Source: http://www.niebieskalinia.pl/153-czasopismo/artykuly-nl?start=6
Timestamp: 2019-10-20 11:26:23
Legal References Found: art. 308
 art. 2431
 art. 49
 art. 227
 art. 41
 art. 3
 art. 5

Document Content:
Utworzono: 2017-09-22
Niebieska Linia nr 4 / 2017
Artykuł jest prezentacją wykorzystania baśni pochodzącej ze zbioru „Opowieści o Czujątkach” w psychoterapii indywidualnej dziecka prezentującego zachowania agresywne. Model Porozumienia bez Przemocy Marshalla Rosenberga pomaga w empatycznym poszukiwaniu niezaspokojonych potrzeb kryjących się pod zachowaniem pacjentki.
Utworzono: 2017-09-18
Wiedza o kontekście społecznego funkcjonowania osób LGB, świadomość i rozumienie stresu mniejszościowego oraz specyficznych doświadczeń, które codziennie stają się udziałem osób narażonych na dyskryminację i stygmatyzację na tle orientacji seksualnej są niezbędnym aspektem w pracy z osobami z grup marginalizowanych, w tym z parami nieheteroseksualnymi.
Utworzono: 2017-03-30
Wspieranie osób, które doświadczyły różnego rodzaju traum i nadużyć, to trudna i wymagająca praca. Wszyscy zaangażowani – od ratowników, funkcjonariuszy, przez pomoc społeczną, po lekarzy i psychoterapeutów narażeni są na negatywne konsekwencje częstego stykania się z ludzkim cierpieniem. Zastępcza traumatyzacja, wypalenie zawodowe czy wtórny stres pourazowy to rzadko rozpoznawane procesy po cichu wyniszczające „pomagaczy”. Na szczęście coraz więcej wiemy o tych zjawiskach, uczymy się im przeciwdziałać i wspierać zjawiska odwrotne, budujące, dające nadzieję i sens.
W drugiej połowie XX w. zaczęto wyraźniej dostrzegać potrzebę wspierania i leczenia osób, które doświadczyły różnego rodzaju traum – od doświadczeń wojennych po przemoc domową. Szybko rozwijająca się dziedzina badań nad stresem pourazowym i metodami redukcji szkód z czasem zaczęła się rozszerzać. Kiedy różnego rodzaju specjaliści i terapeuci spędzili pierwsze lata na pracy z osobami straumatyzowanymi, zaczęto dostrzegać, że ta praca może mieć na nich negatywny wpływ. Negatywne konsekwencje, które pojawiają się u służb i „pomagaczy” od niecałych 30 lat są przedmiotem badań i są różnie definiowane. W zależności od tego, na jakich czynnikach, objawach i mechanizmach powstawania koncentrowali się badacze, pojawiały się różne koncepcje: wypalenie zawodowe, wtórny zespół stresu pourazowego, zmęczenie współczuciem czy zastępcza traumatyzacja. Jak zwracają uwagę badacze – granice pomiędzy tymi konceptami są płynne, a samo empiryczne badanie ich występowania dość trudne. Wskazuje się raczej na konieczność podejmowania dalszych badań nad czynnikami wpływającymi na te zjawiska oraz różnicowaniem go od innych reakcji związanych chociażby z historią osobistą czy warunkami miejsca pracy (Sabin-Farrell, Turpin, 2003). Jednak w badaniach jakościowych wyraźnie widoczne są narracje osób pomagających, które miewają krótko- lub długotrwałe negatywne konsekwencje związane z pracą w obszarze traumy i przemocy. Część z nich ewidentnie dotyczy narażenia na wielokrotne słuchanie o okrucieństwach, które wyrządzają sobie wzajemnie ludzie, o wypadkach, chorobach i utratach oraz wspólne emocjonalne przeżywanie tych opowieści.
Naruszenia w różnych obszarach
Chociaż wymienione zjawiska odnoszą się do podobnych procesów ryzyka zawodowego, istnieją pomiędzy nimi pewne różnice. Warto choć pobieżnie wspomnieć o najczęściej dyskutowanych. Zjawisko opisane przez Figleya jako zmęczenie współczuciem (compassion fatigue) odnosi się do emocjonalnego wyczerpania, z objawami podobnymi do PTSD z powodu zbyt dużego obciążenia pracą z osobami straumatyzowany oraz niemożnością regeneracji, które skutkuje m.in. utratą empatycznych relacji i niemożnością współodczuwania (Figley, 1995).
Wypalenie zawodowe (burnout) to najszerszy z terminów i może pojawić się w przypadku wszystkich zawodów. Jest to najczęściej długotrwały proces wynikający głównie z nadmiernego obciążenia pracą, nierealnych wymagań, wysokiego poziomu stresu, braku wsparcia (np. superwizji), złego zarządzania itp. W efekcie prowadzi do coraz większego zniechęcenia, chronicznego zmęczenia i utraty poczucia znaczenia własnej pracy, odcinania się od relacji i cynizmu. W przypadku syndromu wypalenia akcent położony jest bardziej na zewnętrzne warunki pracy (Canfield, 2005).
Najrzadziej dyskutowany w Polsce koncept, który dotyczy prawdopodobnie wielu terapeutów i pomagaczy to zastępcza traumatyzacja (vicarious traumatization), która odnosi się m.in. do zmian w ich obrazie świata wynikających z uwewnętrzniania historii i przekonań na temat zagrożeń i okrucieństwa ludzkiego (McCann, Pearlman, 1990). Temu zjawisku poświęca się mało uwagi zarówno w procesie kształcenia profesjonalistów, ja i w superwizji. Czasami, kiedy symptomy wyraźnie się nasilają i utrudniają pracę, stają się przedmiotem terapii własnej pomagaczy. I o ile taką terapię każdy terapeuta powinien przejść, o tyle świadomość pewnych zjawisk pozwala bardziej o siebie zadbać i nie dopuścić do niebezpiecznego wyczerpania. Tym bardziej że w dłuższej perspektywie może prowadzić do poważnych kryzysów psychicznych, uzależnień i problemów w relacjach osobistych.
Zastępcza traumatyzacja
W latach 90. XX w. Lisa McCann i Laurie Pearlman – dwie badaczki z dużym własnym doświadczeniem w pracy z ofiarami traumy i nadużyć opracowały pojęcie zastępczej traumatyzacji (McCann, Pearlman, 1990). Koncept ten miał opisywać proces powstawania u terapeutów i pomagaczy negatywnych reakcji na doświadczenia traumy relacjonowane przez ich klientów. Autorki, opierając się na teoriach konstruktywistycznych, zwróciły przede wszystkim uwagę na to, jak słuchane i przeżywane emocjonalnie opowieści o koszmarnych doświadczeniach klientów z czasem zmieniają obraz siebie i świata u terapeutów. Tak, jak PTSD jest naturalną reakcją na doświadczenie traumatycznego zdarzenia, tak zastępcza traumatyzacja jest naturalną reakcją „pomagacza” na „współprzeżywanie” narracji jego klienta – szczególnie, jeśli takich opowieści jest dużo i są one drastyczne. Jak wiadomo – to, co opowiadają ofiary nadużyć i przemocy, szczególnie wyraźnie wskazuje na to, jak okrutni potrafimy być jako ludzie i jednocześnie jak bezsilni bywamy wobec tego okrucieństwa.
Jako że nasz obraz świata, ludzi, relacji i siebie powstaje również na bazie opowieści, których na co dzień słuchamy, terapeuci i inni pomagacze słuchający takich narracji w dużych ilościach narażeni są na to, że staną się one budulcem dla ich przekonań i codziennej perspektywy. Czasami zaczyna się to objawiać koszmarami, pesymistyczną wizją ludzkości, mizantropią, lękami, niechęcią wobec ludzi, brakiem zaufania, obsesjami itp. Autorki zwracają też uwagę na zjawisko wtargnięcia wspomnień klientów do pamięci terapeutów, którzy zachowują je w postaci narracji i obrazów podobnie jak swoje własne (McCann, Pearlman, 1990). Wiele gromadzących się wspomnień (mimo że zapośredniczonych) wpływa na nasz stosunek do świata. Myślę, że każdy, kto pracował w obszarze pomocy osobom po traumie (w tym przemocy w rodzinie), zdaje sobie sprawę, jak drastyczne są niektóre historie rodzinne, jak ich słuchanie potrafi odbierać wiarę w kondycję ludzkości. Słuchanie tych opowieści w kontakcie indywidualnym i emocjonalne towarzyszenie klientowi sprawia, że obrazy te mają wielokrotnie większą siłę oddziaływania na naszą wyobraźnię i emocje, niż informacje o zbrodniach na ekranie telewizora. W pewnym sensie stajemy się współodpowiedzialnym świadkiem wydarzeń, a nasz wpływ jest jednocześnie bardzo ograniczony. Jesteśmy zaangażowani w proces zmiany u klienta, przyglądamy się wspólnie jego najgorszym historiom, wspieramy transformację objawów, myślimy o nim, a tym samym często przeżywamy z nim stres i ponosimy ciężar odpowiedzialności za profesjonalną pomoc.
To, czy pojawią się u nas symptomy zastępczej traumatyzacji czy wtórnego zespołu stresu pourazowego zależy od wielu czynników. Z jednej strony to czynniki po stronie pomagacza, np. własna historia traum (czy są one wystarczająco przepracowane, np. w procesie terapii własnej), strategie radzenia sobie ze stresem, doświadczenie zawodowe, korzystanie z superwizji itp. (zob. Dunkley, Whelan, 2006). Z drugiej strony to intensywność stresorów: ilość prowadzonych spraw, długość ekspozycji na bodźce stresujące, drastyczność przypadków, moment prowadzenia interwencji lub terapii (czy jest się na miejscu zdarzenia, czy opracowuje odległe wspomnienia). Kolejnym ważnym czynnikiem jest bliskość, zaangażowanie w relację i czas jej trwania. To samo, co pozwala pomagać ofiarom traum i nadużyć poprzez zaangażowaną i empatyczną relację, staje się jednocześnie źródłem ryzyka dla rozwijania negatywnych symptomów (zob. Figley, 2002).
W służbach ratowniczych wskazuje się na podwyższone objawy wtórnego stresu pourazowego ze względu na dużą liczbę przypadków bliskiej styczności z poważnym cierpieniem i zagrożeniem życia innych osób (Radko, 2013). Pracownicy socjalni pracujący bezpośrednio z klientami, mający do czynienia z ofiarami traum również są narażeni na wtórny stres, co powoduje, że około dwukrotnie częściej doświadczają objawów PTSD w porównaniu z resztą populacji (Bride, 2007). Z kolei terapeuci z jednej strony są odległymi świadkami zdarzeń, o których opowieści słyszą już w bezpiecznym gabinecie, co sprawia, że obciążenie jest mniejsze, z drugiej jednak strony zwiększa się ono ze względu na empatyczne zaangażowanie w relację, szczegółowość i emocjonalny wydźwięk żywych opowieści klientów oraz długotrwałość kontaktów. Terapia, to zwykle od kilku do kilkuset godzin stosunkowo intymnych rozmów o naprawdę trudnych przeżyciach i ludzkich losach, podczas których terapeuta ma empatycznie towarzyszyć i wspierać w adekwatnym radzeniu sobie z konsekwencjami traum i nie ma takiej możliwości, by wyzbył się przy tym całej gamy swoich emocjonalnych reakcji. Dlatego też w kontekście terapii częściej mówi się o zmęczeniu współczuciem czy zastępczej traumatyzacji, a w stosunku do służb ratowniczych i interwencyjnych o wtórnym (oraz pierwotnym) stresie pourazowym.
Długi czas pozostawania we wspierającej relacji ma jeszcze jeden wymiar – dające satysfakcję i nadzieję obserwowanie pozytywnych zmian, rozwiązań, rezyliencji i sukcesów ludzi, którzy przetrwali traumę. O ile przedstawiciele służb ratowniczych, zawodów medycznych najczęściej mają krótki, a nawet jednorazowy kontakt z cierpiącym człowiekiem i nie wiedzą, co się potem z nim dzieje, o tyle terapeuci mają przywilej towarzyszenia w zdrowieniu i wzroście.
Wzrost i nadzieja
Kolejny istotny obszar badań psychotraumatologicznych w latach 90. XX w. dotyczył tego, jak niektórzy ludzie, mimo trudnych doświadczeń życiowych, radzą sobie, adaptują się i wzrastają, wykorzystując swój potencjał. Zaproponowano pojęcie rezyliencji (resilience, czasami tłumaczone jako sprężystość), opisujące proces pozytywnego radzenia sobie z przeciwnościami losu, na który składa się wiele mechanizmów i czynników, w tym cechy indywidualne, czynniki rodzinne oraz zewnętrzne (zob. Borucka, Ostaszewski, 2008). Upraszczając, można powiedzieć, że przy wykorzystaniu zasobów psychologicznych, które pochodzą m.in. z dobrych więzi, oparcia społecznego, wspierającego środowiska, potrafimy sobie poradzić z bardzo trudnymi doświadczeniami i prowadzić bezpieczne, satysfakcjonujące życie, a nie załamywać się i popadać w destrukcję.
Często u osób, które przetrwały traumę, można zaobserwować nie tylko procesy radzenia sobie, ale też wyraźne pozytywne zmiany w podejściu do życia. Tzw. wzrost potraumatyczny (posttraumatic growth) to doświadczenie pozytywnych zmian pojawiających się jako skutek walki z trudnymi życiowymi kryzysami, przy czym nie jest to sam proces radzenia sobie, ale też efekt w postaci poprawy jakości życia w niektórych obszarach w porównaniu z okresem sprzed zdarzenia traumatycznego. Tą poprawę obserwuje się najczęściej w następujących obszarach: docenianie swojego życia, zmiany w wartościach i priorytetach, polepszenie relacji z bliskimi, poczucie swojej siły i sprawczości, rozpoznawanie nowych możliwości życiowych, rozwój w sferze duchowości i filozofii życia (Tedeschi, Calhoun, 2004).
Sama trauma najczęściej nie prowokuje wzrostu; według mnie przysłowie „co cię nie zabije, to cię wzmocni” jest w przypadku traum bardzo niefortunne. W przypadku drastycznych doświadczeń przekraczających aktualne możliwości radzenia sobie, człowiek może się nie podnieść, a poniesione koszty mogą odbijać się długoterminowymi skutkami przez całeżycie. Czasami tylko dodatkowe wsparcie z zewnątrz może pozwolić wzrastać, a nie zapadać się.
„Pomagacze” są świadkami tego procesu, ale też aktywnie go wspierają, stając się jednym z elementów systemu oparcia. Dają i biorą. Dziesięć lat temu amerykańscy badacze zaproponowali nowe pojęcie zastępczej rezyliencji (vicarious resilience). Zaobserwowali oni, że u terapeutów pracujących z osobami po traumie mogą rozwijać się negatywne reakcje, takie jak zastępcza traumatyzacja, ale też, że ci sami terapeuci uczą się od swoich klientów radzenia sobie z poważnymi przeciwnościami i tragediami życiowymi. Oprócz uwewnętrzniania bezsilności, lęku i rozpaczy, terapeuci w trakcie towarzyszenia swoim klientom mogą uczyć się od nich wytrwałości, siły i nadziei. Przedefiniowują oni swoje wartości i spojrzenie na problemy życiowe, a także często zaczynają bardziej doceniać duchowe wymiary doświadczenia, które pomagają przetrwać trudności i odnajdywać sens w cierpieniach (Engstrom i in., 2007). Terapeuci pozostający w długotrwałym kontakcie wspierającym ze swoimi klientami mają możliwość obserwowania tego, jak można radzić sobie z trudnymi doświadczeniami i sami czerpią inspirację do rozwoju. Krótko mówiąc, są świadkami koszmaru traumy, ale też cudu radzenia sobie z nią, a czasami wręcz rozwojowej przemiany. Tak, jak w kliencie istnieją przeciwstawne procesy potraumatycznego rozpadu i wzrostu, tak w terapeucie istnieją ich „zastępcze” ekwiwalenty. I tak, jak u klientów staramy się wzmocnić poprzez terapię procesy zrozumienia, zdrowienia, integracji, tak u terapeutów poprzez psychologiczne przygotowanie możemy wspierać procesy równoległe – zastępczą rezyliencję, rozwój zawodowy i osobisty. Doświadczeni terapeuci u kresu swojej aktywności zawodowej opisują istnienie obu tendencji w przebiegu pracy. Kiedy przeprowadzono rozmowy z grupą norweskich psychoterapeutów (Råbu i in., 2015), okazało się, że gdy zanalizowali po latach, jaki wpływ miała na nich praca, wymieniali zarówno wpływ pozytywny (m.in. przywilej bycia blisko ludzi w pracy, rozwój w relacjach osobistych, wzrost pokory i akceptacji wobec życia i docenianie go, rozwój różnych aspektów swojej osobowości, stawanie się bardziej komunikatywnym i elastycznym), ale też obciążający (m.in. kumulowanie się stresu związanego z cierpieniem innych, brak możliwości reakcji wobec niektórych nadużyć, wątpliwości, czy da się pomóc, lęk i obciążenie w pracy z klientami suicydalnymi, praca z dziećmi krzywdzonymi, zbyt duże obciążenie kłopotami ludzi powodujące wycofywanie się z własnych relacji rodzinnych itp).
Tabela 1. Dynamika procesów traumatyzacji i wzrostu w relacji wspierającej
TRAUMATYZACJA
ZDROWIENIE I WZROST
Trauma i jej bezpośrednie skutki (m.in. PTSD, zaburzenia psychiczne, niepełnosprawność)
Radzenie sobie, wzrost potraumatyczny, procesy rezyliencji
Zastępcza traumatyzacja, wtórny stres pourazowy, zmęczenie współczuciem, wypalenie
Zastępcza rezyliencja, satysfakcja z pomagania, spełnienie zawodowe
W nazywaniu tych procesów nie chodzi o ich medykalizację i tworzenie psychologicznych koncepcji-śmieci, a raczej o zwrócenie uwagi na wzajemny wpływ, jaki wywierają na siebie klienci i osoby wspierające, bo niezależnie od tego, jak je nazwiemy, każdy praktyk potwierdzi istnienie tego fenomenu. Terapeuci i inni pomagacze często w oddaniu swojej pracy skupiają się głównie na kliencie, nie będąc uważnym na skutki, jakie ta praca w nich wywołuje. A nie są przecież nadludźmi, którzy są odporni na traumatyzujące oddziaływania. Kiedy będziemy więcej rozmawiać o tych procesach, zwiększać ich świadomość w grupie zawodowej, łatwiej będzie je rozpoznawać, dbać o siebie i chronić przed wypaleniem, a tym samym skuteczniej pomagać. Na początek warto znać sygnały, które mogą być alarmujące i skłaniać do refleksji nad swoim stanem, m.in. chroniczne zmęczenie, bóle i somatyzacje, wzrost używania substancji psychoaktywnych (w tym alkoholu), unikanie pracy, ciągłe przeciążenie odpowiedzialnością, drażliwość, cynizm, zatarcie granic między pracą a domem, problemy z pamięcią i koncentracją – szczególnie w trakcie pracy, brak poczucia sensowności, izolowanie się itp. (zob. Mathieu, 2012). Uwzględnienie tego tematu w procesie szkolenia, superwizji i innych formach wsparcia, daje szansę na wzmocnienie motywacji, odporności, wytrwałości u profesjonalistów oraz zwraca ich uwagę na możliwości osobistego rozwoju poprzez pracę.
Żeby skierować się choć na chwilę ku praktyce dbania o siebie, skupię się na kilku obszarach: szkolenie i superwizja, terapia własna, równowaga pomiędzy pracą i życiem prywatnym (life-work balance), strategie dbania (self-care), poczucie sensu i znaczenia swojego miejsca w świecie.
Szkolenie i superwizja. Jest wielu „pomagaczy”, którzy w swojej pracy stykają się z traumą i jej skutkami, a jednocześnie nie przeszli nigdy odpowiedniego treningu, co sprawia, że często ta praca ich przerasta. Osoby odpowiedzialne za szkolenia mogą uwzględnić w nich dynamikę traumatyzacji i rezyliencji u profesjonalistów (nie tylko terapeutów). Superwizja także bardzo często ogranicza się do merytorycznego omawiania sposobu pracy z klientem i jego rozumienia, nie skupiając się na stanie psychicznym pomagaczy. Z mojego wieloletniego doświadczenia korzystania z superwizji wiem, że czasem niezbędne jest zajęcie się swoimi reakcjami związanymi z obciążeniem (choć ważne jest tu pamiętanie o granicy pomiędzy superwizją a terapią). To, że superwizja powinna być dostępna dla wszystkich pracujących z traumą jest oczywistością, jednak do tej pory niektóre profesje nie mają do niej swobodnego dostępu.
Terapia własna. Jeżeli jako profesjonaliści pracujący z traumą sami mamy za sobą jakieś trudne historie, które niejako odżywają w nas w trakcie pracy i mogą negatywnie wpływać na poziom profesjonalizmu oraz nasze zdrowie i dobrostan, warto rozważyć podjęcie własnej terapii. W przypadku psychoterapeutów jest to szczególnie ważne i przez większość standardów określane jako niezbędne do uzyskania uprawnień zawodowych.
Równowaga. Większość autorów zajmujących się tą dziedziną zwraca uwagę na to, by znaleźć swoją własną równowagę pomiędzy ilością czasu spędzaną na pracy i życiem prywatnym (por. McCann, Pearlman, 1990; Mathieu, 2012). Wielu pomagaczy jest niestety nadmiernie obciążonych pracą (ze względu na warunki instytucjonalne i organizacyjne, ale też swoje decyzje i wybory). Niektóre badania pokazują wręcz, że najważniejszym predyktorem dla odczuwania wtórnego stresu i zastępczej traumatyzacji jest liczba godzin spędzanych tygodniowo na pracy z ofiarami traumy (Bober, Regehr, 2006). Każdy powinien znaleźć swoją górną granicę dotyczącą godzin pracy oraz po pracy skupić się na regenerujących aktywnościach i osobistych relacjach.
Strategie dbania. Chronienie siebie i redukcja stresu to cała pula różnych możliwych działań, które można podejmować, by zmniejszyć obciążenie (zob. Mathieu, 2012). Począwszy od uczciwego wypoczynku (odpowiednia ilość snu, wakacje, wolne dni), przez dietę, aktywności fizyczne i umysłowe niezwiązane z pracą, hobby po rozwijanie sfery duchowości. Warto też znać różne metody redukcji stresu, który już się w nas nagromadził: od technik relaksacyjnych, po praktyki zainspirowane koncepcją uważności (mindfulness), np. MBSR.
Sens i znaczenie. Moim zdaniem większą wagę powinniśmy przywiązywać do odnajdywania sensu, który musi towarzyszyć tej pracy, jeżeli chcemy wykonywać ją z satysfakcją, poczuciem znaczenia i użyteczności. Warto poszerzyć swoją perspektywę i zobaczyć siebie w kontekście całego społeczeństwa i świata, w wymiarze socjologicznym, psychologicznym, filozoficznym, duchowym. Zadać sobie wiele pytań: kim jestem w tej całej układance? Czy rozumiem swoją rolę zawodową w kontekście procesów społecznych, kulturowych, cywilizacyjnych? Czy rozumiem, skąd bierze się przemoc i cierpienie, z którymi się stykam? Jaka jest moja na nie odpowiedź? Czy moja praca i jej znaczenie jest zgodne z moimi wartościami? Jaki chcę mieć wkład w życie społeczne i jego problemy oraz czy aktualna praca to umożliwia? Jakie znaczenie nadaję pracy z osobami straumatyzowanymi? Czy to, co czerpię, jest dla mnie wystarczająco nagradzające? Ten obszar jest najbardziej subiektywny, delikatny, a jednocześnie wydaje się przenikać całość naszego życia i pracy, więc nie powinniśmy nigdy o nim zapominać i codziennie pytać siebie: „po co to robię?”.
Procesy traumatyzujące i rozwojowe są dwoma dużymi siłami, które oddziałują na pracujących w obszarze traumy i nadużyć. Pamiętając o tych wszystkich zjawiskach, badając je w sobie i podejmując aktywnie odpowiednie dla nas strategie, możemy sprawić, że te rozwojowe będą przeważać nad destrukcyjnymi.
Adam Chojnacki – psycholog, certyfikowany specjalista w zakresie pomocy ofiarom przemocy w rodzinie. Pracuje w Punkcie Interwencji Kryzysowej w Sopocie i prowadzi prywatna praktykę psychoterapeutyczną oraz szkoleniową.
Bride B. E. (2007). Prevelance of secondary traumatic stress among social workers. W: Social Work, t. 52, nr 1, s. 63-70.
Bober T., Regehr C. (2006). Strategies for reducing secondary or vicarious trauma: do they work? W: Brief treatment and crisis intervention, nr 6, s. 1-9.
Borucka A., Ostaszewski K. (2008). Koncepcja resilience. Kluczowe pojęcia i wybrane zagadnienia, W: Medycyna Wieku Rozwojowego, tom XII, s. 587–597.Canfield J. (2005). Secondary traumatization, burnout and vicarious traumatization: a review of the literature as it relates to therapists who treat trauma. W: Smith College Studies in Social Work, t. 75, nr 2, s. 81-101.
Dukley J., Whelan T. (2006). Vicarious traumatisation: current status and future directions. W: British Journal of Guidance&Counceling, t. 34, nr 1, s.107-116.
Engstrom D., Gangsei D., Hernandez P. (2007). Vicarious resilience: a new concept in work with those who survive trauma. W: Family Process, t. 46, nr 2, s. 229-241.
Figley C. R. (1995). Compassion fatigue as secondary traumatic stress disorder: an overview. W: Figley C. R. (red.) Compassion fatigue. Coping with secondary traumatic stress disorder in those who treat the traumatized. New York: Routlege.
Figley C. R. (2002). Compassion fatigue: psychotherapists’ chronic lack of self care. W: Psychotherapy in practice, t. 58, nr 11, s. 1433-1441.
Mathieu F. (2012). The compassion fatigue workbook. New York: Routledge.
McCann L., Pearlman L. A. (1990). Vicarious traumatization: A framework for understanding the psychological effects of working with victims. W: Journal of Traumatic Stress, t. 3, nr 1, s. 131-149.
Råbu M., Moltu C., Binder P.E., McLeod J. (2015). How does practicing psychotherapy affect the personal life of the therapist? A qualitative inquiry of senior therapists' experiences. W: Psychotherapy Research, t. 26, nr 6, s.737-749.
Radko J. (2013). Wtórny zespół stresu pourazowego w pracy strażaków i pracowników pogotowia ratunkowego – przegląd badań. W: Opuscula Sociologica nr 3 [9], s. 73-82.
Sabin-Farrell R., Turpin G. (2003). Vicarious traumatisation: implications for mental health of health workers? W: Clinical Psychology Review, nr 23, s. 449-480.
Tedeschi R. G., Calhoun L. G. (2004). Posttraumatic growth: conceptual foundations and empirical evidence. W: Psychological Inquiry, t. 15, nr 1, s. 1-18.
Przemoc w rodzinie dotyka wszystkie osoby, które pozostają w krzywdzącej relacji. Zaburzenia w funkcjonowaniu, będące skutkiem doświadczania lub stosowania przemocy w związku, pokazują mnogość i wielorakość problemów, z którymi muszą poradzić sobie osoby pragnące pozostać w związku, powstrzymać przemoc i pracować nad zwiększeniem poczucie bezpieczeństwa. Oprócz naturalnych procesów przemian, jakie charakteryzują funkcjonowanie relacji partnerskiej, dołączają się trudności wynikające z przemocy .
Utworzono: 2016-12-30
Wraz z rozwojem nowoczesnych technologii pojawiła się możliwość m.in. rejestrowania przebiegu rozmów. Obecnie w związku z wyposażeniem niemal każdego telefonu komór­kowego w funkcję rejestrowania zarówno samego dźwięku, jak również dźwięku i obrazu, każdy z nas ma możliwość uwieczniania przebiegu wydarzeń właściwie w dowolnym momencie. Powyższe okoliczności sprawiły, iż stanęliśmy w obliczu konieczności rozważenia możliwości wykorzysta­nia nagrań jako dowodów w toku postępowania.
Nagrania coraz częściej pojawiają się w materiale do­wodowym, zwłaszcza w sprawach o rozwód, w których rozstrzygana jest kwestia winy w rozkładzie pożycia mał­żeńskiego, jak również w sprawach dotyczących władzy ro­dzicielskiej. Przepisy Kodeksu postępowania cywilnego do­puszczają możliwość przeprowadzania dowodu z nagrań. Zgodnie z art. 308 k.p.c. dowody z innych dokumentów niż wymienione w art. 2431 k.p.c., w szczególności zawie­rających zapis obrazu, dźwięku albo obrazu i dźwięku, sąd przeprowadza, stosując odpowiednio przepisy o dowodzie z oględzin oraz o dowodzie z dokumentów.
Kwestią sporną, budzącą zarówno w doktrynie, jak i orzecznictwie znaczne rozbieżności jest wykorzystanie w toku postępowania cywilnego dowodów z nagrań uzy­skanych bez zgody i wiedzy osoby nagrywanej. Wskazane wątpliwości wiążą się głównie z kwestią naruszenia dóbr osobistych oraz przepisów chroniących tajemnicę kore­spondencji. Obecnie przepisy kodeksu postępowania cy­wilnego nie zawierają regulacji odnoszącej się wprost do dowodu z potajemnego nagrania przebiegu rozmowy i kwestii jego wykorzystania w toku postępowania.
W orzecznictwie zarysowują się dwa nurty orzecznicze, które obecnie kształtują praktykę sądowniczą. Pierwsze ze stanowisk opowiada się za zakazem wykorzystywania na­grań rozmów uzyskanych bez zgody i wiedzy osoby na­grywanej. Wskazana koncepcja opiera się na założeniu, że prawo do prywatności i tajemnica komunikowania się przedstawia wartość o wiele wyższą, aniżeli usprawiedliwio­ny interes prywatny.
Zakaz wykorzystania nagrań bez zgody osoby nagrywanej
W tym miejscu zwrócić należy uwagę na wyrok Sądu Ape­lacyjnego w Warszawie z 6 lipca 1999 r. wydany w sprawie o sygnaturze akt: I Aca 380/99, w którym sąd pokreślił, iż prawo do swobody wypowiedzi, wyboru rozmówcy, ta­jemnicy rozmowy jest prawem powszechnie szanowanym i respektowanym, zaś gromadzenie materiału dowodowe­go w procesie i prezentowanie go przez strony nie powinno odbywać się z naruszeniem zasad współżycia społecznego.
Podobne stanowisko zajął Sąd Najwyższy w uzasadnie­niu wyroku z 13 listopada 2002 r. wydanego w sprawie o sygnaturze akt: I CKN 1150/00 wskazując, iż przepis art. 49 Konstytucji zapewnia wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się, stanowiąc jednocześnie, że ogranicze­nie ich może nastąpić jedynie w wypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony. Zagwarantowane konstytucyjnie prawo komunikowania się obejmuje różne formy komunikacji między ludźmi. Mieści się w nim tak­że tajemnica rozmowy. Naruszane przez podsłuch dobro jest więc wartością konstytucyjną. Interes, który pozwana wskazała w celu usprawiedliwienia prowadzonego podsłu­chu (uzyskanie informacji, które zamierzała wykorzystać do obrony w procesie rozwodowym) nie uzasadnia bowiem oceny, że w imię tego interesu należy poświęcić tajemnicę komunikowania się, uznaną za dobro konstytucyjne, chro­nione na gruncie prawa cywilnego przepisami o ochronie dóbr osobistych. Interes prywatny traktowany jako przesłan­ka wyłączająca bezprawność powodowałby zbyt daleko idące ograniczenie tajemnicy komunikowania się.
Kolejnym orzeczeniem, w którym sąd opowiedział się za zakazem wykorzystywania nagrań uzyskanych bez zgody i wiedzy osoby nagrywanej jest wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie I Wydziały Cywilnego z 18 marca 2010 r. wydany w sprawie o sygnaturze akt: I Aca 10/10, w którym uznano, iż „okoliczność, że strona nigdy nie wyraziła zgody na nagranie rozmowy przeprowadzonej w toku postępowa­nia przez strony i nie została uprzedzona, że rozmowa będzie nagrywana, zaś druga strona nie wspomniała przed przy­stąpieniem do nagrania, iż zapis rozmowy będzie wykorzy­stany w procesie, dyskwalifikuje moc dowodową nagrania i stanowi o naruszeniu art. 227, 233 i 328 kpc.". We wska­zanym orzeczeniu Sąd Apelacyjny podniósł, iż „moc dowo­dową nagrania dyskwalifikuje okoliczność, iż pozwana nie wykazała, że powódka podałaby te fakty, gdyby pozwana nie przeprowadziła w ten sposób rozmowy i nie naprowa­dziła powódki na jej kierunek".
Warto również zwrócić uwagę na wyrok Sądu Apelacyj­nego w Poznaniu wydany 10 stycznia 2008 r. w sprawie o sygnaturze akt: I Aca 1057/07. W toku postępowania Sąd oddalił wniosek o dopuszczenie dowodu z nagrania rozmowy stron postępowania, z uwagi na fakt, iż tylko stro­na, która wnosiła o przeprowadzenie wskazanego dowodu wiedziała o fakcie rejestrowania przebiegu rozmowy. Jak czytamy w uzasadnieniu wyroku „za niedopuszczalne należy uznać wykorzystywanie w postępowaniu cywilnym dowodów uzyskanych w sposób sprzeczny z prawem do integralności fizycznej i psychicznej człowieka (art. 40, art. 41 Konstytu­cji RP, art. 3, art. 5 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z dnia 4.11.1950 r. - Dz.U. Nr 61/1993, poz. 284). Z prawa tego można wyprowadzić za­kaz stosowania takich metod zdobywania dowodów, których celem i skutkiem byłoby jego naruszenie i tym samym pozba­wienie jednostki możliwości korzystania z prawa do wolności myśli, słowa, do intymności i do wolności osobistej".
Dopuszczenie wykorzystania nagrania bez zgody osoby nagrywanej
Na drugim biegunie znajdują się orzeczenia przewidu­jące możliwość dopuszczenia dowodu z nagrania utrwa­lającego przebieg rozmowy bez zgody i wiedzy rozmówcy. Bezsprzecznie potajemne nagrywanie przebiegu rozmowy stanowi ingerencję w sferę dóbr osobistych, co stanowi ich naruszenie i jest kwalifikowane jako zachowanie bezpraw­ne i może prowadzić do pociągnięcia do odpowiedzial­ności cywilnej osoby, która dokonuje rejestracji przebiegu rozmowy. Jednakże istnieją okoliczności, które wyłączają bezprawność działania, a tym samym stwarzają możli­wość uwolnienia się przez sprawcę od odpowiedzialności za naruszenie dobra osobistego. Część stanowisk dopusz­czających możliwość wykorzystania nagrania wykonanego potajemnie opiera się na założeniu, iż nie ma mowy o bez­prawności wskazanych działań, bowiem są one podejmo­wane w obronie usprawiedliwionego interesu prywatnego. Urzeczywistniają konstytucyjnie zagwarantowane prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuza­sadnionej zwłoki poprzez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Wskazane stanowisko znajduje poparcie w licznych orzeczeniach.
W tym miejscu przywołać należy wyrok Sądu Najwyższe­go z 5 kwietnia 2003 r. wydany w sprawie o sygnaturze akt: IV CKN 94/01. W uzasadnieniu wskazanego orzeczenia Sąd Najwyższy przyjął, iż nie ma zasadniczych powodów do całkowitej dyskwalifikacji kwestionowanego przez pozwa­ną dowodu z nagrań rozmów telefonicznych, nawet jeżeli nagrań tych dokonano bez wiedzy jednego z rozmówców. Skoro strona pozwana nie zakwestionowała skutecznie w toku postępowania autentyczności omawianego mate­riału, to mógł on służyć za podstawę oceny zachowania się pozwanej w stosunku do powoda i sformułowania wniosku o nadużywaniu alkoholu przez pozwaną.
Kolejnym orzeczeniem, w którym sąd wyraził pogląd o dopuszczalności dowodu z potajemnego nagrania jest wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z 31 grudnia 2012 r. wydany w sprawie o sygnaturze akt I Aca 504/11. W uzasadnieniu sąd wskazał, iż dopuszczalne jest przepro­wadzenie dowodu z nagrań dokonanych osobiście przez osoby występujące w charakterze stron, które będąc uczest­nikami rozmowy nie naruszają przepisów chroniących ta­jemnicę komunikowania (art. 49 Konstytucji). W przypadku naruszenia innych praw o charakterze bezwzględnym (dóbr osobistych, prawa do prywatności), brak bezprawności wynika z realizacji prawa do sądu (art. 45 Konstytucji). Osobie, która sama – będąc uczestnikiem rozmowy – na­grywa wypowiedzi uczestniczących w tym zdarzeniu osób, nie można postawić zarzutu, że jej działanie jest sprzeczne z prawem, a co najwyżej dobrymi obyczajami.
Osobiście opowiadam się za stanowiskiem dopuszcza­jącym dowód z nagrania rozmowy dokonanej bez wiedzy i zgody osoby nagrywanej. Jednakże pozostaję na stano­wisku, iż sąd powinien podchodzić do wskazanego powy­żej dowodu z dużą ostrożnością i dążyć do ustalenia za pomocą innych środków dowodowych okoliczności towa­rzyszących zarejestrowaniu rozmowy oraz celu, w jakim wykonano nagranie. Zaś dokonanie oceny wiarygodności wskazanego źródła dowodowego powinno odbywać się z oparciu o całość zgromadzonego w toku postępowania materiału dowodowego. W pełni zgadzam się z uzasad­nieniem wyroku Sądu Apelacyjnego w Szczecinie (wydane 9 października 2014 r. w sprawie o sygnaturze akt: I Aca 432/14), zgodnie z którym w sytuacji gdy jedna ze stron postępowania przedstawia dowód z potajemnego nagrania rozmowy jako dowód na niekorzyść strony przeciwnej, to wówczas powinny się – przy pomocy innych środków dowo­dowych, zwłaszcza dowodu z zeznań świadków lub z prze­słuchania stron – bardzo starannie i wnikliwie wyjaśnić przy­czyny i okoliczności, w jakich nagranie zostało dokonane.
Paulina Brzemińska – adwokat, Warszawa.
Sponiewierana starość