Source: http://www.transportoweprawo.pl/2012/angielskie-rozwazania-o-tym-gdzie-pozwac-przewoznikow-sukcesywnych
Timestamp: 2018-06-22 11:13:02
Legal References Found: art. 31
 art. 39
 art. 34
 art. 31
 art. 31
 art. 39
 art. 31
 art. 34
 art. 36
 art. 31

Document Content:
← Prawo transportowe na Facebooku i Google +
Kary umowne za opóźnienie w przewozie drogowym towarów →
Instytucja przewoźników sukcesywnych na gruncie Konwencji CMR znacząco ułatwia osobie poszkodowanej dochodzenia roszczeń z tytułu szkody w przesyłce – umożliwia bowiem jednoczesne pozwanie kilku przewoźników. Nierzadko jednak ci przewoźnicy mają siedziby w różnych krajach, co może zrodzić wątpliwości co do sądu właściwego do rozpoznania sprawy przeciwko kilku pozwanym. Z takim zagadnieniem zmierzył się sąd angielski w niezwykle ciekawym orzeczeniu opisanym na łamach ostatniego numeru European Transport Law.
Stan faktyczny dwóch rozpoznawanych łącznie spraw (opisany przeze mnie w pewnym uproszczeniu) nie odbiegał znacząco od wielu tego typu przypadków. Angielska spółka zawarła umowę przewozu z angielskim przewoźnikiem, w której znalazł się zapis na sąd angielski. Przewoźnik umowny od razu podzlecił kontrakty dwóm holenderskim przewoźnikom, przy czym w tych umowach również znalazły się zapis na sąd angielski. Podczas transportów wykonywanych pomiędzy Szwajcarią a Belgią w jednym przypadku i Węgrami a Danią w drugim przypadku doszło do powstania szkody. Angielska spółka w związku z tym wystąpiła do angielskiego sądu przeciwko przewoźnikom angielskiemu i holenderskim, uznając że byli oni przewoźnikami sukcesywnymi.
Zarzuty przewoźników
Obaj przewoźnicy holenderscy zakwestionowali jurysdykcję sądu angielskiego, stwierdzając, że nie zawierali żadnej umowy z powodem co do jurysdykcji, zaś jurysdykcja sądu angielskiego nie może zostać ustalona w oparciu o art. 31 ust. 1 lit a lub b CMR, gdyż pozwani mają siedziby w Holandii, a zarówno miejsce przyjęcia towaru do przewozu jak i planowane miejsce dostawy znajdowały się poza Anglią.
Powód stwierdził, że skoro przepisy Konwencji (art. 36) dają mu prawo do pozwania kilku przewoźników sukcesywnych, przepisy o jurysdykcji (art. 31) powinny być interpretowane w taki sposób, by umożliwić powodowi dochodzenie roszczeń przeciwko wszystkim przewoźnikom sukcesywnym w jednym kraju, aby uniknąć różnych rozstrzygnięć w jednej sprawie, zwłaszcza że możliwość taka wyrażona jest w przypadku roszczeń regresowych pomiędzy przewoźnikami w art. 39 Konwencji.
Nadto zdaniem powoda skoro przewoźnicy holenderscy przystąpili do umowy przewozu (zgodnie z art. 34), tym samym przystąpili do zapisu na sąd angielski zawartego w umowie pomiędzy powodem a przewoźnikiem głównym.
Dodatkowo skoro pierwotna umowa przewozu została zawarta przez zleceniodawcę przewoźników holenderskich, należy potraktować tego zleceniodawcę jako agenta. Oznaczałoby, że zastosowanie znajdzie art. 31 ust. 1 lit. a CMR stanowiący, iż sprawa może być skierowana do sądu, gdzie mieści się agencja, która zawarła umowę przewozu.
Powód powołał się także na przepisy rozporządzenia nr 44/2001 w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania sprawach cywilnych i handlowych pozwalające na pozwanie kilku współuczestników do sądu właściwego dla jednego z nich.
Argumenty powoda nie znalazły uznania Mr. Justice Cooke’a z High Court of Justice, Queens Bench Division (Commercial Court) rozstrzygającego sprawę. Uznał on, że art. 31 CMR nie daje podstaw do pozwania kilku przewoźników sukcesywnych do jednego sądu, jeśli sąd ten nie jest własciwy w stosunku do wszystkich pozwanych. Prawo takie wynika bowiem wprost z art. 39 CMR w odniesieniu do roszczeń regresowych, a zatem a contrario wobec braku takiego zapisu w art. 31 CMR teoria powoda nie znajduje uzasadnienia.
Sędzia nie podzielił także poglądu, iż skoro umowa przewozu pomiędzy powodem a przewoźnikiem głównym zawierała zapis na sąd angielski przewoźnicy sukcesywni są nią związani. Zwrócił bowiem uwagę, iż w myśl art. 34 CMR przewoźnik sukcesywny przystępuje do umowy na warunkach opisanych w liście przewozowym. W tym wypadku natomiast na liście przewozowym brak było wzmianki o jurysdykcji sądu angielskiego (zresztą w praktyce takie wzmianki prawie nigdy się nie pojawiają).
Podobnie potraktowany został zarzut, iż umowa danego przewoźnika była zawarta przez agenta na terenie Anglii. Z kolei powoływanie się przez powoda na przepisy rozporządzenia nr 44/2001 okazało się nieskuteczne, gdyż sędzia zwrócił uwagę na pierwszeństwo przepisów Konwencji w zakresie jurysdykcji nad normami rozporządzenia.
Sędzia podkreślił zarazem, iż wbrew twierdzeniom powoda nie zachodziło niebezpieczeństwo różnych rozstrzygnięć w sprawach rozpoznawanych przez różne sądy. Powód mógł bowiem skierować sprawę do sądu właściwego dla miejsca przyjęcia ładunku do przewozu lub planowanego miejsca dostawy. Taki sąd jest bowiem właściwy dla wszystkich przewoźników sukcesywnych. To powód zdecydował się na inny sąd i nie powinien obciążać innych konsekwencjami swojego wyboru.
Waga rozstrzygnięcia
Jakie znaczenie może mieć wyrok dla polskiego Czytelnika? Nie da się ukryć, że polskie sądy bardzo rzadko stosują instytucję przewoźników sukcesywnych, więc w postępowaniu przed polskim sądem powoływanie się na omawiany wyrok może nie odnieść żadnego skutku. Trzeba jednak pamiętać, że polscy przewoźnicy też bywają pozywani przed sądy innych krajów, często właśnie jako przewoźnicy sukcesywni. W takim wypadku wspomniane orzeczenie może im pomóc w odrzuceniu pozwu skierowanego do niewłaściwego sądu.
Muszę przyznać, że zgadzam się z rozstrzygnięciem sądu – brak podstaw, by jurysdykcję wobec jednego przewoźnika sukcesywnego rozciągać na wszystkich pozostałych. Moja wysoka ocena omawianego wyroku nie wynika jednak li tylko z trafności (moim zdaniem) rozstrzygnięcia. Uzasadnienie stoi bowiem na bardzo wysokim poziomie, zawiera odniesienia do szeregu orzeczeń zarówno krajowych jak i zagranicznych. Do tego każdy punkt argumentacji stron jest szczegółowo omówiony, a sąd przekonująco wskazuje, dlaczego niektóre argumenty nie znalazły jego uznania. Trudno powstrzymać się przed westchnięciem: gdybyż z takimi uzasadnieniami spotykać się na co dzień…
Bardzo lubię czytać angielskie orzeczenia jeszcze z jednego powodu. W większości z nich widać osobisty charakter wyroku, o czym najlepiej świadczy to, że dany wyrok uważany jest za wyrok sędziego a nie sądu. Również w tym orzeczeniu sędzia wielokrotnie odwoływał się do poglądu innych sędziów zawartych w wyrokach, a nie do samych wyroków. Swój urok ma również nazywanie sędziów Mr. lub Mrs. Justice względnie Lord Justice. W końcu zawsze miło jeśli w wyroku już z nazwy zawarta jest sprawiedliwość 🙂
W tym wypadku dodatkowym smaczkiem jest to, że powoda reprezentowała kancelaria Gateley LLP, w której procesami z zakresu szeroko rozumianego transportu zajmuje się Andrew Messent współautor znakomitego komentarza do Konwencji CMR. Tymczasem pozwani swoją argumentację w tej sprawie oparli w głównej mierze właśnie na tym komentarzu, a Andrew (którego miałem przyjemność poznać przy okazji procesu, w którym występuje po drugiej stronie) tym razem musiał walczyć z własnymi poglądami 🙂
Wyrok High Court of Justice, Queens Bench Division (Commercial Court) z 23.03.2012
Sędzia: Mr. Justice Cooke
Sygn. [2012] EWHC 694 (Comm)
Opublikowany: European Transport Law 2012 nr 4 s. 431 i nast.
Teza: Choć zgodnie z art. 36 CMR właściciel towaru może wnieść pozew jednocześnie przeciwko pierwszemu przewoźnikowi, ostatniemu przewoźnikowi oraz przewoźnikowi odpowiedzialnemu za szkodę, przepis ten nie upoważnia go do złożenia pozwu w jednym sądzie, w sytuacji gdy art. 31 CMR określa wyraźnie sądu, przed które można pozwać poszczególnych pozwanych
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Międzynarodowy przewóz drogowy towarów, Przegląd orzecznictwa i oznaczony tagami jurysdykcja, Konwencja CMR, prawo przewozowe, prawo transportowe, przewoźnicy sukcesywni. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
4 odpowiedzi na „Angielskie rozważania o tym, gdzie pozwać przewoźników sukcesywnych”
25/11/2012 o 13:57
Niestety sądy w Polsce działają bardziej nieprzewidywalnie. Często zdarza się, że sąd np. w Katowicach orzeka całkiem inny wyrok niż w Częstochowie czy Warszawie. Nawet najlepszy prawnik czasem jest bezradny na sposób interpretacji prawa przez nasze sądy.
W takich sytuacjach problem zawsze będą mieli drobni przewoźnicy, których nie stać na kolejne odwołania w sądach wyższej instancji.
Muszę jednak przyznać, że głównym problemem przedsiębiorców jest brak stałej współpracy z prawanikiem, który zamiat wysyłać wszędzie aplikantów, rozmawia z klientem i wspólnie z nim ustala strategię prowadzenia sporów – zarówno sądowych jak i przedsądowych.
25/11/2012 o 18:05
Niestety muszę się w całości zgodzić z tym twierdzeniem. Widać to zwłaszcza w sprawach transportowych, w których sądy nie zawsze mają dostęp do orzecznictwa i komentarzy, zwłaszcza w zakresie Konwencji CMR. Rozstrzał rozstrzygnięć jest wówczas naprawdę spory. Jedyne co w takiej sytuacji można robić to starać się zawsze nastawiać na gorszą interpretację danego przepisu i przygotować się do tego. Oczywiście o ile to jest możliwe. Zgadzam się także, że stały kontakt z prawnikiem pomaga, zwłaszcza jeśli chodzi o opracowanie procedur, które umożliwią uniknięcie olbrzymich nierzadko szkód w przyszłości.
30/11/2012 o 15:39
Dzień Dobry, Panie Pawle a co reguluje do jakiego sądu przewoźnik może pozwać klienta za np. należności, przetrzymanie pojazdu czy jakieś inne dodatkowe koszty ?
05/12/2012 o 01:19
To zależy czego dotyczy sprawa – jeśli przewozu międzynarodowego, reguluje to Konwencja.