Source: http://www.pozywam.pl/2015/12/wiernosc-konstytucji.html
Timestamp: 2018-05-24 15:49:43
Legal References Found: Art. 231
 art. 304
 art. 304
 art. 304
 art. 323
 art. 367
 art. 367
 art. 391
 art. 323
 art. 367
 art. 367
 art. 367
 art. 323
 art. 304
 art. 304
 art.22
 art. 304

Document Content:
pozywam: Wierność Konstytucji?
Wspomnienie o przysiędze
Otóż Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej oświadczył:
„[...] Składając przysięgę prezydencką, ślubowałem, że dobro Ojczyzny i pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem. Że swoje osobiste cele podporządkuję całkowicie służbie społeczeństwu. Dlatego podjąłem tę decyzję w imię dobra wspólnego, w imię budowy sprawiedliwego i uczciwego państwa” [...].
Trzeba w tym miejscu przypomnieć pełną treść przysięgi prezydenckiej, która jest następująca:
Brakujący "szczegół"
Czy we wczorajszym orędziu czegoś zabrakło? Ależ tak. W treści orędzia zabrakło odniesienia do Konstytucji. Zabrakło zapewnienia, że Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej dochowa wierności postanowieniom Konstytucji. Czy to przeoczenie? Tego akurat nie wiem.
Anonimowy 4 grudnia 2015 18:08
A kto dzisiaj przejmuje się jakimiś przysięgami?
Ilu sędziów dochowuje przysięgi?
Ilu biegłych sądowych dochowuje przysięgi?
Ilu świadków zeznających w sądach dochowuje przysięgi?
Ilu małżonków dochowuje przysięgi małżeńskiej? … itd
Ciekawa jestem na przykład jak często sędziowie zgłaszają organom ścigania fakt składania fałszywych zeznań przez świadków, strony, uczestników postępowania?
Z moich obserwacji wynika, że obecnie przysięga często traktowana jest jako jakaś tam regułka do wyrecytowania, bez większego znaczenia. Jak element oprawy uroczystości tej samej wagi co np. bukiet w wazonie.
Przy takim podejściu do przysięgi można przecież zapomnieć jej treść, albo jakiś jej fragment. Wielka mi sprawa. Ojtam, ojtam ;-).
Państwo Sędziowie, najpierw zacznijcie wymagać od siebie. Może wtedy przysiędze zostanie przywrócone odpowiednie znaczenie.
bartoszcze 4 grudnia 2015 18:44
Ale oprócz tego że jest Pani obrażona na sędziów za sposób prowadzenia Pani sprawy, to ma Pani coś ciekawego do powiedzenia na temat mniemanego niedochowywania przez sędziów przysięgi?
(której treści zapewne Pani nie znała)
Anonimowy 4 grudnia 2015 19:50
Tak, mam wiele ciekawego do powiedzenia na temat niedochowywania przez sędziów przysięgi. Choć, proszę mi wierzyć, wolałabym nie mieć niczego ciekawego do powiedzenia na ten temat.
Nie jestem obrażona na sędziów. Nie o to chodzi.
Jestem natomiast przerażona tym jak niektórzy sędziowie świadomie łamią prawo, a jeszcze bardziej tym jak to ignorują, tolerują i tuszują inni sędziowie.
Mam żal do sędziów o to, że swoją postawą tolerancji wobec „czarnych owiec” występujących w środowisku sędziowskim, stworzyli odpowiedni grunt do działania dla „uzdrowicieli” wymiaru sprawiedliwości. Teraz wielu ludzi skrzywdzonych przez sądy i sędziów poprze nawet bezprawne działania „uzdrowicieli”.
Aż boję się myśleć jak to może się skończyć.
Artur Mączyński 4 grudnia 2015 23:18
Nie musi Pani zawsze i wszędzie krytykować sędziów. Przy każdej okazji. To naprawdę jest męczące i całkowicie zniechęca do prowadzenia bloga.
Widzi Pani tylko wpadki sędziowskie. Ale jednocześnie nie widzi Pani i ich nie czyta, spraw dyscyplinarnych przeciwko sędziom, które kończą się dyscyplinarkami.
Zna Pani jakieś sprawy dyscyplinarne przeciwko innym grupom zawodowym, np. kominiarzom, architektom, profesorom, lekarzom?
Nie znam sędziów, którzy łamią świadomie prawo.
Co do przysięgi, to nie ma Pani prawa sugerować, że większość sędziów nie dochowuje przysięgi. To jest kompletnie niewiarygodne, niesprawiedliwie i obraźliwe dla wielu uczciwych ludzi.
Muszę zaapelować o umiar, bo generalizacja jest obraźliwa i niesprawiedliwa.
Poza tym, nie wie Pani jak sędziowie wymagają od siebie. Nie zna Pani ich co dziennej pracy zawodowej, zawsze kosztem życia rodzinnego.
Pracowała Pani kiedyś w sądzie? Czytała Pani po kilkadziesiąt tomów każdego dnia, aby potem sądzić, wydawać wyroki, postanowienia, zarządzenia? Pisała Pani przez 24 godziny bez przerwy uzasadnienie wyroku, a potem odwoziła dziecko do szkoły? Przesłuchiwała Pani osobę chorą np. na huntingtona? Eksmitowała pani małoletnie dzieci?
Co Pani wie o pracy sędziego? Co Pani wie o stresie związanym z przesłuchaniami oszustów, dzieci, kryminalistów, morderców, osób psychicznie chorych, kłamców? Co Pani wie o pieniaczach, osobach stosujących przemoc wobec sędziów, czy pracowników sądów?
Na prawdę jest Pani uprawniona do tego, aby tak kategorycznie wypowiadać się o sędziach?
niepoprawne prawo 4 grudnia 2015 23:51
Niestety nie mam sędziowskiego młotka, bo bym go w tej chwili użył :-) Oboje macie rację, ale zmierzacie w innych kierunkach, więc apeluję o zakończenie dyskusji. Kto napisze pode mną komentarz, ten za karę będzie wybrany do Trybunału Konstytucyjnego! :-) Swoją drogą sasanko, proponuję założyć bloga, na którym opiszesz sprawę. Ponadto nikt tutaj nie twierdzi, że patologie się nie zdarzają. Trzeba jednak pamiętać, że są też sędziowie, którzy rzetelnie podchodzą do sprawy i z właśnie z szacunku do nich nawet mimo "różnych" doświadczeń staram się nie generalizować.
Zgoda. Żeby zakończyć ten dyskurs proponuję zwrócić uwagę na piękny post na tym blogu:"iura novit curia" Jakże ubogi w komentarze. Myślę, że to dobry post, żeby dać upust tym wszystkim pozytywnym refleksjom i ocenom związanym z pracą sądów, sędziów, propagując te cechy i zachowania, które spotykają się z aprobatą stron, pełnomocników. Co Państwo o tym sądzicie?
Niestety, w pełni identyfikuję się z poglądem sasanki. Jest tragicznie. Od południa Polski po północ. To samo w stolicy.
A co robią sędziowie wizytatorzy?
Co robi środowisko sędziowskie?
Przenosi się prezesa Milczanowskiego z Gdańska do innego sądu (Amber Gold).
A jak się mają czuć sędziowie, którzy pracują w tym sądzie, do którego został przeniesiony? Też tam są za karę.
Sąd Najwyższy też ma tu wiele na sumieniu. To są sędziowie, którzy naprawdę pracują w komfortowych warunkach. Nie dostrzegają jednak różnicy w orzecznictwie nawet w obrębie SN. Różne składy wydają różne orzeczenia w tej samej kategorii spraw.
Na posiedzeniu niejawnym jest przyjmowana kasacja, ale jeżeli jest oddalana nie ma uzasadnienia dlaczego przesłanka przemawiająca za przyjęciem kasacji ( i która, jeżeli wskazano je wszystkie), nie znalazła potwierdzenia.
A słynne układy sędziów SN z petentami ( sprawa swojego czasu była bardzo medialna, ale upadła bo organy ścigania nie miały zgody na prowadzenie podsłuchu) co zrobić, jak kasację poprawić, żeby została przyjęta?
I ufać w tej sytuacji sądom.
To tak jakby wiedzieć, że ktoś nas oszukuje, i wierzyć, że nie zrobi tego więcej.
Artur Mączyński 4 grudnia 2015 23:24
Mają Państwo wypaczony obraz rzeczywistości. Rysowany sporadycznymi sprawami. Mieszają Państwo wszystko co się da i jak się da, a następnie bez względu na to, czy za coś odpowiada Sejm czy Rząd, obarczają Państwo sądy.
Różnice w orzecznictwie są rzeczą normalną. To istnieje we wszystkich państwach demokratycznych, powtórzę demokratycznych.
Tylko u nas niemal we wszystkich sprawach jest kasacja i we wszystkich jest druga instancja. W innych państwach nie ma i tego.
A czy sędziowie też nie mają wypaczonego obrazu rzeczywistości, jeżeli piszą uzasadnienie 24 h i potem jadą z dzieckiem? Nie ma przecież żadnych systemowych wentyli bezpieczeństwa, cyklicznych spotkań z psychologami itp. Odsyłam do raportu zleconego przez Iustitię co do stresu w sądownictwie. Jeśli ktoś nurza się w pracy z pominięciem innych sfer życia, czyż nie jest zanurzony w patologii. Jeżeli praca w postaci służby zawładnęła danym sędzim to biada jego podsądnym. Czyż wówczas sam nie stał się patologią społeczną. Co z jego rodziną, dziećmi, małżonkiem, przyjaciółmi? Chyba że przez pracę w ogóle ich nie ma, to tym bardziej stał się patologią. Od takich sędziów uchowaj na Boże. Sędzi musi mieć dystans do swojej pracy, nawet klasyk chodził "popapieżować" a jak wracał był taki jak dawniej dla swoich przyjaciół. Więcej szacunku i higieny pracy dla siebie. Pisaniem uzasadnień przez 24h bez przerwy świata się nie zbawi, tylko zdrowie naruszy. Taki sposób odbioru pracy to droga do zagłady. Trzeba się szanować i wymagać od innych, żeby szanowali pracę. Każdy sędzia sam wyznacza sobie granicę "kieratu", obecnie przybrało to formy tragiczne. System na tyle już jest wypaczony, że na rejonach wielu sędziom jest wszystko jedno czy mają 300 spraw, 400 czy 1000. I tak ich nie przerobią, ani nawet nie zrobią w krótkim czasie. Trzeba robić swoje po kolei i dobrze. Wiele razy s. Strączyński o tym pisał i mówił, że szarpiemy się pomiędzy jakością, a ilością. Że nie można działać cały czas w warunkach szpitala polowego na wojnie. Wojny nie ma, a praca sędziego jest jakby na niej był. Wybór należy do sędziego, a systemowo i tak na razie nic się nie da z tym zrobić, choć może asesura trochę ulży w niedoli w rejonie. Serdecznie pozdrawiam autora bloga. Myślę, że z niejaką sasanką nie należy podejmować jakiejkolwiek polemiki i sugeruję w ogóle jej nie odpowiadać. To jest człowiek z gatunku "ja i tak wiem lepiej", albo "sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po - mojej stronie - w piwnicy zapewne ma jeszcze kilka grantów".
A" propos składania zawiadomień przez sąd o fałszywych zeznaniach organów ścigania, nie znam takiego przypadku.
Choć w wielu przypadkach są one ewidentne, wymierne, n.p. dot, sporządzania zestawień opartych na dokumentach, które są przedkładane sądowi. Następnie świadkowie ( inni) zeznają i okazuje się, że te zestawienia są nieprawdziwe (dane liczbowe dot. wynagrodzeń to są wartości mierzalne i sprawdzalne). Zero reakcji sądu. Zeznanie świadka, który sporządzał te zestawienia złożone zostały z odebraniem przyrzeczenia.
Idzie pismo do sądu, że te zestawienia są nieprawdziwe, co potwierdziły zeznania świadków. Żadnej reakcji sądu.
Biegli to następny temat. Który sąd zawiadamia prezesa sądu, o nierzetelnej opinii biegłego?
Czy ma to jakiś wpływ na następne powołania tego samego biegłego w sprawach?
Nie, sąd jest szczęśliwy, że jest jakiś biegły, toteż czy biegły pisze godzin 6 opinii, czy 13, czy opinia jest wadliwa na pierwszy rzut oka bo np. nie zawiera uzasadnienia, wynagrodzenie jest przyznawane, no bo to takie marne grosze i nikt nie chce być biegłym.
bartoszcze 5 grudnia 2015 11:06
/A" propos składania zawiadomień przez sąd o fałszywych zeznaniach organów ścigania, nie znam takiego przypadku.
Choć w wielu przypadkach są one ewidentne,/
W ilu z tych przypadków złożył pan zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa? Ma pan dokładnie taki sam obowiązek jak sędziowie.
/ W ilu z tych przypadków złożył pan zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa? Ma pan dokładnie taki sam obowiązek jak sędziowie./
O nie. Obywatel ma tylko obowiązek moralny, a sędzia - jako funkcjonariusz publiczny - ma obowiązek prawny.
bartoszcze 5 grudnia 2015 11:28
Proszę znaleźć przepis zgodnie z którym funkcjonariusz publiczny ma obowiązek złożenia takiego zawiadomienia albo przyznać, że palnęła Pani bzdurę.
Podpowiedź: nie znajdzie Pani, bo funkcjonariusz to nie to samo co instytucja.
Art. 231 § 1 kk w związku z art. 304 § 2 kpk.
bartoszcze 5 grudnia 2015 12:18
Czyli Pani przyznała, że palnęła bzdurę, ponieważ art. 304 par. 2 kpk nie stanowi nic o funkcjonariuszach.
Nie jest to żadne zaskoczenie, bo nieznajomość prawa nigdy Pani nie przeszkadzała.
A instytucja państwowa to, Pana zdaniem, co jest? Budynek? Pieczątka???
Jak instytucje państwowe, Pana zdaniem, mogą dowiedzieć się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, jeśli nie przez osoby będące funkcjonariuszami publicznymi w tych instytucjach? Przy takiej jak Pańska logice, to przepis ten musiałby być pusty.
bartoszcze 5 grudnia 2015 13:03
Najwyższy czas zapoznać się z podstawami prawa, droga Pani. Z podstawowymi pojęciami, ich zakresami...
Podpowiedź: funkcjonariusz to człowiek. Instytucja to nie człowiek. To pozwoli Pani poukładać rozumowanie.
Anonimowy 5 grudnia 2015 13:21
Polecam Pańskie usługi sędziom, którzy nie zawiadamiają odpowiednich organów o popełnieniu przestępstwa, o czym dowiadują się w związku ze swoją działalnością na urzędzie sędziego.
Nie gwarantuję sukcesu w 100%, ale - w mojej ocenie - szanse nas uniknięcie odpowiedzialności mają duże :-).
Skoro Pan tak doskonale zna i rozumie różnicę między instytucją a funkcjonariuszem publicznym, to dlaczego w odpowiedzi na wpis komentatora:
„A propos składania zawiadomień przez SĄD o fałszywych zeznaniach organów ścigania, nie znam takiego przypadku.
Choć w wielu przypadkach są one ewidentne”
„W ilu z tych przypadków złożył pan zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa? Ma pan dokładnie taki sam obowiązek jak SĘDZIOWIE.”
Osoba pisze o SĄDZIE, a Pan odnosi się do SĘDZIÓW. Patrz: własny Pana wpis bartoszcze5 grudnia 2015 11:06
Czy to miało być kolejne Pana argumentum ad Mecenasum?
W innym wątku, dotyczącym losowania składów orzekających wymyślił Pan, że sędziowie, którzy nie uczestniczą w ostatniej rozprawie nie muszą znać sprawy, po czym domagał się Pan, abym to ja wyjaśniła ratio legis takiego przepisu, choć ja twierdziłam przeciwnie.
Czy przed sądem też wyprawia Pan takie akrobacje? I co? Sąd to łyka? Serio?
bartoszcze 6 grudnia 2015 01:43
/Osoba pisze o SĄDZIE, a Pan odnosi się do SĘDZIÓW./
Po pierwsze dyskusja (a zwłaszcza Pani bezpodstawne zarzuty) dotyczyła sędziów.
Po drugie "sąd" zobowiązany do złożenia zawiadomienia w rozumieniu art. 304 par. 2 kpk oznacza instytucję, która jest reprezentowana w określony sposób, a nie dowolnego pracownika tego sądu. "Sąd" orzekający na rozprawie oznacza natomiast skład (czyli sędziego, kilku sędziów, sędziego i ławników), a nie instytucję. Tego uczy się studentów prawa.
/wymyślił Pan, że sędziowie, którzy nie uczestniczą w ostatniej rozprawie nie muszą znać sprawy/
Nie ja wymyśliłem tylko ustawodawca. Znów Pani się popisała niewiedzą prawniczą.
/ domagał się Pan, abym to ja wyjaśniła ratio legis takiego przepisu, choć ja twierdziłam przeciwnie/
Nie rozstrzygam, czy Pani kłamie, czy tylko zapomniała, czy zwyczajnie nie zrozumiała już nie tyle prawa, ile elementarnej logiki wypowiedzi.
[ /wymyślił Pan, że sędziowie, którzy nie uczestniczą w ostatniej rozprawie nie muszą znać sprawy/
Nie ja wymyśliłem tylko ustawodawca. Znów Pani się popisała niewiedzą prawniczą.]
Tak? Ustawodawca? To proszę łaskawie podać podstawę prawną? Bo wskazywany przez Pana wcześniej przepis art. 323 kpc, zwłaszcza w połączeniu ze wskazanym przeze mnie art. 367 § 3 kpc, absolutnie nie daje podstaw do takiego twierdzenia.
I proszę to napisać przedstawiając się z imienia i nazwiska i ze wskazaniem, do której OIRP Pan przynależy. Pisząc tu i na innych blogach podaje się Pan za profesjonalnego prawnika, czynnego zawodowo, którego bądź co bądź obowiązują pewne zasady. Niech czytelnicy tego bloga przekonają się, czy pod własnym imieniem i nazwiskiem odważy się Pan napisać to samo.
bartoszcze 6 grudnia 2015 18:27
Skoro Pani przywołuje art. 367 par. 3 kpc, to chce Pani specyficznie nawiązać do postępowania apelacyjnego - w tym zakresie zgodnie z art. 391 par. 1 kpc art. 323 kpc stosuje się odpowiednio.
Czyli skład sądu może ulegać zmianie, a jedynie wyrok apelacyjny może zostać wydany jedynie przez sędziów przed którymi odbyła się ostatnia rozprawa.
Ergo: nie ma przeszkód, aby we wcześniejszych rozprawach uczestniczyli sędziowie, którzy nie będą uczestniczyli w orzekaniu. Nie ma żadnej normy nakazującej takim sędziom znajomości całości akt sprawy dla jednorazowego udziału w rozprawie (tak jak nie ma takiego wymogu np. dla sądu wezwanego).
/proszę to napisać przedstawiając się z imienia i nazwiska/
O ile pamiętam, nie podpisuje się Pani z imienia i nazwiska, a ja nie udzielam porad prawnych pisząc na blogach.
Nie zmienia to faktu, że piszę dokładnie tak, jak powiedziałbym klientowi w cztery oczy, zgodnie ze swoją wiedzą fachową.
Anonimowy 6 grudnia 2015 19:29
/ O ile pamiętam, nie podpisuje się Pani z imienia i nazwiska, a ja nie udzielam porad prawnych pisząc na blogach. /
Nie jestem osobą zaufania publicznego. Jestem tylko skromnym magistrem prawa, o czym wspominałam w swoich komentarzach. Z tego powodu moje wypowiedzi inaczej są odbierane przez osoby czytające wpisy - z pewną rezerwą, dystansem. Dlatego przedstawienie się przeze mnie z imienia i nazwiska, czy nie przedstawienie, nie ma i nie będzie miało dla czytających znaczenia.
Jeśli chodzi o Pana, to sprawa wygląda inaczej. Pan przedstawia się jako profesjonalny prawnik i jako profesjonalny prawnik wciska Pan czytelnikom, że sędziowie rozpoznający sprawę cywilną w drugiej instancji w trzyosobowym składzie nie mają obowiązku znać sprawy, którą rozpoznają, o ile nie uczestniczą w ostatniej rozprawie, tj. tej po zamknięciu której następuje wydanie wyroku. Pan wciska to czytelnikom podkreślając stale swoje kompetencje zawodowe i powołując się na status osoby zaufania publicznego. Więc proszę się przedstawić. Śmiało!
Pomijam już Pański brak kultury, nie licujący z zawodem zaufania publicznego, polegający na nagminnym personalnym atakowaniu interlokutora w przypadku, gdy brakuje Panu argumentów merytorycznych w dyskusji. W delikatny sposób zwrócił Panu na to uwagę @niepoprawne prawo, komentując krótko i dowcipnie takie Pańskie zachowanie słowami: „argumentum ad prawnikum”. Niestety bezskutecznie.
Dlatego mam podstawę powątpiewać w Pana status radcy prawnego czynnego zawodowo.
Podanie imienia i nazwiska oraz wskazanie OIRP, do której Pan przynależy, pozwoliłoby czytelnikom zweryfikować prawdziwość Pana twierdzeń o tym statusie. Więc proszę się przedstawić.
bartoszcze 6 grudnia 2015 20:01
1. nie widzę powodów żebym miał ulegać Pani szantażowi emocjonalnemu.
2. tym bardziej nie widzę powodu, dla którego mój status zawodowy miałby podważać prawdziwość argumentów którymi operuję, bez względu na to czy jestem świeżo upieczonym, praktykującym od lat, emerytowanym czy w inny sposób byłym radcą prawnym
3. decyzję o używaniu pseudonimu w internecie podjąłem wiele lat temu z przyczyn których nie mam obowiązku ujawniać, nie związanych z praktyką zawodową
4. aczkolwiek przez długi czas także ze względów zawodowych, w szczególności z uwagi na zakazy reklamy czy promocji usług radcy prawnego, niewskazane było wiązanie wypowiedzi wygłaszanych prywatnie z moją działalnością zawodową.
Jeśli sobie Pani życzy czegoś się o mnie dowiedzieć, co najwyżej mogę Panią odesłać do korespondencji prywatnej, aczkolwiek nie jestem przekonany czy mam do Pani wystarczające zaufanie, że moje personalia będą chronione w taki sposób, jakiego oczekuję.
PS W żadnej wypowiedzi nie powołałem się na status "osoby zaufania publicznego", a jedynie na swoją wiedzę prawniczą i znajomość realiów sądowych.
/ Skoro Pani przywołuje art. 367 par. 3 kpc, to chce Pani specyficznie nawiązać do postępowania apelacyjnego/
Do niczego nie chcę „specyficznie nawiązać”. Proszę spojrzeć w odpowiednie miejsce dyskusji. Tam wyraźnie jest mowa o postępowaniu apelacyjnym w sprawie cywilnej.
/ Czyli skład sądu może ulegać zmianie, a jedynie wyrok apelacyjny może zostać wydany jedynie przez sędziów przed którymi odbyła się ostatnia rozprawa./
Tego nikt nie negował. Nie tego dotyczyła różnica zdań.
/ Ergo: nie ma przeszkód, aby we wcześniejszych rozprawach uczestniczyli sędziowie, którzy nie będą uczestniczyli w orzekaniu. /
Tego też, co do zasady, nie dotyczyła różnica zdań.
/ Nie ma żadnej normy nakazującej takim sędziom znajomości całości akt sprawy dla jednorazowego udziału w rozprawie /
Ja wskazałam taka normę prawną, a to art. 367 par. 3 kpc. Przedstawiłam także tok mojego wnioskowania j.n.:
„ Zgodnie z art. 367 § 3 kpc rozpoznanie sprawy w II instancji następuje w składzie trzech sędziów zawodowych. Odbywa się ono (to rozpoznanie) podczas wszystkich rozpraw, co oznacza po pierwsze, że na wszystkich rozprawach musi być trzyosobowy skład sądu, a po drugie, że cały trzyosobowy skład ma obowiązek znać sprawę na danym jej etapie (skoro ją rozpoznaje). Przepis art. 323 kpc nie zwalnia sędziów rozpoznających sprawę „po drodze”( jak to Pan był łaskaw określić) z obowiązku znajomości sprawy. Kpc dopuszcza jedynie – w przeciwieństwie do kpk – że sędziowie rozpoznający sprawę cywilną „po drodze” mogą ją znać z samych akt i sprawozdania sędziego referenta. Ale muszą ją znać. W żadnym razie kpc nie zezwala na to, żeby sędziowie „z doskoku” nie znali sprawy.”
Skoro Pan uważa inaczej to proszę przedstawić swoje argumenty, a nie twierdzić, że nie ma takiej normy prawnej.
/ (tak jak nie ma takiego wymogu np. dla sądu wezwanego). /
Tu także nie ma Pan racji. Sąd wezwany nie jest bowiem sądem rozpoznającym sprawę. Sad ten wykonuje jedynie na zlecenie sądu rozpoznającego sprawę konkretną czynność. I dlatego sąd wezwany po pierwsze nie wykonuje tej czynności w trzyosobowym składzie, a po drugie nie ma obowiązku (ani nawet możliwości) znać całości sprawy na danym jej etapie. Proszę nie mylić pojęć.
bartoszcze 6 grudnia 2015 20:40
/po drugie, że cały trzyosobowy skład ma obowiązek znać sprawę na danym jej etapie (skoro ją rozpoznaje)/
Ależ proszę wskazać gdzie to jest w przepisie. Proszę nie mylić treści przepisu z Pani wyobrażeniami na jego temat. I reszty kpc zresztą też.
Co w takim razie, Pana zdaniem, oznacza sformułowanie, że "sąd rozpoznaje sprawę"? I dlaczego właściwie, Pana zdaniem, ci dwoje sędziowie "dodatkowi" "siedzą" w tym składzie sędziowskim na wszystkich rozprawach? Nie mają nic lepszego do roboty?
A poza tym gdzie jest przepis, że mają tam siedzieć?
bartoszcze 6 grudnia 2015 21:11
To znaczy, że sąd prowadzi rozprawę w składzie trzyosobowym pod rygorem nieważności postępowania w tym zakresie (art. 379 pkt 4 kpc)
Rozprawę prowadzi (kieruje nią) przewodniczący składu orzekającego.
Ja pytałam, co - Pana zdaniem - oznacza sformułowanie, że sąd ROZPOZNAJE sprawę". Bo moim skromnym zdaniem słowo "rozpoznaje" nie jest równoznaczne z pojęciem "siedzi za stołem sędziowskim".
I drugie pytanie: Czy sąd może ROZPOZNAWAĆ sprawę nie znając sprawy?
bartoszcze 6 grudnia 2015 21:38
1. Ma Pani prawo mieć skromne zdanie. Nie wpływa to na treść przepisów.
2. Proszę znaleźć przepis który tego zakazuje (lub który nakazuje sądowi dogłębną znajomość akt w celu przeprowadzenia rozprawy). Najlepiej ze wskazaniem skutku naruszenia takiego zakazu czy też nakazu.
Anonimowy 6 grudnia 2015 21:44
Proszę odpowiedzieć na moje konkretne merytoryczne pytania, nie wymigiwać się.
Anonimowy 6 grudnia 2015 21:50
/ Proszę znaleźć przepis który tego zakazuje (lub który nakazuje sądowi dogłębną znajomość akt w celu przeprowadzenia rozprawy). Najlepiej ze wskazaniem skutku naruszenia takiego zakazu czy też nakazu./
bartoszcze 6 grudnia 2015 21:54
Odpowiedzi będą takie same jakich udzieliłem.
Okoliczność, że bardziej podobałyby się Pani inne odpowiedzi, zgodne z Pani oczekiwaniami, nie zmieni moich odpowiedzi, bez względu na to ile razy będzie Pani o to pytać.
bartoszcze 6 grudnia 2015 21:56
/Art. 45 ust. 1 Konstytucji/
Znów nie czyta Pani przepisu na który się powołuje.
Anonimowy 6 grudnia 2015 21:58
No cóż, brak odpowiedzi też jest jakąś odpowiedzią:)
Nie odpowiedział Pan co - Pana zdaniem - oznacza słowo ROZPOZNAJE w zwrocie sąd ROZPOZNAJE sprawę.
bartoszcze 6 grudnia 2015 22:18
Odpowiedź udzielona pozostaje odpowiedzią.
Jeśli interesuje Panią przebieg postępowania cywilnego, odsyłam do kodeksu, podręcznika, a może i komentarza.
Nie wiem czy Pan zdaje sobie z tego sprawę, czy robi Pan to całkowicie bezrefleksyjnie, ale - wypowiadając tak stanowcze opinie o tym, że sędziowie w sądzie II instancji mogą sobie siedzieć podczas rozpraw cywilnych za stołem sędziowskim myśląc o swoich sprawach i nie znając sprawy i że tak właśnie robią - podrywa Pan autorytet sądom i sędziom, przyczyniając się do obniżenia zaufania obywateli do sądów i sędziów w RP.
W przeciwieństwie do Pana, ja wskazuję tylko na konkretne naganne zachowania sędziów, które jednak - w co wierzę - nie są powszechne.
bartoszcze 6 grudnia 2015 22:43
/wypowiadając tak stanowcze opinie o tym, że sędziowie w sądzie II instancji mogą sobie siedzieć podczas rozpraw cywilnych za stołem sędziowskim myśląc o swoich sprawach/
Takie opinie zapewne może wygłosić większość pełnomocników, którzy sąd znają z więcej niż jednej sprawy.
/ja wskazuję tylko na konkretne naganne zachowania sędziów, które jednak - w co wierzę - nie są powszechne/
Czyli udało się to Pani wytłumaczyć, że błędy w konkretnych sprawach nie stanowią podstawy do niesprawiedliwych uogólniających ocen.
Anonimowy 6 grudnia 2015 23:11
/ Czyli udało się to Pani wytłumaczyć, że błędy w konkretnych sprawach nie stanowią podstawy do niesprawiedliwych uogólniających ocen. /
Nikt mi tego nie musiał tłumaczyć, a już szczególnie Pan. Sama to dobrze wiem. Przez samo podawanie konkretnych przykładów, z życia wziętych, nagannych zachowań sędziów, które powinny skutkować nawet postępowaniami dyscyplinarnymi, nie dokonuję uogólnień. Okoliczność, że niektóre osoby przypisują mi takie intencje nie zmienia tego faktu.
O tym, że wielu sędziów bardzo ciężko i uczciwie pracuje pisałam nie raz i nie dwa. Sądziłam więc, że nie muszę każdy znany mi przykład przewinień sędziów poprzedzać wstępem, że nie wszyscy sędziowie są tacy, jak ci, o których piszę niżej.
A ujawnianie takich nagannych zachowań sędziów uważam za konieczne, bo z moich obserwacji wynika, że nieujawnianie prowadzi do zamiatania spraw pod dywan.
bartoszcze 7 grudnia 2015 07:34
/nie dokonuję uogólnień/
Zwłaszcza 4 grudnia 2015 18:08.
Anonimowy 7 grudnia 2015 10:21
/nie dokonuję uogólnień / - słowa wyrwane z kontekstu
Czy Panu - rzekomo osobie zaufania publicznego - przystoi wyrywanie słów z kontekstu i w oparciu o te wyrwane z kontekstu słowa przeinaczanie sensu wypowiedzi interlokutora?
Czy rzeczywiście jest Pan radcą prawnym?
bartoszcze 7 grudnia 2015 12:53
Skoro sędzia (prowadzący ten blog) odebrał te słowa jako generalizację (04.12.2015, 23:18), i nie tylko on, to może jednak powinna Pani się zastanowić, dlaczego jest Pani odbierana jako dokonująca nieuprawnionych uogólnień. Dwie najbardziej prawdopodobne hipotezy to:
- nie umie się Pani wysłowić i przez to sprawia wrażenie osoby, która uogólnia
- uogólnia Pani (acz wstydzi się teraz do tego przyznać).
Anonimowy 7 grudnia 2015 14:30
Jest jeszcze trzecia możliwość, a to taka, że osoby czytające nie pamiętają albo nie zrozumiały moich wyjaśnień, że:
"O tym, że wielu sędziów bardzo ciężko i uczciwie pracuje pisałam nie raz i nie dwa. Sądziłam więc, że nie muszę każdy znany mi przykład przewinień sędziów poprzedzać wstępem, że nie wszyscy sędziowie są tacy, jak ci, o których piszę niżej."
To oczywiście nie odnosi się do Pana, ponieważ Pan nie mógł tego nie pamiętać, gdyż Pana wpis jest bezpośrednio po tym moim wyjaśnieniu, ani tym bardziej nie mógł Pan tego nie zrozumieć, o ile rzeczywiście jest Pan radcą prawnym.
Ponawiam prośbę: Proszę się przedstawić z imienia i nazwiska, żeby czytelnicy tego bloga mogli sprawdzić czy rzeczywiście jest Pan radcą prawnym, za jakiego się Pan podaje.
bartoszcze 7 grudnia 2015 15:34
Jeżeli sądzi Pani, że Pani późniejsza wypowiedź unieważnia Pani wcześniejszą (generalizującą) wypowiedź, to wygląda na to, że prawdziwa była wersja druga.
Niczego nie unieważnia, tylko przypomina, że w wypowiedziach wcześniejszych od wcześniejszej, kilkakrotnie przedstawiałam swoją ocenę, że "wielu sędziów bardzo ciężko i uczciwie pracuje", co oznacza że nie mam generalnie złej opinii o sędziach. A moje wypowiedzi krytyczne wobec sędziów dotyczą tylko części z nich.
No i jeszcze raz, kawa na ławę:
"Sądziłam więc, że nie muszę każdy znany mi przykład przewinień sędziów poprzedzać wstępem, że nie wszyscy sędziowie są tacy, jak ci, o których piszę niżej."
Naprawdę nie jest to takie trudne do zrozumienia :)
bartoszcze 7 grudnia 2015 16:03
"A kto dzisiaj przejmuje się jakimiś przysięgami?
Ilu sędziów dochowuje przysięgi? (..)
Z moich obserwacji wynika, że obecnie przysięga często traktowana jest jako jakaś tam regułka do wyrecytowania (..)
Państwo Sędziowie, najpierw zacznijcie wymagać od siebie."
Faktycznie bardzo jasno wynika że kieruje Pani te słowa wyłącznie do tych nielicznych, którzy pracują źle.
Anonimowy 7 grudnia 2015 16:09
Znowu wyrywa Pan z kontekstu pojedyncze zwroty i manipuluje nimi.
Nieładnie, Panie niby-radco prawny.
niepoprawne prawo 7 grudnia 2015 16:39
Gwoli wyjaśnienia, nie twierdzę, że sasanka generalizuje. W jednym z komentarzy napisałem, że oboje, tj. autor bloga i sasanka mają rację. Z jednej strony jest autor bloga, który stara się rzetelnie wykonywać swój zawód. Z drugiej sasankę, która ma negatywne doświadczenia dotyczące pracy sędziów. Dyskusja więc zmierzała w przeciwnych kierunkach. Postawmy się na miejscu sędziego, który stara się rzetelnie wykonywać zawód, kiedy przeczyta, że wymiar sprawiedliwości źle funkcjonuje. Ale postawmy się również w sytuacji sasanki, która na własnej skórze przeżyła co najmniej bezmyślne działania sędziów, kiedy przeczyta, że przecież nic się nie stało. I właśnie to jest tragizm sytuacji, o której piszę.
niepoprawne prawo 7 grudnia 2015 16:41
A jeśli już mowa o generalizowaniu, to:
"Wystarczy sobie uświadomić, że człowiek ma wrodzoną tendencję do nadużywania prawa."
http://sub-iudice.blogspot.com/2015/09/kosztowna-opieka.html?showComment=1441197736778#c3974575528258114120
bartoszcze 7 grudnia 2015 17:55
/postawmy się również w sytuacji sasanki, która na własnej skórze przeżyła co najmniej bezmyślne działania sędziów/
Przecież nie jest kwestią, że ma się cieszyć z sędziowskich ułomności, tylko że traktuje je jako cechę powszechną.
Mógłbym o sędziach powiedzieć znacznie więcej nieprzychylnych rzeczy niż pani sasanka w życiu słyszała, ale jednocześnie wiem, jak sędziowie pracują i na ile różne błędy i ułomności stanowią mniejszość w ich pracy. Oraz znacznie lepiej od niej wiem co robią w sądzie inni ludzie - strony, pełnomocnicy, świadkowie...
Anonimowy 7 grudnia 2015 18:05
No właśnie problem w tym, że Pan wie lepiej.
A to jest w jakiś sposób obiektywny, a nie według tylko Pana subiektywnego poglądu, jeszcze jakoś mierzalne?
Na prawdę uważa Pan, że z takim nastawieniem (braku otwartości na poglądy innych), przekonaniu tylko o własnej racji, jest Pan w stanie dyskutować?
/Przecież nie jest kwestią, że ma się cieszyć (sasanka) z sędziowskich ułomności, tylko że traktuje je jako cechę powszechną.
Sasanka twierdzi inaczej, a to że nie traktuje "ułomności" sędziów jako cechę powszechną.
Ale Pan wie lepiej.
bartoszcze 7 grudnia 2015 18:54
/A to jest w jakiś sposób obiektywny, a nie według tylko Pana subiektywnego poglądu, jeszcze jakoś mierzalne?/
Ja nie prezentuję poglądów, tylko wiedzę wyniesioną z setek rozpraw, setek rozmów z sędziami i dziesiątek godzin nauki od sędziów.
Pani natomiast twierdzi, że uważa inaczej niż wynika z Pani wypowiedzi.
Pani - czyli kto?
Bo odpowiada Pan nie na mój na wpis, tylko innej osoby. Zacytowana przez Pana wypowiedź nie pochodzi ode mnie.
niepoprawne prawo 7 grudnia 2015 20:27
"Przecież nie jest kwestią, że ma się cieszyć z sędziowskich ułomności, tylko że traktuje je jako cechę powszechną (...)"
1. Jak wynika z wyjaśnień samej zainteresowanej, nie miała zamiaru generalizować.
2. Mnie jeszcze o coś innego chodzi, a mianowicie o koncepcję tego bloga. To nie jest miejsce do przedstawiania konkretnych spraw, dlatego napisałem w jednym z komentarzy, że ja również mam "różne" doświadczenia, ale mimo to tutaj staram się o nich nie wspominać.
3. Przecież nie bronię stron, pełnomocników czy świadków, wręcz przeciwnie, nawet tutaj zdarzało mi się krytykować naszą kulturę prawną.
4. Nawet jeśli wiemy coś, co można określić jako prawda obiektywna, to przecież każdy ma prawo do swojej opinii, nawet jeśli byłaby ona z tą naszą prawdą obiektywną sprzeczna. sasanka wyciąga wnioski w oparciu o własne doświadczenia, więc trudno jej zarzucać złą wolę w formułowaniu opinii, którą tutaj przedstawiła.
bartoszcze 7 grudnia 2015 20:47
/Pani - czyli kto?/
Łatwo się zgubić wśród anonimowych piszących jeden pod drugim używając tych samych fraz.
Do Pani było drugie zdanie.
@niepoprawne prawo
/Jak wynika z wyjaśnień samej zainteresowanej, nie miała zamiaru generalizować/
Dlatego nie wykluczyłem ewentualności, że tylko się nie umiała wysłowić, choć jej późniejsze wypowiedzi jednak wskazywały na coś innego. Nie zamierzam jednak się doktoryzować z tematu "Zamiary a twórczość pani sasanki".
Szczerze powątpiewam, że jesteś radcą prawnym.
Żaden szanujący się chirurg nie sprzeczałby się o operacji z laikiem. A ty uskuteczniasz jałową dyskusję z ignorantką.
Artur Mączyński 5 grudnia 2015 11:19
Za każdym razem jak jest podejrzenie popełnienia przestępstwa zawiadamiam odpowiednie instytucje. Robiłem to wielokrotnie. Trzeba jednak pamiętać, że to co dla świadka albo strony procesu jest przestępstwem, to wcale być nim nie musi w oparciu o materiał dowodowy, którym dysponuje sędzia prowadzący sprawę cywilną. „Profesjonalistami” w doniesieniach o możliwości popełnienia przestępstwa są np. politycy, którzy zwykle robią to w sposób instrumentalny. Sędziowie nie mogą w taki sposób postępować.
/ Za każdym razem jak jest podejrzenie popełnienia przestępstwa zawiadamiam odpowiednie instytucje. Robiłem to wielokrotnie./
Jako instytucja, czy jako funkcjonariusz publiczny, czy może jako zwykły obywatel?
/Różnice w orzecznictwie są rzeczą normalną. To istnieje we wszystkich państwach demokratycznych, powtórzę demokratycznych./
Zgoda istnieją. Ale jednym z zadań SN jest ujednolicanie orzecznictwa. Nie jest to takie trudne w dobie publikacji orzeczeń na portalach sądowych, żeby się zorientować jakie są trendy w danej kategorii spraw, tam w szczególności gdzie w grę wchodzi wątpliwość co do wykładni przepisu.
Dlatego nie jest dla mnie zrozumiałe jak gwarant jednolitości orzecznictwa SN, nie zna różnic orzeczeń składów orzekających w tej samej kategorii spraw, w sprawach które sam rozpatruje. W dobie elektroniki jest to bardzo proste. Przecież pomiędzy wniesieniem kasacji, a jej rozpatrzeniem upływa w zależności od Izby SN ok. 8 i więcej miesięcy. Wnoszący kasację nie może ująć w kasacji tego co wydarza się po jej wniesieniu, a nie zawsze kasacja jest rozpatrywana na rozprawie. Dla mnie to dowód, że SN nawet nie pochylił się nad zagadnieniem, skoro wnoszący np. powołuje się na wątpliwości związane z wykładnią przepisu, a SN nie dostrzega, że w obrębie jego składów są różnice i w orzecznictwie sądów też.
Dlaczego Pan zawiadamia o popełnieniu przestępstwa, skoro wg Pana powinna to zrobić "instytucja", a w jej imieniu zapewne Prezes Sądu? Pismem z jaką sygnaturą Pan zawiadamia - cywilną czy administracyjną? Czy ma Pan pełnomocnictwo od Prezesa Sądu do podpisywania pism w postępowaniu administracyjnym kierowanych na zewnątrz? Zawiadamia Pan na posiedzeniu Sądu jako organ procesowy, czy poza posiedzeniem jako pracownik Sądu (instytucji)?
Nie, żebym się czepiał, ale to dosyć ciekawe podejście, że "instytucja" nie ma rąk, nóg, uszu, oczu, języka, palców, ba: nie ma nawet mózgu - a mimo to może "dowiedzieć się" i ma obowiązek "zawiadomić". Czy tylko Prezes Sądu ma obowiązek zawiadamiać? Czy sędziowie mają obowiązek (pracowniczy lub inny) zawiadamiać Prezesa Sądu o prawdopodobnym istnieniu obowiązku zawiadomienia?
Artur Mączyński 6 grudnia 2015 13:32
Szczerze mówiąc dziwią mnie te pytania. Zarzut dotyczył tego, że sędziowie nie zawiadamiają o tym, że być może popełniono przestępstwo. Więc odpowiedziałem w tym kontekście, że ja - i nie tylko ja - zawiadamiam.
Z treści przepisu art. 304. § 2. k.p.k. wynika, że "Instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub Policję [...]".
Pisząc, że zawiadamiam, miałem na myśli to, że zawiadamiam, jako sąd (w moich sprawach sąd zawsze działa jednoosobowo) wysyłając stosowne zawiadomienie do właściwej instytucji. Zasadniczo nie czyni tego Prezes Sądu, który nie ma stosownej wiedzy. Czyni to sąd, który powziął informację w związku z prowadzoną sprawą.
/ Czyni to sąd, który powziął informację w związku z prowadzoną sprawą./
@ bartoszcze jest jednak innego zdania, gdyż napisał:
"Po drugie "sąd" zobowiązany do złożenia zawiadomienia w rozumieniu art. 304 par. 2 kpk oznacza instytucję, która jest reprezentowana w określony sposób, a nie dowolnego pracownika tego sądu. "Sąd" orzekający na rozprawie oznacza natomiast skład (czyli sędziego, kilku sędziów, sędziego i ławników), a nie instytucję. Tego uczy się studentów prawa."
Wprawdzie to było skierowane do mnie, a nie do Pana Sędziego, ale przecież profesjonalny prawnik - jakim mieni się @bartoszcze - ma jednakowe zdanie na jakiś temat, niezależnie od tego, komu udziela odpowiedzi. Prawda?
bartoszcze 6 grudnia 2015 18:17
/ zawiadamiam, jako sąd (w moich sprawach sąd zawsze działa jednoosobowo) wysyłając stosowne zawiadomienie do właściwej instytucji. Zasadniczo nie czyni tego Prezes Sądu, który nie ma stosownej wiedzy. Czyni to sąd, który powziął informację w związku z prowadzoną sprawą./
Przy czym w tym znaczeniu sąd jest w znaczeniu "składu sędziowskiego" a nie "instytucji", za którą zgodnie z art.22 par. 1 pkt 1 p. o u.s.p. działa prezes sądu. Obowiązek z art. 304 par. 2 kpk ciąży na tym drugim.
Anonimowy 6 grudnia 2015 21:02
/ Jeśli sobie Pani życzy czegoś się o mnie dowiedzieć, co najwyżej mogę Panią odesłać do korespondencji prywatnej, aczkolwiek nie jestem przekonany czy mam do Pani wystarczające zaufanie, że moje personalia będą chronione w taki sposób, jakiego oczekuję. /
Prawdziwi adwokaci i radcowie prawni nie ukrywają swojej tożsamości. Informacje o ich imionach, nazwiskach i miejscu wykonywania działalności są ogólnodostępne dla każdego obywatela. Można je znaleźć na stronach internetowych odpowiednich OIRP i ORA.
Ja nie proszę o nic innego jak tylko o te jawne dla wszystkich dane, których ujawnienie przez samorządy zawodowe nie zależy od stopnia zaufania danego radcy prawnego do osoby zapoznającej się z nimi.
Więc proszę się przedstawić.
bartoszcze 6 grudnia 2015 21:14
Wykonując zawód robię to pod imieniem i nazwiskiem.
Pani nie jest moją klientką, a ja nie występuję tu zawodowo, tylko dyskutuję prywatnie.
Skanu legitymacji i zdjęcia w todze też sobie Pani zażyczy w ramach poszukiwania prób podważenia moich argumentów?
/ Wykonując zawód robię to pod imieniem i nazwiskiem./
To czego Pan się boi, że ukrywa Pan swoje imię i nazwisko podczas prezentowania swojej wiedzy prawniczej w dyskusjach na blogu?
/ Pani nie jest moją klientką, a ja nie występuję tu zawodowo, tylko dyskutuję prywatnie./
Właśnie. Podejrzewam, że między wiedzą prezentowaną pod imieniem i nazwiskiem, a tą prezentowaną na blogu jest zasadnicza różnica, tak zarówno co do treści jaki i formy (a zwłaszcza kultury wypowiedzi).
bartoszcze 6 grudnia 2015 21:50
"decyzję o używaniu pseudonimu w internecie podjąłem wiele lat temu z przyczyn których nie mam obowiązku ujawniać, nie związanych z praktyką zawodową"
Ma Pani pełne prawo sobie podejrzewać co Pani sobie życzy, tak jak ma Pani prawo snuć sobie teorie spiskowe, którymi już zdążyła się Pani pochwalić.
Dziękuję, że nie odmawia mi Pan tego prawa. Jestem wdzięczna :)
Anonimowy 7 grudnia 2015 03:40
"Zna Pani jakieś sprawy dyscyplinarne przeciwko innym grupom zawodowym, np. kominiarzom, architektom, profesorom, lekarzom?"
Panie Sędzio jest bardzo wiele grup zawodowych z odpowiedzialnością dyscyplinarną: urzędnicy, policjanci, lekarze itd. A jak się zdarzy katastrofa budowlana to i jest odpowiedzialność karna. I te grupy zawodowe nie korzystają w większości z niezależności jaką niesie ze sobą niezawisłość.
Bywa też tak, że tą dyscyplinarką nie piętnuje się rzeczywiście istotne uchybienia, tylko przywołuje się niepokornych do porządku. Niestety, znowu wyszła mi generalizacja. Ale oczywiście dane statystyczne są, tylko trzeba by poszperać tu i tam.
/ Bywa też tak, że tą dyscyplinarką nie piętnuje się rzeczywiście istotne uchybienia, tylko przywołuje się niepokornych do porządku. /
Właśnie. O tym też pisałam.
Jeżeli postępowanie dyscyplinarne robi się sędziemu, który sam rozpoznaje sprawy w wydziale, gdzie normalnie orzeka 5 sędziów (bo pozostali 4 sędziowie są na zwolnieniach lekarskich itp) i z tego powodu ma zaległości w pisaniu uzasadnień, a nie widzi się podstaw do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów ewidentnie łamiących Konstytucję, to chyba coś jest z tym sądownictwem nie tak. Nie tylko z sądownictwem dyscyplinarnym sędziów, ale z sądownictwem w RP w ogóle.
W znanej mi sprawie sędziowie SO, w tym przewodniczący wydziału i dwoje sędziów wizytatorów, zastosowali w wydanym przez siebie orzeczeniu, którym oddalili zażalenie strony, przepis uznany już kilka lat wcześniej przez TK za niezgodny z Konstytucją. Zastosowali ten przepis, mimo że strona w swoim zażaleniu napisała, że przepis ten jest niezgodny z Konstytucją, że tak orzekł TK w wyroku z dnia... , sygn ... , wyjaśniała motywy, jakimi kierował się TK wydając swój wyrok.
Zastosowanie tego przepisu w orzeczeniu wydanym przez tych funkcyjnych sędziów musiało więc stanowić świadome i zuchwałe łamanie prawa, albo mogło oznaczać, że owi sędziowie nie zapoznali się nawet z treścią zażalenia, które rozpoznawali i dodatkowo nie znali obowiązującego prawa (co przecież jest ich obowiązkiem).
W tej sprawie Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego nie znalazł podstaw do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych wobec tych sędziów. Mało tego, jeden z trojga tych sędziów wkrótce potem awansował do Sądu Apelacyjnego.
Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego uznał bowiem, że zastosowanie przez sędziów przepisu uznanego przez TK za niezgodny z Konstytucją (w takich okolicznościach jak opisałam wyżej - przyp. mój) było wprawdzie oczywistym naruszeniem prawa, ale NIE RAŻĄCYM. Tak w piśmie ZRD z września b.r. O ewentualnym nie zapoznaniu się sędziów z treścią rozpoznawanego przez nich zażalenia ani słowa.
Proszę mi powiedzieć, co ma o tym sądzić osoba przychodząca do sądu po sprawiedliwość?
"Co Pani wie o pracy sędziego? Co Pani wie o stresie związanym z przesłuchaniami oszustów, dzieci, kryminalistów, morderców, osób psychicznie chorych, kłamców? Co Pani wie o pieniaczach, osobach stosujących przemoc wobec sędziów, czy pracowników sądów?"
Ależ to są normalne elementy pracy tego zawodu.
Tak jak normalnym elementem w przypadku pracy chirurga jest widok krwi, śmierć na sali operacyjnej, lub to że jak jest ślizgawica to pacjentów ze złamania kończyn jest więcej.
Czy to, że lekarz kończył medycynę, a pacjent nie, ma pozbawiać prawa pacjenta do oceny, na zasadzie, że lekarz lepiej wie, czy pacjenta boli czy nie?
Nie rozumiem tej ekscytacji.
Nie rozumiem prawa do odbierania prawa do osądu działań sądu (poglądu) obywatelowi bo uczestnikiem wymiaru sprawiedliwości może być i bywa każdy obywatel- jako widz czy jako uczestnik.
Jakże często natomiast to sąd wydaje wyroki w dziedzinach spraw, których nie zna ( z zakresu informatyki, pr. budowlanego, mechaniki). I opinia biegłego niewiele tu pomoże, bo do jej zrozumienia, zrozumienia stanowiska przeciwnego do opinii konieczne jest czasami minimalne przygotowanie specjalistyczne, a sąd go nie ma.
Jakże często sąd (n. p.30 letni sędzia) rozstrzyga o sprawach życiowych znacznie starszych od niego stron(rozwód, opieka rodzicielska) choć sam tych tematów jeszcze nie przerabiał i życiowo go przerastają. Znajomość samej procedury raczej tu nie wystarczy.
bartoszcze 7 grudnia 2015 15:35
/Czy to, że lekarz kończył medycynę, a pacjent nie, ma pozbawiać prawa pacjenta do oceny, na zasadzie, że lekarz lepiej wie, czy pacjenta boli czy nie?/
Tematem dyskusji nie jest czy pacjenta boli tylko cy lekarz dobrze wykonuje swoją robotę, jeśli już.
Tak, i kto ma prawo do oceny czy lekarz wykonuje dobrze swoją robotę?
Tylko ten lekarz, inny lekarz, biegły, sąd?
Pacjent, zdaniem Pana jest w tym wszystkim nieważny?
On, nie ma prawa do ocen.
Otóż myli się Pan. Ma prawo do ocen, nawet błędnych.
Bywa jednak i tak, ze diagnoza wielu lekarzy jest błędna, zanim ktoś postawi właściwą, a pacjenta jednak mimo to boli.
Dlaczego Państwo odmawiacie prawa do ocen Pani sasance.
Bo są krytyczne?
bartoszcze 7 grudnia 2015 17:47
/Ma prawo do ocen, nawet błędnych./
Powtórzę: tematem nie była kwestia czy i jak pacjent ocenia, tylko czy robota jest dobrze wykonana. Subiektywne odczucia pacjenta nie mają - z definicji - charakteru obiektywnej weryfikacji jakości.
Anonimowy 7 grudnia 2015 18:54
Bardzo dziękuję tym z Państwa, którzy zechcieli zabrać głos w tej dyskusji, nie dyskwalifikując z góry mnie jako komentatora niekompetentnego do zabierania głosu.
Powtórzę po raz kolejny, że w mojej ocenie jest w Polsce wielu sędziów, którzy podchodzą do swojej pracy bardzo poważnie i uczciwie, rzetelnie, sumiennie ją wykonują, wydając sprawiedliwe orzeczenia. Ale jednocześnie uważam, że sytuacja w sądownictwie jest znacznie gorsza, niż sądzi Autor tego bloga.
Mam wiele szacunku do Pana Sędziego, aczkolwiek nie zawsze się z nim zgadzam. Przede wszystkim podziwiam odwagę Pana Sędziego po pierwsze dlatego, że prowadzi tego bloga i dyskutuje tutaj pod własnym imieniem i nazwiskiem. Po drugie dlatego, że nie usuwa wypowiedzi komentatorów, mimo że często nie są mu i jego środowisku „na rękę”.
Ufam, że nie będzie Pan z tego powodu szykanowany jako sędzia i jako kolega-sędzia.
niepoprawne prawo 7 grudnia 2015 20:30
Wzajemnie, również pozdrawiam i życzę powodzenia z tą nieszczęsną sprawą, podczas której sędziowie zmieniają się jak w kalejdoskopie.
Unknown 7 grudnia 2015 19:30
Spotkałem sie z wieloma sędziami i można powiedzieć iż wielu z nich podchodziło do pracy w sposób wzorowy Niestety kiedy sprawy zaczeły sie wyjaśniać ktoś delegoway ich do sadów okręgowych i zastępowano innymi tak że sprawy zaczeł sie gmatwać dokumenty dosłownie ginąć z akt sprawy.
I co w takim wypadku należało by zrobić. ?
Oczywiście zawsze złorzyć można skarge zażalenie
pod warunkiem że ktoś ja chce rzetelnie rozpatrzyć zgodnie z zasada niezawisłości . Finał jest taki ze po 3 latach sprawy stoimy w miejscu i co dalej ?