Source: http://latkowski.home.pl/blog/2008/7-12/
Timestamp: 2019-10-21 21:24:01
Legal References Found: Art. 45
 art. 183
 art. 183
 art. 183
 art. 183
 art. 183

Document Content:
Pocztówka z gór 29-12-2008 20:03
Na stokach leży sztuczny śnieg. Bryczkę ciągniętą przez konie powozi góral z Radomska; jak mówi, kiedyś przyjechał do brata w odwiedziny i został na stałe. W hotelu serwują kuchnię tajską, więc zamiast kwaśnicy na obiad proponują zupę słodko-kwaśną, a zamiast bigosu krewetki po królewsku. Od dwóch dni bezskutecznie szukamy dla dziecka białego misia, no bo jak to ma obejść się bez pamiątkowego zdjęcia z niedźwiedziem z gór; ostał się tylko bernardyn, ale przebywa w Szklarskiej Porębie.
Pokój z widokiem 28-12-2008 11:19
Gomorra i polski śnieg 27-12-2008 12:07
Drugi dzień świąt 26-12-2008 18:51
Czasami tak trzeba. Pakuję się pośpiesznie. Do torby wkładam Jacka Danielsa. Jadę przed siebie. Po dwóch godzinach włączam GPS. Nastawiam kierunek: góry. Nakazuje zawrócić. O zmierzchu, na stacji benzynowej wyjmuję notebooka i w sieci szukam jakiegoś przyzwoitego hotelu. Miejsc brak, słyszę. Ludzie zamiast spędzać czas w domu coraz częściej wybierają pokoje hotelowe. Tam znajdują swoje najlepsze miejsce na spędzenie świąt. Po chwili okazuje się, że niespodziewanie ktoś zwolnił hotel, w którym będę miał gwarancję przyzwoitego noclegu. Recepcjonistka pyta dwukrotnie, jakby nie wierzyła, że ma być to jednoosobowy pokój.
- Tak, pojedynczy z dużym łóżkiem – samotność także potrzebuję miejsca do snu, dodaję w myślach.
W recepcji, bez zbędnych już pytań, dostaję klucz do pokoju.
- Do której godziny czynna jest sauna? – pytam.
- Jeszcze trzy godziny.
W pokoju wypijam z ulgą pierwszego dzisiejszej nocy Jacka D.
Jak prokuratura pozbawiła mnie dobrej whisky 23-12-2008 23:34
Ostatnie zdjęcia w tym roku 22-12-2008 18:27
Robocze śniadanie 22-12-2008 08:20
Gratulacje dla Press i Marciniaka, czyli co najważniejsze jest dzisiaj w dziennikarstwie śledczym... cz.2 19-12-2008 10:59
Gratulacje dla Press i Marciniaka, czyli co najważniejsze jest dzisiaj w dziennikarstwie śledczym... 19-12-2008 00:13
Sms do Rymanowskiego: Pacewicz upadł na głowę. Przepraszam za niego. 18-12-2008 22:27
Ostatnio Bogdan Rymanowski stał się obiektem ataków Gazety Wyborczej. Dzisiejszy komentarz Piotra Pacewicza pokazuje, że nie warto im podpadać. Z dziennikarza można stać się niedziennikarzem. I to w ciągu jednej nocy.
Piotra Pacewicza warto by zapytać, dlaczego tak gardzący telewizją dziennikarz, i jego koledzy, chodzą do niej?
Na szczęście Gazeta Wyborcza to nie tylko Piotr Pacewicz, sporo tam dobrych dziennikarzy, pozbawionych żółci i małostkowości. Potrafiących się różnić w poglądach.
Rozmawiając z byłym Dziennikarzem Roku (z mininych lat) zapytałem:
- Może Pacewicz chciał zostać dziennikarzem roku?
- Może…:) – usłyszałem.
Ścigany 17-12-2008 03:01
Tabloizacja stanu wojennego 13-12-2008 11:46
Poranek 13 grudnia. Marianna z Mini-Mini przełącza pomyłkowo na TVN24, a tam stan wojenny w wersji uproszczonej, gdzie „frikowaty” Robert Leszczyński, pozytywnie odstaje od reszty, od tabloidalnej próby ujęcia tego draństwa, które miało miejsce 27 lat temu. Leszczyński wyłamał się i przypomniał, że stan wojenny to nie tylko generał a prymitywne wojsko i milicja obywatelska na ulicach. Nie da się patrzeć na to jak traktuje się tamte wydarzenia w sposób pocztówkowy, sprowadzając do wspomnień o radiomagnetofonie Unitra.
Spod łóżka wyciągam laptopa, ściągam elektroniczne wydanie Świątecznej Gazety Wyborczej. Od dawna przegląd prasy nie ma nic wspólnego z szelestem papieru i zapachem świeżo wydrukowanej gazety. Liczyłem, że przeczytam większe fragmenty odtajnionych raportów płk. Ryszarda Kuklińskiego, a nie opracowanie. W zamian mam festiwal generała Jaruzelskiego, o którym nic nowego się nie mówi. I to nieznośne sprowadzenie 13 grudnia do jego postaci. Tabloizacja stanu wojennego i tu trwa.
I już miałem wykasować plik „Wyborczej”, ale natrafiłem na rozmowę z Michałem Pisukiem o swoim scenariuszu do filmu, który nie powstał, poświęconego „Paktofonice”. Pisuk opowiada o tym, co jest normą w świecie filmowym, gdzie posiadanie dobrego scenariusza, historii, tematu nie oznacza, ze film powstanie. Wręcz przeciwnie.
Ścigany odnaleziony 08-12-2008 17:14
"Polityka" ujawnia, że poszukiwany ENA (europejskiem nakazem aresztowania) finansista Janusz Lazarowicz ukrywa się w RPA.
Ujawniamy, że poszukiwany od marca 2007 r. krajowym listem gończym, a od października 2007 r. ENA (europejskiem nakazem aesztowania) finansista Janusz Lazarowicz ukrywa się w RPA. Chociaż prokuratura nie potrafiła tego ustalić (do władz RPA nie wpłynęła prośba o ekstradycję), bez problemu uczynili to dziennikarz „Polityki" Piotr Pytlakowski i dokumentalista (autor m. in. książki i filmu „Zabić Papałę") Sylwester Latkowski. Znaleźli poszukiwanego i spotkali się z nim w okolicach Kapsztadu. Podczas wielogodzinnych rozmów opowiedział im o swojej ucieczce i jej przyczynach. Jest przekonany, że padł ofiarą zemsty Grzegorza Wieczerzaka, b. prezesa PZU „Życie". Upoważnił dziennikarzy, aby podali do publicznej wiadomości miejsce jego pobytu.
Wieczerza u Świeszewskiego ( z ks.Krzysztofem Niedałtowskim i Pawłem Huelle) 06-12-2008 19:52
Pokój o podwyższonym standardzie 05-12-2008 11:05
Samotność w hotelu zawsze jest nieznośna. A kiedy rano trzeba samemu wyprasować koszulę, bo nie ma w nim takiej usługi, przypominasz sobie nie tylko puste, zimne łóżko, z którego rano wyszedłeś… Na szczęście podali śniadanie do pokoju.
Duży format 05-12-2008 01:15
Londyn. Plan zdjęciowy 29-11-2008 17:29
Metro, autobus, podmiejski pociąg, czyli piątek w Londynie 29-11-2008 17:00
Poranny lot na Heathrow 28-11-2008 16:24
Penderecki rulez 23-11-2008 22:46
Wieczór w Teatrze Wielkim-Opery Narodowej, gdzie swoje 75 urodziny świętował Krzysztof Penderecki. Pod jego batutą wykonano "Siedem bram Jerozolimy."
Alaska 22-11-2008 21:56
Autor jedzie do ojczystego kraju, a zdaje się, że wyruszył na Alaskę. Jak to jest, kiedy miejsca, które na ogół są oswojone i bezpieczne, nagle stają się groźną, niezrozumiałą Alaską? ("Pisarze ze strefy bakłażana", Gazeta Świąteczna)
Kiedyś także bywała w stanie.... i nie przeszkadzało 22-11-2008 00:18
Rano naniosłem ostatnie poprawki w reportażu dla Polsatu „Niebezpieczne kontakty Sumlińskiego”. Na szczęście wszystko można było zrobić w łóżku. Zmęczenie po wczorajszych zdjęciach było tak silne, że dopiero południowy pobyt w saunie pozwolił mi stanąć jakoś na nogach. Rozmowa z Wojtkiem Sumlińskim przeprowadzona w czasie jego pobytu w szpitalu psychiatrycznym od miesiąca leży w Polsat. Ma pójść razem z reportażem.
Jeśli wszystko pójdzie planowo, na początku stycznia ukaże się na DVD film „Zabić Papałę”. Zdecydowałem się pokazać film w kilku miastach w Polsce i spotkać się z jego widzami. Choć niechęć do kontaktów z ludźmi ostatnio jest bardzo silna. Przypomina mi się sytuacja z „To my, rugbiści”, „Blokersami”, które dopiero po jakimś czasie, po okresie krążenia w obiegu zamkniętym trafiły na srebrny ekran.
Jakże wybiórcze są media. Kiedyś przypadkowo natknąłem się z ekipą telewizyjną na pewnego znanego senatora „pod wpływem”. Wówczas usłyszałem o manipulacji, nierzetelności, a niektórzy dziennikarze, zaprzyjaźnieni z pijarowcami senatora, przeprowadzili analizę taśmy, z której wynikało, że senator był trzeźwy. To, że mówił od rzeczy, że czuć od niego było woń alkoholu było bez znaczenia. Za karę zredukowano emisję „Nakręconej nocy” i wyznaczono specjalną osobę odpowiedzialną do kontroli, czego media nie zauważyły. Przemilczały. No cóż, Elżbieta Kruk dzisiaj jest zaledwie posłem, jako szefowa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, mogła upijać się do woli, chodzić w stanie wskazującym i żadna stacja nie miała odwagi puścić jej „pod wpływem” Dziennikarze taktownie spuszczali wzrok.
Na zdjęciu kadr z wczorajszych zdjęć. Zdjęć Elżbiety Kruk było dzisiaj w nadmiarze. I może Piotr Pacewicz ma racje, że w tym polowaniem dzisiaj na Elżbietę Kruk zatracono proporcję.
Konstytucja swoje a Sąd swoje 20-11-2008 23:09
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w Art. 45. gwarantuje:
Tymczasem w polskich sądach rzeczywistość wygląda czasami tak jak w Sądzie Rejonowym dla Warszawa- Śródmieście. Dzisiaj realizowałem tam zdjęcia. Dwie strony, poszkodowany i oskarżony, zgodziły się na rejestrowanie przebiegu rozprawy. Rozprawa nie ma klauzuli tajności. Kto się przeciwstawił? Wysoki sąd. On nie chciał by ktokolwiek patrzył na ręce. Pozwolił tylko na używanie przeze mnie długopisu.
Nocny lot według Bartka Piotrowskiego 18-11-2008 00:17
Żagiel o Zacharskim i Mazurze. Fragment ksiązki "Zabić Papałę" 17-11-2008 15:04
"Aleksander Żagiel wspomniał jeszcze prokuratorowi o znajomości Mazura z Józefem Oleksym i generałem Marianem Zacharskim:
„Z tego, co wiem, Edek Mazur znał się z Oleksym. Pamiętam taką sytuację, która miała miejsce jeszcze w czasie, gdy prowadziliśmy wspólne interesy z Edkiem. Wylatywaliśmy samolotem do Warszawy: ja, Andrzej i Edek. Na lotnisku w Wiedniu Edek podszedł do Zacharskiego. My do niego nie podchodziliśmy. Ja odniosłem wrażenie, że Edek i Zacharski znali się, ale nie wiem, jakie interesy ich łączyły. Potem Edek zapytał nas, co się stało, że Zacharski się o nas negatywnie wyraża”.
Pytany o swoją znajomość z Edwardem Mazurem Józef Oleksy odmawia komentarza.
- To jest odległa przeszłość – ucina."
Fragment rozdziału: Żagiel ujawnia interesy Sasina z Mazurem.
Sprawa Szermietiewa, część dalsza... 15-11-2008 22:17
Romuald Szeremietiew: "Byłem w TVN24 i red. Rymanowski powołał się na tekst p. Marszałek ogłoszony na Pańskim blog\'u (gratuluję Panie Sylwestrze koledzy czytają Pański blog). A w związku z tym, co u Pana napisała red. Marszałek, ukazało się oświadczenia ministra Macierewicza.
Czy będzie wobec tego jakieś oświadczenie p. Marszałek?"
Przypomnę fragment wpisu Anny Marszałek z dnia 2008-08-08 14:58:19. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że Anna Marszałek kłamałaby o rozmowie z Antonim Macierewiczem. Być może teraz Macierewiczowi niewygodnie jest się przyznać do swoich słów i najprościej wyprzeć się tego, że kiedyś coś tam się chlapnęło niepotrzebnie. Teraz, po wyroku uniewinniającym Romualda Szeremietiewa, lepiej być po jego stronie niż przeciwko niemu:
"Romualda Szeremietiewa oskarżyła prokuratura i toczy się jego proces. Nie jest moją winą, że trwa to tak długo. Nie ja odpowiadam za taki a nie inny akt oskarżenia, który — nawiasem mówiąc — prokuratura tak spartoliła, że bardziej nie można.
Sprawa Szeremietiewa jest jedną z tych spraw, którą powinna zająć się sejmowa komisja śledcza. Oczywiście jest wiadome, że nigdy tak się nie stanie. Nikt na niej nie ugra dla siebie kapitału politycznego więc po co ryzykować, że samemu się przy tym oberwie.
Śmiałowicz: Papała i inni 14-11-2008 21:22
Polityczna poprawność, czyli opowiadając dowcip o czarnym jesteś rasistą 11-11-2008 22:42
Stopklatka 10-11-2008 23:38
Ilekroć wchodziłem do pokoju zawsze był ten sam obraz. Nie było miejsca na nieporządek. Pokój nie pozwalał się oswoić mną. Moim osobistym bałaganem.
Rzuciłem torbę w kąt, przesunąłem krzesło, odwiesiłem ręcznik na kabinę prysznicową, na chwilę spocząłem na łóżku, przesuwając poduszki. Ten bałagan trwał do mojego wyjścia. Potem wszystko wracało na swoje miejsce. Wystarczyło, że wróciłem godzinę później i zastawałem ten sam perfekcyjnie zachowany porządek, odkąd wszedłem tutaj pierwszy raz.
Kiedy ujrzałem jak przed hotelem myte są białe kamyki, jeden po drugim, zwątpiłem w stereotyp brudnej, zakurzonej, spoconej Afryki.
- Tylko, że mu nie jesteśmy w Afryce – usłyszałem.
- A gdzie? – odparłem.
Gentlemen's Breakfast w Stellenbosch 09-11-2008 23:19
Afrykański chaos 08-11-2008 22:56
Wylądowałem. Poczułem się jak na innej planecie. Po kilku dniach pobytu zrozumiałem, że nie ma jednej Afryki. Nie da się jej opisać, zamknąć w jakimś jednym obrazie. Tą różnorodność najlepiej oddaje słowo chaos.
Klatka dla palaczy 07-11-2008 11:54
Frankfurt nad Menem. Lotnisko. Przesiadka. Palacze chwilę po odprawie nerwowo wyszukują szklanych klatek, w którym można zapalić papierosa.
- Jak możesz dobrowolnie zamknąć się w tak śmierdzącej klatce – rzucam.
Odpowiedzią jest wzruszenie ramion.
Potem patrząc na niego w klatce widzę jak zaczyna się uspakajać i oddychać spokojnie. Dla niego jest to łyk świeżego powietrza, łyk jego wolności, którą współczesny świat mu coraz bardziej odbiera.
Pali paczkę papierosów dziennie. Za sobą ma dwie godziny lotu bez papierosa, a czeka go jeszcze dwanaście godzin braku nikotyny.
Pytlakowski o dziennikarzach z UOP 02-11-2008 10:46
Pierwszy dzień zdjęciowy "Ostatniej Wieczerzy" 29-10-2008 02:06
Głupi traci dwa razy 28-10-2008 17:57
Ostatnia grupa polskich żołnierzy z Iraku wylądowała na lotnisku w Goleniowie. Generał Stanisław Koziej, były wiceminister obrony narodowej w rozmowie z "Rzeczpospolitą, mówi:
Trochę to przykre, że my poświęciliśmy dużo wysiłku wojskowego, straciliśmy też ludzi, a kto inny teraz będzie tam robił interesy gospodarcze. Na przykład Niemcy, które nie wysłały tam swoich żołnierzy - dodaje Ostatnia grupa polskich żołnierzy z Iraku wylądowała na lotnisku w Goleniowie.
Czy film Latkowskiego będzie półkownikiem? 27-10-2008 21:10
Sobotni przegląd prasy, czyli lepiej nie czytać prasy przy kawie, bo można zepsuć sobie poranną przyjemność jej picia 25-10-2008 13:55
Czytam wywiad z Olewnikami w dzisiejszej „Polsce”. Danuta Olewnik mówi:
„Były obietnice, że sprawa będzie rozwiązana. Padały deklaracje, że to, co się wydarzyło, nie powinno się zdarzyć w państwie polskim. Pytano, jak to się stało, że nikt nam nie pomógł. PO i PiS załamywały ręce. I co się teraz dzieje ze śledztwem? Nic. Słyszymy, że spływają akta, że nie możemy nic z tym zrobić. Nikt nie jest zatrzymywany. W tym tygodniu byliśmy w Sejmie. Chcieliśmy pokazać tatę, że to nie jest jakiś oszołom, który rzuca się na człowieka. Miała być debata, ale wniosek przepadł.”
A na co liczyli, że maszyna prokuratorsko-policyjna przyzna się do błędów? Prokurator i policjant zawsze ma rację, nawet jak jej nie ma to jest w stanie ją udowodnić. Czasami myślę, że w większości karierę w policji i prokuraturze robią ci, którz są w stanie udowodnić, że kłamstwo jest prawdą.
Dobrze pamiętam rozmowę z funkcjonariuszem Z., który przejawiał tak silną niechęć do rodziny, do ich oskarżeń (spotkaliśmy się kilka dni po transmisji telewizyjnej z Sejmu), że jakoś nie chciało mi się wierzyć w szczerość publicznego zapewnienia, że oni teraz wyjaśnią kulisy. Poszły zresztą pierwsze przecieki, kwity, do niektórych dziennikarzy na Krzyśka, na Olewników. Więcej wysiłku w pewnym momencie poświęcano znajdowaniu kwitów i haków na Olewnika niż wyjaśnianiu, jak to się stało, że tak spaprano śledztwo.
Nie wiem, czy na to liczył Romuald Szeremietiew, ale ma krótki tekścik w Gazecie Wyborczej. Inne media? (Szermietiew sam relacjonuje na swoim blogu: Wczoraj oglądałem dziennik TV1 – ani słowa o moim uniewinnieniu. Dziś zaglądam do gazet. Przyzwoity artykuł w „Naszym Dzienniku”, nijaki tekścik w „Gazecie Wyborczej”, malutka wzmianka w „Super Expressie” i... to wszystko.) A kogo interesuje była gwiazda newsów sprzed siedmiu lat? Bo jeśli liczył, że wiadomość o uniewinnieniu go z zarzutów korupcyjnych stanie się newsem wszystkich mediów, to musiałby liczyć na to, że media rządzą się jakimikolwiek zasadami. Powinien podziękować Bogdanowi Wróblewskiemu, że w ogóle zdecydował się napisać i tak zatytułować. „Szeremietiew: „Nie jestem złodziejem”.
Mocne słowa Piesiewicza 21-10-2008 18:59
Tekst Wojciecha Czuchnowskiego zamieszczony w Gazecie Wyborczej wart jest przytoczenia, choćby ze względu na mocne słowa Krzysztofa Piesiewicza:
Zabójstwo ks. Popiełuszki: wątpliwości na korzyść morderców z SB
- Co pewien czas przedstawiane są rzekomo nowe fakty podważające okoliczności śmierci księdza Popiełuszki i negujące twierdzenia co do funkcjonariuszy SB będących jej sprawcami. Tymczasem jak dotąd nie ma żadnych mocnych dowodów, które podważałyby winę esbeków skazanych za tę zbrodnię-mówi „Gazecie” mec. Krzysztof Piesiewicz, który w 1985r, był oskarżycielem posiłkowym w procesie morderców księdza.
- Jeżeli w opinii publicznej utrwali się przekonanie o tym, że za tę zbrodnię skazano niewłaściwe osoby to będzie triumf morderców- podkreśla prof. Witold Kulesza, do 2006 r. szef pionu śledczego IPN badającego sprawę śmierci księdza.
Nieznana prawda-słabe dowody
W sobotnim numerze dziennika „Polska” pod sensacyjnym tytułem „Nieznana prawda o śmierci ks. Jerzego” opublikowano tekst mający podważać dotychczasowe ustalenia na temat okoliczności jednej z najbardziej ponurych zbrodni PRL- zamordowania w 1984r. kapelana Solidarności. Autorem tekstu jest Leszek Pietrzak, b. prokurator IPN a do niedawna członek komisji weryfikacyjnej WSI.
Materiał opublikowano w przeddzień 24 rocznicy śmierci księdza.
Według ustaleń z procesu sprawców tej zbrodni, ks. Popiełuszko został 19 października 1984 r. uprowadzony przez trzech funkcjonariuszy SB: Grzegorza Piotrowskiego (skazany na 25 lat, wyszedł po 15) Leszka Pękalę(15 lat, wyszedł po 6), Waldemara Chmielewskiego(14 lat wyszedł po 4).
Esbecy torturowali księdza a wrzucając go do bagażnika samochodu, związali w taki sposób, że udusił się krępującym go sznurem. Ciało kapłana wyrzucili do zalewu pod Włocławkiem. Zwłoki znaleziono 30 października. Trzech esbeków i ich przełożony płk Adam Pietruszka(dostał 25 lat, wyszedl po 10) sądzonych było na przełomie 1984 i 85 w tzw. procesie toruńskim. Władza starała się w nim wykazać, że ze zbrodnią nie mają nic wspólnego szefowie MSW ani partii komunistycznej.
Główne teza artykułu Pietrzaka jest następująca:kapłan nie zginął 19 października.Był torturowany przez kilka dni bo esbecy chcieli go zwerbować do współpracy.W Toruniu nie skazano właściwych sprawców a proces był reżyserowany.
Pietrzak pisze: - ludzie Piotrowskiego torturowali księdza w starych bunkrach koło miejscowości Kazuń.
- potem „nad ranem [z 19 na 20 października] półprzytomnego księdza przejęła inna grupa operacyjna(...)ksiądz znalazł się w rękach innego zespołu(...)na pewno kontynuowano brutalny proces werbunku, nie stroniąc od bicia i grożenia śmiercią”.
- „w dniach 20-25 października ksiądz mógł przebywać na terenie jednej z sowieckich jednostek w rejonie Kazunia, gdzie znajdowała się ekspozytura KGB”.
Pietrzak nie podaje żadnych bliższych danych na temat „innej grupy operacyjnej”. Nie pisze też jakie są mocne dowody na to, że duchowny żył po 19 października.
Obalana wersja Witkowskiego
W swoim artykule Pietrzak powtarza, to co w książce o sprawie Popiełuszki napisał w 2006r. dziennikarza Wojciech Sumliński.
Sumliński i Pietrzak opierają się na ustaleniach prokuratora Andrzeja Witkowskiego, który prowadził śledztwo w sprawie śmierci księdza od lat 90. i przeszedł z tym śledztwem do IPN. W 2005r. Kulesza odebrał mu sprawę i przekazał do IPN w Katowicach. A tamtejsi prokuratorzy uznali, że tezy o innym niż dotychczas przebiegu zabójstwa księdza nie maja pokrycia w faktach. Wobec publicznych protestów Witkowskiego nadzór nad postępowaniem przejęła Prokuratura Krajowa. W marcu 2006r. prokuratura w Toruniu uznała, że nie ma podstaw by od nowa wszcząć „proces toruński”.
Jednocześnie w IPN powołano zespół śledczych badających nadal sprawę zabójstwa duchownego, ale i działalność nieformalnej grupy esbeków, którzy w latach 80. zajmowali się pobiciami i skrytobójczymi mordami.
Czy teraz IPN potwierdza rewelacje Pietrzaka?:- Nie komentujemy tych twierdzeń. Zespół nadal pracuje-mówi Andrzej Arseniuk, rzecznik Instytutu.
Piesiewicz: degenerowanie prawdy
- Prokuratorzy w Katowicach i w Toruniu mieli ten sam materiał co panowie Pietrzak i Witkowski. Jest nie do pomyślenia, żeby ukryli jakieś dowody- mówi prof. Kulesza, potwierdzając, że już w peerelowskim MSW prowadzono nieformalne działania mające odsunąć podejrzenia od skazanych w Toruniu morderców księdza. - Byłoby nieszczęściem, gdyby np. teraz wznowiono proces na podstawie teorii o śmierci 25 października. Oczyszcza ona Piotrowskiego, Chmielewskiego i Pekalę, bo zatrzymano ich 3 dni wcześniej. Skończyłoby się na umorzeniu sprawy z powodu niewykrycia sprawców i oczyszczenia tych, którzy w tym procesie zostali skazani-podkreśla b. szef pionu śledczego IPN.
- W sferze faktograficznej podczas procesu toruńskiego okoliczności śmierci księdza udowodniono na 100 procent, na podstawie zeznań i materiałów dowodowych. Dopóki nie będzie mocnych materialów, które to podważą nie uwierzę w inna wersję. Proces toruński był reżyserowany, ale władzy chodziło wtedy o to by ukryć właściwych inspiratorów i oczernić w oczach opinii publicznej księdza Popiełuszkę. - mówi mec. Piesiewicz. I dodaje: - Powracające próby „ujawnienia nowej prawdy” o śmierci księdza to przy słabości dowodów prezentowanych przez ich głosicieli degenerowanie prawdy i brak szacunku dla strasznej tragedii jaką było porwanie i zabicie księdza Jerzego.
To rewelacje Sumlińskiego a nie Pietrzaka 18-10-2008 22:40
Leszek Pietrzak, autor dzisiejszej publikacji w dzienniku „Polska”, bliski (choć dzisiaj niechętnie się do tego przyznaje) znajomy Wojciecha Sumlińskiego, który wspierał go w pracach nad książką „Kto naprawdę Go zabił?”, ani słowem się nie zająknął, że jego artykuł zawiera rewelacje z książki opublikowanej trzy lata temu. Nie dziwię się, że musiało to zaboleć Wojciecha Sumlińskiego. Przebywa obecnie poza szpitalem, z którego oficjalnie zostanie wypisany w poniedziałek. Rozmawialiśmy o tym. Słowa Wojtka, które poniżej zamieszczę są mocne, ale historyk Leszek Pietrzak powinien pamiętać, że cytuje się źródła.
„Dzisiejszy (18.10.2008 r.) dziennik "Polska The Times" zamieszcza na pierwszej stronie tekst opatrzony tytułem: „Prawda o śmierci ks. Popiełuszki”. „Polska” dotarła do informacji, które rzucają nowe światło na ostatnie dni księdza męczennika – czytamy w dzienniku. To dobrze, że taka publikacja powstała. Prawda o śmierci księdza Jerzego Popiełuszki jest bowiem ukrywana od blisko 25 lat, a zaciemnianiu tej prawdy bierze udział wiele osób: ci, którzy brali udział w zamordowaniu księdza Jerzego bądź w wydarzeniach z nią związanych; ci, którzy później zacierali ślady tej jednej z najgłośniejszych zbrodni PRL; ci, którzy obawiają się, że w toku wyjaśniania tej zbrodni wyjdzie na światło dzienne prawda o ich ponurej przeszłości. Niestety – również ludzie dobrej woli, którzy – często z jak najbardziej uczciwych, ale mylnych pobudek – obawiają się, że odkrywanie prawdy o morderstwie na księdzu Jerzym może opóźnić Jego beatyfikację. Również te środowiska, które sądzą, że postawa niektórych osób na przełomie lat 80. i 90. może zmazać ich wcześniejsze winy, czyli przyzwolenie na zbrodnie dokonywane prze komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Wreszcie – nieudolni oficerowie śledczy i prokuratorzy, z winy których w ostatnich latach śledztwo w sprawie morderstwa na ks. Jerzym ugrzęzło w martwym punkcie.
Dziś już powszechnie wiadomo, że proces toruński od początku do końca realizowany był wedle z góry napisanego scenariusza, który na pewno nie powstał na biurku sędziego. A mimo to ustalenia procesu obowiązują do dzisiaj. To nie przypadek, że prokuratora Andrzeja Witkowskiego, który dwukrotnie prowadził śledztwo dotyczące tej zbrodni, również dwukrotnie odsuwano w kluczowych momentach od tegoż śledztwa – dokładnie wówczas, gdy chciał stawiać zarzuty generałowi Czesławowi Kiszczakowi. To wreszcie nie przypadek, że każdemu, kto próbuje wyjaśnić tajemnice dotyczące tej zbrodni, urabia się opinię szaleńca lub bądź niszczy w inny sposób, wedle starej metody: jeżeli nie można polemizować z faktami, zawsze można podważyć wiarygodność tego, kto te fakty ustalił.
Ze wszech miar zatem publikacja dziennika „Polska” jest cenną próbą nagłośnienia spraw skrywanych. Przykro mi zatem, że w związku z tą publikacją muszę zaprotestować: nie tyle przeciw tezom artykułu, bo zgadzam się z nimi całkowicie, tylko próbie przedstawienia ustaleń Autora jako całkowicie nowych, odkrywczych, rzucających, jak napisano, nowe światło na ostatnie dni księdza męczennika.
Rzecz w tym, że artykuł stanowi powtórzenie zasadniczych ustaleń i tez zawartych w książce mojego autorstwa „Kto naprawdę Go zabił?”, wydanej w roku 2005 nakładem Wydawnictwa Rosner i Wspólnicy, a następnie omówionej w dwóch odcinkach programu „Konfrontacje” Sylwestra Latkowskiego (TVP), w programie Bogdana Rymanowskiego (TVN 24) oraz w programie „30 minut” (TVP), a także w filmie z cyklu „Interwencja” (Polsat). Dobry obyczaj wymagał zatem, by miast pisać o docieraniu do nowych informacji, zwyczajnie powołać się na źródła. Tylko tyle i aż tyle. Wspomniana już tutaj książka "Kto naprawdę Go zabił?" mimo czynionych olbrzymich wysiłków na rzecz jej przemilczenia – przebiła się do szerokiego forum (głównie dzięki zaangażowaniu kolegów dziennikarzy, zwłaszcza wspomnianych Sylwestra Latkowskiego i Bogdana Rymanowskiego); na jej podstawie ma powstać serial dokumentalny w Telewizji Polskiej, o czym zresztą TVP już informowała. Szkoda zatem, że w cennej i ze wszech miar potrzebnej publikacji dziennika „Polska” nie odwołano się do źródeł.
Szkoda tym bardziej, że przed czterema miesiącami, a więc jeszcze przed tragedią, która stała się udziałem moim i mojej rodziny rozmawiałem z dziennikarzem „Polski” w sprawie „nowych faktów” dotyczących zabójstwa księdza Jerzego. W trwającej blisko godzinę telefonicznej rozmowie przedstawiłem wszystkie fakty, przytoczone w obecnym tekście „Polski” (dziennikarz „Polski” mówił mi zresztą, że moją książkę zna i że wywołała ona w redakcji poruszenie, stąd – jak twierdził – jego telefon). Dziennik „Polska” zapowiada kolejną publikację na temat nowych faktów dotyczących zbrodni na księdzu Jerzym już w najbliższy poniedziałek. Dobrze by było, gdyby wcześniej sprawdzono, czy są to naprawdę nowe fakty, czy też może „nowe fakty”. Różnica tylko pozornie drobna.
Wojciech Sumliński"
Lista inwigilowanych ludzi mediów za PIS ( Nie chodzi tylko o podsłuchy) 17-10-2008 23:07
(11) komentarzy / skomentuj
Europejskie filmy według Woody Allena 16-10-2008 21:26
Europejskie filmy (…) są grubo ciosane. Amerykańskie ekipy to banda świrów zbzikowanych na punkcie filmu. Jedną z rzeczy, która podoba mi się w europejskim kinie, jest brak perfekcji. Aktorzy czasami wychodzą nieostro. Europejscy filmowcy nigdy nie mieli pieniędzy, więc nie mają czasu na wycyzelowanie każdej minuty filmu. Ruchy kamery nie zawsze są doskonałe, przy zbliżeniach obiektyw skacze.
Sprawa Ziętary, odpuściliśmy sprawę 13-10-2008 19:56
Marek Kęskrawiec w „Reportażu bez końca” w Newsweek przypomniał (a raczej wypomniał) nie wyjaśnioną od 16 lat sprawę tajemniczego zaginięcia dziennikarza „Gazety Poznańskiej” Jarosława Ziętary. Sprawę, którą media ogólnopolskie, bo lokalne to czynią od czasu do czasu, odpuściły.
Tymczasem póki nie wyjaśni się, czy za tą tragedią mogła stać praca dziennikarska Ziętary, środowisko mediów powinno się ciągle upominać o jej wyjaśnienie, żądać specjalnego nadzoru prokuratury krajowej i powołania nowej grupy śledczej. Niech przyczynkiem do tego stanie się artykuł Kęskrawca.
Jak na razie możemy się wstydzić, że odpuściliśmy sprawę.
W odpowiedzi Mierzewskiemu 09-10-2008 23:01
Prokuratorze Pluto, miej cohones i daj spokój Olewnikowi 07-10-2008 21:24
Żart Klicha 04-10-2008 21:05
„Nasz 5 letni pobyt w Iraku to ewidentny sukces” – stwierdził na konferencji podsumowującej koniec misji polskiej w Iraku Bogdan Klich.
Hipokryzja polityków 27-09-2008 21:22
Do poprawki 27-09-2008 16:32
Nocne zdjęcia. Kończę przed północą. Zziębnięty i głodny wpadam na kebaba przy Puławskiej. Potem dwie aspiryny i dwie szklanki whisky. Dziwna rozmowa na skype, gdzie raczej oczy mówiły niż słowa.
Rano wgrywanie materiałów do avida. Telefon do Krzysztofa Szpetmańskiego, by znalazł czas na zmontowanie nocnych zdjęć. Umawiamy się na wtorek.
Co dalej z „Zabić Papałą”? Książki nie ma, bo pierwszy nakład się wyprzedał. Od poniedziałku ma pojawić się ponownie. Film poszedł do poprawki. Nie tylko dźwięk.
Prawie cztery godziny 23-09-2008 22:08
Prawie cztery godziny spędziłem w szpitalu, rozmawiając z… Chwilami zagryzałem zęby. Jakże śmieszni, cyniczni, bez serca, pustymi wydmuszkami są osoby, które twierdzą, że to była i jest jego gra.
W pewnej chwili podchodzi do nas ksiądz, przedstawiam się mu, ale on robi gest i pokazuje czerwony krzyż na sutannie. Kamilianin. Uśmiechamy się…
Rozmawia chwilę z księdzem, potem klęka na sali i przyjmuje opłatek.
(20) komentarzy / skomentuj
Po Gdyni 21-09-2008 19:03
Montaż filmu "Zabić Papełę" na Gdynię zakończony 19-09-2008 16:04
15. 37. Zakończyłem montaż filmu „Zabić Papałę”. Jutro o godzinie 14 premiera roboczej wersji (ze względów technicznych) filmu na 33 Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
Wyłączyłem się 14-09-2008 21:12
Wyłączyłem się. Do premiery filmu mam 6 dni i to jest najważniejsze. Tak jak w książce w filmie nie mam żadnej tezy. Nie ma w nim wątków zawartych na 10 stronach z 415, które stanowiły spór w czasie śledztwa. Nie będzie można więc w ten sposób przykryć tego, co książka i film pokazuje. Bo niektórzy dokonali uproszczenia. Cynicznie. Zapominając, że jest tam kwerenda 10 lat śledztwa i nic więcej.
Nikt przecież nie może zagwarantować mi bezpieczeństwa (rozdział z książki "Zabić Papałę") 12-09-2008 01:33
Duża część relacji kilku innych świadków, zeznających w sprawie znajomości ze Zdzisławem Herszmanem, odnosi się do jego rozlicznych interesów i bardzo rozległych kontaktów. Aleksander Żagiel, jeden z organizatorów wiedeńskiego spotkania biznesmena Jana Kulczyka z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem, zeznał prokuratorom:
- Była taka sytuacja, że Herszman chciał pomóc Grubemu Markowi (Minchbergowi, od aut. ) w uzyskaniu licencji na kasyno. Wybraliśmy się we trzech do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Byliśmy u jakiegoś wiceministra (nazwiska nie pamiętam) i Herszman usiłował przekonać tę osobę do przyznania licencji Markowi (…) Słyszałem, że Papina też znał Grubego Marka. (…) Marek po nim prowadził nielegalne kasyno w Polsce przed otwarciem legalnych kasyn. Chyba raz spotkałem się z Markiem i Wojtkiem Papiną, chyba w Wiedniu.
Z zeznaniami tymi współgra relacja Wojciecha Papiny:
– Herszman wykorzystywał polityczne znajomości do swoich interesów, które prowadził wszędzie, gdzie były pieniądze do zarobienia. (…) Znał bardzo dobrze Wojciecha Paradowskiego, Nikodema Skotarczaka, Kolikowskiego, Hedberga i wiele innych osób z tak zwanej grupy pruszkowskiej; Leszka Grota, alias Pisarek. Leszek Grot handlował bronią z Cenzinem. A także znał Jeremiasza Barańskiego, Wojciecha Kudłę, Andrzeja Zielińskiego (pseudonim Słowik, od aut.) (…)
Herszman miał bardzo dobre kontakty z pracownikami BOR, oni go chronili. Herszman znał doskonale szefów BOR-u. Dzięki Herszmanowi ja, także Minchberg, mieliśmy osobistą ochronę BOR-u. Wiem, że Herszman używał samochodów BOR-u, a także samolotów rządowych. (…) Miał w swoim apartamencie hotelowym (w Hotelu Europejskim, od aut.) zainstalowaną specjalną linię telefoniczną”.
Ten wątek zeznań znajduje potwierdzenie także w relacji samego Herszmana. Na pytanie prokuratora Mierzewskiego, czy miał ochronę
ze strony polskich władz, odpowiedział krótko:
- W tamtych czasach byłem znaczącą osobą. (…) Oni wysyłali po mnie samolot i zabierali mnie z Malmö lub ze Sztokholmu… Tak więc zawsze miałem ich ochronę (…) Abym mógł bez problemów wchodzić do budynku rządowego. Oni przyjeżdżali i zabierali mnie.
Herszman wspomina, że kiedy przebywał z żoną w Polsce, zastał go stan wojenny:
- Nie mogliśmy się wydostać z Polski; dostałem pomoc i mogłem polecieć do Sztokholmu.
Co ciekawe, po upadku komunizmu Herszman nadal korzystał z rządowych środków transportu, tylko musiał za to płacić. Wcześniej, jak twierdzi, nie musiał.
Według Zbigniewa Herszmana, bliskie kontakty z ludźmi władzy PRL-u miały go doprowadzić do konfliktu z generałem Michałem Janiszewskim, który od 1972 pełnił funkcję szefa gabinetu generała Jaruzelskiego (1972-1981 jako ministra obrony narodowej, 1983-1989 jako przewodniczącego Komitetu Obrony Kraju). Kierował także Urzędem Rady Ministrów od 1981 w czasie, gdy Jaruzelski pełnił funkcję premiera, oraz w kolejnych gabinetach – Messnera i Rakowskiego (od 1985 jako członek rządu, minister-szef Urzędu). Od września 1989 do grudnia 1990 był szefem Kancelarii Prezydenta PRL/RP.
- On się bał, że ja mam za duży wpływ na generała Jaruzelskiego (…) Generał Marcinkowski był kolegą z Jaruzelskim i myśmy się spotykali u niego w tej tam, w piwnicy była taka jacht struga (…) On sobie ubzdurał, że mam za duży wpływ i że ja jego wykończę i dlatego on dał rozkaz żeby, bo ja miałem stałą wizę do Polski, znaczy i on dał zakaz wydania mi wizy, to ja się dowiedziałem od naprawdę szefa policji, tam gdzie oni dawali mi ten stempel….
To go zmusiło do wyjazdu do Budapesztu. Powrócił do Polski po upadku komunizmu.
W latach osiemdziesiątych Herszman miał poznać Pershinga. Według niego pseudonim ten wziął się od tego, że „on latał po wyścigach za czasów komunizmu, to tam trzymał bukmacherkę i dlatego nazywali go Pershing”. Poznać go miał w nielegalnym kasynie, które wędrowało po Warszawie. Raz mieściło się w jednym z mieszkań na Pradze, raz w śródmieściu. Istniało także w czasach komunizmu, jak wspomina Herszman, kasyno „na Marszałkowskiej na szóstym piętrze”. Potem, w latach dziewięćdziesiątych, Pershing bywał w biurze Herszmana i pożyczał od niego pieniądze.
- On przychodził bardzo często do mnie, przywitał się, daj mi trochę pieniędzy, jutro ci oddam i to było (…) Dostawał ode mnie 2, 3, 4 tysiące dolarów na dwa, trzy dni (…) Czasami w nocy, jak spałem już… do drzwi do mnie…. Mówi, otwórz, wujek, bo oni nazywali mnie wujek…
Z innych swoich znajomych wspomina Wojciecha Papinę, Wojciecha Kudłę, Marka Minchenberga, Jeremiasza Barańskiego i Aleksandra Żagla oraz jego wspólnika Andrzeja Kunę; Nikodema Skotarczaka, Wojciecha Paradowskiego.
Herszman nie wyjaśnia, dlaczego nagle w 1993 roku opuszcza Polskę i nie wraca do niej nigdy, tylko mówi:
- No, słyszałem różne rzeczy, o tym, o tamtym, wie pani, sprowadzają papierosy, wie pani, ja się chciałem jak najszybciej od tego usunąć i ja wyjechałem z Polski i na tym się zakończyły moje kontakty z Polską.
Wyjechał do Wiednia. Tam trafił na osiem miesięcy do austriackiego więzienia. Przez jakiś czas mieszkał w Moskwie.
Na pytanie, jak się nazywali Rosjanie, z którymi współpracował, odpowiada:
- A to, proszę pana, to są moje sprawy, to, proszę pana, jak ja jestem o coś podejrzany, to ja wzywam adwokata i panowie ode mnie się nie dowiedzą… o Rosji. W ogóle ja nie chcę mieszać Rosjanów, bo Rosjanie przyjadą i łeb urwą.
Z Rosji Herszman, poprzez Austrię i Niemcy, wraca do Szwecji i zamieszkuje w Helsingborgu.
W 2006 r., w czasie spotkania z koordynatorem służb specjalnych Zbigniewem Wassermanem, usłyszałem od niego, że Zbigniew Herszman ostatnio zadzwonił do jego sekretariatu. Otrzymuję od Wassermana numer telefonu, z którego dzwonił. Niestety, słyszę tylko komunikat, że nie ma takiego abonenta.
Zbigniew Herszman jest zdenerwowany wizytą gości z Polski i celem przesłuchania: „Kontakty Herszmana z różnymi osobami, tło stanowi morderstwo komendanta głównego (Policji, od aut.) w Polsce w 1998 roku”.
- Nie mam nic wspólnego, tyle lat w Polsce. Oprócz tego, że Marek (Minchberg, od aut.) był w ubiegłym roku, po tylu latach, u mnie. Dlaczego nagle do mnie? Ja nie mam nic wspólnego, nie chcę się mieszać. Resztę życia chcę poświęcić, mam siedemdziesiąt lat, jestem schorowany i nie chcę mieć takich odwiedzin, i żeby mi ktoś groził… Był zagrożeniem dla życia. Nikt przecież nie może zagwarantować mi
Czego obawiał się Zbigniew Herszman, nie wyjaśnił śledczym.
Komentarz Anny Marszałek: Nie tylko Latkowski ma wątpliwości... 10-09-2008 21:09
Błąd Mierzewskiego 07-09-2008 15:22
Prokurator Jerzy Mierzewski od 10 lat zajmuje się sprawą Papały bez szczególnych efektów. Nie ma aktów oskarżenia, sprawców, zleceniodawców. Jak długo jeszcze będą winni temu wszyscy, tylko nie on? Tym razem zarzuca on mi, a także innym dziennikarzom, którzy odważyli się krytycznie wypowiedzieć o przebiegu śledztwa, jego torpedowanie. Tymczasem nie chodzi mi o atakowanie prokuratora ani samego śledztwa. Chodzi mi o to, żeby śledczy przestali dreptać w miejscu. Żeby naprawili błędy tam, gdzie je zrobili. I wreszcie po tych 10 latach przestali się kreować na jedynych sprawiedliwych, którym wszyscy rzucają kłody pod nogi. Niech przestaną grać na emocjach i zaczną dyskusję merytoryczną.
Mam świadomość, że teraz najważniejsze będzie spacyfikowanie mojego filmu; najlepiej, by w ogóle nie doszło do premiery.
Poniżej publikuję rozdział książki „Zabić Papałę” zatytułowany „Błąd Mierzewskiego”. Nie tylko ja popełniam błędy…
Błąd Mierzewskiego
Paweł Biedziak, ówczesny rzecznik prasowy komendanta głównego policji:
- Byłem świadkiem najczarniejszego dnia w historii polskiej policji, kiedy zapadła tajemnicza decyzja o zwolnieniu Edwarda Mazura z izby zatrzymań. Widziałem rozpacz i brak wiary, że coś pozytywnego w tej sprawie się zdarzy. A potem, jak po wyjściu na wolność poszedł imprezować z rządzącymi, postanowiliśmy puścić przeciek, by choć ludzie się o tym dowiedzieli.
Edward Mazur po opuszczeniu policyjnej izby zatrzymań udał się na tradycyjną, organizowaną co roku, imieninową imprezę Mirków (Wierzbowskiego i Rusinowicza), Zdzisława Skorży (wiceszefa ABW przyjaciela Waldemara Pawlaka) i Romana Kurnika do restauracji Belvedere w Warszawie. Z 240 gości niewielu chce dziś pamiętać, że uścisnęli wtedy dłoń Edwarda Mazura. Impreza ta powtarzała się do roku 2005; wcześniej, w 2004, ze wspólnych imienin zrezygnował Zdzisław Skorża.
W mediach i ustnych relacjach rozpowszechniano przez wiele lat pogląd, że za zwolnieniem Edwarda Mazura stał Urząd Ochrony Państwa, a zwłaszcza pułkownik Ryszard Bieszyński. Prokurator Jerzy Mierzewski przedstawiany był jako osoba, która heroicznie walczyła do końca o aresztowanie Mazura. Miał wręcz zagrozić dymisją.
Dziennikarz śledczy, który od lat pisze o tej sprawie, mówi:
- Mierzewski wmawiał mi, że był bohaterem, że go zgnoili, że się stawiał. To samo opowiadał innym.
Dzisiaj już możemy więcej powiedzieć, co działo się w dniach 27 i 28 lutego 2002 roku w prokuraturze.
16 czerwca 2005 roku wszczęto śledztwo w sprawie wypuszczenia Edwarda Mazura po zawiadomieniu prokuratury przez sejmową komisję śledczą PKN „Orlen” o podejrzeniu popełnienia przez ówczesnego prokuratora krajowego Karola Napierskiego przestępstwa. Miało ono polegać na bezprawnym zwolnieniu Edwarda Mazura, zatrzymanego w sprawie zabójstwa Marka Papały.
Kiedy pod koniec 2005 roku pytałem o to ówczesnego prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka, ten powiedział:
- Postępowanie trwa zbyt długo. Mam wrażenie, że coś innego działo się w tym gabinecie, niż dzisiaj ludzie mówią.
13 stycznia 2006 roku umorzono prokuratorskie śledztwo. Wznowiono je ponownie 6 lutego 2006 roku. Nie bez wpływu na tę decyzję było toczące się postępowanie ekstradycyjne Edwarda Mazura. Śledztwo umorzono ponownie w listopadzie 2007 roku.
Pierwsza narada została zwołana przez prokuratora apelacyjnego w Warszawie, Zygmunta Kapustę, przed południem 28 lutego 2002. W naradzie wzięli udział prokuratorzy: Zygmunt Kapusta; Bogusław Michalski – zastępca prokuratora apelacyjnego w Warszawie, nadzorujący pion do spraw przestępczości zorganizowanej; Artur Morgała – nadzorujący śledztwo; Marek Deczkowski – pełniący obowiązki zastępcy prokuratora okręgowego w Warszawie oraz Jerzy Mierzewski.
W uzasadnieniu umorzenia śledztwa przez prokuraturę okręgową w Katowicach czytamy:
„Przed naradą prokurator Michalski zapoznał się, na polecenie prokuratora Zygmunta Kapusty, z częścią akt sprawy, dotyczącą zabójstwa generała Marka Papały, w szczególności tomów akt zawierających zeznania Artura Zirajewskiego. W tym zakresie, na potrzeby zwołanej narady, przeprowadził analizę zgromadzonego materiału dowodowego, wówczas jako jedyny prokurator spośród prokuratorów nadzorujących i przełożonych”.
Michalski przedstawił zebranym wyniki przeprowadzonej analizy. Wytknął Jerzemu Mierzewskiemu:
- brak pouczenia Artura Zirajewskiego o treści art. 183 kpk, co w jego ocenie stanowiło błąd formalny przesłuchania ;
- obawa odwołania zeznań przez Artura Zirajewskiego, w szczególności po dokonaniu stosownego pouczenia lub nawet utrata tego dowodu po przedstawieniu mu zarzutu popełnienia przestępstwa.
W uzasadnieniu katowiccy prokuratorzy piszą:
„Omówiono też wątpliwości (zarówno, od aut.) co do wiarygodności świadka Artura Zirajewskiego, wynikające ze zmieniania przez niego treści zeznań w trakcie kolejnych przesłuchań, jak i umorzenia śledztwa przez prokuratora Janusza Regulskiego. Wskazywano, że jest to świadek niewiarygodny, który już raz zaprzeczył swym obciążającym zeznaniom. Fakt istnienia podobnych wątpliwości nie został zanegowany przez żadnego z prokuratorów uczestniczących w naradzie.
W szczególności, w ocenie jej uczestników, nie budził sporu fakt popełnienia przez prokuratora Jerzego Mierzewskiego błędu formalnego, w postaci wspomnianego braku pouczenia świadka o treści art. 183 kpk, zwłaszcza podczas przesłuchań w dniu 22 stycznia i 27 lutego 2002, kiedy świadek składał zeznania obciążające Edwarda Mazura”.
Naradę przerwano po tym, kiedy Zygmunt Kapusta zadzwonił do Karola Napierskiego, by zreferować mu informację o zatrzymaniu Edwarda Mazura i wątpliwości związane z głównym dowodem, jakim są zeznania Artura Zirajewskiego. Napierski zażądał zwołania narady w prokuraturze krajowej. Odbyła się ona następnego dnia rano.
Co do dalszego postępowania z zatrzymanym Edwardem Mazurem, Jerzy Mierzewski już na początku narady zaprezentował stanowisko, iż wymienionemu należy przedstawić zarzut popełnienia przestępstwa, a następnie wystąpić z wnioskiem o zastosowanie względem niego tymczasowego aresztowania.
W dalszym toku narady nie reprezentował już jednak w tym względzie tak zdecydowanego, jednoznacznego stanowiska. Zapytany wprost przez Karola Napierskiego, jak zachowa się Artur Zirajewski po uprzedzeniu go o treści art. 183 kpk, oświadczył, iż odwoła on złożone przez siebie zeznania, zaś zapytany o stanowisko co do dalszego postępowania z Edwardem Mazurem nie odpowiedział, wykonując gest świadczący o niezdecydowaniu, rozkładając ręce”.
„Artur Morgała nie zabrał w czasie narady głosu, zaś Artur Kassyk podzielał stanowisko zaprezentowane przez Bogusława Michalskiego. Andrzej Kaucz i Marek Deczkowski, dostrzegając ryzyko decyzji o przedstawieniu zarzutów Edwardowi Mazurowi, opowiadali się jednak za takim rozwiązaniem. Bardziej jednoznaczne stanowisko reprezentował przy tym Andrzej Kaucz. Bogusław Michalski sformułował też wniosek, iż materiał dowodowy jest niewystarczający do przedstawienia Edwardowi Mazurowi zarzutu popełnienia przestępstwa, w związku z czym należy wymienionego niezwłocznie zwolnić i przesłuchać w charakterze świadka. (…) Było to wyłącznie stanowisko własne prokuratora Bogusława Michalskiego. Naradę zakończył prokurator Karol Napierski, akceptując stanowisko prokuratora Bogusława Michalskiego stwierdzeniem, że również w jego ocenie brak jest podstaw do przedstawienia zarzutu. (…) Po tych słowach prokurator krajowy zwrócił się do wszystkich zebranych mówiąc, że wszystko jest jasne i uczestnicy opuścili gabinet.
Po zakończeniu narady Jerzy Mierzewski, w swej ocenie wykonując polecenie prokuratora krajowego, przesłuchał Edwarda Mazura w charakterze świadka jeszcze w dniu 28 lutego 2002 roku, o godzinie 14.50, a następnie zarządził jego zwolnienie. Faktyczne zwolnienie Edwarda Mazura nastąpiło w wymienionym dniu o godzinie 16.20 na nakaz zwolnienia wystawiony przez zastępcę biura służby kryminalnej komendy głównej policji Jerzego Skryckiego”.
Śledczy z prokuratury okręgowej w Katowicach po analizie prawnej zachowań uczestników narady, przesłuchaniu jako świadków innych osób i zapoznaniu się z analizą zebranego materiału dowodowego doszli do następujących wniosków:
„W żadnym wypadku brak pouczenia (o treści art. 183 kpk, od autora) nie dyskwalifikował dowodu z zeznań Artura Zirajewskiego. Notabene, kiedy prowadzono dyskusje o konieczności uprzedzenia świadka o treści art. 183 kpk, istniała możliwość bardzo szybkiego konwalidowania tego ewentualnego braku. Chybione były też zarzuty, formułowane w czasie narad, że świadek zmieniał zeznania obciążające Janusza Regulskiego. Doszło w istocie do umorzenia postępowania prowadzonego w tej sprawie, jednak na skutek zaniedbań i błędów prowadzącego śledztwo, w żadnym zaś fragmencie Artur Zirajewski zeznań swych nie zmienił (…)
Nie ulega natomiast kwestii, że zwolnienie, bez przedstawienia zarzutu, w dniu 28 lutego 2002 roku podejrzanego Edwarda Mazura wyrządziło szkody w śledztwie, negatywnie wpłynęło na możliwość pociągnięcia domniemanego sprawcy do odpowiedzialności karnej (…)
Bez wątpienia ani prokurator Karol Napierski, ani żaden z przełożonych prokuratora Jerzego Mierzewskiego nie wydał mu pisemnego polecenia służbowego co do treści czynności procesowej. Więcej nawet, okoliczność tę przyznał nawet prokurator Jerzy Mierzewski; ani Karol Napierski, ani żaden z innych uczestników narad nie zwrócił się bezpośrednio do referenta sprawy z wyrażonym ustnie poleceniem przeprowadzenia określonych czynności procesowych i zakazem przeprowadzenia innych. Nie sposób bowiem traktować wygłaszanych w trakcie wymiany poglądów własnych, subiektywnych, nawet nietrafnych czy błędnych ocen jako poleceń służbowych, których forma jest wszak ściśle określona w ustawie.
In concreto Jerzy Mierzewski działając w błędzie uznał, że otrzymał polecenie służbowe. Ta błędna analiza znaczenia wypowiadanych słów, usprawiedliwiona okolicznościami, wynikła, bez żadnej wątpliwości, z faktu podsumowania rozmowy osobiście przez prokuratora krajowego – najwyższego zwierzchnika służbowego wszystkich prokuratorów w ramach struktury opartej na hierarchicznym podporządkowanie prokuratury, zdenerwowania z powodu nieuznania przez rozmówców przedstawionych własnych racji, rozczarowania i niepokoju o dalszy tok śledztwa (…)
Równie niewątpliwie jednak podkreślić należy, że formułowanie rażąco błędnych ocen materiału dowodowego, rażąco błędnych ocen prawnych, a w konsekwencji doprowadzenie do oczywiście błędnych decyzji procesowych, które wyrządziły realne, wymierne i, być może, nieodwracalne szkody w śledztwie, winno być przedmiotem analizy w trybie postępowania służbowego”.
Fragment książki „Zabić Papałę” – wydawnictwo „Rosner i Wspólnicy”, Warszawa 2008
Media to nie pasy transmisyjne polityków i służb 06-09-2008 20:16
Czy media maja prawo zajmować się tematem tajnego amerykańskiego więzienia na Mazurach, lotami samolotów CIA?
Kiedyś uległem tezie, że poruszanie tej kwestii naraża Polskę, ale to było niesłuszne myślenie.
Zmilczenie tego tematu to bezkrytyczna akceptacja działań polityków i służb, danie im prawa do funkcjonowania poza społeczną kontrolą.
Poza kontrolą 06-09-2008 19:56
- O ile w sejmowej komisji ds. służb specjalnych kontrolujemy CBA, ABW, AW i służby wojskowe, to żadna z komisji nie nadzoruje pracy operacyjnej służb Ministerstwa Finansów czy nawet samej policji – mówi Marek Biernacki w rozmowie z Robertem Zielińskim w „Dzienniku”.
POLSKA: Nie dałem się uwieść esbekom 05-09-2008 20:11
Polityka: Porwane wątki 04-09-2008 21:17
"1612" i „Zabić Papałę” na festiwalu w Gdyni 03-09-2008 23:04
Pokazy rosyjskiej kostiumowej superprodukcji "1612. Kroniki Wielkiej Smuty" w reżyserii Władimira Chotinienki oraz dokumentu Sylwestra Latkowskiego "Zabić Papałę" są w programie tegorocznego 33. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (FPFF)
Festiwal potrwa od 15 do 20 września. O jego programie opowiadali na konferencji prasowej w Warszawie organizatorzy festiwalu. Gościem specjalnym konferencji był minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski.
"Kino to znakomita wizytówka polskiej kultury w świecie" - ocenił minister Zdrojewski, który jest przewodniczącym Komitetu Honorowego 33. FPFF.
Jak poinformował dyrektor artystyczny festiwalu Mirosław Bork, rosyjscy twórcy obrazu "1612. Kroniki Wielkiej Smuty" nie przyjadą do Gdyni, ekipę będzie reprezentował polski aktor Michał Żebrowski, odtwórca jednej z ról w tym filmie.
"1612..." to opowieść o Wielkiej Smucie, czyli czasach zamętu, w jakim po śmierci cara Borysa Godunowa, na przełomie XVI i XVII stulecia, pogrążyła się Rosja. Głównym wątkiem filmu jest wypędzenie z Moskwy polskiej załogi Kremla przez pospolite ruszenie kupca Kuźmy Minina i księcia Dymitra Pożarskiego. Żebrowski gra w tym filmie awanturniczego polskiego hetmana.
Duże kontrowersje, ze względu na to, co w nim przedstawiono, wzbudzić może film Sylwestra Latkowskiego "Zabić Papałę" - uważa Bork. Dokument Latkowskiego dotyczy okoliczności śmierci byłego komendanta głównego policji gen. Marka Papały. Na festiwalu w Gdyni odbędzie się premierowy pokaz tego filmu.
http://www.rp.pl/artykul/9146,185604__1612__i__Zabic_Papale__na_festiwalu_w_Gdyni_.html
ZABIĆ PAPAŁĘ”: Śledztwo w sprawie zabójstwa gen. Papały to kompromitacja polskich organów ścigania. 01-09-2008 11:57
Wydrukowana 22-08-2008 22:54
Dzisiaj po zdjęciach do reportażu ( o nim napiszę niedługo, choć na pewno ABW już roztoczyło nad nim swój parasol wścibstwa, tak w ramach wolności słowa, demokracji) zdążyłem odebrać wydrukowaną książkę.
Właśnie przeczytałem na 416 stronie, że mój wydawca ma siedzibę przy ulicy Okrzei, na tej samej, gdzie ma siedzibę CBŚ. To tam kiedyś wezwali żonę Andrzeja Zielińskiego pseudonim „Słowik”, by przestrzec ją przed kontaktami ze mną. Podsłuchano moją rozmowę z R., pośrednikiem. Próbowała się spotkać, przekazać informacje od Słowika. Nawiązać kontakt. Zagrożono jej, że wsadzą ją do aresztu. A ma przecież dziecko. W rozmowie telefonicznej ze mną potwierdziła to, dlaczego zrezygnowała.
Z Ryszardem Boguckim musiałem rozmawiać poprzez prawników, bo oczywiście odmówiono mi nagrania rozmowy z nim. Pułkownik Roman Kurnik zawsze z uśmiechem odprawiał mnie z kwitkiem, tak samo jak obecny wicepremier Waldemar Pawlak i jego kolega wiceszef ABW, Zdzisław Skorża oraz ich wspólny znajomy Zbigniew Komorowski, prezes Bakomy; Małgorzata Papała nasłała prawnika, generał Józef Sasin wykręcał się chorobą żony, Edward Mazur milczał jak grób, choć z jego pośrednikami udało mi się porozmawiać; jeden z przyjaciół Nikosia zadzwonił kiedyś po 23 w nocy i przekonywał, że powinienem zapomnieć o… Inny rozmówca proponował mi powrót do TVP… Szantażowano mnie, grożono… Ale wszystko zmierza już do finału, książka 1 września będzie w księgarniach, jeszcze przede mną 20 września tylko premiera filmu.
Co prawda powiedziano mi ostatnio, że muszę spodziewać się zemsty, bo miałem czelność ruszyć „święte krowy”, inna osoba twierdzi, że będzie próba przemilczenia, ale jakoś nie wierzę, że media są u nich na tak krótkiej smyczy.
(16) komentarzy / skomentuj
Kto jest w tej zabawie zabawką, a kto jej panem? 20-08-2008 22:05
To fragment e-maila, autor otarła się aferę aneksową:
"Mamy do czynienia z "zabawami środowiskowymi", które podjęte zostały przez służby. Podjęte zresztą też na żądanie naszego środowiska. I kto jest w tej zabawie zabawką, a kto jej panem, nie tylko przestało być wyraźne, ale i ważne. Show must ... Da się jednak przewidzieć zwycięzcę tych igraszek: tradycyjnie będę nimi metody. Uniwersalne metody równie uniwersalnych służb. Są uniwersalne tak jak ekumeniczny jest pieniądz...
Ale i to też nie jest zaskakujące. Służby są przecież takie jak oczekiwania klasy politycznej."
Do premiery książki 14 dni, a filmu 34 18-08-2008 22:33
Końcowy montaż film „Zabić Papałę” rozpoczęty. Do premiery zostało 34 dni. Dzisiaj wyciąłem początkowych 12 minut filmu.
- Od tego zaczniemy (od słów świadka w sprawie zabójstwa generała Marka Papały) – mówię do Rafała.
Andrzej Rosner, wydawca książki o tym samym tytule co film, swoiste wprowadzenie do niego, przed chwilą poinformował mnie, że „książka będzie w sprzedaży w ciągu tygodnia, nie wcześniej (może w Warszawie w niektórych księgarniach), a w Empikach na początku września.”
W mediach nadchodzi zimna wojna? 15-08-2008 22:15
Słuchając niektórych polityków, komentatorów, pierwszą inwestycją jaką powinienem zrobić w najbliższym czasie to wybudowanie sobie schronu, na wypadek wojny. Ta propaganda militarystyczna w mediach staje się nieznośna. Może tak warto by redaktorzy przypomnieli sobie i społeczeństwu, które według nich żyje w ogromnym zagrożeniu, niektóre kroniki z czasów zimnej wojny i spuścili trochę powietrza z samo nakręcających się polityków i komentatorów.
Jeden z amerykańskich polityków powiedział:"Pierwszą ofiarą wojny jest prawda." Warto o tym pamiętać. Polecam przed wejściem do studia telewizyjnego wsadzić im nogi do misek z zimną wodą.
Leniwy poniedziałek 11-08-2008 21:24
Jednak wolny! 08-08-2008 18:35
16.55. Telefon od Moniki Sumlińskiej, żony Wojtka.
- Jest wolny - słyszę.
Głos Moniki po raz pierwszy od miesięcy ma inną barwę, jakby uwolniony został z kajdan, przytłaczającego ciężaru.
Wojtek w szpitalu może pozostać jeszcze kilka tygodni, mówi.
Wkrótce otrzymuję sms-a: „0pinia kogoś, kto się z nim widział: jest strzępem człowieka. Mówi jednostajnym, monotonnym głosem. Musiałem wyjść, bo łzy mi w oczach stanęły…”
(14) komentarzy / skomentuj
Jednak idzie do aresztu 08-08-2008 14:40
Skręcona noga Wiśniewskiego. Julke nie zarobi w tym sezonie na reklamie. 08-08-2008 09:35
Plujcie dalej, ja będę robił swoje, by Wojtka Sumlińskiego nie zmielił na wióry wymiar sprawiedliwości 07-08-2008 10:17
Nie czytam wszystkiego, co ukazuje się forach, blogach, czasami ktoś mi coś podeśle, sam znajdę. Lektura jest smutna. Pokazuje, że tak naprawdę niektórzy mają gdzieś dramat Wojtka Sumlińskiego i jego rodziny, dla nich najważniejsza jest polityczna nawalanka.
O co mi chodziło i chodzi w sprawie Wojciecha Sumlińskiego? O to by nie popełnił samobójstwa w areszcie. O to by nie stosowano wobec niego aresztu wydobywczego. O to, by służby, prokuratura się opanowały i odstąpiły od swego myślenia, że z Wojtka można mieć „plastycznego świadka.” Nie tylko w sprawie Wojtka tak postępują, co jakoś nie stało się tematem. Zbyt często oficerowie i prokuratorzy wykazują cynizm, bezduszność w tym zmiękczaniu, łamaniu świadka, podejrzanego. O tym wszystkim rozmawiałem z wieloma osobami.
Kiedy otrzymałem tekst "ty sprzedajny chuju” (adresat nadał z komputera IP 83.20.50.98), gorzko się uśmiechnąłem, wiedziałem, że po ostatnim moim wpisie na blogu, teraz na mnie zostanie wylany kubeł pomyj i stanę się agentem, piątą kolumną, Dlaczego? Bo mam odwagę mówić własnym głosem i mam gdzieś teorie spiskowe, które teraz nie pomogą Wojtkowi. Takim gadaniem nie można pomóc Sumlińskiemu. Trzeba to robić czynem i uwzględniać realia.
Plujcie dalej, ja będę robił swoje, by Wojtka Sumlińskiego nie zmielił na wióry wymiar sprawiedliwości.
Marszałek i Czuchnowski zachowali się przyzwoicie wobec Sumlińskiego 05-08-2008 22:02
Powrót do montażu filmu Zabić Papałę (vers. 121 min) 04-08-2008 16:57
21.00. TVN 24 ( za Onet): "Sylwester Latkowski, dziennikarz i reżyser powiedział w TVN24, że aresztowanie człowieka po tym, gdy trzy miesiące przebywał na wolności, jest łamaniem praw człowieka. - Nie jesteśmy Białorusią - dodał oburzony. - Areszt stosuje się, aby wykluczyć mataczenie. Wojtek był trzy miesiące na wolności i nie mataczył. Uważam, że to areszt wydobywczy. Areszt tymczasowy nie może się przeradzać w karę, bo to sąd decyduje o karze - mówił na antenie TVN24 Latkowski.
Anna Marszałek, dziennikarka śledcza "Rzeczpospolitej", powiedziała, że "gdyby decyzja o tym areszcie zapadła natychmiast po zatrzymaniu, przez chwilę miałoby to jakieś uzasadnienie".
- Prowadziliśmy śledztwo dziennikarskie. Wyszło nam, że dziennikarz za bardzo się zbliżył do L., który powoływał się na znajomości z dziennikarzem, a nie, że dziennikarz był łapówkarzem - dodał Marszałek.
Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej" powiedział, że "przy pierwszej próbie samobójczej sąd się przestraszył i nie zastosował tego aresztu wobec Wojtka", więc tym bardziej, nie rozumie obecnej decyzji.
- Jestem ogromnie rozdarty. Areszt to brutalny środek zapobiegawczy, więc jego zastosowanie musiało mieć jakieś podstawy, ale Wojtek ideowo podchodzi do swojego zawodu. W najgorszym razie został w coś wplątany - powiedział Czuchnowski.
Ceazary Gmyz z "Rzeczpospolitej" powiedział, że jako dziennikarz śledczy w swojej pracy styka się z różnymi ludźmi, także przestępcami, podobnie jak prokuratorzy. - Mimo to uważam, że kontakty Wojciecha z L. poszły za daleko - powiedział."
(18) komentarzy / skomentuj
Host 28-07-2008 13:59
„Przychodzą i mówią, tu są pieniądze i chodźmy do łóżka. Powiedzmy, że je przelecę, pewnie więcej tu nie wrócą. Uprawiając seks osiągają swój cel. Nie mogę zaoferować nim nic więcej (…) Choć pracujemy przede wszystkim ciałem, sprzedajemy przede wszystkim marzenia” – mówi host, męski rodzaj hostesy z nocnego klubu, męskiej prostytutki, w dokumencie „Złodzieje serc z Osaki” (reżyseria Jake Clennell).
Film zaprzecza poprawnemu głoszonemu przez media wizerunkowi prostytucji. Tutaj obie strony są ofiarami, nie tylko prostytutki, ale i klienci. Większość klientek hostów to dziewczyny sprzedające swoje ciało za pieniądze.
„ Tak, jestem zadowolona, nawet jeśli kupuję szczęście” – mówi klientka, zajmująca się w swoim codziennym życiu prostytucją, wynajmująca na noc hosta.
Zatrzymanie 26-07-2008 20:32
Wreszcie udaje mi się zatrzymać. Postanawiam nie wychodzić z domu. W sypialni nie podnoszę żaluzji. Większość dnia spędzam w łóżku oglądając filmy. Głównie dokumenty. W tym film o Janis Joplin, po którym można zrozumieć co to znaczy mieć charyzmę, i „Życie jest muzyką.” Film Faith’ a Akin’a opowiada o Stambule poprzez muzykę, wykonawców tam żyjących. "Kiedy tu mieszkasz, twoje uszy są otwarte na różne rzeczy, nawet jeśli tego nie chcesz"- mówi jeden z bohaterów filmu. Czy dałoby się zrobić taki film, o którymś z polskich miast?
Berlińska bezsenność 19-07-2008 20:54
Wczoraj budzę się przed piątą rano, po czterech godzinach snu. Oczy przekrwione. Pieczą rozgrzanym piaskiem. Nie wiem czy ze zmęczenia, czy z powodu alergii. Schodzę do samochodu po tabletki. Wracam, ponownie wchodzę do łóżka, ale bezskutecznie próbuję usnąć. Biegam bezmyślnie po bezmyślnych niemieckich programach telewizyjnych, proponujących głownie seks na telefon. W sam raz dla samotnych w hotelowych łóżkch.
Do Berlina dojechaliśmy o 21. W hotelu czeka już ekipa realizacyjna teledysku Michała Wiśniewskiego. Zrzucamy tylko bagaże i schodzimy na spotkanie produkcyjne. Siadam z boku. Krzysztof Gromek robi kilka ujęć. Na podbiciu. Warunki oświetlenia fatalne, nie ma jak rozłożyć światła w hotelowym barze, wypełniającym się coraz bardziej gośćmi spragnionymi piwa. Whisky piją tylko Polacy, czyli my. Zresztą nie liczę na odkrywczą dyskusję. Ciekawiej się robi, gdy co jakiś czas Wiśniewski z kilkoma palaczami wychodzi na papierosa. W barze hotelowym obowiązuje zakaz palenia. Stoimy przed wejściem hotelowym. Dobry klimat na rozmowę. Przez chwilę się zastanawiam, czy nie porozmawiać z Michałem do kamery. Rezygnuję jednak. Ani ja, ani on nie czujemy się na siłach, by zacząć mówić o sześciu latach, jakie minęły od Gwiazdora.
- Koniec zdjęć na dzisiaj - oznajmiam.
Operator wreszcie może się przyłączyć do nas i napić.
Rano, mając za sobą trzy godziny snu, zjawiam się na planie i zostaję na nim do czwartej nad ranem. Podchodzę kilka razy do rozmowy z Michałem, ale nijak nie potrafię przedrzeć się przez jego pancerz zmęczenia, przemilczeń, nieufności, niechęci do drażliwych wspomnień i tematów. Obaj zresztą uważamy, że na prawdziwe rozmowy przyjdzie czas. Musimy na nowo oswoić się ze sobą. Przyzwyczaić. Poznać. Każdy z nas jest już trochę innym człowiekiem.
Uciekające zdjęcia do nowego filmu 16-07-2008 11:55
Wczoraj w nocy zapada decyzja o zdjęciach. Operator na szczęście nie wyjechał na wakacje. Jest w Warszawie. W południe wyjazd.
Dobrze zrobi mi uwolnienie się na kilka dni od krętactw, rozgrywek jakich ostatnio jestem świadkiem. Bo w całej sprawie nikomu z zainteresowanych nie chodzi o prawdę.
Julke przestań mataczyć nagraniami 15-07-2008 14:39
W rozmowie ze mną Sławomir Julke stwierdził, że ma więcej nagrań. Ubolewał, że musiał chodzić z dyktafonem na spotkania. Ile jest rzeczywiście nagrań do dzisiaj nie wiadomo, bo Julke wyciąga je jak króliki z kapelusza i jedne ma wolę upublicznić inne nie. Albo oświadcza, że jest nagranie ale nieczytelne. I po problemie według niego.
Tymczasem problem istnieje, bo w obecnej sytuacji nie Julke powinien decydować, które nagrania „istnieją”, a które nie. To nie on powinien stwierdzać, czy coś się nagrało, a specjaliści. W tym miejscu warto zadać pytanie, dlaczego prokuratura od razu nie zażądała od niego wydania wszelkich nagrań dotyczących tej sprawy?
Postawa Sławomira Julke jako rozgrywającego nagraniami prędzej czy później obróci się przeciw niemu, straci wiarygodność. Mleko już się rozlało i czas po męsku powiedzieć wszystko a nie mataczyć wiedzą i nagraniami.
Prokuratura bez kręgosłupa, czyli rządy sie zmieniają a stan ten sam 15-07-2008 09:45
To się teraz wszystko posypie? Julke ma więcej nagrań 12-07-2008 21:55
(10) komentarzy / skomentuj
Natalia Stankiewicz, czyli jak skutecznie wywołać zainteresowanie swoją osobą w sieci 12-07-2008 20:25
- Jakie były Twoje początki na GL? Jak tu trafiłaś? Czy pamietasz pierwszy post?
Natalia Stankiewicz: tak - to było równo rok temu - zaprosiłam do kontaktów faceta, parę dni potem spotkałam się z nim w realu, ale CBŚ przeleciało mu firmę zanim on zdążył przelecieć mnie i zerwał ze mną wszelkie kontakty, bo myślał, że jestem kimś podstawianym czyli od razu głęboka woda.
- Czy cbś przelecialo tez ciebie?
Natalia Stankiewicz: byłam wtedy jeszcze na Śląsku, przyjechałam do Warszawy tylko na jeden dzień bo kumple z kabaretu akurat jechali na występ to się zabrałam - i spotkałam się z koleżanką w Złotych Tarasach na spacer po sklepikach a potem na spotkanie z tym prezesem, bo powiedział że mi załatwi robotę i mnie zarekomenduje
Był uroczym człowiekiem, ale potem zaczęłam czytać o nim w gazetach i się okazało że to jedna z większych afer IVRP
no to się zaczęłam interesować dziennikarstwem śledczym i zakochałam się mobilnie w jednym dziennikarzu, choć niby oficjalnie świrowałam za jego kumplem
przeprowadziłam się do Warszawy i trochę go tam bajerowałam, ale przed samym Bożym Narodzeniem mi napisał, że ma narzeczoną... więc miałam dość i spędziłam Święta sama w Warszawie... potem dochodziły mnie słuchy że zerwał z narzeczoną, więc chciałam się spotkać w realu, ale dostałam smsa "odpierdol się od mojego narzeczonego, dobrze ci radzę"
no to stwierdziłam że mam dość jednostronnych fascynacji i daję sobie spokój
-To faktycznie ostry początek, ale ten przypadek nie załamał cię. czy już wtedy postanowiłaś publikować na tak szeroką skalę?
Natalia Stankiewicz: szeroka skala moich publikacji wynikała z tego, że gdzieś musiałam wyładować energię
a poza tym lubię pisać, ale jestem zbyt mało zdyscyplinowana na pisarkę, więc piszę byle gdzie, na różnych forach, skaczę sobie to tu, to tam.
Fragment wywiadu z Natalią Stankiewicz z jej forum na GoldenLine.pl/Grupa:Fanklub Natalii Stankiewicz (pisownia oryginalna).
Krótki wypad do Sopotu 10-07-2008 23:57
Tajne sms-y Janickiej i Kowalskiej 03-07-2008 21:59
Urban rozstał się ze Starszakiem 02-07-2008 16:47
Nie ma rzeczy niemożliwych. Jerzy Urban rozstał się z Hipolitem Starszakiem, dotąd szarą eminencją tygodnika „Nie”. Starszak pełnił funkcję dyrektora wydawnictwa URMA. Dziennikarze tej redakcji milczą na temat sporu, który doprowadził do wypowiedzenia umowy Starszakowi.
Tytuł tygodnia 01-07-2008 17:37
Tygodnik "Nie" opublikował rozmowę Andrzeja Rozenka z byłym szefem WSI Markiem Dukaczewskim. Zatytułował ją "Rozmowa z niemową."
Olimpiada w Pekinie bez transmisji na żywo 01-07-2008 10:07
Film dokumentalny „Olimpiada w Pekinie 2008 – Dwie strony medalu” (reżyser Anthony Dufour), bezlitośnie podważa propagandową wizję igrzysk olimpijskich głoszoną przez chińskie władze i MKOL.
Prawo dziennikarzy do swobodnego poruszania się po Chinach, przeprowadzania wywiadów to fikcja.
W filmie jest scena rozmowy z dyrektorem generalnym chińskiej telewizji, który z uśmiechem na twarzy informuje, że transmisje telewizyjne będą miały celowo 20 i 30 sekundowe opóźnienie. W wiadomym celu, by cenzura mogła zadziałać, gdyby komukolwiek przyszło do głowy wykonać jakiś gest protestu. Nie obejrzymy więc na żywo biegu na 100 metrów, a tylko jego powtórkę. Obecny rekord świata wynosi przecież 9,72 sekund.