Source: http://czasopismo.legeartis.org/2015/02/immunitet-adwokacki-naruszenie-dobr-osobisych.html
Timestamp: 2017-12-15 04:24:18
Legal References Found: art. 11

art. 11
 art. 448
 art. 23
 art. 448
 art. 8

Document Content:
Czy immunitet adwokacki pozwala na bezkarne obrażanie przeciwnika procesowego klienta? | Czasopismo Lege Artis
Czy immunitet adwokacki pozwala na bezkarne obrażanie przeciwnika procesowego klienta?
by Olgierd Rudak • 17 lutego 2015 • 6 komentarzy
„P.N. zdaniem powódki organizuje medialne nagonki, robi z siebie i Fundacji ofiarę, mimo iż jest pospolitym oszustem i naciągaczem” — z pisma procesowego sporządzonego przez radcę prawnego
A dziś dwa zdania na temat, który czasem wraca w pytaniach do prawnika: czy prawnicy czują się tak pewnie, że myślą, że im wszystko wolno? A w szczególności czy im się wydaje, że immunitet adwokacki pozwala na bezkarne obrażanie przeciwnika procesowego? I jak w ogóle immunitet adwokacki ma się do ochrony dóbr osobistych — wszystko to na podstawie udostępnionego w bazie orzeczeń sądów powszechnych prawomocnego wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 25 listopada 2014 r., sygn. akt I ACa 803/14.
W dużym skrócie: w jednym z wielu sporów — tym razem o ochronę dóbr osobistych — między dzierżawcą a poddzierżawiającym nieruchomość (sąd w uzasadnieniu wyraźnie wskazuje, iż „spór ten jest wielowątkowy i skutkuje wieloma sprawami sądowymi”) radca prawny reprezentujący swoją mocodawczynię miał w piśmie procesowym popełnić zdanie, że w opinii jego klientki przeciwnik „organizuje medialne nagonki, robi z siebie i Fundacji ofiarę, mimo iż jest pospolitym oszustem i naciągaczem”. Pismo zostało oparte na własnym piśmie klientki: pełnomocnik przepisał jej słowa, opatrując je właśnie uwagą, iż wszystko to idzie za „zdaniem powódki”.
Ciekawe czy Archiemu Leach znana była taka instytucja jak immunitet adwokacki? (kadr z filmu „Rybka zwana Wandą”, reż. C. Crichton, J. Cleese)
Temat trafił do sądu, który stwierdził, że pozwany radca prawny naruszył dobra osobiste powoda — jego dobre imię i godność — ponieważ wyrażenia „oszust” i „naciągacz” mają zawsze znaczenie pejoratywne. Zdaniem radcy nie powinien on ponosić odpowiedzialności za wyrażenie, gdyż było to wyłącznie przytoczenie wypowiedzi mocodawczyni, zaś zamieszczając je w piśmie procesowym wykonywał obowiązki radcy prawnego. Równocześnie pozwany radca wskazał, że zgodnie z art. 11 ustawy o radcach prawnych przy wykonywaniu czynności zawodowych korzysta z wolności słowa.
art. 11 ustawy o radcach prawnych
1. Radca prawny przy wykonywaniu czynności zawodowych korzysta z wolności słowa i pisma w granicach określonych przepisami prawa i rzeczową potrzebą.
2. Nadużycie wolności, o której mowa w ust. 1, stanowiące ściganą z oskarżenia prywatnego zniewagę lub zniesławienie strony , jej pełnomocnika lub obrońcy, kuratora, świadka, biegłego lub tłumacza, podlega ściganiu tylko w drodze dyscyplinarnej.
Zdaniem sądu orzekającego w pierwszej instancji doszło jednak do przekroczenia granic wolności słowa, zatem naruszenie dóbr osobistych powoda miało charakter bezprawny. Przemawiał za tym także fakt, że pozwany radca miał niemały staż zawodowy, a obraźliwa wypowiedź nie padła podczas rozprawy („w potrzebie nagłej obrony interesów mocodawczyni”), lecz w piśmie procesowym, do którego można stosować surowsze reguły oceny — po prostu sporządzając je prawnik mógł się wiele razy zastanowić, a fakt rzekomego cytatu z mocodawczyni nic nie zmienia. Ba, pozwany radca musiał wiedzieć, że sformułowanie to jest szczególnie dotkliwe — przeciwnik procesowy nie był karany za takie przestępstwo — a dowodzi tego fakt, że poprzedził je powołaniem się na opinię klientki, chcąc w ten sposób uchylić się od odpowiedzialności za użyte wyrażenie. Można było zatem przypuszczać, że celem sformułowania było wyłącznie obrażenie wieloletniego przeciwnika swojej klientki.
Jednakże w wyroku I instancji nie zasądzono od pozwanego na rzecz powoda zadośćuczynienia, natomiast sąd ograniczył się wyłącznie do nakazania radcy prawnemu przeproszenia powoda za nazwanie go pospolitym oszustem i naciągaczem oraz wycofanie tego bezpodstawnego oświadczenia — odmówił natomiast zasądzenia zadośćuczynienia i zobowiązania do publikacji przeprosin w prasie.
Od (częściowo) korzystnego dla siebie apelował powód — i Sąd Apelacyjny podzielił jego stanowisko. Zmieniając zaskarżony wyrok stwierdził, że art. 448 kc daje pokrzywdzonemu możliwość domagania się kompensaty wyrządzonej krzywdy, jednak zważywszy na bardzo wąski krąg osób, które zapoznały się z treścią pisma, zadośćuczynienie owo nie powinno być wyższe niż 2000 złotych. Zwłaszcza dlatego, że nie doszło do rozpowszechnienia bezprawnej opinii w społeczności lokalnej.
Wniosek na przyszłość? Zawsze trzeba uważać na język, nawet jeśli jest się radcą prawnym, i nawet jeśli się przepisuje za kimś innym. Powołanie się na opinię innej osoby co do zasady nie zwalnia z odpowiedzialności — ponieważ nie jest tak, że kto cytuje, ten nie grzeszy.
Tags: adwokat art. 23 kc art. 448 kc godność immunitet immunitet adwokacki radca prawny sąd zadośćuczynienie
← Uwaga na fałszywe zajęcia komornicze
Karalność naruszenia prawa autorskiego „w inny sposób” zgodna z Konstytucją — kontrowersyjny wyrok Trybunału →
Dziś nie jest piątek trzynastego.
Dziękuję :) Tekst był napisany wcześniej i odłożony, miał pójść właśnie w piątek, ale w piątek były ciekawsze tematy — i spadł na później. No ale już nie usunąłem odniesień do teraźniejszości.
Dlaczego radca prawny miałby korzystać z immunitetu adwokackiego? Tytuł jest mylący a do tego nie ma związku z tekstem. Ba, co więcej… pisanie w artykule o radcy prawnym i opatrywanie takiego tekstu tytułem sugerującym, że adwokaci bezkarnie obrażają klientów swoich przeciwników jest nie na miejscu.
– w tytule jest adwokacki, ponieważ: (i) „adwokacki” brzmi lepiej niż „radcowski”, (ii) zakres wynikający z art. 8 ustawy o adwokaturze jest podobny;
– autor nie myli odpowiedzialności karnej, natomiast powtórzył pytanie zadawane przez ludzi o zakres granic wolności słowa przy wykonywaniu zawodów adwokata i radcy prawnego;
– tytuł z pewnością niczego nie sugeruje, ba, nawet współczynnik jego podkręcenia określiłbym na nie więcej niż 15% (podkręcające są słowa „immunitet” i „bezkarnie”).
No pewnie, lepiej brzmi „adwokacki”. Radcy pozycjonują się w google na hasło „adwokat”, ale widocznie kiedy trzeba napisać o czymś niekoniecznie pozytywnym i dobrym, to równie chętnie posługują się tytułem „adwokat”, chyba po to żeby pokazać „to nie my, radcy, to ci adwokaci paskudni”.
Mam pomysł na kolejny wpis na Lege Artis. Może tytuł taki: „Radca prawny zamieszany w kradzież roweru”. Tekst natomiast mógłby zostać poświęcony np. temu czy adwokat powinien i ma prawną możliwość reprezentowania samego siebie, jako pokrzywdzonego, w sprawie o kradzież roweru (ukradzionego adwokatowi dla jasności) i czy może żądać wtedy kosztów zastępstwa i czy może występować na takiej sprawie w todze.
Dzięki za zrozumienie i za podpowiedź tematu. Postaram się poszukać jakiejś ciekawej sprawy „na drugie kopyto”. Uszanowanie!