Source: http://zaolzie.org/zaolzie2007/200705/PBI200705.htm
Timestamp: 2018-03-24 00:07:28
Legal References Found: art. 8
 art. 73
 art. 74
 art. 73
 art. 74
 art. 75
 art. 17
 art. 73
 art. 23
 art. 2
 art. 1
 art. 2

Document Content:
Zaolzie - Polski Biuletyn Informacyjny 5/2007 (41) AKTUALNY STATUS ZAOLZIA
Numer 5/2007 (41)
1. AKTUALNY STATUS ZAOLZIA - Bronisław Wrzos
4 maja 2006 r. minął termin ewentualnego wypowiedzenia ważności Układu między Rzecząpospolitą Polską a Czeską i Słowacką Republiką Federacyjną (dziś tylko Republiką Czeską) z 6 października 1991 r.
Jaki jest w tej chwili stan prawny tego układu? Czy bez względu na fakt zmiany umawiającej się strony i występujące w nim niedociągnięcia, niejasności a nawet protesty, jakie mu towarzyszyły już przy zawieraniu - automatyczne przedłużanie jego ważności może nie budzić wątpliwości? Nie posiadał on żadnych, umownie uzgodnionych klauzul dotyczących monitorowania jego enigmatycznych ustaleń. Tego braku jednoznacznego, wzajemnie uzgodnionego a przede wszystkim podanego do publicznej wiadomości sposobu monitoringu nikt z odpowiedzialnych za jego realizację nawet nie odnotował, cóż dopiero by w sposób ewidentny sygnalizował.
Negocjatorzy, którzy go w imieniu Polski w r. 1991 zawierali, wykazali tym samym brak kompetencji. Na domiar - określone „elity” nadal uporczywie głoszą pogląd, że stanowi on wystarczającą „infrastrukturę prawną” dla ochrony praw polskiej mniejszości na Zaolziu.
Wychodząc naprzeciw otrzymywanym pytaniom na temat polsko-czeskich relacji w odniesieniu do Śląska Zaolziańskiego, w kontekście tej ostatniej międzypaństwowej umowy zawartej przez Rzeczpospolitą Polską oraz Czeską i Słowacką Republikę Federacyjną (dziś Republika Czeska) z 6 października 1991, przedstawiamy poniżej to zagadnienie na tle polsko-czechosłowackich umów i układów międzypaństwowych za okres 1925 – 1992, opracowane na nasze zamówienie przez rzeczoznawcę.
Pełne teksty umów w zakresie ochrony mniejszości podamy w PBI-Z 6/2007
Szkoła i oświata w języku przodków, to podstawa rozwoju nowoczesnego życia narodowego.
Do utraty tożsamości zaczyna dochodzić już u małego, bezbronnego i ufnego we wszystko dziecka, kiedy obce przedszkole i obca szkoła przystępują do niszczenia subtelnych więzi narodowych z jego własną rodziną. Jest to tym skuteczniejsze, gdy czyni to szkoła, stawiająca sobie za swój cel oderwanie młodego człowieka od jego korzeni. Z taką sytuacją mamy właśnie nadal do czynienia na Zaolziu.
Światli mieszkańcy Ziemi Cieszyńskiej byli już przed wiekami świadomi znaczenia wychowania w mowie przodków. Już ok. 250 lat temu otwierali na swojej ziemi pierwsze, polskie szkoły podstawowe. Jako ciekawostkę warto przytoczyć fakt, jak to już w 19 stuleciu cieszyński bibliofil Andrzej Cienciała piechotą - aż z Krakowa - sprowadzał polskie książki dla oświaty współczesnych i ku pokrzepieniu ich serc!
Tymi zasadami kierują się również ci, którzy - jak można przeczytać w poprzednich numerach PBI-Z – stają w obronie likwidowanej obecnie przez władze czeskie polskiej szkoły w Trzyńcu na Tarasie, szkoły - do której uczęszcza blisko 100 uczniów.
WARSZAWA - W OBRONIE WYNARADAWIANYCH
Nie ulega wątpliwości, że polscy autorzy Umowy między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Czechosłowacką z 23 kwietnia 1925 r., w jej części III – Ochrona mniejszości, byli sobie świadomi konieczności zagwarantowania Polakom zaolziańskim elementarnego prawa do nauki w języku ojczystym. W 3 akapicie artykułu 13 tej umowy czytamy:
„W szczególności oświadczają obie umawiające się Strony, że uważają za sprzeczne z prawami wszelkie wywieranie nacisku na rodziców, aby posyłali dzieci do szkół z innym językiem nauczania, niż ich język ojczysty”.
Władze czeskie, przez pozbawianie pracy ojców wielodzietnych zaolziańskich rodzin, posyłających dziatwę do polskich szkół, już od samego początku okupacji Zaolzia, od r. 1920, wręcz szantażem zapełniały polskimi dziećmi nowobudowane czeskie szkoły. I tu nasze władze w Warszawie nie zawiodły. Jeżeli w lipcu 1920, w sytuacji bez wyjścia uległy manipulacji władz czeskich, powiązanej z bolszewickim zagrożeniem pod Warszawą, to w wynegocjowaniu ochrony praw dla zaolzian zrobiły wszystko - rzec można, że na poziomie 21 wieku - jeśli chodzi o szczegółowość ustaleń i ich monitoring!
Polska i Czechy (Czechosłowacja) zawarły między sobą w latach 1925 – 1992 łącznie 6 ogólnych umów i układów. Chociaż precyzji i wagi nie można oczywiście mierzyć długością tekstu, to nie bez wymowy pozostaje fakt, iż przedwojenne ujęcie, obejmujące ustalenia ochronne dla ludności polskiej w CSR, wynegocjowane w części III umowy z 23.4.1925 jest o ponad 10 % dłuższe, niż łączny – dotyczący mniejszości polskiej - tekst wszystkich pozostałych 5 Umów i Układów zawartych po II wojnie światowej. Merytorycznie natomiast – żaden powojenny traktat w zakresie ochrony praw Polaków nie wytrzymuje porównania z umową z r. 1925 r. Ma to swoją wymowę – do czego poniżej wrócimy.
Poniżej podajemy te sformułowania tej umowy, które dotyczą ludności polskiej. W aneksie do niniejszego opracowania zamieścimy - pełny tekst obustronny.
Oto fragmenty części III, dotyczące Polaków:
1. Z Umowy między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Czechosłowacką z 23.4.1925:
Obywatele [...] narodowości polskiej korzystać będą [...] z wszelkich praw [...]na podstawie przepisów Konstytucji, ustaw i rozporządzeń czechosłowackich tyczących się mniejszości oraz postanowień niniejszej Umowy. [...]
Tyczy się to ludności osiadłej na byłym terytorium plebiscytowym Śląska Cieszyńskiego [...] i ludności [polskiej – przyp. red.] osiadłej na pozostałym terytorium Republiki Czechosłowackiej.
Obie umawiające się Strony zgodnie oświadczają, że są zdecydowane traktować życzliwie: [...], Republika Czechosłowacka mniejszość polską.
[...] Przy tym nie będzie za nielojalność poczytywana obrona praw mniejszościowych.
Ta „życzliwość” strony czeskiej skutkowała w okresie międzywojennym wynarodowieniem zaolziańskich Polaków do ok. 60 % ich liczby sprzed r.1920. W żadnym z kolejnych układów strona czeska już jednak nawet nie zadeklarowała chęci życzliwego traktowania swych obywateli narodowości polskiej.
W całym okresie powojennym, aż do dziś, nie było jej też już stać na oświadczenie, iż obrona praw mniejszościowych nie będzie Polakom poczytywana za nielojalność.
Konwencja ramowa Rady Europy (RE) o ochronie mniejszości narodowych zawiera taką – ogólnie sformułowaną deklarację. RC podpisała i ratyfikowała tę konwencję na rzecz mniejszości u siebie, ale jej nie dotrzymuje. Konwencja nie jest samowykonalna. Raporty z jej realizacji, zgłaszane do RE przez RC - wskutek fałszywego z założenia monitoringu - mijają się z prawdą.
Dla określenia narodowości lub języka ojczystego jest miarodajne oświadczenie interesowanej osoby [...].
Tylko w omawianej Umowie jest tak jednoznaczny zapis o zakazie wynaradawiania. W kolejnych 6 układach (a właściwie 4 – bo dwa układy dotyczą spraw mienia i granic) został ten problem całkowicie pominięty!
Tak jednoznacznie sformułowanego zakazu tej formy wynaradawiania nie ma już w żadnym z kolejnych powojennych traktatów. Zarówno przed wojną - brutalny nacisk na żywicieli polskich rodzin dla zmuszenia ich do posyłania dzieci do czeskiej szkoły pod groźbą utraty pracy - jak i po wojnie, aż po dziś istnieją różne formy przymusu do uczęszczania polskich dzieci do czeskich szkół, a tym samym ich wynaradawiania. Oto najnowszy taki przykład: w lutym 2007, kilkanaście dni po wizycie czeskiego prezydenta w zaolziańskim Trzyńcu, samorząd miasta, pod pretekstem tzw. optymalizacji polskiego szkolnictwa, przyjął uchwalę o likwidacji polskiej szkoły z prawie stu uczniami. Czy burmistrz miasta czekała w tej sprawie na opinię głowy państwa? Tego naturalnie nikt oficjalnie nie przyzna, choć trudno takich przypuszczeń uniknąć. Wiadomo natomiast, że pisemny apel polskiego premiera Jarosława Kaczyńskiego z kwietnia 2007 do czeskiego premiera w celu utrzymania szkoły, jak dotąd, nie przyniósł pozytywnych rezultatów. Zadowolony z siebie może być tylko były polski dyrektor tej szkoły p. R.W., który - jak pisały media - wbrew petycjom i oburzeniu rodziców uczniów wraz z władzami miasta, potajemnie zabiegał o jej zamknięcie.
Sądowe i administracyjne rozprawy i protokołowanie ze stronami, doręczanie zawiadomień, aktów oskarżenia, wyroków i uchwał, jako też przyjmowanie i załatwianie podań, wpisy do ksiąg gruntowych, zewnętrzne oznaczanie urzędowych budynków, wydawanie ogłoszeń i enuncjacji [...] odbywać się będzie dla mniejszości [...] polskiej [...] w języku [...] polskim.
[...].Ten artykuł był przed wojną dotrzymywany. Miało to znaczenie dla utrzymania tożsamości i ducha Polaków zaolziańskich. Nie powtórzono już tego z takimi szczegółami po r. 1945 po to, by zlikwidować dwujęzyczność na tej od wieków polskiej ziemi, aby wyrugować język polski z życia publicznego. Chociaż ogólnikowo zadeklarowano prawo do dwujęzyczności z zastrzeżeniem „zgodnie z prawem krajowym” (patrz niżej w tekście umowy z r. 1991, art. 8), to bezkarnie stosowano wobec miejscowych Polaków nacisk psychologiczny. Pod ryzykiem odmowy załatwienia petenta, gdy tylko nadarzyła się okazja, napływowi czescy urzędnicy, czy sprzedawcy (ci ostatni w okresie komunizmu, a zwłaszcza z czasów zwalczania polskiej Solidarności) na wypowiedziane po polsku słowa butnie odpowiadali: „Mluvte na mne česky, já vám nerozumím!” (Proszę do mnie mówić po czesku, ja was nie rozumiem!) - lub arogancko: „Běžte si zpět do Polska!” (Wracajcie sobie do Polski!), z czym i obecnie można się często spotkać np. na trzynieckim portalu internetowym. Zdarzało się za komunizmu, że kasjerka w samie – zasłyszawszy polską rozmowę między zaolziańskimi klientami– wyjmowała im towar z koszyka ze słowami „Polákům neprodáváme” (Polakom nie sprzedajemy).
Dwujęzyczne tablice i napisy były na Zaolziu w okresie międzywojennym rzeczą oczywistą. Zanim pojawili się tam czescy przybysze istniały tam już od czasów austriackich tablice polsko-niemieckie Polaków traktowano jeszcze wówczas w pewnym sensie podmiotowo. Umowa z r.1925 była i pod tym względem dla Polaków nieporównywalnie lepsza, niż te z okresu po II wojnie światowej.
Inaczej też nie mogło być – tę umowę w Warszawie przed wojna zawierali prawdziwi Polacy! Jej realizacji domagano się na szczeblu rządowym a nie jak dziś, kiedy to dyplomaci z Warszawy w Ostrawie i Pradze kłaniają się i przepraszają, że Polacy na Zaolziu jeszcze żyją.
Celem umożliwienia ludności polskiej [...] faktycznego korzystania z uprawnień językowych w sądach, urzędach i organach państwowych, [...] Strony wydadzą zarządzenia, aby w sądach, urzędach i organach państwowych, [...] były [...] z wyłączeniem władz centralnych, wśród personelu urzędowego w dostatecznej ilości osoby, które [...] władają językiem polskim [...]..
Ten artykuł był dotrzymywany, byli tłumacze. Warszawa to wymagała, nie jak dziś, kiedy prawo do załatwiania spraw w języku polskim obowiązuje tylko na papierze. Praktycznie ono nie istnieje. Kuriozum w tej kwestii stanowi obowiązek prowadzenia dokumentacji polskich organizacji społecznych, czy korespondencji między dyrekcją a rodzicami polskiej szkoły w języku czeskim. Są to ewidentne przykłady, że władze czeskie nie tylko nie realizują własnych przepisów wykonawczych, lecz wręcz je naruszają, zaś Warszawa z braku odpowiednich, przyjętych dwustronnie regulacji nie może się w tych sprawach upomnieć, bo formalnie nie ma takich uprawnień, jak dawniej (patrz art. 73, art. 74,art. 75 umowy z r. 1925).
Przy nadawaniu koncesji, uprawnień, urzędowych zezwoleń itp. oraz przy udzielaniu subwencji, przydziałów rządowych i jakichkolwiek uprawnień zarobkowych w Republice Czechosłowackiej [...] obywatele [...] narodowości polskiej, jak również krajowe osoby prawne będą stawiane [...] na równi z takimi osobami narodowości czechosłowackiej [...].
Artykuł przed wojną realizowany, choć z szykanami – istniała jednak możliwość mniej lub bardziej skutecznej interwencji ze strony Warszawy (patrz niżej art. 73, art. 74 i art. 75 umowy z r. 1925) . Obecnie instytucja interwencji ze strony Polski na rzecz Polaków za Olzą nie istnieje. Nie ma w obecnej umowie ustalenia, umożliwiającego interwencję. Wręcz odwrotnie – jest zapis, że niedopuszczalna jest ingerencja w sprawy wewnętrzne (art. 2, ust. 1 Umowy z 6.10.1991). Czym jednak są sprawy wewnętrzne w zagadnieniach mniejszości narodowych? W Konwencji ramowej RE mówi się wręcz o tym, że ochrona praw mniejszości jest przedmiotem troski międzynarodowej. Jest więc zrozumiałe, dlaczego władze praskie tę wiążącą ich umowę międzynarodową bez skrupułów ignorują! (casus - wspomniana wyżej trzyniecka szkoła na Tarasie).
[...] Strony zobowiązują się także w okręgach, gdzie na zasadzie obowiązujących przepisów mniejszość nie ma prawa do założenia samodzielnych publicznych szkół powszechnych (ludowych i wydziałowych), zezwolić na założenie szkół prywatnych z językiem nauczania odnośnej mniejszości z prawem publiczności, [...] i udzielić im wedle możności także poparcia [...].
Osoby zatrudnione przy nauczaniu, wliczając w to także kierowników szkół, [...] w polskich szkołach Republiki Czechosłowackiej, [...] mają być narodowości [...] polskiej i mają posiadać przepisaną językową i zawodową kwalifikację. [...].
Kandydaci nauczycielscy, [...] narodowości polskiej [...], którzy uzyskali kwalifikacje nauczycielskie w Polsce, [...] będą [...] przyjmowani do służby nauczycielskiej w szkołach polskich w Republice Czechosłowackiej [...] z warunkiem, że złożą egzamin uzupełniający według przepisów obowiązujących w Czechosłowacji [...]. Nauczyciele ci będą po złożeniu egzaminu traktowani na równi z nauczycielami, którzy uzyskali kwalifikacje nauczycielskie w danym Państwie.
[...] dla polskich szkół powszechnych w Republice Czechosłowackiej będą ustanowione w najszerszych granicach [...]specjalne bezpośrednie organa administracyjne.
Artykuły 17, 18, 19 i 20 miały dla utrzymania polskości szczególne znaczenie. W umowach powojennych takich ustaleń już nie ma. Stanowiły do pewnego stopnia autonomię Polaków w dziedzinie szkolnictwa. Nie do pomyślenia, tak jak dziś, była czeska dyrekcja polskich szkół! Nie do pomyślenia było antypolskie postępowanie dyrektora polskiej szkoły.
W tym artykule sformułowano w sposób konkretny umowne gwarancje i warunki dla istnienia polskiego szkolnictwa na Zaolziu. Przy niezawisłej Macierzy Szkolnej i gwarancjach wynikających z art. 17, szkolnictwo polskie na Zaolziu miało realne podstawy bytu. Taka sytuacja dziś eliminowałaby niebezpieczeństwo sukcesywnej likwidacji naszych szkół na Zaolziu, borykających się ostatnio również z brakiem odpowiednich podręczników.
Przedwojenni polscy negocjatorzy wyznawali fundamentalną prawdę:
o prawa dla podbitej ludności mogą się upominać tylko równi u równych!
Nie może się o prawa ubezwłasnowolnionej ludności skutecznie upominać samozwańczy rzecznik miejscowy, namaszczony przez najwyższe instancje państwa hegemona, zwłaszcza gdy jest materialnie zależny od władz tegoż państwa.
Ustalenia części IX stwarzały możliwość kontroli i egzekwowania dotrzymywania ustaleń umownych, uzgodnionych na rzecz Polaków zaolziańskich – pod warunkiem dobrej woli tych, którzy zajęli Zaolzie w r. 1919.
Przed wojną zabrakło jednak skutecznych sankcji i rękojmii ich nałożenia. Liga Narodów, do której się Polska odwoływała, okazała się za słaba, by wymóc zaprzestanie wynaradawiania zaolziańskich Polaków. Skutkiem tego był niestety m.in. brak porozumienia w obliczu agresji hitlerowskich Niemiec i sowiecka hegemonia nad Polską i Czechami z lat 1945 – 1990, co paradoksalnie nawet obecnie jest przez wiele osób niedostrzegane.
Model gwarancji, przedstawiony poniżej w art. 73 – 81, był bez precedensu! W okresie międzywojennym Polacy zaolziańscy mieli możliwość zwracania się do swoich Rodaków w Warszawie o rzeczywistą ochronę – tylko taki tryb działania mógł być skuteczny!
Ochrona ludności polskiej na Zaolziu, razem z powyższymi z gwarancjami, w nieważnej już dziś niestety umowie, jest swoistym pierwowzorem ujęcia problematyki ochrony praw mniejszości narodowych. Podobne rozwiązania zastosowano w Konwencji ramowej (Rady Europy – RE) o ochronie mniejszości narodowych (ZAOLZIE Polski Biuletyn Informacyjny nr 4/2005), ratyfikowaną zarówno przez RP jak i RC, wobec czego obowiązuje oba państwa, lecz niestety - poprzez ustawę o mniejszościach narodowych w RP - jest tylko jednostronnie realizowana w Polsce. Warto tu zaznaczyć, iż ta ustawa stanowi nawet pewne rozszerzenie zapisów konwencji.
Wspomniana Konwencja, o której realizacji w odniesieniu do Polaków zaolziańskich wypowiedział się Sekretarz Generalny RE, iż stanowi dla czynników i decydentów Unii Europejskiej TOP PROBLEM, ma szanse stać się z uwagi na jej sformułowania drogą wyjścia z zaułka ucisku narodowego, w jaki dostali się Polacy zaolziańscy A.D. 2007. Będzie to jednak wymagało wielu prawdziwych i odważnych decyzji zarówno ze strony Czech jak i Polski z korzyścią dla obu stron.
ZNÓW – NIEPODŁEGŁE!
Przejęcie Zaolzia od CzSR przez Polskę 2 października 1938 r. stanowiło zakończenie jego czeskiej okupacji i początek zaledwie 11 miesięcznej niepodległości. Warunkowa zgoda Premiera Rządu RP Ignacego Paderewskieg, wyrażona wymuszonym podpisem pod decyzją Rady Ambasadorów z 28.7.1920 o przekazaniu Zaolzia Czechom pod presją czeskich blokad francuskiej broni dla Polski walczącej z bolszewikami w obronie istnienia państwa polskiego, przestała obowiązywać.
Zaolzie stało się integralną częścią Rzeczypospolitej Polskiej. Należy wyrazić uznanie stronie czeskiej, że wystąpiła z inicjatywą jego zwrotu Polsce. Jak wynika z fotokopii oryginału pisma prezydenta Beneša, zamieszczonej poniżej, uczyniła tak pismem z 22.9.1938, a więc na tydzień przed podpisaniem ustaleń konferencji monachijskiej z 29.9.1938. Przejęcia Zaolzia, które dla uniknięcia zbrojnego zderzenia z niemiecką machiną wojenną pod Boguminem nastąpiło 2.10.1938 - niecały miesiąc wcześniej niż proponowała strona czeska - nie można więc wiązać z Układem Monachijskim, jak sugerowano w powojennych umowach PRL-CSRs (art. 6 układu z 1.3.1967) oraz RP-CSRF(art. 2 ust. 3 układu z 6.10.1991) poprzez niezwiązane z istotą umów oświadczenia, że obie umawiające się strony uważają Umowę Monachijską za nieważną od samego początku, ze wszystkimi wynikającymi z tego następstwami. Polska nie była uczestnikiem Konferencji Monachijskiej. Przejęcie Zaolzia - jak to wyraźnie zaznaczyła strona czeska - zostało uzgodnione między Polską i CSR i nastąpiło z inicjatywy CSR, jako sprawa wewnętrzna tych dwóch państw co akceptująco przyjął prezydent Mościcki (niżej fotokopia i tłumaczenie pisma Beneša oraz tekst pisma prezydenta Mościckiego).
Tłumaczenie pisma czeskiego prezydenta E. Beneša – podkreślenia w obu tekstach B.W.:
NOWA OKUPACJA ?
W maju r. 1945 obszar całej Polski, w skład którego wchodziło również Zaolzie, był już zajęty przez armię sowiecką. Skończyła się niemiecka okupacja, nie powstało suwerenne państwo polskie. Zaczęła się nowa okupacja.
Dla Śląska Zaolziańskiego rzeczywistość okupacyjna miała podwójne konsekwencje:
1. Sowiecki okupant Polski stał się po swym niemieckim poprzedniku niedemokratycznym decydentem w sprawie dalszych losów Zaolzia.
2. Jak można było przewidzieć – władze czeskie, z dawien dawna kolaborujące z sowietami (ZAOLZIE Polski Biuletyn Informacyjny nr 6/2005) otrzymały w maju 1945 zielone światło do ponownego zajęcia tej ziemi.
Z dalszego przebiegu wydarzeń wypływa jeden niewątpliwy fakt: o dalszych losach Zaolzia - za stronę polską - decydowały już od tamtej pory aż do r. 1989 - wyłącznie marionetkowe władze podporządkowane sowietom. Ich podpisy na umowach i układach miały wagę reprezentantów zniewolonego narodu.
Czy zadysponowanie przedwojennym mieniem Polaków zaolziańskich przez marionetkowe władze PRL, sygnatariuszy Umowy z 29.3.1958 r. między PRL a CSR o uregulowaniu nie załatwionych spraw majątkowych (niżej cytowane są właściwe fragmenty), lub czy kamuflowane zrzeczenie się przez te marionetkowe komunistyczne władze części przedwojennej Polski – tj. Zaolzia w Umowie z 13.6.1958 między PRL a CSR o ostatecznym wytyczeniu granicy państwowej (niżej fragmenty) jest w majestacie prawa w wolnym, demokratycznym świecie wiążące?
W czerwcu 1961, nieżyjący już dziś ówczesny poseł na Sejm prof. dr Ludwik Stomma na pytanie w tej sprawie stwierdził, że te umowy nie były nigdy przedmiotem debaty sejmowej. Nawet marionetkowy Sejm PRL nie został dopuszczony do głosu w tej sprawie. Czy zatem – już w okresie postkomunistycznym, w Trzeciej Rzeczypospolitej – niezgodnie z ustawą zasadniczą, złożenie podpisu przez prezydenta RP zarówno pod Układem między RP a CiSRF o dobrym sąsiedztwie, solidarności i przyjacielskiej współpracy z 6.10.1991, jak i ratyfikacją tegoż dokumentu, wyprostowało tę sprawę? Wg ówczesnych norm konstytucyjnych jedna i ta sama osoba nie mogła podpisać i ratyfikować międzynarodowej umowy, której przedmiotem były sprawy majątkowe, nie mówiąc już o sprawach granicznych. Jeśli w status ante, będący następstwem niedemokratycznej procedury, demokratyczne lex retro non agit, to absurdalne jest przyjęcie założenia, że nie ma problemu majątkowo-granicznego i tak samo, że nie ma problemu złożenia podwójnego podpisu przez prezydenta w r. 1992. A więc pod ratyfikacją Układu RP-CiSRF z 6.10.1992 widnieje konstytucyjnie nieważny podpis? Ale ten Układ w myśl art. 23 ust. 1 – aby był ważny, podlegał ratyfikacji – co nie jest problemem tylko jednej z Umawiających się Stron!
Pozostaje zatem kwestia dla konstytucjonalistów oraz dla tych, których to, volens nolens, z racji ich konstytucyjnych obowiązków dotyczy!
Postawiony na początku problem –Aktualny status Zaolzia - pozostaje więc otwarty!
Pierwszą powojenną umową polsko-czeską był układ z 10.3.1947 o przyjaźni i wzajemnej pomocy między RP a CSR, zawarty pod dyktando sowieckiego okupanta Polski i łaskawego protektora Czech. Jak można poniżej sprawdzić, porównując Protokół – Załącznik do tego układu z umową z r. 1925 – sprawę ochrony praw narodowych Polaków zaolziańskich potraktowano w nim zdawkowo i lekceważąco, poświęcając jej zaledwie 29 słów. Swoją drogą, strona czeska targowała się bardzo długo, by nawet do tego nie dopuścić.
Gdy przywołamy w pamięci wysiłek zaolziańskich Polaków w walce z niemieckim faszyzmem, oraz że ci co w czasie okupacji korzystali z przywilejów zbiorowej volkslisty podpisanej z Niemcami przez prezydenta Hachę wyzywali ich od beckowskich faszystów – to gorycz przepełniająca Polaków zaolziańskich jest zrozumiała i to tym bardziej, gdy dziś likwiduje się ich ostatnie już polskie szkoły, jak ta w Trzyńcu na Tarasie, a to tuż po wizycie prezydenta RC w tym mieście.
W związku z układem z r. 1947 warto jeszcze zaznaczyć in plus dla polskich komunistów, że z załatwieniem granic na Zaolziu nie śpieszyli się zbytnio i zamiast 2 lat, jak było w umowie, trwało to lat 11, zanim Gomułka, zawiedziona „nadzieja” Narodu, sprzedał Zaolzie czeskim towarzyszom.
2. Z Układu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Czechosłowacką z 10.3.1947
(Do ludności polskiej Zaolzia odnosi się tylko Protokół – Załącznik)
że zapewnią Polakom w Czechosłowacji [...] możliwości rozwoju narodowego, politycznego, kulturalnego i gospodarczego (szkoły, stowarzyszenia, spółdzielnie na zasadzie jedności spółdzielczości [...] w Czechosłowacji).
( - ) Józef Cyrankiewicz ( - ) Zygmunt Modzelewski ( - ) Gottwald ( - ) Jan Masaryk
Po zaznajomieniu się z powyższym Układem [...] oświadcza się, że jest [...] ratyfikowany [...].
(-) B. Bierut, Prezes Rady Ministrów (-) J. Cyrankiewicz, Minister Spraw Zagranicznych (-)Z.Modzelewski
Jak przystało na polskich komunistów i komunistów nie tylko polskich, którzy zawsze odznaczali się hojnością, kiedy chodziło o dawanie z cudzej kieszeni, przy okazji załatwiania zaolziańskich granic na rzecz Czechów podarowali czeskim towarzyszom również polskie zaolziańskie mienie społeczne i prywatne ( Umowa poniżej), które zaraz po wojnie - władze czeskie w ramach swoich bohaterskich zmagań z niemieckim faszyzmem - skonfiskowały jako poniemieckie.
3. Z Umowy między Polską Rzecząpospolitą Ludową a Republiką Czechosłowacką o uregulowaniu nie załatwionych spraw majątkowych z 29 marca 1958 r.
Rada Państwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i Prezydent Republiki Czechosłowackiej, pragnąc uregulować nie załatwione sprawy majątkowe z okresu przed dniem 9 maja 1945 roku oraz niektóre sprawy majątkowe z okresu późniejszego, postanowiły zawrzeć niniejszą Umowę :
1) Niniejszą Umową są [...] uregulowane oraz całkowicie i ostatecznie zlikwidowane:
4. Z Umowy między Polską Rzecząpospolitą Ludową a Republiką Czechosłowacką o ostatecznym wytyczeniu granicy państwowej z 13.6.1958 r.
Rada Państwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i Prezydent Republiki Czechosłowackiej, [...] wyznaczyli [...] swych pełnomocników, a mianowicie:
(2) Linia granicy państwowej przebiega zgodnie z dokumentami wytyczenia granicy państwowej, które stanowią integralną część niniejszej Umowy.
5. Układ między Polską Rzecząpospolitą Ludową a Czechosłowacką Republiką Socjalistyczną o Przyjaźni, Współpracy i Wzajemnej Pomocy, podpisany w Warszawie dnia 1 marca 1967 r.
6. Z Układu między Rzecząpospolitą Polską a Czeską i Słowacką Republiką Federacyjną o dobrym sąsiedztwie, solidarności i przyjacielskiej współpracy, sporządzonego w Krakowie dnia 6 października 1991 r.
Pierwszy poskomunistyczny Układ między Polską a Czechami został zawarty, podobnie jak wszystkie poprzednie Umowy z okresu powojennego, bez woli zapewnienia Polakom zaolziańskim należnych im praw narodowych.
Nie ma w nim ani gwarancji ochrony praw mniejszości, w tym polskiej, ani sposobu jej monitorowania, który podany do wiadomości publicznej, tak jak w umowie z 23.4.1925, jest niezbędnym narzędziem demokratycznego dochodzenia praw. Przecież układy, które traktują o sprawach obywatelskich powinny być dla zainteresowanych czytelne i przejrzyste. Powinny zawierać ścisłe informacje na temat ewentualnego trybu odwoławczego w przypadkach łamania określonych ustaleń.
Charakterystyczne dla tego układu jest przede wszystkim całkowite usztywnienie strony czeskiej, nie dopuszczenie do jakiejkolwiek formy opieki nad Polakami zaolziańskimi ze strony Polski. W art. 2 ust. 1 wprowadzono zastrzeżenie o nieingerencji w sprawy wewnętrzne. Nie sprecyzowano, czy i w jaki sposób strona polska może interweniować na rzecz Polaków na Zaolziu, a wiadomo że liczącą się liczbowo mniejszość, miała Polska na terenie strony czeskiej, a nie odwrotnie. W zaledwie 4 lata później przedstawiono w Strasbourgu do podpisu Konwencję ramową RE o ochronie mniejszości narodowych, która w swym art. 1 wyraźnie ustalała, że sprawa ochrony praw mniejszości wchodzi w zakres troski i opieki międzynarodowej. Choć wymieniony układ zawierany był wcześniej od Konwencji w niczym to nie usprawiedliwia jego nieprawidłowego sformułowania
Najbardziej spektakularne jest jednak stwierdzenie w art. 2 ust. 3, że strony uważają Układ Monachijski za nieważny od samego początku wraz ze wszystkimi jego następstwami. Z uwagi na to, że pomiędzy II RP i międzywojenną CSR nie doszło de facto do żadnych wydarzeń związanych z ustaleniami „monachijskimi” powstaje pytanie, czyżby w ten sposób chciano usankcjonować nieprawdziwe insynuacje, iż Zaolzie wróciło w r. 1938 do Polski na skutek wydarzeń monachijskich, czemu w sposób oczywisty przeczy treść pisma prezydenta Beneša, którego kopia z oryginalnym podpisem głowy ówczesnego państwa czechosłowackiego została zamieszczona wyżej?
1. Umawiające się Strony potwierdzają, że [...] osoby należące do polskiej mniejszości narodowej w Czeskiej i Słowackiej Republice Federacyjnej mają prawo, indywidualnie, jak też wespół z innymi członkami swej grupy, do swobodnego wyrażania, zachowania i rozwijania swej tożsamości etnicznej, kulturowej, językowej i religijnej oraz do rozwijania swej kultury we wszystkich kierunkach, bez jakichkolwiek prób jej asymilacji wbrew ich woli.
Za Rzeczpospolitą Polską L. Wałęsa
Za Czeską i Słowacką Republikę Federacyjną V.Havel
Jak z powyższego widać, układ ten nie posiadał – w przeciwieństwie do umowy z r. 1925 żadnych ustaleń gwarancji i monitorowania jego realizacji.
Opracował: Bronisław Wrzos
przy udziale konsultantów
Cieszyn Zachodni – hotel Piast
Zaolzie-Polski Biuletyn Informacyjny, nr 5/2007 (41)