Source: https://issuu.com/czas_mosiny/docs/czas_mosiny_3
Timestamp: 2018-08-21 22:46:22
Legal References Found: art.258
 art. 19
 art.229
 art.225
 art. 89
 art. 148

Document Content:
"CZAS MOSINY" by Małgorzata Kaptur - Issuu
Czas Mosiny 3 (6) październik 2012
65 tys. zł miało trafić na konto Z. Springer Jan Marciniak
Burmistrz chciała otrzymać odprawę emerytalną nie rezygnując z pracy, mimo że przepisy takiego rozwiązania nie przewidują. Ustawa o pracownikach samorządowych przewiduje prawo do odprawy emerytalnej w wysokości 6 - krotnego wynagrodzenia. Odprawa jest wypłacana w momencie, kiedy pracownik kończy aktywność zawodową i przechodzi na emeryturę. Zoﬁa Springer wystąpiła z zamiarem uzyskania takiej odprawy, w związku z czym w projekcie zmian do uchwały budżetowej na 2012 rok, rozpatrywanych na sesji 28 czerwca br. pojawił się m.in. zapis o zabezpieczeniu środków na wypłatę odprawy emerytalnej w kwocie 65.520 zł. Wśród radnych zapanowała konsternacja. Wypłata odprawy emerytalnej oznaczałaby bowiem rezygnację przez Zoﬁę Springer z zajmowanej funkcji. Przypuszczenia radnych zostały jednak szybko rozwiane, ponieważ burmistrz zaprzeczyła, aby miała zamiar opuszczać fotel. Roszczenie do uzyskania takiej odprawy wywodziła z faktu uzyskania emerytury w 2007 roku, kiedy to wskutek wygaszenia jej mandatu przez pół roku nie sprawowała funkcji burmistrza. Regionalna Izba Obrachunkowa w Poznaniu, do której klub radnych Koalicja Samorządowa zwrócił się o zajęcie stanowiska w tej
sprawie, stwierdziła m.in. „że skoro Pani Burmistrz została przywrócona do pracy (…), to mimo iż pobierała emeryturę, w ocenie tut. Izby brak jest podstaw w chwili obecnej do wypłaty odprawy emerytalnej do czasu ustania stosunku pracy”. Burmistrz nie przyjmowała protestu radnych Koalicji Samorządowej i stanowiska RIO do wiadomości. W mediach regionalnych, jak i lokalnych podpierając się opiniami urzędowych prawników, podtrzymała, że emerytura się jej należy. Niestety treści tych opinii nie ujawniła, a więc nie można się do nich odnieść. W międzyczasie przewodniczący komisji rewizyjnej, radny Marian Jabłoński, zasięgnął opinii Regionalnej Izby Obrachunkowej tym razem co do podmiotu, który jest uprawniony do ustalenia burmistrzowi prawa i wysokości odprawy emerytalnej. Zdaniem Regionalnej Izby prawo i wysokość odprawy dla burmistrza powinna ustalić rada gminy w drodze stosownej uchwały. Burmistrz zauważyła, że brnie w ślepy zaułek. Rada na wniosek burmistrza na ostatniej sesji, w dniu 27 września br., skreśliła zabezpieczone wcześniej środki na wypłatę odprawy emerytalnej. Skarbnik oświadczyła, że powodem tej zmiany jest rezygnacja Zoﬁi Springer z ubiegania się o odprawę emerytalną. Czy można rezygnować z czegoś, co w danej chwili nie przysługuje?
Burza wokół strefy ochronnej ujęcia wody Łukasz Kasprowicz
Pamiętacie Państwo jeszcze aferę ze spalarnią opon w Mosinie, która miała utylizować 40 tysięcy ton rocznie gumowego odpadu w centrum miasta? Szerokie protesty mieszkańców i szum medialny wokół całej tej sprawy? A pamiętacie, kto był za to odpowiedzialny? Czy konﬂikt między władzami naszej gminy a spółką Aquanet wpłynął na restrykcyjne zapisy dotyczące strefy pośredniej ujęcia wody? Burmistrz Gminy Mosina, Zoﬁa Springer, bez konsultacji społecznych wydała decyzję środowiskową dającą zielone światło dla budowy spalarni opon w mieście. Protestował Aquanet w obawie przed zanieczyszczeniem ujęcia wody, protestowali też wszyscy radni, potępiając w przyjętym stanowisku zgodę na szkodliwe dla mieszkańców i środowiska przedsięwzięcie.
W trakcie apogeum zawieruchy ze spalarnią opon, w dniu 2 grudnia 2011r. Aquanet wystąpił do Dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Poznaniu o ustanowienie strefy ochronnej ujęcia wody w rejonie Mosina - Krajkowo. Procedura wydania rozporządzenia trwała kilka miesięcy. Strefę wyznaczyli geolodzy i hydrolodzy. Dokument został opublikowany w Dzienniku Urzędowym Województwa Wielkopolskiego i uprawomocnił się 27 sierpnia tego roku. Zawiera szereg zakazów, które z jednej strony mają chronić ujęcie wody, ale z drugiej niestety, w znaczący sposób ograniczają możliwości rozwojowe i inwestycyjne gminy. Strefą ochronną objęte zostały wsie: Krajkowo, Baranowo, Baranówko, Sowinki, Sowiniec, część Krosna oraz większość obszaru miasta Mosina – 34% powierzchni gminy. Więcej na str. 3
Kanalizacja tańsza od szamba Większość miejscowości w naszej gminie nie ma kanalizacji sanitarnej. W bezpośrednim sąsiedztwie ujęcia wody leżą wsie Sowinki, Sowiniec, Baranowo, Baranówko i Krajkowo. Ochrona ujęcia już wiele lat temu wymusiła likwidację zbiorników bezodpływowych. Kanalizacja jest jeszcze w 7 innych miejscowościach gminy, jednak nie wszyscy mieszkańcy z niej korzystają. Do kanalizacji nie podłączyło się do tej pory aż 497 gospodarstw domowych na terenie miasta Mosiny, 279 gospodarstw domowych w Rogalinku, 93 w Pecnej, 88 w Krośnie, 38 w Drużynie, 22 w Sasinowie i 16 w Nowinkach. Warto zrezygnować z szamba i podłączyć posesję do kanalizacji. Z prostego rachunku - za odbiór 1m odprowadzonego do kanalizacji płacimy trzy razy mniej niż za wywóz takiej samej ilości ścieków z szamba. Może warto by gmina doﬁnansowała mniej zamożnym mieszkańcom budowę przyłącza?
Nowe okręgi wyborcze W kolejnych wyborach będą obowiązywały inne zasady niż do tej pory. Gmina zostanie podzielona na 21 jednomandatowych okręgów wyborczych i w każdym z nich wybrany zostanie jeden radny. Będzie to osoba, która zdobędzie największą ilość głosów. Na nadzwyczajnej sesji 16 października Rada Miejska w Mosinie zatwierdzi przedstawiony przez burmistrza projekt podziału gminy. W Mosinie mieszka 12 565 osób, w pozostałych miejscowościach 15 392 osoby, dlatego w kolejnej kadencji miasto będzie miało tylko 9 mandatów, a wieś 12. Propozycja podziału gminy jest następująca: Okręg 1 – Czapury, 2– Babki, Głuszyna Leśna, Kubalin, Wiórek, 3 – Daszewice, 4 – Rogalinek i Sasinowo, 5 – Rogalin i Świątniki, 6 – Mieczewo i Radzewice, 7 – Baranowo, Baranówko, Bogulin, Krajkowo, Sowiniec, Sowinki i Żabinko, 8 – Bolesławiec, Borkowice, Drużyna, Dymaczewo Nowe i Nowinki, 9 – Konstantynowo i Pecna, 10 – Dymaczewo Stare, Jeziory, Krosinko, Ludwikowo i Mosina/osiedle nr 7, okręg 11 – Krosno, 12 – Krosno – ul. Boczna, Tylna i nowe osiedla, 13 – rynek i przyległe ulice oraz Sowiniecka, Śremska i Farbiarska do torów, 14 – Mosina/Czarnokurz, 15 – Mosina – ulice między torami a Leszczyńską, 16 – pozostała część osiedla nr 3 – Łazienna, Strzelecka, os. królewskie, 17 – osiedle nr 5, okręg 18 – Mosina /Morena i Pożegowo, okręgi 19, 20 i 21 to części osiedla nr 4. Ilość mieszkańców w poszczególnych okręgach waha się od 834 (okręg 7) do 1890 (okręg 18). Średnia ilość mieszkańców w okręgu to 1331.
Rewaloryzacja Rogalina Muzeum otrzymało 26 mln unijnej dotacji. Zostaną odtworzone historyczne wnętrza i otoczenie w kształcie nadanym przez właścicieli pod koniec XIX i na początku XX w.
APEL Zamiast niezwłocznie poprawić warunki dla dzieci Zespołu Szkół w Krośnie, burmistrz planuje budowę świetlicy wiejskiej. W Szkole Podstawowej w Krośnie, która znajduje się w Mosinie przy ul. Krasickiego dzieci uczą się na dwie zmiany (17 oddziałów i tylko 8 sal lekcyjnych). Aby ratować sytuację i uniknąć nauki na
trzecią zmianę, klasę pierwszą przeniesiono do budynku w Krośnie. W czasie naboru do przedszkola z powodu braku miejsc odrzucono ok. 50 wniosków. Teraz kosztem zlikwidowania szatni wygospodarowano dodatkową salę, ale nie dla przedszkolaków, tylko dla pierwszoklasistów. Więcej na str. 4
Szanowni Państwo! Jeśli macie przedmioty, dokumenty, fotograﬁe (również rodzinne) dotyczące Rogalina – pałacu, ogrodu, kaplicy, czworaków, wsi, rodziny Raczyńskich, dawnej służby, prosimy o kontakt (tel. 61 813 80 30). Muzeum jest zainteresowane ich skopiowaniem lub zakupem. Joanna Nowak kierownik Muzeum w Rogalinie
„Czas Mosiny” jest pismem bezpłatnym, ﬁnansowanym ze środków własnych członków Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej i radnych Koalicji Samorządowej. Traﬁa do Państwa domów raz na kwartał. Uważamy, że „Merkuriusz Mosiński” wydawany przez Burmistrza Gminy Mosina za pieniądze podatników, tworzy idealistyczny obraz pracy urzędu i stwarza wrażenie, że w naszej gminie nie ma problemów, nad którymi należałoby się z większą uwagą pochylić. Wydajemy „Czas Mosiny”, by umożliwić mieszkańcom dostęp do rzeczowej informacji na tematy ważne dla naszej wspólnoty. Na łamach naszego pisma prezentujemy również swoją ocenę tego, co się dzieje w naszej gminie. Prezentujemy ciekawe inicjatywy i popularyzujemy historię naszej gminy. Zachęcamy do współpracy. Zapraszamy do lektury.
Z PRAC RADY MIEJSKIEJ Jacek Szeszuła
XXIX sesja - 28.06.2012 r. Wiele pytań wywołał plan zagospodarowania przestrzennego dla terenów przy ul. Strzeleckiej i Łaziennej w Mosinie. Rada odrzuciła większość uwag mieszkańców, ale plan uchwaliła. Gorącą dyskusję wywołał projekt uchwały w sprawie zmiany budżetu. Powodem była informacja podana przez sprawozdawcę, o „powzięciu wiadomości o przejściu pracownika na emeryturę”. Kwota ponad 65 000 zł odprawy emerytalnej dla jednej osoby (jak się później okazało, burmistrza) zbulwersowała część radnych. Rada nadała nazwy drogom wewnętrznym w Mosinie, Dymaczewie Nowym, Mieczewie i Świątnikach. Podjęto też uchwałę o odwołaniu z Komisji Promocji i Współpracy Samorządowej radnego Łukasza Kasprowicza na jego wniosek. Radni pytali o przebieg konkursów na dyrektorów szkół, wyniki procesów z fundacją HABITAT oraz z AQUANET-em, remont drogi do Bolesławca oraz Piaskowej w Krośnie, budowę kanalizacji w Daszewicach, przytulisko dla psów w Skałowie i Mosinie, działalność ﬁrm ANTON ROHR i STORA ENSO.
XXX sesja (nadzwyczajna) – 9.08.2012 r. Sesja została zwołana na wniosek burmistrza z powodu pilnej potrzeba wprowadzenia zmian w budżecie na rok 2012 r., w Planie Rozwoju Lokalnego i Wieloletniej Prognozie Finansowej na lata 2012- 2018. Rada uchwaliła plany odnowy Mieczewa, Rogalinka, Pecnej, Dymaczewa Starego, Daszewic, Borkowic i Bolesławca. Było to konieczne w związku z ubieganiem się o środki zewnętrzne.
XXXI sesja – 27.09.2012 r. Radni uchwalili Program Ochrony Środowiska na latach 2011- 2014, zmiany w Planie Rozwoju Lokalnego i Prognozie Finansowej. Dyskusję wywołał wniosek rodziców z SP nr 2 w sprawie utworzenia trzeciego oddziału klas I. Rada większością głosów poparła wniosek przeznaczając środki na ten cel w wysokości 15 tys. zł. Uchwała w sprawie zmian do budżetu, podjęta została jednogłośnie. Rada przyjęła informacje dotyczące: wykonania budżetu za I półrocze 2012 r. analizy zagrożeń przygotowanej przez komisariat policji, działalności straży miejskiej i stanu systemu ratowniczego gminy. Podjęto uchwały w sprawie przebiegu magistrali wodociągowej na terenie wsi Sasinowo, Rogalin i Mieczewo. Nadano nazwy drogom wewnętrznym w Czapurach i Daszewicach. W dodatkowym punkcie, wprowadzonym na wniosek burmistrza, Rada podjęła uchwałę – Apel Gminy Mosina dotyczący rozporządzenia Dyrektora RZGW w Poznaniu z 9 sierpnia 2012 r. w sprawie ustanowienia strefy ochronnej ujęcia wody w rejonie Mosina – Krajkowo.
13 czerwca członkowie komisji zbadali przyznawanie i wypłatę ekwiwalentu dla członków OSP biorących udział w akcjach gaśniczych oraz dokonali kontroli prowadzenia dokumentacji w/w spraw. Komisja przeprowadziła dyskusję na temat wyposażenia i stanu osobowego JR-G nr 9 w Mosinie oraz współpracy między PSP w Poznaniu, a OSP Mosina. 12 września członkowie komisji analizowali realizację dochodów i wydatków w dziale gospodarka komunalna i ochrona środowiska w I półroczu 2012 r.
25 czerwca komisja zaopiniowała projekty uchwał, a 28.06 omówiła m.in. sprawy: kosztów utrzymania czystości i zieleni w mieście, realizacji zadań niewygasających, adaptacji pomieszczeń mieszkalnych w SP Pecna na sale przedszkolne, budowy przystani w Rogalinku, zwiększenia dotacji na komunikację miejską, kosztów postępowania sądowego w procesie z AQUANET-em. 7 sierpnia komisja pozytywnie zaopiniowała projekty uchwał na sesję nadzwyczajną. Przedyskutowano też sprawy: odprawy emerytalnej dla burmi-
strza, Zoﬁi Springer, w wysokości 65 525 zł, nieprzyznania środków świetlicom wiejskim w Świątnikach i Borkowicach, remontu mostu w ciągu ul. Mostowej, organizacji ruchu w czasie jego trwania oraz dewastacji znaków drogowych na terenie miasta. 24 września komisja opiniowała projekty uchwał związanych z budżetem i planem miejscowym dot. magistrali wodociągowej.
Komisja Inwestycji i Planowania Przestrzennego
20 i 21 czerwca opiniowano projekty uchwał (mpzp dla terenów przy ul. Strzeleckiej i Łaziennej i aktualizacja Planu Rozwoju Lokalnego). Kolejne posiedzenie komisja odbyła 7.08 wspólnie z Komisją Budżetu i Finansów. 19 września komisja pozytywnie zaopiniowała mpzp dotyczący przebiegu magistrali wodnej na terenie Sasinowa, Rogalina i Mieczewa oraz budowę chodnika w Czapurach.
18 czerwca komisja zapoznała się z ofertą wakacyjną OSiR i MOK. Odwiedziła przedszkola prywatne: „Koniczynka” (ul. Krzywoustego i Leszczyńska) oraz „Truskawkowy Domek” (ul. Poniatowskiego). Krystyna Smektała i Adela Jungerman – dyrektorki przedszkoli - zapoznały gości z warunkami pobytu dzieci oraz omówiły perspektywy rozwoju swoich placówek. 17 września dyskutowano nad wnioskiem rodziców SP nr 2 dotyczącym utworzenia trzeciego oddziału klasy I i o kosztach budowy nowej sali gimnastycznej w Daszewicach.
21 czerwca członkowie komisji przebywali na terenie zakładu STORA ENSO w celu omówienia sytuacji konﬂiktowych na linii mieszkańcy osiedla – zakład a także na terenie ﬁrmy ANTON ROHR, gdzie zostali zapoznani z transportem ciężarowym ﬁrmy w kontekście oczekiwań gminy i budowy tunelu pod przejazdem na ul. Śremskiej. W lipcu radni wyjechali w teren w związku z konkursem „Zielona Gmina”, na który wpłynęło 15 zgłoszeń. 3 sierpnia komisja dokonała lustracji 5 mostów i spotkała się z mieszkańcami Krosinka w miejscu nieistniejącego mostu w ciągu ul. Wierzbowej. 30.08. w Rogalinie komisja zapoznała się z problematyką ochrony łącznika ekologicznego oraz ujęciem wody w Majątku Rogalin.12 i 20 września odbyło się posiedzenie w związku z rozporządzeniem Dyrektora RZGW w Poznaniu z 9.08.2012 r. w sprawie ustanowienia strefy ochronnej ujęcia wody w rejonie Mosina – Krajkowo.
W czerwcu komisja spotkała się z przedstawicielami stowarzyszeń i organizacji działających na terenie gminy, którzy przedstawili ofertę zajęć i imprez dla dzieci i młodzieży w okresie wakacyjnym. 11 września komisja przygotowała wnioski do budżetu na 2013 r., m.in. o zabezpieczenie środków dla OSP w Pecnej i Mosinie oraz zwiększenie o 2 etaty straży miejskiej m.in. w celu obsługi monitoringu.
14 czerwca dyskutowano na temat zasadności przygotowania insygniów władzy dla przewodniczącego rady i burmistrza. Zapoznano się z warunkami przygotowania publikacji gospodarczej o gminie, którą chciałaby opracować ﬁrma „TEMIDA” z Gdańska. 28 sierpnia omówiono organizację wyjazdu delegacji do gminy Seelze. Przewodniczący zapoznał komisję z autorskim projektem zmiany regulaminu Kapituły Medalu Rzeczypospolitej Mosińskiej. 13 września J. Klorek i T. Matusiak przedstawili pracę, osiągnięcia i potrzeby orkiestry harcerskiej.
W czerwcu przedstawiciele OPS, OSiR i MOK przeprowadzili wraz z komisją dyskusję nad wakacyjną ofertą dla dzieci i młodzieży, a 18 września komisja zapoznała się z kosztami wypoczynku zorganizowanego przez OPS, rządowym programem doﬁnansowania zakupu podręczników dla dzieci i młodzieży oraz sprawami związanymi z przyznawaniem stypendiów socjalnych.
Radni Rady Miejskiej w Mosinie – kadencja 2010-2014 1. Nowoczesna Rzeczpospolita Mosińska – Maria Krause – przewodnicząca klubu, Barbara Czaińska, Kordian Kleiber, Antoni Karliński, Wiesława Mania, Marian Osuch, Jacek Rogalka, Ryszard Rybicki Waldemar Waligórski. „Czas Mosiny” Wydawca: Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej Redaktor naczelny: Małgorzata Kaptur tel. 512 334 157, adres e-mail: czasmosiny@gmail.com Współpraca: Wojciech KoniecznyJan Marciniak, Jacek Szeszuła, Piotr Wilanowski, Łukasz Kasprowicz, Marian Jabłoński, Joanna Nowaczyk, Monika Cybal, Michał Kleiber, Jarosław Malesiński. Druk: POLSKAPRESSE, Sp. z o.o. Oddział Poligraﬁa Drukarnia Poznań-Skórzewo, ul. Malwowa 158 Winieta: Jakub Pokrzywniak. Nakład: 8 tys.egz. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótu i opracowania otrzymanych materiałów. Zapraszamy do współtworzenia naszego pisma.
2. Koalicja Samorządowa – Jan Marciniak – przewodniczący klubu, Marian Jabłoński, Małgorzata Kaptur, Łukasz Kasprowicz, Jacek Szeszuła, Piotr Wilanowski. 3. Praworządna Gmina – Małgorzata Twardowska – przewodnicząca klubu, Krzysztof Siestrzencewicz, Aleksandra Miedzianek-Rogal. Radni niezrzeszeni: Sławomir Falbierski, Waldemar Wiązek, Tomasz Żak.
Przewodniczący nie poda się do dymisji Marian Jabłoński
Waldemar Waligórski nie skierował skargi na burmistrza pod obrady rady, tylko sam udzielił odpowiedzi skarżącemu. Skarga dotyczyła przebiegu i rzetelności naboru na stanowisko asystenta ds. mediów. Nie mam sobie nic do zarzucenia. – Tak w wielkim skrócie można skomentować odpowiedź, jakiej udzielił Waldemar Waligórski na moje pismo w sprawie przekroczenia swoich uprawnień poprzez „wyręczenie” Rady Miejskiej w Mosinie w rozpatrzeniu skargi pana H. Olkiewicza na Burmistrza Gminy Mosina. Przewodniczący uważa, że nie naruszył prawa, a jeżeli ktoś przekroczył swoje kompetencje to jestem nim ja, ponieważ wymieniając obok swojego nazwiska pełnioną funkcję w radzie (przewodniczący komisji rewizyjnej) wypowiedziałem się w imieniu komisji, na co nie miałem zgody jej członków. Ponadto przewodniczący instruuje mnie, że skargi na burmistrza dotyczące procesu naboru pracowników nie kwaliﬁkują się do rozpatrywania przez radę gminy. Na koniec W. Waligórski odwzajemnia się radą, abym dokonał oceny swojego zachowania i podjął decyzję, którą podpowie nie tylko rozum ale i honor.
Przewodniczący pełni funkcję usługową względem rady. Korzystając z podpowiedzi swojego rozumu, wystosowałem pismo
do Wojewody, aby ten – korzystając z uprawnień nadzorczych nad przyjmowaniem i załatwianiem skarg przez organy jednostek samorządu terytorialnego – pouczył Przewodniczącego Rady Miejskiej w Mosinie o niedopuszczalności zastępowania ustawowo wskazanego organu, jakim jest rada gminy, w rozpatrywaniu skarg na działalność burmistrza. Wojewoda, Piotr Florek, wykluczył, „pouczenie” Przewodniczącego Rady Miejskiej w Mosinie, ponieważ przekracza to jego kompetencje. Takim stwierdzeniem wojewody jestem zaskoczony, ponieważ w myśl art.258 §1 pkt 5 kpa to właśnie premier i wojewodowie są zobowiązani do sprawowania nadzoru i kontroli nad przyjmowaniem i załatwianiem skarg i wniosków załatwianych przez organy jednostek samorządu terytorialnego. Czy pouczenie co do trybu rozpatrywania skargi nie mieści się w pojęciu nadzoru i kontroli? Co do roli przewodniczącego wojewoda stwierdził, iż jego funkcja ogranicza się jedynie do pełnienia czynności o charakterze usługowym. Tym stwierdzeniem potwierdził mój zarzut co do przekroczenia upraw-
W. Waligórski fot. W. Konieczny
nień przez Waldemara Waligórskiego poprzez udzielenie odpowiedzi na skargę, a więc jej rozpatrzenie. Zgodnie bowiem z art. 19 ust. 2 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym, zadaniem przewodniczącego jest wyłącznie organizowanie pracy rady oraz prowadzenie jej obrad. Rola przewodniczącego sprowadza się więc jedynie do administracyjnego kierowania pracami rady. Czy ta rola obejmuje załatwianie skarg? Nie. Bez względu na rodzaj zarzutów zawartych w skardze na burmistrza, przewodniczący rady gminy nie ma prawa zajmować w tej sprawie żadnego stanowiska. Takie prawo przysługuje, w myśl art.229 pkt 3 kodeksu postępowania administracyjnego, wyłącznie radzie gminy. Myślę więc, że odpowiedź
wojewody zwalnia mnie – mimo rady przewodniczącego Waligórskiego – z konieczności odwoływania się do swojego honoru. Dla porządku muszę dodać, że już w opinii prawnej wydanej w 2009 roku na zlecenie Zoﬁi Springer, radca prawny, Andrzej Ossowski, podkreślił, że wyłącznym zadaniem przewodniczącego rady gminy jest organizowanie pracy rady oraz prowadzenie jej obrad. Również Burmistrz w swoim stanowisku przekazanym radnym Rady Miejskiej w Mosinie w piśmie z 22 września 2009 r. stwierdziła, że wolą samego ustawodawcy jest ograniczenie roli przewodniczącego rady gminy do organizowania prac oraz prowadzenia jej obrad.
Mosińska Rada przyzwala na łamanie prawa. Według art.225 § 2 organy jednostek samorządu terytorialnego (jest nim rada gminy) są obowiązane przeciwdziałać hamowaniu krytyki i innym działaniom ograniczającym prawo do składania skarg i wniosków. Dlaczego zatem Rada Miejska w Mosinie nie podjęła jakichkolwiek działań, które zmusiłyby przewodniczącego Waligórskiego do skierowania skargi do rozpoznania przez radę? Niestety, rada w obecnym składzie, a konkretnie jej proburmistrzowska większość nie jest zdolna – bez zgody burmistrza – do formułowania jakichkolwiek krytycznych uwag pod adresem przewodniczącego. Większość ta, za sobie tylko znaną cenę,
ma jedynie obowiązek głosować za pomysłami burmistrza, nawet jeżeli są tak niedorzeczne jak przyznanie odprawy emerytalnej bez zamiaru zaprzestania aktywności zawodowej. Biorąc pod uwagę niezdolność rady do tak heroicznego wysiłku, jakim mogłaby być chociażby wyrażona na sesji powszechna dezaprobata, co do postępowania przewodniczącego Waldemara Waligórskiego w sprawie skargi p. H. Olkiewicza, postanowiłem zabrać głos nie tylko jako radny, ale również jako przewodniczący komisji rewizyjnej. Czy zabierając głos jako przewodniczący komisji rewizyjnej wypowiedziałem się w jej imieniu? Oczywiście, że nie. Gdybym miał taki zamiar, to po pierwsze uzgodniłbym zamiar i treść pisma z członkami komisji a także wskazałbym, jako autora pisma, komisję rewizyjną. Uznałem, że z racji pełnionej funkcji przewodniczącego tejże komisji mam nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek, jako pierwszy zareagować na tak drastyczny przykład zlekceważenia prawa przez przewodniczącego i to w tak ważnej sprawie jak skarga. Jeżeli nie ja to, kto?
Sołtys na zagrodzie – równy wojewodzie. Ciekaw jestem, jakie wnioski wyciągnie przewodniczący z tej sprawy. Być może podsumuje to krótko: Sołtys na zagrodzie równy wojewodzie. Odpowiedź W. Waligórskiego oraz pismo wojewody dostępne na www.czasmosiny.pl
Mimo, iż o rozporządzeniu w sprawie ustanowienia strefy ochronnej ujęcia wody w rejonie Mosina – Krajkowo władze gminy wiedziały od dawna, nie uczyniono nic lub prawie nic, aby nasza gmina miała jakikolwiek wpływ na jego zapisy. Bierność burmistrza w sprawie potwierdza fakt, że gminni decydenci mają o nim blade pojęcie. Na zwołanej specjalnej komisji ochrony środowiska ani zastępca burmistrza, Sławomir Ratajczak, ani urzędnicy nie potraﬁli odpowiedzieć radnym, co kryje się za poszczególnymi zapisami rozporządzenia. Próbowano po omacku interpretować zapisy dokumentu. Burmistrz nie przedstawił radnym żadnego planu działania w tej sprawie. Poza wysłaniem zapytań do kilku ministerstw, czy rozporządzenie jest zgodne z prawem, nie zrobiono nic. Sprawy w swoje ręce postanowili wziąć radni. Na komisji ochrony środowiska poświęconej temu problemowi, zwrócili się do burmistrza z wnioskiem, aby wystąpił do RZGW o wykładnię zapisów rozporządzenia. Trudno, bowiem mówić o skutkach zapisów, skoro nie wiadomo dokładnie, co się za nimi kryje. Już na posiedzeniu komisji okazało się, że są duże rozbieżności w interpretacji poszczególnych zakazów.
Konﬂikt trwa Na kolejnej komisji ochrony środowiska zjawili się przedstawiciele Spółki Aquanet. Między geologiem,
Ireneuszem Chomickim, a zastępcą burmistrza, Sławomirem Ratajczakiem trwała długa wymiana zarzutów. Istniejący konﬂikt pomiędzy gminą a Aquanetem trwa od 2002 roku, od kiedy gminą zaczęła rządzić Zoﬁa Springer. Krótko po objęciu władzy zleciła opracowanie prawnicze za kilkaset tysięcy złotych, mające być podstawą do wyciągnięcia od Aquanetu wielomilionowych rekompensat. Opracowanie nigdy skutecznie nie zostało użyte przed sądem. Od dziesięciu lat pokrywa je kurz w piwnicach mosińskiego magistratu. W ostatnim czasie gmina przegrała z kretesem kilka spraw sądowych ze Spółką. Spowodowało to wypłatę ogromnych kwot wraz z odsetkami i konieczność pokrycia niemałych kosztów procesów.
Stanowisko Aquanetu Czy Aquanet zrewiduje swoje stanowisko wobec rozporządzenia? Nic na to nie wskazuje. Stanowisko władz Spółki, które pytaliśmy o ewentualne złagodzenie, czy uelastycznienie rygorystycznych zakazów, jest następujące: „…trzymamy się Rozporządzenia – po to zostało stworzone, by chronić ujęcie wody. Aquanet naturalnie będzie opiniował projekty nowych przedsięwzięć i sprawdzał je pod kątem zastosowania przez inwestora zabezpieczeń uniemożliwiających przedostanie się niebezpiecznych substancji do gruntu i wody. Jednak to, co z założenia jawi się jako
szkodliwe, pomimo przedstawionych najlepszych dostępnych na rynku zabezpieczeń i tak zostanie przez nas zaopiniowane negatywnie (spalarnia opon przecież też miała być bardzo nowoczesna) – w takich przypadkach nie będziemy czynić wyjątków. Rozporządzenie nie zabrania natomiast budowania obiektów przemysłowych wymienionych np. w pkt. 5 czy też 32 c – ale należy pamiętać, że te obiekty muszą spełniać określone w rozporządzeniu warunki. Ochrona ujęć wodnych jest dla nas priorytetem i wydaje się oczywista, choćby w kontekście mocno ograniczonych na całym świecie zasobów wodnych zdatnych do picia – jak wiadomo, mniej niż 1% zasobów wodnych świata to wody słodkie mogące stanowić źródło wody pitnej... „ Trudno nie zgodzić się z argumentami władz Spółki w zakresie konieczności ochrony ujęcia wody. Można jednak odnieść wrażenie, że obydwie strony, czyli Aquanet i władze gminy Mosina okopały się na swoich pozycjach. Brak rozmów i negocjacji spowodował takie a nie inne skutki dla mieszkańców.
Aquanet daje pieniądze Wiele osób uważa, że funkcjonowanie Aquanetu wraz z infrastrukturą oraz strefą ochronną powoduje dla gminy same straty. Jednak jak wynika z informacji przesłanych przez rzeczniczkę firmy, Dorotę Wiśniewską, Aquanet jest strategicznym podatnikiem naszej gminy. Corocznie od-
prowadza do naszego budżetu ponad 5 milionów złotych (dla porównania – Stora Enso 263 tys.) Bez tych pieniędzy trudno sobie wyobrazić gminną kasę. Spółka wiele inwestuje na terenie gminy. Obecnie Aquanet buduje kanalizację w Krosinku za 22 mln zł. Rozbudowa Stacji Uzdatniania Wody przy Sowinieckiej za ok.300 mln zł spowoduje, że po jej zakończeniu będą wpływać co rok kolejne miliony z tytułu 2% podatku od budowli. Panuje powszechne przekonanie wśród władz gminy i samorządowców, że Aquanet blokuje rozwój gmi-
ny z uwagi na konieczność dbania o środowisko. Czy takie myślenie jest uprawnione? Czy władze zmienią swoje podejście do Aquanetu z konfrontacji sądowej i języka konﬂiktu na dialog i porozumienie? Pokaże to najbliższy czas. Zastępca burmistrza, Sławomir Ratajczak, ma się spotkać z wiceprezydentem Poznania, Mirosławem Kruszyńskim, oraz prezesem Spółki Aquanet, Pawłem Chudzińskim, w celu omówienia możliwości negocjacji zapisów rozporządzenia. Na rozmowy i negocjacje nigdy nie jest za późno. Oby.
Uważam, że: Winny jest Aquanet i RZGW w Poznaniu, bo wydał rozporządzenie? Nic bardziej mylnego. Zamiast apelowania do „wszystkich świętych” w kraju radni powinni zastanowić się, gdzie leży przyczyna. Odpowiedź jest prosta – ta przyczyna to decyzje burmistrza Z. Springer, które szkodzą gminie, a potem się szuka winnych, wszędzie tylko jakoś brak reﬂeksji, gdzie jest źródło problemu. Po incydencie ze spalarnią nie trzeba było długo czekać, aby dowiedzieć się o polu golfowym w streﬁe ochrony ujęcia wody. Zachowanie władz Aquanetu należy uznać za racjonalne, a w świetle oświadczeń zastępcy burmistrza, Sł. Ratajczaka (nie informujemy Aquanetu, bo oni wszystko by oprotestowali), za konieczne. Nam się wmawia, że to Aquanet jest przeciwko gminie, a p. Z. Springer dzielnie walczy o nasze prawa. Nic bardziej mylnego. W innych przypadkach było podobnie: wiejska szkoła w mieście – to świetny pomysł burmistrza, to nic, że MEN każe subwencję oddać, tutaj winę ponosi opozycja, bo temat ujawniła. A odprawa dla burmistrza – podobno w Mosinie można wypłacać odprawę emerytalną bez przejścia na emeryturę – to też świetny pomysł burmistrza, a że się nie powiódł, to też wina opozycji, a najbardziej Łukasza Kasprowicza. Może trzeba zastanowić się, kto jest największym zagrożeniem, kto najbardziej szkodzi gminie i pokazać winnym czerwoną kartkę.
Co ważniejsze, szkoła, czy świetlica Jan Marciniak
„Opozycja rzuca piach w szprychy, opozycja jest niekonstruktywna”– to często powtarzane słowa przez burmistrza. A przypomnę, że opozycja, wnioskowała w kadencji 2006-2010 żeby budynek w Krośnie przy ul. Głównej pozostawić dzieciom szkolnym klas od pierwszej do trzeciej, a nowy budynek przy ul. Krasickiego przeznaczyć dla dzieci od klasy czwartej do szóstej. W Krośnie, na terenie gminnym, radziliśmy wybudować funkcjonalne parterowe przedszkole. Niestety nie skorzystano z naszych rad, a teraz cierpią dzieci i rodzice. Mamy za małą szkołę i za małe przedszkole w stosunku do ciągle rosnących potrzeb tego terenu. Gdyby posłuchano opozycji, byłoby więcej miejsca dla dzieci i nie byłoby kłopotów z subwencją. Bur-
mistrz twierdziła, że wolnej działki pod przedszkole i szkołę w Krośnie nie ma. Raptem się znalazła - teren gminny o powierzchni ponad hektar - 106m x 120m (na rogu Piaskowej i Tylnej). Burmistrz już wydała decyzję o warunkach zabudowy, ale dla... świetlicy wiejskiej. Na niezbyt częste spotkania nielicznej grupy mieszkańców Krosna (na ostatnich wyborach sołtysa było ok. 30 osób), optymalny byłby budynek szkolny. Na zabawy natomiast, dla mieszkańców wsi, otwarte są podwoje Mosińskiego Ośrodka Kultury. Po co za ponad milion budować świetlicę, kiedy nie ma pieniędzy na rozbudowę szkoły. Zawsze się mówi, że dzieci są najważniejsze. Czy Krosna to nie dotyczy? Co ważniejsze, szkoła czy świetlica?
Kiedy brakuje rozwagi... Jan Marciniak
Od listopada ub. roku w magistracie urzęduje nowy zastępca burmistrza - Waldemar Krzyżanowski. Ulubionym obszarem jego działania jest promocja. Niestety niektóre jego publiczne wypowiedzi budzą zdziwienie i szkodzą naszej gminie.
zapytał o stan techniczny budynków nieistniejącej „Barwy”. Dociekał, co burmistrz zamierza zrobić, aby obiekt skutecznie zabezpieczyć przed osobami postronnymi. Zastępca burmistrza odpowiedział, że gminie nic do tego. TwierBez dyskusji Fot. www.mosina.pl dził, że to na nowym właścicielu spoczywa W styczniu Waldemar Krzyobowiązek zabezpieczenia budynków. żanowski w towarzystwie kierownika Kilka dni później pan Krzyżanowski referatu oświaty, M. Kasprzyk, wziął na jednym z portali społecznościoudział w radzie pedagogicznej w Zewych, zamieścił wpis o radnym udaspole Szkół przy ul. Sowinieckiej. jącym zatroskanego. Nauczyciele i dyrekcja byli zaszokoRadny zadając pytanie, wypełnia wani wystąpieniem wiceburmistrza. swój mandat, a burmistrz lub inny Poprosili o wyjaśnienia. Następne urzędnik ma obowiązek udzielić stospotkanie odbyło się dopiero na posownej odpowiedzi. Oceniając w ten czątku marca. Nauczyciele zaprosili sposób radnego, a wcześniej bez podrównież radnych z komisji oświaty. stawowej wiedzy o szkole jej dyrekcję Liczyli na rzeczową dyskusję. Nie i nauczycieli, zastępca burmistrza godzili się na podważanie ich działań wystawił sobie świadectwo. Nie jest i autorytetu dyrektora, Anny Balceto jednak cenzurka pozytywna. Burrek-Kałek, przez burmistrza. Jednak mistrz podważa kompetencje innych obecność radnych tak zdenerwowała osób, a sam zapomina o swoich obozastępcę burmistrza, że wraz z Małgowiązkach. rzatą Kasprzyk po kilkunastu minutach Zgodnie z art. 89 c ustawa - Prawo demonstracyjnie opuścili zebranie. budowlane: w przypadkach bezpoPóźniej pan Krzyżanowski próbował średniego zagrożenia życia lub zdrozdyskredytować nauczycieli „dwójki” wia ludzi, w związku ze złym staopowiadając, że niewielu z nich było nem obiektu budowlanego (obojętnie na tym spotkaniu. Zaskoczeni takim gminnego, czy prywatnego), burmistrz obrotem sprawy nauczyciele nie kryli może wydać Powiatowemu Inspektooburzenia. Radni i nauczyciele odnieśli rowi Nadzoru Budowlanego polecenie wrażenie, że zastępca burmistrza nie podjęcia działań zmierzających do był do końca zorientowany, o jakich usunięcia zagrożenia. problemach ma dyskutować, dlatego ratował się ucieczką. (Z przykrością Słowa, które szkodzą informujemy, że od 1 września Anna Balcerek- Kałek nie jest już dyrektoW ostatnim czasie pojawił się kolejrem Zespołu Szkół w Mosinie). ny zaskakujący wpis zastępcy burmistrza w Internecie. W. Krzyżanowski Zamiast działania sugeruje w nim, że Aquanet pobierając opłatę za hydranty zachowuje się jak - złośliwości zorganizowana grupa przestępcza ściąJacek Szeszuła, osoba znana i gająca haracz. Takie nieodpowiedzialpoważana w Mosinie, został przez ne wypowiedzi mogą skomplikować i W. Krzyżanowskiego określony jako tak nie najlepsze relacje na linii gmina – „radny udający zatroskanego”. Czy – AQUANET. Apelujemy do zastępcy były ku temu podstawy? burmistrza o więcej rozwagi. Pan Jacek Szeszuła podczas sesji
Budżetowe I półrocze Jan Marciniak
Ze sprawozdania z wykonania budżetu za I półrocze wynika, że wpływy do gminnej kasy są niższe od planowanych, co grozi niezrealizowaniem zaplanowanych inwestycji. Na początku września otrzymałem, jak każdy radny, wielostronicową informację z wykonania budżetu za I półrocze 2012 r. Planowane dochody na 2012 r. - 82.049.296,07 zł, wykonane zostały w 45%. Do 50% brakuje 3.916.596,71 zł. Planowane wydatki na 2012 r. 84.576.023,78 zł wykonane zostały w 42%. Do 50% brakuje 6.548.958,31 zł. Sprawozdanie za I półrocze jest podstawą do prognozowania wykonania budżetu za cały rok. Co przyniesie II półrocze? Jestem przekonany, że powtórzy się sytuacja z lat minionych - 2009, 2010, 2011, to znaczy, że: 1. Dochody podatkowe nie będą wykonane. Na łączny, roczny dochód podatkowy 41,5 mln w I półroczu wpłynęło 19,2 mln tj. 46%. W ramach tych dochodów w I półroczu z Urzędu Skarbowego winno spłynąć 9.9 mln, a wpłynęło tylko 8,5 mln. 2. Druga strategiczna dla budżetu gminy pozycja dochodowa, to sprzedaż mienia, przede wszystkim działki budowlane. Burmistrz zaplanowała dochód z tego tytułu w wysokości aż 11,3 mln, w I półroczu wpłynęło tylko 2,1 mln. Sprzedaż w II półroczu zapowiada się dramatycznie.
Po co było burmistrzowi planować nierealne wpływy? My, mosińska opozycja, mówimy burmistrzowi od lat - planujmy realne wpływy ze sprzedaży mienia. Przecież od kilku lat sprzedaż jest na niskim poziomie i sytuacja się pogłębia. My swoje, burmistrz swoje, istne wołanie na pustyni. Burmistrz w sprawozdaniu z wykonania budżetu za I półrocze pisze, że w II kwartale będzie trzeba zmienić planowane dochody i planowane wydatki, jeśli nie będzie satysfakcjonujących dochodów. A więc wywrócimy budżet, przede wszystkim w zakresie zadań inwestycyjnych.
Cięcia Ciekawe, czy cięcia będą dotyczyły personaliów i wydatków bieżących?
Wydatki bieżące wykonane są w 51%. Bieżące wydatki na roczny plan 65,2 mln wykonane są w I półroczu w wysokości 33,0 mln. Tu błogi spokój, błoga cisza. Nikt sobie krzywdy nie zrobi. Natomiast to, na co czekają zwykli mieszkańcy gminy, a więc inwestycje, wygląda tak: plan roczny 19,3 mln, w I półroczu wykonano 2,6 mln tj. 14%. Niewątpliwie I półrocze to rozruch działań inwestycyjnych: projekty, przetargi. Główne uderzenie przypada na II półrocze. Jeżeli jednak nie będzie zakładanego dochodu, to
ctwem Merkuriusza i Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej –„ Jest dobrze, jest bardzo dobrze! Zrobimy to, na co od dawna ludzie czekali”. Po roku, nie uświadczysz w tejże prasie informacji o tym, dlaczego nie wykonano zakładanych zadań, ba przeczyta się, że budżet wykonany jest po stronie dochodów i wydatków w 99 procentach. Bo tak rzeczywiście będzie! Na czym ta zabawa polega? Rzecz naiwnie prosta. Otóż, w grudniu okazuje się, że po stronie dochodów brakuje, powiedzmy 5 mln zł. Na sesji
nawet jeżeli zadania będą przygotowane, to nie będą realizowane, chyba że znów po pieniądze pójdzie się do banków. To droga donikąd, bo przez odsetki drożeją nam inwestycje np. w tym roku płacimy samych odsetek aż 2 mln zł. Administracja natomiast ma się całkiem dobrze. Na roczne utrzymania urzędu zaplanowano 7,8 mln, w I półroczu wydano 3,9 mln, tj. 50%, a więc wykonanie idealne.
grudniowej, tuż przed końcem roku burmistrz przedstawia radzie zmianę budżetu - w dochodach o 5 mln mniej, no i po stronie wydatków 5 mln mniej, tnie się zazwyczaj inwestycje. O tym, tak naprawdę burmistrz wie już we wrześniu. Już wówczas zapadają decyzje, które zadania nie będą realizowane. Cięcie wydatków inwestycyjnych nie następuje jednak we wrześniu, tylko na końcu grudnia. Reasumując, po ścięciu dochodów i wydatków o 5 mln zł budżet jest mniejszy, ale się równoważy. Rada taką zmianę uchwala (większość proburmistrzowska) i budżet, jak napisałem wyżej, jest wykonany w 99%. Proste? Aż za proste. A, że to zabawa - to każdy wie. Tragiczne, że taka zabawa jest usankcjonowana prawnie. Chocholi taniec trwa w najlepsze.
Cyrk budżetowy Na początku roku plan dochodów proponowanych przez burmistrza niemiłosiernie szybuje, by pod koniec roku pikować. Dlaczego? Zawyżenie dochodów, bo z tym mamy do czynienia od lat, ma na celu jedno: powiedzieć radnym i społeczeństwu za pośredni-
CZYTELNICY KOMENTUJĄ Głos z Czapur: Zapraszam wszystkich radnych do świetlicy w Czapurach. Przyjedźcie koniecznie przed głosowaniem za budową kolejnej świetlicy za setki tysięcy złotych. Świetlica stoi zamknięta i pusta. Przeczytajcie regulamin korzystania ze świetlicy - rodem z komuny. Jedyny plus to, że szkoła z niej korzysta. Takie wydawanie pieniędzy to MARNOTRAWSTWO. Sto razy lepiej takie pieniądze było przeznaczyć na salę gimnastyczna dla dzieci. Tubylec: Tak patrząc z boku, to trzeba mieć umysł giętki i sprawny by zrozumieć, dlaczego w gminie, która ma problemy ﬁnansowe, do tego brak miejsc w szkole i przedszkolu zatrudnia się np. trzeciego burmistrza, a w samym urzędzie wynagrodzenia przekraczają o parę stówek średnią w kraju. Trzeba o tym mówić, pisać, informować. Tylko zmiana świadomości może zmienić ludzi. W Krośnie nie zostało przyjętych 50 dzieciaczków, z... braku miejsca. I zdarzył się cud. Miejsce się znalazło, ale dla pierwszaków :). O tym trzeba ludzi informować, bo nawet ktoś, kto nie ma dzieci zrozumie, że podany przykład nie jest dla władzy powodem do dumy :) Mieszkaniec Mosiny: Ta sprawa pokazuje, w jakich czasach żyjemy. Przewodniczący pokazał radzie, że ma
ją w głębokim poważaniu, odrzucił skargę, mimo że to SKO ją do Rady skierowało i zamiast się zreﬂektować i uderzyć w pierś, choćby po cichu, tylko na własny użytek, przystępuje do kontrnatarcia, atakuje tego, kto dokonał oceny jego postępowania. Paranoja. Czy w tej radzie nie ma inteligentnych, rozważnych i kulturalnych radnych, którzy mogliby zapewnić należytą powagę Radzie? Smith: Przebieg drogi rowerowej na nowo budowanej ulicy Piaskowej to bezmyślność projektanta, osób zatwierdzających i osób kupujących projekt. Zasada jest taka, że w środku pasy jezdni dla aut, potem pasy drogi rowerowej, a na zewnątrz chodniki dla pieszych. Na Piaskowej: misz-masz. Ale dla włodarzy liczy się sztuka czyli działanie zero-jedynkowe: kiedyś nie było - teraz jest, ale że niefunkcjonalne, to nie ma znaczenia. Zapraszam urzędników, którzy byli decyzyjni w sprawie odbioru ulicy Strzeleckiej, aby wsiedli na rower i skorzystali ze „wspaniałej” drogi rowerowej. Nienormatywny przebieg, fatalna nawierzchnia, wysokie krawężniki przy pokonywaniu wyjazdów ulic bocznych i priorytet dla samochodów wyjeżdżających z dróg podporządkowanych.
A miało być lepiej... tekst i fot.
Ulica Łąkowa w Pecnej jest drogą gruntową. Na początku lat 90-tych została odwodniona. Niedawno starą „deszczówkę” rozebrano, a w jej miejsce powstała nowa. Ulica zyskała też chodnik. Jak informuje mosiński magistrat, koszt inwestycji, której odbiór nastąpił 5 marca br., wyniósł łącznie ok. 945 tys. złotych. Ale mieszkańcy tej ulicy zgodnie twierdzą, że teraz stan drogi drastycznie się pogorszył. – Jak są opady, wszystko zalewa i woda stoi od jednej strony do drugiej. I wchodzi też do piwnic – skarży się jeden z nich. – Tamta kanalizacja była kanalizacją betonową, nie była uszczelniana. Zabierała i wodę opadową, i gruntową. A w tej chwili nie zabiera nic – relacjonuje inny. – Ta szczelna kanalizacja utopiła naszą ulicę – uważa… Ale to nie jedyne mankamenty tej inwestycji. Po jej zakończeniu, droga nie została wyrównana, a dziury zasypano gruzem budowlanym z nieczystościami. – Ja tu sobie koło przebiłam – żali się jedna z kobiet. Pyta, jak tędy dzieci rowerem pojadą? – Tu górka, a tam dołek. Jak przychodzi większy opad, to część tego jest nieprzejezdna – dodaje. Na poboczu porzucono elementy starej „deszczówki”. Zarośnięte chwastami, grożą uszkodzeniem podwozia. – Czy tego nikt nie widział? – zastanawiają się wszyscy. Sytuację uratował trochę chodnik, bo jak twierdzą, można chociaż wyjść z domu. Ale kiedy na drodze jest błoto, chodnikiem jeżdżą samochody. Widoczne są też różnice w jego poziomie. Pytają, kto tu w ogóle nanosił jakieś poziomy. – Ja interweniowałam, mówiłam, że niżej ma być, to wykonawca powiedział „pani nie wie, pani się nie zna”. To chodnik się robi pod urząd, czy pod mieszkańców? – pyta oburzona mieszkanka.
Przy jednej z posesji, na samym środku chodnika stoi hydrant. Odkopywano go aż 3 razy po to, by i tak tam pozostał. Tarasuje teraz przejście. Różnice w poziomach mają i studzienki – te od kanalizacji deszczowej i starszej, sanitarnej. – Tu sobie podwozie można urwać. Nie wiem, jak mierniczy to mierzył, że jest taka nierówność. Jakby utwardzać tę ulicę, to wszystkie studnie trzeba na nowo posadowić – uważa mieszkaniec Łąkowej i jeszcze pokazuje zniszczoną
Nowa studzienka już ma zniszczone obramowanie.
studzienkę kanalizacji sanitarnej, która wystaje na środku ulicy. Nowe obramowania włazów „deszczówki” są już popękane i pokruszone. – To powinno być zbrojone – uważa mój rozmówca, wskazując na jedną ze studzienek.
– Ta była już naprawiana! Ja nie wiem, kto to odebrał, jak to odebrał. Tu powinny władze przyjechać, jak wykonywali to… Jednak władze gminy bagatelizują skargi mieszkańców. Na pytanie, kto dokonał odbioru tej inwestycji, asystent burmistrza, Bogdan Lewicki, udzielił bardzo ogólnej odpowiedzi, iż: odbioru inwestycji dokonuje komisja odbiorowa w skład, której wchodzą przedstawiciele gminy, inspektor nadzoru budowlanego oraz wykonawca…. Zarzuty mieszkańców, na przykład dotyczące faktu wybudowania szczelnej kanalizacji są irracjonalne. Kanalizacja musi być szczelna i to nie wymaga chyba żadnych dodatkowych wyjaśnień – stwierdził w innym miejscem B. Lewicki. Według niego, „stara” rozebrana kanalizacja betonowa także była szczelna i teoria, że dzięki nieszczelnościom odprowadzała wody gruntowe nie znajduje potwierdzenia w faktach. – Skoro tak, to skąd teraz tyle wody na Łąkowej, jak jej wcześniej tu nie było i nasze zalane piwnice? – pytają zbulwersowani mieszkańcy. Tego niestety rzecznik burmistrza nie wyjaśnił. Stwierdził za to, że konieczność budowy kanalizacji w ul. Łąkowej w takim śladzie spowodowana była złym rozwiązaniem przyjętym
podczas budowy kanalizacji ul. Szkolnej w latach 90. Nie uwzględniało ono całej zlewni, a jedynie ulicę Szkolną. Ponadto kanalizacja z ul. Szkolnej nie posiadała odbiornika wody, a deszczówka skierowana było wprost na prywatne tereny (łąki) sąsiadujące bezpośrednio z zabudową mieszkaniową. Skutkowało to podtapianiem posesji i domów podczas wyższego stanu wód gruntowych oraz podczas obﬁtych lub długotrwałych opadów deszczu…
Hydrant na środku chodnika.
– To nieprawda – twierdzą mieszkańcy. – Nigdy woda z ul. Szkolnej, Łąkowej i części Głównej nie była odprowadzana na prywatne łąki, tylko do rowu ściekowego za wsią, a następnie kanałem zbiorczym do cieku Olszynka. Jedynie z powodu niedrożności odpływu mogła wylewać się na łąki. Przypominają sobie też, że odwodnienie ul. Szkolnej było zadaniem pilnym, bo podtapiany był Ośrodek Zdrowia, a „deszczówka” nie mogła mieć wtedy innej rzędnej, niż pozwalała na to studnia zbiorcza w Łąkowej…
*** Po interwencji mieszkańców, część drogowych usterek została usunięta: wykonawca uprzątnął gruz, napra-
Uszkodzona studzienka kanalizacyjna do dziś straszy.
wił betonowe obramowania włazów do studzienek. Ale uszkodzona studzienka kanalizacji sanitarnej, niestety wciąż stanowi zagrożenie. W sprawie hydrantu poinformowano, że zostanie wykonany, kiedy zaistnieją lepsze warunki gruntowowodne lub gdy rozpocznie w pobliżu prace drogowe firma dysponująca igłoﬁltrami i odpowiednimi zabezpieczeniami. Zapowiedziano też, że docelowo Łąkowa ma zyskać utwardzoną nawierzchnię i dopiero wtedy można będzie powiedzieć o całkowitym zakończeniu tej inwestycji. – Ale kiedy to nastąpi – niepokoją się mieszkańcy – kiedy prawie milionowa inwestycja będzie pełnić swoje zadanie? Sąsiednia ul. Różana też ma nowy chodnik, bardzo przestronny, lecz… położony miejscami poniżej poziomu drogi. W ostatnim numerze „Merkuriusza Mosińskiego” czytamy, że część mieszkańców zakwestionowała jego wysokość twierdząc, że jest on zbyt nisko w stosunku do ulicy. „Obawy te jednak są bezpodstawne – wyjaśnia „MM” – bowiem to właśnie gruntowa w tej chwili ulica Różana będzie obniżona do właściwego poziomu w momencie, kiedy w przyszłości zaczną się niej prace związane z budową utwardzonej nawierzchni”. Aż się prosi, aby znów zapytać, ale kiedy? Nadchodzi teraz jesienna szaruga, a za nią zima. Aż strach pomyśleć, co będzie, gdy woda z drogi spłynie na chodnik i zamarznie… – Jak bierzemy czasopismo urzędu, to wszystkie inwestycje są śliczne – stwierdzają na koniec mieszkańcy Łąkowej. Chyba jednak nie wszystkie…
Równiarki Syzyfa Piotr Wilanowski
Większość ulic w gminie to drogi gruntowe. Ich wyrównywanie pochłania rocznie ponad pół miliona złotych i często jest to pieniądz wyrzucony w błoto.
Idzie jesień... Starsi czują to w kościach, a niebawem wszyscy, nawet młodzi, odczują to taplając się w błocie, jeżdżąc, czy też chodząc po nieutwardzonych drogach, których w naszej gminie sporo. Zapewne, jak co roku prędzej czy później wyruszą na te drogi równiarki, by wygładzić to, co dziurawe i pełne kolein. Z determinacją mitycznego Syzyfa, który bez końca wtacza głaz na nieosiągalny szczyt góry, równiarki równają to, co po pierwszym deszczu stanie się grząskie i lepkie. Obserwujemy to wszyscy - dopóki deszcz nie spadnie efekt wyrównania jest w miarę trwały. Stąd płynie oczywisty wniosek, że to nadmiar zalegającej wody tak niekorzystnie zmienia nawierzchnię dróg. Problem utrzymania ich przejezdności polega na jak najszybszym odprowadzeniu wilgoci poza nawierzchnię.
Przydrożne rowy Od niepamiętnych czasów temu celowi służyły przydrożne rowy – proste i pewnie dlatego genialne. Wszyscy o tym wiemy, pracownicy naszego Urzędu również, a jednak na co dzień w gminnej praktyce prawie nie stosujemy. Pytam się, dlaczego? Przecież nawet autostrady o najbardziej utwardzonych nawierzchniach stosują rowy odwadniające. Myślę, że czas skończyć z rutyną stosowanych dotychczas rozwiązań. Przez długi czas nie będzie nas stać na utwardzenie wszystkich dróg, więc zróbmy wszystko, by to, czym dysponujemy uczynić bardziej przejezdnym. Równanie i proﬁlowanie dróg jest ważne, ale w komplecie z całą gamą zabiegów uzupełniających, które utrwalają efekt przejazdu równiarki. Znam te problemy, ponieważ zawodowo rozwiązuję je projektując rewaloryzację zabytkowych parków. Tam gdzie proﬁl terenu sprzyja odwodnieniu drogi wystarczy odpowiednio ukształtowany, współdziałający proﬁl nawierzchni. W zaniżeniu terenu, tam gdzie woda nie ma naturalnego odpływu konieczny jest
rów. Na odcinkach o dużym spadku sytuację ratuje mocno wypukły proﬁl drogi najlepiej jeszcze miejscowo wzmocniony większą frakcją kamieni bądź gruzu. To oczywiście tylko podstawowe założenia dużo bardziej skomplikowanej metodologii. Jej stosowanie jest stosunkowo tanie, a przy tym wyjątkowo skuteczne. Jeżeli corocznie zlecany „zwykły” przejazd równiarki zastąpimy właściwie dobraną do konkretnego odcinka drogi grupą odpowiednich zabiegów na efekty nie będziemy musieli długo czekać. Oczywiście w jednym sezonie nie zrobimy wszystkiego, wystarczy zacząć od tych odcinków, które sprawiają najwięcej problemów i tak konsekwentnie rok po roku zasadniczo poprawimy stan naszych dróg. Warto, ponieważ poczynione starania będą procentowały, utrwalając efekt nawet wtedy, gdy drogi zostaną utwardzone.
Zespoły interwencyjne Warto również zapewnić środki na interwencyjne usuwanie nadmiaru wód opadowych lub pochodzących z roztopów, które gromadząc się w
Rogalin, ul. Kosynierów.
bezodpływowych miejscach (np. zakończenia ślepych ulic tzw. sięgaczy, itp.) tworzą zagrożenie zalania wielu domostw na terenie gminy. W chwili obecnej straż pożarna interweniuje tylko w sytuacji ostatecznej, gdy budynek jest już zalany. Możliwości Zakładu Usług Komunalnych w Mosinie też są ograniczone, co powoduje, że interwencje w wielu miejscach, szczególnie oddalonych od miasta, są niemożliwe lub nieskuteczne, bo spóźnione o wiele dni. Proponuję, by sołtysi lub inne upoważnione osoby dysponowali fun-
Fot. P. Wilanowski
duszem uruchamianym awaryjnie, w miarę potrzeb, zlecając na podstawie wcześniej sporządzonych umów z lokalnym przewoźnikiem dysponującym beczkowozem, wymagany sytuacją zakres usługi. Wypompowaną wodę powinno się transportować na niewielkie odległości do wcześniej wyznaczonych miejsc zrzutu. Tylko utworzenie sieci lokalnych zespołów interwencyjnych, natychmiastowo rozwiązujących przedstawiony problem, może uchronić wielu mieszkańców przed dotkliwymi stratami materialnymi.
Zanim zaczniesz działać M.Wnuk
Zetknąłeś się z niekompetencją, opieszałością, niegospodarnością albo łamaniem prawa. A Twoje dotychczasowe próby komunikacji z urzędem przypominały rzucanie grochu o ścianę. Podejrzewasz, że za tym wszystkim stoi jeszcze korupcja. Jeśli tak, to jesteś osobą, dla której napisałem ten poradnik. Zakładam, że jesteś zdeterminowany bronić swoich słusznych praw i interesu publicznego. PRZYGOTOWANIA, CZYLI CO CI JEST POTRZEBNE? Spokój i pogoda ducha
Pamiętaj, że twoim celem jest obrona słusznych praw i zmiana sposobu działania urzędu na lepszy. Daruj sobie chęć odwetu i upokorzenia urzędników. Pieniacze i tak przegrywają.
Ty walczysz o interes publiczny w czasie wolnym, którego masz zawsze za mało. Chciałbyś szybko uzyskać efekty ale IM się nie spieszy. Istnieją dziesiątki sposobów na przewlekanie, odwlekanie i opóźnianie. Można je stosować w godzinach dobrze płatnej pracy. Czym skala korupcji większa, tym metody złośliwego przewlekania sprytniejsze. A wszystko to w jednym celu: abyś się zniechęcił i dał sobie spokój; abyś uznał, że ta walka nie ma sensu, bo nic się nie da zmienić. Dlatego TY musisz się uzbroić w determinację i cierpliwość. Przewlekanie załatwienia prostej sprawy przez urząd jest sygnałem, że może chodzić o wymuszenie łapówki.
Staraj się pisać pisma na komputerze. Zdecydowanie unikaj wysyłania pism odręcznych.
Poradniki prawne, znajomy prawnik
Każdy przepis prawny przywołany w piśmie zwiększa jego skuteczność o 50%. Bezpłatne serwisy prawne istnieją także w Internecie. Pismo zawierające przepisy prawne można skonsultować z prawnikiem. Nie musi to być od razu adwokat czy radca prawny. Często student lub absolwent prawa z chęcią udzieli porady za darmo.
Nawet najlepiej uzasadnione odwołanie złożone po terminie będzie nieskuteczne.
Powołuj się na przepisy prawa
Walcząc o praworządność, walcz prawem. Powołuj się na konkretne przepisy prawa lub zasady wynikające z konstytucji. Korzystaj ze wszystkich możliwości, które daje prawo. Wbrew pozorom, nie jest ich tak mało.
Nie wchodź w pyskówki
Chronologiczna analiza dokumentów danej sprawy pozwala zapoznać się z jej rozwojem, co bywa bardzo pouczające. Pozwala dostrzec, czy pojawiają się wątki korupcyjne.
Nigdy nie strasz. Jeżeli zamierzasz np. wystąpić o kontrolę, to po prostu o tym poinformuj. Bądź konsekwentny. Jeżeli zapowiedziałeś jakiś krok prawny, to go wykonaj.
Twoim sprzymierzeńcem mogą być media. Zawsze warto je zainteresować prowadzoną sprawą. Współpracuj z dziennikarzami, nie licz jednak, że rozwiążą sprawę za ciebie. Jeżeli zablokowanie danej sprawy wynika ze zwykłej opieszałości, to nacisk mediów może przynieść natychmiastowe efekty. Jeżeli sprawa ma podłoże korupcyjne, to zazwyczaj zainteresowanie mediów nie daje natychmiastowych, pozytywnych efektów. Skorumpowanym urzędnikom rzadko zależy na pozytywnej opinii. Działają wedle zasady „psy szczekają, a karawana jedzie dalej”. Reakcją tych bardziej czułych
Nic na gębę, wszystko na piśmie Jeżeli sytuacja wymagała negocjacji lub rozmowy w urzędzie - domagaj się sporządzenia protokołu. Protokół spokojnie przeczytaj przed podpisaniem i parafuj go na każdej stronie. Zwłaszcza jeżeli podjęto jakieś ustalenia - domagaj się sporządzenia ich na piśmie. Jeżeli sytuacja tego nie wymaga to stanowczo odradzam wizyty w urzędowych gabinetach. Są one zazwyczaj mocno stresujące, a ich efekt żaden. Lepszy efekt da złożenie pisma w sekretariacie.
Poniższy artykuł na podstawie publikacji „Ściągawka z demokracji. Obywatelski poradnik antykorupcyjny. Zanim zaczniesz działać” autorstwa Macieja Wnuka opracowała Monika Cybal. mogą być procesy o zniesławienie i próba zastraszenia dziennikarzy.
Uaktywnij swoich przedstawicieli
W niektórych wypadkach przydatne mogą być interwencje radnych, posłów lub senatorów. I w tym wypadku traktuj je jednak jako jeden z instrumentów walki z nieuczciwością, a nie jako sposób na „zwalenie sprawy” na kogoś, kto ją załatwi za ciebie. Warto zainteresować swoich przedstawicieli swoimi problemami z jeszcze jednego powodu. Po ich reakcji poznasz, czy są sprzymierzeńcami Twoimi, czy urzędników.
KTO NAPRAWDĘ RZĄDZI W URZĘDZIE? Formalnie urzędem rządzi burmistrz. Podlegają mu naczelnicy wydziałów i kierownicy, a tym z kolei
szeregowi urzędnicy. Praktyka często bywa inna. W niejednym urzędzie kierownicy średniego szczebla sterują swoimi formalnymi zwierzchnikami. Wszystko zależy od posiadanych kompetencji i siły woli. Jeżeli naczelnik wydziału (kierownik referatu) ma nad sobą burmistrza, który słabo orientuje się w kwestiach prawnych i praktycznych dotyczących jego wydziału to może mu wszystko wmówić. Wiceburmistrz słaby merytorycznie i nie mający chęci do uzupełnienia swojej wiedzy bezgranicznie polega na zdaniu swojego naczelnika. Oczywiście wtedy cały nadzór nad działalnością wydziału staje się ﬁkcją. To raczej naczelnik steruje działaniami wiceburmistrza przygotowując pisma i decyzje do jego podpisu. Inne przydatne poradniki możesz znaleźć na www.batory.org.pl w zakładce publikacje.
Mała Drużyna pokrzywdzona Dzieci z Małej Drużyny aby dotrzeć na przystanek szkolny w Drużynie, muszą pokonywać niebezpieczną drogę i tory kolejowe. Na tym dużym osiedlu nie ma też żadnego placu zabaw. Grupa rodziców zwróciła się do radnego Łukasza Kasprowicza z prośbą o interwencję. Radny wystąpił z wnioskiem do burmistrza o stworzenie przystanku szkolnego, w miejscu istniejącego przystanku autobusu liniowego. Burmistrz, Zofia Springer, odpowiedziała, że nie ma możliwości zrobienia przystanku szkolnego wraz z przystankiem autobusu miejskiego z uwagi na brak miejsca na postawienie wiaty.
Brak zrozumienia ze strony burmistrza i urzędników powoduje, że dzieci muszą iść wzdłuż niebezpiecznej drogi i pokonywać niebezpieczny przejazd kolejowy. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że niektóre dzieci z Małej Drużyny, aby skrócić sobie drogę do odległego przystanku za torami, pokonują torowisko w nieprzeznaczonych do tego miejscach. Jeśli gmina nie ma miejsca na wiatę, może wystąpić do określonego właściciela nieruchomości z wnioskiem o użyczenie kawałka terenu, uzasadniając bezpieczeństwem dzieci. Sprawa przystanku ciągnie się już przeszło dwa lata. Czy dopiero kiedy stanie się nieszczęście na torach lub drodze, burmistrz
dojdzie do wniosku, że należy coś z tym zrobić? Wniosek radnego w sprawie stworzenia placu zabaw na Małej Drużynie, również został rozpatrzony negatywnie. Odmowę budowy placu burmistrz tłumaczy brakiem pieniędzy i odpowiedniej działki. Warto dodać, że są osiedla i wsie w gminie, które mają po dwa place zabaw, w tym na terenach użyczonych. Jest natomiast pocieszająca wiadomość dla mieszkańców ulicy Cichej. Jest już projektowana (wniosek złożył w tej sprawie w ub. roku radny Kasprowicz) budowa oświetlenia na tej ulicy. RED
Czy grozi nam deficyt operacyjny? Jan Marciniak
Kiedy wydatki bieżące są wyższe od dochodów bieżących, mamy do czynienia z deﬁcytem operacyjnym. Wedle zapisów ustawy o ﬁnansach publicznych, od 2011 r. władze lokalne nie mogą dopuszczać do takich sytuacji. Deficyt operacyjny to nic innego tylko „przejadanie” dochodów ze sprzedaży działek, które powinno się przeznaczać na inwestycje. Dlaczego tak się dzieje? Ano, dlatego, że nikt nie kontroluje wydatków bieżących: zwiększa się bezsensownie ilość etatów, przede wszystkim dla znajomych, krewnych. Nie kontroluje się wydatków na utrzymanie obiektów gminnych (woda, ścieki, ogrzewanie, energia, materiały biurowe itp.).
Takie traktowanie pieniędzy publicznych doprowadza do zapaści budżetowej. Jeżeli nałoży się na to słabiutka sprzedaż działek, to sytuacja dla budżetu robi się dramatyczna. W naszej gminie już zaczyna dzwonek bić na alarm. W bieżącym roku dochody bieżące to 67,6 mln, a wydatki bieżące to 65,2 mln. Poważne konsekwencje mogą ujawnić się w 2014 roku. Wtedy to zacznie obowiązywać nowy wskaźnik określający zdolność kredytową samorządów. Jest on oparty na średniej nadwyżce operacyjnej z trzech ostatnich lat. Jeśli okaże się ona ujemna (lub niższa od rocznych kosztów obsługi zadłużenia), gmina nie będzie mogła zaciągać zobowiązań, a wówczas koniec z inwestycjami, także tymi wspieranymi środkami europejskimi.
Pałac w Rogalinie otrzymał unijną dotację Joanna Nowak – kierownik Muzeum w Rogalinie
Po zakończeniu rewaloryzacji wnętrza pałacu będą wyglądać jak w 1939 roku przed wybuchem wojny. Będzie to nowoczesna placówka muzealna przystosowana dla osób niepełnosprawnych. Nie każda gmina może poszczycić się posiadaniem na swoim terenie zabytku tej klasy. Otoczony zielenią późnobarokowy pałac Raczyńskich ze świetnymi zbiorami malarstwa w galerii Edwarda Aleksandra, od 1949 r. Oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu, niezmiennie przyciąga rzesze turystów. Jednak od wielu lat, z powodu niezakończonego remontu, Muzeum w Rogalinie postrzegane było jako obiekt o niewykorzystanym w pełni potencjale. Przyczyna takiego stanu rzeczy to oczywiście wieloletni brak środków finansowych na kontynuację prac.
Środki europejskie Wybawieniem w sytuacji okazały się środki europejskie. Dzięki nim w latach 2007–2009 zrealizowano
pierwszy z trzech planowanych etapów projektu „Rewaloryzacja Zespołu Pałacowo–Parkowego w Rogalinie” współﬁnansowanego przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię w ramach środków Mechanizmu Finansowego EOG i Norweskiego Mechanizmu Finansowego oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Natomiast we wrześniu 2012 r. została podpisana umowa na doﬁnansowanie etapu drugiego. Jego realizacja zakończy się w grudniu 2014 r., a projekt sﬁnansuje Unia Europejska w ramach „Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, Priorytet XI Działanie 11.1 Ochrona i zachowanie dziedzictwa kulturowego o znaczeniu ponadregionalnym” i MKi DN. Wartość projektu to ponad 38 mln zł brutto, w tym tzw. koszty kwali-
Widzisz różnicę? Małgorzata Kaptur tekst i fot.
Wielu radnych na dźwięk słowa RÖHR reaguje nerwowo. Niektórzy mówią, żeby ﬁrmie dać spokój, bo wpłaca pieniądze do budżetu, a mieszkańcy przesadzają... Jak radzą sobie w podobnej sytuacji inne gminy? Zajrzyjmy do Komornik. Na granicy z Głuchowem, również po sąsiedzku z osiedlem mieszkaniowym, ma siedzibę ﬁrma DHL - lider na rynku usług logistycznych, a więc można się pokusić o porównanie do „naszego” Röhra. W Mosinie jedynym zabezpieczeniem przed hałasem jest ciągle niedokończony wał ziemny o wysokości 2,5 m. W gminie Komorniki mieszkańców chronią ekrany akustyczne z prawdziwego zdarzenia o wysokości MOSINA – ANTON RÖHR
KOMORNIKI - DHL
od 3,5 do 6 m. Jak to możliwe, że tam inwestor został zobowiązany do należytego zabezpieczenia osiedla przed hałasem, a naszych mieszkańców narażono na zdecydowane pogorszenie warunków życia? Odpowiedź jest prosta. W Komornikach mieszkańcy zostali poinformowani o planowanej inwestycji i mogli wnieść swoje uwagi i wnioski. Naszym mieszkańcom nie dano takiej szansy. DHL miał postawione w decyzji środowiskowej konkretne wymagania, a od ﬁrmy Anton Röhr gmina nie potraﬁ wyegzekwować nawet dokończenia ziemnego wału. Więcej informacji na www.czasmosiny.pl
ﬁkowane to 30 685 342 zł, z czego UE zrefunduje 26 082 541 zł (85%) a pozostałe 4 602 801 zł Ministerstwo Kultury (15%).
Zadania, które zostaną zrealizowane w najbliższym czasie: – odtworzenie historycznych wnętrz pałacu (wyposażenie ich w tkaniny, meble, oświetlenie, obrazy, rzemiosło artystyczne, wykonanie rekonstrukcji pieców), – rekonstrukcja nawierzchni dziedzińca przed pałacem, stworzenie podjazdów i pasów ruchu dla osób niepełnosprawnych ruchowo, – utworzenie Muzeum Dziecięcego i ekspozycji dla osób niedowidzących i niewidomych, – uruchomienie portalu internetowego (funkcja promocyjno–edukacyjna – m.in. muzeum wirtualne i digitalizacja zbiorów), –nowoczesny system informacyjny (kioski multimedialne na terenie, do wypożyczenia tablety i audioguidy z informacją w trzech językach, aplikacje na smartfony z poszerzoną informacją o obiektach), – remont budynków rezydencji (oprócz korpusu gł.), murów oporowych i bram wjazdowych, – wyburzenie budynków z lat 70tych XX w., ogrodzenie terenu, – modernizacja sieci wodnej, p-
Tak wyglądała niezwykła biblioteka pałacowa według projektu Z. Hendla Fot. archiwalna
poż., nawadniania terenów zielonych i kanalizacyjnej. Wykonanie tak bogatego programu pozwoli po latach na udostępnienie zwiedzającym w całości jednego z najcenniejszych polskich zabytków. Pałac w Rogalinie stanie się też nowoczesną placówką muzealną z ciekawą ekspozycją i bogatą ofertą edukacyjną skierowaną do różnych grup wiekowych, obiektem przystosowanym dla osób niepełnosprawnych, z zapleczem gastronomicznym, konferencyjnym i nowoczesną infrastrukturą. Wirtualne muzeum i wykorzystanie możliwości, jakie dają urządzenia cyfrowe, otworzy dostęp do wiedzy o historii pałacu, jego zbiorach i ekspozycjach oraz walorach pejzażowo–turystycznych okolicy odbiorcom w kraju i na świecie
– również tym, którzy ze względów zdrowotnych lub finansowych nie będą mogli do nas przyjechać.
Apel Korzystając z tak niezwykłej okazji chciałabym gorąco zaapelować do mieszkańców gminy. Szanowni Państwo! Możecie nam pomóc w tym dziele. Jeśli macie przedmioty, dokumenty, fotografie (również rodzinne) dotyczące Rogalina – pałacu, ogrodu, kaplicy, czworaków, wsi, rodziny Raczyńskich, dawnej służby, prosimy o kontakt (tel. 61 813 80 30). Muzeum jest zainteresowane ich skopiowaniem lub zakupem.
Skromny kaligraf gminnej wizytówki Piotr Wilanowski – tekst i fot.
Wieś Rogalin to jedna z najczęściej odwiedzanych miejscowości położonych na terenie naszej gminy. Ocenia się, że każdego roku przyjeżdża tutaj ok. stu trzydziestu tysięcy osób. Z tej przyczyny nazywa się ją często „turystyczną wizytówką regionu”. Atrakcją główną jest oczywiście pałac wraz z rokokowym ogrodem i przypałacowym parkiem, ale coraz częściej zainteresowanie turystów wzbudzają folwark, lasy, rozległe pola z ostańcami dębowymi a nawet rogalińskie osiedla. Ruch ten w pewnej mierze sprowokowany jest sposobem wytyczenia szlaków rowerowych i pieszych oraz tras konnych dla szkółki jeździeckiej Majątku Rogalin. Pomijając wpływ zauważalnej w ostatnich latach ogólnopolskiej tendencji do estetyzacji własnego otoczenia, to zapewne rosnąca obecność turystów i innych gości zainspirowała mieszkańców do rzeczowego podjęcia tematu poprawy wizerunku Rogalina. Inicjatorem był ówczesny sołtys, Zbigniew Maciejewski, który w 2008 roku przedstawiając problem, uzyskał poparcie zebrania wiejskiego dla idei utrzymania porządku poprzez zatrudnienie odpowiednio zmotywowanej osoby. Umożliwiał to wprowadzony w tym czasie fundusz sołecki. Do tej pory wiele miejsc (pobocza dróg,
boisko, przystanek PKS itp.), szczególnie te będące w posiadaniu gminy były zaśmiecone i zaniedbane. Służby komunalne skoncentrowane na mieście Mosina we wsiach pojawiały się rzadko i to najczęściej dla realizacji wąsko wytyczonych zadań. Raz do roku organizowane „sprzątanie świata” to zdecydowanie za mało, by stworzyć trwałe wrażenie porządku, tym bardziej, że jego zakres jest ograniczony tylko do zbierania śmieci. W kolejnych latach idea ta w Rogalinie niestety cieszyła się nikłym poparciem. Właściwym rozwiązaniem okazało się zatrudnienie Ireneusza Karalusa, który sumiennie pracując z roku na rok udowadnia trafność dokonanego wówczas wyboru. Skromny, wiejski park maszynowy nierzadko wspomaga własnym sprzętem, by zrobić lepiej, szybciej i więcej. Od tego czasu Rogalin zdecydowanie „wyprzystojniał”. Stała działalność pana Ireneusza w zakresie sprzątania, koszenia, sadzenia oraz przycinania drzew i krzewów, oczyszczania chodnika itp. ma nie tylko wymiar estetyczny. Wyporządkowane, nisko koszone pobocza zachęcają kierowców do
Ireneusz Karalus w pobliżu rokokowej kolumny w Rogalinie.
bezpiecznego parkowania, co przy liczbie czasami kilkuset jednocześnie parkujących samochodów ma wielkie znaczenie dla bezpieczeństwa i przejezdności ulic. Czysty przystanek PKS, wysprzątany chodnik, zadbany teren przy zabytkowej kolumnie granicznej, zadbane place zabaw, powszechny brak śmieci tworzą korzystną aurę dla stałych mieszkańców Rogalina i turystów. Wrażenia, jakie zapamiętają osoby nas odwiedzające są bardzo istotne, to one są najlepszą promocją Rogalina i regionu.
Kochajmy aktywnie Mosinę, czyli co należy jeszcze zrobić w naszym mieście Andrzej Zalisz
Mosina rozwija się i pięknieje, wzrasta liczba jej mieszkańców. Narastają również problemy, np. komunikacyjne, które wymagają osobnego omówienia. W tej publikacji mamy zamiar poruszyć wyłącznie sprawy rekreacji i sportu, ich wpływu na zdrowie, w szczególności młodzieży. Walory Mosiny
Wśród mieszkańców Mosiny panuje powszechna opinia, że mieszkają we wspaniałej malowniczej okolicy, wśród pięknych lasów pól i wód, w krystalicznym powietrzu. I mają rację. Nie bez przyczyny wybudowano już dawno w pobliskim Ludwikowie Sanatorium Przeciwgruźlicze, w którym do dzisiaj chorzy odzyskują zdrowie. Największym atutem Mosiny jest położenie miasta w otulinie Wielkopolskiego Parku Narodowego. Walorów przyrodniczych: lasów, jezior i przepięknych pofalowanych morenowych terenów może zazdrościć nam cała Polska. Niejednokrotnie byłem świadkiem spontanicznych zachwytów „ach jak tu pięknie”.
Walory tego terenu bardzo zyskały przez powszechnie chwaloną nie tylko przez Mosiniaków, ale też przez mieszkańców Poznania i jego okolic, wieżę widokową, z której roztaczają się niezrównane widoki. Została wybudowana przy wsparciu
pięknej przyrody również zobaczą, szczególnie w ciepłe letnie dni? Zobaczą w sąsiedztwie wieży wielu odpoczywających, biwakujących i kąpiących się, przeważnie młodych ludzi. Do lipca 2012 roku, wypoczywający zostawiali po sobie mnóstwo śmieci. Odnotować należy znaczną
Jak powstały Glinianki?
W szczególności podobać się może północna strona Mosiny z jeziorem zwanym powszechnie Glinianką. Teren ten był pierwotnie przez wiele lat wyrobiskiem kopalni gliny, do czasu, gdy w pewnym momencie siłami przyrody, wręcz wybuchowo, wypłynęły do wykopanej doliny olbrzymie ilości wody z podziemnych cieków wodnych. Powstało jezioro, w którym zalane zostały tory kolejki do odwożenia gliny, a nawet duża koparka mechaniczna. Załoga kopalni rozpaczliwie walczyła o odzyskanie kopalni, przekopując rowy do spuszczania wody w kierunku pobliskich terenów rolniczych, oraz stosując wielkie agregaty pomp, do odprowadzenia napływającej wody. Jednak wysiłki pracowników kopalni spaliły na panewce, wobec ogromu wodnego żywiołu. W wyniku przegranej walki z siłami natury, zlikwidowano niebawem mosińskie cegielnie. Niespodziewanie Mosina, a szczególnie jej mieszkańcy, stali się wygrywającymi główny los w loterii zaaranżowanej przez przyrodę. Po paru latach natura wykonała za nas dalszą pracę, genialnego zagospodarowania terenu wokół jeziora. Wzdłuż jego brzegów porosły trzciny, krzaki i różne drzewa wyselekcjonowane siłami natury. Aktualnie mamy do dyspozycji przepiękny teren spacerowy i rekreacyjny. Woda jest niezwykle czysta, dlatego, że nie spływają do niej żadne odpływy kanalizacyjne czy deszczowe, ani też wody spływające z pól uprawnych, które zawierają nawozy. Ponieważ lustro wody w jeziorze znajduje się w niecce terenu, jest dobrze nasłonecznione i chronione jest przez roślinność od wiatru, temperatura wody szybko wzrasta i długo utrzymuje się wysoka. (3 września 2012 wynosiła jeszcze 21 stopni C, a więc 1-2 stopnie więcej niż w jeziorach mazurskich). Nic więc dziwnego, że Glinianki są od dawna licznie odwiedzane.
Plaża nad Jeziorem Góreckim, 1978 r.
funduszami Unii Europejskiej, co świadczy o trafności podjętej inwestycji. Wieża służyć będzie również do nadzorowania obszarów leśnych, ponadto jest monitorowana przed działaniem wandali. Wybudowano ścieżki spacerowe, posadzono rośliny, poustawiano ławki, kosze, a nawet kabinę sanitarną. Co szczególnie pozytywne, terenem opiekują się dwie osoby dbające o porządek. Nic, tylko chwalić władze za tak wspaniałą aranżację, być szczęśliwym i dumnym z tego, co mamy. Na tym tle dostrzegamy jednak również pewne braki i zjawiska negatywne, można, a nawet należy dążyć do udoskonalenia obecnego stanu, czyli kochajmy aktywnie Mosinę.
Propozycje do dalszego wspólnego działania: Jest dojazd, ale drogi nie ma. Wiadomo, że potrzebne są do tego fundusze inwestycyjne. Wystarczy zbudować niezbyt długą, ale umocnioną asfaltem drogę, o szerokości pobliskiej ulicy Spacerowej, a wzdłuż drogi utworzyć pas postoju dla pojazdów (może być wysypany tłuczniem). Trudności z dostępem dla niepełnosprawnych. Zwiedzający dochodzący do wieży widokowej muszą pokonać drewniane schody. Dla inwalidy na wózku, bądź wózka dziecięcego jest to niemożliwe, należałoby, więc wybudować (może jeszcze przed wiosną 2013?) odpowiedni podjazd. Dbałość o czystość środowiska przyrodniczego. Bardzo dużo turystów z okolicy, a nawet z całej Polski, przyjeżdża zobaczyć wieżę widokową i pospacerować wokół jeziora. I co wtedy prócz
Fot. A. Zalisz
poprawę w utrzymaniu porządku, ponieważ ZUK ustawił jeden kubeł przy największej plaży i drugi obok parkingu. Przy zasadniczym współudziale Mosińskiego Koła Wędkarzy, miało miejsce (nie pierwszy już raz) wyzbieranie śmieci wokół Glinianek. Sprawa utrzymania porządku w środowisku przyrodniczym wymaga konsekwentnego zaangażowania w odpowiednie wychowanie młodzieży i dzieci w rodzinach i w szkołach. Wszelkie wycieczki szkolne w pobliskie tereny powinny być powiązane ze zbieraniem śmieci.
Trzeba uświadamiać młodym ludziom, że przyroda jest tylko piękna w stanie naturalnym, a naszym obowiązkiem jest wspólnie pracować w tym kierunku. W sprawie utrzymania porządku i odpowiedniego zachowania nad kąpieliskiem powinna współdziałać także straż miejska, z uwzględnieniem walki z piciem alkoholu. Czy można zabraniać kąpieli? Co zrobić, aby zapobiec utonięciom? Uczyć pływać! Jak powszechnie wiadomo w ciepłe dni przybysze zażywają również kąpieli w wodzie jeziora Glinianki. Oczywistym jest, że człowiek jest też częścią przyrody i ma takie samo prawo dostępu (prócz ścisłych rezerwatów) do terenów przyrodniczych, jakie mają ptaki, ryby i wszelkie lądowe zwierzęta. Dla kąpiących się w Gliniankach nie ma żadnej innej alternatywy bliskiego dostępu do wody. Jeszcze w latach siedemdziesiątych czynna była na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego opodal tzw. „Grajzerówki” letnia pływalnia z drewnianymi pomostami i wieżą do skoków do wody. Po zlikwidowaniu pływalni, stopniowo wypierano kąpiących się w jeziorach parku, nie dając niczego w zamian.
Budowa pływalni jest konieczna
Jak wykazały ostatnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie, a później również Olimpiada dla niepełnosprawnych, cały świat kładzie coraz większy nacisk na uprawianie sportu przez społeczeństwo. W Polsce zbyt późno to sobie uświadomiliśmy. Sprawa jest niezwykle ważna, ale w Mosinie nie przykładamy do niej jeszcze odpowiedniego znaczenia. Ze względu na zmianę sposobu życia, ludzie stają się niesprawni ﬁzycznie, otyli, chorzy na cukrzycę,
choroby serca itp., głównie dlatego, że nie uprawiają sportu. W konsekwencji, w miarę starzenia się społeczeństwa, coraz więcej ludzi wymagać będzie społecznej opieki, której nie podołamy. Jaki sport wchodzi u nas w rachubę? Biegi w terenie (chyba jednak dla młodych) oraz pływanie (choćby gimnastyka w wodzie), które może być uprawiane do późnej starości. Niestety Mosina w tym względzie jest niechlubnym dowodem zaniedbań. Nie zbudowała jak dotąd żadnej pływalni, dając się wyprzedzić wszystkim okolicznym, nawet małym miejscowościom. W pobliskim Kościanie wybudowano przy współﬁnansowaniu przez Unię Europejską już w kwietniu 2005 kryty basen pływacki i powszechnym stało się pływanie dla wszystkich mieszkańców. Wśród młodzieży dochowali się już wielu mistrzów. Od ubiegłego roku rozkłada się w tym mieście ulotki proponujące seniorom powyżej 65 lat ulgowy wstęp na basen za 7 złotych (dla towarzyszącego współmałżonka bez dopłaty), do tego oferuje się jeszcze po ﬁliżance kawy za złotówkę. Pływanie jest dla wszystkich wielkim pragnieniem, szczególnie dla młodzieży. Mieszkańcy Mosiny z całą pewnością nie zrezygnują z marzeń o krytej, 25 metrowej pływalni (nawet w najprostszym rozwiązaniu) i powinni domagać się jak najszybszej jej budowy. Uprawianie sportu pływackiego będzie dla wszystkich młodych, starszych, a nawet najstarszych obywateli rękojmią zachowania zdrowia. Czyż zdrowie nie jest dla nas najważniejszym skarbem? Pływalnia kryta powinna być priorytetowym zadaniem dla władz. Proszę o wzięcie udziału w dyskusji nad poruszonymi problemami... www.czasmosiny.pl
Pływalnia w Daszewicach To pierwszy i jak na razie jedyny taki obiekt na terenie naszej gminy. Został oddany do użytku 1 kwietnia 2011roku. Budowa trwała niecałe dwa lata. Inwestorem jest osoba prywatna, mieszkaniec Daszewic, który bardzo lubi pływać – stąd pomysł, by zaadaptować istniejący budynek gospodarczy na pływalnię. Basen ma wymiary: 16mx5,5m i głębokość 1,35m (w tym brodzik 3,5mx5,5m). Pływalnia RELAX ma już stałych, wiernych klientów. Właściciel twierdzi jednak, że jest za wcześnie, by mówić o opłacalności. Zajęcia na basenie prowadzi Szkoła Pływania Fregata Swimming – ﬁrma z piętnastoletnim stażem. Jej doświadczenie zostało docenione przez największy kompleks basenów w Polsce, Termy Maltańskie, gdzie Fregata ma wyłączność na prowadzenie zajęć nauki pływania i aqua aerobik. Taki sam system zarządzania zajęciami wprowadzony został na basenie w Daszewicach. To gwarantuje wysoką jakość zajęć. Oprócz nauki pływania dla dzieci na trzech poziomach, prowadzone są zajęcia aqua aerobiku adresowane do kobiet. Jest to przyjemna forma ruchu łącząca w sobie różne rodzaje ćwiczeń wykonywanych w rytm muzyki. Wyjątkowa atmosfera i kameralny charakter umożliwiają odreagowanie stresu i napięć związanych
z ciągle rosnącym tempem życia. Trening w wodzie zapewnia usprawnienie ruchowe ćwiczących osób, przy maksymalnym odciążeniu stawów, bez poczucia bólu. Systematycznie uprawiana gimnastyka w wodzie, poprawia jakość życia osób dojrzałych. Więcej informacji na: www.basendaszewice.pl lub www.fregata.com.pl RED
Polska na nowo odkryta – tekst i fot. Nina McDonald
Przedstawiamy Państwu II część reportażu napisanego przez Ninę McDonald, dziennikarkę amerykańskiego pisma „Eagle & Times”, po jej wizycie z ojcem w Polsce w maju 2005 roku, Tekst ukazał się w USA 16 czerwca 2005 r. Autorka jest córką Mariana Dobrowolskiego, byłego mieszkańca Mosiny, uczestnika powstania warszawskiego, którego wojenne losy rzuciły najpierw do Londynu, a następnie do Stanów Zjednoczonych.
Podróż do Polski Latanie brytyjskimi liniami “British Airways” w klasie biznesowej jest niezwykłym doświadczeniem. Rozkładane fotele, indywidualne monitory telewizyjne, stewardessy nadskakujące z coraz to nowymi propozycjami różnych trunków (może jeszcze troszeczkę szampana?) i przekąsek. Nie jestem pewna, co oferuje podróżowanie pierwszą klasą, ale nie wiem jak i co może jeszcze być lepiej. Dzięki mojemu ojcu nie skąpimy sobie przyjemności podczas tej podróży. Myślę: „Cóż, nieważne jak niewygodnie i trudno może być w Polsce, przynajmniej podróżujemy z klasą i możemy wygodnie wypocząć podczas lotu.” Obawiam się tej podróży. Pamiętam ciągle te szare, ponure miasta. Ta wizyta jest dla mnie zwykłym „obowiązkiem” miłości, potrzebą uszanowania mego ojca i pomocy w odwiedzeniu miejsc jego dzieciństwa i wojennych bohaterskich czynów. W wieku 85-ciu lat nie jest już tak żwawy jak dawniej i moją rolą jest przerzucanie bagaży oraz bycie jego forpocztą w trudach podróży.
wydawał świszczący, demoniczny odgłos odstraszający nieprzyjaciela i doprowadzający go do szaleństwa, dając w ten sposób husarii przewagę nad przestraszonym przeciwnikiem. Tylko Polacy mogli umieścić skrzydła przy zbroi. Jak nierozsądnie - jak wspaniale! Tylko ludzie tak idealistyczni, romantyczni, odważni, lojalni i tak zapalczywi jak Polacy, mogli wymyślić coś takiego. Zaczynam zakochiwać się w swojej rodzimej przeszłości.
Nowoczesna Warszawa Lądujemy w Warszawie i... jestem w szoku. Lotnisko jest czyste i tętni życiem. Brud i ciężki, ponury nastrój, jakie pamiętam, należą do przeszłości. Daje się odczuć wyraźną lekkość atmosfery. Przypomina mi to nawet nieco nasze
Lekcja historii 8 maja Europa rozpocznie tygodniowe obchody dla uczczenia pamięci mężczyzn i kobiet, którzy przyczynili się do zakończenia II wojny światowej. Zdaję sobie sprawę, że czeka mnie wielka lekcja historii, do której staram się przygotować brnąc przez większą część książki Jamesa Michenera pt. “Polska”. Odczuwam niedostatki własnej wiedzy i ogarnia mnie poczucie winy. Czemu nie czytałam o tym wszystkim wcześniej, kiedy dorastałam i mogłam zadawać moim świetnie obeznanym w historii rodzicom miliony pytań? Michenerowski opis bitew zachwycił mnie: Polska konsekwentnie stawiała czoła wszystkim niebezpieczeństwom. Z nierównej walki (dwa do jednego, trzy do jednego) legendarna husaria, polska romantyczna uzbrojona jazda konna, niemal zawsze wychodziła zwycięsko. Po tej podróży doszłam do wniosku, że husaria jest najlepszym symbolem ukazującym polski charakter narodowy. Ci wspaniali jeźdźcy uzbrojeni byli w stylizowane, lekkie, skonstruowane w kształcie liry “skrzydła” wyposażone w orle pióra i doczepione z tylu ich zbroi. Kiedy husarze ustawili się w szyku bojowym, kolano przy kolanie, wiatr szeleszczący przez ich skrzydła
Nina McDonald przed Zamkiem Królewskim.
San Diego. Jest tak nowocześnie. Pierwsi ludzie, których zauważam, wcale nie są ubrani w niegustowne komunistyczne „mundury”, jakie pamiętam. Elegancka kobieta przechodząca koło mnie ma na sobie wyprasowane dżinsy, szpileczki, jej włosy są starannie uczesane a twarz upiększona jest makijażem. Czy to jest warszawskie lotnisko? Kiedy moi kuzynowie, Krzysztof i Mirka, witając nas serdecznie wypełniają nasze ręce bukietami róż, jestem oszołomiona. Podczas jazdy samochodem do hotelu Westin, zmęczenie podróżą nieco mija i zauważam szerokie, czyste bulwary wysadzane szeregiem drzew obsypanych zielonym listowiem. Świeci słońce, a wiosna rozkwitła tulipanami, żonkilami i kwiecie obsypuje drzewa kasztanowców. Miasto emanuje wiosną. Po dziesięciu minutach jesteśmy w centrum Warszawy, a ja otwieram szeroko usta ze zdziwienia. Wita mnie z gruntu nowoczesne miasto: stalowe i szklane drapacze chmur, nowe samochody, modnie ubrani mieszkańcy, kawiarenki wypełnione gwarzącymi przy kawie lub piwie parami. Zniknęła gdzieś ponura sowiecka architektura. Zniknęło gdzieś poczucie niemożności i mroczności. Warszawa jest ożywiona i wygląda jak każde inne nowoczesne, zachodnie miasto. Rosnący dobrobyt jest widoczny gołym okiem: Nowy Autorka z ojcem przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego. Świat, najwytworniejsza
aleja miasta. Rodeo Drive, Prada, Gucci, Escada i Calvin Klein zajmują tu miejsca obok połyskujących światłami restauracji i pięknie zrekonstruowanych budynków z przełomu stuleci. Warszawa korzysta z szansy, jaką daje kapitalizm i wydobywa się z kokonu, jako najnowszy motyl Europy. Powiedziano mi, że bezrobocie sięga 19%. Trudno mi w to uwierzyć. W wielkich miastach Autorka z ojcem przed tablicą przy włazie do kanału. jest 3-5 % bezrobotnych i to widać. Armia Stalina stała bezczynnie patrząc na rzeź Przed I wojną światową Warszawę na drugim brzegu Wisły i czekając na wygodną nazywano drugim Paryżem Europy. Miasto możliwość wejścia do stolicy. Pięćdziesiąt wydaje się ponownie sięgać po ten tytuł. tysięcy Polaków straciło życie w pierwszym tygodniu Powstania, a mimo tego walczyli Powstańczym szlakiem do końca, prawdziwie po polsku, przez 63 Drugiego dnia mój ojciec i ja krwawe dni. Mężczyźni, kobiety a nawet dzieci wybieramy się na Plac KrasińWarszawy trzymały w walce trzy niemieckie skich. Na tym, wybrukowanym dywizje, tak potrzebne na froncie posuwająnarożnym placu, tuż obok siedziby cych się sowieckich armii**), w czasie, kiedy Sądu Najwyższego stoi ogromny Hitler groził i przysięgał wymazanie Polaków pomnik dla upamiętnienia Poli Warszawy z powierzchni ziemi. I niemal mu skich Sił Zbrojnych, które wyzwasię to udało. lały Warszawę w sierpniu 1944 Nieustępliwość Polaków doprowadziła do r. Dwie grupy postaci stoją na negocjacji z Niemcami na temat oﬁcjalnego placu. Pierwsza nosząca nazwę złożenia broni. Niemałe to dokonanie biorąc “Powstańcy” ukazuje żołnierzy pod uwagę fakt, że wróg nie miał żadnego szagotowych do walki. Druga, nacunku dla ludzkiego życia. Jednak Wehrmacht zwana “Exodus”, ukazuje księdza (regularna armia niemiecka) przewidywał i żołnierzy wychodzących z włajuż zbliżającą się porażkę i wiedział, że dla zu do kanału. Zatrzymujemy się zabezpieczenia swoim żołnierzom praw jeńca przed tą grupą i mój ojciec mówi wojennego powinien traktować składających o Powstaniu z 1944 r. “Przez 50 broń Powstańców zgodnie z właściwą wojlat komuniści ukrywali prawdę o skową procedurą. Historia ożywa na moich tej walce. Dopiero po roku 1989 Polacy mogli oczach. Mogę jej dotknąć, poczuć i zrozumieć zacząć mówić o tym wydarzeniu”. Urywa, a znaczenie udziału mojego ojca jak i tysiąca jego szczęki zaciskają się......! innych bohaterskich mieszkańców. Odchodzę Przechodzimy na drugą stronę ulicy i następrzygnębiona świadomością tych wydarzeń. pujemy na pokrywę włazu do kanału gdzie, 2 września*) 1944 r., mój ojciec Zniszczenie wycofywał się tego ostatniego dnia wraz z i odbudowa stolicy 5-cio tysięczną grupą innych żołnierzy i uchodzących cywilów przez labirynt warszawskich Po kapitulacji Hitler wydał rozkaz zupełkanałów do centrum miasta. Operacja ta trwanego zniszczenia miasta. Niemcy rozpoczęli jąca trzy dni, ewakuowała mieszkańców pod masowe bombardowania i wysadzanie w nosem niemieckiego okupanta. Mój ojciec powietrze, zamieniając je w stosy gruzów. Na wspomina: „Ta cztero i pół godzinna wędrówka powojennych zdjęciach widać połacie rozwabyła bardzo, bardzo niebezpieczna. Musieliśmy lonych cegieł z gdzieniegdzie wystającymi zachować absolutną ciszę. Kanały były bardzo ku niebu kikutami ruin. 98% miasta leży w wąskie, może ze dwie i pół lub trzy stopy szezupełnej ruinie. A przecież Hitler nie zmógł rokości w niektórych miejscach. Miejscami polskiego ducha. przechodziliśmy przykucnięci, na kolanach. Jedziemy przez uliczki Starego Miasta W tym okresie walki Niemcy już orientowali mijając pięknie odrestaurowane renesansowe się, że używaliśmy kanałów dla łączności, budynki, których fasady jaśnieją w popołuprzerzutów oddziałów i zaczęli używać specjaldniowym słońcu. Zamek, pałac królewski, nie wytresowane psy do wyczuwania ludzi w wspaniały i wielki dumnie stoi za pomnikiem kanałach. Gdy psy szczekały, wtedy wrzucali Zygmunta III, który uczynił Warszawę stoprzez otwarte włazy granaty do kanałów.” licą Polski w 1586 r. Zamek był doszczętnie Na przeciwległej do kanałowego włazu zniszczony, ale został, cegła po cegle, kamień ścianie budynku Archiwów znajduje się płyta po kamieniu odbudowany przez Polaków. z brązu wyjaśniająca, co wydarzyło się tutaj Następnego dnia przewodnik z dumą informuje tamtego dnia. Dla uczczenia 60-tej rocznicy mnie, że ani jeden grosz z sowieckiej kasy nie zakończenia wojny w rogu tablicy zawiązabył użyty na jego odbudowę. Przez ostatnie 50 no biało-czerwoną, jak kolory polskiej ﬂagi lat Polacy odkładali część swoich zarobków z szarfę. przeznaczeniem na odbudowę Zamku. Nie jestem pewna, co czuję. Jest to bardzo Husaria zatriumfowała ponownie! Zamek przytłaczające. Zdaję sobie sprawę z historii, z stoi teraz dumnie, jako świadectwo polskiego ogromnej ceny, jaką przyszło Polakom zapłacić bohaterstwa, woli przetrwania, romantyzmu i za tę próbę wyzwolenia swego ukochanego niegasnącej miłości ojczyzny z głębi czystych miasta z rąk niemieckich okupantów. Byli polskich serc. przecież mniej liczni, niedoposażeni w broń *) w oryginale autorka podała błędną datę i okrążeni ze wszystkich stron. Siły alianckie 31 sierpnia 1944r. nie mogły pomóc zbyt wiele sporadycznymi **) tak przyznają oﬁcjalne dokumenty nie(często chybionymi) zrzutami z powietrza. mieckie.
Pamiętajmy o rozstrzelanych z Daszewic Marian Jabłoński
20 października 1939 na rynku w Kórniku zostali rozstrzelani przez Niemców Franciszek Dłubała i Jan Niemczal – mieszkańcy Daszewic. W dniu 20 października 1939 roku, około godz. 8.00, na rynku w Kórniku, zostało rozstrzelanych 15 Polaków: 6 z Kórnika, 2 z Bnina i Prowentu oraz 7 z okolicznych wiosek. Wśród rozstrzelanych było też 2 mieszkańców Daszewic: Franciszek Dłubała – sołtys i Jan Niemczal. Egzekucję poprzedziła rozprawa sądowa, którą prowadził skład sądzący składający się z pięciu oﬁcerów gestapo. Rozprawa odbyła się w budynku szkoły podstawowej (dziś budynek ten zajmuje m.in. Liceum Ogólnokształcące w Kórniku). Przeznaczonych na rozstrzelanie wprowadzano kolejno do sali, stwierdzano pobieżnie ich personalia, odczytywano zarzuty i ogłaszano wyrok śmierci. Nikt nie miał możliwości jakiejkolwiek obrony. Po rozprawie wszystkich skazanych przepędzono niemal biegiem pod wschodnią ścianę
ratusza a konkretnie pod mur dobudówki stanowiącej areszt miejski, który był zasłonięty workami z piaskiem i podkładami kolejowymi. Skazanych w dwóch grupach, doprowadzili policjanci do ściany z rękoma splecionymi na
karku i ustawili ich tyłem do plutonu egzekucyjnego składającego się z 16 esesmanów, stojących względnie klęczących w dwóch szeregach o kilka metrów za skazanymi. Pierwszy szereg strzelał z postawy klęczącej drugi – ze
Egzekucja w Kórniku 20 października 1939 r. Bundesarchiv Bild, w Wikimedia Commons
Miasto liczy straty Jacek Szeszuła
Bezpośrednio po wyzwoleniu Mosiny w dniu 25 stycznia 1945 roku władze miasta przystąpiły do spisu materialnych strat wojennych, który trwał pół roku. Straty wyceniono na blisko 33 mln przedwojennych złotych. Kuchnia miejska Powołany 25.01.1945 r. Zarząd Miejski musiał uzyskać szeroką informację dotyczącą stanu posiadania mosińskich gospodarzy oraz tego, co pozostało w opuszczonych majątkach Budzyń, Sowiniec i gospodarstwach poniemieckich. Dotyczyło to również rekwizycji dokonywanych przez przechodzące i stacjonujące wojska radzieckie. Służyło też do zaspakajania potrzeb pozostałej ludności przez kuchnię miejską, która została zorganizowana już 27.01.1945 r. Kuchnia miejska funkcjonowała w zabudowaniach gospodarczych podwórza magistrackiego od strony ul. Poznańskiej. Zabudowania te zostały rozebrane w połowie lat 80., a teren został przeznaczony pod nową część budynku Urzędu. Kuchnię prowadziła wówczas Maria Taciak, która również sprzątała biura w magistracie, paliła w piecach kaﬂ owych tego dużego budynku. Piece trzeba było przygotować, uszykować rozpałkę, drewno i węgiel, i to wszystko roznieść w wiadrach po biurach. W ciągu dnia, w kuchni przygotowywano do 300 posiłków. Z posiłków korzystali mieszkańcy Mosiny powracający z różnych obozów, wysiedlenia, ludzie przemieszczający się do innych miejsc zamieszkania, wojskowi radzieccy na mocy porozumienia Komendanta Wojennego z Zarządem Miejskim, pracownicy magistratu, dla których było to formą wynagrodzenia za pracę. Z tych posiłków korzystało też schronisko dla uchodźców utworzone 27.07.1945 r. dla około 100 osób na tzw. kolonii. Na tyłach posesji nr 9 na rynku, (rozstrzelanego Antoniego Roszczaka) od strony ul. Tylnej, pracowała okresowo druga kuchnia. Przypuszczalnie
została utworzona dla robotników pracujących przy budowie tzw. „greiserówki” i dalej funkcjonowała dla „einsatzu” przy budowie „ panzergraben” na Czarnokurzu.
Spis zwierząt Zarząd Miejski musiał również wykonywać polecenia i składać sprawozdania ze swojej działalności Starostwu Powiatowemu w Śremie. Już 12.02.1945 r. Adam Rybczyński z Posterunku Milicji w Niwce zgłosił do magistratu spis zwierząt, pozostawionych przez uciekających Niemców. Spis wylicza: 5 koni, 5 źrebiąt, 62 krowy, 11 jałówek, 9 cieląt, 1 maciorę, 21 prosiąt i 1 buhaja. Według przeprowadzonego spisu pod kontrolą Zarządu Miejskiego, stan bydła i nierogacizny w gospodarstwach i majątkach w Mosinie i okolicy na dzień 24.02.945 r. przedstawiał się następująco: 60 koni roboczych, 10 źrebaków do 2 lat, 116 krów dojnych, 36 krów cielnych, 16 jałówek do roku, 18 cieląt do roku, 2 krowy robocze, 2 buhaje, 17 owiec, 14 macior, 34 warchlaki, 58 prosiąt. Jeszcze w tym samym miesiącu dokonano spisu gospodarstw rolnych w Mosinie i Niwce. Spis wykazał 26 gospodarstw w Mosinie, 9 w Niwce oraz 3 majątki – Sowiniec, Budzyń i Pożegowo.
Okręgi i komisje spisowe 22.05.1945r. na zarządzenie Starosty Powiatowego w Śremie, w budynku magistratu w Mosinie odbyło się zebranie prowadzone przez burmistrza Macieja Nowaczyka, w sprawie powołania komisji mającej na celu przeprowadzenie spisu strat wojennych na terenie miasta Mosina. Burmistrz zaproponował, aby funkcję „głównego komisarza spisowego” objął Mieczysław Tuliński z Mosiny. Miasto zostało podzielone na trzy okręgi spisowe, w których powołano następujące komisje: OKRĘG NR 1 – Rynek, św. Jana, Garbarska, Wąska, Kościuszki, Kościelna, Tylna, Budzyńska, Poznańska, Mickiewicza i Słowackiego. Komisja spisowa: Piotr Maćkowiak, Heliodor Cygański i Halina Nader. OKRĘG NR 2 – ulice: Wiejska, Kilińskiego, Poniatowskiego, Spokojna, Świerkowa, Pierackiego, Krańcowa, Zieleniec, Polna, Wysoka, Chodkiewicza, Krótka, Skrzynecka, Lipowa, Nizinna, Szosa Poznańska, Niwka,
Czarnokurz, Jeziorna, Pożegowska, Wodna, Chopina, Leśna, Cegielnia Budzyń, Stefanowicza. Komisja spisowa: Hilariusz Cygański, Roman Bortlisz, Wincenty Nowak. OKRĘG NR 3 – ulice: Kolejowa, Karola Marcinkowskiego, Krosińska, Łazienna, Farbiarska, Hallera, Skryta, Stefana Czarnieckiego, Kasprowicza, Gen. Sowinskiego, Karolewo, Sosnowa, Piłsudskiego, Taczanowskich, Nowa Topolowa, P. Wawrzyniaka, Śremska, Paderewskiego, Strzelecka, Słoneczna, Piaskowa, Jasna, Łąkowa, Sowiniec – majątek. Komisja spisowa w składzie: Bolesław Grzegorski, Bernard Stefański, Stanisław Ewicz. Termin rozpoczęcia spisu ustalono na 28.05.1945 r. Starostwo Powiatowe śpiesznie przekazało wzór arkusza spisowego. Uzgodniono też, że w trakcie spisu arkusze będą wypełniane ręcznie a za ich przepisanie na maszynie będzie odpowiedzialna Maria Kotecka. Terminu jednak nie dotrzymano. W międzyczasie, na zarządzenie Starostwa burmistrz musiał podać, ile inwentarza „zabrało wojsko rosyjskie” po 1.02.1945 r. Okazało się, że wojsko tylko z majątków Sowiniec i Budzyń. zarekwirowało: 14 wołów, 37 krów dojnych, 2 jałówki, 38 sztuk młodzieży 1 i 2 letniej, 19 warchlaków, 4 tuczniki oraz 11 prosiąt.
Przygotowanie do żniw Podobna sytuacja powtórzyła się kilka dni później. Tym razem Starostwo Śremskie pytało o stan przygotowań i zapotrzebowanie materiałowe do żniw w majątkach Budzyń i Sowiniec. Odpowiedzi udzielono14.06.1945 r. Wynika z niej, że: obydwa majątki miały po jednym uszkodzonym traktorze, złożyły podobne zapotrzebowanie na ropę– po 1000 kg, oliwę – od 50 do 100 kg, i benzynę – od 10 do 20 kg. Ciekawe było złożone „zapotrzebowanie na węgiel dla celów gospodarczych”. Budzyń wykazał 125 000 kg „do młocki, na deputaty i dla gorzelni”, a Sowiniec 30 000 kg, bez podania uzasadnienia. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że napędem młockarni była lokomobila parowa połączona z młockarnią pasem transmisyjnym. Obydwa majątki posiadały lokomobile i stąd takie zapotrzebowanie na węgiel. W gospodarstwach indywidualnych źródłem napędu przy młocce
stojącej. Plutonem Einsatzkommando 11 dowodził SS-Sturmbannführer Heinz Graefe. Po salwie, dowodzący plutonem egzekucyjnym podchodził do leżących i strzałami z pistoletu dobijał dających jeszcze oznaki życia. Ciała pomordowanych wrzucono na stojące obok miejsca egzekucji wozy konne wysypane piaskiem i przewieziono na cmentarz w Kórniku, gdzie wcześniej został wykopany odpowiedniej wielkości dół. Miejsce spoczynku rozstrzelanych upamiętnia nagrobek z ich imionami i nazwiskami. Na ścianie kórnickiego ratusza, pod którą odbyła się egzekucja, jest zawieszona tablica upamiętniająca to tragiczne wydarzenie. Egzekucja była jedną z wielu, jakie w kolejnych dniach przeprowadzono w ramach tzw. „Akcji Tannenberg” w czternastu miastach leżących na terenie pięciu powiatów Wielkopolski: gostyńskiego, kościańskiego, leszczyńskiego, śremskiego, i średzkiego. Celem tej akcji było sterroryzowanie ludności polskiej i pozbawienie ruchu oporu ewentualnych przywódców. W tym samym dniu około godz. 14.30, ten sam pluton egzekucyjny dokonał egzekucji 15 osób na rynku w Mosinie.
był popularny maneż, zwany też kieratem. Z informacji można się również dowiedzieć o szkodach, jakie powstały w uprawach „przez przepędzanie bydła”. Kto przepędzał bydło – to pytanie pozostało bez odpowiedzi. Na Budzyniu zniszczono m.in. 5 ha lucerny, 1 ha mieszanki, 2 ha mieszanki strączkowej. Z majątku Sowiniec zgłoszono zniszczenie „50 ha łąki nad Wartą”. Obydwa majątki miały też już od lutego 1945 r. zarządców komisarycznych. Budzyniem kierował Stanisław Nikiel, a Sowińcem – Jan Kolberski. 19 lipca1945 r., burmistrz M. Nowaczyk skierował pismo do Referatu Szkód Wojennych w Śremie, w którym czytamy: „w terminie od 10–19 lipca br tutejszy Urząd Rejestracyjny wypełnił 39 formularzy na sumę 1 633 668,57 zł żądanego odszkodowania”.
Straty poniesione przez miasto Pozostały jeszcze do oszacowania straty materialne poniesione przez miasto, organizacje i stowarzyszenia oraz mieszkańców, chociażby spalony kościół pod wezwaniem św. Mikołaja, zniszczony most, spalona część SARPY(Barwa), zniszczony pomnik T. Kościuszki i ﬁgura św. Jana, straty mieszkańców wynikające z wyrzucenia z mieszkania na rzecz rodzin niemieckich czy wysiedleń do Generalnego Gubernatorstwa… Jak na ówczesne możliwości techniczne, zrobiono to bardzo szybko nie zważając na ilość włożonej pracy. Spisy cechowała duża szczegółowość, czemu nie należy się wcale dziwić. Zarządy stowarzyszeń i organizacji otrzymały kwestionariusze do samodzielnego wypełnienia. Zgodnie z otrzymaną instrukcją przyjęto zasadę, że wysokość szkody będzie podawana wg cen obowiązujących w dniu 31.08.1939 r,. tj. w przededniu wybuchu II wojny światowej. 30 lipca 1945 roku, burmistrz Maciej Nowaczyk przesłał do Starostwa Powiatowego w Śremie informację o zakończeniu w tym dniu akcji rejestracji szkód na terenie miasta Mosina. Przedłożył 522 wypełnione arkusze spisowe, z których wynika, że nasze miasto w wyniku II wojny światowej poniosło straty materialne oszacowane na wartość 32.774.264,89 zł. (wg cen z 31.08.1939 r). Niestety, ze stratami materialnymi łączyły się również olbrzymie w skali miasta straty osobowe. Te jednak w przeciwieństwie do materialnych, nie dadzą się żadną miarą wycenić. Zawsze były i są niemierzalne… Więcej informacji na stronie: www.czas.mosiny.pl
Ktokolwiek wie... Joanna Nowaczyk
Niespełna kilometr za Mosiną, ze skrzyżowania pomiędzy drogą wojewódzką 430, a powiatową na Jeziory wychodzi leśna droga zamknięta „szlabanem”, znakowana żółtym szlakiem. Prowadząc lekko pod górkę, po ok. 200 metrach mija po prawej dwa zrośnięte dęby. Drzewa te znaczą dziś miejsce, które przed ponad pół wieku było świadkiem zbrodni, jednak – nie jedynym… W roku 2001, do redakcji „Biuletynu Mosińskiego”, ówczesnej gazety samorządowej, przyszedł list z Kalisza. Całkiem niedawno, w czasie przeglądania archiwum tego pisma wpadł mi w ręce: Szanowna Pani Redaktor! …w marcu 1947 r. na terenie ówczesnej i dzisiejszej gminy Mosina dokonano zbiorowej zbrodni w lesie między Mosiną a Puszczykówkiem. (…)Rozstrzela-
śledztwo. Jaki był jego przebieg? We wrześniu 2001 r., po rozpoznaniu doniesienia Jerzego Nowotnego i wobec uzasadnionego podejrzenia popełnienia zbrodni, wszczęto dochodzenie w sprawie zabójstwa kilku osób dokonanego w marcu 1947 r. na terenie Gminy Mosina przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa tj. o przestępstwo z art. 148 § 1 Kodeksu Karnego.
Zarówno sądy wojskowe jak i cywilne, w większości działały w sposób lekceważący zasady prawa, nawet wówczas obowiązującego. W latach 1944-1956 orzeczono w Polsce ponad 8 tys. wyroków śmierci, z czego aż 5650 zapadło przed sądami wojskowymi, a wykonano 2810. Rodzinom skazanych nie wydawano zwłok, a miejsca pochówkou ich bliskich zatajano.
Fotograﬁa absolwentów z 2000 r. J. Nowotny – czwarty z prawej w 1 rzędzie, J. Wacławik – czwarty z lewej w 2 rzędzie – z archiwum Jerzego Nowotnego.
no z broni maszynowej kilku mężczyzn(…).Świadkami tej zbrodni był mój kolega Jerzy Wacławik oraz ja.(…)Jesteśmy absolutnie pewni, że tylko my dwaj byliśmy świadkami tego wydarzenia… List podpisał pan Jerzy Nowotny, dawny mieszkaniec Mosiny. Za pośrednictwem gazety prosił o wyjaśnienie tragedii, o której dotąd milczał i która przez 54 lata, nie dawała mu spokoju. W redakcyjnej dokumentacji zachowała się też pocztowa „zwrotka”, z której wiadomo, że drogą służbową list traﬁł do Instytutu Pamięci Narodowej – 11 lat temu. Tyle archiwum gazety…
Właściwy adresat Teresa Kurzawa z redakcji „Biuletynu Mosińskiego”, przypomina sobie ten list. – Sprawa wydawała się na tyle poważna, by nadać jej najwłaściwszy bieg – wspomina pani redaktor. – Poinformowany został Burmistrz Gminy, Jan Kałuziński, który zdecydował, że należy przekazać sprawę odpowiednim organom. Właściwym adresatem okazał się IPN – dodaje T. Kurzawa. Tam też kieruję swoje kroki. Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu Artur Orłowski informuje mnie, że w sprawie zdarzenia opisanego w liście z Kalisza, toczyło się
Prawie rok później, w sierpniu 2002 r., z powodu niewykrycia sprawców śledztwo zostało umorzone. Nie odnaleziono przy tym żadnych śladów zbrodni. – Nie był to przypadek odosobniony, także to, że nie zachowały się żadne dokumenty – tłumaczy prokurator Sylwester Napieralski, który to śledztwo prowadził. – Takie egzekucje często odbywały się poza prawem…
Zbrodnie komunizmu Jeszcze przed końcem wojny, na podstawie dekretów PKWN, jesienią 1944 r. rozpoczęto w Polsce likwidację „wrogów” ustroju komunistycznego. Aresztowania objęły żołnierzy Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i innych organizacji. W tropieniu ukrywających się działaczy politycznych i żołnierzy podziemia, Urząd Bezpieczeństwa Publicznego ściśle współpracował z radzieckimi organami bezpieczeństwa (NKWD i Smiersz). Aresztowano wybitnych działaczy niepodległościowych z okresu okupacji niemieckiej. Komunistyczne władze stawiały ich przed sądami wojskowymi i cywilnymi, które wobec nich orzekały karę śmierci. Pierwotnie wyroki wykonywali funkcjonariusze Smiersz, z biegiem czasu zastępowali ich Polacy z aparatu bezpieczeństwa i wojska.
W samym Poznaniu i okolicach, znanych jest kilka miejsc straceń i pochówków oﬁar komunistycznych zbrodni. To dawne siedziby oraz areszt Urzędu Bezpieczeństwa w Poznaniu (przy ul. Jarochowskiego, Wyspiańskiego, Kochanowskiego, 27 grudnia), a także park byłego Domu Żołnierza przy ul. Ogrodowej. Kilkudziesięciu skazanych przez Wojewódzki Sąd Rejonowy w Poznaniu, zostało straconych i pochowanych w lesie w rejonie Gądek, przy drodze do Kórnika. Zabijano ich jak w Katyniu,
strzałem w tył głowy... Czy las koło Mosiny był miejscem takiej właśnie zbrodni?
Co stało się w lesie? Naoczny świadek Jerzy Nowotny w dniu 18 września 2001 r. zeznaje: „Ja zacząłem uczęszczać do szkoły w 1945 r. Było to gimnazjum w Mosinie do południa, a po południu uczęszczałem na kurs tzw. zerowy, uzupełniający. W szkole poznałem mojego kolegę Jerzego Wacławika. Chodziliśmy do tej samej klasy.(…) Wczesną wiosną, chyba marzec 1947, ja razem z Jerzym Wacławikiem poszliśmy do lasu po drzewo na opał. Ponieważ leżał jeszcze śnieg zabraliśmy ze sobą sanki. Las ten mieścił się na wysokości Puszczykówka. My byliśmy ok. 15 metrów przed drogą nad Jezioro Góreckie. Tam zatrzymały się 2 pojazdy. Samochody przyjechały z Poznania. Jeden duży wojskowy ZIŁ okryty plandeką, a za nimi stał drugi samochód. Był mniejszy, najprawdopodobniej gazik. My widzieliśmy z odległości około 150 m. zarysy kręcących się osób. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy byli to cywilni, czy wojskowi.(… )W pewnym momencie usłyszeliśmy 2 serie z broni maszynowej. Jedna seria była dłuższa ok. 7-8 strzałów, druga krótsza - 4 strzały. My zaczęliśmy uciekać.(…)Po ok. 15 -20 minut samochody wycofały się na szosę poznańską i odjechały w stronę Poznania. Drogą okrężną wróciliśmy do domu. Ojciec zabronił mi tam chodzić i komukolwiek o tym mówić. Po ok. 3 dniach udaliśmy się z J. Wacławikiem na to miejsce. Nie zatrzymywaliśmy się, szliśmy bardzo wolno. Na miejscu widzieliśmy poszarpaną przez psy rękę. Ręka ta wystawała z kawałkiem munduru koloru ciemnozielonego (co to za mundur – nie wiem). Te szczątki wystawały z dużego kopca. Kopiec ten był ledwo przykryty ziemią i połamanymi gałęziami…”. Zwłoki zamordowanych, później zniknęły, a po grobach pozostały wgłębienia i dwa drzewa, które zrosły się w literę „V”, w naturalny sposób znacząc to miejsce. Przez dziesiątki lat, dwaj przy-
Fotograﬁa gimnazjalistów z 1946 r. – z archiwum J. Szeszuły. J. Nowotny pierwszy z prawej w 5 rzędzie (twarz częściowo zasłonięta), J. Wacławik – w ostatnim rzędzie po środku
jaciele z gimnazjum trzymali to wszystko w tajemnicy. Prócz najbliższej rodziny, o tym, co widzieli nie powiedzieli nikomu. Nic dziwnego, bo polskie realia społeczno-polityczne nie sprzyjały dociekaniu niewygodnej dla systemu prawdy. Było to po prostu niebezpieczne. Po transformacji ustrojowej, przyszedł czas wypełniania „białych plam” historii i dochodzenia sprawiedliwości. We wrześniu 2000 r. koledzy ze szkolnej ławy, po wielu latach spotkali się znów w Mosinie, na zjeździe absolwentów powojennego, mosińskiego gimnazjum. Postanowili, że już czas, by o zbrodni, której byli świadkami, powiadomić władze Mosiny. Niestety, Jerzy Wacławik wkrótce zmarł, a Jerzy Nowotny zdecydował się napisać list do redakcji „Biuletynu”…
Ktokolwiek wie W toku śledztwa prowadzonego w tej sprawie przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu, zgromadzono 65 akt. Przeprowadzono kwerendę w bibliotekach i archiwach, przeanalizowano akty zgonów sporządzone w tym czasie w mosińskim magistracie. Przesłuchano 2 osoby z rodziny Jerzego Wacławika, który o zdarzeniu opowiedział kiedyś siostrze i żonie. W jednym z tych zeznań padło nazwisko państwa Dajerling z Puszczykowa, u których mieli w czasie wojny stacjonować Rosjanie, że może coś wiedzą o sprawie. Niestety IPN nie odnalazł ani tych ludzi, ani żadnego śladu po zbrodni. Kto był jej oﬁarą, a kto sprawcą? Na to pytanie nie znaleziono odpowiedzi. Uznano jedynie, że zbrodni tej dopuścili się niezidentyﬁkowani funkcjonariusze istniejącego wówczas aparatu bezpieczeństwa. W dniu 8 sierpnia 2002 r. prokurator postanowił umorzyć śledztwo z zastrzeżeniem, że w przypadku pojawienia się okoliczności, w szczególności wskazujących na osoby sprawców, śledztwo zostanie podjęte… Jerzy Nowotny ma dziś 80 lat. Jest emerytowanym nauczycielem i nadal mieszka w Kaliszu. Dokładnie pamięta tamto zdarzenie i miejsce. Wciąż ma nadzieję na wyjaśnienie sprawy. Także prokurator Napieralski, nie przekreśla takiej możliwości, bo jak mówi, w takich sprawach często pomocna bywa lokalna prasa. Być może ktoś z czytelników zna jakiś szczegół, który pomoże w wykryciu ofiar i sprawców tej zbrodni? Ktokolwiek wie…
Święty skompletowany Małgorzata Kaptur
Od 105 lat stoi w Mieczewie na wysokiej kolumnie ﬁgura świętego. Jeszcze rok temu były wątpliwości, kim jest postać na cokole. Jarosław Malesiński, pasjonat historii, postanowił przywrócić świętemu tożsamość. Po krótkim śledztwie tajemnicę udało się wyjaśnić i by kwestię tożsamości ostatecznie przypieczętować, ﬁgurę odnowiono, dodając przynależne świętemu atrybuty. Teraz mieszkańcy mogą liczyć, że św. Wawrzyniec, w podzięce za troskę uchroni ich od nieszczęść i pobłogosławi wspólnym działaniom.
Jak niewiele potrzeba, by w społecznościach lokalnych wyzwolić chęć działania niech świadczą poniższe urywki tekstów, jakie zamieszczone zostały na portalu sołectwa Mieczewo: www.mieczewo.com. 20 lipca 2011 r. Jarosław Malesiński zamieścił tam felieton, w którym pisał tak:
Święty zdekompletowany Kilka razy dziennie przejeżdżam obok tej ﬁgury. Jest zadbana, wypielęgnowana, ale coś z nią jest nie tak. Za każdym razem, gdy spoglądam na postać umieszczoną na kolumnie
Święty Wawrzyniec żył w III wieku. Administrował dobrami kościelnymi i opiekował się ubogimi Rzymu. W czasie prześladowań chrześcijan, diakon spodziewając się aresztowania, rozdał wszystkie pieniądze ubogim. Kiedy sędzia nakazał mu wydać skarby kościelne, ten zebrawszy obdarowanych ubogich powiedział, że właśnie oni są tymi poszukiwanymi skarbami. Sędzia kazał diakona siec biczami, a następnie rozłożyć na rozżarzonej do czerwoności kracie i tak długo przypalać, aż wyda majątek kościelny. Święty miał zdobyć się na słowa skierowane do sędziego i kata: Widzisz, że ciało moje już dosyć jest przypieczone z jednej strony, obróć je na drugą stronę. Ta właśnie bohaterska postawa zjednała św. Wawrzyńcowi najwyższy podziw i zapewniła mu chwałę. Święty Wawrzyniec patronuje ubogim, piekarzom, kucharzom, bibliotekarzom, administratorom, oraz pszczelarzom. Pomaga w dolegliwościach reumatycznych, przy gorączce, chorobach oczu i skóry. Chroni również od ognia i próbuje konkurować ze św. Florianem, jako patron strażaków.
zachodzę w głowę, któż to jest? Jakiego świętego Mieczewo uczyniło swoim patronem? Na cokole znajduje się wyraźny napis „Fundator / Gmina Mieczewo/ 1907”, ale to nie wyjaśnia, z kim mamy do czynienia. Im dłużej przyglądam się ﬁgurze, tym więcej mam wątpliwości. Wielu świętych wykluczyć można od razu, bo i w pozach przedstawiano ich charakterystycznych i atrybuty posiadali zwykle charakterystyczne… Otóż to – atrybuty. Po dokładnych oględzinach doszedłem do wniosku, że postać musiała w ręce prawej trzymać coś okrągłego o średnicy 2–3 cm. Druga ręka sprawia wrażenie, jakby na niej wspierała się ta postać. Który ze świętych mógł być przedstawiany w takiej pozie? Tylko jeden, Święty Wawrzyniec z Rzymu. Co możemy zrobić? – pytał rok temu autor felietonu. Może nadszedł już czas, by postaci na kolumnie przywrócić tożsamość? Może gdzieś pośród dziwnych przedmiotów w zapomnianej części podwórka uda się któremuś z gospodarzy odnaleźć zaginioną kratę, może gdzieś odnajdzie się palma męczeństwa, którą nasz Święty dzierżył w prawicy swojej? Jeśli to się nie uda, poszukajmy zdjęć ﬁgury i spróbujmy wspólnym wysiłkiem odtworzyć te elementy. Zróbmy to! – zaapelował i po roku na mieczewskim portalu informacyjnym pojawił się kolejny wpis:
Raport z renowacji ﬁgury Św. Wawrzyńca. Dziś wigilia Laurentego. Jutro, 10 sierpnia, obchodzimy święto związane ze wspomnieniem św. Wawrzyńca z Rzymu. Aby godnie ten dzień uczcić, dokonaliśmy gruntownego odnowienia ﬁgury, która znajduje się w centrum Mieczewa.
O ﬁgurze W trakcie przeprowadzonych prac udało się ustalić, że odlew cementowy wykonany został pomiędzy rokiem 1903 a 1905 w „Fabryce Wyrobów Marmurowych i Cementowych Zakład Kamieniarsko–Rzeźbiarski S. Michalski & Co”. Figura została ustawiona w 1907 roku. Co dość zaskakujące – nie była zbyt często odnawiana. Udało mi się doliczyć tylko dziewięciu warstw farby. Pięciokrotnie ﬁgura była całkowicie biała. Dwa razy pomalowano ją (dotyczy to koloru dalmatyki, reszta elementów była zwyczajowo jednolicie biała) na kolor ciemnobrązowy, raz pojawił się kolor żółty, raz zielonkawy, ostatnio kolor piaskowy. Ciekawostką jest, że na pistacjowo ﬁgurę pomalowano w całości (razem z kolumną), co musiało wyglądać wielce intrygująco.
RENOWACJA 1.Odtworzenie zaginionej kraty. Nową kratę wzorowaną na analogicznych przedstawieniach z tego samego warsztatu wytwórczego wykonał pan Eugeniusz Mądrecki, mieszkaniec Mieczewa. Jest on również wykonawcą metalowego krzyża stojącego przy wjeździe do naszej wsi, który zastąpił zniszczony w czasie okupacji hitlerowskiej krzyż drewniany. Umieszczona na nim rzeźba umęczonego Chrystusa została przechowana i przekazana przez rodzinę Waligórów. Krata zrobiona jest ze stali, została zespawana, ale w miejscach łączeń zastosowano imitację nitów. Całość pomalowano na złoto i osadzono trwale w postumencie ﬁgury. 2.Odtworzenie zaginionej palmy. Palma to dość skomplikowany rzeźbiarsko detal. Element zastosowany obecnie został wykonany także przez Eugeniusza Mądreckiego.
Fot. Jarosław Malesiński
3. Odtworzenie fragmentu ﬁgury. Odtworzyłem fragment prawej dłoni. Na podstawie kształtu i wielkości lewej dłoni dosztukowałem trzy brakujące palce. Zastosowałem chemoutwardzalną żywicę syntetyczną. 4. Malowanie. Oczyszczono ﬁgurę z łuszczącej się farby i podmalowano białe elementy tak, by poprawić plastyczność przedstawienia szat. Na czerwono przemalowana została dalmatyka, na ciemny brąz zmieniono kolor włosów i butów świętego. Kolumnę, jej kapitel i bazę pozostawiono bez zmian.
Inicjatywa godna naśladowania Charakterystyczny dla Mieczewa obiekt został siłami grupy entuzjastów przywrócony do świetności i jest ozdobą wsi. Mieszkańcy zrobili to sami, nie oglądając się na nikogo. Przy okazji wszyscy poznaliśmy kawałek lokalnej historii. Gratulujemy tym, którzy przyczynili się do renowacji, a szczególnie panu Jarosławowi Malesińskiemu, dobremu duchowi wielu mieczewskich przedsięwzięć. Pełna treść cytowanych artykułów jest dostępna na stronie www. mieczewo.com w dziale felietony.
Olęderskim szlakiem...
Pamiętajmy o cmentarzach Małgorzata Kaptur
Kim byli olędrzy? Jaką rolę odegrali w rozwoju naszej gminy? Dlaczego miejsca ich spoczynku zarosły bluszczem i nie istnieją w naszej świadomości? W XVII w. nastąpił okres upadku gospodarczego. Potop szwedzki, nieurodzaje powodujące głód, morowe powietrze – wszystko to spowodowało, że gwałtownie spadła liczba ludności i wiele wsi opustoszało. Spowodowało to duże zapotrzebowanie na osadników, którzy mogliby zagospodarować nieużytki. W Polsce powstało ok. 1700 osad na prawie olęderskim, w Wielkopolsce ponad 900. Pod koniec wieku XVIII w 15 miejscowościach naszej gminy mieszkało ok. 1,5 tys. olędrów. Nazwa olęder wzięła się od Holendrów, którzy doskonale radzili sobie z osuszaniem podmokłych gruntów, ale olędrami zwano również osadników innych narodowości, np. niemieckiej.
Olęderski ślad w naszej gminnej historii jest znaczący, ponieważ dotyczy co drugiej miejscowości. Najwcześniej, bo już w 1729 r., powstała osada Pecna Olędry. W 1789 r. liczyła 29 dymów (zagród) i 115 mieszkańców. Od 1815 do 1918 r. miejscowość ta nosiła nazwę Petzen Hauland, co świadczy o tym, że powstała w wyniku wykarczowania lasu. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku część mieszkańców wyznania ewangelickiego sprzedała swoje gospodarstwa i wyemigrowała do Niemiec. Znaczna część pozostała jednak na ojcowiźnie. Kres zgodnego współżycia ewangelików i katolików położył wybuch
II wojny światowej. Wiele polskich rodzin zostało wyrzuconych ze swoich gospodarstw, a ich miejsce zajęli Niemcy sprowadzeni z krajów nadbałtyckich i okolic Morza Czarnego. Zdecydowana większość rodzin niemieckich w mroźnym styczniu 1945 roku przed wkroczeniem Armii Czerwonej pośpiesznie ewakuowała się na zachód. Opuszczone gospodarstwa przejęli osadnicy z kresów wschodnich Rzeczypospolitej, które po wojnie znalazły się w granicach ZSRR. Po prawie dwustu latach pobytu na naszej ziemi olędrów – ewangelików, pozostały pola uprawne w miejscu wykarczowanych lasów i osuszonych bagien, charakterystyczny układ przestrzenny wsi oraz cmentarze. Cmentarze znajdowały się niemal w każdej wsi. Po wojnie ulegały powolnej dewastacji. Ludzie odreagowywali doświadczone krzywdy, a władze na to przyzwalały. Spowodowało to zniszczenie tablic nagrob-
Pecna, ul Kozia, centrum wsi, graniczy z gimnazjum – jedyny w naszej gminie cmentarz ewangelicki z zachowanym murowanym ogrodzeniem. W ostatnich latach uporządkowano teren, usuwając nagromadzone przez lata śmieci oraz wycinając krzewy. Grożącą zawaleniem kaplicę rozebrano. Nagrobki są zdekompletowane, zachowały się tylko betonowe obramowania grobów
nych oraz żeliwnych ogrodzeń wokół grobów zamożniejszych gospodarzy. Zatarciu uległ pierwotny charakter miejsc wiecznego spoczynku. Zniknęły krzyże. Podobny los spotkał większość ewangelickich nekropolii w Wielkopolsce. Kiedy cmentarze zarosły i zniknęły z pola widzenia, ludzie przestali się nimi interesować. Pozostawione same sobie rozsypują się, zarastają krzewami i bluszczem.
Na terenie naszej gminy znajduje się aż 12 cmentarzy ewangelickich. Myślę, że nadszedł właściwy czas, by przełamać milczenie i zaopiekować się tym, co pozostało. To przecież jest również nasza historia. Mam nadzieję, że będziemy w stanie połączyć siły i podjąć działania w celu przywrócenia zbiorowej pamięci tych miejsc, chociażby poprzez ustawienie tablic informacyjnych.
Z Mosiny na oceany Wojciech Konieczny
Na zaproszenie Mosińskiej Biblioteki Publicznej przyjechał do Mosiny światowej sławy oceanolog, profesor Jerzy Dera. 25 września w Mosińskim Ośrodku Kultury wygłosił wykład „Rola Oceanu w kształtowaniu klimatu Ziemi”. Temat niezwykle ciekawy, ale jeszcze bardziej ciekawa jest postać profesora Dery, osoby związanej niegdyś z Mosiną i mającej tutaj swoje korzenie. Obecnie mieszka w Sopocie, ale ciągle emocjonalnie i rodzinnie związany jest z naszym miastem. Liczba tytułów naukowych i osiągnięć, które posiada Jerzy Dera może przyprawić o zawrót głowy: profesor zwyczajny, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, były przewodniczący Komitetu Badań Morza PAN, członek Centralnej Komisji ds. Tytułów i Stopni Naukowych, były przedstawiciel PAN w Radzie Morskiej Europejskiej Fundacji Naukowej… Współtworzył nowy w Polsce kierunek studiów – oceanograﬁa - na Uniwersytecie Gdańskim, oraz Instytut Oceanologii PAN, którym przez wiele lat kierował. O wkładzie profesora Dery w rozwój oceanologii niech świadczą słowa studentki oceanograﬁi, mieszkanki Puszczykowa, Zosi Halickiej: „Oceanograﬁa jest nauką stosunkowo młodą, szczególnie w Polsce. Stąd tak istotne jest tych kilka, być może kilkanaście, nazwisk ludzi, dzięki którym ten kierunek nauki zaczął się rozwijać. W środowisku studenckim prof. Jerzy Dera jest jedną z takich osób, które są fundamentem miejsc, gdzie aktualnie
można zdobywać wiedzę w dziedzinie oceanograﬁi. To właśnie Jemu studenci zawdzięczają podręczniki do nauki. Nie znajdziemy chyba żadnego absolwenta oceanograﬁi, który choć raz nie uczył się ze sławnej już książki „Fizyka Morza”, która w sposób matematyczny, a jednak zrozumiały, tłumaczy trudne zagadnienia z zakresu oceanograﬁi ﬁzycznej. I choć od jej drugiego wydania minęło już trochę czasu, to na jej treść powołują się zarówno profesorowie jak i studenci, co doskonale świadczy o tym, jak wciąż aktualny i potrzebny jest dorobek naukowy prof. Jerzego Dery.” Po zakończeniu wykładu o oceanach, poprosiłem Profesora o krótką rozmowę, którą odbyliśmy w kuluarach mosińskiej biblioteki. Wojciech Konieczny: W jaki sposób trafił Pan z Mosiny na Pomorze? Profesor Dera: Studiowałem ﬁzykę doświadczalną na poznańskim Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, który skończyłem w 1956 roku. W tamtych czasach istniały tak zwane „nakazy pracy”, czyli coś w rodzaju skierowania do konkret-
nego zakładu pracy. Na szczęście wśród tych nakazów można było wybierać, a moją uwagę przykuł ten z Politechniki Gdańskiej. A ponieważ wcześniej nigdy w życiu nie widziałem morza, był to dodatkowy argument, aby podjąć tam pracę. Zaczynałem jako asystent, następnie adiunkt w katedrze ﬁzyki kierowanej przez prof. Ignacego Adamczewskiego. Katedra ﬁ zyki współpracowała z Polską Akademią Nauk, która miała w Sopocie maleńki zakład naukowy zwany Stacją Morską, rozpoczynającą badania
morskie. Zostałem namówiony, aby podjąć badania morza właśnie w tej Stacji. Rozpoczęte tam prace i rejsy badawcze spowodowały, że połknąłem morskiego bakcyla. I już na tym morzu pozostałem. – Czy coś Pana jeszcze łączy z Mosiną? – Oczywiście, tutaj dorastałem, tutaj w jakiś sposób kształtował się mój charakter. Jest jeszcze rodzina - w Mosinie mieszka mój brat z rodziną i siostra w Baranówku. Miałem liczne grono wujków, ale niestety już nie żyją. Czasem myślę nawet o tym, by tu wrócić, ale, jak mówią, starych drzew się nie przesadza. – A wspomnienia? Jest coś, co szczególnie utkwiło w Pana pamięci? – Są miejsca, są wydarzenia… Jezioro Góreckie, lodowisko na jeziorze Budzyńskim… Jednak najmilsze wspomnienia z Mosiny związane są z harcerstwem. Pamiętam doskonale Mietka Koniecznego – duszę harcerstwa, pana Myszkiera, Jurka Węcławka, obozy harcerskie, zwłaszcza te w Łagowie… Coś wspaniałego. Harcerstwo wiele mnie nauczyło, i – mogę śmiało to powiedzieć – ukształtowało mój charakter. Wreszcie, to w Mosinie poznałem moją żonę, Marię. (żona profesora, pani Maria Preibisz-Dera również jest mosinianką, córką nauczycieli, państwa Wiktorii i Kazimierza Myszkierów – dop. W.K.) – Dorastał Pan w niezbyt szczęśliwych czasach. Była woj-
na… – Oj tak. Okupacja to był bardzo ponury okres. Cały czas istniała obawa, że zostaniemy gdzieś wywiezieni, wystarczył byle pretekst. W niemieckiej szkole, w której się uczyłem, wolno było mówić tylko po niemiecku, za każde słowo po polsku płaciło się karę. Wiele takich kar zapłaciłem. Niemieccy nauczyciele często obrzucali nas wyzwiskami. Tego się nie zapomina. – Pana pokolenie, które dzieciństwo i wczesną młodość przeżyło w czasie wojny, po jej zakończeniu musiało w szybkim tempie nadrabiać szkolne zaległości. A jak Pan ocenia współczesną młodzież i jej chęci do nauki? Dzisiejsza młodzież boryka się z trudnymi wyborami. Cały świat stoi przed nią otworem, a pokusy są ogromne. Wydaje mi się, że błędem jest uczenie ich wszystkiego, co tylko można. Wiedza ogólna jest bardzo szeroka, jest niemożliwe, aby wszystkiego się nauczyli. Potrzebna jest specjalizacja, uczenie ukierunkowane, rozwijające konkretne zdolności młodych ludzi. Jeśli ktoś ma talent artystyczny, to nie można go na siłę uczyć matematyki. Wydaje mi się, że w szkołach od młodzieży za dużo się wymaga. A wtedy rodzi się opór i jakiś rodzaj buntu. Bez wątpienia teraz świat jest inny niż był kiedyś. Nie lepszy, czy gorszy. Po prostu inny. I dlatego musi się też zmienić sposób nauczania. – Dziękuję Panu za rozmowę i proszę pamiętać o Mosinie. I na koniec wyjaśnienie tytułu tego artykułu. Otóż jest on parafrazą tytułu książki „Przez Sopot na oceany”, której autorem jest profesor Dera. Jest to autobiograﬁa z wieloma mosińskimi wątkami. Gorąco zachęcam do lektury.
Refleksje gminnego rowerzysty Piotr Wilanowski tekst i fot.
Będąc najprawdopodobniej najbardziej aktywnym rowerzystą spośród aktualnych radnych Rady Miejskiej w Mosinie, jestem zobowiązany i uprawniony, by przedstawić racje tych, co bezgłośnie i ekologicznie poruszają się po naszych drogach. Od wielu lat pokonuję rowerem rocznie ok. 1000 km, przejeżdżając w różnych kombinacjach wszystkie możliwe drogi w promieniu ok. 40 km od Rogalina. Świat widziany z siodełka rowerowego wygląda ciekawie, a często nawet zachwycająco. Każdy, kto choć jeden raz zastąpi używanie samochodu rowerem autentycznie i efektywnie sprzyja swojemu środowisku, własnemu zdrowiu, kondycji infrastruktury drogowej, a przez to generuje oszczędności dla budżetu państwa. Być może ktoś te słowa uzna za sporą przesadę, ale proszę mi wierzyć, efekt jest wymierny i policzalny. Z tej przyczyny powinniśmy wspierać użytkowników tego środka lokomocji niezależnie od tego, czy są to osoby dojeżdżające do pracy, szkoły, na zakupy, zwiedzające nasz region, zażywające relaksu lub dokonujące czynnej rehabilitacji zdrowotnej. Jak do tej pory oferta ułatwień i zachęt do korzystania z roweru na terenie naszej gminy jest niewielka. W porównaniu z sąsiednimi gminami liczba kilometrów dróg i ścieżek
rowerowych wygląda nieciekawie, w dodatku nie jest to logiczna spójna sieć powiązań drogowych, a raczej oderwane od siebie fragmenty w dość chaotycznym układzie. Najwyższy czas wzorem Grodziska Wielkopolskiego, Granowa czy Puszczykowa stworzyć bezpieczne połączenia między wsiami a miastem. Przyniesie to wspomniane wcześniej wymierne korzyści, a z tych niewymiernych niejedno uratowane ludzkie zdrowie i życie. Często budując stosunkowo krótki odcinek można połączyć dwa oderwane od siebie fragmenty łącząc je w sieć organizującą ruch rowerowy na określonym obszarze gminy. Właściwie zrealizowana
sieć połączeń drogowych to istotne zmniejszenie lokalnego ruchu samochodowego i jego wydatne usprawnienie, co zdecydowanie poprawi humor wielu automobilistów nie narażonych na kontakt z „zawalidrogami”. Mimo opisanych niedogodności poruszanie się rowerem po naszej gminie jest możliwe, do czego gorąco zachęcam. Warto odwiedzić Gminne Centrum Informacji, by pobrać mapy rowerowych szlaków turystycznych. Ich pokonanie dostarczy wielu niezapomnianych wrażeń. Polecam szczególnie „Rowerowy szlak Warty”, „Łabędzi szlak rowerowy”, „Rogaliński szlak Rowerowy”, oraz „Konwaliowy szlak rowerowy”.
Z żoną Małgorzatą na wycieczce w Błażejewku.
Nauczyciele i pracownicy Zespołu Szkół w Rogalinie w nietypowy sposób uczcili Dzień Edukacji Narodowej. W słoneczne niedzielne popołudnie w niezwykłej scenerii zagrali dla licznie przybyłej publiczności. Doskonały pomysł i świetna realizacja. Gratulujemy. Wszystkim nauczycielom pracującym na terenie naszej gminy składamy serdeczne życzenia z okazji ich święta. Fot. Monika Kubiaczyk
Kochają psy Małgorzata Kaptur
Bezinteresowna praca wolontariuszy w mosińskim przytulisku czyni życie bezdomnych psów znośniejszym i ułatwia ich adopcję. Ich zaangażowanie zasługuje na podziękowanie i wyrazy uznania. – Jak często odwiedzacie przytulisko? – Anna Piaskowska: Do mosińskiego przytuliska przyjeżdżam z Poznania od kwietnia 2011 r. Staram się być 2-3 razy w tygodniu. Pomagam w adopcjach, robię zdjęcia psom, które akurat dostały się do przytuliska, umieszczam ogłoszenia na portalach internetowych, przeprowadzam wizyty przedadopcyjne w domach. W przytulisku wyprowadzam psy na spacer, staram się jak najlepiej każdego z nich poznać, żeby móc zainteresowanym adopcją udzielić pełnej informacji. We wrześniu zorganizowałyśmy z Martą Dzień Otwarty, na którym zebrałyśmy około 150 kg karmy i „wyadoptowałyśmy” 3 psy. – Marta Przybyła: O istnieniu mosińskiego przytuliska dowiedziałam się pól roku temu i od tego czasu spędzam u psiaków po kilka godzin w wolne dni. Wyprowadzam psy na spacery, umieszczam ogłoszenia na ich temat w Internecie. – Czy właściciele szukają zaginionych psów w przytulisku? – A: Czasami tak, czasami nie. Tu jest właśnie problem, nie wszyscy o przytulisku wiedzą, ogłaszamy psy na portalach dla psów zaginionych, ale nie wszyscy z Internetu korzystają. Ostatnio - trafił malutki, zadbany piesek, straż powiedziała, z jakiej ulicy go przywieźli. Wydrukowałam papierowe ogłoszenia ze zdjęciem, rozwiesiłam w tej okolicy i to pomogło - właścicielka zobaczyła i od razu go odebrała. Nie miała pojęcia o istnieniu przytuliska. Takich sytuacji było już kilka...... – Pod jaki numer może dzwonić osoba, która szuka psa? – A: Pod numer opiekuna 512 815 865 lub mój 602 688 847. – Ilu wolontariuszy troszczy się o psy? – A: Stałych wolontariuszy jest
pięcioro, czasami pojawia się młodzież z gimnazjum. Julia, Paulina – gimnazjalistki i Marcinek - uczeń podstawówki, są naprawdę świetni. Każdą wolną chwilę spędzają z psiakami, uczą je, psy znają sztuczki, potraﬁą chodzić na smyczy, Marcinek pomaga opiekunowi w „męskich” pracach. – Czy coś się zmieniło na lepsze w tym roku? – A: Od lipca zmienił się opiekun. Fantastycznie opiekuje się psami, jest sumienny, właściwy człowiek na właściwym miejscu. ZUK postawił dodatkowe kojce, zniknęły budy. Suczki są sterylizowane na bieżąco, w tym roku było około 10 zabiegów. Jest dużo większe zainteresowanie adoptujących takimi suczkami, ludzie nie chcą niewysterylizowanych..... – Ile psów jest w tej chwili w przytulisku? Ile traﬁło do adopcji? – M: W chwili obecnej mamy 19 psiaków. Od lipca, kiedy zaczął pracować nowy opiekun przeprowadzono 22 adopcje. Jest wspaniałym człowiekiem, ma ogromne serce dla psów, poświęca im o wiele więcej czasu niż to wynika z umowy. My, wolontariuszki, mamy z nim świetny kontakt. Psy bardzo go polubiły, szybko zyskał ich zaufanie. Kiedy ktoś jest zainteresowany adopcją, znajdzie czas o każdej porze. – Proszę skorzystać z okazji i zaapelować o dom dla wybranego psa z przytuliska. – M: Romeo to młodziutki psiak, niedawno przywieziony przez straż miejską, to jeszcze psi dzieciak. Nie potrafi załatwić swoich potrzeb w boksie, więc musi być często wyprowadzany na spacer. Niekonﬂiktowy w stosunku do innych psów, przyjazny w stosunku do ludzi, ma wspaniały charakter. – A: Mamuśka (Bunia) ma około
8 lat, to starsza sunia, ale w świetnej formie, niesamowicie przyjacielska, dogadująca się z innymi psami, uwielbiająca głaskanie po brzuchu. Niestety, nie umie chodzić na smyczy, nie wiemy czy jej nie zna, czy się jej boi, dlatego szukamy dla niej domu z ogrodem i kochającego, cierpliwego właściciela, który ją tego nauczy. – Co można by zmienić? – A: Karmę. Ta kupowana w Tesco, nie ma żadnych wartości odżywczych, psy mają po niej biegunkę, staramy się zbierać we własnym zakresie lepszą. – M: Tak, zdecydowanie karmę, tej psy nie tolerują.
Wolontariusze. A. Piaskowska (pierwsza z lewej) i M. Przybyła (w środku) Fot. P. Kas.
– Jak można wam pomóc? – M: Zapraszamy do wolontariatu. Dzięki temu, że nasze psiaczki mają częsty kontakt z wolontariuszkami, nie są zdziczałe i łatwo się adaptują w nowych domach. Paweł Wośkowiak, opiekun psów, dodaje, że pomagają też inni – ucznio-
Gmina w oparach Jeżeli Czytelniku myślisz, że będzie to o tuwimowskich oparach absurdu, które nie omijają naszej gminy – to się zawiodłeś. Będzie o oparach widocznych gołym okiem: rano, wieczór, we dnie, w nocy, o każdej porze doby, w różnych dzielnicach miasta, od wczesnej jesieni do późnej wiosny. (Są i takie enklawy, w których zjawisko ma charakter całoroczny). W gminie Mosina bezkarną praktyką jest pakowanie do pieca wszystkiego, co do ręki wpadnie, co po remoncie zostanie, czym nie zasilimy pojemnika na śmieci, bo ma tę wadę, że za niego trzeba płacić.
Zjawisko ma kilka odsłon:
Od października poczynając wyjście na spacer po godzinie 16 grozi astmą lub rozedmą płuc. Z kominów prywatnych domów ciągną się smugi śmierdzących, gryzących dymów, tworząc szarą poduszkę „otulającą” miasto. Te kominy kończą pracę
między 20 a 22. Ostatni wsad do pieca i idziemy spać. Wtedy zaczyna się grubsza emisja. Ruszają większe kominy, obsługujące kotłownie nierzadko należące do przedsiębiorców wypuszczających „górą” dzienny urobek odpadów. Tych źródeł jest jakby mniej, ale ich wydajność rekompensuje ilość emitowanych spalin. Bukiet zapachów nie mniej urozmaicony niż ten z godzin wcześniejszych. Nad ranem niebo nad Mosiną rozpogadza się, przeciera i można wyjść na spacer. Jeśli w ciągu dnia występuje załamanie pogody ze spadkiem temperatury, nad mosińską „starówką” robi się ciemno. Naród rusza do pieców i ładuje. Tak było np. 1 października br. w godzinach południowych - zasmrodzenie rynku osiągnęło taką gęstość, że nie było widać chluby naszego miasta – komina po „Obróbce Drewna”. (Mosiniacy wiedzą, o jaka upadłą
wie szkół, fanclub LECHA FC Mosina i pan Jarosław Maćkiewicz (ﬁrma Centrum Remontowo-Budowlane), który podarował styropian na ocieplenie bud przed zimą. W Mosinie jest wielu życzliwych i wrażliwych ludzi – stwierdza na zakończenie naszej rozmowy.
ﬁrmę chodzi). Każda dzielnica ma swoje „zasługi” w tworzeniu specyﬁcznej aury miasteczka, które chciało sobie – decyzją burmistrzyni – dołożyć jeszcze jedno źródło zanieczyszczeń: spalarnię opon.
„W oparach absurdu”.
I oto zaczynam już żyć „w oparach absurdu”. Z tych oparów wyłaniają się pytania: Czy władze gminy nie widzą z okien „magistratu” tego problemu? Jeśli widzą, to dlaczego przymykają oko? A jeśli nie przymykają, to czy straże i stróże porządku publicznego mają mandat, żeby wyłapywać trucicieli? Co czynią dla oczyszczenia atmosfery? I pomyśleć, że przed wojną mówiono o Mosinie, jako o drugiej Rabce, doceniając jej ozdrowieńczy klimat. Teraz aspirujemy do drugiego Londynu, spowitego smogiem. Zawsze mieliśmy jakieś niezdrowe ambicje. RR
Gawędy kulinarne cz.III Czas na kolejne, nieco prymitywne, ale niezwykle oszczędne spotkanie z pyrą wielkopolską. Pragnę Szanownym Czytelnikom zaproponować tym razem zestaw obiadowy, który swego czasu pospolity niezmiernie był, a który całkiem już w zapomnienie poszedł. By od całkowitego zatracenia te niezwykłe potrawy ratować, zachęcam do ich popróbowania. Prostota tych przepisów jest tak niezwykła, że aż niepojętym jest, jak to się mogło stać, że wyparte zostały one z naszej tradycji kulinarnej.
POLEWKA No niby nic szczególnego, a jak już znikąd ratunku kulinarnego nie widać, to polewka zawsze poratuje sytuację. Starczy kwartę wody zagotować w garnku. Dwie kwaterki maślanki lub keﬁru roztrzepać z trzema łyżkami mąki i
wlać na gotującą się wodę, doprawić pieprzem i solą. Taką polewką zalać trzeba kilka gotowanych pyrek, na talerzu wyłożonych. Jak kto zaszaleć by chciał, to na pyrki trochę szpeku z cebulką zasmażonego może dorzucić. Ot i cała prawda o polewce. Ale zwyczajna polewka to danie aż nazbyt proste. Dla urozmaicenia radzę wam, Drodzy Czytelnicy, polewki niedzielnej popróbować. Czyni się ten rarytas następująco. Garść suszonych śliwek rozgotować dobrze w kwaterce wody. Następnie dodać ze trzy łyżki miodu, skórkę otartą z cytryny i szczyptę soli. Dwie kwaterki dobrej maślanki zaprawić łyżką mąki, (ale dokładnie, bez grudek) i wlać do gotujących się śliwek z miodem. Całość chwilę jeszcze gotować ciągle mieszając. Podawać można na dwa sposoby: wersja wytrawna (trochę mniej miodu) z „deptanymi” pyrami; wersja niedzielna - słodka (więcej mio-
du) z grubym domowym makaronem. Na zachętę dodam, że koszt polewki jest wybitnie poznański, kaloryczność bliska zera, a stopień trudności w wykonaniu na poziomie pięciolatka.
BAMBRZOK Polewki nieco chude były, więc by zbyt szczupli czytelnicy całkiem z sił nie opadli, proponuję potrawę nieco bardziej konkretną. Aby w konwencji potraw niskobudżetowych się utrzymać, proponuję, jako dodatek smakowy ten wielkopolski rarytas - kaszankę, zastosować. Bambrzok specjalnie skomplikowany w wykonaniu nie jest i po części plyndzom z odcinka minionego jest podobnym. Trzeba kilogram pyrek obrać i zetrzeć na drobnej tarce, a z wodnistych zanadto, odlać sok, ale nie wszystek. Następnie dobrze wymieszać masę ową
z trzema jajami i trzema łyżkami mąki. Dodać trzeba jeszcze odrobinę sody oczyszczonej i całość przyprawić solą i pieprzem. Na płaską blachę od placków, wysmarowaną smalcem nałożyć masę (tak na dwa palce grubo) i wstawić do bretkasty na fest nagrzanej. Zapiekać około 15 minut, aż wierzch będzie lekko brązowy. Wew tem samym czasie dorodną cebulę pokrajać w półtalarki i podsmażyć na smalcu z rozdrobnioną kaszanką. Starczy pewnie ze dwadzieścia deko kaszaka. Usmażoną kaszankę z cebulką nałożyć na placek ziemniaczany i zapiekać jeszcze kwadrans. No niby pospolity kaszak z pyrami zez tego wyjdzie, ale za to jak elegancko podany. A jak do tego dania kwaśnego mleka jeszcze zaserwujemy, to se domownicy jęzory z łakomstwa poprzygryzają. Batat
Piłkarze z Daszewic jadą do Warszawy 1 października 2012 r. w Baranowie koło Poznania piłkarze ze Szkoły Podstawowej z Daszewic wywalczyli tytuł Mistrza Województwa Wielkopolskiego (kategoria MŁODSI CHŁOPCY) III Turnieju Orlika o puchar Donalda Tuska. W dniach od 10 do 13 października będą walczyć w Ogólnopolskim Finale w Warszawie o tytuł Mistrza Polski. Drużyna SP Daszewice występowała w następującym składzie: Oskar Nowak zdo-
bywca 11 bramek w całym turnieju, Bartosz Sosiński, Jakub Korcz, Patryk Projs, Marcin Ratajczak, Jędrzej Mikulski, Mateusz Kulwicki, Natan Kamiński, Arkadiusz Szmania SP Rogalinek, Jan Alicki SP1 Mosina. W eliminacjach występowali także: Oskar Tysowski, Jan Joachimiak i Aleksander Kot. Opiekunem i trenerem drużyny jest Zbigniew Lisiecki nauczyciel wychowania ﬁzycznego w SP w Daszewicach oraz SP nr 1 w Mosinie. Gratulujemy.
Zwycięska drużyna z trenerem, Z. Lisieckim.
Fot. www.spdaszewice.pl
Sukcesy muzyka z Mosiny Tekst i fot. J. Nowaczyk
Remigiusz Szuman z Mosiny – gitarzysta, autor piosenek, pomysłodawca Ogólnopolskiego Festiwalu Gitary „Bez Barier”, a także laureat wielu muzycznych nagród i wyróżnień, zdobył II nagrodę na tegorocznej Ogólnopolskiej Giełdzie Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie. Nasz muzyk wyśpiewał też wyróżnienie na Festiwalu Sztuk Różnych „Rozsypaniec”, który odbywał się w miesiącu sierpniu w dalekich Bieszczadach… Mieszkaniec Mosiny Remigiusz Szuman jest wirtuozem gitary klasycznej, autorem tekstów i kompozytorem piosenek, które sam, a także z zespołem, prezentuje na scenie. Ich wykonaniem, zdobył już wiele prestiżowych nagród i wyróżnień na festiwalach poezji śpiewanej i piosenki autorskiej, m.in.: III miejsce w XXX Ogólnopolskim Spotkaniu Młodych Autorów i Kompozytorów SMAK im. Jonasza Kofty w Myśliborzu, I nagrodę na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Nieobojętnej „Włóczęga” 2010 w Zielonej Górze, wyróżnienie w XXXVII Ogólnopolskich Spotkaniach Zamkowych w Olsztynie. W ubiegłym roku został też laureatem I nagrody Starosty Poznańskiego za osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej. Swoje autorskie piosenki wydał na płycie „Opowieści Frontowe”, na której gościnnie zagrali i zaśpiewali m.in.: Marek Piekarczyk (TSA), Andrzej „e-moll” Kowalczyk, Mateusz Pospieszalski (m.in. Voo Voo), Robert „Litza” Friedrich (m.in.
Mazury – raj nie tylko dla żeglarzy
„GMINA MOSINA Z PRZYMRUŻENIEM OKA” „Jeśli coś Cię zainteresuje, zaskoczy lub rozbawi – zrób zdjęcie, podpisz je krótko, najlepiej dowcipnie i prześlij na adres redakcji”. Tak zapowiadaliśmy konkurs w kwietniowym numerze „Czasu Mosiny”. Niestety nie wpłynęło ani jedno zdjęcie.
Uczestnicy obozu rowerowego organizowanego przez Krąg Instruktorski TWA Elita ZHP z Mosiny, przeżyli wielką przygodę, zwiedzając cudowną krainę – Mazury. Mazury to kraina przyjazna nie tylko dla żeglarzy, ale również dla rowerzystów za sprawą niepowtarzalnych krajobrazów i cennych zabytków. Przekonaliśmy się o tym pokonując na rowerach przeszło 400 kilometrów, na trasie: Reszel – Kętrzyn – Węgorzewo – Giżycko – Ryn – Okartowo – Ełk w okresie od 18 do 30 lipca 2012 roku. Rowerowa wędrówka zaczyna się w miejscowości Sątopy Samulewo. Ruszamy do Reszla, małego miasteczka, które zachowało zabytkowy charakter. Wąskie uliczki z oryginalnymi kamieniczkami, nad którymi dominuje wielki zamek biskupów warmińskich zbudowany w latach 1350–1401 robią na wszystkich duże wrażenie. W drodze do Kętrzyna, zatrzymujemy się w Świętej Lipce – najstarszym miejscu pielgrzymkowym Warmii i Mazur. Nad miejscowością góruje barokowa bazylika mniejsza – sanktuarium maryjne. Największą atrakcją obiektu są zabytkowe organy z 1721, które w sezonie letnim są prezentowane co godzinę. Po 12 kilometrach jesteśmy w Kętrzynie, zwiedzamy bazylikę mniejszą św. Jerzego (średniowieczny kościół obronny) oraz zamek krzyżacki. Niedaleko Kętrzyna znajduje się Gierłoż, czyli Wilczy Szaniec, ze słynną kwaterą Hitlera ukrytą wśród gęstych lasów. Do dziś pozostały fragmenty budowli, gdyż Niemcy wycofując się, wysadzili twierdzę w powietrze. Grubość ścian, stropów dochodząca do 8 m robi wrażenie. W drodze do Węgorzewa, zatrzymujemy się na chwilę w Sztynorcie – dawnej siedzibie potężnego rodu Lehndorffów. Sztynort leży na malowniczym półwyspie oddzielającym jeziora: Dargin i Mamry, otoczonym zwartą ścianą lasu. Nad niewielkim jeziorem Sztynorckim znajduje się popularna wioska żeglarska z przystanią jachtową. Z Węgorzewa robimy wypad do Mamerek, gdzie zwiedzamy zespół obiektów byłej niemieckiej głównej kwatery naczelnego dowództwa wojsk lądowych. To położone w lesie miasteczko bunkrów, które niezniszczone zachowały się do naszych czasów. Na dachu jednego z nich wzniesiono wieżę widokową, z której rozciągają się wspaniałe widoki na pobliskie jezioro Mamry. Jedziemy do stolicy krainy tysiąca jezior – Giżycka, położonego na przesmyku pomiędzy jeziorami Kisajno i Niegocin. Zwiedzamy XIX –wieczną Twierdzę Boyen zbudowaną w latach 1843–1855,
Acid Drinkers, Arka Noego). W tym roku, Remigiusz był gościem programu III Polskiego Radia – audycji „Gitarą i piórem”. Sukcesem zakończył się również jego udział w kilku festiwalach piosenki autorskiej. Najnowsze, wakacyjne laury Remigiusza to: II nagroda na Przeglądzie Piosenki Wędrownej w Rudawach Janowickich (występ wśród 24 wykonawców), II nagroda na 45 Ogólnopolskiej Giełdzie Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie (występ wśród 81 wykonawców) oraz wyróżnienie na Festiwalu Sztuk Różnych „Rozsypaniec” w Bieszczadach - w Cisnej, który odbywał się w miesiącu sierpniu (występ wśród ponad 20 wykonawców). Cieszy fakt, że o Mosinie, za pośrednictwem muzyki Remigiusza słychać w różnych zakątkach Polski… Naszemu artyście gorąco gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów.
obiekt fortyﬁkacyjny przypominający sześcioramienną gwiazdę oraz most obrotowy na kanale Łuczyńskim, łączący jezioro Niegocin z jeziorem Kisajno. Z podziwem obserwujemy jak jeden człowiek obraca most ważący około 100 ton, by mogły przepłynąć kanałem okazałe jachty z jednego jeziora na drugie. Ruszamy do Rynu. Pofałdowany, pagórkowaty teren, malownicze jeziora pełne uroczych zatok i półwyspów oraz mnogość ciekawych zakątków, podkreślają wyjątkowość tego miejsca. Piękna i spokojna okolica pozwala zapomnieć o codziennym zgiełku i w pełni delektować się pięknem życia. W Rynie zwiedzamy zamek krzyżacki zaadaptowany na hotel oraz młyn wodny – Gościniec Ryński Młyn. Okartowo to baza, z której wyruszamy podziwiać ogrom jeziora Śniardwy i malownicze tereny Ziemi Orzyskiej. Rozległe łąki pełne ziół, liczne bociany, lasy, pagórki i kąpiel w jeziorze Śniardwy to chwile, które na długo pozostaną w naszej pamięci. W Ełku – żegnamy Mazury. To już koniec wakacyjnej przygody. Dziękuję uczestnikom za stworzenie wspaniałej obozowej atmosfery, a Gminie Mosina za wsparcie ﬁnansowe. Komendantka obozu – hm Danuta Białas
Czyżby mieszkańcy pasjonujący się fotografowaniem, tak mocno przymrużyli oczy, że nie zdołali zauważyć żadnych zabawnych elementów wokół siebie? Ponieważ jesteśmy przekonani, że 95% mieszkańców naszej gminy to ludzie dowcipni i spostrzegawczy, zapraszamy do udziału w drugiej jesiennej edycji konkursu. Uczestnik konkursu może wysłać dowolną ilość zdjęć. Należy podać swoje imię i nazwisko, można jednak zastrzec, by pozostało ono do wiadomości redakcji. Zgłoszenie zdjęcia na konkurs jest równoznaczne z oświadczeniem, iż osoba, która je przesyła jest jego autorem, a osoby sportretowane wyrażają zgodę na publikowanie ich wizerunku. Zdjęcia można nadsyłać na adres czasmosiny@gmail.com do 31 listopada 2012 r. Zwycięzca otrzyma NAGRODĘ w wysokości 100 zł. Najlepsze zdjęcia zostaną zamieszczone w kolejnym numerze naszego pisma. Przystąpienie do konkursu jest równoznaczne z akceptacją niniejszego regulaminu.
Czas Mosiny 3 (6) paĹşdziernik 2012