Source: https://iustitia.pl/oswiadczenia/924-iustitia-odmawia-opiniowania-przepisow-ograniczajacych-zwrot-kosztow-dojazdu
Timestamp: 2018-04-24 22:46:31
Legal References Found: art. 178
 art. 34
 art. 95
 art. 95
 art. 95
 Art. 95
 art. 32

Document Content:
﻿ Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia - "Iustitia" odmawia opiniowania przepisów ograniczających zwrot kosztów dojazdu
Jesteś tutaj: Start KOMUNIKATY I OŚWIADCZENIA "Iustitia" odmawia opiniowania przepisów ograniczających zwrot kosztów dojazdu
"Iustitia" odmawia opiniowania przepisów ograniczających zwrot kosztów dojazdu
Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia" otrzymało do zaopiniowania projekt rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości, który ustala dla sędziów "specjalną" stawkę "zwrotu kosztów" dojazdu własnym pojazdem z miejsca zamieszkania do siedziby sądu. Ów "zwrot kosztów", określony na podstawie ustawy okołobudżetowej (jeszcze nie uchwalonej) ma wynosić w 2015 r. 30 groszy za 1 kilometr, bez względu na wszelkie okoliczności. Przypominamy, że dla wszystkich innych funkcjonariuszy państwowych i pracowników służby publicznej, limit maksymalny wynosi 83 grosze za kilometr - wyjątek ma dotyczyć tylko sędziów.
Na zaopiniowanie ww. projektu Stowarzyszenie otrzymało jeden niecały dzień roboczy - projekt nadesłano w piątek, odpowiedzi resort zażyczył sobie na poniedziałek. W podobny sposób projekt ów rozesłano do zaopiniowania do sądów - sędziowie otrzymali na wyrażenie opinii czas od kilku godzin do niewielu minut, jako że cały czas przeznaczony na opiniowanie pochłonęło przesyłanie pism z ministerstwa poprzez sądy i prezesów różnych szczebli do sędziów i z powrotem.
"Iustitia" podjęła decyzję o odmowie zaopiniowania projektu. Pełną odpowiedź udzieloną resortowi przedstawiamy poniżej.
Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” informuje, że odmawia zaopiniowania projektu rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości w sprawie określenia w roku 2015 wysokości zwrotu kosztów przejazdu sędziego z miejsca zamieszkania do siedziby sądu.
Stowarzyszenie stwierdza bowiem, jak niżej.
Przedmiotowe rozporządzenie oparte jest na przepisie ustawy, która jeszcze nie obowiązuje, zatem nie ma podstawy prawnej. Jak wynika jasno z okoliczności sporządzenia projektu, władze polityczne planują powrócić do praktyki obniżania wynagrodzeń sędziów lub innych przysługujących im świadczeń ustawami okołobudżetowymi. Przedmiotowy projekt rozporządzenia stanowi więc element całościowego planu działania, co do którego decyzje polityczne o jego przyjęciu już zapadły.
Oczywiste zatem jest, że „konsultacje” polegające na przysłaniu projektu do zaopiniowania Stowarzyszeniu Sędziów Polskich „Iustitia” mają charakter pozorny, typowy dla czasów PRL albo ostatnich kilku lat, albowiem:
- zwracający się o wydanie opinii przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości doskonale zdają sobie sprawę, że opinia środowiska sędziowskiego na temat projektu może być wyłącznie negatywna,
- zarówno przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, jak i wszyscy sędziowie, w tym poproszeni o opinię równie doskonale wiedzą, że wszelkie opinie krytyczne, bez względu na to, jakie byłyby w nich podniesione argumenty, mają być zignorowane, a rozporządzenie po uchwaleniu ustawy, która ma być podstawą prawną do jego przyjęcia, minister zamierza podpisać,
- termin do sporządzenia opinii przez „Iustitię” był wyjątkowo krótki i wynosił nieco ponad jeden dzień roboczy (od piątku do poniedziałku). Jest to ewenement nawet w stosunku do zwykłej praktyki ostatnich lat. Podkreślić należy, że był to termin i tak długi, bowiem jak wynika z pozyskanych informacji, sędziowie w sądach otrzymali na sporządzenie opinii od kilku godzin do 25 minut (!).
W tej sytuacji wydawanie jakiejkolwiek opinii jest niecelowe, a nawet niewskazane, gdyż tworzyłoby pozory, że rozporządzenie zostało skonsultowane ze środowiskiem sędziowskim, podczas gdy decyzja o jego podpisaniu zapadła bez jakichkolwiek konsultacji.
Stowarzyszenie oświadcza nadto, co następuje.
I. Wspomniany zestaw przepisów nadaje Ministrowi Sprawiedliwości uprawnienie do samodzielnego określania wysokości świadczeń przyznawanych sędziom, do czego Minister Sprawiedliwości nigdy i w żadnym zakresie nie miał prawa. Władza wykonawcza nie może bowiem ustalać tych świadczeń, co jest realizacją art. 178 ust. 2 Konstytucji RP. Zwrot kosztów dojazdu jest istotną pozycją przychodów (choć nie dochodów) części sędziów. Przyznawane sędziom świadczenia wynikają zawsze z ustawy, a zasady zwrotu kosztów dojazdu przejmowane są z zasad ogólnych, dotyczących wszystkich obywateli. Wynikają też z ustawy, bo z art. 34a ust. 2 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o transporcie drogowym i wydanego na jej podstawie rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 25 marca 2002 r. w sprawie warunków ustalania oraz sposobu dokonywania zwrotu kosztów używania do celów służbowych samochodów osobowych, motocykli i motorowerów nie będących własnością pracodawcy, które ustala jednolitą stawkę dla wszystkich obywateli, nie przewidując jej obniżania dla specjalnie wybranej, dyskryminowanej grupy zawodowej.
II. W dalszym ciągu obowiązuje art. 95 § 3 ustawy - prawo o ustroju sądów powszechnych, który stanowi, że sędziemu przysługuje zwrot kosztów przejazdu z miejsca zamieszkania do siedziby sądu, ustalonych na zasadach obowiązujących przy ustalaniu wysokości należności przysługujących pracownikom z tytułu podróży służbowej na obszarze kraju. Mowa tu o zwrocie kosztów, a nie o zwrocie części kosztów. 0,30 zł/km to 30 zł/100 km, co przy obecnych cenach paliwa (w dniu sporządzania odpowiedzi - 4,92 zł za benzynę, 4,86 zł za olej napędowy, przyjęto średnio 4,9 zł) odpowiada możliwości zakupu 6,12 litrów paliwa. W zdecydowanej większości samochodów nie wystarczy to na przejechanie 100 km.
Pomija się przy tym całkowicie koszty zużycia pojazdu, które też muszą być uwzględniane przy obliczaniu kosztów. W opracowaniu wykonanym na zlecenie Ministra Infrastruktury przez Instytut Transportu Samochodowego „Badanie średnich jednostkowych kosztów eksploatacji pojazdów i jej weryfikacja na przykładzie dominujących w Polsce marek i modeli samochodów osobowych, motocykli i motorowerów” (Zeszyty Naukowe Instytutu Transportu Samochodowego – dr inż. Jerzy Waśkiewicz, mgr Iwona Balke, mgr inż. Marcin Balke, pod recenzją prof. dr hab. Jacka Brdulaka, prof. dr hab. Zdzisława Kordela, Zeszyt nr 108, Warszawa 2011) ustalono, że w zakresie ustalenia koszów eksploatacji (bez nakładów na naprawy), według cen z II kwartału 2011 r. (czyli sprzed trzech lat), dla samochodów osobowych z silnikami benzynowymi o objętości skokowej powyżej 900 ccm przy średnich przebiegach 15,5 tys. km/rok w pierwszych 5 latach eksploatacji średnie koszty to 0,97 zł/km, a w pierwszych 10 latach eksploatacji 0,84 zł/km. Dla samochodów osobowych z silnikami zasilanymi olejem napędowym o objętości skokowej powyżej 900 ccm przy średnich przebiegach 22 tys. km/rok w pierwszych 5 latach eksploatacji średnie koszty to 1,07 zł/km, a w pierwszych 10 latach eksploatacji 0,89 zł/km. Narzucana sędziom stawka 0,30 zł/km rażąco odbiega więc od ustaleń dokonanych specjalnie dla władzy wykonawczej i narusza art. 95 § 3 p.u.s.p., zmuszając sędziów do pokrywania z własnej kieszeni kosztów funkcjonowania sądownictwa.
Biorąc pod uwagę, że art. 95 § 3 u.s.p. pozbawia prawa do zwrotu kosztów dojazdu tylko sędziów przeniesionych dyscyplinarnie, należy stwierdzić, że rozporządzenie jest równoznaczne z wymierzeniem kary dyscyplinarnej przeniesienia bez winy i bez rozprawy wszystkim sędziom, którzy zgodzili się pracować poza miejscem zamieszkania - zapewne za to, że tę zgodę wyrazili. Art. 95 § 3 u.s.p. zobowiązuje ministra do ustalenia zasad całkowitego, a nie częściowego zwrotu kosztów dojazdu, zatem niezależnie od treści innych ustaw minister nie może ustalić takiej stawki, która tych kosztów nie osiągnie.
III. Projekt rozporządzenia jest oczywistą retorsją ministerstwa w stosunku do sędziów, albowiem w roku 2014 sędziowie, którym zaniżano koszty dojazdów decyzjami podległych ministrowi dyrektorów sądów, wnieśli o te koszty powództwa i wygrali procesy. Było to skutkiem najpierw zaniżania kosztów w jednej z apelacji, a potem nieformalnego pisma ministerstwa rozesłanego do dyrektorów sądów, w którym kierownictwo resortu poleciło dyrektorom nie stosować się do obowiązujących przepisów i ograniczyć wysokość wypłacanych sędziom ekwiwalentów do 0,60 zł/km. Rozporządzenie, którym owe koszty obniża się jeszcze o połowę, ma uniemożliwić sędziom dochodzenie należnych roszczeń i ukarać ich za to, że ośmielili się tych roszczeń dochodzić.
IV. Ustawa tzw. okołobudżetowa, będąca podstawą wydania rozporządzenia, w jej następstwie zaś rozporządzenie wprowadzają limity zwrotu kosztów przejazdów jedynie dla przedstawicieli władzy sądowniczej. Pozostałe władze nie zostały poddane takim rygorom. Jest to oczywiste naruszenie konstytucyjnej zasady równości z art. 32 Konstytucji RP i niedyskryminacji wobec prawa, gdyż wszyscy adresaci norm prawnych, charakteryzujący się daną cechą, mają być traktowani równo. Wprowadzane przepisy mają charakter dyskryminacyjny, albowiem wprowadzają wyjątkowo niską stawkę tylko dla sędziów: wszyscy pozostali pracownicy, a nawet strony procesowe, będą korzystali ze stawek na zasadach ogólnych, a tylko sędziowie z obniżonych. W rezultacie dochodzi do kuriozalnej sytuacji, że świadkowie, biegli czy ławnicy dojeżdżający na rozprawę z tej samej miejscowości co sędzia, będą mieli przyznawane zwroty kosztów przejazdu w wyższej wysokości niż sędziowie.
W szczególności daje się zauważyć rażąca dyskryminacja sędziów jako władzy sądowniczej w stosunku np. do posłów, władzy ustawodawczej, którym przysługuje maksymalna stawka, 0,8358 zł za km zwiększona o 50 %, a więc 1,2537 zł za kilometr - ponad cztery razy wyższa niż planowana obecnie dla sędziów. Jasno to pokazuje, jak wygląda „konstytucyjna równorzędność władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej” w wydaniu obecnie rządzących. Zagwarantowanie pełnego zwrotu kosztów dojazdu posłom przy jednoczesnym odebraniu tego prawa sędziom stanowi ewidentne naruszenie konstytucji.
V. Bardzo znaczna część sędziów, podejmując służbę, zgodziła się dojeżdżać do sądów poza miejscem zamieszkania i gdyby nie ich zgoda, sądy te nie mogłyby funkcjonować z powodu braku obsady kadrowej. Do sądów w miejscowościach, w których mają siedziby tylko sądy rejonowe (a nie okręgowe), dojeżdża połowa orzekających tam sędziów. Do niektórych dojeżdżają wszyscy albo niemal wszyscy: w małych miastach mieszka za mało prawników, aby obsadzić nimi sądy. Państwo polskie, w przeciwieństwie do wielu innych, nie udziela sędziom żadnej pomocy o charakterze mieszkaniowym, zatem trudno, by sędziowie, mający rodziny, przeprowadzali się na swój koszt do tych miast i szukali tam zatrudnienia dla współmałżonków. Rzeczpospolita Polska zawarła z kandydatami na sędziów swoistą umowę: oni zgodzili się dojeżdżać do pracy do innych miast i poświęcać swój czas na dojazdy, Państwo zaś zobowiązało się pokrywać koszty dojazdów. Obecnie zaś Państwo, stosując brutalnie zasadę „naiwnych nie sieją, sami się rodzą”, zrywa tę umowę, dając dowód, że na uczciwość Rzeczypospolitej i dotrzymywanie elementarnych nawet zobowiązań sędziowie liczyć nie mogą.
VI. Uzasadnienie projektu rozporządzenia jest napisane poniżej krytyki, albowiem argumentacja, że trzeba obniżyć zwracane sędziom koszty dojazdów dlatego, że w ustawie budżetowej przewidziano na te wydatki określoną sumę, sprowadza się do twierdzenia: „musimy zabrać sędziom pieniądze, ponieważ wcześniej postanowiliśmy, że im je zabierzemy”. Projekt nie ma „monitorować limitu wydatków”, jak to eufemistycznie określono, bo monitorowanie to kontrolowanie i obserwowanie, a to jest prowadzone cały czas. On ma po prostu pozbawić sędziów ich praw. W dodatku w ocenie skutków regulacji zawarte są twierdzenia, że zaoszczędzone pieniądze przeznaczone zostaną na wynagrodzenia niemające charakteru stałego asystentów, urzędników i innych pracowników sądów. Jest to jawne obciążanie sędziów kosztami funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości i zarazem przeciwstawianie sobie sędziów i pracowników sądów jako grup rywalizujących o finanse, co kojarzy się ze stosowaniem metody „dziel i rządź”.
Na zakończenie Stowarzyszenie stwierdza, że w kontekście wydarzeń ostatnich tygodni, związanych z rozliczaniem kosztów wyjazdów służbowych niektórych posłów, pozbawianie właśnie sędziów prawa do zwrotu kosztów dojazdu budzi wyjątkowy niesmak. Sędziowie, w przeciwieństwie do posłów, dojeżdżając do pracy, nie są w stanie kupić sobie biletu taniej linii lotniczej, by potem rozliczać koszty dojazdu samochodem, a bardzo często w ogóle nie mają innej możliwości dojazdu niż własny pojazd. Łatwiej jednak odebrać koszty dojazdu sędziom, którzy wobec arbitralnych decyzji władz politycznych są bezbronni, niż posłom, którzy sami decydują, ile sobie samym przyznać tych kosztów z budżetu Państwa.