Source: http://cia.media.pl/traktat_lizbonski_jest_w_rzeczywistosci_nowa_konstytucja_ue
Timestamp: 2018-01-21 11:00:43
Legal References Found: art. 48
 art. 208
 art. 93
 art. 176
 art. 3
 art. 3
 art. 308
 art. 308
 art. 14
 art. 16
 art. 33

Document Content:
Traktat lizboński jest w rzeczywistości nową konstytucją UE? | Centrum Informacji Anarchistycznej
Traktat lizboński jest w rzeczywistości nową konstytucją UE?
Czytelnik CIA, Wto, 2008-02-19 12:39 Publicystyka
Odrzucona konstytucja UE została zmieniona. Konferencja międzyrządowa, której zadaniem było opracowanie tekstów, rozpoczęła prace w poniedziałek, 23 lipca 2007 r., i ukończyła je w nocy 19 października 2007 r. w stolicy Portugalii, Lizbonie. Traktat zostanie podpisany również w Lizbonie w dniu 13 grudnia 2007 roku. Z tego względu będzie on nazywany traktatem lizbońskim.
Liczy on obecnie łącznie 294 strony, starannie przygotowane przez sekretariat Rady Ministrów w formie poprawek i uzupełnień tekstów, które nie są równocześnie widoczne, a zatem nie można ich zrozumieć, chyba że posiada się wiedzę o tym, gdzie dane teksty powinny się znajdować.
Negocjacje odbywały się w tajemnicy. Ani parlamenty krajowe, ani Parlament Europejski nie miały wglądu do tekstów, które były przedmiotem negocjacji na miejscu.
Zmieniona wersja przewiduje ogółem 105 nowych uprawnień UE. Jest ich również 105 w odrzuconej konstytucji, w tym 32 uprawnienia prawodawcze i 73 inne uprawnienia.
Zmieniony tekst przewiduje 68 nowych obszarów, w których decyzje podejmowane są większością głosów, w porównaniu z 68 w odrzuconej konstytucji.
Brak autentycznych negocjacji
Wejście w życie traktatu będącego następcą prawnym odrzuconej konstytucji jest planowane na 1 stycznia 2009 r., przed następnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego w czerwcu 2009 roku. Taki jest plan. Czy zadziała?
Traktat został przygotowany przez konferencję międzyrządową, ponieważ prace dotyczyły zmiany traktatów. Podstawą w tym przypadku jest art. 48 traktatu WE, zgodnie z którym zgodę muszą wyrazić wszystkie państwa. Każde ma prawo przedstawić propozycję.
Przedstawiciele biur premierów i ministerstw spraw zagranicznych, zwani szerpami, przygotowywali dyskusje ministrów spraw zagranicznych i rozwiązywali wiele pomniejszych problemów.
Po przyjęciu tekstu na specjalnym szczycie w Lizbonie w dniach 18-19 października 2007 r. przekazano je specjalnej grupie roboczej złożonej ze specjalistów języka prawniczego zwanych prawnikami-lingwistami. Będą oni usiłowali nadać różnym wersjom językowym identyczne oficjalne znaczenie.
Negocjacje te zostaną również wykorzystane do uzgodnienia różnych ewentualnych interpretacji i prezentacji w różnych wersjach językowych. Niektóre z tych tłumaczeń należą do kategorii znanej jako "konstruktywna niejednoznaczność". Polska otrzyma interpretację Karty Praw Podstawowych na własny użytek. Wielka Brytania otrzyma protokół stanowiący, że postanowienia karty nie są dla niej wiążące. Tego rodzaju niejednoznaczność jest bardzo potrzebna, gdy kraje muszą osiągnąć porozumienie.
Po podpisaniu przez premierów w dniu 13 grudnia 2007 r. w Lizbonie nowe traktaty muszą zostać zatwierdzone w państwach członkowskich. Zatwierdzenie takie może się odbyć wyłącznie zgodnie z odpowiednimi postanowieniami poszczególnych konstytucji krajowych.
Traktaty mogą wejść w życie dopiero po ich zatwierdzeniu przez wszystkie 27 państw członkowskich. W tym przypadku, zgodnie z traktatem z Nicei, obowiązuje jednomyślność. Pod względem formy traktat lizboński jest zatem umową międzynarodową pomiędzy niezależnymi państwami. Pod względem treści może być czymś więcej.
Pytanie, czy nowy traktat różni się w ogóle od odrzuconej konstytucji. Które przepisy mogłyby zostać przyjęte na podstawie odrzuconej konstytucji, ale nie mogą zostać przyjęte na podstawie nowych tekstów?
Członkiem Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego jest fiński specjalista, który uczestniczył w trzech konferencjach międzyrządowych w imieniu rządu fińskiego. Jest to Alexander Stubb. Jest on obecnie wspólnym koordynatorem Komisji Spraw Konstytucyjnych z ramienia największej grupy politycznej w Parlamencie Europejskim, Chrześcijańskich Demokratów i Konserwatystów, PPE-DE.
Powiedział on, że jest zadowolony, iż w nowych tekstach zachowano 99 proc. postanowień konstytucji. Zapytałem go o pozostały 1 procent. Musiał przyznać, że nie ma istotnej różnicy w zakresie przepisów, które można przyjmować na podstawie dwóch różnych projektów traktatów (kompletów tekstów).
Podczas następnego posiedzenia komisji zadałem to pytanie przewodniczącemu konwentu ds. konstytucji, byłemu prezydentowi Francji Valéry'emu Giscardowi d'Estaing. On również nie był w stanie znaleźć żadnych różnic pod względem skutków. Ja również nie - dlatego po uważnym przeczytaniu 273 stron poprawek zaproponowałem nagrodę każdemu, kto mógłby podać dobre przykłady przepisów, które mogłyby zostać przyjęte na podstawie odrzuconej konstytucji, ale nie mogłyby zostać przyjęte na podstawie wersji zmienionej.
Gdzie jest różnica w skutkach? Jeżeli różnic nie ma, trudno jest uzasadnić odwołanie referendów w sprawie pierwotnej konstytucji UE, które zostały już ogłoszone lub zapowiedziane.
W chwili przygotowywania niniejszej pozycji bez odpowiedzi pozostaje pytanie: ile krajów przeprowadzi referendum w sprawie tych tekstów? Irlandia zapowiedziała przeprowadzenie referendum latem 2008 roku. Kto będzie następny?
Nowa forma, ta sama treść
Valéry Giscard d'Estaing ogłosił rezultaty prac na posiedzeniu Parlamentu Europejskiego 17 lipca 2007 roku. Oświadczył on, że treść nowego traktatu jest identyczna z treścią odrzuconej konstytucji, lecz forma zmieniła się z czytelnej konstytucji na dwa komplety niezrozumiałych poprawek do traktatów.
Valéry Giscard d'Estaing powiedział, że zgadza się z przewodniczącym-elektem konwentu, byłym premierem i obecnym ministrem spraw wewnętrznych Włoch Giuliano Amato. Według Euobserver.com z 16 lipca 2007 r., Amato powiedział, że konstytucja została celowo sporządzona w sposób nieczytelny dla obywateli, właśnie w celu uniknięcia referendów: "Postanowili oni [przywódcy UE], że dokument powinien być nieczytelny. Jeżeli jest nieczytelny, nie ma charakteru konstytucyjnego - tak to postrzegano. Jeżeli przypadkiem uda się go zrozumieć od razu, może istnieć powód do przeprowadzenia referendum, ponieważ oznaczałoby to, że istnieje coś nowego" (przemówienie w Centre for European Reform w Londynie, 12 lipca 2007 r.; źródło: Euobserver.com. 16 lipca 2007 r.).
Porównanie ze zwykłymi funkcjami państwa
Na początku przyjrzymy się i ocenimy ogólny skutek wszystkich odpowiednich postanowień.
Wszystkie państwa posiadają konstytucję. Na przykład Niemcy mają konstytucję państwa federalnego. Podział władzy prawodawczej, wykonawczej i sądowniczej może być różny, lecz podstawowe funkcje są takie same dla wszystkich krajów związkowych (landów). Gdy przyjrzymy się nowemu tekstowi, zobaczymy, że przewiduje on takie same funkcje, jakie zazwyczaj pełnią państwa.
Władza prawodawcza. Istnieje wspólna władza prawodawcza. Dzielą ją Komisja i Rada Ministrów. Traktat lizboński przyznaje również większy wpływ Parlamentowi Europejskiemu, rozszerzając zakres stosowania tzw. współdecyzji. Rada będzie stanowić większością głosów w 68 nowych obszarach.
Władza wykonawcza. Istnieje wspólna władza wykonawcza - Komisja - której nadanych zostanie więcej uprawnień do wykonywania jej własnych decyzji.
Władza sądownicza. Istnieje wspólna władza sądownicza, wspólny sąd najwyższy, któremu podlegają nowe wyspecjalizowane sądy. Można je ustanowić decyzją podjętą większością głosów. W oparciu o zasadę zgodności z prawem UE, orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu będą miały pierwszeństwo przed wszystkimi przepisami krajowymi.
W związku z powyższym nowa Unia będzie posiadała władzę prawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, tak samo jak stanowią konstytucje krajowe. Jednakże w traktacie lizbońskim nie ma wyraźnego rozróżnienia między władzą prawodawczą, wykonawczą i sądowniczą.
Wspólny prezydent. Będziemy posiadali wspólnego prezydenta UE, który będzie kierował pracami Rady Europejskiej, lecz nie będzie wybierany w taki sam sposób, jak w Stanach Zjednoczonych lub we Francji. Prezydentem będzie stały przewodniczący Rady Europejskiej. W jej ramach będą się spotykać premierzy państw UE jako oficjalna instytucja UE, która większością głosów może również podejmować wiążące decyzje.
Prezydent będzie reprezentował Unię w rozmowach, na przykład z prezydentami Ameryki, Rosji lub Chin. Urząd przewodniczącego Rady Europejskiej może w późniejszym terminie zostać połączony z urzędem przewodniczącego Komisji, zatem Unia może uzyskać przywódcę o pełnym statusie prezydenckim.
Wspólne Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Będziemy również mieli ministra spraw zagranicznych. Będzie on stał na czele wspólnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, lecz w traktacie lizbońskim (zmieniona konstytucja) uzyska nową nazwę. Nazwa tego urzędu będzie obecnie brzmiała "wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa". Francja i Niemcy zadbały o to, aby przy tak długiej i trudnej nazwie media w praktyce nazywały go ministrem spraw zagranicznych UE. Będzie on również reprezentował Unię we współpracy z ministrami spraw zagranicznych państw członkowskich.
De facto minister spraw zagranicznych UE został już mianowany, nawet jeżeli formalnie oficjalna nazwa stanowiska to wysoki przedstawiciel. "Ministrem spraw zagranicznych" Unii jest Javier Solana. W przyszłości politykę zagraniczną UE mogą wyznaczać decyzje podejmowane większością głosów na wniosek ministra spraw zagranicznych UE. Javier Solana będzie pełnił również inną funkcję wiceprzewodniczącego Komisji.
Przy tych dwóch funkcjach polityka zagraniczna i wewnętrzna może zostać zintegrowana z innymi działaniami UE. Wiążące przepisy dotyczące polityki zagranicznej nie mogą być jednak uchwalane na podstawie decyzji w sprawie polityki zagranicznej. Również Trybunał Sprawiedliwości nie sprawuje całkowitej kontroli nad polityką zagraniczną i bezpieczeństwa.
Państwa narodowe mają w tym obszarze pewną swobodę działania.
Działanie wspólnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych może zostać rozszerzone poprzez wykorzystanie decyzji dotyczących budżetu, podejmowanych zwykłą większością, w celu ustanowienia dużych wspólnych korpusów dyplomatycznych. Na całym świecie mogą zostać utworzone wspólne ambasady UE, które mogłyby stopniowo zastąpić ambasady krajowe.
Trzecią osobą publiczną jest przewodniczący Komisji. W związku z tym Unia może być reprezentowana wobec innych państw w taki sam sposób, jak reprezentowane są inne państwa, tj. przez prezydenta, premiera i ministra spraw zagranicznych. Z zewnątrz Unia będzie zatem postrzegana jako podmiot przypominający państwo.
Wspólne umowy międzynarodowe. Po raz pierwszy Unia stanie się osobą prawną i będzie istnieć jako odrębny byt oraz podmiot międzynarodowy. Jest to trudna, lecz istotna koncepcja. Obecnie jedynie Europejska Wspólnota Gospodarcza jest osobą prawną, która może prowadzić negocjacje, na przykład w sprawach umów handlowych z innymi krajami.
Teraz zniknie dotychczasowy podział na filary między współpracą międzyrządową i ponadnarodową, a Unia jako taka stanie się osobą prawną.
Unia może zatem zawierać umowy z innymi państwami i organizacjami międzynarodowymi we wszystkich sprawach, począwszy od handlu, po politykę zagraniczną i obronną. Stany Zjednoczone i Chiny nie będą już prowadzić negocjacji z państwami członkowskimi UE. Unia będzie prowadzić negocjacje w imieniu całego terytorium UE.
Przewodniczący Komisji José Manuela Barroso nazwał nową UE "imperium". Ma rację. Unia jest największą światową potęgą handlową i zmierza w kierunku politycznego supermocarstwa. Traktat lizboński wprowadzi specjalną strukturę współpracy wojskowej dla wybranych państw UE, opartą na francuskiej i brytyjskiej broni jądrowej.
"Europa jest imperium. Należy powiedzieć, że imperium nieimperialnym. A jednak imperium".
Przewodniczący KE José M. Barroso
Zasadniczo na mocy traktatu lizbońskiego umowy międzynarodowe mogą być zawierane na podstawie decyzji podejmowanych większością głosów, jeżeli taką większością można decydować w sprawie zasad wewnętrznych. Umowy te będą wiążące dla danego państwa członkowskiego, nawet jeżeli jego przedstawiciele głosowali przeciwko treści umowy.
Umowy międzynarodowe zawierane przez nową UE będą również miały pierwszeństwo przed ustawodawstwem i umowami państw członkowskich.
Wspólne granice zewnętrzne. Unia posiada i będzie posiadać wspólne granice zewnętrzne. Mogą one być kontrolowane na wszelkie sposoby, począwszy od wspólnych wojsk granicznych aż do wspólnych przepisów dotyczących imigracji i azylu, stanowionych na zasadzie większości. Unia Europejska będzie większością głosów decydować o tym, kto może wjeżdżać i przebywać w naszych krajach.
Wspólne siły zbrojne. Poza postanowieniami przewidującymi specjalną strukturę współpracy wojskowej Unia będzie posiadać wspólną politykę obrony dotyczącą wszystkich państw UE. Ustanowiony zostanie wspólny rynek broni wspierany przez wspólną agencję wojskową utworzoną w czerwcu 2004 roku. W 2005 r. UE zyskała komórkę planowania wojskowego i wojskowe grupy bojowe, od 2007 r. uzupełniane o centrum operacji wojskowych. Wszystkie te elementy spowodują stopniowy rozwój wspólnych sił zbrojnych.
Obecnie tworzona jest wspólna służba wywiadowcza (Sirene). W budynku Rady UE w Brukseli odbywają się spotkania kilku komisji wojskowych. Zalążki wspólnego Ministerstwa Obrony - komórka planowania wojskowego - powstały już przy Avenue de Cortenbergh w Brukseli.
Przekształcona konstytucja - traktat lizboński - da również Unii podstawę do prowadzenia wojen bez konieczności uzyskania zgody ONZ. Traktat nie będzie wymagał, aby Unia oczekiwała uzyskania w tym celu mandatów ONZ.
W związku z tym Unia uzyska wspólne możliwości i uprawnienia do działań zewnętrznych, podobne do tych posiadanych przez inne kraje. Prawo do zawierania umów z innymi państwami i prowadzenia wojny jest prawdopodobnie najistotniejszą funkcją państw w porównaniu z przedsiębiorstwami i osobami fizycznymi. Nowo ustanowiona Unia będzie posiadać takie same uprawnienia jak inne państwa, a zatem w ten sposób będzie również przypominać państwo.
Wspólny kodeks karny. Jako nowy element Unia uzyska także możliwość karania obywateli za naruszanie jej prawa.
W szczególności istnieje obecnie wyraźna podstawa do przyjęcia wspólnego kodeksu karnego oraz możliwość określenia kar za naruszanie wszystkich przepisów, tak samo jest we wszystkich innych państwach. Parlamenty krajowe uchwalają ustawy i ustanawiają kary za naruszanie prawa. Obecnie obywatele UE mogą zostać ukarani za naruszanie prawa UE. W UE nie istnieją jednak wspólne więzienia. Wspólne przepisy karne będą wykonywane w państwach członkowskich i przez te państwa.
Unia uzyska zatem faktyczną władzę nad swoimi obywatelami.
Państwa członkowskie mogą podlegać karze pieniężnej w przypadku niewykonania przepisów prawa UE lub postępowania niezgodnie z nimi.
Wspólne prawa podstawowe. Zgodnie z traktatem lizbońskim Unia będzie posiadała również wspólne, własne prawa podstawowe, tak samo jak inne państwa.
Najwyższą władzą odpowiedzialną za interpretację praw podstawowych będzie Europejski Trybunał Sprawiedliwości, tak jak w większości państw członkowskich rolę tę pełni sąd najwyższy.
Unia wspólnie przystąpi do europejskiej Karty Praw Człowieka. W razie konfliktu między wspólnymi europejskimi normami w dziedzinie praw człowieka określonymi w Konwencji a interpretacją Trybunału Sprawiedliwości UE również będziemy musieli zastosować się do zasad UE.
Wspólne symbole państwa. Z tekstu traktatu lizbońskiego usunięto zapisy dotyczące wspólnej flagi, waluty, dewizy, hymnu oraz dnia Europy. W mandacie negocjacyjnym zapisano jednak, że niczego to nie zmieni. Symbole Unii nadal będą obowiązywać tak jak dotychczas, bez oficjalnej podstawy prawnej w traktatach.
Oficjalne symbole UE nie będą już przewidziane, tak jak miało to miejsce w konstytucji. Parlament zdecydowaną większością przegłosował wzmocnienie prawa do używania wspólnych symboli UE, nawet jeżeli nie będzie o nich mowy w nowym traktacie.
Czy jest to konstytucja?
Wyraz "konstytucja" został obecnie usunięty z opublikowanego tekstu, natomiast funkcje państwa oraz pierwszeństwo prawa i orzecznictwa Unii znajduje wyraźne potwierdzenie w deklaracji nr 27. Zamiast jednoznacznego dodania tego postanowienia wprowadzono odniesienie do różnych orzeczeń Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, z którymi mogą zapoznać się sami obywatele.
W opinii 1/91 Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości traktaty europejskie są wyraźnie opisane jako "karta konstytucyjna wspólnoty opartej na zasadzie praworządności".
Odniesienia mające oznaczać, że konstytucja już istnieje, zostały wprowadzone tylnymi drzwiami.
Zatem istnieje konstytucja, konstytucja UE, której będziemy musieli wkrótce przestrzegać, jeżeli traktat lizboński zostanie ratyfikowany.
Nie istnieją żadne funkcje państw członkowskich, których nie można by znaleźć lub stworzyć na szczeblu UE. Nawet o brakujących uprawnieniach, takich jak możliwość opodatkowania obywateli lub poboru w przypadku wojny, można zadecydować jednomyślnie bez potrzeby bezpośredniego zwracania się do narodów Europy. Nowa konstytucja będzie zatem oznaczała, że każdy kraj będzie od tej pory posiadał dwie konstytucje - krajową i unijną. Bawaria będzie miała nawet 3 konstytucje. W razie ich kolizji wiążąca będzie konstytucja UE. Decyzję taką podjął Europejski Trybunał Sprawiedliwości, a nie sąd krajowy.
Trzy zasadnicze zaproponowane zmiany
Grupa "SOS dla demokracji" (SOS Democracy) w Parlamencie Europejskim również przedstawiła kilka bardzo konkretnych zmian tekstu traktatu lizbońskiego:
1. Nie chcemy "podwójnej większości" głosów w Radzie UE, ustalanej według liczby ludności. Traktat lizboński o połowę zmniejszy wpływ Danii na stanowienie prawa w UE, a dwukrotnie zwiększy wpływ Niemiec. Zamiast tego chcemy jednego głosu dla każdego państwa w Radzie Ministrów. Jeżeli nie można osiągnąć jednomyślności, chcemy, aby wszystkie przepisy prawa były uchwalane decyzją 75 proc. państw oraz ogólną większością w Parlamencie Europejskim.
2. Chcemy utrzymać komisarza z każdego państwa członkowskiego oraz chcemy, aby odpowiadał/-a on/ona przed parlamentem krajowym za swój sposób głosowania w Komisji Europejskiej.
3. Chcemy, aby wymóg całkowitej harmonizacji przepisów został zastąpiony wymogiem wspólnych minimalnych zasad, by zainteresowane kraje miały możliwość osiągnięcia większego stopnia zaawansowania pod względem ochrony zdrowia i środowiska naturalnego, bezpieczeństwa i zatrudnienia, ochrony konsumentów, dobrostanu zwierząt i różnorodności kulturowej.
Przede wszystkim chcemy zapytać wyborców o dotychczasowe najbardziej kompleksowe działania w zakresie współpracy w UE. Wraz ze zwolennikami i przeciwnikami konstytucji w pozostałej części Europy podjęliśmy zatem inicjatywę w celu zebrania podpisów za przeprowadzeniem referendów w całej UE.
Najlepiej byłoby, gdyby wybrano nowy konwent w celu przygotowania jednej lub dwóch różnych propozycji, które mogłyby następnie zostać przesłane na potrzeby równoczesnych referendów we wszystkich krajach.
Można poprzeć żądanie przeprowadzenia referendum w sprawie traktatu lizbońskiego i zaangażować się w rozpowszechnianie informacji o stronie internetowej grupy: www.x09.eu.
Wyłączne prawo składania wniosków legislacyjnych
Prawo do proponowania prawodawstwa w UE mają wyłącznie podmioty niewybierane. Komisja Europejska nadal posiada wyłączne prawo do proponowania prawodawstwa, lecz obecnie w znacznie większej liczbie obszarów. Traktat lizboński zawiera postanowienia stanowiące uznanie dla demokracji bezpośredniej, które pomagałem przedstawiać w specjalnym konwencie ds. konstytucji.
W przypadku gdy ponad milion obywateli podpisało się pod żądaniem, aby Parlament Europejski posiadał jedno miejsce pracy, nie mogliśmy nawet przeprowadzić debaty nad tą propozycją, gdy znalazła się już ona w samym Parlamencie!
Mówiąc polemicznie, warunkiem przedstawienia propozycji w UE jest to, że nie zostało się wybranym!
Komisja nie odpowiada przed wyborcami. Nie może zostać usunięta w następnych wyborach. Nie może zostać nawet usunięta milionem podpisów. Czy sądzicie, że będziemy mieli referendum w sprawie traktatu lizbońskiego we wszystkich państwach członkowskich, jeżeli/gdy zbierzemy milion podpisów w Europie?
Mniejsza Komisja
Traktat lizboński zniesie prawo do posiadania stałego komisarza z każdego państwa członkowskiego, a mianowanie komisarzy będzie nadal należało do premierów. Co pięć lat będą oni musieli spotykać się i uzgadniać nowego przewodniczącego i skład mniejszej Komisji.
Po roku 2014 w skład Komisji wejdą jedynie członkowie z dwóch trzecich państw członkowskich. Z tym że same państwa nie zadecydują, kto będzie komisarzem, gdy przyjdzie ich kolej posiadania własnego obywatela w Komisji.
Decyzje w sprawie przewodniczącego i komisarzy będą zapadać superkwalifikowaną większością 20 z 27 premierów. Decyzja premierów zostanie następnie przedstawiona Parlamentowi Europejskiemu, który może zagłosować "tak" lub "nie", najpierw w sprawie przewodniczącego, a następnie w sprawie całej Komisji.
Wybrani przedstawiciele w PE nie mogą wybrać innego, wskazanego przez siebie przewodniczącego ani innej Komisji. To najwyższa władza wykonawcza w państwach UE - premierzy - będzie mianować Komisję, podejmując decyzję większością głosów. Komisja będzie potężniejsza niż kiedykolwiek i będzie pełnić funkcje zarówno prawodawcze, jak i wykonawcze i sądownicze.
Ani parlamenty krajowe, ani Parlament Europejski nie wybierają faktycznego rządu UE. Będziemy mieli wspólny rząd UE, lecz nie będzie on odpowiedzialny przed wyborcami.
Premierzy są wyłaniani w wyborach krajowych. Jako wyborcy mamy pośredni wpływ na to, kto pełni tę funkcję. Jednakże w UE nie posiadamy bezpośredniego wpływu na powołanie rządu, który mamy, gdy głosujemy w wyborach do parlamentów krajowych.
Parlament Europejski może odrzucić komisarzy wybranych przez premierów. Przy powoływaniu Komisji José Manuela Barroso większość w PE chciała odrzucić dwóch proponowanych komisarzy. Kraje, z których pochodzili, musiały zrezygnować z tych kandydatur. Większości PE nie odpowiadał proponowany komisarz włoski, który został wskazany przez rząd Włoch i poparty przez większość w parlamencie włoskim. Kandydatka łotewska była wcześniejszą przeciwniczką członkostwa w UE i w związku z tym nie została zaakceptowana, chociaż wybrał ją rząd łotewski.
Istnieją dwa modele pozwalające na przyznanie wyborcom władzy nad Komisją. Jednym z nich jest model federalistyczny, zakładający, że Parlament Europejski wybiera przewodniczącego, który następnie formuje rząd i poddaje go pod głosowanie w Parlamencie Europejskim, który go zatwierdza lub odrzuca ogólną większością głosów. Zatem wybory do PE, w których udział biorą wyborcy, decydują o składzie Komisji. Każda partia europejska może następnie przedstawić kandydata na urząd przewodniczącego. Wybrany zostaje ten kandydat, który uzyska większość w Parlamencie. Jest to klasyczna demokracja parlamentarna na szczeblu UE. Model ten preferuje - choć nie powszechnie - zdecydowana większość w PE. Tego jednak nie przewiduje traktat lizboński.
Krytycy konstytucji przedstawili inny model, w którym wyborcy w poszczególnych krajach wybierają własnego przedstawiciela w KE. Byłaby to zatem Komisja reprezentująca wyborców w każdym kraju. Jednak tego również nie przewiduje traktat reformujący.
Obecnie 85 proc. całego prawa UE uchwalają urzędnicy służby cywilnej z państw członkowskich i KE pracujący niejawnie w 300 grupach podlegających Radzie Ministrów w Brukseli.
Przepisy są sporządzane przez 3 tys. innych tajnych grup roboczych przy Komisji. Jedynie 15 proc. przepisów UE jest uchwalanych na posiedzeniach Rady Ministrów, w których osobiście mogą brać udział ministrowie. Wybrani przedstawiciele z parlamentów krajowych lub Parlamentu Europejskiego również nie są dopuszczeni do udziału w tych posiedzeniach.
Sytuacja ta nie ulegnie zmianie wraz z traktatem lizbońskim, nawet jeśli jednym z jego określonych celów jest zbliżenie obywateli do UE. Wręcz przeciwnie: decyzje w sprawie jeszcze większej liczby przepisów, w jeszcze większej liczbie obszarów będą zapadać na zamkniętych posiedzeniach w Brukseli, a nie podczas jawnych obrad parlamentów krajowych, wybranych przez narody państw członkowskich.
Parlament Europejski będzie jednak miał możliwość interwencji w znacznie większej liczbie obszarów niż obecnie dzięki wspólnemu podejmowaniu decyzji. Metoda ta umożliwia posłom odrzucanie przepisów i składanie Komisji propozycji poprawek.
Jednak to niepochodzące z wyborów osoby w KE decydują, czy zaproponowane poprawki powinny zostać zaakceptowane czy nie.
Jednakże jeżeli Komisja nie popiera danej poprawki PE, ministrowie państw UE mogą ją przyjąć wyłącznie jednomyślnie.
To nie Parlament Europejski uchwala prawo w UE, tak jak parlamenty krajowe prawo w każdym z 27 państw UE. Ponadto PE oczywiście nie może wyjść z inicjatywą lub zaproponować prawa - takie prawo inicjatywy jest najbardziej istotną funkcją wszystkich prawdziwych parlamentów. W UE prawo inicjatywy prawodawczej przysługuje wyłącznie Komisji, która nie jest wyłaniana w drodze wyborów.
Wspólne podejmowanie decyzji nie jest wystarczająco wspólne. To Komisja i Rada Ministrów stanowią prawo we Wspólnocie. Dzielą one władzę prawodawczą, chociaż żadna z nich nie jest wybierana bezpośrednio w tym celu.
Wybierany jest Parlament Europejski, lecz faktycznie nie posiada on władzy prawodawczej. Osoby, na które głosujemy w wyborach europejskich, mogą wywierać wpływ, ale nie mogą rzeczywiście decydować. Decyzje podejmowane są przez osoby, które nie zostały wyłonione w wyborach.
Istnieją dwa różne modele pozwalające na usunięcie deficytu demokracji. Model federalistyczny przyznałby całą władzę prawodawczą Parlamentowi Europejskiemu, tak aby przepisy prawa były przyjmowane w ramach wspólnej europejskiej demokracji parlamentarnej.
Demokratyczna opozycja w konwencie, który sporządził pierwotną konstytucję, proponowała połączenie demokracji parlamentarnej w państwach członkowskich z dwoma różnymi posiedzeniami w UE.
W jednej izbie, Radzie Ministrów, każdy kraj powinien dysponować jednym głosem niezależnie od wielkości. Akt prawodawczy mógłby zostać przyjęty, jeżeli na przykład zgodę wyraziłoby 75 proc. krajów. Minister każdego kraju powinien posiadać mandat swojego parlamentu krajowego. Decyzja UE byłaby zatem wyrazem woli 75 proc. parlamentów krajowych, a więc, pośrednio, większości wyborców krajowych.
Jednocześnie druga izba, PE, mogłaby uzyskać rzeczywiste prawo weta w sprawie wszystkich przepisów UE, jeżeli założono by, że prawo UE powinno być również stanowione ogólną większością głosów w PE. Wówczas głosowanie w tej izbie miałoby także bezpośredni wpływ. Prawo byłoby zatem ostatecznie stanowione z całkowitą jawnością przez biura Komisji oraz przez 300 tajnych grup roboczych podlegających Radzie Ministrów w Brukseli.
Traktat lizboński nie przewiduje żadnej demokratycznej metody. Władza nadana PE jest znacznie mniejsza niż władza odebrana wyborcom. Tak jest w 68 przypadkach, w których państwa członkowskie tracą prawo weta w UE. Rekompensatę stanowi większy wpływ Parlamentu Europejskiego w 19 obecnych obszarach polityki, w których aktualnie decyzje są podejmowane większością głosów w Radzie Ministrów bez współdecydowania w PE.
Biorąc pod uwagę wyłącznie tę sytuację, w 19 przypadkach został osiągnięty postęp, który jednak nie wystarcza, aby zrekompensować ogólną utratę demokracji w 49 przypadkach.
Plan D - dla dialogu i demokracji
Kiedy wyborcy odrzucili konstytucję we Francji i w Holandii, Komisja i państwa UE podjęły decyzję w sprawie "planu D dla dialogu i demokracji".
Nie przyniósł on wielu efektów. Komisja obiecała środki finansowe tym, którzy wyrazili zgodę. Jednakże sondaże opinii publicznej nie wykazały, że we wszystkich krajach większość opowiadała się za konstytucją UE.
Według sondażu opinii publicznej przeprowadzonego w marcu 2007 r. przez brytyjski zespół ekspertów "Open Europe", 75 proc. wyborców europejskich chce, aby zapytano ich o zdanie na temat traktatu lizbońskiego, a jedynie 20 proc. chce pozostawić tę decyzję politykom (http://www.openeurope.org.uk/media%2Dcentre/pressrelease.aspx?pressrelea...).
Nie wystarczyła powszechna chęć zadecydowania w sprawie tekstu w referendum. Zamiast zmienić tekst w sposób umożliwiający jego większą akceptację wśród wyborców premierzy postanowili, że nie powinien on zostać wcale poddany pod referendum!
Notatka 11197/07 dok. 580/07 Służby Prawnej UE zawiera stwierdzenie: "Z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości wynika, że pierwszeństwo prawa WE stanowi podstawową zasadę prawa wspólnotowego. Według Trybunału zasada ta jest nieodłącznie związana ze szczególną naturą Wspólnoty Europejskiej. Kiedy wydawany był pierwszy wyrok zapoczątkowujący to obecnie już utrwalone orzecznictwo (wyrok z dnia 15 lipca 1964 r. w sprawie 6/64, Costa przeciwko ENEL), w Traktacie nie było żadnej wzmianki o zasadzie pierwszeństwa. Sytuacja ta do dziś nie uległa zmianie. Fakt, że zasada pierwszeństwa nie zostanie włączona [do traktatu lizbońskiego - przyp. red.], w żaden sposób nie narusza samej zasady i obowiązującego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości".
W przypisie przywołano słowa Trybunału, który ustanowił zasadę pierwszeństwa prawa UE: "wynika (...), [że] prawu utworzonemu na podstawie traktatu, pochodzącemu z niezależnego źródła, nie można, ze względu na jego wynikającą stąd szczególną naturę, przeciwstawiać w postępowaniu sądowym jakiegokolwiek wewnętrznego aktu prawnego, gdyż oznaczałoby to utratę przez to prawo charakteru wspólnotowego i zakwestionowanie samych podstaw prawnych Wspólnoty".
W innych obszarach życia tego rodzaju zmianę nazwano by oszustwem. Pierwszeństwo prawa UE jest po raz pierwszy wyraźnie wymienione w traktacie UE. Zostało ono wprowadzone do niewiążącej deklaracji, która jednak odnosi się do prawnie wiążących orzeczeń, obecnie wyraźnie uznawanych przez państwa członkowskie.
Usunięcie terminu "konstytucja" nie zmienia również charakteru konstytucji, ponieważ Trybunał orzekł, że prawo UE stanowi "konstytucyjną podstawę wspólnoty opartej na zasadzie praworządności", jak to zostało wyrażone w opinii Trybunału w sprawie współpracy EOG w 1991 roku.
Holandii udało się wynegocjować zasadę bliskości (w żargonie unijnym - zasadę pomocniczości). W przyszłości parlamenty krajowe mogą protestować przeciwko projektom unijnych aktów prawnych ze względu na brak poszanowania zasad pomocniczości i proporcjonalności, w przypadku gdy 1/3 parlamentów dojdzie w tej sprawie do porozumienia w ciągu 8 tygodni od otrzymania wniosku. Procedura ta nazywana jest "żółtą kartką". Następnie Parlament Europejski lub 55 proc. rządów państw członkowskich może zatrzymać wniosek, jeżeli ich zdaniem nie jest on zgodny z zasadą pomocniczości. Procedura ta nazywana jest "pomarańczową kartką".
Wydawane przez rządy pomarańczowe lub czerwone kartki dotyczą kwestii pomocniczości, nie obejmują jednak ważniejszej zasady proporcjonalności.
Na papierze stanowi to pewien postęp. Jednakże próg 55 proc. powinien wynosić 25 proc., jak proponowali krytycy tego rozwiązania podczas obrad konwentu. Wówczas byłby to prawdziwy postęp w stosunku do liczby 33 proc. zawartej w odrzuconej konstytucji. Liczba 55 proc. niczego w praktyce nie zmienia, ponieważ UE nie może przyjąć wniosku legislacyjnego w przypadku sprzeciwu 45 proc. krajów.
Prawdziwa zasada bliskości zostanie osiągnięta dopiero wówczas, gdy parlamenty krajowe będą miały obowiązek wypowiadać się na temat każdego unijnego aktu prawnego, tak aby można było je pociągnąć do odpowiedzialności z tego tytułu w dniu kolejnych wyborów.
Nowa zasada bliskości pozornie miała umocnić pozycję parlamentów krajowych. Niestety wiąże się ona z najszerszym jak dotąd przekazaniem wpływu przez parlamenty krajowe - a tym samym przez obywateli - władzy wykonawczej w UE.
Liczba głosów zgodna z liczbą ludności
Traktatem lizbońskim w radykalny sposób zmieniono dotychczasowe relacje sił między państwami członkowskimi. Odebrano władzę nie tylko wyborcom we wszystkich krajach, lecz również małym i średnim krajom na rzecz krajów największych.
Najważniejsza propozycja polega na tym, aby liczba głosów przysługujących poszczególnym krajom była zgodna z ich liczbą ludności. W ten sposób Niemcy otrzymają 82,5 mln głosów, a Dania - 5,4 mln. Oznacza to, że Niemcy, Francja oraz dwa inne kraje mogą zablokować każdy projekt legislacyjny, nawet jeżeli 23 pozostałe państwa opowiedzą się za jego przyjęciem.
Nowy system podwójnej większości zapewni większym krajom znacznie silniejszą pozycję negocjacyjną w stanowieniu unijnego prawa. W przyszłości Komisja będzie rozpoczynała sporządzanie wniosków dotyczących unijnych przepisów od zasięgnięcia opinii największych krajów. Będzie wiedziała, że małe kraje można w razie potrzeby przegłosować.
Niemcy próbują wykorzystać proponowany w traktacie lizbońskim i w konstytucji system podwójnej większości, aby podwoić swoje wpływy w stosunku do wielu innych krajów. Niemcy będą mieć 15 razy większe wpływy niż Dania i ponaddwukrotnie większe niż Polska, zamieszkała przez 38 mln obywateli. Obecnie Polska dysponuje 27 głosami przy 29 głosach przynależnych Niemcom, Francji i innym narodom o dużej liczbie obywateli.
Zgodnie z polską alternatywą dla liczby głosów zależnej od liczby ludności wprowadzono by system, w którym ważenie głosów poszczególnych państw członkowskich odbywałoby się przez wyliczenie pierwiastka kwadratowego z ich liczby ludności.
W tym systemie Niemcy miałyby 9 głosów, a Polska -6. W związku z powyższym Polska zaproponowała obniżenie swojej liczby głosów z 27 do 6, przy czym liczba głosów niemieckich zostałaby zaledwie zmniejszona z 29 do 9.
W rzeczywistości Polska nie jest pierwszym krajem, który zaproponował takie rozwiązanie. Propozycja ta została początkowo przedłożona przez Szwecję. Podobny system jest zresztą stosowany w niemieckim Bundesracie. W izbie tej żaden z krajów związkowych nie może mieć mniej niż 3 ani więcej niż 6 głosów. Niemieckie kraje związkowe nie zaakceptowałyby systemu głosowania według łącznej liczby ludności, który został obecnie narzucony całej UE, w dużej mierze właśnie przez Niemcy.
Mniejszość blokująca - kompromis z Joaniny
Zgodnie z traktatem lizbońskim i konstytucją UE przyjęcie unijnego aktu prawnego wymaga porozumienia 55 proc. krajów reprezentujących łącznie 65 proc. liczby ludności UE. Proces ten może zatem zostać utrudniony przez niewiele ponad 45 proc. krajów lub przez kraje, których łączna liczba ludności przekracza 35 proc. mieszkańców Unii. Nazywane to jest mniejszością blokującą. W ten sposób na przykład Niemcy i Francja - a z czasem także Turcja - mogłyby zdominować unijną współpracę. Istnieje jednak również zasada, że do zablokowania aktu prawnego potrzebne jest porozumienie 4 państw. W związku z tym francusko-niemiecka machina potrzebowałaby zgody tylko 2 innych państw, na przykład Luksemburga i Belgii, aby przeważyć szalę na swoją korzyść.
Podczas negocjacji w sprawie traktatu z Nicei Hiszpanię rozgniewał fakt, że jej pozycja negocjacyjna pogorszyła się w stosunku do poprzedniego systemu. Uzyskała zatem specjalny zapis, zgodnie z którym decyzja może zostać zablokowana tylko raz mniejszą liczbą głosów niż wymagane jest dla osiągnięcia mniejszości blokującej.
Porozumienie osiągnięto w greckim mieście Joanina i stąd jest ono nazywane kompromisem z Joaniny. Jego treść nie jest szczególnie ważna, ponieważ w praktyce zastosowano go tylko raz.
Polska może zatem stwierdzić, że zyskała stosunkowo silniejszą pozycję negocjacyjną w sprawie dwóch następnych siedmioletnich budżetów Unii. W rzeczywistości w dalszym ciągu państwa członkowskie będą mogły zwykłą większością głosów osiągnąć porozumienie zgodnie z zasadami traktatowymi.
Będą zatem głosować i z łatwością przegłosują Polskę.
Różne kraje spierają się jednak w kwestii interpretacji tego kompromisu. Czy opóźnienie głosowania powinno obowiązywać przez 2 lata, czy zaledwie przez 3 miesiące, do następnego szczytu UE?
Nowy kompromis został przyjęty podczas szczytu decyzją Rady Europejskiej. Zgodnie z nowym protokołem może on zostać zmieniony wyłącznie w drodze konsensu premierów. Kompromis ma postać niewiążącej deklaracji. W myśl nowego, wiążącego protokołu teksty niewiążące mogą zostać unieważnione wyłącznie w drodze konsensu.
Wspólne prawa podstawowe
W niektórych krajach mogą pojawić się opinie, że UE nie przyjęła wspólnych praw podstawowych, ponieważ nie zostaną one umieszczone w nowych traktatach. Zamiast tego w traktacie lizbońskim pojawiło się odniesienie do Karty Praw Podstawowych Unii, dzięki któremu jej postanowienia stają się prawnie wiążące.
Treść Karty została również opublikowana "ze względów technicznych" w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej.
W rzeczywistości nie ma różnicy między opublikowaniem Karty jako osobnej części II konstytucji a jej zastąpieniem odpowiednim odniesieniem w jednym z artykułów traktatu lizbońskiego. Postanowienia Karty zyskałyby moc prawnie wiążącą w taki sam sposób jak poprzez ich włączenie do treści traktatu.
O wykładni obowiązujących obecnie praw człowieka będzie nadal decydował Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu.
Wymieniono wśród nich na przykład prawo do życia. Brzmi ono dobrze, ale nie określono, czy życie zaczyna się z chwilą narodzin, czy też dziewięć miesięcy wcześniej? Czy może w którymś momencie między tymi datami?
Stracimy wkrótce prawo do decydowania o przysługujących nam prawach podstawowych. Nawet swobody zapisane w konstytucji muszą być interpretowane w świetle prawa unijnego. W żadnej z dziedzin objętych traktatem nie możemy osiągnąć standardu praw odbiegającego od ustaleń władz Unii i jej trybunału, inaczej musielibyśmy w tym celu z niej wystąpić.
Oba kraje są obecnie wyłączone ze współpracy w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych.
Tym samym Wielka Brytania wywalczyła zapis w specjalnym protokole, umożliwiający jej doprecyzowanie pewnych aspektów stosowania Karty w brytyjskiej praktyce ustawodawczej i administracyjnej, a także możliwość jej wyegzekwowania na drodze sądowej w Wielkiej Brytanii.
W tym kontekście należy podkreślić słowo "doprecyzować". Nie oznacza ono zmiany treści Karty w żadnym punkcie. Karta ma takie samo zastosowanie w Wielkiej Brytanii jak we wszystkich pozostałych krajach w przypadku wdrażania przez Wielką Brytanię prawodawstwa unijnego.
To Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu stwierdza, kiedy unijne przepisy mają zastosowanie, a kiedy nie. Wielka Brytania nie uzyskała i nie może uzyskać prawdziwego wyłączenia ze stosowania Karty, ponieważ prawa podstawowe są co do zasady jednakowe w całej UE.
Prawa te przynależą obywatelom UE. Dyskryminacja ze względu na przynależność państwową jest zabroniona. Prawa osób i obywateli UE zostały określone jako europejskie prawa człowieka w europejskiej Konwencji Praw Człowieka i jako wspólne prawa konstytucyjne w konstytucjach poszczególnych państw członkowskich, zaś Europejski Trybunał Sprawiedliwości może w każdym momencie poddać je własnej wykładni.
Moim zdaniem, Karta zawiera pewne nowe prawa, które zostaną uznane przez Trybunał w późniejszym terminie. Jednakże zawarto w niej zaprzeczenie tego faktu, ponieważ wymagałby on przeprowadzenia referendum w Danii.
Wielka Brytania osiągnęła więc wyłączenie w postaci protokołu bez rzeczywistej treści. Fakt ten jest obecnie źródłem sporów w Wielkiej Brytanii.
Polska wynegocjowała w traktacie lizbońskim uwagę dotyczącą solidarności energetycznej w przypadku trudności w zapewnieniu dostaw. W przypadku gdy Rada będzie podejmować decyzję, na przykład w sprawie ograniczonych dostaw w sektorze energetycznym, musi to robić "w duchu solidarności między państwami członkowskimi".
Towarzyszy temu również nowy przepis dotyczący wspierania połączeń między sieciami energetycznymi.
U jego podstaw leży porozumienie między Niemcami a Rosją o zapewnieniu dostaw gazu przez Bałtyk z pominięciem Polski. W ten sposób Niemcy korzystałyby z rosyjskiego ogrzewania, pozwalając Polakom marznąć. Polsce przypomniało to czas, gdy Rosjanie i Niemcy podzielili jej terytorium między sobą. Obecnie kraj ten uzyskał kilka miłych słów o solidarności. Nie zmienia to jednak realiów politycznych współczesnego świata, a sprawia jedynie, że sieci energetyczne w poszczególnych państwach członkowskich stały się nową dziedziną unijnych kompetencji, w której UE, z Niemcami włącznie, może stanowić prawo w zakresie polityki energetycznej decyzją większości.
Czeskie zwycięstwo bez znaczenia
W Czechach urząd prezydenta pełni obecnie człowiek niezwykle sceptyczny wobec centralistycznych dążeń w Unii. Vaclav Klaus jest zagorzałym zwolennikiem gospodarki rynkowej i decentralizacji. Czeski rząd również dąży do zwrócenia części władzy przez UE państwom członkowskim. Czesi uzyskali niewiążącą deklarację, zgodnie z którą Rada może z inicjatywy co najmniej jednego z państw członkowskich (jego przedstawicieli) i zgodnie z art. 208 zwrócić się do Komisji o przedłożenie wniosku o uchylenie aktu prawodawczego. W przyszłości każdy kraj będzie mógł wystąpić z tego rodzaju wnioskiem.
I co z tego? Komisja nie ma obowiązku zastosować się do wniosku Rady. Wyłączne prawo Komisji do przedkładania wniosków legislacyjnych pozostaje nieograniczone. Odebranie części uprawnień Brukseli wymaga jednomyślności państw członkowskich. Taka sytuacja nigdy nie miała miejsca.
Ówczesny premier Wielkiej Brytanii Tony Blair przywołał kwestię pewnych "czerwonych linii" w negocjacjach, granic, które muszą być przestrzegane, jeżeli miałby on przyjąć omawiany tekst. Wspomnianych pięć granic zostało zagwarantowanych w tekście konstytucji. Nietrudno było zapewnić ich zachowanie w nowym traktacie. W większości są to jednak banały.
Jedyne istotne żądanie Tony'ego Blaira dotyczyło braku możliwości wprowadzenia wspólnych podatków na szczeblu unijnym. Zostało to już jednak ujęte w art. 93 traktatu WE. Dotyczy on podatków pośrednich. Wspólne cła za energię również mogą być pobierane na podstawie nowego art. 176 a, choć wciąż wyłącznie w drodze jednomyślnej decyzji, chyba że państwa jednomyślnie postanowią o uregulowaniu tej kwestii decyzją większości.
O podatkach bezpośrednich od osób fizycznych nie ma mowy nawet w odrzuconej konstytucji.
Ujednolicenie podatków wymaga jednomyślności. Budżet również może być w ten sposób uchylany bez końca.
Najważniejsze pytanie brzmi: czy istnieje obecnie w Radzie większość kwalifikowana umożliwiająca przyjęcie nowych przepisów? Jeżeli tak, odpowiednia podstawa prawna zawsze się znajdzie.
Rozszerzenie na nowe państwa członkowskie
Po szczycie w Brukseli w dniu 23 czerwca 2007 r. mówiono, że kryteria kopenhaskie dotyczące rozszerzenia UE na nowe państwa członkowskie powinny zostać wpisane do traktatów. Na stronie 27 mandatu negocjacyjnego dodano zaledwie: "Uwzględnione zostaną kryteria kwalifikowalności uzgodnione przez Radę Europejską". Był to ukłon w stronę Holandii, która sceptycznie odnosi się do kolejnych rozszerzeń. UE może ponadto zostać rozszerzona w przyszłości wyłącznie w drodze jednomyślnej decyzji państw.
Francja może sama zablokować członkostwo Turcji. Ogłosiła zresztą, że poruszy kwestię granic Europy po przyjęciu traktatu lizbońskiego.
Wolna i uczciwa konkurencja
Prezydent Francji Nicolas Sarkozy doprowadził do wyłączenia "wolnej i uczciwej konkurencji" z celów Unii wymienionych w art. 3. Przedstawił następnie ten fakt jako zwycięstwo we Francji, której mieszkańcy nadal uważają, że można ochronić się przed światową konkurencją.
Zmiana celu nie oznacza jednak zmiany 16 różnych postanowień wykonawczych traktatu, którymi zapewniono wolną konkurencję. Dodano także nowy protokół w sprawie rynku wewnętrznego i konkurencji. W myśl protokołu art. 3, także bez wzmianki o wolnej konkurencji, pozwala zagwarantować jej niezakłócone istnienie. Zgodnie z nowym, wiążącym protokołem UE może wykorzystać uniwersalny art. 308 traktatu WE w celu przyjmowania aktów prawnych dotyczących konkurencji na rynku wewnętrznym.
Rynek wewnętrzny UE może zatem zostać rozszerzony na takie dziedziny jak wszelkie prawa własności intelektualnej czy usługi świadczone w ogólnym interesie gospodarczym w całym sektorze publicznym.
Jest to dziedzina, do której w przyszłości Europejski Trybunał Sprawiedliwości będzie dołączał nowe tematy, takie jak opieka zdrowotna, uważane poprzednio za nieobjęte unijną współpracą.
Wykorzystanie art. 308 wymaga jednomyślności rządów w Radzie Ministrów, ale nie wymaga przyjęcia przez parlamenty krajowe. Uniknięto w ten sposób trudnego procesu ratyfikacji traktatu w celu wprowadzenia nowych dziedzin współpracy poprzez jego zmianę, na przykład w zakresie usług użyteczności publicznej.
Pierwotnym celem UE było utworzenie wspólnego rynku. Traktat rzymski obowiązywał wyłącznie w odniesieniu do sprzedaży towarów, usług, kapitału i pracy na wspólnym rynku.
Do zmienionego traktatu lizbońskiego włączono odrębny, wiążący protokół w sprawie usług użyteczności publicznej, odnoszący się do art. 14 TFU traktatu lizbońskiego. Jego wykładnię zapewnia art. 16 TWE traktatu WE, który dotyczy usług świadczonych w ogólnym interesie gospodarczym. Usługi, które nie mają gospodarczego charakteru, dotychczas nie wchodziły w zakres traktatów i należały do wyłącznych kompetencji państw członkowskich.
Protokół można uznać za delikatne napomnienie dla Trybunału, aby powstrzymał się od ingerowania w usługi o charakterze niegospodarczym i aby uszanował swobodę państw członkowskich w zarządzaniu usługami w sektorze publicznym.
Jednakże protokół nie zmienia niektórych radykalnych wyroków, którymi Trybunał poddał kluczowe dziedziny sektora publicznego kontroli Komisji i swojej.
Nie zmienia on również bardzo szeroko zakrojonej dyrektywy usługowej, która została już przyjęta.
Protokół przyjęto w dużej części po to, by uspokoić francuskich wyborców, którzy obawiają się unijnej ingerencji we francuski sektor usług publicznych, co skłoniło ich zresztą do głosowania przeciwko projektowi konstytucji w referendum w 2005 roku.
Po raz ostatni pytają nas o zdanie w sprawie traktatu
Jako całkowitą nowość włączono podstawę do przesunięcia procedur legislacyjnych w UE z jednomyślności na rzecz większości kwalifikowanej bez potrzeby ponownego pytania wyborców o zdanie.
Mowa tu o tzw. uproszczonej procedurze zmiany, zawartej w art. IV-444 konstytucji, który został obecnie wpisany w art. 33 ust. 6 TUE traktatu lizbońskiego.
Może ona zostać wykorzystana do wprowadzenia głosowania większością kwalifikowaną na szczeblu federalnym we wszystkich dziedzinach, w których stosowana jest jednomyślność, oprócz kwestii dotyczących sił zbrojnych.
W ramach rekompensaty siły zbrojne mogą być rozwijane w ramach specjalnej współpracy strukturalnej z udziałem mniejszej liczby państw członkowskich. Niepotrzebna będzie zatem już zmiana nowej konstytucji, a będzie to możliwe poprzez procedurę zmiany.
Prawdopodobnie jest to ostatni raz, gdy spytano nas o zdanie. W uproszczonej procedurze zmiany wymagana jest jedynie zgoda wszystkich rządów oraz brak sprzeciwu ze strony parlamentów krajowych.
W odrzuconej konstytucji także przewidziano jednomyślną decyzję premierów państw UE w Radzie Europejskiej. Została ona jednak odrzucona przez francuskich wyborców, mimo że 90 proc. pochodzących z wyboru przedstawicieli w Zgromadzeniu Narodowym poparło konstytucję.
Traktat lizboński jest więc konstytucją, w której przewidziano możliwość zmiany jej postanowień.
Istnieje natomiast sposób na uniknięcie trudnego referendum w takich krajach jak Dania. Nazywany jest on wzmocnioną współpracą, w ramach której inne kraje wdrożą przepisy, które w normalnych warunkach mogłyby zostać zablokowane przez wyborców duńskich czy irlandzkich.
Ułatwiona wzmocniona współpraca
Niemniej jednak, gdyby parlament lub wyborcy chcieli powiedzieć "nie", usunięta została bariera dla zastosowania wzmocnionej współpracy na przykład w kwestii wspólnego kodeksu karnego UE i współpracy policji.
Kraj, który sprzeciwia się zmianie w kwestii wzmocnionej współpracy, może zwyczajnie stracić wpływy i zostać odsunięty na boczny tor, wraz z innymi, takimi jak Dania z jej duńskimi wyłączeniami.
Wielka Brytania chciała mieć pewność, że nie zostanie zmuszona do zmiany kodeksu karnego. Zamiast tego "wywalczyła" gwarancję, że powstaną wspólne siły policyjne, wspólna straż graniczna, wspólne unijne wyroki za zbrodnie i wspólny kodeks karny.
Pozostaje tylko pytanie, czy wszystkie państwa członkowskie będą uczestniczyć w tym systemie. Być może poza systemem pozostaną właśnie Wielka Brytania i Dania.
Unijna machina posuwa się coraz dalej naprzód. Po zmianie traktatu prawo weta zostanie w praktyce zniesione, ponieważ współpraca może być budowana na różne sposoby, dla niektórych lub dla wszystkich. Możemy spodziewać się, że stanie się ona narzędziem pozwalającym niektórym państwom zmuszać inne do podążania ich śladem.
Referenda nie zmienią już kierunków rozwoju współpracy europejskiej. Mogą one jedynie wpłynąć na relacje pojedynczych krajów z rozbudowaną UE. Jeżeli kraj zacznie sprawiać zbyt wiele trudności, można mu wskazać nowe postanowienie dotyczące dobrowolnego wystąpienia z UE i poprosić go o opuszczenie Unii.
Tekst ten został w niezmienionym kształcie zaczerpnięty z odrzuconej konstytucji.
Unia zostanie zatem zwolniona z obowiązku zwracania uwagi na swoich obywateli. 2500 lat temu Ateny stały się kolebką demokracji. Istnieją powody, by do tych korzeni powrócić. Powinno się przynajmniej przeprowadzić referendum z pytaniem, czy my, jako wyborcy, chcemy, aby ograniczano nasz głos. Wówczas zobaczymy, czy będzie to ostatnie referendum.
Efekty poufnej dyplomacji
Konstytucja UE w swoim nowym wcieleniu jest wynikiem bardzo udanej poufnej dyplomacji przeprowadzonej przez, skądinąd bardzo miłą, nową kanclerz Niemiec Angelę Merkel i jej pomocników w kancelariach premierów i ministerstwach spraw zagranicznych.
Angela Merkel rozpoczęła niemiecką prezydencję w Unii na długo przed 1 stycznia 2007 r., kiedy oficjalnie stanęła u steru rządów. Odbywała dwustronne spotkania z wieloma wpływowymi Europejczykami, aby wznowić porzucony proces przyjęcia unijnej konstytucji. Angela Merkel zaplanowała przebieg niemieckiej prezydencji, a także dwóch kolejnych: portugalskiej i słoweńskiej. Kraje te uzgodniły wspólny osiemnastomiesięczny program i wspólny plan. Zagwarantowała w ten sposób Niemcom wpływ na wynik końcowy, nawet gdyby wystąpiły opóźnienia i nie zdołałaby sama poprowadzić negocjacji.
Parlamentów krajowych i Parlamentu Europejskiego celowo nie dopuszczano do negocjacji.
Społeczeństwa także nie angażowano. Każdy kraj mógł oddelegować dwóch urzędników, na ogół jednego z ministerstwa spraw zagranicznych i jednego z kancelarii premiera.
Tylko Niemcy znały stanowiska poszczególnych krajów. Angela Merkel odwiedziła kraje sprawiające trudności, do których udała się przed objęciem prezydencji.
Uruchomiono nowy proces ratyfikacji. Portugalia nie odważyła się przeprowadzić zapowiedzianego referendum, ponieważ wiadomo było, że konstytucja zostanie odrzucona. Duński premier Anders Fogh Rasmussen miał podobne obawy i także odwołał referendum.
W słowackim i niemieckim parlamencie uzyskano poparcie większości. Jednakże prezydenci tych krajów nie ratyfikowali konstytucji, ponieważ zgłoszono zastrzeżenia w sądach krajowych. W samych Niemczech pojawiło się ryzyko, że konstytucja zostanie odrzucona przez Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe.
Były prezydent Niemiec i były prezes Trybunału Konstytucyjnego Roman Herzog ostrzegał, że UE decyduje już dziś w 84 proc. o kształcie niemieckiego ustawodawstwa i że stanowi to zagrożenie dla demokracji parlamentarnej.
Niemieccy przywódcy chcą więc za wszelką cenę uniknąć referendum. Dlatego też Angela Merkel negocjowała z każdym krajem osobno, aby zachęcić te, które ogłosiły referenda, do ich odwołania. W tym celu unijna konstytucja miała zostać stworzona pośrednio poprzez wprowadzenie zmian do istniejących traktatów, a nie bezpośrednio, przez całkowite ich uchylenie i zastąpienie dokumentem noszącym nazwę konstytucji. Angela Merkel trzymała swe karty dobrze schowane.
Czytelnik CIA (niezweryfikowane), Wto, 2008-03-18 23:22
Interesuje mnie czy przyjęcie traktatu będzie miało wpływ na edukację ? jeśli tak to jakie będą tego skutki ?
edukacja a traktat Lizbonski?
Czytelnik CIA (niezweryfikowane), Śro, 2009-01-14 16:56
traktat niczego nie zmienia
ale fakt faktem gupiejemy
co widac w ameryce
regolarne obnizanie poziomu
u nas tez sie to zaczela
mam juz prywatne szkoly
tam latwiej zdac
ten proces czemus sluzy...
ktos moze robi to specjalnie?
natenczas (niezweryfikowane), Śro, 2009-09-30 14:48
Wklejajcie ten Apel na wszystkich dostępnych stronach www , przede wszystkim Irlandii.