Source: https://www.syntrio.waw.pl/index2.php?d=1&id=52
Timestamp: 2019-12-14 02:56:14
Legal References Found: art. 157
 art.157
 art. 157
 art. 115
 art.3
 art.8

Document Content:
Najnowszy projekt ustawy o licencji syndyka wymaga gruntownego przemyślenia.
Prawo europejskie w praktyce nr 8 2006r.
Na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości ogłoszony został długo oczekiwany projekt ustawy o licencji syndyka. Trafił on także, jak należy sądzić między innymi, do Ogólnopolskiej Federacji Stowarzyszeń Syndyków i Likwidatorów, gdzie został przesłany z pismem podsekretarza w Ministerstwie Sprawiedliwości sędziego Andrzeja Kryże „z uprzejmą prośbą o zgłoszenie uwag w możliwie najkrótszym terminie”.
Obowiązek uchwalenia ustawy o licencji syndyka wynika wprost z dyspozycji ustawy z 28 lutego 2003 r. prawo upadłościowe i naprawcze (Dz.U. Nr 60, poz.535, ze zmianami, dalej pun).
I tak art. 157.1 pun stanowi, iż „syndykiem, nadzorcą sądowym albo zarządcą może być osoba fizyczna posiadająca odpowiednią licencję”, zaś według art.157 ust.3 „zasady i tryb wydawania licencji, o której mowa w ustępie 1 określi odrębna ustawa”.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż od chwili przyjęcia ustawy prawo upadłościowe i naprawcze część znawców prawa, jego komentatorów i praktyków upadłościowych wyrażało pogląd, iż dostęp do możliwości pełnienia funkcji syndyka, nadzorcy sądowego i zarządcy w ogóle nie powinien być reglamentowany. Akceptując taki pogląd, wyrażony miedzy innymi przez prof. Marka Wierzbowskiego, zamiast tworzyć ustawę o licencji syndyka należałoby raczej w koniecznym zakresie zmienić prawo upadłościowe i naprawcze.
Opublikowany aktualnie na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości projekt ustawy o licencji syndyka nie jest pierwszą próbą wywiązania się rządu z ustawowego obowiązku.
Poprzedni, także rządowy projekt ustawy, znacznie zresztą obszerniejszy w treści, został skierowany do sejmu poprzedniej kadencji, przeszedł cały obowiązujący tryb legislacyjny i w kompromisowej wersji, która uwzględniła część postulatów środowiska syndyków, sędziów orzekających w sprawach upadłościowych oraz innych zainteresowanych środowisk i sejmowych legislatorów był gotowy do głosowania.
Sejm IV kadencji, podobnie jak wielu innych przygotowanych ustaw, tej także nie zdążył przyjąć.
Nowy Minister Sprawiedliwości z poprzedniego, gotowego już projektu nie skorzystał. Został stworzony projekt całkowicie nowy.
Czym zatem różni się projekt aktualnie opublikowany, od projektu przyjętego już przez komisję sejmową w ubiegłej kadencji?
Niewątpliwie oba projekty podejmują próbę wywiązania się z obowiązku ustawowego nałożonego prawem upadłościowym i naprawczym. Jednocześnie oba dotknięte są w pewnym zakresie tym samym grzechem. Autorzy obu projektów zdają się nie przyjmować do wiadomości konieczności przyjęcia wcześniej lub choćby równolegle z ustawą o licencji syndyka ustawy o syndykach.
Ignorują tym samym fakt, iż brak takiej regulacji od lat powoduje prawny bałagan i sytuację w której nikt właściwie nie potrafi autorytatywnie przesądzić kto to właściwie jest syndyk i jaka jest jego pozycja w całym systemie prawnym, jakie właściwie ma on prawa i jakie obowiązki (poza tymi w postępowaniu sądowym). Czy jest to faktycznie funkcjonariusz publiczny, jak zdają się uważać autorzy opublikowanego aktualnie projektu, czy też osoba fizyczna prowadząca samodzielną działalność gospodarczą - przedsiębiorca wykonujący zlecenie na rzecz sądu, jak twierdzi w interpretacji ustawy o podatku od towarów i usług Minister Finansów. Czy w końcu zatem jest to wolny zawód czy może tylko okazjonalnie wykonywana funkcja w postępowaniu sądowym.
Zaniechanie w uchwaleniu postulowanej od wielu lat ustawy o syndykach powoduje, iż zupełnie co innego wynika z ustawy prawo upadłościowe i naprawcze, co innego z ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, o podatku od towarów i usług, podatku dochodowym od osób fizycznych i ustawy o ZUS.
Każda z wymienionych regulacji tworzy więc własne definicje na własne potrzeby i z reguły pozostają one w kolizji z tymi z pozostałych regulacji.
Zarówno poprzednio jak i teraz autorzy projektu podeszli do sprawy bardzo formalnie. Projekt poprzedni, teraz już historyczny, w znacznym zakresie wykraczał poza ramy ustalone prawem upadłościowym i naprawczym, projekt aktualny z kolei zupełnie niepotrzebnie zajmuje się także zmianami ustawy prawo upadłościowe i naprawcze oraz kodeksu karnego, z materią samej ustawy o licencji syndyka nie mającymi nic wspólnego.
Według art. 157.3 ustawy prawa upadłościowego i naprawczego ustawodawca winien określić w ustawie o licencji jedynie tryb i zasady wydawania licencji syndyka.
Aktualny projekt ustawy o licencji syndyka, z niezrozumiałych zupełnie względów „przy okazji” wnosi niejako tylnymi drzwiami istotne zmiany do innych ustaw, a zmiany te mają się nijak do materii ustawy - zarówno do trybu jak i zasad wydawania licencji syndyka. Taką zmianą jest nowelizacja sposobu wynagradzania syndyka, stworzenie możliwości karania go drakońską grzywną przez sędziego komisarza, czy dopisania syndyka do grupy funkcjonariuszy publicznych poprzez zmianę art. 115 § 13 ust 3. kodeksu karnego.
Próba zmian wybranych przepisów prawa upadłościowego i naprawczego dopisana do projektu ustawy o licencji syndyka musi wywoływać zdumienie w sytuacji gdy równolegle do szerokich konsultacji społecznych został przekazany projekt dużej nowelizacji tej ustawy.
Czyżby autorzy obu rządowych projektów mieli problemy z komunikacją?
Najistotniejszą różnicę między poprzednim i nowym projektem ustawy o licencji syndyka widzieć chyba należy w sposobie potraktowania przez ustawodawcę środowiska praktyków prawa upadłościowego.
Projekt poprzedni środowisko praktyków upadłościowych – zarówno syndyków jak i sędziów orzekających w sprawach upadłościowych traktował w sposób zdecydowanie bardziej podmiotowy. Ustawodawca najwyraźniej deklarował chęć czerpania z jego wiedzy, kwalifikacji i doświadczenia zawodowego.
Jak się wydaje w tym właśnie celu przewidział obowiązkowy udział w powoływanych także przez Ministra Sprawiedliwości komisjach egzaminacyjnych sędziów orzekających w sprawach upadłościowych i doświadczonych syndyków. W nowym projekcie taki zapis nie istnieje.
Można odnieść wrażenie, iż jego autorzy są przeświadczeni, iż urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości sami wszystko wiedzą najlepiej.
Projekt poprzedni przewidywał możliwość zwolnienia z obowiązku złożenia egzaminu na licencję syndyka pod pewnymi warunkami m.in. sędziów, prokuratorów, radców prawnych, biegłych rewidentów oraz gwarantował zachowanie praw nabytych przez aktywnych zawodowo, doświadczonych syndyków.
Według projektu aktualnego egzamin muszą złożyć wszyscy, zaś niektóre grupy zawodowe w tym byli sędziowie, prokuratorzy, radcy prawni itp., co jest zupełnie niezrozumiałe, zostali praktycznie w ogóle wyłączeni z możliwości ubiegania się o licencję syndyka.
Według art.3 ust.7 projektu (od którego nie przewiduje się żadnych odstępstw) warunkiem koniecznym do uzyskania licencji syndyka jest bowiem wykazanie się trzyletnim stażem w zarządzaniu przedsiębiorstwem lub jego częścią w okresie 15 lat przed złożeniem wniosku o licencję syndyka.
Oczywiste jest, iż ani sędziowie, ani prokuratorzy ani radcy prawni z zasady takim stażem wykazać się nie będą mogli.
Ten sam przepis, co wydaje się kuriozalne, wyklucza z możliwości ubiegania się o przyznanie licencji także najbardziej doświadczonych syndyków, tych którzy od piętnastu lat nieprzerwanie sprawują funkcje w kolejnych postępowaniach.
Czy aby na pewno o taką właśnie selekcję kandydatów Ministerstwu Sprawiedliwości chodziło?
I na koniec jeszcze o delegacji dla Ministra Sprawiedliwości, którą autorzy najnowszego projektu zechcieli umieścić w przepisie art.8 ust.1. Przepis ów upoważnia ministra do określenia w drodze rozporządzenia „warunków dopuszczenia kandydata do egzaminu z uwzględnieniem potrzeby weryfikacji osoby przystępującej”.
Wprawdzie nie bardzo wiadomo jakie to, ponad te wskazane w projekcie ustawy o licencji syndyka warunki miałby Minister Sprawiedliwości jeszcze określić, ani też o jakiej właściwie i przez kogo przeprowadzonej „weryfikacji osoby przystępującej” w przepisie jest mowa, ale przyznać trzeba, iż zapis taki brzmi groźnie i fatalnie się kojarzy.