Source: http://retropress.pl/dziennik-ludowy/konkordat-i/
Timestamp: 2018-12-13 01:28:46
Legal References Found: art. 114
 art. 15
 art. 1
 art. 1
 art. 1
 Art. 4
 art. 1

Art. 11
 art. 9
 art. 9

Document Content:
"Konkordat" - cz.1 - Dziennik Ludowy, Lwów, 1925 rok
/ 26.02.1925
/ Rok 8, Nr 46
My, socjaliści, zasadniczo jesteśmy przeciwnikami konkordatu. Jesteśmy za rozdziałem Kościoła od Państwa, jesteśmy przeciwni wszelkiemu wiązaniu Państwa z Rzymem. Jednakowoż – skoro art. 114 Konstytucji przepisuje zawarcie konkordatu, musimy (walcząc w dalszym ciągu o zasadę rozdziału!) stanąć na gruncie konstytucyjnym i poddać rzeczowej i szczegółowej analizie treść konkordatu.
Zapewne, ma on pewne punkta dodatnie. Dodatnie zresztą tylko w porównaniu z niesłychanemi uroszczeniami naszego episkopatu.
Przypominamy sobie, jak to w marcu 1924 r. ks. Wyrębowski domagał się w sejmie niepłacenia podatków przez księży, (w szczególności podajku majątkowego). Otóż art. 15. konkordatu ustanawia opodatkowanie dóbr duchownych – jakkolwiek nieco mętnie; tak wyjątkiem są „dobra i tytuły prawne, których dochody są przeznaczone na cele kultu religijnego”; łatwo zrozumieć, iż można całe majątki i kamienice przeznaczyć lub zapisać „na światło” i w ten sposób uniknąć opodatkowania.
Dalej przypominamy sobie, jak arcybiskup Teodorowicz groził w r. 1919 podczas uchwalania reformy rolnej wojnę religijną, w razie, jeśli państwo zabierze się do parcelacji dóbr duchownych. Prawda, że te dobra Rzeczpospolita winna wykupić, prawda, że biskupom i zakonom pozostawia się po 180 hektarów; prawda, że przy parcelacji osoby kościelne „same wybiorą” te grunta, które pozostaną przy nich; prawda, że osoby kościelne będą miały prawo bezpośredniego dokonywania parcelacji na własną rękę etc. etc. – jednak, bądź co bądź, postęp w porównaniu z biskupiemi uroszczeniami.
Otóż na te „postępy” oczu nie zamykamy. Ale takie punkty są tylko wyjątkami w całości Konkordatu.
Przedewszysikiem wszędzie mamy sformułowania i terjminologję tak niezwykle MĘTNE I DWUZNACZNE, że niepodobna w tem nie widzieć celowej roboty rzymskiej dyplomacji. Dyplomacja rzymska (watykańska) oddawna słynęła ze swej chytrości, przewrotności oraz swego sprytu, wykształconego na scholastyce, kazuistyce jezuickiej, oraz w szkole życia.
Chodziło o to, by jaknajwięcej z prawa kanonicznego uratować, zachować w Konkordacie. To też odrazu w art. 1 dano następującą ogólną formułę, na którą zwracamy szczególną uwagę:
…„Państwo zapewnia Kościołowi swobodne wykonywanie jego władzy duchownej i jego jurysdykcji, jak również swobodną administrację i zarząd sprawami jego i majątkiem, zgodnie z prawami bożemi i prawem kanonicznem”.
Oto wzór takiej ogólnej formuły kauczukowej! Przeczytajmy ją uważnie. Poręcza klerowi w Polsce „władzę duchowną i jurysdykcję” w myśl prawa kanonicznego.
Co to znaczy? Dużo to, czy mało? Właściwie, to jest wszystko! Albowiem „władza duchowna” w pojęciu prawa kanonicznego rozciąga się na wszystko. Prawo kanoniczne reguluje wszystkie dziedziny życia wiernych i zawiera najdalej idące postulaty rzymskiego kleru. Próżno więc nieuważny czytelnik będzie się n. p. cieszył z tego, iż nasz Konkordat nie zawiera szkoły wyznaniowej; albowiem pirawo kanoniczne taką szkołę zawiera (art. 1374) zaś art. 1. naszego Konkordatu poręcza władzy duchownej wykonywanie prawa kanonicznego.
Tak samo prawo kanoniczne zawiera – klerykalne PRAWO MAŁŻEŃSKIE, CENZURĘ DUCHOWNĄ KSIĄŻEK: całego życia kulturalnego, nietolerancję wobec innych wyznań i mnóstwo innych rzeczy, całą encyklopedję klerykalnych apetytów.
Tak więc art. 1. naszego Konkordatu jest tak rozciągliwy, że może dać podstawę do niesłychanych uroszczeń klerykalnych.
Dlatego też sejm winien zainicjować – wzorem ostatniego Konkordatu bawarskiego – dodanie do konkordatu interpretacji, wyjaśniającej, iż Państwo (Polska) rozumie daną formułę w sposób określony. To jest nieodzowne.
Zaraz się przekonamy. Art. 4. Konkordatu ustanawia 3 wypadki użyczania pomocy świeckiej władzom duchownym: 1) usuwanie zdegradowanego księdza z parafji; 2) zbieranie podatków kościelnych; 3) „we wszystkich innych przez prawo obowiązujące”.
Przez jakie prawo? Naturalnie przez prawo państwa, niewątpliwie. Ale widzieliśmy poprzednio, iż art. 1. zapewnia poszanowanie takie kanonicznemu prawu. A więc którego prawa dotyczy ten cytowany p. 3. artykułu 4-tego? Poco to niechlujstwo terminologiczne, które da klerykałom powód do wykrętnej interpretacji? Jeśli zrozumieć tu słowo „prawo” w znaczeniu prawa kanonicznego, pokaże się, że rząd nasz obowiązany jest policyjnie ścigać każdego „heretyka”…
To szkodliwe niechlujstwo widzimy wszędzie. Weźmy nominację biskupów. Zauważmy nawiasowo, iż nasz Konkordat poręcza biskupom szczególnie uprzywilejowani stanowisko. Nominacja ich odbywa się bez udziału państwa i są faktycznie nieusuwalni przez rząd.
Art. 11 powiada wyraźnie, iż „wybór arcybiskupów i biskupów należy do Stolicy Św.” Papież winien tylko „upewnić się” przedtem, czy ze strony prezydenta Rzplitej niema zarzutów natury politycznej.
Co to znaczy ? Czy wolno papieżowi mianować biskupa, przeciwko któremu podniesiono takie zarzuty? Naturalnie, nie! Pocóżby było „upewniać się?” Ale – jasno powiedziane to nie jest! Papież może sobie „upewniać się”, a potem najspokojniej nominować kogo chce!
Natomiast zupełnie jasne jest z tego artykułu, iż Polska, jako Państwo, sama prawa nominacji biskupów nie posiada! A tymczasem KRÓLOWIE POLSCY TO PRAWO MIELI. To, co królowie mieli przed setkami lat, to Rzeczpospolita traci! A pamiętajmy, że n. p. według francuskiego konkordatu 1801 roku konsul francuski mianuje biskupów. Według art. 9 bawarskiego konkordatu z 1817 r. papież ustępuje królowi prawo nominacji. Nawet sławetny konkordat austrjacki z r. 1855 bodaj częściowo daje cesarzowi wpływ przy nominacji.
Polska podbnych praw nie ma. Papież mianuje kogo chce. Naturalnie, dodatnie jest (art. 11), iż żadna część Rzeczypospolitej nie będzie zależała od biskupa, którego siedziba znajdowałaby się poza granicami państwa. Ale… jeśli chodzi o politykę tego lub innego biskupa – wszystko zależy tylko od niego, no i od Rzymu, nic od Państwa. Niedawno korespondent rzymski „Czasu” donosił, iż w Rzymie są silne prądy za oddzieleniem Wsch. Galicji od Polski, celem zrobienia z niej posterunku wypadowego do akcji misyjnej w Rosji. Cóż tu pomoże art. 9-ty? Po staremu arcybiskupstwo lwowskie „grecko-katolickiego obrządku” (biskupi w Przemyślu i Stanisławowie) będzie posłuszne tylko jednemu czynnikowi – Watykanowi. Konkordat wcale, jak tu zobaczymy, nie zapewnia państwu wpływu.
Wynika to jasno z cytowanego art. o nominacji (art. 11), a także z zapewnionej biskupom (art. 2) całkowitej wolności w ogłaszaniu zleceń i listów pasterskich oraz z procedury usuwania osób duchownych (art. 20).
Episkopat w ten sposób uzyskuje faktycznie zupełnie niezależne stanowisko od Państwa. O tem w następnym artykule.
K. CZAPIŃSKI.
Słowa kluczoweII Rzeczpospolitakatolicyzmkonkordatkonkordat z 1925kościół katolickipapiestwoWatykan