Source: http://prawo.vagla.pl/node/8028
Timestamp: 2020-06-07 09:08:34
Legal References Found: art. 3
 art. 10
 art. 10
 art. 3
 art. 3
 art. 3
 art. 3
 art. 3
 art. 3
 art. 1
 art. 40
 art. 111

Document Content:
Wydłużenie czasu ochrony do 95 lat - na konsultacje społeczne w Polsce: 5 dni | prawo | VaGla.pl Prawo i Internet
Pt, 2008-08-01 22:45 by VaGla
Tym razem chodzi o to, że 28 lipca 2008 r. Sekretariat Generalny Rady UE przekazał Polsce dokument zawierający Wniosek dotyczący dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady zmieniającej dyrektywę 2006/116/EC Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie czasu ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych. W notatce na stronie Ministerstwa Kultury (opublikowanej tam dziś) nie ma o tym słowa (powtórzono jedynie ze wstępu uzasadnienia "poprawę socjalnej sytuacji artystów wykonawców"), ale w istocie ta poprawa polega na wydłużeniu czasu ochrony dla artystów wykonawców oraz producentów fonogramów z 50 do 95 lat. To dalszy ciąg wątku opisanego w tekście Gdzie są wilcze zęby czyli "dlaczego ochrona przysługuje im tak krótko?" Termin zakończenia konsultacji ministerstwo wyznaczyło na 6 sierpnia, czyli za 5 dni (a w tym jest weekend).
Notatka KONSULTACJE W SPRAWIE WNIOSKU DOTYCZĄCEGO DYREKTYWY PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY ZMIENIAJĄCEJ DYREKTYWĘ 2006/116/EC PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY W SPRAWIE CZASU OCHRONY PRAWA AUTORSKIEGO I NIEKTÓRYCH PRAW POKREWNYCH linkuje do angielskiej wersji Proposal for amending Directive oraz do polskiej wersji: Propozycje zmian dyrektywy 2006 116 EC. W przywołanych dokumentach znajduje się w pierwszej kolejności uzasadnienie. Pierwszy akapit tego uzasadnienia brzmi: "Wniosek zmierza do poprawy socjalnej sytuacji artystów wykonawców, a w szczególności muzyków sesyjnych, uwzględniając fakt, że artyści wykonawcy coraz częściej żyją dłużej niż istniejący 50-letni okres ochrony ich wykonań". Potem jest dużo tekstu, który jednak warto przeczytać w całości, a tu przywołam jedynie treść propozycji nowelizacji dyrektywy (pomijając dość istotną część, tj. preambułę):
W dyrektywie 2006/116/WE wprowadza się następujące zmiany:
–	(1)	Artykuł 3 ust. 1 zdanie drugie otrzymuje brzmienie:
–	(2)	W art. 3 ust. 2 w zdaniu drugim i trzecim słowo „pięćdziesięciu” zastępuje się słowami „dziewięćdziesięciu pięciu”
–	(3)	W art. 10 wprowadza się ust. 5 w brzmieniu:
„5.	Artykuł 3 ust. 1 i 2 w wersji zmienionej przez dyrektywę [// insert: Nr. of the amending directive] stosuje się w dalszym ciągu tylko do utrwaleń wykonań i fonogramów, w odniesieniu do których artysta wykonawca i producent fonogramu nadal posiadają prawo do ochrony na postawie tych przepisów w dniu [insert date before which Member States are to transpose the amending directive, as mentioned in Article 2 below].”
–	(4)	Wprowadza się art. 10a w brzmieniu:
Środki przejściowe dotyczące transpozycji dyrektywy [// insert: Nr. of the amending directive]
1.	W przypadku braku wyraźnego odmiennego wskazania, umowa zawarta przed dniem [insert date before which Member States are to transpose the amending directive, as mentioned in Article 2 below], na podstawie której artysta wykonawca przeniósł albo powierzył swoje prawa do utrwalenia wykonania producentowi fonogramu (zwana dalej: „umową o przeniesienie lub powierzenie”), wywołuje nadal skutki poza moment, w którym na podstawie art. 3 ust. 1 i 2 w wersji sprzed zmiany wprowadzonej przez dyrektywę [// insert: Nr. of this amending directive] artysta wykonawca i producent fonogramu nie byliby już chronieni w odniesieniu do, odpowiednio, utrwalenia wykonania i fonogramu.
2.	Ustępy 3 do 6 niniejszego artykułu stosuje się do umów przeniesienia lub powierzenia, które nadal wywołują skutki poza moment, w którym na podstawie art. 3 ust. 1 i 2 w wersji sprzed zmiany wprowadzonej przez dyrektywę [// insert: Nr. of this amending directive]/WE artysta wykonawca i producent fonogramu nie byliby już chronieni w odniesieniu do, odpowiednio, utrwalenia wykonania i fonogramu.
3.	W przypadku, w którym umowa o przeniesienie lub powierzenie przyznaje artyście wykonawcy prawo do jednorazowego wynagrodzenia, artysta wykonawca ma prawo uzyskania corocznego dodatkowego wynagrodzenia od producenta fonogramu za każdy pełny rok, w którym na podstawie art. 3 ust. 1 i 2 w wersji sprzed zmiany wprowadzonej przez dyrektywę [// insert: Nr. of this amending directive]/WE artysta wykonawca i producent fonogramu nie byliby już chronieni w odniesieniu do, odpowiednio, utrwalenia wykonania i fonogramu.
4.	Całkowita kwota przeznaczona przez producenta fonogramu na płatności dodatkowego wynagrodzenia, o którym mowa w ust. 3, odpowiada co najmniej 20 procentom przychodów uzyskanych przez niego w roku poprzedzającym rok, za który wypłaca się wspomniane wynagrodzenie, ze zwielokrotniania, rozpowszechniania i udostępniania tych fonogramów, w odniesieniu do których na podstawie art. 3 ust. 1 i 2 w brzmieniu sprzed zmiany wprowadzonej przez dyrektywę [// insert: Nr. of this amending directive]/WE artysta wykonawca i producent fonogramu nie byliby już chronieni w dniu 31 grudnia tego roku.
5.	Państwa członkowskie mogą ustalić, czy i w jakim zakresie można wprowadzić obowiązek zarządzania przez organizacje zbiorowego zarządzania prawem do uzyskania corocznego dodatkowego wynagrodzenia, o którym mowa w ust. 3.
6.	Jeżeli po dacie, w której na podstawie art. 3 ust. 1 i 2 w wersji sprzed zmiany wprowadzonej przez dyrektywę [// insert: Nr. of this amending directive]/WE artyście wykonawcy i producentowi fonogramu nie przysługiwałaby już ochrona w odniesieniu do, odpowiednio, utrwalenia wykonania i fonogramu, producent fonogramu przestaje oferować na sprzedaż wystarczającą ilość egzemplarzy fonogramu albo nie udostępnia ich publicznie drogą przewodową lub bezprzewodową w taki sposób, że członkowie społeczeństwa mają do nich dostęp w indywidualnie wybranym przez nich miejscu i czasie, artysta wykonawca może rozwiązać umowę o przeniesienie lub powierzenie. Jeżeli fonogram zawiera utrwalenie wykonań kilku artystów wykonawców, mogą oni rozwiązać ich umowy o przeniesienie lub powierzenie tylko wspólnie. Jeżeli umowa o przeniesienie lub powierzenie jest rozwiązana zgodnie ze zdaniem pierwszym albo drugim, prawa producenta fonogramu do fonogramu wygasają.
Jeżeli po upływie roku od daty, w której na podstawie art. 3 ust. 1 i 2 w wersji sprzed zmiany wprowadzonej przez dyrektywę [// insert: Nr. of this amending directive]/WE artyście wykonawcy i producentowi fonogramu nie przysługiwałaby już ochrona w odniesieniu do, odpowiednio, utrwalenia wykonania i fonogramu, fonogram nie jest udostępniony publicznie drogą przewodową lub bezprzewodową w taki sposób, że członkowie społeczeństwa mają do niego dostęp w indywidualnie wybranym przez nich miejscu i czasie, prawa producenta fonogramu do fonogramu i prawa artystów wykonawców w odniesieniu do utrwalenia ich wykonań wygasają. ”
–	(5)	Wprowadza się art. 1 ust. 7 w brzmieniu:
„Czas ochrony kompozycji muzycznej ze słowami wygasa po 70 latach licząc od dnia śmierci ostatniej spośród niżej wymienionych osób, bez względu na to, czy zostały uznane za współautorów: autora tekstu i kompozytora muzyki.”
1.	Państwa członkowskie przyjmą i opublikują, najpóźniej do dnia […] r., przepisy ustawowe, wykonawcze i administracyjne niezbędne do wykonania niniejszej dyrektywy. Państwa członkowskie niezwłocznie przekażą Komisji tekst tych przepisów oraz tabelę korelacji pomiędzy tymi przepisami a niniejszą dyrektywą.
2.	Państwa członkowskie przekażą Komisji teksty podstawowych przepisów prawa krajowego przyjętych w dziedzinie objętej niniejszą dyrektywą.
Na stronach Ministerstwa znalazło się ogłoszenie:
Ze względu na istotne znaczenie dokumentu m.in. dla między innymi na artystów wykonawców, przemysłu nagraniowego, organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i pokrewnymi, wydawców muzycznych, sektora telekomunikacyjnego oraz innych podmiotów Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zwraca się z uprzejmą prośbą o przesyłanie do Departamentu Prawno-Legislacyjnego na adres elektroniczny: amisiewicz@mkidn.gov.pl wszelkich uwag i komentarzy na powyższy temat. Będą one szczególnie pomocne przy formułowaniu stanowiska Polski w stosunku do Wniosku.
W innym miejscu serwisu MK: "Mając na uwadze terminy wskazane przez Radę UE termin zakończenia konsultacji jest przewidziany na 6 sierpnia 2008 r."
(prawie) pełna relacja z tego wystąpienia przy tekście Po konferencji CC: Prezentacja stanowisk organizacji zbiorowego zarządzania
« Nie wiem jak było, ale wyłączyli anime.com.pl | Kamera wymierzona w drzwi mieszkania »
Tanio kupione?
Pt, 2008-08-01 23:24 by Tomasz Rychlicki
Podkreślam, że merytorycznym mój komentarz nie jest. Jest głosem lekko zgorzkniałego prawnika, który widzi jak stanowione jest prawo w demokratycznym państwie prawa i w "organizacji", która bardzo chciałaby być demokratyczną, ale jej to nie wychodzi od momentu powstania. Przypominam sobie m.in. o ignorowaniu głosów przy debacie nad pewnym projektem pewnej dyrektywy oraz kilka równie spektakularnych zdarzeń.
Co to u diaska znaczy: "Ze
So, 2008-08-02 01:33 by incognitus (niezweryfikowany)
Co to u diaska znaczy: "Ze względu na istotne znaczenie dokumentu m.in. dla między innymi na artystów(...)"?
Jeśli człowiek skończy karierę nagrywając w wieku 25 lat ostatni utwór, to do 75. roku życia ma zapewnione tantiemy, a i później może przecież wydawać itepe, a w "międzyczasie" może sobie odłożyć na emeryturę, prawda?
Jak Bach, Mocart, Sztrausowie czy Brams komponowali swoje dzieła to prawa autorskiego prawie nie było.
Wiadomo doskonale, że
So, 2008-08-02 02:21 by maniak713
Wiadomo doskonale, że beneficjentami będą właściciele odpowiednich praw majątkowych - a te muzycy często sprzedawali wydawcom, nierzadko też bywali etatowymi pracownikami i podlegają pod "works for hire". Bo mowa o "muzykach sesyjnych", czyli zespołach robiących tło muzyczne np do nagrań znanych wokalistów.
Że przy okazji jakieś znikome korzyści uzyska paru niezależnych to kwestia mało istotna.
Przy czym korzyści z takiego przedłużenia są raczej iluzoryczne, bo poza bardzo nielicznymi wyjątkami, utwory sprzed kilkudziesięciu lat generalnie nie pojawiają się w sprzedaży i nie są w modzie - więc zysk znikomy.
I tradycyjnie już, ostrzeżenie z przeszłości.
Artysta głodny...
So, 2008-08-02 22:49 by percy
Warto też zauważyć, że większość z tych artystów nie dlatego tyle wiekopomnych dzieł stworzyła, że pławili się w dobrobycie. Można to podsumować: Artysta płodny to artysta głodny.
Że to nie po ludzku? No to mamy coraz bardziej "po ludzku", i nasza epoka coraz więcej zostawia dzieł, których znaczenie kończy się po dwóch tygodniach promocji w mediach. Jeśli natomiast zostawi coś wartościowego, może okazać się, że będzie to niedostępne/zostanie zapomniane z racji wydłużenia do 195 lat ochrony po śmierci artysty.
95 lat? mało, mało...
Pn, 2008-08-04 14:29 by Maciej_Szmit
- po pierwsze nie jest prawdą, że głodny artysta to artysta efektywny - vide smutny koniec twórczości przymierającego głodem Mickiewicza. Kiedy trzeba chałturzyć na lewo i prawo (na przykład jako wykładowca albo muzyk na weselach) to i twórczość na tym cierpi
- po wtóre oczywiście spadkobiercy twórcy powinni móc czerpać zyski z jego dzieł, podobnie jak spadkobiercy kamienicznika czerpią czynsze z jego kamienicy a spadkobiercy spekulanta - zyski z odziedziczonych akcji. Kwestią dyskusyjną może być czas. Na pewno prawa nie powinny wygasać zaraz po śmierci twórcy bo w ten sposób fakt wykonania jakiegoś dużego dzieła mógłby pozostać bez zapłaty (np Iksiński skomponował dla Igrekowskiego operę, przekazał mu nuty i na godzinę przed wypłatą umarł; w oczywisty sposób opera nie może stać się natychmiast dobrem niczyim - ani Igrekowski nie może mieć ustawowego obowiązku rozpowszechnienia przekazanych mu wczoraj nut, ani rodzina Iksińskiego nie może być pozbawiona zapłaty, którą Iksiński zainkasowałby gdyby pożył godzinę dłużej)
- po trzecie problemem jest sprzedaż praw autorskich (bo tego życzą sobie najczęściej od autora wydawnictwa - cos o tym wiem, mam w dorobku pięć książek i kolejną w druku...). To bije niestety w autorów (w szczególności w tych którzy nie mają na tyle silnego nazwiska, żeby targować się z producentem). IMHO należałoby się zastanowić raczej nad ograniczeniem zbywania autorskich praw majątkowych (np żeby 20% przymusowo pozostawało u autora), bo w chwili obecnej mamy do czynienia z oczywistym interesem wydawców (i rozmaitych instytucji "chroniących") a nie rzeczywistych twórców...
95 lat to kilka pokoleń
Pn, 2008-08-04 15:20 by percy
Teoria o stymulującym działaniu względnego niedostatku nie jest najistotniejsza z punktu widzenia tego serwisu, jakkolwiek pozwolę sobie na dygresję, że gdyby Mickiewicz opływał przez całe życie w dostatki (w szczególności nie tylko finansowe), zapewne nawet jego wcześniejszej twórczości nie mielibyśmy okazji docenić. Per aspera ad astra.
A co do meritum: porównanie z kamienicznikiem lub graczem giełdowym nie wydaje się właściwe. To tak jakby spadkobiercy któregoś z nich pobierali pożytki ze sposobu, w jaki kamienicznik lub gracz dorobili się majątku. Jest inaczej. Spadkobiercy korzystają z nagromadzonych dóbr, które są owocami pracy ich poprzedników.
Trzymając się analogii z graczem giełdowym. Jeśli gracz giełdowy umrze w poniedziałek to spadkobiercy nie mogą w środę powoływać się na to, że gdyby żył, to na pewno by sprzedał wszystkie akcje we wtorek, przed krachem.
W dodatku jeden i drugi tak naprawdę mógł być artystą, który zdobyte środki ze sprzedaży obrazów inwestował w nieruchomości lub papiery wartościowe.
Wszystko zasadza się na pewnych początkowych założeniach. Jeśli w naszym modelu wykluczymy dziedziczenie praw autorskich to po prostu motywujemy artystów, odnoszących sukcesy w wymiarze finansowym, do inwestowania w n-ty filar.
Obecnie stosowany model, zakładający dziedziczenie, przyjmuje inne podejście. Nie oceniam żadnego z tych modeli jako lepszy lub gorszy. Natomiast wydłużenie ochrony prawno-autorskiej do kilku pokoleń pokazuje jaki jest rzeczywisty cel. Nie chodzi o troskę o kolejne pokolenia, tylko o wspomnianych pośredników. I tutaj jestem zdecydowanym przeciwnikiem.
Jakkolwiek jestem również przeciwnikiem sztucznych regulacji ograniczających możliwość zbycia majątkowych praw autorskich. Już obecnie nie można pozbyć się (chyba nie wszędzie na świecie?) praw autorskich. Natomiast majątkową częścią powinien rządzić rynek. Jeśli napiszę książkę i żaden wydawca nie będzie chciał jej wydać bez nabycia całości praw majątkowych? Zawsze mogę wybrać inny model produkcji i dystrybucji. I tak właśnie się dzieje.
Ale też koszmarna jest
Pn, 2008-08-04 15:30 by incognitus (niezweryfikowany)
Ale też koszmarna jest sytuacja, gdy "apetyt rośnie w miarę jedzenia", tzn. artysta idzie pod publikę, by "zarabiać godnie", wiedząc, że właśnie od liczby odtworzeń jego chałtury zależy zawartość kieszeni. Chyba najlepsza dla klasycznie pojętej kultury i sztuki jest sytuacja znakomicie zarabiającego menedżera sprzedającego gwoździe i śrubki, który w ramach relaksu zajmuje się malarstwem. I potem sam te obrazy rozdaje i nie interesuje go ich dalszy los, ich cena na wtórnym rynku, itp. Tylko co w sytuacji, gdy pojawi się pośrednik, który już będzie chciał z tych obrazów naszego "gwoździarza" żyć? Zapewne będzie: "panie, maluj pan coś dla oka, a nie jakieś bohomazy co się nie sprzedają"...
Jeżeli X skomponował dla Y
Pn, 2008-08-04 15:34 by ksiewi
Jeżeli X skomponował dla Y operę, dzieło dostarczył i umarł przed pobraniem wynagrodzenia, to spadkobiercy mogą dochodzić tego umówionego wynagrodzenia i kwestia długości praw autorskich nie ma tu nic do rzeczy. Spadkobiercy mogliby dochodzić tego wynagrodzenia nawet, gdyby prawo autorskie w ogóle tej opery nie chroniło. Mam nadzieję, że dla każdego to jest jasne.
Przy przedłużaniu ochrony nie chodzi moim zdaniem o to, czy spadkobiercy będą mogli czerpać zyski z utworów spadkodawców. Oni mogą to robić niezależnie od objęcia utworów ochroną prawa. Istotne jest to, czy poza spadkobiercami te zyski będą mogły czerpać również inne osoby.
Jeżeli na rynku dominuje praktyka przenoszenia praw (tu: pokrewnych) na korporacje, to spadkobiercy i tak nic nie zarobią na przedłużonej ochronie, chyba że artysta umówił się z wydawcą/producentem na wynagrodzenie wypłacane przez cały czas trwania ochrony. Jeżeli dobrze rozumiem zacytowaną przez VaGlę propozycję nowelizacji to proponuje się właśnie wprowadzenie takiego wynagrodzenia ustawowo (20% przychodów wydawcy).
Ale czy nie lepszym pomysłem byłoby wcześniejsze wygaśnięcie praw z jednoczesnym obowiązkiem zapłaty 20% przychodów przez każdego, kto zarabia na artystycznych wykonaniach (taka wariacja istniejącego obecnie funduszu, na który płaci się za wykorzystanie utworów w domenie publicznej - art. 40 i art. 111)?
Myślę, że państwa członkowskie powinny mieć wybór pomiędzy jednym a drugim rozwiązaniem.
Iksinski dla Igrekowskiego
Pn, 2008-09-01 17:05 by Maciej_Szmit
OK - jeśli X skomponował dla Y operę, dzieło dostarczył i umarł to oczywiście pozostaje umowa cywilna, tak. Ale bez prawa autorskiego Y (a może syn X-a) powinien (musi? może? nie wolno mu?) natychmiast rozpowszechnić takie dzieło, boż już go nic nie chroni. Chyba żeby w tj umowie była np deklaracja Xa że zachowa nuty w tajemnicy do czasu prapremiery?
po wtóre oczywiście
Wt, 2008-08-05 23:11 by wariat (niezweryfikowany)
po wtóre oczywiście spadkobiercy twórcy powinni móc czerpać zyski z jego dzieł, podobnie jak spadkobiercy kamienicznika czerpią czynsze z jego kamienicy a spadkobiercy spekulanta - zyski z odziedziczonych akcji.
Tylko bliższą analogią byłoby moim zdaniem żądanie aby spadkobiercy kamienicznika czerpali zyski z kamienicy którą kamienicznik ów sprzedał w celu pokrycia długów karcianych.
Nie mam nic przeciw przekazywaniu spadkobiercom artysty majątku który nabył on za pieniądze uzyskane ze sprzedaży płyt, z koncertów whatever. Nawet jeśli przyjąć - co nie budzi we mnie żadnych negatywnych odczuć - że artyście należą się pieniądze za każde odtworzenie/użycie jego utworu przez jakiś czas, to moim skromnym zdaniem nie należą mu się one dożywotnio, a tym bardziej nie należą się jego spadkobiercom.
Raz jeszcze ponawiam pytanie, czy jeśli odmrożony w przyszłości Disney okaże się "żyć" (pojawi się prąd w mózgu) przez n+1 sekund to czy opóźni to z automatu moment wygaśnięcia praw do Myszki Miki i kompanii?
Utwór oczywiście powinien być chroniony, nie mam co do tego wątpliwości, ale mam wewnętrzne przekonanie, że wystarczająca ochrona to 10-20 lat od chwili pierwotnego opublikowania utworu, być może z możliwością rozszerzenia (płatnego) do lat 25-30.
np Iksiński skomponował dla Igrekowskiego operę, przekazał mu nuty i na godzinę przed wypłatą umarł; w oczywisty sposób opera nie może stać się natychmiast dobrem niczyim - ani Igrekowski nie może mieć ustawowego obowiązku rozpowszechnienia przekazanych mu wczoraj nut, ani rodzina Iksińskiego nie może być pozbawiona zapłaty, którą Iksiński zainkasowałby gdyby pożył godzinę dłużej
W tej sytuacji moim zdaniem spadkobiercy kompozytora zyskują w spadku partyturę która nadal ma wartość dla Igrekowskiego i nadal mogą ją sprzedać wraz z prawami lub "wynająć" czyli zezwolić na użycie w takiej czy innej sytuacji. Poza tym zakładając prawa biegnące od chwili publikacji przez n lat problem wcale nie występuje.
problem w globalizacji ;)
Pn, 2008-09-01 17:16 by Maciej_Szmit
To jest tak: kiedy pisze jednostkowy program (wygłaszam wykład, gram do kotleta) na zamówienie jakiegoś specyficznego odbiorcy, to problemu nie ma - umawiamy się, że zrobię coś za taką i taką kasę. Jeśli robię coś, co będzie rozprowadzane w setkach sztuk a na dodatek można to skopiować za niewielkie pieniądze to albo mam mecenasa, który mi za prawykonanie (oryginał) płaci bajońskie sumy i dalej nie ma problemu albo zapłacić mi ma każdy z tłumu słuchających/czytających/oglądajacych. Z racji na ich rozproszenie (w czasie i przestrzeni) nie mogę z każdym zawrzeć osobiście szczegółowej umowy cywilnej. I znowu: jeśli zmarłbym pomiędzy nagraniem płyty (choćby własnym sumptem) a jej wysłaniem do sklepów to moi spadkobiercy mieliby nic nie dostać? To lepiej zamiast tworzyć - hodować pietruszkę, bo uprawę pietruszki się dziedziczy...
Słowo od polskich wykonawców
So, 2008-08-02 13:39 by kocio
Tak trochę a propos - polscy znani artyści wykonawcy zapytani przez dziennikarza ostatnio ponarzekali na piractwo; jestem pewien, że gdyby ich spytać, to gorąco poparliby przedłużenie:
http://muzyka.onet.pl/10172,1498674,0,1,wywiady.html - "Wszystkie pliki dozwolone"
"Czy już wkrótce płyty będą całkowicie za darmo?
Polscy muzycy nadal nie mają pojęcia jak walczyć z piractwem. Nie rwą sobie z tego powodu włosów z głowy, ale na przyszłość patrzą z coraz większą obawą."
Co ciekawe, tylko wydawca (choć mówi, że traktuje to tylko jako hobby), Maciej Werk, najwyraźniej rozumie, że to nie jest chwilowy kryzys, tylko przełom:
"Wszyscy – wydawcy, artyści, fani i media – jesteśmy w sytuacji globalnej zmiany w podejściu do wielu rzeczy. Także do spraw związanych z prawami autorskimi, dystrybucją, sprzedażą i promocją."
Ale i on w następnym zdaniu dodaje: "Moim zdaniem nowe czasy są jednak o wiele gorsze."... Ręce opadają.
Tylko pięć dni... a strona wolno się ładuje
So, 2008-08-02 15:17 by saper
Tak sobie pomyślałem, że strona Ministerstwa wolno się wczytuje ze względu na szturm czytelników VaGli (tzw. prawo-wagla-peel-effect).
Niestety, tak jednak nie jest:
; <<>> DiG 9.4.2 <<>> www.mkidn.gov.pl @cos1.mkidn.gov.pl.
;www.mkidn.gov.pl. IN A
www.mkidn.gov.pl. 86400 IN A 62.111.236.92
mkidn.gov.pl. 86400 IN NS ra.cdp.pl.
mkidn.gov.pl. 86400 IN NS 213.134.134.134.mkidn.gov.pl.
mkidn.gov.pl. 86400 IN NS cos1.mkidn.gov.pl.
mkidn.gov.pl. 86400 IN NS 62.89.89.89.mkidn.gov.pl.
Fachowcom polecam sekcję "AUTHORITY" :-) Ręce opadają. Ktoś wpisał adresy IP do rekordów DNS.
Cytując RFC 1034 (Mockapetris, 1987), rozdział 4.2.1:
The NS RRs that name the servers for subzones are often not enough for this task since they name the servers, but do not give their addresses. In particular, if the name of the name server is itself in the subzone, we could be faced with the situation where the NS RRs tell us that in order to learn a name server's address, we should contact the server using the address we wish to learn. To fix this problem, a zone contains "glue" RRs which are not part of the authoritative data, and are address RRs for the servers.
cut, and are only used as part of a referral response.
So, 2008-08-02 22:53 by Thrill (niezweryfikowany)
Szkoda, że przy okazji kolejnych projektów zmian w ustawie o prawie autorskim i generalnie przy okazji dyskusji nad kształtem "pszyszłego prawa autorskiego" nikt (tzn. prawodawca) nie bierze pod uwagę takich głosów jak chociażby wyrażony np. w poniższym artykule:
Prawodawca zdaje się nie dostrzegać (nie chce dostrzec) prostego faktu: planowane zmiany prawa nie polepsza sytuacji artystów (twórców), nie mówiąc o konsumentach. Mają służyć ochronie jednej grupy podmiotów: wydawców fonograficznych i organizacji zbiorowego zarządzania.
Jak można mieć komuś za złe, że "ściąga" z internetu muzykę, której nie można w Polsce kupić (ani w "zwykłym" sklepie ani "legalnie" w sieci)? Co jest złego w tym, że ktoś ściąga taką muzykę "za darmo", jeżeli przy nadarzającej się okazji (będąc np. za granicą) idzie na koncert takiego artysty (artysty, którego poznał dzięki szeroko pojętym sieciom p2p)i płaci 30 euro za bilet. A na koncercie kupi sobie jeszcze jakiś gadżet - np. koszulkę (np. 25 euro). W takiej sytuacji przynajmniej wiadomo, że część tej kasy rzeczywiście trafi do tego artysty.
No ale to nie ma znaczenia, bo z punktu widzenia (konsekwentnie utrwalanego przez określone grupy interesu) ta osoba jest PIRATEM i przez taką osobę zespoły nie nagrywają płyt i w ogóle artyści głodują.
Szkoda gadać. Najgorsza to jest ta beznadziejność. I Pan wiceminister kultury, który w wywiadzie dla gazety wyborczej przyznaje, że spotyka się z lobbystami ze strony wydawców i organizacji zbiorowego zarządzania, a na pytanie o wysłuchanie "drugiej strony" odpowiada, że zasięgnie opinii wśród posłów bo to przecież przedstawiciele narodu są. Ręce opadają...
Troszeczkę z boku tematu,
N, 2008-08-03 23:40 by wariat (niezweryfikowany)
Troszeczkę z boku tematu, ale zapytam. Oficjalna wersja "powodów dla których utwór chroniony jest przez n lat" jest taka, że artysta ma zarabiać, a jego spadkobiercy mają mieć co odziedziczyć.
Tylko przecież nie trzeba być wcale anarchistą i złym piratem, żeby zauważyć, że jak się nie jest artystą to spadkobiercy mogą odziedziczyć najwyżej część tego co się zarobiło za życia i nie wydało, ale nie mogą dalej "zarabiać" pensji nieboszczyka.
Czyli jest wyraźna różnica. I tu moje pytanie, czy ktoś wie jak "oficjalnie" tłumaczy się ten bonus dla "twórców contentu"? Bo o ile jakoś mogę się we własnej głowie zgodzić, że artystom "się należy" - nawet jeśli wątpię, czy choć 10% tego o czym się rozmawia trafia rzeczywiście do artystów - o tyle nie jestem przekonany, czy należy się też wszystkim po artyście i de facto do końca świata.
P.S. Czy jeśli Disneya rozmrożą i jakimś cudem uda się zarejestrować kilkusekundową pracę mózgu to 70 lat od śmierci będziemy naliczać od nowa?
To po co jest coś takiego
Pn, 2008-08-04 09:23 by incognitus (niezweryfikowany)
To po co jest coś takiego jak system emerytalny, skoro "muzyk sesyjny" musi mieć "sytuację socjalną" do usr... ufajdanej śmierci? Czy artyści to już takie niemoty, że nie tylko nie potrafią sami pociągnąć własnego managementu i "zatrudniają" w tym celu wytwórnie płytowe, ale też nie potrafią sami sobie w okresie tych dotychczasowych 50 lat odłożyć paru złotych na ten czy inny "filar"?
Moje uwagi do projektu i uzasadnienia
Pn, 2008-08-04 14:51 by mtrojnar
Uzasadnienie skupia się na ekonomicznym aspekcie ochrony praw autorskich. Powszechny dostęp do dóbr kultury jest wartością, której nie powinno się sprowadzać do czysto ekonomicznej kalkulacji.
Przyczyną wspomnianego spadku zysków branży fonograficznej nie jest piractwo, jak sugeruje uzasadnienie zmiany dyrektywy, lecz coraz bardziej zaporowa polityka cenowa wydawców ograniczająca dostęp do dzieł. Koszt wyprodukowania płyty muzycznej to ok. 1zł, z czego większość stanowią koszty pudełka i okładki. Przy cenie detalicznej powyżej 50zł, co stanowi połowę średniego dziennego wynagrodzenia w Polsce, niska sprzedaż nie powinna nikogo dziwić.
Błagam, przestańmy dywagować nt. cen płyt
Pn, 2008-08-04 19:53 by incognitus (niezweryfikowany)
Na początku chciałbym napisać, że bardzo szanuję wszystkich hobbystów - kolekcjonerów i absolutnie nie mam intencji naśmiewać się z ich hobby lub nakłaniać do jego zmiany. Jednakże chciałbym zwrócić uwagę, że kolekcjonowanie płyt CD/DVD przy obecnym stanie techniki jest już jedynie hobby ze względu na fakt, iż odtwarzacze MP3/4 są nie dość że tańsze to jeszcze pod niemalże każdym względem lepsze od odtwarzaczy CD/DVD/VHS/MC/płyt winylowych/pianoli. Dlatego też uważam, że argumenty dotyczące cen płyt mają taką samą wartość, jak argumenty dotyczące cen modeli samolotów do sklejania lub kart kolekcjonerskich Pokemonów. Oczywiście moim zamiarem nie było tutaj odbieranie komukolwiek prawa do wyrażania opinii, że ceny elementów jego kolekcji są za wysokie i z góry przepraszam, jeżeli kogoś tym stwierdzeniem uraziłem. Odnoszę wrażenie, że większość potencjalnych odbiorców kultury chciałaby mieć do niej po prostu dostęp, bez konieczności sięgania po niemalże antyczne rozwiązania techniczne takie jak: odtwarzacze płyt CD. Bardziej na czasie wydają mi się dywagacje nt., czy obecne prawo autorskie sprzyja blokadzie dostępu do dóbr kultury osobom, które nie są hobbystami-kolekcjonerami, a chciałyby np. posłuchać sobie ulubionego utworu muzycznego. Jeżeli tak (chociaż tego nie wiem) to opcje są dwie: albo prawo jest kiepskie, albo ustawodawca wyszedł z założenia, że dostęp do dóbr kultury jest szkodliwy dla zdrowia i profilaktycznie stara się go ograniczać.
Natomiast wychodząc z założenia, iż samą chęć posłuchania sobie muzyki powinno się traktować jako hobby, to argument dotyczący cen (niech to będzie cen utworów mp3 w sklepach internetowych) moim zdaniem również nie trafia w sedno. Przynajmniej o kwestię tych cen nie obwiniałbym wydawców, gdyż jeżeli mają ustawowy monopol to ceny mogą ustalać sobie dowolne. Lepszym pytaniem w tym miejscu byłoby chyba: Czy skoro ustawodawca daje jakiejś grupie podmiotów gospodarczych monopol, to czy jednocześnie stara się zapewnić skuteczne mechanizmy chroniące drugą stronę transakcji biznesowej przed negatywnymi efektami tego monopolu. Jeżeli odpowiedź brzmiałaby "nie" (chociaż tego też nie wiem), to (patrz rozważania wyżej) albo prawo jest kiepskie, albo ustawodawca wyszedł z założenia, że dostęp do dóbr kultury jest szkodliwy dla zdrowia i profilaktycznie stara się go ograniczać. Osobiście muszę przyznać, iż jestem dość młody - wychowywałem się w czasie transformacji ustrojowo-gospodarczej i zewsząd wpajano mi, że słowo monopol jest synonimem słowa zło, dlatego moje zdanie na ten temat może być silnie stronnicze i motywowane silnymi uprzedzeniami wpajanymi od dzieciństwa.
W przeciwieństwie do przedmówcy uważam, że owszem piractwo ma wpływ na obecną sytuację. Jako, że lepiej nie potrafię, to wyjaśnię to na przykładzie. Załóżmy hipotetycznie, iż ktoś postanowił sprzedawać albo lepiej, rozdawać za darmo swój utwór muzyczny w formie cyfrowej z DRM, który wymaga od słuchacza, by w trakcie odtwarzania tego utworu palcem wskazującym lewej ręki dłubał sobie w prawym uchu, natomiast palcem wskazującym prawej ręki drapał się po lewym oku. Załóżmy również, że prawo zezwala na stosowanie tego typu DRMów. Oczywiście części osób (nazwijmy tę grupę zapaleńcami) tego typu DRM się spodoba. Inni stwierdzą, że jest on dla nich nieakceptowalny i nie będą słuchać tego utworu. Natomiast wszyscy Ci, którzy ściągną sobie ten utwór pozbawiony zabezpieczeń przez np. torrenta, nie zauważą, że istnieje jakiś problem, więc nie będą domagać się zmiany stanu rzeczy.
Wracając do tematu po dość długim offtopie, moim (niepopartym żadnymi badaniami) zdaniem, przy przyjęciu modelu, w którym spora część utworów ciągle jest dostępna jedynie na fizycznych nośnikach, to wydłużenie czasu ochrony nawet do czasów starożytnych nie będzie miało w sposób znaczący wpływu na dochody zarówno artystów wykonawców, jak i wydawców. Ludzie są chyba zbyt leniwi, by uczyć się (na nowo) jak wkładać płytę CD do odtwarzacza albo by pamiętać o tym, że w związku z tym, że coś tam się w środku kręci, to zużycie energii jest większe i trzeba częściej wymieniać baterie. Natomiast spodziewałbym się, że ilość hobbystów-kolekcjonerów płyt będzie maleć wraz ze zużyciem obecnie jeszcze działających odtwarzaczy, aż osiągnie pewien dość niski poziom. Za to z drugiej strony częstsze będą poszukiwania wszelkich możliwych spadkobierców jakiegoś utworu albo więcej utworów zostanie zapomnianych, gdyż nikomu nie będzie się chciało szukać tych spadkobierców.
Wt, 2008-08-05 12:49 by percy
Nie bardzo dostrzegam ten monopol. Jeśli już to oligopol. Być może nie zrozumiałem toku myślenia Szanownego Przedpiścy.
Co do cen płyt CD dla całości tematu niewielkie ma znaczenie, czy płaci się za nośnik z muzyką czy za muzykę bez nośnika. Uwagi o stosunkowo wysokiej cenie mogą mieć również zastosowanie do plików MP3. Szczególnie w Polsce, gdzie ceny za takie pliki są wyższe.
monopol or sth
Wt, 2008-08-05 21:15 by incognitus (niezweryfikowany)
Nie bardzo dostrzegam ten monopol. Jeśli już to oligopol.
Hmm... Miałem na myśli relację pomiędzy konsumentami dóbr kultury, a ich sprzedawcami (czyli zazwyczaj pośrednikami). Oczywiście, że w innych relacjach (np. autor-pośrednik) może mieć miejsce inna sytuacja. Wydaje mi się (a przynajmniej sam podejmuję decyzje na tej podstawie), że w przypadku dóbr kultury esencją jest przekaz. Duże mniejsze znaczenie ma w tym przypadku cała reszta. Szczerze wątpię w to, by zdecydowana większość czytelników tego serwisu mając do wyboru, czy czytać serwis VaGla.pl, czy czytać serwis plotkarski R (wszelkie podobieństwo do nazw rzeczywiście funkcjonujących jest przypadkowe), decyzję podejmowałoby na podstawie layoutu strony. Nawet jakby wybór był dokonywany pomiędzy dwoma serwisami o tematyce prawa nowych technologii, to też uważam, że elementem kluczowym przy podjęciu decyzji byłaby zawartość merytoryczna obu tych serwisów. Z mojego punktu widzenia występuje tu niska substytucyjność w przeciwieństwie np. do rynku samochodów albo telefonii komórkowej (te rynki wydają mi się oligopolami), gdyż esencją samochodu jest to by przewoził osoby z punktu A do B, a esencją telefonu komórkowego jest to by dało się przez niego prowadzić rozmowy lub przesyłać SMS. Taką funkcjonalność oferuje każdy producent samochodów i każdy operator telefonii komórkowej. Dopiero drugorzędne znaczenie ma to, czy samochód ma reflektory w kształcie kółka, czy też kwadratu albo to, czy minuta rozmowy kosztuje 10, czy 11 groszy przy czym ta droższa oferta obejmuje dodatkowo puszczanie w tle relaksującej muzyki.
Także Pan nie widzi monopolu, ja nie widzę jakiejś szczególnej konkurencji. Kupując książkę decyduję się na skorzystanie z oferty jednego konkretnego wydawcy (pomijam tu książki zawierające utwory należące do domeny publicznej), gdyż zazwyczaj w księgarni znajdują się jedynie książki jednego wydawcy (przynajmniej nie rzuciło mi się w oczy, by w jakiejś księgarni leżało pięć wersji książki np. najnowszego Harry Pottera wydanych przez pięć różnych wydawnictw). W związku z tym muszę zdecydować się na warunki tego wydawcy albo mogę kupić inną książkę. Przy czym przynajmniej ja będę postrzegał to jako zakup zupełnie innego produktu, a różnica będzie zbliżona do różnicy pomiędzy rowerem i lodówką. Podobnie jest w przypadku filmów lub muzyki. Tu również nie widzę, by jakieś różne podmioty się o mnie "biły" jako o klienta. A jeżeli ja jako klient nie mam większego wyboru, to sprzedający nie musi jakoś szczególnie zastanawiać się co zrobić, by zaspokoić jakieś moje potrzeby albo co zrobić, by być lepszym od konkurencji. Dlatego też podejrzewam, iż Panu Piotrowi nie spędzają snu z powiek analizy ilu klientów-czytelników straci/zyska na tym jak przestawi boxa z komentarzami na drugą stronę ekranu.
Z drugiej strony gdybym tak hipotetycznie chciał zrobić Panu Piotrowi konkurencję i zacząłbym prowadzić serwis o szumnej nazwie "Serwis prawniczy dla ludzi z pozytywnymi zaburzeniami estetyki", w którym jego teksty prezentowałbym na zielonym tle ze słonecznikami, czcionkę dałbym bardziej powykręcaną i koniecznie w kolorze różowym, komentarze wyświetlałyby się w losowych miejscach, a te nieprzeczytane dodatkowo by mrugały, to myślę sobie że mógłbym mieć problemy natury prawnej w związku z moją działalnością. Także ten wspomniany przeze mnie monopol gdzieś tu chyba jednak jest. Jeżeli mój tok rozumowania jest błędny to będę wdzięczny za wyjaśnienia.
Wt, 2008-08-05 22:01 by maniak713
1. Kolejna wskazówka, w czyim interesie cała ta operacja się odbywa. Follow the money...
2. Osobiście mam wrażenie, że w większym stopniu powodem jest gwałtowny spadek jakości. Coraz częściej na CD z kilkunastoma utworami jest jeden, może dwa warte słuchania - a płyta dobra w całości jest jak biały kruk - kiedyś było dokładnie odwrotnie. Stąd mniejszy entuzjazm do zakupów... Z filmami jest jeszcze gorzej - na płycie DVD jest jeden film i to zwykle beznadziejny.
Natomiast wpływ "piractwa" jest nie do końca jasny, co badanie to inny wynik - ale jakoś w tych niezależnych nie widać tego wielkiego problemu.
Co zaś do zajmowania się cenami płyt CD - jest to sensowny temat, nadal większość muzyki sprzedaje się na płytach mimo pojawienia się sprzedaży w formie cyfrowej.
Moje dywagacje na temat.
Pn, 2009-01-05 18:03 by stelmacl (niezweryfikowany)
MSPANC. Przepraszam wszystkich najmocniej jak tylko potrafię.
A po płycie CD to igła jeździ w tym szerokim na 0.5µm rowku? ;-)
Mam nadzieję że Szanowny Przedpiśca zdał już sobie sprawę z tego co napisał.
Co zaś do samych płyt CD. Mam nadzieję, że jeszcze trochę muzyki na nich wyjdzie bo MP3 128kbps a takie (chyba) dominują to będę mógł słuchać za 50 lat jak już nic nie będę słyszał. Niestety gorsza technologia wypiera lepszą, przynosząc pewne udogodnienia dając jednak dużo gorszy chwilowy efekt końcowy. Chwilowy bo tak jak płyty CD były odporniejsze na uszkodzenia niż winylowe przynosząc nieznaczny uszczerbek jakości dźwięku, tak i MP3 niezależne od nośników fizycznych góruje w tym miejscu nad płytami okupując to gorszym brzmieniem.
To musi być spisek producentów treści i sprzętu. Ci drudzy dają możliwość ogłuszenia się już od najmłodszych lat dzięki czemu ci pierwsi mogą handlować najgorszą tandetą a i tak nikt nie zauważy usłyszy.
W temacie zaś prawa autorskiego to jestem wstrętnym komuchem-leseferystą i uważam, że obecne regulację odbierając prawo dostępu do dzieł kultury ludowi przyznają ohydny monopol wąskiej grupce kapitalistów. O planowanych wolę nie myśleć bo mnie szlag nagły trafia.
Pn, 2008-09-01 17:22 by Maciej_Szmit
Niewątpliwie "powszechny dostęp do dóbr kultury jest wartością, której nie powinno się sprowadzać do czysto ekonomicznej kalkulacji", niemniej aby te dzieła powstawały twórca musi mieć z czego żyć. Część twórców próbuje żyć ze swoich dzieł (szczerze ich podziwiam... ja za wynagrodzenie za moje publikacje mogę sobie kupić ze dwa obiady miesięcznie). Oczywiście źródło problemu tkwi - jak to zazwyczaj bywa - w systemie rozmaitych "pośrednikó" i "ochroniarzy" ale to już zupełnie inna historia...
"Stoję przed jakąś dziwaczną trąbą"
Pn, 2008-08-04 17:47 by VaGla
Komu - po takiej nowelizacji i zmianie zasad ochrony artystów wykonawców (i - co chyba ważniejsze w przypadku tej propozycji - producentów fonogramów) przysługiwałoby prawo do nagrania Marszałka Piłsudskiego?
Stoję przed jakąś dziwaczną trąbą (w YouTube) - nagranie z roku 1924:
Wt, 2008-08-05 14:51 by graf (niezweryfikowany)
Kto by pomyślał że Marszałek będzie tak blisko prawdy mówiąc, że kiedyś ktoś będzie go słuchał z pomocą jakieś trąby (tube) :)
Cóż... zapewne wnuk kuzyna
Wt, 2008-08-05 21:23 by maniak713
Cóż... zapewne wnuk kuzyna faceta, który nakręcał ten patefon (hmm nie wiem jak się nazywało ówczesne urządzenie do nagrywania).
Oraz prawnuk marszałka, w części dotyczącej samych słów przemowy.
Wt, 2008-08-05 22:18 by kocio
Pytanie oczywiście zasadne i warto je postawić.
Ale z rozmowy z Krzyśkiem Siewiczem zrozumiałem, że nagrania które już przeszły do domeny publicznej (czyli wszystkie sprzed 1957) nie wrócą pod ochronę - zostałaby przedłużona tylko tym, którym jeszcze nie wygasła. Czyli akurat w tym wypadku odpowiedź brzmi "wszystkim". =}
Rozważano trzy poziomy wstecznictwa
Śr, 2008-08-06 00:15 by saper
Jak podaje Impact Assessment (punkt "2. RETROACTIVITY"), rozważano trzy poziomy "wstecznictwa" prawa:
1. tylko dla nowych nagrań
2. również dla nagrań obecnie będących jeszcze przedmiotem ochrony i
3. dla wszystkich nagrań młodszych niż 95 lata w momencie wejścia w życie.
Ze względu na problemy prawne przywrócenia niektórych nagrań z domeny publicznej do obszaru chronionego w przypadku (3) zdecydowano się zaproponować rozwiązanie "kompromisowe" czyli (2).
Można więc spróbować
Śr, 2008-08-06 09:12 by incognitus (niezweryfikowany)
Można więc spróbować znaleźć twórcę/spadkobiercę, który z powodu wydłużenia czasu ochrony poniesie straty.
Co może wcale nie być takie trudne - np. oPIT'olenie 10 złotych tantiem może kosztować więcej niż 10 PLN.
Ewentualnie: rozpowszechnienie utworów którym przed chwilą skończyła się ochrona, w celu zarobienia na tych, którym się skończy za chwilę.
Kilka lat temu "Dziennik
Śr, 2008-08-06 09:42 by incognitus (niezweryfikowany)
Kilka lat temu "Dziennik Bałtycki" wydał płytę "Tu mówi Polska" (http://gratyzchaty.pl/viewtopic.php?t=980) m.in. z tą wypowiedzią Marszałka (i z wieloma innymi nowszymi nagraniami słownymi). I oczywiście gdzieś na okładce widnieje nieśmiertelne "Publiczne odtwarzanie, kopiowanie, (...) zabronione" (lub podobnie)...
Marszałek prorokiem
Cz, 2008-08-07 09:42 by incognitus (niezweryfikowany)
Chyba sam Marszałek nie sądził jak wielką władzę będzie miał "ananas" i "akcyjne towarzystwo". I to nawet 95 lat po dokonaniu nagrania. I że komuś trzeciemu, kto będzie chciał rozdać te "cukierki" i "pierniki", "akcyjne towarzystwo" będzie mogło zafundować poranną wizytę smutnych panów od ochrony tych "cukierków".
"Złota trąba" dla ścigających ewentualnych naruszycieli praw do nagrania Marszałka...