Source: http://forum.darzycia.pl/index.php/topic,6559.50.html?PHPSESSID=ndnbjkqeec6jiokeq1tqu1q222
Timestamp: 2019-03-20 11:58:10
Legal References Found: art. 913
 art. 913
 art. 914
 art. 84
 art. 85
 art.93

Art. 143

Art. 141

Art. 142
 art. 23
 art. 52
 art. 582
 Art. 30

Art. 52
 art. 52
 art. 52
 art. 54
 art. 31
 art. 17
 art. 52

Art. 52

Art. 52
 art. 8
 art. 4
 art. 1050
 art. 1050
 art. 1051
 art. 1050
 art. 1089
 art. 1050
 art. 1051
 art. 598
 art. 1050
 art. 1051
 art. 5981

Document Content:
Autor Wątek: Prawo ojców (Przeczytany 69960 razy)
Prawo / rodzina
« Odpowiedź #50 dnia: Grudzień 03, 2007, 11:42:27 pm »
Gazeta Podatkowa z dn. 2007.12.03, strona 1
Na podstawie umowy dożywocia przekazałem synowi dom. Syn jednak nie wywiązuje się z wielu nałożonych na niego aktem notarialnym obowiązków. Czy można odwołać taką umowę?
Nie. W przeciwieństwie do darowizny umowy o dożywocie nie można odwołać. Nieraz jednak istnieją szanse na jej rozwiązanie przez sąd.
Aby żądanie skierowane do sądu przyniosło skutek w postaci wyroku rozwiązującego umowę o dożywocie, muszą być spełnione przesłanki, o których mowa w art. 913 Kodeksu cywilnego (Dz. U. z 1964 r. nr 16, poz. 93 ze zm.). Chodzi o stan, w którym między dożywotnikiem a zobowiązanym panują takie stosunki, że nie można od nich wymagać, aby w dalszym ciągu pozostawali ze sobą w bezpośredniej styczności (a tego z reguły wymaga przecież wykonywanie umowy dożywocia). Co więcej, stan ten powinien przybrać taką formę, że można go uznać za wyjątkowy przypadek.
W wyroku z dnia 9 kwietnia 1997 r. (sygn. akt III CKN 50/97) Sąd Najwyższy stwierdził, że cechą wspólną wszystkich okoliczności traktowanych jako wyjątkowe w rozumieniu art. 913 § 2 K.c. jest pokrzywdzenie dożywotnika. Jeżeli konkretny przypadek nie zostanie przez sąd uznany za wyjątkowy, można liczyć co najwyżej na zmianę wszystkich lub niektórych uprawnień objętych treścią prawa dożywocia na dożywotnią rentę odpowiadającą wartości tych uprawnień (art. 913 § 1 K.c.).
Poza tym należy pamiętać, iż rozwiązanie umowy o dożywocie nie jest dopuszczalne po zbyciu nieruchomości obciążonej dożywociem (zob. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 17 marca 2004 r., sygn. akt II CK 91/2003). Wówczas pozostaje jedynie możliwość domagania się zamiany prawa dożywocia na dożywotnią rentę na podstawie art. 914 K.c. W tym wypadku jednak do takiego zbycia jeszcze nie doszło.
Ojcostwo nie zawsze pewne
« Odpowiedź #51 dnia: Styczeń 07, 2008, 07:45:46 pm »
Prawo nie daje dzieciom anonimowych dawców spermy możliwości odszukania biologicznego ojca
Mimo to coraz więcej takich osób chce poznać nazwisko swego prawdziwego rodziciela.
Jeszcze niedawno Bernd uważał za ekscytujące, że po świecie chodzi kilkoro dzieci spłodzonych z jego spermy. Ale dziś ten student, który zarobił parę dodatkowych euro jako dawca nasienia, nie czuje się z tym zbyt komfortowo. Jego biologiczne dzieci pewnego dnia mogłyby go odnaleźć, a kto wie, może nawet wysunąć finansowe roszczenia?
W Europie coraz mniej liczy się prawo dawców do zachowania anonimowości. Nowe wytyczne UE nakazują rejestrować w przyszłości ich dane. Coraz więcej państw wprowadza tę dyrektywę do swojego prawa. W Holandii i Wielkiej Brytanii przyjęto odpowiednie ustawy, również Szwajcaria zakazała anonimowego oddawania spermy. Inne kraje zamierzają pójść za tymi przykładami.
Soni bardzo odpowiada taki rozwój sytuacji. 27-letnia studentka chętnie stanęłaby pewnego dnia na progu domu swego biologicznego ojca. Półtora roku temu jej rodzicie ujawnili, że została spłodzona dzięki spermie nieznanego dawcy. Od tego czasu Sonia zastanawia się, kto jest jej biologicznym ojcem. Jak wygląda? Czy jest podobny do niej? Nie znosi tych pytań, ale one w niej tkwią. Nie ma jednak szans spotkać najważniejszego nieznajomego człowieka w swoim życiu, choć wie nawet w jakiej klinice została poczęta i który lekarz dokonał sztucznego zapłodnienia jej matki.
Ale doktor dawno już zniszczył dokumentację na temat dawcy. Biologiczne pochodzenie Soni zostało pocięte na kawałki w niszczarce papieru w klinice. Teraz ta klinika w Essen ma za to odpokutować. Sonia zapowiedziała, że pozwie ją o odszkodowanie za straty.
Skutki ubocznego zajęcia studentów
W ostatnich trzydziestu latach w Niemczech dzięki nasieniu anonimowych dawców urodziło się około 100 tysięcy dzieci. Obecnie na świat przychodzi ich około tysiąca rocznie. Najmłodszym być może uda się odnaleźć biologicznych ojców. Ale nie jest to wcale pewne: do dziś nie istnieje prawna ochrona dzieci urodzonych dzięki dawcom spermy.
Najwyżsi rangą sędziowie od dawna stoją po stronie tych dzieci. Już w 1989 roku Trybunał Konstytucyjny przyznał im prawo do poznania własnego pochodzenia. Ale przepisy do tej pory się nie zmieniły. Wprawdzie dzięki nowej ustawie o wykonywaniu zawodu lekarze muszą przez 30 lat przechowywać dokumentację dotyczącą dawcy nasienia, "jest jednak całkowicie niejasne, czy osoby zainteresowane mogą uzyskać do niej dostęp" – skarży się Ulrike Riedel z Berlina, adwokat zajmująca się prawem medycznym. Przepisy dotyczące oddawania spermy są bowiem produktem odpadowym ustawy, która reguluje w zasadzie przeszczep rogówki i chrząstek. Pomija zaś potrzeby osób zainteresowanych wyjaśnieniem swego pochodzenia.
W Soni szok tkwi nadal bardzo głęboko. Jak pisze ona na swojej stronie internetowej www.di-kind.de, dzień prawdy był "najgorszym dniem" w jej życiu. Wiele innych dzieci spłodzonych dzięki spermie nieznanego mężczyzny popada w kryzys tożsamości, gdy dowiadują się, że wcale nie znają własnego ojca. Czują się tak, jakby "ziemia usunęła się im spod nóg". W wielu przypadkach trwałemu zniszczeniu ulegają kontakty z rodzicami. Od owego ciemnego dnia Sonia nie zamieniła z nimi ani słowa.
Prawie nikt nie chce zmienić beznadziejnej sytuacji tych ludzi. Jest za to wielu wrogów nowych regulacji prawnych – rodzice, lekarze i oczywiście dawcy. Większość par wstydzi się, że wykorzystała obce nasienie i chciałaby przemilczeć to przed dziećmi. Lekarze nie chcą denerwować ani swoich klientów, ani dostawców. A który mężczyzna miałby ochotę spojrzeć w oczy swemu dziełu powstałemu dzięki dodatkowemu zajęciu podczas studiów?
Za otwartością tęsknią tylko dzieci. Ale one nie mają własnego lobby, lecz tylko nielicznych rzeczników ich sprawy. Takich, jak Petra Thorn. – Do dziś narusza się prawa dzieci – mówi terapeutka rodzinna i autorka poradnika "Założenie rodziny dzięki spermie dawcy". Apeluje do rodziców o wczesne informowanie potomstwa o jego pochodzeniu. – Małym dzieciom łatwiej będzie zaakceptować sposób, w jaki zostały poczęte – twierdzi Thorn. Bo będą wiedziały, że chociaż nie mają genów taty, to mają jego miłość.
Natomiast osoby poczęte z nasienia dawcy, które dowiadują się o anonimowym mężczyźnie w ich życiu dopiero jako ludzie dorośli lub po rozwodzie swoich rodziców, dręczy potem pragnienie poznania owego nieznajomego. – Często musi minąć wiele czasu, zanim odzyskają równowagę – stwierdza Petra Thorn.
Doświadczenia z zagranicy pokazują, że można wprowadzić prawne regulacje korzystne dla dzieci. Podczas gdy niemiecki ustawodawca ignoruje ten problem, w wielu krajach europejskich tworzy się ustawy zakazujące anonimowego oddawania spermy.
Na kawę z tatą
W kwietniu 2005 roku w Wielkiej Brytanii weszła w życie ustawa zakazująca anonimowego oddawania nasienia i zezwalająca na zapłodnienie tylko kobietom, które mają stałego partnera. Od tego czasu dane każdego dawcy przechowywane są w centralnym rejestrze. Dawca może bać się wprawdzie późniejszej konfrontacji ze "swoim" dzieckiem, ale nie ma podstaw do obaw o finansowe roszczenia, bo jako ojciec figuruje mąż kobiety. Ten nie może wystąpić o anulowanie swojego ojcostwa, jeśli wcześniej zgodził się na zapłodnienie nasieniem dawcy. Teoretycznie dziecko może wprawdzie ubiegać się o finansowe wsparcie i dziedziczyć po dawcy, ale wpierw musiałoby uzyskać sądownie decyzję o pozbawieniu praw rodzicielskich swojego obecnego ojca. Ale przepisy te dotyczą tylko oddawania spermy w licencjonowanych klinikach.
Dawcy niepotrzebnie jednak tak bardzo się lękają. „Nie szukam ojca, bo już mam jednego i drugiego wcale nie potrzebuję” – wyjaśnia Sonia na swojej stronie internetowej. Chce jednak "uzyskać przynajmniej podstawowe informacje o człowieku, który mnie spłodził" – wiedzieć, jaki jest, co robi zawodowo i czy w jego rodzinie były choroby dziedziczne. "Żeby podać takie informacje, wystarczą dwie godziny na napisanie listu lub spotkanie w kawiarni – pisze. – Nie pragnę niczego więcej i dotyczy to właściwie wszystkich dzieci, które znam. Mamy świadomość, że dawca nie chciał być naszym ojcem".
Sonię martwi, że interesy dzieci nie odgrywały do tej pory zbyt dużej roli. Większość ludzi lepiej rozumie "przerażenie mężczyzny, który 25 lat wcześniej oddał raz spermę i nagle ma stać się ojcem, niż pojąć, dlaczego my szukamy naszej tożsamości".
W USA, gdzie powszechne jest anonimowe oddawanie nasienia, a dawcy zgłaszają się przez internet, pozbawione ojców dzieci znalazły własną drogę do rodzinnego szczęścia. Skoro nie mogą poznać ojca, chcą przynajmniej poznać inne jego dzieci. Często owocuje to zdumiewającym powiększeniem rodziny. Na forum internetowym "My Donor Siblings" (Moje rodzeństwo od dawcy) spotkało się niedawno jedenaścioro osób, przyrodnie rodzeństwo – znały bowiem numer, jaki w klinice nadano ich biologicznemu ojcu.
« Odpowiedź #52 dnia: Styczeń 17, 2008, 08:31:26 pm »
Cześć. Spora część postów w tym wątku dotyczyła sądowego ustalenia ojcostwa.
Najczęściej z problemem tym borykają się samotne matki, choć bywają także ojcowie zainteresowani prawnym usankcjonowaniem swojego ojcostwa.
Przepisy umożliwiają wystąpienie z powództwem o ustalenie ojcostwa : dziecku, matce oraz domniemanemu ojcu. Jednak po osiągnięciu przez dziecko pełnoletności ani matka ani domniemany ojciec nie mogą wystąpić z takim żądaniem. ( art. 84 k.r.o.)
W sprawach o ustalenie ojcostwa, podstawowe znaczenie ma domniemanie wyrażone w art. 85 k.r.o.
§ 1 "Domniemywa się, że ojcem dziecka jest ten, kto obcował z matką dziecka nie dawniej niż w trzechsetnym, a nie później niż w sto osiemdziesiątym pierwszym dniu przed urodzeniem się dziecka."
"§ 2. Okoliczność, że matka w tym okresie obcowała także z innym mężczyzną, może być podstawą do obalenia domniemania tylko wtedy, gdy z okoliczności wynika, że ojcostwo innego mężczyzny jest bardziej prawdopodobne."
Chciałabym też zwrócić uwagę na to , iż w przypadku sądowego ustalenia ojcostwa władza rodzicielska przysługuje ojcu tylko wtedy, gdy przyzna mu ją sąd w wyroku ustalającym ojcostwo. Sąd opiekuńczy może ojcu przyznać władzę rodzicielską także po ustaleniu ojcostwa. ( art.93 k.r.o.)
Wraz z ustaleniem ojcostwa można dochodzić roszczeń majątkowych z nim związanych.
« Odpowiedź #53 dnia: Styczeń 25, 2008, 10:52:36 pm »
Więcej praw dla ojców
Rodzic, pod którego opieką znajduje się dziecko, nie będzie mógł utrudniać kontaktu z nim drugiemu z rodziców. Zwiększone też zostaną prawa krewnych i dziadków
Na nowo zostaną uregulowane zasady kontaktów rodziców z dzieckiem. – Sędziowie uzyskają większe instrumentarium orzekania w takich sprawach. Przykładowo sąd będzie mógł ograniczyć kontakt rodzica niesprawującego opieki do korespondencji lub rozmów telefonicznych. Dotychczas nie było ku temu wyraźnej podstawy prawnej, wyznaczano po prostu terminy spotkań lub nie ustalano żadnych kontaktów – mówi sekretarz Robert Zegadło, sekretarz komisji kodyfikacyjnej.
– Zmiany są zgodne z sugestiami praktyków orzekających w sądach rodzinnych – ocenia sędzia Małgorzata Masiulanis z Sądu Okręgowego w Warszawie.
Obecne przepisy są mało elastyczne. – Te sprawy budzą ogromne emocje wśród rodziców. Często kwestia ustalenia kontaktów z dzieckiem (podczas rozprawy rozwodowej) przesłania wszystkie inne. Bywa, że dziecko staje się kartą przetargową między rodzicami. Matka mówi np.: możesz się widywać z synem dwa razy w tygodniu, jeżeli dostanę tyle alimentów, ile żądam. Dziecko w takich sytuacjach traktowane jest instrumentalnie – tłumaczy sędzia.
Nowelizacja kodeksu pozwoli także czasowo zawieszać kontakty, bez pozbawiania władzy rodzicielskiej.
– Do tej pory można je było czasowo zawieszać, m.in. w okresie terapii dziecka lub rodzica, jeżeli ten był np. uzależniony od alkoholu. Sądy musiały szukać podstawy prawnej, aby takie ograniczenie dla dobra dziecka wprowadzić – mówi Masiulanis.
Większe prawa rodzica
– Chcemy też wzmocnić pozycję rodzica, który ma utrudniane kontakty z dzieckiem. Sąd będzie mógł zobowiązać np. matkę do pokrycia kosztów niedoszłego kontaktu, kiedy ojciec np. przyjechał z drugiego końca Polski – mówi Zegadło.
Również krewni, w tym dziadkowie, uzyskają większe możliwości kontaktu z małoletnim. Dzisiaj muszą powoływać się na jedno z orzeczeń Sądu Najwyższego, a dla dalszych krewnych jest to tym bardziej problematyczne.
Teraz sędziowie nie mają jak dyscyplinować rodziców, którzy mimo orzeczenia utrudniają takie kontakty. Przywołanie ich do porządku trwa długo, a sankcje nie są surowe.– Najczęściej do takich sytuacji dochodzi między ludźmi bardzo skonfliktowanymi z powodów zupełnie z dzieckiem niezwiązanych. Wysokość grzywien nie przekracza 1 tys. zł i nie jest dla nich żadnym straszakiem – dodaje sędzia.
Obecnie uznanie dziecka jest oświadczeniem woli. Jeżeli jest nieprawdziwe, można je unieważnić, ale dopiero gdy wystąpi o to dziecko po osiągnięciu pełnoletności.
W projekcie przewiduje się, że uznanie ojcostwa jest oświadczeniem wiedzy i jest ono ważne, gdy zgadza się ze stanem rzeczywistym. Uchylić się od uznania ojcostwa będzie można tylko na tej podstawie, że dziecko faktycznie nie pochodzi od uznającego.
– Jest to istotne rozróżnienie, gdyż zdarza się, że partner, od którego dziecko nie pochodzi, składa oświadczenie woli pod wpływem namów partnerki. Jeżeli związek się później rozpada, pozostaje z tym uznaniem, mimo że nie odpowiada ono prawdzie– mówi sędzia Zegadło.
Zmiany w kodeksie rodzinnym dotyczą również obowiązku alimentacyjnego. Rodzic będzie mógł uchylić się od ich płacenia pełnoletniemu dziecku, jeżeli ten obowiązek wiąże się z nadmiernym uszczerbkiem finansowym dla niego, a z kolei dziecko nie dokłada należytych starań, aby uzyskać samodzielność finansową.
Anna Kozanecka-Żarnecka, adwokat z kancelarii Chałas i Wspólnicy
Zmiany, dzięki którym wyraźnie uregulowane zostaną zasady kontaktów rodziców oraz krewnych z dzieckiem, zasługują na aprobatę. Do tej pory ustawodawca odnosił się jedynie do kwestii osobistej styczności pomiędzy rodzicami a dziećmi. To uregulowanie okazało się niewystarczające. Inni krewni, w tym dziadkowie, mogli żądać ustalenia ich kontaktów z dzieckiem, tylko powołując się na ogólną dyrektywę dobra dziecka. Ten sposób realizacji uprawnień krewnych zaakceptował zresztą Sąd Najwyższy. Stwierdził, iż dziadkowie mogą żądać uregulowania osobistych kontaktów z wnukami, jeżeli leży to w interesie dzieci. W doktrynie i orzecznictwie zdążył też utrwalić się pogląd, iż atrybut kontaktów z dzieckiem jest niezależny od władzy rodzicielskiej. Projekt te wskazania uwzględnia.
http://www.rp.pl/artykul/86557.html
« Odpowiedź #54 dnia: Styczeń 28, 2008, 01:48:54 pm »
Pozew o ustalenie ojcostwa może zawierać także roszczenia majątkowe z tym związane.
Art. 143 k.r.o. stanowi, że :
W praktyce kobiety piszą pozew o ustalenie ojcostwa i alimenty.
Z istotnych przepisów regulujących kwestie roszczeń majątkowych matki dziecka "nieślubnego" przytoczyć warto dwa.
Art. 141. § 1 k.r.o.
Art. 142 k.r.o.
Konkubenci nadal bez praw
« Odpowiedź #55 dnia: Luty 11, 2008, 09:21:21 am »
Po ustaniu związku konkubenci rozliczają się jak współwłaściciele
W sądach przybywa spraw o rozliczenia majątkowe
Dziecko konkubentów ma takie same prawa jak dziecko małżonków
Konkubenci, którzy prowadzą wspólne gospodarstwo domowe, dorabiają się wspólnie majątku i mają dzieci, nie nabywają takich uprawnień jak małżonkowie.
Mimo że coraz więcej osób żyje w konkubinacie, to nie został on uregulowany w polskich przepisach prawa cywilnego i rodzinnego. Natomiast w ustawodawstwie wielu państw unijnych problem ten został rozwiązany.
Coraz więcej procesów
W sądach przybywa spraw dotyczących rozliczeń majątkowych między konkubentami, a mimo to legislatorzy nie zauważyli tego problemu, opracowując najnowsze nowelizacje: kodeksu rodzinnego i opiekuńczego oraz cywilnego, a także tzw. zieloną księgę zawierającą tezy zmian, które mają zostać wprowadzone dopiero w przyszłości do prawa.
Dziecko urodzone w konkubinacie ma status dziecka pozamałżeńskiego. Ojciec musi je uznać przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego, ponieważ automatycznie jego ojcostwo nie zostanie ujawnione w aktach stanu cywilnego i nie zostanie wpisany jako ojciec swojego dziecka do jego aktu urodzenia. Nieuznane dziecko nie będzie mogło nosić nazwiska swojego biologicznego ojca.
Uznane dziecko może dziedziczyć po biologicznym ojcu z mocy ustawy, a pominięte w testamencie domagać się zachowku. Ma też prawo do renty rodzinnej.
- Znajduje się ono w lepszej sytuacji niż konkubent, który nie został do dziedziczenia powołany w testamencie. Z mocy ustawy nie dziedziczy po zmarłym, nawet wówczas, gdy przez wiele lat razem dorabiali się majątku, który potem wszedł w skład masy spadkowej - tłumaczy adwokat Michał Kosiński z Kancelarii Kosiński i Wspólnicy.
Po rozstaniu się konkubenci rozliczają się jak współwłaściciele, czyli nie zawsze muszą podzielić swoje dobra na równe części jak małżonkowie po rozwodzie. Porzuconemu konkubentowi nie należą się też alimenty, nawet wówczas gdy do rozstania nie doszło z jego winy.
Konkubentom rozliczającym wspólny dorobek przysługują jednak prawa takie jak współwłaścicielom, którzy nie są małżonkami.
- Gdyby nie mogli dojść do porozumienia co do sposobu podziału majątku, to wówczas ich spór rozstrzyga sąd - mówi radca prawny Wojciech Biernacki z Kancelarii Radców Prawnych Biernaccy. Każdy z nich musi jednak udowodnić swoje prawo do konkretnych składników majątku. Może to zrobić przedstawiając rachunki i faktury wystawione na jego nazwisko, umowę darowizny, albo inne dowody zakupu - dodaje Wojciech Biernacki.
W razie zniesienia współwłasności przez sąd, to może on wyrównać wartość udziałów przez dopłaty pieniężne. Zdarza się też, że rzeczy wchodzącej w skład majątku konkubentów nie da się podzielić. Wtedy sąd może przyznać ją jednej stronie, natomiast na rzecz drugiej zasądzić pieniądze.
Na paradoksalną sytuację występującą przy rozliczeniach majątkowych konkubentów zwraca uwagę adwokat Maria Urbańska z Kancelarii Kosiński i Wspólnicy.
- Zdarza się, że konkubent pozostaje w związku małżeńskim ze swoim dawnym partnerem, a w dodatku nie zawarł z nim nawet intercyzy o rozdzielności majątkowej. Wtedy majątek, którego dorobił się razem z konkubiną, wchodzi w skład majątku wspólnego konkubenta z małżonkiem. Gdyby doszło do rozwodu, to do połowy tego majątku będzie miał prawo rozwiedziony małżonek - tłumaczy.
Konkubent może wstąpić w stosunek najmu po śmierci najemcy lokalu, z którym łączył go konkubinat. Takie uprawnienia do lokalu ma osoba, która pozostawała w faktycznym pożyciu z najemcą i stale mieszkała z nim aż do jego śmierci.
Bartosz Grohman
z Kancelarii White & Case
Osoby żyjące w konkubinacie powinny poznać przysługujące im prawa i zabezpieczyć interesy, wykorzystując instytucje przewidziane w prawie. Na przykład, aby konkubenci mogli po sobie dziedziczyć, powinni sporządzić testamenty na swoją rzecz. Należy zmienić przepisy o ubezpieczeniach społecznych, tak aby można było ubiegać się o rentę po konkubencie na takich zasadach jak po małżonku. Nie jestem zwolennikiem pomysłu, aby uprawnienia konkubentów uzależnić od obowiązku rejestrowania się ich w urzędzie stanu cywilnego, ponieważ wówczas taki związek niewiele różniłby się od małżeństwa.
http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=2151.221.0.39.18.1.0.1.htm
« Odpowiedź #56 dnia: Luty 13, 2008, 01:40:34 pm »
W Polsce znane są przypadki, w których ojcowie latami nie widywali swoich dzieci
Dlaczego? Nie chcieli? Nie – winne jest polskie prawo.
Za dwa miesiące rząd ma zająć się projektem nowelizacji kodeksu rodzinnego. Propozycje zmian złożyła w Ministerstwie Sprawiedliwości Komisja Kodyfikacji Prawa Cywilnego. Nowelizacja prawa ma m.in. pomóc rodzicom, których kontakty z dzieckiem są utrudnione. Także dziadkowie i krewni będą mieć szersze możliwości widywania się z maluchem. Obecnie rzadko się zdarza, by matka (bo w znacznej większości ten problem dotyczy matek), która mimo orzeczenia sądu uniemożliwia widzenie się dziecka z ojcem, została ukarana.
Jak dziś wyglądają prawa ojca w Polsce, pokazuje choćby historia K.
Przeciąganie dziecka
W swojej dwudziestoletniej praktyce krakowski adwokat Mirosław Kleber nie spotkał jeszcze takiego przypadku.
Sytuacja na pierwszy rzut oka jest tyleż rozpaczliwa, co typowa: Nowozelandczyk K. poznaje młodą polską studentkę. Wybucha gwałtowne uczucie, ona zachodzi w ciążę. Mieszkają u jej rodziców.
Rodzi się piękny syn.
Miłość szybko stygnie, dom zmienia się w piekło. On zarzuca jej, że nie potrafi zająć się dzieckiem, że studia są ważniejsze niż wychowanie małego. Niepijący alkoholik, bardzo zapalczywy, próbuje układać sobie na nowo świat. Ona ma dosyć jego wybuchowego charakteru, jest przekonana, że on ją zdradza. Dowiaduje się, że już w okresie jej ciąży miał drugą partnerkę, z którą zerwał.
K. wyprowadza się z domu, dziecko zostaje przy matce.
Do tej pory jest typowo. Tak się zdarza – miłość błyskawicznie wietrzeje, zamiast niej przychodzi nienawiść. Jak w "Sonacie Kreutzerowskiej" Lwa Tołstoja.
Nietypowe jest zachowanie chłopaka: zamiast, jak Pan Bóg przykazał, honorowo płacić na dziecko i ulotnić się z ulgą, zaczyna walczyć o prawa rodzicielskie. Rozpoczyna się gra dzieckiem.
Najpierw próbują się dogadać. On wysyła jej co miesiąc pieniądze, spotyka się z synem. Z Kanady przyjeżdża jego rodzina, która chce podpisania kontraktu. Proponują: dziecko zostaje przy matce, ale ojciec otrzymuje prawo do częstszych odwiedzin, a także współdecydowania o losach syna. Chce wiedzieć, co dziecko je, chce mieć wpływ na wybór szkoły, chce gwarancji, że syn będzie jeździł samochodem wyłącznie w foteliku.
Rodzina matki patrzy na rodzinę ojca jak na przybyszów z kosmosu. Czy ten chłopak jest normalny? Wpływ na dietę? To mówi mężczyzna? I jeszcze kontrakt poświadczony u notariusza?
Negocjacje przynoszą odwrotny skutek: sytuacja się zaognia, podczas kolejnych odwiedzin interweniować musi policja. On twierdzi, że matka dziecka odmawia mu wejścia do domu. Matka tłumaczy, że ojciec zachowuje się agresywnie, zarówno wobec niej, jak i dziecka. Zdarza się, że nie pozwala mu wejść do mieszkania.
Ojciec wnosi sprawę do sądu, żądając wyznaczenia terminów, w jakich może spotykać się z dzieckiem.
Kontruderzenie przychodzi błyskawicznie – matka wnosi do sądu sprawę o powierzenie władzy rodzicielskiej. Jeśli wygra, rola ojca zostanie ograniczona do minimum. Będzie mógł bawić się z synem raz w tygodniu przez półtorej godziny, w jej domu.
On również składa wniosek o powierzenie władzy rodzicielskiej.
Jednym z prawników ojca jest Kleber. – Myślałem, że po tych dwóch dekadach w sądzie nic mnie nie zaskoczy – opowiada. – Ale nie spotkałem dotychczas mężczyzny, który tak zażarcie walczyłby o dziecko.
Studzenie entuzjazmu
Robert Kucharski pracował w Biurze Porad Obywatelskich, sam rozwodnik, pomagał ojcom, aż stał się specjalistą w udzielaniu im wskazówek. Zna wiele historii podobnych do tej opowiedzianej przez K. W 2000 r. założył (przy wsparciu finansowym Fundacji Batorego) serwis internetowy "W stronę ojca". Kucharski mówi, że choć interesuje go wiele innych rzeczy, nie może odpuścić tematu praw ojca. Dlaczego? Na to pytanie odpowiadają statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości – w Polsce, jedynie pięciu proc. mężczyzn zostaje podczas rozwodu powierzona opieka nad dziećmi, dla porównania w USA liczba ta wynosi ponad 20 proc.
Przyczyn jest kilka, po pierwsze rzadko się zdarza, żeby ojciec występował o powierzenie opieki nad dziećmi. Jednak jeśli już to czyni, jego szanse na powodzenie są minimalne.
Elżbieta Czyż w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zajmuje się prawami dziecka. Twierdzi, że kiedy w trakcie rozwodu oboje rodzice występują o powierzenie opieki nad dziećmi i mają równie dobre warunki, sąd w zdecydowanej większości powierzy opiekę matce.
Czyż: – Bywa tak, że ojciec przegra nawet, gdy jego predyspozycje do opieki nad dziećmi zostaną ocenione jako lepsze. Znam przypadki, gdy sąd powierzał opiekę nad dzieckiem babci od strony matki, po śmierci matki, choć nie miał zarzutów wobec ojca.
Kucharski twierdzi, że nawet jeśli ojciec chce wystąpić o opiekę nad dziećmi, to jego entuzjazm skutecznie ostudzi adwokat. Wyjaśni mu, że jeśli matka dziecka nie jest: narkomanką, alkoholiczką, nie choruje psychicznie i nie znęca się nad rodziną, to nie ma on żadnych szans, aby sąd powierzył mu opiekę nad dziećmi.
Kucharski: – Role kobiety i mężczyzny zmieniły się, nie jest już niczym niezwykłym, że ojciec jest obecny przy porodzie, zmienia dziecku pieluchy, karmi. A mimo to przed sądem ojciec jest zawsze rodzicem drugiej kategorii.
Mężczyzna – pouczony przez prawnika – zgadza się, żeby dziecko zostało przy matce.
Przed rozprawą (kiedy mężczyzna nie ma jeszcze zatwierdzonego sądownie grafiku widzeń z dzieckiem) potomek jest przez matkę używany jako element szantażu. "Nie zobaczysz go, jeśli nie zgodzisz się na takie, a takie alimenty". Bywa tak, że mężczyzna nie widzi malucha nawet kilka miesięcy.
Matce wolno więcej
Przy szczegółowej lekturze dokumentów sądowych sprawy K., łatwo zauważyć interesujące szczegóły.
Choćby ten, że kiedy na samym początku K. wnioskuje o prawne uregulowanie kontaktów z synem, sąd oddala wniosek. Uzasadnienie jest takie: K. ma prawo do kontaktów z synem, matka ten kontakt bezprawnie uniemożliwia. Wiadomo, że ojciec dzieckiem opiekuje się wzorowo, że swoją pracę menadżera zorganizował tak, by jak najwięcej czasu spędzać z małym. Jednak przyznanie mu racji jest przedwczesne, ze względu na dobro dziecka.
K. nie potrafi tego paradoksu zrozumieć.
Kleber: – On nie myśli po polsku, tylko normalnie, dlatego ma takie trudności.
Sąd nie jest przekonany, czy mieszkanie K. spełnia wymogi bezpieczeństwa, mimo że w materiale dowodowym znajdują się nagrania wideo z jego domu. Prawdopodobnie nikt ich nie obejrzał. Sąd nie wysyła też kuratora.
Przy apelacji K. z własnej inicjatywy dołącza ekspertyzę pielęgniarki dyplomowanej, która stwierdza, że mieszkanie jest bezpieczne, wymaga tylko drobnych prac, np. zamontowania zatrzasku na drzwiach pralki. Są zawiasy na szufladach, minimum sprzętów, komfortowe krzesełko, nawet kubełek na pieluchy kupuje taki, żeby syn nie mógł go otworzyć.
Apelacja zostaje oddalona. Adwokaci otrzymują uzasadnienie po półtora miesiąca. K. nadal pozostaje bez oficjalnej zgody na spotkania z synem.
Kiedy jednak sąd rozpatruje wniosek matki o powierzenie praw rodzicielskich, zdarzenia toczą się znacznie sprawniej. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej sprawdza, czy ojciec figuruje w ewidencji. Do ojca przychodzą kurator i policjanci, wypytują go szczegółowo o to, ile lat jest na emigracji, czy przypadkiem nie zamierza wracać do Kanady. Policjanci wizytują dom matki, która opowiada, że ojciec pije i urządza awantury.
Dodajmy, że K. ma wszyty esperal.
Kiedy adwokaci K. proszą o sprawdzenie, czy betonowe schody bez balustrady w domu matki mogą stanowić zagrożenie dla życia dziecka, sąd nie uwzględnia wniosku, a adwokaci matki uznają to za szykanę.
Anna Herman, aplikantka w kancelarii Wojciecha Sobczaka, drugiego adwokata K.: – Nie ośmielimy się powiedzieć, czy w postępowaniu sądowym widać dyskryminację naszego klienta. Na pewno jednak widać coś niezrozumiałego. Jeśli ojciec deklaruje zainteresowanie dzieckiem, postrzegany jest jako dziwny bądź nawet niebezpieczny. W dokumentach pojawia się nawet podejrzenie, że nasz klient ma obsesję i dziecko jest dla niego formą terapii. Jeśli takiej informacji zażądałaby matka, uznalibyśmy to za oczywistość. Albo dziadkowie – matka tego chłopca nie poradzi sobie bez ich pomocy i można przyjąć, że sąd nie dopatrzy się w tym niczego złego. Jeśli jednak nasz klient zadeklaruje, że jego rodzice przyjadą do Krakowa, by pomóc w wychowywaniu chłopca, zostanie to uznane za argument przeciwko niemu. Matce wolno więcej.
Mirosław Kleber bez obaw formułuje ostre tezy. – Sąd i rodzina matki postrzegają mojego klienta jako dziwaka – twierdzi. – On się powołuje na prawa człowieka i ochronę swoich dóbr osobistych. Tymczasem w Polsce, mimo że deklarujemy swoją otwartość na wzorce zachodnioeuropejskie, dominuje taki model – dobry mąż przynosi pieniądze, nie bije i nie pije zbyt wiele. Dobry mąż po rozwodzie płaci alimenty i zabiera dziecko raz w tygodniu do parku. Mój klient chce znacznie więcej, bo jest przyzwyczajony do innych norm. Nie chce być ojcem dochodzącym. I to jest dla Polaków niezrozumiałe.
Rozwód po polsku zamienia życie rozstających się ludzi w piekło. Nie ma mowy o kulturze rozstawania się. Sala sądowa to pole walki, zwycięzca dostaje dziecko.
Kucharski: – Orzeka często sędzina, która w kobiecie widzi pokrzywdzoną, w ojcu winnego. Kiedy ten deklaruje, że chce mieć wpływ na wychowanie dziecka, patrzy na niego jak na człowieka niespełna rozumu.
Sąd zatwierdza grafik widzeń dzieci z ojcem (standardowo jest to co drugi weekend w miesiącu). I tu zaczynają się prawdziwe schody, bowiem ok. 40 proc. porad, jakich udziela fundacja Kucharskiego, dotyczy problemu utrudnionego kontaktu z dziećmi. Choć w orzeczeniu sądu widnieje formuła: "o przyznaniu obojgu rodzicom pełni władzy rodzicielskiej", matki (które często mają już drugie życie, miejsce ojca dzieci zastępuje "wujek") nie zgadzają się, by ojcowie widywali się z dziećmi.
– Problem nierespektowania postanowień sądu w sprawie kontaktów z dzieckiem, w trakcie rozwodu lub po rozwodzie, to najczęstsze skargi z zakresu prawa rodzinnego. Niestety zdarzają się sytuacje, w których matki, chcąc odizolować ojca od dziecka, uciekają się do różnych metod, w tym też oskarżeń o molestowanie seksualne – twierdzi Kucharski.
Co w takim wypadku mężczyzna może zrobić?
– Szczerze? Siąść i płakać – mówi Kucharski.
Czyż: – Rodzic, któremu druga strona ogranicza prawo kontaktu z dzieckiem, może żądać ukarania grzywną, a nawet zmiany postanowienia sądu, jeśli naruszane jest dobro dziecka. W praktyce sądy rzadko wymierzają karę grzywny, a przypadek zmiany postanowienia w sprawie bezpośredniego sprawowania opieki nad dzieckiem znam jeden.
Niestety często mężczyźni, którym kontakt z dzieckiem zostaje utrudniony, reagują nieprawidłowo, czyli odmawiają płacenia alimentów.
Elżbieta Czyż zna przypadki, w których ojcowie przez kilka lat nie widzieli swoich dzieci, bo nie mogą wyegzekwować prawa do kontaktu z nimi.
– Sądy winny bardziej rygorystycznie egzekwować obowiązujące prawo. W Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu czeka na rozstrzygnięcie sprawa przeciwko Polsce, właśnie m.in. o naruszenie prawa do kontaktów z dzieckiem – mówi Czyż.
Zdaniem Kucharskiego jedynie wprowadzenie do Kodeksu Karnego zapisu, że "za bezzasadne i uporczywe utrudniane kontaktu rodzica z dzieckiem grodzi kara ograniczenia wolności" byłoby skutecznym rozwiązaniem. Ale Kucharski nie wierzy, by taki zapis mógł się znaleźć w polskim prawie.
K. wygląda na nerwusa. W kawiarni wylewa herbatę, rozsmarowuje pączka na spodniach. Oczywiście wie, że dobro dziecka jest najważniejsze. Niech mieszka przy matce, pod warunkiem, że będzie mógł z nim się częściej spotykać. W innym przypadku nie odpuści, bo nie wyobraża sobie, by dziecko mogło prawidłowo dorastać bez ojca. Dlatego będzie walczył do upadłego, poruszy niebo i ziemię, wszystkie instancje w sądzie. Zapisał się nawet na kurs opieki nad małymi dziećmi, żeby otrzymać specjalny certyfikat i nikt w sądzie nie mógł mu zarzucić, iż czegoś nie dopełnił.
Kleber: – Czasem zastanawiam się, jak postąpiłbym na jego miejscu. Z jednej strony miłość do 18-miesięcznego syna, z drugiej ta społeczna presja, by zrezygnować z upominania się o swoje prawa. I mam poczucie, że nie znalazłbym w sobie tyle uporu. Żyję w Polsce długo, więc wiem dobrze, że tutaj ojciec ma prawa wyłącznie na papierze. Jak by się nie postawił, zawsze startuje z gorszej pozycji.
Na Zachodzie rozpowszechniony jest model tzw. opieki naprzemiennej. Np. co dwa tygodnie zmienia się miejsce zamieszkania dziecka. Aby tak opiekować się dzieckiem, rozwiedzeni rodzice nie mogą mieszkać daleko od siebie, dziecko musi chodzić do jednego przedszkola bądź szkoły. Model zakłada, że żadne z rodziców nie jest po rozwodzie dyskryminowane, maluch tyle samo czasu spędza z mamą i tatą, rodzice wspólnie podejmują najważniejsze dla niego decyzje. W Polsce niemożliwa jest opieka naprzemienna, ponieważ podczas rozwodu należy podać stały adres zamieszkania dziecka (w 95 przypadkach na 100 jest to adres matki). Czasem rodzice sami – wymaga to olbrzymiej dojrzałości – umawiają się, że dziecko potrzebuje obojga rodziców i nikt nikomu nie utrudnia widzeń. Jednak, aby ten model mógł być realizowany w Polsce, trzeba by naruszyć stereotyp kulturowy o nadrzędnej roli matki w wychowaniu dziecka. Na to w naszym kraju chyba nikt nie jest gotowy.
Ostatnio w rodzinie matki dziecka K. napięcie trochę zelżało. Matka pozwoliła ojcu odwiedzać dziecko raz w tygodniu, na półtorej godziny. Pod warunkiem, że nie będzie wychodził z wyznaczonego do spotkań pokoju. Więc nie wychodzi.
Podobno dziecko często musi biegać do kuchni. Babcia ciągle woła.
Matka dziecka nie zgodziła się na rozmowę.
« Odpowiedź #57 dnia: Luty 16, 2008, 09:53:33 am »
Starania o materialny byt rodziny są obowiązkiem obojga małżonków
Wanda Lewańska 16-02-2008, ostatnia aktualizacja 16-02-2008 08:40
Mąż i żona mają wobec siebie i rodziny takie same obowiązki. Ciąży na nich także powinność zaspokajania – wedle swych możliwości zarobkowych i majątkowych – potrzeb rodziny
Jednakże, co ważne, zaspokajanie potrzeb materialnych rodziny może polegać także,
w całości i części, na osobistych staraniach o wychowanie dzieci i na pracy we wspólnym gospodarstwie domowym. Tak jednoznacznie rozstrzyga tę kwestię kodeks rodzinny
i opiekuńczy (k. r. o.).
Niezależnie od ustroju majątkowego panującego miedzy małżonkami, a więc także w razie rozdzielności majątkowej, w tym powstałej wskutek intercyzy, oboje małżonkowie solidarnie odpowiadają za zobowiązania zaciągnięte przez jednego z nich w sprawach wynikających z zaspokojenia zwykłych potrzeb rodziny (art. 30 k. r. o.).
Prawo do podobnej stopy życiowej
Starania o wychowanie dzieci i praca w domu mają wedle k.r.o. taką samą wartość jak praca zarobkowa służąca zapewnieniu materialnego bytu rodziny. Ma to istotne znaczenie w razie rozwodu czy separacji, gdy przychodzi do podziału majątku. To, że majątek wspólny powstał wyłącznie z pracy zarobkowej męża, nie uszczupla praw żony do równego udziału w nim.
Jeśli małżonek odmawia łożenia na rodzinę, drugi może wystąpić do sądu rodzinnego o przyznanie mu odpowiednich środków. W istocie sytuacja jest taka jak w wypadku dochodzenia alimentów, z tym że sąd może określić kwoty należne nie poszczególnym członkom rodziny, ale całej rodzinie. Są to więc swego rodzaju alimenty zbiorowe. Ustalając ich wysokość, sąd uwzględni to, że małżonkowie, a także ich dzieci, mają co do zasady prawo do podobnej stopy życiowej. W tym wypadku bierze się pod uwagę nie tylko np. dochody z pracy, ale także inne dochody, w tym z majątku osobistego, np. z wynajmu mieszkania odziedziczonego przez męża.
Małżonek, któremu ten drugi odmawia środków na utrzymanie, może też po prostu wystąpić w czasie trwania małżeństwa o alimenty na dzieci, ale także na siebie, jeśli własnymi siłami nie zdoła się utrzymać, bo np. obarczony jest obowiązkiem wychowywania dzieci.
Mimo separacji
Obowiązek łożenia na utrzymanie rodziny istnieje także w razie faktycznej separacji małżonków. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w której jedno z nich zostaje z dziećmi, a drugie wyprowadza się lub po prostu ignoruje rodzinę. Pozostającemu w faktycznej separacji wolno odmówić łożenia na drugiego małżonka, jeśli ten może sam zaspokoić swoje potrzeby. Tak będzie, gdy małżonkowie są bezdzietni albo ich dzieci się usamodzielniły.
Podobnie rzecz się przedstawia w razie orzeczenia formalnej separacji przez sąd. Małżonkowie mają nadal obowiązek zaspokajania potrzeb rodziny, ale zasadniczo tylko potrzeb dzieci. Gdy wymaga tego słuszność, ciąży na nich także powinność wzajemnej pomocy. Obowiązek alimentacyjny wobec małżonka pozostającego w separacji przedstawia się tak jak w razie rozwodu.
Choć co do zasady sąd przyznaje takie środki na przyszłość, istnieje też prawna możliwość domagania się przez małżonka – jeżeli tylko przez jakiś czas łożył na utrzymanie dzieci – zwrotu wydatków w części, w której powinien je ponosić ten drugi. To samo dotyczy innych wydatków, które zasadniczo obciążają oboje małżonków, np. na utrzymanie mieszkania.
Do kasy po pensję męża
Jeśli jeden z małżonków pozostający we wspólnym pożyciu odmawia łożenia na utrzymanie rodziny, mimo że ma takie możliwości, drugi może się domagać na drodze sądowej, by wynagrodzenie i inne należności przypadające małżonkowi były w całości lub części wypłacane do jego rąk (art. 28 § 2 k.r.o.). Wspólne pożycie zaś to przede wszystkim więź gospodarcza, a więc prowadzenie wspólnego gospodarstwa domowego. Jeśli takie pożycie ustało, bo np. mąż wyprowadził się z wspólnego lokum, żonie pozostaje wszczęcie sprawy o alimenty.
Możliwość wypłaty wynagrodzenia do rąk drugiego małżonka uzasadniona jest potrzebą szybkiego zaspokojenia potrzeb rodziny. Pozwala uniknąć procesu o alimenty czy o dostarczenie środków utrzymania i konieczności wszczynania egzekucji komorniczej.
Nakaz taki obowiązuje także wówczas, gdy po jego wydaniu wspólne pożycie ustanie, np. mąż wyprowadzi się z domu. Może on być przez sąd uchylony lub zmieniony na wniosek każdego z małżonków (art. 27 § 2 k.r.o.). Nakaz wypłaty wydaje sąd rejonowy (wydział do spraw rodzinnych i nieletnich) w tzw. postępowaniu nieprocesowym.
W sprawie takiej bierze udział małżonek, któremu zarzuca się uchylanie się od łożenia na utrzymanie rodziny. Nie ma powodów do wysłuchiwania pracodawcy czy dłużników małżonka. Niezależnie od wystąpienia o wydanie takiego nakazu małżonek zajmujący się dziećmi może wszcząć sprawę o alimenty.
Nie zawsze chodzi o pieniądze
Na małżonkach oprócz obowiązku łożenia na rodzinę ciążą także obowiązki o charakterze niemajątkowym. Wskazuje je art. 23 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a są to:
- wspólne pożycie – chodzi o ogół więzi między małżonkami w sferze duchowej, fizycznej gospodarczej,
- wzajemna pomoc – we wszystkich sferach (zarówno materialnych, jak i innych, w tym wsparcie psychiczne, pomoc w chorobie),
- wierność, głównie w sferze kontaktów seksualnych, ale i wzajemne poszanowanie oraz lojalność,
- współdziałanie dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli, w tym łożenie na jej utrzymanie i troska o wychowanie dzieci.
http://www.rp.pl/artykul/93488.html
« Odpowiedź #58 dnia: Marzec 01, 2008, 08:53:59 am »
Nie zawsze ciąża chroni przed zwolnieniem
Tomasz Zalewski 01-03-2008
Ciężarna pracownica ma specjalny status w firmie. Szef musi jej zapewnić odpowiednie warunki pracy i nie może jej zwolnić. Ten przywilej ma jednak swoje granice
Polskie prawo pracy chroni wiele grup zatrudnionych przed zwolnieniem. Pracodawcy uważają, że zbyt dużo, i domagają się wprowadzenia ograniczeń. Nikt jednak nie kwestionuje przepisów, które nie pozwalają wypowiedzieć lub rozwiązać umowy o pracę z ciężarną.
Ochrona ograniczona
Duża grupa pracowników jest zatrudniona na podstawie umów terminowych. Firmy preferują tę formę umów m.in. ze względu na dosyć łatwy sposób ich rozwiązywania i mniejszą ochronę – także pracownic, które spodziewają się dziecka. Zgodnie z kodeksem pracy, gdyby umowa zawarta na czas określony lub na czas wykonywania określonej pracy albo na okres próbny przekraczający jeden miesiąc miała ulec rozwiązaniu po upływie trzeciego miesiąca ciąży, to zostanie przedłużona do dnia porodu. Pracownica musi tylko powiadomić przełożonego o swoim stanie. Nie potrzeba podpisywać żadnych aneksów do umowy, bo jej przedłużenie dokonuje się z mocy prawa.Pracownica w ciąży, z którą zawarto umowę w celu zastępstwa, nie korzysta z ochrony takiej, jaką przewidziano dla zatrudnianych na podstawie umów na czas określony. Umowa na zastępstwo rozwiązuje się z datą w niej wskazaną – bez względu na datę porodu.
Oczywiście umowy o pracę zawartej w celu zastępstwa kobiecie w ciąży nie można wypowiedzieć, chyba że zachodzą przyczyny uzasadniające rozwiązanie umowy bez wypowiedzenia z jej winy, a reprezentująca pracownicę zakładowa organizacja związkowa wyrazi na to zgodę. Ponadto pracownicy w ciąży można wypowiedzieć umowę, gdy zostanie ogłoszona upadłość bądź likwidacja firmy.
Najszersza ochrona przed zwolnieniem przysługuje oczywiście paniom, które w czasie ciąży są zatrudnione na czas nieokreślony. Nie oznacza to jednak, że w żadnym razie pracodawca nie może ich zwolnić.
Utrata pracy przez pracownicę spodziewającą się dziecka jest możliwa, gdy dopuści się ona ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych. Czyli gdy zachowuje się tak, że pracodawca może zwolnić ją dyscyplinarnie.
Jednak naganne zachowanie nie wystarczy do zwolnienia. Musi wyrazić na nie zgodę zakładowa organizacja związkowa, która reprezentuje interesy pracownicy. Aby skorzystać z takiej ochrony, pracownica wcale nie musi być członkiem związku. Opinia związkowców jest wiążąca dla pracodawcy i skutecznie blokuje rozwiązanie umowy.
Likwidacja lub ogłoszenie upadłości zakładu pracy także osłabia ochronę ciężarnej pracownicy. Pracodawca może jej wtedy wręczyć wypowiedzenie. I w takiej sytuacji musi jednak działać w porozumieniu ze związkami zawodowymi. Pracodawca i organizacja reprezentująca przyszłą mamę muszą uzgodnić termin rozwiązania umowy o pracę.
Przeprowadzanie w firmie restrukturyzacji polegającej na zwolnieniach grupowych także pogarsza sytuację ciężarnych pracownic. Co prawda nie muszą obawiać się zwolnienia, jednak prawo dopuszcza zmianę warunków pracy lub płacy.
Ustawa o szczególnych zasadach przeprowadzania zwolnień z przyczyn niedotyczących pracowników (DzU nr 90, poz. 844 z późn. zm.) dopuszcza wypowiedzenie warunków pracy i płacy obejmujące m.in. zmniejszenie wysokości wynagrodzenia. W takim przypadku pracownicy należy się dodatek wyrównawczy. Będzie wypłacany do końca okresu, w którym korzysta ona ze szczególnej ochrony.
Sąd Najwyższy o ochronie
– Ochrona trwałości stosunku pracy ze względu na ciążę (art. 177 § 1 k.p.) obejmuje także sytuację, gdy ciąża zakończyła się poronieniem przed upływem okresu wypowiedzenia – wyrok Sądu Najwyższego z 16 grudnia 1999 r. I PKN 468/99.
– Jeżeli w chwili rozwiązania umowy o pracę na podstawie art. 52 w związku z art 177 § 1 k.p. pracodawca i zarząd zakładowej organizacji związkowej nie wiedzą o ciąży zwolnionej pracownicy, gdyż nie złożyła ona świadectwa lekarskiego, to zgoda związku zawodowego może być skutecznie wyrażona po rozwiązaniu umowy o pracę, nie później jednak niż do chwili wydania orzeczenia w przedmiocie przywrócenia do pracy lub odszkodowania
– wyrok Sądu Najwyższego z 3 czerwca 1998 r. I PKN 164/98.
http://www.rp.pl/artykul/100226.html
« Odpowiedź #59 dnia: Marzec 04, 2008, 07:58:27 am »
Zaprzeczenie ojcostwa nie zawsze narusza dobro dziecka
W sprawie o zaprzeczenie ojcostwa sąd powinien dopuścić wszystkie dowody, dzięki którym można wykazać, że jest ono niemożliwe.
Taki wniosek wyciągnąć można z wyroku Sąd Najwyższego z 22 lutego 2008 r. Sprawę tę prokurator wszczął przeciwko byłej żonie Stanisława L. – matce dziecka – i małoletniemu Janowi L. W sprawie takiej rodzic kwestionujący ojcostwo może zgłosić interwencję uboczną. Z możliwości tej skorzystał również Stanisław L.
Niepodobieństwo obala domniemanie ojcostwa
Zaprzeczenie ojcostwa jest jedynym sposobem na obalenie takiego domniemania. A jeśli dziecko urodziło się po upływie 180. dnia od zawarcia małżeństwa, a przed upływem 300. dnia od jego ustania lub unieważnienia, obalenie domniemania ojcostwa może nastąpić tylko przez wykazanie niepodobieństwa, by mąż mógł być ojcem dziecka.
Dzieje się tak nie tylko wtedy, gdy małżonkowie z powodu fizycznego rozdzielenia nie mogli utrzymywać ze sobą kontaktów cielesnych, ale i wówczas, gdy mimo współżycia mąż matki z całą pewnością nie może być ojcem dziecka. Chodzi o wypadki, gdy jest bezpłodny lub istnieje dowód z grupowego badania krwi albo DNA wyłączający jego ojcostwo.
W tej sprawie do takich badań nie doszło, bo matka dziecka przez kilka lat postępowania odmawiała zgody na pobranie krwi od dziecka.
Konsekwencje przebytej świnki
W toku tej sprawy Stanisław L. konsekwentnie starał się wykazać niepodobieństwo swego ojcostwa.
Przedstawił wyniki badań lekarskich przeprowadzonych w 1988 r. w związku ze staraniami małżeństwa L. o potomstwo. Wykazały one, że w jego nasieniu nie ma żywych plemników. Przyczyną tego była świnka przebyta w wieku 11 lat. Wynik badań jego płodności przeprowadzonych w 2002 i 2003 r. był taki sam jak wcześniejszych.
Sprawa ta już raz doszła do Sądu Najwyższego. Przedtem w dwu instancjach sądy odmówiły stwierdzenia, że Stanisław L. nie jest ojcem dziecka swej byłej już żony.
SN uchylił wówczas wyrok II instancji i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Polecił m.in. zbadać przyczyny, dla których matka odmawia zgody na badania. Wskazał, że niepodobieństwo ojcostwa mogłoby zostać wykazane innymi dowodami.
Sąd II instancji po ponownym rozpatrzeniu sprawy znów oddalił apelację. Sąd ten zwrócił się o wyjaśnienia w kwestii bezpłodności do specjalisty z AM. Ten stwierdził, że z faktu, iż mężczyzna był bezpłodny przed okresem koncepcyjnym i po nim, nie można z całą pewnością wnosić, że nie miał zdolności płodzenia także w okresie koncepcyjnym.
Sąd nie uwzględnił wniosku Stanisława L. o przeprowadzenia dowodu z opinii kompleksowej dla ustalenia stopnia prawdopodobieństwa jego zdolności płodzenia w tym okresie.
Dobro dziecka ustalone wbrew faktom
Pełnomocnik Stanisława L. powoływał się przed SN na prawdę materialną, na słuszne prawa mężczyzny w takich sytuacjach. Domagał się ukarania matki za niewykonywane
poleceń sądu, który zlecił badania krwi i DNA.
Sąd Najwyższy uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Sędzia Katarzyna Tyczka-Rote stwierdziła, że wystarczającym powodem takiego werdyktu były
poważne uchybienia formalne poprzedzające wydanie zaskarżonego wyroku, a przede wszystkim odmowa przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego. Taki dowód nie może być zastąpiony pismami mającymi charakter informacyjny – zaznaczyła sędzia.
Za kolejną nieprawidłowość uznał SN przyjęcie przez sąd, że za oddaleniem żądania zaprzeczenia ojcostwa przemawia dobro dziecka. Pozostaje to bowiem w oczywistej sprzeczność z ustaleniami faktycznymi – mówiła sędzia. Z ustaleń tych bowiem wynika m. in., że kontakty Stanisława L. z małoletnim nie są dobre, że chłopiec nie uważa go za ojca i nie chce, by był jego ojcem, że autorytetem jest dla niego aktualny mąż matki, który pragnie go adoptować (sygn. V CSK 432/07).
- Izabela Lewandowska 04-03-2008, Źródło : Rzeczpospolita
« Odpowiedź #60 dnia: Marzec 06, 2008, 09:33:09 am »
Zapowiada się rewolucja w prawie rodzinnym
(PAP, dd/06.03.2008 )
Zapowiada się mała rewolucja w prawach polskich rodzin, twierdzi "Polska". Ministerstwo Sprawiedliwości ma gotowy projekt nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który reguluje relacje pomiędzy rodzicami i ich dziećmi.
Nowelizacja - pisze gazeta - ma wzmocnić więzi rodzinne. Poprawia pozycję dziecka w rodzinie oraz ojca - w sytuacji, gdy dochodzi do rozwodu i sąd musi zdecydować, kto będzie opiekował się potomstwem.
Zmiany przepisów mają być bardzo poważne. Pracowała nad nimi w poprzedniej kadencji komisja kodyfikacyjna prawa cywilnego. - Uwzględniliśmy zmiany i postęp w dziedzinie nauk medycznych, jakie dokonały się w ciągu ostatnich 15 lat, powiedziała "Polsce" prof. Janina Panowicz-Lipska z Uniwersytetu w Poznaniu, która pracowała w komisji. Nowelizacja dostosowuje też nasze prawo do orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i międzynarodowych konwencji oraz porządkuje sprawy uregulowane już cząstkowo w innych ustawach.
Zmienią się przede wszystkim przepisy dotyczące pochodzenia dziecka, władzy rodziców nad dziećmi i kontaktów z nimi, alimentów i rodzin zastępczych.
Nowelizacja szczegółowo reguluje np. kwestie ustalenia rodziców dziecka, jeśli są co do tego wątpliwości. Tak jak do tej pory ojca będzie można ustalić poprzez badania genetyczne. Ale zupełną nowością jest ustalenie macierzyństwa. To nowa regulacja, która wychodzi naprzeciw nowinkom naukowym. Chodzi m.in. o sytuacje, kiedy kobieta nie może sama zajść w ciążę, więc bierze lub kupuje komórkę jajową od innej kobiety. Zdarzały się już na świecie sytuacje, że panie spierały się potem o prawa do potomka. Zmieniony kodeks proponuje, że matką dziecka jest ta kobieta, która je urodzi.
http://biznes.onet.pl/0,1705398,wiadomosci.html
« Odpowiedź #61 dnia: Marzec 06, 2008, 02:31:17 pm »
- Jesteśmy dyskryminowani - deklaruje prezes stowarzyszenia Centrum Praw Ojca i Dziecka Ireneusz Dzierżęga i zapewnia, że sfeminizowane sądy rodzinne prawo do opieki nad dzieckiem przyznają ojcu bardzo rzadko. - Kierują się stereotypem, że nawet najgorsza matka jest lepsza od dobrego ojca - dodaje Marek Borkowski z CPOiD.
Rodzice podrzędni
Co poniedziałek od 18:00 do drzwi budynku stowarzyszenia w jego punkcie konsultacyjnym na Grochowskiej pukają zdeterminowani ojcowie. O Centrum dowiadują się z różnych źródeł - z internetu, prasy, od znajomych. Przychodzą po raz pierwszy, drugi, trzeci. Sami, z matkami, z siostrami, czasem przyjeżdżają z odległych zakątków kraju. Przynoszą zeszyty wypełnione skrupulatnymi notatkami, kserokopie dokumentów sądowych. Przynoszą też rozgoryczenie, zniechęcenie, czasem złość i żal. Są źli na polskie sądy rodzinne, na absurdy prawa, na byłe żony, którym daleko do aniołów, a to z nimi są ich dzieci. Czasem postępują wbrew rozsądkowi, wbrew dobru synów czy córek. Złorzeczą na rodzinne ośrodki diagnostyczno-konsultacyjne, nazywają je instytucjami antyojcowskimi. To od ich ustaleń zależy, czy ojciec w ogóle zobaczy dzieci. Ci najbardziej zawiedzeni nazywają byłe żony dysponentkami dzieci. - Według kodeksu rodzinnego i opiekuńczego rodzice mają równe prawa do opieki nad dziećmi, jednak w chwili rozwodu sąd automatycznie ustala miejsce zamieszkania dzieci przy matce. Nikt się nie zastanawia, czy jest to dla nich dobre - wyjaśnia Marek Borkowski.
- Chyba najlepszą naszą reklamą są ci, którym pomogliśmy - komentuje Ireneusz Dzierżęga i dodaje, jak ważne jest wsparcie, pokazanie, że nie jest się samemu z problemem. - My już przez to przechodziliśmy albo przechodzimy. Dlatego nasze porady są kompetentne, często wypełniają lukę w doradztwie prawniczym - wyjaśnia. Dzierżęga komentuje, że w Polsce o tym, jakie problemy mają ojcowie z uzyskaniem opieki nad dziećmi, wciąż mówi się za mało. - Nasz system za tę "lepszą" stronę rodziny uważa kobietę, mężczyźni z góry są na przegranej pozycji – dodaje. - A my nie chcemy być podrzędnymi rodzicami.
Posądzony o molestowanie
Pierwszy ojciec, pan Jacek, przyszedł z siostrą. Jego historia jest krótka, choć streszcza kilka ostatnich lat z życia. Jest zwykłym człowiekiem. Ani porywczy, ani skory do wypitki. Jeśli już, to ot tak, symbolicznie. W małżeństwie bywało różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Do czasu. Pewnego dnia żona zabrała córki i zamieszkała w domu samotnej matki. Minęło trochę czasu, zanim ojciec dowiedział się, gdzie są dzieci. Nie widział ich kilka miesięcy. Co kilka dni jeździł pod ośrodek i prosił o spotkanie. Matka się nie zgadzała. Mówiła, że jest zły, że pije i bije. Szybko padł argument o molestowaniu. Pojawia się on coraz częściej. Wystarczy wspomnieć, że ojciec dotykał, że się przytulał, że głaskał, by dziecko zostało automatycznie odgrodzone od drugiego rodzica. Tak w razie czego, profilaktycznie. Matki często korzystają z tego zarzutu. Zdarza się, że proponują go sami adwokaci. Od razu stawia to kobietę na uprzywilejowanej pozycji. Łatwo go rzucić, odeprzeć dużo trudniej. - Odkręcenie takich zarzutów trwa od pół roku do roku, czasem dłużej. Przez ten czas ojciec nie widuje dzieci - wyjaśnia Marek Borkowski. Pozostawia to niemałe blizny na wizerunku mężczyzny, zasiewa wątpliwość, "a nuż miała rację".
Pan Jacek blednie, wspominając zarzut molestowania swoich dzieci. Co czuje ojciec, którego była żona oskarża o "zły dotyk" w stosunku do ukochanych córek, można sobie tylko wyobrazić. Dziwi fakt, że ojcowie potrafią przechodzić przez to ze spokojem. - Gdybyśmy się tymi wszystkimi rzeczami przejmowali, to dawno byśmy oszaleli - mówi jeden z nich.
Pan Jacek walczy o prawo widywania swoich dzieci. O to, aby móc dać im prezent. - Załóż zeszyt i notuj - radzi Dzierżęga. - Zachowaj paragony. Będziesz miał dowód na to, że dałeś coś swoim dzieciom. Zdarza się, że matki wyrzucają prezenty od ojców - wyjaśnia.
Życie pana Jacka wygląda teraz jak pole bitwy. Batalia toczy się o wszystko. O możliwość widywania córek, przebywania z nimi, wychowywania. Przede wszystkim o to, aby móc dalej kochać swoje dzieci. Nie da się tego robić na odległość. Nie da się tego wykonać w ciągu 70 godzin czy zaledwie kilku dni w roku. Zdarza się, że tyle ojcowie widują dzieci.
Rodzicielstwo to misja
- Przychodzą do nas dobrzy ojcowie - zapewnia Ireneusz Dzierżęga. - Ci, którym zależy na dzieciach, chcą je wychowywać, być częścią ich życia. Tacy znajdują naszą organizację - deklaruje. Paradoksalnie ich obraz kreowany w sądzie przez byłe żony przywodzi na myśl demona. Sąd wierzy przede wszystkim matkom. Są dobre z natury - troskliwe, opiekuńcze, pomocne. Wszystkie bez wyjątku.
- Przecież niedorzeczny jest już sam fakt, że w ponad 90% przypadków kobieta dostaje dziecko - bulwersuje się jeden z ojców. - Przecież to przeczy statystyce - dodaje. - Zachodzą pewne przemiany społeczne, obyczajowe i coraz częściej rodziny rozpadają się z winy kobiety. Polskie prawo zupełnie nie jest do tego przystosowane. Nie dopuszcza się myśli, że kobieta może być kimś złym czy cynicznym. Ustawowo zły jest mężczyzna - kończy.
Dzierżęga: Nie zgadzamy się z wyrokami sędziów, którzy chcą nas odseparować od naszych dzieci, a tym samym pozbawić życiowej misji. Rodzicielstwo to misja. I to szczególna, bo wymagająca zaangażowania wszystkich sił. Stąd wziął się jeden z punktów statutu stowarzyszenia - propagowanie roli ojca w życiu dziecka i rodziny. Nie "tata niedzielny", ale taki, który aktywnie uczestniczy w wychowaniu dziecka. Nie gość, ale przede wszystkim ojciec. Na Zachodzie tę tendencję można zauważyć od lat, u nas mówi się o tym dopiero ostatnio. Zresztą nie tylko w kwestii zaniku aktywności zapracowanego ojca w rodzinie jesteśmy w tyle. Wystarczy wspomnieć, że odsetek ojców, którym przyznano prawa do opieki nad dziećmi, w Stanach Zjednoczonych wynosi prawie 40%, a u nas zaledwie 3%.
Matki-właścicielki
U drugiego ojca pozornie wszystko jest w porządku, bo po rozwodzie prawa rodzicielskie sąd podzielił na pół. Na tym skończyła się jego rola, bo kiedy pan Michał wystawał po kilka godzin pod oknem byłej żony, próbując bezskutecznie spotkać się z dziećmi, sąd nie był już tak skory do pomocy. - Zareagowała za to policja, poszli ze mną do byłej żony, ale też niewiele wskórali. Wedle prawa mogą najwyżej zapytać, czy ona łaskawie wpuści mnie do mieszkania. Nie zgodziła się. Na tym ich kompetencje się kończą, a ja bezskutecznie ślę kolejne pisma do sądu, które leżą nierozpoznane .
- Nie da się zmusić kobiety, żeby pozwoliła ojcu widywać się z dziećmi. To ona musi wykazać inicjatywę, pozwolić się spotkać. Jeśli nie pozwala na spotkanie z dziećmi, to niewiele można z tym zrobić. Wniosek o zabezpieczenie kontaktów może leżeć w sądzie i pół roku. Można złożyć też wniosek o ukaranie matki grzywną za utrudnianie kontaktów z ojcem, ale jeśli dobrze zarabia, nic sobie z tego nie robi, po prostu zapłaci.
Pana Michała najbardziej drażni to, że była żona dużo pracuje, często wyjeżdża. W tym czasie zleca opiekę swojemu aktualnemu partnerowi lub znajomym. Opiekują się dziećmi odpłatnie. - Przecież ja bym się zajął dziećmi - ripostuje. - I nic by nie musiała za to płacić! Byłbym szczęśliwy, że mogę spędzić z nimi czas.
- 1000 zł alimentów, kiedy zarabia się 1100 zł miesięcznie? - przedstawia jeden z ojców. - To jak najbardziej możliwe. Jedyny zapis informujący o wysokości alimentów opiera się na założeniu możliwości finansowych ojca, gdyby pracował ze swoim wykształceniem w zawodzie.
- Takie gdybanie. Nijak ma się to do tego, ile ktoś zarabia w praktyce czy w ogóle pracuje, a jeśli tak, to gdzie - bulwersuje się drugi. Wspomina też o tym, że kiedy stracił pracę, musiał pożyczać, żeby uregulować należności, bo nikogo nie interesowało, że w tej chwili nie ma skąd wziąć na alimenty. Zawiniła też opieszałość sądów. Zanim ustalono termin rozprawy, minęło ponad pół roku. Znów pracował, tym razem zarabiał mniej. Ale to już nikogo nie obchodziło.
Na sądy narzeka też pan Ireneusz. - Proszę sobie wyobrazić, że ja trzeci rok wychowuję syna, a nadal ściągane są mi alimenty i przekazywane matce, która go przecież nie utrzymuje - bulwersuje się. - Mało tego, w międzyczasie była żona złożyła wniosek o podniesienie kwoty alimentów i udało się jej.
Absurdów w historiach ojców jest dużo więcej. Pojawiają się one szczególnie wtedy, kiedy już uda im się ta trudna sztuka i przekonają sąd, że będą lepszym opiekunem dla dziecka.
- Żadna instytucja nie pomaga samotnemu ojcu - kontynuuje pan Ireneusz. - Wszędzie napotykam problemy, stale muszę tłumaczyć, że jestem samotnym rodzicem. Nie chcę od państwa żadnych przywilejów. Chcę wychowywać dziecko, posłać do szkoły, zameldować, wyrobić mu paszport, wysłać na wycieczkę. Z tym wszystkim są problemy. Jeśli matka dziecka złośliwie nie zgodzi się na cokolwiek, wówczas następuje swoista klapa. Urzędnik (zazwyczaj kobieta) kiwa potakująco głową, ale potem rozkłada ręce i nie załatwia nic. Czy żyjemy w państwie tylko dla kobiet? Nie, dlatego te panie, mamy, które nas wspierają, wiedzą o tym. Ich głos jest dla nas bardzo ważny.
Pokłosie emigracji
Trzeci ojciec jest bardzo speszony. Przywiózł ze sobą plik dokumentów. Wszystkie równo ułożone w teczce, przedziurkowane i spięte - tak jakby choć w ten sposób starał się skleić resztki swojego życia. Kiedy zaczyna mówić, w jego głosie pobrzmiewa dramatyzm i jakby ostatkiem sił pyta: "Co ona może mi jeszcze zrobić?"
. Historia pana Marcina to preludium tego, z czym Polacy niedługo będą mieli coraz większy problem. Nie od dziś mówi się, że wyjazdy za granicę rozbijają rodziny. Tak się stało i w tym przypadku. Żona pana Marcina wyjeżdżała za granicę już kilkakrotnie. Ostatnio przed ponad trzema laty, do Anglii. Przez ten czas to on opiekował się dwójką dzieci. I to dzieci podpowiedziały ojcu, żeby postarał się o rozwód, kiedy coraz więcej osób pracujących na Wyspach powtarzało im, że znalazła sobie tam kogoś. Nie bardzo chciał się zdecydować. Może jeszcze wierzył, że wszystko da się naprawić, może wciąż jej ufał. W końcu złożył pozew o rozwód.
Żona przyjechała dwa dni przed rozprawą i w ciągu tego czasu zdążyła pogruchotać jego świat na kawałki. Wystarczyło, że wspomniała dzieciom, że nie jest ich ojcem, aby odwróciły się od niego. Potem chciała dostać też dom. Nie zgodził się. Po kilku wezwaniach policji, że jakoby wszczynał awantury, odpuścił i przeprowadził się do rodziców. Nie chciał wchodzić jej w drogę, nie chciał drażnić. Sąd oczywiście przyznał opiekę nad dziećmi matce - głuchy na argumenty ojca, który spędził z nimi ostatnich kilka lat.
Po czasie okazało się, że była żona ma już gotowy plan na resztę życia. Wcale nie ma zamiaru osiadać z powrotem w Polsce. Wraca do pracy do Anglii. Kto się zajmie dziećmi? Jako że się uczą, będą mieszkać w internacie. - Straciłem wszystko - kończy pan Marcin i dodaje, że najbardziej na całej sytuacji ucierpiały dzieci. - Wagarują, opuściły się w nauce - opisuje i zapewnia, że będzie o nie walczył.
- Im dalej od Warszawy, tym gorzej z respektowaniem praw ojca - komentuje decyzje sądów prezes CPOiD. Często takiej sędzi w głowie nie mieści się wręcz pojęcie, że ojciec mógłby dobrze i samodzielnie wychować dziecko. To przykre, ale prawdziwe.
- Sądy rodzinne nie ewoluują, działają według procedur z lat 70., kiedy powstały - przekonuje Marek Borkowski. - Sądownictwo rodzinne istnieje w Polsce dopiero 30 lat, a już zniszczyło setki tysięcy rodzin i pozbawiło rodziców tysiące dzieci.
- Na Zachodzie stosowane są rozwiązania typu opieka naprzemienna. Dziecko spędza połowę czasu u jednego rodzica i drugą u drugiego, co powszechnie uważa się za normalne. U nas nie tylko nie ma takich rozwiązań prawnych, ale nawet nasi psychologowie, jako jedyni na świecie, stwierdzili, że jest to szkodliwe dla dziecka - dorzuca.
- Nie chcemy łatać dziur w lokalnych sprawach, choć te też są ważne. Chcemy zmienić mentalność, stereotyp postrzegania ojca - przedstawia ideę złożenia stowarzyszenia Ireneusz Dzierżęga i dodaje, że wie, iż to trudne. Ale na pewno się uda. - Dzisiaj organizacji kobiecych i broniących praw matek jest ok. 1100, a tych, które preferują odpowiedzialne ojcostwo i bronią praw ojca, tylko 6. Jednak grupy ojcowskie wciąż powstają, samoistnie, bo jest coraz większe zapotrzebowanie na tego typu organizacje. Indywidualna walka jest skazana na przegraną, natomiast głos grupy jest bardziej słyszalny.
- Pomagamy innym, bo to dodaje nam sił w naszych własnych potyczkach z sądami - wyjaśnia Dzierżęga. - Pomoc daje nie tylko satysfakcję, ale i wzmocnienie psychiczne oraz wytchnienie. Ci, którzy do nas przychodzą, nabierają pewności siebie. Wiedzą, że nie są sami.
Walczą ze złymi matkami
Słuchając relacji rodziców czy czytając doniesienia prasowe, można odnieść wrażenie, że nie ma wspólnej prawdy. Matka twierdzi jedno, ojciec zaprzecza, mówi coś innego. Każde konstruuje świat na przekór. Prawda rodziców jawi się jak negatyw i pozytyw - jakby nie było punktu zbieżnego. A przecież jakiś jest. Musi być. Przecież kiedyś wspólnie oglądali świat przez różowe okulary. Było "my", a nie "ja", i byli "mąż i żona".
Kiedy świat wali się na głowę, trudno myśleć racjonalnie. Ale czy powinno być tak, że wzajemne niesnaski i żale przesłaniają byłym małżonkom to, co powinno być dla nich najważniejsze - dobro dziecka? O to powinno przede wszystkim chodzić. - Bez dzieci nie byłoby ojców - mówi I. Dzierżęga i dodaje, że z tego powodu jako pierwsi użyli w nazwie odnośnika do praw dziecka. Dlatego stowarzyszenie nazywa się Centrum Praw Ojca i Dziecka.
- Wybraliśmy sobie bodaj najgorszego przeciwnika - nie kobiety, nie byłe żony, nie matki dzieci, ale złe matki, często niemoralne, wykorzystujące dzieci do walki z ich ojcem, złych sędziów, skrajnie niesprawiedliwych, niekompetentnych, nieprawych lub leniwych prokuratorów zaniedbujących obowiązek karania przestępstw, których dopuszczono się wobec dzieci.
« Odpowiedź #62 dnia: Marzec 17, 2008, 05:51:05 am »
O ojcostwie zdecyduje wyłącznie wynik badań DNA
O tym, czy mężczyzna jest ojcem dziecka, nie zdecyduje już np. jego dobra wola, lecz wyłącznie wynik badań DNA. Zasadą będzie, że matką jest ta kobieta, która urodziła dziecko - pisze "Rzeczpospolita".
Ministerstwo Sprawiedliwości ma już gotowy projekt rewolucyjnych zmian w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Okazuje się, że stworzone w 1964 r. przepisy nie przystają do czasów, w których szybko rozwijają się biotechnologie - również te wspomagające prokreację.
Istotne zmiany dotyczą m.in. uznania dziecka, czyli spraw, które bardzo często kończą się sporem sądowym. Tylko w 2007 r. do sądów wpłynęło 5581 pozwów o ustalenie ojcostwa. Przyjęto zasadę, że ojcostwo i macierzyństwo oparte będzie na rzeczywistym związku biologicznym dziecka z ojcem lub matką - mówi sędzia Robert Zegadło z Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego, która przygotowała projekt.
Dla uznania dziecka przez ojca istotne będą więc fakty, a nie emocjonalne nastawienie mężczyzny do dziecka lub jego matki. Chodzi o to, aby mężczyzna rzeczywiście był biologicznym ojcem - w praktyce o ojcostwie zadecydują wyniki badań DNA.
Nowością jest też zapisanie w kodeksie, że matką jest ta kobieta, która dziecko urodziła. W dobie biotechnologii przestaje się bowiem sprawdzać zasada, że matka jest zawsze pewna. Sporne staje się macierzyństwo w sytuacji, w której jedna kobieta urodziła dziecko, ale komórka jajowa pochodziła od innej - pisze "Rzeczpospolita". (PAP)
Wielkie zmiany w kodeksie rodzinnym
Marek Domagalski 17-03-2008,
O tym, czy mężczyzna jest ojcem dziecka, nie zadecyduje już np. jego dobra wola, lecz wyłącznie wynik badań DNA.
Ministerstwo Sprawiedliwości ma już gotowy projekt rewolucyjnych zmian w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Okazuje się, że stworzone w 1964 r. przepisy nie przystają do czasów, w których szybko rozwijają się biotechnologie – również te wspomagające prokreację.
Istotne zmiany dotyczą m.in. uznania dziecka, czyli spraw, które bardzo często kończą się sporem sądowym. Tylko w 2007 r. do sądów wpłynęło 5581 pozwów o ustalenie ojcostwa.
– Przyjęto zasadę, że ojcostwo i macierzyństwo oparte będzie na rzeczywistym związku biologicznym dziecka z ojcem lub matką – mówi sędzia Robert Zegadło z Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego, która przygotowała projekt.
Dla uznania dziecka przez ojca istotne będą więc fakty, a nie emocjonalne nastawienie mężczyzny do dziecka lub jego matki. Chodzi o to, aby mężczyzna rzeczywiście był biologicznym ojcem – w praktyce o ojcostwie zadecydują wyniki badań DNA. Pozwalają one obecnie wykluczyć lub potwierdzić ojcostwo prawie ze 100-procentową pewnością, a do tego są coraz tańsze (ok. 1,5 tys. zł).
W dobie nowych biotechnologii starożytna zasada, że „matka zawsze jest pewna”, nie zawsze się sprawdza - Robert Zegadło sędzia, współtwórca projektu
Uznania dziecka dokonują tysiące ojców. Jedni robią to z pełnym przekonaniem co do swego ojcostwa, inni – mimo że mają wątpliwości albo nawet pewność co do tego, iż ojcami nie są. Ci ostatni dokonują często uznania np. z miłości do kobiety lub dziecka, a nawet dla tzw. świętego spokoju – aby nie burzyć rodzinnych relacji. Tacy mężczyźni, jeśli zechcą po latach obalić swoje ojcostwo, nie mogą obecnie żądać unieważnienia uznania dziecka (mają na to tylko rok od dnia uznania).
Po zmianach w kodeksie akty uznania dokonane przez mężczyzn, którzy nie są ojcami biologicznymi, będą nieważne. Wystarczy, że ojciec (ale także matka, prokurator czy dziecko – po uzyskaniu pełnoletności) zaskarży przed sądem takie uznanie. Z punktu widzenia prawa dziecko i ojciec staną się dla siebie osobami obcymi – nie będą więc np. po sobie dziedziczyć.Czy rzeczywiście takie „techniczne” podejście do ojcostwa jest właściwe? – Więzy biologiczne nie wyczerpują relacji ojcostwa – oponuje dr Piotr Bodył Szymala, radca prawny specjalizujący się w prawie rodzinnym. Sędzia Zegadło odpowiada, że jeśli ktoś chce roztoczyć opiekę nad osobą niebędącą jego dzieckiem, to dla takich przypadków przewidziano instytucję przysposobienia, a nie ojcostwa.
O ile jednak z ojcostwem od wieków związane były rozmaite wątpliwości, o tyle matka zawsze była pewna. Obecnie i ta zasada podawana bywa w wątpliwość. Macierzyństwo staje się sporne np. w sytuacji, gdy jedna kobieta urodziła dziecko (tzw. macierzyństwo biologiczne, zastępcze), które pochodzi z komórki jajowej innej kobiety (tzw. macierzyństwo genetyczne). Dlatego w kodeksie wprost zapisana zostanie zasada, że matką jest ta kobieta, która urodziła dziecko.
« Odpowiedź #63 dnia: Marzec 17, 2008, 05:54:57 am »
Z prawo - projekt zmian kodeksie rodzinnym i opiekuńczym
http://forum.darzycia.pl/vp132015.htm#132015
Dwóch ojców jednego dziecka
« Odpowiedź #64 dnia: Marzec 18, 2008, 11:31:54 pm »
18.03.2008 /TVN24
http://www.tvn24.pl/-1,1542859,wiadomosc.html
Oliwka urodziła się 9 miesięcy temu w Wielkiej Brytanii, ale do dziś nie ma paszportu, ani aktu urodzenia. Wszystko przez komplikacje rodzinne i bezduszne przepisy. Jej matką jest Polka, ojcem - Brazylijczyk. Ale Oliwka urodziła się zanim jej matka rozwiodła się z mężem-Polakiem.
Zgodnie z prawem, jeśli dziecko urodzi się w ciągu 300 dni po rozwodzie, to zachodzi domniemanie ojcostwa byłego męża. Dlatego - według interpretacji urzędników - ojcem Oliwii jest... Polak - były mąż matki dziewczynki.
W 2004 r. polskie małżeństwo wyjechało do Anglii. Po tygodniu jednak zamieszkali oddzielnie i zerwali ze sobą kontakt na trzy lata. W międzyczasie kobieta poznała Brazylijczyka i w maju 2007 r. rozwiodła się z Polakiem. Po miesiącu urodziła się Oliwia. Brazylijczyk uznał dziecko za swoje, odnotowano to w brytyjskich dokumentach.
Ale polscy urzędnicy uparcie trzymają się domniemania, że ojcem dziewczynki jest były mąż kobiety. To rodzi olbrzymie komplikacje, bo kobieta planowała przyjechać do Polski, by tu wziąć ślub z Brazylijczykiem i ochrzcić dziecko.
Pomóc chce także były mąż matki Oliwii. Mężczyzna ma wystąpić z wnioskiem o zaprzeczenie ojcostwa. Czy to zakończy to zamieszanie? Być może, ale bezduszne przepisy pozostaną.
« Odpowiedź #65 dnia: Marzec 19, 2008, 12:22:08 am »
Ja miałam podobną sytuację z moją Darią -przyszła na świat jeszcze w trakcie mojego rozwodu z byłym mężem a po dwóch latach separacji z nim - też miałam kłopot z metryką gdyż prawnie ojcem był mój były a przyznawał się do dziecka mój obecny mąż - też urzędnicy odnotowali kto jest ojcem,ale musiałam złożyć sprawę do sądu o zaprzeczenie ojcostwa - nie miałam z tym żadnego problemu poszliśmy w trójkę zeznaliśmy jak faktycznie jest i po sprawie -cała sprawa w sądzie trwała może ze dwadzieścia minut .
« Odpowiedź #66 dnia: Marzec 19, 2008, 07:49:23 am »
Heh ja też to znam, co prawda nie z własnego doświadczenia, ale z doświadczenia brata i bratowej. Bratowa w grudniu się rozwiodła a w maju urodził się Kamilek, też dostał nazwisko poprzedniego męża bratowej, Tutaj sytuacja jest jeszcze troche bardziej skomplikowana bo Kamilek zmarł po 4 dniach i w papierach wszędzie jest nazwisko na poprzednie nazwisko bratowej a na nagrobku na szczęście jest nazwisko brata, niestety nie zdążyli tego prawnie rozwiązać :puppydogeyes:
« Odpowiedź #67 dnia: Marzec 19, 2008, 07:08:31 pm »
Liczy się wynik DNA, a nie dobra wola ojca
Uznanie dziecka nie będzie zależało od chęci mężczyzny, ale od tego, czy rzeczywiście jest biologicznym ojcem. Zasadą będzie, że matką jest ta kobieta, która urodziła dziecko
Jest już gotowy projekt zmian w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym przygotowany przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Cywilnego. Zmienia on w istotny sposób m.in. przepisy dotyczące uznania dziecka.
http://www.rp.pl/artykul/107833.html
Problemy związane z takim uznaniem odżyły ostatnio wraz z głośną sprawą 11-miesięcznego poważnie chorego Białorusina, któremu groziło odesłanie do kraju matki. Dziecko zostało w Polsce dzięki uznaniu go przez biologicznego ojca – Polaka (co potwierdziły badania DNA).
Musi być więź biologiczna
Projekt nowelizacji przewiduje, że uznanie dziecka nie będzie już aktem woli, który można wzruszyć, powołując się np. na błąd czy groźbę, ale aktem wiedzy. Krótko mówiąc, istotne będą biologiczne fakty (potwierdzone przede wszystkim wynikami badań DNA), a nie nastawienie emocjonalne do dziecka czy jego matki.
Nieskuteczne będzie więc uznanie ojcostwa przez mężczyznę, od którego dziecko nie pochodzi, jeżeli uprawniona osoba (matka, ojciec, prokurator, a po uzyskaniu pełnoletności także samo dziecko) zaskarży to uznanie. Wówczas z punktu widzenia prawa ojciec i dziecko staną się osobami obcymi.
Obecnie możliwe jest prawie 100- procentowe ustalenie pochodzenia dziecka na podstawie badań DNA, co w latach 60., kiedy powstawał kodeks, było niewykonalne. – To główna przyczyna, dla której odchodzimy od przestarzałych regulacji k.r.o. – twierdzi sędzia Robert Zegadło, sekretarz Komisji Kodyfikacyjnej.
Zdaniem Małgorzaty Masiulanis, sędzi wizytator w Sądzie Okręgowym w Warszawie, dowód z DNA jest bardzo mocny i w praktyce rzadko wyklucza ojcostwo badanego mężczyzny. – Nie wyłącza on jednak powoływania innych dowodów (np. na to, że mężczyzna w tzw. okresie koncepcyjnym był za granicą, podczas gdy matka przebywała w Polsce), ale nie znam przypadku obalenia dowodu z DNA – mówi.
Nadal oświadczenia o uznaniu dziecka będzie przyjmował kierownik USC, ale nie będzie biernym ich odbiorcą. Będzie oceniał dopuszczalność uznania, a w razie wątpliwości co do pochodzenia dziecka odmówi przyjęcia oświadczenia. Ma to skłonić zainteresowanych do przeprowadzenia badania genetycznego lub odstąpienia od uznania w złej wierze (ze świadomością, że ojcem jest kto inny). W razie odmowy USC zarówno matka dziecka, jak i domniemany ojciec mogą się zwrócić do sądu o ustalenie ojcostwa.
Nowością jest też zapisanie w kodeksie, że matką jest ta kobieta, która dziecko urodziła. W dobie biotechnologii przestaje się bowiem sprawdzać zasada, że matka zawsze jest pewna. Sporne staje się macierzyństwo w sytuacji, w której jedna kobieta urodziła dziecko, ale komórka jajowa pochodziła od innej.
Nowe przepisy uwzględniają też przyjętą w orzecznictwie Sądu Najwyższego zasadę niedopuszczalności zaprzeczenia ojcostwa, jeżeli mąż matki dziecka wyraził zgodę na zapłodnienie żony z zastosowaniem metod medycznie wspomaganej prokreacji (gdy nasienie pochodziło od innego dawcy).
Piotr Bodył Szymala, radca prawny, Kancelaria Dr M. Wojcieszak & Wspólnicy
Sprawa wymaga gruntownego przemyślenia i nie poddaje się jednostronnym ocenom. Uznanie ojcostwa nie byłoby klasycznym oświadczeniem wiedzy, gdyż wywoływałoby skutki doniosłe prawnie, co zmusza do pytania o odpowiednie stosowanie do niego przepisów o wadach oświadczeń woli. Otwarte jest zagadnienie dopuszczalności takiego uznania, gdy matka, rodząc dziecko, pozostawała w związku małżeńskim, a składającym oświadczenie nie jest mąż. Wydaje się także, że nie służy interesom dziecka możliwość zmiany oświadczenia o uznaniu po latach, gdy doszło do ugruntowania relacji między dzieckiem a składającym takie oświadczenie. Więzy biologiczne współwyznaczają relację ojcostwa, ale nie wyczerpują jej. Liczą się też te psychologiczne i społeczne.
Źródło : Rzeczpospolita, Marek Domagalski 17-03-2008
« Odpowiedź #68 dnia: Marzec 19, 2008, 07:10:53 pm »
mon/iga, 18.03.2008 /TVN24
« Odpowiedź #69 dnia: Marzec 19, 2008, 07:15:29 pm »
« Odpowiedź #70 dnia: Marzec 19, 2008, 07:16:35 pm »
Konwencja-uprowadzenie dziecka za granicę
« Odpowiedź #71 dnia: Marzec 27, 2008, 01:50:36 pm »
Otwarte granice ułatwiają wywożenie dzieci
Po wejściu do Unii wywóz dziecka za granicę bez zgody jednego z rodziców stał się znacznie prostszy. Ściągnięcie go z powrotem może zająć nawet kilka lat.
Polacy wyjeżdżają za chlebem, na nowo układają sobie życie, a cierpią na tym dzieci. Mieszkanka Śląska wyjechała do Francji, tam znalazła pracę i nowego partnera, choć w Polsce czekał na nią mąż i dwójka dzieci.
Podczas jednego z pobytów w kraju zdecydowała się, nie informując ojca, zabrać dzieci ze sobą za granicę.
– Takich spraw, niestety, przybywa, od kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej, a zwłaszcza odkąd znaleźliśmy się w strefie Schengen i na granicach nie żąda się pokazania paszportów – mówi Robert Ruta z Biura Rzecznika Praw Dziecka. Są przepisy, które pozwolą sprowadzić dziecko do kraju. Ale często trwa to wiele miesięcy, a nawet lat.
Pomaga ministerstwo
– Rodzic, którego pozbawiono kontaktu z dzieckiem poprzez wywiezienie do innego państwa, nie jest bezbronny – mówi Katarzyna Biernacka, naczelnik Wydziału Prawa Międzynarodowego w Ministerstwie Sprawiedliwości. Może skorzystać z z konwencji z 25 października 1980 r. dotyczącej cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka za granicę, sporządzonej w Hadze (DzU z 1995 r., nr 108, poz. 528 ze zm.)
Obowiązuje ona w stosunkach pomiędzy państwami-stronami. Należy do nich m.in. Polska oraz wszystkie państwa UE.
Konwencja nie rozstrzyga, któremu z rodziców przysługują prawa rodzicielskie, a któremu nie. Przewiduje natomiast, że jeżeli wychowują dzieci wspólnie (nie muszą być małżeństwem, wystarczy, że obojgu przysługuje władza rodzicielska), to nie może jedno bez wiedzy drugiego decydować o wyjeździe i pobycie dziecka za granicą.
– Jeżeli tak się stanie, to mamy do czynienia z bezprawnym uprowadzeniem lub zatrzymaniem dziecka w rozumieniu tej konwencji – wyjaśniła Biernacka.
W takiej sytuacji rodzic może wystąpić do sądu państwa, do którego wywieziono dziecko, z wnioskiem o zarządzenie wydania dziecka sam albo za pośrednictwem Departamentu Współpracy Międzynarodowej i Prawa Europejskiego Ministerstwa Sprawiedliwości. W tym celu składa wniosek oraz niezbędne dokumenty. Należą do nich: kopia aktu urodzenia dziecka oraz w razie potrzeby akt małżeństwa, orzeczenie o ustaleniu ojcostwa, ewentualnie wyrok rozwodowy, w którym orzeczono o władzy rodzicielskiej i miejscu pobytu dziecka, a także jego fotografię. Konieczne jest podanie adresu, pod którym przebywa dziecko, lub wszystkich informacji mogących ułatwić jego odnalezienie. Wniosek i załączone dokumenty składa się w języku polskim, ale dołącza ich tłumaczenie na język urzędowy państwa, w którym przebywa dziecko.
Decyzja, czy wniosek zostanie uwzględniony, należy do właściwych organów administracyjnych lub sądowych państwa, w którym dziecko przebywa.
Odmowa może nastąpić tylko w uzasadnionych wypadkach przewidzianych przez konwencję, np. gdy istnieje poważne ryzyko, iż powrót dziecka naraziłby je na szkodę fizyczną lub psychiczną.
Na podstawie konwencji można także wystąpić do sądu państwa pobytu dziecka o wykonywanie prawa do odwiedzin.
Po wydaniu orzeczenia zarządzającego powrót dziecko powinno wrócić do Polski. Kwestia ustalenia, z którym z rodziców będzie mieszkało, należy – gdy rodzice nie mogą się porozumieć w tej kwestii – do sądu rodzinnego.
Źródło : Rzeczpospolita, Renata Krupa-Dąbrowska 27-03-2008
« Odpowiedź #72 dnia: Marzec 29, 2008, 09:30:37 am »
Jak dzielony jest wspólny majątek po rozwodzie i intercyzie
Izabela Lewandowska 29-03-2008
Potrzeba podziału dorobku nie musi wynikać tylko z rozwodu lub separacji. Może być też skutkiem ustania wspólności majątkowej w trakcie małżeństwa
Tak będzie przede wszystkim w razie zawarcia przez małżonków umowy majątkowej małżeńskiej, czyli intercyzy ustanawiającej rozdzielność między nimi, oraz zniesienia wspólności przez sąd.
Wspólność majątkowa między małżonkami powstaje z chwilą wypowiedzenia sakramentalnego „tak”, chyba że wcześniej narzeczeni podpisali intercyzę. Ustaje automatycznie m.in. w razie rozwodu, unieważnienia małżeństwa oraz separacji (patrz ramka). Może ustać w trakcie małżeństwa wskutek intercyzy ustanawiającej rozdzielność lub wskutek zniesienia jej przez sąd na żądanie małżonka. Dotyczy to zarówno wspólności ustawowej, która powstaje automatycznie po ślubie, jak i wspólności umownej – rozszerzonej lub ograniczonej w stosunku do ustawowej w intercyzie, która może być podpisana przed ślubem, ale także po kilku latach małżeństwa.
Zniesienie (ustanie) wspólności otwiera drogę do podziału wspólnego dorobku. Podczas ustalania wartości poszczególnych dóbr (nieruchomości i ruchomości) składających się na majątek wspólny uwzględnia się ceny aktualne, a nie z chwili ich nabycia.
Bez angażowania sądu
W momencie zniesienia lub ustania wspólności – jeśli małżeństwo trwa – między małżonkami powstaje rozdzielność majątkowa. Zawsze po ustaniu wspólności dorobkowy majątek staje się współwłasnością w częściach ułamkowych i może być podzielony między męża i żonę, tak samo jak np. mienie uzyskane w drodze spadku przez kilku spadkobierców (w wypadku wspólności majątkowej podział jest niedopuszczalny).
Po ustaniu wspólności przestaje istnieć majątek wspólny, dorobkowy. Istnieją tylko majątki osobiste, do których należą udziały każdego z małżonków w majątku dorobkowym i przedmioty uzyskane w drodze darowizny lub spadku, przedmioty osobistego użytku itd., które już wcześniej stanowiły majątek osobisty.
Z żądaniem podziału majątku dorobkowego można wystąpić do sądu także kilka lat po rozwodzie czy formalnej separacji. To uprawnienie się nie przedawnia.
Sprawy o podział majątku dorobkowego należą do sądów cywilnych szczebla rejonowego właściwego według miejsca położenia majątku. Jeśli leży on w okręgu działania kilku sądów, wybór należy do tego, kto występuje o podział. Możliwe jest też zawarcie ugody przed sądem.
Nie jest jednak konieczne dla podziału majątku wspólnego angażowanie sądu. Jeśli małżonkowie dojdą do porozumienia, mogą to zrobić sami. Nie musi to być podział po równo. Jeśli w skład dorobku wchodzą nieruchomości albo spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu (mieszkania, lokalu użytkowego), konieczna jest wizyta u notariusza. Inaczej umowa o podział jest nieważna.
Co dla dwojga
Przyczyny ustania wspólności nie zmieniają podstawowej reguły: dobra materialne uzyskane w czasie trwania małżeństwa są wspólnym dorobkiem małżonków i cały majątek będzie zasadniczo podzielony na pół między męża i żonę, choć mogą być odstępstwa od tej reguły.
Jeśli więc np. mąż kupi wyłącznie na swoje nazwisko w trakcie trwania małżeństwa dom za pieniądze uzyskane z dochodów z pracy lub prowadzonego przez siebie przedsiębiorstwa, nieruchomość ta wejdzie w skład majątku dorobkowego małżonków. Nie zmienia tego również wpisanie męża jako jedynego właściciela w księdze wieczystej.
Do majątku dorobkowego należą też kupione w trakcie trwania wspólności akcje, obligacje i inne walory, choćby rachunek w domu maklerskim był prowadzony tylko na imię jednego małżonka. To samo oczywiście dotyczy pieniędzy na rachunku bankowym.
Objęte wspólnością są także udziały jednego z małżonków w spółce z o.o. i wkład w spółce jawnej, komandytowej, komandytowo-akcyjnej, partnerskiej. Wkład do spółki cywilnej należy do majątku osobistego małżonka. Jeśli jednak sfinansowany został z majątku dorobkowego, musi być rozliczony – w razie podziału tego majątku – jako nakład z majątku wspólnego na majątek osobisty.
Ukochany kot i rasowy pies
Choć wedle ustawy z 1997 r. o ochronie zwierząt zwierzę – jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania i cierpienia – nie jest rzeczą, do majątku dorobkowego wchodzą nie tylko zwierzęta gospodarskie, ale także kot, chomik, pies. Również one w razie podziału tego majątku będą nim objęte, a ich wartość musi być uwzględniona we wzajemnych rozliczeniach małżonków. Dotyczy to w praktyce sytuacji, gdy są to zwierzęta cenne, hodowlane, mające niekiedy znaczną wartość. Ustawa z 1997 r. nakazuje bowiem w sprawach w niej nieuregulowanych stosować do zwierząt odpowiednio przepisy dotyczące rzeczy.
Jeśli dojdzie do sporów, bo np. oboje małżonkowie chcą zatrzymać domowego ulubieńca, sąd podczas rozstrzygania tej kwestii musi uwzględnić m.in. to, które z nich zapewni mu lepszą opiekę, czy z którym zwierzę jest bardziej związane.
Mieszkanie spółdzielcze przymusowo wspólne
Co ważne, do majątku dorobkowego należą wszystkie mieszkania własnościowe i lokatorskie przydzielone przez spółdzielnię do 2000 r. w trakcie małżeństwa dla zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych rodziny. Dotyczy to również sytuacji, gdy w momencie przydziału małżonkowie mieli rozdzielność majątkową i gdy prawo do lokum zostało sfinansowane z majątku osobistego, odrębnego jednego z małżonków. Jest to tzw. wspólność przymusowa.
Nie dotyczy ona mieszkań kupionych na wolnym rynku. W odniesieniu do nich obowiązują ogólne reguły, tak jak np. do samochodu czy innego dobra. Do majątku wspólnego – co ważne – należy także prawo spółdzielcze lub własność mieszkania powstała w trakcie małżeństwa (wspólności majątkowej) z przekształcenia lokatorskiego prawa do mieszkania przydzielonego przed ślubem jednemu z małżonków. Dorobkiem jest również kwota umorzenia czy upustu otrzymanego podczas przekształcania, także gdy tylko jeden z małżonków pokrył z majątku odrębnego wkład mieszkaniowy albo budowlany związany z przekształceniem.
Do majątku wspólnego wchodzi też wartość ekspektatywy nabycia prawa do mieszkania lub domu zarówno w spółdzielni, jak i od dewelopera, a także prawo najmu, jeśli umowa najmu zawarta została w trakcie małżeństwa. To samo dotyczy należności (wierzytelności), w tym z racji nakładów poczynionych np. na rozbudowę domu teściów, prawa do zysku ze spółki cywilnej, dywidendy z akcji.
W konsekwencji wszystkie wskazane wyżej dobra, walory, korzyści tworzące majątek dorobkowy objęte są podziałem w razie ustania wspólności majątkowej. Podział nie obejmuje oczywiście majątku osobistego małżonków.
Przyczyny i terminy ustania wspólności
Wspólność majątkowa ustaje w razie:
- rozwodu – z dniem uprawomocnienia się wyroku rozwodowego,
- separacji – z dniem uprawomocnienia się wyroku orzekającego separację,
- intercyzy – po podpisaniu u notariusza przez małżonków intercyzy o rozdzielności,
- zniesienia wspólności wyrokiem sądu – z datą określoną w tym wyroku,
- ogłoszenia upadłości jednego z małżonków – z dniem jej ogłoszenia,
- ubezwłasnowolnienia małżonka – z dniem uprawomocnienia się orzeczenia o ubezwłasnowolnieniu,
- z chwilą śmierci małżonka.
Po ustaniu wspólności każde z małżonków, a w razie śmierci jednego z nich – także jego spadkobiercy, może przed sądem żądać podziału majątku wspólnego.
Podział w orzeczeniu sądu albo umowie
Sąd może podzielić majątek wspólny:
- w wyroku orzekającym rozwód, a także separację, jeżeli nie spowoduje to nadmiernej zwłoki w postępowaniu,
- w odrębnym postępowaniu wszczętym na wniosek małżonka,
- w sprawie o dział spadku obejmującego udział spadkodawcy w majątku wspólnym.
Małżonkowie i byli małżonkowie mogą podzielić majątek wspólny w drodze umowy, która – jeśli w jego skład wchodzi nieruchomość lub spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu – musi mieć formę aktu notarialnego.
Co małżonek ma na wyłączność
Majątek osobisty (odrębny) każdego z małżonków, który oczywiście nie jest objęty podziałem, stanowią tylko następujące dobra (w tym pieniądze):
- uzyskane przed ślubem (przed powstaniem wspólności ustawowej),
- odziedziczone i darowane już w trakcie małżeństwa, chyba że spadkodawca lub darczyńca zastrzegł wyraźnie, iż jego wola jest inna,
- prawa majątkowe wynikające ze wspólności łącznej podlegającej odrębnym przepisom; chodzi o nieruchomości, maszyny itp., do których małżonkowie mają prawo jako wspólnicy spółki cywilnej,
- przedmioty majątkowe służące zaspokajaniu wyłącznie osobistych potrzeb jednego z małżonków (np. ubranie),
- prawa niezbywalne przysługujące tylko jednemu z małżonków, np. dożywocie, prawo do alimentów,
- przedmioty uzyskane tytułem odszkodowania za uszkodzenie ciała lub wywołanie rozstroju zdrowia albo zadośćuczynienia za doznaną krzywdę; wyjątkiem jest renta małżonka przyznana z powodu utraty zdolności do pracy zarobkowej lub zwiększenia jego potrzeb albo zmniejszenia widoków na przyszłość (taka renta objęta jest wspólnością),
- należne, ale jeszcze niewypłacone wynagrodzenie za pracę oraz kwoty należne z tytułu innej działalności zarobkowej, z prowadzenia firmy (należności już pobrane wchodzą do majątku dorobkowego),
- nagrody za osobiste osiągnięcia otrzymane przez żonę lub męża, np. nagroda w konkursie literackim (premia zaś czy nagroda związana z pracą należą do majątku wspólnego),
- prawa autorskie i prawa pokrewne (artystów wykonawców), prawa własności przemysłowej (twórcy wynalazku, wzoru użytkowego); samo honorarium autorskie jednak czy tantiemy wchodzą w skład majątku dorobkowego,
- przedmioty nabyte w zamian za dobra należące do majątku osobistego, np. mieszkanie kupione za pieniądze ze sprzedaży odziedziczonych działek budowlanych.
http://www.rp.pl/artykul/113214.html
« Odpowiedź #73 dnia: Marzec 31, 2008, 11:56:05 am »
Długów sąd nie podzieli
Podział majątku dorobkowego obejmuje wyłącznie aktywa. Zasadniczo nie dotyczy wspólnych długów, zobowiązań zaciągniętych wspólnie przez męża i żonę.
Za dług, który obciążał solidarnie obu małżonków w czasie trwania wspólności, odpowiadają oni tak samo po jej ustaniu – po rozwodzie, separacji, podpisaniu intercyzy o rozdzielności, zniesieniu wspólności wyrokiem sądu albo jej ustaniu wskutek upadłości bądź ubezwłasnowolnienia jednego z małżonków.
Sąd może jednak zobowiązać jednego z małżonków do spłacenia tych długów i zwolnić drugiego z obowiązku spłaty albo wskazać, w jakiej części dług ma spłacić mąż, a w jakiej żona, i uwzględnić to we wzajemnych rozliczeniach małżonków.
Jednakże rozstrzygnięcie to nie jest wiążące dla wierzyciela. Może on nadal żądać spłaty całego długu od każdego z małżonków, chyba że wyraził oficjalnie zgodę na przypisanie długu tylko jednemu z nich albo zgodził się na podział między nich. Dotyczy to, oczywiście, także kredytów bankowych, w tym zaciągniętych przez małżonków na budowę wspólnego domu czy kupno mieszkania.
Gdyby wierzyciel ściągnął dług od tego z małżonków, który wedle orzeczenia sądu o podziale majątku dorobkowego nie był zobowiązany do jego z spłaty, małżonek ten może domagać się zwrotu, także na drodze sądowej, od drugiego małżonka, ewentualnie już byłego.
Jeśli jeden z małżonków po rozwodzie czy ustaniu wspólności majątkowej z innych przyczyn spłacił wspólne długi, sąd podczas podziału uwzględni to we wzajemnych rozliczeniach.
Wspólny dług zabezpieczony hipotecznie ciąży na nieruchomości objętej wspólnością majątkową małżeńską także po jej ustaniu. W razie podziału tego majątku dorobkowego pozostałe do spłacenia zadłużenie z racji zaciągniętego kredytu pomniejszy wartość nieruchomości. Musi to być uwzględnione podczas ustalania wartości majątku, który przypadnie każdemu z małżonków.
Nie obciążają majątku wspólnego, czyli nie są w żaden sposób uwzględniane podczas podziału majątku dorobkowego, następujące długi małżonka:
- zaciągnięte bez zgody drugiego małżonka, gdy zgoda nie jest potrzebna dla ważności umowy,
- zaciągnięte przed ślubem (przed powstaniem wspólności majątkowej),
- odszkodowania, renta zasądzona od małżonka jako np. sprawcy wypadku drogowego, alimenty, zwrot bezpodstawnego wzbogacenia,
- dotyczące wyłącznie majątku osobistego małżonka (np. należność za remont domu letniskowego odziedziczonego przez małżonka).
Zgoda na zaciągnięcie zobowiązania nie musi być wyrażona w jakiś szczególny, sformalizowany sposób. Może wynikać z zachowania drugiego małżonka, byle było ono dostatecznie jednoznaczne.
http://www.rp.pl/artykul/113465.html
« Odpowiedź #74 dnia: Marzec 31, 2008, 12:00:09 pm »
Oczywiście w wyroku rozwodowym sąd może dokonać także definitywnego podziału majątku, jeśli nie spowoduje to nadmiernej zwłoki w postępowaniu. Może też – na zgodny wniosek stron – podzielić mieszkanie, jeśli podział taki jest możliwy, albo przyznać lokum wyłącznie jednemu z nich, ale tylko jeśli drugi małżonek godzi się na opuszczenie go bez przyznania mu lokalu zamiennego lub pomieszczenia zastępczego.
Mieszkanie, które zajmowali rozstający się małżonkowie, nie będzie objęte podziałem, jeśli należy do majątku osobistego jednego z nich, np. kupił je przed ślubem albo z pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży darowanego mu mieszkania.
W odniesieniu do mieszkań stanowiących odrębną nieruchomość (tzw. hipotecznych) oraz domów obowiązują te same zasady rozliczeń, co w odniesieniu do innych dóbr należących do majątku dorobkowego.
Jeśli nie dojdzie do rozstrzygnięcia o losach wspólnego mieszkania w trakcie sprawy rozwodowej bądź też sprawy o separację, to małżonkowie mogą potem sami zadecydować o rozwiązaniu tego zagadnienia podczas podziału majątku dorobkowego. W razie braku zgody konieczne jest wystąpienie do sądu.
Jeżeli należące do majątku dorobkowego mieszkanie (dom) ma status własnościowy, małżonkowie mogą je sprzedać i podzielić się pieniędzmi.
Oczywiście zawsze dopuszczalne jest rozwiązanie problemu przez zamianę. Istnieje, przynajmniej teoretycznie, możliwość dokonania w związku z podziałem dorobku małżeńskiego tzw. zamiany spółdzielczej – zarówno mieszkania lokatorskiego, jak i własnościowego. Polega ona na tym, że w zamian za mieszkanie pozostawione przez rozwiedzionych do dyspozycji spółdzielni dostarcza ona dwa wolne lokale z własnych zasobów.
Nikt natomiast, nawet sąd, nie ma możliwości nałożenia na spółdzielnię obowiązku przydzielenia byłym małżonkom odrębnych mieszkań w zamian za ich dotychczasowe lokum. Tego rodzaju zamiana zależy wyłącznie od spółdzielni.
Bez względu na wybór sposobu podziału wspólnego mieszkania spółdzielczego pozostaje kwestia związanych z tym rozliczeń majątkowych, chyba że jeden z małżonków zrezygnuje z roszczeń materialnych.
Takie rozliczenie musi być przeprowadzone także wówczas, gdy dochodzi do podziału majątku przez sąd. Decyduje on, któremu z byłych małżonków przyznać prawo do mieszkania. Z reguły otrzymuje lokum małżonek obarczony bezpośrednią pieczą nad dziećmi, czyli najczęściej żona. Ten drugi dostaje spłaty. Mieszkanie może być przyznane także małżonkowi niebędącemu członkiem spółdzielni.
Dopuszczalny jest też trwały podział fizyczny mieszkania. Takie rozwiązanie wchodzi w grę, jeśli operacja jest możliwa w świetle przepisów budowlanych i spółdzielnia wyrazi na to zgodę.
Rozliczenia związane z mieszkaniem spółdzielczym zależą od tego, czy ma ono status lokatorski czy własnościowy. Największych problemów, przede wszystkim życiowych, nastręczają mieszkania lokatorskie, gdy spółdzielnia nie przydziela mieszkań tego typu i gdy nie istnieje możliwość zamiany na dwa mniejsze. Wtedy lokum najczęściej z wyroku sądu przypada jednemu z małżonków, a drugi otrzymuje spłatę stosowną do wartości tego prawa.
Rozstający się małżonkowie mogą pojąć decyzję o przekształceniu statusu mieszkania z lokatorskiego na własnościowy, by np. sprzedać je, podzielić kwotę uzyskaną ze sprzedaży, jeśli dojdą do wniosku, że będzie to dla nich w sumie korzystniejsze niż działy obejmujące lokum o statusie lokatorskim.
Jeśli pieniądze na wkład mieszkaniowy na lokatorskie lokum pochodziły np. z darowizny na rzecz żony, z pieniędzy za odziedziczony plac itd., sąd rozliczy je jako nakład z majątku odrębnego na majątek wspólny. Jako nakład na majątek wspólny z majątku odrębnego traktuje się również wkład na przedmałżeńskie mieszkanie lokatorskie przekształcone następnie w czasie małżeństwa w prawo własnościowe, gdy wkład budowlany został uzupełniony z majątku dorobkowego.
Podczas rozliczania wartości wkładu lokatorskiego jako nakładu na mieszkanie, którego status w trakcie małżeństwa został przekształcony na własnościowy, przyjmuje się zasadniczo wartość wkładu mieszkaniowego zwracaną przez spółdzielnię w razie wygaśnięcia lokatorskiego prawa do mieszkania. Nie uwzględnia się w niej długu obciążającego członka z tytułu przypadającej na niego części kredytu zaciągniętego przez spółdzielnię na sfinansowanie kosztów budowy wraz z odsetkami.
Wartość zaś spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu ustala się wedle jego wartości rynkowej.
W praktyce w razie sporu, zarówno gdy chodzi o wycenę nakładów, jak i wartości praw objętych podziałem, sąd zleca wycenę rzeczoznawcy majątkowemu. To samo dotyczy ekspektatywy nabycia prawa do mieszkania czy domu.
Gdy sąd nakazał opuszczenie lokalu
Jeżeli w wyniku podziału majątku wspólnego sąd nakazał byłemu małżonkowi opuszczenie mieszkania w związku z przyznaniem prawa do niego drugiemu małżonkowi, to musi w tym samym wyroku rozstrzygnąć, czy opuszczającemu przysługuje prawo do lokalu socjalnego. Dostarczenie takiego lokalu obciąża gminę. To samo odnosi się do sytuacji, gdy nakaz dotyczy opuszczenia spółdzielczego mieszkania lokatorskiego, a także własnościowego.
http://www.rp.pl/artykul/113464.html
« Odpowiedź #75 dnia: Marzec 31, 2008, 12:04:24 pm »
Każdemu po połowie z wyjątkami
Udziały małżonków w majątku wspólnym są równe. W konsekwencji w razie ustania wspólności każde z małżonków ma prawo do połowy wartości tego majątku.
Jeśli wartość dóbr, które przypadną jednemu z nich, jest niższa, należy mu się od drugiego dopłata wyrównująca tę różnicę.
W niektórych sytuacjach jednak podział po równo byłby krzywdzący dla jednej ze stron. Dlatego wyjątkowo zarówno mąż, jak i żona może się domagać uwzględnienia przez sąd podczas ustalania udziałów stopnia, w którym każde z nich przyczyniło się do powstania majątku.
W skrajnych wypadkach sąd może całkowicie pozbawić jedno z małżonków udziału w tym majątku.
Ustalenie nierównych udziałów podczas podziału majątku dorobkowego wchodzi w rachubę, gdy:
- istnieje dysproporcja w przyczynieniu się do powstania majątku i jednocześnie,
- są ważne powody uzasadniające konieczność ustalenia nierównych udziałów.
Chodzi przy tym raczej o względy etyczne niż o sam wkład małżonka w gromadzenie majątku wspólnego. Ustalenie nierównych udziałów jest możliwe, gdy jeden z małżonków w sposób rażący i uporczywy nie przyczyniał się do powstania majątku stosownie do swych sił i możliwości zarobkowych.
Ważnym powodem ustalenia nierównych udziałów może być długoletnia separacja, podczas której każde z małżonków gospodarowało oddzielnie.
Nie uzasadnia ustalenia nierównych udziałów to, że majątek wspólny został zgromadzony wyłącznie dzięki wysokim zarobkom męża albo że żona przyczyniła się w większym stopniu do powstania majątku, bo jej zarobki były znacznie wyższe niż męża.
Oceniając, w jakim stopniu każdy z małżonków przyczynił się do powstania dorobku, sąd musi uwzględniać także nakład osobistej pracy przy wychowywaniu dzieci i we wspólnym gospodarstwie domowym. Jeśli więc np. żona nie pracowała zawodowo albo jej zarobki były wprawdzie dużo niższe niż męża, ale wychowywała dzieci, zajmowała się domem, to sąd uzna, że ich udziały w dorobkowym majątku są takie same. Ustalenie nierównych udziałów może uzasadniać sytuacja, gdy jeden z małżonków rażąco uchylał się od pomnażania dorobku rodziny, mimo możliwości i kwalifikacji nie podejmował pracy, która dałaby godziwe zarobki.
Z żądaniem ustalenia nierównych udziałów, tak samo jak o podział majątku dorobkowego, można wystąpić do sądu także kilka lat po rozwodzie czy orzeczeniu separacji. Zasadniczo właściwym czasem na zgłoszenie takiego żądania jest sprawa sądowa o podział majątku wspólnego.
http://www.rp.pl/artykul/113463.html
« Odpowiedź #76 dnia: Kwiecień 05, 2008, 12:30:36 am »
Matka też musi respektować wyrok
Marek Domagalski 04-04-2008,
Kontakty z dzieckiem skłóconych rodziców może poprawić twarde egzekwowanie werdyktów sądów rodzinnych oraz nakłady na kuratorów i psychologów
To wnioski z konferencji „Prawa rodziców »drugiej« kategorii”, zorganizowanej przez Fundację Helsińską. Okazją do dyskusji było przygotowanie przez Komisję Kodyfikacyjną projektu nowelizacji kodeksu rodzinnego i k.p.c., dotyczącej spraw między rodzicami i dziećmi.
– Przed sądem obrona praw stron (rodziców) jest zapewniona – problemy zaczynają się wraz z ich egzekucją. Wykonanie wyroku zależy wyłącznie od dobrej woli matki – powiedziała adwokat Anisa Gnacikowska, specjalistka prawa rodzinnego.
Najczęściej chodzi o utrudnienie przez matki kontaktu z dzieckiem. W ponad 95 proc. spraw to im powierza się opiekę nad dzieckiem. Nie pozbawia to jednak ojca prawa do kontaktów z dzieckiem – jest to zresztą nie tylko prawo rodzica, ale przede wszystkim dziecka.
Co grozi opornemu rodzicowi? Teoretycznie do 5 tys. zł grzywny (w praktyce zasądzane są kwoty do 1,5 tys.). Postępowanie o ukaranie może trwać i dwa lata, więc nawet bezrobotna może uzbierać na karę i dziecka „nie oddać”.
Czy zwiększyć środki przymusu? – Przymusowe przekazanie dziecka to rozdzierające sceny z udziałem kuratora, policji, karetki pogotowia – odwodziła od ostrzejszych sankcji Małgorzata Masiulanis, sędzia wizytator w sprawach rodzinnych.
Mec. Artur Zawadowski porównał polską egzekucję kontaktów z dziećmi z istniejącą w innych krajach. Wypadamy gorzej niż np. Węgrzy i Niemcy. Ci ostatni stosują ostrzejsze środki dyscyplinujące opornego rodzica, ale i skłonność do porozumienia rodziców jest tam większa. W USA w ogóle nie ma mowy o nierespektowaniu wyroków. Tam liczą się przede wszystkim dowody, a nie emocje.
Słabości obecnej procedury egzekwowania wyroków, zwłaszcza w stosunkach między rodzicami i dziećmi, świadomi są wszyscy. Dlatego we wspomnianej noweli dodano art. 582 1, który w celu zapewnienia wykonywania kontaktów pozwala sądowi opiekuńczemu m.in. odebrać od rodziców przyrzeczenia określonego zachowania (np. że ojciec spędzi z dzieckiem przynajmniej tydzień letnich i zimowych ferii). Rzecz w tym, wskazywał prof. Adam Zieliński, b. rzecznik praw obywatelskich, że o ile np. w krajach anglosaskich niedochowanie tego rodzaju przyrzeczeń skutkowałoby odpowiedzialnością karną, o tyle w Polsce, na razie, nie ma na to sankcji.
Większość panelistów była zgodna, że kary nie są rozwiązaniem. Inaczej uważają przedstawiciele tzw. organizacji ojcowskich. – Jedyną drogą jest zaostrzenie sankcji za niewykonanie wyroku sądu rodzinnego. Na szybką zmianę mentalności sędziów nie liczę – mówi Robert Kucharski. Na tę mentalność wskazuje też adwokat Jakub Jacyna. – Zauważamy tzw. biologizm antropologiczny u sędziów: matka = mleko, ojciec jest ewentualnym uzupełnieniem, zatem dziecko pozostaje przy matce.
Nowe propozycje legislacyjne mec. Jacyna ocenia jako krok we właściwym kierunku, ale proponuje wprowadzenie opieki naprzemiennej i takie zmiany procedury, które pozwolą na wydanie wyroku w rozsądnym terminie.
– Właśnie taki był cel tej konferencji – warto nie tylko czekać na zmiany proponowane przez rząd, ale też zgłaszać własne propozycje, podsumował dyskusję dr Adam Bodnar z Fundacji Helsińskiej.
http://www.rp.pl/artykul/115845.html
« Odpowiedź #77 dnia: Kwiecień 12, 2008, 08:08:33 pm »
Dłużnik za zobowiązania odpowiada swoim majątkiem osobistym. Jeśli zaciągnął zobowiązania za zgodą drugiego małżonka, to wówczas egzekucja będzie prowadzona z majątku wspólnego obojga.
Oboje małżonkowie mogą zaciągać zobowiązania w celu zaspokojenia zwykłych potrzeb rodziny. Chodzi tu o potrzeby całej rodziny oraz o potrzeby indywidualne poszczególnych jej członków, dotyczące zapewnienia im wyżywienia, ubrania, mieszkania, ochrony zdrowia, rozwoju duchowego i kulturalnego oraz wychowywania dzieci.
Zwykłe potrzeby rodziny
Za zobowiązania zaciągnięte przez jednego małżonka na ten cel odpowiadają oboje solidarnie. Jednakże z ważnych powodów sąd na żądanie jednego małżonka może postanowić, że za te zobowiązania odpowiada tylko ten małżonek, który je zaciągnął. Do takich ważnych powodów zalicza się postępowanie małżonka spowodowane jego lekkomyślnością, rozrzutnością, nieudolnością lub właściwością w stosunku do męża albo żony. Chodzi więc o postępowanie, które godzi w dobro rodziny, zagraża jej interesom oraz bytowi bądź poważnie narusza interesy drugiego małżonka. Za taki istotny powód uważa się również pozostawanie w faktycznej separacji przez małżonków (tzn. wówczas, gdy sąd nie orzekł jej) i ubezwłasnowolnienie męża (żony).
PRZYKŁAD: ZWYKŁE POTRZEBY RODZINY
Wydatkami na zaspokojenie zwykłych potrzeb rodziny są m.in. koszty żywności, odzieży, drobnych przedmiotów urządzenia domowego, środków czystości, pomocy szkolnych, wydatki na mieszkanie, np. opłaty za prąd, gaz, wodę, jego bieżącą konserwację i naprawę urządzeń domowych, a także na lekarstwa, prasę, opłatę abonamentu RTV i telefon. Nie zalicza się do nich wydatków na urządzenia trwałego użytku.
Zobowiązania jednego małżonka
Za swoje zobowiązania dłużnik odpowiada z majątku osobistego. Wierzyciel może się jednak domagać, aby egzekucja zadłużenia była prowadzona nie tylko z tego majątku, lecz również z jego wynagrodzenia za pracę lub dochodów uzyskanych przez dłużnika z innej działalności zarobkowej oraz z korzyści uzyskanych z praw autorskich i pokrewnych, praw własności przemysłowej oraz innych praw twórcy.
Tylko wówczas, gdy małżonek zaciągnął zobowiązania za zgodą drugiego małżonka, wierzyciel może domagać się zaspokojenia swoich roszczeń z majątku wspólnego małżonków.
Zgoda drugiego małżonka na zaciągnięcie zobowiązań może zostać wyrażona w dowolnej formie przed lub równocześnie z zaciągnięciem zobowiązania, a nawet już po jego zaciągnięciu. W tym ostatnim przypadku uważa się, że odpowiedzialność za dług zaciągnięty przez współmałżonka została rozciągnięta w sposób umowny na majątek wspólny obojga.
PRZYKŁAD: ZGODA MAŁŻONKA NA ZOBOWIĄZANIE
Wierzyciel wystąpił do sądu z wnioskiem o nadanie wyrokowi zasądzającemu zapłatę konkretnej kwoty klauzuli wykonalności przeciwko małżonkowi pozwanego. Otrzyma ją tylko wówczas, gdy udowodni, że dłużnik zaciągnął zobowiązanie za zgodą swojego małżonka. W dodatku małżonków musi łączyć wspólność majątkowa.
Aby mogła zostać prowadzona egzekucja z majątku osobistego dłużnika oraz z jego wynagrodzenia za pracę, innych jego dochodów oraz z korzyści uzyskanych z praw autorskich i pokrewnych, praw własności przemysłowej oraz innych praw twórcy, potrzebny jest tytuł wykonawczy wystawiony przeciwko dłużnikowi pozostającemu w związku małżeńskim. Gdyby zaś egzekucja była prowadzona na podstawie samego tytułu egzekucyjnego, to wówczas powinien on być wystawiony przeciwko dłużnikowi.
Tytułowi egzekucyjnemu może zostać nadana klauzula wykonalności przeciwko drugiemu małżonkowi. Wtedy egzekucja będzie prowadzona z całego majątku wspólnego obojga, a nie tylko z wchodzących w skład tego majątku: wynagrodzenia za pracę, innych dochodów dłużnika oraz z jego praw autorskich, pokrewnych, praw własności przemysłowej oraz innych praw twórcy. Natomiast egzekucja nie może być prowadzona z majątku osobistego małżonka dłużnika.
PRZYKŁAD: ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA ZOBOWIĄZANIA
W małżeństwie nastąpił faktyczny rozkład pożycia stron. Mąż zaciąga pożyczki rzekomo na remont wspólnego mieszkania, a pożyczone pieniądze zużywa na własne potrzeby. Wierzyciele chcą egzekwować zadłużenia ze wspólnego majątku małżonków. Żona może wystąpić do sądu o wydanie postanowienia, że za te zobowiązania odpowiada tylko ten małżonek, który je zaciągnął.
Klauzulę wykonalności sąd może nadać dopóki istnieje wspólność majątkowa między małżonkami. Nie jest natomiast istotne, czy majątek wspólny faktycznie istnieje i co wchodzi w jego skład. Takie stanowisko zajął Sąd Najwyższy w postanowieniu z 2 grudnia 1970 r. w sprawie sygn. akt II CZ 122/70, opublikowanym w OSNCP z 1971 r. nr 6, poz. 112.
Małżonek dłużnika może się bronić przed egzekucją, nawet wówczas, gdy sąd nada klauzulę wykonalności przeciwko niemu. W ramach powództwa przeciwegzekucyjnego może wykazać, że wierzycielowi nie należy się egzekwowane świadczenie. Ma prawo podnieść nawet te zarzuty, których wcześniej nie mógł podnieść jego współmałżonek (np. udowadniać, że wierzytelność wygasła, albo wskazać na zarzut potrącenia lub przedawnienia).
W czasie trwania wspólności ustawowej wierzyciel małżonka nie może żądać zaspokojenia z udziału, który przypadałby dłużnikowi wówczas, gdyby ustała wspólność majątkowa. Nie może też domagać się zaspokojenia z poszczególnych przedmiotów tego majątku.
Klauzulę wykonalności przeciwko małżonkowi dłużnika sąd może wydać również wówczas, gdy wierzytelności zostały zaciągnięte w związku z prowadzeniem firmy.
Odpowiedzialność za długi firmy
Wierzyciel nie ma obowiązku udowodnić, że dłużnik miał zgodę swojego małżonka na każde zobowiązanie, które zaciągał w związku z prowadzeniem działalności gospodarczej. Jednak mąż (żona) odpowiada tylko wówczas, gdy małżonków łączy wspólnota majątkowa. Za zobowiązania firmy majątkiem osobistym odpowiada przedsiębiorca, który prowadzi działalność gospodarczą jednoosobowo bądź jako wspólnik w ramach spółki cywilnej.
Odpowiedzialność małżonka za zobowiązania związane z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą zależy od tego, jaki zakres tej odpowiedzialności obciąża go w związku z działalnością firmy. Jeśli przedsiębiorca będący właścicielem jednoosobowej firmy wpisanej do ewidencji w gminie przestanie płacić zobowiązania w związku z prowadzeniem działalności gospodarczej, to wówczas wierzyciel może przeprowadzić egzekucję z majątku firmy lub z jego majątku osobistego.
Załóżmy, że przedsiębiorstwo wchodzi w skład majątku wspólnego przedsiębiorcy i jego żony (męża), a małżonków łączy wspólność ustawowa, bo nie mają intercyzy, czyli umowy o rozdzielności majątkowej. Mimo że przedsiębiorstwo stanowi majątek wspólny, a długi związane z działalnością zaciągał tylko przedsiębiorca, to wówczas wierzyciel ma prawo prowadzić egzekucję z majątku całej firmy. Powinien wówczas ubiegać się w sądzie o nadanie wyrokowi klauzuli wykonalności. Na przebieg egzekucji nie ma wpływu fakt, czy na zaciągnięcie zobowiązania wyraził zgodę małżonek przedsiębiorcy. Sąd, wydając klauzulę wykonalności przeciwko małżonkowi przedsiębiorcy, ograniczy jego odpowiedzialność do wchodzącego w skład majątku wspólnego przedsiębiorstwa.
Gdyby przedsiębiorca zaciągał inne zobowiązania niezwiązane z działalnością firmy, to wówczas odpowiedzialność za nie małżonka, z którym łączy go wspólność majątkowa, wygląda inaczej. Wierzyciel może wyegzekwować należność z majątku objętego wspólnotą małżeńską tylko wówczas, gdy małżonek wyraził zgodę na zaciągnięcie tego zobowiązania. Powinien jednak wystąpić do sądu o wydanie klauzuli wykonalności przeciwko małżonkowi dłużnika, udowadniając przy tym, że taka zgoda była.
Aby sąd nadał tytułowi egzekucyjnemu klauzulę wykonalności przeciwko małżonkowi dłużnika, wierzyciel musi okazać dokument urzędowy lub prywatny potwierdzający, że zaciągnięcie zobowiązania zostało dokonane za zgodą małżonka dłużnika
• Art. 30, 40, 41 ustawy z 25 lutego 1964 r. Kodeks rodzinny i opiekuńczy (Dz.U. nr 9, poz. 59 z późn. zm.).
Ostatnia aktualizacja: 2008-04-11 16:49
http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/13543,czy_zawsze_malzonek_musi_zaplacic_dlugi_drugiego_malzonka.html
« Odpowiedź #78 dnia: Kwiecień 16, 2008, 08:55:55 pm »
16.04.2008 /TVN24
Darowano mu wózek, fiskus zabierze podatek
Od 15 lat Janusz Świtaj jest sparaliżowany. Niedawno otrzymał specjalistyczny wózek, dzięki któremu może wydostać się poza cztery ściany swojego mieszkania. Jednak wózek stanowi darowiznę, od której trzeba zapłacić podatek. - Dostaje się w łeb za to, że się coś dobrego robi - oburza się Anna Dymna.
W zeszłym roku mężczyzna złożył w sądzie wniosek o eutanazję. Jednak teraz nie myśli już o śmierci. - Gdy się leży 15 lat w łóżku i nagle można jeździć, to daje to ogromną wolność - cieszy się z prezentu Janusz Świtaj.
Wózek jest podarunkiem, dzięki któremu mężczyzna może chodzić do liceum i pracować. A pracuje w fundacji Anny Dymnej "Mimo Wszystko", gdzie pomaga ludziom, którzy z różnych względów nie radzą sobie ze swoimi problemami. - To co zrobił dla innych ludzi jest nieocenione - chwali go Dymna.
Wózek jest wart 200 tys. złotych i stanowi darowiznę, jaką otrzymał Janusz Świtaj. I zgodnie z przepisami zapłaty podatku nie uniknie.
- Takie są przepisy podatkowe i nie pozostawiają wątpliwości. W przypadku darowizny konieczny jest do zapłacenia podatek - wyjaśnia Magdalena Kobos z Urzędu Skarbowego w Krakowie.
W tym przypadku kwota, jaką zabierze skarbówka to 40 tys. złotych. Zarówno Janusz Świtaj, jak i fundacja Anny Dymnej zapowiadają, że będą walczyć o umorzenie podatku.
16.04.2008 /TVN2
http://www.tvn24.pl/-1,1546323,wiadomosc.html
« Odpowiedź #79 dnia: Kwiecień 17, 2008, 10:38:14 pm »
Nie dość,że dostał wózek,mógł wreszcie po latach wydostać się z domu,to
40.tys zapłacić podatku od darowizny ? :puppydogeyes:
Absurd - ale takie mamy prawo-niestety :lzy:
Na temat Janusza Świtaja więcej informacji w wątku:
http://forum.darzycia.pl/topic,426.htm?start=20
Co sie stanie z naszymi dziećmi,jak nas zabraknie?
Czy lekarz może krytykować innego lekarza? -wyrok TK
« Odpowiedź #80 dnia: Kwiecień 23, 2008, 04:21:30 pm »
Ileż razy byliśmy świadkami pdoczas wizyt lekarskich, że jeden lekarz nie zgadzał się z diagnozą lub leczeniem poprzedniego lekarza, ale rączka rączkę myła? -poczytajcie co orzekł Trybunał Konstytucyjny o krytyce lekarza przez lekarza:
Takim przykładem była diagnoza ordynatora położnictwa, który stwierdził, że moja córka ma wadę serca, inny lekarz wpisał "szare dno oka" -wszystko okazałao się blefem, gdy skorzystalam z konsultacji w Instytucie Pediatrii.
Tam lekarka zażądała podania miejsca urodzenia dziecka (konkretnego szpitala) musiała choć prywatnie opie... ordynatora -a ja dodałam no tak etyka lekarska.
Dziś mogę cieszyć się wyrokiem TK, bo będzie dawał prawo uczciwym lekarzom do wytykania błędów współkolegom.
Przypomnę tu tylko postawę prof. Malca świetnego kardiochirurga, który wytykał błędy kolegom po fachu, poprawiał operacje serc dzieci po nich - niestety przegrał, musiał opuścić Instytytut Pediatrii a pomógł tylu dzieciom operując fachowo ich serduszka.
http://www.mojserwer.join.pl/art/GK221415P.pdf
http://forum.darzycia.pl/vp114587.htm#114587
TK: Zakaz krytykowania lekarzy niezgodny z konstytucją
mm 2008-04-23
Art. 52 kodeksu etyki lekarskiej nakazujący lekarzom "szczególną ostrożność" w opiniach o działalności zawodowej innego lekarza jest niezgodny z konstytucją - orzekli sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. Skargę do Trybunału złożyła Zofia Szychowska, lekarka z wrocławskiej Akademii Medycznej, która została ukarana za krytykę przeprowadzanych tam badań.
Sądy lekarskie stosują zbyt szeroką wykładnię przepisu kodeksu etyki lekarskiej, zabraniając prawdziwej i uzasadnionej interesem publicznym krytyki lekarzy - uznał w Trybunał Konstytucyjny.
Wykładnia tego przepisu musi się zmienić - mówiła sędzia TK Teresa Liszcz w uzasadnieniu wyroku.
Zofia Szychowska Siedem lat temu skrytykowała badania dzieci przeprowadzone przez kolegów-naukowców z wrocławskiej Akademii Medycznej. Władze uczelni ukarały ją za to naganą, a Naczelny Sąd Lekarski - upomnieniem. Powołano się przy tym się na art. 52 kodeksu etyki lekarskiej. Lekarka złożyła skargę do Trybunału Konstytucyjnego.
Zapis tego kontrowersyjnego kodeksu brzmi: "lekarz powinien zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o działalności zawodowej innego lekarza, w szczególności nie powinien publicznie dyskredytować go w jakikolwiek sposób".
Skargę poparł Rzecznik Praw Obywatelskich, natomiast o uznanie przepisów za zgodne z konstytucją wnieśli: przedstawiciel Sejmu i Naczelna Rada Lekarska.
Czy lekarz może krytykować innego lekarza
Na podstawie sprawy wrocławskiej lekarki Trybunał Konstytucyjny badał w środę, czy Kodeks Etyki Lekarskiej jest zgodny z konstytucją.
Dr hab. Zofia Szychowska pracuje na wrocławskiej Akademii Medycznej. Siedem lat temu w tygodniku "Angora" skrytykowała kolegów z uczelni, którzy - jej zdaniem - przeprowadzali niepotrzebne punkcje u dzieci - nie w celach leczniczych, ale wyłącznie badawczych. Okręgowy Sąd Lekarski ukarał ją za to naganą.
Doktor Szychowska uważa, że została ukarana niesprawiedliwie, a Kodeks Etyki Lekarskiej ogranicza konstytucyjną zasadę wolności słowa. W jej imieniu prawnicy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zaskarżyli do Trybunału Konstytucyjnego art. 52 pkt 2 Kodeksu ("Lekarz powinien zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o działalności zawodowej innego lekarza, a w szczególności nie powinien publicznie dyskredytować go w jakikolwiek sposób"). Stwierdzili m.in. że nie może istnieć zapis zakazujący publicznej krytyki, nawet gdy jej autor mówi prawdę i robi to w interesie publicznym.
W środę przed Trybunałem Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, bronił kodeksu, tłumacząc, że nie chodzi o zakaz krytyki, tylko o umiar i ostrożność.
Prawnicy Fundacji tłumaczyli, że doktor Szychowska zanim wypowiedziała się w gazecie, dyskutowała z władzami uczelni i opublikowała na ten temat pracę naukową. - Świadczy to o jej zaangażowaniu w sprawę i o tym, że jej celem nie było dyskredytowanie konkretnych osób, ale rozwiązanie problemu - przekonywał mecenas Maciej Bernatt.
Trybunał ogłosi wyrok 23 kwietnia Gazeta Wyborcza Wrocław
« Odpowiedź #81 dnia: Kwiecień 23, 2008, 06:03:38 pm »
i słusznie Ta Pani Doktór zrobiła,trzeba upominać i karać wszelakie uchybienia i wszelakie parciarstwo.Lekarz nie jest nieomylny. :non:
« Odpowiedź #82 dnia: Kwiecień 23, 2008, 07:43:52 pm »
"Wyrok Trybunału to początek końca lekarskich patologii"
LEKARZE MOGĄ KRYTYKOWAĆ BŁĘDY KOLEGÓW
- Wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu krytyki lekarzy przez kolegów, to krok w dobrym kierunku – zgodzili się goście "Magazynu 24 godziny". – To być może początek końca patologii w ramach korporacji – oceniła Joanna Mucha (PO).
Za niezgodny z konstytucją Trybunał Konstytucyjny uznał przepis kodeksu etyki lekarskiej, nakazujący lekarzom "szczególną ostrożność" w opiniach o działalności zawodowej innego lekarza (czytaj więcej niżej)
- Wyrok jest wyjątkowy, bo dotyczy nie samego artykułu kodeksu etyki lekarskiej, tylko jego wykładni stosowanej przez sądy lekarskie. Dziś sąd musi zbadać dokładnie, czy krytyka jest rzetelna, i wtedy nie ma prawa za nią ukarać – zauważył Bolesław Piecha (PiS).
"Sądy ograniczały prawo do krytyki"
Także Marek Balicki (SdPl) cieszy się z orzeczenie Trybunału. – Z jednej strony rzecz dotyczy swobody wypowiedzi, z drugiej ochrony dobrego imienia. Sądy zwykle ograniczały prawa do swobodnej krytyki – przyznał.
– To jedna z tych rzadkich chwil, gdy się zgadamy, że to być może jest początek końca patologii w ramach korporacji. – oceniła Mucha. – Idziemy w kierunku, w którym coraz bardziej jest możliwe kwestionowanie decyzji podętych przez innych lekarzy. A brak krytyki prowadzi do obniżenia standardów – dodała.
Zaskarżony do TK przepis kodeksu etyki lekarskiej stanowi, iż "lekarz powinien zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o działalności zawodowej innego lekarza, w szczególności nie powinien publicznie dyskredytować go w jakikolwiek sposób".
Według orzeczenia TK, przepis jest niekonstytucyjny "w zakresie, w jakim zabrania prawdziwej i sprawowanej w interesie publicznym krytyki" lekarzy.
Lekarz może krytykować innego lekarza.
Ogłaszający wyrok prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień stwierdził, że sporny artykuł Kodeksu Etyki Lekarskiej jest niezgodny m.in. z art. 54. ust. 1 konstytucji. Mówi on, że "każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji". W opinii Trybunału, przepis z KEL niezgodny jest także z art. 31, ust. 3. i art. 17. ust 1. polskiej konstytucji. Ten pierwszy mówi, że jakiekolwiek ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie. I to tylko "dla zachowania bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób".
Trybunał uznał także, że sądy lekarskie stosują zbyt szeroką wykładnię przepisu kodeksu etyki lekarskiej, zabraniając prawdziwej i uzasadnionej interesem publicznym krytyki lekarzy. Jednocześnie podkreślił, że wykładnia ta musi się zmienić.
Zadowolony z orzeczenia TK jest prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Według niego Trybunał znalazł złoty środek pomiędzy prawem do krytykowania i wolnością wypowiedzi a ochroną interesu w postaci zaufania do lekarzy. - Nie można zakładać, że bronimy zaufania do lekarzy, zabraniając wszelkiej krytyki, nawet krytyki opartej na prawdzie - tłumaczył Hołda. Ponadto, jego zdaniem, orzeczenie sprawi, że ożywi się dyskusja o służbie zdrowia i samych lekarzach.
Lekarz - oskarżyciel
Skargę złożyła Zofia Szychowska, lekarka z wrocławskiej Akademii Medycznej. Siedem lat temu skrytykowała ona badania dzieci przeprowadzone tam przez kolegów-naukowców.
Władze uczelni ukarały ją za to naganą, a Naczelny Sąd Lekarski - upomnieniem. Powołano się przy tym się na art. 52 kodeksu etyki lekarskiej. Przepis ten stanowi, iż "lekarz powinien zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o działalności zawodowej innego lekarza, w szczególności nie powinien publicznie dyskredytować go w jakikolwiek sposób".
RPO popiera skargę, Sejm i samorząd lekarski - przeciw
Lekarz wszelkie uwagi o dostrzeżonych błędach w postępowaniu innego lekarza powinien przekazać przede wszystkim temu lekarzowi. Jeżeli interwencja okaże się nieskuteczna albo dostrzeżony błąd lub naruszenie zasad etyki powoduje poważną szkodę, konieczne jest poinformowanie organu izby lekarskiej.
Art. 52 Kodeksu Etyki Lekarskiej
Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji
Skargę poparł Rzecznik Praw Obywatelskich, natomiast o uznanie przepisów za zgodne z Konstytucją wnieśli przedstawiciel Sejmu i Naczelna Rada Lekarska.
Jak argumentowała reprezentująca skarżącą mec. Anna Maria Niżankowska, zaskarżony przepis "stanowi tamę dla wszelkich krytycznych wypowiedzi lekarzy na temat innych lekarzy". - Trzeba się zastanowić, co oznacza słowo dyskredytować. Przecież każda krytyka, nawet oparta na faktach, prowadzi do obniżenia zaufania i dyskredytacji osoby, której dotyczy - mówiła Niżankowska. Dodała, że osoby nie będące lekarzami, mogą swobodnie wyrażać krytyczne opinie.
Dlatego, w opinii Niżankowskiej, "poprzez ograniczenie dyskusji uniemożliwia się pacjentom uzyskanie wiedzy na temat działalności lekarzy".
Występujący również w imieniu skarżącej mec. Zbigniew Hołda zaznaczył, że słowa z kwestionowanego przepisu mówiące o dyskredytacji "w jakikolwiek sposób" oznaczają, iż może to nastąpić także w sposób "nieświadomy i niecelowy".
Zdaniem prawników przedstawiających skargę, przepisy zawarte w Kodeksie etyki lekarskiej, mimo że mają charakter norm etycznych, to jednak stanowią dopełnienie norm prawnych zawartych w ustawie o izbach lekarskich. Dlatego mogą podlegać ocenie TK odnośnie ich zgodności z Konstytucją.
Prezes NRL: Nie ograniczamy wolności słowa
W odpowiedzi na argumenty skargi prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł replikował, że "publiczne dyskredytowanie, to intencjonalne wypowiedzi, które mają na celu pogorszenie wizerunku innego lekarza i właśnie to jest zabronione". Według Radziwiłła, "absolutnie nie można zarzucić środowisku lekarskiemu, że próbuje ograniczyć wolność słowa".
- Kwestionowany artykuł nie ma na celu ochrony dobrego imienia lekarzy, tylko przede wszystkim ochronę interesu pacjentów, którzy po to żeby mogli być z powodzeniem leczeni powinni mieć zaufanie do tych, którzy ich leczą - mówił.
Zdaniem prezesa NRL dyskusja nad dylematami medycznymi powinna odbywać się wśród specjalistów. - Przenoszenie takiej dyskusji na forum mediów nie służy rozwiązaniu tematu, narusza za to poczucie bezpieczeństwa publicznego - ocenił.
Reprezentujący Sejm poseł Stanisław Pięta powiedział natomiast, że należy odróżnić krytykę od dyskredytacji. - Nie każda krytyka, np. w dyskusji naukowej, musi prowadzić do dyskredytacji - zaznaczył.
mon, prm/sk//mat
« Odpowiedź #83 dnia: Kwiecień 23, 2008, 07:51:21 pm »
:ok: :tekno: SłUSZNY wyrok wydał Sąd,brawo,coś się może teraz zmieni. :ok:
« Odpowiedź #84 dnia: Kwiecień 24, 2008, 02:53:33 pm »
Lekarzowi wolno krytykować kolegę
Jolanta Kroner 24-04-2008,
Całkowity zakaz opartej na prawdzie i uzasadnionej krytyki działań lekarza dokonanej przez innego medyka jest niekonstytucyjny
Tak Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął wczoraj głośny problem zakazu wszelkiej krytyki lekarzy odnoszącej się do działalności zawodowej ich kolegów (sygn. SK 16/07).
Zakaz wyprowadzany był z przepisu kodeksu etyki lekarskiej, który powiada, że „lekarz powinien zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o działalności zawodowej innego lekarza, w szczególności nie powinien publicznie dyskredytować go w jakikolwiek sposób”. W praktyce izb i sądów lekarskich przepis traktowany był jako zakaz wszelkiej krytyki innego lekarza, bo może ona być dla lekarza dyskredytująca i naruszać jego autorytet. A za to groziły sankcje, z zakazem wykonywania zawodu włącznie. Trybunał uznał, że takie rozumienie normy kodeksu etyki lekarskiej narusza jedno z podstawowych praw obywatelskich – wolność słowa i krytyki. Jest też niezgodne z prawem do rozpowszechniania oraz pozyskiwania informacji o lekarzu, któremu ludzie powierzają zdrowie i życie.
Sprawę wniosła do Trybunału dr hab. n. med. Zofia Sz., która zakwestionowała metody stosowane przez swoją szefową – profesora pediatrii. Chodziło o zabiegi stosowane u dzieci po wirusowym zapaleniu opon mózgowych. Nie służyły one leczeniu, lecz badaniom naukowym i dokonywane były bez zgody rodziców. Na te informacje nie zareagowała ani Akademia Medyczna, ani samorząd lekarski. Sama Zofia Sz. została natomiast postawiona przed sądem dyscyplinarnym i ukarana upomnieniem.
Kiedy Zofia Sz. opublikowała dwa wywiady w „Angorze” na temat metod działania szefowej, zrobiono jej drugą dyscyplinarkę. I znów przegrała: lekarskie sądy ukarały ją za naruszenie zakazu krytyki. W swojej skardze do TK pisała, że jest to naruszenie wolności słowa i prawa do krytyki.
Trybunał przyznał jej rację: choć wolności te podlegają ograniczeniom, to reglamentacja musi być zgodna z konstytucją. Ochrona dobrego imienia i autorytetu lekarza nie może być ważniejsza niż potrzeby ochrony zdrowia i ochrona interesu publicznego.
Kluczowe w tej sprawie było rozróżnienie znaczenia słów „dyskredytować” i „krytykować”. Krytyka zakłada element analizy i oceny prawidłowości zachowania – wyjaśniała sędzia sprawozdawca Teresa Liszcz – natomiast dyskredytacja wiąże się z intencją podważenia autorytetu określonej osoby.
Wyrok nie wymaga zmiany przepisu, tylko innej interpretacji. Dla Zofii Sz. oznacza możliwość wznowienia sprawy.
Opinia: prof. Marek Safjan, były prezes Trybunału Konstytucyjnego
Spodziewałem się takiego wyroku. Chodziło o przepis bezzasadnie uniemożliwiający informowanie także o lekarskich błędach lub naruszaniu standardów zawodowych.
Art. 52 kodeksu etyki lekarskiej w dotychczasowej interpretacji nadmiernie chronił lojalność wśród lekarzy. Podstawowym nakazem etycznym lekarzy jest dbałość o dobro osób leczonych lub poddawanych innym zabiegom. Jeżeli zagrożone są podstawowe ich interesy, życie lub zdrowie, to inne względy powinny ustąpić. Jestem przekonany, że dzięki orzeczeniu TK w razie kolizji interes pacjenta zawsze wygra.
http://www.rp.pl/artykul/124964.html
Nieetyczne kodeksy etyczne
kif 24-04-2008,
Zakaz publicznego krytykowania przez lekarza jego kolegi po fachu to nie pierwszy przypadek, gdy w kodeksie etyki zawodowej zapisano obowiązki sprzeczne z prawem.
Warto przypomnieć sprawę Krajowej Rady Notarialnej, która w takim kodeksie zawarła zapis wymuszający na rejentach pobieranie taksy w maksymalnej wysokości. Proponowanie klientom niższego wynagrodzenia uznane zostało za przejaw nieuczciwej konkurencji.
Sąd Najwyższy nie pozostawił wówczas na notariuszach suchej nitki – stwierdził, że działania samorządu stanowią rażące naruszenie prawa i godzą w interesy klientów, a zawieranie takich postanowień w kodeksie etycznym jest... nieetyczne. Podobny problem dotyczył architektów – warszawska izba, powołując się na zasady etyki, ustaliła minimalne wynagrodzenia za prace projektowe i usługi architektoniczne. Ceny niższe niż wskazane były niedopuszczalne.
O ile w przypadku lekarzy doszło do naruszenia podstawowych praw obywatelskich – wolności słowa – o tyle działania notariuszy i architektów godziły w rynkową konkurencję. Jednak wszystkie te przypadki mają wiele wspólnego – są efektem źle pojętej solidarności zawodowej, do której, co gorsza, wszyscy przedstawiciele danej korporacji muszą się dostosować. Także lekarze ceniący sobie wolność słowa.
Myli się bowiem ten, kto sądzi, że kodeksy etyczne to zakurzone annały, których nieprzestrzeganie może ujść na sucho. Po pierwsze – obowiązują wszystkich wykonujących zawód, bo w wielu branżach przynależność do korporacyjnego samorządu jest obowiązkowa. Po drugie – niepokornym grożą kary dyscyplinarne, począwszy od upomnienia, a skończywszy na pozbawieniu prawa wykonywania zawodu.
Jeśli więc ktoś chce działać zgodnie z prawem, a wbrew kodeksowi etyki, to naraża się korporacji. Tym większe ukłony dla tych, którzy potrafili się wyłamać i wnieść skargę do Trybunału.
http://www.rp.pl/artykul/124943.html
« Odpowiedź #85 dnia: Kwiecień 26, 2008, 12:56:47 pm »
Groźba masowego kwestionowania ojcostwa
BADANIA DNA POZWOLĄ UNIEWAŻNIĆ WCZEŚNIEJSZE ORZECZENIA SĄDU
Szykowane zmiany w prawie pozwolą unieważnić uznanie ojcostwa na podstawie badań DNA nawet po wielu latach, a nie - jak dotychczas - najwyżej po roku. Wielu formalnych ojców liczy na rewizję swego statusu.
Kończy się konsultowanie radykalnych zmian w kodeksie rodzinnym. Nowela przyjmuje zasadę, że ojcostwo oparte będzie na rzeczywistym związku biologicznym z dzieckiem (więzy krwi), a nie na dobrej woli uznającego i matki.
Ojcowie, którzy swego czasu uznali dzieci za swoje będą się teraz z tego wycofywać.
Zwykle odmawia odwołania uznania ojcostwa, podając, że nie wymaga tego dobro dziecka ani ochrona interesu społecznego .
Henryk Walkowiak, adwokat
- Zrobiłem niedawno badania DNA i okazało się, że nie jestem biologicznym ojcem syna. Złożyłem pozew o unieważnienie uznania, ale spóźniłem się o rok, tymczasem płacę alimenty - przyznaje Michał Z. po przeczytaniu publikacji o proponowanych zmianach w kodeksie rodzinnym.
W razie sporu praktycznie decydujące będą badania DNA, które pozwalają wykluczyć lub potwierdzić ojcostwo z prawie stuprocentową pewnością. Badanie kosztuje ok. 1,5 tys. zł.
Dotychczas prawo po stronie matki
Teraz rodzice trafiają na prawne ograniczenia przy odwoływaniu uznania swego statusu. Mogą to zrobić tylko w ciągu roku od uznania dziecka powołując się na wady oświadczenia woli (błąd, podstęp, groźbę). Z pozwem może też wystąpić prokurator. – Zwykle odmawia, podając, że nie wymaga tego dobro dziecka ani ochrona interesu społecznego – sygnalizuje adwokat Henryk Walkowiak.
Rewolucyjna zmiana = niebezpieczny przepis
Kwestionujący swoje ojcostwo mężczyźni mogliby podważać je dużo później, po uzyskaniu wyniku DNA aż do osiągnięcia przez dziecko pełnoletności.
W uzasadnieniu noweli napisano, że projektowany przepis (art. 78) ma być w założeniu wyrazem kompromisu między zasadą ustalenia ojcostwa zgodnie z „prawdą genetyczną”, a ochroną dobra dziecka przez stabilizację stanu cywilnego.
Za ryzykowny uważa się jednak art. 8 noweli, który stanowi o tym, że jego przepisy mają być stosowane także do stosunków powstałych przed jej wejściem w życie.
hjk//tr
Śluby udzielone niezgodnie z prawem mają być ważne
« Odpowiedź #86 dnia: Maj 09, 2008, 10:49:15 am »
ZMIANA PRAWA | PRAWO RODZINNE | Nowelizacja ustawy o aktach stanu cywilnego
Rząd zalegalizuje śluby zawarte przed źle powołanym urzędnikiem.
Aż 357 kierowników i ich zastępców w całej Polsce zostało nieprawidłowo powołanych. W konsekwencji kilkaset tysięcy ślubów i aktów stanu cywilnego może zostać unieważnionych przed sądami powszechnymi. O zjawisku tym Gazeta Prawna napisała jako pierwsza we wrześniu 2007 r. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych chce ustawowo zalegalizować małżeństwa zawarte przed wadliwie powołanymi kierownikami USC.
Prawie 400 kierowników i zastępców urzędów stanu cywilnego nie ma uprawnień do udzielania ślubów. Unieważnienie małżeństw przed sądami może oznaczać lawinę roszczeń odszkodowawczych wobec Skarbu Państwa. Jest projekt ustawy przywracający moc prawną czynnościom dokonanym przez niewłaściwie powołanych kierowników USC.
Istnieje ryzyko, że kilkadziesiąt tysięcy ślubów cywilnych, pośrednio także kościelnych oraz aktów stanu cywilnego może zostać unieważnionych przed sądami powszechnymi. Wszystko przez niewłaściwe powołanie kierowników urzędów stanu cywilnego i ich zastępców.
Konieczna abolicja
Resort spraw wewnętrznych i administracji chce temu zapobiec. Przygotował projekt nowelizacji ustawy z 1986 r. Prawo o aktach stanu cywilnego (Dz.U. z 2004 r. nr 161, poz. 1688 oraz z 2007 r. nr 21, poz. 125 i nr 181, poz. 1287), który legalizuje z mocą wsteczną czynności dokonywane przez wadliwe powołanych kierowników USC. Z proponowanego art. 4 wynika, że czynności dokonane przez kierowników USC i ich zastępców powołanych bez wymaganych konkursów będą uznane za dokonane przez uprawniony organ. Chodzi o działania urzędników od 7 sierpnia 2005 r. do dnia wejścia w życie nowelizacji.
Głównym powodem wprowadzenia abolicji jest liczba wadliwie powołanych kierowników (zastępców) USC. Okazało się, że jest ich 357. Unieważnienie małżeństw przed sądami może oznaczać lawinę roszczeń odszkodowawczych wobec organów administracji winnych zaniedbań. Resort chce więc jednym przepisem przeciąć wątpliwości prawne.
Według Elżbiety Michałowskiej-Dec, sędzi z Sądu Okręgowego w Lublinie, pod względem moralnym i ekonomicznym abolicja jest uzasadniona, zwłaszcza że w grę wchodzi ważność wielu małżeństw.
- Natomiast pod względem prawnym abolicja musi budzić poważne wątpliwości - wskazuje sędzia. Według niej dotychczasowe przepisy nie przewidują uzdrowienia tak szczególnej czynności jak jak małżeństwo.
- Przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego ściśle określają, że oświadczenia przyszłych małżonków muszą być złożone przed kierownikiem USC. Jest to przesłanka zawarcia małżeństwa. Złożenie oświadczeń przed innym pracownikiem USC, bo tak należy traktować wadliwie powołanych kierowników, oznacza, że małżeństwo nie istnieje w świetle prawa. Zatem każda osoba może wystąpić z powództwem o ustalenie nieistnienia małżeństwa - wskazuje sędzia Elżbieta Michałowska-Dec.
Abolicję usprawiedliwia jednak wielu prawników. Ich zdaniem, wynika ona z ostrożności i chęci jednorazowego przecięcia wątpliwości dotyczących ważności małżeństw.
- W sytuacji, gdy tego rodzaju zabieg wzmacnia ochronę praw obywateli, uważam, że jest to dopuszczalne - mówi prof. Zbigniew Kmieciak z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego.
Dodaje, że według niego przepis można rozumieć dwojako.
- Może to być sanacja tych czynności (uzdrowienie), a więc przywrócenie skutków prawnych temu, co było nieważne od początku albo też może to być potwierdzenie ważności tych czynności. Wydaje się, że chodzi raczej o potwierdzenie ważności tych czynności - wskazuje prof. Zbigniew Kmieciak.
Podobnie uważa prof. Michał Kulesza z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.
- Takie rozwiązanie jest absolutnie potrzebne, zwłaszcza że wadliwe powołanie kierowników urzędów stanu cywilnego było powszechną praktyką. To jest wyjątkowa sytuacja i państwo nie może przerzucać na obywateli wątpliwości prawnych dotyczących niejasnego prawa - mówi prof. Michał Kulesza.
Ochrona małżeństw
Po stronie władz i petentów była świadomość, że kierownik USC jest prawnie umocowany do wykonywania swych funkcji.
- To nie był indywidualny błąd, jeśli nawet sam Sąd Najwyższy miał wątpliwości w tej sprawie i jego orzecznictwo było rozbieżne - podkreśla prof. Michał Kulesza.
- Uważam, że w takich przypadkach należy opierać się na zasadzie ochrony praw nabytych. W sytuacji, w której doszło do dokonania czynności rodzącej skutki prawne i nawet była wada formalna (np. brak konkursu), to przyjmuje się, że trzeba chronić interes i prawa nabyte adresata tych czynności - mówi prof. Zbigniew Kmieciak.
Ustawowa sanacja czynności może paradoksalnie wprowadzić jeszcze większe zamieszanie. Ministerstwo wprost przyznaje bowiem, że czynności można unieważnić z powodu błędów w procedurze naboru urzędnika.
- Mamy przecież sprawę Anny Streżyńskiej, prezesa UKE, która także została powołana poza konkursem. Sądy administracyjne nie uwzględniły tego typu zarzutów, opierając się na domniemaniu ważności aktu. Natomiast teraz ministerstwo daje niechcący taki sygnał, że można podważać akt ze względu na wady proceduralne związane z powołaniem danej osoby do pełnienia danej funkcji - uważa dr Krzysztof Wąsowski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.
Wielu prawników w przyszłości chętnie skorzysta z tego przykładu dowodząc, że akt jest nieważny, bo wydający go urzędnik był nieprawidłowo powołany.
Autor: Ewa Grączewska-Ivanova
« Odpowiedź #87 dnia: Maj 25, 2008, 01:25:40 pm »
Prawo rodzina - prawo dla matek
http://www.fundacjamama.pl/index.php?option=com_content&task=blogcategory&id=24&Itemid=77
« Odpowiedź #88 dnia: Czerwiec 04, 2008, 09:40:38 pm »
Zasiłek opiekuńczy także dla ubezpieczonych dobrowolnie
Krystyna Tymorek 04-06-2008
Indywidualni przedsiębiorcy, zleceniobiorcy i chałupnicy będą wkrótce mogli wziąć to świadczenie na zdrowe dziecko w razie np. nieprzewidzianego zamknięcia przedszkola
Za dwa tygodnie będą bowiem otrzymywać to świadczenie na takich samych zasadach co pracownicy. To efekt zmiany z 11 kwietnia 2008 r. (DzU nr 93, poz. 582) ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa. Nowelizacja zrealizowała wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 6 marca 2007 r. (P 45/06; DzU z 2007 r. nr 47, poz. 318). (...)
ZUS już realizował
Od 16 marca 2007 r. ZUS przyznawał już zasiłki opiekuńcze ubezpieczonym dobrowolnie nawet z mocą wsteczną, jeśli odpowiednio udokumentowali do nich prawo. Formalnym wyrazem akceptacji wyroku Trybunału jest opisywana nowela. Poszła ona jednak dalej, dając ubezpieczonym dobrowolnie prawo do tego zasiłku również na zdrowe dzieci do ośmiu lat, np. w razie nagłego zamknięcia przedszkola.
Jakie zasady
Na mocy znowelizowanej ustawy chorobowej zasiłek opiekuńczy przysługuje ubezpieczonemu chorobowo (obowiązkowo lub dobrowolnie) zwolnionemu od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki nad:
> dzieckiem do ukończenia ośmiu lat w razie:
– nieprzewidzianego zamknię- cia żłobka, przedszkola lub szkoły; nieprzewidziane jest zamknięcie tych placówek, o którym zainteresowany dowiedział się w terminie krótszym niż siedem dni naprzód,
– porodu lub choroby małżonka stale opiekującego się potomkiem, jeżeli poród lub choroba uniemożliwia sprawowanie opieki,
– pobytu małżonka stale opiekującego się dzieckiem w stacjonarnym zakładzie opieki zdrowotnej,
> chorym dzieckiem do ukończenia 14 lat; za dzieci uważa się dzieci własne ubezpieczonego lub jego małżonka oraz przysposobione i obce przyjęte na wychowanie lub utrzymanie,
> innym chorym członkiem rodziny: małżonkiem, rodzicami, teściami, dziadkami, wnukami, rodzeństwem oraz dziećmi w wieku ponad 14 lat, jeżeli pozostają we wspólnym gospodarstwie domowym z ubezpieczonym.
Zasiłek opiekuńczy przysługuje bez okresu wyczekiwania jedynie w trakcie ubezpieczenia chorobowego. Po ustaniu ubezpieczenia nie należy się. Jest wypłacany przez okres zwolnienia od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki, nie dłużej jednak niż przez:
- 60 dni w roku kalendarzowym, gdy chodzi o opiekę nad dziećmi do 14 lat,
- 14 dni – nad innymi chorymi członkami rodziny.
http://www.rp.pl/artykul/143112.html
« Odpowiedź #89 dnia: Czerwiec 27, 2008, 09:09:29 pm »
Sąd umożliwi spotykanie się z wnukami
Izabela Lewandowska 27-06-2008
Jeśli jedno z rodziców przeszkadza w kontaktowaniu się dzieci z dziadkami, mogą oni zwrócić się do sądu rodzinnego o przyznanie im prawa do tych kontaktów
Sąd Najwyższy rozstrzygnie, czy uregulowanie tej kwestii jest równoznaczne z ograniczeniem władzy rodzicielskiej rodziców czy też nie wpływa na jej uszczuplenie, a co za tym idzie, czy w takich sprawach sąd orzeka jednoosobowo czy też w składzie jednego sędziego zawodowego i dwóch ławników.(...)
Całość: http://www.rp.pl/artykul/154585.html
« Odpowiedź #90 dnia: Lipiec 16, 2008, 08:41:43 pm »
Matką ma być tylko ta kobieta, która urodziła
Izabela Lewandowska 16-07-2008
W dobie zapłodnienia in vitro starożytna zasada, że matka jest zawsze pewna, traci na znaczeniu. Rząd precyzuje przepisy o macierzyństwie
Nie chodzi jednak o rozstrzygnięcie odwiecznego dylematu, czy macierzyństwo przypisać raczej kobiecie, która dziecko wychowała. Rząd chce wprowadzenia do polskiego prawa jednoznacznej zasady, że matką jest tylko ta, która urodziła.
Tę zmianę dyktuje postęp w dziedzinie medycyny. Nowe jest także podejście do kwestii ojcostwa. Te oraz wiele innych innowacji przyniesie obszerna nowelizacja kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (k.r.o.), której projekt został przyjęty przez Radę Ministrów.
Ciąża i geny
K.r.o. nie zajmował się dotychczas praktycznie kwestią macierzyństwa, w myśl rzymskiej reguły, że matka jest zawsze pewna. Wskutek rozwoju nauki dziecko może mieć inną matkę zastępczą, tę, co urodziła, i inną genetyczną. W projekcie proponuje się, by matką była zawsze ta, co urodziła.
Zupełna nowość to możliwość zaprzeczenia macierzyństwa. Ma wchodzić w rachubę tylko wówczas, gdy dana kobieta dziecka nie urodziła. Z takim żądaniem będzie mógł zwrócić się do sądu mężczyzna, którego ojcostwo zostało ustalone z uwzględnieniem macierzyństwa danej kobiety. Taką możliwość będą mieli także prawdziwa matka, dziecko po dojściu do pełnoletności oraz prokurator. Mąż matki nie będzie mógł zaprzeczyć ojcostwu, jeżeli dziecko zostało poczęte w następstwie zabiegu medycznego, na który wyraził zgodę. Teraz jest to dopuszczalne. Z kolei o uznaniu przez mężczyznę dziecka pozamałżeńskiego ma decydować nie, jak dotychczas, jego dobra wola, ale faktyczne biologiczne ojcostwo. Matka dziecka musi potwierdzić, że ten mężczyzna jest rzeczywistym ojcem. Urzędnik stanu cywilnego odmówi przyjęcia oświadczenia o uznaniu, jeśli poweźmie co do tego wątpliwość. W takim wypadku i matka, i ojciec mogą przeprowadzić test DNA. Ten bowiem potwierdza pokrewieństwo lub praktycznie je wyklucza. Mogą też wystąpić do sądu o ustalenie ojcostwa.
Niezależnie od władzy rodzicielskiej nowe przepisy zagwarantują rodzicom prawo do kontaktów z dzieckiem. Chodzi przede wszystkim o odwiedziny, spotkania, zabieranie poza miejsce jego stałego pobytu, bezpośrednie porozumiewanie się z nim, prowadzenie korespondencji, korzystanie z innych środków porozumiewania się na odległość.
Przepisy o kontaktach z dzieckiem, ich ograniczeniach i ewentualnym zakazie styczności będą odnosiły się również do rodzeństwa, dziadków i powinowatych, a także innych osób, jeśli sprawowały przez dłuższy czas pieczę nad dzieckiem.
Do istotniejszych nowości należy możliwość nadania dziecku podwójnego nazwiska, jeśli jego rodzice nie mają wspólnego. Będą mogli także zadecydować o nadaniu tylko nazwiska ojca albo tylko matki.
Jeśli sąd ustala ojcostwo, a rodzice nie dojdą do porozumienia w kwestii nazwiska dziecka, będzie ono miało nazwisko podwójne. Obecne przepisy nie wyznaczają kresu obowiązków alimentacyjnych rodziców. Zobowiązują ich do utrzymywania dziecka, „które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie”.
Nowe pozwolą rodzicom odmówić alimentowania dziecka pełnoletniego, jeśli wiąże się z nadmiernym uszczerbkiem dla nich, a także gdy dziecko nie stara się o uzyskanie samodzielności finansowej. Osoba zobowiązana będzie mogła także odmówić alimentów, jeśli żądanie ich w konkretnej sytuacji jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
prof. Elżbieta Holewińska-Łapińska, UW i Instytut Wymiaru Sprawiedliwości
W prawie rodzinnym konieczne są przede wszystkim zmiany dotyczące kwestii pochodzenia dziecka. Mają uzasadnienie głównie w postępie nauk przyrodniczych. Ponieważ badania genetyczne pozwalają praktycznie na ustalenie pokrewieństwa, przepisy o uznaniu ojcostwa abstrahujące od stanu rzeczywistego są nie do utrzymania. Z kolei ingerencje medyczne w problem macierzyństwa wymuszają prawne uregulowanie tej kwestii. Doniosłe znaczenie będą miały przepisy regulujące sprawy osobistych kontaktów dziecka, zwłaszcza z dziadkami i innymi osobami bliskimi. Kodeks nie daje dziś dostatecznych podstaw do ich kształtowania. W nowelizacji zabrakło przepisów, które dotyczyłyby pieczy zastępczej, dotychczas “przerzucanej” między resortami oświaty oraz pracy i polityki społecznej. Prawne ramy tej pieczy powinny znaleźć się w akcie o randze kodeksu.
http://www.rp.pl/artykul/163212.html
« Odpowiedź #91 dnia: Lipiec 21, 2008, 07:35:28 am »
Koniec z "wynajmowaniem brzuchów"
Koniec z "wynajmowaniem brzuchów" i uznawaniem nie swoich dzieci, zapowiada "Gazeta Wyborcza". Dziennik pisze, że w myśl nowych przepisów matką będzie tylko kobieta, która urodziła dziecko, a genetyczna matka nie będzie miała żadnych praw. Z ojcem na odwrót - musi być genetyczny.
Takie przepisy o macierzyństwie i ojcostwie rząd skierował właśnie do Sejmu w ramach nowelizacji kodeksu rodzinnego. To odpowiedź m.in. na problemy związane z zapłodnieniem in vitro.
Problem ustalenia macierzyństwa dotyczy przede wszystkim kobiety, która nie może donosić ciąży i zawiera umowę z inną kobietą, która staje się matką zastępczą. Wszczepia się jej embrion powstały in vitro, a po urodzeniu matka zastępcza oddaje dziecko matce genetycznej. Najczęściej w zamian za "zadośćuczynienie". Popularnie mówi się o tym "wynajmowanie brzucha".
Rządowy projekt odbiera matce genetycznej jakiekolwiek prawa do dziecka: "Matką dziecka jest kobieta, która je urodziła" - brzmi definicja macierzyństwa. Matka genetyczna będzie musiała adoptować urodzone przez matkę zastępczą dziecko. Gdyby ta nie chciała jej dziecka oddać, matka genetyczna będzie bez szans.
Projekt rządowy zachowuje dzisiejszą zasadę, że ojcem dziecka jest mąż matki. Zmieni się więc sytuacja par niemałżeńskich. Do tej pory mężczyzna za zgodą niezamężnej matki po prostu oświadczał, że uznaje dziecko i był wpisywany do jego aktu urodzenia. Teraz może to zrobić, tylko jeśli jest ojcem genetycznym.
Nowy przepis uderza w niezamężne pary, w których mężczyzna jest bezpłodny. Jeśli zdecydują się na zapłodnienie nasieniem anonimowego dawcy, partner matki nie będzie mógł być uznany za ojca.
(pmm, mj)
http://wiadomosci.wp.pl/kat,8171,title,Koniec-z-wynajmowaniem-brzuchow,wid,10173733,wiadomosc_prasa.html
« Odpowiedź #92 dnia: Lipiec 28, 2008, 10:14:37 pm »
Izabela Lewandowska 28-07-2008
Sąd rodzinny może na prośbę dziadków ustalić, w jaki sposób i jak często wolno im spotykać się oraz w inny sposób komunikować z dziećmi rozwiedzionego syna
Sąd Najwyższy w uchwale z 23 lipca 2008 r. stwierdził, że taką decyzję podejmuje w I instancji sąd w składzie jednoosobowym (SN sygn. III CZP 74/08).
Całość w Rzeczpospolitej http://www.rp.pl/artykul/163408,168433_Dziadkowie_moga_zadac_kontaktow_z_wnukami.html
« Odpowiedź #93 dnia: Sierpień 29, 2008, 11:50:03 pm »
Powstaje prorodzinny PO-PiS
Platforma i PiS dogadały się w sprawie ustaw prorodzinnych. Wprowadzą kolejne udogodnienia dla młodych rodziców, choć na razie nie działają obowiązujące już ułatwienia
Politycy PO i PiS znaleźli nić porozumienia co do polityki prorodzinnej. Projektami, które mają pomóc rodzicom w wychowywaniu dzieci, posłowie zajmą się jeszcze we wrześniu. Mają być uchwalone przed zatwierdzeniem kształtu budżetu państwa na 2009 r., aby na realizację pomysłów zostały zapisane pieniądze.
Pomysły rządu to m.in.• wydłużenie urlopów macierzyńskich do 26 tygodni i • ulga podatkowa dla rodziców zatrudniających nianie. Teraz politycy z partii Jarosława Kaczyńskiego zapowiadają, że mogą poprzeć projekt rządowy. - Nie ma co się o to kłócić, bo dobro rodzin jest ważniejsze - mówi Joanna Kluzik-Rostkowska w rządzie PiS.
PiS będzie chciało przekonać Platformę, aby w zamian poparła ich projekt, który proponuje nowe formy opieki nad dziećmi, w tym m.in.: • w przedszkolach powstawałyby grupy, w których rodzice zostawialiby swoje pociechy na kilka godzin w sobotę i niedzielę; • PiS chce także utworzenia darmowych, kilkugodzinnych świetlic dla dzieci rodziców-studentów lub pracujących w niepełnym wymiarze godzin.
Choć co do pomysłu PiS nie oszacowano wydatków, to jak potwierdzają w rozmowie z "Metrem" posłowie Platformy, koalicja może zaakceptować ten projekt. - Będziemy wspierać wszystkie rozwiązania, które służą rodzinom. Rodzice muszą mieć pewność, że kiedy są w pracy, ich dzieci są bezpieczne i pod odpowiednią opieką - twierdzi Magdalena Kochan z PO.
Za jest również SLD. Jak przyznaje posłanka Anna Bańkowska z klubu Lewicy, "w takich sprawach politycy powinni pracować merytorycznie, a nie politycznie".
Sylwia Chutnik, prezes fundacji MaMa, komentuje:
- Pamiętam, jak w ubiegłej kadencji partie licytowały się ws. wysokości becikowego. Czułyśmy się wtedy w uprzedmiotowione. Nowe propozycje posłów są dobre, oczywiście chciałybyśmy więcej, ale dobrze, że uczyniono jakiś krok w ułatwieniu życia rodzicom.
Część prorodzinnych ułatwień już obowiązuje, ale nikt nie potrafi z nich skorzystać
Od kilku miesięcy można tworzyć małe przedszkola. Dzieci mogą być pozostawione na kilka godzin i na dowolną liczbę dni w tygodniu. Jednak wymagania co do utworzenia placówek, choć miały być minimalne, okazują się nie do przejścia dla chętnych. Lokal musi mieć np. co najmniej 16 m kw. powierzchni i 2,5 m wysokości oraz dwa wyjścia przeciwpożarowe. Do tej pory w Warszawie nikt nie zdecydował się otworzyć takiego przedszkola. Również we Wrocławiu od lipca tamtejszy wydział edukacji bezskutecznie przekonuje do zakładania takich placówek.
Źródło: Metro 28.08.2008r.
« Odpowiedź #94 dnia: Wrzesień 04, 2008, 07:19:52 am »
Ojciec, jak matka, ma prawo do dwóch dni wolnego na opiekę nad dzieckiem
Prawo do zwolnienia w związku z opieką nad dzieckiem nie jest uzależnione od tego, czy drugi z małżonków jest zatrudniony. Przeciwnie ograniczenie to ma miejsce, gdy oboje rodzice pracują. Wówczas bowiem ze zwolnienia korzystać może tylko jeden z rodziców.
Natomiast jedynym warunkiem skorzystania ze zwolnienia na opiekę jest wychowywanie przynajmniej jednego dziecka do lat 14. Nie ma przy tym znaczenia, czy korzysta z niego matka czy ojciec wychowujący dziecko, gdyż kodeks pracy zrównał rodziców w korzystaniu z tego uprawnienia. Poza tym kodeks pracy nie wprowadza innych ograniczeń, a to oznacza, że zwolnienie to przysługuje pracownikowi także wówczas, gdy matka nie pracuje i stale sprawuje opiekę nad dzieckiem.
Uprawnienie do dwóch dni zwolnienia od pracy w ciągu roku kalen­darzowego ma charakter stały i niezależny od liczby dzieci w wie­ku do 14 lat, pozostających na wychowaniu pracownika.
Prawo do tego zwolnienia powstaje po raz pierwszy z chwilą podjęcia zatrudnienia przez pracownika wychowującego dziecko do lat 14 lub z chwilą urodzenia się dziecka albo wzięcia dziecka na wychowanie i powtarza się z początkiem każdego roku kalendarzowego, aż do chwili ukończe­nia przez najmłodsze z dzieci 14 lat. Żaden przepis nie uzależnia zasad udzielania tegoż zwolnienia od wymiaru lub systemu czasu pracy, w ramach którego pracownik wykonuje pracę. Kwestie te pozostają bowiem bez znaczenia na wymiar zwolnienia.
Oznacza to, że pracownik składając wniosek o dwa dni wolne z tytułu opieki nad dzieckiem, niezależnie od wymiaru i systemu czasu pracy w jakim jest zatrudniony, ma prawo w tych dniach zwolnienie uzyskać. Rzecz jasna konkretny termin powinien być uzgodniony z pracodawcą.
http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/33812,ojciec_jak_matka_ma_prawo_do_dwoch_dni_wolnego_na_opieke_nad_dzieckiem.html
« Odpowiedź #95 dnia: Wrzesień 04, 2008, 09:45:54 pm »
Spotkania z dzieckiem w asyście policji
Postanowienie sądu regulujące kontakty rodzica z dzieckiem może być egzekwowane przymusowo, tak samo jak odebranie dziecka rodzicowi, któremu nie przysługuje władza rodzicielska
http://www.rp.pl/artykul/163408,185775_Spotkania_z_dzieckiem_w_asyscie_policji.html
« Odpowiedź #96 dnia: Wrzesień 04, 2008, 09:47:13 pm »
Izabela Lewandowska 04-09-2008, ostatnia aktualizacja 04-09-2008 06:56
Tak wynika z precedensowej uchwały Sądu Najwyższego (sygn. III CZP 75/08).
SN wyjaśnił w niej wątpliwość prawną powstałą na tle sprawy Roberta L., który uzyskał postanowienie sądu określające sposób kontaktowania się z małoletnią córką.
Kontakty według orzeczenia sądu
Sąd przyznał Robertowi L. prawo do spotkań z córką w każdą środę i czwartek w godz. 15 – 18, zabierania jej do siebie w każdy pierwszy weekend miesiąca, poczynając od piątku od godz. 10 do niedzieli do godz. 20, a także prawo do spędzania z nią połowy wakacji letnich, zimowych oraz świąt. Zobowiązał go też do terminowego odprowadzania dziecka do matki.
W postanowieniu znalazł się również nakaz dla matki dziecka Katarzyny L. każdorazowego wydawania dziecka ojcu.
W październiku 2006 r. Robert L. wystąpił do sądu o nałożenie na byłą żonę 200 zł grzywny z zamianą na areszt, twierdząc, że uniemożliwia mu kontakty z córką.
Sąd ustalił, że zarzuty te są słuszne, że m.in. matka Zuzanny odmówiła wydania jej ojcu na kolejnych pięć weekendów od września 2006 r. do stycznia 2007 r. i w czasie świąt Bożego Narodzenia. Powołując się na art. 1050 k.p.c., sąd wyznaczył jej 14 dni na umożliwienie byłemu mężowi kontaktów z córką w sposób ustalony w postanowieniu z kwietnia 2005 r.
Matka ukarana grzywną
Robert L. występował do sądu jeszcze trzy razy w 2007 r. Twierdził, że była żona wciąż uniemożliwia mu kontakty z córką. W grudniu 2007 r. sąd nałożył na Katarzynę L. 200 zł grzywny z zamianą na dziesięć dni aresztu i zobowiązał do poddania się nakazom wynikającym z postanowienia sądu z kwietnia 2005 r. pod rygorem grzywny w wysokości 500 zł. Jako podstawę rozstrzygnięcia sąd wskazał art. 1050 § 1 i § 3 k.p.c.
W zażaleniu na to postanowienie Katarzyna L. twierdziła, że powinien być zastosowany art. 1051 k.p.c., który odnosi się do obowiązków niepieniężnych polegających na zaniechaniu, m.in. działań uniemożliwiających kontakty z dzieckiem, a nie wskazane przepisy, bo one dotyczą sytuacji, gdy obowiązek taki polega na określonym działaniu. Powołała się przy tym na uchwałę SN z 20 marca 1992 r. (sygn. III CZP 16/92).
Sąd II instancji, do którego trafiło zażalenie Katarzyny L., nie był pewny żadnego z tych stanowisk. Stąd pytanie prawne do SN. W uzasadnieniu zwracał uwagę, że pojawiły się w sądach rozbieżne poglądy. Przypomniał też uchwałę SN z 26 maja 1975 r. (sygn. III CZP 30/75), w której SN uznał, że do obowiązku wydania dziecka przez jednego z rodziców drugiemu z nich ma zastosowanie art. 1050 k.p.c. w związku z art. 1089 k.p.c., także gdy wydanie ma nastąpić na czas określony.
Drogę wskazuje Sąd Najwyższy
Sąd II instancji zapytał SN, czy w sprawach dotyczących wykonania postanowień określających stałe i powtarzające się kontakty rodziców z dzieckiem stosuje się tryb art. 1050 czy art. 1051 k.p.c., które to tryby egzekwowania wszelkich świadczeń tzw. niepieniężnych – w potocznym odczuciu – różnią się niewiele. Pozwalają sądom na stosowanie zakazów i nakazów oraz tzw. grzywny w celu przymuszenia, która nie może zasadniczo jednorazowo przekraczać 1 tys. zł, ale może być zamieniona na areszt.
W uchwale będącej odpowiedzią SN wskazał natomiast zupełnie inną prawną drogę do egzekwowania takich postanowień: taką samą jak obowiązująca w sprawach o odebranie dziecka pozostającego pod władzą rodzicielską i osoby pozostającej pod opieką. Procedura ta, mająca zastosowanie np. gdy rodzic, któremu sąd przyznał wykonywanie władzy rodzicielskiej, chce odebrać dziecko przetrzymywane przez drugiego rodzica, dziadków czy inne osoby, jest unormowana w art. 598 1 – 598 13 k.p.c.
Oznacza to m. in., że sąd orzeka w tych sprawach po przeprowadzeniu rozprawy, że o takiej sprawie i terminach rozpraw informowany jest prokurator, że sąd może zlecić kuratorowi sądowemu przymusowe odebranie dziecka, że na żądanie kuratora policja będzie obowiązana udzielić mu pomocy w czynnościach z tym związanych, że np. w razie ukrycia dziecka kurator zawiadomi prokuratora. Przepisy te zobowiązują też kuratora do zachowania szczególnej ostrożności i uczynienia wszystkiego, żeby dobro dziecka nie zostało naruszone, a zwłaszcza by dziecko nie doznało krzywdy fizycznej ani moralnej. Kurator może też w razie potrzeby zażądać pomocy opieki społecznej albo innej powołanej do tego instytucji.
Opinia: Katarzyna Czaj, Zespół Badań i Analiz Biura Rzecznika Praw Dziecka
Wydaje się, że uchwała SN nie zmieni radykalnie wykonywania orzeczeń sądów określających sposób kontaktowania się z dziećmi. Także dotychczas obok przepisów o postępowaniu egzekucyjnym – art. 1050 i art. 1051 k.p.c. – stosowane były przepisy o odebraniu dziecka, tj. art. 5981 i następne k.p.c. Te ostatnie jednakże, wskazane przez SN jako właściwe, pozwalają lepiej chronić dobro dziecka. Sąd przede wszystkim może powierzyć przymusowe odebranie kuratorowi. W sprawę może być zaangażowany psycholog. Grzywna to nie jest wystarczające i skuteczne narzędzie w takich sprawach. Rodzice zobowiązani do umożliwienia kontaktów z dzieckiem wolą niejednokrotnie ją zapłacić, niż wydać dziecko. Są to sprawy bardzo trudne. Najważniejsza jest dobra wola stron i tego żadnymi przepisami wymóc nie można.
Odp: Ojcostwo nie zawsze pewne
« Odpowiedź #97 dnia: Grudzień 17, 2010, 07:12:00 am »
Kiedy nie można zaprzeczyć ojcostwu
Mężczyzna, który uważa, że nie jest ojcem dziecka, ma sześć miesięcy na wniesienie takiego powództwa. Termin liczy się od dnia, w którym dowiedział się o urodzeniu dziecka przez żonę.
Kobieta w czasie trwania związku małżeńskiego urodziła dziecko innego mężczyzny. Zgodnie z prawem rodzinnym za ojca dziecka uważa się męża kobiety. Mąż matki, który twierdzi, że nie jest ojcem dziecka, może wystąpić z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa.
Prawo rodzinne zakłada, że ojcem dziecka jest mąż matki. Jeśli więc dziecko urodziło się w czasie trwania małżeństwa albo przed upływem trzystu dni od jego ustania lub unieważnienia, domniemywa się, że pochodzi ono od męża matki. Takie domniemanie nie zachodzi, jeśli dziecko urodziło się po upływie trzystu dni od orzeczenia separacji. W sytuacji, gdy matka dziecka zawrze nowy związek małżeński, a dziecko urodzi się przed upływem trzystu dni od ustania lub unieważnienia poprzedniego związku, ale po zawarciu nowego małżeństwa, przyjmuje się, że ojcem dziecka jest nowy mąż matki. Powyższe domniemania przyjęte przez prawo można obalić, wnosząc powództwo o zaprzeczenie ojcostwa. Jednakże zaprzeczenie ojcostwa nie jest dopuszczalne po śmierci dziecka.
Mężczyzna, który uważa, że nie jest ojcem dziecka, ma sześć miesięcy na wniesienie takiego powództwa. Termin liczy się od dnia, w którym dowiedział się o urodzeniu dziecka przez żonę. Z powyższym powództwem nie będzie można wystąpić po osiągnięciu przez dziecko pełnoletności. W przypadku gdy w czasie biegu terminu mąż matki zapadł na zaburzenia psychiczne albo na chorobę psychiczną i w wyniku tego zostało wydane orzeczenie sądu o ubezwłasnowolnieniu całkowitym, powództwo może wytoczyć jego przedstawiciel ustawowy. W tej sytuacji termin do wytoczenia powództwa wynosi sześć miesięcy od dnia ustanowienia przedstawiciela ustawowego.
Jeśli mężczyzna chce zaprzeczyć ojcostwu, to powództwo powinno zostać wniesione przeciwko dziecku i matce. W sytuacji gdy matka nie żyje, powództwo wnosi się tylko przeciwko dziecku. Zaprzeczając ojcostwu, mężczyzna musi wykazać, że nie jest ojcem dziecka.
Uprawnienia matki
Ponadto z żądaniem zaprzeczenia ojcostwa może też wystąpić matka dziecka. Termin na złożenie powództwa wynosi sześć miesięcy od urodzenia dziecka. Powództwo wytaczane przez matkę powinno zostać skierowane przeciwko ojcu i dziecku. A w sytuacji gdy mąż nie żyje, tylko przeciwko dziecku.
Również samo dziecko, które ukończyło 18 lat, może żądać zaprzeczenia ojcostwa. Ma na to określony czas, który wynosi trzy lata od dnia osiągnięcia pełnoletności. Dziecko wytacza powództwo przeciwko mężowi swojej matki i matce. Jeśli matka nie żyje, to tylko przeciwko jej mężowi. Jeśli okaże się, że domniemany ojciec również nie żyje, to powództwo powinno być wytoczone przeciwko kuratorowi ustanowionemu przez sąd opiekuńczy.
W jakiej sytuacji nie można wystąpić do sądu o zaprzeczenie ojcostwa
Małżonkowie przez wiele lat bezskutecznie starali się o dziecko. W końcu zdecydowali się na poczęcie dziecka w następstwie zabiegu medycznego. Po urodzeniu dziecka mąż chciał wystąpić z powództwem o zaprzeczenie ojcostwa. Jednak w takim przypadku nie jest to możliwe, ponieważ dziecko zostało poczęte w następstwie zabiegu medycznego, na który mężczyzna wyraził zgodę.
Ustawa z 25 lutego 1964 r. – Kodeks rodzinny i opiekuńczy (Dz.U. z 1964 r. nr 9, poz. 59).
Artykuł z dnia: 2010-12-17
http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/472561,kiedy_nie_mozna_zaprzeczyc_ojcostwu.html
Odp: Prawo ojców
« Odpowiedź #98 dnia: Styczeń 05, 2011, 09:43:56 am »
1 Do kiedy ojciec adopcyjny może wykorzystać urlopPracownik wychowujący dziecko ma prawo do urlopu ojcowskiego nie dłużej jednak niż do upływu 12 miesięcy od dnia uprawomocnienia się postanowienia orzekającego przysposobienie. Mężczyzna go traci, jeśli nie zdąży go wykorzystać przed ukończeniem przez dziecko 7 lat. Wyjątkiem są przypadki, gdy rodzice adopcyjni przysposabiają podopiecznego, wobec którego podjęto decyzję o odroczeniu obowiązku szkolnego. Wtedy urlop należy wykorzystać przed ukończeniem przez dziecko 10. roku życia. Do końca 2010 r. ojcowie adopcyjni mieli prawo do tygodnia urlopu ojcowskiego tylko do momentu ukończenia przez nie 12 miesięcy.
To jest tylko część artykułu, zobacz pełną treść w e-wydaniu Dziennika Gazety Prawnej: Kiedy ojciec adopcyjny może skorzystać z urlopu.
W pełnej wersji artykułu znajdziesz pozostałe porady:
2 Czy trzeba złożyć wniosek o udzielenie urlopu ojcowskiego
3 Czy urlop będzie dłuższy także dla ojców adopcyjnych
4 Kto może skorzystać z urlopu ojcowskiego