Source: https://sciencewatch.pl/index.php/publikacje/felietony/197-dzien-z-zycia-uwalanego-habilitanta-cz-1
Timestamp: 2020-07-12 19:01:14
Legal References Found: art. 68
 art. 73
 art. 73
 art. 18
 art. 84
 art. 271

Document Content:
SCIENCE WATCH POLSKA - Dzień z życia uwalanego habilitanta – cz.1
Szczególnie, że miał trafić do habilitanta celem autoryzacji wypowiedzi – wynika to z odpowiednio stosowanego w postępowaniach awansowych Kodeksu postępowania administracyjnego (KPA) – art. 68, ale niestety tak się nie stało, choć tak mu obiecano. Ale nie od dziś wiadomo, że obiecanki cacanki, a głupiemu radość.
Swoją drogą, o prawie do autoryzacji złożonych podczas posiedzenia komisji wyjaśnień dotyczących osiągnięć przedłożonych do oceny był zapewniany przez sekretarza tejże komisji – taki miły gest, a że habilitant naiwny to uwierzył i czekał, cierpliwie czekał. Poza czekaniem podejmował w tzw. międzyczasie próbę obrony swoich praw naruszonych w recenzjach, w których to recenzenci, tzw. „bogowie”, co to mogą wszystko, z lekka sobie pofolgowali i postanowili odstąpić od nałożonego na nich obowiązku przygotowania recenzji zgodnie z prawem i poszanowaniem zasad etyki oraz dobrych obyczajów w nauce.
W sumie skoro jakiś „bóg na bogami” uznał, że trzeba habilitanta „uwalić”, bo za młody na habilitację, i że żadne konsekwencje na ogół za to nie grożą, bo „recenzent – bóg” może wszystko, to czemu mieli sobie żałować. A że habilitant niepokorny, to na różne sposoby próbowano mu utrzeć nos, choćby poprzez pozbawianie go prawa zapoznania się z protokołem przed posiedzeniem Rady Wydziału, na której podejmowali decyzję w jego sprawie. A że habilitant uparty i domagał się protokołu i opinii komisji habilitacyjnej, to postanowiono dokumenty ukryć, i to bardzo skutecznie! Gdzie, kto, dlaczego? – nie wiadomo – są jedynie pewne przypuszczenia, ale nie ma co uprzedzać powołanych do tego instytucji. Pewne jest to, że z powodu działań podejmowanych przez habilitanta wszystko nagle sformalizowano – jak wyjaśnił sekretarz – i postanowiono, że habilitant otrzyma protokół po podjęciu decyzji w jego sprawie – taka niespodzianka, kto by pomyślał... Ale to jeszcze nie wszystko - ten protokół miał zostać udostępniony „po uprzednim zwróceniu się do przewodniczącego” – to się nazywa władza!
Czy z czegoś to wynika? Nie, ale któż bogatemu zabroni, tzn. któż przewodniczącemu zabroni, a jeszcze człowiekowi reprezentującemu Centralną Komisję, no gdzie?? A zatem nadaremne trudy habilitanta, bo jak postanowiono, tak zrobiono. Ale formalności dopełniono – przestrzeganie prawa, to przecież podstawa – w końcu komisja miała na dostarczenie opinii 21 dni – wynika to z Ustawy, czyli dokładnie 30 stycznia powinna zostać przedłożona dziekanowi. Dzieło w postaci opinii przyjęto, wynagrodzenia wypłacono – najszybciej sekretarzowi! Na pytanie, gdzie je ma, nie był nawet przekonany, czy już jest gotowe. Tzn. raz było, później już nie, aż w końcu obiecał, że jak będzie to da znać. Od tej pamiętnej daty, w której złożył tą deklarację minęły niespełna trzy tygodnie, a że wielkimi krokami zbliżała się Rada Wydziału i habilitant się coraz bardziej niecierpliwił, to poprosił swojego pełnomocnika co by wybrał się na Wydział i zajrzał do akt w nadziei, że może jakimś cudem odnalazł się protokół i opinia komisji, bo dziekan zgodnie z prawem umieścił sprawę habilitanta w porządku obrad na tydzień przed posiedzeniem Rady - porządek musi być! Zapomniał widać włożyć opinię i protokół do akt, bo dnia następnego nadal w aktach dokumentów nie było. Pewnie umknęło mu to, a być może nie wiedział, no bo skąd, że habilitant miał prawo zapoznać się z protokołem i opinią – wynika to art. 73 KPA – i że te dokumenty powinny znajdować się w aktach sprawy. Trudno uznać, że zrobił to celowo! Chociaż…?
Przecież habilitant załączył do wniosku pismo z Ministerstwa, że ma prawo do zapoznania się z protokołem, i że powinien zostać udostępniony habilitantowi, a i o tym art. 73 KPA habilitant też pisał, ale może dziekan zajęty i coś mu umknęło? A może pisma mu nie przekazali? Ileż to pytań pozostaje bez odpowiedzi!
Na szczęście o tym, że dokumenty powinny być w aktach wiedział pełnomocnik, a że zaufanie do instytucji to podstawa, ów pełnomocnik napisał serdeczną prośbę o przesłanie opinii i protokołu, a habilitant wiernie czekał. Aż wreszcie nadszedł upragniony i wyczekiwany dzień. Dnia 10 marca w piątek przed poniedziałkowym posiedzeniem Rady Wydziału PRZYSZEDŁ MAIL z dziekanatu…Gdyby miał załącznik w postaci upragnionego i wyczekiwanego miesiącami protokołu, to byłoby zbyt pięknie, więc rozczarowuję tych, którzy tak pomyśleli. Otóż ów pracownik, zapewne na czyjeś polecenie, w przypływie skrajnej euforii postanowił sprawdzić czy możliwe jest dotarcie na wydział w ciągu 7 minut przed jego zamknięciem! A może chcieli zobaczyć, jak bardzo zdeterminowany jest habilitant i jak bardzo zależy mu na otrzymaniu tego wyczekiwanego protokołu i opinii, bowiem o dostępności owych dokumentów poinformowano w owym mailu o 15.23!!!
Habilitant załamał się swoją niemocą i brakiem możliwości teleportacji, ale rozsądny pełnomocnik poprosił o przesłanie skanów stosownych dokumentów minutę po otrzymaniu maila, a że nadzieja umiera ostatnia, to habilitant takową miał. Na próżno! Widać to nie o determinację habilitanta chodziło, a tych którym zależało, żeby protokół i opinia nie trafiły do rąk habilitanta przed posiedzeniem Rady Wydziału. I tak też się stało! Protokół został odczytany publicznie na Radzie Wydziału, a pełnomocnikowi habilitanta udostępniony po jej posiedzeniu!! I nagle wszystko stało się jasne!!!
W protokole z posiedzenia komisji habilitacyjnej stanowiącego załącznik do podjętej uchwały komisji w sprawie odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego poświadczono nieprawdę w zakresie dorobku i osiągnięć habilitanta zgłoszonych do oceny, tj. poświadczono nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, a działanie to nosi znamiona działania celowego. Co więcej, w tymże protokole pominięto szereg wypowiedzi habilitanta złożonych podczas posiedzenia komisji, w której wziął udział, część z nich zmieniono, ale także przypisano mu słowa, których nie wypowiedział, przede wszystkim to, że zgadza się z zarzutami, co jest oczywiście nieprawdą!!
Gdyby protokół otrzymał przed Radą Wydziału zapewne podjąłby działania, a wtedy dopiero narobiłoby się szumu, a tak bez większych problemów wprowadzono w błąd członków Rady Wydziału uwalając habilitanta… bo przecież czy mogłoby być inaczej, skoro rada podejmuje decyzję na podstawie opinii i jej uzasadnienia, które stanowi protokół? Na tym historia się nie kończy i ciąg dalszy nastąpi, ale tymczasem obiecany wywód prawny, który sprawić może, że boskość recenzentów i członków Komisji może zostać zniweczona… Czy tak się stanie? Pożyjemy, zobaczymy…
Protokół z posiedzenia komisji habilitacyjnej stanowi z jednej strony dokument urzędowy będący sprawozdaniem z czynności, tj. posiedzenia komisji w sprawie sporządzenia opinii o nadaniu lub odmowie nadania stopnia doktora habilitowanego, z drugiej strony stanowi załącznik do uchwały sporządzonej przez członków komisji habilitacyjnej w sprawie nadania lub odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego.
Waga tego dokumentu jest szczególnie istotna, gdyż w dokumencie tym członkowie komisji habilitacyjnej poświadczają okoliczności mające znaczenie prawne, tj. czy habilitant posiada osiągnięcia wystarczające do nadania mu stopnia doktora habilitowanego.
Zgodnie z art. 18a ust. 11 Ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki [Dz.U.2014.1852 j.t. ze zm.], Komisja habilitacyjna w terminie 21 dni od dnia otrzymania recenzji przedkłada radzie jednostki organizacyjnej uchwałę zawierającą opinię w sprawie nadania lub odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego, o której mowa w ust. 8, wraz z uzasadnieniem i pełną dokumentacją postępowania habilitacyjnego, w tym recenzjami osiągnięć naukowych. Na podstawie tej opinii rada jednostki organizacyjnej, w terminie miesiąca, podejmuje uchwałę o nadaniu lub odmowie.
Z przywołanych regulacji prawnych wynika, iż uchwałę komisji habilitacyjnej, wraz z jej uzasadnieniem zawartym w protokole z posiedzenia komisji, stanowiącym załącznik do tejże uchwały, ustawodawca uczynił głównym źródłem dowodowym dla decyzji rady.
Wobec powyższego bezsprzeczne pozostaje, iż członkowie komisji habilitacyjnej powinni dokonać oceny przedłożonego dorobku zgodnie z prawdą i ze szczególną starannością, rzetelnością i wnikliwością, do której zobligowani są prawem, jak i Kodeksem Etyki w Nauce oraz Dobrymi Praktykami w Procedurach Recenzyjnych w Nauce, bo ich opinia ma kluczowy wpływ na wynik sprawy w postępowaniu administracyjnym o nadanie stopnia doktora habilitowanego.
Tym bardziej, iż jak wynika z uzasadnienia NSA z dnia 26 kwietnia 2006 r. sygn. I OSK 1364/05 - Jeśli recenzent powoływany w postępowaniu o nadanie stopnia lub tytułu naukowego pełni rolę eksperta i specjalisty, to błędny jest wniosek, że nie może być traktowany jako biegły w rozumieniu art. 84 § 1 k.p.a. Recenzja jest opinią specjalisty z danej dziedziny lub pokrewnej, którą zajmuje się kandydat do tytułu naukowego, i jako taka, niewątpliwie, musi podlegać wszechstronnej ocenie przy podejmowaniu uchwały.”
Powołani do oceny dorobku i wydania opinii w sprawie nadania lub odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego członkowie komisji habilitacyjnej są zatem osobami uprawnionymi do potwierdzenia okoliczności mającej znaczenie prawne i działają we własnym imieniu, ale w cudzej sprawie.
Co istotne, w orzecznictwie pojawiło się zapatrywanie, że osobą uprawnioną do wystawienia dokumentu może być jedynie osoba zaufania publicznego, której poświadczenie korzysta z domniemania prawdziwości[1], a takim zawodem jest zawód nauczyciela akademickiego. Wyrok S.A. w Krakowie, II AKA 173/99 stoi na stanowisku, że poświadczeniu z art. 271 kk są tylko dokumenty wystawione na użytek publiczny, przeznaczone do dowodzenia okoliczności w nich poświadczonych innymi dokumentami, korzystających z domniemania prawdziwości, a taki charakter ma dokument w postaci protokołu z posiedzenia komisji habilitacyjnej.
PS Odpowiedź na pytanie postawione w tytule felietonu dla tych, którzy mieliby wątpliwości: to niestety nie sen, a brutalna rzeczywistość…