Source: http://cyfroteka.pl/ebooki/Propertarianistyczne_teorie_prawa_autorskiego-ebook/p1043896i1172921
Timestamp: 2018-09-25 03:24:43
Legal References Found: art. 27
 art. 17
 Art. 117
 Art. 156
 Art. 199
 Art. 152

Document Content:
Propertarianistyczne teorie prawa autorskiego [Cezary Błaszczyk] << KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
00046 005841 13103317 na godz. na dobę w sumie
Propertarianistyczne teorie prawa autorskiego - ebook/pdf
Autor: Cezary Błaszczyk Liczba stron: 474
ISBN: 978-83-812-8464-6 Data wydania:
Propertarianistyczne teorie prawa autorskiego to pierwsza w Polsce publikacja w całości poświęcona problemowi legitymizacji prawa autorskiego. Prowadząc rozważania na płaszczyźnie filozofii prawa i doktryn polityczno-prawnych, autor stara się odpowiedzieć na dwa pytania. Po pierwsze, czy copyright może być pojmowane jako własność. A po drugie, czy można tę instytucję wpisać w szerszy paradygmat propertarianistyczny (własnościowy) i w ten sposób przystać na jedną z trzech wiodących – obok utylitaryzmu i, właściwego niemieckiej nauce prawa, personalizmu – filozoficznych teorii prawa autorskiego.
Podejmowane w książce zagadnienie jest tym bardziej istotne, że legitymizacja prawa autorskiego jest – w kontekście konfliktów związanych z ekspansją prawa własności intelektualnej – jednym z największych wyzwań współczesnej jurysprudencji. Próba rozwiązania tego problemu nie powinna być jednak postrzegana wyłącznie instrumentalnie. Zakreślony temat obejmuje kwestie takie, jak: istota sprawiedliwości, źródło i walidacja własności sensu proprio, a nawet rola państwa w życiu jednostki. Nie sposób bowiem popierać określonych rozwiązań na płaszczyźnie dogmatycznej bez (chociażby nieuświadomionego) przyjęcia określonych założeń dotyczących filozofii prawa oraz wizji dobrze urządzonej wspólnoty.
Wprowadzenie Trudno przecenić znaczenie i wpływ twórczości na rozwój cywilizacji. Nie sposób wręcz wyobrazić sobie, o ile uboższe byłoby nasze życie, gdyby zabra- kło w nim literatury, muzyki czy filmu. Czy byłoby ono jeszcze, parafrazując Sokratesa, warte życia? Wiedza, przyjemność i doznania estetyczne, których doświadczamy podczas obcowania ze sztuką to przecież walory podstawowe1. Rola dóbr koncepcyjnych ukazuje się przy tym w pełni dopiero, jeśli zważyć, że zalicza się do nich nie tylko dzieła plastyczne, kompozycje muzyczne, czy literaturę piękną, ale także publikacje o charakterze informacyjnym i nauko- wym. Za wytwory intelektu uznaje się także mapy, plany urbanistyczne, bazy danych, a nawet programy komputerowe – a więc obiekty użytkowe. Można się zatem tylko zastanawiać, jak wyglądałyby współczesne miasta, gdyby nie architektura. Czy udałoby się utrzymać obecne tempo postępu gospodarczego bez produktów informatycznych? Jak funkcjonowałyby dzisiejsze korporacje bez wykorzystania big data? Wspólną właściwością wszystkich wymienionych kategorii jest przy tym ich niematerialna postać – już na wstępie należy bowiem odróżnić ontolo- gizowany utwór od jego fizycznej manifestacji, czyli egzemplarza. Innymi słowy, dzieła mają charakter idealny, tj. projektowane są w umyśle ludzkim. To stwierdzenie odkrywa przed nami kolejny aspekt roli, jaką odgrywają wy- twory intelektu. Ponieważ cechą dystynktywną człowieka jest rozumność, wie- dza (w różnych formach) pozwala mu wspinać się na nowe poziomy samo- świadomości, ewolucji społecznej i rozwoju cywilizacyjnego. Osoba kieruje się rozumem, a nie instynktem czy odruchami bezwarunkowymi, a więc my- śli. Wynika to już z samej istoty jednostkowego działania. Jak pisał Ludwig von Mises, „ludzkie działanie to zachowanie celowe. (...) To wola zrealizowana i przekształcona w czyn; to dążenie do celu; to rozmyślna reakcja podmiotu na bodźce i uwarunkowania zewnętrzne; to świadome przystosowanie się czło- 1 Tak np. J. Finnis, Prawo naturalne i uprawnienia naturalne, tłum. K. Lossman, Warszawa 2001, s. 98 i n. 1 Wprowadzenie wieka do stanu wszechświata”2. Życie jest zatem nieustannym obcowaniem z ideą, a dobra koncepcyjne okazują się niezbędne w każdej sferze aktywności. Zarówno do wprowadzania innowacji technologicznych (wynalazki), orienta- cji na rynku (znaki towarowe, ceny, ratingi), gromadzenia już pozyskanej wie- dzy (bazy danych), jak i podnoszenia jakości życia (dobra kulturalne: dzieła sztuki, artystyczne wykonania etc.). Bez określonego know-how człowiek pier- wotny nie wiedziałby, jakiego koloru owoce nadają się do konsumpcji, jak roz- palić ogień, albo kogo wybrać na partnera, a współczesny: jak ułożyć limeryk, czy napisać program do obsługi bankomatu. Nie może więc dziwić, że nauka już od zarania stara się opisywać i badać procesy percepcji, konceptualizacji i konkretyzacji abstraktów. Badaniem efektywnego wykorzystania informacji oraz zjawiska ich eksternalizacji zajmuje się, jak wiadomo, ekonomia informa- cji3, ale innowacyjność i kreatywność są czynnikami rozpoznawanymi przez wszystkie dyscypliny społeczne. Jedną z nich jest prawo, które za cel stawia sobie regulację stosunków społecznych w obliczu produkcji rozmaitych dóbr niematerialnych. Wytwory intelektu – zwłaszcza w społeczeństwie informacyjnym – peł- nią dwojaką funkcję. Po pierwsze, stanowią dobra konsumpcyjne, z których na co dzień korzysta się w dziesiątkach sytuacji (od seansu w kinie, przez ob- sługę przeglądarki internetowej wyświetlającej repertuar, aż po lekturę pod- ręcznika autorstwa Jerzego Płażewskiego). Oczywiście służą także rozwojowi nauki, już nie tylko tej tradycyjnej, ale np. poprzez badanie zjawisk praw- nych w ramach współczesnej zinformatyzowanej cybernetyki4. Zauważamy przy tym, że rewolucja cyfrowa doprowadziła do uproszczenia, ale i całkowi- cie odmieniła wykorzystywanie dzieł, przez co rola jurydyzowanej twórczo- ści jest dziś większa niż kiedykolwiek dotychczas5. Dobra intelektualne mają 2 L. von Mises, Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii, tłum. W. Falkowski, Warszawa 2011, s. 9. 3 Zob. H. Demsetz, Information and Efficiency. Another Viewpoint, Readings in Industrial Economics 1969, t. 12, Nr 1, s. 237–262; G.J. Stigler, The Economics of Information, Journal of Po- litical Economy 1961, t. 69, Nr 3, s. 213–225; F.A. von Hayek, Economics and Knowledge, Econo- mica 1937, t. 4, Nr 13, s. 33–54; idem, The Use of Knowledge in Society, The American Economic Review 1945, t. 35, Nr 4, s. 519–530; idem, Konstytucja wolności, tłum. J. Stawiński, Warszawa 2011, s. 36 i n.; J.A. Schumpeter, Teoria rozwoju gospodarczego, tłum. J. Grzywicka, J. Górski, War- szawa 1960, passim; M.N. Rothbard, Ekonomia wolnego rynku, t. 1, tłum. R. Rudowski, Warszawa 2008, s. 111–200, passim. 4 Szerzej nt. Jacek Petzel (J. Petzel, Informatyka prawnicza, Zagadnienia teorii i praktyki, War- szawa 1999, s. 35 i n.). Idem, Systemy wyszukiwania informacji prawnej, Warszawa 2017, s. 25 i n. 5 W tym kontekście warto przypomnieć słynną sprawę toczącą się przed Sądem Najwyższym Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, w której powód – Lucasfilm Limi- 2 Wprowadzenie w dodatku fundamentalny wpływ nie tylko na kondycję ludzkiego życia, ale także samo jego podtrzymanie (tak np. w przypadku oprogramowania steru- jącego urządzeniami medycznymi). Po drugie, każda funkcjonująca we współ- czesnym społeczeństwie osoba jest także autorem: wykonuje zdjęcia telefonem komórkowym, prowadzi bloga albo kompiluje modyfikacje gier komputero- wych (tzw. „mody”). Jeszcze ciekawszym fenomenem jest masowe powsta- wanie utworów zależnych wobec już rozpowszechnionych (np. montaży fil- mowych, mashupów muzycznych, amatorskich teledysków, memów), w tym tzw. fanfiction (inaczej „fanfik” – np. fan video, fan art, utwory literackie)6. Aktywność często nie kończy się tu na samym ustaleniu dzieła. Coraz bardziej zaawansowane technicznie kanały komunikacji pozwalają na rozpowszechnia- nie twórczości na nieznaną dotychczas skalę. Zwłaszcza w sieci, dzięki wyko- rzystaniu portali takich jak Vimeo, Deviantart, czy Bandcamp, przy bardzo ni- skich kosztach możliwe jest (często nieodpłatne) udostępnienie owoców pracy intelektualnej milionom ludzi. Prowadzi to do zacierania się granicy pomiędzy działalnością amatorską a zawodową7. Kulturę taką nazywamy dziś coraz czę- ściej remiksową (ang. remix culture), albo read and write culture, jako że prze- ciętny jej konsument jest już nie tylko biernym odbiorcą, ale jej współtwórcą8. Jak łatwo się zatem domyślić, nie do przecenienia jest także znaczenie za- sobów niematerialnych dla gospodarki. Podkreśla się wręcz, że powszechny dobrobyt zależy współcześnie od wykorzystania wiedzy i wytworów intelektu. W Erze Informacji o bogactwie świadczyć ma posiadanie aktywów o charak- ted domagał się przyznania ochrony prawnoautorskiej (a więc uznania za dzieło, w tym wypadku rzeźbę) hełmu szturmowca (ang. stormtrooper) z filmu „Gwiezdne Wojny” (ang. „Star Wars”) wo- bec nieautoryzowanego wytwarzania tych gadżetów przez Andrew Ainswortha (Lucasfilm Limited v Ainsworth, 2011, UKSC 39; 2012, 1 AC 208). Chociaż sąd ostatecznie orzekł, że hełmu nie można zakwalifikować jako dzieła sztuki plastycznej, to przykład ten unaocznia, jak daleko w codzienne życie i swobodę działalności gospodarczej sięgać może ingerencja praw własności intelektualnej. 6 Zob. K. Grzybczyk, Twórczość internautów w świetle regulacji prawa autorskiego na przy- kładzie fanfiction, Warszawa 2015, s. 26 i n. 7 Zjawisko to określa się czasem w literaturze naukowej mianem „sendceiving” (pol. „nada- branie”), czyli neologizmem powstałym z połączenia słów „sending” (pol. wysyłanie) i „rece- iving” (pol. odbieranie). Podmiot, który angażuje się w tę działalność bywa zaś nazywany „pro- sumentem” – po trosze producenta i konsumenta (zob. K. Grzybczyk, Twórczość internautów, s. 141 i n.). 8 L. Lessig, The Future of Ideas. The Fate of the Commons in a Connected World, New York 2011, passim; idem, Wolna kultura, tłum. P. Białokozowicz et. al, Warszawa 2005, passim; G. Ro- stama, Remix Culture and Amateur Creativity. A Copyright Dilemma, WIPO Magazine, http:// www.wipo.int/wipo_magazine/en/2015/03/article_0006.html, 1.8.2017 r. 3 Wprowadzenie terze informacyjnym9. Chociaż wycena jakiegokolwiek dobra jest zadaniem trudnym ze względu na obowiązywanie wynikającej z prakseologii subiek- tywistycznej teorii wartości (każda jednostka wartościuje zasoby ze względu na swoją indywidualną skalę preferencji, nie istnieje cena obiektywna)10, a w przypadku twórczości zadanie to dodatkowo komplikuje specyfika twór- czości11, to nawet ostrożne próby oszacowania rozmiaru tzw. branży kreatyw- nej prowadzą do imponujących wniosków. Według przytaczanych przez Chri- stiana Handke danych wartość szeroko pojmowanych przedmiotów ochrony praw własności intelektualnej odpowiada dziś za ponad 11 PKB Stanów Zjednoczonych, a roczne przychody z tytułu eksploatacji tych dóbr wyno- szą ok. 1,5 biliona dolarów12. Stąd też współczesny system gospodarczy nie- rzadko bywa opisywany jako „gospodarka informacyjna” (postindustrialna), czyli oparta na wiedzy i komercjalizująca wytwory intelektu. W tym stanie rzeczy zrozumiała jest tendencja do kapitalizacji idei i wie- dzy. Co więcej, intuicyjnie rozpoznajemy potrzebę ochrony twórczości w za- kresie poszanowania autorstwa i zapewnienia artystom możliwości czerpania dochodów ze swojej pracy. Tendencja ta towarzyszy ludzkości od tysiącleci. Już w antycznym Rzymie – pomimo niewykształcenia instytucji tytułów majątko- wych do dóbr intelektualnych – zauważono, iż przypisywanie sobie dorobku przez kopistów narażało wybitnych poetów na utratę reputacji i wpływów. Nie jest zresztą przypadkiem, że znane nam pojęcie „plagiatu” pochodzi od łacińskiego słowa plagiarus, którym starożytni określali złodzieja niewolników bądź dzieci13. Stąd też, na skutek upadku systemu feudalnego i modelu patro- natu, w XVIII w. narodziła się idea ustanowienia wyłącznych i bezwzględnych 9 Tak np. R.J. Becker, Mind over Matter. Why Intellectual Capital is the Chief Source of Wealth, Hoboken 2008, passim. 10 J. High, The Austrian Theory of Price, [w:] P.J. Boettke (red.), The Elgar Companion to Austrian Economics, Aldershot 1994, s. 151–155; F. Sautet, Market Theory and the Price System, [w:] P.J. Boettke, C.J. Coyne (red.), The Oxford Handbook of Austrian Economics, Oxford–New York 2015, s. 65–93; L. von Mises, Ludzkie działanie, passim; M.N. Rothbard, Podstawy ludzkiego działania, tłum. R. Rudowski, [w:] M.N. Rothbard, Ekonomia wolnego, s. 111–200; R.G. Holcombe, Subiektywny charakter wartości, [w:] R.G. Holcombe, Austriacka Szkoła Ekonomii – rozszerzone wprowadzenie, tłum. B. Pawiński, Warszawa 2014, s. 37 i n. 11 Zob. M. Hogan, How Much Is Music Really Worth?, Pitchfork, http://pitchfork.com/featu- res/article/9628-how-much-is-music-really-worth/, 1.7.2017 r. 12 C. Handke, Economic Effects of Copyright. The Empirical Evidence So Far, Report for the National Academies of the Sciences, The National Academics. Advisers to the Nation on Science, Engineering, and Medicine, Rotterdam 2011, s. 16–17. 13 [Za:] G. Dutfield, U. Suthersanen, Global Intellectual Property Law, Cheltenham–North- hampton 2008, s. 64. 4 Wprowadzenie majątkowych praw podmiotowych do utworów, pojmowanych jako zindywi- dualizowany byt niematerialny. Wybrane kategorie dzieł poddano jurydyzacji i ochronie powszechnie obowiązujących przepisów, a ponieważ czysta myśl wymykała się tradycyjnym modelom prowadzenia działalności gospodarczej, dokonano przy tym normatywnej reifikacji abstraktów. Nie sposób zaprzeczyć, że prawo autorskie uprzywilejowuje podmioty uprawnione względem posiadaczy egzemplarzy utworów i w konsekwencji su- premuje własność. Limituje bowiem swobodę korzystania z każdego istnieją- cego bądź mającego dopiero powstać corpora mechanica (np. zakazując ich kopiowania), możność rozporządzania nimi, a nawet czerpania z nich po- żytków – a więc wpływa negatywnie na wszystkie trzy elementy klasycznej triady uprawnień właściciela. Przyznanie określonej kategorii dóbr niemate- rialnych statusu przedmiotu ochrony prowadzi więc do ustanowienia (de iure lub de facto) monopolu podmiotu uprawnionego, a skutek ten łagodzony jest jedynie przez przepisy dotyczące dozwolonego użytku i licencji ustawowych. Ponadto prawo autorskie ogranicza także sferę władztwa w odniesieniu do przedmiotów niebędących egzemplarzami – np. zasłyszanego podczas dekla- macji wiersza nie można zapisać we własnym zeszycie i wprowadzić ów notes do obrotu. Tak istotne ograniczenia uderzają zatem w samą istotę własności prywatnej i ludzkiej autonomii. Dziś, wobec dostępności tak wielu różnorodnych form komunikacji i in- terakcji, monopol wynikający z prawa autorskiego nie jest już jedynym moż- liwym sposobem czerpania korzyści majątkowych z działalności twórczej. To w tym kontekście wielu przedstawicieli, często różnych dyscyplin naukowych (np. Andrew L. Shapiro14 i Lawrence Lessig15, N. Stephan Kinsella16 na płaszczyź- nie politologii i prawa, Jeffrey A. Tucker17, Michele Boldrin i David K. Levine18 na płaszczyźnie ekonomii i ekonomii politycznej), zwróciło uwagę na szansę, jaką stanowią dla człowieka cyfryzacja, innowacyjność i kreatywność oraz za- grożenia biorące się ze zbyt restrykcyjnego reżimu prawa autorskiego. Postęp 14 A.L. Shapiro, The Control Revolution. How the Internet is Putting Individuals in Charge and Changing the World We Know, Public Affairs, New Your 2000, passim. 15 L. Lessig, The Future of Ideas, passim; idem, Wolna kultura, passim. 16 N.S. Kinsella, Against Intellectual Property, Auburn 2008, passim. 17 J.A. Tucker, Bourbon for Breakfast. Living Outside the Statist Quo, Ludwig von Mises Insti- tute, Auburn 2010, passim; idem, It’s a Jetsons World. Private Miracles and Public Crimes, Auburn 2011, passim; idem, A Beautiful Anarchy. How to Create Your Own Civilization in the Digital Age, Laissez Faire Books, Baltimore 2012, passim. 18 M. Boldrin, D.K. Levine, Against Intellectual Monopoly, Cambridge–New York 2008, passim. 5 Wprowadzenie prowadzić ma nie tylko do lepszego, wygodniejszego życia, ale także pełniej- szej wolności: mocniejszej pozycji przetargowej jednostki na rynku oraz ro- snącej niezależności od państwa. Copyright19 zaś – grozić ograniczeniem wol- ności słowa oraz swobody twórczości i rozpowszechniania. Tymczasem ustawodawcy oraz grupy interesu związane z przemysłem kre- atywnym wciąż robią wiele, by utrwalić w powszechnej świadomości quasi- rzeczowy charakter prawa autorskiego. Ontologiczna koncepcja dzieła niejed- nokrotnie prowadzi dziś do własnościowego modelu (w rozumieniu technicz- noprawnym), ale także własnościowej koncepcji copyright. Nierzadko tytuł do dzieła postrzegany jest jako jeszcze jedna instancja prawa własności. Co wię- cej, do deklaracji i konwencji praw człowieka coraz częściej trafia sformuło- wanie o przysługującym każdemu przyrodzonym prawie do „własności inte- lektualnej”20. Jak słusznie zauważył Mark Rose, to właśnie długi i niełatwy pro- ces wpisywania twórczości w paradygmat własnościowy umożliwił poszerzenie zakresu i wzmocnienie ochrony przysługujących autorom tytułów21. Na fali tej retoryki oraz pod naciskiem zainteresowanych zwiększeniem ochrony usta- wodawcy obejmują regulacjami – umożliwiając ich „zawłaszczenie” – kolejne pola ludzkiej aktywności. Ta radykalna ekspansja prawa autorskiego i „urze- czowienie” abstraktów, których dotychczas nie pojmowano jako nadających się do prywatyzacji (np. artystycznych wykonań, formatów telewizyjnych, czy baz danych), została określona przez Ronana Deazleya mianem „skradającej się reifikacji” (ang. creeping reification)22. Zwróćmy przy tym uwagę na fakt, że chociaż rola dóbr intelektualnych w życiu każdego człowieka jest nie do przecenienia, (znów instynktownie) roz- poznajemy potrzebę pozostawienia przynajmniej części dóbr niematerialnych poza ochroną prawa autorskiego. Część z nich postrzegamy jako zasługujące na uwolnienie poprzez odwołanie do słuszności (np. „czystą” wiedzę, idee, twierdzenia naukowe), inne zaś – ze względu na niezdatność do prywatyzacji (np. cechy charakteru, sposób bycia). Poszukujemy zatem zasad sprawiedli- 19 Dla wygody Czytelnika unikam powtarzania sformułowania „prawo autorskie” i jako jego synonim stosuje angielskie słowo „copyright”. Tam, gdzie termin ten odnosi się do anglosaskiej koncepcji prawa autorskiego jest to w tekście wyraźnie zaznaczone bądź jednoznacznie wynika z kontekstu. 20 Zob. art. 27 ust. 2 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka; art. 17 ust. 2 Karty Praw Pod- stawowych Unii Europejskiej. 21 M. Rose, Authors and Owners. The Invention of Copyright, Cambridge–London 1995, 22 R. Deazley, Rethinking Copyright. History, Theory, Language, Cheltenham 2006, s. 144. s. 38 i n. 6 Wprowadzenie wości, które pozwoliłyby nam ustalić, które obiekty abstrakcyjne i w jakim za- kresie zasługują na ochronę. Nie ma bowiem koniecznego związku pomiędzy ekonomicznymi korzyściami płynącymi z wykorzystania zasobów idealnych a ich statusem prawnym23. Pośród niematerialnych dóbr koncepcyjnych, które najczęściej wymie- niane są jako w sposób konieczny wyłączone spod ochrony, najważniejsza wy- daje się wiedza. Chociaż prawo autorskie nie stanowi instrumentu jej bezpo- średniej propertarianizacji (informacja per se nie spełnia ustawowych przesła- nek, a najczęściej jest explicite wyłączona spod reżimu ochrony), przyznanie wyłącznych tytułów do utworów naukowych i baz danych oraz proces zacie- rania się granicy pomiędzy ideą a formą prowadzi do podobnych rezultatów24. Stąd też spotkać można w piśmiennictwie głosy domagające się rewizji czy wręcz porzucenia powszechnie obowiązujących standardów ochrony własno- ści intelektualnej. Co ciekawe, postulaty te zgłaszają nie tylko przedstawiciele wybranych doktryn polityczno-prawnych czy kierunków filozoficznych, roz- poznający potrzebę dążenia do określonej wizji świata, ale także badacze nie- czyniący takich założeń, analizujący prawo autorskie w poszukiwaniu racjo- nalności i funkcjonalności. To właśnie z tych pozycji wielu przedstawicieli środowisk akademickich oraz organizacji i ruchów społecznych podejmuje działania na rzecz liberalizacji obowiązujących przepisów (nie każdy sceptyk wobec prawa autorskiego opowiada się za jego całkowitym zniesieniem) oraz umożliwienia swobodnej wymiany idei, wiedzy i dzieł oraz dostępu do infor- macji. Nie do przecenienia dla walki o swobodę wypowiedzi i twórczości oraz jak najszersze: dozwolony użytek i domenę publiczną jest zaangażowanie pod- miotów takich, jak np. Electronic Frontier Foundation czy Free Software Fo- undation. Organizacje te zajmują się przy tym nie tylko teoretyczną podbu- dową ruchów copyleft i free-software, ale także przygotowywaniem projektów aktów prawnych, lobbingiem i wsparciem w procesach sądowych25. 23 Podobnie H. Beverley-Smith, The Commercial Appropriation of Personality, Cam- bridge–New York 2006, s. 279; G. Dutfield, U. Suthersanen, Global International, s. 328. 24 Szczególnie palącym problemem (zwłaszcza na płaszczyźnie prawa wynalazczego, jako że sztuka ludowa na ogół wyłączona jest spod ochrony) jest potrzeba ochrony tzw. wiedzy tradycyj- nej, czyli wytworów intelektu ludności autochtonicznej (szerzej nt. m.in. I.B. Mika, W poszuki- waniu instrumentów skutecznej ochrony wiedzy tradycyjnej, Prace Instytutu Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego 2007, z. 100, s. 293–310). 25 Nt. trzeciego sektora reprezentującego tzw. interes społeczny w sporze dotyczącym praw własności intelektualnej zob. np. B.D. Herman, The Fight over Digital Rights. The Politics of Co- pyright and Technology, New York 2014, passim. 7 Wprowadzenie Prima facie związki prawa autorskiego z własnością wydają się bardzo wy- raźne. Chociaż tytuły do dzieł są klasyfikowane jako cywilistycznie pojmowana własność („własność sensu proprio”) tylko w wybranych systemach prawa pry- watnego, to z całą pewnością stanowią mienie także w tych bardziej restrykcyj- nych ujęciach, nawiązujących do rzymskich tradycji prawa rzeczowego, w tym w Polsce. W obu przypadkach możemy mówić o tytule o charakterze bez- względnym i majątkowym, a do tego niezależnym od innych praw i występu- jącym w najszerszym możliwym zakresie (tzw. domniemanie pełnego prawa). Analogii doszukiwać można się także w zbywalności, możliwości dziedzicze- nia, a nawet ustanowienia zastawu. Jak wspominałem, nierzadko sama kon- strukcja autorskich praw majątkowych oparta jest na modelu prawnorzeczo- wym, co – zwłaszcza w przypadku zaakceptowania tzw. koncepcji własnościo- wej – może rodzić skutki daleko wykraczające poza zagadnienia związane ściśle z techniką legislacyjną. Ta forma regulacji implikuje bowiem domniemanie kompetencji uprawnionego oraz możliwie najszerszy zakres przedmiotowy ty- tułu. Oczywiście koncepcja własnościowa proponowana przez (m.in. polską) doktrynę prawa autorskiego nie jest jeszcze tym samym, co całkowite utożsa- mienie obu omawianych instytucji (tak, jak w porządkach copyright) albo filo- zoficzna propertariańska teoria legitymizacji tytułów majątkowych do dzieła. Stanowi raczej projekcję instytucjonalnych uwarunkowań własności w danym systemie prawnym na płaszczyznę prawa autorskiego. Jednocześnie tytułom majątkowym do dzieł brak wielu walorów, które roz- poznajemy jako charakterystyczne dla własności. Nawet jeśli pojmować je jako quasi-rzeczowe prawo podmiotowe, to brak im cechy bezpośredniości władz- twa uprawnionego. Nie konstytuują żadnej pozytywnej i fizycznej sfery władz- twa, z którego wynikałaby autonomia ekonomiczna twórcy. Przeciwnie, przy- znają raczej uprawnienie do ingerencji w cudzy, legalnie nabyty majątek i na- kładanie na użytkowników egzemplarzy ograniczeń dotyczących sposobów eksploatacji tych rzeczy. Copyright jest także prawem czasowym, podczas gdy własność powszechnie kojarzona jest jako tytuł bezterminowy, wieczny. Co więcej, niematerialny charakter utworu sprawia, że uprawniony nie ma moż- liwości fizycznego wyłączenia nieuprawnionych z konsumpcji. Prawo autor- skie może więc zaistnieć wyłącznie w warunkach organizacji politycznej, która posługując się aparatem przymusu, wymusi na podmiotach zobowiązanych przestrzeganie zakazu wykorzystywania powszechnie dostępnych abstraktów. To właśnie w tym kontekście skonfrontowane z realiami społeczeństwa infor- 8 Wprowadzenie macyjnego prawo własności intelektualnej Alexandra George określiła mianem „historycznego artefaktu, za którym stoją wyłącznie naciski polityczne”26. Zakreślone różnice wynikają przede wszystkim z odmiennej natury przed- miotów prawa autorskiego i własności. Prywatyzacja dóbr materialnych, jak się wydaje, jest, co do zasady, konieczna dla podtrzymania fizycznej egzysten- cji człowieka. Pozbawiony tej instytucji komunizm musi prowadzić do per- manentnego konfliktu o przedmioty oraz zjawiska tzw. tragedii wspólnych zasobów (inaczej: „tragedia wspólnego pastwiska”, ang. tragedy of the com- mons)27. Prywatyzowane rzeczy charakteryzują się bowiem rzadkością (jest ich skończona liczba), rywalizacyjnością (wykorzystywanie dobra Z przez osobę X uniemożliwia jednoczesne wykorzystywanie go przez osobę Y) i wykluczal- nością (istnieje możliwość wykluczenia osoby Y z konsumpcji dobra Z przez dokonującą apropriacji osobę X). Wyłączne prawa eksploatacji obiektów real- nych jawią się zatem jako niezbędne dla wykorzystania ich zgodnie z natural- nym przeznaczeniem. Powyższych racji nie sposób jednak odnieść do wytworów intelektu. Usta- lone i zakomunikowane nie są one już same z siebie wykluczalne. Autor wy- głoszonego odczytu nie jest przecież w stanie kontrolować jego percypowania, pojmowania, zapamiętywania i dalszego rozpowszechniania przez słuchaczy. Przedmioty abstrakcyjne nie są także rywalizacyjne. W odróżnieniu od jabłka, przepis na szarlotkę może być jednocześnie wykorzystywany przez nieskoń- czenie wiele gospodyń i gospodarzy domowych. Wytwory intelektu nie są rów- nież rzadkie – nie zużywają się, nie mogą być skonsumowane. W konsekwen- cji z ekonomicznego punktu widzenia stanowią dobra publiczne albo wolne. To znacząco utrudnia zaś racjonalizację własnościowego paradygmatu współ- czesnego prawa autorskiego. W przypadku korzystania ze światła latarni mor- skiej (klasyczny przykład dobra publicznego28) przez banderę, która nie do- kłada się do kosztów utrzymania obiektu, nie mówimy przecież o „kradzieży”. Nie oznacza to oczywiście, że produkcja przedmiotów idealnych odbywa się bez ponoszenia wydatków. Autorzy, jak każdy z nas, potrzebują środków do życia, poświęcają swój czas i zużywają podczas pracy materiały i narzędzia. Po- nieważ dyseminacja dóbr intelektualnych odbywa się przy relatywnie niskich nakładach i w sposób niekontrolowany przez „pierwszego posiadacza”, a jed- 26 A. George, Constructing Intellectual Property, New York 2012, s. 21. 27 G. Hardin, The Tragedy of the Commons, Science 1968, t. 62, Nr 3859, s. 1243–1248. 28 Por. R.H. Coase, The Lighthouse in Economics, The Journal of Law Economics 1974, t. 17, Nr 2, s. 357–376. 9 Wprowadzenie nocześnie eksploatacja twórczości może być udziałem dowolnej liczby konsu- mentów bez obawy o wyczerpanie, należy jednak zastanowić się nad sensow- nością reifikacji dzieła. Wydaje się więc, że ideologiczne, a być może także technicznoprawne, zrównywanie własności i prawa autorskiego nierzadko następuje zbyt bez- refleksyjnie. Niezależenie od tego, czy wynika to z utrwalonych konwencji terminologicznych czy błędu hipostazy, problem relacji pomiędzy prawem autorskim a własnością, zwłaszcza w kontekście legitymizacji tych pierwszych, wymaga naświetlenia. Jurydyzując twórczość, nie wolno bowiem zapominać, że najważniejszą cechą ontologizowanego dzieła jest jego niematerialna istota. Są to obiekty idealne, czy też abstrakty, które realnie nie istnieją. Znajdują się wyłącznie w sferze ludzkich wyobrażeń i chociaż pod wpływem autory- tetu czy norm społecznych wykorzystywanie ich bywa regulowane, to obiek- tywnie nie sposób nawet stwierdzić wszystkich cech poszczególnych utworów. Implikuje to szereg problemów, związanych z zamazywaniem granic pomię- dzy (co do zasady, niechronioną) ideą a (stanowiącą przedmiot prawa wyłącz- nego) formą dzieła czy właściwym określeniem i interpretacją ustawowych przesłanek ochrony (w odróżnieniu od porządków anglosaskich, w Polsce jest to np. ustalenie utworu w jakiejkolwiek postaci). Dlaczego zatem wtargnięcie w monopol autorski bywa czasem potępiane tak, jak wkroczenie w rzeczową sferę prywatności? Sugerując się koncep- cją własnościową i językiem prawa autorskiego, człowiek wyrobił sobie na- wyk pojmowania twórczości tak, jak realnie istniejących obiektów, niekiedy wręcz na równi z rzeczami. Bywa więc, że niektórzy kojarzą naruszenie praw autorskich z zaborem przedmiotów fizycznych i posługują się mało fortunnym sformułowaniem „kradzieży” własności intelektualnej29. Przyznając twórcom prawa wyłączne zapomnieliśmy, zdaje się, że własność stanowić może w tym przypadku co najwyżej użyteczną metaforę i wzór dla konstrukcji normatyw- nej, a ciągłość pomiędzy sferą idealną a światem rzeczywistym po prostu nie zachodzi30. Nie sposób przecież ukraść utworu, jako że wykorzystywanie go nie pozbawia uprawnionego możliwości równoległej eksploatacji. O hipostazę 29 Tak np. K. Wigura, J. Kuisz, Skąd się bierze kradzież lub akceptacja kradzieży własności intelektualnej, Etyka 2004, Nr 37, s. 195–214. 30 W tym kontekście za przykład skrajnej niefrasobliwości może służyć stwierdzenie, które odnajdujemy w jednym z popularnych amerykańskich podręczników: „teorie, które są wykorzy- stywane do walidacji prawa własności dóbr materialnych można bez większych trudności apliko- wać do problemu własności idei” (G.S. Alexander, E.M. Peñalver, An Introduction to Property Theory, Cambridge–New York 2012, s. 183). 10 Wprowadzenie jednak tym łatwiej, iż, jak wspominałem, dobra niematerialne mogą zostać skomercjalizowane, przynosząc swoim „posiadaczom” wielkie zyski. Co więcej, koncepcje własnościowe, wysuwane tak na płaszczyźnie dogma- tycznej, jak i w dziedzinie filozofii lub ekonomicznej analizy prawa, często bywają wykorzystywane w sposób instrumentalny przez grupy interesu celu- jące w zabezpieczenie własnych interesów. Posługują się one wówczas argu- mentami zwolenników propertarianizacji twórczości, by uzasadnić poszerze- nie zakresu bądź wzmocnienie ochrony prawa autorskiego. Osobami wcho- dzącymi w skład tych grup są oczywiście także twórcy, ale przede wszystkim są to świetnie zorganizowane podmioty działające w przemyśle kreatywnym – wielkie korporacje wydawnicze, producenci oprogramowania, studia filmowe, czy producenci muzyczni. Lobbując za wydłużeniem okresu ochrony czy za- ostrzeniem penalizacji naruszeń, często odwołują się przy tym do retoryki proautorskiej (potrzeby zapewnienia artystom godnych warunków bytowych), podczas gdy beneficjentami zmian w prawie są głównie one same31. Twórcy na ogół bardzo wcześnie w łańcuchu procesu wydawniczego przekazują bo- wiem prawa majątkowe do dzieł i nie czerpią dodatkowych korzyści ze wzmoc- nienia reżimu ochrony. Na zarzut cynizmu narażają się także rządy, które po- przez akty prawa traktatowego i działalność regulacyjną organizacji między- narodowych dążą do uzyskania przewagi i utrwalenia dominacji gospodarczej i politycznej państw-eksporterów twórczości (tzw. Północy) nad jej importe- rami (tzw. Południa). Już choćby w tych aspektach widoczne jest „polityczne uwikłanie” omawianego zagadnienia. Być może temat prywatyzacji dóbr niematerialnych można by w tym miej- scu uznać za wyczerpany i nie kontynuować rozważań nad aksjologicznymi fundamentami prawa autorskiego, gdyby nie konflikty, jakie wywołuje ta in- stytucja. Trudno nie dostrzec, że napotykamy obecnie dwie przeciwstawne so- bie tendencje. Z jednej strony, społeczeństwo informacyjne operuje danymi na niespotykaną dotychczas skalę – cywilizacja XXI w. jest wciąż głodna kolej- nych komunikatów (wiadomości, utworów etc.), a dynamikę tego zjawiska po- 31 Modelowanie zakresu prawa autorskiego czy długości ochrony ma zatem niebagatelne znaczenie dla kierunku przepływu i wolumenu środków, którymi obraca się w gospodarce. Przy- kładowo uniwersalne zniesienie ochrony programów komputerowych sprawiłoby, że więcej pod- miotów mogłoby świadczyć usługi związane z ich serwisem (przez co likwidacji uległby mono- pol producenta i podmiotów licencjonowanych), a skrócenie czasu trwania praw do dzieł lite- rackich pozwoliłoby na rozpowszechnianie tekstów, których publikacja wstrzymywana jest dziś ze względu na niepewność, czy mamy do czynienia z twórczością zależną czy inspirowaną i ryzyko kosztownych procesów. 11 Wprowadzenie tęguje bezprecedensowy postęp technologiczny. Swoboda wymiany informacji i szeroki dostęp do bogatej domeny publicznej wydaje się w tej sytuacji czymś oczywistym – zarówno oczekiwanym, jak i leżącym w interesie społeczeństwa. Z drugiej strony, opisywane już potężne grupy interesów starają się o zwrot poczynionych inwestycji i zabezpieczenie wpływów finansowych. Dość przy- pomnieć fiasko projektu Google Books w jego pierwotnym kształcie, który miał umożliwić ludzkości dostęp do zasobów bibliotecznych całego świata32. Ochroną prawa autorskiego obejmowane są nie tylko nowe pola eksploatacji, ale także kategorie przedmiotów, które dotychczas wydawały się wolne, czyli krążyły bez ograniczeń pomiędzy uczestnikami kultury. Płaszczyzna prawa autorskiego, czy szerzej: prawa własności intelektualnej, jest polem swoistej gry interesów, toczącej się pomiędzy twórcami, korporacjami (producentami, wytwórniami, dystrybutorami) oraz publicznością, a każda z tych stron dzieli się na osobne grupy, argumentujące za najkorzystniejszymi dla siebie rozwią- zaniami33. Ten stan rzeczy rodzi antagonizmy na co najmniej trzech płaszczyznach: materialnej, przepływu informacji i wolności słowa. Poszerzanie zakresu autorskich praw majątkowych, których przedmiot z natury rzeczy nie ma prze- cież granic, sprawia, że własność intelektualna wyprzedza w hierarchii praw podmiotowych własność sensu proprio. Jak wspominałem, prowadzi to do co- raz znaczniejszego ograniczenia autonomii i prywatności legalnych posiada- czy corpora mechanica. Po drugie, chociaż idee (a więc treść utworów), odkry- cia, procedury czy metody są powszechnie wyłączone spod ochrony, ustano- wienie wyłącznych tytułów do bardzo szerokiej gamy dóbr niematerialnych stanowi istotne ograniczenie przepływu informacji. Dyseminacja utworu wol- nego (np. znajdującego się w domenie publicznej) jest przecież z założenia pełniejsza, niż rozpowszechnianego przez wydawcę w zamian za uiszczenie (często wysokiej) opłaty. Po trzecie, istotą majątkowych praw autorskich jest przyznanie podmiotowi uprawnionemu dyskrecjonalnej władzy decydowania o rozpowszechnianiu, a także dalszym utrwalaniu, zwielokrotnianiu i wpro- wadzaniu dzieła do obrotu. Ergo osoby trzecie nie mogą swobodnie kopio- wać i rozpowszechniać już upublicznionego utworu, chyba że upłynął okres ochrony. Nie mogą też korzystać i rozporządzać samodzielnie przygotowa- 32 Zob. Google Books Library Project, https://books.google.com/googlebooks/library/inde- x.html, 20.5.2017 r. 33 Szerzej nt. ujęcia problemu prawa autorskiego jako gry interesów m.in.: K.E. Himma, The Justification of Intellectual Property Rights. Contemporary Philosophical Disputes, Journal of the American Society for Information Science and Technology 2008, t. 59, Nr 7, s. 1156 i n. 12 Wprowadzenie nym dziełem zależnym (np. adaptacją powieści na potrzeby scenariusza filmo- wego). W pewien sposób mamy tu więc do czynienia z „miękką” formą ograni- czenia wolności słowa i swobody twórczości (tzw. chilling effect), a spostrzeże- nie to zdaje się tylko potwierdzać rodowód anglosaskiego copyright, służącego początkowo władzy do zaprowadzenia cenzury politycznej. Stąd też ekspansja prawa autorskiego nie znajduje przeważnie akceptacji społecznej34. Przeciwnie, obserwujemy raczej postępujący proces upowszech- niania się przyzwolenia na naruszanie tytułów do dzieł35 oraz słyszymy postu- laty zapewnienia pełniejszego dostępu do kultury oraz swobodnej działalno- ści twórczej36. Obserwowane kilka lat temu w Polsce masowe demonstracje przeciw umowie ACTA37 czy kampania protestacyjna wobec ustawy SOPA38 w Stanach Zjednoczonych zdają się tę tendencję tylko potwierdzać. Properta- rianizacja sztuki i nauki, obrót bazami danych i związane z nim pozyskiwa- nie informacji o osobach fizycznych na masową skalę, limitowanie wolności słowa – wszystkie te zjawiska są, zdaniem krytyków prawa autorskiego, zagro- żeniem dla społeczeństwa obywatelskiego bądź statusu jednostki39. Wielu ad- herentów znajdują zatem ruchy wolnej kultury i otwartego oprogramowania promowane m.in. przez Lawrence’a Lessiga40 (który jednak nie domaga się cał- kowitego zniesienia prawa autorskiego) czy Richarda Stallmana41 oraz szeroko pojęta ideologia copyleft42. W Europie na popularności zyskują zaś zaangażo- wane politycznie „partie piratów”, a gdzieniegdzie powstają nawet (na zasa- 34 Zastanawiać można się wręcz, czy znajdowało ją kiedykolwiek. Jak pisał Adrian Johns, „bez piractwa nie byłoby Oświecenia” (A. Johns, Piracy. The Intellectual Property Wars from Gutenberg to Gates, Chicago–London 2009, s. 50). 35 Zgodnie z raportem „Piractwo w Internecie – straty dla kultury i gospodarki” co drugi pol- ski użytkownik Internetu w wieku od 15. do 75. roku życia korzysta z nielegalnie opublikowanych treści (Piractwo w Internecie – straty dla kultury i gospodarki, Deloitte, Warszawa 2017, s. 11). 36 Np. Pracownia Otwarta Kultura, projekt Wolne Lektury, Koalicja Otwartej Edukacji, Cre- ative Commons Polska – by wymienić tylko rodzime inicjatywy. 37 Anti-Counterfeiting Trade Agreement, pol. Umowa handlowa dotycząca zwalczania ob- rotu towarami podrabianymi. 38 Stop Online Piracy Act (H.R. 3261, 2011). 39 Nt. zob. m.in. D. Clark, How Copyright Became Controversial, [w:] A. Thierer, W. Crews (red.), Copy Fights. The Future of Intellectual Property in the Information Age, Wa- shington 2002, s. 147–161; K. Grzybczyk, Twórczość internautów..., s. 12 i n. 40 L. Lessig, Wolna kultura, passim. 41 R. Stallman, Prawo do czytania, http://www.gnu.org/philosophy/right-to-read.html, 20.4.2017 r.; idem, Copyleft: Pragmatyczny idealizm, http://www.gnu.org/philosophy/prag- matic.html, 21.4.2017 r.; idem, Manifest GNU, https://www.gnu.org/gnu/manifesto.pl.html, 12.6.2017 r.; idem, Free Software, Free Society, Free Software Foundation, Boston 2010, passim. 42 Copyleft, Prawo Kultury, http://prawokultury.pl/publikacje/copyleft/, 2.7.2017 r. 13 Wprowadzenie dzie parody-religion) związki religijne oddane idei współdzielenia plików w In- ternecie43. Linia obrony nie musi tu być jednak wyznaczana przez interes pu- bliczny albo wartości demokracji partycypacyjnej, równości i solidaryzmu, czy krytykę komercjalizacji twórczości i nauki44, ale równie dobrze opierać może się na poszanowaniu praw jednostkowych i własności sensu proprio. Paradoksalnie, utrata walidacji społecznej przez prawo autorskie skłania ustawodawców do kryminalizacji coraz szerszego kręgu czynów oraz do ich coraz dalej idącej penalizacji. Przykładowo utrwalanie lub zwielokrotnianie cu- dzego utworu w wersji oryginalnej lub w postaci opracowania podlega grzyw- nie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch, a forma kwalifikowana tego przestępstwa zagrożona jest nawet karą pozbawie- nia wolności do lat trzech45. Sankcja ta wydaje się niezwykle dotkliwa, zwłasz- cza jeśli wziąć pod uwagę, że dotyczy zachowań względem dóbr, które same z siebie mają charakter abstrakcyjny – istnieją w ludzkiej wyobraźni i mogą swobodnie krążyć w społeczeństwie, będąc wykorzystywanymi przez miliony. Tymczasem prawodawca karze naruszenia wyłącznych praw do utworów po- dobnie jak nieumyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu46, mo- lestowanie seksualne47, czy bezprawne przeprowadzenie aborcji48. Ponadto sprawca odpowiada niezależnie od rodzaju winy, za samą bezprawność na- ruszenia monopolu autorskiego – a oprócz bezpośredniego sprawstwa moż- liwe są tu także formy pośrednie, choćby pomocnictwo (np. w związku z prze- chowywaniem utworów na serwerach internetowych). W lokalach, w których działalność prowadzą „piraci” organizowane są przeszukania, a sprawcy za- trzymywani są przez uzbrojonych funkcjonariuszy. Ich jedyną przewiną jest najczęściej samowolne zapisywanie na nośnikach ustalonego i rozpowszech- nionego przez osoby trzecie zespołu określonych idei. 43 Mam tu na myśli zarejestrowany w Szwecji Kościół Kopizmu (szwed. Missionerande Ko- pimistsamfundet). Zob. Kopimistsamfundet, http://kopimistsamfundet.se, 1.8.2017 r. 44 Nt. tzw. socjalizmu informacyjnego zob. M. Sunder, From Goods to a Good Life. Intellectual Property and Global Justice, New Haven–London 2012, passim; D.J. Halbert, Resisting Intellectual Property, London–New York 2005, passim; M.C. Nussbaum, Nie dla zysku. Dlaczego demokracja potrzebuje humanistów, tłum. Ł. Pawłowski, Warszawa 2016, passim; B. Martin, Information Li- beration, Freedom Press, London 1998, passim; R.A. Spinello, M. Bottis, A Defense of Intellectual Property Rights, Cheltenham–Northampton 2009, s. 4 i n., 114 i n. 45 Art. 117 PrAut. 46 Art. 156 § 2 KK. 47 Art. 199 § 1 KK. 48 Art. 152 § 1 KK. 14 Wprowadzenie Wobec tego dostrzegamy dwie antagonistyczne siły: grupy interesów ce- lujące w zaostrzenie reżimu ochrony i zwiększenie wpływów wynikających z wyłączności autorskich praw majątkowych49 oraz społeczeństwo dążące do jak najszerszego dostępu do twórczości i swobody jej wykorzystywania w ra- mach user-generated content50. Dozwolony użytek prywatny i publiczny, a na- wet licencje przymusowe tylko pozornie stanowią w tym konflikcie wentyl bezpieczeństwa, jako że kompromis pomiędzy dobrem podmiotów uprawnio- nych a pozostałych obywateli jest stale naruszany i kwestionowany poprzez poszerzanie zakresu prawa autorskiego oraz liberalizację wykładni przesłanek ochrony. Dziś spór ten wydaje się rozgorzały jak nigdy dotychczas, a potrzeba jego rozwiązania – paląca. Zadanie to wydaje się jednak trudne do wykonania, jako że obie strony powołują się na racje, które prima facie wydają się poparte silnymi argumentami. Pod rozwagę warto bowiem wziąć zarówno potrzebę zabezpieczenia interesów majątkowych autorów oraz przedsiębiorców organi- zujących swój biznes wokół twórczości, jak i konsumentów oraz pozostałych uczestników rynku, zainteresowanych równą konkurencją, swobodą działal- ności gospodarczej oraz dyseminacją twórczości. Rozpoznając kolizję racji, ortodoksyjne szkoły ekonomii politycznej oraz konsekwencjalistyczne teorie etyki normatywnej głoszą potrzebę „wyważania” interesów poszczególnych grup w celu zapewnienia: autorom – zachęty do tworzenia i odpłaty za wkład w rozwój kultury, a społeczeństwu – dostępu do twórczości przy jednoczesnym zachowaniu systemowej efektywności. Być może, zamiast przerzucać się argumentami o charakterze instrumentalnym oraz stale rewidowanymi wynikami badań empirycznych, należy jednak zadać sobie pytania: czy majątkowe prawa autorskie rzeczywiście są prawem własno- 49 Wystarczy uzmysłowić sobie, jak potężnym narzędziem w biznesie (profilowanie klien- tów, umożliwiająca dostosowanie oferty handlowej), a coraz częściej także polityce (segmentacja wyborców umożliwiająca modelowanie programu politycznego, a w skrajnych przypadkach ma- nipulację opinią publiczną) jest tzw. big data (gromadzenie i analizowanie danych na masową skalę), albo zwrócić uwagę na konsekwencje ekonomiczne faktycznego oligopolu producentów systemów operacyjnych, by pojąć, że eksploatacja wytworów intelektu zapewnia dziś wpływy, czy wręcz władzę, nie mniejszą od tej, które kilkaset lat temu gwarantowały arystokracji przywileje ekonomiczne i posiadłości ziemskie. W literaturze o zabarwieniu lewicowym spotkać można pe- joratywne sformułowanie „kapitalizm komunikacyjny” (M. Wilkowski, Historia wynagradzania twórczości, Warszawa 2015, s. 92). 50 Ze względu na związek pomiędzy postępem technologicznym a przemianami pokole- niowymi (oraz tendencję do używania nowych, cyfrowych środków komunikacji przez młod- szych konsumentów) napięcie pomiędzy grupami interesów bywa niekiedy postrzegane także jako konflikt pokoleń [tak np. J.P. Barlow, Intellectual Property, Information Age, [w:] A. Thierer, W. Crews (red.), Copy Fights, s. 38]. 15
<a href="http://cyfroteka.pl/ebooki/Propertarianistyczne_teorie_prawa_autorskiego-ebookRO/p1043896i1172921" target="_blank" title="Propertarianistyczne teorie prawa autorskiego [Cezary Błaszczyk] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE" > <img src="http://cyfroteka.pl/images/BRD.png" style="border:none;background:none transparent;box-shadow:none;-webkit-box-shadow:none;-webkit-border-radius:0;border-radius:0;" alt="Propertarianistyczne teorie prawa autorskiego [Cezary Błaszczyk] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE"/></a>