Source: http://szgp.pl/blog/kategoria/spolki-z-o-o/
Timestamp: 2018-01-24 05:13:41
Legal References Found: art. 369
 art. 386
 art. 596
 art. 59
 art. 59
 art. 59
 art. 42
 art. 69
 art. 104
 art. 104
 art. 160

Document Content:
Archiwa: spółki z o.o - Spółki z Górnej Półki
Mandat i kadencja zdaniem Sądu Najwyższego
Mandat i kadencja członków organów w spółkach kapitałowych od lat stanowią zarzewie sporu w doktrynie prawa handlowego. Biorąc pod uwagę, jak ważne jest ustalenie czy dana osoba piastuje funkcję w spółce czy też nie, mnogość lansowanych koncepcji zdecydowanie nie sprzyja pewności obrotu. Nie doczekaliśmy się interwencji ustawodawczej, niemniej trudnego zadania rozsupłania problemu podjął się Sąd Najwyższy.
Z kronikarskiego obowiązku muszę odnotować, że zdarzyło się nam już pisać o kwestii mandatu piastuna organu spółki z o.o. tutaj. W jakiś czas po tym wpisie Sąd Najwyższy podjął uchwałę z dnia 24 listopada 2016 pod sygnaturą III CZP 72/16. Sentencja przedmiotowej uchwały jest stosunkowo lakoniczna i brzmi: „ostatnim pełnym rokiem obrotowym w rozumieniu art. 369 § 4 w związku z art. 386 § 2 k.s.h. jest ostatni rok obrotowy, który rozpoczął się w czasie trwania kadencji członka rady nadzorczej spółki akcyjnej.” Znacznie więcej informacji na temat stanowiska Sądu Najwyższego można wyczytać z uzasadnienia uchwały.
W pierwszej kolejności Sąd Najwyższy wskazał, że należy odróżnić mandat członka organu (rozumiany jako prawo do wykonywania funkcji członka organu) od pojęcia kadencji, która ma znaczenie techniczno-prawne i wyznacza okres, w którym będą wykonywane obowiązki i prawa piastuna organu. Rozróżnienie jest o tyle istotne, że mandat może w dalszym ciągu przysługiwać pomimo upływu kadencji. Nadto Sąd Najwyższy podkreślił, że nie ma racjonalnych powodów do różnicowania wyznaczania chwili upływu kadencji w spółkach kapitałowych. Innymi słowy, wydaje się, że zasady przyjęte przez Sąd Najwyższy należy stosować jednolicie w odniesieniu do spółki z o.o. oraz spółki akcyjnej.
Przechodząc do meritum, zgodnie z wytycznymi Sądu Najwyższego, można przyjąć, że:
Kadencja może zostać określona zarówno w latach kalendarzowych jak i w latach obrotowych. Rozstrzygająca jest tutaj treść umowy spółki/statutu.
Mandat wygasa z odbyciem walnego zgromadzenia/zgromadzenia wspólników zatwierdzającego sprawozdanie finansowe za ostatni pełny rok obrotowy pełnienia funkcji członka organu.
Jeżeli kadencja dłuższa niż rok nie pokrywa się z latami obrotowymi, to czas pełnienia funkcji przedłuża się na okres od upływu kadencji do dnia odbycia walnego zgromadzenia/zgromadzenia wspólników zatwierdzającego sprawozdanie za ostatni pełny rok sprawowania funkcji przez członka.
Wyrażenie „ostatni pełny rok obrotowy pełnienia funkcji” należy odnosić do ostatniego roku obrotowego, który rozpoczął się w czasie trwania kadencji, na jaką członek ten został powołany.
Przykładowo, jeżeli w spółce, której rok obrotowy pokrywa się z rokiem kalendarzowym, mamy do czynienia z trzyletnią kadencją rozpoczynającą się z 31 lipca 2014 r. to taka kadencja zakończy się 31 lipca 2017 r. Niemniej jednak, mandat członka organu będzie trwał aż do przeprowadzenia zwyczajnego walnego zgromadzenia/zgromadzenia wspólników zatwierdzającego sprawozdanie finansowe za rok 2017 r. Wynika to z faktu, iż rok obrotowy od 01.01.2017 do 31.12.2017 jest ostatnim rokiem obrotowym, który rozpoczął się w trakcie trwania kadencji.
W rezultacie Sąd Najwyższy przychylił się do tzw. koncepcji prologancyjnej, na mocy której mandat członka organu zasadniczo będzie zawsze trwał dłużej niż wynosi okres kadencji. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby członek organu został wcześniej odwołany.
Z brzmieniem uchwały można zapoznać się tutaj.
Pierwokup akcji lub udziałów
biuro zarządu, spółki z o.o, strefa wspólnika
Pewnym standardem w statutach, umowach spółek jak i w różnego rodzaju umowach inwestycyjnych stały się klauzule ograniczające obrót udziałami/akcjami. Ich celem jest ochrona trwałości inwestycji w spółkę oraz zabezpieczenie się przed wrogim przejęciem. Jednym z najbardziej popularnych rozwiązań jest pierwokup. Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę z jakich środków prawnych możemy skorzystać przy egzekwowaniu prawa pierwokupu.
Pierwokup, zgodnie z założeniami przyjętymi w art. 596 i następnych kodeksu cywilnego, polega na zastrzeżeniu pierwszeństwa kupna oznaczonej rzeczy na wypadek, gdyby właściciel chciał dokonać sprzedaży na rzecz osoby trzeciej. Przykładowo: prawo pierwokupu samochodu umożliwia odkupienie tego samochodu w przypadku, gdyby jego właściciel miał zamiar dokonać sprzedaży komu innemu. Wykonanie prawa pierwokupu wymaga zachowania pewnej kolejności działania. Właściciel rzeczy obciążonej prawem pierwokupu, noszący się z zamiarem jej sprzedaży osobie trzeciej, powinien zawrzeć z tą osobą umowę sprzedaży pod warunkiem, że osoba uprawniona z prawa pierwokupu z niego nie skorzysta. Następnie, właściciel zawiadamia uprawnionego z prawa pierwokupu o zawartej umowie warunkowej oraz informuje go o możliwości wykonania prawa pierwokupu. W razie złożenia oświadczenia o wykonaniu prawa pierwokupu, między właścicielem a uprawnionym z prawa pierwokupu dochodzi do skutku umowa o takiej treści jak umowa warunkowa. Innymi słowy można przyjąć, że uprawniony z prawa pierwokupu „przejmuje” umowę sprzedaży. Natomiast jeżeli osoba uprawniona nie skorzysta z prawa pierwokupu w ustalonym terminie, wówczas umowa dochodzi do skutku między właścicielem a pierwotnym nabywcą. W analogiczny sposób działa pierwokup zastrzeżony wobec akcji lub udziałów w spółce.
Co jednak jeżeli właściciel postąpi nielojalnie i zawrze umowę bezwarunkową? W pierwszej kolejności uprawnionemu z prawa pierwokupu przysługuje prawo do odszkodowania (art. 599 § 1 kodeksu cywilnego). Niemniej już samo udowodnienie wysokości szkody w przypadku naruszenia prawa pierwokupu może nastręczać trudności. Nadto, w doktrynie raczej przyjmuje się, iż zakres odszkodowania obejmuje jedynie tzw. ujemny interes umowny. Oznacza to, że odszkodowanie dotyczy wyłącznie rekompensaty strat poniesionych w związku z nie zawarciem pożądanej umowy. Do takich strat można zaliczyć koszty zawarcia umowy pierwokupu, a także w pewnym zakresie zbędne wydatki i nakłady poniesione w związku z tym, że liczyło się na nabycie przedmiotu pierwokupu. Z uwagi na powyższe ograniczenia, roszczenie odszkodowawcze zwykle nie będzie satysfakcjonujące. Alternatywnym rozwiązaniem jest zastrzeżenie kary umownej w określonej wysokości na wypadek, gdyby pierwokup został naruszony. Kara umowna jest swoistym środkiem dyscyplinującym, który umożliwia dochodzenie zapłaty z góry określonej sumy niezależnie od poniesionej szkody (nawet, gdy szkody w ogóle nie ma). Sęk w tym, że kara umowna musi zostać zastrzeżona w umowie ustanawiającej pierwokup, o czym nie zawsze się pamięta. Nie wspominam już o tym, że negocjowanie wysokości kar umownych zwykle jest procesem trudnym i budzącym wrogość po drugiej stronie stołu.
Istnieje jednak jeszcze trzecia, ciekawa droga do zabezpieczenia zastrzeżonego prawa pierwokupu. Kodeks cywilny przewiduje instytucję bezskuteczności względnej tzw. ius ad rem. Artykuł 59 kodeksu cywilnego stanowi, że w razie zawarcia umowy, której wykonanie czyni całkowicie lub częściowo niemożliwym zadośćuczynienie roszczeniu osoby trzeciej, osoba ta może żądać uznania umowy za bezskuteczną w stosunku do niej, jeżeli strony o jej roszczeniu wiedziały albo jeżeli umowa była nieodpłatna. Pozornie wydaje się, iż ten przepis nie będzie do końca pomocny przy naruszeniu prawa pierwokupu, bowiem nawet jeżeli sąd uzna nielojalną sprzedaż za bezskuteczną, to jaką korzyść z tego będzie miał uprawniony z pierwokupu? Otóż Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 10 października 2008 r. (sygn. Akt II CSK 221/08) przyjął niezwykle ciekawą interpretację art. 59 kodeksu cywilnego w kontekście prawa pierwokupu. Sąd uznał, że umowa sprzedaży zawarta wbrew prawu pierwokupu jako umowa bezwarunkowa, może zostać w trybie art. 59 kodeksu cywilnego uznana za zawartą pod warunkiem, że uprawniony z prawa pierwokupu nie skorzysta z niego w przewidzianym terminie. Innymi słowy, mimo iż właściciel rzeczy lub prawa obciążonego pierwokupem dokonał bezwarunkowej sprzedaży, na mocy wyroku sądu taka sprzedaż może zostać potraktowana jako warunkowa. W efekcie osoba uprawniona z prawa pierwokupu będzie mogła po uprawomocnieniu się wyroku złożyć oświadczenie o skorzystaniu z prawa pierwokupu i nabyć rzecz lub prawo obciążone prawem pierwokupu.
Cytowane orzeczenie Sądu Najwyższego co prawda dotyczyło sprzedaży nieruchomości i zostało skrytykowane przez glosatorów niemniej wydaje się, że można je potraktować jako ogólną wskazówkę co do sposobu rozumienia art. 59 kodeksu cywilnego w kontekście wszelkiego rodzaju klauzul pierwokupu. Powyższe rozwiązanie to poważna furtka umożliwiająca egzekwowanie prawa pierwokupu udziałów lub akcji w spółce nawet, jeżeli nie zabezpieczono się innymi środkami (np. karą umowną). Zachęcam do zapoznania się z orzeczeniem tutaj.
Prosta Spółka Akcyjna – proste rozwiązanie trudnych problemów?
Od jakiegoś czasu wśród projektów Ministerstwa Rozwoju figuruje zarys koncepcji prostej spółki akcyjnej. Koncepcja opiera się na wprowadzeniu nowego typu spółki do polskiej regulacji prawnej, z założenia przeznaczonej dla startupów, tj. firm innowacyjnych, działających najczęściej w obszarze nowych technologii. Zdaniem twórców projektu prosta spółka akcyjna (PSA), bo tak ma się nazywać nowa forma prawna, będzie wypełniać lukę pomiędzy spółką z o.o. a obecnie istniejącą spółką akcyjną. Projekt konkretnych rozwiązań jeszcze się nie pojawił, niemniej myślę, że najwyższy czas przyjrzeć się założeniom przyjętym przez pomysłodawców. W ramach dzisiejszego wpisu zastanowimy się nad zasadami budowy kapitału PSA.
Podstawową cechą różnicującą PSA od innych spółek kapitałowych ma być elastyczność struktury majątkowej. Po pierwsze, prosta spółka akcyjna, obok tradycyjnego kapitału zakładowego, będzie miała możliwość utworzenia odrębnego kapitału podstawowego, który nie podlegałby takim zasadom związania środków, jakie występują w przypadku kapitału zakładowego. Nadto w PSA będą mogły funkcjonować różnorodne akcje wydawane także za pracę lub wkład intelektualny, który nie jest jeszcze na tyle skonkretyzowany, aby można było mówić o istnieniu zbywalnego prawa własności intelektualnej podlegającego rynkowej wycenie. Twórcy projektu rozważają także zmniejszenie minimalnego poziomu zaangażowania kapitałowego (które w spółce akcyjnej wynosi 100.000,00 zł) poprzez wprowadzenie możliwości niepełnego pokrycia kapitału zakładowego lub też obniżenia minimalnego kapitału zakładowego do 1 zł.
Drugą istotną różnicą w stosunku do spółki akcyjnej jest wprowadzenie kilku kategorii akcji w PSA. Prosta spółka akcyjna będzie bowiem mogła emitować akcje:
inwentorskie – przeznaczone dla założycieli w zamian za pracę i wnoszoną własność intelektualną;
inwestorskie – obejmowane w zamian za wkłady pieniężne lub aporty, przy możliwości uprzywilejowania w zakresie udziału w funduszu likwidacyjnym spółki;
pracownicze – przyznawane pracownikom na mniej rygorystycznych zasadach niż obecnie ma to miejsce w spółkach akcyjnych;
doradcze – obejmowane w zamian za usługi doradcze świadczone na rzecz spółki.
Powyższe propozycje zmierzają przede wszystkim do ograniczenia „namacalności” wnoszonego do spółki kapitału, co stanowi odejście od funkcji zabezpieczającej kapitału zakładowego. Osobiście uważam, że taki kierunek zmian jest wyrazem uczciwości prawodawcy wobec kontrahentów spółek kapitałowych. Należy bowiem mieć świadomość tego, że kapitał zakładowy spółki w dzisiejszych czasach nie może być traktowany jako jakakolwiek gwarancja stanu majątkowego spółki. Zarówno spółka z o.o., jak i spółka akcyjna mogą generalnie spożytkować cały kapitał zakładowy na bieżącą działalność i jest on co najwyżej wyznacznikiem początkowego poziomu majątku spółki. Żaden rozsądny kontrahent spółki nie powinien kierować się poziomem kapitału zakładowego przy ocenie jej wypłacalności.
Skoro nie zabezpieczenie wierzycieli, to jaką funkcję ma kapitał zakładowy? Ano zasadniczo służy on określeniu zakresu uprawnień poszczególnych wspólników w spółce. Każda akcja odpowiada cząstce kapitału zakładowego, a więc im więcej kapitału się wniosło, tym więcej posiada się uprawnień. Niemniej skoro mówimy o relacjach pomiędzy akcjonariuszami, to dlaczego nie pozostawić tego zagadnienia swobodzie umów? Wydaje się, że właśnie w tym kierunku chcą podążyć pomysłodawcy założeń nowelizacji, zwiększając uprawnienia w kształtowaniu zasad obejmowania akcji w PSA.
Jednocześnie uważam, że należy rozważyć wprowadzenie innych, skuteczniejszych niż kapitał zakładowy instytucji zabezpieczania interesów wierzycieli spółki. Autorzy koncepcji proponują dwa rozwiązania:
test wypłacalności polegający na tym, że zarząd byłby zobowiązany do badania w związku z każdą wypłatą na rzecz wspólników pod tytułem korporacyjnym, czy mimo dokonania wypłaty w ciągu roku spółka nie utraci możliwości regulowania wymagalnych zobowiązań, oraz
rezerwę na pokrycie przyszłych strat: obowiązkowy kapitał zapasowy, na który musi być przeznaczane co najmniej 10% zysku za dany rok obrotowy, do czasu aż kapitał ten osiągnie określoną wysokość.
Oba proponowane rozwiązania trudno ocenić, nie znając konkretnych rozwiązań ustawowych. Należy sobie zdawać sprawę, że jeśli instytucje te mają realnie zabezpieczać wierzycieli – sankcją za ich naruszenie nie może być jedynie odpowiedzialność odszkodowawcza zarządu wobec samej spółki.
W mojej ocenie rozwiązania w zakresie struktury kapitałowej PSA powinny stanowić przyczynek do szerszej debaty nad zmianami systemowymi wszystkich spółek kapitałowych, w szczególności w kontekście iluzoryczności funkcji zabezpieczającej kapitału zakładowego. Obawiam się jednak, że w tym zakresie do rewolucyjnej zmiany nie dojdzie. Wystarczy przypomnieć sobie bardzo zbliżony pomysł reformy prawa spółek lansowany w 2014 roku, który spalił w całości na panewce (pisaliśmy o nim tutaj). Zobaczymy, czy i tym razem kierunek debaty publicznej będzie podobny.
Zapraszam wszystkich do zapoznania się z koncepcją PSA pod tym adresem.
Spółka bez zarządu – czy da się ją pozwać?
Czy spółka bez zarządu może uczestniczyć w postępowaniu sądowym? Zarówno spółka z o.o., jak i spółka akcyjna powinny mieć zarząd. W obu tych przypadkach jest to podstawowy organ spółki, który zajmuje się prowadzeniem jej spraw oraz reprezentowaniem spółki wobec osób trzecich. Co się jednak dzieje w przypadku, gdy spółka z o.o. bądź akcyjna jest nam winna pieniądze, a jej zarząd nie został obsadzony? Czy możemy w takim wypadku skutecznie pozwać spółkę do sądu
Brak organu uprawnionego do reprezentacji spółki pozwanej jest przeszkodą procesową, która uniemożliwia prowadzenie postępowania sądowego. W razie wystąpienia braków w zarządzie sąd wezwie powoda do ich uzupełnienia i wyznaczy mu w tym celu termin. Zapytacie pewnie, w jaki sposób powód ma uzupełnić braki w zarządzie zupełnie obcej mu spółki? Otóż pewne możliwości ma, aczkolwiek czeka go w tym celu długa droga.
Osoba, która pozywa spółkę bez zarządu (nazwijmy ją spółką „bezzarządową”), powinna wystąpić do sądu rejestrowego (KRS), w którego okręgu znajduje się siedziba pozywanej spółki, z wnioskiem o wyznaczenie kuratora w trybie art. 42 kodeksu cywilnego. Niemniej jednak samo ustanowienie takiego kuratora przez sąd nie umożliwia jeszcze prowadzenia sprawy przeciwko porzuconej spółce. Kurator bowiem ma uprawnienie (i obowiązek) jedynie do dwóch rzeczy: podjęcia działań w kierunku powołania nowego zarządu, a w razie niepowodzenia – do uruchomienia procedury likwidacji spółki. Kurator sam nie może powołać zarządu spółki. Jedynie co może podjąć w tym celu, to zwołać organ spółki uprawniony do powołania zarządu, tj. zgromadzenie wspólników/walne zgromadzenie lub radę nadzorczą (w zależności od tego, komu kompetencje do powoływania zarządu zostały przyznane). Kurator nie może przymusić w żaden sposób organów uprawnionych do powoływania zarządu, więc starania kuratora mogą bardzo łatwo spełznąć na niczym.
W razie niepowodzenia w powołaniu nowego zarządu kurator jest uprawniony do wystąpienia z wnioskiem do sądu rejestrowego o rozwiązanie porzuconej spółki (tak rozstrzygnął Sąd Najwyższy w uchwale z 8 marca 2012 r. – III CZP 95/11). Dopiero sąd rejestrowy, orzekając o likwidacji spółki bezzarządowej, wyznaczy jej likwidatora, który posiadając kompetencje analogiczne do zarządu spółki, będzie mógł reprezentować porzuconą spółkę jako pozwaną.
Jak widać powyżej, pozwanie spółki z nieobsadzonymi organami wiąże się z koniecznością przeprowadzenia dwóch dodatkowych postępowań przed sądem rejestrowym, które w dużej mierze toczyć się będą z inicjatywy wierzyciela próbującego dochodzić swoich roszczeń. Taka procedura znacznie wydłuża proces sądowy i zdecydowanie zmniejsza szanse na skuteczną egzekucję. Co więcej, trudności w doprowadzeniu powództwa do szczęśliwego końca mogą nawet w praktyce uniemożliwić odpisanie nieściągalnej wierzytelności w koszty podatkowe czy skorzystanie z ulgi na złe długi. Na domiar złego orzecznictwo nie jest jednolite co do tego, czy spółka bez zarządu może działać w procesie, jeśli ma prokurenta lub pełnomocnika (por. orzeczenie Sądu Najwyższego z 16 czerwca 2016 – V CZ 26/16 i orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 12 kwietnia 2016 – III AUa 1937/15).
Pewnym światełkiem w tunelu na tę chwilę jest art. 69 kodeksu postępowania cywilnego, który pozwala ustanowić kuratora uprawnionego do reprezentowania bezzarządowej spółki na potrzeby konkretnego procesu. Niemniej zastosowanie tego przepisu dotyczy jedynie czynności, które należy podjąć bezzwłocznie. Przykładem takich czynności może być zabezpieczenie majątku pozwanej spółki lub zabezpieczenie dowodów. Przy dalszych krokach musimy niestety wyczerpać procedurę opisaną wyżej.
Pytanie, czy stan prawny, który stawia tak duże problemy przed wierzycielem próbującym dojść swoich należności od spółki, której członkowie zarządu „zdezerterowali”, jest sprawiedliwy? Wydaje się, że w tym temacie potrzebna jest interwencja ustawodawcy.>
Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa czy sp. z o.o. sp. k.?
przedsiębiorstwo, spółki z o.o
Popularność na rynku formy prowadzenia działalności gospodarczej w postaci spółki komandytowej, której komplementariuszem jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością (tzw. spółka z o.o. spółka komandytowa), zrodziła bardzo prozaiczny, ale w praktyce niebagatelny problem – jakiego skrótu nazwy wolno używać? Czy dopuszczalny jest dopisek sp. z o.o. sp. k., czy też trzeba się posługiwać co najmniej określeniem spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp. k.? Powyższe pytanie zada sobie pewnie niejeden przedsiębiorca chociażby przy zamawianiu pieczątek firmowych.
Zacznijmy jednak od krótkiego przybliżenia, czym jest tzw. spółka z o.o. spółka komandytowa. Konstrukcja spółki z o.o. spółki komandytowej opiera się na istnieniu dwóch podmiotów – spółki komandytowej oraz spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Zasadniczy majątek służący prowadzeniu działalności gospodarczej stanowi własności spółki komandytowej. Komandytariuszami spółki komandytowej są najczęściej osoby fizyczne, które czerpią gros zysków z biznesu prowadzonego przez spółkę komandytową. Natomiast komplementariuszem spółki komandytowej jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Powyższe skomplikowane rozwiązanie prawne stanowi podatkowo optymalną konstrukcję zapewniającą ograniczoną odpowiedzialność osób fizycznych za długi związane z prowadzoną działalnością gospodarczą.
Zgodnie z art. 104 § 3 Kodeksu spółek handlowych firma spółki komandytowej, której komplementariuszem jest osoba prawna, powinna zawierać pełne brzmienie firmy tej osoby prawnej oraz dopisek „spółka komandytowa”. Dla wyjaśnienia, prawne rozumienie pojęcia „firma” jest zgoła odmienne od potocznego. Firma w przepisach prawa oznacza bowiem nic innego jak nazwę danego podmiotu. Reasumując, jeżeli mamy do czynienia ze spółką komandytową, której komplementariuszem jest spółka o nazwie: Kogucik spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, wówczas pełna nazwa spółki komandytowej powinna brzmieć – Kogucik spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa.
Powyższa, pełna nazwa spółki komandytowej jest dosyć długa i toporna – pytanie wobec tego, jak możemy ją skracać? Wedle art. 104 § 2 Kodeksu spółek handlowych spółka komandytowa może używać w obrocie skrótu „sp. k.”. W związku z powyższym, literalnie czytając przepisy, nasza przykładowa spółka mogłaby używać skrótu: Kogucik spółka z ograniczoną odpowiedzialnością sp. k. W dalszym ciągu długo i topornie…
Z pomocą jednak przyszedł Sąd Apelacyjny w Poznaniu, który w uzasadnieniu wyroku z dnia 12 października 2016 r. (sygn. akt III AUa 2315/15) stwierdził, że postanowienia dotyczące skrótów nazw spółek należy czytać łącznie. Zgodnie ze stanowiskiem sądu skoro spółka z ograniczoną odpowiedzialnością może stosownie do art. 160 § 2 Kodeksu spółek handlowych posługiwać się skrótem „sp. z o.o.” albo „Spółka z o.o.”, a spółka komandytowa może używać skrótu „sp. k.”, to spółka komandytowa, której komplementariuszem jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, może posługiwać się skrótem „sp. z o.o. sp. k.”. Przy powyższym rozumieniu przepisów nasza przykładowa spółka mogłaby w obrocie posługiwać się skróconą nazwą Kogucik sp. z o.o. sp. k. W mojej ocenie stanowisko Sądu Apelacyjnego w Poznaniu jest rozsądne i pozwala na ograniczenie przesadnie rozbudowanych nazw spółek z ograniczoną odpowiedzialnością spółek komandytowych, które na rynku stają się coraz popularniejsze. Orzeczenie można przeczytać tutaj: http://orzeczenia.poznan.sa.gov.pl/content/$N/153500000001521_III_AUa_002315_2015_Uz_2016-10-12_001
Umowa pomiędzy spółką z ograniczoną odpowiedzialnością a jej członkiem zarządu
wtorek, 03 Listopad, 2015
O tym, jak zawierać umowy ze spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, pisałem już w jednym z poprzednich wpisów. Wpis ten dotyczył ogólnych zasad, których należy przestrzegać w sytuacji, gdy ze spółką umowę zawiera osoba trzecia – kontrahent handlowy. Inne zasady będą jednak obowiązywać w sytuacji, gdy umowę ze spółką z o.o. będzie zawierał jej członek zarządu. O tym, w jaki sposób członek zarządu spółki może z nią skutecznie zawrzeć umowę, przeczytacie w moim dzisiejszym wpisie.
Szkolenie – KSH w praktyce
środa, 07 Styczeń, 2015
biuro zarządu, dziennikarz, przedsiębiorstwo, spółki z o.o
Serdecznie zapraszam na szkolenie Kodeks Spółek Handlowych w praktyce.