero pod presją Zachodu i władz „pierestrojkowego” ZSRR. Po opuszczeniu wiezienia leżałem hospitalizowany przez kilka miesięcy w Instytucie Gruźlicy przy ul. Płockiej w Warszawie. WUSW MO w Katowicach kilka razy odmówił mi w tym czasie zgody na wydanie paszportu celem podjęcia zalecanego leczenia i rekonwalescencji w Europie Zachodniej. W październiku 1986 roku zastępca Komendanta Wojewódzkiego WUSW d/s. Służby Bezpieczeństwa w Katowicach (w nomenklaturze odpowiednik wiceministra) pułkownik Z. Zygadło zabił samochodem moją mamę Krystynę Słomka. Świadkiem zabójstwa był inny internowany wcześniej działacz opozycji (spisał numery rejestracyjne samochodu sprawcy). Specjalny zespół funkcjonariuszy MSW próbował sprawę „zatuszować” i uczynić komendanta Z.Zygadło całkowicie bezkarnym. Jednak dzięki naszemu informatorowi w KWMO zdołaliśmy ustalić szczegółowe personalia tego pułkownika SB. Ujawniliśmy to w prasie opozycyjnej, radiostacjach zachodnich i podczas moich publicznych wieców (za co byliśmy karani – np. Leszek Zarzycki z KPN Bytom). W efekcie, decyzją kierownictwa PRL (zbiegło się to z procesem zabójców ks. Jerzego Popiełuszki), pułkownik Zygadło został zatrzymany. Siedział w areszcie co prawda tylko trzy miesiące, ale jednak utracił stanowisko.
Nawet po pogrzebie mamy Krystyny funkcjonariusze MSW (zrobili zachowane zdjęcia operacyjne z uroczystości) mieli czelność nachodzić rodzinę /dziadków/ w Cieszynie. W sposób świadomy i metodyczny niszczono nie tylko moich przyjaciół, ale tysiące świadomych patriotów i dorobek milionów rodzin.
Władze więzienne respektowały mój status więźnia politycznego – tzw. „niekryminalnego”, niemniej warunki bytowe pozostały skandaliczne. Pomimo rozmów władz PRL z kierownictwem „konstruktywnej” czyli ugodowej opozycji w ramach tzw. Magdalenki – odsiedziałem całą zasądzoną karę miesiąca aresztu. Podczas manifestacji 11 listopada 1988 r. zostaliśmy jako uczestnicy „nielegalnych” uroczystości święta niepodległości brutalnie zaatakowani przez funkcjonariuszy MO, ZOMO i SB (wjeżdżano w tłum samochodami, wielu pobito kastetami, mnie uprowadzono do KWMO). W efekcie odbyła się słynna głodówka w katowickiej Katedrze pw. Chrystusa Króla na rzecz zaprzestania represji przez władze PRL deklarujących „dialog przy „okrągłym stole”.
Tow. Andrzej Anklewicz, który pracę oficerską w SB spędził na rozpracowywaniu KPN, pozostał szefem gabinetu MSW w kilku rządach solidarnościowych, szef doradców J.Oleksego, wiceminister rządu SLD, dowódca Straży Granicznej i szef Generalnego Inspektoratu Celnego, zrobił zawrotną karierę do stopnia generała we wszystkich elitach obu stron układu z Magdalenki (okrągłego stołu). Podobnie WSI - aż połowa akcji tych „elitarnych” służb specjalnych nakierowana była na „dezintegrację” KPN (patrz raport z likwidacji WSI).
Sąd lustracyjny – w 2006 r. odmówił merytorycznego rozpatrywania mojego przypadku by „nie omawiać kombatanckiego charakteru” 200 tomów akt. Ale i tak dziękuję Bogu, że nie uznano mnie przykładowo za kłamcę lustracyjnego.
Podobnie charakterystycznym jest, iż Prezesem Izby Wojskowej Sądu Najwyższego jest generał dywizji Janusz Godyń, ten sam, który przewodniczył składowi sędziowskiemu w Katowicach skazującemu, zmobilizowanego przymusowo, działacza KPN Jana Drucia w 1981 roku na karę więzienia za odmowę wykonania rozkazu ochrony wozów ZOMO szturmującego KWK „Wujek” – za co przesiedział prawie rok w areszcie. Teraz sedzia-generał, fachowiec i autorytet sam osobiście „zrehabilitował” swoją ofiarę.
Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego jeszcze z rekomendacji Prezydenta A.Kwaśniewskiego dowodził w stanie wojennym pacyfikacją Stoczni Szczecińskiej. Obecny zastępca komendanta Głównego Policji (i szef Komendy Wojewódzkiej) generał. Kazimierz Szwajcowski pacyfikował kopalnię Wujek ...
W lipcu 2006 roku funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa PRL (Radwan, Karkowski) występujący obecnie jako oficerowie Wydziału ds. walki z korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji (KWP) zatrzymali mnie pod zarzutem korupcji wyborczej, konkretnie przyjęcia 20 złotych tj. równowartości kilku euro... Sąd Rejonowy w Gliwicach aresztował mnie w postępowaniu, w którym odmówiono mi prawo do adwokata oraz odebrano prawo głosu. Jest to bodaj pierwszy taki przypadek od 1956 roku!
Dopiero Sąd Okręgowy, po trzech tygodniach uwięzienia, nakazał mnie bezwarunkowo zwolnić, uznając decyzję sadu Rejonowego za „całkowicie bezzasadną”. Także policyjne zatrzymanie mnie w styczniu 2007, dokonane przez tych samych SB-manów, Sąd Rejonowy Katowice-Wschód uznał za całkowicie nielegalne. [sygn. III kp 25/07] Są jeszcze w Polsce praworządni sędziowie, którzy się nie boją.
W trakcie uwięzienia w 2006 roku funkcjonariusze byłej SB z KWP samowolnie zabrali z depozytu aresztu klucze do mojego mieszkania i biur Konfederacji. Biuro Prawne Komendy Głównej Policji poświadczyło nieprawdę, że było to działanie legalne na podstawie tajnego rozkazu Komendanta Głównego z dnia 10.XI.1994, który nie został nawet opublikowany w Dzienniku Urzędowym Policji. Natomiast Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 21 marca 2003 /dz. U. Nr 61 poz. 547/ mówi jednoznacznie, iż „rzeczy z depozytu można pobrać tylko za zgodą osadzonego”! W opinii prawnej Biura Ekspertyz i Analiz Kancelarii Sejmu RP z 18.8.2008 sporządzonej do tej sytuacji czytamy: „Zgodnie z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie. Źródłem naruszania praw jednostki nie może stać się tym bardziej rozkaz czy instrukcja.” Dlatego sąd stwierdza cyt. „należało ustalić czy funkcjonariusz, który pobrał klucze z depozytu oraz ten, który je wydał, przekroczył swoje uprawnienia. Zdaniem sądu tak właśnie się stało, funkcjonariusze Policji nie mieli bowiem prawa dysponować kluczami Adama Słomki złożonymi do depozytu”. W żadnym przypadku uprawnienie takie nie wynika z instrukcji stanowiącej załącznik nr 2 do rozkazu nr 7/94 KGP. Nie jest to bowiem źródło prawa.
Poza działaniami MSW i służb specjalnych wykorzystuje się także inne instrumenty: jak prowokacje, cenzurę i kampanie kłamstw oraz pomówień. Wykorzystywana jest także psychiatria. Mój przyjaciel, szef podziemnego wydawnictwa KPN Mariusz Cysewski, aresztowany w przeszłości przez KGB ZSRR i uwięziony przez rok w sowieckiej psychuszce został ostatnio represyjnie „internowany w szpitalu psychiatrycznym” na podstawie decyzji sadu w Gliwicach (sygn. VI Kz 396/08), gdyż zadarł z mafią „wymiaru niesprawiedliwości” w Piekarach Śląskich i Tarnowskich Górach. Na niewiele się zdała praworządna postawa Sądu Rejonowego z Lublińca, który dwukrotnie nakazał prokuraturze wszcząć śledztwo przeciwko biegłym psychiatrom winnych licznych nadużyć przeciwko M. Cysewskiemu.
Podobnie jawnie bezprawne praktyki stosowano wobec nas w Starachowicach oraz przed sądem w Warszawie, gdzie podczas rządów L. Millera
za organizowanie namiotowego miasteczka i marsz gwiaździsty oskarżano nas o „deptanie trawników”.
W dniu 18 stycznia 2008 roku do siedziby KPN w Katowicach przy ul. Młyńskiej weszli funkcjonariusze policji. Usunęli mnie z biura siłą twierdząc wpierw, że sąd nakazał mnie eksmitować (kłamliwe pismo tej treści wystawił prokurator w Katowicach). Gdy okazało się że jest dokładnie odwrotnie, stwierdzili absurdalnie, iż biuro jest pustostanem, by w końcu zauważyć, że dokonaliśmy włamania do własnej siedziby! Podczas postępowania sądowego w przedmiocie oceny legalności zachowania policji, asesor Sądu Rejonowego Katowice – Zachód, Artur Kot dopuścił się przestępstwa sfałszowania protokołu przebiegu rozprawy której w ogóle nie przeprowadził! [sygn. III Kp 106/08 analogicznie zapowiada się III kp 179/08].
Mój pełnomocnik, mecenas Janusz Margasiński, znany obrońca w procesach politycznych, oskarżyciel posiłkowy morderców z KWK „Wujek”, obecnie sędzia Trybunału Stanu zauważył, że czegoś takiego nie widział nawet w PRL. Równolegle już od czasów kampanii prezydenckiej ciągano mnie po sądach na podstawie oskarżenia z „dowodu” ekspertyzy G. Skubikowskiej, „biegłej” z wieloletnim stażem w laboratorium MO i SB twierdzącej, że sfałszowałem rzekomo„własny” podpis, który na dodatek użyto wcześniej przed jego wystawieniem... Pozostali biegli zdruzgotali tę opinię, a prokurator sam wystąpił o uniewinnienie. W efekcie Sad Rejonowy Katowice-Wschód 17 lipca 2008 oczyścił mnie całkowicie wyrokiem prawomocnym [sygn. III K 408/07].
Tego samego dnia 17.07.2008 gdy wygrałem proces z SB-eckim ekspertem III RP, zostałem otoczony przez „tajniaków” na terenie budynku Sądu Rejonowego a następnie zatrzymany jak groźny bandyta, założono mi kajdanki, całość widowiskowej akcji filmowała ekipa policyjnej TV. Zostałem aresztowany na podstawie postanowienia Wydziału Cywilnego Sądu Rejonowego Katowice-Zachód z 08.05.2007 o „zastosowaniu aresztu za nieusprawiedliwione niestawiennictwo na posiedzeniu sądu Adama Słomki urodzonego w Szczecinie”. To pionierskie postanowienie sądu cywilnego nie powołuje się na żadną legalną podstawę prawną, ściśle rzecz biorąc, nie powołuje się na jakąkolwiek podstawę prawną tzn. postanowienie nie przywołuje żadnego przepisu (czy kodeksu karnego, cywilnego, ustawy czy Konstytucji). Skoro wydano je bez podstawy formalnej to pozbawione jest mocy prawnej i stanowi wzorcowy przykład samowoli i bezprawia. Nawet w totalitarnej PRL dbano o zachowanie pozorów, zwalczając opozycję. Przykładowo wymyślano specjalne artykuły: 48 dekretu o stanie wojennym, 52a kodeksu wykroczeń czy 282a kodeksu karnego itp.
Po raz trzeci w życiu (1982, 1988, 2008) zostałem uwięziony w tym samym areszcie śledczym przy ul. Mikołowskiej, przez tych samych funkcjonariuszy (tylko nazwy instytucji troszkę się zmieniają). Władze tego aresztu zachowywały się żenująco także teraz w 2008 roku udając, iż status więźnia politycznego (art. 107 kkw) w ogóle nie istnieje.
Przez ponad 10 lat zajmowałem się stanowieniem prawa jako poseł (opozycji) na Sejm RP, będąc przedstawicielem Polski w Zgromadzeniu Rady Europy w Strasburgu (1991 – 2000), zajmowałem się implementacją prawa europejskiego do krajowego. Dziś widzę, że przy dobrych standardach Unii Europejskiej decydują jednak ludzie i mechanizmy, a nie prawo, dlatego właśnie już w wolnej Polsce ten Sąd Rejonowy w Katowicach mógł uczynić bezkarnym pułkownika Zygadło – zastępcę Komendanta Wojewódzkiego d/s SB, który w czasach rządów junty Jaruzelskiego zabił moją Mamę Krystynę.
W czasach PRL pułkownik SB po prostu kazał zniszczył akta sprawy, a w nowej i demokratycznej Polsce Sąd Rejonowy uznał, że zabójca może pozostać bezkarnym, gdyż jest chory... Za nieusprawiedliwioną nieobecność nie został ukarany i nic dziwnego skoro opiniował nominacje sędziowskie dla towarzyszy generałów: Kiszczaka i Jaruzelskiego. Bezkarnymi pozostało grubo ponad 1000 dyspozycyjnych sędziów komunistycznych, którzy skazywali niewinnych ludzi w sfingowanych procesach i nadal deprawują kolejne pokolenia, a było na kim oprzeć praworządny wymiar sprawiedliwości skoro około 500 sędziów zachowało się w latach PRL przyzwoicie i nieoportunistycznie. Niestety wnioski IPN o wszczęcie 50 ewidentnych postępowań prokuratorskich przeciwko mordercom sądowym - sędziom stalinowskim, którzy wydali tysiące wyroków śmierci na patriotach z Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Zrzeszenia WiN-u, KPN (Kadry Polski Niepodległej) i in. zostały ostatnio przez zgromadzenia ogólne sędziów odrzucone. Analogicznie Sad Najwyższy uchwałą siedmiu sędziów z 21.XII.2007 ustalił, że sędziowie i prokuratorzy będą bezkarni za oskarżanie i skazywanie uczestników strajków z pierwszych dni stanu wojennego. W tych sprawach prokuratorzy i sędziowie złamali zasadę niedziałania prawa wstecz, bo skazywali za czyny, które nie były przestępstwem w momencie ich popełniania. Dekret Rady Państwa opublikowano dopiero 16.XII.1981 r. A sędziowie i prokuratorzy uczestnicząc w represjach politycznych popełnili ewidentną zbrodnię komunistyczną. W samym województwie śląskim dotyczy to minimum 24 czołowych pracowników wymiaru niesprawiedliwości. IPN został tym samym zmuszony do umorzenia spraw przeciw kilkuset sędziom i prokuratorom. Uczynić się samemu bezkarnym - tego nie odważyli się nawet naziści w RFN. Kompletna moralna i prawna degrengolada. Co z tego, że znajdują się niekiedy praworządni sędziowie, prokuratorzy
Oczywisty jest bowiem fakt, że osoby dotknięte w czasach PRL represjami za działalność opozycyjną walczyły z poświęceniem o suwerenność Polski i poszanowanie praw człowieka. Stosowane wówczas (i obecnie) represje skutkowały pozbawieniem wolności, utratą pracy, zaniżaniem zarobków oraz utratą zdrowia. Dlatego skoro III RP uznała się za kontynuatora prawnego i spadkobiercę PRL, wnoszę o zadośćuczynienie za poniesione krzywdy wynikłe z licznych bezprawnych represji przez pełniących często nadal ważne funkcje w policji, prokuraturze, sądach, administracji - bezkarnych przedstawicieli władz.
Wnoszę zatem o zadośćuczynienie w wysokości 25 tysięcy złotych, zaś szacunkową wartość szkód wynikających z opisanej w moim, oceniam na kwotę około miliona złotych. Wydaje się, że tak określony szacunek nie pozbawia Sądu możliwości rozstrzygania w ramach narzuconych ustawą ograniczeń (choć uważam te ograniczenia za niekonstytucyjne). Wskazuję niewspółmierność wartości zadośćuczynienia za kilkadziesiąt miesięcy nielegalnego pozbawienia wolności w stosunku do ograniczenia narzuconego przez ustawodawcę. Sądząc, że wymiar sprawiedliwości ma tego faktu świadomość, zważywszy choćby na wysokość roszczeń w przypadkach niesłusznego pozbawienia wolności w zwykłych sprawach kryminalnych, a znany minister prywatyzacji Emil Wąsacz za 24 godziny „nieuzasadnionego” zatrzymania otrzymał niedawno decyzją sądu ponad 8 tysięcy złotych! Taki relatywny stosunek do różnych krzywd to przejaw bardziej uznaniowego niż rzeczywistego zadośćuczynienia za konsekwencje wyrządzone uwięzieniem działaczy opozycji przez reżim komunistyczny, pozwala bowiem traktować postawioną granicę 25 tys. złotych jako formę skromnego zadośćuczynienia w porównaniu do ogromu środków wypłacanych co miesiąc zbrodniarzom totalitarnej PRL - funkcjonariuszom WSI, UB-SB MO, ZOMO, ORMO, tajnym współpracownikom, dyspozycyjnym prokuratorom, sędziom, urzędnikom itp.
Ustawa ta jest pierwszym aktem prawnym oddającym minimum sprawiedliwości i dającym odrobinę satysfakcji poszkodowanym. Wykonywanym z opóźnieniem i w okrojonej formie. Z tego poświęcenia i ofiary korzystają dziś wszyscy, żyjąc w wolnym kraju.
Konfederacja i ja osobiście jesteśmy oczywiście zdania, że najbardziej sprawiedliwa byłaby sytuacja, w której to nie skarb Państwa Polskiego, lecz okupanci – oprawcy i sprawcy stanu wojennego oraz innych zbrodni dokonanych na narodzie polskim odpowiedzieliby finansowo (i karnie) za krzywdy i straty osób poszkodowanych. Częściową realizację tego postulatu mogła stanowić Restytucja Niepodległości i tzw. deubekizacja pozbawiająca funkcjonariuszy zbrodniczych organizacji uprzywilejowanej pozycji oraz wysokich rent i emerytur, których łączny wymiar tysiące razy przekracza wartość odszkodowania przyznawanego ich ofiarom. Deklaracja taka winna była ukazać się znacznie wcześniej jako naturalna konsekwencja stwierdzenia bezprawności systemu totalitarnego PRL, a w szczególności stanu wojennego. Niestety wszystkie koalicje partii rządzących w kolejnych parlamentach zgodnie z ustaleniami „okrągłego stołu” odrzuciły powyższe propozycje KPN i innych środowisk antykomunistycznych.
Proszę (za przykładem Wiesława Uklei, działacza niepodległościowego z Opola) o wyznaczenie „zlustrowanego” składu orzekającego w tej sprawie, tzn. takiego, którego członkowie przynajmniej dobrowolnie poddali się procedurom lustracyjnym określonym w ustawie z dnia 14.02.2007 o zmianie ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944 - 1990 oraz treści tych dokumentów i ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Dz.U.25 poz.162 - uchylonej w późniejszym czasie przez Trybunał Konstytucyjny. Chodzi zatem o członków składu orzekającego, którzy złożyli stosowne oświadczenia kierowane do Instytutu Pamięci Narodowej. Oczywistym wydaje się wymóg, by w sprawach takich nie rozstrzygały osoby, które temu reżimowi się wysługiwały - tym bardziej, że od składających wniosek ustawodawca analogicznie wymaga, by nie działali w przeszłości na szkodę niepodległego bytu państwa polskiego.
/-/ Adam Słomka	Powrót do góry