Source: https://dariuszbaran.weebly.com/debata-o-zasadno347ci-i-granicach-ingerencji-w-rodzinie-dla-dobra-dziecka.html
Timestamp: 2018-08-17 13:50:21
Legal References Found: art. 572
 art. 109
 art. 109
 art. 37
 art. 37
 art. 570
 art. 109
 art. 109
 art. 109
 art. 109

Document Content:
Debata o zasadności i granicach ingerencji w rodzinie dla dobra dziecka. - Dariusz Baran - praktyka psychologiczna, psychoterapeutyczna, systemowa
Debata o zasadności i granicach ingerencji w rodzinie dla dobra dziecka.
Gdy zapoznałem się z pismem Pana Wojciecha Hajduka - Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości do Pana Bogdana Borusewicza Marszałka Senatu Rzeczypospolitej Polskiej z datą 15 lipca 2013 r, które stanowiło odpowiedź na oświadczenie grupy Senatorów w przedmiocie odbierania dzieci przez sądy /tekst źródłowy/, to pomyślałem, że warto jego treść upowszechnić i uzupełnić komentarzami do dalszej publicznej dyskusji.
To oficjalne pismo jest doskonałą ilustracją sposobu myślenia Wymiaru Sprawiedliwości w kwestii ochrony dobra dziecka w rodzinie. Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Polskiego Rządu konkluduje w nim, że "istniejące rozwiązania prawne stwarzają dostateczną gwarancję ochrony dobra dziecka i zabezpieczają je przed pochopnym odbieraniem dziecka rodzicom i umieszczeniem w środowisku zastępczym".
Zapraszam do zapoznania się z uzasadnieniem powyższego stwierdzenia oraz moimi komentarzami, które zamieszczam na bieżąco.
Podsekretarz stanu Ministerstwa Sprawiedliwości pisze do Marszałka Senatu!
Odpowiadając na oświadczenie złożone przez Panów senatorów Jana Marię Jackowskiego, Krzysztofa Słonia, Henryka Górskiego, Andrzeja Pająka, Marka Martynowskiego, Grzegorza Wojciechowskiego i Waldemara Kraskę podczas 34 posiedzenia Senatu Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 6 czerwca 2013 r., w przedmiocie odbierania dzieci rodzicom przez sądy, uprzejmie informuję.
Ograniczenie i pozbawienie praw rodzicielskich może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu, decydującym zaś kryterium, w oparciu o które sąd powinien rozstrzygać o wykonywaniu władzy rodzicielskiej, jest dobro dziecka.
Co to znaczy "dobro dziecka"?
W sytuacji powzięcia przez sędziego rodzinnego informacji o zagrożeniu dobra dziecka zostaje wszczęte z urzędu postępowanie opiekuńcze, w którym sąd bada prawidłowość wykonywania przez rodziców władzy rodzicielskiej.
Na czym polega zagrożenie dobra dziecka? Zagrożenie zdrowia i życia dziecka wydaje się być bardziej precyzyjne, że dotyczy możliwego zranienia, uszkodzenia i śmierci.
Każdy, komu znane jest zdarzenie uzasadniające wszczęcie postępowania z urzędu, obowiązany jest zawiadomić o nim sąd opiekuńczy. Obowiązek wymieniony w art. 572 k.p.c. ciąży przede wszystkim na urzędach stanu cywilnego, sądach, prokuratorach, notariuszach, komornikach, organach samorządu i administracji rządowej, organach Policji, placówkach oświatowych, opiekunach społecznych oraz organizacjach i zakładach zajmujących się opieką nad dziećmi lub osobami psychicznie chorymi.
Co to są zdarzenia uzasadniające wszczęcie postępowania z urzędu? Konkretnie jakie? Jeżeli
Przepisy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego precyzują wypadki wymagające ingerencji sądu w sprawowanie władzy rodzicielskiej tj. przesłanki jej ograniczenia, zawieszenia oraz pozbawienia. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości w opiece nad małoletnim, sąd może ograniczyć władzę rodzicielską w sposób wskazany w art. 109 k.r.o. Rodzina pozostaje wówczas pod kontrolą sądu opiekuńczego tak długo, jak trwa wspomniane ograniczenie. Natomiast w sytuacji nadużywania przez rodziców władzy rodzicielskiej bądź rażącego zaniedbywania przez nich swych obowiązków względem dziecka, sąd może pozbawić ich władzy rodzicielskiej (art. 111 k.r.o.).
﻿Art. 111 § 1 precyzuje, że pozbawienie władzy rodzicielskiej następuje: "Jeżeli władza rodzicielska nie może być wykonywana z powodu trwałej przeszkody albo jeżeli rodzice nadużywają władzy rodzicielskiej lub w sposób rażący zaniedbują swe obowiązki względem dziecka..."
Prawidłowość swojej decyzji co do wszczęcia postępowania sąd opiekuńczy może zweryfikować w toku prowadzonego w sprawie postępowania dowodowego. Poprawność przeprowadzonego w danej sprawie postępowania dowodowego, jak również wynik sprawy wyrażający się w wydanym orzeczeniu mogą być przedmiotem oceny jedynie sądu drugiej instancji w przypadku skorzystania przez stronę z przysługującego środka odwoławczego.
Skoro sąd wydaje orzeczenia i postanowienia w wyniku postępowania dowodowego, a strona może odwołać się do drugiej instancji, to decyzje sądu są prawidłowe.
W aktualnym stanie prawnym, istnieje szereg środków ingerujących we władzę rodzicielską, w tym powodujących izolację dziecka od środowiska rodzinnego, istnieją też środki nie wywołujące tego rodzaju skutku.Zauważyć należy, że ustawodawca nakazując ingerencję we władzę rodzicielską na podstawie art. 109 k.r.o. już wtedy, gdy dobro dziecka jest zagrożone, wychodzi z założenia, iż sąd opiekuńczy powinien działać profilaktycznie przez zapobieganie ujemnym skutkom niewłaściwego lub nieudolnego sprawowania władzy rodzicielskiej.
Czy w prawie jest zdefiniowane co oznacza "niewłaściwe lub nieudolne sprawowanie władzy rodzicielskiej"?
Jeżeli natomiast dobro dziecka zostało naruszone, ograniczenie władzy powinno nie tylko zapobiegać nieprawidłowościom w postępowaniu rodziców, ale także usunąć już występujące. Odnosząc się do końcowej części oświadczenia uprzejmie informuję, że w trybie art. 37 g § 1 pkt 3 w zw. z art. 37 f ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. - Prawo o ustroju sądów powszechnych (tj. Dz. U, z 2013 r., poz. 427) zwrócono się do Prezesa Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu o nadesłanie informacji, czy były podejmowane przez niego działania w ramach wewnętrznego nadzoru administracyjnego. W sprawach opiekuńczych sądy prowadzą postępowanie z urzędu, ustalają sytuację rodzinną, zlecają przeprowadzenie przez kuratora sądowego wywiadu środowiskowego dotyczącego małoletniego.
Oprócz kuratora źródłem informacji o małoletnim i jego środowisku są jednostki pomocy społecznej, jak chociażby powiatowe centrum pomocy rodzinie, ośrodek pomocy społecznej, placówka opiekuńczo - wychowawcza, ośrodek adopcyjno - opiekuńczy, a także ośrodek interwencji kryzysowej.
Powyższe stwierdzenie ujawnia, że sądy traktują jednostki pomocy społecznej, jako źródło informacji o dziecku i rodzinie. Z tego wynikałoby, że instytucje pomocy społecznej pomagając monitorują życie rodzinne osób, którym udzielają swoich świadczeń.
Decydującym kryterium, w oparciu o które sąd powinien rozstrzygać w przypadku ingerencji we władzę rodzicielską jest dobro dziecka. Wprawdzie pojęcie to nie zostało wprost zdefiniowane w samym Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, jednakże w doktrynie prawa i orzecznictwie ma ono ugruntowaną już treść.
Termin „dobro dziecka" w rozumieniu przepisów prawa rodzinnego oznacza kompleks wartości o charakterze materialnym i niematerialnym, niezbędnych do zapewnienia prawidłowego rozwoju fizycznego i duchowego dziecka oraz należytego przygotowania go do pracy odpowiednio do jego uzdolnień, przy czym wartości te są zdeterminowane przez wiele różnorakich czynników, których struktura zależy od treści stosowanej normy prawnej i konkretnej, aktualnie istniejącej sytuacji dziecka (W. Stojanowska, System Prawa Prywatnego, Prawo rodzinne i opiekuńcze, t. 11, red. T. Smyczyński, Warszawa 2009 r. str. 598).
Z powyższego wynika, że "dobro dziecka" jest uwarunkowane kulturowo. "Dobro dziecka" nie ma definicji ustawowej. Zgodnie z poglądami prof. Zbigniewa Radwańskiego (Pojęcie i funkcja „dobra dziecka” w polskim prawie rodzinnym i opiekuńczym, SC, t. XXXI, Warszawa-Kraków 1981, s. 9 i 19), że na tle przepisów Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego „dobro dziecka" polega ... na realizacji takich stanów rzeczy, które sprzyjają jego rozwojowi fizycznemu i duchowemu w ten sposób, by było ono należycie przygotowane do pracy dla dobra społeczeństwa i stosownie do jego uzdolnień. W tym zawiera się także troska o majątek dziecka. Bronisław Czech w publikacji „Kodeks rodzinny i opiekuńczy. Komentarz” (Sychowicz Marek, Ciepła Helena, Kalus Stanisława, Czech Bronisław, Domińczyk Tadeusz, Piasecki Kazimierz (red.), Warszawa 2009, Wydawnictwo Prawnicze LexisNexis) rozwija tą myśl, że "chodzi tu o sytuację postulowaną w świetle dominującej doktryny moralnej w naszym społeczeństwie, a bliżej określoną w przepisach prawnych i ustalonej judykaturze sądowej. Jest to model idealizacyjny”. Jednocześnie B. Czech podziela pogląd Z. Radwańskiego, że niedookreśloność pojęcia "dobra dziecka" ma duże zalety, pozwalające uzupełnić jego treść o nowe osiągnięcia nauki - przede wszystkim psychologii i pedagogiki - oraz o nowe doświadczenia społeczne. Autor wyraża przekonanie, że posługiwanie się klauzulą "dobra dziecka" przez rozsądnego i wspartego poradą rzeczoznawcy sędziego ma tę zaletę, że pozwala w konkretnym przypadku znaleźć najbardziej optymalne rozstrzygnięcie, uwzględniające zarówno indywidualne cechy dziecka, jego konkretną sytuację, jak i stojące do dyspozycji możliwości faktyczne. Całościowe uwzględnienie tych wszystkich czynników nie dałoby się ująć w zespole jednoznacznie i ostro sformułowanych przepisów, choćby nawet przybrały one najbardziej kazuistyczną postać”.
Podobnie jak "dobro dziecka", także inne określenia typu "zagrożenie dobra dziecka", ""niewłaściwe lub nieudolne sprawowanie władzy rodzicielskiej" są uwarunkowane kulturowo. W zasadzie większość rodziców, którzy zgłaszają się z dziećmi do poradni po pomoc psychologiczno-pedagogiczną są nie dość wydolni wychowawczo i zagrażają dobru dziecka. Czy z tego wynika, że należy informować sąd o wszystkich rodzicach zgłaszających się do pomoc w problemach wychowawczych?
Powyższe pytanie może wydawać się absurdalne, że przecież nikt nie oczekuje od pedagogów, psychologów, psychoterapeutów, terapeutów rodzin, aby zgłaszać do sądu rodzinnego wszystkich rodziców, którzy szukając pomocy ujawnili swoją niewydolność wychowawczą. Zapewne chodzi o drastyczne przypadki przemocy i nadużyć wobec dzieci.
Tymczasem w przypadku rodziny Bajowskich z Krakowa pomimo umorzenia postępowanie w sprawie rzekomego fizycznego i psychicznego znęcania się nad dziećmi w rodzinie przez prokuraturę, to sąd rodzinny znalazł uzasadnienie do kontynuacji nadzoru nad sprawowaniem władzy rodzicielskiej w tym, że dzieci tylko pozornie funkcjonują prawidłowo, nie sprawiając problemów szkolnych i wychowawczych. W opinii biegłych psychologów prawidłowo rozwijały się jednak jedynie pod względem poznawczym, a w sferze emocjonalnej. Każdy z chłopców wykazywał różnego rodzaju zaburzenia. Jako główne źródło tych problemów sąd wskazał na nie­pra­wi­dło­wo­ści w po­stę­po­wa­niu ro­dzi­ców, że w tej ro­dzi­nie "sfera emo­cjo­nal­na była trak­to­wa­na jako nie­istot­na".
Powyższe uzasadnienie opisuje problemy, z którymi na co dzień mają do czynienia terapeuci rodzinni w swojej pracy. Skąd całe zamieszanie? Otóż rodzina Bajowskich korzystała z terapii rodzinnej, tylko po roku ją przerwali. Tak się zdarza. Tylko zamiast zając się sprawą "niewydolności pomagania", to sąd koncentruje się na niewydolności rodziców w sferze emocjonalnej zalecając im wszystkim terapię psychologiczną. Czy ta terapia będzie "wydolna", już nie podlega dyskusji, bo z definicji pomagania wynika, że jak ktoś pomaga, to nie może nie pomagać lub szkodzić.
Wszczęcie postępowania z urzędu, w trybie przepisu art. 570 k.p.c, jest obowiązkiem sądu opiekuńczego w każdym przypadku, gdy sąd ten poweźmie informacje o okolicznościach uzasadniających taką czynność.
Ponownie rodzi się pytanie, jakie to są okoliczności uzasadniające wszczęcie postępowania z urzędu. Jako psycholog, terapeuta rodzinny mogę nie wiedzieć wszystkiego o orzecznictwie sądowym. Czy moim obowiązkiem jest domyślać się co sąd opiekuńczy uważa za okoliczności uzasadniające postępowanie z urzędu? W praktyce kieruję się zasadą określoną w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego, że "zagrożenie zdrowia i życia" jest przesłanką do podjęcia działań interwencyjno-opiekuńczych wobec osoby chorującej psychicznie. Drugą okolicznością zwalniającą z tajemnicy terapeutycznej jest informacja o przestępstwie, czyli naruszenie przepisów kodeksu karnego. Do tej pory w literaturze przedmiotu nie znalazłem potwierdzenia o zwolnieniu z tajemnicy terapeutycznej wbrew woli osób korzystających z terapii w innych okolicznościach. Pomaganie opiera się na zaufaniu w granicach prawa.
Sąd decyduje o wszczęciu postępowania z urzędu dokonując swobodnej oceny okoliczności mających uzasadniać tego rodzaju decyzję, zaś wskazana wyżej przesłanka winna determinować wszelkie działania i decyzje sądu opiekuńczego.
Warto zauważyć to sformułowanie o "swobodnej ocenie okoliczności" przez sąd. Oczywiście sąd powinien być niezawisły, a przez to niczym nie skrępowany i swobodny w swojej ocenie. Tylko, że to jednocześnie na sąd nakłada odpowiedzialność i szczególny obowiązek brania pod uwagę wszelkich opinii, nawet tych krytycznych o dotychczasowej praktyce podejmowania decyzji i ich realizacji. O ile nie ma instytucji superwizującej działalność sądu rodzinnego, oprócz wyższych instancji sądowych, to wypada, aby sąd poczuwał się do obowiązku auto-superwizji. Na przykład może to być ewaluacja rezultatów podjętych zarządzeń i postanowień. Co wynikło w praktyce wskutek takich, a nie innych decyzji? Czy ktoś prowadzi takie badania i analizy, co dobrego wynikło dla dzieci w różnych sytuacjach?
W życiu są możliwe dwie skrajności. Z jednej strony dochodzi do straszliwych krzywd dzieci, maltretowania i zabójstw, którym nie udało się zapobiec przez służby społeczno-sądowe i całe społeczeństwo. To mobilizuje do wzmożonej kontroli społecznej. Z drugiej strony kontrola społeczna i ingerencja w rodzinie może być nieadekwatna do rzeczywistych zagrożeń dobra dzieci w rodzinie przez co może narażać ich dobro i mir życia rodzinnego. O przypadkach zaniedbań w ochronie dzieci, szczególnie po ujawnieniu drastycznego maltretowania i śmierci dzieci w rodzinie, jest bardzo głośno w mediach. O przypadkach rodzin zmagających się z instytucjonalną ingererencją w ich życie, która często jest przewlekła zanim wszystko się wyjaśni, raczej się nie mówi.
W poradni miałem do czynienia z wieloma przypadkami rodzin, w których rodzice mieli ograniczone prawa rodzicielskie i nadzór kuratora albo dzieci zostały odebrane i umieszczone w placówce. Czasami były to przypadki bardzo frapujące. Nie mogę opisywać ich ze szczegółami, aby nie zdradzić tajemnicy terapeutycznej. Mogę jedynie ogólnie wskazać na charakterystyczne przykłady.
Nieposłuszny nastolatek został zbity kablem od żelazka przez rodzica, aby wymusić na nim posłuszeństwo. W szkole zauważono ślady pobicia i sprawa została zgłoszona do sądu rodzinnego i prokuratury, Rodzic został skazany w zawieszeniu. Dziecko zostało umieszczone w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Po kilku latach rodzice pojawiają się w poradni z problemem, że syn już pełnoletni zamieszkał z nimi z własnego wyboru, ale na wszelkie próby ograniczenia mu komputera, przed którym siedzi bez przerwy zaniedbując naukę stawia się rodzicom mówiąc "A co mi zrobicie? Spróbujcie mnie uderzyć!!!". Zaproszona kuratorka rozkłada bezradnie ręce i potwierdza, że jest problem. Przez kilka lat pobytu w placówce opiekuńczo-wychowawczej chłopiec zaliczył inicjację seksualną i narkotykową. Sprawiedliwości stało się zadość. Jakie dobro wynikło z tego wszystkiego? Dziecko nie związało się z inną rodziną na całe życie. Rodzice nie mieli problemów alkoholowych i innych, uzasadniających pozbawienie ich praw rodzicielskich. W czasie gdy doszło do pobicia, jeden z rodziców był przez kilka miesięcy obłożnie chory, a drugi rodzic zmagał się z wszystkimi problemami życia rodzinnego na raz. Rodzina była w kryzysie. Jaka była pomoc dla rodziny?
Ośmiolatek nagle zaparł się i nie chciał pójść do szkoły. Matka zawoziła go samochodem pod szkołę, nauczycielka osobiście namawiała chłopca, aby wysiadł i poszedł do szkoły. Nie udało się. Odmówił. W domu ojciec zbił go paskiem. Udało się. Syn poszedł do szkoły. W szkole pedagog zgłosiła pobicie do sądu rodzinnego. Po półtorej roku trafili do poradni z zaleceniem terapii rodzinnej. W tym czasie okazało się, że chłopiec zaczął chętnie chodzić do szkoły, gdy wróciła jego ulubiona nauczycielka nauczania początkowego. W trakcie terapii wyjaśnił, że panie, które przyszły na zastępstwo krzyczały na dzieci i on wtedy bał się chodzić do szkoły. Źródłowy problem został dawno rozwiązany. W rodzinie nie stwierdzono nadużywania alkoholu i przemocy. Sprawa miała charakter incydentalny i ojciec wyraził skruchę za niewłaściwe zachowanie. Jednocześnie rodzice pokazali, że potrafią wymagać obowiązków bez kar cielesnych. Pomimo tego od ponad dwóch lat sprawa się ciągnie i końca nie widać. Nie wiadomo co sąd rodzinny może przekonać, że dobro dziecka jest zabezpieczone na poziomie przeciętnej, normalnej rodziny. Przy okazji warto zauważyć, że w praktyce terapii rodzin przypadki "fobii szkolnej" są traktowane, jako pilne. Czasami wystarczy od jednej do trzech sesji rodzinnych we współpracy ze szkołą, aby problem został rozwiązany. W opisanym przypadku nie było lęku separacyjnego u dziecka, żeby bał się rozłąki z matką i nie chciał opuścić domu. Wręcz przeciwnie, sytuacja szkolna była trudna dla dziecka. Zadaniem rodziców i nauczycieli przy wsparciu pedagoga szkolnego było wsłuchanie się i zrozumienie uczuć dziecka. Gdy dorośli w domu i szkole sobie z tym nie radzą, to mogą zwrócić się po pomoc do specjalistów bez żadnych konsekwencji prawnych. To, że rodzice nie zawsze o tym wiedzą to dość powszechne. To, że nauczyciele i pedagog szkolna o tym nie wie, to już jest niepokojące. Jakie dobro wynikło dla dziecka z zaangażowania sądu? W rozwiązaniu konkretnego problemu udział sądu jest żaden. Rodzice i ulubiona nauczycielka dziecka poradzili sobie sami. Potencjalnie nadzór sądu rodzinnego nad sprawowaniem władzy rodzicielskiej mógł zapobiec powtórzenia się sytuacji zbicia pasem. Tylko rodzi się wątpliwość, czy rzeczywiście potrzeba dwóch lat i więcej zaangażowania sądu rodzinnego i jego służ do zorganizowania i zrealizowania edukacji dla rodziców i wychowawców w zakresie efektywnych umiejętności wychowawczych. Wiadomo z badań socjologicznych, że klapsy i kary cielesne o charakterze wychowawczym są dość powszechnie stosowane z przekonania o ich skuteczności, co było widoczne w powyższym przykładzie. Nauczyciele, pedagodzy, psycholodzy i profesjonaliści od wychowania powinni swoim przykładem przekonać wszystkich rodziców, że można od dzieci skutecznie wymagać bez kar cielesnych.
Kolejny przypadek to problem rzetelności postępowania dowodowego. Najpierw prokuratura umarza śledztwo w sprawie o domniemaną przemoc domową, a za dwa tygodnie sąd rodzinny umieszcza dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej uzasadniając to przemocą w rodzinie. Czy w między czasie doszło do aktu przemocy w rodzinie? Nie, po prostu sąd rodzinny przeprowadził swoje odrębne postępowanie dowodowe, z którego wynikało, że ta przemoc była i dobro dzieci jest zagrożone. Prawdopodobnie prokuratura i sąd rodzinny stosują różne definicje prawne przemocy oraz różne standardy postępowania dowodowego. W sądzie rodzinnym wystarczą poszlaki i domniemania, aby postanowić o zarządzeniach opiekuńczych, bo przecież, to nie są działania restrykcyjne, tylko zapobiegawcze. To zapobieganie, czyli przetrzymywanie dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej trwało trzy lata. Przy tej okazji warto odnotować, że pedagodzy i psycholodzy w placówkach oświatowych, w placówkach opiekuńczo-wychowawczych i rodzinnych ośrodkach diagnostyczno-konsultacyjnych mogą do woli przeprowadzać z dzieckiem wywiady i badania, które stanowią materiał dowodowy przeciwko rodzicom. Dowody, które są pozyskiwane w trakcie takich "quasi-przesłuchań nieletnich" nie spełniających standardów Ministra Sprawiedliwości prokuratury nie przekonują, a sądy rodzinne głównie na nich się opierają. Widocznie obowiązują różne standardy, sprawy karne to jedno, a sprawy cywilne to drugiej. W tym konkretnym przypadku z powodu opierania się na "oczywistych" dowodach, że skoro żona boi się męża i zaprzecza, że on ją bije, to znaczy, że jest przez niego zastraszona, a on jest "psychopatycznym przemocnikiem". Tak więc oboje powinni mieć odebrane dzieci. W trakcie terapii psychologicznej, która nastąpiła znacznie później, zostały odkryte przyczyny tego lęku u kobiety. Okazało się, że osoba, która najbardziej potrzebowała pomocy od wielu różnych instytucji przez całe swoje życie została przez nich dodatkowo obciążona, a mąż, który miał być jej oprawcą okazał się być największym obrońcą. Mam nadzieję, że kiedyś sprawiedliwości stanie się zadość.
Z moich poradnianych doświadczeń w pracy z rodzinami, w których zaangażowany jest sąd rodzinny ze swoimi służbami zauważyłem, że brakuje instytucji obrońcy psychologicznego. Oczywiście strony mają prawo do obrony w procesach sądowych i korzystają z adwokatów, którzy z natury rzeczy są prawnikami. Tymczasem nie ma zwyczaju, aby rodzic posądzony o niewydolność wychowawczą lub stosowanie kar cielesnych lub inną przemoc w rodzinie zasługiwał na obrońcę-psychologa. Zwykle pedagodzy i psycholodzy koncentrują się na ratowaniu ofiar w rodzinie i gremialnie występują przeciwko sprawcy. Ma to swoje uzasadnienie w tym, że osoby uzależnione i stosujące przemoc zaprzeczają rzeczywistości i usprawiedliwiają swoje postępowanie obwiniając za to cały świat. Okazywanie im zrozumienia mogą odbierać, jako przyzwolenie na nieakceptowalne zachowanie. Takie podejście jest jednak uproszczone, oparte na założeniu, o niekompetencji psychologa-obrońcy, którego zadaniem będzie najlepiej zrozumieć klienta. Czasami może to ustrzec sąd rodzinny przed pochopną czaro-białą oceną sytuacji rodzinnej i zagrożenia dziecka. W konfliktach rodzinnych używa się procedur sądowych do walki wewnątrz-rodzinnej. Czasami może to rozbudzić i wzmocnić motywację do podjęcia terapii u kogoś, kto zostanie skazany za czyny karalne, ale odczuje, że zasługuje na zrozumienie i szacunek, jak każdy człowiek. Wiadomo z badań i doświadczenia, że większość sprawców przemocy sami byli ofiarami przemocy w przeszłości. Ta świadomość nie zwalnia z odpowiedzialności za czyny karalne, ale stanowi punkt wyjścia do zmiany w życiu na lepsze.
Aktywność sądu winna być rozumiana jako działalność profilaktyczna, mająca służyć zapobieżeniu zasygnalizowanego zagrożenia interesów dziecka.
I tak warto wskazać, na art. 109 k.r.o., który reguluje kwestie ingerencji sądu opiekuńczego w sferę władzy rodzicielskiej, w sytuacji gdy dobro dziecka jest zagrożone.
Wyżej powołany przepis art. 109 § 2 pkt 1- 4 k.r.o. przewiduje bowiem możliwość wydania przez sąd opiekuńczy, w przypadku zagrożenia dobra dziecka, zarządzeń zobowiązujących rodziców oraz małoletniego do określonego postępowania, w szczególności do pracy z asystentem rodziny, realizowania innych form pracy z rodziną, czy też dotyczących skierowania małoletniego do placówki wsparcia dziennego, określonej w przepisach o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej lub skierowania rodziców do placówki albo specjalisty zajmujących się terapią rodzinną, poradnictwem lub świadczących rodzinie inną pomoc z jednoczesnym wskazaniem sposobu kontroli wykonania wydanych zarządzeń (pkt 1). Ponadto sąd opiekuńczy może określić, jakie czynności nie mogą być przez rodziców dokonywane bez zezwolenia sądu, albo poddać rodziców innym ograniczeniom, jakim podlega opiekun (pkt 2), poddać wykonywanie władzy rodzicielskiej stałemu nadzorowi kuratora sądowego (pkt 3), czy też skierować małoletniego do organizacji lub instytucji powołanej do przygotowania zawodowego albo do innej placówki sprawującej częściową pieczę nad dziećmi (pkt 4).
Osobiście apeluję, żeby sądy rodzinne nie kierowały członków rodzin na terapię psychologiczną i rodzinną. Terapia psychologiczna indywidualna i rodzinna jest dla osób poszukujących pomocy i przekonanych, że jej potrzebują. Sądy mogą kierować strony do placówek i specjalistów prowadzących zajęcia edukacyjno-korekcyjne, na których może powstać motywacja do udziału w terapii, albo nie. Jeżeli terapię psychologiczną, która jest formą pomagania użyjemy do działań perswazyjnych i restrykcyjnych, to w społeczeństwie powstanie obawa i opór przed korzystaniem z pomocy psychologicznej. Jeżeli sądy rodzinne chcą naprawiać rodziny i korygować postawy rodzicielskie, to niech postarają się o utworzenie "ośrodków wychowawczych dla rodziców". Terapii psychologicznej proszę do tego nie mieszać. W debacie nad sposobem pracy z rodzinami w różnych sytuacjach kryzysowych powinni wypowiedzieć się osoby reprezentujące różnorodne środowiska i profesje. Do tego są potrzebne konsultacje publiczne, konferencje i debaty eksperckie.
W sprawach opiekuńczych małoletnich chodzi nie tyle o rozstrzygnięcie przez sąd kwestii prawnej, co o oddziaływanie sądu na postawy rodzicielskie, tak aby były one dalekie od konfrontacji i sporu. Istotą podjętej inicjatywy jest więc stworzenie takich instrumentów prawnych, które pozwolą sądom rodzinnym realizować nie tylko funkcję orzeczniczą ale także szereg innych zadań z zakresu opieki, wsparcia, mediacji, współpracy, koncyliacji, oddziaływania na postawy rodziców, kształtowania tych postaw, a nawet terapii. Realizacja tych zadań nie jest możliwa bez współpracy sądu z instytucjami, organizacjami i organami funkcjonującymi na rzecz rodziny.
Jeżeli sądy rodzinne mają realizować zadania z zakresu opieki, wsparcia, mediacji, współpracy, koncyliacji, oddziaływania na postawy rodziców, a nawet terapii, to może ktoś postara się, aby stworzyć wieloresortowe i wielodyscyplinarne forum do dyskusji i dialogu nad tym, jak to wspólnie efektywnie robić.
Zwrócić trzeba przy tym uwagę, że sformułowanie przepisu art. 109 § 1 k.r.o. „sąd wyda" oznacza, iż sąd jest obowiązany wydać odpowiednie zarządzenie w razie spełnienia przesłanek z tego przepisu.
Zarządzenia wydawane na jego podstawie należą do kategorii ograniczeń władzy rodzicielskiej. Ich wyliczenie w przepisie art. 109 k.r.o. jest tylko przykładowe, na co wskazu­je zwrot „w szczególności". Wymieniając te zarządzenia ustawodawca stopniuje je od najłagodniejszych do najbardziej drastycznych, wskazując tym samym, że środki ostrzejsze należy stosować dopiero wówczas, gdy łagodniejsze nie dały pożądanego rezultatu, albo gdy ze względu na daleko posunięte zaburzenie wykonywania przez rodzinę jej funkcji, jest oczywiste, iż takiego rezultatu nie dadzą.
Nie ulega wątpliwości, że umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej lub w placówce opiekuńczo-wychowawczej jest ingerencją głęboko sięgającą w sferę uprawnień rodziców, a jednocześnie jest dużym przeżyciem dla dziecka. Dlatego środek ten powinien być stosowany dopiero wówczas, gdy zawiodły inne formy ingerencji i pomocy udzielanej rodzinie albo wtedy, gdy ze względu na szczególne okoliczności sprawy można od razu uznać, że inne środki nie będą skuteczne i nie wyeliminują zagrożenia dobra dziecka.
Oczywiście Wymiar Sprawiedliwości nie odpowiada za nieefektywność działań w sferze pomocy społecznej, służby zdrowia i edukacji. Gdyby jednak ogrom wiedzy i doświadczeń sądów rodzinnych przy okazji rozpatrywania spraw opiekuńczych i rodzinnych był wykorzystany dla usprawnienia działań różnych służb. Zdemoralizowani nieletni nie demoralizują się sami. Niewydolni wychowawczo rodzice nie zepsuli się sami. Coś lub ktoś może sprzyjać podtrzymywaniu i potęgowaniu się problemu, a coś może sprzyjać jego rozwiązaniu. Im wcześniej tym lepiej. W aktach spraw sądowych jest zapisane wiele wskazówek, co można robić inaczej i lepiej od samego początku.
Umieszczenie dziecka poza rodziną może być zastosowane, jak już wyżej wskazano, jeżeli inne środki zawiodły, albo gdy sytuacja wymaga działania w trybie nagłym.
Taki środek działania w trybie nagłym jest konieczny dla ratowania nawet jednego dziecka, choćby czasami innym dzieciom i rodzicom, którzy na to nie zasłużyli było przykro. Tylko dlaczego wyjaśnianie tych spraw ciągnie się miesiącami i latami?
Należy jednak podkreślić, że wszczęcie postępowania nie przesądza jednak o konieczności zastosowania przewidzianych prawem form ingerencji we władzę rodzicielską. O wyniku postępowania sąd zdecyduje po zebraniu materiału dowodowego, gdyż tylko wtedy jest w stanie dokonać oceny okoliczności stanowiących podstawę jego wszczęcia.
Konkludując podkreślić należy, że istniejące rozwiązania prawne stwarzają dostateczną gwarancję ochrony dobra dziecka i zabezpieczają przed pochopnym odbieraniem dziecka rodzicom i umieszczeniem w środowisku zastępczym.
Moja konkluzja jest inna, a właściwie to mam kilka oczekiwań od Ministerstwa Sprawiedliwości, jako psycholog, psychoterapeuta i terapeuta rodzin pracujący w poradni zdrowia psychicznego..
1. Monitorowanie efektywności podejmowanych decyzji przez sądy rodzinne w sprawach dotyczących nadzoru nad sprawowaniem władzy rodzicielskiej i umieszczeniem dzieci w opiece zastępczej.
2. Określenia terminu na wyjaśnienie sprawy, aby zapobiegać przewlekłości. Sąd musiałby uzasadniać, dlaczego przedłuża nadzór i stosowanie innych zarządzeń opiekuńczych oraz wyjaśnić czemu dotychczasowe działania nie doprowadziły do rozwiązania problemu lub wyjaśnienia sytuacji prawnej dziecka.
3. Określenie standardów postępowania dowodowego, szczególnie dopuszczanie dowodów z badań psychologicznych i wywiadów środowiskowych.
4. Wprowadzenie i wyszkolenie profesjonalnych służb "policji rodzinnej" do przeprowadzania śledztw dotyczących zagrożeń dziecka w rodzinie, aby zgromadzony materiał dowodowy umożliwił sądom rodzinnym podejmowanie możliwie szybkich i dobrze uzasadnionych decyzji w sprawie dziecka i rodziny.
5. Systematyczne organizowanie narad, konferencji, konsultacji społecznych i debat eksperckich (może być wspólnie z Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwem Zdrowia oraz Ministerstwem Edukacji) na temat aktualnego praktycznego znaczenia pojęć "dobra dziecka", "zagrożeń dobra dziecka", "niewłaściwe lub nieudolne sprawowanie władzy rodzicielskiej" oraz budowania spójnego i efektywnego systemu przeciwdziałania przemocy domowej i wspierania rodziny, w którym wymiar sprawiedliwości ma także swoje miejsce.