Source: http://ibikekrakow.com/2012/08/09/kierowco-obserwuj-przejscie/
Timestamp: 2020-07-13 07:25:38
Legal References Found: art. 177
 art. 177
 art. 177
 Art. 27
 art. 27
 art. 21
 art. 26
 art.
14

Document Content:
Kierowco, obserwuj przejście | I bike Kraków
Kierowco, obserwuj przejście
Tekst pochodzi z bloga „Dogmaty karnisty” autorstwa Mikołaja Małeckiego, doktoranta w Katedrze Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Każdy może być winny
Wypadki na przejściach dla pieszych należą do jednych z najbardziej niebezpiecznych zdarzeń drogowych. Chyba nikogo nie trzeba o tym przekonywać. Dekoncentracja, pośpiech, lekkomyślność, braki w wyszkoleniu czy niski poziom kultury – to przypuszczalnie główne wady kierowców, jak również pieszych użytkowników drogi. O liczbie nieostrożnych zachowań w okolicach przejść dla pieszych może dowiedzieć się z obdukcji każdy kierowca już po kilku godzinach spędzonych za kółkiem.
Ogromna liczba naruszeń prawa oraz zdrowego rozsądku skutkuje relatywnie dużą liczbą śmiertelnych i ciężkich dla zdrowia wypadków z udziałem pieszych. To banał. Dobrze o tym wiemy, już poniekąd przywykliśmy do faktu, że kolejny długi weekend zbierze swoje mroczne żniwo, a dla widza będzie ono wyłącznie statystyką. Jednakże wspomniana liczba wypadków jest tylko relatywnie duża – najczęściej bowiem nieostrożność kierowcy albo pieszego uchodzi im obu płazem. Wydaje się więc, że nieostrożność summa summarum może się opłacać. „Wypadki chodzą po ludziach”, ale przecież mi się on nie przytrafi.
Być może bohaterowie sprawy, którą niecały rok temu zajmował się Sąd Najwyższy, również myśleli, że nic złego ich nie spotka. A może była to po prostu chwila nieuwagi… Tak czy inaczej, prawdziwe i banalne będzie stwierdzenie: coś podobnego może się po prostu przytrafić każdemu. W związku z tym warto rzucić okiem na konsekwencje prawne rozmaitych naruszeń prawa drogowego, które nie mają szczęśliwego finału i kończą się prokuratorskim zarzutem z art. 177 § 1 albo 2 Kodeksu karnego (wypadek o średnich albo ciężkich skutkach). O tym dzisiaj dwa słowa, w kontekście wyroku Sądu Najwyższego z 30 sierpnia 2011 r. (sygnatura akt: IV KK 187/11, treść uzasadnienia jest dostępna w systemie Lex pod nr 950442, wyrok był krótko omówiony w czasopiśmie „Paragraf na drodze”, nr 12/2011, s. 5–9 przez Kazimierza Pierzchałę).
Sprawa jest dosyć ciekawa. Wydawałoby się, że feralnego dnia kierowca zrobił wszystko, co do niego należało, a więc nie ponosi winy za wypadek. Prowadził on swój pojazd z administracyjnie dopuszczalną prędkością, zbliżając się do przejścia dla pieszych. Na poboczu znajdowała się trzynastoletnia dziewczyna, zajęta rozmową z koleżanką. Niespodziewanie dziewczyna weszła na jezdnię wprost przed jadący samochód. Doszło do zderzenia, w wyniku którego nastolatka doznała poważnych obrażeń ciała. Kierowca w ogóle nie próbował zahamować, ponieważ nie zauważył wejścia pokrzywdzonej na jezdnię. Jak później ustalili biegli, w zaistniałej sytuacji nie było szansy na uniknięcie zderzenia. Nawet gdyby mężczyzna natychmiast zaczął hamować, nie zatrzymałby pojazdu przed przejściem, choć hamowanie pozwoliłoby zredukować prędkość w chwili uderzenia z około 50 km/h (z taką się poruszał) do około 30 km/h (wyliczoną przez biegłych).
– czy niezgodne z prawem (nie ma co do tego wątpliwości) wtargnięcie pieszej na przejście sprawia, że pokrzywdzona jest sama sobie winna?
– czy prowadzenie samochodu z prędkością dopuszczalną administracyjnie (a więc w opinii wielu kierowców i tak już w tempie żółwia) usprawiedliwia kierowcę?
– czy o jego niewinności przesądza ustalenie biegłych, że samochodu nie dało się zatrzymać przed nieostrożnie wchodzącą na pasy dziewczyną?
Niewątpliwie piesza w pewnym sensie jest sama sobie winna. Gdyby wykazała się nieco większą rozwagą i rozglądnęła się przed wejściem na jezdnię, do wypadku by nie doszło. Nie wyklucza to jednak odpowiedzialności karnej kierowcy, któremu postawiono zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem w postaci ciężkich obrażeń ciała innej osoby (art. 177 § 2 k.k.). Tak zwane przyczynienie się do wypadku nie oznacza całkowitej bezkarności innych osób biorących udział w zdarzeniu. Może się zdarzyć również tak, że pokrzywdzeni będą jednocześnie sprawcami wypadku (i na odwrót).
W omawianej sprawie odpowiedzialność karna kierowcy jest uzależniona od rozstrzygnięcia dwóch zasadniczych kwestii. Zawsze powinno się je przeanalizować w podobnych sprawach (rozważa to rzecz jasna sąd rozpatrujący sprawę):
1. czy kierowca naruszył jakieś zasady ruchu drogowego, które były istotne w kontekście analizowanego zdarzenia?
2. czy gdyby oskarżony zachowywał się zgodnie z zasadami ruchu drogowego, to doprowadziłby do takiego samego skutku?
Jeśli kierowca jechał zgodnie z zasadami ruchu drogowego, to nie można go skazać za spowodowanie wypadku. Mówiąc w skrócie, gdy postępuję zgodnie z prawem, nie narażam się na negatywne konsekwencje prawne. Jeśli kierowca natomiast naruszył zasady ruchu drogowego, ale zachowanie alternatywne, zgodne z prawem, i tak nie zapobiegłoby skutkowi, również nie można go uznać za winnego wypadku. Rozważmy kolejno obie kwestie odwołując się do stanu faktycznego.
A jednak winien!
Na pierwsze pytanie odpowiadam twierdząco, i to co najmniej z trzech powodów.
Po pierwsze, prędkość administracyjnie dozwolona (odczytana z pionowego znaku albo z ogólnych ograniczeń prędkości na danym terenie) jest prędkością „bezpieczną” dopóty, dopóki na drodze nie zaistnieją jakieś dodatkowe okoliczności, w których od kierowcy jest wymagana wzmożona ostrożność. Jednym z przejawów szczególnej ostrożności jest dostosowanie prędkości pojazdu do zaistniałych warunków na jezdni. Zbliżanie się do przejścia dla pieszych, a już na pewno do takiego przejścia, przy którym znajdują się niedorosłe osoby, z pewnością należy do okoliczności wymagających podwyższonego poziomu ostrożności. Słowem: niewykluczone, że kierowca powinien jeszcze bardziej zwolnić. Inną kwestią jest, do jakiej prędkości… (o tym będę jeszcze mówił poniżej).
Jeśli nawet nie zgodzimy się z powyższym stwierdzeniem – że należy zwolnić przed przejściem dla pieszych – pojawia się po drugie w analizowanej sprawie wątek braku obserwacji drogi przez kierującego samochodem. Mężczyzna w ogóle nie zauważył, że na torze ruchu jego pojazdu znalazła się przeszkoda – piesza. Nie trzeba dłużej dowodzić, że kierowca w ogóle, a zbliżając się do przejścia dla pieszych w szczególności, jest zobowiązany uważnie obserwować przedpole drogi. Nie tylko jezdnię, ale i pobocze. Nie może prowadzić „po omacku”. Również w tym punkcie odnajdujemy więc naruszenie zasady bezpiecznej jazdy.
Po trzecie, niedostrzeżenie dziewczyny doprowadziło do tego, że kierowca nie hamował. Kierowca powinien jednak reagować na zmieniającą się sytuację na drodze, w tym na różne zagrożenia ze strony innych pojazdów, pieszych, sił przyrody itp. Jest zobowiązany do hamowania, gdy wymaga tego ochrona bezpieczeństwa uczestników ruchu. Brak tej reakcji można zaliczyć do złamania kolejnej zasady postępowania na drodze.
Po krótkiej analizie zasad ostrożnego postępowania w ruchu drogowym możemy przejść do pytania drugiego. Jeśli założymy, że kierowca powinien jechać wolniej, np. z taką prędkością, która umożliwiłaby mu efektywne zatrzymanie pojazdu przez przejściem w razie nieoczekiwanego wkroczenia przechodnia na jezdnię, to nie będziemy mieli problemu z udzieleniem pozytywnej odpowiedzi na postawione pytanie. Odpowiedź brzmi: gdyby jechał wolniej do wypadku by nie doszło. Na tej podstawie uzasadnione byłoby pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej. W tym miejscu mam jednak pewne wątpliwości, czy można od kierujących wymagać dostosowania prędkości do tego rodzaju, niespodziewanych okoliczności na drodze. Zasada zaufania do uczestników ruchu drogowego również jest regułą prawa drogowego, a zachowanie pokrzywdzonej było niewątpliwie nagłe i nieracjonalne! Nie rozwodząc się na ten temat proponuję przyjąć wersję korzystną dla oskarżonego i najmniej korzystną z perspektywy niniejszych rozważań, to znaczy założyć, że prędkość pojazdu w analizowanej sprawie była odpowiednia.
Pozostały do rozważenia: nienależyta obserwacja drogi i brak hamowania. Nietrudno zauważyć, że w opinii biegłych zgodne z prawem zachowanie kierowcy – obserwowanie drogi i próba zahamowania – i tak skończyłoby się wypadkiem, nie było bowiem szansy uniknąć zderzenia z pieszą z uwagi na zbyt mały dystans dzielący pojazd od pokrzywdzonej.
Dochodzimy w tym miejscu do kluczowego momentu rozważań, na który również położył akcent Sąd Najwyższy. Otóż wypadku opisanego w dwóch paragrafach art. 177 k.k. nie można rozumieć jako jakiegokolwiek zdarzenia na drodze, lecz trzeba go rozumieć jako takie zdarzenie, które doprowadziło albo do średniego (art. 177 § 1 k.k.), albo ciężkiego skutku na zdrowiu ofiary lub jej śmierci (art. 177 § 2 k.k.). Są to więc dwa różne przestępstwa o zróżnicowanym ciężarze gatunkowym. Musimy więc rozstrzygnąć, czy gdyby kierowca obserwował drogę i próbował zahamować, to potrącenie pieszej skończyłoby się ciężkimi (a nie jakimikolwiek) obrażeniami ciała, tak jak w rzeczywistości się to stało. Gdyby skutki wypadku nawet po zahamowaniu okazały się dokłanie takie same, kierowca nie mógłby odpowiadać za przestepstwo i wyłączną winą za zdarzenie należałoby obarczyć nieuważną dziewczynę.
Jak już zaznaczałem, hamowanie pozwoliłoby zredukować prędkość w chwili uderzenia z około 50 km/h do około 30 km/h (a nawet 20 km/h, jak wyliczył jeden z biegłych). A więc należałoby ustalić, czy różnica prędkości faktycznej i hipotetycznej miałaby wpływ na zmniejszenie dolegliwości skutków wypadku, czy nie. Mogła to być niebagatelna różnica nawet 30 km/h. Gdyby się okazało, że zgodne z prawem zachowanie kierowcy co prawda nie pozwoliłoby na uniknięcie potrącenia pieszej, ale jednak nie doznałaby ona wówczas ciężkich obrażeń ciała (a jedynie np. średnich albo lekkich), to kierowca powinien ponieść odpowiedzialność za przestępstwo z art. 177 § 2 k.k.
Bardzo dużo tutaj „gdybania”, ale na tym właśnie polega badanie odpowiedzialności za wypadek w zakresie tak zwanego alternatywnego i zgodnego z prawem przebiegu zdarzenia.
Niewiniątka czy tylko nie-winni?
Omówiona sprawa została cofnięta przez Sąd Najwyższy do sądu pierwszej instancji i będzie ponownie rozpatrywana, z ciekawością można więc oczekiwać na końcowy werdykt. Powyższe rozważania przy okazji zagadnienia wypadku drogowego pokazują, z jakimi problemami interpretacyjnymi stykają się czasami sędziowie. Ci z niższych instancji opowiedzieli się w omawianej sprawie za uniewinnieniem kierowcy, co poddał w wątpliwość Sąd Najwyższy w komentowanym wyroku. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Zastanawiam się tylko, czy kierowcy, którzy jeżdżą przepisowo, zgodnie z administracyjnymi ograniczeniami prędkości, są uważni na drodze i dość sprawnie reagują na zagrożenia, w świetle zapatrywań Sądu Najwyższego, zasadniczo zbieżnych z przedstawionymi tutaj stwierdzeniami, mogą dzisiaj spać spokojnie? Czy naprawdę należałoby znacząco zwalniać przed każdym przejściem, przy którym znajdują się piesi? A może nie tylko w bezpieczeństwie, ale też w kulturze jazdy dałoby się odszukać uzasadnienia dla wolniejszej jazdy przed przejściem: przepuść pieszego, brata swego!
Przyda się na koniec jakiś wniosek. Może wystarczy ten tytułowy: kierowco, obserwuj przejście! Chyba, że macie inne propozycje?
bezpieczeństwobrdinterpretacjaorzecznictwopierwszeństwopieszyprzejścieprzepisywypadek drogowy
Zdecydowanie konieczne jest obserwowanie przejścia i jeśli znajdują się przy nim ludzie prędkość 50 km/h nie jest prędkością „odpowiednią”..
Generalnie powinno się zwalniać zawsze, kiedy w pobliżu jezdni znajdują się piesi, zwłaszcza dzieci.
…i zwierzeta.
Kolejny propagandowy tekst – rowerzystom i pieszym wolno wszystko, a kierowca najlepiej jakby pchał samochód, a nie prowadził…oby prędkość była odpowiednia! Reguły zachowania ostrożności na drodze dotyczą wszystkich bez wyjątku…Jeśli pieszy czy rowerzysta wtargnie na jezdnię to jest to jego i tylko jego wina.
To czemu sąd uważa inaczej? Pisz sobie dalej że propagandowy tekst, a potem gnij w więzieniu
Tak, to rowerzyści i piesi terroryzują kierowców, pozostawiają wózki dziecięce i zakupy na środku jezdni, tak że biedni kierowcy muszą przemykać po trawnikach, a do tego zamienają wszystkie parkingi na place zabaw.
@n: oprzytomnij zanim coś napiszesz.
@n: Przykre, nie? Ogólnie rzecz biorąc, wynika z tego tekstu, że jedynym sposobem na bycie niewinnym jak się jest kierowcą, to…przesiąść się na rower. Albo zostać pieszym wskakującym pod samochody.
Albo jeździć jak człowiek.
Wystarczy zwalniać przed przejściami dla pieszych tak by ich wpuścić na przejście … tak jak rozporządzenie nakazuje.
Innymi słowy wystarcza przestrzegać OBOWIĄZUJĄCYCH przepisów.
Jeśli nie zwalniasz przed przejściem „bo pieszy nie może wtargnąć więc nie musisz” to się srogo przejedziesz. Rozporządzenie jest tu jasne.
Gdyby kierowca zwolnił przed przejściem to kobieta by jeszcze żyła.
Pojedź do Portugali, Hiszpani, Francji a zobaczysz, jak tam traktuje się pieszych. Tam wystarczy, że pieszy zbliża się do przejścia i samochody już stają. Dla Polaka poruszającego się tam na piechotę jest to wręcz męczące bo przy przejściu dla pieszych nie można przystanąć bo tamuje się ruch samochodowy. To my jesteśmy pod względem traktowania pieszych zaściankiem. W całej europie kierowcy zachowują się podobnie tylko w Polsce jest jeszcze sporo buraków. Wydaje mi się że to kwestia edukacji. Zastanawia mnie dlaczego elki omijają mnie zawsze na gazetę na rowerze…
Elki wyprzedzają na gazetę bo instruktor śpi albo gada przez telefon. Wczoraj miałem taką sytuację na Brodowicza, kursant bardzo grzecznie wyczekał aż rozpocznie się szerszy fragment jezdni (od skrzyżowania z Grochowskiej w kierunku Mogilskiego), po czym mając mnóstwo miejsca na szerokiej jezdni wyprzedził mnie w odległości 20-30cm, a instruktor w tym czasie w najlepsze gadał przez telefon i gapił się gdzieś w niebo.
Co do niezatrzymywania się przed przejściami to moim zdaniem nie tylko kwestia buractwa, ale też strachu samych kierowców, którzy chcieliby zachowywać się inaczej. Sam jestem tego przykładem jadąc autem, czasem po prostu boję się zatrzymać przed przejściem bo mam wrażenie że auto które mi siedzi na zderzaku zrobi mi z tyłka garaż. Jednak i tak się zatrzymuję, niejednokrotnie zostając otrąbiony, a 500m dalej hamuje mi się przed nosem, żeby mnie „nauczyć partnerstwa na drodze”. Chcąc przestrzegać przepisów i czuć się bezpiecznie trzeba wozić baseball’a w aucie, bo nigdy nie wiadomo czy jakiś burak w pośpiechu nie zechce na następnych światłach dać mi fizycznej nauczki za to, że jechałem 40km/h na ograniczeniu do 40km/h oraz nie przyspieszyłem kiedy on na mnie trąbił, dojeżdżał do zderzaka i wygrażał pięścią.
W całej Europie kierowcy potrafią przepuszczać pieszych na przejściach, tylko polscy kierowcy mają pieszych głęboko, szumnie bronią się zakazem wchodzenia przed nadjeżdżający pojazd, co próbowano robić także w przypadku rowerzystów, o ironio kierujących pojazdami. Jakie do dziś są frustracje kierowców związane ze skreśleniem Art 33 ust 4 chyba już każdy usłyszał.
A czy ktoś w ogóle zainteresował się w ogóle innymi czynnikami, które skutecznie odwracają uwagę kierującego?
– światła innych samochodów
Dla mnie to jedna wielka szopka by doszukiwać się jakiejkolwiek winy u kierowcy, w przypadku wtargnięcia pieszego na jezdnię. Przecież można dojść do ostatecznego wniosku, że gdyby kierowca nie jechał to by do zdarzenia nie doszło. I tak zrzuca się odpowiedzialność w winnych na niewinnych. Pieszy nie miał prawa wejść na jezdnie i koniec sprawy.
No właśnie nie szopka, o czym świadczy WYROK SĄDU. Zresztą pojedź zagranicę – tam nikt nie mówi o wtargnięciu pieszego :) Oj widzę że ten wyrok mocno wjechał w zakorzenione w głowie stereotypy
Wtargnięcie na jezdnię nie jest tym samym co „wtargnięcie”, jeśli w ogóle można tak powiedzieć w tym wypadku, na przejście dla pieszych. Przejście jest miejscem szczególnym, gdzie pieszy jest wyjątkowo uprzywilejowany i ma prawo sobie wchodzić jak mu się podoba. W bardziej cywilizowanych krajach pieszy na przejściu jest świętą krową nie do ruszenia. Tak powinno być i „koniec sprawy”.
Zadziwiające jest to, że Ci sami którzy na rowerzystów przejeżdżających po przejściu dla pieszych gardłują i żądają kar w imię „dura lex sed lex” przy okazji rozjechania pieszego bagatelizują to że sami nie przestrzegali przepisu o zwolnieniu przed przejściem dla pieszych…
Tym bardziej jest to śmieszne, że w przypadku rowerzysty mamy zerową szkodliwość społeczną, a w drugim przypadku mamy ofiarę śmiertelną … czyli szkodliwość społeczną na poziomie wysokim.
W Austrii nawet wbiegając czerwonym pieszy jest bezpieczny, a w Polsce nawet na przejściu przez wąską ulicę osiedlową musi się bać o życie.
Nie tyle przejścia obserwować ile zatoczki autobusowe, pieszy z reguły uważa na przejściu ale goniąc do autobusu już bardzo rzadko
Mnie interesuje kwestia skrzyni biegów – czy automaty pozwoliłyby na częstsze stawanie przed przejściem i że może manuale to zbyt duży „wysiłek” dla kierowców
może dominuje obawa kierowcy że dostanie w d.. od następnego pojazdu, bo zatrzymanie się przed przejściem to rzadkość dla pojazdów z PL rejestracją
Np pamiętam auto na szwedzkich numerach dyplomatycznych jak mnie przepuścił i było to tak niezwykłe że zapamiętałem
Ostatni raz manualnym jechałem na elce i po podstawowym wprawieniu się w jeździe mi – ledwo kursantowi – zatrzymwanie się przed przejściem nie sprawiało jakichś szczególnych trudności. Robiłem to tak często, że nawet instruktorzy mi uwagę zwracali. Miałem i nadal mam takie „skrzywienie”, odkąd wróciłem z Wiednia (jeszcze przed kursem).
Teraz jeżdżę na automacie.
Nie obawiam, że dostanę w d… chociaż przykładowo miesiąc temu ktoś za mną ostro zahamował. Niemniej nie planuję zmieniać nawyku – już mam takie skrzywienie, odkąd wróciłem z Wiednia
Podobny zaskoczenie miałem, jak puścił mnie jakiś samochód na belgijskich numerach. Jedzie pięć samochodów, cztery przejeżdżają. Nadjeżdża ostatni, za nim na horyzoncie ani jednego, lecz się zatrzymuje i mnie puszcza. I to nie na jakiejś ulicy w centrum, a na Stojałowskiego. To dopiero kultura.
Ozzek
Wygląda to trochę, jak wprowadzanie do naszego kraju filozofii francuskiego prawa Badintera, obowiązującej w wielu zachodnich krajach.
Nie, nie. To wynika z egzekwowania przepisów z rozporządzenia, które wyraźnie mówi o tym że kierowca ma zwolnic dojeżdżając do przejścia. Problem w tym że większość kierowców to nawet PoRD nie zna, nie mówiąc o rozporządzeniach
Autor wstrzelił się z tematem w moją dzisiejszą „przygodę”. Dziś przejeżdżając przejazdem dla rowerów przez jednię o 3 pasach ruchu, po pokonaniu 2/3 drogi zostałem obtrąbiony przez samochód, który jechał pasem, który mi został do pokonania (przejechałem 2 pasy, trzecim jechał samochód). Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby tym trąbiącym samochodem nie był…. policyjny radiowóz…
Jest też niestety tak, że piesi nie stosują się do zasady: „jeśli stoję przy przejściu dla pieszych to znaczy, że chcę przejść na drugą stronę ulicy a nie stoję, bo tak lubię akurat tutaj stać i basta.” Nie raz miałem tak, że zatrzymywałem się, żeby przepuścić pieszego stojącego przy przejściu na Focha/Kałuży, a on po prostu przy przejściu czekał na autobus (w stronę Olszanicy). To niestety dość deprymujące.
Nie znamy do końca szczegółów opisywanej w artykule sprawy. Może dziewczyna stała tyłem do nadjeżdżającego samochodu a bokiem do jezdni i rozmawiała z koleżanką (co dla mnie nie sugerowałoby chęci wejścia na przejście)? Może to było takie miejsce jak opisywana przeze mnie powyżej Focha, gdzie stojące przy przejściu dla pieszych osoby stosunkowo często są osobami czekającymi na autobus? Może jednak przed przejściem zdjął nogę z gazu (rozporządzenie nie mówi, o ile należy zwolnić) i wydawało mu się, że kontroluje sytuację? Może kierowca miał małe doświadczenie, spanikował i dlatego nie hamował a nie dlatego, że „przecież wtargnęła”? Mamy trochę za mało informacji, żeby tak w 100% wiedzieć, że w takiej samej sytuacji na pewno zachowalibyśmy się inaczej.
Z artykułu wynika, że sąd nie stwierdził winy kierującego, tylko oddał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Nie znamy przyczyn. Może to były przyczyny proceduralne?
Niech każdy się zastanowi, czy w swojej „karierze” kierowcy samochodu ani razu nie miał sytuacji, w której miał więcej szczęścia niż rozumu…
Błąd wynikał z tego, że sam fakt że wypadku nie da się uniknąc nie zwalnia kierowcy z winy, bo powinno byc jeszcze przeanalizowane czy gdyby zachowywał się przepisowo to skutki wypadku byłyby mniejsze.
Przykład: zamiast 50km/h jedziesz 100 km/h pojawia Ci się pieszy w odległości 30 metrów przed tobą. Gdybyś jechał przepisowo to i tak lekko uderzył byś pieszego, ale jak jechałes 100 km/h to mimo hamowania go zabiłeś.
Stąd ta różnica i stąd taki wyrok
Nie no to piszesz jest oczywiste i logiczne.
Z tego co wiem, policyjna dochodzeniówka bierze pod uwagę przyczynienie się do wypadku poprzez nadmierną prędkość, ale chyba w zbyt małym stopniu. Kierowca z artykułu jechał jednak z przepisową prędkością i dlatego akurat ten przypadek jest mocno dyskusyjny.
W sytuacji, jaką opisujesz IMHO powinno być tak, że jeśli samochód przekroczył dozwoloną prędkość, to nie może być mowy o wtargnięciu pieszego , bo w TZ (OZ) pieszy ma prawo spodziewać się samochodu jadącego +/- 50 km/h i na taką ma prawo ocenić jego prędkość. Wszystko moim zdaniem niestety sprowadza się do tego, że nie powinna mieć miejsca konieczność prowadzenia tak daleko idących interpretacji jak w artykule powyżej, tylko po prostu należy zmienić PoRD tak, żeby jasno i klarownie było tam napisane, że pieszy, który MA ZAMIAR wejść na przejście ma już w tym momencie pierwszeństwo. Wtedy Ci, którym brakuje zwykłej kultury zaczęliby puszczać pieszych ze strachu przed ew. konsekwencjami.
Podobnych sytuacji w relacji samochód vs samochód też jest sporo i to też należałoby wyprostować. Jak na przykład mogę być ukarany za zajechanie komuś drogi (i spowodowanie w ten sposób wypadku) jeśli jechałem z max. dozwoloną prędkością? Jak mogę być ukarany za nieustąpienie pierwszeństwa wyjeżdżając z drogi podporządkowanej, gdzie jest kiepska widoczność i z tego powodu na głównej jest ograniczenie do 40 km/h, jeśli delikwent jechał główną 80 km/h lub więcej nie dając mi szansy na zauważenie go? Gdyby w takich przypadkach wina spadała na przekraczającego prędkość, jestem przekonany, że zwolniliby nawet najoporniejsi.
To jest natomiast niestety postawione na głowie i ta część kierowców, którzy mają wszystko i wszystkich w d… to wykorzystuje. Niemniej w samym Krakowie widzę poprawę w zachowaniu kierowców wobec pieszych.
„Podobnych sytuacji w relacji samochód vs samochód też jest sporo i to też należałoby wyprostować.”
„…należy zmienić PoRD tak, żeby jasno i klarownie było tam napisane, że pieszy, który MA ZAMIAR wejść na przejście ma już w tym momencie pierwszeństwo. Wtedy Ci, którym brakuje zwykłej kultury zaczęliby puszczać pieszych ze strachu przed ew. konsekwencjami.”
Nie do końca się madziu z tym zgadzam. A co z tymi kierowcami, którzy zwyczajnie nie zatrzymali się przed przejściem, bo stworzyłoby to dla nich samych niebezpieczeństwo? Niektórzy na szczęście patrzą w lusterka i wiedzą co się tuż za nimi dzieje.. Co nawet ważniejsze wydaje mi się, że pieszy też nie może być świętą krową i powinien się rozejrzeć zanim wejdzie na ulicę (stąd moim zdaniem słuszne rozróżnienie wejścia od wtargnięcia).
Sam kiedyś miałem sytuację, że mało nie potrąciłem dziewczyny na przejściu, wyrzuty sumienia pewnie miałbym ogromne, choć wina z pewnością nie byłaby moja. To dobrze, że przepisy nie przyzwyczajają pieszych do bycia bezkarnymi, bo sporo wypadków wynika też z ich nierozwagi.
Skoro propozycja madzia jest niebezpieczna to czemu funkcjonuje w UE i jest tam bezpieczniej pod względem BRD, a Polska dla odmiany to dno jeśli chodzi o BRD?
Ale jednak zacytuję artykuł;
W Polsce Kierowcy w 2011 roku zabili 4181 osób w tym 314 rowerzystów i ponad 2500 pieszych.
Rannych osób 49501 !!!!!
Samochody zabijają nas także podstępnie, w zwolnionym tempie. Spaliny samochodowe pogarszają problemy oddechowe, powodują erozję fasad budynków, przyczyniają się do globalnego ocieplenia. Aby utrzymać wciąż płynący strumień ropy, podejmujemy wątpliwe decyzje.. Samochody promują “rozlewanie się” miast i zniechęcają do chodzenia, przyczyniając się do otyłości i innych problemów zdrowotnych. I do tego jeszcze powodują hałas….
Polska liderem pod względem ofiar wśród pieszych… Jesteśmy niekwestionowanym, a przy tym niechlubnym liderem wśród wszystkich krajów Europy.
W całej Uni Europejskiej od 2001 do 2009 roku zginęło około 80 tysięcy pieszych, a tylko w Polsce 16,5 tysiąca, co stanowi ponad 20 procent! ” Wystarczy?
IMHO takie wyniki nie są spowodowane niesubordynacją kierowców w dużych polskich miastach (choć mogłoby być o wiele lepiej), tylko tym, że dużo dróg krajowych/międzynarodowych przecina centra małych miasteczek i tam niestety te liczby rosną. Oczywiście mogę się mylić.
http://www.youtube.com/watch?v=iZ691RghDs4 – odcinek Jedź Bezpiecznie z 23 grudnia 2007. Dlaczego Dworak w 6:24 mówi, że pieszy nie może „wyjść zza przeszkody” na przejściu dla pieszych? Przecież nie wtargnął na jezdnię, był już dawno na przejściu, doszedł już do osi jezdni. Zabrania się jedynie wchodzenia na jezdnię zza przeszkody, ale kiedy już przeszło się połowę przejścia dla pieszych to dalej można o czymś takim mówić? Czyżby kolejne podwójne standardy?
Jeżeli dobrze się wczytałem to kierowca jej nie widział co za tym idzie (w moim mniemaniu) nie zachował szczególnej ostrożności przy przejściu dla pieszych więc niezależnie od tego czy by stała przed przejściem czy była już na przejściu skutek byłby ten sam – potrącenie. Osobiście jadąc samochodem na jednopasmowej drodze przepuszczam pieszego (mnie to kosztuje tylko nacisnąć 2x pedał ). W przypadku gdy jadę dwupasmową jezdnią to już sprawa jest nieco bardziej skomplikowana gdyż zanim się zatrzymam aby przepuścić pieszego oceniam ruch wokół mnie. Niestety w Krakowie są jeszcze kierowcy wyprzedzający bezpośrednio przy i na przejściach, a nie chciałbym aby moja życzliwość spowodowała utratę zdrowia lub życia pieszego.
W tym przypadku wina leży po obu stronach pieszy – wtargnięcie, kierowca nie widział – nie zachował szczególnej ostrożności.
Ja wpuszczam pieszych także na drodze 2×2 i 1×4. Ktoś musi przerwać ten zaklęty krąg.
Ja również. Czasem trzeba się poświęcić i nawet zarobić strzała w kuper, żeby przerwać to błędne koło. Wiele osób mogłoby jeździć samochodem zgodnie z przepisami, ale po prostu się boją. Śmieszne ale prawdziwe – oni boją się przestrzegać przepisów i mają do tego racjonalne podstawy.
„Przerywając ten zaklęty krąg” na drogach 2×2 i podobnych pamiętajcie, że potencjalny „strzał w kuper” to najmniejszy problem, jakiemu być może będziecie musieli stawić czoła. Pieszy, którego wpuścicie może zostać zmieciony z powierzchni ziemi przez samochód, którego kierowca zapomniał sobie, że na przejściu się nie wyprzedza ani nie omija innych pojazdów. Na dzień dzisiejszy IMHO sytuacja jest taka, że wpuszczając pieszego na przejście na drodze 2×2 i podobnej bierzecie za niego „moralną odpowiedzialność”.
Zatrzymujmy się i wpuszczajmy pieszych na przejścia dając innym dobry przykład – ale patrzmy wtedy uważnie w lusterka w gotowości do ostrzeżenia pieszego o potencjalnym niebezpieczeństwie.
Nie ma żadnej “moralnej odpowiedzialności”. Tą ponosi tylko idiota który wyprzedza/omija. Co to za idiotyczne tłumaczenia? Zresztą takich przykładów można namnożyć, czy jeśli jadę przepisowo i ktoś mnie wyprzedza na zakręcie pod górkę to ponoszę moralną odpowiedzialność za jego „czołówkę”? I w imię tego mam jechać 80 km/h zamiast 50 km/h?
oczywiście mam na myśli sytuacje, gdy jesteśmy kierowcami, a nie kierującymi.
Trzeba uważać owszem, ale dla wielu fakt że nieprzepisowo omijający nas pojazd może zabić pieszego to kolejna wymówka żeby się nie zatrzymywać i jednocześnie być usprawiedliwionym. Taka sama jak to, że ktoś nam wjedzie w tyłek i zarysuje nasze wypieszczone auteczko. Pieszy także powinien zdawać sobie sprawę, że nie jest nieśmiertelny i patrzyć się czy ktoś nie chce go rozjechać na dalszej części przejścia, co dodatkowo zachęci kierowców do zatrzymywania się przed przejściami, bo nie będą każdorazowo mieli świadomości, że ktoś może rozjechać człowieka któremu właśnie pomogli wejść na przejście (o zgrozo, pisząc to poczułem się jakbym mieszkał w głębokiej Rosji).
Chyba nie zrozumiałeś mojej intencji, ale nic to. Jak masz w d…. los pieszych, których wpuszczasz przed swój samochód, to Twoja sprawa. Ja po zatrzymaniu przed przejściem na którym da się mnie ominąć mam rękę na klaksonie i cały czas patrzę w lewe lusterko. Polecam ten zwyczaj wszystkim – może to uratować komuś zdrowie lub życie.
Gdyby omijający mnie przed przejściem samochód potrącił pieszego a ja w tym czasie śniłbym o niebieskich migdałach to owszem – czułbym się za wypadek moralnie odpowiedzialny (choć nie w obliczu prawa).
„[…] Co to za idiotyczne tłumaczenia? […]”
Zmień trochę retorykę, bo zaczyna się to czasami za bardzo zbliżać do wycieczek osobistych.
W przypadku rowerzysty na przejeździe dla rowerzystów sprawa jest prosta, bo ma on prawo wjeżdżać „pod jadący samochód”, który z kolei jest obowiązany do zmniejszenia prędkości tak aby nie narazić na niebezpieczeństwo rowerzystów znajdujących się na przejeździe i na niego wjeżdżających (znak D-6a/b).
W przypadku pieszego znak D-6 wciąż nakazuje kierowcy zwolnić by nie narazić pieszego na niebezpieczeństwo, więc wina kierowcy potrącającego pieszego na przejściu jest bezdyskusyjna, ale pieszy także ponosi część odpowiedzialności, ponieważ na mocy Art 14 PoRD zabrania się wchodzenia bezpośrednio pod jadący samochód (w tym na przejściu dla pieszych).
1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe.” koniec cytatu. Niestety nie ma słowa o rowerzyście zbliżającym się do przejazdu więc mamy dziurę w prawie gdyż następuje konflikt – kierującemu rowerem nie zabrania się wjeżdżania pod nadjeżdżający pojazd a kierującemu pojazdem nie nakazuje się ustąpić pierwszeństwa zbliżającemu się do przejazdu rowerzyście. Oczywiście rozpatrujemy sytuację kiedy przejazd jest w poprzek drogi nazwijmy ją głównej. wiadomym jest że skręcający w drogę poprzeczną zawsze musi ustąpić rowerzyście.
Sprawdź jeszcze co mówi rozporządzenie o znakach drogowych.
Jeśli ddr jest przy drodze głównej, to skręcający z niej w drogę poprzeczną musi ustąpić z Art. 27 ust. 1a, a wjeżdżający na drogę główną w związku ze znakiem A-7. W innych przypadkach rowerzysta nie ma pierwszeństwa zanim nie znajdzie się na przejeździe (chyba, że kierowca ma przed przejazdem osobny A-7), jednak kierowca ma obowiązek zachowania szczególnej ostrożności i nienarażania na niebezpieczeństwo ze względu na znak D-6a, który jednak nijak ma się do ustalania pierwszeństwa.
Nie ma dziur w prawie jeśli jest prawidłowe oznakowanie
Moim zdaniem dziury są. Kiedyś prowadziłem tu na przykład ożywioną dyskusję na temat (z góry przepraszam osobę, z którą dyskutowałem, ale nie pamiętam kto to był), czy DDR tworzy skrzyżowanie z ulicą, którą poruszają się samochody (to dość istotna kwestia, bo zmienia wiele w temacie pierwszeństwa). Stałem na stanowisku, że nie tworzy i wyszukiwałem argumenty popierające taką tezę podczas, gdy osoba, z którą dyskutowałem szukała argumentów za tym, że jednak tworzy. Dla mnie obie te interpretacje były równie logiczne i dające się podeprzeć konkretnymi artykułami z PoRD. Nie tak powinien wyglądać kodeks drogowy :(.
Przecież nasz PoRD ma ten Art 27.1a identyczny jak w Konwencji Wiedeńskiej. Więc jeśli ktoś pisze że nasz PORD jest dziurawy to identycznie dziurawe jest PoRD niemieckie, czy duńskie. Problemem są tylko błędy w oznakowaniu
Nie mam na myśli sytuacji z art. 27.1, bo ta akurat jest jasna, tylko wszystkie przypadki krzyżowań się DDR i ulic, którymi poruszają się samochody.
Jeżdżę sobie codziennie rowerem po ulicach i się zastanawiam, jakie będzie rozstrzygnięcie, kiedy jadący ulica rower wjedzie w rower jadący przez przejazd rowerowy.
Słyszałem o takim przypadku w Krakowie. Gościu przejeżdżał przez przejazd dla rowerów samochód nadjeżdżający z prawej grzecznie się zatrzymał ale niestety rowerzyści jadący za nim wyprzedzili go z prawej i zajechali drogę rowerzyście na przejeździe tłumacząc się, że w takiej sytuacji obowiązuje zasada prawej ręki. Ale tylko o tym gdzieś czytałem – chyba na forum JB na rowerze. z teorią oczywiście się nie zgadzam. Skoro jechali jezdnią to ustąp pierwszeństwa rowerzyście na przejeździe obowiązuje wszystkich to po pierwsze a po drugie nie mogli wyprzedzać pojazdu który zatrzymał się aby przepuścić rowerzystę
To zależy jakie były znaki. Gdzie to było?
Skrzyżowanie Włóczków i Kościuszki. Gość od strony bulwarów wjechał na przejazd dla rowerów przecinający ul Kościuszki. Rowerzyści jechali ul. Kościuszki od Jubilatu
Generalnie tam rowerzysta powinien mieć A-7. To błąd w oznakowaniu by ZIKiT. Ale rowerzysta ma być przepuszczony przez auto (patrz definicja znaku D-6, D-6a i D-6b) i jeśli kierowca się zatrzymuje to należy wjechać na przejazd
Rower ja przejeździe ma pierwszeństwo
Niezła jest ta ekipa z Jedź Bezpiecznie – jeden się tłumaczy ze widzi tylko do przodu a z boku nie :) a drugi że widział przejście ale nie spodziewał się pieszych :D
Przejście dla pieszych powinno być traktowane jak enklawa dla pieszego, gdzie może bezpiecznie przejść na drugą stronę. Kierowca powinien się tego spodziewać i obserwować okolicę przejścia. Jaki jest sens przejścia dla pieszych jeżeli kierowcy nie będą je zwyczajnie ignorować? Nie rozumiem dla czego w Wiedniu się da zatrzymywać przed przejściem, a w Polsce nie. Czym te przejścia się różnią? Racja – nie można wtargnąć przed jadący pojazd, ale jeżeli pieszy stoi przed przejściem, to nic trudnego jest przed tym przejściem zwolnić, a w razie potrzeby zatrzymać się aby umożliwić bezpieczne przejście pieszemu. Co jest w tym trudnego? W innym przypadku po co te przejścia? Może warto wprowadzić zmiany w prawie nakazujące umożliwienie przejścia pieszemu. Pieszy powinien mieć pierwszeństwo na przejściu z mocy prawa!
W myśl art. 21 ust. 1 pkt b Konwencji Wiedeńskiej, jeżeli ruch pojazdów na
przejściu nie jest kierowany sygnałami świetlnymi ruchu lub przez funkcjonariusza
kierującego ruchem, wówczas kierujący powinni zbliżać się do tego przejścia tylko
z odpowiednio zmniejszoną szybkością, aby nie narażać na niebezpieczeństwo pieszych,
którzy znajdują się na przejściu lub wchodzą na nie. Kierujący w razie potrzeby powinni
zatrzymać się w celu przepuszczenia pieszych. Ustawa – Prawo o ruchu drogowym
odmiennie, mniej precyzyjnie niż w Konwencji Wiedeńskiej, uregulowała zasadę
pierwszeństwa pieszych na przejściach dla pieszych.
Zgodnie z art. 26 ust. 1 ustawy – Prawo o ruchu drogowym, kierujący pojazdem,
zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i
ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu. Jednocześnie, zgodnie z art.
14 ust. 1 ustawy, zabrania się pieszemu wchodzenia na jezdnię bezpośrednio pod jadący
pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych. Oznacza to, zatem, iż na kierującego nie
nałożono, wynikającego wprost z przepisów ustawy obowiązku zbliżania się do przejścia
dla pieszych z odpowiednio zmniejszoną prędkością, ani tym bardziej obowiązku
zatrzymania się w celu przepuszczenia pieszych, natomiast obowiązek ustąpienia
pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu został sformułowany w sposób
niejednoznaczny wobec zakazu wchodzenia na jezdnię bezpośrednio pod jadący pojazd na
przejściu dla pieszych. Tak sformułowana zasada pierwszeństwa pieszych na przejściu dla
pieszych może sugerować, iż obowiązek dbałości o bezpieczeństwo pieszego na drodze na
przejściu dla pieszych spoczywa wyłącznie na pieszym, a kierujący nie jest zobowiązany do
zachowania szczególnej ostrożności (natomiast obowiązek ten został sprecyzowany w
Konwencji Wiedeńskiej).
Konwencja o ruchu drogowym, tzw. Konwencja Wiedeńska, jako międzynarodowy
traktat, określający ogólne zasady ruchu drogowego, do którego przestrzegania zobowiązały
się kraje – sygnatariusze, sporządzona w Wiedniu w dniu 8 listopada 1968 r. i uzupełniona
Porozumieniem europejskim sporządzonym w Genewie 1 maja 1971 r. nie zezwala na
wprowadzenie odmiennych uregulowań państwom, które tę Konwencję przyjęły. Polska
stała się stroną obu tych umów w 1984 r., a ich tekst został opublikowany w Dz.U.
z 1988 r., Nr 5, poz. 44, zatem jest zobowiązana do stosowania postanowień Konwencji
Wiedeńskiej. Jako umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednia zgodą wyrażoną w
ustawie ma ona pierwszeństwo przed postanowieniami zawartymi w ustawach, jeśli zapisów
ustawowych nie można pogodzić z regulacjami wynikającymi z Konwencji Wiedeńskiej.