Source: http://wiadomosci.xp.pl/kolejny-skandal-w-sn-2-bledy-prawne-ws-nizynskiego/94bwibl?commentAdd
Timestamp: 2019-08-20 01:49:42
Legal References Found: art. 120
 art. 524
 art. 445
 art. 422
 art. 518
 art. 422
 art. 100
 art. 524
 art. 422
 art. 422
 art. 524
 art. 445
 art. 524
 art. 524
 art. 100
 art. 16
 art. 4
 art. 100
 art. 16
 art. 16
 art. 92
 art. 100
 art. 6
 art. 6
 art. 6

Document Content:
Kolejny skandal w SN. 2 błędy prawne ws. Niżyńskiego
16 maj 2019 02:18
15 maja 2019 r. Sąd Najwyższy w osobie Przewodniczącego Wydziału zadecydował na posiedzeniu ok. godz. 12:00, że zarządzenie Prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie odmawiające przyjęcia kasacji Niżyńskiego do rozpoznania zostaje utrzymane w mocy. Orzeczenie można oglądać na stronach Sądu Najwyższego. Zarówno zarządzenie SO, jak i orzeczenie SN, obarczone są poważnymi błędami prawnymi pokazującymi stan polskiego sądownictwa oraz zwalczanie postaci naszego prezesa.
Zdjęcie 1 z 19 – Skarga Niżyńskiego do Ministerstwa Sprawiedliwości
Sygnatura akt SN: II KZ 14/19. Sprawa dotyczy kompromitującego postępowania karnego dot. rzekomego spowodowania wypadku przez Piotra Niżyńskiego, przy czym tak na dobrą sprawę nie udowodniono Piotrowi Niżyńskiemu, że to on był za kierownicą, tylko domyśla się tego policjant w oparciu o to, że rzekomo "słyszał od niego 2 różne wersje", "ciągle zmieniał wersję" (w związku z czym policjant wybrał sobie zupełnie dowolnie tę najbardziej niekorzystną dla oskarżonego) – nie jest to zresztą w aktach w żaden sposób rozwinięte ani wyjaśnione. Najbardziej razi w tej sprawie to, że jest najeżona poszlakami na spisek kryminalny przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu (głównej ofierze "prześladowań telewizyjnych" polegających na podsłuchiwaniu i torturowaniu oraz przemilczaniu tematu w mass mediach) i na to, że rzekomy wypadek z ofiarą był zaaranżowany i sfingowany (dobrana data sprawy, dobrana data urodzin dziewczyny, która rzekomo jest pokrzywdzoną). Drugim strasznie rażącym naruszeniem jest to, że zarówno policjant, jak i prokurator, jak i sędziowie w liczbie łącznie 2, którzy orzekli w I i II instancji (1 sędzia w każdej, w wyniku nowelizacji wprowadzonej przez PiS, gdyż dawniej było 3 sędziów na etapie rozpatrywania zażalenia), nie dostrzegli w ogóle potrzeby dowodzenia swych twierdzeń przez stronę oskarżycielską. Rzuca się oskarżenie, że Piotr Niżyński spowodował złamanie obu nóg, nie ma żadnego dowodu na taką szkodę na zdrowiu ani w ujawnionych aktach, ani poza nimi (patrz też wideo, w którym ustalano to wyraźnie z pracownikami sądu), tym niemniej sądy kolejno I i II instancji aprobowały tezę, że "Piotr Niżyński popełnił zarzucany mu czyn", a nawet, mówiąc wprost, że "spowodował złamanie obu kończyn dolnych". Nie ma na ten temat żadnego dowodu w aktach. Nie sięgnięto nawet (nie próbowano sięgnąć) po dane lekarzy, co zresztą i tak byłoby niesatysfakcjonujące, gdyż dokumenty nie wystarczają do skazania, trzeba by ustalić, czy ktoś robił prześwietlenie i skąd w ogóle wiedza o złamaniu, a także to, jak długo ono się utrzymywało (tego też nie wiadomo, bo rzekoma pokrzywdzona – od czasu sceny z jej upadkiem na ulicy, pod naporem ważącego na jej stopie zaledwie rzędu 40 kG, czyli tyle, co dziecko, kosza na śmieci – nie uczestniczyła w ogóle w sprawie karnej, nie była przesłuchiwana itd.: nic o jej dalszych losach nie ujawniono). Również bardzo niedobre wrażenie robi wmawianie sądowi, że Piotr Niżyński jest schizofrenikiem lub psychotykiem oraz ochocze przytakiwanie temu przez sąd czy np. przez biegłego psychologa i psychiatrę.
Akta sprawy można przeglądać na http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=12&t=7406.
Błędne orzeczenie Sądu Okręgowego i błędne orzeczenie Sądu Najwyższego
Sąd Okręgowy w oparciu o to, że wnoszący kasację adw. Ginko był oznaczony w bazie danych adwokatury jako "nie wykonujący zawodu" (swą działalność gospodarczą zawiesił, następnie uległa ponad rok temu wykreśleniu), odmówił przyjęcia kasacji do rozpoznania, bo, jak by to można wyrazić kolokwialnie, "taki adwokat to nie jest legalny obrońca". Kasację podpisaną przez takiego adwokata załatwiła Piotrowi Niżyńskiemu obficie reklamująca się na ogłoszeniach Gumtree.pl firma "Lega Artis" (o dziwnej nazwie z literą -a na końcu słowa Lege, co nie jest zgodne z gramatyką łacińską, natomiast litera a- na początku słów kojarzy się z brakiem czegoś: ten błąd gramatyczny w znanym sformułowaniu bardzo razi, więc można dopatrywać się tu spisku związanego z tym, że firmę ustawiono, np. w administracji skarbowej nadzorowanej przecież przez rząd, a ściślej np. za pośrednictwem jakiejś spółdzielni mieszkaniowej, by wniosła kasację podpisaną przez osobę nieuprawnioną; sytuacja sprawia wrażenie, że firma czuje zaplecze polityczne i bezkarność: lekceważy klienta zupełnie, a wspiera ją ochoczo spółdzielnia mieszkaniowa, co zdawała się sugerować ochocza postawa lokalnego ochroniarza, gotowego niemalże wyrzucać przybyłego na miejsce niechcianego klienta, gdy czekał na parterze na tę "firmę", której w rzeczywistości po prostu w jej rzekomych godzinach pracy wcale w rzekomej "kancelarii" nie było, co zresztą widać na filmie i co okazuje się wedle stoczonych rozmów częstym przypadkiem: jest to firma tylko pozornie mająca stałe godziny obsługiwania klientów w jakiejś swej siedzibie i biurze, choć reklamy udają, że tak jest i że jest to podmiot niegorszy od innych).
Wspomniane rozstrzygnięcie Sądu Okręgowego, odmawiające przyjęcia kasacji do rozpoznania, Piotr Niżyński zaskarżył (prezes xp.pl) poprzez adwokata Marcina Stępnia z uwagi na to, że w takich sytuacjach, jak wielokrotnie przytakiwał czy wręcz orzekał Sąd Najwyższy oraz jak stwierdza się w książkach, brak formalny jest usuwalny i należy dlatego najpierw wezwać do uzupełnienia wniesionego pisma procesowego (jak nakazuje art. 120 Kodeksu postępowania karnego).
Jednakże oparte na tym zażalenie przegrało w Sądzie Najwyższym, a przyczyna tego jest już zupełnie absurdalna. Stwierdzono niedopuszczalność kasacji z innego powodu: mianowicie wniesiono ją bez uprzedniego wniosku o doręczenie postanowienia z uzasadnieniem (jest to kasacja od postanowienia oddalającego zażalenie na postanowienie sądu rejonowego o umorzeniu sprawy i zastosowaniu środka zabezpieczającego, tutaj: środka w postaci utraty prawa jazdy; zgodnie z teoriami lansowanymi w podręcznikach i w orzecznictwie SN, w tym w oficjalnych zbiorach orzecznictwa, można wnosić od takich orzeczeń kasacje: konkluzję taką oparto m. in. na analizie uzasadnienia ustawy, która w ogóle umożliwiła kasacje od postanowień dotyczących takich umorzeń).
Tymczasem nigdzie w ustawie nie jest wprost wyrażony obowiązek złożenia wniosku o doręczenie orzeczenia z uzasadnieniem w sytuacji, gdy sąd sam z siebie takie pismo doręcza. Co do zasady obowiązek taki istnieje w przypadku orzeczeń, których wraz z uzasadnieniem sąd sam z własnej inicjatywy nie doręcza: gdyż w rękach strony wnoszącej kasację musi być wyrok z uzasadnieniem albo, jak w tym przypadku, postanowienie z uzasadnieniem (patrz art. 524 §1 KPK, który tu jest najważniejszy, bo jest o kasacjach, oraz przytoczony w nim mający tu znaczenie pomocnicze art. 445 §2 KPK), tym niemniej ustawa tego nie stwierdza nigdzie wprost, że zawsze strona musi wystąpić z takim wnioskiem. Wydaje się to być podyktowane okolicznościami, a ustawodawca wydaje się nie wymagać od strony postępowania takich czynności, które są nonsensowne, bo bezcelowe. Jak więc widać ważna jest kwestia celu dokonywania czynności: nie może być przecież tak (a uznaje się to w tekście ustawy praktycznie za oczywiste), że strona musi robić coś, co nie ma sensu, bo i tak sąd sam z siebie jej da to, o co miałaby się zwracać. Ustawodawca zdaje się to rozumieć i przyjmować za zrozumiałe, że mogą istnieć okoliczności, które z wniesienia tego typu przedapelacyjnych lub przedkasacyjnych wniosków zwalniają. Jakich mianowicie wniosków? Otóż w art. 422 §1 KPK (który odnosi się wprawdzie do apelacji, ale przy kasacjach w miarę możliwości sąd musi uwzględniać i analogicznie stosować przepisy o apelacjach, bo tak nakazuje art. 518 KPK) prawo nakłada ogólny obowiązek, by był wniosek (1) o sporządzenie uzasadnienia wyroku i (2) o doręczenie wyroku wraz z uzasadnieniem; jednakże w przypadkach, gdy sąd sporządza uzasadnienie orzeczenia "z urzędu" (czyli sam z siebie, nawet bez wniosku o to), ten sam przepis za oczywiste niemalże uznaje, pozostawiając to domyślności czytelnika, że nie trzeba wobec tego wnioskować o takie uzasadnienie. Napisano bowiem w zdaniu drugim ww. art. 422 §1 KPK tak: "Sporządzenie uzasadnienia z urzędu nie zwalnia strony oraz pokrzywdzonego od złożenia wniosku o doręczenie uzasadnienia" – w konsekwencji, jak można z tego rozumieć, z wniosku 1 (lub części 1 tego, o co się wnioskuje w piśmie) strona jest zwolniona, gdy sąd sam z siebie sporządza uzasadnienie (ale to nawet nie jest tu napisane, że jest z tego zwolniona, tylko po prostu można to wyrozumować a contrario, co jest standardowym sposobem rozumowania prawniczego: z przeciwieństwa), natomiast strona, jak podano wprost, nie jest za to zwolniona z obowiązku wnioskowania o doręczenie takiego postanowienia z uzasadnieniem. Instruuje to też dodatkowo sąd, by sam z siebie go nie doręczał, lub co najmniej powołuje się to na ten stan prawny braku doręczenia z urzędu (aczkolwiek dotyczy to generalnie wyroków, bo też apelacje zajmują się tylko i wyłącznie wyrokami, podczas gdy przy postanowieniach są zażalenia, a nie apelacje, zaś sprawa Piotra Niżyńskiego zakończyła się – jak to zawsze bywa w przypadku wniosków prokuratora o umorzenie postępowania i zastosowanie środka zabezpieczającego – postanowieniem; wydaje się, że w przypadku postanowień fundamentalną i wprost wyrażoną regulacją jest tu art. 100 §4 KPK). Widać zatem, że bezcelowość czynności 1 likwiduje, wedle ustawy, w oczywisty sposób obowiązek składania wniosku. Konsekwentnie więc, czemuż by bezcelowość czynności 2 nie miała w oczywisty sposób likwidować obowiązku składania wniosku? A właśnie taki przypadek wystąpił w sprawie tutaj omawianej.
Otóż w tej sprawie (Sądu Okręgowego w Warszawie) podobno, zdaniem Sądu Najwyższego orzekającego tu w sprawie zażalenia adwokata Piotra Niżyńskiego na nieprzyjęcie do rozpoznania kasacji wniesionej uprzednio przez wspomnianą firmę Lega Artis (sygn. akt Sądu Najwyższego dla tego zażalenia: II KZ 14/19 – można przejrzeć treść po kliknięciu), Sąd Okręgowy nie powinien sam z siebie doręczyć postanowienia z uzasadnieniem. Zrobił to jednak, bez wniosku, już na drugi dzień po wydaniu postanowienia. W tych okolicznościach nikt, co zrozumiałe, nie składał wniosku o doręczenie postanowienia wraz z jego uzasadnieniem (jak gdyby celem uzyskania drugiego egzemplarza). To zaś jednak Sąd Najwyższy uznał za błąd i z tego powodu nie zgodził się na dalszą obsługę kasacji.
Pierwsza niezgodność z prawem w orzeczeniu SN
Jest to decyzja niesprawiedliwa na aż 2 sposoby. Po pierwsze: nigdzie w prawie nie jest zapisany bezwzględny obowiązek wnioskowania o doręczenie takiego postanowienia także w sytuacji, gdy sąd sam z siebie je (podobno wbrew prawu) doręczył. Fundamentalny w tym temacie art. 524 §1 KPK może być dwoiście interpretowany: jego pierwsze zdanie w ogóle nie wyraża się na temat obowiązku złożenia wniosku, zaś jego drugie zdanie można interpretować zarówno tak, że (a) wypowiada się ono o warunkach, jakim należy sprostać, by skutecznie złożyć wniosek o doręczenie uzasadnienia, jak i tak, że (b) nakłada ono w ogóle bezwarunkowo ("należy") obowiązek złożenia takiego wniosku (tzn. zawsze). Owo drugie zdanie ma bowiem postać "Wniosek o doręczenie orzeczenia z uzasadnieniem należy zgłosić w sądzie, który wydał orzeczenie, w terminie zawitym 7 dni [...]", przy czym pojawia się ni stąd, ni zowąd, bez dokładniejszej zapowiedzi – tj. bez przygotowania kontekstu co do tego, czy taki wniosek w ogóle jest w każdym przypadku konieczny, a jeśli nie, to kiedy nie jest – w związku z czym można je objaśnić zarówno tak, że omawia ono to, jak taki wniosek musi być składany, by był "jak należy" (warunki konieczne, niezbędne cechy wniosku, jeśli w ogóle taki istnieje, czyli jeśli jest, jak to się mówi wśród prawników, spełniona hipoteza tego zdania będącego fragmentem przepisu), jak i można je objaśnić w ten z kolei sposób, że wprowadza ono ogólny obowiązek złożenia wniosku. Jednakże ta druga interpretacja (która zresztą wydaje się nienaturalna z uwagi na odwróconą kolejność w zdaniu: gdyby o to miało chodzić, że wprowadza się ogólny obowiązek, to Polak powiedziałby raczej "należy złożyć wniosek" niż, jak tam jest, "wniosek złożyć należy [w następujący sposób]") jest przekreślona przez wspomniany art. 422 §1 KPK, który wyraźnie sugeruje, że nie zawsze trzeba wnioskować o uzasadnienie, a co do doręczenia, to w każdym razie samo sporządzenie (w aktach) uzasadnienia z urzędu nie zwalnia z obowiązku wnioskowania o nie. Ale być może to, że sąd sam z siebie doręcza orzeczenie z uzasadnieniem, już zwalnia. W każdym więc razie coś może zwalnia z takiego obowiązku (ustawodawca tych spraw nie doprecyzowuje, ale pozostawia swobodę i pole dla domyślności sędziego). Wydaje się to być spójne z logiką tego przepisu, gdyż dopuszcza on np., jak się to tam sugeruje, rezygnację z wniosku o (najpierw) sporządzenie w ogóle uzasadnienia (w aktach, czyli wewnątrz samego sądzie, przy czym chodzi tu tylko o napisanie, jeszcze bez doręczenia go) – z przyczyn celowościowych (mianowicie wydaje się, że to się dopuszcza w sytuacji, gdy sąd je i tak sam z siebie sporządza; tak w art. 422 §1 KPK, zdanie drugie a contrario). Podsumowując więc, słuszna interpretacja obu zdań fundamentalnego tutaj art. 524 §1 KPK jest taka, że po pierwsze termin dla kasacji to 30 dni od doręczenia orzeczenia z uzasadnieniem, czemu akurat w tej sprawie sprostano, a po drugie, że wniosek o doręczenie orzeczenia z uzasadnieniem, aby był złożony "jak należy", powinien być wniesiony w terminie 7 dni, w odpowiednim sądzie itd. Nic więcej z tego przepisu się zatem nie wywnioskuje. Nie wynika z niego obowiązek wnioskowania o coś, co sąd i tak sam z siebie przysłał (wprawdzie podobno, wedle podręcznika D. Świeckiego, wskutek błędu), ani też prawo do odrzucenia kasacji, którą wniesiono z naruszeniem tego obowiązku.
Co ciekawe, prawo bardzo wyraźnie przewiduje możliwość wniesienia zarówno apelacji, jak i kasacji, bez składania wniosku dot. (1) sporządzenia uzasadnienia (jeśli wniosek jest do tego potrzebny) i (2) doręczenia orzeczenia z uzasadnieniem. Wniosek ten zdecydowanie wolno pominąć, jak głosi art. art. 445 §2 KPK (przy apelacjach) i art. 524 §1 KPK zdanie ostatnie (przy kasacjach). W takim przypadku jednak (o ile wniosek w ogóle ma rację bytu na kanwie danej sprawy) należy zmieścić się w terminie 7 dni od dnia ogłoszenia orzeczenia w sądzie. Jednakże z przekroczenia terminu łatwo się wybronić powołując się na to, o czym tu za chwilę będzie mowa pod nagłówkiem "Druga fundamentalna niezgodność z prawem w orzeczeniu SN".
Ta analiza prawa w tym temacie jest to jednak argument najlżejszy, bo tutaj teraz zaczynają się łatwo dużo cięższe zarzuty. Kontynuując ten pierwszy argument można podnosić po pierwsze, że choćby nawet z ustawy wynikał taki obowiązek – że trzeba wnioskować o doręczenie orzeczenia z uzasadnieniem zawsze, nawet wtedy, gdy sąd się myli i doręcza je i tak sam z siebie – to taki tekst ustawy należy traktować z przymrużeniem oka. I tak przecież byłby on pewnie stosowany tylko na zasadzie odniesień (np. na zasadzie nakazu analogicznego stosowania przepisów o apelacjach) albo na zasadzie wnioskowania z jakichś fragmentów zdań oraz sposobu logicznego powiązania ze sobą części zdania (rozbiór logiczny) itp. (czyli, jednym słowem, w oparciu o drobne mało wyraźne przesłanki), przy czym te rzeczy nie są ostateczną miarą wszystkiego i mogą się tu kryć błędy (wedle klasycznej zasady wykładni prawa Placuit in omnibus rebus praecipuam esse iustitiae aequitatisque quam stricti iuris rationem, uczonej na studiach, wyrytej zresztą na gmachu Sądu Najwyższego – "We wszystkich sprawach powinna mieć pierwszeństwo zasada sprawiedliwości i słuszności nad zasadą ścisłego prawa"). Przykładowo w uchwale 25 sędziów Sądu Najwyższego (uchwała całej Izby Cywilnej, posługująca się też ogólnym orzecznictwem z Trybunału Konstytucyjnego) nr III CZP 37/04 stwierdzono tak oto:
W doktrynie i w orzecznictwie trafnie akcentuje się prymat wykładni językowej nad pozostałymi rodzajami wykładni, tj. systemową i celowościową. Jednocześnie przyjmuje się słusznie, że w wyjątkowych sytuacjach wolno odstąpić od literalnego znaczenia przepisu. Może to mieć miejsce, gdy wykładnia językowa pozostaje w oczywistej sprzeczności z treścią innych norm, prowadzi do absurdalnych z punktu widzenia społecznego lub ekonomicznego konsekwencji, rażąco niesprawiedliwych rozstrzygnięć lub pozostaje w oczywistej sprzeczności z powszechnie akceptowanymi normami moralnymi (por. np. wyrok Trybunału Konstytucyjnego dnia 28 czerwca 2000 r. K 25/99, OTK 2000, nr 5 poz. 141 oraz wyroki Sądu Najwyższego z dnia 8 stycznia 1993 r., III ARN 84/92, OSNC 1993, nr 10, poz. 183, z dnia 8 maja 1998 r., I CKN 664/97, OSNC 1999, nr 1, poz. 7, uchwały z dnia 3 listopada 1997 r., III ZP 38/97, OSNAP 1998, nr 8, poz. 234, z dnia 8 lutego 2000 r., I KZP 50/99, OSNKW 2000, nr 3-4, poz. 24 i uchwała składu siedmiu sędziów z dnia 25 kwietnia 2003 r., III CZP 8/03, OSNC 2004, nr 1, poz. 1).
Choćby więc nawet z standardowo interpretowanego prawa wynikało, że nadaje się do odrzucenia kasacja, którą wniesiono bez uprzedniego wnioskowania o doręczenie orzeczenia z uzasadnieniem nieobjętego wedle prawa doręczeniem z urzędu – i to nadaje się do odrzucenia także w sytuacji, gdy sąd popełnia błąd i to orzeczenie z uzasadnieniem sam z siebie (z urzędu) dostarcza stronie pocztą – to taka interpretacja nadawałaby się do wyrzucenia z uwagi na to, że (po pierwsze) w rażący, radykalny sposób przekreśla ona prawo strony do sądu i naraża ją na niesprawiedliwość (a nawet na nadużycia sądów niższych instancji; pojawia się ryzyko sabotowania postępowania, w tym takich wniosków o doręczenie, przez sąd niższej instancji niż SN, w sposób zamykający drogę do SN), co jest najzupełniej sprzeczne z misją wymiaru sprawiedliwości w dziedzinie spraw karnych (misją tą jest to przede wszystkim, by istniało słuszne co do meritum rozstrzygnięcie sprawy, w granicach podstawowych tam i ograniczeń dla prawa karnego, jak np. przedawnienie czy immunitet), a także z uwagi na (po drugie) wysoki stopień niemoralności takiej decyzji, gdyż przypomina ona niejako każdej niewykształconej prawniczo strony postępowania (i pozbawionej w odpowiednim czasie, tj. po orzeczeniu wydanym w II instancji, już jakiegokolwiek obrońcy) za zaledwie "błąd" co do subtelności formalnoprawnej, który mało kto rozumie lub ma możliwość dostrzec i który z punktu widzenia celu istnienia instytucji państwa jest bez znaczenia (nie po to przecież płaci się podatki na sądownictwo, by następnie nie można się było już na zawsze odwołać od orzeczenia, a to tylko z absurdalnych przyczyn, tj. dlatego, że nie zrobiło się pewnej bezcelowej czynności nie wnoszącej nic nowego, lecz tylko dającej duplikat rzeczy, którą już się ma). Jest to przesycone pogardą dla tego, co właściwie jest – dla każdego uczciwego człowieka – w egzekwowaniu prawa najważniejsze, czyli tego, czy sprawiedliwie kształtować się będą prawa i obowiązki stron postępowania (czy ktoś nie będzie skazany niesłusznie, czy nie będzie krzywdzony przez państwo itd.). Skazywanie oskarżonego na to, że już na zawsze będzie miał niesprawiedliwy "wyrok" z II instancji, bo nie zrobił czegoś nonsensownego, wydaje się wysoce niemoralne, gdyż jest hołdowaniem czemu innemu niż najważniejsze zasady sprawiedliwości społecznej (takie, jak np. brak odpowiedzialności osoby, która danego czynu nie popełniła, za ten rzekomy czyn; mówi się przecież nawet, od niemal 2000 lat i w ramach tradycji prawa rzymskiego, lepiej jest pozostawić bezkarnym występek złoczyńcy niż skazać niewinnego). Toteż, podsumowując te okoliczności – choćby nawet z prawa (rozumianego przez pryzmat wykładni dosłownej, czyli tzw. literalnej albo inaczej językowej) wynikało, że kasacja nadawała się do odrzucenia, należałoby wspomnianą "wykładnię językową" odrzucić. Z drugiej zaś strony słynna inna wykładnia – celowościowa – prowadzi do konkluzji, że w sytuacji, gdy sąd już sam z siebie wykonał doręczenie, którego nie miał obowiązku wykonywać, bezcelowe jest składanie kolejnego wniosku, czyli nie ma podstaw (prawnych), by taki obowiązek powstawał. Nie ma po prostu obowiązku w takiej sytuacji składać wniosku.
Innymi słowy: wykładnia językowa sprawy tej nie rozstrzyga (nie widać podstaw do ostatecznego rozstrzygnięcia, że jest konieczny zawsze wniosek o doręczenie orzeczenia, bez względu na to, że sąd to sam z siebie zrobił; co więcej, widać pole do różnych możliwych interpretacji drugiego zdania art. 524 §1 KPK), zaś wykładnia celowościowa rozstrzyga na korzyść Piotra Niżyńskiego, a wbrew błędnym teoriom Sądu Najwyższego. A zatem kasację uznano za przegraną w sposób niesprawiedliwy. To jest pierwszy problem.
Na marginesie można tu raz jeszcze dodać, że art. 100 §4 KPK wyraźnie stwierdza, że zawsze sąd sam z siebie powinien doręczyć stronie postanowienie kończące sprawę wydane na posiedzeniu. Z czego wynika, że Sąd Okręgowy w Warszawie postąpił właściwie wysyłając z własnej inicjatywy postanowienie. Tym niemniej Sąd Najwyższy zamiast do tego się zastosować wolał zacytować jakiś prawie nikomu nieznany drobny fragment podręcznika (komentarza do Kodeksu postępowania karnego) autorstwa sędziego SN prof. Dariusza Świeckiego.
SN mógłby teraz w kolejnych sprawach prezentować (w osobie innego sędziego) stanowiska odmienne od powyższego i, zależnie od przyjętej przez oskarżonego wersji, co do istnienia obowiązku doręczenia z urzędu lub nie, mógłby w każdej sprawie wybierać zawsze taką teorię na temat procedury z Kodeksu postępowania karnego, na gruncie której oskarżony nie wywiązał się należycie z ustawowej ścieżki do wniesienia kasacji, bo wystąpił falstart (zbyt wczesne zaskarżenie kasacją, przed realizacją uznawanego akurat za konieczny wniosku o doręczenie) albo spóźnienie (niepotrzebne oczekiwanie z kasacją aż na realizację wniosku o doręczenie, podczas gdy należało zaskarżyć orzeczenie doręczone pocztą przez sąd z własnej inicjatywy sądu, a wniosek uważa się za niepotrzebny) – krótko mówiąc stosując takie podejście, jak powyżej zaprezentowane, każdą sprawę kasacji karnej można by w praktyce, przy współpracy Sądu Okręgowego, np. w razie sporej przewlekłości realizowania przezeń wniosku o doręczenie (albo odmowy zrealizowania go), zawsze dyskwalifikować "z przyczyn formalnoprawnych" (z wyjątkiem tych, w których skarżącym jest np. minister). To przebóstwianie formułek procesowych jest to podejście zupełnie nielegalne, o czym za chwilę.
Druga fundamentalna niezgodność z prawem w orzeczeniu SN – Sąd Okręgowy nie informował, tylko wpuszczał w maliny i za to należy się przymknięcie oczu na sprawy proceduralne
Drugi, dużo poważniejszy i bardziej rażący z punktu widzenia każdego laika problem tkwi w tym, że – co tutaj należy stanowczo podkreślić – polski ustawodawca tworząc Kodeks postępowania karnego zrezygnował z przyswojenia na jego gruncie koncepcji ignorantia iuris nocet ("nieznajomość prawa szkodzi"). Zasada taka w prawie karnym dotyczy tylko czynów zabronionych, tj. można czyn zabroniony popełnić nawet wtedy, gdy się nie wie o tym, że jest zabroniony, chyba że taką niewiedzę można w jakiś sposób usprawiedliwić (a dotyczy to, wedle orzecznictwa, przede wszystkim przypadków, gdy jest to sprawa skomplikowana, czyli wtedy, gdy zwykły człowiek nie da rady sam z siebie rozstrzygnąć tego, czy wedle ustawy ma prawo do czegoś, czy nie, a np. – na potwierdzenie jeszcze tego faktu – poważne wątpliwości w tym zakresie są nawet wśród uczciwych sędziów). Natomiast prawa procesowego, czyli "procedury karnej", tego, jak toczą się sprawy karne, zasada ignorantia iuris nocet nie dotyczy odnośnie stosunków państwa ze zwykłymi ludźmi. Prokurator, owszem, musi znać prawo, sędzia musi znać prawo, natomiast zwykły człowiek może nie być obeznany ze sprawami formalnoprawnymi, procedurą karną, tym, jak się toczy postępowanie i jak działać, by korzystać ze swych praw. Prawo karne dba o to, by nie skrzywdzono nikogo, w tym nawet obcokrajowca lub osoby niezbyt komunikatywnej lub po prostu nieinteligentnej. Zgodnie ze specjalnie w tym celu wprowadzonym art. 16 KPK sąd powinien pouczać strony postępowania o przysługujących prawach i ciążących obowiązkach. Jest to tak daleko posunięte, że stwierdza się, iż ustawa może nawet nie wprowadzać obowiązku jakiegoś konkretnego pouczenia, a i tak sąd sam z siebie powinien je zastosować, w miarę potrzeb, czyli stosownie do biegu sprawy. Praktyka jest więc taka, że przy wszelkich doręczeniach sąd przykładowo poucza o tym, czy orzeczenie jest zaskarżalne, i w jaki sposób je zaskarżyć i w jakim terminie. W tym natomiast przypadku Piotr Niżyński w ogóle nawet nie był pouczony o prawie do wniesienia kasacji, nie był więc też pouczony o tym, że kasację musi wnieść co do zasady adwokat lub radca prawny ani o tym, że taki adwokat lub radca prawny musi być osobą wykonującą obecnie zawód w jednej z form podanych w art. 4a Prawa o adwokaturze lub odpowiedniego przepisu o radcach. Nie był też nigdy pouczony o "obowiązku" złożenia wniosku o doręczenie orzeczenia z uzasadnieniem. Tymczasem zgodnie z art. 100 §8 KPK istniała wyraźna prawna konieczność przysłania takiego pouczenia nieobecnej w tym przypadku osobie oskarżanej o popełnienie czynu w stanie niepoczytalności. Zawsze istnieje taka konieczność pouczenia o sposobie zaskarżenia postanowienia.
Fakt dopuszczenia się takiego błędu przez Sąd Najwyższy, tj. pominięcia art. 16 KPK, tym bardziej razi, że wedle opinii biegłych Piotr Niżyński miałby być rzekomo osobą "chorą psychicznie". Choroba psychiczna oznacza, że nie można wymagać pełnej sprawności intelektualnej.
W takiej sytuacji, gdy nie dochowano obowiązku, wedle art. 16 §1 zdanie ostatnie KPK,
"brak takiego pouczenia lub mylne pouczenie nie może wywoływać ujemnych skutków procesowych dla uczestnika postępowania".
Oznacza to, że z mocy prawa przekreślane są negatywne następstwa stanu braku pouczenia (chodzi tu o informacje, które powinny być przysyłane stronie na kartce przez sąd; fakt dokonania pouczenia musi przy tym odzwierciedlać się jakimś dokumentem, czyli kopią tego, co wysłano stronie, widniejącą w aktach – tak wg art. 92 KPK; i tak też w praktyce się zawsze dzieje, tj. zostawia się kopię pisma wysyłanego stronie – gdyż to, co istotne, musi być w postępowaniu ujawnione, czyli w praktyce: musi być w aktach, inaczej sąd wyższej instancji nie ma później podstaw zakładać, że jakieś zdarzenie miało miejsce).
Oczywiście zatem nie można było "przegrać sprawy przez kwestie proceduralne", skoro nie było się nawet przez sąd właściwie pouczonym.
W niniejszej sprawie sytuacja była nawet bardziej jeszcze radykalna (co pozwala na rozumowanie prawnicze a fortiori, tzw. a minori ad maius, czyli "z mniejszego na większe", patrz Wikipedia), bo Sąd Okręgowy nie tylko nie pouczył należycie, w konsekwencji czego Piotr Niżyński nie poradził sobie z wniesieniem kasacji rzekomo w sposób właściwy, ale nawet wręcz wprowadzał swym zachowaniem w błąd (że przysługuje Piotrowi Niżyńskiemu prawo, by orzeczenie z uzasadnieniem dostać z inicjatywy samego sądu, bez żadnego wniosku). Skoro więc Piotr Niżyński kasację chciał wnieść, to już tylko brakom w zakresie wiedzy co do interpretacji stosowanych w Sądzie Najwyższym (jeśli nie par excellence kryminalnym układom tam panującym) można przypisywać . Tym bardziej więc w takiej sytuacji braku wiedzy, gdy pouczenie sądowe było warunkiem sine qua non poprawnego wniesienia kasacji, nie powinny Piotra Niżyńskiego dotknąć żadne negatywne konsekwencje braku pouczenia przez sąd.
Celowo wprowadził w błąd lub, jak ewentualnie ktoś mógłby przyjmować, źle zinterpretował prawo najpierw Sąd Okręgowy, po czym jeszcze taka "błędna" interpretacja nie była w ogóle dostrzegana przez kolejnych 2 prawników. Pokazuje to, na ile w takim razie niejasne i kontrowersyjne nawet dla prawników są to sprawy, skoro nawet same sądy są w swoistej rozterce i prezentują sprzeczne stanowiska. Gdyby bowiem autentycznie wedle prawa przysługiwało doręczenie orzeczenia z urzędu, wraz z uzasadnieniem, to nikt zapewne nie miałby podsądnemu za złe, że o to nie wnioskuje. Sąd sam powinien doręczać, to podsądny nie powinien wnioskować, to jest oczywiste. Problem tu tkwił natomiast jakoby w fakcie, że owo doręczenie z urzędu, czyli sąd sam z siebie, które wykonano, wedle prawa w rzeczywistości podobno nie przysługuje (jest to jakieś dziwaczne, kompletnie nie mające podstaw w prawie stanowisko Sądu Najwyższego, gdyż art. 100 §4 KPK wyraźnie podaje, że postanowienie kończące postępowanie stronom jak najbardziej się doręcza). W takiej sytuacji, skoro sąd doręczył, a rzekomo nie powinien, "należało" jakoby bez względu na wszystko i tak składać wniosek o doręczenie (czyli w praktyce: o duplikat, kolejny egzemplarz). Gdzie w prawie znaleziono taki obowiązek zapisany wprost, jako konieczny i właśnie wtedy rzekomo także konieczny, tego nikt nie wyjaśnia. W każdym zaś razie, jak tutaj pokazaliśmy, poważne wątpliwości, jakie stwarza to stanowisko, i jego niereprezentatywność oraz po prostu tak czy inaczej potrzeba pouczenia nie mającej wykształcenia na kierunku prawa strony (o potrzebie podjęcia konkretnych kroków w razie wnoszenia kasacji, by było możliwe skorzystanie przez stronę ze swego prawa) przekreślić winny konsekwencje wspomnianej rzekomo wybrakowanej ścieżki przy wnoszeniu kasacji (tj. braku rzekomo koniecznej "sekwencji czynności" zaczynającej się od odpowiedniego wniosku).
Z uwagi na powyższe, wspomniane orzeczenie Sądu Najwyższego nr II KZ 14/19 należy uznać za jeszcze na jeden sposób błędne, czyli podwójnie błędne i będące przejawem wyjątkowej nieprzychylności tego sądu wobec osoby Piotra Niżyńskiego.
Państwo przeciwko prawu człowieka
Zważywszy na to, że sądów obu instancji w tej sprawie w żaden sposób nie można uznać za sprawiedliwe i respektujące prawo i odzwierciedlające rzeczywistość, jak pokazuje strona internetowa na temat tej konkretnej sprawy, szczególnego znaczenia nabrała kasacja do Sądu Najwyższego, jako sposób ziszczenia się prawa oskarżonego do rzetelnego procesu sądowego (jakkolwiek tutaj prokurator nie oskarżał o przestępstwo, z uwagi na rzekomą schizofrenię, ale domagał się odebrania prawa jazdy, tym niemniej jest to sytuacja podobna, a z racji istnienia zarzutów o przestępstwo, czyli czyn niewątpliwie na pewno zagrożony karą, nie ma jak zaprzeczyć, że było tu prawo do rzetelnego procesu z art. 6 Konwencji). Tym niemniej postawa Sądu Najwyższego stała w sprzeczności do tego prawa.
Można więc tu dodać, że Europejski Trybunał Praw Człowieka zwracał się już w swym orzecznictwie nieraz przeciwko nadmiernie rygorystycznej interpretacji przez sądy krajowe jakiejś reguły prawa proceduralnego, tj. przeciwko nadmiernemu formalizmowi takiemu, przez który państwo może pozbawiać człowieka przysługującego mu prawa do sądu (patrz poradnik Trybunału na temat jego orzecznictwa w sprawach cywilnych, strona 16; poradnik w wersji polskiej jest dostępny przez www.echr.coe.int, menu Case law, Case-law analysis > Case-law guides). Ponadto także i z innego powodu sprawa ta kwalifikuje się do Trybunału: wbrew treści art. 6 ust. 3 pkt d Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności sądy obu instancji, wbrew naleganiom Piotra Niżyńskiego, nie prowadziły rozprawy i przesłuchań, tylko zaaprobowały rozpatrzenie sprawy na posiedzeniu. Tymczasem art. 6 ust. 3 pkt d ww. Konwencji nakazuje umożliwić podsądnemu w sprawie karnej (by być taką osobą, w Polsce wystarczy mieć status podejrzanego) przesłuchanie lub spowodowanie przesłuchania świadków oskarżenia. Jednakże niestety jak dotąd Trybunał zawsze stronniczo lekceważył sprawy zgłaszane przez Piotra Niżyńskiego, nawet te oparte na gotowym orzecznictwie, i odmawiał przyjęcia ich do rozpoznania (inadmissibility decision – decyzja o niedopuszczalności), co było czynione w składzie 1 sędziego i bez sięgania po akta oraz bez powiadamiania rządu, czyli w najwcześniejszej możliwej fazie, zgodnie z ogólnymi standardami "grupy watykańskiej". Praktycznie na pewno także i w tej sprawie Trybunał orzeknie niesprawiedliwie. Od lat widać w jego eksponowanym orzecznictwie przejawy różnych spraw, jak gdyby już z góry planowanych lub uwzględnianych przy planowaniu "kryminalnych" losów twórcy portalu xp.pl przez polskie ośrodki, przygotowywanie orzecznictwa pod przegrane Piotra Niżyńskiego (choć akurat w tym przypadku nie ma takiego orzecznictwa, ale sytuacja, tj. podobna, bo wypadkowa, tematyka sprawy przykładowej o odstąpieniu od rozprawy, kusi do tego, by się go dopatrywać) i tym podobne nielegalne posunięcia.
Dodatkowe podejście
Z uwagi na to, że dotychczas przysłaną do SN kasację wnosił – uznany przez Sąd Okręgowy i, w ramach uzasadnienia II KZ 14/19, także Sąd Najwyższy za nieuprawnionego – adw. Ginko mający status "nie wykonuje zawodu", ok. 2 maja kolejną kasację (złożoną w ciągu miesiąca od otrzymania zarządzenia Prezesa Sądu Okręgowego o odmowie przyjęcia tamtej do rozpoznania), tym razem podpisaną przez legalnego obrońcę strony, wniósł adw. Marcin Stępień. Będziemy Państwa na bieżąco informować o jej losach, z tym, że prawdopodobne wydaje się, iż SN znowu postąpi niesprawiedliwie. Ponadto dziś składany jest dodatkowo wniosek o doręczenie orzeczenia z uzasadnieniem wraz z wnioskiem o przywrócenie terminu procesowego do dokonania tej czynności.
Dlaczego tak źle w Sądzie Najwyższym?
Podstawowym powodem wydaje się nieodparcie niepłacenie podatków i wynikająca z tego czołobitność względem układu polityczno-telewizyjnego (nawet w samym Sądzie Najwyższym), a szerzej to ujmując: istnienie globalnej politycznej mafii podsłuchowo-korupcyjnej (zajmującej się też zabijaniem, a koordynowanej, jak się zdaje, przez Watykan i USA), w ramach której poszczególne kraje świata przeobraziły się potajemnie w "zakulisowe korupcyjne monarchie despotyczne", jak to ujmuje Piotr Niżyński na swym blogu www.nielegalnie.pl. W ramach tej mafii pracownicy najróżniejszych firm i instytucji (nad czym zawsze czuwają właściciele budynków) sami potrafią być zamieszani w przestępczość podsłuchową. Uczestniczą w "pracy" przy zakładowym monitoringu polegającej na spoglądaniu w obraz z kamer i informowaniu centralnej komórki dręczycieli o tym, kiedy Piotr Niżyński wchodzi i wychodzi do danego budynku, w czym pozwala zorientować się dźwięk z telefonu komórkowego, ze specjalnie podmienionym systemem operacyjnym, który odpowiada dźwiękowi rozlegającemu się ściśle przy Piotrze Niżyńskim (ofiara tzw. "podsłuchu w telewizji", tj. podsłuchu, który mają wykonywać wedle pogłoski pracownicy telewizji, w tym w szczególności: informatycy i "spikerzy" pracujący w studio na ul. Jasnej w Warszawie). Tego typu podsłuch, do którego odtwarzania na żywo służą specjalnie przygotowane (poprzez zaprogramowanie ich przez kabelek USB) telefony komórkowe, jest realizowany centralnie, nie wymaga podrzucania ani montowania żadnych urządzeń w terenie czy przy Piotrze Niżyńskim, natomiast swą funkcjonalnością mniej więcej odpowiada podsłuchowi z nadajnikiem podrzuconemu np. do torebki. Tyle tylko, że tutaj nikt nic nie podrzuca, ponieważ dźwięk podsłuchu wyznaczają centralnie specjalne radary, działające podobno z Kosmosu i powiązane z globalnymi nadzorowanymi przez Amerykę satelitami. Ważną częścią przeszkolenia szpiegów, oprócz ciągłego podsłuchiwania ofiary w ramach swej sesji przy monitoringu (co pomaga zorientować się w tym, kiedy trzaskają drzwi, czyli ofiara wchodzi), jest też uczenie ich stalkingu, czyli różnego rodzaju dokuczania Piotrowi Niżyńskiemu w terenie, gdy jest on blisko. Podstawową część tego procederu uskutecznia sama komórka centralna, zlokalizowana ponoć w telewizji, gdyż nadaje specjalne dręczycielskie radio: w jego ramach cały czas rozbrzmiewa bardzo męcząca tortura dźwiękowa złożona ze ścieżek dźwiękowych szeptów i zwykłej mowy oraz wołań. Szepty, oddziaływujące też podprogowo i generalnie bardzo angażujące umysł, skutecznie uniemożliwiają myślenie, powodują swoisty paraliż myślenia i bardzo nieprzyjemne związane z tym wrażenia (a możliwe jest też podprogowe wywoływanie różnych szczególnych rodzajów tortur). Owo radio podsłuchowe jest odtwarzane we wszystkich publicznych nieruchomościach, a także w licznych nieruchomościach użytkowanych prywatnie i niekomercyjnie (a mianowicie tych, które powstały w ostatnich 15 latach lub które kupiono albo wynajęto w ostatnich 15 latach na bezpośrednim wtórnym rynku obrotu nieruchomościami), tylko oczywiście jedynie wtedy, gdy jest sens coś tam odtwarzać, czyli gdy np. ofiara Piotr Niżyński jest w pobliżu. Generalnie zaś operatorzy globalnego systemu podsłuchowego powiązanego z Ameryką (popularnie zwanego Echelonem, a opartego o radary radiolokacyjne zlokalizowane przy satelitach), może nie wszyscy (może nie każda służba specjalna), ale na pewno ci nielegalni "telewizyjni", czyli ci związani z torturowaniem Piotra Niżyńskiego, mogą nadawać w dowolnym miejscu dowolne radio: kanałów może być wiele, można równocześnie zajmować się różnymi osobami, a podszepty podprogowe mogą być zupełnie niedostrzegalne jako bodziec lub można stosować głośne czy drastyczne dźwięki albo prostacką szeptaną torturę: dostępna jest pełna gama możliwości, jaką stwarza emitowanie dźwięku. Radia te są odtwarzane przez zabudowane w nieruchomościach telefony komórkowe (w najmniej dostępnych miejscach, np. przy kątach prostych między podłogą a ścianą, pionowo pod ścianami) w następstwie remontów, jakie te nieruchomości przeszły; telefony (np. marki Samsung Galaxy) są podobno zasilane alternatywną siecią zasilającą prądem stałego napięcia; co najmniej na licznych osiedlach domków jednorodzinnych oraz na dworze, w przestrzeni zarządzanej przez gminę, zasilanie dla tych telefonów wydaje się, wedle relacji świadków (patrz np. blog www.nielegalnie.pl, wpis "Zeznania i dowody"), być dostarczane przez zasilacze położone przy latarniach. Wszystko to, cały ten plan gigantycznego remontowania Polski i świata, wdrażane było przede wszystkim po śmierci Jana Pawła II (a lokalnie już nawet wcześniej), pod naciskiem Pentagonu (kartą przetargową miała być ponoć ochrona antyatomowa, nie tylko zresztą w krajach Europy Środkowej) i w realizacji metod od dawna stosowanych jak się zdaje przez papiestwo. Możliwe to było dzięki ogólnej przez cały XX wiek istniejącej konspiracji mass mediów na temat skandali związanych z zakulisowymi kryminalnymi wręcz interwencjami papiestwa w polityce. Niektóre informacje na temat takich interwencji są prezentowane przez strony internetowe www.nielegalnie.pl/ponazwisku.html i www.nielegalnie.pl/ofiary.html.
Zważywszy na to, że Piotr Niżyński jest przez centralny ośrodek podsłuchowy torturowany dźwiękowo i dręczony też w inne sposoby (w tym poprzez stalking masowy, nachodzenie przez masy ludzkie prezentujące określone gesty) od wielu lat, mianowicie np. torturą dźwiękową przez całe lata 2013-2018 i przez dotychczasowy czas roku 2019 (nie udało się od tego uciec ani na minutę), zaś pracownicy związani z monitoringiem w tych działaniach tzw. "telewizji" po prostu pomagają, bo podają jej położenie jej ofiary, pomagając ją namierzać (lokalizować), to są oni zwykłymi pomocnikami w torturowaniu tego człowieka: są sprawcami pomocnictwa m. in. właśnie w przestępstwie stalkingu, a także innych tego typu przestępstwach (np. znęcanie się). Wedle paradygmatu "słucham, rozumiem, pomagam" (który stał się znanym hasłem wyborczym Ewy Kopacz).
Tymczasem zaś tego typu przestępczość podsłuchowa upowszechniła się niemal wszędzie w prywatnych i państwowych zakładach pracy, oczywiście tylko wśród chętnych na to pracowników, tym niemniej takich, jak się okazuje, zawsze trochę jest.
Krótko mówiąc, wydaje się, iż istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że orzeczenie pisał przestępca podsłuchowy, którego Piotr Niżyński był ofiarą, a tak poza tym zostało w dodatku sporządzone na życzenie papieża oraz bandyckiej komórki ukrytej, jak się twierdzi, w strukturach telewizji publicznej i pod naciskiem możliwej afery co do niepłacenia podatków i ewentualnie też innych przekrętów, na tym tle być może już wcześniej pod naciskiem telewizyjno-skarbowym realizowanych.
Można tu też wspomnieć, że oprócz pomocnictwa w torturowaniu człowieka ludzie tacy miewają na sumieniu też inne formy współuczestniczenia w uporczywym nękaniu innej osoby. Nachodzenie, odpowiednie reagowanie na rozlegające się (dobrze im znane) dźwięki tortury, stosowanie specjalnych gestów jest zaprezentowane na licznych nagraniach wideo sporządzonych przez Piotra Niżyńskiego, które pokazują zupełnie przypadkowe i zdarzające się ad hoc sytuacje, np. https://www.youtube.com/watch?v=_XVY_P1E010 (2018-04-13 11:47 stalking - 170 incydentów w 18 min. 20 s.), https://www.youtube.com/watch?v=c41YiSOBvKs (2018-04-13 11:27 stalking - 48 incydentów w 6,5 min.) czy na kolejnych przykładowych nagraniach wideo, pokazujących codzienność Piotra Niżyńskiego, znajdujących się na stronie internetowej http://old.sysplex.pl/index/inne-dowody/W-TYM-WIDEO-JEST-WSZYSTKO-KLIKNIJ/. Wydaje się, że w dystrybuowanie oprogramowania umożliwiającego tworzenie podsłuchowych telefonów komórkowych (odbiorników wspólnego dźwięku podsłuchu dotyczącego Piotra Niżyńskiego), tworzenie grających smartfonów (odbiorników radia podsłuchowego), a także komunikowanie się w tej grupie przestępczej oraz zdalne podglądanie ekranu komputera (program Screen Capture) zaangażowana jest firma Microsoft oraz jej dystrybutorzy, aczkolwiek kwestia ta wymaga dokładniejszego wyjaśnienia śledztwem, którego niestety obecnie władze nie zamierzają przeprowadzić.
Kluczowy w tej grupie przestępczej jest zgoła bandycki nacisk fiskalny, presja przychodząca jak od jakiegoś monarchy despotycznemu, któremu trzeba się podporządkować, bo inaczej rozpoczyna się sprawa karnoskarbowa. Nacisk ten jest jednak stosowany oszczędnie, przede wszystkim na wielkich graczy (tzn. tych, którzy są właścicielami całych nieruchomości, np. biurowców czy bloków; drobniejsi przedsiębiorcy dostają natomiast dyrektywy wtórnie i pośrednio, czyli od takich zarządców nieruchomości, np. spółdzielni mieszkaniowych), czasem zaś wystarczy tylko widmo takiego nacisku, czyli informowanie przez centralny ośrodek śledzący, z którym szpiedzy monitoringowi są skomunikowani, o możliwości zorganizowania nacisku. Na takich podstawach, w oparciu o administrację rządową (skarbową), wedle informacji gromadzonych przez redakcję xp.pl, aczkolwiek poszlaki póki co są dosyć skromne, opiera się system nacisku tworzący następnie w istocie wszechwładzę władzy wykonawczej i w szczególności rządu i telewizji, wspieranych zapewne jeszcze przez prezydenta, a mających w założeniu usługiwać papieżowi.
Jest to sprawa na razie zupełnie nieprzebadana żadnym śledztwem, co wydaje się wysoce niesprawiedliwe. Próby skontaktowania się w tym temacie z rządem skutkowały jedynie brakiem odpowiedzi, wbrew obowiązkowi udzielenia jej w terminie 1 miesiąca, ze strony kancelarii premier Beaty Szydło oraz informacją, że próba interwencji w sprawie Piotra Niżyńskiego podważyłaby autorytet i godność Prezesa Rady Ministrów (co już, jak widać, zupełnie nie wchodzi w grę, jest nie do zaakceptowania i zmusza do zlekceważenia problemu). Te próby uzyskania pomocy rządu, by spowodować wszczęcie śledztwa w sprawie Telewizji Polskiej, pokazuje strona internetowa http://forum.nielegalnie.pl/viewtopic.php?f=13&t=3482.
Istnienie naszego portalu jest zależne od układu polityczno-gospodarczo-sądowniczego, który kontroluje dostęp do Internetu i w szczególności rejestr domen .pl (np. poprzez instytucję sporów prawnych), dlatego też wyjątkowo bolesnym ciosem jest brak autentycznie bezstronnego i wolnego od nacisków Sądu Najwyższego i, podobnie też, sądownictwa administracyjnego. Aby się ustrzec przed konsekwencjami represji przeciwko portalowi xp.pl, które mogłyby się kiedyś zdarzyć, zalecamy wszystkim zainteresowanym rzetelnym informowaniem o złym stanie kraju użytkowników, by zarejestrowali konto xp.pl, co jest możliwe na stronie konto.xp.pl.
Być może ponadto omawiane orzeczenie Sądu Najwyższego jest to próba terroryzowania ludności. Wiadomo bowiem, że zniechęca się ludzi do rozpowiadania prawdy o kryminalnych układach przez twierdzenie, że rzekomo mówienie tej prawdy jest nielegalne, ponieważ o kryminalnym układzie dowiedzieli się w ramach rozmowy zaczętej słowami w rodzaju "obiecaj, że nikomu nie powiesz tego, o czym teraz będziemy rozmawiać".
O fałszywości teorii prawnych na temat prawnego zakazu mówienia (rzekomo pod karą za przestępstwo), wynikającego jakoby z zaciągnięcia na siebie zobowiązania, pisaliśmy już w artykule xp.pl ostrzega przed fałszywymi teoriami o prawnym zakazie mówienia. Po przeczytaniu tego artykułu żaden rozsądny człowiek nie powinien mieć wątpliwości, że swobodne mówienie o złu ujdzie mu na sucho, zwłaszcza zaś w portalu xp.pl.
Ktoś mógłby tu jednak mieć na względzie wolę zastraszania ludności i w tym celu może chciano wydać takie błędne orzeczenie. Ponadto jest to, zapewne, spełnianie zupełnie pustych, przesyconych epatowaniem własnym złem, zachcianek jakiegoś zewnętrznego decydenta, kontaktu bandyckiej komórki prześladowczej (podobno telewizyjnej, czyli związanej ze studio warszawskiej telewizji regionalnej), przy czym wedle ciągle podnoszonych tez jest nim papież. Wskazują też na to liczne problemy z wnioskiem prokuratora, który w ogóle wszczął te postępowania przed sądem, sprawiające, że sąd to w istocie wniosek ten powinien zwrócić mu do uzupełnienia w terminie 7 dni. Pod groźbą braku skargi. Cała ta sprawa, m. in. z uwagi na niewywiązanie się prokuratora z terminu 7-dniowego do uzupełnienia pewnego "braku" wytkniętego mu przez sąd I instancji, kwalifikowała się do umorzenia z braku skargi uprawnionego oskarżyciela, bez orzekania żadnych środków zabezpieczających. Tymczasem zaś papież w jednym ze swych ówczesnych (przypadających niemalże dokładnie co do miesiąca czy dwóch na czas wnoszenia swego wniosku, czyli tzw. skargi, przez prokuratora) wystąpień głosił "To dla nas trudny czas, gdyż wielki oskarżyciel atakuje matkę, a matki się nie dotyka". Pokazuje to bardzo zbieżny obszar zainteresowań.
Ponadto istnienie jakichś "dokonań" prokuratury względem Piotra Niżyńskiego może z kolei służyć za sfingowany argument przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu jako prezesowi portalu: może on raczej powinien być ubezwłasnowolniony?... Może to jest wróg publiczny nr 1, przeciwko któremu sam prokurator, a nie rodzina, będzie teraz występować?... Wprawdzie rząd, a mianowicie jego pełnomocnik Michałkiewicz, przyznał, że właśnie likwiduje instytucję ubezwłasnowolnienia, naciska na to także ONZ, tym niemniej są to być może tylko wprowadzające w błąd dane, a planuje się jedynie wprowadzonej rozwiązania prawnego o innej nazwie a identycznych skutkach, czyli pozostawiającego człowieka przymusowo bez zdolności samodzielnego dokonania czynności prawnej, a to z przyczyn prawnych. Wszak papież w wystąpieniu, o którym mowa w naszym niedawnym artykule (Kapłan dyktował orzeczenie Sądowi Najwyższemu. Są pokrzywdzeni), zdawał się sugerować, że plan dotyczący ubezwłasnowolnienia naszego prezesa jest jak najbardziej aktualny, a Konwencję ONZ-owską "należy lekceważyć", jako "obcą naszej kulturze" i opartą na relatywistycznej (czyli przeciwnej takiej, która głosi prymat teorii lansowanych i ujednolicanych przez papieża) "koncepcji człowieka", jaką należy zwalczać. Można przejrzeć artykuł i wspominany w nim wpis na forum, by przejrzeć, jak papież, w doskonale dobranym kontekście czasowym, wyraźnie kojarzącym się z postacią Piotra Niżyńskiego i to na kilka sposobów (data, personalia ofiary, która nazajutrz zmarła, itd.), lansował lekceważenie dla oględnie nazwanych "zglobalizowanych nowych prądów", a tuż za tym w kolejnym artykule zaczęto od informacji na temat lekceważonego traktatu międzynarodowego z Mińska.
(n/n, zmieniony: 16 cze 2019 14:36)