Source: http://girzynski.blog.onet.pl/2010/10/
Timestamp: 2017-08-20 00:13:05
Legal References Found: art. 65
 art. 65
 art. 65
 art. 61
 art. 149
 art. 61
 art. 65
 art. 65
 art. 65
 art. 65
 art. 65

Document Content:
Październik, 2010 | Blog Zbigniewa Girzyńskiego
Opublikowano 25 października 2010 Autor: Zbigniew Girzyński
Pan Niesiołowski dostał ochronę BOR ponieważ ktoś w internecie groził śmiercią jemu i innym politykom PO. Ustalono, że wpisu, który zaniepokoił policję i BOR, dokonano z komputera radnego PO. Radny twierdzi, że nie ma z tym nic wspólnego i że zrobił to jego ojciec. Mam dwa pytania:
Kto wierzy temu radnemu?
Kto wierzy, że ojciec radnego (podobno autor wpisu) odpowie karnie, że formułowanie gróźb karalnych?
Swego czasu PO szła do wyborów pod hasłem Pełna Odpowiedzialność. Wydaje mi się, że będziemy mieli pełną bezkarność dla wybranych, za to hipokryzją karmieni są wszyscy.
Swego czasu PO szła do wyborów pod hasłem Pełna Odpowiedzialność. Wydaje mi się, że będziemy mieli pełna bezkarność dla wybranych, za to hipokryzja karmieni są wszyscy.
Opublikowano 22 października 2010 Autor: Zbigniew Girzyński
do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie działań służb podległych MSWiA w sprawie licznych napadów i aktów agresji wobec duchowieństwa w diecezji płockiej
Duchowieństwo i wierni diecezji płockiej od kilku tygodni są poruszeni licznymi aktami agresji i rabunkami, których ofiarami padają tamtejsi księża. W kilku ostatnich latach w diecezji płockiej nie doszło do żadnego napadu i włamania na tamtejsze plebanie. Tymczasem w nocy z 5 na 6 września miało miejsce włamanie i kradzież w Rogotwórsku koło Drobina, a wkrótce potem w Syberii koło Żuromina. W kilka dni później również w okolicach Żuromina, w Lubowidzu, dokonano napadu rabunkowego, podczas którego proboszcz został dotkliwie pobity.
Zaniepokojone tym władze kościelne wydały komunikat na stronach internetowych diecezji płockiej z 23. września 2010 r. Jednocześnie Kuria Diecezjalna Płocka podczas Konferencji Księży Dziekanów skierowała do duchownych apel, aby zwiększyć czujność i zwracać większą uwagę na sprawy związane z bezpieczeństwem na plebaniach i w kościołach. Dziekani z podobną prośbą mają zwrócić się do wiernych, aby informowali księży o wszelkich niepokojących sygnałach czy obecności niepowołanych osób w sąsiedztwie budynków kościelnych.
Ponadto biskup płocki Piotr Libera wystosował list do inspektora Ryszarda Szkotnickiego, komendanta wojewódzkiego Policji na Mazowszu, z prośbą o pomoc w tej niepokojącej sprawie oraz większą czujność policjantów wokół obiektów kościelnych.
Niestety mimo tych przedsięwzięć akty agresji i kradzieże nie ustały. W ostatnim czasie doszło do kolejnych napadów, a mianowicie do włamania i kradzieży w parafiach: Mochowo w dekanacie tłuchowskim i Słupia w dekanacie bielskim, oraz do napadu i agresji fizycznej wobec księdza proboszcza na plebanii w Rębowie w dekanacie wyszogrodzkim
W ten sposób na spokojnym raczej przez lata terenie diecezji płockiej doszło na przestrzeni zaledwie ostatnich kilku tygodni do 6 włamań na plebanie, w tym w dwóch przypadkach kradzieżom towarzyszyły akty przemocy wobec mieszkających tam księży.
1. Jakie działania zostały podjęte prze Policję Państwową, aby wyjaśnić okoliczności i wykryć sprawców napadów i rabunków na duchownych w diecezji płockiej i jakie przyniosły one do tej pory rezultaty?
2. Jakie działania zamierza podjąć Pan Minister i podległe Panu służby, aby ukrócić tak liczne akty przemocy wobec księży w diecezji płockiej?
3. Czy biorąc pod uwagę skalę opisanego zjawiska podległe Panu Ministrowi służby porządkowe podejmą działania prewencyjne, które będą chroniły bezpieczeństwo osób narażonych w ostatnim czasie na liczne akty przemocy?
4. Czy także w innych diecezjach MSWiA odnotowało wzrost napadów i aktów agresji wobec duchowieństwa? Ile włamań i napadów na plebanie w skali kraju odnotowała Policja w poszczególnych miesiącach 2010 r.?
Podobnej treści interpelację skierowałem także do Ministra Sprawiedliwości (pytając między innymi o to czy resort dokona oceny wzrostu nastrojów antyklerykalnych i ich wpływu na narastające akty agresji wobec duchowieństwa?). Stosowne pisma wysłałem także do Komendanta Wojewódzkiego Polski na Mazowszu i w Województwie Kujawsko – Pomorskim (częściowo na jego terenie znajduje się diecezja płocka).
Opublikowano 21 października 2010 Autor: Zbigniew Girzyński
w sprawie projektu uchylenia art. 65 ust. 3 przepisów przejściowych ustawy z dnia 23 stycznia 2009 r. o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury.
W dniu 5 października 2010 r. pod obrady Rady Ministrów został skierowany projekt ustawy o zmianie ustawy z dnia 23 stycznia 2009 r. o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, który między innymi zakładał usunięcie art. 65 ust. 3 – przepisu przejściowego, regulującego sytuację osób, które ukończyły aplikacje sądową na dotychczasowych zasadach i uzyskały zatrudnienie w charakterze referendarzy sądowych lub asystentów sędziów wobec niemożności zatrudnienia w charakterze asesorów sądowych na skutek orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego o niekonstytucyjności instytucji asesury sądowej (wyrok TK z dnia 24 października 2007 r., sygnatura SK 7/06).
Zgodnie z rządowym projektem zmiany ustawy z dnia 23 stycznia 2009 r. o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury z przepisów przejściowych ustawy z dnia 23 stycznia 2009 r. o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury usunięty miał zostać art. 65 ust. 3.
Zgodnie z treścią tego przepisu „Na stanowisko sędziego sądu rejonowego może być powołana osoba, która spełnia wymagania określone w art. 61 § 1 pkt 1-5 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, ukończyła aplikację sądową i złożyła egzamin sędziowski na podstawie przepisów obowiązujących do dnia wejścia w życie niniejszej ustawy, a po złożeniu tego egzaminu była zatrudniona na stanowisku:
4. Na stanowisko sędziego sądu rejonowego może być powołana osoba, która nie ukończyła aplikacji sądowej lub prokuratorskiej albo aplikacji określonej w art. 149 § 1 pkt 5 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, jeżeli spełnia wymagania określone w art. 61 § 1 pkt 1-6 tej ustawy i była zatrudniona na stanowisku:
6. W przypadku wykonywania pracy w niepełnym wymiarze czasu pracy okres, o którym mowa w ust. 3-5, wydłuża się proporcjonalnie.”
Usunięcie ww. przepisu wywołałoby w praktyce skutek niejako „unieważnienia” egzaminów sędziowskich oraz pozbawienie uprawnienia do ubiegania się o urząd sędziego dużej rzeszy osób, które wcześniej uzyskały wysokie kwalifikacje na państwowej aplikacji oraz na mocy ustaw – Prawo o ustroju sądów powszechnych i ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury uprawnienie do stawania w konkursie o wolne stanowiska sędziowskie.
W ocenie osób, które ukończyły aplikację sądową i zdały egzamin sędziowski działania rządu – mają na celu zróżnicowanie sytuacji prawnej aplikantów, którzy ukończyli aplikacje sędziowskie na dotychczasowych zasadach oraz aplikantów, którzy przyszłości (za cztery lata) ukończą Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury.
Próby te prowadzą do obniżenia rangi zawodu referendarza sądowego oraz do destabilizacji wymiaru sprawiedliwości.
Za niekonstytucyjne należy uznać zarówno usunięcie przepisu art. 65 ust. 3 ustawy z dnia 23 stycznia 2009 r. o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury jak i wydłużenie do 6 lat wymaganego stażu pracy na stanowisku asystenta sędziego i referendarza sądowego.
Szybka reakcja środowiska referendarzy i asystentów sędziego na proponowaną zmianę (która nie była wcześniej ujęta w projekcie zmian i została do niego wprowadzona na krótko przed skierowaniem projektu pod obrady Rady Ministrów, jak również nie była konsultowana z zainteresowanymi środowiskami) spowodowała, iż Ministerstwo Sprawiedliwości wydało komunikat, w którym poinformowało, iż przepis art. 65 ust. 3 ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury był „regulacją przejściową”, której celem było uregulowanie dopływu kandydatów na stanowiska sędziowskie po zniesieniu instytucji asesury poprzez „obniżenie dotychczasowych standardów wymagań”, zaś „utrzymywanie regulacji przejściowej straciło uzasadnienie i obecnie – w interesie wymiaru sprawiedliwości - niezbędny staje się powrót do takich samych standardów w zakresie wymaganej praktyki zawodowej dla wszystkich ubiegających się o urząd sędziego referendarzy sądowych i asystentów sędziów”.
W komunikacie Ministerstwo Sprawiedliwości wywodzi, iż zamiarem Ministerstwa nie było pozbawienie osób, które zdały egzamin sędziowski według starych zasad tj. przed Komisjami powołanymi przy Sądach Apelacyjnych przez Ministra Sprawiedliwości, prawa ubiegania się o urząd sędziego lecz wydłużenie wymaganego okresu stażu na stanowisku asystenta sędziego i referendarza sądowego.
Jednakże stosowna zmiana (wydłużenie okresów wymaganego stażu) ma zostać dopiero zaproponowana. Na razie Ministerstwo Sprawiedliwości opracowało projekt, w którym usuwa się przepis (art. 65 ust. 3) uprawniający do ubiegania się o stanowisko sędziego osoby po zdanym egzaminie sędziowskim wykonujące przez dwa lata zawód asystenta sędziego lub referendarza sądowego. Gdyby wprowadzenie tego zapisu było rzeczywistą wolą rządu to zapis taki zostałby wprowadzony do projektu ustawy już w chwili obecnej.
Taki sposób nowelizowania ustawy z dnia 23 stycznia 2009 r. o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury może wskazywać, iż rzeczywistą wolą Ministerstwa Sprawiedliwości było pozbawienie rzeszy bardzo dobrze wyszkolonych prawników prawa ubiegania się o urząd sędziego i pozbawienie konkurencji osób, które po zdaniu egzaminu sędziowskiego w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury będą ubiegały się o stanowisko sędziego.
Zdecydowany sprzeciw, osób które zdały egzamin sędziowski budzi usunięcie ww. przepisu jak i wydłużenie do 6 lat wymaganego stażu pracy na stanowisku asystenta sędziego i referendarza sądowego.
Nadmienić należy, iż także wydłużenie wymaganego stażu pracy na stanowisku asystenta sędziego i referendarza sądowego jedynie w stosunku do osób po „starej aplikacji sądowej” (wobec aplikantów Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury nadal wymagany okres stażu pracy na stanowisku asystenta sędziego i referendarza sądowego wynosiłby 24 miesiące) należy uznać za niezgodne z konstytucją. Taka regulacja w sposób nieuzasadniony różnicuje osoby po „starej aplikacji sądowej” i aplikantów Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Właśnie takie było uzasadnienie skrócenia w 2008 roku wobec osób „po starej aplikacji sądowej” wymaganego stażu pracy na stanowisku asystenta sędziego i referendarza sądowego. Obecnie Ministerstwo Sprawiedliwości zamiar wydłużenia wymaganego stażu pracy uzasadnia tym, iż przepis skracający ten czas był regulacją przejściową, która miała obowiązywać jedynie przez krótki czas. Sformułowanie „regulacja przejściowa” wskazuje na potraktowanie przepisu przejściowego jak przepisu czasowego, epizodycznego. Przepis przejściowy oraz przepis epizodyczny, czasowy nie są pojęciami tożsamymi.
Przepisy przejściowe – a takim niewątpliwie jest przepis art. 65 ust. 3 przywołanej ustawy - normują wpływ nowego prawa na stosunki powstałe pod działaniem prawa dotychczasowego i obowiązują tak długo jak istnieje przynajmniej jeden stan prawny powstały pod rządem obowiązywania dotychczasowych przepisów. Natomiast przepis czasowy to przepis, którego moc obowiązująca jest przewidziana na konkretny okres czasu. Wobec faktu, iż w przepisie art. 65 ust. 3 nie zakreślono terminu, do którego przepis będzie miał moc obowiązująca należy uznać, iż nie był to przepis czasowy.
Już w toku prac legislacyjnych nad uchwalaniem przepisu art. 65 ust. 3 wskazywano, iż nie można różnicować sytuacji prawnej osób, które ukończyły aplikację sędziowską na dotychczasowych zasadach oraz osób, które ukończą Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury.
Poważne wątpliwości środowiska asystentów sędziego i referendarzy budzi także zmiana ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych (tekst jedn. Dz. U. 2001, Nr 98, poz. 1070 z późn. zm.) polegająca na przekazaniu prezesom sądów apelacyjnych kompetencji mianowania na stanowisko referendarza sądowego oraz rozwiązywania z referendarzem stosunku pracy. Obecnie obowiązująca regulacja (art. 150 § 3 usp), przyznająca tę kompetencję Ministrowi Sprawiedliwości, w większym stopniu koresponduje z zasadą niezależności orzeczniczej referendarza sądowego w wykonywaniu powierzonych mu zadań z zakresu ochrony prawnej. Pozwala również na utrzymanie wysokiej rangi stanowiska, którego piastowanie jest aktualnie (po stwierdzeniu niekonstytucyjności stanowiska asesora sądowego) jedną z podstawowych dróg dojścia do uzyskania stanowiska sędziego.
1. Czy, wobec przytoczonych powyżej argumentów, Ministerstwo zamierza uprzywilejować aplikantów Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury względem osób, które zdały egzamin sędziowski przed Komisjami powoływanymi przy sądach apelacyjnych przez Ministra Sprawiedliwości?
2. Czy Ministerstwo zamierza rozwiązać problem braku chętnych na stanowiska asystentów sędziego pozbawiając prawa ubieganie się o stanowisko sędziego osób, które ukończyły „starą aplikację sądową”?
Opublikowano 9 października 2010 Autor: Zbigniew Girzyński
Minęło 10 lat funkcjonowania Instytutu Pamięci Narodowej. Rocznica ta stała się okazją do dokonania podsumowania działalności Instytutu. W paru wypowiedziach, zwłaszcza działaczy SLD, jak zawsze słyszałem gromy rzucana na IPN. Trochę się już do tego na przestrzeni ostatnich lat przyzwyczaiłem wiec nie traktuję ich na poważnie. Trudno się bowiem spodziewać, aby ludzie, którzy w okresie PRL robili polityczne kariery dzięki temu że system ten był podtrzymywany przez aparat represji (Służba Bezpieczeństwa) przechodzili do porządku dziennego nad tym, że jest instytucja naukowa, która prawdę o tym systemie odsłania.
Nie wymagam od posła SLD prof. Tadeusza Iwińskiego który od 1967 aż do rozwiązania był członkiem PZPR, a habilitację zrobił z nauk politycznych w 1981 r. w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR żeby nagle zaczął kwestionować 2/3 swojego życia? Trudno spodziewać się, że innym poseł SLD Witold Gintowt – Dziewałtowski, który wstąpił do PZPR w roku 1968 kiedy miały miejsca antystudenckie i antysemickie ekscesy, a na parę dni przed wprowadzeniem stanu wojennego obejmował stanowisko sekretarza Komitetu Miejskiego PZPR w Elblągu był miłośnikiem IPN? W pewien sposób po ludzku ich rozumiem. Są byłymi aparatczykami więc bronią podstaw tamtego systemu. Tyczy się to innych polityków SLD z tamtego pokolenia.
Martwi mnie zupełnie coś innego. Martwi mnie brak wiedzy i powtarzanie frazesów wymyślanych przez starych działaczy SLD przez młode pokolenie polityków tej formacji.
IPN jest najbardziej udanym przedsięwzięciem naukowym w Polsce w minionych 20 latach. Dzięki tej instytucji:
popularyzowana jest na każdym szczeblu nauczania wiedza na temat historii PRL i II wojny światowej (służą temu setki wystaw, pomocy dydaktyczne, konkursy i inne przedsięwzięcia edukacyjno – popularyzatorskie),
udostępnia się bez większych problemów naukowcom ok. 85 km bieżących akt (to porównywalnie tyle samo ile wszystkie pozostałe archiwa państwowe razem wzięte). W czytelni IPN niejednokrotnie obok mnie (jako historyk też korzystam z tego, podobnie jak i z innych archiwów) pracowali badacze związani z różnymi opcjami politycznymi np. dr Zbigniew Siemiątkowski (SLD) czy prof. Andrzej Friszke (PO)
w ramach wydawnictwa IPN ukazało się obecnie już prawie 1000 książek naukowych (tysiące innych publikacji napisano w oparciu przynajmniej częściowym o materiały udostępniane przez IPN).
Nie ma w Polsce nawet jednego profesjonalnego historyka XX wieku, który może pominąć dorobek IPN lub nie uwzględniać materiałów przez Instytut udostępnianych. Tylko ludzie złej woli, albo pozbawienie elementarnej wiedzy, tego nie potrafią przyznać i posługują się tanimi frazesami powtarzanymi przez SLD.
Dziwię się, że politycy SLD tzw. młodego pokolenia, a więc nie obciążeni dziedzictwem PRL, za wszelką ceną walczą z IPN wpisując się (niepotrzebnie) w obronę Urbana czy Jaruzelskiego zamiast pokazywać piękne kary polskiej lewicy np. z okresu walk o Niepodległość w początkach XX w. (Piłsudski, Sosnkowski, Sławek) czy innych przykładów pięknych postaw patriotycznych polskich socjalistów takich jak (Daszyński, Pużak, Arciszewski, Ciołkosz).
Czy naprawdę nie lepszym przykładem lewicowej wrażliwości jest wybitny działacz socjalistyczny 20 – lecia międzywojennego (wielokrotny poseł na Sejm II RP) Kazimierz Pużak, który w czasie okupacji walczył w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego, a po wojnie osądzony w procesie szesnastu zmarł w komunistycznym wiezieniu w Rawiczu niż jego oprawca Bolesław Bierut i jego następcy?
Jestem politykiem prawicy. Wybrałem tak nie ze względów takiej czy innej politycznej koniunktury, ale z racji swoich poglądów. Politycy SLD mojego pokolenia (np. Arułkowicz, Olejniczak czy Napieralski), ale także ci, którzy są od nas młodsi też znaleźli się po lewej stronie sceny politycznej z powodów ideowych. Rozumiem to i szanuję choć w wielu sprawach się z nimi różnie. Potrafię zrozumiem ich postulaty dotyczące spraw socjalnych czy kwestii światopoglądowych, choć się z nimi jaki konserwatywny – liberał (to pierwsze w zakresie spraw światopoglądowych to drugie dotyczy gospodarki) nie zgadzam. Nie mogę zrozumieć tylko jednego, dlaczego za wszelką ceną w debacie dotyczącej polityki historycznej stają po stronie Bieruta i Jaruzelskiego zamiast Kazimierza Pużaka (wybitnego socjalisty) czy Anny Walentynowicz (wybitnej działaczki związkowej)?
Dla mnie Kazimierz Pużak jest autorytetem nie dlatego, że zgadzam się z jego poglądami politycznymi, ale dlatego, że był wspaniałym i wybitnym patriotą, który ze swoje poglądy cierpiał i oddał życie. Gdybym żył w jego czas i gdybyśmy się spotkali w ławach sejmowych dwudziestolecia międzywojennego zapewne byśmy się zwalczali. Ale jako Polak i patriota Pużak zasługuje na najwyższy szacunek i uznanie. Pani Anna Walentynowicz to działaczka związkowa. Osobiście jestem przeciwnikiem nadmiernej aktywności związków zawodowych. Pewnie nasze opinie w tej sprawie byłby bardzo różne. Jednak to, że możemy mieć różne zdanie i publicznie je wyrażać, to zasługa ruchu związkowego, społecznego, który powstał dzięki także wysiłkowi Anny Walentynowicz.
Historia Polski obfituje w przepiękne wzorce postępowania dla wszystkich nurtów życia politycznego. Nikt w Polsce, czy to z prawicy czy z lewicy, nie musi podpierać się na wątpliwych autorytetach. Dzisiejsi narodowcy nie muszą czerpać przykładu z Eligiusza Niewiadomskiego zabójcy prezydenta Gabriela Narutowicza, a młodzi socjaliści nie muszą posiłkować się autorytetem Bieruta czy Jaruzelskiego.
Zdaje sobie sprawę, że to trudne wyzwanie odciąć pewną pępowinę politycznych powiązań ze starszym pokoleniem Lewicy, które ma taki, a nie inny rodowód. Nie namawiam do tego, ani w żadnym wypadku niczego nie sugeruję. Nie zwracam się do młodych polityków i sympatyków Lewicy z propozycją debaty i próby wypracowania pewnego kompromisu w tych sprawach, które ze względu na nasze ideowe zaangażowanie pewnie nie jest możliwe. Jednak tak jak naszych starszych kolegów w polityce zarówno po lewej (np. Aleksander Kwaśniewski czy Józef Oleksy) jak i po prawej stronie (np. Jarosław Kaczyński czy Zbigniew Romaszewski) historia w naturalny sposób musiała dzielić, tak nas (ludzi, którzy dorosłe życie, a niekiedy już całe swoje życie spędzają w wolnej Polsce) może i powinna połączyć.
Nie porozumiemy się pewnie w sprawie obecności krzyża w przestrzeni publicznej, poróżni nas stosunek do spraw mniejszości, będzie nam trudno wypracować wspólny system podatkowy. Jednak w dziedzinie fundamentów naszej historii my właśnie możemy się porozumieć! Dla każdego Polaka, który nie jest obciążony bagażem doświadczeń PRL, nie ważne czy z prawicy czy z lewicy, bohaterami są przecież Pużak i Walentynowicz, a nie Bierut czy Niewiadomski.
Na długo przed katastrofą smoleńską przestałem w odniesieniu do młodego pokolenia działaczy SLD posługiwać się określeniem postkomuniści. Bo jak można tak mówić o Arułkowiczy, Olejniczaku czy Napieralskim? Byłoby to nawet nielogiczna biorąc pod uwagę ich daty urodzenia. Nie potępiam ich za to, że w sprawach historycznych (np. IPN) jeszcze błądzą. W ich otoczeniu przecież wielu jest jeszcze Iwińskich i Dziewałtowskich. Budują swoje ugrupowanie w oparciu o takich ludzi jakich mają, a to sprawia różne problemy. W Prawie i Sprawiedliwości też nie zawsze wszystko jest idealnie jak by się człowiekowi marzyło. Możemy jednak, a właściwe młodzi działacze i politycy SLD mogą jednak, pomóc aby te historyczne więzy poluzować, a z czasem zerwać.
W polskiej historii są liczne przykłady pięknych życiorysów działaczy naszej lewicy. Podkreślam to słowo „naszej” ponieważ jest to nasze wspólne dziedzictwo historyczne, tak samo jak wspólnie możemy się odwoływać do naszych politycznych wzorców z prawicy. Pokażmy je! Nie wstydźmy się ich! Bądźmy z nich dumni! Na kartach książek powstających w IPN pełno jest przykładów jak polska lewica walczyła o Niepodległość i realizację swoich ideałów. Sięgnijmy, Wy sięgnijcie młodzi działacze i sympatycy Lewicy do tego dorobku. Deklaruję wszelką możliwą otwartość i pomoc w tej sprawie. Razem możemy zbudować zdrowy fundament naszego politycznego życia przekreślając to wszystko co było złe i z czym nie mamy nic wspólnego. Nie macie nic wspólnego tak samo Wy jak i ja. Niech dzieli nas wszystko jeśli tak czują nasze serca i podpowiadają nasze umysły, ale niech łączy nas to co mamy wspólne. Tym czymś co nas może połączyć jest właśnie historia. Przestańmy jedynie na nią patrzeć przez okulary, które nakładają nam na oczy ci, których musi ona dzielić.
Opublikowano 7 października 2010 Autor: Zbigniew Girzyński
Zapowiada się, że częstszy pobyt premiera Tuska w Sejmie zaowocuje zmianami w składzie rządu. Po dzisiejszej debacie budżetowej premier rozważa zdymisjonowanie Jana Vincent-Rostowskiego. Deficyt budżetowy do którego minister Rostowski doprowadził jest tak duży, że nie można go dalej tolerować nawet przy tak lekkomyślnych rządach jak okres sprawowania władzy przez PO.
Następcą Jana Vincent-Rostowskiego ma zostać Jarosław Bauc (minister finansów w rządzie Jerzego Buzka) za czasów którego dziura budżetowa była ogromna, ale jednak znacząco mniejsza.
Sam Rostowski może jednak spać spokojnie. Jego talenty będą mimo to wykorzystywane przez premiera Tuska ponieważ pozostanie on członkiem jego rządu. Ma w nim zostać szefem nowego resortu – Ministerstwa Propagandy.
Komentatorzy, także przedstawiciele opozycji, ze zrozumieniem przyjmują te zapowiedzi. Na walce z deficytem budżetowym i kryzysem Rostowski się nie zna i gorszego ministra finansów nie można sobie wyobrazić, natomiast w walce z opozycją i w obrzucaniu ją odpowiedzialnością za co się tylko da i jak się da, lepszego specjalisty od Rostowskiego, po odejściu Janusza Palikowa, w PO nie ma.