Source: https://www.eporady24.pl/koronawirus_a_kontrakty_kredyty_czynsz_anulowane_wycieczki_co_mozna_zrobic,artykuly,4,47,1601.html
Timestamp: 2020-07-13 10:31:15
Legal References Found: art. 471
 art. 472
 art. 473
 art. 435
 art. 117
 art. 153
 art. 357
 art. 357
 art. 357

Document Content:
Koronawirus a kontrakty, kredyty, czynsz, anulowane wycieczki – co można zrobić?
Autor: Jakub Bonowicz • Opublikowane: 16.03.2020
Obecnie (14 marca 2020 r.) większość z nas jest jeszcze w ciężkim szoku, wciąż zastanawiając się, czy to rzeczywistość, czy science-fiction. Oto po 30 latach cieszenia się niczym niemal nieograniczoną (poza może stanem własnego portfela) wolnością, nagle w ciągu kilku dni okazało się, że nie można iść do kina, na basen, do pubu, nie ma imprez kulturalnych, dyskotek, koncertów, imprez sportowych. Do galerii handlowej wolno udać się tylko na zakupy spożywcze lub po kosmetyki czy leki, a do restauracji – tylko po to, by wziąć jedzenie na wynos. Za granicę można pojechać w zasadzie tylko własnym samochodem lub niektórymi busami, a jeśli wrócimy – czeka nas 14-dniowy przymusowy pobyt w domu. Samoloty (poza połączeniami krajowymi) nie latają, przywrócono granice. Przez większość z nich zresztą i tak nie przejedziemy, bo zamknęli je również sąsiedzi.
Jak długo potrwa kryzys związany z Koronawirusem (COVID-19) ?
Póki co społeczeństwo jest solidarne i pełne apeli „nie wychodźcie z domu”. Te zachowania oczywiście należy pochwalić; niemniej jednak trzeba powiedzieć sobie wprost; ten stan nie może trwać w nieskończoność. Czy będzie to tydzień, dwa, trzy, trudno powiedzieć, niemniej jednak potem, niezależnie od rozwoju wypadków, życie będzie musiało wracać do normy. Nie da się zamknąć na klucz trzy czwarte miliarda ludzi w Europie. W rzeczywistości, takiej czy innej, zacznie się liczenie strat. Pomijam oczywiście dramatyczne spadki na giełdzie, bankructwo czy (w najlepszym wypadku) gwałtowne pogorszenie się sytuacji linii lotniczych, biur podróży, firm transportowych. Problemy będą mieć przede wszystkim przedsiębiorcy oraz przeciętny Kowalski.
Problemy w gospodarce spowodowane przez Koronawirus (COVID-19)
Weźmy kilka przypadków:
Przez 2 tygodnie kawiarnia w galerii handlowej była zamknięta, nie generowała obrotu. A przecież czynsz (i to niemały) trzeba zapłacić. Trzeba też zapłacić za prąd, media, elektryczność.
Co z wypłatami dla pracowników, którzy nie przyszli do pracy ze względu na masowe apele o maksymalne ograniczenie kontaktów między ludźmi? W jaki sposób potraktować okres nieobecności?
Co z opłatami franczyzowymi dla podmiotów prowadzących np. należące do sieci franczyzowych restauracje, kluby fitness?
Żłobek, szkoła, przedszkole, do których chodzą nasze dzieci, zostały zamknięte na określony czas. Co z czesnym?
Mieliśmy podpisany kontrakt na organizację imprezy kulturalnej, która się nie odbyła. Otrzymaliśmy zaliczkę, resztę wynagrodzenia mieliśmy otrzymać już po wydarzeniu, a w międzyczasie ponieśliśmy już znaczne wydatki na organizację.
Jestem freelancerem wykonującym zlecenia dla zagranicznego kontrahenta. Na skutek obecnej sytuacji (zamknięcie granic) utraciłem zlecenia, a mam do spłacania regularny kredyt.
Miałem znaczną część swoich oszczędności ulokowanych na giełdzie lub w kryptowalutach, które zanotowały dramatyczny spadek, na skutek tego gwałtownie obniżyła się moja płynność finansowa.
Wykupiłem w zagranicznym biurze podróży wymarzoną wycieczkę na 3 tygodnie do Afryki, do której nie doszło, gdyż zamknięto połączenia lotnicze. Biuro turystyczne nie chce zwrócić pieniędzy, twierdząc, że już opłaciło rezerwację i przewoźnika.
Mnogość problemów wydaje się wręcz trudna do wyobrażenia i ogarnięcia… I niestety – za kilka czy kilkanaście dni, gdy minie pierwszy strach i zaczniemy powoli uczyć się żyć ze świadomością istnienia nowej choroby, będzie trzeba stawić im czoła.
Zatem w jaki sposób przepisy prawne, a może ustalone zwyczaje w handlu czy usługach traktują takie sytuacje? A może jest to sytuacja kompletnie bez precedensu i trzeba będzie znaleźć jakieś nowe rozwiązanie? Wyjść jest kilka:
Rozwiązanie problemów spowodowanych przez Koronawirus (COVID-19)
Teoretycznie najlepsza droga rozwiązania problemu. Idea społecznej solidarności, społecznej odpowiedzialności biznesu oraz zrozumienia dla sytuacji kontrahenta niestety została w ostatnich 20 latach wyparta przez krwiożerczy (czy raczej: walutożerczy) kapitalizm. Jedyną istotną wartością była wartość naszych aktywów netto. Przedsiębiorców charakteryzowało myślenie tunelowe – czyli uzbierać jak najwięcej.
Tymczasem w obecnej sytuacji tam, gdzie tylko jest to możliwe, uczestnicy obrotu powinni sami – bez ingerencji ustawodawcy czy sądu znaleźć wyjście. Jeśli przykładowo nasz lokator zalega z płatnościami, gdyż przez jakiś czas pozbawiony był źródła dochodu, sami powinniśmy wykazać się zrozumieniem i odroczyć mu w czasie zapłatę czynszu. To samo powinno dotyczyć właścicieli centrów czy galerii handlowych. Ci bowiem – jeśli otrzymują dochody z czynszów – muszą mieć na uwadze fakt, że najemcy lokali przez pewien czas nie uzyskiwali w ogóle dochodu. Wypowiadanie umowy najmu z powodu np. zaległości w płatnościach spowodowanych taką sytuacją wydaje się ewidentnie sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
Zrozumieniem powinna wykazać się jednak nie tylko „mocniejsza” strona (wynajmujący, duży przedsiębiorca, bank, firma leasingowa), ale także ta słabsza. Dotyczy to np. pracowników, Jeśli firma przez 3 tygodnie stoi w miejscu, nie ma zleceń, a pracowników czy zleceniobiorców posłała na przymusowy pobyt w domu i pracę zdalną (której może za wiele nie być), za którą przecież pracownik wynagrodzenie otrzymać powinien. Wiadomo powszechnie, że pracownik nie ponosi ryzyka ekonomicznego działalności pracodawcy. W normalnej sytuacji… żądanie natychmiastowej wypłaty wynagrodzeń przez pracodawcę zgodnie z umową (zwykle – na koniec miesiąca, czasem do 10. następnego miesiąca) może doprowadzić pracodawcę do zaburzenia płynności finansowej lub do upadłości.
Niemniej, o ile w relacjach między mniejszymi czy średnimi przedsiębiorcami oraz między nimi a konsumentami można liczyć na tego typu porozumienia, to znacznie gorzej wyglądać będzie sytuacja przy sporach np. z wielkimi korporacjami typu banki. Proces decyzyjny jest tam bardzo powolny, ustalenia muszą zapadać na szczeblu zarządczym, a przecież pieniądze z konta tytułem spłaty kredytu bank pobiera…
Tzw. „samoregulacja” wydaje się najlepszym i najskuteczniejszym rozwiązaniem problemu, jednak jak pokazuje historia, „niewidzialna ręka rynku” nie jest w stanie załatwić wszystkiego. A przynajmniej nie w sprawiedliwy sposób.
Co z umowami w okresie Koronawirusa (COVID-19) ?
Problem mają oczywiście nie tylko ci, którzy muszą zapłacić, a nie mają środków. Problem dotyczy także firm, które np. podjęły się wykonania zleceń, dostawy, produkcji itp., a w dużej mierze są uzależnione od importu towarów. W sytuacji, kiedy ich transport (np. z Azji) napotyka na poważne trudności, dodatkowo ograniczony jest ruch lądowy oraz lotniczy, często nie da się na czas zrealizować zamówienia. Naturalnie w podobnym położeniu może znaleźć się właściciel firmy usługowej z dziedziny IT, którego programiści zostali poddani przymusowej kwarantannie czy też prowadzący przedsiębiorstwo budowlane, który ma problem z zakupem materiałów budowlanych z powodu zamknięcia sklepów (wiele placówek handlowych ogranicza swoją działalność), czy też nie dysponuje pracownikami (którzy z powodu zamknięcia szkół muszą zostać w domu z dziećmi).
Sprawa wbrew temu, co się wydaje, nie jest taka prosta. Otóż art. 471 Kodeksu cywilnego (K.c.) stanowi, że dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi. Zgodnie zaś z art. 472 K.c. – jeżeli ze szczególnego przepisu ustawy albo z czynności prawnej nie wynika nic innego, dłużnik odpowiedzialny jest za niezachowanie należytej staranności.
W praktyce jednak odpowiedzialność przedsiębiorcy za niewykonanie zawartej umowy jest traktowana bardzo surowo. Po pierwsze – uważa się, że przedsiębiorca musi przewidywać pewne nieplanowane zdarzenia, jak np. przestoje, absencje pracowników czy niewywiązanie się z umowy przez swojego podwykonawcę. Zwykle trudno np. zwolnić się z odpowiedzialności za nieterminowe dostarczenie towaru, wskazując, że zamówiliśmy go wcześniej u producenta, a ten opóźnia się z dostarczeniem go nam itd. Po drugie, regułę wynikającą z dwóch powyższych przepisów stosuje się tylko wtedy, gdy strony nie umówiły się inaczej. A mogą, gdyż zgodnie z art. 473 §1 K.c. – odpowiedzialność może być rozszerzona także na inne zdarzenia. Dodatkowo, wiele kontraktów podlega prawu zagranicznemu, które może zawierać inne reguły odpowiedzialności. Jak słusznie wskazano: „Dłużnik profesjonalista ma niewielkie szanse na przeprowadzenie dowodu zwalniającego go od odpowiedzialności” (M. Śmigiel: Nienależyte wykonanie umowy o zastępstwo procesowe (w: ) Zawieranie i wykonywanie umów. Wybrane zagadnienia, pod red. E. Gniewka, Wrocław 2004, s. 266).
Jednakże okolicznością praktycznie zawsze wyłączającą odpowiedzialność za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy (z wyjątkiem przyjęcia tzw. odpowiedzialności absolutnej) jest tzw. siła wyższa (M. Kolasiński, Glosa do wyroku SN z dnia 11 stycznia 2002 r., IV CKN w150/00, PiP 2002, z. 7, s. 100). Często strony same ją w umowie wskazuję jako okoliczność wykluczającą odpowiedzialność; jest to dość popularne w kontraktach międzynarodowych (tzw. vis maior lub force majeure).
Czy obecna sytuacja spełnia kryteria siły wyższej? Wydaje się, że tak i to co najmniej z dwóch powodów (z czego jeden może wydawać się z początku mniej oczywisty). Prawo polskie nie zawiera nigdzie definicji siły wyższej, jednak przeważa pogląd, że jest to zdarzenie zewnętrzne o charakterze nadzwyczajnym (nikły stopień prawdopodobieństwa jego wystąpienia) oraz przemożnym (obecny poziom wiedzy i techniki uniemożliwia zapobieżenie skutkom); wyrok Sądu Najwyższego z 16 grudnia 2004 r. II UK 83/04 OSNP 2005, nr 14 poz. 215 i wyrok SN z 18 grudnia 2002 r. I PKN 12/02, OSNP 2004, nr 12, poz. 206. Najczęściej chodzi o nadzwyczajne zjawiska przyrody, jak trzęsienia ziemi, powodzie, huragany, ale za siłę wyższą mogą być także uznane zdarzenia wywołane przez człowieka, jak działania wojenne czy gwałtowne rozruchy oraz akty władzy publicznej (fait du prince), którym należy się podporządkować (tak. M. Owczarek: Siła wyższa jako przesłanka zwalniająca z odpowiedzialności deliktowej prowadzącego przedsiębiorstwo wprowadzane w ruch przy pomocy sił przyrody, PS 2003, nr 1, s. 51 i n., za: A. Kidyba (red.): Kodeks cywilny, Komentarz, Tom III, Zobowiązania – część ogólna, wyd. II, LEX 2014 r., komentarz do kodeksu cywilnego, art. 435.
Wobec ogłoszenia przez WHO stanu pandemii mamy do czynienia z siłą wyższą, przy czym zwrócić należy uwagę, że bezpośrednią przyczyną zaistnienia stanu siły wyższej jest nie tyle sama pandemia, co raczej wydane w jej wyniku akty władzy publicznej, wprowadzające liczne restrykcje i ograniczenia, np. zniesienie połączeń międzynarodowych lotniczych, nakaz zamknięcia placówek handlowych czy gastronomicznych, decyzja o zamknięciu szkół czy uczelni, zmuszająca wielu pracowników czy wykonawców do pozostania w domach, zamknięcie granic.
Warto wskazać, że np. prawo chińskie zawiera legalną definicję siły wyższej w art. 117 Prawa Umów art. 153 Ogólnych Zasad Prawa Cywilnego. Są to wszelkie obiektywne zdarzenia, które są niemożliwe do przewidzenia, nieuniknione oraz niemożliwe do przezwyciężenia. Tę definicję przyjmują też międzynarodowe trybunały arbitrażowe.
Jak łatwo się domyślić, najbardziej problematyczny jest warunek „niemożliwości przewidzenia”. Wszak epidemie nie są niczym nowym, mieliśmy już przecież wirusa ebola, świńską grypę (H1N1), ptasią grypę, koronawirusa SARS. Wydawać się zatem mogłoby, że kolejna epidemia nie jest zdarzeniem, którego nie można byłoby przewidzieć. Niemniej jednak, o ile można dyskutować nad słusznością (albo nie) tego poglądu odnośnie samej epidemii, to już nadzwyczajne i radykalne środki restrykcji podjęte przez rządy wielu państw świata (w tym Polski), w tym ograniczenia podróży, ograniczenia działalności wielu przedsiębiorstw, z pewnością nie są okolicznościami, które można było przewidzieć. Tym bardziej wobec coraz bardziej powszechnego nazywania obecnej sytuacji jako „bezprecedensowej”.
Uregulowania problemów przez ustawodawcę w związku Koronawirusem (COVID-19)
Biorąc pod uwagę nadzwyczajne skutki opisywanych zdarzeń dla biznesu oraz dla zwykłych obywateli, jest wielce prawdopodobne (zwłaszcza wobec ostatnich zapowiedzi przedstawicieli rządu), że część problemów może być uregulowana odgórnie przez ustawodawcę. Chodzi tutaj m.in. o wdrożenie pakietów pomocowych, zasiłki opiekuńcze dla rodziców, którzy muszą opiekować się dziećmi ze względu na zamknięcie szkół, przedszkoli i żłobków. Przy czym należy spodziewać się przede wszystkim rozwiązań dotyczących należności publicznoprawnych (np. odroczenie terminów płatności zobowiązań podatkowych, umorzenie części składek czy rozłożenie na raty, a nawet wprowadzenie np. dobrowolnego regulowania składek przez jakiś czas). Natomiast trzeba się liczyć z tym, że prawodawca nie jest w stanie przewidzieć i uregulować wszystkich możliwych zdarzeń i sytuacji życiowych.
Sąd i klauzula nadzwyczajnej zmiany okoliczności w okresie Koronawirusa (COVID-19)
Jeżeli wszystkie inne sposoby zawiodą, czyli nie ma możliwości porozumienia się z klientem lub kontrahentem, brak jest także ustawowego uregulowania problemu, pozostaje wówczas wystąpienie do sądu o zastosowanie klauzuli nadzwyczajnej zmiany okoliczności (rebus sic stantibus). Reguluje ją art. 357(1) Kodeksu cywilnego, który stanowi:
Jest to wyjątek od zasady, że umów należy dotrzymywać (pacta sunt servanda) i oznacza bardzo szeroką możliwość ingerencji sądu w treść umowy ze względu na wyjątkową sytuację. Jak wskazał Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 6 czerwca 2018 r. I ACa 190/17: „podstawową przesłanką dającą podstawę do ingerencji organu orzekającego w konkretny stosunek zobowiązaniowy jest zaistnienie nadzwyczajnej zmiany stosunków, za które doktryna uznaje między innymi przekształcenie stosunków społecznych, gospodarczych, którego skutki w wyjątkowy sposób wpływają na rzeczywistość”.
Nadzwyczajna zmiana stosunków nie oznacza zmiany o charakterze indywidualnym (np. kłopoty finansowe, utrata pracy, choroba), ale zmiany w zakresie stosunków społecznych, dotyczące większej grupy podmiotów, a w szczególności zmiany warunków gospodarczych, o charakterze powszechnym i niezależne od stron (A. Kidyba (red.): Kodeks cywilny, Komentarz, Tom III, Zobowiązania – część ogólna, wyd. II, LEX 2014, komentarz do art. 357(1) oraz przywoływany wyrok Sądu Najwyższego z 7 maja 1993 r. I CR 5/93). Istotna zmiana obowiązujących przepisów prawnych może także oznaczać zmianę stosunków, chociaż najczęściej zmiana ta będzie następstwem właśnie szczególnych wydarzeń natury gospodarczej lub społeczno-politycznej (P. Machnikowski [w:] E. Gniewek, P. Machnikowski: Komentarz, 2013, art. 357(1), nb 10.
Pojęcie „nadzwyczajnej zmiany stosunków” w pewien sposób pokrywa się z siłą wyższą. Jest to zdarzenie wykraczające poza normalne ryzyko kontraktowe jakie wiąże się z typowymi, zwykłymi zmianami zachodzącymi na rynku (jak choćby wahania kursów, wahania cen, zaburzenia popytu i podaży, spadek cen akcji itp.). Jednakże wydaje się, że obecna sytuacja może nie mieścić się w granicach tego (przewidywalnego) ryzyka. Przy czym znów podkreślić należy, że o ile sama epidemia niekoniecznie musi mieć wyjątkowy charakter, to już zmiana stosunków nim wywołana wydaje się niezwykła i normalnie niespotykana. Jak wskazał Sąd Najwyższy w wyroku z 22 kwietnia 2005 r. III CK 594/04, OSP 2006, z. 12, poz. 143: „nadzwyczajny charakter należy przypisać między innymi takim zmianom stosunków jak: hiperinflacja, kryzys gospodarczy, gwałtowna zmiana poziomu cen na określonym rynku, długotrwały paraliż środków transportu lub łączności czy zmiana ustroju politycznego i społeczno-gospodarczego państwa”. Przykładowo, za nadzwyczajną zmianę stosunków uznawano zmianę ustroju gospodarczego po 1990 r.
Na zakończenie warto jeszcze krótko odnieść się do umów zawieranych obecnie, w warunkach „anormalnych”. Otóż strony zawierając taką umowę powinny przewidzieć, co w sytuacji, kiedy sytuacja się ustabilizuje. Może dotyczy to np. umów na dostawy określonych produktów lub ich produkcję, umów na dostarczanie żywności, umów na wypożyczenie karetek czy umów zawieranych z personelem medycznym dotyczącym m.in. stawek ich wynagrodzeń. Jak bowiem wskazał Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 18 maja 2006 r. IV CSK 8/05: „jeżeli strony zawierały umowę w anormalnych warunkach, licząc na ustabilizowanie stosunków w czasie wykonywania umowy, co jednak nie nastąpiło, to nie zachodzi przesłanka nadzwyczajnej zmiany stosunków. Stąd warto na obecnym etapie albo dokładnie przewidzieć rozmaite okoliczności dotyczące zmiany stosunków społeczno-gospodarczych, albo też zawierać je na krótki, określony czas.
Na zakończenie warto dodać, że niezależnie od powagi obecnej sytuacji, stan epidemii czy restrykcje nie mogą być wykorzystywane jako pretekst do nieregulowania swoich zobowiązań, niespłacania kredytów, zalegania z płatnościami czy uchylania się od realizowania zawartych umów. Niestety finezja uczestników obrotu gospodarczego sięga daleko i w oparciu o dotychczasowe doświadczenia nie można wykluczać prób powoływania się na „nadzwyczajną zmianą okoliczności”, mimo że nie pozostają one w jakimkolwiek związku przyczynowym z faktyczną przyczyną niewykonywania swoich obowiązków wobec klienta czy kontrahenta. Tego typu zachowania są nieakceptowalne społecznie i mogą prowadzić do większych zaburzeń społeczno-gospodarczych niż te, które rzeczywiście zostały wywołane pandemią.
Stan prawny obowiązujący na dzień 16.03.2020