Source: http://liberalis.pl/2010/12/04/jas-skoczowski-prawo-naturalne-%E2%80%93-czemu-jest-nonsensem-nowe-wyjasnienie/
Timestamp: 2018-10-22 04:11:29
Legal References Found: art. 148
 art. 148
 art. 148
 art. 29
 art. 148
 art. 29
 Art. 29

Document Content:
Jaś Skoczowski „Prawo naturalne – czemu jest nonsensem, nowe wyjaśnienie” – Liberalis
Można je opisać w języku. Przepisy o których piszę przypominają projekty – są opisem czegoś, co nie musi się stać i co niekoniecznie dotąd się stało, ale co może zdarzyć się. Istnieją jednak poważne różnice. Projekt nie musi być wykonany, natomiast to, że prawo istnieje, pociąga za sobą to, że powinno być przestrzegane, chyba, że następuje wyjątek. Ludzie (i niekoniecznie tylko ludzie) natomiast nie realizują projektów nawet wtedy, gdy sytuacja jest normalna, a nie wyjątkowa i nie szkodzi to projektom w taki sposób, jak szkodzi to przepisom. Zobrazować to można tak: jeśli naszym obowiązkiem jest karmić głodnych i na świecie starczyłoby (dosłownie, czyli nic nie mogłoby przeszkodzić temu, by byli nakarmieni) jedzenia by wszystkich nasycić, to należy ich nasycić. Ale to wcale nie znaczy, że ktoś to zrobi – może się mu nie chcieć. I choć nie wykona on projektu, dalej będzie zobowiązany. Złamie prawo, choć nie złamie projektu – bo projektu nie da się złamać. Prawo “nakarm głodnego” jest czym innym od opisu, jak to można zrobić, bo taki opis nie zawiera w sobie nakazu, by go wykonać – prawo taki nakaz może co najwyżej stracić w sytuacji wyjątkowej.
Jakie mogą być granice wykonywalności prawa, jakie to mogą być wyjątki? Jednym z nich wydaje się nonsens. Jeśli ktoś nakazuje, by ktoś zrobił rzecz niemożliwą, to prawo nie obowiązuje nikogo do niczego. Jeśli nie da się nakarmić wszystkich ludzi na Ziemi, prawo tego nakazujące jest niewykonalne, więc można go nie wykonywać. Dlaczego? Bo na jedno wyjdzie, czy ktoś będzie próbował je wykonać, czy nie.
Czym jest prawo naturalne? Jest prawem bez prawodawcy. Można obruszać się na taki pomysł. Bo jak możliwe jest prawo, którego nikt nie ustanowił? Kto w takim razie wetknie w nie nakaz? Sam adresat? To nonsens. Nakazu nie może nadać sobie sam adresat, bo nie da się odróżnić jego przekonania, wyrażonego tak: “ja powinienem x” od przekonania “ja chcę zrobić x”. Tak można przeprowadzić wstępną krytykę prawa naturalnego.
Jednak ma ona wady – opiera się na założeniu, że prawo w ogóle potrzebuje prawodawcy, autora. Dlaczego to błąd? Bo prawo musi być wyrażalne w jakimś języku, ale nie musi być stworzone w żadnym, nie musi mieć więc też twórcy. Prawo naturalne może więc istnieć bez prawodawcy. I będzie dalej prawem – zestawem przepisów na słuszne postępowanie, które należy wykonać, a nie tylko można.
Jednak, czy prawo naturalne może mieć sens? Widzę inną przeszkodę, niż brak autora takiego prawa.
Z czego mielibyśmy odczytywać to prawo? Tradycyjnie robiono to, odczytując je z charakterystyki dotyczącej każdego człowieka jako człowieka. Jest to praktyka całkiem rozsądna, jeśli weźmiemy pod uwagę, że żadne prawo nie jest sensowne, gdy odnosi się do adresata w taki sposób, że on nie może wykonać swojego zadania, wskazanego przez to prawo. Bo prawo naturalne zarazem za adresata ma człowieka, jak i za przedmiot regulacji.
Znając charakter człowieka, każdego człowieka, wiedzieć będziemy, co może. Dopóki nie będzie mógł latać na własnych skrzydłach – do tego momentu nie będzie można było jemu tego sensownie nakazać (czyli sens kształtuje technologia, wniosek na marginesie). Nie mamy gwarancji, że pozwoli to na utworzenie jednego zestawu praw i obowiązków każdego człowieka, nie wykluczy to sprzeczności między różnymi zestawami – ale nie odbierze prawu naturalnemu sensowności, bo prawo może nie zgadzać się z jakimś innym prawem i być sensowne. Jeśliby przeszkodą byłoby wskazać tylko ten obszar w człowieku, który może ulegać regulacji, to można opisać jego różne prawa naturalne, a różnice w opisach będą mieściły się w rozsądnych granicach. Pluralizm praw nie oznacza, że są one bezsensu.
Problem tkwi gdzie indziej – ludzie myślą o sobie jako o jaźniach. Jaźnie nie są tym samym, co tożsamości. Jestem Jasiem Skoczowskim – to nie znaczy to samo, co powiedzieć, że to jest Jaś Skoczowski lub, że Jaś Skoczowski jest Jasiem Skoczowski. Ja mogę wątpić, że jestem Jasiem Skoczowski i mogę odrzucić każdą inną tożsamość, którą ktośby mi przypisał. Mogę więc nawet twierdzić, że mnie nie ma I dalej sie posługiwać słowem ja, nie popełniając żadnego błędu. Da sie odróżnić kogoś, kto uważa się za Jasia Skoczowskiego w danym momencie od kogoś, kto się za niego nie uważa. Ale wykazać mu, że jednak jest Jasiem Skoczowskim i się myli, się nie da, choć da się, że Jaś jest tym Jasiem właśnie. Właśnie dlatego, że się nie uważa za niego (a więc będziemy wiedzieć, że się nie uważa i będziemy wiedzieć, że jednak nim jest). Można co najwyżej go zmusić do powiedzenia, że jest Jasiem Skoczowskim. A przymus nie może niczego dowieść.
Co z tego wynika? Nie da się uregulować niebytu. Niebyt nie może być w ogóle do czegokolwiek zobowiązany, choćbyśmy znali dokładnie ludzką naturę – bo go nie ma i nic się z nim nie da zrobić. Niebyt, który oznaczamy dla niepoznaki słowem “ja”, gramatyczna fikcja, którą w ten sposób konstruujemy sobie, jest odporna na zakusy nie tylko prawodawców, ale także – na prawa bez prawodawców, bo każde prawo go dotyczące zawsze jest bezsensu.
O ile więc postrzegamy siebie jako siebie i tylko siebie,, i nic poza tym, dowolne prawo naturalne jest wobec nas bezsensowne. I w ogóle – dowolne prawo. Nie dotyczy nas w ogóle, bo nas nie ma. Może dotyczyć kogoś, ale na pewno nie nas.
Oczywiście to nie znaczy, że Jan Skoczowski nie istnieje i nie może działać pod opisem: “jestem tym ja”. Ten opis może być nonsensowny (zwłaszcza, gdy będziemy twierdzić, że czegoś chcemy), a jeśli prowadzi Jasia do stwierdzenia, że nie jest Jasiem, to też fałszywy. Ale może mu bardzo namieszać w głowie i skłonić np. do tego, żeby nie przestrzegał swoich obowiązków*, pomimo tego, że jest bezsensowny i może być fałszywy. I ja nie mam nic przeciwko.
Trzeba też zaznaczyć, że tylko określone użycie słowa “ja”, pozwala przełamywać swoje granice, jeśli są do przełamania. Jeśli Jaś Skoczowski twierdzi, że on jest Jasiem Skoczowskim, czyli mówi: “ja jestem Jasiem”, to kojarzy ja z jakąś tożsamością. Ten zabieg, wykonywany zarówno przez Jasia na samym sobie jak i przez innych na nim służy znowu zniewoleniu, związaniu go zobowiązaniami płynącymi z faktów, które konstytuują Jasia, a są faktami instytucjonalnymi. Wtedy to ja przyjmuje na siebie obowiązki Jasia, zamiast je odrzucić. Chyba, że umie podkreślić, że nie miał wcale tego na myśli.
* Ludziom, którym zdaje się, że nie ma różnicy między działaniem pod opisem, a działaniem bez opisu i działaniem pod innym opisem polecam tekst Iana Hackinga “Kinds of People: Moving Targets”.
Camilo Loco 4 grudnia 2010 at 10:22
„Czym jest prawo naturalne? Jest prawem bez prawodawcy. Można obruszać się na taki pomysł. Bo jak możliwe jest prawo, którego nikt nie ustanowił? Kto w takim razie wetknie w nie nakaz? Sam adresat? To nonsens. ”
To nie jest nonsens, a ignorancja i redukcjonizm libertarianizmu, którzy odrzuca jakąkolwiek metafizykę, bez której nie da się stwierdzić, iż owym prawodawcą jest Absolut, a „sędzia”, tzn. tym, kto mówi, kiedy człowiek wykracza poza swoją naturę, jest jego własna natura, tj. rozumność i wola (nie redukując tylko do władz stricte intelektualnych bowiem miłość, przyjaźń, życzliwość.. i to co niektórzy „racjonaliści” zwą „irracjonalizmem” też jest częścią ludzkiej natury!).
Camilo Loco 4 grudnia 2010 at 10:23
Także o ile zrozumiałą jest błąd libertarianizmu, o tyle smutnym jest Twoja własna nierzetelność i niewiedza. Gdybyś zawęził temat do libertarianizmu, nie było by problemu.
jaś skoczowski 4 grudnia 2010 at 14:17
O Trikster, teraz Ci pokażę różnicę między kimś, kto mi mówi, że czegoś nie wiem i nic więcej mi nie mówi (co jest irytujące, ale przynajmniej jednak coś mi pokazuje), a człowiekiem kompletnie bezwartościowym. Ty jesteś Tym, który mi mówi, że czegoś nie wiem. Widzisz już to? I przepraszam za bucówę na blogu, staram się nie być bucem, a wychodzi jak zawsze.
Trikster 5 grudnia 2010 at 11:53
A. Wydaje mnie się, że zamiast „przepis” powinieneś był napisać „norma”, bo przepis jest jedynie jednostką redakcyjną, norma zaś jest wyciągniętą z tych przepisów regułą postępowania właśnie.
jaś skoczowski 5 grudnia 2010 at 17:46
Gotów jestem raczej twierdzić, że chodzi o przepis, wielokrotnie np. odtwarzany, w różny sposób i na różnych materiałach, niż, że jest jakaś norma wyciągana z przepisu. Normy, w moim mniemaniu, wyciąga się tylko wtedy, gdy ktoś nie rozumie przepisu lub gdy przepis okazuje się ciulaty, czyli nie pozwala na rozstrzygnięcie pytania, co robić. Przepis to pewna zasada postępowania, norma to efekt jej interpretacji, który może zmienić stosowanie przepisu.
Ale nie powiem, żebym miał tu jakieś zdanie tak po prawdzie, po prostu napisałeś i dopiero zacząłem się zastanawiać.
jaś skoczowski 5 grudnia 2010 at 17:50
Tak samo jak normy zresztą uzyskuje się wiedzę o tym, co prawodawca wskazał jako wartość, imho, jesli nie jest to napisane wprost.
Trikster 5 grudnia 2010 at 19:13
Ale zważ, że przepis nie stanowi normy. Norma może składać się na jeden przepis, ale może też być tak, że z jednego przepisu mamy parę norm oraz tak, że z paru przepisów jedną normę.
Norma i przepis to zupełnie dwie różne sprawy. Dość powszechnie przyjmuje się trójelementową definicję normy, tj. hipotezę, dyspozycje i sankcję; przepis w ogóle nie zawiera tych elementów, bo jest wyłącznie jednostką redakcyjną. Jednostką redakcyjną, czyli zdaniem gramatycznym wyróżnionym w postaci artykułu, paragrafu, punktu, itd. Zatem przepis prawny to po prostu np. artykuł konkretnego aktu prawnego (np. art. 148 kk), a norma wskazuje regułę zachowania, czyli to właśnie ona odpowiada na pytanie co robić.
przepis – art. 148 par 1 kk;
norma – hipoteza: Kto
– dyspozycja: zabija człowieka
– sankcja: podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
I w Twoim tekście chodzi zdecydowanie o normę.
jaś skoczowski 5 grudnia 2010 at 22:08
Ale ja jestem przekonany, że to te zdania umożliwiają ludziom te działania. A nie normy. Że można nie formułując normy przestrzegać przepisy, czyli zachowywać się z zgodzie z podanym zdaniem, choć poznanie, czy ktoś się z gdzie z nim zachowuje wcale nie jest takie łatwe (ale przecież praktycznie możliwe).
Zatem przepis prawny to po prostu np. artykuł konkretnego aktu prawnego (np. art. 148 kk), a norma wskazuje regułę zachowania, czyli to właśnie ona odpowiada na pytanie co robić.
Ale czasem w ogóle to pytanie nie pada, a ludzie przestrzegają przepisu.
Trikster 5 grudnia 2010 at 23:53
„Ale ja jestem przekonany, że to te zdania umożliwiają ludziom te działania. A nie normy. Że można nie formułując normy przestrzegać przepisy, czyli zachowywać się z zgodzie z podanym zdaniem”
Norma też jest zdaniem, odpowiadającym na pytania: kto? co robi? co jeśli zrobi albo nie zrobi? W swojej „zdaniowości” nie różni się od przepisu. Nie można zachowywać się zgodnie z przepisem. W prawie tak się nie mówi i moim zdaniem całkiem słusznie – przepis to wyłącznie jednostka redakcyjna, a dopiero norma wyznacza wzorzec postępowania (zachowanie powinne).
Bo przepis sam przez się nic nie wyznacza. Ani tego, jak karać, ani jak słusznie postępować. Czyni to dopiero norma. Kwestia definicji po prostu.
„Ale czasem w ogóle to pytanie nie pada, a ludzie przestrzegają przepisu.”
Nie, przestrzegają normy. Mówi się o przestrzeganiu przepisów bhp lub o przestrzeganiu prawa, ale nie o przestrzeganiu przepisów prawnych. Co prawda, potocznie przyjęło się takie ujmowanie jakie występuje u Ciebie, ale jest ono niepoprawne z wyżej wymienionych powodów.
jaś skoczowski 6 grudnia 2010 at 10:48
W prawie tak się nie mówi i moim zdaniem całkiem słusznie – przepis to wyłącznie jednostka redakcyjna, a dopiero norma wyznacza wzorzec postępowania (zachowanie powinne).
No to ja stoję na innym stanowisku, bo nikt stosujący prawo nie potrzebuje normy do jego stosowania, chyba, że nie wiadomo jak go stosować.
Trikster 6 grudnia 2010 at 10:56
Hmm? No to prawnik by Cię nie zrozumiał, bo to błędne ujęcie jest. A w końcu piszesz o prawie. Ale Twa wola.
jaś skoczowski 6 grudnia 2010 at 11:05
Nieprawda. Tobor z Nowackim by mnie zrozumiał, choć nie wiem, czy by się zgodził, bo Tobor z Nowackim lansowali akurat takie ujmowanie przepisu, że przepis równa się normie. Szczegółów nie pamiętam, bo wspomnienia traumatyczne wymazuję (sama książka jest fajna, okoliczności nie były). No i ja nie chcę uprawiać polskiego prawoznawstwa, tylko refleksje nad prawem, która wcale nie musi być polskim prawoznawstwem.
czoklet 6 grudnia 2010 at 12:25
„Co to jest prawo? Prawo to jest przepis lub zestaw przepisów na słuszne postępowanie, zwrócony do kogoś”
Takie ujęcie prawa nie ma żadnego umocowania w doktrynie czy orzecznictwie. Czy autor sam to wymyślił czy opierał się na jakimś źródle? Bo trzeba zauważyć, że jeśli autor błędnie ujmuje prawo, to cały wywód można tym samym przekreślić.
jaś skoczowski 6 grudnia 2010 at 13:44
Nie ma? To ciekawe, przybliżysz mi, co masz na myśli?
jaś skoczowski 6 grudnia 2010 at 13:48
o trzeba zauważyć, że jeśli autor błędnie ujmuje prawo, to cały wywód można tym samym przekreślić.
Oczywiście, pod warunkiem, że autor w ogóle ujmuje je błędnie, a do tego nie wystarczy wskazać, że on je ujmuje niezgodnie z doktryną lub/i/albo orzecznictwem.
Trikster 6 grudnia 2010 at 14:11
„przepis równa się normie”
Nie, norma nie może równać się przepisowi. Jaką niby normę wskazuje art. 29 polskiej konstytucji? Jest to przepis (i pytanie: jak niby chcesz go przestrzegać?). Można co najwyżej stwierdzić, że często jest tak, że zapis graficzny normy jest tożsamy z zapisem graficznym przepisu, jak w podawanym przeze mnie przykładzie art. 148 kk.
„ja nie chcę uprawiać polskiego prawoznawstwa, tylko refleksje nad prawem, która wcale nie musi być polskim prawoznawstwem”
Raczej europejskiego. 🙂 Nie no, spoko, tylko zauważ, że jednak refleksję nad prawem prowadzisz w Polsce, na obszarze prawa kontynentalnego, więc abstrahowanie od języka właściwego dla tej dyscypliny w Polsce i w Europie trochę utrudnia komunikację. I według mnie wystarczy wskazać, że Twoje ujęcie jest niezgodne z polskim pojmowaniem prawa, żeby wykazać, że jest błędne w tym znaczeniu, że jest nieużyteczne do opisu prawa ze względu na konieczność przekładu. Jak niby inaczej chcesz dowodzić błędu czegoś? Przez porównanie z latającym potworem spaghetti czy inną ideą?
jaś skoczowski 6 grudnia 2010 at 14:47
Jaką niby normę wskazuje art. 29 polskiej konstytucji?
Określa, co należy traktować jako Polską stolicę. Gdyby wskazać lublin, to tylko Lublin można byłoby tak traktować. Czymkolwiek oczywiście byłaby stolica w języku konstytucji. Dalej jednak to ten artykuł mówi co *należy* traktować jako stolicę.
I według mnie wystarczy wskazać, że Twoje ujęcie jest niezgodne z polskim pojmowaniem prawa, żeby wykazać, że jest błędne w tym znaczeniu, że jest nieużyteczne do opisu prawa ze względu na konieczność przekładu. Jak niby inaczej chcesz dowodzić błędu czegoś? Przez porównanie z latającym potworem spaghetti czy inną ideą?
Wezmę noża, wyroję interesujący mnie kawałek rzeczywistości a na drugiej szalce położę to co myślę. Daj spokój, to nie jest problem. Jeśli umiałbyś dowieść, że nie można mówić o przestrzeganiu takiego prawa (a nie tylko: nie da się mówić tak i być zrozumianym przez *niektórych* prawoznawców, a przez innych odrzuconym razem swoimi tezami), to to jest zarzut. Ale zestawić to ja zawsze mogę z rzeczywistością. To jest wręcz za łatwe, no ale do uprawiania jakiejś poważnej nauki, w której trzeba jeszcze tę rzeczywistość przemielić przez filtr. Do celu wskazania, że prawo naturalne jest gupie to nie bardzo.
Trikster 6 grudnia 2010 at 15:23
„Określa, co należy traktować jako Polską stolicę.”
No nie. W tym przepisie nie ma ani dyspozycji, ani hipotezy, ani sankcji. Jako że nie ma żadnej z cech składowych normy, nie jest to norma.
„Jeśli umiałbyś dowieść, że nie można mówić o przestrzeganiu takiego prawa ”
Ja tylko dowodzę, że raczej nie powiemy o przestrzeganiu przepisów, tylko o przestrzeganiu norm.
„Do celu wskazania, że prawo naturalne jest gupie to nie bardzo.”
Ale ja się zgadzam, że prawo naturalne jest głupie, tylko lepszy efekt byś osiągnął, gdybyś zamiast przepisów pisał o normach. Raz, że w ogóle nie zmienia to sensu Twojego tekstu. Dwa, byłby bardziej zrozumiały dla prawnika, chyba że wstawiłbyś adnotację, że przepis rozumiesz nie w znaczeniu prawniczym tej pojęcia, a jako „schemat”.
Tylko tyle w gruncie rzeczy mam Ci do powiedzenia. 🙂
jaś skoczowski 6 grudnia 2010 at 15:32
Chcesz mi dowieść, że ustalenie d, h i s (to zresztą nie jest jedyny model budowy normy) jest niezbędne do ustalenia normy, która jest niezbędna do określenia, co należy robić w ten sposób, że gdy wskaże Ci, co nakazuje przepis, bez odwoływania się do normy, to Ty stwierdzisz, że ten przepis nie nakazuje czegoś, bo nie wskazałem Ci d, h i s i nie wskazałem normy, która mogłaby mi pokazać, co mi przepis nakazuje? Chyba myślisz tak pokrętnie, że aż koliście.
Ale ja się zgadzam, że prawo naturalne jest głupie, tylko lepszy efekt byś osiągnął, gdybyś zamiast przepisów pisał o normach.
Nie, byłby on taki sam, a przyjąłbym niewygodny dla mnie sposób rozumienia prawa.
Dwa, byłby bardziej zrozumiały dla prawnika, chyba że wstawiłbyś adnotację, że przepis rozumiesz nie w znaczeniu prawniczym tej pojęcia, a jako „schemat”.
To nie jest jeden jedyny sposób prawniczego rozumienia normy, Tobór z Nowackim Ci to mogą potwierdzić. Znaczy tylko Tobór, Nowacki nie żyje.
Tylko tyle w gruncie rzeczy mam Ci do powiedzenia.
Trikster 6 grudnia 2010 at 15:52
„Chcesz mi dowieść, że ustalenie d, h i s (to zresztą nie jest jedyny model budowy normy) jest niezbędne do ustalenia normy, która jest niezbędna do określenia, co należy robić w ten sposób, że gdy wskaże Ci, co nakazuje przepis, bez odwoływania się do normy, to Ty stwierdzisz, że ten przepis nie nakazuje czegoś, bo nie wskazałem Ci d, h i s i nie wskazałem normy, która mogłaby mi pokazać, co mi przepis nakazuje? Chyba myślisz tak pokrętnie, że aż koliście.”
Niezupełnie o to mi chodziło. Po pierwsze, fakt faktem, że trójelementowa konstrukcja normy nie jest jedną funkcjonującą w prawie definicją, ale przyznać trzeba, że jest dominująca. Po drugie, moim zdaniem z definicji normy wynika, że ma ona być trójelementowa. Art. 29 konst. nie spełnia tej definicji, bo nie zawiera żadnej z tych cech. Normę dopiero można z tego przepisu wyinterpretować, wskazując: kto? co zrobi? bo co? (ew.). Po trzecie, sam przepis nie nakazuje czegoś, nakazuje norma. I Ty wskazałeś normę (niekompletnie), wyinterpretowując ją z przepisu.
„przyjąłbym niewygodny dla mnie sposób rozumienia prawa”
jaś skoczowski 6 grudnia 2010 at 15:54
Nienienie, ja Ci opisałem tylko, co dla mnie znaczy przepis, nie odwołując się do tego, co Ty nazywasz normą. Nie ułożyłem sobie w głowie normy i dopiero potem go zrozumiałem. Tylko przeczytałem go, ze zrozumieniem i potem Ci go wytłumaczyłem. Dlatego min. twierdzę, że normy są od tego, żeby ktoś zrozumiał, do czego jest przepis. Ale jak ktoś rozumie przepis, to są zbędne.
Trikster 6 grudnia 2010 at 16:10
A, to już widzę, z czego wynika różnica. Ja przyjmuję koncepcję derywacyjną wykładni (tutaj), a Ty klaryfikacyjną. A spór między tymi dwoma podejściami nie ma końca. Ale zarysowałem problem, więc teraz mogę Ci spokojnie odpuścić. 🙂
jaś skoczowski 6 grudnia 2010 at 16:32
Hm, ale ja nie opisałem koncepcji tylko praktykę. Zresztą istnienie tego sposobu czytania tekstu prawnego nie przeszkadza istnieniu innego sposobu.
Camilo Loco 6 grudnia 2010 at 19:29
Trikster, to Ty i przekręcili nazwisko, czy tylko zbieg okoliczności?
http://www.poczytaj.pl/a/Krzysztof%20%A6lezi%F1skI
Trikster 6 grudnia 2010 at 20:20
😀 To nawet nie jest zbieg okoliczności.
Ale ja też opisałem praktykę. 🙂 Wniosek z tego, że różnimy się w koncepcji.
jaś skoczowski 6 grudnia 2010 at 21:18
Nie, mówiliśmy o dwóch różnych praktykach. Po prostu można czytać np. konstytucję czy jakiś kodeks na dwa sposoby.
jaś skoczowski 6 grudnia 2010 at 21:27
I jeśli coś jest moją koncepcją, to raczej to, że można jeden test na dwa sposoby czytać. Niekoniecznie jest tak, że każdy sposób jest równie dobry, a tym bardziej – że każdy sposób odczytania nadaje się do tego samego.
Trikster 6 grudnia 2010 at 21:56
Nie ulega wątpliwości, że mówimy o dwóch różnych praktykach. Ale moim zdaniem fakt, że przyjmujemy jakieś różne praktyki, wynika z tego, że obstajemy również przy innych koncepcjach. I te koncepcje widać w różnym ujmowaniu przepisu i normy. Moja bardziej przypomina sposób Ziembińskiego, Twoja Wróblewskiego. Nie, to nie jest zarzut. 🙂
jaś skoczowski 6 grudnia 2010 at 22:00
A nie no, w tym sensie tak, bo mamy inny styl myślenia i raczej tutaj nie ma co dyskutować.
smootnyclown 7 grudnia 2010 at 10:12
tak, to z pewnością Krzysiek 10 lat temu (już nie powiem, w jakim wieku:)) napisał taką książkę:D
Camilo Loco 7 grudnia 2010 at 10:56
Wiedziałem! Oj, Krzysiek, Krzysiek.. 😉
jaś skoczowski 7 grudnia 2010 at 11:20
No wiesz, niektórzy są żywotni. Opowiedziałbym Ci o prof B., ale to zdecydowanie lepiej pojedź na Śląsk i sam obacz.
Trikster 7 grudnia 2010 at 13:04
Kuuuurde, wydało się. Nawet zmiana nazwiska, operacja plastyczna i podrobiony dowód nie pomogły.
jaś skoczowski 7 grudnia 2010 at 16:33
Czas na podróż w czasie. Nic nie pozwala nam tak skutecznie ukryć swojej tożsamości, niż udać się w takie miejsce w czasie, w którym nas jeszcze lub już nie ma.
Camilo Loco 16 grudnia 2010 at 11:12
Czy ten portal zdechł śmiercią naturalną?
Wysłałem naszemu wspaniałomyślnego adminowi propozycje tekstu, nie umieścił.
(Nie, nie swojego, koleżanki).
qatryk Post author 16 grudnia 2010 at 14:21
oj tam oj tam. Koniec roku, dużo spraw – zycie nie ogranicza sie do liberalis. Zawsze można poczytac archiwum 😀
Camilo Loco 16 grudnia 2010 at 15:03
Mnie to obojętne i tak. 😉
jaś skoczowski 4 lutego 2011 at 16:34
Haha, hyhy, nie zgadzam się, ale nie chce mi się ze sobą polemizować.