Source: http://olgierd.bblog.pl/wpis,dozwolony;uzytek;i;kopiowanie;utworow,9201.html
Timestamp: 2017-11-24 00:05:53
Legal References Found: art. 23

Art. 23
 art. 35
 art. 23
 art. 23
 art. 76
 art. 18
 art. 41
 art. 109
 art. 385
 art. 385
 art. 23
 art. 35
 art. 23
 art. 33
 art. 23
 art. 35
 art. 56
 art. 25
in fine
 art. 23
 art. 58
 art. 299
 Art. 56
 art. 35
 art. 23
 art. 23
 art. 23
 art. 35
 art. 76
 art. 23
 art.
75
 art. 25

Art. 9
 art. 5
 art. 2
 art. 23
 art. 79

Document Content:
Dozwolony użytek i kopiowanie utworów | Lege Artis w Bblog.pl
2008-02-08 12:54
Dozwolony użytek i kopiowanie utworów
Kolejny temat-rzeka, którego ogólnie wolałbym omijać, bo cokolwiek napiszę - i tak mi się dostanie. Co grozi za ściąganie pirackich nagrań, czyli dlaczego nie da się napisać prostej normy w taki sposób, żeby nawet przeciętny wyrobnik-artysta zrozumiał, co mu wolno, a czego już nie.
Dla mnie podstawą sporu jest nieszczęsny art. 23 ust. 2 pr.aut., zgodnie z którym możliwość korzystania z utworów w ramach dozwolonego użytku znajduje następujące ograniczenia (celowo podkreślam, ponieważ nie każdy rozumie, że ten przepis służy zawężeniu, nie zaś rozszerzeniu tej instytucji):
Art. 23 ustawy o prawie autorskim i prawach pochodnych:
2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.- w ramach dozwolonego użytku można korzystać wyłącznie z już rozpowszechnionych utworów, zatem nie dotyczy to utworów, które zostały np. wykradzione ze studia,
- osoba, która zamierza udostępniać utwór na tej podstawie musi być uprawniona do korzystania z utworu, nie można zatem powołując się na dozwolony użytek brać plików od pirata,
- korzystać można wyłącznie z "pojedynczych egzemplarzy" tychże utworów (tu szersze rozważania poniżej),
- korzystającymi mogą być wyłącznie osoby pozostające w rzeczywistym stosunku osobistym, co (będę się upierał) z definicji wyklucza tworzone wyłącznie na potrzeby wymiany plików "środowiska", internetowe przyjaźnie czy też inne nowoformy kumpelstwa, wyklucza to także dzielenie się utworami poprzez różnorakie warezownie oraz masowe rozpowszechnienie w internecie (skoro użytek ma być "osobisty" to - wybaczcie - internet nie jest "osobisty", lecz "masowy", "publiczny" czy też - żeby każdy zrozumiał - "dla każdego".
- a ponadto (to już art. 35 pr.aut.) całe to korzystanie nie może mieć negatywnego wpływu na interesy twórców, czyli interpretacja i zakres pojęcia nie może pozbawiać twórców np. należnego im honorarium (to dość logiczne, prawda?)
Jedyny problem jaki mam z dozwolonym użytkiem to dopisane w związku z przyłączeniem Polski do Unii E. - nowela weszła w życie 1 maja 2004 r. - w ust. 2 słowa "pojedyncze egzemplarze utworów" (pisałem już o tym i to nie raz nawet).
Przed tym dniem nie miałem szczególnych problemów z odpowiedzią na pytanie czy dozwolony użytek wyklucza tworzenie kopii posiadanych oryginalnych utworów i dzielenie się nimi z osobami najbliższymi. Teraz wątpliwości mam, choćby dlatego, że z logicznego punktu widzenia - skoro wcześniej zdanie brzmiało inaczej i je rozumieliśmy jako przyzwolenie na kopiowanie, to jednak dopisanie dwóch dość istotnych słów powinno coś zmieniać.
Jeśli bowiem popatrzymy na treść art. 23 ust. 2 pr.aut. literalnie to okaże się, że dozwolony użytek - ograniczony do pojedynczych egzemplarzy - wyklucza tworzenie jakichkolwiek kopii, nawet dla osób bliskich, zaś intencją ustawodawcy było danie nam możliwości użyczenia utworu w celu odtworzenia przez te właśnie osoby.
Rozumiany w ten sposób przepis zezwalałby na cieszenie się tym jednym egzemplarzem utworu przez rodzinę i przyjaciół, jednak już pożyczenie płyty osobie spoza katalogu wskazanego w ust. 2 byłoby naruszeniem warunków dozwolonego użytku. Pogląd mocno kontrowersyjny i radykalny, ale - czytajcie sami ustawę.
Można do sprawy podejść nieco mniej rygorystycznie (i ponoć o to ustawodawcy chodziło, jednak posłowie, zajęci lubczasopismami, biopaliwami i ogólnie kręceniem własnych lodów, nie umieli się normalnie wysłowić) i przyjąć, że skoro istotą dozwolonego użytku jest kopiowanie utworów - ale z czego ta istota miałaby wynikać??! IMHO taka istota mogła być przed 1 maja 2004 r., ale obecnie już niekoniecznie - to niechaj nadal tak będzie, z tym, że obecnie dozwolony użytek ograniczony jest do tworzenia 1 (słownie: jednej) sztuki w celu puszczenia jej w obieg między znajomych.
Słowem: jako właściciel oryginalnego nośnika nie wypuszczam go z ręki, bo mi nie oddacie, ale robię z płytki kopię (jedną) i użyczam. Jak się zniszczy - robię kolejną kopię i znów puszczam w obieg. Warunek: film oglądać mogą tylko moi znajomi.
Nie będę odkrywczy, jeśli na pytanie a jak jest naprawdę? odpowiem - nie wiem. Orzecznictwa nie ma, doktryna wypowiadała się na ten temat głównie przed 2004 r., większość opinii wyrażonych później jakby bazuje na poglądach wcześniejszych (apriorycznie zakładając, że przecież dozwolony użytek oznacza zgodę na kopiowanie). Nikt nie wyjaśnia czymże są te pojedyncze egzemplarze - bo przecież one się tam, u licha, znajdują!
I jeszcze jedno, wcale nie tak na marginesie. Często słyszy się, że próby ograniczania dozwolonego użytku (np. poprzez stosowanie zabezpieczeń technicznych bądź czarne plansze z napisami w rodzaju "spotka cię kara jeśli odtworzysz tę płytę inaczej niż sobie życzymy") są niedopuszczalne, ponieważ... ograniczają dozwolony użytek.
Pytanie - także otwarte - na ile producent rzeczywiście może ustalać warunki korzystania z jego utworów w sposób inny niż przewiduje ustawa.
Dla mnie logiczny jest następujący ciąg rozumowania: prawo autorskie należy do szerszej gałęzi prawa prywatnego (cywilnego). Podstawową zasadą prawa cywilnego jest swoboda umów, czyli możliwość dowolnego kształtowania stosunku prawnego między stronami, pod warunkiem, że będzie on zgodny z prawem, zasadami współżycia społecznego oraz właściwościami owego stosunku prawnego (art. 353(1) kc). Skoro prawo autorskie jest elementem prawa cywilnego, to strony mogą sobie ułożyć treść stosunku prawnego tak jak im się chce, byle były spełnione owe wymogi. A przepis ustawy nie zakazuje wyłączenia art. 23 i nast. w umowie zawartej między twórcą a korzystającym (w tym zakresie dozwolony użytek nie jest ius cogens).
Oznaczałoby to, że skoro prawo autorskie należy do prawa umów, producent może - w umowie licencyjnej - praktycznie dowolnie ograniczać (ale i rozszerzać) sposób korzystania z jego utworów, włącznie z wyłączeniem dozwolonego użytku.
W doktrynie jest też silnie reprezentowany pogląd, zgodnie z którym dozwolony użytek nie jest prawem podmiotowym (a więc stosowanie miar prawa cywilnego jest niewłaściwe), lecz "swoistym zezwoleniem ze strony państwa, co z kolei jest konsekwencją własnościowego charakteru autorskich praw majątkowych (tak Michalak Arkadiusz, "Dozwolony użytek utworu audiowizualnego w reklamie", Monitor Prawniczy" 2003/2/71).
Moim zdaniem koncepcja ta nie znajduje wsparcia w literze prawa - żaden z przepisów rozdziału 3 oddział 2 ustawy nie pozwala na przyjęcie takiego założenia. Bezpośrednio przemawiać może za tym fakt, iż już w art. 76 pr.aut. ustawodawca wprost zaznaczył, iż nieważne są postanowienia umowne wykluczające m.in. prawo sporządzania kopii zapasowej programu komputerowego lub badania jego funkcjonowania (a więc normy regulujące zasady dozwolonego użytku w przypadku aplikacji). O tym, iż nie jest to incydentalna norma wskazywać może także fakt, że ustawodawca nie zapomniał o stosownych normach w art. 18 ust. 3 czy art. 41 ust. 3, a także w martwym już art. 109 pr.aut.).
Truizmem będzie powtarzać, że przepisy prawa autorskiego są bardzo zagmatwane i napisane w taki sposób, że trudno na ich podstawie jednoznacznie odcyfrować normy prawne. Oznacza to, że z czasem - wraz z dalszymi przemyśleniami - mogę się z części wyrażonych tu poglądów wycofać ;-)
PS a dla tych, którzy wytrwali przy eposie - mała nagroda - troszkę zwierzęcego seksu na odprężenie (zdjęcia ze zbiorów własnych).
Tagi prawo autorskie,	piractwo,	internet,	prawo
Rejestracja portalu w sądzie... Końska sprawa
2008-02-08 13:29:49 | 193.164.157.* | Mikołaj (PMM)
Re: Dozwolony użytek i kopiowanie utworów [1]
Będąc jednostką z natury wredną podrzucę Ci kamyczek do ogródka tych wywodów ;o)
W "dobrych sklepach muzycznych" pojawiło się koncertowe DVD kapeli Biuro SA pod
tytułem "Chorały buzdygańskie Vol.68". Producent DVD w umowie licencyjnej ogranicza
sposób korzystania z utworów, np. wyłączając dozwolony użytek. Umowę licencyjną
zawieram z nim w momencie zakupu płyty i pojawiają się moje wątpliwości:
1. O warunkach umowy dowiaduję się np. z książeczki lub ze złowrogo sunących napisów
przed emisją koncertu, wcześniej nie mam o tym informacji.
2. Gdybym znał warunki umowy wcześniej, to bym tej płyty nie kupił, mimo że na tym
koncercie wokalista grupy, Don Arbuzzo, był w szczytowej formie.
3. Żaden sklep mi tej płyty nie przyjmie z powrotem, bo jest już rozpakowana.
4. Czy na pewno mnie taki regulamin obowiązuje? Wszak nie byłem o nim poinformowany
przed zawarciem umowy, więc można go potraktować jako regulamin niedostarczony lub
choćby nieudostępniony usługobiorcy, a taki nie jest dla mnie wiążący.
Tak mi się tylko... skomentuj
2008-02-08 14:46:09 | *.*.*.* | olgierd
Wredny to nie jesteś, ale dociekliwy ;)
Powiem tak: problem umów adhezyjnych, których z treścią konsument może się zapoznać
dopiero po jej zawarciu jest redakcji znany. W przeprowadzonym przed chwilą
głosowaniu zespół ustalił następujące stanowisko: - w przypadku jednostronnego
narzucenia klauzul nieznanych ustawie umowa "wraca" do wzorca ustawowego, czyli -
zwykłej licencji niewyłącznej, z zastosowaniem dozwolonego użytku, chyba że o treści
wyłączenia producent poinformuje mnie (np. poprzez stosowny napis na obwolucie płyty)
- art. 385(1) par. 1 w zw. z art. 385(3) pkt 4 kc (Olg 14, 22-24).
W głosowaniu upadł pomysł, aby przyjąć, że konsument może w takim przypadku odstąpić
od umowy sprzedaży płyty, co powoduje wygaśnięcie umowy licencyjnej (Olg 14, 25).
Pogląd ten można zapisać w Księdze Poglądów Olgierdowych, tom XIV, rozdział 2. skomentuj
2008-02-08 15:47:47 | 81.21.200.* | WyronS
Mógłbyś szerzej uzasadnić, dlaczego według Ciebie art. 23 nie ma charakteru przepisu
iuris cogentis? Do mnie ta koncepcja zupełnie nie przemawia.
Po pierwsze - w ustawie nie brakuje przepisów iuris dispositivi i widać je bardzo,
bardzo wyraźnie, bo zawierają znaną i kochaną formułkę "jeżeli umowa nie stanowi
inaczej".
Po drugie - jaki sens miałby wtedy art. 35 ustawy, który ma chronić
twórcę/uprawnionego przed wiadomo czym? Po co przyznawać uprawnionemu do utworu taką
tarczę przed "nadmiernym" dozwolonym użytkiem, skoro mógłby on w opisany przez
Ciebie sposób wyłączyć stosowanie przepisu ustawy.
Po trzecie - do których przepisów ustawy miałaby się stosować Twoja koncepcja? Tylko
do art. 23? Czy może również do przepisów o prawie cytatu? Wyobraźmy sobie taką frazę
w blogonotce na Lege Artis - "ja, święty twórca notki niniejszej, Rudak Olgierd,
zabraniam cytowania moich słów, bo jak nie, to zrobię kuku". Albo art. 33 ze
znaczkiem jakimśtam, który przyznaje prawo do dozwolonego użytku dla osób
Po czwarte - po co w przepisie iuris dispositivi wymieniać, do jakich kategorii
utworów go nie wolno stosować (urbanistyczne, bazy danych itepe)?
Po piąte i ostatnie - taka koncepcja "umownego wyłączania dozwolonego użytku" wydaje
mi się nie do pogodzenia z przepisami umów międzynarodowych (konwencją berneńską w
A propos "pojedynczych egzemplarzy utworów" - to nie to samo, co "pojedynczy
egzemplarz utworu" ;) Ponadto - cóż by to był za bezsens, gdyby dozwolony użytek
obejmował wyłącznie egzemplarze...
No i, jak trafnie zapytują profesorowie Barta i Markiewicz, od kiedy to mamy coś
takiego, jak egzemplarze podwójne? :D skomentuj
2008-02-08 16:19:11 | *.*.*.* | olgierd
Odpowiem na szybko, bo lecę:
- art. 23 dlatego nie jest normą bezwzględnie obowiązującą, ponieważ jest elementem
systemyu prawa prywatnego, formułki niewiele tu zmieniają,
- art. 35 ma taki sam sens jak art. 56 ust. 1, będący znacznym odejściem od zasady
stabilności stosunku prawnego, a nawet od wiadomej konstrukcji znanej kodeksowi
cywilnemu,
- co do zastrzeżeń o wyłączeniu dozwolonego użytku - tak, zgadzam się, aczkolwiek
faktycznie troszkę psuje tu koncepcję art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b) in fine,
- co do wyłączenia w art. 23 ust. 1 spraw architektonicznych - to jest akurat proste,
ponieważ w ten sposób mamy wzorzec, który stosujemy jeśli strony nie postanowią
inaczej. Zważ bowiem, że korzystanie z planów architektonicznych nie polega na ich
otwarzaniu, lecz budowaniu wg nich (a wg płyty nic nie zbudujesz) - w tym sensie dom
nie jest utworem zależnym,
- konwencja berneńska.... mało to jest norm krajowych, które za nic mają zobowiązania
zewnętrzne? Argument odpada w przedbiegach ;)
- co to są "pojedyncze egzemplarze" - to fakt - jest zakręt bo jest l.poj. oraz l.mn.
w jednym związku frazeologicznym....
- no i jak trafnie zapytuję ja: a od kiedy profesorowie są od określania charakteru
bytów? ;-) skomentuj
2008-02-08 23:50:05 | 83.4.6.* | WyronS
Re: Dozwolony użytek i kopiowanie utworów [6]
Ad. 1 (art. 23 jako ius dispositivum) - to nie jest przesądzający argument. Nie
brakuje norm prywatnoprawnych mających charakter bezwzględnie obowiązujący. Swoją
drogą, jaki sens miałby wtedy art. 58 KC? Ograniczasz jego zastosowanie tylko do
sprzeczności z przepisami karnymi i administracyjnymi? Albo inaczej - dopuszczasz
umowne postanowienie w rodzaju "strony postanawiają, że służebność osobista będzie
dziedziczna"? Właśnie wyłączam taką klauzulą stosowanie art. 299 KC ;)
Ad. 2 - wydaje mi się, że jednak nie ;) Art. 56 jest w zupełnie innym rozdziale
ustawy i nie jest przepisany z konwencji berneńskiej (art. 9 ust. 2). Tutaj nie ma
mowy o jakichś uprawnieniach kształtujących (prawo odstąpienia/wypowiedzenia umowy).
Zupełnie inna jest przyczyna ochrony. Moim zdaniem art. 35 po prostu mówi, jak daleko
wolno ci się posunąć bez zgody twórcy, na podstawie bezwzględnie obowiązujących
uprawnień przyznanych przez ustawę.
Ad. 3 - powołałem przykład architektonicznych i innych wymienionych w art. 23 jako
ilustrację tezy - skoro nie można stosowania tego przepisu wyłączyć umownie, to
ustawodawca rzuca uprawnionym koło ratunkowe w postaci takiego wyłączenia, żeby
"dozwolonym używaczom prywatnym" nie było zbyt dobrze ;)
Ad. 4 - mało, czy nie, jeżeli norma krajowa jest sprzeczna z normą umowy
międzynarodowej, ratyfikowanej za zgodą ustawową, to pierwszeństwo ma norma umowy
międzynarodowej, jeżeli jest samowykonalna. Argument wypił pauerejda i może biec
dalej :P
Ad. 5 - co raczej sugeruje takie podejście do tego przepisu, jakie Ty prezentowałeś
wobec problemu państwa przez "p" lub "P". Innymi słowy - komuś coś nie teges przy
redagowaniu którejś z kolei nowelizacji i trzeba tak to teraz interpretować, żeby nie
zaprzeczyć funkcji instytucji dozwolonego użytku prywatnego.
Ad. 6 - Twe trafne zapytanie zacznie do mnie przemawiać, kiedy od dobrej woli
profesorów przestanie zależeć los mój skromny a marny ;)
Piątek wieczorem, a ja takie cuda tu wypisuję. Powinienem się chyba leczyć. Na
szczęście NBA gra za dwie godziny... skomentuj
2008-02-09 00:16:43 | 87.207.110.* | Tomasz M. Klecor
"Często słyszy się, że próby ograniczania dozwolonego użytku (np. poprzez stosowanie
zabezpieczeń technicznych bądź czarne plansze z napisami w rodzaju "spotka cię kara
jeśli odtworzysz tę płytę inaczej niż sobie życzymy") są niedopuszczalne, ponieważ...
ograniczają dozwolony użytek."
W mojej ocenie już choćby w decyzji Prezesa UOKiK dotyczącej informacji na
opakowaniach płyt DVD wydawanych przez Vision, możemy się doszukać potwierdzenia
bezwzględnie obowiązującego charakteru art. 23 pr. aut.. Vision przez umieszczoną
informację "zawężało" katalog uprawnień wynikających z dozwolonego użytku osobistego.
A to miało być praktyką naruszającą zbiorowy interes konsumentów. Gdyby możliwe było
ograniczenie tych uprawnień w drodze umowy cywilnoprawnej zapewne sprawa nie
skończyła by się w UOKiK.
Natomiast brak orzecznictwa faktycznie stwarza problem :) Jedyny komentarz z jakim ja
się spotkałem dot. art. 23 przedstawia pogląd znacznie odmienny od Twojego - m.in.
wysunięta jest w nim teza, iż "pojedyncze egzemplarze utworów" oznacza nawet kilka
kopii, oczywiście pamiętając przy tym o art. 35. IMHO prawda jest taka, że póki nie
pojawi się konkretne orzeczenie na ten temat to poglądów będzie mogło być 1600 i
każdy "słuszny". skomentuj
2008-02-09 09:23:00 | *.*.*.* | olgierd
=> WyronS: ad. 1 i ad. 2 - w kontekście zdania A. Michalaka zacytowanego w tekście -
przypominam, że zamknięty charakter mają właśnie normy dotyczące prawa rzeczowego
oraz kwestie ogólne kc. Zobowiązaniówka jest wolna. Dla mnie prawo autorskie mogłoby
właśnie być jednym z rozdziałów III księgi kodeksu cywilnego.
Dlatego mowa jest o sprzeczności z przepisami, co do których mamy pewność, że strony
nie mają luzu. W przypadku zobowiązań jest raczej prosto ocenić gdzie strony stosunku
prawnego luzu tego są pozbawione.
ad. 4 - wiem, doskonale o tym wiem, aczkolwiek ZTCP sprawa jest jeszcze inaczej w
dyrektywie uregulowana (i stąd te problemy we Francji i Hiszpanii). Zresztą - powiedz
u nas organowi, że jest umowa międzynarodowa.... jak czytam, że prokuratura prosi o
opinię biegłego w sprawie napisów.org to mi się śmiać chce...
ad. 5 - wiem! aczkolwiek problem w tym, że *nigdzie nie jest powiedziane
jednoznacznie*, że ISTOTĄ dozwolonego użytku jest kopiowanie utworów. Może być tak -
zwłaszcza w świecie gdy producenci coraz częściej nas ograniczają w możliwości
dzielenia się oficjalnie zakupionym utworami (ba, dzielenia się - czasem przecież nie
da się czegoś kupionego odsłuchać na "nie takim" sprzęcie) - że istotą dozwolonego
użytku jest właśnie to, że mogę koledze użyczyć płytę, bo jakby nie to, to nawet tego
bym nie mógł.... gdybam sobie tylko.
ad. 6 - za dużo profesorów widziałem, także od kuchni, spuszczam litościwą zasłonę
=> Tomasz M. Klecor: rzecz w tym, że decyzje prezesa UOKiK obarczone są tym samym
błędem co nasze dywagacje. Po prostu może się okazać, że jak ja już zostanę tym
prezesem to okaże się, że przepis mówi coś innego ;-)
No właśnie, brak orzecznictwa. I raczej nie mamy się go co spodziewać, bo jak sądzę
większość tego typu spraw jest niekasacyjna, a z pytaniami prawnymi sądy aż tak się
nie rwą. skomentuj
2008-02-09 09:27:07 | *.*.*.* | olgierd
PS no i właśnie - na ile to ius cogens a na ile strony mogą sobie wstawiać inne
klauzule - po kiego byłby ów wskazany już w tekście art. 76 pr.aut., zgodnie z którym
NIE WOLNO ograniczać dozwolonego użytku (jeśli chodzi o oprogramowanie) w umowach?
Skoro dozwolony użytek "po prostu jest" i brudne palce producenta nic w tym nie mogą
zmienić? skomentuj
2008-02-09 17:35:26 | 87.207.110.* | Tomasz M. Klecor
Oczywiście prezes UOKiK jak najbardziej może się mylić, a pod względem prawnym ta
decyzja wiąże tylko strony, to nie ulega wątpliwości. Myślę jednak, że faktyczna
doniosłość takiej decyzji jest zdecydowanie niż tworzonych przez nas wykładni.
Pomijając wszelkie aspekty teorii prawa i tego jak powinno być, sądzę że mimo
wszystko taka decyzja tworzy pewien wzór interpretacji przepisu, przynajmniej w
zakresie jego stosowania względem ochrony interesów konsumenta (pozwolę sobie nawet
na stwierdzenie, iż dysponentem art. 23 jest wyłącznie konsument).
Nie stosowałbym tutaj przepisów dotyczących programu komputerowego, raczej
rozgraniczyłbym dozwolony użytek z oddziału 3 pr. aut. od tego, który określa art.
75. Zresztą padł już przykład art. 25 ust. 1 pkt. 1 lit. b) Także w ustawie pod tym
względem IMHO jest nieźle namieszane (i jakoś mnie to nie dziwi). skomentuj
2008-02-10 09:45:21 | *.*.*.* | olgierd
Aha, i jeszcze jedno, a propos Konwencji Berneńskiej. Nie mogę znaleźć polskiego
tekstu, więc podlinkuję poniżej treść w języku lengłydź, ale Konwencja Genewska dot.
Ochrony Producentów Fonogramów z 1971 r. nakłada na państwa obowiązek ochrony
fonogramów przed kopiowaniem i importem takich kopii, zaś jako sposób ochrony
wskazuje także możliwość stosowania sankcji karnych.
Zatem obok zdania "prawo międzynarodowe pozwala na kopiowanie utworów w ramach
dozwolonego użytku" równie prawdziwe jest zdanie "prawo międzynarodowe zakazuje
kopiowania utworów fonograficznych pod jakimkolwiek pozorem, bez zgody producenta".
http://www.wipo.int/treaties/en/ip/phonograms/trtdocs_wo023.html
PS nie żebym się zachwycał, ponieważ się nie zachwycam - po prostu piszę jak jest. skomentuj
2008-02-10 09:48:29 | *.*.*.* | olgierd
PS 2 ze zdaniem co do decyzji UOKiK jak najbardziej się zgadzam - może nawet
niekoniecznie z samym zdaniem UOKiK, ile z opinią o tym zdaniu ;-) Oczywiście jest to
organ stosujący prawo i w zakresie, w jakim ta decyzja nie została zaskarżona,
uchylona, skontrowana - whatever - jest wiążąca.
Zważmy jednak, że nawet ta sama Bernenka jest w różnych państwach różnie stosowana.
Wychodzi na to, że jednak w codziennej praktyce najważniejsze jest prawo krajowe. skomentuj
2008-02-10 17:48:19 | 83.4.97.* | WyronS
Gęś bernikla i konwencja berneńska [1]
Mnie chodziło konkretniej o to:
Art. 9 tekstu paryskiego KB:
1. Autorzy dzieł literackich i artystycznych chronionych przez niniejszą konwencję
korzystają z wyłącznego prawa udzielania zezwolenia na reprodukcję tych dzieł, bez
względu na sposób i na formę, w których miałaby ona nastąpić.
2. Ustawodawstwu państw należących do Związku zastrzega się możność _zezwolenia na
reprodukcję tych dzieł w pewnych szczególnych wypadkach_, pod warunkiem że
reprodukcja ta nie wyrządzi szkody normalnemu korzystaniu z dzieła ani nie przyniesie
nieuzasadnionego uszczerbku prawowitym interesom autora.
a) jest zezwolenie
b) istotą tych przepisów jest umożliwienie zwielokrotniania
A Ty linkujesz to konwencji o fonogramach, a to trochę inna bajka chyba ;) skomentuj
2008-02-11 09:47:08 | *.*.*.* | olgierd
Nie tak inna bajka, tylko byłby lex specialis (w dodatku ta Genewska jest
późniejsza), tyle, że... ku mojemu olbrzymieniu zdumieniu okazało się, że Polska nie
przystąpiła do TEJ konwencji (tak to jest jak się w internecie szuka źródeł). A ta,
do której przystąpiliśmy daje państwom możliwość odstąpienia od dość rygorystycznej
ochrony w zakresie fonogramów w zakresie użytku prywatnego.
Podobnie zresztą brzmi art. 5 ust. 2 lit. b Dyrektywy 2001/29/WE w sprawie
harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie
informacyjnym, zgodnie z którym zezwolenie na kopiowanie utworów w ramach dozwolonego
użytku jest WYJĄTKIEM od reguły ochrony ustanowionej w art. 2 tejże.
No i teraz pytanie - czy nasza ustawa wyjątek ten wprowadza czy też nie? IMHO właśnie
zmiana treści art. 23 ust. 2 pr.aut. tak czyni. skomentuj
2008-02-12 01:05:01 | 83.4.5.* | WyronS
Re: Dozwolony użytek i kopiowanie utworów [3]
No, ja to widzę tak, że cały rozdział o dozwolonym użytku - od 23 do 35 - jest jednym
wielkim wyjątkiem, o którym wspominasz...;) skomentuj
2008-02-12 08:47:36 | *.*.*.* | olgierd
Zwróć jednak uwagę, że o kopiowaniu sensu stricto mowa jest w paru tylko przepisach.
W pozostałych przypadkach dozwolony użytek niekoniecznie polega na sporządzaniu kopii
utworów. skomentuj
2008-07-27 19:03:16 | 62.121.74.* | Blammor
Mam pytanie, czy obecne regulacje prawne dotyczące zabezpieczeń technicznych utworów
ograniczają w jakiś sposób dozwolony użytek? Co prawda art. 79 ust. 3 przyznaje
ochronę autorskich praw majątkowych tylko w przypadku bezprawnego usuwania lub
obchodzenia zabezpieczeń (czyli nie chodzi już o dozwolony użytek) ale czy istnieją
inne konsekwencje stosowania DRM-ów na dozwolony użytek (ilość, jakość kopii).
2008-07-28 09:12:23 | *.*.*.* | olgierd
No w jakiś tam ograniczają, bez dwóch zdań. I tu jest faktycznie jeszcze jedna
sprawa: jaki charakter ma dozwolony użytek, bo jeśli tylko umowny (tj. może być
przedefiniowany umową) to może i faktycznie można stosować tego typu tricki. skomentuj