Source: https://kurierbytowski.com.pl/artykul/rolnicy-ida-do-sadu-z-mysliwymi/659228
Timestamp: 2019-10-15 10:00:10
Legal References Found: Art. 2
 Art. 13
 art. 15
 art. 13
 art. 2
 art. 11
 art. 46
 art. 15
 Art. 35

Document Content:
Rolnicy idą do sądu z myśliwymi Bytów | kurierbytowski.com.pl
KurierBytowski.pl 16/07/2015 08:00
Coraz więcej rolników nie zgadza się z wysokością odszkodowań wyszacowanych przez koła łowieckie za straty wyrządzone przez dziką zwierzynę. O rekompensaty skutecznie walczą przed sądem.
Coraz zasobniejsze w zwierzynę lasy Ziemi Bytowskiej są udręką dla rolników. Dziki i jelenie pustoszą plantacje ziemniaków i kukurydzy, buchtują łąki i zboża. Straty w uprawach często sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych. Jednak rolnicy twierdzą, że koła łowieckie, chcąc ograniczyć swoje koszty, zaniżają szkody i wysokość odszkodowań, które same ustalają. - Wypłacają jedynie część poniesionych kosztów, nie mówiąc już o utraconych zyskach ze sprzedaży płodów rolnych - mówi rolnik z gminy Tuchomie, któremu zwierzyna stratowała 10 ha łubinu. - Wydałem kilka tys. zł na nasiona traw i obróbkę 5 ha. Dla wygodnego koszenia pole dokładnie zbronowałem i zwałowałem. Wszystko poszło na marne, bo od wczesnej wiosny dziki większość uprawy zbuchtowały. Głębokie doły uniemożliwiały wykoszenie - mówi rolnik z gminy Studzienice. Z kolei o tej porze roku plagą są dziki na kartofliskach. - Musiałem kupić sadzonki, nie mówiąc już o paliwie, środkach ochrony roślin i mojej pracy. Tymczasem rok temu za pół hektara zniszczonych ziemniaków dostałem 500 zł. Dopiero po mediacjach w Urzędzie Gminy dołożyli 250 zł. Sadzę ziemniaki aby je sprzedać z zyskiem i mieć na opłaty. W tym roku sytuacja się powtarza. Dziki znowu niszczą uprawę - mówi Marian Cichosz z Jamna, przyznając, że jako jedyny w okolicy nie grodzi swoich ziemniaków. - Równie dobrze myśliwi mogliby grodzić lasy, aby zwierzyna z nich nie wychodziła. Pole, na którym myśliwi powinni sadzić ziemniaki i siać zboże, żeby odciągnąć zwierzynę od rolniczych upraw zarasta trawą - dodaje M. Cichosz.
Ze wsparcia swoich urzędów gmin w mediacjach o wysokość odszkodowań korzysta niewielu rolników. - W ub.r. wójt spotykał się z przedstawicielami kół łowieckich i rozmawiał o przypadkach, w których pojawiała się rozbieżność co do wysokości odszkodowań za szkody. W tym roku na razie żaden rolnik się do nas nie zgłosił - mówi Anna Kubiak, sekretarz Urzędu Gminy w Parchowie. Jeszcze mniejsze zainteresowanie mediacjami jest na Gochach. - Też mam gospodarstwo rolne i czasami zdarzyło się napisać wniosek o odszkodowanie i wiem, że rolnicy najczęściej dogadują się z myśliwymi. Rzadko korzystają z możliwości mediacji w naszym urzędzie. Z tego co pamiętam od 2011 r. była jedna taka sprawa. Chociaż często odszkodowanie jest niże od rzeczywistych strat, rolnicy nie chcą włóczyć się po sądach - mówi Tomasz Łącki, sekretarz Urzędu Gminy w Lipnicy.
Z takiego założenia wychodzi większość gospodarzy na Ziemi Bytowskiej. Tylko niektórzy, o ich zdaniem sprawiedliwe odszkodowanie, walczą przed sądem i to skutecznie. - Żyję z tego co urośnie na polu, a potem sprzedam. Tymczasem koła łowieckie bardzo różnie do tego podchodzą - mówi Mirosław Krause z Wierszyna. Swoje kilkadziesiąt hektarów obsiewa głównie zbożem. Co roku na kilku sadzi też ziemniaki. - Można powiedzieć, że to jeden z głównych dochodów mojego gospodarstwa, dlatego aby plon był jak najwyższy, stosuję nowe, plenne odmiany i rygorystycznie przestrzegam wszystkich zasad agrotechnicznych. Koszty są wyższe, ale efektem są zbiory w wysokości ponad 40 t z ha. Tymczasem powszechną praktyką jest, że przedstawiciele kół łowieckich, którzy przychodzą szacować straty, zaniżają wydajność do 18 t z ha - mówi M. Krause.
Po zgłoszeniu strat myśliwi mają 7 dni na ich oszacowanie. - W tym czasie zawsze przygotowuję się do spotkania z przedstawicielami kół, mierząc zniszczone przez dziki i jelenie kawałki pola, określając procent zniszczenia. Później sprawdzam też wydajność z 1 ha wykopując próbki z różnych części parceli. W ten sposób jestem w stanie bardzo dokładnie przewidzieć plon. Przygotowuję skrupulatne wyliczenie, z którego wiadomo nawet, że na 1 ha rośnie 47 tys. krzaków. Zawsze mówię że nie domagam się od kogoś pieniędzy, tylko tego, co mi się należy za szkody. Aby dojść do kompromisu zaniżam kwoty wynikające z moich obliczeń - mówi M. Krause. Rolnik z Wierszyna twierdzi, że oprócz powierzchni strat z przedstawicielami kół łowieckich warto negocjować też cenę. - Kiedyś zaproponowano mi 35 gr za 1 kg. Jeden z myśliwych powiedział nawet, że za tyle można je kupić w marketach. Pojechałem więc i w każdym z bytowskich dużych sklepów kupiłem po 1 kg. Okazało się, że musiałem za nie zapłacić od 72 gr do blisko 80 gr. Paragony ze sklepów były jednym z argumentów w mediacjach. Chociaż zgodziłem się na 60 gr, do porozumienia nie doszło i sprawa trafiła do sądu. Myśliwi twierdzili, że takiej ceny i tak nigdy nie dostanę. Stało się jednak inaczej. Chociaż sąd próbował doprowadzić do ugody, przedstawiciele koła stwierdzili, że nie mogą zapłacić mi więcej, bo w ten sposób skrzywdziliby pozostałych rolników, którym zapłacili po 35 gr za 1 kg. Jednym z argumentów, który przekonał sąd, był biuletyn informacyjny z aktualnymi cenami płodów rolnych. Ziemniaki kosztowały tam od 80 gr do ponad 1 zł, dlatego uznał, że 60 gr nie jest ceną wygórowaną i myśliwi musieli dopłacić do odszkodowania - mówi M. Krause. Rolnik już kilka razy spotykał się w sądzie z zarządcami łowisk. - Moje pola są położone na terenie łowisk trzech kół łowieckich i wiem, że najważniejsza jest współpraca rolnika z myśliwymi. Jeżeli koła przekazują mi cały sprzęt do ogrodzenia uprawy, słupki, elektryzator i siatkę przeciw dzikom, ze swojej strony zobowiązuję się do wygrodzenia pola, później codziennie naprawiam ogrodzenie. Tylko w ten sposób można ograniczyć straty - mówi rolnik z Wierszyna. - Kiedyś jedno z kół postanowiło zaoszczędzić na ogrodzeniu. Trzech myśliwych powiedziało, że upilnuje moich ziemniaków. Aby nie wchodzić pod lufę nie pojawiałem się nawet na polu. Potem koło musiało mi wypłacić ponad 18 tys. zł odszkodowania - mówi M. Krause, który chwali sobie współpracę z kołami „Bielsko” i „Ryś”. - Gorzej się dogadać z kołem „Żuraw”, które nie dało nawet jednego słupka do ogrodzenia, a odszkodowania za duże straty w uprawach chce zaniżać - mówi M. Krause.
Prezentujemy też stanowisko myśliwych, które przedstawił Stanisław Płuciennik:
Niesmaczny dyktat
Ostatnio coraz częściej podnoszony jest przez rolników problem wysokości wypłacanych im odszkodowań łowieckich za szkody wyrządzone przez zwierzynę łowną w ich uprawach rolnych. Pamiętam czasy, kiedy szacowaniem takich szkód zajmowała się służba leśna. Odszkodowania rolnikom indywidualnym wypłacał z kolei Skarb Państwa. Kwotowa wysokość odszkodowań nie była pełna, gdyż nie szacowano szkód wyrządzonych w uprawach gospodarstw państwowych. Gospodarstwa były państwowe i zwierzyna była państwowa.
Problem wysokości odszkodowań wypłacanych rolnikom za szkody wyrządzone w ich uprawach na dobre zaczął się na początku lat 90. ubiegłego wieku, gdy wprowadzono gospodarkę rynkową, a kosztami odszkodowań w całości obciążono koła łowieckie, czyli myśliwych. Również tym organizacjom powierzono obowiązek szacowania wielkości szkód. Rolnikom chodzi głównie o te, których sprawcami są dziki. Obwiniają oni koła łowieckie o to, że podczas szacowania zaniżają wielkość tych szkód, co powoduje obniżenie kwoty odszkodowania. Gdy PGR-y i SKR-y zmieniły status państwowy na prywatny zwiększyły tym samym powierzchnię podlegającą odszkodowaniom łowieckim. To zwiększyło wydatki z kasy państwowej. W ferworze przemian społeczno-gospodarczych ktoś niezorientowany o niezagłębiający się w temat wpadł na pomysł, że skoro myśliwi pozyskują zwierzynę, to niech w całości płaca odszkodowania łowieckie. Myśliwi w obawie przed likwidacją Polskiego Związku Łowieckiego - tak jak innych podmiotów gospodarczych - w milczeniu wzięli ten olbrzymi ciężar na siebie broniąc w ten sposób kilkudziesięcioletniego dorobku PZŁ i ogólnonarodowego dobra przed sprywatyzowaniem.
Art. 2 ustawy z 13.10.1995 r. Prawo Łowieckie mówi że: „Zwierzęta łowne w stanie wolnym jako dobro ogólnonarodowe stanowią własność Skarby Państwa”. Co mocno podkreślam! Art. 13 tejże ustawy mówi że „Dzierżawcy i zarządcy obwodów łowieckich obowiązani są dokarmiać zwierzynę, zwłaszcza w okresach występowania niedostatku żeru naturalnego oraz wówczas, gdy w sposób istotny może to wpłynąć na zmniejszenie szkód wyrządzanych przez zwierzynę w uprawach i płodach rolnych oraz w gospodarce leśnej”. A art. 15 mówi: „Zwierzyna pozyskana w obwodzie łowieckim zgodnie z przepisami prawa stanowi własność dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego, a na terenach niewchodzących w skład obwodów łowieckich - własność Skarbu Państwa”.
W związku z przytoczonym art. 13 myśliwi w zamian za możliwość polowania mają m.in. obowiązek dokarmiać, czyli utrzymywać nie tylko „swoją”, ale i cudzą zwierzynę. Jak mówi art. 2 cytowanej ustawy własność Skarbu Państwa. Na czym to polega? Załóżmy, że w obwodzie łowieckim stado podstawowe dzików wynosi 90 sztuk. W tym jest 30 loch, 20 odyńców, a reszta 40 sztuk to warchlaki, przelatki i wycinki. Zakłada się, że każda locha po wyproszeniu siędaje średnio 5 młodych. W pewnym więc momencie w łowisku znajduje się 240 dzików. Myśliwi w ciągu roku gospodarczego, który w PZŁ trwa 0d 1.04. do 31.03 następnego roku w sposób sukcesywny dokonują odstrzału dzików proporcjonalnie w poszczególnych grupach wiekowych, tj. 150 sztuk bez prawa naruszenia liczebności stada podstawowego czyli tych 90 sztuk. Do tego zobowiązuje myśliwych art. 11 ust. 2 pkt 7 ustawy Prawo Łowieckie, który mówi, że gospodarowanie populacjami zwierzyny wymaga w szczególności utrzymywanie struktury wiekowej i płciowej oraz liczebności populacji zwierzyny właściwych dla zapewnienia równowagi ekosystemów... Podkreślam, że szkody w uprawach nie wyrządza zwierzyna ubita tylko żywa i w dodatku objęta długą w ciągu roku okresową ochroną. I tak na okres ochronny loch prośnych i wyproszonych trwa do 16.01. do 14.05. (nie tak dawno do połowy sierpnia), a pozostałe dziki przez cały marzec. Jeleni byków nie wolno strzelać od 1.03. do 20.08., łań od połowy stycznia do końca września, jeleni i cieląt od początku marca do końca września. Saren kóz i koźląt, jeleni sika (byków, łań i cieląt) oraz danieli (łań i cieląt) od połowy stycznia do końca września, a danieli byków od początku lutego do końca września. To okres wiosenno-letni, w którym zwierzyna wyrządza w uprawach największe szkody. Myśliwi w tym okresie nie mają prawa dokonywać odstrzału, ale za wyrządzone szkody rolnikom płacić muszą odszkodowania. Obowiązek ten zawarty jest w art. 46 ustawy, który w skrócie mówi, że koło łowieckie jest obowiązane do wynagradzania szkód wyrządzonych w uprawach i płodach rolnych przez dziki, łosie, jelenie, daniele i sarny. Zgodnie z art. 15 ustawy zwierzyna ubita w obwodzie łowieckim jest własnością koła, a nie myśliwego. Ten każdą ubitą przez siebie sztukę (oprócz samców zwierzyny płowej) , może wziąć na użytek własny, ale nie za darmo czy po cenie preferencyjnej. Musi ją kupić od koła łowieckiego po cenie jaką kołu płaci punkt skupu dziczyzny.
Rolnicy podnoszą zarzut, że szacujący szkody myśliwi zaniżają ich wielkość, aby wypłacać im mniejsze odszkodowania. Być może lub na pewno tak jest. Ale jeżeli ktoś zapozna się z całą ustawa Prawo Łowieckie to zauważy jak dużymi obciążeniami finansowymi obarczono myśliwych i PZŁ. Wypłacanie rekompensat rolnikom jest dla nich największym obciążeniem finansowym. Obarczanie tym w całości kół jest dużym nieporozumieniem Niesmacznym dyktatem władzy państwowej z pozycji siły. Myśliwi płacą nie za siebie, tylko w większej mierze za faktycznego właściciela, tj. Skarb Państwa. Rolnicy słusznie domagają się adekwatnych odszkodowań. Ostatnio wiedza i świadomość rolników w tym zakresie się zmienia i swoje żądania kierują we właściwą stronę.
Z jakich źródeł na te obowiązki czerpią środki finansowe koła łowieckie? Art. 35 ust. 1 ustawy mówi: „Działalność PZŁ jest finansowana z funduszy własnych, wpisowego, składek członkowskich, zapisów i darowizn oraz dochodów z działalności gospodarczej”. Pomijam finanse pochodzące z wpisowego i składek, gdyż to środki z prywatnych kieszeni. O zapisach i darowiznach na rzecz kół nie słyszałem. Natomiast jakie są dochody z działalności gospodarczej? Obecnie za kilogram wypatroszonej tuszy dzika skupy płacą 4 zł. Zgodnie z zasadami gospodarki łowieckiej najwięcej strzela się dzików młodych o wadze od 20 do 50 kg, których jest najwięcej i które wyrządzają większość szkód w uprawach. Łatwo więc policzyć jaki jest dochód z tego tytułu. Za uzyskane pieniądze z tych wszystkich źródeł przez cały rok dokarmia się zwierzynę, uprawia poletka, kupuje sprzęt i środki służące ochronie upraw oraz wypłaca odszkodowania rolnikom. Koła łowieckie jeszcze funkcjonują dzięki wytężonej, wykonywanej społecznie pracy myśliwych.
Niedawno minister rolnictwa pan Sawicki powiedział, żeby myśliwi przestali spacerować w zielonym kapeluszu z piórkiem, a wzięli się do roboty. Panie ministrze, niech pan przyjedzie, myśliwi dadzą panu taki kapelusz za darmo. Tylko nie wiem, czy będzie miał pan czas w nim spacerować!
A jaki zysk z polowania ma myśliwy? W kole łowieckim „Żuraw” (przez „w” a nie „f” panie Franciszku i Józefie) w Dretyniu za strzelonego dzika bez względu na wagę, myśliwy otrzymuje rekompensatę w wysokości 20 zł. Jeden nabój normalnej klasy do broni o lufach gwintowanych kosztuje ok. 5 zł. Jeżeli zwierzę nie padło w ogniu i jest ranne trzeba je dobić. To drugi nabój. Pozostaje 10 lub 15 zł. Do łowiska trzeba dojechać, a ubitą zwierzynę odwieźć do skupu. Ile można kupić benzyny za te pieniądze? Oczywiście jest to koszt jeśli ustrzeli się zwierza podczas pierwszego wyjazdu. Dzik przecież nie czeka na myśliwego, a rowerem raczej trudno się posługiwać w tych warunkach. Ktoś zapyta po co więc myśliwi to robią? A ja zapytam po co ludzie piją wódkę? Wydają pieniądze na chwilę przyjemności, a pozostaje tylko ból głowy. Myśliwy za wydane pieniądze ma nie tylko przyjemność, ale też służy czemuś pożytecznemu. Myśliwi mają nadzieję, że stanowczo sprowokowana przez rolników sprawa wysokości wypłacanych odszkodowań za szkody łowieckie w ich uprawach rolnych spowoduje, że będą obciążeni nimi nie tylko oni, ale w sposób sprawiedliwy faktyczny właściciel zwierzyny łownej - Skarb Państwa!
Stanisław Płuciennik
Grubsza sprawa, Lipnica - więcej informacji