Source: http://konstytucyjny.pl/a-jednak-premier-nie-miala-racji-polemika-z-mariuszem-muszynskim-monika-florczak-wator-piotr-mikuli/
Timestamp: 2018-10-15 23:03:45
Legal References Found: art. 195
 art. 178
 art. 8
 art. 197
 art. 190
 art. 173
 art. 10
 art. 173

Document Content:
A jednak Premier nie miała racji – polemika z Mariuszem Muszyńskim (Monika Florczak-Wątor, Piotr Mikuli) – Konstytucyjny.pl
NextTo jest „Człowiek Wolności” na skalę naszych możliwości! (Maciej Pach)
redakcja	on 28 grudnia 2017
Zdaniem autora, „Premier miała rację, nie publikując wyroków Trybunału”. Co ciekawe, swe rozważania rozpoczyna od wyroku K 34/15, który z racji jego wydania w 2015 r. nie był objęty Informacją za 2016 r.; wyrok ten opublikowano w Dzienniku Ustaw. Autor oburza się na kłamliwe – w jego ocenie – przedstawienie opinii publicznej skutków tego orzeczenia, pisząc: „w zamierzeniach manipulantów fragment [sentencji] miał (i ma nadal) stanowić podstawę dla uzasadniania rzekomego nielegalnego wyboru sędziów TK przez Sejm obecnej kadencji”. Daje do zrozumienia, że podejście do tego wyroku w dyskursie publicznym jest wybiórcze i by to udowodnić czyni analogię do wyroku z 20 czerwca 2017 r., K5/17, w którym Trybunał stwierdził niekonstytucyjność przepisów o wyborze części członków KRS. M. Muszyński pyta: „dlaczego Krajowa Rada Sądownictwa ciągle działa skoro 20 czerwca 2017 r. Trybunał orzekł o sprzeczności z konstytucją przepisów o wyborze części członków KRS?” Paralela ta w kontekście wywodów autora jest oczywiście chybiona, niezależnie od odrębnej kwestii, związanej z faktem, że to ostatnie orzeczenie zapadło z udziałem dwóch osób niebędących sędziami TK, w tym M. Muszyńskiego, przez co jego prawna wadliwość jest oczywista.
Jeśli zaś chodzi o komentarz M. Muszyńskiego do trzech pozostałych powołanych w artykule wyroków TK wydanych w 2016 r. – i do dzisiaj nieogłoszonych – to naszą polemikę ograniczymy do dwóch kwestii.
Pierwszą z nich jest dopuszczalność procedowania przez TK w oparciu o Konstytucję, a drugą – niedopuszczalność wybiórczego ogłaszania orzeczeń TK.
W tej pierwszej kwestii M. Muszyński dowodzi, że sędziowie TK związani są ustawą oraz zasadą domniemania jej konstytucyjności i z oburzeniem konstatuje, że badając konstytucyjność noweli do ustawy o TK ws. K47/15 „uznali nagle, że będą procedować z pominięciem ustawy o Trybunale, sięgając bezpośrednio do konstytucji”. Po pierwsze, zarzut ten jest nieprawdziwy, bo w sprawie K 47/15 Trybunał orzekał na podstawie ustawy o TK, a pominął tylko kilka jej przepisów znowelizowanych, które zostały zaskarżone i których konstytucyjność w tej sprawie miał zbadać. Po drugie, oburzenie M. Muszyńskiego wydaje się niezrozumiałe w świetle art. 195 ust. 1 Konstytucji. Przepis ten wszak stanowi: „Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego (…) podlegają tylko Konstytucji”. Jednocześnie ów przepis znacząco różni się od art. 178 ust. 1 Konstytucji, zgodnie z którym sędziowie SN, sądów powszechnych, administracyjnych i wojskowych „podlegają tylko Konstytucji i ustawie”. Zestawienie obu tych przepisów prowadzi do wniosku, że o ile ci ostatni sędziowie są związani zarówno Konstytucją, jak i ustawą zgodną z Konstytucją, o tyle sędziów TK wiąże jedynie Konstytucja. Ta okoliczność nie powinna dziwić. Wszak sędzia TK związany ustawą nie mógłby wiążąco orzekać o jej niekonstytucyjności i to w sposób skutkujący jej usunięciem z systemu prawa obowiązującego. M. Muszyński nie tylko podważa te fundamentalne zasady leżące u podstaw kontroli konstytucyjności prawa, ale nawet stara się wykazać, że orzekając na podstawie niekonstytucyjnych ustaw TK może w sposób zgodny z Konstytucją stwierdzić ich niekonstytucyjność. To przecież tautologia, że procedowanie w oparciu o niekonstytucyjne przepisy nie może być uznane za zgodne Konstytucją. Czyż nie brzmi absurdalnie wewnętrznie sprzeczne zdanie: „Zgodnie z Konstytucją, proceduję wedle niekonstytucyjnych przepisów”? Właśnie dlatego Konstytucja słusznie pomija związanie sędziów TK ustawami.
Dziwi również oburzenie M. Muszyńskiego, że sędziowie TK postanowili procedować „sięgając bezpośrednio do Konstytucji”. Wszak zgodnie z art. 8 ust. 2 Konstytucji, stosuje się ją bezpośrednio, a nakaz ten niewątpliwie wprost dotyczy sędziów TK, którzy podlegają tylko Konstytucji. Oczywiście nie oznacza to, że sędziowie TK orzekają zawsze z pominięciem ustawy, a w szczególności ustawy o TK. Jest to sytuacja wyjątkowa, będąca konsekwencją stwierdzenia, że przepisy ustawowe, na podstawie których TK miałby procedować, są niezgodne z Konstytucją. Co więcej, nie jest to sytuacja niemożliwa do wyobrażenia – od wielu lat przecież sędziowie mogą pomijać w procesie orzekania przepisy rozporządzenia, które uważają za niezgodne z Konstytucją lub ustawą, właśnie dlatego, że „podlegają tylko Konstytucji i ustawie” (art. 178 ust. 1 Konstytucji). Nie powinno zatem dziwić, że sędziowie TK mogą pomijać w procesie orzekania przepisy ustawy, które uważają za potencjalnie niezgodne z Konstytucją, właśnie dlatego, że „podlegają tylko Konstytucji” (art. 195 ust. 1 Konstytucji). Obowiązek stosowania niekonstytucyjnych ustaw przez sędziów TK nie może być również wywodzony z art. 197 Konstytucji, zgodnie z którym „Organizację TK oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa”.
Przepis ten nie jest adresowany do sędziów TK, lecz do parlamentu, który taką ustawę – naturalnie, zgodną z Konstytucją – ma obowiązek uchwalić. W żaden sposób nie ogranicza on zatem, a tym bardziej nie wyłącza stosowania zasady podległości sędziów TK „tylko Konstytucji”.
Niedopuszczalność wybiórczego ogłaszania orzeczeń TK w Dzienniku Ustaw wymaga komentarza nie tyle z uwagi na kontrowersyjność tej kwestii, lecz jej znaczenie w demokratycznym państwie prawnym. W świetle art. 190 ust. 2 Konstytucji nie budzi bowiem wątpliwości, że orzeczenia TK „podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu w organie urzędowym, w którym akt normatywny był ogłoszony”. Ani ten, ani żaden inny przepis nie przyznają premierowi kompetencji do oceny treści ani procedury wydania orzeczenia TK. Kompetencja taka nie wynika – wbrew temu o czym pisze autor – z zasad „naczelnych konstytucji (praworządności i podziału i równowagi władzy)”. W świetle tych zasad władza wykonawcza nie ma uprawnienia do „skorygowania” – jak to określa M. Muszyński – działań władzy sądowniczej. Ta ostatnia jest bowiem władzą odrębną i niezależną od innych władz, o czym wyraźnie stanowi art. 173 Konstytucji. Nie ma możliwości zrekonstruowania istoty zasady podziału władzy, o której mowa w art. 10 Konstytucji, bez uwzględnia specyfiki władzy sądowniczej wyznaczonej przez art. 173. O tym ostatnim przepisie M. Muszyński nawet nie wspomniał, dochodząc do błędnego wniosku, że działania władzy sądowniczej, której Konstytucja gwarantuje niezależność od władzy wykonawczej, właśnie przez władzę wykonawczą powinny być korygowane. W oderwaniu od prawidłowo rozumianej zasady podziału władzy nie można interpretować kompetencji premiera do ogłaszania orzeczeń TK w Dzienniku Ustaw. Owa ustanowiona w ustawie kompetencja jest instrumentem realizacji obowiązku niezwłocznego ogłoszenia orzeczenia TK w Dzienniku Ustaw. Obowiązek ten wynika zaś z aktu nadrzędnego nad ustawą, czyli z Konstytucji. Z kompetencji do ogłaszania orzeczeń TK nie może być wywodzone prawo do ich nieogłaszania i samodzielnego decydowania o ich prawidłowości. To naruszałoby zasadę ostateczności i mocy powszechnie obowiązującej orzeczeń TK i cofałaby nas do okresu PRL, gdy o skutkach orzeczeń TK decydował organ polityczny (wówczas: Sejm).
Co ciekawe, M. Muszyńskiego nie dziwi to, że premier ogłasza w Dzienniku Ustaw ustawy, które są oczywiście niekonstytucyjne, a nawet takie, o których niekonstytucyjności sam „orzekał” zasiadając w składzie TK. Co więcej, nie domaga się od premiera odmowy ogłoszenia tych ustaw mimo ich wydania z naruszeniem Konstytucji. I słusznie, bo premier tak daleko idącej kompetencji do orzekania o niekonstytucyjności lub nieistnieniu ustaw nie posiada, podobnie jak nie posiada kompetencji do orzekania o niekonstytucyjności lub nieistnieniu orzeczeń TK. Należałoby zatem powtórzyć tezę Komisji Europejskiej zawartą w jej Zaleceniu z 27 lipca 2016 ws. praworządności w Polsce, że odmowa ogłoszenia przez rząd orzeczenia TK „budzi poważne obawy co do poszanowania zasady praworządności, gdyż przestrzeganie ostatecznych wyroków jest zasadniczym i nieodłącznym obowiązkiem państwa prawnego”. Dodajmy, że w przeciwnym razie grozi nam wszystkim popadnięcie w anarchię i nihilizm prawny, na czym żadnemu przedstawicielowi polskiej doktryny prawa, w tym również prof. M. Muszyńskiemu, miejmy nadzieję, nie zależy?
Powyższy tekst składa się z fragmentów artykułu opublikowanego pod tym samym tytułem w wydaniu internetowym “Rzeczpospolitej” w dniu 28.12.2017 r. Publikujemy za zgodą Autorów.
Tagi: antysędzia, Mariusz Muszyński, Monika Florczak-Wątor, Piotr Mikuli, publikacja orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego