Source: http://cyfroteka.pl/ebooki/Polskie_Prawo_Konstytucyjne__Zarys_wykladu-ebook/p0202341i020
Timestamp: 2019-02-20 07:50:12
Legal References Found: art. 32
 art. 32
 art. 32
 art. 1
 art. 32
 art. 32
 art. 30
 art. 52
 art. 22
 art. 1
 art. 99
 art. 79
 art. 235
 art. 30
 art. 188
 art. 128
 art. 130
 art. 154
 art. 191
 art. 129
 art. 137
 art. 152
 art. 189
 art. 2
 art. 1
 art. 2
 art. 3
 art. 10
 art. 30
 art. 235
 art. 8
 art. 55
 art. 1
 art. 2
 art. 4
 art. 8
 art. 10
 art. 13
 art. 17
 art. 26
 art. 11
 art. 21
 art. 27
 art. 28
 art. 29
 art. 4
 art. 35
 art. 1
 art. 4
 art. 4
 art. 97
 art. 228
 art. 104
 art. 4
 art. 108
 art. 3
 art. 90
 art. 50
 art. 22

Document Content:
Polskie Prawo Konstytucyjne. Zarys wykładu [Leszek Garlicki] << KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
00231 006005 14079400 na godz. na dobę w sumie
Polskie Prawo Konstytucyjne. Zarys wykładu - ebook/epub
Autor: Leszek Garlicki Liczba stron: 938
Wydawca: Wydawnictwo Liber Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7206-189-8 Data wydania: 2014-01-02
Jest to kolejne wydanie podręcznika, opracowane na tle już blisko piętnastoletnich doświadczeń obowiązywania Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 2 kwietnia 1997 roku. Tak jak poprzednie, pisane było przede wszystkim z myślą o studentach uniwersyteckich wydziałów prawa i administracji.
Spis treściOd autoraKu nowej konstytucjiKonstytucja i inne źródła prawa konstytucyjnegoZasady ustroju RzeczypospolitejKonstytucyjny status jednostkiŹródła prawaWybory i prawo wyborczeReferendumParlament. Struktura, skład i organizacjaParlament. FunkcjePrezydentRada Ministrów i administracja rządowaSamorząd terytorialnyFinanse publiczne, radiofonia i telewizja, kontrola państwowaWładza sądownicza. SądyWładza sądownicza. Trybunał KonstytucyjnyWładza sądownicza. Trybunał StanuRzecznik Praw ObywatelskichStany nadzwyczajnePolska w Unii EuropejskiejWykaz skrótówWszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.
Re­dak­cja: Elż­bie­ta Mam­czarz Opra­co­wa­nie ta­bel: dr Mar­ta Der­lat­ka © Co­py­ri­ght by Le­szek Gar­lic­ki, War­sza­wa 2012 ISBN 978-83-7206-184-3 Wy­da­nie XVI Wy­daw­ca: LI­BER sp. z o.o. 00-325 War­sza­wa ul. Kra­kow­skie Przed­mie­ście 24 tel. (22) 826-30-91, fax (22) 696-20-16 http://www.li­ber.pl, e-mail: li­ber@li­ber.plSkład wersji elektronicznej:Virtualo Sp. z o.o.
Od autoraJest to ko­lej­ne wy­da­nie pod­ręcz­ni­ka, opra­co­wa­ne na tle już po­nad pięt­na­sto­let­nich do­świad­czeń obo­wią­zy­wa­nia Kon­sty­tu­cji Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej z 2 kwiet­nia 1997 roku. Tak jak po­przed­nie, pi­sa­ne było przede wszyst­kim z my­ślą o stu­den­tach uni­wer­sy­tec­kich wy­dzia­łów pra­wa i ad­mi­ni­stra­cji. W obec­nej wer­sji pod­ręcz­nik uwzględ­nia stan praw­ny na 1 wrze­śnia 2012 roku. War­to przy­po­mnieć, że pod­ręcz­ni­ki pra­wa kon­sty­tu­cyj­ne­go uka­zu­ją się obec­nie w kil­ku ośrod­kach aka­de­mic­kich. Moż­na w szcze­gól­no­ści ko­rzy­stać z tak zwa­ne­go pod­ręcz­ni­ka lu­bel­skie­go (Pol­skie pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne, W. Skrzy­dło [red.], Lu­blin 2010), pod­ręcz­ni­ka to­ruń­skie­go (Pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne, Z. Wit­kow­ski [red.], To­ruń 2012), pod­ręcz­ni­ka kra­kow­skie­go (Pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne RP, P. Sar­nec­ki [red.], War­sza­wa 2011), pod­ręcz­ni­ka łódz­kie­go (Pol­skie pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne, D. Gó­rec­ki [red.], War­sza­wa 2012) oraz pod­ręcz­ni­ka bia­ło­stoc­kie­go (Pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne, M. Grzy­bow­ski [red.], Bia­ły­stok 2009), a tak­że z au­tor­skich pod­ręcz­ni­ków B. Ba­na­sza­ka (Pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne, War­sza­wa 2010), S. Sa­ga­na (Pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne RP, War­sza­wa 2009) i M. Gra­na­ta (Pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne w py­ta­niach i od­po­wie­dziach, War­sza­wa 2012). War­to­ścio­we in­for­ma­cje po­rów­naw­czo­praw­ne są za­war­te w pra­cy B. Ba­na­sza­ka: Po­rów­naw­cze pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne współ­cze­snych państw de­mo­kra­tycz­nych, War­sza­wa 20012. Na­gro­ma­dzi­ła się już też li­te­ra­tu­ra na­uko­wa do­ty­czą­ca no­wej kon­sty­tu­cji. Z po­zy­cji książ­ko­wych wy­mie­nić moż­na: Wej­ście w ży­cie no­wej Kon­sty­tu­cji Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, pod red. Z. Wit­kow­skie­go (To­ruń 1998); Za­sa­dy pod­sta­wo­we pol­skiej Kon­sty­tu­cji, pod red. W. So­ko­le­wi­cza (War­sza­wa 1998); Kon­fe­ren­cja na­uko­wa: Kon­sty­tu­cja RP w prak­ty­ce (War­sza­wa 1999 – Biu­ro RPO); W krę­gu za­gad­nień kon­sty­tu­cyj­nych, pod red. M. Ku­de­ja (Ka­to­wi­ce 1999); Ustrój kon­sty­tu­cyj­ny Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, pod red. R. Mo­ja­ka (Lu­blin 2000); Kon­sty­tu­cja – wy­bo­ry – par­la­ment, pod red. L. Gar­lic­kie­go (War­sza­wa 2000); Pięć lat Kon­sty­tu­cji RP (War­sza­wa 2002); Sześć lat Kon­sty­tu­cji RP. Do­świad­cze­nia i in­spi­ra­cje, pod red. L. Gar­lic­kie­go i A. Szmy­ta (War­sza­wa 2003); P. Win­czo­rek, Pol­ska pod rzą­da­mi kon­sty­tu­cji z 1997 r. (War­sza­wa 2006); Sto­so­wa­nie Kon­sty­tu­cji RP z 1997 roku. Do­świad­cze­nia i per­spek­ty­wy, pod red. Z. Ma­cią­ga (Kra­ków 2006); Dzie­sięć lat Kon­sty­tu­cji Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, pod red. E. Gdu­le­wicz, H. Zię­by-Za­łuc­kiej (Rze­szów 2007); Dwa­dzie­ścia lat trans­for­ma­cji ustro­jo­wej w Pol­sce, pod red. M. Zu­bi­ka (War­sza­wa 2010) oraz licz­ne po­zy­cje szcze­gó­ło­we, wy­mie­nia­ne przy ko­lej­nych roz­dzia­łach pod­ręcz­ni­ka. Dzie­się­cio­le­ciu kon­sty­tu­cji zo­stał po­świę­co­ny czwar­ty nu­mer „Prze­glą­du Sej­mo­we­go” z 2007 roku. Cha­rak­ter roz­bu­do­wa­ne­go ko­men­ta­rza ma pra­ca: Kon­sty­tu­cja Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej z dnia 2 kwiet­nia 1997 roku. Ko­men­tarz, pod red. L. Gar­lic­kie­go (t. I-V, War­sza­wa 1999, 2001, 2003, 2005 i 2007). Bar­dzo war­to­ścio­we są też dal­sze opra­co­wa­nia ko­men­ta­rzo­we: Kon­sty­tu­cje Rze­czy­po­spo­li­tej oraz ko­men­tarz do Kon­sty­tu­cji RP, pod red. J. Bo­cia (Wro­cław 1998); P. Win­czo­rek: Ko­men­tarz do Kon­sty­tu­cji RP z 2 kwiet­nia 1997 r. (War­sza­wa 2010); W. Skrzy­dło: Kon­sty­tu­cja Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej. Ko­men­tarz (Kra­ków 2009); B. Ba­na­szak: Kon­sty­tu­cja Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej. Ko­men­tarz (War­sza­wa 2009). Wy­mie­nić tu tak­że trze­ba opra­co­wa­nia: Kon­sty­tu­cja III RP w te­zach orzecz­ni­czych TK i wy­bra­nych są­dów, red. M. Zu­bik, War­sza­wa 2011; Kon­sty­tu­cja Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej. Ko­men­tarz en­cy­klo­pe­dycz­ny pod red. W. Skrzy­dly, W. Gra­bow­skiej i R. Gra­bow­skie­go, War­sza­wa 2009; Lek­sy­kon pra­wa kon­sty­tu­cyj­ne­go, pod red. A. Szmy­ta, War­sza­wa 2010. Osob­ne­go za­sy­gna­li­zo­wa­nia wy­ma­ga se­ria Pod­sta­wo­we pro­ble­my sto­so­wa­nia Kon­sty­tu­cji RP, re­da­go­wa­na przez K. Dzia­ło­chę i A. Pre­isne­ra pod au­spi­cja­mi Pol­skie­go To­wa­rzy­stwa Pra­wa Kon­sty­tu­cyj­ne­go, po­my­śla­na jako pierw­sze pod­su­mo­wa­nie do­rob­ku sto­so­wa­nia kon­sty­tu­cji z 1997 roku i obej­mu­ją­ca na­stę­pu­ją­ce opra­co­wa­nia: Bez­po­śred­nie sto­so­wa­nie Kon­sty­tu­cji RP (red. K. Dzia­ło­cha, War­sza­wa 2005); Kon­sty­tu­cyj­ny sys­tem źró­deł pra­wa w prak­ty­ce (red. A. Szmyt, War­sza­wa 2005); Sądy i try­bu­na­ły w kon­sty­tu­cji i w prak­ty­ce (red. W. Skrzy­dło, War­sza­wa 2005); Sa­mo­rząd te­ry­to­rial­ny. Za­sa­dy ustro­jo­we i prak­ty­ka (red. P. Sar­nec­ki, War­sza­wa 2005); Za­sa­dy ustro­ju spo­łecz­ne­go i go­spo­dar­cze­go w pro­ce­sie sto­so­wa­nia kon­sty­tu­cji (red. C. Ko­si­kow­ski, War­sza­wa 2005); Za­sa­da de­mo­kra­tycz­ne­go pań­stwa praw­ne­go w Kon­sty­tu­cji RP (red. S. Wron­kow­ska, War­sza­wa 2006); Otwar­cie Kon­sty­tu­cji RP na pra­wo mię­dzy­na­ro­do­we i pro­ce­sy in­te­gra­cyj­ne (red. K. Wój­to­wicz, War­sza­wa 2006); Sys­tem rzą­dów RP. Za­ło­że­nia kon­sty­tu­cyj­ne a prak­ty­ka ustro­jo­wa (red. M. Grzy­bow­ski, War­sza­wa 2006); Wol­no­ści i pra­wa jed­nost­ki oraz ich gwa­ran­cje w prak­ty­ce (red. L. Wi­śniew­ski, War­sza­wa 2006); Par­la­ment. Mo­del kon­sty­tu­cyj­ny a prak­ty­ka ustro­jo­wa (red. Z. Ja­rosz, War­sza­wa 2006). War­to­ścio­we są licz­ne ar­ty­ku­ły w cza­so­pi­smach na­uko­wych, ogól­no­te­ma­tycz­nych, jak zwłasz­cza Pań­stwo i Pra­wo oraz Prze­gląd Są­do­wy oraz wy­spe­cja­li­zo­wa­nych w za­gad­nie­niach kon­sty­tu­cyj­nych, jak Prze­gląd Sej­mo­wy, Prze­gląd Le­gi­sla­cyj­ny oraz nie­któ­re ze­szy­ty Gdań­skich Stu­diów Praw­ni­czych. Cha­rak­ter pod­su­mo­wu­ją­cy do­ro­bek pol­skich kon­sty­tu­cjo­na­li­stów ma pra­ca: Na­uka pra­wa kon­sty­tu­cyj­ne­go w Pol­sce, pod red. M. Grzy­bow­skie­go i A. Szmy­ta, Gdańsk 2008 a cie­ka­wą pu­bli­ka­cją hi­sto­rycz­ną jest: Kon­sty­tu­cjo­na­li­ści pol­scy 1918-2011, pod… red. R. Mo­ja­ka, P. Sar­nec­kie­go i A. Szmy­ta, War­sza­wa 2012. Ak­tu­al­ne tek­sty obo­wią­zu­ją­cych ak­tów nor­ma­tyw­nych są pu­bli­ko­wa­ne w róż­ne­go ro­dza­ju zbio­rach – zob. zwłasz­cza: J. Mor­dwił­ko, Kon­sty­tu­cja. Wy­bór ak­tów praw­nych do na­uki pra­wa kon­sty­tu­cyj­ne­go (War­sza­wa 2011), Kon­sty­tu­cja RP i inne tek­sty praw­ne, wpro­wa­dze­nie L. Gar­lic­kie­go, War­sza­wa 2011 (Tek­sty ustaw Bec­ka); Kon­sty­tu­cja Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, wpro­wa­dze­nie M. Der­lat­ka, War­sza­wa 2011; K. Gra­jew­ski, Pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne. Wy­bór ak­tów praw­nych, War­sza­wa 2009, Pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne. Wy­bór ak­tów praw­nych, red. M. Gra­nat, M. Zu­bik, War­sza­wa 2009. Za uwa­gi i pro­po­zy­cje re­cen­zyj­ne au­tor pra­gnie wy­ra­zić po­dzię­ko­wa­nie prof. Ry­szar­do­wi Chru­ścia­ko­wi z Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go.
Ku nowej konstytucjiKon­sty­tu­cja z 2 kwiet­nia 1997 roku, któ­ra sta­no­wi obec­nie pod­sta­wo­wy do­ku­ment ustro­jo­wy na­sze­go kra­ju, po­win­na być po­strze­ga­na na tle pol­skiej tra­dy­cji kon­sty­tu­cyj­nej. Nie­za­leż­nie bo­wiem od bie­żą­cych kom­pro­mi­sów ide­olo­gicz­nych i po­li­tycz­nych – któ­re w tre­ści tej kon­sty­tu­cji zna­la­zły od­zwier­cie­dle­nie – w wie­lu kwe­stiach na­wią­zu­je ona (ak­cep­tu­ją­co lub ne­gu­ją­co) do wcze­śniej ukształ­to­wa­nych po­glą­dów, prak­tyk i in­sty­tu­cji. I. Kon­sty­tu­cje mię­dzy­wo­jen­ne 1. Punk­tem wyj­ścia w roz­wo­ju współ­cze­sne­go pol­skie­go kon­sty­tu­cjo­na­li­zmu była kon­sty­tu­cja z 17 mar­ca 1921 roku, zwa­na po­pu­lar­nie Kon­sty­tu­cją mar­co­wą. Opie­ra­ła się ona na ty­po­wych dla sys­te­mów de­mo­kra­tycz­nych za­sa­dach: su­we­ren­no­ści na­ro­du, po­dzia­łu władz i za­gwa­ran­to­wa­nia praw oby­wa­tel­skich. Wpro­wa­dza­ła par­la­men­tar­ny sys­tem rzą­dów, a za­sa­dy re­la­cji mię­dzy le­gi­sla­ty­wą a eg­ze­ku­ty­wą kształ­to­wa­ła w na­wią­za­niu do in­sty­tu­cji III Re­pu­bli­ki Fran­cu­skiej. Ozna­czać to mu­sia­ło wy­raź­ne zwich­nię­cie rów­no­wa­gi mię­dzy wła­dza­mi, bo mo­del III Re­pu­bli­ki – tak jak ufor­mo­wa­ła go prak­ty­ka ustro­jo­wa – cha­rak­te­ry­zo­wał się bar­dzo sil­ną po­zy­cją par­la­men­tu, da­le­ko po­su­nię­tą za­leż­no­ścią rzą­du od Izby De­pu­to­wa­nych (tak we Fran­cji okre­śla­no wów­czas pierw­szą izbę par­la­men­tu) i po­zo­sta­wie­niem ra­czej ce­re­mo­nial­ne­go miej­sca pre­zy­den­to­wi Re­pu­bli­ki. Dla twór­ców Kon­sty­tu­cji mar­co­wej był to mo­del atrak­cyj­ny, bo wszyst­kie wła­ści­wie par­tie re­pre­zen­to­wa­ne w Sej­mie oba­wia­ły się sil­nej oso­bo­wo­ści Jó­ze­fa Pił­sud­skie­go, któ­re­go po­strze­ga­no jako naj­bar­dziej praw­do­po­dob­ne­go kan­dy­da­ta na urząd pre­zy­den­ta. Kon­sty­tu­cja mar­co­wa nada­ła par­la­men­to­wi struk­tu­rę dwu­izbo­wą, z tym że Sejm (li­czą­cy czte­ry­stu czter­dzie­stu czte­rech po­słów wy­bie­ra­nych w pię­cio­przy­miot­ni­ko­wych wy­bo­rach) zy­skał wy­raź­ną prze­wa­gę nad Se­na­tem (stu je­de­na­stu se­na­to­rów tak­że wy­bie­ra­nych w pię­cio­przy­miot­ni­ko­wych wy­bo­rach). Rola Se­na­tu ogra­ni­cza­ła się do uczest­ni­cze­nia w pro­ce­du­rze uchwa­la­nia ustaw, na­to­miast Sejm – poza osta­tecz­nym gło­sem w spra­wach usta­wo­daw­stwa – dys­po­no­wał też sze­ro­kim za­kre­sem upraw­nień kon­tro­l­nych wo­bec rzą­du i mógł – w każ­dym cza­sie – wy­ra­zić wo­tum nie­uf­no­ści za­rów­no ca­łe­mu ga­bi­ne­to­wi, jak i po­szcze­gól­nym mi­ni­strom. Roz­wią­za­nie par­la­men­tu mo­gło na­stą­pić za­wsze na mocy uchwa­ły Sej­mu, na­to­miast pre­zy­dent mógł do­ko­nać roz­wią­za­nia tyl­ko za zgo­dą Se­na­tu. Pre­zy­dent był wy­bie­ra­ny przez Zgro­ma­dze­nie Na­ro­do­we (tzn. Sejm i Se­nat dzia­ła­ją­ce wspól­nie), nie po­no­sił za swo­ją dzia­łal­ność od­po­wie­dzial­no­ści par­la­men­tar­nej, na­to­miast w ra­zie na­ru­sze­nia kon­sty­tu­cji lub po­peł­nie­nia prze­stęp­stwa mógł zo­stać po­cią­gnię­ty do od­po­wie­dzial­no­ści kon­sty­tu­cyj­nej przed Try­bu­na­łem Sta­nu. Rząd był po­wo­ły­wa­ny przez pre­zy­den­ta, ale mu­siał cie­szyć się za­ufa­niem więk­szo­ści sej­mo­wej, jako że po­no­sił przed Sej­mem od­po­wie­dzial­ność par­la­men­tar­ną (po­li­tycz­ną) i to za­rów­no o so­li­dar­nym, jak i in­dy­wi­du­al­nym cha­rak­te­rze. Był to więc sys­tem o skraj­nie par­la­men­tar­nym cha­rak­te­rze, a jego pra­wi­dło­we funk­cjo­no­wa­nie było uza­leż­nio­ne od ist­nie­nia w Sej­mie sta­bil­nej więk­szo­ści zdol­nej do udzie­la­nia po­par­cia ist­nie­ją­ce­mu rzą­do­wi. Brak ta­kiej więk­szo­ści mu­siał pro­wa­dzić do kry­zy­su par­la­men­tar­ne­go, bo rząd nie miał moż­li­wo­ści dzia­ła­nia bez po­par­cia Sej­mu, a po­zy­cja pre­zy­den­ta była zbyt sła­ba, by mo­gły funk­cjo­no­wać tak zwa­ne ga­bi­ne­ty pre­zy­denc­kie. W prak­ty­ce szyb­ko oka­za­ło się, że Sejm nie był zdol­ny do wy­ło­nie­nia sta­bil­nej więk­szo­ści. Efek­tem tego były czę­ste upad­ki ga­bi­ne­tów, trud­no­ści w two­rze­niu ko­ali­cji par­tyj­nych w Sej­mie i w uchwa­la­niu ustaw. W spo­sób zde­cy­do­wa­nie ne­ga­tyw­ny rzu­to­wa­ło to na au­to­ry­tet par­la­men­tu i par­tii po­li­tycz­nych ste­ru­ją­cych jego dzia­ła­nia­mi. Uła­twi­ło to Jó­ze­fo­wi Pił­sud­skie­mu zdo­by­cie po­par­cia spo­łecz­ne­go dla do­ko­na­nia za­ma­chu sta­nu i prze­ję­cia wła­dzy w maju 1926 roku. 2. Kon­sty­tu­cyj­nym wy­ra­zem tych wy­da­rzeń była tak zwa­na no­we­la sierp­nio­wa (2 sierp­nia 1926) wpro­wa­dza­ją­ca zmia­ny do Kon­sty­tu­cji mar­co­wej. Wzmoc­ni­ła ona po­zy­cję pre­zy­den­ta, przy­zna­jąc mu mię­dzy in­ny­mi sa­mo­dziel­ne pra­wo roz­wią­za­nia Sej­mu oraz (z upo­waż­nie­nia par­la­men­tu i za zgo­dą rzą­du) pra­wo wy­da­wa­nia roz­po­rzą­dzeń z mocą usta­wy. Ogra­ni­cze­niom ule­gły też moż­li­wo­ści wy­ra­że­nia przez Sejm wo­tum nie­uf­no­ści rzą­do­wi i mi­ni­strom, choć sama za­sa­da par­la­men­tar­nej od­po­wie­dzial­no­ści rzą­du zo­sta­ła za­cho­wa­na. Fak­tycz­ny me­cha­nizm wła­dzy prze­su­nął się jed­nak poza sche­mat za­ło­żo­ny kon­sty­tu­cyj­nie, gdyż głos de­cy­du­ją­cy na­le­żał do Jó­ze­fa Pił­sud­skie­go, mimo że od­mó­wił on przy­ję­cia urzę­du pre­zy­den­ta. Ko­niec lat dwu­dzie­stych to okres sta­łe­go kon­flik­tu Pił­sud­skie­go z par­la­men­tem (gdzie więk­szość za­cho­wa­ły par­tie opo­zy­cyj­ne wo­bec obo­zu sa­na­cyj­ne­go); nie­rzad­ko do­cho­dzi­ło przy tym do dzia­ła­nia obok ist­nie­ją­cych roz­wią­zań kon­sty­tu­cyj­nych, a na­wet do ich wy­raź­ne­go na­ru­sza­nia. Do­pie­ro po tak zwa­nych wy­bo­rach brze­skich (1930) sa­na­cja uzy­ska­ła więk­szość w obu izbach i to po­zwo­li­ło jej na do­pro­wa­dze­nie do uchwa­le­nia no­wej kon­sty­tu­cji (przy czym też nie w peł­ni prze­strze­ga­no re­guł pro­ce­du­ry sej­mo­wej). 3. Kon­sty­tu­cja z 23 kwiet­nia 1935 roku opie­ra­ła się na zu­peł­nie in­nych za­ło­że­niach ide­olo­gicz­nych niż jej po­przed­nicz­ka z 1921 roku. Wy­ra­ża­ła ona zde­cy­do­wa­nie au­to­ry­tar­ną for­mę rzą­dów, choć uję­tą w for­my no­we­go po­rząd­ku kon­sty­tu­cyj­ne­go. Pierw­sze miej­sce w pań­stwie przy­zna­wa­ła pre­zy­den­to­wi wy­bie­ra­ne­mu przez Zgro­ma­dze­nie Elek­to­rów (któ­rych więk­szość była wy­ła­nia­nia przez Sejm i Se­nat). Je­że­li jed­nak ustę­pu­ją­cy pre­zy­dent wska­zał in­ne­go kan­dy­da­ta, to roz­strzy­gnię­cie za­pa­da­ło w gło­so­wa­niu po­wszech­nym. Na wy­pa­dek woj­ny pre­zy­dent mógł mia­no­wać swo­je­go na­stęp­cę – roz­wią­za­nie to po­zwo­li­ło na utrzy­ma­nie kon­sty­tu­cyj­nej cią­gło­ści wła­dzy po 1939 roku. Pre­zy­dent nie po­no­sił od­po­wie­dzial­no­ści par­la­men­tar­nej ani kon­sty­tu­cyj­nej. Po­wo­ły­wał rząd i mógł do­ko­ny­wać zmian w jego skła­dzie (jed­nak rząd po­no­sił tak­że od­po­wie­dzial­ność po­li­tycz­ną wo­bec Sej­mu). Pre­zy­dent mógł w każ­dym cza­sie roz­wią­zać Sejm i Se­nat, przy­zna­ne mu też zo­sta­ły dość sze­ro­kie kom­pe­ten­cje w za­kre­sie sta­no­wie­nia pra­wa. O sła­bo­ści par­la­men­tu prze­są­dził też sys­tem wy­bor­czy, bo or­dy­na­cje wy­bor­cze fak­tycz­nie po­zba­wi­ły opo­zy­cję szans na zgło­sze­nie swo­ich kan­dy­da­tów. Kon­sty­tu­cja kwiet­nio­wa pi­sa­na była z my­ślą o sil­nej pre­zy­den­tu­rze i wią­za­no ją oczy­wi­ście z oso­bą Jó­ze­fa Pił­sud­skie­go. Przy­ję­to ją jed­nak zbyt póź­no, bo Mar­sza­łek zmarł w maju 1935 roku. Za­bra­kło tym sa­mym oso­by zdol­nej do wy­peł­nie­nia no­wych za­dań kon­sty­tu­cyj­nych, a sa­mej kon­sty­tu­cji dane były tyl­ko czte­ry lata funk­cjo­no­wa­nia w nie­pod­le­głej Pol­sce. II. Okres Pol­ski Lu­do­wej 4. Po II woj­nie świa­to­wej na zie­miach pol­skich ukształ­to­wał się nowy sys­tem wła­dzy fak­tycz­nej, któ­ra – nie­za­leż­nie od bra­ku le­gi­ty­ma­cji kon­sty­tu­cyj­nej czy po­li­tycz­nej – okre­śli­ła nowy po­rzą­dek ustro­jo­wy. Po okre­sie roz­wią­zań tym­cza­so­wych (gdy tzw. Kra­jo­wa Rada Na­ro­do­wa pro­kla­mo­wa­ła się jako tym­cza­so­wy par­la­ment), po uzna­niu no­wej wła­dzy przez mo­car­stwa za­chod­nie i po prze­pro­wa­dze­niu (wąt­pli­wych co do swej rze­tel­no­ści) wy­bo­rów par­la­men­tar­nych, w lu­tym 1947 roku, ukon­sty­tu­ował się tak zwa­ny Sejm Usta­wo­daw­czy, któ­ry nie­mal od razu, to jest 19 lu­te­go 1947 roku, przy­jął tak zwa­ną Małą Kon­sty­tu­cję. W swej tre­ści na­wią­zy­wa­ła ona do Kon­sty­tu­cji mar­co­wej, for­mu­łu­jąc, mię­dzy in­ny­mi, za­sa­dę po­dzia­łu władz. Jed­no­izbo­wy Sejm był or­ga­nem usta­wo­daw­czym (ale do­pusz­czo­no też de­kre­ty z mocą usta­wy wy­da­wa­ne przez rząd i wy­ma­ga­ją­ce ak­cep­ta­cji naj­pierw Rady Pań­stwa, a po­tem Sej­mu), wy­bie­rał pre­zy­den­ta, mógł wy­ra­zić wo­tum nie­uf­no­ści rzą­do­wi i mi­ni­strom. No­wym or­ga­nem była Rada Pań­stwa (zło­żo­na z pre­zy­den­ta, mar­szał­ka i wi­ce­mar­szał­ków Sej­mu, pre­ze­sa Naj­wyż­szej Izby Kon­tro­li oraz in­nych osób), któ­ra w pew­nych sy­tu­acjach mo­gła dzia­łać w za­stęp­stwie Sej­mu. Bu­do­wa or­ga­nów cen­tral­nych od­po­wia­da­ła więc mo­de­lo­wi par­la­men­tar­no-ga­bi­ne­to­we­mu, ale było to po­do­bień­stwo czy­sto for­mal­ne. Sys­tem par­la­men­tar­ny nie może bo­wiem dzia­łać bez opo­zy­cji, a ta zo­sta­ła osta­tecz­nie zli­kwi­do­wa­na już w koń­cu 1947 roku. W rze­czy­wi­sto­ści po­li­tycz­nej po­sta­no­wie­nia kon­sty­tu­cyj­ne sta­no­wi­ły tyl­ko fa­sa­dę ukry­wa­ją­cą re­al­ny sys­tem spra­wo­wa­nia wła­dzy, pod­po­rząd­ko­wa­ny za­sa­dzie kie­row­ni­czej roli par­tii (PPR, a po­tem PZPR) i ogra­ni­cza­ją­cy su­we­ren­ność Pol­ski na rzecz ZSRR. Pró­by – fa­sa­do­we­go choć­by – na­wią­zy­wa­nia do de­mo­kra­tycz­nych roz­wią­zań Kon­sty­tu­cji mar­co­wej za­koń­czy­ły się na prze­ło­mie 1948 i 1949 roku. Gdy zaś w po­cząt­ku lat pięć­dzie­sią­tych przy­stą­pio­no do prac nad nową kon­sty­tu­cją, było już oczy­wi­ste, że pod­sta­wo­wym wzo­rem dla jej twór­ców ma być ra­dziec­ka kon­sty­tu­cja z 1936 roku, w mia­rę wier­nie ko­pio­wa­na przez nie­mal wszyst­kie pań­stwa re­gio­nu. 5. Kon­sty­tu­cja z 22 lip­ca 1952 roku po­wsta­ła w naj­gor­szym chy­ba okre­sie po­wo­jen­nej hi­sto­rii Pol­ski, okre­śla­nym po­tem enig­ma­tycz­nym po­ję­ciem „okres błę­dów i wy­pa­czeń”. Od razu było oczy­wi­ste, że nowa kon­sty­tu­cja nie bę­dzie sto­so­wa­na w prak­ty­ce, a jej sfor­mu­ło­wa­nia będą mieć czy­sto de­kla­ra­tyw­ny cha­rak­ter, ukry­wa­ją­cy ów­cze­sną rze­czy­wi­stość epo­ki sta­li­ni­zmu. Kon­sty­tu­cja z 1952 roku zry­wa­ła z kon­cep­cja­mi Kon­sty­tu­cji mar­co­wej, od­rzu­ca­jąc za­sa­dę po­dzia­łu władz i or­ga­ni­zu­jąc sys­tem cen­tral­nych or­ga­nów pań­stwa wo­kół tak zwa­nej za­sa­dy jed­no­li­to­ści (jed­no­ści) wła­dzy pań­stwo­wej. Okre­śla­ła ona Sejm jako naj­wyż­szy or­gan wła­dzy pań­stwo­wej i prze­wi­dy­wa­ła jed­no­stron­ne pod­po­rząd­ko­wa­nie Sej­mo­wi po­zo­sta­łych ty­pów or­ga­nów pań­stwa, a więc ad­mi­ni­stra­cji, są­dow­nic­twa i pro­ku­ra­tu­ry. Znie­sio­no urząd pre­zy­den­ta, na­to­miast nowy kształt nada­no Ra­dzie Pań­stwa (wy­bie­ra­nej przez Sejm spo­śród po­słów), któ­ra z jed­nej stro­ny, prze­ję­ła nie­któ­re kom­pe­ten­cje gło­wy pań­stwa, a z dru­giej stro­ny, zy­ska­ła tak zwa­ne kom­pe­ten­cje za­stęp­cze wo­bec Sej­mu, któ­re po­zwa­la­ły jej dzia­łać za­miast Sej­mu w wie­lu pod­sta­wo­wych spra­wach, a zwłasz­cza w dzie­dzi­nie usta­wo­daw­stwa. Rząd był po­wo­ły­wa­ny przez Sejm, któ­ry w każ­dym cza­sie mógł od­wo­ły­wać po­szcze­gól­nych mi­ni­strów i po­wo­ły­wać na ich miej­sce no­wych, po­dob­ne upraw­nie­nie przy­słu­gi­wa­ło też Ra­dzie Pań­stwa w okre­sie mię­dzy se­sja­mi Sej­mu. Nie ist­niał Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyj­ny ani Try­bu­nał Sta­nu, a Sąd Naj­wyż­szy miał być po­wo­ły­wa­ny przez Radę Pań­stwa na okres pię­ciu lat. Kon­sty­tu­cja pro­kla­mo­wa­ła licz­ne pra­wa i wol­no­ści oby­wa­te­li, da­jąc – zgod­nie z ów­cze­sną dok­try­ną – wy­raź­ne pierw­szeń­stwo pra­wom so­cjal­nym i eko­no­micz­nym, a wol­no­ści oso­bi­ste i po­li­tycz­ne trak­tu­jąc w bar­dziej skró­to­wy spo­sób. Nie sfor­mu­ło­wa­no żad­nych in­sty­tu­cjo­nal­nych gwa­ran­cji praw i wol­no­ści, nie prze­wi­dzia­no tak­że są­do­wej pro­ce­du­ry ochro­ny przed ich na­ru­sze­nia­mi. Raz jesz­cze trze­ba pod­kre­ślić, że kon­sty­tu­cja – w za­ło­że­niu jej twór­ców – mia­ła być do­ku­men­tem o cha­rak­te­rze przede wszyst­kim po­li­tycz­nym, bar­dzo sła­bo na­to­miast wy­ra­żo­no jej rolę praw­ną jako naj­wyż­sze­go aktu obo­wią­zu­ją­ce­go pra­wa. Wspo­mnia­łem już, że nie ist­nia­ły pro­ce­du­ry chro­nią­ce praw­ną nad­rzęd­ność kon­sty­tu­cji, sam tekst był na­pi­sa­ny ję­zy­kiem la­ko­nicz­nym, ogól­ni­ko­wym i wie­lo­znacz­nym, co po­zo­sta­wi­ło da­le­ko idą­cą swo­bo­dę w jego in­ter­pre­ta­cji. 6. Prak­ty­ka kon­sty­tu­cyj­na cał­ko­wi­cie zde­pre­cjo­no­wa­ła rolę i zna­cze­nie tego do­ku­men­tu. Pra­wa i wol­no­ści jed­nost­ki re­al­nie nie ist­nia­ły, nie było nie­za­wi­słych są­dów zdol­nych do wy­mu­sze­nia ich prze­strze­ga­nia przez po­li­cję czy or­ga­ny ad­mi­ni­stra­cji pań­stwo­wej. Nie ist­nia­ła opo­zy­cja, a rze­czy­wi­sty me­cha­nizm wła­dzy wy­ra­ża­ny był za­sa­dą kie­row­ni­czej roli par­tii i wszech­wła­dzy rzą­do­wych re­sor­tów go­spo­dar­czych. Rola Sej­mu zo­sta­ła spro­wa­dzo­na nie­mal do zera: zbie­rał się dwu­krot­nie w roku na kil­ku­dnio­we se­sje, a resz­tę jego kom­pe­ten­cji wy­ko­ny­wa­ła „za­stęp­czo” Rada Pań­stwa. Ob­raz ten uległ pew­nym prze­kształ­ce­niom po tak zwa­nym Paź­dzier­ni­ku, gdy na prze­ło­mie lat 1956 i 1957 kie­row­nic­two PZPR zna­la­zło się w rę­kach gru­py od­ci­na­ją­cej się od sta­li­now­skich me­tod rzą­dze­nia. Za­ry­so­wa­ły się pew­ne ele­men­ty pra­wo­rząd­no­ści i usta­ły naj­bar­dziej dra­stycz­ne prak­ty­ki apa­ra­tu bez­pie­czeń­stwa, ale nie zmie­ni­ło to isto­ty sys­te­mu, któ­ry nadal opar­ty był na za­sa­dzie kie­row­ni­czej roli par­tii i wy­klu­cze­niu plu­ra­li­zmu po­li­tycz­ne­go. W funk­cjo­no­wa­niu apa­ra­tu pań­stwo­we­go za­sad­ni­cze­mu ogra­ni­cze­niu ule­gła rola Rady Pań­stwa, co tro­chę wzmoc­ni­ło po­zy­cję Sej­mu, któ­ry zbie­rał się te­raz na kil­ku­mie­sięcz­ne se­sje i prak­tycz­nie mo­no­po­li­zo­wał funk­cję usta­wo­daw­czą. Nie mia­ło to więk­sze­go zna­cze­nia po­li­tycz­ne­go (choć nie moż­na za­po­mi­nać o ist­nie­niu w Sej­mie kil­ku­oso­bo­wej re­pre­zen­ta­cji zwią­za­nej z Ko­ścio­łem), ale sta­bi­li­zo­wa­ło prak­ty­kę funk­cjo­no­wa­nia par­la­men­tu, nie­rzad­ko na­wią­zu­ją­cą do me­cha­ni­zmów z okre­su mię­dzy­wo­jen­ne­go. Zmian za­sad­ni­czych nie przy­nio­sło tak­że na­stęp­ne dwu­dzie­sto­le­cie, choć stop­nio­wo zmie­nia­ły się eki­py po­li­tycz­ne, a sys­tem rzą­dów ule­gał po­stę­pu­ją­cej ero­zji. W lu­tym 1976 roku do­ko­na­na zo­sta­ła re­wi­zja kon­sty­tu­cji z 1952 roku, co trze­ba było trak­to­wać jako pe­wien pro­gram mi­ni­mum, gdyż jed­no­cze­śnie zre­zy­gno­wa­no z uchwa­la­nia no­wej kon­sty­tu­cji, wy­ła­mu­jąc się w ten spo­sób z ty­po­we­go w ska­li obo­zu tren­du. No­we­la lu­to­wa prze­for­mu­ło­wa­ła pod­sta­wo­we za­sa­dy ustro­ju, okre­śla­jąc PRL jako pań­stwo so­cja­li­stycz­ne, kon­sty­tu­cjo­na­li­zu­jąc – nie­nor­mo­wa­ną do­tąd praw­nie – za­sa­dę „prze­wod­niej roli PZPR w bu­do­wie so­cja­li­zmu” i okre­śla­jąc przy­jaźń i współ­pra­cę z ZSRR jako jed­ną z pod­staw po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej. Na nowo na­pi­sa­no wie­le po­sta­no­wień o pra­wach i wol­no­ściach oby­wa­te­li, co jed­nak nie przy­czy­ni­ło się do nada­nia im więk­szej pre­cy­zji ani też nie utwo­rzy­ło sys­te­mu in­sty­tu­cjo­nal­nych gwa­ran­cji ich ochro­ny. Naj­mniej­sze zmia­ny za­szły w po­sta­no­wie­niach do­ty­czą­cych na­czel­nych or­ga­nów pań­stwo­wych, po raz pierw­szy do­strze­żo­no na­to­miast po­trze­bę ochro­ny kon­sty­tu­cji przed na­ru­sze­nia­mi i w tym za­kre­sie po­wie­rzo­no – skrom­ne zresz­tą – kom­pe­ten­cje Ra­dzie Pań­stwa. 7. Do­pie­ro wy­da­rze­nia lata 1980 roku przy­nio­sły za­sad­ni­czą re­orien­ta­cję my­śle­nia kon­sty­tu­cyj­ne­go. W opar­ciu o kon­cep­cję plu­ra­li­zmu po­li­tycz­ne­go i roli kon­sty­tu­cji jako do­ku­men­tu, z jed­nej stro­ny, ogra­ni­cza­ją­ce­go swo­bo­dę dzia­ła­nia rzą­dzą­cych, a z dru­giej stro­ny, usta­la­ją­ce­go pew­ne re­gu­ły gry mię­dzy wła­dzą a opo­zy­cją, for­mu­ło­wać za­czę­to wie­le no­wych idei i po­stu­la­tów. Nie zna­la­zło to wpraw­dzie nie­mal żad­ne­go od­zwier­cie­dle­nia w prze­pi­sach kon­sty­tu­cyj­nych (do­pie­ro w mar­cu 1982 roku – a więc już w sta­nie wo­jen­nym – wpro­wa­dzo­no do kon­sty­tu­cji prze­pi­sy o Try­bu­na­le Kon­sty­tu­cyj­nym i Try­bu­na­le Sta­nu), ale dość wy­raź­nie uzmy­sło­wi­ło, iż kon­sty­tu­cjo­na­lizm so­cja­li­stycz­ny wy­czer­pał już swo­je moż­li­wo­ści. Okres lat osiem­dzie­sią­tych trze­ba dziś po­strze­gać jako okres po­stę­pu­ją­ce­go roz­pa­du sys­te­mu, któ­re­mu ani stan wo­jen­ny, ani póź­niej po­dej­mo­wa­ne pró­by dia­lo­gu z opo­zy­cją nie mo­gły już po­móc. W płasz­czyź­nie kon­sty­tu­cyj­nych re­la­cji mię­dzy Sej­mem, Radą Pań­stwa i rzą­dem nie było to jesz­cze wi­docz­ne (pierw­szym przy­kła­dem było do­pro­wa­dze­nie do dy­mi­sji ga­bi­ne­tu Mes­sne­ra je­sie­nią 1988 roku). Na­to­miast nie­spo­dzie­wa­ne­mu roz­wo­jo­wi uległ sys­tem in­sty­tu­cjo­nal­nych gwa­ran­cji kon­sty­tu­cyj­no­ści i le­gal­no­ści: od 1980 roku ist­niał już Na­czel­ny Sąd Ad­mi­ni­stra­cyj­ny, w 1985 roku utwo­rzo­no osta­tecz­nie Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyj­ny, a w 1987 roku – urząd Rzecz­ni­ka Praw Oby­wa­tel­skich. Orzecz­nic­two tych są­dów i ak­tyw­ność Rzecz­ni­ka za­czę­ły nada­wać nowe zna­cze­nie praw­nej roli kon­sty­tu­cji. Choć nie było to w sta­nie za­gro­zić sys­te­mo­wi rzą­dów, jed­nak to­ro­wa­ło dro­gę no­wym kon­cep­cjom i ide­om, w efek­cie cze­go Pol­ska wy­raź­nie wy­prze­dzi­ła inne pań­stwa tak zwa­ne­go obo­zu so­cja­li­stycz­ne­go. Za­sad­ni­czy cios sys­te­mo­wi nada­ła jed­nak po­gar­sza­ją­ca się sy­tu­acja go­spo­dar­cza i ro­sną­ca ak­tyw­ność (nie­le­gal­nej) „So­li­dar­no­ści” wspie­ra­nej przez gru­py opo­zy­cyj­nych in­te­lek­tu­ali­stów. Do­pro­wa­dzi­ło to osta­tecz­nie wio­sną 1989 roku do tak zwa­ne­go Okrą­głe­go Sto­łu – roz­mów, któ­re mia­ły wy­pra­co­wać pe­wien mo­dus vi­ven­di mię­dzy wła­dzą a opo­zy­cją. W aspek­cie po­li­tycz­nym roz­mo­wy te przy­nio­sły trzy za­sad­ni­cze usta­le­nia. Po pierw­sze, po­sta­no­wio­no przy­wró­cić „So­li­dar­ność” do le­gal­ne­go ist­nie­nia nie tyl­ko w cha­rak­te­rze związ­ku za­wo­do­we­go, ale i ru­chu po­li­tycz­ne­go. Po dru­gie, po­sta­no­wio­no prze­pro­wa­dzić przy­spie­szo­ne wy­bo­ry par­la­men­tar­ne, któ­re mia­ły otwo­rzyć „So­li­dar­no­ści” szan­sę zdo­by­cia więk­szo­ści w se­na­cie (przy tej oka­zji przy­wró­co­no też dwu­izbo­wość par­la­men­tu) i za­pew­nić jej ogra­ni­czo­ną re­pre­zen­ta­cję w Sej­mie. Pra­wo wy­bor­cze nada­wa­ło w peł­ni de­mo­kra­tycz­ny cha­rak­ter wy­bo­rom do Se­na­tu, na­to­miast z góry prze­wi­dy­wa­ło po­dział man­da­tów w Sej­mie (65 proc. dla do­tych­cza­so­we­go ukła­du po­li­tycz­ne­go i 35 proc. dla „So­li­dar­no­ści” – dla­te­go ten Sejm okre­śla­no mia­nem „Sejm kon­trak­to­wy”). Po trze­cie, po­sta­no­wio­no do­ko­nać zmian w kon­sty­tu­cji z 1952 roku, obej­mu­ją­cych mię­dzy in­ny­mi po­now­ne po­ja­wie­nie się urzę­du pre­zy­den­ta, i to o bar­dzo po­waż­nych kom­pe­ten­cjach. Kon­cep­cja utrzy­ma­nia rzą­dów za cenę ustępstw na rzecz opo­zy­cji nie po­wio­dła się. Wy­bo­ry par­la­men­tar­ne z czerw­ca 1989 roku przy­nio­sły dru­zgo­cą­cą po­raż­kę daw­ne­go ukła­du po­li­tycz­ne­go, a więk­szość czo­ło­wych po­li­ty­ków PZPR zna­la­zła się poza Sej­mem. Nowy par­la­ment do­ko­nał wpraw­dzie – zgod­nie z wio­sen­ny­mi usta­le­nia­mi – wy­bo­ru gen. Woj­cie­cha Ja­ru­zel­skie­go na sta­no­wi­sko pre­zy­den­ta, ale już po sze­ściu ty­go­dniach po­wstał rząd Ta­de­usza Ma­zo­wiec­kie­go, co ozna­cza­ło otwar­cie no­wej epo­ki w dzie­jach Pol­ski. III. Po­cząt­ki III Rze­czy­po­spo­li­tej 8. Kon­sty­tu­cyj­nym wy­ra­zem po­ro­zu­mie­nia Okrą­głe­go Sto­łu była tak zwa­na no­we­la kwiet­nio­wa (7 kwiet­nia 1989), od­zwier­cie­dla­ją­ca kom­pro­mis za­war­ty przez po­li­ty­ków. Jej roz­wią­za­nia nie ukła­da­ły się jed­nak w lo­gicz­ny sche­mat ma­ją­cy na celu wpro­wa­dze­nie no­we­go, de­mo­kra­tycz­ne­go sys­te­mu rzą­dów, lecz sta­no­wi­ły wy­pad­ko­wą sprzecz­nych dą­żeń i ocze­ki­wań obu stron. O ile na płasz­czyź­nie po­li­tycz­nej stro­na spo­łecz­na uzy­ska­ła istot­ne kon­ce­sje (wy­bo­ry i udział w nich „So­li­dar­no­ści”), o tyle w płasz­czyź­nie kon­sty­tu­cyj­nej mu­sia­ła za to za­pła­cić. Na tym tle na­le­ży po­strze­gać utwo­rze­nie urzę­du pre­zy­den­ta i wy­po­sa­że­nie go w licz­ne kom­pe­ten­cje po­zwa­la­ją­ce na ogra­ni­cze­nie roli par­la­men­tu. Nie­zmie­nio­ny zo­stał prze­pis kon­sty­tu­cji okre­śla­ją­cy Sejm jako naj­wyż­szy or­gan wła­dzy pań­stwo­wej, jed­nak no­we­la kwiet­nio­wa znacz­nie osła­bi­ła po­zy­cję Sej­mu. Przede wszyst­kim po­wró­co­no do dwu­izbo­wej struk­tu­ry par­la­men­tu, to jest po­wo­ła­no do ży­cia Se­nat, któ­ry skła­dał się ze stu se­na­to­rów, wy­bie­ra­nych po trzech w wo­je­wódz­twach sto­łecz­nym i ka­to­wic­kim i po dwóch w po­zo­sta­łych (przy­po­mnieć trze­ba że w owym cza­sie ist­nia­ło czter­dzie­ści dzie­więć wo­je­wództw). Kom­pe­ten­cje Se­na­tu ogra­ni­cza­ły się nie­mal wy­łącz­nie do udzia­łu w usta­wo­daw­stwie. Usta­wa mu­sia­ła zo­stać naj­pierw uchwa­lo­na przez Sejm (Se­nat był jed­nym z pod­mio­tów ma­ją­cych pra­wo ini­cja­ty­wy usta­wo­daw­czej), na­stęp­nie pod­le­ga­ła roz­pa­trze­niu przez Se­nat, któ­ry mógł za­pro­po­no­wać po­praw­ki do usta­wy lub od­rzu­ce­nie jej w ca­ło­ści. Te pro­po­zy­cje Se­na­tu roz­pa­try­wał na­stęp­nie Sejm, któ­ry mógł je od­rzu­cić więk­szo­ścią dwóch trze­cich gło­sów. Sejm i Se­nat – dzia­ła­ją­ce jako Zgro­ma­dze­nie Na­ro­do­we – do­ko­ny­wa­ły wy­bo­ru pre­zy­den­ta na sze­ścio­let­nią ka­den­cję. Zgro­ma­dze­nie mo­gło też (więk­szo­ścią dwóch trze­cich gło­sów) po­sta­wić pre­zy­den­ta w stan oskar­że­nia przed Try­bu­na­łem Sta­nu oraz (więk­szo­ścią trzech pią­tych gło­sów) uznać trwa­łą nie­zdol­ność pre­zy­den­ta do spra­wo­wa­nia urzę­du ze wzglę­du na stan zdro­wia. Oskar­że­nie przed Try­bu­na­łem Sta­nu mo­gło do­ty­czyć na­ru­sze­nia kon­sty­tu­cji lub ustaw (od­po­wie­dzial­ność kon­sty­tu­cyj­na) i do­pro­wa­dzić do ska­za­nia na utra­tę urzę­du. Pre­zy­dent nie po­no­sił na­to­miast od­po­wie­dzial­no­ści po­li­tycz­nej przed par­la­men­tem, gdyż nie ist­nia­ła moż­li­wość jego od­wo­ła­nia przez par­la­ment przed upły­wem ka­den­cji. Nowy art. 32 ust. 2 kon­sty­tu­cji wska­zy­wał, że „[…] pre­zy­dent czu­wa nad prze­strze­ga­niem Kon­sty­tu­cji, stoi na stra­ży su­we­ren­no­ści i bez­pie­czeń­stwa pań­stwa, nie­na­ru­szal­no­ści i nie­po­dziel­no­ści jego te­ry­to­rium oraz prze­strze­ga­nia mię­dzy­pań­stwo­wych so­ju­szy po­li­tycz­nych i woj­sko­wych”. Nie było ja­sne, czy prze­pis ten okre­śla tyl­ko cele, któ­ry­mi pre­zy­dent po­wi­nien się kie­ro­wać przy wy­ko­ny­wa­niu swo­ich kom­pe­ten­cji okre­ślo­nych w in­nych po­sta­no­wie­niach kon­sty­tu­cyj­nych, czy też wy­ra­ża tak­że sa­mo­ist­ne kom­pe­ten­cje pre­zy­den­ta. Gdy­by przy­jąć tę dru­gą in­ter­pre­ta­cję (a nie­pre­cy­zyj­ność sfor­mu­ło­wań art. 32 tego nie wy­klu­cza­ła), to pre­zy­dent sta­wał się pia­stu­nem bar­dzo sil­nych i nie­okre­ślo­nych peł­no­moc­nictw. Pre­zy­dent otrzy­mał też licz­ne wy­raź­nie uję­te kom­pe­ten­cje, mię­dzy in­ny­mi w za­kre­sie obron­no­ści i bez­pie­czeń­stwa pań­stwa. Pre­zy­den­to­wi przy­zna­no zna­czą­ce środ­ki od­dzia­ły­wa­nia na par­la­ment. Po pierw­sze, pre­zy­dent pod­pi­sy­wał wszyst­kie usta­wy przy­ję­te przez Sejm i Se­nat, mógł też zgło­sić weto wo­bec usta­wy (któ­re mo­gło być od­rzu­co­ne przez Sejm więk­szo­ścią dwóch trze­cich gło­sów), mógł też – przed zło­że­niem pod­pi­su – zwró­cić się do Try­bu­na­łu Kon­sty­tu­cyj­ne­go o orze­cze­nie, czy usta­wa jest zgod­na z kon­sty­tu­cją. Znie­sio­no na­to­miast in­sty­tu­cję de­kre­tów z mocą usta­wy, a tym sa­mym pre­zy­dent nie mógł przej­mo­wać usta­wo­daw­czej funk­cji par­la­men­tu. Po dru­gie, pre­zy­dent miał moż­li­wość roz­wią­za­nia Sej­mu (co ozna­cza­ło też roz­wią­za­nie Se­na­tu), jed­nak tyl­ko w trzech sy­tu­acjach: je­że­li Sejm przez trzy mie­sią­ce nie po­wo­ła rzą­du, je­że­li przez trzy mie­sią­ce nie uchwa­li usta­wy bu­dże­to­wej, je­że­li po­dej­mie usta­wę lub uchwa­łę, któ­ra unie­moż­li­wi pre­zy­den­to­wi wy­ko­ny­wa­nie jego kon­sty­tu­cyj­nych upraw­nień okre­ślo­nych w art. 32 ust. 2. Ta ostat­nia prze­słan­ka była na tyle nie­okre­ślo­na, że da­wa­ła pre­zy­den­to­wi bar­dzo sil­ną po­zy­cję w ra­zie ewen­tu­al­ne­go kon­flik­tu z Sej­mem. Tak jak po­przed­nio, rząd i po­szcze­gól­ni mi­ni­stro­wie byli po­wo­ły­wa­ni przez Sejm, ale pre­zy­dent uzy­skał wy­łącz­ne pra­wo przed­sta­wia­nia kan­dy­da­ta na pre­mie­ra. Na­to­miast po­wo­ły­wa­nie mi­ni­strów mo­gło na­stę­po­wać tyl­ko na wnio­sek pre­mie­ra uzgod­nio­ny z pre­zy­den­tem. Sejm miał moż­li­wość od­mó­wie­nia po­wo­ła­nia ta­kich kan­dy­da­tów, ale nie mógł zgło­sić kan­dy­da­tów wła­snych, a prze­dłu­ża­ją­cy się kon­flikt nad two­rze­niem rzą­du mógł pro­wa­dzić po trzech mie­sią­cach do roz­wią­za­nia Sej­mu. Sejm mógł w każ­dym cza­sie od­wo­łać za­rów­no całą Radę Mi­ni­strów, jak i jej po­szcze­gól­nych człon­ków, za­cho­wa­na więc zo­sta­ła za­sa­da po­li­tycz­nej od­po­wie­dzial­no­ści rzą­du przed Sej­mem. Pra­wa od­wo­ły­wa­nia mi­ni­strów nie miał na­to­miast pre­zy­dent; raz po­wo­ła­ny ga­bi­net mu­siał być przez pre­zy­den­ta to­le­ro­wa­ny. Pew­ne uza­leż­nie­nie pre­zy­den­ta od rzą­du wy­ni­ka­ło z wy­mo­gu, by waż­niej­sze akty praw­ne pre­zy­den­ta były kontr­asy­gno­wa­ne przez pre­mie­ra. Za­kres tych ak­tów mia­ła okre­ślić od­ręb­na usta­wa, a po­nie­waż nie do­szło do jej uchwa­le­nia, in­sty­tu­cja kontr­asy­gna­ty po­zo­sta­ła na pa­pie­rze. No­we­la kwiet­nio­wa wpro­wa­dzi­ła sys­tem rzą­dów sta­no­wią­cy szcze­gól­ne prze­mie­sza­nie daw­nej kon­cep­cji jed­no­li­to­ści wła­dzy pań­stwo­wej z ele­men­ta­mi pre­zy­den­cja­li­zmu (w nie­któ­rych sfor­mu­ło­wa­niach no­we­la kwiet­nio­wa przy­po­mi­na­ła nie­co fran­cu­ską kon­sty­tu­cję V Re­pu­bli­ki z 1958 roku). Po­wią­za­nie no­we­li z daw­nym tek­stem kon­sty­tu­cji z 1952 roku mu­sia­ło do­pro­wa­dzić do we­wnętrz­nych sprzecz­no­ści. W wie­lu frag­men­tach nowe roz­wią­za­nia moż­na było oce­nić jako an­ty­par­la­men­tar­ne, a na­wet – po­ten­cjal­nie – an­ty­de­mo­kra­tycz­ne, gdyż pre­zy­den­to­wi po­wie­rzo­no po­waż­ne kom­pe­ten­cje uję­te w tak nie­pre­cy­zyj­ny spo­sób, że po­zwa­la­ło mu to na ich wy­ko­rzy­sta­nie w każ­dym wła­ści­wie kie­run­ku. Ta­kie było jed­nak za­ło­że­nie au­to­rów no­we­li kwiet­nio­wej, któ­rzy po­strze­ga­li pre­zy­den­tu­rę jako ostat­nią gwa­ran­cję za­cho­wa­nia ist­nie­ją­ce­go sys­te­mu wła­dzy i pra­gnę­li po­zo­sta­wić pre­zy­den­to­wi moż­li­wość prze­kre­śle­nia usta­leń Okrą­głe­go Sto­łu. 9. Prak­ty­ka kon­sty­tu­cyj­na po­szła w zu­peł­nie in­nym kie­run­ku. Pre­zy­den­tem zo­stał wpraw­dzie gen. Woj­ciech Ja­ru­zel­ski, ale nie po­dej­mo­wał on prób wy­ko­rzy­sty­wa­nia swo­ich sze­ro­kich kom­pe­ten­cji i lo­jal­nie ak­cep­to­wał za­cho­dzą­ce prze­mia­ny po­li­tycz­ne, któ­rych sym­bo­lem był rząd Ta­de­usza Ma­zo­wiec­kie­go. Dość szyb­ko do­pro­wa­dzi­ło to do par­la­men­ta­ry­za­cji sys­te­mu: ośrod­kiem po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji po­li­tycz­nych stał się rząd dzia­ła­ją­cy w po­ro­zu­mie­niu z klu­ba­mi więk­szo­ści par­la­men­tar­nej, a rola pre­zy­den­ta ogra­ni­czy­ła się do skrom­nych tyl­ko roz­mia­rów. Mo­del fak­tycz­ny istot­nie roz­mi­jał się więc z mo­de­lem za­kła­da­nym przez twór­ców no­we­li kwiet­nio­wej, a nie­bez­pie­czeń­stwa mo­gą­ce wy­ni­kać z tego mo­de­lu nie po­twier­dzi­ły się w no­wej rze­czy­wi­sto­ści ustro­jo­wej. Już je­sie­nią 1989 roku oczy­wi­sta sta­ła się po­trze­ba uchwa­le­nia no­wej kon­sty­tu­cji. Obie izby par­la­men­tu po­wo­ła­ły spe­cjal­ne ko­mi­sje ma­ją­ce przy­go­to­wać pro­jekt, jed­no­cze­śnie zda­wa­no so­bie spra­wę z tego, że pew­ne zmia­ny mu­szą być do­ko­na­ne na­tych­miast, bez cze­ka­nia na za­koń­cze­nie prac nad peł­ną for­mą kon­sty­tu­cji. Dało to po­czą­tek dwu­to­ro­wo­ści prac kon­sty­tu­cyj­nych, z jed­nej stro­ny – przy­go­to­wy­wa­no nową kon­sty­tu­cję (a mia­ło to za­brać po­nad sie­dem lat), z dru­giej, do­ko­ny­wa­no cząst­ko­wych zmian w kon­sty­tu­cji obo­wią­zu­ją­cej. Taka była ge­ne­za tak zwa­nej no­we­li gru­dnio­wej (29 grud­nia 1989), któ­ra cał­ko­wi­cie prze­re­da­go­wa­ła pierw­szy roz­dział kon­sty­tu­cji, usu­wa­jąc z nie­go za­sa­dy kie­row­ni­czej roli par­tii oraz przy­jaź­ni ze Związ­kiem Ra­dziec­kim, a za­pi­su­jąc nowe pod­sta­wo­we za­sa­dy ustro­ju po­li­tycz­ne­go. Zna­cze­nie wio­dą­ce przy­pa­da­ło no­we­mu art. 1, okre­śla­ją­ce­mu Pol­skę jako „[…] de­mo­kra­tycz­ne pań­stwo praw­ne, urze­czy­wist­nia­ją­ce za­sa­dy spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej”; bar­dzo waż­ne były też po­sta­no­wie­nia o plu­ra­li­zmie po­li­tycz­nym (art. 4), swo­bo­dzie dzia­łal­no­ści go­spo­dar­czej (art. 6) i ochro­nie wła­sno­ści (art. 7). Daw­ne prze­pi­sy kon­sty­tu­cyj­ne zy­ska­ły w ten spo­sób nowe pod­sta­wy ak­sjo­lo­gicz­ne, co szyb­ko zna­la­zło sto­sow­ne roz­wi­nię­cie w orzecz­nic­twie Try­bu­na­łu Kon­sty­tu­cyj­ne­go i in­nych or­ga­nów są­do­wych. W mar­cu 1990 roku do­ko­na­no ko­lej­nej no­we­li­za­cji kon­sty­tu­cji, wpro­wa­dza­jąc nowe po­sta­no­wie­nia o ustro­ju wła­dzy lo­kal­nej i re­ak­ty­wu­jąc sys­tem sa­mo­rzą­du te­ry­to­rial­ne­go. 10. Roz­wój sy­tu­acji po­li­tycz­nej stwo­rzył la­tem 1990 roku oko­licz­no­ści, dzię­ki któ­rym gen. Woj­ciech Ja­ru­zel­ski za­de­kla­ro­wał go­to­wość ustą­pie­nia z urzę­du pre­zy­den­ta. Po­nie­waż nie wi­dzia­no sen­su w utrzy­my­wa­niu kom­pe­ten­cji Zgro­ma­dze­nia Na­ro­do­we­go do do­ko­ny­wa­nia wy­bo­ru pre­zy­den­ta, no­we­la kon­sty­tu­cyj­na z 27 wrze­śnia 1990 roku wpro­wa­dzi­ła tryb po­wo­ły­wa­nia pre­zy­den­ta w gło­so­wa­niu po­wszech­nym i skró­ci­ła ka­den­cję pre­zy­den­ta do pię­ciu lat. W grud­niu 1990 roku na urząd pre­zy­den­ta zo­stał wy­bra­ny Lech Wa­łę­sa. W cią­gu na­stęp­ne­go roku doj­rze­wa­ła kon­cep­cja przy­spie­sze­nia wy­bo­rów par­la­men­tar­nych – pa­mię­ta­my, że wy­bo­ry z 1989 roku mia­ły cha­rak­ter w peł­ni de­mo­kra­tycz­ny tyl­ko w od­nie­sie­niu do Se­na­tu, na­to­miast w Sej­mie był z góry okre­ślo­ny po­dział man­da­tów mię­dzy po­szcze­gól­ne ugru­po­wa­nia. Je­sie­nią 1991 roku Sejm pod­jął uchwa­łę o sa­mo­roz­wią­za­niu. Wy­bo­ry przy­nio­sły par­la­men­to­wi le­gi­ty­ma­cję de­mo­kra­tycz­ną, ale do­pro­wa­dzi­ły do bar­dzo sil­ne­go roz­bi­cia Sej­mu, przez co nie było moż­li­we ukształ­to­wa­nie sta­bil­nej więk­szo­ści po­pie­ra­ją­cej rząd. Ga­bi­net Jana Ol­szew­skie­go, utwo­rzo­ny w grud­niu 1991 roku w opar­ciu o bar­dzo chwiej­ną ko­ali­cję kil­ku ugru­po­wań, dość szyb­ko zna­lazł się w kon­flik­cie z pre­zy­den­tem Wa­łę­są. Do­pro­wa­dzi­ło to do od­wo­ła­nia tego rzą­du przez Sejm (czer­wiec 1992), do­pie­ro jed­nak pod ko­niec lip­ca uda­ło się ufor­mo­wać nowy ga­bi­net pod kie­row­nic­twem Han­ny Su­choc­kiej. Przy tej oka­zji wy­raź­nie ujaw­ni­ły się luki i wady obo­wią­zu­ją­cych ure­gu­lo­wań kon­sty­tu­cyj­nych, co prze­ko­na­ło po­li­ty­ków do pod­ję­cia szer­szej re­for­my obo­wią­zu­ją­cej kon­sty­tu­cji. Pra­ce nad nową kon­sty­tu­cją to­czy­ły się w par­la­men­cie od 1989 roku, ale przed wy­bo­ra­mi 1991 roku uda­ło się wy­pra­co­wać je­dy­nie pro­jek­ty, przy czym za­ry­so­wa­ły się znacz­ne roz­bież­no­ści mię­dzy izba­mi – osta­tecz­nie w każ­dej z nich po­wstał od­ręb­ny pro­jekt. Nie uda­ło się więc 3 maja 1991 roku uchwa­lić no­wej kon­sty­tu­cji, jak to pier­wot­nie za­mie­rza­no. Po wy­bo­rach 1991 roku po­sta­no­wio­no pra­ce kon­sty­tu­cyj­ne upo­rząd­ko­wać, cze­go efek­tem była usta­wa kon­sty­tu­cyj­na z 23 kwiet­nia 1992 roku o try­bie przy­go­to­wa­nia i uchwa­le­nia Kon­sty­tu­cji Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej. Po­wie­rzy­ła ona uchwa­le­nie no­wej kon­sty­tu­cji Zgro­ma­dze­niu Na­ro­do­we­mu (co mia­ło za­po­biec spo­rom mię­dzy izba­mi); pro­jekt mia­ła wy­pra­co­wać Ko­mi­sja Kon­sty­tu­cyj­na zło­żo­na z czter­dzie­stu sze­ściu po­słów i dzie­się­ciu se­na­to­rów, a kon­sty­tu­cja uchwa­lo­na przez Zgro­ma­dze­nie wy­ma­ga­ła jesz­cze po­twier­dze­nia w re­fe­ren­dum. Jak wia­do­mo od­by­ło się ono do­pie­ro wio­sną 1997 roku. Prze­wle­ka­nie się prac nad nową kon­sty­tu­cją do­pro­wa­dzi­ło do po­ja­wie­nia się idei uchwa­le­nia aktu tym­cza­so­wo re­gu­lu­ją­ce­go kwe­stie wy­ma­ga­ją­ce naj­pil­niej­sze­go upo­rząd­ko­wa­nia, a więc sto­sun­ki mię­dzy par­la­men­tem, pre­zy­den­tem a rzą­dem. Pierw­sze pro­jek­ty wnie­sio­no na je­sie­ni 1991 roku, a rok póź­niej uchwa­lo­no usta­wę kon­sty­tu­cyj­ną z 17 paź­dzier­ni­ka 1992 roku o wza­jem­nych sto­sun­kach mię­dzy wła­dzą usta­wo­daw­czą i wy­ko­naw­czą Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej oraz o sa­mo­rzą­dzie te­ry­to­rial­nym, zwa­ną po­pu­lar­nie Małą Kon­sty­tu­cją. IV. Mała Kon­sty­tu­cja 11. Usta­wa kon­sty­tu­cyj­na z 17 paź­dzier­ni­ka 1992 roku była w za­ło­że­niu ak­tem tym­cza­so­wym i nie­peł­nym. Re­gu­lo­wa­ła ona za­gad­nie­nia wła­dzy usta­wo­daw­czej (rozdz. 2), wła­dzy wy­ko­naw­czej (rozdz. 3 i 4) oraz sa­mo­rzą­du te­ry­to­rial­ne­go (rozdz. 5). W po­zo­sta­łych kwe­stiach utrzy­my­wa­ła obo­wią­zy­wa­nie daw­nych prze­pi­sów kon­sty­tu­cyj­nych, choć jed­no­cze­śnie de­kla­ro­wa­ła, że „[…] tra­ci moc Kon­sty­tu­cja z 22 lip­ca 1952 r.” (art. 77). 12. Re­la­cje mię­dzy le­gi­sla­ty­wą a eg­ze­ku­ty­wą pod­po­rząd­ko­wa­no za­sa­dzie po­dzia­łu władz (art. 1 Ma­łej Kon­sty­tu­cji), tym sa­mym ode­rwa­no się od za­sa­dy jed­no­li­to­ści wła­dzy pań­stwo­wej, a Sejm utra­cił swo­ją daw­ną po­zy­cję naj­wyż­sze­go or­ga­nu wła­dzy pań­stwo­wej. Po­zo­sta­wio­no za­sa­dę dwu­izbo­wo­ści par­la­men­tu, przy czym kon­cep­cja i po­zy­cja Se­na­tu nie ule­gły zmia­nom. Nadal więc Sejm li­czył czte­ry­stu sześć­dzie­się­ciu po­słów i po­cho­dził z po­wszech­nych i rów­nych wy­bo­rów, a Se­nat li­czył stu se­na­to­rów i po­cho­dził z wy­bo­rów po­wszech­nych, z tym że se­na­to­ro­wie byli wy­bie­ra­ni po dwóch z każ­de­go wo­je­wódz­twa (a w wo­je­wódz­twie sto­łecz­nym i ka­to­wic­kim – po trzech). Nadal też Sejm po­zo­sta­wał izbą znacz­nie sil­niej­szą, bo obok funk­cji usta­wo­daw­czej spra­wo­wał kon­tro­lę nad dzia­łal­no­ścią rzą­du, uczest­ni­czył w jego po­wo­ły­wa­niu i mógł eg­ze­kwo­wać jego od­po­wie­dzial­ność, a tak­że po­wo­ły­wał wie­le in­nych or­ga­nów pań­stwa. Kom­pe­ten­cje Se­na­tu ogra­ni­cza­ły się nie­mal wy­łącz­nie do udzia­łu w usta­wo­daw­stwie: Se­nat roz­pa­try­wał każ­dą usta­wę uchwa­lo­ną przez Sejm, mógł do niej za­pro­po­no­wać po­praw­ki lub wnieść o jej od­rzu­ce­nie (pro­po­zy­cje te mo­gły zo­stać od­rzu­co­ne przez Sejm bez­względ­ną więk­szo­ścią gło­sów, ale je­śli ta­kiej więk­szo­ści za­bra­kło, to uzna­wa­ło się je za przy­ję­te). Był to je­den z przy­kła­dów tak zwa­nej ra­cjo­na­li­za­cji sys­te­mu – Sejm mógł na­rzu­cić swą wolę Se­na­to­wi, ale pod wa­run­kiem zbu­do­wa­nia bez­względ­nej więk­szo­ści. Je­śli nie uda­ło się stwo­rzyć ta­kiej więk­szo­ści, to – jak gdy­by za karę – Sejm mu­siał ustą­pić przed wolą Se­na­tu. Par­la­ment prze­stał być jed­nak wy­łącz­nym usta­wo­daw­cą. Choć nie po­wró­co­no do in­sty­tu­cji de­kre­tów z mocą usta­wy (pre­zy­dent nadal po­zba­wio­ny był pra­wa sta­no­wie­nia ak­tów o mocy usta­wy), to wpro­wa­dzo­no roz­po­rzą­dze­nia z mocą usta­wy, wy­da­wa­ne przez rząd i pod­pi­sy­wa­ne przez pre­zy­den­ta. Mo­gły one być wy­da­wa­ne tyl­ko w ra­mach ogól­nej de­le­ga­cji udzie­lo­nej w usta­wie, więc mu­sia­ły się opie­rać na przy­zwo­le­niu par­la­men­tu. W prak­ty­ce par­la­ment nig­dy nie udzie­lił ta­kie­go przy­zwo­le­nia. 13. Naj­wię­cej trud­no­ści spra­wia­ło twór­com Ma­łej Kon­sty­tu­cji okre­śle­nie po­zy­cji i kom­pe­ten­cji pre­zy­den­ta. Z jed­nej stro­ny, było oczy­wi­ste, że w kon­sty­tu­cji nie po­win­ny po­zo­stać an­ty­par­la­men­tar­ne ak­cen­ty no­we­li kwiet­nio­wej, zwłasz­cza że układ po­li­tycz­ny, któ­re­mu mia­ły one słu­żyć, prze­szedł już do hi­sto­rii. Z dru­giej stro­ny, roz­bi­cie po­li­tycz­ne Sej­mu (a więc jego sła­bość) i sil­na oso­bo­wość Le­cha Wa­łę­sy utrud­nia­ły wpro­wa­dza­nie ogra­ni­czeń do­tych­cza­so­wej po­zy­cji gło­wy pań­stwa. Za­cho­wa­ny zo­stał mo­del kom­pro­mi­so­wy – po­zba­wio­ny we­wnętrz­nej spój­no­ści. Utrzy­ma­no za­sa­dę wy­bo­ru pre­zy­den­ta przez na­ród (co jest roz­wią­za­niem ty­po­wym dla sys­te­mu pre­zy­denc­kie­go); pre­zy­dent za­cho­wał też szcze­gól­ną po­zy­cję w za­kre­sie obron­no­ści i bez­pie­czeń­stwa pań­stwa. Ar­ty­kuł 28 ust. 2 Ma­łej Kon­sty­tu­cji wska­zy­wał: „[…] pre­zy­dent czu­wa nad prze­strze­ga­niem Kon­sty­tu­cji, stoi na stra­ży su­we­ren­no­ści i bez­pie­czeń­stwa pań­stwa, nie­na­ru­szal­no­ści i nie­po­dziel­no­ści jego te­ry­to­rium oraz prze­strze­ga­nia umów mię­dzy­na­ro­do­wych”. Była to for­mu­ła bar­dzo zbli­żo­na do daw­ne­go art. 32 ust. 2 kon­sty­tu­cji i po­zo­sta­wia­ją­ca po­dob­ne wąt­pli­wo­ści in­ter­pre­ta­cyj­ne. Dal­sze po­sta­no­wie­nia Ma­łej Kon­sty­tu­cji przy­zna­wa­ły pre­zy­den­to­wi spra­wo­wa­nie ogól­ne­go kie­row­nic­twa w dzie­dzi­nie sto­sun­ków za­gra­nicz­nych (art. 32 ust. 1) oraz ze­wnętrz­ne­go i we­wnętrz­ne­go bez­pie­czeń­stwa pań­stwa (art. 34), co też było da­le­kie od pre­cy­zji i kry­ło w so­bie za­po­wiedź kon­flik­tów kom­pe­ten­cyj­nych z rzą­dem. Pre­zy­dent za­cho­wał swe upraw­nie­nia w pro­ce­sie usta­wo­daw­czym, a zwłasz­cza – przed pod­pi­sa­niem usta­wy – moż­li­wość zło­że­nia weta wo­bec usta­wy przy­ję­tej przez par­la­ment lub też skie­ro­wa­nia tej usta­wy do Try­bu­na­łu Kon­sty­tu­cyj­ne­go w celu zba­da­nia jej zgod­no­ści z kon­sty­tu­cją. Za­cho­wał tak­że pra­wo roz­wią­za­nia Sej­mu (co ozna­cza­ło jed­no­cze­sne roz­wią­za­nie Se­na­tu), ale tyl­ko w trzech sy­tu­acjach: je­że­li w cią­gu trzech mie­się­cy nie zo­sta­nie uchwa­lo­na usta­wa bu­dże­to­wa (art. 21 ust. 4), je­że­li nie po­wio­dą się ko­lej­ne sta­dia two­rze­nia rzą­du (art. 62), je­że­li Sejm wy­ra­zi rzą­do­wi tak zwa­ne nie­kon­struk­tyw­ne wo­tum nie­uf­no­ści (art. 66 ust. 5). Od­pa­dła więc ogól­na prze­słan­ka „[…] uchwa­le­nia usta­wy lub uchwa­ły unie­moż­li­wia­ją­cej pre­zy­den­to­wi wy­ko­ny­wa­nie jego kon­sty­tu­cyj­nych upraw­nień, o któ­rych mowa w art. 32 ust. 2” (daw­ny art. 30 ust. 2 kon­sty­tu­cji), co ozna­cza­ło osła­bie­nie roli pre­zy­den­ta. Mała Kon­sty­tu­cja do­pusz­cza­ła bo­wiem roz­wią­za­nie Sej­mu tyl­ko w tych sy­tu­acjach, w któ­rych nie był on w sta­nie re­ali­zo­wać swych za­dań kon­sty­tu­cyj­nych (uchwa­la­nie bu­dże­tu, two­rze­nie rzą­du), a więc Sejm, w któ­rym ist­nia­ła sta­bil­na – na­wet wro­ga pre­zy­den­to­wi – więk­szość, nie mógł zo­stać roz­wią­za­ny. Był to ko­lej­ny prze­jaw ra­cjo­na­li­za­cji sto­sun­ków mię­dzy or­ga­na­mi na­czel­ny­mi. Pre­zy­dent brał ak­tyw­ny udział w po­wo­ły­wa­niu rzą­du (o czym da­lej), na­to­miast nie dys­po­no­wał nie­mal żad­ny­mi kom­pe­ten­cja­mi wo­bec rzą­du już ist­nie­ją­ce­go. Mała Kon­sty­tu­cja nie wpro­wa­dzi­ła od­po­wie­dzial­no­ści rzą­du przed pre­zy­den­tem, nie dała też gło­wie pań­stwa praw­nych moż­li­wo­ści kie­ro­wa­nia dzia­ła­nia­mi rzą­du, a więc za­stę­po­wa­nia pre­mie­ra. W tym za­kre­sie nie przy­ję­to w Pol­sce roz­wią­zań wła­ści­wych sys­te­mo­wi pre­zy­denc­kie­mu. Ogra­ni­czo­ne były też upraw­nie­nia pre­zy­den­ta wo­bec wła­dzy są­dow­ni­czej. Po­wo­ły­wał on sę­dziów, ale za­wsze na wnio­sek Kra­jo­wej Rady Są­dow­ni­czej, po­wo­ły­wał bądź brał udział w po­wo­ły­wa­niu kie­row­nic­twa Sądu Naj­wyż­sze­go i Na­czel­ne­go Sądu Ad­mi­ni­stra­cyj­ne­go, wy­ko­ny­wał pra­wo ła­ski. Tak jak we wszyst­kich sys­te­mach opar­tych na za­sa­dzie po­dzia­łu władz, pre­zy­dent po­no­sił tyl­ko od­po­wie­dzial­ność kon­sty­tu­cyj­ną: w ra­zie na­ru­sze­nia kon­sty­tu­cji lub usta­wy mógł zo­stać przez Zgro­ma­dze­nie Na­ro­do­we – więk­szo­ścią dwóch trze­cich gło­sów – po­sta­wio­ny w stan oskar­że­nia przed Try­bu­na­łem Sta­nu, któ­ry mógł orzec o po­zba­wie­niu pre­zy­den­ta urzę­du. Pre­zy­dent nie po­no­sił od­po­wie­dzial­no­ści par­la­men­tar­nej (nie mógł zo­stać od­wo­ła­ny ze sta­no­wi­ska przez par­la­ment z po­wo­dów po­li­tycz­nych), na­to­miast Mała Kon­sty­tu­cja ure­al­ni­ła in­sty­tu­cję kontr­asy­gna­ty, wpro­wa­dza­jąc jej ge­ne­ral­ny wy­móg dla waż­no­ści wszyst­kich ak­tów praw­nych pre­zy­den­ta (art. 46) i okre­śla­jąc wy­jąt­ki od tego wy­mo­gu (art. 47). Po­nie­waż udzie­le­nie kontr­asy­gna­ty na­le­ża­ło do pre­mie­ra lub od­po­wied­nie­go mi­ni­stra, zy­ski­wa­li oni moż­li­wość kon­tro­lo­wa­nia de­cy­zji pre­zy­den­ta, zwłasz­cza że za udzie­le­nie kontr­asy­gna­ty pre­mier lub mi­ni­ster mógł być po­cią­gnię­ty do od­po­wie­dzial­no­ści par­la­men­tar­nej. 14. Rząd (Rada Mi­ni­strów) okre­ślo­ny zo­stał jako or­gan pro­wa­dzą­cy po­li­ty­kę we­wnętrz­ną i za­gra­nicz­ną, kie­ru­ją­cy ca­ło­ścią ad­mi­ni­stra­cji rzą­do­wej i po­dej­mu­ją­cy de­cy­zje we wszyst­kich spra­wach po­li­ty­ki pań­stwa, któ­re nie zo­sta­ły za­strze­żo­ne dla pre­zy­den­ta lub in­ne­go or­ga­nu ad­mi­ni­stra­cji pań­stwo­wej bądź sa­mo­rzą­du (art. 51 i art. 52 ust. 1 Ma­łej Kon­sty­tu­cji). W ra­mach wła­dzy wy­ko­naw­czej do­mnie­ma­nie kom­pe­ten­cji dzia­ła­ło więc na rzecz rzą­du, a nie pre­zy­den­ta. Pro­ces two­rze­nia rzą­du za­czy­nał się za­wsze po wy­bo­rach par­la­men­tar­nych, a tak­że gdy do­szło do dy­mi­sji rzą­du z in­nej przy­czy­ny (art. 64 i art. 22 ust. 3 Ma­łej Kon­sty­tu­cji). Miał on cha­rak­ter bar­dzo skom­pli­ko­wa­ny i obej­mo­wał ko­lej­ne sta­dia, z któ­rych każ­de na­stęp­ne trak­to­wa­ne było jako re­zer­wo­we wo­bec po­przed­nie­go. W pierw­szym pod­sta­wo­wym sta­dium ini­cja­ty­wa na­le­ża­ła do pre­zy­den­ta. De­sy­gno­wał on pre­mie­ra i na jego wnio­sek po­wo­ły­wał peł­ny skład rzą­du, na­stęp­nie rząd ten mu­siał przed­sta­wić Sej­mo­wi swój pro­gram dzia­ła­nia i uzy­skać wo­tum za­ufa­nia wy­ra­żo­ne przez Sejm bez­względ­ną więk­szo­ścią gło­sów. Je­że­li nie do­szło do po­wo­ła­nia rzą­du przez pre­zy­den­ta lub nie uzy­skał on sej­mo­we­go wo­tum za­ufa­nia, otwie­ra­ło się sta­dium na­stęp­ne, w któ­rym Sejm mógł (w cią­gu dwu­dzie­stu je­den dni) sa­mo­dziel­nie do­ko­nać wy­bo­ru no­we­go rzą­du, przy czym ko­niecz­ne było uzy­ska­nie bez­względ­nej więk­szo­ści gło­sów. Pre­zy­dent nie miał w tym sta­dium pra­wa de­cy­zji, ale wy­bór trzech mi­ni­strów – mi­ni­stra obro­ny na­ro­do­wej, mi­ni­stra spraw za­gra­nicz­nych i mi­ni­stra spraw we­wnętrz­nych – wy­ma­gał za­się­gnię­cia jego opi­nii. Je­że­li to sta­dium tak­że nie przy­nio­sło efek­tu, to pra­wo po­wo­ła­nia rzą­du wra­ca­ło do pre­zy­den­ta, a dla uzy­ska­nia wo­tum za­ufa­nia wy­star­cza­ła już tyl­ko zwy­kła więk­szość gło­sów w Sej­mie. W ra­zie nie­po­wo­dze­nia tego sta­dium, Sejm mógł (tak jak w sta­dium dru­gim) do­ko­nać sa­mo­dziel­nie wy­bo­ru no­we­go rzą­du, ale już tyl­ko zwy­kłą więk­szo­ścią gło­sów. Je­że­li to się nie po­wio­dło przed pre­zy­den­tem otwie­ra­ła się al­ter­na­ty­wa: roz­wią­zać Sejm i po wy­bo­rach za­cząć całą pro­ce­du­rę od po­cząt­ku albo sa­mo­dziel­nie po­wo­łać tak zwa­ny rząd pre­zy­denc­ki. Rząd taki mu­siał w cią­gu sze­ściu mie­się­cy uzy­skać wo­tum za­ufa­nia od Sej­mu lub być za­stą­pio­ny przez rząd wy­bra­ny przez Sejm, je­śli tak się nie sta­ło, to pre­zy­dent mu­siał roz­wią­zać Sejm. Był to me­cha­nizm bar­dzo zło­żo­ny i nig­dy nie wy­pró­bo­wa­no jego peł­ne­go dzia­ła­nia w prak­ty­ce. Za­uwa­żyć jed­nak trze­ba, że – sto­sow­nie do kon­cep­cji zra­cjo­na­li­zo­wa­ne­go par­la­men­ta­ry­zmu – Sejm, w któ­rym ist­nia­ła sta­bil­na więk­szość, był w sta­nie na­rzu­cić pre­zy­den­to­wi swój skład Rady Mi­ni­strów. Rola pre­zy­den­ta wzra­sta­ła, gdy chcia­no do­ko­nać zmia­ny w skła­dzie urzę­du­ją­ce­go ga­bi­ne­tu. Po­wo­ła­nie lub od­wo­ła­nie mi­ni­stra na­le­ża­ło bo­wiem do pre­zy­den­ta, z tym że mógł on dzia­łać tyl­ko na wnio­sek pre­mie­ra. Kon­flikt mię­dzy pre­zy­den­tem lub pre­mie­rem mógł więc unie­moż­li­wić do­ko­na­nie zmian w skła­dzie rzą­du. Sejm nie brał udzia­łu w po­dej­mo­wa­niu tych de­cy­zji, je­że­li jed­nak wy­ra­ził mi­ni­stro­wi wo­tum nie­uf­no­ści, to pre­zy­dent mu­siał ta­kie­go mi­ni­stra od­wo­łać. Rada Mi­ni­strów i jej po­szcze­gól­ni człon­ko­wie po­no­si­li od­po­wie­dzial­ność po­li­tycz­ną wo­bec Sej­mu – izba mo­gła im wy­ra­zić (bez­względ­ną więk­szo­ścią gło­sów) wo­tum nie­uf­no­ści, co ozna­cza­ło obo­wią­zek po­da­nia się do dy­mi­sji. O ile jed­nak wy­ra­że­nie wo­tum nie­uf­no­ści po­je­dyn­cze­mu mi­ni­stro­wi za­wsze skut­ko­wa­ło jego odej­ściem, o tyle w od­nie­sie­niu do Rady Mi­ni­strów obo­wią­zek przy­ję­cia jej dy­mi­sji przez pre­zy­den­ta po­ja­wiał się tyl­ko w wy­pad­ku uchwa­le­nia przez Sejm tak zwa­ne­go kon­struk­tyw­ne­go wo­tum nie­uf­no­ści, to zna­czy jed­no­cze­sne­go wy­ra­że­nia wo­tum nie­uf­no­ści urzę­du­ją­ce­mu ga­bi­ne­to­wi i wy­bo­ru no­we­go pre­mie­ra. Wów­czas Sejm miał dwa­dzie­ścia je­den dni na wy­bór ca­łe­go rzą­du, a pre­zy­dent mu­siał taki rząd po­wo­łać. Je­że­li na­to­miast Sejm wy­ra­ził Ra­dzie Mi­ni­strów tak zwa­ne zwy­kłe (nie­kon­struk­tyw­ne) wo­tum nie­uf­no­ści, to zna­czy nie po­łą­czył tego wo­tum nie­uf­no­ści z wy­bo­rem no­we­go pre­mie­ra, to pre­zy­den­to­wi po­zo­sta­wał wy­bór mię­dzy przy­ję­ciem dy­mi­sji rzą­du a roz­wią­za­niem Sej­mu. 15. Mała Kon­sty­tu­cja ze­rwa­ła z an­ty­par­la­men­tar­ny­mi roz­wią­za­nia­mi no­we­li kwiet­nio­wej, umiesz­cza­jąc urząd pre­zy­den­ta w wy­raź­niej­szych ra­mach kon­sty­tu­cyj­nych. Przy­ję­ła też wie­le ure­gu­lo­wań ty­po­wych dla mo­de­lu par­la­men­tar­ne­go (przede wszyst­kim od­po­wie­dzial­ność rzą­du wo­bec par­la­men­tu i udział par­la­men­tu w two­rze­niu rzą­du), sta­wia­jąc Sejm na pierw­szym miej­scu w sys­te­mie po­dzia­łu wła­dzy. Wa­run­kiem było jed­nak ist­nie­nie w Sej­mie sil­nej i sta­bil­nej więk­szo­ści – wów­czas mógł on na­rzu­cać swe sta­no­wi­sko za­rów­no Se­na­to­wi, jak i pre­zy­den­to­wi, oraz utwo­rzyć rząd od­po­wia­da­ją­cy jego pre­fe­ren­cjom. Gdy zaś ta­kiej więk­szo­ści za­bra­kło, rola Sej­mu ule­ga­ła ogra­ni­cze­niu na rzecz po­zo­sta­łych or­ga­nów, a rząd sta­wał się w więk­szej mie­rze za­leż­ny od pre­zy­den­ta. Był to więc sys­tem tak zwa­ne­go par­la­men­ta­ry­zmu zra­cjo­na­li­zo­wa­ne­go, przy­po­mi­na­ją­cy w nie­któ­rych frag­men­tach roz­wią­za­nia Usta­wy Za­sad­ni­czej RFN z 1949 roku. Trze­ba jed­nak pod­kre­ślić, że nie był to sys­tem pod­po­rząd­ko­wa­ny tyl­ko jed­nej kon­cep­cji mo­de­lo­wej. Po­wszech­ne wy­bo­ry pre­zy­den­ta i nie­któ­re jego kom­pe­ten­cje (zwłasz­cza z za­kre­su po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej, bez­pie­czeń­stwa i obron­no­ści pań­stwa) przy­po­mi­na­ły ra­czej sys­tem pre­zy­denc­ki, a spo­sób spra­wo­wa­nia urzę­du przez Le­cha Wa­łę­sę zde­cy­do­wa­nie umac­niał to wra­że­nie. W re­zul­ta­cie pre­zy­dent uzy­skał pew­ne kom­pe­ten­cje nie­prze­wi­dy­wa­ne w tek­ście Ma­łej Kon­sty­tu­cji. Naj­waż­niej­sze było zdo­by­cie fak­tycz­ne­go wpły­wu na ob­sa­dę trzech klu­czo­wych mi­ni­sterstw: MON, MSZ i MSW, któ­re w znacz­nym stop­niu po­zo­sta­wa­ły poza dys­po­zy­cją pre­mie­ra i więk­szo­ści sej­mo­wej (stąd też po­ja­wi­ło się w prak­ty­ce okre­śle­nie „re­sor­ty pre­zy­denc­kie”). 16. W po­cząt­ko­wym okre­sie obo­wią­zy­wa­nia Ma­łej Kon­sty­tu­cji nie bra­ko­wa­ło kon­flik­tów po­mię­dzy pre­zy­den­tem, rzą­dem i Sej­mem, a fak­tycz­ne funk­cjo­no­wa­nie no­wych re­gu­la­cji nie za­wsze od­po­wia­da­ło na­dzie­jom ich twór­ców. Mała Kon­sty­tu­cja za­czę­ła obo­wią­zy­wać pod­czas dzia­łal­no­ści sła­be­go i roz­bi­te­go we­wnętrz­nie Sej­mu, jaki ukształ­to­wał się po wy­bo­rach z 1991 roku. Nie może więc dzi­wić fakt, że ani sej­mo­wa ko­ali­cja, ani po­pie­ra­ny przez nią ga­bi­net Han­ny Su­choc­kiej nie były w sta­nie prze­ciw­sta­wić się ten­den­cji umac­nia­nia urzę­du pre­zy­den­ta. W maju 1993 roku Sejm wy­ra­ził rzą­do­wi (nie­kon­struk­tyw­ne) wo­tum nie­uf­no­ści – efek­tem było roz­wią­za­nie Sej­mu, a nowe wy­bo­ry (wrze­sień 1993), prze­pro­wa­dzo­ne w opar­ciu o nową or­dy­na­cję wy­bor­czą, przy­nio­sły ja­sny układ sił w Sej­mie, wy­ra­ża­ją­cy się po­wsta­niem ko­ali­cji SLD-PSL. Wy­da­wa­ło się to zmie­niać sy­tu­ację pre­zy­den­ta, gdyż po­wsta­ła sta­bil­na więk­szość sej­mo­wa, pre­fe­ro­wa­na na tle zra­cjo­na­li­zo­wa­ne­go par­la­men­ta­ry­zmu. W prak­ty­ce oka­za­ło się to jed­nak bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne i pro­blem pre­zy­den­tu­ry sil­niej­szej – niż mo­gło to wy­ni­kać z li­te­ry Ma­łej Kon­sty­tu­cji – po­zo­sta­wał nie­roz­wią­za­ny aż do prze­gra­nia wy­bo­rów pre­zy­denc­kich przez Le­cha Wa­łę­sę w koń­cu 1995 roku. Nowy pre­zy­dent nie wi­dział po­trze­by wcho­dze­nia w kon­flik­ty z więk­szo­ścią SLD-PSL, w re­zul­ta­cie wie­le kom­pe­ten­cji gło­wy pań­stwa po­zo­sta­wa­ło uśpio­nych w ostat­nich dwóch la­tach ka­den­cji par­la­men­tu. Osta­tecz­na po­stać pre­zy­den­tu­ry Alek­san­dra Kwa­śniew­skie­go za­czę­ła się kształ­to­wać po wy­bo­rach par­la­men­tar­nych we wrze­śniu 1997 roku, ale już pod rzą­dem no­wej kon­sty­tu­cji. V. Kon­sty­tu­cja z 2 kwiet­nia 1997 roku 17. Przez cały okres ka­den­cji 1993-1997 to­czy­ły się, choć w bar­dzo róż­nym tem­pie, pra­ce nad przy­go­to­wa­niem no­wej kon­sty­tu­cji, tak jak prze­wi­dy­wa­ła to usta­wa kon­sty­tu­cyj­na z 23 kwiet­nia 1992 roku. Pierw­szym ich eta­pem było zgła­sza­nie pro­jek­tów przez pod­mio­ty upraw­nio­ne. Usta­wa kon­sty­tu­cyj­na z 1992 roku da­wa­ła pra­wo ini­cja­ty­wy pre­zy­den­to­wi, Ko­mi­sji Kon­sty­tu­cyj­nej Zgro­ma­dze­nia Na­ro­do­we­go oraz gru­pom pięć­dzie­się­ciu sze­ściu człon­ków Zgro­ma­dze­nia Na­ro­do­we­go, no­we­la z 22 kwiet­nia 1994 roku roz­sze­rzy­ła to pra­wo na gru­pę co naj­mniej pię­ciu­set ty­się­cy wy­bor­ców (jako for­mę ini­cja­ty­wy lu­do­wej) oraz uzna­ła, że pod ob­ra­dy tra­fić też mu­szą pro­jek­ty zgło­szo­ne w po­przed­niej ka­den­cji. Cho­dzi­ło o nada­nie więk­szej re­pre­zen­ta­tyw­no­ści pra­com Ko­mi­sji Kon­sty­tu­cyj­nej, bo w wy­ni­ku wy­bo­rów z wrze­śnia 1993 roku opo­zy­cja w znacz­nym stop­niu stra­ci­ła moż­li­wość wno­sze­nia pro­jek­tów sy­gno­wa­nych przez gru­pę pięć­dzie­się­ciu sze­ściu po­słów i se­na­to­rów. Osta­tecz­nie do Zgro­ma­dze­nia Na­ro­do­we­go wpły­nę­ło sie­dem pro­jek­tów kon­sty­tu­cji wnie­sio­nych przez: 1) Ko­mi­sję Kon­sty­tu­cyj­ną Se­na­tu I ka­den­cji (pro­jekt sy­gno­wa­ła, jesz­cze w ka­den­cji 1991-1993, gru­pa pięć­dzie­się­ciu sze­ściu po­słów i se­na­to­rów), 2) Pol­skie Stron­nic­two Lu­do­we i Unię Pra­cy, 3) Kon­fe­de­ra­cję Pol­ski Nie­pod­le­głej, 4) Unię Wol­no­ści, 5) So­jusz Le­wi­cy De­mo­kra­tycz­nej, 6) pre­zy­den­ta Le­cha Wa­łę­sę, 7) NSZZ „So­li­dar­ność” i ugru­po­wa­nia cen­tro­pra­wi­co­we (tzw. pro­jekt oby­wa­tel­ski wnie­sio­ny w dro­dze ini­cja­ty­wy lu­do­wej). We wrze­śniu 1994 roku od­by­ło się w Zgro­ma­dze­niu Na­ro­do­wym pierw­sze czy­ta­nie tych pro­jek­tów, na­stęp­nie wszyst­kie pro­jek­ty tra­fi­ły do Ko­mi­sji Kon­sty­tu­cyj­nej Zgro­ma­dze­nia Na­ro­do­we­go (przy­po­mnij­my, że skła­da­ła się ona z czter­dzie­stu sze­ściu po­słów i dzie­się­ciu se­na­to­rów) w celu przy­go­to­wa­nia jed­no­li­te­go pro­jek­tu. Ko­mi­sja Kon­sty­tu­cyj­na po­wo­ła­ła sześć sta­łych pod­ko­mi­sji i ze­spół sta­łych eks­per­tów. Pra­ce Ko­mi­sji do­pro­wa­dzi­ły 16 stycz­nia 1997 roku do przy­ję­cia spra­woz­da­nia za­wie­ra­ją­ce­go tekst kon­sty­tu­cji w for­mie tek­stu jed­no­li­te­go. Ta­kie dość po­wol­ne tem­po dzia­ła­nia Ko­mi­sji wy­ni­ka­ło z róż­ne­go ro­dza­ju spo­rów i kon­tro­wer­sji, któ­re blo­ko­wa­ły wy­pra­co­wa­nie wspól­ne­go sta­no­wi­ska. Naj­wię­cej dys­ku­sji wzbu­dzi­ły trzy kwe­stie. Pierw­szą z nich było okre­śle­nie po­zy­cji pre­zy­den­ta i jego roli w sys­te­mie po­dzia­łu władz. Oba­wa przez przy­zna­niem zbyt da­le­ko idą­cych upraw­nień Le­cho­wi Wa­łę­sie skła­nia­ła więk­szość SLD-PSL do po­waż­ne­go ogra­ni­cze­nia zna­cze­nia pre­zy­den­tu­ry. Nie do koń­ca ak­cep­to­wa­ła to opo­zy­cja, a gdy uda­ło się osią­gnąć kom­pro­mis (za­kła­da­ją­cy znacz­ne osła­bie­nie pre­zy­den­ta na rzecz Sej­mu i rzą­du), oka­za­ło się, że urzę­du tego nie bę­dzie już spra­wo­wał Lech Wa­łę­sa. Po­waż­nie ostu­dzi­ło to en­tu­zjazm SLD dla sła­bej pre­zy­den­tu­ry, ale było już za póź­no dla do­ko­na­nia istot­niej­szych zmian. Dru­gą kwe­stią było okre­śle­nie po­zy­cji Ko­ścio­ła i kom­pleks re­gu­la­cji do­ty­czą­cych wol­no­ści su­mie­nia i wy­zna­nia (pew­nym od­pry­skiem tej ge­ne­ral­nej kwe­stii były spo­ry na te­mat ochro­ny ży­cia po­czę­te­go). Tu kon­tro­wer­sje przy­bie­ra­ły chy­ba naj­ostrzej­szą for­mę, prze­kształ­ca­jąc się w dal­szym toku prac kon­sty­tu­cyj­nych w de­ba­tę nad ak­sjo­lo­gicz­ną za­war­to­ścią no­wej kon­sty­tu­cji. Trze­cim istot­nym pro­ble­mem sta­ło się okre­śle­nie za­kre­su tak zwa­nych praw so­cjal­nych. W dys­ku­sji ście­ra­ły się kon­cep­cje li­be­ral­ne z po­glą­da­mi ak­cen­tu­ją­cy­mi rolę pań­stwa w roz­wią­zy­wa­niu tych kwe­stii. Wszyst­kie te dys­ku­sje me­ry­to­rycz­ne zwią­za­ne były tak­że z ogól­nym sta­nem sto­sun­ków mię­dzy ugru­po­wa­nia­mi par­la­men­tar­ny­mi i tak­ty­ką po­li­tycz­ną po­szcze­gól­nych klu­bów i or­ga­ni­za­cji po­li­tycz­nych. Za­słu­gą nur­tu umiar­ko­wa­ne­go było zbu­do­wa­nie na prze­ło­mie 1996 i 1997 roku po­ro­zu­mie­nia czte­rech ugru­po­wań par­la­men­tar­nych (PSL, SLD, UP i UW), co po­zwo­li­ło na uzy­ska­nie więk­szo­ści dwóch trze­cich za­rów­no w Ko­mi­sji Kon­sty­tu­cyj­nej, jak i w Zgro­ma­dze­niu Na­ro­do­wym. Sta­ło się jed­nak oczy­wi­ste, że tak skon­stru­owa­na ko­ali­cja kon­sty­tu­cyj­na bę­dzie sil­nie zwal­cza­na przez opo­zy­cję po­za­par­la­men­tar­ną, zwłasz­cza przez Ak­cję Wy­bor­czą „So­li­dar­ność” i Ruch Od­bu­do­wy Pol­ski, któ­re tym­cza­sem po­wsta­ły. Sta­no­wi­sko AWS i ROP nie mia­ło for­mal­ne­go zna­cze­nia dla gło­so­wań w Zgro­ma­dze­niu Na­ro­do­wym bo ugru­po­wa­nia te nie były wów­czas re­pre­zen­to­wa
LiteraturaKon­sty­tu­cje Pol­ski. Stu­dia mo­no­gra­ficz­ne z dzie­jów pol­skie­go kon­sty­tu­cjo­na­li­zmu, M. Kal­las [red.], t. 2 (1919-1980), War­sza­wa 1990; A. Aj­nen­kiel, Hi­sto­ria Sej­mu pol­skie­go, t. II, cz. II – II­Rzecz­po­spo­li­ta, War­sza­wa 1989; W. Ko­mar­nic­ki, Ustrój pań­stwo­wy Pol­ski współ­cze­snej. Ge­ne­za i sys­tem, Kra­ków 2006 (re­print wy­da­nia z 1937 r.); ar­ty­ku­ły W.T. Ku­le­szy, E. Zwierz­chow­skie­go, J. Cza­jow­skie­go i D. Gó­rec­kie­go, po­świę­co­ne kon­sty­tu­cji z 1935 roku – PSej 2005, nr 2; Pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne II­Rze­czy­po­spo­li­tej: Na­uka i in­sty­tu­cje, P. Sar­nec­ki [red.], Kra­ków 2006; S. Roz­ma­ryn, Pol­skie pra­wo pań­stwo­we, War­sza­wa 1949; W. So­ko­le­wicz, Kon­sty­tu­cja PRL po zmia­nach z 1976 r., War­sza­wa 1978; Z. Ja­rosz, S. Za­wadz­ki, Pra­wo kon­sty­tu­cyj­ne, War­sza­wa 1980; Kon­sty­tu­cja PRL po 30 la­tach jej obo­wią­zy­wa­nia, K. Dzia­ło­cha [red.], Wro­cław 1983. Pro­jek­ty kon­sty­tu­cyj­ne 1989-1991, M. Kal­las [red.], War­sza­wa 1992; J. Za­krzew­ska, Spór o kon­sty­tu­cję, War­sza­wa 1993; Pro­jek­ty Kon­sty­tu­cji. 1993-1997, cz. I i II, R. Chru­ściak [red.], War­sza­wa 1997; R. Chru­ściak, Przy­go­to­wa­nie Kon­sty­tu­cji RP z dnia 2 IV 1997 – prze­bieg prac par­la­men­tar­nych, War­sza­wa 1997; W. Or­łow­ski, Se­nat Trze­ciej Rze­czy­po­spo­li­tej. Ge­ne­za in­sty­tu­cji, Za­mość 2000; R. Chru­ściak, W. Osia­tyń­ski, Two­rze­nie kon­sty­tu­cji w Pol­sce w la­tach 1989-1997, War­sza­wa 2001; M. Kruk, Przy­czy­nek do roz­wa­żań o in­spi­ra­cjach Kon­sty­tu­cji RP z 1997 r., PiP 2001, nr 12; M. Zu­bik, Do­świad­cze­nia okre­su „pro­wi­zo­rium kon­sty­tu­cyj­ne­go” a Kon­sty­tu­cja z 1997 r. „Eu­ro­pej­ski Prze­gląd Pra­wa i Sto­sun­ków Mię­dzy­na­ro­do­wych” 2009, nr 1; P. Sar­nec­ki, Ustrój po­li­tycz­ny Pol­ski po wej­ściu w ży­cie usta­wy kon­sty­tu­cyj­nej z 7 kwiet­nia 1989 r., PSej 2009, nr 3; J. Ciem­niew­ski, No­we­la kon­sty­tu­cyj­na z 29 grud­nia 1989 r., PSej 2009, nr 3. „Mała Kon­sty­tu­cja” w pro­ce­sie prze­mian ustro­jo­wych w Pol­sce, M. Kruk [red.], War­sza­wa 1993; Ga­bi­ne­ty ko­ali­cyj­ne w Pol­sce w la­tach 1989-1996, M. Chmaj i M. Żmi­grodz­ki [red.], Lu­blin 1998; A. Szmyt, Ele­men­ty prak­ty­ki ustro­jo­wej pod rzą­da­mi Ma­łej Kon­sty­tu­cji, Ko­sza­lin 1998; Wej­ście w ży­cie no­wej Kon­sty­tu­cji RP, Z. Wit­kow­ski [red.], To­ruń 1998; K. Dzia­ło­cha, S. Ja­rosz, Kon­sty­tu­cja po dwóch la­tach jej obo­wią­zy­wa­nia, PiP 1999, nr 12; M. Chmaj, Sejm Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej w la­tach 1991-1997, War­sza­wa 1999; G. Ry­dlew­ski, Rzą­dze­nie ko­ali­cyj­ne w Pol­sce, War­sza­wa 2000; M. La­skow­ska, W. So­ko­le­wicz, W ob­li­czu pro­po­no­wa­nych zmian w Kon­sty­tu­cji, [w:] Pra­wo w XXI wie­ku, W. Cza­pliń­ski [red.], War­sza­wa 2006; B. Ba­na­szak, M. Gra­nat, O pro­jek­tach zmia­ny Kon­sty­tu­cji RP z 1997 r., PSej 2007, nr 4; R. Chru­ściak, Pra­ce kon­sty­tu­cyj­ne w la­tach 1997-2007, War­sza­wa 2009; Trans­for­ma­cja ustro­jo­wa w Pol­sce 1989-2009, M. Kruk, J. Waw­rzy­niak [red.], War­sza­wa 2011.
Konstytucja i inne źródła prawa konstytucyjnegoI. Isto­ta i po­ję­cie ter­mi­nu „kon­sty­tu­cja” 19. Pier­wot­ne zna­cze­nie po­ję­cia „kon­sty­tu­cja” (łac. con­sti­tu­tio) od­no­si się do urzą­dze­nia, ukła­du, or­ga­ni­za­cji, na­tu­ry i bywa uży­wa­ne na przy­kład dla okre­śle­nia sta­nu czy­je­goś or­ga­ni­zmu. W pol­skiej tra­dy­cji praw­nej ter­mi­nem tym okre­śla­no uchwa­ły Sej­mu (i stąd, dla od­róż­nie­nia od zwy­kłej uchwa­ły sej­mo­wej, akt z 3 maja 1791 r. – dzi­siaj zwa­ny Kon­sty­tu­cją 3 maja – na­zwa­no wów­czas bar­dziej uro­czy­stym mia­nem „usta­wa rzą­do­wa”). Już jed­nak od XVIII wie­ku na świe­cie za­czę­to uży­wać po­ję­cia „kon­sty­tu­cja” dla aktu okre­śla­ją­ce­go pod­sta­wy ustro­jo­we pań­stwa, i w tym zna­cze­niu sło­wo to funk­cjo­nu­je dzi­siaj w więk­szo­ści ję­zy­ków na­sze­go krę­gu kul­tu­ro­we­go. Pierw­sze kon­sty­tu­cje po­wsta­wa­ły jako ele­ment ogra­ni­cze­nia wła­dzy mo­nar­szej – spi­sa­nie za­sad or­ga­ni­za­cji i funk­cjo­no­wa­nia apa­ra­tu pań­stwo­we­go mia­ło unie­moż­li­wić po­wrót do ab­so­lu­ty­zmu i za­pew­nić pew­ną rów­no­wa­gę mię­dzy wła­dza­mi. Od sa­me­go po­cząt­ku przy­pi­sy­wa­no więc kon­sty­tu­cji nie tyl­ko wa­lor or­ga­ni­za­cyj­ny (kon­sty­tu­cja jako opis ustro­ju władz pań­stwo­wych i za­sad ich funk­cjo­no­wa­nia), ale też wa­lor gwa­ran­cyj­ny (kon­sty­tu­cja jako wy­zna­cze­nie gra­nic, poza któ­re wła­dze te nie mogą wy­kra­czać). Na­wią­zy­wa­no w ten spo­sób do kon­cep­cji u m o w y s p o ł e c z n e j, trak­tu­jąc kon­sty­tu­cję jako pi­sa­ny wy­raz tej umo­wy. Od po­cząt­ku było ja­sne, że kon­sty­tu­cja re­gu­lo­wać ma ustrój władz pań­stwo­wych, co do in­nych na­to­miast ma­te­rii za­ry­so­wy­wa­ły się pew­ne nie­ja­sno­ści. W pierw­szym rzę­dzie spie­ra­no się o to, czy kon­sty­tu­cja ma tak­że re­gu­lo­wać pra­wa i wol­no­ści oby­wa­te­li (re­la­cje jed­nost­ka – wła­dza pań­stwo­wa). Sil­ne w tym okre­sie wpły­wy kon­cep­cji pra­wa na­tu­ral­ne­go su­ge­ro­wa­ły, iż pra­wa i wol­no­ści przy­na­le­żą do po­nad­po­zy­tyw­ne­go sys­te­mu nor­ma­tyw­ne­go, a nor­mo­wa­nie ich w kon­sty­tu­cji (ak­cie pra­wa sta­no­wio­ne­go) może de­pre­cjo­no­wać ich ran­gę i zna­cze­nie. Tym kie­ro­wa­li się twór­cy ame­ry­kań­skiej kon­sty­tu­cji z 1787 roku, któ­rzy nie­mal cał­ko­wi­cie po­mi­nę­li pra­wa i wol­no­ści oby­wa­te­la w jej ory­gi­nal­nym tek­ście. Jed­nak już kil­ka lat póź­niej uchwa­lo­no w USA De­kla­ra­cję Praw sta­no­wią­cą ze­spół po­pra­wek uzu­peł­nia­ją­cych kon­sty­tu­cję i do­ty­czą­cych praw i wol­no­ści jed­nost­ki. Tak­że we Fran­cji De­kla­ra­cja praw czło­wie­ka i oby­wa­te­la z 1789 roku do dziś po­zo­sta­ła pod­sta­wo­wym do­ku­men­tem trak­tu­ją­cym o tych za­gad­nie­niach, a ko­lej­ne kon­sty­tu­cje kon­cen­tro­wa­ły się na za­gad­nie­niach ustro­jo­wych pań­stwa. Stop­nio­wo jed­nak prze­wa­gę zy­ski­wa­ło prze­ko­na­nie, że pra­wa i wol­no­ści sta­no­wią in­te­gral­ny ele­ment kon­sty­tu­cji – było to lo­gicz­ne, je­śli chcia­ło się ak­cen­to­wać zna­cze­nie kon­sty­tu­cji jako aktu wy­zna­cza­ją­ce­go gra­ni­ce dzia­ła­nia pań­stwa i jego or­ga­nów. Ukształ­to­wa­ło się też prze­ko­na­nie, że każ­de pań­stwo de­mo­kra­tycz­ne musi mieć kon­sty­tu­cję, co okre­śla się mia­nem „za­sa­da kon­sty­tu­cjo­na­li­zmu”. Za­sa­da ta ozna­cza jed­nak nie tyl­ko ko­niecz­ność ist­nie­nia kon­sty­tu­cji, ale też obec­ność me­cha­ni­zmów za­pew­nia­ją­cych jej prze­strze­ga­nie i bez­po­śred­nie sto­so­wa­nie. 20. Współ­cze­sny kon­sty­tu­cjo­na­lizm zna wie­le ro­dza­jów kon­sty­tu­cji i tyl­ko przy­kła­do­wo na­le­ży wska­zać po­dzia­ły naj­waż­niej­sze. A. Pierw­szy z nich to po­dział na kon­sty­tu­cje pi­sa­ne (a więc uję­te w for­mę aktu lub ak­tów nor­ma­tyw­nych) i kon­sty­tu­cje nie­pi­sa­ne (a więc opar­te na pra­wie zwy­cza­jo­wym, kon­we­nan­sach kon­sty­tu­cyj­nych i pre­ce­den­sach są­do­wych). Kon­sty­tu­cja pi­sa­na jest zja­wi­skiem ty­po­wym – tyl­ko w Wiel­kiej Bry­ta­nii (i przez pe­wien czas w Izra­elu) nie ma kon­sty­tu­cji pi­sa­nej, ale jest to wy­ni­kiem spe­cy­fi­ki bry­tyj­skiej i nie sta­no­wi wzo­ru dla in­nych państw. B. Kon­sty­tu­cje moż­na po­dzie­lić tak­że na kon­sty­tu­cje sztyw­ne i kon­sty­tu­cje ela­stycz­ne. Kry­te­rium sta­no­wi moc praw­na kon­sty­tu­cji w sto­sun­ku do ustaw zwy­kłych: kon­sty­tu­cja sztyw­na, to taka, któ­ra ma wyż­szą moc praw­ną od ustaw zwy­kłych (w kon­se­kwen­cji usta­wy te nie mogą zmie­niać kon­sty­tu­cji i mu­szą być z nią zgod­ne – wo­kół tej za­sa­dy po­wsta­ło tzw. są­dow­nic­two kon­sty­tu­cyj­ne); kon­sty­tu­cja ela­stycz­na to taka, któ­rą zmie­nia się w ta­kim sa­mym try­bie jak usta­wy (w kon­se­kwen­cji nie jest ona chro­nio­na przed in­ge­ren­cją usta­wo­daw­cy, a samo wy­od­ręb­nie­nie kon­sty­tu­cji opie­ra się na kry­te­rium ma­te­rial­nym – tre­ści re­gu­la­cji, a nie for­mal­nym – mocy praw­nej re­gu­la­cji). Kon­sty­tu­cja sztyw­na jest zja­wi­skiem ty­po­wym, kon­sty­tu­cje ela­stycz­ne na­le­żą do rzad­ko­ści (oczy­wi­ście Wiel­ka Bry­ta­nia, Wło­chy przed I woj­ną świa­to­wą). C. Trze­cie kry­te­rium dzie­li kon­sty­tu­cje na jed­no­li­te i zło­żo­ne. Te pierw­sze uj­mu­ją całą ma­te­rię kon­sty­tu­cyj­ną w jed­nym ak­cie (co jest współ­cze­śnie zja­wi­skiem ty­po­wym), te dru­gie skła­da­ją się z kil­ku ak­tów, z któ­rych każ­dy re­gu­lu­je pe­wien wy­ci­nek ma­te­rii kon­sty­tu­cyj­nej. Przy­kła­du kon­sty­tu­cji zło­żo­nej do­star­cza­ła tak zwa­na III Re­pu­bli­ka Fran­cu­ska (1875-1940), opie­ra­ją­ca or­ga­ni­za­cję apa­ra­tu pań­stwo­we­go na kil­ku wy­cin­ko­wych usta­wach kon­sty­tu­cyj­nych; wi­docz­ne jest to rów­nież w nie­któ­rych pań­stwach nor­dyc­kich (Szwe­cja, Fin­lan­dia do 1999 r.), a tak­że w Izra­elu, Ka­na­dzie czy Cze­chach. Rów­nież Pol­ska w la­tach 1992-1997 (gdy obok Ma­łej Kon­sty­tu­cji obo­wią­zy­wa­ły utrzy­ma­ne w mocy daw­niej­sze prze­pi­sy kon­sty­tu­cyj­ne oraz usta­wa kon­sty­tu­cyj­na o try­bie przy­go­to­wa­nia i uchwa­le­nia kon­sty­tu­cji) mia­ła kon­sty­tu­cję zło­żo­ną, co jed­nak było po­my­śla­ne jako pro­wi­zo­rium (po­dob­nie zresz­tą jak w la­tach 1947-1952) i ro­dzi­ło licz­ne trud­no­ści w prak­ty­ce. D. Nie­kie­dy też przyj­mu­je się kry­te­rium hi­sto­rycz­ne i roz­róż­nia się po­szcze­gól­ne ge­ne­ra­cje kon­sty­tu­cji. W przy­pad­ku kon­sty­tu­cji do dziś obo­wią­zu­ją­cych naj­star­sza jest kon­sty­tu­cja USA z 1787 roku, nie­wie­le ustę­pu­je jej kon­sty­tu­cja Nor­we­gii z 1814 roku i kon­sty­tu­cji Bel­gii z 1831 roku; nie moż­na też za­po­mi­nać o fran­cu­skiej De­kla­ra­cji praw czło­wie­ka i oby­wa­te­la (1789), któ­rą trak­tu­je się dziś jako ele­ment obo­wią­zu­ją­cej kon­sty­tu­cji. Przez cały XIX wiek kon­sty­tu­cje po­ja­wia­ły się i zni­ka­ły w Eu­ro­pie Za­chod­niej i na kon­ty­nen­cie ame­ry­kań­skim. Do naj­bar­dziej istot­nych na­le­ży za­li­czyć ze­spół ustaw kon­sty­tu­cyj­nych z 1875 roku, da­ją­cych pod­sta­wy ustro­jo­we III Re­pu­bli­ki Fran­cu­skiej i obo­wią­zu­ją­cych do 1940 roku, kon­sty­tu­cję Rze­szy Nie­miec­kiej z 1871 roku, kon­sty­tu­cję Szwaj­ca­rii z 1874 roku (za­stą­pio­ną nową kon­sty­tu­cją do­pie­ro w 1999 r.) oraz kon­sty­tu­cję Ja­po­nii z 1889 roku. Ko­lej­na ge­ne­ra­cja kon­sty­tu­cji po­wsta­ła po I woj­nie świa­to­wej – na­le­ży tu wy­mie­nić zwłasz­cza kon­sty­tu­cje: Nie­miec (tzw. Kon­sty­tu­cja we­imar­ska z 1919 r.), Au­strii (1920), Cze­cho­sło­wa­cji (1920); w tym nur­cie znaj­do­wa­ła się tak­że pol­ska Kon­sty­tu­cja mar­co­wa z 1921 roku. W Ro­sji ra­dziec­kiej za­czę­ło się kształ­to­wać zja­wi­sko okre­ślo­ne po­tem mia­nem „kon­sty­tu­cjo­na­lizm so­cja­li­stycz­ny” (kon­sty­tu­cje z 1918 r., z 1924 r. i tzw. kon­sty­tu­cja sta­li­now­ska z 1936 r., a po­tem kon­sty­tu­cje in­nych państw blo­ku wschod­nie­go, m.in. pol­ska kon­sty­tu­cja z 1952 r.). Do­ku­men­ty tej pro­we­nien­cji nie cha­rak­te­ry­zo­wa­ły się wpraw­dzie rze­czy­wi­stym obo­wią­zy­wa­niem i peł­ni­ły przede wszyst­kim funk­cje po­li­tycz­ne, ale nie po­zo­sta­ły bez wpły­wu na treść roz­wią­zań przyj­mo­wa­nych na Za­cho­dzie, zwłasz­cza w kwe­stii po­dej­mo­wa­nia w kon­sty­tu­cjach tak zwa­nych praw so­cjal­nych. Okres po II woj­nie świa­to­wej przy­niósł ko­lej­ne fale two­rze­nia kon­sty­tu­cji. Naj­pierw ob­ję­ły one pań­stwa, któ­re woj­nę prze­gra­ły: Ja­po­nia (1946), Wło­chy (1947), Niem­cy (1949). We Fran­cji po­wsta­ła kon­sty­tu­cja tak zwa­nej IV Re­pu­bli­ki (1946), w 1958 roku za­stą­pio­na zo­sta­ła przez kon­sty­tu­cję V Re­pu­bli­ki, pi­sa­ną z my­ślą o gen. Ch… de Gaul­le’u. Kon­sty­tu­cje po­wo­jen­ne two­rzo­ne były ze świa­do­mo­ścią po­raż­ki kon­sty­tu­cjo­na­li­zmu przed­wo­jen­ne­go, stąd wiel­kie zna­cze­nie przy­pi­sy­wa­no do­sko­na­le­niu me­cha­ni­zmów rzą­dów par­la­men­tar­nych (tzw. ra­cjo­na­li­za­cja), stwo­rze­niu in­sty­tu­cjo­nal­nych gwa­ran­cji ochro­ny kon­sty­tu­cji (zwłasz­cza są­dow­nic­two kon­sty­tu­cyj­ne), a tak­że – a może na­wet przede wszyst­kim – peł­niej­szym za­pi­sa­niu praw i wol­no­ści jed­nost­ki oraz pro­ce­dur ich ochro­ny. W tej ostat­niej dzie­dzi­nie za­czę­ły się też roz­wi­jać re­gu­la­cje pra­wa mię­dzy­na­ro­do­we­go – dla Eu­ro­py szcze­gól­ne zna­cze­nie mia­ła Kon­wen­cja o ochro­nie praw czło­wie­ka i pod­sta­wo­wych wol­no­ści z 1950 roku. Te do­świad­cze­nia sta­ły się punk­tem wyj­ścia dla two­rze­nia kon­sty­tu­cji w pań­stwach póź­niej wy­cho­dzą­cych z sys­te­mu to­ta­li­tar­ne­go: Gre­cji (1975), Por­tu­ga­lii (1976), Hisz­pa­nii (1978), a po­czy­na­jąc od 1989 roku – w tak zwa­nych no­wych de­mo­kra­cjach czy sys­te­mach post­ko­mu­ni­stycz­nych: w Chor­wa­cji, na Li­twie, w Buł­ga­rii, Ru­mu­nii, Ma­ce­do­nii, Sło­we­nii (1991), Es­to­nii, Sło­wa­cji, Cze­chach (1992), Ro­sji (1993), na Bia­ło­ru­si (1994), Ukra­inie (1996), w Pol­sce (1997), Al­ba­nii (1998); oraz (choć do­pie­ro w 2011 r. i w szcze­gól­nym kon­tek­ście po­li­tycz­nym) na Wę­grzech. Na­to­miast Ło­twa przy­wró­ci­ła moc kon­sty­tu­cji z 1922 roku, wpro­wa­dza­jąc jed­nak licz­ne uzu­peł­nie­nia. Pro­ces uchwa­le­nia no­wych kon­sty­tu­cji za­zna­cza się też w kra­jach o sta­bil­nym sys­te­mie de­mo­kra­tycz­nym: w Szwaj­ca­rii (1999) i Fin­lan­dii (1999). E. Na­kre­ślo­na ewo­lu­cja po­zwa­la na do­ko­na­nie jesz­cze jed­ne­go po­dzia­łu kon­sty­tu­cji, a mia­no­wi­cie od­róż­nie­nia kon­sty­tu­cji sta­bil­nej (zwłasz­cza Sta­ny Zjed­no­czo­ne, gdzie kon­sty­tu­cja obo­wią­zu­je już po­nad dwu­stu lat) od kon­sty­tu­cji zmien­nej (zwłasz­cza Fran­cja, gdzie w tym sa­mym cza­sie obo­wią­zy­wa­ło trzy­na­ście ko­lej­nych ak­tów kon­sty­tu­cyj­nych). Sta­bil­ność kon­sty­tu­cji nie jest więc ko­niecz­ną prze­słan­ką de­mo­kra­ty­zmu sys­te­mu (na co wska­zu­je przy­kład Fran­cji), ale ma nie­wąt­pli­we zna­cze­nie dla kształ­to­wa­nia się au­to­ry­te­tu tego aktu i po­wsta­wa­nia mitu kon­sty­tu­cji jako two­ru po­nad­cza­so­we­go i nie­ty­kal­ne­go dla ak­tu­al­ne­go usta­wo­daw­cy. Nie moż­na jed­nak za­po­mi­nać, że owe naj­star­sze kon­sty­tu­cje pod­da­wa­ne były wie­lo­krot­nym re­wi­zjom i no­we­li­za­cjom (Bel­gia, Nor­we­gia), na­to­miast w Sta­nach Zjed­no­czo­nych (gdzie uchwa­lo­no do­tąd tyl­ko dwa­dzie­ścia sześć po­pra­wek do kon­sty­tu­cji, z tego je­de­na­ście jesz­cze w XVIII wie­ku) pro­ces ad­ap­ta­cji kon­sty­tu­cji do zmie­nia­ją­cej się rze­czy­wi­sto­ści jest do­ko­ny­wa­ny przez orzecz­nic­two są­do­we, zwłasz­cza orzecz­nic­two fe­de­ral­ne­go Sądu Naj­wyż­sze­go. 21. Dzi­siaj, po po­nad dwu­stu la­tach roz­wo­ju no­wo­żyt­ne­go kon­sty­tu­cjo­na­li­zmu i na tle bli­sko ty­sią­ca uchwa­lo­nych w tym cza­sie kon­sty­tu­cji moż­na po­wie­dzieć, że kon­sty­tu­cja jest to: – akt pra­wa pi­sa­ne­go o naj­wyż­szej mocy praw­nej w sys­te­mie praw­nym da­ne­go pań­stwa, – akt okre­śla­ją­cy pod­sta­wo­we za­sa­dy ustro­ju pań­stwa, re­gu­lu­ją­cy ustrój na­czel­nych or­ga­nów (władz) pań­stwa, za­kres ich kom­pe­ten­cji i wza­jem­ne re­la­cje (a w pań­stwach zło­żo­nych, fe­de­ra­cjach, tak­że za­kres kom­pe­ten­cji i re­la­cje wza­jem­ne mię­dzy fe­de­ra­cją a jej skład­ni­ka­mi – sta­na­mi, kra­ja­mi, re­pu­bli­ka­mi, kan­to­na­mi) oraz for­mu­łu­ją­cy pod­sta­wo­we pra­wa, wol­no­ści i obo­wiąz­ki jed­nost­ki, – akt uchwa­la­ny i zmie­nia­ny w szcze­gól­nej pro­ce­du­rze, trud­niej­szej niż pro­ce­du­ra uchwa­la­nia czy zmie­nia­nia ustaw zwy­kłych. Kon­sty­tu­cja peł­ni oczy­wi­ście roz­ma­ite funk­cje, któ­re się ze sobą łą­czą i prze­pla­ta­ją w prak­ty­ce jej funk­cjo­no­wa­nia. Nie za­po­mi­na­jąc o po­li­tycz­nej, ide­olo­gicz­nej czy sym­bo­licz­nej funk­cji kon­sty­tu­cji i pod­kre­śla­jąc fakt, że współ­cze­sną kon­sty­tu­cję po­win­no się trak­to­wać jako zo­biek­ty­wi­zo­wa­ny wy­raz pew­ne­go sys­te­mu war­to­ści – pod­sta­wo­wych dla funk­cjo­no­wa­nia ca­łe­go pań­stwa i spo­łe­czeń­stwa – na­le­ży się skon­cen­tro­wać na funk­cji praw­nej kon­sty­tu­cji. W tej per­spek­ty­wie kon­sty­tu­cję na­le­ży – za Ste­fa­nem Roz­ma­ry­nem – okre­ślić mia­nem „usta­wa za­sad­ni­cza pań­stwa”. II. Ce­chy kon­sty­tu­cji jako usta­wy za­sad­ni­czej 22. Kon­sty­tu­cja jest usta­wą, bo uchwa­la­na jest przez par­la­ment jako naj­wyż­sze­go usta­wo­daw­cę. Do kon­sty­tu­cji od­no­szą się więc wszyst­kie ogól­ne ce­chy usta­wy – jest ona ak­tem nor­ma­tyw­nym (for­mu­łu­ją­cym nor­my praw­ne) i po­wszech­nie obo­wią­zu­ją­cym. Kon­sty­tu­cji przy­słu­gu­ją jed­nak pew­ne ce­chy spe­cy­ficz­ne, któ­re od­róż­nia­ją ją od ustaw zwy­kłych i po­zwa­la­ją na okre­śle­nie jej jako u s t a w y z a s a d n i c z e j p a ń s t w a. Jak wska­zy­wał już Ste­fan Roz­ma­ryn, ce­cha­mi tymi są: szcze­gól­na treść, szcze­gól­na for­ma oraz szcze­gól­na moc praw­na kon­sty­tu­cji. 23. Szcze­gól­na treść kon­sty­tu­cji po­le­ga na za­kre­sie (sze­ro­ko­ści) re­gu­lo­wa­nych przez nią ma­te­rii i na spo­so­bie (głę­bo­ko­ści, szcze­gó­ło­wo­ści) re­gu­lo­wa­nia tych ma­te­rii. Za­kres ma­te­rii re­gu­lo­wa­nych kon­sty­tu­cją ma cha­rak­ter uni­wer­sal­ny w tym sen­sie, że współ­cze­sna kon­sty­tu­cja re­gu­lu­je ca­ło­kształt kwe­stii ustro­jo­wych pań­stwa. Jak już wspo­mnia­łem wcze­śniej, ozna­cza to zbu­do­wa­nie tre­ści kon­sty­tu­cji wo­kół trzech pod­sta­wo­wych za­gad­nień: 1) okre­śle­nia ogól­nych za­sad ustro­ju pań­stwo­we­go, 2) okre­śle­nia ustro­ju na­czel­nych or­ga­nów (władz) pań­stwa, za­kre­su ich kom­pe­ten­cji i re­la­cji wza­jem­nych, 3) okre­śle­nia pod­sta­wo­wych praw, wol­no­ści i obo­wiąz­ków jed­nost­ki. W pań­stwach zło­żo­nych (fe­de­ra­cje, kon­fe­de­ra­cje) kon­sty­tu­cja okre­śla też re­la­cje pio­no­we mię­dzy wła­dzą cen­tral­ną a pod­mio­ta­mi lo­kal­ny­mi typu re­pu­bli­ka, stan czy kan­ton; w pań­stwach uni­tar­nych (jak Pol­ska) ustrój władz lo­kal­nych jest też nor­mo­wa­ny kon­sty­tu­cyj­nie, ale w bar­dzo nie­wiel­kim za­kre­sie. Nie ma więc (a w każ­dym ra­zie nie po­win­no być) żad­nej istot­nej kwe­stii ustro­jo­wej, któ­ra po­zo­sta­wa­ła­by nie­ure­gu­lo­wa­na kon­sty­tu­cyj­nie. Na­to­miast oce­na tego, ja­kie kwe­stie na­le­ży uznać za istot­ne, za­wsze bę­dzie mieć cha­rak­ter po­li­tycz­ny i wy­ni­kać bę­dzie z kon­kret­nych wa­run­ków two­rze­nia kon­sty­tu­cji, do­świad­czeń prze­szło­ści i na­dziei na przy­szłość. Wie­le po­sta­no­wień pol­skiej kon­sty­tu­cji z 1997 roku po­wsta­ło na przy­kład dla po­twier­dze­nia bądź wy­klu­cze­nia prak­tyk i in­ter­pre­ta­cji, ja­kie ry­so­wa­ły się na tle sto­so­wa­nia Ma­łej Kon­sty­tu­cji. Za­ra­zem jed­nak kon­sty­tu­cjo­na­lizm współ­cze­sny przy­no­si pew­ne stan­dar­dy, któ­re trud­no by­ło­by po­mi­jać przy two­rze­niu po­szcze­gól­nych kon­sty­tu­cji. Do­ty­czy to przede wszyst­kim uję­cia praw jed­nost­ki, bo pra­wa oso­bi­ste i po­li­tycz­ne mu­szą być (w Eu­ro­pie) za­pi­sa­ne w kształ­cie uwzględ­nia­ją­cym wy­ma­ga­nia na­rzu­co­ne przez Kon­wen­cję praw czło­wie­ka z 1950 roku (na­wią­zu­je się też do nich w pra­wie Unii Eu­ro­pej­skiej, po­czy­na­jąc od trak­ta­tu z Ma­astricht z 1992 r., któ­ry Unię tę po­wo­łał do ży­cia). Owa tria­da te­ma­tycz­na (za­sa­dy ustro­ju, apa­rat cen­tral­ny, sy­tu­acja jed­nost­ki) wy­stę­pu­je chy­ba we wszyst­kich współ­cze­snych kon­sty­tu­cjach; spo­sób (głę­bo­kość) ich ure­gu­lo­wa­nia jest jed­nak róż­ny w po­szcze­gól­nych pań­stwach. Pa­nu­je po­wszech­na zgo­da co do tego, że kon­sty­tu­cja po­win­na nor­mo­wać tyl­ko za­gad­nie­nia o cha­rak­te­rze pod­sta­wo­wym, ale kry­te­ria okre­śle­nia owej pod­sta­wo­wo­ści za­wsze będą mieć cha­rak­ter po­li­tycz­ny i de­ter­mi­no­wa­ne będą spe­cy­fi­ką da­ne­go pań­stwa. To­też obok kon­sty­tu­cji la­ko­nicz­nych, na przy­kład USA (1787), Fran­cji (1958), moż­na wska­zać kon­sty­tu­cje, któ­re nie tyl­ko obej­mu­ją swym za­kre­sem wię­cej za­gad­nień i in­sty­tu­cji (sze­ro­kość nor­mo­wa­nia), ale też re­gu­lu­ją je w bar­dziej wy­czer­pu­ją­cy i szcze­gó­ło­wy spo­sób (głę­bo­kość nor­mo­wa­nia). Pol­ska kon­sty­tu­cja z 2 kwiet­nia 1997 roku za­li­cza się nie­wąt­pli­wie do tej dru­giej gru­py – w ogó­le tak zwa­ne kon­sty­tu­cje post­ko­mu­ni­stycz­ne wy­ka­zu­ją zwy­kle ten­den­cje do roz­wle­kło­ści. Wy­ni­ka to czę­ścio­wo z prze­sła­nek obiek­tyw­nych – z jed­nej stro­ny, do­świad­cze­nia okre­su au­to­ry­ta­ry­zmu uwy­pu­kli­ły wie­le sy­tu­acji, któ­rych po­wtó­rze­nia pra­gnie się unik­nąć w przy­szło­ści, z dru­giej stro­ny, sła­bość wła­dzy są­dow­ni­czej ro­dzi nie­wia­rę (a może i nie­uf­ność) w jej zdol­ność do do­ko­ny­wa­nia twór­czej in­ter­pre­ta­cji kon­sty­tu­cji i wy­peł­nia­nia ist­nie­ją­cych luk. Stąd po­ja­wia się dą­że­nie do za­pi­sa­nia w tek­ście kon­sty­tu­cji wie­lu spraw o szcze­gó­ło­wym cha­rak­te­rze. Kon­sty­tu­cja z 2 kwiet­nia 1997 roku skła­da się ze wstę­pu (okre­śla­ne­go nie­kie­dy mia­nem „pre­am­bu­ła”) oraz dwu­stu czter­dzie­stu trzech ar­ty­ku­łów uję­tych w trzy­na­ście roz­dzia­łów. Naj­ob­szer­niej­sze są roz­dzia­ły po­świę­co­ne za­sa­dom ustro­ju pań­stwa („Rzecz­po­spo­li­ta”, art. 1-29) oraz wol­no­ściom, pra­wom i obo­wiąz­kom czło­wie­ka i oby­wa­te­la (art. 30-86). Roz­dział III (art. 87-94) do­ty­czy źró­deł pra­wa i jest pierw­szym tego typu uję­ciem w hi­sto­rii pol­skie­go kon­sty­tu­cjo­na­li­zmu. Ko­lej­ne roz­dzia­ły do­ty­czą po­szcze­gól­nych or­ga­nów i urzą­dzeń kon­sty­tu­cyj­nych pań­stwa: Sej­mu i Se­na­tu (art. 95-125; w któ­rych unor­mo­wa­na jest rów­nież in­sty­tu­cja re­fe­ren­dum), pre­zy­den­ta (art. 126-145), Rady Mi­ni­strów i ad­mi­ni­stra­cji rzą­do­wej (art. 146-162), sa­mo­rzą­du te­ry­to­rial­ne­go (art. 163-172), są­dów i try­bu­na­łów (art. 173-201), or­ga­nów kon­tro­li pań­stwo­wej i ochro­ny pra­wa – Naj­wyż­szej Izby Kon­tro­li, Rzecz­ni­ka Praw Oby­wa­tel­skich, Kra­jo­wej Rady Ra­dio­fo­nii i Te­le­wi­zji (art. 202-215). Roz­dzia­ły X i XI do­ty­czą szcze­gól­nych dzie­dzin ży­cia pań­stwo­we­go – fi­nan­sów pu­blicz­nych (art. 216-227) oraz sta­nów nad­zwy­czaj­nych (art. 228-234). Roz­dział XII (art. 235) okre­śla pro­ce­du­rę zmia­ny kon­sty­tu­cji. Roz­dział XIII (art. 236-243) za­wie­ra prze­pi­sy przej­ścio­we i koń­co­we, okre­śla­ją­ce po­rzą­dek wcho­dze­nia kon­sty­tu­cji w ży­cie. Kon­sty­tu­cja za­cho­wa­ła, jak do­tąd, swe pier­wot­ne brzmie­nie, bo w pierw­szym pięt­na­sto­le­ciu jej obo­wią­zy­wa­nia, pod­da­no ją tyl­ko dwóm zmia­nom (art. 55 i art. 99), po­zba­wio­nym za­sad­ni­cze­go zna­cze­nia. 24. Szcze­gól­na for­ma kon­sty­tu­cji po­le­ga mię­dzy in­ny­mi na jej szcze­gól­nej na­zwie – tyl­ko ten akt okre­śla­ny jest mia­nem „kon­sty­tu­cja”. Spra­wą za­sad­ni­czą jest jed­nak spe­cy­fi­ka try­bu po­wsta­wa­nia kon­sty­tu­cji i try­bu jej zmia­ny. Nowe kon­sty­tu­cje po­wsta­ją za­zwy­czaj w szcze­gól­nym try­bie, w spo­sób istot­nie od­róż­nia­ją­cy się od try­bu po­wsta­wa­nia ustaw zwy­kłych. Tryb ten bywa nie­kie­dy przed­mio­tem od­ręb­nej re­gu­la­cji kon­sty­tu­cyj­nej i wte­dy pro­ce­du­ra uchwa­la­nia no­wej kon­sty­tu­cji jest świa­do­mie od­róż­nio­na od pro­ce­du­ry do­ko­ny­wa­nia zmian w kon­sty­tu­cji obo­wią­zu­ją­cej. Naj­czę­ściej kon­sty­tu­cja jest przy­go­to­wy­wa­na w ra­mach par­la­men­tu – hi­sto­rycz­ne już tyl­ko zna­cze­nie ma pro­ce­du­ra oktro­jo­wa­nia kon­sty­tu­cji (tzn. nada­nia jej jed­no­stron­ną de­cy­zją wład­cy) – choć i współ­cze­śnie by­wa­ją wy­pad­ki po­mi­nię­cia par­la­men­tu (np. ro­syj­ska kon­sty­tu­cja z 1993 roku, zo­sta­ła przed­sta­wio­na przez pre­zy­den­ta i po­twier­dzo­na przez na­ród w re­fe­ren­dum; we Fran­cji kon­sty­tu­cja z 1958 roku zo­sta­ła opra­co­wa­na przez rząd i po­twier­dzo­na w re­fe­ren­dum, ale tryb taki zo­stał przy­ję­ty przez fran­cu­ski par­la­ment, któ­ry jak gdy­by do­bro­wol­nie zrzekł się udzia­łu w two­rze­niu kon­sty­tu­cji). Pro­jekt kon­sty­tu­cji jest czę­sto przy­go­to­wy­wa­ny przez spe­cjal­ne cia­ło po­li­tycz­ne po­zo­sta­ją­ce poza sys­te­mem ko­mi­sji par­la­men­tar­nych – może to być nad­zwy­czaj­na ko­mi­sja kon­sty­tu­cyj­na (jak w Pol­sce), może to być też gre­mium po­li­ty­ków i eks­per­tów, po­wo­ła­nych spo­za par­la­men­tu. Uchwa­le­nie kon­sty­tu­cji przez par­la­ment wy­ma­ga zwy­kle uzy­ska­nia szcze­gól­nej więk­szo­ści i szcze­gól­ne­go kwo­rum, te wy­ma­ga­nia są na ogół po­dob­ne do sta­wia­nych pro­ce­du­rze zmia­ny kon­sty­tu­cji. Nie­kie­dy też kon­sty­tu­cja uchwa­lo­na już przez par­la­ment musi zo­stać pod­da­na pod re­fe­ren­dum w celu jej osta­tecz­ne­go za­twier­dze­nia. Taki tryb przy­ję­to w wie­lu kra­jach post­ko­mu­ni­stycz­nych, w taki spo­sób po­wsta­ła też pol­ska kon­sty­tu­cja z 1997 roku. 25. Szcze­gól­ny tryb zmia­ny kon­sty­tu­cji jest jed­ną z pod­sta­wo­wych prze­sła­nek jej sztyw­no­ści – pro­ce­du­ra zmia­ny kon­sty­tu­cji jest od­ręb­na (trud­niej­sza) od pro­ce­du­ry uchwa­la­nia (zmia­ny) ustaw zwy­kłych. Tym sa­mym zmia­na kon­sty­tu­cji nie może być do­ko­na­na w dro­dze usta­wy zwy­kłej – za­wsze ko­niecz­ne jest uchwa­le­nie usta­wy o zmia­nie kon­sty­tu­cji, czę­sto zwa­nej usta­wą kon­sty­tu­cyj­ną. Od­ręb­ność pro­ce­du­ral­na zmian kon­sty­tu­cji wy­ra­ża się współ­cze­śnie w: 1) usta­no­wie­niu szcze­gól­nych wy­mo­gów więk­szo­ści i kwo­rum, a cza­sem tak­że w usta­no­wie­niu udzia­łu in­nych pod­mio­tów w uchwa­la­niu po­praw­ki kon­sty­tu­cyj­nej, 2) usta­no­wie­niu kil­ku – kon­ku­ren­cyj­nych lub wy­klu­cza­ją­cych się – pro­ce­dur zmia­ny kon­sty­tu­cji, 3) usta­no­wie­niu za­ka­zu zmia­ny kon­sty­tu­cji w pew­nych sy­tu­acjach bądź okre­sach. Ad 1. Kon­sty­tu­cja sztyw­na może być zmie­nio­na tyl­ko szcze­gól­ną usta­wą uchwa­lo­ną (kwa­li­fi­ko­wa­ną) więk­szo­ścią gło­sów – jest to prze­słan­ka sine qua non dla od­róż­nie­nia ustaw kon­sty­tu­cyj­nych od ustaw zwy­kłych. W więk­szo­ści państw współ­cze­snych jest to prze­słan­ka wy­star­cza­ją­ca, a więc zmia­na kon­sty­tu­cji po­zo­sta­je w ge­stii par­la­men­tu, o ile uda się w nim zbu­do­wać od­po­wied­nią więk­szość. Ty­tu­łem przy­kła­du wy­mie­nić moż­na RFN (więk­szość dwóch trze­cich w Bun­de­sta­gu i Bun­de­sra­cie – art. 79 ust. 2), Fran­cję (więk­szość trzech pią­tych w par­la­men­cie zwo­ła­nym w cha­rak­te­rze kon­gre­su), Wło­chy (więk­szość dwóch trze­cich gło­sów w obu izbach – w ta­kim wy­pad­ku nie prze­pro­wa­dza się re­fe­ren­dum kon­sty­tu­cyj­ne­go), Por­tu­ga­lię (więk­szość dwóch trze­cich w Zgro­ma­dze­niu Re­pu­bli­ki), a w przy­pad­ku tak zwa­nych no­wych de­mo­kra­cji – Wę­gry (więk­szość dwóch trze­cich), Buł­ga­rię (więk­szość trzech czwar­tych), Cze­chy (więk­szość trzech pią­tych w obu izbach). Wy­stę­po­wać tu rów­nież mogą do­dat­ko­we utrud­nie­nia pro­ce­du­ral­ne, z któ­rych naj­da­lej idą­cym jest ko­niecz­ność po­twier­dze­nia zmia­ny kon­sty­tu­cji przez na­stęp­ny par­la­ment (Szwe­cja i Gre­cja), z czym może się też wią­zać ob­li­ga­to­ryj­ne roz­wią­za­nie par­la­men­tu (Bel­gia, Da­nia). W nie­któ­rych kra­jach, zwłasz­cza o fe­de­ral­nym cha­rak­te­rze, wy­ma­ga­ne jest współ­dzia­ła­nie par­la­men­tu cen­tral­ne­go z par­la­men­ta­mi lo­kal­ny­mi. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych po­praw­ka kon­sty­tu­cyj­na musi być przy­ję­ta przez kon­gres więk­szo­ścią dwóch trze­cich w każ­dej z izb, a na­stęp­nie za­ak­cep­to­wa­na przez trzy czwar­te sta­nów; w Ka­na­dzie ko­niecz­na jest zgo­da le­gi­sla­tur z dwóch trze­cich sta­nów sku­pia­ją­cych przy­najm­niej 50 proc. lud­no­ści (nie­któ­re po­sta­no­wie­nia mogą być jed­nak zmie­nia­ne w in­nej pro­ce­du­rze); w Ro­sji ko­niecz­na jest zgo­da przy­najm­niej dwóch trze­cich pod­mio­tów fe­de­ra­cji (zmia­na nie­któ­rych po­sta­no­wień moż­li­wa jest jed­nak tyl­ko w try­bie uchwa­le­nia no­wej kon­sty­tu­cji). Naj­da­lej idą­cym roz­wią­za­niem jest po­wią­za­nie zmia­ny kon­sty­tu­cji z in­sty­tu­cją re­fe­ren­dum. Jego prze­pro­wa­dze­nie jest cza­sem ko­niecz­nym ele­men­tem tej pro­ce­du­ry (Szwaj­ca­ria, Ir­lan­dia, Ru­mu­nia; we Fran­cji re­fe­ren­dum jest ob­li­ga­to­ryj­ne, chy­ba że par­la­ment uchwa­li zmia­nę kon­sty­tu­cji więk­szo­ścią trzech pią­tych gło­sów), nie­kie­dy obo­wią­zek prze­pro­wa­dze­nia re­fe­ren­dum wy­stę­pu­je tyl­ko w od­nie­sie­niu do zmian ca­ło­ścio­wych (Au­stria) lub zmian po­sta­no­wień naj­waż­niej­szych (Li­twa), cza­sem tyl­ko w sy­tu­acji, gdy za­żą­da tego okre­ślo­na gru­pa de­pu­to­wa­nych lub wy­bor­ców (Wło­chy). Ad 2. Nie­któ­re kon­sty­tu­cje usta­na­wia­ją kil­ka pro­ce­dur swo­jej zmia­ny. Pro­ce­du­ry te mogą mieć cha­rak­ter roz­łącz­ny, w za­leż­no­ści od sy­tu­acji. Naj­bar­dziej ty­po­we jest od­róż­nie­nie zmia­ny kon­sty­tu­cji (ro­zu­mia­nej jako wpro­wa­dze­nie po­je­dyn­czych po­pra­wek do tek­stu i do­ko­ny­wa­nej wy­łącz­nie przez par­la­ment) od re­wi­zji kon­sty­tu­cji (ro­zu­mia­nej jako zmia­na o cha­rak­te­rze ca­ło­ścio­wym). Re­wi­zja kon­sty­tu­cji może wy­ma­gać po­twier­dze­nia w re­fe­ren­dum (Au­stria, Li­twa) lub przez spe­cjal­nie w tym celu wy­bra­ną kon­sty­tu­an­tę (Buł­ga­ria); nie­któ­re kon­sty­tu­cje za­kła­da­ją też, że co pe­wien czas po­win­no się do­ko­ny­wać ich re­wi­zji i wpro­wa­dza­ją w tym celu od­ręb­ną (ła­twiej­szą) pro­ce­du­rę (Por­tu­ga­lia, a kie­dyś pol­ska Kon­sty­tu­cja mar­co­wa). Ad 3. W wie­lu kra­jach nie­do­pusz­czal­na jest zmia­na kon­sty­tu­cji w cza­sie obo­wią­zy­wa­nia sta­nu wy­jąt­ko­we­go lub wo­jen­ne­go (Por­tu­ga­lia, Hisz­pa­nia, RFN, Pol­ska) bądź w ra­zie obiek­tyw­nie ist­nie­ją­ce­go za­gro­że­nia pań­stwa czy in­nych sy­tu­acji szcze­gól­nych (Bel­gia, Fran­cja). Kon­sty­tu­cja z 2 kwiet­nia 1997 roku przyj­mu­je – jako pod­sta­wo­wą – pro­ce­du­rę swej zmia­ny przez par­la­ment. Jest to do­ko­ny­wa­ne w for­mie usta­wy o zmia­nie kon­sty­tu­cji, a więc sto­su­je się tu ogól­ną pro­ce­du­rę usta­wo­daw­czą, a ewen­tu­al­ne od­stęp­stwa mu­szą wy­ni­kać z wy­raź­ne­go unor­mo­wa­nia kon­sty­tu­cyj­ne­go. Ta­kim unor­mo­wa­niem jest art. 235, któ­ry prze­wi­du­je, że: 1) pro­jekt usta­wy o zmia­nie kon­sty­tu­cji może przed­ło­żyć pre­zy­dent, Se­nat lub gru­pa po­słów li­czą­ca co naj­mniej jed­ną pią­tą usta­wo­we­go skła­du Sej­mu (a więc dzie­więć­dzie­się­ciu dwóch po­słów) – są to wy­ma­ga­nia wyż­sze niż sta­wia­ne nor­mal­nej ini­cja­ty­wie usta­wo­daw­czej (art. 118); 2) usta­wa o zmia­nie kon­sty­tu­cji musi zo­stać uchwa­lo­na przez Sejm (więk­szo­ścią dwóch trze­cich gło­sów, w obec­no­ści co naj­mniej po­ło­wy usta­wo­wej licz­by po­słów) i nie póź­niej niż w cią­gu sześć­dzie­się­ciu dni przez Se­nat (bez­względ­ną więk­szo­ścią gło­sów, w obec­no­ści co naj­mniej po­ło­wy usta­wo­wej licz­by se­na­to­rów); ko­niecz­na jest więc za­wsze zgo­da obu izb; 3) nie prze­wi­du­je się ob­li­ga­to­ryj­ne­go re­fe­ren­dum kon­sty­tu­cyj­ne­go; je­że­li jed­nak zmia­na kon­sty­tu­cji do­ty­czy prze­pi­sów roz­dzia­łu I, II lub XII, to pod­mio­ty upraw­nio­ne do ini­cjo­wa­nia zmian kon­sty­tu­cji mogą za­żą­dać w ter­mi­nie czter­dzie­stu pię­ciu dni od uchwa­le­nia tej zmia­ny przez Se­nat prze­pro­wa­dze­nia re­fe­ren­dum; zmia­na kon­sty­tu­cji zo­sta­je przy­ję­ta, je­że­li opo­wie­dzia­ła się za nią więk­szość gło­su­ją­cych (nie ma więc wy­mo­gu fre­kwen­cji wy­bor­czej); 4) pre­zy­dent ma obo­wią­zek pod­pi­sa­nia usta­wy zmie­nia­ją­cej kon­sty­tu­cję, nie przy­słu­gu­je mu w tym za­kre­sie pra­wo weta; 5) kon­sty­tu­cja nie może być zmie­nio­na w cza­sie trwa­nia sta­nu nad­zwy­czaj­ne­go (art. 228 ust. 6), co ozna­cza, że nie moż­na w tym okre­sie wno­sić pro­jek­tów ustaw o zmia­nie kon­sty­tu­cji, a pra­ce nad pro­jek­ta­mi już wnie­sio­ny­mi na­le­ży za­wie­sić. 26. Szcze­gól­na moc praw­na kon­sty­tu­cji po­le­ga na przy­zna­niu jej naj­wyż­sze­go miej­sca w sys­te­mie pra­wa sta­no­wio­ne­go. Jak wia­do­mo, sys­tem ten jest zbu­do­wa­ny na za­sa­dzie hie­rar­chicz­no­ści po­szcze­gól­nych ty­pów ak­tów nor­ma­tyw­nych, a kon­sty­tu­cja hie­rar­chię tę nie­ja­ko wień­czy. Ma to do­nio­słe skut­ki dla re­la­cji mię­dzy kon­sty­tu­cją a po­zo­sta­ły­mi ty­pa­mi ak­tów nor­ma­tyw­nych. Po pierw­sze, sko­ro kon­sty­tu­cja jest ak­tem naj­wyż­szym, to przed­miot jej nor­mo­wa­nia ma cha­rak­ter pier­wot­ny i nie­ogra­ni­czo­ny, na­to­miast kon­sty­tu­cja wy­zna­cza nie tyl­ko ro­dza­je in­nych ak­tów nor­ma­tyw­nych (źró­deł pra­wa), ale też ich za­kres przed­mio­to­wy oraz sa­mo­ist­ny bądź wy­ko­naw­czy cha­rak­ter. Tym sa­mym kon­sty­tu­cja może nor­mo­wać każ­dą ma­te­rię, nie­za­leż­nie od tego, czy była ona już przed­mio­tem re­gu­la­cji w ak­tach niż­sze­go rzę­du oraz nie­za­leż­nie od tre­ści owych re­gu­la­cji. Po dru­gie, naj­wyż­sza moc praw­na kon­sty­tu­cji ozna­cza, że wszyst­kie inne akty nor­ma­tyw­ne mu­szą być z nią zgod­ne, a więc nie mogą po­zo­sta­wać z nią w sprzecz­no­ści. Sprzecz­ność ta może przy­bie­rać cha­rak­ter ma­te­rial­ny (ozna­cza ona wów­czas ta­kie ukształ­to­wa­nie tre­ści da­nej nor­my, iż nie jest moż­li­we jed­no­cze­sne wy­ko­na­nie tej nor­my i od­po­wied­niej nor­my kon­sty­tu­cyj­nej), cha­rak­ter pro­ce­du­ral­ny (gdy prze­pis lub akt za­wie­ra­ją­cy daną nor­mę zo­stał wy­da­ny w spo­sób na­ru­sza­ją­cy od­po­wied­nie ure­gu­lo­wa­nia kon­sty­tu­cyj­ne) bądź cha­rak­ter kom­pe­ten­cyj­ny (gdy akt za­wie­ra­ją­cy daną nor­mę zo­stał wy­da­ny przez pod­miot, któ­re­mu kon­sty­tu­cja nie przy­zna­ła kom­pe­ten­cji do po­dej­mo­wa­nia ak­tów da­ne­go ro­dza­ju lub tre­ści). Za­kaz wy­da­wa­nia prze­pi­sów sprzecz­nych z kon­sty­tu­cją od­no­si się głów­nie do dzia­łal­no­ści usta­wo­daw­czej par­la­men­tu i jest w dok­try­nie okre­śla­ny jako ne­ga­tyw­ny aspekt obo­wiąz­ku re­ali­za­cji kon­sty­tu­cji. Po trze­cie, naj­wyż­sza moc praw­na kon­sty­tu­cji ozna­cza, że wszyst­kie inne akty nor­ma­tyw­ne mu­szą być z nią spój­ne, a więc mu­szą przyj­mo­wać tre­ści w moż­li­wie naj­peł­niej­szy spo­sób po­zwa­la­ją­ce na urze­czy­wist­nie­nie po­sta­no­wień kon­sty­tu­cyj­nych. Je­że­li wziąć pod uwa­gę, że wie­le tych po­sta­no­wień jest uję­tych w do­syć ogól­ny spo­sób, to zna­cze­nie od­po­wied­nie­go ukie­run­ko­wa­nia dzia­łal­no­ści usta­wo­daw­czej par­la­men­tu sta­je się oczy­wi­ste (stąd też na­kaz spój­no­ści okre­śla się jako po­zy­tyw­ny aspekt obo­wiąz­ku re­ali­za­cji kon­sty­tu­cji). Jest to jed­nak obo­wią­zek znacz­nie trud­niej­szy do wy­mie­rze­nia i wy­eg­ze­kwo­wa­nia od za­ka­zu sta­no­wie­nia ak­tów sprzecz­nych z kon­sty­tu­cją. Ist­nie­nie sprzecz­no­ści może być usta­lo­ne za po­mo­cą me­tod wy­kład­ni opar­tych na lo­gi­ce praw­ni­czej, a więc to za­da­nie może być po­wie­rzo­ne są­dom. Na­to­miast py­ta­nie o wła­ści­wy spo­sób urze­czy­wist­nia­nia (re­ali­za­cji) po­sta­no­wień kon­sty­tu­cyj­nych ma cha­rak­ter po­li­tycz­ny i wy­my­ka się spod ju­ry­dycz­nych ocen do­ko­ny­wa­nych przez sądy. Szcze­gól­na moc praw­na jest tra­dy­cyj­nie roz­pa­try­wa­na na tle po­zy­cji kon­sty­tu­cji w sys­te­mie pra­wa, a zwłasz­cza jej sto­sun­ku do ustaw. Na­le­ży jed­nak pa­mię­tać, że ta­kie same obo­wiąz­ki (za­kaz na­ru­sza­nia i na­kaz re­ali­zo­wa­nia) od­no­szą się też do wszel­kich in­nych dzia­łań po­dej­mo­wa­nych przez or­ga­ny wła­dzy pu­blicz­nej, po­nie­waż dla wszyst­kich tych or­ga­nów kon­sty­tu­cja jest pra­wem naj­wyż­szym. Owa cha­rak­te­ry­sty­ka szcze­gól­nej mocy praw­nej kon­sty­tu­cji od­no­si się do wszyst­kich k o n s t y t u c j i s z t y w n y c h, nie­za­leż­nie od spo­so­bu sfor­mu­ło­wa­nia jej w swych po­sta­no­wie­niach. Na­le­ży ona bo­wiem do isto­ty współ­cze­snej kon­sty­tu­cji, tak jak ukształ­to­wa­ła się w de­mo­kra­tycz­nym pań­stwie praw­nym. Kon­sty­tu­cja z 2 kwiet­nia 1997 roku w róż­ny spo­sób daje wy­raz swej szcze­gól­nej mocy praw­nej, mię­dzy in­ny­mi okre­śla­jąc się jako „[…] pra­wa pod­sta­wo­we dla pań­stwa, któ­rych po­sza­no­wa­nie [sta­no­wi] nie­wzru­szo­ną pod­sta­wę Rze­czy­po­spo­li­tej” (ze Wstę­pu) oraz sta­no­wiąc, że „[…] Kon­sty­tu­cja jest naj­wyż­szym pra­wem Rze­czy­po­spo­li­tej” (art. 8 ust. 1). 27. Po­zy­cja naj­wyż­sze­go źró­dła pra­wa przy­słu­gu­je kon­sty­tu­cji we­wnątrz sys­te­mu pra­wa sta­no­wio­ne­go w da­nym pań­stwie. Na­le­ży jed­nak wska­zać dwa inne ukła­dy od­nie­sie­nia, w któ­rych owa szcze­gól­na po­zy­cja kon­sty­tu­cji nie ry­su­je się z taką oczy­wi­sto­ścią, a mia­no­wi­cie pra­wo na­tu­ral­ne i ogól­ne za­sa­dy pra­wa mię­dzy­na­ro­do­we­go. Spór o ist­nie­nie i cha­rak­ter pra­wa na­tu­ral­ne­go to­czy się już od cza­sów An­ty­go­ny, w cza­sach no­wo­żyt­nych przy­brał on na zna­cze­niu w okre­sie Oświe­ce­nia, gdy z tej wła­śnie per­spek­ty­wy po­strze­ga­no pra­wa i wol­no­ści jed­nost­ki ludz­kiej. Uto­ro­wa­ła so­bie wów­czas dro­gę kon­cep­cja, w myśl któ­rej pew­ne pra­wa i wol­no­ści (a w pierw­szym rzę­dzie – ży­cie, wol­ność i wła­sność) przy­słu­gu­ją każ­de­mu z ra­cji tego, że jest czło­wie­kiem. Rolą pra­wa sta­no­wio­ne­go może być je­dy­nie po­twier­dze­nie za­sad na­tu­ral­ne­go po­rząd­ku rze­czy. Pra­wie każ­da re­wo­lu­cja przy­no­si­ła zresz­tą na­wią­za­nie do pra­wa na­tu­ry, bo oba­le­nie ist­nie­ją­ce­go po­rząd­ku rze­czy może być uza­sad­nio­ne tyl­ko od­wo­ła­niem się do wyż­sze­go ze­spo­łu war­to­ści. Roz­wój po­zy­ty­wi­zmu praw­ni­cze­go usu­nął w cień kon­cep­cje pra­wa na­tu­ry; ko­lej­ne­go ich od­kry­cia do­ko­na­no po II woj­nie świa­to­wej, orien­tu­jąc je też na pra­wa czło­wie­ka, a zwłasz­cza na jego god­ność. Tak­że po 1989 roku, w na­szym re­jo­nie Eu­ro­py czę­sto po­wo­ły­wa­no się na pra­wo na­tu­ry. Kon­sty­tu­cja pi­sa­na i za­sa­dy pra­wa na­tu­ry sta­no­wią byty o zu­peł­nie od­ręb­nym cha­rak­te­rze, na­wet je­że­li tre­ści (war­to­ści) z nich wy­ni­ka­ją­ce w pew­nym stop­niu się po­kry­wa­ją. Choć nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że za­sa­dy pra­wa na­tu­ry (pod wa­run­kiem osią­gnię­cia zgo­dy co do ich zde­fi­nio­wa­nia) mają cha­rak­ter nad­rzęd­ny nad de­cy­zja­mi po­zy­tyw­ne­go usta­wo­daw­cy, to nie ma po­trze­by za­pi­sy­wa­nia tej nad­rzęd­no­ści w sa­mej kon­sty­tu­cji, bo kon­sty­tu­cja sta­no­wi ele­ment od­ręb­ne­go sys­te­mu nor­ma­tyw­ne­go. Nie ma na­to­miast prze­szkód, by pi­sa­ny tekst kon­sty­tu­cji od­wo­ły­wał się do owych za­sad – wy­star­czy wska­zać frag­men­ty Wstę­pu do Kon­sty­tu­cji Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej mó­wią­ce o „[…] przy­ro­dzo­nej god­no­ści czło­wie­ka, jego pra­wa do wol­no­ści i obo­wiąz­ku so­li­dar­no­ści z in­ny­mi” czy art. 30 wska­zu­ją­cy na „[…] przy­ro­dzo­ną i nie­zby­wal­ną god­ność czło­wie­ka”. W ten spo­sób ak­sjo­lo­gia pra­wa na­tu­ry zo­sta­je nie­ja­ko za­pro­szo­na do współ­o­kre­śle­nia sys­te­mu war­to­ści wy­ni­ka­ją­cych z kon­sty­tu­cji. Gdy­by zaś po­ja­wił się za­sad­ni­czy kon­flikt mię­dzy tą ak­sjo­lo­gią a rze­czy­wi­sto­ścią kon­sty­tu­cyj­ną, pra­wo na­tu­ry umoż­li­wia się­gnię­cie do ius re­si­sten­di, bo za nie­pi­sa­ną za­sa­dę pra­wa kon­sty­tu­cyj­ne­go moż­na uznać pra­wo oby­wa­te­li do opo­ru wo­bec ty­ra­nii. Ogól­ne za­sa­dy pra­wa mię­dzy­na­ro­do­we­go kształ­to­wa­ły się przez stu­le­cia, ale do­pie­ro w ostat­nim pół­wie­czu od­nie­sio­no je bez­po­śred­nio do pra­wa we­wnętrz­ne­go, co zna­la­zło pierw­szy dra­ma­tycz­ny wy­raz w pro­ce­sie no­rym­ber­skim. Po II woj­nie świa­to­wej za­czę­ły się roz­wi­jać pro­ce­sy ko­dy­fi­ka­cji praw czło­wie­ka w pra­wie mię­dzy­na­ro­do­wym. W per­spek­ty­wie dzi­siej­szej nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że pod­sta­wo­we mię­dzy­na­ro­do­we stan­dar­dy praw czło­wie­ka mu­szą być uwzględ­nia­ne i sza­no­wa­ne przez usta­wo­daw­cę kon­sty­tu­cyj­ne­go. Mimo iż nie­mal wszyst­kie kon­sty­tu­cje przy­zna­ją so­bie nad­rzęd­ność wo­bec umów mię­dzy­na­ro­do­wych (zob. art. 188 pkt 1 Kon­sty­tu­cji RP z 2 kwiet­nia 1997 r.), to jed­nak sto­pień mię­dzy­na­ro­do­wych po­wią­zań, zwłasz­cza w Eu­ro­pie, jest na tyle sil­ny, że pań­stwo de­mo­kra­tycz­ne nie może so­bie po­zwo­lić na od­stęp­stwa od owych stan­dar­dów, na­wet w kon­sty­tu­cji. Po­dob­nie, choć jesz­cze nie tak wy­raź­nie, za­ry­so­wu­je się w pra­wie mię­dzy­na­ro­do­wym ko­niecz­ność sza­no­wa­nia przez na­ro­do­we kon­sty­tu­cje pew­nych ogól­nych stan­dar­dów de­mo­kra­tycz­ne­go sys­te­mu rzą­dów (ist­nie­nie par­la­men­tu, re­gu­lar­ne wy­bo­ry, od­po­wie­dzial­ność wła­dzy wy­ko­naw­czej, nie­za­wi­słość są­dów). III. Obo­wią­zy­wa­nie kon­sty­tu­cji 28. Sko­ro kon­sty­tu­cja jest usta­wą, to ma cha­rak­ter aktu nor­ma­tyw­ne­go, a co za tym idzie – jest ak­tem po­wszech­nie obo­wią­zu­ją­cym. Kon­sty­tu­cja wią­że więc wszyst­kie or­ga­ny wła­dzy pu­blicz­nej i wszyst­kich oby­wa­te­li – pod­mio­ty te mają obo­wią­zek prze­strze­ga­nia kon­sty­tu­cji, to zna­czy za­rów­no po­wstrzy­ma­nia się od dzia­łań sprzecz­nych z kon­sty­tu­cją, jak i po­dej­mo­wa­nia dzia­łań słu­żą­cych re­ali­za­cji po­sta­no­wień kon­sty­tu­cji. Spe­cy­fi­ka kon­sty­tu­cji jako usta­wy za­sad­ni­czej za­ry­so­wu­je się na tle: – struk­tu­ry i cha­rak­te­ru praw­ne­go prze­pi­sów kon­sty­tu­cji, – za­sad i form sto­so­wa­nia kon­sty­tu­cji, – gwa­ran­cji prze­strze­ga­nia kon­sty­tu­cji. 29. Bę­dąc usta­wą (ak­tem nor­ma­tyw­nym), kon­sty­tu­cja skła­da się z prze­pi­sów, któ­re sta­no­wią two­rzy­wo do bu­do­wy norm praw­nych. Tym sa­mym kon­sty­tu­cja nie może usta­na­wiać re­gu­la­cji in­dy­wi­du­al­nych (od­no­szą­cych się do kon­kret­nej oso­by lub do kon­kret­nej sy­tu­acji), jej po­sta­no­wie­nia mu­szą cha­rak­te­ry­zo­wać się ge­ne­ral­nym (abs­trak­cyj­nym) uję­ciem jej ad­re­sa­tów. Spe­cy­fi­ka kon­sty­tu­cji po­le­ga jed­nak na tym, że ów sto­pień abs­trak­cyj­no­ści jest bar­dzo zróż­ni­co­wa­ny. Nie­któ­re prze­pi­sy kon­sty­tu­cji są sfor­mu­ło­wa­ne w spo­sób na tyle pre­cy­zyj­ny, że bez tru­du moż­na zbu­do­wać z nich wszyst­kie ele­men­ty nor­my praw­nej i w spo­sób jed­no­znacz­ny okre­ślić, ja­kie dzia­ła­nia są z taką nor­mą zgod­ne lub sprzecz­ne. Moż­na tu wska­zać więk­szość prze­pi­sów od­no­szą­cych się do or­ga­ni­za­cji apa­ra­tu pań­stwo­we­go (np. art. 128, art. 130, art. 154, art. 191 kon­sty­tu­cji). Tak usta­lo­ne nor­my kon­sty­tu­cyj­ne na­da­ją się do sa­mo­ist­ne­go sto­so­wa­nia (o czym da­lej) i nie wy­ma­ga­ją kon­kre­ty­za­cji w usta­wach zwy­kłych. Nie­któ­re prze­pi­sy kon­sty­tu­cji są sfor­mu­ło­wa­ne w spo­sób bar­dziej ogól­ny, okre­śla­jąc pod­sta­wo­wy kie­ru­nek roz­wią­za­nia da­nej kwe­stii, od­sy­ła­ją unor­mo­wa­nie szcze­gó­łów do usta­wy zwy­kłej (np. art. 129 ust. 2; art. 137; art. 152; art. 189 kon­sty­tu­cji). Tak­że te po­sta­no­wie­nia są uję­te w spo­sób na tyle jed­no­znacz­ny, że moż­na wy­do­być z nich nor­mę praw­ną okre­śla­ją­cą kształt unor­mo­wa­nia da­nej in­sty­tu­cji (moż­li­we jest więc okre­śle­nie dzia­łań czy unor­mo­wań zgod­nych lub sprzecz­nych z taką nor­mą), ale nie na­da­ją się one do sa­mo­ist­ne­go sto­so­wa­nia, gdyż wy­ma­ga­ją kon­kre­ty­za­cji w usta­wie zwy­kłej. Nie­któ­re prze­pi­sy kon­sty­tu­cji są sfor­mu­ło­wa­ne w spo­sób jesz­cze bar­dziej ogól­ny, wska­zu­jąc nie tyle spo­sób roz­wią­za­nia okre­ślo­nej kwe­stii, ile okre­śla­jąc pew­ne pod­sta­wo­we roz­strzy­gnię­cia ustro­jo­we, któ­re – w swym ca­ło­kształ­cie – wy­ra­ża­ją toż­sa­mość ustro­jo­wą da­ne­go sys­te­mu kon­sty­tu­cyj­ne­go. Dla ich na­zwa­nia uży­wa się czę­sto po­ję­cia „za­sa­dy kon­sty­tu­cyj­ne”. Za­sa­da kon­sty­tu­cyj­na ma cha­rak­ter nor­ma­tyw­ny, bo usta­la obo­wią­zek jej prze­strze­ga­nia i re­ali­zo­wa­nia, co wię­cej (jak zo­ba­czy­my np. przy ana­li­zie za­sa­dy pań­stwa praw­ne­go, art. 2 kon­sty­tu­cji), z jej tre­ści moż­li­we jest wy­do­by­wa­nie dal­szych, bar­dziej kon­kret­nych za­sad czy norm kon­sty­tu­cyj­nych. W tek­ście kon­sty­tu­cji jest ona jed­nak sfor­mu­ło­wa­na tyl­ko za po­mo­cą ha­sła – okre­śle­nia ogól­ne­go (np. art. 1, art. 2, art. 3, art. 10, art. 30 kon­sty­tu­cji), a usta­le­nie, co owo okre­śle­nie rze­czy­wi­ście ozna­cza (ja­kie są jego kon­kret­ne kon­se­kwen­cje praw­ne), do­ko­nu­je się do­pie­ro w pro­ce­sie in­ter­pre­ta­cji i sto­so­wa­nia kon­sty­tu­cji (jest więc przede wszyst­kim dzie­łem or­ga­nów wła­dzy są­dow­ni­czej). Tego typu po­sta­no­wie­nia nie są obce in­nym dzie­dzi­nom pra­wa (i na­zy­wa się je wów­czas klau­zu­la­mi ge­ne­ral­ny­mi), ale w kon­sty­tu­cji wy­stę­pu­ją one ze szcze­gól­nym na­si­le­niem i peł­nią szcze­gól­nie istot­ną rolę w pro­ce­sie jej sto­so­wa­nia. Po pierw­sze, za­sa­dy kon­sty­tu­cyj­ne są pod­sta­wo­wą wska­zów­ką dla okre­śle­nia ak­sjo­lo­gii kon­sty­tu­cji, to zna­czy wska­za­nia sys­te­mu war­to­ści wy­ni­ka­ją­ce­go z ca­ło­kształ­tu po­sta­no­wień kon­sty­tu­cji i de­ter­mi­nu­ją­ce­go jej szcze­gó­ło­we unor­mo­wa­nia. Po­wszech­nie przyj­mu­je się bo­wiem w świe­cie współ­cze­snym, że nie ma kon­sty­tu­cji ak­sjo­lo­gicz­nie neu­tral­nych – każ­da od­zwier­cie­dla pe­wien sys­tem war­to­ści i dzię­ki temu sta­je się do­ku­men­tem spój­nym we­wnętrz­nie. Tym sa­mym jed­nak kon­sty­tu­cji nie moż­na trak­to­wa­nie jako je­dy­nie sumy zdań w niej za­pi­sa­nych. Sko­ro od­zwier­cie­dla pe­wien sys­tem war­to­ści, to musi nie­ja­ko się­gać poza swój tekst, by wy­ja­śnić zna­cze­nie ta­kich choć­by po­jęć, jak „spra­wie­dli­wość”, „rów­ność” czy „god­ność”. W tym też punk­cie za­ry­so­wu­je się zwią­zek tek­stu kon­sty­tu­cji z in­ny­mi sys­te­ma­mi nor­ma­tyw­ny­mi (pra­wem na­tu­ry, ogól­ny­mi za­sa­da­mi pra­wa mię­dzy­na­ro­do­we­go czy stan­dar­da­mi współ­cze­sne­go kon­sty­tu­cjo­na­li­zmu), bo z tych wła­śnie sys­te­mów czer­pa­ny bę­dzie ma­te­riał dla okre­śle­nia zna­cze­nia i skut­ków za­sad za­pi­sa­nych w kon­sty­tu­cji. Po dru­gie, sko­ro za­sa­dy kon­sty­tu­cyj­ne peł­nią rolę jak gdy­by otwar­cia tek­stu kon­sty­tu­cji ku in­nym, po­za­po­zy­tyw­nym nor­mom i war­to­ściom, to na­da­je to kon­sty­tu­cji cha­rak­ter bar­dziej ela­stycz­ny i po­zwa­la jej do­sto­so­wy­wać się do zmie­nia­ją­cej się rze­czy­wi­sto­ści spo­łecz­no-po­li­tycz­nej. In­ter­pre­ta­cja pi­sa­nych norm kon­sty­tu­cyj­nych może ule­gać zmia­nie, sto­sow­nie na przy­kład do zmian w ro­zu­mie­niu po­ję­cia „spra­wie­dli­wość”, „rów­ność” czy „god­ność”. W tym tkwi źró­dło dłu­go­wiecz­no­ści nie­któ­rych kon­sty­tu­cji, a zwłasz­cza ame­ry­kań­skiej. Po trze­cie, za­sa­dy kon­sty­tu­cyj­ne wy­zna­cza­ją ogól­ny kon­tekst in­ter­pre­to­wa­nia i sto­so­wa­nia norm kon­sty­tu­cyj­nych o bar­dziej szcze­gó­ło­wym cha­rak­te­rze. W tym sen­sie moż­na więc mó­wić o pew­nej we­wnętrz­nej hie­rar­chii unor­mo­wań kon­sty­tu­cyj­nych, bo za­sa­dom na­le­ży przy­znać ran­gę szcze­gól­ną, a po­zo­sta­łe po­sta­no­wie­nia na­le­ży in­ter­pre­to­wać w taki spo­sób, by owym za­sa­dom nadać naj­peł­niej­szy za­kres re­ali­za­cji. W nie­któ­rych kon­sty­tu­cjach rola za­sad znaj­du­je też po­twier­dze­nie for­mal­ne, na przy­kład przez usta­no­wie­nie za­ka­zu znie­sie­nia czy zmia­ny nie­któ­rych za­sad (tzw. po­sta­no­wie­nia nie­zmie­nial­ne w kon­sty­tu­cjach RFN, Fran­cji, Tur­cji czy Włoch – tej tech­ni­ki nie przy­ję­to w pol­skim pra­wie kon­sty­tu­cyj­nym) bądź też pod­da­nie nie­któ­rych za­sad szcze­gól­ne­mu, utrud­nio­ne­mu try­bo­wi zmia­ny (zob. np. art. 235 ust. 5 i 6 kon­sty­tu­cji z 2 kwiet­nia 1997 r.). Roz­róż­nie­nie norm i za­sad jest przede wszyst­kim rze­czą dok­try­ny i orzecz­nic­twa – po­sta­no­wie­nia kon­sty­tu­cji rzad­ko dają temu wy­raz for­mal­ny, nie­kie­dy też bar­dzo trud­no jest wy­zna­czyć pre­cy­zyj­ną gra­ni­cę mię­dzy nimi. W pol­skiej tra­dy­cji ustro­jo­wej za­kła­da się, że wszyst­kie po­sta­no­wie­nia kon­sty­tu­cji, nie­za­leż­nie od spo­so­bu ich sfor­mu­ło­wa­nia, mają cha­rak­ter nor­ma­tyw­ny – kon­sty­tu­cja nie po­win­na za­wie­rać de­kla­ra­cji po­li­tycz­nych po­zba­wio­nych ja­kich­kol­wiek tre­ści praw­nych. Z tego punk­tu wi­dze­nia nie wszyst­kie po­sta­no­wie­nia obec­nej kon­sty­tu­cji są jed­nak zre­da­go­wa­ne w spo­sób wła­ści­wy. 30. Nie­któ­re kon­sty­tu­cje, na przy­kład USA, Fran­cji czy Nie­miec, roz­po­czy­na­ją się od krót­szych lub dłuż­szych wstę­pów, tak zwa­nych pre­am­buł, w in­nych kra­jach, na przy­kład Wło­chy, z tego zre­zy­gno­wa­no. Ce­lem wstę­pu jest wska­za­nie hi­sto­rycz­nych i po­li­tycz­nych pod­staw kon­sty­tu­cji, umiesz­cze­nie jej w tle tra­dy­cji ustro­jo­wej da­ne­go pań­stwa i wy­da­rzeń, któ­re to­wa­rzy­szy­ły przyj­mo­wa­niu kon­sty­tu­cji. Wstęp wy­ra­ża w ten spo­sób kon­sty­tu­cyj­ną toż­sa­mość pań­stwa, sta­no­wiąc jed­ną z pod­sta­wo­wych wska­zó­wek dla od­na­le­zie­nia sys­te­mu war­to­ści, na któ­rych ta toż­sa­mość się opie­ra, a więc okre­śla kie­run­ki i spo­so­by wy­kład­ni dal­szych po­sta­no­wień kon­sty­tu­cyj­nych. Taki cha­rak­ter wstę­pu spra­wia, że nie wszyst­kim jego sfor­mu­ło­wa­niom da się przy­pi­sać treść nor­ma­tyw­ną (i dla­te­go wstęp nie jest uj­mo­wa­ny w for­mie ko­lej­nych ar­ty­ku­łów, tak jak po­zo­sta­ła treść kon­sty­tu­cji). W tym sen­sie sta­no­wi wy­ją­tek od za­sa­dy nor­ma­tyw­no­ści kon­sty­tu­cji, któ­ra wy­ma­ga, by wszyst­kie po­sta­no­wie­nia za­war­te w tek­ście usta­wy za­sad­ni­czej mia­ły cha­rak­ter nor­ma­tyw­ny, to zna­czy mo­gły słu­żyć jako bu­du­lec dla for­mu­ło­wa­nia norm praw­nych. Nie ne­gu­je to jed­nak zna­cze­nia wstę­pu, bo może on słu­żyć jako istot­na wska­zów­ka ak­sjo­lo­gicz­na w pro­ce­sie in­ter­pre­to­wa­nia po­zo­sta­łych (uję­tych w ar­ty­ku­ły) po­sta­no­wień kon­sty­tu­cyj­nych. Kon­sty­tu­cja z 2 kwiet­nia 1997 roku za­wie­ra ob­szer­ny Wstęp – jego przy­ję­cie było zresz­tą pod­sta­wą kom­pro­mi­su umoż­li­wia­ją­ce­go uchwa­le­nie kon­sty­tu­cji. Za­wie­ra on tre­ści o róż­nym cha­rak­te­rze. Nie­któ­re sfor­mu­ło­wa­nia od­no­szą się do pol­skiej hi­sto­rii i tra­dy­cji, w tym kon­tek­ście wi­dzieć na­le­ży od­wo­ła­nie się do Boga (tzw. in­vo­ca­tio Dei), a tak­że na­wią­za­nie do tra­dy­cji I i II Rze­czy­po­spo­li­tej, a po­mi­nię­cie okre­su PRL. Inne okre­śla­ją cele i na­dzie­je zwią­za­ne z przyj­mo­wa­ną kon­sty­tu­cją (za­gwa­ran­to­wa­nie praw oby­wa­tel­skich, rze­tel­ność i spraw­ność dzia­ła­nia in­sty­tu­cji pu­blicz­nych), pod­sta­wy ak­sjo­lo­gicz­ne jej unor­mo­wań (po­sza­no­wa­nie wol­no­ści i spra­wie­dli­wo­ści, współ­dzia­ła­nie władz, dia­log spo­łecz­ny, za­sa­da sub­sy­diar­no­ści), związ­ki z pra­wem na­tu­ry (na­wią­za­nie do przy­ro­dzo­nej god­no­ści czło­wie­ka). Wstęp wy­raź­nie też wska­zu­je na rolę kon­sty­tu­cji jako naj­wyż­szej (pod­sta­wo­wej) usta­wy pań­stwa. Nie­wie­le z tych po­sta­no­wień ma cha­rak­ter sa­mo­ist­nie nor­ma­tyw­ny, wszyst­kie jed­nak po­win­ny być trak­to­wa­ne jako pod­sta­wo­wa wska­zów­ka dla pro­ce­su sto­so­wa­nia dal­szych po­sta­no­wień kon­sty­tu­cyj­nych i dla okre­śle­nia sys­te­mu war­to­ści wy­ni­ka­ją­ce­go z kon­sty­tu­cji. In­ny­mi sło­wy, Wstęp okre­śla toż­sa­mość pol­skiej usta­wy za­sad­ni­czej, cha­rak­te­ry­zu­jąc ją jako Kon­sty­tu­cję sto­so­wa­ną „dla do­bra Trze­ciej Rze­czy­po­spo­li­tej”. 31. Bę­dąc usta­wą (ak­tem nor­ma­tyw­nym), kon­sty­tu­cja musi być sto­so­wa­na przez wszyst­kie or­ga­ny wła­dzy pu­blicz­nej i inne pod­mio­ty, któ­re są ad­re­sa­ta­mi za­war­tych w niej norm i za­sad. Sto­so­wa­nie kon­sty­tu­cji to coś wię­cej niż jej prze­strze­ga­nie. Po­le­ga ono nie tyl­ko na za­ka­zie po­dej­mo­wa­nia dzia­łań czy unor­mo­wań sprzecz­nych z kon­sty­tu­cją oraz na obo­wiąz­ku po­dej­mo­wa­nia dzia­łań i unor­mo­wań słu­żą­cych re­ali­za­cji po­sta­no­wień kon­sty­tu­cyj­nych. Sto­so­wa­nie kon­sty­tu­cji to tak­że po­wo­ły­wa­nie norm i za­sad kon­sty­tu­cji jako bez­po­śred­niej pod­sta­wy dla dzia­łań, roz­strzy­gnięć czy unor­mo­wań, gdzie tyl­ko jest to moż­li­we. Tym sa­mym no­wo­cze­sne poj­mo­wa­nie sto­so­wa­nia kon­sty­tu­cji od­rzu­ca kon­cep­cję po­śred­ni­czą­cej roli ustaw zwy­kłych (kon­cep­cja ta trak­tu­je kon­sty­tu­cję jako akt ad­re­so­wa­ny przede wszyst­kim do usta­wo­daw­cy zwy­kłe­go, więc par­la­men­tu, a do­pie­ro roz­wi­nię­cie po­sta­no­wień kon­sty­tu­cyj­nych w usta­wach zwy­kłych po­zwa­la na ich sto­so­wa­nie przez inne or­ga­ny i przez oby­wa­te­li – kon­sty­tu­cja jest więc sto­so­wa­na za po­śred­nic­twem ustaw). Kon­cep­cji tej prze­ciw­sta­wia­na jest za­sa­da bez­po­śred­nie­go sto­so­wa­nia kon­sty­tu­cji: w tych wszyst­kich wy­pad­kach, gdy po­sta­no­wie­nia kon­sty­tu­cyj­ne są sfor­mu­ło­wa­ne w spo­sób na tyle pre­cy­zyj­ny i jed­no­znacz­ny, by moż­li­we było ich od­nie­sie­nie do kon­kret­nych sy­tu­acji za­cho­dzą­cych w rze­czy­wi­sto­ści praw­nej, pod­miot sto­su­ją­cy pra­wo po­wi­nien oprzeć swe dzia­ła­nia (roz­strzy­gnię­cia) bez­po­śred­nio na ta­kim po­sta­no­wie­niu kon­sty­tu­cyj­nym, a do­pie­ro w dru­giej ko­lej­no­ści po­wi­nien po­wo­łać od­po­wied­nie po­sta­no­wie­nia ustaw zwy­kłych. Przy ta­kiej kon­cep­cji kon­sty­tu­cja może znaj­do­wać cią­głe za­sto­so­wa­nie w dzia­łal­no­ści wszyst­kich or­ga­nów wła­dzy pu­blicz­nej, a pod­sta­wo­wa rola w tym za­kre­sie musi przy­paść są­dom. Są­do­we sto­so­wa­nie kon­sty­tu­cji może przy­bie­rać tro­ja­ką for­mę. Po pierw­sze, może ono po­le­gać na sto­so­wa­niu nor­my kon­sty­tu­cyj­nej jako sa­mo­ist­nej pod­sta­wy roz­strzy­gnię­cia – bę­dzie to mia­ło miej­sce wów­czas, gdy nor­ma kon­sty­tu­cyj­na jest sfor­mu­ło­wa­na w spo­sób po­zwa­la­ją­cy na jej sa­mo­ist­ne sto­so­wa­nie, a usta­wo­daw­stwo zwy­kłe nie re­gu­lu­je da­nej kwe­stii lub re­gu­lu­je ją tyl­ko czę­ścio­wo. Bez­po­śred­nie sto­so­wa­nie kon­sty­tu­cji nie pro­wa­dzi do wska­zy­wa­nia kon­flik­tu mię­dzy nor­mą kon­sty­tu­cyj­ną a po­sta­no­wie­nia­mi usta­wy zwy­kłej, ale spro­wa­dza się do przy­ję­cia nor­my kon­sty­tu­cyj­nej jako za­sad­ni­czej pod­sta­wy orze­cze­nia. Po dru­gie, może ono po­le­gać na współ­sto­so­wa­niu nor­my kon­sty­tu­cyj­nej i po­sta­no­wień usta­wo­wych re­gu­lu­ją­cych szcze­gó­ło­wo daną kwe­stię. Jest to sy­tu­acja naj­częst­sza, bo nie­wie­le jest prze­cież dzi­siaj dzie­dzin po­zo­sta­ją­cych poza unor­mo­wa­nia­mi usta­wo­daw­stwa zwy­kłe­go. Nor­ma kon­sty­tu­cyj­na bę­dzie wów­czas od­gry­wać za­sad­ni­czą rolę w pro­ce­sie in­ter­pre­ta­cji szcze­gó­ło­wych ure­gu­lo­wań usta­wy, bo gdy na grun­cie lo­gi­ki moż­li­we bę­dzie przy­ję­cie kil­ku róż­nych wy­kład­ni usta­wy, sąd bę­dzie mu­siał dać pierw­szeń­stwo ta­kiej wy­kład­ni, któ­ra w naj­peł­niej­szy spo­sób ko­re­spon­du­je z tre­ścia­mi wy­ra­ża­ny­mi przez nor­mę kon­sty­tu­cyj­ną. Po trze­cie, może ono po­le­gać na stwier­dza­niu kon­flik­tu mię­dzy nor­mą kon­sty­tu­cyj­ną a szcze­gó­ło­wy­mi po­sta­no­wie­nia­mi usta­wo­wy­mi. Kon­flikt ten na­le­ży – w mia­rę moż­li­wo­ści – usu­nąć w dro­dze wy­kład­ni, a więc przez od­na­le­zie­nie ta­kie­go ro­zu­mie­nia prze­pi­su usta­wy, któ­ry po­zwo­li na uzna­nie jej zgod­no­ści z kon­sty­tu­cją (tzw. tech­ni­ka wy­kład­ni w zgo­dzie z kon­sty­tu­cją). Gdy nie bę­dzie to moż­li­we, sąd ma obo­wią­zek pod­ję­cia dzia­łań zmie­rza­ją­cych do usu­nię­cia nie­kon­sty­tu­cyj­ne­go prze­pi­su usta­wy z sys­te­mu pra­wa. Pro­blem bez­po­śred­nie­go sto­so­wa­nia kon­sty­tu­cji po­ja­wiał się oka­zjo­nal­nie w Pol­sce za­rów­no w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym, jak i w cza­sach PRL. Zy­skał on na wy­ra­zi­sto­ści po utwo­rze­niu w 1985 roku Try­bu­na­łu Kon­sty­tu­cyj­ne­go, nie zna­lazł jed­nak wów­czas roz­wią­za­nia, bo o re­ali­za­cji po­stu­la­tu bez­po­śred­nie­go sto­so­wa­nia kon­sty­tu­cji moż­na mó­wić do­pie­ro wte­dy, gdy za­czy­na­ją to ro­bić inne seg­men­ty wła­dzy są­dow­ni­czej, a zwłasz­cza Sąd Naj­wyż­szy i Na­czel­ny Sąd Ad­mi­ni­stra­cyj­ny. Kon­sty­tu­cja z 2 kwiet­nia 1997 roku wpro­wa­dzi­ła na­kaz bez­po­śred­nie­go sto­so­wa­nia kon­sty­tu­cji – jej art. 8 ust. 2 sta­no­wi, że „[…] prze­pi­sy Kon­sty­tu­cji sto­su­je się bez­po­śred­nio, chy­ba że Kon­sty­tu­cja sta­no­wi in­a­czej”. Tym sa­mym pro­blem zo­stał prze­nie­sio­ny ze sfe­ry po­stu­la­tów do sfe­ry obo­wiąz­ków, a przy­szłość po­ka­że, jak pol­skie są­dow­nic­two obo­wią­zek ten bę­dzie wy­peł­niać. 32. Prze­strze­ga­nie (i sto­so­wa­nie) kon­sty­tu­cji jest obo­wiąz­kiem każ­de­go or­ga­nu wła­dzy pu­blicz­nej oraz każ­de­go in­ne­go pod­mio­tu. W prak­ty­ce jed­nak obo­wią­zek na­bie­ra re­al­ne­go cha­rak­te­ru do­pie­ro wów­czas, gdy ist­nie­ją pro­ce­du­ry gwa­ran­tu­ją­ce prze­strze­ga­nie kon­sty­tu­cji przez wszyst­kich jej ad­re­sa­tów. Hi­sto­rycz­nie rzecz bio­rąc, pierw­sza była pro­ce­du­ra tak zwa­nej od­po­wie­dzial­no­ści kon­sty­tu­cyj­nej, to zna­czy qu­asi-kar­nej od­po­wie­dzial­no­ści osób in­dy­wi­du­al­nych (pia­stu­nów naj­wyż­szych urzę­dów pań­stwo­wych) za na­ru­sze­nie kon­sty­tu­cji przy spra­wo­wa­niu urzę­du. Od­po­wie­dzial­ność ta ukształ­to­wa­ła się jesz­cze w śre­dnio­wie­czu w An­glii (jako tzw. pro­ce­du­ra im­pe­ach­men­tu), w tej for­mie prze­ję­ły ją po­tem Sta­ny Zjed­no­czo­ne. Na­to­miast w Eu­ro­pie, głów­nie pod wpły­wem roz­wią­zań nie­miec­kich, za­czę­to two­rzyć szcze­gól­ne sądy (zwa­ne try­bu­na­ła­mi sta­nu) do orze­ka­nia w ta­kich spra­wach. Pol­ski Try­bu­nał Sta­nu po­zo­sta­je w tym nur­cie roz­wią­zań. Dru­gim waż­nym urzą­dze­niem ustro­jo­wym, któ­re w Eu­ro­pie wy­prze­dzi­ło po­ja­wie­nie się pro­ce­dur są­do­wej ochro­ny kon­sty­tu­cji, było są­dow­nic­two ad­mi­ni­stra­cyj­ne, kształ­tu­ją­ce się przez cały wiek XIX we Fran­cji, Niem­czech i Au­strii. Isto­ta tego są­dow­nic­twa po­le­ga na ba­da­niu in­dy­wi­du­al­nych de­cy­zji ad­mi­ni­stra­cyj­nych pod ką­tem wi­dze­nia ich zgod­no­ści z usta­wa­mi. Choć więc pod­sta­wo­wym punk­tem od­nie­sie­nia dla sądu ad­mi­ni­stra­cyj­ne­go są usta­wy zwy­kłe, to jed­nak na tym tle za­wsze wy­ła­nia­ły się licz­ne pro­ble­my kon­sty­tu­cyj­ne i sądy uczy­ły się stop­nio­wo bez­po­śred­nie­go sto­so­wa­nia kon­sty­tu­cji. 33. Szcze­gól­ne jed­nak zna­cze­nie dla ochro­ny kon­sty­tu­cji miał za­wsze pro­blem zgod­no­ści ustaw z kon­sty­tu­cją, a więc usta­no­wie
LiteraturaS. Roz­ma­ryn, Kon­sty­tu­cja jako usta­wa za­sad­ni­cza PRL, War­sza­wa 1967; L. Gar­lic­ki, Są­dow­nic­two kon­sty­tu­cyj­ne w Eu­ro­pie Za­chod­niej, War­sza­wa 1987; B. Ba­na­szak, Są­dow­nic­two kon­sty­tu­cyj­ne a ochro­na pod­sta­wo­wych praw oby­wa­tel­skich. RFN, Au­stria, Szwaj­ca­ria, Wro­cław 1990; Z. Ziem­biń­ski, War­to­ści kon­sty­tu­cyj­ne, War­sza­wa 1993; J. Trzciń­ski, Uchwa­le­nie i no­we­li­za­cja Kon­sty­tu­cji RP, PSej 1994, nr 1; Cha­rak­ter i struk­tu­ra norm kon­sty­tu­cyj­nych, J. Trzciń­ski [red.], War­sza­wa 1997; Try­by uchwa­la­nia pol­skich kon­sty­tu­cji, M. Wy­rzy­kow­ski [red.], War­sza­wa 1998; S. Bo­żyk, Kon­sty­tu­cja, Bia­ły­stok 1999; S. Wron­kow­ska, W spra­wie bez­po­śred­nie­go sto­so­wa­nia Kon­sty­tu­cji, PiP 2001, nr 9; M. La­skow­ska, W. So­ko­le­wicz, Pro­ce­du­ra zmia­ny Kon­sty­tu­cji RP na tle po­rów­naw­czym, Stu­dia Praw­ni­cze 2002, nr 2; B. Nita, Bez­po­śred­nie sto­so­wa­nie Kon­sty­tu­cji a rola są­dów w ochro­nie kon­sty­tu­cyj­no­ści pra­wa, PiP 2002, nr 9; P. Tu­le­ja, Sto­so­wa­nie Kon­sty­tu­cji RP w świe­tle za­sa­dy jej nad­rzęd­no­ści, Kra­ków 2003; Bez­po­śred­nie sto­so­wa­nie Kon­sty­tu­cji Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, K. Dzia­ło­cha [red.], War­sza­wa 2005; No­we­li­za­cja art. 55 przez Sejm V Ka­den­cji, Biu­ro Ana­liz Sej­mo­wych 2006, nr 1; Za­sa­dy zmia­ny Kon­sty­tu­cji w pań­stwach eu­ro­pej­skich, S. Gra­bow­ska, R. Gra­bow­ski [red.], War­sza­wa 2008; A. Chmie­larz, Funk­cja praw­na kon­sty­tu­cji na przy­kła­dzie Kon­sty­tu­cji Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej z 2 kwiet­nia 1997 roku, War­sza­wa 2011.
Zasady ustroju RzeczypospolitejI. Po­ję­cie „za­sa­dy ustro­ju” 40. Każ­da kon­sty­tu­cja okre­śla pew­ne za­sa­dy pod­sta­wo­we (była już o tym mowa w po­przed­nim roz­dzia­le), któ­re roz­strzy­ga­ją o cha­rak­te­rze ustro­jo­wym da­ne­go pań­stwa i okre­śla­ją pa­nu­ją­cy w nim sys­tem wła­dzy. Suma tych za­sad skła­da się na toż­sa­mość kon­sty­tu­cyj­ną pań­stwa. Za­sa­dy te wska­zu­ją przede wszyst­kim tego, do kogo na­le­ży wła­dza w pań­stwie (okre­śla­ją su­we­re­na), usta­na­wia­ją pod­sta­wo­we for­my wy­ko­ny­wa­nia tej wła­dzy i ro­dza­je (typy) or­ga­nów pań­stwo­wych do tego po­wo­ła­nych. Za­sa­dy te okre­śla­ją pod­sta­wo­we spo­so­by (płasz­czy­zna for­mal­na) i tre­ści (płasz­czy­zna ma­te­rial­na) wy­ko­ny­wa­nia wła­dzy, wska­zu­jąc idee i cele, ja­kie po­win­ny być w tym pro­ce­sie urze­czy­wist­nia­ne. Kon­sty­tu­cjo­na­lizm współ­cze­sny ukształ­to­wał wie­le za­sad wspól­nych, sta­no­wią­cych jak gdy­by stan­dard de­mo­kra­tycz­ne­go pań­stwa i wy­ma­ga­ją­cych uwzględ­nie­nia w każ­dej no­wo­cze­snej kon­sty­tu­cji. Za­sa­dy te mogą być for­mu­ło­wa­ne w bar­dzo róż­ny spo­sób, róż­ne mogą być pro­por­cje ich wza­jem­ne­go uję­cia, mogą być one uzu­peł­nia­ne za­sa­da­mi i de­kla­ra­cja­mi o bar­dziej szcze­gó­ło­wym cha­rak­te­rze. Wy­ni­ka to ze spe­cy­fi­ki każ­de­go pań­stwa, me­an­drów jego hi­sto­rii kon­sty­tu­cyj­nej, hie­rar­chii war­to­ści i ce­lów, uwa­ża­nych przez twór­ców kon­sty­tu­cji za pod­sta­wo­we. W ra­mach więc pew­nej wspól­no­ty naj­waż­niej­szych roz­wią­zań (od­no­szą­cych się głów­nie do re­gu­la­cji praw jed­nost­ki) każ­dej kon­sty­tu­cji po­zo­sta­je sze­ro­kie pole wy­bo­ru oraz spo­so­bu wy­ra­że­nia i spre­cy­zo­wa­nia owych za­sad wspól­nych. Kon­sty­tu­cyj­ne za­sa­dy ustro­ju nie za­wsze mu­szą być za­pi­sa­ne w od­ręb­nych po­sta­no­wie­niach tego aktu. Nie­rzad­ko wy­ma­ga­ją one do­pie­ro zde­fi­nio­wa­nia w opar­ciu o po­szcze­gól­ne po­sta­no­wie­nia kon­sty­tu­cji, ale też w opar­ciu o kon­cep­cje ak­sjo­lo­gicz­ne i kon­struk­cje dok­try­nal­ne, któ­re two­rzą tło dla tek­stu kon­sty­tu­cji i dla pro­ce­su in­ter­pre­ta­cji jej tek­stu. Jest bo­wiem re­gu­łą, że tekst kon­sty­tu­cji po­słu­gu­je się skró­ta­mi my­ślo­wy­mi, po­ję­cia­mi-klu­cza­mi, mil­czą­co za­kła­da­jąc, że zna­cze­nie tych po­jęć jest na tyle oczy­wi­ste, iż nie wy­ma­ga le­gal­nych de­fi­ni­cji. W ten spo­sób za­sa­dy ustro­ju na­bie­ra­ją znacz­nej ela­stycz­no­ści i o ich rze­czy­wi­stej roli i zna­cze­niu moż­na czę­sto mó­wić do­pie­ro na tle orzecz­nic­twa są­do­we­go do­ko­nu­ją­ce­go ich kon­kre­ty­za­cji. 41. Kon­sty­tu­cja z 2 kwiet­nia 1997 roku po­miesz­cza naj­waż­niej­sze za­sa­dy ustro­jo­we w roz­dzia­le I, za­ty­tu­ło­wa­nym „Rzecz­po­spo­li­ta” i chro­nio­nym (wraz z rozdz. II i XII) szcze­gól­nym, trud­niej­szym try­bem zmia­ny. Błę­dem by­ło­by jed­nak trak­to­wa­nie dwu­dzie­stu dzie­wię­ciu ar­ty­ku­łów skła­da­ją­cych się na ten roz­dział jako wy­li­cze­nia dwu­dzie­stu dzie­wię­ciu za­sad ustro­jo­wych. Roz­dział ten za­wie­ra bo­wiem po­sta­no­wie­nia o bar­dzo róż­nej ran­dze i bar­dzo róż­nym stop­niu abs­trak­cyj­no­ści – obok wska­za­nia za­sad o szcze­gól­nej do­nio­sło­ści (np. art. 1, art. 2, art. 4, art. 8, art. 10) nie bra­ku­je w nim po­sta­no­wień bar­dziej szcze­gó­ło­wych, ilu­stru­ją­cych tyl­ko pew­ne aspek­ty za­sad ogól­niej­szych (np. art. 13, art. 17, art. 26), bądź też sta­no­wią­cych ra­czej nor­my niż za­sa­dy kon­sty­tu­cyj­ne (np. art. 11 ust. 2; art. 21 ust. 2; art. 27; art. 28; art. 29). Błęd­ne by­ło­by też prze­ko­na­nie, że za­sad ustro­jo­wych nie moż­na od­naj­dy­wać i w in­nych roz­dzia­łach kon­sty­tu­cji, a zwłasz­cza w jej roz­dzia­le II („Wol­no­ści, pra­wa i obo­wiąz­ki czło­wie­ka i oby­wa­te­la”). Bar­dzo istot­nym ele­men­tem dla de­fi­nio­wa­nia tre­ści po­szcze­gól­nych za­sad ustro­jo­wych są tak­że po­sta­no­wie­nia Wstę­pu do kon­sty­tu­cji. Kon­sty­tu­cja z 2 kwiet­nia 1997 roku po­świę­ca wie­le miej­sca okre­śle­niu za­sad ustro­jo­wych i nie bez ra­cji for­mu­łu­je się za­rzu­ty, że jest ona w wie­lu miej­scach prze­ga­da­na i za mało ju­ry­dycz­na. Ta­kie uję­cie jej tek­stu po­zo­sta­wia dok­try­nie znacz­ną swo­bo­dę w usta­la­niu ka­ta­lo­gu za­sad ustro­ju Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej – dość po­rów­nać po­szcze­gól­ne pod­ręcz­ni­ki pra­wa kon­sty­tu­cyj­ne­go, by zo­ba­czyć, jak róż­nie kon­stru­uje się licz­bę tych za­sad i jak róż­ne przy­pi­su­je się im na­zwy. Z tego wzglę­du nie jest ko­niecz­ne, by w tym pod­ręcz­ni­ku po­dej­mo­wać am­bit­ną pró­bę wy­od­ręb­nie­nia i zde­fi­nio­wa­nia wszyst­kich za­sad ustro­jo­wych, ja­kie moż­na wy­do­być z tek­stu no­wej kon­sty­tu­cji. Wy­star­czy wska­za­nie sied­miu za­sad naj­bar­dziej pod­sta­wo­wych i o usta­bi­li­zo­wa­nej już tre­ści, a mia­no­wi­cie: 1) za­sa­da su­we­ren­no­ści na­ro­du, 2) za­sa­da nie­pod­le­gło­ści i su­we­ren­no­ści pań­stwa, 3) za­sa­da de­mo­kra­tycz­ne­go pań­stwa praw­ne­go, 4) za­sa­da spo­łe­czeń­stwa oby­wa­tel­skie­go, 5) za­sa­da po­dzia­łu władz, 6) za­sa­da spo­łecz­nej go­spo­dar­ki ryn­ko­wej, 7) za­sa­da przy­ro­dzo­nej god­no­ści czło­wie­ka. II. Za­sa­da su­we­ren­no­ści na­ro­du 42. Za­sa­da ta okre­śla su­we­re­na, a więc wska­zu­je tego, do kogo na­le­ży wła­dza w pań­stwie. Przy­ję­ta w art. 4 ust. 1 kon­sty­tu­cji for­mu­ła: „Wła­dza zwierzch­nia w Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej na­le­ży do Na­ro­du” na­wią­zu­je do kon­cep­cji su­we­ren­no­ści, jaka ukształ­to­wa­ła się w dok­try­nie eu­ro­pej­skiej na prze­ło­mie XVIII i XIX wie­ku. Wska­za­nie tej dok­try­ny na na­ród jako su­we­re­na (a więc wy­łącz­ny pod­miot naj­wyż­szej wła­dzy w pań­stwie) mia­ło na po­cząt­ku zna­cze­nie przede wszyst­kim ne­ga­tyw­ne. Cho­dzi­ło bo­wiem o wy­raź­ne pod­kre­śle­nie tego, że su­we­re­nem nie może być mo­nar­cha, nie­do­pusz­czal­ny więc ma być po­wrót do mo­nar­chii ab­so­lut­nej. Tak­że w dzi­siej­szej pol­skiej per­spek­ty­wie nie moż­na po­mi­jać owe­go aspek­tu ne­ga­tyw­ne­go: okre­śle­nie na­ro­du jako pod­mio­tu su­we­ren­no­ści ozna­cza od­rzu­ce­nie kon­cep­cji, zgod­nie z któ­rą pod­mio­tem wła­dzy może być ja­kaś kla­sa czy gru­pa spo­łecz­na – a przy­po­mnij­my, że kon­sty­tu­cja z 1952 roku gło­si­ła, iż „[…] wła­dza w PRL na­le­ży do ludu pra­cu­ją­ce­go miast i wsi” – par­tia po­li­tycz­na czy jed­nost­ka. Nie może być tym sa­mym grup spo­łecz­nych czy ka­te­go­rii oby­wa­te­li, któ­re mo­gły­by zo­stać po­sta­wio­ne poza po­ję­ciem „na­ród-su­we­ren”. Znacz­nie trud­niej­sze jest zde­fi­nio­wa­nie po­zy­tyw­ne­go aspek­tu oma­wia­nej dok­try­ny i zde­fi­nio­wa­nie po­ję­cia „na­ród”. Wia­do­mo tyl­ko, że po­ję­cie to ma cha­rak­ter fi­lo­zo­ficz­no-spo­łecz­ny, a nie et­nicz­ny. W żad­nym więc ra­zie nie moż­na utoż­sa­mić na­ro­du z ogó­łem osób na­ro­do­wo­ści pol­skiej, a po­zo­sta­wiać poza za­kre­sem tego po­ję­cia oby­wa­te­li in­nej na­ro­do­wo­ści. Nie za­ka­zu­je to do­strze­ga­nia ist­nie­ją­cych mniej­szo­ści na­ro­do­wych i gwa­ran­to­wa­nia im pra­wa do za­cho­wa­nia toż­sa­mo­ści (art. 27 ust. 2 i art. 35), jest to już jed­nak zu­peł­nie inna płasz­czy­zna roz­wa­żań. Po­ję­cie „na­ród” na­le­ży na­to­miast od­no­sić do wspól­no­ty wszyst­kich oby­wa­te­li Rze­czy­po­spo­li­tej (przy­po­mnij­my, że Wstęp do kon­sty­tu­cji uży­wa okre­śle­nia „my, Na­ród Pol­ski – wszy­scy oby­wa­te­le Rze­czy­po­spo­li­tej”), ale i to okre­śle­nie nie wy­czer­pu­je pro­ble­mu. Z jed­nej stro­ny, rze­czy­wi­stym źró­dłem wła­dzy są de­cy­zje tyl­ko tych oby­wa­te­li, któ­rzy po­sia­da­ją pra­wa wy­bor­cze (kor­pu­su wy­bor­cze­go). Z dru­giej stro­ny, kon­sty­tu­cja mówi też o „[…] Po­la­kach za­miesz­ka­łych za gra­ni­cą” (art. 6 ust. 2), w pew­nym stop­niu wy­cho­dzi więc poza tra­dy­cyj­ne kry­te­rium oby­wa­tel­stwa. Rzecz jed­nak w tym, że for­mu­ło­wa­nie pre­cy­zyj­nej de­fi­ni­cji na­ro­du nie jest ani moż­li­we, ani po­trzeb­ne, bo jak już wspo­mnia­łem, z punk­tu wi­dze­nia pro­ce­su wy­ko­ny­wa­nia wła­dzy de­cy­du­ją­cym kry­te­rium jest po­sia­da­nie praw wy­bor­czych (i tu pra­wo bu­du­je pre­cy­zyj­ne de­fi­ni­cje). Bie­żą­ce wy­ko­ny­wa­nie wła­dzy – na­wet przez ogół oby­wa­te­li-wy­bor­ców – nie może jed­nak abs­tra­ho­wać od obo­wiąz­ku za­cho­wa­nia toż­sa­mo­ści Rze­czy­po­spo­li­tej, obej­mu­ją­cej nie tyl­ko ak­tu­al­ny krąg oby­wa­te­li, ale opar­tej na wspól­nej hi­sto­rii i tra­dy­cji, sta­no­wią­cej jak gdy­by sumę prze­szło­ści, te­raź­niej­szo­ści i przy­szło­ści. W taki spo­sób na­le­ży ro­zu­mieć po­sta­no­wie­nia Wstę­pu do kon­sty­tu­cji, mó­wią­ce o „[…] po­nad­ty­siąc­let­nim do­rob­ku, chrze­ści­jań­skim dzie­dzic­twie, wię­zach wspól­no­ty z ro­da­ka­mi roz­sia­ny­mi po ca­łym świe­cie” czy wska­za­nie (art. 6 ust. 1) na kul­tu­rę bę­dą­cą „[…] źró­dłem toż­sa­mo­ści na­ro­du pol­skie­go, jego trwa­nia i roz­wo­ju”. W taki też spo­sób na­le­ży ro­zu­mieć art. 1 kon­sty­tu­cji („Rzecz­po­spo­li­ta Pol­ska jest do­brem wspól­nym wszyst­kich oby­wa­te­li”). Uży­te w nim po­ję­cie „Rzecz­po­spo­li­ta” jest czymś wię­cej niż okre­śle­niem ak­tu­al­nie ist­nie­ją­ce­go pań­stwa, jest ra­czej na­wią­za­niem do po­ję­cia „oj­czy­zna” (przy­po­mnij­my, że Wstęp od­no­si okre­śle­nie „do­bro wspól­ne” po pro­stu do Pol­ski), a więc od­wo­ła­niem się do owej hi­sto­rycz­nej wspól­no­ty, któ­ra two­rzy isto­tę dzi­siej­sze­go pań­stwa pol­skie­go. 43. Pod­sta­wo­we for­my wy­ko­ny­wa­nia wła­dzy przez na­ród okre­śla art. 4 ust. 2, sta­no­wiąc, iż „[…] Na­ród spra­wu­je wła­dzę przez swych przed­sta­wi­cie­li lub bez­po­śred­nio”. Nie­trud­no za­uwa­żyć, że w tym prze­pi­sie po­ję­ciu „na­ród” na­da­je się już bar­dziej tech­nicz­ne zna­cze­nie, bo utoż­sa­mia się go z ogó­łem oby­wa­te­li ma­ją­cych pra­wa wy­bor­cze. Ar­ty­kuł 4 ust. 2 na­wią­zu­je do tra­dy­cyj­ne­go roz­róż­nie­nia de­mo­kra­cji bez­po­śred­niej i de­mo­kra­cji po­śred­niej (przed­sta­wi­ciel­skiej) jako dwu pod­sta­wo­wych form spra­wo­wa­nia wła­dzy. De­mo­kra­cja bez­po­śred­nia to spo­sób spra­wo­wa­nia wła­dzy, w któ­rym de­cy­zje po­dej­mo­wa­ne są bez­po­śred­nio przez ogół wy­bor­ców, bez po­śred­nic­twa ja­kich­kol­wiek (na­wet wy­ło­nio­nych w dro­dze wy­bo­rów po­wszech­nych) or­ga­nów pań­stwo­wych. Pod­sta­wo­we for­my de­mo­kra­cji bez­po­śred­niej to ogól­ne zgro­ma­dze­nie wy­bor­ców (co wy­wo­dzi się jesz­cze z de­mo­kra­cji ateń­skiej, ale dzi­siaj moż­li­we jest tyl­ko na naj­niż­szym szcze­blu lo­kal­nym) oraz re­fe­ren­dum (gło­so­wa­nie ogó­łu wy­bor­ców, przed­mio­tem któ­re­go jest pod­ję­cie de­cy­zji w okre­ślo­nej spra­wie lub spra­wach). Na­le­ży też wy­mie­nić ini­cja­ty­wę lu­do­wą (upraw­nie­nie okre­ślo­nej gru­py wy­bor­ców do wnie­sie­nia pro­jek­tu usta­wy do par­la­men­tu lub też do pod­da­nia okre­ślo­nej spra­wy pod re­fe­ren­dum) oraz weto lu­do­we (upraw­nie­nie okre­ślo­nej gru­py wy­bor­ców do pod­da­nia pod re­fe­ren­dum usta­wy par­la­men­tu, któ­ra bu­dzi ich sprze­ciw). Ini­cja­ty­wa i weto ro­dzą jed­nak wią­żą­ce skut­ki tyl­ko w aspek­cie pro­ce­du­ral­nym i tym róż­nią się od re­fe­ren­dum, któ­re po­zwa­la na po­dej­mo­wa­nie roz­strzy­gnięć o cha­rak­te­rze me­ry­to­rycz­nym. Ar­ty­kuł 4 ust. 2 za­kła­da usta­no­wie­nie pro­ce­dur de­mo­kra­cji bez­po­śred­niej w dal­szych, bar­dziej szcze­gó­ło­wych po­sta­no­wie­niach kon­sty­tu­cji. Kon­sty­tu­cja prze­wi­du­je czte­ry ro­dza­je re­fe­ren­dów (zob. pkt 172 i nast.): 1) ogól­no­kra­jo­we – w spra­wach o szcze­gól­nym zna­cze­niu dla pań­stwa (art. 125), 2) w spra­wie wy­ra­że­nia zgo­dy na ra­ty­fi­ka­cję umo­wy mię­dzy­na­ro­do­wej prze­wi­du­ją­cej prze­ka­za­nie or­ga­ni­za­cji lub or­ga­no­wi mię­dzy­na­ro­do­we­mu kom­pe­ten­cji or­ga­nów wła­dzy pań­stwo­wej w nie­któ­rych spra­wach (art. 90 ust. 3), 3) w spra­wie za­twier­dze­nia zmia­ny kon­sty­tu­cji do­ty­czą­cej po­sta­no­wień za­war­tych w roz­dzia­łach I, II i XII (art. 235 ust. 6), 4) re­fe­ren­dum lo­kal­ne (art. 170). W pew­nym za­kre­sie kon­sty­tu­cja prze­wi­du­je też ini­cja­ty­wę lu­do­wą (art. 118 ust. 2), nie­zna­na jest na­to­miast w Pol­sce pro­ce­du­ra weta lu­do­we­go. 44. De­mo­kra­cja po­śred­nia, zwa­na też przed­sta­wi­ciel­ską, to spo­sób spra­wo­wa­nia wła­dzy, w któ­rym de­cy­zje po­dej­mo­wa­ne są w imie­niu su­we­re­na przez or­gan przed­sta­wi­ciel­ski (par­la­ment) po­cho­dzą­cy z wy­bo­rów. W cza­sach współ­cze­snych jest to pod­sta­wo­wy spo­sób spra­wo­wa­nia wła­dzy, jako że in­sty­tu­cje de­mo­kra­cji bez­po­śred­niej albo są tech­nicz­nie nie­moż­li­we do za­sto­so­wa­nia na szcze­blu ogól­no­pań­stwo­wym (zgro­ma­dze­nie wy­bor­ców), albo sto­so­wa­ne mogą być tyl­ko w wy­pad­kach szcze­gól­nych (re­fe­ren­dum). Rze­czy­wi­stą for­mą wy­ko­ny­wa­nia wła­dzy przez kor­pus wy­bor­czy jest więc jej de­le­go­wa­nie na rzecz re­gu­lar­nie wy­bie­ra­nych przed­sta­wi­cie­li. Tak też trze­ba ro­zu­mieć sfor­mu­ło­wa­nie art. 4 ust. 2, któ­re wy­mie­nia­jąc na pierw­szym miej­scu spra­wo­wa­nie wła­dzy p r z e z s w y c h p r z e d s t a w i c i e l i, uzna­je de­mo­kra­cję po­śred­nią za pod­sta­wo­wy spo­sób rzą­dze­nia pań­stwem. Dla rze­czy­wi­ste­go ist­nie­nia de­mo­kra­cji po­śred­niej nie wy­star­czy jed­nak samo ist­nie­nie par­la­men­tu. Ko­niecz­ne jest speł­nie­nie wie­lu wy­ma­gań szcze­gó­ło­wych. Jed­nym z nich jest opar­cie spo­so­bu wy­ła­nia­nia par­la­men­tu (jego izb) na de­mo­kra­tycz­nej pro­ce­du­rze wy­bor­czej, któ­ra musi uwzględ­niać za­sa­dy po­wszech­no­ści, bez­po­śred­nio­ści, rów­no­ści i taj­no­ści (art. 96 ust. 2 i art. 97 ust. 2 kon­sty­tu­cji). Ko­niecz­ne jest też, by wy­bo­ry od­by­wa­ły się re­gu­lar­nie, a prze­dłu­że­nie ka­den­cji par­la­men­tu było do­pusz­czal­ne tyl­ko w sy­tu­acjach nad­zwy­czaj­nych (art. 98 i art. 228 ust. 7 kon­sty­tu­cji). Po dru­gie, ko­niecz­ne jest opar­cie sys­te­mu po­li­tycz­ne­go na za­sa­dzie plu­ra­li­zmu, cze­go pod­sta­wo­wym prze­ja­wem jest za­gwa­ran­to­wa­nie wol­no­ści two­rze­nia i dzia­ła­nia par­tii po­li­tycz­nych (art. 11-13 kon­sty­tu­cji), aby w wy­bo­rach mo­gły kon­ku­ro­wać wszyst­kie po­waż­ne orien­ta­cje po­li­tycz­ne da­ne­go kra­ju. Po trze­cie, waż­ne jest, by par­la­men­to­wi jako or­ga­no­wi re­pre­zen­ta­cji na­ro­du przy­słu­gi­wa­ła od­po­wied­nio sil­na po­zy­cja i kom­pe­ten­cje w sys­te­mie or­ga­nów pań­stwo­wych; w świe­tle tego wy­ma­ga­nia trze­ba też spo­glą­dać na za­sa­dę po­dzia­łu władz. 45. Isto­tą de­mo­kra­cji po­śred­niej jest po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji w imie­niu su­we­re­na przez or­gan (or­ga­ny) przed­sta­wi­ciel­ski po­cho­dzą­cy z wy­bo­rów. Jest nie­spor­ne, że cha­rak­ter tak ro­zu­mia­ne­go or­ga­nu przed­sta­wi­ciel­skie­go na­le­ży przy­pi­sać par­la­men­to­wi. W wa­run­kach pol­skich ce­cha ta od­no­si się w rów­nym stop­niu do Sej­mu i do Se­na­tu, jako że sys­tem wy­bor­czy do obu izb opie­ra się na za­sa­dzie po­wszech­no­ści. Daje temu też wy­raz art. 104 kon­sty­tu­cji, okre­śla­jąc po­słów jako p r z e d s t a w i c i e l i n a r o d u (co jest świa­do­mym na­wią­za­niem do sfor­mu­ło­wa­nia art. 4 ust. 2 kon­sty­tu­cji); tak samo (z mocy ogól­ne­go ode­sła­nia z art. 108 kon­sty­tu­cji) na­le­ży trak­to­wać se­na­to­rów. Tym sa­mym po­sło­wie i se­na­to­ro­wie nie są praw­nie zwią­za­ni wolą (in­struk­cja­mi) wy­bor­ców ze swych okrę­gów wy­bor­czych – jest to tak zwa­na za­sa­da man­da­tu wol­ne­go (zob. sze­rzej pkt 214). Kon­sty­tu­cja nie okre­śla na­to­miast pre­zy­den­ta mia­nem „przed­sta­wi­ciel na­ro­du”, choć po­cho­dzi on z wy­bo­rów o rów­nie de­mo­kra­tycz­nym cha­rak­te­rze jak wy­bo­ry par­la­men­tar­ne. Ak­cen­tu­je to szcze­gól­ną po­zy­cję par­la­men­tu (wła­dzy usta­wo­daw­czej) w pol­skiej tra­dy­cji po­dzia­łu władz, nie zmie­nia jed­nak fak­tu, że tak­że pre­zy­den­to­wi przy­słu­gu­je bez­po­śred­nia le­gi­ty­ma­cja woli wy­bor­ców. Ma­te­rial­nie rzecz bio­rąc, pol­ski pre­zy­dent też jest przed­sta­wi­cie­lem na­ro­du i to od­róż­nia jego po­zy­cję ustro­jo­wą od sys­te­mów, w któ­rych pre­zy­den­ta wy­bie­ra par­la­ment lub inne cia­ło po­dob­ne. Cha­rak­ter or­ga­nów przed­sta­wi­ciel­skich moż­na też przy­pi­sać ra­dom gmin, ra­dom po­wia­to­wym i sej­mi­kom wo­je­wództw, jako że po­cho­dzą one z wy­bo­rów. Z uwa­gi jed­nak na ogra­ni­czo­ny te­ry­to­rial­nie za­kres ich le­gi­ty­ma­cji nie moż­na ich trak­to­wać jako or­ga­nów re­pre­zen­ta­cji na­ro­du. III. Za­sa­da nie­pod­le­gło­ści i su­we­ren­no­ści pań­stwa 46. Za­sa­da ta nie ma tak uni­wer­sal­ne­go cha­rak­te­ru, jak za­sa­da su­we­ren­no­ści na­ro­du czy nie­któ­re za­sa­dy oma­wia­ne w dal­szych czę­ściach ni­niej­sze­go roz­dzia­łu. Z uwa­gi jed­nak na na­sze do­świad­cze­nia hi­sto­rycz­ne zo­sta­ła ona sil­ne pod­kre­ślo­na w kil­ku róż­nych po­sta­no­wie­niach kon­sty­tu­cyj­nych. Wstęp do kon­sty­tu­cji mówi za­rów­no o wal­ce na­szych przod­ków o nie­pod­le­głość, jak też przy­po­mi­na okres, gdy na­ród po­zba­wio­ny był moż­li­wo­ści su­we­ren­ne­go i de­mo­kra­tycz­ne­go sta­no­wie­nia o lo­sie oj­czy­zny. Ochro­na nie­pod­le­gło­ści i nie­na­ru­szal­no­ści te­ry­to­rium pań­stwa wy­mie­nio­na zo­sta­ła na pierw­szym miej­scu wśród za­dań Rze­czy­po­spo­li­tej (art. 5). W kon­tek­ście tych war­to­ści okre­ślo­no rolę sił zbroj­nych (art. 26 ust. 1) oraz oby­wa­tel­ski obo­wią­zek obro­ny oj­czy­zny (art. 85 ust. 1). Sta­nie na stra­ży su­we­ren­no­ści i bez­pie­czeń­stwa pań­stwa oraz nie­na­ru­szal­no­ści i nie­po­dziel­no­ści jego te­ry­to­rium sta­no­wi jed­no z pod­sta­wo­wych za­dań pre­zy­den­ta (art. 126 ust. 2). Sil­ne ak­cen­to­wa­nie su­we­ren­no­ści i nie­pod­le­gło­ści nie jest zresz­tą udzia­łem tyl­ko pol­skiej kon­sty­tu­cji – po­dob­ne uję­cia moż­na z oczy­wi­stych wzglę­dów od­na­leźć w kon­sty­tu­cjach państw, któ­re po 1989 roku od­zy­ska­ły nie­pod­le­głość (cha­rak­te­ry­stycz­ne są np. po­sta­no­wie­nia Wstę­pu i art. 3 kon­sty­tu­cji Li­twy z 1992 r.), nie stro­nią też od nich pań­stwa o usta­bi­li­zo­wa­nym już ist­nie­niu. Nie­pod­le­głość ozna­cza od­ręb­ny byt pań­stwo­wy Rze­czy­po­spo­li­tej i pod­kre­śle­nie tej war­to­ści ozna­cza za­rów­no na­wią­za­nie do okre­su roz­bio­rów, jak i do wy­da­rzeń II woj­ny świa­to­wej. Nie­pod­le­głość ozna­cza też in­te­gral­ność, tzn. ist­nie­nie Pol­ski w jej obec­nych gra­ni­cach – nie­przy­pad­ko­wo kon­sty­tu­cja kil­ka­krot­nie pod­kre­śla za­sa­dę nie­na­ru­szal­no­ści i nie­po­dziel­no­ści te­ry­to­rium pań­stwa. Su­we­ren­ność ozna­cza zdol­ność pań­stwa do sa­mo­dziel­ne­go de­cy­do­wa­nia o wszyst­kich do­ty­czą­cych go spra­wach i sa­mo­dziel­ne­go po­dej­mo­wa­nia wszyst­kich do­ty­czą­cych go de­cy­zji, co na­wią­zu­je z ko­lei do ne­ga­tyw­nych do­świad­czeń okre­su PRL. Tak ro­zu­mia­na su­we­ren­ność od­no­si się więc do siat­ki po­ję­cio­wej pra­wa mię­dzy­na­ro­do­we­go i łą­czy się z sy­tu­acją pań­stwa w jego sto­sun­kach ze­wnętrz­nych. Tym sa­mym jest to zu­peł­nie inne po­ję­cie niż „su­we­ren­ność na­ro­du”, któ­re od­no­si się do spo­so­bu spra­wo­wa­nia wła­dzy we­wnątrz pań­stwa, a więc do jego ustro­ju we­wnętrz­ne­go. Może dla unik­nię­cia nie­po­ro­zu­mień ter­mi­no­lo­gicz­nych kon­sty­tu­cja ani razu nie uży­wa expres­sis ver­bis okre­śle­nia „su­we­ren­ność”, ale w oczy­wi­sty spo­sób po­ję­cie to (a ra­czej po­ję­cia) sta­no­wią tło dla oma­wia­nych po­sta­no­wień kon­sty­tu­cyj­nych. 47. A. Su­we­ren­ność Pol­ski w sto­sun­kach mię­dzy­na­ro­do­wych nie ozna­cza jed­nak za­ka­zu jej włą­cza­nia w pro­ces in­te­gra­cji eu­ro­pej­skiej, co w dzi­siej­szych wa­run­kach ozna­cza przede wszyst­kim wpro­wa­dze­nie Pol­ski do NATO i Unii Eu­ro­pej­skiej. Przy­stą­pie­nie do tych or­ga­ni­za­cji ozna­cza pew­ne ogra­ni­cze­nie mię­dzy­na­ro­do­wej su­we­ren­no­ści Pol­ski. W szcze­gól­no­ści wej­ście do Unii Eu­ro­pej­skiej spra­wi­ło, iż wszyst­kie re­gu­la­cje praw­ne wy­da­wa­ne przez or­ga­ny Unii Eu­ro­pej­skiej na­bie­ra­ją sa­mo­ist­nie mocy obo­wią­zu­ją­cej wo­bec pol­skie­go usta­wo­daw­stwa, co ob­li­gu­je sądy oraz inne or­ga­ny pań­stwo­we nie tyl­ko do ich bez­po­śred­nie­go sto­so­wa­nia, ale i do da­wa­nia im pierw­szeń­stwa wo­bec unor­mo­wań pra­wa kra­jo­we­go. Ogra­ni­cze­nie su­we­ren­no­ści może na­stą­pić tyl­ko na pod­sta­wie wy­raź­nej i szcze­gól­nej re­gu­la­cji kon­sty­tu­cyj­nej – stąd wszyst­kie kon­sty­tu­cje państw człon­ków Unii za­wie­ra­ją tak zwa­ną eu­ro­pej­ską klau­zu­lę do­pusz­cza­ją­cą pod­da­nie się tego typu ogra­ni­cze­niom. W kon­sty­tu­cji z 2 kwiet­nia 1997 roku rolę tej klau­zu­li speł­nia art. 90, któ­ry (w ust. 1) po­zwa­la, by „[…] na pod­sta­wie umo­wy mię­dzy­na­ro­do­wej prze­ka­zać or­ga­ni­za­cji mię­dzy­na­ro­do­wej lub or­ga­no­wi mię­dzy­na­ro­do­we­mu kom­pe­ten­cje or­ga­nów wła­dzy pań­stwo­wej w nie­któ­rych spra­wach”. Ar­ty­kuł 90 nie mówi więc o trans­fe­rze su­we­ren­no­ści, a tyl­ko o trans­fe­rze kom­pe­ten­cji. Za­ra­zem pol­ska kon­sty­tu­cja wpro­wa­dza w tym za­kre­sie wie­le róż­ne­go ro­dza­ju gwa­ran­cji i za­bez­pie­czeń. Po pierw­sze, ogra­ni­czo­ny jest za­kres prze­ka­za­nia kom­pe­ten­cji. Może on bo­wiem do­ty­czyć tyl­ko n i e k t ó r y c h s p r a w, co – zgod­nie ze sta­no­wi­skiem Try­bu­na­łu Kon­sty­tu­cyj­ne­go (wy­rok z 11 maja 2005 r., K 18/04) – ozna­cza „[…] za­kaz prze­ka­za­nia ogó­łu kom­pe­ten­cji da­ne­go or­ga­nu, prze­ka­za­nia kom­pe­ten­cji w ca­ło­ści spraw w da­nej dzie­dzi­nie, jak i za­kaz prze­ka­za­nia kom­pe­ten­cji co do isto­ty spraw okre­śla­ją­cych ge­stię da­ne­go or­ga­nu wła­dzy pań­stwo­wej”. Ana­lo­gicz­ne sta­no­wi­sko w jesz­cze bar­dziej roz­bu­do­wa­nej po­sta­ci, za­jął Try­bu­nał na tle Trak­ta­tu z Li­zbo­ny (wy­rok z 24 li­sto­pa­da 2010, K 32/09). In­ny­mi sło­wy, prze­ka­za­nie kom­pe­ten­cji nie może mieć cha­rak­te­ru uni­wer­sal­ne­go, a z dru­giej stro­ny, za­ka­za­ne jest prze­ka­za­nie w ca­ło­ści kom­pe­ten­cji naj­waż­niej­szych, sta­no­wią­cych o moż­li­wo­ści dzia­ła­nia pań­stwa jako od­ręb­nej jed­nost­ki. Jak wska­zu­je Krzysz­tof Wój­to­wicz, „[…] na kom­pe­ten­cje te skła­da­ją się przede wszyst­kim – sta­no­wie­nie pra­wa, wy­mie­rza­nie spra­wie­dli­wo­ści, za­pew­nie­nie po­rząd­ku, de­cy­do­wa­nie o fi­nan­sach pań­stwo­wych, two­rze­nie i utrzy­my­wa­nie ar­mii”. Na­wet je­że­li więc pew­ne kom­pe­ten­cje prze­ka­za­ne Unii Eu­ro­pej­skiej za­ha­cza­ją o wy­mie­nio­ne dzie­dzi­ny, to spra­wą za­sad­ni­czą jest po­zo­sta­wie­nie pań­stwu wy­star­cza­ją­ce­go mar­gi­ne­su wła­snej wła­dzy w każ­dej z nich (wy­rok K 32/09 mówi o „za­cho­wa­niu toż­sa­mo­ści kon­sty­tu­cyj­nej” RP). Z tego mię­dzy in­ny­mi po­wo­du pla­no­wa­ne w przy­szło­ści wpro­wa­dze­nie Pol­ski do stre­fy euro bę­dzie wy­ma­ga­ło do­ko­na­nia od­po­wied­niej zmia­ny kon­sty­tu­cji (zob. pkt 395). Po dru­gie, usta­no­wio­ny jest zło­żo­ny tryb do­cho­dze­nia do skut­ku umo­wy mię­dzy­na­ro­do­wej prze­wi­du­ją­cej prze­ka­za­nie kom­pe­ten­cji, w szcze­gól­no­ści gdy cho­dzi o wy­ra­że­nie zgo­dy na ra­ty­fi­ka­cję ta­kiej umo­wy. Ar­ty­kuł 90 ust. 2-4 kon­sty­tu­cji (zob. sze­rzej pkt 397) od­da­ją wy­ra­że­nie zgo­dy albo w ge­stię par­la­men­tu (ale wte­dy w obu izbach ko­niecz­ne jest uzy­ska­nie więk­szo­ści dwóch trze­cich gło­sów, co w pol­skich wa­run­kach po­li­tycz­nych wy­ma­ga współ­dzia­ła­nia opo­zy­cji par­la­men­tar­nej – tak wy­ra­żo­no zgo­dę na ra­ty­fi­ka­cję trak­ta­tu z Li­zbo­ny w 2008 r.) albo bez­po­śred­nio w ge­stię na­ro­du (tak wła­śnie w for­mie re­fe­ren­dum wy­ra­żo­no zgo­dę na ra­ty­fi­ka­cję trak­ta­tu ak­ce­syj­ne­go w 2003 r.). Po trze­cie, zmia­ny za­kre­su prze­ka­za­nia kom­pe­ten­cji, a zwłasz­cza jego roz­sze­rze­nie, moż­li­we jest tyl­ko w dro­dze za­war­cia no­wej umo­wy mię­dzy­na­ro­do­wej i pod wa­run­kiem jej ra­ty­fi­ka­cji przez wszyst­kie za­in­te­re­so­wa­ne pań­stwa. Ani Unia Eu­ro­pej­ska, ani żad­na inna or­ga­ni­za­cja po­nadna­ro­do­wa nie dys­po­nu­je bo­wiem kom­pe­ten­cją do sa­mo­dziel­ne­go roz­sze­rza­nia swo­je­go za­kre­su dzia­ła­nia. Po czwar­te, Pol­ska za­cho­wu­je – przy­najm­niej w sen­sie praw­nym – moż­li­wość wy­stą­pie­nia z Unii Eu­ro­pej­skiej (choć za­pew­ne ozna­cza­ło­by to sa­mo­bój­stwo go­spo­dar­cze pań­stwa). Moż­li­wość wy­stą­pie­nia znaj­du­je obec­nie ja­sne uję­cie w art. 50 Trak­ta­tu o Unii Eu­ro­pej­skiej w brzmie­niu nada­nym mu przez trak­tat z Li­zbo­ny a w pra­wie kra­jo­wym od­no­si się do niej art. 22a usta­wy z 14 kwiet­nia 2000 r. o umo­wach mię­dzy­na­ro­do­wych (zob. pkt 388). Wej­ście do Unii Eu­ro­pej­skiej, w jej obec­nym kształ­cie, nie ozna­cza prze­kre­śle­nia su­we­ren­no­ści mię­dzy­na­ro­do­wej pań­stwa pol­skie­go. Nie ule­ga na­to­miast wąt­pli­wo­ści, że ozna­cza ono ogra­ni­cze­nie su­we­ren­no­ści, ale przy­no­si za­ra­zem efekt kom­pen­sa­cyj­ny. Traf­nie wska­zu­je Je­rzy Ja­skier­nia, iż „[…] pań­stwo uzy­sku­ją­ce człon­ko­stwo w UE z jed­nej stro­ny re­zy­gnu­je z wy­ko­ny­wa­nia okre­ślo­nych kom­pe­ten­cji, z dru­giej zaś uzy­sku­je pew­ne moż­li­wo­ści dzia­ła­nia w płasz­czyź­nie mię­dzy­na­ro­do­wej”, w szcze­gól­no­ści po­przez współ­kształ­to­wa­nie de­cy­zji po­dej­mo­wa­nych na szcze­blu Unii Eu­ro­pej­skiej. Resz­ta jest spra­wą ra­chun­ku po­li­tycz­ne­go i eko­no­micz­ne­go, któ­ry każ­de pań­stwo po­dej­mu­je przez swo­je de­mo­kra­tycz­ne wy­bie­ra­ne or­ga­ny.
<a href="http://cyfroteka.pl/ebooki/Polskie_Prawo_Konstytucyjne__Zarys_wykladu-ebookRO/p0202341i020" target="_blank" title="Polskie Prawo Konstytucyjne. Zarys wykładu [Leszek Garlicki] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE" > <img src="http://cyfroteka.pl/images/BRD.png" style="border:none;background:none transparent;box-shadow:none;-webkit-box-shadow:none;-webkit-border-radius:0;border-radius:0;" alt="Polskie Prawo Konstytucyjne. Zarys wykładu [Leszek Garlicki] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE"/></a>