Source: http://www.ryszard-matuszewski.com/pl/dariusz_bojda_przesladowany_w_krakowie,666,,list.html
Timestamp: 2018-08-18 14:59:54
Legal References Found: art. 190
 art. 24
 art. 31
 art. 190
 art. 190
 art. 190
 art. 190

Document Content:
Dariusz Bojda prześladowany w Krakowie
Pedofilski Akt Oskarżenia w Krakowie
Taka surrealistyczna poezja - miał nadzieje Dariusz Bojda - powstawała tylko w umysłach prawdziwych surrealistów (grubo przed II wojną). Strzępki porwanych gazet, na chybił trafił wyciągane z kapelusza, tworzyły niepokojące i intrygujące wiersze. Wielu współczesnych surrealistów okazuje się bawić tą metodą do dzisiaj, czego przykład zamieszczam. Niestety zamiast gazet dostajemy porwane na strzępy szare komórki a kapelusz zastąpił pusty łeb.
Poniższy tekst pokazuje jak homoseksualnie pedofilski „psycholog” z Aresztu Śledczego Kraków Montelupich Ryszard Janczur znęca się nad osobami o których sam napisał boyloverski czy może pedofilski paszkwil. Areszt na Montelupich to ten sam areszt, gdzie zagłodzono na śmierć Rumuna, zwyczajnie go mordując, bo zamiast lekarzy na dyżurach w izbie chorych jest PSYCHIATRA czyli aresztancki psychol, kumpel Rysia Janczura. Pan Dariusz Bojda jest jedną z setek ofiar Ryszarda Janczura – psychologa czy raczej psychopaty więziennego na etacie resortu więziennictwa! Kto nie obciągnie – mówią więźniowie z Monte – ma opinie psychola... Prawda.
Prokuratura Śródmieście Wschód, Kraków.
Sygn. Akt XIV k 744/09/5
Akt oskarżenia przeciwko Dariuszowi Bojdzie (poecie) o przest, a zrt. 190 parajraf 1k.k.
Dariusza Bojdę, s. Romana i Hildegardy z d. Cieślar, ur. 7 października 1967 roku w Brennej, odbywającego karę pozbawienia wolności w Zakładzie Karnym w Cieszynie, obywatelstwa polskiego, o wykształceniu średnim, rozwiedzionego, ojca trójki dzieci w wieku 21, 18 i 4 lat, bez zawodu, bez pracy, utrzymującego się z pisania wierszy (prokuratura widocznie nie uznaje pisania wierszy za pracę), bez majątku (k.50-51, 70-71, 76-78), karanego (k. 36-37), odbywającego karę pozbawienia wolności orzeczoną wyrokiem Sądu Rejonowego dla Krakowa – Nowej Huty w Krakowie Wydział II Karny o sygn. II K 1598/06/N, przebywającego w Zakładzie Karnym w Cieszynie przy ul. Bolesława Chrobrego 2,
w dniu 20 października 2008 r. w Krakowie kierował groźby pozbawienia zdrowia i życia wobec Ryszarda Janczura, które to groźby wzbudziły w pokrzywdzonym uzasadnioną obawę, iż zostaną spełnione, tj. o przestępstwo z art. 190 paragraf 1 k.k.
Na podstawie art. 24 paragraf 1 k.p.k. i art. 31 paragraf 1 k.p.k. sprawa niniejsza podlega rozpoznaniu przez Sąd Rejonowy dla Krakowa – Śródmieścia w Krakowie Wydział XIV Karny w postępowaniu zwyczajnym.
k. 1-2 - W dniu 21 października 2008 r. w Prokuraturze Rejonowej Kraków – Śródmieście Wschód w Krakowie Ryszard Janczur złożył ustne zawiadomienie o przestępstwie popełnionym na jego szkodę. Zeznał, iż w dniu 20 października 2008 r. w swojej skrzynce otrzymał list z groźbami pod jego adresem.
W sprawie tej przeprowadzone zostało, śledztwo, nadzorowane przez Prokuraturę Rejonową Kraków – Śródmieście Wschód w Krakowie, w toku którego – na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego, a szczególności zeznań świadka Ryszarda Janczura (k 1-2), opinii sądowo-psychiatrycznej (k. 98-99) oraz wyjaśnień oskarżonego Dariusz Bojdy (k. 50-51) – ustalono następujący stan faktyczny.
k. 1-2, 6 - W dniu 20 października 2008 r. Ryszard Janczur znalazł w swojej skrzynce pocztowej list wysłany z Opola. Nadawcą listu był Dariusz Bojda odbywający karę pozbawienia wolności w Zakładzie Karnym w Opolu. W liście tym znalazły się treści, które Ryszard Janczur odebrał jako groźby pod jego adresem. Autor listu – Dariusz Bojda użył sformułowań:
„Ja ci dam test Rorschacha. Ja Ci dam wywiad kliniczny w oparciu o zmyślenia, urojenia i niczym niepoparte brednie w aktach. Ty lepiej zastanów się czy warto było – bo nic chłopcze, w naturze nie ginie. (…) Ja Ci wszystko dam. Bądź pewien odwdzięczę się w imieniu własnym, w imieniu moich bliskich. Zasłużyłeś na pomnik. Solidny pomnik Janczura. Ja Ci dam więcej, niż potrafisz sobie wyobrazić z plam atramentowych. Ja Ci dam takie plamy, że nie pomogą chlorowe wybielacze. Vanisch, też nie pomoże. Żaden Vanisch. (…) Ja Ci przyrzekam dać do syta, do oporu. Twój do końca – Darek Bojda”.
Treści zawarte w liście Ryszard Janczur, jako psycholog kliniczny, który będąc biegłym Sądu Okręgowego w Krakowie przeprowadził badanie Dariusz Bojdy, odebrał, jako groźby kierowane pod jego adresem i które to groźby wzbudziły w nim obawę, że zostaną spełnione (jakie groźby? Nie pada ani jedno słowo o zabiciu, czy powyrywaniu rąk czy nóg z dupska).
k. 66-68 W dniu 23 czerwca 2005 r. zgodnie z postanowieniem Prokuratury Rejonowej Kraków – Nowa Huta w Krakowie w toku postępowania o sygn 2Ds 4202/04/S Ryszard Janczur przebadał Dariusz Bojdę psychologicznie w warunkach ambulatoryjnych. W trakcie badań zastosowane zostały: skala Inteligencji Wechslera, testy badające zmiany organiczne w OUN: Bentona i Bendera a także test osobowości Rorschacha oraz wywiad kliniczny. W wyniku przeprowadzonych badań biegły wydał opinię, w której zamieścił m.in. wniosek, iż „całość dostępnych danych przemawia za występowaniem u badanego zaburzeń osobowości z dominującymi cechami osobowości nieprawidłowej” (odpowiedź może być nieprawidłowa, ale co to jest osobowość nieprawidłowa?). Przedmiotowa opinia wydana została w toku postępowania zakończonego wydaniem przez Sąd Rejonowy dla Krakowa – Nowej Huty w Krakowie Wydział II Karny wyroku skazującego Dariusza Bojdę za przest. Z art. 190 paragraf 1 k.k. i inne.
Ryszard Janczur treść listu odebrał jako groźby (i tu dopiero zaczyna się komedia) ujęte w szaty quazi analizy testu Rorschacha, który jest testem osobowości polegającym na interpretowaniu plam barwnych przez osobę badaną na tej zasadzie, że osoba ta patrząc na te plamy mówi badającemu do czego te plamy są podobne, co mogą przedstawiać. (Test Rorschacha to kpina dla ogólnoświatowej psychologi stosowanej, ale o tym ze względu na obszerny tekst później). Test ten zawiera kilka tablic (całe 10 sztuk), na których występują plamy o kolorze czerwonym, w domyśle oznaczającym krew. Ryszard Janczur odebrał słowa autora listu: „Ja ci dam takie plamy, że nie pomogą chlorowe wybielacze. Vanisch też nie pomoże. Żaden Vanisch”. Jako groźbę pozbawienia go życia, czego konsekwencją ma być wystawienie pomnika, którego należy odbierać jako nagrobek cmentarny. (Wg mnie plamy Rorschacha są guzik warte i to autor miał na myśli, a pomnik miał sugerować, że należy je wystawiać jednostkom wybitnie utalentowanym – również w głupocie).
k. 32 50-51 Dariuszowi Bojdzie przedstawiono zarzut popełnienia czynu z art. 190 paragraf k.k. W toku czynności przesłuchania w charakterze podejrzanego Dariusz Bojda odmówił podpisania ogłoszonego postanowienia o przedstawieniu zarzutów, nie wypowiedział się w kwestii ewentualnego przyznania się do zarzucanego mu czynu, oświadczając jedynie iż „ma w dupie krakowskich prokuratorów i że w tej sprawie niczego nie podpisze i nic nie powie”.
(Pamiętam jak mój Dziadek mówił, że mi nogi z dupy powyrywa i urwie głowę, przez myśl mi nie przeszło, że mówi poważnie i o doniesieniu na niego nie mogło być po prostu mowy – taką operował lingwistyczną ekspresją).
k. 98-99 Wobec wątpliwości, co do poczytalności podejrzanego Dariusza Bojdy w chwili popełniania czynu zasięgnieto opinii dwóch biegłych psychiatrów. W wyniku badania biegli wydali opinię sądowa-psychiatryczną, w której zawarli wniosek, iż u Dariusz Bojdy nie rozpoznali choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego ani innych zakłoceń czynności psychicznych w czasie zarzucanego czynu, stwierdzając jedynie cechy osobowości cyklotymicznej z zaznaczoną sensytywnością. W odniesieniu do zarzucanego czynu Dariusz Bojda miał zachowaną zdolność rozpoznania czynu i pokierowania postępowaniem oraz iż jest on zdolny do brania udziału w toczącym się postępowaniu.
W świetle zgromadzonego materiału (słabiutka świeczuszka nad nim się pali) dowodowego nie budzi zatem wątpliwości, że pokrzywdzony traktuje groźby zawarte w liście do niego jako poważne i uważa, iż spełnienie ich jest prawdopodobne po odzyskaniu wolności przez podejrzanego (no kiedyś wyjdzie na wolność więc i tak spełni groźbę więc proponuje dożywocie). Subiektywna obawa pokrzywdzonego i jego przekonanie o prawdopodobieństwie realizacji gróźb znajduje uzasadnienie w zebranym materiale dowodowym. Wobec powyższego stwierdzić należy, iż podejrzany dopuścił się zarzucanego mu czynu i swoim zachowaniem wypełnił znamiona występku określonego w art. 190 paragraf 1 k.k., a wina jego nie budzi wątpliwości (nie wierzę, że tym zajmują się nasze sądy, logiki w tym żadnej).
Postawę Dariusz Bojdy w trakcie ogłoszenia zarzutu i przesłuchania w charakterze podejrzanego odebrać należy, jako szczególną formę realizowania prawa do obrony.
k. 36-37 Dariusz Bojda był uprzednio karany m.in. za przest. z art. 190 paragraf 1 k.k. (proszę zapoznać się z tym paragrafem i cytatami z listu Dariusz Bojdy a nie będzie łatwym stwierdzić, że paranoicy a raczej cyklotymicy, stoją nie po tej stronie barykady niż się sugeruje).
podpisano - Prokurator - Bogdan Świątkowski
A czy prokurator Bogdan Świątkowski razem z Ryszardem Janczurem zwanym psychologiem klinicznym nie powinni się leczyć razem, raz z chorobliwej głupoty graniczącej z paranoją pieniaczą, a dwa ze skłonności seksualnej do młodych chłopców o dziecięcym wyglądzie? A może to ostatnie to ich zdaniem nie jest choroba, tylko pedofilska czyli „dzieciolubna” orientacja seksualna, dobrze znana w Krakowie? Od tysięcy lat wiadomo, że zboczenie seksualne związane jest także ze zboczeniem umysłowym jako swoim „double-bind” o poważnym obrazie patologii, dlatego Janczura trzeba usunąć z zajmowanych w areszcie stanowisk i wysłać na pobyt w kanałach, tam gdzie takich miejsce. Inaczej są setki lipnych i idiotycznych oskarżeń skutkujących jeszcze bardziej idiotycznymi wyrokami wydawanymi przez kolejnych idiotów, kumpli zboczeńców!
Spraw podobnie zbójeckich jak prowadzone przeciw Ryszardowi Matuszewskiemu z pomówienia pedofilskiej mafii Tadeusza Mynarskiego, Janusza i Jadwigi Gierczyńskich, Bożeny Rewald Matejko jest jak widać bardzo dużo. Ich przyczyną są łapówki brane od mafii, ale czasem także kretynizm i paranoja pieniacza zboczonych umysłowo i seksualnie funkcjonariuszy związanych z wymiarem sprawiedliwości czy policją... Nietstety.
Wprowadzić badania selekcyjne funkcjonariuszy wykrywające zboczenia i dewiacje!
Wykorzystano materiał ze stron:
http://www.kontrowersje.net/tresc/akt_oskarzenia_-_akt_osmieszenia
- Redaktor portalu Carl Bornell.
Faszystowska wersja Państwa Prawa – III/IV RP
Pięć miesięcy za esemesa, czyli dramat miłosno - więzienny z baronówną w tle! - Paweł Witkowski
Jak to możliwe, że w jednych sprawach organy ścigania wykazują błyskawiczną skuteczność w działaniu, inne zaś – często mimo nacisków opinii społecznej de facto pozostają przez lata poza zasięgiem zainteresowań stróżów prawa? Być może odpowiedź na to pytanie należałoby poprzedzić zadaniem innego: czy obywatele III Rzeczpospolitej są, jak głosi Konstytucja, równi wobec prawa? Kontekst opisanej sprawy wyznacza także lokalny przykład jakże typowego dla naszego kraju - kapitalizmu politycznego.
Darek Bojda jest poetą z krakowskiego Kazimierza. Po knajpach i kawiarniach tej dzielnicy sprzedaje tomiki swoich wierszy, co daje mu niewielki dochód pozwalający na skromne przeżycie. Czasami zaprzyjaźnieni restauratorzy organizują wieczory autorskie, po których udaje mu się sprzedać trochę więcej egzemplarzy. Jakoś udaje mu się związać koniec z końcem. Do niedawna układało mu się również życie uczuciowe. Był ,,chłopakiem” córki krakowskiego barona SLD, Posła na Sejm RP Kazimierza Chrzanowskiego. Panna Chrzanowska zdawała na prawo na U.J., lecz nie dostała się. Rozpoczęła studia wieczorowe.
Polisa od rady nadzorczej.
Trzy lata temu, siedemnastoletnia wówczas „baronówna” zaczęła dysponować sporymi sumami pieniędzy. Pytana przez chłopaka o źródło tak nagłego przypływu gotówki odpowiadała, że tata wykupił jej atrakcyjną polisę ubezpieczeniową z której teraz otrzymuje pieniądze. Ponieważ Bojda prosił ją o podanie nazwy firmy z którą można robić tak świetne interesy, długo dawała pokrętne odpowiedzi, aż wreszcie przyznała, że niedawno została członkiem rady nadzorczej w firmie FeREX. Zaintrygowany problemem, jak mając 17 lat zostaje się członkiem rady nadzorczej, zadawał coraz więcej niewygodnych pytań. Okazało się, że w Radzie Nadzorczej firmy FeREX Sp. z o.o. Agnieszka Chrzanowska nie była jedyną siedemnastolatką.
Wybryki zranionego kochanka
Układy między młodą parą popsuły się na tyle, że wreszcie doszło do zerwania. Urażona duma porzuconego poety podpowiedziała Bojdzie kroki nieroztropne. Zaczął po knajpach rozpowiadać brzydkie rzeczy o rodzinie Chrzanowskich, o ich „dziwnych” interesach, wreszcie napisał i kolportował dramat, będący paszkwilem na temat baronostwa. Wywołało to nerwową reakcję drugiej strony. Najpierw ostrzegano go, żeby sobie dał spokój i zamilkł, bo jak nie to sobie narobi kłopotów. Gdy ostrzeżenia nie przyniosły żadnych rezultatów Chrzanowscy przystąpili do bardziej zdecydowanej kontrakcji.
Ponieważ Agnieszka unikała kontaktów z Darkiem, nie odbierała jego telefonów, wpadł na pomysł wysłania sms-a do uczelnianego opiekuna byłej dziewczyny i zarazem przyjaciela rodziny, Sylwestra Ślusarczyka, doktoranta na wydziale prawa. W tym celu udał się do kafejki internetowej, skąd jak twierdzi wysłał sms-a o treści: „jak się ze mną nie spotkasz, to narobię Twojej rodzinie kwasu.” Według adresata sms miał treść następującą: „ Jak się ze mną nie spotkasz to obleję Twoją rodzinę kwasem”. SMS-a o takiej treści Ślusarczyk miał rozesłać do członków rodziny Chrzanowskich, jako wiadomość od Bojdy. Od tego momentu wydarzenia potoczyły się błyskawicznie.
- 13 lutego 2004 r. rodzina Chrzanowskich tzn. ojciec, matka, Agnieszka i jej dziadek zamieszkały gdzieś pod Kielcami złożyli zeznania obciążające Bojdę, oraz doniesie o przestępstwie – groźbach karalnych.
- 14 lutego 2004 pod drzwiami swojego mieszkania Chrzanowscy znaleźli słoik z cieczą o zapachu alkoholu, co stanowiło bezpośrednią przyczynę aresztowania Bojdy.
- 14 lutego 2004 w Walentynki zraniony poeta rozpoczął trwający pięć miesięcy pobyt w areszcie śledczym.
Krakowska Komenda Miejska Policji w tym przypadku działała błyskawicznie. Jest to ta sama Komenda, która rok temu wykazała się tak zdumiewającą i pełną indolencją w sprawie złodziei z Radziwiłłowskiej... Pomimo, że bandyci z Radziwiłłowskiej nie kryli się ani przez chwilę, a wręcz ostentacyjnie manifestowali swoja obecność, pomimo, że Policja ogłaszała, że okolice objęto specjalnym nadzorem, prawie wszystkie śledztwa zakończyły się kompletnym fiaskiem, prawie wszystkie zostały umorzone z powodu niewykrycia sprawców... Bojda nie miał tyle szczęścia co złodzieje z Radziwiłłowskiej – niewątpliwie kryci przez pewnych policjantów.
Dnia 19 lipca 2004 r. odbyła się rozprawa podczas której został skazany na 4 miesiące pozbawienia wolności. Wyrok o tyle zdumiewający, że w sprawie praktycznie nie było dowodów winy. Słoik z cieczą jako dowód rzeczowy został wyłączony do odrębnego postępowania. Nie było też dowodu w postaci sms-a otrzymanego przez Ślusarczyka, który podobno zmienił kartę w swoim telefonie i w ten sposób pozbył się dowodu. Prawnik, który w tak głupi sposób pozbywa się dowodu rzeczowego – to brzmi aż nieprawdopodobnie.
Idiotyczne „żarty”
Poeta Dariusz Bojda zapewne nie jest dla wszystkich postacią kryształową. Ale czemu można zawdzięczać, że akurat on został „wyróżniony” skutecznym działaniem organów ścigania? Z pewnością był łatwym celem. Ma na swoim koncie już jeden wyrok za groźby karalne. Groził wówczas poprzedniej byłej narzeczonej. Twierdzi, że wraz z kolegami przy piwie, w atmosferze świetnej zabawy napisali do dziewczyny list opisujący zestaw tortur dla niej przeznaczonych. Cała sprawa zakończyła się w Sądzie, gdzie zapadł wyrok skazujący „dowcipnisia”. Powyższa opowieść oparta jest na relacji Darka Bojdy, mamy nadzieję, że niebawem uda nam się przedstawić czytelnikom także relację drugiej strony. Mamy nadzieję, że opinie prezesa spółki FeREX będziemy mogli przedstawić w kolejnym odcinku artykułu.
Około dziesięć dni temu sekretariat Sądu Rejonowego w Krakowie twierdził , że nie ma możliwości zapoznania się z aktami sprawy, gdyż sędzia, która wydała wyrok jest na urlopie i zabrała ze sobą akta sprawy. Obecnie ta sama sekretarka informuje, że akta przekazano sędziemu 18 sierpnia 2004 r.
Młodzież na stanowiskach.
Opowieści o firmie FeREX Sp. z o.o. spowodowały wyraźną nerwowość w rodzinie Chrzanowskich. Właścicielami firmy są panowie Mieczysław Wlezień i Jerzy Nykiel. Drobne udziały w firmie posiadają Grażyna Nykiel – Kwiatkowska i Olga Wlezień. Prezesami firmy są panowie Mieczysław Wlezień i Jerzy Nykiel. Tak więc jeśli idzie o własność to typowa firma rodzinna. Trochę inny charakter ma rada nadzorcza firmy: skład rodzinno- SLD-owski.
I tak poza dwudziestoletnią Pauliną Nykiel (zaczynała karierę w Radzie Nadzorczej w siedemnaste urodziny), dwudziestoczteroletnią Elżbietą Anną Bartosz, Łukaszem Nykiel (22 lata), Robertem Wlezień (24 lata) w radzie zasiadali Agnieszka Chrzanowska dziś osoba dwudziestoletnia, którą 1 września 2003 r. zastąpił Grzegorz Gondek – sekretarz zarządu Małopolskiej Rady Wojewódzkiej SLD i sekretarz Rady Wojewódzkiej SLD.
Członek rady nadzorczej otrzymuje 2.500 zł miesięcznie. Przewodniczący i sekretarz 3.500 zł. miesięcznie. Szkopuł w tym, że zgodnie z obowiązującym prawem osoby w wieku lat 17 nie mogą pełnić funkcji członków rady nadzorczej w spółkach.
Znakomite interesy...
Ciekawe jaki interes ma ta prywatna firma handlowa w zatrudnianiu w swej Radzie Nadzorczej członków rodzin prominentnych działaczy SLD, czy jak w przypadku pana Grzegorza Gondka samych działaczy tej partii? Przez firmę jako właściciele lub członkowie rady nadzorczej, przewinęły się osoby o nazwiskach identycznych jak nazwiska lokalnego establishmentu SLD.
FeREX handluje wyrobami stalowymi. Firma prawdopodobnie liczy na dużą ekspansję na rynku, niedawno postanowiła rozszerzyć swoją działalność między innymi o usługi finansowe, obrót nieruchomościami, obrót paliwami. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przewidzieć, że i w tych dziedzinach odniesie sukcesy. W 1997 roku, od syndyka masy upadłościowej firmy Fadom – w likwidacji (elementy prefabrykowane i wyroby betonowe) FeREX zakupił swoją obecną siedzibę przy ulicy Domagały 1.
Interes był dobry: za budynek o powierzchni 889 metrów kwadratowych, 10 arów ziemi przekazanej w wieczyste użytkowanie, oraz uzbrojenie terenu ustalono cenę 197.417 złotych. Wypłacono połowę, połowę spłacano w ratach, zabezpieczając transakcję na hipotece nieruchomości. Tak więc 889 metrów kwadratowych, w tym lokal sklepowy zakupiono za cenę mającego ok. 70 metrów kwadratowych mieszkania. Wyszło po około 222 zł. za metr kwadratowy. Za dwie działki o łącznej powierzchni 6.681 m kw. Firma rocznie płaci opłaty w wysokości 1.621 zł co daje 135 zł opłaty miesięcznej.
...i ich owoce
W roku 2003 FeREX miał około 20 mln. zł przychodu. Dywidendy i inne wypłaty na rzecz właścicieli za rok 2003 wyniosły 2 353 000 zł, jak do tego dodać po 2 500 zł miesięcznie wypłacane dzieciom bossów tego interesu (przewodniczący i sekretarz rady nadzorczej po 3.500 zł) to w sumie daje całkiem niezłe dochody. Co w tym interesie robią i jaką rolę odgrywają przedstawiciele SLD? Jaką rolę w ochronie interesów tego interesu pełnią organa państwowe: ścigania i sprawiedliwości.
Wiemy jak trudno w Polsce jest wsadzić do aresztu przestępcę, nawet przestępcę z licznymi wyrokami na koncie, czy takiego który oczekując na rozprawę popełnia kolejne przestępstwa, czy też mając przerwę w odbywaniu kary dopuszcza się kolejnych przestępstw. Widać zasada, że są równi i równiejsi wobec prawa staje się oficjalną zasadą polskiego systemu prawnego.
Tekst powstał w oparciu o relację pokrzywdzonego przez zbrodniczy, faszystowski wymiar tak zwanej sprawiedliwości Darka Bojdy oraz dokumenty rejestrowe firmy FeREX.
„Nadinterpretacje sms-ów, to widać ulubiona paranoja pieniacza prokuratorów i policjantów, ot takie robienie z igły widły. A przy tym widać, że sędziowie do szkoły także nie chodzili i poezji nie umieją interpretować. Oczywiście, jeśli jest to poezja niepokornych poetów zagrażających faszystowskim bandytom sądowym, faszystowskim spółkom mafijnym z dziećmi w radach nadzorczych...” - Redaktor portalu Carl Bornell.
Biegli w sprawie oskarżonego o bratobójstwo:
„Inteligentny, ale nie do końca wiedział, co robi”.
- Miał ograniczoną poczytalność w chwili, gdy dopuścił się czynów, za które staje przed sądem - orzekli biegli psychiatrzy, którzy przygotowali opinię o 41-latku, oskarżonym m.in. o bratobójstwo.
Pochodzący z Jędrzejowa 41-latek oskarżony jest o to, że w tym właśnie mieście, na początku października 2008 roku, zastrzelił swojego starszego o trzy lata brata. Prokurator zarzucił mu też, że podczas próby zatrzymania mężczyzna usiłował zabić strzałem policjanta. W akcie oskarżenia znalazł się także atak z nożem na matkę oraz wcześniejsza, nieudana próba zamordowania brata. Mężczyźnie grozi nawet dożywocie. Być może na złagodzenie wyroku wpłynie opinia, jaką na jego temat przygotował zespół biegłych psychiatrów i psychologów.
Eksperci, którzy w piątek zeznawali przed kieleckim Sądem Okręgowym stwierdzili, że oskarżony jest ponadprzeciętnie inteligentny. - Z obserwacji szpitalnej wynika jednak, że występują u niego głębokie zaburzenia osobowości - tłumaczył psycholog Ryszard Janczur z Krakowa. Symptomem tych zaburzeń jest, zdaniem biegłych, m.in. nie panowanie nad emocjami i agresją. Według lekarzy, problemy zaczęły się w okresie dorastania i z czasem pogłębiały. - Wszystko to w znacznym stopniu wpłynęło na ograniczenie poczytalności, w chwili popełniania czynów zarzucanych oskarżonemu - mówił Stanisław Teleśnicki, biegły psychiatra z Krakowa. Dodał jednak, że nie można mówić w tym przypadku o całkowitym zniesieniu poczytalności, które występuje tylko w przypadku psychozy. Zdaniem lekarzy, 41-latek powinien zostać poddany terapii.
ZBRODNIARZ RYSZARD JANCZUR? - Komentarz Dariusza Bojda
1. Bardzo mi przykro, ale mam na to niezbite dowody, że przywoływany jako "autorytet" Ryszard Janczur sam jest niebezpiecznym oszołomem, przy czym jego działania RZECZYWIŚCIE skutkują ludzkimi dramatami. To długa historia, a pewne światło rzuca na nią dokument umieszczony pod adresem: www.kontrowersje.net/tresc/akt_oskarzenia_–_akt_osmieszenia 2. Umysłowe zboczenie Ryszarda Janczura dobrze koresponduje ze zdurnieniem polskich prawników: ów akt oskarżenia powstał wskutek m.in. tego, że jego autor zdaje się NIE WIEDZIEĆ o tym, iż żaden biegły NIE MOŻE według kodeksu postępowania karnego, być biegłym we własnej sprawie. A tutaj nim jest. Prawidłowa reakcja poczytalnego prawnika (a skończenie studiów prawniczych wcale nie przesądza o tym, że dana osoba ma rozum), na takie janczurowe brednie jak w przywoływanym "akcie oskarżenia", to wysłać chłopa na badania psychiatryczne. Gruntowne badania, daleko poza Krakowem, czyli matecznikiem pana R. Janczura, wieloletniego pracownika Aresztu Śledczego w Krakowie, wieloletniego tzw. wychowawcy, do dzisiaj - tylko magistra, co jak na psychologa z jego stażem - jest żenujące.
2. Sęk w tym, że ww. "biegły" - świetnie funkcjonuje w krakowskim półświatku prawniczym - w końcu sędziowie Sądu Okręgowego w Krakowie NIE SĄ ZAINTERESOWANI angażowaniem na posadę biegłego osób, które by "utrudniały" postępowanie. Ryszard Janczur, aby na bieżąco zadośćuczyniać tezom prokuratołków, w swojej diagnostyce sięga - tylko i wyłącznie - po subiektywny "test Rorschacha", czyli narzędzie którego w diagnostyce sądowej stosować NIE WOLNO, bez testów obiektywizujących opis osobowości danego człowieka. Takie postępowanie Ryszarda Janczura służy głównie temu, aby móc wypisywać w swojej opinii dowolne brednie "pod tezę" prokuratora. Zawsze przecież mógł się "pomylić", gdyż archaiczny "test Rorschacha" jest głęboko subiektywny, i ZWYKLE mija się z prawdą o opisywanej osobie, za to dużo więcej mówi o samym Ryszardzie Janczurze i jego własnym popier***eniu (mechanizm "projekcji").
3. Nie ma czegoś takiego, jak "zespół psychiatrów"; jest para dobrych znajomków, których łączy wspólnota interesów i poglądów - pan dr Teleśnicki jest o tyle uczciwym człowiekiem, że w swoich "opiniach sądowo-psychiatrycznych", własne wypowiedzi ogranicza do tego, co stanowi kompetencje psychiatry: czyli do zdrowia psychicznego osoby badanej. Natomiast tę część danej "opinii", która dotyczy osobowości pacjenta - co stanowi kompetencję psychologa - powierza koledze z oddziału szpitalnego Aresztu Śledczego w Krakowie, Ryszardowi Janczurowi. Janczur, sięga po "test Rorschacha" - i wypisuje brednie takie, jakie mu "wynikają z akt sprawy". Oczywiście, jego ofiara nie zna treści tych akt, gdyż czynności w rodzaju "opinia biegłych" wykonuje się na etapie "postępowania przygotowawczego", czyli przed sporządzeniem "aktu oskarżenia" - a zatem osoba oskarżana jeszcze nie może znać ich treści. Wgląd w akta sprawy przysługuje dopiero PO sporządzeniu "aktu oskarżenia". Wtedy już jest za późno, żeby bronić się przed przeróżnymi kłamstwami, zmyśleniami, nieścisłościami itp. pomieszczonymi w aktach "pod tezę" przez oskarżycieli. Rzecz w tym, że owe NIEZNANE oskarżonemu brednie, wypowiadane np. przez byłą żonę, służą takim różnym Janczurom za podstawę wywodzonej przez nich "opinii". To znamienne, że biegli sądowi z Krakowa CAŁKOWICIE bezkrytycznie traktują akt spraw i pomieszczone w nich papierzyska. Vide: np. sprawa pana Bogusława Sobczuka. I cały szereg innych spraw. Proszę zauważyć, że tylko w Krakowie ktoś jest albo "zdrowy" - wtedy reszta Polski, biegli z Warszawy, Gdańska, Opola stwierdzają "chorobę" badanej osoby, albo "ma ograniczoną poczytalność" - wówczas reszta Polski takiego ograniczenia nie widzi. Sam jestem ofiarą Ryszarda Janczura, w całej Polsce jestem "w pełni poczytalny" - tylko w zafajdanym Krakowie "mam ograniczoną" poczytalność. Pewnie od widoku smoczej jamy. To taka dziura, i może się kojarzyć...
4. Dlatego jeszcze dwie sprawy: po pierwsze, stwierdzanie "ograniczonej poczytalności" służy głównie temu, aby daną osobę skutecznie skazać. Krakowscy sędziołkowie, częściowo z własnego przygłupstwa, częściowo z czystego lenistwa, WOLĄ mieć taki komfort, aby w oparciu o "stwierdzoną ograniczoną poczytalność" danej osoby, kwestionować jej wyjaśnienia, wnioski, wszelką argumentację. Po drugie, "test Rorschacha" to kuriozum, i mając na uwadze POWSZECHNĄ niekompetencję, także dziennikarzy, w tej kwestii - uprzejmie informuję, że ww. Rorschach, rzeczywiście, był "szwajcarskim psychiatrą". Sęk w tym, że żył on w latach kiedy "psychiatria" opierała się o lobotomię, o dręczenie chorych, o łańcuchy i zimne kąpiele: a o DNA nikt jeszcze nie słyszał... owszem, do dzisiaj świetnie funkcjonują wróżbici i różni inni odczytywacze "znaków" z fusów i lanego wosku. Ale ja sobie nie życzę, żeby mi jakiś przygłup - jako "biegły" - stawiał karty i horoskop.
Załączam info o sylwetce twórcy testu "plam atramentowych". Proszę uprzytomnić sobie, że nazywanie go "szwajcarskim psychiatrą" to takie same oszustwo intelektualne (manipulacja), jak byłoby nią nazwać szałas w lesie - "ośrodkiem rekreacyjnym".
zapraszam na moją stronę: www.dyslexia.pl
źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Hermann_Rorschach
"Hermann Rorschach (ur. 8 listopada 1884 w Zurychu, zm. 2 kwietnia 1922 w Herisau) - szwajcarski psychiatra i psychoanalityk. Twórca Testu plam atramentowych Rorschacha stosowanego dla celów klinicznych w psychopatologii diagnostycznej. Początkowo chciał poświęcić się sztukom pięknym, ostatecznie zdecydował się jednak na medycynę i przez wiele lat prowadził badania z zakresu psychoanalizy. Był niezłomnym orędownikiem nowatorskich wówczas technik psychoanalitycznych w kręgach medycznych Szwajcarii. W roku 1919 został wiceprezesem Szwajcarskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego. Jego najważniejsze dzieło, "Psychodiagnostyka", ukazało się w 1921 r. Zmarł w wieku 37 lat w wyniku powikłań po wycięciu wyrostka robaczkowego.
W roku 1917 Rorschach zainteresował się pracami Szymana Hensa, który badał wyobraźnię swoich pacjentów, stosując do tego karty z atramentowymi plamami. Rok później zaczął prowadzić własne doświadczenia przy użyciu 15 przypadkowych kleksów atramentu. Utrzymywał, że własne wypowiedzi pacjentów pozwalają mu zdobyć informacje dotyczące zdolności postrzegania, inteligencji oraz spektrum emocjonalnego badanych.
Test Rorschacha opiera się na ludzkiej skłonności do reagowania na różnorodne bodźce - w tym przypadku widok plamy atramentowej - poprzez interpretacje i odczucia. Właściwie przygotowany obserwator jest podobno w stanie ustalić nieuświadomione lub skrywane cechy charakteru i odruchy badanego. Rorschach ogłosił wyniki swoich badań na 300 pacjentach psychiatrycznych i 100 osobach zdrowych w "Psychodiagnostyce". Opracowane przez niego narzędzia są odtąd szeroko stosowane w ocenie i diagnozie psychologicznej.
Nie ustają kontrowersje na temat Testu plam atramentowych Rorschacha. Jego zwolennicy utrzymują, że jest stosunkowo wartościowym narzędziem badawczym, umożliwiającym głęboką ocenę osobowości badanego. Przeciwnicy natomiast zwracają uwagę na jego zawodność".
Rozmowa z Dariuszem Bojnarem:
Podcast część 1
Podcast część 2
Podcast część 3
Podcast część 4