Source: https://czasopismo.legeartis.org/2017/10/windykacja-dlugu-oddaleniu-powodztwa.html?shared=email&msg=fail
Timestamp: 2018-08-17 03:30:33
Legal References Found: art. 117
 art. 15
 art. 23
 art. 24
 art. 448
 art. 117

Document Content:
Tags: art. 117 kc art. 15 uuig art. 23 kc art. 24 kc art. 448 kc dług KRD przedawnienie przeprosiny weksel windykacja
17 comments for “Czy można windykować dług po prawomocnym oddaleniu powództwa?”
25 października 2017 at 06:43
Państwo Windykatorstwo z PraGroup powinni sobie to przeczytać :)
Szczególnie druga uwaga z orzeczenia II instancji jest cenna, bo dużo było (a może i jest) takich umów przelewów wierzytelności, które nie były (nie są) szczególnie poparte dowodami. Pozwani też zapominali o tym temacie.
Ciekawi mnie czy można ruszyć windykatora, który wysyła wezwania i prośby o ugodowe załatwienie sprawy do zmarłej, mimo, że wie, iż „dłużnik”, przedawnionego dawno temu długu zmarł.
Naruszyć dóbr osobistych osoby zmarłej nie można, ale być może dałoby się coś od strony odbiorców korespondencji, którym zaburza to wspomnienie o zmarłym…
To wiadomo, takem kombinował w temacie naruszenia d.o. rodziny zmarłej.
Pokombinowałem w takim skrócie myślowym, że uznałem za oczywiste, że mowa była o bliskich.
25 października 2017 at 10:09
W sprawie o naruszenie dóbr osobistych trzeba wykazać prawdziwość/nieprawdziwość „oskarżeń” i to się zgadza (choć w związku z domniemaniem bezprawności to chyba dłużnik powinien się postarać a nie wierzyciel). Ale ta ochrona dóbr osobistych dłużnika przedawnionego, bo może już nie zapłacić ? Za daleko. O jakie wartości sądowi tutaj chodzi, co jest wyżej, a co niżej. Mir domowy i komfort psychiczny dłużnika (jeśli rzeczywiście nie zapłacił za coś co mu wierzyciel wykonał), czy pacta sunt servanda i obowiązek spłacania zobowiązań ! Jeżeli facet nie zapłacił to jest nierzetelnym dłużnikiem i kropka, niezależnie od tego, czy prawo po czasie pozwala mu się uchylić od zapłaty. Rozumiem, że jak sąd miał wątpliwości co do tego czy w ogóle powód jest dłużnikiem to mógł tak orzec (ostatecznie nawet mimo ww. ciężaru dowodu bo to trudne zagadnienie…) ale ten cały wywód o biednym dłużniku, i nękaniu to przesada. Odwraca kota ogonem. I to delikatnie, niepostrzeżenie, że prima facie nie sposób nie współczuć (znając z mediów doniesienia o złych windykatorach) ale podmywa, podmywa system wartości, na jakich stoi nasz porządek prawny….
Ale ciężar dowodu jest prawidłowo rozłożony: to dłużnik był powodem, a rzecz dotyczyła jego dóbr osobistych. Gdyby to windykator pozwał dłużnika (że niespłacony dług narusza dobra osobiste windykatora), to musiałby wykazać wyłącznie owo naruszenie, a dłużnik musiałby wykazać brak bezprawności.
Gdyby sprawa dotyczyła spłaty długu, to oczywiście, że „pacta, etc.” — ale taka sprawa już była, windykator sprawę przegrał już na etapie przedawnienia — a żaden sąd nie wdawał się w meritum. (Dodać warto, że ów dług wynikał z weksla, który został wypełniony wbrew porozumieniu wekslowemu — więc jeśli „pacta, etc.”, to dotyczy to także rzekomego wierzyciela ;-)
Jeżeli facet ma przedawniony dług to jest przedawniony i kropka. Tu nie chodzi o komfort psychiczny tego jednego dłużnika, tylko o komfort psychiczny nas wszystkich. Bo wszyscy możemy być rzekomymi dłużnikami.
Mój komfort opiera się między innymi na tym, że mam pewność że nie muszę się martwić „trzymaniem kwitów” na to że spłaciłem co do grosza wszystkie należności w tamtym tysiącleciu. Że mogę wywalić papiery po tych kilku latach (patrz czy nie ZUS) i jakby co, mogę powiedzieć „pobite gary, 3/5/7 lat minęło”.
Osobiście zgadzam się z (niepodważalnym), że dług przedawniony istnieje — zobowiązanie naturalne w kodeksie cywilnym nadal jest :)
26 października 2017 at 19:09
Cały problem w tym, że czasami … nie mam kwitów.
Przykład (autentyczny)
był kredyt,
został spłacony.
Po paru latach coś się bankowi pop…ło i wysłał ludziom wezwania do zapłaty.
I co, mam płacić, to co już spłaciłem?
Nie — bo spłaciłeś. Możesz nawet powołać się na dowód w posiadaniu wierzyciela.
A jeśli w dodatku jest przedawniony, to możesz „z ostrożności procesowej” zgłosić zarzut przedawnienia.
Ja bym wolał ten pierwszy ;-)
Ale wierzyciel nie posiada dowodu (pod ręką), bo było połączenie banków i doszło do błędów przy łączeniu systemów informatycznych (późne skutki problemu Y2k itp.) – stąd wezwania do zapłaty wygenerowane z automatu.
Problem w tym, że wierzyciel tego dowodu … nie ma (łączenie banków, bałagan) itp.
Akurat biorąc pod uwagę obowiązki banków wynikające z przepisów prawa bankowego (okres przechowywania dokumentów) — bank może mieć problem szczególny.
Co nie zmienia faktu, że nie ma dokumentu bank (nie wiem czemu, i niespecjalnie mnie to interesuje) jak i ja.
I rozumiem, że jeśli się powołam na przedawnienie, to w oczach PP PioRun-a będę nierzetelny?
asdasdasddsadas
10 sierpnia 2018 at 08:40
No ale skoro wierzytelność się przedawniła to sąd nie będzie badał jej zasadności ani wysokości. Oczywiście można powiedzieć, że przecież dłużnik nie musi podnieść zarzutu przedawnienia i w ten sposób doprowadzić do rozstrzygnięcia. Jednak skoro ustawodawca przyznał dłużnikowi (lub rzekomemu dłużnikowi) takie prawo podmiotowe to może go używać. Zresztą bez względu na zasadność roszczeń co do zasady czy wysokości, każdy rozsądny pozwany mogąc podnieść zarzut przedawnienia powinien to uczynić, choćby po to by minimalizować ryzyko procesowe, będące nieodłącznym elementem sporów. Nadto, skoro przedawnienie wprowadzone zostało ze względu na trudności dowodowe, które powstają po latach bezczynności wierzycieli i utrudniają ustalenie obiektywnych okoliczności sporu, to instytucja ta ma wartość utylitarną i powinna być stosowana, choćby po to by nie zmuszać świadków do składania zeznań o okolicznościach, których już nie pamiętają, czy pozwanego do poszukiwania dokumentów, które zaginęły bądź uległy zniszczeniu. Bez przedawnienia nagle spadkobiercy wierzycieli bądź rzekomych wierzycieli sprzed dekad a nawet wieków mogliby próbować wytaczać powództwa spadkobiercom rzekomych dłużników. Byłoby śmiesznie, ale bezpieczeństwo obrotu przestałoby istnieć. Skoro więc dłużnik może podnieść zarzut przedawnienia (a obecnie to już nawet nie musi bo sąd ma badać to z urzędu) unicestwiając tym możliwość rozstrzygnięcia sporu, to jakiekolwiek próby odzyskania wierzytelności od dłużnika są bezprawne.
10 sierpnia 2018 at 08:57
Polemizowałbym z dość kategorycznym brzmieniem zdania „skoro więc dłużnik może podnieść zarzut przedawnienia (…) to jakiekolwiek próby odzyskania wierzytelności od dłużnika są bezprawne” — skoro „może”, a nawet mimo przedawnienia dług jako taki istnieje, to jednak działania takie nie mogą być bezprawne.
Natomiast rzeczywiście nie wiem jak to odnieść do dzisiejszego art. 117 par. 2(1) kc — który jest sformułowany dość kategorycznie. Być może od miesiąca jakiekolwiek działania wobec konsumenta są bezprawne.