Source: http://www.skubi.net/macierewicz.html
Timestamp: 2018-02-19 10:15:37
Legal References Found: art. 67
 art. 198
 art. 126
 art. 144
 art. 265
 art. 126

Document Content:
Marcin Skubiszewski, 15 marca 2007
Raport Macierewicza informuje o wielu szczegółach pracy polskiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Na przykład strony 39-43 opisują, na podstawie wiedzy uzyskanej przez WSI, operacje wywiadowcze prowadzone w Polsce przez służby rosyjskie - tym samym informują, które z rosyjskich operacji zostały przez Polaków zdemaskowane. A więc raport mówi Rosjanom, które z ich metod okazały się nieskuteczne, którzy z ich agentów zostali zidentyfikowani i nie powinni być używani ponownie. Ta wiedza zwiększy skuteczność rosyjskiego wywiadu przeciw Polsce.
Raport ujawnia wiele innych informacji cennych dla obcych wywiadów. Zapewne najgroźniejsze z nich, to te, które pozwolą obcym służbom zidentyfikować i ewentualnie aresztować polskich agentów za granicą. Przykładów jest wiele, najgłośniejszym z nich jest ujawnienie nazwiska i szczegółów pracy podpułkownika WSI Wiesława Kowalskiego, posądzonego przez Macierewicza o udział w aferze paliwowej. Sam Kowalski tak opisuje sytuację:
Jako oficer WSI bywałem na misjach na Bliskim Wschodzie. Na jedną pojechałem jako kapitan, choć miałem już wyższy stopień. Udawałem kierownika poczty. W rzeczywistości werbowałem i prowadziłem agentów, m.in. Arabów. Po to, aby zapewnić bezpieczeństwo naszym żołnierzom. Teraz można o mojej pracy przeczytać w internecie. Wystarczy przecież sprawdzić, z kim szef poczty Wiesław Kowalski miał na wzgórzach Golan kontakty... To realne zagrożenie dla tych ludzi, którzy z nami współpracowali. Wiem, co mówię. (Gazeta Wyborcza, 21.02.2007)
A więc, niezależnie od tego, czy rzeczywiście ppłk Kowalski był zamieszany w aferę paliwową, raport Macierewicza ułatwi zdemaskowanie polskich agentów na Bliskim Wschodzie, którzy nie mają z tą aferą nic wspólnego.
Fakt, że polskie władze doprowadziły do takiej sytuacji, niewątpliwie odstraszy wielu ludzi od współpracy z polskimi tajnymi służbami. I to nie tylko ze służbami wojskowymi, ale ze wszystkimi w ogóle - źródłem problemu są bowiem najwyższe władze państwa, którym podlegają wszystkie służby.
Ujawnienie raportu stanowi więc poważny cios w bezpieczeństwo Polski. W tej sytuacji trzeba postawić pytanie o odpowiedzialność za to, co się stało.
Oczywiście podstawą jest tu odpowiedzialność polityczna, czyli odsunięcie od władzy osób odpowiedzialnych za sytuację. Ale to nie wystarczy: politycy, którzy poważnie osłabiają bezpieczeństwo Polski, powinni ponieść konsekwencje poważniejsze, niż tylko odsunięcie od władzy. Ponadto samo pociągnięcie winnych do odpowiedzialności politycznej nie sprawi, że polskie służby odzyskają utracone zaufanie i będą mogły znów zacząć pozyskiwać agentów. Do tego potrzebna jest reakcja dużo energiczniejsza, tak energiczna, aby każdy zrozumiał, że podobna sytuacja już się w Polsce nie może powtórzyć. A taką właśnie reakcją byłoby postawienie przed Trybunałem Stanu osób, które odegrały decydującą rolę w publikacji raportu. I o tym właśnie jest poniżej.
Działania rządu wobec WSI
Ustawowa likwidacja WSI: Pierwszym działaniem rządu Jarosława Kaczyńskiego wobec WSI było uchwalenie 9 czerwca 2006 trzech ustaw, na mocy których WSI zostały rozwiązane i zastąpione zupełnie nowymi służbami. Utworzono Komisję Weryfikacyjną, której zadaniem było przesłuchanie żołnierzy WSI i decydowanie o tym, którzy z nich znajdą zatrudnienie w nowych służbach, oraz zawiadomienie prokuratury wojskowej o przestępstwach, o które komisja podejrzewa WSI.
Powierzenie służb specjalnych Macierewiczowi: Drugim działaniem Jarosława Kaczyńskiego było powierzenie głównej roli w wojskowych służbach specjalnych Antoniemu Macierewiczowi. Macierewicz został, mimo ostrego sprzeciwu ministra obrony Radka Sikorskiego, wiceministrem obrony i przewodniczącym Komisji Weryfikacyjnej, a następnie szefem kontrwywiadu wojskowego.
Macierewicz nie jest uważany za specjalistę od wojskowości czy wywiadu. Jest prawicowym politykiem, w ostatnich wyborach do Sejmu jego ugrupowanie Ruch Patriotyczny uzyskało 1% głosów. Macierewicz wsławił się oskarżaniem ludzi o pracę dla służb specjalnych. Pierwsze oskarżenie, to tzw. "lista Macierewicza" z 4 czerwca 1992, lista 66 osób uznanych przez Macierewicza za konfidentów komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Lista Macierewicza przyczyniła się do tego, że ówczesny rząd Jana Olszewskiego został obalony przez Sejm przytłaczającą większością głosów, 273 do 119. Spora część osób z tej listy została potem oczyszczona z podejrzeń przez sądy (w tym np. prezydent Lech Wałęsa oraz były żołnierz AK, więzień polityczny i prawicowy polityk Wiesław Chrzanowski).
Drugie oskarżenie miało miejsce 20 sierpnia 2006, gdy Macierewicz był już przewodniczącym Komisji Weryfikacyjnej. Powiedział on wtedy, że większość z byłych ministrów spraw zagranicznych wolnej Polski była "agentami sowieckich służb specjalnych". Macierewicz tego oskarżenia nie sprecyzował: nie wiemy, którzy z ministrów mieli być sowieckimi agentami. Po kilku dniach, gdy wokół sprawy rozpętała się burza polityczna, Macierewicz odwołał oskarżenie, twierdząc, że użył "niewłaściwego skrótu myślowego".
A więc mianując Macierewicza, premier powierzył wywiad wojskowy osobie, która zamiast kompetencji wywiadowczych ma za sobą niezbyt udaną karierę polityczną, osobie zdolnej rzucać na wiatr poważne oskarżenia i która co najmniej raz przyznała się do oszczerstwa. Trudno zrozumieć, dlaczego premier tak postąpił, ale na pewno nominacja ta nie była ani rozsądna, ani motywowana bezpieczeństwem państwa.
Ustawa o ujawnieniu raportu: 14 grudnia 2006 uchwalono dodatkową ustawę o WSI, która zleca przewodniczącemu Komisji Weryfikacyjnej (czyli Antoniemu Macierewiczowi) napisanie raportu o niektórych działaniach i zaniechaniach WSI, a Prezydentowi Rzeczpospolitej poleca ten raport ujawnić.
Fakty, które ustawa każe ujawnić, są sklasyfikowane w kilkanaście kategorii, wymienionych w art. 67 i 70a ujednoliconej ustawy dostępnej tu, powstałej z połączenia jednej z ustaw z 9 czerwca i ustawy z 14 grudnia 2006. Niektóre kategorie faktów, to przestępstwa, np. nielegalne ujawnienie tajemnicy państwowej, utrudnianie postępowania karnego lub rzucanie fałszywych posądzeń celem skierowania postępowania karnego przeciw osobie niewinnej (kategorie numer 1, 2, 4, 6 i 8a z artykułu 67). Ale inne kategorie są tak szerokie, że obejmują zarówno nadużycia, jak i działania zupełnie niewinne.
I tak, ustawa każe ujawniać przypadki, gdy osoba pracująca dla WSI "mając wiarygodną wiadomość o karalnym przygotowaniu albo usiłowaniu lub dokonaniu czynu zabronionego nie zawiadomiła niezwłocznie organu powołanego do ścigania przestępstw". Ten zapis oznacza między innymi, że raport Macierewicza powinien ujawnić każdy przypadek, kiedy WSI wiedziały o szpiegostwie przeciw Polsce, a nie poinformowały o tym niezwłocznie prokuratury. Ale normalnie działający kontrwywiad nie musi natychmiast informować prokuratury o każdym przypadku szpiegostwa. Często właściwa reakcja polega na pozwoleniu spiegowi na dalsze działanie pod kontrolą polskich służb, po to, aby przeciwnik nie zorientował się, że Polacy szpiega zdemaskowali, albo nawet po to, aby we właściwym momencie przewerbować go na polską stronę.
Ustawa każe też ujawniać przypadki tajnej współpracy WSI z dziennikarzami. Chodzi tu zapewne o potwierdzenie tezy premiera Kaczyńskiego, zgodnie z którą WSI wpływały na dziennikarzy. Ale przecież WSI mogły korzystać z wiedzy dziennikarzy na tematy międzynarodowe lub używać dziennikarzy do pozyskiwania informacji za granicą, podobnie jak wiele państw używa w tej roli dyplomatów czy osób pracujących w handlu zagranicznym. Polskie prawo takich działań nie zabrania. Współpraca dziennikarza z WSI mogła więc mieć cele zgodne z prawem i z interesem państwa.
Raport ma też informować "o innych działaniach wykraczających poza sprawy obronności państwa i bezpieczeństwa Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej". Wynika z tego, że jeżeli np. WSI uczestniczyły w działaniach wywiadu gospodarczego, to takie działania należy podać do publicznej wiadomości, chociażby były one całkowicie zgodne z interesem Polski.
Najgorsze w ustawie jest jednak to, czego w niej brak: nie ma tam ani jednego słowa o bezpieczeństwie państwa. Z tekstu ustawy wynika więc, że fakty wyliczone w artykułach 67 i 70a należy ujawniać nie tylko bez oglądania się na to, czy jest w nich rzeczywiście coś nagannego, ale również bez względu na to, czy ich ujawnienie zaszkodzi Polsce. I właśnie z tym wielkim mankamentem ustawy związany jest przykład ppłk Kowalskiego, zacytowany wyżej: jeśli zdaniem Macierewicza Kowalski uczestniczył w aferze paliwowej, to należy go zdekonspirować bez zważania na to, że ta dekonspiracja narazi na niebezpieczeństwo agentów, których Kowalski prowadził na Bliskim Wschodzie.
Sama likwidacja WSI i utworzenie Komisji Weryfikacyjnej mogły (chociaż nie musiały) mieć na celu dobro Polski. Natomiast żaden interes państwa nie uzasadnia publikacji raportu Macierewicza, czyli ujawnienia wielu informacji na temat WSI, w tym takich, których ujawnienie godzi w bezpieczeństwo Polski i polskich agentów. Oczyszczenie WSI nie jest przecież dokonywane przez publiczność, lecz przez działającą tajnie Komisję Weryfikacyjną oraz przez sądy, które również powinny obradować w tajemnicy gdy sprawa dotyczy tajemnicy państwowej.
Dlaczego więc, wbrew wszelkim zasadom przyjętym w pracy wywiadu, uchwalono ustawę nakazującą ujawnienie raportu? Były po temu poważne powody związane z interesem politycznym PiS.
Kiedy w roku 1989 Tadeusz Mazowiecki zaczął kierować pierwszym od wielu lat rządem niekomunistycznym, rozpoczęła się wielka operacja dekomunizacji Polski. Priorytetem rządu Mazowieckiego była dekomunizacja gospodarki, opartej wówczas na centralnym planowaniu i znajdującej się w stanie szybko postępującej katastrofy. Ta dekomunizacja, tzw. plan Balcerowicza, była krokiem radykalnym, ale opartym przede wszystkim na wprowadzeniu nowych, niekomunistycznych zasad, a nie na szukaniu winnych.
Rząd Mazowieckiego przeprowadził kilka innych wielkich operacji dekomunizacyjnych. Między innymi wymieniono skład Sądu Najwyższego. Dokonano weryfikacji prokuratorów i funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Wielu komunistów zwolniono ze służby dyplomatycznej.
Weryfikacja prokuratury i SB odbyła się w sposób, który ostatnio został powtórzony wobec WSI: służby te zlikwidowano i utworzono w ich miejsce nowe, a o dalszym zatrudnieniu funkcjonariuszy decydowały komisje weryfikacyjne.
Dekomunizacja przeprowadzona przez Mazowieckiego nie była kompletna. Nie przeprowadzono kompletnej i gruntownej weryfikacji wojska ani jego służb specjalnych. Nie dokonano weryfikacji sędziów sądów powszechnych, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, władze oceniły, że środowisko sędziowskie jest w małym stopniu przeżarte uległością wobec PZPR, a więc potrzeba weryfikacji była stosunkowo słaba. Po drugie, przez cały okres weryfikacji sędziowie byliby w praktyce pozbawieni przywileju nieusuwalności, a więc podatni na naciski - a tego rząd chciał uniknąć. Ten ostatni element pokazuje stosunek rządu Mazowieckiego do dekomunizacji: owszem, ten rząd dekomunizował, i to bardzo energicznie, ale jednocześnie nie godził się na działania, które mogłyby osłabić fundamenty państwa prawa (a niezawisłość sędziowska do tych fundamentów należy).
Rząd Kaczyńskiego nie uważa się za spadkobiercę rządu Mazowieckiego, lecz raczej za jego przeciwnika. Uważa się za kontynuatora wcześniejszych działań braci Kaczyńskich (to oczywiste) oraz rządu Olszewskiego. I tu jest problem: ani rząd Olszewskiego, ani bracia Kaczyńscy nie mają na swoim koncie poważnych działań dekomunizacyjnych czy dużych osiągnięć w "walce z układem", nie zrobili nic, co dałoby się porównać choć z cząstką tego, co zrobił Mazowiecki i jego rząd. A mieli sporo okazji: bracia Kaczyńscy byli najbliższymi doradcami prezydenta Wałęsy, następnie Lech Kaczyński był prezesem NIK, potem ministrem sprawiedliwości, a na koniec prezydentem Warszawy, i to tuż po rządach tzw. układu warszawskiego, który PiS uważał za potężne siedlisko korupcji.
Bracia Kaczyńscy sporo mówili o "przyspieszeniu", czyli o szybszym odrzuceniu resztek komunizmu, a później o zwalczaniu "układu warszawskiego", ale były to tylko słowa. Rząd Olszewskiego przygotował rękami Antoniego Macierewicza słynną listę agentów, ale część listy została zdezawuowana przez sądy, a cała lista, zrobiona nierzetelnie, obrzydziła wielu ludziom pomysł lustracji i w efekcie lustrację opóźniła.
PiS ma więc pilną potrzebę, aby zmienić politycznie nieznośy fakt, że Tadeusz Mazowiecki jest jedynym dotychczas naprawdę poważnym realizatorem politycznego programu dekomunizacji, który braci Kaczyńscy uważają za swój. I dlatego PiS zmuszony jest do szukania jakiegoś układu, który można rozbić, i czegoś, co jeszcze dziś dałoby się zdekomunizować.
Aby odnieść sukces polityczny, PiS musi więc pokazać, jak bardzo dekomunizuje WSI i jak bardzo zwalcza panujący tam układ. I właśnie do tego potrzebna jest publikacja raportu Macierewicza, skądinąd całkowicie zbędna.
Fakt, że publikacja raportu służy interesowi politycznemu PiS, a nie była potrzebna do oczyszczenia WSI, ma decydujące znaczenie dla postawienia odpowiedzialnych za to polityków przed Trybunałem Stanu. Bo zupełnie czym innym jest odpowiedzialność za naruszenie bezpieczeństwa Polski dokonane w interesie partyjnym, niż odpowiedzialność za takie samo przewinienie dokonane przy okazji działań czynionych w interesie państwa.
Legalność raportu i odpowiedzialność karna
Przekroczenie ram ustawy
Jak już wiemy, ustawa z 14 grudnia 2006 zleciła Antoniemu Macierewiczowi opisanie wielu faktów, w tym takich, które w interesie bezpieczeństwa Polski powinny były pozostać tajne. Ale Macierewicz poszedł jeszcze dalej.
Na przykład strony 11-17 raportu podają liczby agentów wojskowych pod przykryciem ulokowanych w roku 1990 w najróżniejszych instytucjach. Wśród tych instytucji jest wiele takich, w których obecność agentów jest całkiem normalna. Jest tam na przykład wiele przedsiębiorstw prowadzących działalność za granicą, m. in. 28 central handlu zagranicznego, LOT, PKS. Jest tam sześć firm zbrojeniowych. Jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych (któremu podlegają polskie placówki dyplomatyczne - a przecież każde państwo ma szpiegów wśród swoich dyplomatów). Jest Ministerstwo Handlu Zagranicznego i Państwowy Instytut Spraw Międzynarodowych.
Pokaźna lista instytucji, w których pracowali agenci wojskowi, niewątpliwie służy celowi politycznemu, jakim jest ukazanie rzekomej wielkiej władzy WSI. Ale nie ma to związku z faktami, które ustawa poleca ujawnić.
Strony 22-24 raportu informują szczegółowo o niektórych wydatkach oficerów służb specjalnych w latach 1988-93. Informacje te pomagają odtworzyć działania kilku oficerów w tamtym okresie, są więc ujawnieniem tajemnicy państwowej. Według raportu "dostępna dokumentacja w wielu przypadkach nie pozwala na stwierdzenie, w jakim celu i na jakie operacje finansowe oficerowie WSI pobierali środki", a jednocześnie raport podaje cele wydatków i odnośniki do odpowiednich dokumentów. Oznacza to, że dokumentacja wydatków istnieje, chociaż Macierewicz uważa ją za niedostateczną. A w żadnym razie nie ma pewności, że doszło do rzeczywistych nadużyć.
Strony 28-39 raportu zawierają listę kilkuset oficerów szkolonych w ZSRR, którzy w różnych okresach po roku 1989 pracowali w WSI. Można się zastanawiać, czy istnienie tych oficerów stanowiło, jak twierdzi Macierewicz, poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski (o tym pisał już Krzysztof Kozłowski w "Tygodniku Powszechnym" z 25 lutego 2007). Ale w żadnym wypadku samo istnienie tych oficerów nie stanowi ani nadużycia, ani faktu, który ustawa nakazuje ujawnić.
Jak wspomniano wyżej, strony 39-43 raportu opisują, na podstawie wiedzy WSI, działalność wywiadu rosyjskiego w Polsce. Ten fragment raportu niewątpliwie służy celowi politycznemu, gdyż wywołuje zatrważające wrażenie, że Polska jest omotana mackami obcych wywiadów (oficjalnie fragment ten ma na celu ukazanie rzekomej pasywności WSI w zwalczaniu wywiadu rosyjskiego).
A więc mamy w raporcie szczegóły pracy wywiadu (wydatki, liczba agentów w poszczególnych instytucjach), listę kilkuset oficerów WSI, streszczenie wiedzy, którą WSI miały o działaniach rosyjskiego wywiadu. Wszystkie te informacje stanowią tajemnicę państwową, a żadna z nich nie ma jasnego związku z faktami, które ustawa z 14 grudnia 2006 każe ujawnić. Tajemnice są więc ujawnione bez podstawy prawnej. Podobnych przykładów jest w raporcie dużo więcej.
Bezpodstawne ujawnienie tajemnicy państwowej stanowi przestępstwo z artykułu 265 kodeksu karnego, który przewiduje kary do 5 lat pozbawienia wolności w przypadku ogólnym, a do 8 lat gdy tajemnicę ujawniono na korzyść podmiotu zagranicznego. Ponieważ raport Macierewicza został ujawniony wszystkim, w tym również podmiotom zagranicznym, mamy tu raczej do czynienia z zagrożeniem karą do ośmiu lat więzienia.
Problem ze stwierdzaniem przestępstw
Duża część faktów, które ustawa z 14 grudnia 2006 poleca ujawnić, to przestępstwa. I w istocie większa część raportu Macierewicza mówi o przestępstwach. Ale z Konstytucji wynika, że tylko wyrok sądu może stwierdzić, iż ktoś popełnił przestępstwo: zgodnie z artkułem 42 pkt 2 Konstytucji, każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.
I rzeczywiście: Macierewicz nigdzie w raporcie nie twierdzi wprost, że popełniono jakiekolwiek przestępstwo. Zamiast tego oględnie pisze o podejrzeniach i o tym, że skierowano do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu takiego czy innego przestępstwa (przykład sformułowania: przytoczone w niniejszym rozdziale fakty powodują wątpliwość co do legalności postępowania żołnierzy WSI, str. 85 raportu).
Te fragmenty raportu, które mają być ujawnione na podstawie przepisów ustawy z 14 grudnia 2006 na temat przestępstw powinny więc poczekać na prawomocne wyroki skazujące - bo póki nie ma ani wyroku, ani nawet jasnego stwierdzenia w raporcie, że popełniono przestępstwo, to nie ma podstawy prawnej, by te fragmenty ujawnić.
Dochodzimy więc do wniosku, że ujawnienie fragmentów raportu, które dotyczą przestępstw (czyli większej części tekstu) nie ma podstawy prawnej. A fakt, że te fragmenty zostały mimo wszystko ujawnione, można uznać za przestępstwo z artykułu 265 kodeksu karnego.
Odpowiedzialność konstytucyjna, to odpowiedzialność za złamanie Konstytucji, podobna do odpowiedzialności karnej. Jest opisana w art. 198 Konstytucji. Mogą ją ponosić tylko najważniejsze osoby w państwie: między innymi Prezydent Rzeczypospolitej, premier i ministrowie, ale nie wiceministrowie (a więc nie Antoni Macierewicz). Kary, przewidziane przez Ustawę o Trybunale Stanu, to utrata praw wyborczych i prawa do zajmowania niektórych kierowniczych stanowisk, pozbawienie orderów i odznaczeń.
Podstawą odpowiedzialności byłby w tym wypadku art. 126 pkt 2 Konstytucji, zgodnie z którym prezydent stoi na straży bezpieczeństwa państwa. Nawet gdybyśmy przyjęli, że ujawnienie raportu Macierewicza przez prezydenta Kaczyńskiego rzeczywiście wynikało z ustawy z 14 grudnia 2006, to i tak było to poważnie działanie przeciwko bezpieczeństwu państwa, czyli sprzeniewierzenie się misji, którą Konstytucja prezydentowi powierza.
Nie można przecież twierdzić, że ustawa zwalnia prezydenta z obowiązku przestrzegania Konstytucji. Prezydent powinien albo pogodzić ustawę z Konstytucją (czyli opublikować raport, ale tylko w takim zakresie, w jakim nie zagraża to bezpieczeństu państwa), albo, jeśli uważa, że ustawy z Konstytucją pogodzić się nie da, zawetować ustawę, zaskarżyć ją do Trybunału Konstytucyjnego lub, w ostateczności, po prostu odmówić jej wykonania.
Sama ustawa, choć nie wspomina o bezpieczeństwie państwa, to zobowiązuje prezydenta do skonsultowania decyzji o ujawnieniu raportu z marszałkami Sejmu i Senatu. Wynika z tego, że ujawnienie nie powinno być bezwarunkowe czy automatyczne. Sam prezydent Kaczyński niewątpliwie zgadza się z tym rozumowaniem, gdyż usunął niektóre fragmenty z ujawnionej wersji raportu - nie może więc zasłaniać się ustawą i twierdzić, że miał obowiązek ujawnić wszystko, łącznie z tym, co ze względu na bezpieczeństwo Polski powinno zostać tajne.
Kto może ponieść odpowiedzialność
Raport Macierewicza został ujawniony postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej z 16 lutego 2007. Postanowienie jest podpisane przez obu braci Kaczyńskich. Podpis Jarosława Kaczyńskiego figuruje tam ze względu na art. 144 Konstytucji, który dla wielu aktów urzędowych prezydenta wymaga podpisu (kontrasygnaty) premiera.
Można rozważyć trzy podstawy odpowiedzialności związane z raportem Macierewicza. Pierwsza z nich, to uchwalenie ustawy z 14 grudnia 2006, która doprowadziła do napisania raportu i do ujawnienia wielu tajemnic państwowych, a tym samym poważnie zaszkodziła bezpieczeństwu Polski. Drugą podstawą odpowiedzialności może być samo napisanie raportu, a trzecią - ujawnienie go przez prezydenta i premiera.
Posłowie, który uchwalili ustawę z 14 grudnia 2006, mogą ponieść tylko odpowiedzialność polityczną, tzn. wyborcy mogą na nich więcej nie głosować. Surowsza odpowiedzialność nie jest możliwa, i to niezależnie od tego, jak bardzo szkodliwa jest ta ustawa. Jest tak, ponieważ posłowie w ogóle nie podlegają odpowiedzialności konstytucyjnej (gwoli ścisłości: posłowie podlegają odpowiedzialności konstytucyjnej, ale wyłącznie za uzyskiwanie korzyści kosztem Skarbu Państwa; można się dziwić, dlaczego akurat ten rodzaj nadużycia został w ten sposób wyróżniony).
Antoni Macierewicz nie może ponieść odpowiedzialności konstytucyjnej, gdyż jako wiceminister w ogóle jej nie podlega. Czy może ponieść odpowiedzialność karną? To nie jest jasne. Z jednej strony Macierewicz sam nic nie ujawnił, a jedynie napisał i przekazał Prezydentowi Rzeczypospolitej raport, który wówczas jeszcze był tajny. Ale z drugiej strony Macierewicz pisał raport wyłącznie po to, aby prezydent go następnie ujawnił. A więc nie tak łatwo będzie mu wybronić się od odpowiedzialności karnej za udział (pomocnictwo) w przestępstwach, które z tym ujawnieniem mogą się wiązać: bezpodstawne ujawnienie tajemnicy państwowej i ewentualnie inne, np. pomówienia, o które już dziś kilka osób Macierewicza publicznie oskarża.
Są więc przesłanki, by postawić Macierewicza przed sądem, ale sprawa taka byłaby prawnie skomplikowana. Nie sposób przewidzieć, jakim wyrokiem może się to skończyć.
Sytuacja prawna jest prostsza w przypadku braci Kaczyńskich: oni, ze względu na sprawowane urzędy, podlegają odpowiedzialności zarówno konstytucyjnej jak i karnej. Podpisali postanowienie o ujawnieniu raportu - a więc, o ile to ujawnienie zostanie uznane za przestępstwo lub pogwałcenie Konstytucji, poniosą za to bezpośrednią odpowiedzialność.
Jak mogą wyglądać procesy
Ewentualny proces Macierewicza może się odbyć przed zwykłym sądem karnym. Oskarżenia o pomówienia mogą być wniesione przez osoby, które czują się poszkodowane. Oskarżenie o pomocnictwo w ujawnieniu tajemnicy państwowej może być wniesione przez prokuraturę. Jest prawdopodobne, że pod władzą obecnego rządu oskarżenie przez prokuraturę będzie utrudnione przez czynniki polityczne, a więc proces Macierewicza zapewne nie rozpocznie się szybko.
Zupełnie inaczej wyglądałby proces braci Kaczyńskich. Tu właściwy jest wyłącznie Trybunał Stanu (odpowiedzialność karna i odpowiedzialność konstytucyjna sądzone są w ten sam sposób). Akt oskarżenia przeciw premierowi (urzędującemu lub byłemu) może być sporządzony przez Sejm, a nie przez prokuraturę. Procedura zaczyna się od wniosku złożonego przez 115 posłów, następnie sprawą zajmuje się komisja sejmowa i ewentualnie prokuratura. O wniesieniu aktu oskarżenia do Trybunału Stanu decyduje Sejm większością 3/5 głosów. Dopiero po uzyskaniu takiej większości Trybunał Stanu zajmuje się sprawą.
Procedura oskarżenia Prezydenta Rzeczypospolitej (urzędującego lub byłego) jest podobna, ale jeszcze trudniejsza do przeprowadzenia: zaczyna się od wniosku 140 posłów i senatorów, a aby wnieść akt oskarżenia do Trybunału Stanu potrzebna jest decyzja Zgromadzenia Narodowego (Sejm i Senat obradujące razem) podjęta większością 2/3 głosów.
Jest oczywiste, że żaden z braci Kaczyńskich nie zostanie postawiony przed Trybunałem Stanu w obecnej kadencji. Czy będzie to możliwe w kadencji następnej? Możliwość zgromadzenia odpowiedniej większości (3/5 posłów w przypadku Jarosława Kaczyńskiego, 2/3 posłów i senatorów w przypadku Lecha) będzie zależała od układu sił w Sejmie i Senacie, ale też od nastawienia opinii publicznej. A to z kolei będzie zależeć od tego, jakie problemy czy skandale wyjdą na światło dzienne w międzyczasie.
Już w tej chwili opinia publiczna zna poważne oskarżenia, według których raport został ocenzurowany z przyczyn politycznych. Znany jest też fakt, że treść raportu była konsultowana między prezydentem a Macierewiczem - co wskazuje na nieczyste motywacje polityczne. Znane są szkodliwe implikacje raportu dla agentów prowadzonych niegdyś przez ppłk Kowalskiego. Znany jest fakt, że Polska ośmieszyła się zmuszając sama siebie przy pomocy raportu do natychmiastowego odwołania czterech ambasadorów.
To już sporo. Do tego mogą dojść inne elementy, które nastawią opinię publiczną przeciwko raportowi. Mogą na przykład zapaść wyroki sądowe stwierdzające, że raport zawiera pomówienia, podobne do tych, które zapadły w sprawie listy Macierewicza z roku 1992. Konkretne szkody wyrządzone polskiemu wywiadowi mogą stać się publicznie znane.
A więc, chociaż oskarżenie braci Kaczyńskich przed Trybunałem Stanu nie jest przesądzone, to stanowi całkiem realną możliwość.
Są wszelkie przesłanki do tego, aby pociągnąć do odpowiedzialności karnej i konstytucyjnej braci Kaczyńskich. Można też rozważyć odpowiedzialność karną Antoniego Macierewicza.
Podstawową przesłanką jest tu oczywiście złamanie prawa - dlatego przedstawiono wyżej argumenty za tym, że ujawnienie raportu było przestępstwem z art. 265 kodeksu karnego i jednocześnie pogwałceniem przez prezydenta art. 126 pkt 2 Konstytucji.
Drugą ważną przesłanką jest to, że ujawniając raport, ludzie władzy wyrządzili Polsce dużą szkodę w celu uzyskania korzyści politycznej, a mianowicie w celu podkreślenia roli PiS jako wielkiego rozbijacza komunistycznego układu w WSI. Ujawnienie raportu Macierewicza miało tylko ten cel polityczny - bo samo oczyszczenie WSI, to oddzielny proces, który nie wymagał publikowania tajemnic państwowych.
Jest też dodatkowy argument na rzecz oskarżenia braci Kaczyńskich: aby odbudować swój wywiad, Polska musi skutecznie przekonać potencjalnych współpracowników, że ujawnienie raportu Macierewicza było wydarzeniem wyjątkowym i że nic podobnego się nie powtórzy. A w tym na pewno pomoże zaangażowanie się Sejmu i Zgromadzenia Narodowego na rzecz oficjalnego uznania, że publikacja raportu była przestępstwem i pogwałceniem Konstytucji.
Zobacz też Pierwsze procesy o raport Macierewicza (video)