Source: http://goldenmajko.pl/blog/page/2/
Timestamp: 2018-05-21 01:09:38
Legal References Found: Art. 10

Art. 10

Art. 10

Art. 10

Art. 37

Art. 10

Art. 37

Document Content:
Blog – Strona 2 – GoldenMajko najlepszy w Polsce blog z informacjami o rasie Golden Retriever
Opublikowane w 23 listopada 2017 7 marca 2018
Wielu szkoleniowców zajmujących się psami jest w tyle nie o kilka, ale przynajmniej o pięćdziesiąt lat. Po części można to tłumaczyć przemożnym wpływem jaki na właścicieli psów wywierały i ciągle jeszcze wywierają produkcje Disneya. To za ich sprawą skłonni jesteśmy uwierzyć, że każdy pies ma duży pofałdowany, całkiem ludzki mózg i z natury chce sprawiać człowiekowi przyjemność.
Tymczasem mózg psa jest nieduży i gładki, a sam pies szuka szefa. I co z tego? Czy to powód, żeby mniej lubić te zwierzęta? Inna przyczyna, dla której czysty behawioryzm tak opornie przyjmuje się na szkoleniu, to stosunkowo niezła skuteczność dotychczas stosowanych metod, mimo wszystkich ich minusów. Efektywność ta bierze się jednak przede wszystkim stąd, że pies należy do gatunku dość łatwo poddającego się szkoleniu. Inaczej stało się w przypadku ssaków morskich, gdzie szkoleniowcy zmuszeni byli do wykorzystywania nowocześniejszych technik szkoleniowcy, a to dlatego, że zwierzęta te nie tolerują przemocy, która jest nieodłącznym składnikiem dawnych praktyk, do dziś stosowanych w szkoleniu psów.
Kolejny powód to precyzja metod badawczych i języka behawioryzmu; z tego powodu przeciętnemu właścicielowi niełatwo jest przenieść tą wiedzę- uzyskaną eksperymentalnie i w kontrolowanych warunkach- na praktyczne szkolenie swojego basseta, by przychodził na komendę. Dlatego pewnie tak łatwo wdajemy się w rozważania o „dominacji u psów” utrudniającej naukę.
Warunkowanie instrumentalne (sprawcze) jest, dokładnie rzecz ujmując, utrwalaniem zachowań operacyjnych.
Warunkowanie to wzmacnianie, a zachowania operacyjne to typ zachowań, na przykład siadanie, ściąganie prania ze sznura czy gryzienie ludzi. Zachowania operacyjne dzięki wzmocnieniu stają się mocniejsze, tak jak mięśnie stają się silniejsze dzięki fizycznemu treningowi.
Gdy pies siada na jakąś komendę, jest to pojedynczy przykład zachowania operacyjnego- siadania.
Taki pojedynczy przykład zachowania nazywamy odpowiedzią. Pojedyncza odpowiedź plus wzmocnienie albo komenda plus odpowiedź plus wzmocnienie nazywa się próbą. Parokrotne ( zwykle od 5 do 10 x) powtórzenie próby to seria, a kilkakrotnie powtórzone serie składają się na sesję.
Wzmacnianie zachowania operacyjnego prowadzi do jego utrwalenia; na skutek wzmacniania odpowiedzi rośnie prawdopodobieństwo jego wystąpienia. Jeśli pies dostaje ciasteczko za każdym razem gdy usiądzie, zachowanie operacyjne „siadanie” utrwala się i staje się coraz bardziej prawdopodobne.
Nie ma niczego takiego, jak nagłe objawienie, w wyniku którego pies w jednym momencie pojmuje, że właściciel oczekuje od niego żeby usiadł. I tu właśnie dochodzimy do tego, co jest tak istotne w behawiorystycznej koncepcji zachowania. U danego psa siadanie może być utrwalone silnie, słabo lub wcale. Szkolenie zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia określonego zachowania, a nie „dodaje rozumu”.
Tak samo z Twoim bicepsem- on ani nie wiem ani nie rozumie że podnoszenie ciężarków ma na celu jego rozbudowanie, tylko po prostu powiększa się dzięki treningowi. Ale fakt, że pies funkcjonuje na zasadzie akcja- reakcja nie czyni go w żadnym stopniu „gorszym”. Takie postrzeganie psa pozwala natomiast zrozumieć, w jaki sposób uczy się, skądinąd wielu zachowań ludzie uczą się tak samo. Warunkowanie instrumentalne jest sposobem na skuteczne porozumiewanie się obu gatunków. Pozwala też uniknąć bodźców zniechęcających, powszechnie stosowanych aby zwiększyć prawdopodobieństwo wystąpienia oczekiwanej reakcji. Bodźce zniechęcające motywują psa poprzez sygnalizowanie, że czeka go ból. Ich stosowanie w szkoleniu ma długą tradycję i poparte jest bogatą argumentacją…
Jeśli podobał Ci się artykuł, udostępnij go lub napisz mi o tym w komentarzu.
Poczyniłam właśnie być może mocno kontrowersyjny artykuł… ale poczułam, że warto po kilkunastu latach obecności w świecie kynologicznym opisać swoje odczucia i wnioski? A więc zaczynamy….
Na różnych forach, grupach czy portalach społecznościowych cały czas przewijają się wątki dotyczące szeroko pojętej hodowli i pseudohodowli, szczeniąt z rodowodem i tych bez, Wydawać się może, temat rzeka… Niekończąca się historia. Wyjaśnijmy więc jak rzecz się ma okiem kynologa zrzeszonego w ZKWP od 17 lat.
Pseudohodowle…
Najszybciej znaleziona definicja pseudohodowli mówi o tym, że są prowadzone bez ograniczeń bądź zobowiązań, możliwie najniższym kosztem, a zdrowie i życie zwierząt jest podporządkowane interesom ekonomicznym i ma znaczenie drugorzędne. Wynika to z faktu, że funkcjonują one w większości przypadków w wyłączeniu z systemu rejestracji i kontroli hodowlanej. W największym uproszczeniu są to hodowle rozmnażające zwierzęta dla zysku z daleko od humanitarnych warunkami odchowu i pobytu tych zwierząt oraz mianem tym określane są także nielegalne hodowle.
W związku z obowiązującym w Polsce prawem, wystarczy w zasadzie zapisać się do *stowarzyszenia Burka i Kocurka (nazwa przypadkowa- wymyślona na poczet artykułu), być jego członkiem np. opłacając jakąś składkę członkowską i już można prowadzić hodowlę legalnie. Można sobie w domu wydrukować rodowód na domowej drukarce, bez żadnej ogólnej ewidencji (zapisując np. numery porządkowe w zeszycie), rodowód stworzony w jakiś edytorze tekstowym typu Excel i wpisać tam przodków szczeniaka. Mowa oczywiście o hodowli, która nie naraża życia swoich zwierząt (a nie należy do ZKWP).
Tak to wygląda w praktyce niestety. I niestety z przykrością muszę stwierdzić, że tego typu działanie jest w Polsce całkiem legalne.
Ale „Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem…”
Rozmawiałam ostatnio ze znajomą (hodowca ZKWP), do której zadzwoniła pewna Pani, szukająca reproduktora dla swojej suczki (ZKWP). Po krótkiej rozmowie, w której wyszło, że suczka ma zrobione podstawowe badania wymagane przez ZKWP- na życzliwą sugestię o tym, że warto zrobić inne badania nie tylko ze względu na fakt o zdrowie suki i szczeniąt, ale także aby nie mieć sobie nic do zarzucenia- rozmnażanie zwierząt zdrowych, przebadanych na możliwie większą ilość chorób niż tylko wymagane minimum. Niestety, właścicielka suczki stwierdziła, że jej hodowca (ZKWP) nie widzi potrzeby żadnych innych badań więc ona mimo wszystko i tak ich nie będzie robić- ponieważ hodowca ma dla niej największy autorytet. Niestety w tym przypadku żadna argumentacja nie wydawała się przekonać tej Pani, która szczenięta odchowa pod szyldem ZKWP (także legalnie!)
Czy ta historia Cię zaskakuje?
Dlaczego hodowcy sami pod sobą kopią wielką dziurę- do której lada moment wpadną?
Oczywiście powiesz mi, że wszystko zależy od naszych wartości jako ludzi, od priorytetów. Dla jednych to dobro zwierząt dla innych kasa.
Takie jak zawsze, skupić się na sobie i na tym co robi się samemu. Świata w pojedynkę nie zbawisz. Niestety, taki jest fakt. Chyba, że już dzisiaj Twoim celem jest być przywódcą grupy społecznej i chcesz ruszyć za sobą tłumy… Oby tylko w szczytnym celu. Problem jest taki, że i tak będą jednostki, które wyłamią się każdej zasadzie.
Co więcej, coraz częściej zastanawiam się jak szybko zabraknie argumentów przeciwko tzw. pseudohodowlom. Dlaczego się zastanawiam? Bo widzę, co się dzieje i nie jestem ignorantem. W hodowlach tych co raz częściej są zwierzęta z rodowodami ZKWP, co raz częściej zdarza się, że hodowle te mają tak samo gruntownie przebadane zwierzęta jak te ze ZKWP. Więc skoro to najczęściej argument badań jest na pierwszym miejscu- a jak to mówią „licho nie śpi”- może zdarzyć się, że ten argument wkrótce zostanie wytrącony z ręki.
Wiele też mówi się i słyszy o wielu hodowlach zrzeszonych w ZKWP…. nie koniecznie pochlebnie. (Napiszesz mi być może w komentarzu, dlaczego niepochlebnie wyrażam się o organizacji do której należę? Dlatego, że nie zamierzam udawać, że to się nie dzieje).
Ceny szczeniąt w obu przypadkach mocno porównywalne. Jaka jest więc różnica i granica?
A granica jest bardzo cienka. Zgodnie z tym powiedzeniem „Panna młoda” to nie to samo co „młoda panna”.
W związku z tym, kiedy do czynienia mamy z hodowlą dla której socjalizacja szczeniąt, warunki odchowu, zdrowie i badania są priorytetem i są niczego sobie, a zwierzęta rodowodowe ZKWP i ogólnikowo rzecz ujmując różnicą jest zrzeszenie do którego się przynależy… To czy dalej można mówić o pseudohodowli? O pseuduchach? W świetle prawa nie, a w świetle terminologii? w świetle własnego sumienia?
I żeby nie pozostawiać za bardzo wolnej interpretacji tego tekstu, konkluzja moja jest taka
* nie każda hodowla ZKWP to hodowla przez duże „H”
* nie każda niezrzeszona w ZKWP hodowla to faktycznie pseudohodowla– i byłabym za zmianą nazewnictwa ogólno przyjętej terminologii- granica jest jednak cienka, a prawo jasno definiuje pseudohodowców
* TO CZŁONKOWIE I ICH WARTOŚCI TWORZĄ STOWARZYSZENIE DO KTÓREGO SIĘ NALEŻY (nie stowarzyszenie tworzy członków- jak można przeczytać powyżej) w związku z tym, za nim zaczniesz być hodowcą, za nim kupisz szczeniaka zastanów się po której stronie chcesz być… po której stronie swojego sumienia i swoich wartości, rzecz jasna!
* rodowód to nie tylko papier- to całokształt pochodzenia Twojego psa, w związku z tym jakiego psa wolisz mieć? tego z faktycznie udokumentowanym pochodzeniem czy tym bezwartościowym świstkiem ze zwykłej drukarki, napisanym na kolanie w poczekalni u dentysty.
* jakkolwiek by tego nie kalkulować to w dalszym ciągu FCI oraz ZKWP mają przewagę merytoryczną i organizacyjną nad wszelkimi innymi kynologicznymi tworami i w dalszym ciągu tylko rodowody podlegające pod FCI są jedynymi honorowanymi na Świecie. FCI jest jedną z największych organizacji kynologicznych na Świecie zrzeszająca setki tysięcy członków.
* po przez co raz bardziej świadome działania hodowców z innych zrzeszeń kynologicznych niż ZKWP, hodowcy zrzeszeni w ZKWP jaki i sam ZKWP powinien podjąć kroki aby w świecie w którym rządzi konsumpcjonizm, a cena czyni cuda, kupno psa z rodowodem ZKWP było nobilitacją? i przywilejem… lub takowy dawało, w końcu zmiany należy zaczynać od siebie…
Marcin Masłowski: Producenci rodowodów. Agora SA, 2009-10-09. [dostęp 2016-01-27].
Opolskie koty do adopcji: Stop pseudohodowcom.
Ustawa z dnia 16 września 2011 r. o zmianie ustawy o ochronie zwierząt oraz ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (Dz.U. z 2011 r. Nr 230, poz. 1373).
Pseudohodowla.
Art. 10a ust. 2 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt (Dz.U. z 2017 r. poz. 1840, z późn. zm.); dalej: „ustawa o ochronie zwierząt”.
Art. 10a ust. 6 ustawy o ochronie zwierząt.
Art. 10a ust. 1 pkt 1 ustawy o ochronie zwierząt.
Art. 10a ust. 1 pkt 2 ustawy o ochronie zwierząt.
Art. 37 ust. 1, 3 i 4 ustawy o ochronie zwierząt.
Art. 10b ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt.
Art. 37e ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt.
Sprzedawali psy z chlewa
tvn24: Nieludzka hodowla psów
Opublikowane w 17 listopada 2017 7 marca 2018
Pchły są pasożytami zewnętrznymi. Pasożyty te możemy podzielić na dwie główne grupy: roztocza (kleszcze, świerzbowce, nużeńce) oraz owady (pchły, wszy, komary).
Dlaczego te pasożyty są tak niebezpieczne? Przede wszystkim mogą uszkadzać skórę powodując wtórne zakażenia bakteryjne lub grzybicze. Dodatkowo „ugryzienia” owadów, a w szczególności pcheł mogą powodować zmiany w odpowiedzi układu odpornościowego powodując alergie skórne. O układzie odpornościowym pisałam tutaj.
Bardzo dobrym i częstym przykładem jest APZS czyli Alegriczne Pchle Zapalenie Skóry. Kolejnym poważnym problemem są choroby wektorowe, czyli przenoszone przez pasożyty zewnętrzne. Należy w tym momencie wymienić babeszejozę, boreliozę, anaplazmę, erlichiozę, dirofilariozę, a także tasiemca psiego. O tych wszystkich chorobach pisałam tutaj i tutaj.
Część z tych chorób jest także niebezpieczna dla człowieka, dlatego tak ważne jest zabezpieczanie psów przed inwazjami ektopasożytów.
Dzisiaj zajmiemy się pchłami. I powinien to być artykuł obowiązkowy dla każdego psiego opiekuna. Ponieważ w życiu Waszego podopiecznego zawsze może znaleźć się pasażer na gapę, choćbyście się najbardziej starali na Świecie.
Pchły czyli ssące krew owady. Ich ciało jest dwubocznie spłaszczone i pozbawione skrzydeł. Pchły posiadają natomiast dobrze rozwiniętą ostatnia parę odnóży, która pozwala wykonywać skoki na duże odległości. U psów najczęściej spotykanymi pchłami są pchły psie Ctenocephalides canis ale także niekiedy kocie Ctenocephalides felis. Pchły podobnie jak kleszcze stanowią rolę wektorową dla chorób bakteryjnych (Rickettsia i Bartonella) oraz pasożytniczych (tasiemiec psi).
Cykl rozwojowy pcheł w dużym stopniu zależy od warunków otoczenia w tym temperatury i wilgotności wynoszącej minimum 50% bowiem larwy pcheł są najbardziej wrażliwe na wysychanie.
Samice składają jaja na ciele żywiciela (psa lub kota), które spadają na ziemię lub podłogę (wykładzina, dywan). Po kilku dniach z jaj wykluwają się larwy, które posiadają aparat gębowy typu gryzącego co pozwala im odżywiać się martwym złuszczonym naskórkiem. Larwy przechodzą przez trzy stadia rozwojowe unikając w tym czasie ekspozycji na światło.
Dlatego tak ważne jest odkurzanie dywanów i wykładzin w trakcie zwalczania stwierdzonej inwazji pcheł, bowiem larwy uwielbiają się pod nim chować. Larwy po osiągnięciu odpowiednich rozmiarów otaczają się kokonem i przeobrażają się w postaci dorosłe. Zjawisko to może trwać kilka lub kilkadziesiąt dni- wszystko zależy od warunków temperaturowych otoczenia.
W środowisku naturalnym wzrost liczby aktywności pcheł przypada na miesiące od wiosny do jesieni. W warunkach domowych rozwój może odbywać się cały rok. Pamiętać należy zatem, że zwalczając inwazję pcheł polegać należy nie tylko na stosowaniu preparatów przeciwko pchłom u psa, ale także na przeprowadzeniu zabiegów higienicznych w domu (odkurzanie, pranie, mycie: dywanów, kocy, legowisk, chodników, wykładzin, poduszek i innych tego typu miejsc).
Jak wygląda pchła? Tutaj zobaczysz.
W obecnej sytuacji klimatycznej polecałabym stosować cały rok obrożę przeciwko pchłom i kleszczom.
[źródło http://www.swiatczarnegoteriera.republika.pl/a-zdrowie_choroby_pchly.html]
Na rynku zoologicznym dostępnych jest wiele różnych produktów pasożytobójczych, które zostały opracowane z myślą o naszych psach tzn. teoretycznie powinny być bezpieczne dla psa i człowieka, a pieruńsko zabójcze dla intruza – czyli pcheł. W praktyce jednak zarówno bezpieczeństwo środka, jak i jego skuteczność, będą zależały od odpowiedniego doboru preparatu i prawidłowego zastosowania. Doskonale pamiętamy, jak w dawnych czasach, kiedy jeszcze nikt nie marzył o prywatnych lecznicach i sklepach zoologicznych, po środek na pchły szło się do państwowej lecznicy, a urzędujący tam weterynarz zadawał magiczne pytanie: a jak duży ten pies i ile waży?… po czym odlewał tajemniczą miksturkę do przyniesionego przez klienta pojemniczka, wręczał mu ten pakiecik, a na odchodne przestrzegał: zalecam przeprowadzać odpchlenie na otwartym powietrzu lub w dobrze wentylowanym pomieszczeniu… proszę założyć rękawice, unikać kontaktu ze skórą, nie wdychać, nie połykać… proszę rozcieńczyć preparat w wiadrze z wodą i omijając głowę nanieść na psa. Psu się to pewnie nie spodoba i wcale się mu nie dziwię, ale nie ma wyjścia i musi z tym kilkanaście minut wytrzymać… Jak już zaraza padnie, to z psem do wanny i porządnie miksturę spłukać, a psa wykąpać… to co w kąpieli się nie da usunąć, trzeba będzie wyczesać… Kiedy tylko zerkniemy na mnogość towaru zalegającego na sklepowych półkach, to od razu przypomina nam się ta historia… i choć nie wiemy co to był za środek i na ile był bezpieczny, to musimy to napisać, efekt był… pchli trup słał się gęsto…
Producenci prześcigają się w pomysłach i proponują produkty w różnych formach tj. szampony, pudry, środki do rozpryskiwania w aerozolu, pianki, roztwory do miejscowego nakrapiania typu spot-on, obroże, a nawet podawane doustnie tabletki. Do tego, co bardziej ekologiczni przekonują o mocy i skuteczności całej gamy produktów naturalnych (np. wybrane zioła i olejki eteryczne). Jedne produkty charakteryzują się natychmiastowym i przedłużonym działaniem, drugie mają właściwości odstraszające nieproszonych gości, a jeszcze inne działają szybko i skutecznie, ale nie zapewniają długotrwałej ochrony… Wybór może być faktycznie trudny, szczególnie jeśli nigdy wcześniej nie miało się do czynienia z pchłami. Poniżej prezentujemy, krótką charakterystykę dostępnych form produktów o działaniu pasożytobójczym.
jest roztworem wodnym zawierającym głównie substancje powierzchniowo czynne (właściwe myjące) i określoną substancję czynną (działającą na kleszcze) oraz dodatkowo jego skuteczność, bądź też atrakcyjność może być urozmaicona dodaniem barwnika, substancji zapachowej, bakteriostatycznej, wyciągów ziołowych, stabilizatorów itd. Przeznaczony jest do natychmiastowego i zewnętrznego zwalczania pasożytów przebywających na skórze i sierści zwierzęcia. Znajdująca się w jego składzie substancja czynna (działająca na pchły) ma możliwość działania destrukcyjnie na pasożyty tylko w czasie przebywania preparatu na skórze i sierści psa. Wszystkie czynności związane z zastosowaniem produktu powinny być wykonywane z dala od twarzy i w rękawiczkach jednorazowych. W zależności od instrukcji i wymogów producenta, szampon w stanie rozcieńczonym (lub nie) powinien być równomiernie rozprowadzony na uprzednio zmoczonym wodą psie (z pominięciem okolic wrażliwych tj. oczu, nosa, warg, wnętrza uszu), aż do osiągnięcia piany i pozostawiony na skórze oraz sierści przez określony czas (zwykle krótki: 5-15 minut). Po upływie wymaganego czasu produkt należy obficie spłukać letnią wodą. W trakcie przeprowadzania zabiegu odpchlenia należy pilnować, by pies nie lizał się. Aby zmaksymalizować działanie produktu należy bezwzględnie przestrzegać instrukcji użycia. Nie należy stosować tego rodzaju produktu u psów uczulonych na substancję biologicznie czynną (działającą na pchły) wchodzącą w skład danego szamponu, z podrażnieniami skóry i ranami. Niestety po spłukaniu szamponu z psa, usuwamy też substancję biologicznie czynną i mimo iż uda nam się psa odpchlić, to nadal jest on narażony na infestację pchłami. W sprzyjających okolicznościach pchły mogą ponownie zaatakować psa w ciągu zaledwie kilku dni. W praktyce, jeśli chcielibyśmy uchronić psa przed ponowną infestacją pchłami, to musielibyśmy stosować szampon raz na 10-14 dni, co nie jest ani wygodnym, ani zalecanym sposobem walki z tymi ektopasożytami. Zastosowanie szamponu ma sens jedynie w przypadkach doraźnych. Aby w sposób ciągły chronić psa przed pchłami, będziemy musieli użyć dodatkowego środka o przedłużonym działaniu, który zabezpieczy go przed ponowną inwazją pcheł. Ponieważ niektóre substancje czynne zawarte w różnych produktach mogą wchodzić w niepożądane reakcje, to dobór i łączenie produktów powinno się odbyć pod nadzorem lekarza weterynarii. Szampony pasożytobójcze mogą prowadzić do podrażnień skóry, zapalenia spojówek, a w razie połknięcia mogą występować objawy zatrucia, o różnym stopniu nasilenia – uzależnione od rodzaju substancji czynnej, substancji myjących, dodatkowych i ilości spożytego przez psa szamponu.
składa się głównie z talku farmaceutycznego z naniesioną na jego powierzchnię substancją biologicznie czynną (działającą na pchły) oraz dodatków ułatwiających rozprowadzenie i poprawiających przyczepność do sierści. Przeznaczona jest do natychmiastowego i zewnętrznego zwalczania pasożytów na skórze i w sierści psów. Znajdująca się w jej składzie substancja biologicznie czynna ma możliwość działania destrukcyjnie na pasożyty tylko w czasie przebywania preparatu na skórze i sierści psa. Wszystkie czynności związane z zastosowaniem produktu powinny być wykonywane z dala od twarzy i w rękawiczkach jednorazowych. W zależności od instrukcji i wymogów producenta, zasypkę stosujemy napylając ją równomiernie na całej powierzchni ciała psa z pominięciem pyska. Przy pudrowaniu nie wolno dopuszczać do przedostawania się zasypki do dróg oddechowych oraz do oczu i innych naturalnych otworów ciała psa. Po upływie wymaganego czasu (zwykle krótki: 5-15 minut) należy przejrzeć ciało psa i usunąć mechanicznie np. wyczesując psa martwe pchły. W trakcie przeprowadzania zabiegu odpchlenia należy pilnować, by pies nie lizał się. Aby zmaksymalizować działanie produktu należy bezwzględnie przestrzegać instrukcji użycia. Nie należy stosować tego rodzaju produktu u psów uczulonych na substancję biologicznie czynną (działającą na pchły) wchodzącą w skład danej zasypki, z podrażnieniami skóry i ranami. Niestety, zasypka, podobnie jak szampon o właściwościach pasożytobójczych, nie zapewnia dłuższej ochrony i jej działanie jest krótkotrwałe. Pies zostanie odpchlony, ale nadal jest narażony na inwazję pcheł. W sprzyjających okolicznościach pchły mogą ponownie zaatakować psa w ciągu zaledwie kilku dni. W praktyce, jeśli chcielibyśmy uchronić psa przed ponowną infestacją pchłami, to musielibyśmy stosować zasypkę raz na 10-14 dni, co nie jest ani wygodnym, ani zalecanym sposobem walki z tymi ektopasożytami. Zastosowanie zasypki ma sens jedynie w przypadkach doraźnych. Aby w sposób ciągły chronić psa przed pchłami, będziemy musieli użyć dodatkowego środka o przedłużonym działaniu, który zabezpieczy go przed ponowną inwazją pcheł. Ponieważ niektóre substancje czynne zawarte w różnych produktach mogą wchodzić w niepożądane reakcje, to dobór i łączenie produktów powinno się odbyć pod nadzorem lekarza weterynarii. Zasypki o charakterze pasożytobójczym mogą prowadzić do podrażnień skóry, zapalenia spojówek, a w razie połknięcia lub dostania się produktu do dróg oddechowych, mogą występować objawy zatrucia, o różnym stopniu nasilenia – uzależnionym od rodzaju substancji czynnej, substancji dodatkowych i ilości spożytego lub wprowadzonego przez drogi oddechowe proszku.
to najczęściej dość cienki pasek wykonany z tworzywa sztucznego, zawierający zainkludowaną w zmiękczonym polichlorku winylu substancję czynną (działającą na pchły). Przeznaczona jest ona do zewnętrznego zwalczania pasożytów na skórze oraz w sierści psów i charakteryzuje się przedłużonym działaniem. Produkt należy wyjąć z opakowania i założyć na szyję psa. W działaniu obroży wykorzystuje się zjawisko tzw. „wypacania”, jakie występuje w zmiękczonym PCW. Polega ono na powolnym wydzielaniu się na powierzchnię tworzywa zainkludowanej w nim substancji. Zatem obroża pasożytobójcza pełni rolę magazynu substancji biologicznie czynnej, który wydziela na powierzchnię niewielką jej ilość, wystarczającą, by zabić pasożyty, jednak zbyt małą by zaszkodzić zwierzęciu lub człowiekowi. Ponieważ proces ten zachodzi w sposób ciągły, to obroża może wykazywać skuteczność nawet przez wiele miesięcy. Aby zmaksymalizować działanie produktu należy bezwzględnie przestrzegać instrukcji użycia. Nie należy stosować tego rodzaju produktu u psów uczulonych na substancję biologicznie czynną (działającą na pchły) wchodzącą w skład danej obroży, z podrażnieniami skóry i ranami. Obroża powinna być dobrana do wielkości i wagi psa. Warto również wiedzieć, iż w przypadku psów ras dużych i na dokładkę długowłosych, skuteczność samej obroży może nie być wystarczająca i utrzymanie pełnej ochrony będzie wymagało okresowego stosowania dodatkowego środka pasożytobójczego, działającego na pchły np. szamponu lub zasypki. Ponieważ niektóre substancje czynne zawarte w różnych produktach mogą wchodzić w niepożądane reakcje, to dobór i łączenie produktów powinno odbyć się pod nadzorem lekarza weterynarii. Obroże pasożytobójcze mogą prowadzić do podrażnień skóry, a przypadkowe pogryzienie i zjedzenie obroży grozi zatruciem, o różnym stopniu nasilenia – uzależnionym od rodzaju substancji czynnej, substancji dodatkowych i ilości spożytej przez psa obroży. Obroża może być wygodnym rozwiązaniem i środkiem zapewniającym dobrą ochronę przed pchłami, o ile jest dobrze tolerowana przez psa, który przebywa w środowisku, gdzie ryzyko styczności z pchłami nie jest duże i/lub jej stosowanie będzie prewencyjnie uzupełnianie dodatkowym środkiem działającym na pchły.
Prawidłowe zastosowanie tego rodzaju produktu zapewnia trwałą ochronę przed infestacją pchłami i nie wymaga stosowania dodatkowych środków. Produkty pasożytobójcze dostępne w formie do rozpylania mogą prowadzić do podrażnień skóry, a w razie połknięcia lub dostania się produktu do dróg oddechowych, mogą występować objawy zatrucia, o różnym stopniu nasilenia – uzależnionym od rodzaju substancji czynnej, substancji dodatkowych i ilości spożytego lub wprowadzonego przez drogi oddechowe produktu.
jest to postać płynna odpowiednio skomponowanej mieszanki zawierającej substancję biologicznie czynną (działającą na pchły) i substancje pomocnicze. Całość zamknięta jest w specjalnie dobranej plastikowej tubce, saszetce lub pipecie. W każdym opakowaniu znajduje się odmierzona ilość produktu z odpowiednią zawartością (stężeniem) substancji czynnej. Tubki, saszetki lub pipetki pakowane są do opakowań zbiorczych i w zależności od przeznaczenia tj. wielkości i wagi psa mogą być dostępne pojedynczo lub po kilka sztuk. Dobór i ilość używanych jednorazowo tubek zależeć będzie od wagi psa, stąd też powinien on być uprzednio zważony. Preparaty do nakrapiania są przeznaczone do zewnętrznego i długotrwałego zwalczania pasożytów na skórze i w sierści psów. W tego typu produktach mogą być stosowane dwa rodzaje substancji czynnej: jedna rozprzestrzeniająca się po ciele zwierzęcia dzięki procesowi zwanemu translokacją, a druga mająca zdolność przenikania do krwioobiegu. W pierwszym przypadku po zaaplikowaniu produktu, substancja czynna rozprasza się stopniowo (dyfunduje) w naturalnej warstwie tłuszczowo-łojowej powłok skórnych zwierzęcia, gromadząc się jednocześnie w gruczołach łojowych i mieszkach włosowych skóry. Stąd wydostaje się wraz z łojem na powierzchnię skóry. Tworzy „otoczkę” na ciele, która utrudnia swobodne żerowanie pasożytom i unieszkodliwia je w momencie bezpośredniego kontaktu ze skórą lub sierścią psa. Drugi rodzaj substancji czynnej kumuluje się we krwi psa. Pasożyt w momencie próby żerowania pobiera krew wraz z czynną substancją, która jest dla niego toksyczna i pasożyt ginie. Produkt opakowany w tubkę, saszetkę lub pipetkę wystarczy w wyznaczonym miejscu otworzyć i można w wygodny sposób zawartość opakowania zaaplikować bezpośrednio na skórę psa – zgodnie z instrukcją użytkowania – w wybranych miejscach. W przypadku psów małych zwykle wystarczy jednorazowa aplikacja produktu między łopatkami, a u psów większych i cięższych zaleca się równomierne rozprowadzenie produktu wzdłuż linii kręgosłupa, od karku po nasadę ogona. Po skończeniu zabiegu nanoszenia produktu pies powinien być pozostawiony do wyschnięcia. W trakcie przeprowadzania zabiegu nanoszenia produktu na psa, należy pilnować, by pies nie lizał się. Aby zmaksymalizować działanie produktu należy bezwzględnie przestrzegać instrukcji użycia. Nie należy stosować tego rodzaju produktu u psów uczulonych na substancję biologicznie czynną (działającą na pchły) wchodzącą w skład danego produktu, z podrażnieniami skóry i ranami. Wszystkie czynności związane z zastosowaniem produktu powinny być wykonywane z dala od twarzy i w rękawiczkach jednorazowych. Preparat powinien być aplikowany w dobrze wentylowanym pomieszczeniu (lub na powietrzu) i najlepiej w porze wieczornej, tak by pies nie był przez kilka godzin głaskany.
Preparaty tego typu mają tą zaletę, iż każde opakowanie zawiera określoną ilość produktu i nie musimy się zastanawiać ile musimy go nanieść na psa, a ponadto działają długoterminowo i umożliwiają, nie tylko zwalczenie obecnych na psie pasożytów, ale również nie dopuszczają do ich ponownego zagnieżdżenia się na ciele psa przez dłuższy czas. Ostateczny okres działania jest uzależniony od producenta danego preparatu i może wynieść od 4 do 12 tygodni. Niewątpliwym atutem tego typu preparatów jest również ich wodoodporność. W międzyczasie psa można kąpać i kąpiele nie będą miały większego wpływu na skuteczność preparatu. Aby jednak preparaty tego typu zadziałały prawidłowo i zapewniły maksymalną ochronę, to należy pamiętać, by na 2 dni przed i 2 dni po zastosowaniu preparatu nie kąpać psa!. Te ograniczenia wynikają z zaburzeń podczas rozprzestrzeniania się warstwy tłuszczowo-łojowej w kontakcie z wodą. Prawidłowe zastosowanie tego rodzaju produktu zapewnia trwałą ochronę przed infestacją pchłami i nie wymaga stosowania dodatkowych środków. Produkty pasożytobójcze dostępne w formie do nakrapiania mogą prowadzić do podrażnień skóry, a połknięcie produktu grozi zatruciem, o różnym stopniu nasilenia – uzależnionym od rodzaju substancji czynnej, substancji dodatkowych i ilości spożytego produktu.
Niestety samo unicestwienie pasożytów na psie, to dopiero początek walki. Pchły dorosłe które usuniemy z psa stanowią zaledwie wierzchołek „góry lodowej” wszystkich pasożytów bytujących w środowisku życia psa, czyli jakby nie patrzeć jego i naszym domu, ogrodzie i samochodzie (o zgrozo!). Znajdowane na psie pchły dorosłe stanowią bowiem jedynie 5% wszystkich pozostałych form rozwojowych pasożyta. Gdzie w takim układzie podziało się pozostałe 95%? Przytłaczająca większość owadów dorosłych, jaj, larw i poczwarek znajduje się skrzętnie ukryta w domowych zakamarkach. Niestety, ale czym, mamy starszy dom, który na dokładkę wykończony i wyposażony jest w sposób tradycyjny, tym mamy większe szanse na to, że jeśli nasz pies przywlecze skądś pchły, to ich wytępienie z domu będzie utrudnione. Co lubią pchły i ich różne stadia rozwojowe? Przede wszystkim musimy pamiętać, że do rozwoju pchły potrzebują optymalnych warunków tj. ciepła, ale bez bezpośredniego dostępu promieni słonecznych (21-32°C), wilgoci – nie mniejszej niż 50% (optymalnie 75%) i źródła pożywienia (odchody dorosłych osobników pcheł i martwa materia organiczna). Nie trudno zatem zgadnąć, że o ile jaja spadną z psa tam, gdzie się on otrzepie, czyli w przypadkowe miejsca, tak już larwy zaraz po wykluciu będą chować się w miejscach, które mogą im takie warunki zapewnić. Gdzie?
Walkę z pchłami należy prowadzić dwutorowo: po pierwsze trzeba zwalczyć inwazję na psie (a jeśli posiadamy jeszcze inne zwierzęta futerkowe np. kota, fretkę, królika, szynszylę, szczura, myszki, świnkę morską, chomika… to na nich oczywiście też) i zabezpieczyć go (lub wszystkie przebywające w domu zwierzęta) przed możliwością złapania kolejnych pasożytów, a po drugie trzeba wyeliminować pasożyty i ich wszystkie formy rozwojowe z mieszkania i ewentualnie samochodu. Dlaczego jest to tak istotne? Jak podają skrzętnie wyliczone statystyki dostrzeżenie ledwie 6 pcheł na zwierzęciu, oznacza obecność 300 innych w jego otoczeniu! Jak skutecznie walczyć z pchłami? Z psem (i innymi zwierzakami) sprawa prosta. Nabywamy odpowiedni środek stosujemy wg instrukcji i po kilkunastu godzinach nasz pies żegna się z intruzami. Po udanym zabiegu odpchlenia (z zachowaniem bezpiecznego odstępu czasu) wystarczy porządna kąpiel i staranne wyczesanie pozostałości po pchłach z sierści psa. Pamiętajmy, by zastosować środek o przedłużonym działaniu, tak by nie tylko zwalczyć szkodniki, ale jeszcze uniemożliwić im powrót na psa. Dodatkowo stosując kilka naturalnych środków i tricków możemy sprawić, by nasz zwierzak paskudnie pachniał (oczywiście wg kryteriów oceny atrakcyjności zapachów przez pchły) i kompletnie im nie smakował… Tak, właśnie, tak… każda pchła, która się jeszcze plącze po środowisku bytowania psa i wpadnie na pomysł, by go dopaść, powinna po zetknięciu się z jego sierścią, skórą, czy krwią pomyśleć… „fuj, co za ohyda!”. Jednym ze sposobów na uzyskanie tego odrażającego dla pcheł zapachu i/lub smaku jest zastosowanie po kąpieli płukanki (bez spłukiwania) z octu (szklanka octu rozcieńczona w 4 litrach wody). Dodatkowo możemy zadziałać „od wewnątrz” tzn. codziennie dodajemy jedną łyżkę stołową octu jabłkowego do wody pitnej (jeśli pies toleruje zapach/smak octu i będzie pił taką wodę) i/lub urozmaicamy posiłek odrobiną drożdży piwnych – o ile pies nie ma na nie uczulenia (w sklepach zoologicznych dostępne są również wygodne w użyciu gotowe tabletki). Niektórzy zalecają też regularne stosowanie niedużych ilości świeżego czosnku (w sklepach zoologicznych dostępne są również wygodne w użyciu gotowe tabletki), ale ze względu na liczne kontrowersje krążące wokół toksyczności tej rośliny dla psów, jej podawanie psu powinno być starannie przemyślane. Zawarte w occie, drożdżach i czosnku substancje czynne, uwalniają się przez skórę psa i sprawią, że raczej nie znajdziemy na psie pchlich amatorek ekstremalnych wrażeń… Jak widać, na prawdę niewiele trzeba, by uczynić z psa mało atrakcyjny obiekt zainteresowań dla pcheł…
Skuteczne odpchlenie psa, to z pewnością powód do radości. W końcu, koniec swędzenia i nerwowego drapania… pies szczęśliwy, a my możemy nieco odsapnąć… w tym miejscu się zatrzymamy i śmiało napiszemy, iż popadanie w euforię na tym etapie nie jest wskazane. Dlaczego? Przyroda tak to wszystko urządziła, iż nie ma w niej miejsca na próżnię… jeśli zatem odebraliśmy pchłom żywiciela, to pchły, nie będą wybrzydzać i przeniosą się na inną dostępną stołówkę… musimy się zatem liczyć z tym, że wygłodniałe mogą zacząć kąsać nas (oh, nie…). Dlatego też przy odpchlenie psa musi iść w parze z jednoczesnym unicestwieniem pcheł w naszym najbliższym otoczeniu…
O ile szybko uda nam się usunąć pchły z psa, tak nieco więcej pracy będzie nas czekać w środowisku bytowania psa, czyli też i naszym. Warto na spokojnie rozejrzeć się po domu i zrobić sobie listę miejsc, które nieproszeni goście mogli w pierwszej kolejności opanować. Mając na uwadze fakt, że pasożytom nie sprzyja bardzo niska i skrajnie wysoka temperatura, oraz bezpośrednie światło słoneczne, całkowite środowisko wodne i niska wilgotność, to możemy te warunki dodatkowo wykorzystać w walce z nimi. Zanim jednak rozprawimy się z intruzami musimy zaopatrzyć się w odpowiednie środki czyszczące, które nam to zadanie ułatwią. Oczywiście na rynku mamy dostępną całą gamę zwykłych środków czystości i gotowych preparatów owadobójczych (chemicznych lub ekologicznych). Do tego nasze babcie, a i wiele dostępnych poradników, przekonuje nas o magii naturalnych produktów, które swoimi właściwościami przyczyniają się do unicestwiania i/lub odstraszania nieproszonych gości. Mądrość ludu mówi: po chemię zawsze zdążysz sięgnąć… stąd też walkę z tymi wyjątkowo upierdliwymi stworzonkami możemy rozpocząć od naturalnych środków. Kupujemy gotowy produkt z serii „ekologiczny” lub przy odrobinie chęci przygotowujemy taki preparat sami. Po co warto sięgnąć? Pchły zdecydowanie nie lubią ostrych zapachów i substancji wydzielanych przez pewne zioła (np. lawendę, miętę polną, rutę, rozmaryn, majeranek, wrotycz pospolity), olejki eteryczne (np. miętowy, eukaliptusowy, z drzewa herbacianego, lawendowy, geraniowy, cytronelowy, szałwiowy, tymiankowy, goździkowy) oraz cytrynę i ocet. Na ich bazie można przygotować różne roztwory, które mogą posłużyć za preparaty dezynfekujące i odstraszające owady.
Zwolennicy ciężkiego oręża powinni pamiętać, że skuteczny produkt owadobójczy, to taki, który będzie w swym składzie posiadał substancję, nie tylko zabijającą pchły, ale także wpływającą na procesy rozrodcze i rozwojowe poszczególnych stadiów rozwojowych pcheł. W ten sposób środek, nie tylko uśmierci dorosłe osobniki, ale także uniemożliwi prawidłowy rozwój jaj, larw czy poczwarek. Te ostatnie są wyjątkowo odporne na niekorzystne warunki środowiskowe i ich zniszczenie będzie wymagało największych nakładów pracy. Ponadto wybór środka nie powinien być przypadkowy. Cóż, chemia ma to do siebie, że na jedno pomoże, a na drugie zaszkodzi… dlatego też polecamy uwadze takie środki, które będą skuteczne, a zarazem będą wyrządzać, jak najmniejsze szkody w środowisku naturalnym i oczywiście będą w miarę bezpieczne dla człowieka i innych zwierząt domowych. Szczególną ostrożność w doborze preparatu powinniśmy zachować w sytuacji, gdy w domu są małe dzieci, gryzonie, płazy, gady, ptaki i ryby. Właściciele towarzystwa psio-kociego powinni też wiedzieć, że niektóre z substancji owadobójczych np. permetryna, flumetryna i propoksur, nie przeszkadzają psom, za to są toksyczne dla kotów.
Jak już zrobimy listę potencjalnie zagrożonych miejsc i zaopatrzymy się w odpowiednie preparaty czyszczące, dezynfekujące i owadobójcze, to czas na wielkie porządki. Tak! dosłownie czeka nas mega sprzątanie i pranie. W pierwszej kolejności należy zdezynfekować i wyprać posłanie psa (a jeszcze lepiej wyrzucić je i nabyć nowe), wszelkie koce, pledy, powłoczki pościelowe, kotary, firany i zasłony. Warto jednak pamiętać, że o ile dorosłe osobniki pcheł w wodzie topią się szybko, tak jaja i poczwarki giną dopiero w temperaturze 45°C, stąd też skuteczne, pranie, to pranie w temperaturze, co najmniej 60°C (niestety, nie wszystko w tak wysokiej temperaturze można prać). Właściciele pralko-suszarek lub samych suszarek koniecznie powinni skończone pranie wysuszyć. W zimie i w upalne dni możemy dodatkowo zastosować „zewnętrzne kąpiele i wietrzenie”… nasze koce, pledy, firany, zasłony, posłanie psa, kołdry, poduszki, jaśki, chodniki, dywany, a nawet materac i co tam nam jeszcze wpadnie do głowy… warto wynieść na zewnątrz, porządnie wytrzepać i „przemrozić” albo „ususzyć na słońcu”. Naszym sprzymierzeńcem w pozbywaniu się pasożytów będzie też odkurzacz. Jak wykazały badania, częste odkurzanie usuwa 15-20% larw i 32-59% jaj pcheł. I choć samo odkurzanie nie zlikwiduje wszystkich pasożytów, to jednak dość znacznie redukuje ich liczbę, pozbawia pozostałe w środowisku larwy pożywienia i przygotowuje porządkowane miejsca do zastosowania środków dezynfekujących, odstraszających lub owadobójczych. Odkurzając, szczególnie zwracajmy uwagę na wszelkie szpary, szczeliny w podłodze, pęknięcia w ścianach i różne zakamarki. Ze zdwojoną starannością należy odkurzać tapicerowane meble oraz dywan (pod dywanem też), wykładziny, chodniki i wycieraczki. Przeprowadzając mega sprzątanie właściciele piwnic, garażu, schowków i strychów nie powinni o nich zapominać, tam też trzeba będzie posprzątać… Ponieważ samo odkurzanie nie zabija insektów, to po każdym należy je zdezintegrować. Papierowy worek wymieniamy po każdym odkurzaniu, a zużyty niezwłocznie pakujemy do torebki foliowej, którą bardzo szczelnie zamykamy i wystawiamy na działanie promieni słonecznych i/lub mrozu, a następnie wyrzucamy do kosza znajdującego się poza domem. Jeżeli nasz odkurzacz zaopatrzony jest w materiałowy worek wielokrotnego użytku, to przed odkurzaniem spryskujemy go środkiem owadobójczym, a po skończonym odkurzaniu zawartość przenosimy do torebki foliowej, bardzo szczelnie zamykamy i taki pakuneczek wystawiamy na działanie promieni słonecznych i/lub mrozu, a potem wyrzucamy do kosza znajdującego się poza domem. Sam materiałowy worek z odkurzacza będzie wymagał uprania. Jeśli dysponujemy odkurzaczem wodnym, to do wody również można dodać ocet lub olejki eteryczne, a po odkurzaniu niezwłocznie wodę z całą zawartością wylewamy do toalety i obficie ją spłukujemy. Warto pamiętać, że bez względu na rodzaj odkurzacza czyszczeniu i dezynfekcji poddajemy też obecne w odkurzaczu filtry!. Walkę z pchłami może nam też ułatwić sól kuchenna i ziemia okrzemkowa. Oba produkty posiadają właściwości silnie absorbujące wilgoć, a więc na pchły, jaja i poczwarki będą działały wysuszająco. Wystarczy dokładnie pokryć jednym lub drugim produktem dywany, wykładziny, chodniki oraz wyznaczone miejsca bytowania pcheł i odczekać, co najmniej 8 h, po czym można je już usunąć (np. za pomocą odkurzacza). Jeśli pogoda sprzyja i mamy taką możliwość, to warto zamówić profesjonalne pranie dywanów i/lub wykładzin oraz parowe czyszczenie tapicerowanych mebli. Gruntownej dezynfekcji poddajemy też wszystkie psie przedmioty (miski, grzebienie, szczotki) włącznie z zabawkami – pluszowe można uprać w pralce, a pozostałe przedmioty należy starannie umyć i przetrzeć środkiem o właściwościach dezynfekcyjnych i/lub odstraszających insekty. Kwiatom doniczkowym serwujemy porządny prysznic, a przy ładnej pogodzie kilka godzin na świeżym powietrzu też nie powinno im zaszkodzić.
Sprzątanie i dezynfekcja samochodu powinna być przeprowadzona na wzór domowych porządków. Czeka nas porządne pranie/mycie wycieraczek, mycie wnętrza, dokładne odkurzanie, pranie tapicerki i ogólna dezynfekcja. Po wykonaniu tych czynności i przy podejrzeniu dużego zapchlenia, można zastosować środek owadobójczy. Na koniec montujemy środek odstraszający insekty (np. w postaci zapachowej przywieszki). Samochód powinien też być porządnie umyty z zewnątrz plus podwozie (tu pomoże nam profesjonalna myjnia). Warto też przez kilka dni zrezygnować z garażowania i parkować samochód pod tzw. chmurką. Wszelkie pchle niedobitki, które nie udało nam się wysprzątać powinny pod wpływem niekorzystnych temperatur i/lub słońca paść…
Uwaga! Gruntowne sprzątanie i pranie tylko wtedy przyniesie efekty, gdy czynności te będą wykonywane cyklicznie, przynajmniej przez kilka miesięcy. Nie ma co się oszukiwać… zdiagnozowanie intruzów na psie nie daje nam odpowiedzi na pytanie od kiedy pasożyty uprawiają taką sublokatorkę. Musimy więc założyć, że osobniki dorosłe zdążyły już się rozmnożyć, samice złożyły, jaja, a te przeszły kolejne stadia przeobrażenia i w gospodarstwie domowym możemy mieć zarówno osobniki dorosłe, jaja, larwy, jak i poczwarki. Już pisałam, że te ostatnie są niezwykle odporne na niekorzystne warunki i mogą w nich przetrwać nawet do 12-18 miesięcy… Dlatego jeśli chcemy, nie tylko zdziesiątkować szeregi wroga, ale go całkowicie pokonać, to musimy uzbroić się w cierpliwość. Odkurzanie, czym częściej, tym lepiej (minimum raz w tygodniu, optymalnie co najmniej dwa razy). Regularne pranie i dezynfekcja posłania psa (raz w tygodniu). Wycieranie kurzy, wietrzenie, wpuszczanie do domu promieni słonecznych… wszystkie te czynności muszą nam wejść w nawyk.
Usunęliśmy pasożyty z psa i uporaliśmy się z pchłami w domu, ale co z ogrodem? Niestety w przypadku środowiska zewnętrznego sprawa przedstawia się nieco gorzej… Otóż, jak do tej pory, nikomu nie udało się wynaleźć takiego środka, który byłby bezpieczny dla ludzi, roślin, ryb i organizmów wodnych oraz nieszkodliwy dla pożytecznych zwierząt bytujących w naszym ogrodzie, a przy okazji tępiłby pchły całkowicie… Do naszego ogrodu pchły zawlec może nie tylko nasz pies, ale wszędobylskie koty i dziko żyjące zwierzęta (np. lisy, jeże, wiewiórki, myszy, szczury, zające, kuny). Naszym sprzymierzeńcem w ograniczaniu populacji tych insektów w otoczeniu może być pogoda. W zimie problem praktycznie, nie istnieje, ale wiosną, latem i jesienią będzie nam ciężko stawić im czoła. Czy jednak od początku jesteśmy na straconej pozycji i walczymy z wiatrakami? Myślimy, że aż tak beznadziejnie nie jest. Jeśli nasz ogród i działka tego wymaga, to zacząć musimy od uporządkowania terenu. Wszystkie rzeczy należy posegregować i odłożyć na wyznaczone miejsce, a niepotrzebne wyrzucić. Trzeba też zabrać się za aktywne wytępienie i/lub doprowadzić do przepłoszenia z ogrodu drobnych ssaków, głównie jeży, małych gryzoni np. nornic, mysz, karczowników i (o fuj!) szczurów. Są one bowiem – niestety – gospodarzami i jednocześnie również roznosicielami pcheł. Trawę kosimy i to systematycznie, ale na wysokość nie mniejszą, niż 2 cm, bo właśnie taka minimalna wysokość umożliwia bytowanie w trawie naturalnych wrogów pcheł np. pająków, mrówek, chrząszczy, salamander, ropuch i pończoszników. Liście grabimy, patyki i gałęzie zbieramy, a wszystko razem palimy albo wyrzucamy na śmietnik. Altany i ogrodowe meble myjemy oraz dezynfekujemy, a miękkie siedziska pierzemy i/lub odkurzamy. Zaglądamy również pod tarasy i balkony. Jeśli mamy dla psa kojec i/lub budę ogrodową, to oczywiście te miejsca również poddajemy szczegółowemu sprzątaniu i dezynfekcji. Warto również zastanowić się nad architekturą krajobrazu naszego ogrodu. Jeśli chcielibyśmy ograniczyć do minimum występowanie pcheł w naszym ogrodzie, to powinniśmy zainteresować się ogrodem w wersji mocno minimalistycznej tj. pole krótko skoszonej trawy wystawione na działanie pełnego słońca… Oczywiście to tak trochę z przymrużeniem oka, bo to warunki dobre na pole golfowe, a w przydomowym ogródku hmm… chciałoby się jednak dobrze wypocząć i jeszcze nacieszyć oko ładnym widokiem… Czy można połączyć przyjemne z pożytecznym? Oczywiście zawsze można spróbować… W naszym ogrodzie możemy przewidzieć miejsce na rośliny, które będą cieszyć nasze oko, radować zmysł powonienia, a przy okazji skutecznie odstraszać pchły (np. dzika mięta, lawenda, rozmaryn, chryzantemy, wrotycz pospolity, orzech włoski, róże odmiany zapachowe). W niektórych krajach (np. USA) istnieje możliwość podjęcia naturalnej walki z larwami i poczwarkami pcheł w ogrodzie poprzez dosłowne zasiedlenie wybranych miejsc specjalnymi odmianami pożytecznych i owadobójczych nicieni Steinernema carpocapsae, które występują naturalnie w glebie na całym świecie i żerując rozprawiają się m.in. z larwami i poczwarkami pcheł. I chociaż nazwa „nicienie” może się nam źle kojarzyć, to akurat te są całkowicie bezpieczne dla człowieka oraz nie mają wpływu na inne ssaki, organizmy wodne, ptaki, gady i płazy. Na czym polega sekret tajnej broni tych nicieni? Otóż żyją one w symbiozie z wybranymi gram-ujemnymi proteobateriami z rodzaju Xenorhabdus i Photorhabdus należącymi do rodziny Enterobacteriaceae, które bytują w ich jelicie. W momencie ataku nicienia np. na larwę pchły, bakterie przechodzą do organizmu larwy i rozpoczynają produkcję immunomodulujących i toksycznych komponentów, które doprowadzają do śmierci larwy. Martwa larwa staje się źródłem pożywienia dla bakterii oraz biomasą odżywczą dla nowych form rozwojowych tego nicienia. W ten sposób zadowolony jest nicień, współżyjące z nim bakterie i oczywiście właściciel ogródka. Odpowiednie preparaty zawierające nicienie należy nanieść w formie oprysku, na wybrane miejsca i w zasadzie wystarczy tylko zaczekać, aż nowi lokatorzy ogrodu zaczną działać… A działają nader sprawnie, bo już w ciągu 24 h są w stanie unieszkodliwić do 90% napotkanych w środowisku larw.