Source: http://habilitant2012.blox.pl/2018/06/Habilitacja-hipoteczna.html
Timestamp: 2019-03-24 15:56:17
Legal References Found: Art. 141

Art. 141

Art. 277
 art. 140
 art. 288
 art. 147
 art. 234

Art. 234
 art. 1
 art. 157

Document Content:
I ktoś czytający tę recenzję pomyślałby: Co zrobił habilitant? Czy coś w ogóle zrobił? Może jednak zrobił coś, co wskazywałoby na to, że powinien uzyskac habilitację. Okazuje się, że nie za bardzo. I poza 'sporą determinacją' habilitant nie wykazał się niczym innym. A jednak, jak się okazuje, to wszystko wcale nie przeszkadza recenzentowi w konkluzji pozytywnej. Bowiem prof. Kuczyński, ludzkie chłopisko, ma serce po właściwej stronie. Pisze on bowiem:
Jednak nie tak chciałbym skończyć. Chcę się pochylić nad trudnością decyzji prof. Kuczyńskiego! Jakżeż musiała być trudna! A zatem chciałbym zapytać. Panie Profesorze, czy wszystko u Pana w porząsiu? Jak Pan sobie poradził z tą traumą? Trzymam Pana wirtualnie za rękę i obejmuję empatycznieprzesyłam recenzenckie całusy. Niech się Pan nie da. Niech ta decyzja, jakże dramatyczna, Pana nie zeżre od środka. Proszę być dzielnym! Proszę pamiętać, ja tylko Pana pomysł nazwałem - do historii za habilitację hipoteczną przejdzie Pan i tylko Pan!!
czwartek, 21 czerwca 2018 19:31
Poleć znajomemu wpis „Habilitacja hipoteczna”
Dodaj komentarz do wpisu „Habilitacja hipoteczna” i/lub któregoś z (238) komentarzy
Śledź komentarze przez RSS do wpisu „Habilitacja hipoteczna”
Oto postępowanie ze stomatologii. Postępowanie jak wiele innych, z wyjątkiem małego problemu. Otóż z autoreferatu wynika, że całe osiągnięcie naukowe habilitan
Oto postępowanie ﻿z filozofii. Gdy zaglądnąłem do uchwały rady wydziału, uderzyły mnie wyniki głosowania. Zaskakujące jest już głosowanie komisji habili
Oto fragment recenzji cytowanej na forum: Na wstępie pragnę stwierdzić, że recenzowanie dorobku habilitacyjnego Osoby, która jest profesorem tytularnym jest co
flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 21:00:22:
Kiedy myślę, że w polskiej rzeczywistości nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, po czym pojawia się taki news.
Ja od dawna żartuję z przyjaciółmi, że w moim zawodzie jest jeden wielki problem. Z uwagi na to, że Nobel z ekonomii wprowadzono stosunkowo późno, jest straszna kolejka i większość laureatów dostaje to wyróżnienie w wieku, że tak powiem dość późnym. Stąd nasz postulat, by napisać do Komitetu - że my owszem, świetnie rokujemy i nie chcemy czekać. Niech więc Komitet przyzna nam z 50% nagrody - te marne 4,5 mln koron - na kredyt właśnie:)
Z drugiej strony od lat moi znajomi śmieją się z historii, gdy studentka w Kielcach chciała zaliczenie z mojego przedmiotu na kredyt, bo... nie miała czasu się nauczyć, ale obiecywała że się jednak nauczy.
Więc niby Recenzent nie jest prekursorem, ale z poziomu niewinnych żartów przeszedł jednak do faktów. Podziwiam fantazję i poczucie humoru.
halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 22:23:36:
Ciekawie, kto pierwszy zacznie przyznawać doktoraty na kredyt zaufania.
Dygresja: NSA: MEN musi ujawnić nazwiska autorów podstawy programowej.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 22:39:08:
I tak nie ujawnią.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/21 23:07:33:
Chciałem napisać, że to biologia, BIOLOGIA, nie żadne tam dziennikarstwo, psychologia kwantowa, politologia czy teologia. BIOLOGIA!!! Że jestem w szoku i świat mój runął.
Ale nie, nie to jest w tym najciekawsze. Przyszło mi bowiem do głowy skojarzenie z tekstami biblijnymi. Czy autor był jeden, co miał na myśli, dlaczego użył takiego a nie innego zwrotu i czy ten zwrot znaczył dla niego to, co nam się wydaje, czy potrafimy dziś odczytać motywacje autora czy autorów, aluzje, podteksty, przemilczenia?
Tę recenzję z BIOLOGII a nie jakiejś medycyny pastoralnej powinni przeczytać doradcy Kudryckiej, spece od 8 lat. Gościu w 2014 roku spadł z adiunkta na asystenta, zapewne na kontrakcie 2-letnim. Nagle w 2015 r. pojawiają się jego 3 prace, a w lutym 2016 roku wniosek habilitacyjny, któremu patronuje 3 członków jednostki habilitującej. W czerwcu habilitacja była już przyklepana, co jest wyrazem dojrzałości rady, skoro termin 2-letni mijał 1 września, a na wakacje nikt się specjalnie fatygować nie będzie, nawet dla asystenta. Który to asystent zapewne wrócił na adiunkta a kto wie, może i kopa na profesora dostał. Jak nie dostał, to dostanie zaraz od Gowina.
I to jest cała biblijna egzegeza tego przypadku.
Teraz to już tylko przyczynkarskie prace można publikować w rzeczonym temacie. Np. dlaczego UMCS tak bronił swojego asystenta? Może on miał np. 55 lat, a w tym wieku zwolnić człowieka to gorzej niż psa wyrzucić do lasu? Dlaczego recenzent z Poznania to puścił? Może ktoś z nim wcześniej nieformalnie pogadał, że przecież wszystkie Ryśki i Jarki to fajne chłopy są. A może habilitant był chory lub inne nieszczęście nań spadło i dostał stopień tak trochę z litości? A może stała za nim jakaś zacna Familia, jakiś kniaź lubelski? I tak dalej. Fura biblijnych tematów badawczych.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 07:25:05:
Kudrycka w punkt:
Już wówczas te reformy spóźnione były o dobrą dekadę!
barbarakudrycka.natemat.pl/241577,reforma-gowina-w-poszukiwaniu-straconego-czasu
p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 08:08:04:
Nie wiem co Was dziwi: Recenzent antycypował. (to ze "Zmienników")
Chociaż z drugiej strony... link
piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 08:58:33:
A jaki jest dorobek tego recenzenta? Mierni recenzenci są bardziej skłonni przymykać oko na mierny dorobek.
Ciągle dyskutujemy o tym samym, co można naprawić kilkoma zdaniami w ustawie lub dodatkowo w rozporządzeniu określając minimalne wymagania dla tytułów. Widać, że celowo nikt w Polsce tego nie chce zrobić. Dopóki nie będzie się wymagało ustawowo od kandydata do habilitacji a tym bardziej do profesury publikacji z IF, dopóty będziemy mieli temat do narzekań i obśmiewania.
kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 10:06:42:
Scopus i do dzieła. I nie jest zły: H = 10 bez autocytacji (250 cytacji obcych). Pewnie w WoS te wskaźniki będą nieco mniejsze. Oczywiście takie wskaźniki to jedynie pierwsza estymacja wielkości i ważności dorobku naukowca. Jednak należy nie zapominać, że w innych dziedzinach, a nawet specjalizacjach będzie to całkowicie inaczej wyglądać. Po prostu wskaźniki trzeba formatować wg. mnie nie tylko do dyscypliny, ale i do specjalizacji. Dla przykładu można wziąć fizyków wysokich energii, pracujących w kolaboracjach w CERN, dla nich osiągnięcie po kilku latach H na poziomie 50 bez autocytacji nie jest żadnym problemem, podczas, gdy już wśród fizyków ciała stałego to są Hirsche na poziomie 20. A już o wiele niższe są w bardziej niszowych specjalnościach. Stąd do oceny dorobku na pewno niezbędne jest właściwe podejście i rozeznanie. Choć na to już wskazują często minimalne wymagania starania się o hab. na niektórych wydziałach.
kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 10:16:58:
Dla przykładu, to nie są wymogi, ale wskazówki dotyczące, czym może kierować się RW przy podjęciu decyzji o wszczęciu postępowania hab., czy prof.: www.eaiib.agh.edu.pl/files/1389/www_KNiRN_hab_prof.pdf
To dla bardzo znanego wydziału z AGH.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 10:28:59:
bardzo znanego wydziału
Tylko że nie w tym dobrym sensie.
kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 10:38:53:
Zitt to już inna sprawa.
doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 10:45:32:
"A jaki jest dorobek tego recenzenta? Mierni recenzenci są bardziej skłonni przymykać oko na mierny dorobek. "
WoK - 22 publikacje, 166 cytowań (144 niewłasnych), H=8; publikacje właściwie wszystkie w IF 2-4, kilka mniejszych, kilka większych.
Doktorat zrobił w 1999, a magisterkę 1993 - zatem te 22 publikacje to mniej więcej 1 na rok, wliczając okres doktoratu (licząc tylko te indeksowane przez WoK Core Collection - ale dla mnie w naukach przyrodniczych i pokrewnych nic innego się nie liczy).
Zatem to solidny, acz nie wybitny, dorobek, szczególnie, że to ekologia/ornitologia, zatem bardziej niszowe, a i ewentualne badania (terenowe?) trwają dłużej.
Chyba miał dobry dzień, albo jak wspomniał @trzy.14 - Ryśki i Jarki.
I jak kiedyś wspominałem, że im nie wstyd się podpisywać pod takimi recenzjami - wszak jak nie patrzeć to tzw. bekę mamy z niego teraz, a nie z habilitanta.
kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 12:18:59:
www.onet.pl/?utm_source=wiadomosci_viasg&utm_medium=nitro&utm_campaign=allonet_nitro_new&srcc=ucsπd=bb1329dc-77ab-4b3f-b97c-bb2ff3d9cf20&sid=b177a2c9-166f-4113-9b28-185bbe554807&utm_v=2
wpisz_longin napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 13:13:04:
To w końcu doszło do otwarcia przewodu? Bardzo mgliście ten "artykuł" onetu się wyraża.
kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 13:18:26:
Ja tylko przytaczam informację. Ale złożenie wniosku, a otwarcie przewodu, to dwie różne i oddalone w czasie sprawy.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 19:18:23:
Raczej nie doszło,
opowiecie.info/czarny-czwartek-patryka-jakiego-odrzucony-doktorat-dobrzeniacy-uniewinnieni/
Patryk Jaki wielokrotnie mówił, że ma już gotowy, napisany doktorat z prawa. Skąd zatem chęć otwarcia przewodu w innej dziedzinie? Jaki wielokrotnie udowodnił, że na prawie nie zna się zupełnie. Taka decyzja rady wydziału może świadczyć o tym, że nie zna się także na więziennictwie.
Po raz kolejny mamy dowód, że każde wystąpienie Jakiego na temat demokracji i samorządności to jedynie czcze słowa. Zmiana profilu przewodu doktorskiego nie po raz pierwszy skłania do powątpiewania w jego prawdomówność.
Dramatyczne jednak jest to, że Patryk Jaki będzie nauczycielem naszej młodzieży
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 20:07:49:
Tak z ciekawosci zapytam. Czy ktos z tu obecnych zna przypadek odmowy wszczecia przewodu doktorskiego?
staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 20:14:37:
> Tak z ciekawosci zapytam. Czy ktos z tu obecnych zna przypadek
> odmowy wszczecia przewodu doktorskiego?
Tak. I to dwa razy u tego samego kandydata na doktoranta.
Wina, polityczna a nie merytoryczna, była ewidentnie po stronie promotora, ale oberwał kandydat.
glass_onion napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 20:21:05:
Tak. W dyskusji stwierdzono, że (planowane) badania będą w innej dyscyplinie, a dodatkowo niedoszły promotor nie ma żadnego dorobku w specjalności, której - jego zdaniem - praca miała dotyczyć (pewnie dlatego nie wiedział, że to nie to).
js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 20:21:56:
Znam. Jeden przypadek. Promotor z zewnątrz, doktorat de facto napisany. Fakt, że słaby.
halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/22 23:16:05:
> Czy ktos z tu obecnych zna przypadek odmowy wszczecia przewodu doktorskiego?
Ja. Ze swojej autopsji.
flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 08:15:40:
Hmm, też znam taki przypadek:) Doktorant przeszedł jednym głosem. Powodem była interdyscyplinarna tematyka badawcza, a w szczególności to że promotorem i promotorem pomocniczym byli ekonomiści, a temat rozprawy lokował się bardziej w zarządzaniu. No i grupa zarządzaniowa postanowiła bronić "czystości dyscypliny"...
p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 09:34:25:
@fla w takim razie byl zły dobór promotorów.
Nie dziwię się grupy z zarządzania, ponieważ widziałem już wiele doktoratów, które próbują się stroić w cudze piórka.
A tak na marginesie, uf, w końcu:
flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 10:05:39:
@p-tau: promotorowie byli najlepsi z możliwych;) Problemem był/jest doktorant. Ale to długa historia.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 10:20:36:
Czyli najspokojniejszy etap reformy już się zakończył. Teraz zacznie się równie transparentna dyskusja na uczelniach. Emocjonujący będzie już pierwszy etap: czytanie ze zrozumieniem.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 10:34:35:
piotr-stec.pl/2018/06/22/dlaczego-stec-nie-ma-racji/
Autorem jest gościnnie Aleksander Temkin. Nie bardzo rozumiem, co on rozumie pod pojęciem "model republikańsko-rzymski", który miałby nam zapewnić błogostan akademicki, poza tym ma jednak u mnie dużego plusa, co konstatuję z niejakim zdziwieniem, bo KKHP maiłem zawsze za grupę roszczeniową i zachowawczą.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 10:45:26:
Ludzie potrzebują podmiotowości. ... Debata jest radykalnie przechylona w stronę oligarchiczną i despotyczną. Praktyka codzienna jest radykalnie przechylona w stronę oligarchiczną i despotyczną.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 10:56:12:
In my view, academia operates through a two-tier caste system whereby a narrowing elite benefits from the labour of a growing exploited underclass. More than half of lecturers in UK higher education are now on precarious contracts.
Perhaps because it is viewed by many as a do what you love profession, academia has a plentiful supply of flexible labour. Many workers are willing to forgo wages, security and lifestyle for the prospect of a more stable position. For many, this day will never arrive.
Academics could turn to university administrators for help, but they are busy playing their own game, inventing new ways to climb the rankings in competitive league tables. But if the system is broken, then whos going to fix it?
www.theguardian.com/higher-education-network/2018/jun/22/permanent-academic-job-university-system-unfair-exploitative
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 13:54:33:
To jest porownywanie nieporownywalnego. To tak, jakby porownywac sytuacje chlopa panszczyznianego z sytuacja robotnika w XIX-wiecznej fabryce i zastanawiac sie, ktory mial gorzej. Obaj nie mieli co jesc, jednak ten wredny kapitalista nie mogl pracownika wybatozyc. Subtelna roznica.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 21:16:45:
To jest nasza przyszłość, której zdążymy dożyć.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 21:38:03:
Bardzo watpie. Polskie uczelnie nie zmieniaja sie az tak szybko. To taki moj oglad z perspektywy rzadow kilku juz ustaw. Ustawy sie zmieniaja, akademia trwa. Pewne rzeczy nie zmienily sie od czasow, kiedy zadne z nas jeszcze nie myslalo jeszcze ani o doktoracie, ani nawet o studiach.
js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 22:08:46:
Ale dopiero teraz ustawa uderza w samą podstawę systemu panującego de facto od zawsze. Zatem różnie to może być. Choć także wierzę w wielką moc inercji.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 22:16:30:
W ustawie z 1990 roku bylo minimum kadrowe?
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 22:24:03:
USTAWA z dnia 12 września 1990 r.
1. Na stanowisko adiunkta mianuje się na czas nieokreślony.
2. Okres zatrudnienia na stanowisku adiunkta osoby nie mającej stopnia naukowego doktora habilitowanego nie powinien przekraczać dziesięciu lat, chyba że statut uczelni określi dłuższy okres.
W praktyce uczelnie wpisywaly 25 lat. W porownaniu do ustawy z 1990, ktora obowiazywala przez 16 lat, ustawa Gowina nie uderza drastycznie w fundament.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 22:50:35:
W tym artykule nie ma nic o minimach kadrowych. Więc były czy nie?
Mnie zaś chodzi o to, że bez minimów będzie można zatrudnić kogokolwiek na dowolny rodzaj kontraktu, w związku z czym dydaktyce grozi uśmiecowienie/prekariatyzacja pracy. U nas na politechnice całkiem sporo dydaktyków zatrudnionych jest na umowy-zlecenia, co obejmuje nawet studentów. To się będzie pogłębiać.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 22:56:21:
Może inaczej: walka o wyniki naukowe przy stałej puli środków na badania musi się odbyć kosztem zassania środków z dydaktyki. Albo się to zrobi z głową, albo na żywioł. Prekariat dydaktyczny to ten żywioł. Profesor dydaktyczny mógłby być zaś tym rozwiązaniem "z głową". Ale w ustawie tej głowy nie widać.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 23:04:36:
Tzn na polibudzie wykorzystuje się studentów starszych lat (przed magisterium!) do prowadzenia ćwiczeń, na umowę cywilno-prawną, na studiach 1. stopnia. I to jest piękny przykład działania wolnego rynku w systemie jeszcze przed-Gowinowym. Z jednej strony formalnie zabrania się nie-habom prowadzić wykładów bez zgody dziekana i RW, z drugiej zaś w praktyce oddaje się pozostałe zajęcia już nawet nie nie-doktorom, lecz nie-magistrom.
Czy tego typu działania są już powszechne, się zastanawiam? Bo my na zatrudnianie własnych studentów do prowadzenia zajęć jeszcze nie wpadliśmy.
kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 23:15:41:
Ależ to się zdarza nawet na tych najbardziej znanych politechnikach. Po prostu cięcie kosztów. Działamy w skrajnym niedofinansowaniu, gdzie nie widzi się potrzeb choćby związanym z wyposażeniem dydaktycznym. A pieniądze za dydaktykę, to są najciężej zarobione pieniądze, bo stawki są marne, jak dla adiunktów, czy asystentów. Ogólnie jest tak, że wymaga się od nas co raz więcej, za co raz mniejsze pieniądze. A już to obciążanie pracami administracyjnym, to już szczyty bezczelności. Z tej nowej ustawy wynika nawet, że dydaktyka jest tylko dodatkiem do badań naukowych. Przy czym, pieniądze to są dla łowców grantów, którzy wcale przełomowych badań często nie wykonują. Ja jestem ogólnie przeciwnikiem tej ustawy, dlatego, że jej głównym celem wcale nie jest zwiększenie poziomu naszej nauki, ale to, aby nas zmusić o zwiększenie starań o granty ERC, bo rząd stwierdził, że tu za dużo wkłada do unijnej kasy, a za mało pozyskuje. Tylko, że wiedza polityków na temat pozyskiwania grantów w ramach kolejnych programów ramowych jest marna. Nie wiedzą, że są wyznaczone ogólne tematy i trzeba się wstrzelić jakoś ze swoją tematyką, aby próbować startować. Poza tym, to muszą być tworzone zespoły ponadnarodowe, a póki co to ta ustawa, łącznie z projektowanymi rozporządzeniami całą masę przepisów utrudniających, bądź zniechęcających do współpracy. Innym celem jest podmiana dotychczasowych "elit" na swoje, w tych miejscach, które nie popierają obecnego rządu. Stworzono całą masę pozornych przepisów mających zwiększyć autonomie uczelni, podczas, gdy w rzeczywistości minister będzie mógł o wiele bardziej ingerować. Poza tym obecny budżet na naukę, jak i dydaktykę, to budżety głodowe i jak tu stwierdzono, to przy takim dalszym finansowaniu zagłodzi się większość uczelni, z których pozostanie parę tylko wiosek potiomkinowskich (staryzgred2012). Jak dla mnie to ta ustawa jest pisana pod pewne grupy lobbistyczne, które albo chcą zachować władzę, albo chcą się do niej dorwać. Tym bardziej, że zbyt dużo mechanizmów ma być tajne/poufne, co będzie tylko sprzyjać eliminacji niewygodnych ludzi, a nawet całych środowisk. Ta ustawa nas cofnie i to o dobre 30 lat wstecz. Przy tym "wsparciu" finansowym, to trudno liczyć na to, aby dziura pokoleniowa nie powiększała się w zastraszającym tempie, zaś rotacja pracowników nie spowodowała spadku jakości dydaktyki i badań.
js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 23:22:00:
Art. 141 uzależnia autonomię w sprawach rekrutacyjnych od liczby profesorów (art. 12), mowa też o wymaganiach dotyczących utworzenia kierunków (RGSW, a nie minister!). Byłbym zdumiony, gdyby wydane na mocy tej ustawy wymagania nie zawierały minimów kadrowych. Na pewno w roku 2000 minima kadrowe były (tak datowane rozporządzenie ministra znalazłem bez większego trudu).
No bo co zamiast minimów kadrowych? Albo brak jakiejkolwiek kontroli (o tym nie ma mowy w roku 1990, tym bardziej wcześniej), albo - na przykład - kategoria naukowa (wtedy pojęcie nieistniejące nawet w powijakach). Jakiś inny pomysł?
js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 23:32:16:
@kalkhopf pisze:
"dlatego, że jej [ustawy] głównym celem wcale nie jest zwiększenie poziomu naszej nauki, ale to, aby nas zmusić o zwiększenie starań o granty ERC"
Nie wiem skąd ten pomysł, ale jeśli faktycznie taki był cel (choćby trzecioplanowy), to został on przez tę ustawę dramatycznie nie zrealizowany. Raczej krok wstecz. Jakie artykuły ustawy sprzyjają wzmożeniu walki o granty ERC?
Wielcy dostają ZNACZNIE więcej kasy krajowej, zatem po co się szarpać, a mali i tak tam nie aspirują, zresztą ustawa mocno uderzy ich finansowo. Rozwiązaniem byłoby oddzielenie grupy uczelni badawczych, motywując je np. do walki o granty ERC (wystarczy w algorytmie dla badawczych nie uwzględniać grantów krajowych). Ale tego z rozmysłem nie zrobiono.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 23:37:27:
W ogole nic nie widze w ustawie z 1990 o warunkach prowadzenia studiow. Minimum kadrowe to pozniejszy wymysl.
Ogolnie chodzi mi o to, ze w dawnych czasach nie bylo minimow kadrowych, do jakiegos czasu nie bylo wymogu habilitacji, potem sie pojawil, ale i tak nie wszedzie byl egzekwowany. Likwidacja minimow kadrowych i obowiazku habilitacji nie narusza fundamentow struktury, ktora mamy od czasow glebokiej komuny.
Dobre 30 lat - zgadzam sie.
W praktyce ustawa Gowina rozbije pewne struktury personalne, ale lojalnie uprzedzam, ze nie wszystkie i nie wszedzie. Nastapi pewna wymiana elit, a wladza nowych elit bedzie trwala jak wladza I sekretarza.
kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 23:42:15:
Teraz po tych poprawkach może i tak wygląda. Jednak warto też sobie przypomnieć, co mówił Gowin na NKN w Krakowie. Stąd też był pomysł, aby za pozyskanie ERC można było dostać hab. I tak w tej chwili do końca nie wiadomo, co to zostanie uchwalone, bo ustawa musi przejść jeszcze przez senat. I pytanie, jakie tam się zdarzą jeszcze cuda? I które lobby odciśnie swoje piętno najbardziej.
js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 23:43:32:
@charioteer1, @trzy.14
Mniejsza z uprawnieniami do prowadzenia studiów.
Ustawa o tytule i stopniach (także z roku 1990) określa minima doktorskie (8 hab.) i habilitacyjne (12 hab., w tym 6 tytularnych). Poza drobnym złagodzeniem 6 na 3 tytularnych nie było tu chyba żadnych zmian przez te 28 lat. A teraz zmienia się wszystko... To naprawdę jest rewolucja, a te przekomarzania się o liczbę osób w Radzie uczelni są po prostu śmieszne w tym kontekście.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 23:46:01:
Art. 141 ustawy z 1990 roku mowi, ze minister moze zglosic zastrzezenia do uchwaly rekrutacyjnej senatu, jezeli uczelnia zatrudnia mniej niz 60 profesorow tytularnych na podstawie mianowania. Uchwala rekrutacyjna okresla zasady i tryb rekrutacji oraz zakres egzaminu wstepnego. Do minimow prowadzenia kierunku ma sie to nijak.
kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 23:56:37:
Ale to tylko do możliwości przyznawania tytułów przez daną RW. Natomiast zastanawiam się, gdzie tu "rewolucja". Ja tu jakiejś dalekowzrocznej wizji nie widzę, jak już to raczej zwidy. I za prawdę powiadam Wam, że nie wiem co oni zjedli, czy też się napili, że takie coś wymodzili. Przede wszystkim największy błąd to jest taki, że nie widać, aby były przeprowadzone jakiekolwiek symulacje w zakresie działania ustawy. Sam Gowin nie wie co się stanie. On idzie na żywioł i w tym żywiole spowodowanym "rozwolnieniem reformatorskim" utopi co się pod rękę, przepraszam, jak rozwolnienie, to pod inną część ciała się podwinie.
Stąd może wiemy skąd przychodzimy, nawet czasami kim jesteśmy, ale dokąd idziemy, to już za chol...
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 23:57:53:
Z tymi ERC to kompletna ściema. Zresztą - NCN jest zbudowany pod ERC i co? Wiaderko! Ile "polskich" grantów ERC ma podbudowę w grantach NCN? Dlaczego tak wielu polskich liderów decyduje się na realizację ERC za granicą?
To, że ustawa to ustawka środowiskowej grupy interesów widać choćby po tym, kogo zapraszano na te kongresy. Kongresy, które powinny skupić się na tym, jak Uczelnie mają funkcjonować w świecie masowego *wykształcenia* wyższego a nie, jak gonić Nigerię w deklaracjach odnośnie listy Szanghajskiej.
A ze studentami jest jeszcze jeden ciekawy aspekt. Jasne, że to optymalizacja. I handel marką uniwersytetu. Ale ten medal ma i drugą stronę: u nas jedyna osoba, która ma pojęcie o uczeniu maszynowym, to młody adiunkt, który właśnie złożył wypowiedzenie. Pytanie: czy stara kadra o tym uczeniu maszynowym nic nie wie, bo (a) jest to humbug niewart uwagi; (b) bo nie muszą (c) bo już nie mogą. A student zawsze może.
js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/23 23:58:54:
A czy rewolucja musi mieć wizję (poza zniszczeniem istniejącego porządku)?
Symulacji nie było, to prawie widać.
mch64 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 00:00:24:
Nie popieram tej rewolucji z minimami kadrowymi. Teraz dorobek naukowy z wielu lat pracy, nie będzie ważny dla uczelni. Zamiast profesora lepiej zatrudnić dwóch młodych (jak się gdzieś ich znajdzie). Poprawi się współczynnik liczby prac./studentów i uczelnia zarobi (doprowadzając do wsp. 13).
Brak szczegółowych minimalnych wymagań jest przy habilitacjach i do czego to doprowadziło w niektórych przypadkach?
Jakie mogą być konsekwencje braku minimów kadrowych? Można wyobrazić sobie wiele niedobrych scenariuszy...
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 00:14:01:
Żeby pogodzić Chario z js.c:
w dawnych czasach awanse były silnie scentralizowane. W tym wypadku zamiast formalnych minimów ustawowych mógł wystarczać algorytm podziału drodków na pensje. Jeżeli zatrudnienie mgra byłoby finansowo dramatycznie niekorzystne, nie byłoby potrzeby umieszczania doktorów w minimach.
Gdyby więc zatrudnianie habów miało być korzystne finasowo, co by nauka pięła się w górą, a haby żyły dostatniej, to albo sa minima, albo całkowita centralizacja nadawania habów. Skoro haby zostały oddane "srodowisku", w tabelce ministra hab wart jest ZERO.
Tymczasem profesor już ma być coś wart, a mimo, że nie będzie chroniony minimami, to jego inflacji i rozplenieniu się niczym barszcz sosnowskiego ma zapobiec centralizacja procedury w rękach Rady Deprywacji Naukowców.
Byc może więc w 1990 r. nie było potrzeby istnienia minimów kadrowych, bo ten sam cel osiągano innymi metodami.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 00:14:57:
Symulacji nie było,
To jest PEWNE i widać to zwłaszcza w nowym rozporządzeniu kategoryzacyjnym.
kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 00:20:05:
@Pi & Js.c.
Tak w świetle tego co się podziało walka o ERC okazała się tylko bańką mydlaną. Tym bardziej, jak szybko z tego Gowin się wycofał.
Co zaś do rewolucji, to pozwolę się nie zgodzić. Rewolucje, zwykle prowadzą do ustalenia nowego porządku. W tym przypadku, po pierwsze mamy cofnięcie się w rozwoju, czyli reakcja konserwatywna I to taka, że specjalnie ma być wydzielona dyscyplina naukowa, zwana teologią, co jest zwykłym bluźnierstwem dla pojęcia nauka i również zaprzeczeniem, że chodzi o jakikolwiek postęp technologiczny. W ogóle mamy mieć określone niemalże na sztywno dyscypliny i przyporządkowanie do nich odpowiednich żurnałów, co jest ewidentnym zaprzeczeniem trendów światowych w nauce, czyli interdyscyplinarności i raczej żywiołowego rozwoju nauki. Ale nie po raz pierwszy politycy mówią co innego, myślą jeszcze co innego, a całkowicie robią coś innego. Taka schizofrenia wśród polityków. Poza tym, że nikt nie rozlicza z czynów i słów polityków w naszym kraju, to plotą co popadnie i obiecują. Wręcz w obiecywaniu są mistrzami świata.
js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 00:26:10:
Na 100% obecny system istnieje od 2001 (bardzo "ostre" rozporządzenie o minimach kadrowych dla prowadzenia studiów). Wcześniej, faktycznie: algorytm już od 1992 ostro premiował doktorów i wyżej (wtedy chyba nawet etaty te były "opłacalne" dla uczelni), a ich "wytwarzaniem" zajmowały się jednostki spełniające minima kadrowe (prawie jak dzisiejsze, nieco ostrzejsze).
Poza tym stawiam hipotezę, że RGSW już od 1991 wydawała jakieś akty, które de facto lub de iure ustanawiały jakieś minima kadrowe dla kierunków studiów (potem przejął to minister, na pewno przynajmniej od 2001). Ale gdybym nawet nie miał tu racji, to jest to tylko drobny niuans. System był bardzo stabilny i zmiany bywały tylko kosmetyczne.
Minima kadrowe (w postaci istniejącej teraz czy wcześniej) generują mnóstwo patologii, ale totalna rewolucja może przynieść jeszcze gorsze efekty...
js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 00:32:07:
Dla mnie słowo "rewolucja" oznacza drastyczną zmianę, bez wartościującej konotacji (a jeśli już, to prędzej in minus, bo wolę zmiany ewolucyjne). Przy czym mam na myśli zmianę systemu. Grupa trzymająca władzę może, ale nie musi się zmienić. Mam wrażenie, że w dyskusjach o reformie dominuje aspekt "trzymania władzy", a kwestie systemowe (przypadkiem lub nie: rewolucyjne) zostały w dyskusjach przeoczone.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 00:37:56:
Dla mnie to też jest rewolucja. Gowin zaś sprytnie tę sprawę ściemnił, odwracając kota ogonem: no jaka rewolucja, jak my te zmiany na 8 lat zaplanowaliśmy!
kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 00:42:52:
ok. Czyli opracowałeś własną definicję rewolucji, jako czegoś z gruntu destrukcyjnego. Cóż mam inny na to pogląd, choć tu raczej wdalibyśmy się w spór akademicki, pewnie i byłby ciekawy, ale nie w tych okolicznościach przyrody, gdzie być może przyjdzie nam za chwilę walka o "życie naukowe". Zmianę systemu to widzi tu większość, choć tą zmianę należałoby nazwać "deformą" i ma więcej wspólnego z "deformą" Zielińskiej wiecznie zadowolonej z siebie, niż niejednemu z nas się wydaje. Tu chyba działa ten czynnik wybujałego ego i chęci przejścia do historii jako "wielki reformator". Z resztą te wszystkie konsultacje to okazały się, że to pic na wodę, a i tak otrzymamy co innego. Identycznie z przetargami, gdzie w większości głównym kryterium jest cena, nie zaś jakość i to, że dana rzecz ma spełniać nasze wymagania.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 00:52:03:
Z dotychczasowej dyskusji wnioskuje, ze najbardziej "rewolucyjne" zmiany w systemie pojawily sie w okresie 16 lat, kiedy wciaz obowiazywala ta sama ustawa z 1990 roku. Minima kadrowe pojawily sie wlasnie wtedy. W latach 90. pojawily sie rowniez studia doktoranckie, ktore wymiotly z uczelni asystentow.
Mam wrażenie, że w dyskusjach o reformie dominuje aspekt "trzymania władzy", a kwestie systemowe (przypadkiem lub nie: rewolucyjne) zostały w dyskusjach przeoczone.
Poniewaz w specyficznie polskim systemie feudalnym kwestia trzymania wladzy jest wazniejsza niz dowolne ramy systemowe, ktore wladza moze sobie dowolnie naginac do swoich potrzeb. Rady wydzialow stanowily daleki od doskonalosci element kontroli nad organami jednoosobowymi. Likwidujac organy kolegialne ustawa usuwa z systemu zawor bezpieczenstwa.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 00:53:16:
www.teologiapolityczna.pl/piotr-graczyk-tezy-o-beznadziejnosci-i-nadziei-na-dzisiejszym-uniwersytecie
Sensem nowej ustawy, jej rzeczywistym, niezmiennym celem nie jest chęć naprawienia słabości i zapobieżenia patologiom obecnym na uczelniach polskich, poddawanych w ostatnich kilkunastu latach przyspieszonej pseudorynkowej transformacji, lecz ich utrwalenie. Chodzi o to, żeby uczynić patologię normą prawną. Żeby z tego, co jest słabością dzisiejszej akademii, uczynić obowiązującą zasadę.
a) Po pierwsze jest to przepaść między kilkoma faworyzowanymi ośrodkami uniwersyteckimi Warszawą, Krakowem, ewentualnie Poznaniem a całą resztą kraju.
b) b) Po drugie chodzi o przepaść między tymi, którzy na polskich uniwersytetach są grupą posiadającą rzeczywisty wpływ na politykę kadrową, finansowa i naukową, a tymi, którzy nie mają nic do powiedzenia. ... W dotychczasowym stanie rzeczy przepaść ta w pewnym stopniu przynajmniej formalnie pomniejszana była przez status tzw. pracowników samodzielnych, których obecność niezbędna jest do tworzenia kierunków, katedr i instytutów (tzw. minimum kadrowe) oraz przez istnienie obdarzonych pewną formalną władzą rad wydziałów. ... Po zniesieniu tych formalnych elementów (przez likwidacje minimum kadrowego ... Rektor, rada uczelni, a przede wszystkim, na każdej uczelni, ta grupa, która zdolna będzie wywierać wpływ na wybór rektora i rady uzyskają formalny i pełny monopol na władzę.
3. Niestety, fakt, że obecna reforma ma być jedynie formalnym utwierdzeniem i radykalizacją stanu obecnego, sprawia, że zainteresowana czynnym oporem przeciwko ustawie jest zdecydowana mniejszość pracowników i studentów polskich uczelni. Powód jest jasny protest dotyczy patologii, które już de facto istnieją, nowa ustawa jedynie je legalizuje. Zainteresowani oporem nie są zatem ci, którzy już teraz pozbawieni są władzy, wpływów, prestiżu itd. bo nawet jeśli ustawa nie weszła by w życie, ich sytuacja nie ulegnie przez to polepszeniu (to jest grupa niższych pracowników z peryferyjnych ośrodków).
kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 01:00:09:
Ależ o to tejże władzy chodzi. Ona wszystkie zawory bezpieczeństwa usuwa, poprzez wywrócenie całego systemu prawnego. Przecież łatwiej jest sterować pojedynczymi ludźmi, niż ciałami kolegialnymi, gdzie trzeba przekonać większość do swoich idei. Ile poza tym trzeba się namęczyć, aby takie rady obstawić swoimi. Poza tym demokracja, to może pozostać na ustach i być czymś w rodzaju znanej nam już demokracji ludowej ze słusznie minionej epoki. Brakuje tylko Frontu Jedności Narodowej. Albo jeden naród, jedna partia, ...
kahlkopf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 01:14:37:
Nie mogę do końca zgodzić się z tym artykułem. Choćby dlatego, że potencjalne zyski mogą się okazać iluzoryczne, dla tych wielkich ośrodków. Chyba, że chodzi o UKSW, KUL, UPJP2 i oczywiście WSKSiM. To tam centra "życia akademickiego" są obecnie przesuwane. Rzeczywiście chyba mało kto zauważył, jak ustawy i rozporządzenia są konstruowane i w którym kierunku ma być przepływ pieniędzy, ale i władzy.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 10:29:01:
Ta władza jest głupia, ale chyba nie aż tak, by nie dopuszczać możliwości utraty tejże władzy?
Ja w swej naiwności uważam, że Gowiny i Glińscy ładują kasę w KK na zasadzie wyrównania krzywd urojonych.
Choć oczywiście rację może mieć Migalski, że jest to fragment szerszego planu "budowy narodu"; tylko jak można "zbudować naród" na ewidentnych głupkach? Na chemtrailsach, MABENIE, trotylu, bombach termobarycznych i broni elektomagnetycznej? Raczej jest to danina dla dysponenta pewnego radia i telewizji wobec bliskich wyborów. Takjak w uchu prezesa, w którym Rydzyk zamienił się w urnę wyborczą, a prezes w bankomat.
Moim zdaniem tu nie chodzi o zyski, tylko o przetrwanie. Na obecnym poziomie. Mimo spodziewanego przymknięcia kurka z unijną mamoną (niemal) za friko. To jest ucieczka do przodu.
czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 11:42:08:
Ja jeszcze raz powtórzę. Na czym ja (wskazywany przez autorów ustawy oraz tu jako potencjalny beneficjent) mam zyskać. Na tym, że zbiegną się jacyś chętni profesoranci czy habilitanci i ja ich będę musiał wysłuchiwać na jakiś kolokwiach z pytaniami typu "ja się zajmuje słoniami, co na temat słoni ma do powiedzenia pan habilitant socjolog sektora publicznego?" i habilitant, w znacznej większości jak wskazuje lektura tego bloga kretyn poniżej średniej dla populacji, będzie się produkował w odpowiedzi na pytanie innego kretyna. A ja będę tam siedział i słuchał, bo już mi powiedziano, że nie będzie można odmówić.
Taką władzę można sobie wsadzić w dupę. Dla mnie to jest strata czasu.
Zamiast tego likwiduje się mój rzeczywisty wpływ na interesujące mnie działanie wydziału poprzez RW, gdzie nielubianą Panią Bożenkę-idiotkę, którą ktoś tam posuwał, udało się wypieprzyć po iluś tam staraniach. Wpływ na administrację zmaleje do zera i wrócą czasy, że faktury nie da się załatwić.
W dopływ pieniędzy nie wierzę w najmniejszym stopniu.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 11:44:11:
W każdym razie na pewno każdy z nas zauważył, że w tej perspektywie finansowej sięgnąć po pieniądz unijny jest *znacznie* trudniej niż w poprzedniej. Ekstrapolacje tego trendu na kolejną perspektywę daje wynik w okolicach zera lub nawet ujemny. U mnie na uczelni dochodzi do sytuacji, gdy władze dziekańskie/rektorskie wolą sobie odpuścić konkursy skierowane do uczelni niż ryzykować zwrot otrzymanych funduszy w razie nieosiągnięcia zakładanych wskaźników. Poza tym w tej perspektywie niezwykle trudno przejąć te fundusze do kieszeni, chyba nie znam takiego przypadku, a w poprzedniej to się działo, ho, ho! Do wypełniania kieszeni zostały tylko takie chochoły zamawiane jak Polonez (chyba już martwy) i okolice (pewnie NAWA), ale i to może się skończyć.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 11:58:32:
Proponuje zaczac sie bac:
www.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2018/06/2018-06-18_wybrane-zagadnienia-dotyczace-koncepcji-szkol-doktorskich-na-uw-1.pdf
Szkola kieruje jednoosobowo Dyrektor, ktoremu doradza Rada Szkoly , zlozona z 5-6 osob wskazanych przez Dyrektora.
Szkola przeprowadza rekrutacje na podstawie niezdefiniowanej jakosci kandydatow, a nie parytetu dyscyplin.
Szkola wyznacza promotorow i dokonuje ich ewaluacji, niezaleznie od ewaluacji doktorantow.
Szkola zamawia zajecia w jednostkach UW.
Nie wiadomo, co zrobic z doktoratami w grantach, poniewaz calkowicie nie pasuja do koncepcji. Nie mozna takiemu grantowemu doktorantowi odwolac negatywnie zewaluowanego promotora, w ogole nic takiemu promotorowi nie mozna. Najlepiej niech bierze doktorantow z wolnej stopy.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 12:22:25:
"w ramach przyszłej federacji z WUM w systemie szkół doktorskich znalazłaby się także szkoła nauk medycznych/o zdrowiu"
Boże, oni dalej z głową w d*pie. Poza marzeniem o byciu amerykanami i dostosowywaniem do tego rzeczywistości dyskutowano widzę inne równie realne problemy. Fantaści i marzyciele, czy kretyni?
prof. dr hab. Agnieszka Chacińska Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego,
dr Anna Domaradzka-Widła Instytut Studiów Społecznych im. Profesora Roberta Zajonca,
Paweł Gora doktorant Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki,
dr hab. Aneta Pieniądz Wydział Historyczny,
dr hab. Tomasz Zarycki, prof. UW Instytut Studiów Społecznych im. Profesora Roberta Zajonca.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 13:04:59:
Szkoła nauk przyrodniczych (wszystkich) zamawia zajęcia W TYM SEMINARIA.
Zajęcia mają być wysokospecjalistyczne, ale także wspólne dla wszystkich "dotyczące problemów cywilizacyjnych" (to chyba dlatego, że wszyscy na UW uwielbiają chodzić na OGUNy i je prowadzić).
Doktorantów ocenia komisja ewaluacyjna. "Do jej zadań należy także wspieranie doktoranta w trakcie całego procesu kształcenia". Do celów dobrano odpowiednie narzędzia: "od doktorantów można wymagać w kolejnych latach zgromadzenia portfolio obejmującego różnego typu aktywności".
Będzie ta sama żenada co w stypendiach rektora: student zebrał 10 pkt od promotora, tylko 5 pkt za publikacje bo pisze pełnymi zdaniami i efekty będą w przyszłości, w odróżnieniu od biegunki publikacyjnej z któych żadnych nie będzie, oraz tylko 1 pkt za uspołecznianie się na konferencji w Mrągowie i 0 pkt za działalność społeczną przy roznoszeniu kawy.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 13:09:32:
Skąd te nazwiska? Czyżby to byli autorzy tej koncepcji?
Federacja z WUM to będzie taka federacja UWr z wrocławskim UPrzyr, której na szczęście nikt nie widział. Idea była taka, że za każdym "polaczeniem" idą z minsterstwa pieniądze (marne!!) na restrukturyzację no i w rankingu Perspektyw można urosnąć o jedno oczko. Poza tym poza szyldem nic by się nie zmieniło i innej motywacji nie było. W szczególności żadnego cięcia etatów czy reorganizacji konkurującej ze sobą dydaktyki.
Niemniej, ktoś jeszcze uważa, że nie czeka nas rewolucyjny zamęt? Czyli jednak rewolucja?
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 13:15:42:
A cala te liste zyczen i postulatow ma realizowac jednoosobowo powolany przez rektora dyrektor szkoly, ktory bedzie rowniez rekrutowal na studia oraz zamawial zajecia na wydzialach. Oczywiscie zajecia maja byc jednoczesnie ogolne i wysokospecjalistyczne, i jeszcze o tematyce zgodnej z postulowana przez samorzad doktorantow.
Mam wrazenie, ze ten projekt przygotowala na kolanie rada doktorantow.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 13:23:13:
To jest Zespół Rektorski ds. Przygotowania Założeń Nowego Modelu Kształcenia Doktorantów.
Ja uważam, że rektor powinien był zrobić tak jak Gowin i ogłosić grant na te "założenia" (ja nie wiem, mnie to pojęcie się zawsze kojarzyło z analizą problemu, a nie spisywaniem postulatów wiecowych tak w tym "dokumencie" jak i w tych gowinowych).
Wtedy byłaby pewność że naprawdę wszyscy mający głowę pełną pomysłów zgłosili się do postulowania, wizji i konceptualizowania, nie trzeba byłoby brać kompletnych kretynów, a swoje i tak możnaby przepchnąć. Ale cóż, koszty żenady nie warte.
@chario, pisane na kolanie i nie czytane przed wysłaniem, niektóre punkty się powtarzają w różnych miejscach.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 13:36:58:
Jeden punkt się nawet pojawia dwa razy w tym samym miejscu "szkoły doktorskie są niezależne od nikogo, przede wszystkim od wydziałów i podlegają rektorowi".
Ja nie wiem jak te panie i panowie konceptualizowali skoro komisja ewaluacji, najważniejsze ciało po Dyrektorze (jak czytamy również organizujące pracę studentom) jest zależna od Sowietów Doskonałości Dyscyplinacyjnych, które nota bene oczywiście też są niezależne od wydziałów.
anonimka.7 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 13:42:18:
"(...) z drugiej zaś w praktyce oddaje się pozostałe zajęcia już nawet nie nie-doktorom, lecz nie-magistrom."
Znam taki jeden przypadek. Student II stopnia prowadził ćwiczenia na zaocznych studiach I stopnia. Nie wiem, w jaki sposób zaproponowano tej osobie pracę. Oferty pracy na pewno nie było na stronie internetowej.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 13:49:38:
W praktyce, podane warunki brzegowe beda sluzyly wylonieniu waskiej grupy trzymajacej doktoraty, a procedure dopracuje sie tak, zeby nikomu nie chcialo sie sprawdzac, co w tych doktoratach przechodzi.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 13:52:05:
Ani nikomu nie chciało się kłócić o wyniki ewaluacji z "portfolio aktywności"
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 13:52:48:
ewaluacji postępów doktoranta i opieki promotorskiej dokonuje Komisja ewaluacyjna działająca w ramach szkoły doktorskiej;
Doktorant może być wyewaluowany, bo dostaje kasę porównywalną z uposażeniem adiunkta. Ale ja? Albo mi to wpiszecie do obowiązków pracowniczych (ha, ha, a co z tymi samodzielnymi, którzy nie mają doktorantów, przestaną być samodzielni?), albo zaproponujecie stały dodatek do umowy o pracę, albo spadajcie na drzewo. Przeież teraz nawet do profesury doktorant nie będzie potrzebny. Co najwyżej, żeby było się do kogo dopisać.
W praktyce koledzy będą oceniać kolegów z oczywistym wynikiem końcowym.
Niemniej, jest jeden plus. Mieliśmy przypadki promotorów, którzy byli całkowicie nieaktywni naukowo, ale mieli hab. Z doktoratu oczywiście nic nie wyszło. Pytanie, czy takiej komisji będzie się chciało wyłapywać takie przypadki? Jak komisja miałaby zmusić doktoranta do zmiany promotora? Jak zmusić nowego promotora do przyjęcia, przepraszam, spadu? Bo przecież ewaluacja będzie prowadzona w trakcie a nie przed przyjęciem na studia doktoranckie?
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 14:01:39:
Pi. komisja nie będzie musiała wyłapywać "złych" promotorów, bo ona ich będzie w pierwszym rzędzie wyznaczać. Czy tam Dyrektor, lol, jednosobowo.
W związku z tym to samodzielny moze przestać być samodzielny za sprawą otrzymania doktoranta. Nie wiadomo jak to ma działąć w sytuacji niezależności szkół od wydziałów, ale również wydziałów od szkół.
Mylisz się również co do ewaluacji, jak piszesz w trakcie, a nie przed rekrutacją. Otóż będzie ewaluacja w trakcie rekrutacji, tylko że nie merytoryczna a na "portfolio".
Uwaga, nie opluj sie ze śmiechu
a. podstawą rekrutacji jest jakość kandydatów, a nie parytet dyscyplin (oznacza to,
że rok do roku może się zmieniać udział doktorantów reprezentujących różne dyscypliny w danej szkole);
b. rekrutacja odbywa się w trybie otwartego konkursu o zasięgu
c. rekrutacja prowadzona jest przez Radę szkoły; w skład Komisji rekrutacyjnej
mogą być powoływani przedstawiciele dyscyplin
I jeszcze taki dodatek, jak czerwony nos u klowna "zastanówmy się i zróbcie to":
d. konieczne jest uregulowanie kwestii naboru doktorantów do projektów
finansowanych z grantów (stypendia doktorskie w grantach);
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 14:08:58:
I jeszcze wyjaśnienie tego żeby było się do kogo dopisać, bo różni ludzie tu zaglądają.
Bywają doktoranci, którzy potrafią samodzielnie coś zbadać i to opublikować. Bywają. Może ze mną coś jest nie tak, ale tacy do mnie nie trafiają. Niemniej, mam kilka prac z doktorantami lub studentami, w których mój wkład był na tyle mały, że mojego nazwiska mogłoby nie być na liście autorów. W tych jednak przypadkach doktorant lub student służył za pomost do Głównego Autora, który dziwnym zrządzeniem losu miał habilitację i publikacyjne know-how.
W praktyce więc to doktorantów się ciągnie do doktoratu a nie żeruje na ich pracy. Nie ma cudów, jeżeli typowy doktorat ma w portfolio 5, a nietypowy nawet 15 publikacji na liście A, to przecież nie dlatego, że jest taki genialny, tylko dlatego, że tego oczekuje NCN we wnioskach o Preludium. Usunięcie z warunków profesorskich wypromowania doktora i otwarcia drugiego prawdopodobnie zmniejszy presję na to ciągnięcie. Czy Gowin osiągnie więc zakładany wzrost liczby bronionych doktoratów o cały tysiąc rocznie?
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 14:16:43:
Jak zmusić nowego promotora do przyjęcia, przepraszam, spadu?
Spoko, znam takich, co chetnie przyjma, zwlaszcza z gotowa, napisana praca na dowolny temat.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 14:31:36:
a. podstawą rekrutacji jest jakość kandydatów, a nie parytet dyscyplin
Wyobraziłem sobie tabelkę, a w niej takie pozycje, jak średnia z ocen, ocena z egzaminu dyplomowego, publikacje. I to będzie jakość kandydatów.
W szczególności żegnajcie jakiekolwiek egzaminy wstępne (nie, żebym był ich zwolennikiem, ale że żegnajcie).
Żegnajcie doktoranci pedagogiki, witajcie doktoranci psychologii!
A może w reakcji na ten afront pedagodzy zaczną wszystkim stawiać piątki?
Na UWr kilka lat temu na wydziale mat-inf wszystkich doktorantów na wszystkich latach było bodaj 11. A gdyby okazało się, że chemicy mają przeciętnie lepsze oceny na studiach, a geografowie masowo na studiach publikują w Zeszytach Naukowych to co, wycinają tę jedenastkę? I nie ma nawet jednego doktoranta informatyki (bo kto by tam przejmował się zalatującą humanistyką matematyką?).
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 14:45:28:
Na UW ryzyko jest odwrotne bo przecież wiadomo które dyscypliny są najważniejsze w kosmosie a które to zbieranie znaczków.
Pamiętaj też o międzynarodowym zasięgu!
I o tym, że w komisji MOGĄ opcjoonalnie być "przedstawiciele" jakichś dyscyplin. Na przykład chemik przeegzaminuje ci doktoranta z fizyki.
Nie ma natomiast miejsca dla promotora w rekrutacji. Tak zaczyna być gdzieniegdzie w Stanach. Jest to jedną z największych osi sporu, obok prekrayzacji i finansowania drużyn sportowych bardziej niż nauki. Ludzie się przeprowadzają do Teksasu z tego powodu, bo tam jeszcze to nie doszło. Ale widać ta dyskusja nie dotarła do konceptualizujących, bo oni tylko snują marzenia i fantazje.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 14:49:16:
to co, wycinają tę jedenastkę?
To zalezy od kryteriow rekrutacji, ktore wyznaczy powolana na wniosek dyrektora 5-osobowa rada szkoly. W praktyce, zalezy, kogo rektor powola na dyrektora. Bedzie sie dzialo przede wszystkim w szkole humanistycznej i spolecznej. Albo beda przyjmowac przede wszystkim polonistow i historykow, ktorzy zaczynaja publikowac przed licencjatem, albo nie beda ich przyjmowac w ogole. Tu beda jazdy, jak w konkursach NPRH.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 14:52:19:
To jest dla ludzi niepoważnych którzy chcą "zrobić doktorat". Teraz będą sobie robili jeszcze "portfolio do stypendium".
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 16:24:00:
No właśnie o tym promotorze chciałem napisać. U nas zasada póki co jest taka, że żeby w ogóle zostać dopuszczonym do rozmowy kwalifikacyjnej, kandydat musi przedstawić zgodę przyszłego promotora. Więc jak w Gwiezdnych Wojnach zawsze dwóch ich jest: mistrz i uczeń. I to ta para byłaby oceniana, gdybyśmy mieli więcej kandydatów niż miejsc. A tak komisja zasadniczo pełni rolę sita zatrzymującego zbafców luckości.
Ocena kandydata odbywa się na rozmowie kwalifikacyjnej a nie egzaminie, bo egzamin z definicji jest za wąski, dostosowany pod lokalny mainstream, natomiast uczeń z mistrzem mogą się sparować nie dlatego, że ktoś świetnie zda egzamin, ale dlatego, że Mistrz ma grant, który o lata świetlne oddalony jest od tematyki egzaminu. Tak więc konsekwencją grantów oraz szlachetnej zasady, że stypendium na 1. roku może dostać tylko ta osoba, która procedurę rekrutacyjną zaliczyła na bdb, jest zanik egzaminów wstępnych na studia doktoranckie. No, teraz to nie będzie ani egzaminów, ani rozmów kwalifikacyjnych, tylko konkursy!
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 16:39:50:
Dokładnie to. W szkołach więc doktorskich UW będzie kształcic te dodatkowe 1000 zbafców luckoździ Gowina, a real business koncepcja półgłówków konceptualizujących odesłała do literki
Jak w d*pie.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 17:15:09:
Offtop. MIT Faculty Newsletter o współpracy z biznesem i zarządzaniu uniwersytetem jak firmą Is This Any Way to Run a University?
BTW, jaka jest rola Faculty w UniwerSowiecie? Między Radą szkołt doktorskiej, Komisja ewaluacyjną, Radą dyscypliny. Doktoraty MIT wciąż są przyznawane przez Faculty of Specific Domain a nie Council for PanScientifical Impeccability.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 17:19:54:
Zadna. Moze sobie co najwyzej podejmowac uchwaly.
Organy kolegialne w jednostkach organizacyjnych UW powinny mieć funkcję uchwałodawczą (w zakresie jednostki i w ramach upoważnienia statutowego) oraz
opiniodawczą i doradczą. W żadnym wypadku organ kolegialny nie powinien wykonywać zadań zarządczych ani podejmować działań zarządczych
www.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2018/06/2018-06-18_wybrane-zagadnienia-dotyczace-koncepcji-wylaniania-wladz-na-uw.pdf
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 17:31:56:
Ogłoszenie tych założeń nazwano wynikiem prac [a="www.uw.edu.pl/pierwsze-elementy-koncepcji-przygotowywanej-przez-think-tanki/
"]think tanków[/a].
Miało się pewnie kojarzyć z myśleniem czy namysłem, ale przecież to jest nazwa światopoglądowych instytucji propagandowych, przede wszystkim lobbystycznych i partyjnych.
js.c napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 21:07:07:
@charioteer1 pisze:
"Z dotychczasowej dyskusji wnioskuje, ze najbardziej "rewolucyjne" zmiany w systemie pojawily sie w okresie 16 lat, kiedy wciaz obowiazywala ta sama ustawa z 1990 roku. Minima kadrowe pojawily sie wlasnie wtedy. W latach 90. pojawily sie rowniez studia doktoranckie, ktore wymiotly z uczelni asystentow"
Oczywiście. W roku 1990 nastąpiła radykalna zmiana systemu: pojawienie się systemu rynkowego w gospodarce i możliwość zarabiania na dydaktyce, to (kontr?)rewolucja, jak najbardziej. Ale właśnie minima kadrowe (od samego początku, bo chodzi przede wszystkim o minima doktorskie i habilitacyjne) sterowały dostępem i stopniem udziału w tym systemie. Nie widzę tu jakiejś ewolucji "przez 16 lat", a potem (2005?) też nic specjalnego się nie stało. Co do doktorantów: zgoda. Zobaczymy, czy teraz nastąpi proces odwrotny. Podwaliny pod to (nie wiem czy świadomie) są starannie podłożone.
@czlowiek.z.makulatury pisze
"Na czym ja (wskazywany przez autorów ustawy oraz tu jako potencjalny beneficjent) mam zyskać"
Domyślam się, że chodzi o pracownika uczelni badawczej. Faktycznie: też nie widzę automatycznych zysków. Beneficjentem będą uczelnie jako całość. Zresztą są tym beneficjentem od lat, będą bardziej. Ale ze zdumieniem widzę, że to się jakoś nie przekłada na byt "szeregowych" pracowników czy nawet profesorów. Dla mnie - to zagadka. Nowa ustawa raczej pogłębi tę tendencję, bo nie zmusza władz tych uczelni do niczego.
staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 21:29:23:
> Beneficjentem będą uczelnie jako całość. Zresztą są tym beneficjentem od lat,
> będą bardziej. Ale ze zdumieniem widzę, że to się jakoś nie przekłada na
> byt "szeregowych" pracowników czy nawet profesorów. Dla mnie - to zagadka.
Wzrost nakładów jest wchłaniany przez nadmierny rozrost infrastruktury (betony i laby, które już w tej chwili mają problem ze skompletowaniem i - zwłaszcza - utrzymaniem kompetentnej obsługi), monstrualny rozrost administracji i wykładniczy wzrost zarobków nielicznej grupy oligarchicznej: profesury realnie trzymającej władzę (zwielokrotnione pensje zasadnicze, nielimitowane dodatki specjalne - u nas rektor zażądał od senatu podwojenia swojej, i tak już wysokiej, zasadniczej i ją dostał) i szefów watahy "łowców grantów" w tzw. Iksiński-labach.
Niskopłatny plebs (nawet ten utytułowany, ale daleko od "stołka i koryta") jest tylko "mięsem armatnim" do obsługi coraz bardziej śmieciowo traktowanej dydaktyki, a za chwilę będzie pełnił rolę roboli w fabryce, której właścicielami będą pospołu oligarchia z administracją, w zależności od potrzeb zatrudniający roboli śmieciowo na krótkich kontraktach wyłączonych z Kodeksu Pracy lub wyrzucający ich pod byle pretekstem (bo wyłączeni spod ochrony Kodeksu Pracy).
Nawiasem mówiąc, mam wrażenie, że te regulacje ustawy naruszają zarówno prawo europejskie, jak i konwencje międzynarodowe.
halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 21:57:45:
Jeju, Pan jednak żyje. A już miałem czarne myśli...
halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 22:05:21:
> monstrualny rozrost administracji
U nas zwłaszcza to jest zauważalne. Nie ma kwartału, żeby rektor nie tworzył nowych działów w administracji i żeby nie było konkursów na nowe stanowiska biurokratyczne. Co ciekawe, w ostatnim roku bardzo rozrosły się nam działy rozliczające dydaktykę, chociaż uczelnia nie przyjęła jakiejś drastycznie większej liczby studentów niż rok wcześniej ani nie planuje tego zrobić w nadchodzącym roku akademickim. O ile się orientuję, nie wzrosły też szczególnie obowiązki sprawozdawcze z dydaktyki dla ministerstw.
staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 22:34:03:
> Jeju, Pan jednak żyje. A już miałem czarne myśli.
Niestety, wyłączył mnie niekorzystny splot trzech przypadłości: kłopotów ze zdrowiem, wdrażanie RODO (zepchniętego na wydziałowe instytuty przez administrację centralną i wydziałową) i początek sesji (zaliczenia i egzaminy, a studentów mam akurat w tym semestrze sporo).
Nie zostało już czasu na nic innego. Przedsmak przyszłej doli gowinowego robola...
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 22:48:57:
I jak zdrowie w naszej uefektywnionej zamawianiem zabiegów w szpital sp. z o.o. służbie zdrowia (tylko dla zdrowych)?
Miałem w rodzinie potencjalnie wieloodłamowe złamanie. W jednym szpitalu było duże obłożenie więc dali recepte na orteze i wypad. Zapisać się do ortopedy, może na wrzesień. W drugim wyrzucili orteze do kosza i kazali na trzeci dzień przychodzić na operacje (akurat sa wolne lozka a zwykle sa kolejki) a to oplacalny zabieg (co prawda nie dla pacjenta). W koncu jak sie poszlo prywatnie, to się udało zrobić tomograf, oczywiście na państwowym sprzęcie oddziału ratunkowego trzeciego szpitala, podczas ratowania ludzi po wypadkach... ale z polecenia kolegi to nawet założyli gips od nowa.
Ktoś kto dawno nie był w szpitalu nie wie że w wielkim stylu wracają lata 90.
staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 23:11:42:
> I jak zdrowie w naszej uefektywnionej zamawianiem zabiegów
> w szpital sp. z o.o. służbie zdrowia (tylko dla zdrowych)?
Na szczęście skończyło się na skutecznych działaniach niemłodego już lekarza rodzinnego, który bez specjalnej aparatury, ale za to z dużym doświadczeniem i umiejętnościami prawidłowo zdiagnozował moje dolegliwości i bardzo skutecznie prowadził. A że u mnie odludzie, więc i kolejek do lekarza w przychodni nie było.
A od szpitali uchroń mnie Panie!
Nie mam takiego mocnego zdrowia, aby się tam leczyć.
halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 23:21:19:
> Ktoś kto dawno nie był w szpitalu nie wie że w wielkim stylu wracają lata 90.
Myli się Pan -- one nigdy nie odeszły. Lekarz w rodzinie jest wciąż gwarantem właściwego dostępu do publicznej opieki medycznej dla chorych członków rodziny. Tak było za Polski Ludowej, tak było po upadku komuny i tak jest za czasów Polski w UE.
> służbie zdrowia
Drobna uwaga: lekarz, pielęgniarka i ratownik medyczny nie służą, tylko pracują.
halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 23:24:07:
> Na szczęście skończyło się na skutecznych działaniach niemłodego już lekarza
> rodzinnego, który bez specjalnej aparatury, ale za to z dużym doświadczeniem
> i umiejętnościami prawidłowo zdiagnozował moje dolegliwości i bardzo skutecznie
> prowadził.
To tylko dziękować losowi, że taki rodzinny pracuje w przychodni, do której jest Pan zapisany. Mógł przecież wystawić skierowanie do specjalisty i miałby jednego pacjenta (tu: Pana) z głowy.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/24 23:25:55:
Cieszę się i życzę żeby nie chorować.
Swoją drogą prowincja to miesjce dla uczelni, szczególnie w Ameryce są najczęściej podmiejskie i małomiejskie. A u nas zostanie po jednej na województwo z czego badawcze tylko w najdroższych miastach.
halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 00:40:49:
Nie wiem, czy Państwo zwrócili uwagę na rozdział o naszej odpowiedzialności dyscyplinarnej w Gowinowym projekcie. Dwie ciekawostki (pogrubionym pismem oznaczyłem propozycje przepisów):
Art. 277 ust. 1 projektu (obecny art. 140 ust. 1):
3) nagana z obniżeniem wynagrodzenia zasadniczego o 10%25% na okres od miesiąca do 2 lat;
4) pozbawienie prawa do wykonywania zadań promotora, recenzenta oraz członka komisji w postępowaniach w sprawie nadania stopnia doktora, stopnia doktora habilitowanego oraz tytułu profesora na okres od roku do 5 lat;
5) pozbawienie prawa do pełnienia funkcji kierowniczych w uczelniach na okres od 6 miesięcy do 5 lat; [dziś: od 3 miesięcy do 5 lat]
6) wydalenie z pracy w uczelni;
7) wydalenie z pracy w uczelni z zakazem wykonywania pracy w uczelniach na okres od 6 miesięcy do 5 lat; [dziś: pozbawienie prawa do wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego na okres od pięciu miesięcy do pięciu lat]
8) pozbawienie prawa do wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego na okres 10 lat. [dziś: pozbawienie prawa do wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego na stałe]
Generalnie wzrośnie represyjność systemu.
Ale -- moim zdaniem -- istotniejszy jest art. 288 ust. 4 projektu, który nie ma odpowiednika w dzisiejszej ustawie:
Rzecznik dyscyplinarny może ograniczyć czynności dowodowe w postępowaniu wyjaśniającym do przesłuchania osoby, której czynu dotyczy to postępowanie, i pokrzywdzonego oraz przeprowadzenia i utrwalenia w protokołach czynności, których nie będzie można powtórzyć.
Postępowanie dyscyplinarne wzoruje się na procesie karnym. W procesie karnym do klasycznych przykładów czynności niepowtarzalnych zalicza się: oględziny miejsca, oględziny osoby, oględziny i sekcję zwłok. Jak się nietrudno domyślić, takich czynności w zasadzie (a tej ostatniej w ogóle) nie przeprowadza się w postępowaniu dyscyplinarnym. Wzrośnie więc inkwizycyjność postępowania wyjaśniającego, czyli tzw. kapturowość, w której obwiniony nie ma większego wpływu na przebieg postępowania. Według projektu rzecznik dyscyplinarny będzie mógł przeprowadzić skrócone postępowanie dyscyplinarne i wnieść do komisji dyscyplinarnej o ukaranie nauczyciela akademickiego. W praktyce oznacza to, że realna szansa prowadzenia obrony będzie dopiero na etapie komisji dyscyplinarnej.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 00:48:32:
Ale ze zdumieniem widzę, że to się jakoś nie przekłada na byt "szeregowych" pracowników czy nawet profesorów. Dla mnie - to zagadka.
No nie wiem, Podobno rektor UJ uważa, że to pracownicy powinni płacić za to, że mogą pracować w tak wyjątkowym miejscu :-)
Ja podejrzewam, że na dużych uczelniach istnieją bardzo duże różnice w płacach między wydziałami i oczywiście na samych wydziałach. W każdym razie mój rektor z jakichś powodów od lat nie publikuje sprawozdania, a gdy jeszcze publikował, to tam było mnóstwo ogólników. Tylko rektor UW podaje naprawdę ciekawe liczby. Ale na UW jest wyjątkowo w tym sensie, że wydziały naukowe są tam w stanie wyżyć z grantów. To jest zdecydowanie nietypowa sytuacja. Na moim wydziale kwoty z grantów ledwo równoważą utratę BSt, tyle że są skierowane do nielicznych jednostek (= ludzi), w tym "pozauczelnianych", więc summa summarum nie równoważą.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 01:13:04:
www.teologiapolityczna.pl/piotr-dardzinski-nauka-jest-ze-swojej-natury-uniwersalna-i-ponadnarodowa
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 07:58:16:
Dr Piotr Dardziński, politolog, zabawne, gardłuje o umiędzynarodowieniu i narzeka na lolalność polskiej nauki, a sam w świetle nowej ustawy nie mógłby otworzyć przewodu, nie ma go w Scopusie czy WoS.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 08:48:22:
teologiapolityczna to chyba intelektualne zaplecze Gowinowców?
Ale muszę przyznać Dardzińskiemu, że jest wygadany. Chyba że pytania dostał na piśmie i w ten sam sposób przekazał odpowiedzi.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 09:46:07:
Albo poprosił o autoryzację i napisał wywiad od nowa.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 10:37:00:
Zastanawia mnie sens takiego rozszerzenia katalogu kar dyscyplinarnych. Czyzby autor ustawy przewidywal, ze scentralizowanie wladzy zakonczy sie lawina skarg i wnioskow o ukaranie?
doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 11:15:19:
Wg mnie rozbudowa "aparatu opresji". Jak najprościej obrzydzić komuś życie, odsunąć go, gdy ten jest niewygodny?
W starym systemie to tylko upomnienie, nagana i pozbawienie praw wykonywania zawodu. Nuda panie, nuda.
Zwolnienie z pracy możliwe było tylko na podstawie kodeksu pracy! A ten daje mało możliwości, bo trzeba udowodnić ciężkie naruszenie regulaminu pracy/obowiązków etc.
Stąd, gdy chce się wywoływać nacisk, to obecne kary nie były żadnym straszakiem.
A teraz cały wachlarz kar, w tym najboleśniejsze - finansowe. Ponadto kary te są "zasądzane" na poziomie dyscyplinarnym, zatem bez wikłania się w batalie prawne (w przeciwieństwie do kodeksu pracy).
Czyli "uelastyczniono" prawa pracodawcy :) Takie amerykańskie "you are fired".
Ciekawe w jakim celu, nie?
(Bo w to, że kary te miałyby być wykorzystywane tam, gdzie potrzeba - np. do walki z plagiatorami etc. to ja słabo wierzę, bo te stare też nie były.)
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 12:43:33:
Orzeczenia komisji dyscyplinarnych sa zaskarzalne - odpowiednio do komisji dyscyplinarnej drugiej instancji i sadu pracy. Szykana bedzie wiec w tym przypadku sam fakt prowadzenia postepowania dyscyplinarnego, a nie mozliwosc ukarania, poniewaz od orzeczonej kary mozna sie odwolac.
Ten przepis wyglada raczej, jakby byl pisany przez szalonego rektora, ktoremu potrzebne sa narzedzia do trzymania w szachu dziekanow. Do tej pory bylo wiadomo, ze rektor palcem nie kiwnie, by zdyscyplinowac dziekana, poniewaz potrzebny mu glos tego dziekana w senacie. Teraz to sie zmienia. Dziekan nie bedzie juz prawdopodobnie czlonkiem senatu, a przede wszystkim nie pochodzi z wyboru, tylko jest powolywany przez rektora, wiec rektor moze go tez odwolac. Jednak na wypadek, gdyby w statucie uczelni pojawil sie jakikolwiek inny zapis, rektor ma narzedzia, by wymusic wykonywanie polecen przez niesubordynowanych osob pelniacych funkcje kierownicze - w postaci kar finansowych.
Mozliwosci naduzywania tego przepisu sa potezne, ale dopoki istnieja sady, dopoty przed personalnymi szykanami mozna sie skutecznie bronic.
halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 13:50:46:
> Zastanawia mnie sens takiego rozszerzenia katalogu kar dyscyplinarnych. Czyzby
> autor ustawy przewidywal, ze scentralizowanie wladzy zakonczy sie lawina skarg
> i wnioskow o ukaranie?
Trzeba zapytać pana ministra, co przewiduje, o ile w ogóle coś przewiduje...
A tak poważnie, to nasuwa mi się skojarzenie tu z samorządem zawodowym. Proponowany katalog zbliża się do tych, które można nałożyć na osoby wykonujące zawody zaufania publicznego. Tyle, że takie osoby mają swoje samorządy zawodowe, powołane do istnienia na mocy ustaw. Nauczyciele akademiccy nie mają swojego samorządu zawodowego, stąd mam wątpliwości, czy projektodawca nie poszedł za daleko -- dał grubszy kij, ale o marchewce przezornie ,,zapomniał''.
Trzeba przyznać, że część proponowanych uregulowań wydaje się wzmacniać funkcję gwarancyjną. Tytułem przykładu, nauczyciel akademicki, którego rektor zawiesi w wykonywaniu obowiązków, będzie mógł odwołać się do sądu pracy (art. 303 projektu). Obecnie obowiązujący art. 147 nie przewiduje żadnego odwołania. Podstawowy okres zawieszenia znów nie będzie przekraczać pół roku (są pewne wyjątki). Problem w tym, że w większości miast, gdzie są uczelnie, czas oczekiwania na pierwszą rozprawę przed sądem pracy przekracza pół roku. W sumie odnoszę wrażenie, że wzmocnienie funkcji gwarancyjnej będzie ładnie wyglądać na papierze (stąd moje wcześniejsze ,,wydaje się''), bo w praktyce środek odwoławczy, wniesiony od decyzji rektora przez nauczyciela akademickiego, będzie zwykle rozpoznany po upływie tego pół roku. Sądy pracy, zawalone tysiącami spraw, raczej nie dadzą rady wydawać merytorycznych orzeczeń w krótszym czasie, mimo że tu rozprawa nie będzie potrzebna i posiedzenie niejawne wystarczy.
halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 14:04:50:
PS. Generalnie rzecz biorąc, nie podoba mi się proponowany model odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli akademickich. Mój główny zarzut opiera się na tym, że odwołanie od orzeczenia komisji dyscyplinarnej drugiej instancji wciąż będzie się wnosić do Sądu Apelacyjnego w WarszawieSądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, przed którym postępowanie będzie się toczyć według przepisów Kodeksu postępowania cywilnego. Proszę zwrócić uwagę, w postępowaniu przed uczelnianym rzecznikiem i przed uczelnianą komisją prowadzi się głównie na podstawie Kodeksu postępowania karnego. To są dwie różne procedury. W procedurze karnej organ procesowy w dużej mierze działa z urzędu, a w procedurze cywilnej inicjatywa dowodowa leży głównie w rękach strony (tu: nauczyciela akademickiego). To powoduje, że odwołujący się do sądu apelacyjnego akademik jest w trudnej sytuacji.
halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 14:15:31:
PPS. W postępowaniu apelacyjnym k.p.c. ogranicza możliwość powoływania nowych faktów i dowodów. Wnoszący odwołanie musi wykazać, że nie mógł ich powołać wcześniej lub potrzeba ich powołania wynikła po zakończeniu postępowania przed komisją dyscyplinarną drugiej instancji (art. 381 k.p.c.). A trzeba pamiętać, że rzecznik i komisje dyscyplinarne mogą oddalać wnioski dowodowe akademika, jeżeli uznają je za nieuzasadnione. Nie jest łatwo wykazać przed sądem cywilnym, który nie zna meandrów procedury karnej, że oddalenie wniosku było nieuzasadnione. Ogólnie rzecz biorąc, kicha.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 20:11:22:
Prawdopodobnie masz racje. Jednak, zeby niepotrzebnie nie straszyc...
Po pierwsze, dowolna sprawa najpierw trafia do rzecznika dyscyplinarnego, ktory przeprowadza wlasne dochodzenie, zeby sprawdzic, czy doszlo do "przestepstwa". To juz samo w sobie stanowi dosc wyrazna zachete dla roznych udzielnych ksiazatek, by z powodu pierdol nie wnosic o postepowanie dyscyplinarne.
Po drugie, komisje dyscyplinarne sa niezawisle i moga orzekac, jak im sie zywnie podoba. O wysokosc kary wnioskuje rzecznik dyscyplinarny. Tu oczywiscie moga byc najrozniejsze wplywy i naciski, badzmy realistami, ale to chyba glownie w sprawach bardzo medialnych i powaznie zagrazajacych autonomii uczelni. Z reguly komisje dyscyplinarne sa bardzo ostrozne w zakresie surowosci wymierzanych kar, tj. skierowanie sprawy przeciwko pracownikowi lub studentowi do sadu z reguly skonczyloby sie dotkliwsza sankcja. Ani rzecznik dyscyplinarny, ani komisje dyscyplinarne nie beda sie bawic w rozwiazywanie lokalnych konfliktow na wydzialach po mysli wladz.
Po trzecie, czlonkowie komisji dyscyplinarnych to pracownicy uczelni. Do tej pory bylo tak, ze zasady powolywania skladow komisji dyscyplinarnych byly scisle okreslone. Nie bylo takiej opcji, zeby do skladu komisji dyscyplinarnej wepchnac kogos, kto bedzie forsowal na sile czyjes stanowisko. Czlonkowie komisji orzekajacej to po prostu losowo dobrani pracownicy uczelni z roznych wydzialow. Niestety, nie pamietam, jakie rozporzadzenie to reguluje...
Dlatego nIe widze opcji uzycia komisji dyscyplinarnej przeciwko szeregowemu pracownikowi jako narzedzia rozgrywek personalnych. Natomiast jako narzedzie dyscyplinowania osob pelniacych funkcje kierownicze w uczelni - jak najbardziej. Przy odmowie wykonania polecenia sluzbowego wydanego przez rektora nikt nie bedzie wnikal, czy polecenie bylo zasadne.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 21:35:43:
Sądzę, że struktury uczelni będą dwojakie: wydziałowa dydaktyczna oraz przecinająca ją instytutowa do realizacji badań naukowych. I dalej: te jednostki naukowe nie mogą tworzyć zamkniętych bytów, ale muszą się przenikać, tworzyć większe wielodyscyplinowe struktury, np. szkoły naukowe, gdzie będzie następowała wymiana myśli, idei. Wydziały pozostaną często jako struktury dydaktyczne, realizujące zwłaszcza kształcenie na pierwszym stopniu
Nic z tego nie rozumiem! prenumeruj.forumakademickie.pl/fa/2018/06/rektor-nie-bedzie-dyktatorem-uczelni/
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 21:49:10:
To jest demagog. Był nim już jako wieloletni dziekan rozgrywający wydział Elektroniki i Technik Informacyjnych tak skutecznie że część informatyków tworzy teraz znacznie lepszy wydział Matematyki i Nauk Informacyjnych. Oba są zresztą dość żenujące.
To jest typ demagogii o któej Temkin słusznie napisał persko-despotyczna.
Odpowiedzialność psia jego mać, jaka? Tak wielka odpowiedzialność jak spoczywa na Prezydencie Polski albo prezesie społki (albo partii): jak skopie to go wykopią na sutą emeryturę w loży nestrów albo innej Radzie Uczelni.
Odpowiedzialność to się ponosi, na przykład majątkiem, a nie bierze i kładzie sobie na głowę jak tiarę.
halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 22:22:00:
> Jednak, zeby niepotrzebnie nie straszyc...
Nie straszę, po prostu dzielę się swoimi przemyśleniami. Jeżeli bardzo zanudzam, wystarczy, że ktoś z Państwa to napisze, a przestanę przeprowadzać moje przydługawe analizy. I nie obrażę się o to. :)
> Czlonkowie komisji orzekajacej to po prostu losowo dobrani pracownicy uczelni
> z roznych wydzialow.
Nie chce mi się już dziś zaglądać do obecnej ustawy ani do projektu. Jeśli mnie pamięć nie myli, o sposobie kompletowania komisji dyscyplinarnej decyduje statut uczelni. U mnie nie ma żadnego losowania, członków komisji wybierają rady wydziałowe, czyli najsilniejsze ugrupowania lokalne. ;)
> Odpowiedzialność psia jego mać, jaka?
Moralną, khe, khe, moralną...
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/25 23:07:38:
Sposob wyboru czlonkow komisji dyscyplinarnej okresla statut. Sposob wyznaczania skladow orzekajacych okresla rozporzadzenie w sprawie szczegolowego trybu postepowania wyjasniajacego i dyscyplinarnego wobec nauczycieli akademickich. Projekt ustawy zawiera delegacje do wydania takiego rozporzadzenia.
Jako ciekawostke podam, ze u mnie na uczelni w tym zakresie stosowany jest sensowny zapis z rozporzadzenia, ktore juz nie obowiazuje.
Chodzilo mi o to, zeby nie straszyc czytelnikow, ktorzy nigdy nie mieli w zaden sposob do czynienia z przepisami dyscyplinarnymi.
staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 00:12:24:
> Przy odmowie wykonania polecenia sluzbowego wydanego przez rektora
> nikt nie bedzie wnikal, czy polecenie bylo zasadne.
O tyle, o ile ktoś będzie na tyle narwany, a przy tym naiwny, że odmawiając wykonania polecenia nie zadba wcześniej o złożenie na piśmie żądania wydania polecenia także na piśmie. Z własnego doświadczenia wiem, że wystosowanie takiego żądania wobec nonsensownego lub bezprawnego polecenia (typowe szukanie jelenia, który przejmie odpowiedzialność prawną "na gębę") czyni zazwyczaj nagle zbędnym wydanie polecenia służbowego, wręcz okazuje się, że nigdy nie było nawet próby wydania takiego polecenia, aczkolwiek temperatura wzajemnych relacji spada w okolice zera absolutnego. Niemniej taki arogancki kacyk zaczyna od tego momentu bardzo ostrożnie stąpać bojąc się detonacji miny. Samemu oczywiście też trzeba się strzec odwetu i ogólnie zawczasu policzyć własne wojska, amunicję i zapasy.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 11:39:35:
Z drugiej jednak strony warto, aby ci najlepsi mieli możliwość wykształcić się w najlepszych ośrodkach akademickich w kraju i na świecie. Na pewno dobrze by było, aby najzdolniejsi naukowcy mogli robić doktoraty w najlepszych uczelniach, a potem wykorzystywać swoją najwyższej klasy wiedzę i umiejętności, wracając do macierzystych uczelni, aby podnosić ich poziom. Tak się dzieje na całym świecie i nie ma powodu, żeby u nas było inaczej.
Czy rektor PW potrafiłby odnieść te słowa do swojej, prowincjonalnej przecież uczelni? Czy chętnie zrezygnuje ze studiów doktoranckich, bo przecież najzdolniejszych swoich studentów chciałby wysłać na Harwardy, Oksfordy, Kejmbridże, ani cala niżej? A potem przyjąć do roboty, którą ci harwardzcy absolwenci podejmą z radością?
Właśnie nowa ustawa da możliwości stworzenia w mniejszych uczelniach warunków atrakcyjnych dla doktorów z UJ chodzi na przykład o możliwość dofinansowania uczelni przez samorządy. Jeżeli np. w Gorzowie nie ma kadry naukowej, która może stworzyć szkoły doktorskie na najwyższym poziomie, to może kształćmy młodych tam, gdzie te możliwości są, a potem niech oni zasilą mniejsze ośrodki, przenosząc do nich najlepszą wiedzę, najlepsze zwyczaje badawcze itp. I gdy więcej takich ludzi przyjedzie do Gorzowa, to wkrótce może tam powstać świetny ośrodek naukowy, a z czasem dobra szkoła doktorska.
No to już wiemy, skąd Gorzów i Białystok będę miały brać fundusze, żeby gonić UWUJ lub zdechnąć. No i dowiadujemy się też w końcu, że Gorzów, Opole, Rzeszów i Białystok dlatego odstają od Warszawy, bo pracują w nich lenie lub durnie.
Skąd się wzięła kadra w tych Częstochowach, jak nie z Warszawy, Krakowa, Poznania i Wrocławia??? Akurat w tych ośrodkach chów wsobny mógł kwitnąć nie dłużej niż 10-15 lat, a i tak recenzenci na bank byli z obecnych A i A+.
Sprawdziłem jeden z tych ośrodków w OPI. Kadra samodzielna: habilitcacje i doktoraty wyłącznie z UJ, UMK, UWr, tylko jeden stopień "wsobny". Patrzę na inny taki ośrodek - sama Warszawa!
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 11:50:58:
Ja bym się nie zastanawiał czy PW jest prowincjonalna, bo zaraz usłyszymy że przez Polską Rację Stanu nie jest. Wystarczy sprawdzić dorobek naukowy rektora.
Ja bym sie zastanawiał dlaczego w Boulder, mieście w Colorado o populacji 90000 tysięcy jest świetny uniwersytet w pierwszej setce światowych, a w Niemczech jest kilka uniwersytetów badawczychw każdym landzie podczas gdy u nas ma być mniej niż województw.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 11:53:25:
Niemcy to była federacja miliona księstewek. My zaś dostosowaliśmy się mentalnie i organizacyjnie do... zaborców?
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 12:10:22:
Przecież niemcy byli pod sowiecką i amerykańską okupacją. To oni sterowali wszystkim w niemieckiej gospodarce i nauce. Są o tym książki. W nauce właśnie złamali elitarność niemieckich uczelni i był to długotrwały proces.
Oczywiście jest aspekt niemieckiej decentralizacji, tak jak urzędy centralne mają po róznych miastach.
Bardzo ważna jest tez dywersyfikacja tematów badawczych, między innymi dlatego mają tak dużo niezależnych ośrodków.
Tu czytamy że te wszechinstytutowe szkoły doktorskie o zasięgu wszechpolskim i międzynarodowym mają zajmować się Ważnymi Problemami Cywilizacyjnymi, czyli dostarczaniem jeleni CEZAMAT-om (biały słoń m.in. tego rektorka) albo jakieś innej Polskiej Agencji Bardzo Ważnych Badań i Kosmicznej.
p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 13:14:26:
Głos politologa zaczyna się interesująco:
wawrzynski.wordpress.com/2018/06/25/kleska-jaroslawa-gowina/
Czyli kolejnie niespełnione marzenia.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 13:40:38:
Mnie by było wstyd z głupoty, również napisać taki "głos", a nie z naiwności (któa zresztą wyraźnie trwa). No ale pana doktora oszukali, nie jego wina.
Jak sam pisze "politolog zaangażowany". To wyjaśnienie dla tych którzy mogliby naiwnie myśleć że politologia jest nauką, rozpoczyna się od analizy pozycji, podczas gdy można być po prostu fanem z doktoratem.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 13:55:16:
Bardzo ważna jest tez dywersyfikacja tematów badawczych,
To jest niezwykle, niezwykle ważne!!! U nas zaś obserwuje się trend dokładnie odwrotny.
Niedawno doktorant przesłał mi zapytanie związane z - uwaga - procesem technologicznym, który zainteresował firmę, w której doktorant pracuje. Czy można coś tam policzyć, żeby policzywszy, dało się zoptymalizować. Niestety, praca, w której proces opisano, bynajmniej nie ukazała się w Nature i ma tylko 40 cytowań oraz 1 patent, kto by się w Polsce takimi głupościami zajmował?
Co mu mogę odpowiedzieć? Że może w Polsce jest jakiś Lew Landau, który opracuje do tego procesu teorię, która pozwoli zrozumieć zjawisko, ale niemal na pewno będzie za prosta, by można ją odnieść na poziom technologiczny? Więc komputery? A gdzie są studia, które przygotowywałyby specjalistów rozumiejących zarówno fizykę, jak i mających know-how w zaawansowanych metodach numerycznych? (akurat tutaj sama wiedza to za mało: konieczne są umiejętności, czyli know-how).
Pozostaje nam więc ostatni krąg piekieł. Gotowy program. Więc może zaproponuję mu Biniendę. Ten weźmie jakiś model używany przy częstotliwości rzędu 1 Hz i każe studentowi wpisać na wejściu 200 kHz.
Nie widzę, jak proponowana reforma miałaby to zmienić.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 13:59:02:
I napiszę rzecz prawdopodobnie niepopularną: w Polsce potrzebne są nie tyle "tematy badawcze", co zdolność do możliwie szerokiego rozumienia i wykorzystywania tego, co aktualnie (w nauce i technologii) dzieje się na świecie. Tak po prostu.
piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 14:35:50:
Nowa ustawa nie tylko nie podniesie poziomu nauki w Polsce, ale w wielu miejscach nastąpi jej regres, bo zmiany idą w złym kierunku. Zniesienie minimów kadrowych i wymogu samodzielnych pracowników naukowych jest jednym z wielu przykładów. I tak już żenujący poziom nauczania w wielu szkołach dalej się obniży. Było z tym wiele patologii, bo profesorowie, często emeryci, firmowali często kierunki, o których nie mieli zielonego pojęcia, ale nowe rozwiązania są zdecydowanym krokiem wstecz.
squareroot napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 16:11:23:
Delikatnie off-topic czekając na ostatni mecz Polaków w piłce kopanej. Rozpoczynijmy akcję mającą na celu sprzeciwienie się paskudnej chorobie punktozy w sporcie. Ten niesprawiedliwy system promuje patologię, w której medale otrzymują drużyny zniżające się do haniebnego procederu "wyrabiania punktów" kosztem drużyn prezentującą piękną, choć czasem mniej skuteczną grę. Proponuję, aby począwszy od przyszłych mistrzostw świata powoływano specjalną komisję, oczywiście złożoną wyłącznie z najbardziej doświadczonych profesorów o okrągłym indeksie H (tzn. w kształcie piłki), która będzie władna decydować o tym:
(1) jakie drużyny zagrają na mundialu,
(2) kto awansuje do fazy play-off i z którego miejsca,
(3) która drużyna zostaje zwycięzcą każdego etapu fazy play-off, z finałem włącznie.
Wynik bramkowy każdego z rozgrywanych meczów winien mieć charakter jedynie pomocniczy. Można zgodzić się na branie wagi co najwyżej 30%, pozostałe 70% winno pochodzić z oceny eksperckiej. Jednocześnie likwidacji ulegnie system VAR oraz przynajmniej sędziowie liniowi. Co szanowni forumowicze sądzą o mojej propozycji?
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 16:24:30:
Sugerujesz, by przed mistrzostwami świata w piłkę kopaną grono wyłonionych przez FIFA najskuteczniejszych kopaczy ustalało obowiązujące na tych mistrzostwach reguły gry?
squareroot napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 16:26:41:
Nie do końca. Proponuję system zbliżony do systemu przyznawania grantów w Polsce.
kragon napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 16:31:35:
Punktuj dalej mnozac podobne do siebie papiery... punktuj....
jwf napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 16:59:47:
squareroot Posługiwanie się tego typu analogią jest kompletną aberracją. Piłka nożna jest z definicji grą, której celem jest wygrana polegająca na zdobyciu większej ilości goli niż przeciwnik. Nikt natomiast do tej pory nie określił w niekontrowersyjny sposób celów poszczególnych nauk, nie mówiąc już o celu nauki jako takiej. Być może się jednak mylę, być może cel Nauki jest w sposób absolutny co roku lub co dwa lata definiowany za pomocą boskiego objawienia zawartego w wykazach czasopism punktowanych mnisw.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 17:48:16:
Miało być absurdalnie, ale przecież selekcjonerzy i federacje piłkarskie tak działają. Statystyki zawodników uparcie zachowują jedynie funkcję pomocniczą w konstrukcji drużyn, mimo że już Donald Knuth w 1959 opracowywał dane dla wspomagania decyzji jak w filmie Moneyball.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 17:54:48:
www.youtube.com/watch?v=dhh8Ao4yweQ
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 17:58:38:
Warto prześledzić drogę naukową Donalda, i dalszą, kompletne odejście od ścigania sie w mainstreamie, i wcześniejszą, podjęcie studiów na prowincjonalnej uczelni.
halucinski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 18:09:26:
Jeju, ile Knuth miał włosów!
A tak nieco poważniej: to chyba jednak były trochę inne czasy, Zitt. Czy można porównywać ówczesne realia naukowe z dzisiejszymi? Wątpię. Oczywiście nie neguję geniuszu Knutha -- nawet mi, osobie niezwiązanej z naukami ścisłymi, to nazwisko coś mówi. A z geniuszem zwykle chadza w parze indywidualizm.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 18:17:43:
No sorry, Knuth nie stworzył teorii względności a zaczął systematyczną analizę algorytmów. Nie pasuje do stereotypu Gieni Jusza.
I nie chodi mi o żadne realia, tylko o 60 lat pochodu statystyki ku wyparciu selekcjonerów ze sportu, które uparcie nie następuje.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 18:22:28:
Zaryzykowałbym co najwyżej stwierdzenie, że projekty takie jak ten skłoniły Knutha do robienia rzeczy małych: systematycznej analizy algorytmów, potem benedyktyńskiej pracy przez dekadę nad komputerowym zecerstwem, wyznania wiary w tradycyjnego Boga zamiast w techno utopie.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 19:29:51:
IBM w 1959 roku dał pobawić się temu studentowi matematyki tym: www-03.ibm.com/ibm/history/exhibits/650/650_fs1.html
Podejrzewam, że polscy studenci mogli "pobawić się" komputerem dopiero wtedy, gdy sami kupili jakąś Amigę albo ZX Spectrum, czyli niemal 30 lat później.
W tamtych czasach (1959) dopiero szukano zastosowań dla cholernie drogiego sprzętu, który był w stanie wykonać 5 tys. mnożeń na minutę. Użycie w takiej sytuacji studenta było niegłupie.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 20:18:09:
Ależ skąd, zastosowania były od przedwojnia. Dlatego po wojnie mimo raśm magnetycznych wciąż była fiksacja na karty perforowane, bo miały uniwersanle zastosowanie w księgowości i kadrach.
Do lat 70 programowanie było zawodem low-status, komputerami opiekowały się głównie kobiety.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 20:21:37:
O ja piernicze... Jeden, ktory uwierzyl w rade uczelni... Kosmetyczna zmiana w skladzie rady uczelni, a czlowiekowi swiat sie zawalil!
Wreszcie, nie trzeba wielkiej wiedzy o świecie nauki, żeby zauważyć, że ta reforma nie rozwiązuje problemów. Nie sprzyja eliminacji uczelnianych patologii nepotyzmu, kolesiostwa i braku przejrzystości...
Ale zanim Gowin rzutem na tasme wprowadzil 200 poprawek, to ustawa w jakis magiczny sposob likwidowala nepotyzm, kolesiostwo i brak przejrzystosci? Jak?
Ostatecznym powodem, dla którego należy zatrzymać Konstytucję dla Nauki jest różny wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn
Kurde, ale tu nawet nie bylo zadnych zmian. To bylo juz w pierwszej, najpierwszej wersji projektu. Gosc kupil scieme Gowina na kongresach, a potem zdziwko, ze co innego zapisane w ustawie.
czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 20:32:38:
Jeżeli ktoś wierzył "reformatorom", to znaczy, że powinien sobie przyswoić dictum Kochanowskiego:
Owszem, doceniam, że ktoś tutaj otrzeźwiał, to się zawsze ceni. Na razie jednak przypomina to zwierzenia kierowcy tira, że były na trasie przyjemności z bułgarskimi prostytutkami, a tu nagle zaskoczenie, syfilis.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 21:34:27:
W pierwszej wersji wiek emerytalny był taki sam. Z całą pewnością. To Rafalska wymusiła wykreślenie jakichkolwiek zapisów dotyczących emerytur. W sumie słusznie, co będą inne ministerstwa wchodzić jej w szkodę?
Gowinowi nieco mina zrzedła, bo z całą pewnością marzyła mu się czystka postindiańskich złogów, a tu wraz z nową ustawa znika jakikolwiek bezpiecznik wymuszający odejście z uczelni przed zajęciem miejsca na katafalku.
Interpretacja Gowiny: kobitki, głowa do góry: dostajecie prawo do przejścia w stan E w wieku 60 lat, ale same wybieracie, kiedy z niego skorzystacie!
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 22:03:04:
Gdzie w projekcie sa zapisy o emeryturach? Nie ma i nigdy nie bylo, dlatego zastosowanie maja ogolne przepisy emerytalne dotyczace wszystkich. Mam wersje z 15-16 wrzesnia 2017. Jedyne, co tam dotyczy emerytur to art. 234 przepisow przejsciowych:
Art. 234. 1. Pracownicy uczelni zatrudnieni w uczelniach na podstawie mianowania w dniu wejścia w życie ustawy, o której mowa w art. 1, pozostają zatrudnieni w tej samej formie i na ten sam okres.
2. Do pracowników, o których mowa w ust. 1, stosuje się przepisy ustawy uchylanej w art. 157 pkt 3 dotyczące mianowania.
Co oznacza, ze obecni tytularni z mianowaniem zatrudnieni sa do 70. roku zycia na dotychczasowych zasadach, a do calej reszty poza docentami stosuje sie ogolne przepisy.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 22:28:29:
Bo wrzucili to w styczniu, chyba razem z tymi mitycznymi 2% PKB por.:
www.kadry.abc.com.pl/artykuly/bedzie-jednolity-wiek-emerytalny-dla-kobiet-i-mezczyzn-,118324.html
serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1113722,wiek-emerytalny-naukowcow-kobiety-chca-pracowac-dluzej.html
a uzgodnienia rządowe były w marcu i tam Rafalska zrobiła Gowinowi kuku.
To jest istotna nowość uzgodniona politycznie w ramach naszego obozu, więc nie będzie, mam nadzieję, budzić żadnych kontrowersji
staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/26 23:45:19:
> obecni tytularni z mianowaniem zatrudnieni sa do 70. roku zycia
> na dotychczasowych zasadach
No i co z tego, jeżeli oni praktycznie WSZYSCY (a tak uczy od lat moja obserwacja otoczenia) napędzani żądzą pieniądza (greed is good! - Gordon Gekko) z chwilą osiągnięcia uprawnień emerytalnych chcą łączyć emeryturę z pensją. I tu, w chwili jakiejś zadziwiającej przezorności, wyjątkowo przytomny poseł/minister/whoever wpisał wymóg zwolnienia się z dotychczasowej pracy przed zawarciem nowej. To załatwia sprawę bezterminowego wznowienia zatrudnienia, bo nie widziałem jeszcze przypadku, aby taka wznowiona umowa była bezterminowa (dawniej), a obecnie powyżej 36 miesięcy.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/27 09:11:52:
A ja nie znam tytularnego, który nie pracowałby równo do 70-ki, oczywiście pobierając emeryturę.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/27 09:46:39:
Pi, ale to są słowa Gowina, że coś wykreślono, czego myśmy na oczy nigdy nie widzieli. Dla mnie to zabawa w złego i dobrego policjanta. Tak jak z kosztami uzyskania przychodu.
Waleczny Gowin i nieokrślone siły zła z któymi jest w koalicji.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/27 16:18:36:
Są takie dwie jednostki, proszę Państwa, A+, humanistyczne, które dostały tę kategorię wyłącznie na podstawie publikacji we własnych czasopismach.
docs.google.com/document/d/1f4jDIfmDvqZT4berqiT1pFeIQN6tnMaVefUETnq1oTc/mobilebasic
Strasznie się to czyta, ale może jeszcze ktoś coś ciekawego tam dojrzy?
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/27 16:42:58:
Sadzac po nastrojach dyskutantow, bunt humanistow ma duza szanse jesienia rozlac sie jak pozar po kraju. Literaturoznawcy nie chca do jednej dyscypliny z jezykoznawcami i vice versa, polonisci nie chca z innymi filologiami, a Gowin zaslania sie Kulczyckim i w ogole nie kuma, o co tym ludziom chodzi.
p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/27 16:45:43:
To jest naprawdę ciekawe:
Natomiast chciałbym też zaznaczyć, że to kryterium trzecie jest jedynym elementem, w którym będzie można wykazać osiągnięcia naukowe, które zostały opublikowane w okresie poprzedzającym cztery lata objęte ewaluacją. To znaczy, że ktoś opublikował, dajmy na to, monografię w 2006 roku, ale z jakiegoś powodu jej wpływ społeczny ujawnił się dopiero w okresie objętym ewaluacją.
Czy ktoś z Was korzystał z wubenki?
...tutaj słyszymy teraz, że monografie na wszystkich uczelniach będą liczone tak samo,
o! czyli po liście wydawnictw prestiżowych? Szybko poszło.
Tu mam sprecyzowane poglądy. Tam gdzie nie mam to, przepraszam, będę słuchał głosu tych naukowców, którym ja zaufam
p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/27 16:57:22:
Ad Są takie dwie jednostki, proszę Państwa, A+, humanistyczne, które dostały tę kategorię wyłącznie na podstawie publikacji we własnych czasopismach.
Co w tym dziwnego? Jak się porównuje do najlepszego ze słabej grupy to tak będzie.
charioteer1 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/27 17:20:48:
> ...tutaj słyszymy teraz, że monografie na wszystkich uczelniach będą liczone tak samo,
> o! czyli po liście wydawnictw prestiżowych? Szybko poszło.
No to dramat, bo lista UW dla mnie dosc dziwna jest i nie chodzi tylko o polskie wydawnictwa uniwersyteckie.
serendipitous napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 05:26:49:
[przedstawiciel Uniwersytetu Pedagogicznego] Te czasopisma większe, np. Nature czy jakieś inne - tam za publikację się płaci kilka tysięcy dolarów. I tyle oni mogą zapłacić również swoim recenzentom. I mogą tych recenzentów mieć naprawdę poważnych.
flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 07:40:41:
Z przecieków z najnowszego spotkania z Gowinem wynika, że niemal wszystkie wydawnictwa uczelniane będą na liście prestiżowych wydawnictw.
To kolejny krok w demontażu ambitnych propozycji ministerstwa - zgodnie z tym wydrukowany w formie książki doktorat obroniony np. na wydziale nauk ekonomicznych UWM będzie warty 80 punktów.
Ba, każdy ROZDZIAŁ w monografii będzie warty 20 punktów. Czyli wystarczy wydać u siebie zbiorówkę i ma się ten sam efekt (lub lepszy - bo na ogół będą to publikacje jednoautorskie) co publikacje artykułów w lepszych żurnalach.
Dodatkowo abstrakcyjna jest punktacja redakcji - 40 punktów!
W tym układzie to nie brak reform, to poważny krok wstecz. Publikujący wyłącznie lokalnie (mam na myśli lokalnie, a nie nawet publikowanie po polsku w najlepszych polskich czasopismach) już mogą otwierać szampana.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 09:07:52:
Podobno wczoraj - jak twierdzi radio - na specjalnym posiedzeniu zebrał się Sejm, potem Senat, potem p.o. prezydenta złożył podpis - wszystko w jeden dzień! Nie mogliby tak z TĄ ustawą, co by skrócić psychiczne cierpienia "środowiska": wejdą - nie wejdą?
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 09:13:37:
Wstrzymałem się? Coś nieprawdopodobnego! Muszę sprawdzić. Z Panem Bogiem!
Jesteśmy w tej chwili w innym miejscu i mamy inną rzeczywistość. Rzeczywistość nas zaskoczyła. Trzeba się do tego przyznać, bo przecież nikt z nas, podejmując decyzję o podjęciu nie przewidywał takich konsekwencji. Musimy brać wszystkie okoliczności pod uwagę. Nie wycofujemy się z tego, co było dla nas najważniejsze.
To ci wybrańcy Suwerena (w pierwotnym znaczeniu tego słowa) będą głosować ustawę 2.0.
Polsat policzył, że wczorajsza nowelizacja zajęła 1 godz. 29 min.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 09:19:33:
No właśnie doczytałem, że głosowanie zgłoszono i wprowadzono do porządku obrad wczoraj rano, a te te 89 minut wystarczyło na 3 czytania.
nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 10:15:19:
Nie publikowałem w Nature, więc nie wiem, jak jest, ale domyślam się, że to jest bzdura. Generalnie na zebraniu pełno głosów, że za dostanie się na Scopusa trzeba zapłacić, kupić cytowania i jeszcze płacić za publikacje. Ręce opadają. To mówią ludzie, którzy nigdy nie próbowali w porządnym czasopiśmie publikować, ale są na nie.
Co gorsza, Gowin i v-ce nie odpierali tych zarzutów, bo też się nie znają, tylko otrzymują propozycje od zespołu specjalistycznego (i chwała Bogu!).
W tej kwestii NIC się nie zmieniło. Od początku było wiadomo, że wyd. uniwersyteckie mają mieć wszystkie 80 punktów, redakcje 40 a rozdziały 20, wielokrotnie o tym pisaliśmy tutaj. Jedno novum in plus, to te 20%, o którym wspominał JG. Tego w projekcie nie było, było 40% łącznie i to jest bardzo dobre. Tak, monografie po 80, ale nie więcej niż 20%, następne 20% rozdziały po 40 i to będą mieli wszyscy. Zostaje 60% zgłoszonych publikacji na artykuły (tak jak w poprzedniej parametryzacji), i tu zlikwidowano spłaszczenie i to będzie ładnie różnicować, podobnie jak monografie po 250 punktów (oby tylko nie był wśród nich Peter Lang, tu mam poważne obawy).
nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 10:21:44:
...rozdziały po 20 i to będą mieli wszyscy obrotni...
doktorgolgi napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 10:50:37:
@serendipitous @nobooks
Hehe, się nie publikowało w Nature, albo w sumie nigdzie poza domem to się nie wie - jak w ogóle można na głos coś takiego mówić?
To oczywiście bzdura. Płaci się wyłącznie za open access (jak jest ta opcja) i za reprinty ewentualnie, chyba że publikujemy w czasopiśmie z definicji OAowym. I recenzentom się nie płaci. A kurde chciałbym dostać te kilka tysi od czasu do czasu :(
I tacy ludzie, z takim rozeznaniem w temacie, kształtują losy nauki w pokaźnym europejskim państwie.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 11:59:11:
Rzecz jasna w Nature się nie płaci. Ale coś w tym jest, żeby publikować dobrze, trzeba robić badania (a na to trzeba mieć grant, jak podzieliny wysokość grantu przez liczbę artykułów na JCR/Scopus powstałych z grantu, to wychodzi spora suma). Powstaje błędne koło, z którego słabe ośrodki nie mają szansy wyjścia: 1. chcesz więcej pieniędzy publikuj międzynarodowo, 3. żeby publikować międzynarodowo trzeba grantów, 3. żeby dostać grant - patrz punkt 1). Efekt reformy będzie taki, że silne ośrodki będą jeszcze silniejsze, a słabsze jeszcze słabsze. W imię gonienie Zachodu i skoku o parę miejsc w rankingach.
h_hornblower napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 12:07:56:
Gowin: "I teraz Pan Profesor tutaj zadał pytanie, czy my w ogóle się orientujemy, jaka jest metodologia prac naukowych. Akurat pan Dyrektor był naukowcem, ja już od dawna nie, ale te zasady, które zaproponowaliśmy tu Państwu do dyskusji nie zostały wymyślone przez ludzi w ministerstwie, ale przez czołowych polskich naukowców, w tym głównym autorytetem dla was* był humanista, Profesor Emanuel Kulczycki, czyli filozof, wybitny zresztą znawca nauk o mediach".
Chyba winno być "dla nas" - przyp. red.
nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 13:38:49:
Ale tu mowa była tylko o humanistyce. W większości humanistyki nie trzeba grantu, aby publikować międzynarodowo (Scopus 1/2 kwartyl) i mówię to z całą odpowiedzialnością.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 14:06:53:
Śmiem się nie zgodzić. Na przykład 1) historia: wyjazdy do archiwów - nawet jeżeli ktoś się zajmuje historią Polski, to często porządne badania wymagają wyjazdów na kwerendę do Londynu, Berlina, Wiednia, Nowego Jorku, Moskwy, Paryża, a nawet Tokyo itd (w zalezności od tematu i epoki), wyjazdy do bibliotek (polskie biblioteki nie sprowadzają w zasadzie nowości książkowych, a w historii to dalej wciąż podstawa, a wbrew pozorom jest sporo zagranicznych ośrodków zajmujących się historią Polski i trzeba mieć dostęp do tej literatury), proofreading (inaczej niż w naukach przyrodniczych tekst humanistyczny często ma idiomatyczny, metaforyczny charakter, bliżej mu często do języka literackiego - trzeba korekty native, a w dobrym piśmie publikowanie oznaczy 2-3 rundy poprawek plus odpowiedź recenzentom, co też wymaga korekty, 2) etnografia - tutaj podstawą są długotrwałe badania uczestniczące, żeby jechać w teren trzeba mieć pieniądze, a żeby coś opublikować międzynarodowo, badania muszą wykraczać poza kontekt lokalny, więc się prowadzi badania w kilku miejscach albo śledzi różne "wątki" w perspektywie transnarodowej, do tego dochodzi, co pisałem wyżej o języku, plus koszty transkrypcji wywiadów (chyba że chcemy je robić sami, ale to z kolei zabiera bardzo dużo czasu), coraz częściej też żeby zachęcić ludzi do wywiadu daje się niewielkie bonusy. A jeżeli chcemy przeprowadzić wywiady grupowe, to koszty rosną (trzeba wynająć specjalistyczną salę, catering, ludzi do pomocy). Mitem jest, że humanistyka jest bezkosztowa, nie wiem może dotyczy to niektórych filozofów albo filologów.
nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 15:15:27:
Nie ma między nami rozbieżności. Ja pisałem "w większości", Ty podałeś kontrprzykłady badań kosztochłonnych. Z tym zastrzeżeniem, że wyjazd na kwerendę jest spokojnie do udźwignięcia bez grantu. Nie wliczałem też kosztów "warsztatu": analiza danych czy pisanie samego tekstu, bo uważam, że to naukowiec powinien umieć zrobić sam bez podzlecania.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 15:37:42:
Gdzie mogę pojechać na kwerendę bez grantu? Za 2000 zł z Bst, to mogę pojechać na 1 tydzień do Krakowa, albo na 2-3 jeżeli będę spał w hostelu i jadł w barach mlecznych, ale ile można żyć jak student. W ten sposób nic sensownego o np. historii chłopów w Galicji nie napiszę (o rzezi galicyjskiej mówił Jajszczyk na jednym ze spotkań) - żeby napisać porządną monografię rzezi galicyjskiej trzeby by spędzić sporo czasu w archiwach wiedeńskich i lwowskich. Ale żeby to się sprzedało w topowych pismach albo wydawnictwach, to warto by to zrobić w jakim kontekście porównawczym nie tylko środkowoeuropejskim ale na przykład południowoamerykańskim.
Jasne, że można robić "bieda badania' i publikować w dolnym Scopusie. Tylko po co? Dobra humanistyka, która zainteresuje świat wymaga nakładów. Ale ministerstwo wzrostu nakładów nie gwarantuje, już teraz widzę, że naukowcy często dokładają do badań z własnej kieszeni.
nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 16:05:20:
Do Berlina, Wiednia, Londynu na tydzień to nie są wielkie pieniądze, da radę bez szczególnego dopłacania.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 16:12:13:
Właśnie dlatego polska humanistyka nigdy nie będzie światowa.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 16:16:19:
Równie dobrze można by powiedzieć chemikowi, że jak chce robić eksperymenty to niech sobie kupi zestaw młodego chemika....
nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 16:30:52:
IMHO chybiona analogia. Tam masz tę samą bibliotekę czy archiwum (to dokładnie najlepsze narzędzie), tyle że lecisz Wizz z bagażem podręcznym albo autokarem do Berlina i nie mieszkasz w drogim hotelu, a w B&B.
Na taką serię kwerend można też aplikować o Miniaturę.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 16:43:29:
2000 zł to mi nawet na ksero nie starczy.... a sensowne badania to długotrwała kwerenda i to w wielu miejscach
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 17:37:39:
I dlatego jeszcze od czasów PRL kwitną u nas nauki teoretyczne. Tam można publikować w dowolnym kwartylu za dowolne pieniądze, i te miliony, i za te polskie dwa tysiące.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 17:49:20:
W humanistyce teoria to głównie dyskusja z wielkimi bądź mniej wielkimi poprzednikami i ich nowymi interpretacjami, a to do tego potrzebna jest porządna biblioteka, która np. kupuje nowe krytyczne wydania klasyków czy nowe książki na dany temat bo jednak w humanistyce dominują wciąż monografie, dostęp do czasopism nie wystarczy, a library genesis nie zawsze wystarczy zresztą to patologia dlaczego państwo ma mnie zmuszać, abym korzystał z pirackich portali A moim zdaniem w Polsce nie ma ani jednej porządnej biblioteki.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 17:50:13:
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 18:33:09:
Jedne mity, kontra drugie mity: nkn.gov.pl/czy-polska-nauka-dzis-to-montownia-fikcji/
flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 18:48:24:
Intencje autorów może i dobre, ale porównanie polskich sportowców - szczególnie w kontekście kompromitacji przepłacanych kopaczy na mundialu (i rychłej kompromitacji ligowych kopaczy w europejskich pucharach) z naukowcami po prostu skandaliczne.
W dodatku krytyka niby pod adresem 2 profesorów, a de facto uogólnienie na całe środowisko społ-humów.
Mity też wzięte trochę na siłę. Naprawdę trzeba mieć sporo złej woli, żeby kreować takie zjawiska. Jak chcą sobie krytykować pewne negatywne zjawiska w nauce polskiej - świetnie. Ale jak robią to de facto z ramienia ministerstwa, forsując ustawę która de facto nie reformuje już niczego (bo wszystkie odważniejsze zapisy wykasowano/stępiono), to trochę to słabe.
Ciekawe, co będzie Pani Profesor mówiła za 2-3 lata, jeśli ta beznadziejna ustawa wejdzie w życie? Bo ja jednak nazwiska reformatorów sobie odnotowałem w kajeciku, myślę że nie ja jeden.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 18:58:54:
Swoją droga ta atmosfera sporu to wynik osobistych animozji, szkoda, że ustawa zamiast krytycznego namysłu staje się elementem osobistych rozgrywek i docinek. Nie chcę tu ujawniać nazwisk, bo to moja uczelnia, ale czytelnicy bloga powinni łatwo połączyć pewne rzeczy.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 19:06:22:
Autor ma bardzo ciekawe naukowe CV: www.is.uw.edu.pl/wp-content/uploads/cv_magorecki1.pdf
I już nie pracuje w Instytucie Socjologii...
Jest więc w jakimś sensie produktem systemu grantowego i nic dziwnego, że jest jego zwolennikiem, a więc i ustawy.
Tu kolejne mity, oko.press/gowin-laczy-najgorsze-cechy-obecnego-i-poprzedniego-rzadu-jest-autorytarnym-neoliberalem/
ja dziś nie mam już siły, doktorant czeka na pierwszą wewnętrzną recenzję swojego pierwszego artykułu.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 19:24:30:
elementem osobistych rozgrywek i docinek
No nie wiem. Z perspektywy obcej osoby któa w ogóle nie kuma aktorów jakiejś tu przypuszczalnie farsy, którą ten narrator-mitoman życzył sobie żeby tu zablokować, jednak uważam że problem jest po prostu z myśleniem.
flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 20:38:59:
Tak, chłopak nauczył się ekonometrii bayesowskiej i wymiata w political science. Brawo, znalazł swoją niszę i chwała mu.
Natomiast o realiach pracy w polskiej nauce nie ma ZIELONEGO POJĘCIA. Po doktoracie na Zachodzie przyszedł na stanowisko badawcze w wypasionym grancie na UW, a więc w Warszawie. Czyli po prostu nie wie jak wygląda uprawianie nauki poza Warszawą, a nawet w Warszawie jak nie ma się pensji z grantu ERC, tylko pensję adiunkta (3 tys. na rękę) oraz tabuny studentów do kształcenia.
Twierdzenie na tej podstawie, że skoro mi się udało, to każdy może oraz skoro inni nie publikują masowo w czasopismach z IF to należy ich zaorać świadczy o zapędach rewolucyjnych, ale też pewnym oderwaniu od rzeczywistości. Z kolei dorobek naukowy (świetne publikacje, ale głównie jednoautorskie, praktycznie brak współpracy w obrębie polskiej nauki) pokazuje na duży talent i pracowitość, ale niekoniecznie dowodzi umiejętności współpracy z kolegami, szczególnie na macierzystej uczelni.
czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 20:47:54:
Z opiniami wyrażonymi w tekście trudno się nie zgodzić, autor je wyrażał też tu na forum. Przy tym jak wskazywała dyskusja - nie sposób uwolnić się od przypuszczenia, że chodzi mu o to, żeby inni mieli ból dupy.
To ja dam swoją ocenę ustawy:
1. Na ustawę od początku nie było pomysłu. Nie wiadomo po co ta ustawa, poza chęcią "wykazania się" grona reformatorów, których chciałbym pozdrowić serdecznie. Nie zdefiniowano celu, nie zdefiniowano metod ich osiągnięcia. Po prostu zamieszano kijkiem w kubełku z łajnem.
2. Nie wiadomo co zostało/zostanie uchwalone. Cały proces konsultacji to fikcja, jeśli do ustawy przegłosowano jednego dnia 160 poprawek a drugiego 180.
3. System bodźców i motywacji w ustawie zupełnie nie działa jak chce ministerstwo.
a. Zacznie kwitnąć beznadziejna produkcja jeszcze bardziej niż do tej pory, bo zamiast wysiłku lokomotyw, na które robi reszta - wszyscy mniej produktywni będą przymuszeni do produkowania rozdziałów w monografiach (w mojej jednostce nikt nie pisze monografii, ani nawet rozdziałów!), a ci prowadzili np. niechciane zajęcia dla studentów pierwszego roku, organizowali konferencje, załatwiali papierki do ekspertyzy, pisali wnioski ministerialne itp. Z kolei lokomotywy po cyknięciu 4N na trzy lata mogą zająć się chałturzeniem, które zakwitnie bardziej niż do tej pory.
b. Uczelnie to mimo wszystko miejsca, gdzie pracują inteligentni, a co najmniej dobrze kombinujący ludzie. Bardzo szybko przeliczy się, że najbardziej opłaca się prowadzić kursy przez youtube'a prowadzone przez magistrów.
4. Ustawa jest pod hasłem interdyscyplinarności, a wszystkich przemocą wrzuca do wora pod hasłem "dyscypliny". Felerem polskiej nauki jest właśnie to, co widać na tym blogu, że niektóre dyscypliny monopolizują prof. Mariany. W niektórych dyscyplinach wszystkie postępowania toczą się z ich udziałem. Ustawa te podziały ugruntowuje i wrzuca monopolizację prof. Mariana na wyższy level.
5. Nic nie wiemy o rozporządzeniach. Pies pogrzebany jest w rozporządzeniach i sądach kapturowych, jakimi są różnego rodzaju nowe ciała. Nie wiemy kto, nie wiemy jak. Bo może być fajnie, a może być jak Polska na mundialu.
6. Kult cargo. Wyjmowanie elementów obcego systemu i wkładanie do innego przypomina budowę pasów startowych przez papuaskich tubylców, którzy widzieli, że stalowi bogowie przywożą dary białym żołnierzom na takie pasy. Tak samo Rady Uczelni do niczego nie służą, tak niczemu nie służyły pasy lądowiska z liści palmy, bo kontekst w USA rad uczelni jest inny - rady powołują sponsorzy, którzy pilnują jak forsa jest wydawana, bo to ich forsa. A tutaj mamy typowy problem rady w sektorze publicznym, czyli mamy wyjechane na forsę, bo nie nasza, a wynagrodzenie za to weźmiemy bardzo chętnie, bo nam się po prostu należy.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 21:06:09:
Jednak doczytałem.
I sprawdziłem, że druga autorka, p. Letki, też ma zachodni doktorat i jest lauretaką ERC Starting Grants oraz 2 konkursów FNP, z czego jeden był "konkursem", czyli zwycięzcy byli z góry znani (żaden z poza Polski? Żal...):
www.fnp.org.pl/oferta/idee-dla-polski/
Jakiś marksista zapewne by to ładnie wytłumaczył, jak to byt kształtuje świadomość.
Mnie szkoda, że takich ludzi w polskich społecznych, z zachodnimi doktoratami i swobodnie poruszających się w międzynarodowej nauce, nie ma więcej, Ale doszedłem też do tego samego wniosku co Fla: to jest model CAŁKOWICIE nieskalowalny. Jak się ma grant ERC, to się konferuje z ministrami, a jak dodatkowe 5-letnie *stypendium* (ciekawe, jak bardzo nieopodatkowane) 9 tys. / miesiąc, to zamknięcie (?) kurka i lądowanie (?) na adiunkckich 3-4 tys brutto musi wywoływać nastroje rewolucyjne.
Jeden z naszych dawnych absolwentów, który doktorat zrobił na Zachodzie i pracował w UK i USA na zacnych uczelniach, wrócił. Normalnie wrócił bez żadnego Homing, za to z małżonką, która też doktorat zrobiła za granicą i ma śliczne naukowe CV. No i co? No i my uderzamy do niego, żeby u nas pracował dokładnie w tej działce, którą chcemy rozwijać (nie tworzyć, a rozwijać). I co on na to? Że chce kupić mieszkanie, w tym celu musi zaś wziąć kredyt, a potom go z czegoś spłacić. Wybrał pracodawcę oferującego 5-cyfrową pensję.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 21:10:21:
Tezy makulaturowego - oprawić w ramkę.
Dodałbym tylko jedno, do ostatniego punktu, jeśli kolega pozwoli.
Jak minister chce w PL zrobić USA czy choćby UK, to niech zacznie od likwidacji swojego ministerstwa. Ja to pisze całkowicie poważnie. Wtedy te rady zaczną mieć sens.
mch64 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 21:14:12:
Nie wiem czy już tu o tym było. Jeden z braci, niedawnych bohaterów na forum, się habilituje www.ck.gov.pl/promotion/id/21782/type/l.html
Jest coś pozytywnego, postępowanie nie jest na AGH...
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 21:44:41:
mch64,
Autoreferat napisany w 3. osobie... No, no....
"Praca magisterska została wyróżniona w konkursie "DIAMENTY AGH" (...). Autor w swojej pracy rozwinął warsztat badawczy właściwie dobierając zastosowane metody".
Recenzenci nie będą musieli nawet gramatycznej liczby zmieniać.
Tak rośnie przyszły rektor AGH.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 21:47:44:
Budowa i eksploatacja maszyn... A przecież brat chciał się z tych samych rzeczy doktoryzować z informatyki...
misiu_yogin napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 22:03:07:
Z tego co wróbelki ćwierkają, Rada Wydziału, w którym jeden z braci chciał się habilitować, nie wyraziła zgody na przeprowadzenie postępowania - wniosek przegłosowany 21 maja.
staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 22:18:25:
> Z tego co wróbelki ćwierkają, Rada Wydziału, w którym jeden z braci
> chciał się habilitować, nie wyraziła zgody na przeprowadzenie
> postępowania - wniosek przegłosowany 21 maja.
No to teraz inna rada dostanie to przymusowo bez możliwości odmowy prowadzenia postępowania. I albo wniosek uwali negatywnie wchodząc w konflikt ze środowiskową siatką "Diamenta", albo posłusznie przegłosuje pozytywnie.
Po skandalu z siłowym profesorowaniem przez członka CK księżego plagiatora (link) nic mnie już nie zdziwi w zachowaniu CK. A tak się Furtak zarzekał, jak to cnotliwie będzie...
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 22:35:16:
Po raz kolejny granice zostały przesunięte. A może po prostu są to tylko granice naszego poznania a nie granice rzeczywistości, która powoli się pdsłania.
Z kolei prof. Tadeusz Stegner, pierwotny recenzent nierzetelnego doktoratu, publicznie przeprosił kolegów, że zgodził się być recenzentem dysertacji, w której temacie zupełnie się nie orientował
prof. dr hab. Piotr Kusiewicz, tenor, kierownik Katedry Wokalistyki, w której ksiądz prodziekan zatrudniony był do września 2009 r. Jako wieloletni członek Sekcji Artystycznej Centralnej Komisji ma on duże wpływy i prestiż w akademickim środowisku muzycznym. To on zaprzeczał moim informacjom i wbrew faktom utrzymywał przed kierownictwem uczelni, że w CK nie toczy się żadne postępowanie wznowieniowe, a moje zarzuty są nieprawdziwe. To jego wpływy spowodowały ponowną, błyskawiczną karierę akademicko-pedagogiczną ks. Kaczorowskiego.
mch64 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 22:37:17:
A ten brat trzeci, zakała rodziny, drogę na Rektora sobie zamknął. Pewnie nawet habilitacji nie zrobi... milczenie jest złotem
staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 22:42:57:
> Po raz kolejny granice zostały przesunięte. A może po prostu są to tylko
> granice naszego poznania a nie granice rzeczywistości, która powoli się odsłania.
Zdecydowanie to drugie, jednak za chwilę znów zapadnie ciemność. Ustawa Gowina wprowadza tajność, która pozwoli takie przewały z powrotem ukryć przed światem. Potem jedynie przypadkiem, zazwyczaj poprzez nadęte ego narcyzów, będą ujawniać się afery, albo komedie jak z omawianym tutaj kilka lat temu grafomańskim "multiplexem honoris causa" habilitowanym i uprofesorowanym w Rużomberku. Sądzę, że @charioteer1 ma słuszność przewidując, że największe przewały dopiero przed nami, gdy sitwy/mafie/kliki dostaną do rąk CAŁOŚĆ niczym już nie ograniczonej i przez nikogo nie kontrolowanej władzy na uczelniach.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/28 22:55:15:
Spodziewałem się kolejnego diamentu w CK, tym razem artystycznego. OPI zawiodło, ale wujek google...
Wyrzuciłem linki, żeby przeszło przez filtr. Wszędzie jest tam ten sam przewodniczący. To nie pozostawia śladu w OPI. Członek CK w kadencji obecnej i 2007-2010 (www.nauka.gov.pl/biuletyn-sprawy-nauki/centralna-komisja-do-spraw-stopni-i-tytulow-w-latach-2007-8211-2010,archiwum,1.html ), więc pewnie nieprzerwanie co najmniej od 11 lat.
W pale się by nie mieściło, gdyby wcześniej diament AGH go był w tej konkurencji nie pobił. Chociaż... kto wie, czy pobił?
flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 07:55:48:
Tak niestety kończy się wpuszczanie (poza wydział teologiczny) osób duchownych na uczelnie. Poza nielicznymi chlubnymi wyjątkami zawsze są z tym problemy - choć niekoniecznie tak ekstremalne jak w przypadku "wokalnego wikarego". Po prostu niemal zawsze takie osoby traktuje się w sposób uprzywilejowany lub pobłażliwy. I zakłada się bezpodstawnie że osoby duchowne zachowują się moralnie, więc niektórych rzeczy lepiej specjalnie nie drążyć. Naiwność ta przypomina zachowanie Penny z Teorii Wielkiego Podrywu (taki serial paradokumentalny o naukowcach), gdy jest zbulwersowana sugestią że głuchoniema dziewczyna przyjaciela może go wykorzystywać (bo przecież wszyscy niepełnosprawni są dobrymi ludźmi!).
Tu sprawa jest nie tylko żenująca pod względem standardów etycznych środowiska. CK nie miała prawa uznać takich recenzentów: promotor doktoratu nie może być recenzentem habilitacji! I nawet jeśli to było w starej procedurze, to coś takiego jest nie do pomyślenia. Zastanawiam się jakie szanse miałoby zaskarżenie tego postępowania do WSA i NSA z uwagi na rażące błędy.
Na szczęście chodzi o uczelnię artystyczną, więc szkody nie są wielkie. Ale coraz większa grupa księży robi doktoraty i habilitacje w naukach społecznych. Głównie ze względu na perspektywy awansu w swojej hierarchii - w zasadzie w dużym mieście bez doktoratu nie ma szansy na funkcję proboszcza. Ale przy okazji te osoby niemal zawsze zahaczają się na jakiejś uczelni. Gdyby to były tylko uczelnie katolickie, też można by to jeszcze zaakceptować. Problem w tym, że to również uczelnie publiczne i nie tylko wydziały teologiczne.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 09:10:17:
Na szczęście chodzi o uczelnię artystyczną, więc szkody nie są wielkie.
Dla nauki pewnie nie, ale szkody moralne, wpływ na ludzi wokół tego wikarego jest równie dewastujący, jak na każdej innej uczelni.
Artystyczne obarkowo 2.0.
taistadocentka napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 09:35:39:
Ruzomberg to był przewał katolicki.
PiS zamknął możliwość robienia habilitacji i profesur na Słowacji.
Teraz tych wszystkich "etycznych naukowców religijnych" co nie mogą przywieść papiera z Ruzombergu musimy mieć w Polsce z dyplomami z polskich flagowców.
Tyle, że w Polsce nie muszą nawet udawać, że się krępują.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 13:28:43:
Temperatura sporu na fb Letki rośnie. A my się dziwymy politykom, że nie potrafią rozmawiać:
"A Pan jest ostatnią osobą, która powinna się tu wypowiadać. Tak się składa, że byłem przy tym jak w zupełnie gorszących okolicznościach nadano Panu habilitację, przy kuriozalnych argumentach typu: "dr Leszczyński dorobku naukowego co prawda nie ma, ale za to ma dorobek intelektualny" itp. Obrażano przy tym recenzentów krytycznych wobec Pana dorobku. I tak, ja uważam, że nie powinno być miejsca w akademii dla takich profesorów jak Pan, dla których nauka jest czymś robionym z doskoku, po pracy dziennikarskiej, aktywności politycznej itd., dla których uczelnia (instytut PAN) to wyłącznie płatnik ZUS-u. Poświęciłem pracy naukowej całe swoje życie, kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń. Dlatego zwyczajnie nie życzę sobie, żeby osoba tak dalece bez dorobku naukowego jak Pan pouczała mnie, czym jest nauka. Niech Pan zejdzie na ziemię, pomylił Pan powołania lub jest Pan zwykłym przebierańcem"
kardla napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 14:01:44:
A ja tylko ze swojego feminazistycznego obowiązku (hello zgred ;) ) dodam obserwację że w Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów w latach 2007-2010 w SEKCJi I - NAUK HUMANISTYCZNYCH I SPOŁECZNYCH było dwa razy więcej księży (6 sztuk) niż kobiet (3 sztuki).
kardla napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 14:06:12:
Feminazistowskiego? Czy coś...
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 14:13:43:
Czy ci ludzie, Natalia Letki i Maciej Górniewski w ogóle potrafią na argumenty, czy też tylko na personalia? Przepraszam, ale mnie h=7 i 150 cytowań nie powala, dla mnie to są okolice szumu, ale co ja się znam. Kolega informatyk ma h=25 i 2000+ cytowań z czego PONAD POŁOWA we współpracy z ekonomistami, socjologami i poliologami, wspólnie się wszyscy upaśli na ilościowej teorii społecznego wyboru. Przede wszystkim żadne h nie zwalnia z pójścia do lekarza jak ma sie problemy psychiczne.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 14:20:01:
Ciekawe dlaczego nie zlustrują Pacholskiego, czy Pacholski ma prawo im lajkować na buniu. Główny dorobek to bycie uczniem Tarskiego.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 14:48:26:
Następna gwiazda posługująca się nowomową Kaczyńskiego o "oczywistej oczywistości" Paweł Strzelecki. Znany głównie z tłumaczeń beletrystyki matematycznej, nieustannego dziekanowania i anegdotek. Tych ostatnich również dostarcza, tak jak mnie ponad dekadę temu. Rozmawialiśmy o Villanim, powiedział że spotkał w Oberwolfach i cyt "pięciu groszy by za niego nie dał" bo był "przestraszony i każde słowo notował w kajeciku" oraz "sie snuł". Parę lat później Villani dostał medal Fieldsa.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 14:50:39:
Powinni tam zastosować inne powiedzonko Kaczyńskiego: "ałt ałt" (sentencja aut caesar aut nihil w deformacji Kaczyńskiego).
piotrcandida napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 14:54:06:
"W tym układzie to nie brak reform, to poważny krok wstecz. Publikujący wyłącznie lokalnie (mam na myśli lokalnie, a nie nawet publikowanie po polsku w najlepszych polskich czasopismach) już mogą otwierać szampana."
Dlatego polska nauka tapla się i będzie taplać w błocie. Szkoda słów na tą beznadziejność serwowaną nam przez ministerstwo.
Czy w tym roku będzie nowa parametryzacja czasopism?
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 15:17:48:
www.facebook.com/notes/leszek-wroński/notatka-ze-spotkania-z-ministrem-gowinem-25-vi-2018/10215896361337183/
Publikacje z 2017 i 2018 będą liczone tak jak teraz, na podstawie list A, B, C; punkty będą 'odpowiednio przeskalowane'.
tulloch napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 15:24:51:
Odpowiednio przeskalowane, to znaczy jak? Ogólnym Twierdzeniem Parametryzacyjnym?
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 15:39:40:
Odpowiednio. Przecież napisane. Odpowiednio to znaczy że będzie odpowiednio.
www.youtube.com/watch?v=9_AwSRGfh-I
Jeden z Panów Profesorów zapytał mnie, dlaczego nie ma tych rozporządzeń. Właśnie dlatego, że przygotowanie tych projektów chcemy poprzedzić serią takich spotkań, Panie Profesorze.
O takich właśnie. Jest to część 2, bo część 1 składała się z godzinnego przemówienia ministra.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 15:48:18:
Z prywatnego listu w sprawie przyszłej parametryzacji:
wyobraź sobie, że zabierają Ci 4/5 wszystkich znanych czasopism i redukują je do 5 punktów. Tak było w językoznawstwie. W literaturonawstwie i filozofii jeszcze o wiele gorzej.
Widząc tabelkę z nową punktacją, na górze widzę róże, na dole fiołki. Róże są tam, gdzie były, we fiołkach zamieszanie. Tylko młodym nie będzie żal, bo i tak nic nie mają.
Moim zdaniem w nadchodzącej parametryzacji wielu dotychczasowych bonzów kategoryzacji dostanie tak w 123ę, że może nawet poczują empatię do obecnych i przeszłych rozterek społ-humów.
flamengista napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 16:15:49:
Polecam dyskusję pod artykułem na FB Pani Prof. Letki. Generalnie obnażyła ona główny cel pro-gowinowych reformatorów: "zaoranie lokalności" w duchu jakobińsko-bolszewickim (jak zwolni się z pracy przy okazji paru sensownych naukowców to trudno, ofiary muszą być bo chodzi o wyplenienie Leśnego Dziadostwa ze społ-humów).
Przy czym lokalność to ZUO całkowite, rozumiane przez wszystkich którzy "nie ponosili wyrzeczeń by zostać w nauce", nie spędzili paru lat na uczelniach zachodnich i nie publikują masowo w czasopismach z IF. Odnoszę wrażenie, że między tymi warunkami istnieje koniunkcja, nie alternatywa.
A więc plan jest taki: zaorać, posypać solą i podpalić. Na zgliszczach Letki z Góreckim zbudują nową naukę na światowym poziomie. A że przy tym zlikwiduje się "krajowców" którzy jednak osiągnęli podobny do Letkiej i Góreckiego poziom, ale bez długoletnich zagranicznych staży i zachowali odrobinę empatii dla słabszych od nich kolegów - trudno, bo są to hamulcowi postępu.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 16:31:31:
"zaoranie lokalności" to tylko środek. Celem są - jak zwykle - władza i pieniądze. Zmiana układu sił. Zmiana tego, kto decyduje o tym, jaka nauka jest "dobra", a jaka "zła". Ale nawet i tu nauka jest pretekstem. Ostatecznym celem są władza i pieniądze.
Przecież ani pani Letki, ani pan Górecki nie wzięli się z kosmosu. Są elementem układanki i walczą o zajęcie w niej bardziej eksponowanego miejsca. Chcą zmian, które w ich opinii polepszą ich własny dobrostan. Wyrzeczenia mają ponosić inni.
Oczywiście mają do takich poglądów pełne prawo.
Ja tylko pragnę nadmienić, że jeden grant ERC to mniej więcej 10-letnie dofinansowanie NCN dla całego Uniwersytetu Opolskiego.
Jeśli coś w Ustawie 2.0 mnie wkurza najbardziej, to to, że nie jestem w stanie ocenić jej wpływu na mój osobisty "dobrostan".
nobooks napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 16:40:08:
> mnie h=7 i 150 cytowań nie powala, dla mnie to są okolice szumu, ale co ja się znam
Istnieją duże różnice międzydyscyplinarne w bibliometrii, a przy tym krytyczna różnica między różnymi źródłami (WoS i Scopus vs. Google Scholar). Nie przytoczyłeś kontekstu tych liczb, ale takie liczby ze Scopusa lub WoS są w polskich naukach humanistycznych i dużej części społecznych bardzo wysokie, to jest naprawdę mały odsetek badaczy. WoS i Scopus są tu ostro selektywne, podczas gdy w Science znajdziemy tam większość jako tako liczących się czasopism. Przypomnę słynną już wypowiedź Duszyńskiego o h-indeksach członków CK; to były miary z WoS (chyba); ale ci sami ludzie w Google Scholar mogą mieć (i miewają) h rzędu 20 (przykład: NPK).
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 16:55:07:
Mnie problemy skali w ogóle nie przejmują - gdy rozmawiam z kimś takim to jego językiem. Przecież ci ludzie tak samo wyrzuciliby matematyków, bo rozwiązanych problemów się nie cytuje (serio). Znam za to przykład kolegi ze środowiska badającego te same rzeczy tymy samymi metodami, jego osiągi przytoczyłem. Chyba że jemu się należy bo jest informatykiem. Napisze w takim razie że my na niego patrzyliśmy nieufnie bo nie robi czystej informatyki, w dodatku współpracuje z tymi wszystkimi humanistami o nieznanych standardach (domyślnie podejrzanych). Na szczęście ja już się z oceniania prawomyślności ludzi wyleczyłem.
zwski napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 17:13:26:
Podobno wiara czyni cuda, nie jestem przekonany że wiara w powrót epoki youtu.be/tD651uQqV2k na białym koniu jest zasadna.
habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 18:17:08:
Bardzo proszę o nieużywanie argumentów ad hominem. Mówienie o osobie, z którą się komentujący nie zgadza per 'oligofrenik', uwłacza tylko piszącemu. Nie będę tego tolerował.
dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 18:41:04:
Przeczytalem tekst p. Letki. Moim zdaniem,to bardzo dobry tekst (nie bez zastrzezeni jednak), choc przy okazji troche naiwny (tekst, nie autorka!). Nie da sie, moim zdaniem, zadekretowac fantastycznosci. Reformy (ktorych ja zreszta nie widze za bardzo) to proces dlugotrwaly. Im starszy jestem, tym bardziej mysle, ze kazda rewolucja jest zla.
Natomiast dyskusja pod tym tekstem jest zenujaca.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 19:53:48:
Swoją drogą ciągle mnie to zaskakuje jak naukowcy potrafią być bezrefleksyjni, gdy wychodzą poza swoją działkę, gdyby ten sam skrajny indywidualizm i woluntaryzm socjolożka zastosowała do swojego obszaru badań, to by ją recenzenci zabili śmiechem.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 22:05:40:
"2. Mit: badania światowe mają charakter imitacyjny i odtwórczy, podczas gdy badania lokalne są innowacyjne."
Sprawdziłem. Gdula nic takiego nie powiedział. Bartyzel zapewne też nie.
Gdula poruszył poważny problem społeczny, moim zdaniem, o rolę polskiej nauki dla polskiego społeczeństwa. Z tym że on chyba wyszedł z założenia, że umiędzynarodowienie może ją osłabić, co wydaje mi się tezą naciąganą.
czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 22:10:55:
Przede wszystkim ten tekst, który jak tu maciek.magik pisał miał wywołać ból dupy i nie dziwne, że taki ból wywołał, jest całkowicie ortogonalny do zapisów ustawy.
Tekst ten ma się zupełnie nijak. Ustawa jest o krzesłach z perspektywy stołkowo-meblarskiej, a tekst jest o jabłkach z perspektywy botanicznej. Pewnie ktoś kto lubi jabłka się z tym tekstem zgodzi, a ktoś kto nie może zdzierżyć szarlotki, będzie oponował. Ma się to nijak, jest pozbawione znaczenia, ma charakter wyłącznie personalny i swoją drogą doskonale prezentuje, co się stanie z uniwersytetem, gdy importujemy system anglosaski do otoczenia socjologicznego polskiego rewanżyzmu i zawiści.
W całej debacie widać przypadłości polskiej nauki. Nikt niczego nie czytał, tylko część ma nadzieję, że jak się przewróci stolik, to przy nowym stoliku zasiądą na lepszym miejscu. Płonne są to nadzieje, bo nie jest powiedziane, że jak się stary stolik porąbie w drobiazgi, to będzie jakiś nowy stolik. A starzy zasiadali na dobrym miejscu, nie dlatego, że mieli publikacje, tylko dlatego, że byli szczwani i sprytni i w dobrym momencie potrafili wyciąć konkurencję. Teraz możemy zgadywać, kto w nowym rozdaniu będzie miał najlepiej. Przypomina to rewolucjonistów, którzy liczyli, że zajmą poczesne stanowiska, a żyją w biedzie i zapomnieniu, w przeciwieństwie do tych, których obalili, a umieli się w każdej sytuacji odnaleźć.
Swoją ocenę ustawy już podałem wcześniej.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 22:46:12:
Człowiek.z.makulatury
Pani Letki była prelegentem na NKN. Może więc ona mieć wrażenie, że nowa ustawa dotyczy właśnie jej. Ale ona jest dr hab socjologii, pewnie profesorem UW, kto jak kto, ale człowiek w takim miejscu powinien mieć większą samoświadomość.
Ja czytelnikom chciałem zwrócić uwagę na różnicę w (auto?)prezentacji nestora polskiej fizyki, prof. Białasa nkn.gov.pl/biogram/andrzej-bialas/
a zapewne wschodzącej gwiazdy polskiej socjologii,a Natalii Letki nkn.gov.pl/biogram/natalia-letki/ oraz najjaśniejszej gwiazdy cyberbiologii, Janusza Bujnickiego, nkn.gov.pl/biogram/janusz-marek-bujnicki/
U Białasa i tylko u Białasa liczy się, co zrobił. Co dołożył do nauki. To jest profesor pełną gębą. Profesor, którego jeszcze dziwią i oburzają łowcy grantów.
Z całym szacunkiem, wizytówki naukowe pani Letki i pana Bujnickiego swoim stylem zalatują mi autobiografią naukową NPK, tylko "paradygmaty" są tu bardziej nowoczesne. Zamiast doktoratu honoris-causa np. w Pradze albo setek konferencji krajowych (teraz zmyślam, dawno nie czytałem CV NPK) jest doktorat w UK albo 7 tys. cytowań.
Napisze tyle: jak pomyślę, ilu ludzi w Bujnicki Lab pracowało na te 300 (!) publikacji i 7000 cytowań i ile ta praca kosztowała, i jeszcze wezmę poprawkę na to, że w bioinformatics najlepiej cytowany naukowiec wg GS ma 366 tys. cytowań, to dla mnie te 7 tysięcy jest całkowicie, doskonale obojętne.
trzy.14 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 23:06:52:
Jeżeli już punktozujemy i sie internacjonalizujemy, to Bujnicki w GS w kategorii bioinformatics jest *dopiero* na pozycji 525, a więc znacznie gorzej niż np. skromny profesor mający gabinet w moim budynku piętro niżej, który w swojej dyscyplinie jest na miejscu 107, a nikt go na NKN nie zaprosił.
czlowiek.z.makulatury napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/29 23:17:42:
trzy.14 - no kurde straszny smuteczek. To wszystko wszystko to smuteczek i pogoń za cytatem.
habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 02:07:47:
@Zitter, ja nadal nie będę tolerował obrażania ludzi, z którymi się nie zgadzasz. W tym p. Letki.
@dala.tata, @zitter nie rozumie, dlczego uważasz tekst NL za dobry.
habilitant2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 02:10:48:
@Zgred, Pana również proszę o pohamowanie się. Nie zależy mi na pochylaniu sie nad dolą NL, jednak zależy mi na utrzymaniu pewnego poziomu dyskusji. Pan na pewno jest w stanie przywalić NL bez odnoszenia się do niej personalnie.
dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 09:45:59:
Tak, nadal uwazam, ze omawiany tekst jest bardzo dobry. Mysle, ze dobrze rozprawia sie z mitami, na ktore natrafiam w nauce polskiej. Mozna sie oczywiscie przyczepic do kilku rzeczy, ale ogolnie autorzy maja racje.
To, gdzie ja mam problem, to w tym, ze ten tekst nie oferuje zadnego rozwiazania. Nawet dzisiaj wszystkie uczelnie moga postanowic, ze wszyscy naukowcy beda publikowac w najlepszych czasopismach, dostawac europejskie granty i ogolnie, ze ma zapanowac pokoj na ziemi. Niestety, z tego nic nie wyniknie.
Bo jutro nadal trzeba prowadzic zajecia, czytac prace licencjackie i magisterskie. I naprawde nie da sie wyrzucic z pracy tych wszystkcih, ktorzy nie spelniaja kryteriow NL i MG. Zakladajac nawet, ze autorzy maja racje (a nie jest to oczywiste, choc ja sie z nimi RACZEJ zgadzam), proces dochodzenia do stanu, ktory ich bedzie satysfakcjonowal, zajmie wiele lat. I byc moze tym gorzej dla rzeczywistosci, jednak rzeczywistosc rzadko sobie z tego cos robi.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 10:42:57:
Największy mit, że jakość nie zależy od płacy. To jest punkt widzenia kogoś kto nigdy nie martwił się o kasę: urodził się w Warszawie, miał tam mieszkanie, wyniósł z domu wysoki kapitał kulturowy, studiował na MISH na UW, a potem wyjechał na stypendia za granicę i poucza innych. Np. Angielski? W czym problem, nauczcie się Podobnie ministerstwo chciałoby mieć efekty, bez nakładów i bodźców motywacyjnych. Weźmy to publikowanie po angielsku, jeżeli to ma być cel, to trzeba długofalowego programu, np.
- dodatkowe fundusze dla uczelni, żeby zmniejszyć liczebność grup studenckich na lektoratach i zwiększyć liczbę zajęć z angielskiego i zatrudnić dodatkowych lektorów native speakerów (albo najlepiej już na poziome szkoły średniej)
- wprowadzić stopniowo część zajęć w języku angielskim i obowiązek pisania części prac zaliczeniowych po angielsku w trakcie studiów (stopniowo bo trzeba przygotować kadrę)
- obowiązkowe zajęcia z academic writting dla doktorantów
- utworzyć centra językowe przy uczelniach (jak studiowałem w USA to zagraniczni studenci mogli pójść do takiego centrum z pracami zaliczeniowymi, lektor sprawdzał kilka stron i wyjaśniał jakie się robi błędy, dlaczego pracownicy naukowi nie mogliby mieć takiego wsparcia?)
- jakiś łatwo dostępny fundusz na korektę językową (w humanistyce korekta to chyba standard, trudno napisać tekst humanistyczny nawet jeżeli się świetnie zna angielski, który miałby jakość tekstu native)
- specjalistyczne kursy angielskiego dla pracowników naukowych
- jakieś motywacje dla pracowników, którzy wykładają i piszą po angielsku (np. obniżka pensum albo premie).
Oczywiście uczelnie już teraz mogą to robić, ale nie robią i nie będą robić bo nie mają kasy.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 10:50:49:
Mówiąc inaczej: w latach 90. był boom edukacyjny, ministerstwo dawało grosze na szkolnictwo wyższe, pensje były żałosne, bo uważano, że naukowcy sobie poradzą. I sobie radzili, tyle, że aby godnie żyć trzeba było pracować na 2-3 etatach albo brać masę nadgodzin kosztem życia prywatnego. Dla mnie to forma wyzysku. Teraz będzie podobnie. Ministerstwo bądźcie światowi, ale nie oferuje żadnego wsparcia i motywacji. I pewnie część będzie chciała lub musiała się dostosować, znowu kosztem życia prywatnego i dokładając z własnej kieszeni, np. na korekty albo naukę angielskiego. Znów forma wyzysku: spychanie kosztów reformy na samych pracowników.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 11:03:37:
Swoją drogą studia na UW (również na socjologii) nie mogłyby być takie złe skoro przygotowały do doktoratu na Oxfordzie. Kolejny mit, że ktoś kto nie publikuje międzynarodowo jest złym dydaktykiem.
dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 11:31:16:
Dr.kananga. Wkurza mnie gadanie o biednych polskich naukowcach, ktorzy nie zarabiaja tyle, ile powinni. To, co sie dzieje w Warszawie, dzieje sie dokladnie tak samo w Londynie. Gdybym dostal prace w Londynie, nie przeprowadzalbym sie, bo mnie nie byloby stac na kupno domu tam. My juz od dawna rozumiemy, ze dojezdzanie do pracy z innego miasta, to rzecz normalna.
Prekariat w UK rozszerza sie jak rak i warto sobie uswiadomic, ze ok 60 proc. pracownikow akademickich uczelni brytyjskich jest na tymczasowych kontraktach. I ten odsetek rosnie. Co ciekawe, im lepszy uniwersytet, tym jest ich wiecej. Bo oni (te lepsze unwerystety) sobie poradza. Zawsze beda chetnie do pracy na uniwerstytatch z Russell Group. Wiec prosze mi nie fanzolic na temat tego, jak strasznie maja tylko polscy uczeni. To naprawde nie sa tylko polskie problemy. Roznica jest taka, ze wy jeszcze mozecie dorobic z grantu, my nie.
To naprawde zadne odkrycie, ze jedni maja kapital symboliczny i nie tylko, a inni nie. Takie zycie. Jednak, co ciekawe, jedni go przepuszczaja, a inni nie. Tak, sa tacy, ktorzy maja bardziej pod gorke. Chcesz wprowadzic punkty za pochodzenie czy identyfikator PG -pod gorke?
Co do reszty, ty przestales juz mowic o placach, ale o funduszach uczelni. I tak, w pelni sie zgadzam, ze nalezy wspierac publikowanie po angielsku np. dostepem do uslug edytorskich. ale to jest poziom uczelni, nie ma nic wspolnego z placami.
Porcesy, ktore sie odbywaja w poslkeij nauce, sa zaawansowane w UK. my to juz wszystko przerabialismy i zdazylismy sie przyzwyczaic. I tylko presja na nas wzrasta. I mnie naprawde trudno sie pochylic na losem biednych i nieszcesliwych polskich uczonych, ktorzy w warszawie nie moga mieszkac. To niech sie preprwadza do Radomia.
dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 11:32:36:
Off-topic. Czy ktos wie, jak zrobic, zeby ten debilny komunikat o ciasteczkach nie pojawial sie 40 razy na ekranie. DO tej porry pojawial sie raz. Teraz, pojawia sie 15 razy.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 11:40:21:
Oczywiście, że zarabiaja za mało w stosunku do tego, czego chce ministerstwo, np. oczekuje się od nich mobilności. Z uczelnianą pensją to faktycznie mogę się przeprowadzić z Kielc do Radomia. Tylko jaki to ma sens? Pracowałem w Londynie i mnie było stać na wynajem mieszkania, na uczelni dostawałem ekstra dodatek na życie w stolicy. A co do uczelnianych płac to proponuję porównać polskie i brytyjskie np. do krajowych median, albo do poziomu wydatków na jedzenie i mieszkanie. A zresztą, dlaczego dla PL ma być wzorem UK? UK to nie wszechuniwersalna miara
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 11:41:43:
A co chce zrobić napisałem: nie przerzucać kosztów reformy na pracowników, bo ich pensje jeszcze spadną i nie uniwersalizować swoich doświadczeń.
staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 12:00:37:
> @Zgred, Pana również proszę o pohamowanie się. Nie zależy mi
> na pochylaniu sie nad dolą NL, jednak zależy mi na utrzymaniu
> pewnego poziomu dyskusji. Pan na pewno jest w stanie przywalić NL
> bez odnoszenia się do niej personalnie.
ZDECYDOWANIE proszę nie przypisywać mi - poprzez wycięcie MOJEJ wypowiedzi i wprowadzenie SWOJEGO komentarza - treści, których w MOIM wpisie w ogóle nie było. Takim postępowaniem tworzy Pan całkowicie fałszywy obraz mojej wypowiedzi i imputuje mi jakobym odnosił się ad hominem względem pani Letki, podczas gdy moja wypowiedź była w tej kwestii całkowicie neutralna i odnosiła się do jej zachowania i wystąpień PUBLICZNYCH.
Powtórzę ponownie: nie wzbudza we mnie współczucia względem pani Letki dyskusja rozwinięta pod jej wpisem na FB (w której nie uczestniczę), gdyż brak empatii i bezwzględność pokazała PUBLICZNIE w swojej całkowicie NIEPROFESJONALNEJ recenzji, co było omawiane na tym blogu (link).
I to jest dokładnie treść mojego ocenzurowanego wpisu niosąca konkluzję: kto czym wojuje od tego ginie.
Co w tym wpisie uważa Pan za naganne?
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 12:50:08:
Przede wszystkim dla wszystkich zapóźnionych w rozwoju logicznym: inwersja i negacja to nie to samo. Przez zaprzeczenie udowadnia inne rzeczy. Pomijając, że konstruktywnie dowody przez zaprzeczenie są zbędne, szczególnie w retoryce jest to chwyt czysto erystyczny. W tym przypadku zasługiwałby na co najwyżej takie miano, gdyby kontrowane tezy nie były w dodatku wymyślone.
Mniejsza o uczucia "generalnie sie zgadzam lub nie". Te argumenty po prostu nie są samospójne.
Co do meritum, argumenty wybierają drogę stawiania chochoła zamiast zmierzenia się z płotkiem Chestertona en.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Chestertons_fence Okazuje się że domniemani autorzy po prostu spiskują. Oni nie chcą robić nauki na poziomie bo nie (przy okazji jeden z mitów prowadzi do logicnzej konkluzji że nauka ma dystrybucję bimodalną: jest wyłącznie dobra lub zbędna, oraz że to w ogóle nie zależy od cywilizacji: zamożności narodów, wynikającej z tego organizacji pracy oraz standardów płacowych; prawdopodobnie bierze się z wrodzonego natchnięcia duchem, tak jak w ogóle u białych ktzy jako jedyny na globie mają "etykę pracy" wiec dominacja im się należy - to nie jest stawianie chochoła, to rozwinięcie w któym każdy krok posiada logiczny argument). Zostali pewnie przez kosmitów podrzuceni jak stonka.
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 13:00:38:
@dala: naprawde słyszałeś którykolwiek z tych "mitów" in vivo? Czy ci się po prostu takie absurdalne przerysowanie podoba, bo kierunek jest słuszny. Moim zdaniem taka potrzeba prowadzenia rozmowy na tym poziomie wskazuje na deficyty psychiczne, potrzebe przywalenia i siania kontrowersji. Doskonale wiem po sobie, ten nick nie wziął się znikąd.
dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 13:23:09:
Jaki ma sens preprowadzanie sie z warszawy do kielc? No na przyklad tansze mieszaknia. bardzo prosze o niesciemniane. Obecnie na poczatku kariery wynajecie malego ale przyzwoitego mieszkania w Londynie za samodzielna pensje, powedzmy, do poziomu placy wykladowcy A, jest praktycznie niemozliwe. Oczywiscie, ja nie mowie o Londynie w Luton czy w strefie Z metra, ale o Londynie. Da sie to zrobic, z bolem, przy 2 pensjach. Dodatek za zycie w stolicy to ok. 150 funtow miesiecznie (moze obecnie troche wiecej, dawno nie sprawdzaielm) przy takiej pensji. On nie zmienia nic.
Dlatego zreszta Londyn ma takie problemy ze sluzbami. Pielegniarek i strazakow nie stac na mieszkanie w Londynie.
UK nie ma byc unwersalna miara. Niech sobie polska nauka kazdemu da po ferrari. Ja jedynie mowie, ze mnie wkurza to nieustanne jojczenie nad tym, jak zle maja polscy naukowcy. Sprawy sa duzo bardziej zlozone.
dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 13:31:19:
Zitter: Czy ja slyszalem o takich mitach. Alez oczywiscie, ze slyszalem i czytalem. Czy one sa przerysowane w artykule? Pewnie tak. no ale to jest publicystyka, wiec rozumeim zaciecie retoryczne. Ale moim zdaniem ono nie podwaza sensownosci tekstu. Jednak, jak mowilem, to nie ma znaczenia, bo tekst nie oferuje nic, poza manifestem wiary w miedzynarodowa nauke.
Powiem wiec tak. Nie ma dzisiaj w Polsce sensownej debaty na temat tego, co zrobic z nauka, czym ona ma byc, jakie maja byc kryteria jej oceny. Zrobily sie dwa ugrupowania, ktorych stanowiska sa rownie nieuzyteczne, moim zdaniem. I troche szkoda na ten temat klawiatury strzepic. Zeby bylo jeszcze smieszniej, nowa ustawa nie robi nic, zeby rozwiazac problem, uznajac, ze jedynym sensownym rozwiazaniem jest przyjecie modelu anglosaskiego tak, jakby mozna bylo przesadzic kierowca malego fiata do formuly 1 i powiedziec mu: to teraz sie sciegaj. To jest nonsens.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 13:49:07:
Dyskusja się rozjeżdża, a sprawa jest prosta. Ministerstwo chce logiki korporacyjnej, to niech będzie konsekwentne: więcej wymagań, wyższe płace, a nie działa jak przysłowiowy Janusz biznesu
zitterbewegung napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 13:53:00:
Nie pytalem o takie mity tylko o te mity. Przecież są postawione na głowie. Ja dziękuję za publicystykę na poziomie takich sylogizmów od kogokolwiek z doktoratem.
Oczywiście rozmywanie w dyskusję o kosmosie i miejscu nauki polskiej we wszechświecie i w Kielcach to jest najwygodniejsza interpretacja tego tekstu będącego w obłokach obok wszystkiego, jak najsłuszniej w całej tej debacie zauważył Człowiek Z Makulatury.
p-tau napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 14:51:59:
@dala mnie z kolei wkurza, jak ktoś mówi, że płaca nie ma znaczenia.
Dziwi mnie porównywanie sytuacji mieszkaniowej naukowców w Londynie i Wa-wie/Kielcach przy jednoczesnym powątpiewaniu, że w Polsce naukowcy nie są dość elastyczni/mobilni, nie chce im się dojeżdżać do pracy do innego miasta itp.
dala.tata napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 18:53:39:
p-tau, a gdzie ja poweidzialem, ze placa nie ma znaczenia? Alez oczywiscie, ze ma. I to kluczowe. Ja jedynie mowie, ze problemy placowe nie sa jedynie polskim problemem i nie powinny byc uzywane jako argument przeciwko badaniom/publikacjom na najwyzszym poziomie. To, ze pensje sa relatywnie niskie (choc niedawno pokazano na Twitterze place na UW i musze poweidziec, ze im daleko bylo do niskich), nie jest alibi na odstawianie chaly.
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 19:28:58:
Reforma to dobra okazja, by się upomnieć o podwyżki i taki był początkowy zamysł: ustawa uzależniała zarobki od średniej płacy w gospodarce, ale ministerstwo finansów sprowadziło Jarosława "nie starcza mi do pierwszego" Gowina na ziemię, w efekcie mamy na razie obniżkę (KUP), a w przyszłości jeszcze większą presję produkcyjną, ale bez obiecanych podwyżek
dr.kananga napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 20:06:35:
a tu opinia bądź co bądź specjalistów od organizacji, zarządzania i pracy: www.solidarnosc.uw.edu.pl/images/opinia%20Kozek%20%20o%20ustawie%202%200%20z%20dnia%2012%20kwietnia.pdf
staryzgred2012 napisał(a) komentarz datowany na 2018/06/30 21:40:56:
> a tu opinia bądź co bądź specjalistów od organizacji, zarządzania i pracy:
I pokrywa się to w większości ze uwagami @czlowieka.z.makulatury. Niestety, ministerialny czołowy Papuas wraz ze swoimi przybocznymi aparatczykami będzie forsował utopię ideologiczną pasującą do jego charakterystyki: autorytarnego liberała.
Autorytarnego w sferze rządzenia, skrajnie darwinistycznego ekonomicznie.