Source: https://czasopismo.legeartis.org/2017/06/rowerem-po-chodniku.html
Timestamp: 2019-11-14 17:17:40
Legal References Found: art. 33
 art. 2
 art. 33
 art. 33
 art. 26
 art. 33
 art. 33
 Art. 2
 Art. 11
 Art. 33

Document Content:
Rowerem po chodniku: rowerzyście wyjątkowo wolno jechać chodnikiem
A skoro wczoraj było o nieznanym zakazie parkowania dużych SUV-ów czy VAN-ów na chodniku… Zadziwiające, ale nadal dużo wątpliwości — a może nawet kontrowersji — budzi proste pytanie: czy wolno jechać rowerem po chodniku? Pisałem już o tym jakieś dwa lata temu, ale wychodzi na to, że czasem trzeba się powtórzyć.
Obciach jakich mało: modelowy pas dla rowerów (momentami modelowo zastawiony przez automobil), a oni — rowerem po chodniku! (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)
Zasady precedencji są proste: rowerem w pierwszym rzędzie jedzie się po drodze dla rowerów lub pasem ruchu dla rowerów (art. 33 ust. 1 pord); jeśli ich nie ma, pedałujemy drogą, „jak inni”, z uwzględnieniem ruchu prawostronnego (art. 16 ust. 1 pord; dotyczy to także jazdy „pod prąd” ulicą jednokierunkową) — jazda rowerem po chodniku dozwolona jest tylko wyjątkowo, w ściśle określonych przypadkach.
Taka jazda wynika oczywiście z art. 33 ust. 5-6 pord, z którego wynika, że:
generalna zasada ruchu drogowego brzmi: kierującemu pojazdem zabrania się jazdy wzdłuż po chodniku (art. 26 ust. 3 pkt 3 pord) — rower to pojazd, więc rowerem też (art. 2 pkt 47 pord);
na szczęście są wyjątki: jazda rowerem po chodniku lub drogi dla pieszych jest „wyjątkowo” dozwolona w przypadku opiekowania się nad dzieckiem do 10 roku życia, które jedzie swoim rowerkiem — w takim przypadku tatuś lub mamusia też może pedałować po chodniku (art. 33 ust. 5 pkt 1 pord;
Literalnie rzecz ujmując jest już po deszczu — ale pas ruchu dla rowerów jest kompletnie zalany — więc jak, rowerem po chodniku nie wolno? (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)
podkreślam: dziecko musi jechać swoim rowerkiem — nie ma przepisu zezwalającego na jazdę rowerem po chodniku ze względu na przewożenie dziecka w foteliku lub w przyczepce (literalnie taki 10-latek na rowerku jest pieszym, art. 2 pkt 18 pord);
rozwiejmy wątpliwość: dziecko w wieku 10 lat jest już kierującym pojazdem (rowerem) (art. 8 ust. 1 pkt 10 ustawy o kierujących pojazdami, Dz.U. z 2017 r. poz. 978; o karcie rowerowej może napiszę osobno), zatem i do dziecka stosuje się wszystkie te obowiązki (dziecko młodsze niż 10 lat ma prawo co najwyżej bawić się na rowerku! — jeździć może tylko pod opieką dorosłego);
drugi wyjątek poruszanie się rowerem po chodniku jest możliwe także wzdłuż dróg, na których dopuszczalna prędkość jest wyższa niż 50 km/h — pod warunkiem jednak, że szerokość tego chodnika wynosi co najmniej 2 metry i nie wydzielono drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów (art. 33 ust. 5 pkt 2 pord);
W takich warunkach rowerzysta ma prawo jechać po chodniku (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)
trzecim wyjątkiem od zakazu jazdy rowerem po chodniku jest niesprzyjająca pogoda, która zagraża rowerzyście na jezdni (ustawa wymienia „śnieg, silny wiatr, ulewę, gołoledź, gęstą mgłę”, art. 33 ust. 5 pkt 3 pord);
ważne zastrzeżenie: cały czas mówimy o prawie do jazdy rowerem po chodniku, nie o obowiązku korzystania z chodnika — chociaż nie wątpię, że kolarz w śnieżycy na jezdni może narazić się na zarzut jakiegoś sprowadzenia ryzyka w ruchu drogowym;
i jeszcze to: rowerzysta na chodniku zawsze jest gościem — ma „jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym” (ustępować miejsca! nie ustępować pierwszeństwa!, art. 33 ust. 6 pord);
jazda rowerem po chodniku — podobnie jak przez przejście dla pieszych — jest wykroczeniem, za które przewiduje się 100 złotych mandatu (lp. 78 „taryfikatora mandatów”).
Tags: art. 26 pord art. 33 pord rower ruch drogowy
← Zrzeczenie się prawa do odwołania od decyzji administracyjnej (art. 127a kpa)
Pies i góry — czyli o czym pamiętać wybierając się z czworonogiem na szlak →
Czytam, rozumiem co czytam, ale sensu w tym nie znajduję od chwili jak dostałem lusterkiem w ramię, bo kierowcy busika nie chciało się mnie wyprzedzić w rozsądnej odległości. I co – mam wozić w rowerze rejestrator (jeden z przodu i jeden z tyłu) czy czekać, aż mnie coś przejedzie?
Czekać aż przejedzie i wtedy pozwać o odszkodowanie! :)
Nie wiem czy patologia na patologię nie jest popadaniem w paranoję.
Ot np. okazjonalni rowerzyści (z miejskiej wypożyczalni) próbują mnie rozjechać prawie codziennie, śmigając po chodnikach. A parę dni temu, na zebrze, prawie skończyłem pod kołami auta — ten bliżej mnie się zatrzymał, ale ten drugi pojechał…
Ponieważ społeczeństwo rośnie nam w liczbach, a iloraz inteligencji jest stały. Nie ma dnia, żebym nie widział 2-3 samochodów jadących na czerwonym świetle. Często – jak piszesz – ludziom po nogach. Kilka razy dziennie ktoś zajeżdża mi drogę lub w inny sposób mi zagraża. Uważam, że odpowiednie instytucje powinny zwrócić uwagę na te niebezpieczne łamanie prawa, a nie na to czy jadąc pustym, szerokim na prawie 3m chodnikiem zasługuję na mandat. A że jeżdżę samochodem dużo i widzę co się dzieje na drogach nie dam sobie powiedzieć, że rowerzysta na drodze, jakiejkolwiek, jest bezpieczny. Nie jest i nie będzie. Bezpiecznie… Czytaj więcej »
I ciekawe czy sąd, jak nie przyjmę mandatu, uzna taką argumentację?
Przyznam się, że mnie zaskoczyłeś. Rozumiem, że trzymanie się litery prawa jest ważniejsze od zagrożenia życia?
Ale jakiego zagrożenia? „Wysoki sądzie, ja się po prostu boję jeździć ulicami!”? To samo może dotyczyć kierowców samochodów, odpowiedź jest prosta — zapraszamy do tramwaju. Aczkolwiek te też nie są bardzo bezpieczne, pieszkom też może stać się nam krzywda. Z punktu widzenia sądu istotne będzie to czy jest zakaz i czy jest przepis, który mówi kiedy rowerzysta może, w obawie o swoje zdrowie, pojechać chodnikiem. Nb. na chodniku w mieście po prostu nie da się jeździć — jeśli jest pusto jakoś się przemkniesz, ale nigdy nie masz gwarancji czy ktoś z boku nie wyjdzie. Jednak turlanie się ileś tam kilometrów… Czytaj więcej »
A odpowiadając na pytanie: trzymanie się życia jest zawsze ważniejsze, zatem oczywiście, jeśli nie czujesz się pewnie w ruchu ulicznym, możesz jeździć chodnikiem.
Ale żeby nie było, że gwarantowałem, że w przypadku sporu policjant nie da mandatu albo — jeśli go nie przyjmiesz — sąd uzna taką argumentację.
A mam jeszcze pytanie – sytuacyjne, jeśli można:
https://www.google.com/maps/place/Jasna,+Katowice,+Polska/@50.2734917,19.0078976,105m/data=!3m1!1e3!4m5!3m4!1s0x4716ce181b775251:0xc202ddebb9364905!8m2!3d50.2711929!4d19.0116634
z lewej strony, na chodniku jest „czerwony pas” W jaki sposób można na niego wjechać lub zjechać bez łamania prawa? Jak chcę zjechać na ulicę to muszę przejechać przez przejście (mandat). Jak pojadę prosto – jazda po chodniku. Jak chcę wjechać z ul. Ściegiennego – to już w ogóle muszę przejechać dwa przejścia.
Jak to wygląda ze strony ściśle prawnej?
Karygodna organizacja ruchu to inna para kaloszy — nie da się ukryć, że często kolarze zmuszeni są do lawirowania — niemniej jeśli trzeba się przemieścić do drogi dla rowerów, a nie ma przejazdu, to nie pozostaje nic innego jak przeprowadzić rower przez zebrę.
Zdaję sobie sprawę, że często zarządcy dróg nie kochają rowerzystów (w ogóle mało kto ich kocha, stąd pozostaje tylko miłość własna ;-)
Ręce opadają. Ale to jest właśnie polska mentalność. „Sczałki porobili, gupole, a do dom trza dojechać”
Chyba, że przedstawisz listę osób, które również nie zgadzają się ze stanowiskiem sądu. (;
Rozumiem, że najlepiej jeśli są to osoby zmarłe — najlepiej wskutek potrącenia przez auto ;-)
A jak uda się ministrowi przeprowadzić reformę sądów wystarczy lista znajomych z partii rządzącej! :)
Ale czy jazda po chodniku to patologia? IMHO jeno nieprawidłowość (którą wszakże uprawiam w wielu przypadkach bo miłe mi życie i zdrowie).
Patologią raczej jest to, że po ulicach z dozwoloną Vmax 50km/h wielu jeździ ~70km/h.
Gdyby jeździli ~100km/h, mógłbym się zgodzić, a i to jedynie w centrum miast, gdzie przejść dla pieszych i skrzyżowań jest pełno. Ale już na dwupasmowych obwodnicach ograniczenie do 50km/h jest imho patologią.
Uważam, że każdy powinien dobierać prędkość do warunków czy to byłoby 40km/h czy 80km/h, a ograniczenia tylko wprowadzają zamieszanie. Nic nie zastąpi zdrowego rozsądku.
Widuję takich, którym zdrowy rozsądek pozwala przyspieszyć do 120 km/h w korku, wyprzedzić (z rzuceniem dupą), zajechać drogę — i gwałtowanie przy(c)hamować.
Więc z rozsądkiem bywa różnie :)
Doprawdy, pocieszne jest to ekstremalnie wolnościowe podejście do tematów wszelakich. Teoria sobie, praktyka sobie.
W jaki sposób ograniczenia prędkości wprowadzają zamieszanie? Są od miejsca ustanowienia, do miejsca odwołania (w ten czy inny sposób).
Mają wpływ choćby na tworzenie się korków. Skoro wszyscy muszą jechać wolniej to korek się wolniej rozładowuje i szybciej doń dochodzi.
PS. Nie czepiajmy się znów słówek. Wiem, że nie zawsze i nie w każdym przypadku ma to miejsce, niemniej jednak jest to przykład ograniczeń zwiększających zamieszanie.
Myślisz, że zwiększenie prędkości do 80 km/h — powiedzmy na ulicach, gdzie jest 50 km/h — zmniejszyłoby korek, który ślimaczy się w średnim tempie 15 km/h?
Przeciwnie. Większa prędkość oznacza większe konieczne odstępy między pojazdami, a więc mniejsza pojemność. Korki się szybciej rozładowują (albo wręcz nie tworzą się) jeżeli wszyscy jadą płynnie równym tempem, choćby i ślimaczym.
W Polsce największą przyczyną tworzenia się korków są sami kierowcy. Ileż to można oglądać, jak wręcz nienawiść do jazdy na suwak, blokowanie lewego pasa, utrudnia życie innym.
Czasem tak — wszystko zależy od sytuacji.
Jak widzę śmigaczy, którzy w mieście lawirują — czasem na pełen gaz — wśród przechodniów, to jednak uważam to za patologię. Albo gościa, który na pas dla rowerów, ale zasuwa chodnikiem.
To dodajcie jeszcze jeden problem. Zawsze i wszędzie – brak umiejętności ruszania na światłach. Jeden szuka biegów, druga poprawia włosy, trzeci z narzeczoną przez telefon nawija. I tak zamiast 30 samochodów przejedzie 10. A odstępy między nimi takie, że tir się zmieści. A potem narzekają na korki.
Kiedyś można było kupić pomarańczowe chorągiewki odblaskowe, które mocujesz do bagażnika tak, że odstają w lewo na około 40 cm. Pomaga na kierowców wyprzedzających na żyletki.
Jebaj przepisy jak Ci zagwarantują bezpieczeństwo na drodze to owszem = ja tego się trzymam i resztę mam głęboko w zadku .
Czy katalog niesprzyjających warunków pogodowych jest zamknięty? Teoretycznie np. ostre słońce w oczy też może być dekoncentrujące kierowców więc dla zachowania bezpieczeństwa lepiej nie znajdować się przed nimi na rowerze.
Uważam, że nie jest zamknięty.
Ów art. 33 ust. 5 pkt 3 pord brzmi następująco:
Korzystanie z chodnika lub drogi dla pieszych przez kierującego rowerem jest dozwolone wyjątkowo, gdy: warunki pogodowe zagrażają bezpieczeństwu rowerzysty na jezdni (śnieg, silny wiatr, ulewa, gołoledź, gęsta mgła), z zastrzeżeniem ust. 6.
Zatem wydaje mi się, że owe „warunki pogodowe” muszą być dość niespodziewane — śnieg, ulewa, mgła, to są jakieś nadzwyczajne rzeczy, natomiast zachodzące słońce jest po prostu efektem upływającego czasu i „brak chmur” nie jest niczym nadzwyczajnym.
Jednak brak jest tutaj zwrotu sugerującego, że jest to katalog otwarty, znanego: „w szczególności”, można to czytać jako katalog zamknięty do wskazany w treści przepisów przypadków.
To prawda, redakcja przepisu może podpowiadać i taką myśl. Mnie się wydaje, że tę rolę spełnia nawias, ale mogę się mylić.
Czyli: skończy się na tym, co pan policjant wymyśli (jaką wykładnię mu podano), a co bardziej kłótliwym vel walczącym o sprawiedliwość, przyjdzie się zmierzyć z interpretacją przepisu przez dany sąd. ;-)
Realnie rzecz ujmując ani policja ani nawet straszaki miejskie nie interesują się rowerzystami.
Czasem stoją na pl. Czerwonym (Solidarności), łapią jadących lewą stroną (od pl. Strzegomskiego ku Ruskiej) — ale sam słyszałem jak kiedyś mówili do rowerzysty, że „nie chodzi nam o chodnik, jak pan uważa, to niech pan jedzie — chodzi nam o przejście dla pieszych”.
Pewnie zależy od tego co powie komendant, jaka będzie jego wola, od tego czy zbliża się okres raportowania, etc. Jeśli by taka była praktyka, to RedNacz nie miałby powodu do zużywania napisów na przyciskach klawiatury, poza kwestiami formalnymi, rzecz jasna.
Tak swoją drogą, to na pierwszym zdjęciu widać inny modelowy przykład: wyznaczony pas dla rowerów, czyli było nie było osoby pas ruchu, a kierowcy samochodu jakby ignorują go i jednym kołem są na nim.
Inna sprawa, że ostatnio miałem na skrzyżowaniu rozmowę z kierującym rowerem, z którym nie dogadałem się co do tego, że dla jego bezpieczeństwa dwa samochody dalej jest śluza (Podwale przy pl. Jasia Pawła drugiego w kierunku Legnicka).
Trochę w temacie. Jak jest z poruszaniem się dzieci po DDR-ach? Jeśli dobrze kojarzę, do pewnego wieku dzieci na rowerach w świetle prawa uznawane są za pieszych, a po DDR-ach piesi zasadniczo nie powinni się poruszać.
Właściwie to jest o tym w tekście:
– do 10 roku życia dziecko nie jeździ rowerem, lecz „bawi się na rowerze”,
– dziecko może jeździć rowerem z tatusiem lub mamusią (wówczas może chodnikiem),
– ale skoro chodnik nie jest obowiązkowy, to mogą też drogą dla rowerów,
– dziecko powyżej 10 roku życia też bawi się na rowerze — chyba że ma kartę rowerową, wówczas może jeździć rowerem (także po drodze dla rowerów).
Dlaczego „ale skoro chodnik nie jest obowiązkowy, to mogą też drogą dla rowerów”?
Jeśli wyjdziemy od Art. 2. 18) mając na uwadze Art. 11.4, to według mnie dziecko do 10 roku życia zasadniczo nie może poruszać się po DDR.
Czy Art. 33.5 1) nie jest tożsamy z „opiekuje się on PIESZYM w wieku do lat 10 kierującym rowerem;”? Jeśli tak, dostajemy pieszego kierującego rowerem, który może i nie może korzystać z DDR (Art. 11.4)
Może nigdzie ;-)
Dziecko na rowerku na pewno jest pieszym, z takim pieszym tatuś/mamusia mogą jechać chodnikiem (ciekawe czy cała rodzina by się załapała? ;-)
Czy tatuś może wziąć dziecko na DDR, czy jednak taki 9-latek jest tak bardzo pieszym, że w ogóle nie może brać udziału w ruchu… Może tak być. Jest tu może jakaś kolizja norm, nie wiem.
w Warszawie z rowerami na chodnikach jest tragedia, nie ma policji i pedałowcy totalnie lekceważą pieszych , czują się jak u siebie na wsi. Nie jeden chłop chełm na łeb założy aby nic mu się nie stało i pruje po tym chodniku.
NIECH KTOŚ Z TA HOŁOTĄ ZROBI PORZĄDEK !!!!
NAJLEPIEJ MACHNĄĆ TORBĄ JAK ĆWOK ZA BLISKO CHCE JECHAĆ.
Torbą ze słoikami?
Ja proponuję 20 chętnych rowerzystów wyjazd na zakopiankę w sobotę jak cepry jadą do zakopca i wtedy zobaczymy cz te przepisy są takie wspaniałe pojedziemy sobie te dwadzieścia na godzinkę , na bank ciśnienie ceprów sięgnie zenitu , a nie tych oszołomów co układali przepisy ruchu jazdy rowerem po drogach . Ja często jadąc rowerem korzystam z chodnika dla pieszych , i nie ryzykuję że jakiś samochód zaparkuje mi na DUPIE .