Source: https://czasopismo.legeartis.org/2019/07/kukiz-projekt-zmian-ustawa-ochronie-zwierzat.html
Timestamp: 2020-01-24 17:43:19
Legal References Found: art. 7
 art. 7
 art. 7
 art. 7
 art. 36
 art. 7
 art. 7
 art. 7

Document Content:
Projekt kuriozalnych zmian w ustawie o ochronie zwierząt Kukiz '15
Powiedzieli co wiedzieli #52 — o tym jak Kukiz ’15 ustawę o ochronie zwierząt chce poprawiać
by Olgierd Rudak • 18 lipca 2019 • 7 komentarzy
Byłoby „krótko i na temat”, gdyby było z sensem — ale że jest kuriozalnie, to będzie „powiedzieli co wiedzieli”: do Sejmu trafił projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt regulujący zasady czasowego odebrania zwierzęcia właścicielowi (art. 7 uoz). Według informacji na stronie sejmowej wnioskodawcami jest grupa posłów Kukiz ’15 — i logika proponowanych unormowań nie kłamie: tak, nad dokumentem musiała pracować niejedna tęga głowa z jego otoczenia.
Kuata jest analfabetką, więc należy jej wybaczyć taki lapsus — ale jak słyszy „kukiz”, to na myśl przychodzi jej ten gumowy stożkowaty przedmiot, który wypełnia się smaczkami i podaje do przeżucia pyskiem (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)
Proponowane zmiany po części skupiają się na piętrzeniu biurokratycznych trudności przy czasowym odebraniu zwierzęcia, a także „doprecyzowaniu” procedury jego zwrotu (cudzysłów nieprzypadkowy), a w szczególności:
obowiązek — także „w przypadkach niecierpiących zwłoki” — każdorazowego uzyskania opinii powiatowego lekarza weterynarii, która potwierdzi faktyczne „istnienie zagrożenia” dla zwierzęcia (znowelizowany art. 7 ust. 3 ustawy);
jakby ktoś miał wątpliwości: uzyskanie takiej opinii powiatowego lekarza weterynarii „jest obligatoryjne”, zaś jej treść „jest wiążąca” (dodany art. 7 ust. 3a);
projekt ustawy zamyka możliwość bezpośredniego działania organizacji społecznych: odebrać zwierzę z terenu prywatnego będzie mógł tylko i wyłącznie policjant lub strażnik miejski (oczywiście z opinią powiatowego weterynarza w ręku, art. 7 ust. 3b);
właściciel czasowo odebranego zwierzęcia nadal ma ponosić koszty jego transportu, utrzymania i koniecznego leczenia — ale tylko i wyłącznie jeśli zostanie on prawomocnie skazany za znęcanie się nad nim, a sąd orzeknie jego przepadek (art. 7 ust. 4 uoz), do tego czasu płacić ma gmina (art. 7 ust. 5);
w niezwykle interesujący sposób projektodawcy wzięli się za regulację trybu zwrotu czasowo odebranego zwierzęcia: osoba, której powierzono zwierzę będzie miała na to 7 dni od wydania decyzji przez gminę, pod rygorem przymusowego odebrania w asyście policji (art. 7 ust. 11) i kary pieniężnej w kwocie co najmniej 1 tys. złotych (art. 7 ust. 12)
zwłoka w zwrocie zwierzęcia ma także skutkować konsekwencjami po stronie gminy: od swoistej kary umownej, która ma być nie niższa niż 50 złotych za dobę (sic!; art. 7 ust. 9), a jeśli zwrot nie jest możliwy (bo zwierzę nie żyje), gmina wypłaci właścicielowi odszkodowanie w kwocie nie niższej niż 2000 złotych (art. 7 ust. 10);
nie ma prawa bez kary — i tak za uchylanie się od obowiązku zwrotu zwierzęcia projektodawcy przewidują od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności oraz nawiązkę od 1 do 100 tys. złotych na cel związany z ochroną zwierząt — czyli dokładnie tyle samo ile teraz jest za zabicie zwierzęcia ze szczególnym okrucieństwem (sic!).
Jaki jest powód proponowanego przez posłów Kukiz ’15 projektu zmian w ustawie o ochronie zwierząt? W uzasadnieniu dokumentu rzuciło mi się w oczy zdanie, iż chodzi o „wyeliminowanie stanu prawnego dopuszczającego do dyskryminacji właścicieli zwierząt, wynikającej z braku symetrii przepisów, gdyż obecnie istnieją przepisy pozwalające przy podejrzeniu niewłaściwego traktowania zwierząt na natychmiastowe odebranie zwierząt właścicielowi, natomiast brak jest przepisów, które umożliwiałyby właścicielowi równie sprawne odzyskanie zwierząt stanowiących jego własność, gdy czasowy odbiór zwierząt okaże się bezpodstawny, a zarzuty nie zostaną potwierdzone w postępowaniach czy to administracyjnych czy karnych” — bo oto organizacje społecznie sobie te nieszczęsne pieski i kotki odbierają, przewożą „środkami transportu niezatwierdzonymi” przez weterynarię, umieszczają w nielegalnych schroniskach lub „tak zwanych domach tymczasowych” — no i „znane są liczne informacje”, że część tych zwierząt traci przy tym życie.
Zamiast komentarza: jeśli jest taki problem (nie wykluczam, że jest — wszakże człowiek też zwierzę, z tym, że potrafi się zachowywać naprawdę drańsko — chociaż skoro mowa o postępowaniu administracyjnym, to przecież są generalne normy regulujące odpowiedzialność organu, etc.), to przedstawiony projekt na pewno nie jest pomysłem na jego rozwiązanie — jest dowodem, że ktoś ma problem sam ze sobą.
Tags: art. 36a uoz art. 7 uoz legislacja pies powiedział co wiedział zwierzęta
← Czy użycie nazwy konkurenta jako fazy kluczowej jest nieuczciwą reklamą?
Czy należy się odszkodowanie za pogryzienie psa przez psa? →
A jak inaczej rozwiązać problem – gdy samozwańcze organizacje zabierają – mogą zabierać -ludziom ich własność na prawie – „bo tak”
Więc jest to wielokrotna, demagogiczna nieprawda (taka sama jak z tą „ustawą z numerkiem”, co to Kongres U.S.A. chciał nam narzucić jakieś projudaistyczne historie): – jeśli boli Cię „zabierać”, to projekt tego nie zmienia, bo nadal mogą, – ale nie mogą „zabierać”, lecz czasowo odbierać, zaś nawet w sytuacjach niecierpiących zwłoki wymagana jest (następcza) decyzja organu gminy, – nieprawdą jest, że mogą ot tak sobie „zabierać” lub „odbierać” zwierzęta — jako żywo tak samo podlegam regulacjom art. 7 ust. 1 lub ust. 3, ale jakoś się nie obawiam jego konsekwencji (podobnie jak podlegam przepisom o przemocy domowej, etc., ale też… Czytaj więcej »
Ale kto jest poszkodowany? Czy jest przepis który pozwala organizacji statutowo chroniącej np buty zabrać ci twoje – bo je za bardzo niszczysz chodząc po górach?
Buty chyba nie są poszkodowaną stroną?
Jak już mamy instytucje państwa powołane do pilnowania i egzekwowania prawa – zabierania właścicielowi jeśli prawo łamie – to po co w jakiś szczególnych przypadkach dawać do tego prawo prywatnym organizacjom?
Nawet komornik musi mieć wyrok z klauzulą wykonalności żeby coś komuś zabrać.
Po pierwsze nie porównuj butów czy innego przedmiotu do żyjącego stworzenia, bo są granice pseudo-erystyki. Nikt nie używa art. 7 ust. 3 uoz o tak sobie, bo mu się piesek podoba — każdy ze znanych mi przypadków oznacza potężną patologię (po stronie właściciela zwierzęcia, żeby nie było wątpliwości). Rozumiem, że tu chodzi o to, żeby „czynić sobie ziemię poddaną”, ale ja się z tym nie zgadzam. (A poszkodowanym w tym przypadku miałby być ów „nieszczęśliwy właściciel”, któremu „zabrano ukochane zwierzątko”). Jeszcze raz podkreślam: nawet w trybie nagłym wójt/burmistrz/prezydent musi wydać decyzję potwierdzającą „samowolne” działanie organizacji — nie ma decyzji, nie ma… Czytaj więcej »
Zgódźmy się, że mamy tu inną wrażliwość.
Dla mnie zwierzę to nie człowiek i nie wymaga ratowania. No chyba że jako całe zbiorowisko – tak jakbyśmy np ratowali zabytki przed pożarem. Ale już właścicielowi zabytkowego zegara nie zabraniałbym go np porąbać.
Ale nie tu widzę problem – przejaskrawię znowu:
Nie chciałbym np. żeby np organizacja wegetarian wpadała mi do domu i zabierała szynkę z lodówki żeby ją godnie pochować.
Albo towarzystwo opieki nad starymi meblami wynosiło mi z domu szafę – bo wdarły się korniki i szafa się rozpada.
Że się tak wtrącę, równie merytorycznie co komentarz rozpoczynający i dalsze odpowiedzi – dawnom nie widział, nie licząc dyskusji politycznych, równie bezsensownych argumentów i „retoryki”.
To może pisać osoba, która ze zwierzętami ma do czynienia przemysłowo-zawodowo po stronie krojczego i to od lat, albo tylko na talerzu.
Potraktuję to jako tzw. prowokację pseudo-intelektualną, coś jak te całe „a za Hitlera, to było tak…” w wydaniu pewnego człeka o przebłyskach liberalnych.
PS człowiek też zwierzę, czemu go wywyższać?