Source: https://palmereldritch1984.wordpress.com/tag/zastraszanie-publicystow/
Timestamp: 2019-11-22 08:03:23
Legal References Found: art. 5
 art. 5
 art. 31
 art. 42
 art. 5
 art. 31

Document Content:
zastraszanie publicystów | Myśli Polskiego Nacjonalisty
Styczeń 20, 2013 11 Komentarzy
Dane osobowe publicystów są łakomym kąskiem dla agentur. Pozwalają na użycie sądów do nękania procesami i wyrokami. Nieformalne naciski skutkują zwolnieniami z pracy. Stosowane są zastraszanie, szantaż. Zdekonspirowani muszą milczeć na pewne tematy.
Jest to pierwsza część cyklu tekstów na dość drażliwy temat anonimowości w sieci i metod agentury (wszelkiej) w walce o identyfikację tożsamości przeciwników – między innymi przez podpuszczanie do ujawnienia tożsamości i pomawianie o agenturalność, gdy ktoś świadomy zagrożeń, używa pseudonimu.
1. Jaka jest stawka w grze o utrzymanie anonimowości?
Czytelnikowi może się wydawać, że z panującym obecnie systemem można wojować z otwartą przyłbicą. Wszak sporo „odważnych” osób na zachętę dla naiwnych publikuje na różnych stronach internetowych pod „swoim nazwiskiem” lub autentycznie ujawniając swoją tożsamość. Czytelnika może szokować, że w przestrzeni publicznej funkcjonują „dyżurni antyeskimosi” (zapewne z „licencjami na antyeskimosizm”), zajmujący się typowo rasistowskim opluwaniem „Eskimosów” (Leszek Bubel) – i włos im z głowy nie spada. Naiwnym, którzy uwierzą w wolność słowa, o ile zaczną głosić autentycznie niebezpieczne – bo prawdziwe – diagnozy, mogą niestety grozić bardzo poważne kłopoty. Osoby z dorobkiem naukowym publikujące obiektywną prawdę historyczną są natychmiast niszczone:
Sejmowe przemówienie, Poseł Zofia Krasicka-Domka:(…) Najhaniebniejszym przykładem tego typu ataków była oszczercza kampania przeciwko Andrzejowi Leszkowi Szcześniakowi, wyreżyserowana na łamach Michnikowej ˝Gazety Wyborczej˝. Nagonkę rozpoczęto ogromnym atakiem prasowym dziennikarek ˝Gazety Wyborczej˝: Bikont i Kruczkowskiej, w numerze z 67 marca 1999 r. Dziennikarki postanowiły za wszelką cenę skompromitować tak bardzo popularne ku zgrozie kosmopolitów podręczniki L. Szcześniaka i zaatakowały go w najbardziej brutalny sposób jako rzekomego polskiego nacjonalistę i antysemitę. Po tym ataku ˝Gazety Wyborczej˝ błyskawicznie w sukurs doktorowi Szcześniakowi pospieszył prof. Jerzy Robert Nowak, publikując obalający argumenty oszczerców tekst ˝Spory o historię i współczesność˝. Redakcja ˝Gazety Wyborczej˝ nie zdobyła się na przeproszenie dr. Szcześniaka za kompromitującą wpadkę swych autorek. Co więcej, wspomniana gazeta kontynuowała nagonkę na doktora Szcześniaka. Wystąpiono z listem żądającym całkowicie usunięcia jego podręczników. Niszcząc podstawy egzystencji doktora Szcześniaka, wówczas już 47 lat pracującego w zawodzie historyka, umożliwiono by zarazem likwidację konkurencji wspaniałych, patriotycznych podręczników wobec podręczników fałszujących historię, choćby sławetnego podręcznika profesora Garlickiego, którego kłamstwa o historii stały się później tematem mojej interpelacji poselskiej skierowanej do ministra edukacji narodowej.
Doktor Szcześniak niestrudzenie podejmował kolejne tematy tabu, walcząc o prawdę i doświadczając nowych haniebnych napaści na swą twórczość m.in. na łamach postkomunistycznego ˝Wprost˝ i ˝Rzeczpospolitej˝. Szczególnie haniebnym przejawem tych napaści była dokonana w zeszłym roku konfiskata książki Szcześniaka na Dworcu Centralnym w Warszawie przez jakiegoś komisarza policji pod zarzutem rzekomego antysemityzmu. Był to ordynarny fałsz, bo książka doktora Szcześniaka była prawdziwie rzetelnym dziełem obiektywnego historyka, opartym na sprawdzonych, wielekroć potwierdzonych źródłach naukowych. Sprawa ta była tematem kolejnej mojej interpelacji skierowanej do ministra sprawiedliwości. Już kończę, panie marszałku.
Źródło: Przemówienie Poseł Zofia Krasicka-Domka na temat ksiażki JUDEOPOLONIA – Andrzeja Leszka Szcześniaka; Patrz też prof. Jerzy Robert Nowak, „Historyk niepokorny. Wspomnienie o śp. dr Andrzeju Leszku Szcześniaku”, sekcja „Ataki Gazety Wyborczej”, Nasz Dziennik, 21.03.2003
Sprawa dr. A. L. Szcześniaka oczywiście nie jest czymś wyjątkowym. Szykany dotykają dziesiątków osób. Inteligentnych, wykształconych, z autorytetem wynikającym z ich wiedzy i dorobku – naukowego bądź publicystycznego:
Osoby, które propagowały poglądy o wiele mniej radykalne (…), które doświadczyły w III RP szykan:
Grzegorz Wysok (nękany kawkowskim procesem zainicjowanym donosami Gazety Wyborczej).
Takich osób jest o wiele więcej w III RP. Dodajmy jeszcze pewien tekst, który pokazuje, co się dzieje z przeciwnikami „Eskimosów”, których zdołali namierzyć: Dariusz Ratajczak, „Jak trudno być kłamcą” (z pewnych względów tekst proroczy, o ile ktoś jest sceptyczny w kwestii okoliczności śmierci autora dziennika – gorąco polecam lekturę).
W świetle powyższych historii widać, że osoba, która domaga się ujawnienia personaliów od kogokolwiek głoszącego poglądy zbliżone do tych głoszonych przez (…) ma nieszczere zamiary. Chce sprowadzić na głoszącego odwet aktualnych okupantów Polski i uniemożliwić dalsze uświadamianie Polaków.
Źródło: “Katoliccy” architekci Judeopolonii – czyli: antypolska działalność agenturalna oraz zdemaskowanie operacji planowego “zatruwania studni”
Czym może się skończyć ujawnienie personaliów osoby uznanej za niewygodną? Oczywiście – obok szykan w zakładzie pracy, nękania procesami sądowymi także „niespodziankami” wybiegającymi poza działania „państwa prawa”: dewastacją mienia, pobiciami przez „nieznanych sprawców” jej i członków jej rodziny. Polskę możemy uznać pod tym względem za swoistą „dżunglę” (wystarczy przypomnieć sobie liczne „samobójstwa”). Ale oto, co ustalił (niestety proroczo dla siebie) Dariusz Ratajczak o losach głosicieli niewygodnych poglądów w krajach „demokracji zachodnich”:
Ten dokument hańby końca XX wieku – doprawdy „piękne” uzupełnienie praktyk komunizmu, hitleryzmu i faszyzmu – czeka na odważnego autora. Najlepiej z jakiegoś Komitetu Helsińskiego… bo – czcigodni obrońcy Żydów, Cyganów, dzieci i molestowanych seksualnie kobiet – to nie rewizjoniści biją, to oni są bici.
To nie Francois Duprat, jeden z pierwszych francuskich rewizjonistów Holocaustu, podkładał bomby. To jemu podłożono ładunek wybuchowy pod samochód. W następstwie zginął on, a jego żona została poważnie ranna. To nie David Irving szalał z młotem w ręku po ulicach Londynu. To jemu politycznie poprawny drań wywrócił do góry nogami mieszkanie, a inny pobił w restauracji. To nie Ernst Zuendel – cokolwiek by o nim nie powiedzieć – zabawiał się w bombiarza. To jemu fachowo wysadzono w roku 1995 w powietrze dom w Toronto. To nie członkowie Institute for Historical Review z Kaliforni nawoływali do gwałtu. To im w roku 1984 zafundowano wybuch, ofiarą którego padł budynek Instytutu oraz magazyn książek. To nie Robert Faurisson w towarzystwie psa pobił w parku bandę opryszków. To oni skatowali ciężkimi buciorami nobliwego profesora, deformując mu twarz. To nie Michel Cagnet, student Sorbony i rewizjonistyczny badacz-amator, zaczaił się na żydowskie komando z butelką kwasu solnego w kieszeni. To jemu spalono twarz. To nie rewizjoniści Holocaustu anulują uczonym uczciwie uzyskane tytuły doktorskie. To oni są ich pozbawiani. To nie oni wyrzucają niepokornych z wyższych uczelni i z gimnazjów. Sami są wyrzucani. To nie, to nie, to nie…
Źródło: Dariusz Ratajczak, Jak trudno być kłamcą
Teraz nie ma już, jak sądzę, wątpliwości co do tego jaka jest stawka.
2. Andrzej Szubert czyli nękanie procesami, szantaż i groźby karalne
Ataki nie są zarezerwowane dla osób świata nauki bądź działaczy społecznych, takich jak G. Wysok. Także „zwykli” internetowi publicyści podlegają „obróbce”. Jedną z ostatnich ofiar systemu, niszczoną metodą procesów sądowych (monitor-polski.pl: Sprawa Szuberta – sądy kapturowe coraz bliżej) jest publicysta Andrzej Szubert, który naiwnie wierzył w „wolność słowa” i wypowiadał się, nie ukrywając swojej tożsamości na licznych blogach, spośród których starszym czytelnikom powinny być dobrze znane choćby „vademecum poliszynela” i „krasnoludki z pejsami”. Tematyka blogów była (jak na warunki polskiej rzeczywistości poprawnopolitycznej, bo nie – według standardów wyznaczanych nie przez przez ruchy skinowskie i neohitherowskie, tylko legalnie wydawaną w III RP („koncesjonowaną”) gazetę L. Bubla) odważna. Szubert nie bawił się w hucpiarski „antyeskimosizm”, pisał o faktach.
Mimo, że nie podzielam znacznej części poglądów głoszonych przez pana Andrzeja Szuberta oraz uznaję sposób ich formułowania za niekiedy pozostawiający wiele do życzenia, opisuję jego problemy ku przestrodze innych publicystów oraz ze względu na potrzebę zwrócenia uwagi opinii publicznej na samowolę sądów i lekceważenie przez nie polskiego prawa, byle tylko uczynić zadość żądaniom oskarżycieli zatrudnionych przez Gazetę Wyborczą i różne „grupy nacisku”. Nie pierwszy to przypadek, kiedy osoba głosząca niewygodne dla „grup nacisku” poglądy jest prześladowana i nękana za pomocą instytucji państwa polskiego. Przypominam Czytelnikom, że Dariusz Ratajczak, zanim został zamordowany – przez „nieznanych sprawców” został (przy pomocy nagonki zmontowanej przez „środowiska Gazety Wyborczej”) pozbawiony pracy, prawa wykonywania zawodu – a w efekcie zniszczony jako twórca, badacz i publicysta – i skutecznie uciszony. Niezależnie więc czy zgadzamy się z całokształtem poglądów tej bądź innej osoby prześladowanej przez GW (bądź „grupy nacisku”), mamy moralny obowiązek udzielenia jej wsparcia – ataki „środowisk GW” mogą być dla Polaków swoistym „certyfikatem propolskości” działań osoby, w którą są wymierzone.
Publicystyka Andrzeja Szuberta okazała się na tyle popularna i otwierająca Polakom oczy, że postanowiono zamknąć mu usta, atakując jego najbliższych:
W dniu 11 kwietnia [2011 r.], podczas mojej nieobecności w mieszkaniu zadzwonił do nas na telefon domowy nieznany osobnik. Mówił po polsku. Numer jego telefonu był utajniony i nie wyświetlił się na displayu. Telefon odebrała żona. Po upewnieniu się z kim rozmawia bandzior ten nawiązał do mojej publicystyki, po czym ostrzegł żonę, aby przypomniała mi, że mamy “fajne dzieci”, i że jeśli nie zaprzestanę pisania, to może coś złego im się przydarzyć. Zwłaszcza naszej – jak bandzior to podkreślił, “sympatycznej córce”. Bandzior ostrzegł też żonę, aby o tej rozmowie nigdy nikomu poza mną nie wspominała. W tym momencie moja żona pod wpływem szoku wyłączyła telefon. Czegoś takiego się nie spodziewała. Nadal będąc w szoku wykasowała wszystko, co było na “Vademecum Poliszynela”. Zaznaczam, że z prowadzeniem mojego blogu czy z moją publicystyką moja żona nie miała nic wspólnego. Znała jedynie “na wszelki wypadek” kod wejściowy.
Otrzymaliśmy wysłany na nazwisko żony list z Polski, w którym umieszczona była składana kartka z życzeniami urodzinowymi (żona moja ma za parę dni urodziny). Jak na zamieszczonych skanach poniżej widać (adres nadawcy i nasz adres domowy zakryłem) koperta wraz z kartką urodzinową została gdzieś “po drodze” w bezceremonialny sposób celowo i świadomie przedarta na dwie część. Następnie sprawca rozerwane części z jednej strony koperty skleił niedbale bezbarwnym przylepcem i puścił list dalej. Poczta niemiecka umieściła uszkodzoną przesyłkę w widocznym na skanie woreczku foliowym i w takim stanie list dotarł do nas.
http://piotrbein.files.wordpress.com/2011/04/list1.jpg?w=600&h=433
http://piotrbein.files.wordpress.com/2011/04/list2.jpg?w=600&h=402
http://piotrbein.files.wordpress.com/2011/04/list3.jpg?w=600&h=750
Gdyby nie telefon z pogróżkami 9 dni wcześniej, sprawę rozerwanego listu mógłbym zignorować i zakwalifikować ją jako czyjąś złośliwość.
Źródło: Oświadczenie Andrzeja Szuberta lub http://www.monitor-polski.pl/andrzej-szubert-sypie/
Sprawa była znana, odbiła się szerokim echem w „trzecim obiegu” (na niszowych blogach narodowo -patriotycznych). Andrzej Szubert wycofał się na jakiś czas z publicystyki, ale w końcu do niej powrócił. Wkrótce zaczęło się też nękanie procesami (Czy Andrzej Szubert stanie przed sądem kapturowym?), które trwa po dziś dzień. Procedura „obróbki” A. Szuberta przebiega z naruszeniem polskiego prawa:
45-368 Opole, ul. Ozimska 60 A
Sygnatura akt: VII K 84*/**
W dniu 10 września br. otrzymałem pocztą list polecony za zwrotnym potwierdzeniem odbioru o następującej treści:
Sąd Rejonowy w Opolu VII Wydział Karny wzywa Pana do stawiennictwa w charakterze oskarżonego na posiedzenie, które odbędzie się dnia 08/10/2012r. o godz. 12:30 w tutejszym Sądzie ul Ozimska 60a w Sali 26 w sprawie oskarżonego Andrzeja Szuberta
Ewa S****
Powyższe wezwanie to przykład lekceważenia przepisów i procedur oraz arogancja Sądu w stosunku do strony procesowej czyli do mnie. Po otrzymaniu tego wezwania poczułem się jak bohater „Procesu” Kafki: jestem oskarżony, mam stawić się w sądzie jako oskarżony, a Sąd nawet nie raczył powiadomić mnie, kto, o co i z jakiego paragrafu mnie oskarża.
Źródło: monitor-polski.pl: Czy Andrzej Szubert stanie przed sądem kapturowym?, ukrycie sygnatury akt i nzwiska sekretarz: p.e.1984; w cytowanym dokumencie występowały i są do wglądu
Ministerstwo Sprawiedliwości […]
na postanowienie Sądu Okręgowego w Opolu VII Wydział Karno-Odwoławczy i na postępowanie Sądu Rejonowego w Opolu VII Wydział Karny.
10 września 2012 roku otrzymałem wezwanie do stawienia się 8 października 2012 w sądzie w Opolu na posiedzenie w charakterze oskarżonego – w sprawie oskarżonego Andrzeja Szuberta – czyli mojej.
W sierpniu 2012 roku otrzymałem z Sądu Rejonowego w Opolu zawiadomienie, że 30 sierpnia “odbędzie się posiedzenie w przedmiocie właściwości sądu (…) w sprawie oskarżonego Andrzeja Szuberta” – czyli w mojej sprawie. W zawiadomieniu nie było żadnych szczegółów, o co, przez kogo i z jakiego paragrafu jestem oskarżony (załącznik: “zawiadomienie”). Nie otrzymałem też aktu oskarżenia.
– wniosek o wyłączenie sędziów
– wniosek o dostarczenie mi aktu oskarżenia.
Nadmieniam w tym miejscu, że do dnia posiedzenia sądu nadal nie otrzymałem z sądu aktu oskarżenia – pomimo iż w zażaleniu z 14 września 2012 poinformowałem Sąd Rejonowy o tym fakcie.
W posiedzeniu sądu 8 października 2012 nie uczestniczyłem. Nie uczestniczyli też – nie stawili się bez usprawiedliwienia – oskarżyciel prywatny i jego przedstawiciel prawny.
Pomimo wniosku o wyłączenie sędziego prowadzącego sprawę SSR Marzena Drozdowska podjęła decyzję procesową orzekając postanowienie o przekazaniu sprawy do rozpoznania przez Sąd Rejonowy w Kluczborku.
Dodatkowo postanowienie o przekazaniu sprawy do rozpoznania Sądowi Rejonowemu w Kluczboku podjęła SSR Marzena Drozdowska pod wpływem rozmowy telefonicznej przeprowadzonej w dniu posiedzenia sądu, 8 października (prawdopodobnie podczas przerwy w posiedzeniu) z przedstawicielem prawnym oskarżyciela prywatnego.
Na orzeczone postanowienie złożyłem zażalenie.
Czyn zarzcany mi aktem oskarżenia “popełniłem” w Niemczech, w Pforzheimie i z tego powodu nie podlega on pod polską jurysdykcję. Stanowi o tym art. 5. k.k.
Dnia 8 stycznia 2013 otrzymałem postanowienie Sądu Okręgowego w Opolu w VII Wydziale Karno-Odwoławczym pod przewodnictwem SSO Artura Grabowskiego. Postanowienie to odrzuca moje zażalenie z dnia 22 października 2012 złożone na postanowienie Sądu Rejonowego z dnia 8 października 2012.
– Sąd Okręgowy stwierdził ponadto, że “Brak jest podstaw do uwzględnienia zażalenia złożonego przez oskarżonego Andrzeja Szuberta”. Tym samym Sąd Okręgowy uznaje, iż artykuł 5. k.k.
a na które powołałem się w zażaleniu, są dla Sądu Okręgowego nieistotne i że może je ignorować. Nie podając przy tym, na podstawie jakich przepisów i paragrafów uznał art. 5. k.k. i art. 31. § 1. k.p.k. za bezpodstawne w toczącym się procesie. Większą natomiast wagę Sąd Okręgowy przywiązuje do informacji uzyskanej telefonicznie w dniu posiedzenia sądu – 8 października 2012 – prawdopodobnie podczas zarządzonej przez SSR Marzenę Drozdowską przerwy w posiedzeniu sądu.
“Logika” Sądu Okręgowego prowadzi przy tym do stwierdzenia, że gdyby Rafał Gleich internetowe treści o które jestem oskarżany przeczytał np. w Pekinie, Sąd Okręgowy uznałby sąd w Pekinie, w Chinach za sąd właściwy.
Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem z Sądu Rejonowego odpowiedzi na doręczone sądowi sprostowanie do protokołu posiedzenia z dnia 8 października 2012.
Protokół z dnia 8 października (załącznik: “protokół z 8 października”) nie odpowiada rzeczywistemu przebiegowi posiedzenia sądu. SSR Marzena Drozdowska podczas posiedzenia sądu nie odczytała ani “notatki służbowej”, ani “wniosku o wyłączenie sędziów”. Wiem to z relacji widzów obserwujących posiedzenie sądu. http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=669
Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem też z Sądu Rejonowego w Opolu załączników do uzasadnienia aktu oskarżenia – choć pisemnie o to się upominałem.
Postanowienie Sądu Okręgowego z 20 grudnia 2012 akceptuje i utrzymuje w mocy postanowienie SSR Marzeny Drozdowskiej, mimo iż podjęła je ona naruszając art. 42. § 3 k.p.k.
Postanowienie Sądu Okręgowego lekceważy i narusza art. 5. k.k. i art. 31. § 1. k.p.k.
utrudnianie mi prawa do obrony (zwlekanie z dostarczeniem mi aktu oskarżenia, niedostarczenie mi do dzisiaj załączników aktu oskarżenia),
wydanie postanowienia pomimo wniosku o wyłączenie sędziego mającego prowadzić posiedzenie,
nieodroczenie posiedzenia ze względu na niedostarczenie mi do dnia posiedzenia aktu oskarżenia,
stronniczość – sąd telefonicznie kontaktuje się w dniu posiedzenia jedynie ze stroną oskarżyciela, czym narusza zasadę Audi alteram partem.
nieodpowiadanie na moje skargi, zażalenia i sprostowania,
sporządzanie protokołów posiedzeń sądu niezgodnych z rzeczywistam przebiegiem tychże posiedzeń.
Źródło: monitor-polski.pl: Sprawa Szuberta – sądy kapturowe coraz bliżej
Jak widać nie tylko z Bogdanem Goczyńskim sądy robią co im się żywnie podoba, z ewidentnym naruszaniem polskiego prawa (patrz także osobiste doświadczenia administratora strony monitor polski). Trudno orzec, jak sprawa A. Szuberta się skończy, można mu jednak pomóc. Zachęcam wszystkich, niezależnie od tego, czy im odpowiada publicystyka A. Szuberta czy nie – do spopularyzowania problemu. Być może ktoś rozważający ujawnienie tożsamości, podpuszczany tą czy inną metodą bądź pomawiany o agenturalność z powodu nieujawniania swoich personaliów zastanowi się nad tym po raz drugi – dla dobra własnego, własnej rodziny – ale także dla pożytku publicznego, bo zamiast tracić czas po sądach – będzie mógł służyć narodowi polskiemu. Zamiast ograniczać spektrum poruszanych tematów, autocenzurując się w obawie przed szykanami – będzie bez obaw pisał prawdę. I nie chodzi tu o to, by milczeć pod swoim nazwiskiem. Chodzi o to, by pod swoim nazwiskiem nie głosić poglądów które w chwili obecnej pozwalają łotrom gnoić patriotów w ramach obowiązującego bezprawia.
Oczywiście ten tekst nie wyczerpuje zagadnienia systemu niszczenia i zastraszania publicystów w III RP. Wkrótce kolejne odcinki …
Filed under agentura w sieci, polityka, przeczytaj koniecznie, Wszystkie tematy Tagged with Andrzej Szubert, Dariusz Ratajczak, nękanie publicystów, szykanowanie publicystów, sądowe bezprawie, zastraszanie publicystów