Source: http://adwokat-babski.pl/publikacje-2/
Timestamp: 2019-07-17 08:21:08
Legal References Found: art. 178
 art. 32
 art. 134
 art. 10
 art. 43
 art. 8
 art. 927

Document Content:
Publikacje – Adwokat Dariusz Jan Babski
Publikacje adwokata Dariusza Jana Babskiego
Niżej zaprezentowane wystąpienia, poza tymi, przy których postawiłem „gwiazdkę”, były opublikowane na forum różnych publikatorów, w tym: „In Gremio”, „Rzeczpospolita”, Kwartalniku Krajowej Rady Sądownictwa, „Mida”. Aż sam się dziwię, że aż tyle napisałem.
Byłem w Paryżu na przesłuchaniu świadka
Wyjazd do Paryża w celach służbowych, w roli adwokata – obrońcy, to chyba nie częste wydarzenie w karierze zawodowej. W każdym razie, zdarzyło mi się to po raz pierwszy w mojej 9 letniej praktyce adwokackiej. Instynktownie wyczuwam, że nie po raz ostatni…
Rady adwokata dla aplikanta adwokackiego
Filipowi, ur. 02 maja 2006 r., za radość istnienia.
Dzisiaj Polska, ale nie tylko, bo i Europa, stoi, a jeżeli nie, to powinna ponownie stanąć, przed pytaniem, czy nie przywrócić kary śmierci jako aktu sprawiedliwości względem ofiar, ich rodzin, nas wszystkich, którzy potępiają zbrodnię, a którzy, w obliczu darowania życia zwyrodnialcom, mają obawę, że ten, kto zabił, może, wychodząc na wolność, znowu zabić.
Pojęcie termin instrukcyjny nie jest pojęciem prawnym, lecz prawniczym. Nie można go wszak odnaleźć w przepisach prawa rangi ustawy. Termin ten nie funkcjonuje jako termin tekstów prawnych. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest potrzeba wyrugowania z obiegu prawnego tego pojęcia, jako nie mającego, o czym poniżej, znaczenia prawnego.
W pierwszych słowach preambuły Konstytucji RP, my Naród, ustanowiliśmy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej jako prawa podstawowe dla państwa, oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot, właśnie w trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny. Oznacza to, przynajmniej dla mnie, obywatela RP, że Państwo Polskie, jako byt prawny, zostało powołane do życia, przez nas, przez Naród, w trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny, Polski, po to, aby, m.in., umacniać uprawnienia obywateli, w tym, prawo do Sądu. Owo prawo do Sądu wiąże się również z prawem do reprezentowania siebie przez wybraną do tego osobę, w tym, adwokata, Dariusza Jana Babskiego.
Są stany wyższej konieczności, gdy wierność danemu (publicznie) słowu, (Pożegnanie), psu zasługą, a człowiekowi grzechem. Zapoznałem się z wystąpieniem adw. Romana Ossowskiego zaprezentowanym w styczniowym (80 już numerze) „In Gremio”. Nadał On jemu tytuł: „Zdelegalizować Iustitię!?”
Postawił wykrzyknik, !, a zaraz po nim, znak zapytania, ?. Oznaczałoby to, w pierwszym rzędzie, że Autor wystąpienia jest za delegalizacją, wręcz jej żąda, i to stanowczo, bo temu ma służyć właśnie wykrzyknik. Tymczasem, Autor, adwokat – marzyciel, jak przystało na adwokata, nie może być jednoznaczny. Jednorodny. Nie może być jednowymiarowy. Przynajmniej w kwestii delegalizacji Iustitii. W tytule zamieszcza, tuż obok wykrzyknika, znak zapytania. Czyżby miał, mimo kategoryczności wykrzyknika, ! wątpliwości, ?
Jestem winny?
Po przeczytaniu kilku artykułów w In Gremio, gdzie wyrażane przeze mnie różnego rodzaju uogólnienia stanowiły przedmiot krytyki ze strony M. Weissgerbera, M. Strączyńskiego i J. Gurgula, odniosłem wrażenie, że moje uogólnienia, co do zasady, nie spotkały się, eufemistycznie rzecz ujmując, z akceptację. Choć nie wszystkie, nie wszystkie!
Zielony o Czerwonych
Pamięci Artura Rozwałki (19.. – 2002), mojego patrona
Mimo że poprzednie wystąpienie dotyczące sędziów było nieco przydługawe, tym niemniej, nie chcąc być ocenianym w myśl założenia, iż „nadmiar słów bywa przejawem deficytu umysłowego”, przechodząc do „Czerwonych” postaram się skrócić swe wystąpienie do maksymalnego minimum. Pamiętając oczywiście o tym, że „im twierdzenie ogólniejsze, tym fałszywsze”, itd., itd.
Wykonując swoje zobowiązanie zaciągnięte podczas rozmowy 03 grudnia 2011 r. w Hotelu Radisson w Szczecinie, kiedy to Nasza Szczecińska Izba Adwokacka obchodziła jubileusz 60-cio lecia Jej istnienia, niniejszym proszę o rozważenie potrzeby podjęcia inicjatywy zmiany rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z 28 września 2002 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu – Dz. U. Nr 163, poz. 1348 ze zmianami.
Przez ponad 9 lat nie zmieniono wysokości opłat za czynności adwokackie.
Sędzia nie ma prawa do protestu
Podjąłem wiadomość z poniedziałkowego „METRO”, 06 września 2010 r., że Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” grozi protestem, a to dlatego, że Państwo nie wywiązuje się z przestrzegania art. 178 Konstytucji RP, zgodnie z którym „sędziom zapewnia się wynagrodzenie odpowiadające godności urzędu.” Ów protest ma polegać na nie zasiadywaniu w komisjach wyborczych w zbliżających się wyborach samorządowych, mimo że zasiadywanie w tych komisjach sędziów jest obowiązkowe.
Tak o to, kiedy jawnie występuję przeciwko formule „in gremio”, czas zaprzestać kontynuowania współpracy. Formuła „in Gremio” – „in gremio” stanowi wyraz zaprzeczenia istoty samodzielności funkcjonowania każdego środowiska prawniczego. Nie ma sensu tworzyć wspólnej platformy, gdy zadania poszczególnych środowisk prawniczych są względem siebie różne. Szerzenie kultury we wzajemnych relacjach, prezentacja własnych stanowisk ucieleśniających własne interesy korporacyjne, poszukiwanie zrozumienia dla ciężkiej doli każdej z formacji prawniczych, nie zmieni i nie powinna zmienić istniejącego stanu rzeczy. Dochodzenie do sprawiedliwości – zdaje się, że jest to cel każdej formacji prawniczej – jest burzliwym procesem godzenia sprzecznych racji wymagającym zachowania różnic pomiędzy poszczególnymi zawodami prawniczymi. Nie chcę współdziałania. Chcę rozstrzygania zasadności podnoszonych racji.
Sprawiedliwość a formalizm
Artykuł 45 ust. 1 Konstytucji RP (Dz. U. z 1997 r. Nr 78 poz. 483) stanowi, że Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Przedmiotem niniejszego wystąpienia jest jedynie p r ó b a oceny realizacji konstytucyjnego prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy w świetle obowiązujących w porządku ustawowym uregulowań proceduralnych. Uregulowań, które, wg mnie, powinny u r z e c z y w i s t n i a ć prawo każdego do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy.
Sąd jest tą platformą, miejscem, gdzie można w tzw. cywilizowany sposób, czyli przy umożliwieniu każdej ze stron wypowiedzenia się w danej kwestii, ba, naprowadzając dowody świadczące o jej, a nie przeciwnika racji, rozstrzygnąć problem objęty kognicją zadań sądu. Aby dane rozstrzygnięcie można było uznać za sprawiedliwe, za odpowiadające prawu, potrzebne jest spełnienie się szeregu warunków, a jednym z nich jest bezstronność sądu, a właściwie, to bezstronność sędziego. Nakaz bezstronności sędziów, jako sprawujących władzę publiczną w imieniu RP, wymaga też art. 32 zdanie drugie Konstytucji RP, który stanowi, że „Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.” W sytuacji, gdy sąd nie gwarantuje bezstronności, nie ma społecznej potrzeby korzystania z jego usług. I to niezależnie od tego, czy sprawa ma wymiar publiczny, czy też prywatny.
Wolny rynek demagogów
Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł Wojciecha Serafińskiego zatytułowany „Wolny rynek dla prawników” (Rzeczpospolita, 24 lipca 2008 r., strona C7). Chciałbym się zgadzać z Jego autorem, gdyż wychodzę z założenia, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Tym niemniej, wychodząc z założenia, że o zgodności stanowisk powinny decydować rzetelne argumenty, budowane na bazie wiedzy i doświadczenia, nie mogłem przejść do porządku dziennego nad wspomnianym tekstem. Razi mnie w nim populizm i demagogia. (Gratuluję natomiast Pawłowi Gałce ilustracji artykułu.)
Przyznam, że wystąpienie zamieszczone we wrześniowym IN GREMIO, wystąpienie nadające ton temu numerowi, wystąpienie zatytułowane „OBŁUDA”, poruszyło mnie. I to z kilku powodów.
Po pierwsze. Autor tego wystąpienia nie podpisał się. Dlaczego ? Ja wiem. Bo wstydzi się swego nazwiska. Albo wstydzi się tego, co napisał. (Wstyd jest zawsze oznaką słabości.) Jeżeli się wstydzi nazwiska, to tak, jakby wstydził się swego zmarłego ojca, i jego ojca, i ojca jego ojca, i … (Hańba). Każdy powinien podpisywać wytwory swojej osobowości. Każdy, w tym i adwokat. A zwłaszcza adwokat. Ktoś, kto jest adwokatem, nie powinien wstydzić się swojego nazwiska. Nazwiska jego ojca, ojca jego ojca, …, chyba że nazwisko to kojarzy się z twórcami czy też aparatczykami mrocznych dni, dni i nocy minionej opoki. (Wstydziłbym się nazywać Hitler, Stalin, czy też … jakoś podobnie). Adwokat powinien być dumny ze swego nazwiska, nawet, gdyby, raz po raz, jego brzmienie wywoływało zdziwienie, uśmiech, czy też nawet śmiech. (Nazywam się Dariusz Jan Babski). Nawet, gdy pisze czy też mówi rzeczy, które mogą narazić go na ostrą krytykę. Nie ujawnienie nazwiska, jest przejawem tchórzostwa, które, w mojej ocenie, komu jak komu, ale adwokatowi, po prostu, nie przystoi. Brzydzę się anonimowością mędrców. Anonimowość autora paradoksalnie potęguje anonimowość tych, którzy odeszli nieznani z imienia i nazwiska. (Kto zna chociażby jedno nazwisko, jedno imię zmarłego górnika z Kopalni Halemba ? Kto ?)
Niezawisłość sędziowska a orzeczenia Sądu Najwyższego
Jeżeli ktoś nie czytał „Sonetów” W. Szekspira, to uprzejmie proszę je przeczytać, proszę, zwłaszcza o ich przeczytanie w tłumaczeniu S. Barańczaka. Opisują one, jak zresztą większość sonetów w ogóle, stan zakochania: chorobę, a w każdym razie, stan zaburzenia w postrzeganiu rzeczywistości w jej konkretnym wymiarze. (W miłości widzimy jej „ofiarę” we wszystkim z czym się spotykamy. Cz. Miłosz rzekłby – Esse – zaiste: na tele gałęzi wiosennych, murów, fal, w płaczu, w śmiechu.) W jednym z „Sonetów” – nie napiszę w którym, aby ewentualny Czytelnik mógł sam sobie go znaleźć, czytamy na zakończenie: „Sobie samemu wydam wojnę, bo nie mogę znieść myśli, że kocham kogoś, na kogo się gniewam”. Moja miłość do Sądu Najwyższego, jego orzeczeń, to przeszłość. Wygasała, choć nadal mam szacunek dla sędziów Sądu Najwyższego. (Kiedyś był dla mnie drogowskazem, dziś już tylko przedmiotem krytyki). Jestem już po tej wojnie. (Trwała dłużej jak II Wojna
Światowa, ale nie przyniosła ze sobą – jak sądzę – tylu ofiar, co ona. Na szczęście). Wiem, że ją przegrałem. (Pewnie nie jako pierwszy.) Wiem, że wielu po mnie też będzie przegrywać. Ale zanim odejdę, nie pytajcie gdzie, proszę, (gdzie ?) chciałem podzielić się z tymi, co widzą w Sądzie Najwyższym kwintesencję prawa, aby i na orzeczenia tego Sądu, Sądu Najwyższego, spojrzeli przez pryzmat poniższych uwag. Uwag krytycznych. (Tym niemniej zapowiadam, że nie będę czytał uwag krytycznych adresowanych pod moim adresem!!! Znam je.)
Z uwagą przeczytałem w „Rzeczpospolitej” (24 maja 2007 r.) wystąpienie Piotra Sendeckiego, wiceprezesa Naczelnej Rady Adwokackiej. (Godna odnotowania jest również ilustracja wystąpienia: na tle Słońca połączeni paragrafem kroczący obok siebie dżentelmeni z teczkami.)
Skrzywdzonym: Alfredowi P., Ryszardowi G., Konradowi K., Barbarze J-D., itd., itd., aż do końca
Nam, jako pełnomocnikom, obrońcom, substytutom pełnomocników i obrońców, podczas pisania środków zaskarżenia, często przychodzi zmagać się z wykazywaniem, że organ I instancji dopuścił się naruszenia prawa. Wykazanie naruszenia prawa, jako uchybienie, jest warunkiem koniecznym, ale często, nie jedynym, dla skuteczności środka zaskarżenia.
O asesorach, a o asesorach sądowych w szczególności, jest mowa na poziomie ustaw o charakterze ustrojowym wymiaru sprawiedliwości. I tak, asesorowi sądowemu są poświęcone m.in. regulacje w art. 134 – 136 ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. Prawo o ustroju sądów powszechnych, w art. 10 ustawy z dnia 25 lipca 2002 r. Prawo o ustroju sądów administracyjnych, w art. 43 – 48 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. Prawo o ustroju sądów wojskowych.
Z okazji Dnia Dziecka Nienarodzonego: embrionowi w spirytusie
Kodeks cywilny (Dz. U z 1964 r. Nr 16, poz. 93 z jego 54 zmianami) nadaje każdemu człowiekowi zdolność prawną, czyli zdolność do bycia podmiotem stosunków cywilnoprawnych, ale dopiero z chwilą narodzin. (Każdy człowiek od chwili urodzenia ma zdolność prawną – art. 8 § 1 KC). Do czasu narodzin, a właściwie do czasu „urodzenia”, jego zdolność prawna, ale tylko w zakresie prawa spadkowego: jest zawieszona (dziecko w chwili otwarcia spadku już poczęte może być spadkobiercą, jeżeli urodzi się żywe – art. 927 § 2 KC). Tak więc od „urodzenia się” dziecka poczętego uzależniona jest jego zdolność do zostania spadkobiercą. Moment narodzin, ale nie każdych narodzin, bo tylko żywych, a więc tych, które pozwalają stwierdzić, że narodzona istota ludzka podejmuje samodzielne funkcje życiowe, a więc np. czynności w postaci oddychania, pozwala uznać daną istotę ludzką za podmiot prawa. Istota martwa, jak i istota nienarodzona: nie może być i nie jest podmiotem prawa. (Czyż płacz dziecka nie jest instynktowną formą obrony przed zaliczeniem go do płodów martwych?).
Dlaczego Temida była kobietą ?
Któż nie zna Temidy ? Wg mitologii greckiej, córka Uranosa i Gai była boginią prawa i sprawiedliwości. Dlaczego symbolem prawa i sprawiedliwości jest kobieta?
Mimo że kultura starożytnej Grecji w swej osnowie była patriarchalna, a więc na wskroś „męska”, nie bez kozery, uosobieniem prawa i sprawiedliwości była żeńska cząstka Świata bogów. Już wtedy żeńskiemu pierwiastkowi przypisywano cechy porządkujące chaos. Bo sprawowanie wymiaru sprawiedliwości, to nic innego, jak jej wymierzanie. Ludyczne przypisywanie kobiecie większych predyspozycji w zakresie sprawowania wymiaru sprawiedliwości być może bierze się ze zbiorowego przeświadczenia, że kobiety są łagodniejsze od mężczyzn, a cecha to pozwala złagodzić surowość prawa. (Zastanawiające jest to, że im wyżej w strukturach władzy, jakiejkolwiek władzy, nawet sądowniczej, tym więcej mężczyzn).
Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatnio
Któż nie pamięta tego hasła ? Ja je pamiętam. I chociaż uchodzi ono za znamię propagandy „czasu minionego”, uważam, że samo w sobie, jest godne realizacji. Czy to źle chcieć, aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się coraz dostatniej ? Czy to źle, gdy Państwo rośnie w siłę, a społeczeństwo żyje coraz dostatniej ? Z pewnością: nie.
Przyczynek do dyskusji o karze śmierci
Maciejowi S, któremu przypisuje się zdanie: „To bandzior musi się bać człowieka, a nie człowiek bandziora”. Jest oczywiste, że obecnie w porządku prawnym RP nie ma kary śmierci. (Nie wypowiadam się, czy jestem za jej wprowadzeniem, czy też nie.) Tym niemniej, pozwalam sobie na pewne uwagi, które mają na celu dokonanie oceny wyeliminowani obawy jej wprowadzenia z
powodu ewentualnej pomyłki sądowej.
Czy s a m o uzmysłowienie sobie istnienia zagrożeń nie powinno pobudzać nas do ich przezwyciężania? To, że żyjemy dzisiaj, tu i teraz, w określonym układzie osobniczym, rodzinnym, społecznym, geograficznym, w danym kręgu kulturowym, tu i teraz, kiedy na stacji benzynowej możemy lać „do pełna”, w grzejnikach płynie ciepła woda, dostępność towarów wyzwala potrzebę ich posiadania, nie daje nam ż a d n e j p e w n o ś c i, że tak będzie z a w s z e. Życie dowodzi, życie w wymiarze jednostkowym i zbiorowym, w wymiarze teraźniejszym i historycznym, że wszystko podlega zmianie. Nasz spokój, względny spokój, że jest dobrze, bo mamy co jeść i co pić, mamy gdzie mieszkać, mamy pracę, itd., itd., p r z e r y w a n y jest, raz po raz, pogrzebami, doniesieniami o tsunami, kolejnym ataku terrorystycznym, wybuchem gazu w takiej czy innej Kopalni.
Replika na „Pomiędzy …”
Przypuszczałem, że moje wystąpienie („Znieść lustrację, In Gremio, 2006, z. 4) spotka się z reakcją. I to reakcją gwałtowną. I nic w tym dziwnego. Temat lustracji, od niemal 1989 r., jest „wiecznie żywy”. Każdy ma na ten temat swój pogląd. Rzecz jednak w tym, że do czasu, kiedy nie mamy, -my, tzn. społeczeństwo, swobodnego dostępu do teczek, akt bezpieki, nasza wiedza na temat donosicielstwa jest dawkowana przy okazji różnego rodzaju wydarzeń, a to wyborów parlamentarnych, samorządowych, prezydenckich, a to przy okazji wyborów na eksponowane stanowiska: rządowe, samorządowe itd.
Znieść lustrację
Jestem z rocznika 1965 r. Oznacza to, że ustawa lustracyjna, a wiec ustawa z dnia 11 kwietnia 1997 r. o ujawnieniu pracy lub służby w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracy z nimi w latach 1944 – 1990 osób pełniących funkcje publiczne (tj. Dz. U z 1999 r. Nr 42, poz. 428 z jej 12 zmianami, w tym ostatnia z Dz. U. z 2005 r. Nr 163, poz. 1365) swym ogniem rażenia obejmuje również i mój rocznik, również i mnie, gdyż oświadczenie lustracyjne mają obowiązek złożyć osoby urodzone przed 10 maja 1972 r. (art. 7 ust. 2). Jako adwokat oświadczenie złożyłem. Do dzisiaj nikt się do niego nie doczepił. W związku z tym, jak sądzę, moje oświadczenie, o ile było kiedykolwiek weryfikowane, okazało się prawdziwe. Jest prawdziwe. Nie jestem kłamcą lustracyjnym. Mam więc prawo krytycznie odnieść się do lustracji bez obciążenia zarzutem, że krytykuję rozwiązania, które mnie obciążają lub mogły mnie obciążać.
Jestem „za”, jestem „przeciw”
Jestem adwokatem i nie mogę się zgodzić z wszystkimi tezami zawartymi w artykule Andrzeja Goszczyńskiego (Rzeczpospolita 31 grudnia 2005 r. – 1 stycznia 2006 r.) „Palestra zbyt przywiązana do tradycji”.
Proszę o rzeczową dyskusję, a nie o sarkazm i ogólniki
Sam fakt, iż Maciej Strączyński, sędzia Sądu Okręgowego w Szczecinie, prezes szczecińskiej „Iustitii”, poświęcił swoją uwagę (In Gremio 12/2005) nad „felietonem” mojego pióra o pomówieniu (10/2005), mógłbym uznać za wyróżnienie, gdy nie to, że Jego wystąpienie – w przeciwieństwie do mojego – nie wnosi nic nowego.
Pomówienie jako dowód w procesie karnym
Jeszcze w czasach tzw. socjalizmu, kiedy Państwo Polskie było pełne donosicieli, kiedy, z pewną przesadą można było rzec, że Państwo Polskie ma wymiar donosicielski i konfidencki, Sąd Najwyższy, oceniając wartość dowodową pomówienia, w swym wyroku z dnia 15 listopada 1955 r. (IV K 834/55, OSNCK 1956/2/29, LEX 118309), wskazał, iż pomówienie nie stanowi dowodu pełnowartościowego, chyba że jest ono jasne i konsekwentne, a p o n a d t o znajduje p o t w i e r d z e n i e w innych dowodach bezpośrednich lub pośrednich, przy czym, nie bez znaczenia jest też osobowość pomawiającego.
Zielony o Zielonych
Trudno jest pisać o sobie. Nie znaczy to, że jest to niemożliwe. Brak dystansu może stanowić podstawę do zarzutu braku obiektywizmu. Tym niemniej, nie będąc sędzią, nie łamię starej zasady, że nie można być sędzią we własnej sprawie. Jestem adwokatem, a nie sędzią, wiec mogę dokonać oceny naszego gremium, ale z perspektywy mojego pola widzenia. To, że noszę korekcyjne okulary, może być przyczyną, dla której ostrość widzenia: nie ma swego naturalnego wymiaru.
Pamięci Teofila Engel (1935-2004)
Źle się dzieje, gdy objętość stanowionego prawa przekracza możliwości jego poznania.
Dobrze się stało, że przedstawiciel sądownictwa, sędzia Sądu Okręgowego w Szczecinie, Pan Maciej Strączyński, pozwolił sobie na dokonanie swego rodzaju oceny poszczególnych korporacji sądowych z punktu widzenia dostrzeżonych uchybień, niedociągnięć, „ale”: najpierw w odniesieniu do sędziów, zaś prokuratorów, a na końcu do nas, adwokatów. To dobrze, gdy piszemy o sobie. Pozwala to na podjęcie dyskursu. Potwierdzenie lub zaprzeczenie podstaw formułowanych ocen.
Zasmuciło mnie, i nie ukrywam, poruszyło mnie wystąpienie zawarte w lutowym In Igremio, wystąpienie stanowiące swego rodzaju reakcję na moje wystąpienie zawarte w artykule „Życie” (nr 34). Jej autor, a właściwie autorka, kobieta, p. dr n. med. Pegi Otrębska, zarzuciła mi – jak można mniemać: przez pryzmat długoletniej, bo 35 letniej praktyki, przez pryzmat swojego dorobku naukowego obejmującego około 35 publikacji – demagogię, i stwierdziła, że „Z demagogicznymi stwierdzeniami licznie zawartymi w artykule nie zamierzam dyskutować.” Razi mnie to, że Pani lekarz nie podała przykładu „demagogicznego stwierdzenia”, mimo że miało ich być tak wiele w moim wystąpieniu. Zabieg ten, sam w sobie uznać należy za demagogię i próbę zakwestionowania podanych racji bez wykazania jej bezpodstawności. Jeżeli Pani lekarz, z 35-letnią praktyką, nie wskaże przypisywanych mi „stwierdzeń demagogicznych”, uznaję to stwierdzenie, ten zarzut, za zwykłe pustosłowie.
Wyślij wiadomość lub skontaktuj się z moją kancelarią.
2019 © Adwokat Dariusz Jan Babski | Polityka prywatności